Ruch w polskich i europejskich salonach samochodowych trwa. Volkswagen w Polsce zwiększa sprzedaż pomimo afery spalinowej

Październik był 26. miesiącem, w którym w Europie nieprzerwanie wzrosła sprzedaż nowych samochodów osobowych. Z kolei polskie salony mogły na plusie zamknąć już 29. miesiąc z rzędu. Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że wzrosty rejestracji nowych osobówek wyniosły w październiku br. odpowiednio 1,3% r/r w Polsce i 2,9% r/r w Unii Europejskiej. W Polsce ścieżkę wzrostów utrzymujemy głównie dzięki zakupom firmowym, a afera spalinowa nie wpłynęła na razie na sprzedaż Volkswagena.

W Polsce kupują firmy, a nie przysłowiowy Kowalski

W październiku br. w Centralnej Ewidencji Pojazdów pojawiło się 29 062 nowych samochodów osobowych, czyli aż o 1,3% więcej niż w tym samym miesiącu 2014 r. To w sumie daje 287 302 samochody osobowe zarejestrowane od początku roku, co oznacza 5% dynamikę wzrostu rok do roku[1]. To najlepszy od kilkunastu lat październik w naszym zestawieniu sprzedaży nowych osobówek, co nas cieszy. Jednak musimy wziąć pod uwagę, że ścieżkę wzrostów utrzymujemy przede wszystkim dzięki zakupom firmowym, których udział oscyluje na poziomie 70%. Klienci indywidualni wciąż zdecydowanie częściej wybierają auta używane.

Europa nadal rośnie, ale już bez Wielkiej Brytanii

Wzrosty utrzymują się nie tylko w Polsce, ale w prawie całej Europie. W październiku br. Europejczycy kupili ponad 1,1 mln nowych osobówek (+2,9% r/r), a w sumie od początku roku 11,5 mln, czyli o ponad 8% więcej aut niż w analogicznym okresie 2014 r.[2] Ożywienie w europejskich salonach trwa już ponad dwa lata i możemy być niemal pewni, że cały rok zakończymy na bardzo przyzwoitym plusie. Passę kontynuują Włochy, Hiszpania czy Francja, które podobnie jak nasz kraj powoli wychodzą z „dołka motoryzacyjnego”. Jednak oczy wszystkich powinny być skierowane na Wielką Brytanię, która po 43 miesiącach nieprzerwanego wzrostu sprzedaży nowych osobówek, październik zakończyła na drobnym minusie. Ten wynik nie przekreślił jednak fenomenu kraju nad Tamizą, który rocznie sprzedaje tyle samochodów, ile my w ciągu 5-6 lat.

Afera Volkswagena nie przestraszyła Polaków

W październiku br. najchętniej kupowaną marką samochodową w segmencie osobówek w Polsce była Skoda. Co ciekawe, drugi na liście uplasował się Volkswagen, który zwiększył swoją sprzedaż aż o 28%. Na trzecim miejscu znalazła się Toyota. W ogólnym rankingu modeli w październiku na pierwszym miejscu jest Skoda Octavia, na drugim Volkswagen Golf, na trzecim zaś Skoda Fabia. Wzrosty Volkswagena mogą dziwić, jednak należy wziąć pod uwagę, że październik był pierwszym miesiącem po wybuchu afery, a wiele firm i osób planuje zakupy samochodowe z wyprzedzeniem. O skali kryzysu niemieckiego producenta „samochodów dla ludu” tak naprawdę przekonamy się za kilka, a nawet kilkanaście miesięcy.

W Unii Europejskiej najchętniej kupowaną marką w październiku pozostał Volkswagen, który jednak zanotował delikatny (-0,2%) spadek.

2015 rok zakończymy w Polsce na plusie

Kolejny rekordowy miesięczny wynik sprzedaży wakacyjnych pozwala mi z optymizmem patrzeć na końcówkę tego roku. Podtrzymuję zdanie, że liczba 340-350 tys. rejestracji nowych osobówek w tym roku, co da nam ok. 4-7% wzrost r/r, jest jak najbardziej realna. W osiągnięciu tego celu z pewnością pomagają spadające ceny paliwa, możliwość odliczania VAT-u od paliwa wśród przedsiębiorców oraz uruchamiane przez importerów i dilerów samochodowych wyprzedaże roczników. Chciałabym jednak kolejny raz zwrócić uwagę na to, że zarówno klienci indywidualni, jak i firmy, potrzebują wsparcia od rządu, na przykład w postaci dopłat do zakupu nowego samochodu, jak to miało miejsce w Hiszpanii, czy poprzez rezygnację z obostrzeń w doliczeniu VAT, z czym mieliśmy do czynienia na Słowacji

[1] Na podstawie danych PZPM: http://www.pzpm.org.pl/Rynek-motoryzacyjny/Rejestracje-samochody-osobowe-i-dostawcze/Pazdziernik-2015r/Pierwsze-rejestracje-samochodow-osobowych-i-dostawczych-o-DMC-3-5t-X-2015r

[2] Dane obejmujące państwa członkowskie Unii Europejskiej.

CE(L): zgodność maszyn i urządzeń

Niemal w każdej pracy towarzyszą nam maszyny lub inne urządzenia, a międzynarodowy transfer technologii jest łatwiejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Zgodność z wymaganiami zasadniczymi w zakresie bezpieczeństwa i ochrony zdrowia dotyczy nie tylko odpowiednich warunków pracy. To również kwestia kar grożących za eksploatowanie urządzeń niezgodnych z wymaganiami.

Najistotniejszym aktem prawnym dotyczącym zgodności maszyn i urządzeń jest dyrektywa 2006/42/WE Parlamentu Europejskiego i Rady ws. maszyn (tzw. dyrektywa maszynowa). Oddać do użytku, a także wprowadzić do obrotu na terenie Unii Europejskiej można jedynie urządzenia, które spełniają postanowienia tej dyrektywy i powiązanych z nią aktów prawnych.

zgodność maszyn i urządzeńStare dobre przepisy

Czy na pewno muszę dostosować starą maszynę do aktualnych wymagań? Jakie konsekwencje grożą mi, jeśli tego nie zrobię? To jedne z pytań często zadawanych specjalistom z Akademii EcoMS, która prowadzi szkolenia otwarte m.in. z zakresu oceny zgodności maszyn i urządzeń.

– Gdy słyszę takie pytania, przywołuję, ku zdziwieniu sporej części słuchaczy, akt prawny, który powstał trzydzieści lat przed dyrektywą maszynową, czyli Kodeks pracy – opowiada Grzegorz Brylonek, trener z Akademii EcoMS.

Zgodnie z art. 217 Kodeksu pracy, niedopuszczalne jest wyposażanie stanowisk pracy w maszyny i inne urządzenia, które nie spełniają wymagań dotyczących oceny zgodności określonych w odrębnych przepisach. Grozi za to grzywna od 1000 do 30 000 zł. Wykroczenie ma charakter formalny, co oznacza, że kwestia, czy maszyna jest naprawdę niebezpieczna, nie ma znaczenia. Liczy się brak wymaganej deklaracji zgodności.

Warto dodać, że grzywnę z tytułu wprowadzania do obrotu lub oddawania do użytku wyrobów niezgodnych z zasadniczymi wymaganiami – i to bez określonej górnej granicy jej wysokości –przewiduje także art. 45 Ustawy o systemie oceny zgodności.

Przesadny minimalizm wymagań

Jakie wymagania – minimalne czy zasadnicze – powinny zostać spełnione przy sprowadzaniu do zakładu starej maszyny? Często popełnianym błędem przy poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie jest „wybieranie” takiej daty z cyklu życia maszyny, by uznać, że niezbędne jest dostosowanie tylko do wymagań minimalnych.

Zgodnie z § 34 Rozporządzenia Ministra Gospodarki z 30 października 2002 r. w sprawie minimalnych wymagań dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy w zakresie użytkowania maszyn przez pracowników podczas pracy, „maszyny nabyte przed dniem 1 stycznia 2003 r. powinny być, w terminie do dnia 1 stycznia 2006 r., dostosowane do minimalnych wymagań dotyczących maszyn (…)”. Co z maszynami wyprodukowanymi przed 1 stycznia 2003 r., a kupionymi na rynku wtórnym dopiero teraz?

– Jeśli data zakupu jest późniejsza niż 1 stycznia 2003 r., to maszyna musi zostać dostosowana do wymagań zasadniczych i oznaczona znakiem CE bez względu na to, kiedy została wyprodukowana czy zakupiona przez poprzednich użytkowników – wyjaśnia Grzegorz Brylonek.

Dość często zdarzają się zakupy maszyn bez dokumentacji, tabliczki znamionowej, informacji o roku produkcji, nie mówiąc już o oznaczeniu CE. W takiej sytuacji maszynę należy bezwzględnie dostosować do wymagań zasadniczych.

 

Na kłopoty – norma zharmonizowana

Wymagania zasadnicze zostały określone w dyrektywie maszynowej oraz w Rozporządzeniu Ministra Gospodarki z 21 października 2008 r. w sprawie zasadniczych wymagań dla maszyn. Oczywiście nie sposób oczekiwać, by te akty prawne regulowały kwestie bardziej szczegółowe, charakterystyczne dla konkretnych maszyn. Wówczas wyjaśnień i odpowiedzi na nurtujące nas pytania należy poszukiwać w normach zharmonizowanych z tą dyrektywą.

Dla przykładu: w jednej z firm zostały zainstalowane kilkunastoletnie maszyny, które nie spełniały aktualnych czasów dobiegów. Niezbędne było zatem ich dostosowanie. Czasy dobiegów zależą od rodzaju maszyny, a szczegółowe wytyczne można odnaleźć właśnie w normach zharmonizowanych.

Tematyka zgodności maszyn i urządzeń to tak naprawdę zbiór konkretnych, często złożonych przypadków, które należy rozpatrywać częstokroć w oparciu o wiele aktów prawnych. – Dlatego w Akademii EcoMS integralną część szkoleń z tego zagadnienia stanowią zajęcia praktyczne. Uczestnicy pracują na autentycznych przypadkach, wykonując, przy czynnym wsparciu trenera, praktyczne oceny wybranych maszyn – opowiada Grzegorz Brylonek.

E-sklepy 10 miesięcy po wprowadzeniu nowej ustawy konsumenckiej

Wkrótce minie rok od wejścia w życie ustawy o prawach konsumenta. Jednak nie wszystkie e-sklepy dostosowały się do obowiązujących przepisów. Prawie 73 procent e-sklepów ma nadal istotne błędy w swoich regulaminach, np. 10 dni na odstąpienie od umowy zamiast 14. Z czym nadal e-przedsiębiorcy mają problemy?

 25 grudnia 2014 roku weszła w życie nowa ustawa konsumencka, której celem było zastosowanie dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2011/83/UE z dnia 25 października 2011 r. w obszarze praw konsumentów. Mimo jej obowiązywania już prawie rok, przedsiębiorcy nadal nie są w stanie sprostać wszystkim wymaganiom. Jedną z przyczyn może być to, iż zapisy ustawy zawierają często ogólnikowe i enigmatyczne wskazania, co do sposobu spełnienia wszystkich obowiązków przez e-sprzedawców. Według analiz przeprowadzonych przez Rzetelnyregulamin.pl, 12,8 proc. sklepów internetowych nadal ma w swoich regulaminach 10 dni na odstąpienie od umowy sprzedaży, zamiast obowiązujących 14 dni. 16 proc. z kolei nie ma jeszcze odpowiedniego przycisku zamówienia z obowiązkiem zapłaty, a 57 proc. nie udostępnia formularza odstąpienia od umowy. Z czym e-sklepy miały i mają najwięcej trudności?

  1. Miejsce informowania o obowiązkach

Największe problemy występują z interpretacją spełnienia obowiązków informacyjnych w poszczególnych miejscach na stronie internetowej. – Ustawa nieprecyzyjnie wskazuje, że najpóźniej w chwili wyrażenia przez konsumenta woli związania się umową na odległość przedsiębiorca ma obowiązek poinformować konsumenta w sposób jasny i zrozumiały o wszystkich ustawowych obowiązkach informacyjnych. Dlatego też w praktyce odbywa się to najczęściej poprzez umieszczenie na stronach sklepu informacji dotyczącej warunków sprzedaży – mówi Rafał Stępniewski z Rzetelnyregulamin.pl, firmy specjalizującej się w prawie e-commerce.

  1. Moment złożenia zamówienia

E-sklepy informacje dotyczące m.in. terminu zapłaty, terminu dostawy, podsumowania zamówienia czy łącznej wartości złożonego zamówienia umieszczają często w niewłaściwym miejscu, np. w tematycznych zakładkach na stronie nie uwzględniając jednocześnie konkretnego towaru i jego terminu dostawy.  – Aby wyznaczone ustawą obowiązki zostały prawidłowo spełnione to takie informacje, jako podsumowanie, powinny znajdować się na ostatniej stronie składania zamówienia. Nie można w zakładce opisowej wskazać, że dostawa jest w terminie 2 dni roboczych i później nie wywiązywać się z tego terminu. Przedsiębiorcy na stronach informacyjnych chcą bardzo często zachęcić konsumentów do zakupu, podając krótkie terminy do realizacji nie zdając sobie sprawy, w jakim stopniu takie deklaracje są wiążące i jakie mogą nieść negatywne konsekwencje dla sprzedawcy – tłumaczy ekspert z Rzetelnyregulamin.pl.

  1. Formularz odstąpienia od umowy

Właściciele sklepów internetowych mają także dużo wątpliwości związanych ze stosowaniem formularza odstąpienia od umowy zawartej na odległość. – Ustawowy wzór formularza odstąpienia od umowy, nie zawiera wszystkich elementów, które mogą pojawić się w praktyce. Brakuje np. zapisu o zwrocie częściowym – czyli takim, w którym konsument, który kupił 4 sztuki jakiegoś towaru, zwraca 2 – wyjaśnia Rafał Stępniewski. W przypadku stosowania elektronicznych formularzy odstąpienia od umowy, przedsiębiorcy bardzo często zapominają o potwierdzeniu jego otrzymania, np. poprzez wysłanie konsumentowi e-maila.

  1. Wyjątki odstąpienia od umowy

E-sklepy mają również kłopoty z interpretacją wyjątków dotyczących prawa odstąpienia od umowy, szczególnie tych dotyczących rzeczy nieprefabrykowanych, wyprodukowanych według specyfikacji konsumenta lub służących zaspokojeniu jego zindywidualizowanych potrzeb. Przedsiębiorcom trudno ustalić czy towary przez nich sprzedawane podlegają temu wyjątkowi czy też nie, ze względu na brak szczegółowych wytycznych ze strony ustawodawcy. Jednak konsekwencją braku tego obowiązku informacyjnego może być kara grzywny w wysokości od 20 do 5.000 zł.

  1. Zwrot kosztów przy prawie odstąpienia od umowy

Kolejną sporną kwestią pojawiająca się przy prawie odstąpienia od umowy jest zwrot kosztów w przypadku zmniejszenia wartości rzeczy zakupionej przez konsumenta. Chodzi oczywiście o sytuację, w której to konsument dokonał pomniejszenia wartości towaru. Ustawowe regulacje i w tym zakresie są mało precyzyjne i nie dają jasnej odpowiedzi, kto i w jaki sposób powinien te koszty oszacować. Ustawodawca wskazuje jedynie, że konsument ponosi odpowiedzialność za zmniejszenie wartości rzeczy będące wynikiem korzystania z niej w sposób wykraczający poza konieczny do stwierdzenia charakteru, cech i funkcjonowania rzeczy, chyba że przedsiębiorca nie poinformował konsumenta o prawie odstąpienia od umowy. Niestety nadal brak jest orzecznictwa w tej materii. Jest kilka wypracowanych metod szacowania utraty wartości towaru, jednakże nie można zastosować ich jako odgórnej reguły, ponieważ każdy przypadek trzeba traktować indywidulnie.

  1. Potwierdzenie składania zamówienia

Przedsiębiorcy na stronach swoich sklepów używają nieprawidłowego przycisku służącego do potwierdzenia  składania zamówienia. Konsument w momencie składania zamówienia, musi zostać poinformowany, że zamówienie pociąga za sobą obowiązek zapłaty. Obowiązek ten powinien zostać spełniony poprzez odpowiednie oznaczenie przycisku nazwą Zamówienie z obowiązkiem zapłaty lub inną równoważną nazwą. Przykładowo taką zamienną nazwą może być przycisk o brzmieniu: „Zamawiam i płacę” lub „Kupuję i płacę”. Niepoprawna nazwa jest nadal częstym błędem spotykanym przy internetowym składaniu zamówienia. Sprzedawcy nie zdają sobie sprawy, że brak prawidłowej nazwy przycisku może skutkować nieważnością umowy. – Brak poprawnej nazwy przycisku w praktyce może spowodować wystąpienie konsumenta o zwrot płatności przez niego dokonanej, a sama umowa sprzedaży lub świadczenia usług okaże się nieważna. Dlatego tak ważnym jest, aby przycisk ten był odpowiednio oznaczony – informuje ekspert z Rzetelnyregulamin.pl.

Za naruszenie obowiązków wynikających z ustawy grozi odpowiedzialność karno-administracyjna. Jest to grzywna w wysokości do 5.000 zł. Dużo bardziej dotkliwe mogą być za to kary pieniężne nakładane przez Prezesa UOKiK, które mogą sięgać do 10% przychodu przedsiębiorcy. Od kliku miesięcy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi szeroką akcję edukacyjną dotyczącą zmian w prawie konsumenckim. UOKIK zapowiedział bowiem, że z początkiem 2016 r., przystępuje do kontroli przedsiębiorców i sprawdzenia, w jakim stopniu e-sprzedawcy przystosowali się do nowej ustawy i czy zachowują względem konsumenta właściwe prawa i obowiązki.

Alumetal: Afera wokół Volkswagena nie spowodowała spadku produkcji tej marki w październiku. Odnotowaliśmy nawet wzrost zapotrzebowania na stopy

CEO Magazyn Polska

Skandal związany z manipulowaniem wynikami pomiarów emisji spalin przez Volkswagena nie powinien mieć większego wpływu na kondycję finansową grupy Alumetal. Producent stopów odlewniczych nie obawia się ewentualnej redukcji zamówień ze strony niemieckiego koncernu. Powodem jest duża baza klientów, do której w razie negatywnego scenariusza może zostać skierowana większa część produkcji. Tymczasem w październiku po ujawnieniu sprawy wielkość zamówień dla Volkswagena zamiast spaść, wzrosła.

– Oczywiście afera Volkswagena niepokoi wszystkich, natomiast my patrzymy ze spokojem na rozwój wydarzeń i robimy swoje. Mamy ponad 160 aktywnych klientów. Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że Volkswagen w 2014 roku stanowił jedynie 18 procent naszych przychodów i z roku na rok zaangażowanie czy współpraca z Volkswagenem procentowo maleje – mówi Szymon Adamczyk, prezes zarządu spółki Alumetal.

Odsetek przychodów uzyskiwanych w ramach współpracy z Volkswagenem ulega zmniejszeniu, ponieważ w szybszym tempie rośnie sprzedaż do pozostałych kontrahentów grupy Alumetal. Spółka za okres styczeń–wrzesień 2015 roku osiągnęła narastająco ponad 1,1 mld zł przychodów. To ponad 21,4 proc. więcej niż w tym samym czasie rok wcześniej.

Rozmówca nie obawia się ewentualnego spadku zamówień ze strony Volkswagena. Strategia na wypadek negatywnego scenariusza zakłada jednak, że wówczas większa część wyrobów skierowana zostanie do pozostałych kontrahentów spółki Alumetal. Jest to obecnie grupa ponad 160 podmiotów.

– Natomiast szczerze powiem, nie chce mi się wierzyć, że tak duży koncern będzie ograniczał produkcję, wręcz przeciwnie, może wykorzystać tę porażkę i przekuć ją w swój sukces, stosując promocje i zachęty po to, żeby tę sprzedaż zwiększyć – ocenia.

Jak informuje Szymon Adamczyk, wielkość zamówień stopów stalowych dostarczanych dla Volkswagena w październiku nie uległa zmniejszeniu, a nawet okazała się być wyższa niż przed ujawnieniem sprawy.

– Oczywiście trudno bagatelizować sytuację, która się wokół grupy Volkswagen wytworzyła. Natomiast nie chce mi się wierzyć, żeby miała spaść produkcja – zauważa prezes Adamczyk.

Ujawniony we wrześniu proceder manipulacji wynikami pomiarów emisji spalin mógł dotyczyć nawet 11 mln aut. Volkswagen w ciągu najbliższych tygodni poinformuje, w jaki sposób dokona napraw. Koncern zawiązał już na ten cel rezerwy w wysokości 6,5 mld euro. 11 listopada firma poinformowała o wstrzymaniu produkcji passatów z silnikiem diesla w fabryce w Chattanooga w USA. Jak zapewnia koncern, jest to przestój czasowy. Ostateczne koszty mogą okazać się jednak wyższe. Firmie grozi bowiem także wielomiliardowa kara ze strony amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska. Obecnie kapitalizacja rynkowa niemieckiego producenta jest o ponad 20 mld euro niższa, niż w przeddzień ujawnienia sprawy.

– To będzie miało wpływ na wyniki finansowe Volkswagena jak najbardziej, bo będzie musiał znaleźć rozwiązanie tej trudnej sytuacji, natomiast nie zauważamy z dzisiejszej perspektywy jakiegokolwiek osłabienia w konsumpcji stopów aluminiowych – podsumowuje prezes.

PKM Duda inwestuje w rozwój. Planów strategicznych spółki nie zmieniają niskie ceny mięsa na rynku

0

CEO Magazyn Polska

Ceny wieprzowiny są coraz niższe, ale Polski Koncern Mięsny Duda inwestuje w rozwój. W Polsce rośnie bowiem sprzedaż mięsa. Duda szykuje się więc do kolejnych przejęć firm z branży, tworzenia nowych hurtowni oraz zwiększania własnej hodowli trzody chlewnej. Wzrostu cen nie spodziewa się jednak wcześniej niż w drugiej połowie 2016 roku.

Polski Koncern Mięsny Duda, który na początku września poinformował o kupnie za ponad 28 mln zł spółki Agro Provimi z Bieganowa, zapowiada, że dzięki transakcji zamierza m.in. zwiększyć produkcje tucznika i warchlaka o 25 proc.

Przejęliśmy 670 ha ziemi własnej, 1,5 tys. ziemi dzierżawionej, w związku z tym zwiększamy ten potencjał w dwóch obszarach: po pierwsze ziemia, a po drugie trzoda chlewna – podkreśla  w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Dariusz Formela, prezes zarządu Polskiego Koncernu Mięsnego Duda.  Oczywiście niebagatelną rzeczą z naszego punktu widzenia jest kwestia lokalizacji, gdzie możemy się rozwijać, i liczymy, że Bieganów będzie takim miejscem, gdzie będziemy mogli zainwestować i rozwinąć fermy zarodowe.

Prezes PKM Duda zwraca uwagę na to, że firma funkcjonuje w kilku segmentach. Zgodnie z najnowszą strategią na lata 2015–2019 wszystkie one mają być rozwijane równolegle.

– Każdy z tych segmentów musi być rozwijany w sposób zrównoważony, mówimy o polach, trzodzie chlewnej, mówimy o ubojniach, w których zwiększymy uboje o 25 proc., mówimy o rozwoju terytorialnym handlu dystrybucyjnego, czyli budowie hurtowni, których mamy dzisiaj kilka. Musimy w ciągu najbliższych 3–5 lat zwiększyć stan posiadania o kolejne 5 do 6 hurtowni.

Firma trzyma się swej strategii rozwoju, mimo że ceny mięsa w Polsce od kilku lat spadają i nie wydaje się, by ta tendencja miała szybko ulec zmianie. Wskazują na to analizy Komisji Europejskiej.

 Te ceny będą zbliżone do tych z 2015 roku, a przypomnę, że w 2015 roku ma ceny niższe niż 2014, 2013 i 2012 rok  mówi Dariusz Formela. W związku z tym wydaje się, że jeszcze w 2016 roku, przynajmniej w jego pierwszej połowie, będziemy ten dołek testować. Druga połowa powinna być lepsza, ona na pewno jest lepsza dla warchlaków, gorsza dla tuczników.

Mimo deklaracji o rozwoju wszystkich segmentów działalności Polski Koncern Mięsny Duda bardzo dużą wagę przykłada do kwestii sprzedaży. Gdy ceny spadają, zyski zapewnić może rosnący obrót, a jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w 2014 roku Polacy kupili o 1,4 proc. więcej mięsa niż rok wcześniej. Co więcej, wieprzowina zaczęła odzyskiwać rynek: w 2014 r. jej spożycie wyniosło 38,5 kg na mieszkańca Polski wobec 35,5 kg w 2013 r. W tym roku ma ona osiągnąć poziom 39,5 kg. By na tym skorzystać, PKM Duda zapowiada inwestycje w nowe hurtownie.

– Będą kolejne, prowadzimy rozmowy i na poziomie potencjalnych przejęć, i na poziomie lokalizacji – deklaruje prezes Dariusz Formela z Polskiego Koncernu Mięsnego Duda. – Mamy kilka własnych działek w Polsce i chcielibyśmy wykorzystać je do wybudowania tam hurtowni bądź zmodernizowania istniejących już budynków.

W Investments chce stworzyć fundusz inwestujący w mieszkania na wynajem. Zamierza też mocno rozwijać fundusz leśny i medyczny

CEO Magazyn Polska

W Investments stawia na domy seniora i lasy. Największy na polskim rynku zarządzający funduszami inwestycji alternatywnych ocenia, że ma już wystarczająco dojrzały portfel z ziemią rolną, dlatego po osiągnięciu przez fundusz Inwestycje Rolne aktywów na oczekiwanym poziomie 130–150 mln zł, prawdopodobnie w styczniu 2016 r., zamierza ograniczyć przyjmowanie nowych wpłat wyłącznie do wysokości umorzeń. Myśli też o założeniu w I półroczu 2016 r. funduszu nieruchomości na wynajem. 

Polski rynek potrzebuje nowych i atrakcyjnych funduszy alternatywnych, bo tradycyjne sposoby oszczędzania przestały się sprawdzać i nie da się na nich osiągnąć interesujących stóp zwrotu.

W Investments ma obecnie cztery fundusze, których aktywa warte są 350 mln zł. Tym samym, jak informuje, jest największym prywatnym asset managerem, który zajmuje się alternatywnymi inwestycjami.

– Będziemy mocno rozwijać fundusz leśny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Sawala, prezes zarządu Domu Maklerskiego W Investments. – A także fundusz Vivante, który rozpoczął projekt budowy pierwszego luksusowego domu seniora w Polsce. Inwestycje w zasoby leśne oraz na rynku usług senioralnych to są dwie nisze, które mają ogromną przyszłość.

W opinii Piotra Sawali w związku z ograniczeniami wynikłymi z nowelizacji ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego, fundusz Inwestycje Rolne czekają nowe wyzwania – zamiast dokupowania nowych gruntów planowane jest rozwijanie działalności stricte rolniczej i zarabianie na sprzedaży płodów rolnych.

– Fundusz ziemi rolnej jest funduszem dojrzałym, ma w sobie prawie 130 mln zł i wydaje nam się, że to na razie wystarczy. Zamierzamy wszystkie posiadane grunty sukcesywnie przestawiać na tory produkcji intensywnej – uprawy m. in. rzepaku, konopi włóknistych, pszenicy.

Kolejny pomysł Domu Maklerskiego W Investments to fundusz z mieszkaniami na wynajem długoterminowy. Trwają obecnie rozmowy z potencjalnymi partnerami, największymi firmami posiadającymi lokale na wynajem.

– Myślimy o powołaniu takiego funduszu, bo nieruchomości na wynajem to bardzo realne i stabilne aktywa, z których dochód wpływa każdego miesiąca w postaci czynszów deklaruje prezes zarządu Domu Maklerskiego W Investments. – Mając poważnego partnera u boku, który umie operować dużą liczbą mieszkań, moglibyśmy stworzyć ciekawy piąty fundusz. Proszę zwrócić uwagę na to, że wszystkie nasze fundusze są oparte na nieruchomościach. Fundusz SGB WI Lasy Polskie to także nieruchomość, tylko że żywa, podobnie Inwestycje Rolne czy Vivante.

Fundusz mieszkań na wynajem najprawdopodobniej powstanie w I połowie przyszłego roku. Zdaniem Piotra Sawali na polskim rynku potrzebne są nowe możliwości inwestycyjne, bo sytuacja, z jaką muszą się od kilku lat borykać, jest zniechęcająca.

– Inwestorzy są zmęczeni niewielkim zarobkiem na klasycznych lokatach bankowych i stratami na rynku akcji i obligacji. Często inwestują, nie mając żadnej wiedzy o rynku kapitałowy, albo nie mając czasu, aby śledzić trendy i w odpowiednim momencie wyjść z inwestycji czy zwyczajnie przeczekać, więc popełniają klasyczne błędy: sprzedają na dołku, kupują na górce, dokładnie odwrotnie niż powinni.

Przedsiębiorcy mogą inwestować w poprawę bezpieczeństwa pracy przy wsparciu ZUS. W tym roku złożono już ponad 2 tys. wniosków

CEO Magazyn Polska

Na dofinansowanie inwestycji przedsiębiorców w poprawę warunków pracy ZUS przeznaczy w tym roku blisko 27 mln zł, z czego do tej pory wydano 12 mln zł. Mikroprzedsiębiorstwa mogą liczyć na 90-proc. dofinansowanie budżetu projektu, największe firmy – nawet do 500 tys. zł. Wartość najdroższego projektu dofinansowanego przez ZUS sięgnęła 300 tys. zł. Od początku roku wpłynęło ponad 2 tys. wniosków.

Program dofinansowania płatników składek adresowany jest do tych, którzy zatrudniają przynajmniej jednego pracownika i odprowadzają za niego składkę na ubezpieczenie wypadkowe, szczególnie do płatników mikro- i małych przedsiębiorstw – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Sójka, wicedyrektor Departamentu Prewencji i Rehabilitacji.

Teoretycznie dbałość o bezpieczeństwo pracowników spoczywa na firmie. W praktyce część z nich ma jednak problemy ze sprostaniem wszystkim obowiązkom. W dużej mierze dotyczy to najmniejszych firm, przede wszystkim ze względu na konieczność poniesienia wysokich kosztów. Z danych GUS wynika, że w 2014 roku doszło łącznie do ponad 88,5 tys. wypadków przy pracy. Spada liczba wypadków ciężkich (o 3,3 proc.) i ze skutkiem śmiertelnym (o 5,4 proc.), wciąż jednak utrzymuje się na wysokim poziomie.

W tym roku na program ZUS przeznacza ponad 26 mln zł. Można dzięki niemu sfinansować trzy rodzaje projektów – doradcze, inwestycyjne i o charakterze inwestycyjno-doradczym. Dofinansowaniu podlegają projekty, które mają na celu poprawę bezpieczeństwa pracy w przedsiębiorstwie – zaznacza ekspertka.

Program skierowany jest do wszystkich branż, jednak przede wszystkim do tych, w których jest największe prawdopodobieństwo wypadków, np. budownictwo, produkcja i obróbka metali. Projekty mają ograniczyć szkodliwe czynniki, które mogą występować na danych stanowiskach pracy, np. hałas, wibracje, czynniki chemiczne, czynniki biologiczne, bezpieczeństwo techniczne, obciążenie wysiłkiem, promieniowanie jonizujące i niejonizujące, oświetlenie, mikroklimat czy zapylenie.

Poziom dofinansowania jest zróżnicowany w zależności od wielkości firmy. Maksymalna kwota dla mikroprzedsiębiorstw (zatrudniających do 9 pracowników) wynosi 40 tys. zł dla projektów doradczych, 100 tys. zł dla projektów inwestycyjnych i 140 tys. zł dla projektów inwestycyjno-doradczych. Maksymalnie ZUS dofinansuje nawet 90 proc. wydatków. Małe firmy (zatrudniające od 10 do 49 pracowników) mogą liczyć na dofinansowanie na poziomie do 80 proc., w wysokości odpowiednio 60 tys. zł dla projektów doradczych, 150 tys. zł dla projektów inwestycyjnych i 210 tys. zł dla inwestycyjno-doradczych. Z kolei średnie przedsiębiorstwa przy 60 proc. dofinansowaniu mogą otrzymać maksymalnie 340 tys. zł.

Największe wsparcie mogą uzyskać przedsiębiorcy zatrudniający powyżej 250 pracowników, nawet do 500 tys. zł – mówi Anna Sójka. – Zainteresowanie programem jest coraz większe. To efekt kampanii, jaką Zakład prowadził w tym zakresie. Na przełomie sierpnia i września do ZUS wpłynęło ponad tysiąc wniosków, a w całym 2015 roku już ponad dwa tysiące.

Najdroższy dofinansowany projekt kosztował ok. 300 tys. zł. Środki na prowadzony przez ZUS program dofinansowania będą stopniowo rosły, w 2017 roku kwota przeznaczona na realizację zadań z zakresu prewencji wypadkowej, w tym na dofinansowanie działań prowadzonych przez płatników składek, może wynieść ponad 77 mln zł.

Wniosek o dofinansowanie podlega ocenie formalnej dokonywanej przez pracownika ZUS oraz ocenie merytorycznej dokonywanej przez eksperta z dziedziny, której dotyczy dany projekt. Po pozytywnej ocenie podpisywana jest umowa na realizację projektu, a następnie przekazywane są pieniądze.

W tym roku już wydatkowaliśmy na podstawie zawartych umów około 12 mln zł, z tym że kwota dofinansowania dzielona jest na dwie transze. Pierwsza transza jest wypłacana 14 dni po zawarciu umowy, natomiast druga po pozytywnym odbiorze całego projektu. Obecnie ponad 400 wniosków uzyskało pozytywną ocenę eksperta, natomiast tych odrzuconych jest zaledwie 0,5 proc. – podkreśla Anna Sójka.

Ten oraz inne tematy ważne dla osób prowadzących działalność gospodarczą oraz zamierzających założyć własną firmę zostaną zaprezentowane podczas Tygodnia Przedsiębiorcy. W dniach 23–27 listopada we wszystkich placówkach ZUS czekać będą eksperci, którzy pod hasłem „ZUS dla Biznesu” odpowiadać będą na wszystkie pytania zainteresowanych.

Większość roszczeń wobec Volkswagena może uderzyć w dilerów samochodów

CEO Magazyn Polska

Ciężar odpowiedzialności za rekompensatę strat w ramach afery spalinowej może spaść na dilerów samochodów. Sytuacja konsumentów i przedsiębiorców jest różna, dlatego nie należy się spodziewać dużych pozwów zbiorowych, natomiast w skali kraju może być nawet kilkuset pozwanych dilerów samochodów. Klientom indywidualnym może być łatwiej dochodzić swoich praw niż przedsiębiorcom. Istotnym graczem w sporze z Volkswagenem mogą być firmy leasingowe, zwłaszcza że samochody koncernu często są wybierane na auta flotowe.

Pojawiają się grupy, które organizują możliwość sformułowania pozwów zbiorowych przeciwko podmiotom z grupy Volkswagena. Natomiast sytuacja poszkodowanych konsumentów i przedsiębiorców nie jest jednorodna, a sformułowanie pozwów z pewnością nie będzie sprawą prostą. Należy przede wszystkim zwrócić uwagę na to, że w przypadku wielu roszczeń podmiotem odpowiedzialnym może być nie spółka z grupy Volkswagen, ale poszczególni dilerzy – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mariusz Kowolik, radca prawny z Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Szacuje się, że w Polsce jest ok. 140–170 tys. pojazdów marek Volkswagen, Audi, Skoda i Seat z silnikami diesla. Prawnicy oceniają, że może się pojawić kilkadziesiąt, a nawet kilkaset roszczeń wobec różnych podmiotów. To natomiast wyklucza możliwość złożenia pozwu zbiorowego.

Pozew zbiorowy może zostać wytoczony przez grupę osób, którym przysługują roszczenia jednego rodzaju wobec tego samego podmiotu. Każdemu właścicielowi przysługują jednak inne roszczenia (odszkodowania, zwrot ceny sprzedaży czy wymiana samochodu), a w przypadku pozwu zbiorowego wszyscy muszą domagać się tej samej rekompensaty. Pozew indywidualny daje większą swobodę działania.

Dlatego najbardziej zagrożenia są dilerzy, wobec których – jako sprzedawców samochodów – roszczenia mogą wysuwać zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorcy z racji niezgodność towaru z zawartą umową. Te prawa przysługują każdemu kupującemu. One są dużo dalej idące po stronie konsumentów, łatwiej im dochodzić praw niż przedsiębiorcom, natomiast ryzyko w obu przypadkach jest duże – ocenia Kowolik.

Konsumenci, którzy kupili samochód po 25 grudnia 2014 roku, mogą skorzystać z prawa rękojmi – wówczas za dokonanie napraw odpowiada sprzedawca, a w tej sytuacji diler samochodowy. Pozostali mogą dochodzić praw z racji niezgodności towaru z umową. W trudniejszej sytuacji są – zdaniem eksperta – właściciele flot samochodowych.

Osobom, które leasingują samochody koncernu Volkswagen, przysługuje też rekompensata za utratę wartości samochodu.

Część pozwów przeciwko koncernowi mogą składać firmy leasingowe (dotyczy to oświadczeń o odstąpieniu od umów), zwłaszcza że pojazdy Volkswagena królują we flotach. Z informacji Polskiego Związku Przemysły Motoryzacyjnego na podstawie danych Centralnej Ewidencji Pojazdów wynika, że w październiku w przypadku flot firmowych najlepszy wynik osiągnęła Skoda (Skoda Octavia – ponad 900 sprzedanych pojazdów). W pierwszej piątce cztery samochody należą właśnie do koncernu Volkswagena.

Firmy leasingowe mogą być istotnym graczem w zakresie sporów z Volkswagenem. Samodzielnie mogą dysponować dziesiątkami tysięcy samochodów objętych tą wadą, dlatego mogą sobie pozwolić na indywidualne negocjacje ze spółką Volkswagen Polska – przekonuje Mariusz Kowolik.