Eksport do Wielkiej Brytanii. Brexit to szansa, która trafia się raz na pokolenie

brexit

Brexit stworzył realne bariery w wymianie handlowej pomiędzy Europą kontynentalną a Wielką Brytanią, ale stworzył też niespotykane wcześniej możliwości. Polscy przedsiębiorcy stoją obecnie przed szansą przejęcia części eksportowego rynku od konkurentów z Europy Zachodniej – Niemiec, Francji czy Holandii.

Już na początku 2022 r. zaczną obowiązywać kolejne ograniczenia w handlu pomiędzy Wielką Brytanią a krajami Unii Europejskiej – brytyjscy importerzy będą musieli z wyprzedzeniem zgłaszać transport ładunków z towarami pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Zostanie również wprowadzony zakaz eksportu z UE niektórych produktów żywnościowych. Z kolei od 1 lipca 2022 r. zostaną zaostrzone przepisy m.in. w zakresie kontroli weterynaryjnych.

Ograniczenia w handlu są wprowadzane stopniowo i z opóźnieniem względem pierwotnych planów. Brytyjski rząd ma bowiem świadomość, że ich zbyt szybkie wdrożenie oznaczałoby poważne problemy z zaopatrzeniem tamtejszych sklepów, które są uzależnione od importu żywności z krajów unijnych. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku innych towarów. Natomiast UE już 1 stycznia 2021 r. wprowadziła pełne obostrzenia, traktując wszelkie towary pochodzące z Wielkiej Brytanii jako z kraju trzeciego – aczkolwiek kraju z podpisaną umową o wolnym handlu.

Brytyjczycy są skazani na import towarów. Świadczy o tym chociażby fakt, że produkcja przemysłowa to około 8,5 proc. brytyjskiego PKB, podczas gdy w Polsce ten wskaźnik sięga 17 proc., a np. w Niemczech to 20 proc.

Wniosek? Po Brexicie to gospodarka Wielkiej Brytanii bardziej potrzebuje dobrej współpracy z dostawcami unijnymi niż na odwrót. I tu właśnie pojawia się okazja dla polskich eksporterów, by wykroić dla siebie większy niż dotychczas kawałek eksportowego tortu. Szansa, która zdarza się raz na pokolenie.

Eksport z krajów Europy Zachodniej mocno w dół. Polska może przejąć rynek

Według danych GUS wartość sprzedaży towarów z Polski do Wielkiej Brytanii w okresie styczeń-wrzesień 2021 r. przekroczyła 47,7 mld zł. W ujęciu złotowym oznacza to wzrost o 4,0 proc. wobec 2019 r. i o 10,5 proc. wobec 2020 r. Można więc uznać, że polscy przedsiębiorcy wrócili do poziomu aktywności handlowej sprzed Brexitu i pandemii. Wymiana handlowa Polski z UK od 2010 roku

Tego samego nie można powiedzieć o eksporcie na Wyspy z innych krajów unijnych. Gdy porównamy wartość eksportu do Wielkiej Brytanii za styczeń-wrzesień 2021 r. wobec tego samego okresu 2019 r. (wyrażoną w funtach), to okaże się, że co prawda Polska wciąż notuje spadek, ale w porównaniu do poziomu przed pandemią eksport np. z Niemiec jest niższy o ponad 21 proc., z Francji – o 37 proc., a z Holandii – o 41 proc. W przypadku Polski jest on niższy o 11,5%. Co bardziej zaszkodziło handlowi – pandemia czy Brexit? Członkowie Brytyjskich Izb Handlowych (BCC) uważają, że i jedno, i drugie, na zasadzie naczyń połączonych. A jednak brytyjski deficyt handlowy z Chinami wzrósł o aż 88,8%, z 18,8 mld GBP do 35,5 mld GBP w tym samym okresie.

Słaby złoty to nie jedyna odpowiedź na pytanie o powody tego zjawiska. Nie można bowiem lekceważyć wątku psychologicznego i determinacji polskich przedsiębiorców. Wielu z nich dobrze pamięta warunki prowadzenia biznesu sprzed wejścia Polski do UE w 2004 r. Dla nich nowe procedury wprowadzone po Brexicie to w dużej mierze powrót do tego, co już znają. Tymczasem działający od kilkudziesięciu lat wyłącznie w warunkach jednolitego rynku eksporterzy z krajów Europy Zachodniej często rezygnują z Wielkiej Brytanii, skupiając siły na pozostałych państwach Wspólnoty. A potrzeby brytyjskich konsumentów wcale nie zmalały.

Polskie towary w Wielkiej Brytanii. Rzadko pod własną marką

Przyglądając się strukturze polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii, można zauważyć, że obok maszyn i urządzeń to polska żywność jest polskim hitem eksportowym na Wyspy. Wielka Brytania nadal stanowi dla niej drugi największy rynek eksportowy.

Tylko w okresie styczeń-wrzesień 2021 r. wartość sprzedaży gotowych artykułów spożywczych (np. przetworów z mięsa, warzyw i owoców) przekroczyła 6,1 mld zł. Polskie produkty są coraz bardziej rozpoznawalne i cenione przez brytyjskich konsumentów, a słowo „pierogi” nie wymaga już tłumaczenia na angielskie „dumplings”. Bardzo często polskie towary trafiają do sieci największych supermarketów i są sprzedawane pod ich markami własnymi.

Ale żywność to nie jedyny obszar, w którym polscy eksporterzy powinni walczyć o brytyjskiego konsumenta. Meble, okna, kosmetyki, produkty dla branży budowlanej – to tylko kilka przykładów towarów, które mają ogromne szanse na wzrost sprzedaży w Wielkiej Brytanii. Część rynku dla polskich firm stworzyli również sami pośrednicy z Europy Zachodniej, którzy wcześniej kupowali polskie towary, by eksportować je dalej na Wyspy. Po ich wycofaniu się z handlu z Wielką Brytanią dla rodzimych przedsiębiorców otworzyły się większe szanse na samodzielną sprzedaż i tym samym na wyższe marże.

Brytyjskie firmy boją się odcięcia dostaw. Szybciej płacą faktury

Również brytyjskim importerom w obliczu realnej groźby ograniczenia dostaw coraz bardziej zależy na dobrej współpracy z unijnymi dostawcami i budowaniu lepszej wiarygodności. Tym bardziej, że i Brexit, i pandemia przyczyniły się do fali upadłości na Wyspach. Tylko we wrześniu w Anglii i Walii ogłoszono upadłość prawie 1,5 tys. firm (+56 proc. r/r).

Katarzyna Kowalska, wiceprezes KUKE, instytucji ubezpieczającej transakcje handlowe polskich eksporterów, wskazuje, że brytyjskie firmy wyrażają obawy, że jeśli nie zapłacą kontrahentom na czas, to sprzedawcy natychmiast odetną ich od kolejnych dostaw. Tymczasem brak towaru dla firmy handlowej oznacza zawieszenie działalności i w efekcie upadłość. Dlatego, jej zdaniem, można obecnie liczyć na szybkie wywiązywanie się Brytyjczyków ze zobowiązań i prawdopodobnie tutaj należy szukać powodów spadku liczby spraw (i ich wartości) zgłaszanych do windykacji przez polskich eksporterów wobec brytyjskich importerów.

Szybkie płatności są możliwe. Warto zabezpieczyć kurs wymiany

Szybkie rozliczenia pomiędzy polskimi eksporterami i brytyjskimi importerami znacząco ułatwiają fintechowe rozwiązania w zakresie płatności międzynarodowych. Odbiorcy z Wielkiej Brytanii nie muszą już korzystać z tradycyjnych – kosztownych i długo procedowanych – przelewów zagranicznych (SWIFT). Lepszym rozwiązaniem może okazać się inkaso środków na lokalnym koncie polskiego eksportera, np. w Ebury. Dzięki włączeniu tego rozwiązania w brytyjski system Faster Payments środki właściwie od razu (w ciągu kilku sekund) pojawiają się na rachunku dostawcy – niezależnie od tego, w którym banku brytyjski kontrahent ma otwarty rachunek. Może to mieć szczególne znaczenie zwłaszcza dla polskich firm, które realizują wiele mniejszych dostaw do dużej liczby partnerów.

Obecnie polskim firmom eksportowym sprzyja kurs złotego wobec funta szterlinga, w którym rozliczana jest większość transakcji handlowych z Polską. Od początku roku złoty osłabił się wobec brytyjskiej waluty o około 7 proc. Ponad 5,45 zł za funta płacono po raz ostatni przed ogłoszeniem wyników referendum w sprawie Brexitu w 2016 r.

Kurs GBPPLN od 2016 roku Analitycy Ebury przewidują jednak, że w horyzoncie kilku najbliższych kwartałów kurs GBP/PLN będzie spadał, aż do ok. 5,11 na koniec 2022 r. I to pomimo że brytyjska gospodarka może w tym roku doświadczyć ekspansji o większej skali niż większość podobnych głównych gospodarek, a Bank Anglii jest na drodze do tego, by podnieść stopy procentowe znacznie szybciej niż większość banków G10. Może to więc być dobry moment dla polskich eksporterów, by zabezpieczyć kurs GBP/PLN i mieć komfort rozliczeń w kolejnych kwartałach.