Millenialsi na giełdzie – 4 kluczowe debiuty giełdowe 2019 roku

W ubiegły piątek na giełdzie NASDAQ zadebiutował Lyft – główny konkurent Ubera w Stanach Zjednoczonych. Wydarzeniu towarzyszyły duże emocje, w szczególności, że sam Uber również zapowiedział swój debiut giełdowy w nadchodzących tygodniach. To nie jedyne „jednorożce”, które mają taki zamiar. Spółki pokolenia millenialsów zamierzają zawojować rynkiem giełdowym w 2019 roku.

Ostatnie 12 miesięcy nie rozpieszczało inwestorów w USA w zakresie debiutów giełdowych, gdyż tylko dwie oferty przekroczyły wartość 1 mld USD. Nie są to spółki, których nazwy mówią cokolwiek przeciętnemu inwestorowi. Silna korekta indeksu NASDAQ w I oraz IV kwartale minionego roku nie sprzyjały rynkowi pierwotnemu i w rezultacie mieliśmy tylko 52 debiuty spółek technologicznych. Tym samym, rynek ma dość duży apetyt na świeże debiuty w tym sektorze. Ostatnim głośnym IPO był Snap Inc. jeszcze w 2017 roku. Obecny rok powinien być pewnym przełomem za sprawą kilku głośnych spółek, planujących debiuty na NASDAQu – poza Lyft, to Uber Technologies, Slack Technologies i Pinterest Inc.

Wyścig wśród parataksówek

Pierwszym znanym debiutantem jest spółka Lyft Inc., której IPO zostało ogłoszone już w czerwcu 2018 r., lecz pierwsze notowanie nastąpiło dopiero 29 marca. Wartość pierwszej oferty publicznej bezpośredniego konkurenta Ubera wyniosła ok. 2,3 mld USD, co całej spółce daje wycenę na poziomie niemal 25 mld USD (razem z akcjami wynikającymi z przyznanych opcji pracowniczych oraz transzami stabilizacyjnymi). O dużym zainteresowaniu inwestorów nowymi spółkami technologicznymi świadczy podwyższenie przedziału wyceny i finalne zamknięcie książki popytu po maksymalnej cenie 72 USD za akcję. To znacznie mniej niż szacowana wartość Uber Technologies Inc., która wynosi ok. 120 mld USD. Spółka, zgodnie z zapowiedziami, ma złożyć prospekt emisyjny w kwietniu. Zgodnie ze sprawozdaniami finansowymi, Lyft w ostatnich 3 latach generował straty na wszystkich poziomach rachunku zysków i strat (tylko 911 mln USD na minusie w 2018 r.) i ujemne przepływy pieniężne. Jednakże w przypadku spółek technologicznych określanych jako „jednorożce” inwestorzy zawsze patrzą przede wszystkim na dynamiki przychodów, a te wynoszą regularnie powyżej 100% r/r. Świadczy to o dużej przestrzeni do zwiększania skali biznesu i będzie przyciągać kolejnych konkurentów, generując presję na marże.

Głębsze spowolnienie gospodarcze i, co za tym idzie, spadek wydatków konsumpcyjnych może wpędzić spółkę w trwałą nierentowność. W przypadku Lyfta te obawy szybko znalazły odzwierciedlenie w zachowaniu kursu. Debiut wypadł blado, gdyż po wysokim otwarciu (ok. +20%) kurs zaczął się gwałtownie osuwać, by już drugiego dnia notowań spaść poniżej ceny z IPO. Część analityków z Wall Street i inwestorów kwestionuje zakładane tempo wzrostu biznesu Lyfta, uznając ostatnią wycenę za zbyt wymagającą i dyskontująca zbyt wiele pozytywnych czynników i scenariuszy.

– Słabe zachowanie kursu Lyfta może postawić pod znakiem zapytania inne głośne debiuty technologiczne planowane na ten rok, gdyż inwestorzy mogą nie być skłonni płacić tak dużo za „premię wzrostową” w wycenie spółki – podkreśla Sebastian Trojanowski, zarządzający portfelami w Domu Maklerskim TMS Brokers.

Media społecznościowe w natarciu

Innym ciekawym IPO jest Pinterest Inc., czyli portal społecznościowy z przeszło 250 mln użytkowników (wg. danych za IV kw. 2018 r.) – choć to wciąż niewielka liczba w porównaniu z Twitterem (ok. 320 mln), nie mówiąc o Facebooku (2.3 mld). Pinterest w ostatnich 3 latach również dynamicznie poprawiał przychody (średnio o ok. 60% r/r). Proces monetyzacji użytkowników przynosi efekty, gdyż koszty nie rosły już tak szybko i w 2018 r. udało się zmniejszyć stratę o ok. 63 mln USD (ok. 8% przychodów). Niemniej, w tego typu spółce kluczowa jest dynamika przyrostu liczby użytkowników. Przykładowo, Snap Inc. mimo bardzo wysokich dynamik przychodów do tej pory nie zdołał w żadnym kwartale pokazać zysku, a pojawiły się trudności ze zwiększaniem bazy użytkowników. Skutkowało to silną przeceną kursu akcji w kolejnych miesiącach po IPO. Tu barierę wzrostu może stanowić mnogość różnych portali, aplikacji mobilnych itd., z których dany użytkownik korzysta i nie jest w stanie używać więcej. Tym samym niektóre aplikacje tracą użytkowników na rzecz innych. Jest to zbiór ograniczony i warto o tym pamiętać w kontekście tego typu spółek.

Data debiutu Slack Technologies Inc. jest póki co nieznana, lecz spółka już zdążyła zakomunikować, że oferta będzie odbywać się w trybie aukcji publicznej, tj. bez udziału instytucji oferujących. Nie będą również emitowane nowe akcje, gdyż spółka posiada dużą ilość gotówki na bilansie i jest w stanie sama finansować potrzeby kapitałowe w najbliższych okresach. Właściciel platformy komunikacyjnej dla korporacji jest wyceniany obecnie na ok. 7-10 mld USD przy ok. 85 tys. klientów generujących przychody. Wydaje się, że akurat to IPO jest relatywnie mało atrakcyjne dla inwestorów z uwagi na brak emisji nowych akcji, wąską specjalizację produktową i ograniczony potencjał długoterminowego wzrostu.

Podsumowując, z pewnością inwestorzy czekają przede wszystkim na debiut Uber Technologies z uwagi na globalne spektrum działalności oraz wielkość spółki. To byłoby pierwsze tak duże IPO od debiutu Alibaba Group Holding Ltd w 2014 r. Z drugiej strony, utrzymująca się wysoka zmienność na rynku akcji, liczne obawy o kondycję wzrostu gospodarczego na świecie oraz relatywnie wysoki poziom wycen spółek technologicznych nasuwają obawy, iż kumulacja IPO może być przejawem przesilenia na rynku po ponad 10 latach hossy.

– Należy też pamiętać, że głośne debiuty często odbywają się w oparach przesadnego optymizmu. Skutkuje to dużymi przecenami cen ich akcji w ciągu kilku miesięcy, gdy tylko pojawią się rysy na prognozach wzrostu. Często nad kursem wisi też podaż akcji pracowniczych i menedżerskich – dodaje Sebastian Trojanowski z TMS Brokers.

Białorusini drugą najliczniejszą grupą cudzoziemców w Polsce

Liczba obywateli Białorusi posiadających ważne zezwolenia na pobyt w Polsce wzrosła do ponad 21 tys. osób. Białorusini stali się tym samym drugą najliczniejszą grupą cudzoziemców z dokumentami uprawniającymi do długoterminowego pobytu w kraju. Większość – 15 tys. obywateli Białorusi posiada zezwolenia na pobyt stały wydane w związku z polskim pochodzeniem i Kartą Polaka.

Od początku 2017 r. liczba Białorusinów posiadających ważne zezwolenia na pobyt w Polsce wzrosła prawie dwukrotnie. Obecnie, ok. 59 proc. z nich to osoby w przedziale wiekowym 20 – 39 lat, 23 proc. w przedziale 40 – 59 lat, a ok. 14 proc. poniżej 20. roku życia. Nieznacznie przeważają mężczyźni – 11,6 tys. osób (54 proc.), w porównaniu do 9,8 tys. kobiet. Najpopularniejszymi regionami wśród obywateli Białorusi są województwa: mazowieckie – 7,3 tys. osób oraz podlaskie – 4,5 tys.

Większość Białorusinów posiada zezwolenia na pobyt stały – 15 tys. osób oraz czasowy (maksymalnie do 3 lat) – 5,5 tys. Około 95 proc. zezwoleń na pobyt stały zostało wydanych w związku z posiadaniem polskiego pochodzenia, w tym Karty Polaka. Wśród zezwoleń na pobyt czasowy większość (54 proc.) uzasadniono chęcią podjęcia pracy. W 24 proc. spraw celem był pobyt z rodziną, a w 14 proc. edukacja.

Cudzoziemcy chcący osiedlić się i zalegalizować swój pobyt w Polsce składają w urzędach wojewódzkich wnioski o zezwolenia na pobyt. Osoby spełniające warunki wydania zezwolenia otrzymują dokumenty potwierdzające ich prawo pobytu w kraju. Najczęściej jest to karta pobytu lub dokumenty wydawane obywatelom Unii Europejskiej i członkom ich rodzin. Ważne dokumenty uprawniające do pobytu w Polsce posiada obecnie 383 tys. cudzoziemców, najwięcej obywatele: Ukrainy – 187 tys. osób, Białorusi – 21,5 tys., Niemiec – 21 tys., Wietnamu – 12 tys. i Rosji – 12 tys.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo np. na podstawie wiz.

Pozytywne nastroje wśród inwestorów branży nieruchomości w Europie

Popyt  na rynku nieruchomości komercyjnych napędzany przez rozwój nowych technologii oraz sektor e-commerce rekompensuje pesymistyczne prognozy gospodarcze dla Europy. Nastroje inwestorów są pozytywne, a najwyższe stopy zwrotu generuje segment przemysłowy –  czytamy w raporcie „Euro Cities” przygotowanym wspólnie przez Gerald Eve International i AXI IMMO.

AXI IMMO, polska firma doradcza obecna na rynku nieruchomości komercyjnych od 10 lat, wraz z Gerald Eve International przygotowała raport dotyczący kondycji sektora w Europie. Publikacja „Euro Cities” opracowana przez ekspertów z 17 krajów Europy poddaje analizie dane, uwarunkowania i perspektywy rozwoju rynku inwestycyjnego w 31 miastach z największym potencjałem biznesowym.

Autorzy raportu „Euro Cities” odnoszą wyniki rynku nieruchomości komercyjnych do sytuacji polityczno-gospodarczej w Europie, a także na świecie. Koniec 2018 r. i 2019 r. przyniósł pogorszenie wskaźników gospodarczych w większości krajów europejskich, co szczególnie dało się zauważyć w Niemczech borykających się z problemami przemysłu motoryzacyjnego. Spowolnienie na Starym Kontynencie było wynikiem problemów w handlu międzynarodowym, a także rosnących napięć społecznych. W skali globalnej niepewność niosły pogarszające się relacje między Rosją, USA i Chinami. W Europie wzmożoną czujność inwestorów wywołały protesty we Francji czy strajki w Portugalii. Jednak największą niewiadomą wciąż jest przedłużający się brak porozumienia w sprawie brexitu w parlamencie brytyjskim, którego konsekwencje są trudne do przewidzenia i mogą być zarówno pozytywne (zwłaszcza dla konkurencyjnej cenowo Europy Środkowo-Wschodniej), jak i negatywne.

Jak podają eksperci Gerald Eve International, pomimo perturbacji politycznych wyniki rynku inwestycyjnego branży nieruchomości w Europie ciągle wskazują na pozytywne nastroje wśród inwestorów.

Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO, współautorka raportu „Euro Cities” wyjaśnia: „Naturalnym jest, że sytuacja geopolityczna wpływa na nastroje inwestorów, jednak  najważniejszą determinantą dla podejmowania decyzji są sygnały płynące z poszczególnych rynków. Faktem jest, że popyt na rynku najmu wciąż pozostaje na wysokim poziomie, co niweluje ryzyka i utrzymuje wysoką aktywność na rynku inwestycyjnym, gdzie nie brakuje kapitału i chętnych do inwestowania w różnego typu assety.”  

Publikacja „Euro Cities” umożliwia m.in. prześledzenie danych i trendów dotyczących rynku najmu i ich wpływu na aktywność inwestycyjnej w sektorze biurowym i magazynowym.

Produkty rynku biurowego nie słabną dzięki nowym technologiom

Jak czytamy w raporcie AXI IMMO i Gerald Eve International nieruchomości biurowe są wciąż najczęściej wybieranymi produktami inwestycyjnymi rynku nieruchomości. Popyt na powierzchnie biurowe nie słabnie, a jego głównym motorem napędowym jest wciąż rosnący sektor mediów i nowych technologii.

Według prognoz przedstawionych w raporcie w ciągu najbliższych 5 lat w Unii Europejskiej (wyłączając Wielką Brytanię) zostanie utworzone 2,8 mln miejsc pracy w biurach, co pomoże utrzymać silny popyt na tym rynku. Wśród stolic przedstawionych w raporcie najwyższe średnie czynsze w inwestycjach typu prime na poziomie 1312 euro/mkw. za rok odnotowuje się w Londynie oraz Paryżu – 810 euro/mkw. za rok , a najniższe w Bratysławie i w Pradze – odpowiednio – 192 euro/mkw. za rok i 258 euro/mkw. za rok.  W Warszawie średni czynsz roczny za mkw. odnotowano na poziomie 492 euro.  W 11 na 31 analizowanych rynków biurowych spodziewany jest wzrost czynszów, w 20 miastach prognozowane jest utrzymanie się stawek za powierzchnie biurowe na dotychczasowym poziomie, tylko w Stambule przewiduje się ich spadek.

Jeśli chodzi o rentowność inwestycji w okresie od III kwartału 2017 r. do końca 2018 r. zauważalny był spadek na 22 rynkach biurowych, w 9 z badanych miast utrzymały się na tym samym poziomie, a w 1 mieście odnotowano wzrost (Stambuł). Najwyższe stopy kapitalizacji osiągnęły nieruchomości biurowe w Bratysławie (6,3%) oraz Stambule (6%), najniższe w Paryżu (3,2%).

Do końca 2019 autorzy raportu przewidują utrzymanie się dotychczasowego poziomu stóp kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości biurowych w 24 z 31 badanych miast. Spadki prognozowane są w 6 ośrodkach biznesowych, m.in. w Bratysławie, Paryżu  i Wiedniu. Jedynie w Stambule rokowania wskazują na wzrost stóp.

Nieruchomości biurowe pozostają pożądanym produktem inwestycyjnym, jednak widoczny jest trend

dywersyfikacji portfeli. Rośnie popularność nieruchomości magazynowych oraz alternatywnych klas aktywów.

Magazyny na celowniku inwestorów za sprawą sektora e-commerce

Rynek magazynowy w Europie cieszy się dużą aktywnością najemców. Popyt na powierzchnie magazynowo-logistyczne napędzany jest przez zmianę nawyków konsumenckich, ekspansję e-handlu oraz związany z nim rozwój logistyki ostatniej mili – czytamy w raporcie „Euro Cities”.  Najwyższe czynsze za powierzchnie logistyczne utrzymują się, podobnie jak w sektorze biurowym, w Londynie (179 euro/mkw. za rok) oraz w Dublinie (100 euro/mkw. za rok). Najniższe stawki czynszów w zestawieniu stolic notowane są w regionie Warszawy i Stambule (w obu miastach po 42 euro/mkw. za rok), relatywnie niskie czynsze są także w Lizbonie (51 euro/mkw. za rok).  Na rynku magazynowym wzrost czynszów za powierzchnie typu prime przewidywany jest w 14 miastach, w tym m.in. w Londynie, Manchesterze, Lizbonie, Amsterdamie, Hamburgu, Brnie oraz  w badanych polskich miastach tj. w Warszawie i Wrocławiu. Utrzymanie się czynszów na tym samym poziomie prognozowane jest z kolei m.in. w Berlinie, Frankufurcie, Pardze, Brukseli czy Kopenhadze. W grupie badanych miast jedynie dwa – Stambuł oraz Bratysława, wykazują tendencję spadkową pod kątem czynszów za wynajem powierzchni magazynowych. Duża aktywność najemców na rynku magazynowym przekłada się na zainteresowanie produktami magazynowymi wśród inwestorów. Stabilne przychody z wynajmu nieruchomości przemysłowych w Europie kuszą inwestorów z całego świata.

Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO
Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO

Tylko w Polsce łączna wartość transakcji na rynku magazynowym wyniosła 1,8 mld euro, co było rezultatem niemal dwukrotnie wyższym w porównaniu z poprzednim rokiem. Warto dodać, że ponad 1,3 mld euro stanowiły aktywizacje portfelowe”– komentuje Renata Osiecka z AXI IMMO.

W okresie od III kwartału 2017 r. do końca 2018 r. zauważalny był spadek stóp kapitalizacji na 28 rynkach magazynowych, w 2 z badanych miast utrzymały się na tym samym poziomie, a w 1 mieście odnotowano wzrost. Wśród miast dających najwyższy zwrot z inwestycji przemysłowych znajdują się Stambuł (10%) i Bratysława (7%), najniższe wskaźniki odnotowano m.in. w Londynie (3,5%). Rynek Europy Środkowo-Wschodniej cieszy się coraz większą popularnością wśród inwestorów z Azji, którzy oceniają go jako bezpieczny i zapewniający wyższe stopy zwrotu z inwestycji. W Polsce widoczna jest dalsza kompresja stóp kapitalizacji, najlepsze projekty typu prime z sektora e-commerce stopy kapitalizacji mają na poziomie 5,0 – 5,5%, w przypadku zakupów portfelowych stopy są wyższe o 100 -150 punktów bazowych.

Więcej informacji i szczegółowe dane dot. rynku komercyjnego 31 europejskich miast w pełnej wersji raportu „Euro Cities” przygotowanym przez AXI IMMO i Gerald Eve International.

Szpitale kupują po nowemu. I pytają: czy stracimy małych dostawców?

Szpitale, jak i inne instytucje finansowane z pieniędzy publicznych, od października ubiegłego roku muszą przeprowadzać przetargi powyżej progów unijnych w formie elektronicznej. Nowe zasady oznaczają mniej papierologii, większą wygodę i przejrzystość postępowań zakupowych. Budzą jednak też obawy i pytania, czy mali dostawcy poradzą sobie z elektronicznym składaniem ofert.

Szpitale korzystają z zewnętrznych dostaw i usług w bardzo szerokim zakresie. Zamawiają przede wszystkim produkty lecznicze i wyroby medyczne, ale też usługi żywienia, sprzątania, ochrony, transportu, budowlane itd. Często prowadzą złożone procesy inwestycyjne. Dostawców wyłaniają w przetargach, które w przypadku dużych zamówień, powyżej progów unijnych, muszą teraz prowadzić za pośrednictwem elektronicznych platform zakupowych. Od stycznia 2020 roku taka forma udziału w postępowaniach obejmie wszystkich dostawców, także małych.

– Z całą pewnością elektronizacja przetargów to dobry pomysł i właściwy kierunek. Jest efektywniej. Niektóre dokumenty generują się automatycznie, bez dodatkowego zaangażowania pracowników. Komunikacja elektroniczna to również oszczędność czasu i pieniędzy. Poprawiła się transparentność całego procesu, co powinno przełożyć się na większe zainteresowanie udziałem w postępowaniach. Nowy sposób organizacji przetargów chroni też pracowników odpowiedzialnych za te procedury i podnosi ich poczucie bezpieczeństwa – wylicza Marek Lipnicki ze szpitala w Bełchatowie.

Szpitale doceniają elektroniczne generowanie wielu dokumentów, np. protokołów z postępowań czy informacji z otwarcia ofert. Jak podkreśla przedstawicielka Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu: Dostępność ofert złożonych przez wszystkich wykonawców na platformie elektronicznej zlikwidowała kolejki oferentów, którzy dawniej przychodzili osobiście do naszej placówki, aby zapoznać się ze szczegółami ofert złożonych przez inne firmy.

Jest więc łatwiej, bo cały proces został uproszczony.

– Nowe przepisy zniosły część obciążeń administracyjnych i jest to zapewne pozytywny aspekt zmian w naszym ustawodawstwie. W istotny sposób zostały zniwelowane obciążenia związane z koniecznością składania licznych dokumentów wraz z ofertą dzięki wprowadzeniu oświadczenia własnego wykonawcy w postępowaniach krajowych oraz Jednolitego Europejskiego Dokumentu Zamówienia w postępowaniach unijnych – tłumaczy Izabela Chmiel, kierownik Działu Zamówień Publicznych, Wielospecjalistyczny Szpital Powiatowy w Tarnowskich Górach.

Dla wielu szpitali najważniejszy i najdłuższy jest pierwszy przetarg prowadzony w formie elektronicznej. Nowe zasady to duże wyzwanie, bo wymagają zmiany sposobu myślenia i nabytych przez lata przyzwyczajeń. Do tego dochodzi jeszcze poznawanie narzędzi technologicznych i współpraca z ich dostawcami w dostosowywaniu platform do specyfiki pracy placówek medycznych.

– Potrzeby szpitali w zakresie przetargów różnią się od potrzeb innych instytucji zobligowanych do stosowania ustawy. Jednostki medyczne prowadzą rozbudowane postępowania, składające się często z kilkuset części – jak chociażby ostatni duży przetarg w szpitalu w Radomiu podzielony na 218 części. To wyzwanie nie tylko dla prowadzącego postępowanie, ale i dla wykonawców biorących udział w tym procesie. Dostawca technologii, który jest rzeczywistym partnerem szpitala, optymalizuje proces przygotowania takiego przetargu we współpracy z zamawiającym, wsłuchując się jednocześnie w potrzeby wykonawców – mówi Magdalena Szmalec z firmy Marketplanet, dostawcy platformy zakupowej e-Zamawiający.

Elektronizacja przetargów w przypadku szpitali rodzi jednak także niepokoje. Przedstawiciele placówek medycznych zgodnie przyznają, że problem rozpocznie się, gdy nowe przepisy obejmą także małe podmioty. O ile duże przedsiębiorstwa biorące udział w postępowaniach publicznych potrafią przystosować się do nowych wymagań, o tyle mali wykonawcy mogą nie przejść tak łatwo tej próby. A z małych firm szpitale korzystają regularnie, choćby w przypadku dostaw produktów żywnościowych.

– Nasz szpital posiada własną kuchnię i przygotowuje posiłki dla pacjentów. Wiele niezbędnych do tego celu produktów, w tym między innymi warzywa, pieczywo czy nabiał, dostarczają nam mali przedsiębiorcy. Obawiam się, że nie poradzą sobie z nowymi przepisami, skoro problemem bywa dla nich wypełnienie papierowej oferty, mimo iż wymagania formalne ograniczane są do minimum. Nie stać ich na to, aby zaangażować informatyka czy prawnika, który pomoże im przebrnąć przez e-przetarg. Po prostu nie wezmą w nim udziału. Natomiast ci, którzy skorzystają z takiego wsparcia, poniosą dodatkowe koszty, za co ostatecznie i tak zapłaci szpital, prawdopodobnie otrzymując droższą ofertę – mówi Marek Lipnicki.

Udział w e-przetargu oznacza dla wykonawcy konieczność zaopatrzenia się w bezpieczny podpis elektroniczny oraz zaznajomienie się z narzędziem informatycznym, z którego korzysta zamawiający. Dla naprawdę małych firm podjęcie takich działań może okazać się zbyt trudne. Przedsiębiorcy, którzy będą chcieli spróbować swoich sił w e-przetargach, będą mogli jednak skorzystać z pomocy dostawców platform do e-przetargów.

– Wiemy, że małe firmy mogą się obawiać postępowań w formie elektronicznej. Jako dostawcy platformy jesteśmy przygotowani do tego, by pomóc wszystkim tym, którzy jednak będą chcieli w e-przetargu wziąć udział. Do ich dyspozycji przygotowaliśmy specjalną infolinię, której pracownicy podpowiedzą na każdym etapie procesu przetargowego, co należy w danej chwili zrobić. Przygotowaliśmy także szereg szkoleń i instrukcji – wyjaśnia Piotr Kaliński, Head of SaaS and NB.

Kto skorzysta z tej szansy, szpitale przekonają się już w styczniu 2020 roku.

– Elektronizacja zamówień to zmiana o charakterze rewolucyjnym, która zgodnie z zamysłem ustawodawcy ma zmniejszyć obciążenia administracyjne związane z ubieganiem się o zamówienie publiczne, a tym samym ma ułatwić potencjalnym wykonawcom złożenie oferty. Pytanie, czy intencje ustawodawcy pokrywają się z rzeczywistym ułatwieniem procesu i zwiększeniem dostępności do zamówień publicznych? W tej kwestii na razie nie ma jednoznacznej odpowiedzi – podsumowuje Izabela Chmiel.

Wśród MŚP wciąż przeważa optymizm

Wskaźnik Bibby MSP Index w marcowym badaniu osiągnął poziom 54,3 pkt. Oznacza to stabilny, utrzymujący się od 6 lat, optymizm panujący wśród małych i średnich przedsiębiorstw. W stosunku do odczytu z września 2018 roku daje się jednak zauważyć niewielki spadek (o 2,3 pkt.), za który odpowiedzialne są głównie obawy o zamówienia i sprzedaż.

Bibby MSP Index_03 2019 Bibby MSP Index_obszary_03 2019Wśród branż przebadanych przez agencję ARC Rynek i Opinia w ramach Bibby MSP Indeks największe pogorszenie nastrojów odnotowano w transporcie. Przedstawiciele tej branży obserwują w swoich firmach spadek zamówień, pogorszenie płynności i wzrost poziomu zadłużenia. Niewielkie spadki zamówień odczuwają również przedstawiciele sektora produkcji, usług i handlu. Stabilna sytuacja jest tylko w budownictwie. Spośród badanych branż, wskaźnik Bibby MSP Index przyjmuje najwyższą wartość w produkcji przemysłowej i budownictwie (56,9 i 56,8 pkt), zaś najniższą w usługach (50,5 pkt.).

Odporność polskich MŚP

Polskie firmy skutecznie korzystają z wysokiej fali popytu rynkowego zasilanego coraz to większym strumieniem rosnących płac i świadczeń społecznych. Są gotowe zwiększać zatrudnienie i sprzedaż, a także inwestować we wzrost produkcji – wyjaśnia dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego. – Przedsiębiorstwa potrafią wykorzystywać impulsy rynkowe i zapełniać nisze popytowe, jeśli tylko nie są zaskakiwane nowymi regulacjami prawno-podatkowymi generującymi dla nich stan zagrożenia kryzysowego, trudnego do mitygacji z wyprzedzeniem.

Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services
Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services

– Na co dzień spotykam wielu przedsiębiorców i wiem, jaką mają odporność i jacy potrafią być pomysłowi w rozwijaniu swoich biznesów – mówi Jerzy Dąbrowski, dyrektor generalny Bibby Financial Services, firmy faktoringowej na zlecenie której prowadzone są badania Bibby MSP Index. – Wiem również, że są obszary, które z chęcią powierzyliby specjalistom. Mam tu na myśli np. zarządzanie wierzytelnościami. Nie wolno „odpuścić sobie” tego obszaru, bo grozi to poważnymi problemami z płynnością, a jednak nie jest to core business.

Klimat ekonomiczny a kondycja firmy

Badanie Bibby MSP Index przynosi również odpowiedź na pytanie, jak małe i średnie przedsiębiorstwa oceniają wpływ klimatu ekonomicznego Polski na prowadzenie działalności gospodarczej. 38 proc. badanych uznało, że był sprzyjający. Niepokoić może fakt, że pół roku temu twierdziło tak 45 proc. Najwięcej przedsiębiorców zadowolonych z panującego klimatu ekonomicznego odnotowano w budownictwie (55 proc), najmniej z kolei – w transporcie (29 proc.). Co ciekawe, przedstawiciele sektora handlu wcale nie są tacy krytyczni, pomimo wprowadzonego zakazu handlu w niedzielę (o sprzyjającym klimacie mówi 39 proc.). Dyskusje na temat dalszych ograniczeń handlu nie ustają, a jednak badani przedsiębiorcy z tego sektora uznali, że w najbliższym półroczu kondycja ekonomiczna ich firm się nie zmieni (tak uważa 48 proc., zaś 29 proc. spodziewa się poprawy).

Oceniając kondycję ekonomiczną swojej firmy zdecydowana większość MŚP (58 proc.) uznała, że w ostatnim półroczu nie uległa ona zmianie. Podobny odsetek uważa, że w najbliższym czasie nic się nie zmieni. Przedsiębiorcy nie przewidują zmian w płynności finansowej w ciągu najbliższych 6 miesięcy.

Przewidywanie zmian

Biorąc pod uwagę badania nastrojów firm przeprowadzane w ramach Biby MSP Index od 2011 roku wyraźnie widać, że bardzo wysoko koreluje on z PKB i jest dobrym wskaźnikiem wyprzedzającym koniunktury gospodarczej – podsumowuje dr Anna Czarczyńska.

– W przypadku dekoniunktury małe i średnie przedsiębiorstwa pierwsze boleśnie odczują jej skutki, m.in. w obszarze płynności. Dlatego tak ważne jest dla nas badanie nastrojów panujących w tym sektorze – podsumowuje Jerzy Dąbrowski.

O badaniu Bibby MSP Index :

Bibby MSP Index jest wzorowany na sprawdzonym i cenionym przez światowych inwestorów indeksie określanym jako Indeks Managerów ds. Zakupów (tzw. PMI). Konstrukcję Bibby MSP Index oparto na założeniu, że o kondycji każdego przedsiębiorstwa, a w szczególności firm małych i średnich, stanowi kilka obszarów takich jak: sprzedaż (zamówienia), inwestycje, zatrudnienie, płynność finansowa oraz poziom zadłużenia firmy. Przyjmowane przez Bibby MSP Index wartości znajdują się w przedziale od 0 do 100 pkt. Wynik > 50 pkt. to prognoza (zapowiedź) poprawy kondycji firm. Wynik < 50 pkt. to prognoza kryzysu na skutek pogarszającej się kondycji firm.

Czy zmieniamy ministra finansów?

Ostatnie dni przynoszą coraz więcej informacji o wyjściu z rządu minister Teresy Czerwińskiej. Coraz więcej osób nie pyta czy tylko kiedy. Próba rozwiązania Brexitu i deklaracje przedłużenia terminu.

Jednak zmienimy ministra finansów?

O możliwym odejściu Teresy Czerwińskiej z rządu mówi się już od kilku tygodni. Plotki o rozstaniu z resortem są jednak dotychczas wciąż dementowane. Rzeczpospolita informuje jednak, że nie udały się rozmowy ostatniej szansy i być może jeszcze przed eurowyborami czeka nas rekonstrukcja rządu. Patrząc na listy wyborcze PiS rekonstrukcja i tak jest niemal nieunikniona. Dlaczego zdaniem obserwatorów odchodzi szefowa finansów? Powodem są podobno obietnice wyborcze zwane tzw. “piątką Kaczyńskiego”. Ich efekt na budżet zdaniem analityków jest bardzo negatywny. Nie mówimy tylko o stronie wydatkowej, ale również przychodowej. Pomysł obniżki podatku PIT do 17% oraz 0 stawki dla osób do 26 roku życia z pewnością zostawi wiele pieniędzy społeczeństwu, ale budżet na tym z pewnością nie zyska. Wpływy z PIT to 120 miliardów złotych rocznie w związku z tym jest to kilka miliardów złotych ubytków, ale tych pieniędzy w budżecie nie ma. Jeżeli projekty te wejdą w życie możemy spodziewać się osłabienia złotego, gdyż inwestorzy sceptycznie patrzą na możliwość tak dużego zwiększenia ściągalności podatków.

Kolejne podejście pod Brexit

Po ostatnich porażkach w głosowaniach premier Theresa May zapowiada próbę porozumienia z opozycyjną Partią Pracy. Warto zwrócić uwagę, że nawet porozumienie nie daje gwarancji sukcesu. Partia Pracy w ramach Brexitu opowiada się za pozostaniem w Unii Celnej. Postulat ten jest z kolei nieakceptowalny w skrajnym skrzydle Partii Konserwatywnej. Jest zatem spora szansa, że tym ruchem Theresa May nie tylko zamieni jedną niemal większość na drugą niemal większość, ale jeszcze straci poparcie własnej formacji. W rezultacie już teraz mówi się o przedłużeniu terminu 12 kwietnia. W rezultacie najprawdopodobniej Wielka Brytania będzie zmuszona wziąć udział w eurowyborach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
  • 16:00 – USA – raport ISM dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Prezydent Bill Clinton wystąpi na konferencji ABSL

Bill Clinton, 42. Prezydent Stanów Zjednoczonych, będzie gościem specjalnym dziesiątej, jubileuszowej konferencji ABSL Summit. Konferencja odbędzie się w Warszawie, w dniach 12-13 czerwca 2019 r.

Konferencja ABSL to jedno z największych wydarzeń biznesowych w Europie Środkowej, gromadzące co roku ponad tysiąc uczestników – globalnych liderów biznesu, przedstawicieli lokalnej i centralnej władzy oraz administracji europejskiej, ekspertów, naukowców i najbardziej opiniotwórcze media. Od 2010 r. stanowi wyjątkową platformę dyskusji, analiz i prognoz dotyczących trendów i wyzwań dla biznesu w zmieniającym się świecie. Punktem kulminacyjnym każdej edycji wydarzenia jest rozmowa z gościem specjalnym, inspirującą i prowokująca do myślenia osoba o międzynarodowym uznaniu. Wśród gości ubiegłych znalazły się takie osoby jak Madeleine Albright, Tony Blair, Condoleezza Rice, David Cameron, Lech Wałęsa, Jan Krzysztof Bielecki, Jerzy Buzek i Mateusz Morawiecki. W tym roku gościem specjalnym jubileuszowej ABSL Summit będzie prezydent Bill Clinton, założyciel i prezes zarządu Fundacji Clintona oraz 42. prezydent Stanów Zjednoczonych. Bill Clinton był pierwszym od 60 lat demokratycznym prezydentem, który został wybrany dwukrotnie, a w trakcie jego prezydentury Stany Zjednoczone przechodziły okres najdłuższej ekspansji gospodarczej w historii Ameryki, przynosząc ponad 22 miliony miejsc pracy.

Podczas ABSL Summit, Prezydent Clinton przedstawi perspektywy dla biznesu oraz największe wyzwania dla globalnej gospodarki na najbliższe 10 lat. „W dzisiejszej gospodarce opartej na wiedzy to, ile zarabiasz, zależy od tego, czego się nauczysz” – tak 19 lat temu prezydent Clinton komentował rosnący popyt na pracowników z zaawansowanymi umiejętnościami oraz potrzebę „stawiania ludzi na pierwszym miejscu” i zwiększenia inwestycji w edukację i szkolenia. Dziś nowe technologie i szybko zmieniający się rynek pracy mają większy niż kiedykolwiek wpływ na globalną gospodarkę i jej przyszły rozwój. Aby sprostać tym wyzwaniom, niezbędna jest współpraca decydentów, środowisk akademickich oraz biznesu na strategicznym poziomie. Prezydent Clinton, zakładając Clinton Global, której celem jest wspieranie partnerstwa między rządami, przedsiębiorstwami, organizacjami pozarządowymi i obywatelami, mówił, że „wspólnie możemy zrobić więcej, niż ktokolwiek z nas może zrobić na własną rękę”, aby zamienić dobre pomysły w wymierne rezultaty.

Piotr Dziwok, Prezes ABSL
Piotr Dziwok, Prezes ABSL

Po 10 latach działalności ABSL, Polska stała się jedną z najważniejszych lokalizacji dla dużych inwestycji zagranicznych, globalnych inwestorów i korporacji. Sektor usług biznesowych w kraju charakteryzuje się regularnym wzrostem zatrudnienia i rozszerzeniem zakresu działalności firm. To dla nas wyjątkowy moment, jubileusz, podczas którego chcemy nie tylko podsumować ostatnią dekadę rozwoju biznesu w Polsce, ale również zastanowić się nad scenariuszami dalszego rozwoju w kolejnym dziesięcioleciu. Mamy nadzieję, że to spotkanie przyczyni się do pogłębienia współpracy między biznesem i decydentami oraz do podjęcia wielu owocnych inicjatyw mających na celu wzmocnienie przewag konkurencyjnych naszego kraju – mówi Piotr Dziwok, Prezes ABSL.

Dwudniowa konferencja to kilkadziesiąt paneli dyskusyjnych, inspirujących prezentacji i debat, podczas których paneliści omawiać będą globalne trendy oraz wskazywać na najważniejsze wyzwania dla biznesu w zmieniającym się świecie. Dzięki kompleksowej formule konferencji, sesję dotyczą zarówno megatrendów, teorii i nowych idei jak również konkretnych case studies, doświadczeń i najlepszych praktyk liderów sektora. Poprzez sesje warsztatowe z lokalnymi i globalnymi liderami, prezentacje, wnikliwe raporty i analizy ekspertów, definiowane są możliwości przyszłego wzrostu oraz wyzwania związane z budowaniem konkurencyjnej gospodarki i atrakcyjnego otoczenia biznesowego dla nowych inwestycji w Centralnej Europie oraz w Polsce. Liczne tematy poruszane podczas konferencji dotyczą między innymi takich zagadnień, jak przyszłość edukacji, kwalifikacje oraz zarządzanie talentami; przyszłość pracy i zatrudnienia; nowe technologie oraz automatyzacja i cyfryzacja procesów; cyberbezpieczeństwo; najważniejsze zmiany legislacyjne czy modele biznesowe oraz inwestycje.

Więcej informacji o konferencji oraz aktualna agenda znajdują się na stronie ABSLsummit.com

Polskie firmy lubią ryzyko – tylko połowa ubezpiecza swoją działalność

Jak wynika z badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego, tylko 49 proc. firm w Polsce korzysta z ubezpieczeń majątkowych, finansowych, inwestycyjnych czy oszczędnościowych. Najpopularniejsze są ubezpieczenia od kradzieży, włamania i rabunku. Co piąta firma w ogóle nie ubezpiecza transakcji sprzedaży swoich wyrobów lub usług, a jednie 17,4 proc. korzysta z  ubezpieczeń i gwarancji eksportowych.

Blisko połowa przedsiębiorców spośród 600 przebadanych przez Polski Instytut Ekonomiczny we wrześniu 2018 roku korzysta z jakiejś formy ubezpieczeń. Najczęściej wskazywane są ubezpieczenie majątkowe, a do ich najpopularniejszych form należą ubezpieczenia od kradzieży, włamań i rabunku (70 proc. wskazań), ubezpieczenia od ryzyk awarii (57 proc. wskazań) oraz następstw nieszczęśliwych wypadków (54 proc. wskazań).

Ubezpieczenia finansowe są zdecydowanie mniej popularne. Najczęściej wskazywane, gwarancja ubezpieczeniowe należytego wykonania kontraktu, uzyskały wynik zaledwie 16 proc. – mówi Katarzyna Dębkowska, kierownik zespołu foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Częstość korzystania z ubezpieczeń wzrasta wraz z wielkością przedsiębiorstwa. Większe firmy bardziej świadomie zarządzają ryzykiem i równocześnie dysponują większymi środkami pieniężnymi do wydania na ten cel.Polskie firmy lubią ryzyko – tylko połowa ubezpiecza swoją działalność

Przedsiębiorstwa najczęściej korzystają z ubezpieczeń od włamania i kradzieży, awarii oraz następstw nieszczęśliwych wypadków. Rzadziej wykorzystywane są ubezpieczenia związane z odpowiedzialnością cywilną oraz dotyczące procesów. Pracodawcy często nie potrafią ocenić ryzyk w podejmowanych przez siebie działaniach, dlatego sporadycznie ubezpieczają swój majątek – tłumaczy Katarzyna Dębkowska. Dopiero gdy dochodzi do wydarzenia, które wiąże się z poniesieniem kosztów, przedsiębiorcy zdają sobie sprawę ze związków przyczynowo-skutkowych w prowadzonych działaniach.

Ubezpieczenia transakcji sprzedaży

Co piąte przedsiębiorstwo w ogóle nie ubezpiecza transakcji sprzedaży swoich wyrobów lub usług. Połowa ubezpiecza je podczas sprzedaży krajowej, a 28 proc. zarówno podczas sprzedaży krajowej, jak i na eksport. Zaledwie 4 proc. przebadanych firm ubezpiecza transakcje sprzedaży tylko podczas kontraktów eksportowych. Z kolei z ubezpieczeń i gwarancji eksportowych w KUKE S.A. gwarantowanych przez Skarb Państwa korzystało 17,4 proc. producentów-eksporterów z sekcji przetwórstwa przemysłowego. Był to odsetek ok. 2,5-krotnie wyższy niż w przypadku kredytów eksportowych w BGK (7,3 proc.) i ok. 3,5-krotnie wyższy niż w przypadku dopłat do oprocentowania kredytów eksportowych (4,9 proc.).

Z ubezpieczeń i gwarancji eksportowych korzysta coraz więcej przedsiębiorstw – mówi Janusz Chojna, kierownik zespołu handlu zagranicznego Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Między 2014 a 2017 rokiem zaobserwowaliśmy wzrost o 5,8 pp. W przybliżeniu co dziesiąty z badanych eksporterów nie tylko korzystał z ubezpieczeń i gwarancji eksportowych, lecz także uważał je za bardzo istotne dla firmy.Polskie firmy lubią ryzyko – tylko połowa ubezpiecza swoją działalność 2

Ceny OC są coraz niższe – analiza I kwartału 2019 r.

Ceny OC zaczęły spadać w 2017 r. i od tego czasu średnie składki utrzymywały się na podobnym poziomie. W I kwartale 2019 r. cena obowiązkowej polisy była natomiast o 4,8% niższa niż pod koniec roku ubiegłego i wyniosła 692 zł.

Początek roku 2019 przyniósł kolejne obniżki cen OC. W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl podsumowują, jak kształtowały się średnie składki obowiązkowych polis w minionym kwartale i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze oferty ubezpieczycieli.

Jaka była średnia cena ubezpieczenia OC w I kwartale br.?

Przez cały 2018 rok ceny OC były stabilne. 2019 rok przyniósł jednak nieco większe obniżki. Średnia cena ubezpieczenia OC w I kwartale 2019 była o 4,8% niższa niż w kwartale poprzednim.Zmiany cen OC

Przez cały 2018 rok ceny OC utrzymywały się na podobnym poziomie, a składki wzrosły nieznacznie jedynie między I i II kwartałem. Początek bieżącego roku przyniósł obniżki cen. W I kwartale 2019 r. średnia cena OC była niższa niż pod koniec roku ubiegłego” – mówi Tomasz Masajło, prezes porównywarki rankomat.pl.

Najdrożej na Pomorzu i Dolnym Śląsku

Na początku 2019 r. najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województw: pomorskiego (788 zł), dolnośląskiego (772 zł) i mazowieckiego (757 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województw: podkarpackiego (565 zł), opolskiego (598 zł) i świętokrzyskiego (600 zł).

Ceny ubezpieczenia OC były niższe niż przed rokiem we wszystkich województwach. Obniżki w poszczególnych regionach wyniosły od -4,3% (woj. podlaskie) do -7,8% (woj. kujawsko-pomorskie oraz woj. wielkopolskie).

Największe odchylenia od średniej ceny OC odnotowano w województwach: pomorskim (+13,9%), dolnośląskim (+11,6%) i mazowieckim (+9,4%) – wynika z danych rankomat.pl.Ceny w województwach

Najtańsze i najdroższe miasta

Z analizy cen OC porównywarki rankomat.pl wynika, że w I kwartale 2019 r. najwięcej za obowiązkowe ubezpieczenie płacili kierowcy z Wrocławia, Gdańska i Warszawy. Towarzystwa ubezpieczeniowe proponowały najtańsze polisy OC mieszkańcom Rzeszowa, Kielc i Opola. Różnica cen OC pomiędzy najtańszym Rzeszowem a najdroższym Wrocławiem wyniosła aż 56,1%.

W I kwartale 2019 r. najwięcej za obowiązkowe ubezpieczenie płacili kierowcy z Wrocławia, Gdańska i Warszawy. Są to miasta o dużym natężeniu ruchu, gęstości zaludnienia i liczbie aut przypadających na 1000 mieszkańców. Wszystkie te czynniki wpływają na większe ryzyko powstania szkody, co przekłada się właśnie na wyższe ceny ubezpieczenia OC” mówi Urszula Pazio-Hrapkowicz, dyrektor operacyjny rankomat.pl.

Ceny w miastachWe wszystkich miastach wojewódzkich ceny OC spadły w porównaniu do roku ubiegłego. W I kwartale 2019 r. największe obniżki dotyczyły mieszkańców Gdańska (-8,7%), Warszawy (-7,8%) i Wrocławia (-7,7%). W pozostałych miastach obniżki wyniosły od -2,3% (w Lublinie) do -7,0% (w Kielcach).

Indeks Sprawności Ochrony Zdrowia 2018

Województwa pomorskie, śląskie i wielkopolskie znalazły się na podium Indeksu Sprawności Ochrony Zdrowia 2018 przygotowanego już po raz 4. przez PwC oraz zespół Dane-i-Analizy.pl. Pod uwagę były brane szczegółowe wskaźniki w trzech obszarach: poprawa stanu zdrowia mieszkańców, efektywna gospodarka finansowa oraz jakość konsumencka opieki zdrowotnej.

Indeks Sprawności Ochrony Zdrowia 2018”, przygotowany przez PwC oraz dane-i-analizy.pl, jest kompleksową analizą funkcjonowania systemu ochrony zdrowia w poszczególnych województwach w Polsce. Ocena opiera się na 41 wskaźnikach ujętych w 3 kluczowe obszary: poprawa stanu zdrowia mieszkańców (50% wagi oceny), efektywna gospodarka finansowa oraz jakość konsumencka opieki zdrowotnej (po 25% wagi).

W ocenie  sumarycznej, która uwzględnia  wszystkie 3 obszary i przypisane do nich wagi, pierwsze trzy miejsca zestawienia zajmują województwa pomorskie, śląskie i wielkopolskie. Najgorzej w tym ujęciu radzą sobie z kolei województwa opolskie, łódzkie i podkarpackie.

W obszarze efektywności ekonomicznej zaobserwowaliśmy stabilizację, a nawet wyhamowanie pogarszania się sytuacji publicznych zakładów opieki zdrowotnej, ale jednocześnie został zatrzymany pozytywny trend spadku liczby łóżek szpitalnych. Z kolei w obszarze jakości konsumenckiej zwraca uwagę poprawiająca się ocena pacjentów w zakresie dostępności do lekarzy i badań diagnostycznych, jak również niewielki spadek liczby osób zarejestrowanych na listach oczekujących do lekarzy specjalistów. – Mariusz Ignatowicz, partner PwC, lider zespołu ds. ochrony zdrowia

Autorzy raportu zwracają dodatkowo uwagę na niepokojące zmiany w obszarze „Poprawa stanu zdrowia mieszkańców”, będącym nadrzędnym  celem każdego systemu ochrony zdrowia.

Obserwując szczegółowe wskaźniki można dostrzec negatywne zjawiska dotyczące profilaktyki chorób, takie jak np. spadek uczestnictwa pacjentek w profilaktycznych programach zdrowotnych realizowanych w ramach wczesnego wykrywania raka piersi i raka szyjki macicy, oraz spadek poziomu zaszczepienia dzieci. – Bernard Waśko, dyrektor medyczny w zespole ds. rynku ochrony zdrowia w PwC

Poniżej prezentujemy szczegółowe wyniki dotyczące wyników poszczególnych województw osobno w każdym analizowanym obszarze.

Obszar: Poprawa stanu zdrowia mieszkańców

Poprawa stanu zdrowia to niekwestionowany priorytet  działania systemu. Istotą tego celu jest zdefiniowanie, które mierniki stanu zdrowia populacji uznajemy za szczególnie istotne, oraz w jakim stopniu organizacja i funkcjonowanie sytemu ochrony zdrowia może na nie oddziaływać. Grupy wskaźników szczegółowych w tym obszarze obejmują: prewencję chorób, zapobieganie niepełnosprawności, zapobieganie zaostrzeniom i zapobieganie zgonom.

Najlepszy wynik według podsumowania punktacji wskaźników w tym obszarze osiągnięto w województwach pomorskim, wielkopolskim i śląskim. Na końcu listy znalazły się województwa opolskie, łódzkie i lubuskie.

Obszar: Efektywna gospodarka finansowa

Efektywna gospodarka finansowa systemu ochrony zdrowia jest ujęta w analizie PwC w czterech wymiarach: efektywność alokacyjna, efektywność ekonomiczna terapii, stan finansów placówek medycznych oraz zarządzanie infrastrukturą.

W obszarze efektywnej gospodarki finansowej na czele uplasowały się województwa pomorskie, kujawsko-pomorskie i łódzkie.  Na końcu zestawienia znalazły się województwa opolskie, podkarpackie i lubelskie.

Obszar: jakość konsumencka opieki zdrowotnej

Ocena jakości konsumenckiej opieki zdrowotnej  została dokonana w oparciu o następujące wskaźniki: ochrona finansowa pacjentów, czas oczekiwania na świadczenia, dostępność geograficzna, satysfakcja pacjenta i system jakości.

W tym obszarze na szczycie zestawienia znalazły się województwa podkarpackie, warmińsko-mazurskie oraz lubelskie.  Z kolei na ostatnich miejscach rankingu uplasowały się podlaskie, opolskie i łódzkie.

Dobre warunki do wzrostu indeksów, ale też ropy naftowej

Rynki podtrzymują pozytywny nastrój, o co nie jest zbyt trudno, biorąc pod uwagę stały przepływ pozytywnych danych. Kolejny mocny PMI z Chin oraz pokrzepiające doniesienia dotyczące rozmów handlowych USA-Chiny. Przed nami spora dawka danych oraz decyzja RPP.

Wygląda na to, że w inwestorach tkwiła potrzeba świeżego startu w nowy kwartał i teraz skrzętnie wykorzystują okazję. W nocy otrzymaliśmy kolejny mocny odczyt indeksu PMI z Chin – tym razem z usług (54,4) – w oparciu o który wzrasta przeświadczenie, że chińska gospodarka wyciąga się z dołka. Poprawa we wskaźnikach faktycznie ma miejsce, choć eksperci podkreślają, że to dopiero początek i nadal są obszary, gdzie alarm ostrzegawczy nie może zostać wyłączony. Mimo to handlowi w tym tygodniu przyświeca zasada, że jeśli nie słychać złych informacji, to należy wycisnąć jak najwięcej z tych dobrych. Zatem też nie dziwi, że sentyment wzmocniły doniesienia o postępach w rozmowach handlowych USA-Chiny. Nawet jeśli raportujący Financial Times w zasadzie powtórzył to, co już od dawna wiadomo – rozmowy idą do przodu, ale nadal są pewne sporne kwestie i dopiero ich rozwiązane da szanse na podpis porozumienia.

Są to dobre warunki do wzrostu indeksów, ale też ropy naftowej, gdyż lepsze perspektywy wzrostu oznaczają silniejszy popyt. Rynek odchodzi od obligacji na bezpiecznych rynkach, co dla FX sprzyja deprecjacji JPY i CHF. Lepsze wieści wokół Chin to przede wszystkim plus dla AUD, a pośrednio dla NZD. EUR/USD jest pochodną postrzegania USD. Poza dobrymi danymi z Chin ten tydzień przynosi solidne odczyty z USA, jednak ich efekt na dolara jest osobliwy. Lepsze dane nie pomogą dolarowi, jeśli nie będą miały przełożenia na politykę Fed, a ten zamknął sobie drogę do podwyżek w tym roku. Zatem poprawa wskaźników makro pomaga w załagodzeniu obaw o stan globalnej gospodarki. Przy malejącej awersji do ryzyka maleje też potrzeba parkowania kapitału w bezpiecznym dolarze, W rezultacie dziś silny raport ADP czy ISM dla usług wcale nie muszą sprzyjać dolarowi.

Niewiele z generalnej poprawy klimatu inwestycyjnego przekłada się na umocnienie złotego i EUR/PLN koczuje pod 4,30. Problemem jest bliska relacja ze strefa euro, a tutaj wskaźniki PMI nie dają tyle powodu zadowolenia, co chińskie. Złoty nie będzie opierał się wiecznie apetytowi a ryzyko i trwałość poprawy sentymentu będzie oznaczać, że w końcu EUR/PLN zejdzie do 4,28. Planom tym przeszkadza Rada Polityki Pieniężnej, która kończy dziś dwudniowe posiedzenie i utrzyma stopy procentowe bez zmian. Niezmieniony zostanie też główny przekaz RPP stanowiący, że obecny poziom stóp procentowych sprzyja utrzymaniu polskiej gospodarki na ścieżce zrównoważonego wzrostu oraz pozwala zachować równowagę makroekonomiczną. Teraz i przynajmniej do końca 2019 r. Dla dalszego okresu zdania członków Rady są już różne, ale póki od prezesa Glapińskiego nie usłyszymy o otwartości do podwyżek, rynek będzie traktował polską politykę pieniężną jako neutralny faktor.

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Warszawskie ulice handlowe wracają do łask?

Nasycenie powierzchnią w ramach centrów handlowych w Warszawie rośnie, co stwarza możliwości rozwoju dla stołecznych ulic handlowych.

Ulubiona destynacja zakupowa mieszkańców stolicy? Centra handlowe. W tej kwestii warszawiacy zdecydowanie różnią się od mieszkańców Madrytu, Paryża czy Berlina, którzy chętniej odwiedzają sklepy zlokalizowane przy ulicach handlowych. Jednak jak wynika z raportu JLL Shop in or Shop out?, w miarę jak rynek centrów handlowych dojrzewa, rośnie popularność ulic handlowych. Mają one szansę wrócić do łask jako alternatywne lokalizacje, które dywersyfikują strategie ekspansji najemców.

Obecnie w Warszawie brakuje reprezentacyjnej ulicy handlowej na wzór wiedeńskiej Kärntner Straße, Kurfürstendamm w Berlinie, Gran Via w Madrycie czy Pól Elizejskich w Paryżu. Ulice handlowe ustępują miejsca centrom handlowym, które przyciągają klientów zróżnicowaną ofertą zakupowo – rozrywkową, trafiając w samo sedno nawyków Polaków, przyzwyczajonych do robienia zakupów i spędzania wolnego czasu w jednym miejscu.

 

Za wyjątkiem destynacji premium i luksusowych, w przypadku ulic handlowych mamy do czynienia z bardziej przypadkową grupą klientów, składającą się z osób pokonujących codziennie te same trasy w drodze do pracy czy szkoły, turystów, a także spacerowiczów. Tacy konsumenci z natury są bardziej spontaniczni i muszą być kuszeni ciekawie zaprojektowaną witryną sklepu, elementem nowości, zaskoczenia. Należy im zapewnić poczucie, że dane miejsce jest modne i warto je odwiedzić, co zaś wymaga od najemców przyjęcia innych strategii marketingowych.

Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL

Gastronomia vs moda

Gastronomia od wielu lat zajmuje pierwsze miejsce wśród najpopularniejszych kategorii najemców lokali przy ulicach handlowych.

Restauracje, bary i kawiarnie stanowią prawie jedną trzecią lokali dostępnych przy ulicach handlowych Warszawy, natomiast w polskich centrach handlowych lokale gastronomiczne stanowią maksymalnie 15%. Dobra kondycja sektora gastronomicznego jest w dużej mierze wspierana przez rosnącą zamożność polskich klientów, którzy wydają o ok. 40% więcej na jedzenie poza domem niż 10 lat temu.

Joanna Tomczyk, Starszy Analityk, JLL

Miejsca, w których gastronomia najbardziej dominuje to Nowy Świat (gdzie blisko 50% lokali zajmują kawiarnie czy restauracje), ul. Świętokrzyska (44%), Krakowskie Przedmieście (42%), a następnie ul. Chmielna (40%) i ul. Poznańska (37%).

 

Z kolei najpopularniejsza kategoria zakupowa w galeriach handlowych, czyli moda, przypada na zaledwie 13% sklepów obecnych przy głównych ulicach handlowych stolicy. Najwięcej butików znajdziemy przy ul. Mokotowskiej, gdzie marki modowe zajmują blisko 30% wszystkich sklepów. Z kolei okolice Placu Trzech Krzyży i Placu Teatralnego to główne warszawskie lokalizacje dla marek luksusowych i premium.

Joanna Tomczyk, Starszy Analityk, JLL

Usługi i sektor spożywczy mają się dobrze

Z danych JLL wynika, że bardzo dobrze na warszawskich ulicach handlowych radzą sobie firmy usługowe. W ciągu ostatnich 3 lat ich udział wzrósł o 4 p.p. i obecnie stanowią one 13% wszystkich sklepów w analizowanym przez raport obszarze. Najwięcej punktów oferujących usługi znajdziemy w okolicach ul. Poznańskiej (26%), a następnie ul. Mokotowskiej i ul. Marszałkowskiej (odpowiednio 19% i 16%). W przypadku dwóch pierwszych ulic, są to najczęściej gabinety kosmetyczne, natomiast w przypadku ul. Marszałkowskiej, zakres usług jest szerszy i obejmuje również biura podróży, szkoły językowe czy kantory wymiany walut.

Sektor spożywczy jest dość dobrze reprezentowany na warszawskich ulicach handlowych, stanowiąc 6% zlokalizowanych tam sklepów, co jest wynikiem zbliżonym do rezultatów badań JLL przeprowadzonych w Warszawie trzy lata temu. Najwięcej sklepów spożywczych (14) znajduje się w centralnej części ul. Marszałkowskiej. Są to głównie lokale franczyzowe dużych sieci, np. Carrefour Express lub Żabka.

Joanna Tomczyk, Analityk Rynku, JLL
Joanna Tomczyk, Analityk Rynku, JLL

Co ciekawe, udział sklepów specjalistycznych, takich jak piekarnie czy sklepy mięsne, jest stosunkowo niewielki. Jednak już wkrótce rozwój tego segmentu powinien przyspieszyć. W Warszawie dobiegają końca realizacje takich projektów wielofunkcyjnych, jak Elektrownia Powiśle, a to lokalizacje wręcz idealne dla kameralnych piekarni, czy sklepów ze zdrową żywnością.

Joanna Tomczyk, Starszy Analityk, JLL

Czynsze i pustostany

Atrakcyjność ulic handlowych różni się znacznie między poszczególnymi ulicami, a czasem nawet odcinkami tej samej ulicy. Te różnice odzwierciedla wysokość czynszów, które zaczynają się od 20 euro / mkw. / miesiąc (wzdłuż Al. Jerozolimskich między Dworcem Centralnym a Rondem Dmowskiego), osiągając aż 80-90 euro / mkw. / miesiąc w najlepszych lokalizacjach przy ul. Nowy Świat. Jednak w porównaniu z krajami zachodnioeuropejskimi warszawskie stawki czynszowe są zdecydowanie niższe. Co więcej, Warszawa jest również tańsza niż stolice Europy Środkowo-Wschodniej, np. Budapeszt (100 euro / mkw. / miesiąc) i Praga (220 euro / mkw. / miesiąc), wyprzedzając jedynie Bukareszt (60 euro / mkw. / miesiąc).

Wyzwania i rozwiązania

Niewątpliwym wyzwaniem, przed którym stoją stołeczne ulice handlowe, jest poziom pustostanów, który obecnie wynosi 13% i jest o 5 p.p. wyższy niż trzy lata temu. Dla porównania – wskaźnik powierzchni niewynajętej w 42 centrach handlowych w Aglomeracji Warszawy to zaledwie 2,8%.

Anna Wysocka JLL
Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL

Odpowiedź na stojące przed ulicami handlowymi wyzwania sprowadza się do dwóch elementów – przyciągnięcia klientów oraz najemców, a także zwiększania wydatków między innymi w obszarze strategii handlu śródmiejskiego w Warszawie. Widzimy na tym polu pozytywne zmiany, obserwując znaczące inwestycje w projekty wielofunkcyjne i obiekty handlowe w centralnych lokalizacjach, takie jak CEDET, Hala Koszyki, Elektrownia Powiśle i Browary Warszawskie. Projekty te są nie tylko atrakcyjne dla mieszkańców, klientów, czy samych najemców, ale także generują dodatkowy ruch na sąsiednich ulicach handlowych. Dodatkowym działaniem, które miałoby pozytywny wpływ na sprowadzenie wydatków klientów z powrotem na ulice handlowe, byłoby naszym zdaniem zniesienie ograniczenia niedzielnego handlu w tych lokalizacjach, tak jak to ma miejsce w wielu innych stolicach europejskich.

Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL

Jak podkreśla raport JLL, kluczem do zwiększenia potencjału handlu śródmiejskiego w Warszawie jest bliska współpraca wszystkich uczestników rynku: biznesu, władz miasta, mieszkańców i stowarzyszeń. Takie działania będą sprzyjać tworzeniu nowych miejsc, które będą zachęcały do robienia zakupów i spędzania wolnego czasu. Władze Warszawy już wdrażają w tym celu programy naprawcze, m.in. realizując pilotażową strategię przygotowaną przez JLL, która ma na celu wykreowanie nowych lokalizacji zakupowych w obrębie stołecznego śródmieścia.

Jan Jakub Zombirt, Dyrektor, Dział Doradztwa Strategicznego, JLL
Jan Jakub Zombirt, Dyrektor, Dział Doradztwa Strategicznego, JLL

Potrzeby zakupowe Polaków ewoluują i są coraz bardziej nastawione na doświadczenia, a za tymi zmianami powinny podążać stołeczne ulice handlowe. Jak? Wprowadzając strategie zarządzania, które są bardzo dobrze znane na rynku centrów handlowych. Równocześnie konieczne jest zadbanie o właściwy poziom estetyki i atrakcyjności przestrzeni miejskich. Taki proces z pewnością wymaga czasu. Warszawa stoi jednak przed szansą dywersyfikacji lokalnego rynku handlowego i stworzenia nowych wizytówek na mapie miasta.

Jan Jakub Zombirt, Dyrektor, Dział Doradztwa Strategicznego, JLL

Zetka, Baby boomers i Millenials w jednej firmie, czyli jak zapobiec wojnie światów?

Od wielu lat pracodawcy próbują zrozumieć młode pokolenia. Powstały setki książek, które szukały sposobu na sprawne wykorzystanie generacji Y i Z w biznesie. Działy HR nieustannie zastanawiają się jak przyciągnąć najmłodszych do pracy, jakie warunki im zaoferować, jak nimi zarządzać, by nie zniechęcić do firmy. Pora z tym jednak skończyć. Współczesny rynek pracy to nie tylko 20-, 30-latkowie. Na coraz większej ilości rynków prym wiodą perennialsi, czyli osoby 55+. Firmy muszą więc stworzyć kulturę pracy, która połączy te grupy, a nie je rozdzieli.

Perennialsi, czyli pracownicy powyżej 55. roku życia, stanowią najszybciej rosnącą grupę zawodową w najbardziej rozwiniętych gospodarczo krajach UE. W najbliższych latach najwięcej przybędzie ich w Hiszpanii, Irlandii, Portugalii oraz we Włoszech. W Wlk. Brytanii pracownicy powyżej 50. roku życia już stanowią prawie jedną trzecią całkowitej siły roboczej. W 1990 r. wskaźnik ten wynosił jeszcze niecałe 20 proc. W Stanach Zjednoczonych perennialsi w 1994 r. roku byli najmniejszą grupą pracowników na tle całego społeczeństwa. Według prognoz, w 2024 roku będą już dominować na rynku pracy.

Powód takiego stanu rzeczy jest bardzo prosty. Ludzie żyją dziś i zachowują dobrą kondycję zdrowotną dłużej niż kiedyś. Wiek przestał być w wielu krajach ograniczeniem prawnym dla aktywności zawodowej, a sam rodzaj prac, które dziś wykonujemy, nie jest tak męczący fizycznie jak kiedyś – tłumaczy Spencer Pitts, dyrektor ds. rozwoju cyfrowego miejsca pracy w VMware EMEA. Oznacza to jedno: niebawem środowiska pracy tworzyć będą nie tylko ludzie młodzi lub dojrzali, a prawdziwa mieszanka pokoleniowa obejmująca ludzi w wieku 20, 30, 40, czy nawet 60 i 70 lat. Firmy muszą więc znaleźć sposób na taką organizację miejsca pracy, by wszyscy byli zadowoleni i jednocześnie zaangażowani oraz produktywni – dodaje.

“Uberyzacja” narzędzi pracy

Wyzwanie jest spore, szczególnie że zmienia się nie tylko wiek pracowników. Ewolucji podlegają także ich nawyki, napędzane przez rozwój nowych technologii. Według raportu Pew Research Center w ciągu ostatnich trzech lat liczba Polaków w wieku powyżej 50 lat posiadających smartfona wzrosła z 13 do 35 proc. Coraz więcej z nich pobiera aplikacje biznesowe i chce jednocześnie pracować w oparciu o własne urządzenia (BYOD – bring your own device).

Dzisiaj, gdy ludzie czegoś chcą, wystarczą jedno-dwa kliknięcia, by zrealizować swoją zachciankę. To sprawia, że także w pracy następuje pewnego rodzaju „uberyzacja” usług dla pracownika. Ludzie chcą mieć bowiem te same możliwości pobierania treści, aplikacji, danych jak w domu, na wakacjach, w sklepie czy w szkole. To wyzwanie dla firm, w których dominuje tradycyjny model wykorzystania firmowego IT, gdzie każdy ma takie same narzędzia, możliwości dostępowe i ma pracować w ten sam, z góry określony, sposób. Takie podejście niestety już nie działa i nie jest dobre ani dla pracowników, ani dla pracodawców – komentuje Spencer Pitts.

Według badań VMware przeprowadzonych w Polsce, firmy które wdrożyły albo wdrażają cyfrowe środowisko pracy wskazują na szereg korzyści z tego tytułu. Za najważniejsze uznano lepszą współpracę między różnymi zespołami (83%), zmniejszenie czasu realizacji zadań (82%), lepszą obsługę klientów (76%) czy przyspieszenie procesu decyzyjnego (68%). Cyfryzacja miejsc pracy to przede wszystkim jednak okazja, by zbudować środowisko, które odpowiadać może na potrzeby rożnych grup wiekowych, a jednocześnie gwarantuje biznesowi taki sam poziom kontroli, bezpieczeństwa i efektywności.

W takim środowisku pracy nie ma znaczenia czy firma zatrudnia Millenialsów, Baby Boomersów czy Zetki. Dostęp do technologii podnosi znaczenie każdego pracownika bez względu na wiek czy to to, że pracuje za biurkiem, w terenie lub na hali. Jednego dnia perennials siedzi w biurze, a Millenials pomaga klientowi z pomocą tableta. I na odwrót. W każdym przypadku technologie podnoszą ich produktywność, a efekt końcowy to satysfakcja klientów – twierdzi Pitts.

Pracownik – najlepszy przyjaciel Twojego klienta

Eksperci przekonują, że dając pracownikom innowacyjne narzędzia firma zwiększa szansę na podniesienie satysfakcji swoich klientów. A jest o co walczyć. Według badania „Walker’s Customers 2020”, 86 proc. kupujących w sieciach detalicznych jest dzisiaj skłonnych zapłacić więcej za produkt, o ile doświadczenie zakupowe będzie lepsze niż u konkurencji.

Nowe technologie to nie tylko okazja do zbudowania elastycznego środowiska pracy, ale także narzędzia, które pozwalają pracownikom lepiej obsługiwać konsumentów. I nie chodzi tylko o nowoczesne biurko z dostępem do Internetu. Mówimy o technologiach stosowanych choćby na sali sprzedaży, o technologiach które pozwalają pracownikom odszukać klienta, a nie na odwrót. Dając pracownikowi do ręki urządzenia mobilne, wspierane np. chatbotami, jest on w stanie szybko pomóc klientowi odnaleźć dany produkt czy wykupić pożądaną usługę – mówi Pitts.

Innowacyjne środowisko pracy poprawia jednak nie tylko jakość obsługi klienta, ale może stać się istotnym wyróżnikiem pracodawcy. Przykładowo, sieć detaliczna wspierana nowymi technologiami, nagle przestaje być tylko miejscem pracy dla słabo wykwalifikowanej siły roboczej. Innowacyjność nie zamyka pracownika za kasą, ale daję mu okazję do aktywnej pracy na hali sprzedaży, gdzie jego umiejętności w parze z technologiami czynią go najlepszym przyjacielem konsumenta  – mówi Pitts.

ABS Investment S.A. z udanym początkiem 2019 roku

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną, dobrze rozpoczęła 2019 r. od wzrostów kursów większości spółek portfelowych w pierwszym kwartale br. Emitent liczy także w tym roku na wysokie przychody z tytułu otrzymanych dywidend.

Pierwszy kwartał 2019 r. zakończył się wyraźnym wzrostem kursów akcji większości spółek wchodzących w skład portfela inwestycyjnego ABS Investment S.A. Jest to bardzo dobry prognostyk w kontekście możliwości realizacji prognoz finansowych Emitenta na ten rok. Spółki portfelowe zanotowały udany kwartał pod względem wzrostów wycen, które mają uzasadnienie przede wszystkim w silnych fundamentach biznesowych i finansowych. ABS Investment S.A. w portfelu TOP15 posiada akcje podmiotów działających w bardzo różnorodnych branżach i będących często czołowymi graczami w swojej branży. Zarząd Spółki dąży do zacieśniania współpracy pomiędzy spółkami portfelowymi licząc na osiągnięcie efektów synergii.

„Kursy akcji spółek z portfela ABS zachowały się w pierwszym w kwartale zdecydowanie lepiej niż rynek. Z TOP15 wzrosły kursy akcji 10 spółek, w tym wzrost 3 z nich przekroczył 100%. A rekordzista urósł prawie 3-krotnie. Głównym powodem wzrostów były dobre wyniki finansowe za 2018 rok oraz istotne wydarzenia, które miały miejsce w poszczególnych firmach. Dla przykładu w SSK S.A. pomyślnie zakończony został proces restrukturyzacji i uruchomienia nowej linii biznesowej cyberbezpieczeństwa. Mode S.A i Sferanet S.A. realizują z kolei z powodzeniem projekty dotacyjne. Nie bez znaczenia dla poziomu wycen spółek portfelowych była również lekka poprawa koniunktury na rynku kapitałowym po fatalnym dla niego roku 2018. Kurs ABS wzrósł w pierwszym kwartale o 32%.” – ocenia Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

Część spółek portfelowych opublikowała już raporty roczne za poprzedni rok obrotowy. Orion Investment S.A. notowana na GPW w Warszawie zakończyła 2018 r. skonsolidowanym zyskiem netto w wysokości ponad 8,2 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży w kwocie 28,5 mln zł. Z kolei POLMAN S.A. wypracował w poprzednim roku 1,9 mln zł zysku netto, a jego przychody netto ze sprzedaży wyniosły 16,5 mln zł. Z kolei Robinson Europe S.A. osiągnęła w roku obrotowym 2017/2018 zysk netto na poziomie 1,3 mln zł zł przy przychodach netto ze sprzedaży o wartości 15,2 mln zł. Inna ze spółek portfelowych – Outdoorzy S.A., zanotowała w roku obrotowym 2017/2018 zysk netto w wysokości 0,15 mln zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 7,2 mln zł. Podczas ZWZA powyższych spółek ich Akcjonariusze zadecydują o możliwej wypłacie dywidendy.

„Tylko 4 wymienione powyżej spółki portfelowe wypracowały w 2018 r. zysk netto na poziomie 11,55 mln zł. Przynajmniej trzy z nich powinny wypłacić dywidendę z zysku dla Akcjonariuszy. Robinson Europe S.A. i Outdoorzy S.A zwołały już Zwyczajne Walne Zgromadzenia Akcjonariuszy z propozycją uchwał o wypłacie dywidendy. Dla Robinsona to już trzeci rok z rzędu, kiedy zamierza wypłacić dywidendę. Outdoorzy zaczynają swoją przygodę jako spółka dywidendowa. Zgodnie z przyjętą polityką wysoką dywidendę powinien wypłacić również Orion Investment. Jak co roku liczę na przyzwoite dywidendy z UHY ECA oraz Unimy 2000. Potencjał do wypłaty dywidendy ma jeszcze kilka spółek. Mam nadzieję, że liczba spółek, które wypłacają dywidendę zrówna się niebawem z tymi, które stawiają na rozwój. Przy obecnym poziomie kosztów stałych otrzymany strumień dywidend powinien być znaczący dla ABS, a w przypadku BBI, z którą ABS zamierza się połączyć, dywidendy powinny przekroczyć poziom rocznych kosztów funkcjonowania. W tym roku koncentrujemy się na rozwoju spółek portfelowych, na które mamy istotny wpływ z racji wielkości posiadanych pakietów akcji. Możliwość podejmowania samodzielnie kluczowych decyzji daje duży komfort i przejrzystość. Spodziewam się również debiutu na rynku jednej lub dwóch firm z portfela.” – dodaje Prezes Jarosz.

ABS Investment S.A. przedstawiła na początku br. prognozę finansową, która zakłada osiągnięcie przez Spółkę na koniec 2019 r. zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 zł – 0,55 zł. Powyższa prognoza finansowa została sporządzona w oparciu o zakładane przez Zarząd wyniki z działalności inwestycyjnej i będzie ona podlegała bieżącej ocenie pod kątem możliwości jej realizacji. W poprzednich latach, gdy ABS Investment S.A. publikowała prognozy finansowe, to Spółce udawało się je realizować.

W akcjonariacie ABS Investment S.A. pojawił się tym roku nowy znaczący akcjonariusz – Pan Daniel Tworek, który przekroczył próg 5% w ogólnej liczbie głosów Spółki. Nowy inwestor posiada 400.088 szt. akcji Emitenta, stanowiących 5,00% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA ABS Investment S.A.

Pracodawcy mają problem z RODO

50 milionów euro kary nałożono na Google we Francji za nieprzejrzystość procedur amerykańskiego giganta. Prawie milion złotych grzywny otrzymała polska firma, administrująca danymi osobowymi z ogólnodostępnych rejestrów CEIDG oraz KRS, za nierealizowanie obowiązku informacyjnego, wynikającego z rozporządzenia RODO. Jakie wnioski płyną z pierwszych kontroli w Polsce? Czego przedsiębiorcy obawiają się najbardziej?

W maju 2018 roku rozporządzenie o ochronie danych osobowych szturmem wdarło się
w świadomość zbiorową Polaków. Pomimo obowiązywania od 1997 roku takiej ustawy dopiero w ubiegłym roku do większości polskich przedsiębiorców dotarła informacja, że posiadają dobro chronione prawem, jakim są dane osobowe –
mówi Mateusz Górny, prawnik, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. W firmach, których działalność oparta jest na relacjach B2B, czyli biznes dla biznesu, nie ma większego problemu z zewnętrznym stosowaniem regulacji. Ustawodawca europejski wykluczył osoby prawne z zakresu obowiązywania rozporządzenia.

Jednak polska specyfika gospodarcza starła się z unijnymi przepisami, bowiem u nas oprócz osób prawnych, w obrocie gospodarczym są również osoby fizyczne, prowadzące działalność. Wywołało to spory rozdźwięk w doktrynie, gdyż część prawników twierdzi, że są to osoby fizyczne, posiadające dane osobowe. Inni zaś stoją na stanowisku, że przyjęcie, iż podmiot gospodarczy dysponuje danymi osobowymi wykorzystywanymi w kontaktach na zewnątrz, powoduje podważenie pewności obrotu gospodarczego, bowiem tego typu dane podlegają innym regulacjom niż dane spółekwyjaśnia ekspert OCRK. – Obecnie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, jakie rozwiązanie przyjąć i prawdopodobnie oznacza to dla pracodawców oczekiwanie na pojawienie się – nie tyle wytycznych – co orzecznictwa europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Kara nałożona przez Urząd wskazuje na właściwość pierwszej interpretacji.

Oko wielkiego brata

Często niejasna jest realizacja obowiązku informacji o monitoringu stosowanym w przedsiębiorstwie. O ile ustawodawca uregulował tę kwestię w kodeksie pracy, wskazując, gdzie nie można stosować monitoringu i jaka jest podstawa do jego stosowania, to część pracodawców nadal ma problem z uporządkowaniem tych kwestii w dokumentacji wewnątrzzakładowej. – Powszechnie brakuje ikonografii, oznaczającej teren monitorowany oraz informacji o administrowaniu danymi. Jest to o tyle dziwne, że większość pracodawców posiada już klauzule informacyjne dla klientów indywidualnych. Te są przedstawiane przy zawieraniu umów lub świadczeniu usług. Natomiast brakuje takiej wiadomości przy wejściu do przedsiębiorstwa lub w recepcji mówi Mateusz Górny.

Skrupulatność czy nadgorliwość?

Niepewność pracodawcy co do przepisów i poprawności funkcjonowania firmy po wejściu ustawy o RODO powoduje szereg niepotrzebnych praktyk. Okazuje się na przykład, że nie jest konieczne zbieranie zgód na przetwarzanie podstawowych danych pracowników takich jak imię, nazwisko i adres korespondencyjny. Co więcej, często obejmują one też okresy zatrudnienia niezbędne do wyliczenia urlopu wypoczynkowego czy stażu pracy. Zastosowanie tego typu dokumentów powoduje, że pracownik, który nie wyrazi zgody na dysponowanie danymi, zostanie potraktowany niezgodnie z przepisami kodeksu, a to może skutkować pozwem przed sąd pracy.

Część firm wdrożyła również programy oparte na modelu informacji niejawnych. Zastosowanie wzorców zachowania przewidzianych dla danych dużo bardziej wrażliwych niż te, które obejmuje RODO, bywa zwyczajnie kłopotliwe dla funkcjonowania przedsiębiorstwa. Dla przykładu – potwierdzenie pobrania i zdania teczki osobowej pracownika własnoręcznym podpisem kadrowej jest, co do zasady, procedurą wdrożoną na wyrost. Nie można bagatelizować zasad właściwego postępowania z danymi, jakimi dysponuje firma, ale należy rozróżnić RODO od tajemnicy państwowej – zauważa ekspert prawa OCRK.

Kto i za co odpowiada?

Widoczny jest konflikt na linii Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO), a Ministerstwo Cyfryzacji. Dlaczego obie instytucje wchodzą sobie w kompetencje? – Trudno ocenić, kto właściwie ma rację. Inicjatywy UODO nie dostarczają odpowiedzi na wszystkie pojawiające się wciąż pytania. Ministerstwo Cyfryzacji próbuje wyjaśniać część wątpliwości. Jednak wyraźny jest brak porozumienia między tymi dwoma organami komentuje Górny. Ochronę danych osobowych w praktyce sprawdza UODO,
a w zakresie zatrudnienia Państwowa Inspekcja Pracy (PIP).

Nałożona przez Prezes UODO kara wysokości blisko miliona złotych jest pierwszą karą za nieprzestrzeganie rozporządzenia w Polsce. Szczególną uwagę należy zwrócić na fakt, za co przyznano grzywnę. Postepowanie Urzędu nie dotyczyło naruszenia zasad ochrony danych
w zakresie ich integralności, poufności czy dostępności, a realizacji obowiązku informacyjnego w związku z przetwarzaniem danych osobowych.

Największe emocje wzbudził ustęp 5 artykuł 14 rozporządzenia, będący kanwą całej sprawy. Przedsiębiorca bronił się, że wykonanie obowiązku informacyjnego będzie zgodnie z ustępem 5 niewspółmierne, przedstawiając wyliczenie kosztu listów poleconych do osób, których dane dotyczą. Urząd nie wskazał właściwej formy informowania osób, natomiast uznał, że forma listu poleconego nie jest wymagana mówi Mateusz Górny z OCRK. – Decyzja Prezes UODO wywołała niemałą burzę wśród przedstawicieli doktryny. Stanowisko Prezes podważa bowiem przyjmowaną do tej pory analogię do przepisów krajowych. Duża ilość komentarzy dotyczy też milczenia Urzędu w zakresie, w jakim informacja miała by być przedstawiona. Ukarana spółka odwołała się od decyzji i można spodziewać się pierwszych rozstrzygnięć w sądach administracyjnych, możliwe jest również skierowanie sprawy w ramach zapytania prejudycjalnego do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiejdodaje ekspert.

Czy są dobre strony?

Zgodnie z nowymi przepisami CV przesyłane podczas procesu rekrutacji nie muszą zawierać klauzul tak, jak to było stosowane przed RODO. Aplikacja nadesłana w odpowiedzi na ogłoszenie może być przetwarzana, a odnotowanie przez kandydata w wiadomości lub na samym dokumencie zgody na wykorzystanie danych w kolejnych rekrutacjach, pozwoli stworzyć bazę kontaktów. Jednak warto zauważyć, że często i niepotrzebnie dokumenty aplikacyjne gromadzone są na zapas. UODO zaś w wytycznych i wskazówkach wyraźnie dąży do ograniczenia przechowywania danych osobowych.

– Nie chodzi tutaj o całość dokumentacji związanej z pracownikiem od momentu zatrudnienia do ustania stosunku pracy i dalszej realizacji obowiązku archiwizacyjnego. Istotne jest tutaj rozdzielenie informacji w ten sposób, by systematycznie po okresie, w którym firma jest zobowiązana do ich przechowywania, poszczególne dokumenty po prostu usuwać – podsumowuje ekspert OCRK.

Toyota udostępnia 24 000 patentów na technologie zelektryfikowanych napędów

Toyota Motor Corporation, chcąc przyspieszyć popularyzację zelektryfikowanych samochodów, udostępni do publicznego użytku bez opłat licencyjnych prawie 24 000 patentów, wypracowanych przez koncern w ciągu ponad 20 lat doświadczeń w tworzeniu niskoemisyjnych samochodów. Co więcej, Toyota udzieli za darmo wsparcia technicznego producentom, którzy zaczną opracowywać i sprzedawać zelektryfikowane samochody, oparte na technologiach Toyoty.

Toyota dostrzega potrzebę przestawienia motoryzacji na niskoemisyjne samochody, dlatego rozumiejąc, jak dużo czasu, nakładów i zasobów wymaga opracowanie technologii zelektryfikowanych napędów, postanowiła przyspieszyć rozwój zrównoważonego transportu, szeroko udostępniając swoją technologię. Producenci samochodów będą mogli korzystać z silników, baterii, jednostek sterujących, przekładni i innych elementów samochodów hybrydowych i wodorowych Toyoty. W ten sposób Toyota chce pomóc branży motoryzacyjnej, a także rządom, przedsiębiorstwom i społecznościom, osiągnąć cele klimatyczne, które pozwolą uniknąć najgorszych skutków zmian klimatu.

Shigeki Terashi
Shigeki Terashi

„Spotykamy się z dużym zainteresowaniem naszymi technologiami elektryfikacji samochodów ze strony innych firm, które widzą potrzebę popularyzacji hybryd i pozostałym niskoemisyjnych technologii. Dlatego uważamy, że to najlepszy moment na podjęcie współpracy” – powiedział Shigeki Terashi, wiceprezydent Toyota Motor Corporation. – „Jeśli w ciągu najbliższych 10 lat sprzedaż zelektryfikowanych samochodów znacząco wzrośnie, staną się one obowiązującym standardem. Chcemy, aby Toyota odegrała znaczącą rolę w tym procesie”.

Udostępnione przez Toyotę patenty to zaawansowane technologie wykorzystywane w zelektryfikowanych samochodach, w szczególności w hybrydach, które pomogły Toyocie poprawić osiągi, ograniczyć rozmiar i masę komponentów oraz koszty produkcji. Dotyczą one m.in. silników elektrycznych, jednostek sterujących czy systemów kontroli – kluczowych technologii, stosowanych w hybrydach (HEV), hybrydach plug-in (PHEV) czy samochodach elektrycznych na ogniwa paliwowe (FCEV). Toyota umożliwiła darmowe korzystanie z 23 740 patentów do 2030 roku. Dotyczy to również najnowszych innowacji, które wciąż czekają na zatwierdzenie w urzędach patentowych.

Nie jest to pierwsza decyzja Toyoty tego rodzaju. W styczniu 2015 roku Toyota umożliwiła darmowe korzystanie z 5680 patentów związanych z samochodami elektrycznymi na ogniwa paliwowe (FCEV), zasilanymi wodorem. Miało to miejsce tuż po rynkowej premierze sedana Mirai, pierwszego samochodu na wodór Toyoty. Obecnie do publicznie dostępnych technologii wodorowych Toyota dołącza 2590 patentów związanych z silnikami elektrycznymi, 2020 patentów dotyczących jednostek sterujących PCU, 7550 patentów obejmujących innowacje systemów kontroli, 1320 patentów związanych z przekładniami do napędów hybrydowych oraz 2200 patentów obejmujących systemy ładowania baterii. Co więcej, liczba ogólnodostępnych patentów Toyoty związanych z ogniwami paliwowymi wzrośnie o 2380 do liczby 8060 patentów.

W ramach wsparcia technicznego Toyota udostępni opisy zelektryfikowanych napędów, instrukcje do kontroli oraz szczegółowe instruktaże dotyczące dopracowywania tego rodzaju samochodów. Toyota pomoże innym producentom w osiągnięciu wysokiej jakości produktów, w tym niskiego zużycia energii, dużej mocy i osiągów czy cichej pracy napędów. Wsparcie to będzie oferowane na podstawie zawieranych indywidualnie umów.

Zdaniem Toyoty wprowadzenie niskoemisyjnych, zelektryfikowanych samochodów na wszystkie rynki na świecie to najważniejsze zadanie stojące przed motoryzacją. To sposób na redukcję emisji CO2 i walkę ze zmianami klimatu. W 2015 roku Toyota opublikowała długofalową strategię Toyota Environmental Challenge 2050, obejmującą 6 podstawowych celów firmy na lata 2015-2050, do których należy eliminacja emisji CO2 z całego cyklu życia nowych samochodów Toyoty, a także z jej zakładów produkcyjnych. W 2017 roku Toyota ogłosiła także plan dotyczący elektryfikacji swoich modeli do 2030 roku.

Przez zakaz handlu w niedziele sklepy wydają dużo więcej gazetek niż rok wcześniej

W ub. roku liczba stron w publikacjach czterech najważniejszych formatów handlowych wzrosła średnio o 18%, powierzchnia – o 14%, a liczba gazetek – o 11%. Drugi parametr w największym stopniu zwiększyły dyskonty, bo aż o 19%. Z kolei hipermarkety najbardziej podniosły liczbę stron i samych publikacji – o 21% i 14%. Co ciekawe, supermarkety i sieci convenience odnotowały podobne wzrosty nakładu – 10% vs 11%, liczby stron – 13% vs 10%, jak również powierzchni promocyjnej – 9% vs 8%. Tak wykazało badanie publikacji z lat 2017-2018. Zespół Programu AdRetail Inspirio przeanalizował blisko 8 tys. publikacji, tj. ponad 133 tys. stron, a także 80 mln cm kw. powierzchni. Według ekspertów, wyraźny wzrost aktywności sieci handlowych był reakcją na wprowadzenie zakazu handlu w niedziele. Wysyp promocji miał przyciągnąć do sklepów więcej klientów w pozostałe dni. Jednocześnie zaostrzyła się rywalizacja o konsumenta.

Zakaz handlu w tle

Badane cztery najważniejsze formaty w handlu zwiększyły w ub. roku ilość wydawanych gazetek o 11%. Na rynku pojawiło się blisko 400 publikacji więcej niż rok wcześniej. Zdaniem Andrzeja Wojciechowicza, członka kapituły Programu AdRetail Inspirio (AdRI), wzrost aktywności promocyjnej hipermarketów, supermarketów i dyskontów związany był z wprowadzeniem zakazu handlu w niedziele w marcu ub. roku. To był sposób na choćby częściową rekompensatę utraconych obrotów. Sieci convenience, reagując na wzrost aktywności handlowej sklepów na stacjach paliw i nie chcąc pozostać w tyle, zachęcały klientów do niedzielnych zakupów, choć nie wszystkie włączyły się do tej gry.

– Rok 2018 był czasem dużych zmian w handlu. Nikt do końca nie był w stanie przewidzieć długofalowych efektów ograniczenia sprzedaży, więc naturalnym odruchem wydawało się zabezpieczenie interesów sieci w postaci zwiększenia ilości promowanych produktów. Gazetki pełnią kluczową rolę w informowaniu konsumentów o rabatach i przyciąganiu ich do sklepów. I dlatego liczba publikacji wyraźnie wzrosła – z prawie 3800 do blisko 4200 – tłumaczy Yves Frerot z kapituły AdRI.

Co ciekawe, powierzchnia gazetek zwiększyła się o 14%, tj. o ponad 5 mln cm kw. Jak informuje Karol Kamiński, Przewodniczący Programu AdRetail Inspirio, ten wzrost wiąże się z większą liczbą stron. I oznacza, że promowany jest szerszy asortyment. To jest przejawem walki o konsumentów w sytuacji ograniczenia handlu. Natomiast Andrzej Wojciechowicz zwraca uwagę na to, że zmienia się forma graficzna prezentacji produktów. Pojawia się więcej zdjęć wspierających pozytywne postrzeganie towaru poprzez emocjonalne skojarzenia, a to wymaga coraz większej powierzchni. Niemniej różnica wyrażona w procentach nie jest jeszcze spektakularna. Należy spodziewać się kolejnych wzrostów.

– Liczba stron w gazetkach zwiększyła się średnio o 18% – z ponad 61,5 tys. do niespełna 72,5 tys. Patrząc na wyniki procentowe, to więcej niż wyniósł wzrost powierzchni promocyjnej i stanu liczbowego gazetek. Bardziej obszerne publikacje zapewniły sieciom możliwość przedstawienia większej liczby produktów i kategorii, bez znaczącego wpływu na koszty dystrybucji. Z kolei fakt, że powierzchnia promocyjna nie wzrosła tak bardzo, jak liczba stron, może świadczyć o tym, że poza promocjami zamieszczane były dodatkowe treści, np. przepisy kulinarne – analizuje dr Paweł Jurowczyk, inny członek kapituły.

Różnice między formatami

Analiza wyników poszczególnych segmentów wykazała, że sieci convenience zwiększyły liczbę gazetek średnio o 11%, powierzchnię promocyjną – o 8%, a liczebność stron – o 10%.  Dr Maria Andrzej Faliński, członek kapituły AdRetail Inspirio, uważa, że pierwszy z ww. wzrostów wskazuje na sukces formatu. Potwierdza skłonność konsumenta do bywania w pobliskich, niewielkich placówkach, dających szansę na szybkie zakupy. Przeciętny klient tego typu sklepów nie ma czasu na przeglądanie obszernych publikacji, dlatego powierzchnia promocyjna odnotowała mniejszy skok, ale też znaczący – z ponad 1,2 mln cm kw. do przeszło 1,3 mln cm kw. Ponadto przybyło w sumie 315 stron.

– Natomiast dyskonty zwiększyły liczbę gazetek tylko o 5%. Ale przybyło ich blisko 3 tysiące, tj. 20%. Z kolei powierzchnia promocyjna urosła z ponad 8 mln cm kw. do przeszło 10 mln. To też duża różnica, bo na poziomie 19%. Trzeba przyznać, że w tym formacie obserwujemy ciągłe zmiany. Szczególnie widoczne jest poszerzanie asortymentu w sklepach tak, aby w pełni zaspokajać potrzeby konsumentów i odciągać ich od innych kanałów. Większa ilość różnorodnych produktów zmusza sieci do zwiększenia ilości stron i powierzchni promocyjnych w wydawanych gazetkach – zauważa Yves Frerot.

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku supermarketów, które najbardziej ze wszystkich parametrów zwiększyły liczbę stron, tj. z ponad 19 tys. do blisko 22 tys. To istotna różnica, wynosząca 13%. Liczba gazetek wzrosła o 10%, a powierzchnia promocyjna została poszerzona o 9%. W opinii Karola Kamińskiego, tego typu sieci zwiększają natarcie informacyjne i perswazyjne na klienta, bo ostro rywalizują z odnoszącymi sukcesy dyskontami. A od czasu wprowadzenia zakazu handlu walka o klienta jest jeszcze bardziej zacięta.

– W hipermarketach największy skok nastąpił w liczbie stron – bo aż o 21%. To jest wzrost z ponad 24 do prawie 30 tys. Ponadto o 15% zwiększyła się powierzchnia gazetek i 14% ich ilość. Tak znaczące zmiany mają związek z tym, że sieci walczą o powrót klienta do zakupów wymagających dużej inwestycji czasu. Muszą stawić czoła ofercie dyskontowej – mniej obfitej, ale złożonej z najszybciej rotujących towarów, czyli najpotrzebniejszych i kupowanych niejako rutynowo. Hipermarkety ostro konkurują też z supermarketami, które pozwalają konsumentowi szybciej kupić podobne artykuły o nieco wyższych cenach – podkreśla dr Faliński.

Jak podsumowuje dr Paweł Jurowczyk, dyskonty i hipermarkety w istotnym stopniu zwiększyły powierzchnie promocyjne i liczby stron w gazetkach. Dzięki temu, nie podnosząc znacząco kosztów dystrybucji, były w stanie pokazać więcej promocji w przeliczeniu na 1 publikację, a tym samym zainteresować potencjalnie więcej klientów. Pojawia się tylko pytanie, w którym momencie konsument poczuje przesyt. Ściganie się w zwiększaniu treści może doprowadzić do ślepoty reklamowej wewnątrz gazetki. Odbiorca nie będzie w stanie dobrze zapoznać się z ofertą interesujących go sklepów.

Analiza porównawcza objęła pełne 2 lata. Przeanalizowano niespełna 4 tys. publikacji z całego 2017 roku i ponad 4 tys. gazetek wydanych w 2018 roku. Łącznie to było ponad 133 tys. stron i 80 mln cm kw. powierzchni. Brano pod uwagę wydania dyskontów, hipermarketów, supermarketów i sieci convenience. Porównanie zostało przeprowadzone na materiałach pochodzących z zasobów firmy Hiper-Com Poland.

Grupa Impel podsumowała 2018 r.

Grupa Impel osiągnęła w 2018 roku przychody ze sprzedaży na poziomie 2,14 mld złotych. Zmniejszenie wartości przychodów o 3,3% od wartości uzyskanych w 2017 roku jest wynikiem realizacji przyjętej strategii działań, zmierzającej do obniżania zaangażowania kapitału i poprawy marży operacyjnej w wyniku wymiany kontraktów na bardziej rentowne. Wypracowany zysk operacyjny w wysokości 44,3 mln złotych jest o ponad 21% większy od wyników Grupy w poprzednim roku obrotowym.

W 2018 roku Grupa kontynuowała strategię zwiększania rentowności portfela zamówień poprzez renegocjację nieefektywnych ekonomicznie kontraktów. Dzięki konsekwentnie realizowanym działaniom udało się poprawić kluczowe wskaźniki ekonomiczne Grupy. Szczególnie jest to widoczne w przypadku wzrostu zysku operacyjnego, wzrostu rentowności we wszystkich segmentach naszej działalności oraz poprawy płynności finansowej – mówi Grzegorz Dzik, prezes Zarządu Impel S.A.

Grupa konsekwentnie poszukuje nowych kierunków rozwoju, które włącza do portfela usług. Została powołana nowa Grupa Produktowa – Cyberbezpieczeństwo. W tym roku weszła w życie Ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, która zobowiązała m.in. instytucje administracji rządowej i samorządowej oraz przedsiębiorców z kluczowych sektorów gospodarki, takich jak: energetyka, transport, bankowość i finanse oraz służba zdrowia i farmacja do stworzenia systemu pozwalającego na podejmowanie skutecznych działań prewencyjnych i awaryjnych z obszaru cyberbezpieczeństwa – podkreśla Wojciech Rembikowski, wiceprezes zarządu Impel S.A. Nasze dotychczasowe doświadczenie uzupełnimy o zadania i obowiązki nałożone przez regulacje. Chcemy oferować konkretne rozwiązania i jednocześnie wzmocnić i rozszerzyć możliwość współpracy z kluczowymi klientami Grupy.

Grzegorz Dzik, prezes Impel S.A.
Grzegorz Dzik, prezes Impel S.A.

W sposób ciągły, od wielu lat Grupa przykłada dużą wagę do procesu transformacji organizacji. Naszym zadaniem jest zwiększenie jakości obsługi klienta i zdolności do zarządzania portfelem zamówień w środowisku cyfrowym. Celem transformacji jest zintegrowanie procesów zarządczych, bezpośrednio i pośrednio zwiększających jakość pracy zarówno dla klienta, jak i pracownika oraz poprawa efektywności całej organizacji. Wykorzystanie procesowości, szeroko pojętej digitalizacji i robotyzacji pozwoli przenieść większość kluczowych procesów do środowiska cyfrowego. W Programie Zintegrowanego Zarządzania Procesowego chcemy między innymi wykorzystać doświadczenia naszej spółki Impel Business Solutions, która z sukcesem wdrożyła system efektywnej reakcji na potrzeby klientów w sektorze BPO – podkreśla Grzegorz Dzik, prezes zarządu Impel S.A.

[FM] Obszar Facility Management

W 2018 roku segment Facility Management (FM) zwiększył rentowność i wypracował zysk 18,1 milionów złotych. Przychody osiągnęły poziom 1 457 milionów złotych i były niższe o 126 mln zł w porównaniu do roku ubiegłego. Wypowiedzenia nierentownych kontraktów pozwoliły na znaczącą poprawę wskaźników ekonomicznych segmentu, czego dobrym przykładem są wyniki w Grupie Produktowej Catering, gdzie konsekwentne negocjacje umów pozwoliły osiągnąć stabilne i pozytywne wyniki ekonomiczne oraz zwiększyć jakość świadczonych usług.

W segmencie FM Grupa pozyskała nowe przychody w sektorach: drogownictwa, przemysłu, handlu detalicznego i komunikacji. Zwiększono również portfel kontraktów w obszarze obsługi biurowców klasy A+. Warto podkreślić, że klienci z segmentu security coraz bardziej zwiększają udział technicznych systemów zabezpieczeń w realizacji usługi.

Od wielu lat Grupa pozyskuje kontrakty na ochronę dużych i prestiżowych wydarzeń odbywających się w Polsce. W tym roku największym tego typu wydarzeniem był Szczyt Klimatyczny ONZ (COP24) organizowany na przełomie listopada i grudnia w Katowicach. Grupa Impel była odpowiedzialna za usługi związane z bezpieczeństwem (m.in. ochrona mienia, kontrola dostępu, obsługa urządzeń skanujących) i za zapewnienie czystości na terenach konferencyjnych. Działania były realizowane na zlecenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, które były operatorem logistycznym konferencji. Grupa Impel specjalizuje się w ochronie dużych i prestiżowych wydarzeń. Do takich na pewno trzeba zaliczyć Szczyt Klimatyczny w Katowicach (COP24) – najważniejsze globalne forum poświęcone światowej polityce klimatycznej. Posiadamy ogromnie doświadczenie i potencjał, które pozwalają angażować się w tego typu wydarzenia – podsumowuje Jakub Dzik, wiceprezes Impel S.A. Z powodzeniem kontynuowaliśmy współpracę z organizatorami kluczowych imprez sportowych, takich jak Tour the Pologne, Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem oraz z kilkoma klubami piłkarskiej ekstraklasy i żużlowej ekstraligi.

[IS] Obszar Industrial Services

Obszar biznesowy Industrial Services, oferujący usługi wyspecjalizowane dla przemysłu, w 2018 roku zanotował ponad 18% wzrost przychodów, które wyniosły 301,2 milionów złotych. Zwiększyła się znacząco rentowność i poziom zysku operacyjnego, który osiągnął 7,3 milionów złotych.

Spółka Climbex S.A. wchodząca w skład obszaru Industrial Services, w 2018 roku otrzymała dofinansowanie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na realizację innowacyjnej usługi, związanej z opracowaniem technologii ograniczającej ilości emitowanych szkodliwych gazów w procesie automatycznego czyszczenia zbiorników naftowych. Projekt pt. „Opracowanie i weryfikacja w warunkach przemysłowych technologii dekontaminacji urządzeń i zbiorników produktów ropopochodnych w procesie ich automatycznego czyszczenia” jest realizowany we współpracy z Instytutem Nafty i Gazu – Państwowym Instytutem Badawczym  z Krakowa. Całkowita kwota dofinansowania wynosi 44% kosztów całego przedsięwzięcia, tj. 8,3 milionów zł.

 

[Digital Services & BPO] Obszar cyfryzacji i wsparcie procesów biznesowych

Jakub Dzik, Wiceprezes Impel S.A.
Jakub Dzik, Wiceprezes Impel S.A.

Segment Digital Services & BPO osiągnął przychody na poziomie 382,2 milionów złotych i wypracował zysk operacyjny w wysokości 5,5 mln zł. Impel Business Solutions, kluczowa spółka z segmentu, w 2018 roku zaktualizowała strategię działania poprzez zwiększenie koncentracji na sprzedaży dla klienta zewnętrznego (dotychczas koncentrowała się na obsłudze podmiotów wewnątrz Grupy). Zmiana ta spowodowała nowe podejście do oferowanych produktów i usług dla wszystkich klientów spółki. Wizją, która nam przyświeca jest przekształcenie Impel Business Solutions w zrobotyzowane Centrum Usług Procesowych. Realizujemy nasze działania w oparciu o zasadę 3xE – chcemy być Ekspertem, Edukatorem procesowym oraz Edukatorem robotyzacji i digitalizacji procesów. W tym celu ściśle współpracujemy ze spółkami eksperckimi wdrażającymi innowacyjne rozwiązania biznesowe w zakresie robotyzacji, programowania i wdrażania narzędzi RPA w systemie UiPath oraz optymalizacji procesowej w filozofii Lean Management – podsumowuje Jakub Dzik, wiceprezes zarządu Impel S.A.

Spółka SI-Consulting, Złoty Partner SAP, realizuje pełen zakres usług związanych z wdrażaniem oraz utrzymaniem systemów SAP na terenie Polski i Europy. W ramach bieżącej oferty posiada szeroki prospekt autorskich produktów i aplikacji, profesjonalne doradztwo, a także outsourcing informatyczny. Pozostając konkurencyjnym, a jednocześnie wpisując się w aktualne trendy rynkowe, SI-Consulting podlega ciągłej transformacji i inwestuje w rozwój profesjonalnego zaplecza. Obecnie trwają prace nad „szytymi na miarę” rozwiązaniami opartymi o Customer Experience, które poszerzą wachlarz zintegrowanej oferty spółki dla poszczególnych branż oraz sektorów.

Twardy albo miękki, czyli dalsze losy Brexitu

Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zbliża się wielkimi krokami. To, na jakich zasadach odbędzie się Brexit, zależeć będzie od rozmów w parlamencie Zjednoczonego Królestwa. Jeśli przedstawiciele narodu brytyjskiego zgodzą się z wymaganiami Unii, zostanie wyznaczona majowa data Brexitu. Jeśli im się to nie uda, odłączenie od Unii nastąpi 12 kwietnia. Oznaczałoby to tak zwane „twarde wyjście”, czyli zerwanie stosunków handlowych i politycznych z Unią, bez zawarcia dodatkowych umów. Największym zagrożeniem dla Wysp Brytyjskich, wynikającym z twardego Brexitu, jest sytuacja na granicy z Irlandią – która bez wynegocjowania stosownej umowy z Unią stanie się granicą zamkniętą.

– Musimy po prostu poczekać i zobaczyć, jaki będzie wynik rozmów w parlamencie – powiedział serwisowi eNewsroom Declan Daly, dyrektor Coface w Centralnej i Środkowej Europie – Brexit nie oznacza tylko kłopotów dla Wielkiej Brytanii i Europarlamentu. Dotknie on bezpośrednio Polskę, dla której Wyspy Brytyjskie są trzecim co do wielkości rynkiem eksportowym. Polska gospodarka ucierpi także z powodu mniejszych dotacji europejskich, przeznaczanych na rozwój państw członkowskich. Środki oddane do dystrybucji po 2021 będą okrojone o kwotę, którą do tej pory dokładała do wspólnego budżetu Wielka Brytania. Losy Brexitu nie są jednak przesądzone. Mimo, że od decyzji o wyjściu minęły już dwa lata, Wielka Brytania wciąż pozostaje we mgle – ocenił Daly.

MŚP stawia na motywacje finansową. Świadczenia pozapłacowe daleko w tyle

Niemal 70 proc. przedstawicieli mikro, małych i średnich firm deklaruje, że w ich organizacjach stosuje się narzędzia mające na celu zwiększenie motywacji pracowników – wynika z badania zrealizowanego w 4. kwartale 2018 roku przez Instytut Keralla Research na zlecenie VanityStyle. Zebrane dane nie pozostawiają jednak złudzeń – motywacja w sektorze MŚP to przede wszystkim pieniądze, czyli jeden z najmniej efektywnych sposobów budowania zaangażowania pracowników.

Według danych zebranych na zlecenie VanityStyle pracownicy najczęściej motywowani są w najmniejszych firmach, które zatrudniają do 9 pracowników. Aż 78 proc. przedstawicieli tego typu podmiotów zadeklarowało, że stosuje narzędzia motywujące. W małych i średnich firmach jest to odpowiednio 65,9 oraz 66 proc.

MŚP stawia na motywacje finansową

Jak wynika z badania, najczęściej stosowanym motywatorem w firmach z sektora MŚP są dodatkowe premie i prowizje, które przyznawane są w 83 proc. przedsiębiorstw deklarujących, iż podejmują jakiekolwiek działania w zakresie motywowania pracowników. Daleko w tyle za nimi pozostają takie świadczenia jak dodatkowa opieka medyczna (12,3 proc.), paczki i bony okolicznościowe (11,7 proc.), nieobowiązkowe kursy i szkolenia (10,8 proc.), atrakcyjne wynagrodzenie zasadnicze (7,1 proc.), samochód służbowy (6,8 proc.), karty sportowo-rekreacyjne (4,9 proc.), wyjazdy i imprezy integracyjne (4,9 proc.) czy bilety do kin i teatrów (3,4 proc). Marginalną rolę odgrywają zaś zwrot kosztów kształcenia, dofinansowanie wczasów, zwrot kosztów dojazdów do pracy czy ubezpieczenie grupowe.

Pracodawcy stale poszukują sposobów na efektywne angażowanie kadr. Wielu menedżerów jako podstawę motywacji „wyższego rzędu” wskazuje odpowiednią płacę zasadniczą, która zapewnia pracownikowi poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Następnie wprowadzają oni dodatkowe narzędzia, np. w postaci premii czy prowizji. Od lat jednak wiadomo, co potwierdza wiele badań przeprowadzonych na przestrzeni ostatnich dekad, że samo wynagrodzenie i dodatki finansowe motywują tylko niektórych pracowników, a na dodatek jest to motywacja krótkotrwała – tłumaczy Joanna Skoczeń, prezes zarządu VanityStyle. – Odpowiedzią na problem skutecznego i długotrwałego motywowania jest zaspokojenie tych indywidualnych potrzeb pracowników, które niekoniecznie natychmiast i wprost przekładają się na ich sytuację materialną, ale dzięki panującej w pracy kulturze sprzyjającej samorozwojowi, niezależności, możliwości budowania relacji, zwiększają  szansę na korzyści (również finansowe) w przyszłości.  Gdy do tego dołożymy możliwości znalezienia satysfakcji i zadowolenia z wykonywanej pracy samej w sobie, tj.  dla realizowania własnego „ja”, mamy szansę na zaspokojenie najważniejszych ludzkich pragnień – dodaje.

Pozapłacowe benefity popularniejsze w większych firmach

O ile, jak wynika z badania, niezaprzeczalnie najpopularniejszym narzędziem motywacyjnym w sektorze MŚP są premie i prowizje finansowe, o tyle bardziej szczegółowa analiza uwzględniająca podział firm ze względu na ich wielkość oraz branże ujawnia ciekawe różnice w kontekście stosowanych motywatorów. Poza pieniędzmi, reprezentanci małych przedsiębiorstw (10-49 pracowników) decydują się przede wszystkim na bony okolicznościowe oraz nieobowiązkowe kursy dokształcające, co deklaruje odpowiednio 15,2 proc. oraz 16,6 proc. ich przedstawicieli. Świadczenia te są szczególnie popularne w firmach produkcyjnych i handlowych. Samochód służbowy i karty sportowo-rekreacyjne z kolei istotnie częściej wybierane w największych podmiotach, zatrudniających od 50 do 249 pracowników – odpowiednio 10,6 oraz 13,6 proc. wskazań. Świadczenia motywacyjne w postaci dodatkowej opieki medycznej częściej oferują natomiast firmy handlowe oraz średnie przedsiębiorstwa.

– Wciąż rozwijający się rynek świadczeń pozapłacowych, które są znacznie tańsze niż podnoszenie pensji, umożliwia pracodawcom świadome dbanie o dobrostan członków zespołu, co wprost przekłada się na wzrost zaangażowania pracowników. Niskie zaangażowanie pracowników lub jego całkowity brak, wyrażany m.in. przez brak satysfakcji czy wręcz niezadowolenie ze świadczenia pracy dla danego pracodawcy, prowadzi do negatywnych konsekwencji biznesowych dla firmy. Pogorszenie marki pracodawcy, zła reputacja na rynku pracy, rotacja wśród pracowników czy trudność w pozyskaniu talentów to tylko niektóre konsekwencje tego zjawiska – wyjaśnia Joanna Skoczeń.

Sektor MŚP otwiera się na motywację pozapłacową

Jak twierdzi Joanna Skoczeń,  świadczenia pozapłacowe wspomagające osiąganie poczucia satysfakcji i sensu z wykonywanej pracy, które w sposób przemyślany i świadomy  są stosowane przez pracodawców, stają się skutecznym narzędziem do motywacji pracowników mającym wpływ na wzrost ich zaangażowania.

– Jeszcze dziesięć lat temu benefity były rzadkością i pełniły przede wszystkim rolę bonusu. Z naszych obserwacji wynika, że pracodawcy coraz częściej opracowują całe systemy motywowania i budowania zaangażowania zespołów oparte na świadczeniach pozapłacowych. Robią to po to, aby  przyciągnąć talenty oraz zatrzymać najlepszych specjalistów. Maksymalizują w ten sposób korzyści z podjęcia pracy właśnie u nich, wzmacniając jednocześnie wizerunek firmy na rynku pracy. A te działania przekładają się na wyniki biznesowe organizacji, czyli mówiąc krótko: na wzrost zysku – przekonuje.

Prefabrykaty przyspieszą budowę lokali w ramach programu Mieszkanie Plus. Pierwsze takie osiedle powstanie pod Warszawą

Prefabrykaty przyspieszą budowę lokali w ramach programu Mieszkanie Plus. Pierwsze takie osiedle powstanie pod Warszawą 1

Blisko 500 mieszkań oddanych do użytkowania, ponad tysiąc w budowie i kolejnych 14 tys. w projektowaniu – tak w skrócie można podsumować rządowy program Mieszkanie Plus. Spółka PFR Nieruchomości dysponuje bankiem ziemi pozwalającym na budowę ponad 55 tysięcy mieszkań. Z kolei w zasobie KZN znajduje się już ponad tysiąc hektarów gruntów, na których może powstać ponad 60 tysięcy mieszkań. Żeby przyspieszyć inwestycje, PFR Nieruchomości stawia na technologię prefabrykatów, czyli budowania z gotowych elementów. 

– Zorganizowaliśmy w zeszłym roku konkurs, dzięki któremu powstał pierwszy polski system prefabrykacji. Spodziewamy się, że dzięki uzyskaniu odpowiedniego efektu skali docelowo zastosowanie metod prefabrykacji w budownictwie mieszkaniowym pozwoli na naprawdę istotne ograniczenie kosztów. W tej chwili mamy pierwszą lokalizację pod Warszawą, gdzie będziemy prawdopodobnie w tej technologii budować w najbliższych latach kilka tysięcy mieszkań – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mirosław Barszcz, prezes zarządu PFR Nieruchomości.

PFR Nieruchomości, podobnie jak cała branża, musi radzić sobie z rosnącymi cenami materiałów i brakiem rąk do pracy. Gotowe elementy mogą być odpowiedzią na  ten problemy. Takie rozwiązania z powodzeniem funkcjonują na rynkach Europy Zachodniej i w Skandynawii. Przykładem może być Dania, gdzie zdecydowana większość budynków powstała z prefabrykatów. W Polsce w 2018 roku – według GUS – w tej technologii powstało zaledwie 156 budynków.

 W ramach komercyjnego filaru programu Mieszkanie Plus mamy w tej chwili 480 mieszkań oddanych do użytkowania, ponad tysiąc mieszkań w budowie, kolejnych 14 tys. w projektowaniu i prawie tyle samo czekających na ostateczną decyzję inwestycyjną. Możemy mówić o ponad 30 tys. mieszkań już w realizacji lub zaraz wchodzących do realizacji – podkreśla Mirosław Barszcz.

Do końca 2019 roku na różnym etapie przygotowania i realizacji ma być 100 tys. mieszkań.

 W pierwszym półroczu 2019 roku najemcy wprowadzą się do 172 mieszkań w Gdyni. Trwa także budowa ponad 650 mieszkań w Katowicach, Jarocinie i Kępicach. Pod względem realizacji programu w czołówce jest Dolny Śląsk. We Wrocławiu rozstrzygnięto trzy konkursy architektoniczne dla działek, na których łącznie może powstać ponad 1,5 tys. mieszkań, w Wałbrzychu został przeprowadzony nabór na 192 lokale – mówi Mirosław Barszcz.

Na początku lutego PFR Nieruchomości zawarł umowę na opracowanie dokumentacji projektowej dla inwestycji w Zgorzelcu, gdzie powstanie ok. 220 mieszkań, a prace ruszą na przełomie 2019/2020 roku. Niedawno wydano także pozytywną decyzję o budowie 144 mieszkań w Oławie.

 To budujące, jak bardzo samorządowcy angażują się w te projekty, padają wręcz stwierdzenia, że są to projekty cywilizacyjne. W Wałbrzychu za chwilę będziemy oddawać mieszkania do użytkowania. Deweloperzy zupełnie zapomnieli o tym rynku. Śladem Wałbrzycha idą kolejne okoliczne gminy, jak np. Jedlina – przekonuje prezes PFR Nieruchomości.

W ramach Krajowego Zasobu Nieruchomości przeanalizowano nawet pół miliona działek. Do zabudowania nadaje się co setna.

– Mamy w tej chwili zapewnione około 55 tys. mieszkań w ramach inwestycji PFR Nieruchomości. To jest dostępny w tej chwili bank ziemi, który analizujemy pod kątem przydatności inwestycyjnej. Jesteśmy również w bliskiej współpracy z Krajowym Zasobem Nieruchomości, który już w tej chwili ma zidentyfikowanych ponad tysiąc hektarów w całej Polsce – wylicza Mirosław Barszcz.

Program Mieszkanie Plus ma zwiększyć liczbę mieszkań na wynajem dla osób o zbyt niskich dochodach, by móc zaciągnąć kredyt mieszkaniowy na rynkowych zasadach, ale z drugiej strony zbyt wysokich, żeby ubiegać się o mieszkanie komunalne. Resort inwestycji i rozwoju szacuje, że w takiej sytuacji może być nawet 40 proc. Polaków.

– Zainteresowanie najemców na dotychczas realizowanych inwestycjach jest ogromne. W Białej Podlaskiej mieliśmy statystycznie siedem rodzin chętnych na jedno mieszkanie, w Gdyni to już było trzynaście chętnych. W przypadku innych inwestycji jesteśmy dopiero w trakcie naboru najemców – mówi prezes PFR Nieruchomości.

Coraz silniejsza konkurencja w regionie o pracowników z Ukrainy. Bez zmian w prawie polscy pracodawcy przegrają z czeskimi i niemieckimi

Coraz silniejsza konkurencja w regionie o pracowników z Ukrainy. Bez zmian w prawie polscy pracodawcy przegrają z czeskimi i niemieckimi 2

Do 2025 roku polski rynek pracy będzie potrzebować nawet 1,5 mln dodatkowych pracowników – wynika z szacunków PwC. Pracodawcy podkreślają, że potrzebne są działania, dzięki którym polski rynek pracy stanie się atrakcyjniejszy dla cudzoziemców. To konieczne, tym bardziej że po otwarciu swojego rynku w 2020 roku Niemcy mogą przyciągnąć nawet 1 mln Ukraińców. Niższe wynagrodzenia i skomplikowane procedury administracyjne powodują, że polscy pracodawcy będą na przegranej pozycji.

W Polsce brakuje dzisiaj około 140 tys. pracowników. W ciągu najbliższych kilku lat będzie to już nawet 1,5 mln. Cudzoziemcy pojadą tam, gdzie będą lepsze zarobki i gdzie łatwiej będzie im dostać pracę. Wobec tego, jeżeli nie wprowadzimy dla nich ułatwień, po prostu przejmą ich nasi sąsiedzi, a my będziemy mieć poważny kłopot z zapewnieniem ciągłości biznesu w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Ratajczyk, prezes zarządu Trenkwalder Polska, wiceprezes Polskiego Forum HR.

Jak wynika ze styczniowego raportu firmy doradczej PwC („Rosnąca luka na rynku pracy w Polsce. Jak ją zniwelować?”), do 2025 roku na polskim rynku pracy będzie potrzebne dodatkowe 1,5 mln pracowników, żeby możliwe było utrzymanie zaplanowanego wzrostu gospodarczego. To oznacza lukę rzędu od 150 do nawet 300 tys. pracowników rocznie. Według ekspertów niezbędne są m.in. ulgi i zachęty do szybkiego wchodzenia na rynek pracy i pozostawania na nim po ukończeniu wieku emerytalnego czy ulga inwestycyjna na automatyzację przedsiębiorstw. Te rozwiązania mogą jednak nie zaspokoić potrzeb polskiego rynku pracy. Dlatego priorytetem powinny być zachęty dotyczące zatrudniania cudzoziemców, m.in. usprawnienie procedur administracyjnych i stworzenie strategii imigracyjnej, która przyciągnie do Polski pracowników z zagranicy.

Tego zdania jest też Konfederacja Lewiatan, która wystosowała w tej sprawie list do wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisława Szweda. Wzywa w nim ministerstwo do podjęciach działań, dzięki którym polski rynek pracy stanie się atrakcyjniejszy dla cudzoziemców.

Polska konkuruje na rynku pracy ze wszystkimi krajami Europy, w szczególności z naszymi sąsiadami. W Czechach, które mają o wiele mniejszą gospodarkę, brakuje ok. 290 tys. pracowników, w Niemczech – ponad miliona. Nasi sąsiedzi już wprowadzają udogodnienia dla Ukraińców. Jeżeli nie podejmiemy podobnych działań, będzie nam dużo trudniej ich pozyskać, zwłaszcza biorąc pod uwagę różnice płacowe. Czesi płacą trochę więcej od nas, ale Niemcy to już jest duża bariera płacowa. Pracownik z Ukrainy może tam zarobić 5–6-krotnie więcej niż u siebie i trzykrotnie więcej niż w Polsce –mówi Wojciech Ratajczyk.

Od 1 stycznia 2020 roku Niemcy wprowadzą ułatwienia dla pracowników spoza UE, w tym dla Ukraińców, którzy będą chcieli podjąć zatrudnienie na tamtejszym rynku pracy. Oprócz zachodnich sąsiadów Polska konkuruje też o pracowników z Czechami, Węgrami i Słowacją. W Czechach pracownicy mogą się ubiegać o tzw. employee card, która upoważnia do pracy i pobytu przez okres dłuższy niż 2 lata, a samo rozpatrywanie wniosków ma trwać maksymalnie 60 dni.

W liście do resortu pracy Konfederacja Lewiatan wskazuje cztery kluczowe obszary, w których konieczna jest zmiana obowiązujących procedur dotyczących zatrudniania cudzoziemców. Główny postulat to wydłużenie okresu, na które rejestrowane jest oświadczenie o powierzeniu wykonania pracy z 6 do 18 miesięcy. To znacznie odciążyłoby nie tylko rejestrujące oświadczenia powiatowe urzędy pracy, lecz także urzędy wojewódzkie rozpatrujące wnioski.

– Chodzi także o szybkość reakcji urzędów i spójność, czyli żeby w każdym urzędzie w Polsce wymagane były te same dokumenty. Chodzi też o rozsądek, żeby np. pracownik ukraiński, który zmienia stanowisko pracy w ramach tego samego zakładu, nie musiał od nowa wyrabiać sobie wszystkich oficjalnych dokumentów – mówi Wojciech Ratajczyk.

Ostatni postulat to skrócenie czasu na otrzymanie stempla – pracodawcy chcą wprowadzenia okresu 7 dni na umieszczenie w dokumencie podróży odcisku stempla, a także możliwość składania odpowiednich dokumentów drogą elektroniczną.

– Możemy przyjąć, że w tej chwili około 1 mln Ukraińców legalnie pracuje w Polsce. Tendencja jest wzrostowa, obserwujemy to od 2–3 lat, co wiąże się z brakiem polskich pracowników na rynku. Trudnością jest po pierwsze pozyskanie pracowników, a drugą – bariery administracyjne, szczególnie w tym roku. Zamiast ułatwień, niestety stawiane są coraz wyższe bariery. Przykładowo, druk oświadczenia o powierzeniu pracy kiedyś miał jedną stronę, dzisiaj ma ich cztery – mówi prezes zarządu Trenkwalder Polska, wiceprezes Polskiego Forum HR.

Według danych MRPiPS stopa bezrobocia w lutym wyniosła 6,1 proc, co oznacza, że utrzymała się na poziomie styczniowym. Polska jest obecnie jednym z państw z najniższym bezrobociem w całej UE, ale trudności z pozyskiwaniem pracowników to bolączka przedsiębiorstw, które muszą się wstrzymywać z inwestycjami. Z Licznika rynku InfoPraca.pl wynika, że w ostatnim kwartale ubiegłego roku liczba ofert pracy rok do roku wzrosła o 9 proc. (do 36,2 tys.), przy czym największe zapotrzebowanie zgłosili przedsiębiorcy na Mazowszu.

ZPP: W Polsce jest za mało inwestycji małych i średnich firm. Brakuje też nakładów na innowacje

0

ZPP: W Polsce jest za mało inwestycji małych i średnich firm. Brakuje też nakładów na innowacje 3

Polski PKB pędzi, konsumpcja ma się dobrze, a inwestycje zaczęły wreszcie rosnąć. Zapowiedzi kolejnych programów socjalnych jeszcze zwiększą popyt, choć część nadwyżki będzie zapewne odkładana na oszczędności. Zdaniem przedsiębiorców jednak spożycie to niepewna siła napędowa gospodarki, a inwestycje wciąż mają niewłaściwą strukturę. Przy problemach na rynku pracy i nieprzewidywalnym sposobie uchwalania prawa trudno będzie to zmienić.

– Już od wielu lat mamy ten problem, że w strukturze wzrostu naszego PKB inwestycje grają niewielką rolę. Szczególnie dotkliwy był tutaj 2016 rok, w którym mieliśmy do czynienia z istotnym spadkiem nakładów inwestycyjnych w gospodarce – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Bińkowski, analityk i sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – W 2018 roku, zwłaszcza w III kwartale, mieliśmy do czynienia z dużo lepszymi wynikami, jeśli chodzi o nakłady inwestycyjne.

Nakłady brutto na środki trwałe w III kwartale 2018 roku wzrosły o 9,9 proc. rok do roku i było to tempo najszybsze od trzech i pół roku. W IV kwartale wzrost wyniósł 6,7 proc., ale w obydwu tych okresach inwestycje dołożyły do wzrostu PKB 1,7 proc. Problem polega jednak na tym, że przyspieszenie inwestycyjne dotyczy przede wszystkim sektora publicznego – samorządów i dużych przedsiębiorstw publicznych. W firmach zatrudniających ponad 49 pracowników tempo nakładów inwestycyjnych jest wysokie, natomiast mniejsze podmioty inwestują znacznie ostrożniej – w pierwszej połowie 2018 roku firmy zatrudniające od 10 do 49 osób poniosły tylko 7,4 proc. wszystkich nakładów na inwestycje. Ostatnie dane GUS wskazują jednak na przyspieszenie inwestycji w sektorze przedsiębiorstw niefinansowych. W ubiegłym roku wzrosły one o 12,2 proc. rdr.

Dlatego zdaniem ZPP mimo zwiększenia wydatków podstawowe przyczyny niedostatecznych inwestycji nie zostały zlikwidowane.

– To jest, po pierwsze, niestabilność przepisów, która powoduje, że przedsiębiorcy są mniej skłonni do inwestowania – podkreśla Jakub Bińkowski. – Po drugie, problemy na rynku pracy związane z rosnącymi kosztami pracowników, co z kolei jest efektem niedostatecznej podaży pracy na rynku. Cały czas nie dokonano istotnych zmian, które wpłynęłyby na poprawę tych parametrów. Apelujemy o przeprowadzenie pewnych działań: zadbanie o pewną stałość regulacji i poczucie bezpieczeństwa prawnego polskich przedsiębiorców oraz o kształcenie zawodowe i rozsądną politykę imigracyjną, która służyłaby uzupełnieniu tych niedoborów na rynku pracy.

Wydatki na środki trwałe skutkują możliwością korzystania za kilka miesięcy lub lat z nowszych technologii lub urządzeń, a w konsekwencji bardziej efektywnej produkcji towarów lub świadczenia usług. Niedostatek tych inwestycji oznacza więc zahamowanie rozwoju technicznego i technologicznego, a więc utratę przyszłych korzyści polegających np. na zastąpieniu brakujących pracowników przez automaty.

Analityk ZPP dodaje także, że Polska bardzo niewiele inwestuje w innowacje. Nakłady na wartości niematerialne i prawne wyniosły w pierwszym półroczu 2018 roku 3,2 mld zł i były aż o 51,1 proc. niższe niż w I półroczu 2017 roku. Udział w tych nakładach podmiotów dużych wyniósł 73,7 proc., średnich – 19,3 proc., a małych – 7 proc.

– Jeśli chodzi o atrakcyjność inwestycyjną Polski, to z pewnością położenie, geografia to punkt pierwszy. Punkt drugi, dostęp do wysokiej jakości kadry. Mimo problemów z podażą pracy na rynku, to wciąż jest czynnik zachęcający do inwestowania – mówi Jakub Bińkowski, pytany o inwestycje zagranicznych podmiotów. – Stabilny wzrost gospodarczy, dobra koniunktura, wysoki popyt wewnętrzny świadczą też o tym, że polska gospodarka ma się dobrze. Trudno jest wyrokować, na ile jest to efekt polityki gospodarczej prowadzonej przez nas, a na ile jest to rezultat znakomitej koniunktury na świecie.

W 2017 roku napływ do Polski kapitału netto z tytułu zagranicznych inwestycji bezpośrednich wyniósł 34,7 mld zł i był najniższy od czterech lat. Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii szacuje, że w ubiegłym roku spadł do 33,4 mld zł.

– Wydaje się, że 2019 rok będzie pod tym względem umiarkowanie udany, ponieważ nawet jeśli grozi nam widmo spowolnienia gospodarczego w skali globu, a przynajmniej Europy, to cały czas jesteśmy jeszcze na górce – uważa Jakub Bińkowski. – Może ona już trochę zaczyna opadać, natomiast cały czas nie ma znaków świadczących o tym, że czeka nas w ciągu najbliższych miesięcy jakieś gwałtowne załamanie.

Fake newsy i sexting w sieci. Młodzież coraz bardziej uzależniona od smartfonów i zagubiona w cyfrowym świecie

Fake newsy i sexting w sieci. Młodzież coraz bardziej uzależniona od smartfonów i zagubiona w cyfrowym świecie 4

Korzystanie z mediów cyfrowych i internetu daje szerokie możliwości, ale stwarza też zagrożenia, szczególnie dla młodych ludzi. Co drugi nastolatek zetknął się z hejtem w sieci, a co dziesiąty uprawia sexting, czyli zamieszcza intymne materiały w internecie. Coraz więcej młodych ludzi ma problem z uzależnieniem od smartfona. Szkody spowodowane nadużywaniem mediów cyfrowych zagrażają zdrowiu psychicznemu, somatycznemu oraz relacjom międzyludzkim. Trwa właśnie projekt badawczy firmy Librus oraz Fundacji Dbam o Mój Z@sięg, który ma zbadać wpływ nowych technologii na dzieci i młodzież.

– Jest wiele zagrożeń związanych z nieodpowiedzialnym, niebezpiecznym czy niehigienicznym używaniem internetu. Coraz częstszym jest brak umiejętności ochrony swojego wizerunku w sieci i sexting, czyli publikowanie materiałów o charakterze intymnym. Część nastolatków nie wie i nie potrafi chronić swojej prywatności, a są i tacy, którzy nie chcą tego robić – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Maciej Dębski z Uniwersytetu Gdańskiego, prezes Fundacji Dbam o Mój Z@sięg.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez fundację, prawie 12 proc. nastolatków między 12 a 18 rokiem życia przynajmniej raz w życiu zrobiło sobie nagie zdjęcie i wrzuciło je do sieci. To oznacza, że średnio co dziesiąty nastolatek uprawia sexting. Natomiast co czwarty deklaruje, że chociaż sam nie wrzuca do sieci takich materiałów, to po otrzymaniu np. nagiego zdjęcia rozpowszechnia je dalej, przy czym częściej robią to chłopcy niż dziewczynki. Przesyłanie intymnych materiałów może mieć poważne konsekwencje, m.in. szantaż emocjonalny czy wyłudzanie pieniędzy.

Kolejnym zagadnieniem są fake newsy i to, czy młodzież jest na nie wyczulona.

– Pokolenie dzisiejszych rodziców i nauczycieli to cyfrowi imigranci. Znamy świat bez internetu, mamy też doświadczenie życiowe, które teoretycznie pozwala nam krytycznie oceniać informacje, które do nas docierają. A i tak nie zawsze nam, dorosłym, się to udaje. Nic więc dziwnego, że dzieci i młodzież, cyfrowi tubylcy, najczęściej przyjmują newsy w sieci a priori. Ciąży na nas odpowiedzialność, aby wykształcić w młodym pokoleniu odpowiednie mechanizmy obronne – mówi Marcin Kempka z Librusa.

Sexting i fake newsy to nie są jedyne zagrożenia, jakie wiążą się z nieodpowiedzialnym korzystaniem z internetu. Nastolatki w sieci mogą stać się ofiarami cyberprzemocy, podszywania albo kradzieży tożsamości, zetknąć się z hejtem czy treściami pornograficznymi. Z badań fundacji wynika, że na tego rodzaju materiały o charakterze erotycznym trafiło w internecie co drugie dziecko przed 10 rokiem życia.

– Odrębnym problemem jest kwestia niehigienicznego używania smartfona czy internetu. Bardzo często telefon towarzyszy nam od wstania do zaśnięcia. Bierzemy go ze sobą do łóżka, idziemy z nim do toalety, jesteśmy ciągle w gotowości do podjęcia kontaktu. Kiedy nie mamy przy sobie telefonu, włącza nam się syndrom FOMO, czyli strach przed byciem odciętym od sieci – mówi dr Maciej Dębski. – Problemem bardzo niedocenianym przez rodziców i środowisko szkolne jest także kwestia cyberlęków i cyberstresów. Przemęczenie, przeładowanie informacyjne, obniżony nastrój czy nawet stany depresyjne są powodowane nie przez media cyfrowe, lecz przez ich nadużywanie.

Z ostatniej edycji badania EU Kids Online 2018, przeprowadzonego na grupie blisko 1,3 tys. uczniów w wieku 9–17 lat, wynika, że 82,5 proc. z nich codziennie łączy się z siecią przez telefon komórkowy. Codziennie lub prawie codziennie korzysta z niego 9 na 10 badanych, a 15 proc. uczniów spędza w dzień powszedni ponad 5 godzin online. Prawie 73 proc. nastolatków ma swój profil w mediach społecznościowych albo na stronie z grami, w młodszej grupie wiekowej (9–10 lat) ten odsetek sięga blisko 50 proc.

 Młodszym dzieciom smartfon czy tablet służą przede wszystkim do gry, rozrywki i zabawy, z kolei zupełnie inaczej używają mediów cyfrowych nastolatkowie w liceum. Widzimy też taką tendencję, że chłopcy o wiele częściej grają w gry, a dziewczyny o wiele częściej używają portali społecznościowych, takich jak Snapchat czy Instagram. Niepokojące jest natomiast to, że część młodych osób nadużywa mediów cyfrowych i wtedy pojawia się problem – mówi dr Maciej Dębski

Prezes Fundacji Dbam o Mój Z@sięg podkreśla, że szkody spowodowane nadużywaniem mediów cyfrowych i internetu można podzielić na zagrażające zdrowiu psychicznemu, zdrowiu somatycznemu oraz relacjom międzyludzkim.

– Wstępne wyniki naszych badań pokazują, że 3 proc. młodzieży jest bardzo patologicznie związana ze swoimi smartfonami. To są osoby, które doprowadziły siebie i swoje życie do takiego stanu, że jeśli zapomną telefonu i nie są podłączone do sieci, to potrafią wpaść w agresję, szał. To są osoby, które tak naprawdę nadają się na leczenie – mówi dr Maciej Dębski. – Najlepiej, gdyby na psychoterapię poszli z rodzicami. Niestety, w części przypadków pewnie się okaże, że to nie media cyfrowe niszczą więzi, ale jest problem z tym, że rodzice oddalili się od swoich pociech.

 Zmianę w relacjach międzyludzkich obserwujemy także na co dzień. Od ponad dekady nasze technologie łączą w komunikacji rodziców, uczniów i nauczycieli. Co ciekawe, dorośli, kontaktując się z nami, używają sformułowań zaczerpniętych z komunikacji między ludźmi: witają się, używają form grzecznościowych. Dzieci i młodzież „odpytują bota”, wydają komendy, często zresztą pytają, czy po drugiej stronie e-maila czy komunikatora jest bot czy człowiek – mówi Marcin Kempka.

Fundacja Dbam o Mój Z@sięg wraz z Librus i PCG Edukacja prowadzą szeroko zakrojony projekt badawczy „Młodzi Cyfrowi”, który ma odpowiedzieć m.in. na pytania, w jaki sposób młodzież korzysta z mediów cyfrowych, na jakie cyberzagrożenia jest narażona i w jakim stopniu oraz jak można przeciwdziałać w szkole e-uzależnieniom.

Projektem objęci są uczniowie klas 7–8 szkół podstawowych oraz młodzież szkół ponadpodstawowych. Badania rozpoczęły się we wrześniu ubiegłego roku i dotychczas objęły zasięgiem blisko 40 tys. uczniów z ponad 1400 szkół na terenie całego kraju. Projekt potrwa do 30 czerwca br., a organizatorzy zapraszają wszystkie szkoły do uczestnictwa w bezpłatnych badaniach. Można to zrobić m.in. poprzez formularz zgłoszeniowy na stronie Librus. Po wyrażeniu zgody przez rodziców, uczniowie wypełniają na lekcji specjalną ankietę, co trwa ok. 30 minut.

Każda szkoła, która przystąpi do projektu badawczego, otrzyma m.in. certyfikat, kompletny raport z badań oraz wyniki ze swojej placówki w postaci raportu tabelarycznego. Takie dane pomogą w przygotowaniu zaleceń i rekomendacji dotyczących sposobów korzystania z mediów cyfrowych przez uczniów danej szkoły.

– Od kwietnia ruszamy również z komponentem rodzicielskim, czyli badamy nie tylko to, jak młodzież używa mediów cyfrowych, lecz także to, w jaki sposób robią to ich rodzice. W lipcu, sierpniu będziemy wiedzieć więcej na temat skali zjawiska fonoholizmu, uzależnienia od smartfona. W tych badaniach poruszamy też dwa bardzo ważne wątki: jak nadużywanie mediów cyfrowych wpływa na dobrostan psychiczny i na relacje – mówi prezes Fundacji Dbam o Mój Z@sięg.

Technologia naśladowania ludzkiej mowy przez maszyny coraz bardziej doskonała. Wkrótce dzwoniąc na call center, nie rozpoznamy, czy rozmawiamy z człowiekiem

Technologia naśladowania ludzkiej mowy przez maszyny coraz bardziej doskonała. Wkrótce dzwoniąc na call center, nie rozpoznamy, czy rozmawiamy z człowiekiem 5

Automatyzacja obsługi z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i generatorów mowy może zrewolucjonizować systemy telefonicznej obsługi klienta. Choć roboty idealnie naśladują już ludzki głos i skutecznie analizują ludzką mowę, to coraz częściej podnoszone są kwestie etyczne. Voice-boty nie powinny naśladować ludzi, by nie wprowadzać w błąd klientów – twierdzą eksperci branży.

– Ludzie, gdy dzwoni telefon, spodziewają się, że dzwoni człowiek, więc jeżeli jest to coś zbliżonego do człowieka, to zakładają, że jest człowiek. Tymczasem voice-boty stają się coraz bardziej naturalne. Mają coraz bardziej ludzki głos i rozmawiają już jak człowiek. Możemy teraz zauważyć trend, że automaty nie są zbyt regularne, że one np. czasami się pomylą, coś powtórzą albo zrobią jakąś przerwę – wszystko po to, by skuteczniej przypominać człowieka – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bartosz Ziółko z Techmo.

Technologia voice-botów jest coraz bardziej zaawansowana. Maszyny już w bardzo dużym stopniu potrafią naśladować ludzi, włącznie z poprawnym akcentowaniem sylab. Z dostarczanego przez Silicon Intelligence voice-bota Guiyu korzystają głównie firmy zajmujące się handlem. Służy on do kontaktów z klientami, z którymi może się porozumiewać w języku mandaryńskim, angielskim i japońskim. Guiyu rozpoznaje, co mówi klient, i zapisuje to jako tekst. Następnie bot analizuje tekst w oparciu o obszerną bazę fraz i zdań, by stworzyć odpowiedź. Wreszcie Guiyu przekształca swoją pisemną odpowiedź w głosową wypowiedź.

– W tej chwili jest bardzo duże zainteresowanie w uruchamianiu tzw. voice-botów, czyli automatycznej obsługi klienta przez telefon, dzięki którym klienci mogą rozwiązać swoje podstawowe problemy. One są zazwyczaj powtarzalne, dlatego można skupić pracę ludzi na zadaniach trudniejszych, nieszablonowych, a większość spraw zleconych do call center można rozwiązywać automatycznie. Jest również zastosowanie w reklamach przez telefon albo miękkiej windykacji – przekonuje Bartosz Ziółko.

Choć współczesna technologia pozwala na generowanie głosu do złudzenia przypominającego ludzką mowę, to coraz częściej podnoszona jest etyczna strona tej technologii.

– My rekomendujemy klientom, żeby niekoniecznie stosować taki bardzo naturalny głos, bo to wywołuje u odbiorców efekt zbliżony do uncanny valley, czyli że ludzie tracą poczucie, co się dzieje. To jest rzecz do przemyślenia, czy te automaty nie powinny tonem głosu oświadczać: rozmawiasz z automatem, mów jak do automatu – twierdzi ekspert.

Technologia związana z generowaniem i rozpoznawaniem mowy wykorzystywana jest jednak również w drugą stronę – nie do prezentacji usług, lecz do identyfikacji rozmówcy.

– Biometria głosowa to sposób na weryfikację klienta lub w ogóle dzwoniącego poprzez ocenę próbki jego głosu, które wcześniej zostały zdeponowane w odpowiedniej instytucji. To akurat jest zjawisko, które trochę wolniej się rozwija. Myślę, że tutaj jest kwestia pewnych obaw o bezpieczeństwo takich rozwiązań. Biometrii większość osób nie rozumie, więc obawia się jakichś problemów. Z drugiej strony wchodzą regulacje, które nakazują mieć różne metody weryfikacji klientów, żeby nie bazować właśnie tylko na haśle – wskazuje Bartosz Ziółko.

Tymczasem identyfikacja na podstawie danych biometrycznych połączonych z hasłem może być dużo skuteczniejsza, a zarazem praktycznie niemożliwa do zhakowania. Polska firma Unima2000 oferuje systemy biometrii głosowej skierowane do odbiorców usług finansowych, telekomunikacyjnych czy ochrony zdrowia. Zdaniem przedstawicieli firmy biometria głosowa zapewnia wyższy poziom bezpieczeństwa niż tradycyjne rozwiązania. Współczesne systemy biometrii głosowej są coraz dokładniejsze.

Liderem w rozwoju technologii syntezy mowy są Chiny. Według analityków z Zion Market Research, gdy światowy rynek inteligentnych rozwiązań głosowych rósł w tempie 30 proc. w latach 2016–2017, w Chinach wskaźnik ten wynosił około 70 proc. W ubiegłym roku chiński rynek inteligentnego głosu był wart około 2,3 mld dol.

Opracowano łąkę antysmogową, pozwalającą zredukować zanieczyszczenia w powietrzu. Metr ziemi obsadzony specjalną mieszanką roślin oczyszcza je tak samo jak 5-letnie drzewo

Opracowano łąkę antysmogową, pozwalającą zredukować zanieczyszczenia w powietrzu. Metr ziemi obsadzony specjalną mieszanką roślin oczyszcza je tak samo jak 5-letnie drzewo 6

Miasta odpowiadają za 75 proc. emisji dwutlenku węgla, zaś transport za 20–25 proc. światowej emisji. Zieleń tworzy enklawy czystego powietrza, dlatego największe metropolie sadzą drzewa, budują antysmogowe budynki i chodniki. Tyle samo pyłów, co pięcioletnie drzewo, jest w stanie wyłapać metr kwadratowy łąki antysmogowej, którą opracowano w Polsce. Specjalnie dobrane rośliny są tańsze w utrzymaniu i znacznie bardziej ekologiczne niż trawniki.

– Łąka antysmogowa to specjalna mieszanka roślin do stosowania w pasach drogowych, które się znajdują zarówno pośrodku jezdni, jak i po bokach, dostosowana do tego, żeby jak najlepiej wyłapywać spaliny i pył pochodzący z transportu. Czy to spaliny, które wydostają się z rur wydechowych, czy inne odpadki, które pochodzą ze ścierania się opon i klocków hamulcowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Maciej Podyma z Fundacji „Łąka”.

Z danych ONZ wynika, że do 2050 roku 6 na 10 osób będzie mieszkańcami miast. Te zaś odpowiadają za 60–80 proc. całkowitego zużycia energii i nawet 75 proc. emisji dwutlenku węgla. Choć za większość zanieczyszczeń odpowiadają domowe piece, to w największych miastach winowajcą jest transport – np. raport NIK wskazywał, że w Warszawie samochody odpowiadały za 63 proc. stężenia PM10.

Enklawę czystego powietrza tworzy zieleń, dlatego największe miasta inwestują w parki i sadzą drzewa. W Nowym Jorku jedno drzewo ma przypadać na czterech mieszkańców, w Niemczech autostrady są chronione poczwórnymi pasami drzewostanów. Równie skuteczne co drzewa mogą się okazać łąki.

– Nasze łąki można zastosować przy drogach, przede wszystkim przy drogach, autostradach. Mamy około 250 tys. ha poboczy dróg w całym kraju, czy to drogi gminne, powiatowe czy zjazdy, więc możliwości jest mnóstwo. Jadąc autostradą, widać, ile jest trawników, my chcielibyśmy je zamienić na filtry, które wyłapują pyły – przekonuje Maciej Podyma.

Z danych Fundacji wynika, że obecnie w parkach miejskich w Polsce jest  90 proc. trawników i tylko 10 proc. drzew i krzewów. Tymczasem trawniki nie do końca spełniają w naszym kraju swoja rolę – w Wielkiej Brytanii, skąd przyszła na nie moda, panuje inny klimat, jest duża wilgotność i mniejsze nasłonecznienie. Tam trawniki nie wymagają tyle nakładów pracy. Jednocześnie na koszenie trawy wokół dróg i autostrad wydajemy rocznie około 1,5 mld zł,  a koszenie trawników we wszystkich miastach pochłania 3,5 mld zł. Godzinna praca kosiarki to tyle spalin, co 11 samochodów i hałas o natężeniu 90 dB.

Rośliny łąkowe mają nawet 25 razy głębsze systemy korzeniowe niż trawa i wymagają podlewania jedynie w okresach skrajnej suszy, wystarczy też dwa razy w roku użyć kosy. Do tego świetnie oczyszczają powietrze i stanowią schronienie dla mnóstwa zwierząt i owadów.

– Nasze wstępne badania pokazują, że jesteśmy w stanie wyłapać 12 gramów pyłów PM 2,5 na 1 mkw. takiej łąki, to jest mniej więcej porównywalne z 5-letnim drzewem, a wiadomo, że 5-letniego drzewa nie można posadzić wszędzie. Wyłapujemy więc pyły, a łąki wymagają tylko dwukrotnego koszenia w ciągu roku, więc ich utrzymanie w porównaniu do trawnika jest znacznie mniej szkodzące środowisku – tłumaczy ekspert.

Łąki istnieją już w Krakowie i Białymstoku. W Krakowie posadzono już 10 ha łąk kwietnych w 20 lokalizacjach na terenie całego miasta. Teraz nadszedł czas na Warszawę, która po chodniku antysmogowym, inwestuje w kolejne ekologiczne rozwiązania.

Jak wskazuje przedstawiciel Fundacji, obecnie opracowywana jest nowa forma otoczki nasion, która pozwoli wytworzyć rośliny bardziej odporne na warunki.

– Środowisko przy drogach jest suche, często znajduje się przy nim sól, jest po prostu takim miejscem, gdzie trzeba trochę pomóc roślinom. Otoczka ma im pomóc w kiełkowaniu. Dobraliśmy mieszankę według klucza, żeby te rośliny były jak najbardziej szorstkie, jak najbardziej lepkie, działały na zasadzie lepu, który łapie po prostu te zanieczyszczenia, a następnie kosimy łąkę i kompostujemy to, co zostało zebrane – mówi Maciej Podyma.

Chorzy na schizofrenię mogą normalnie żyć i pracować. Pod warunkiem że będą odpowiednio leczeni

Chorzy na schizofrenię mogą normalnie żyć i pracować. Pod warunkiem że będą odpowiednio leczeni 7

Schizofrenia, na którą choruje nawet 50 mln osób na świecie, dotyka przede wszystkim ludzi młodych, średni wiek w momencie diagnozy wynosi 27 lat. Z pomocą chorym przychodzi współczesna medycyna i leki o przedłużonym działaniu podawane raz na jakiś czas w formie zastrzyku. Dzięki nim niwelowane jest ryzyko, że pacjent nie przyjmie codziennej dawki leku, co może skutkować nawrotem choroby. W Polsce dostępne są leki przyjmowane raz na miesiąc, na świecie powszechnie stosuje się już takie podawane raz na trzy miesiące. Upowszechnienie takich terapii może zmniejszyć świadczenia wypłacane w związku z niezdolnością do pracy z powodu schizofrenii, które wynoszą ok. 1,2 mld zł i są dwukrotnie wyższe niż koszty leczenia.

– W ciągu 2–3 ostatnich dekad doszło do dużej zmiany w farmakoterapii dla pacjentów cierpiących na schizofrenię. Wprowadzono atypowe leki przeciwpsychotyczne, które w odróżnieniu od leków stosowanych wcześniej powodują zwiększenie stężenia dopaminy w jednym rejonie mózgu, a jego zmniejszenie w innym – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii. – Kolejnym przełomem było zastosowanie tych leków atypowych – nowoczesnych leków w iniekcjach długodziałających.

Światowa Organizacja Zdrowia ocenia, że choroby psychiczne w ciągu kilkunastu lat staną się jednym z głównych problemów zdrowotnych. Obecnie cierpi na nie co piąta osoba na świecie. Schizofrenia dotyczy ok. 50 mln osób. W Polsce choruje 350–400 tys. osób. Dzięki terapiom o przedłużonym działaniu sposób leczenia uległ zmianie, a pacjenci mogą prowadzić aktywne życie zawodowe i społeczne.

Kluczowym problemem w przypadku pacjentów cierpiących na schizofrenię jest częste przerywanie terapii. Pacjenci zapominają o codziennym braniu tabletek lub wręcz unikają ich przyjmowania, a widząc u siebie poprawę, przerywają terapię. To z kolei może powodować nawrót choroby. Tymczasem przestrzeganie zaleceń lekarza (ang. compliance) jest najbardziej istotną kwestią w terapii schizofrenii i podstawowym warunkiem osiągnięcia korzyści z leczenia.

– Schizofrenia dlatego jest tak trudną jednostką chorobową, że z definicji pacjent jest częściowo bezkrytyczny co do objawów swojej choroby, m.in. urojeń. Nawet jeśli zacznie przyjmować leki, po pewnym czasie nadchodzi kryzys i je odstawia – mówi prof. Piotr Gałecki.

W efekcie choroba nawraca, a jej skutki utrzymują się przez długi czas.

– Największym problemem był właśnie brak współpracy, który nie wynikał z niechęci samego pacjenta, tylko z jego objawów choroby – ocenia prof. Piotr Gałecki. – Włączenie leku długodziałającego, podawanego w formie iniekcji raz na miesiąc czy trzy miesiące, zapewnia nam stuprocentową współpracę pacjenta.

Długodziałające leki przeciwpsychotyczne, leki drugiej generacji o przedłużonym uwalnianiu, w Polsce można podawać raz na dwa tygodnie bądź raz na miesiąc. To zaś zwiększa prawdopodobieństwo, że lek na pewno zostanie przyjęty, a dawka nie zostanie pominięta. Na świecie, również w Europie, powszechnie stosowane są już leki, które można podawać nawet raz na trzy miesiące.

– Preparat, który możemy stosować w iniekcji raz na trzy miesiące, co by tak naprawdę oznaczało przyjęcie przez pacjenta leku 4 razy w roku, ciągle w Polsce nie jest dostępny. I to jest ta różnica między krajami Unii Europejskiej a Polską – zaznacza prof. Piotr Gałecki.

Schizofrenia najczęściej dotyka ludzi młodych, między 25 a 35 rokiem życia. Jej początek przypada zwykle na późny okres dojrzewania. Choroba skraca zaś życie nawet o 10–20 lat, a chorzy są narażeni na cukrzycę, nadwagę czy różnego typu uzależnienia. Nie oznacza to jednak, że pacjenci muszą być skazani na wykluczenie z rynku pracy.

 W obecnym modelu opieki nie zastanawiamy się, że poprzez nie do końca kompleksowe leczenie schizofrenii, a więc brak dostępu do skutecznych leków oraz kompleksowych zaleceń terapii, „produkujemy” osoby, które mają orzeczoną rentę – ocenia dr n. med. Jakub Gierczyński z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Choroby psychiczne są w Polsce pierwszą przyczyną niezdolności do pracy, a osoby ze schizofrenią stanowią blisko 10 proc. wszystkich rencistów. Tylko w 2017 roku wydatki ZUS z powodu absencji i niezdolności do pracy osób z tą chorobą wyniosły 1,2 mld zł. Dla porównania NFZ na leczenie schizofrenii przeznaczył 600 mln zł.

 Model opieki nad chorym na schizofrenię w Polsce powinien być oparty na dwóch filarach. Pierwszy to optymalny model opieki systemowej, żeby chory nie przebywał pół roku w szpitalu, tylko był leczony na bazie ambulatorium i opieki środowiskowej jak najbliżej swojego domu. Drugi filar to dostęp do nowoczesnych technologii lekowych zawartych w standardach terapeutycznych – tłumaczy dr Jakub Gierczyński.

Zdaniem eksperta obecne metody leczenia wykluczają z normalnego życia osoby ze schizofrenią. Tymczasem zastosowanie nowoczesnych terapii mogłoby całkowicie zmienić podejście do choroby.

Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego jest nastawiony na odejście od XIX-wiecznej formy psychiatrii, leczenia w dużych szpitalach psychiatrycznych i przejście do psychiatrii środowiskowej. W 2018 roku ruszył pilotaż w 27 ośrodkach w kraju.

Rynek nieruchomości w Łodzi

Miniony rok zakończył się dla biznesowej Łodzi bardzo optymistycznie, o czym świadczą bardzo dobre rezultaty zanotowane zarówno na rynku mieszkaniowym jak i biurowym. Liczba sprzedanych mieszkań względem 2015 roku podwoiła się, a zasoby całkowitej powierzchni biurowej już za chwilę przekroczą 500 000 mkw.

Mieszkaniówka w Łodzi ostro przyspiesza

Sektor mieszkaniowy w Łodzi, po latach stagnacji, przeżywa boom – liczba sprzedanych w minionym roku mieszkań wyniosła 4 200 i była o 30% większa niż w 2017, kiedy nabywców znalazło 3 300 mieszkań. Rekordowy popyt idzie w parze z rekordową podażą. W 2018 roku na rynek trafiło 4 600 mieszkań, czyli o 15% więcej niż 2017 i 2,5 raza więcej niż 2015 roku, kiedy deweloperzy wybudowali ich zaledwie 1 800.

Przestrzeń do dalszego rozwoju mieszkaniówki w Łodzi jest również bardzo obiecująca. W minionym roku na 1 000 mieszkańców miasta przypadało niespełna 6 lokali sprzedanych na rynku pierwotnym – dla porównania we Wrocławiu czy Trójmieście było to 17 mieszkań. Ceny na pierwotnym rynku mieszkaniowym w tym mieście również rosną wolniej niż w innych polskich aglomeracjach.

Na koniec 2018 roku średnia cena lokali oferowanych przez deweloperów w Łodzi była o zaledwie 8% wyższa niż przed rokiem, a od końca 2016 roku wzrosła zaledwie o 17%, co stanowiło jeden z najniższych wyników odnotowanych w głównych miastach w Polsce. Wraz z dynamicznym rozwojem oferty biurowej sprawiło to, że rynek ten stał się interesujący dla osób chcących zainwestować w nieruchomości mieszkaniowe z myślą o ich wynajmowaniu.

Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego, JLL

Pół miliona mkw. biur w Łodzi

Sytuacja na rynku nieruchomości biurowych jest również optymistyczna. Obecna całkowita podaż w tym segmencie to około 470 000 mkw., a w budowie pozostaje kolejne 100 000 mkw.

Jeszcze w tym roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Łodzi przekroczą 500 000 mkw., dzięki czemu miasto umocni swoją pozycję jako jednego z największych centrów biznesowych w Polsce. Mocny przyrost nowej powierzchni przez ostatnich 5 lat nie miał większego wpływu na poziom wakatów, które utrzymują się poniżej 10%. Jednym z powodów jest wysoka aktywność firm z sektora usług dla biznesu, które w ubiegłym roku odpowiadały za blisko 50% popytu na powierzchnię biurową.

Łukasz Dobrzański
Łukasz Dobrzański

Łukasz Dobrzański, kierujący łódzkim oddziałem JLL

W Łodzi branża BPO/SSC ma się dobrze. Według danych ABSL, w firmach z sektora zlokalizowanych w Łodzi pracuje ponad 20 000 osób. Średnio centra usług zatrudniają 270 pracowników, co przekłada się na wysokie zapotrzebowanie na nową powierzchnię biurową i tym samym wysoki udział sektora w popycie. Przykładem może być tutaj firma Clariant, która wynajęła w zeszłym roku niemal 5 000 mkw. w kompleksie Monopolis.

Rozwój sektora odbywa się głównie w docenianych przez rynek lokalizacjach biurowych i wyraźne kształtujących się dwóch głównych hubach biurowych. Jednym z nich jest lokalizacja przy Centralnej Osi Łodzi, w szczególności w okolicach tzw. skrzyżowania marszałków. To tutaj powstaje wspomniany wcześniej kompleks Monopolis, który budowany jest na terenie dawnych zakładów Monopolu Wódczanego. W jego sąsiedztwie trwają prace nad biurowcem Imagine. Wśród istniejących już projektów biurowych w tej lokalizacji należy wymienić m.in. Symetris Business Park, Forum 76, Łódź 1, Łódzkie Centrum Biznesu. Wzdłuż al. Piłsudskiego realizowane i planowane są również kolejne inwestycje biurowe utwierdzające znaczenie tej lokalizacji w Łodzi.

Kształtujące się huby biurowe w Łodzi tworzą zupełnie nową tkankę miejską. Przy realizacji naszych projektów pamiętamy w równej mierze o wygodzie i komforcie pracy naszych najemców biurowych, jak również o potrzebach mieszkańców miasta. W Monopolis łodzianie znajdą miejsce przyjemne do spędzania czasu wolnego z restauracjami, piekarnią, kawiarnią. Będzie też teatr, galeria oraz klub dla dzieci. Wieżę, że łodzianie polubią to tętniące życiem, również wieczorami i w weekendy, wyjątkowe miejsce.

Krzysztof Witkowski, Prezes Virako

Nowym, tworzącym się zagłębiem biurowym jest Nowe Centrum Łodzi w rejonie dworca Łódź Fabryczna, gdzie powstaje m.in. Brama Miasta. W tym samym rejonie funkcjonuje już biurowiec Nowa Fabryczna oraz Przystanek mBank. Atutem obu lokalizacji jest świetny dostęp do środków komunikacji miejskiej.

Dynamiczny rozwój łódzkiego rynku biurowego jest w dużej mierze zasługą władz lokalnych i ich programów rewitalizacyjnych, rozwoju infrastruktury i intensywnej promocji miasta. Łódź nie wygląda już tak samo jak 10 lat temu, co doceniają zarówno mieszkańcy, turyści, jak przedstawiciele biznesu. Warto również zaznaczyć, że silny rozwój rynku mieszkaniowego i magazynowego w regionie także ma pozytywny wpływ na rozwój projektów biurowych. Dodatkowo centralne położenie miasta i dobre połączenia drogowe są kolejnymi atutami wspierającymi boom nieruchomościowy w mieście.

Łukasz Dobrzański, kierujący łódzkim oddziałem JLL

Nagle BUCH! Bitcoin w ruch. Ceny kryptowalut wystrzeliły

Tak dużej aktywności w notowaniach kryptowalut nie obserwowaliśmy od miesięcy. Bitcoin wzrastał nawet o ponad 20 proc., we wtorek przekraczając 5 tys. dolarów pierwszy raz od listopada ub.r. Czy po trzech miesiącach względnego spokoju rynek kryptowalut odżywa? – pisze Bartosz Grejner, analityk Cinkciarz.pl.

2 kwietnia mocno rosły ceny większość z nich. Bitcoin, największa kryptowaluta pod względem kapitalizacji, zyskał w szczytowym momencie nawet ok. 23 proc. w relacji do poprzedniego dnia. Od razu zaczęły się poszukiwania czynnika, który wywołał ten nagły skok.

Trop koreański i trop żartobliwy

Jedną z przyczyn mogło być odbywające się w tym tygodniu w Seulu forum „Deconomy”, zaliczające się do najważniejszych wydarzeń z tematyki zdecentralizowanej gospodarki (stąd nazwa Deconomy – decentralized economy). W ub.r. także zwiększyły się wahania cen kryptowalut, gdy odbywało się to wydarzenie. Wtedy jednak notowania zarówno bitcoina, jak i innych kryptowalut ogólnie poddawały się większym wahaniom. Jest zatem mało prawdopodobne, żeby sprawcą bieżącego wzrostu był akurat forum, które nawet jeszcze się nie rozpoczęło (4-5 kwietnia).

Istnieje jeszcze jeden możliwy trop, choć trochę daleko idący. W pierwszy dzień kwietnia serwis Finance Magnates opublikował artykuł, w którym napisał, że SEC (amerykański odpowiednik polskiego KNF) zatwierdził fundusze ETF oparte o bitcoina po nadzwyczajnym spotkaniu w sobotę. Wcześniej SEC już kilkunastokrotnie odrzucał wnioski o wprowadzenie do obrotu tego typu funduszy, co było jednym z czynników powodujących presję podażową na kryptowaluty w poprzednich miesiącach. Artykuł okazał się jednak primaaprilisowym żartem, oczywistym dla wszystkich z branży. Wątpliwe więc, aby publikacja w realny sposób wpłynęła na ceny.

Ruchy znane z rynku walut

Choć rynek tradycyjnych walut jest nieporównywalnie większy do kryptowalutowego, również na nim zdarzają się duże zmiany, które ciężko wytłumaczyć jednym czynnikiem (czy w ogóle jakimikolwiek). Zazwyczaj są to „flash crashe”, czyli gwałtowne, kilkuprocentowe spadki lub wzrosty cenowe danej waluty, wzmagane przez realizację „stop lossów” (zleceń chroniących przed stratami). Przykładów nie trzeba szukać daleko: japońska waluta zanotowała takie wydarzenie w styczniu tego roku. Z kolei funt doświadczył czegoś takiego w październiku 2016 r.

„Flash crashe” może dotykać także kryptowaluty, których dużo bardziej spekulacyjny charakter notowań powoduje, że to okresy względnego spokoju wydają się bardziej nienaturalne. Bez względu na czynniki, które obserwowane wzrosty mogły wywołać, były one znaczne, nawet jak na kryptowaluty. Cena bitcoina osiągnęła dzisiaj niemalże 5,1 tys. dolarów i bardzo niewiele zabrakło do przekroczenia 200-dniowej średniej ruchomej (obecnie ok. 5,2 tys. dol.). Ostatni raz wartość bitcoina znajdowała się powyżej tej średniej w pierwszej połowie maja ub.r.

Droga do nowych rekordów? Już nie

Bitcoin zaliczał już oczywiście większe wzrosty centowe niż ten obecny, ale nie ma wątpliwości, że jesteśmy świadkami największej aktywności cenowej od kilku miesięcy. Dzienna zmiana cenowa przekroczyła dzisiaj trzy odchylenia standardowe, czyli coś, co ostatnio miało miejsce w listopadzie minionego roku i wydarzyło się przy okazji spadków. Poprzedni wzrost powyżej trzech odchyleń standardowych miał miejsce w grudniu 2017 r., w okresie, w którym bitcoin notował ceny zbliżone do 20 tys. dolarów.

Nie należy jednak odbierać tego jako sygnał, że ceny z pewnością wzrosną do tego poziomu, ani nawet tak, że będą nadal rosły. Rynek kryptowalut od tego czasu zdążył już nieco dojrzeć, rok spadków pozbawił także złudzeń o szybkim osiągnięciu kolejnych rekordów cenowych. Obecny wzrost aktywności może jednak wyrwać kryptowaluty z letargu i zapowiadać większą zmienność cenową w kolejnych miesiącach.

Zwycięzca konkursu Mikroprzedsiębiorca Roku 2018

Poznaliśmy zdobywcę tytułu Mikroprzedsiębiorca Roku 2018. Wyniki 14. edycji Konkursu ogłoszono 28 marca podczas uroczystej Gali Finałowej na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Nagrodę główną – tytuł „Mikroprzedsiębiorca Roku 2018” oraz 40 tys. złotych zdobyła spółka PLANTALUX – firma rodzinna z Lubelszczyzny zajmująca się zaawansowaną technologią wspomagania wzrostu roślin w uprawach szklarniowych. Konkurs realizowano pod patronatem honorowym Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii.

Kontynuując wieloletnią tradycję Kapituła Konkursu, wybrała najbardziej wyróżniające się mikrofirmy minionego roku. Zgłoszenia do Konkursu zbierano w listopadzie i grudniu 2018 roku, w tym czasie do udziału zgłosiło się 241 przedsiębiorców z całego kraju. Wybór zwycięzców nie był łatwy, gdyż zgłosiły się naprawdę wyjątkowe firmy reprezentujące różne branże. Wspólnym mianownikiem wszystkich zgłoszonych była liczba zatrudnionych pracowników (max. 10 osób) oraz obrót roczny nieprzekraczający 2 mln euro.

Sławomir S. Sikora, Prezes Zarządu Citi Handlowy
Sławomir S. Sikora, Prezes Zarządu Citi Handlowy

O mocy Konkursu Mikroprzedsiębiorca Roku świadczą po pierwsze, firmy jakie nagradzamy oraz ich osiągniecia, a po drugie, liczba i wysoka jakość działalności firm, które do Konkursu się zgłaszają. W tym roku była to rekordowa liczba: aż 241 przedsiębiorców. Warto podkreślić fakt, że każdy ze zgłaszających się wykazywał się wysoką kreatywnością i przedsiębiorczością. Cieszy mnie fakt, że w gronie nagrodzonych firm są tak różnorodne pomysły na biznes – powiedział Sławomir S. Sikora, Prezes Zarządu Citi Handlowy.

Poza prestiżową nagrodą główną Kapituła Konkursu wybrała laureatów w 4 kategoriach (Start, Progres, Młody Biznes i Senior), z których każdy otrzymał nagrodę finansową w wysokości 10 tys. złotych. Dodatkowo przyznano 12 specjalnych wyróżnień dla najprężniej rozwijających się mikrofirm z całego kraju. Nagrodą wyróżnionych firm były dedykowane warsztaty pt. „Kiedy potrzebujemy przywództwa?”, podczas których omówiono kluczowe wyzwania firm na etapie wchodzenia w fazę ekspansji biznesowej. Jak powiedziała Ewa Sobkiewicz, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych – Celem naszego Konkursu jest nie tylko wyróżnienie najlepszych mikrofirm, ale także docenienie lokalnych liderów, którzy stoją za rozwojem polskiej przedsiębiorczości. Wiemy jak ważnym jest wsparcie i zachęcanie na starcie każdego przedsięwzięcia. Dlatego dbamy o edukację i integrację polskich przedsiębiorców, zwłaszcza tych mikro.

Laureaci w 4 kategoriach: START – BACTrem Sp. z o.o., PROGRES – Fundacja Łąka, SENIOR – Pracownia Cukiernicza „Zagoździński”, MŁODY BIZNES– Solace Sp. z o.o.

Natomiast wyróżnienia specjalne trafiły do: 1000 realities Sp. z o.o., Al Force1 Sp. z o.o., Correscopy, Deko Eko Sp. z o.o., Escape Room Supplier, Experteam Sp. z o.o., Fundacja Leżę i Pracuję, Pakomatic Sp. z o.o., Truesense Sp. z o.o., WoshWosh oraz XOXO WiFi.

Konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku jest organizowany cyklicznie od 2005 roku, a drugi rok z rzędu jego operatorem jest Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych. Konkurs realizowany jest w partnerstwie z Citi Handlowy (partner strategiczny), Fundacją Kronenberga przy Citi Handlowy (partner merytoryczny) oraz finansowany ze środków Citi Foundation. Konkurs wspiera także Koalicja na rzecz mikroprzedsiębiorczości w skład której wchodzą renomowane instytucje i organizacje biznesowe. W celu wyłonienia zwycięzców

Jacek Levernes dołącza do Rady Dyrektorów Globalworth Holding B.V.

Jacek Levernes zostaje niewykonawczym Członkiem Rady Dyrektorów Globalworth Holding B.V. –  podmiotu Globalworth, który nadzoruje i jest kontrolującym akcjonariuszem Globalworth Poland, największego instytucjonalnego inwestora oraz właściciela nieruchomości biurowych w Polsce. Kompetencje i doradztwo Jacka Levernesa odegrają ważną rolę w realizacji celu biznesowego firmy, którym jest rozwój technologii dla budynków z jej portfela. Globalworth chce tym samym ustanowić nowe standardy rozwiązań PropTech dla branży nieruchomości.

Jacek Levernes
Jacek Levernes, niewykonawczy Członek Rady Dyrektorów Globalworth Holding H.V.

Cieszymy się, że do naszej firmy dołączył Jacek Levernes, jeden z mentorów i liderów niezwykłej ekspansji sektorów usług biznesowych oraz technologii w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Rozwój usług biznesowych był jednym z głównych czynników wzrostu gospodarczego w Polsce i regionie, co z kolei spowodowało, że działalność firm z tego sektora stała się głównym źródłem popytu na powierzchnie biurowe. Jednocześnie technologie stały się kluczową częścią wszystkich aspektów prowadzenia biznesu. Rynek nieruchomości nie może być tu wyjątkiem. Nowoczesne technologie i możliwość ich integracji w codziennym użytkowaniu budynków stanowią zarówno przewagę konkurencyjną w przyciąganiu najemców, jak i w zwiększaniu wartości nieruchomości. Wieloletnie doświadczenie Jacka w branży usług biznesowych i sektorze technologicznym zapewni nam bezcenną wiedzę o tych branżach i pomoże w realizacji naszego strategicznego celu, jakim jest pozycja właściciela biur pierwszego wyboru na rynkach, na których działamy.

Dimitris Raptis, Zastępca Dyrektora Generalnego oraz Dyrektor ds. Inwestycji w Globalworth, oraz Dyrektor Generalny Globalworth Poland

Polska jest regionalnym liderem w dwóch branżach – nieruchomości komercyjnych i nowoczesnych usług dla biznesu, w tym inwestycji z obszaru R&D i IT. W ubiegłym roku aktywność inwestorów na polskim rynku nieruchomości zamknęła się rekordowym wynikiem 7,2 mld euro, co stanowiło ponad połowę wartości transakcji dokonanych w Europie Środkowo-Wschodniej. Polska jest też największym europejskim pracodawcą w sektorze usług z ponad 300 000 miejsc pracy, co stanowi prawie 50% zatrudnienia w branży w całym regionie. Usługi biznesowe i nieruchomości biurowe to dwa nierozłączne obszary. Wszystko wskazuje więc na to, że jest duży potencjał, żeby zintegrować te osiągnięcia, a tym samym nadal wzmacniać naszą wiodącą pozycję w usługach, technologiach i branży nieruchomości. Wierzę, że w ciągu kilku lat Polska może stać się jednym z wiodących europejskich hubów specjalizujących się w rozwiązaniach technologicznych dla budynków.

Relacja z II edycji National Sales Congress

W ubiegły czwartek odbyła się II już edycja National Sales Congress, wydarzenia dedykowanego managerom sprzedaży oraz wszystkim, którzy na co dzień mierzą się w pracy z klientem. Organizatorem Kongresu NSC jest International Center of Events – prężnie rozwijająca się agencja eventowa, która od lata działa w branży targowo – konferencyjnej.

National Sales Congress (2)„Widzimy wiele zależności pomiędzy sukcesem w biznesie, a dążeniem do mistrzostwa w sporcie…” – tymi słowami Organizator rozpoczął II edycję wydarzenia, które na stałe powinno wpisać się w harmonogram wszystkich zajmujących się sprzedażą. NSC to niesamowita dawka motywacji, mnóstwo praktycznych wskazówek z zakresu nowoczesnej sprzedaży, nawiązywania relacji z klientem, a także zarządzania zespołem handlowym oraz polityką cenową. Innowacyjne podejście Organizatorów, łączące cechy mistrzów ze świata sportu i świata biznesu, po raz kolejny sprawiło, że w Galerii PGE Narodowego zagościły tłumy.

National Sales Congress (1)Ponad 700 uczestników – managerów i dyrektorów sprzedaży, trzy sale i networking biznesowy. Wszystko to jednego dnia w bardzo sportowej i prestiżowej lokalizacji.

W sukces drugiej edycji nie wątpili także Partnerzy Merytoryczni, którzy towarzyszyli projektowi od samego początku: Kirov Strategic Negotiators – wiodącą na polskim rynku firma szkoleniowo-konsultingowa specjalizująca się w programach rozwoju umiejętności miękkich i strategicznych oraz Koźmiński Executive Business School – lider programów MBA w Polsce.

International Center of Events od lat współpracuje z Akademią Rekomendacji Grzegorza Turniaka – która podczas NSC zadbała o sprawne nawiązywanie relacji biznesowych.

Podobnie jak ostatnio, uczestnicy mogli wziąć udział w dwóch ścieżkach wydarzenia: Kongresie sprzedażowym oraz Kongresie Managerów. Pierwsza z nich dedykowana jest osobom bezpośrednio pracującym w sprzedaży, podejmująca m.in. tematy social sellingu, personal brandigu czy technik zamykania sprzedaży. Po raz kolejny furorę na scenie zrobił Nikolay Kirov z tematem Spiral Dynamics. Wielkie brawa otrzymała także Dagmara Pakulska prezentując skuteczne sposoby sprzedaży na LinkedIn.

Druga ścieżka przeznaczona jest dla managerów wyższego szczebla, dyrektorów oraz właścicieli firm. Podczas czwartkowego spotkania uczestnicy mogli wysłuchać m.in. wystąpień na temat zatrudniania utalentowanych pracowników działów sprzedaży oraz ich skutecznego wdrażania do pracy czy zarządzania polityką cenową produktów. Bardzo wysokie oceny za wystąpienie otrzymali: Bogdan Sosnowski, który 11 lat zarządzał kanałem zewnętrznych doradców biznesowych firmy PLAY oraz Andrzej Falkowski – profesor zwyczajny na Uniwersytecie SWPS, autor i współautor kilkudziesięciu artykułów z zakresu psychologii poznawczej i psychologii stosowanej w dziedzinie zachowań konsumenckich, rynkowych i wyborczych.

Nowością podczas II edycji był blok warsztatowy „Trening pokonywania obiekcji”, prowadzony przez Sebastiana Goszcza.

W bloku motywacji uczestnicy mogli wysłuchać wystąpień Jakuba B. Bączka – trenera mentalnego, który wraz z polską kadrą siatkarzy zdobył złoto na Mistrzostwach Świata i Jerzego Górskiego –  Mistrza Świata Double Ironman, którego historię znamy z filmu “Najlepszy z Jakubem Gierszałem w roli głównej.

Podczas całego Kongresu uczestnicy mogli na żywo oglądać powstającą mapę myśli – tworzoną na innowacyjnym interaktywnym Flipie od Partnera Technologicznego Kongresu– firmy Samsung.

Partnerami marcowej edycji byli także: firma szkoleniowo-konsultingowa Froniu oraz Mu Interactive – multi-dyscyplinarna grupa kreatywna, która ma jeden cel: tworzyć niebanalne i skuteczne kreacje digitalowe.

Kiedy następna edycja?

Nie mogliście wziąć udział w marcowej edycji? Tylko do 14 kwietnia trwa przedsprzedaż na jesienną edycję wydarzenia, która odbędzie się już 26 września, również na PGE Narodowym. Szczegóły programu będą dostępne wkrótce, ale my już wiemy jedno – to wydarzenie na które zdecydowanie „warto się wybrać, oraz się opłaca”.

Więcej informacji na www.nationalsales.pl

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – marzec 2019 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 12,6% rdr do 16,1 mld zł w marcu 2019 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 39,9% rdr do poziomu 617,0 tys. szt. w marcu 2019 r.
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 28,5% rdr do poziomu 134,2 mln zł
  • Wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 6,9% rdr do 70,8 mln zł w marcu 2019 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem na rynku terminowym o 98,4% rdr
    do poziomu 10,2 TWh w marcu 2019 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 16,3 mld zł w marcu 2019 r., czyli o 14,0% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w marcu 2019 r. o 12,6% rdr do poziomu 16,1 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła w marcu 2019 r. 764,5 mln zł, o 12,6% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec marca 2019 r. wyniosła 59 668,03 pkt i była o 2,2% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w marcu 2019 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 14,4% rdr do poziomu 135,9 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w marcu wzrosła o 28,5% rdr i wyniosła 134,2 mln zł.

W marcu 2019 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 617,0 tys. szt., czyli o 39,9% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 35,7% rdr do poziomu 390,3 tys. szt.

W marcu 2019 r. zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 6,9% rdr do poziomu 70,8 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 87,1 mld zł na koniec marca 2019 r. wobec 75,6 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła w marcu 2019 r. o 29,2% rdr do poziomu 213,5 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w marcu 2019 r. 29,9 mld zł i była o 40,2% niższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w marcu 2019 r. wyniósł 19,2 TWh, co oznacza spadek o 6,3% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 15,1% rdr do poziomu 3,0 TWh. Na rynku forward spadł o 9,4% rdr do poziomu 16,2 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł w marcu o 30,9% rdr do 12,3 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 49,6% do poziomu 2,2 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 98,4% do poziomu 10,2 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł w marcu 2019 r. 5,5 TWh, co oznacza spadek o 21,3% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 17,4% rdr osiągając w marcu 2019 r. poziom 21,6 ktoe[3].

W marcu 2019 r. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, to tyle samo co rok wcześniej.

Kapitalizacja 410 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec marca 2019 r. 636,45 mld zł (147,97 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 461 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec marca 2019 roku 1 228,4 mld zł (285,6 mld EUR).

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Wynajem długoterminowy. Zalety długoterminowego wynajmu samochodów

Obecnie przedsiębiorcy mają do wyboru wiele możliwości na pozyskanie samochodu do firmy, ale w dalszym ciągu największą popularnością wśród nich cieszy się leasing. Jednak od jakiegoś czasu pojawił się na rynku poważny konkurent – czyli wynajem długoterminowy i  zyskuje on coraz więcej zwolenników. Z tego rozwiązania jeszcze do niedawna mogły korzystać jedynie większe firmy, których flota samochodowa obejmowała ponad 20 samochodów, ale dziś na polskim rynku możliwe staje się długoterminowe wynajęcie samochodu również przez mniejsze przedsiębiorstwa, a nawet firmy jednoosobowe, prowadzące działalność gospodarczą.

Wynajem długoterminowy zyskuje popularność

Wynajem długoterminowy cieszy się coraz większą popularnością wśród przedsiębiorców w Polsce. Na podstawie danych z Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) wynika, że  wysokie do tej pory tempo wzrostu rynku wynajmu długoterminowego, w II kwartale 2018 r. jeszcze się zwiększyło i osiągnęło nie notowaną od wielu lat wartość 15,5% r/r. W I półroczu 2018 r. sektor long term rental car rozwinął się aż 2,5-krotnie, szybciej od pozostałych dostępnych form finansowania aut firmowych, pozyskując na potrzeby oferowanych usług o 25,4% więcej nowych samochodów osobowych, niż w pierwszych sześciu miesiącach roku ubiegłego. W wyniku tak dużej  popularności i wysokiej dynamiki wzrostu, udział wynajmu długoterminowego samochodów w łącznej sprzedaży nowych aut osobowych do firm zwiększył się w pierwszej połowie ubiegłego roku o 2 punkty procentowe – czyli osiągnął poziom 20,6% – w stosunku do porównywalnego okresu w roku 2017.  Wynajem długoterminowy aut rośnie dużo szybciej od finansowania samochodów kredytem, ze środków własnych, czy w leasingu finansowym.  W tej formule zakupiono aż o 25,% więcej nowych aut osobowych niż w pierwszym półroczu 2017 r.

Iwo Rybacki  – Członek Zarządu w Assay Group
Iwo Rybacki  – Członek Zarządu w Assay Group

Sukces rynkowy i biznesowy wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce potwierdza, że jest to coraz bardziej popularna wśród przedsiębiorców z sektora MŚP forma zakupu służbowych aut – mówi Iwo Rybacki  – Członek Zarządu w Assay Group.

Długoterminowy wynajem a leasing – znajdź różnice.

CFM (ang. Car Fleet Management), czyli wynajem długoterminowy samochodów ma bardzo podobne założenia co leasing. Firma nie staje się właścicielem pojazdu, a płaci przedsiębiorstwu wynajmującemu jedynie za jego użytkowanie na wyraźnie określonych zasadach. Uzgodniona w umowie miesięczna opłata za taką usługę obejmuje zarówno wynajem pojazdu, jak i jego kompleksową obsługę przez wyspecjalizowaną firmę zewnętrzną. W związku z tym właściciel firmy nie musi martwić się o kwestie związane z bieżącą eksploatacją samochodu, jego serwisowaniem, czy ubezpieczaniem. Jedną z kluczowych korzyści z wynajmu długoterminowego jest to, że firma nie jest związana zobowiązaniem na czas określony. Dzięki łatwym w zarządzaniu miesięcznym ratom płatności można zaplanować budżet i koszty. Jeśli  potrzeby ulegną zmianie, na przykład zmniejszy się ilość pracowników w firmie  – można rozwiązać umowę bez konieczności  ponoszenia wysokich kar.

Polski rynek wynajmu długoterminowego to novum i wciąż jest w fazie szybkiego wzrostu. Dotychczas większość aut kupowano w formie leasingu. Naturalnym następstwem jest sięgnięcie po bardziej zaawansowaną formą zakupu aut, czyli wynajmem długoterminowy, który już od jakiegoś czasu jest bardzo popularny w krajach zachodnioeuropejskich. Aktualnie w Polsce wchodzimy właśnie w ten etap rozwoju rynku. Coraz więcej firm z sektora MŚP zastępuje leasing finansowy, gwarantujący tylko sfinansowanie auta służbowego, wynajmem długoterminowym, który dodatkowo oferuje przedsiębiorcom obsługę aut firmowych, pełen serwis, ubezpieczenie, opony, likwidację szkód oraz szereg innych usług dodatkowych. A wszystko to jest oferowane w miesięcznej racie o stałej wysokości, co ułatwia planowanie budżetu. Kolejną, niebywale istotną korzyścią wynajmu długoterminowego jest ostateczna cena. Biorąc pod uwagę całkowity koszt posiadania auta, czyli m.in. utratę jego wartości, ubezpieczenie, naprawy etc., long term rental car jest rozwiązaniem tańszym w porównaniu np. z leasingiem finansowym. – podkreśla Iwo Rybacki.

Jak widać korzyści z długoterminowego najmu są duże – po pierwsze, podobnie jak przy leasingu, przedsiębiorca ma prawo do zaliczenia rat do kosztów uzyskania przychodu. Po drugie, pod względem logistycznym nie musi martwić się o kwestie związane z użytkowaniem samochodu. W przypadku awarii samochodu przedsiębiorca otrzymuje pojazd zastępczy. Co więcej, właściciel firmy nie zostanie zaskoczony kosztami utrzymania samochodu – dzięki temu, iż płatności dokonywane  są w formie comiesięcznych rat regulowanych umową. Przy takim rozwiązaniu nie zmienia się również zdolność kredytowa przedsiębiorcy. W przeciwieństwie do leasingu, przy wynajmie długoterminowym przedsiębiorca może, ale nie musi dokonywać opłaty wstępnej. Oznacza to, iż aby skorzystać z oferty nie musi on posiadać żadnego wkładu własnego. Kolejną korzyścią jest brak kosztów amortyzacji.

Chyba najbardziej istotną  różnicą między wynajem długoterminowym a leasingiem jest brak możliwości wykupienia auta po zakończeniu umowy, gdyż w tym przypadku samochód jest cały czas własnością firmy wypożyczającej i po zakończeniu umowy jest zwracany właścicielowi.

Jakie warunki należy spełnić

W Polsce Usługi CFM do niedawna były kierowane raczej do dużych przedsiębiorstw, np. firm transportowych, czy też zatrudniających wielu przedstawicieli handlowych. Na Zachodzie od dawna z długoterminowego wynajmu korzystają również małe firmy. W Polsce jest to możliwe dopiero od kilku lat. Decydując się na skorzystanie z oferty, przedsiębiorca powinien pamiętać o tym, iż jego firma może zostać sprawdzona pod względem zdolności terminowego płacenia rachunków. Służy do tego specjalny proces weryfikacyjny. Oznacza to, że rozwiązanie to, podobnie jak kredyt, czy leasing nie będzie dostępny dla wszystkich małych firm.

Wsparcie, wskazówki i uczciwość

Po zawarciu umowy z uznaną firmą zajmującą się wynajmem flot, przedsiębiorcy mają  pewność, że od początku do końca otrzymają wsparcie przez cały okres obowiązywania umowy. Niezależnie od tego, czy samochód uległ wypadkowi i potrzebne jest auto zastępcze, czy w przypadku kwestii dotyczących przebiegu, zmiany opon, awarii etc. – długoterminowa umowa oznacza długoterminowe wsparcie i support często prze 24 godziny na dobę.

 Samochód marzeń na wyciągnięcie ręki

Przy wyborze nowego samochodu, często poważnym ograniczeniem jest budżet. Tego problemu nie mają przedsiębiorcy, którzy decydują się na długoterminową umowę najmu. Firmy oferujące taką usługę dysponują szeroką gamę pojazdów do wyboru. Od pojazdów chłodniczych, po minibusy aż do samochodów miejskich i modeli prestiżowych i topowych marek.

Długoterminowy wynajem samochodów bez kaucji to z pewnością wygodne rozwiązanie. Przez wzgląd na dodatkowe usługi świadczone w ramach zawartej umowy oraz stosunkowo niską wysokość miesięcznej raty, może stać się silną konkurencją dla tradycyjnych form finansowania zakupu floty w firmach w sektorze MŚP.

Koniec ery dwóch światów. Wpływ narzędzi cyfrowych na zakupy Polaków 2019

W jakim stopniu Polacy wspierają się technologiami cyfrowymi w trakcie podejmowania decyzji zakupowych? Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte podczas sześciu na dziesięć wizyt w sklepie stacjonarnym klienci wykorzystują urządzenia elektroniczne. Jest to tzw. wskaźnik wpływu cyfrowego, który w Polsce kształtuje się na poziomie 60 proc. To jeden z głównych wniosków przeprowadzonego przez Deloitte badania dotyczącego przenikania się świata fizycznego oraz cyfrowego w obszarze konsumenckim. Wnioski z raportu „Koniec ery dwóch światów. Wpływ narzędzi cyfrowych na zakupy Polaków 2019” zostaną zaprezentowane podczas XI Poland & CEE Retail Summit, który odbędzie się 3-4 kwietnia w Warszawie. Deloitte jest Partnerem tego wydarzenia.

Narzędzia cyfrowe na trwałe zmieniły codzienne życie, również sposób podejmowania decyzji przez konsumentów, stając się jednym z podstawowych punktów styku na ścieżce zakupowej. – Rozdzielanie sfery cyfrowej od fizycznej przestaje dzisiaj mieć sens i może przynieść gorsze wyniki firmom. Postanowiliśmy zmierzyć jak silnie przenikają się te dwa światy dla polskiego konsumenta. Nasze badanie pokazało, że urządzenia cyfrowe towarzyszą konsumentom w 6 na 10 wizyt zakupowych, co mierzy stworzony przez Deloitte wskaźnik wpływu cyfrowego – tzw. Digital Influence Factor, który w Polsce wynosi 60 proc. – mówi Michał Pieprzny, Lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte.

Główne wnioski z badania polskich konsumentów zostaną zaprezentowane podczas XI Poland & CEE Retail Summit. Jest to najważniejsze i najbardziej reprezentatywne spotkanie polskiej branży handlu i FMCG. Każdego roku gromadzi ponad tysiąc uczestników największych firm działających na polskim rynku. – Forum stało się miejscem integrującym wszystkich najważniejszych graczy z tego sektora. Uznaliśmy, że wyniki naszego badania będą interesujące dla właśnie tego gremium odbiorców, których sukces komercyjny zależy coraz bardziej od sprawnego wykorzystywania technologii i urządzeń cyfrowych w kontakcie z klientem – mówi Michał Pieprzny.

Panele z udziałem Deloitte podczas Poland & CEE Retail Summit

3 kwietnia, godz. 9:30 – 9:50, Michał Pieprzny, Partner Deloitte, Lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich – „Koniec ery dwóch światów. Wpływ narzędzi cyfrowych na zakupy Polaków 2019”.

4 kwietnia, godz. 10:35 – 11:15, Irena Pichola, Partner Deloitte, dyskusja: Zrównoważony rozwój w nowoczesnym biznesie.

Biuro Inwestycji Kapitałowych poszerza współpracę z Dachser

Operator logistyczny zamówił ponad 15.500 m2 nowoczesnej powierzchni w nowym centrum logistycznym BIK Park Wrocław I. Biuro Inwestycji Kapitałowych zamierza ruszyć z realizacją inwestycji w Kątach Wrocławskich w czerwcu br. Przekazanie gotowego obiektu firmie Dachser planowane jest na początku przyszłego roku.

Globalna firma logistyczna Dachser podpisała z Biurem Inwestycji Kapitałowych umowę dotyczącą najmu ponad 15.500 m2 powierzchni w ramach nowego centrum logistycznego BIK Park Wrocław I zlokalizowanego w Kątach Wrocławskich. Z tego hala magazynowa zajmie około 9.200 m2. Kolejne 5.300 m2 przeznaczone będzie na cele cross-dockingowe, a ponad 1.000 m2 stanowić będzie powierzchnia biurowa i socjalna. Umowa została zawarta na okres siedmiu lat.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z rozszerzenia współpracy z firmą Dachser, z którą współpracujemy od ponad 10 lat. W zeszłym roku operatorowi logistycznemu przekazaliśmy do użytkowania nowoczesną powierzchnię w naszym Centrum Logistycznym w Sosnowcu. Zawarta teraz umowa potwierdza, że nasza oferta jest dopasowana do potrzeb i wymagań najemcy” – podkreślił Mirosław Koszany, Prezes Zarządu Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

Biuro Inwestycji Kapitałowych zamierza rozpocząć realizację projektu w czerwcu br. Oddanie pierwszej fazy inwestycji przeznaczonej dla firmy Dachser planowane jest natomiast w styczniu 2020 r.

W budynku wprowadzone będą innowacyjne rozwiązania zwiększające bezpieczeństwo użytkowania. Zastosowany zostanie m.in. system monitoringu służący do ciągłej kontroli dachów płaskich oraz zapobiegania ich przeciążeniom. Obiekt będzie również dostosowany do możliwości zainstalowania stacji do ładowania samochodów elektrycznych. Uwzględnione będzie także rezerwowe źródło zasilania w postaci agregatu prądotwórczego. Obiekt będzie przystosowany także do indywidualnych potrzeb najemcy. W ramach projektu powstaną m.in. regulowane odbojnice przy dokach oraz wzmocnione stanowiska na nadwozia wymienne stosowane przez klienta. Budynek zostanie dostosowany również do wymaganej przez najemcę indywidualnej infrastruktury IT. Inwestor zamierza uzyskać jednocześnie certyfikat Breeam będący obecnie jedną z najczęściej stosowanych metod oceny budynków pod kątem ich ekologiczności. Potwierdzi to spełnienie przez obiekt najwyższych standardów w zakresie ochrony środowiska, komfortu użytkowania oraz wydajności.

Dachser jest kluczowym i wieloletnim klientem Biura Inwestycji Kapitałowych. Współpraca rozpoczęła się w październiku 2008 r. Obecnie firma korzysta z 8.520 m2 powierzchni w Śląskim Centrum Logistycznym w Sosnowcu. Dachser jest jednym ze światowych liderów branży logistycznej. Model biznesowy firmy opiera się na usługach logistyki transportowej i magazynowej.

BIK Park Wrocław I powstanie w Nowej Wsi Wrocławskiej, gmina Katy Wrocławskie, w sąsiedztwie zjazdu z autostrady A4 Pietrzykowice. Nieruchomość zlokalizowana będzie na gruncie o powierzchni 11,7 ha, o przeznaczeniu w Miejscowym Planie Zagospodarowania Przestrzennego pod produkcję, magazynowanie i usługi. O dużej atrakcyjności lokalizacji stanowi usytuowanie centrum logistycznego w pobliżu autostrady A4 w bezpośrednim sąsiedztwie węzła Wrocław Południe oraz węzła Pietrzykowice. Powierzchnia magazynowa oraz biurowa planowanej inwestycji wyniesie docelowo około 47.000 m2.

Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej zaprasza na dzień otwarty MBA Digital Transformation and MBA Finance & Technology

Jak wyglądają studia MBA, jaki rodzaj  wybrać oraz jakie korzyści w rozwoju kariery zawodowej nam dają? Na te i wiele innych pytań będzie można uzyskać odpowiedź podczas dnia otwartego Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej, które odbędzie się 3 kwietnia br.

Programy MBA Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej: MBA Digital Transformation  oraz MBA Finance & Technology, to studia będące odpowiedzią na poszukiwanie najwyższej jakości wiedzy o aktualnych trendach. Mają one związek z trwającą obecnie – bardzo dynamiczną, globalną, cyfrową transformacją biznesu i międzynarodowych gospodarek. Uczestnicy studiów będą mieli szansę poszerzyć wiedzę, którą uzyskają od wybitnych specjalistów, nie tylko na polu naukowym, ale i praktycznym. Obydwa kierunki prowadzone są języku polskim, a zajęcia odbywają się w weekendy, dwa razy w miesiącu. Rozpoczęcie zajęć zaplanowane jest na październik 2019 r. Obydwa programy są intensywne i trwają rok (accelerated MBA).

Czas na pytania, czas na rozwój

Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej poprzez organizację spotkania informacyjnego, chce ułatwić zainteresowanym studiami MBA zapoznanie się z ofertą programową oraz umożliwić doprecyzowanie zebranych informacji pod kątem osobistych preferencji. Oprócz szczegółowej prezentacji programów MBA Digital Transformation and MBA Finance & Technology, osoby zainteresowane studiami MBA będą mogły poznać wykładowców oraz porozmawiać z osobami, które już uczestniczą w zjazdach obu kierunków.

Dzień otwarty MBA Digital Transformation i MBA Finance & Technology odbędzie się w środę, 3 kwietnia, o godzinie 18.00 w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej, przy ul. Koszykowej 79 w Warszawie.

  • Organizatorzy spotkania zachęcają do zgłoszenia chęci uczestnictwa: http://bit.ly/MBADigitalDzieńOtwartyZapisy

MBA, które odpowiadają na rynkowe trendy

Kierunek MBA Digital Transformation poświęcony jest praktycznym umiejętnościom, umożliwiającym udoskonalanie biznesu w oparciu o najnowocześniejsze trendy z obszaru technologii informatycznych. Studia pozwalają na poszerzenie wiedzy, która zmienia ekonomię i decyduje o drogach globalnej rynkowości. Wnioski, których dostarcza umiejętna analiza danych, obszar Data Science, machine learning, sztuczna inteligencja, blockchain – to technologie, których znajomość funkcjonowania pozwala podejmować trafne decyzje biznesowe oraz zdobywać przewagę biznesową. Menedżerowie, którzy podejmują decyzje strategiczne muszą stale pogłębiać swoją wiedzę, która zorientowana jest na użycie narzędzi Data Science w codziennej pracy. Ważne, aby jakość edukacji, której poświęcają swój czas była na najwyższym poziomie.

Studia MBA Finance & Technology poszerzają kompetencje menadżerów strategicznie zarządzających finansami o umiejętność wprowadzania, posługiwania się i nadzorowania technologii finansowych (fintech). To wiedza, która obecnie decyduje o rozwoju i nowoczesności wielu współczesnych firm, kierujących się drogą optymalizacji i informatycznego wspomagania decyzji finansowych. Program obejmuje zarazem praktyczne wzbogacanie umiejętności posługiwania się najnowocześniejszymi narzędziami technologicznymi, ale i wiedzę z zakresu udoskonalania kompetencji miękkich, które z kolei pomagają skutecznie zarządzać zasobami ludzkimi w oparciu o rozwój
i przywództwo.

Co piąta rodzina ma problem ze spłatą bieżących zobowiązań. Czy rozszerzenie programu 500+ zmieni tę sytuację?

Co piątej rodzinie, w której jest dziecko brakuje pieniędzy na pokrycie bieżących zobowiązań, a duże zakupowe decyzje wiążą się z nadmiernym obciążeniem budżetu dla 45 proc. gospodarstw domowych. Skala problemów finansowych rodziców jest porównywalna do tej, jaką mają osoby bezdzietne, ale to rodzice lepiej radzą sobie z planowaniem budżetu, rzadziej są rozrzutni i rzadziej mają problem z brakiem pracy – wynika z badania Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Mija właśnie trzecia rocznica wprowadzenia Programu 500+. Od lipca ma on być rozszerzony również o wypłatę na każde pierwsze dziecko. Jego trzy podstawowe cele to wpływ na liczbę urodzeń, inwestycja w rodzinę i przede wszystkim ograniczenie ubóstwa. Sprawdziliśmy jak z opłacaniem bieżących rachunków radzą sobie osoby, które mają dzieci i te, które ich nie posiadają. Prawie co trzecia osoba wychowująca potomstwo nie ma problemów z opłaceniem bieżącym wydatków. Prawie połowie trudno jest opłacić zobowiązania raz na kilka miesięcy. Istnieje jednak spory odsetek osób, które częściej głowią się jak „dotrwać do pierwszego”.

pokrycie zobowiązań

Źródło: Quality Watch, badanie dla BIG InfoMonitor

Problem z codziennymi płatnościami ma przynajmniej raz w miesiącu 21 proc. rodziców. Podobnie sytuacja wygląda w gospodarstwach domowych, w których dzieci nie ma – 20 proc. W domach bez dzieci częściej powodem braku pieniędzy na opłacenie bieżących rachunków jest rozrzutność, brak pracy, nieumiejętność planowania budżetu, a także nałogi czy zakupoholizm. Natomiast osoby wychowujące dzieci częściej wymieniają obciążenie kredytami i pożyczkami oraz nadmierne wydatki wymuszone przez potomstwo.

rachunki

Źródło: Quality Watch, badanie dla BIG InfoMonitor

Problemy finansowe to nie tylko brak pieniędzy na bieżące zobowiązania, ale także na duże jednorazowe wydatki. Blisko połowa rodzin dokonała kiedyś zakupu, który wykraczał poza ich możliwości finansowe.

 – Polskie rodziny starają się, by ich domowy budżet nie był zbytnio obciążany. Dlatego większość wykazuje się dyscypliną finansową i ogranicza wydatki. Jednak posiadanie dzieci jest związane z nakładami, których trudno uniknąć. Jak choćby inwestycja w większe mieszkanie i jego wyposażenie czy też wyjazdy – mówi Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor.

zarobki

Źródło: Quality Watch, badanie dla BIG InfoMonitor

Największe wyzwania dla rodzin z dziećmi

Wśród największych wyzwań dla rodzin z dziećmi znalazł się zakup mieszkania lub samochodu (po 31 proc.) oraz wyposażenie domu w niezbędny sprzęt RTV i AGD (26 proc.). Również wyjazdy wakacyjne to dla jednej piątej respondentów obciążenie wykraczające poza budżet. Kolejnymi dużymi wydatkami są urządzenia elektroniczne i sprzęt komputerowy. Wydatki z tych kategorii zakupów są związane z potrzebami potomstwa i pokazują wysiłek, jaki czynią polskie rodziny. Co ciekawe jedynie ułamek rodziców, w swojej ocenie, przeznacza zbyt duże kwoty na edukację i zajęcia dodatkowe dla dzieci. Można to interpretować na dwa sposoby. Albo program 500+ służy właśnie na pokrycie tych zobowiązań i rodzice nie muszą wygospodarowywać dodatkowych pieniędzy, albo w zbyt małym stopniu przywiązują oni wagę do rozwoju swoich pociech ze względu na wydatki w innych obszarach.

zakupy 2

Źródło: Quality Watch, badanie dla BIG InfoMonitor

W obecnej formule środki z programu 500+ są przekazywane na drugie i każde kolejne dziecko lub na pierwsze w przypadku, gdy dochód na jedną osobę nie przekracza 800 zł. Oznacza to, że z programu korzysta ok. 2,45 mln rodzin, do których trafia rocznie ponad 20 mld zł. Program pokazał poziom ubóstwa polskich rodzin, bo aż 54,5 proc. wszystkich przyznanych świadczeń ze względu na kryterium dochodowe dotyczyło już pierwszego dziecka. Od lipca tego roku, 500 zł miesięcznie będzie wypłacane na każde dziecko bez względu na sytuację materialną rodziców.

*Badanie zrealizowane na zlecenie BIG InfoMonitor przez Quality Watch, techniką wywiadów internetowych (CAWI) wspomaganych komputerowo na reprezentatywnej próbie 1296 dorosłych mieszkańców Polski, listopad 2018 r.

Rynek nieruchomości komercyjnych będzie dalej dojrzewał i zbliżał się do rynków zachodnioeuropejskich

Polski rynek nieruchomości komercyjnych będzie dalej dojrzewał i zbliżał się do rynków zachodnioeuropejskich, w szczególności w zakresie yieldów oraz wolumenu i liczby transakcji – wynika z raportu „Real Estate Investor Survey” przygotowanego przez PwC.

Z danych zebranych w raporcie PwC „Real Estate Investor Survey” wynika, że najniższa stopa zwrotu z inwestycji najbardziej atrakcyjnych biurowców w Warszawie osiąga poziom 4,5%, w Krakowie 5,7%, a we Wrocławiu 5,9%. Z kolei w logistyce stopy zwrotu kształtują się na poziomie od 5% do 8,5%. Respondenci są zgodni co do tego, że w najbliższym roku stopy procentowe pozostaną stabilne, dopiero w dłuższej perspektywie mogą wzrosnąć.

W ciągu ostatnich kilku lat rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce przeżywa rozkwit. W 2018 roku, wolumen transakcji na tym rynku przekroczył 7 miliardów euro, co stanowiło absolutny rekord w historii. Dobra koniunktura gospodarcza, połączona z faktem, iż Polska dołączyła do krajów rozwiniętych według FTSE Russell, spowoduje, że jeszcze więcej inwestorów zagranicznych będzie zainteresowana polskim rynkiem nieruchomości komercyjnych, co może się przełożyć na kolejny rekordowy rok. – Kinga Barchoń, partner w PwC, lider zespołu usług doradczych dla sektora nieruchomości w PwC

Warszawa i miasta regionalne

Autorzy raportu podkreślają, że Warszawa odczuwa obecnie niewystarczającą podaż nowoczesnej powierzchni biurowej i ta sytuacja nie zmieni się w ciągu najbliższego roku, gdy duże, trwające obecnie projekty zostaną oddane do użytku. Dodatkowo, eksperci przewidują, że niedostatek atrakcyjnych gruntów w samym centrum miasta spowoduje proces zastępowania starszych obiektów nowymi, nowoczesnymi budynkami.

Regionalny rynek nieruchomości zyskuje dzięki ciągle rosnącej branży BPO/SSC oraz firmom informatycznym. Z perspektywy 2030 roku, miastem, które może zyskać najwięcej, jest Łódź – dzięki bliskiej odległości do stolicy oraz znacząco niższym kosztom życia, a relatywnie wysokim standardem życia stanie się atrakcyjną alternatywą do Warszawy.

Widocznym trendem na rynku biurowym w Polsce jest dynamiczna ekspansja operatorów co-workowych oraz biur serwisowanych. Popularność tego typu rozwiązań (będąca odzwierciedleniem trendów globalnych) w znacznej mierze wynika z możliwości zapewnienia elastycznej formy i okresu najmu. Model najmu biur serwisowanych ułatwia firmom szybkie zapewnienie przestrzeni w przypadku ekspansji lub konieczności tworzenia dedykowanego miejsca pracy dla grup projektowych zawiązywanych na określony czas. -Grzegorz Kmieciński, menedżer w zespole usług doradczych dla sektora nieruchomości w PwC

W logistyce, w porównaniu do sektora biurowego, stosunkowo mniej najemców przedłuża obecne umowy. Wynika to z faktu, iż najemcy rozwijają się w tak szybkim tempie, że potrzebują większej powierzchni, której często nie są w stanie wynająć w swoich obecnych, mniejszych magazynach.

W sektorze logistycznym coraz większą rolę zaczyna odgrywać technologia, a także procesy automatyzacji, które powodują, że coraz więcej czynności ludzkich może być zastępowanych przez maszyny, np. dostęp do powierzchni magazynowych, czy data centers. Rozwój infrastruktury drogowej oraz planowana budowa CPK wspomoże dalszy rozwój sektora logistyki, a także stworzy szansę dla mniejszych ośrodków, takich jak Białystok czy Rzeszów. – Krzysztof Stempień, starszy konsultant w zespole usług doradczych dla sektora nieruchomości w PwC

Eksperci PwC zwracają także uwagę, że coraz większym zainteresowaniem cieszą się projekty joint venture, w których zagraniczny inwestor poszukuje lokalnego partnera ze znajomością rynku oraz know-how. W takim partnerstwie, zagraniczny inwestor zapewnia finansowanie danego projektu, a lokalny partner jest w stanie zaoferować doskonałe zrozumienie lokalnych uwarunkowań oraz posiada niezbędne umiejętności pomagające zrealizować przedsięwzięcie od strony formalno-organizacyjnej.

O badaniu PwC Real Estate Investor Survey

Badanie PwC Investor Survey jest analizą obecnej sytuacji na rynku biurowym i magazynowym, obejmującą również prognozy rozwoju tej branży. W polskiej części badania przeanalizowane zostały trzy miasta w sektorze biurowym (Warszawa, Kraków, Wrocław – miasta, które mają ponad 1m m2 powierzchni biurowej) oraz pięć głównych regionów logistycznych: Warszawa, Polska Centralna, Poznań, Dolny Śląsk, Katowice. Wśród podmiotów, które wzięły udział w badaniu 57% stanowili inwestorzy, a 43% deweloperzy. 43% badanych działa w sektorze logistyki, 29% w sektorze biurowym, a 29% w kilku sektorach jednocześnie.

Program Energia Plus – zwolnienie z akcyzy, ujednolicony VAT, ulgi w podatku od nieruchomości

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii ma już konkretne propozycje dotyczące programu Energia Plus. Zmiany dotyczą ułatwień w rozwijaniu energetyki prosumenckiej na dużo większą skalę niż dotychczas.

Prosument, zgodnie z aktualną definicją ustawową, wytwarza w mikroinstalacji OZE energię elektryczną w celu jej zużycia na potrzeby własne, niezwiązane z wykonywaną działalnością̨ gospodarczą. Ewentualna sprzedaż dotyczy wyłącznie wygenerowanych nadwyżek tej energii ponad konsumowaną ilość.

Przygotowane rozwiązania umożliwiają rozszerzenie tej definicji na wszystkie kategorie odbiorców końcowych. Skorzysta nie tylko sektor mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, ale również gospodarstwa domowe, samorządy, instytucje publiczne – szkoły, szpitale, urzędy itp. Prosument OZE, choć może być np. przedsiębiorcą, to nie powinien jednak zawodowo zajmować się wytwarzaniem energii eklektycznej w celu jej dalszej odsprzedaży.

Kluczowym założeniem jest minimalizacja środków publicznych przekazywanych na poczet wspierania działalności prosumenckiej. Chodziło o to, aby zachęcić odbiorców końcowych do wytwarzania energii elektrycznej na własne potrzeby w inny sposób. Ma to się stać poprzez maksymalne uproszczenie procesu inwestycyjno-budowlanego, związanego z postawieniem mikro i małych instalacji OZE. Jednocześnie powinno się odchodzić od pomocy o charakterze operacyjnym w postaci różnego rodzaju dopłat czy subsydiów, które zachęcają do maksymalnej autokonsumpcji wytworzonej energii elektrycznej. Rozwiązania w dużej mierze prowadzą do coraz większego urynkowienia prosumenckich instalacji wykorzystujących OZE, co uwidaczniają też zachodnioeuropejskie trendy.

Zasadnicza część proponowanych rozwiązań, choć dotyczy małych i mikroinstalacji niezależnie od rodzaju OZE, w zasadzie dedykowana jest fotowoltaice. Ta kategoria OZE jest najmniej społecznie kontrowersyjna. Jest też najprostsza do zintegrowanego wykorzystania w różnych obiektach, niezależnie od odbiorców końcowych.

Program Energia Plus zakłada eliminację części kosztów dystrybucyjnych doliczanych do rachunków za energię elektryczną po stronie prosumenta. Do ustawy o OZE wprowadzony będzie, wymaganego Dyrektywą RED II, alternatywny instrument sprzedaży nadwyżek energii do dowolnego podmiotu koncesjonowanego, niekoniecznie do sprzedawcy zobowiązanego, po cenie wolnorynkowej. W tym zakresie utrzymano również obowiązek sprzedawcy zobowiązanego, gdyby nie udało się sprzedać energii na zasadach wolnorynkowych.

– Istotną zachętą dla firm będzie przyspieszona amortyzacja, zwolnienie z akcyzy sprzedanej energii i ujednolicenie stawki VAT do 8 proc na panele fotowoltaiczne. Teraz wyższy VAT płaci się przy instalacjach innych niż na dachach domów. Planowana jest też ulga w podatku od nieruchomości. Od podstawy opodatkowania byłaby odliczana część wartości instalacji – mówi w rozmowie z MarketNews24 Magdalena Skłodowska z WysokieNapiecie.pl.

Branża spodziewa się, że program Energia Plus wejdzie w życie przed wakacjami.