Bitcoin może osiągnąć w tym tygodniu wartość 50 000 dolarów po gigantycznej inwestycji Tesli

„Osiągnięcie wartości 50 000 dolarów to niewątpliwie ważny kamień milowy w historii bitcoina”.

Simon Peters, analityk kryptowalut na obejmującej wiele aktywów platformie inwestycyjnej eToro, powiedział: „Bitcoin osiągnął najwyższy poziom w historii, dzięki doniesieniom o ogromnych inwestycjach w kryptowaluty dokonane przez Teslę oraz akceptacji tego największego na świecie producenta aut (według kapitalizacji rynkowej) na przyjmowanie bitcoinów jako płatności za swoje samochody i inne produkty”.

„Jeśli istniały jakiekolwiek wątpliwości co do akceptacji bitcoina w głównym nurcie rynkowym, to z pewnością ta decyzja musi oznaczać koniec wszelkiego sceptycyzmu. Wiele innych firm już akceptuje bitcoiny jako formę płatności i wyobrażam sobie, że z czasem inne duże przedsiębiorstwa pójdą za przykładem Tesli”.

„Świat coraz częściej przenosi się do Internetu, a bitcoin znajduje się w samym centrum transakcji online, a przy tego rodzaju wsparciu ze strony firmy wartej wiele miliardów dolarów, prawdopodobnie jego wartość osiągnie 50 000 dolarów do końca tygodnia”.

IPOPEMA TFI zacieśnia współpracę z CVI Domem Maklerskim

IPOPEMA TFI zacieśnia współpracę z CVI Domem Maklerskim i ponownie wychodzi na rynek z ofertą funduszu opartego o dług firm faktoringowych i pożyczkowych.

Największe pod względem aktywów niezależne towarzystwo funduszy inwestycyjnych – IPOPEMA TFI oraz lider w poza bankowym finansowaniu przedsiębiorstw w Polsce i regionie Europy Środkowo-Wschodniej – CVI Dom Maklerski zacieśniają współpracę. Przedmiotem wspólnego działania jest zarządzanie funduszem publicznym IPOPEMA Benefit 3 FIZAN i ponowne udostępnienie szerokiemu gronu inwestorów alternatywnego funduszu, finansującego podmioty działające na rynku faktoringu i pożyczek. W planach jest wzrost aktywów w produkcie do ok.  100 mln w 2021 roku.

Za zarządzanie portfelem inwestycyjnym funduszu IPOPEMA Benefit 3 FIZAN, w tym za wyszukiwanie nowych inwestycji i realizację poszczególnych transakcji odpowiadać będzie zespół specjalistów CVI Dom Maklerski. IPOPEMA TFI zapewni kontrolę nad realizacją strategii inwestycyjnej funduszu oraz dystrybucję certyfikatów inwestycyjnych.  Fundusz, który w ciągu 2 lat wypracował stopę zwrotu na poziomie 15,51% *, uzyskał już po raz drugi zgodę KNF na kolejne emisje certyfikatów.

Certyfikaty funduszu IPOPEMA Benefit 3 FIZAN są aktualnie przedmiotem oferty publicznej, kierowanej do szerokiego grona adresatów (niewielka minimalna kwota inwestycji tj. 2.931,75 PLN). Pierwsza subskrypcja nowej emisji certyfikatów funduszu   rozpoczęła się 25 stycznia i potrwa do 19 lutego 2021 roku. W kolejnych miesiącach, aż do listopada br. IPOPEMA TFI planuje kolejne subskrypcje tego rozwiązania inwestycyjnego. Strategia funduszu zakłada inwestycje przede wszystkim w instrumenty dłużne niebankowych firm faktoringowych oraz firm pożyczkowych (z wyłączeniem pożyczek konsumenckich).

’’Inwestorzy na rynku funduszy inwestycyjnych są nadal ostrożni w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, wybierają tzw. fundusze o niskim lub średnim poziomie ryzyka, o możliwie stabilnych oczekiwanych stopach zwrotu oraz uwzględniających zastosowanie mechanizmów zabezpieczających. Mając na uwadze taką sytuację i stabilne wyniki funduszu w okresie ostatnich 24 miesięcy, podjęliśmy kolejny raz decyzję o otwarciu oferty funduszu IPOPEMA Benefit 3 FIZAN dla szerokiego grona Klientów i skierowaniu uwagi inwestorów poszukujących ciekawych alternatywnych rozwiązań do swoich portfeli inwestycyjnych.”  – podkreśla Jarosław Wikaliński, Prezes Zarządu IPOPEMA TFI

Silny nacisk na bezpieczeństwo, dywersyfikację i proces doboru lokat

Pomimo, iż fundusz powstał z myślą o inwestorach oczekujących stóp zwrotu na poziomie przewyższającym oprocentowanie lokat bankowych, polityka IPOPEMA Benefit 3 FIZAN jest restrykcyjna w zakresie selekcji partnerów, którym fundusz już udzielił lub będzie udzielał finansowania. W konsekwencji, krąg podmiotów dopuszczonych do współpracy z funduszem jest stale monitorowany i ograniczony do wąskiej grupy bardzo mocno wyselekcjonowanych firm.

„Sytuacja pandemiczna na świecie oraz niepewna sytuacja gospodarcza mają istotny wpływ na możliwości pozyskania przez firmy środków finansowych na dalszy rozwój, co wpływa na wzrost zainteresowania finansowaniem pozabankowym. W ostatnim okresie rośnie także zainteresowanie papierami wartościowymi i strategiami opartymi o rynek długu wśród inwestorów indywidualnych. Do tej pory inwestorzy mieli bardzo ograniczony dostęp do ofert funduszy zamkniętych, ze względu na niepubliczny charakter prawie wszystkich tego typu produktów. Dzięki funduszowi Benefit 3, który jest funduszem dostępnym w ofercie publicznej, także Klienci o mniejszych oszczędnościach mogą skorzystać z rozwiązania dającego realną szansę na stopę zwrotu powyżej inflacji. CVI DM jako zarządzający portfelem funduszu Benefit 3, będzie dążył do osiągnięcia stóp zwrotu na poziomie 4%-6% dla klienta. Prognozy na rok 2021 wskazują na niewielkie szanse pobicia inflacji przez fundusze dłużne oparte na obligacjach skarbowych. Może to zachęcić inwestorów do transferu środków właśnie do funduszy takich jak Benefit 3, czerpiących zyski z ryzyka kredytowego.” – podkreśla Rafał Lis, Partner Zarządzający w CVI Dom Maklerski.

Polityka selekcji i podejścia do kwestii bezpieczeństwa portfela lokat funduszu, opiera się na trzech filarach: (1) możliwie krótkoterminowym charakterze finansowania od 6 do 18 miesięcy, (2) dywersyfikacji portfela emitentów, (3) dywersyfikacji źródeł zabezpieczenia spłaty finansowania – nawet na setki lub tysiące wierzytelności (m.in. faktur) względem pojedynczych podmiotów korzystających z usług finansowanych przez fundusz firm faktoringowych i pożyczkowych.

‘’Spółki ubiegające się o finansowanie ze środków funduszu są regularnie poddawane szczegółowemu audytowi finansowemu i prawnemu. Wyznaczyliśmy szereg kryteriów, które muszą spełniać emitenci obligacji nabywanych przez fundusz. Skalę bardzo dużego rozproszenia ryzyka pokazuje ilość sfinansowanych przez fundusz faktur w okresie 2 lat – ponad 20 tys. sztuk.’’ – dodaje Jarosław Wikaliński z IPOPEMA TFI.

Dodatkowo fundusz miesięcznie dokonuje wyceny obligacji oraz portfela zabezpieczeń, a w cyklach tygodniowych analizuje portfel należności tych spółek, w tym m.in. terminowość płatności, rotację faktur, poziom przeterminowań i koncentracji.  Z perspektywy bezpieczeństwa warto zaznaczyć, że fundusz IPOPEMA Benefit 3 FIZAN ma dużą dywersyfikację zaangażowania faktoringowych i pożyczkowych co przekłada się na niską wartość finansowanej, pojedynczej transakcji. Średnia wartość faktur stanowiących zabezpieczenie na dzień 25.12.2020r. wynosiła ok 29,5 tys. PLN

Stabilna stopa zwrotu i znaczne zwiększenie aktywów

Celem zarządzających funduszem jest uzyskiwanie stabilnej stopy zwrotu w okresie długoterminowym na poziomie 4%-6%. rocznie. Fundusz IPOPEMA Benefit 3 FIZAN ma obecnie ponad 20 mln zł aktywów w zarządzaniu, a dzięki kolejnym emisjom towarzystwo liczy na wzrost aktywów do ok.          100 mln zł do grudnia 2021 roku. Fundusz kierowany jest do osób, które zakładają dłuższy horyzont inwestycyjny i akceptują ograniczoną płynność inwestycji.

Dotychczas wyemitowane certyfikaty funduszu są notowane na GPW w Warszawie, w odniesieniu do kolejnych serii także planowane jest wprowadzenie do obrotu giełdowego. Pierwszy wykup certyfikatów możliwy będzie już po upływie 18 miesięcy od daty ich przydziału inwestorowi, zaś kolejne wykupy będą realizowane co pół roku. Minimalny zapis na certyfikaty inwestycyjne wynosi w obecnej emisji 2.931,75 zł.

IPOPEMA TFI SA jest największym pod względem aktywów w zarządzaniu niezależnym, tj. niezwiązanym z grupą bankową lub ubezpieczeniową, towarzystwem funduszy inwestycyjnych. Aktywa w zarządzaniu IPOPEMA TFI według stanu na koniec grudnia 2020 roku, wyniosły ponad 57 mld zł.  Towarzystwo wchodzi w skład grupy kapitałowej notowanej na GPW od 2009 r. IPOPEMA Securities SA.

*Dane na dzień 31.12.2020 / ** Pb.pl (fundusze aktywów niepublicznych)

 

Powodzenie programu szczepień w Wielkiej Brytanii wspiera funta

Wprowadzenie programu szczepień przeciwko COVID-19 ma istotny wpływ na zachowanie najważniejszych walut. Największym dotychczasowym wygranym 2021 roku jest funt brytyjski. Aktywa ryzykowne, na czele z amerykańskimi akcjami, biją kolejne rekordy.

Wprowadzenie programu szczepień przeciwko COVID-19 miało istotny wpływ na zachowanie najważniejszych walut. Imponujące postępy w szczepieniach w Wielkiej Brytanii dają nadzieję inwestorom, że zniesie ona restrykcje wcześniej niż podobne kraje, co wspiera funta. Euro niezmiennie nie radzi sobie najlepiej ze względu na niewysoką liczbę szczepień w państwach strefy euro, zaś dolar amerykański ma za sobą kolejny mieszany tydzień.

W najbliższych dniach pojawi się stosunkowo niewiele nowych danych. Spodziewamy się, że uwaga skupi się na środowych odczytach inflacji w Stanach Zjednoczonych. Warto zauważyć, że dane o inflacji w większości krajów G10 ostatnio zaskakują wyraźnie in plus. Spodziewamy się utrzymania tego trendu, ponieważ odporny na COVID-19 popyt trafia na spowodowane pandemią wąskie gardło podaży.

PLN

W minionym tygodniu kurs EUR/PLN spadł do najniższego poziomu w tym roku. Jego umocnienie w znacznej mierze można powiązać z ogólną poprawą sentymentu do ryzyka, która pomogła też innym walutom regionu. Pod koniec tygodnia złotemu sprzyjał również ton prezesa NBP, Adama Glapińskiego. Gdy odpowiadał on na pytania dziennikarzy, nie sugerował, że ostatnia aprecjacja złotego wymaga reakcji banku, i potwierdził, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest stabilizacja stóp procentowych.

Najbliższy tydzień nie przyniesie zbyt wielu informacji z Polski. Skupimy się na pandemii, w kontekście której warto wspomnieć o zauważalnej poprawie sytuacji i rozpoczęciu stopniowego łagodzenia obostrzeń, a także postępach w szczepieniach – w tym zakresie Polska jest jednym z liderów w UE. Co się tyczy danych makroekonomicznych, w piątek czeka nas publikacja wstępnych danych o PKB Polski w IV kwartale.

EUR

Ostatnie sygnały ze strefy euro były sprzeczne. PKB w IV kwartale nieznacznie się skurczył, co było spowodowane przywróceniem lockdownów w dużej części kontynentu, ale styczniowa inflacja była znacznie wyższa niż oczekiwano.

Rynki zignorowały jednak dane dotyczące inflacji i skupiły się zamiast tego na niskiej wyszczepialności, która jeśli nie wzrośnie, mocniej opóźni odżycie gospodarki. Nawet w głównych krajach strefy euro podano mniej więcej 3–4 dawki szczepionki na 100 osób w czasie, gdy w Stanach Zjednoczonych zaaplikowano ponad 10 dawek, a w Wielkiej Brytanii – 17. Sądzimy, że euro w relacji do głównych walut w krótkim terminie może radzić sobie słabo, pozostajemy jednak pozytywnie nastawieni do jego długoterminowych perspektyw.

USD

Wydźwięk kluczowego raportu z amerykańskiego rynku pracy, który poznaliśmy w piątek, był mieszany. Zgodnie z badaniami ankietowymi wśród firm wzrost zatrudnienia w sektorach pozarolniczych od października był nikły. Sondaż przeprowadzony wśród gospodarstw domowych rysuje jednak lepszy obraz: zgodnie z nim bezrobocie w styczniu spadło o 0,4 p.p. w relacji do grudnia. Nie więcej niż czwartą część tego spadku można powiązać ze spadkiem stopy partycypacji.

Oczekujemy, że amerykański Senat ostatecznie zaakceptuje duży pakiet stymulacyjny. Połączenie mocno gołębiej Rezerwy Federalnej, ogromnej emisji obligacji do sfinansowania deficytów i perspektywy przyjęcia znacznego pakietu fiskalnego nadal uderza w rynek obligacji. Rentowność 30-letnich papierów skarbowych wzrosła o 80 pb. od czasu osiągnięcia minimów latem 2020 roku. W ujęciu ogólnym dolar na tę wyprzedaż reagował negatywnie. Duże aukcje świeżych obligacji skarbowych zaplanowane na ten tydzień znajdą się w centrum uwagi inwestorów.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Hipoteka odwrócona w pandemii. Porównanie rynku norweskiego i polskiego

W Norwegii rynek hipoteki odwróconej funkcjonuje od 2005 roku. W ofercie skierowanej do seniorów jest sporo produktów, które można zaliczyć do tej kategorii. Część z nich jest oferowana przez banki. Hipoteka odwrócona jest nadzorowana przez tamtejszą Komisję Nadzoru Finansowego (FSA), choć trwają rozmowy, by te przepisy wyłączyć spod regulacji dotyczących zwykłych kredytów hipotecznych. Jak pandemia zmieniła rynek hipoteki odwróconej w Norwegii? Czy takie same zmiany można dostrzec w Polsce?

Norweski rynek hipoteki odwróconej, gdyby porównać go z Wielką Brytanią lub Stanami Zjednoczonymi, wciąż jest rynkiem młodym. Tamtejszy system emerytalny opiera się w większości na systemie zdefiniowanej składki (w czasach zerowych stóp procentowych), a to oznacza, że gwałtowny spadek dochodów, po przejściu na emeryturę, dotknie wielu norweskich seniorów. W przeciwieństwie do emerytów z Niemiec czy Hiszpanii aż 90 proc. Norwegów w wieku 60+ posiada na własność nieruchomość. A to oznacza, że może uwolnić zamrożony w niej kapitał. Thor Sandvik, założyciel i CEO firmy LittExtra AS, która oferuje hipotekę na odwróconą w Norwegii uważa, że rok 2020 przyniósł wiele zmian, ale też wyzwań. Wolumen nowo zaciąganych odwróconych kredytów hipotecznych był w 2020 roku o 25 proc. niższy niż w 2019. Spadki były wynikiem m.in. szalejącej pandemii. Niskie emerytury Norwegów oraz fakt, że tamtejsi seniorzy posiadają nieruchomości na własność pozwalają twierdzić, że zapotrzebowanie na usługę wróci na stare tory, a w długiej perspektywie będzie notować regularne wzrosty.

Pandemia wpłynęła na sprzedaż

– Przed nadejściem COVID-19 mieliśmy bardzo dobry start, ale w połowie marca 2020 roku wszystko zwolniło. Banki zdały sobie sprawę ze wzrostu ryzyka niestabilności cen nieruchomości i zaostrzyły kryteria dotyczące wskaźnika LTV (Loan to Value). W trakcie pandemii norweskie Ministerstwo Finansów dodatkowo stymulowało udzielanie kredytów hipotecznych. Momentalnie, linie kredytowe pod zastaw domu (HELOC) oraz kredyty odsetkowe (bez spłaty kapitału) zaczęły wzrastać jako konkurencja wobec odwróconych kredytów hipotecznych – mówi Thor Sandvik, CEO LittExtra AS.

Ceny nieruchomości w Norwegii w 2020 roku, w konsekwencji obniżenia stóp procentowych, wzrosły o 8 proc. Pod koniec 2020 tamtejsze Ministerstwo Finansów nie widziało już potrzeby stymulowania rynku nieruchomości, a limity wskaźnika pokrycia długu wróciły do norm ustawowych. – Banki, które z nami współpracują w zakresie udzielania odwróconych kredytów hipotecznych prawie całkowicie wycofały się z obniżonych wskaźników LTV. W tej chwili znajdujemy się w kolejnej fali COVID-19, ale wygląda na to, że popyt zaczyna rosnąć, mimo że klienci kredytowi nie spieszą się z zawieraniem nowych umów – dodaje Thor Sandvik.

– W Polsce można mówić o hipotece odwróconej w modelu sprzedażowym i kredytowym. To pierwsze rozwiązanie, czyli renta dożywotnia jest oferowana m.in. przez fundusze hipoteczne. Ten rynek rozwija się sukcesywnie od ponad 12 lat. Warto przypomnieć, że żaden bank nie zdecydował się na wprowadzenie odwróconego kredytu hipotecznego, więc nie można mówić o współpracy na linii banki-fundusze hipoteczne, tak jak w przypadku Norwegii. W Polsce zatem sprzedaż renty dożywotniej nie jest zależna od regulacji wprowadzanych przez banki. W małym stopniu zależy też od zmian stóp procentowych, które obserwowaliśmy w Polsce na przestrzeni ostatniego roku – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

– Na pewno jednym ze skutków pandemii, który wpływa na zmianę wolumenów jest przymusowa izolacja. Z tym musi mierzyć się każdy rynek, nie tylko polski, czy norweski – podsumowuje Robert Majkowski.

Digitalizacja kluczem do sukcesu, ale nie w przypadku seniorów

Thor Sandvik przyznaje, że przed pandemią działania marketingowe i sprzedażowe opierały się w Norwegii na seminariach dla dużych grup seniorów, a więc potencjalnych klientów. – Nagle, w marcu, to się zmieniło. Tradycyjne seminaria z kawą i przekąskami zostały zastąpione przez webinaria, które stały się oczywistą alternatywą. Do dziś, webinaria nie odniosły sukcesu, na który liczyliśmy. Grupa docelowa oczywiście przeniosła się do sieci, ale wydaje się, że typowy klient woli jednak seminarium od webinarium – twierdzi Thor Sandvik.

– Digitalizacja to słowo odmieniane przez wszystkie przypadki, zwłaszcza w dobie pandemii. Każdy biznes chce się cyfryzować, większość rzeczy można załatwić online. Oczywiście liczba seniorów w sieci sukcesywnie rośnie i taki trend widzimy również w Polsce. Trzeba jednak pamiętać, że wciąż blisko 90 proc. osób w tym przedziale wiekowym stawia na komunikację bezpośrednią lub telefoniczną. To osoby, które chcą przeczytać artykuł na temat produktu w gazecie, przeglądnąć kolorowy magazyn lub broszurę na ten temat, porozmawiać z konsultantem telefonicznie. Nowe formy kontaktu takie jak videospotkania, videokonferencje, rozmowy z czatbotami również nie zawsze się sprawdzają. Jednym z powodów jest strach przed nowymi technologiami, a drugim ostrożność i obawa przed oszustwem – przyznaje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Kontrakt w formie cyfrowej

Warto przypomnieć, że w Norwegii, proces zawierania umowy odwróconego kredytu hipotecznego jest już w100 proc. zdigitalizowany. Elektroniczne uwierzytelnianie poprzez tzw. „BankID” spełnia oficjalne wymagania dotyczące weryfikacji tożsamości oraz prawnie wiążącego podpisu elektronicznego. „BankID” używany jest przez wszystkie banki w Norwegii i może być stosowany przez wszystkie inne organizacje i przedsiębiorstwa, które szukają bezpiecznej i szybkiej identyfikacji online.

– W Polsce umowy renty dożywotniej wciąż są podpisywane w tradycyjnej formie i myślę, że to się nie zmieni w najbliższym czasie. Po pierwsze – tradycjonalizm jest wpisany w DNA naszych seniorów, po drugie – profesjonalny proces zawarcia takiej umowy jest wieloetapowy, każdy z tych etapów może rodzić pytania, a kontakt bezpośredni jest na wagę złota. Jesteśmy przekonani, że decyzja o zawarciu umowy renty dożywotniej jest jedną z najważniejszych w życiu, więc dbamy o relacje i to nie tylko w momencie podpisywania kontraktu, ale również w długofalowej perspektywie – podsumowuje Robert Majkowski.

Orlen wchodzi na rynek paczkomatów

PKN ORLEN zbuduje nowe formaty sprzedaży detalicznej pod marką „ORLEN w ruchu” dostępne poza stacjami paliw i zaangażuje się w rozwój punktów odbioru paczek i usług kurierskich, stawiając własne automaty paczkowe. W ciągu 5 lat inwestycje te wygenerują dodatkowo kilkaset milionów złotych EBITDA w Grupie Kapitałowej ORLEN. Do 2030 roku koncern chce zainwestować w rozwój działalności detalicznej ok. 11 mld zł, co przełoży się na wzrost EBITDA segmentu detalicznego do ok. 5 mld zł rocznie. 

PKN ORLEN stawia na kompleksowość usług, rozwijając bogatą ofertę pozapaliwową. Pierwsze formaty sprzedaży detalicznej poza stacjami ORLEN zostaną uruchomione jeszcze w tym półroczu. Natomiast we wrześniu tego roku klientom udostępniona zostanie usługa „ORLEN Paczka”, obejmująca zarówno maszyny paczkowe, jak i punkty do nadawania i odbierania paczek (PUDO).

– Segment detaliczny jest silnym filarem działalności PKN ORLEN. Uzyskujemy z niego rocznie ponad 3 mld zł zysku operacyjnego. Zgodnie ze strategią ORLEN2030, będziemy go dynamicznie rozwijać, odpowiadając na rynkowe trendy związane ze zmianami zachodzącymi w nowoczesnym handlu i ewoluującymi wraz z nimi potrzebami klientów. W rozwoju segmentu detalicznego chcemy  efektywnie wykorzystać potencjał spółki RUCH. Nowoczesne formaty sklepowo-gastronomiczne, które budujemy pod marką „ORLEN w ruchu”, to nowa jakość na rynku. Powstanie sieć ok. 900 takich obiektów. Mocno zainwestujemy również w segment usług kurierskich, oferując klientom dostęp do ponad 10 tys. punktów nadań i odbiorów przesyłek, w tym 2 tys. automatów paczkowych. Stawiane one będą w atrakcyjnych lokalizacjach. Z pierwszych maszyn paczkowych będzie można korzystać już we wrześniu – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Nowe formaty sprzedaży detalicznej będą obejmowały trzy rodzaje obiektów, oferujących przede wszystkim produkty gastronomiczno-sklepowe. W formacie A udostępnimy ok. 20-metrowe obiekty, natomiast w formacie B ok. 60-70-metrowe obiekty, zarówno wolnostojące, jak też zlokalizowane w ciągach komunikacyjnych. Powstaną również kąciki kawowe, w których sprzedaż będzie całkowicie zautomatyzowana. Zostaną one udostępnione w miejscach o szczególnie dużym natężeniu ruchu, m.in. na dworcach, w biurowcach, czy na lotniskach.

– Klienci oczekują nowoczesnych i przyjaznych usług, z których mogą korzystać o dowolnej porze i w ulubionym miejscu. Dlatego na bazie spółki RUCH będziemy rozwijać nie tylko nowe formaty sprzedaży detalicznej, ale także segment usług kurierskich. Jeszcze w tym roku uruchomimy 500 automatów paczkowych. W ten sposób pozyskamy nowych klientów i staniemy się aktywnym uczestnikiem szybko rosnącego rynku eCommerce, jednego z kluczowych dla polskiej gospodarki – mówi Patrycja Klarecka, Członek Zarządu PKN ORLEN ds. Sprzedaży Detalicznej.

Automaty paczkowe będą zlokalizowane na stacjach paliw ORLEN, przy wybranych lokalizacjach RUCHu oraz w innych atrakcyjnych miejscach, dostępnych 24/7. Klienci będą mogli korzystać z automatów paczkowych w łatwy i intuicyjny, a zarazem bezpieczny sposób – w tym celu PKN ORLEN udostępni aplikację mobilną.

– Dzięki zaangażowaniu PKN ORLEN otwieramy nowy rozdział w historii firmy. W ramach Grupy ORLEN przystępujemy do projektów, które umożliwią nam pozyskiwanie nowych klientów, zapewnią stabilność finansową i możliwość dalszego rozwoju. Wzmocnimy naszą pozycję w segmencie usług kurierskich gwarantując klientom e-sklepów wygodną, szybką i optymalną kosztowo usługę kurierską – mówił Piotr Regulski, Prezes Zarządu spółki RUCH. 

Docelowo PKN ORLEN udostępni klientom możliwość odbioru i nadań przesyłek w ponad 10 tys. punktów. Do końca tego roku korzystać będzie można w sumie już z ponad 5,5 tys. punktów sieci. W kolejnych latach PKN ORLEN planuje jej dalszą, intensywną rozbudowę.

Jednocześnie rozwijane będą kioski RUCHu, których obecnie jest ok. 1200. Do końca roku zostanie uruchomione kolejnych 100. Natomiast już teraz spółka RUCH wprowadza do nich nowy, ciekawy asortyment, m.in. zdrowe przekąski, kanapki i inne produkty spożywcze polskich producentów, które uzupełnią dotychczasową ofertę.

(G)rywalizacja przepisem na integrację w dobie pandemii? Start-upowcy łączą sport technologię i… rywalizację

Pandemia przekreśliła szanse na wspólne oglądanie meczów w ulubionych pubach, a wyjścia na stadion stały się już pre-covidową historią. Dla miłośników sportowej rywalizacji i obstawiania wyników powstały m.in. platformy, które w przeważającej części przypadków nastawione są na zysk, a nie realną integrację paczki kibiców. Czy amatorom oczekiwań na decydującą bramkę, set, czy rundę pozostaje jakaś alternatywa? Tak — tę z kolei serwują krajowe start-upy.

Odpowiadać na trendy

Polacy interesowali się, interesują i interesować będą rozgrywkami sportowymi, co pokazały już badania z roku 2016. Według raportu ARC Rynek i Opinia jedynie 16 proc. ankietowanych zadeklarowało, że w żadnym stopniu nie śledzi żadnych rozgrywek. Odcinających się od sportowej rywalizacji obywateli jest coraz mniej. Rok wcześniej podobne badania wykazały nieco większy odsetek, bo 23 proc. Dobrej passie sportu miał zaszkodzić covid i obostrzenia. Skutek? Wyłącznie krótkoterminowy, ponieważ rozgrywki w telewizji nadal skupiają podobną liczbę widzów jak w latach ubiegłych. Nie jest to oczywiście wynik, który odnotowano przy okazji spotkania Polska vs Czarnogóra podczas eliminacji mistrzostw świata (8,50 mln widzów), ale nadal — duch sportowy w narodzie jest silny.

Dobrze miewa się również duch rywalizacji co potwierdzają badania IQS. Około 66 proc. Polaków nie waha się przed podjęciem ryzyka i chętnie bierze udział w zakładach sportowych. Ten rodzaj zabawy cieszy się sporym zainteresowaniem szczególnie w dobie zamkniętych dla kibiców boisk i stadionów, jednak ci coraz częściej trafiają na wątpliwe platformy umożliwiające obstawianie spotkań. Co zrobić, aby z jednej strony korzystać z w pełni legalnego narzędzia, a z drugiej — nie ryzykować stanem własnego portfela? Obiecującym rozwiązaniem wydaje się propozycja jednego z krajowych start-upów.

Bez haczyków i legalnie

Na pomysł stworzenia aplikacji umożliwiającej wspólne obstawianie rozgrywek sportowych wpadli trzej znajomi, którzy jeszcze podczas studiów próbowali sił w tzw. typingu. Architekt Piotr Lewicki, scenarzysta Mateusz Zimnowodzki oraz prawnik Bartłomiej Szczepański doszli do wniosku, że nie trzeba iść do bukmachera, aby poczuć dreszczyk emocji, oglądając mecz, czy śledząc rozgrywki. Co więcej, panowie zaobserwowali brak narzędzi, które umożliwiałyby wspólne obstawianie wyników w większym gronie. Wspólna burza mózgów zaowocowała powstaniem aplikacji NOINN.

— Szczególnie w dobie covidu kontakt z przyjaciółmi mamy znacznie utrudniony, ale dwa lata temu zakładając spółkę, nie myśleliśmy o scenariuszu powszechnej izolacji. Na szczęście zakończyliśmy prace długo przed pojawieniem się hasła “koronawirus”. Teraz wiemy, że NOINN jest potrzebny, jak nigdy dotąd. Nie chodzi nawet o obstawianie wyników, łączenie się w drużyny, czy zdobywanie bonusów. Przyczyniliśmy się do powstania darmowego narzędzia, które integruje i daje choć namiastkę realnego spotkania przy meczu — podkreśla Bartłomiej Szczepański, założyciel i Dyrektor Operacyjny NOINN.

Z dużym potencjałem

Początkowo NOINN był dostępny wyłącznie w języku polskim, ale twórcy postanowili rozszerzyć swoją ofertę o kolejne wersje. Nawet będąc tysiące kilometrów od znajomych użytkownicy mają możliwość połączenia się z osobami anglo i hiszpańskojęzycznym współtworząc społeczność fanów nie tylko piłki nożnej, ale i siatkówki, koszykówki, skoków narciarskich, a nawet… MMA! Wkrótce zespół NOINN chce wprowadzić również opcję śledzenia rozgrywek e-sportowych, tenisowych oraz żużla. Tylko w ciągu ostatniego półrocza propozycją zespołu zainteresowało się blisko 500 tys. odwiedzających. Czy aplikacja ma szansę na stanowcze wyjście w kierunku zagranicznego rynku?

— Idea powstania takiej aplikacji jest odpowiedzią na potrzeby tysięcy użytkowników, szczególnie w dobie covidu. Sama liczba zrealizowanych zakładów na poziomie 3,75 mln już daje do myślenia, mówiąc o skali zapotrzebowania na podobne platformy. Inwestorzy powinni bacznie przyglądać się tego typu projektom, ponieważ NOINN ma szansę na wytyczenie całkowicie nowych ścieżek na scenie start-upowej. Pomysł Bartka, Mateusza i Piotra to prawdziwa gratka dla uważnych analityków, a przede wszystkim — zapalonych miłośników sportu — ocenia ekspert rynku start-upów i prezes Grupy Assay Łukasz Blichewicz.

Jeśli rynek będzie wyczuwał trendy, jak zespół NOINN, w dobie koronawirusa fani sportu nie pozostaną na przysłowiowym lodzie. Z drugiej strony, nawet po covidzie mobilna grywalizacja może dużo zyskać w obliczu powrotu spotkań Euro 2021, rozgrywek Copa America, czy w końcu — Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Krajowa branża nadal czeka na swojego unicorna, ale spoglądając na ostatnie poczynania młodych spółek, analitycy mogą powoli zacierać ręce. Pamiętajmy, piłka jest nadal w grze.

Ujemne stopy procentowe pogrążą nas w kłopotach

Euro będzie coraz słabsze, osłabi się też polska waluta. Do tego prowadzi polityka ujemnych stóp procentowych. EBC straszy rynek dalszymi ich obniżkami.

– Ujemne stopy już pogrążyły część świata, w tym kierunku poszła strefa euro, Szwajcaria i Szwecja, a przecież okazuje się, że jest to nieefektywne narzędzie do pobudzenia wzrostu gospodarczego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Z doświadczeń wynika, że ujemne stopy nie pobudzają akcji kredytowej służącej inwestycjom przedsiębiorstw i długoterminowemu rozwojowi.

W sytuacji, gdy euro trzyma się mocno, EBC poprzez politykę ujemnych ujemne stóp procentowych chce przestraszyć rynki. Właśnie po to, aby negatywnie wpłynąć na kurs euro.

Nad euro zbierają się od pewnego czasu ciemne chmury, zwłaszcza że w Europie lockdowny potrwają co najmniej do końca kwietnia. Wzmocnienie dolara wobec euro jest efektem większej nerwowości na rynkach. Jeśli euro będzie tracić wobec dolara, to także złoty osłabi się wobec waluty USA.

Polska ma najwyższą inflację w UE. To nie tylko efekt różnic w popycie konsumpcyjnym. Zmiany regulacyjne i obniżenie podatków doprowadziło w wielu krajach UE, do osłabienia inflacji, a nawet do deflacji.

– Europa idzie w kierunku urzędniczej gospodarki z ujemnymi stopami, to przyniesie negatywne konsekwencje w gospodarce – komentuje ekspert XTB.

Podatek od reklam (tzw. składka reklamowa) w pigułce

Na początku lutego br. został opublikowany projekt „Ustawy o dodatkowych przychodach Narodowego Funduszu Zdrowia, Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz utworzeniu Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów”. W projekcie nie pada wprost słowo podatek a „składka”, ale w praktyce to obciążenie może być kolejną daniną pobieraną od szeregu podmiotów świadczących usługi w branży reklamowej.

Projekt przewiduje pozyskanie dodatkowych środków, tzw. składki reklamowej, od reklamy w Internecie oraz mediach tradycyjnych. Środki te mają posłużyć zapobieganiu długofalowym zdrowotnym, gospodarczym i społecznym skutkom pandemii COVID-19. Składki wzmocnią finanse NFZ, Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz nowego funduszu celowego, służącego dofinansowaniu projektów związanych z przemianami w przestrzeni cyfrowej, kulturą i dziedzictwem narodowym.

– Pandemia znacząco nadwyrężyła gospodarkę oraz budżet państwa. Zatem nie dziwi mnie, że właśnie teraz powraca temat tzw. podatku od reklam – celowo nazywam go podatkiem, chociaż sam ustawodawca mówi o „składce”. Wskazuje na nową, obecną także za granicą, formę dodatkowego obciążenia przychodów z tytułu nadawania lub wyświetlania reklam – komentuje dr Joanna Uchańska, partner w kancelarii Chałas i Wspólnicy.
Pamiętajmy, że nie jest to nowy pomysł. Pod koniec 2019 r. proponowano takie rozwiązanie w słynnej już ustawie w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów.

– W tamtym projekcie było wiele błędów – jednak największe dotyczyły właśnie zapisów podatkowych oraz samej definicji reklamy. Ostatecznie, po konferencji uzgodnieniowej, Ministerstwo Zdrowia wycofało się z nałożenia kolejnego podatku. Opublikowało nowy projekt różny od pierwotnego – wtedy z gigantyczną korzyścią dla wielu branż, w tym suplementów diety. Projekt tamtej ustawy procedowano dalej i za jego przyczyną wprowadzono tzw. podatek cukrowy, ale już bez podatku od reklam – dodaje dr Uchańska.

Rząd jednak nie zapomniał o podatku od reklamy. Poprzedni projekt ustawy w teorii miał nakładać podatek od reklamy, aby kreować prozdrowotne wybory Polaków. Dlatego nie dotyczył wszystkich reklamowanych produktów. Teraz (jak czytamy w Uzasadnieniu nowej już ustawy) podatek (od reklam) ma uchronić Polaków przed bezpośrednimi skutkami pandemii, którymi są także „rozwarstwienie poziomu kompetencji cyfrowych, coraz większe trudności z oceną rzetelności pojawiających się w mediach informacji, a także utrata poczucia wspólnoty i więzi z tradycją oraz ograniczony dostęp do dóbr kultury i pomników wspólnego dziedzictwa”. Jakkolwiek dostojnie ten cel nie zostanie opisany, zgoła inny od poprzedniego celu kreowania prozdrowotnych wyborów, to jest to zwyczajne nałożenie kolejnej daniny, o czym świadczy tytuł projektu ustawy: o dodatkowych przychodach Narodowego Funduszu Zdrowia, Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz utworzeniu Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów. Według projektu podatek ma być niemal totalny w branży reklamowej– ma objąć reklamę konwencjonalną i internetową. Projekt przewiduje pozyskanie dodatkowych środków, które posłużą do zapobiegania długofalowym zdrowotnym, gospodarczym i społecznym skutkom pandemii COVID-19.

– W projekcie wyraźnie napisano, że ową składką mają być objęte wszystkie usługi reklamowe: przychody ze świadczenia na terytorium RP uzyskane z tytułu nadawania reklamy w telewizji i w radiu, wyświetlania reklamy w kinie, umieszczania reklamy na nośniku zewnętrznym reklamy oraz zamieszczania reklamy w prasie. Ustalono także zamknięty katalog produktów, których reklama objęta będzie podwyższoną stawką składki. W katalogu tym uwzględniono: produkty lecznicze, suplementy diety, wyroby medyczne i napoje z dodatkiem substancji o właściwościach słodzących. Nawet jeśli kierowano się kluczem dotyczącym życia i zdrowia Polaków, to wskazany tu katalog jest, moim zdaniem, co najmniej ciekawy – odnoszę wrażenie, że ponownie dosyć arbitralnie podchodzi się do pewnych kategorii produktów, traktując je nieproporcjonalnie w stosunku do innych. W uzasadnieniu brakuje wytłumaczenia, dlaczego właśnie reklama tych produktów ma wiązać się z wyższą składką. Motywów można się jedynie domyślać – dodaje dr Uchańska.

W projekcie wskazano zasady obliczania składki z tytułu reklamy, w tym podmioty zobowiązane do zapłaty składki, przedmiot objęty tą składką, podstawę obliczenia składki i kwotę wyłączoną z obliczenia kwoty składki, przychody niewliczane do podstawy obliczenia składki, a także procentowe stawki składki.

Projekt wydaje się być przygotowany od dawna w pokojach rządowych, ponieważ wskazano w nim nawet Organ, który ma być odpowiedzialny za nakładanie składek. Można odnieść wrażenie, że decyzja dot. tego „oskładkowania” została niejako podjęta. Wprawdzie na stronach Rządowego Centrum Legislacji wskazano termin na zgłaszanie uwag (16 lutego br.), ale szacunek z wpływów za rok 2022 został obliczony na 800 mln złotych, co wydaje się być kwotą niemałą w obliczu zwiększających się wydatków związanych z COVID-19. Oczywiście zdziwienie może budzić wskazana kwota – jeśli szacunki oparto na dotychczasowych wydatkach na reklamę, to zastanawia fakt, że projektodawca uwzględnia fakt, że dodatkowe obciążenie kosztów usług reklamowych doprowadzi w praktyce do zwiększenia ich ceny, a w praktyce do rezygnacji przez niektóre podmioty z zakupu tych usług. Pierwszym namacalnym skutkiem będzie niższa kwota wpływu z tej działalności. O skutkach dalszych, takich jak pogorszenie sytuacji podmiotów na tym rynku, nie wspominając.

W swym założeniu, część daniny ma wrócić niejako do mediów poprzez tzw. Fundusz Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów. Jednak można podejście sceptycznie do zdania, iż ma służyć „realizacji szczególnie istotnych społecznie projektów np. w zakresie edukacji czy przeciwdziałania wykluczeniu cyfrowemu oraz informowania o zagrożeniach w cyberprzestrzeni. Dzięki temu wzrośnie liczba projektów medialnych realizowanych w kraju, na potrzeby polskiego odbiorcy”. Tak ukształtowany cel pozwalać ma na powrót części środków do mediów, ponieważ 35% wpływów ze składek od reklam trafi do nowo powołanego funduszu i zostanie spożytkowane na kreację i produkcję nowoczesnych projektów medialnych, w tym budowę i rozwój kanałów i platform informacyjnych (m.in. audycji radiowych i telewizyjnych, portali internetowych); realizację projektów służących analizie treści pojawiających się w mediach, w szczególności cyfrowych; promowanie dziedzictwa narodowego, dorobku kulturalnego i sportowego; wspieranie badań na temat mediów; podnoszenie poziomu wiedzy społeczeństwa na temat zagrożeń w mediach cyfrowych, a także wspieranie rozwoju radiofonii i kinematografii. Pozostaje zatem odpowiedzieć na pytanie, jakie media (w Polsce) pełnią takie role jak np.: „promowanie dziedzictwa narodowego”. Jeśli wpływy miałyby zasilić jedynie wybrane (także pośrednio) media, to tak ukształtowany mechanizm można próbować ocenić z punktu widzenia tzw. pomocy publicznej.

– Pretekstem do objęcia reklamy internetowej obciążeniem jest zaś unijny kierunek opodatkowania gospodarki cyfrowej (digital economy tax) dotyczący objęcia daninami publicznymi także tzw. cyfrowych gigantów. Taki kierunek jest trendem ogólnoeuropejskim. Dodatkowo w uzasadnieniu projektu zauważono, że spora aktywność życiowa Polaków przeniosła się obecnie do Internetu, stąd konieczne jest opodatkowanie tej sfery. Nie dostrzegam logiki tejże argumentacji, chociaż oparta jest na prawdziwej przesłance (faktycznego załatwiania spraw w Internecie), to jednak wniosek, iż właśnie z tego powodu należy nałożyć kolejny podatek nie jest w mojej ocenie w pełni słuszny – komentuje dr Uchańska.

Projekt jest oparty o zasady, zgodnie z którymi żadna forma reklamy w Internecie nie ma pozostać nieoskładkowana. Otóż istotą jest objęcie składką usługi mające na celu dotarcie z reklamą w Internecie do adresata, który w założeniu usługobiorcy powinien taką reklamę zobaczyć i być zainteresowany produktem, usługą lub marką których ta reklama dotyczy. Nie ma także znaczenia forma reklamy, bez znaczenia, czy jest to forma m.in.: banneru, pop-up’u, artykułu sponsorowanego, reklamy wideo, reklamy audio, sponsorowanego podcastu, linku sponsorowanego, sugestii produktu na internetowej stronie zakupowej, sugestii konkretnego noclegu lub środka transportu w aplikacji pośredniczącej, sponsorowanego tweetu czy postu. Zatem wszystko objęte współpraca nakierowaną na promocję (nawet marki).

– Zatem jednym projektem legislacyjnym podejmowana jest próba odpowiedzi na zupełnie różne wyzwania. Śmiem twierdzić jednak, że podstawowy cel tego projektu to zasilenie budżetu państwa w nowy sposób. Co zatem zrobić dzisiaj? Nie pozostaje nic innego jak złożyć uwagi do projektu i zabrać głos w tym procesie legislacyjnym, licząc także na reakcję Komisji Europejskiej – konkluduje dr Uchańska.

Projekt i jego uzasadnienie tutaj: https://www.gov.pl/web/finanse/media-pomoga-w-zwalczaniu-skutkow-covid-19-przepisy-o-skladce-reklamowej-w-prekonsultacjach

Columbus: Wyniki finansowe za 2020 r. oraz nowa usługa dystrybucji energii

Zarząd Columbus Energy S.A. opublikował szacunkowe, skonsolidowane wyniki finansowe za 2020 r. W porównaniu do 2019 r., Grupa notuje wzrost przychodów o 216% i wzrost EBITDA aż o 309%.

Jak wynika z opublikowanych przez Zarząd Columbus Energy S.A. szacunkowych danych finansowych za 2020 r., Grupa Columbus osiągnie 664 mln zł przychodów, czyli o 216% więcej niż w 2019 r. (209,9 mln zł). Zarząd szacuje też, że Grupa wypracuje 85 mln zł zysku brutto (w 2019 r. było to 14,89 mln zł) i osiągnie wynik EBITDA na poziomie 90,7 mln zł, czyli aż o 309% wyższy niż w poprzednim roku (22,2 mln zł).

Jesteśmy bardzo zadowoleni, że mimo drugiej fali pandemii, w IV kwartale 2020 r. utrzymaliśmy bardzo dobry poziom sprzedaży naszych usług. Co więcej, cały rok 2020 był szalony, a nasza organizacja świetnie się sprawdziła w nowych warunkach biznesowych – komentuje Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A. – Zrobiliśmy wielkie postępy w organicznym wzroście, w ramach którego zwiększyliśmy niesamowicie zatrudnienie, szczególnie w IV kwartale. To powinno przynieść efekty w 2021 r. Cieszy nas też sprzedaż pomp ciepła, czego nie widać jeszcze w wynikach za 2020 r., ale z pewnością będzie to bardzo zauważalne już w przychodach w pierwszym półroczu 2021 r. Istotne dla całego rynku było również zamknięcie programu Mój Prąd, co zaskoczyło całą branżę. Columbus był na to gotowy kilka miesięcy wcześniej i dzisiaj w ogóle nie odczuwamy braku tego elementu zachęty, a widzimy, że małe i średnie firmy mają z tym ogromny problem. To dla nas ciekawa szansa, bo chociaż dynamika rynku będzie maleć, to z dużym prawdopodobieństwem Columbus będzie mógł rosnąć szybciej i w dłuższej perspektywie czasowej.

Warto zauważyć, że wygenerowany w omawianym okresie zysk, którego wartość brutto jest prawie sześciokrotnie wyższa niż w 2019 r., Columbus Energy wykorzystał w wielu istotnych inwestycjach. Po pierwsze, dokonał znaczących akwizycji podmiotów realizujących projekty farm fotowoltaicznych i zaangażował się kapitałowo w partnerstwo z firmami deweloperskimi. Columbus zainwestował również w Spółkę Nexity Global, która dostarcza technologię informatyczną do ładowania samochodów elektrycznych. Spółka zainwestowała też 45 mln zł w firmę Saule Technologies, stając się jej największym akcjonariuszem, z prawami pierwszeństwa do sprzedaży produktów i licencji Saule. Wartość tej inwestycji powinna być zauważalna w najbliższych kilkunastu miesiącach, po wdrożeniu do sprzedaży pierwszych produktów perowskitowych.

Szczegóły rozwoju wspomnianych inwestycji oraz obecnie uruchamianych projektów Zarząd Columbus przybliży niebawem w zaktualizowanej strategii rozwoju Grupy.

Nową strategię Columbus zaprezentujemy po zamknięciu formalnym roku 2020. Chcemy w niej uwzględnić wszystkie innowacyjne rozwiązania i technologie, w które od pewnego czasu się angażujemy, a które będą niebawem przekładać się na wyniki Grupy. Uwzględnimy również plan rozwoju spółki obrotu energia elektryczną, zastosowanie w tym procesie technologii blockchain (tokenizacji energii) oraz prognozy, jaki będzie to miało wpływ na przychody. Tym samym po raz kolejny chcemy potwierdzić, że zawsze jesteśmy krok przed rynkiem, nadajemy tempo i kreujemy trendy w nowoczesnej energetyce – dodaje Dawid Zieliński.

Polacy nie dostają pieniędzy za nadgodziny. Home office może pogłębić problem

Coraz więcej Polaków przyznaje, że pracodawcy nie płacą im należnych świadczeń za przepracowane nadgodziny. Jak wynika z badania „Workforce View 2020″ firmy ADP, sytuacja ta dotyczy aż 45 proc. polskich pracowników. Pandemia i wszechobecny home office wzmagają problem i komplikują work-life balance. Rośnie jednak odsetek nauczonych doświadczeniem osób, które co miesiąc kontrolują wysokość otrzymywanej pensji.

Najnowsze badanie ADP „Workforce View 2020” dowodzi, że niemal co drugi Polak nie otrzymuje wynagrodzenia za przepracowane nadgodziny. W porównaniu do poprzedniej edycji badania jest to wzrost o 2 p.p. Problem niezapłaconych świadczeń najrzadziej dotyczy osób powyżej 55. roku życia

– aż 66 proc. z nich twierdzi, że nie zdarza im się pracować za darmo. Z drugiej strony natomiast, aż połowa pracowników (50 proc.) z pokolenia Z (w wieku 18-24 lata) przyznaje, że pracuje przynajmniej jedną godzinę w tygodniu za darmo.

– Problem niepłatnych nadgodzin dotyka w szczególności osoby znajdujące się na początku swej drogi zawodowej. Fakt występowania nadgodzin wynika najczęściej z nadmiaru obowiązków z jakimi muszą się zmierzyć, a także z presji wykonania zleconych projektów w terminie. Zazwyczaj jest to skutek nieodpowiedniego zarządzania przejawiającego się m.in. w zlecaniu zbyt dużej liczby zadań w stosunku do przewidzianego wymiaru czasu pracy. Długotrwały stres, przepracowanie i permanentne zmęczenie przekładają się bezpośrednio na obniżenie efektywności pracowników oraz pogorszenie ich stanu zdrowia – powiedziała Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Nadgodziny legalne tylko w uzasadnionych przypadkach

Zgodnie z przepisami prawa pracy, pracodawcy przysługuje możliwość polecenia pracownikowi, wykonania obowiązków poza podstawowym wymiarem czasu pracy tylko w uzasadnionych przypadkach. Nie może być to więc regularna praktyka. Pracodawca ma również obowiązek rozliczenia konkretnej liczby nadgodzin. Ustawodawca przewiduje dla niego dwie możliwości w zakresie wyboru formy – może oddać pracownikowi odpowiednią liczbę wolnych godzin lub odpowiednio wyliczoną kwotę. Sposoby rozliczania są ściśle określone w kodeksie pracy.

Często zdarza się, że pracownicy pracują dłużej, ale ten czas nie do końca spełnia definicję kodeksową nadgodzin. Chodzi o takie sytuacje, kiedy to wydłużenie czasu pracy nie zostało konkretnie i wyraźnie polecone i przewidziane. W takiej sytuacji co do zasady nie mamy uprawnienia, aby domagać się od  pracodawcy rozliczenia nadgodzin. W praktyce jednak, ze względu na obecną sytuację epidemiologiczną i przejście większości firm w tryb pracy zdalnej, problem ten narasta, ponieważ w dobie home office granica pomiędzy czasem pracy a czasem wolnym się zaciera. Aktualnie praca często przybiera faktyczną formę pracy zadaniowej w związku z czym pracodawcy bardziej niż dostępności, oczekują od pracownika efektów jego działań. Niekiedy jednak nie przewidują czy jest
on w stanie wykonać konkretne zadania w zakresie podstawowego etatu
– mówi radca prawny ADP, Tomasz Czerkies. 

Kontrola najwyższą formą zaufania

Co ciekawe, Polacy są coraz bardziej czujni w kwestii prawidłowego rozliczania wynagrodzeń. Wyniki badania ADP wskazują, że stale rośnie odsetek pracowników, którzy sprawdzają wysokość swoich wypłat. Zgodnie z wynikami raportu „Workforce View 2019”, aż 73 proc. ankietowanych pracowników przyznało, że zorientowałoby się, gdyby wysokość ich pensji nie była odpowiednia. Natomiast w tegorocznej edycji badania odsetek ten wynosi już 84 proc. Pracownicy otrzymane wynagrodzenie weryfikują z liczbą przepracowanych godzin również pod kątem nadgodzin i innych należnych im świadczeń. Z kolei jedynie 6 proc. zaznacza, że nie wykryłoby nieprawidłowości w otrzymanym wynagrodzeniu, ponieważ nie kontrolują swoich wypłat.

– Wydawać by się mogło, że pensja, która wpływa na nasze konto jest zawsze zgodna z umową. Zdarzają się jednak takie sytuacje, które powodują różnice w wynagrodzeniach pomiędzy poszczególnymi miesiącami. Takimi czynnikami mogą być m.in. zwolnienia lekarskie, delegacje, praca w nadgodzinach, bezpłatne urlopy czy premie. Powinniśmy pamiętać o skrupulatnej weryfikacji czy wynagrodzenie otrzymywane w danym miesiącu rzeczywiście zgadza się ze stanem faktycznym – mówi Anna Barbachowska.