Wojna handlowa USA-Chiny: początek i…koniec?

Dwie największe światowe potęgi gospodarcze, których funkcjonowanie w ogromnym stopniu wpływa na pozostałe światowe rynki, już od roku toczą ze sobą spór handlowy, któremu przygląda się cały świat. Chiny, po tym jak zostały przyjęte do Światowej Organizacji Handlu w 2001 roku, odnotowywały z roku na rok coraz silniejszy wzrost gospodarczy, co nie umknęło uwadze Stanom Zjednoczonym, które odczuły tego negatywne konsekwencje. Donald Trump podczas swojej kampanii wyborczej składał obietnice, że zrobi wszystko, aby zakończyć proces bogacenia się Chin kosztem USA.

Spór rozpoczęty

Jego jednym z pierwszych działań, które miało przekonać Chiny do zmian polityki handlowej, a także do rezygnacji z transferów technologicznych (wymuszania przekazywania tajemnic technologicznych, jako warunku wejścia na rynek),  było nałożenie w 2018 roku karnych taryf na eksport towarów wyprodukowanych w Chinach do Stanów Zjednoczonych. Państwo chińskie nie pozostawiało sytuacji bez odpowiedzi i nałożyło na USA taryfy odwetowe. Zaszkodziło to nie tylko amerykańskim eksporterom, jak również całej chińskiej gospodarce, która i bez tego rozwijała się wolniej niż w poprzednich latach. Spór obu największych potęg gospodarczych na świecie groził wystąpieniem światowej recesji.

Zawieszenie broni

Wydaje się, że zarówno prezydent USA Donald Trump i przywódca Chin Xi Jinping są już zmęczeni prowadzoną od kilku miesięcy wojną handlową, ponieważ już w grudniu 2018 roku podczas szczytu G20 w Buenos Aires oboje uzgodnili zawieszenie broni. Przełom w sporze miał trwać pierwotnie do 1 marca bieżącego roku, kiedy stawka procentowa na towary z Chin warte 200 mld USD rocznie miała zostać podniesiona z 10 do 25%. Trump wystąpił z prośbą o zniesienie podatków od amerykańskich produktów rolnych w związku z przedłużeniem zawieszenia broni.

Co dalej?

Na ten moment chińskie władze domagają się, aby w porozumieniu został zawarty punkt o wzajemnym wycofaniu karnych taryf nałożonych w wyniku sporu. Z sugestii prezydenta Trumpa z kolei wynika, że najchętniej nie znosiłby ich natychmiast, ponieważ chce przekonać się o lojalności Chin w stosunku do podpisanego porozumienia. Jednakże podkreśla chęć i potrzebę podpisania aktu godzącego strony i zakończenia sporu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Wciąż trwają negocjacje na temat warunków umowy między dyplomatami obu państw. Liczymy na to, że w przeciągu kolejnych tygodni poznamy miejsce i datę szczytu, podczas którego dojdzie do oficjalnego podpisania porozumienia.

Katarzyna Rodak, Project Manager w ConQuest Consulting

Colas Polska (Bouygues) przejęła część aktywów Skanska

CRIDO Legal doradzało Colas Polska, będącemu członkiem grupy Bouygues, w przejęciu m.in. 11 wytwórni mas bitumicznych od Skanska. Transakcja umożliwi Colas prowadzenie działalności na terenie całej Polski. Wartość transakcji to ok. 120 mln PLN.

Jest to jedna z największych transakcji na rynku budowy dróg i autostrad ostatnich lat. Poza 11 wytwórniami mas bitumicznych Colas przejął również inne aktywa, w tym ponad 130 maszyn budowlanych oraz ok. 330 pracowników operacyjnych i 20 zespołów zajmujących się układaniem mas bitumicznych.

Kancelaria CRIDO Legal była zaangażowana w proces od samego początku, tj. od negocjacji wstępnych warunków, poprzez badanie due diligence, sporządzenie i negocjacje dokumentacji transakcyjnej aż po  zakończenia transakcji.

Przejęte składniki majątkowe Skanska o wartości ponad 120 mln PLN znajdują się w 11 największych miastach w Polsce. Transakcja umożliwi Colas, który od ponad 20 lat prowadzi działalność w zachodniej części kraju, na rozszerzenie działalności na całą Polskę.

Ze strony CRIDO Legal zespołem prawników doradzających przy transakcji kierował Mateusz Rogoziński (partner działu M&A), zaś w negocjacje dokumentacji zaangażowana była Magdalena Purol (associate) przy wsparciu Dominiki Mazur (prawnik) i Michała Furgalskiego (associate). Zespołem podatkowym CRIDO kierował Paweł Toński (partner zarządzający w dziale podatkowym).

Transakcje na rynku budowlanym stają się faktem. Konsolidacja jest nieunikniona, a wynika m.in. z coraz większych kosztów działalności i braku odpowiednich pracowników. Małe i średnie firmy jak również te większe, będą coraz części przedmiotem przejęć przez dużych graczy. Transakcja przeprowadzona dla Colas jest jedną z największych w ostatnim czasie na rynku budowy dróg i autostrad. Długofalowo pozwoli ona naszemu Klientowi na prowadzenie działalności na terenie całego kraju – komentuje Mateusz Rogoziński, partner w CRIDO Legal.

Pernod Ricard ogłasza plan działania w zakresie zrównoważonego rozwoju

Grupa Pernod Ricard ogłosiła w dniu 3 kwietnia plan działania w zakresie zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności do 2030 roku. Powstał  on w ramach strategii Transform & Accelerate Grupy. Wyznacza 8 ambitnych, konkretnych zobowiązań do realizacji do 2030 roku, zgodnych z Celami Zrównoważonego Rozwoju ONZ. Zobowiązania zostały oficjalnie przedstawione w dniu dzisiejszym w destylarni koniaku Martell we Francji podczas konferencji prasowej. W oparciu o przyjęte zobowiązania, Grupa podejmie kolejne konkretne kroki na rzecz ochrony środowiska naturalnego regionów pochodzenia swoich produktów, a także społecznej odpowiedzialności, szczególnie w zakresie przeciwdziałania nieodpowiedzialnej konsumpcji alkoholu.

good times from a good placeWe wrześniu ubiegłego roku, podczas ostatniego szczytu UN Global Compact Leaders’ Summit w siedzibie głównej ONZ w Nowym Jorku, Pernod Ricard jako jedyny producent win i alkoholi mocnych znalazł się w gronie spółek Global Compact LEAD, co świadczy o nieustannym zaangażowaniu spółki w realizację 10 zasad UN Global Compact oraz 17 Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ.

Od samego początku swojego istnienia Grupa Pernod Ricard kieruje się zasadami zrównoważonego rozwoju. Przeszło 50 lat temu założyciel Grupy, Paul Ricard, zapoczątkował działalność Instytutu Oceanografii im. Paula Ricarda. Do dzisiaj jest to wiodąca placówka w dziedzinie ochrony mórz i oceanów. Grupa i należące do niej marki podejmują wiele działań (takich jak konkurs dla startupów zaangażowanych społecznie Chivas Venture czy współpraca marki Absolut Elyx z organizacją Water for People), a od 2010 roku zrobiła znaczące postępy w realizacji celów środowiskowych wyznaczonych do 2020 roku. W ciągu ostatnich ośmiu lat 93% zakładów produkcyjnych uzyskało certyfikat ISO 14001, a 95% winnic przeszło proces certyfikacji zgodnie z normami środowiskowymi. Ponadto Grupa ograniczyła zużycie wody potrzebnej do wyprodukowania jednego litra alkoholu o 20%, emisję dwutlenku węgla o 30% na jednostkę produkcji oraz ilość odpadów przeznaczonych do składowania z poziomu 10 253 ton do 748 ton.

Bazując na dotychczasowych osiągnięciach, 8 nowych zobowiązań w zakresie zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności dotyczy czterech najważniejszych obszarów: troski o miejsce pochodzenia, doceniania ludzi, wytwarzania w obiegu zamkniętym i odpowiedzialnej gościnności. Zostały one wyznaczone w odpowiedzi na problemy, przed którymi stoi Grupa i cały świat, takimi jak zmiana klimatu, prawa człowieka czy gospodarowanie odpadami. Cele mają określone terminy do osiągnięcia do 2030 roku, co umożliwi śledzenie postępów.

TROSKA O MIEJSCE POCHODZENIA (Nurturing Terroir)

Każdy produkt Pernod Ricard zawdzięcza swój charakter miejscu, z którego pochodzi. Działania w tym obszarze skupiają się na dbaniu o każdy region i jego bioróżnorodność oraz reagowaniu na wyzwania związane ze zmianą klimatu, tak aby zapewnić dostępność wysokiej jakości składników przyszłym pokoleniom.

  1. Bioróżnorodność – do 2030 roku 100% spółek Grupy wdroży strategiczny projekt w zakresie bioróżnorodności.
  2. Rolnictwo regeneratywne – do 2025 roku Grupa opracuje projekty pilotażowe w zakresie rolnictwa regeneratywnego na terenie swoich winnic w ośmiu regionach winiarskich (Argentynie, Kalifornii, Cognac, Szampanii, Hiszpanii, Australii, Nowej Zelandii i Chinach), naśladując naturalne procesy w celu poprawy jakości warstwy uprawnej gleby, zlewni rzek i ekosystemów. Do 2030 roku Pernod Ricard przekaże dalej swoją wiedzą i doświadczenie w ramach współpracy z ponad 5 tysiącami rolników.

DOCENIANIE LUDZI (Valuing People)

Idea „Convivialité”, która przyświeca Pernod Ricard, opiera się na tworzeniu serdecznej atmosfery, towarzyskości oraz wzajemnego szacunku. Grupa kładzie bardzo duży nacisk na różnorodność i sprawiedliwe traktowanie ludzi w obrębie całego łańcucha dostaw, a także zapewnianie im możliwości rozwoju zawodowego.

  1. Równość i kadry kierownicze w przyszłości – do 2022 roku Grupa zapewni pełną równość płac, a do 2030 roku kadra kierownicza wyższego szczebla będzie zespołem w składzie zgodnym z zasadą gender balance. Ponadto do 2030 roku 100% pracowników zdobędzie nowe umiejętności dzięki regularnym, odbywającym się przynajmniej co 3 lata, szkoleniom.
  2. Dzielenie się wiedzą –do 2030 roku Grupa przeszkoli 10 000 barmanów w zakresie wdrażania zasad zrównoważonego rozwoju w barach, w tym gospodarowania odpadami i rezygnacji z plastiku.

WYTWARZANIE W OBIEGU ZAMKNIĘTYM (Circular Making)

Zasoby na świecie są ograniczone i intensywnie eksploatowane. Pernod Ricard dąży do zminimalizowania ilości odpadów na każdym etapie, projektując, produkując i dystrybuując produkty w taki sposób, aby jak najlepiej wykorzystywać i oszczędzać zasoby naturalne.

  1. Opakowania i odpady – do 2025 roku Pernod Ricard nie będzie używać elementów promocyjnych wykonanych z plastiku jednorazowego użytku, a opakowania będą w całości wykonane z  materiałów nadających się do ponownego wykorzystania, biosurowców lub  materiałów nadających  się do przetworzenia lub kompostowania. Oprócz tego, do 2030 roku Grupa wprowadzi w charakterze pilotażu pięć nowych metod dystrybucji win i alkoholi mocnych, zgodnych z modelem gospodarki w obiegu zamkniętym i pomoże zwiększyć współczynnik recyklingu na 10 największych rynkach, gdzie ten współczynnik jest niski.
  2. Bilans wodny i ślad węglowy – do 2030 roku Pernod Ricard planuje osiągnąć bilans wodny we wszystkich szczególnie zagrożonych zlewniach rzek (np. Indie czy Australia), uzupełniając 100% wody zużytej w miejscu produkcji. Jeśli chodzi o emisję dwutlenku węgla, do 2030 roku Pernod Ricard zobowiązuje się zmniejszyć całkowity ślad węglowy o 50%, zgodnie z założeniami inicjatywy Science-Based Targets (SBT).

ODPOWIEDZIALNA GOŚCINNOŚĆ (Responsible Hosting)

Wino oraz alkohole mocne stanowią ważny element życia towarzyskiego. Jako odpowiedzialny producent, Pernod Ricard dba o edukację zarówno konsumentów, jak i pracowników, w zakresie zwalczania nieodpowiedzialnej konsumpcji alkoholu. W tym zakresie współpracuje aktywnie ze swoimi partnerami.

  1. Nieodpowiedzialna konsumpcja alkoholu – do 2030 roku wszystkie spółki Pernod Ricard, na całym świecie, przeprowadzą na pełną skalę przynajmniej jeden program walki z nieodpowiedzialną konsumpcją alkoholu.
  2. Program „Responsible Party” – do 2030 roku Pernod Ricard rozszerzy swój program Responsible Party na obszar całego świata, chcąc dotrzeć do przynajmniej miliona młodych osób. Inicjatywa powstała 10 lat temu. Współpraca z organizacją studencką Erasmus Student Network (ESN) ma na celu zwiększanie świadomości w zakresie odpowiedzialnej konsumpcji alkoholu. Komunikacja programu dotarła już do 400 000 studentów w Europie.

Oprócz powyższych ośmiu zobowiązań głównych, w ramach planu działania do roku 2030 Grupa Pernod Ricard opracowała także projekty przyjęcia zaleceń ONZ w zakresie praw człowieka, zasobów wodnych i energii odnawialnej.

Alexandre Ricard, Prezes Zarządu Pernod Ricard: – Każdy z naszych  19 000 pracowników jest „Créateur de Convivialité”, jesteśmy serdecznymi gospodarzami i  pełnymi szacunku gośćmi na naszej planecie. Dzielenie się naszymi wartościami, troska o miejsca pochodzenia naszych produktów i promowanie odpowiedzialnej konsumpcji to warunki konieczne dla zrównoważonego rozwoju. Podobnie jak wczoraj i dziś, także w przyszłości będziemy kontynuować nasze  długofalowe działania”.

Vanessa Wright, Wiceprezes ds. zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności Pernod Ricard: – Wiemy, że nasi klienci oczekują od naszych marek podejścia odpowiedzialnego i pełnego szacunku do środowiska. To wartości, którymi nasza firma kierowała się od samego początku. Przyjęte do roku 2030 zobowiązania wyznaczają konkretne ramy działania w obrębie naszej Grupy, ułatwiając nam zajęcie się najważniejszymi problemami ekologicznymi, dzięki czemu nasi konsumenci mogą cieszyć się naszymi produktami w zrównoważony sposób w przyjaznej atmosferze „Convivialité”.

F5 przedstawia Cloud Services

F5 Networks poszerza swoje portfolio chmurowych usług aplikacyjnych. Otwarta na AWS, nowa oferta SaaS dostarczy zoptymalizowane oraz łatwe w użytkowaniu usługi dla programistów i zespołów DevOps. Rozwiązania przeznaczone do szerokiego zastosowania w procesie tworzenia nowoczesnych aplikacji, oparte są na modelach użytkowania, które sprawdzają się bez względu na etap migracji konsumentów do chmury. Dziś firma uzupełnia portfolio o nowy model sprzedaży swoich wiodących usług aplikacyjnych,  wykorzystując zasoby AWS SaaS Enablement Framework.

F5 Cloud Services oferują samoobsługowy serwis o wysokiej dostępności w pełni zarządzany rozwiązaniami, które w kilka minut można skonfigurować na AWS. Jak na ofertę klasy biznes przystało, usługi są zaprojektowane, by wspierać nowoczesne scenariusze wdrożeń, takie jak aplikacje cloud-native, mikrousługi i środowiska bazujące na kontenerach. Usługi F5 Cloud Services są nastawione na użyteczność. Mają przewidywalną cenę (dzięki modelowi płatności pay-as-you-go: płać-gdy-używasz w AWS Marketplace), są elastyczne i mają zdolność auto-skalowania, aby sprostać wymaganiom obciążeniowym aplikacji.

Zapewniają również podstawową zdolność ochrony. Dodatkowe zabezpieczenia, które pozwolą firmom konfigurować i automatyzować obronę przed zróżnicowanymi atakami, będą oferowane w przyszłych usługach. Oferując możliwości F5 w elastycznym modelu SaaS, firma buduje rozszerzalny framework dla dodatkowych usług, które mogą być potrzebne w przyszłości lub wynikają z tworzenia aplikacji i cyklu produkcji.

Klienci coraz częściej szukają łatwych w użytkowaniu i zaawansowanych usług aplikacyjnych bazujących na modelu SaaS dla ochrony i dostarczania aplikacji – mówi Venu Aravamudan, SVP i General Manager w F5 Cloud Services. Zaawansowane możliwości ochrony i dostarczania aplikacji od F5 będą teraz dostępne jako skupione wokół metodyki DevOps rozwiązania SaaS zgodne z najlepszymi praktykami AWS.

Dzięki AWS SaaS Factory i AWS SaaS Enablement Framework możemy wesprzeć F5 w tworzeniu, rozwijaniu i wdrażaniu ich nowej platformy Cloud Services na AWS – powiedział Terry Wise, VP, WW Partners w AWS. Klienci mogą teraz korzystać z rozwiązań F5 w modelu SaaS wspierając swoich programistów w budowaniu innowacji, bez obaw o zarządzanie infrastrukturą czy leżącym u jej podstaw kodem.

Wprowadzając na rynek F5 Cloud Services F5 jako priorytet stawia powtarzalny framework, który dostarcza ofertę SaaS płynnie i możliwie najszybciej. Dodatkowe usługi DNS Cloud Services z globalną ofertą server load balancing (równoważenia obciążenia serwera) są wprowadzane dziś na AWS w wersji pokazowej (preview). Wkrótce będą także dostępne nowe możliwości ochrony od F5 – zawierające wsparcie dla aplikacji webowych zaprojektowane dla obrony przed istniejącymi i narastającymi zagrożeniami aplikacyjnymi.

F5 Cloud Services to nowy model udostępniania możliwości F5 szerokiej gamie firm, które potrzebują wygodnych usług w warstwie aplikacyjnej, a kierują się zmyślnymi metodologiami preferowanymi przez nowoczesnych programistów aplikacyjnych. Pierwszy pokaz możliwości oferowanych przez te nowe usługi chmurowe odbył się na zeszłorocznej konferencji AWS re: Invent. Dziś F5 Cloud Services kontynuują strategiczną linię F5 koncentrującą się na innowacyjnej ofercie, dopasowanej do sposobu w jaki organizacje, od start-upów do dużych korporacji, wdrażają i użytkują aplikacje oraz usługi w chmurze.

Zyskaj niezawodną ochronę aplikacyjną

Jako jedni z pierwszych klientów bazujących na chmurze usług DNS, już teraz widzimy korzyści wdrożenia dodatkowych, miarodajnych rozwiązań DNS w chmurze – powiedział Joshua Becigneul, ADC Engineer w Secure-24. Upraszcza to zarządzanie DNS, pozwalając nam działać szybciej, bez kompromisów w obszarach bezpieczeństwa i wydajności. Obecnie dysponujemy, uruchomionym za pomocą kilku kliknięć, dodatkowym DNS w ramach F5 Cloud Services i z niecierpliwością oczekujemy pierwszego rozliczenia w modelu pay-as-you-go (płacisz-gdy-używasz): liczymy, że koszty będą dokładnie takie, jak przewidzieliśmy.

Poprawa w globalnej gospodarce

Mamy poprawę koniunktury w globalnej gospodarce. Marcowe dane zaskoczyły, a na rynki finansowe powrócił optymizm. Chwilowe wahnięcie czy początek dłuższej zmiany nastrojów?

– Marzec przyniósł poprawę koniunktury, wcześniej wskaźniki wyprzedzające, czyli PMI, zniżkowały z wyjątkiem USA – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Teraz czekamy na twarde dane.

Rynki finansowe bardzo ucieszyły dane z Chin. Jednak tempo wzrostu PKB jest tam najniższe od trzech dekad. – Jest tam wiele problemów, które mogą dać znać o sobie w każdym momencie, do takich należy duże zadłużenie sektora prywatnego, a mówi się też często o bańce na rynku nieruchomości, o kilku milionach pustych mieszkań – wyjaśnia P.Kwiecień.

Dla polskiej gospodarki szczególnie istotna jest koniunktura w gospodarce Niemiec. To z tego kraju napływają najgorsze dane, ale nie wiadomo czy wynika to ze specyfiki gospodarki tego kraju, czy też są to dane, które wyprzedzają to, co dopiero przed całą europejską gospodarką.

– Marcowe dane o światowej gospodarce to nie jest jeszcze odbicie, to tylko drgnięcie, które może oznaczać nadzieję na powrót hossy – ocenia ekspert XTB.

Grupa Murapol podsumowała I kw. 2019 r.

Grupa Murapol w pierwszym kwartale br. sprzedała 939 mieszkań, wobec 926 w analogicznym okresie ubiegłego roku. W ciągu pierwszych trzech miesięcy br. Murapol przekazał klientom 549 lokali, czyli o 266 proc. więcej r/r.

SPRZEDAŻ

W pierwszym kwartale br. Grupa Murapol sprzedała 939 lokali mieszkalnych, w tym 614 na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych. Najwięcej, bo 176 umów sprzedaży dotyczyło mieszkań powstających w projektach realizowanych w Katowicach. Na drugim miejscu uplasował się Kraków z Wieliczką, gdzie nabywców znalazło 159 lokali mieszkalnych. 108 i 102 mieszkania zostały sprzedane odpowiednio w Warszawie i Wrocławiu.

PRZEKAZANIA

W okresie od stycznia do marca 2019 r. Grupa Murapol przekazała klucze do 549 lokali mieszkalnych, wobec 150 w analogicznym okresie minionego roku. Najwięcej mieszkań zostało przekazanych klientom z Krakowa – 129, Torunia – 118 oraz Poznania – 106.

WPROWADZENIE DO OFERTY

W pierwszym kwartale br. Grupa zaoferowała ponad 2 000 nowych mieszkań o łącznej powierzchni użytkowej przekraczającej 85 tys. mkw., powstających w 13 projektach inwestycyjnych zarówno na głównych krajowych rynkach mieszkaniowych, tj. w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Łodzi i Trójmieście, ale także w mniejszych lokalizacjach, takich jak Katowice, Gliwice, Tychy czy Wieliczka. Wszystkie inwestycje wprowadzone do sprzedaży od początku br. będą posiadały wdrożony Home Management System, autorski system infrastruktury technicznej i instalacji, dzięki któremu klienci otrzymają możliwość wyposażenia nabywanych lokali w inteligentne rozwiązania automatyki mieszkaniowej (smart home) – Murapol Appartme, umożliwiające zdalne sterowanie za pomocą smartfonu czy tabletu oświetleniem, ogrzewaniem, wodą oraz urządzeniami zapewniającymi bezpieczeństwo mieszkania.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

– Pierwszy kwartał bieżącego roku oceniamy pozytywnie pod względem wypracowanych wyników operacyjnych. Osiągnęliśmy sprzedaż na poziomie porównywalnym do tej z analogicznego okresu minionego roku, co jest zgodne z przyjętą strategią zakładającą stabilne i powtarzalne wyniki działalności. W zakresie przekazań mieszkań, w ciągu ostatnich 12 miesięcy wydaliśmy klucze do ponad 3 000 tys. lokali mieszkalnych. Jest to rekordowy poziom w całej dotychczasowej historii Grupy i potwierdza słuszność obranej w minionym roku strategii koncentracji wszystkich posiadanych zasobów na core businessie czyli działalności deweloperskiej, z której się wywodzimy i na której wypracowujemy najwyższe rentowności. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

Waluty rynków wschodzących zyskują na zainteresowaniu

W obliczu spadku napięcia na linii USA-Chiny, jak i poprawy danych makroekonomicznych napływających z Chin, inwestorzy czują się coraz bardziej pewnie w kontekście informacji makroekonomicznych, a także politycznych. Stąd aktywa postrzegane za bardziej ryzykowne radziły sobie całkiem dobrze, odrabiając straty poniesione pod koniec 2018 roku.

W zeszłym tygodniu niemal każda z walut emerging markets doświadczyła umocnienia w stosunku do dolara amerykańskiego. Z kolei kursy walut G10 utrzymywały się w najwęższych korytarzach wahań jakie obserwowaliśmy od dłuższego czasu. Jedynym wyjątkiem był dolar nowozelandzki, który doświadczył deprecjacji rzędu 1%.

W nadchodzących dniach na rynek walutowy będą wpływać przede wszystkim dwa kluczowe wydarzenia. W środę odbędzie się spotkanie decyzyjne Europejskiego Banku Centralnego. Tego samego dnia Rezerwa Federalna opublikuje sprawozdanie z ostatniego posiedzenia. Oczekujemy, że oba banki centralne zadeklarują utrzymanie trybu „wait-and-see” w polityce monetarnej w dającej się przewidzieć przyszłości.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień lekkim umocnieniem w relacji do głównych walut.

W ubiegłym tygodniu odbyło się spotkanie Rady Polityki Pieniężnej. Stopy procentowe oczywiście pozostały bez zmian. Decydenci sugerują utrzymanie ich na niezmienionym poziomie również w kolejnych kwartałach. Bieżący tydzień nie przyniesie żadnych istotnych danych makroekonomicznych z kraju. Warto jednak zwrócić uwagę na piątkową decyzję agencji S&P, która w październiku 2018 r. podniosła rating Polski. Obecnie spodziewamy się utrzymania zarówno oceny wiarygodności kredytowej, jak i perspektywy ratingu. Niemniej, będziemy obserwować, jak agencja zapatruje się na plany ekspansji fiskalnej rządu oraz jak odniesie się do kwestii ryzyk dla ratingu.

GBP

Theresa May próbowała przełamać impas związany z Brexitem poprzez rozpoczęcie negocjacji z liderem opozycji, Jeremym Corbynem. W momencie pisania tego komentarza, rozmowy nie przyniosły jednak znaczących postępów. Póki co najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się „długie” przesunięcie w czasie terminu Brexitu, albo seria krótkich przedłużeń. Kurs szterlinga w nadchodzących dniach będzie zatem zależał od dwóch kwestii. Po pierwsze, od tego, czy rozmowy na linii May-Corbyn przyniosą jakiekolwiek postępy w kwestii kształtu Brexitu. Po drugie, od decyzji, jaką Rada Europejska podejmie w związku z wnioskiem Theresy May o przedłużenie terminu na wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej do 30 czerwca. Spotkanie odbędzie się już w środę 10 kwietnia.

EUR

W zeszłym tygodniu Europejski Bank Centralny otrzymał kolejne negatywne informacje. W marcu inflacja bazowa spadła do poziomu 0,8% w ujęciu rocznym wobec oczekiwanego poziomu 0,9%. Jest to poziom bardzo odległy od celu inflacyjnego EBC określonego jako „w okolicy, ale poniżej 2%”. Jest to również najniższy poziom od niemal roku. Wzrosła natomiast sprzedaż detaliczna – w lutym odnotowaliśmy dynamikę rzędu 2,8% rocznie. Wydaje się zatem, że gospodarka strefy euro będzie nadal odnotowywała umiarkowaną ekspansję, która najpewniej będzie dodatkowo wspierana przez stymulację monetarną ze strony EBC.

Nie spodziewamy się, żeby podczas kwietniowego spotkania EBC miało ogłosić jakiekolwiek zmiany w kwestii prowadzonej polityki monetarnej. Podczas konferencji prasowej najpewniej będziemy mieli do czynienia z żywą dyskusją w kwestii opcji EBC, jeśli Bank potencjalnie chciałby realizować jeszcze bardziej stymulacyjną politykę oraz kwestii wpływu ujemnych stóp procentowych na system bankowy.

USD

Wskaźnik kreacji miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych w marcu zdecydowanie podniósł się w stosunku do lutowego „dołka”. Zeszłotygodniowe dane z amerykańskiego rynku pracy zdają się zatem potwierdzać, że spowolnienie, które można było obserwować w pierwszych tygodniach 2019 roku, było zaledwie tymczasowym zjawiskiem (wynikającym najpewniej z czysto technicznych kwestii związanych ze statystyką i odsezonowaniem danych z pierwszego kwartału). Oprócz wspomnianej publikacji „minutek” ze spotkania Fed, ważnym wydarzeniem nadchodzącego tygodnia będzie środowa publikacja odczytów inflacji. Będzie to test dla nowego stanowiska Rezerwy Federalnej. Zgodnie z nim Bank może być nieco spokojniejszy w kwestii presji inflacyjnej, co ma pozwolić na utrzymanie stabilnych stóp procentowych przez cały 2019 rok.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Innowacyjność Polskich firm

Wciąż daleko nam, Polakom, do światowej czołówki pod względem inwestycji w innowacje, jesteśmy w ogonach europejskich rankingów. Jakie są mocne strony polskich, rodzimych firm w budowie innowacyjnej gospodarki? Jakie bariery w ostatnich latach udało się nam pokonać, a jednocześnie gdzie wciąż leżą wyzwania, z którymi trzeba się mierzyć? Co zrobić, by gonić światową czołówkę? Czy pomoc państwa jest wystarczająca? Czy innowacyjność to tylko startupy, czy również dojrzałe firmy? Te i inne wątpliwości związane z innowacyjnością wyjaśnia Łukasz Blichewicz – CEO Grupy Assay.

Łukasz Blichewicz  z Grupy Assay
Łukasz Blichewicz  z Grupy Assay

Jakie są mocne strony polskich, rodzimych firm w budowie innowacyjnej gospodarki?

Przede wszystkim otwartość na innowacyjne, nowatorskie rozwiązania i chęć ich przyjmowania. Po kilkudziesięciu latach technologicznego i gospodarczego zastoju, podczas którego kraje zachodnie dokonały ogromnych postępów, mamy jako Polacy nieodpartą chęć tworzenia lepszej rzeczywistości dla nas i naszego otoczenia. Lubimy być pionierami, innowatorami i liderami we wprowadzaniu różnorakich nowinek. Ta postawa jest z kolei motorem do zarówno tworzenia jak i korzystania z nowatorskich rozwiązań, które dziś na zachodzie przyjmowane są z o wiele większym oporem. Przykładem mogą być tu tak codzienne i prozaiczne czynności jak dokonywane kilkukrotnie w ciągu dnia płatności – według danych podanych w 2017r. przez Mastercard, 23% polskich konsumentów na co dzień płaci zbliżeniowo – to blisko 20 razy więcej niż w przypadku obywateli Niemiec. To i inne tego typu przykłady oczywiście napędza nie tylko postęp jako taki – przyspiesza też rozwój gospodarki, zachęcając rozmaitych przedsiębiorców do wdrażania technologicznych nowości.

Bariery, które w ostatnich latach udało się nam pokonać.

Wraz ze zmianą pokoleniową, jaką obserwujemy w ostatnich latach, pokonujemy systematycznie rozmaite bariery stojące na przeszkodzie postępu. Najistotniejsze jeszcze kilkanaście lat temu były te psychologiczne, wpływające negatywnie na naszą otwartość i dozę zaufania do nowości. W bieżącej, dobiegającej końca dekadzie, widzimy z kolei nowe możliwości pokonania innych, finansowych i technologicznych barier w dążeniu do szybszego postępu. Przestało satysfakcjonować nas korzystanie z „zachodnich nowinek”, obecnie w dużej mierze skupiamy się na tworzeniu własnych, rodzimych rozwiązań i myślimy o międzynarodowej ekspansji. Nie do przecenienia jest tu ogromny dopływ środków i dofinansowań poświęconym innowacjom i pracom badawczo rozwojowym. W Polsce jeszcze uczymy się zarówno wydatkowania środków z takich dotacji jak i kontroli nad nimi. Niemniej pomimo relatywnie niskiej efektywności ich wydatkowania, możemy śmiało mówić że znacznie pomagają w wyjściu z międzynarodowego zaścianka i wspierają rozwój innowacyjnych, unikatowych rozwiązań umożliwiających prawdziwą konkurencyjność polskich podmiotów na arenie międzynarodowej.

Wyzwania, z którymi trzeba się mierzyć.

Goniąc światową czołówkę musimy pamiętać, że w ujęciu technologicznym – zarówno w kontekście gotowych rozwiązań jak i samego zaplecza – jest ona wiele lat przed nami. Oczywistym jest, że kopiowanie i wdrażanie podobnych rozwiązań przyczynia się do gonienia kogokolwiek w mniejszym stopniu, niż wypracowywanie własnych technologii, usług i platform na szeroką skalę. Patrząc na możliwości finansowania prac badawczo – rozwojowych w Polsce, można zauważyć pewną lukę związaną ze wsparciem takich prac ale niekoniecznie rozbudowując ich skład koncepcyjny i wykonawczy o jednostki naukowe czy instytucje państwowe. Dynamika  postępu technologicznego często po prostu nie może czekać na działające wolniej od prywatnych przedsiębiorstw organizacje i instytucje, które pomimo oczywistych korzyści w postaci ogromnego doświadczenia i wkładu merytorycznego, w praktyce niestety mogą przyczynić się do spowolnienia wypracowania innowacji jak i wdrożenia jej na rynek.

Pomoc państwa – czy to wystarczy?

Zależy jak na to spojrzeć. Zasób kapitałowy wydatkowany w ostatnich latach jest dosłownie historyczny. Kwoty, które przedsiębiorcy mają do dyspozycji przy rozsądnym wydatkowaniu spokojnie pozwolą na „gonienie czołówki”. Nie zmienia to faktu, że potrzebna jest ciągła optymalizacja sposobu, w jaki z tych środków korzystamy. Duże wyprzedzenie w planowaniu programów, niewielkie zmiany w ich strukturze i inne czynniki – często niestety narzucane nam przez unijne instytucje – nie pomagają w osiągnięciu satysfakcjonującej dynamiki. Uważam, że jesteśmy w kontekście pomocy państwa w dość dobrym miejscu. Nie zmienia to jednak faktu, że każda instytucja publiczna żeby nadążyć za potrzebami optymalizacji i wspierać rzeczywiste innowacje, powinna wsłuchiwać się w głos ich odbiorców, zarówno istniejących jak i potencjalnych, i stale doskonalić swoją działalność.

Czy innowacyjność to tylko startupy, czy również dojrzałe firmy?

Prawdą jest, że większość energii związanej z innowacyjnością kierowana jest w stronę startupów. Ma to jednak swój cel, o którym mało kto mówi głośno. W tej chwili coraz więcej programów tzw. ScaleUP realizowanych jest przy współpracy szeregu młodych spółek z bardzo dojrzałymi partnerami o ugruntowanej pozycji na rynku. Synergia polega tu na tym, że kultura organizacyjna dużych spółek często utrudnia innowacyjne myślenie z uwagi na utarte, lepiej lub gorzej funkcjonujące rozwiązania, w które nawet nowi, młodzi pracownicy ze świeżymi umysłami są siłą rzeczy wdrażani – bo liczy się stabilność, przewidywalność czy wreszcie prezentacja wyników do akcjonariuszy i wyniki giełdowe. Startupy z kolei nie są obarczone podobnym ciężarem. Mając wolne od korporacyjnych procedur głowy, mogą pozwolić sobie na spojrzenie na pewne problemy z boku i rzeczywiste wypracowanie korzystnych i (co dla niektórych było zaskoczeniem) możliwych do wdrożenia rozwiązań. Na koniec dnia gospodarczy łańcuch pokarmowy i tak kończy się na rodzimych czy zagranicznych korporacjach – najczęściej najbardziej obiecujące startupy, które potwierdziły swoją perspektywę znaczącego rozwoju efektami dotychczasowych działań i umiejętnością skalowania, są po prostu przejmowane przez rynkowych gigantów. Bardzo rzadko zdarza się, żeby jakiś startup samodzielnie czy też przy pomocy wyłącznie kapitałowych, pasywnych inwestorów doszedł do etapu zbudowania międzynarodowej korporacji – propozycje wykupów są dla młodych przedsiębiorców po prostu zbyt atrakcyjne do odrzucenia. Czasem obserwując takie przypadki można szczerze powiedzieć sobie: szkoda. Głownie z uwagi na fakt, że przejmowane organizacje często pozbawione założycieli pełnych pędu do sukcesu i przepełnionych swoją misją budowania sukcesu po prostu tracą duszę i są wchłaniane przez ogromne, bardzo usystematyzowane i nastawione na stabilność organizacje.

Trump naciska FED. EBC upomina Włochów

Donald Trump wraca do swojej retoryki walki z obecną polityką rezerwy federalnej. Dalsze wzrosty cen ropy na rynkach. Mario Draghi neguje włoski pomysł położenia ręki na złocie.

Kolejne naciski na FED

Donald Trump wraca do walki z FED. Postuluje on obniżki stóp procentowych i powrót do zalewania rynku tanim pieniądzem. Ma być to jego zdaniem działanie, które ma przyspieszyć wzrost amerykańskiej gospodarki. Trudno się obecnie nie zgodzić, że inflacja nie jest problemem. Pytanie o pożądane stawki stóp procentowych jest w dalszym ciagu otwarte. W tym miejscu warto spojrzeć w kalendarz wyborczy. Wybory prezydenckie są w 2020 roku. Już teraz komunikaty mówią o niepodnoszeniu stóp procentowych, prezydent chciałby je wręcz obniżyć. Taki ruch powinien przyspieszyć wzrost gospodarczy co zwyczajowo bardzo pomaga prezydentom w reelekcji.

Czarne złoto drożeje

Wzrost cen ropy wywołany jest niepokojami w Libii. Trwają tam w dalszym ciągu walki co powoduje ryzyka, że ucierpi produkcja. Dodatkowym elementem jest poprawa perspektyw wzrostów na rynkach światowych, które powodują, że rośnie spodziewany poziom konsumpcji ropy. Nie może dziwić, że ryzyko spadku produkcji plus wzrost oczekiwanych potrzeb powodują wzrost ceny. Od dołka z grudnia wzrosty stanowią już niemal 40%.

EBC upomina Włochów

Temat rządu we Włoszech i jego pomysłów gospodarczych przycichł ostatnio, ale to wcale nie znaczy, że fantazja się skończyła. Znów wraca temat przejęcia przez rząd w Rzymie kontroli nad złotem. Wśród państw członkowskich wszystkie takie ruchy muszą być konsultowane z EBC. Ta instytucja z kolei mocno się obawia, że Włochy pójdą drogą między innymi Wenezueli, która sprzedaje rezerwy złotego kruszcu by finansować świadczenia socjalne. Jeśli konflikt będzie eskalował, możemy spodziewać się problemów euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wynagrodzenie prowizyjne w ramach umowy komisu – NSA po stronie fiskusa

Umowa komisu jest umową nazwaną, unormowaną w art. 765 Kodeksu cywilnego. Na jej podstawie przyjmujący zlecenie, czyli komisant zobowiązuje się za wynagrodzeniem do kupna lub sprzedaży określonych rzeczy na rachunek dającego zlecenie, czyli komitenta. Sprzedaż tych rzeczy następuje w imieniu komisanta.

W świetle powyższego należy wyróżnić komis w sprzedaży, czyli sytuację, gdy właściciel towaru (komitent) zleca komisantowi sprzedaż towaru, która dokonywana jest przez komisanta w imieniu własnym, ale na rachunek komitenta. Wyróżnić również należy komis w zakupie, w przypadku którego komisant na zlecenie komitenta dokonuje zakupu towaru w imieniu własnym, ale na rachunek komitenta.

Umowa komisu w ustawie VAT

Umowa komisu w ustawie o podatku od towarów i usług została potraktowana w specyficzny sposób. Mianowicie, ustawodawca postanowił, że za dostawę towarów w rozumieniu ustawy VAT należy również rozumieć:

  • wydanie towarów na podstawie umowy komisu: między komitentem a komisantem, jak również wydanie towarów przez komisanta osobie trzeciej;
  • wydanie towarów komitentowi przez komisanta na podstawie umowy komisu, jeżeli komisant zobowiązany był do nabycia rzeczy na rachunek komitenta.

Z powyższego wynika zatem, że prawodawca ustanowił fikcję prawną polegającą na przyjęciu, że wyżej wymienione transakcje uznać należy za niezależne od siebie dostawy towarów. Wobec powyższego umowa komisu nie może być traktowana jako świadczenie usług, bowiem z definicji usługi wynika, że należy przez nią rozumieć każdą czynność, która nie stanowi dostawy towarów.

Podatnik vs fiskus

W świetle powyższych rozważań jedna ze spółek handlująca odpadami zawierającymi złoto powzięła wątpliwość dotyczącą sposobu opodatkowania prowizji otrzymywanej od kontrahenta za zakup na jego rachunek określonych odpadów.

Spółka wskazała, że zgodnie z postanowieniami umownymi przysługuje jej jako komisantowi prowizja w określonej wysokości. Spółka bowiem jako Komisant, w terminie określonym w umowie, po zakończeniu okresu rozliczeniowego i akceptacji przez komitenta wynagrodzenia, wystawia fakturę wykazującą należną na jej rzecz kwotę prowizji.

Spółka nie była zatem pewna, czy otrzymywana prowizja powinna zostać potraktowana jako wynagrodzenie za usługę. W jej opinii odpowiedź powinna być pozytywna, ponieważ takie działanie nie narusza przepisów ustawy VAT. W ramach umowy komisu mamy bowiem do czynienia z dostawą towarów, jak również z niezależnym świadczeniem usług komisu przez komisanta na rzecz komitenta. Innymi słowy, w ramach cywilnoprawnego stosunku wynikającego z opisanej umowy komisu zaistnieją odrębne od siebie zdarzenia na gruncie podatku VAT – odpłatna dostawa towarów oraz świadczenie usług pośrednictwa przez komisanta na rzecz komitenta.

Organ podatkowy nie zgodził się z podatnikiem, wskazując, że skoro umowa komisu kwalifikowana jest jako dostawa towarów, to ta sama umowa nie może być jednocześnie kwalifikowana jako świadczenie usługi. Tym samym za bezpodstawne należy uznać odrębne kalkulowanie oraz dokumentowanie podstawy opodatkowania dla czynności świadczenia usług w postaci prowizji od komitenta.

Podatnik vs NSA

Spółka, nie zgadzając się z wykładnią przepisów dokonaną przez organ, złożyła skargę do sądu administracyjnego. Wojewódzki sąd administracyjny oddalił ją, wskazując, że fakt zawarcia umowy komisu przez spółkę i określenie w tej umowie wynagrodzenia, jakie przysługuje spółce (komisantowi) za dokonane na rachunek komitenta czynności, nie oznacza, że w ramach umowy komisu wystąpi kolejna czynność, czyli usługa pośrednictwa. Wskutek tego dokumentowanie czynności, jakie zaistniały w stanie faktycznym, powinno się odbywać tak, jak w przypadku dostawy towarów.

Sąd zwrócił dodatkowo uwagę na art. 29a ust. 6 pkt 2 ustawy VAT, który mówi, że podstawa opodatkowania w podatku VAT obejmuje również koszty dodatkowe, takie jak prowizje, koszty opakowania, transportu i ubezpieczenia, pobierane przez dokonującego dostawy.

Wyrokiem z dnia 15 lutego 2019 r., sygn. akt I FSK 213/17, Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną spółki, przyznając tym samym rację fiskusowi.

Podsumowanie

Orzeczenia wydane w przedmiotowej sprawie zasługują na aprobatę. Przekonanie podatnika o braku określenia przez ustawodawcę zasad wynagradzania oraz ustalania prowizji przy umowie komisu mogło wynikać z braku całościowej analizy art. 29a ustawy VAT. Regulacja ta zawiera szereg fundamentalnych zasad odnoszących się do ilościowego oraz wartościowego ujęcia kwoty podatku.

W świetle praktyki gospodarczej istotna jest zatem każdorazowa analiza ww. przepisu, bowiem niektóre kategorie wydatków są często nieświadomie pomijane przez podatników jako niezaliczające się do podstawy opodatkowania VAT. Dzieje się tak w szczególności w przypadku dodatkowych kosztów towarzyszących transakcji, które w wielu przypadkach są nieprawidłowo wyłączane z podstawy obliczenia podatku, jako niestanowiące głównego elementu cenotwórczego. Stwierdzić więc trzeba, że prawidłowe obliczenie podatku wymaga analizy charakteru tych kosztów, sposobu poniesienia oraz poziomu ich bezpośredniego związku z czynnością opodatkowaną. Czynności te są niezbędne w celu prawidłowego ustalenia wysokości zobowiązania podatkowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polskie fundusze VC z drastycznymi spadkami – 46 proc. w 2018 roku

Globalne inwestycje VC w 2018 roku wyniosły 190 mld USD i jest to wynik o 40 proc. wyższy od roku poprzedniego. W przeciwieństwie do rynku światowego, polski obszar przeżył drastyczne spadki – 46 proc. r/r – z wynikiem 213 mln PLN. Bieżący rok pokazuje zmiany idące w dobrym kierunku, do połowy marca 2019 roku polskie startupy zebrały ponad 75 milionów złotych, czyli więcej niż jakikolwiek kwartał w zeszłym roku. Zostały sfinalizowane dwie duże transakcje: Packhelp (38 mln zł) oraz Tylko (12 mln zł), a także kilka mniejszych rund inwestycyjnych (m.in. Fluentbe, Szopi.pl, Archdesk, Usarya Polska). Jak wygląda rynek VC w Polsce pokazuje najnowsza analiza Inovo Venture Partners.

Venture capital, inaczej kapitał wysokiego ryzyka przeznaczony jest partnerem dla firm technologicznych, które już funkcjonują na rynku, mają wypracowany model działania i duży potencjał rozwoju. Fundusz Inovo Venture Partners, postanowił dokładnie doprecyzować dane o polskim rynku VC. Eksperci przeanalizowali wszystkie dostępne informacje publikowane w latach 2017 – 2018.

„Rynek VC w Polsce jest mało przejrzysty, brakuje spójnych i konkretnych danych, które znajdują się w jednym miejscu. Zagranicznym inwestorom nieznającym dobrze polskiego rynku, trudno się odnaleźć w polskich realiach i dlatego rodzimym funduszom nie jest łatwo ich przyciągać i zachęcić do finansowania.” – Julia Krysztofiak-Szopa, prezes Startup Poland.

Polska na tle innych krajów Europy

Według stowarzyszenia Invest Europe, wartość inwestycji typu VC przeprowadzonych w 2017 roku na polskim rynku odpowiadała za 0.011 proc. całości PKB. Jest to wynik gorszy niż ten uzyskany przez chociażby Węgry (0.021 proc.) czy Danię (0.032 proc.), a także niższy niż średnia dla całej Europy, która wyniosła 0.039 proc.

Michał Rokosz, partner Inovo
Michał Rokosz, partner Inovo

W Inovo Venture Partners zależy nam nie tylko na sukcesie naszych spółek, ale na rozwoju całego ekosystemu startupowego w Polsce i regionie. Aby rozwijać dany ekosystem trzeba przede wszystkim go rozumieć. Niestety publicznie dostępne dane są bardzo rozbieżne, dlatego postanowiliśmy połączyć dostępne źródła i stworzyć najlepszy możliwy naszym zdaniem obraz rynku. – Michał Rokosz, partner Inovo.

Z przeprowadzonej analizy wynika, że rzeczywisty udział inwestycji VC w nominalnym produkcie krajowym brutto w roku 2017 jest bliższy 0.020 proc. Nie zmienia to jednak pozycji Polski w rankingu, co więcej, w 2018 roku wartość ta spada już do poziomu ok. 0.010 proc.

Wykres 1: Wartości inwestycji jako procentowy udział w PKB, według Inovo Venture Partners

2017 2018
Polska: Produkt Krajowy Brutto: $524 000 000 000 $586 000 000 000
Polska: wartości inwestycji VC: $105 191 726 $58 874 283
jako procent PKB:  

0,020%

0,010%

 

Polska a trendy globalne

 

Wydatki w sektorze venture capital w 2018 roku wyniosły 190 miliardów dolarów, co oznacza ponad 40 proc. wzrost w stosunku do roku poprzedniego. Wbrew światowemu trendowi, w 2018 roku wartość polskich inwestycji tej klasy aktywów zmalała z 396 do 213 milionów złotych, co oznacza spadek o ok. 46 proc.

 

Jest to związane z końcem okresu inwestycyjnego kilku lokalnych funduszy wspieranych przez Krajowy Fundusz Kapitałowy (KFK) i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR). Ponadto, fundusze VC wspierane przez Polski Fundusz Rozwoju (PFR) nie otrzymały jeszcze środków, a co za tym idzie nie rozpoczęły inwestowania, dodaje Michal Rokosz z Inovo Venture Partners.

 

Czwarty kwartał 2017 roku okazał się być najbardziej aktywnym okresem inwestycyjnym ostatnich dwóch lat z rekordową wartością inwestycji przekraczającą 150 milionów złotych. Odnotować mogliśmy wejścia kapitałowe w spółki takie jak Brainly (53 mln zł), czy Estimote (24 mln zł). Z drugiej strony, rok 2017 okazał się być rekordowy pod względem liczby rund finansowania przekraczających wartość 15 mln zł, takie środki otrzymały: Docplanner (64.5 mln zł), Brainly (53.2 mln zł), Elmodis (20 mln zł), PerfectGym (19.3 mln zł), oraz Booksy (15.2 mln zł).

 

Nowe fundusze

 

W 2018 roku w Polsce zaobserwować można było utworzenie się kilku interesujących funduszy, które powinny wesprzeć lokalnych przedsiębiorców nie tylko kapitałem, ale także kontaktami i know-how. Fundusze te dzielą się na trzy grupy. Pierwszą są fundusze wspierane przez rodzinne firmy, tzw. Family offices: TDJ Pitango Ventures – wspólna inicjatywa polskiego przedsiębiorstwa TDJ oraz znanego, Izraelskiego funduszu Pitango, Manta Ray VC – fundusz venture capital utworzony przez Sebastiana Kulczyka oraz Fidiasz – fundusz venture capital prowadzony przez Krzysztof Domareckiego.

Do drugiej grupy należą fundusze dokapitalizowane przez European Investment Fund (EIF): Market One Capital oraz Innovation Nest. Trzecią grupą są międzynarodowe fundusze, które do tej pory nie inwestowały na wczesnych etapach, takie jak: Finch Capital – niderlandzki fundusz inwestujący w całej Europie, wspierany także przez Polski Fundusz Rozwoju oraz Speedinvest – austriacki fundusz, który dokonał już 2 inwestycji w polskie spółki.

Rok 2019 – polskie VC wstanie z kolan

 

Pierwszy kwartał 2019 roku okazuje się być znacznie lepszy niż ten sam okres w roku poprzednim. Do połowy marca polskie startupy zebrały ponad 75 milionów złotych, czyli więcej niż jakikolwiek kwartał w zeszłym roku. Do wiadomości publicznej dotarły dwie duże transakcje: Packhelp (38 mln zł) oraz Tylko (12 mln zł), a także kilka mniejszych rund (m.in. Fluentbe, Szopi.pl, Archdesk, Usarya Polska).

 

Powstało także kilka nowych funduszy (m.in. Inovo Venture Partners  – Drugi fundusz czy Cogito Capital) gotowych wspierać spółki na nieco późniejszych etapach, a także wiele mniejszych funduszy utworzonych przy pomocy PFR – przy czym warto zaznaczyć, że kolejne tego typu fundusze właśnie się kreują.

 

– Na pierwszy rzut oka 2018 rok był bardzo niepokojący ze względu na duży spadek. Jeśli weźmiemy jednak pod uwagę że w zasadzie nie było w tym okresie publicznych środków, a za większość spadku wartościowego odpowiadała mniejsza liczba rund B, to obraz wygląda nieco bardziej optymistycznie. Na bazie naszych analiz planowanej podaży kapitału oraz jakości i etapu rozwoju polskich spółek jesteśmy przekonani, że w 2019 roku i najbliższych latach będzie dużo inwestycji na etapie rundy A,B i późniejszych, co będzie skutkować przebiciem łącznej kwoty 100 milionów dolarów rocznie.  – Tomasz Swieboda, partner w Inovo.

 

Metodologia:

Do zebrania danych o rundach finansowania korzystaliśmy z ogólnodostępnych danych z następujących źródeł: MamStartup (mamstartup.pl), Crunchbase  (crunchbase.com), Pitchbook (pitchbook.com), Dealroom (dealroom.co).

Po zebraniu informacji z powyższych stron prześledziliśmy każdą z nich, starając się potwierdzić wszystkie transakcje, a także wyeliminować błędy, powtórki i wsparcia w formie grantów.

Założenia przyjęte do klasyfikacji poszczególnych rund:

  • Pre-Seed: 0-1mln zł
  • Seed: 1-5mln zł
  • Seria A: 5-20mln zł
  • Seria B: 20-60mln zł
  • Seria C: 60+ mln zł

Polska europejskim liderem w płatnościach zbliżeniowych

Popularność płatności bezgotówkowych dynamicznie rośnie. Polacy lubią płacić kartami, a szczególnie chętnie wykorzystują płatności zbliżeniowe. Potwierdza to raport NBP – od lipca do września ubiegłego roku wykonano ponad 928 mln transakcji zbliżeniowych, co stanowi już 75,7% wszystkich płatności kartami. Dla konsumentów możliwość płacenia kartą staje się oczywistością przy dokonywaniu zakupów – dla biznesu oczywistością musi się stać obsługa płatności bezgotówkowych. Na tle Europy jesteśmy liderami w płatnościach zbliżeniowych.

4 na 10 Polaków twierdzi, że jest gotowych zrezygnować z zakupów, jeśli nie można zapłacić kartą płatniczą. W przypadku grupy o największych dochodach, która ma swobodę płatności, jest ich jeszcze więcej – 6 na 10 osób. Badanie eService pokazuje również, że dla 78 proc. badanych przy wyborze miejsca zamieszkania ważnym czynnikiem byłaby dostępność w okolicznych sklepach możliwości płacenia kartą lub telefonem. To o 9 punktów procentowych więcej wskazań niż dla czynnika, jakim jest odległość od miejsca zamieszkania przyjaciół, a nawet rodziny (o 2 punkty proc.). Ten aspekt jest szczególnie ważny dla osób, które natknęły się na sytuację, w której chciały, ale nie mogły zapłacić kartą (82 proc. wskazań).

– „Kiedy w 2017 i 2018 roku przeprowadziliśmy badanie postaw Polaków wobec form płatności, w obu falach zbadaliśmy tysiąc osób, to bardzo mocno wyszło, że powodem dla którego używamy tych nowych form płatności, jak karta płatnicza, blik, mobilne płatności telefonem, jest przede wszystkim wygoda i szybkość.” – dla Newsrm.tv tłumaczy Witold Siekierzyński, Kierownik Zespołu Komunikacji eService.

Polacy są liderami płatności zbliżeniowych w Europie. Według raportu Narodowego Banku Polskiego na koniec września 2018 r. wydano w kraju 33 mln kart zbliżeniowych, a w samym III kwartale 2018 r. zrobiono ponad 928 mln transakcji zbliżeniowych.

– „Rynek fiskalny spolaryzował się, z jednej strony mamy systemy stacjonarne dla dużych i średnich przedsiębiorstw, z drugiej strony segment niedużych kas fiskalnych dla małych przedsiębiorców. Idealnym rozwiązaniem dla tej grupy jest nowość firmy Posnet, pierwszy na rynku Fiskalny Terminal Płatniczy. Urządzenie, które łączy w sobie świat fiskalny ze światem płatniczym – kasę, drukarkę i terminal płatniczy w jednym – jest niedużych rozmiarów i mieści się w dłoni. Pospay jest idealnym rozwiązaniem dla prawników, lekarzy, trenerów personalnych czy food trucków, ale nie tylko – sprawdzi się wszędzie tam, gdzie potrzebujemy małego, kompatybilnego, ergonomicznego rozwiązania. Można go zakupić przy wsparciu Programu Polska Bezgotówkowa.” – komentuje Robert Szmidt, Dyrektor Handlowy ds. Kluczowych Klientów Posnet.

Wyniki badania eService pokazują zasadność i dostrzegalne efekty prowadzenia inicjatyw wspierających rozwój bezgotówkowych form płatności, takich jak Program Polska Bezgotówkowa. Aż 82% pytanych zauważyło w ciągu ostatnich 12 miesięcy zwiększenie liczby miejsc, w których można płacić kartą lub telefonem. Stale rosnąca dostępność sieci terminali sprawia, że możliwość płacenia bezgotówkowego w coraz większym stopniu jest postrzegana jako coś oczywistego.

70 proc. firm zmniejszyło ilość cukru i soli w swoich produktach spożywczych i napojach

Rośnie liczba konsumentów, którzy, kierując się dobrem swoim i środowiska, wybierają zdrowszy styl życia. Tym większego znaczenia nabiera The Consumer Goods Forum – organizacja promująca działania prozdrowotne. Jak wynika z 5. edycji raportu „Health & Wellness Progress Report”,

Obecnie w The Consumer Goods Forum (CGF) zrzeszonych jest około 400 globalnych sprzedawców detalicznych, producentów i usługodawców w 70 krajach. Są to m.in. Danone, Carrefour, Johnson & Johnson, Shell, Tesco czy Walmart. Firmy członkowskie osiągnęły w ubiegłym roku łączną sprzedaż w wysokości 3,5 bln euro i zatrudniają prawie 10 mln osób.

Konsumenci chcą żyć zdrowiej

Społeczności, w których funkcjonują badane firmy, jeszcze nigdy nie były tak zainteresowane zdrowym trybem życia, jak teraz. W naturalny sposób producenci wychodzą im naprzeciw, zmieniając skład swoich produktów i poprawiając opisy na etykietach. Aż 98 proc. firm biorących udział w badaniu przeformułowało przynajmniej część swojej oferty produktowej zgodnie z własną polityką zdrowotną, a prawie 3/4 firm zmniejszyło ilość soli i cukru w wytwarzanych produktach.

Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte
Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte

– Jesteśmy świadkami wielkiej rewolucji. Konsumenci na całym świecie zyskują większą świadomość środowiskową i społeczną, coraz bardziej interesując się zdrowym stylem życia. Dostrzegli to również producenci i sieci handlowe, którzy, wsłuchując się w potrzeby klientów, nadają zrównoważonemu rozwojowi strategiczny priorytet. Liderzy biznesu, z którymi rozmawiamy, zdają sobie sprawę, że mają do odegrania dużą rolę w tym zakresie. Wiedzą, że sukces odniosą firmy, które w DNA swojego modelu biznesowego i kultury organizacyjnej wpisują wartości ważne dla współczesnych konsumentów – mówi Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

W ramach CGF rozwija się także współpraca na rzecz zdrowszego życia Collaboration for Healthier Lives (CHL). Jest to globalny ruch producentów, sprzedawców detalicznych, władz publicznych i lokalnych społeczności, założony w 2017 roku. Jego uczestnicy współpracują na rzecz poszerzania wiedzy na temat zdrowszych wyborów zakupowych. Strategia polega na połączeniu różnorodnych kompetencji i zasobów, by znaleźć rozwiązania poprawiające zdrowie społeczeństwa. Dotąd w inicjatywę zaangażowały się miasta w pięciu krajach – Kolumbii, Stanach Zjednoczonych, Japonii, Kostaryce i Turcji. Już wiadomo, że w kolejnych latach dołączą do nich następne.

Zaufanie zbudowane na przejrzystości

W badaniu CGF i Deloitte 79 proc. firm zadeklarowało, że od 81 proc. do nawet 100 proc. ich produktów spożywczych i napojów zawiera na opakowaniach kluczowe informacje o składnikach. Kolejne 84 proc. respondentów zapewniło, że tyle samo ich produktów kosmetycznych zawiera na opakowaniach zrozumiałe informacje o przeznaczeniu i sposobie używania. Jest to wzrost o 18 proc. rok do roku. Technologia zapewniła konsumentom bezprecedensowy dostęp do informacji o składnikach i surowcach.

Badanie „The Honest Product”, przeprowadzone wśród członków CGF i Chartered Institute of Marketing, pokazuje, że 90 proc. korporacji dostrzegło, że konsumenci są obecnie bardziej zainteresowani przejrzystością niż jeszcze pięć lat temu. Kolejne 95 proc. stwierdziło, że w przyszłości zainteresowanie konsumentów transparentnością w kwestiach społecznych, zdrowotnych, środowiskowych i bezpieczeństwa jeszcze wzrośnie. – Kwestie przejrzystości dotyczą także wartości korporacyjnych wyznawanych przez firmy wytwarzające te produkty, w tym kwestii dotyczących polityki społecznej, środowiskowej, zdrowotnej i bezpieczeństwa. W tym kontekście warto zaznaczyć, że firmy zrzeszone w The Consumer Goods Forum uruchamiają także programy prozdrowotne dla swoich pracowników. W 2018 roku zaangażowała się w nie rekordowa liczba 2 mln osób. Rok wcześniej było to 1,6 mln osób – dodaje Irena Pichola.

Zrealizowane obietnice

Co roku firmy zrzeszone w CGF zobowiązują się do wdrażania i przestrzegania rezolucji związanych z szerzeniem idei, dla których Forum zostało powołane. Pierwsza z nich dotyczy oferowania klientom produktów wspierających zdrowy styl życia. W najnowszym badaniu 99 proc. firm zadeklarowało, że wdraża programy, które to zapewniają. Wszystkie firmy wywiązują się z drugiej rezolucji, dotyczącej przejrzystych informacji o produkcie, a 76 proc. firm zmieniło swoje praktyki w celu wdrożenia odpowiedzialnego marketingu. Co więcej, wszystkie badane firmy uruchomiły programy komunikacyjne i edukacyjne na temat zdrowszej diety i stylu życia.

Badanie wykazało duży postęp w zakresie realizacji czterech zobowiązań ustalonych w 2014 r. Aż 78 proc. firm zobowiązało się do upublicznienia swoich polityk dotyczących żywienia i receptur produktów. Jest to wzrost z 61 proc. w ubiegłym roku. Firmy są także zaangażowane w ochronę zdrowia i samopoczucia pracowników – 85 proc. z nich wdrożyło odpowiednie programy, co stanowi wzrost o 7 pp. od ubiegłego roku.

58 proc. przedsiębiorstw zapewnia, że poprawiło zasady etykietowania, co ma ułatwić konsumentom dokonywanie świadomych wyborów. To ogromna zmiana na lepsze w porównaniu z 2017 r., kiedy tylko 37 proc. firm wypełniło to zobowiązanie. Zauważalne jest również coraz częstsze zaangażowanie firm w uświadamianie młodych ludzi w zakresie dbania o zdrowie. W 2018 roku członkowie CGF współpracowali z ponad 550 tys. szkół. To wzrost o 44 proc. w ciągu dwóch lat.

Tegoroczny raport zamyka pięć lat działań filaru CGF Health & Wellness. Kolejne, planowane do 2023 roku inicjatywy wyznaczają nowe cele dla członków Forum, zakładając m.in. dalszy postęp w kierunku zdrowszych koszyków zakupowych i zachowań konsumentów, naukową weryfikację wpływu CHL na społeczności, a także ekspansję poza firmy zrzeszone w CGF. Wyniki z ostatnich pięciu lat pokazują, że projekt spełnia oczekiwania konsumentów i pomaga im w dbaniu o zdrowie.

Branża kolejowa wjedzie na nowe tory. Pomoże jej w tym druk 3D

Europejski transport kolejowy stanął w obliczu ogromnego wyzwania. Musi zmierzyć się z koniecznością obsłużenia większej liczby pasażerów, taniej, szybciej, ciszej i bardziej ekologicznie. Komisja Europejska uruchomiła fundusze na prace nad nowymi rozwiązaniami, które pomogą w realizacji tego celu. Część producentów już wprowadza innowacje. Na co stawiają?

Shift2Rail to projekt oparty na partnerstwie między przemysłem kolejowym a Komisją Europejską (KE). Jego misją jest wprowadzenie takich innowacji, które podniosą atrakcyjność, wydajność, bezpieczeństwo i czystość transportu kolejowego. Wszystko po to, aby zachęcić Europejczyków do wyboru tego środka komunikacji. Komisja przeznaczyła na działanie projektu blisko 1 mld euro.

W ramach Shift2Rail działa między innymi projekt Run2Rail, którego celem jest zbadanie możliwości zastosowania w pociągach lżejszych i trwalszych części. Zespół Run2Rail ma szansę udowodnić, że metody druku 3D i materiały kompozytowe mogą być wykorzystane do projektowania pociągów, które są bardziej niezawodne, lżejsze, mniej niszczące tor, bardziej komfortowe i mniej hałaśliwe od tych wytworzonych tradycyjnymi metodami.

Transport pod znakiem innowacji

W ciągu ostatnich kilku lat nowe metody produkcji i materiały, takie jak druk 3D i włókna węglowe, zyskały ogromną popularność i znalazły zastosowanie w prawie każdej branży, przede wszystkim lotniczej czy motoryzacyjnej. Teraz mogą zmienić sposób, w jaki konstruowane są pojazdy szynowe.

– Wprowadzanie innowacji jest nieodłącznym elementem strategii każdej firmy produkcyjnej. Coraz większa grupa przedsiębiorców zdaje sobie sprawę z tego, jakie korzyści może odnieść dzięki zastosowaniu technologii druku 3D. Z jej benefitów od lat korzysta już branża motoryzacyjna czy lotnicza. Jednak i transport kolejowy zaczyna przekonywać się do wytwarzania addytywnego. Nic dziwnego, materiały, z których można drukować, są wciąż ulepszane i z roku na rok wytrzymalsze. Wszystko wskazuje na to, że tendencja do zastosowania ich w prototypowaniu i produkcji elementów użytkowych w branżach transportowych będzie się pogłębiać – tłumaczy Karol Kula, Sales Manager w firmie 3DGence, produkującej przemysłowe drukarki 3D.

Druk 3D wykorzystywany jest głównie do prototypowania oraz do wytwarzania części zamiennych i elementów niestandardowych. Dzięki możliwości szybkiego wyprodukowania bardzo dokładnie odwzorowanych części pojazdów szynowych firmy oszczędzają czas i redukują koszty. Nie muszą magazynować części zamiennych, mogą natomiast na żądanie wydrukować dowolny komponent. Często także niestandardowy i dopasowany do indywidualnych potrzeb klienta.

Pociągi z drukarki 3D

Pierwsze próby wykorzystania druku 3D w transporcie kolejowym ujrzały już światło dzienne. Angel Trains, firma zajmująca się wynajmem taboru kolejowego, wyprodukowała w technologii druku 3D spełniające wszelkie standardy komponenty wnętrza pociągu. Podłokietnik, uchwyt i stół z oparciem zostały już zatwierdzone do użytku. Głównym celem tego projektu jest produkcja części zamiennych, obniżenie kosztów taboru i dłuższa eksploatacja pojazdów.

Siemens stosuje technologię druku 3D do wytwarzania niestandardowych komponentów tramwajowych. Dzięki czemu czas ich dostawy skraca się z tygodni do dni. Klienci firmy mogą składać zamówienia na takie części online. Do tej pory wydrukowane zostały między innymi podłokietniki fotela kierowcy i osłony obudowy sprzęgu do tramwajów Combino działających w Ulm.

General Electric natomiast zapowiada, że do 2025 roku zastosuje technologię wytwarzania addytywnego do produkcji 250 elementów lokomotyw. Firmie zależy nie tylko na skróceniu czasu produkcji, ale też na wyeliminowaniu części złożonych ze zbyt wielu składowych. Wymiennik ciepła silnika ma na przykład 2000 indywidualnych podzespołów, połączeń lub spawów. Wszystkie one stanowią potencjalne obszary awarii, które mogłyby zniknąć dzięki drukowi 3D i produkcji bardziej zwartych i tym samym mniejszych komponentów.

Choć branża kolejowa dopiero zaczyna dostrzegać możliwości druku 3D, przykładów jego zastosowania jest w niej coraz więcej. A to dlatego że tylko innowacyjne rozwiązania pomogą sektorowi w rozwoju, jakiego oczekuje od niego nowoczesne społeczeństwo.

Program gospodarczy dla Polski

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) opracowały program gospodarczy dla Polski. Przygotowane rozwiązania pozwolą na zabezpieczenie zarówno transferów socjalnych, jak i wpływów do budżetu państwa. Eksperci szacują, że wpływ z realizacji proponowanego programu gospodarczego na saldo sektora finansów publicznych wyniesie +4,6 mld zł rocznie. Program zakłada wpływy z wzrostów dochodów i ograniczenia wydatków na poziomie 13,7 mld zł z tytułu:

  • wprowadzenia składek na ubezpieczenie społeczne przedsiębiorców proporcjonalnych do dochodu (+7,8 mld zł)
  • uporządkowania zbiegów tytułów do ubezpieczenia społecznego (+3,2 mld zł)
  • ograniczenia szarej strefy w obszarze zakładów wzajemnych (+0,5 mld zł)
  • efektów poprawy jakości ochrony zdrowia i ograniczenia absencji chorobowych oraz rent z tytułu niezdolności do pracy (+2,2 mld zł)

Koszt realizacji programu gospodarczego wyniósłby 9,1 mld zł – przewiduje się wzrost wydatków z tytułu restytucji ubezpieczeń społecznych (0,2 mld zł), wprowadzenia zachęt dla uczestników proponowanych Pracowniczych Planów Zdrowotnych (2,4 mld zł) oraz finansowania przez FUS całości kosztów związanych z absencją chorobową pracowników (6,5 mld zł).

Przygotowany przez nas program gospodarczy jest efektywnym narzędziem służącym poprawie warunków działalności przedsiębiorców oraz chroniącym dobro obywateli, także w przypadku pogorszenia koniunktury. Proponujemy wprowadzenie zmian, które nie tylko uporządkują otoczenie prawne działalności gospodarczej na przyszłość, ale również naprawią błędy przeszłości i spowodowane przez nie szkody” – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Uporządkowanie ubezpieczeń społecznych

FPP opracowała trzy główne działania dla uporządkowania ubezpieczeń społecznych: 

  1. wprowadzenie składek proporcjonalnych do dochodu 
  2. likwidacja zbiegu tytułów do ubezpieczenia społecznego
  3. restytucja ubezpieczeń społecznych

Wprowadzenie proporcjonalnych do dochodu składek na ubezpieczenie społeczne przedsiębiorców oraz uporządkowanie zbiegów tytułów do ubezpieczenia społecznego przyniosą odpowiednio wpływ 7,8 mld zł i 3,2 mld zł do budżetu państwa.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

Dzięki wprowadzeniu rekomendowanych zmian deficyt FUS zostałby ograniczony o 11 mld zł rocznie. Ponadto wyeliminowane zostałyby bodźce do stosowania niestandardowych form zatrudnienia oraz oddalona zostałaby perspektywa narastającego kryzysu społecznego w związku z gwałtownym wzrostem liczby emerytów pozbawionych prawa do najniższego świadczenia, która w ciągu kilku lat mogłaby wzrosnąć do 0,5 mln osób” – wskazuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Dofinansowanie systemu ochrony zdrowia

Polski system ochrony zdrowia jest głęboko niedofinansowany. FPP rekomenduje wprowadzenie Pracowniczych Planów Zdrowotnych– główne założenia to:

  • dobrowolne uczestnictwo z automatycznym zapisem i bazowa składka w wysokości 0,75% podstawy wymiaru składki zdrowotnej
  • zwiększenie odliczenia składki zdrowotnej z 7,75% do 8,00% podstawy wymiaru partycypującym w PPZ
  • możliwość korzystania z PPZ również przez osoby nie pozostające w stosunku pracy (np. przedsiębiorcy)
  • odliczanie składek przeznaczonych na dodatkowy zakres ubezpieczenia w PPZ zarówno przez pracodawcę, jak i pracownika

Koszt wprowadzenia zachęt fiskalnych w postaci Pracowniczych Planów Zdrowotnych wyniósłby 2,4 mld zł.

Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)
Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)

Szacujemy, że przy 70% partycypacji w Pracowniczych Planach Zdrowotnych poziom finansowania polskiego systemu ochrony zdrowia wzrósłby o 6%. Ponadto wprowadzenie PPZ potencjalnie zmniejszyłoby liczbę dni absencji chorobowych w roku o ponad 10 mln i ograniczyłoby koszt wynagrodzeń i zasiłków chorobowych o blisko 800 mln zł rocznie. Zakładamy, że bezpośrednim efektem przyjęcia rekomendowanych rozwiązań będzie zwiększenie poziomu polskiego PKB o ok. 0,2%” – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Zmiany w ubezpieczeniu chorobowym

Koszt wypłaty wynagrodzenia chorobowego przez pracodawców wynosi 7 mld zł. W ubiegłym roku spośród 14,2 mln ubezpieczonych 47% skorzystało ze zwolnienia lekarskiego, którzy średnio spędzili 36 dni na zwolnieniach chorobowych. Obecnie składkę chorobową płacą pracownicy (2,45%), a za pierwsze 33 dni choroby pracownik otrzymuje 80% wynagrodzenia, które jest kosztem pracodawcy zatrudniającego na umowę o pracę.

FPP proponuje wprowadzenie zmian w ubezpieczeniu chorobowym: za czas choroby pracownik powinien otrzymywać zasiłek chorobowy w wysokości 80% wynagrodzenia, finansowany w całości przez Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, a składki chorobowe płaciliby tylko pracodawcy. 

dr hab. Grażyna Spytek-Bandurska, Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego
dr hab. Grażyna Spytek-Bandurska, Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego

„Efektem zmian w ubezpieczeniu chorobowym dla pracodawcy byłoby zmniejszenie ryzyka ekonomicznego związanego z zatrudnianiem na podstawie umowy o pracę, a dla pracownika zwiększenie szansy nawiązania takiego stosunku pracy” – zauważa Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Poprawa jakości ochrony zdrowia i ograniczenia absencji chorobowych oraz rent z tytułu niezdolności do pracy przyniesie oszczędności oraz zwiększone wpływy do sektora finansów publicznych na poziomie łącznie 2,2 mld zł rocznie.

Stanowienie prawa w Polsce

Podstawą uporządkowania funkcjonowania systemu stanowienia prawa jest eliminacja negatywnych zjawisk. FPP rekomenduje:

  1. traktowanie wprowadzania zmian w prawie jako ostateczność
  2. przyjęcie obowiązku i zasad szczegółowego uzasadniania projektów oraz poprawek
  3. wprowadzenie przeglądów obowiązującego prawa
  4. wzmocnienie roli koordynatora oceny skutków regulacji
  5. wprowadzenie systemu niezależnej, eksperckiej weryfikacji rządowej oceny skutków regulacji
  6. zagwarantowanie proporcjonalności procedur legislacyjnych
  7. przyjęcie zasady prostego prawa oraz przejrzystej publikacji
Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) 
Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)

„Jakość prawa ma podstawowe znaczenie dla skuteczności realizacji polityk publicznych. Dochowanie wszystkich procedur powinno być warunkiem procedowania wszystkich projektów legislacyjnych. Rzeczywistość jest jednak inna – przekłada się to na nieefektywność przepisów i działań ustawodawcy – mówi Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich i Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Ograniczenie szarej strefy

FPP postuluje działania mające na celu dalsze ograniczanie szarej strefy w polskiej gospodarce, której wartość w warunkach 2018 r. wynosi ok. 402 mld PLN.

Do najważniejszych sposobów walki z szarą strefą należą:

  1. uproszczenie systemu podatkowego
  2. ograniczenie obciążeń fiskalnych dla przedsiębiorców
  3. zmniejszanie kosztów prowadzenia działalności
  4. ograniczenie liczby regulacji, koncesji i pozwoleń
  5. odchodzenie od represyjności na rzecz współpracy i wsparcia przedsiębiorców
Mariusz Korzeb wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – FPP
Mariusz Korzeb wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – FPP

„Szara strefa zaburza warunki konkurencji wśród przedsiębiorców i powoduje, że nieuczciwe podmioty zyskują przewagę nad uczciwymi. Wymienione rekomendacje, aby były skuteczne, muszą być realizowane przy udziale przedsiębiorców. Niewątpliwie sukcesem państwa jest stworzenie platformy „Głos Przedsiębiorców” oraz Zespołu na rzecz wsparcia przedsiębiorców przy Ministerstwie Finansów” – zwraca uwagę Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Wrocław goni Kraków. Ponad 200 tys. mkw. biur w budowie

Wrocławski rynek biurowy intensywnie się rozwija. W 2018 r. wolumen istniejącej powierzchni biurowej przekroczył tam 1 mln mkw. – to drugi wynik wśród miast regionalnych zaraz po Krakowie. W fazie realizacji pod koniec roku znajdowało się 212 tys. mkw. nowoczesnych biur, z czego ok. 44% trafi na rynek jeszcze w tym roku – podaje firma doradcza Colliers International.

Miniony rok był dla stolicy Dolnego Śląska wyjątkowo owocny. Deweloperzy oddali do użytku rekordową ilość 147 tys. mkw. powierzchni biurowej – w sumie 14 projektów. Jest to wynik niemal trzykrotnie lepszy niż w 2017 r. Wśród największych budynków znalazły się m.in. Sagittarius (blisko 25 tys. mkw.), Retro Office House (ponad 18 tys. mkw.), biurowiec Santander Bank Polska (dawniej BZ WBK, 17 tys. mkw.), West Link (13,9 tys. mkw.) czy Cu Office A (12,9 tys. mkw.).

Wrocław nie zwalnia tempa

Wszystko wskazuje na to, że obecny rok będzie nie mniej interesujący. Wedle szacunków Colliers International, w stolicy Dolnego Śląska do 2022 roku powstanie ponad 360 tys. mkw. nowoczesnych biur. Budują lub będą tam budować najwięksi deweloperzy: Skanska, Echo, Vastint czy Avestus.

Dorota Kościelniak, dyrektor regionalna Colliers International we Wrocławiu
Dorota Kościelniak, dyrektor regionalna Colliers International we Wrocławiu

— Zdajemy sobie sprawę z ogromnego potencjału Wrocławia i bardzo aktywnie działamy na terenie miasta w sektorze nieruchomości biurowych. Colliers należy do liderów tego rynku. W ubiegłym roku uczestniczyliśmy w kilku największych we Wrocławiu transakcjach: renegocjacji kontraktu Nokia Solutions and Networks w West Gate (14,1 tys. mkw.) oraz zawarciu nowej umowy Santander Consumer Bank S.A. w Business Garden I (10 tys. mkw.) — mówi Dorota Kościelniak, dyrektor regionalna Colliers International we Wrocławiu.

Sektor IT i telekomunikacji główną siłą napędową rynku

Popyt brutto w minionym roku wyniósł niemal 162 tys. mkw., co stanowi blisko 5-procentowy spadek w porównaniu z rekordowym pod tym względem 2017 r.

— Podaż na nową powierzchnię biurową w 2018 r. kształtowały głównie relokacje i ekspansje dotychczasowych najemców, choć nie brakowało również nowych wejść. Największe zainteresowanie wrocławskimi biurami wykazywały firmy z branży IT i telekomunikacji, które wynajęły w sumie 45% wolumenu powierzchni biurowej, a także sektory finansowy oraz produkcji z najmem na poziomie odpowiednio 26% i 12% — wyjaśnia Dorota Kościelniak.

Z punktu widzenia najemców korzystna jest z pewnością stabilność i przewidywalność wrocławskiego rynku biurowego. Czynsze za powierzchnię biurową utrzymują się na podobnym poziomie od kilku kwartałów. W nowoczesnych projektach klasy A najemcy muszą zapłacić od 13,5 do 15,5 euro za mkw. miesięcznie. W starszych budynkach klasy B stawki miesięczne wynoszą 8 – 12,5 euro za mkw.

Współczynnik pustostanów w  2018 r. również nie podlegał większym wahnięciom. Na koniec IV kw. 2018 r. wyniósł 9,1%, co w porównaniu z IV kw. 2017 r. oznacza spadek o 0,4 p.p. W najbliższych kwartałach wskaźnik pustostanów może stopniowo wzrastać w miarę oddawania do użytku kolejnych projektów.

Inwestycyjna mapa miasta

We Wrocławiu można wyróżnić kilka obszarów o największej koncentracji powierzchni biurowej. Zdecydowana większość zasobów (45%) zlokalizowana jest w Centralnym Obszarze Biznesu, który można podzielić na ścisłe centrum i obszar okołocentralny. Kolejną lokalizacją jest Zachodni Obszar Biznesu (wzdłuż ul. Legnickiej i ul. Strzegomskiej), na który przypada ok. 32% zasobów. We Wrocławiu funkcjonuje też Południowa Oś Biznesu – wzdłuż ul. Powstańców Śląskich (8% istniejącej powierzchni).

— Szczególną uwagę warto zwrócić na Południową Oś Biznesu, znajdującą się tuż przy obszarze okołocentralnym. Właśnie ruszyły tam prace przy inwestycjach firm Echo Investment oraz Skanska. W niedługim czasie na tym terenie powstanie ponad 100 tys. mkw. powierzchni biurowej, co sprawi, że koncentracja biznesu na południu Wrocławia znacznie wzrośnie — zaznacza Dorota Kościelniak.

Komentarz Xeni Kruszewskiej do wyników rynku ubezpieczeń zdrowotnych opublikowanych przez PIU

Według opublikowanych przez Polską Izbę Ubezpieczeń danych liczba osób objętych ochroną oferowaną przez dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne pod koniec 2018 roku wynosiła 2,6 mln. To o 23% więcej niż rok wcześniej. Wzrosła również łączna wartość składek, które Polacy zapłacili za tego typu polisy. W 2018 wydaliśmy na nie łącznie 821,1 mln zł, czyli o 21% więcej niż w 2017.

Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia
Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia

Rosnąca nieustannie od kilku lat popularność ubezpieczeń zdrowotnych świadczy o tym, że Polacy, po pierwsze, dostrzegają nieefektywność publicznej służby zdrowia, a po drugie, że postrzegają polisy te jako skuteczne rozwiązanie pozwalające sprawnie uzyskać pomoc medyczną w ramach prywatnych świadczeń. Należy też zauważyć, że coraz więcej pracodawców zaczyna patrzeć na grupowe ubezpieczenia zdrowotne nie tylko przez pryzmat benefitu pozapłacowego pozwalającego na przyciągnięcie pracowników lub utrzymanie zatrudnienia. Współpracę z ubezpieczycielem postrzegają jako sposób na minimalizację absencji chorobowej, co ma wymierne przełożenie na finanse firmy.

Zmieniające się podejście pracodawców do grupowych ubezpieczeń zdrowotnych stanowi niewątpliwie szansę dla towarzystw ubezpieczeń do dalszego rozwoju, zwłaszcza w sektorach gospodarki zazwyczaj niekojarzonych z oferowaniem pracownikom dostępu do prywatnej opieki medycznej. Tego typu benefity pozapłacowe przez długi czas utożsamiane były wyłącznie z korporacjami i dużymi firmami opierającymi swoją działalność na pracownikach biurowych. Należy jednak zauważyć, że większe korzyści z zapewnienia dodatkowej ochrony zdrowotnej pracownikom, mogą czerpać przedsiębiorstwa produkcyjne oraz wszystkie te zatrudniające w większości tzw. niebieskie kołnierzyki. To oni w porównaniu z pracownikami biurowymi są bardziej narażeni na urazy i schorzenia mogące powodować długotrwałą nieobecność w pracy.

 

Rosnącego zainteresowania pracodawców zatrudniających pracowników innych niż biurowych należy się spodziewać także z uwagi na fakt, że wśród 31 zawodów deficytowych wskazanych w Barometrze Zawodów 2019 jedynie 3 są przedstawicielami „białych kołnierzyków”[1]. Dlatego firmy zatrudniające „niebieskie kołnierzyki” powinny bardziej niż inni przedsiębiorcy dbać o minimalizację liczby dni absencji chorobowej, ponieważ znalezienie zastępstwa na czas choroby pracownika może okazać się niemożliwe.

Wszystkie te czynniki sprawiają, że moim zdaniem możemy się spodziewać dalszego dynamicznego wzrostu liczby ubezpieczonych i niesłabnącego zainteresowania firm grupowymi ubezpieczeniami zdrowotnymi.

[1] Barometr zawodów 2019. Raport podsumowujący badanie w Polsce, Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie, Kraków 2018.

Ukraińcy pracujący w Polsce przekazali do swojego kraju prawie 14 mld złotych

W 2018 r. Ukraińcy pracujący w Polsce przekazali na Ukrainę 3,6 mld dolarów (niemal 14 mld zł) – wynika z najnowszych danych Narodowego Banku Ukrainy.[1] To ponad jedna trzecia wszystkich pieniędzy, które zostały przesłane na Ukrainę przez jej mieszkańców przebywających za granicą. Drugą, pod względem wielkości kwotę, przesłano z Rosji – równowartość 948 mln dolarów – o prawie jedną czwartą mniej, niż przed rokiem. Trzecie miejsce na podium zajęły Stany Zjednoczone, z których przekazano na Ukrainę 870 mln dolarów. Jak wskazują eksperci Personnel Service, umożliwienie naszym sąsiadom ze Wschodu dłuższego pobytu w Polsce pozwoliłoby zatrzymać w kraju więcej zarabianych przez nich pieniędzy.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service

Polscy pracodawcy w branżach takich jak np. przetwórstwo przemysłowe, motoryzacja, handel zgodnie przyznają, że chcieliby wydłużenia pobytu swoich pracowników z Ukrainy w Polsce. Podobnego zdania są pracujący u nas sąsiedzi ze Wschodu. Kierunek ułatwień, który obrało polskie prawodawstwo jest dobry, ale powinniśmy go rozwijać. Dłuższy pobyt Ukraińców w Polsce to nie tylko mniejsza rotacja na stanowiskach i mniej problemów dla przedsiębiorców, ale także pozytywny wpływ na PKB. Im bardziej obcokrajowcy zwiążą się z naszym krajem tym chętniej będą wydawać zarobione pieniądze u nas. Firmy w Polsce już dostrzegły tę dochodową niszę, dlatego prężnie rozwijają ofertę usług dopasowanych do potrzeb Ukraińców – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service, ekspert rynku pracy.

Polska na pierwszym miejscu

Cała kwota, którą w 2018 r. przekazali na Ukrainę obywatele przebywający za jej granicami to niemal 11 mld dolarów – wynika z najnowszych danych Narodowego Banku Ukrainy. To o 17,5% więcej, niż w 2017 r. Jak wskazuje NBU, liczba przekazów z Polski była rekordowa – wyniosła 3,6 mld dolarów (o ponad 16 % więcej r/r). Zdaniem ekspertów Personnel Service, może to być efekt m.in. dużego wzrostu liczby Ukraińców korzystających z usług polskich banków. Jak wynika z „Barometru Imigracji Zarobkowej”, liczba naszych wschodnich sąsiadów w polskich bankach w ciągu ostatniego półrocza wzrosła o ponad 10%. Tylko w Santander Bank Polska liczba klientów z Ukrainy wzrosła o 43% r/r – wskazują przedstawiciele banku, odpowiedzialni za ofertę dla cudzoziemców.

Wpływy z Czech się podwoiły

Na drugim miejscu znalazła się Rosja, z której wysłano 948 mln dolarów. W porównaniu do poprzedniego roku to o jedną czwartą mniej. W pierwszej trójce znalazły się też Stany Zjednoczone, z kwotą 870 ml dolarów.

Ukraińcy przebywający w Czechach przekazali czwartą pod względem wielkości kwotę pieniędzy w 2018 r. Wyniosła ona 849 mln dolarów – niemal dwa razy więcej r/r. Na kolejnych miejscach znalazły się Włochy, Wielka Brytania i Niemcy.

[1] https://bank.gov.ua/doccatalog/document?id=19208357

Przegląd wynagrodzeń w bankowości – aktualne stawki wynagrodzeń

Branża bankowa w Polsce przechodzi gruntowne przemiany, na które oddziałuje m.in. silna konsolidacja rynku, liczne fuzje i przejęcia, czy pojawiające się nowe regulacje legislacyjne. Niemniejszy wpływ mają również nowoczesne technologie i intensywna cyfryzacja sektora. Na znaczeniu zyskuje bowiem szybkość, mobilność i innowacyjność instytucji, które wypierają tradycyjną, oddziałową obsługę klienta. Zachodzące zmiany dotykają również rynek pracy w tej branży. Ewa Jakubiak, manager zespołu Banking & Finance Services w Michael Page analizuje jakich specjalistów potrzebuje branża i jak kształtują się ich wynagrodzenia.

Branżowy trend

Zatrudnienie w tradycyjnej bankowości spada. Wg danych Komisji Nadzoru Finansowego, na koniec III kwartału ub.r. w bankowości zatrudnionych było prawie 164 tys. osób, co oznacza o ponad 1840 etatów mniej w stosunku do analogicznego okresu 2017 roku. Przyczyn takiej sytuacji możemy upatrywać m.in. w redukcji liczby stacjonarnych placówek na rzecz mobilnych kanałów sprzedaży oraz nowoczesnych rozwiązań, które zastępują pracę konsultantów. Z drugiej strony, intensywna cyfryzacja sektora sprawia, że w wielu obszarach, takich jak np. rozwój nowoczesnych produktów, innowacje, zarządzanie ryzykiem, czy marketing cyfrowy trwa zacięta walka o najlepszych kandydatów, a wynagrodzenia tych specjalistów rosną w tempie 8-15 proc. rocznie.

Wzrost wynagrodzeń wśród najbardziej pożądanych specjalistów

Obecnie najczęściej oferowana stawka managera ds. rozwoju produktu/produkt managera wynosi 11 tys. zł brutto miesięcznie. Mediana na stanowisku starszego kierownika – posiadającego minimum 5 lat doświadczenia – oscyluje koło 14 tys. zł, a średnia pensja dyrektora to 25 tys. zł brutto miesięcznie.

W obszarze ryzyka, analityk sprzedażowy najczęściej może liczyć na 10 tys. zł brutto miesięcznie. Tyle samo dostaje średnio analityk ds. ryzyka wartości rezydualnej. Ekspert. ds. zarządzania ryzykiem otrzymuje przeciętnie 11 tys. zł brutto miesięcznie, natomiast mediana na stanowisku eksperta ds. wycen portfeli i eksperta ds. walidacji modeli ryzyka wynosi 12 tys. zł brutto miesięcznie. W segmencie dużych przedsiębiorstw, pensja analityka kredytowego oscyluje wokół 7-12 tys. zł brutto miesięcznie. W segmencie MŚP waha się ona z kolei miedzy 5 a 8 tys. zł brutto miesięcznie.

 

Mediana wynagrodzeń na stanowisku underwrittera to 11 tys. zł brutto miesięcznie. Kierownik ryzyka kredytowego może spodziewać się stawki w granicach 12-19 tys. zł brutto, a dyrektor 22-42 tys. zł. brutto miesięcznie.

 

W bankowości dostrzegalne jest rosnące znaczenie marketingu cyfrowego. Zarobki specjalisty ds. marketingu mogą sięgać 9 tys. zł brutto miesięcznie, choć średnio oferuje się im około 7,5 tys. zł brutto. Wynagrodzenie eksperta ds. marketingu online waha się w granicach 7-16 tys. zł brutto miesięcznie, a pensja managera digital marketingu oscyluje wokół 14-25 tys. zł brutto. Kierownikowi w tym obszarze oferuje się przeciętnie 15 tys. zł, a mediana na stanowisku dyrektora wynosi 33 tys. zł brutto miesięcznie.

Stabilny poziom wynagrodzeń w obszarze sprzedaży i operacji

W obszarze sprzedaży i operacji coraz lepiej wynagradzana jest kadra kierownicza. Jednak na podstawowych stanowiskach zauważamy stały poziom wynagrodzeń lub niewielki ich wzrost sięgający często tylko poziomu inflacji. Spowodowane jest to w głównej mierze presją kosztową i zatrudnianiem na stanowiska specjalistyczne coraz więcej osób bez doświadczenia lub dopiero wchodzących na rynek pracy.

W dziale operacji, analityk biznesowy otrzymuje średnio 10 tys. zł brutto miesięcznie. Kierownik operacji i manager/kierownik projektu mogą natomiast spodziewać się średniej stawki oscylującej wokół 12 tys. zł brutto miesięcznie. Kierownikowi wsparcia sprzedaży najczęściej proponowane jest wynagrodzenie w wysokości 14 tys. zł brutto miesięcznie, a dyrektorowi tego segmentu – 22 tys. zł brutto. Kierownik ds. zarządzania procesami otrzymuje wynagrodzenie w granicach 15 tys. zł brutto, a dyrektor tego obszaru może liczyć na stawkę między 18 a 37 tys. zł brutto miesięcznie. Pensja dyrektora operacji waha się z kolei między 22 a 55 tys. zł brutto miesięcznie.

W dziale sprzedaży bankowości korporacyjnej, wynagrodzenie doradcy klienta wynosi przeciętnie 10 tys. zł brutto miesięcznie. W przypadku obsługi klientów strategicznych pensja na tym stanowisku wzrasta do około 16 tys. zł. W segmencie MŚP oscyluje ona wokół 7 tys. zł. Dyrektor sprzedaży bankowości korporacyjnej może spodziewać się stawki 35 tys. zł brutto miesięcznie. Wynagrodzenie na analogicznym stanowisku, tylko że w obszarze MŚP, to przeciętnie 28 tys. zł. Pensja dyrektora regionalnego waha się natomiast w granicach 18-29 tys. zł brutto miesięcznie.

W bankowości prywatnej przeciętne zarobki doradcy klienta sięgają 14 tys. zł brutto miesięcznie. Kierownik placówki, zatrudniającej do 10 pracowników może spodziewać się pensji w wysokości 7-12 tys. zł brutto, a dyrektor oddziału detalicznego (powyżej 10 pracowników) otrzymuje wynagrodzenie w granicach 10-18 tys. zł brutto miesięcznie. Na stanowisku dyrektora sprzedaży internetowej, mediana wynagrodzeń wynosi 33 tys. zł. Niewiele mniej, bo 32 tys. zł, mogą spodziewać się dyrektorzy sprzedaży bankowości prywatnej. Średnio 23 tys. zł brutto miesięcznie otrzymują z kolei dyrektorzy regionalni bankowości detalicznej.

Mimo, iż zatrudnienie w tradycyjnej bankowości spada, to specjaliści z doświadczeniem finansowym i bankowym nie mają problemu ze znalezieniem pracy w innych podmiotach finansowych związanych m.in. z pożyczkami, leasingiem, faktoringiem, fintechem, czy start-upami. Biorąc pod uwagę to, jak intensywnie rozwijają się tego typu organizacje, możemy przypuszczać, że zapotrzebowanie na pracowników w tych sektorach będzie sukcesywnie wzrastać.

Nieśmiały powrót do lokat bankowych

Po prawie dwóch latach spadku wartości terminowych lokat bankowych, od grudnia ubiegłego roku zainteresowanie nimi nieznacznie wzrosło. Prawdopodobnie to zjawisko jedynie przejściowe, wynikające z niższej inflacji i chwilowego podwyższenia oprocentowania przez kilka banków.

Od grudnia 2018 r. do lutego obecnego roku wartość oszczędności zdeponowanych na lokatach terminowych w bankach zwiększyła się o prawie 14 mld zł, osiągając poziom 302 mld zł. Wcześniej, od początku 2017 r. do listopada 2018 r., mieliśmy do czynienia z systematycznym zmniejszaniem się wartości lokat. W tym czasie ubytek środków sięgnął prawie 21,5 mld zł. Nietrudno odgadnąć, co decyduje o atrakcyjności lokat, a więc o kierunku przepływu oszczędności. Z jednej strony to wysokość odsetek, oferowanych przez banki, z drugiej zaś poziom inflacji, wpływający na realną wartość kapitału i odsetek. Już w drugiej połowie 2016 r. średnie oprocentowanie lokat obniżyło się z 1,7 do 1,6 proc., a w marcu 2017 r. spadło do 1,5 proc. Zmiana wydaje się niewielka, ale jednocześnie nastąpił znaczący wzrost inflacji. Pod koniec 2016 r. zakończył się okres deflacji, czyli długotrwałego spadku cen. Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych, wynoszący w grudniu 2016 r. zaledwie 0,8 proc., w styczniu następnego roku podskoczył do 1,8 proc., a w kolejnych miesiącach kontynuował ruch w górę, dochodząc do 2,5 proc. w listopadzie 2017 r. Porównanie oprocentowania lokat ze wskaźnikiem inflacji prowadziło do oczywistego wniosku, że odsetki tylko pozornie zwiększają oszczędności, a realna wartość kapitału ulega inflacyjnej erozji. Trudo się więc dziwić, że w tych warunkach mieliśmy do czynienia z wycofywaniem oszczędności z lokat terminowych i poszukiwaniem bardziej korzystnych możliwości lub trzymania pieniędzy w najbardziej dostępnej formie, czyli na nieoprocentowanych rachunkach bieżących. W grudniu ubiegłego roku średnie oprocentowanie lokat nieznacznie wzrosło do 1,6 proc., a w styczniu i lutym 2019 r. zwiększyło się do 1,7 proc. Jednocześnie pod koniec 2018 r. i w pierwszych miesiącach obecnego roku wyraźnie zmniejszyła się presja cenowa. Wskaźnik inflacji, sięgający jeszcze w sierpniu ubiegłego roku 2 proc., obniżył się w grudniu do 1,1 proc., a w styczniu 2019 r. do zaledwie 0,7 proc.

Nie oznacza to jednak trwałej poprawy sytuacji posiadaczy oszczędności. Wspomniany niewielki wzrost średniego oprocentowania lokat to nie zmiana tendencji, ale głównie przejściowy efekt podwyższenia odsetek przez Getin Noble i Idea Bank, które w ten sposób ratowały się przed odpływem klientów, w związku kłopotami wynikającymi z oferowania obligacji GetBack i związanymi podsłuchami rozmów głównego akcjonariusza obu banków z byłym szefem Komisji Nadzoru Finansowego. Bardzo dobra sytuacja na rynku pracy, wysoka dynamika wynagrodzeń i zapowiadane duże transfery socjalne będą skutkowały dalszym wzrostem oszczędności. Także perspektywa braku podwyżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej powoduje, że banki nie będą skłonne do podwyższania oprocentowania lokat. Oba te czynniki, czyli zwiększona podaż oszczędności oraz rekordowo niskie oficjalne stopy procentowe, doprowadzą prawdopodobnie do pogorszenia się oferty banków dla oszczędzających. Z kolei nasilać się będą zjawiska inflacyjne. Już w marcu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych podskoczył do 1,7 proc., a więc był aż o jeden punkt procentowy wyższy niż w styczniu. Ta tendencja będzie kontynuowana nie tylko w tym roku, ale także w następnym. Oszczędności będą więc nadal narażone na inflacyjną erozję.

Jednocześnie warto zwrócić uwagę, że bardzo mocno zwiększa się wartość oszczędności trafiających na nieoprocentowane rachunki bieżące. W lutym wyniosła ona prawie 470 mld zł i była wyższa o niemal 15 proc. niż w lutym ubiegłego roku. W wartościach bezwzględnych wzrost wyniósł aż 61 mld zł. Świadczy to nie tylko o zniechęceniu oszczędzających do mało atrakcyjnych lokat terminowych, ale także o niedostatku alternatywnych sposobów lokowania wolnej gotówki. Trudno się spodziewać ciekawych propozycji w tym zakresie ze strony banków i instytucji finansowych od nich zależnych, skoro mogą one korzystać z ogromnych zasobów niemal darmowego pieniądza, leżącego na rachunkach bieżących.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Rynek prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych 2018 r.

2,6 mln Polaków korzystało na koniec 2018 r. z prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń. To aż o 23 proc. więcej niż rok wcześniej. Liczba ta po raz pierwszy w historii przekroczyła 2,5 mln, a zainteresowanie wciąż rośnie.

Na prywatne ubezpieczenia zdrowotne wydaliśmy w 2018 r. 821,1 mln zł. W poprzednim roku było to 678,9 mln zł. – Z naszych badań wynika, że Polacy decydują się na prywatną opiekę medyczną przede wszystkim ze względu na szybszy dostęp do lekarzy. Nic w tym dziwnego, ponieważ czas oczekiwania na gwarantowane świadczenia zdrowotne od ponad dwóch lat systematycznie rośnie. Na przełomie 2018 i 2019 r. wynosił on aż 3,8 miesiąca[1] – komentuje Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Po prywatnych placówkach medycznych spodziewamy się  skutecznej i szybkiej pomocy. To dla wielu osób istotna wartość, zwłaszcza w obliczu ostatnich doniesień medialnych o sytuacji w sektorze publicznym. Prywatne ubezpieczenie gwarantuje pomoc, gdy pojawią się kłopoty ze zdrowiem. Co ważne, jest to rozwiązanie znacznie tańsze niż płacenie z własnej kieszeni za każdorazowe wizyty u lekarzy czy drogie badania – dodaje Dorota M. Fal.

Współpraca z pracodawcami kluczem do lepszej opieki medycznej

Wysokie zainteresowanie Polaków prywatną opieką medyczną potwierdziło także badanie „Współfinansowanie służby zdrowia”, przeprowadzone na zlecenie PIU we wrześniu ub.r. Niemal 60 proc. respondentów wskazało, że chce otrzymywać pakiety medyczne od swoich pracodawców i jest gotowe uczestniczyć w ich finansowaniu. W przypadku 64 proc. ankietowanych, którzy mają już prywatną opiekę zdrowotną, jej koszt przynajmniej częściowo pokrywa firma.

Inaczej jest w przypadku małych przedsiębiorstw, w których pracownicy często nie mogą liczyć na współfinansowanie opieki zdrowotnej w ramach ubezpieczenia dodatkowego przez pracodawców. Z „Raportu z badania małych przedsiębiorców o obciążenia związane z ZUS-em”, przygotowanego przez Centrum Badań Marketingowych INDICATOR, wynika, że 68 proc. właścicieli małych firm nie oferuje swoim pracownikom dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego. Dla 34 proc. ankietowanych jest to za wysoki koszt, biorąc pod uwagę duże obciążenia finansowe z tytułu obowiązkowych składek ZUS oraz podatków.

[1] „Barometr Fundacji Watch Health Care nr 19/15/02/2019”, www.korektorzdrowia.pl, autor: MAHTA Sp. z o.o.

Wiele hałasu o nic

Piątkowy raport z rynku pracy USA nie dał argumentów ani za obniżkami, ani za podwyżkami stóp procentowych Fed, co blokuje dolara w miejscu. Dane pomagają w rozwijaniu się rajdu ryzyka, ale potrzeba więcej pozytywnych odczytów z globalnej gospodarki, a bez tego inwestorzy zachowają ostrożność. Tydzień zaczyna się ubogim kalendarzem, co pozwoli na spokoje przygotowanie na ciekawsze wydarzenia w dalszej części tygodnia.

Raport z rynku pracy pokazał, że w marcu zatrudnienie wróciło na ścieżkę silnych wzrostów (196 tys.) i potwierdziło, że lutowe załamanie (33 tys.) było zdarzeniem jednorazowym obciążonym wpływem pogody. Spowolnienie tempa wzrostu z przełomu roku widziane w innych danych okazuje się przejściowym zjawiskiem i teraz obawy o zmierzanie ku recesji powinny osłabnąć. Z drugiej strony pomimo poprawy w zatrudnieniu nie nasila się presja palcowa (spadek z 3,4 proc. do 3,2 proc. r/r), a w rezultacie można być spokojnym o (płaską) ścieżkę inflacji. W rezultacie w danych nie ma silnych argumentów za dalszym łagodzeniem polityki monetarnej, ale też brakuje uzasadnienia dla powrotu po zacieśniania. Fed może dalej cierpliwie obserwować, jak będzie rozwijać się sytuacja w kraju i za granicą. Szkoda tylko, że prezydent USA Donald Trump nie pozwala w spokoju cieszyć się dobrymi informacjami z gospodarki i dalej (ostatnio w piątek) nawołuje do obniżek stóp procentowych, a nawet od powrotu luzowania ilościowego. Jakkolwiek w obecnych warunkach nie ma na to szans, bez wątpienia komplikuje to przyszłą politykę Fed. Jeśli perspektywy ekonomiczne się pogorszą, Fed będzie trudno pozbyć się łatki bycia na usługach Białego Domu. Z kolei w przeciwnym scenariuszu (i teraz po lepszych danych), rynek będzie umacniał przekonanie, że gołębi Fed będzie ociągał się z kolejną podwyżką, by nie rozgniewać Trumpa.

Biorąc to wszytko pod uwagę, ogólnie pozytywny wydźwięk NFP nie pomaga USD, za to sprzyja rajdowi ryzykownych aktywów, nawet jeśli w ostatnich kilkunastu godzinach za bardzo tego nie widać. Bierze się to z tego, że podtrzymanie solidnego ożywienia w USA jest tylko jednym z elementów układanki. Powtórzę moje słowa z piątku – do pełni szczęścia potrzeba trwałości odbicia w danych w Chinach i strefie euro, zakończenia sporu handlowego USA-Chiny i rozwiązania kwestii brexitu. Póki rozstrzygnięcia w tych tematach nie będą jednoznaczne, inwestorzy pozostaną ostrożni. Na starcie nowego tygodnia nie mamy świeżych impulsów, co skłania do przestoju, a w niektórych miejscach do korekcyjnego cofnięcia. Wbrew wcześniejszym spekulacjom, zeszłotygodniowe rozmowy nie przyniosły ustalenia terminu szczytu prezydentów USA i Chin, by sfinalizować negocjacje handlowe. Na froncie brexitu wciąż nie wiemy, czy i kiedy premier Theresa May zawrze sojusz z liderem opozycyjnej Partii Pracy Jeremym Corbynem i przedstawi nowe porozumienie zdolne zebrać większość głosów w Izbie Gmin. May ma nadzieję uzyskać zgodę od unijnych liderów na przedłużenie procesu brexitu do 30 czerwca, choć są głosy (m.in. z Francji), które nie są przychylne Wielkiej Brytanii. May musi zdążyć przed szczytem UE 10 kwietnia, więc w ciągu najbliższych dni można się spodziewać bogatej oprawy komentarzy i przecieków.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jak powinna wyglądać chmura administracji rządowej?

Rozwiązania chmurowe stają się standardem administracji w całej Unii Europejskiej. Od 1 kwietnia 2019 r. wszystkie włoskie organy rządowe będą miały możliwość przenoszenia swoich usług do chmury publicznej. Wielka Brytania już w 2011 r. wprowadziła strategię wdrażania tych rozwiązań przez państwo. Także Polska wkrótce dołączy do tego grona. Jak powinna wyglądać polska chmura? Od tego jak będzie wyglądał proces migracji do chmury będzie zależało nie tylko bezpieczeństwo naszych danych, ale i kształt relacji państwo – obywatel.

Na początku warto odpowiedzieć sobie na pytanie, co chmura daje i dlaczego administracja powinna się do niej przenieść. Korzyści dla administracji ze stosowania rozwiązań chmurowych są bardzo podobne jak w przypadku podmiotów prywatnych. Największym plusem jest znaczny spadek kosztu utrzymania infrastruktury IT i to na trzech poziomach. Po pierwsze: problemem przestaje być zakup niezbędnego sprzętu do prowadzenia działań, ten obowiązek przejmuje dostawca chmury. Po drugie: urzędy nie muszą przeprowadzać długotrwałych i skomplikowanych przetargów, wymagających odpowiednich kompetencji. Po trzecie: w związku z ograniczeniem własnej infrastruktury pracownicy zajmujący się jej utrzymaniem mogą wykorzystać swoje zdolności przy realizacji bardziej wymagających zadań przynoszących większe korzyści zarówno dla urzędników jak i petentów.  Jednostki administracji mogą zająć się tym, do czego została powołane, a w budżecie pozostaje więcej środków do realizacji tych zadań.

Dzięki chmurze rządowej może wzrosnąć jakość oferowanych usług oraz satysfakcja obywateli z nich korzystających. Dzięki uwolnieniu środków finansowych, a także stworzeniem środowiska, w którym łatwiej można wprowadzać nowe wdrożenia chmura dla administracji będzie impulsem do szybszej cyfryzacji usług, w efekcie czego więcej spraw będzie można załatwić bez wychodzenia z domu i stania w kolejkach. Poza tym zastosowanie tej technologii zapewni dużo stabilniejsze i sprawniejsze działanie systemów, co pozwoli uniknąć awarii i przestojów. Osoby korzystające z e-usług prawdopodobnie natknęły się na błąd serwera, co uniemożliwiło im dokończenie całej procedury lub powodowało konieczność wypełniania formularza od początku. Poprawi się także przejrzystość administracji. Digitalizacja danych i udostepnienie ich na platformie ułatwi dostęp do informacji publicznej, a projekt „Otwarte Dane” może zostać zasilony przez kolejne wolumeny informacji gotowe do przetworzenia przez obywateli.

Chmura rządowa to także dużo łatwiejsze wdrażanie nowych rozwiązań. O skali problemów wiążących się z implementacją innowacji technologicznych w administracji doskonale wiedzą ci, którzy śledzili historię CEPIK-u. Elektroniczny system ewidencji pojazdów i kierowców jest w trakcie ciągłego wdrażania i udoskonalania od 2004 roku i był problemem dla dziewięciu rządów. Wykorzystywana infrastruktura informatyczna z czasem się starzała, a prace były prowadzone przez różne zespoły w kilku technologiach. Szeroki rozgłos system zdobył kiedy w listopadzie 2017 r., kiedy w związku z migracją danych diagności nie mogli skutecznie przeprowadzać przeglądów technicznych. Producenci oprogramowania wykorzystywanego przez CEPIK mieli ograniczony dostęp do środowiska testowego, a wdrażanie poprawek wymagało wyłączania całego systemu. W efekcie do samego końca pracujący w pocie czoła przez całą dobę zespół informatyków COI nie był pewien czy system zadziała. Gdyby CEPIK był oparty na rozwiązaniu chmurowym, przeprowadzenie całego procesu byłoby dużo prostsze. Urzędnicy mogliby w prosty sposób sklonować wszystkie dane na których pracowali, wykorzystując do tego elastycznie skalowalną infrastrukturę. Dzięki temu wszelkie testy i poprawki mogłyby zostać wprowadzone na realnej wersji systemu, przez co użytkownicy praktycznie nie odczuliby wdrożenia zaktualizowanej wersji.

Łatwość wdrażania rozwiązań wpisuje się także w strategie powołanego w maju ubiegłego roku zespołu GovTech. Jego celem jest rozwiązywanie problemów administracji poprzez współpracę z sektorem IT. Dzięki chmurze programiści mogą otrzymać w prosty sposób dostęp do danych niezbędnych do przygotowania stosownego rozwiązania, a administrator jednocześnie ma pełną kontrolę nad tym, kto i gdzie ma do nich dostęp. Cloud computing pozwala także zaoferować programistom odpowiednią moc obliczeniową konieczną do rozwijania technologii. Można sobie wyobrazić chmurę rządową jako platformę, która daje programistom narzędzia do wdrażania rozwiązań usprawniających administrację. Dzięki kreatywności obywateli, połączonej z łatwym dostępem do danych i mocy obliczeniowej mogą powstać rozwiązania, które radykalnie zmienią to, w jaki sposób Polacy postrzegają administrację i wchodzą z nią w interakcję.

Chmura publiczna bezpieczna dla administracji

Jak powiedział wiceminister cyfryzacji, Karol Okoński podczas konferencji Państwo 2.0, rząd rozpatruje wdrożenie chmury w modelu hybrydowym, czyli obejmującej elementy infrastruktury prywatnej oraz publicznej. Nie wiemy jednak, jaką część usług mają realizować podmioty prywatne. Oczywiste jest, że odpowiedzialne państwo musi zachować kontrolę nad kluczowymi danymi, jednak największe korzyści administracji przyniesie otwarcie się na publiczne rozwiązania. Rosnące zaufanie do prywatnych dostawców staje się powoli trendem. W marcu tego roku amerykańska armia podała komunikat, że dane dotyczące zdrowia żołnierzy, pracowników i weteranów zostaną przeniesione do chmury Amazona. Czy odpowiedzialne państwo może oddać w cudze ręce kluczowe dane? Wbrew pozorom poziom bezpieczeństwa centrów danych należących do specjalizujących się w tym firm jest wyjątkowo wysoki. Infrastruktura, w której znajdują się dane jest ściśle strzeżona i stale monitorowana. Odpowiednie systemy pozwalają uchronić dane w wypadku pożaru czy przerwy w dostawie prądu. W sektorze publicznym podobny poziom zabezpieczeń zarezerwowany jest jedynie dla jednostek administracji o strategicznym znaczeniu. Z punktu widzenia bezpieczeństwa i ograniczenia nieupoważnionym osobom dostępu prywatne centrum danych zawsze będzie w stanie zapewnić wyższy standard niż przeciętny urząd. Chmura to także wysoki standard ochrony przed nieuprawnionym dostępem do naszych danych. Architektura stosowanych przed najlepszych dostawców chmury praktycznie uniemożliwia włamanie się do informacji w niej przechowywanych. Dane przechowywane na dyskach są zaszyfrowane, co czyni je bezużytecznymi dla potencjalnego hakera lub nieuczciwego dostawcy infrastruktury. Jednak niezależnie od zabezpieczeń najsłabszym ogniwem jest człowiek – 95% wycieków danych powodowanych jest przez nieostrożne zachowanie pracowników organizacji.[1]

Odpowiedzialny rząd, zanim dopuści firmę do zajmowania się danymi obywateli, powinien przeprowadzić szczegółowy audyt stosowanych przez nich rozwiązań. Taką zasadę stosuje się we Włoszech. Administracja tego kraju może korzystać tylko i wyłącznie z rozwiązań chmurowych, które zostały zakwalifikowane przez Agencję ds. Cyfryzacji Włoch. Jednym z europejskich dostawców, dopuszczonych do świadczenia usług państwu włoskiemu jest Aruba Cloud. Centra danych Aruby są budowane i projektowane zgodnie z wytycznymi najwyższego standardu międzynarodowej klasyfikacji ANSI/TIA-942. Określa ona takie aspekty, takie jak m.in zadaszenie budynków centrum danych, instalacje elektryczne, systemy przeciwpożarowe czy chłodzenie. Najbezpieczniejsze obiekty otrzymują klasę 4, co oznacza, że nawet poważna awaria nie ogranicza możliwości autoryzowanego dostępu do danych. Ważnym kryterium przy wyborze dostawcy przez administracje powinna być także lokalizacja centrum. Te znajdujące się na terenie Unii Europejskiej dają pewność, że dane będą podlegały regulacjom takim jak chociażby RODO, a państwo będzie miało faktyczną możliwość kontroli nad nimi. Europejscy dostawcy usług chmurowych, zrzeszeni w ramach koalicji CISPE, już w 2016 r. wprowadzili pierwszy w historii kodeks postępowania w dziedzinie ochrony danych. Zgodnie z tym dokumentem usługodawcy zrzeszeni w ramach koalicji zobowiązani są do oferowania swoim klientom możliwości przetwarzania i magazynowania danych wyłącznie w obrębie terytorium Unii Europejskiej oraz Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Bierzmy przykład od najlepszych

Fakt nieco późniejszej adaptacji chmury przez polską administrację daje nam możliwość podpatrzenia dobrych praktyk stosowanych w innych państwach. Jednym z takich rozwiązań jest zasada „cloud first”, stosowana między innymi przez Wielką Brytanię i USA. Oznacza ona, że każdy organ administracji wdrażając nowe rozwiązanie powinien wziąć pod uwagę czy nie można go oprzeć na cloud computingu. Dzięki temu państwo unika późniejszej kosztownej i skomplikowanej migracji oraz promuje chmurowe rozwiązania. Jest to także sposób na przezwyciężenie pewnych utartych schematów funkcjonujących wśród urzędników. Innym ciekawym rozwiązaniem stosowanym przez Zjednoczone Królestwo jest rozwiązanie Government as a Platform. Polega ono na dostarczeniu innym jednostkom administracji oraz samorządom terytorialnym konkretnych narzędzi do wdrażania usług chmurowych oraz rozwiązań z zakresu e-administracji.

Popularnym rozwiązaniem stosowanym przez wiele krajów jest stworzenie jednej platformy, która umożliwi zawieranie umów z dostawcami chmury. Centralna jednostka administracji może nie tylko przeprowadzić analizę dostawców pod kątem bezpieczeństwa, ale zawrzeć z nimi ramowe umowy. Jest to inne podejście niż we wspomnianym wcześniej modelu włoskim. Dzięki temu jednostki administracji nie muszą samodzielnie przygotowywać przetargów, co skraca czas wdrażania usług, zmniejsza jego koszty, a także zabezpiecza obywateli przed pomyłkami popełnianymi przez często nieposiadających koniecznej wiedzy urzędników. Umowy ramowe mogą określać takie kluczowe kwestie jak prawo do przeniesienia danych do innego dostawcy czy ustalony poziom dostępności usług.

Tego typu platformy mogą oferować bardzo szeroki zakres usług opartych na chmurze. Z jednej strony może to być klasyczne Infrastructure as as Service jako usługa podstawowa, ale także Platform as a Service czy Software as a Service. Dzięki takiemu rozróżnieniu urzędy mogą dostać dostęp do bardzo szerokiego katalogu rozwiązań, a małe i średnie przedsiębiorstwa nawiązać współpracę z administracją.

Otwarcie się rządu na chmurę może przynieść korzyści państwu i obywatelom. Mądre podejście do migracji będzie szansą na szerokie otwarcie się administracji na nowe technologie. Do tego konieczne będzie jednak spełnienie kilku kryteriów. Po pierwsze konieczne będzie zbudowanie zaufania pomiędzy urzędnikami, a dostawcami rozwiązań opartych na chmurze. Ci pierwsi muszą mieć pewność się, że nie mają się czego obawiać, Ci drudzy zaś jakie wymogi będą musieli spełnić. Po drugie koniecznie jest rozwijanie wiedzy i edukowanie społeczeństwa i administracji. Dla wielu Polaków chmura nadal jest czymś bardzo enigmatycznym. Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecienie Aruba Cloud wśród małych i średnich przedsiębiorców w Polsce jedynie 27% firm korzysta z rozwiązań IT w chmurze. Powoli zaczynamy ją rozumieć jako możliwość hostowania swoich plików poza naszym dyskiem, jednak potencjał tkwiący w korzystaniu z mocy obliczeniowej w chmurze jeszcze musimy odkryć. Po trzecie, idąc śladem Brytyjczyków i Estończyków, warto odważnie wejść w świat nowych technologii. Korzyści z wykonania tego kroku mogą być znacznie większe niż nam się teraz wydaje.

Wypowiedzi udziela: Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud

[1] 2018 Verizon Data Breach Investigations Report

IDM i SII przeciw restrykcjom podatkowym w SRRK

Restrykcje podatkowe w projekcie strategii rozwoju rynku kapitałowego (SRRK) to dyskryminacja podatkowa polskich inwestorów na rynku OTC

Opublikowany przez Ministerstwo Finansów projekt SRRK wyłącza kontrakty na różnice kursowe z prawa do kompensacji podatkowej, co stanowi dyskryminację instrumentu finansowego, krajowego rynku i inwestorów detalicznych inwestujących na rynku CFD. Takie działania są niezgodne z prawem europejskim i noszą znamiona dyskryminacji podatkowej, podkreślają zgodnie Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych i Izba Domów Maklerskich w uwagach przekazanych do ministerstwa. Proponowane zmiany mogą przyśpieszyć odpływ klientów do zagranicznych brokerów ze stratą dla krajowego rynku i jego płynności.

Nieuzasadnione wyłączenie CFD z prawa do kompensacji podatkowej

Stowarzyszenie i Izba uważają za nieuzasadnione wyłączenie ustawowo zdefiniowanego instrumentu finansowego, jakim są kontrakty na różnice kursowe, z prawa do kompensacji podatkowej, z której inwestorzy korzystają od wielu lat. Takie działania są niezgodne z prawem europejskim i noszą znamiona dyskryminacji podatkowej. W prawie europejskim wiążącym wszystkie państwa członkowskie UE, zakaz dyskryminacji podatkowej wynika z art. 49 i art. 63 TFUE, a więc z aktów pierwotnego prawa wspólnotowego, które, w razie kolizji z regulacjami ustaw krajowych poszczególnych państw członkowskich, mają pierwszeństwo stosowania.

Stowarzyszenie zdecydowanie sprzeciwia się zamiarom Ministerstwa Finansów dotyczącym uniemożliwienia inwestorom inwestującym na instrumentach CFD kompensowania strat z tych instrumentów z zyskami z innych instrumentów finansowych. SII zaproponowało też wprowadzenie możliwości kompensowania strat z tytułu inwestycji w jednostki funduszy inwestycyjnych i inne papiery wartościowe z zyskami od dywidend wypłacanymi przez spółki, mówi Michał Masłowski Wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Rynek kontraktów CFD jest ważnym elementem rozwoju szerokiego rynku kapitałowego. W Polsce, w ten rodzaj instrumentów inwestuje ok. 50 tys. inwestorów, większość z nich to klienci doświadczeni i świadomi, którzy traktują CFD jako niezbędny element uzupełniający prowadzoną przez nich działalność na wielu innych rynkach. Inwestorzy wykorzystują CFD do zawierania transakcji, których ważną rolą jest m.in. zapewnianie na rynkach płynności, jak również jako instrumenty zabezpieczające ryzyko czy też służące realizacji strategii arbitrażowych. Proponowane rozwiązanie, prowadzące do podwyższenia realnej stopy opodatkowania działalności polegającej na inwestowaniu w różnorodne instrumenty finansowe, może skłonić polskich inwestorów do korzystania z usług zagranicznych brokerów oferujących konkurencyjne produkty.

Marek Wołos, ekspert Izby Domów Maklerskich
Marek Wołos, ekspert Izby Domów Maklerskich

Często pozycje zawarte na kontraktach CFD są częścią składową większego portfela inwestycyjnego, w skład którego wchodzą również inne instrumenty finansowe, takie jak akcje, opcje czy kontrakty futures notowane na rynkach regulowanych. W związku z tym wykluczenie CFD z kompensacji podatkowej będzie stanowiło dyskryminację instrumentu finansowego, rynku i inwestorów, mówi Marek Wołos, ekspert Izby Domów Maklerskich ds. rynków OTC.

Możliwy dalszy odpływ klientów do zagranicznych brokerów ze stratą dla krajowego rynku i jego płynności

Krajowe domy maklerskie zobowiązane są do przedstawienia inwestorom PIT z rozliczeniem wyników z transakcji przeprowadzanych na rynku CFD. Z kolei zagraniczne firmy inwestycyjne konkurujące z polskimi, z reguły nie przedstawiają rocznych rozliczeń podatkowych polskim klientom. W obecnej sytuacji polski klient (zwłaszcza aktywny) dokonując transakcji na rynku CFD i na innych rynkach kapitałowych przez polski dom maklerski ma prawo do kompensacji wyników z różnych instrumentów finansowych. Nierzadko stanowi to dla niego zaletę i argument wyboru polskiego podmiotu.

Polskie domy maklerskie tracą klientów po interwencji ESMA

Połowa aktywnych i doświadczonych traderów, po wprowadzeniu interwencji produktowej ESMA, zdecydowała o przeniesieniu swojego rachunku maklerskiego do kraju spoza Unii Europejskiej, to wyniki Badania wpływu interwencji produktowej ESMA na inwestorów przeprowadzonego przez Izbę Domów Maklerskich we współpracy z portalem Comparic.pl.

Wprowadzone przez ESMA przepisy przyczyniły się do migracji inwestorów do krajów spoza UE. Ucieka najbardziej aktywny klient – inwestor świadomy i doświadczony, akceptujący podwyższone ryzyko w zamian za możliwość osiągnięcia wysokich zysków. Tego typu klienci nie są w stanie skalibrować swoich strategii do wymogów narzuconych przez ESMA, mówi Marek Wołos.

Powodem przeniesienia rachunku maklerskiego do krajów nie objętych interwencją produktową ESMA dla 99,6% inwestorów była możliwość wykorzystania wyższej dźwigni finansowej. Wśród powodów, dla których inwestorzy decydowali się na zmianę brokera na zarejestrowanego w innym państwie Unii Europejskiej wskazywano możliwość uzyskania w tym państwie statusu klienta profesjonalnego, a co za tym idzie możliwość wykorzystania wyższego lewara. W związku z krajową interpretacją wartości transakcji, uzyskanie w Polsce statusu klienta profesjonalnego jest trudniejsze niż w innych krajach UE. Krajowe firmy inwestycyjne, odwrotnie do zagranicznych, zobowiązane są do traktowania wartości depozytu zabezpieczającego jako wartość transakcji.

***

Badanie zostało zrealizowane przez Izbę Domów Maklerskich we współpracy z portalem Comparic.pl. Ankietę przeprowadzono w dniach 20 lutego – 12 marca br. Kwestionariusz składał się z 12 pytań, których celem było sprawdzenie, jak na rynek OTC wpłynęła interwencja produktowa ESMA. W badaniu udział wzięło 459 inwestorów, z których 66,8% inwestuje na rynku forex więcej niż 2 lata i przeznacza na to środki do 10 tys. zł.

Kobiety częściej kupują smartfonem, mężczyźni chętniej wybierają komputer

Aby odszukać w sieci idealną ofertę, co druga kobieta wyciągnie telefon, a 72% mężczyzn usiądzie do komputera. Podobnie jest z czytaniem promocyjnych wiadomości, przeglądaniem sklepów internetowych czy płatnością online – na każdym z tych etapów kobiety chętniej niż mężczyźni wybierają smartfona. Wyniki badania konsumenckiego przeprowadzonego przez SMSAPI potwierdza, że internet mobilny jest kobietą.

Jeszcze dekadę temu układ był prosty – komputery służyły do korzystania z internetu, telefony do dzwonienia i SMS-ów. Marka SMSAPI tworząc raport “Komunikacja marki – Oczekiwania Konsumenta” postanowiła zapytać m.in. o to, do jakich celów wykorzystujemy konkretne urządzenia.

Większość badanych (59%) stwierdziła, że wiadomości z ofertą promocyjną chętniej przeczyta w telefonie niż na komputerze. Jednak na kolejnych etapach kontaktu z e-sklepem, im bliżej zakupu, tym bardziej sympatia użytkowników przesuwała się w stronę dużego ekranu – 65% stwierdziło, że płatności woli już dokonać na komputerze.

Podobnych wniosków dostarczają dane z kilku tysięcy sklepów na platformie Shoper. Choć 2/3 ruchu na ich stronach pochodzi z urządzeń mobilnych, to dla wizyt, które kończą się zakupem proporcja ta odwraca się na korzyść komputerów

Dokładny wgląd w wyniki badania SMSAPI ujawnia też, że w pewnych grupach respondentów sympatia do urządzeń mobilnych jest większa. Co dość oczywiste, ze smartfonów chętniej korzysta młodzież niż pokolenie ich rodziców. Zaskakująca jest za to większa popularność smartfonów u kobiet niż u mężczyzn.

SMSAPI Raport Punkty Styku Plec SMSAPI_Raport_2018_Desktop_MobileInnowatorki i tradycjonaliści

W badaniu SMSAPI dla czterech wybranych etapów kontaktu konsumentów ze sklepami internetowymi (odebranie wiadomości promocyjnej, wyszukiwanie oferty, przeglądanie sklepu, płatność), wśród kobiet smartfon ma o kilkanaście procent więcej punktów procentowych niż u mężczyzn. Największa różnica (21,1%) pojawia się przy wyszukiwaniu interesujących ofert. Na telefon wskazało 49,4% kobiet i 28,3% mężczyzn. Podobnie wysoka rozbieżność występuje przy pytaniu o odbieranie wiadomości z ofertą promocyjną.

– Taki wynik to cenna wskazówka dla marek adresujących swoją ofertę głównie do kobiet. Powinny komunikować się ze swoimi klientami przede wszystkim przez kanał mobilny wykorzystując aplikacje mobilne, SMS-y czy typowo smartfonowe social media jak np. Instagram – mówi Andrzej Ogonowski z SMSAPI.

Wnioski te są zbieżne z wynikami analizy brytyjskiej firmy badawczej UKOM, która w 2016 r. sprawdziła, jak wygląda ilość czasu spędzanego w sieci z różnymi urządzeniami ze względu na płeć użytkowników. Kobiety aż w 65% korzystały z internetu przez smartfony i tablety. Dla mężczyzn ten wynik był o 16% niższy. Niedawno zaś polska firma Gemius policzyła wizyty w najpopularniejszych serwisach, dzieląc je wg. urządzenia i płci. W przypadku większości z nich odsłony mobilne zrównały się praktycznie z desktopowymi. Wyjątkiem są wizyty na portalach zakupowych (Allegro, OLX i Ceneo) oraz newsowych (Onet, WP, Gazeta) wśród kobiet, gdzie wejścia ze smartfonów i tabletów są o ok. 20% częstsze niż z komputerów.

Magia nowości i siła przyzwyczajenia

Istotny wpływ na preferowany sposób korzystania z internetu ma również wiek użytkowników. W badaniu SMSAPI widać to szczególnie w pytaniu o najczęściej używane urządzenie do szukania oferty w sieci. Wśród osób w wieku 18-29 lat większość (57%) respondentów wybrało smartfon, jednak w kolejnych przedziałach wiekowych jego popularność spada. W grupie 50+ ponad 87% skorzystałoby z komputera.

– Wiele osób zaczynało swoją przygodę z internetem, gdy nie było jeszcze smartfonów. Zdążyły przyzwyczaić się do komputerów i trzymają się nich, mimo że mają mniej przyjazny interfejs, z niektórymi zadaniami radzą sobie gorzej i nie mamy ich stale przy sobie. Młode pokolenie wychowało się z telefonami komórkowymi w ręku. Nie pamięta nieresponsywnych stron, które były koszmarem mobilnego internetu jeszcze 5 lat temu, nie boi się klikać w linki w SMS-ach. W badaniu aż 73% dwudziestolatków stwierdziło, że wiadomości z ofertą promocyjną woli dostawać na telefon – zauważa Andrzej Ogonowski.

Inwestycje w gospodarkę odpadami z tworzyw sztucznych potrzebne od zaraz

W ostatnich latach do szerokiej świadomości publicznej dotarł problem plastiku, który stał się poważnym zagrożeniem dla życia na ziemi. Produkcja opakowań jednorazowych z niskiej jakości plastiku doprowadziła do tego, że tylko pewien odsetek surowca może zostać przetworzony. Reszta trafia na wysypiska, które piętrzą się w krajach rozwijających się i ubogich – a stamtąd przedostaje się do oceanów i wód śródlądowych. W Polsce przetwórstwo plastiku wciąż funkcjonuje na niskim poziomie. Nie ma w naszym kraju skupu i systemu przerobu plastikowych butelek, a tylko niewiele odzyskanego z segregacji śmieci plastiku nadaje się do recyklingu. Z problemem plastiku musi sobie poradzić między innymi branża kosmetyczna. Zużywa go bardzo dużo – ale niestety nie ma politycznej siły, by lobbować zmiany w zakresie jego przetwarzania.

–  Jesteśmy małą branżą w skali gospodarki. Sami nie jesteśmy w stanie nic zwojować – powiedział serwisowi eNewsroom Henryk Orfinger, prezes zarządu Dr Irena Eris. – Tylko jeśli uda nam się zawiązać koalicję z sieciami handlowymi i producentami tworzyw sztucznych, będziemy mogli wywierać presję na rząd. Na uporządkowanie gospodarki plastiku potrzebne są olbrzymie pieniądze. Te pieniądze muszą pochodzić od państwa. Obawiam, że w przyszłości konsekwencje tego problemu spadną na nas tak samo, jak koszty energii, które zaskoczyły rządzących. Za kilka lat okaże się, że Europa poszła daleko do przodu, a my zostaliśmy w tyle – przewiduje Orfinger.

Rynek managed IT services w ciągu 4 lat będzie wart prawie 300 mld dolarów

9,3 proc. – o tyle ma rosnąć do 2023 r. wartość rynku managed services – wynika z analiz firmy doradczej MarketsandMarkets. Koniunkturę chce wykorzystać Atman, wprowadzając pakiety usług opieki nad zasobami IT.

Analitycy firmy doradczej MarketsandMarkets prognozują, że wartość rynku usług zarządzanych IT wzrośnie ze 180 mld dolarów w 2018 r. do 282 mld dolarów w 2023 r. Głównym powodem jest wzrost znaczenia technologii dla rozwoju biznesu. Analitycy zwracają jednocześnie uwagę, że firmy wciąż mają duże opory przed udostępnianiem wrażliwych danych, co sprawia, że zamiast pełnego outsourcingu wolą kupować na zewnątrz usługi opieki nad konkretnymi obszarami IT.

Ważnym aspektem jest też deficyt specjalistów z branży IT, który w Europie może już niebawem wynieść nawet 900 tys. osób. W samej tylko Polsce wciąż brakuje 50 tys. informatyków. „Znalezienie właściwego kandydata wcale nie oznacza końca problemów. Koszty utrzymania własnego zespołu informatyków stale rosną i obciążają firmowe budżety. Nic więc dziwnego, że na całym świecie na popularności zyskują usługi zarządzania IT, czyli tzw. managed IT services” – tłumaczy Robert Mikołajski z Atmana.

Dostawca chce to wykorzystać, proponując klientom przeniesienie na Atmana odpowiedzialności za utrzymanie systemów IT w sprawności i zapewnienie im bezpieczeństwa. Wprowadzone trzy pakiety usług zarządzania zasobami IT różnią się poziomem zaawansowania prac i przydzielonym czasem wsparcia na prace serwisowe czy doradztwo.

Cyfryzacyjne wsparcie od Atmana

Usługi zarządzania IT Atmana pozwalają biznesowi powierzyć pełną opiekę nad systemami IT doświadczonym, zewnętrznym ekspertom. Firma nie musi już inwestować we własny, duży zespół IT. Dzięki temu oszczędza czas, pieniądze i koncentruje się na rozwoju właściwego biznesu. Eksperci Atmana gwarantują m.in. przejęcie obowiązków w zakresie monitorowania, aktualizowania, zarządzania zmianami, testowania i analizowania, migracji, instalacji i konfiguracji firmowych systemów IT.

„W zależności od rodzaju wykorzystywanych technologii i rozwiązań, czynności te mogą dotyczyć takich warstw w stosie IT, jak np. bare metal, środowisko wirtualne, systemy operacyjne, bazy danych, aplikacje, backup. Odpowiednie działania mogą zostać podjęte zarówno dla zasobów ulokowanych w centrach danych Atmana, jak i dla tych znajdujących się w serwerowni klienta” – zaznacza Robert Mikołajski z Atmana.

Managed IT services Atmana świadczone są na bazie umowy ramowej, która określa czas przejęcia odpowiedzialności nad środowiskiem IT klienta oraz ustalony z klientem zakres działań administracyjnych. Jej zaletą jest elastyczność zarówno, jeśli chodzi o realizację niezależnych prac, jak i modyfikację zakresu utrzymania.

„Po przeanalizowaniu zapytań klientów, Atman opracował trzy pakiety z najczęściej wybieranymi zakresami opieki nad zasobami IT, zróżnicowanymi pod względem spektrum prac i przydzielonego czasu wsparcia na prace serwisowe, doradztwo itp. Jeśli klient jest zainteresowany pracami wykraczającymi poza standardowe pakiety: Mini, Full i Premium, przygotujemy mu ofertę indywidualną” – podkreśla Robert Mikołajski.

Innowacje i wiedza na wynajem

Rozwiązania IT oferowane w modelu usługowym to jednak nie tylko odciążenie wewnętrznych zespołów IT i wsparcie dla bieżących narzędzi i systemów. Dzięki Managed IT Services klient zyskuje także całkowitą swobodę w wyborze technologii do projektów i usług. Dzięki temu przestaje być zależny od wewnątrzfirmowych kompetencji.  Jest to o tyle istotne, że według raportu firmy AppDirect, ponad 24 proc. firm za główną przeszkodę w procesie cyfrowej transformacji wskazuje brak odpowiednich kompetencji technologicznych. Problem ten potwierdzają także badania Gartnera. Analitycy wykazali, że nawet 80 proc. globalnych pracowników nie posiada odpowiednich kompetencji, by firmy mogły w pełni skorzystać z możliwości, jakie dają najnowsze technologie.

„Usługi zarządzania IT często stanowią klucz do wyjścia z tego kompetencyjnego impasu i pomagają we wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań. W Atmanie w ramach naszej oferty korzystamy z pomocy profesjonalnych partnerów, dzięki którym nasi klienci mają szeroki dostęp do najnowszych technologii” – komentuje Robert Mikołajski. „Nasi eksperci doradzają, jak zwiększyć wydajność systemów, zmniejszyć koszty czy poprawić bezpieczeństwo. Biznes zyskuje nie tylko profesjonalne wsparcie, ale także komfort działania wynikający ze świadomości, że zespół wyspecjalizowanych inżynierów na bieżąco weryfikuje systemy IT, ich podatności na zagrożenia i dostępność aktualizacji” – dodaje Mikołajski.

Polka odebrała prestiżową nagrodę z rąk Królowej Szwecji Sylwii. Wymyśliła, jak poprawić los pensjonariuszy domów seniora

Polka odebrała prestiżową nagrodę z rąk Królowej Szwecji Sylwii. Wymyśliła, jak poprawić los pensjonariuszy domów seniora 1

Studentka pielęgniarstwa z Polski odebrała międzynarodową nagrodę z rąk Jej Wysokości Królowej Szwecji Sylwii. Nagrodzono ją za pomysł „Listy do przyjaciela”, który zakłada systematyczną wymianę korespondencji między wolontariuszami a pensjonariuszami domów seniora, co może wpłynąć na poprawę kondycji psychicznej starszych osób. Królowa Sylwia od pięciu lat nagradza najlepsze pomysły na usprawnienie opieki zdrowotnej, również nad seniorami. Wyróżnienie ma też podnieść prestiż pielęgniarstwa i zwrócić uwagę na lawinowo malejącą liczbę osób wykonujących ten zawód. 

Celem ufundowania Nagrody Pielęgniarskiej Królowej Sylwii było stworzenie platformy dla pielęgniarek i pielęgniarzy, która podniesie status tej profesji, zarówno w zakresie kształcenia, jak i praktyki zawodowej. Dostrzegliśmy bowiem, że chociaż ogromną część pracy w sektorze ochrony zdrowia wykonują właśnie pielęgniarki, to nie zawsze spotykają się z takim uznaniem, na jakie zasługują – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ludvig Mörnesten, wicedyrektor zarządzający Swedish Care International, dyrektor Nagrody Pielęgniarskiej Królowej Sylwii (Queen Silvia Nursing Award).

Jak podkreśla, Nagroda Pielęgniarska Królowej Sylwii to międzynarodowe przedsięwzięcie, realizowane w czterech krajach – Szwecji, Finlandii, Niemczech i Polsce, co stwarza możliwość wymiany doświadczeń pomiędzy studentami pielęgniarstwa, organizacjami branżowymi a partnerami nagrody z różnych państw.

– Ludzie z czterech krajów wchodzą we wzajemne interakcje i uczą się od siebie. Planujemy też rozszerzenie zasięgu tej nagrody na inne państwa – mówi Ludvig Mörnesten. – Często sugestie i pomysły wynikają z obserwacji rzeczywistości podczas praktyk lub codziennej pracy, dotyczą na przykład możliwości usprawnienia jakiegoś aspektu. Taka platforma to bardzo dobry sposób promowania zmian w obrębie opieki nad osobami starszymi i cierpiącymi na demencję.

QSNA daje młodym pielęgniarkom w trakcie studiów, po studiach czy w trakcie specjalizacji możliwość dalszego rozwoju. Możemy robić staże u międzynarodowych partnerów – w Polsce, w Niemczech, Finlandii, Szwecji, wiec jest możliwość zobaczenia, jak ta opieka działa w innych krajach. Szwecja jest liderem na rynku opieki zdrowotnej w Europie, a może nawet na świecie, więc możemy się wzorować na tych modelach i przełożyć je na pracę w Polsce – mówi Paulina Pergoł, laureatka III polskiej edycji QSNA.

Wywołanie dyskusji na temat opieki nad osobami starszymi i możliwości jej poprawy to kolejny cel nagrody. Jak wynika z badań przytaczanych przez Fundację Medicover, w Polsce 3 na 10 seniorów doświadcza samotności oraz izolacji. Taki sam odsetek deklaruje brak bliskich relacji międzyludzkich, przez co uczucie osamotnienia jest jednym z najpoważniejszych problemów, których doświadczają osoby starsze.

Nagroda Pielęgniarska Królowej Sylwii została ustanowiona w Sztokholmie pięć lat temu. Grupa Medicover była jednym z jej fundatorów od samego początku. Biorąc pod uwagę fakt, że naszą działalność zaczynaliśmy w Polsce i ten kraj nadal stanowi dla nas największy rynek, od razu zaangażowaliśmy się w to przedsięwzięcie z myślą o wprowadzeniu nagrody także tutaj. Udało się to trzy lata temu – dodaje Fredrik Rågmark, Group Chief Executive Officer w Medicover.

Fundacja Medicover podkreśla, że zaangażowała się w organizację konkursu o Nagrodę Pielęgniarską Królowej Sylwii, ponieważ dostrzega trudną sytuację pielęgniarek w Polsce oraz lawinowo malejącą liczbę osób wykonujących ten zawód. Według rankingu OECD w Polsce jest 5,2 pielęgniarek na 1 tys. mieszkańców, podczas gdy w Szwajcarii, Danii i Niemczech ten wskaźnik wynosi między 13 a 18. Badania potwierdzają, że te liczby przekładają się na efekty leczenia. Dzięki opiece pielęgniarskiej rzadsze są błędy medyczne i zakażenia szpitalne. Celem QSNA jest podkreślenie znaczenia roli pielęgniarek. Konkurs ma również pokazać, że pielęgniarstwo może być zawodem atrakcyjnym.

Pielęgniarstwo i opieka pielęgniarska to bardzo istotne elementy opieki nad osobami starszymi. Wszędzie na świecie – również w Polsce – borykamy się z odpływem ludzi z tego zawodu. Dlatego też niezwykle ważne są wysiłki zmierzające w kierunku odwrócenia tej tendencji. Nagroda Królowej Sylwii może przyczynić się do zwiększenia popularności tego zawodu – mówi Fredrik Rågmark.

W konkursie o Nagrodę Pielęgniarską Królowej Sylwii wyłaniane są najlepsze pomysły dotyczące usprawnień w opiece pielęgniarskiej nad osobami starszymi. W dotychczasowej historii QSNA uczestnicy konkursu zaprezentowali ich ponad 4 tys.

To ogromna liczba nowych rozwiązań, które mogą pomóc się nam lepiej opiekować osobami starszymi – mówi Fredrik Rågmark. – Zwycięzca wraca do domu z pokaźnym czekiem, który pomoże mu na przykład pokryć koszty edukacji przez następny semestr albo rok. Jednak najważniejsze jest zwrócenie uwagi na to, jak ważna dla całego systemu ochrony zdrowia jest opieka pielęgniarska, oraz sprawienie, aby coraz więcej młodych osób – zarówno kobiet, jak i mężczyzn – chciało poświęcać swój czas na kształcenie w tej dziedzinie i pracę w zawodzie.

W tym roku w Polsce konkurs o nagrodę QSNA odbywał się już po raz trzeci. Jego laureatką została Paulina Pergoł, studentka studiów magisterskich pielęgniarstwa na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, za projekt „Listy do przyjaciela”. 2 kwietnia w Sztokholmie odbyła się uroczysta gala wręczenia nagród – zwyciężczyni odebrała ją osobiście z rąk Jej Wysokości Królowej Szwecji Sylvii.

Ta nagroda ma kluczowe znaczenie w rozwijaniu opieki nad osobami starszymi. Pomysły, które mogą poprawić ich jakość życia, są bardzo potrzebne, ponieważ stymulują pracę mózgu, pokazują, że młode osoby interesują się ich losem. Mamy starzejące się społeczeństwo i potrzeba zwrócenia uwagi na problemy osób starszych będzie coraz większa – mówi Paulina Pergoł.

Pisanie listów może się wydawać czymś trywialnym, a jednak w dzisiejszych czasach to wręcz innowacja. Pomysł Pauliny jest niezwykle prosty – młodzi ludzie piszą papierowe listy do osób starszych, a zarazem szalenie znaczący. To piękna ilustracja tezy, że coś niesamowicie prostego, co wymaga poświęcenia 10 minut, może dla kogoś znaczyć bardzo wiele. Myślę, że taki właśnie jest główny przekaz, jaki wysyła w świat nasza inicjatywa –podsumowuje Fredrik Rågmark.

Planowana nowelizacja ustawy o PPK to wyższe koszty dla pracodawców. Przepisy zaczną obowiązywać już za kwartał

Planowana nowelizacja ustawy o PPK to wyższe koszty dla pracodawców. Przepisy zaczną obowiązywać już za kwartał 2

1 stycznia weszła w życie, a 1 lipca zacznie obowiązywać ustawa o pracowniczych planach kapitałowych, które mają być formą dodatkowego oszczędzania na emeryturę. Na razie obowiązek ma objąć około 2 tysięcy największych firm, zatrudniających przynajmniej 250 pracowników. Jednak na początku marca pojawił się projekt nowelizacji ustawy, który o ile wejdzie w życie, zmusi te firmy do zmian w już zaplanowanych na 2019 r. budżetach. A im więcej pracowników, tym wyższe koszty.

Najwięksi przedsiębiorcy, którzy zatrudniają co najmniej 250 osób, od 1 lipca muszą w swoich firmach wdrożyć PPK, a to oznacza w praktyce konieczność zawarcia umowy o zarządzanie z wybraną instytucją finansową oraz konieczność odprowadzania wpłat od uczestnictwa. Czyli po upływie trzech miesięcy od zatrudnienia pracownik, osoba zatrudniona już jest zobowiązana, żeby od wynagrodzenia odprowadzać wpłaty na PPK – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Renata Bugiel, adwokat, partner w Kancelarii GKR Legal.

Firm takich jest w Polsce około 2 tysięcy, a zatrudniają łącznie 3,3 mln osób. Mniejsze podmioty będą dołączane do systemu stopniowo: te zatrudniające od 50 do 249 osób (łącznie 2 mln) – 1 stycznia 2020 roku; od 20 do 49 osób (1,1 mln pracowników) – 1 lipca 2020 roku, a małe firmy (3,1 mln) oraz jednostki sektora finansów publicznych (2 mln osób) – 1 stycznia 2021 roku.

Ekonomiści oceniają tę formę oszczędzania jako korzystną dla pracowników, bo tanią. Można z niej zrezygnować bezkosztowo (po odprowadzeniu podatku) w razie zawirowań finansowych, a jeśli dotrwa się w PPK do 60. roku życia, kwota zgromadzona na koncie będzie dwukrotnie wyższa od wpłaconej przez pracownika. Składają się na nią bowiem także wpłaty pracodawcy i bonus z budżetu państwa. Z dobrodziejstw tej formy oszczędzania nie będzie mogła skorzystać rzesza przedsiębiorców samozatrudnionych.

PPK nie przewiduje możliwości oszczędzania przez samozatrudnionych. Oni nie mają ani obowiązku wdrażać PPK, ani nawet możliwości, ponieważ ustawa tego nie przewiduje. Są plany, aby podwyższyć limity, które dotyczą IKE, aby można było więcej oszczędzać w III filarze, ale nie w formie PPK –tłumaczy Renata Bugiel.

PPK jeszcze nie działają, a już rząd przygotowuje się do nowelizacji wprowadzającej je ustawy. Na początku marca opublikował projekt, w którym m.in. przewiduje rezygnację z limitu 30-krotności składek. Obecnie wynosi on 142 950 zł. Jeśli ktoś osiąga wyższe wynagrodzenie roczne, od nadwyżki składki nie byłyby już odprowadzane. Tymczasem pracownik ma odprowadzać 2–4 proc. wynagrodzenia, a pracodawca 1,5–4 proc.

Dla pracodawców oznacza to konieczność zabudżetowania wyższych wydatków na PPK, ponieważ pracodawcy na ten bieżący rok już zapewne zabudżetowali te wpłaty – 1,5 proc. wpłaty podstawowej od wynagrodzenia pracowniczego i uwzględnili ten limit. Jego zniesienie oznacza, że tych pieniędzy trzeba będzie wypłacić więcej – wyjaśnia adwokat w Kancelarii GKR Legal. – Pracodawcy nie będą musieli monitorować, czy ten limit w stosunku do pracownika został przekroczony, czy też nie. Ale tutaj ten aspekt finansowy zapewne będzie decydujący, bo kwestie monitorowania nie są, moim zdaniem, utrudnieniem dla pracodawcy.

Oczywiście kwestia ta nie dotyczy większości pracowników, a tylko tych, których miesięczne zarobki przekraczają 11,9 tys. zł. A to, jak wynika z danych GUS, zaledwie około 4,5 proc. zatrudnionych. Jednak największą uciążliwością dla pracodawców może wcale nie być kwestia dodatkowych składek. Problemem może być konieczność dostarczania deklaracji w formie pisemnej, odnawiania ich co cztery lata i bardzo uważnego informowania pracowników o zasadach PPK, żeby nie naruszyć przepisu o zakazie zniechęcania pracowników do uczestnictwa w PPK.

To niestety jest forma dosyć mocno krytykowana, że w dobie mediów elektronicznych i przenoszenia komunikacji z formy papierowej na elektroniczną musimy dostarczyć do instytucji finansowej deklarację o rezygnacji pracownika z uczestnictwa w formie pisemnej, a pracodawca ma na to tylko siedem dni – informuje Renata Bugiel. – Musimy zastosować projekty deklaracji, które zostaną określone przez rozporządzenie.

Jak podkreśla, pracodawca musi zwrócić uwagę na to, by deklaracja ta zawierała wszystkie wymagane przed ustawodawcę informacje. Tylko wtedy będzie ona skuteczna.

Pamiętajmy o tym, że deklaracja o rezygnacji będzie ważna tylko 4 lata. Po tym czasie, przynajmniej według aktualnego brzmienia ustawy, niejako odżywa przystąpienie pracownika do PPK i jeżeli nie chce one być objęty planem, musi złożyć tę deklarację ponownie – podkreśla ekspertka.

Dobra sytuacja branży logistycznej. 20 proc. firm planuje wzrost zatrudnienia, ale ma problem ze znalezieniem pracowników

Dobra sytuacja branży logistycznej. 20 proc. firm planuje wzrost zatrudnienia, ale ma problem ze znalezieniem pracowników 3

Szybki rozwój e-commerce napędza branżę logistyczną. Z drugiej strony zmusza operatorów do inwestycji i ciągłego doskonalenia swoich usług. – To nie jest już tylko transport z punktu A do punktu B, ale cały szereg usług dodatkowych, takich jak punkty dostaw w różnych oknach czasowych – mówi Tomasz Pyka, dyrektor sprzedaży klastra Europy Północno-Wschodniej w DB Schenker. Jak ocenia, sytuacja branży jest bardzo dobra, o czym może świadczyć fakt, że 20 proc. firm planuje w nadchodzących miesiącach wzrost zatrudnienia. Wyzwaniem dla sektora jest jednak coraz bardziej dotkliwy brak pracowników. 

– Sytuacja rynku logistycznego wydaje się być ciągle bardzo dobra i w tym momencie niezachwiana. Mam tu na myśli przede wszystkim fakt, że ponad 20 proc. przedsiębiorstw, które działają w naszym sektorze, planuje zwiększenie zatrudnienia bądź deklaruje taką chęć w najbliższych miesiącach. To plasuje nas praktycznie w pierwszej trójce w Europie i regionie środkowowschodnim – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Pyka, dyrektor sprzedaży Klastra Europy Północno-Wschodniej w DB Schenker.

Problemem jest jednak dostępność kadr – od szczebla operacyjnego aż po specjalistów i menadżerów.

Tutaj rynek nas nie rozpieszcza i będzie to olbrzymie wyzwanie dla działów HR i innych komórek, które zajmują się pozyskiwaniem zasobów ludzkich –mówi dyrektor sprzedaży Klastra Europy Północno-Wschodniej w DB Schenker.

Jak podkreśla, aktualne trendy na rynku logistycznym są determinowane przede wszystkim potrzebami klientów, dotyczącymi m.in. bezpieczeństwa. Dlatego operatorzy logistyczni inwestują w infrastrukturę w obszarze bezpieczeństwa przesyłek.

Ponieważ przewozimy z miejsca na miejsce towary o bardzo dużej wartości, w związku z tym bezpieczeństwo to filar – mówi Tomasz Pyka.

Kolejnym trendem, który zmusza operatorów do inwestycji i ciągłego doskonalenia swoich usług, jest szybki rozwój e-commerce. Według Gemiusa zakupy w sieci robi już 56 proc. internautów, czyli ok. 15 mln Polaków, i z roku na rok ten odsetek rośnie. Jak wynika z raportu Statista Digital Market Outlook, Polska znajduje się na 13. miejscu w zestawieniu najszybciej rosnących rynków e-commerce na świecie. W 2019 roku wartość krajowego e-handlu ma wzrosnąć do 50 mld zł, podczas gdy jeszcze w 2015 roku była szacowana na 30 mld zł. W przyszłym roku – według prognoz przytaczanych przez PwC („Polacy na zakupach. 5 filarów nowoczesnego handlu”) – może już przekroczyć 60 mld zł. Co więcej, w Polsce udział e-commerce w handlu detalicznym ogółem wynosi ok. 5 proc. i jest o połowę niższy od średniej europejskiej i globalnej. Branża wciąż ma więc ogromne pole do rozwoju.

– To jest rynek, który rośnie w zatrważającym tempie, i w związku z tym nowoczesny łańcuch dostaw powinien się charakteryzować wieloma usługami dodatkowymi oraz wysokim poziomem digitalizacji. Za tym z kolei idzie gotowość operatorów logistycznych do zwiększonych inwestycji – mówi Tomasz Pyka. – Logistyka to nie jest już tylko transport z punktu A do punktu B, ale cały szereg usług dodatkowych, które są dzisiaj wymagane przez ten rynek. Mam tu na myśli chociażby punkty dostaw w różnych oknach czasowych, płynne i elastyczne reagowanie na zmiany w tych dostawach.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu „Wyzwania e-commerce” Fundacji Kronenberga i Citi Handlowego, zdaniem 65 proc. firm z branży jedną z kluczowych usług na tym rynku będzie dostawa produktów w dniu złożenia zamówienia. Ponad połowa wskazała dostawy w późnych godzinach. To pokazuje, w którą stronę zmierzają oczekiwania klientów.

Rozwój współczesnych łańcuchów dostaw zmierza w kierunku cyfryzacji. Tradycyjne filary muszą jeszcze wykonać skok ku technologii. Dzisiejszy klient, zwłaszcza klient e-commerce’owy pochodzący z sektora internetowego, narzuca na operatorów naprawdę wiele obowiązków, którym trzeba sprostać – mówi Tomasz Pyka.

Jak ocenia, wyzwaniem dla branży pozostaje wciąż niedostatecznie rozwinięta infrastruktura transportowa.

W tym obszarze rynek ciągle wymaga inwestycji. Mamy dość dobrą sytuację, jeżeli chodzi o drogi wyższej kategorii, jak autostrady czy drogi ekspresowe. Natomiast potrzeba również dróg niższej kategorii, którymi będą mogły się poruszać środki transportu towarowego. Prognozy na 2019 rok w kontekście infrastruktury transportowej wydają się pozytywne, jeżeli chodzi o sieć drogową. Mamy zapowiedź dalszych inwestycji, wiele umów jest już podpisanych i wierzymy, że będą realizowane zgodnie z planem – mówi Tomasz Pyka.

Zapalne choroby jelit uniemożliwiają pacjentom normalne życie. Specjalna aplikacja pozwala zdrowym wejść w ich buty

Dzięki specjalnej aplikacji lekarze, pielęgniarki i farmaceuci na 10 godzin weszli w buty pacjentów z zapalnymi chorobami jelit, na które cierpi w Polsce blisko 60 tys. osób. To druga edycja międzynarodowej akcji In Their Shoes, która ma pokazać, z jakimi problemami chorzy mierzą się na co dzień. Osoby z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego i chorobą Leśniowskiego-Crohna muszą zawsze wiedzieć, gdzie znajduje się najbliższa toaleta – mówi Nienke Feenstra, dyrektor zarządzająca firmy Takeda Pharma, która dostarczyła aplikację mobilną umożliwiającą przeprowadzenie symulacji.

– Na podstawie informacji, jakie otrzymujemy od osób cierpiących na wrzodziejące zapalenie jelita grubego (WZJG) i chorobę Leśniowskiego-Crohna (ChLC) oraz specjalistów zajmujących się ich leczeniem, wiemy, jak duży wpływ te schorzenia mają na ich codzienne życie. Chorzy muszą się borykać z silnym bólem, stresem oraz wieloma problemami, o których często nie mówią lekarzom podczas wizyty, ponieważ zwyczajnie nie starcza na to czasu. Dlatego opracowaliśmy aplikację, dzięki której można się na własnej skórze przekonać, jak naprawdę wygląda codzienne życie osób z WZJG I ChLC –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Nienke Feenstra.

Na chorobę Leśniowskiego-Crohna oraz wrzodziejące zapalenie jelita grubego cierpi w Polsce około 60 tys. osób. Te schorzenia dotykają pacjentów w każdym wieku − szczyt zachorowań występuje między 15 a 35 rokiem życia, ale coraz częściej chorują też dzieci.

Obie choroby mają charakter przewlekły, z okresami zaostrzeń i remisji objawów. Pacjenci skazani są na życie z nimi, bez szans na całkowite wyleczenie. Objawy choroby są dokuczliwe i wstydliwe, przez co znacznie obniżają jakość życia pacjentów. Należą do nich m.in. bóle brzucha i biegunki, często krwawe (nawet ponad 20 wypróżnień na dobę) oraz wiele innych dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, jak i innych organów.

– Poza silnym bólem trzeba się liczyć z szeregiem trudności – pacjenci muszą zawsze wiedzieć, gdzie znajduje się najbliższa toaleta. Są bardzo osłabieni i doświadczeni przez codzienne mierzenie się z chorobą. Wysiłki jakie wkładają, by wieść w miarę normalne życie, są ogromne – mówi Nienke Feenstra

W momencie zaostrzenia choroby niemożliwa staje się aktywność zawodowa czy relatywnie normalne funkcjonowanie, dlatego kluczowe jest odpowiednie leczenie, farmakoterapia i opieka koordynowana nad pacjentem. Nieskuteczne leczenie prowadzi do konieczności interwencji chirurgicznych, których skutkiem mogą być poważne powikłania, w tym trwała stomia.

– Zrozumienie w pełni, z czym wiążą się te schorzenia, stanowi duży problem nawet dla osób, które w taki czy inny sposób pomagają chorym. Dlatego opracowaliśmy aplikację In Their Shoes, dzięki której będą one mogły zobaczyć, jak naprawdę wygląda życie z WZJG czy ChLC i z jakimi wyzwaniami na co dzień mierzą się chorzy – mówi Nienke Feenstra.

Projekt In Their Shoes to symulacja realizowana za pomocą aplikacji mobilnej, stworzonej przez firmę Takeda, dzięki której osoba zdrowa może się poczuć jak pacjent z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit. W ciągu 10 godzin uczestnik doświadczenia otrzymuje wiadomości tekstowe i głosowe, które symulują objawy NChZJ i zmuszają do wykonania czynności, z którymi chory musi się mierzyć w codziennym życiu.

– Uczestnicy doświadczenia otrzymują komunikaty od wcześniej zainstalowanej aplikacji mobilnej, które wskazują, co mają zrobić w danym momencie. Jeśli są w drodze do pracy i aplikacja powie im, że mają się zatrzymać i zacząć szukać toalety, muszą to zrobić. Jeżeli aplikacja pokaże, że ból jest tak silny, że trzeba się położyć na kanapie, aby go złagodzić, trzeba się do tego zastosować. Nawet podczas spotkania biznesowego, prezentacji czy w trakcie sprawowania opieki nad dziećmi. Jeżeli aplikacja zasygnalizuje, że osoba jest zbyt zmęczona objawami choroby, to musi ona przerwać wykonywaną akurat czynność i zrobić sobie przerwę, pójść spać, odpocząć – wyjaśnia dyrektor zarządzający Takeda Pharma.

Projekt In Their Shoes odbył się już w wielu krajach na świecie, m.in. w Szwajcarii, Niemczech, Kanadzie, Danii, Singapurze, Czechach, Chorwacji, we Francji i Włoszech. Także w Polsce 28 marca odbyła się już druga jego edycja, w której uczestniczyły cztery ośrodki z różnych regionów Polski specjalizujące się w leczeniu NChZJ: Centrum Onkologii w Warszawie, Szpital Kliniczny w Lublinie, Szpital Kliniczny w Łodzi, Szpital Uniwersytecki nr 2 w Bydgoszczy. W każdym z nich w doświadczeniu wzięło udział trzech uczestników (lekarz, pielęgniarka i farmaceuta).

– Chcemy nie tylko dostarczać innowacyjne leki, lecz także wychodzić naprzeciw innym potrzebom chorych w aspekcie psychologicznym i praktycznym. Aby możliwe było stworzenie takich kompleksowych rozwiązań, każda osoba zajmująca się udzielaniem wsparcia chorym musi w pełni zrozumieć, z czym muszą oni sobie radzić w codziennym życiu. Tak więc z założenia projekt In Their Shoes ma umożliwić nam opracowanie jak najlepszych rozwiązań, dzięki którym życie osób chorych na WZJG i Chl-C stanie się łatwiejsze – podkreśla Nienke Feenstra.

Druga edycja projektu In Their Shoes w Polsce została zrealizowana przed Światowym Dniem NchZJ (World IBD Day), który przypada na 19 maja. W pierwszej uczestniczyli przedstawiciele Biura Rzecznika Praw Pacjenta, Biura Rzecznika Praw Obywatelskich oraz dziennikarze.

Większość Polaków nie wyobraża sobie Wielkanocy bez jajek, żurku i białej kiełbasy. Na przygotowanie świąt wydamy średnio 563 zł

Większość Polaków nie wyobraża sobie Wielkanocy bez jajek, żurku i białej kiełbasy. Na przygotowanie świąt wydamy średnio 563 zł 4

Polacy wydadzą w tym roku na Wielkanoc średnio 563 zł, o ponad 40 zł więcej niż rok wcześniej – wynika z cyklicznego badania Barometr Providenta. Co dziesiąty deklaruje, że będzie oszczędniej dysponował budżetem. Najwięcej środków pochłonie przygotowanie potraw. Polacy to tradycjonaliści, nie wyobrażają sobie świątecznego stołu bez jajek, żurku czy białej kiełbasy. Wielkanocny zajączek przyniesie prezenty najmłodszym z 40 proc. polskich domów.

W tym roku Polacy na święta średnio wydadzą około 560 zł. Jest to kwota o 40 zł wyższa niż w ubiegłym roku i aż o 140 zł wyższa niż dwa lata temu. Struktura wydatków się zmienia w zależności od tego, czy rodziny mają dzieci, czy nie. Więcej wydadzą zdecydowanie rodzice dzieci, tutaj mówimy o kwocie około 613 zł, natomiast w rodzinach bezdzietnych ta kwota nie przekracza 500 zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Łuczak, kierownik biura prasowego i komunikacji wewnętrznej w Provident Polska.

Z Barometru Providenta wynika, że co dziesiąty Polak deklaruje większą ostrożność w dysponowaniu domowym budżetem, a tylko 5 proc. już wie, że święta pochłoną więcej pieniędzy niż przed rokiem. Zdecydowana większość pieniędzy trafi na przygotowanie świątecznych potraw, zwłaszcza że – jak wynika z badania – Polacy są przywiązani do tradycji i Wielkanoc spędzą w domu.

– 77 proc. badanych deklaruje, że spędzą te święta w swoim miejscu zamieszkania. 40 proc. badanych mówi o tym, że odwiedzi najbliższych, znajomych, rodzinę, przyjaciół. Święta wielkanocne nie sprzyjają podróżom, tylko 2 proc. z tej okazji wyjedzie na wczasy, wycieczki i wykorzysta ten czas jako dodatkowy urlop na odpoczynek – wskazuje Karolina Łuczak.

Wielkanoc w większości polskich domów wygląda podobnie – 44 proc. wstrzymuje się od jedzenia mięsa od Wielkiego Piątku do niedzielnego śniadania, 91 proc. w sobotę pójdzie do kościoła ze święconką, tradycyjne śniadanie wielkanocne zje 88 proc. Polaków, a blisko 70 proc. będzie kultywować tradycję lanego poniedziałku.

– Święta wielkanocne to również zajączek. Nie jest to jeszcze popularna tradycja w Polsce, bo na każde 10 osób badanych 4 wskazywały, że planują podarować jakiś drobiazg przede wszystkim dzieciom – wymienia przedstawicielka Providenta.

Kupowanie prezentów na Wielkanoc to stosunkowo nowy zwyczaj, ale co roku zdobywa coraz większą popularność, także w domach starszych osób (23 proc. w przedziale 60+), nie tylko wśród tych mających wnuki. Powoli zanika natomiast tradycja malowania pisanek, obecnie podtrzymuje ją nieco ponad połowa Polaków. Blisko 60 proc. osób nie wyobraża sobie też przygotowań do świąt bez mycia okien.

Świąteczne stoły w większości domów będą wyglądać podobnie – nie zabraknie na nich jajek (92 proc.) i białej kiełbasy (68 proc.). Mazurki i babki piecze ponad 40 proc. Polaków, co piąty przygotuje paschę.

– Zadaliśmy również pytanie, czy na świątecznych stołach będzie żurek czy barszcz biały. Okazuje się, że zdecydowanie w większości rodzin na wielkanocnych stołach pojawi się żurek – 60 proc. rodzin wskazało właśnie tę zupę – podkreśla Karolina Łuczak.

Naukowcy coraz bliżej odpowiedzi na pytanie o powstanie Wszechświata. Future Circular Collider pozwoli odkryć nieznane dotąd cząstki o ogromnym znaczeniu dla całej ludzkości

Naukowcy coraz bliżej odpowiedzi na pytanie o powstanie Wszechświata. Future Circular Collider pozwoli odkryć nieznane dotąd cząstki o ogromnym znaczeniu dla całej ludzkości 5

Najbliższe lata mogą całkowicie zmienić strategię fizyki cząstek. Przyszłość może określać już nie Wielki Zderzacz Hadronów, ale projekt, który może przyćmić dotychczas największy akcelerator cząstek. Future Circular Collider pozwoli wyzwalać energię o niespotykanej dotychczas sile. Energia może sięgać nawet 100 teraelektronowoltów, podczas gdy dotychczasowy rekord LHC wynosił 13 TeV. Nowe badania mogą pozwolić na poznanie obrazu Wszechświata tuż po Wielkim Wybuchu.

– Akcelerator i badania naukowe prowadzone w CERN mają określić podstawowe zasady tego, z czego zbudowana jest materia, jak poszczególne jej składniki elementarne ze sobą oddziałują. Prowadzimy tzw. badania podstawowe, które mają nam umożliwić zrozumienie, jak funkcjonuje nasz Wszechświat, jak funkcjonuje materia we Wszechświecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Andrzej Siemko z CERN.

Wielki Zderzacz Hadronów (LHC) to dotychczas największy i najpotężniejszy na świecie akcelerator cząstek. Wiązki cząstek poruszają się w specjalnym tunelu z prędkością bliską prędkości światła, by następnie zderzyć się ze sobą. W ten sposób wytwarzana jest ogromna energia, naturalna dla Wszechświata, ale niedostępna dotąd na Ziemi. To właśnie dzięki LHC naukowcy odkryli bozon Higgsa czy pentakwarki – nieobserwowany wcześniej rodzaj cząstek elementarnych.

Zderzenie cząstek przy ogromnej prędkości pozwala też na wytworzenie całkowicie nowych cząstek, bez akceleratora ich powstanie byłoby niemożliwe. Choć LHC miał przełomowe znaczenie dla świata fizyki, pozwalał też pośrednio na rewolucyjne odkrycia, m.in. w zakresie medycyny, w tym leczenia chorób onkologicznych.

– Gdy zderzamy dwa obiekty ze sobą, te obiekty się rozpadają na swoje części składowe i wtedy mając odpowiednie detektory, możemy zobaczyć, co z tego powstaje i możemy wnioskować, jak to jest zbudowane, jak to funkcjonuje. Ale to, co my robimy w eksperymentach w CERN, to nie jest tylko zderzanie po to, żeby się coś rozpadło. Podstawowe eksperymenty LHC polegają na wytwarzaniu nowych cząstek. W wyniku zderzenia ze sobą protonów o olbrzymiej energii wytwarzane są nowe cząstki – tłumaczy Andrzej Siemko.

Przez ostatnie lata LHC mogło zderzać protony z maksymalną energią 13 TeV. Tymczasem CERN ogłosił właśnie raport, w którym opisuje projekt potężnego akceleratora cząstek, kilkukrotnie większego niż Wielki Zderzacz Hadronów. Future Circular Collider (FCC) ma umożliwić kolizje elektronów z pozytronami, protonów z protonami, jonów z jonami, a nawet elektronów z protonami i elektronów z jonami. W ten sposób można byłoby wyzwalać energię o niespotykanej sile – nawet 100 teraelektronowoltów (TeV). Osiągnięcie tak ogromnej energii pozwoli np. zbadać, w jaki sposób cząstka Higgsa oddziałuje na drugą cząstkę Higgsa, uda się też odkryć inne cząstki, których zastosowania obecnie jeszcze nie można przewidzieć.

Jeśli jednak LHC umożliwił dokonanie przełomowych odkryć, to kilkukrotnie większy FCC może zrewolucjonizować świat fizyki.

– Staramy się odtworzyć warunki, które panowały ułamki sekund po Wielkim Wybuchu. Wytwarzamy składniki materii takie, jakie były wówczas. Jeszcze wszystkich oczywiście nie znamy, ale celem tych eksperymentów jest właśnie poznanie, jak ta materia wówczas wyglądała. Spodziewamy się, że uda nam się również wytworzyć składniki, które mogą być elementami ciemnej materii – mówi ekspert CERN.

Wielki Zderzacz Hadronów składa się z 27-kilometrowego pierścienia nadprzewodzących magnesów z szeregiem struktur przyspieszających. W przypadku FCC miałby to być 100-kilometrowy nadprzewodzący pierścień akcelerujący protony. Na jego obwodzie zamiast czterech eksperymentów, gdzie dokonuje się zderzenia cząstek (jak w LHC), mogłoby ich być zdecydowanie więcej.

– Za pomocą właśnie tych eksperymentów, a tak naprawdę milionów detektorów, z których te eksperymenty są zbudowane, fizycy obserwują produkty zderzeń czy też nowe cząstki, które są wytwarzane w czasie zderzeń. Oprócz 4 głównych eksperymentów mamy cały szereg mniejszych – wskazuje Andrzej Siemko.

Wielki Zderzacz Hadronów ma być eksploatowany do 2035 r. Future Circular Collider może go zastąpić w 2040 r. Jego budowa może kosztować nawet 20 mld euro.

Urządzenia do oczyszczania powietrza coraz bardziej zaawansowane. Trwają prace nad nową technologią zasłon filtrujących

Urządzenia do oczyszczania powietrza coraz bardziej zaawansowane. Trwają prace nad nową technologią zasłon filtrujących 6

Wraz z rosnącym problemem globalnego zanieczyszczenia powietrza na rynku pojawia się coraz więcej inteligentnych odświeżaczy. Urządzenia, które jeszcze do niedawna miały postać dużych, nieporęcznych skrzynek, ulegają miniaturyzacji. Prowadzone są już prace nad innowacyjnymi zasłonami filtrującymi powietrze wewnątrz pomieszczenia. Producenci prześcigają się także w stosowaniu coraz nowocześniejszych technologii oczyszczania powietrza.

– Puripot to osobisty oczyszczacz powietrza, który nie wymaga filtra. Zamiast tego korzystamy z technologii fotokatalizy, dzięki której używając niebieskiego światła, usuwamy zanieczyszczenia chemiczne, wirusy, bakterie, nieprzyjemne zapachy i lotne związki. Konwencjonalne technologie fotokatalityczne wykorzystują światło ultrafioletowe, które powoduje uwalnianie ozonu i jest bardzo szkodliwe dla oczu. My skorzystaliśmy ze światła widzialnego, które nie ma szkodliwego wpływu na nasze zmysły – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Gunhee Jun z firmy Dadam Micro.

Oczyszczacze powietrza są już niemal koniecznością przy obecnym zanieczyszczeniu powietrza, zwłaszcza w większych miastach. Co ważne, oczyszczanie powietrza staje się również modne i największe firmy technologiczne próbują swoich sił na tym rynku. Wynd Plus Smart Personal Air Purifier od Apple przeznaczony jest do pracy na biurku. Sprzęt ten jest niewiele większy od kubka i zaprojektowano go tak, aby tworzył wokół siebie bańkę czystego powietrza. Oczyszczacz wyposażono w filtr zatrzymujący m.in. pył, bakterie, sierść zwierząt oraz zanieczyszczenia przemysłowe, a po sparowaniu z iPhonem, można kontrolować go za pośrednictwem aplikacji mobilnej.

Projektanci LG poszli nieco inną drogą i postanowili stworzyć przenośny oczyszczacz przypominający klasyczne głośniki Bluetooth. LG PuriCare Mini Air Purifier uzyskał certyfikat Korea Air Cleaning Association, waży zaledwie 530 gramów i na w pełni naładowanej baterii przepracuje do ośmiu godzin bez przerwy. Urządzenie powstało z myślą o osobach często podróżujących, które chciałby mieć pod ręką kompaktowy oczyszczacz do wykorzystania np. w samochodzie czy w kawiarni podczas prowadzenia spotkania biznesowego.

Oczyszczacz od Dadam Micro również zaprojektowano do działania w ograniczonej przestrzeni. Nietypowa konstrukcja, w której klasyczny filtr cząsteczek zastąpiono zbiornikiem na wodę, umożliwiła ekstremalne uproszczenie i zminiaturyzowanie systemu oczyszczania. Puripot jest równie kompaktowy co Wynd Plus, a dzięki niskiemu poborowi prądu można ładować go za pomocą gniazda w laptopie. Urządzenie wyposażono w pojemną baterię 10 000 mAh, dzięki czemu przepracuje bez ładowania przeszło 20 godzin.

– W typowym domu jesteśmy narażeni na działanie wielu substancji chemicznych i występuje wiele potencjalnych źródeł szkodliwych substancji lotnych, powstających choćby wtedy, gdy przygotowujemy posiłki. Do tego dochodzą zwierzęta domowe i różnego rodzaju nieprzyjemne zapachy. Wszystkie te substancje mają niekorzystny wpływ na nasze zdrowie, co sprawia, że potrzebujemy oczyszczacza – tłumaczy Gunhee Jun.

Z kolei dla osób, które potrzebują kompleksowego, wielkopowierzchniowego systemu odświeżania powietrza, firma Xiaomi stworzyła smukły, podwieszany oczyszczacz Mi Air Purifier ze zintegrowanym układem wentylowania pomieszczenia. Po zainstalowaniu specjalnej kratki wentylacyjnej, rury oraz filtrów czyszczących, urządzenie od Xiaomi pozwoli przewietrzyć mieszkanie bez otwierania okien.

Prawdziwym przełomem w tej branży mogą się jednak okazać zasłony GUNRID, nad którymi pracują projektanci z firmy Ikea. Korporacja opracowała we współpracy z naukowcami oraz inżynierami prototypowy materiał zdolny pochłaniać nieprzyjemne zapachy oraz formaldehydy. Nałożenie mineralnej powłoki fotokatalizacyjnej na tkaninę sprawia, że zasłony oczyszczają powietrze pod wpływem światła na zasadzie fotosyntezy. Powłoka aktywuje się również pod wpływem sztucznego światła, dzięki czemu powietrze jest filtrowane także po zmroku.

– Fotokataliza to inaczej światło i kataliza. W naszym przypadku tym pierwszym jest światło niebieskie, natomiast funkcję katalizatora pełni dwutlenek tytanu. Dzięki temu połączeniu powstają substancje chemiczne zwane wolnymi rodnikami, które zabijają bakterie i rozkładają je do wody i dwutlenku węgla – wyjaśnia ekspertka.

W dobie postępującego zanieczyszczenia powietrza systemy oczyszczające będą się cieszyć coraz większą popularnością, także w Polsce. Według najnowszego raportu Europejskiej Agencji Środowiska Polska jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych państw Europy. W latach 2013–2016 w wyniku podwyższonego stężenia NO2 przedwcześnie zmarło w Polsce 1 700 osób, a z powodu smogu – aż 44 500. Jesteśmy także europejskim liderem pod względem zanieczyszczenia powietrza benzo(a)pirenem.

Analitycy z firmy Allied Market Research oszacowali, że wartość globalnego rynku inteligentnych oczyszczaczy powietrza wzrośnie z 4,5 mld dol. w 2017 roku do 11,5 mld dol. w 2025 r. W tym czasie branża wykaże wzrost na poziomie ponad 12 proc. w skali roku

Rada Nadzorcza PZU Życie SA powołała Zarząd spółki na nową kadencję

Za kilka dni wchodzą unijne regulacje stosowania faktur elektronicznych

W połowie kwietnia w życie wchodzą nowe regulacje dotyczące stosowania faktur elektronicznych w relacjach z administracją publiczną. Za dwa lata obowiązek przesyłania automatycznych faktur obejmie kilkaset tysięcy firm. Tymczasem przedsiębiorcy o nowych regulacjach i e-fakturach, wiedzą niewiele.

18 kwietnia zaczynają obowiązywać unijne przepisy dotyczące obowiązku przyjmowania przez administrację publiczną elektronicznych faktur od podmiotów dostarczających usługi. Regulacjami będą objęte organy władzy publicznej wszystkich szczebli, w tym jednostki samorządu terytorialnego, uczelnie publiczne oraz spółki komunalne. Wprowadzenie zmian ma być krokiem do cyfryzacji i unowocześniania polskiej administracji, ale też jest efektem uszczelniania systemu podatkowego w krajach UE. Dlatego konsekwencje przyjęcia przez Polskę unijnej dyrektywy o fakturowaniu będą w ciągu najbliższych dwóch lat znacznie dalej idące. Każdy podmiot dostarczający usługi dla sektora publicznego (ich liczbę szacuje się na kilkaset tysięcy) będzie bowiem musiał przesyłać faktury w formacie EDI. W innym przypadku za dostarczone usługi nie otrzyma pieniędzy.

Sporo do poprawy

Konsorcjum PEF Expert, będące operatorem rządowej Platformy Elektronicznego Fakturowania postanowiło sprawdzić stan wiedzy na temat elektronicznych faktur i wprowadzanych zmian. Okazuje się, że choć do 18 kwietnia zostało niewiele czasu, to ani przedsiębiorcy, ani przedstawiciele administracji nie czują się do nowych regulacji przygotowani.

Na kilka tygodni przed wdrożeniem zapisów europejskich regulacji, zaledwie połowa oceniała przygotowanie swoich organizacji „dobrze” lub „bardzo dobrze”. Aż 49% badanych czuje się przygotowana do nowych przepisów „przeciętnie” lub „słabo”. Nic więc dziwnego, że wielu ankietowanych nie ma pewności w jaki sposób będzie można rozliczać transakcje po 18 kwietnia. Większość pytanych (39%) jest zdania, że faktury będzie można przesyłać automatycznie, za pomocą systemów IT zintegrowanych z rządową platformą e-faktur. 33% ankietowanych odpowiedziało, że za pośrednictwem specjalnej, bezpłatnej platformy. 6% jest przekonanych z kolei o potrzebie wysłania maila z załącznikiem w postaci PDF. Co piąty badany wskazał wszystkie trzy wymienione rozwiązania jako dopuszczalne.

Co więcej, blisko 1/3 ankietowanych (30%) definiuje automatyczną, elektroniczną fakturę jako plik przesyłany mailem w postaci PDF z zaszytymi wewnątrz metadanymi. To zaskakująco wysoki wynik, biorąc pod uwagę fakt, że nie ma on z nią nic wspólnego.Niestety, w Polsce wciąż brakuje elementarnej wiedzy na temat e-faktur.  Automatyczna faktura jest paczką danych w formacie EDI, który można przesyłać i odebrać bez potrzeby udziału człowieka. To standard, który konsekwentnie wprowadza Unia Europejska w rozliczeniach. Tymczasem faktura w pliku PDF nie dość, że nie ma nic wspólnego z automatycznym przetwarzaniem, to jest droższa w obsłudze w porównaniu z fakturą papierową. Jej zawartość i tak trzeba przecież wydrukować – zwraca uwagę Tomasz Kuciel, prezes zarządu firmy Edison, będącej członkiem konsorcjum PEF Expert.

Myślimy gorzej niż jest

Badani przez PEF Expert przedstawiciele biznesu i administracji są zgodni co do tego, że nowe regulacje to krok w dobrym kierunku. Zdecydowana większość (83%) twierdzi, że to szansa na obniżenie kosztów przetwarzania faktur dla firm współpracujących z administracją publiczną.

Konsorcjum PEF Expert zapytało też w swoim badaniu jak Polska wypada w obszarze elektronicznego fakturowania na tle innych krajów UE. W tym obszarze także widać, że przedsiębiorcom brakuje wiedzy. Prawie co trzeci ankietowany (31%) uważa, że jesteśmy jednym z tych krajów, które najszybciej wprowadzają obowiązki wynikające z unijnej dyrektywy o elektronicznych fakturach. Dominuje jednak przeciwne zdanie. 42% pytanych twierdzi, że opóźniamy się z ich wdrożeniem. Co więcej, 12% ankietowanych uznało, że Polska jest w grupie krajów, które mają w tym obszarze największe opóźnienia. Z kolei według 15% respondentów, nad Wisłą dopiero rozpoczyna się dyskusja na temat e-fakturowania w administracji publicznej. – Pod względem stosowania automatycznych e-faktur jesteśmy rzeczywiście daleko za światową czołówką, jednak jeśli chodzi o dostosowanie się do unijnych regulacji w obszarze e-fakturowania, to jesteśmy jednym z liderów. Obowiązek przyjmowania e- faktur przez administrację publiczną od dostawców przesunęła m.in. Słowacja, Litwa, Węgry i Niemcy. Również Włochy, Luksemburg czy Irlandia nie spełnią wymogów w terminie. Tymczasem Polska, jako jeden z nielicznych krajów, dostosuje się do zmian w terminie – zwraca uwagę Tomasz Kuciel z Edisona.

Badanie przeprowadzono w marcu br. Wzięli w nim udział zamawiający z sektora publicznego, przedsiębiorcy oraz integratorzy IT.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Optymizm w odniesieniu do stanu gospodarki światowej wzmacnia się, ale pozytywne odczyty muszą pojawiać się tydzień za tygodniem, jeśli sentyment rynkowy ma być podtrzymany. Przyszły tydzień nie oferuje jednak wiele po stronie kluczowych publikacji z wyróżnieniem bilansu handlowego z Niemiec i Chin oraz inflacją CPI z USA. Posiedzenie EBC raczej przyniesie ostrożny przekaz bez nowych zmian w polityce. Na pierwszym plan mogą się wysunąć potencjalne rozstrzygnięcia w temacie rozmów handlowych USA-Chiny oraz brexitu.

Konrad Białas - Dom Maklerski TMS Brokers S.A.
Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Przyszły tydzień: minutki FOMC, CPI z USA, EBC, PKB/produkcja z Wlk. Brytanii, CPI/PPI/bilans handlowy z Chin, nastroje konsumentów z Australii

USA

FEDW USA uwaga zostanie poświęcona minutkom z marcowego posiedzenia FOMC (śr). Dokument powinien potwierdzić, że bez istotnego zagrożenia przyspieszeniem inflacji, Fed nie powróci do podwyżek stóp procentowych, jednocześnie wyrażając obawy o ryzyka dla aktywności gospodarczej. Interesujące będzie też, jak Fed zapatruje się na przyszłe zarządzanie sumą bilansową. Jednak z perspektywy USD dokument ma raczej niewielkie szanse wprowadzić dodatkową zmienność. Po stronie danych w pierwszej kolejności pod lupą będą zamówienia przemysłowe (pon), CPI (śr) i indeks Uniwersytetu Michigan (pt). Z tej trójki inflacja wydaje się najważniejsza, ale o ile wyraźnie nie będzie odbiegać od prognoz, nie wzbudzi spekulacji odnośnie przyszłej reakcji Fed.

Strefa euro

Europejski Bank Centralny (EBC) 3Przyszły tydzień przynosi posiedzenie EBC (śr), ale po zeszłomiesięcznym złagodzeniu nastawienia, odsunięciu perspektywy podwyżek i zapowiedzi przedłużenia programu TLTRO, mało zostało miejsca, by bank mógł negatywnie zaskoczyć EUR. Oczekujemy, że prezes Draghi podtrzyma ostrożny ton, ale nie zrezygnuje z wizji odbicia wzrostu po przejściowym spowolnieniu. Dane jednak jeszcze nie przekonują, że gospodarka (szczególnie niemiecka) wychodzi z dołka, więc słowa Draghiego nie będą rezonować silnie na rynku. Z danych drugorzędna uwaga zostanie poświęcona bilansowi handlowemu z Niemiec (pon) i produkcji przemysłowej strefy euro (pt).

Wielka Brytania

brexitChciałoby się napisać, że w Wielkiej Brytanii dojdzie do ostatecznych rozstrzygnięć w kwestii brexitu, ale po wszystkim, co widzieliśmy w ostatnich miesiącach, nie odważę się na tak stanowcze stwierdzanie. Premier May ma czas do 10 kwietnia przedstawić propozycję porozumienia (starą lub nową), aby starać się o przedłużenie procesu brexitu. Rynek nastawia się na wielomiesięczne odroczenie, ale potrzebuje ostatecznej konfirmacji, w przeciwnym razie nie zrezygnuje z dyskonta premii za ryzyko bezumownego wyjścia z UE. Na polu danych mamy produkcję przemysłową i miesięczny PKB (śr), które powinny pokazać negatywne skutki niepewności wokół relacji z Unią.

Polska

Niemal pusty kalendarz z Polski jedynie z saldem bieżącym (pt) nie zapowiada aktywnego handlu na złotym. Pomimo ostatniej poprawy rynkowego sentymentu nie widać, aby złoty wyraźnie na tym korzystał. Może to mieć związek z tym, że PLN zwykł służyć jako waluta finansująca inwestycje na rynkach wschodzących z wyższymi stopami zwrotu z aktywów. Im trwalszy będzie apetyt na ryzyko, tym większa presja, by EUR/PLN ruszył w stronę 4,27, ale tempo jak na razie jest ślimacze.

Chiny

Dane z Chin są teraz w centrum uwagi, gdyż sygnał do odbicia globalnej gospodarki szczególnie musi przyjść stamtąd. Z danych o inflacji CPI/PPI (czw) może być trudno wyciągnąć wnioski o sile popytu. Za to dane o bilansie handlowym za marzec (pt) mają pole do odbicia po słabych wynikach w lutym, które były obciążone wpływem obchodów Nowego Roku Księżycowego.

Australia

Ostatnie dane z Australii (i Chin) nie potwierdzają obaw wyrażanych przez RBA i rynek zaczyna redukować niedźwiedzią ekspozycję w AUD. W przyszłym tygodniu indeks zaufania konsumentów (śr) może przechylić szalę, szczególnie że jest pole do poprawy po ostatnich zapowiedziach cięć podatków dochodowych. Rynek będzie też ciekaw ryzyk, jakie rozpatruje RBA, a jakie zapewne zostaną przedstawione w Raporcie Stabilności Finansowej (pt). Ważne będzie też przemówienie wiceprezesa RBA Dabelle’a (czw) po ostatnich gołębich zmianach w komunikacie.

Dla kontrastu w Nowej Zelandii bank centralny także przyjął bardziej gołębie nastawienie, ale po danych nie widać poprawy. Najbliższe dni nie dostarczą ważnych publikacji, więc sentyment wokół NZD nie ulegnie zmianie. W Kanadzie dane o rozpoczętych budowach domów (pon) mają szanse tylko na przejściowe odbicie w notowaniach CAD. USD/CAD pozostaje zamknięty w paśmie 1,3250-1,3470 bez oznak prędkiego wyłamania.

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zwroty w handlu internetowym: przekleństwo czy okazja?

Przedłużenie terminu Brexitu

Theresa May zapowiedział nową datę opuszczenia Unii na 30 czerwca. Urzędnicy unijni nie są na tyle optymistyczni i proponują realniejsze wydłużenie. Produkcja przemysłowa spada wolniej niż sądzono.

Przedłużenie terminu Brexitu do 30 czerwca?

Zbliżający się termin 12 kwietnia i brak perspektyw na rozwiązanie problemu spowodował to, o czym wszyscy wiedzieli – przedłużenie terminu. Theresa May wystąpiła właśnie z wnioskiem o wyjście Wielkiej Brytanii z UE 30 czerwca. Problem w tym, że wymaga on zgody wszystkich 27 państw członkowskich. Jak zauważają analitycy, pierwsze posiedzenie nowego europarlamentu jest dopiero w lipcu. W rezultacie Wielka Brytania wzięłaby udział w wyborach, ale już bez własnych europosłów. Inwestorzy widząc kolejne niepewne ruchy, znów rozpoczęli wycofywanie się z brytyjskiej waluty.

Unijne reakcje na Brexit

Ze strony unijnej padła właśnie propozycja elastycznego przedłużenia terminu o 12 miesięcy z możliwością jego skrócenia. Powodem jest niechęć do krótkich terminów, w których stawia się przegraną sprawę na ostrzu noża po czym znów trzeba go przesuwać. Skoro nie udało się uzyskać porozumienia do końca marca, termin 12 kwietnia był niesamowicie optymistyczny. Porozumienie zostało już trzykrotnie odrzucone i wątpliwym jest, by teraz nagle udało się zebrać dla niego bez wyraźnych zmian większość.

Niespodziewanie lepsze dane z Niemiec

Produkcja przemysłowa w Niemczech spada w ujęciu rocznym o 0,4%. Co w tym dobrego? Miesiąc temu spadała o 2,7% – to wyraźna poprawa. Analitycy spodziewali się spadku 1% większego niż obecny. W rezultacie pomimo spadku produkcji przemysłowej inwestorzy odebrali te dane jako dobry sygnał, umacniając euro względem dolara. Warto w tym miejscu przypomnieć, że na parze EUR/USD znajdujemy się blisko dwuletnich minimów. W rezultacie każde trochę lepsze dane mogą być okazją do korekty.

Dzisiaj W Chinach Święto Zmarłych, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Theresa May prosi o ponowne wydłużenie artykułu 50

Koniec tygodnia przynosi kolejne istotne informacje w kontekście Brexitu oraz wojny handlowej USA i Chin. Dziś czekamy na kluczowe dane z amerykańskiego rynku pracy, które mogą wpłynąć na wycenę kursu EUR/USD i tym samym – USD/PLN.

Dziś rano premier Wielkiej Brytanii zwróciła się do Unii Europejskiej o przedłużenie okresu przed Brexitem do 30 czerwca. Ma to pozwolić na wypracowanie rozwiązania brexitowego impasu, które tym razem zaakceptuje brytyjski parlament. May o wydłużenie procesu do końca czerwca wnosiła za pierwszym razem. Wtedy jednak UE zgodziła się na przedłużenie procesu jedynie do 22 maja (co byłoby warunkowane akceptacją umowy May) lub 12 kwietnia (w przypadku braku akceptacji porozumienia).

Zgodnie z doniesieniami, Donald Tusk ma zaproponować Wielkiej Brytanii roczne wydłużenie procesu. Ma to być wydłużenie „elastyczne”, które mogłoby ulec skróceniu, jeśli Wielka Brytania w podanym horyzoncie czasowym byłaby w stanie zaakceptować porozumienie o wyjściu z UE. Reakcja brytyjskiej waluty na informacje była bardzo ograniczona. Obecnie funt nieco traci, jednak cały czas znajduje się powyżej wczorajszych minimów.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w okolicy poziomu 4,29. W relacji do dolara amerykańskiego wspólna europejska waluta cały czas radzi sobie dość słabo, utrzymując się w okolicy długoterminowego minimum. Nie jest to specjalnie zaskakujące uwzględniając raczej słaby sentyment do euro. „Minutki” z ostatniego spotkania EBC opublikowane wczoraj potwierdzają, że EBC obawia się rozwoju sytuacji gospodarczej w strefie euro. Ostatnie dane z gospodarek są mieszane, jednak – szczególnie te z Niemiec – mogą martwić. Dziś nieco in plus zaskoczyła dynamika produkcji przemysłowej, która w lutym rosła o 0,7% miesięcznie wobec wyniku 0,5% oczekiwanego przez konsensus analityków. Dane nie budzą jednak przesadnie dużego optymizmu, nadal potwierdzając słabość sektora.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek spadł o 0,5%, wahając się w widełkach 4,98-5,04. W związku z zamieszaniem związanym z Brexitem, funt brytyjski w ostatnim czasie radzi sobie dość słabo. Wczoraj waluta ponownie doświadczyła istotnej wyprzedaży również w relacji do głównych walut.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 3,82-3,83. Dolar amerykański w ostatnim czasie radzi sobie dość dobrze, zwłaszcza w relacji do euro. Jednak wczorajsze doniesienia o postępach w negocjacjach USA i Chin nieco ograniczają perspektywy potencjalnego dalszego umocnienia waluty.

Zgodnie z doniesieniami agencji Xinhua, wicepremier Chin, Liu He w kontekście negocjacji USA i Chin stwierdził, iż osiągnięty został „konsensus dotyczący ważnych kwestii takich jak tekst” porozumienia. Optymizm był widoczny również po stronie amerykańskiej. Prezydent Trump stwierdził, że umowa z Chinami może zostać zawarta w ciągu czterech tygodni.

Oprócz wojny handlowej warto wspomnieć o danych makroekonomicznych. Wczorajsze odczyty wyraźnie zaskoczyły na plus wskazując na siłę amerykańskiego rynku pracy. Cotygodniowe szacunki liczby zadeklarowanych bezrobotnych pokazały spadek do 202 tys. wniosków, co jest blisko najniższego poziomu odnotowanego w ostatnich pięciu dekadach.

Dziś z kolei poznamy dużo istotniejsze dane NFP z amerykańskiego rynku pracy w marcu. Konsensus zakłada, że zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w marcu wyniosła ok. 180 tys, a stopa bezrobocia i dynamika płac utrzymają się na poziomach odpowiednio 3,8% i 3,4% w ujęciu rocznym. Dane lepsze od oczekiwań powinny przełożyć się na umocnienie amerykańskiej waluty tak w relacji do euro, jak i polskiego złotego.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:30 – dane NFP z amerykańskiego rynku pracy w marcu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska