Możemy kupić większe „M” niż w 2002 roku?

Wielu nabywców mieszkań nadal wspomina ceny, które były notowane na początku minionej dekady. Wówczas 1 mkw. typowego mieszkania w stolicy kosztował około 3000 zł – 3500 zł. Trzeba jednak pamiętać, że trzynaście lat temu wynagrodzenia też różniły się od obecnych stawek.

Wzrost płac lepiej zarabiających pracowników w połączeniu ze stabilizacją cen lokali, wciąż kompensuje skutki boomu kredytowego. Na powrót dostępności mieszkaniowej do poziomu z 2002 roku, musimy jednak poczekać.

Tylko w jednym mieście sytuacja jest lepsza niż 13 lat temu

W polskich warunkach analiza dostępności metrażu jest utrudniona. Wiąże się to z faktem, że NBP dopiero pod koniec 2006 r. rozpoczął regularny monitoring cen na największych rynkach. Wcześniejsze dane trzeba pozyskiwać z innych źródeł (zobacz założenia pod wykresem i tabelą). Informacje dotyczące średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, są łatwiej dostępne. W każdym z analizowanych miast, ten wskaźnik nie obejmuje wynagrodzeń wypłaconych z tytułu umów cywilnoprawnych i płac ustalanych przez mikrofirmy (zatrudnienie do 10 osób). Mimo wspomnianych ograniczeń, średni poziom wynagrodzenia podawanego przez GUS, dobrze odzwierciedla różnice pomiędzy lokalnymi rynkami pracy – tłumaczy Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl. Warto również pamiętać, że zakup mieszkania na kredyt jest praktycznie niemożliwy dla tych osób, które zarabiają znacznie mniej od „gusowskiej” średniej.

Zmiany dostępności mieszkaniowej można łatwo prześledzić na poniższym wykresie. Uwagę zwraca podobny przebieg zmian we wszystkich miastach. Od 2002 r. do 2007 r. ceny metrażu wyprzedzały podwyżki wynagrodzeń – tłumaczy analityk portalu RynekPierwotny.pl. Ten proces stał się widoczny zwłaszcza po wstąpieniu Polski do UE. Jego efektem był spadek metrażu dostępnego za średnie wynagrodzenie netto. Sytuacja zmieniła się po zakończeniu boomu kredytowego. Od 2008 r. można zauważyć wzrost dostępności metrażu na terenie Warszawy, Krakowa, Łodzi, Wrocławia i Poznania. Tylko w dwóch miastach ten proces nie był ciągły (patrz zmiany dotyczące Warszawy i Wrocławia w 2010 r.).

Porównanie dostępności metrażu w pięciu krajowych metropoliach 2002-20014 rok

Największe powody do narzekań mają mieszkańcy stolicy

Ciekawie przedstawiają się również szczegółowe informacje o dostępności mieszkaniowej (patrz poniższa tabela). Na podstawie tych danych można wywnioskować, że w 2007 r. relacja między przeciętną płacą i cenami metrażu, była skrajnie niekorzystna. Nawet w Łodzi za średnie wynagrodzenie netto można było kupić jedynie 0,42 mkw. przeciętnego mieszkania. Analogiczny wynik dla Krakowa spadł poniżej 0,30 mkw. Ta zmiana wymusiła spadki cen, które rozpoczęły się szybciej niż w innych metropoliach. Dzięki dostosowaniom cenowym, krakowski rynek szybko zmniejszył dystans do innych miast oraz wyników z 2002 r. W ubiegłym roku, statystyczny krakowianin za swoją pensję netto mógł kupić metraż o 6% mniejszy niż dwanaście lat wcześniej. Analogiczne wyniki dla pozostałych miast wynoszą:

  • -20% (Warszawa)
  • +12% (Łódź)
  • -15% (Wrocław)
  • -10% (Poznań)

Warto zwrócić uwagę, że tylko w Łodzi dostępność mieszkaniowa przekroczyła poziom z 2002 r. Największa różnica powierzchni dostępnej za średnie wynagrodzenie (2002 r. – 2014 r.), jest widoczna w Warszawie.

Zmiany dostępności metrażu w pięciu krajowych metropoliach (2002 r. – 2014 r.)*
Nazwa miasta →Rok analizy Warszawa Kraków Łódź Wrocław Poznań
Metraż dostępny za średnie wynagrodzenie netto w sektorze przedsiębiorstw (mkw.)
2002 r. 0,64 0,53 0,60 0,62 0,63
2003 r. 0,66 0,54 0,66 0,58 0,64
2004 r. 0,64 0,51 0,53 0,58 0,58
2005 r. 0,51 0,43 0,53 0,53 0,57
2006 r. 0,43 0,32 0,53 0,35 0,52
2007 r. 0,33 0,29 0,42 0,34 0,38
2008 r. 0,35 0,32 0,44 0,40 0,40
2009 r. 0,40 0,36 0,49 0,44 0,46
2010 r. 0,39 0,38 0,51 0,42 0,46
2011 r. 0,44 0,40 0,52 0,44 0,50
2012 r. 0,49 0,43 0,60 0,48 0,55
2013 r. 0,51 0,48 0,65 0,52 0,56
2014 r. 0,51 0,50 0,67 0,53 0,57
Sumaryczna zmiana (2014 r. – 2002 r.) -20% -6% +12% -15% -10%
* Założenia: do celów obliczeniowych przyjęto, że średnie wynagrodzenie netto w sektorze przedsiębiorstw wynosi 72% analogicznej stawki brutto. Obliczenia opierają się na średnich cenach 1 mkw. mieszkań. Od 2007 r. uwzględniono średnie stawki transakcyjne według danych NBP. Wcześniejsze stawki zostały przyjęte na podstawie danych REAS i RedNet.Źródło: opracowanie własne na podstawie danych NBP, REAS, RedNet i Urzędu Statystycznego w Krakowie.

 

Do końca obecnej dekady dostępność metrażu we wszystkich analizowanych miastach powinna znacznie przekroczyć poziom z 2002 roku. To nie oznacza jednak, że sytuacja nabywców lokali będzie bardzo dobra. W praktyce komfortowy zakup jest możliwy, gdy średnia cena 1 mkw. odpowiada przeciętnej płacy netto.

Przedsiębiorca musi liczyć się z krytyką

Według naukowców z University of California, opinie konsumenckie w Internecie mają niebagatelne znaczenie dla rozwoju biznesu. Podwyższenie średniej oceny o pół gwiazdki gwarantuje 19-procentowy wzrost zainteresowania danym sklepem czy usługodawcą, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z restauracją, firmą zajmującą się czyszczeniem dywanów czy psim fryzjerem. Nic dziwnego, że sklepy internetowe walczą o podskoczenie choćby o jedną lokatę w rankingu. Negatywne opinie – w oczach wielu przedsiębiorców – są plamą na honorze. Plamą, której najlepiej jak najszybciej się pozbyć, wykorzystując do tego każdy możliwy sposób…

Wszystkie chwyty dozwolone

Dlaczego nie warto usuwać negatywnych opinii o firmiePod koniec zeszłego roku sieć zawrzała po informacji o niecodziennej opłacie, jaką jeden z brytyjskich hoteli ściągnął z karty kredytowej swoich gości. Para na jednym z serwisów konsumenckich negatywnie oceniła czystość pokoju, w którym nocowała podczas urlopu. Krytycznie wyraziła się też o stanie mebli i śniadaniach serwowanych w hotelowym bistro. Właściciele hotelu zamiast odnieść się do uwag zamieszczonych w opinii, nałożyli na parę… 100 funtów grzywny.

W tym samym roku odbył się też pewien feralny ślub w miejscowości Hudson w stanie Nowy Jork. Jeden z weselnych gości nie był do końca zadowolony z usług świadczonych przez hotel, w którym zorganizowano uroczystość. Swoimi przemyśleniami podzielił się w sieci. Po kilku dniach otrzymał od właścicieli przybytku e-maila, w którym domagali się oni natychmiastowego usunięcia negatywnej opinii. Niezastosowanie się do tej prośby miało skutkować nieoddaniem młodej parze 500 dolarów kaucji.

Co łączy te historie? Z pewnością to, że żadna z nich nie skończyła się po myśli przedsiębiorcy. Postawa właścicieli hoteli wywoła w Internecie burzę. Temat podchwyciła zarówno prasa, jak i media społecznościowe. Oba pensjonaty szybko wycofały się ze swoich roszczeń wobec gości, jednak niewiele pomogło to ich nadszarpniętemu wizerunkowi.

Groźbą, nie prośbą

Przykładów podobnych działań nie trzeba jednak szukać za wielką wodą. Serwis Opineo.pl został w zeszłym roku pozwany przez jedną z firm sprzedających software do rozliczania faktur. Firma żądała od serwisu usunięcia niepochlebnych komentarzy użytkowników o oferowanym przez nią produkcie.

Sąd uznał jednak, że krytyka usług i towarów sprzedawanych przez przedsiębiorcę leży w interesie społecznym, a przedsiębiorca prowadzący publiczną działalność musi liczyć się z niepochlebnymi komentarzami. Wszelkie zarzuty wobec Opineo zostały oddalone. Orzeczenie sądu daje konsumentom jasny sygnał, że nie muszą obawiać się wyrażania swoich opinii w Internecie, a treść ich komentarzy nie powinna być poddawana cenzurze. Ważne jednak, by odbywało się to zgodnie z zasadą „opiniuj, ale nie obrażaj”. Stek hejtu i przekleństw nigdy nie będzie ciekawym materiałem dla ocenianego sprzedawcy czy pozostałych konsumentów. Z takich „opinii” nie można też wyciągnąć konstruktywnych wniosków ani z nimi polemizować.

Jak reagować na negatyw?

Każda firma prowadząca działalność w Internecie musi liczyć się z tym, że w którymś momencie ktoś źle oceni poziom świadczonych przez nią usług czy sprzedawanych produktów. Jednak obecnie firmy są osądzane nie tyle po tym, ile krytyki na nie spływa, ale jak na nią reagują.

Historia pełna jest takich przykładów. Apple po apelu bloggera oburzonego faktem, że firma nie prowadzi wymiany zużytych baterii w iPodach, zmieniło swoją politykę i umożliwiło zakup nowej części. Play po negatywnym odzewie ze strony klienta niezadowolonego z czasu przenoszenia numeru do sieci, przeprosił go w niecodzienny sposób. Oba case’y są przedstawiane jako wzorowy sposób radzenia sobie w sytuacji kryzysowej.

Z kolei usuwanie komentarzy tylko z tego powodu, że są krytyczne, może zaszkodzić wizerunkowi firmy, a w konsekwencji przełożyć się na rzeczywiste straty finansowe. Świadczy też o tym, że firma nie bierze pod uwagę potencjału, który jest podstawą handlu. Mowa o powracających klientach. Usunięcie komentarza zamyka przedsiębiorcy drogę do przeciągnięcia niezadowolonego konsumenta na jego stronę. A jak pokazują badania, szanse na to są całkiem spore. Według Retail Consument Report aż 18% niezadowolonych nabywców staje się lojalnymi klientami sklepu, jeśli sklep rozwiąże problem po ich myśli. A według Opineo ponad 60% kupujących jest w stanie wybaczyć sklepowi potknięcia, jeśli dostanie w zamian rabat, gratisy lub… usłyszy zwykłe „przepraszam”.

Sektor rolno-spożywczy a rosyjskie embargo

Skutki embarga wprowadzonego przez Rosję w sierpniu 2014 r., choć widoczne w sektorze rolno-spożywczym, nie są aż tak dotkliwe, jak początkowo obawiali się przedsiębiorcy. Nie wszystkie branże też w jednakowym stopniu odczuły konsekwencje ograniczeń współpracy z Rosją – wynika z raportu Banku BGŻ BNP Paribas „Wpływ ograniczeń handlowych wprowadzonych przez Rosję na sektor rolno-spożywczy w Polsce” przygotowanego we współpracy z przedstawicielami firm z sektora rolno-spożywczego. Na spadek eksportu żywności do Rosji, oprócz wprowadzonego embarga, przełożył się także spadek dynamiki PKB i osłabienie rubla oraz zakaz importu wieprzowiny w związku z afrykańskim pomorem świń (ASF). Jak wynika z raportu Banku BGŻ BNP Paribas dla większości producentów krajowych Rosja nie stanowiła podstawowego rynku zbytu. Wielu z nich, na podstawie wcześniejszych doświadczeń, starało się unikać uzależnienia od wschodniego partnera, koncentrując się na sprzedaży swoich produktów na rynku krajowym i unijnym oraz poszukiwaniu nowych odbiorców poza UE.

W 2014 r., po dwóch latach bardzo dobrych wyników, polski eksport produktów rolno-spożywczych do Rosji odnotował spadek. Miało na to wpływ kilka czynników: pogorszenie sytuacji gospodarczej w Rosji, zakaz importu wieprzowiny z krajów Unii Europejskiej oraz wprowadzone embargo. Oznacza to, że ograniczenia wprowadzone przez Rosję były tylko jedną z przyczyn, które przełożyły się na ponad 30-procentowy spadek eksportu żywności do tego kraju. Warto podkreślić, że znacznie niższe były ceny eksportowanych towarów niż w poprzednim roku. Co ciekawe, produkty nieżywnościowe, które nie były objęte embargiem, również zanotowały 11 proc. spadek. – Pomimo, że Rosja nie stanowi głównego odbiorcy naszych produktów, to utrata tego rynku zbytu znacząco wpłynęła na wielkość i kierunek przepływów w handlu żywnością. Embargo nałożone na kraje Unii Europejskiej i utrata rosyjskiego rynku przyczyniły się do zaostrzenia konkurencji wśród unijnych dostawców żywności nie tylko w handlu wewnątrz UE, ale również na rynkach trzecich – powiedział Bartosz Urbaniak, członek Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas. Wiele też podmiotów w łańcuchu produkcji i dystrybucji żywności odczuło pośrednio lub bezpośrednio skutki rosyjskiego embarga – dodał Bartosz Urbaniak.

Pogorszenie w branży mleczarskiej

Po dynamicznym okresie wzrostów eksportu artykułów mlecznych, branża zanotowała spadek. W okresie sierpień-grudzień 2014 r. wyniósł on ponad 5 proc. w stosunku do analogicznego okresu 2013 r. Do tego przyczyniły się również obniżki cen większości artykułów mlecznych. Spadek eksportu pogłębił się znacznie w pierwszym kwartale br. i wyniósł  20 proc. w stosunku do trzech pierwszych miesięcy ubiegłego roku.

W 2014 r. masło i sery dojrzewające potaniały średnio o 25 proc., odtłuszczone mleko w proszku o 40 proc., zaś mleko w skupie o 20 proc. Te dane pokazują, że embargo było tylko dodatkowym, a nie kluczowym czynnikiem powodującym obniżki cen i nie zmieniło diametralnie sytuacji na rynku mleka.

Kłopoty producentów owoców i warzyw

Dla polskich przedsiębiorców Rosja była największym zagranicznym odbiorcą jabłek, pomidorów, pieczarek oraz mrożonek. Po wprowadzeniu embarga Polska zwiększyła eksport do krajów unijnych, jednak w przypadku jabłek odnotowano niższą sprzedaż zarówno do krajów UE, jak i poza jej granice. W efekcie wprowadzonych ograniczeń polscy producenci owoców i warzyw musieli zmierzyć się z nadwyżkami zbiorów. Łączny eksport owoców i warzyw świeżych oraz grzybów w okresie od sierpnia 2014 r. do marca 2015 r. wyniósł 1,13 mln t i był o 17 proc. mniejszy niż w tym samym okresie rok wcześniej. Eksport jabłek do Rosji zmniejszył się ogółem o 19 proc., a do krajów poza UE aż o 37 proc. Wyraźny wzrost eksportu Polska zanotowała na Białoruś i do Serbii, które reeksportowały jabłka do Rosji. Eksport do Unii Europejskiej wzrósł w szczególności w pierwszym kwartale 2015 r. Ze względu na wysokie zbiory większości owoców i warzyw, ich ceny w sezonie 2014/2015 byłyby znacząco niższe także w sytuacji, gdyby embargo nie zostało wprowadzone.

Producenci drobiu liczą zyski, a producenci wieprzowiny straty

Branża drobiarska nie ucierpiała w wyniku wprowadzonego embarga. Nasz eksport nieprzetworzonego mięsa drobiowego na rynek rosyjski był niewielki, a w związku z tym, że Brazylia zwiększyła eksport do Rosji, na rynku unijnym pojawiło się większe zapotrzebowanie, które zagospodarowali właśnie polscy producenci.

Producenci wieprzowiny natomiast wyraźnie odczuli pogorszenie swojej sytuacji w 2014 r. Na kondycję tego sektora wpłynęło nie tylko wprowadzone embargo, ale również pojawienie się ognisk ASF oraz znaczne obniżki cen żywca. Spadek eksportu do krajów poza UE był rekompensowany wzrostem sprzedaży na rynek unijny, czemu sprzyjały stosunkowo niskie ceny żywca w Polsce, średnio o 3 proc. niższe niż na rynku niemieckim. W pierwszym kwartale 2015 r. sprzedaż na rynek unijny wzrosła w skali roku o 28 proc., zaś sprzedaż do krajów spoza UE zmalała o 40 proc. Wprowadzenie ograniczeń w handlu z Rosją zbiegło się w czasie z wysoką podażą surowców rolnych zarówno w Polsce, jak i na świecie, co przełożyło się na spadki cen większości produktów rolno-spożywczych.

Przedsiębiorcy potwierdzają opinie analityków

Zawarte w publikacji opinie przedstawicieli producentów są zbieżne z powyższymi tezami. Przedsiębiorcy zgadzają się, że przyczyny obecnej sytuacji są złożone, zaś rosyjskie ograniczenia handlowe to tylko jedna ze składowych. Ograniczone znaczenie embarga wynika również z faktu, że polscy producenci kierując się doświadczeniem z poprzednich lat w większości nie traktowali rynku rosyjskiego, jako podstawowego rynku, na którym opierali swą sprzedaż.

– Wierzymy, że wspólnie, tzn. przedstawiciele sektora, administracja publiczna i pozostałe instytucje z otoczenia branży, w tym Bank BGŻ BNP Paribas, jesteśmy w stanie rozwiązywać pojawiające się problemy lub przynajmniej w dużym stopniu łagodzić ich skutki. Dzięki temu polski sektor rolno-spożywczy będzie mógł nadal dynamicznie się rozwijać, zapewniając miejsca pracy i przyczyniać się do rozwoju gospodarczego naszego kraju –
mówi Bartosz Urbaniak.

Embargo było impulsem dla producentów do poszukiwania nowych rynków, na których do tej pory nie byli obecni. Często w tym kontekście wspomina się o krajach afrykańskich i azjatyckich. Polski sektor rolno-spożywczy dobrze poradził sobie z łagodzeniem skutków embarga. W przypadku niektórych produktów sprzedaż na inne rynki pokryła w całości utratę rynku rosyjskiego. Przykładem może być zwiększona sprzedaż mleka w proszku do Algierii lub pieczarek na Białoruś. Jednak w przypadku części, chociażby jabłek, dla których Rosja stanowiła bardzo ważny kanał zbytu, zagospodarowanie całości zbiorów było znacznie trudniejsze i wymagało zwiększenia konsumpcji krajowej, wsparcia programami unijnymi i większej sprzedaży jednocześnie na wiele innych niż rosyjski rynków.

Co studiować, by zarabiać jak najwięcej?

Jak wynika ze statystyk Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w 2014 r. najbardziej obleganymi ośrodkami kształcenia wyższego były politechniki, a najchętniej wybieranym kierunkiem studiów – informatyka. Choć większość uczelni zakończyło już pierwszy etap rekrutacji, nadal trwa nabór na studia drugiego stopnia. Jak spośród bogatej oferty edukacyjnej wybrać kierunki i specjalizacje, które zagwarantują sukces na arenie zmagań zawodowych?

Prym kierunków technicznych – nadal za mało

MNiSW podaje, że w 2014 roku na pierwszy rok studiów dziennych uczelni publicznych przyjętych zostało ponad 250 tys. studentów. Gdyby wszyscy z nich zdecydowali się zamieszkać w jednym miejscu, stworzyliby osiedle większe niż warszawski Mokotów. Trwający niż demograficzny nie wpłyną więc na statystyki uczelni. W odniesieniu do roku 2013, te publiczne zanotowały zaledwie 2% spadek. Co ciekawe, odwrotnie do tendencji z lat 90., najczęściej wybieranymi są kierunki o profilu technicznym. Choć kandydatów na studia inżynierskich przybywa, jednak nadal są branże, które cierpią z powodu deficytu specjalistów. Jak wynika z wyliczeń firmy BPSC w nowych technologiach brakuje ok. 50 tys. pracowników. Chętnych by tę lukę wypełnić nadal jest zbyt mało.[1]

Profity już na studiach

Studenci, którzy kilka lat temu zdecydowali się na wybór kierunku z listy tych zamawianych[2] – czyli informatyki, mechaniki, automatyki, robotyki itd. – jako absolwenci nie spotykają się raczej z Urzędem Pracy i wnioskiem o uznanie statusu bezrobotnego. Już na studiach otrzymywali „gratyfikacje” dużo wyższe, niż ich koledzy na wydziałach humanistycznych. Osoby osiągające dobre wyniki na wybranych specjalizacjach, mogły liczyć na stypendia nawet w wysokości 1000 zł miesięcznie, a także dodatkowe formy kształcenia poszerzające ich wiedzę i kompetencje, organizowane przy współpracy z czołowymi pracodawcami. – Na stałe współpracujemy z 6 uczelniami wyższymi w Polsce, m.in. z Politechniką Łódzką, również z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu podkreśla Marek Bartosik, manager poznańskiego oddziału GFT Polska – Na organizowanych przez nas zajęciach przekazujemy studentom praktyczne umiejętności oraz dajemy możliwość poznania warunków pracy dla największych banków inwestycyjnych na świecie. Nasi specjaliści poprowadzą warsztaty przybliżające wiedzę m.in. z zakresu języków programowania oraz baz danych.

Wybierając kierunek techniczny, studenci otrzymują także dostęp do szerokiej oferty staży i praktyk, umożliwiających im pracę w zawodzie jeszcze podczas nauki. – Organizujemy programy stażowe dla studentów w Polsce i za granicą. W trakcie ich trwania biorą oni udział w 60 szkoleniach technicznych, miękkich oraz z wiedzy specjalistycznej (finanse i bankowość). Po ich odbyciu, aż 80% uczestników znajduje zatrudnienie w naszych szeregach – mówi Marek Bartosik, GFT Polska.

Dobra praca się opłaca

Wybór kształcenia się w dziedzinie IT, przekłada się nie tylko na zatrudnienie, ale i na dobre wynagrodzenie w przyszłości. Z badań Pracuj.pl, wnika że najwyższą pensję w Polsce w 2014 otrzymywał architekt IT.[3] Specjalista na tym stanowisku może zgarnąć pensję wynoszącą prawie trzykrotność średniej krajowej – 12149 zł brutto. W czołówce dobrze zarabiających znaleźli się też Senior Developerzy, Starsi Programiści Java i .NET czy analitycy IT. – Branża IT jest jedną z najprężniej rozwijającą się w Polsce. Wybór kierunku edukacji z nią związanego to niemal gwarancja pracy – zachęca Bartosik.

Przeciętna pensja całkowita wybranych stanowisk technologicznych
Przeciętna pensja całkowita wybranych stanowisk technologicznych

[1] http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/maturzysci-stawiaja-na-uczelnie-techniczne.html
[2] Program Kierunków Zamawianych realizowany był w perspektywie finansowej Unii Europejskiej na lata 2007-13. Od roku akademickiego 2014/15 zaczął się pilotaż Programu Wspierania Kompetencji. (http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/program-rozwoju-kompetencji-zastapi-kierunki-zamawiane.html)
[3] http://kariera.pracuj.pl/zarobki-i-prawo-pracy/najlepiej-platne-zawody-w-polsce/

Wojciech Sass mianowany na stanowisko CEO Nationale-Nederlanden w Polsce

1 października 2015 r. Wojciech Sass obejmie stanowisko CEO Nationale-Nederlanden w Polsce.

Po zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego, Wojciech Sass zostanie powołany na stanowisko Prezesa Zarządu Nationale-Nederlanden Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie oraz Nationale-Nederlanden Usługi Finansowe.

Wojciech Sass zostanie powołany na stanowisko Prezesa Zarządu Nationale-Nederlanden Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie oraz Nationale-Nederlanden Usługi Finansowe
Wojciech Sass zostanie powołany na stanowisko Prezesa Zarządu Nationale-Nederlanden Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie oraz Nationale-Nederlanden Usługi Finansowe

Wojciech Sass posiada 20-letnie doświadczenie w branży finansowej, które zdobył pracując w instytucjach w Polsce i na świecie. Karierę rozpoczął w 1995 r. w Pionie Usług Finansowych firmy Accenture w Warszawie. W latach 1997-2011 był zatrudniony w Boston Consulting Group (BCG), gdzie realizował projekty dla towarzystw ubezpieczeniowych i banków w Niemczech, Australii i w Polsce.

W 2007 r. Wojciech Sass został Partnerem oraz Dyrektorem Zarządzającym BCG w Polsce. Zanim dołączył do Nationale-Nederlanden, od 2011 r. pracował na stanowisku wiceprezesa Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, gdzie był odpowiedzialny za obszar Bankowości Detalicznej i Biznesowej.

– Jesteśmy przekonani, że jako CEO Nationale-Nederlanden w Polsce, Wojciech będzie odgrywać kluczową rolę w dalszym rozwoju naszego biznesu – powiedział Robin Spencer, CEO NN Insurance International.

Wojciech Sass zastąpi Tjeerda Boskloppera, który sprawuje funkcję Prezesa Nationale-Nederlanden w Polsce od 2012 r. 1 września br. Bosklopper obejmie stanowisko CEO NN Individual Life w Holandii.

Niepewność kursu EURPLN w II półroczu 2015 r. będzie sprzyjać popularności forwardów

Wg danych GUS[1] na strefę euro przypada 57,3 proc. polskiego eksportu i 48,2 proc. importu. Kurs wspólnej waluty, silnie wpływający na marże naszych firm, jest więc bacznie obserwowany zarówno przez eksporterów jak i importerów. Analitycy AKCENTY, instytucji płatniczej realizującej transakcje walutowe firm zajmujących się handlem zagranicznym, wskazują, że liczba czynników wpływających na wartość euro, niepewność wystąpienia tych czynników oraz trudne do przewidzenia siły korelacji pomiędzy nimi będą w kolejnych miesiącach utrudniać prognozowanie kursu EURPLN i jednocześnie sprzyjać popularności zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym w formie transakcji terminowych typu forward.

Miroslav Novak z instytucji płatniczej AKCENTA prognozuje, że na koniec lipca kurs wspólnej waluty będzie oscylować wokół 4,10 PLN. Prognoza na koniec września oraz na koniec roku to 4 PLN/EUR. Analityk AKCENTY zwraca jednak uwagę, że w otoczeniu zewnętrznym i wewnętrznym polskiej gospodarki dzieje się tak dużo, że kurs euro, szczególnie w krótkich okresach, pozostaje pod bardzo dużym znakiem zapytania i w perspektywie kilku miesięcy istnieje ryzyko wahań. Właśnie dlatego AKCENTA spodziewa się, że drugie półrocze 2015 r. może być czasem rosnącej popularności forwardów. – Pojedynczy eksporter czy importer nie ma wpływu na kursy walut obowiązujące na rynku, ale może określić przyszłe kursy walut dla własnych transakcji. Pozwalają na to forwardy, gdzie firma zawiera z nami umowę, że sprzedamy jej daną walutę po określonym kursie w wybranym momencie w przyszłości. Firma zyskuje dzięki temu pewność co do wysokości swojej marży, co ułatwia planowanie działalności – mówi Radosław Jarema, dyrektor zarządzający AKCENTY w Polsce.

W kontekście kursu EURPLN już pierwsze półrocze 2015 r. było bardzo zmienne. – W ciągu ostatnich sześciu miesięcy euro zdążyło spaść poniżej 4 zł notując największy dołek od 2011 r. Minimalny kurs wyniósł w I półroczu 2015 r. 3,9822 a maksymalny 4,3335 PLN/EUR. Sytuacja nie przestaje być nieprzewidywalna, więc i kurs EUR/PLN jest trudny do przewidywania – podkreśla Miroslav Novak.

Czynniki przeciwko umacnianiu się złotówki

W perspektywie kolejnego półrocza najwięcej niepewności stoi po stronie czynników mogących – ku zadowoleniu eksporterów i rozpaczy importerów – osłabiać polską walutę. Kluczowe jest ryzyko wznowienia długoterminowego kryzysu w strefie euro, którego początkiem może być Grexit. – Sytuacje kryzysowe w europejskiej gospodarce, a już na pewno o skali takiej jak to, co dzieje się obecnie w Grecji,  zawsze odbijają się rykoszetem na walutach koszyka emerging markets. Jeśli najczarniejsze scenariusze dla Eurolandu się spełnią i przełożą na problemy także w innych krajach Europy Południowej, to osłabienie walut peryferyjnych, w tym PLN, może mieć długotrwały charakter. Inwestorzy obecni w naszej części świata po prostu poszukają bezpieczeństwa gdzie indziej – komentuje analityczka AKCENTY Monika Krzywda.

Drugim istotnym czynnikiem, który zaważy w nadchodzących miesiącach na kursie złotówki do euro będą wybory parlamentarne. Wg Miroslava Novaka z AKCENTY, wygrana głównej partii opozycyjnej PiS w jesiennych wyborach może doprowadzić do odpływu kapitału zagranicznego z Polski. – Spodziewamy się jednak, że negatywna reakcja na ewentualne zwycięstwo PiSu będzie miała ograniczony wpływ na słabnięcie złotówki – dodaje Novak.

Czynniki wspierające wzrost złotówki

Z najważniejszych czynników, które w drugim półroczu będą wspierały umocnienie się PLN do EUR można wymienić wyższy niż w strefie euro wzrost PKB, pozytywny wpływ dyferencjału oprocentowania stóp procentowych oraz kontynuacja przez EBC programu QE o miesięcznej wartości 60 mld EUR – mówi Miroslav Novak.

Tempo wzrostu polskiej gospodarki pozostanie wyższe niż tempo rozwoju strefy euro, co będzie wpływać na umocnienie złotego wobec wspólnej waluty w najbliższych miesiącach. Już w I kw. 2015 r. polski PKB wzrósł o 1,0 proc. kw/kw  i  o 3,5 proc. r/r, natomiast w strefie euro jedynie o 0,4 proc. kw/kw  i o 1,0 proc r/r. Prognozy na cały rok też mówią o szybszym wzroście Polski w porównaniu do strefy euro, bo wg szacunków NBP w 2015 r. polski PKB powiększy się o 3,4 proc. podczas gdy zgodnie z prognozami EBC gospodarka wzrośnie w tym roku o 1,5 proc. Miroslav Novak z AKCENTY przypomina jednak, że każdy wzrost w strefie euro, nawet jeśli jest niższy niż w Polsce, pozytywnie wpłynie na polską gospodarkę. – Jesteśmy z krajami strefy euro mocno powiązani i lepsza sytuacja w tych krajach może przełożyć się na korzyści takie jak większy popyt i nowe zamówienia dla polskich eksporterów – argumentuje Novak.

Polskiego złotego wspierać będzie także pozytywny wpływ dyferencjału stóp procentowch.  – Główna stopa procentowa w Polsce jest na poziomie 1,5 proc. od marca, a główna stopa EBC od września minionego roku wynosi 0,05 proc. Ta różnica działa na korzyść PLN. Wyższe stopy procentowe wpływaja na wyższą atrakcyjność złotego dla inwestorów zagranicznych – mówi Novak. Złotego umacniać będzie też prowadzony przez EBC program QE o miesięcznej wartości 60 mld EUR.

[1] I kw. 2015 r.

Meksyk to szansa dla polskiej branży Automotive

Eksperci Banku Zachodniego WBK są zdania, że polska branża motoryzacyjna może z powodzeniem szukać swojej szansy w Meksyku. W kraju tym, który sam jest potęgą Automotive, produkcja odbywa się w oparciu o importowane części i technologie, które dostarczać mogą właśnie polskie firmy.

Przemysł motoryzacyjny jest flagowym sektorem meksykańskiej gospodarki. Według statystyk Międzynarodowej Organizacji Producentów Pojazdów Samochodowych (OICA) Meksyk zajmuje obecnie 7. miejsce pod względem wartości wyprodukowanych pojazdów (3,4 mln $) i ze wzrostem r/r na poziomie 10,2% ma szansę na jeszcze wyższe miejsce w zestawieniu. Meksyk jest też czwartym największym eksporterem aut na świecie. Aż 89 spośród 100 największych światowych producentów części samochodowych posiada swoje fabryki w tym kraju, mają je tu również wszystkie marki samochodowe.

Coraz więcej inwestycji

W ubiegłym roku swoje plany dotyczące inwestycji i rozwijania produkcji ogłosiły marki: Marcedes-Benz i Infinity, których partnerstwo zaowocuje powstaniem nowej fabryki, z której ma wyjechać 150 tys. luksusowych pojazdów. Podobną liczbę nowych aut ma również produkować w Meksyku BMW, który zbuduje nowy zakład w regionie San Luis Potosi za ok. 1 mld $, a podobną kwotę zainwestuje w produkcję w stanie Nuevo León marka Kia Motoros. Inwestycję o wartości 41 mln $ w rozwój linii montażowej w stanie Chihuahua ogłosiła firma Delphi, koncern Continental wybuduje fabrykę do produkcji komponentów elektronicznych za 25 mln $, a Jatco zainwestuje 220 mln $ w drugą fabrykę w stanie Aguascaliente. – Co bardzo ważne, aż 71% produkcji meksykańskiej branży Automotive odbywa się w oparciu o produkty, półprodukty czy usługi pochodzące z importu. To dla polskich firm z branży motoryzacyjnej wyraźny i bardzo pozytywny komunikat: Meksyk ma ogromny potencjał i warto inwestować w obecność na tym rynku – podkreśla Ernesto Malda, Kierownik Sekcji Promocji Gospodarczej i Handlowej z Ambasady Meksyku w Polsce. Meksyk odpowiada nie tylko za ogromną produkcję samochodów, ale także bierze udział w projektowaniu i tworzeniu innowacji dla branży motoryzacyjnej. Na terenie kraju prężnie funkcjonuje już ponad 30 centrów designu dla sektora Automotive. Meksyk dojrzał i z kraju eksportującego przemienił się w twórcę innowacji. Obecnie mamy ponad 30 motoryzacyjnych centrów projektowych – dodaje Ernesto Malda.

Eksport pojazdów nieszynowych oraz akcesoriów i ich części z polskich firm do Meksyku osiągnął w 2014 r. wartość 0,115 mld $, ale eksperci Banku Zachodniego WBK, m.in. na bazie raportów przygotowywanych przez analityków rynku meksykańskiego z Grupy Santander, potwierdzają, że rozwój przemysłu motoryzacyjnego w Meksyku stwarza duże zapotrzebowanie na szeroką gamę produktów dla linii montażowych i na usługi dla sektora motoryzacyjnego.  –  Wydaje się, że polscy producenci części z branży Automotive, którzy z takimi sukcesami działają na europejskich rynkach, mogłaby i w Meksyku znaleźć dla siebie miejsce. Choć auta i ich części stanowią 23 proc. wśród wszystkich towarów eksportowanych do Meksyku, to w wartościach bezwzględnych polski eksport mógłby być większy. Odległość geograficzna tego kraju jest wyzwaniem, ale nie takim, któremu nie da się sprostać i z pewnością nie tak dużym jak może się wydawać. My jako bank pomagamy w sprawnym przebiegu procesu organizowania finansów po tamtej stronie oceanu – mówi Robert Antczak.

Zaletą i przewagą polskich firm jest na pewno jakość produktów oraz dobra korelacja ceny do jakości. Innowacyjność oraz elastyczność produkcji to kolejne wyróżniki. Polscy dostawcy części i komponentów, z racji współpracy z koncernami międzynarodowymi obecnymi w Polsce i Europie mają znaczący pakiet know-how i wiedzę praktyczną. Dlatego w przypadku ekspansji mogą korzystać ze swojego dorobku i doświadczeń oraz – co ważne – licznych certyfikatów ISO i VDA wymaganych przez międzynarodowe koncerny samochodowe na całym świecie – mówi Roman Kantorski, Prezes Polskiej Izby Motoryzacji.

Politycznie i społecznie coraz spokojniej

Meksykańskie Stany Zjednoczone są zaliczane do grona państw nowo uprzemysłowionych, czyli państw z dynamicznie rozwijającym się sektorem nowoczesnych technologii, szybko rosnącym PKB, ogromnym zasobem taniej siły roboczej, korzystną polityką fiskalną i dobrym klimatem do inwestycji dla zagranicznych podmiotów. W ostatnich latach, podczas prezydentury Enrique Peña Nieto wiele sektorów przeszło transformację, reformy objęły m.in. sektor telekomunikacyjny i energetyczny (likwidacja monopoli państwowych, podniesienie konkurencyjności sektora, zwiększenie dostępności dla inwestycji zagranicznych podmiotów) oraz sektor fiskalny. Przyjęto także strategię zrównoważonego wzrostu gospodarczego oraz podjęto działania na rzecz ograniczenia ubóstwa, nierówności społecznych i niedożywienia obywateli oraz zwiększenia poziomu bezpieczeństwa w kraju. Władze Meksyku położyły również nacisk na promocję sektora MŚP powołując w tym celu Państwowy Instytut Przedsiębiorczości oraz na maksymalne wykorzystanie potencjału rozwojowego kraju (Narodowy Plan Rozwoju na lata 2013-2018). Zagraniczni obserwatorzy poczynań meksykańskiego rządu, przede wszystkim charyzmatycznego Prezydenta E. Peña Nieto, ogłosili Meksyk „krajem przyszłości” w Ameryce Łacińskiej. Gospodarka Meksyku jest obecnie w bardzo obiecującym stadium rozwoju. Reformy partii rządzącej są uchwalane w rekordowym czasie dzięki wsparciu opozycji. Wydaje się, że determinacja polityków będzie kołem zamachowym transformacji gospodarczej, która umożliwi intensywny rozwój kraju – twierdzi Antonio Cortina, szef zespołu analityków rynkowych Grupy Santander.

Ameryka Południowa ze wsparciem banku  

Meksyk oraz cały region Ameryki Środkowej i Południowej to jeszcze terra incognita dla polskich firm, dlatego w listopadzie minionego roku Bank Zachodni WBK we współpracy z Santander Mexico zorganizował wirtualna misję handlową dla polskich producentów części samochodowych zainteresowanych sprzedażą swoich produktów na rynku meksykańskim. Uczestnicy otrzymali pakietu informacji na temat prowadzenia działalności w meksykańskiej branży motoryzacyjnej. Przedsiębiorcy mogą i powinni szukać pomysłów na ekspansję w różnych źródłach. My jako Bank Zachodni WBK przekazujemy szczegółową wiedzę o ponad 180 rynkach za pomocą portalu SantanderTrade.com, gdzie mamy również funkcjonalność matchmaking’ową – łączymy dostawców i odbiorców, pomagamy szukać polskim firmom kontrahentów na całym świecie. Organizujemy też wirtualne misje i szkolenia. Przykłady Ameryki Południowej i Łacińskiej szczególnie dobrze pokazują jak wypełniamy rolę partnera, który pomaga podejmować ważne decyzje biznesowe – mówi Robert Antczak. Bank Zachodni WBK aktywnie uczestniczy także w ważnych wydarzeniach branżowych. W tym roku bank został Partnerem Finansowym największej konferencji przemysłu motoryzacyjnego w Polsce – AutoEvent.

Komentarz walutowy DM BZ WBK – 28.07.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo pt. „Komentarz walutowy”. Znajdziesz w nim komentarz Marcina Działka dotyczący bieżącej sytuacji na rynkach walutowych.

Rynek produktów OTC w Polsce 2015

Pomimo działań różnych graczy rynkowych w celu ograniczenia dostępności produktów bez recepty (kampanie na rzecz ograniczenia sprzedaży pozaaptecznej czy ograniczenie w sprzedaży leków OTC na bazie substancji psychoaktywnych), rynek produktów OTC wzrośnie w 2015 r. o prawie 7% rok do roku, wynika z najnowszego raportu firmy badawczej PMR pt. „Rynek produktów OTC w Polsce 2015. Prognozy rozwoju na lata 2015-2020”. W kolejnych latach rynek również będzie rósł, co będzie wynikiem między innymi rozwoju rynku aptecznego w Polsce w stronę łączenia konceptu drogerii i apteki i/lub tworzenia paraaptek.

Rozwój konceptu apteki-drogerii

Coraz więcej graczy na rynku testuje koncept apteki-drogerii (np. Super-Pharm) lub paraapteki (np. Ziko) – placówek oferujących przede wszystkim leki OTC, suplementy diety i kosmetyki oraz nieposiadające w ofercie leków na receptę; nie są one zarejestrowane jako apteki i nie podlegają restrykcjom dotyczącym reklamy, z wyjątkiem zakazu reklamy produktów leczniczych (Ziko, Dr Max). Tego typu placówki pozwalają na większą promocję produktów, dotarcie do szerszego grona klientów i większą sprzedaż produktów OTC.

Wprowadzanie innowacyjnych produktów o statusie OTC

Produkty będące tylko odpowiednikami istniejących już na rynku preparatów mogą nie być chętnie przyjmowane zarówno przez lekarzy, farmaceutów, pacjentów jak i same hurtownie farmaceutyczne. Unikatowe produkty z potwierdzonymi klinicznie efektami wzbudzają zaufanie konsumentów, co przy dobrej strategii marketingowej, może się przełożyć na wyższą sprzedaż. Część firm obecnych na polskim rynku suplementów diety (Read-Gene, Adiuvo Investment, Noble Health) wprowadziła już do oferty takie specyfiki.

W przyszłości wiele firm planuje rozwój oferty produktów OTC i prowadzi już badania w tym zakresie, m.in. Pharmena, Skotan, Biomax czy Stem Cells Spin.

Malejąca liczba produktów z importu równoległego

W 2014 roku liczba produktów, które uzyskały pozwolenie na import równoległy spadła o połowę w ujęciu rocznym, a udział produktów OTC wśród tych, które zostały dopuszczone do importu równoległego spadł poniżej 20% i ten poziom utrzymał się również w 2015 (styczeń-kwiecień). W przypadku rynku OTC, napływ tańszych produktów pochodzących z importu równoległego wymusza obniżki cen w przypadku produktów już obecnych na rynku, jednakże spadek liczby takich produktów pokazuje, że trend nie ma dominującego wpływu na rynek.

Ponadto, pomimo rosnącej wartości rynku importu równoległego produktów OTC, jej znaczenie jest wciąż marginalne dla całego rynku OTC.

Switche Rx-OTC

Zmiana statusu dostępności wiąże się często z rozpoczęciem kampanii reklamowej leku, co może w znacznym stopniu wpłynąć na wartość sprzedaży (a to znów ma znaczenie w ujęciu całego rynku OTC), w zależności od jego uwarunkowań (np. aktualne trendy chorobowe) i nakładów finansowych na reklamę.

Najgłośniejszym switchem w 2015 roku była zmiana kategorii dostępności produktu antykoncepcji awaryjnej ellaOne, która zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej ze stycznia 2015 może być sprzedawana bez recepty w krajach członkowskich UE. W Polsce sprzedaż leku bez recepty odbywa się od połowy kwietnia 2015, kiedy to weszło w życie rozporządzenie Ministra Zdrowia zmieniające rozporządzenie w sprawie wydawania z apteki produktów leczniczych i wyrobów medycznych.

Ogółem, liczba zmiany kategorii dostępności z Rx na OTC była rekordowa w 2014 roku i wyniosła ponad 20 (biorąc pod uwagę produkty, nie substancje).

Większa zachorowalność na grypę

W całym 2015 roku liczba zanotowanych przypadków zachorowań może okazać się podobna do liczby sprzed roku (w okresie styczeń-połowa czerwca 2015 liczba zanotowanych przypadków grypy była bardzo wysoka i wyniosła 2,3 mln). Ponadto, w Polsce odsetek osób szczepiących się maleje z roku na rok, według danych Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy. Większa zachorowalność na grypę zwiększa przychody ze sprzedaży produktów OTC na przeziębienie i przeciwgorączkowych.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Rynek produktów OTC w Polsce 2015.

Branża wynajmu długoterminowego odnotowała rekordowe wyniki w I półroczu 2015

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez PZWLP, czyli organizację reprezentującą w Polsce  branże CFM oraz Rent a Car, rynek wynajmu długoterminowego (CFM) urósł po II kwartale 2015r. aż o 12,4% w ujęciu rocznym. Wysoka dynamika rozwoju znalazła odzwierciedlenie w coraz większej roli wynajmu długoterminowego w finansowaniu w kraju samochodów służbowych. Usługa ta konsekwentnie zastępuje przede wszystkim zwykły leasing finansowy, ale także kredyt czy zakup aut służbowych przez przedsiębiorców ze środków własnych. W II kwartale już 21% wszystkich sprzedanych do firm w Polsce samochodów osobowych znalazło się w wynajmie długoterminowym. Branża CFM do bardzo udanych może zaliczyć jednak nie tylko ostatnie 3 miesiące, ale całe pierwsze półrocze. Skumulowany wzrost rynku wynajmu długoterminowego samochodów w 2 pierwszych kwartałach wynosi aż 7%, co jest wynikiem rekordowym w ostatnich latach.

Rynek wynajmu długoterminowego samochodów (CFM) w Polsce powiększył się po II kwartale 2015 roku o 12,4% w stosunku do stanu z końca czerwca ubiegłego roku. Na koniec pierwszego półrocza 2014r. firmy CFM należące do PZWLP, stanowiące ok. 80% całego rynku CFM w kraju, dysponowały łącznie blisko 120 tys. aut (119.817). Obecnie, po II kwartale 2015r., jest to już prawie 135 tys. samochodów (134.635), co oznacza, że rynek CFM w Polsce, reprezentowany w PZWLP, tylko w ciągu ostatniego roku urósł o prawie 15 tys. pojazdów (14.818).

Liczba aut w wynajmie długoterminowym na koniec I półrocza 2013 2014 2015

Rekordowe półrocze w ostatnich latach

Biorąc pod uwagę skumulowany wzrost flot firm PZWLP z dwóch pierwszych kwartałów – od początku roku do końca czerwca – rynek wynajmu długoterminowego w Polsce urósł już o 7%. Pierwsze półrocze 2015r. jest dzięki temu rekordowe pod względem tempa wzrostu branży CFM na przestrzeni ostatnich 6 lat.

Skumulowany wzrost rynku wynajmu długoterminowego w dwóch pierwszych kwartałach
w poprzednim roku wyniósł 5,1%, a w 2013 roku było to 3,3%. Tempo wzrostu osiągnięte w ostatnich 6 miesiącach jest więc blisko o 50% większe niż w zeszłym roku oraz ponad dwukrotnie wyższe niż
2 lata temu.Skumulowany wzrost wynajmu długoterminowego w I półroczu w latach 2013 2014 2015

Specyfiką rynku wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce jest od wielu lat bardzo dynamiczny rozwój, znacznie szybszy od tempa wzrostu PKB, czy sprzedaży nowych aut do firm – mówi Marek Małachowski, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska. – Polski rynek flotowy przechodzi bowiem te same fazy rozwoju, które obserwowano kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat temu, na rynkach zachodnioeuropejskich.

Marek Malachowski - Prezes PZWLP
Marek Malachowski – Prezes PZWLP

Obecnie wynajem długoterminowy jest tam główną formą użytkowania aut przez firmy, stanowiąc nawet 80% wszystkich samochodów służbowych. W naszym kraju udział wynajmu długoterminowego w całości rynku flotowego zapewne osiągnie bardzo podobny poziom, być może nawet już w perspektywie kilkunastu najbliższych lat. Rekordowo wysoka dynamika rozwoju osiągnięta w I półroczu 2015 może być sygnałem, że proces zastępowania przez wynajem długoterminowy innych form finansowania flot może jeszcze przyśpieszyć. Coraz częściej obserwowanym bowiem obecnie zjawiskiem jest rezygnowanie przez przedsiębiorców w Polsce ze zwykłego leasingu finansowego aut służbowych, na rzecz wynajmu długoterminowego. Dzięki temu, poza samym zewnętrznym finansowaniem pojazdów, występującym także w leasingu, firmy zyskują kompleksową obsługę administracyjną i serwisową samochodów służbowych. Biorąc pod uwagę łączne koszty ponoszone na flotę, a więc zakup aut wraz z ich obsługą, naprawami i ubezpieczeniem,  wynajem długoterminowy w stosunku do zwykłego leasingu pozwala również na uzyskanie oszczędności finansowych na poziomie od kilku do kilkunastu procent.    

W drugim półroczu, dokładnie od 1 lipca, przedsiębiorcy użytkujący w Polsce floty funkcjonują w bardzo korzystnym dla nich otoczeniu prawnym. Wszystkie firmy zyskały bowiem możliwość odliczenia 50% podatku VAT od paliwa, co przełoży się na znaczące obniżenie kosztów eksploatacji samochodów firmowych. Tego typu zmiana prawna raczej nie będzie jednak miała większego wpływu na powiększanie przez firmy flot, ale stwarza ogólnie bardzo korzystne warunki do prowadzenia działalności biznesowej i wpływa na pozytywne nastroje polskich przedsiębiorców. W wielu krajach UE firmy mogą już od dawna odliczać podatek VAT od paliwa.

Bardzo dobre wyniki odnotowane przez branżę CFM w I półroczu 2015 pozwalają z optymizmem patrzeć w przyszłość – mówi Marek Małachowski, Prezes Zarządu PZWLP,  Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska. – Ze względu na wyjątkowo szybki rozwój w pierwszych 6 miesiącach roku, jest duża szansa, że cały rok 2015 zamknie się znaczącym wzrostem flot firm zrzeszonych w PZWLP i to nawet w hipotetycznej sytuacji, w której tempo rozwoju w kolejnych miesiącach nie byłoby już aż tak wysokie.

Wynajem długoterminowy – coraz większy udział w ogólnej sprzedaży samochodów do firm w Polsce

Zgodnie z danymi IBRM Samar, w II kwartale 2015 roku w Polsce firmy zakupiły łącznie ponad 57 tys. (57.349) nowych samochodów osobowych. Na potrzeby wynajmu długoterminowego w tym czasie kupionych zostało 12,1 tys. aut osobowych (z czego firmy PZWLP zakupiły 9.476 aut), co stanowi 21% udział w całkowitej sprzedaży do firm.

Udział wynajmu długoterminowego w łącznej sprzedaży samochodów osobowych do firm w Polsce II kwartał 2015

W ostatnich latach główną siłą napędową sprzedaży nowych samochodów osobowych do klientów komercyjnych (firm i przedsiębiorców) w Polsce są zakupy dokonywane przez firmy CFM, leasingowe i wypożyczalnie samochodów. W II kwartale ta grupa podmiotów wygenerowała razem ponad 2/3 (prawie 38,5 tys. pojazdów) całkowitej sprzedaży aut do firm. Branża wynajmu długoterminowego miała pod tym względem udział na poziomie 31,4%.

Ponad 100 tysięcy samochodów w Full Service Leasingu

Łączna flota firm należących do Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, w usługach zaliczanych do wynajmu długoterminowego, wynosiła na koniec II kwartału 2015 roku już blisko 135 tys. samochodów (134.635). Najwięcej aut znajdowało się w niezmiennie od lat najbardziej popularnej usłudze, czyli Full Service Leasingu (FSL), zwanej inaczej leasingiem operacyjnym z pełną obsługą. Liczba pojazdów znajdujących się w Full Service Leasingu przekroczyła na koniec I półrocza symboliczne 100 tys. samochodów (100.192), co stanowiło aż ¾ (74,4%) floty firm PZWLP w wynajmie długoterminowym. Usługa ta gwarantuje nie tylko zewnętrzne finansowanie floty, ale również kompleksowe zarządzanie autami firmowymi, obejmujące codzienną administrację (np. przeglądy, rejestracje), ubezpieczenie, likwidację szkód, assistance, wymianę opon i auta zastępcze oraz wszelkie konieczne w służbowych samochodach naprawy i czynności serwisowe. Największe oszczędności w łącznych kosztach finansowania i eksploatacji floty są osiągane właśnie w przypadku Full Service Leasingu, który zapewnia firmie duży komfort w użytkowaniu aut służbowych, nie angażując jej pracowników i wewnętrznych zasobów do czynności obsługowych związanych z parkiem pojazdów firmowych.

Drugą najbardziej popularną usługą w łącznej flocie firm PZWLP jest po II kwartale Fleet Management, czyli Wyłączne Zarządzanie, w przypadku której przedsiębiorca powierza zewnętrznemu dostawcy (firmie CFM) kompleksowe zarządzanie parkiem aut służbowych, pojazdy finansując jednak we własnym zakresie, w dowolnej formie. W usłudze tej na koniec czerwca znajdowało się prawie 18 tys. aut (17.719), co stanowi 13,2% udziału w ogólnej flocie PZWLP.

Wyłączne Zarządzanie przez wiele ostatnich lat było najmniej popularną usługą w branży CFM w Polsce – mówi Marek Małachowski, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska. – Pomimo, że łączna flota w jej przypadku jest wciąż relatywnie niewielka, to Wyłączne Zarządzanie urosło w ciągu ostatniego roku aż o 47,6%. Przyczyną takiego wzrostu popularności jest pojawienie się w ofercie części firm CFM usług zarządzania flotą, kierowanych do najmniejszych przedsiębiorców, tzw. mikro firm. W tym kontekście zwiększony popyt na usługi Wyłącznego Zarządzania trzeba oceniać bardzo pozytywnie. Oznacza on bowiem, że w Polsce nawet najmniejsze firmy zaczynają się przekonywać do usług CFM, na razie powierzając zewnętrznym firmom tylko zarządzanie wykorzystywanych w ich działalności gospodarczej pojazdów. W przyszłości jednak jest duża szansa, że przedsiębiorcy ci będą sięgali po bardziej kompleksowe usługi CFM, gwarantujące poza zarządzaniem floty, także jej zewnętrzne finansowanie. Zjawisko to jest doskonałym dowodem, że wynajem długoterminowy, który kiedyś był postrzegany jako usługa zarezerwowana w Polsce wyłącznie dla dużych korporacji, obecnie jest w stanie spełnić oczekiwania i potrzeby również firm z sektora MSP, nawet mikro przedsiębiorców.  

Najmniej popularną usługą pozostaje obecnie Leasing z Serwisem (LS), w którym znajduje się 12,4% (16.724) łącznej floty wynajmowanej długoterminowo przez firmy PZWLP. Leasing z Serwisem, zwany inaczej leasingiem operacyjnym z częściową obsługą, jest usługą bardzo zbliżoną do Full Service Leasingu, jednakże zapewniającą niepełny zakres obsługi floty (np. tylko ubezpieczenie, assistance oraz serwis mechaniczny).

Największymi firmami należącymi do PZWLP pod względem liczebności łącznej floty w usługach wynajmu długoterminowego, są po II kwartale 2015 r. kolejno: LeasePlan Fleet Management Polska (24.327 aut), Arval Polska (16.595 samochodów), Volkswagen Leasing (15.098 pojazdów), Alphabet Polska Fleet Management (13.493 auta) oraz Carefleet (12.147 samochodów).

Liczba aut z napędem ekologicznym wciąż znikoma, ale rośnie

Wśród blisko 135 tys. samochodów wynajmowanych długoterminowo przez firmy skupione
w PZWLP, dominującym napędem po II kwartale 2015 r. niezmiennie pozostaje diesel, który występuje w przypadku 71% aut. Silniki benzynowe napędzają natomiast 29% pojazdów. Udziały tych 2 rodzajów napędów są bardzo zbliżone do poziomów z końca marca.

Auta z napędami ekologicznymi, a więc silnikami hybrydowymi i w pełni elektrycznymi, stanowią nadal marginalną część. Na koniec czerwca samochodów tego typu było łącznie tylko 270, natomiast ich liczba znacząco urosła w stosunku do stanu po I kwartale, kiedy we flotach firm PZWLP znajdowało się 199 takich pojazdów. W ciągu ostatnich 3 miesięcy liczba aut z silnikami hybrydowymi wzrosła do 262 pojazdów (z poziomu 189 na koniec I kwartału 2015r.). Samochodów elektrycznych jest natomiast obecnie 8 i ich liczba zmniejszyła się o 2 pojazdy w porównaniu z końcem marca.

Do najpopularniejszych samochodów we flotach firm PZWLP po II kwartale 2015 r. należą Skoda Octavia, Ford Focus, Skoda Fabia, Toyota Yaris i Volkswagen Golf.

Rośnie liczba samochodów firm Rent a Car w PZWLP

Pod koniec maja 2015 r. w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów utworzona została odrębna struktura organizacyjna – Grupa Firm Rent a Car. Należą do niej firmy członkowskie PZWLP, których działalność koncentruje się na wynajmie krótko- i średnioterminowym samochodów (usługi Rent a Car). Grupa skupia obecnie polskie oddziały 4 największych na świecie sieci wypożyczalni samochodów, czyli Avis, Budget, Hertz i Sixt oraz jedną z największych polskich firm Rent
a Car – Express. W najbliższej przyszłości planowane jest przystąpienie do PZWLP kolejnych kluczowych na polskim rynku wypożyczalni, które dołączą do utworzonej w maju wewnątrz organizacji Grupy Firm Rent a Car.

Na koniec II kwartału łączna flota wypożyczalni skupionych w PZWLP liczyła już prawie 9 tysięcy aut (8.817). Firmy Avis, Budget, Express, Hertz i  Sixt zakupiły razem w minionym kwartale blisko 3 tysiące nowych samochodów osobowych (2.927), odgrywając tym samym coraz bardziej zauważalną rolę dla rynku motoryzacyjnego w Polsce.

PZWLP coraz ważniejszy – ponad 1/3 całkowitej sprzedaży nowych aut osobowych do firm w II kwartale 2015

Poprzez swoich członków, PZWLP ma coraz większy wpływ na kondycję całego sektora motoryzacyjnego w Polsce. Biorąc pod uwagę wszystkie oferowane przez należące do organizacji firmy usługi, a więc wynajem krótko-, średnio- i długoterminowy samochodów oraz także zwykły leasing finansowy pojazdów, członkowie PZWLP zakupili w II kwartale łącznie ponad 20 tys. (20.078) nowych samochodów osobowych. Oznacza to, że więcej niż co trzecie (35%) nowe auto osobowe sprzedane w polskich salonach w tym okresie do klienta komercyjnego (do firm), zostało zakupione przez firmy należące do PZWLP.

Udział Członków PZWLP w sprzedaży samochodów osobowych do firm w II kwartale 2015

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów obchodzi w tym roku jubileusz 10 lat swojej działalności. Do organizacji należy obecnie 19 firm wynajmujących i leasingujących samochody, w tym najważniejsze w Polsce firmy CFM, reprezentujące ok. 80% rynku oraz najbardziej liczące się nie tylko na polskim, ale i światowym rynku, wypożyczalnie samochodów. PZWLP jest obecnie najważniejszą organizacją szeroko pojętego rynku flotowego, która ma znaczący wpływ na kształt i warunki funkcjonowania w Polsce branży wynajmu długoterminowego samochodów (CFM) oraz branży wynajmu krótko- i średnioterminowego (Rent a Car).

Dobry dzień dla frankowców

Spadek franka w ciągu dnia o 5 groszy nie uczynił nagle życia frankowców lekkim, ale z pewnością poprawił tej grupie humory. W Grecji oprócz problemu zadłużenia państwa jest też problem banków i to nie mniej poważny. Nie rozwiązanie go szybko skomplikuje sytuację całej gospodarki.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Wczorajszy dzień mógł ucieszyć kredytobiorców frankowych. W ciągu jednego tylko dnia waluta Szwajcarii straciła na wartości do złotego 6 groszy. Ruch ten był odbiciem sytuacji na głównych rynkach gdzie euro zyskiwało względem franka. Co prawda dzisiaj od rana kurs lekko wraca, ale nawet 3,87 zł brzmi znacznie lepiej niż wczorajsze 3,91 zł. Dlaczego frank traci na wartości? Szwajcarska waluta jest tzw. bezpieczną przystanią. Inwestorzy lokują w takich miejscach środki na trudne czasy. W sytuacji gdy na rynkach brakuje zagrożeń przenoszą je w miejsca o lepszej stopie zwrotu. Czy to znaczy, że teraz frank będzie gwałtownie taniał? Niekoniecznie. Po prostu mieliśmy do czynienia z wyrównaniem strachu związanego z bankructwem Grecji. Niewykluczone natomiast, że wraz z kolejnym porozumieniem frank znowu trochę spadnie.

Jak o zagrożeniach mowa, to warto zwrócić uwagę na problemy greckich banków. W dalszym ciągu utrzymują one dzienne limity wypłat, gdyż posiadają za mało kapitałów by ponownie się otworzyć. Rozwiązań tej sytuacji jest kilka, ale wszystkie sprowadzają się do uregulowania problemu braku pieniędzy. Niemcy naciskają na wariant cypryjski. Dla przypomnienia podczas kryzysu bankowego na tej wyspie posiadacze lokat powyżej 100 000 euro zostali obłożeni wysokim jednorazowym podatkiem, z którego sfinansowano potrzebne środki. W ten sposób do problemu banku dołożyli się jego klienci a nie europejscy podatnicy. Wariant ten ma jeden problem, o ile na Cyprze duże depozyty należały w sporej części do indywidualnych osób, o tyle w Grecji jeżeli wierzyć oficjalnym informacjom, są one w posiadaniu małych i średnich firm. Kraj ten do wyjścia z kryzysu potrzebuje wzrostu gospodarczego. Jeżeli obłożyć oszczędności firm kilkudziesięcioprocentowym podatkiem, bo o takiej skali mówimy, ciężko wyobrazić sobie by nagle wzmogły akcję inwestycyjną. Drugi wariant to dokapitalizowanie banków z EBC. Problemem jest kwota. To kolejne 25 mld euro.

Wątpliwym jest, by nie rozwiązując problemu banków Grecy porozumieli się w sprawie pakietu pomocowego. Nie oszukujmy się, zamknięcie banków powoduje realne straty dla gospodarki. Spowolnienie w obecnej sytuacji to ostatnia rzecz, której rząd potrzebuje. Obecne zamknięcie banków z pewnością odbije się negatywnie na stopie wzrostu gospodarczego. Pytanie tylko jak bardzo będzie ciążyć.

Dzisiaj z danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na produkt krajowy brutto w Wielkiej Brytanii publikowany o 10:30. O 16:00 z kolei zostanie opublikowany indeks zaufania konsumentów – Conference Board. Oprócz tego ciekawe rzeczy dzieją się na rynku ropy. Znowu przebity został poziom 50 USD za baryłkę na rynku w Nowym Jorku, a patrząc na produkcję ropy ruch ten jest w pełni uzasadniony.

EUR/PLNKomentarz walutowy 28.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 28.04.2015 do 28.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 – 4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.

CHF/PLNKomentarz walutowy 28.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 28.04.2015 do 28.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kolejnym ważnym poziomem jest 3.8450.

USD/PLNKomentarz walutowy 28.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 28.04.2015 do 28.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wybił się dołem z kanału wzrostowego. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem po wybiciu są minima na 3,7100.

GBP/PLNKomentarz walutowy 28.07.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 28.04.2015 do 28.07.2015

Kurs GBP/PLN wybił się dołem z kanału wzrostowego Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków dalszych spadków najbliższym wsparciem jest Ostatnie minimum lokalne na 5,7700.

Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Pierwsze półrocze udane dla funduszy inwestycyjnych. Zyskiwały zwłaszcza akcje zagraniczne oraz fundusze pieniężne

CEO Magazyn Polska

Trwa dobra passa funduszy inwestycyjnych. Tylko w czerwcu do krajowych TFI napłynęło 3,4 mld zł nowych środków. Wzrostowy trend widoczny jest zarówno w segmencie funduszy o wysokim poziomie ryzyka, jak i tych skupionych głównie na bezpiecznych inwestycjach. Długoterminowe perspektywy również wyglądają korzystnie. W krótkim okresie na kondycji krajowego rynku akcji ciążą jednak jesienne wybory parlamentarne oraz sytuacja geopolityczna na Ukrainie.

– Pierwsza połowa tego roku była podobna pod pewnymi względami do roku zeszłego. Charakteryzowała się dużym zainteresowaniem w dwóch grupach funduszy: najbardziej ryzykownych, czyli akcyjnych, i najbardziej bezpiecznych, czyli gotówkowych rynku pieniężnego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Dyl, prezes zarządu Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

Prezes Dyl zwraca uwagę na duże zainteresowanie klientów rynkiem akcji. Wysokie stopy zwrotu osiągnięte w ostatnim czasie przez fundusze zagraniczne zachęciły nowych inwestorów do wejścia na rynek. Nieco inaczej wygląda sytuacja w przypadku polskiego rynku, gdzie krajowym akcjom wyraźnie ciąży widmo jesiennych wyborów oraz sytuacja geopolityczna na Ukrainie.

Panująca od połowy maja przecena sprowadziła główny indeks warszawskiej giełdy WIG20 do poziomów najniższych od 2012 roku.

– Cały czas utrzymywała się chęć inwestowania w bezpieczne fundusze. Niskie stopy procentowe zachęcają do poszukiwania nawet niewielkiego zarobku na funduszach bardzo bezpiecznych, przy bardzo niskim poziomie ryzyka – komentuje prezes IZFiA.

Saldo wpłat i wypłat do krajowych TFI w czerwcu było dodatnie i wyniosło 3,4 mld zł. Jest to zasługa znacznego napływu środków do dedykowanych funduszy niedetalicznych. Saldo w segmencie funduszy detalicznych było jednak po raz pierwszy od wielu miesięcy ujemne i wyniosło -0,6 mld zł. W ostatnim miesiącu półrocza na niechęć do ryzyka wpłynęła sytuacja w Grecji, której nie udało się przed końcem półrocza dojść do porozumienia z wierzycielami.

– Sytuacja geopolityczna oczywiście miała największe znaczenie na rynku akcyjnym, na rynku tych najbardziej ryzykownych funduszy ocenia Marcin Dyl, pytany o potencjalne czynniki ryzyka rynkowego.

Decydującym czynnikiem w przypadku bezpiecznych funduszy inwestycyjnych są niskie stopy procentowe. Brak alternatywy w postaci atrakcyjnej oferty depozytów bankowych wpływa na wzrost zainteresowania jednostkami funduszy inwestycyjnych i kształtuje wzrostowy trend w tym segmencie rynku.

– Wydaje się, że ta sytuacja powinna dalej się utrzymywać. Oczywiście wydawać się może, że może nie III kwartał, ale ostatni powinien być trochę aktywniejszy dla klientów inwestujących w fundusze akcyjne inwestujące na rynku polskim – prognozuje ekspert.

Panujący obecnie okres przedwyborczy także nie sprzyja rynkom akcji. Widać to chociażby po reakcjach inwestorów na zapowiadany podatek bankowy. Widmo wejścia w życie nowych regulacji wyraźnie odbija na całym sektorze, któremu dokuczają też niskie stopy procentowe, a indeks WIG-banki od początku roku stracił 14 proc.

– Sądzę, że po wyborach sytuacja powinna się uspokoić na tyle, że klienci inwestujący w fundusze akcyjne będą inwestowali nie tylko w fundusze zagraniczne, lecz także w fundusze inwestujące na rynku polskim – ocenia prezes zarządu IZFiA.

Rozmówca zwraca także uwagę na brak perspektyw dla podwyżek stóp procentowych w najbliższym czasie. Z tego powodu trend polegający na przepływie środków z sektora bankowego do funduszy o bezpiecznym profilu inwestycyjnym nie powinien w najbliższym czasie ulec odwróceniu.

Serwis Pozamiatane.pl w ciągu kilku miesięcy chce objąć zasięgiem całą Polskę. Na razie pomaga znaleźć osoby sprzątające mieszkańcom Warszawy

CEO Magazyn Polska

Pozamiatane.pl to internetowa platforma łącząca klientów z osobami sprzątającymi. Na razie oferuje usługę milionowi mieszkańców dziesięciu warszawskich dzielnic, jednak za kilka miesięcy chce działać w całej Polsce. Zamówienie usługi odbywa się drogą internetową i trwa przeciętnie niespełna minutę. Godzina pracy sprzątacza to koszt 30 zł brutto. Zatrudnieni podlegają szczegółowej weryfikacji oraz ocenie ze strony klientów. W przypadku zastrzeżeń usługa sprzątania wykonywana jest ponownie za darmo.

– Pozamiatane.pl to platforma łącząca osoby szukające sprawdzonych osób sprzątających z osobami sprzątającymi – mówi Jakub Łączkowski, prezes zarządu warszawskiej spółki. – Swoim zasięgiem obejmujemy wyłącznie część Warszawy. Natomiast bardzo szybko rozwijamy się, włączamy kolejne dzielnice i już w perspektywie kilku miesięcy chcemy być dostępni w całej Polsce.

Firma Pozamiatane.pl współpracuje z firmami sprzątającymi oraz osobami prowadzącymi własną działalność gospodarczą. Na razie jej usługę mogą zamówić mieszkańcy i firmy z Ursynowa, Mokotowa, Śródmieścia, Woli, Włoch, Ursusa, Ochoty, Bemowa, Żoliborza i Wilanowa. Prezes serwisu zapewnia, że wszyscy partnerzy biznesowi jeszcze przed rozpoczęciem współpracy są dokładnie weryfikowani. Bezpieczeństwo klientów dodatkowo zwiększa system opinii wystawianych sprzątaczowi po zakończeniu pracy.

– Działamy w internecie, pozwalamy klientom zamówić sprzątanie przez internet w ciągu kilkudziesięciu sekund. Daje to możliwość zamówienia przede wszystkim zaufanej osoby i nie boimy się, że coś nam zginie lub coś złego się stanie – tłumaczy prezes Pozamiatane.pl.

Klient może zamówić usługę sprzątania, korzystając z komputera lub urządzenia mobilnego. Zapłata odbywa się za pomocą karty kredytowej lub z wykorzystaniem internetowych bramek płatniczych. W przypadku niezadowolenia klientów następuje zwrot pieniędzy lub usługa realizowana jest ponownie.

Polityka cenowa firmy jest przejrzysta, a wszystkich klientów obowiązuje stała stawka wynosząca 30 zł brutto za godzinę. Jak tłumaczy rozmówca, jest to średnia rynkowa stawka w stolicy z wyłączeniem osób pracujących w szarej strefie.

– My robimy to absolutnie legalnie, mamy polisę ubezpieczeniową na 1 mln zł, czyli osoba, która zamawia takie usługi sprzątania, może czuć się w pełni komfortowo i bezpiecznie – informuje przedstawiciel Pozamiatane.pl

Realizacja usługi jest w pełni transparentna, a po jej wykonaniu klient każdorazowo otrzymuje fakturę VAT. W ofercie spółki oprócz sprzątania podstawowego, znajdują się bardziej skomplikowane usługi.

– Można domówić również prasowanie, mycie okien, mycie wnętrza piekarnika, lodówki, w zależności od naszych potrzeb możemy dobierać sobie te usługi i w bardzo szybkim czasie je domawiać – wylicza prezes Łączkowski.

Prezes zarządu Pozamiatane.pl zauważa, że w Polsce w ostatnim czasie coraz wyraźniejszy jest światowy trend, w którym większość drobnych usług przenoszona jest do internetu.

– Bardzo dużo jest takich i portali, i aplikacji, które umożliwiają zamówienie, czy taksówkarza, czy osoby sprzątające właśnie przez internet – zauważa.

D. Sierakowska (DM BOŚ): Jeszcze przez kilka miesięcy ceny ropy pozostaną niskie

CEO Magazyn Polska

W najbliższych miesiącach niskie ceny ropy będą się utrzymywały. Nie można również wykluczyć kolejnych spadków, zwłaszcza w przypadku dalszego zwiększania produkcji przez USA i Arabię Saudyjską. Powodem jest nadpodaż surowca, a jej poziom będzie zależał także od tego, jak postąpi Iran.

– Perspektywy dla rynku ropy nie są najlepsze. Przez kilka kolejnych miesięcy niskie ceny będą się utrzymywać. Możliwe są też ich dalsze spadki – prognozuje Dorota Sierakowska, analityk Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska. – Wiele będzie zależało od tego, jak postąpi Iran i jak będą się kształtowały polityczne czynniki wpływające na zniesienie sankcji. Ostateczne porozumienie zostało podpisane, ale wciąż do całkowitego zniesienia sankcji na eksport ropy z Iranu jest jeszcze daleka droga. Tempo znoszenia tych sankcji będzie miało zatem decydujące znaczenie.

Jak wyjaśnia Dorota Sierakowska, spadki cen ropy wynikają z nadpodaży na globalnym rynku. Ropy jest po prostu zbyt dużo w porównaniu do popytu na ten surowiec. Dużo ropy produkują zarówno Stany Zjednoczone, jak i kraje kartelu OPEC z Arabią Saudyjską na czele. Wydobywają po ok. 11 mln baryłek na dobę, niewiele niższe jest wydobycie w Rosji. Możliwe, że na rynku ropy naftowej pojawi się jeszcze dodatkowa podaż wynikająca ze zniesienia sankcji eksportowych na Iran, który przed ich narzuceniem był drugim po Arabii Saudyjskiej producentem na świecie.

Wiele będzie zależało od tego, jak postąpi Iran i jak będą kształtować się polityczne czynniki wpływające na zniesienie sankcji. Na razie było podpisane ostateczne porozumienie, ale wciąż do całkowitego zniesienia sankcji na eksport ropy z Iranu jest jeszcze pewna droga polityczna i tempo znoszenia tych sankcji będzie tutaj miało decydujące znaczenie – mówi Sierakowska.

Ważne też będą dane makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych. Jeżeli nadal będą się utrzymywały wysokie poziomy produkcji, a zapasy nie będą istotnie spadać, to prawdopodobnie będzie to generowało presję na spadek notowań ropy. Szansą na wzrost cen ropy naftowej byłyby sygnały o ograniczeniu produkcji w Stanach Zjednoczonych, ale na razie tych sygnałów nie widać. Przeciwnie, w poniedziałek ropa Crude (amerykańska) znów potaniała do 47 dolarów za baryłkę po informacji o wzroście liczby odwiertów w USA w ubiegłym tygodniu o 21 do 659. To już trzeci z kolei tydzień wzrostu odwiertów w lipcu.

– Krytycznym pułapem mogą być poziomy osiągnięte kilka miesięcy temu, czyli tegoroczne minima. Na rynku ropy naftowej WTI to jest 44 dol. za baryłkę, a więc mamy jeszcze te kilka dolarów możliwych spadków – przewiduje Dorota Sierakowska, analityk Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska.

Jest szansa na zakończenie prac nad regulacją rynku pożyczek. Senat zajmie się nimi na początku sierpnia

To ostatni dzwonek na uchwalenie przepisów, które mają uregulować rynek pożyczek – przekonują eksperci KIG. Jeśli politycy nie zakończą prac nad ustawą w tej kadencji, to proces legislacyjny – i tak trwający już kilka lat – znacznie się wydłuży. Na przepisach w obecnym kształcie mają skorzystać wszyscy, zarówno konsumenci, którzy będą lepiej chronieni, jak i branża, bo zaufanie do nadzorowanych firm pożyczkowych wzrośnie.

Uchwalone przez Sejm przepisy czekają na akceptację Senatu, który zajmie się nimi na najbliższym posiedzeniu na początku sierpnia.

Regulacja jest konieczna z uwagi na moment polityczny, w jakim się znajdujemy, czyli koniec kadencji. Uchwalenie przepisów teraz da możliwość ich wprowadzenia jeszcze w przyszłym roku. Gdybyśmy mieli przedłużony proces legislacyjny, to niestety musielibyśmy czekać jeszcze jakiś czas na to, aż ten rynek zostanie po prostu porządnie uregulowany – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Durlik-Khouri, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej.

Dziś rynek pożyczek nie jest w żaden sposób regulowany. Bezpieczeństwu klientów zagraża m.in. to, że nie istnieją żadne wymogi kapitałowe dla firm, które chcą wejść na polski rynek. Nie ma też rejestru, w którym mogliby sprawdzić rzetelność i kondycję działających na rynku podmiotów.

W opinii KIG uchwalona przez Sejm regulacja rynku pożyczkowego jest rozsądnym kompromisem – po pierwsze, nie jest nadmiernie restrykcyjna dla firm z tej branży, po drugie, dba o bezpieczeństwo konsumentów, ureguluje nieprawidłowości i wyeliminuje patologie na rynku pożyczkowym.

Konsumenci będą lepiej chronieni niż ma to miejsce w tej chwili – podkreśla Durlik-Khouri. – Przede wszystkim będą oni mieli świadomość tego, jakie są koszty uzyskania pożyczki. Będą ochronieni przed rolowaniem pożyczek czy tzw. pożyczkami na zero, które są udzielane w taki sposób, który z góry przewiduje, że dany konsument nie spłaci tej pożyczki.

Tego typu pożyczki prowadzą do spirali zadłużenia, z której trudno się wydostać.

Zdecydowane określenie reguł, np. dotyczących kosztów dodatkowych, które mogą się pojawiać w przypadku tych pożyczek, ochroni konsumenta. Postawi to również przed firmami pewne bariery, które uniemożliwią im wykorzystywanie niewiedzy klienta i zmuszą je do przedstawiania mu ofertę w sposób czytelny – podkreśla Agnieszka Durlik-Khouri.

Tym bardziej że Polska jest jednym z nielicznych krajów, które do tej pory nie uregulowały tego rynku. Przykłady innych państw pokazują, że tego typu przepisy spełniają swoje zadanie.

Podmioty, które będą chciały udzielać pożyczek, będą musiały spełnić wymogi kapitałowe. Może to oznaczać, że rynek się ograniczy. Natomiast to zależy od samych konsumentów, na szczęście mamy cały czas działającą niewidzialną rękę rynku – mówi przedstawicielka KIG.

Zwraca uwagę na inny istotny aspekt wprowadzenia w życie nowych przepisów. Konsumenci to nie tylko osoby fizyczne, które pożyczają na pilne i bieżące potrzeby, lecz także przedsiębiorcy, którzy dzięki nowym przepisom zyskają stabilne źródło finansowania.

To np. młodzi przedsiębiorcy zakładający działalność gospodarczą, którzy nie mogą pozyskać finansowania ze źródeł bankowych, ponieważ nie mają historii kredytowej, więc wspomagają się pożyczkami. Teraz będą mogli to robić taniej i z większą pewnością – mówi Durlik-Khouri.

Fundusz Mieszkań na Wynajem do końca roku zaoferuje jeszcze kilkaset lokali. Coraz większe zainteresowanie najemców i deweloperów projektem

CEO Magazyn Polska

Do końca roku w ramach Funduszu Mieszkań na Wynajem dostępnych będzie 600 lokali. Do tej pory w projekcie realizowanym przez Bank Gospodarstwa Krajowego wystawiono 122 mieszkania w Piasecznie pod Warszawą oraz 124 lokale w Poznaniu. Oferta Funduszu cieszy się nie tylko dużym zainteresowaniem najemców, lecz także deweloperów, którzy zgłosili ok. 800 projektów.

W Poznaniu wynajęto ponad dwie trzecie mieszkań. Od połowy lipca dostępna jest także oferta w Piasecznie.

Kolejne mieszkania pojawią się na pewno jeszcze do końca tego roku. Chcielibyśmy udostępnić zgodnie z planami około 600 mieszkań łącznie do 2015 roku. W perspektywie do 2018 roku pojawi się około 5,5 tys. mieszkań – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ryszard Słowiński, prezes zarządu BGK Nieruchomości.

Fundusz Mieszkań na Wynajem przygotowuje kolejne inwestycje, które będą oddawane do użytku w kolejnych dwóch latach. Projekty prowadzone są w Gdańsku-Wrzeszczu, Warszawie na Bielanach i Żoliborzu, następne w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach. Łącznie jest to ponad 1000 mieszkań.

Jak przekonuje Słowiński, jest bardzo duże zainteresowanie Funduszem ze strony deweloperów.

– Do tej pory deweloperzy zgłosili do nas około 800 projektów, spośród których wybraliśmy 50. Procedujemy je zgodnie z naszą procedurą inwestycyjną – tłumaczy Ryszard Słowiński. – Skupiamy się na budowaniu w siedmiu największych aglomeracjach Polski, czyli w Warszawie, Trójmieście, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie, Katowicach oraz Łodzi – wymienia.

Po przeanalizowaniu 800 projektów niemalże 500 odrzucono od razu, ponieważ nie spełniały kryteriów Funduszu. Trwają analizy kolejnych 270 projektów.

Podstawowym źródłem pozyskiwania projektów jest tzw. forward, czyli zamawianie projektów pod klucz zgodnie z naszymi potrzebami. W związku z tym niemalże każdy z tych projektów wymaga cierpliwości, ponieważ cykl inwestycyjny jest co najmniej 18-miesięczny. Budowanie portfela w oparciu o tego typu nabycia wymaga przede wszystkim czasu – mówi Słowiński.

Głównym kryterium wyboru inwestycji jest lokalizacja i dobra komunikacja.

Oczywiście każda z tych lokalizacji i każdy z tych projektów muszą spełniać nasze kryteria ekonomiczne, tak żebyśmy byli w stanie zaproponować atrakcyjne czynsze za wynajem w ciekawych miejscach – mówi prezes BGK Nieruchomości.

Fundusz Mieszkań na Wynajem skierowany jest głównie do osób młodych w wieku 25-35 lat, singli i par z dzieckiem, których nie stać na kredyt hipoteczny. By wynająć lokal, trzeba przejść weryfikację finansową i podpisać umowę na najem okazjonalny. Najemców przede wszystkim ma przyciągnąć cena, o kilkanaście procent niższa niż rynkowa, oraz możliwość zameldowania. Za mieszkanie dwupokojowe mieszkańcy będą płacić około 1200 zł, a za czteropokojowe – od 1600 zł. Ceny różnią się od lokalizacji, wyposażenia, a także piętra w budynku. Część mieszkań wyposażona jest jedynie w podstawowe umeblowanie i sprzęt AGD, a część wyposażona jest całkowicie, włącznie ze sprzętem RTV oraz meblami codziennego użytku.

Fundusz Mieszkań na Wynajem to komercyjny projekt Banku Gospodarstwa Krajowego. Z założenia miał pobudzić rynek wynajmu mieszkań w Polsce. Jak wynika z danych Eurostatu, jedynie około 4 proc. Polaków mieszka w wynajętych lokalach. W niektórych krajach zachodniej części Unii Europejskiej odsetek ten sięga prawie 40 proc.

Podatek obrotowy początkowo zaszkodzi sieciom handlowym. Inne pomysły PiS na pobudzenie konsumpcji powinny jednak pomóc branży na dłuższą metę

CEO Magazyn Polska

Poprawa wyników branży konsumpcyjnej jest najbardziej widoczna w segmencie mniejszych spółek. W przypadku dużych detalistów wzrost był mniejszy. Zapowiadane wprowadzenie podatku obrotowego od sklepów wielkopowierzchniowych może jeszcze dodatkowo skomplikować ich sytuację. Inne propozycje PiS powinny jednak wyjść spółkom na dobre w dłuższej perspektywie.

Wprowadzenie podatku obrotowego może w krótkim terminie negatywnie uderzyć w wyniki spółek z branży konsumpcyjnej. Mówię tu o Emperii, Eurocashu, Jeronimo Martins Polska, ale także o LPP czy CCC – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Czachor, analityk Erste Securities. – Zarys programu PiS-u koncentruje się na tym, żeby pobudzić konsumpcję w Polsce w dłuższym terminie. Ma się to odbyć poprzez podniesienie kwoty wolnej od podatku, zmniejszenie bezrobocia, więc summa summarum, jeżeli celem ustawodawcy jest to, żeby konsumpcja w Polsce rosła, to w dłuższym terminie spółki z branży konsumpcyjnej, zarówno te duże, jak i te małe, powinny na tym skorzystać – komentuje.

Z raportu opublikowanego przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową wynika, że dynamika popytu krajowego brutto w 2015 roku wyniesie 4,4 proc. Za największą część wzrostu odpowiadać będzie spożycie indywidualne.

Spółki pokazują znaczący przyrost wyników wynikający z tego, że konsument częściej do nich chodzi i wydaje więcej pieniędzy. Są to mniejsze spółki detaliczne, do których np. zaliczamy Vistulę, Monnari czy Gino Rossi – wymienia Marek Czachor.

Wskazuje jednak także na spółki, których przychody w stosunku do poprzedniego roku znajdują się na niemal niezmienionym poziomie. Chodzi głównie o dużych dystrybutorów. Ich przychody obniża panująca od roku deflacja, która jednak zwiększa siłę nabywczą Polaków.

– Sytuacja polskiego konsumenta jest zróżnicowana. Czasami wydaje on na niektóre produkty więcej, a na niektóre mniej. Natomiast tendencji do wydawania zdecydowanie większych kwot nie widać – ocenia Czachor.

Ekspert jest jednak przekonany, że w dłuższym terminie konsumpcja w Polsce będzie rosnąć. Wpłynie na to między innymi wzrost przeciętnego poziomu wynagrodzeń w naszym kraju, a co za tym idzie, realnej siły nabywczej konsumentów. Analityk Erste Securities zakłada, że w perspektywie 2-3 lat zyski spółek z branży konsumpcyjnej ulegną poprawie.

Ewentualne zawirowania na rynkach finansowych mogą negatywnie przełożyć się na wyniki spółek z branży konsumpcyjnej. Związane z tym byłoby np. umocnienie się euro wobec złotego – mówi Marek Czachor.

Analityk tłumaczy, że duża część towarów w branży detalicznej jest importowana z Chin. Osłabienie polskiego złotego zwiększyłoby koszty polskich przedsiębiorców i ograniczyło marże. Słabość krajowej waluty wpłynęłaby również na koszty najmu powierzchni handlowych, które denominowane są w euro.

W związku z tym, jeżeli euro by podrożało, to spółki musiałyby więcej płacić za czynsz, w wyniku czego wynik finansowy by się pogorszył. Natomiast jestem także przekonany, że za 2-3 lata złoty będzie mocniejszy, w związku z czym wartości czynszów będą mniejsze – przewiduje ekspert.

Według danych GUS wzrost sprzedaży detalicznej w I półroczu 2015 roku wyniósł niemal 4 proc. rok do roku w cenach stałych. W cenach bieżących z powodu deflacji wzrost był niższy i sięgnął 0,7 proc.

Platformy pośredniczące w wymianie dóbr i usług stają się coraz popularniejsze. Ten rynek dynamicznie rośnie, ale wciąż jest niewielki

0

CEO Magazyn Polska

Choć rynek sharing economy, którego model biznesowy opiera się na bezpośredniej wymianie dóbr i usług między konsumentami, rośnie w dwucyfrowym tempie, to jednak w dalszym ciągu jego udział w światowej branży e-commerce jest marginalny i wynosi około 1,5 proc. Największe obroty mają biznesy oparte na wynajmie powierzchni mieszkalnej oraz wspólnym transporcie. Lider branży, czyli spółka Airbnb, wyceniany jest na 20 mld dolarów. 

Sharing economy zarówno w Polsce, jak i na świecie to jeszcze raczkujący model biznesowy. Pewne szacunki wskazują, że przychody tego sektora na świecie sięgają 15 mld dol. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Kazior, dyrektor zarządzająca Rocket Internet Polska.

Trudno jednak ten rynek precyzyjnie oszacować. Wycena lidera branży – firmy Airbnb, której podróżniczy serwis umożliwia krótkoterminowy wynajem mieszkań w każdym zakątku świata – po ostatniej rundzie finansowania szacowana jest na około 20 mld dol. Według raportu A.T. Kearney wartość światowego rynku e-commerce już w przyszłym roku przekroczy barierę biliona dolarów.

Ciągle jest to ułamek procenta całego e-commerce. Taka sytuacja ma miejsce ze względu na to, że do tej pory jeszcze niewiele jest takich modeli biznesowych, które pozwalają na bezpośrednią wymianę dóbr i usług – tłumaczy dyrektor Rocket Internet Polska.

W przypadku polskiego rynku w segmencie sharing economy funkcjonuje usługa wspólnych przejazdów Bla Bla Car oraz dzielenie powierzchni mieszkalnej za pośrednictwem Wimdu czy wspomnianego Airbnb.

Jest całe mnóstwo innych modeli biznesowych, które mogłyby zaistnieć. To jest dopiero początek i z tego względu jest to też bardzo mały wolumen. Natomiast wzrosty, choć trudne do ocenienia, są co najmniej dwucyfrowe – prognozuje Katarzyna Kazior.

Obecnie do najbardziej popularnych segmentów wymiany w zakresie sharing economy należy wynajem mieszkań i domów oraz usługi wspólnego przemieszczania się. Znaczny rozwój widoczny jest także w segmencie odzieżowym.

Natomiast nie jest to jeszcze takie klasyczne sharing economy, to bardziej odsprzedaż tych produktów, a nie ich wypożyczenie – wyjaśnia ekspert.

Przeszkodę w rozwoju biznesu typu sharing economy stanowi brak zaufania do drugiej strony transakcji. W przypadku uznanych marek to zaufanie jest znacznie większe. Tutaj każda transakcja zawierana jest z innym użytkownikiem, więc trudno od razu o zdobycie pełnego zaufania.

Firmy starają się z tym w jakiś sposób radzić. Zachęcają użytkowników, żeby oceniali swój pobyt w danym miejscu czy przejazd. Utrudnieniem mogą być  też płatności. Nie mamy dużej dowolności przy formie zapłaty za usługi – podkreśla Katarzyna Kazior.

Największym utrudnieniem rozwoju sektora jest jednak w dalszym ciągu jego niewielki rozmiar. Zgłaszany popyt oraz oferowana podaż są w wielu przypadkach zbyt małe.

W Polsce na pewno znalazłoby się sporo osób, które chciałyby wypożyczyć drogą torebkę i sporo osób, które użyczyłyby komuś swojej torebki, ale ten wolumen jest za mały, żeby jakakolwiek firma zdecydowała się uruchomić platformę i uruchomić marketing tak, żeby umożliwić tę wymianę – wyjaśnia ekspertka.

Specyficzną formą usług opartych na udostępnianiu pewnych dóbr jest tzw. social lending. W tym przypadku jedna z osób użycza drugiej stronie część zasobów finansowych, a ta zobowiązuje się zwrócić je po pewnym czasie wraz z odsetkami.

Sharing economy na pewno jest czymś, co trzeba mieć na oku i wydaje mi się, że każdy fundusz inwestycyjny powinien mieć w swoim portfolio taką spółkę – ocenia dyrektor Rocket Internet Polska.

Nasz kraj w tej dziedzinie znajduje się w tyle w stosunku do chociażby Stanów Zjednoczonych. Amerykańskie społeczeństwo jest bardziej otwarte na tego typu modele biznesowe. Większa jest także liczba aktywnych inwestorów. Rozmówczyni przewiduje jednak, że podobny trend przyjdzie także do Polski.

Chorzy na raka prostaty mają ograniczony dostęp do nowoczesnych leków. W walkę o refundację zaangażowały się Amazonki

CEO Magazyn Polska

Dzięki osiągnięciom medycyny rak prostaty staje się chorobą przewlekłą, a nie śmiertelną. Nowoczesne leki są w stanie nie tylko wydłużyć życie pacjentów, lecz także znacznie poprawić jego jakość. Chorzy mogą prowadzić praktycznie normalny tryb życia, a terapia nie wyniszcza ich organizmu. Polscy mężczyźni mają jednak ograniczony dostęp do leków nowej generacji. Problemem jest brak refundacji.

Na raka prostaty co roku zapada 9 tys. polskich mężczyzn, z czego blisko połowa umiera. W ciągu ostatnich 30 lat zachorowalność na ten nowotwór zwiększyła się blisko czterokrotnie. Jednocześnie dzięki rozwojowi medycyny, rak prostaty przestał jednak oznaczać wyrok śmierci. Nowoczesne leki są bowiem w stanie znacznie wydłużyć czas przeżycia chorego, nawet gdy nowotwór został rozpoznany w późnym stadium. Wpływają też korzystnie na jakość życia pacjentów – odraczają progresję choroby, minimalizują możliwość powikłań, zwłaszcza związanych z przerzutami do kości, a także odraczają konieczność zastosowania chemioterapii.

Największe znaczenie mają dwa leki hormonalne: abirateron i enzalutamid. Jest to leczenie bardzo mało toksyczne, doustne, przyjmowane w warunkach domowych. Nie są z tym związane żadne nieprzyjemne działania niepożądane. Bardzo ważne jest to, że te leki poprawiają samopoczucie, powodują ustępowanie dolegliwości, opóźnienie pojawiania się nowych dolegliwości, a z drugiej strony nie pogarszają jakości życia – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Elżbieta Senkus, onkolog kliniczny.

Z powodu braku refundacji Polscy pacjenci w zaawansowanym stadium choroby nie mogą korzystać z terapii enzalutamidem, która w znaczący sposób poprawia jakość życia chorych i je przedłuża. Eksperci wskazują, że dzięki takim terapiom możliwe jest uczynienie z raka prostaty choroby przewlekłej.

Rak prostaty rozwija się bardzo powoli, i długo – czasem nawet kilkanaście lat nie daje charakterystycznych objawów. Dlatego tak ważna jest profilaktyka. W diagnostyce raka prostaty stosowane są badania per rectum, czyli przez odbytnicę, TRUS, czyli ultrasonografia przezodbytnicza, oraz określanie stężenia białka PSA w surowicy krwi. Mężczyźni często unikają jednak wizyty u lekarza, a powodem jest wstyd i obawa przed diagnozą. Do regularnych badań zachęca Federacja Stowarzyszeń Amazonki.

– My, Amazonki, prosimy, żeby mężczyźni namawiali swoje żony, by zrobiły badania piersi, bo przecież, jeżeli kocha się swoją kobietę, to się dba również o jej zdrowie. Więc dlaczego nie odwrotnie? Mamy mężów, synów i przyjaciół. Strach przed badaniami trzeba niwelować. Tylko przez mówienie, przez spotkania, przez oswajanie tego problemu jesteśmy w stanie tę świadomość budować i niwelować strach – mówi Krystyna Wechmann, prezes Federacji Stowarzyszeń Amazonki.

Psychologowie zwracają uwagę na to, że mężczyznom chorym na raka prostaty potrzebna jest także opieka psychologiczna. Wraz z chorobą nowotworową gwałtownie zmienia się bowiem ich pozycja w rodzinie – z osób, które mają rodzinę chronić, zmieniają się w jej słabe ogniwo. Teraz to oni potrzebują troski i opieki, a taka sytuacja u wielu mężczyzn powoduje dyskomfort psychiczny. Czują bowiem, że stracili autorytet oraz rolę społeczną związaną z siłą i męskością. Często też dotkliwy bywa nadmiar troski okazywanej przez członków rodziny chorego.

To jest tak, jakby mu odbierać resztki mocy i indywidualności. Choroba i tak zakłóca jego życie, a dodatkowo jeszcze jest proszony o to, żeby nie dźwigał, usiadł, odpoczął, wszystko mu się podstawia pod nos. Mało tego, narzuca mu się wiele rzeczy, co mu wolno, czego nie wolno. Mężczyźni źle znoszą słabość, a jeszcze gorzej znoszą sytuację, kiedy traktowani są jako osoby bezradne – mówi Katarzyna Korpolewska, psycholog społeczny.

W radzeniu sobie z lękiem towarzyszącym chorobie oraz problemami natury psychicznej polskim mężczyznom także chcą pomagać Amazonki. Członkinie Federacji Stowarzyszeń Amazonki chcą przełamać społeczne tabu, jakim wciąż jest nowotwór prostaty. Chcą, aby mężczyźni nie wstydzili się wizyty u lekarza i badan profilaktycznych, a także by przestali traktować chorobę jako uderzenie w symbol męskości. Amazonki zamierzają także domagać się lepszego dostępu do nowoczesnych terapii.

Coraz więcej osób ubezpiecza się od następstw nieszczęśliwych wypadków, nie tylko w okresie wakacyjnym

CEO Magazyn Polska

Rośnie liczba kupowanych polis od następstw nieszczęśliwych wypadków, choć wciąż świadomość klientów w tym zakresie jest niższa niż na Zachodzie. Ubezpieczeni coraz częściej wybierają długoterminowe polisy, co w określonych przypadkach umożliwia im obniżenie płaconej składki. Z kolei ubezpieczyciele coraz lepiej dopasowują ofertę do potrzeb klientów.

Widzimy rosnącą świadomość ubezpieczeniową Polaków, choć nadal jesteśmy daleko za krajami zachodnimi – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bożena Trzaska, dyrektor ds. rozwoju produktów w firmie MetLife. – Dużo częściej wybieramy polisy np. dla dzieci w ramach ubezpieczeń szkolnych czy ubezpieczenia w ramach pracowniczych polis grupowych. Natomiast takie rozwiązania wiążą się zazwyczaj z niskimi sumami ubezpieczenia.

Jak wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń, po pierwszym kwartale br. wartość składek zebranych z tytułu ubezpieczeń wypadkowych wyniosła 1,3 mld zł, co oznacza, że w ciągu ostatnich pięciu lat wzrosła ona dwukrotnie.

Z roku na rok rośnie liczba polis i osób objętych ochroną – potwierdza Bożena Trzaska. – Widać także, że towarzystwa ubezpieczeń coraz lepiej dostosowują ofertę do potrzeb klientów, oferując coraz lepsze i bardziej kompleksowe rozwiązania.

Na rynku dostępne są zarówno ubezpieczenia o wąskim zakresie ochrony, jak i ubezpieczenia wypadkowe o szerokim, kompleksowym zabezpieczeniu. Z jednej strony stanowią one zabezpieczenie w przypadku częstych zdarzeń, jak np. złamania, oparzenia czy pobyt w szpitalu. Z drugiej strony, pomagają w przypadku poważniejszych zdarzeń, czyli wypadków prowadzących do trwałego inwalidztwa, operacji czy nawet śmierci.

Ważne, by takie ubezpieczenie było rozszerzone o usługi assistance, które są bardzo pomocne po nieszczęśliwym wypadku i obejmują takie usługi, jak rehabilitacja, dostęp do lekarzy specjalistów, zabiegi i badania ambulatoryjne, a także zwrot kosztów leków – wyjaśnia Bożena Trzaska.

Jak podkreśla ekspertka, wybierając tego rodzaju ochronę ubezpieczeniową, warto rozważyć wykupienie polisy długoterminowej.

Po pierwsze, mamy pełną i stałą opiekę, poczucie bezpieczeństwa finansowego i komfort psychiczny – przekonuje Trzaska. – Po drugie, ubezpieczyciel daje pewne dodatkowe korzyści. Może to być podwyższona suma ubezpieczenia w kolejnych latach umowy bez podnoszenia składki, przerwa w opłacaniu składki, zwrot części składki na koniec okresu ubezpieczenia lub podwójne świadczenie, gdy do wypadku dojdzie np. podczas wakacji.

Podstawowy zakres NNW kosztuje około 10 zł za kilkudniową ochronę. Przy ubezpieczeniach na dłuższy okres cena wynosi od 40 zł za miesiąc.

Wybierając ubezpieczenie, trzeba wziąć pod uwagę trzy podstawowe parametry, tj. zakres ochrony, sumę ubezpieczenia, czyli maksymalne wartości świadczeń, które przysługują w razie ewentualnego wypadku, oraz wysokość składki.

Ogólne warunki ubezpieczenia (OWU) to lektura obowiązkowa – wskazuje Bożena Trzaska. – W tym dokumencie zawarte są wszystkie, szczegółowe i dokładne informacje na temat zakresu ubezpieczenia oraz wykluczenia odpowiedzialności ze strony towarzystwa.

W potocznym rozumieniu każde zdarzenie mające konsekwencje zdrowotne jest nieszczęśliwym wypadkiem. Czym innym jednak może ono być dla towarzystwa ubezpieczeń. W OWU powinna znajdować się definicja takiego zdarzenia. Nieszczęśliwy wypadek najczęściej opisywany jest jako zdarzenie niezależne od woli objętej ochroną osoby, gwałtowne i nagłe, wywołane przyczyną zewnętrzną, niezwiązane ze stanem chorobowym.

W świetle takiej definicji ubezpieczyciel ma prawo odmówić wypłaty świadczenia, gdy do uszczerbku na zdrowiu doszło np. z powodu zawału, wylewu albo omdlenia. Są to bowiem zazwyczaj konsekwencje choroby ubezpieczonego, a nie wynik nieszczęśliwego wypadku.

Najczęstszymi wykluczeniami są bezpośredni wpływ alkoholu, udział w bójce czy konflikcie zbrojnym oraz przestępstwo – mówi Trzaska.

Jeżeli ubezpieczyciel odmówi wypłaty świadczenia, a osoba zgłaszająca roszczenie nie zgadza się z tą decyzją, ma ona prawo zgłosić odwołanie do towarzystwa. Jeżeli to nie przyniesie oczekiwanego skutku, można zwrócić się do Rzecznika Ubezpieczonych z prośbą o interwencję lub wystąpić na drogę sądową.

Pracodawcy chcą zmian w przepisach o kontroli w firmach

Decyzja o miejscu prowadzenia kontroli firmy powinna należeć do kompetencji przedsiębiorcy, a nie organów kontrolujących. Tymczasem uprawnienie urzędników do żądania przeprowadzenia kontroli w siedzibie firmy, jeżeli udostępnienie dokumentów, nie utrudni w znacznym stopniu wykonywania bieżącej działalności, daje organom kontrolującym prawo decydowania, czy owo utrudnienie występuje, czy też nie – ostrzega Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa oraz niektórych innych ustaw. Celem wprowadzanych zmian jest dostosowanie przepisów ustawy o swobodzie działalności gospodarczej do przepisów Ordynacji podatkowej w zakresie miejsca przeprowadzania kontroli. Umożliwi ona przeprowadzanie jakichkolwiek kontroli przedsiębiorcy poza jego siedzibą, jeżeli dokumentacja niezbędna do jej przeprowadzenia znajduje się poza siedzibą przedsiębiorcy.

Jutro projekt rozpatrzy senacka Komisji Budżetu i Finansów Publicznych.

Jakkolwiek uzasadnienie zmiany nie budzi wątpliwości co było intencją autora, to już przepis uchwalony przez Sejm nie wydaje się realizować tych celów. Stanowi on bowiem, że kontrolę przeprowadza się w: siedzibie kontrolowanego, miejscu wykonywania działalności gospodarczej, lub w innym miejscu przechowywania dokumentacji – za zgodą lub na wniosek kontrolowanego.

Dodatkowo, w przypadku gdy dokumentacja prowadzona lub przechowywana jest poza siedzibą kontrolowanego, kontrolowany na żądanie urzędników, zobowiązany jest zapewnić dostęp do niej w: swojej siedzibie, lub miejscu jej prowadzenia lub przechowywania – jeżeli udostępnienie jej w siedzibie może w znacznym stopniu utrudnić wykonywanie działalności gospodarczej.

– Z pierwszej części przepisu wynika, że jeżeli kontrolowany zgłosi taki wniosek, to kontrola odbędzie się w miejscu przechowywania dokumentacji, natomiast z drugiej, że jeżeli zażąda tego kontrolujący, to kontrola zostanie przeprowadzona w siedzibie kontrolowanego. Ewentualnie w miejscu przechowywania dokumentacji, ale tylko jeżeli jej udostępnienie w siedzibie kontrolowanego w znacznym stopniu utrudni wykonywanie przez kontrolowanego działalności gospodarczej. Przepis ten jest wewnętrznie sprzeczny i dodatkowo daje uprawnienie kontrolującym do decydowania, czy owo utrudnienie występuje, czy też nie. Celem zmiany art. 80a ust. 1 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, było pozostawienie decyzji o miejscu prowadzenia kontroli w kompetencji kontrolowanego, a nie organów kontrolujących.

Co do zasady, tam gdzie znajdują się dokumenty kontrolowanego, tam także, najczęściej są osoby, które mają wiedzę dotyczącą zdarzeń nimi udokumentowanych – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

W ocenie Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan, zasadą zarówno w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej jak i w Ordynacji podatkowej, powinno być, iż czynności kontrolne są przeprowadzane w miejscu przechowywania ksiąg podatkowych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 27.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 27.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Warszawski biurowiec SPEKTRUM Tower z panoramicznym klubem The View

W warszawskim biurowcu SPEKTRUM Tower, zlokalizowanym przy Twardej 18, został otwarty panoramiczny klub The View. Jest usytuowany na ostatnim 31. piętrze w budynku i oferuje najwyższy w Warszawie taras widokowy z panoramą 360 stopni, położony wyżej od tego, który znajduje się w Pałacu Kultury i Nauki. Docelowo klub zajmie dwie kondygnacje. Pod koniec 2015 roku nastąpi otwarcie także drugiego poziomu, znajdującego się na 28 piętrze.

Klub ulokowany jest na powierzchni 1000 m kw. i może pomieścić 400 osób. W procesie poszukiwania lokalizacji i ustalania warunków umowy najemcę reprezentowali eksperci z firmy doradczej Walter Herz. – Mieliśmy przyjemność pośredniczyć w transakcji najmu powierzchni pod pierwszy w Polsce tak wyjątkowy projekt. Znalezienie odpowiedniej, unikatowej powierzchni, która zaspokajałaby wysokie oczekiwania inwestora nie było łatwe. Klient miał bardzo dokładnie sprecyzowane wymagania co do powierzchni, która spełniać miała najwyższe światowe normy. Twórca klubu założył już dwa kultowe roof topy na Manhattanie, dlatego jego wizja lokalizacji była jasno określona – informuje Hubert Biarda z Walter Herz.

The View - Warszawa biurowiec SPEKTRUM Tower
The View – Warszawa biurowiec SPEKTRUM Tower

Hubert Biarda zauważa, że dzięki podpisaniu kontraktu, właścicielowi budynku udało się pozyskać ciekawego najemcę, który przyczynił się do zwiększenia funkcjonalności biurowca. Tę opinię podziela Katarzyna Parkot, Leasing Director w spółce WX Management, która zarządza budynkiem. – W SPEKTRUM Tower swoją nową placówkę otworzyła niedawno sieć klubów fitness CityFit. W związku z tym mamy na miejscu największy pod względem zajmowanej powierzchni klub fitness w mieście. Teraz zyskaliśmy kolejnego interesującego najemcę, który stworzył wyjątkowe miejsce klubowe, wyróżniające się na mapie kulturalnej Warszawy. Dzięki temu SPEKTRUM staje się coraz bardziej atrakcyjnym adresem, nie tylko dla najemców, ale również dla mieszkańców miasta – przyznaje Katarzyna Parkot.

Przypomnijmy, że 122 metrowy, warszawski biurowiec przeszedł niedawno gruntowną modernizację i uzyskał certyfikat BREEAM na poziomie bardzo dobrym. SPEKTRUM Tower oferuje ponad 28 tys. m kw. powierzchni biurowej klasy A i 314 miejsc parkingowych w podziemnej hali garażowej. Na 90 kondygnacjach w budynku, poza lokalami biurowymi, znajdują się także powierzchnie o przeznaczeniu handlowo-usługowym, w tym m.in. restauracja, kawiarnia i strefa fitness. Biurowiec posiada także udogodnienia dla rowerzystów w postaci specjalnej strefy, jak również prywatnej stacji VETURILO.

Autor: Walter Herz

W Niemczech powstała największa na świecie ekologiczna wytwórnia wodoru

W tym miesiącu został otwarty w Niemczech Energiepark Mainz, wytwórnia wodoru czerpiąca energię z pobliskich elektrowni wiatrowych. Fabryka będzie w stanie zaspokoić zapotrzebowane na wodór 2000 samochodów na ogniwa paliwowe. Budowa wytwórni trwała rok i kosztowała 17 mln euro.

Energiepark Mainz: Zdjęcie: Siemens
Energiepark Mainz: Zdjęcie: Siemens

Podwójnie ekologiczna inwestycja

Inwestycja powstała dzięki współpracy spółki komunalnej Stadtwerke Mainz AG, producenta gazów przemysłowych Linde Group, firmy Siemens i Uniwersytetu Nauk Stosowanych RheinMain. Część produkowanego w wytwórni wodoru będzie zaopatrywać publiczne stacje tankowania, których w Niemczech jest dziś kilkanaście i wciąż powstają nowe. Energiepark Mainz będzie produkował około 200 ton wodoru rocznie, co nie stanowi jeszcze maximum jego możliwości produkcyjnych. Taka ilość wystarczy dla 2000 samochodów, przy średnim przebiegu 10 000 km rocznie.

WOLFGANG BUECHELE. CEO OF THE LINDE GROUP
WOLFGANG BUECHELE. CEO LINDE GROUP

Wytwórnia będzie czerpała energię głównie z pobliskich elektrowni wiatrowych. Jak powiedział dr Wolfgang Büchele, CEO Linde: „Obecnie większość wodoru produkowanego przez firmę Linde na potrzeby stacji tankowania pojazdów jest wytwarzana ekologicznymi metodami”.

Koalicja energetyki i motoryzacji

Andreas Opfermann, dyrektor działu badań i rozwoju firmy, dodał, że zakłady takie jak Energiepark mają kluczowe znaczenie dla sukcesu rynkowego samochodów na wodorowe ogniwa paliwowe. „Wprowadzenie technologii wodorowej do motoryzacji uda się wyłącznie, jeśli jednocześnie  pojawią się zakłady produkujące wodór, stacje tankowania i samochody na ogniwa paliwowe — powiedział Opfermann. — Nasza technologia jest w lepszej sytuacji niż samochody elektryczne, których właściciele muszą liczyć się z tym, że w każdym kraju obowiązują inne standardy gniazdek i wtyczek oraz różne poziomy napięcia. Na stacjach tankowania wodoru mamy ten sam standard”.

Samochód na wodór

Otwarcie Energiepark Mainz poprzedza wprowadzenie na niemiecki rynek Toyoty Mirai, pierwszego na świecie seryjnego samochodu na wodorowe ogniwa paliwowe. Mirai to sedan średniej wielkości napędzany silnikiem elektrycznym o mocy 154 KM. Źródłem zasilania silnika są wodorowe ogniwa paliwowe, w których wodór łączy się z tlenem. W wyniku reakcji uwalnia się energia i powstaje czysta woda, dlatego Mirai nie emituje żadnych zanieczyszczeń.

Toyota Mirai
Mirai wykorzystuje wodór do wytwarzania energii elektrycznej, emitując zamiast spalin parę wodną.

Samochód wyposażony jest także w niewielki zestaw baterii niklowo-metalowo-wodorkowych oraz układ odzyskiwania energii z hamowania.

Tankowanie dwóch wysokociśnieniowych zbiorników wodoru trwa tylko 3 minuty. Samochód ma zasięg 502 km na jednym tankowaniu. Zużywa energię odpowiadającą spalaniu 4.2 l benzyny na 100 km. Rozpędza się maksymalnie do 180 km/h, a 100 km/h osiąga w 9 s.

Ropa bardziej ekologiczna?

Energiepark Mainz udowadnia, że najbardziej przyszłościową metodą pozyskiwania wodoru jest elektroliza wody z wykorzystaniem energii odnawialnej. Niemiecka wytwórnia jest poniekąd odpowiedzią branży alternatywnych energii na zarzuty sceptyków, którzy przekonują, że choć samochody na wodorowe ogniwa paliwowe emitują tylko wodę, to produkowanie wodoru wymaga sporych nakładów energii, która najczęściej pochodzi z elektrowni węglowych lub gazowych. Poza tym w wyniku najczęściej stosowanej jak dotąd metody pozyskiwania wodoru z metanu emitowany jest dwutlenek węgla.

Krytycy wodoru zapominają jednak dodać, że ropa naftowa nie wypływa sama spod ziemi od razu w postaci benzyny, oleju napędowego czy paliwa lotniczego, ale trzeba ją wydobywać z coraz trudniej dostępnych pokładów, ponosząc coraz większe koszty, a proces wydobywania ropy, jej rafinacji i transportu produktów ropopochodnych powoduje nieporównanie większe skażenie środowiska niż wyprodukowanie metanu z odpadów komunalnych czy rolnych albo elektroliza wody, szczególnie jeśli użyjemy do tego energii wiatrowej lub słonecznej. Oczywiście można dalej argumentować, że  produkcja wiatraków i ogniw słonecznych także wpływa na środowisko, ale warto pamiętać, że dotyczy to także szybów naftowych, rafinerii, ropociągów i wielkich sieci przesyłowych, dostarczających energię z przemysłowych elektrowni na duże odległości. Wielką zaletą elektrolizerów wody jest natomiast to, że mogą mieć niemal dowolne rozmiary — każdy właściciel samochodu na wodorowe ogniwa paliwowe może sobie takie urządzenie postawić w swoim garażu i produkować wodór we własnym zakresie.

Zakupy przez Internet latem – jakie produkty cieszą się największym zainteresowaniem?

Branżę e-commerce jak każdą inną charakteryzuje sezonowość. Przez Internet najwięcej kupujemy w okresie przedświątecznym, czyli w listopadzie i grudniu. Sprzedaż wybranych kategorii produktów rośnie także w okresie letnim. Co najczęściej kupujemy w wakacje i czy zakupy te związane są z naszymi urlopowymi planami? Odpowiedź na te pytania dostarczyły badania[1] przeprowadzone na zlecenie Grupy Okazje.info.

Zakupy przez Internet latem – wyniki najnowszego raportu
Zakupy przez Internet latem – wyniki najnowszego raportu

Badania zrealizowane na zlecenie Grupy Okazje.info na przełomie czerwca i lipca wykazały, że 88% ankietowanych robi zakupy przez Internet. Kupowanie produktów on-line jest bardziej popularne wśród mężczyzn – decyduje się na nie 94% przebadanych panów i 83% ankietowanych kobiet.

W wakacje czytamy więcej

Latem przez Internet najczęściej kupujemy książki – wskazało je 35% respondentów. Zdecydowanie częściej sięgają po nie kobiety – 45% pań, do 26% w przypadku mężczyzn. Można zatem uznać, że w wakacje, kiedy mamy dużo wolnego czasu czytamy więcej. Wielu z nas wypoczywa z książką również podczas urlopu, czy weekendu na działce.

Letnie odświeżenie garderoby

31% respondentów latem uzupełnia swoją garderobę. Decyduje się na to 43% kobiet oraz 19% mężczyzn. Odzież, którą najczęściej kupujemy latem to szorty (wskazało je 43% respondentów). Na drugim miejscu znalazły się stroje kąpielowe (39%), które są niezbędnym elementem wakacyjnej szafy.

Bardzo wysoko w rankingu kategorii produktów kupowanych latem przez Internet znalazły się również prezenty. Potwierdziło to 26% respondentów, w tym 28% kobiet oraz 24% mężczyzn. Być może wpływ na to ma trwający sezon ślubów.

Zdrowo i pięknie

W wakacje nie zapominamy także o swoim zdrowiu i urodzie. To również jedne z najczęściej kupowanych latem przez Internet kategorii produktów – wybiera je ok. 25% badanych, a wśród nich zdecydowana większość to kobiety. Produkty z kategorii uroda zamierza kupić 42% pań, a jedynie 9% mężczyzn. W czasie wakacji zadbać o swoje zdrowie postanowiło 39% respondentek i tylko 12% ankietowanych panów.

Wakacyjne remonty

Wysoko w rankingu znalazły się także kategorie ogród (24%) oraz dom i wnętrze (22%). O przestrzeń na zewnątrz planuje zadbać 25% mężczyzn oraz 23% kobiet. O odświeżeniu wnętrz myśli z kolei zdecydowanie więcej pań – 30% do 15% w przypadku panów. Podczas wakacji częściej interesujemy się także sprzętem AGD, narzędziami i telefonami. Jednak jest to domena mężczyzn – artykuły gospodarstwa domowego w tym czasie wybiera 35% z nich, a tylko 8% kobiet, narzędzia 28% do 10% w przypadku pań, a komórki 24% do 6%.

Analiza przeprowadzona na zlecenie Grupy Okazje.info potwierdziła również, że kobiety częściej niż ich partnerzy zajmują się kupowaniem produktów dziecięcych. Tego rodzaju plany zakupowe w czasie wakacji zadeklarowało 25% pań, a tylko 7% mężczyzn.

Badanie pokazało, że latem przez Internet najrzadziej kupujemy produkty z kategorii biuro i firma -wybrało je tylko 1% badanych. Może to świadczyć o tym, że w trakcie wakacji staramy się nie myśleć o pracy.

[1] Ogólnopolskie badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 29.06-2.07.2015 r. Próba: osoby w wieku 18-64 lat, n=300

Polscy rolnicy coraz chętniej sięgają po leasing i pożyczkę

W 2014 roku klienci z branży agro sfinansowali poprzez firmy leasingowe sprzęt rolny o wartości 3,4 mld zł, co oznacza blisko 9 proc. wzrostu w stosunku do 2013 roku. Tym samym sektor rolniczy dla firm leasingowych zyskuje coraz bardziej na znaczeniu. Widać to również w coraz częściej pojawiających się ofertach finansowych dedykowanych tylko dla tej branży, a przygotowanych przez leasingodawców.

Dane Związku Polskiego Leasingu (ZPL) wskazują, że klienci z branży rolniczej w 2014 roku wyleasingowali sprzęt o wartości 3,4 mld zł, co oznacza blisko 9 proc. wzrostu w stosunku do 2013 roku. Za pośrednictwem firm leasingowych zostało sfinansowanych ponad 24 tysiące maszyn rolniczych.

Rolnicy w zdecydowanej większości korzystają z pożyczek oferowanych przez firmy leasingowe. ZPL podaje, że dynamika aktywów sfinansowanych pożyczką w 2014 r. wyniosła 25,9 proc. wobec 16,9 proc w roku 2013 r. Blisko 47 proc. tych inwestycji stanowiły maszyny rolnicze.

– Dobra koniunktura na rynku maszyn i urządzeń rolniczych, za sprawą nowych środków z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020, będzie kontynuowana głównie od 2016 – mówi Adam Binduga, Menedżer Rynku Rolnego w EFL. ­- Realny budżet PROW, który wg naszych analiz zostanie przeznaczony na współfinansowanie zakupu maszyn i urządzeń, pozwoli w latach 2016-2020 na zakup sprzętu za około 22 mld zł. Ogłoszenia i nabory wniosków planowane są w II połowie 2015 roku. W pierwszej kolejności, wg naszych informacji, będzie można składać wnioski w ramach działania Młody Rolnik. Mamy nadzieję, że perspektywa 2014-2020 pozwoli wreszcie w dużej mierze przekształcić produkcję rolniczą w Polsce, rozumianą dotychczas jako produkcja dóbr nieprzetworzonych (włókna roślinne i zwierzęce), w produkcję również dóbr wstępnie przetworzonych. Między innymi tego domagali się słusznie rolnicy w swoich ostatnich protestach. Model ekonomiczny gospodarstwa rolnego, który mógłby wstępnie przetwarzać wyprodukowane przez siebie dobra (mleko w ser, mięso w wędliny, owoce w przetwory itp.) daje szansę na zwiększenie dochodowości małych i średnich gospodarstw, gdzie produkcja żywności może mieć najwyższą jakość. A tego potrzebują konsumenci i firmy finansowe. Mam nadzieję, że ten proces się rozpoczyna i nasze państwo umożliwi legislacyjnie takie zmiany. Wszyscy potrzebujemy bardziej dochodowych gospodarstw rolnych i lepszej jakości produktów żywnościowych. W tym przypadku ekonomia i zdrowie nie konkurują ze sobą, a to w dzisiejszych czasach dość rzadki przypadek.

Dlatego w EFL dostępny jest pakiet ROLNIK+. To kompletna oferta, umożliwiająca sfinansowanie zakupu sprzętu rolniczego także w ramach programów unijnych PROW, dostępna dla wszystkich rodzajów gospodarstw rolnych. W jej ramach EFL oferuje niski udział własny rolnika, nawet od 0%, uzgodnienie sezonowych harmonogramów spłat, dostosowanych do indywidualnych możliwości rolnika, okres finansowania do 108 miesięcy oraz możliwość finansowania w walucie krajowej, jak i w euro. Decyzja o zawarciu kontraktu leasingowego podejmowana jest nawet w 15 minut.

– Finansowanie leasingiem charakteryzuje się nieco prostszymi i bardziej przejrzystymi procedurami oraz brakiem zabezpieczeń, takich jak w przypadku pożyczki – dodaje Adam Binduga, Menedżer Rynku Rolnego w EFL. – Leasing jest głównie narzędziem antyfiskalnym, rata leasingowa netto jest kosztem uzyskania przychodu. Większość rolników jest już VATowcami i VAT w ratach leasingowych mogą swobodnie odpisać. Niemniej procedura i wymagania dokumentowe zarówno w leasingu, jak i w pożyczce, są bardzo zbliżone.

Jednak w sytuacji, gdy rolnik ubiega się o dotacje europejskie, pożyczka inwestycyjna jest często korzystniejszym niż leasing rozwiązaniem. Przede wszystkim dzięki nabyciu sprzętu na własność rolnik może starać się o dofinansowanie inwestycji z unijnych środków pomocowych, w których rozliczanie transz dotacji jest korzystniejsze w przypadku współfinansowania pożyczką niż leasingiem. Ta forma finansowania może również pokrywać zakup nowych, jak i używanych sprzętów rolniczych. Aby ubiegać się o finansowanie pożyczką, wymagane jest posiadanie przez rolnika podpisanej umowy o dofinansowanie inwestycji z Agencją Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa (ARMiR), Agencją Rynku Rolnego lub inną jednostką publiczną, udzielającą środków unijnych. Struktura pożyczki pozwala na wystawianie faktury bezpośrednio na pożyczkobiorcę, co skutkuje możliwością ubiegania się o jednorazowy zwrot poniesionych kosztów z ARiMR. Pożyczkę cechują także m.in. długi okres finansowania, zerowy lub niski wkład własny oraz doradztwo specjalistów z firmy leasingowej. Ważny jest również elastyczny harmonogram spłat zobowiązań.

Europejski Fundusz Leasingowy

Kapitał ludzki przyciąga inwestycje do miast i regionów

Na gospodarczą atrakcyjność miasta lub regionu składają się rozmaite czynniki: wielkość ośrodka i jego położenie, infrastruktura biurowo-magazynowa, stopień skomunikowania czy koszty prowadzenia biznesu. Kluczowym okazuje się jednak czynnik ludzki. Wedlug badania przeprowadzonego przez Fundację Pro Progressio najbardziej istotna dla potencjalnych inwestorów jest podaż kadry na danym terenie.

Czego oczekuje inwestor? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie – wiele zależy od specyfiki branży, którą reprezentuje i indywidualnych potrzeb danej firmy. Są jednak pytania, które władze miast słyszą od przedsiębiorców najczęściej. Według wyników badania  przeprowadzonego na Centrach Obsługi Inwestora miast i agencji rozwoju regionalnego współpracujących z Fundacją Pro Progressio, aż 92% ankietowanych wskazało na podaż kadry, jako „zdecydowanie istotny” czynnik przy wyborze lokalizacji biznesowej dla centrum BPO/SSC. Poziom i kierunek wykształcenia pracowników respondenci ocenili na 5 (75%)  i 4 (25%) w pięciostopniowej skali. Znajomość języków ma znaczenie dla 92%. Co ciekawe, wielkość danego miasta jest „zdecydowanie istotna” już tylko według 42%.

To dobra wiadomość dla mniejszych miast, do tej pory słabo widocznych na inwestycyjnej mapie Polski. Duże ośrodki, takie jak Warszawa, Kraków czy Poznań przyciągają inwestorów wielkością, renomą i rozbudowaną infrastrukturą biznesową. Są jednak kategorie, w których mniejsze lokalizacje mogą „powalczyć” z liderami – na przykład podaż wykwalifikowanej kadry. Przykładem jest Bydgoszcz, w której dostęp do lokalnego rynku pracy ma ponad milion osób zamieszkałych w promieniu 50 kilometrów, a na terenie miasta działa 15 uczelni wyższych. W Rzeszowie z kolei w trosce o jakość kadr tworzy się kierunki studiów skorelowane z potrzebami rozwijającego się biznesu  mówi Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio.

Nie bez znaczenia jest również fakt, że mniejsze ośrodki gwarantują atrakcyjniejsze warunki związane z zatrudnianiem pracowników. Wedlug 92% ankietowanych poziom wynagrodzeń w danym regionie jest „zdecydowanie” (58%) lub „raczej” (34%) istotnym czynnikiem przy wyborze destynacji biznesowej. Na koszty związane z zatrudnianiem zwraca uwagę 83% inwestorów.

Ważną determinantą przy wyborze lokalizacji biznesowej okazała się również dostępność powierzchni biurowych klasy A i B+, którą wszyscy respondenci określili jako „zdecydowanie” lub „raczej” istotną. Tymczasem atrakcyjna działka pod budowę własnej siedziby okazała się ważna jedynie w 42%, a połowa zadeklarowała, że czynnik ten raczej nie jest brany pod uwagę przez inwestorów. Przedsiębiorcy, szczególnie na początku działalności na danym terenie, znacznie chętniej lokują swoje firmy w wynajętych budynkach, dlatego miasta dbające o rozwój infrastruktury biurowo-magazynowej mają większe szanse na pozyskanie nowych inwestycji – mówi Wiktor Doktór.

Otwartość władz miasta na współpracę z inwestorami to kolejny czynnik, który ankietowani wskazali jako „zdecydowanie” (67%) lub „raczej” (25%) istotny. Odpowiedzią na oczekiwania przedsiębiorców jest działalność regionalnych biur i agencji rozwoju biznesu – miejskich spółek, których głównym celem jest wspieranie biznesu oraz profesjonalna  kompleksowa obsługa na wszystkich etapach procesu inwestycyjnego. Co ciekawe, zwolnienia i ulgi podatkowe okazały się „zdecydowanie istotne” jedynie w 42%, a  ¼ ankietowancyh odpowiedziała, że czynnik ten raczej nie jest brany pod uwagę przez inwestorów. Oznacza to, że otwartość władz miasta, której oczekują przedsiębiorcy, niekoniecznie musi wiązać się ze wsparciem finansowym. Równie ważna jest możliwość szybkiego i sprawnego załatwienia formalności administracyjno-prawnych czy uzyskania porady – na przykład przy pozyskiwaniu pracowników. Nieco mniej chętnie inwestorzy korzystają z udogodnień w postaci Specjalnych Stref Ekonomicznych oraz parków przemysłowo-technologicznych. Dostępność tych pierwszych jest istotna dla 67%, obecność parków jedynie  dla połowy ankietowanych.

Lokując biznes nie można zapomnieć o roli infrastruktury transportowo-komunikacyjnej. Stopień skomunikowania z innymi ośrodkami biznesowymi przez 58% ankietowanych został oceniony jako „raczej”, a przez pozostałe 42% jako „zdecydowanie istotny” czynnik wyboru miejsca na lokalizację inwestycji. Odległość od portu lotniczego jest raczej ważny dla 67%, a dla ¼ stanowi jeden z najistotniejszych warunków dla rozwoju biznesu. Infrastruktura komunikacyjna na terenie miasta, jako kryterium wyboru lokalizacji, przez połowę respondentów została oceniona na 4, a przez 33% na 5 w pięciostopniowej skali. Mniej ważna okazała się baza hotelowo-restauracyjna, którą aż ¼ respondentów ocenioło na „raczej niestotną”, a 8% zadeklarowało, że nie ma na ten temat zdania.

Badanie Fundacji Pro Progressio sprawdziło również jak potencjalna konkurencja ze strony innych przedsiębiorców funkcjonujących na danym terenie wpływa na wybór lokalizacji dla biznesu. Okazało się, że inwestorzy zdecydowanie bardziej obawiają się zagrożenia ze strony firm międzynarodowych (ich obecność jest istotnym czynnikiem dla 83%) niż lokalnych (50% wskazań).

Na podstawie jakościowego badania ankietowego zrealizowanego przez Fundację Pro Progressio w lipcu 2015 na Centrach Obsługi Inwestora dwunastu polskich miast.

KIG: Ustawa o nadzorze nad rynkiem finansowym jest potrzebna

Krajowa Izba Gospodarcza popiera wprowadzenie zaproponowanych przez rząd i uchwalonych przez Sejm przepisów regulujących rynek pożyczkowy – teraz czekają na akceptację Senatorów RP.

W opinii KIG obowiązywanie tych przepisów będzie korzystne dla konsumentów. Pomoże także małym firmom oraz start-upom. Ich właściciele i twórcy często bowiem finansują lub współfinansują swoją działalność pożyczając jako klienci indywidualni, również na rynku pozabankowym. Po wejściu w życie nowelizacji Ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym oraz Prawa bankowego będą to mogli robić taniej, z większą pewnością i według jasno określonych reguł.

– Oceniamy, że dzięki wprowadzeniu tych przepisów pożyczki staną się po prostu tańsze. Ponieważ małym firmom i mikrofirmom trudno uzyskać kredyty bankowe, pożyczanie na rynku pozabankowym jest dla nich alternatywą. Za szczególne ważne i korzystne dla konsumentów uważamy regulacje które w praktyce powinny ograniczyć tzw. rolowanie pożyczek oraz pożyczanie za zero – podkreśla rzeczniczka Krajowej Izby Gospodarczej Agnieszka Durlik-Khouri.

Według zapisów nowelizacji m.in. wprowadzony ma być limit dotyczących maksymalnej wysokości pozaodsetkowych kosztów kredytu. W praktyce spowoduje to , że nie będzie można , tak jak obecnie, wprowadzać praktycznie nieograniczonych opłat czy prowizji. Chodzi tu na przykład o wysokość opłaty przygotowawczej czy ubezpieczenia pożyczki. Inną praktyczną korzyścią dla konsumentów będzie utrudnienie tzw. „rolowania pożyczek” i wpędzania klienta w pętlę zadłużenia. Nowelizacja powinna też zapobiec stosowaniu formuły „pożyczek za zero”, których mechanizm polega na przyciągnięciu klienta i przyznaniu mu takiej pożyczki , o której z góry wiadomo że nie będzie w stanie jej spłacić w wymaganym umową terminie. Potem firma chwilówkowa zarabia na opłatach za wydłużenie spłaty.

Przepisy wprowadzające nadzór i ograniczenia sektora pozabankowych pożyczek istnieją wielu państwach europejskich. Uchwalona przez Sejm ustawa, w porównaniu z regulacjami w innych krajach Europy, jest rozsądnym kompromisem – nie jest nadmiernie restrykcyjna dla firm z tej branży, jednocześnie dba o bezpieczeństwo konsumentów.

– Nadzór i regulacja rynku pożyczkowego w Europie jest regułą. Jednym z niewielu krajów pozostających tu wyjątkiem jest Polska. Dlatego odpowiednie regulacje powinny wejść w życie jak najszybciej. Są one korzystne dla konsumentów, także dla małych firm i mikroprzedsiębiorców. Uregulują nieprawidłowości i wyeliminują patologie na rynku pożyczkowym – podkreśla rzeczniczka Krajowej Izby Gospodarczej Agnieszka Durlik-Khouri.

Teraz w Polsce nie jest konieczne żadne zezwolenie ani licencja na prowadzenie działalności pożyczkowej. Nie jest to działalność regulowana w ten sposób, w jaki państwo reguluje działalność banków. Nie obowiązują tu wymogi kapitałowe, nie ma obowiązku zabezpieczenia rezerwami finansowymi, nie trzeba prowadzić specjalnej sprawozdawczości. Trzeba jedynie przestrzegać ustawy o kredycie konsumenckim. Stworzenie ram prawnych i wymogów działalności firm pożyczkowych przyczyni się do większej dyscypliny i przejrzystości działania tych przedsiębiorstw, a tym samym będzie też korzystne dla korzystających z ich usług klientów.

Źródło: Krajowa Izba Gospodarcza

Maciej Blajer wyjaśnia czym się kierować przy wyborze wykonawcy oprogramowania dla firmy

Czy lepsza będzie firma o wąskiej specjalizacji, czy wszechstronna? Czy jest sens kierować się najniższą ceną? Decyzja przedsiębiorstwa, które chce zlecić firmie zewnętrznej wykonanie systemu informatycznego lub choćby pojedynczej aplikacji, zależeć będzie właśnie od odpowiedzi na podobne pytania.

W przypadku produktów materialnych, takich jak samochód czy ubranie, stosunkowo łatwo jest ustalić ich wartość. Koszty produkcji powiększone o marże producentów i dystrybutorów pozwalają określić ceny rynkowe. W związku z tym dwa samochody o podobnych parametrach i podobnym wyposażeniu zazwyczaj – nie licząc sytuacji, w których na cenę znacząco wpływa prestiż marki – są wyceniane podobnie.

Inaczej jest w przypadku usług opartych na wiedzy, w tym usług programistycznych. Po pierwsze – laikowi trudno będzie porównać ze sobą parametry dwóch, z pozoru podobnych do siebie programów. Po drugie, najwyższa cena ofertowa, jaka wpłynie w odpowiedzi na zapytanie przedsiębiorstwa, może być nawet kilka lub kilkanaście razy wyższa od ceny najniższej.

– Cena zależy zwykle od wielkości firmy-wykonawcy i tego, na ile rozbudowane są jej struktury administracyjne – wyjaśnia Maciej Blajer, prezes firmy informatycznej Enadis. – Ale wyższa cena może oznaczać również, iż aplikacja będzie lepsza jakościowo, lepiej zabezpieczona, wygodniejsza w obsłudze i przyjemna dla oka, a także dokładniej przetestowana. Wszystkie te czynniki bardzo mocno wpływają na koszty projektu i mogą powodować nawet 10-krotne różnice w wycenie podawanej przez wykonawców – podkreśla.

Dlatego właśnie cena nie jest najlepszym parametrem, na podstawie którego firmy powinny  dokonywać wyboru wykonawcy.

Specjalizacja nie zawsze ma znaczenie

Znacznie lepszym sposobem będzie zapoznanie się z portfolio każdej z firm ubiegającej się o zlecenie. Dzięki temu można sprawdzić z jakiego rodzaju projektami potencjalny wykonawca miał w przeszłości do czynienia, i na tej podstawie spróbować ustalić, czy poradzi sobie z realizacją nowego programu.

W takiej sytuacji pojawiają się jednak pewne dylematy – czy firma, którą klient bierze pod uwagę, musi mieć doświadczenie dokładnie w tym typie aplikacji bądź systemów, które chce zamówić klient oraz czy lepiej, żeby firma była ściślej wyspecjalizowana w danym typie programów, czy może lepszy będzie wykonawca o szerokim zakresie zainteresowań.

Zdaniem Macieja Blajera, w większości sytuacji ważniejsze będzie bogate doświadczenie nabyte dzięki przygotowaniu rozmaitych typów oprogramowania. Zwiększy ono szansę, że wykonawca sprawnie poradzi sobie również z kolejnym wyzwaniem.

– Im większa różnorodność realizowanych projektów, tym bogatsze doświadczenie. Jeśli firma nie tworzyła akurat aplikacji danego rodzaju, od strony technicznej nie ma żadnych przeszkód, aby taką wykonała – tłumaczy prezes Enadis. – Specjalizacja będzie miała znaczenie w jednym przypadku: jeśli klient chce skorzystać z usług firmy tylko raz i nie zamierza rozbudowywać zamówionej aplikacji ani integrować jej z innymi systemami – dodaje.

Warto mieć na uwadze, że to nie wykonawca, ale firma-klient jest specjalistą w swojej branży. W związku z tym osoby zarządzające przedsiębiorstwem nie powinny oczekiwać, że wybrany wykonawca oprogramowania będzie specjalistą w każdym obszarze biznesowym i precyzyjnie ustali wszystkie wymogi, jakie powinna spełnić aplikacja.

Jeśli sam klient nie jest w stanie dokładnie określić swoich oczekiwań dotyczących tego, jak funkcjonować powinien zamawiany program, przedsiębiorstwo może skorzystać z pomocy zewnętrznych konsultantów.

Młodzi są tani, ale niepewni

Wybierając wykonawcę, menedżerowie mogą odczuwać pokusę, by wykonanie programu lub systemu powierzyć samodzielnym programistom lub nowym firmom, mogącym często zaproponować bardzo atrakcyjne ceny. O ile nie będzie to obarczone dużym ryzykiem w przypadku niewielkiej aplikacji o małym znaczeniu dla przedsiębiorstwa, o tyle przy projektach kluczowych lepiej brać pod uwagę firmy o stabilnej pozycji na rynku.

– Wytwarzanie oprogramowania to niestety skomplikowana i ryzykowna działalność – mówi Maciej Blajer. – Wiele małych firm zakładanych przez studentów szybko kończy działalność, z jednej strony nie mogąc sprostać wymogom klientów, a z drugiej, oczekiwaniom płacowym wysokiej klasy specjalistów.

Jeśli wykonawca systemu wkrótce po zrealizowaniu projektu zakończy działalność, będzie to oznaczało brak dalszej pomocy serwisowej oraz trudności w przypadku rozbudowy oprogramowania. W praktyce może się okazać, że konieczne będzie wyłonienie nowego wykonawcy, a ten może nie być zainteresowany rozwijaniem oprogramowania przygotowanego przez inną firmę. Konsekwencję mogą stanowić dodatkowe koszty oraz czas potrzebny na opracowanie alternatywnego systemu od podstaw.

Firmy posiadające stabilną pozycję na rynku, zazwyczaj posiadają również wypracowane standardy realizacji projektów, które zapewniają wyższy poziom bezpieczeństwa. Mniejsze jest w takiej sytuacji ryzyko, że np. poufne dane przedsiębiorstwa mogłyby „wypłynąć” na zewnątrz.

Zamiast zasadą najniższej ceny, w biznesie zazwyczaj najlepiej kierować się bogatym portfolio oraz doświadczeniem wykonawcy. Warto także wziąć pod uwagę opinie na temat danej firmy oraz to, jak długo i z jakim powodzeniem funkcjonuje ona na rynku.

Negocjacje z Grecją znów na wyboistej drodze

Poznaliśmy niepotwierdzoną datę brytyjskiego referendum w sprawie opuszczenia strefy euro. Grecy znów starają się dostać coś za nic. Na unijnych salonach pojawia się coraz częściej projekt wspólnego unijnego podatku. W środę odbędzie się ważne posiedzenie FOMC.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Znamy planowaną datę brytyjskiego referendum w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej. Dotychczas mówiło się “przed końcem 2017 roku”. Teraz podobno na październikowej konwencji Partii Konserwatywnej jako data potencjalnego referendum ma zostać ogłoszony czerwiec 2016. Zdaniem wielu komentatorów referendum jest próbą wywarcia presji w negocjacjach unijnych. Rynki na razie nie reagują, aczkolwiek gdyby sondaże dawały szansę na opuszczenie struktur unijnych z pewnością zaczną.

Jak nie trudno było się domyślić Grecy wracają do negocjacji w typowym dla siebie stylu. Skracają terminy, licząc na to, że w ostatniej chwili coś ugrają. W piątek miały rozpocząć się rozmowy. Zaczną się prawdopodobnie we wtorek. Już teraz wiadomo, że Grecy oczekują otrzymania pierwszej transzy pomocy przed kolejnym pakietem reform. Jest to istotna różnica, gdyż przedstawiciele kredytodawców wiedząc, że czas jest do połowy sierpnia chcą zobaczyć kolejny pakiet zmian jeszcze przed wypłaceniem środków. Termin mija dokładnie 20 sierpnia kiedy to Grecja musi spłacić do Europejskiego Banku Centralnego kolejną ratę. Są również dodatkowe punkty sporne, np. do jakich dokumentów Ateny mają dopuścić kredytodawców. Biorąc pod uwagę ostatnie wyczyny greckiego odpowiednika GUS, nie mogą dziwić tego typu oczekiwania ze strony kredytodawców.

Według tygodnika “Der Spiegel” niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble popiera stworzenie wspólnego europejskiego podatku. Projekt ten pojawił się we wspólnym raporcie pięciu przewodniczących unijnych instytucji. Warto natomiast zwrócić uwagę, że z dwóch omawianych tam perspektyw średnio- i długoterminowej, jest to zdecydowanie ta druga. Na razie nie wiadomo jak miałby wyglądać podatek. Projekt jest w bardzo początkowej fazie a dyskusja dopiero się zaczyna. Patrząc natomiast na ostatnie osiągnięcia unijne można mieć wątpliwości co do sensowności kolejnego unijnego budżetu zarządzanego przez centralnego ministra finansów.

Uwagę na rynkach walutowych znów przyciąga dolar. Wszystko za sprawą posiedzenia FED, które odbędzie się w środę wieczorem. Analitycy starają się wyłapywać z wypowiedzi członków informacje o tym, czy naprawdę dojdzie w najbliższych miesiącach do podwyżki stóp procentowych. W sytuacji, gdy wszyscy istotni partnerzy handlowi USA wciąż tkwią w kryzysie jest to wątpliwy scenariusz. Warto zwrócić uwagę, że często pojawia się opcja podwyżki stóp już we wrześniu. Sygnały sugerujące szybszą podwyżkę stóp będą umacniać dolara.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 27.07.2015
Komentarz walutowy 27.07.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 27.04.2015 do 27.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 – 4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 27.07.2015
Komentarz walutowy 27.07.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 27.04.2015 do 27.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kolejnym ważnym poziomem jest 3.8450.

USD/PLN

Komentarz walutowy 27.07.2015
Komentarz walutowy 27.07.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 27.04.2015 do 27.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wybił się dołem z kanału wzrostowego. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem po wybiciu są ważne minima na 3,7200.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 27.07.2015
Komentarz walutowy 27.07.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 27.04.2015 do 27.07.2015

Kurs GBP/PLN wybił się dołem z kanału wzrostowego Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków dalszych spadków najbliższym wsparciem jest Ostatnie minimum lokalne na 5,7700.

Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Jak wpis do bazy nierzetelnych płatników może utrudnić życie

0

Nie od dziś wiadomo, że Polacy chętnie i często zbyt pospiesznie zaciągają zobowiązania finansowe. Jak wynika z danych Casus Finanse, w ciągu ostatnich dwóch lat liczba drobnych kredytów i pożyczek gotówkowych, pozostających w obsłudze firmy, wzrosła ponadczterokrotnie . Są to najczęściej zobowiązania o wartości pomiędzy 900 zł a 2900 zł, czyli stosunkowo niewielkie. Nieliczni spośród nas zdają sobie jednak sprawę, że niezależnie od kwoty, jeśli nie uregulujemy jej terminowo, pożyczkodawca może wpisać nas do jednej z funkcjonujących na rynku baz dłużników. Znalezienie się na tej liście może skomplikować nasze codzienne życie. W jaki sposób? 

Wartość przeterminowanych zobowiązań Polaków rośnie. Na zakończenie 2014 r. zaległe zadłużenie Polaków wyniosło 40,94 mld zł i było to o 1,1 mld zł więcej niż przed rokiem – wynika z najnowszego Raportu InfoDług . Niespłacanie należności w terminie może spowodować, że znajdziemy się w bazie nierzetelnych płatników. Już same nazwy takich baz nie budzą pozytywnych skojarzeń, ale czy na pewno wiemy, co w praktyce oznacza wpis do jednej z nich? Niestety, niewiele osób zdaje sobie sprawę, że figurowanie na listach niesolidnych płatników może znacznie utrudnić codzienne funkcjonowanie.

Nieuregulowane zobowiązanie powyżej 200 zł i 500 zł

W Polsce funkcjonuje kilka różnych instytucji zajmujących się przechowywaniem danych o dłużnikach i ich zaległych zobowiązaniach (m.in. BIG InfoMonitor, BIK, Bankowy Rejestr Niesolidnych Klientów, Rejestr Długów Podatkowych). Jeśli do nich trafimy, na pewno nie stanie się to bez powodu. Wcześniej podmiot, u którego mamy niespłaconą należność, musiał umieścić nas w takiej bazie. Jednym z głównych powodów powstania takich baz jest ochrona interesów przedsiębiorców, gmin, osób prywatnych oraz innych podmiotów funkcjonujących na rynku przed nierzetelnymi kontrahentami i klientami. To dzięki tym bazom banki, telekomy, dostawcy gazu czy prądu i inne instytucje wzajemnie ostrzegają się przed nierzetelnymi płatnikami.

Abu znaleźć się na liście dłużników, wystarczy mieć nieuregulowane zobowiązanie o wartości powyżej 200 zł, które jest przeterminowane o co najmniej 60 dni. Przed umieszczeniem danych w takiej bazie, osoba spóźniająca się z płatnością powinna dostać wezwanie do zapłaty – co najmniej 30 dni przed planowanym wpisem – z informacją, że w przypadku braku wpłaty w wyznaczonym terminie, informacje na jej temat zostaną przekazane do konkretnego biura informacji o niesolidnych dłużnikach indywidualnych.
Nieco inaczej wygląda to w przypadku przedsiębiorców, którzy nie spłacają swoich zobowiązań w terminie. Aby móc wpisać ich zadłużenie do rejestru dłużników, muszą zostać spełnione 3 warunki. Po pierwsze – zobowiązanie musi powstać w związku ze stosunkiem prawnym (np. administracyjno-prawnym, cywilno-prawnym), po drugie, wynosić minimum 500 zł, przy czym kwota ta musi być wymagalna od 60 dni. Po trzecie – musi upłynąć co najmniej miesiąc od wezwania do zapłaty. Dopiero wówczas informacje gospodarcze dotyczące zadłużonej osoby, wierzyciela oraz zobowiązania (kwota, informacje o akcjonariuszach i wspólnikach, jeśli podmiotem jest spółka) można opublikować w bazie.

Na „czarnej” liście

Co oznacza dla nas w praktyce obecność na „czarnej” liście niesolidnych dłużników? W przypadku osoby prywatnej wiąże się to m.in. z brakiem możliwości wzięcia telefonu w abonamencie, czy zaciągnięcia kolejnego kredytu. Ponadto uniemożliwi to osobie zadłużonej dokonanie zakupów na raty. Z tego powodu można także mieć problemy z wynajęciem mieszkania czy nawet ze znalezieniem pracy. Wpisanemu na listę przedsiębiorcy uniemożliwi to otrzymanie kolejnego kredytu firmowego czy utrudni dostęp do leasingu. Zatem figurowanie na „czarnej liście” może mocno skomplikować nasze życie. Z bazy można zniknąć, kiedy spłacone zostanie zobowiązanie – wierzyciel ma wtedy 14 dni na złożenie wniosku o wykreślenie z niej danych dłużnika.

Jak uniknąć obecności w bazie zadłużonych

Jeśli w naszej skrzynce pocztowej znajdujemy wezwania do zapłaty, nie powinniśmy nigdy ich lekceważyć. Wielu pożyczkobiorców myśli, że jeśli je zignoruje, to sprawa się przedawni i problem zniknie. W przypadku ignorowania wezwań do spłaty rat kredytu bank ma prawo wypowiedzieć nam umowę i co gorsza, może zażądać uregulowania zobowiązania w całości albo zacząć naliczać karne odsetki. Dlatego warto podjąć rozmowę z działem odzyskiwania wierzytelności w instytucji, w której zaciągnęliśmy zobowiązanie. Takie szybkie działanie zdecydowanie zwiększa szanse kredytobiorcy na znalezienie wspólnie z bankiem lub innym wierzycielem rozwiązania satysfakcjonującego obie strony. Bardzo wiele spraw udaje się rozwiązać na drodze negocjacji. Podjęcie dialogu daje np. możliwość wnioskowania o wydłużenie terminu płatności. Dlatego tak ważna jest szybka reakcja. Jeśli pojawi się problem ze spłatą zobowiązania, powinniśmy w pierwszej kolejności poinformować wierzyciela o naszym kłopocie i jego przyczynie. Wówczas, mimo chwilowych problemów, pozostajemy dla niego nadal wiarygodni. Wbrew stereotypowemu podejściu musimy pamiętać, że kontakt z negocjatorem z firmy zarządzającej należnościami jest w interesie osoby posiadającej zobowiązanie dłużne. Cel jest wspólny – czyli doprowadzić do ugody z wierzycielem. Jeśli do niej nie dojdzie, wówczas możemy zostać wpisani na „czarną” listę dłużników, a do akcji wkroczy komornik. Dlatego warto nawiązać kontakt z osobą występującą w imieniu naszego wierzyciela – wysłuchać jej pytań, udzielić odpowiedzi, tak by wspólnie znaleźć najlepsze wyjście z trudnej sytuacji i uniknąć dotkliwych konsekwencji.

Targi Outsourcingu w zupełnie nowej formule

Business speed dating, śniadanie networkingowe i unikalna konferencja poświęcona korzyściom, jakie daje zlecanie części zadań na zewnątrz firmy – to tylko niektóre z propozycji czekających na gości III edycji Targów Outsourcingu – Innowacje dla Twojego Biznesu. Targi i towarzysząca im Konferencja „Zostań Superprzedsiębiorcą” odbędą się w dniach 14-15 października w najsłynniejszym Ośrodku Targowym w Warszawie – Centrum EXPO XXI. Polska jest liderem w zakresie rozwoju outsourcingu w Europie, stąd też ogromne zainteresowanie wydarzeniem nie tylko w kraju, ale również za granicą.

Podczas III edycji targów ,,Outsourcing – Innowacje dla Twojego biznesu” przedstawiciele polskiego biznesu dowiedzą się jak zostać Superprzedsiębiorcą.
Podczas III edycji targów ,,Outsourcing – Innowacje dla Twojego biznesu” przedstawiciele polskiego biznesu dowiedzą się jak zostać Superprzedsiębiorcą.

Outsourcing się opłaca

Podczas imprezy potencjał rynku usług zewnętrznych zaprezentują firmy z branży oustourcingowej z 12 sektorów i 150 podsektorów. Będą wśród nich firmy z obszarów: HR, wsparcie sprzedaży, IT,marketingu, TSL/usługi kurierskie, CFM, BPO, księgowość/rachunkowość, doradztwo/konsulting, call center, zarządzanie nieruchomościami, biuro. Wśród zwiedzających nie może zabraknąć przedstawicieli biznesu, w szczególności małych i średnich firm, dla których tak ważna jest optymalizacja kosztów – Chcemy pokazać polskim przedsiębiorcom korzyści płynące z modelu outsourcingowego. Z własnego doświadczenia wiemy, jak niewielu z nich uświadamia sobie, że niektóre obszary tj. sprawy kadrowe, prawne, IT czy księgowe można zlecić firmom zewnętrznym i dzięki temu znacznie zredukować koszty – mówi Edyta Kołodziej, manager Targów Outsourcingu. Organizatorzy zapraszają także przedstawicieli placówek edukacyjnych, sportowych, medycznych, straży miejskiej, policji, wojska, ministerstw czy jednostek samorządu terytorialnego.

  • Formuła? Biznesowe spotkanie polskich przedsiębiorców. Zarówno wystawcy, jak
    i odwiedzający z pewnością docenią fakt, iż tegoroczne Targi odbędą się w nowoczesnej i dającej wiele biznesowych możliwości formule speed datingu
    szybkich, kilkuminutowych spotkań jeden do jednego, podczas których obie strony – zwiedzający i wystawca – w zwięzły sposób wymieniają się kontaktami, przedstawiają swoją działalność i ustalają, w jaki sposób mogą współpracować biznesowo. Warto w tym miejscu wspomnieć o pierwszej w historii polskich targów innowacyjnej formie wystawienniczej. Wystawcy swoją ofertę prezentować będą na nowocześnie zaaranżowanych stoiskach klasy Premium, co znacznie ułatwi ich komunikację z odwiedzającymi. Z kolei dedykowana platforma do umawiania spotkań pomoże gościom w dotarciu do odpowiednich kontrahentów w sposób szybki
    i uporządkowany.III edycja targów ,,Outsourcing – Innowacje dla Twojego biznesu”

Jednak wydarzenie będzie mieć nie tylko charakter wystawienniczy, ale przede wszystkim networkingowy i edukacyjny. – Głównym celem Targów Outsourcingu, oprócz prezentacji innowacyjnej oferty usług outsourcingowych, jest pomoc polskim przedsiębiorcom
w efektywniejszym prowadzeniu biznesu poprzez dostarczanie im cennych kontaktów biznesowych oraz unikalnej wiedzy o korzyściach płynących z outsourcingu –
podkreśla Kołodziej.

Wydarzenia towarzyszące

Podczas, gdy nawiązywanie relacji biznesowych będzie się odbywać w specjalnie przeznaczonej do Business Speed Datingu strefie networkingowej,  unikalną wiedzę przedsiębiorcy zdobywać będą m. in. w trakcie dwudniowej Konferencji „Zostań Superprzedsiębiorcą!”. Uczestnictwo w konferencji zapowiedzieli czołowi przedstawiciele dynamicznie rozwijającej się branży outsourcingowej oraz uznani eksperci ze świata biznesu i gospodarki.III edycja targów ,,Outsourcing – Innowacje dla Twojego biznesu”

Kolejnym wydarzeniem towarzyszącym tegorocznej edycji będzie pierwsza w historii targów  Gala Złotych Puzzli Outsourcingu. Wezmą w niej udział znaczące na rynku firmy z branży usług outsourcingowych, wyróżniające się w kategoriach: Innowacja Roku oraz Produkt/Usługa Roku. Nowym punktem w programie będzie również poprzedzający wydarzenie cykl Śniadań Biznesowych, dedykowany zainteresowanym przedsiębiorcom. Spotkania poświęcone tematyce outsourcingu odbędą się w Łodzi, Chorzowie, Bydgoszczy i Warszawie. Ich głównym założeniem jest przede wszystkim inspiracja polskich przedsiębiorców, a także  przekazanie im wiedzy opartej na doświadczeniu znaczących firm z różnych sektorów  branży outsorcingowej, w tym również wystawców tegorocznej edycji.

Baker & McKenzie: Globalny rynek fuzji i przejęć urośnie o jedną czwartą do 2017 r. Polska w środku stawki

Jakub Celiński, partner w Kancelarii Baker & McKenzie
Jakub Celiński, partner w Kancelarii Baker & McKenzie

Globalne korporacje mają duże zapasy gotówki, dlatego rynek fuzji i przejęć będzie w najbliższych latach dynamicznie rosnąć. Zyskać mogą zwłaszcza rynki wschodzące, takie jak Chiny, Indie, Meksyk oraz Brazylia. W Polsce procesy konsolidacji będą widoczne głównie w sektorze bankowym, ale to za mało, by uznać kraj nad Wisłą za atrakcyjny dla inwestorów. Problemem jest zastój na rynku IPO, zbyt mała liczba innowacyjnych spółek z branży medycznej i rosnące ryzyko polityczne.

– Przez najbliższe 3-4 lata rynek zarówno transakcji fuzji i przejęć (M&A), jak i pierwszych ofert publicznych IPO będzie się dynamicznie rozwijał. Oczywiście różnie to wygląda w zależności od regionu. Jeśli chodzi o Polskę, to te prognozy nie są aż tak optymistyczne  ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jakub Celiński, partner w Kancelarii Baker & McKenzie. – Raczej możemy mówić o stagnacji, zarówno jeśli chodzi o M&A, jak i IPO. Ryzykiem, które widzimy w Polsce, mogą być najbliższe wybory, co zresztą już widać od 3-4 miesięcy, zwłaszcza na giełdzie.  

Jak wynika ze raportu Baker & McKenzie oraz Oxford Economics, globalny rynek fuzji i przejęć (M&A) będzie warty 3,4 biliona dol. do 2017 roku. Utrzymująca się luźna polityka pieniężna największych banków centralnych oraz stabilny wzrost globalnego PKB przełożą się na 18-proc. wzrost wyceny aktywów na światowych rynkach kapitałowych w perspektywie najbliższych trzech lat.

Mimo obserwowanego załamania na chińskiej giełdzie to tamtejszy rynek M&A zanotuje największy wzrost wartości transakcji. W latach 2015-2020 dynamika sięgnie 153 proc. Drugie miejsce w rankingu zajmuje Hongkong, gdzie wartość M&A urośnie o niemal 120 proc. w analogicznym okresie. Z europejskich krajów liderem ma być Holandia, gdzie rynek zwiększy się o 110 proc. – twierdzą autorzy opracowania.

Biorąc pod uwagę łącznie rynek M&A oraz rynek pierwotny (IPO) liderem jest Hongkong, a następnie Singapur i Szwajcaria. Tak wynika ze zbiorczego indeksu atrakcyjności transakcyjnej przygotowanego przez autorów raportu, w którym wzięto pod uwagę dane historyczne oraz 10 czynników ekonomicznych, finansowych i regulacyjnych.

– Polska atrakcyjność jest w środku stawki, zajmujemy dwudzieste miejsce na świecie. Nie jest źle, bo jesteśmy zaraz za Hiszpanią, ale przed Włochami, a więc takimi gospodarkami, których poziom rozwoju na pewno chcielibyśmy osiągnąć. Znowu tradycyjnie najbardziej atrakcyjne są Chiny, kraje BRICS, czyli Brazylia jeszcze, bez Rosji oczywiście, która jest na szarym końcu ostatnio – wskazuje Celiński.

W przypadku Polski ostatnie miesiące to wyraźny wzrost zainteresowania fuzjami i przejęciami w sektorze bankowym. Po zakupie Alior Banku przez PZU zmienić właściciela mogą także Raiffeisen Bank Polska oraz BPH. Od dłuższego czasu rynek spekuluje także na temat sprzedaży Banku Millennium przez portugalskiego właściciela. Co więcej, przejęciom prowadzonym przez spółki Skarbu Państwa (wcześniej PKO BP nabył aktywa Nordei) sprzyja nadchodząca kampania wyborcza, w której polityka repolonizacji banków zyskuje poparcie dwóch największych partii.

– Czego nie widać w Polsce, to nie widać transakcji na rynku firm farmaceutycznych, ale to wynika z tego, że w Polsce nie mamy innowacyjnych firm farmaceutycznych. Te, które mamy, produkują głównie wyroby generyczne. Oczywiście tu jest jakaś aktywność M&A, ale to jest nieporównywalne do tego, co się dzieje na innych rynkach, gdzie innowacyjnych firm, które wymyślają leki, jest dużo więcej. Oczywiście Amerykanie są tutaj na pierwszym miejscu, tam transakcje idą w miliardy dolarów – ocenia partner w Kancelarii Baker & McKenzie.

Obok farmacji i branży finansowej najwięcej fuzji i przejęć będzie w ochronie zdrowia, sektorze dóbr konsumpcyjnych oraz telekomunikacji. Procesom konsolidacji sprzyjają z jednej strony atrakcyjne wyceny wybranych spółek, zwłaszcza tych, które silnie odczuły skutki kryzysu finansowego i późniejszej stagnacji. Z drugiej strony część firm skutecznie utrzymała pozycję na rynku i dokonała głębokiej restrukturyzacji, co przy jednoczesnym wstrzymaniu wydatków inwestycyjnych pozwoliło im zgromadzić duże rezerwy gotówki.

Według szacunków Baker & McKenzie oraz Oxford Economics prywatne spółki zgromadziły nawet 1,1 bln dol. wolnych środków, które będą napędzać rynek fuzji i przejęć w najbliższych latach. Jednocześnie dzięki niskim stopom procentowym duże firmy nie mają problemu z pozyskaniem finansowania zewnętrznego – czy to w bankach, czy na rynkach kapitałowych. Wraz z umacniającym się dolarem szczególnie mocno rośnie siła nabywcza amerykańskich korporacji.

– Po prostu amerykańskie spółki będą mogły teraz taniej kupować walory za granicą. Podobnie jest z Japonią i japońskimi inwestorami. Z kolei chińscy inwestorzy od wielu lat mają w planach akwizycje za granicą, a w związku z tym to wszystko się nakłada. Dodatkowo jest jeszcze program luzowania polityki pieniężnej zarówno w Europie, jak i wcześniej w innych gospodarkach. To wszystko wpływa na to, że nie ma problemów z finansowaniem transakcji – wyjaśnia Jakub Celiński.

Nadchodzi zmiana dopuszczalnych metod amortyzacji

0

Z dniem 1 stycznia 2016 roku zacznie obowiązywać zmiana MSR 16 i MSR 38 dotycząca dopuszczalnych metod amortyzacji aktywów trwałych i wartości niematerialnych i prawnych. Oznacza to, że dla okresów sprawozdawczych rozpoczynających się 1 stycznia 2016 roku lub po tej dacie, wszystkie spółki sporządzające swoje sprawozdanie finansowe w oparciu o MSR będą zobowiązane do zastosowania się do wytycznych zawartych w uaktualnionych standardach.

Nowe brzmienie MSR 16 i MSR 38 zabrania stosowania metody amortyzacji opartej na przychodach, czyli metody polegającej na skorelowaniu wysokości odpisów amortyzacyjnych z przychodami wygenerowanymi przez dane aktywo, bądź aktywo niematerialne w okresie sprawozdawczym. Nowe przepisy wychodzą z założenia, że na poziom przychodów wpływa szereg czynników, z których nie wszystkie są powiązane ze sposobem użytkowania lub zużywania danego składnika aktywów. Według uaktualnionych MSR, amortyzacja winna zatem odzwierciedlać oczekiwany sposób konsumpcji przyszłych korzyści ekonomicznych z danego składnika aktywów, bądź aktywów niematerialnych.

Odstępstwo od nowej reguły przewidziano jedynie w dwóch przypadkach:

  • gdy składnik aktywów niematerialnych jest przedstawiony jako miernik przychodów (gdy wartość danego aktywa niematerialnego ograniczona jest np. przez zdefiniowany w umowie próg przychodów osiąganych z tytułu jego użytkowania),
  • gdy istnieje możliwość wykazania silnej korelacji zachodzącej między przychodami generowanymi przez dany składnik aktywów niematerialnych i konsumpcją korzyści ekonomicznych tego aktywa.

Rzecznika Ubezpieczonych zastąpi Rzecznik Finansowy

Obecnie klienci firm ubezpieczeniowych mogą przesłać swoje skargi i zawiadomienia do Rzecznika Ubezpieczonych. W ubiegłym roku na takie rozwiązanie zdecydowało się ponad 15 000 osób. Wszystko wskazuje na to, że już wkrótce Rzecznik Ubezpieczonych nie będzie przyjmował wniosków o interwencję.

Rzecznika Ubezpieczonych zastąpi „ogólny” Rzecznik Finansowy

W trakcie 96 posiedzenia Sejmu, posłowie uchwalili ustawę o rozpatrywaniu reklamacji przez podmioty rynku finansowego i o Rzeczniku Finansowym. Wspomniany akt prawny ma wprowadzić zmiany odczuwalne nie tylko dla klientów firm ubezpieczeniowych. Posłowie uznali bowiem, że potrzebny jest podmiot, do którego mogą się zgłosić wszyscy klienci instytucji finansowych. Nina Kuczyńska z porównywarki Ubea.pl tłumaczy, że obecnie funkcjonują osobne rozwiązania dla osób korzystających z oferty banków (Arbiter Bankowy przy ZBP) oraz firm ubezpieczeniowych (Rzecznik Ubezpieczonych). Bankowy Arbitraż Konsumencki nie jest uregulowany w ramach ustawy i działa z inicjatywy Związku Banków Polskich.

Nowy rzecznik ma pomagać osobom fizycznym, które korzystają ze wszystkich usług finansowych. Pomoc Rzecznika Finansowego będzie dostępna między innymi dla klienta:

  • krajowego zakładu ubezpieczeń
  • zagranicznego zakładu ubezpieczeń działającego w Polsce
  • banku
  • powszechnego towarzystwa emerytalnego
  • spółdzielczej kasy oszczędnościowo – kredytowej (SKOK-u)
  • towarzystwa funduszy inwestycyjnych
  • krajowej instytucji płatniczej
  • krajowej instytucji pieniądza elektronicznego
  • biura maklerskiego
  • firmy pożyczkowej
  • biura usług płatniczych

Do Rzecznika Finansowego będą się mogły również zgłosić osoby fizyczne, które:

  • dochodzą roszczeń z tytułu ubezpieczeń obowiązkowych
  • mają status ubezpieczającego, ubezpieczonego, uposażonego lub uprawnionego z umowy ubezpieczenia

W związku z powyższym, Rzecznik Finansowy w całości przejmie kompetencje obecnego Rzecznika Ubezpieczonych. Można nawet powiedzieć, że nowa instytucja będzie stanowiła odpowiednik Rzecznika Ubezpieczonych dla całego sektora finansowego. To oznacza pewne kłopoty organizacyjne i konieczność przeniesienia pracowników oraz majątku Rzecznika Ubezpieczonych do nowo utworzonej instytucji. „Dlatego miesięczny termin na utworzenie całego urzędu Rzecznika Finansowego, budzi bardzo poważne wątpliwości. Możliwe, że Senat w ramach poprawek ustali bardziej realistyczny termin wprowadzenia zmian” – mówi Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Nina Kuczyńska wyjaśnia, że Rzecznik Finansowy będzie powoływany przez Prezesa Rady Ministrów na wniosek Ministra Finansów. Kadencja Rzecznika Finansowego ma trwać 4 lata. Jedna osoba nie więcej niż dwa razy z rzędu będzie mogła zostać powołana na stanowisko Rzecznika Finansowego. Przepisy uchwalone przez Sejm przewidują szczegółowe wymagania dla kandydata (np. fachową wiedzę, wykształcenie wyższe, polskie obywatelstwo, niekaralność). Co ważne, Rzecznik Finansowy w trakcie kadencji nie może należeć do partii politycznych i mieć powiązań z działalnością podmiotów rynku finansowego.

Za działalność nowej instytucji zapłacą m.in. ubezpieczyciele

Nowe przepisy przewidują wiele obowiązków i kompetencji dla Rzecznika Finansowego. Osoba zajmująca to stanowisko, we współpracy z powołanym urzędem będzie musiała:

  • rozpatrywać skargi od klientów instytucji finansowych, którzy czują się pokrzywdzeni mimo zakończenia procedury reklamacyjnej lub twierdzą, że ich reklamacja została załatwiona nieterminowo
  • opiniować projekty ustaw dotyczących organizacji oraz funkcjonowania podmiotów rynku finansowego (np. zakładów ubezpieczeń i banków)
  • występować z wnioskiem o potrzebne uregulowanie działalności instytucji finansowych
  • informować organy nadzoru (np. KNF) o niewłaściwych praktykach instytucji finansowych
  • prowadzić działalność edukacyjną dla klientów sektora finansowego

 

Koszty działalności nowego urzędu będą pokrywane z wpłat instytucji finansowych. „Przykładowo, krajowi ubezpieczyciele co roku zapłacą na ten cel równowartość 0,023% zebranej składki brutto. Stawka dla oddziałów zagranicznych ubezpieczycieli będzie nieco wyższa (0,025%)” – informuje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Zmiany prawne dotyczą także reklamacji w usługach finansowych

Nina Kuczyńska podkreśla, że niedawno przyjęta ustawa prócz utworzenia urzędu Rzecznika Finansowego, przewiduje również inne zmiany dotyczące ubezpieczonych. Nowe przepisy regulują m.in. sposób rozpatrywania reklamacji przez instytucje finansowe (np. banki oraz firmy ubezpieczeniowe).

Posłowie uznali, że klient instytucji finansowej w swojej umowie powinien znaleźć dokładne informacje na temat zasad składania reklamacji. Nowe przepisy wprowadzają również obowiązek rozpatrywania reklamacji w ciągu 30 dni od daty jej złożenia. W przypadku szczególnie skomplikowanych spraw (np. dotyczących polis ubezpieczeniowych), wspomniany termin może zostać przedłużony do 60 dni. Jeżeli instytucja finansowa nie dotrzyma ustawowego terminu, to będzie zobowiązana do rozpatrzenia reklamacji zgodnie z wnioskiem klienta. „Takie rozwiązanie ma zmotywować banki, ubezpieczycieli oraz inne firmy z sektora finansowego, do lepszej obsługi klienta. Towarzystwa ubezpieczeniowe będą musiały przestrzegać ustawowych terminów na załatwienie reklamacji (30 dni/60 dni) również w odniesieniu do skarg składanych przez osoby dochodzące roszczeń z tytułu ubezpieczeń obowiązkowych (np. OC dla kierowców)” – podsumowuje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Instytut Badań Rynku Konsumpcji i Koniunktur: Polskim firmom brakuje kapitału. Wsparcie dla MŚP głównie w sferze deklaracji

Janusz Sawicki, ekspert Instytutu Badań Rynku Konsumpcji i Koniunktur
Janusz Sawicki, ekspert Instytutu Badań Rynku Konsumpcji i Koniunktur

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne nie są w stanie skompensować niewielkich nakładów inwestycyjnych polskich firm. Jednocześnie nadmierne uzależnienie od zagranicznego kapitału może zdestabilizować gospodarkę, dlatego potrzebne jest silniejsze wsparcie sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Jak wynika z analiz MFW, niska aktywność inwestycyjna firm to problem praktycznie wszystkich gospodarek rozwiniętych, dlatego tym większe znaczenie mają działania ukierunkowane na pobudzenie popytu krajowego.

– Mówi się o możliwości stagnacji zarówno w gospodarce światowej, jak i europejskiej. Jak oceniają Międzynarodowy Fundusz Walutowy i OECD, jedną z przyczyn jest brak dynamicznego rozwoju konsumpcji wewnętrznej, popytu wewnętrznego, w tym inwestycji. Innymi słowy, wszyscy zastanawiają się nad tym, jak zwiększyć popyt wewnętrzny w krajach rozwiniętych i rozwijających się. Musimy się także zastanawiać nad tym, jak zwiększyć popyt wewnętrzny w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Janusz Sawicki, ekspert Instytutu Badań Rynku Konsumpcji i Koniunktur.

Problemem gospodarek rozwiniętych jest zwłaszcza brak powrotu stopy inwestycji prywatnych do wieloletniego średniego poziomu, jaki notowano przed 2008 r. Międzynarodowy Fundusz Walutowy w kwietniowej edycji raportu World Economic Outlook wśród przyczyn tego zjawiska widzi obok słabego popytu ograniczenia w dostępie do finansowania zewnętrznego oraz niepewność, jaką wprowadza polityka gospodarcza. Powyższe problemy są szczególnie widoczne na południu Europy, gdzie mimo wysiłków związanych z ograniczeniem deficytów budżetowych ryzyko dalszych podwyżek podatków oraz cięć wydatków publicznych (zwłaszcza inwestycyjnych) pozostają wysokie.

W przypadku Polski polityka fiskalna była do niedawna przewidywalna i koncentrowała się na ograniczeniu nierównowagi budżetowej, zatem nie mogła być istotnym czynnikiem ryzyka, który powstrzymywałby wzrost inwestycji. W ostatnich kwartałach to właśnie nakłady brutto na środki trwałe pozytywnie zaskakiwały ekonomistów – przykładowo w I kwartale br. inwestycje wzrosły o 11,4 proc. rok do roku. Istotne jest jednak także to, że wysokie przyrosty notowane były w odniesieniu do niskich wartości wyjściowych (bazowych). Całość nakładów inwestycyjnych w Polsce w 2014 r. odpowiadała niecałym 20 proc. PKB, w tym sektora prywatnego – ok. 14-15 proc. PKB. W ocenie zdecydowanej większości ekonomistów to zbyt mało, by gospodarka mogła rozwijać się szybko w długim okresie, tym bardziej że zasoby kapitału produkcyjnego w Polsce są niewielkie.

Niskie inwestycje i zasoby kapitału mogą również wynikać ze struktury polskiej gospodarki, w której duży udział w tworzeniu wartości dodanej i zatrudnieniu mają małe i średnie firmy. Są one szczególnie wrażliwe na ryzyko rynkowe, także to związane ze zmiennymi regulacjami, prawem podatkowym czy nieefektywnym sądownictwem.

Jak się pyta małe i średnie przedsiębiorstwa o to, jaki jest ich główny problem, to mówią, że tym problemem jest popyt. Jest to kwestia dotarcia do odbiorcy, jest to w ogóle kwestia ich umiejscowienie w łańcuchu produkcji w danym kraju. I ten problem u nas występuje. Mówi się czasami więcej, niż się robi w zakresie wspierania rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw w kraju – uważa Sawicki.

W okresie przed kryzysem niewielką stopę inwestycji krajowych uzupełniał napływ kapitału z zewnątrz, zwłaszcza w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Relatywnie szybki wzrost polskiego eksportu w ostatnich latach – mimo niesprzyjającej koniunktury w strefie euro – to w dużym stopniu zasługa BIZ, co pośrednio pomogło Polsce uzyskać najwyższy skumulowany wzrost PKB w latach 2007-2014 w UE. Wyzwaniem pozostaje jednak przyciąganie nad Wisłę inwestorów, którzy tworzyliby miejsca pracy o wysokiej wartości dodanej, a w konsekwencji dobrze płatne. Według eksperta Instytutu Badań Rynku Konsumpcji i Koniunktur konkurowanie poprzez niskie koszty pracy jest ryzykowną strategią.

U nas rosną inwestycje bezpośrednie w sferę usługową. Ta sfera wymaga mniejszych nakładów kapitałowych i to dobrze, ale z drugiej strony ta sfera jest podatna na wszelkie zmiany poziomu ryzyka czy awersję do ryzyka na rynkach światowych, czyli jest stosunkowo łatwo zmienić kierunek tych inwestycji. Te inwestycje mogą z Polski odpłynąć i to jest pewne niebezpieczeństwo, które wiąże się z tendencją inwestycji bezpośrednich w kraju – przestrzega Janusz Sawicki.

To ryzyko jest istotne, ponieważ polska gospodarka ma bardzo niekorzystną relację aktywów zagranicznych do pasywów, czyli tzw. międzynarodową pozycję inwestycyjną netto. Choć wartość skumulowana BIZ w Czechach i na Węgrzech w relacji do PKB jest wyższa, to tamtejsze firmy posiadają więcej aktywów za granicą. Wysoka nierównowaga między aktywami i pasywami może skutkować wysokim odpływem kapitału za granicę w formie transferowanych zysków.

To duży problem, dlatego że mamy jedną z najgorszych struktur symetryczności aktywów i pasywów inwestycji bezpośrednich w Europie. Gorszy wskaźnik symetryczności ma chyba tylko Rumunia. Polska od samego początku transformacji była importerem kapitału, to się zwiększyło po wstąpieniu do Unii Europejskiej – zauważa Sawicki. – Brak kapitału oczywiście powoduje brak skłonności do jego eksportu. Nie mamy czego eksportować, skoro tego kapitału brakuje.

Bankowcy pracują nad stworzeniem „unii bankomatowej”

Dla banku automat z gotówką to głównie koszty: zakupu (cena średniej klasy samochodu), zaopatrywania w gotówkę i serwisu. W razie awarii odium złości klienta spada na bank. Wartość dodana, czyli możliwość wyróżnienia się na tle konkurentów dodatkową usługą dla klientów, straciła na znaczeniu, po tym jak w 2010 r. Mastercard i Visa obniżyły prowizje za transakcje bankomatowe (stawki ustalają organizacje kartowe) i banki jeden po drugim zaczęły fundować darmowy dostęp do gotówki w każdym dostępnym miejscu w kraju.

W przeciętnej galerii handlowej bankomaty różnych banków często stoją jeden obok drugiego. Wystarczyłoby jedno urządzenie, żeby z powodzeniem obsłużyć cały ruch. I być może wkrótce tak będzie. Że gotówka kosztuje — wiadomo od dawna. Od niedawna coraz wyraźniej widać, że wypłacające ją automaty to również głównie koszty i coraz mniejszy zysk.

W Związku Banków Polskich zakończył prace specjalny zespół roboczy, który zastanawiał się, co zrobić, żeby biznes bankomatowy był rentowny. Swoje przemyślenia zawarł w czterech rekomendacjach dla zarządu i rady ZBP, które sprowadzają się do konkluzji, że nie można zwiększyć przychodów z działalności bankomatowej, zatem trzeba ciąć koszty.

Potrzeba nowej jakości w relacjach lekarz-pacjent

Jak sprawić, aby medycyna była postrzegana nie jako rzemiosło, lecz sztuka leczenia? Co zrobić, aby pacjent nie był dla lekarza przypadkiem choroby, lecz człowiekiem, któremu należy pomóc? Jak sam pacjent może aktywnie włączyć się w swój własny proces leczenia? Na te i wiele innych pytań odpowiadali paneliści Debaty „Humanizacja Medycyny”, która odbyła się 16 lipca 2016 r. w Warszawie. Spotkanie miało miejsce w 5. rocznicę śmierci prof. Kazimierza Imielińskiego, twórcy polskiej szkoły seksuologii i wybitnego propagatora idei humanizacji medycyny.

Idea zmniejszania cierpienia chorym od zawsze leżała u podstaw medycyny. Jej prawdziwa istota objawiała się w szczególnym rodzaju kontaktów międzyludzkich, jakie wytwarzają w relacjach lekarz-pacjent. To właśnie od powodzenia tej interakcji, stworzenia pewnej wyjątkowej więzi zależała i zależy skuteczność leczenia. O tym, jak ważne jest budowanie wielopoziomowego porozumienia i zrozumienia między lekarzem oraz chorym człowiekiem rozmawiali paneliści Debaty „Humanizacja Medycyny”, która odbyła się 16 lipca w warszawskich Łazienkach Królewskich. Na zaproszenie prof. Zbigniewa Izdebskiego w dyskusji wzięli udział: prof. Paweł Łuków, Wiceminister Zdrowia Beata Małecka-Libera, ks. dr Arkadiusz Nowak, prof. Jerzy Stuhr, prof. Krystyna de Walden-Gałuszko, prof. Mirosław Wielgoś oraz red. Zbigniew Wojtasińki. Wprowadzenia do debaty dokonali prof. Zbigniew Izdebski i Rektor Uniwersytet Warszawskiego prof. Marek Krawczyk.

Celem naszej debaty było uwrażliwienie na problem idei humanizacji medycyny, ponieważ poza samym poziomem usług medycznych niezwykle ważna jest relacja lekarz-pacjent  – mówi prof. Zbigniew Izdebski, Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego i Gospodarz Debaty. Chcieliśmy zwrócić uwagę, na rolę kształcenia przeddyplomowego i podyplomowego lekarzy, które mają niebagatelne znaczenie w budowaniu kompetencji lekarskich. Nie tylko wiedza i doświadczenie odgrywają  kluczową rolę, ale również nacisk na aspekty humanistyczne w procesie leczenia. W budowaniu prawidłowych relacji lekarz-pacjent może pomóc uczenie lekarzy m.in. przez warsztaty i centra symulacji, jak komunikować się właściwie z pacjentem – podkreśla prof. Zbigniew Izdebski.

Podczas panelu dyskusyjnego goście rozmawiali o głównym aspekcie w procesie leczenia, podkreślanym szczególnie w dorobku naukowym patrona Debaty – prof. Kazimierza Imielińskiego, jakim jest podmiotowość pacjenta. Postęp i nowe osiągnięcia w medycynie niosą wiele osiągnięć na polu leczenia, wspomagając diagnozę, profilaktykę i proces dochodzenia do zdrowia pacjenta. Jednak jako najważniejszy komponent procesu leczenia należy postrzegać przede wszystkim relację lekarza z chorym człowiekiem. Porozumienie między dwoma stronami to integralna część sztuki lekarskiej, niezależnie od rodzaju specjalizacji. W dyskusji zwrócono uwagę szczególnie na trzy najważniejsze kwestie w tym zakresie – właściwą komunikację obu stron, wzajemny szacunek i poczucie odpowiedzialności. Sposób, w jaki lekarz informuje pacjenta o chorobie, formułuje pytania i rozmawia, ma kluczowe znaczenie w przebiegu procesu dochodzenia do zdrowia. Aby pacjent mógł poczuć się bezpiecznie podczas leczenia, liczą się kompetencje lekarza, ale także poczucie pacjenta, że lekarz szanuje chorego, uznaje jego godność, czuje się za niego odpowiedzialny i chce mu pomóc. Odpowiednie cechy charakteru lekarza oraz empatia względem chorego sprawiają, że lekarz nie pełni roli „inżyniera ciała”, lecz staje się kompetentnym profesjonalistą, leczącym całego człowieka. Leczy wówczas całą osobę, nie tylko ciało, ale również umysł i emocje. Uznanie przez lekarza, że potrzeby i sprawy pacjenta są tak samo ważne dla lekarza, jak są dla pacjenta, umożliwia aktywne włączenie się samego chorego w proces terapii, odzyskiwanie dobrego samopoczucia i równowagi psychicznej. W ramach kompetencji społecznych, które immanentnie przynależą do zawodu lekarza, powinna się więc znaleźć umiejętność aktywnego słuchania. W czasie panelu podkreślano w związku z powyższym znaczenie poszerzenia procesu kształcenia lekarzy na każdym etapie o elementy wspierające umiejętności komunikacyjne. W dyskusji wyróżniono wyjątkową rolę mentorów i opiekunów, którzy powinni selekcjonować studentów pod kątem predyspozycji, aktywnie im doradzać przy doborze specjalizacji, a także wspierać w rozwijaniu nie tylko samej wiedzy, ale również kompetencji miękkich. Zgodzono się co do tego, że na jakość relacji lekarz-pacjent oddziałuje cały system opieki,

jak m.in. pielęgniarki, fizjoterapeuci, psycholodzy. Należy więc mówić o szerszym rozumieniu idei humanizacji medycyny i holistycznym podejściu do leczenia tak, aby tworzyć rozwiązania systemowe w ramach całego otoczenia wokół chorego.

Spotkanie odbyło się w 5. rocznicę śmierci prof. Kazimierza Imielińskiego, lekarza-seksuologa, twórcy polskiej seksuologii, propagatora idei humanizacji medycyny. Autorytet oraz Mistrz dla wielu pokoleń naukowców i lekarzy został doceniony na świecie jako założyciel i Prezes najpierw Polskiej Akademii Medycyny, a następnie Światowej Akademii Medycyny im. Alberta Schweitzera. Wyróżniony 56 doktoratami honoris causa uczelni w 24 państwach Profesor, znaczącą część swojego twórczego życia poświęcił holistycznemu podejściu do pacjenta jako człowieka i wdrażaniu idei humanizacji medycyny w życie. Był on organizatorem licznych sympozjów na Zamku Królewskim poświęconych m.in. humanizacji postępu naukowego i technicznego w medycynie. W spotkaniach tych uczestniczyli wybitni naukowcy z całego świata, w tym laureaci nagrody Nobla.

W Debacie „Humanizacja Medycyny” wzięły udział osoby reprezentujące różne środowiska medyczne z całej Polski. Organizatorami spotkania były Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Zielonogórski oraz firma Polpharma.