Ścisła współpraca firm ułatwia im wchodzenie na zagraniczne rynki, również te dalekie

0

CEO Magazyn Polska

Firmy łączą siły, żeby wchodzić na zagraniczne rynki. Dzięki ścisłej współpracy producentom z danej branży czy z danego regionu łatwiej zdobywać klientów w Azji, Ameryce czy Afryce, a także umacniać pozycję na rynkach UE. W ubiegłym roku działalność rozpoczął klaster eksportowy Polska-Wschód, który na rynkach azjatyckich i arabskich wspiera sprzedaż zagraniczną polskich producentów i promuje Polskę jako atrakcyjny kraj do inwestowania.

W przyszłości możemy się spodziewać, że klastry będą dźwignią polskich przedsiębiorstw chcących wejść na konkretny rynek, czy to dalekowschodni, czy amerykański, a także umocnić się na rynkach europejskich ze swoim produktem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Dondelewski, ekspert Związku Pracodawców Klastry Polskie. – Klastry mogą być jedno- lub wielobranżowe, o charakterze horyzontalnym. To są wspólne wyjazdy, targi, promocja, programy eksportu, ale z czasem na pewno obserwujemy pojawienie się takich grup liderów wokół branż, które być może staną się dla Polski dobrymi markami eksportowymi.

Po 11 miesiącach 2014 r. eksport towarów osiągnął wartość prawie 150,5 mld euro i był wyższy o 4,8 proc. w porównaniu z sytuacją sprzed roku. Popyt zagraniczny wciąż odgrywa istotną rolą we wzroście PKB kraju. W związku m.in. z rosyjskim embargiem i sytuacją za wschodnią granicą w ubiegłym roku resorty gospodarki, rolnictwa i spraw zagranicznych zintensyfikowały poszukiwania alternatywnych rynków zbytu. Większą aktywność zaczynają jednak wykazywać również same firmy.

Coraz częściej obserwujemy ruchy samych przedsiębiorców. Przykładem może być klaster eksportowy Polska-Wschód – przedsiębiorstwa skupione na Dolnym Śląsku, Śląsku czy w Małopolsce konsolidują swoją ofertę eksportową, przechodzą wspólnie pewne procedury oraz przygotowują pewne rozwiązania pozwalające im sprawniej i efektywniej wejść na dany rynek – wyjaśnia Dondelewski.

Koordynatorem tego klastra jest Instytut Nowoczesnych Technologii Logistycznych. Celem przedsięwzięcia jest stworzenie sieci współpracy pomiędzy producentami, dystrybutorami, jednostkami badawczymi i instytucjami z otoczenia biznesu oraz administracją. Wszystko po to, by zwiększyć skuteczność realizacji eksportu na rynek rosyjski i inne rynki azjatyckie oraz do kraje arabskie. Członkowie klastra chcą nie tylko promować swoje produkty za granicą, lecz także zachęcać inwestorów ze Wschodu do lokowania inwestycji w Polsce. To m.in. wspólne misje gospodarcze, wspólne badania i projekty innowacyjne oraz ubieganie się o dofinansowanie czy szkolenia.

Przykładem kolejnej inicjatywy jest zaangażowanie przedsiębiorstw małopolskich, które myślą o tworzeniu własnej regionalnej agencji rozwoju eksportu z udziałem firm i instytucji regionalnych oraz z wykorzystaniem środków unijnych na eksport. W mojej ocenie należy spodziewać się jeszcze mocniejszej konsolidacji w branż eksportowej w nadchodzących latach – podkreśla Marek Dondelewski.

Jak podkreśla ekspert, klastry eksportowe mogą być szansą np. dla sektora rolno-spożywczego. Zdaniem przedstawicieli Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej szczególnie dotyczy to silnych segmentów tej branży. Największe szanse stania się silnymi światowymi klastrami eksportującymi mają te w sektorach drobiarskim, mleczarskim oraz owoców jagodowych. Eksperci postulują o wsparcie publiczne dla tych obszarów, bo – jak zaznaczają – silne klastry eksportujące są siłą napędową gospodarek regionalnych.

Jedną z form klastrów jest oczywiście skupisko geograficzne przedsiębiorstw, ale powstają też klastry regionalne o charakterze eksportowym i klastry branżowe. Na przykład klaster rolno-spożywczy, który koordynuje Krajowa Spółka Cukrowa, ma również za zadanie przygotowanie przedsiębiorców sektora rolno-spożywczego do uwalnianych możliwości eksportowych – wyjaśnia Marek Dondelewski. – W 2017 roku uwolniona zostanie cena cukru i możliwości sprzedaży zagranicznej w tym zakresie znacznie wzrosną.

Początek roku motywuje do zmiany trybu życia na zdrowszy. Fitness i diety dominują w dyskusjach internautów

CEO Magazyn Polska

Praca nad sylwetką i formą to na początku roku jeden z najpopularniejszych tematów internetowych publikacji. Polacy zaczynają realizować noworoczne postanowienie zmiany trybu życia na zdrowszy i chętnie dzielą się swoimi osiągnięciami na portalach społecznościowych i blogach. Tam też szukają pomysłu na trening lub dietę, a także popularnych osób propagujących zdrowy tryb życia. Z informacji Instytutu Monitorowania Mediów wynika, że najskuteczniej Polaków motywuje Ewa Chodakowska.

Styczeń jest miesiącem, kiedy zaczynamy ćwiczyć, kiedy stawiamy na zdrowe odżywianie i sport. Instytut Monitorowania Mediów odnotował ponad 180 tysięcy publikacji na ten temat w okresie od 24 grudnia do 21 stycznia. Największy ich wzrost zaobserwowaliśmy 2 stycznia – kiedy wracamy do normalnego życia, kupujemy karnet i zaczynamy ćwiczyć – mówi agencji Newseria Barbara Koziar z Instytutu Monitorowania Mediów.

Liczba publikacji wskazuje na duże zainteresowanie tematem. Ma to związek z realizacją postanowień noworocznych, wśród których co roku dominują dieta i sport. IMM zbadał publikacje w social mediach i internecie. 86 proc. wzmianek na ten temat pojawiło się w mediach społecznościowych. Najaktywniejszymi źródłami dyskusji były: Facebook (51 proc. wszystkich publikacji z top 5 najbardziej aktywnych źródeł), Twitter (37 proc.) oraz forum.vitalia.pl, photoblog.pl, plus.google.com (po 4 proc. każdy).

Komentarze są w większości neutralne. Raczej wrzucamy informacje o tym, że ćwiczymy, jak ćwiczymy i co jemy. Negatywnie nacechowanych jest tylko promil publikacji – one raczej zawierają komentarze, że przeszkadzają nam tłumy na siłowniach, na bieżni, czasami komentujemy też nieodpowiedni ubiór osób, które pierwszy raz przyszły na trening, np. miały trampki zamiast adidasów – mówi Barbara Koziar.

Publikacje dotyczące zdrowego stylu życia Instytut Monitorowania Mediów podzielił na trzy segmenty: odchudzanie, fitness i bieganie. Najpopularniejszym okazał się fitness – na ten temat ukazało się ponad 120 tys. publikacji. Internauci najchętniej pisali o uprawianiu sportu w klubach, centrach sportowych i innych zamkniętych obiektach sportowych. Większość z publikacji dotyczyła konkretnych miejsc i rodzajów wybieranych aktywności fizycznych.

Internet stanowi dla Polaków nie tylko sposób na podzielenie się z innymi własnymi doświadczeniami treningowymi. W sieci osoby dbające o sylwetkę poszukują pomocy w wyborze rodzaju aktywności fizycznej lub diety najlepiej spełniającej ich oczekiwania. Szukają też wsparcia, zarówno w innych internautach borykających się z podobnym problemem, jak i w popularnych osobach propagujących zdrowy tryb życia.

 Inspirują nas Ania Lewandowska i Ewa Chodakowska, z dużą przewagą tej drugiej – aż 68 proc. wszystkich publikacji na ich temat dotyczyło Ewy Chodakowskiej – mówi Barbara Koziar.

Obie popularne trenerki komunikują się ze swoimi fanami na bieżąco za pośrednictwem social mediów, publikują posty z poradami dotyczącymi treningów i zdrowego żywienia, w ten sposób podtrzymując ich motywację. Coraz częściej z ich porad korzystają również mężczyźni.

Co ciekawe, w tym roku nie ma dominującego trendu na konkretną dietę (w ubiegłych latach były to np. dieta Dukana, kopenhaska czy kapuściana), internauci raczej stawiają na zdrowe odżywianie, które jest zresztą propagowane przez Lewandowską i Chodakowską.

Internauci doceniają także aplikacje, choćby Endomondo, które pozwalają zarejestrować odbyty trening, oraz serwisy społecznościowe, choćby Instagram, na którym możemy publikować zdjęcia z treningów lub przygotowywanych w ramach diety posiłków.

W niedzielę 115 mln widzów obejrzy w telewizji Super Bowl. Koszt emisji półminutowego spotu reklamowego to 4,5 mln dolarów

Nawet 115 mln widzów obejrzy w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu telewizyjną relację z Super Bowl, czyli finału rozgrywek ligi futbolu amerykańskiego NFL. To niemal dziesięciokrotnie więcej widzów niż podczas emisji wydarzeń związanych z piłką nożną i siatkówką. Koszt emisji półminutowego spotu reklamowego w trakcie wydarzenia w tym roku sięgnie 4,5 mln dolarów.

‒ Super Bowl to największe wydarzenie w Stanach Zjednoczonych, porównywalne tylko do wyborów prezydenckich i exposé, które wygłasza prezydent. Jest to wydarzenie, które przed samymi ekranami telewizorów zbiera około 115 mln widzów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Piętka, prezes Starcom MediaVest Group w Polsce. ‒ To niewyobrażalna skala jak na Polskę.

Dane te nie uwzględniają kolejnych milionów widzów, którzy Super Bowl obejrzą w internecie. Finałowy mecz ligi NFL będzie transmitowany przynajmniej w części w 190 krajach na świecie. Ubiegłoroczny Super Bowl zgromadził przed telewizorami 111,5 mln widzów.

Piętka przypomina, że finał mistrzostw Europy w piłkę nożną oglądało w Polsce przed telewizorami 16 mln widzów, a finał mistrzostw świata w siatkówkę w ubiegłym roku – 15 mln.

Tak wielka liczba widzów Super Bowl to olbrzymia zachęta dla reklamodawców. 30-sekundowy spot reklamowy w trakcie finału kosztuje w tym roku 4,5 mln dolarów – to o 500 tys. dolarów więcej niż rok temu i ponadstukrotnie więcej niż koszt reklamy podczas pierwszego Super Bowl w 1967 r. Wiele firm przygotowuje na to wydarzenie specjalne reklamy, które same w sobie często są wydarzeniem medialnym.

‒ Budżety reklam to kwoty idące w miliony dolarów. To są spoty i całe wydarzenia, cała akcja budowana wokół Super Bowl. Jest to już wielka machina, podobna do produkcji filmu już nie reklamowego, lecz telewizyjnego – wyjaśnia Piętka.

Zwraca uwagę na to, że wielu reklamodawców co roku decyduje się na kampanię związana z Super Bowl, co świadczy o efektywności tej promocji. W tym roku widać jednak pewne zmiany.

‒ W 2015 roku wycofały się z reklam wokół Super Bowl większe firmy, a trendem jest to, że pojawiają się firmy mniejsze, które potrafią poświęcić na to wydarzenie nawet do 10 proc. swojego rocznego budżetu mediowego. Chcą zaistnieć, pokazać się szerszej publiczności – wyjaśnia Piętka.

Wydatki na reklamę podczas Super Bowl ograniczyły zwłaszcza koncerny motoryzacyjne.

Tegoroczny Super Bowl to już 49. finał rozgrywek ligi NFL. Mecz odbędzie się na stadionie Uniwersytetu Phoenix w stanie Arizona. Tytułu z ubiegłego roku broni drużyna Seattle Seahawks, której gwiazdami są rozgrywający Russell Wilson, biegający Marshawn Lynch i obrońca Richard Sherman. Ich rywalem będzie zespół New England Patriots, który już po raz ósmy dotarł do finału NFL. Patrioci są prowadzeni przez rozgrywającego Toma Brady’ego, a w zespole jest też m.in. Rob Gronkowski. Hymn Stanów Zjednoczonych przed meczem wykona Idina Menzel, a w przerwie wystąpi Katy Perry w towarzystwie Lenny’ego Kravitza.

Mecz rozpocznie się o godz. 0:30 w poniedziałek. W Polsce Super Bowl XLIX będzie transmitowany przez stację Polsat Sport.

Banki drenują kieszenie klientów

Kolejne banki zapowiadają wzrost opłat za obsługę kont i kart. W ten sposób rekompensują sobie obniżki opłat interchange i niskie stopy procentowe NBP. W najbliższych tygodniach nowe cenniki pojawią się m.in. w PKO BP, CreditAgricole, czy ING Banku Śląskim.

Wpływ na podwyżki ma kilka czynników. Do najważniejszych należą jednak niskie stopy procentowe Narodowego Banku Polskiego i obniżki opłat interchange. Banki rekompensują sobie w ten sposób niskie wpływy z odsetek od kredytów i prowizji pobieranych od punktów handlowych za akceptację kart.

– Na podwyżki decydują się głównie duże banki. W mniejszych wciąż znajdziemy tanie lub bezpłatne konta, bo te instytucje nie mogą pozwolić sobie na odpływ klientów – mówi Wojciech Boczoń, analityk Bankier.pl.

Jeśli nie chcesz płacić – zmień konto lub kartę

W lutym zmieni się cennik w Banku Zachodnim WBK. Bank wprowadzi sztywną miesięczną opłatę w wysokości 7 zł za karty  MasterCardOmni i MasterCardPaybackOmni. Za te karty bank nie pobierał opłat i wydawał je do bezpłatnego Konta Godnego Polecenia (rachunek reklamował amerykański aktor Kevin Spacey). Posiadacze Konta Godnego Polecenia będą mogli wymienić kartę na Visa Sol, która kosztuje 4 zł. By obniżyć tę opłatę do 0 zł, trzeba będzie dokonać co najmniej 5 transakcji miesięcznie.

Kolejne podwyżki szykuje swoim klientom PKO Bank Polski. W pakietach Superkonto od maja z 29 do 39 zł wzrośnie opłata roczna za kartę PKO Ekspres wydaną do Superkonta (umowy zawarte do 13 marca 2011 r.)  oraz Superkonta Student. Bank zmieni opłaty w kartach debetowych wydawanych do PKO Kont za Zero, które zostały otwarte przed 1 października 2014 roku. Karta będzie kosztowała 4,90 zł, a żeby uniknąć opłaty trzeba będzie wydać 200 zł. Taki sam mechanizm zostanie zastosowany w kartach wydawanych do PKO Kont Rodzica. Ponadto bank podniesie opłatę za prowadzenie PKO Konta bez Granic z 15.00 do 17,90 zł oraz opłaty za srebrne karty kredytowe z 69 do 79 zł i za złote – ze 150 do 195 zł.

Podwyżki szykują swoim klientom także CreditAgricole i ING Bank Śląski. Warto przypomnieć, że od stycznia nowe, mniej korzystne dla klientów cenniki obowiązują już w Alior Banku, Banku BPH czy Citi Handlowym.

– Mniejsze dochody z tytułu kredytów i sprzedaży innych usług sektor bankowy rekompensuje podniesieniem opłat za już sprzedane produkty. Za tak drastyczne podwyżki możemy też podziękować SKOK-om. Ostatnie upadłości SKOK Wspólnota oraz SKOK Wołomin kosztowały Bankowy Fundusz Gwarancyjny ok. 3 mld zł. To blisko 30% zasobów funduszu, w związku z tym konieczne było podniesienie składki do BFG by dalej mógł on spełniać swoją funkcję gwarancji depozytów. Sektor bankowy przerzuca część tych kosztów na klientów właśnie poprzez zwiększenie różnych opłat – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Zima – najtrudniejszy czas dla kierowców

Nie da się ukryć, że poruszanie się samochodem w zimie to wyższa szkoła jazdy. Niska temperatura, ograniczona widoczność i śnieg sprawiają, że podróżuje się trudniej. Dlatego warto pamiętać o kilku zasadach.

W technice jazdy bardzo ważna jest płynność. „Każdy gwałtowny ruch może spowodować utratę przyczepności i w konsekwencji wpadnięcie w poślizg” – wyjaśnia w rozmowie z serwisem infoWire.pl Jakub Bielak z Akademii Bezpiecznej Jazdy. Jednak sama technika jazdy to nie wszystko. „Zimą powinniśmy zmobilizować się, by wyjść wcześniej z domu, odśnieżyć dokładnie swój samochód, czyli stworzyć sobie dobre warunki do jazdy i dopiero wtedy wyruszyć” – uważa ekspert.

O tej porze roku najtrudniej jest kierowcom, którzy przyzwyczajeni są do dynamicznej jazdy. Zima błyskawicznie weryfikuje nasze błędy. „Na co dzień nie jeździ się w poślizgach i zwykle powodują one zaskoczenie. Ludzie panikują w takich sytuacjach i często nie wiedzą, jak sobie poradzić” – mówi Jakub Bielak.

W technice jazdy obowiązują oczywiście pewne wskazania. Na przykład, wchodząc w zakręt, zdejmujemy nogę z gazu, wychodząc – prostujemy kierownicę i przyspieszamy. Nie ma jednak generalnych zasad, które określałyby nasze zachowania. „Technika jazdy daje narzędzia. Natomiast ruch drogowy jest nieprzewidywalny, a każda sytuacja inna” – podkreśla rozmówca.

W zimie bądźmy przede wszystkim spokojni i uważni. „Zachowujmy większą odległość między pojazdami, nie pozwólmy się zaskoczyć” – radzi ekspert. Zapamiętajmy, że jadąc wolniej, możemy dojechać dalej.

W Polsce przybywa urodzeń, ale ubywa ludności

W 2014 r. odnotowano spadek ludności Polski o mniej więcej 12 tys. Obecnie jest nas 38 mln 484 tys. 52% populacji stanowią kobiety – na 100 mężczyzn przypada 107 pań. Nie są to jedyne dane demograficzne zebrane przez Główny Urząd Statystyczny (GUS).

Pod względem liczby ludności Polska zajmuje 33. miejsce na świecie. Jest nas coraz mniej, bo nadal mamy ujemne saldo migracji – w 2014 r. wyjechało 15 tys. Polaków. „Ubiegły rok był jednak pierwszym od wielu lat, w którym odnotowano dodatni przyrost naturalny. Liczba urodzeń była wyższa od liczby zgonów o prawie 4 tys.” – mówi serwisowi infoWire.pl Artur Satora, rzecznik prasowy GUS.

„Niestety jest nas nadal za mało. 100 kobiet rodzi obecnie 126 dzieci. Aby osiągnąć poziom zastępowalności pokoleń, każda z pań powinna urodzić co najmniej dwoje” – zaznacza rozmówca. Współczynnik przyrostu naturalnego jest zdecydowanie wyższy na wsi. Mieszkańców przybyło w czterech województwach: mazowieckim, pomorskim, małopolskim i wielkopolskim. Najbardziej ubyło z kolei w świętokrzyskim, lubelskim, opolskim i łódzkim.

GUS odnotował wzrost liczby zawieranych małżeństw, przy czym podniósł się średni wiek nowożeńców (mężczyźni – 29 lat, kobiety – 27). W 2014 r. według wstępnych danych rozwiodło się ok. 66 tys. par. Przeżyły one ze sobą średnio ok. 14 lat.

W ubiegłym roku zmarło ponad 372 tys. osób – ponad 15 tys. mniej niż w roku wcześniejszym. „Głównymi przyczynami zgonów (więcej niż 70%) są choroby układu krążenia i choroby nowotworowe” – wyjaśnia Artur Satora. Przeciętna kobieta żyje 81 lat, a mężczyzna – 73.

Prognozy demograficzne dla Polski nie są optymistyczne. Szacuje się, że w 2035 r. będzie nas 2 mln mniej niż obecnie, a w 2050 – już 4 mln mniej niż dziś. Na 50 osób w wieku produktywnym będzie przypadać wtedy 100 emerytów.

Niższe koszty przyjmowania płatności bezgotówkowych dla przedsiębiorców

0

Maksymalne poziomy opłaty interchangena poziomie 0,2 proc. wartości transakcji dla kart debetowych oraz 0,3 proc. dla kart kredytowych oraz innych niż karty debetowe i kredytowe to efekt przepisów ustawy z dnia 28 listopada 2014 r. o zmianie ustawy o usługach płatniczych, która weszła w życie 29 stycznia 2015 r. Interchangeto główny składnik opłaty, jaką punkty handlowo-usługowe przekazują za pośrednictwem agentów rozliczeniowych do banków w związku z akceptacją kart płatniczych.

Nowe rozwiązania mają ograniczyć negatywne skutki zmiany od 1 stycznia br. zasad regulujących świadczenie usługi transgranicznego rozliczania transakcji kartami płatniczymi na terytorium Unii Europejskiej, w związku z decyzją wydaną przez Komisję Europejską w 2014 r. w stosunku do jednej z globalnych organizacji kartowych, działających na terenie Polski. Regulacja zapewni równe warunki konkurencji pomiędzy podmiotami rozliczającymi transakcje kartami płatniczymi, niezależnie od tego czy podmioty te działają transgranicznie, czy też posiadają siedzibę na terenie Polski.

Ministerstwo Finansów przypomina, że w przypadku ustalenia w umowie pomiędzy punktem handlowo–usługowym a agentem rozliczeniowym wyższej stawki opłaty interchange niż wskazana w ustawie należy stosować maksymalną stawkę ustawową. Należy pamiętać, że na polskim rynku usług płatniczych działa kilkunastu agentów rozliczeniowych. Warto więc, by przedsiębiorcy, chcący przyjmować płatności kartowe, zapoznali się z ofertą przynajmniej kilku agentów rozliczeniowych. Pozwoli im to wybrać najbardziej korzystne rozwiązanie, umożliwiające przyjmowanie płatności kartami płatniczymi. Obniżka podstawowego składnika opłaty z tytułu przyjmowania płatności kartami płatniczymi powinna stanowić zachętę do rozpoczęcia akceptacji kart przez punkty handlowo-usługowe, które dotychczas nie oferowały takiej formy płatności klientom. Jednocześnie dla tych punktów, które taką opcję już oferują, spadną koszty obsługi transakcji bezgotówkowych.

Lewiatan ocenia pakiet zmian dotyczących urlopów rodzicielskich

Prezydencki projekt ustawy zakładający zmianę przepisów związanych z urlopami rodzicielskimi zawiera wiele dobrych rozwiązań, np. określenie maksymalnego wieku dziecka uprawniającego matkę do korzystania przez nią z płatnej przerwy na karmienie, czy wydłużenie terminu do złożenia wniosku o udzielenie urlopu rodzicielskiego i wychowawczego. Ale zawiera też propozycje, które nakładają na pracodawców dodatkowe biurokratyczne obowiązki – uważa Konfederacja Lewiatan.

Do konsultacji społecznych trafił prezydencki projekt ustawy o zmianie ustawy Kodeks Pracy oraz niektórych innych ustaw zawierający pakiet zmian w obszarze przepisów dotyczących urlopów związanych z rodzicielstwem.

Zmiany akceptowane przez pracodawców
Część zmian zaproponowanych w projekcie zyskało akceptację pracodawców. Należy do nich zaliczyć zdefiniowanie dwóch funkcjonujących w obecnym porządku prawnym określeń „dodatkowego urlopu macierzyńskiego” oraz „urlopu rodzicielskiego” jednym terminem „urlopu rodzicielskiego”.

– Cieszy wprowadzenie przepisu określającego maksymalny wiek dziecka uprawniający matkę do korzystania przez nią z płatnej przerwy na karmienie (nie później niż do ukończenia przez dziecko 3 roku życia). Pracodawcy pozytywnie oceniają tę zmianę, gdyż obecnie nie ma przepisu, który określałby tę granicę, a skądinąd wiadomo, iż uprawnienie to jest często nadużywane – mówi Anna Kapłon, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Projekt ustawy przewiduje wydłużenie terminu do złożenia wniosku o udzielenie urlopu rodzicielskiego i wychowawczego z obecnych 14-stu do 21 dni. Obowiązek informowania pracodawcy na co najmniej 21 dni przed planowanym rozpoczęciem urlopu pozwoli mu na lepsze przygotowanie procesu pracy do zmienionych warunków związanych z przyszłą absencją w pracy osoby składającej wniosek.

Projekt zakłada również zmianę w zakresie trybu rezygnacji z urlopu rodzicielskiego i urlopu wychowawczego. Rezygnacja z urlopu rodzicielskiego lub wychowawczego przed terminem ich zakończenia i powrót do pracy następowałaby wyłącznie za zgodą pracodawcy (z wyłączeniem tzw. długiego wniosku – gdzie obowiązywałoby rozwiązanie dotychczasowe). Ta zmiana z pewnością przyczyni się do wzrostu poczucia komfortu osób zatrudnianych na zastępstwo.

Istotną zmianą jest umożliwienie rodzicom dzielenia się uprawnieniami związanymi z opieką nad dzieckiem, w przypadku gdy jedno z nich jest objęte statusem pracownika, drugie zaś jest objęte ubezpieczeniem społecznym w razie choroby i macierzyństwa na innej podstawie niż stosunek pracy (np. jest osobą prowadzącą działalność gospodarczą). Zmiana ta wyrównuje sytuację ojców, którzy pomimo, iż sami są zatrudnieni na podstawie umowy o pracę nie mogą korzystać z „rodzicielskich uprawnień urlopowych” ze względu na fakt, że uprawnienia takie nie przysługują nie zatrudnionym na umowę o pracę, a prowadzącym działalność gospodarczą, matkom ich dzieci.

Kolejną pozytywną zmianą jest wydłużenie z 12-stu do 24 miesięcy życia dziecka okresu w jakim ojciec dziecka może wykorzystać przysługujący mu dwutygodniowy urlop ojcowski. Zdaniem Konfederacji Lewiatan istnieje potrzeba wprowadzenia dodatkowych zachęt, w tym m.in. przepisów przyznających wyłączne „kwoty urlopowe” dla ojców na wzór krajów skandynawskich. Jak pokazują przykłady krajów skandynawskich rozwiązania takie mają przełożenie na zwiększenie popularności wykorzystywania urlopów przez ojców, co w efekcie miałoby także wpływ na poprawę trudniejszej w odniesieniu do mężczyzn sytuacji kobiet na rynku pracy.

Zmiany krytykowane przez pracodawców

W projekcie znalazły się również propozycje, które w ocenie członków Konfederacji Lewiatan nie niosą istotnych merytorycznych zmian z punktu widzenia pracodawców, a nakładają na nich jedynie dodatkowe biurokratyczne obowiązki.

Za takie rozwiązania pracodawcy uznali propozycje przepisów nakładających na pracodawcę obowiązek sporządzania pisemnych uzasadnień w przypadku negatywnego rozpatrzenia przez pracodawcę wniosku pracownika dotyczącego zmniejszenia wymiaru czasu pracy ( lub ustalenia indywidualnego rozkładu czasu pracy) ze względu na spoczywające na pracowniku obowiązki rodzinne.

Wątpliwości wzbudza zasadność wprowadzania powyższych zmian między innymi w kontekście obowiązujących przepisów dotyczących obowiązku przechowywania przez pracodawcę dokumentacji pracowniczej przez wiele lat.

Kolejną niekorzystną zmianą jest wprowadzenie obowiązku informowania pracowników o przysługujących im uprawnieniach związanych z rodzicielstwem. Bardziej skutecznym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie regulacji, które umożliwiałyby pracownikom bezpośrednio zainteresowanym tym tematem zapoznanie się z uprawnieniami związanymi z rodzicielstwem przy okazji np. rejestracji dziecka w urzędzie stanu cywilnego, poprzez wręczanie rodzicowi dokonującemu rejestracji kompleksowego pakietu aktualnych informacji dotyczących przedmiotowych uprawnień.

Zmianą, która wzbudza kontrowersje jest propozycja polegająca na likwidacji zasady bezpośredniości jaka obowiązuje w odniesieniu do sposobu korzystania z poszczególnych części urlopów związanych z rodzicielstwem. Projekt zakłada możliwość wykorzystania 16-stu tygodni urlopu rodzicielskiego w jednej lub dwóch częściach nie następujących bezpośrednio po poprzednio wykorzystanych częściach urlopu, co de facto oznacza możliwość wykorzystania tej części urlopu w dowolnym czasie, w jednej lub dwóch częściach, aż do ukończenia roku kalendarzowego, w którym dziecko kończy 6 rok życia. To, zdaniem pracodawców pogorszy i utrudni proces związany z organizacją pracy w zakładzie.

Kolejną propozycją, co do której pracodawcy podchodzą z dużą rezerwą jest proporcjonalne wydłużenie okresu urlopu rodzicielskiego (maksymalnie do 64 tygodni w przy pojedynczym porodzie ) w przypadku powrotu pracownika do pracy na część etatu. Przy czym pracodawcy za właściwą uznali propozycję zawartą w projekcie polegającą na uzależnieniu możliwości pracy w takiej formule od ostatecznej zgody pracodawcy.

Konfederacja Lewiatan

Polska służba zdrowia w ogonie Europy

W opublikowanym Euro Health Consumer Indeks 2014 Polska zajęła 32 miejsce na 37 badanych krajów europejskich. Dopóki podstawą systemu opieki zdrowotnej nie stanie się pacjent nie można mówić o prawdziwej dostępności do usług na najwyższym poziomie. Jeśli priorytetem będzie obrona finansów NFZ, a nie racjonalne wydawanie pieniędzy, dopóty pacjent będzie zagubionym niewolnikiem systemu – uważa Konfederacja Lewiatan.

Ochrona zdrowia kuleje. Konfederacja Lewiatan często zwraca uwagę na brak systemowego podejścia do proponowanych zmian i łatania przez Ministerstwo Zdrowia dziur w sytuacji podbramkowej. Obecne sygnały dotyczące funkcjonowania pakietu onkologicznego też nie dają złudzeń, że w najbliższym czasie coś się zmieni (a mamy dopiero koniec stycznia).

– Z uwagi na okres przedwyborczy w najbliższym czasie nie ma co liczyć na zmiany i wcale nie cieszy, że nasze obserwacje znajdują również odzwierciedlenie w opublikowanym Euro Health Consumer Index 2014 – wskazuje dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan. Jak wynika z raportu zajmujemy 32 miejsce na 37 badanych państw Europy.

Z danych zawartych w Indeksie szczególną uwagę przykuwa brak w naszym kraju dobrej dostępności do lekarza pierwszego kontaktu, trudności z dostępnością do specjalistów i powiązane z tym kolejki do leczenia. Do tego dochodzą potwierdzane kolejny raz statystyki o jednym z najniższych współczynników liczby lekarzy w przeliczeniu na pacjentów. Z Indeksu wynika, że w zakresie oczekiwania na leczenie zajmujemy w Europie 24 miejsce.

Lepiej natomiast oceniani jesteśmy w zakresie opieki kardiochirurgicznej, czy opieki dentystycznej. Cieszy również wysoka pozycja w zakresie dostępności pacjentów do dokumentacji medycznej, chociaż i tutaj mamy zaległości – w szczególności w zakresie rozwoju e-zdrowia. Do tej pory nie uregulowano kwestii wizyt na odległość, wystawiania e-recept czy e-zleceń.

Ważnym elementem, pomijanym od lat przez rządzących, jest wprowadzenie realnej oceny jakości świadczeń zdrowotnych udzielanych przez placówki opieki zdrowotnej. W Polsce nie ma żadnych wyznaczników dotyczących oceny rezultatów leczenia przy uwzględnieniu rodzaju schorzeń, oceny podejścia do pacjenta w placówkach medycznych czy sprawdzania jakości aparatury medycznej.

W Indeksie zwrócono również uwagę na brak polityki w opiece długoterminowej. W badaniu w zakresie liczby pielęgniarek w opiece domowej oraz ilości łóżek dla pacjentów senioralnych jesteśmy w Europie na szarym końcu.

Konfederacja Lewiatan

Software Mind SA: wdrożenie iLumio w branży medycznej

Jest to pierwsze wdrożenie iLumio w branży medycznej, które kompleksowo ma zaspokoić potrzeby pacjentów Nowego Szpitala Wojewódzkiego we Wrocławiu. Zostanie w nim wdrożonych 316 punktów iLumio, których główną funkcją będzie dostarczanie rozrywki dla pacjentów, począwszy od telewizji HD po możliwość korzystania z internetu, gier i aplikacji. Dodatkową funkcją będzie system informacyjny, dzięki któremu pacjenci otrzymywać będą bieżące wiadomości od personelu szpitalnego. iLumio, jako kanał komunikacji, istotnie usprawnia obsługę pacjenta oraz podnosi jego komfort poprzez bieżący dostęp do informacji szpitalnych.

Do tej pory rozwiązanie oferowane przez Grupę Wind Mobile zdobyło głównie uznanie branży hotelarskiej, lecz potencjał systemu iLumio pozwala na jego zastosowanie także w innych dziedzinach. Przedsmakiem użyteczności iLumio dla branży medycznej było sponsorowane przez nas wdrożenie na oddziale Onkologii Dziecięcej w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu, które wykazało, jak bardzo nasze rozwiązanie jest przydatne dla placówek medycznych. Korzyści są obustronne – pacjent ma zapewnioną rozrywkę i informację, szpital natomiast dysponuje sprawnym narzędziem, które ułatwia porozumiewanie się z pacjentami. – mówi Justyna Michalczyk , General Manager iLumio w Software Mind SA.

Coraz częściej nowoczesne placówki szpitalne intensywnie wykorzystują technologie telemedyczne. Adaptują one szereg rozwiązań, podnoszących komfort pobytu pacjenta, które do niedawna były domeną wyłącznie branży hotelarskiej. Nowy Szpital Wojewódzki we Wrocławiu jest tego idealnym przykładem. Placówka, której otwarcie planowane jest na pierwszą połowę 2015 r., przeznaczona będzie dla mieszkańców Wrocławia i Województwa Dolnośląskiego. W czterokondygnacyjnym szpitalu o powierzchni 48 700 m2 mieści się 550 łóżek na 16 oddziałach oraz przychodnia przyszpitalna. Szpital dysponuje „gorącą platformą”, w skład której wchodzi: dział diagnostyki obrazowej, blok operacyjny z 10 salami, SOR, oddział anestezjologii i intensywnej terapii. Równocześnie dzięki systemowi iLumio szpital będzie mógł zaoferować dodatkowe pomocne w leczeniu funkcje użytkowe dla pacjenta oraz podnieść komfort pobytu chorych w szpitalu.

Wind Mobile podkreśla, że istnieje bardzo duży potencjał rozwoju dla zastosowania rozwiązań takich jak iLumio. W Polsce funkcjonuje obecnie ponad 900 szpitali wyposażonych w blisko 200.000 łóżek. Jednocześnie rośnie liczba szpitali przechodzących proces komercjalizacji (170 placówek), a co się z tym najczęściej wiąże, placówek, które istotnie podnoszą standard obsługi pacjenta. Potencjał całego rynku europejskiego to ponad 14.000 szpitali z 3 milionami miejsc, gdzie udział szpitali prywatnych wynosi ok. 50%.

 

Budownictwo i nieruchomości na fali wznoszącej

Dane z raportu Pracuj.pl „Specjaliści na Rynku Pracy 2014” wskazują na ożywienie w branży budownictwo i nieruchomości. W 2014 ofert pracy z tej branży było aż o 13,4% więcej, niż w roku 2013. W 2014 r. na Pracuj.pl opublikowano z tej branży,  ponad 25 tys. ogłoszeń o pracę co stawia ją na piątym miejscu pod względem liczby opublikowanych ofert.

Jacy specjaliści są poszukiwani w budownictwie i nieruchomościach?

Pracodawcy w tej branży poszukiwali inżynierów, osób odpowiedzialnych za prace budowlane i produkcję, a także finansistów, pracowników działów obsługi klienta oraz handlowców  i sprzedawców. Sporo ofert pracy dotyczyło także specjalistów ds. nieruchomości i pracowników odpowiedzialnych za IT. Zapotrzebowanie na specjalistów z różnych obszarów potwierdza również Aneta Lebieżyńska, Główny Specjalista ds. Rekrutacji i Adaptacji ze Skanska S.A: „W 2014 roku zapowiadaliśmy zatrudnienie 800 osób i nie tylko zrealizowaliśmy te plany, ale znacznie je przekroczyliśmy. Tym niemniej nadal poszukujemy doświadczonych specjalistów. Na chwilę obecną najwięcej naszych ofert pracy kierujemy do inżynierów z uprawnieniami: kierowników budów i robót, szczególnie ze specjalizacji elektrycznej, energetyczne, niskoprądowej czy kolejowej. Poszukujemy również osób z wykształceniem innym niż budowlane m.in. w obszarze finansów, zasobów ludzkich, analizy biznesowej czy zarzadzania projektami. Chcemy zatrudnić zarówno specjalistów z doświadczeniem, jak również młode osoby, absolwentów, którzy wraz z rozwojem naszej firmy będą rozwijać swoje umiejętności”.

Zarówno w 2013 roku, jak i 2014, na pierwszych trzech miejscach pod względem liczby opublikowanych ogłoszeń, znaleźli się specjaliści budownictwa, handlu i sprzedaży oraz inżynierii. Pod względem dynamiki wzrostu, niekwestionowanym liderem jest inżynieria. Liczba ogłoszeń dedykowanych specjalistom tej dziedziny wzrosła o 14%. Wyraźne wzrosty liczby ofert pracy widoczne są także dla specjalistów produkcji i obsługi klienta. W pozostałych obszarach liczba ogłoszeń o pracę, w porównaniu rok do roku, była na zbliżonym poziomie.

 Kluczowy specjalista – Inżynier

W 2014 w branży budownictwo i nieruchomości największe szanse na zmianę pracy mieli specjaliści w dziedzinie inżynierii. Ofert dla nich było aż o 14% więcej niż w roku poprzednim i stanowiły one aż jedną piątą wszystkich ogłoszeń o pracę z tej branży. Co ważne, wzrost zapotrzebowania na tych specjalistów utrzymywał się przez cały rok – w każdym miesiącu ofert pracy było więcej, niż w analogicznym okresie 2013 r. Poszukiwano inżynierów z obszarów konstrukcje/ technologie, elektronika/elektryka i projektowanie – co więcej, liczba ofert pracy dla tych specjalistów dynamicznie rosła.

Rosnące zapotrzebowanie na inżynierów potwierdza również m.in. firma Budimex. „Z perspektywy Grupy Budimex mogę potwierdzić, że w 2014 roku odnotowaliśmy duży wzrost liczby osób nowozatrudnionych w porównaniu do 2013 roku. W 2014 roku przyjęliśmy ponad 500 nowych pracowników, przeszło dwa razy więcej niż w roku poprzednim. Wśród wszystkich zatrudnionych 70% stanowili inżynierowie i projektanci różnych specjalności, głównie budownictwa i energetyki – wyjaśnia  Monika Wiśniewska – Pietruszka, Dyrektor ds. Rekrutacji i Rozwoju w Budimex SA. „W tym roku planujemy dalszy wzrost zatrudnienia w spółkach grupy Budimex. Rozwijamy działalność w nowych sektorach, jak energetyka i budownictwo przemysłowe, stąd w 2015 roku będziemy rekrutować inżynierów w tych branżach. Dzięki pozyskaniu wielu kontraktów zwiększamy także skalę naszej działalności w budownictwie infrastruktury komunikacyjnej, dlatego planujemy znaczny wzrost ofert pracy adresowanych również do inżynierów w specjalności drogowej i mostowej. Będziemy też szukać specjalistów do nadzorowania robót ogólnobudowlanych oraz instalacyjnych w zakresie instalacji sanitarnych, elektrycznych oraz automatyki. W sumie w 2015 roku planujemy przyjąć w samym tylko Budimeksie SA ok. 800 nowych pracowników” – dodaje Dyrektor ds. Rekrutacji i Rozwoju w Budimex SA.

 Jaka pora roku sprzyja poszukiwaniu pracy w branży budownictwo i nieruchomości?

 Jak wynika z danych Pracuj.pl, najlepszym miesiącem na poszukiwanie pracy w omawianej branży był w 2014 roku, styczeń – opublikowano wtedy 2 609 ofert pracy. Także miesiące letniei wczesnojesienne sprzyjają pracownikom z branży budownictwo i nieruchomości. Natomiast listopad i grudzień to czas, kiedy liczba ofert pracy zasadniczo spada. W listopadzie 2014 r. opublikowano ich 1 832, a w grudniu tego samego roku 1 499. Podobne zjawisko obserwowano w 2013 r. Wtedy także początek roku przyniósł znaczący wzrost ogłoszeń o pracę, a koniec zasadnicze ich obniżenie.

Kto zatrudniał?

Pierwsze prognozy i wyniki 2014 roku mogły napawać przedstawicieli branży budownictwo i nieruchomości pewnym optymizmem. Na duży wzrost zamówień liczyli najwięksi gracze na rynku – generalni wykonawcy oraz firmy liczące ponad 250 pracowników. Znalazło to przełożenie w liczbie opublikowanych przez te firmy ogłoszeń. Ich wzrost rok do roku był bardzo znaczący i wyniósł 41% (z 5 565 ogłoszeń w 2013 do 7 406 ogłoszeń w 2014).

Mniejsze firmy były nieco ostrożniejsze, choć także one zwiększyły zapotrzebowanie na pracowników. W mikro przedsiębiorstwach (do 10 pracowników) wzrost ten wyniósł 14%, w firmach nieco większych wzrost był na poziomie 2-3%, a firmy średnie w niewielkim stopniu zmniejszyły zapotrzebowanie w stosunku do roku 2013.

W jakim województwie najłatwiej o pracę w branży?

Najwięcej ogłoszeń z branży budownictwo i nieruchomości publikują pracodawcy z województwa mazowieckiego. W sumie w 2014 r. było ich 4 808, czyli o ponad tysiąc więcej, niż w 2013 (3775). Duża liczba ofert pracy w 2014 r. pochodziła z województw: śląskiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego, małopolskiego oraz pomorskiego. Te województwa mają dość stały poziom zapotrzebowania na pracowników, powiększający się systematycznie z roku na rok. Mapa zatrudnienia w branży budownictwo i nieruchomości stanowi w dużym stopniu odzwierciedlenie mapy rozwoju Polski.

Odśnieżaj samochód dokładnie, a unikniesz mandatu

0

Odśnieżasz auto przy włączonym silniku? Uważaj, bo zapłacisz mandat. Podobne konsekwencje mogą cię spotkać, jeśli jedziesz samochodem niedokładnie wyczyszczonym ze śniegu i ludu.

Zima to dla kierowców prawdziwa udręka, szczególnie gdy za oknem pada śnieg, a temperatura spada poniżej zera. Wielu kierowców włącza silnik przed odśnieżaniem samochodu, by „nagrzał się on od środka”. W ten sposób łamiemy prawo. Po pierwsze przepisy zakazują pozostawiania auta z włączonym silnikiem na terenie zabudowanym, po drugie zabrania się używania samochodu, gdy praca silnika wiąże się z nadmierną emisją spalin lub nadmiernym hałasem – mówi serwisowi infoWire.pl Robert Koniuszy z Komendy Głównej Policji. „To nie są nowe przepisy. Takie prawo funkcjonuje od wielu lat. Wynika przede wszystkim z troski o środowisko i ekologię” – wyjaśnia funkcjonariusz.

Policjanci nie mogą przechodzić obojętnie obok osób, które łamią prawo. Za odśnieżanie auta z włączonym silnikiem grozi mandat w wysokości od 20 do 500 zł. „Można też zastosować pouczenie i jedynie zwrócić uwagę na wykroczenie, którego dopuszcza się kierowca” – informuje przedstawiciel prawa.

Od zapobiegania nadmiernej emisji spalin jeszcze ważniejsze jest dbanie o bezpieczeństwo i odpowiednie przygotowanie samochodu do jazdy. Do dokładnego odśnieżania auta zobowiązuje nas kodeks drogowy. „Pojazd powinien być tak utrzymany, by nie stwarzał zagrożenia nam oraz innym uczestnikom ruchu” – zaznacza Robert Koniuszy. Oczyszczenie szyb z lodu to podstawa. Ponadto powinniśmy pozbyć się śniegu z dachu, reflektorów i tablicy rejestracyjnej. Za nieprzestrzeganie tego przepisu także możemy otrzymać mandat w wysokości od 20 do 500 zł.

Płatności przez Internet? Poznaj 7 nowych zasad bezpieczeństwa

Myślisz, że o bezpieczeństwie płatności online napisano już wszystko? Nawet jeżeli, cyberprzestępcy nie ustają w wysiłkach tworząc nowe i niestety często skuteczne sposoby pozwalające włamać się na konto bankowe i dokonać kradzieży pieniędzy. Jak ustrzec swój majątek przed cyberatakiem?

Sprawdź zaufane instytucje płatnicze

Instytucje płatnicze to podmioty oferujące usługi finansowe, w tym przede wszystkim banki, agencje rozliczeniowe oraz inne, licencjonowane podmioty. Ich rejestr prowadzi Komisja Nadzoru Finansowego, która weryfikuje czy akredytowana firma spełnia wszystkie, surowe wymagania bezpieczeństwa. Obecność takiego podmiotu w rejestrze dostawców usług płatniczych można w każdej chwili sprawdzić w wyszukiwarce dostępnej na stronie internetowej Komisji Nadzoru Finansowego. Dodatkowo można prześledzić rejestr licencjonowanych Agentów Rozliczeniowych prowadzony przez Narodowy Bank Polski. Jeżeli firma znajduje się na listach, możemy być spokojni o nasze środki finansowe.

Zweryfikuj wiarygodność pośrednika

Kiedyś by sprawdzić wiarygodność instytucji płatniczej wystarczyło zweryfikować adres strony www. Jeżeli zaczynał się od HTTPS i zawierał znak kłódki, czuliśmy się bezpieczni. Dziś taka weryfikacja to zbyt mało. Podszywanie się pod instytucje płatnicze to bardzo częsty sposób na wyłudzenie pieniędzy od nieświadomego internauty. Normą stały się oszustwa polegające na wykorzystaniu adresów typu: https://nazwa-banku.pl-oszukana-domena.com, do których certyfikat został poprawnie wystawiony, ale dla firmy innej niż bank. Właśnie dlatego zawsze należy sprawdzać adres strony i klikać w kłódkę, by weryfikować komu komunikat został wystawiony.

Dodatkowo można upewnić się czy instytucja finansowa posiada certyfikat PCI DSS świadczący o zgodności z popularnymi systemami płatności kartami kredytowymi. Standard ten potwierdza spełnianie światowej jakości norm dotyczących bezpieczeństwa.

Podnieś bezpieczeństwo transakcji

Wiarygodne instytucje płatnicze obsługą miliony transakcji finansowych dziennie. Za pomocą analizy statystycznej danych są w stanie skutecznie wykrywać potencjalne próby wyłudzeń. Każde takie działanie poprawia szansę na rozszyfrowanie schematu ewentualnego oszustwa oraz efektywne unieszkodliwianie działań podejmowanych przez cyberprzestępców.

Każdego dnia przeprowadzamy dziesiątki tysięcy transakcji zbierając ogromne ilości danych i informacji. Dzięki temu jesteśmy w stanie wykrywać wzorce pojawiające się przy próbach wyłudzeń i skutecznie im przeciwdziałać. Przykładowo próba obciążenia karty na niską kwotę, a następnie na kwotę dużo wyższą jest częstym sposobem badania możliwości dokonania oszustwa. Dlatego nie powinniśmy ignorować podejrzanych obciążeń, nawet jeśli ich kwota jest niewielka – mówi Bernadetta Madej, dyrektor ds. handlowych z Dotpay. Specjalistyczne zabezpieczenia oraz systemy do wykrywania oszustw stosują również banki, dlatego łączne korzystanie z usług instytucji bankowej oraz operatora płatności na pewno skutecznie podniesie bezpieczeństwo transakcji.

Sprawdź numer konta – trzy razy

Złośliwe oprogramowanie, takie jak np. VBKlip lub Banatrix, potrafi wykryć czynność skopiowania rachunku bankowego, podmieniając przy wklejaniu cyfry na inne, wskazane przez cyberprzestępcę. Dlatego jeśli kopiujemy numer konta np. z treści e-maila lub strony sklepu internetowego, powinniśmy po wklejeniu do formularza przelewu upewnić się, że cyfry są poprawne. Niestety, to nie zawsze wystarczy – niektóre wersje Banatrixa potrafią pokazać w przeglądarce poprawny numer konta, a do banku wysłać sfałszowany. Dlatego należy dokonać ponownej weryfikacji przy przepisywaniu kodu SMS potwierdzającego transakcję (jeśli nasz bank go wysyła).

To niestety nie wszystko. Cyberprzestępcy stworzyli KINS służący do atakowania telefonów i podmiany SMS-ów przychodzących z banku. Dla bezpieczeństwa należy zatem wykonać trzeci krok, tj. sprawdzić poprawność numeru konta po potwierdzeniu operacji na stronie banku. Warto też w miarę możliwości korzystać z operatorów szybkich przelewów internetowych. Przy takich transakcjach nie musimy przepisywać numeru konta, nie ma więc ryzyka zaatakowania przez złośliwe oprogramowanie.

Sposób na wyłącznie trojana zainfekowanym użytkownikom znaleźli informatycy z CERT Polska i Multibanku. Wykorzystali lukę w złośliwym oprogramowaniu instalowanym przez oprogramowanie KINS i ZITMO. W jaki sposób? Okazało się, że wystarczy wyprzedzić treść SMS-a wykrzyknikiem, który dla trojana był komendą zmuszającą do usunięcia.

Nie korzystaj z publicznych hotspotów

Mimo szyfrowania transmisji między przeglądarką a serwerem banku, powinniśmy zwracać uwagę na źródło internetu, z którego korzystamy. Na atak cyberprzestępcy jesteśmy szczególnie narażeni, gdy łączymy się z siecią publiczną (np. w kawiarni, z miejskiego internetu, na uczelni).

Jak działa atak? Cyberprzestępca tworzy sieć o neutralnej nazwie (DarmowyInternet, DlaGosci, Publiczna, FreeHotSpot itp.), do której podłącza się wiele osób. Router włamywacza potrafi jednak zmodyfikować treść przesyłanych stron – w locie zmieniać numery kont, prezentować fałszywe formularze logowania albo niezauważenie przekierować adresy stron na inne serwery. Wystarczy więc chwila nieuwagi, by dokonać logowania na podstawionej stronie, udostępniając w ten sposób nasze dane cyberprzestępcy. Dlatego w sieciach publicznych najlepiej nie przekazywać żadnych informacji, których podsłuchanie mogłoby nam w jakikolwiek sposób zaszkodzić.

Sprawdź komu podajesz numer karty

Jeśli chcesz zapłacić kartą za zakupy w sieci, sprawdź komu dokładnie podajesz swoje dane. Oczywiście wykorzystywanie takich informacji na podejrzanych stronach, np. z pirackim oprogramowaniem, grami hazardowymi czy treściami dla dorosłych, to proszenie się kłopoty. Z drugiej strony nawet dużym firmom zdarzają się wycieki danych. Przykładem może być Sony, na które atak doprowadził do wycieku danych 1,5 miliona kart kredytowych. W efekcie VISA czasowo wykreśliła firmę z listy podmiotów spełniających standardy bezpieczeństwa.

Warto zawczasu zadbać o bezpieczeństwo transakcji przeprowadzanych kartą. Niektóre banki (np. Citibank) wysyłają SMS-em kod, który należy wprowadzić w trakcie płatności przez Internet (usługa 3D Secure), a wiele z nich daje też możliwość otrzymywania SMS-ów informacyjnych o przeprowadzonych transakcjach. Dodatkowo możemy wyrobić sobie kartę przedpłaconą, na którą przelewamy tylko tyle pieniędzy, ile potrzebujemy do przeprowadzenia pojedynczej transakcji. Karta nie jest w żaden sposób powiązana z naszym głównym kontem bankowym. Nawet jeśli cyberprzestępca pozna dane, i tak nie będzie miał z nich żadnego pożytku. Takie karty oferują m.in. BZ WBK oraz bank Pekao.

Pamiętaj o chargebacku

A co, jeśli jednak zostałeś ofiarą cyberprzestępcy? Większość polskich banków nie podaje tej informacji, ale wszystkie transakcje przeprowadzane kartami kredytowymi VISA i MasterCard objęte są dodatkową gwarancją (tzw. chargeback). Z gwarancji można skorzystać m.in. jeśli dane naszej karty wyciekły, a na rachunku zaczęły pojawiać się nieautoryzowane transakcje. Po złożeniu reklamacji w banku należy czekać na decyzję, choć powszechnie wiadomo że zwykle wydawane są po myśli klientów.

Warto dodatkowo sprawdzić czy w naszym banku transakcje kartą kredytową przeprowadzane przez dodatkowego operatora płatności (Dotpay, PayPal itp.) mogą być reklamowane w ten sposób. W części instytucji finansowych jest to możliwe, w części trzeba spełnić dodatkowe warunki (np. najpierw należy złożyć reklamację u operatora płatności), a w części takie reklamacje w ogóle nie są uwzględniane. Można także skorzystać z dodatkowego ubezpieczenia transakcji przeprowadzanych za pomocą szybkich przelewów internetowych. – W tym przypadku gwarancji udziela operator płatności, a nie bank. Z opcji tej można skorzystać, gdy złożyliśmy i opłaciliśmy zamówienie ze sklepu internetowego, ale nie otrzymaliśmy zamówionego towaru. W takiej sytuacji zwrotu dokonuje operator płatności – podsumowuje Bernadetta Madej.

Dziś obiektem ataku hakerskiego może zostać każdy – zarówno firma, prywatny użytkownik, jak i instytucja państwowa. Pamiętajmy, że bezpieczeństwo danych przechowywanych w sieci zależy przede wszystkim od nas samych. Kluczowa jest wiedza na temat skutecznej ochrony komputera i dokonywanych przez sieć transakcji. Dlatego zawsze zwracajmy uwagę na zasady bezpieczeństwa, szczególnie w czasie płatności w internecie, tak by nieświadomie nie stać się celem ataku cyberprzestępcy.

Prawie 40 proc. studentów przed aplikacją na staż sprawdza jego jakość

Poszukując staży i praktyk prawie 40 proc. studentów uwzględnia informacje o certyfikatach i nagrodach uzyskiwanych przez firmy w związku z organizacją staży lub praktyk – wynika z badania przeprowadzonego przez Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami w czerwcu 2014 roku. Potwierdza to rosnącą świadomość studentów w zakresie rzetelnej edukacji praktycznej, ale i większe zainteresowanie pracodawców weryfikacją swojej oferty stażowej.

Aby ułatwić młodym ludziom sprawne wejście na rynek pracy, PSZK od roku przeprowadza audyt programów staży i praktyk oferowanych przez firmy. W procesie audytu badana jest zgodność danego stażu bądź praktyki z założeniami Polskich Ram Jakości Staży i Praktyk, czyli zbioru norm regulujących standardy realizowania wysokich jakościowo programów. – Badanie jakości staży i praktyk ma na celu wyróżnienie Znakiem Jakości tych organizacji, które zapewniają młodym ludziom rzetelne kształcenie zawodowe, a tym samym, udane pierwsze kroki na drodze kariery. Tym bardziej, że młode pokolenie podchodzi do poszukiwania staży i praktyk coraz bardziej świadomie, co pokazują wyniki zrealizowanego przez nas badania opinii studentów. Mimo złożoności procesu, coraz więcej firm decyduje się na przystąpienie do Programu. Do grona organizacji, które pozytywnie przeszły badanie audytowe dołączyły w ostatnim czasie: Allianz Polska, Bank BPH, Bonduelle Polska, Corning Optical Communications Polska, Instytut Lotnictwa/ GE Company Polska, Veolia Support Services: Center of Excellence SAP. Trwają audyty kolejnych programów staży i praktyk – komentuje Piotr Palikowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami.

Podczas audytu PSZK szczegółowo bada wszystkie zawarte w Ramach obszary, z których powinien składać się staż wysokiej jakości, m.in.: walor edukacyjny, umowa, wynagrodzenie, czy mentoring. Równie istotne są wywiady przeprowadzane zarówno z pracownikami działu personalnego, kadrą menedżerską, jak i praktykantami i stażystami. – Proces audytu jest czasochłonny i wymaga sporego zaangażowania ze strony firmy. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że młodzi ludzie są coraz bardziej świadomi swoich oczekiwań wobec pracodawców, Znak Jakości ułatwia przyciąganie do firmy najlepszych kandydatów – komentuje Gabriela Wróbel, HR Business Partner w firmie Veolia Support Services – jednej z organizacji, które pozytywnie zakończyły badanie.

Więcej informacji na temat Programu Polskich Ram Jakości Staży i Praktyk oraz programów staży i praktyk, które otrzymały Znak Jakości można znaleźć na stronie www.stazeipraktyki.pl oraz na portalu Facebook.

33 mld złotych – to szacunkowa wartość polskiego rynku e-commerce w 2015r. Determinantą rozwoju branży są płatności online oraz płatności mobilne

Wraz z rosnącą popularnością usług internetowych zmienił się dotychczasowy model funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki. Handel wszedł w nowy wymiar – zakupów i płatności online.

Stałe wprowadzanie innowacji stanowi dziś niekwestionowany warunek rozwoju branży
e-commerce. W związku z tym rynek płatności elektronicznych stanowi w ostatnich latach obszar dynamicznego rozwoju innowacji płatniczych. Odnoszą się one zarówno do procesu realizacji płatności, jak i wykorzystywania w jego toku instrumentów płatniczych.
Jedną z determinant wpływających na upowszechnienie się innowacji płatniczych są regulacje oraz inicjatywy o podobnym charakterze, dotyczące rynku płatności mobilnych oraz płatności online.

W grudniu 2014r wprowadzona została ustawa, która  gruntownie zmieniła przepisy i sposób prowadzenia handlu internetowego w Polsce. Wiążące się z nią zmiany dotyczą nie tylko zapisów zamieszczonych na stronie e-sklepu (np. informacja o prawie do odstąpienia od umowy, informacje o oferowanych metodach płatności i terminie zapłaty), lecz także zmiany struktury procesu zakupowego (np. wygląd strony z podsumowaniem zamówienia). Wynika z tego, iż największy potencjał w stymulowaniu zainteresowania branżą e-commerce mają te regulacje, których skutki są widoczne dla klienta i przez niego odczuwalne.

Zmiana handlu w e-handel, wykorzystujący stale wdrażane nowości technologiczne, staje się coraz bardziej powszechna. Dzięki rozwojowi mobilnego Internetu oraz aplikacji mobilnych nastąpił również rozwój sfery m-commerce. Obszar ten nie ogranicza się tylko do prowadzenia sprzedaży przez sklepy internetowe. Obejmuje także wiele różnorodnych usług i innych możliwości dokonywania transakcji przez urządzenia mobilne. Klient ma możliwość korzystania z nowoczesnych form płatności, które stale ewoluują. Przykładowo, w systemie Dotpay można płacić wszystkimi wiodącymi metodami płatności online: telefonem komórkowym za pośrednictwem karty kredytowej Visa i MasterCard, jak również szybkiego e-transferu czy też przelewem internetowym – komentuje Bernadetta Madej, Dyrektor Działu Handlowego Dotpay S.A.

E-handel w Polsce

Wg. tygodnika Time pierwszy polski sklep internetowy został otwarty 18 lat temu. Mimo to, dopiero kilku lat temu e-handel zaczął rozwijać się z niespotykaną dotąd dynamiką, bijąc kolejne rekordy sprzedaży. Z raportu firmy PMR – „Handel internetowy w Polsce 2014” wynika, iż w 2014 roku przychody branży handlu w sieci przekroczyły 27 mld PLN. To o 3,5 mld więcej niż rok wcześniej. Co ważne, obroty branży – jedynie w Polsce – zwiększają się w tempie przynajmniej 15% w skali roku.

Wg badania „Kupuję w Internecie 2014”, opracowanego przez Izbę Gospodarki Elektronicznej, największym zainteresowaniem  w okresie ostatnich 5 lat cieszyły się produkty z następujących kategorii: perfumy i kosmetyki (wzrost o 460%), produkty dla dzieci i zabawki (233%), sklepy wielobranżowe (213%) oraz odzież (81%). Najbardziej popularną kategorią e-commerce w Polsce – co raczej nie powinno stanowić zaskoczenia – wciąż są promocje i wyprzedaże –  wzrost aż o 757%!

17 mln internautów odwiedza serwisy e-commerce

Analizy niezbicie dowodzą, iż w Polsce stale rośnie zainteresowanie e-zakupami. 21,6 mln populacji (64%) to internauci, z czego 17 mln (78%) odwiedza serwisy e-commerce, zaś 21,7 mln (59%) odwiedza e-sklepy. W ciągu ostatnich 5 lat liczba internautów zainteresowanych tematyką e-commerce wzrosła z  13 079 701 do 17 727 596, czyli o 36%, podczas gdy liczba internautów wzrosła w tym okresie o 30%*. Stale zwiększa się zainteresowanie klientów
e- commerce.  W związku z tym, mechanizmy w obszarach e-handlu, w tym płatności, również ewoluują, co z kolei napędza zainteresowanie klientów zakupami oraz płatnościami internetowymi.

Banki wskazują kierunek zmian – inwestycje w aplikacje mobilne oraz płatności Internetowe

Warto zwrócić uwagę na działania banków, które stale inwestują w nowości w systemach online
oraz w aplikacje mobilne. Powstał już nawet pierwszy w pełni mobilny bank na świecie – Amerykański BankMobile. Dostęp do jego usług jest dostępny wyłącznie za pośrednictwem odpowiedniej aplikacji na smartfona. Jeśli chodzi o rodzimy rynek, posiadamy już pewną ilość aplikacji mobilnych, z których każda posiada innowacyjną funkcję. Przykładowo, aplikacja IKO PKO BP pozwala płacić w sklepach, wypłacać pieniądze z bankomatu, przesyłać środki na zasadzie SMS-ów czy nawet wystawiać wirtualne czeki – wszystko za pomocą telefonu! Są one podobne do polecenia wypłaty, możliwego do wykorzystania w bankomacie celem podjęcia pieniędzy. Pomysł IKO opiera się na systemie kodów jednorazowych, które są wyświetlane na ekranie telefonu i którymi zatwierdza się transakcje w bankomatach lub terminalach kartowych.

M-commerce oraz płatności mobilne

Rynek m-commerce, czyli obszar handlu elektronicznego w którym najistotniejszą rolę odgrywają urządzenia mobilne, rozwija się w błyskawicznym tempie. Z roku na rok obserwuje się coraz większe zainteresowanie konsumentów korzystających z usług sklepów internetowych oraz finalizacji zakupów poprzez dokonywanie płatności online. Z Badań  firmy analitycznej Flurry Analitics wynika, iż w 2014 r. korzystanie z aplikacji w urządzeniach przenośnych wzrosło o 76%. Najchętniej były one wykorzystywane do robienia zakupów, a także do zadań związanych z pracą i organizacją czasu oraz komunikowaniem się z otoczeniem. Okazało się również, że dynamicznie wzrosło zainteresowanie programami instalowanymi w smartfonach
i tabletach.

Zaufanie klientów kluczem do sukcesu

Sposobem na zdobycie zaufania klientów i zapewnienie bezpieczeństwa dokonywanych przez nich e-zakupów jest współpraca z profesjonalnym operatorem płatności Internetowych
np. Dotpay, Jako oficjalny członek Polskiego Standardu Płatności, wspólnie z największymi bankami, firma wypracowuje najlepsze metody obsługi płatności online. Operacje oferowane przez integratora płatności online, pozwalają e-sklepom na udostępnienie klientom większej liczby szybkich przelewów, zapewniając przy tym wysoką jakość realizowanych transakcji i pełne bezpieczeństwo. Ich zaletą jest także dostęp do mobilnych rozwiązań (aplikacje do szybkich płatności), dokonywanie i opłacanie zakupów za pomocą jednego kliknięcia, a także szansa kupowania produktów online w systemie ratalnym – bez konieczności załatwiania jakichkolwiek formalności osobiście.

Rosnąca rola segmentu prywatnego w polskim rynku usług stomatologicznych

Świadczenia stomatologiczne w Polsce od wielu już lat są domeną podmiotów niepublicznych, a ich rola będzie jeszcze wzrastać w ciągu najbliższych kilku lat, wynika z najnowszego raportu firmy badawczej PMR pt. „Rynek usług dentystycznych w Polsce 2015. Prognozy rozwoju na lata 2015-2020”.

Nakłady NFZ na stomatologię bez zmian

Począwszy od 2011 r. wydatki NFZ na opiekę dentystyczną w Polsce plasują się na stałym poziomie około 1,8 mld zł. Jest to kilkukrotnie mniej niż wydatki sektora prywatnego. Świadczenia stomatologiczne finansowane przez NFZ charakteryzują się niskim standardem, np. plomby światłoutwardzalne są zakładane tylko w przednich zębach, nie ma możliwości dopłaty do materiałów wyższej jakości.

PMR nie przewiduje w kolejnych latach wzrostu finansowania publicznego świadczeń stomatologicznych, co wobec wzrastających nakładów prywatnych powodować będzie dalszy spadek znaczenia płatnika publicznego w finansowaniu stomatologii.

Jednocześnie, jedynie część Polaków, którzy nie uzyskają świadczeń w ramach NFZ, zdecyduje się na leczenie prywatne. Jak wynika bowiem z różnych badań (np. badania GUS i Diagnoza Społeczna), brak pieniędzy jak najczęstszą przyczyną rezygnacji przez Polaków z leczenia zębów.

Implantologię czeka szybki rozwój

Jednym z najszybciej rozwijających się segmentów stomatologii w Polsce jest implantologia. W ciągu zaledwie kilku ostatnich lat liczba implantów wszczepionych w Polsce wzrosła więcej niż dwukrotnie i w 2014 r. wyniosła ponad 100 tys., wynika z szacunków PMR. Spadek ceny, do około 3,5 tys. zł za implant oraz wzrost popularności systemów ratalnych finansowania świadczeń stomatologicznych sprawiły, że stały się one dostępne dla większej liczby pacjentów.

Polski rynek implantów ma przed sobą duży potencjał rozwoju. Dla przykładu, w Niemczech liczba wszczepień implantów wynosi około 1 miliona rocznie. W kraju tym jest jednak możliwa refundacja implantu przez państwo, a w Polsce jest to segment wyłącznie prywatny.

Warto również podkreślić, że jest to segment najbardziej czuły na sytuację gospodarczą i zmianę dochodów ludności spośród wszystkich w stomatologii, dlatego też ewentualne spowolnienie gospodarcze odbije się na nim bardziej niż na innych sektorach.

Stomatologia polskim towarem eksportowym?

Stomatologia jest jedną z czterech głównych grup świadczeń oferowanych w ramach turystyki medycznej w Polsce. Dla pacjentów zagranicznych najczęściej wykonywane są zabiegi wysokospecjalistyczne, np. odbudowa kości, implantacje, podniesienie zatok szczękowych, skomplikowane leczenie kanałowe. Pacjenci z zagranicy najczęściej decydują się na kompleksowe leczenie w czasie jednej wizyty.

Istnieje szereg czynników rozwoju stomatologii w ramach turystyki medycznej, począwszy od dobrej opinii polskich lekarzy tej specjalizacji i coraz wyższych standardów opieki medycznej w Polsce, poprzez korzystny kurs złotego do euro, funta i dolara, aż do inkorporacje przez kraje Unii Europejskiej dyrektywy o leczeniu na terenie UE.

W związku z wejściem w życie dyrektywy transgranicznej na szybki rozwój mogą liczyć te placówki medyczne, które zainwestują w obsługę pacjentów w ich ojczystych językach oraz te, które przystosują się do europejskich standardów i będą oferowały np. odbiór dokumentacji medycznej w formie elektronicznej bezpośrednio ze strony placówki oraz umożliwią sprawne umawianie wizyt drogą elektroniczną.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek usług dentystycznych w Polsce 2015. Prognozy rozwoju na lata 2015-2020”

Komunikat w sprawie „C.H. NEXA” Spółka z o.o.

0

W związku z licznymi publikacjami medialnymi dotyczącymi Pana Stanisława Kujawy, mając na względzie m.in. prawo obywateli do ich rzetelnego informowania o działaniach kontroli skarbowej, w dniu 27 stycznia 2015 r., Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej, w trybie art. 34 ust. 1a-1c ustawy o kontroli skarbowej, wyraził zgodę na ujawnienie informacji dotyczących postępowań kontrolnych prowadzonych w „C.H. NEXA” Spółka z o.o.

Ujawnione informacje stanowią materiały zgromadzone w toku dotychczasowych działań kontroli skarbowej i będą podlegały dalszej weryfikacji administracyjnej oraz sądowej.

MF wsparło 23. Finał WOŚP

2.325 zł za zwiedzenie Ministerstwa Finansów wpłynie na konto Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Kwota ta wesprze podtrzymanie wysokich standardów leczenia dzieci na oddziałach pediatrycznych i onkologicznych oraz opiekę medyczną seniorów.

Minister finansów Mateusz Szczurek osobiście zapraszał na stronie aukcji do zwiedzenia zabytkowego gmachu ministerstwa. – Wierzę, że osoba która wygra licytację będzie zadowolona z możliwości obejrzenia miejsc, które na co dzień nie są dostępne do zwiedzania. W ramach wizyty zwycięzca będzie mógł zobaczyć najciekawsze pomieszczenia w ministerstwie, takie jak Sala Portretowa będąca miejscem spotkań i narad kierownictwa ministerstwa, gdzie zapadają szczególnie ważne dla finansów publicznych decyzje, czy Sala Kolegialna, w której odbywają się konferencje prasowe i uroczystości okolicznościowe – zachęcał minister.

Zwycięzca licytacji może liczyć również na spotkanie z Mateuszem Szczurkiem i pamiątkowe zdjęcie.

W Polsce potrzebny jest prosty, bezpieczny i trwały system dobrowolnych ubezpieczeń emerytalnych

W tym roku w Polsce liczba emerytów sięgnie 5,2 mln osób, a liczba ubezpieczonych podlegających ubezpieczeniu emerytalnemu wyniesie około 14,7 mln osób. W chwili obecnej na jednego emeryta przypadają około trzy osoby, za które odprowadzane są składki. W 2050 roku proporcje te zmienią się na tyle, że pierwsza grupa zwiększy się o milion, a druga zmniejszy się aż o 2 mln osób. Na jednego emeryta będzie więc przypadało już tylko około dwie osoby, za które odprowadzane są składki, a prognozy mówią, że liczba ta będzie dalej maleć. Szacuje się, że w 2060 roku zgromadzone w ZUS środki mogą nie wystarczyć na świadczenie w wysokości minimalnej emerytury dla 25-50 proc. osób przechodzących na emeryturę.

Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte te pesymistyczne prognozy oraz zjawisko skądinąd pozytywne – systematycznego wydłużania się życia Polaków wskazują na silną potrzebę dodatkowego, samodzielnego oszczędzania na starość. Warunkiem koniecznym, który pozwoli uniknąć katastrofy emerytalnej jest stworzenie prostego, trwałego, bezpiecznego III filaru, który zachęci Polaków do zadbania o swoją przyszłą emeryturę. Oszczędzanie powinno stać się popularne i modne.

W 2013 roku liczba Polaków wynosiła blisko 38,5 mln osób. Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego (Prognoza ludności na lata 2014-2050, opracowana 2014 r.) za 35 lat liczba ta zmniejszy się o około 4,55 mln osób. W tym czasie w strukturze demograficznej dojdzie do poważnych zmian. Znacznie zwiększy się liczba osób starszych, tych po 65. roku życia. Szacuje się, że w 2050 roku ich udział w strukturze demograficznej będzie wynosił 32,7 proc., w porównaniu do 14,7 proc. na koniec 2013 roku. „Od 1991 roku średnie dalsze trwanie życia 67-letnich kobiet wydłużyło się o prawie cztery lata, a mężczyzn o trzy lata. Zjawisko to rodzi wiele pytań i wyzwań, które mają wpływ na różne obszary naszego życia społecznego, gospodarczego i politycznego. Wiemy na pewno, że musi się zmienić rola osób starszych na rynku pracy, tak, aby po przejściu na emeryturę nie doświadczały one ubóstwa. Świadczenia społeczne nie nadążą bowiem za kosztami utrzymania przyszłych emerytów” – wyjaśnia Renata Onisk, Aktuariusz, Partner w Dziale Usług Aktuarialnych Deloitte.

Według prognozy wpływów i wydatków funduszu emerytalnego do 2060 roku opublikowanej przez ZUS w maju 2013 roku, w 2015 roku liczba emerytów, pobierających świadczenia z ZUS, wyniesie 5,24 mln osób. W tym samym czasie liczba osób ubezpieczonych płacących składkę emerytalną sięgnie 14,7 mln. A to oznacza, że tzw. systemowy współczynnik obciążenia (tj. relacja pomiędzy liczbą emerytów pobierających emerytury finansowane z funduszu emerytalnego oraz liczbą osób objętych ubezpieczeniem emerytalnym) wyniesie 36 proc. W 2050 roku proporcje te znacznie się zmienią. I tak liczba emerytów zwiększy się do 6,2 mln, a liczba osób odprowadzających składki zmaleje do 12,7 mln. Współczynnik obciążenia systemowego zwiększy się do 49 proc., a dziesięć lat później o kolejne 10 pp. W 2013 roku budżet państwa dofinansował system ubezpieczeń społecznych kwotą blisko 80 mld zł, co stanowiło 4,7 proc. polskiego PKB. Oprócz dofinansowania Funduszu Ubezpieczeń Społecznych na kwotę tę w 2013 roku złożyły się wydatki na emerytury i renty służb mundurowych (15,3 mld zł) oraz dotacja do KRUS (16,5 mld zł).

Wpływ na system emerytalny mają cztery główne składniki:
• wysokość oraz długość pobierania świadczeń,
• wysokość składek,
• wiek emerytalny oraz
• wzrost gospodarczy kraju.

W ostatnich latach w polskim systemie emerytalnym wprowadzono istotne zmiany. Do najważniejszych należą: ograniczenie możliwości wcześniejszego przejścia na emeryturę, stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego do 67 lat oraz transfer aktywów z OFE do ZUS w wysokości 153 mld zł do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Nie bez znaczenia były także zmiany w dobrowolnym III filarze, w tym utworzenia kont IKE (Indywidulane Konto Emerytalne) oraz IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego), które mają zachęcać Polaków do samodzielnego oszczędzania na emeryturę.

Niemniej jak podaje KNF w 2013 roku tylko 5,2 proc. aktywnych zawodowo Polaków posiadało pierwsze z nich, z czego jedynie 31,8 proc. dokonało jakichkolwiek wpłat. Jeżeli chodzi o IKZE, to w tym samym czasie posiadało je 3,2 proc. aktywnych zawodowo Polaków, a wpłat dokonało 11 proc. spośród nich. Należy także dodać, że 2,4 proc. pracujących osób należy do Pracowniczych Programów Emerytalnych. Na koniec 2013 roku w IKE zgromadzono około 4,3 mld zł, a w IKZE 119 mln zł. „Aż 90 proc. składek na IKZE odliczonych od podatku za 2012 rok zostało wpłaconych przez osoby znajdujące się w grupie 20 proc. najlepiej zarabiających, a to oznacza, że wiedza o tym produkcie wśród szerokiej rzeszy Polaków jest niewielka lub w ogóle nie istnieje. Niezbędna jest więc duża ogólnopolska akcja promocyjna tych rozwiązań aby oszczędzanie stało się popularne i modne. Oszczędzać powinien każdy, tym bardziej wbrew stereotypom, osoby o niższych dochodach. Dodatkowo, bardzo istotne dla osób młodych jest żeby zacząć oszczędzać na starość już teraz, odkładanie nawet małych kwot miesięcznie w długiej perspektywie czasowej pozwala zbudować relatywnie pokaźny kapitał” – wyjaśnia Tomasz Hasiów, Starszy Konsultant w Dziale Usług Aktuarialnych Deloitte.

Prognozy Ekspertów NBP wskazują na istotny spadek wysokości nowo przyznanych emerytur w relacji do średniej płacy w gospodarce. W tym roku w przypadku mężczyzn wynosi ona 85 proc., a kobiet 63 proc. W 2040 roku będzie to już tylko odpowiednio 40 i 37 proc.

Odsetek osób starszych (powyżej 60 roku życia) aktywnych zawodowo w Polsce wynosi jedynie 4,9 proc. i jest jednym z najniższych w Europie. Dla porównania w Czechach jest to 6,6 proc., w Niemczech już 13,2 proc., a Estonii aż 19,5 proc. Według prognoz Banku Światowego pracujący Polacy w wieku pomiędzy 20. a 50. rokiem życia, chcący osiągnąć stopę zastąpienia równą dzisiejszej (tj. mniej więcej taką jaką mają obecni emeryci), muszą dodatkowo oszczędzać 10 proc. swoich obecnych rocznych zarobków. Choć według raportu Fundacji Kronenberga 75 proc. Polaków popiera oszczędzanie to tylko niespełna 41 proc. gospodarstw domowych posiada jakiekolwiek oszczędności.

Z czego wynika potrzeba dodatkowych oszczędności emerytalnych? „Przyszłe emerytury będą niskie, a to spowoduje, że coraz więcej osób może znajdować się poniżej progu minimalnej emerytury, co w konsekwencji wymagać będzie dopłaty z budżetu do emerytury minimalnej., Dodatkowo część emerytów będzie mogła potrzebować wsparcia innych instytucji, gdy przekroczony zostanie przez nich próg uznawany za próg ubóstwa. Według prognoz specjalistów NBP emerytury od 25 do 50 proc. osób przechodzących na emeryturę w 2060 roku mogą nie przekraczać progu emerytury minimalnej i będą wymagać dopłaty Budżetu Państwa” – wyjaśnia Tomasz Hasiów.

Zdaniem ekspertów Deloitte, aby system dobrowolnych ubezpieczeń społecznych działał sprawnie, powinien spełniać kilka warunków:

  • Powinien być trwały (musi istnieć gwarancja, że nie będzie podlegał częstym zmianom prawym, a warunki ustalone początkowo nie mogą zmienić się na gorsze),
  • Powinien być bezpieczny (oszczędzający muszą mieć pewność, że pieniądze, które oszczędzają faktycznie do nich trafią, gdy przejdą na emeryturę.),
  • Powinien być prosty i przejrzysty (tj. zasady muszą być jasne, kwoty limitów powinny być zaokrąglone itp.),
  • Powinien być efektywny (wiązać się z niskimi kosztami dla uczestników i skutecznie zachęcać do gromadzenia w nim środków),
  • Powinien mieć relatywnie niski koszt dla budżetu państwa.
  • Powinien uwzględniać indywidualny apetyt na ryzyko oszczędzających.

W ostatnim czasie na nowo rozgorzała dyskusja o kształcie systemu emerytalnego w Polsce. Raport Towarzystwa Ekonomistów Polskich „Dodatkowy System Emerytalny w Polsce – Diagnoza Zmian i Rekomendacje” oprócz analizy obecnie dostępnych dobrowolnych rozwiązań emerytalnych, proponuje trzy warianty zmian: ulgę podatkową (zmiana w istniejącym już IKZE), jednorazową dopłata do oszczędności oraz automatyczne zapisanie do PPE.

Propozycje te powinny być poddane dalszej dyskusji, uwzględniającej także opinie ekspertów rynkowych. W naszej opinii obecne produkty III filarowe są dobre w swojej konstrukcji, a przede wszystkim korzystne dla uczestników w porównaniu do innych opcji długoterminowego oszczędzania. Istotne jest jednak, aby rozwiązania te były trwałe i stabilne, tak aby nie pogarszać warunków już istniejącego systemu. Oszczędzający muszą mieć pewność, że podejmując wysiłek samodzielnego odkładania na emeryturę nie napotkają w przyszłości na zmiany, które spowodują, że to co dziś wydawało się rozsądne straci sens czy wręcz będzie nieopłacalne” – podsumowujeRenata Onisk.

Zarobki Polaków na tle Europy

Jak wynika z raportu „European Salary Survey”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, koszty pracodawców, które ponoszą z tytułu zatrudnienia pracowników na umowę o pracę, plasują Polskę w środku stawki wśród wybranych krajów europejskich. Pod tym względem największe koszty ponoszą pracodawcy w Belgii i Francji, ale też w Czechach i na Słowacji. Jednak zupełnie inaczej wygląda sytuacja, kiedy porównamy takie same wynagrodzenia brutto z kwotami, jakie pracownik otrzymuje na rękę – w tej klasyfikacji Polska zajmuje ostatnie miejsce w całej Europie w przypadku niskich pensji.

Deloitte w corocznej edycji swojego raportu przeprowadził analizę w 19 krajach europejskich, w tym m.in. w Polsce, Czechach, Słowacji, Niemczech, Francji i w państwach z południa kontynentu. Analiza obejmuje trzy różne elementy: dochód netto, koszt ponoszony przez pracodawcę z tytułu umowy o pracę oraz stosunek dochodu netto pracownika do kosztów ponoszonych przez pracodawcę.

Obliczeń dokonano przy różnych wysokościach pensji brutto dla osoby mającej na utrzymaniu niepracującego partnera/partnerkę i dwoje dzieci, oraz oddzielnie dla bezdzietnej osoby samotnej. Wszystkie obliczenia uwzględniają stan prawny i stawki podatkowe w danym kraju, które obowiązywały w 2014 roku.

Raport zawiera kilka wariantów wysokości wynagrodzeń, ale ze względu na wysokość płac w Polsce, w niniejszym materiale wzięto pod uwagę najniższe z nich, pensje brutto bez dodatkowych profitów (np. auto służbowe). Do wyliczeń przyjęto kurs euro na poziomie 4,2 zł:
• ok 22 tys. euro brutto rocznie, ok. 7.700 brutto zł /m-c,
• ok 32 tys. euro brutto rocznie, ok. 11.200 brutto zł /m-c.

Pensja 21.958,90 euro brutto rocznie – ile netto dla pracownika?

W pierwszym scenariuszu, dla rocznego wynagrodzenia brutto w wysokości 21.958,90 euro, w przypadku osoby mającej na utrzymaniu rodzinę, najwyższe pensje netto otrzymają pracownicy w Belgii, Irlandii oraz Holandii. Polska w tym wariancie zajęła ostatnie miejsce z 19-tu analizowanych krajów z roczną pensją w wysokości 16.152,27 euro netto. Dla porównania Czesi otrzymają 17,9 tys. euro rocznie, a Słowacy 17,4 tys. euro. W przypadku osoby samotnej Polska zajęła trzecie miejsce od końca przed Niemcami i Portugalią, z wynagrodzeniem netto w wysokości 15.490,37 euro.

Te różnice w wysokości pensji netto po odliczeniu obciążeń publiczno-prawnych w Polsce wynikają z ulg podatkowych przysługujących osobom mającym dzieci oraz możliwości wspólnego rozliczania podatku ze współmałżonkiem (jednak przy tym poziomie wynagrodzenia i dochodu podlegającego opodatkowaniu korzyść z wspólnego rozliczenia małżeńskiego w Polsce jest relatywnie niska). W niektórych analizowanych krajach różnice w obciążeniach podatkowych w przypadku posiadania rodziny a osobą samotną bywają jeszcze większe. Można to zaobserwować w Belgii, Danii, Włoszech, Portugalii, Czechach i Niemczech, gdzie przykładowo wynoszą one prawie 1,9 tys. euro w Czechach i aż 4,2 tys. euro w Belgii (na korzyść posiadania rodziny)” – wyjaśnia Marcin Grzesiak, Starszy Menedżer, Zespół Doradztwa dla Pracodawców, Dział Doradztwa Podatkowego, Deloitte.

Wynagrodzenie 21.958,90 euro brutto rocznie – jakie koszty ponosi pracodawca?

Uwzględniając koszty ponoszone przez pracodawcę w związku z zatrudnieniem na umowę o pracę osoby, która ma na utrzymaniu rodzinę, jak i osoby samotnej, to w przypadku wariantu 21.958,90 euro brutto rocznie, największe koszty ponoszą pracodawcy belgijscy. Na drugim i trzecim miejscu pozostają odpowiednio Francja oraz Słowacja. Polska znalazła się na 11. miejscu – pracownik kosztuje pracodawcę łącznie 26.513,18 euro.

W kalkulacjach przygotowanych dla Polski na koszty pracodawcy składają się:
• wynagrodzenie brutto,
• składki na ubezpieczenia społeczne w części finansowanej przez pracodawcę oraz
• składki na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

W tym wariancie najniższymi kosztami są obciążeni brytyjscy i duńscy pracodawcy (około 23,7 i 23,6 tys. euro rocznie).

Pensja 31.940,22 euro brutto rocznie – ile netto dla pracownika?

Sytuacja wygląda podobnie przy wariancie rocznej pensji brutto w wysokości 31.940,22 euro. Polski pracownik (mający na utrzymaniu partnera i dwoje dzieci) w ciągu roku zarobi 23.578,46 euro netto, co daje nam 16. miejsce wśród analizowanych krajów. Za Polską pozostają Austria, Portugalia oraz Grecja. W przypadku osoby samotnej pensja netto wyniosłaby 21.871,79 euro, co plasuje nasz kraj na 14. pozycji. W obu scenariuszach największe wynagrodzenia netto przypadłyby pracownikom z Irlandii oraz Szwajcarii. Także w tych przypadkach o kilka miejsc wyżej od Polski znalazłyby się Czechy i Słowacja. Sytuacja osobista pracownika ma wpływ na wysokość pensji netto – największe różnice w obciążeniach podatkowych widoczne są w Belgii, Niemczech, Portugalii, Irlandii, Danii i Luksemburgu. Niektóre kraje, takie jak Szwecja, Grecja czy Wielka Brytanii nie uwzględniają sytuacji osobistej swoich podatników.

Wynagrodzenie 31.940,22 euro brutto rocznie – jakie koszty ponosi pracodawca?

„W drugim scenariuszu, gdy roczne wynagrodzenie brutto wynosi 31.940,22 euro, na pierwszym miejscu pod względem wysokości kosztów pozostają Belgowie, a na drugim Francuzi. Na trzecim miejscu znaleźli się Słowacy, którzy wyprzedzają Czechów. Pracodawcy u naszych najbliższych sąsiadów w tym wariancie ponoszą koszty większe o około 5 tys. euro rocznie niż polscy pracodawcy, którzy ponoszą koszty zatrudnienia pracownika na poziomie 37.721,85 euro rocznie. Jak wynika z tego porównania, koszty zatrudnienia w Polsce w przypadku umów o pracę nie należą do najwyższych w Europie” – mówi Marcin Grzesiak. Polska została w tym scenariuszu zakwalifikowana na 13. pozycji wśród analizowanych krajów.

Stosunek wynagrodzenia pracownika netto do kosztów pracodawcy (poza wynagrodzeniem)

Raport Deloitte analizuje także europejskie wynagrodzenia pod względem procentowego stosunku dochodu netto do kosztów dodatkowych ponoszonych przez pracodawcę, tych poza wynagrodzeniem brutto. W 19. analizowanych krajach waha się on od 83,2 proc. (Irlandia) do 53,5 proc. (Francja) w przypadku scenariusza z rocznym wynagrodzeniem w wysokości 21.958,90 euro dla osoby mającej na utrzymaniu rodzinę oraz od 79,7 proc. (Szwajcaria) do 51 proc. (Francja) w przypadku osoby samotnej. W Polsce było to odpowiednio 60,9 proc. (14. pozycja) oraz 58,4 proc. (12. pozycja).

Podobną symulację przeprowadzono dla wariantu wynagrodzenia brutto w wysokości 31.940,22 euro rocznie. Stosunek ten waha się od 80,5 proc. (Irlandia) do 53,5 proc. (Francja) w przypadku pracownika posiadającego niepracującego partnera i dwoje dzieci na utrzymaniu oraz od 75,9 proc. (Szwajcaria) do 47,3 proc. (Belgia) w przypadku osoby samotnej. Dla Polski wskaźnik ten wynosił odpowiednio 62,5 proc. (8. miejsce) oraz 58 proc. (9. miejsce). „Polska plasuje się w tym scenariuszu pośrodku stawki wśród badanych krajów europejskich wypadając lepiej niż nasi południowi sąsiedzi (Czechy i Słowacja), ale również wyprzedzając niektóre kraje zachodnioeuropejskie np. Niemcy i Francję. Znacznie lepsze wskaźniki w tej kategorii mają natomiast kraje zachodnioeuropejskie, gdzie koszty zatrudnienia pracowników są najniższe (Irlandia, Szwajcaria, Luxemburg i Wielka Brytania)” – zauważa Marcin Grzesiak.

 

Informacje o raporcie:
5. edycja raportu „European Salary Survey 2014. European employer keeps on struggling with high employer cost” została opublikowana w grudniu 2014 r. przez Deloitte Belgia.

Raport obejmuje 19 krajów: Polska, Niemcy, Francja, Holandia, Luksemburg, Austria, Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Malta, Grecja, Irlandia, Szwajcaria, Belgia; Dania, Szwecja, Czechy i Słowacja.

Propozycje dla frankowiczów

Propozycje przedstawione przez wicepremiera Janusza Piechocińskiego pokrywające się z wcześniej złożonymi deklaracjami banków: obniżenie oprocentowania wynikające z ujemnej stopy procentowej LIBOR, wydłużenie okresu spłaty kredytu, rezygnacja z dodatkowych zabezpieczeń, są rozsądne i nie naruszają zasady równego traktowania klientów, którzy zaciągnęli kredyty walutowe i złotowe – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Bardzo pozytywnie oceniamy propozycję rezygnacji z opodatkowania umorzonej części kredytu po stronie kredytobiorcy i możliwość zaliczenia kosztów umorzenia do kosztów uzyskania przychodu banków.

Bezprowizyjne przewalutowanie kredytów po średnim kursie NBP w dniu dokonania tej transakcji byłoby obecnie niekorzystne dla kredytobiorców w sytuacji wyjątkowo słabego złotego i mocnego franka. Prawdopodobieństwo umocnienia się złotego wobec franka w długim okresie jest większe niż prawdopodobieństwo jego osłabienia.

Pomoc w obsłudze kredytu osobom w szczególnie trudnej sytuacji, przy użyciu pieniędzy publicznych, jest rozwiązaniem bardzo kontrowersyjnym i wymagającym pogłębionej debaty publicznej, ponieważ prowadzić będzie do bardziej ryzykownych zachowań zarówno kredytobiorców, jak i banków.

Politykom opozycji, którzy krzyczą, że rząd niedostatecznie pomaga osobom, które wpadły w pułapkę kredytową zastawioną przez banki, przypominamy, że w 2006 roku Prawo i Sprawiedliwość sprzeciwiało się wprowadzeniu ograniczenia dostępu do kredytów walutowych. Politycy tej partii argumentowali, że skutkiem będzie zmniejszenie możliwości zakupu mieszkań szczególnie przez młode osoby. Bagatelizowali gwałtowny wzrost liczby udzielanych kredytów mieszkaniowych i ryzyko osłabienia złotego. Oskarżali Komisję Nadzoru Bankowego i Radę Polityki Pieniężnej o forsowanie rozwiązania sprzyjającego największym bankom kosztem obywateli i interesu publicznego. Nie były to indywidualne głosy posłów, ale oficjalne stanowisko Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości. Do dzisiaj politycy PiS, nie przyznali się do błędu i nie przeprosili osób, które zaciągnęły kredyty we frankach.

Konfederacja Lewiatan

Rynek pracy pod presją zmian

Ostatnie dane, które napływają z rynku pracy napawają umiarkowanym optymizmem. W grudniu 2014 r. stopa bezrobocia wzrosła w stosunku do listopada tylko o 0,1 pkt. proc. do poziomu 11,5%. Tak niski przyrost bezrobocia w tym miesiącu jest ewenementem.
Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, dyrektora departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan.

Ten rok rozpoczynamy w atmosferze bardzo szybkiego tempa zmian na rynku pracy. Przy dużej dostępności ofert pracy, rotacja pracowników poszukujących nowego zatrudnienia osiągnęła poziom najwyższy od czterech kwartałów. Jednocześnie odsetek osób poważnie obawiających się utraty pracy jest najwyższy od 4 lat. Tak wynika z najnowszego badania agencji zatrudnienia Randstad „Monitor Rynku Pracy”.

Powodów do optymizmu dostarczają najnowsze wyniki Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL). przeprowadzonego w III kwartale 2014 r. Wskazują, że w porównaniu z analogicznym okresem 2013 roku nastąpił wyraźny wzrost liczby osób pracujących przy jednoczesnym spadku liczby bezrobotnych (odpowiednio wzrost o 325 tys., tj. o 2,1% i spadek o 288 tys., tj. o 16,8%). Zatrudnienie osiągnęło w efekcie rekordowy poziom 16 063 tys. pracujących. Wzrost zatrudnienia był nieco szybszy w przypadku mężczyzn (187 tys. wobec 138 tys. osób), co wskazuje na koniunkturalny charakter wzrostu. Zatrudnienie kobiet zwykle pozostaje mniej wrażliwe na wzrost gospodarczy, natomiast zatrudnienie mężczyzn wykazuje większe wahania związane ze zmiennością rynku.

Wzrost zatrudnienia dotyczył przede wszystkim pracowników najemnych – wzrost o 327 tys. osób, tj. o 2,7% wobec 8 tys. przyrostu liczby pracodawców i 29 tys. więcej pracujących na własny rachunek. Warto zauważyć, że wśród pracowników najemnych nastąpił znaczący wzrost posiadających umowę o pracę na czas określony – o 339 tys. (tj. o 10,2%). Wyniki BAEL wskazują, że zmniejsza się liczba osób, które chcą zmienić pracę. Innej pracy niż obecnie wykonywana poszukiwało 339 tys. osób. W stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku liczba ta zmniejszyła się o niemal 9%, a w porównaniu z poprzednim kwartałem o 15,5%. Realne działania na rzecz zmiany pracy podejmowało zatem tylko ok. 2% pracowników najemnych wobec niemal 2,5% przed rokiem. Najważniejszą przyczyną poszukiwania pracy pozostaje chęć poprawy warunków finansowych.

Dane BEAL wyraźnie korespondują z wynikami 18 badania Monitor Rynku Pracy. Wysoki poziom rotacji wynika z poprawiającej się sytuacji i wzrostu popytu na pracę. Indeks mobilności, choć ciągle wysoki to jednak od 3 kwartałów pozostaje wciąż stabilny. Brak wzrostu skłonności do zmiany pracy pomimo poprawiających się szans rynkowych, jak i główne motywy dla zmiany pracy wskazują, że Polacy są ciągle bardziej nastawieni na stabilizację niż na rozwój zawodowy.
Duży poziom obaw przed utratą pracy w Polsce może być wiązany z wysokim udziałem pracujących na podstawie umów na czas określony, jak i wzrostem udziału zatrudnienia w usługach, które często ma mniej trwały charakter. Można też zauważyć, że znaczna część prac wykonywanych w Polsce ma anachroniczny charakter. Pracownicy najwyraźniej zdają sobie z tego pracę, skoro 30% badanych Polaków ocenia, że w ciągu najbliższej dekady ich zawód ulegnie automatyzacji, a ich samodzielna praca nie będzie już potrzebna w takim kształcie jak obecnie jest wykonywana.
Właśnie ten strukturalny charakter zmian na rynku pracy wydaje się bliżej związany z obawą utraty pracy niż warunki gospodarcze. W badaniu wyraźnie przybyło bowiem optymistów.

Konfederacja Lewiatan

Zapłacimy więcej za prąd. Gaz niewiele tańszy

Już wiadomo, że w nowym roku zapłacimy więcej za prąd, i to nawet o 2 zł miesięcznie. Mało pocieszające jest to, że spadną ceny gazu, skoro w górę pójdzie stawka dystrybucji. Urząd Regulacji Energetyki (URE) wyjaśnia, dlaczego tak się dzieje.

Podwyżki spowodowane są wzrostem cen dystrybucji, czyli opłat sieciowych wynikających z inwestycji. Nasze rachunki będą w 2015 r. wyższe o 0,7–1,5 zł miesięcznie. „Sieci energetyczne wymagają renowacji. Tylko sprawnie działające systemy zapewnią ciągłość zasilania i bezpieczeństwo dostaw energii. Przedsiębiorstwa sieciowe muszą inwestować w te systemy i stąd wzrost cen dystrybucji” – mówi serwisowi infoWire.pl Agnieszka Głośniewska z URE.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku gazu. Z powodu inwestycji podrożały koszty przesyłu – od 1,5% (dla odbiorców EuRoPol Gazu) do 6,4% (dla odbiorców Gaz-Systemu). Sam gaz dla klientów PGNiG Odbiór Detaliczny jednak potanieje o 0,8–1,8%, w zależności od typu. Dla odbiorców przemysłowych spadek ten wyniesie 1,4% lub 4%. „Odbiorcy w gospodarstwach domowych odczują groszowe spadki płatności, w przeciwieństwie do większych odbiorców, których miesięczne płatności mogą lekko wzrosnąć ze względu na większe stawki dystrybucyjne” – wyjaśnia ekspertka.

Do wzrostu cen przyczyniają się też zwiększone wymagania związane z uzyskiwaniem zielonych certyfikatów, czyli dokumentów potwierdzających wytwarzanie energii z odnawialnych źródeł.

Stawki za energię zostały zatwierdzone na cały rok 2015, taryfy gazowe – jedynie na cztery miesiące. W marcu URE przeprowadzi analizę, której wyniki mogą skutkować wprowadzeniem innych taryf.

J. Jankowiak (Polska Rada Biznesu): Program luzowania ilościowego w strefie euro powinien mieć pozytywny wpływ na polską giełdę. Dolar się umocni, ale w tym roku nie zrówna się z euro

CEO Magazyn Polska

Ogłoszony przez Europejski Bank Centralny program luzowania ilościowego (QE) w strefie euro w dużej części został już dyskontowany przez rynki finansowe. Jego efektem będzie osłabienie europejskiej waluty względem dolara, który to ruch dodatkowo wzmocnią spodziewane podwyżki stóp za oceanem. Jak uważa Janusz Jankowiak z Polskiej Rady Biznesu, dla polskiej giełdy europejski program skupu obligacji może mieć pozytywne skutki.

Marzec będzie pierwszym miesiącem, w którym skup ruszy na taką skalę, jaką zapowiedział Europejski Bank Centralny [docelowo około biliona euro i 60 mld miesięcznie – red.] – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Natomiast reakcje związane ze Stanami Zjednoczonymi, kursami walutowymi między euro, dolarem i frankiem, odbędą się oczywiście wcześniej. Rynek doskonale już w tej chwili wie, w którą stronę i w jakiej skali zostaną przeprowadzone zapowiadane operacje. Będzie więc działał z wyprzedzeniem.

Według Jankowiaka decyzja EBC z pewnością wpłynie na notowania eurodolara w kierunku zgodnym z oczekiwaniami, czyli zmierzającym do osłabienia europejskiej i umocnienia amerykańskiej waluty.

Trudno powiedzieć jaka będzie jego skala, dlatego że inwestorzy już w dużej części już tę decyzję zdyskontowali, więc nie sądzę, żeby parytet [kurs wymiany na poziomie 1 dolara za 1 euro – red.] był do osiągnięcia w br. – uważa Janusz Jankowiak. – Ale pewne jest, że jeżeli amerykański bank centralny zacznie w tym roku podwyżki stóp procentowych, rozpocznie proces ich podnoszenia, to w dalszym ciągu będzie wzmacniał dolara względem euro.

Wczorajszy komunikat Rezerwy Federalnej podtrzymał oczekiwanie na zacieśnienie przez nią polityki pieniężnej, gdyż stwierdzono w nim poprawę w gospodarce i nie wycofano się z zapowiedzianej wcześniej podwyżki, choć utrzymano również zdanie o cierpliwym oczekiwaniu na dogodny do tego moment. Fed dostrzegł też wyraźniejszą niż w poprzednim komunikacie poprawę na rynku pracy. Po decyzji o pozostawieniu stóp na niezmienionym poziomie i komunikacie amerykańskie giełdy poszły w dół, podobnie jak cena ropy, a dolar lekko się umocnił.

Jednak zdaniem głównego ekonomisty Polskiej Rady Biznesu, słabe euro poprawi możliwości eksportowe Europy w niewielkim stopniu.

Wszystkie doświadczenia, które mamy z osłabianiem walut poprzez program ilościowego luzowania wskazują, że to nieznacznie wpływa na bilanse handlowe, inaczej mówiąc nie poprawia bardzo mocno eksportu – przekonuje Jankowiak. – Nie stało się tak ani w Stanach Zjednoczonych, ani w Japonii, nie sądzę więc, żeby miało tak być w strefie euro.

Program powinien mieć jednak, według Janusza Jankowiaka, pozytywny wpływ na polską giełdę.

Właściwie w tej chwili jest jedynym czynnikiem zewnętrznym, który może nieść polski WIG, dlatego że innych, po stronie instytucjonalnych inwestorów krajowych, raczej nie widać – uważa Jankowiak.

Ogłoszony w ub. tygodniu przez prezesa Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiego program skupu aktywów ma potrwać od marca br. do września 2016 roku z możliwością przedłużenia, w razie gdyby wyznaczony cel inflacyjny nie został osiągnięty. W tym czasie EBC ma skupować obligacje o ratingu inwestycyjnym, kierując się udziałem poszczególnych państw w kapitale banku.

Komentarz indeksowy Bossafx 29 stycznia 2015 r.

Komentarz indeksowy Bossafx 29 stycznia 2015 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

M. Stebakow (DM BPS): drogi dolar i niepewna pogoda pogorszą wyniki spółek odzieżowych

Inwestowanie w spółki z branży odzieżowej będzie w tym roku wymagać rozwagi, przestrzegają analitycy. Kluczowe dla ich wyników będą notowania dolara oraz pogoda. To zaś oznacza, że nie będzie to czas łatwych zysków. Szczególnie po dobrych wynikach z 2014 roku.

Osłabienie złotego do dolara niekorzystnie wpłynie na rentowności niektórych spółek – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Stebakow, dyrektor Departamentu Analiz DM Banku BPS. Najwięksi detaliści, jak LPP i CCC, mogą mieć problemy z realizowaniem marż porównywalnych do tych, które mieli w 2014 roku, przynajmniej w I połowie roku, ze względu na wzrost kursu dolara, jaki obserwowaliśmy w ostatnich miesiącach. Spółki te mają sporą ekspozycję walutową, dlatego wyższy koszt zakupu dolara wpłynie negatywnie na ich wyniki.

Dotyczy to także spółki Bytom, która importuje część towarów z Azji, podobnie Monnari i Solar, które za 80 proc. kolekcji musi zapłacić producentom w dolarach. Amerykańska waluta jest obecnie droższa niż w I połowie 2014 roku o jedną czwartą i zgodnie z przewidywaniami analityków i ekonomistów, będzie się jeszcze umacniać.

Spółkom z tej branży nie pomoże też napięta sytuacja międzynarodowa. Ich klienci na Ukrainie i w Rosji raczej nie będą mieli w najbliższych miesiącach głowy do kupowania modnych strojów, a to oznacza, że rynek się skurczy. Sprzedaż osłabia także słaby rubel, a koszty – z powodu drożejącego dolara rosną. Ucierpi na tym głównie lider rynku,czyli spółka LPP.

Dodatkowym elementem niepewności w przypadku spółek odzieżowych jest pogoda.

– Spółki detaliczne zawsze mogą powiedzieć, że jakąś tam wymówką dla wyników jest pogoda – zwraca uwagę Marcin Stebakow. – One jednak nie działają w próżni i muszą liczyć się z tym, że konsumenci realizują swoje decyzje zakupowe, kierując się m.in. pogodą, tym, czy jest ciepło, czy zimno.

W poprzednim roku większość spółek odzieżowych mogła się pochwalić zupełnie przyzwoitymi wynikami. Sprzedaż Bytomia wzrosła np. o 25 proc., Monnari o ponad 20 proc., LPP o 15 proc., a Redanu o ponad 7 proc. Teraz kolejne wyniki porównywane będą z dobrymi zeszłorocznymi i by zaimponować inwestorom, powinny być jeszcze lepsze.

 Pierwsze półrocze z racji czynników takich jak ewentualnie zwyżka na dolarze będzie niekorzystne – ocenia dyrektor Departamentu Analiz DM Banku BPS. – Do tego pojawia się niepewność, jaka będzie tak naprawdę wiosna tego roku, czy przyjdzie późno, czy wcześnie. W 2014 roku zimy praktycznie nie było, więc można było handlować i już realizować wysokie marże. Teraz jest wysoka baza i wysoki dolar, a to może niekorzystnie wpływać na wyniki rok do roku.

Dla notowań spółek na warszawskiej giełdzie kluczowe będą w tym roku decyzje inwestycyjne TFI. Te jednak szukać będą raczej spółek o dobrych fundamentach, które dają nadzieję na dobre wyniki także w dalszej perspektywie. Mniejsze znaczenie będą miały jednorazowe sukcesy.

– Pojawia się zatem pytanie o perspektywy spółki, ocenę jej wartości i wpływu na portfel danego akcjonariusza – podkreśla Marcin Stebakow z Departamentu Analiz DM Banku BPS.Myślę, że inwestorzy nie będą się już koncentrowali na tym, że jest jakiś pozytywny element, który można wykorzystać, tylko będą starali się kupować te spółki, które generują jakąś wartość i mają np. wysoki zwrot z kapitału zainwestowanego.

Prezes Korona Candles: inwestowanie w Stanach Zjednoczonych wymaga poznania specyfiki rynku, ale daje szanse na duży zbyt

0

CEO Magazyn Polska

Polska spółka Korona Candles z Wielunia zamierza tylko w ciągu trzech lat zainwestować 21 mln dolarów w rozwinięcie swej pozycji na rynku amerykańskim. Prezes spółki nie wyklucza zwiększenia nakładów w kolejnych latach.

Korona Candles z Wielunia należy do potentatów na światowym rynku produkcji świec. Tylko w Polsce z jej taśm zjeżdża 9 mln sztuk tych produktów dziennie, a roczna produkcja spółki sięga 2,5 mld sztuk. Pokaźna część z nich trafia do USA.

– Rynek amerykański jest największym rynkiem na całym świecie i jest praktycznie o połowę większy niż rynek europejski – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor, Krzysztof Jabłoński, prezes zarządu Korona Candles. – W związku z tym podbijanie tego rynku jest dla nas wyzwaniem. W Ameryce jesteśmy od kilku lat. Już dzisiaj udział tego rynku w naszej sprzedaży to 16 proc. W związku z tym, że chcemy dalej się tam rozwijać, postanowiliśmy wybudować fabrykę w Wirginii, konkretnie w hrabstwie Pulaski, w miejscowości Dublin.

W marcu zeszłego roku Korona otrzymała klucze do swej amerykańskiej fabryki, zaś w listopadzie wyjechały stamtąd pierwsze ciężarówki z towarem. W trzy lata polska spółka planuje tam wydać na inwestycje 21 mln dolarów.

– W Stanach docelowo będziemy zatrudniali 170 osób informuje Krzysztof Jabłoński.Obecnie pracuje tam 90. W Polsce od lat nasze zatrudnienie jest na stałym poziomie i wynosi w zależności od sezonowości od 850 do 900 osób. Obecnie zatrudniliśmy kilka osób w Wieluniu, które obsługują naszą firmę córkę w USA dając jej zaplecze logistyczne, serwisowe, IT.

Jak podkreśla prezes, rozpoczęcie produkcji w USA przez polską spółkę to ogromne wyzwanie. Poza barierą czasową, prezes Jabłoński wymienia inną  mentalność ludzi, inne warunki konkurencji aniżeli w Europie i wreszcie szereg innych uwarunkowań: prawnych, ekonomicznych, podatkowych.

USA jest jednym z najtrudniejszych rynków – ocenia prezes Korony Candles. – Myślę, że polscy eksporterzy, którzy dzisiaj sprzedają swoje towary ze znakiem „Made in Poland”, mogą coś na ten temat powiedzieć. My również wiemy, jak trudno jest zaistnieć. Jeszcze trudniej jest sprzedawać towary produkowane „Made in USA” przez polską spółkę. Ale myślę, że dzięki naszej innowacyjności i technologii sprostamy tym zadaniom.

Odmienna mentalność mieszkańców Stanów Zjednoczonych jednak nie tylko stawia przed nami wyzwania, lecz także w pewien sposób ułatwia prowadzenie działalności gospodarczej, dlatego – w ocenie polskiego inwestora  warto się niekiedy brać przykład z Amerykanów.

– Amerykanie mają inne podejście – podkreśla prezes Korony. – To, co mnie w jakiś sposób pozytywnie zaskoczyło, to ich otwartość i to, że wszyscy chcą nam pomóc. Amerykanie są bardzo otwarci, szczerzy, cieszą się z każdego miejsca pracy. Tak powinno być też w Polsce. Władze są bardzo otwarte. Już nie mówię o tym, że wspierają nas również finansowo, ale współpraca z nimi to naprawdę przyjemność. Tego powinny się od nich nauczyć polskie firmy i instytucje finansowe.

J. Kosaty (PKO BP): W perspektywie kilku miesięcy rosyjska waluta może się ustabilizować na poziomie 60 rubli za dolara. Powrót do poziomów sprzed wojny jest nierealny

CEO Magazyn Polska

Osłabienie rubla to nie tylko efekt obniżenia ratingu Rosji do poziomu śmieciowego przez agencję S&P, lecz także stałej presji spowodowanej niskimi cenami ropy i mocnym dolarem. Powrót do notowań sprzed wojny nie wydaje się analitykom możliwy, ale w dłuższej perspektywie obrona kursu 60 rubli za dolara jest całkiem realna.

Przez pół roku wartość rosyjskiej waluty spadła o połowę. Kreml próbował bronić kursu, wydając na to walutowe rezerwy, jednak bez skutku. Rezerwy walutowe tego kraju pod koniec 2013 roku szacowano na ponad 520 mld dolarów. Dziś stopniały one do mniej niż 400 mld. Dolar, za którego przed kryzysem wystarczyło zapłacić ok. 30 rubli, dziś kosztuje ponad 65.

Ta obrona w początkowej fazie osłabienia tej waluty nie do końca była sensowna mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jarosław Kosaty, strateg walutowy PKO BP. – To była trochę taka próba zahamowania spadającego wodospadu. Wydaje się, że kurs w okolicach 60 dolarów za rubla jest bardziej realny. To sensowny poziom, który można obronić przy niespecjalnie dużym wykorzystywaniu tych rezerw, które są, bez względu na to, jak księgowo się je wylicza, w oparciu o jakie zmienne.

Obecnie można przypuszczać, że Bank Rosji nadal będzie uczestniczył w obronie kursu rubla. Jego poziom jednak zależy dziś przede wszystkim od notowań ropy naftowej oraz innych surowców naturalnych, które w ostatnim czasie bardzo mocno spadają. Baryłka ropy kosztuje ostatnio mniej niż 50 dolarów, podczas gdy, jak oceniają analitycy, budżet Rosji stabilizuje się przy kursie przekraczającym 100 dolarów za baryłkę.

W dużym stopniu na sytuacji rubla waży też sytuacja na wschodniej Ukrainie zwraca uwagę Jarosław Kosaty. Tutaj eskalacja konfliktu jest czynnikiem, który potencjalnie zwiększa presję na tę walutę. Natomiast wydaje się, że najgorsze momenty rubel ma już za sobą, raczej nie spodziewam się, że pobije nowe rekordy. Sytuacja powinna się stopniowo stabilizować, dlatego że możliwość dalszych spadków cen ropy naftowej na globalnych rynkach jest w dużym stopniu ograniczona.

Analityk uważa, że władzom Rosji uda się ustabilizować kurs krajowej waluty na poziomie ok. 60 rubli za jednego dolara amerykańskiego. Jak ocenia, jest to obecnie kurs równowagi dla tej waluty.

Rosjanie mają bardzo duże rezerwy walutowe i mogą je wykorzystać na dofinansowanie banków podkreśla strateg walutowy PKO BP.Wydaje się, że parę lat mogą spokojnie przetrwać ten najgorszy moment gospodarki globalnej i tym samym ustabilizować swoja walutę. Natomiast z gospodarczego punktu widzenia w najbliższym czasie na pewno grozi im recesja. Obniżenie przez agencję S&P ratingu ich obligacji do poziomu śmieciowego może być pewnym zagrożeniem, ale ograniczona przestrzeń spadku cen ropy powinna im trochę pomóc.

Problem Rosji polega na tym, że jakikolwiek pozytywny scenariusz dla tego kraju wymaga uspokojenia sytuacji politycznej. Przy eskalacji działań zbrojnych na Ukrainie na wiele liczyć jednak nie mogą.

– Jeśli uda im się doprowadzić do zniesienia sankcji i równocześnie przeczekać dwa najgorsze lata, to wartość rublu na pewno się ustabilizuje, a ich gospodarka będzie zmierzać do równowagi, oczywiście troszeczkę gorszej niż to miało miejsce przed spadkami cen ropy naftowej i przed interwencją na Ukrainie – ocenia Jarosław Kosaty z PKO BP. – Możliwe jest osiągnięcie stabilności przez tę gospodarkę, ale będzie się to wiązało ze znacznie niższym niż przed kryzysem poziome życia ludności rosyjskiej. 

Profesor L. Balcerowicz: nowe prawo upadłościowe pomoże w naprawie przedsiębiorstw

W Sejmie trwają prace nad nowym prawem upadłościowym i restrukturyzacyjnym. Nowe przepisy mają zapewnić przedsiębiorstwom większe szanse na gospodarcze przeżycie. Do tej pory zbyt mocno koncentrowały się na procesie likwidacji, a za mało na naprawie – ocenia prof. Leszek Balcerowicz.

Upadłość nie musi oznaczać likwidacji przedsiębiorstwa. Może być nią układ z wierzycielami i naprawa przedsiębiorstwa. Dotychczasowe prawo w praktyce głównie koncentrowało się na likwidacji, a bardzo mało na naprawie i restrukturyzacji. Dlatego wiążemy duże nadzieje z nowymi regulacjami, które są rezultatem pracy wybitnych ekspertów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Leszek Balcerowicz, przewodniczący Rady Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Zgodnie z założeniami nowelizacji ustawy, nad którą trwają prace w Sejmie, firmy znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej będą mogły skorzystać z szeregu tzw. procedur restrukturyzacyjnych. Mają one pomóc w opanowaniu problemów z płynnością i uniknięciu likwidacji poprzez m.in. zmiany w strukturze majątku, zobowiązaniach i zatrudnieniu. Planowane jest wprowadzenie nowej definicji stanu niewypłacalności, która spowoduje, że zmienią się również przesłanki do jej ogłoszenia.

W Polsce jest bardzo mało wniosków o zgłaszanie upadłości np. w porównaniu do Węgier, co oznacza w praktyce, że wykorzystywane są jakieś alternatywne rozwiązania regulacji stosunków między wierzycielami i dłużnikami – mówi prof. Balcerowicz. – Nowe prawo upadłościowe powinno zwiększyć atrakcyjność rozwiązań dotyczących naprawy czy – w skrajnej sytuacji – likwidacji przedsiębiorstwa. Prace w Sejmie trwają już od trzech lat i mam nadzieję, że w tej kadencji zostaną zakończone.

Przedstawiciele resortu gospodarki, którzy wraz z Ministerstwem Sprawiedliwości przygotowywali przepisy, podkreślają, że celem nowego prawa jest maksymalna ochrona wartości ekonomicznej firmy i zapewnienie przedsiębiorstwu szansy na gospodarcze przeżycie. Przewidziane są narzędzia, które nie tylko będą zapobiegać sytuacjom kryzysowym w firmach lub też pomagać w sprawnej restrukturyzacji, lecz także będą służyły sprawnemu przeprowadzeniu upadłości. Likwidacja ma być traktowana jako ostateczność. Ustawodawca chce również ułatwić przedsiębiorcom nowy start w biznesie.

Jak wynika z danych Monitora Sądowego i Gospodarczego, w 2014 r. na skutek niewypłacalności działalność gospodarczą w Polsce zakończyło 818 przedsiębiorstw – o 7,7 proc. mniej niż w 2013 roku, kiedy to odnotowano 886 upadłości. W grudniu ub.r. sądy gospodarcze ogłosiły upadłość 61 przedsiębiorstw.

Maleje opłata interchange. To kolejny duży impuls do rozwoju sieci akceptacji kart płatniczych

Dziś po raz kolejny obniżona zostanie maksymalna wysokość opłaty interchange pobieranej przez banki za płatność kartą. Wszystkich, którzy podpiszą nową umowę z operatorami terminali, będzie obowiązywała niższa stawka: 0,3 proc. dla kart kredytowych i 0,2 proc. dla debetowych. Nadal rozwoju sieci akceptacji hamować będą jednak wysokie koszty wynajmu terminali, ale można je obniżyć dzięki mobilnym terminalom mPOS.

Będzie to już druga zmiana i to bardzo głęboka. W lipcu ubiegłego roku mieliśmy obniżkę do 0,5 proc. z 1,2 proc. Teraz w ekspresowym tempie kolejna obniżka z 0,5 proc. do 0,2 proc. dla kart debetowych i 0,3 dla kart kredytowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Bober, prezes zarządu spółki Polskie ePłatności. ‒ To zmiany istotne i idące w dobrym kierunku. Do tej pory opłata interchange w Polsce bardzo odbiegała od średniej europejskiej. Dzisiaj jesteśmy już właściwie w gronie krajów, które stosują najniższe stawki.

Opłata interchange jest pobierana przez banki od każdej transakcji kartowej. Akceptanci, czyli np. sklepy, odprowadzają ją za pośrednictwem operatorów terminali. Wysoka opłata interchange była jedną z głównych barier rozwoju rynku płatności bezgotówkowych w Polsce. Bober zwraca uwagę na to, że dotyczyło to przede wszystkim małych sklepów, których nie stać było na ponoszenie takich kosztów.

Wchodząca właśnie w życie ustawa powinna wzmocnić rynek płatności bezgotówkowych. Wszystkie nowe umowy między akceptantami a operatorami terminali będą musiały zakładać maksymalnie 0,2- lub 0,3-proc. poziom opłaty interchange. Ci, którzy podpisali umowy wcześniej, także skorzystają na obniżce ‒ operatorzy będą musieli obniżyć im stawkę interchange najpóźniej do końca kwietnia.

Parlamentarzyści się spisali, bo ustawa właściwie w trzy miesiące została przygotowana, omówiona i podpisana przez prezydenta – przypomina Bober. ‒ Opłata interchange była istotnym elementem opłat pobieranych od akceptantów za procesowanie transakcji. Stanowiła ponad 80 proc. kosztów pobieranych od akceptanta, w związku z tym jeżeli ona spada, to my przenosimy te obniżki na akceptantów.

Bober ocenia, że dzięki tym obniżkom możliwość płatności kartą pojawi się w wielu nowych punktach handlowo-usługowych. Zaznacza jednak, że nie tylko interchange stanowi barierę w rozwoju sieci akceptacji. Akceptanci muszą także regulować czynsz za terminale. Ta opłata nie maleje, ale Bober podkreśla, że jest alternatywny sposób przyjmowania transakcji bezgotówkowych za pomocą mobilnego urządzenia mPOS. Jego koszt to jednorazowy wydatek rzędu ok. 400 zł.

To jest taki terminal płatniczy zbudowany w oparciu o smartfon, mały, zgrabny czytnik, który akceptuje zarówno płatności stykowe, jak i bezstykowe, czyli wszelką komunikację między kartą a terminalem. Czytnik łączy się ze smartfonem poprzez Bluetooth – tłumaczy Bober.

Dodaje, że w ślad za zwiększeniem liczby miejsc akceptujących płatności bezgotówkowe przybywać będzie także osób skłonnych płacić w ten sposób.

Obniżając stawki, stwarzamy warunki do akceptacji płatności kartą wszelkim dostawcom, mniejszym i większym sklepom, dzięki czemu poszerzamy sieć akceptacji, a tym samym dajemy cardholderowi możliwość płacenia kartą wszędzie tam, gdzie potrzebuje – podkreśla Bober.

Wciąż jednak 80 proc. transakcji w Polsce dokonywanych jest za pomocą gotówki.

Dzięki nowym przepisom klienci firm ubezpieczeniowych będą lepiej chronieni. Zmiany mogą jednak skutkować podwyżkami cen

Ubezpieczycieli w tym roku czeka szereg zmian w przepisach, głównie tych prokonsumenckich. Klienci firm ubezpieczeniowych mają być lepiej informowani i chronieni. To jednak może oznaczać wyższe ceny niektórych polis i słabsze wyniki firm z branży.

Może zmiany w prawie będą mało zauważalne dla klientów w pierwszym okresie, będą jednak widoczne dla samych ubezpieczycieli – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Jarczyk, prezes zarządu firmy ubezpieczeniowej Uniqa Polska. – Zmian będzie bardzo wiele, głównie będą to zmiany prokonsumenckie, które są wprowadzane przez Ministerstwo Finansów, Komisję Nadzoru Finansowego czy Rzecznika Ubezpieczonych.

Od początku roku polisolokaty nie chronią klientów od 19-proc. podatku Belki. W kolejnych miesiącach towarzystwa ubezpieczeniowe zrzeszone w Polskiej Izbie Ubezpieczeń wprowadzą możliwość bezpośredniej likwidacji szkód dla swoich klientów. Od kwietnia zacznie obowiązywać Rekomendacja U KNF dotycząca bancassurance, czyli produktów ubezpieczeniowych oferowanych przez banki.

Zgodnie z wytycznymi KNF kierowcy poszkodowani w wypadkach mają przestać tracić na szkodach, które ponieśli. Ubezpieczyciel sprawcy wypadku będzie musiał m.in. zapłacić za nowe, markowe części i nie wolno mu będzie obniżyć wypłaty pod pretekstem zużycia starych, zniszczonych w wypadku elementów. Co więcej poszkodowany będzie miał prawo otrzymać dopłatę, która zrekompensuje mu spadek wartości pojazdu w wyniku kolizji.

Firma Deloitte szacuje, że w samych ubezpieczeniach komunikacyjnych, szczególnie w przypadku ubezpieczeń OC, koszty odszkodowań mogą wzrosnąć o 30, a nawet o 40 proc. – zwraca uwagę Andrzej Jarczyk. – To będzie bez wątpienia spowoduje wzrost cen ubezpieczeń na rynku. Mam jednak nadzieję, że ten wzrost nie będzie trzydziestoprocentowy, chociażby ze względu na dużą konkurencję, która już dziś panuje między ubezpieczycielami.

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, po trzech kwartałach ubiegłego roku przychody towarzystw ubezpieczeniowych przekraczały 47,3 mld zł i były o blisko 4 mld niższe niż w tym samym czasie w roku 2013. Składka przypisana brutto wyniosła 40,8 mld zł wobec 43,3 mld zł rok wcześniej. Zysk netto zakładów ubezpieczeń spadł w ciągu trzech kwartałów 2014 roku z 8,1 mld zł do 5,65 mld. W tym roku w ocenie branży gorzej być już nie powinno.

Oczekiwania ubezpieczycieli co do wyników są dosyć spokojne i wyważone – podkreśla prezes Uniqa Polska. – Nie oczekujemy, że rynek majątkowy wzrośnie w sposób istotny, raczej będzie w stagnacji. Jedynym impulsem, który może wpłynąć na wzrost składki przypisanej, będzie wzrost średnich składek, ale tego na razie na rynku nie widać.

W zeszłym roku po trzech kwartałach zysk netto pochodzący z ubezpieczeń majątkowych spadł o niemal połowę. Z 5,8 mld zł w 2013 roku do niespełna 3 mld zł. Zysk z ubezpieczeń życiowych wzrósł wprawdzie, ale był niższy niż z ubezpieczeń majątkowych. Na polisach życiowych towarzystwa ubezpieczeniowe zarobiły w trakcie trzech kwartałów 2014 roku 2,7 mld zł przy 2,3 mld rok wcześniej. Zmiany w przepisach dotyczących tej części działalności branży są bardzo poważne i skutki też mogą się okazać znaczące.

– Sentyment do ubezpieczeń z funduszem kapitałowym jest mizerny – przyznaje Andrzej Jarczyk. – Oprócz tego wprowadzenie rekomendacji o konieczności bardzo szczegółowego informowania klientów o kupowanych produktach, rekomendacji związanej z bancassurance, konieczność sprzedawania ubezpieczeń indywidualnych, a nie w formie grupowej oraz konieczność występowania banku jako agenta, a nie ubezpieczającego mogą doprowadzić do tego, że poziom składek przypisanych w ubezpieczeniach na życie będzie niższy nawet niż w 2014 roku.

Po trzech kwartałach wartość zebranej składki brutto w ubezpieczeniach na życie sięgnęła prawie 8 mld zł, a w ubezpieczeniach na życie związanych z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym – 9,2 mld zł.

Szczecin wyda w 2015 roku 760 mln zł na inwestycje. Chce promować swoje tereny w strefach ekonomicznych

CEO Magazyn Polska

Władze Szczecina zamierzają w 2015 roku wydać na inwestycje blisko 800 mln zł, czyli niemal jedną trzecią budżetu miasta. To dopiero początek wydatków modernizacyjnych, jakie miasto chce poczynić, łącząc środki budżetowe ze wsparciem unijnym. W tym roku Szczecin chce również promować się wśród inwestorów, bo to pozwoli stworzyć nowe miejsca pracy w regionie.

Z budżetu Unii Europejskiej w latach 2014-2020 na rozwój regionu zachodniopomorskiego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego trafi ok. 7 mld zł (1,6 mld euro). To, jaką część tych środków będzie mógł wykorzystać Szczecin, zależy od programów, które miasto przygotuje.

– Zamykamy starą perspektywę i czekamy na nową. W tej chwili przygotowujemy szereg dokumentacji projektowych do najważniejszych zadań, które chcemy finansować z nowej puli środków unijnych. To jest m.in. dostęp drogowy do portu w Szczecinie mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Krzystek, prezydent Szczecina.

 

 

W ramach programu Szczecin 2020 władze miasta zamierzają zrealizować dziesiątki inwestycji: od budowy ścieżek rowerowych po pogłębienie szlaku wodnego szczecińskiego portu.

– 2015 rok to jest czas największych w historii Szczecina inwestycji. Wydamy na nie blisko 800 mln zł, to jest w skali budżetu 2,36 mld naprawdę duża kwota. Będziemy kończyli inwestycje rozpoczęte w poprzednim roku – deklaruje Piotr Krzystek. Kluczowe i największe to szybki tramwaj na prawobrzeże Szczecina, modernizacje torowisk, ulica Potulicka i Narutowicza.

W środę Komisja Europejska zatwierdziła dofinansowanie do budowy i przebudowy torowisk. Projekt przewiduje modernizację odcinków torowiska w zachodnich dzielnicach miasta i przebudowę zajezdni Pogodno. UE sfinansuje 41,7 mln euro z całkowitej kwoty 52,2 mln euro.

Miasto liczy na to, że dzięki inwestycjom nie tylko będzie się w mieście łatwiej i lepiej żyło, lecz także łatwiej będzie tu o pracę. Władze Szczecina sporo uwagi zamierzają więc poświęcać tworzeniu dobrych warunków do działania dla potencjalnych inwestorów.

Rok 2015 będziemy też wykorzystywali na promowanie naszych obszarów przemysłowych, które przygotowaliśmy również ze wsparciem środków unijnych, jak choćby strefa przemysłowa Trzebusz i Dunikowo objęta specjalną strefą ekonomiczną podkreśla prezydent miasta. Mamy nadzieję, że pozyskamy kolejnych inwestorów po to, by stworzyć więcej miejsc pracy w Szczecinie.

W ciągu najbliższych lat z budżetu Unii Europejskiej na modernizację kraju trafi 82,5 mld euro. Oprócz programów regionalnych do wykorzystania będą jeszcze środki z programów krajowych, w ramach których najwięcej, bo ponad 27 mld euro, ma być przeznaczone na przyjazne środowisku projekty infrastrukturalne w Polsce. Na badania i rozwój nowoczesnych technologii przeznaczone będzie 8,6 mld euro, na edukację 4,7 mld euro, a na projekty związane z cyfryzacją – 2,17 mld euro. Tak ogromne środki trafią do Polski tylko raz i władze Szczecina, podobnie jak inne samorządy, liczą na to, że zdołają dobrze wykorzystać środki, które im przypadną.

 Myślę, że inwestycje, które uda nam się przez te najbliższe 7 lat zrealizować, będą bardzo istotne dla miasta i pozwolą nam efektywnie wykorzystać ten czas, który ma Polska ocenia Piotr Krzystek. To jest moment, w którym jeszcze możemy korzystać ze wsparcia, potem będzie już dużo trudniej.

Każdy pracownik na własnej działalności gospodarczej. Taka może być przyszłość rynku pracy

Każdy pracownik, od podstawowych stanowisk w przemyśle do stanowisk menadżerskich, na własnej działalności gospodarczej – tak może wyglądać przyszłość rynku pracy. Będzie się to wiązało ze zmianami technologicznymi. Choć dziś pomysł ten wydaje się nierealny, to zdaniem Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan, w przyszłości będzie on postrzegany inaczej.

Dzisiaj mamy ciągle taki XIX-wieczny konflikt pomiędzy kapitałem a pracą. Mamy pracowników i różne formy zatrudnienia. Jedna strona to pracodawcy, druga strona to pracownicy i ciągle na siebie narzekamy – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan. ‒ Prędzej czy później będziemy musieli pomyśleć o takim rozwiązaniu, że w momencie, kiedy kończymy edukację ‒ niezależnie od tego, na jakim poziomie ją kończymy  wszyscy zakładamy działalność gospodarcza, czyli każdy staje się przedsiębiorcą.

Starczewska-Krzysztoszek podkreśla, że choć teraz ten pomysł wydaje się nierealny, a związki zawodowe na pewno byłyby mu przeciwne, to za kilka lat może on być już postrzegany zupełnie inaczej. Ma to związek ze zmianami technologicznymi – coraz większa część gospodarki przenosi się w świat internetu i aplikacji mobilnych. To ułatwia dostęp do wielu usług i umiejętności. Za 5 czy 10 lat, jak ocenia ekonomistka, takie bezpośrednie relacje biznesowe mogą przenieść się także do przemysłu i innych sektorów.

Każdy staje się przedsiębiorcą i wzajemne relacje nie są już relacjami między pracownikiem a pracodawcą, ale między biznesem a biznesem – przekonuje Starczewska-Krzysztoszek. ‒ To rozwiązuje bardzo wiele problemów, ponieważ wszyscy będziemy wtedy funkcjonować jako przedsiębiorcy na takich samych zasadach. Będziemy płacić takie same podatki i takie same składki na ubezpieczenia społeczne.

Podkreśla, że w ten sposób ryzyko biznesowe zostałoby równo rozłożone pomiędzy pracodawców a pracowników. Odbyłoby się to z korzyścią dla zatrudnionych, którzy w tej chwili są bardziej niż przedsiębiorcy narażeni na wahania koniunktury i zwolnienia.

Do tego własna działalność gospodarcza byłaby dla pracowników motywująca. W ten sposób zależałoby im na jak najdłuższej obecności na rynku, bo to zapewniałoby wysoką emeryturę.

Starczewska-Krzysztoszek dodaje, że aby zapewnić długoterminowy wzrost w gospodarce, należy także zmienić sposób kalkulacji długu publicznego. Wydatki inwestycyjne nie powinny być do niego wliczane, dzięki czemu więcej środków można by przeznaczyć m.in. na badania i rozwój. Wymaga to jednak negocjacji z Komisją Europejską.

Każdy kraj zobowiązał się do tego, że jego dług publiczny nie będzie wyższy niż 60 proc. PKB, natomiast deficyt roczny w stosunku do PKB nie będzie przekraczał 3 proc. Bardzo trudno jest ciąć wydatki socjalne, najłatwiej jest ciąć te prorozwojowe. Chciałabym zaproponować, żebyśmy spróbowali przekonać Komisję Europejską do tego, żeby tak deficyt, jak i dług publiczny były liczone tylko na bazie wydatków, które są wydatkami konsumpcyjnymi, nie inwestycyjnymi – przekonuje główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Dodaje, że niezbędne jest też wsparcie podatkowe dla firm rodzinnych. W europejskich gospodarkach firmy tego typu stanowią 60-70 proc. przedsiębiorstw, a w Niemczech to nawet 90 proc. Firmy rodzinne zapewniają gospodarce stabilność. Wsparcie tego typu przedsiębiorstw w Polsce jest szczególnie ważne, bo ‒ jak zwraca uwagę Starczewska-Krzysztoszek ‒ zbliża się czas sukcesji w polskich firmach rodzinnych zakładanych na początku lat 90.

Trzeba pomyśleć o tym, w jaki sposób prawnie wesprzeć przekazywanie firm, tak by mogły się one dalej rozwijać. W Niemczech, w momencie kiedy właściciel firmy odchodzi bądź umiera, spadkobiercy przez 7 pierwszych lat, kiedy są właścicielami i firma działa, nie płacą podatku – mówi ekonomistka.

Choć za zachodnią granicą podnoszone są głosy o nieuczciwości takiego rozwiązania wobec osób, które dziedziczą majątek, a nie aktywa firmowe, Starczewska-Krzysztoszek broni zwolnień podatkowych przy sukcesji w firmach rodzinnych. Podkreśla, że opodatkowanie tego typu spadku może doprowadzić do niewypłacalności firmy rodzinnej lub przynajmniej odebrać jej możliwość dalszego rozwoju.

Sieci handlowe wydają na reklamę coraz więcej. W ubiegłym roku ponad miliard złotych

Wydatki sieci handlowych na promocję w mediach w 2014 r. były o ponad 100 mln zł wyższe niż rok wcześniej i przekroczyły miliard złotych. Jak co roku nakłady bardzo wzrosły w ostatnim kwartale – o 30 proc. względem III kwartału ub.r. W dalszym ciągu najwięcej na reklamę wydaje Lidl, a zaraz za nim są Biedronka i Tesco. Te trzy sieci i ich oferty są też najczęściej komentowane przez internautów.

W IV kwartale 2014 roku działające w Polsce sieci handlowe, dyskonty, supermarkety, hipermarkety i sklepy convenience przeznaczyły na promocję w mediach ponad 320 mln zł. To oznacza wzrost o 18 proc. wobec poprzedniego roku oraz o 30 proc. wobec poprzedniego kwartału 2014 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Jadaś, starszy specjalista ds. badań i produktów Instytutu Monitorowania Mediów. – Nie zmienił się lider, bo na promocję w telewizji, radiu i prasie nadal najwięcej przeznacza Lidl.

Sieć dyskontów w ostatnich trzech miesiącach roku wydała na ten cel 87,7 mln zł. Na kolejnych miejscach rankingu znalazły się Biedronka (ponad 50 mln zł) oraz Tesco (40,9 mln zł). Przedświąteczną ofensywę reklamodawcy rozpoczęli tuż po 1 listopada.

Te trzy sieci są również liderami zestawienia całorocznych nakładów na promocję. Cała branża przeznaczyła na ten cel ponad miliard złotych. Rok wcześniej wydatki nie przekroczyły 900 mln zł.

– Można już mówić o setkach milionów złotych przeznaczanych przez te trzy sieci na promocję w telewizji, radiu i prasie. W przypadku Lidla było to około 370 mln zł, czyli więcej niż cała branża przeznaczyła na promocję w IV kwartale – podkreśla Łukasz Jadaś.

W przypadku Biedronki całoroczne wydatki przekroczyły 200 mln zł, a Tesco – 100 mln zł.

Promujące się w krajowych mediach sieci handlowe najchętniej wybierały reklamę telewizyjną. W 2014 roku 129 mln zł trafiło na emisję reklam na antenie Polsatu, 128 mln zł do TVN, 97 mln zł do TVP1, zaś 96 mln zł do TVP2.

Jak się okazuje, zależności pomiędzy rozmachem kampanii reklamowej a zainteresowaniem internautów i dziennikarzy są wprost proporcjonalne.

– Z badań Instytutu Monitorowania Mediów wynika, że najwięksi reklamodawcy cieszą się też największym zainteresowaniem mediów, dziennikarzy tradycyjnych oraz internautów w mediach społecznościowych – zwraca uwagę ekspert IMM. – To właśnie o tych trzech sieciach z czołówki rankingu najczęściej rozmawiają internauci w social media.

W czwartym kwartale IMM odnotował blisko 3,4 tys. publikacji w mediach tradycyjnych na temat Lidla. Biedronka pojawiła się w publikacjach medialnych 1,4 tys. razy, a Tesco – ponad 1 tys. W mediach społecznościowych najwięcej uwagi internauci poświęcili dyskontom Jeronimo Martins. W sieci pojawiło się ponad 35 tysięcy dyskusji, wpisów i komentarzy na temat Biedronki.

Dyskusje na temat ofert handlu w Polsce najczęściej toczone są na Facebooku. Częstym miejscem rozmowy o ofertach sklepów są też fora dyskusyjne, głównie kobiece. Z badań wynika, że pozytywnych wzmianek, gdy chodzi o reklamujące się sieci, jest zdecydowanie więcej.

Internauci w mediach społecznościowych najczęściej dyskutują o ofertach sklepów, jakości ich produktów i co charakterystyczne, to wydźwięk tej dyskusji jest w znacznej mierze pozytywny – ocenia Łukasz Jadaś. – Liczba wzmianek, które pozytywnie odnoszą się do samych sklepów bądź do ich oferty, cztero-, a nawet pięciokrotnie przewyższa liczbę wzmianek negatywnych.

Hitem wśród internautów w ostatnich miesiącach roku stały się nagrania w serwisie YouTube przedstawiające przepychanki klientów o karpia.

Ceny drewna wzrosną w tym roku o 5 proc. Dobra koniunktura dla Lasów Państwowych

Ceny drewna w tym roku powinny wzrosnąć o kolejne 5 proc. – ocenia dyrektor generalny Lasów Państwowych. Dobra koniunktura na rynku drzewnym pomoże w utrzymaniu dobrych wyników przedsiębiorstwa, które ubiegły rok zakończyło z 400 mln zł zysku. Lasy Państwowe – podobnie jak w ubiegłym roku –  muszą wpłacić do kasy państwa 800 mln zł.

Lasy Państwowe są w dobrej i stabilnej kondycji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Wasiak, dyrektor generalny Lasów Państwowych. – 2014 rok zakończymy prawdopodobnie wynikiem podobnym do tego osiągniętego w 2013 roku, czyli wypracujemy około 400 mln zł zysku. Najważniejsze jest jednak to, że zakończymy z dobrymi efektami w zakresie gospodarki leśnej.

Jak podkreśla dyrektor, dzięki rosnącym wpływom ze sprzedaży drewna udało się o kilka procent zwiększyć nakłady na hodowlę i ochronę lasów. Na początku ubiegłego roku przedsiębiorstwo musiało jednak zredukować zaplanowane inwestycje – z 1 mld zł do 700 mln zł. To efekt zmian w ustawie, które nałożyły na Lasy Państwowe obowiązek przekazania do budżetu 800 mln zł w 2014 r. i 2015 r.

Obniżenie inwestycji w ubiegłym roku to było jedno z najważniejszych wyrzeczeń, jakie poniosły Lasy Państwowe. W 2014 roku również staraliśmy się ograniczyć koszty działalności administracyjnej, żeby zrealizować zapis ustawowy – mówi Adam Wasiak.

Od przyszłego roku – zgodnie z ustawą – Lasy Państwowe będą oddawać do budżetu 2 proc. swoich przychodów. Władze przedsiębiorstwa liczą na to, że dobra koniunktura na rynku drewna pozwoli zakończyć 2015 rok na plusie.

Wydaje się, że 2015 rok będzie podobny do 2014 roku i przyniesie kolejny wzrost cen drewna w granicach 5 proc. wraz ze wzrostem pozyskania drewna, co wynika z planów urządzania lasu – prognozuje  Adam Wasiak. – To wszystko spowoduje, że w tym roku – mam nadzieję – będziemy mogli mówić o dobrej sytuacji ekonomicznej i zakończyć go dodatnim wynikiem finansowym, który pozwoli na to, by wpłacając pieniądze do budżetu, nie ograniczyć już środków przeznaczanych na inwestycje.

Lasy Państwowe są potentatem na polskim rynku. Polska jest zalesiona w ponad 29 proc. W sumie to ponad 9 mln ha, z czego Lasy zarządzają 7,6 mln ha. Organizacja zarabia głównie na sprzedaży drewna, jednak jej celem strategicznym jest to, by zadrzewiona część Polski nie zmniejszała się mimo wycinki.

Polskie firmy śmielej wchodzą na rynek amerykański, również z produkcją

Choć wartość polskich inwestycji w USA jest niewielka, to od 2010 roku utrzymuje się ona na znacznie wyższym poziomie niż wcześniej. Firmy są coraz bardziej zainteresowane wejściem na ten rynek – decydują się nie tylko na rozpoczęcie sprzedaży, lecz także na rozwijanie produkcji. Przekonuje ich do tego m.in. duża liczba konsumentów i przychylność władz.

USA jest jednym z najtrudniejszych rynków – ocenia Krzysztof Jabłoński, prezes zarządu Korona Candles, firmy, która sprzedaje i produkuje świece również w USA. – Myślę, że polscy eksporterzy, którzy dzisiaj sprzedają swoje towary ze znakiem „Made in Poland”, mogą coś na ten temat powiedzieć. Jeszcze trudniej jest sprzedawać towary produkowane „Made in USA” przez polską spółkę.

Mimo to rynek amerykański jest atrakcyjny dla polskich firm. Z raportu KPMG i AmCham wynika, że w 2012 roku w USA działało 40 polskich firm, a wartość inwestycje polskich w USA wynosiła 6,3 mld zł. To niewiele w porównaniu ze skalą inwestycji amerykańskich w Polsce (91 mld zł i 800 firm), ale eksperci podkreślają, że trend jest pozytywny. Od 2010 roku poziom inwestycji utrzymuje się na wyższym poziomie niż we wcześniejszym okresie.

Rynek amerykański jest największym rynkiem na całym świecie, jest praktycznie o połowę większy niż rynek europejski – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Jabłoński. – To jest dla nas wyzwanie.

A jednocześnie duża szansa. Inwestorów z Polski zachęca również przychylne podejście władz lokalnych.

Amerykanie mają inne podejście – podkreśla prezes Korony. – To, co mnie w jakiś sposób zdziwiło, to ich otwartość i to, że wszyscy chcą nam pomóc. Amerykanie są bardzo otwarci, szczerzy, cieszą się z każdego miejsca pracy. Tak powinno być też w Polsce. Władze są bardzo otwarte. Już nie mówię o tym, że wspierają nas również finansowo, ale współpraca z nimi to naprawdę przyjemność. Tego powinny się od nich nauczyć polskie firmy i instytucje finansowe.

Korona Candles z Wielunia należy do potentatów na światowym rynku produkcji świec. Tylko w Polsce z jej taśm zjeżdża 9 mln sztuk tych produktów dziennie, a roczna produkcja spółki sięga 2,5 mld sztuk. Pokaźna część z nich trafia do USA.

Na rynku amerykańskim jesteśmy od kilku lat. Już dzisiaj udział rynku amerykańskiego w naszej sprzedaży to 16 proc. W związku z tym, że chcemy rozwijać naszą działalność w Stanach, postanowiliśmy wybudować fabrykę w Wirginii, konkretnie w hrabstwie Pulaski, w miejscowości Dublin – mówi Jabłoński.

W marcu zeszłego roku Korona otrzymała klucze do swej amerykańskiej fabryki, zaś w listopadzie wyjechały stamtąd pierwsze ciężarówki z towarem. W trzy lata polska spółka planuje tam wydać na inwestycje 21 mln dolarów.

W Stanach docelowo będziemy zatrudniali 170 osób – informuje Krzysztof Jabłoński. – Obecnie pracuje tam 90 osób. W Polsce od lat nasze zatrudnienie jest na stałym poziomie i wynosi w zależności od sezonowości między 850 a 900 osób. Obecnie zatrudniliśmy kilka osób w Wieluniu, które obsługują naszą firmę córkę w USA, dając jej zaplecze logistyczne, serwisowe, IT. 

Rotacyjne menu zwiększa liczbę klientów w restauracjach

Na kulinarnej mapie Polski pojawia się coraz więcej restauracji, które oferują swoim klientom rotacyjne menu. Nie są one nastawione tylko na jeden typ kuchni. Każdego dnia można w nich skosztować potraw z różnych zakątków świata. Ich szefowie wykorzystują także regionalne, ekologiczne produkty do tworzenia nowych nut smakowych.

Polacy coraz więcej podróżują, a co za tym idzie – poznają nowe smaki, produkty i przyprawy. Po powrocie do kraju zaczynają więc szukać restauracji, w których mogą znaleźć podobne propozycje.

Jesteśmy, jako naród, coraz bardziej ciekawi kulinarnie, dlatego powinniśmy, jako restauratorzy, być otwarci, czyli łączyć Polskę z Francją, Włochy z Chorwacją, co tylko się da. Łączyć, próbować, kombinować i czasem wyjdzie fajna nowa przekąska, nowe danie główne – mówi agencji informacyjnej Newseria Sylwester Drężek, szef kuchni w restauracji A Nuż Widelec.

Sylwester Drężek podkreśla, że do tej pory był wyraźny podział i restauracje – albo serwowały tradycyjne polskie menu, albo specjalizowały się w jednej z kuchni innego kraju. Teraz wychodzą naprzeciw oczekiwaniom klientów i urozmaicają karty dań.

Mamy rotacyjne menu, bo chcę pokazać ludziom, ile jest produktów i ile możemy z nich zrobić. Chodzi o to, żeby zaskoczyć gości, żeby za każdym razem mogli u nas zjeść coś innego. Nie musi to cały czas być kuchnia polska czy francuska, można to zmieniać, można łączyć kuchnie. Wszystko zależy od nas, kucharzy, i od tego, co mamy w głowie – tłumaczy Sylwester Drężek.

Szefowie kuchni mają okazję, by wykazać się i zaprezentować swoje kulinarne inspiracje, a zadowoleni klienci szybko wracają, by znów posmakować czegoś nowego.

Ludzie są zaskoczeni, ale przede wszystkim zadowoleni, bo np. w poniedziałek jest do nas dostarczana sezonowana wołowina z angusa, kurczę kukurydziane, a w środę to jest już coś zupełnie innego: ryby z naszej wędzarni, inne sałaty. Można zmieniać menu codziennie – uważa Sylwester Drężek.

Dodaje, że podstawą kuchni powinny być świeże, regionalne produkty. Trzeba przede wszystkim na różne sposoby wykorzystywać sezonowe warzywa i owoce.

Jeżdżę po Polsce, ale staram się też za granicą zwiedzać różne dziwne miejsca, szukać jedzenia i dostawców – małych, lokalnych, bo oni gwarantują świeżość. Wydaje mi się, że Warszawa jeszcze nie jest nasycona restauracjami, które przede wszystkim serwują zdrowe regionalne produkty – mówi Drężek.

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego o ochronie danych osobowych korzystne dla NIK

0

Prokurator Generalny złożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, którego skutkiem mogło być pozbawienie kontrolerów NIK dostępu do informacji wymienionych w art. 27 Ustawy o ochronie danych osobowych. To w praktyce uniemożliwiłoby przeprowadzenie wielu istotnych kontroli. Sędziowie TK przychylili się jednak do argumentacji przedstawicieli Izby.

Ustawa o Najwyższej Izbie Kontroli z 2012 roku wprowadziła dostęp kontrolerów do wrażliwych danych osobowych pod warunkiem, że będzie to niezbędne do przeprowadzenia kontroli. Ustawodawca przyznał inspektorom bardzo szerokie uprawnienia, pozwalając na przetwarzanie danych ujawniających pochodzenie rasowe lub etniczne kontrolowanych, ich poglądy polityczne, przekonania religijne lub filozoficzne, przynależność wyznaniową, partyjną lub związkową, jak również danych o stanie zdrowia, kodzie genetycznym, nałogach lub życiu seksualnym oraz danych dotyczących skazań, orzeczeń o ukaraniu i mandatów karnych, a także innych orzeczeń wydanych w postępowaniu sądowym lub administracyjnym.

W rezultacie publicznej dyskusji wokół tych uprawnień NIK ogłosiła, że zgadza się na ich ograniczenie w formie zmiany przepisu. Dodatkowo Izba ogłosiła, że do tego czasu nie będzie prowadzić kontroli wymagających dostępu do danych o:

  • pochodzeniu rasowym lub etnicznym
  • poglądach politycznych, przekonaniach religijnych lub filozoficznych
  • przynależności wyznaniowej, partyjnej lub związkowej
  • danych o kodzie genetycznym, nałogach lub życiu seksualnym.

Prokurator Generalny stwierdził jednak, że to za mało, i zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o zbadanie zgodności z ustawą zasadniczą uprawnień kontrolerów w zakresie przetwarzania wrażliwych danych osobowych. Gdyby TK przyznał mu rację, Izba straciłaby możliwość przeprowadzenia wielu istotnych kontroli, na przykład:

  • przestrzegania praw pacjentów
  • udzielania pomocy osobom niepełnosprawnym
  • działalności zakładów karnych i poprawczych
  • a także poprawności nakładania i ściągalności mandatów.

Stało się jednak inaczej. Departament Prawny i Orzecznictwa Kontrolnego NIK przygotował wyczerpujące odpowiedzi na pytania Trybunału, a przedstawiciele Izby  podczas rozprawy wyjaśnili sędziom wszystkie wątpliwości. W rezultacie TK uznał, że jedynie przetwarzanie danych ujawniających poglądy polityczne, przekonania religijne lub filozoficzne, jak również dane o kodzie genetycznym, nałogach lub życiu seksualnym, nie jest przydatne w świetle konstytucyjnego i ustawowego katalogu podmiotów kontrolowanych przez NIK oraz zakresu dopuszczalnej kontroli.

Kontrolerzy będą więc mogli korzystać podczas wykonywania obowiązków z danych ujawniających pochodzenie rasowe lub etniczne kontrolowanych, przynależność wyznaniową, partyjną lub związkową, jak również danych o stanie zdrowia oraz danych dotyczących skazań, orzeczeń o ukaraniu i mandatów karnych, a także innych orzeczeń wydanych w postępowaniu sądowym lub administracyjnym.

W związku z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego przestaje obowiązywać samoograniczenie NIK dotyczące  przetwarzania danych o pochodzeniu rasowym lub etnicznym, a także przynależności wyznaniowej, partyjnej lub związkowej. Te informacje mogą okazać się ważne np. podczas kontroli dotyczącej ochrony cudzoziemców czy postępów repatriacji.

Na złożenie pierwszych deklaracji zostało tylko kilka dni

0

Podatnicy płacący ryczałt od przychodów ewidencjonowanych z działalności gospodarczej lub z tytułu umów najmu, podnajmu, dzierżawy lub innych umów o podobnym charakterze (PIT-28) powinni rozliczyć się z urzędem skarbowym do końca stycznia*. Mogą to zrobić także w wersji elektronicznej.

W tym terminie deklaracje podatkowe powinni złożyć także podatnicy opłacający zryczałtowany podatek dochodowy w formie karty podatkowej (PIT-16A) oraz podatnicy opłacający zryczałtowany podatek dochodowy od przychodów osób duchownych (PIT-19A).

Wszystkie powyższe deklaracje można wysłać drogą elektroniczną bez kwalifikowanego podpisu elektronicznego. W ten sam sposób składa się również korektę tych deklaracji. Można to zrobić korzystając z interaktywnego formularza lub z darmowej i wygodnej aplikacji przygotowanej przez Ministerstwo Finansów, dostępnych na stronie internetowej www.portalpodatkowy.mf.gov.pl. Dowodem złożenia deklaracji w tej formie jest Urzędowe Poświadczenie Odbioru, które zawiera m.in. datę przyjęcia deklaracji przez system e-Deklaracje.

Zeznania możemy także złożyć w urzędzie skarbowym, gdzie otrzymamy potwierdzenie ich złożenia; nadać listem poleconym w polskiej placówce pocztowej operatora wyznaczonego w rozumieniu ustawy – Prawo Pocztowe (Poczta Polska); wrzucić do „urzędomatu”, który może być umieszczony nie tylko w urzędzie skarbowym, ale także w innych miejscach, np. w urzędzie gminy.

* Jeżeli ostatni dzień terminu przypada na sobotę lub dzień ustawowo wolny od pracy, za ostatni dzień terminu uważa się następny dzień po dniu lub dniach wolnych od pracy. W 2015 r. dzień 31 stycznia przypada w sobotę, dlatego wyjątkowo ostateczny termin złożenia zeznań składanych w tym terminie mija w poniedziałek 2 lutego 2015 r.

Węgiel jest najtańszy od blisko czterech lat. Nie ma szans, by w najbliższym czasie znacząco podrożał

CEO Magazyn Polska

Światowe ceny węgla systematycznie spadają. Bogatsze państwa rezygnują z tego surowca i na rynku jest go za dużo. Trudno zatem się spodziewać, że najbliższe lata przyniosą zmianę tej tendencji.

Ważna dla polskich kopalń cena tony węgla ARA, czyli surowca przeładowywanego w europejskich portach Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia, w 2011 roku wynosiła 120 dolarów. Dziś ta sama ilość surowca kosztuje niespełna 60 dolarów.

Zakładam, że w Polsce ceny węgla energetycznego spadną w 2015 roku o około 5 proc. mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Gątarz, analityk UniCredit CAIB Polska. – Mamy wysoki poziom zapasów na rynku lokalnym i niskie ceny węgla na rynkach międzynarodowych, stąd presja na Kompanię Węglową, aby pozbyć się części tych zapasów.

Nieco lepiej wygląda sytuacja na rynku wyższej jakości węgla koksującego. Tu też wprawdzie ceny spadały w ostatnich latach, bo w 2011 roku tona kosztowała 830 zł, a dziś ok. 400 zł, jednak prognozy są lepsze niż przy węglu energetycznym.

Tutaj pierwszym wyznacznikiem jest cena benchmarkowa, czyli cena na rynkach światowych podkreśla Marcin Gątarz. – Według mnie ona w tym roku będzie średnio na poziomie zbliżonym do tego, który obserwowaliśmy w 2014 roku. W pierwszym półroczu ceny będą pewnie nieco niższe niż w poprzednich kwartałach, spodziewałbym się jednak niewielkiego ich odbicia w drugiej połowie tego roku.

 

O ile niskie ceny węgla nie są najlepszą wiadomością dla naszych kopalń, to już ich odbiorcy mogą liczyć na profity. Szczególnie spółki energetyczne mogą mieć nadzieję na lepsze wyniki.

Na pewno przełoży się to pozytywnie na zyski chociażby takich producentów, jak Enea, czyli głównego klienta Bogdanki ocenia analityk UniCredit CAIB Polska.Natomiast jeżeli chodzi o zyski spółek wydobywczych, to w przypadku Bogdanki ten spadek ceny powinien zostać skompensowany wyższym wolumenem. W przypadku jednak JSW wydaje się, że ten wzrost wolumenu, mimo że mamy nową kopalnię Knurów-Szczygłowice, może nie być wystarczający do tego, aby te zyski w jakiś istotny sposób wzrosły. Na pewno będą negatywne na poziomie netto.

Perspektywa kilkuletnia dla węgla koksującego jest nie najgorsza. Świat nadal potrzebuje węgla wysokiej jakości. Niskie ceny spowodowane są nadprodukcją, jednak część kopalni jest zamykana, dzięki czemu równoważy się strona popytowa i podażowa. Ten proces zachodzi wprawdzie stopniowo, ale z czasem powinien mieć wpływ na ceny. Gorzej jest z węglem energetycznym.

– Oczywiście jest grupa producentów, którzy produkują poniżej swoich kosztów i te kopalnie są zamykane – zwraca uwagę Marcin Gątarz z UniCredit CAIB Polska. – Widzimy, chociażby na rynku polskim, że to będzie szło w tym kierunku. Poza tym duże gospodarki odchodzą od węgla, w związku z tym spodziewałbym się raczej, że te niskie poziomy mogą utrzymywać się przez kolejne dwa, a nawet trzy lata.