Czym kierować się, wybierając system DMS dla firmy?

Praca związana z papierową dokumentacją obniża produktywność działów firmy nawet o 20%. Za ten problem częściowo odpowiada fakt, że 7 na 100 dokumentów zostaje zagubionych. Z tą trudnością mierzą się głównie średnie i duże firmy. Niemniej systemy DMS (Document Management System) wdrażają przedsiębiorcy zatrudniający kilka osób oraz międzynarodowe korporacje. Każdy biznes musi otrzymać indywidualne rozwiązanie – dostosowane do jego potrzeb i specyfiki.

Korzyści z wdrożenia systemu DMS w firmie

Papierowy obieg dokumentów już dawno stał się passe. Wciąż jednak w wielu firmach jest on obecny. Wiąże się z marnowaniem czasu i pieniędzy. Istotnie wpływa także na spadek produktywności pracowników. Gros codziennie wykonywanych procesów związanych z dokumentacją można zautomatyzować i zdigitalizować. W tym wypadku należy wybrać dobry system DMS.

Jak wybrać dobry system DMS dla firmy w 4 krokach?

Wydawać by się mogło, że wybór dobrego systemu DMS dla firmy to nic prostszego. Na rynku dostępnych jest wiele kompleksowych rozwiązań. Trzeba mieć na uwadze, że oprogramowanie powinno być dostosowane do wielkości firmy oraz jej potrzeb. Równie istotne są przy tym jej możliwości rozwoju oraz model biznesowy. O ile jeden system znakomicie sprawdzi się w firmie X, o tyle w firmie Y może okazać się rozczarowujący. Dlatego wyboru dobrego systemu DMS powinno się dokonać w 4 krokach.

Wyznacz cele, jakie chcesz osiągnąć, wdrażając system DMS

Document Management System powinno się wybrać zgodnie z wyznaczonymi celami. Wdrażając narzędzia do automatyzacji procesów biznesowych, powinno się stworzyć szczegółową strategię działania. Na początku należy określić problemy firmy, które można rozwiązać za pomocą oprogramowania. Dzięki temu implementacja technologii zyskuje sens i przynosi wymierne korzyści. Poza określeniem problemów trzeba także wyznaczyć cele rozwojowe, jakie chce się osiągnąć przy wsparciu modułów DMS.

Opracowanie listy wyzwań, oczekiwań i potrzeb firmy umożliwi wskazanie funkcji systemu, które są niezbędne do tego, by narzędzie sprostało wymogom klienta. Wówczas usługodawca będzie mógł dostarczyć idealnie dopasowaną aplikację. Aplikację, która stanie się swego rodzaju partnerem biznesowym każdego działu w Twojej firmie. Sporządzoną listę najlepiej omówić na bezpłatnych konsultacjach ze specjalistami, które znajdziesz na https://flowdog.io/.

Określ obecną infrastrukturę informatyczną firmy i możliwość integracji

Młode firmy z reguły mają poukładaną i prostą infrastrukturę informatyczną. Wieloletnie przedsiębiorstwa posiadają skomplikowane rozwiązania, łączące nowe i stare technologie. Wobec tego należy omówić z usługodawcą możliwość integracji systemu DMS z obecną infrastrukturą informatyczną organizacji. Najlepsze rozwiązania to takie, które pomogą wyeliminować tzw. silosy. Są to odseparowane od siebie zbiory danych, nierzadko powielane w różnych systemach i działach. Zjawisko to uniemożliwia skonsolidowanie wszystkich danych klientów, utrudniając później uzyskanie pełnego obrazu sytuacji.

Wybierz system DMS, który będzie się rozwijał razem z firmą

Większość firm – zarówno małych, jak i dużych – dąży do mniejszego lub większego rozwoju. Nawiązują one współpracę z nowymi klientami, zwiększają swoje roczne obroty i dokonują ekspansji na nowe rynki. Te i wiele innych czynników mają wpływ na zarządzanie elektronicznym obiegiem dokumentów. Potrzeby, oczekiwania i kierunek rozwoju firmy mogą się zmieniać.

Nowoczesny i dobry system DMS dla firmy powinien oferować elastyczną możliwość dostosowania go do nowych warunków przedsiębiorstwa. Podczas rozmowy ze specjalistą należy poruszyć temat skalowalności oprogramowania. Warto zapytać, czy jej przebieg nie wygeneruje opóźnień i przestojów.

Wybierz zaufanego dostawcę usług DMS

Weryfikacji zaufanego dostawcy usług DMS można dziś łatwo dokonać dzięki informacjom dostępnym w sieci. Na różnych stronach internetowych oraz w mediach społecznościowych widnieją opinie o danej firmie. Niemniej warto poprosić usługodawcę o wgląd do referencji i listów polecających od organizacji, z którymi współpracował. Przy okazji należy zwrócić uwagę na to, czy firma wdrażała usługi DMS w branży, którą sami się zajmujemy. To z pewnością będzie jej duży atut.

Solidni dostawcy rozwiązań Document Management System świadczą również regularną i kompleksową obsługę klienta. Zapewniają niezbędną pomoc w przypadku problemów z dostępem, aktualizacjami czy koniecznością rozbudowy modułów systemu. Posiadają własny dział specjalistów IT. Pomaga on rozwiązywać problemy i odpowiada na zgłoszenia serwisowe.

Sprawdź również: Automatyzacja procesów – 5 rzeczy, które warto wiedzieć

Doradca podatkowy Poznań – zalety takich usług

Doradca podatkowy jest coraz bardziej popularny. Obywatele częściej sięgają po porady, aby nie mieć problemów z Urzędem Skarbowym. Zapraszam do przeczytania artykułu, aby dowiedzieć się więcej na ten temat

Kim jest doradca podatkowy?

Jest to osoba, która zajmuje się doradzaniem, przygotowywaniem opinii prawnych z zakresu prawa podatkowego oraz przygotowanie rozliczeń jeśli wymaga tego klient. Wiedza z zakresu ekonomii oraz finansów jest dla takiej osoby niezbędna. Nie może być tutaj mowy o pomyłkach. Skorzystanie z usług takiego fachowca z pewnością zaoszczędzi tobie dużo nerwów. Często rozliczanie się z urzędem Skarbowym jest trudniejsze niż myślisz. Aby móc w ogóle pracować w tym zawodzie, to potrzebne jest wykształcenie wyższe oraz zdanie egzaminu państwowego. Doradca podatkowy Poznań pozwoli tobie uniknąć konsekwencji, jeśli załatwisz sprawę podatkową nieodpowiednio.

Kto potrzebuje usług doradca podatkowy Poznań?

Przede wszystkim usługi te są dedykowane dla osób, które boją się samemu rozliczać z Urzędem Skarbowym w zakresie podatków. Zapewne jest to duże ułatwienie zarówna dla osób fizycznych oraz prawnych. A więc dla przedsiębiorstw, którzy często nie do końca wiedzą jaką formę rozliczenia wybrać, to oni z pewnością docenią takie usługi. Od razu jako przedsiębiorca poczujesz się bezpieczniej wiedząc, że wszystko zostało dokonane tak jak należy.

Profity z usług doradca podatkowy Poznań

Pierwszą zaletą, która może przychodzić każdemu do głowy jest zapewne bezpieczeństwo. Po co masz się stresować oraz chodzić do Urzędu Skarbowego kilka razy? Wystarczy, że skorzystasz z usług doradca podatkowy Poznań. Z pewnością otrzymasz profesjonalną pomoc na najwyższym poziomie obsługi klienta. Jest to duża odpowiedzialność, więc jeśli twój doradca podatkowy jakimś cudem popełni błąd, to on jest pociągany do odpowiedzialności, a nie ty jako zleceniodawca. Dzięki skorzystaniu z usług doradcy masz pewność, że wszystko zostało odpowiednio przetworzone dla potrzeb instytucji państwowych. Jeśli posiadasz firmę, to nie musisz się głowić nad najlepszym wyjściem pod względem podatkowym. To zdecydowanie usprawni działalność całego przedsiębiorstwa i z pewnością będą z tego tytułu same korzyści finansowe. Przez obowiązującą tajemnicę zawodową nie musisz się martwić oraz obawiać, że informacje o tobie oraz twoich finansach dostaną się w ręce osób trzecich.

Jaki doradca podatkowy Poznań najlepszy?

Z pewnością się zastanawiasz jakiego doradcy podatkowego wybrać. W twoim otoczeniu jest ich naprawdę mnóstwo. Przede wszystkim unikaj osób, które nie posiadają niezbędnych uprawnień. Fachowe wykonanie usługi jest najważniejsze, a osoby bez uprawnień nie są tego gwarantem. Wtedy odpowiedzialność za błędy spoczywa na tobie, a nie na doradcy prawnemu. Zwracaj szczegółowo uwagę na to, jakiego specjalisty wybierasz. Ponadto nie są objęci obowiązkiem zachowania tajemnicy zawodowej. A tym samym ktoś celowo może tobie zagrozić lub twojej firmie. Często w internecie pojawiają się ogłoszenia mówiące o tanim doradztwie podatkowym. Lepiej dokładnie zweryfikuj taką osobę, ponieważ możesz zostać oszukany. Czujność jest najważniejsza. A może nie wiesz skąd biorą się nieprawidłowości finansowe w twojej firmie? Dzięki doradca podatkowy Poznań nie masz już czego się bać. Przede wszystkim sprawdzi dokładnie, czy wszystko jest w porządku, a w przypadku nieprawidłowości z pewnością otrzymasz stosowne rady, które warto wdrożyć. Od czasu do czasu warto zatrudnić doradca podatkowy Poznań, aby sprawdził ewentualne niejasności podatkowe. Również dla osób fizycznych pomoc przy składaniu deklaracji podatkowej może być niezbędna. Wiedza odnośnie tego tematu jest coraz szersza dla wielu osób, jednak warto skorzystać z pomocy doradca podatkowy Poznań. Szukasz idealnej usługi w tym zakresie? Doskonale trafiłeś!

Polski ( Nowy) Ład – co zrobić, by stracić jak najmniej?

Trwa łatanie dziur w Polskim Ładzie. Przedsiębiorcy są zdezorientowani i znów będą zmieniać formy prawne swej działalności. Administracja skarbowa sprawdzi zasadność takich zmian. Posypią się kary za rządowy Polski Ład.

Pierwszy kwartał obowiązywania reformy podatkowej nazywanej Polskim Ładem wbrew obietnicom rządu okazał się podwyżką podatków. Przedsiębiorcy próbowali temu przeciwdziałać. Przez trzy miesiące powstało więcej spółek komandytowo-akcyjnych niż w całym minionym roku.

Najwięcej zamieszania wywołał zmieniający się sposób rozliczania składki zdrowotnej. Z tego powodu wiele firm zaczęło interesować się dość egzotyczną formą działalności gospodarczej jaką jest spółka osobowa w formie spółki komandytowo-akcyjnej.

Jest to spółka, która posiada wspólników i akcjonariuszy, a luki prawne w Polskim Ładzie spowodowały, że jej wspólnicy mieli nie płacić składki zdrowotnej.

– Gdy działalność gospodarcza była zyskowna, a dochody przekraczały 1 mln zł ta forma działalności wydawała się bardzo atrakcyjna, jednak my przestrzegaliśmy przed zagrożeniami dla spółki komandytowo-akcyjnej, związanymi z tym, że spółki osobowe mają tzw. subsydiarną odpowiedzialność za zobowiązania – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Oniszczuk, partner zarządzający w kancelarii Oniszczuk&Associates.

– Subsydiarna odpowiedzialność oznacza, że w momencie, gdy majątek firmy nie wystarcza na pokrycie zobowiązań wierzyciele mogą pójść po majątek wspólnika.

Istotne jest też, że Krajowa Administracja Skarbowa już w przeszłości zwracała uwagę na przekształcenia spółek w trakcie roku kalendarzowego, traktując taką restrukturyzację jako optymalizacje podatkową. Od 2016 r. w Polsce obowiązuje klauzula o unikaniu opodatkowania, w wyniku której działania biznesowe mające na celu wyłącznie obniżenie podatków urząd skarbowy może zakwestionować. Takie działania skarbówki często dotyczyły przekształceń w modną wówczas spółkę komandytową.

Przedsiębiorcy powinni więc liczyć się z takim zagrożeniem, że przekształcenie w spółkę komandytowo-akcyjną zostanie zakwestionowane nawet za kilka lat, gdy w firmie pojawi się kontrola skarbowa, aby to zakwestionować właściciele firmy powinni mieć przygotowane pogłębione uzasadnienie biznesowe transformacji.

Po kolejnych zmianach wiemy już, że komplementariusz będzie traktowany na potrzeby składek i ubezpieczenia zdrowotnego jako osoba prowadząca pozarolniczą działalność gospodarczą (zostanie obciążony składką zdrowotną).

– Ponieważ łatane są dziury w Polskim Ładzie, powinno okazać się, że korzystniejsze od spółki komandytowo-akcyjnej jest prowadzenie działalności w formule spółki z o.o. bądź znacznie mniej popularnej komandytowej spółki z o.o. – wyjaśnia Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk&Associates.

Obligacje skarbowe pułapką dla naszych oszczędności

Obligacje skarbowe stały się powodem frustracji wielu inwestorów. W Polsce sporą popularnością cieszą się fundusze papierów dłużnych i wiele osób mylnie zakłada, że na obligacjach skarbowych przecież nie można stracić.

Wiele osób myśli też w taki sposób, że na funduszach dłużnych nie stracą, a historyczne wyniki pokazują, że coś tam zarobię. Jak się jednak okazuje, na obligacjach można stracić i to całkiem sporo.

– Wiele osób myli rentowność obligacji z ich ceną, traktując że wraz ze wzrostem rentowności rośnie cena – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – jednak jest tak, że gdy rentowność rośnie, cena spada. Im „dłuższa” jest obligacja, tym mocniejsza jest ta relacja.

W świecie rynku długu obligacje inflacyjne to absolutny margines. Zasadniczo obligacje są stałoprocentowe lub zmienno-procentowe. Te pierwsze dzielą się na kuponowe i zerokuponowe.

Obligacje zmiennoprocentowe (zarówno detaliczne 3-latki, jak i notowane na giełdzie serie WZ) wypłacają odsetki na poziomie WIBOR + marża. Rząd jednak nie emituje dużych ilości tego długu – zmienny procent to domena obligacji korporacyjnych, które często kuszą inwestorów wyższym oprocentowaniem, ale „oferują” w zamian ryzyko niewypłacalności.

Jeżeli rentowność 10-letnich obligacji skarbowych w Polsce wynosi ok. 2,8% w skali roku, to część osób myli to z oprocentowaniem takim jak na depozycie bankowym – powierzam Skarbowi Państwa pieniądze na 10 lat i dostaję rocznie 2,8%. Niestety tak to nie działa.

Aby to zrozumieć można posłużyć się takim przykładem: inwestor A kupuje obligacje 10 letnie wypłacające roczne odsetki 1,75%, które notowane są na giełdzie, gdzie w każdym momencie można je sprzedać. Załóżmy, że początkowo rentowność obligacji jest równa właśnie 1,75%, a to oznacza, że jej cena jest równa 100 zł. Nie przywiązujmy się do konkretnych wartości – kluczem jest zrozumienie ich zmiany. Zadowolony z zysku bez ryzyka inwestor A wie, że w Polsce rośnie inflacja (już do 11% w marcu 2022 r.). Inwestorzy domagają się wyższych odsetek – rentowność obligacji rośnie do 2,8%. Jeśli Ministerstwo Finansów chciałoby ponownie wyemitować obligacje 10-letnie po cenie 100 zł musiałoby wtedy wypłacić kupon 2,8% rocznie. Teraz inwestor B chce kupić obligacje 10-letnie i może je kupić od Ministerstwa lub od inwestora A. Jednak te drugie obligacje płacą przecież dużo niższy kupon! Aby inwestor B był skłonny kupić obligacje inwestora A ten musi sprzedać mu je poniżej 100 złotych. To wtedy pojawia się strata!

Gdy rentowność rośnie, cena spada. Im „dłuższa” jest obligacja, tym mocniejsza jest ta relacja. Dla obligacji 2-letniej zerokuponowej (nie ma kuponu, ale sprzedawana jest po cenie niższej niż cena wykupu i różnica stanowi formę odsetek) mnożnik wynosi x2 – wzrost rentowności o 1 punkt procentowy oznacza spadek ceny o dwa procent. Dla obligacji 10-letniej byłoby to x10, gdyby również była zerokuponowa. Im wyższy jest kupon, tym ten mnożnik jest niższy. Dla obligacji DS0432 to niecałe x9,25, w przeszłości dla 10-latek (gdy były wyższe stopy, a zatem i kupony) bywało to nawet „tyko” około x7.

– Spory wzrost stóp procentowych może mocno obniżyć ceny obligacji, jednak ktoś może powiedzieć, że jego takie wahania nie interesują bo jeśli będzie trzymać obligację do wykupu nie straci nominalnie wpłaconych pieniędzy – wyjaśnia ekspert XTB. -To prawda, choć trzeba pamiętać, że sytuacje są różne i może pojawić się potrzeba życiowa lub okazja inwestycyjna i stratę jednak trzeba będzie zaakceptować.

Komfortu „trzymania do wykupu” nie mają jednak nabywcy jednostek funduszy. Dzieje się tak dlatego, że zarządzający zwykle chce utrzymać pewną strukturę obligacji w portfelu (jeśli fundusz ma mieć średnio obligacje 5-letnie, to wraz z upływem czasu zarządzający jedne obligacje będzie sprzedawać, a kupować inne, którym do wykupu pozostało więcej czasu). W niekorzystnych okolicznościach (trwałego wzrostu rentowności) takie fundusze mogą tracić przez dłuższy okres czasu.

Czy obligacje skarbowe mają dziś sens? Konstrukcja portfela 60/40 nie wzięła się znikąd. Historycznie dekoniunktura gospodarcza nie sprzyjała akcjom, ale spadające wtedy stopy procentowe pomagały obligacjom. Są scenariusze, w których można zarobić. Jeśli globalna gospodarka zwolni, rentowności 10-latek mogą spaść, a dzięki „mnożnikowi” można byłoby na tym nie najgorzej zarobić. Jednak pomimo wzrostu, rentowności są dalej znacząco poniżej inflacji i ryzyko ich dalszego wzrostu (a zatem straty na obligacjach) jest nadal spore.

Krótkoterminowe obligacje są obecnie rozwiązaniem jedynie w przypadku inwestora, który chce bezpiecznie „zaparkować” daną ilość środków na bardzo konkretny czas. Po odliczeniu inflacji na tym zapewne straci, ale mniej niż na depozycie. Portfelowo stały procent nadal wygląda nieatrakcyjnie.

Marcowe dane sygnalizują solidny wzrost polskiego PKB w I kwartale

Mijający tydzień obfitował w nowe statystyki makroekonomiczne. Jeśli wrócimy jeszcze do okresu przedświątecznego, to inflacja konsumencka w marcu po korekcie wzrosła o 3,3% m/m i o 11,0% r/r, a bazowy składnik inflacji o 6,9% r/r. Przyczyniły się do tego głównie podwyżki cen paliw, energii i żywności oraz wojna w Ukrainie. W kwietniu nie spodziewamy się już tak gwałtownego wzrostu cen, ale jest bardzo prawdopodobne, że w II kwartale inflacja wyniesie od 11% do 12% r/r. Na majowym posiedzeniu NBP zapewne ponownie podniesie stopy procentowe, ale tym razem o 50 punktów bazowych. Wysoka inflacja konsumencka będzie utrzymywać się w Polsce w drugiej połowie br., gdyż inflacja cen dóbr producenckich (na początku łańcucha cenowego) nadal gwałtownie rośnie (4,9% m/m i prawie 20% r/r w marcu), a ostateczne ceny konsumpcyjne są prognozowane z pewnym opóźnieniem.

Marzec przyniósł zaskakująco dobre wyniki polskiego przemysłu, wzrost produkcji o 2,1% m/m i 17,2% r/r. Produkcja rosła we wszystkich głównych gałęziach przemysłu (przede wszystkim w energetyce). Wzrosły też płace w sektorze prywatnym (12,4% r/r) oraz zatrudnienie (2,4% r/r). Wszystkie wspomniane dane wskazują na bardzo solidny wzrost polskiej gospodarki w I kwartale roku.

Kurs PLN w stosunku do EUR wahał się od 4,61 do 4,66 PLN/EUR, a PLN/USD w przedziale 4,25-4,31. Główna para walutowa oscylowała w przedziale 1,076-1,093 USD/EUR. Naszym zdaniem pod koniec kwietnia można się spodziewać umocnienia dolara.

AKCENTA CZ a.s.

Początek końca hossy mieszkaniowej?

Kwietniowa informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w marcu oraz I kwartale 2022 r., prezentuje wyniki, które mogą sugerować raczej schyłkową fazę rynkowej euforii inwestycyjnej. Trudno bowiem o zdecydowanie optymistyczne wnioski, jakie dałoby się wysnuć na podstawie wolumenów wypracowanych przez inwestorów w trzech pierwszych miesiącach bieżącego roku. 

Rozpatrując wyniki inwestycyjne pierwotnego rynku mieszkaniowego w okresie styczeń-marzec br., trudno nie odnieść ich do zakomunikowanych niedawno statystyk sprzedaży deweloperów giełdowych za analogiczny okres. Niestety okazały się one jednymi z najsłabszych w najnowszej historii rodzimego pierwotnego rynku mieszkaniowego, porównywalnymi jedynie do drugiego kwartału 2020 r., czyli pamiętnego okresu pandemicznego lockdownu. Kontraktacja czternastki rynkowych tuzów z wolumenem w sumie niespełna 5 tys. lokali, okazała się gorsza rdr o blisko jedną czwartą.Pierwszy kwartał w mieszkaniówce z symptomami końca inwestycyjnej euforii

Tymczasem wyniki sprzedażowe całej reszty branży budowniczych mieszkań wyglądają jeszcze słabiej. Jak bowiem wynika ze statystyk serwisu BIG DATA RynekPierwotny.pl, w lutym br. sprzedaż nowych mieszkań na ośmiu największych rynkach kraju była niższa rok do roku o 39 proc., natomiast w marcu już o 47,5 proc. A taką skalę regresu deweloperskiej kontraktacji można zakwalifikować już jako załamanie koniunktury sprzedażowej mieszkań na rynku pierwotnym. Pytanie, czy w wynikach inwestycyjnych deweloperów za pierwszy kwartał br. widać już analogiczne symptomy koniunkturalnego spowolnienia.

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl pierwszy kwartał br. okazał się dość wyraźnie asekuracyjny inwestycyjnie w odniesieniu do analogicznego okresu 2021 roku. W sposób szczególny widać to w przypadku spadających wolumenów rozpoczętych inwestycji oraz pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, czyli kategorii gusowskich danych o pierwszorzędnym znaczeniu dla oceny stanu bieżącej koniunktury.

W sumie w ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli z budową niespełna 24 tys. mieszkań, co jest rezultatem  o ponad jedną piątą gorszym od uzyskanego w marcu ub. roku, choć jednocześnie o jedną trzecią lepszym licząc miesiąc do miesiąca. Bardzo przeciętnie wypadli deweloperzy z wynikiem 13 tys. rozpoczętych w marcu lokali, czyli aż o 27 proc. mniej rdr.Pierwszy kwartał w mieszkaniówce z symptomami końca inwestycyjnej euforii

W sumie w trzech pierwszych miesiącach 2022 roku w Polsce ruszyła budowa nieco ponad 53 tys. mieszkań i domów, o 16 proc. mniej niż w analogicznym okresie ub. roku. Głównym hamulcowym okazali się deweloperzy z wynikiem prawie 32 tys. lokali rozpoczętych, czyli aż o 21 proc. mniej niż przed rokiem.

Znaczące osłabienie rynkowej euforii inwestycyjnej potwierdzają też gusowskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie w marcu w ramach wszystkich form budownictwa wydano 30 tys. przedmiotowych decyzji administracyjnych, co jest wynikiem o 11 proc. gorszym od uzyskanego w marcu 2021 roku. Natomiast w całym pierwszym kwartale nowych pozwoleń było ogółem 78 tys., czyli o 8 proc. mniej w relacji rok do roku.

I tym razem w spadkowej tendencji prym wiedli deweloperzy. Ich wynik marcowy na poziomie 19 tys. jednostek był słabszy rdr o 19 proc., natomiast kwartalny – 52 tys. nowych pozwoleń, o 8 proc. poniżej wyniku trzech pierwszych miesięcy ub. roku.

Jak tłumaczą eksperci RynekPierwotny.pl jest to o tyle istotna informacja, że nowe pozwolenia na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wiarygodnym wskaźnikiem ich optymizmu inwestycyjnego. W tej sytuacji widać pewne osłabienie, na razie może niezbyt spektakularne, ale wskazujące prawdopodobny kierunek na kolejne miesiące.

W tej sytuacji statystyki lokali oddawanych do użytkowania stanowią tylko tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego w pierwszym kwartale tego roku. W tym przypadku regresu wciąż nie widać, co jest oczywistym efektem charakteru tej kategorii danych, odzwierciedlających stan koniunktury rynkowej sprzed około 2 lat.

W marcu było takich mieszkań w sumie 21 tys., czyli 9 proc. więcej licząc rok do roku. Nieco gorzej prezentuje się dynamika lokali oddanych do użytkowania w całym pierwszym kwartale br. Przy wolumenie niespełna 55 tys. daje to wynik lepszy od uzyskanego przed rokiem o 3,2 proc.

Lektura najnowszej informacji GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce wydaje się więc mieć wymowę umiarkowanie pesymistyczną, stanowiącą pokłosie ogłoszonych ostatnio wyników kontraktacji deweloperów giełdowych. Podstawowe dla bieżącej oceny stanu koniunktury statystyki, a więc te dotyczące nowych inwestycji i pozwoleń na budowę, wykazują pierwsze symptomy słabnięcia, którego kontynuację najprawdopodobniej zobaczymy w kolejnych okresach. Zanosi się bowiem tym razem na nieco dłuższy okres hamowania wolumenów nowych inwestycji, wynikający z coraz wyższego kosztu kredytów mieszkaniowych przy wciąż szybującej inflacji i cenach materiałów budowlanych.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Jak zwycięstwo wyborcze Marine Le Pen wpłynęłoby na rynki?

Emmanuel Macron ma 19 razy większe szanse na zwycięstwo w niedzielnych wyborach niż jego kontrkandydatka. Jest więc niewielka szansa, że Marine Le Pen powtórzy szok sondażowy Donalda Trumpa z 2016 r. i brytyjskie referendum w sprawie Brexitu. Gdyby jednak Le Pen wygrała, to globalne giełdy, w obecnej sytuacji, mogą na to mocno zareagować.

Ostatnie sondaże wskazują, że poparcie dla Emmanuela Macrona waha się w przedziale 55-57,5 proc. Jego rywalka Marine Le Pen może liczyć na 42,5-45 proc. głosów. Cześć z sondaży została przeprowadzona już po środowej debacie między kandydatami. Ta trwająca aż 3h wymiana poglądów, miała w opinii ekspertów, pomóc niezdecydowanym w wybraniu własnego kandydata i w ten sposób zdecydować o wyniku wyborów. Tak się jednak nie stało – debatę wygrał Emmanuel Macron, ale nie w sposób zdecydowany, co nie przyniosło mu znaczących sondażowych wzrostów. Marine
Le Pen wypadła gorzej od Macrona, jednak znacznie lepiej niż w analogicznej debacie w 2017 roku, co pozwoliło jej obronić swój stan posiadania. Niewiadomą pozostaje to, jak w niedzielę zachowają się niezdecydowani oraz jak rozłożą się na poszczególnych kandydatów 22 proc. głosów oddane w pierwszej turze na Jean-Luca Melanchona (przewidywania wskazują, że połowę otrzyma Macron, 1/4 Le Pen i 1/4 wyborców nie zagłosuje).

Zarówno sondaże jak i dane z serwisu PredictIt (prowadzony przez Victoria University of Wellington) wskazują, że zwycięstwo Macrona wydaje się najbardziej prawdopodobne. Szansa na zwycięstwo Le Pen jest według PredictIt 19 razy mniejsza. Jednak doświadczenia związane z wyborem na prezydenta w 2016 roku Donalda Trumpa oraz wyniki referendum w sprawie Brexitu, pokazały, że nie powinno się wykluczać także tych mniej prawdopodobnych scenariuszy.

Gdyby Marine Le Pen wygrała wybory we Francji, to stanowiłoby to poważne zagrożenie dla funkcjonowania Francji w Unii Europejskiej jak i w NATO. Byłoby także poważnym wyzwaniem dla funkcjonowania całej UE. Szczególnie w sytuacji, gdy to Francja wraz z Niemcami stanowiły w ostatnich latach główną oś kreowania europejskiej polityki. Wygrana kandydatki skrajnej prawicy, miałaby także wpływ na bieżącą sytuację związaną z konfliktem na Ukrainie, bowiem Le Pen sprzeciwia się wprowadzeniu dyskutowanego obecnie embarga na rosyjską ropę i gaz.

Warto zauważyć, że niespodziewany wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA w 2016 został pozytywnie odebrany przez giełdy. Spodziewano się bowiem po nim tego, czego zwykle rynki spodziewają się po republikańskich kandydatach – obniżania podatków, poprawy sytuacji budżetu oraz sprzyjania biznesowi. W ciągu miesiąca od dnia wyborów (8 listopada 2016 roku) S&P500 wzrósł o 5 proc. W obecnej sytuacji, zwiększonej niepewności i zmienności na rynku, gdyby doszło do wygranej Marine Le Pen, globalny rynek prawdopodobnie zareagowałby zdecydowanie negatywnie. W ostatnim czasie obserwujemy wiele objawów asymetrii w reagowaniu na napływające dane, dane pozytywne wywołują znacząco mniejsza reakcję niż dane negatywne. Tak właśnie mogłoby być także w tej sytuacji.

Jak zwycięstwo wyborcze Marine Le Pen wpłynęłoby na giełdy
Źródło: PredictIt

Oczywiście najbardziej narażona na efekty niedzielnych wyborów pozostaje giełda w Paryżu, choć z uwagi na fakt, że Francja jest drugą gospodarką UE oraz stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, efekty będą także dotykać gospodarki europejskiej i światowej. Rynek francuski jest zdominowany przez akcje spółek z branży dóbr luksusowych, takich jak LVMH, Hermes czy Kering. Drugie miejsce zajmują spółki przemysłowe, jak Schneider, Airbus i Vinci oraz obronne, takie jak Thales. Firmy produkujące podstawowe dobra konsumpcyjne, takie jak L’Oreal oraz banki, takie jak BNP Paribas są również dobrze na nim reprezentowane. Podobnie jak w całej Europie, wyceny francuskich spółek są niższe niż w USA (12x C/Z), przy przyzwoitym 10 proc. wzroście zysków. Większość dochodów francuskich firm pochodzi spoza Francji, co sprawia, że słabe euro jest ważnym wsparciem dla ich konkurencyjności.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Luka bezpieczeństwa w kodeku Apple’a zagraża użytkownikom Androida

  • Smartfony z Androidem, wyposażone w chipsety firm MediaTek oraz Qualcomm, pozwalały na szpiegowanie użytkowników
  • Powodem jest luka w zabezpieczeniach kodeka ALAC (Apple Lossless Audio Control), które pozwalały m.in. na zdalny dostęp do multimediów i rozmów telefonicznych
  • Zagrożonych było około 2/3 wszystkich nowych smartfonów

Podatności, które pozwalały na zdalny dostęp do mediów i treści rozmów telefonicznych, odkryto w dekoderach audio Qualcomma i MediaTek, obecnych w 2/3 wszystkich nowych smartfonów na świecie – ostrzega Check Point Research. Podatność wykryta została w ALAC – kodeku audio udostępnionym przez firmę Apple 11 lat temu.

Smartfony z Androidem, wyposażone w chipsety firm MediaTek oraz Qualcomm, pozwalały na szpiegowanie użytkowników. Wszystko za sprawą luki w zabezpieczeniach kodeka ALAC (Apple Lossless Audio Control), które pozwalały m.in. na zdalny dostęp do multimediów i rozmów telefonicznych. Według stojących za odkryciem specjalistów z Check Point Research, podatności mogły być w relatywnie prosty sposób wykorzystane przez zaawansowanych hakerów.

Apple Lossless Audio Codec (ALAC), znany również jako Apple Lossless, to format kodowania audio, opracowany przez firmę Apple i wprowadzony po raz pierwszy w 2004 roku do bezstratnej kompresji danych muzyki cyfrowej. Pod koniec 2011 roku Apple opracował i udostępnił kodek open source, który osadzony jest wielu urządzeniach i programach do odtwarzania dźwięku, w tym w smartfonach z systemem Android, odtwarzaczach multimedialnych i konwerterach z systemem Linux i Windows.

W międzyczasie Apple kilkakrotnie aktualizowało zastrzeżoną wersję dekodera, naprawiając i łatając problemy z bezpieczeństwem, jednak współdzielony kod nie był brany pod lupę od 2011 roku. Eksperci Check Point Research potwierdzili, że Qualcomm i MediaTek wykorzystywały podatny kod ALAC do swoich dekoderów audio.

– Wykryliśmy zestaw luk, które można było wykorzystać do tzw. zdalnego wykonania oraz eskalacji uprawnień na dwóch trzecich urządzeń mobilnych na świecie. Luki można było łatwo wykorzystać, np. za sprawą złośliwego pliku multimedialnego, który po otwarciu wstrzykiwałby kod w uprzywilejowaną usługę multimedialną. Mogło to skutkować dostępem do obrazu z ekranu telefonu komórkowego. W naszym studium udało nam się z kolei wykraść strumień transmisji z kamery telefon – mówi Slava Makkaveev, ekspert inżynierii wstecznej i badaczka zabezpieczeń w Check Point Research.

Check Point Research poinformował o odkryciu firmy MediaTek oraz Qualcomm i ściśle współpracował z producentami nad załataniem luk. MediaTek przypisał im identyfikatory CVE-2021-0674 i CVE-2021-0675. Luki zostały naprawione i opublikowane w Biuletynie Bezpieczeństwa MediaTek z grudnia 2021 roku. Qualcomm opublikował poprawkę dla identyfikatora CVE-2021-30351 w biuletynie Qualcomm Security Bulletin z grudnia 2021 r. Z powodu potencjalnego wykorzystania Check Point Research poinformował opinię publiczną o swoim odkryciu po przeszło 5 miesiącach, natomiast szczegóły techniczne ujawni dopiero podczas konferencji CanSecWest, odbywającej się w dniach 18-20 maja 2022.

Aby zachować bezpieczeństwo komunikacji, eksperci zalecają zainstalowanie w swoich smartfonach najnowszych łatek bezpieczeństwa udostępnionych przez producentów.

Amortyzacja po przekształceniu jednoosobowej działalności gospodarczej w spółkę z o.o. – interpretacja KIS

Przedsiębiorca prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą, będący zarejestrowanym podatnikiem VAT, zdecydował o przekształceniu firmy w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. W wyniku tego majątek przedsiębiorstwa, w tym jego majątek trwały, stanie się majątkiem spółki. Czy w tym przypadku nowo utworzona spółka będzie mogła kontynuować przyjętą w JDG metodę amortyzacji? A co z poniesionymi, a nierozliczonymi kosztami uzyskania przychodu?

Przekształcenie jednoosobowej działalności w spółkę z o.o.

W wyniku przekształcenia jednoosobowej działalności gospodarczej (dalej również JDG) w spółkę z o.o. środki trwałe przedsiębiorstwa oraz wszelkie koncesje i umowy z kontrahentami zostaną przeniesione na spółkę. Przedsiębiorca powziął wątpliwość, czy w ramach takiego przekształcenia spółka będzie miała prawo do kontynuowania metody amortyzacji stosowanej wcześniej w ramach JDG oraz uwzględniania dokonanej do tej pory wysokości odpisów amortyzacyjnych.

Kontynuacja amortyzacji dokonywanej przez przekształcaną firmę

Jak ocenił przedsiębiorca, odpowiedź na to pytanie powinna być twierdząca. Spółka z o.o.  powstała w wyniku przekształcenia będzie mogła kontynuować amortyzację metodą przyjętą przez przekształcaną JDG. Pozwoli to spółce uwzględniać dotychczas rozliczoną wartość odpisów amortyzacyjnych. Podstawę tego przekonania stanowi przepis art. 16h ust. 3 w zw. z ust. 3d ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych.

Z kolei w odniesieniu do środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych, których przedsiębiorca nie amortyzował w ramach JDG, spółka z o.o. będzie mogła przyjąć ich wartość początkową w wysokości wydatków na ich nabycie lub wytworzenie i rozpocząć ich amortyzację.

Rozliczenie nierozliczonych kosztów

W wydanej 13 stycznia interpretacji indywidualnej Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej przyznał, że stanowisko przedsiębiorcy jest słuszne. W przypadku przekształcenia JDG w spółkę kapitałową następuje kontynuacja amortyzacji. W przedmiotowej sprawie spółka z o.o., kontynuując metodę amortyzacji stosowaną przez osobę fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą, będzie mogła uwzględniać wartość dokonanych już odpisów. Organ odniósł się również do wątpliwości przedsiębiorcy co do rozliczenia wydatków poniesionych przed dniem przekształcenia. Stwierdził, że nowo utworzona spółka będzie mieć możliwość uwzględnienia w kosztach wydatków poniesionych przed dniem przekształcenia, które to wydatki podlegają potrąceniu dopiero po dniu przekształcenia, w tym także kwot wynikających z faktur VAT wystawionych przed dniem przekształcenia, a związanych z przychodem powstałym po dniu przekształcenia (interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 13 stycznia 2022 r., sygn. 0111-KDIB2-1.4010.538.2021.2.MKU).

Komentarz eksperta

Interpretacja KIS to dobra wiadomość dla przedsiębiorców dokonujących lub planujących przeprowadzenie przekształcenia formy prowadzonej działalności. Organ podatkowy potwierdził, że powstała z przekształcenia spółka kapitałowa może kontynuować amortyzację stosowaną przez przekształcaną JDG. Równie ważny dla firm planujących transformację jest fakt, że korzystając po przekształceniu z usług lub towarów nabytych jeszcze w ramach poprzedniego podmiotu, nie powstanie po stronie przekształconej spółki przychód podlegający opodatkowaniu – podsumowuje Agnieszka Stachurska, dyrektor biura rachunkowego Skarbiec Corporate Services współpracującego z Kancelarią Prawną Skarbiec.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Już 2 maja minie termin na złożenie PIT za 2021 rok

W tym roku podatnicy mają o dwa dni więcej na rozliczenie się z podatku dochodowego. 30 kwietnia wypada w sobotę, dlatego ostateczny termin na złożenie rocznej deklaracji upływa 2 maja. Warto jednak z fiskusem rozliczyć się jak najszybciej. Dzięki temu szybciej można otrzymać zwrot nadpłaconego podatku. Terminowe rozliczenie pozwoli też uniknąć konsekwencji karno-skarbowych i konieczności płacenia odsetek za zwłokę w wyrównaniu niedopłaty podatku.

Ile trzeba czekać na zwrot podatku?

Z reguły im szybsze złożenie zeznania podatkowego, tym krótszy czas oczekiwania na zwrot podatku. Dlatego najlepiej nie zwlekać z wysłaniem rozliczenia. W 2022 roku dostępna jest usługa automatycznego zwrotu nadpłaty z rocznego rozliczenia PIT. Jeśli kwota zwrotu nie przekracza 5 tys. zł i pracownik urzędu nie musi jej weryfikować i zaakceptować, to jest ona zwracana automatycznie przez system AUTO ZWROT.

Jeśli podatnik zdecyduje się na wysyłkę pocztą lub osobiste złożenie deklaracji w Urzędzie Skarbowym, to pieniądze z nadpłaty podatku otrzyma w ciągu 3 miesięcy. Wysłanie PIT drogą elektroniczną skraca czas oczekiwania na zwrot podatku do 45 dni.  Dodatkowo uprzywilejowani są posiadacze Karty Dużej Rodziny. W ich przypadku termin na zwrot wynosi maksymalnie 30 dni.Już 2 maja minie termin na złożenie PIT za 2021 rok

Ważne jest to, że w przypadku gdy podatnik decyduje się na automatyczną akceptację  rozliczenia w usłudze „Twój e-PIT” (dotyczy tylko PIT-37 lub PIT-38), termin zwrotu wynosi do trzech miesięcy licząc od 2 maja 2022 r., czyli do 3 sierpnia 2022 r.

Do kiedy trzeba uregulować niedopłatę?

Termin płatności podatku wykazanego do zapłaty (PIT-36, PIT-36L, PIT-37, PIT-38 i PIT-39) za 2021 r. również upływa 2 maja 2022 r. Wpłaty trzeba dokonać na indywidualny rachunek podatkowy (mikrorachunek). Jeśli rozliczenie zostanie złożone automatycznie, bez ingerencji ze strony podatnika, to urząd poinformuje go o kwocie należnej do zapłaty. Mimo wszystko warto się zalogować do „Twój e-PIT” i sprawdzić, czy niedopłata wystąpiła. Jeśli tak, można ją też zapłacić przez tę usługę.

Joanna Grochala, księgowa w firmie inFakt