Transformacja cyfrowa w handlu B2B musi znacząco przyspieszyć i podążyć za trendami wdrożonymi w B2C

  • Dynamicznie zmieniający się ekosystem gospodarczy, pandemia i coraz większe zainteresowanie otwieraniem kolejnych kanałów sprzedaży skłoniły Unity Group do prześledzenia procesów transformacji handlu w segmencie B2B.
  • Wspólnie z agencją badawczą CubeResearch Unity Group przeprowadziło szeroko zakrojone badanie*. Jego głównym celem było sprawdzenie poziomu i potencjału cyfrowej transformacji handlu w firmach działających w modelu B2B na polskim rynku.
  • Z raportu wynika, że 57 proc. badanych odnotowuje wpływ pandemii na digitalizację sprzedaży. Ponad 80 proc. ankietowanych firm prowadzi sprzedaż online, ale dla 79 proc. tej grupy stanowi ona mniej niż jedną dziesiątą obrotów – jak poprawić te notowania i wykorzystać potencjał?

Transformacja cyfrowa: obecnie na rynku dominują dwa skrajne trendy w zakresie funkcjonowania przedsiębiorstw w obszarze cyfryzacji. Podmioty będące już w zaawansowanej fazie procesu transformacji wiedzą, co i jak chcą osiągnąć, co chciałyby dalej zmieniać. Często nie mają one jednak wystarczającej ilości zasobów – przede wszystkim czasu i ludzi – by dalej te zmiany przeprowadzać. Z drugiej strony widać także grupę firm, które mają czas oraz pracowników, ale nie odczuwają potrzeby zmiany lub brakuje im pomysłów na to, jakiego rodzaju unowocześnienia wprowadzić. Mimo trendów tempo, w jakim postępuje na przestrzeni ostatnich lat transformacja cyfrowa biznesu, zwłaszcza handlu, jest błyskawiczna. Liczby dot. sprzedaży w kanale B2B na światło dzienne wydobyła w raporcie „Polski rynek B2B vs Cyfrowy Megatrend” spółka Unity Group. Do komentowania danych zaproszono ekspertów z PFR, LPP SA, eRecruiter, Selena FM S.A i in.

Cel, który przyświecał nam podczas tworzenia raportu, był jasny chcieliśmy sprawdzić poziom i potencjał cyfrowej transformacji handlu w firmach działających w modelu B2B na polskim rynku. Już dzisiaj e-sprzedaż ma możliwość dynamicznego rozwoju, lecz na kawałek tego tortu mają szansę tylko ci, którzy dogonią resztę rynku w kontekście transformacji cyfrowej. Co ciekawe, z naszych obserwacji wynika, że B2B powoli zaczyna adaptować trendy rozwinięte przez B2C, a siłą napędową całego procesu są szybko przebiegające zmiany potrzeb klientów B2B. Jako firma zajmująca się uruchamianiem kanałów B2B, obserwujemy ten trend od ponad 10 lat, ale od zeszłego roku on bardzo dynamicznie przyspieszył, ponieważ od czasu wybuchu pandemii kanał online był dla wielu firm jedyną możliwością prowadzenia sprzedaży – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński, Managing Partner, Unity Group.

– Co więcej, dochodzi do swoistej „konsumeryzacji B2B”, która oznacza, że klienci przyzwyczajeni do standardów B2C będą oczekiwać tego samego komfortu zakupów także w obszarze biznesowym, a firmy tego sektora muszą podjąć rękawicę, ponieważ pandemia spowodowała, iż walka o klienta w sieci będzie teraz jeszcze bardziej zawzięta – dodaje Grzegorz Rudno-Rudziński.

Zmiana zachowań konsumenckich to nie tymczasowa sytuacja, a raczej trwały zwrot w preferencjach zakupowych. Dlatego dziś rynek jest dużo bardziej zainteresowany inwestycjami w innowacyjne rozwiązania, które mogą pomóc wyprzedzić konkurencję oraz się od niej odróżnić. Podobnie jak wśród priorytetowych projektów rozwojowych zyskuje na znaczeniu automatyzacja procesów, która pozwala się zabezpieczyć przed nieprzewidzianymi sytuacjami, takimi jak wystąpiły w ostatnim roku. Co to oznacza? Według Grzegorza Rudno-Rudzińskiego w 2021 roku pytanie nie brzmi już czy warto zainwestować w realizację cyfrowej transformacji handlu, ale jak to zrobić szybko i optymalnie kosztowo, bo każdy dzień zwłoki pogłębia trudną sytuację wielu firm i oddala szansę wykorzystania zachodzących zmian.

Niewykorzystany potencjał

sprzedaż internetowaZgodnie z badaniem ponad 80 proc. ankietowanych firm prowadzi sprzedaż online, ale dla 79 proc. tej grupy stanowi ona mniej niż jedną dziesiątą obrotów. Z kanału online nie korzysta jedynie 16 proc. biznesów B2B. Wśród firm handlowych cyfrowe kanały sprzedaży są jednak szczególnie ważne – tam odsetek takich, którzy nie prowadzą sprzedaży internetowej, kurczy się do zaledwie 4 proc.

O obrotach w online powyżej 20 proc. może mówić jedno na dziesięć przedsiębiorstw, przy czym w handlu i usługach już ponad 14 proc. firm cieszy się taką strukturą obrotów. Oznacza to, że dla handlu i usług digitalizacja sprzedaży B2B, rozumiana jako zmiana technologiczna, przekroczyła próg adopcji na rynku.

Strategia rozwoju e-commerce wymaga myślenia długofalowego i wielowątkowego. Należy unikać skupiania się wyłącznie na aplikacji sprzedażowej, która jest oczywiście ważna, ale też bezpośrednio związana z wieloma innymi systemami firmy. Staramy się działać wyprzedzająco, przygotowując nasze platformy tak, aby mogły się łatwo skalować i być gotowe na różne scenariusze. Efekty tego zaowocowały podczas lockdownu, którego oczywiście nikt nie przewidział, ale systemy były gotowe do szybkiej adaptacji na potrzeby zmiany strategii sprzedaży. To oraz nasza metodyka pracy (agile) pozwoliły nam wykorzystać szanse, jakie przyniósł kryzys – mówi Arkadiusz Wróbel, dyrektor IT, LPP S.A.

Pandemia zmienną jest

Ponad połowa badanych podmiotów odnotowuje wpływ pandemii na digitalizację sprzedaży, przy czym dla firm o rocznych obrotach powyżej 50 milionów zł odsetek ten wrasta do ponad 60 proc., a wśród firm z obrotami do 50 milionów zł jest on mniejszy – zbliżony do 40 proc.

Respondenci jako główny powód wprowadzania nowych rozwiązań w tym obszarze wskazywali podniesienie efektywności działania firmy (51 proc.) oraz zmiany zachowań konsumentów na rynku (48 proc). Na pandemię wskazało 26 proc. badanych.

cyfrowa transformacja sprzedaży

Transformacja bez planu i motywacji

Wyniki przeprowadzonego badania pokazują wyraźny rozdźwięk w postrzeganiu gotowości organizacji w modelu B2B do zmiany pomiędzy właścicielami, zarządami i kierownikami. Im niżej w strukturze, tym większy sceptycyzm wobec zmian. Wynika to z faktu, że właściciele oceniają swoje wizje i pomysły w perspektywie czasowej od 12 do 24 miesięcy. Natomiast kierownicy i wiele zarządów funkcjonują w systemie premiowym, więc ich plany dotyczą perspektywy krótszej niż rok. Dla nich transformacja to często tylko dodatkowa praca, za którą nie zostaną nagrodzeni w horyzoncie czasowym, w którym się poruszają – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński.

Ponad połowa badanych firm (54 proc.) nie posiada strategii transformacji cyfrowej. Jednocześnie te firmy, które posiadają taką strategię lub są w trakcie jej opracowywania (pozostałe 46 proc. ankietowanych), jeśli wdrożą ją z sukcesem, mogą liczyć na skokowy wzrost poziomu ich digitalizacji. Co istotne, wśród nich tylko około 19 proc. firm zadeklarowało w sposób zdecydowany, że posiada strategię cyfrową, a 18 proc., że prowadzi transformację cyfrową.

Sprzedaż online a posiadana architektura systemów IT

Podstawą systemów IT są wdrażane już od lat 90. ubiegłego wieku w fazie digitalizacji tradycyjnych kanałów sprzedaży CRM (system zarządzania relacjami z klientami) i ERP (system do zarządzania zasobami przedsiębiorstwa). Posiada je lub w ciągu roku planuje wdrożyć 75 proc. firm. Natomiast rozwiązania typu WMS (zarządzanie procesami magazynowymi) i CMS (system do zarządzania treścią) osiągną niebawem poziom 70-proc. upowszechnienia. Są to systemy bazowe dla automatyzacji handlu. Drugą falę digitalizacji i transformacji cyfrowej wyznaczają rozwiązania e-commerce, Business Intelligence (analityka biznesowa, BI) i POS, które posiada ok. 42 proc. firm. Eksperci Unity Group oceniają , że docelowo w ciągu roku poziom ten powinien wzrosnąć do blisko 60 proc.

– Zaskoczeniem przeprowadzonego badania jest to, że pomimo trudnych warunków pandemii aż 37 proc. respondentów nie planuje inwestycji w e-commerce oraz BI. To oznacza, że te firmy nie będą w stanie ocenić co i jak sprzedają, a tym bardziej nie będą w stanie samodzielnie sprzedawać online – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński.

Które rozwiązania są przez firmy pomijane najczęściej? Bardzo niedocenione pozostają rozwiązania służące do integracji – tych  nie planuje wdrażać aż 60 proc. firm. Odróżnia to analizowaną branżę B2B od dojrzałej branży B2C. Na drugim biegunie są narzędzia typu PIM (systemy zarządzania informacją produktową), które z całej architektury omnichannel notują najszybsze tempo wzrostu. Co prawda posiada je obecnie zaledwie 20 proc. firm, ale kolejne 30 proc. ma w planach ich wdrożenie. To słuszny kierunek, bo dobra jakość i spójność opisów produktów jest kluczowa w marketingu online.

Badanie wyraźnie również pokazało, że firmy osiągające istotną skalę przychodów online inwestują nie tylko w sam front e-commerce, ale w całą architekturę rozwiązań, budującą fundament omnichannel.

*Prezentowane wnioski stworzono na podstawie wyników badania zrealizowanego w październiku 2020 roku na próbie 502 osób decyzyjnych w firmach z sektora B2B. Zostało ono przeprowadzone metodą łączoną CATI (wywiady telefoniczne) i CAWI (wywiady online). W badaniu zastosowano ważenie danych tak, aby struktura odpowiedzi lepiej oddawała rzeczywistą sytuację w firmach.

Ekologia vs lotnictwo. Istnieje kompromis, ale czy mamy tyle czasu?

Czy lotnictwo może być ekologiczne? Bez zbędnych dywagacji — tak, może, ale potrzeba na to chęci, czasu, kapitału i świata bez covidu (niekoniecznie w tej kolejności). Czy rynek już teraz proponuje konkretne rozwiązania? Na to pytanie z kolei nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Pochylmy się przez moment nad dostępnymi rozwiązaniami. Kompromis istnieje, ale zawsze jest pewne “ale”.

Pandemia zamroziła branżę, ale czy trend jest w odwrocie?

Uśredniona skala emisji CO2 przez całą branżę lotniczą pod koniec pierwszej dekady lat 2000. obejmowała wskaźnik rzędu 2,5 proc. Niewiele, choć nie jest to liczba stała. Dla przykładu tylko przez cały rok 2018 sektor przyczynił się do emisji prawie 900 mln ton dwutlenku węgla. W tamtym okresie cała Polska wygenerowała trzykrotnie mniejszy współczynnik, a branża dobiła do 3-proc. udziału w emisji. Czy to jedyny “wkład” lotnictwa w proces ocieplania klimatu? Niestety nie. Podróże drogą powietrzną to także emisja tlenków azotu, siarki, sadzy oraz pary wodnej. Ponadto, kursy przyczyniają się do tworzenia chmur pierzastych, czyli cirrusów, które szczególnie nocą podnoszą temperaturę atmosfery.

Całokształt emisji powoduje, iż lotnictwo jest odpowiedzialne za 5 proc. globalnego efektu cieplarnianego. Według platformy Flightradar24 jeszcze przed pandemią sektor komercyjny realizował od 160 do nawet 180 tys. kursów dziennie. Skala zapotrzebowania? Pre-covidowy trend obejmował 3 proc. społeczeństwa, które regularnie korzystało z usług linii. Raport Parlamentu Europejskiego “Emission Reduction Targets for International Aviation and Shipping” zwracał uwagę, że tendencja jest wzrostowa i tylko między rokiem 1990 a 2012 zainteresowanie podróżami powietrznymi wzrosło o 75 proc. Prognozy (bez uwzględnienia lockdownowego zastoju) mówią o nawet siedmiokrotnym wzroście do 2050 roku. W takim scenariuszu branża odpowiadałaby za blisko 20 proc. globalnej emisji.

Linie zaczynają myśleć o środowisku, ale czy działają?

Najwięksi przewoźnicy jeszcze przed pandemią zaczęli publikować sprawozdania o wpływie floty na środowisko naturalne. Dla przykładu, w Europie najmniej emisyjną linią jest węgierski Wizz Air, który generuje relatywnie niski wskaźnik rzędu 56 g dwutlenku węgla na pasażerokilometr. Główny konkurent spółki Józsefa Váradia, czyli irlandzki Ryanair przyczynia się z kolei do emisji 67 g CO2 na pasażerokilometr. Bierzmy jednak pod uwagę potencjalne nieścisłości w raportowaniu o wpływie na środowisko, ponieważ wiele danych może nie obejmować m.in. wcześniej wspomnianych tlenków siarki, czy azotu. Biorąc pod uwagę wyłącznie CO2, warto zwrócić uwagę również na amerykańską linię Alaska Airlines, która według badań z 2017 roku zespołu Transition Pathway Initiative sytuuje się z wynikiem 91 g.

W przypadku wielu przewoźników nie ma jednak miejsca na jasne deklaracje względem zeroemisyjności. Wyjątkiem (przynajmniej hipotetycznym) wydaje się australijski Qantas, który w listopadzie 2019 roku ogłosił plan neutralności klimatycznej (cezurą jest rok 2050). W ciągu następnej dekady spółka chce przeznaczyć 34 mln dolarów na “rozwój zrównoważonej produkcji paliwa lotniczego”. Co więcej, wcześniejszy program “Future Planet” od 2007 roku przyczynił się do zrównoważenia 3 mln ton emisji. Przy okazji deklaracji sprzed dwóch lat dyrektor generalny Qantas, Alan Joyce poruszył bardzo ważny aspekt całego zjawiska. Biznesmen podkreślił, że “to [przedsięwzięcie] ambitne, ale możliwe do osiągnięcia […] rozwiązanie nie polega po prostu na „lataniu mniej”, ale na uczynieniu latania bardziej zrównoważonym”.

Opcji jest sporo, ale czy mamy czas?

Pamiętajmy, że temat wpływu lotnictwa na planetę nie ogranicza się do emisji gazów. Przykładowo, z problemem dużej ilości plastiku mierzył się emiracki Etihad oraz portugalski Hi Fly. Obie linie w 2019 roku realizowały kursy wolne od tworzyw sztucznych, chociażby serwując posiłki na biodegradowalnych tackach. Portugalczycy poszli nawet o krok dalej, ponieważ według deklaracji prezesa spółki Paulo Mirpuri’ego od 1 stycznia 2020 roku linia realizuje połączenia wyłącznie oparte na obsłudze w duchu eko. Pionierem takiego podejścia na rynku amerykańskim były Delta Airlines, jednak przodują, jak to się w tej kategorii przyjęło, Skandynawowie.

SAS, czyli Scandinavian Airlines wprowadziły do swojej ofertę zakupu miejsc w tych maszynach floty, które napędzane są biopaliwem. Według deklaracji samego przewoźnika taki wybór oznacza redukcję CO2 o nawet 80 proc. Właśnie kwestia paliwa będzie decydującym obszarem, który może nakreślić dalszy rozwój branży. Według analityków duże statki powietrzne, a przede wszystkim tzw. czterosilnikowce odejdą do lamusa wraz z dynamicznymi inwestycjami w maszyny dwusilnikowe. Drugą stroną medalu jest z kolei czas — znaczące zmiany mogą nastąpić w ciągu najbliższej dekady, a realnie — dwóch. Bodźcem na rzecz linii proekologicznej okazuje się covid, chociaż bez wkładu na odnawialne źródła energii, istnieje ryzyko, że branża nie osiągnie celu do roku 2050.

I właśnie — na czym polega w tym wszystkim rola OZE? Projekty samolotów napędzanych wodorem, biopaliwem, a nawet panelami PV są możliwe pod warunkiem realnego zainteresowania inwestorów rozwojem źródeł odnawialnych. W tej kategorii kluczowe mogą się okazać regionalne rynki zielonej energii, które będą rzutować na sytuację miejscowych linii. Jeśli dodać dwa do dwóch, Skandynawowie są w najlepszej sytuacji, jeśli chodzi o holistyczny rozwój sektora. Czy w tym temacie również Polska ma coś do zaoferowania? Jak najbardziej, ale po kolei — najpierw inwestujemy w krajowy sektor źródeł odnawialnych, a następnie korzystajmy z wyników prac na polu lotnictwa.

Autor: Sebastian Jabłoński — prezes Zarządu spółki Respect Energy (dawniej TRMEW Obrót S.A.).

ABM i NAWA zawarły porozumienie na rzecz umiędzynarodowienia nauk medycznych

Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński oraz Dyrektor Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej dr Grażyna Żebrowska podpisali porozumienie o współpracy, mające na celu wsparcie umiędzynarodowienia i promocji nauki, innowacji oraz polskich jednostek zorientowanych na ochronę zdrowia.

Internacjonalizacja polskiej nauki stanowi dziś jedno z największych wyzwań, będących siłą napędową dla rozwoju krajowych badań. Drogą do stopniowego zwiększania widoczności krajowych wyników badawczych na arenie międzynarodowej  jest zwiększenie intensywności współpracy naukowców z różnych placówek na całym świecie.

Współpraca międzynarodowa najlepszych zespołów badawczych z Polski wprowadzi nas w nowy wymiar nauk medycznych. Dzięki wspólnym grantom NAWA i ABM będziemy mogli wykorzystać zbieżne kompetencje obu podmiotów, w celu budowania najwyższych światowych standardów w nauce. Polskie zespoły badawcze w niczym nie ustępują zagranicznym i jestem pewien, że dzięki naszym działaniom będziemy mogli maksymalnie wykorzystać ich potencjał. Ma to szczególne znaczenie w rozwoju biotechnologii i badań klinicznych, które w dzisiejszych czasach mają wymiar globalny. Ten kolejny obszar współpracy międzyinstytucjonalnej, po Narodowym Centrum Nauki, umożliwi nam skuteczne wsparcie polskich naukowców i wielopłaszczyznowe budowanie pozycji polskiej nauki na arenie międzynarodowej– podkreśla Prezes ABM dr n. med. Radosław Sierpiński.

Porozumienie o współpracy ABM i NAWA otwiera drogę do wzmocnienia działań, które umożliwią badaczom realizację projektów naukowych w międzynarodowym środowisku. Pozwoli to na wymianę doświadczeń z najlepszymi naukowcami z całego świata i wiodącymi ośrodkami naukowymi. Polscy badacze zyskają nie tylko szansę na udział w międzynarodowych projektach, ale także będą mieli okazję do budowanie polskiej marki badań klinicznych.

Rozpoczęta współpraca pozwoli na podniesienie poziomu prowadzonych badań naukowych oraz zwiększenie ich znaczenia w środowisku naukowym. Podjęte działania to ważny krok w budowaniu polskiego potencjału międzynarodowych badań klinicznych w tak ważnych dziedzinach jak m.in. onkologia, choroby rzadkie lub innowacyjne terapie. Na połączeniu działań najważniejszych krajowych instytucji wspierających rozwój nauki oraz innowacji skorzystają nie tylko naukowcy, ale także pacjenci którzy będą mieli dostęp do najnowocześniejszych terapii.

Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej ma za zadanie tworzyć przestrzeń do rozwoju polskiej nauki i wspierać jej dynamiczny rozwój, szczególnie w obszarze współpracy międzynarodowej. To porozumienie wzmacnia obecność NAWA w obszarze nauk medycznych. Kryzys zdrowotny, pokazuje dobitnie potrzebę wzmocnienia współpracy międzynarodowej w badaniach naukowych. Idealnym przykładem jest współpraca przy tworzeniu szczepionki przeciw COVID-19, która powstawała przy współpracy specjalistów z wielu krajów. My chcemy ze swojej strony zrobić wszystko, żeby nasz potencjał naukowy był wykorzystywany w jak najlepszy sposób. A w obliczu kolejnych przełomowych odkryć, tego typu badania i projekty mogły mieć miejsce właśnie w naszym kraju – podsumowuje Dyrektor NAWA dr Grażyna Żebrowska.

Pracownicy z Ukrainy czują się w Polsce bezpiecznie, ale boją się utraty pracy

Do Polski znowu chętnie napływają pracownicy ze wschodu. Na koniec 2020 roku było ich niemal o 55 tys. więcej niż przed pandemią. Największą grupę pracujących cudzoziemców, bo aż 73%, stanowią obywatele Ukrainy. Według raportu agencji pracy OTTO Work Force aż 84% pracowników tymczasowych z Ukrainy czuje się w Polsce bezpiecznie mimo pandemii, ale ponad połowa badanych boi się utraty pracy.

Na koniec 2020 roku w ZUS zarejestrowanych było 725 tys. cudzoziemców, a to około 55 tys. więcej niż w lutym, czyli przed pandemią. Największą grupę pracowników wciąż stanowią obywatele Ukrainy. Na koniec ubiegłego roku w ZUS zarejestrowanych ich było ponad 532 tys., co oznacza, że trzech na czterech cudzoziemców pracujących w Polsce pochodzi z Ukrainy. Kolejne największe grupy pracowników z zagranicy stanowią Białorusini (6,9%) i Gruzini (1,8%).

“W związku z pandemią cudzoziemców, spoza Unii Europejskiej, przekraczających polską granicę nadal obowiązuje kwarantanna. Mimo to coraz więcej Ukraińców decyduje się na przejście izolacji i powrót do pracy w Polsce. Główną motywacją jest oczywiście czynnik ekonomiczny. W tej chwili bezrobocie w Polsce kształtuje się na poziomie 6,2%, podczas gdy na Ukrainie wynosi już 9,5%. Co ważne zarobki na Ukrainie są wciąż niewspółmierne do kosztów życia. Ceny produktów spożywczych w Polsce i na Ukrainie są zbliżone, podczas gdy płaca minimalna na Ukrainie jest o 70% niższa niż w Polsce i wynosi około 618 złotych netto”  mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Ukraińcy czują się w pracy bezpiecznie

Pandemia wpłynęła na organizację pracy niemal we wszystkich przedsiębiorstwach. Firmy uruchomiły szereg procedur i obostrzeń, których pracownicy muszą na co dzień przestrzegać. W badaniu aż 84% pracowników tymczasowych z Ukrainy wskazało, że ma poczucie, że pracodawca dba o ich bezpieczeństwo w czasie pandemii. Spośród ankietowanych 6% nie potrafiło jednoznacznie określić odpowiedzi na pytanie o poczucie bezpieczeństwa, a 10% odpowiedziało przecząco.

Czy ma Pan/i poczucie, że pracodawca dba o bezpieczeństwo pracowników w czasie pandemii?

Ukraińcy czują się w pracy bezpiecznie
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zadowolenia z pracy w Polsce w 2020 roku, 2020, OTTO Work Force Central Europe

Strach przed utratą pracy

Trudna sytuacja epidemiologiczna, i co za tym idzie gospodarcza, przekłada się na postrzeganie przez Ukraińców stabilności zatrudnienia w Polsce. Spośród badanych pracowników tymczasowych ponad połowa (57%) boi się utraty pracy w Polsce, a tylko 20% nie ma obaw o swoje zatrudnienie.

“Niepewna sytuacja epidemiologiczna z pewnością przekłada się na poczucie braku stabilności zatrudnienia. Jednak według naszych obserwacji ten strach wśród pracowników tymczasowych z Ukrainy jest nieuzasadniony. Wśród polskich firm nadal jest bardzo duże zapotrzebowanie na pracowników ze wschodu. Obecnie najmocniej zabiegają  o nich branże produkcyjna i logistyczna. Szczególnie w logistyce popyt na pracowników z państw wschodnich wciąż wzrasta, co spowodowane jest m.in. rozwojem branży e-commerce” mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Czy boi się Pan/i utraty pracy w Polsce?

boi się Pan i utraty pracy w Polsce

Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zadowolenia z pracy w Polsce w 2020 roku, 2020, OTTO Work Force Central Europe

W najbliższych miesiącach obraz migracji pracowników ze wschodu będzie się zapewne kształtował w zależności od sytuacji w ich ojczystych krajach oraz w Polsce. Obecnie, według raportu OTTO Work Force, aż 70% pracowników z Ukrainy chce nadal pracować w Polsce, a 21% respondentów nie jest w stanie określić swoich planów na 2021. Spośród badanych 13% chce ściągnąć do Polski swoją rodzinę, a tylko 7% Ukraińców rozważa wyjazd do pracy do innego kraju niż Polska.

Zmiana właściciela PragmaGO SA

Zarząd PragmaGO SA poinformował o zakończeniu wezwania do zapisywania się na sprzedaż akcji PragmaGO SA ogłoszonego przez Polish Enterprise Fund VIII, fundusz private equity zarządzanego przez Enterprise Investors (EI). W jego wyniku Enterprise Investors stał się właścicielem 79% akcji i kontroluje Spółkę.

Zarządzający PragmaGO argumentują, że inwestycja typu smart money w okresie intensywnego rozwoju w zakresie technologii i nowych rynków jest dla spółki optymalnym rozwiązaniem. Dzięki pozyskaniu kwalifikowanego inwestora, znaczącym dokapitalizowaniu, a także wsparciu kompetencyjnym fintech zamierza przyspieszyć tempo i szybciej realizować swoje cele strategiczne.

„Decyzja funduszu o inwestycji była poprzedzona głęboką analizą rynku i środowiska konkurencyjnego, w którym działa PragmaGO. Ostatecznie fundusz zdecydował o inwestycji w spółkę po wnikliwym zapoznaniu się z realizowaną przez nas strategią oraz jej efektami. Jest to jasny dowód na to, że PragmaGO wśród spółek finansowo-technologicznych w naszym kraju wyróżnia się odważną strategią, dysponuje zaawansowanymi i ciągle rozwijanymi narzędziami IT, kompetentnym zespołem i skutecznie zdobywa nowe kanały dystrybucji” – komentuje Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO

O atrakcyjności inwestycji zdecydował model biznesowy spółki, tj. koncentracja na zautomatyzowanych procesach online oraz aliansach dystrybucyjnych z licznymi partnerami.

„Model dystrybucji PragmaGO jest oparty na czterech stabilnych  kanałach, z których kluczowa jest dystrybucja systemowa, tj. dostarczanie usług finansowych do ekosystemów naszych partnerów. Model ten polega na integracjach technologicznych, a kompetencje IT stanowią przewagę konkurencyjną PragmaGO. Potwierdzeniem stabilności kanałów, na które postawiliśmy, jest fakt, że także w okresie pandemii spółka realizuje rekordowe obroty” – komentuje Wiceprezes Daniel Mączyński.

Enterprise Investors specjalizuje się w wykupach spółek średniej wielkości oraz finansowaniu rozwoju dynamicznie rosnących przedsiębiorstw z różnych sektorów gospodarki. Działa od 1990 roku – jest najstarszą oraz jedną z największych firm private equity w Europie Środkowo-Wschodniej. Enterprise Investors stworzyło do tej pory 9 funduszy o łącznym kapitale przekraczającym 2,5 miliarda euro.

Obligacje Skarbu Państwa wracają do łask. Wyjście na zero nadal kusi oszczędzających?

W momencie, gdy większość banków komercyjnych wycofywało się z preferencyjnych stawek na lokatach, państwo ponownie wita amatorów papierów dłużnych. Rok 2020 zakończono powrotem kapitału do czteroletnich obligacji antyinflacyjnych oraz papierów trzymiesięcznych. Czy słusznie?

Krótkie lokowanie, a więc ucieczka przed inflacją

Według sprawozdań Ministerstwa Finansów popyt na detaliczne obligacje Skarbu Państwa osiągnął poziom 28,4 mld zł. Poprzedni rekord? Mierny w porównaniu z ostatnim grudniem. W roku 2019 zainteresowanie papierami dłużnymi szacowało się na 17,3 mld zł. W tym sezonie na fali były przede wszystkim dwa typy obligacji. Pierwsze miesiące 2020 roku minęły pod znakiem czteroletnich obligacji antyinflacyjnych, natomiast druga połowa roku skupiła się wokół trzymiesięcznych krótkoterminówek. Koniec końców zainteresowanie obydwoma rodzajami było wyrównane, ale tylko w sensie nominalnym – popyt na czteroletnie wyceniono na 11,2 mld zł, co stanowiło 39,5 proc. całego rynku, a na trzymiesięczne – 10,6 mld zł, czyli 37,2 proc.

Ostatecznie to trzymiesięczne papiery dłużne wiodły prym w rocznym zestawieniu, ponieważ 54,6 proc. sprzedanych w grudniu obligacji to właśnie krótkoterminówki oprocentowane na 0,5 proc. Wniosek? Inwestorzy na moment lokowali środki, aby uciec przed inflacją. Nic dodać, nic ująć. Obligacje nadal pozostają względnie bezpieczną przystanią w niepewnych czasach. Pomimo marnej stopy zwrotu, i tak jest lepiej, niż w większości banków komercyjnych, gdzie 0,3 proc. staje się covidowym standardem. Kolejnym bodźcem do wejścia w portfelowy deal było widmo następnych obniżek ze strony Ministerstwa Finansów.

Ministerstwo w centrum zainteresowania

Jeszcze w lipcu resort finansów ogłosił, że nie planuje kolejnych obniżek procentowych obligacji. Półprocentowa stopa zwrotu była 5-krotnie większa, niż wynosi stopa referencyjna w Narodowym Banku Polskim (najniższa w historii 0,1-proc.). Papiery dwuletnie nadal objęte są 1 proc., trzyletnie (w pierwszym okresie odsetkowym) wypłacą 1,1 proc., a obligacje indeksowane inflacją w pierwszym roku przyniosą 1,3 proc. (czteroletnie) oraz 1,7 proc. (dziesięcioletnie). Jeśli chodzi o beneficjentów programu „Rodzina 500+”, ministerstwo proponuje z kolei 1,5 proc. w pierwszym roku w przypadku obligacji sześcioletnich i 2 proc. przy okazji dwunastoletnich [stan na styczeń 2021 roku].

Nie wdając się w motywy polityczne, które mogły odgrywać większą rolę przed wyborami prezydenckimi, Ministerstwo Finansów najpewniej nie chciało całkowitej zapaści w popycie na papiery dłużne. Efekt? W ogólnym rozrachunku również sam grudzień okazał się rekordowy. W ostatnim miesiącu 2020 roku zakupiono obligacje wyceniane na 2,47 mld zł, a jest to wynik nie tylko wyższy o 25,8 proc. od listopadowego, ale także prześciga notowania sprzed roku na poziomie 50,3-proc. awansu.

Dla leniwych?

Popyt na obligacje Skarbu Państwa nie jest napędzany wyłącznie marną alternatywą ze strony banków komercyjnych. Resort umożliwia opcję zakupu papierów dłużnych szybko, sprawnie i przede wszystkim — bez większych stresów. Transakcja mobilna to skuteczny bodziec głównie dla zmęczonych formalnościami inwestorów (a raczej oszczędzających) na poziomie jednostkowym. Powiedzmy sobie szczerze, obligacje stały się kuszącą opcją dla osób indywidualnych, niekoniecznie dla spółek. Faktycznie, ukłon w stronę rodzin, a także pojedynczych osób fizycznych daje efekty. Udział z poziomu serwisu zakup.obligacjeskarbowe.pl szacowano na 35 proc.

Czy obligacje są jedyną opcją? Bardzo kuszące było złoto, srebro i ogólnie — fundusze inwestycyjne. Również warto odważyć się przy okazji inwestowania w start-upy, szczególnie działające w sektorze e-commerce. Interesującym wariantem są także fintechy, digital marketing i e-grocery. W tych kategoriach otwiera się pole do popisu dla samych spółek i funduszy skupiających start-upy. Warto wyjść naprzeciw potencjalnym inwestorom, którzy nie mają większego backgroundu, doświadczenia i rozbudowanego portfolio. Śmiech śmiechem, sporo można się nauczyć właśnie od Ministerstwa Finansów w kwestii user i customer experience.

Oszczędzanie w dobie koronawirusa to przede wszystkim powrót do macierzy, czyli obligacji skarbowych. Co ważne jednak resort nie jest jedyną przystanią, która powinna zadomowić się w świadomości początkujących, a także zachowawczych inwestorów. Opcji jest sporo, więc podążajmy za trendami. Warunkiem jest otwartość ze strony samych spółek poszukujących inwestorów.

Autor: Bartosz Tomczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej polskiego fintech’u Provema.

2020 r. w Krakowie z dobrym wolumenem transakcji

Kraków zakończył ubiegły rok z wolumenem transakcji na poziomie 157 700 mkw., co w skali kraju niezmiennie plasuje miasto na 1. miejscu pod względem popytu wśród miast regionalnych. Całkowita podaż przestrzeni biurowej osiągnęła poziom prawie 1,55 mln mkw. – wynika z najnowszych danych Colliers.

Więcej renegocjacji i podnajmów

— Pandemia Covid-19 miała oczywiście bardzo duży wpływ na rynek biurowy w Krakowie. W ciągu kilku ostatnich miesięcy bardzo wielu najemców redefiniuje swoje potrzeby w zakresie powierzchni biurowej — mówi Anna Galicka-Bieda, partner, dyrektor regionalny Colliers w Krakowie.

Jedną z istotnych zmian na lokalnym rynku jest znaczący wzrost liczby renegocjacji w wolumenie umów zawieranych na krakowskim rynku biurowym. W 2020 roku ich udział wyniósł 46%, gdzie dla porównania w całym roku 2019 było to 33%.

— Pandemia zdecydowanie wpłynęła na decyzje najemców. Odnotowany wzrost udziału renegocjacji w wolumenie transakcji był z jednej strony wynikiem naturalnego przedłużania kończących się umów, z drugiej zaś strony wynikał z szukania oszczędności w pierwszych miesiącach pandemii. I tu zarówno wynajmujący, jak i najemcy wykazali się dużą elastycznością, o czym świadczy duży udział w renegocjacjach umów krótkoterminowych — mówi Anna Galicka-Bieda.

W poszukiwaniu oszczędności wiele firm zdecydowało się także na podnajem swojej przestrzeni biurowej. Według danych Colliers w ramach ofert podnajmu w ubiegłym roku dostępnych było w Krakowie ok. 35 tys. mkw.

Relokacje

Na rynku nie zabrakło jednak firm, które mimo pandemii zdecydowały się na relokację swojej siedziby. Wśród klientów Colliers biuro zmieniły m.in. Lufthansa Group Business Services, która wynajęła ponad 8 300 mkw. w budynku Wadowicka 3b czy firma Nokia, która podpisała umowę najmu prawie 3 900 tys. mkw. w budynku Buma Square.

— Relokacje, zaraz po nowych umowach najmu, to główne transakcje, w których doradzaliśmy naszym klientom w 2020 roku w Krakowie. Łącznie braliśmy udział w podpisaniu umów na najem 32 400 mkw. powierzchni biurowej, co w sytuacji pandemii jest bardzo dobrym wynikiem. Wolumen ten nie różnił się znacząco w stosunku do innych lat. Zauważamy, że pomimo wyjątkowej sytuacji wywołanej przez pandemię, zagraniczne firmy nadal decydują się na przenoszenie swoich procesów do Krakowa  — mówi Anna Galicka-Bieda.

Jak przewidują eksperci z krakowskiego biura Colliers, trend migracji biznesu może przybierać w przyszłości na sile.

— W najbliższych latach firmy mogą chętniej decydować się na zmianę swojej lokalizacji. Z punktu widzenia ekonomicznego takie rozwiązanie może okazać się bardziej optymalnym niż pozostanie w dotychczasowym budynku. Przy odnotowywanej wzrastającej liczbie pustostanów wynajmujący będą skłonni proponować korzystne warunki finansowe. Dodatkowo przebudowa aktualnie wynajmowanej powierzchni, aby dostosować ją do nowych, post-pandemicznych potrzeb firmy, może być droższa  i trudniejsza  do zrealizowania niż budowa biura od podstaw w nowym budynku — prognozuje Adam Florczyk, senior associate w Dziale Powierzchni Biurowych Colliers w Krakowie.

Więcej biur, więcej możliwości

Mimo początkowych obaw, pandemia nie zahamowała aktywności deweloperów biurowych w Krakowie. Po oddaniu ponad 140 tys. mkw. w 2020 roku, całkowita podaż na lokalnym rynku osiągnęła 1,55 mln mkw. W budowie jest obecnie 14 projektów o łącznej powierzchni ponad 135 tys. mkw. To daje najemcom duży wybór podczas poszukiwań biura idealnie odpowiadającego potrzebom ich organizacji.

—  Obecny moment jest dla najemców dobrym punktem wyjścia do zastanowienia się, jak będzie wyglądać praca ich organizacji w najbliższej przyszłości, zbadania potrzeb pracowników w tym zakresie, a w ślad za tym wybranie najlepszego rozwiązania: dostosowanie, przebudowa obecnej powierzchni biurowej i przedłużenie umowy najmu, czy też decyzja o relokacji i zaprojektowanie nowej przestrzeni od podstaw. Zachęcamy organizacje do sprawdzenia swoich potrzeb oraz do weryfikacji możliwości, jakie rynek jest im w stanie zaoferować — dodaje Adam Florczyk.

Wzrost znaczenia Workplace Design

Bez względu na rozwiązanie, na które zdecydują się najemcy, pewne jest, że przestrzeń biurowa w wielu firmach będzie musiała przejść metamorfozę. Pandemia postawiła bowiem przed wieloma najemcami nowe wyzwanie – hybrydowy model pracy. W efekcie, firmy stają przed wyzwaniem zaplanowania z pomocą ekspertów, jak powinna wyglądać przyszłość ich biura oraz jak przemodelować przestrzeń, by była ona przystosowana do zmieniających się potrzeb użytkowników. To z kolei pozwala szacować wzrost zapotrzebowania na usługi Workplace Design.

— Z ankiet przeprowadzonych przez Colliers w pierwszym półroczu 2020 r. wynika, że zdecydowana większość pracowników była zadowolona z możliwości zdalnego wykonywania obowiązków. Pod koniec roku jednak coraz częściej odbieraliśmy sygnały, że brakuje im możliwości kontaktu z zespołem, a niektóre firmy zaczęły zauważać spadek efektywności i motywacji w swoich zespołach. Takie obserwacje każą zastanowić się nad tym, w jaką stronę powinien zmieniać się model funkcjonowania organizacji i przestrzeń biurowa, tak by pracownicy chcieli do niej wracać. Niektórzy dobrze czują się w pracy zdalnej, inni potrzebują pracować z biura, a pozostali chętnie korzystaliby z biur typu flex. Pracodawcy muszą wziąć pod uwagę różnorodne potrzeby pracowników, do czego niezbędna będzie reorganizacja przestrzeni biurowej tak, by było w niej więcej miejsca na kreatywną wymianę myśli czy interakcje między pracownikami. Ruchy organizacji w tym zakresie zauważalne są już teraz – w 2020 r. nasz dział Workplace w Krakowie zaprojektował powierzchnię o łącznym metrażu ponad 21 tys. mkw., co przekłada się na 2364 stanowiska do pracy. Colliers wyszedł również naprzeciw oczekiwaniom pracowników w kwestii przestrzeni elastycznych i uruchomił nowe narzędzie Colliers Mobility Pass umożliwiające dostęp do wielu biur elastycznych w Polsce — mówi Anna Galicka-Bieda.

Z czym przyjdzie się mierzyć deweloperom w 2021 roku?

Rok 2020 przyniósł ze sobą dużo zmian na różnych płaszczyznach. Nie ominęły one również rynku nieruchomości. Co przyniesie 2021? Czego mogą spodziewać się deweloperzy i z jakimi utrudnieniami przyjdzie im się mierzyć?

Deficyt gruntów pod inwestycje

Problemem, od którego warto zacząć i z którym deweloperzy mierzą się już od kilku lat, jest niewystarczająca ilość dostępnych gruntów. Zasób atrakcyjnych działek jest obecnie mocno ograniczony i na rynku cały czas brakuje odpowiedniej ilości przygotowanych terenów inwestycyjnych do budowy mieszkań. Szczególnie jest to zauważalne w centralnych częściach dużych miastach. To właśnie te działki są najbardziej pożądane i sprzedają się najszybciej, a wiadomo, że ich liczba nie jest nieskończona. Podobnie jest z lokalizacjami, które posiadają wygodne połączenia komunikacyjne z pozostałymi częściami miasta. Deficyt wpływa na wzrost cen dostępnych działek, a w efekcie – na wyższe ceny mieszkań. W tej sytuacji, odpowiednie zabezpieczenie banków ziemi staje się sporym wyzwaniem. Jednym z rozwiązań jest udostępnienie deweloperom gruntów będących w posiadaniu Skarbu Państwa. Bardzo często są to ogromne tereny z potencjałem, lecz bez konkretnego przeznaczenia.

Zróżnicowane oczekiwania sąsiadów

Z pewnością niejeden deweloper ma w swoim portfolio sąsiadów, którym pomysł realizacji danej inwestycji się nie podoba. Często dochodzi do protestów wobec decyzji administracyjnych, a nawet blokowania inwestycji. Mieszkańcy oraz użytkownicy okolicznych terenów zgłaszają swoje niezadowolenie przede wszystkim do wydziałów architektury urzędów, co wpływa na procesy uzyskiwania pozwoleń na budowę czy wydawania decyzji o warunkach zabudowy. To z kolei przekłada się na wydłużające się w czasie procedury i opóźnienia w starcie projektu. Z tym niestety spotkać się może każdy deweloper. Niechęć i niezadowolenie często wynikają z braku pełnej wiedzy lub błędnych, mylących informacji. Nie ma dobrego wyjścia z takiej sytuacji, często inwestor jest pod ścianą i musi decydować czy odłożyć projekt na półkę czy zgodzić się np. na zmniejszenie powierzchni użytkowej budynku – w praktyce oznacza to zmniejszenie liczby kondygnacji i odsunięcie się od granic działki. Często sąsiadom nie chodzi o samo protestowanie dla protestowania, lecz o zmuszenie inwestora do remontu elewacji swojego budynku lub zapłaty znacznej kwoty.

Wydłużające się procedury

Z realizacją inwestycji nierozłącznie powiązane są wspomniane już różnego rodzaju uzgodnienia i decyzje. Opóźnienia przy ich wydawaniu, z którymi mierzą się niemal wszyscy deweloperzy – wywołane nie tylko przez opór sąsiadów – mają bezpośredni wpływ na wiele kwestii. Mowa tu o braku możliwości startu budowy, przesunięciach w terminach oddania inwestycji czy zamrożeniu środków finansowych przez banki. To w efekcie przekłada się na wyższe ceny mieszkań.

Potrzeba dobrej współpracy

Kolejnym wyzwaniem, które także pojawia się coraz częściej i z którym na pewno jako deweloperzy będziemy borykać się nie tylko w 2021 roku, jest uchwalanie miejscowych planów zagospodarowania, pomimo braku budżetu na zapisane w tych planach budowy dróg i niezbędnej infrastruktury. Sprawa nie staje się prostsza nawet wtedy, gdy deweloper chce partycypować w finansowaniu tych projektów. Potrzebna jest standaryzacja kosztów ponoszonych przez inwestora i ustalenie jednakowej opłaty dla wszystkich. Jest to o tyle istotne, że deweloperzy realizując dany projekt chcą dostarczać coś więcej i mieć wpływ na rozwój dzielnicy. Niezbędne jest nawiązywanie efektywnego dialogu z władzami miast i dzielnic. Finalnie wszyscy mamy ten sam cel – rozwijać polskie miasta i czynić je dobrym miejscem do zamieszkania.

Sytuacja epidemiczna w kraju również nie sprzyja działaniom. Mimo dużych chęci deweloperów i realnych możliwości realizacji planów, spotykamy się z odmowami, odwoływaniem ważnych spotkań z brakiem możliwości ustalenia kolejnej, konkretnej daty – właśnie ze względu na COVID-19. Automatycznie blokuje lub przesuwa nam to założone cele.

Wszystkie wyżej wymienione utrudniania nie są niczym nowym. To sytuacje bardzo dobrze znane deweloperom, do których pewnie większość zdążyła się już przyzwyczaić i z którymi będziemy się mierzyć również w latach kolejnych. Jeśli chodzi o 2021 rok, to wiele nadal będzie zależało od sytuacji epidemicznej. Natomiast w SGI, mimo wszystkich wyzwań, które stawia przed nami pandemia, z optymizmem patrzymy w przyszłość. Będziemy konsekwentnie realizować nasze plany rozwoju, w razie potrzeby dostosowując je do zmieniającej się sytuacji. Wkroczyliśmy w ten rok z nową energią i dużą motywacją do dalszych działań.

Robert Stachowiak, Prezes Zarządu spółki deweloperskiej SGI

Liderki biznesu chcą wykorzystać szanse, jakie przynosi nowa rzeczywistość

Wyniki specjalnego, globalnego badania KPMG na temat opinii menedżerek pełniących funkcje zarządcze w firmach wskazały, że pandemia COVID-19 może wspierać niwelowanie nierówności ze względu na płeć, jednak aby osiągnąć parytet w zarządach spółek muszą nastąpić radykalne zmiany. Jeżeli chodzi natomiast o Polskę, 48% respondentek optymistycznie patrzy w przyszłość. Pomimo negatywnych skutków pandemii uważają, że zarządzane przez nie firmy będą się rozwijały w perspektywie nadchodzących 3 lat. Aby osiągnąć zakładane cele planują przede wszystkim skupić się na zapewnieniu organicznego wzrostu organizacji. Jednocześnie kobiety realnie podchodzą do nowej rzeczywistości – 8 na 10 respondentek zarządzających firmami obserwuje w swoich organizacjach przyspieszenie cyfrowej transformacji w wyniku pandemii COVID-19, a ponad połowa kobiet zarządzających firmami w Polsce deklaruje, że w wyniku pandemii ich firmy planują zmniejszyć zajmowaną przestrzeń biurową.

Wyniki badania KPMG wskazują, że kobiety stojące na czele firm na całym świecie wykorzystują niecodzienny moment w historii, aby nie tylko maksymalnie ochronić przedsiębiorstwa przed negatywnymi skutkami pandemii, ale przygotować je do dalszego rozwoju w rzeczywistości post-COVID. W wyniku pandemii dla liderek firm najważniejsze i najczęściej wskazywane wyzwania były identyczne – zabezpieczenie długotrwałych relacji z klientami, zapewnienie płynności finansowej firmy oraz zapewnienie bezpieczeństwa zatrudnionym pracownikom.

Chociaż 42% kobiet zarządzających firmami na świecie i 32% w Polsce wyraża opinię, że COVID-19 nie spowolni postępu w zakresie zwiększania różnorodności i otwartości w firmach, to jednocześnie 92% liderek na świecie i 78% w Polsce uważa, że wciąż jest jeszcze wiele do zrobienia, aby zapewnić różnorodność płci w zarządach i na stanowiskach kierowniczych.

Pandemia przyspieszyła projekty dot. transformacji cyfrowej w 4 na 5 firmach

Aż 4 na 5 kobiet zarządzających firmami zarówno globalnie, jak i w Polsce przyznało, że w odpowiedzi na kryzys przyspieszono projekty transformacji cyfrowej ich firm. Ponadto ponad połowa respondentek potwierdziła, że model biznesowy ich organizacji pozwolił na lepsze dostosowanie się do nowej rzeczywistości. Było to niezwykle istotne, ponieważ redukcja kosztów jest często postrzegana jako jeden z najskuteczniejszych sposobów, w jaki przedsiębiorstwa radzą sobie z bezpośrednimi skutkami kryzysu. Ograniczenie inwestycji w projekty, takie jak digitalizacja i innowacje, może jednak być strategią bardzo krótkoterminową, zwłaszcza że 9 na 10 liderek z Polski jest zdania, że firmy działające i rozwijające się w gospodarce cyfrowej wyjdą zwycięsko z obecnego kryzysu. Równocześnie 92% kobiet zarządzających firmami na świecie i 87% w Polsce przyznaje, że w ich firmach wciąż jest miejsce na ulepszenie procesów innowacyjnych oraz sposobu ich realizacji. 94% liderek z Polski przyznało, że zamierzają zwiększać wykorzystanie cyfrowych narzędzi ułatwiających komunikację i współpracę w organizacji. Ma to związek z dynamicznym rozwojem nowej kultury pracy, wymuszonym przez pracę w trybie zdalnym. 65% kobiet na kierowniczych stanowiskach na świecie potwierdza, że w ich organizacjach zaszły znaczące zmiany w polityce firmy, aby ten rozwój kultury pracy umożliwić. Z drugiej strony, popularyzacja pracy w trybie zdalnym powoduje, że 59% liderek globalnie i 51% w Polsce przyznaje, że ich firmy zamierzają zmniejszyć zajmowaną przestrzeń biurową.

Popularyzacja pracy w trybie zdalnym w perspektywie długofalowej implikuje zmiany w różnych obszarach działalności – 36% respondentek z Polski przyznało, że dzięki pracy zdalnej zdecydowanie poszerzyła się potencjalna pula talentów, która może dołączyć do ich organizacji. Oprócz wykwalifikowanych pracowników, aby się rozwijać i sprostać wyzwaniom gospodarki cyfrowej, aż 71% respondentek badania z Polski wskazuje, że najważniejszą kwestią, na której będą się skupiać ich firmy w ciągu trzech lat, będą procesy automatyzacji i robotyzacji. W dalszej kolejności wskazują również na rozwój usług chmurowych, sztucznej inteligencji oraz uczenia maszynowego – mówi Stacy Ligas, Senior Partner, CEO, KPMG w Polsce.

42% liderek z Polski jest przekonanych o wzroście firmy w najbliższej przyszłości

Kryzys związany z COVID-19 doprowadził do gwałtownego spadku wzrostu gospodarczego w wielu krajach. Analitycy spodziewają się długotrwałego negatywnego wpływu pandemii na gospodarkę światową. Rządy na całym świecie próbują przeciwdziałać negatywnym skutkom gospodarczym za pomocą środków finansowych i regulacyjnych. Biorąc pod uwagę wzrost w ciągu najbliższych trzech lat, liderki na całym świecie wydają się być optymistkami. Ponad połowa (58% wskazań) kobiet z całego świata wyraża przekonanie lub zdecydowane przekonanie co do perspektyw rozwoju swojej firmy w  nadchodzących 3 latach. Kobiety zarządzające firmami w Polsce wyrażają większy pesymizm odnośnie spodziewanego wzrostu zarządzanych przez nie firm – 42% liderek z Polski jest przekonanych lub zdecydowanie przekonanych o rozwoju organizacji w najbliższej przyszłości. Większy pesymizm widać również w przypadku prognozowanego wzrostu gospodarczego na świecie. W Polsce takie przekonanie wyraża zaledwie 16% kobiet ze ścisłego kierownictwa firm, podczas gdy globalnie 29% liderek prognozuje wzrost światowej gospodarki w perspektywie nadchodzących 3 lat.

W celu osiągnięcia zakładanego wzrostu, ponad 60% liderek z Polski zamierza przede wszystkim skupić się na strategii zakładającej rozwój organiczny organizacji. Kluczowe mogą się także okazać transakcje M&A oraz strategiczne sojusze z innymi firmami, na które wskazuje ponad 1/3 respondentek badania. Z drugiej strony kobiety zarządzające firmami w Polsce wskazują, że oprócz zagrożenia wynikającego z pandemii, w nadchodzących 3 latach największym wyzwaniem, które może zagrozić zakładanemu wzrostowi będzie ryzyko operacyjne – wskazało na nie blisko 1/4 respondentek biorących udział w badaniu KPMG. Problematyczna może być również wysokość stóp procentowych oraz ryzyko regulacyjne – mówi Stacy Ligas, Senior Partner, CEO, KPMG w Polsce.

Walka ze zmianami klimatycznymi po wygaśnięciu pandemii nabierze większego znaczenia

Kwestie związane z czynnikami ESG, czyli aspektami dot. ochrony środowiska, polityki społecznej i ładu korporacyjnego zaczynają odgrywać coraz większą rolę, nie tylko dla firm, ale również dla wszystkich interesariuszy. Szczególnie widoczne jest to na poziomie globalnym – gdzie 90% liderek przyznało, że jednym z warunków zapewnienia zakładanego wzrostu organizacji będzie sprostanie oczekiwaniom wszystkich interesariuszy, nie tylko udziałowców. W Polsce z takim poglądem zgadza się 65% liderek z kierownictwa firm. Niestety pandemia COVID-19 doprowadziła wiele organizacji do zrewidowania swoich planów w zakresie zrównoważonego rozwoju i w efekcie przesunięcia ich realizacji w czasie, aby stawić czoła innym, przede wszystkim ekonomicznym konsekwencjom kryzysu. Niemniej jednak 42% światowych liderek uważa, że działania mające na celu walkę ze zmianami klimatu będą miały jeszcze większe znaczenie w rzeczywistości post-COVID-19. Tymczasem w Polsce zaledwie 26% kobiet na kierowniczych stanowiskach wyraża podobne przekonanie. 58% respondentek badania w Polsce uważa, że temat ochrony środowiska pozostanie tak samo aktualny jak przed wybuchem pandemii.

Migracja oraz integracja i zagadnienia dot. nierówności społecznych najważniejszymi wyzwaniami globalnymi dla liderek z Polski

Kobiety zarządzające firmami w Polsce, jako największe wyzwania, z którymi muszą się mierzyć wymieniły kwestie związane z migracją oraz integracją (35% wskazań). Na kolejnych miejscach (29% wskazań) znalazły się kwestie związane z nierównościami społecznymi, oraz wykorzystywanie prywatnych danych do celów komercyjnych. W ujęciu globalnym największym wyzwaniem wskazywanym przez 43% liderek są kwestie związane ze zmianami klimatycznymi. 41% kobiet stojących na czele organizacji na całym świecie, jako drugie największe wyzwanie, z którym muszą się mierzyć wskazały kwestie związane z nierównością płci, na którą wskazało 13% respondentek z Polski. Trzecim, wskazywanym globalnie zagrożeniem jest likwidacja miejsc pracy spowodowana coraz powszechniejszą automatyzacją oraz rozwojem nowoczesnych technologii.

Raport dostępny jest na stronie internetowej kpmg.pl.

Przebudzenie na rynku walutowym

Rynek walutowy jako ostatni odpowiada na poprawiający się klimat inwestycyjny i wczoraj obserwowaliśmy zmiany zgodne ze strategią reflacyjną i wzrostem apetytu na ryzyko. Katalizatorem są postępy w uchwalaniu planu fiskalnego w USA. USD traci do głównych, ale powoli, gdyż chronią go obawy o wzrost inflacji.

Dobra postawa rynków akcji, nowe rekordy indeksów i ropa naftowa powyżej 60 USD za baryłkę – to są oznaki poprawy apetytu na ryzyko i powoli zaczynają one przenikać także na rynek walutowy. Ponieważ szum informacyjny wokół szczepionek zmienia się na bardziej pozytywny (pochwały tempa szczepień wygrywa z troskami o problemy z dostawami), łatwiej jest skupić uwagę na tych czynnikach, które wspierają oczekiwania odbicia ożywienia globalnego w dalszej części roku. Tematem tygodnia pozostaje determinacja Demokratów w uchwaleniu pakietu fiskalnego opiewającego na 1,9 bln USD. Finalnie prawdopodobnie będzie mniej, ale prawdopodobnie wciąż powyżej 1 bln USD. W Senacie już zatwierdzono rezolucje budżetową, co pozwoli zatwierdzić część wydatków bez konieczności ugadywania się z Republikanami. A to już wystarcza, by tworzyć podstawę dla odbudowy rajdu ryzyka w szerszym ujęciu niż tylko w postaci hossy na Wall Street. Szybsze ożywienie w USA z pomocą ekspansji fiskalnej może być kołem zamachowym dla globalnego wzrostu. Ponadto więcej pieniędzy wydawanych w USA uderzy w dolara poprzez powiększanie podwójnego deficytu (budżetowego i na rachunku bieżącym). Razem wspiera to aktywa ryzykowne. Z drugiej strony w USA rosną oczekiwania inflacyjne i ciągną w górę rentowności obligacji skarbowych, gdyż inwestorzy nie potrafią odpuścić spekulacji, że Fed będzie zmuszony wcześniej normalizować swoją politykę. Pomimo tego, że sam Fed jasno deklaruje, że jeszcze przez długi czas nie będzie dyskusji o ograniczaniu QE czy podwyżkach stóp procentowych. Wczoraj Barkin z Fed zbagatelizował ryzyko inflacyjne, a on sam skupia się na średniookresowych oczekiwaniach inflacyjnych. Tymczasem Mester przypomniała, że polityka Fed będzie akomodacyjna przez bardzo długi czas, a ostatnia zmienność na rynku nie jest oznaką rosnącej niestabilności finansowej. To raczej jednak nie uciszy spekulacji i dlatego rynek FX ociąga się z wyceną trendu reflacyjnego w porównaniu do innych klas aktywów. Nie ma jeszcze tak silnej chęci inwestorów, by wrócić do czystej sprzedaży USD za inne waluty. Ale ruch ten raczkuje. EUR/USD zbliża się do 1,21, GBP/USD pod 1,38 jest najwyżej od prawie dwóch lat, wraca popyt na waluty surowcowe i rynków wschodzących. Dziś prawdopodobnie będzie postępować dalsze badanie rynku, na ile powrót słabości USD jest trwały. Nowe doniesienia o postępach w pracach nad pakietem fiskalnym w Waszyngtonie będą podsycać apetyt na ryzyko. Testem nastrojów powinny być dopiero jutrzejsze dane o inflacji CPI z USA i późniejsze wystąpienie prezesa Fed Powella.

Lepsze nastroje inwestycyjne na rynkach finansowych sprzyjają aprecjacji złotego i w poniedziałek EUR/PLN obniżył się pod 4,48. Lokalnie złotego wspiera brak sygnałów z NBP mogących sugerować rychłość interwencji przeciwko sile waluty, ale ewentualna reakcji banku centralnego nie jest całkowicie do wykluczenia i to spowalnia tempo umocnienia. Zachowanie kursu wygląda trochę tak, jakby uczestnicy rynku byli zadowoleni ze zdobywania 0,5-1,0 grosza dziennie, by za szybko nie zdenerwować NBP.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.