D. Sierakowska (DM BOŚ): Duża zmienność cen na rynku zbóż. Korzystną inwestycją może być kakao, niewykluczone odbicie na rynku złota

CEO Magazyn Polska

W ostatnich tygodniach na światowych rynkach zbóż panuje duża zmienność. Powodem jest niepewność inwestorów co do wysokości zbiorów w Stanach Zjednoczonych. Największych wahań doświadczył rynek pszenicy. Zdaniem Doroty Sierakowskiej z DM BOŚ inwestorzy szukający stabilniejszych aktywów powinni zainteresować się rynkiem kakao. Z uwagi na większą płynność warto obserwować także tradycyjne towary takie jak np. złoto.

– Wiele surowców ostatnio doświadczało bardzo ciekawych ruchów cenowych. Ostatni tygodnie były bardzo nerwowe szczególnie dla rynków zbóż – mówi Dorota Sierakowska, analityk Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska SA.

Indeks globalnych cen towarów CRB spadł w lipcu do poziomu zaledwie 207 punktów, kontynuując trwającą od przeszło roku serię spadków. Choć wskaźnik globalnych cen surowców znajduje się obecnie najniżej od przeszło 5 lat, to jednak inwestorzy mogą w dalszym ciągu znaleźć interesujące aktywa. Indeks CRB to najpopularniejszy wśród inwestorów wskaźnik obrazujący kondycję rynków towarowych. W jego skład wchodzi 19 komponentów. Za spadki w ostatnim okresie w największym stopniu odpowiada ropa naftowa. Udział surowców energetycznych w składzie indeksu wynosi bowiem aż 39 proc.

Ekspert w rozmowie z agencją informacyjną Newseria zwraca uwagę na znaczne wzrosty notowań kukurydzy oraz soi, które miały miejsce w drugiej połowie czerwca oraz pierwszych dniach lipca. Najbardziej nerwowo było jednak na rynku pszenicy. Cena zboża jedynie w ostatnim tygodniu czerwca podskoczyła o blisko 18 proc., aby trzy tygodnie później oddać całość zysków.

– Wszystko było powiązane głównie z pogodą w Stanach Zjednoczonych, która na początku wzbudziła obawy o podaż zbóż, o ich produkcję, o to, czy będą dobre żniwa, a później się nieco polepszyła, co z kolei spowodowało nerwowe odreagowanie – informuje Sierakowska.

Rozmówczyni zwraca również uwagę na interesujące zachowanie notowań kakao, które w przeciwieństwie do rynku zbóż zachowuje się w ostatnich miesiącach dość stabilnie. Światowy rynek kakao już od końca marca znajduje się w trendzie wzrostowym. Cena jednej tony ziaren wzrosła od tego czasu do połowy lipca do poziomu ponad 3250 dolarów (wzrost o ponad 20 proc.), osiągając przejściowo poziom najwyższy od 2011 roku. Nawet mimo korekty z ubiegłego tygodnia ceny wzrosły od początku roku o 9 proc.

– Notowania kakao już od kilku miesięcy systematycznie rosną ze względu na obawy o podaż w Afryce Zachodniej – komentuje ekspert Domu Maklerskiego Ochrony Środowiska SA. – Wprawdzie ostatnie dni przyniosły korektę spadkową, jednak kupujący na tym rynku i tak są relatywnie silni.

Analityk zwraca uwagę na specyfikę rynku surowcowego. Zdaniem Doroty Sierakowskiej jest to niszowy rynek dla koneserów, na którym nie powinno się angażować całego posiadanego kapitału.

– Zwłaszcza w tych ostatnich miesiącach widoczna była bardzo duża zmienność notowań surowców. Sądzę, że też z tego wynika nieco zwiększone ryzyko inwestowania na tych rynkach – wyjaśnia.

W opinii Sierakowskiej warto jest natomiast śledzić rynki bardziej popularnych surowców, takich jak m.in. rynek złota.

– Na rynku złota być może w tym roku będziemy mieli dobre okazje inwestycyjne. Podobnie może być z innymi rynkami, co będzie w dużym stopniu uzależnione od amerykańskiego dolara – informuje. 

Notowania złota w ostatnim okresie zachowują się bardzo słabo. Tylko w lipcu cena jednej uncji spadła o ponad 100 dolarów, osiągając najniższy poziom od 2009 roku.

Polskie firmy intensywnie inwestują w badania nad pozyskiwaniem zielonej energii. Trwają prace nad 280 projektami

CEO Magazyn Polska

W Polsce toczą się coraz bardziej intensywne prace badawczo-rozwojowe nad nowymi technologiami, które pozwalają oszczędniej gospodarować energią elektryczną. Jak podaje Stowarzyszenie Energii Odnawialnej, instytucje badawcze, uczelnie i firmy prowadzą w tej dziedzinie 280 innowacyjnych projektów. Doświadczenia pokazują, że nie umiemy ich jednak wykorzystywać na szeroką skalę na krajowym podwórku. Firmy szukają więc – często z wielkimi sukcesami – szans za granicą.

Już dziś możemy się pochwalić niektórymi rozwiązaniami, które zostały wdrożone – mówi agencji informacyjnej Newseria Mieczysław Koch, wiceprezes Stowarzyszenia Energii Odnawialnej (SEO). – Chociażby pierwsza na świecie instalacja pozwalająca połączyć źródła fotowoltaiczne z oświetleniem ledowym bez magazynu energii, co daje zarówno efekt ekonomiczny, jak i zmniejszenie zużycia energii do 70 proc. Zaletą tej technologii przede wszystkim jest to, że nie potrzebujemy magazynu energii i nie musimy przetwarzać prądu stałego na prąd zmienny.

Ta technologia już cieszy się zainteresowaniem przemysłu. Jest bowiem wiele miejsc, gdzie pozwoli ona na spore oszczędności energii, a tym samym pieniędzy.

Znajduje ona zastosowanie głównie w obiektach, w których używa się oświetlenia sztucznego w ciągu dnia – informuje Mieczysław Koch. – Jak wiemy, panel fotowoltaiczny produkuje energię w ciągu dnia, a w związku z tym bezpośrednio energia jest wykorzystywana w oświetleniu na takich powierzchniach jak chociażby hipermarkety, szkoły, szpitale, hale produkcyjne, budynki użyteczności publicznej czy biurowce.

Jak podkreśla, dzisiaj polskie technologie cieszą się coraz większym uznaniem w biznesie.

Pocieszające jest to, że rozwój technologiczny, jaki obserwujemy na świecie, dokonuje się również w naszym kraju – ocenia Mieczysław Koch.

Dodaje jednak, że wciąż skala wykorzystania nowych technologii w Polsce jest zbyt mała. Korzystają na tym zagraniczne koncerny, które są zainteresowane innowacjami tworzonymi przez polskie firmy.

Niestety, by przynajmniej znacząca część prowadzonych obecnie projektów, miała szansę na wcielenie w życie, potrzebne jest wsparcie dla tych rozwiązań i większe zainteresowanie wśród polskich przedsiębiorców.

W najbliższych latach w całej Europie musi dojść do prawdziwej rewolucji technologicznej. Unia postawiła bowiem krajom członkowskim bardzo ambitne cele. Zamierza redukować emisję dwutlenku węgla i w tym celu ograniczać zużycie energii oraz zwiększać jej produkcję w sposób nieszkodzący środowisku. Podczas zeszłorocznego szczytu klimatycznego zdecydowano, że w ciągu najbliższych 15 lat państwa Unii ograniczą o 40 proc. emisję gazów cieplarnianych. Zgodnie z pakietem energetyczno-klimatycznym w 2020 roku w Polsce 15 proc. produkowanej energii ma pochodzi ze źródeł odnawialnych.

Na tak poważne inwestycje oraz m.in. tworzenie i wdrażanie technologii pozwalających oszczędniej gospodarować energią Polska ma dostać z Brukseli spore środki. Z przewidzianego w budżecie unijnym na lata 2014-2020 programu operacyjnego Infrastruktura i Środowisko Polska otrzyma łącznie 27 mld euro, z tego blisko 2 mld na zmniejszenie emisyjności gospodarki. Jednym z głównych działań w ramach tego priorytetu będą inwestycje w odnawialne źródła energii. Dodatkowo rozwój OZE będzie wspierany z regionalnych programów operacyjnych (blisko 900 mln euro).

Algorytmy zmieniają bankowość. Pozwalają na szybsze i dokładniejsze decyzje oraz oszczędzają czas i pieniądze

Andrea Lo Solfo

Bankowość algorytmiczna to nowy, innowacyjny sposób prowadzenia działalności handlowej i finansowej. W bankach najczęściej używana jest w procedurach badania zdolności kredytowej klientów detalicznych i przyznawania pożyczek. Pozwala ona na znaczne ograniczenie związanych z tym kosztów, a dla klientów na szybszą decyzję i wyższej jakości obsługę. Istotne znaczenie w tego rodzaju rozwiązaniach mają duże zbiory informacji, czyli Big Data.

Bankowość algorytmiczna to nowy sposób prowadzenia biznesu – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrea Lo Solfo, prezes i współwłaściciel firmy Be Poland Think, Solve & Execute. – Banki mogą zautomatyzować działalność kredytową, płatniczą. Jest to tak naprawdę całkiem nowy sposób wykorzystania technologii, oprogramowania i danych. Nazwałbym to dystrybucją sztucznej inteligencji.

Zdaniem Lo Solfo korzyści z takich rozwiązań jest wiele. Umożliwiają bankom szybszy i bardziej dokładny proces decyzyjny podczas udzielania kredytów. Oznacza to dla nich nie tylko mniejsze ryzyko, lecz także większą efektywność kosztową, której stopień zależy głównie od tego, ile rozwiązań opartych na algorytmach będzie wdrożonych.

Wymaga to jednak inwestycji, które trzeba przeprowadzić szybko, zanim podobne rozwiązania wdroży konkurencja.

Algobankowość to jeden z elementów, choć niejedyny, bankowej rewolucji – uważa Andrea Lo Solfo. – Innym z pewnością są cyfrowe kanały dystrybucyjne oraz nowy model operacyjny, w kierunku którego ewoluują banki, oparty na wspierającym człowieka procesie podejmowania decyzji.

Bankowość algorytmiczna przeznaczona jest głównie dla bankowości detalicznej i wspiera produkty przez nią oferowane. Można jej jednak używać również w innych sektorach, na przykład w bankowości korporacyjnej.

Dla klientów algobankowość z pewnością oznacza to wyższej jakości i szybszą obsługę, a także tańsze usługi – tłumaczy Andrea Lo Solfo. – W Polsce jest kilka banków, które korzystają z algorytmicznych rozwiązań technologicznych. To nie jest jeszcze tak rozpowszechnione nad Wisłą jak w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych. Liczba instytucji finansowych, które będą z niej korzystać, w niektórych przypadkach rozbudowanej o obsługę kredytów, z pewnością będzie w Polsce wzrastać.

Duże znaczenie w rozwoju bankowości algorytmicznej ma Big Data, ogromne zbiory zmiennych i różnorodnych informacji cyfrowych, których przetwarzanie i analiza są trudne, ale jednocześnie wartościowe, bo prowadzą do zdobycia nowej wiedzy m.in. na temat klientów. W dostępności do tego rodzaju zbiorów szczególną rolę odgrywa internet oraz powszechność usług świadczonych drogą elektroniczną.

W zależności od branży i stopnia złożoności algorytmu może to być rozmiar terabajtów lub petabajtów. Jednak w cywilnych, komercyjnych zastosowaniach są to raczej megabajty bądź gigabajty danych (np. porównywanie billingów w telekomunikacji).

Algobankowość jest wspierana przez Big Data, ponieważ może z pewnością wykorzystywać połączenie technologii, dużych zbiorów danych i oprogramowania – wskazuje Andrea Lo Solfo.

Warszawa rozbudowuje infrastrukturę targowo-konferencyjną. Turystycznie może zyskać cały kraj

Mateusz Czerwiński

Rynek eventowy w Polsce wart jest ok. 2 proc. PKB. W rozwiniętych krajach UE wskaźnik ten jest dwukrotnie wyższy. Stopniowo rośnie liczba organizowanych spotkań, konferencji i targów. W ubiegłym roku było ich blisko 19 tys., a udział w nich wzięło blisko 4 mln osób. Najwięcej osób przyciągnął Kraków i Warszawa. Rozbudowa infrastruktury w stolicy może znacznie przyspieszyć rozwój rynku. W Warszawie ma powstać centrum kongresowe, które pomieści nawet 8 tys. osób, a dzięki temu miasto zyska turystycznie.

Warszawa to największe i najważniejsze miasto w Polsce do organizacji konferencji, eventów czy targów. Mamy najlepszą infrastrukturę, najwięcej cztero-, pięciogwiazdkowych hoteli i najwięcej obiektów, które się do takich wydarzeń nadają. Wydaje mi się też, że mamy najciekawszą ofertę infrastruktury turystycznej i kulturowej dla ludzi, którzy przyjeżdżają na takie wydarzenie – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mateusz Czerwiński, dyrektor Warsaw Convention Bureau, działającego przy Warszawskiej Organizacji Turystycznej.

Warszawa ma duży potencjał, jednak choć pod względem liczby hoteli i sal konferencyjnych stolica jest bezkonkurencyjna, to brakuje tu dużego centrum kongresowego. Jak podkreśla Czerwińskim, trwają rozmowy w sprawie budowy nowego obiektu, wciąż jednak nie wiadomo, gdzie miałby powstać.

Planowane jest coś większego, być może na 5-8 tys. osób lub więcej. Będzie miało to wielki wpływ na rozwój gospodarczy miasta, ponieważ uczestnicy imprez w Warszawie będą zostawiali dużo pieniędzy w hotelach, restauracjach, także w samym centrum kongresowym. Oprócz tego będzie to rozwijało miasto jako destynację kulturalną i turystyczną – tłumaczy Czerwiński.

Z danych Poland – Meetings Destination wynika, że rynek eventowy w Polsce wart jest maksymalnie 2 proc. PKB. W krajach Europy Zachodniej ten wskaźnik wynosi 3-4 proc. Raport „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce” wskazuje, że w 2014 roku w Polsce odbyło się 18,8 tys. spotkań, z czego najwięcej w Krakowie (blisko 4 tys.) i Warszawie (ponad 3,5 tys.). Wkład przemysłu eventowego w gospodarkę kraju to 1,26 mld zł. Mogłoby to być znacznie więcej, zwłaszcza że jak wskazuje Czerwiński, większość gości biznesowych pochodzi z USA, Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii i są w stanie dużo wydać podczas pobytu w mieście.

W Stanach Zjednoczonych wartość tej branży szacuje się na prawie 400 mld dol. To 11. branża gospodarcza w USA, więc potencjał jest niezwykle duży. Dlatego Warsaw Convention Bureau promuje stolicę jako miejsce organizacji kongresów. To promocja gospodarcza miasta – podkreśla ekspert.

Potencjał Warszawy jest większy również dzięki pozycji Polski w regionie. Jako największy kraj w Europie Środkowo-Wschodniej przyciąga największą liczbę inwestorów. Dzięki temu organizowanych jest więcej spotkań dla członków zarządu czy klientów firm działających na regionalnych rynkach. To nie tylko szansa gospodarcza, lecz także większa promocja Polski jako destynacji turystycznej.

Każdy, kto przyjedzie do Warszawy na konferencję, będzie zachwycony miastem. Wróci, opowie o tym znajomym z pracy, rodzinie, będzie rekomendował to miasto jako miejsce do odwiedzin, nie tylko biznesowych, lecz także turystycznych. Dlatego ten rozwój będzie postępował we wszystkich sektorach, zarówno turystyce biznesowej, jak i indywidualnej – analizuje dyrektor Warsaw Convention Bureau.

Zamiast mandatu nagroda za przepisową jazdę. Fotoradary mogą być bardziej skuteczne

CEO Magazyn Polska

Zaostrzanie kar dla kierowców nie przynosi tak spektakularnych efektów, na jakie liczyli prawodawcy. Eksperci przekonują, że zamiast kolejnych kar i wysokich mandatów można wypróbować system wynagradzania kierowców jeżdżących zgodnie z przepisami. Przykład Szwecji pokazuje, że wprowadzenie nagród za przepisową jazdę może spowodować, że piraci drogowi zdejmą nogę z gazu.

18 maja 2015 roku wszedł w życie nowy kodeks drogowy zakładający ostrzejsze kary dla piratów drogowych. Zwiększono także liczbę fotoradarów. Rząd chciał również, aby robiły one zdjęcie po przekroczeniu prędkości już o 1 km/h, zamiast dotychczasowych jedenastu, jednak wycofał się z tego pomysłu.

Z danych sejmowej komisji infrastruktury wynika, że skuteczność fotoradarów wynosi zaledwie 35 proc. Oznacza to, że tylko co trzeci kierowca, który otrzymuje zdjęcie wykonane przez fotoradar, faktycznie ponosi karę. Pozostali unikają płacenia mandatu, wykorzystując luki w prawie. W dodatku, jak podaje Inspekcja Transportu Drogowego, tylko co trzecie takie zdjęcie spełnia wymagania techniczne, które pozwalają ustalić numery rejestracyjne pojazdu.

– W pierwszym odruchu wszyscy myślimy o tym, by karać. Wiadomo, trzeba ukarać tych, którzy jeżdżą za szybko. Ale jak pokazują badania ze Szwecji, można nagradzać tych, którzy jeżdżą prawidłowo. To jest właśnie paradoks. W pierwszym odruchu zawsze myślimy, że lepszym wyjściem jest karanie tych, którzy wykroczenie popełniają, a zapominamy o tym, że można również wpływać na zachowanie ludzkie, nagradzając tych, którzy robią to dobrze – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Bucki, trener, specjalista od komunikacji, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

W Szwecji stanął radar, który fotografował wszystkie pojazdy  niezależnie od tego, czy kierowca przekraczał dozwoloną prędkość. Kierujący natychmiast otrzymywał informację, czy jedzie prawidłowo, czy nie. Jeśli natomiast respektował nakazy drogowe, to brał udział w loterii, w której mógł wygrać sporą kwotę pieniędzy. Nagroda fundowana była z mandatów osób łamiących przepisy. Pomysłodawcy tej nietypowej loterii wykorzystali zasadę grywalizacji, nazywanej też gamifikacją, pochodzącą z gier komputerowych. Polega ona na przeniesieniu mechanizmów gry do ludzkiego życia i coraz częściej wykorzystywana jest w marketingu i biznesie.

– Nasz umysł w niczym nie różni się od umysłu dziecka. Lubimy wygrywać, bo gry polegają na wygrywaniu i na tym, że mamy wzmocnienie pozytywne, a nie negatywne. System radarów, który mamy w Polsce, jak widać, nie sprawdza się. Staramy się karać jeszcze mocniej, natomiast statystyki pokazują, że ludzie nadal jeżdżą za szybko. Przykład szwedzki pokazuje, że można wzmocnieniem pozytywnym to zmienić mówi Piotr Bucki.

Kanadyjski badacz Gabe Zichermann, który zajmuje się procesami gamifikacji, wskazuje, że nagroda często polega na zyskaniu statusu. Określone zachowanie opłaca się więc nie tylko z powodu gratyfikacji pieniężnej, lecz także uzyskaniu prestiżu i statusu. Zichermann twierdzi, że taka motywacja występuje u wielu sportowców. Status sprawia, że człowiek, który go posiada, czuje się lepszy i ważniejszy. Zdaniem badaczy ludzki mózg ma zakorzeniony mechanizm gratyfikacji, który sprawia, że człowiek czuje się świetnie, gdy zrobi coś dobrego.

– Jonathan Haidt badał to na przykładzie emocji, którą nazywamy uwzniośleniem. Jeżeli robimy coś dobrego, to czujemy się lepiej. Tak samo jest z grywalizacją, jeżeli wygrywamy, to czujemy się lepiej na swój sposób i mamy lepszą chemię w mózgu – mówi Piotr Bucki.

Mechanizmy te są identyczne dla każdego człowieka, niezależnie od kultury, z której pochodzi. Grywalizacja kodeksu drogowego w Szwecji może mieć jednak większe szanse powodzenia ze względu na inne niż w Polsce standardy społeczeństwa obywatelskiego. Zdaniem ekspertów może się ona jednak przyjąć także w polskich realiach.

Roboty przyszłością outsourcingu. Jedna maszyna potrafi zastąpić co najmniej 2 pracowników

Wiktor Doktór

Robotyka i automatyka może wspierać również usługi. Do tej pory tego typu rozwiązania były wykorzystywane głównie przez firmy produkcyjne, teraz coraz częściej wdrażane są w centrach finansowo-księgowych czy obsługi klienta. Proces ten będzie postępował, ale eksperci uspokajają, że nie ma powodów do obaw o to, że roboty zastąpiły pracę ludzi.

Pytanie brzmi, czy te roboty mogą nas w pewnym momencie zastąpić? Otóż niekoniecznie. A jeżeli nawet, to w dużo dłuższej perspektywie czasu – stwierdza Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio. – Dziś procesy bardzo dynamicznie się rozwijają i wymagają coraz to nowocześniejszych operacji do przeprowadzania. O ile jesteśmy w stanie zastosować automaty przy stosunkowo prostych czynnościach, to nadal przy funkcjach analitycznych i raportowych potrzebny jest człowiek.

Choć z jednej strony roboty zastąpią człowieka na niektórych stanowiskach, szczególnie tych mniej skomplikowanych, to z drugiej strony generują zapotrzebowanie na nowych pracowników.

Rośnie zapotrzebowanie na osoby, które zajmują się oprogramowaniem umożliwiającym automatyzację procesów operacyjnych. Takie roboty tworzone są przecież przez informatyków, których obecnie na rynku pracy wciąż brakuje – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Doktór.

Do tej pory rozwiązania z dziedziny robotyki i automatyki dominowały w branży produkcyjnej. Dziś coraz częściej mówi się o nich w kontekście branży usługowej i outsourcingowej. Jak podkreśla ekspert, w outsourcingu najwięcej robotów i automatów wykorzystuje się w centrach finansowo-księgowych, coraz częściej także w procesach informatycznych i przy obsłudze klienta.

Pierwsze automatyzacje były wprowadzane kilkanaście lat temu w procesach archiwizacji danych, skanowania i digitalizacji, a dziś coraz więcej maszyn zaczyna być wykorzystywanych przy procesach finansowych – tłumaczy Wiktor Doktór. – Przykładowo, po zeskanowaniu faktury program komputerowy dokonuje analizy zeskanowanych danych, wprowadza je do systemu księgowego i segreguje do odpowiednich analiz finansowych, tym samym wykonując samemu cały proces.

Wolumeny zeskanowanych stron idą w miliony. Automatyka i robotyka odgrywają też coraz większą rolę przy rozpoznawaniu tekstów, zamiany tekstu na dane i eksportowanie tych informacji do systemów księgowych, zakupowych i logistycznych.

Niewątpliwym plusem wykorzystania robotów jest przyspieszenie procesów i wyeliminowanie błędów. Jak podają eksperci z Wielkiej Brytanii, koszt zasobów Robotic Process Automation (RPA) jest na ogół o jedną trzecią niższy niż koszt stanowiska pracy w modelu offshoringowym, a robot zazwyczaj zastępuje co najmniej dwie osoby. Dodatkowo robot nie potrzebuje przerw, a to zwiększa jego wydajność w porównaniu z ośmiogodzinnym trybem pracy.

Eksperci przytaczają przykłady brytyjskich firm, w których pracę 1000 pracowników sektora bankowego zastąpiło 250 robotów. Z drugiej strony według badań przeprowadzonych przez portal Monster.com 63 proc. respondentów nie obawia się zastąpienia ich przez maszyny.

Na razie nie obawiamy się robotów. Myślę, że przez najbliższe kilka lat nie będą one dużym zagrożeniem dla środowiska pracy, która jest wykonywana w centrach operacyjnych, które są ulokowane w Polsce – ocenia Wiktor Doktór.

Polacy wydają coraz więcej na leki bez recepty. Ich średnia cena rośnie

Jarosław Frąckowiak, prezes PharmaExpert

Rosną wydatki Polaków na produkty sprzedawane w aptekach bez recepty. Sprzedaż tych produktów ilościowo nie zwiększa się znacząco, ale za to coraz wyższa jest ich średnia cena. Na rynek wchodzi też wiele nowych produktów, czemu towarzyszą intensywne akcje promujące, więc klienci są skłonni wydać więcej. Widać to szczególnie w segmencie suplementów diety.

– Polacy spożywają bardzo dużo produktów bez recepty. Jesteśmy jednym z liderów pod tym względem. To nie oznacza jednak, że dużo więcej kupujemy, raczej dużo więcej wydajemy i wybieramy inne produkty – mówi agencji informacyjnej Newseria Jarosław Frąckowiak, prezes PharmaExpert. – Rośnie asortyment, rośnie cena opakowania, są nowe produkty, do tego dochodzi reklama w telewizji, która jest bardzo skuteczna, szczególnie w przypadku suplementów diety, a także dermokosmetyków i produktów OTC.

Z danych PharmaExpert wynika, że Polacy wydają coraz więcej pieniędzy w aptekach. W ubiegłym roku na produkty bez recepty przeznaczyli ponad 11,5 mld zł. W ciągu pięciu miesięcy tego roku wartość sprzedaży przekroczyła 5 mld zł (wzrost o blisko 4,5 proc.).

W ramach produktów sprzedawanych bez recepty największą popularnością cieszą się leki na przeziębienie, dermokosmetyki, leki trawienne i przeciwbólowe. Z kolei mniejszą dynamikę wzrostu odnotowała sprzedaż suplementów diety. Jednak eksperci PMR szacują, że rynek ten w latach 2017-2020 będzie rozwijać się w tempie ok. 8 proc. rocznie (sprzedaż apteczna i pozaapteczna).

Ostatnie dane PharmaExpert za pierwsze 12 dnia lipca pokazują, że rynek leków OTC spadł o 0,3 proc., a rynek suplementów o 4 proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Segmentem rynku aptecznego, który odnotował wyraźny wzrost, były kosmetyki – o 2,2 proc.

 Jest to rynek bardzo intratny – są na nim duże marże, a potrzeby klientów zostały umiejętnie rozbudzone, więc rzeczywiście tych produktów sprzedaje się coraz więcej – tłumaczy Jarosław Frąckowiak. – Rynek dermokosmetyków trochę się ekonomizuje. Ilościowo rośnie, ale wartościowo już nie aż tak mocno, dlatego że pojawia się coraz więcej marek w bardziej przystępnych cenach.

Wciąż jednak segment premium dobrze się rozwija. Na dermokosmetyki rocznie Polacy wydają około 1,4 mld zł. Z roku na rok sprzedaż rośnie o kilka procent.

Statystyki za pierwsze miesiące pozwalają prognozować ponad 5-proc. wzrost całego rynku farmaceutycznego. W 2015 roku – według ostatnich szacunków PharmaExpert – Polacy kupią w aptekach leki o wartości 30 mld zł.

Hojo.pl otrzyma do 6 milionów złotych finansowania

HOJO.PL, marketplace profesjonalnych usług sprzątania, dokapitalizowany dotychczas kwotą 1,5 mln zł przez fundusz Internet Ventures FIZ, uzyskał dodatkowe środki w ramach drugiej transzy finansowania oraz uzgodnił warunki kolejnej trzeciej transzy. Spółka w ramach tych dwóch transz otrzyma do 6 milionów zł. Następstwem transakcji jest zwiększenie udziału w spółce przez Internet Ventures FIZ, fundusz zarządzany przez Private Equity Managers, którego uczestnikiem jest Krajowy Fundusz Kapitałowy. Fundusz w dalszym ciągu pozostaje udziałowcem mniejszościowym.

Internetowy broker usług sprzątania, jakim jest HOJO.PL, to perspektywiczna platforma on-line funkcjonująca na zasadzie łączenia usługobiorcy z usługodawcą w zakresie sprzątania m.in. biur, samochodów i mieszkań prywatnych. Rozwijając się dynamicznie od 2011 roku, w ostatnich trzech latach zanotowała ponad 10-krotny wzrost skali działalności przy zachowaniu odpowiedniej dla sektora kilkudziesięcioprocentowej marży na sprzedaży. Kwota uzyskana od funduszu Internet Ventures FIZ w ramach drugiej transzy finansowania będzie przeznaczona nie tylko na dalszy rozwój HOJO.PL w Polsce, ale również na ekspansję w Europie.

Jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z platformą HOJO.PL, która efektywnie wykorzystuje zarówno fundusze z inwestycji jak i know-how naszych zarządzających. W nadchodzącym czasie będziemy poszerzać kanały dystrybucji usług oraz rozwijać firmę na arenie międzynarodowej. Branża usług sprzątania należy do najprężniej rozwijającego się segmentu rynku usług w Europie, co potwierdzają platformy typy Helpling. Razem z HOJO.pl mamy aspiracje być największym graczem w Europie centralnej stąd decyzja o zwiększeniu naszego wkładu finansowego i przyspieszeniu wzrostu oraz ekspansji poza Polskę mówi Tomasz Danis, zarządzający funduszu Internet Ventures FIZ.

Branża outsourcingu to ogromna szansa dla inwestorów. Sam rynek usług sprzątających zgodnie z prognozami MillwardBrown SMG/KRC w ciągu najbliższych lat powiększy się o 35%. Kupno przez niemiecki Helpling brytyjskiej platformy Hassle.com, podobnie jak HOJO.PL umożliwiającej transakcje pomiędzy firmami sprzątającymi a ich klientami, również finansowanej przez fundusze venture capital, pokazuje atrakcyjność rynku dla inwestorów oraz tendencje konsolidacyjne.

Sfinalizowanie inwestycji Internet Ventures w HOJO.PL to kolejny projekt realizowany wspólnie z Krajowym Funduszem Kapitałowym (KFK), który w roli współudziałowca kilkunastu funduszy inwestycyjnych typu venture capital, wspiera inwestowanie w młode polskie firmy.

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Polska pieczarkowym liderem

Jak podają najnowsze dane Polska jest największym producentem pieczarek w Europie i największym eksporterem tych grzybów na świecie. Aż jedna czwarta pieczarek w Unii Europejskiej to produkty znad Wisły, a 35 procent importowanych pieczarek na świecie pochodzi właśnie z naszego kraju. Do niedawna Holandia była liderem rynku, dziś królują Polacy. Co ciekawe, aż 60 procent wszystkich wpływów z wywozu warzyw i ich przetworów stanowią dochody z eksportu pieczarek. Dziś do naszych największych odbiorców należą m.in.: Niemcy, Holandia, Francja, Wielka Brytania.

Polska pieczarkowym lideremPolska bez większych problemów poradziła sobie z embargiem nałożonym przez Rosję. Przed nałożeniem zakazu to właśnie nasi wschodni sąsiedzi byli głównym odbiorcą tego produktu. Sankcje gospodarcze ze strony Rosji zmusiły producentów do znalezienia innych rynków zbytu. Proces poszukiwania nowych kierunków eksportu zakończył się sukcesem. W 2014 roku Polska utrzymała poziom przychodów ze sprzedaży tego produktu z roku wcześniejszego. Trudno powiedzieć jaki będzie obecny rok, wiele zależy od tego, czy zostanie utrzymany rosyjski zakaz, jednak mimo to polscy producenci z nadzieją patrzą w przyszłość. Oprócz olbrzymiego eksportu, również nasz rodzimy rynek generuje duże zapotrzebowanie na pieczarki. Wciąż wzrasta ich konsumpcja w Polsce, chociaż i tak jemy ich mniej niż w innych europejskich krajach.

Jeszcze do niedawna liderem wśród krajowych producentów była Wielkopolska. Dziś palmę pierwszeństwa dzierży Podlasie. Rejon Łosic, leżących pod Siedlcami, staje się potentatem na rynku. To właśnie w tym regionie zlokalizowana jest Collegium Mazovia Innowacyjna Szkoła Wyższa, jedyna taka uczelnia w kraju, oferująca podyplomowe studia z ekonomiki i organizacji produkcji grzybów jadalnych. – Studia stwarzają możliwość nabycia w krótkim czasie specjalistycznej wiedzy dotyczącej zarówno uprawy grzybów jadalnych, jak i profesjonalnego zarządzania przedsiębiorstwem produkcyjnym. Zajęcia terenowe odbywają się w różnych obiektach pieczarkarskich w okolicy Siedlec i Łosic oraz w wytwórniach podłoża w okolicy Siedlec i Parczewa oraz w centrach logistycznych – tłumaczy dr inż. Grzegorz Koc z Collegium Mazovia Innowacyjna Szkoła Wyższa.

Mimo wielu zawirowań na rynku, segment pieczarek utrzymuje stabilne tempo wzrostu. Warto dodać, że według zapowiedzi Krystiana Szudygi, prezesa Stowarzyszenia Branży Grzybów Uprawnych, na działania promocyjne w tym roku zostanie wydane około 3 mln zł. Powinno to pomóc w jeszcze większym umocnieniu się na pozycji lidera w Europie. To wszystko sprawia, że coraz więcej osób interesuje się możliwościami uprawy tych bogatych w witaminę D, a także fosfor, potas, żelazo i selenu grzybów. Do niedawna Polska była kojarzona głównie z hodowli ziemniaków i truskawek. Dziś stawia się na pieczarki i nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie ten stan miał się zmienić.

Wyniki finansowe Grupy IPF za pierwsze półrocze 2015 roku

W pierwszym półroczu Grupa IPF osiągnęłą mocne wyniki finansowe osiągając zdecydowany wzrost zysku bazowego przed opodatkowaniem wynoszący 16% (7,5 mln GBP) zrównoważony kosztami inwestycji w nowe przedsięwzięcia biznesowe w wysokości 3,3 mln GBP oraz kosztem słabszych kursów wymiany walut wynoszącym 8 mln GBP. Zysk Grupy przed opodatkowaniem i odliczeniem pozycji nadzwyczajnych wyniósł 43,3 mln GBP w pierwszym półroczu, przy czym zysk ustawowy brutto wyniósł 38,6 mln GBP. Pozycje nadzwyczajne wynikają z przejęcia MCB Finance oraz rozpoczęcia działalności w Hiszpanii poprzez sprzedaż pożyczek internetowych zamiast udzielania ich w domu klienta.

Podany zysk za 1sze półrocze 2015 Zmiana zysku bazowego Koszty nowej działalności Słabsze kursy wymiany walut Podany zysk za 1sze półrocze 2014
Mln GBP Mln GBP Mln GBP Mln GBP Mln GBP
Home Credit 51,4 7,5 (1,9) (8,0) 53,8
Digital (1,4) (1,4)
Koszty centralne (6,7) (6,7)
Zysk przed opodatkowaniem i pozycjami nadzwyczajnymi  43,3 7,5 (3,3) (8,0) 47,1
Pozycje nadzwyczajne (4,7)
Zysk przed opodatkowaniem 38,6

Po przejęciu MCB Finance oraz uruchomieniu Hapi pożyczek w Polsce, Zarząd Grupy dokonał przeglądu poszczególnych segmentów, które będą uwzględniane w raporcie wyników Grupy. Od tej chwili będziemy przedstawiać wyniki w podziale na rodzaj biznesu: pożyczki z obsługą domową (Home Credit) oraz pożyczki udzielane on-line (Digital). W ramach segmentu Home Credit funkcjonować będzie podział na regiony geograficzne: Polska-Litwa, Czechy-Słowacja, Europa Południowa (Węgry, Rumunia i Bułgaria) oraz Meksyk.

Polska i Litwa

Po raz kolejny Polska i Litwa osiągnęły dobre wyniki, oparte o wzrost pozycji udzielonych pożyczek oraz znaczną poprawą jakości sprzedanych pożyczek, co przyczyniło się do osiągnięcia mocnego wzrostu zysku bazowego o 3,8 mln GBP (13%) zrównoważonego przez niekorzystne zmiany kursów walut wynoszące 4 mln GBP. Zysk przed opodatkowaniem wyniósł 28,3 mln GBP.

2015mln funtów 2014mln funtów Zmianamln funtów Zmiana% Zmiana przy CER %
Liczba klientów (tys.) 851 853 (2) (0,2) (0,2)
Udzielony kredyt 180,9 189,4 (8,5) (4,5) 6,2
Średni stan należności netto 288,1 302,3 (14,2) (4,7) 6,0
 
Przychód 137,3 158,0 (20,7) (13,1) (3,3)
Utrata wartości (40,3) (53,1) 12,8 24,1 15,7
Przychód netto 97,0 104,9 (7,9) (7,5) 3,0
Koszty finansowania (8,2) (9,8) 1,6 16,3 6,8
Prowizje agentów (15,4) (16,4) 1,0 6,1 (4,1)
Inne koszty (45,1) (50,2) 5,1 10,2 2,2
Zysk przed opodatkowaniem 28,3 28,5 (0,2) (0,7)

Liczba klientów utrzymała się na stałym poziomie w porównaniu rok do roku, a dzięki zastosowaniu selektywnie złagodzonej polityki kredytowej, wprowadzeniu nowych produktów oraz większemu zorientowaniu systemów motywacyjnych na wzrost udało się osiągnąć 6% wzrost w liczbie sprzedanych pożyczek. Średni stan należności netto wzrósł o 6%, a przychód spadł o 3% co jest wynikiem uszczuplonych przychodów wynikających ze spadku stopy lombardowej o 1,5 punktu procentowego w 4 kwartale 2014 i 1 kwartale 2015 i w efekcie niższym limitem na odsetki kontraktowe. Wynika to także z faktu, iż większa liczba klientów zaciągnęła długoterminowe pożyczki po preferencyjnych cenach.

Nasza nowa struktura produktowa, która oferuje klientom większą opcjonalność oraz uwzględnia opłaty o stałej, a nie zmiennej wysokości, będzie w pełni dostępna od 1 sierpnia i od tego momentu wszystkie nowe pożyczki sprzedawane będą już zgodne z nową strukturą produktową.

Lepsze wyniki zbiórkowe w porównaniu rok do roku w połączeniu ze sprzedażą wierzytelności w 3 kwartale 2014 roku zapewniły poprawę o 4,9 punktu procentowego w rocznym ujęciu utraty wartości należności, która jako procent przychodu wynosi 24,8%. Pomimo wzrostu w biznesie kontynuowaliśmy ścisłą kontrolę kosztów utrzymując wydatki na poziomie z zeszłego roku.

Będziemy dalej realizować naszą strategię przyspieszenia wzrostu poprzez stosowanie selektywnego złagodzenia polityki kredytowej oraz akcji marketingowych skierowanych do nowych segmentów klientów, jak również dążyć do zwiększenia naszej widoczności na tym konkurencyjnym rynku. Ponadto będziemy dalej rozwijać naszą technologię umożliwiającą wstępną ocenę zdolności kredytowej klienta oraz rozszerzać sieć naszych brokerów tak, aby do końca 2015 roku objęli oni swym zasięgiem całą Polskę. Skoncentrujemy się także na dążeniu do zwiększenia liczby klientów na Litwie oraz współpracy z naszym biznesem internetowym, aby móc prowadzić sprzedaż wiązaną pożyczek udzielanych w domu klienta oraz tych dostępnych on-line.

Gerard Ryan, Dyrektor Zarządzający Grupy IPF International Personal Finance
Gerard Ryan, Dyrektor Zarządzający Grupy IPF International Personal Finance

Komentarz Gerarda Ryana, Dyrektora Zarządzającego Grupy IPF:

„Obiecującym jest fakt, że nasza podstawowa działalność pożyczkowa dobrze reaguje na strategiczne inicjatywy ukierunkowane na wzrost, co umożliwiło osiągnięcie w analizowanym okresie równomiernie poprawiających się wyników. Podczas gdy w Europie warunki prowadzenia działalności nadal są wymagające, a ewentualne zmiany regulacyjne w Polsce wprowadziły atmosferę niepewności na tym rynku, w Meksyku nadal obserwujemy bardzo silny wzrost oraz zgodną z planem realizację celów na liczbę klientów i dochodowość. Z kolei nasza działalność w nowym kanale, czyli pożyczki on-line, dobrze się rozwija i planujemy wejść na rynek hiszpański z ofertą internetową pod koniec tego roku. Przy silnym, 16% wzroście zysku bazowego w omawianym okresie oraz bardzo solidnym bilansie, chcemy poinformować o kolejnym programie skupu akcji, dzięki któremu przybliżymy się do osiągnięcia zakładanego wskaźnika kapitału własnego do należności na poziomie 40% oraz będziemy koncentrować swoje działania na realizacji dalszego wzrostu w drugiej połowie roku.”

 

System podatkowy w branży wydobywczej powinien sprzyjać inwestycjom

Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało zlikwidowanie tzw. podatku miedziowego, który płaci obecnie KGHM. Zdaniem Konfederacji Lewiatan nałożenie na przedsiębiorstwa wydobywcze podatku typu royalty (uzależnionego od ilości wydobytego surowca, a niezależnego od wypracowanego zysku) jest uzasadnione i stosowane w wielu krajach, stanowiąc daninę na rzecz społeczeństwa z tytułu użytkowania wspólnego dobra jakim są kopaliny. Jednak jego konstrukcja powinna sprzyjać nowym inwestycjom, a teraz tak się nie dzieje.

Lewiatan wielokrotnie podkreślał, zarówno w trakcie prac nad ustawą o podatku od wydobycia niektórych kopalin, jak i domagając się rzetelnej analizy skutków ustawy, że konstrukcja systemu powinna być zgodna ze specyfiką działalności wydobywczej i sprzyjać nowym inwestycjom. Obecne opodatkowanie wydobycia miedzi z całą pewnością odstrasza, a nie zachęca nowych inwestorów.

– Z perspektywy inwestorów i oceny zwrotu z inwestycji uzasadniających rozpoczęcie i kontynuowanie inwestycji w Polsce, aspekt obciążeń podatkowych jest kluczowy – gdyż jest jedną z barier wejścia do sektora obok m.in. dużej kapitałochłonności przy jednoczesnej niepewności wydobycia – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Dlatego też, chcąc uczynić polski system podatkowy konkurencyjnym konieczne jest połączenie kilku ulg i zachęt podatkowych, które mogłyby obejmować m.in.:
• Ulgę inwestycyjną – prawo do odliczenia od podatku od wydobycia niektórych kopalin 100% lub więcej przedprodukcyjnych nakładów inwestycyjnych (tzw. uplift),
• Odroczenie poboru podatku od wydobycia niektórych kopalin w okresie, co najmniej 10 lat od rozpoczęcia nowej inwestycji lub obniżenie podatku w tym okresie,
• Przyspieszenie amortyzacji składników majątku tworzących i wykorzystywanych w zakładach górniczych miedzi do 5 lat.

Nowe inwestycje w branży wydobywczej mają bardzo pozytywny wpływ na gospodarkę, mają dużą wartość, cechuje je także długi, kilkudziesięcioletni horyzont czasowy i brak możliwości realokacji (przeniesienia) ich do innego kraju z uwagi na lokalizację złoża.
Co istotne, Polska jest obecnie światowym liderem pod względem liczby udokumentowanych zasobów miedzi i ma szansę wyprzedzić takich światowych potentatów jak Kanada, Rosja czy Chiny. Jednakże, aby tak się stało konieczne jest zapewnienie dostępu do atrakcyjnych rezerw zalegających na głębokościach przekraczających 1500 m. W tym celu niezbędne jest przede wszystkim poniesienie wysokich nakładów inwestycyjnych na najnowsze technologie i budowę nowych zakładów górniczych.

Z perspektywy pozyskania nowych inwestorów w sektorze wydobywczym, poza potencjałem geologicznym (jakością rudy, trudnością dotarcia do surowca), niezwykle istotny jest reżim podatkowy i jego wpływ na zyskowność planowanych działań.

Nowe złoża miedzi są trudniejsze niż dotychczas eksploatowane – wymagają kopalni głębinowych, które z kolei wymagają znacznie więcej nakładów kapitałowych szczególnie w pierwszych fazach inwestycji. Aktywizację wydobycia z takich złóż mogą zapewnić nowi inwestorzy dysponujący istotnym kapitałem. Tym bardziej strategia fiskalna powinna skupić się w pierwszej kolejności na przyciągnięciu znacznych inwestycji, niezbędnych do rozwoju polskiego sektora wydobycia miedzi, by dopiero później czerpać korzyści ze znaczącego strumienia wpływów do budżetu (z różnych podatków, nie tylko podatku od wydobycia niektórych kopalin).

Mobilność po polsku – łatwiej wyjechać za pracą z kraju niż do innego województwa

Polacy rzadko decydują się na zmianę miejsca zamieszkania, by podjąć pracę w innym mieście lub województwie. Mimo, że w wielu regionach Polski bezrobocie sięga niemal 20%, a w innych aglomeracjach zaledwie 3,9%, to proponowane przez resort pracy bony relokacyjne, nie cieszą się dużą popularnością. W I półroczu 2015 roku skorzystało z nich niewiele ponad 2,5 tys. osób. Z kolei dane GUS wskazują, że 3,1 mln Polaków dojeżdża regularnie do pracy, ale jedynie w obrębie województwa, w którym mieszkają. Jeśli już mamy się przeprowadzić za pracą, to wolimy wyjechać za granicę, a najchętniej wybieramy Wielką Brytanię, Niemcy i Norwegię. Przyciągają nas wyższe zarobki i lepsze warunki socjalne.

Z danych Ministerstwa Pracy i Polityki społecznej wynika, że jedynie 2 675 osób w pierwszym półroczu 2015 r skorzystało z bonów na zasiedlenie, w ramach rządowego programu aktywizacji bezrobotnych. Bon gwarantuje wynagrodzenie w wysokości co najmniej minimalnego wynagrodzenia za pracę brutto miesięcznie, a także ubezpieczenia społeczne. Mogą uzyskać go osoby do 30 roku życia podejmujące pracę poza dotychczasowym miejscem zamieszkania, w odległości co najmniej 80 km lub 3 godzin czasu dojazdu od aktualnego miejsca.

– Mamy do czynienia z silną barierą kulturową, która hamuje migracje zarobkowe wewnątrz kraju. Pomimo dużych zachęt i możliwości, jakie dają bony relokacyjne, bardzo mało osób zainteresowało się tym wsparciem, biorąc pod uwagę skalę zapotrzebowania na pracowników i zróżnicowanie jakie występuje na polskim rynku pracy. Z danych GUS wynika, że tylko w czerwcu pracodawcy zgłosili do urzędów pracy ponad 93 tys. ofert, a w całym pierwszym kwartale 2015 r. było ich 283,1 tys. Mamy regiony w Polsce gdzie bezrobocie jest bardzo niskie, a miejsc pracy wciąż przybywa. W największych aglomeracjach takich jak Warszawa, Katowice, Trójmiasto, Kraków, czy Wrocław stopa bezrobocia kształtuje się obecnie na poziomie od 3,9% do 6,3%. – mówi Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Bezrobocie w Polsce systematycznie spada i na koniec tego roku możemy spodziewać się, że po raz pierwszy od kilku lat osiągnie jednocyfrowy wynik. Jednak wciąż w wielu regionach liczba osób bez pracy jest bardzo wysoka. Według danych GUS za czerwiec 2015 w niektórych województwach, jak np. kujawsko-pomorskie, podkarpackie, czy warmińsko-mazurskie stopa bezrobocia wynosi od 13,1% do 16,8%, a patrząc na poziomy powiatów, są takie, w których osiąga nawet 20%. Sposobem na zaktywizowanie zawodowe osób zamieszkujących miejscowości, gdzie najtrudniej znaleźć pracę, miał być wprowadzony w połowie 2014 r. system pomocy dla bezrobotnych i bony na zasiedlenie.

– Polacy wciąż są zbyt mocno przywiązani do swoich miejscowości. Niechętnie decydują się na przeprowadzkę za pracą do innego miasta, a tym bardziej do innego województwa. Pod względem mobilności ciągle różnimy się od zachodnich sąsiadów, dla których zmiana miejsca zamieszkania ze względu na atrakcyjną ofertę jest czymś naturalnym – dodaje Tomasz Hanczarek.

Małą mobilność Polaków potwierdzają dane GUS. Według nich 3,1 mln pracujących Polaków regularnie dojeżdża do pracy, do innej gminy. Jednak najczęściej miejsce pracy znajduje się w obrębie tego samego województwa, co miejsce zamieszkania. Co ciekawe gotowość do wyjazdu jest zdecydowanie większa jeśli chodzi o emigrację za granicę. Według najnowszych badań Work Service, co piąty Polak rozważa poszukiwanie pracy za granicą w ciągu najbliższego roku. Wśród tych, którzy deklarują chęć wyjazdu z kraju za pracą, 19% to osoby bezrobotne, a co druga osoba nie wykazywała dochodów.

– Znaczna część osób wykluczonych z rynku pracy, bardziej niż szukać zatrudnienia w innych miastach w Polsce, woli wyjechać z kraju. Najczęściej Polacy wybierają kraje europejskie, takie jak Wielka Brytania, Niemcy, czy Norwegia. Ich wybory są racjonalne, bo te miejsca dają gwarancję większych zarobków i lepszego standardu życia, a przy tym mają zapewnioną dobą komunikację z Polską. Należy jednak pamiętać, że emigracja do innego kraju to również trudna decyzja, związana z rozłąką z rodziną i najbliższych otoczeniem, ale także potrzeba dostosowania się często do odmiennych warunków, języka i kultury – podsumowuje Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service.

Blisko 1,2 mln mkw. powierzchni w budowie – deweloperzy z optymizmem patrzą na rynek biurowy w Polsce

W Polsce powstaje obecnie 1,2 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Najwyższa aktywność deweloperska utrzymuje się w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście. Współczynnik pustostanów w Polsce wzrósł do poziomu 12,9% (na koniec 2014 r. wynosił 12,4%). Mimo to najwięksi deweloperzy zapowiadają utrzymanie wysokiej aktywności – wynika z raportu Colliers International podsumowującego rynek powierzchni biurowych w pierwszym półroczu tego roku.

W pierwszej połowie roku zawarto transakcje na 621,7 tys. mkw., co oznacza 38% wzrost w stosunku do analogicznego okresu zeszłego roku. W strukturze popytu dominowały nowe umowy (64,9%) oraz renegocjacje i przedłużenia dotychczasowych kontraktów (23,4%). Umowy pre-let nadal stanowiły znaczącą część aktywności rynkowej (23%).
Czynsze bazowe i efektywne ulegają powolnej stabilizacji. Przeciętne czynsze bazowe w Warszawie kształtowały się między 11 a 24 EUR/mkw./miesiąc, natomiast w miastach regionalnych wynosiły od 10 do 15,5 EUR/mkw./miesiąc.

Podaż

Od początku roku warszawski rynek biurowy powiększył się o 147 tys. mkw. Blisko 80% nowej powierzchni zostało dostarczone w strefach poza centrum miasta, gdzie ukończono takie inwestycje, jak: Postępu 14, Nestle House, Park Rozwoju II oraz Karolkowa Business Park. W centrum miasta do użytku oddano dwa budynki biurowe: Carpathia Office House oraz Spektrum Tower (renowacja).

Wśród miast regionalnych najwięcej nowej powierzchni oddano do użytku we Wrocławiu (50,9 tys., Poznaniu (48,4 tys. mkw.) i Trójmieście (31,7 tys. mkw.). Umiarkowane przyrosty odnotowały Łódź i Szczecin. Pojedyncze obiekty biurowe trafiły na rynki w Krakowie (Bonarka 4 Business E), Katowicach (A4 Business Park II) oraz Lublinie (Centrum Park Offices).

Popyt

Popyt brutto w Warszawie ukształtował się na poziomie 386 tys. mkw., czyli blisko o połowę więcej niż w analogicznym okresie 2014 r. Najwyższą aktywność wykazywali najemcy z sektorów: finansowego, IT oraz usług profesjonalnych.

Łączny wolumen transakcji na rynkach regionalnych przekroczył 235 tys. mkw. Ponad 70% zarejestrowanego popytu przypadło na trzy rynki: krakowski (78,9 tys. mkw.), trójmiejski (52,8 tys. mkw.) oraz wrocławski (40,1 tys. mkw.). I poł. roku przyniosła znaczący wzrost aktywności w Poznaniu, gdzie podpisano kontrakty na blisko 18 tys. mkw. (wobec 18,7 tys. mkw. wynajętych w całym 2014 r.).

Zarówno w Warszawie, jak i na głównych rynkach regionalnych utrzymuje się trend konsolidacji i relokacji do nowych obiektów.

Prognozy

Zaostrzenie wymagań dotyczących finansowania może się przełożyć na zmniejszenie liczby rozpoczynanych inwestycji lub przeciągnięcie ich w czasie. Deweloperzy, którzy w przeszłości realizowali już z sukcesem projekty biurowe są w uprzywilejowanej pozycji, ponieważ posiadają zaufanie instytucji finansujących i najemców. Dlatego też najwięksi gracze deklarują spekulacyjny start swoich projektów wyjaśnia Paweł Skałba, partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych.

Miasta regionalne pozostaną w centrum zainteresowania firm z sektora nowoczesnych usług biznesowych. Należy jednak zaznaczyć, że najemcy BPO/SSC coraz przychylniej spoglądają na stołeczny rynek dodaje Paweł Skałba.

Komisarz w dwóch kolejnych SKOK-ach

Komisja Nadzoru Finansowego zdecydowała na posiedzeniu z 28 lipca o ustanowieniu zarządców komisarycznych w dwóch kolejnych spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych. Zarządcy będą zobowiązani do sprawdzenia sytuacji finansowej kas i przygotowania programów naprawczych.

SKOK Polska z siedzibą w Warszawie i Powszechna Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w Knurowie to dwie kolejne instytucje, do których skierowano zarządców komisarycznych. Decyzje podjęte jednogłośnie przez Komisję Nadzoru Finansowego zostały dostarczone 29 lipca i wchodzą w życie tego samego dnia, czytamy w komunikacie nadzorcy.

„W przypadku obu SKOK ich aktywa nie wystarczają na zaspokojenie ich zobowiązań. Pomimo pomocy finansowej udzielonej obu SKOK przez Kasę Krajową, obie SKOK posiadają ujemne fundusze własne i straty z lat ubiegłych oraz wykazują bieżące straty finansowe. Oznacza to, że dotychczasowa pomoc ze strony Kasy Krajowej okazała się niewystarczająca w stosunku do sytuacji obu SKOK” poinformowano w komunikacie opublikowanym na stronie internetowej KNF.

Zarządcy komisaryczni mają wzmocnić kasy poprzez poprawę standardów zarządzania ryzykiem. Dokonają także szczegółowej weryfikacji sytuacji finansowej SKOK-ów i opracują uzgodnione z KNF programy postępowania naprawczego. Na zarządcę w SKOK Polska powołano Małgorzatę Korsakowską-Słowik, a w Powszechnej SKOK w Knurowie – Krzysztofa Brejdaka.

Wprowadzenie zarządcy komisarycznego powoduje, że członkowie zarządów zostają z mocy prawa odwołani, a otrzymane przez nich pełnomocnictwa wygasają. Na wyznaczonego przez KNF komisarza przechodzą wszystkie kompetencje organów kierujących SKOK.

Wokół kondycji spółdzielczych kas toczy się obecnie ożywiona dyskusja, w której przewijają się wątki polityczne. Nadzór finansowy, a także przedstawiciele rządu zwracają uwagę na dramatyczną sytuację sektora. Kasy oponują, wskazując na najnowsze wyniki niektórych podmiotów.

autor: Michał Kisiel

Prezes Budimex SA komentuje wyniki finansowe za pierwsze półrocze 2015 roku

W pierwszym półroczu 2015 roku Grupa Budimex utrzymuje pozytywne trendy pierwszego kwartału: wysoką sprzedaż, poprawę rentowności, wysoki poziom przedsprzedaży mieszkań oraz pozycji gotówkowej netto.

Dariusz Blocher - prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA
Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA

W szczególności należy zwrócić uwagę na bardzo dobrą skuteczność ofertowania na rynku kontraktów drogowych. Budimex złożył najlepsze oferty na 30% kontraktów ogłoszonych przez GDDKiA w ciągu ostatnich miesięcy. Na uwagę zasługuje również poziom portfela zamówień Grupy Budimex sięgający obecnie 7 miliardów złotych.

Sprzedaż Grupy Budimex za pierwsze półrocze 2015 roku wyniosła 2 268 milionów złotych i była wyższa od sprzedaży osiągniętej w analogicznym okresie 2014 roku o 5,3%. Główną siłą napędową sprzedaży Grupy pozostaje sprzedaż segmentu budowlanego, która w pierwszym półroczu bieżącego roku była wyższa od sprzedaży pierwszego półrocza 2014 roku o 10,6%. Dynamika produkcji budowlano-montażowej w tym okresie wzrosła o 0,8% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego.

W drugim kwartale tego roku rozpoczęliśmy sprzedaż notarialną projektu w Poznaniu oraz pierwszego etapu projektu „Wiślany Mokotów” w Warszawie. Dzięki temu sprzedaż segmentu deweloperskiego w drugim kwartale wyniosła 105 milionów złotych i była wyższa od sprzedaży notarialnej drugiego kwartału 2014 roku o 80%. W konsekwencji sprzedaż w segmencie deweloperskim w pierwszym półroczu 2015 roku wyniosła 139 milionów złotych. W całym roku 2015 sprzedaż w segmencie deweloperskim powinna być zbliżona do sprzedaży roku poprzedniego.

W drugim kwartale 2015 roku Grupa Budimex poprawiła wyniki i rentowność na wszystkich poziomach działalności. Zysk operacyjny Grupy Budimex wypracowany w tym okresie wzrósł o 42,8%, a wynik przed podatkiem o 55,5% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Rentowność Grupy Budimex na poziomie wyniku przed podatkiem wyniosła w drugim kwartale 6,1%.

W konsekwencji wyniki i rentowność Grupy w pierwszym półroczu 2015 roku są lepsze od tych wypracowanych w pierwszym półroczu roku poprzedniego.

Poprawa rentowności Grupy wynika przede wszystkim z poprawy rentowności w segmencie budowlanym. W drugim kwartale 2015 roku wynik segmentu przed podatkiem był lepszy od wyniku drugiego kwartału 2014 roku o 51,1%. Rentowność na tym poziomie wzrosła o 42,5% osiągając w tym okresie poziom 5,14%. W związku z tym, wynik segmentu budowlanego przed podatkiem wypracowany w całym pierwszym półroczu 2015 roku przekroczył 100 milionów złotych.

Poprawa rentowności działalności budowlanej to między innymi wynik efektywniejszego zarządzania kontraktami. Nadal pozytywnie zaskakuje poziom cen materiałów budowlanych. Marże wypracowane w drugim kwartale bieżącego roku w segmencie infrastruktury są zatem wyższe niż w zeszłym roku.

W drugim kwartale bieżącego roku Grupa Budimex podpisała kontrakty o łącznej wartości 1,84 miliarda złotych, z czego 66% w segmencie infrastruktury. W konsekwencji wartość kontraktów podpisanych w pierwszym półroczu 2015 roku wyniosła 2,88 miliarda złotych. Jest to wartość ponad dwukrotnie wyższa w stosunku do pierwszego półrocza roku poprzedniego.

Jednoczenie wartość kontraktów, na które Budimex złożył najkorzystniejsze cenowo oferty, osiągnęła historycznie wysoki poziom 3,4 miliarda złotych, w tym 2,8 miliarda złotych to kontrakty drogowe. Jeśli cała wyżej wymieniona wartość zostanie zakontraktowana w drugim półroczu, to kontraktacja roku 2015 przekroczy rekordowy poziom osiągnięty w roku ubiegłym. Sytuację tę zawdzięczamy wspomnianej już bardzo wysokiej skuteczności ofertowania w segmencie drogowym.

Wartość portfela zamówień Grupy Budimex na koniec czerwca 2015 zmieniła się znacząco względem wartości na koniec czerwca 2014 roku (odnotowany wzrost o 78%). Obecnie wynosi ona 6 987 miliona złotych.

Na rynku nadal utrzymuje się wysoki poziom konkurencji zaobserwowany w pierwszym kwartale bieżącego roku. W segmencie drogowym oprócz stałych konkurentów pojawili się również nowi gracze. Budimex skupia się jednak nie tylko na wolumenie, lecz również na rentowności budowanego portfela zamówień, szczególnie w przypadku kontraktów projektuj i buduj. Są to projekty bardziej wymagające, z dłuższym okresem realizacji. Dlatego też kluczowa jest uważna analiza każdego przetargu i praca już od momentu składania oferty.

Uczestniczymy w przetargach w segmencie energetycznym, a zwłaszcza segmencie budownictwa gazowego. Obecnie pracujemy nad ofertami o wartości kilkuset milionów złotych.

W drugim kwartale 2015 roku rozpoczęliśmy kolejne etapy projektu Nowe Czyżyny w Krakowie, dzięki czemu przedsprzedaż mieszkań w segmencie deweloperskim utrzymuje się na wysokim poziomie.

W samym drugim kwartale Budimex Nieruchomości przedsprzedał 580 mieszkań, co daje łączną przedsprzedaż w pierwszym półroczu na poziomie 1 079 mieszkań. Jest to niemal dwukrotnie więcej niż w pierwszym półroczu 2014 roku. Taki wynik stawia Budimex Nieruchomości w pierwszej trójce deweloperów z najwyższą przedsprzedażą mieszkań w Polsce w pierwszym półroczu 2015 roku.

Liczba mieszkań w budowie utrzymuje się na analogicznym poziomie jak w pierwszym kwartale bieżącego roku – w budowie mamy ponad 3000 mieszkań, z czego tylko 771 nieprzedsprzedanych.

W pierwszym półroczu 2015 Budimex Nieruchomości zakupił nowe grunty o wartości ponad 100 milionów złotych, na których można wybudować ponad 2 tysiące mieszkań. Obserwujemy rynek terenów pod inwestycje mieszkaniowe. Jednym z naszych celów jest dywersyfikacja i powiększenie banku ziemi. W drugim półroczu będziemy pracować nad pozyskiwaniem kolejnych gruntów w atrakcyjnych lokalizacjach.

Grupa Budimex utrzymuje wysoki poziom pozycji gotówkowej netto, który na koniec pierwszego półrocza wyniósł 1,48 miliarda złotych. Jest to wzrost o 62% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Taki poziom gotówki Grupa zawdzięcza utrzymującej się wysokiej przedsprzedaży mieszkań oraz otrzymywanymi zaliczkami na realizację kontraktów budowlanych (obecne ich saldo to 407 milionów złotych).

W drugim półroczu 2015 roku Grupa Budimex będzie koncentrować się na dalszym budowaniu rentownego portfela zamówień. Będziemy dążyć do osiągniecia jego historycznego poziomu, pracując jednocześnie nad kontraktacją w innych segmentach działalności, gdzie kluczowym pozostaje segment energetyczny.

Zadaniem na rok 2015 jest poprawa rentowności w segmencie budowlanym i uzyskanie sprzedaży Grupy na poziomie zbliżonym do roku poprzedniego.

Budimex pozostaje nie tylko najwyżej wycenianą firmą budowlaną na rynku, lecz także bardzo stabilną spółką giełdową z dobrą pozycją gotówkową i przewidywalnym planem na najbliższą przyszłość.

Grupa BUDIMEX

Wybrane dane finansowe ze skonsolidowanego sprawozdania Grupy Budimex sporządzonego zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej (MSSF) za pierwsze półrocze 2015 roku oraz porównywalne dane za pierwsze półrocze 2014 roku.

Rosną obroty towarowe pomiędzy Polską a Indiami

Obroty towarowe pomiędzy Polską a Indiami nieustannie rosną. W I kwartale 2015 roku wyniosły ponad 530 mln USD*. Było to o 16% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Import wzrósł o 17% r/r, a eksport o 12%*. Zdecydowana większość z tych transakcji została rozliczona w amerykańskim dolarze, co przy obecnych zawirowaniach na światowym rynku walutowym naraża przedsiębiorstwa na znaczące ryzyko kursowe. Możliwa podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych będzie najprawdopodobniej dalej umacniać dolara, co może mieć negatywny wpływ na marże importerów.

Z Indii importujemy głównie tekstylia, w tym odzież i tkaniny, a także wyroby przemysłu chemicznego oraz wyroby elektromaszynowe. Eksportujemy z kolei przede wszystkim produkty dla przemysłu elektromaszynowego, chemicznego oraz artykuły rolno-spożywcze, m.in. jabłka.

Jakub Makurat, Dyrektor Generalny Ebury Polska
Jakub Makurat, Dyrektor Generalny Ebury Polska

Mimo wzrostu znaczenia handlu pomiędzy Polską a Indiami, wiele polskich firm z sektora MŚP nie jest świadoma możliwości efektywnego rozliczania transakcji z indyjskimi parterami handlowymi. – Banki nie mają w swojej ofercie rupii, tak więc rozliczenia w indyjskiej walucie są rzadkością. Najczęstszą walutą rozliczeniową polskich przedsiębiorców jest euro i dolar. Coraz częściej obserwujemy także transakcje w chińskim juanie, tureckiej lirze czy rosyjskim rublu. Jednak, w przypadku wymiany handlowej z bardziej egzotycznymi dla nas krajami, chociażby takim jak Indie, mało kto w ogóle rozważa rozliczanie się w rodzimej walucie swojego kontrahenta – mówi Jakub Makurat, Dyrektor Generalny Ebury Polska, która w ramach swojego portfolio zapewnia przedsiębiorcom dostęp do ponad 140 walut z całego świata.

Polskim przedsiębiorcom brak zarówno wiedzy jak i doświadczenia w rozliczaniu się w innych walutach niż tylko dolar czy euro. Jak obserwuje Ebury, sytuacja powoli zmienia się na lepsze. – Dużo rozmawiamy z przedsiębiorcami, staramy się uświadomić im jakie mają możliwości i jak mogą zarządzić ryzykiem kursowym, które jest nieodłącznym elementem międzynarodowego handlu. Jednym ze sposobów jest rozliczanie się bezpośrednio w walucie, w której kupują lub sprzedają towar – wyjaśnia Jakub Makurat. – Wraz ze wzrostem świadomości widzimy także większe zainteresowanie rupią indyjską. Rozliczenia w lokalnej walucie są siłą przetargową dla przedsiębiorcy i pomagają wynegocjować korzystniejsze warunki handlu z kontrahentem. Sprzyjają też wzrostowi konkurencyjności na rynku – dodaje.

Ebury to międzynarodowa firma specjalizująca się w usługach finansowych dla małych i średnich firm, w szczególności w obszarze transakcji walutowych oraz zarządzania ryzykiem kursowym. Firma weszła do Polski kilka tygodni temu, ale już ma na koncie realizację transakcji w rupii indyjskiej. Transakcja została zrealizowana dla firmy z branży odzieżowej.

* źródło: Ministerstwo Gospodarki, Polsko – Indyjskie relacje gospodarcze, 15 czerwca 2015 r.

Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. planuje Ofertę Publiczną i debiut na GPW

Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. z siedzibą w Krakowie została założona w 1996 r., a działalność operacyjną w obecnym kształcie prowadzi od roku 2000. BIK S.A. tworzy Grupę Kapitałową, w której jest jednostką dominującą. Grupa BIK działa na rynku nieruchomości komercyjnych, specjalizując się przede wszystkim w budowie, wynajmie i zarządzaniu nowoczesnymi powierzchniami magazynowymi. Dotychczas Grupa BIK zrealizowała inwestycje w Ożarowie Mazowieckim, Pruszczu Gdańskim, Sosnowcu oraz dwie inwestycje w Krakowie o łącznej powierzchni najmu przekraczającej 80 tys. mkw. Obecnie Grupa BIK planuje realizację trzeciego Centrum Logistycznego w Krakowie.

Od 2010 roku Grupa BIK w ramach ekspansji i dywersyfikacji działalności rozpoczęła również inwestycje w obiekty handlowe. Dotychczas zrealizowane zostały dwie galerie handlowe: jedna w Puławach, a druga w Bielsku-Białej. W przygotowaniu jest projekt nowej Galerii Handlowej w Dzierżoniowie. Obiekt zlokalizowany będzie w samym centrum miasta i obejmuje budowę galerii o dwóch kondygnacjach wraz ze 105 miejscami parkingowymi. Łączna powierzchnia najmu wynosić będzie ok. 5 tys. mkw.

„Rynek nieruchomości magazynowych, na którym działa BIK S.A. w dalszym ciągu dynamicznie się rozwija i widać wyraźne zapotrzebowanie na nowe powierzchnie magazynowe. Biorąc pod uwagę sprzyjające otoczenie gospodarcze i potencjał naszej Grupy podjęliśmy decyzję o pozyskaniu kapitału z Giełdy w celu przyśpieszenia rozwoju” – powiedział Mirosław Koszany, Prezes Zarządu BIK SA.

Na koniec 2014 r. Grupa BIK osiągnęła skonsolidowane przychody ze sprzedaży na poziomie 18,6 mln zł, czyli o około 10 proc. wyższe w stosunku do roku poprzedniego. Zysk operacyjny wyniósł 11,3 mln zł, wartość portfela nieruchomości inwestycyjnych Grupy BIK wyniosła 195,8 mln zł (wzrost o 16 % r/r), a wartość kapitałów własnych 76,4 mln zł (wzrost o 4% r/r).

Oferta publiczna Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. jest przygotowywana wspólnie z Domem Maklerskim BDM S.A., który jest oferującym akcje.

Indie – gospodarcza potęga z wieloma słabościami

Indie należą do największych i najszybciej rozwijających się państw na świecie. Wciąż jednak większość obywateli musi przeżyć za kilka dolarów dziennie, a gospodarkę blokuje biurokracja. Komentarz na temat bieżącej sytuacji ekonomicznej i gospodarczej oraz szansach rozwoju przedstawia Piotr Szulec, Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej Pioneer Pekao Investment Management.

Piotr Szulec, Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej Pioneer Pekao Investment ManagementNominalny PKB Indii wynosi 2 bln dolarów. To trzeci wynik w Azji, po Chinach i Japonii. Jednak ekonomiści z brytyjskiego Centrum ds. Badań Ekonomicznych i Biznesowych CEBR uważają, że Indie – jeżeli utrzymają tempo rozwoju gospodarczego – w ciągu najbliższych kilkunastu lat mają szansę wyprzedzić nie tylko Kraj Kwitnącej Wiśni, ale także kilka krajów Unii Europejskiej i zostać trzecią potęgą gospodarczą świata.

Azjatycki tygrys

Indyjskie Centralne Biuro Statystyki szacuje, że dynamika PKB w 2015 roku wyniesie 7,4%. Choć wynik ten może budzić zazdrość w krajach rozwiniętych, dla Indii nie jest novum. Przez ostatnie 20 lat indyjska gospodarka rozwijała się w tempie ok. 6% rocznie. W latach poprzedzających kryzys finansowy z 2008 roku wzrost PKB sięgał nawet 10% w skali roku.

Z najnowszych danych wynika, że Indie – z tempem rozwoju na poziomie 7,5% w IV kwartale 2014 roku (w ujęciu rok do roku) – rozwijają się szybciej niż Chiny, które borykają się ze spowolnieniem dynamiki. Zdaniem analityków cytowanych przez „The Economist”w raporcie na temat tego kraju tak wysokie tempo wzrostu może być zaskakujące, gdyż indyjska gospodarka doświadczała ostatnio lekkiego kryzysu, przejawiającego się słabą sprzedażą samochodów, niską dynamiką popytu na kredyty czy mniejszymi od spodziewanych przychodami firm notowanych na tamtejszej giełdzie.

Jedną z najpoważniejszych bolączek indyjskiej gospodarki pozostaje wysoka inflacja. W 2010 roku zbliżyła się ona do 14%. Bank centralny podjął wówczas wiele działań, by zapanować nad zwyżką cen. Liczne podwyżki stóp procentowych (w krótkim czasie wzrosły one z poziomu 4,25 do 8,5%) pozwoliły obniżyć inflację do poziomu ok. 8% w 2014 roku. Największe sukcesy na tym polu odnotowano w ostatnich miesiącach. W marcu 2015 roku wzrost cen liczony rok do roku nieznacznie przekroczył 5%.

Za szybki spadek inflacji odpowiedzialne są przede wszystkim obniżki cen żywności oraz mniejszy popyt wewnętrzny, niż wcześniej zakładano. Eksperci spodziewają się jednak, że indyjski bank centralny nie zmieni w najbliższym czasie swojej polityki i będzie utrzymywał restrykcyjne nastawienie do stóp procentowych. Celem jest oczywiście trzymanie inflacji w ryzach, czyli na poziomie nieprzekraczającym 6% do końca 2015 roku.

Złoto ciąży importowi

Innym problemem indyjskiej gospodarki jest deficyt w handlu zagranicznym. Indie w odróżnieniu od Chin zdecydowanie więcej importują, niż eksportują. Za deficyt odpowiedzialny jest przede wszystkim import surowców, głównie ropy naftowej i złota. Indie są jednym z największych na świecie konsumentów tego kruszcu w postaci fizycznej. To rezultat między innymi uwarunkowań historycznych: dla tamtejszego społeczeństwa złoto jest najcenniejszą i najpewniejszą lokatą kapitału, uświęconą wielowiekową tradycją.

Władze starają się problemowi zaradzić. W 2014 roku wartość deficytu handlowego uległa obniżeniu z 50 mld dolarów do 34 mld dolarów. Import zmniejszył się o 6,5%, w konsekwencji wprowadzenia wielorakich ograniczeń importu złota. W roku 2015 deficyt ma ulec niewielkiemu zwiększeniu z uwagi na ożywienie inwestycyjne, które według prognoz pociągnie za sobą zwyżkę importu o 10%. Równocześnie spodziewany jest wzrost eksportu. Do najważniejszych partnerów handlowych Indii należą USA , Chiny, Arabia Saudyjska oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie.

1,3 mld konsumentów

Indyjska gospodarka rozwija się więc przede wszystkim dzięki ogromnemu rynkowi wewnętrznemu. Indie to drugi najliczniejszy kraj na świecie. Mieszka tu, według danych Banku Światowego za 2013 rok, prawie 1,3 mld osób. Dochody obywateli systematycznie rosną, co generuje coraz większy popyt wewnętrzny. Chociaż PKB na jednego mieszkańca, liczony według siły nabywczej, wynosi zaledwie ok. 3,5 tys. dolarów, to wskaźnik ten z każdym rokiem rośnie. Tylko w ciągu ostatniej dekady uległ podwojeniu.

Należy jednak pamiętać, że społeczeństwo indyjskie wciąż należy do najuboższych na świecie. To między innymi efekt niekorzystnej struktury zatrudnienia, która zdecydowanie odbiega od wzorców obowiązujących w krajach rozwiniętych. Aż 52% siły roboczej w Indiach zatrudnione jest w rolnictwie. Tylko 34% pracuje w usługach, reszta w przemyśle. Stopa rejestrowanego bezrobocia znajduje się na dość wysokim poziomie (ok. 10%).

Pustki w państwowej kasie

Indyjski rząd musi walczyć z deficytem budżetowym, który w 2013 roku wynosił ponad 88 mld dolarów, czyli ok. 5% PKB. W 2014 roku udało się go ograniczyć do poziomu ok. 60 mld dolarów, między innymi dzięki prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych. Zamiary rządu w tym zakresie nie zostały jednak do końca zrealizowane. Sama tylko sprzedaż 10% udziałów w Coal India miała przynieść ponad 3 mld dolarów przychodów, ale ze względu na sprzeciw związków zawodowych zaniechano tego planu.

Firmy działające na terenie Indii muszą się liczyć z biurokracją – i to pomimo tego, że liberalizacja przepisów trwa tu od 20 lat. Rządowi udało się znieść wiele licencji dla większości gałęzi przemysłu. Sprywatyzowano dużo branż, wcześniej praktycznie w całości reprezentowanych przez przedsiębiorstwa państwowe. Udało się także zliberalizować handel zagraniczny poprzez redukcję części ceł.

W gąszczu paradoksów

Z perspektywy Europy duża część indyjskiej gospodarki pozostaje jednak pełna absurdów i niedorzeczności. W rękach rządu są cła na wiele towarów, instrumenty pozwalające zakazywać importu bądź eksportu określonych produktów, monopol na handel zagraniczny wieloma z nich, takimi jak najważniejsze towary żywnościowe czy nawozy służące do produkcji rolnej. Nadal istnieje na przykład lista towarów, które mogą być sprzedawane tylko przez lokalne małe firmy. Co ciekawe, rząd wciąż kontroluje ceny wielu towarów, jak choćby paliw, lekarstw czy części produktów spożywczych.

Skalę problemów, z którymi często muszą się borykać działający w Indiach przedsiębiorcy, pokazuje szeroko omawiany w tamtejszych mediach przypadek zatrzymania rok temu w indyjskich portach dostaw towarów z Unii Europejskiej. Powodem było niewłaściwe, zdaniem służb celnych, oznakowanie wwożonych towarów. Otóż etykiety na opakowaniach zbiorczych produktów były naklejone. Tymczasem celnicy upierali się, że powinny być one nadrukowane. Podczas gdy spory prawne trwały, produkty tygodniami stały w portach i się psuły.

Bariery wejścia

Z wieloma ograniczeniami muszą też zmagać się zagraniczne podmioty pragnące inwestować w Indiach. W dalszym ciągu funkcjonuje tu, odziedziczona po czasach kolonialnych, obawa przed uzależnieniem od zagranicznego kapitału, co powoduje, że obcy kapitał napotyka szereg ograniczeń w dostępie do wielu branż. W 2013 roku rząd w Delhi zdecydował o złagodzeniu kilku restrykcyjnych regulacji w zakresie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Pozwolono między innymi na przejmowanie przez obcy kapitał całości przedsiębiorstw farmaceutycznych, ale już na przykład w handlu hurtowym istnieje obowiązek zapewnienia w ofercie przez zagranicznego inwestora minimum 30% udziału krajowych produktów. A gdy formalnych przeszkód nie ma, na drodze do inwestycji często staje postawa pojedynczego urzędnika. Znany jest przypadek jednej z koreańskich korporacji planującej budowę nowej huty stali. Projekt – wart, bagatela, 12 mld dolarów – czekał prawie 10 lat na wydanie wszelkich wymaganych prawem pozwoleń. Z wyzwaniami mierzą się również miejscowe firmy. Liczne przeszkody muszą pokonywać choćby przedsiębiorstwa wydobywcze, niezależnie od kraju pochodzenia. Chodzi głównie o kłopoty w nabywaniu ziemi oraz uzyskiwaniu pozwoleń środowiskowych związanych z rozpoczęciem wydobycia. Proces zakupu ziemi może trwać nawet 8 lat. Paradoks polega na tym, że przedsiębiorstwa wydobywcze muszą w ciągu 3 lat od otrzymania zgody na wydobycie rozpocząć eksploatację złoża węgla czy rudy… Efektem takich przepisów jest między innymi rosnący deficyt Indii w handlu zagranicznymi surowcami energetycznymi. Indie mają ogromny potencjał i szanse, by stać się trzecią światową potęgą. Pytanie, czy same sobie w osiągnięciu tego celu nie przeszkodzą.

Dziś premiera nowego systemu Microsoft – Windows 10

Nowy system Microsoft jest już dostępny globalnie w 190 państwach, w 111 językach, jako bezpłatne uaktualnienie dla urządzeń funkcjonujących na systemach Windows 7 oraz Windows 8.1, a także nowych komputerach osobistych oraz tabletach.


Windows 10 reprezentuje całkowicie nowe i unikalne podejście w rodzinie produktów Windows. Stanowi pierwszy krok w kierunku jeszcze większej personalizacji komputerów osobistych. Nie tylko z tego powodu, że jest bezpłatny, lecz również dlatego, że w jego tworzeniu wzięło udział ponad 5 mln użytkowników. Wyjątkowość nowego systemu Microsoft polega również na tym, że jest on dostarczany w modelu usługowym (Windows as a service), dzięki czemu będzie na bieżąco aktualizowany o innowacyjne funkcje oraz udoskonalone zabezpieczenia.

Windows 10 jest najbezpieczniejszym spośród wszystkich systemów operacyjnych Windows. W nowym systemie Microsoft użytkownicy poczują się jak w domu, a będzie temu sprzyjał szybki i znajomy interfejs, ujednolicony dla całej gamy urządzeń, wliczając w to komputery osobiste, tablety, telefony, Xbox One, HoloLens i wiele innych. Windows 10 oferuje ponadto wiele innowacyjnych rozwiązań, pozwalających na bardziej spersonalizowane i produktywne korzystanie z wymienionych urządzeń. Wśród nich na szczególną uwagę zasługują:

Cortana – osobisty, cyfrowy asystent, rozszerzający możliwości Twojego telefonu, komputera oraz tabletu, dzięki któremu odnalezienie poszukiwanych informacji jest proste i odbywa się w mgnieniu oka.

Microsoft Edge – całkowicie nowa przeglądarka internetowa, która jest bardziej spersonalizowana, a przy tym elastyczna, wydajna oraz dopasowana do wszystkich urządzeń z Windows 10. Umożliwia użytkownikom szybkie przeglądanie stron internetowych, zaznaczanie interesujących treści, dodawanie komentarzy oraz łatwe dzielenie się takimi notatkami ze znajomymi.

Integracja z konsolą Xbox – dzięki aplikacji Xbox gracze mogą rejestrować, udostępniać oraz edytować najlepsze momenty z gier za pomocą Game DVR, grać w nowe gry z przyjaciółmi na różnych urządzeniach oraz streamować gry bezpośrednio z konsoli Xbox One na swoje tablety i komputery osobiste z systemem Windows 10.

Start – przycisk Start oraz pasek zadań umożliwią natychmiastowy dostęp do treści najważniejszych dla użytkownika. Z pewnością będą także stanowiły znajome elementy interfejsu dla użytkowników Windows 7 oraz Windows 8

Od dziś użytkownicy będą powiadamiani o czekającej na nich darmowej aktualizacji do Windows 10, a nowe urządzenia z tym systemem stopniowo będą pojawiały się w sklepach.

Energetyka wiatrowa szansą dla polskich gmin

Według prognoz Komisji Europejskiej energetyka wiatrowa będzie liderem zielonych technologii w przeciągu najbliższych 15 lat. Unijne propozycje z 2014 roku, odnoszące się do zwiększenia udziału odnawialnych źródeł w krajowych bilansach energetycznych o 27% powodują, że rozwój tzw. zielonej energii w polskich gminach staje się kluczowy. Na energetyce wiatrowej szczególnie skorzystać mogą polskie gminy.

 

Energetyka wiatrowa, wpisująca się w nowy nurt polskiej strategii energetycznej, stanowi szansę dla rozwoju polskich gmin. Elektrownie wiatrowe posiadają wiele obiektywnych zalet, zarówno ze społecznego, jak i ekonomicznego punktu widzenia.

Zalety dla gminy

Budowa farm wiatrowych na terenie gminy przyczyni się do gospodarczego ożywienia w rejonach rolniczych, które z reguły są ekonomicznie nieatrakcyjne. Na budowie farmy wiatrowej zyskuje przede wszystkim lokalna społeczność. Nie tylko poprzez korzyści w postaci środków finansowych, pochodzących ze sprzedaży energii, ale również poprzez zwiększone nakłady inwestycyjne i wzrost zainteresowania podmiotów chcących rozpocząć działalność na terenie gminy.

Ponadto, farmy wiatrowe to inwestycja, która nie ingeruje w znaczący sposób w tereny znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie. Oznacza to, że na przylegających ziemiach może odbywać się normalna produkcja rolnicza. Energetyka wiatrowa w żaden sposób nie zakłóca rozwoju upraw i późniejszych zbiorów. Co więcej, na elektrowniach wiatrowych zyskuje również sama gmina poprzez kreowanie ekologicznego i atrakcyjnego wizerunku dla inwestorów, ze względu na własne możliwości zaopatrzenia w energię elektryczną.

Elektrownia wiatrowa jako alternatywne źródło energii

Budowa elektrowni wiatrowych ma korzystny wpływ na zmianę stanu infrastruktury energetycznej. Według danych „Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji” obecnie blisko 60-80% sieci przesyłowych oraz elektrowni jest przestarzałych oraz nieefektywnych, co budzi większe ryzyko przerwania dostaw energii. Dlatego też szansą na przeciwdziałanie tego typu zjawiskom jest wzrost inwestycji nie tylko w energetykę wiatrową, ale również inne alternatywne źródła. Tym bardziej, że Polska ma doskonałe warunki do rozwoju tego typu instalacji (duża liczba pól i dobre warunki atmosferyczne), a najwięcej farm wiatrowych zlokalizowanych jest w północno-zachodniej części Polski. Ponadto, według danych pochodzących z raportu „Energetyka wiatrowa w Polsce”, Polska została zakwalifikowana, jako jeden z 12 głównych rynków zbytu turbin wiatrowych na świecie. Dlatego też warto ten potencjał należycie spożytkować. – Przy obecnym zapotrzebowaniu na energię elektryczną, która do 2030 roku ma wzrosnąć o ponad 30 proc., konieczności rozwoju OZE oraz zmniejszenia emisji dwutlenku węgla, zasadna jest budowa elektrowni wiatrowych. Instalacje tego typu to wyjątkowa szansa dla polskich gmin i jej mieszkańców w postaci środków finansowych ze sprzedaży energii, ograniczenia możliwości występowania tzw. blackout’ów (awarii zasilania), a także wzrostu atrakcyjności gospodarczej na tle sąsiednich jednostek terytorialnych – mówi Jacek Łukaszewski, Prezes Zarządu Schneider Electric.

Wyzwanie dla energetyki rozproszonej

Nowym wyzwaniem dla sieci dystrybucyjnych są rozproszone instalacje wiatrowe. Niestabilność i duże wahania mocy wprowadzanej do systemu sprawiają dużo problemów. Istnieją jednak rozwiązania, które pozwalają te problemy rozwiązywać. Jednym z nich jest opracowany przez naszą firmę system WeatherSentry, który służy do prognozowania pogody i dostarczania informacji na temat tego ile energii w danym dniu czy okresie będzie w stanie wyprodukować farma wiatrowa przy danej pogodzie – mówi Michał Ajchel Wiceprezes ds. Rynku Energii w Schneider Electric Polska. Co więcej, system pozwala przewidywać także zapotrzebowanie na energię w systemie na podstawie swoich prognoz i profili odbiorców – dodaje Michał Ajchel.

Edukacja potrzebna od zaraz

Akceptacja energetyki wiatrowej na szczeblu samorządowym jest jednym z najważniejszych czynników, bardzo często decydującym o powodzeniu projektu farmy wiatrowej. Głównym powodem jest uwzględnienie inwestycji w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy. Dlatego tez priorytetowym działaniem jest zwiększanie świadomości wśród mieszkańców na temat zmian klimatu, przyczyn i konsekwencji zachodzących zmian oraz zachęcenie do podejmowania kroków na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatycznym w codziennym życiu i otoczeniu: w domu, w pracy, w szkole, lokalnym środowisku. W związku z tym Krajowa Agencja Poszanowania Energii S.A przy współpracy z firmami Schneider Electric, Velux, Schréder oraz Gegenbauer Polska realizuje drugi rok z rzędu projekt „Autobus Energetyczny”. Celem przedsięwzięcia jest utworzenie mobilnego centrum informacyjno-edukacyjnego. Zadaniem mobilnego centrum będzie docieranie z programem edukacyjnym bezpośrednio do mieszkańców gmin i podnoszenie świadomości ekologicznej w szerokich grupach społecznych (reprezentanci władz samorządowych, przedsiębiorcy, mieszkańcy gmin). W ramach realizacji projektu planowane jest przeprowadzenie kampanii edukacyjnej na terenie 200 gmin. Eksperci jeżdżący autobusem będą tworzyli grupę doradczą, która będzie oferowała nieodpłatną, niezależną i najbardziej aktualną wiedzę na tematy związane ze zmianami klimatu i efektywnością energetyczną, w tym również o korzyściach pochodzących z alternatywnych źródeł energii.

Energetyka wiatrowa jest szansą dla Polski w obliczu narzucanych odgórnie unijnych postanowień polityki klimatyczno-energetycznej, dotyczących rozwoju OZE, poprawy efektywności energetycznej oraz ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Z drugiej strony budowa elektrowni wiatrowych jest alternatywą wobec konwencjonalnych sposobów pozyskiwania energii eklektycznej. Jednakże koniecznym elementem do przeprowadzenia zmian w polskich gminach jest aprobata ze strony społeczności lokalnej.

 

Chińska waluta zyskuje na znaczeniu

Juan został zaakceptowany w kolejnym ważnym miejscu. Wyraźnie widać, że perspektywa piątej waluty świata nie zadowala Chińczyków i cały czas podejmują działania, by umocnić jego znaczenie. Dzisiaj ważna konferencja w USA. Inwestorzy czekają na wskazówki co stanie się ze stopami procentowymi w największej gospodarce świata.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

W Grecji trwają kontrole przedstawicieli organów europejskich, a do Aten zlatują kolejni negocjatorzy trojki. Pewien popłoch wzbudziło znalezienie się na liście nazwisk kilku osób związanych z negocjacjami na Cyprze. Dla przypomnienia obłożono tam wysokim podatkiem depozyty w bankach mających problemy z płynnością. Podobnego scenariusza boją się obecnie posiadacze rachunków w greckich bankach.

Kolejny ważny krok juana. Od dzisiaj waluta ta może stanowić zabezpieczenie na Londyńskiej Giełdzie Metali. Decyzja ta jest podyktowana współpracą z giełdą w Hongkongu, ale również bardzo dużym udziałem Państwa Środka na giełdach surowcowych na świecie. Globalizacja juana jest od lat jednym z priorytetów Chin. Co prawda marzenia o zastąpieniu dolara jeszcze przez wiele lat się nie spełnią (o ile nie wydarzy się nic niespodziewanego na rynkach). Juan jest obecnie piątą walutą świata. Niedawno wyprzedził dolara kanadyjskiego. Do kolejnego – jena dzieli go jeszcze co prawda spory dystans, ale patrząc na potencjał gospodarczy Chin w ciągu najbliższych kilku lat juan stanie się czwartą walutą świata.

Trwają spekulacje na temat następcy Marka Belki w fotelu prezesa NBP. Kadencja kończy się co prawda dopiero za rok, jednakże przeważnie nie zostawia się tak ważnej funkcji do obsadzenia na ostatnią chwilę, by zachować ciągłość działań. Ze względu na zmianę ról wątpliwe jest, by Rada Polityki Pieniężnej podejmowała w swojej kadencji ważne decyzje. Mówiło się o podwyżce stóp procentowych jeszcze w drugiej połowie 2015 roku. Biorąc pod uwagę wciąż wyraźnie niższą od celu inflację oraz wolniej wychodzące z kryzysu państwa Unii Europejskiej, coraz bardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym obecna Rada nie podejmie już do końca kadencji żadnej decyzji, zostawiając pole następcom.

Wczorajszy indeks zaufania konsumentów w USA wypadł wyjątkowo źle. Rynki spodziewały się osiągnięcia 100 pkt, jednakże odczyt wyniósł zaledwie 90,9 pkt. Nie może dziwić zatem szybkie osłabianie się dolara w reakcji na te dane.

Dzisiaj najważniejszą informacją dnia, a raczej wieczora, będzie konferencja FOMC czyli amerykańskiego odpowiednika RPP. Inwestorzy oczekują, że dostaną dodatkowe wskazówki na temat terminu podwyżki stóp procentowych w USA. Gdyby do podwyżki stóp miało dojść, szybko dolar będzie zyskiwał gdyż bezpieczne inwestycje dolarowe nagle zwiększą swoją stopę zwrotu. Gdyby z kolei termin podwyżek stóp został odłożony w przyszłość dolar powinien tracić z analogicznego powodu.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 29.07.2015  - Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 29.07.2015 – Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 29.04.2015 do 29.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 – 4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 29.07.2015  - Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 29.07.2015 – Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 29.04.2015 do 29.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kolejnym ważnym poziomem jest 3.8450.

USD/PLN

Komentarz walutowy 29.07.2015  - Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 29.07.2015 – Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 29.04.2015 do 29.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wybił się dołem z kanału wzrostowego. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem po wybiciu są minima na 3,7100.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 29.07.2015  - Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 29.07.2015 – Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 29.04.2015 do 29.07.2015

Kurs GBP/PLN wybił się dołem z kanału wzrostowego Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków dalszych spadków najbliższym wsparciem jest Ostatnie minimum lokalne na 5,7700.

Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Gospodarka rośnie jak na… pojazdach

Półroczne wyniki branży leasingowej z 3,7% wzrostem z w segmencie samochodów osobowych i pojazdów do 3,5t pokazują, iż branża, czy raczej jej klienci, poradzili sobie z rozwojem biznesu w porównaniu z ubiegłym rokiem. Pamiętamy zamieszanie wynikające ze zwiększonego popytu na pojazdy w związku z kończącym się odliczeniem VAT. Charakterystyczne jest to, iż wzrosty nie rozkładały się równomiernie pomiędzy firmami leasingowymi: pierwsza dziesiątka w rankingu tego segmentu zwiększyła sprzedaż swoich produktów o blisko 16%. Pojawiły się dwie silne promocje cenowe, mamy w tej grupie podmioty z wysokimi, dwucyfrowymi tempami wzrostu. Są też firmy, które zanotowały spadki sprzedaży. Rynek nie jest zatem zrównoważony, za jego rozwój odpowiadają odważne strategie cenowe i dystrybucyjne.

Należy pamiętać, że branża leasingowa obsługuje przede wszystkim firmy z segmentów MŚP, a te w większości lokują swe produkty i usługi na rynku wewnętrznym. Jeśli czynniki makroekonomiczne, takie jak wzrost realnych wynagrodzeń (np. spowodowany malejącą inflacją) czy spadek bezrobocia sprzyjają popytowi, to pojawia się zwiększona gotowość do inwestowania tak samo w dobra powszechnego użytku (samochody osobowe), jak i sprzęt bardziej specjalistyczny (pojazdy dostawcze). Prognozy dla gospodarki polskiej są dobre, na pewno możemy spodziewać się w najbliższych miesiącach pierwszych pozytywnych efektów środków unijnych – wszystko to sprzyjać będzie nastrojom zakupowym.

Sektor transportu ciężkiego w leasingu miał w pierwszym półroczu 2015 obroty niższe niż rok temu. W tym sektorze tempo zmian jest również bardzo zróżnicowane. Sektor ten jest „ciągnięty” przez pierwszą dziesiątkę ze średnim 15,4% wzrostem. Z ofertą na finansowanie transportu ciężkiego najlepiej docierają do klientów te podmioty, które w swoich modelach biznesowych stawiają na wysoką specjalizację wyznaczonych zespołów sprzedażowych, dobrą znajomość biznesu dostawców sprzętów i stałą relację z nimi.

Mimo obaw o stan branży transportowej, pojawiających się w związku z rosyjskim embargiem na polskie towary czy próbami regulacji rynku przewozów w Niemczech, branża leasingowa nie zanotowała spadku wiarygodności kredytowej klientów z tego sektora. Gross polskich firm transportowych to podmioty małe lub średnie, posiadające zdolność do szybkiej zmiany kierunków (np. transport wewnętrzny w miejsce międzynarodowego) i rodzajów przewozów. Jeśli nawet na przełomie 2014 r. i 2015 r. wystąpiło ryzyko spadku dyscypliny płatniczej, to już pierwsza połowa tego roku pokazała, że klienci dostosowali się do nowych warunków i nie tylko obsługują zadłużenie, ale także zwiększają liczbę zestawów.

Szacunek Związku Polskiego Leasingu ze stycznia br., wskazujący na 11,2% wzrost całego rynku, został już przekroczony. Patrząc na tempo letnich zamówień, możemy liczyć na utrzymanie przynajmniej 14-15% wzrostu w segmentach tzw. ruchomości, gdzie samochody osobowe, dostawcze i transport ciężki stanowią większość biznesu.

Raiffeisen-Leasing Polska S.A.

Firma rozpoczęła swoją działalność 30 stycznia 1998 roku. Udziałowcem Raiffeisen Leasing jest Raiffeisen Bank Polska S.A. (100% udziałów). Po III kwartale 2014 Spółka jest jedną z największych firm leasingowych w Polsce z 7,7 % udziałem, zajmując tym samym drugą pozycję na rynku leasingu. Misją Spółki jest wspieranie polskich firm (szczególnie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw) w finansowaniu ich działalności. Raiffeisen Leasing jest jednym z liderów w finansowaniu środków trwałych tj. pojazdy, środki transportu ciężkiego, maszyn i urządzeń oraz nieruchomości. Jednocześnie Raiffeisen Leasing oferuje finansowanie w obszarze IT i sprzętu medycznego, wyposażenia biur.

PayPal po rozstaniu z eBay jest już samodzielnie notowany na NASDAQ. Dla serwisu polski rynek jest jednym z najważniejszych w Europie

0

Damien Perillat

Będący do niedawna częścią eBay serwis płatności cyfrowych PayPal notowany jest już na amerykańskiej giełdzie NASDAQ samodzielnie. Akcjonariusze platformy handlowej otrzymali po jednym papierze PayPal, a oddzielne akcje nie były dystrybuowane. W przyszłości serwis chce się skupić na podstawowej działalności, czyli pośrednictwie w opłatach. Polska jest dla spółki jednym z najważniejszych rynków w Europie.

– Wracamy do korzeni: wchodzimy na nowojorską giełdę NASDAQ i odłączamy się od eBay&HASH39;a – informuje agencję Newseria Inwestor Damien Perillat, dyrektor zarządzający PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej. – To bardzo szczególny czas dla nas. Stajemy się niezależną firmą. Chcemy koncentrować się na tym, co robimy najlepiej, pozwoli nam to korzystać z nowych możliwości pojawiających się na rynku.

Zgodnie z tzw. warunkami separacji 17 lipca br. akcjonariusze mający notowane na NASDAQ akcje eBay otrzymali po jednym udziale PayPal na każdy papier eBay posiadany w dniu rejestracji (8 lipca). Żadne oddzielne akcje platformy rozliczeń cyfrowych nie były przy tym dystrybuowane. Od 6 lipca odbywał się handel prawami do akcji serwisu, a debiut nastąpił 20 lipca. W ciągu 13 lat wartość firmy wzrosła trzydziestotrzykrotnie.

Dziś PayPal ma blisko 170 mln użytkowników, w tym ponad 10 mln w Polsce.

Polska jest dla nas bardzo ważna, ponieważ to największy rynek e-commerce w regionie, mający 11 milionów użytkowników – przekonuje Damien Perillat. – Naszym zdaniem rynek ten wciąż będzie rosnąć, bo zakupy online stanowią w Polsce 3-4 proc. sprzedaży. W Niemczech udział ten wynosi 10 proc., a w Wielkiej Brytanii – 14. Potencjał wzrostu jest więc bardzo duży.

Według szefa PayPal w regionie Europy Środkowo-Wschodniej motorem wzrostu tego rynku będzie segment mobilny.

26 proc. Polaków robi zakupy online przez swoje smartfony. Naszym zdaniem ten segment będzie siłą napędową handlu elektronicznego w Polsce – uważa Perillat.

PayPal w ubiegłym roku pośredniczył w transakcjach wartych 235 mld dol. (w tym 46 mld dol. przez urządzenia mobilne) i osiągnął ponad 8 mld dol. przychodu. Serwis świadczy usługi dla ponad 169 mln aktywnych użytkowników na 203 rynkach całego świata.

Everest Investments planuje pozyskanie jeszcze w tym roku kilku milionów złotych od inwestorów. W 2016 roku w grupie powinien pojawić się zysk

Grzegorz Pietrucha

Spółka Everest Investments w ramach prywatnej subskrypcji pozyskała już łącznie 2,9 mln zł. Zarząd już planuje kolejne emisje i jeszcze w tym roku chce pozyskać kilka milionów złotych. Nie wyklucza też na początku przyszłego roku oferty publicznej. W 2016 r. grupa planuje wypracowanie zysku netto.

– Planujemy pozyskanie jeszcze w tym roku kolejnych kilku milionów złotych. Dotychczas udało się pozyskać już 2,9 mln zł. Środki te mają posłużyć do rozwoju Grupy Everest Investments – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Grzegorz Pietrucha, członek zarządu Everest Investments.

Środki pozyskane w ramach kolejnych emisji zostaną przeznaczone zarówno na zwiększenie kapitałów własnych spółki, jak i na cele akwizycyjne. W planach grupy znajduje się przeprowadzenie oferty publicznej, która mogłaby się odbyć już na początku przyszłego roku. Zarząd jest już po wstępnych rozmowach na ten temat z domami maklerskimi.

– Natomiast nie chciałbym dzisiaj potwierdzać żadnego z tych terminów, dlatego że on nie jest jeszcze pewny – mówi Grzegorz Pietrucha.

Przedstawiciel giełdowej spółki przypomina, że w skład grupy wchodzi także Everest TFI. Krajowy regulator w przypadku funduszy inwestycyjnych narzuca bardzo wysokie wymogi kapitałowe. W zależności od rodzaju funduszu jest to od 125 do 730 tys. euro.

– W oczekiwaniu na zgodę Komisji Nadzoru Finansowego chcemy mieć przygotowane środki na to, żeby TFI dokapitalizować – tłumaczy ekspert.

Jak zapewnia Grzegorz Pietrucha, grupa planuje skupić się na głównie na obsłudze grupy klientów posiadających wysokie aktywa, na poziomie minimum 1 miliona dolarów.

– Tych osób jest w Polsce już dobrych kilkadziesiąt tysięcy. Chcemy, żeby ci klienci, którzy z nami współpracują, mieli świadomość tego, że współpracują z jednym z najlepszych asset managerów – wyjaśnia.

Grupa Everest Investments skoncentruje się na zarządzaniu zarówno prywatnymi aktywami swoich klientów, jak i ich firmowym majątkiem. Działalność operacyjna spółki ma odbywać się ze szczególnym uwzględnieniem strony kosztowej.

– Będziemy pilnować jej szczególnie mocno, dlatego że to ma później  bezpośrednie przełożenie na wyniki finansowe spółki, a co za tym idzie – na kursy ich akcji – tłumaczy Pietrucha.

W raporcie finansowym za 2014 rok widnieje strata w wysokości ponad 43 mln złotych netto. Rozmówca tłumaczy jednak, że jest to jednie efekt księgowy wynikający z działalności spółki, którą przejęła Grupa Everest Investments.

– Na początku roku Everest Investments przejął spółkę WDM Capital i wyniki, które musieliśmy zaraportować, odnosiły się bezpośrednio do działalności tamtego podmiotu – wyjaśnia.

W obecnej chwili spółka znajduje się na etapie budowania biznesu i nie osiąga jeszcze przychodów. Strata w I kwartale 2015 roku na poziomie 0,19 mln złotych wynika głównie z poniesionych kosztów operacyjnych.

– Moim zadaniem jest właśnie zadbanie o stronę przychodową – mówi Grzegorz Pietrucha.

Strategia spółki Everest Investments zakłada, że już w IV kwartale bieżącego roku uda uzyskać się pierwsze przychody, a pierwsze zyski na poziomie netto oczekiwane są już na początku 2016 roku.

D. Sierakowska (DM BOŚ): Dalsze spadki cen miedzi bardzo prawdopodobne. Koniunktura w Chinach się nie poprawia

Dorota Sierakowska

Chińska gospodarka rozwija się coraz wolniej, a jej perspektywy na najbliższe kwartały nie są korzystne. Świadczy o tym najniższa od dekady dynamika inwestycji w sektorze przedsiębiorstw oraz nieruchomości. Niedawna panika na rynku kapitałowym dodatkowo osłabi wzrost gospodarczy poprzez zwiększenie niepewności wśród firm i konsumentów. Obawy inwestorów wynikają z faktu, że chińska gospodarka zużywa blisko połowę tej ilości miedzi, która co roku jest wydobywana w kopalniach.

– Sądzę, że podobnie jak w przypadku ropy naftowej czy złota istnieje jeszcze szansa na to, że notowania miedzi będą spadać. To wynika przede wszystkim z obaw o sytuację w Chinach. W tym roku mieliśmy do czynienia z serią relatywnie słabych danych makroekonomicznych z Chin, które budziły obawy o to, jak będzie się kształtować popyt na miedź w tym kraju. Kolejne dane, które będą się pojawiać, będą decydujące – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Dorota Sierakowska, analityk Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska SA.

Na razie nie widać istotnych sygnałów świadczących o końcu spowolnienia w Chinach. W  drugim kwartale 2015 r. PKB urósł o 7 proc. rok do roku i tyle ma też wynieść stopa wzrostu gospodarczego za cały roku – wynika z ankiety Bloomberga wśród analityków. W 2014 r. inwestorzy spodziewali się jednak wzrostu PKB w 2015 r. na poziomie 7,4-7,5 proc. Na rewizję prognoz decydują się także największe banki – przed dwoma miesiącami HSBC obniżył prognozę dla tegorocznego wzrostu PKB Chin z 7,3 proc. do 7,1 proc., a także szacowany wzrost eksportu z 7,1 proc. do 4,2 proc w ujęciu rocznym.

W przypadku rynku miedzi decydujące są fundamenty gospodarcze, a więc obecny i prognozowany popyt oraz podaż – ocenia Sierakowska. To dlatego jej zdaniem inwestorzy nie powinni za bardzo polegać na analizie technicznej, tym bardziej że do silnych poziomów wsparcia jest jeszcze daleko. Taką barierą teoretycznie mogłaby być cena 5000 dol. za tonę surowca na Londyńskiej Giełdzie Metali, jednak w przypadku złych danych makroekonomicznych prawdopodobnie zostałaby szybko przebita. Tym bardziej że produkcja miedzi w Chile utrzymuje się na wysokim poziomie.

– Ta duża podaż wynika z faktu, że nawet pomimo pewnych zawirowań w Ameryce Południowej, gdzie pojawiały się problemy z infrastrukturą w kopalniach, gdzie pojawiały się powodzie i susze, dane makroekonomiczne pokazały, że wydobycie miedzi w Ameryce Południowej, w tym u głównego producenta, czyli w Chile, pozostało wysokie – wskazuje Sierakowska.

Wszelkie zakłócenia w wydobyciu mogą być wsparciem dla notowań metalu jedynie w krótkim terminie i nie są w stanie odwrócić trendu. Również firmy wydobywające miedź nie są w stanie w szybkim czasie zmieniać poziomu produkcji, bo zagospodarowywanie i eksploatacja złóż jest procesem wieloletnim, angażującym ogromny kapitał.

– Wiele też będzie zależało od amerykańskiego dolara, od tego, czy utrzyma się na wysokich poziomach. Bo to także wpływa negatywnie na wartość w zasadzie wszystkich surowców, nie tylko złota, lecz także miedzi, co widzieliśmy w ostatnim czasie. Sądzę, że na razie takich bardzo wyraźnych barier, jeżeli chodzi o spadki notowań miedzi, nie ma, zresztą historia pokazała, że te wszystkie bariery mają niewielkie znaczenie, jeżeli się pojawiają takie, a nie inne dane w Chinach – uważa analityk DM BOŚ.

W przypadku drugiej największej gospodarki świata, nie tylko dynamika eksportu jest znacznie niższa niż w poprzednich latach. Wzrost inwestycji jest najwolniejszy od dekady, za co odpowiadają przede wszystkim niskie nakłady na nowe budynki oraz maszyny i urządzenia w przemyśle. Relatywnie dobrze wyglądają jedynie inwestycje w infrastrukturze, gdzie od połowy 2012 r. zgodnie z danymi HSBC utrzymuje się 20-proc. wzrost rok do roku. Wysiłki rządu w Pekinie mające podtrzymać popyt nie są jednak w stanie skompensować luki w inwestycjach prywatnych.

– W zasadzie Chiny mają tutaj dominujące znaczenie i bardzo rzadko się zdarza, że inne kraje czy inne rejony świata wpływają istotnie na notowania miedzi. Oczywiście jeszcze innym ważnym odbiorcą miedzi są Stany Zjednoczone, aczkolwiek bardzo często wydarzenia w tym kraju są przyćmione przez to, co się dzieje w Chinach – podsumowuje Dorota Sierakowska.

Susza przyczyną problemów rolników i hodowców zwierząt. Trudna sytuacja w Polsce Centralnej

Wiktor Szmulewicz

Susza w maju i czerwcu spowodowała, że krajowe plony zbóż w tym sezonie mogą być niższe nawet o 30 proc. Najgorsza sytuacja jest w Polsce Centralnej, Wielkopolsce i województwie kujawsko-pomorskim. Problemy rolników mogą też stać się przyczyną problemów hodowców zwierząt, bo mniej będzie zbóż na pasze. Trudne warunki pogodowe dotknęły także inne części Europy oraz Chiny.

Nie chcę być rolnikiem, o którym mówią, że zawsze mu źle, ale sytuacja w tym roku jest naprawdę wyjątkowa – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR). – Mamy trudne warunki na dość dużej powierzchni kraju, gdzie wystąpiły susze.

Z danych Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach wynika, że zagrożenia wystąpieniem suszy rolniczej na obszarze Polski nie ma ( mówimy to o okresie od 21 maja do 20 lipca). Odnotowane wartości Klimatycznego Bilansu Wodnego (KBW) są jednak na większości obszarów Polski ujemne, a w niektórych miejscach bliskie wartościom krytycznym. Najtrudniejsze warunki panują w Polsce Centralnej oraz województwach kujawsko-pomorskim i wielkopolskim.

Eksperci IUNG podkreślają, że deficyt wody dla roślin uprawnych dotyka wszystkich monitorowanych roślin, a jego skutkiem będzie znaczna obniżka plonów. Średnie straty w plonach w gminie nie powinny przekroczyć 20 proc., ale niektóre gospodarstwa trzeba się liczyć ze zbiorami mniejszymi o 30 proc. Co istotne, nawet poprawa warunków wilgotnościowych nie spowoduje znaczących wzrostów wielkości plonów.

Z tym wiążą się też problemy hodowców zwierząt, zwłaszcza bydła. Łąki wyschły, nie ma więc pasz objętościowych [mających w kilogramie suchej masy mniej niż 4,1 MJ energii netto i więcej niż 18 proc. włókna surowego – red.], a problem ten pojawił się przy bardzo niskich cenach mleka – zauważa Wiktor Szmulewicz. – Hodowcy będą musieli dokupić pasze. Przy małej opłacalności mleka czy mięsa będzie to dodatkowym problemem.

Gwałtowny wzrost cen zbóż na światowych giełdach, który nastąpił pod koniec czerwca i na początku lipca, został wprawdzie zniwelowany, głównie z powodu poprawy warunków pogodowych w Stanach Zjednoczonych, a z danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju wsi wynika, że ceny minimalne zbóż na targowiskach w Polsce są dziś o 10 do 30 proc. niższe niż rok temu (dane z 18 lipca 2014 i 17 lipca 2015), jednak ten stan może w ciągu kilku miesięcy ulec odwróceniu.

– Żyjemy w globalnym świecie, więc jeśli klęska jest tylko u nas, to można się spodziewać, że nie będzie znacznego wzrostu cen – przekonuje Wiktor Szmulewicz. – Ale w Chinach z jednej strony jest susza, z drugiej są powodzie, susza panuje w Europie i mieliśmy trudną wiosnę z przymrozkami. Przypomnę, że zimą nie było opadów, a śnieg jest magazynem wody, który jest wolno wchłaniany przez ziemię. Wiosną opadów mieliśmy bardzo mało, a dodatkowo weszliśmy w ten okres z bardzo niskim poziomem wody.

Zdaniem szefa KRIR spadki plonów będą więc na pewno. Widać już je w zbożach jarych, a w zbożach ozimych oraz rzepaku też będą niebawem widoczne. Rolnicy będą mieć więc problem z zakupem pasz. W konsekwencji można się też spodziewać mniejszej produkcji mleka.

Wiele gospodarstw stoi dziś przed dylematem, czy nie zmniejszyć stada bydła, bo nie są w stanie go utrzymać – mówi prezes KRIR. – Nie ma środków finansowych z produkcji, żeby można było dokupić paszę, bo jest bardzo niska cena. Na pewno odczujemy to jesienią i wiosną przyszłego roku w postaci spadku produkcji zwierzęcej.

Z. Kuźmiuk (PiS): Repolonizacja banków jest potrzebna. Na przeszkodzie stanąć mogą problemy z kredytami we frankach

Zbigniew Kuźmiuk

Wszystko wskazuje na to, że wynik październikowych wyborów będzie miał bardzo istotny wpływ na kształt sektora bankowego w Polsce. Coraz więcej ważnych polityków koalicji rządzącej opowiada się za repolonizacją banków, którą od dłuższego czasu postuluje opozycja. Prezesi spółek Skarbu Państwa również są entuzjastami tego pomysłu, ale dalsze przejęcia – po zakupie Alior Banku przez PZU – stoją pod znakiem zapytania, dopóki nie zostanie uzgodniony sposób rozwiązania problemu kredytów we frankach.

– Proces polonizacji banków firmowany przez prominentne osoby w Polsce przyjmuję z uznaniem, bo w latach 90. ludzie, którzy mówili, że banki powinny zostać w dużej mierze w rękach polskich, byli uznawani za oszołomów. Parę lat temu dowiedzieliśmy się, że kapitał jednak ma narodowość i rozumiem, że te procesy, które w Polsce się teraz zaczynają, to pochodna zrozumienia tej nowej sytuacji. Szkoda, że tak późno, ale lepiej późno niż wcale – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Kuźmiuk, poseł do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości.

Zamiar konsolidacji polskiego sektora bankowego i budowy dużej grupy ogłosił niedawno PZU, który 7 lipca br. złożył wniosek do KNF o wyrażenie zgody na przejęcie Alior Banku. Celem spółki kierowanej przez Andrzeja Klesyka jest kupno od dwóch do czterech banków i stworzenie piątej pod względem aktywów grupy na polskim rynku.

Choć od apogeum kryzysu w strefie euro minęło już prawie trzy lata, to tamtejsze banki wciąż są zmuszone prowadzić bolesną politykę oczyszczania swoich bilansów. Poprawa wskaźników wypłacalności wymaga niekiedy sprzedaży części zagranicznych aktywów. Przykładem takiej sytuacji było wycofanie się Allied Irish Banks z polskiego rynku – kontrolowany przez irlandzką grupę BZ WBK został przejęty w 2011 r. przez hiszpańskiego Santandera. Wtedy też rozgorzała debata na temat repolonizacji banków, gdyż przejęciem BZ WBK był zainteresowany także PKO BP.

Największy polski bank ostatecznie przejął Nordeę, a stojący na jego czele Zbigniew Jagiełło nigdy nie ukrywał, że jest zwolennikiem wzrostu udziału polskiego kapitału w sektorze bankowym. Choć prezes PKO BP powiedział pod koniec czerwca br., że zarząd nie jest zainteresowany przejęciem Raiffeisen Polbanku ani Banku BPH, to akcjonariusze spółki zdecydowali o niewypłacaniu dywidendy za ubiegły rok. Zgromadzony kapitał może zatem posłużyć do przejęć, ale zgodnie z deklaracją Jagiełły najwcześniej w 2016 r., do tego czasu możliwe są jedynie przejęcia SKOK-ów.

To oznacza, że rośnie prawdopodobieństwo przejęcia Raiffeisen Polbanku przez największego polskiego ubezpieczyciela. W kontekście repolonizacji banków poważną komplikacją jest wciąż nierozwiązany problem kredytów hipotecznych denominowanych we frankach, a rozpoczynająca się kampania wyborcza dodatkowo zwiększa niepewność uczestników rynku.

– Pojawiają się w tej sprawie wątpliwości, nie bardzo wiemy, jaka jest sytuacja, zwłaszcza w kontekście propozycji formuły przewalutowania, nie wiemy jeszcze, czym się to skończy. A skoro w portfelach jest sporo kredytów frankowych, to wątpliwości są tym większe – zauważa Kuźmiuk.

Prezes PZU Andrzej Klesyk podkreślił jednak, że warunkiem ewentualnego nabycia spółki córki austriackiego banku jest przeniesienie ryzyka związanego z kredytami hipotecznymi do podmiotu dominującego. Taki sam wymóg postawiła Komisja Nadzoru Finansowego.

Ryzyko polityczne związane z kwestią kredytów w szwajcarskiej walucie i możliwość wprowadzenia podatków od aktywów bankowych (zgodnie z zapowiedzą koalicji trzech partii PiS, Polski Razem i Solidarnej Polski) sprawiają, że wyceny banków na giełdzie są pod presją. Indeks WIG-banki stracił w ostatnim roku blisko 20 proc. Oczywiście to nie są jedyne czynniki wpływające na spadek kursów. Analitycy już wcześniej prognozowali, że 2015 r. będzie trudny dla banków z powodu niskich stóp procentowych, a ostatnio pojawiła się dodatkowa nerwowość na giełdach z powodu napięć między Grecją a pozostałymi członkami unii walutowej.

– Nie ulega wątpliwości, że kryzys grecki będzie rzutował na funkcjonowanie systemu bankowego w Europie, w tym także w Polsce. Wprawdzie chwalimy się tym, że banki w Polsce są w niezłej sytuacji finansowej, ale doskonale wiemy, że bardzo często ich właściciele, spółki matki, są w znacznie gorszej. Mamy pęknięcie bańki spekulacyjnej w Chinach. To odległe od nas rynki, ale jeżeli w Chinach system finansowy ma katar, to dobrze byłoby, żebyśmy my nie zachorowali na grypę. Niewiadomych jest sporo – podsumowuje polityk PiS.

W tym roku sprzedaż mieszkań może być o 10 proc. większa niż w 2014 roku. Rynek przyspieszy dzięki rozszerzeniu programu Mieszkanie dla Młodych

Wojciech Okoński, prezes zarządu ROBYG SA

Ponad 17 tys. mieszkań w samej Warszawie mogą sprzedać w tym roku deweloperzy. Branża oczekuje do 10 proc. wzrostu w stosunku do ubiegłego roku, kiedy sprzedanych zostało 16 tys. mieszkań. Rynek napędzają tanie kredyty i zmodyfikowany program Mieszkanie dla Młodych. Polacy szukają mieszkań z większą liczbą pokoi.

Rynek jest w tym roku bardzo dobrze rozwinięty. Przypuszczamy, że będzie trochę lepszy niż w 2014 r. – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zbigniew Wojciech Okoński, prezes zarządu ROBYG SA. – W zeszłym roku i w poprzednich latach przeważały kawalerki i dwupokojowe mieszkania, dzisiaj jest większy popyt na mieszkania większe, trzy- i czteropokojowe. Musimy brać to pod uwagę.

Okoński podkreśla, że niskie stopy procentowe, czyli tanie kredyty, zachęcają Polaków do zadłużania się w celu zakupu mieszkania. Nie brakuje też osób kupujących za gotówkę. Jednym z głównych czynników, który napędzi koniunkturę na rynku mieszkaniowym w kolejnych kwartałach, będzie program Mieszkanie dla Młodych.

Po przyjętej w połowie lipca przez Sejm i Senat modyfikacji programu jego wpływ na rynek będzie znacznie większy niż do tej pory. Już teraz w niektórych inwestycjach 20-30 proc. mieszkań było objętych dopłatami z tego programu.

Program został poszerzony, więc grono klientów będzie większe. Co prawda, jeśli chodzi o konkurencję wobec nas, budujących nowe mieszkania, pojawiła się możliwość zakupu używanych mieszkań w tym programie. Niemniej poszerzyła się również pula chętnych na nowe mieszkania – tłumaczy Okoński.

Wyjaśnia, że dużą zmianą jest możliwość uzyskania dopłaty do zakupu kolejnego mieszkania, a nie tylko pierwszego. Taką szansę mają rodziny z co najmniej trojgiem dzieci. Będą one też mogły liczyć na wyższe dofinansowanie z budżetu państwa oraz nie będą objęte limitem wieku (35 lat).

Okoński ostrożnie ocenia wpływ na rynek prowadzonego przez Bank Gospodarstwa Krajowego Funduszu Mieszkań na Wynajem. W ramach tego projektu bank kupuje inwestycje u deweloperów, które potem przeznacza na wynajem na specjalnych warunkach.

To nie jest jeszcze zauważalne. Wiemy, że BGK zawiera coraz więcej nowych umów z deweloperami, którzy będą dla banku budować mieszkania, które wejdą na rynek najmu. Myślę, że dla tych osób, które nie planują zakupu, bo nie stać ich na kredyt hipoteczny, to jest dobra forma zdobycia dla siebie własnego lokum – ocenia Okoński.

Konsumpcja paliw rośnie. Głównie korzysta na tym szara strefa

Krzysztof Romaniuk

W I półroczu konsumpcja paliw była o 5 proc. większa niż przed rokiem – wynika ze wstępnych szacunków Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego. Wzrost to zasługa przede wszystkim większego importu niezależnych operatorów, wśród których niektórzy działają z pominięciem prawa, oferując niższe ceny. Mimo coraz ostrzejszych regulacji prawnych i niższych niż przed rokiem cen paliw firmy działające w szarej strefie mają się dobrze. 

Ze wstępnych danych POPiHN wynika, że konsumpcja trzech gatunków paliw silnikowych, czyli benzyn, oleju napędowego i autogazu, była w I połowie br. o około 5 proc. wyższa niż w I półroczu 2014.

Wzrost konsumpcji paliw wynika przede wszystkim ze zwiększenie importu przez niezależnych operatorów. Są to firmy, które sprowadzają paliwo do kraju i następnie je na tym rynku sprzedają. Z tego przyrostu konsumpcji w zasadzie nie korzystają główne podmioty krajowe, czyli koncerny krajowe i koncerny międzynarodowe, a właśnie ci niezależni operatorzy – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz rynku paliw Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

Jak podkreśla, ceny oferowane przez te podmioty są dużo niższe, niż wynikałoby to z kalkulacji.

– To może oznaczać, że część z tych firm nie do końca spełnia wszystkie obowiązki finansowe, jakie na tych firmach spoczywają. W związku z czym można podejrzewać, że jest to częściowo szara strefa – dodaje dyrektor Romaniuk.

Po I kwartale konsumpcja trzech gatunków paliw była o 6 proc. wyższa niż rok wcześniej. Najmocniej wzrosło zużycie oleju napędowego, nieznacznie za to spadło zużycie gazu LPG. Wpłynęła na to m.in. ciepła zima, a także utrzymujące się niskie ceny paliw.

Eksperci podkreślają jednak, że statystki te nie oddają faktycznego zapotrzebowania na paliwa w Polsce. Głównym problemem polskiej branży paliwowej pozostaje przestępczość w obrocie paliwami, która systematycznie rośnie od 2011 roku. Jak wynika z analiz firmy doradczej Ernst & Young, w 2013 roku nastąpił wzrost szacowanych wyłudzeń VAT w obrocie olejem napędowym do poziomu 18,6-24,2 proc. rynku, a straty dla budżetu państwa tylko z tego tytułu mieściły się w przedziale od 4,3 do 5,8 mld zł.

Mimo wprowadzonych nowych rozwiązań prawnych i tego, że mamy trochę lepszą sytuację gospodarczą największy udział we wzroście konsumpcji mają właśnie podmioty działające w szarej strefie – mówi Krzysztof Romaniuk. – Głównie chodzi o unikanie płacenia VAT-u. Sporo firm, które jeszcze do niedawna nie opłacało akcyzy, teraz już ten podatek płaci. Natomiast nie opłacają one VAT-u i tym samym mogą zaoferować paliwa o około 1 zł tańsze, niż wynikałoby to z kalkulacji, która muszą stosować legalnie działające przedsiębiorstwa na rynku.

Analiza danych za 2014 roku wskazuje na to, że problem ten nadal stanowi główne wyzwanie dla administracji państwowej oraz przedsiębiorców działających z poszanowaniem prawa. Paliwa z polskich rafinerii wypierane są z rynku przez paliwa z szarej strefy. W konsekwencji ma miejsce wzrost eksportu polskiego paliwa i tym samym coraz większe uszczuplenie wpływów do budżetu państwa z tytułu należnych podatków od towarów sprzedawanych w kraju.

Polskie urządzenie do samodzielnego wykrywania raka piersi będzie dostępne w przyszłym roku. W 2018 ma trafić do większości krajów europejskich oraz USA

Marcin Halicki

Urządzenie polskiej firmy służące do samodzielnego badania piersi w przyszłym roku będzie dostępne w sprzedaży. Producent Braster Tester liczy, że poprawi ono statystyki dotyczące wczesnego wykrywania raka piersi. Chce też podbijać rynki zagraniczne. Zakupem testera potencjalnie zainteresowanych może być ponad 130 mln kobiet na całym świecie. Szacuje się, że co roku rozpoznaje się 1,5 mln przypadków raka piersi, a umiera w wyniku tej choroby blisko 400 tys. kobiet.

Zagrożenie rakiem piersi w krajach Europy Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych jest znacznie wyższe niż w Polsce i większa jest też świadomość tego zagrożenia. W krajach uprzemysłowionych siła nabywcza ludności jest też istotnie wyższa niż w naszym kraju, więc nie mam specjalnych obaw o sukces na rynkach zagranicznych – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Marcin Halicki, prezes zarządu Braster SA, producenta urządzenia Braster Tester.

Braster Tester, czyli urządzenie służące do samodzielnej wczesnej diagnostyki raka piersi, w pierwszej kolejności trafi do kobiet w Polsce. Firma planuje rozpoczęcie sprzedaży w II połowie 2016 roku. Do połowy 2017 roku urządzenie ma trafić na rynki Europy Zachodniej, do Niemiec i Wielkiej Brytanii, gdzie zachorowania na raka piersi w stosunku do całkowitej sumy zachorowań na raka przekraczają 32 proc. (dla porównania w Polsce wskaźnik ten wynosi 23 proc.).

Te rynki są obiecujące również pod względem przyzwyczajenia konsumentów do formy sprzedaży, jaką jest telemedycyna. Jeszcze bardziej jest ona rozwinięta w Stanach Zjednoczonych. To jeden z najszybciej rozwijających się biznesów. Nie trzeba tam nikomu tłumaczyć, co to jest dostarczenie usługi za pomocą telemedycyny i diagnoza na odległość – wskazuje Halicki.

W Polsce telemedycyna nie jest jeszcze tak popularna, dlatego firma ostrożnie podchodzi do prognoz sprzedaży. Wielkość rynku w Polsce szacuje na ok. 4 mln kobiet. Na rodzimym rynku Braster chce dystrybuować tester z pomocą firm farmaceutycznych. Osobnym kanałem dystrybucji ma być internet. W sieci zakupy robi już prawie co drugi Polak (badania CBOS), ponadto dzięki takiemu kanałowi sprzedaży produkt ma szansę trafić do większej liczby kobiet. Natomiast za granicą tester będzie dystrybuowany przez lokalne firmy.

Chcemy nawiązać współpracę z mocnymi lokalnymi dystrybutorami, którzy będą odpowiadali za sprzedaż za granicą. Już zaczynamy prowadzić na ten temat pierwsze, wstępne rozmowy – podkreśla prezes spółki Braster.

Zdaniem Halickiego Braster Tester ma szanse podbić rynki na całym świecie. Zapotrzebowanie na tego typu produkt jest ogromne. Rak piersi to najczęściej występujący nowotwór złośliwy wśród kobiet – stanowi ok. 25 proc. wszystkich zdiagnozowanych przypadków raka. Z raportu National Cancer Institute (NCI) wynika, że w USA do 2030 roku zachorowalność na raka piersi wzrośnie o 50 proc.

Nie istnieje na razie inne urządzenie, którego kobiety mogłyby używać w domu i mieć z tego badania wartość medyczną. Jeśli przez najbliższy rok nikt takiego produktu nie wymyśli, to mamy wszelkie szanse na to, żeby naszym produktem podbić cały świat – przekonuje Marcin Halicki.

Marka FemeStage Eva Minge chce rozwijać sieć sklepów nie tylko w dużych miastach. Klientów mają przyciągnąć styliści, którzy doradzą przy zakupie

0

Eva Minge

Ewa Minge i spółka Esotiq & Henderson do końca roku planują otworzyć 17 sklepów marki FemeStage Eva Minge. Będą one powstawać nie tylko w dużych aglomeracjach, lecz także w mniejszych miastach. Projektantka liczy na zainteresowanie klientów, zwłaszcza że Polacy coraz więcej wydają na ubrania. O wyborze częściej decyduje jednak jakość i marka, a nie cena. Do FemeStage klientów mają przyciągnąć również styliści, którzy doradzą, jaki strój wybrać w zależności od typu sylwetki czy okazji.

Sieć marki FemeStage Eva Minge liczy osiem salonów, a do końca tego roku ma być ich łącznie 25. Ewa Minge zapowiada, że sklepy powstaną w większych miastach, chce pozyskać klientów również w mniej rozwiniętych regionach.

Na pewno chcemy pozyskać klientów z Polski B i Polski C, choć moim zdaniem ten podział jest nieuzasadniony. Uważam, że klienci w mniejszych miejscowościach są klientami niedocenionym. Widzę to, mieszkając w Zielonej Górze – mówi Ewa Minge, projektantka i dyrektor kreatywna w FemeStage Eva Minge. – Nie będziemy jednak robić takich badań jak duże międzynarodowe marki na temat lokalizacji salonów, naszym atutem jest znajomość Polski.

Projektantka przypomina, że Polacy chętniej robią zakupy w polskich sklepach. Rośnie też świadomość polskiej marki – już nie tylko to, co zagraniczne, jest lepsze. Na tym właśnie chce korzystać Minge.

Tym bardziej że Polacy coraz więcej wydają na odzież, a czynnikiem decydującym o zakupie przestaje być cena. Jesteśmy w stanie zapłacić więcej za produkty lepszej jakości czy określonej marki. Z raportu PMR „Handel detaliczny odzieżą i obuwiem” wynika, że w 2013 roku wartość rynku osiągnęła 6,9 mld euro, a szacuje się, że w ubiegłym roku przekroczyła 7 mld.

Modowy biznes tworzyłam 25 lat. Cztery razy do roku robiłam pokazy za granicą, a jeden pokaz to koszt 100 tys. euro. Płaciłam podatki, pensje pracownikom, opłacałam składki, ubezpieczenia i sama żyłam na wysokim poziomie. Jest to zdecydowanie dochodowy biznes. We Włoszech połowa dochodu narodowego pochodzi właśnie z biznesu odzieżowego i wzornictwa przemysłowego – podkreśla Minge.

O sukcesie decyduje nie tylko oferta produktowa, lecz także nastawienie do klientów. Działa już sklep internetowy FemeStage, jednak marka nastawia się przede wszystkim na sprzedaż w salonach. Raport PMR wskazuje, że Polacy lubią mieć wybór – 25 proc. ogląda produkty w internecie, ale na zakup decyduje się w sklepie stacjonarnym, gdzie można przymierzyć ubrania i liczyć na podpowiedź sprzedawcy. Dlatego FemeStage zdecydował się na zatrudnienie w sklepach stylistów.

To ludzie po szkoleniach, którzy są w stanie powiedzieć, jak należy się ubierać w zależności od sylwetki albo tego, czy dana kreacja będzie odpowiednia na daną okazję. Nasz przeszkolony personel to nowość na rynku – przekonuje projektantka.

Minge zaznacza, że nie ma obecnie planów, by FemeStage stało się osobnym podmiotem i zadebiutowało samodzielnie na giełdzie. W połowie lipca na główny parkiet przeszła z NewConnect spółka Esotiq & Henderson, do której należy FemeStage. W ubiegłym roku skonsolidowane przychody grupy wzrosły o niemal 17 proc. do ponad 110 mln zł, a zysk netto o 40 proc. do 4,9 mln zł. W dużej mierze to efekt zwiększenia sieci sprzedaży i wprowadzenia nowych produktów.

Chcemy, żeby cała grupa była silna, wydaje mi się, że wyciąganie poszczególnych spółek nie ma sensu – wskazuje dyrektor kreatywna FemeStage. – Każda marka ma jakąś grupę, ale one ze sobą współpracują. To również duża wiedza, dzięki której wiemy, jak wybudować i zarządzać dużą siecią sprzedaży – analizuje Minge. 

ARTNEWS S.A. i Brant Publications Inc. ogłaszają połączenie ich tytułów

Spółki ARTNEWS S.A., notowana Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych i działająca na rynku mediów poświęconych sztuce, z głównym biurem operacyjnym w Nowym Jorku, oraz Brant Publications, Inc. podały do wiadomości publicznej warunki połączenia aktywów mediowych związanych z rynkiem dzieł sztuki dwóch spółek działających na rynku wydawniczym. Transakcja będzie skutkowała utworzeniem największego na świecie i najbardziej wpływowego wydawcy treści drukowanych i cyfrowych stanowiących obszerne i wyczerpujące artykuły naukowe, których autorzy szczegółowo zgłębiają opisywane zagadnienia, a także wiadomości i informacje na temat rynku sztuki oraz wywiadowni rynku sztuki.

Zgodnie z warunkami transakcji, spółki BMP Media Holdings, LLC, należąca do Brant Publications stanie się akcjonariuszem większościowym spółki ARTNEWS S.A. Spółka BMP Media Holding LLC dokona przeniesienia na rzecz ARTNEWS S.A. 100% udziałów własnościowych magazynów Art in America, The Magazine Antiques, Modern Magazine i powiązanych zasobów archiwalnych i cyfrowych. Po zakończeniu transakcji, BMP Media Holdings LLC obejmie w posiadanie kontrolny pakiet akcji w spółce ARTNEWS S.A. Magazyn Interview nie stanowi przedmiotu transakcji i będzie w dalszym ciągu prowadzony przez Brant Publications, Inc.

Po zakończeniu połączenia dwóch spółek, spółka ARTNEWS S.A. zachowa magazyn Art in America w swojej obecnej ofercie wydawniczej obejmującej 11 wydań w ciągu roku i wprowadzi nową pakietową ofertę prenumeraty magazynów drukowanych pod marką Art in America, w skład której wejdzie ARTnews, ze szczególnym uwzględnieniem wydań tematycznych, które okazały się niezwykle popularne wśród czytelników, jak na przykład odnotowujące najwyższe wyniki sprzedaży wydanie ARTnews “The World’s Top 200 Collectors”. Magazyny The Magazine Antiques i Modern Magazine będą publikowane jako wydania kwartalne.

Wszystkie serwisy mediowe poświęcone sztuce zostaną poddane konsolidacji w ramach jednej wspólnej platformy cyfrowej www.artnews.com, na której udostępnione zostaną wiadomości na temat rynku sztuki, obszerne zasoby archiwalne, obrazy i artykuły redakcyjne. Czytelnicy będą mieli dostęp do obszernych informacji na temat rynku sztuki i danych pozyskanych z raportów sporządzonych przez wywiadownię rynku sztuki; cyfrowa i międzynarodowa ekspansja grupy będzie dalszym ciągu odbywać się pod marką ARTNEWS.

Działania wywiadowni rynku sztuki jaką jest Skate’s będą w dalszym ciągu koncentrować się na dostarczaniu wiarygodnych i obiektywnych informacji, danych na temat rynku sztuki oraz raportów z badań dotyczących rynku dzieł sztuki.

Powyżej opisane transakcje są regulowane określonymi wymogami, w tym również wymogiem uzyskania zgody akcjonariuszy spółki ARTNEWS S.A. na przeprowadzenie wyżej wskazanych transakcji.

W ramach jednej transakcji, spółka powstała wskutek połączenia będzie posiadała niektóre z najważniejszych publikacji o tematyce kulturalnej, które dostarczają najbardziej kompletne treści oraz informacje na temat historii sztuk dekoracyjnych, sztuki klasycznej i wiadomości na temat rynku dzieł sztuki, oświadczył Peter M. Brant. Jednocześnie wzmocnimy nasze działania mające na celu wzajemne uzupełnienie oferowanych treści cyfrowych i wiadomości online na wszystkich platformach. Połączenie zasobów cyfrowych znajdujących się w posiadaniu Art in America z zasobami ARTnews zapewni spółce pozycję lidera zasobów online w obszarach sztuki i designu. Uważam, że ogromny potencjał tkwi w obszarze działalności Skate’s będącej wywiadownią rynku sztuki’.

Połączona spółka obejmie w posiadanie 52% udział w rynku drukowanych magazynów poświęconych dziełom sztuki w USA, której liczba czytelników treści cyfrowych przekracza dwa miliony unikalnych użytkowników na miesiąc, natomiast jej siedziba będzie mieścić się w Nowym Jorku. W celu polepszenia płynności akcji ARTNEWS S.A., spółka podejmie działania zmierzające do wprowadzenia jej akcji w roku 2016 na giełdę papierów wartościowych w Niemczech (Deutsche Boerse).

Dzięki temu połączeniu, zmieniona spółka ARTNEWS S.A. uzyska wymaganą skalę i pozycję rynkową, zapewniającą utrzymanie i wzmocnienie naszej pozycji lidera na rozwijającym się rynku mediów poświęconych sztuce. Naszym celem jest dalsze zapewnienie reklamodawcom dostępu do najbardziej wymagającej grupy miłośników rynku sztuki jak również poszerzania zakresu informacji oferowanych naszym czytelnikom. Wkrótce – dzięki planowanym inwestycjom – wszystkie treści drukowane znajdą się na nowych serwisach cyfrowych, tak aby artnews.com ugruntował pozycję niekwestiowanego lidera w dostarczaniu treści cyfrowych miłośnikom sztuki na rynku w Ameryce Północnej i Europie – oświadczyła Izabela Depczyk, która będzie w dalszym ciągu pełnić funkcję Dyrektora Generalnego spółki ARTNEWS S.A.

Popołudniowy komentarz walutowy z 28.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 28.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Zakończyła się czwarta edycja Volvo Gdynia Sailing Days

Volvo Gdynia Sailing Days
Fot. Tomasz Kulas

Właśnie zakończyła się czwarta edycja Volvo Gdynia Sailing Days. Przeszło 1200 żeglarzy rywalizowało w tych regatach – drugich, co do wielkości w basenie Morza Bałtyckiego. Przy okazji tej niezwykłej imprezy Volvo zaprezentowało nowy model V60 Cross Country.

Największe w Polsce

W tym roku te największe regaty w Polsce trwały od 9 do 26 lipca. Volvo było partnerem tytularnym tej imprezy już po raz czwarty. Jak co roku Volvo Gdynia Sailing Days gromadzi na stracie najlepszych zawodników walczących o prymat w kilkunastu klasach żeglarskich. W gdyńskim święcie żeglarstwa wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy osób, które nie tylko obserwowały zmagania na wodzie, ale także czynnie brały udział w aktywnościach przygotowanych w miasteczku żeglarskim.

Arkadiusz Nowiński Prezes Volvo Car Poland
Arkadiusz Nowiński Prezes Volvo Car Poland

Cieszymy się, że od czterech lat wspieramy regaty, których renoma wykracza już znacznie poza granice Polski. Żeglarstwo to dla nas naturalny kierunek działań biznesowych. Jesteśmy szwedzką firmą, a ten kraj ma długą linię brzegową. Niemal w każdej, szwedzkiej zatoce znajduje się marina pełna różnych jednostek pływających. Na szczeblu centralnym Volvo organizuje załogowe regaty dookoła świata: Volvo Ocean Race. W Polsce patronujemy imprezie w Gdyni, a także wspieramy kapitana Gutkowskiego i pomagamy wyłowić olimpijskie talenty w ramach projektu Volvo Youth Sailing Team przy PZŻ – powiedział Arkadiusz Nowiński, Prezes Volvo Car Poland.

Olimpijskie nadzieje

W Gdyni obecni byli także przedstawiciele Volvo Youth Sailing Team, czyli młodych żeglarzy przygotowujących się do igrzysk olimpijskich Tokyo 2020.

W zeszłym roku wprowadziliśmy program Volvo Youth Sailing Team Poland, którym objętych zostało kilkunastu najmłodszych sportowców. W tej edycji, postawiliśmy nie na ilość tylko na jakość i zaprosiliśmy do udziału pięciu najlepiej rokujących zawodników – powiedział Tomasz Chamera, Wiceprezes ds. sportu Polskiego Związku Żeglarskiego.
Wsparcie od marki Volvo umożliwiające doskonalenie swoich umiejętności otrzymali wybrani najlepsi zawodnicy polskiej młodzieżowej kadry narodowej, stanowiący bezpośrednie zaplecze kadry olimpijskiej. Wśród nich znaleźli się: Radosław Furmański reprezentujący olimpijski windsurfing (aktualny mistrz świata i Europy juniorów), Ewa Romaniuk i Katarzyna Goralska startujące od tego roku w klasie 470 (mistrzynie Europy juniorów, 3 miejsce w mistrzostwach świata ISAF w klasie 420), Agata Barwińska w klasie Laser Radial (młodzieżowa mistrzyni świata), Błażej Ożóg w Kiteboardingu (4 zawodnik ubiegłorocznych mistrzostw świata).

Żagle i… samochody

Podczas regat wspieranych przez Volvo nie mogło zabraknąć pięknych aut. W miasteczku żeglarskim był eksponowany najnowszy model V60 Cross Country. Ten crossover bazujący na modelu V60, ma spory prześwit nadwozia (20,5 cm), dzięki czemu auto dzielnie spisuje się w lekkim terenie. V60 Cross Country jest dostępne z napędem na cztery koła w odmianie benzynowej T5 AWD i z Dieslem – D4 AWD. W ofercie pojawią się także odmiany przednionapędowe.

Fani żeglarstwa i motoryzacji mogli podziwiać także najnowszego, flagowego SUV-a – XC90, a także gamę aut w odmianie Volvo Ocean Race. Prawdziwą ozdobą stoiska było zabytkowe Volvo P1800 ES, wyposażony w dwulitrowy silnik o mocy 135 KM, pochodzący z 1972 roku. Obok niego eksponowano skuter Vespa PX 125 z unikalnym, ręcznym malowaniem Swanskiego.

Dolar i obligacje nie wierzą w podwyżkę stóp

Dynamiczna poniedziałkowa kontynuacja osłabienia się dolara na dwa dni przed posiedzeniem Fed wyraźnie wskazuje, że rynek spodziewa się gołębich sygnałów. Wtorkowy poranny wzrostu kursu euro można traktować jako korektę tej tendencji. Inwestorzy mogą być pod wrażeniem prognoz ekonomistów rezerwy federalnej, zakładających wolniejszy wzrost amerykańskiej gospodarki. Ich częściowa weryfikacja może nastąpić już w czwartek, gdy opublikowane zostaną wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Brak wiary w zaostrzenie polityki pieniężnej potwierdza też zachowanie amerykańskich obligacji, których rentowność od połowy lipca idzie konsekwentnie w dół.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
Rynki akcji i surowców znajdują się najwyraźniej pod negatywnym wpływem obaw związanych z chińską giełdą i gospodarką. Największe od lat tąpnięcie indeksów w Szanghaju odbiło się mocno na pozostałych parkietach oraz na notowaniach miedzi. Zaskakujące na tym tle zachowanie akcji KGHM i WIG20 po deklaracjach dotyczących podatku od wydobycia miedzi i srebra pokazuje, że warszawskich inwestorów przed wyborami może czekać jeszcze wiele niespodzianek i zwrotów sytuacji.

Piętno na rynkach wywiera także przebieg negocjacji w sprawie pomocy dla Grecji. Z jednej strony pojawiają się żądania kolejnych reform, z drugiej rośnie opór przed dokapitalizowaniem greckich banków.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Podejście do ryzyka steruje akcją na rynkach

Dziś rano USD odnotował najnowsze lokalne minima: para EUR/USD testuje obszary powyżej poziomu 1,1000, natomiast para USD/JPY – poniżej poziomu 123,55 po tym, jak w ubiegły piątek w okolicach zamknięcia sesji nowojorskiej inwestorzy stawali się coraz bardziej niechętni do podejmowania ryzyka.

John J Hardy, Saxo Bank
John J Hardy, Saxo Bank

Podobnie wygląda początek tego tygodnia w sesji azjatyckiej – ceny chińskich akcji straciły na wartości (mimo iż lokalne regulacje praktycznie wykluczają możliwość sprzedaży) po informacji o rozczarowujących zyskach sektora przemysłowego. W chwili, gdy piszę te słowa, spadek cen chińskich akcji wręcz zyskuje na intensywności.

Według Hiroshiego Nakaso z Bank of Japan, zasadnicza część skutków spadku cen ropy na CPI w ujęciu rok do roku odczuwalna będzie latem, jednak sytuacja inflacyjna wydaje się w dalszym ciągu ulegać poprawie. BoJ najwyraźniej woli trzymać kciuki za tę poprawę w nadziei, że sprawy zmierzają w dobrym kierunku, zamiast zdecydowanie zasygnalizować możliwość wdrożenia ewentualnych planów awaryjnych.

Naturalnie, największe ryzyko dla BoJ wiąże się z dalszym pogorszeniem sytuacji w Chinach prowadzącym do znacznej dewaluacji juana, jednak pomimo ostatnich informacji o rozszerzaniu widełek i olbrzymim odpływie kapitału kurs juana na razie pozostaje względnie stabilny – a właściwie, należałoby powiedzieć, że to Chiny utrzymują go na relatywnie stabilnym poziomie.

W tym tygodniu najważniejszym wydarzeniem związanym z ryzykiem będzie posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku w najbliższą środę, mimo iż można się zastanawiać, jak mocno rynek zareaguje na retorykę Rezerwy Federalnej po ostatnim wystąpieniu prezes Fed, Janet Yellen, które nie wpłynęło na zmianę oczekiwań dotyczących podwyżki stóp.

Wykres: EUR/GBP

Akcją na rynkach rządzi obecnie podejście inwestorów do ryzyka, co uderza w bardziej wrażliwe na ten czynnik waluty (takie jak dolary surowcowe czy GBP). Para EUR/GBP dziś rano pokonała ostatnie poziomy oporu i może nastąpić gwałtownysqueeze w górę, o ile podejście do ryzyka pozostanie defensywne.

Podsumowanie w koszyku G-10:

USD: kurs waluty jest w najlepszym razie przeciętny w związku z awersją do ryzyka – aby USD ponownie się umocnił, zarówno apetyt na ryzyko, jak i oczekiwania rynku po posiedzeniu FOMC w najbliższą środę powinny wzrosnąć.

EUR: euro to preferowana waluta w kontekście awersji do ryzyka, co wyraźnie widać po dzisiejszej porannej akcji. Zwróćmy uwagę na fakt, iż dziś rano para EUR/AUD odnotowała tegoroczne maksima.

JPY: para USD/JPY znalazła się poniżej poziomu wsparcia, mimo iż awersja do ryzyka w tym momencie wspiera JPY w znacznie mniejszym stopniu, niż EUR – być może ze względu na fakt, iż pozycjonowanie w EUR jest bardziej intensywne?

GBP: funt szterling nie lubi awersji do ryzyka, przez co para EUR/GBP znalazła się w okolicy ostatniej linii oporu (0,7100), przy czym w przypadku, gdyby podejście do ryzyka w najbliższym czasie nie uległo poprawie, możliwy jest dalszy squeeze. Jutro poznamy szacunkowy brytyjski PKB w II kwartale.

CHF: piątkowe zamknięcie w parze EUR/CHF było bardzo interesujące – na najwyższym poziomie od marca – jednak może to być wpływ nie tyle słabego franka, co mocnego euro. Gdyby jednak pierwsza odpowiedź była słuszna, byłoby to znacznie bardziej interesujące – przynajmniej w parze USD/CHF – w sytuacji powrotu apetytu na ryzyko i wzrostu rentowności w oczekiwaniu na podwyżki stóp Fed. Obserwujmy jednak uważnie sytuację techniczną.

AUD: dolar australijski może być w tym tygodniu najsłabszą z walut w związku z cenami surowców i fatalnym otwarciem sesji dla chińskich rynków akcji.

CAD: awersji do ryzyka towarzyszy spadek cen ropy, przez co zarówno USD, jak i CAD są wyjątkowo słabe. W parze USD/CAD pierwszym ważnym poziomem wsparcia jest obszar 1,3000.

NZD: waluta chwilowo unika dalszego osłabienia ze względu na fakt, iż większą uwagę przykłada się obecnie do kursu AUD, który spycha parę AUD/NZD w dół. Wyjątkowo duża awersja do ryzyka z pewnością jednak nie udzieli wsparcia NZD. Przewiduję, że para AUD/NZD w końcu uzyska wsparcie, jeżeli nie w obszarze 1,1000, to w rejonach poziomu 1,0900.

SEK: w kontekście awersji do ryzyka nastroje inwestorów wobec SEK są negatywne; wydaje się, że para EUR/SEK dąży do umocnienia po tym, jak testy rejonów powyżej ostatniego oporu na poziomie 9,40/42 nie zostały odrzucone. Obszar 9,60 to kolejny główny poziom oporu.

NOK: niskie ceny ropy w połączeniu z awersją do ryzyka mogą spowodować dalsze umocnienie w parze EUR/NOK w kierunku poziomu 9,25 lub wyżej.

John Hardy,  Saxo Bank

Operatorzy płatnych dróg na świecie stawiają na technologię

Modernizację systemu poboru opłat w najbliższym roku planuje 60% właścicieli i operatorów płatnych dróg na świecie. Połowa z nich zainwestuje w rozwiązania technologiczne, które odgrywają coraz większą rolę w generowaniu większych przychodów – wzrost efektywności systemu opłat przynosi większe korzyści niż sam wzrost wykorzystania płatnych dróg. 76% operatorów rozważa wprowadzenie systemu bezgotówkowego, a 35% wprowadzenie lub rozwinięcie otwartych systemów bez punktów poboru opłat.

Technologia głównym źródłem wzrostu efektywności

Z badania KPMG, opartego na danych zebranych od ponad 40 operatorów płatnych dróg na całym świecie, wynika, że branża dąży do zwiększenia wydajności poprzez stosowanie zaawansowanych rozwiązań technologicznych. Już 91% operatorów płatnych dróg posługuje się elektronicznym systemem poboru opłat (ang. Electronic Toll Collection, ETC), a 43% firm stosuje otwarty system opłat bez punktów poboru (ang. Open Road Tolling, OTR). Jednocześnie do tej pory zaledwie 27% firm zrezygnowało zupełnie z opcji płacenia gotówką.

Coraz powszechniejsze wykorzystywanie elektronicznych systemów poboru opłat powoduje szybki wzrost ich interoperacyjności. Obejmuje ona już 65% badanych operatorów.

W zasadzie wszyscy respondenci podkreślają znaczenie interoperacyjności. Dla użytkownika interoperacyjność oznacza jeden system poboru współpracujący z wieloma operatorami. Dobry jest tu przykład włoski, gdzie pobieramy jeden bilet i płacimy za przejazd tylko raz, poruszając się po odcinkach autostrad zarządzanych przez różne spółki. Prędzej czy później w Polsce także będziemy musieli się zmierzyć z tą kwestią
– mówi Michał Skorupski, dyrektor w zespole doradczym dla administracji publicznej i infrastruktury w KPMG w Polsce.

What is/are the types of toll collection approaches currently used by your agency?

What is/are the types of toll collection approaches currently used by your agency?
Źródło: KPMG International, 2015

Ponad połowa respondentów (53%) przyznaje, że w ciągu ostatnich pięciu lat dokonała modernizacji swojego systemu poboru opłat, a kolejne 40% twierdzi, że modernizacje są wykonywane na bieżąco. Wśród 60% operatorów, którzy planują poważne inwestycje w najbliższym roku, 45% chce zmodernizować system poboru opłat, natomiast 50% sygnalizuje konkretne plany zainwestowania w rozwiązania technologiczne lub oprogramowanie.

Właściciele i operatorzy systemów poboru opłat często mają niewielki margines swobody dla zwiększania przychodów poprzez regulowanie wysokości opłat (80% ma sztywne stawki narzucane ustawowo lub za pomocą kontraktów), w związku z czym starają się optymalizować wykorzystanie istniejącej infrastruktury. Badanie KPMG wskazuje, że takie działania koncentrują się głównie na technologii. W ostatecznym rachunku tego typu inwestycja przyniesie właścicielom infrastruktury wyższe dochody
– mówi Michał Skorupski, dyrektor w zespole doradczym dla administracji publicznej i infrastruktury w KPMG w Polsce.

If your agency is planning and/or undertaking any major capital improvement initiatives over the next fiscal year, please specify:

If your agency is planning and/or undertaking any major capital improvement initiatives over the next fiscal year, please specify:
Źródło: KPMG International, 2015

Rośnie popularność systemów bezgotówkowych i otwartych systemów poborów opłat

Jak wynika z badania KPMG, 76% firm rozważa wprowadzenie systemu bezgotówkowego, a 35% wprowadzenie lub rozwinięcie systemów typu Open Road Tolling (bez punktów poboru opłat). Głównym celem jest optymalizacja kosztów działalności.

Większość (83%) operatorów płatnych dróg korzystających z elektronicznych systemów poboru opłat zaobserwowała wzrost wydajności systemu w pierwszych 5 latach od jego wprowadzenia. Zdaniem respondentów to nie większe wykorzystywanie sieci było głównym powodem wzrostu, a lepsza efektywność procesów, w tym wzrost egzekwowalności opłat oraz redukcja zatrudnienia, które były możliwe dzięki wprowadzaniu elektronicznych lub otwartych systemów poboru opłat

Z polskiego punku widzenia to bardzo ciekawy trend. Operatorzy systemów poboru opłat przykładają dużą wagę do efektywności kosztowej samego poboru i na tym obszarze będą się w najbliższym czasie koncentrować. Wzrost zysków z infrastruktury może wynikać raczej z oszczędności i optymalizacji, niż ze zwiększenia popytu
– mówi Michał Skorupski, dyrektor w zespole doradczym dla administracji publicznej i infrastruktury w KPMG w Polsce.

What strategies has your agency considered implementing to make toll collection more cost-effective?

What strategies has your agency considered implementing to make toll collection more cost-effective
Źródło: KPMG International, 2015

Problemy z egzekwowaniem opłat od właścicieli samochodów zarejestrowanych za granicą

Egzekwowanie opłat ma podstawowe znaczenie dla powodzenia przedsięwzięć opartych na poborze opłat za korzystanie z dróg. Jest to jednocześnie poważne wyzwanie w związku z rosnącym upowszechnianiem się systemów typu ORT oraz ETC na świecie. Wielu operatorów z trudem optymalizuje funkcje egzekwowania i pobierania opłat – w szczególności w przypadku pojazdów zagranicznych oraz samochodów wynajmowanych.

Jedynie co czwarty operator (26%) uznał, że jest w stanie skutecznie lub bardzo skutecznie odszukać właścicieli zagranicznych pojazdów w przypadku naruszeń. Większość (85%) przyznała wręcz, że nie ścigają za naruszenia dokonywane przez pojazdy zarejestrowane poza granicami kraju.

Z badania KPMG wynika jednak, że operatorzy dróg płatnych w szybkim tempie przyswajają nowe technologie, które umożliwiają im udoskonalenie systemów walki z naruszeniami (ang. Violation Enforcement System, VES). Ponad połowa operatorów (59%) już korzysta z technologii takich jak telewizyjne systemy dozorowe CCTV oraz z automatycznych czytników tablic rejestracyjnych w celu identyfikacji sprawców naruszeń.