Czy można ukraść rysy twarzy? Eksperyment ujawnia słabości technologii facial recognition

Dane biometryczne często wydają się skutecznym sposobem weryfikacji tożsamości i ochrony naszych danych. Tymczasem testy przeprowadzone przez Jake’a Moore’a, analityka cyberbezpieczeństwa ESET pokazują, że nasze rysy twarzy – choć unikalne – stają się nowym polem eksploatacji dla cyberprzestępców i wyzwaniem dla ochrony prywatności.

W świecie, w którym twarz służy jako klucz dostępu do smartfona, konta bankowego, a nawet weryfikacja na lotniskach, zaufanie do technologii rozpoznawania wizerunku stało się powszechne. Jednak Moore udowodnił, że tę cyfrową barierę można naruszyć prościej, niż mogłoby się wydawać. Wykorzystując trzy różne scenariusze – od inteligentnych okularów identyfikujących przechodniów, po zaawansowany face swap omijający monitoring – analityk obnażył luki w systemach, które codziennie mają nas chronić przed oszustwami i dbać o nasze bezpieczeństwo.

Inteligentne okulary znów budzą dyskusję o prywatności

W pierwszym eksperymencie Moore skupił się na prywatności w przestrzeni publicznej. Wykorzystując zmodyfikowane inteligentne okulary, przechadzał się wśród nieznajomych, automatycznie przechwytując ich wizerunki. Oprogramowanie w zaledwie kilka sekund dopasowywało twarze przechodniów do publicznie dostępnych danych w internecie. Efekt? W czasie rzeczywistym Moore uzyskiwał imiona, nazwiska oraz profile w mediach społecznościowych przypadkowych osób. Analityk zwraca uwagę na ryzyka, które niesie za sobą ta technologia, zaczynając od naruszenia prywatności, po stalking, aż po wykorzystanie elementów socjotechniki przez przestępców.

Oszukać bank: fikcyjna tożsamość w systemie eKYC

Kolejny eksperyment dotyczył sektora finansowego. Moore rzucił wyzwanie bankowemu systemowi weryfikacji tożsamości (eKYC). Najpierw wykorzystał Photoshopa, aby zmodyfikować zdjęcie, na którym trzymał swój prawdziwy paszport. Zmienił na nim numery oraz datę urodzenia, kreując w ten sposób nową tożsamość. Ponadto za pomocą darmowych narzędzi, stworzył całkowicie fikcyjną twarz wygenerowaną przez sztuczną inteligencję.  System bankowy, zaprojektowany do odróżniania żywego człowieka od statycznego obrazu, uznał wygenerowaną postać za autentyczną. Pozwoliło to na założenie w pełni funkcjonalnego konta na osobę, która w rzeczywistości nie istnieje.

Należy mieć świadomość, że niektóre technologie rozpoznawania twarzy mogą być podatne na manipulacje przy użyciu ogólnodostępnego sprzętu i oprogramowania. Profil tożsamości oparty na biometrii twarzy jest dla oszustów wyjątkowo atrakcyjny. Gdy taki zbiór danych zostanie raz sfałszowany i zaakceptowany przez system, daje przestępcom szerokie pole do nadużyć – zauważa Kamil Sadkowski, analityk cyberbezpieczeństwa ESET.

Face swap na dworcu – Tom Cruise zamiast poszukiwanego?

Ostatni eksperyment został przeprowadzony na zatłoczonej stacji kolejowej w Londynie. Za zgodą operatorów Moore podłączył profesjonalne oprogramowanie biometryczne (takie samo, z którego korzysta brytyjska policja) bezpośrednio do kamer monitoringu. W normalnych warunkach system bezbłędnie wyłapywał go w tłumie, natychmiast powiadamiając ochronę przez radio. Moore postanowił jednak sprawdzić, czy algorytm da się oszukać za pomocą cyfrowej tożsamości.

Zamiast fizycznego przebrania, wykorzystał mechanizm wirtualnej kamery. Przechwycił on sygnał wideo i – zanim dotarł on do systemu rozpoznawania twarzy – za pomocą oprogramowania face swap nałożył w czasie rzeczywistym wizerunek Toma Cruise’a na własną twarz. System w pokoju kontrolnym, analizując zmodyfikowany strumień, „widział” hollywoodzkiego aktora zamiast badacza, przez co nie uruchomił alarmu. Eksperyment Moore’a udowodnił, że do skutecznego oszukania zaawansowanej biometrii wystarczy ogólnodostępne narzędzie i zaledwie jedno statyczne zdjęcie pobrane z sieci.Manipulacja technologią rozpoznawania twarzy

Warto zachować czujność

Choć instytucja bankowa, w której Moore przeprowadził test, została poinformowana o luce i wdrożyła odpowiednie działania, skala problemu pozostaje szeroka. Wdrażanie systemów rozpoznawania twarzy często opiera się na entuzjazmie, który nie zawsze idzie w parze z realną odpornością na manipulacje AI.

– Warto traktować biometrię jedynie jako dodatek, a nie jedyny filar bezpieczeństwa. Kluczowym krokiem jest wdrożenie uwierzytelniania wieloskładnikowego (MFA) wszędzie, gdzie to możliwe. Nawet jeśli technologia rozpoznawania twarzy zostanie zmanipulowana, dodatkowy poziom weryfikacji – taki jak kod z aplikacji autoryzacyjnej – stanowi skuteczną barierę, której samo skopiowanie rysów twarzy nie pozwoli pokonać. Świadomość, że wizerunek może zostać zmanipulowany lub przejęty, jest dziś kluczowym elementem dbania o własne bezpieczeństwo cyfrowe – podkreśla Kamil Sadkowski, ESET.

Sale leaseback w Polsce dojrzewa. 2026 rok może przynieść wyraźne przyspieszenie

W tym roku Polska może stać się jednym z najważniejszych rynków sale leaseback w Europie Środkowo-Wschodniej. Z dużym prawdopodobieństwem można oczekiwać wyraźnie większej obecności inwestorów zagranicznych w polskich transakcjach najmu zwrotnego. Mamy to, czego szukają, tj. relatywnie wyższe stopy kapitalizacji niż w Europie Zachodniej, solidny wzrost gospodarczy, stabilny sektor korporacyjny i profesjonalny rynek nieruchomości. Do tego działają u nas podmioty o międzynarodowym ratingu, prywatne grupy kapitałowe, fundusze private equity i regionalni liderzy w swoich branżach. To otwiera nas na kapitał, który wcześniej był w większym stopniu koncentrowany na rynkach Europy Zachodniej.

Przyszłość najmu zwrotnego w 2026 roku będzie przede wszystkim zależeć od globalnego apetytu na realne aktywa i długoterminowe przepływy pieniężne, wzmocnione przez lokalną stabilność prawną oraz rosnącą dojrzałość polskich przedsiębiorstw. Jeśli te trzy elementy – kapitał globalny, przewidywalność krajowa i strukturalna zmiana gospodarki – zagrają razem, Polska ma realną szansę stać się jednym z najważniejszych rynków sale leaseback w Europie Środkowo-Wschodniej.

Międzynarodowy kapitał już aktywnie inwestuje w Polsce. Nasz rynek łączy cechy, których poszukują dziś inwestorzy – relatywnie wyższe stopy kapitalizacji niż w Europie Zachodniej, solidny wzrost gospodarczy, stabilny sektor korporacyjny i profesjonalny rynek nieruchomości. W 2026 roku można z dużym prawdopodobieństwem oczekiwać wyraźnie większej obecności inwestorów zagranicznych w polskich transakcjach najmu zwrotnego. Będzie to efekt kilku nakładających się trendów globalnych i lokalnych.

Polski rynek jest zdecydowanie bardziej atrakcyjny niż inne dla inwestorów. Decyduje o tym kombinacja czynników strukturalnych. Weszliśmy w ten rok z prognozowanym wzrostem gospodarczym na poziomie ok. 3,5%, podczas gdy średnie jego tempo w strefie euro pozostaje w przedziale 1-1,5%. To bezpośrednio przekłada się na stabilność najemców i przewidywalność przepływów pieniężnych.

Dodatkowo różnica w stopach kapitalizacji pomiędzy Polską a rynkami Europy Zachodniej nadal wynosi średnio 100-200 punktów bazowych, przy porównywalnej jakości aktywów i najemców. W połączeniu z dużym udziałem nieruchomości owner-occupied oraz rosnącą dojrzałością sektora korporacyjnego sprawia to, że Polska oferuje jedną z najbardziej atrakcyjnych relacji ryzyka do zwrotu w regionie.

Dla międzynarodowych funduszy sale leaseback skala ma fundamentalne znaczenie. Inwestorzy coraz częściej oczekują powtarzalności i możliwości budowy większej ekspozycji, nawet jeśli zaczynają od pojedynczych aktywów. Polska jako największy rynek regionu jest dziś w stanie regularnie dostarczać takie wolumeny. Przede wszystkim jednak wyróżnia się strukturą podaży. Na rynku dostępna jest relatywnie duża liczba pojedynczych, funkcjonalnych obiektów – szczególnie w sektorach logistyki, przemysłu, handlu i infrastruktury operacyjnej – użytkowanych przez stabilnych najemców z długim horyzontem działalności.

Jednocześnie Polska pozostaje największym rynkiem nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej, zdolnym regularnie obsługiwać transakcje o skali istotnej dla kapitału międzynarodowego. Inwestorzy coraz częściej kupują pojedyncze aktywa, ale w ramach strategii budowy większej ekspozycji sektorowej. Liczy się możliwość realizacji kolejnych transakcji w podobnym standardzie. W tym zakresie Polska oferuje znacznie większą powtarzalność produktu niż inne rynki regionu.

Coraz więcej firm działających w Polsce to podmioty o międzynarodowym ratingu, prywatne grupy kapitałowe czy regionalni liderzy w swoich branżach. Dla zagranicznych inwestorów oznacza to, że mogą kupować nieruchomości nie tylko w atrakcyjnej lokalizacji, ale z najemcą o jakości kredytowej porównywalnej z Europą Zachodnią. To fundamentalnie zmienia percepcję ryzyka i otwiera rynek na kapitał, który wcześniej był zarezerwowany dla Niemiec, Francji czy Skandynawii.

Różnica między 2026 rokiem a wcześniejszymi latami będzie też polegać na tym, że inwestorzy zagraniczni przestaną być w Polsce „gośćmi” szukającymi okazji, a staną się stałymi uczestnikami rynku. Będą budować strategie skoncentrowane na regionie, w tym na Polsce jako rynku bazowym. To oznacza szybsze decyzje inwestycyjne, większą konkurencję o dobre transakcje i bardziej atrakcyjne warunki dla firm sprzedających nieruchomości w formule najmu zwrotnego.

W praktyce 2026 rok może być momentem, w którym polski rynek sale leaseback zostanie na dobre włączony do głównych europejskich portfeli inwestycyjnych. A to zwykle prowadzi do efektu kuli śnieżnej. Im więcej międzynarodowego kapitału już tu działa, tym łatwiej przyciągać kolejnych inwestorów, większe transakcje i nowe sektory. To właśnie dlatego obecność inwestorów zagranicznych w 2026 roku nie tylko wzrośnie, ale ma szansę stać się jednym z głównych motorów rozwoju całego rynku nieruchomości w Polsce.

Jeżeli Polska utrzyma reputację rynku, na którym prawo jest spójne, a umowy najmu i własności są skutecznie egzekwowane, to nawet przy drobnych zmianach fiskalnych atrakcyjność rynku pozostanie wysoka. Najważniejsze zagrożenia mają dziś charakter pozapodatkowy. Po pierwsze, jest to dostępność i koszt finansowania. Mimo oczekiwanej poprawy warunków kredytowych, koszt długu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej pozostaje strukturalnie wyższy niż w strefie euro. W praktyce różnice w marżach finansowania mogą sięgać 50-100 punktów bazowych, szczególnie w przypadku aktywów o niższej jakości technicznej lub energetycznej.

Po drugie, rośnie znaczenie kryteriów ESG. Nieruchomości niespełniające standardów efektywności energetycznej coraz częściej spotykają się z wyższym kosztem finansowania lub ograniczonym dostępem do kapitału, co wpływa na wyceny i struktury transakcji. Dodatkowym ryzykiem pozostaje nieprzewidywalność interpretacyjna regulacji. Inwestorzy są wrażliwi nie tyle na same zmiany co na brak stabilności i jasnych zasad ich stosowania.

Wielkie inwestycje potrzebują współpracy. Polski biznes wciąż ma z tym problem

0

Rząd chce, żeby większość z biliona złotych planowanych inwestycji w energetykę, infrastrukturę i zbrojenia trafiło do polskich firm, w tym MŚP. Ale to się nie uda, jeśli przedsiębiorstwa nie zaczną sobie ufać. Przy takiej skali inwestycji kluczem do jej powodzenia jest gotowość do współpracy z nowymi, nieznanymi partnerami – budowania konsorcjów, wchodzenia w długie łańcuchy dostaw, dzielenia ryzyka. Tymczasem 2 edycja raportu Krajowego Rejestru Długów „Kapitał społeczny i zaufanie w polskim biznesie” pokazuje, że poziom zaufania między firmami jest rekordowo niski, a jego deficyt kosztuje gospodarkę 974 mld zł rocznie.

Ponad połowa polskich przedsiębiorców – 54,4 procent – przyznaje, że część transakcji nie dochodzi do skutku nie dlatego, że są nieopłacalne, ale z powodu braku zaufania do potencjalnych kontrahentów. Ich wartość naukowcy z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, którzy opracowali raport na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy, oszacowali na 974 mld zł. 10 lat temu było to 281 mld zł. W najnowszej edycji 84,8 proc. ankietowanych zgadza się ze stwierdzeniem, że „należy stale uważać, aby nie zostać oszukanym” – o ponad 11 punktów procentowych więcej niż dekadę temu. Blisko połowa firm ogranicza współpracę wyłącznie do grona sprawdzonych kontrahentów, zamykając się na nowych partnerów – choćby lepszych.

– Paradoksalnie odsetek firm rezygnujących z transakcji z powodu nieufności w ostatniej dekadzie spadł – z 47 do 32 procent. Można by to odczytać jako poprawę. Byłby to jednak wniosek błędny. Firmy nie ufają bardziej – nauczyły się lepiej zarządzać nieufnością. Otaczają się procedurami, klauzulami i gwarancjami bankowymi. A straty gospodarcze mimo to urosły niemal czterokrotnie – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Local content wymaga zaufania

Wyniki raportu nabierają szczególnego znaczenia w kontekście rządowych ambicji dotyczących local content. Rząd ogłosił plan wydania biliona złotych na energetykę, infrastrukturę i zbrojenia, chcąc, aby jak największa część tych środków trafiała do polskich firm. Tymczasem raport pokazuje, że 68 proc. przedsiębiorców uważa, iż partnerzy grają fair wyłącznie wtedy, gdy łączy ich wspólnota interesów w danym momencie, a ponad 60 proc. zakłada, że kontrahent skorzysta z luki prawnej w umowie, jeśli nadarzy się okazja. To nie jest fundament pod wieloletnie łańcuchy dostaw.

Szczególnie boleśnie deficyt zaufania uderza w małe i średnie przedsiębiorstwa. Raport opisuje „paradoks uczciwości”: rzetelna firma, która nie zbudowała jeszcze rozpoznawalnej marki ani historii płatniczej, automatycznie ląduje w kategorii podwyższonego ryzyka. 46,2 proc. MŚP doświadczyło sytuacji, w której poproszono je o dodatkowe zabezpieczenia wyłącznie z powodu braku rozpoznawalności – nie z powodu jakichkolwiek sygnałów nierzetelności. Mechanizm selekcji, który miał chronić przed nieuczciwymi, działa przeciwko nowym.

– Local content to pytanie o zdolność polskich firm do rzeczywistego współdziałania: budowania konsorcjów, wchodzenia w długie łańcuchy dostaw, dzielenia ryzyka z nieznanymi dotąd partnerami. A właśnie tu deficyt zaufania boli najbardziej. Firmy nie szukają najlepszego polskiego partnera – szukają znajomego. To bezpośrednio podważa sens tej polityki – zauważa Adam Łącki.

Trzy bariery do pokonania

Raport wskazuje trzy obszary wymagające działania. Pierwszy to infrastruktura informacyjna: 63,5 proc. firm MŚP chciałoby mieć dostęp do wiarygodnych danych o kontrahentach w jednym miejscu – dziś muszą je zbierać samodzielnie z kilkudziesięciu rozproszonych rejestrów. Rozwiązaniem jest rozszerzenie kompetencji Biur Informacji Gospodarczej: umożliwienie budowania pozytywnej historii płatniczej bez zgody płatnika oraz integracja danych publicznych. BIG-i powinny stać się integratorem takich danych — a fakt, że w Polsce działają cztery konkurujące ze sobą biura, jest gwarancją, że dostęp do nich nie byłby drogi, a jakość raportów byłaby wysoka.

Tymczasem procedowany właśnie projekt Ustawy o kredycie konsumenckim idzie w przeciwnym kierunku. Nowe przepisy nakładają na firmy skupujące długi obowiązek przekazywania danych do Biura Informacji Kredytowej, czyli rejestru bankowego niedostępnego dla MŚP. I to mimo tego, że unijna dyrektywa, którą ustawa wdraża, w ogóle nie obejmuje takich podmiotów. Przez 15 lat dane te trafiały do BIG-ów, zasilając bazę dostępną nie tylko dla kredytodawców, ale też dla MŚP weryfikujących kontrahentów i windykujących należności. Jeśli ten strumień danych zmieni kierunek, banki przestaną weryfikować kredytobiorców w BIG-ach, przedsiębiorcy stracą skuteczne narzędzie windykacyjne, a MŚP nie będą miały dostępu do informacji o tym, że czyjś dług trafił już do windykacji — co z doświadczenia KRD jest jednym z najsilniejszych sygnałów ostrzegawczych o kontrahencie.

– To paradoks trudny do zrozumienia. Raport wskazuje wzmocnienie infrastruktury informacyjnej jako klucz do odbudowy zaufania, a projektowane prawo tę infrastrukturę osłabia. Jeśli serio mówimy o local content i włączaniu MŚP w wielkie łańcuchy dostaw, nie możemy jednocześnie podcinać fundamentów, na których opiera się zaufanie w biznesie – podkreśla Adam Łącki.

Drugi obszar to przewidywalność po stronie inwestorów: wieloletnie harmonogramy projektów pozwalają firmom planować relacje biznesowe, a zaufanie rośnie przez pozytywne doświadczenia współpracy. Firma, która ma wejść jako podwykonawca np. przy wielkim projekcie energetycznym, musi wiedzieć nie tylko, jaki kontrakt dostanie dziś – ale też czy będzie miała z kim robić biznes za trzy lata.

Trzeci, najtrudniejszy obszar to kultura i edukacja: raport pokazuje, że nieufność jest najwyższa wśród najbardziej doświadczonych przedsiębiorców – 87 proc. właścicieli firm z grupy 60+ uważa, że należy stale uważać, żeby nie zostać oszukanym. To zaskakujące, bo wydawałoby się, że doświadczenie powinno uczyć, jak unikać nierzetelnych kontrahentów. Tymczasem uczy tego, że można zostać oszukanym. To wymaga olbrzymiej zmiany mentalności.

Kolejna akwizycja Euvic. Execon wnosi doświadczenie w telco, AI i ecommerce

Euvic kontynuuje strategię rozwoju poprzez akwizycje, wzmacniając kluczowe kompetencje branżowe. Spółka planuje nabyć 100% udziałów Execon – spółki wyspecjalizowanej między innymi w projektach dla rynku telekomunikacyjnego, adopcji AI, portalach i ecommerce, a także API management – rozwiązaniach zapewniających bezpieczeństwo i skalowalność biznesu. Transakcja wpisuje się w obserwowany trend konsolidacji rynku usług IT, w którym skala działania stanowi jedną z istotnych przewag konkurencyjnych dla klientów i partnerów biznesowych. Euvic konsekwentnie rozwija kompetencje, w tym te związane z AI, dedykowane wybranym segmentom branżowym. 

Kluczową wartością Execon jest doświadczenie, w tym to we współpracy z firmami telekomunikacyjnymi, w których modernizacja systemów, automatyzacja oraz cyberbezpieczeństwo łączą się z wysokimi wymaganiami operacyjnymi i regulacyjnymi. Elementem transakcji jest również rozwój autorskiej technologii Execon – Q247. Rozwiązanie służy do badania efektywności procesu wytwarzania oprogramowania, w dobie wspierania zespołów IT agentami AI. W ramach transakcji, produkt zostanie wydzielony do celowego podmiotu wraz z częścią zespołu. Euvic obejmie udziały w tym podmiocie i zapowiada wykorzystanie Q247 wewnętrznie oraz komercyjne udostępnienie rozwiązania klientom Grupy.

„Obecność w Grupie Euvic oznacza dla nas szerokie możliwości działania w większej skali oraz dostęp do szerszego ekosystemu kompetencji. To przełoży się na tempo i jakość realizacji projektów dla wszystkich naszych klientów. Wnosimy do Grupy Euvic duże doświadczenie sektorowe – telekomy to nadal istotna część przychodów firmy i będziemy chcieli to jeszcze wzmocnić. Widzimy także istotny potencjał synergii w obszarach związanych z automatyzacją i wykorzystaniem AI – w tym w rozwoju i upowszechnianiu naszej platformy Q247.” – mówi Artur Lempkowski, CEO Execon.

W kontekście rozwoju oferty dla sektora telco istotne są kompetencje i partnerstwa technologiczne z m.in. Bloomreach, Singlestore, SAS oraz Kong – dostawcą platformy chmurowej do zarządzania API. Platforma umożliwia m.in. bezpieczne wdrożenie sztucznej inteligencji i przejście na model „API-first”, zapewniające elastyczność, skalowalność i responsywność wobec zmieniających się potrzeb i warunków biznesowych. Współpraca wpisuje się w przyjętą strategię rozwoju Grupy Euvic, której jednym z założeń jest rozwój oferty w oparciu o partnerstwa technologiczne.

„Dołącza do nas tak doświadczony zespół. Execon ma doskonałe rozpoznanie rynku i wieloletnie doświadczenie w realizacji projektów dla klientów z sektora telco. Wspólnie stworzymy unikalną i kompleksową ofertę dla tej grupy klientów.” – komentuje Wojciech Wolny, Prezes Euvic S.A.

Mex Polska utrzymuje dwucyfrowe tempo wzrostu. I kwartał z przychodami powyżej 29,5 mln zł

Mex Polska S.A., notowana na GPW spółka holdingowa oraz jedna z największych multibrandowych grup gastronomicznych w Polsce, szacuje, że I kwartał 2026 roku przyniósł kontynuację dynamicznego wzrostu przychodów rok do roku. Skonsolidowane przychody Grupy mają przekroczyć 29,5 mln zł, co da wzrost o ok. 14% rr i potwierdza utrzymanie dwucyfrowej dynamiki rozwoju działalności. Wynik ten potwierdza też kontynuację pozytywnego momentum operacyjnego wypracowanego w drugiej połowie 2025 roku oraz dalsze skalowanie biznesu, realizowane zarówno poprzez rozwój sieci lokali, jak i poprawę efektywności sprzedażowej istniejących konceptów gastronomicznych.

Przychody Grupy w I kwartale 2026 roku mają wynieść ponad 29,5 mln zł, co oznacza wzrost o ok. 14% rr wobec 25,9 mln zł w I kwartale 2025 roku. Dla porównania, w I kwartale 2024 roku przychody wyniosły 22,4 mln zł. Odnotowywana z okresu na okres sukcesywna poprawa przychodów potwierdza utrzymanie powtarzalnego tempa wzrostu oraz konsekwentne zwiększanie skali działalności Grupy. Jednocześnie wzrost przychodów pozostaje wspierany przez dywersyfikację formatów gastronomicznych oraz systematyczne umacnianie kanału delivery, który stopniowo zwiększa swój udział w strukturze sprzedaży i poprawia miks przychodowy.

Początek roku potwierdza naszą determinację w budowie skalowalnego i powtarzalnego modelu wzrostu opartego na naszych konceptach gastronomicznych. Utrzymująca się dwucyfrowa dynamika przychodów, wspierana ekspansją sieci oraz systematyczną poprawą efektywności operacyjnej, wskazuje, że Mex Polska znajduje się w fazie trwałego wzrostu wartości biznesu. Wchodzimy w kolejne kwartały z wyraźnie nakreślonym i realizowanym planem rozwoju oraz coraz większą przewidywalnością wyników finansowych. – komentuje Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu Mex Polska.

Spółka podkreśla, że obserwowany trend ma charakter strukturalny i wynika z konsekwentnej realizacji strategii rozwoju obejmującej skalowanie sieci, rozbudowę portfolio konceptów oraz systemową optymalizację kosztów w całej Grupie. Poprawa przychodów przekłada się jednocześnie na wyższą jakość biznesu, w tym rosnący udział sprzedaży o wyższej marżowości oraz stopniowe osiąganie docelowej rentowności przez nowe lokale, co wzmacnia dźwignię operacyjną całego modelu.

Dodatkowym wsparciem dla wyników sprzedażowych będzie niewątpliwie sprzyjająca aura oraz korzystne warunki pogodowe wiosną, które tradycyjnie przekładają się na zwiększony ruch w lokalach gastronomicznych. Rozpoczynający się sezon ogródkowy powinien dodatkowo wspierać frekwencję oraz poziom sprzedaży w kluczowych lokalizacjach Grupy, co może znaleźć odzwierciedlenie w dalszym umocnieniu dynamiki przychodów w kolejnych miesiącach.

Jednocześnie Zarząd podkreśla, że bieżący okres potwierdza utrzymanie pozytywnego trendu biznesowego oraz stabilnej ścieżki wzrostu, przy równoległej kontynuacji rozwoju sieci gastronomicznej w największych aglomeracjach w Polsce. Grupa pozostaje skoncentrowana na skalowaniu działalności oraz dalszym wzmacnianiu efektywności operacyjnej, co stanowi fundament dla systematycznej poprawy wyników finansowych w kolejnych okresach.

Na koniec 2025 roku Grupa wypracowała przychody przekraczające 127 mln zł (+19% rr), przy jednoczesnym wyraźnym przyspieszeniu w drugiej połowie roku, którego kulminacją był silny IV kwartał. W tym okresie przychody wzrosły o 24% rr, EBITDA o 47% rr, a zysk operacyjny EBIT osiągnął poziom 1,6 mln zł wobec 0,3 mln zł rok wcześniej. Grupa wypracowała również dodatni wynik netto, co potwierdziło powrót do rentowności na poziomie całego roku oraz poprawę efektywności operacyjnej. Mex Polska S.A. zakończyła 2025 rok z siecią ponad 60 lokali działających w ramach ośmiu konceptów gastronomicznych, konsekwentnie rozwijając skalę sieci oraz wzmacniając fundamenty pod dalszą ekspansję w 2026 roku. Najbliższe otwarcia w pierwszej połowie 2026 roku obejmują dalszą ekspansję kluczowych konceptów Grupy w największych aglomeracjach w Polsce. W lutym 2026 roku uruchomiono lokal Chicas & Gorillas we Wrocławiu oraz Spoko Taco w Łodzi w formule dark kitchen. W kwietniu planowane jest otwarcie Pankejk w Sopocie, natomiast w maju kolejnej lokalizacji Chicas & Gorillas w Krakowie. Nowe otwarcia wpisują się w strategię skalowania sieci oraz dalszego wzmacniania obecności Grupy zarówno w lokalizacjach stacjonarnych, jak i w dynamicznie rozwijającym się segmencie delivery.

„Rynek staje się coraz bardziej wymagający” – Monika Żyznowska, Mercator Medical

W ostatnich miesiącach rynek rękawic medycznych funkcjonuje w otoczeniu podwyższonej zmienności, na którą wpływają zarówno czynniki geopolityczne, jak i zmiany na rynku surowców energetycznych. Zjawiska te mają charakter globalny i oddziałują na cały łańcuch wartości – od produkcji, przez logistykę, po dystrybucję wyrobów jednorazowych. Zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw i rosnąca zmienność dostępności komponentów wymuszają na firmach większą elastyczność operacyjną, redefinicję strategii zakupowych oraz wzmacnianie odporności poprzez dywersyfikację dostaw i zdolność szybkiego reagowania na zmiany otoczenia.

Jednym z kluczowych czynników kształtujących obecne warunki rynkowe jest wzrost cen surowców powiązanych z ropą naftową, który w marcu wyniósł około 25%. Ponieważ nitryl (podstawowy materiał wykorzystywany w produkcji rękawic diagnostycznych) jest produktem petrochemicznym, zmiany te bezpośrednio przekładają się na koszty wytwarzania. Dodatkowo, według analiz rynkowych, wzrost cen energii oraz utrzymujące się podwyższone koszty transportu morskiego wpływają na strukturę kosztową producentów wyrobów medycznych na całym świecie.

Równolegle obserwowane są zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw, w tym okresowe ograniczenia w kluczowych szlakach transportowych. W praktyce oznacza to wydłużenie czasu dostaw oraz większą zmienność dostępności surowców i komponentów. W efekcie rośnie znaczenie elastycznego zarządzania zapasami oraz dywersyfikacji kierunków handlu pomiędzy Azją, Europą i Stanami Zjednoczonymi.

Rynek rękawic medycznych coraz wyraźniej pokazuje, że o pozycji konkurencyjnej nie decyduje dziś wyłącznie skala działalności, ale przede wszystkim zdolność do sprawnego reagowania na dynamicznie zmieniające się warunki rynkowe. Widzimy jednocześnie presję cenową w segmencie produktów podstawowych oraz rosnącą zmienność kosztów energii, surowców i logistyki. To wymaga od producentów i dystrybutorów większej dyscypliny w planowaniu, ostrożniejszego podejścia do zarządzania zapasami oraz elastyczności w kształtowaniu kierunków sprzedaży i dostaw. W takich warunkach coraz większego znaczenia nabierają odporność operacyjna, dywersyfikacja łańcucha dostaw i rozwój segmentów, w których klient oczekuje nie tylko ceny, ale również jakości, przewidywalności dostaw i zgodności z rosnącymi wymaganiami regulacyjnymi – podkreśla Monika Żyznowska, prezes Mercator Medical.

W ujęciu rynkowym obserwowane zjawiska wpisują się w szerszy trend przejścia od względnie stabilnych warunków kosztowych do modelu większej zmienności, w którym istotną rolę odgrywają czynniki zewnętrzne. Wcześniejsze zmiany w globalnym handlu, związane m.in. z polityką celną i przekierowaniem eksportu z Azji do Europy, obecnie uzupełniane są przez presję kosztową i ryzyka logistyczne.

Jednocześnie rynek rękawic medycznych pozostaje strukturalnie rozwojowy. Zgodnie z danymi branżowymi (m.in. MARGMA), globalny popyt na rękawice jednorazowe rośnie w średnim tempie kilku procent rocznie, przy czym coraz większe znaczenie zyskują segmenty produktów premium oraz rozwiązania odpowiadające na wymagania regulacyjne i środowiskowe.

***
Niniejsza analiza została opracowana na podstawie aktualnych danych rynkowych i ma charakter informacyjny. Zebrane informacje dotyczą ogólnych trendów i czynników kształtujących rynek rękawic medycznych. Nie można ich bezpośrednio wiązać z wynikami spółki Mercator Medical, ponieważ występuje zbyt wiele zmiennych wpływających na wyniki finansowe poszczególnych podmiotów.

Presja płacowa słabnie. Wynagrodzenia coraz mniej groźne dla inflacji

Marcowe dane o wynagrodzeniach w sektorze przedsiębiorstw przyniosły wzrost o 6,6 proc. w ujęciu rocznym, nieco powyżej oczekiwań rynkowych na poziomie 6,3 proc. Przeciętne wynagrodzenie brutto w firmach zatrudniających powyżej 10 osób (z wyłączeniem sektora publicznego) wyniosło 9 652,19 zł.

Choć odczyt lekko zaskoczył in plus, jego struktura potwierdza wyraźny trend wygaszania presji płacowej. To istotna zmiana – rynek pracy stopniowo odchodzi od warunków typowych dla tzw. rynku pracownika, co powinno ograniczać krajowe źródła presji inflacyjnej w kolejnych kwartałach.

Jeszcze niedawno dynamika wynagrodzeń była jednym z głównych czynników presji inflacyjnej, obok ekspansywnej polityki fiskalnej. Obecnie jednak ciężar ryzyka przesuwa się w stronę czynników zewnętrznych, przede wszystkim cen surowców energetycznych w związku z napięciami geopolitycznymi na Bliskim Wschodzie.

W tym otoczeniu Rada Polityki Pieniężnej pozostaje w trybie „wait and see”. Oznacza to, że perspektywy stóp procentowych w najbliższych miesiącach będą w dużej mierze zależeć zarówno od napływających danych makroekonomicznych, jak i od tego, czy impuls inflacyjny z zewnątrz przełoży się na trwalszy wzrost cen w gospodarce krajowej.

Zmiany w zarządzie Autopay. Wojciech Murawski obejmuje rolę CEO

Z początkiem drugiego kwartału 2026 roku Wojciech Murawski, dotychczasowy co-CEO, obejmuje rolę CEO Autopay SA. Andrzej Antoń, współzałożyciel firmy i jej dotychczasowy CEO, pozostaje w Zarządzie i w pełni koncentruje się na strategii, rozwoju innowacji i międzynarodowej ekspansji. Zmiana została zatwierdzona wpisem do KRS i stanowi płynną kontynuację procesu zainicjowanego w ubiegłym roku.

Nowy układ ról odpowiada na kierunek, w którym porusza się firma: skalowanie działalności, rozwój ekosystemu płatności, embedded finance i agentic payments oraz wejście na kolejne rynki zagraniczne.

Zarząd Autopay SA tworzą obecnie trzy osoby: Wojciech Murawski jako CEO, Andrzej Antoń jako członek Zarządu oraz Ewa Woroszył jako Chief Financial and Compliance Officer.

Wojciech Murawski jako CEO odpowiada za operacje biznesowe firmy, komercjalizację produktów, rozwój sprzedaży oraz partnerstwa strategiczne. Andrzej Antoń jako członek zarządu prowadzi strategię rozwoju innowacji i agendę ekspansji międzynarodowej. Ewa Woroszył jako CFCO zarządza strategią finansową, raportowaniem oraz obszarem ryzyka i compliance.

– Wchodzimy w fazę, w której Autopay przestaje być tylko polskim fintechem i staje się graczem międzynarodowym. Podział ról między mną a Wojciechem odpowiada na to, czego teraz firma potrzebuje najbardziej: tempa biznesowego i konsekwencji w realizacji globalnej strategii. Wojtek jest z nami prawie 20 lat, współtworzył każdą istotną decyzję w tej firmie – to naturalna kontynuacja, nie zmiana kursu – mówi Andrzej Antoń, członek Zarządu i współzałożyciel Autopay.

– Przejmuję pełną odpowiedzialność za bieżące operacje i skalowanie biznesu w momencie, w którym Autopay ma jasną strategię, silny zespół i realną szansę stać się europejskim liderem embedded finance. Nasze priorytety pozostają te same: ekosystem płatności, rozwój embedded finance, agentic payments i konsekwentna ekspansja na kolejne rynki. Taki podział ról pozwala Andrzejowi w pełni poświęcić się wprowadzaniu firmy na globalną scenę – komentuje Wojciech Murawski, CEO Autopay.

TYR TFI z mocnym wynikiem i rosnącą skalą działalności

TYR TFI poinformowało, że jego flagowy fundusz zakończył ostatni 12-miesięczny okres z wynikiem przekraczającym 10 proc. Według danych spółki był to najwyższy rezultat wśród funduszy obligacji korporacyjnych na koniec marca. Towarzystwo wskazuje jednocześnie na dalszy wzrost wartości aktywów oraz rozwój działalności opartej na bezpośrednich relacjach z klientami.

– Skala naszej działalności systematycznie rośnie. Inwestorzy zgromadzili w funduszach zarządzanych przez TYR TFI już ponad 300 mln zł. Ten wzrost to efekt modelu opartego na konsekwentnym realizowaniu obranej strategii – mówi Marcin Wiński, prezes zarządu i Chief Investment Officer TYR TFI.

Wynik odzwierciedla utrzymującą się dynamikę z ubiegłych lat. Dwucyfrowe stopy zwrotu sprzyjają inwestorom funduszu zarządzanego przez TYR TFI w każdym kwartale ostatnich 4 lat działalności, niezależnie od wydarzeń na arenie geopolitycznej.

Koncentrujemy się na budowaniu trwałych i bezpośrednich relacji z inwestorami. To podejście przyciąga zamożnych klientów, którzy poszukują nie tylko ponadprzeciętnych zysków, ale też większej kontroli i indywidualnego podejścia przy alokacji powierzonego kapitału – dodaje Marcin Wiński.

Oprócz lidera generowanych zysków TYR TFI jest też obecnie drugim największym polskim, licencjonowanym podmiotem zarządzającym funduszami o strategii długu prywatnego. Z każdym rokiem działalności rośnie poziom aktywów, jakimi zarządza Towarzystwo, a także liczba transakcji. W 2025 roku zarządzający funduszami podjęli 25 decyzji inwestycyjnych o łącznym wolumenie 214 mln zł. Taki poziom aktywności pozycjonuje Towarzystwo nie tylko wśród największych, lecz także wśród najbardziej aktywnych graczy na polskim rynku funduszy private debt.

ZASTRZEŻENIE PRAWNE: Niniejsza informacja prasowa ma charakter wyłącznie informacyjny i nie stanowi oferty nabycia ani rekomendacji inwestycyjnej w rozumieniu przepisów prawa. Wyniki historyczne nie są gwarancją wyników w przyszłości. Inwestycje w fundusze inwestycyjne wiążą się z ryzykiem, w tym ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanego kapitału. Przed podjęciem decyzji inwestycyjnej należy zapoznać się z dokumentami informacyjnymi funduszu.

Banki przyspieszają ugody w sprawach kredytów walutowych. Coraz więcej klientów staje przed wyborem: proces czy porozumienie

Rosnąca liczba ugód proponowanych przez banki kredytobiorcom frankowym i eurowym to efekt niekorzystnej dla sektora finansowego linii orzeczniczej oraz wysokich kosztów sporów sądowych. Choć warunki porozumień poprawiły się w ostatnich latach, decyzja o ich podpisaniu wciąż wymaga indywidualnej analizy. Adwokat Katarzyna Gabrysiak mówi jaką strategię przyjmują banki i jakie są zauważalne ryzyka prawne i finansowe przyjęcia ewentualnej ugody.

Zjawisko intensyfikacji propozycji ugodowych ze strony banków jest bezpośrednio związane z ich sytuacją procesową. Banki masowo przegrywają sprawy dotyczące kredytów walutowych, co generuje nie tylko obowiązek zwrotu na rzecz klientów środków, jakie zapłacili oni tytułem spłaty kredytu, kosztów procesu, ale również wysokich kosztów swojej obsługi prawnej za wieloletnie postępowania. Dodatkowym czynnikiem jest presja ze strony regulatorów oraz potrzeba poprawy wizerunku sektora bankowego.

– Banki przegrywają sprawy w zdecydowanej większości, co w naturalny sposób skłania je do szukania szybszych i tańszych rozwiązań. Ugody są dla nich sposobem na ograniczenie ryzyka, pozbycie się „toksycznego produktu” przy przewidywalności kosztów – zauważa adwokat Katarzyna Gabrysiak.

Zmiana strategii banków i ewolucja warunków ugód

Jeszcze kilka lat temu proponowane ugody były dla klientów w dużej mierze nieopłacalne. Opierały się głównie na przeliczeniu pozostałego do spłaty kredytu na złotówki przy zastosowaniu niekorzystnych kursów oraz wysokiego, zmiennego oprocentowania. Obecnie warunki są bardziej zróżnicowane i w niektórych przypadkach realnie korzystniejsze, choć wiele zależy od konkretnego banku oraz etapu sprawy.

Jak wskazuje adwokat Katarzyna Gabrysiak, w części instytucji – szczególnie po wyroku sądu pierwszej instancji – pojawiają się propozycje rozliczenia wzajemnych roszczeń, które obejmują zwrot nadpłaty, a czasem również odsetek i kosztów procesu. Nie jest to jednak standard rynkowy i nadal zdarzają się oferty ograniczające się wyłącznie do podstawowych rozliczeń w postaci zwrotu nadpłaty ponad kapitał bez odsetek ustawowych za opóźnienie i bez dodatkowych świadczeń na rzecz klienta.

– Warunki ugód są dziś bardziej zróżnicowane i w niektórych przypadkach wyraźnie lepsze niż jeszcze kilka lat temu. Dodatkowo widać wyraźną zmianę strategii banków, propozycje ugód pojawiają się nawet na bardzo wczesnym etapie relacji z bankiem, zanim sprawa trafi do sądu. Dla banku proces sądowy oznacza ogromną niepewność: ryzyko przegranej, odsetki ustawowe i koszty procesu. Ugoda pozwala zatrzymać tę spiralę ryzyka – ocenia prawniczka specjalizująca się w sporach z bankami.

Proces czy ugoda – decyzja zależna od sytuacji klienta

Wybór między kontynuowaniem procesu, a zawarciem ugody pozostaje decyzją indywidualną i zależy od wielu czynników. Postępowanie sądowe często pozwala uzyskać wyższe korzyści finansowe, szczególnie w świetle dominującej praktyki unieważniania umów kredytowych. Z drugiej strony wiąże się z wieloletnim oczekiwaniem na prawomocne rozstrzygnięcie.

– Ugoda daje natychmiastowe rozwiązanie i święty spokój, choć kosztem części potencjalnych korzyści – podkreśla adwokat Katarzyna Gabrysiak.

Ugoda może być szczególnie uzasadniona w sytuacjach trudnych finansowo, gdy kredytobiorca nie jest w stanie regulować rat i nie uzyskał zabezpieczenia w postaci zawieszenia ich spłaty na czas procesu. Istotna jest także potrzeba szybkiego zamknięcia sprawy, na przykład w przypadku planowanej sprzedaży nieruchomości, która jest obciążona hipoteką banku.

Ryzyka prawne i finansowe

Podpisanie ugody oznacza definitywne zakończenie sporu i rezygnację z dalszych roszczeń wobec banku. W praktyce zamyka to drogę do dochodzenia ewentualnych dodatkowych świadczeń w przyszłości.

Istotnym aspektem, który wymaga szczególnej uwagi, są potencjalne konsekwencje podatkowe.
W niektórych przypadkach umorzenie części zobowiązania kredytowego może skutkować obowiązkiem zapłaty podatku dochodowego, co znacząco wpływa na opłacalność całej operacji.

– Podpisując ugodę, kredytobiorca definitywnie zamyka spór i zrzeka się wszelkich roszczeń wobec banku Największym błędem jest jednak podpisanie ugody bez analizy prawnej. To decyzja, której skutków nie da się cofnąć – zaznacza Katarzyna Gabrysiak.

Długie postępowania sprzyjają ugodom

Pomimo ugruntowanej linii orzeczniczej, czas trwania postępowań nie uległ skróceniu. Wzrost liczby spraw oraz ograniczone zasoby kadrowe sądów powodują, że procesy, zarówno na etapie I instancji jak i apelacji, mogą trwać kilka lat.

– System jest przeciążony, a czas oczekiwania na prawomocny wyrok nadal jest bardzo długi. Dla wielu kredytobiorców właśnie ten czynnik staje się decydujący i skłania ich do wyboru ugody jako szybszego sposobu zakończenia sporu – wskazuje adwokat.

Stabilna linia orzecznicza wzmacnia pozycję klientów

Obecnie dominującą praktyką sądów jest unieważnianie umów kredytowych, co znacząco wzmacnia pozycję negocjacyjną kredytobiorców. Stabilność orzecznictwa sprawia, że banki coraz częściej dążą do polubownego zakończenia sporów, zanim zapadnie prawomocny wyrok.

Ekspertka podkreśla jednak, że skuteczność negocjacji w dużej mierze zależy od profesjonalnego wsparcia. Doświadczenie pokazuje, że kredytobiorcy działający samodzielnie uzyskują zazwyczaj mniej korzystne warunki niż ci reprezentowani przez wyspecjalizowane kancelarie.

– Różnice w efektach negocjacji mogą być bardzo znaczące. Dlatego warto zasięgnąć pomocy prawnej, która specjalizuje się w tego typu sprawach, gdyż dzięki temu kredytobiorca jest w stanie wywalczyć dla siebie lepsze rozwiązanie – podsumowuje adwokat Katarzyna Gabrysiak.