Zerowa inflacja: czy RPP obniży stopy procentowe?

Komentarz głównego ekonomisty BCC prof. Stanisława Gomułki

W lipcu według GUS-u średnie ceny konsumpcyjne były niższe o 0,2% od cen w lipcu rok temu. Technicznie oznacza to tzw. deflację. Głównym powodem takiego wyniku są duże spadki cen warzyw i owoców w ostatnich kilku miesiącach oraz brak presji płacowej i stabilny kursu złotego w ostatnich 12 miesiącach. Te dwa ostatnie czynniki utrzymują jednostkowe koszty produkcji na stabilnym poziomie. W dodatku mamy informacje o bardzo dobrych zbiorach zbóż nie tylko w Polsce, ale także w całej UE oraz w Ameryce Północnej. Te dobre zbiory mogą spowodować obniżkę cen żywności w okresie do następnego lata. Dla gospodarki niska czy zerowa inflacja jest dobrą wiadomością, bo podtrzymuje popyt i pozawala założyć, że niskie w tej chwili stopy procentowe będą nadal utrzymane.

Deflacja może być problemem dla gospodarki, jeśli dotyczy artykułów trwałych i jest na tyle znacząca, ze wzmacnia oczekiwania dalszych spadków ich cen. Bowiem w takiej sytuacji może mieć miejsce odłożenie w czasie zakupu tego rodzaju towarów, co osłabia globalny popyt. Natomiast spadek cen surowców i żywności raczej pomaga niż przeszkadza w nakręcaniu koniunktury.

Ostatnio spadły rentowności dwuletnich skarbowych papierów wartościowych do poziomu o około 25 punktów bazowych poniżej tzw. referencyjnej stopy NBP. Rynki finansowe sygnalizują w ten sposób oczekiwania inwestorów, że RPP obniży w najbliższych miesiącach tę referencyjną stopę, w tej chwili na poziomie 2,5% rocznie, do 2%. Ale taka obniżka może być uznana przez większość RPP za zbyt ryzykowną w sytuacji ponownego wzrostu napięcia między Rosją i resztą świata. Ten wzrost napięcia już osłabił złotego i obniżka podstawowej stopy NBP mogłaby osłabić go bardziej.

Gdyby jednak Rosja zaakceptowała przejęcie pełnej kontroli nad Donbasem przez Ukrainę, to efektem byłoby umocnienie złotego i wcześniejsze zakończenie wojny handlowej między Rosją i UE. W takich okolicznościach obniżenie stopy bazowej może być prawdopodobne.

Renesans marketingu i PR?

W II kwartale tego roku na Pracuj.pl było blisko 4,5 tys. ofert pracy na stanowiska związane z komunikacją i marketingiem; to wzrost o 14 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2013 roku. Dynamicznie rośnie zapotrzebowanie na specjalistów od marketingu internetowego. O prawie 40% wzrosła również liczba ofert dla specjalistów ds. PR.

Specjalistom od marketingu pracę najłatwiej jest znaleźć w sektorze handlowym, w branży marketingowej i FMCG. Najwięcej ofert pracy dla specjalistów ds. PR opublikowały zaś branże z obszaru bankowości i finansów, handlu i sprzedaży oraz marketingu i reklamy. Ofert pracy przybywa ale są specjalizacje, które szczególnie zyskują na popularności i te, które zdają się tracić na znaczeniu.

Stale na wysokim poziomie – marketing handlowy i zarządzanie produktem

Z analizy ofert pracy wynika, że najbardziej poszukiwani są specjaliści od marketingu związanego ze wsparciem sprzedaży i rozwoju produktów. Jedna na trzy oferty dla marketingowców to oferty pracy z obszaru marketingu handlowego. Dwie kolejne najbardziej poszukiwane kategorie to specjaliści od kampanii marketingowych i zarządzania produktem.

Dynamicznie rośnie – rola PR, również komunikacji wewnętrznej

Ofert dla specjalistów ds. PR przybyło o 40 proc. Największy przyrost liczby ofert odnotowano w przypadku specjalistów od komunikacji wewnętrznej. W porównaniu do analogicznego okresu w 2013 roku było ich o 75 proc. więcej. „Wydaje się, że firmy zaczynają dostrzegać potrzebę dbania o przepływ informacji i swój wizerunek wewnątrz organizacji. Dzięki tym działaniom mogą się bowiem uchronić przed odpływem talentów i zmniejszyć rotację” – komentuje Elżbieta Flasińska, PR Manager Grupy Pracuj.

Wzrasta – rola e-marketingu, spada – znaczenie marketingu bezpośredniego

Duży, 40 proc., przyrost ofert odnotowano również w przypadku specjalistów zajmujących się marketingiem w Internecie. Widoczne jest zapotrzebowanie na specjalistów zajmujących się m.in. SEM i SEO, e-mail marketingiem czy mediami społecznościowymi. W stosunku do analogicznego okresu w 2013 spadło natomiast znacząco, bo o prawie 30 proc., zapotrzebowanie na specjalistów do marketingu bezpośredniego. Trend potwierdza również Katarzyna Szaroleta, HR Manager Cheil Poland – „Rośnie rola e-marketingu ale też spada znaczenie tradycyjnego marketingu. Coraz więcej zatrudniać będzie się osób rozumiejących wyzwania nowoczesnego marketingu. Wzrastająca rola nowych mediów (digital, social i mobile) zwiększa zapotrzebowanie na „interaktywne” kompetencje menedżerów. Z firmami rozstawać będą się jednak ludzie „starego porządku”, w szczególności Ci, którym trudno przychodzi poszerzanie kompetencji.”

Umiejętności analityczne w cenie

Analizując oferty pracy dla marketingowców, dostępne obecnie w serwisie Pracuj.pl, można zauważyć, że większość z nich przeznaczona jest dla osób, które mają wysokie zdolności analityczne oraz znają narzędzia wspomagające prowadzenie analiz. Osoby, które aplikują na stanowiska w działach marketingu, powinny wykazać się też praktyczną znajomością elementów marketingu zintegrowanego. Od marketingowców oczekuje się także, że będą znali dobrze język angielski. To jednak nie wszystkie wymagania, jak wskazuje Agnieszka Furtas, odpowiedzialna za rekrutacje w UPC Polska – „Z naszych doświadczeń wynika, że rekrutacje na stanowiska marketingowe są wyzwaniem, ponieważ oprócz umiejętności analitycznych oraz biegłej znajomości języka angielskiego, ze względu na częste międzynarodowe projekty, od kandydatów oczekujemy również kreatywności, innowacyjności, proaktywności oraz umiejętności pracy pod dużą presją czasu. To wysokie wymagania, które są jednak koniecznością na stanowiskach związanych z marketingiem.”

Ciągły spadek bezrobocia w Małopolsce

Na koniec czerwca 2014 r. stopa bezrobocia w województwie małopolskim wynosiła 10,4 proc., co oznacza czwarte najlepsze miejsce w Polsce. W tym samym czasie, w całym kraju wskaźnik utrzymywał się na poziomie 12,1 proc. Spadek bezrobocia w Małopolsce jest odnotowywany nieprzerwanie od lutego br. Napawa optymizmem fakt, że w porównaniu do poprzedniego roku, do urzędów pracy napłynęło mniej klientów. PUPy dysponowały większą liczbą ofert pracy, dzięki czemu więcej osób bezrobotnych znalazło zatrudnienie. Małopolskie Obserwatorium Rynku Pracy i Edukacji prognozuje, iż w najbliższym czasie, najbardziej poszukiwanymi pracownikami będą diagności samochodowi, szefowie kuchni, kierowcy ciężarówek oraz księgowi. Na poziomie powiatów, zawodów deficytowych jest więcej i są bardziej zróżnicowane – oceniają doradcy ds. zatrudnienia Ingeus.

 Małopolski rynek pracy w porównaniu do innych regionów Polski, wypada bardzo dobrze. Niższą stopę bezrobocia odnotowały tylko Wielkopolska, Mazowsze i Śląsk. Oczywiście, okres letni zawsze przynosi nowe miejsca zatrudnienia, dzięki pracom sezonowym. Jeśli chodzi o zapotrzebowanie na pracowników, to najwięcej pracodawców zgłasza się do nas w poszukiwaniu wykwalifikowanych techników, jak spawacze, operatorzy maszyn, czy inżynierowie oraz kierowcy  – mówi Katarzyna Halik, menedżer Centrum Pracy Ingeus w Nowym Sączu. – Zaobserwowaliśmy również, że branża gastronomiczna ma duże zapotrzebowanie kadrowe. Z tym, że nie jest to pomoc kuchenna, a raczej kucharz i szef kuchni – dodaje. Według prognozy małopolskiego Barometru Zawodów, zapotrzebowanie na pracowników w Nowym Sączu i okolicznych powiatach będzie również dotoczyć takich zawodów jak lekarz, kierownik budowy, psycholog, czy księgowy.

Małopolska to region dużej mobilności, jeśli chodzi o poszukiwanie pracy, co również wpływa na niskie wskaźniki bezrobocia. Dobrym przykładem jest wschodnia część województwa, np. powiaty tarnowski i gorlicki, w których odnotowane są znaczne spadki ludności. – Emigracja zarobkowa to w Tarnowie norma, podobnie jak cykliczne powroty – mówi Aneta Szajnowska, menedżer Centrum Pracy Ingeus w Tarnowie. Z naszych obserwacji wynika, że prognozy lokalne odnośnie zawodów deficytowych się sprawdzają. Oprócz prac technicznych, poszukiwani są księgowi, szefowie kuchni, opiekunowie, terapeuci, a także wychowawcy placówek oświatowo-opiekuńczych – dodaje.

Z kolei, na Zachodzie Małopolski, według prognoz na 2014 rok, najbardziej poszukiwani będą kierowcy, szefowie kuchni, operatorzy maszyn, zawody z branży budowlanej, mechanicy i logistycy. Barometr zawodów prognozuje zapotrzebowanie na prawie 30 profesji. Niższe stopy bezrobocia w województwie i powiatach to zasługa nie tylko pory roku, lecz również działań systemowych, które realizują Publiczne Służby Zatrudnienia.  – Od końca maja 2014 roku, dzięki reformie urzędów pracy, osoby bezrobotne mogą korzystać z nowych form aktywizacji, takich jak bony na staże i szkolenia, pożyczki i dotacje na rozpoczęcie działalności gospodarczej, jak również dodatkowe wsparcie dla osób, które aby podjąć pracę zmieniają miejsce zamieszkania. Nowym instrumentem PSZ jest jednocześnie zlecanie usług aktywizacji zawodowej podmiotom niepublicznym. W Małopolsce rozwiązanie to testowane jest już od listopada. Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie realizuje projekt pilotażowy „Express do zatrudnienia – innowacyjny model aktywizacji osób bezrobotnych” – mówi Michał Wilkosz, menedżer Centrum Pracy Ingeus w Oświęcimiu.

Betacom ma umowę z ZUS-em na 7,4 mln zł

0

Spółka Betacom poinformowała o podpisaniu umowy z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych na modernizację i rozbudowę platformy EWD. Dostanie za to 7,4 mln zł.

Betacom w ramach umowy dostarczy ZUS-owi urządzenia i licencję na oprogramowanie oraz wdroży system w ramach rozbudowy platformy EWD.
ZUS otrzyma sprzęt w ciągu 4 tygodni, a wdrożenie nastąpi w ciągu dwóch miesięcy, czyli do 18 października.
To kolejna umowa Betacomu z ZUS-em. W ciągu ostatniego roku spółka podpisała z nim kontrakty na 44,1 mln zł brutto.
(Newseria Inwestor)

 

Konkurencja na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych

W walce o klienta firmy ubezpieczeniowe wykorzystują już nie tylko argument ceny. Starają się zaoferować kierowcom coraz ciekawsze, bardziej zindywidualizowane rozwiązania, pozwalające ubezpieczyć się od bardzo konkretnych zdarzeń – bez konieczności płacenia za pakiet.

Na rynku ubezpieczeń intensywnej konkurencji cenowej zaczyna towarzyszyć konkurencja na innowacje. Czy warto poszukać wśród nowości jakiegoś rozwiązania dla siebie?

Najpierw obowiązek

OC, czyli obowiązkowe ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej to produkt obowiązkowy dla każdego posiadacza dwóch lub czterech kółek. Jego zasady określa Ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych z dnia 22 maja 2003 roku. Warto pamiętać, że nawet w przypadku, gdy nie korzystamy z danego pojazdu musi on mieć opłaconą składkę. Dotyczy to zatem również np. motocykla stojącego w garażu. OC kupuje się na rok, a w przypadku braku wypowiedzenia jest przez naszego dostawcę automatycznie odnawiane na kolejne 12 miesięcy.

OC realizowane jest u każdego dostawcy usługi w ten sam sposób – niewiele jest miejsca na elastyczność. Dlatego w przypadku tego ubezpieczenia przy wyborze nadal warto kierować się przede wszystkim ceną. Różnice mogą być znaczące, ponieważ zakłady ubezpieczeniowe biorą pod uwagę różne kryteria wyceniając wysokość składki. Jedni premiują rodziców, poszczególne grupy zawodowe, czy nawet kolor auta, a inni nie uwzględniają tych czynników. Warto też byśmy zwrócili uwagę na sposób likwidowania szkody. Droga do odzyskania pieniędzy z tytułu ubezpieczenia nie wszędzie jest tak samo prosta. Ciekawostką jest najnowsza oferta PZU. W przypadku kolizji z winy innego kierowcy to nasz, a nie jego ubezpieczyciel wypłaca nam odszkodowanie.

Bez obowiązku, więc frontem do klienta

Wykupienie Auto Casco, czyli AC jest w pełni dobrowolne, więc i zdecydowanie większy jest wachlarz opcji, jakie mamy do wyboru. W zależności od ubezpieczyciela dostępne są różne warianty chroniące nas przed konkretnymi nieprzewidzianymi zdarzeniami. AC choć jest zdecydowanie bardziej kosztowne niż ubezpieczenie obowiązkowe i jest wybierane przez kierowców, przede wszystkim dlatego, że upoważnia do ubiegania się o wypłatę odszkodowania nawet w sytuacji, gdy to my byliśmy sprawcą kolizji bądź wypadku. Dotyczy to również uszkodzeń auta, które nastąpiły np. w wyniku zderzenia ze zwierzęciem, działania żywiołów – powódź, pożar, gradobicie, czy trąba powietrzna oraz przy kradzieży. Pakiet ubezpieczenia AC jest zazwyczaj bardzo elastyczny dlatego warto skorzystać z pomocy doradcy (np. u pośrednika finansowego, jak Idea Expert), który podpowie jak wybrać najkorzystniejszy dla nas wariant.

Cena AC będzie korzystniejsza jeśli kupimy ją w pakiecie z ubezpieczeniem OC. Zanim jednak zdecydujemy się na wybór takiej oferty łączonej warto zapytać o nowości. Pojawiło się ich ostatnio sporo w ofertach wielu ubezpieczycieli. Coraz popularniejsze jest oferowanie możliwości ubezpieczenia w ramach AC tylko wybranych zdarzeń. Wartą rozważanie opcją jest np. ubezpieczenie szyb. Takie bardzo konkretne ubezpieczenie wybranej części samochodu ma tą zaletę, że kiedy jesteśmy posiadaczami pakietu OC, AC i Autoszyby uszkodzenie okien samochodu nie spowoduje utracenia wypracowanych wcześniej przez nas za bezszkodową jazdę zniżek. Niektórzy ubezpieczyciele pozwolą nam również ubezpieczyć np. tylko karoserię – opcję tą warto rozważyć jeśli korzysta się z samochodu głównie w mieście i często parkuje w niestrzeżonych miejscach.

Holowanie, pomoc medyczna, wynajęcie hotelu…

Jeszcze więcej opcji będziemy mieć do wyboru decydując się na Ubezpieczenie Assistance. Przed wybraniem konkretnej oferty warto dobrze się zastanowić, czego będziemy potrzebować i które opcje są dla nas najbardziej optymalne. Polisa Assistance może zadziałać w razie wypadku, awarii, kradzieży czy innych zdarzeń losowych, na przykład braku powietrza w oponie, rozładowania akumulatora, braku paliwa, zgubienia lub zatrzaśnięcia w aucie kluczy, itd. W ramach pakietu Assistance firmy ubezpieczeniowe umożliwiają nam holowanie naszego pojazdu z określonym limitem kilometrów, wynajem pojazdu zastępczego i zakwaterowanie w wyniku awarii, wypadku lub kradzieży, pomoc medyczną, a nawet wynajęcie tłumacza jeśli kłopoty mamy w trakcie podróży zagranicznej. Najwyższe pakiety Assistance umożliwiają nawet wynajęcie osobistego asystenta, który pomoże na przykład zarezerwować hotel, zorganizuje przewóz dzieci czy pomoc domową.

Pracuj nad maksymalizacją zniżek

Opcji wiele, pytanie czy można jakoś zoptymalizować koszty ubezpieczenia. Pierwszym i najważniejszym źródłem zniżek jest historia bezszkodowej jazdy. Większość kierowców orientuje się świetnie, że bezszkodowa jazda przez 5 do 7 lat, w zależności od firmy ubezpieczeniowej, umożliwia nam obniżenie kosztu ubezpieczenia nawet do 60 proc. Warto wiedzieć, że istnieje również możliwość przeniesienia zniżek, które otrzymaliśmy z tytułu OC na AC. Wówczas możemy liczyć na ok. 30-40 proc. mniejszy koszt ubezpieczenia.

Korzyści wynikające z bezszkodowej jazdy możemy uzyskiwać nawet, jeśli używamy samochodu służbowego. Doświadczony kierowca, który korzystał do tej pory z pojazdu służbowego, kupując nowy, prywatny samochód może skorzystać ze zniżki za bezwypadkową jazdę tak, jak gdyby kontynuował ubezpieczenie pojazdu prywatnego. Wystarczy, że przełożony lub inna osoba reprezentująca firmę wyda mu specjalne zaświadczenie, wskazujące, że był wyłącznym użytkownikiem pojazdu i nie miał stłuczek i kolizji. Na tej podstawie ubezpieczyciel przyzna nam zniżki z tytułu bezszkodowej jazdy.

Jeśli w gospodarstwie domowym jest dwóch kierowców można z wyprzedzeniem zadbać o niższe przyszłe koszty tego mniej doświadczonego. Dotyczy to jednak wyłącznie osób, żyjących w ramach jednego gospodarstwa domowego. Jeśli druga osoba, np. kierowca który jest świeżo po zdaniu egzaminu na prawo jazdy, zostanie wpisany do dowodu rejestracyjnego jako drugi właściciel pojazdu nasza bezszkodowa jazda będzie pracować na jego zniżki. Trzeba jednak pamiętać, że ten kij ma dwa końce – w przypadku gdy młody kierowca wyrządzi szkodę nie będziemy mogli skorzystać ze swoich wcześniej wypracowanych zniżek w kolejnym roku ubezpieczeniowym.

Podsumowując, pamiętajmy:

  • Przy wyborze OC powinniśmy kierować się ceną, ale też łatwością likwidacji szkody u danego ubezpieczyciela.
  • Można już ubezpieczyć konkretne części samochodu – np. szyby albo karoserię. W przypadku ubezpieczenia Autoszyba uszkodzenie pojazdu nie pozbawi nas wypracowanych zniżek.
  • Dopisując młodego kierowcę jako współwłaściciela pojazdu „przekazujemy” mu swoje zniżki. Jego ubezpieczenie w przyszłości może być więc tańsze. Jednak jeśli powoduje szkodę, zniżki stracimy również my.
  • Ubezpieczenie Assistance podobnie jak Auto Casco występuje w kilku wariantach, sprawdźmy  i przeanalizujmy wszystkie oferty. Warto poradzić się doradcy, który pomoże wybrać najlepszą opcję.

W zdobywaniu nowych rynków zbytu dla polskiego sektora rolno-spożywczego pomaga udział w krajowych i zagranicznych targach spożywczych

W ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2014 roku Polska wyeksportowała żywność za 8,8 mld złotych. To aż o 800 mln zł więcej niż w zeszłym roku. Jednak kondycja branży rolno-spożywczej została mocno zachwiana po wprowadzeniu rosyjskiego embarga, najpierw na owoce i warzywa, a obecnie na wszystkie artykuły spożywcze z UE. Federacja Rosyjska to dla Polski rynek kluczowy, aczkolwiek bardzo ryzykowny, nieodporny na polityczne zawirowania.

W trudnej sytuacji są również hodowcy trzody chlewnej, którzy ze względu na wirus afrykańskiego pomoru świń (ASF) nie mogą wysyłać wieprzowiny i jej przetworów na wiele zagranicznych rynków.

Polska żywność stale poszukuje klientów na całym świecie, a działania te są zintensyfikowane w trakcie kryzysów takich jak obecnie. Szansą dla branży rolno-spożywczej jest dywersyfikacja i poszukiwanie nowych rynków zbytu. Widzą to nie tylko przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Agencji Rynku Rolnego, którzy od lat organizują dla producentów wyjazdy targowe i misje gospodarcze. Potrzebę międzynarodowej promocji zauważają także organizacje branżowe, które przy wsparciu unijnym i krajowym starają się pozyskać nowych partnerów biznesowych i zbudować świadomość zagranicznych konsumentów na temat polskiej żywności. I to wcale nie konsumentów z Europy. Duże zainteresowanie budzą bowiem rynki tak odległe, jak chiński, koreański, wietnamski czy afrykański.

Otwarcie nowych rynków to proces pracochłonny i długotrwały. Ale do wytrwałych świat należy. Przykładem jest niedawne zniesienie japońskiego embarga na polską wołowinę, które nastąpiło po wielu latach negocjacji.

Myśl globalnie, działaj lokalnie

W zdobywaniu nowych rynków zbytu dla polskiego sektora rolno-spożywczego pomaga udział w krajowych i zagranicznych targach spożywczych. Jedną z wystaw, którą z pewnością należy odwiedzić są Międzynarodowe Targi Żywności i Napojów WorldFood Warsaw. W ciągu trzech kwietniowych dni stolicę naszego kraju odwiedza szeroko rozumiana branża rolno-spożywcza z całego świata. To właśnie tu zawierane są nowe kontakty biznesowe, prezentowane są najnowocześniejsze technologie, omawiane możliwości rozwoju dla producentów i eksporterów żywności.

W pierwszej edycji udział wzięło 94 wystawców z 24 krajów świata i ponad 3 tysiące zwiedzających z 37 państw. Te liczby najlepiej oddają międzynarodowy charakter targów. Wystawcy jako największą zaletę podkreślali biznesowy charakter spotkań. Jak bowiem wskazują badania ponad połowa zwiedzających to właściciele i kadra zarządzająca firm.

„Wydarzenia takie jak targi WorldFood Warsaw to cenna inicjatywa, która z pewnością pozwoli polskim sadownikom nawiązać nowe relacje biznesowe na świecie. To również doskonała okazja do zaprezentowania danych dotyczących wielkości naszej produkcji, a także pokazania jak wiele walorów zdrowotnych mają polskie owoce, warzywa i soki” – powiedział Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP, partner targów.

Warto dodać, że patronem honorowym targów jest Agencja Rynku Rolnego, która promuje polską żywność i jej producentów na całym świecie.

„Udział takich instytucji, jak ARR czy Związek Sadowników RP oraz wielu polskich i zagranicznych firm, podkreśla zaufanie, jakim obdarzono I edycję tej międzynarodowej wystawy. Już dziś zapraszam Państwa na kolejną odsłonę WorldFood Warsaw. To w ciągu tych kilku kwietniowych dni cała branża spotyka się w Warszawie” – powiedziała Agnieszka Szpaderska, manager targów.

Inspekcja Handlowa -działalność w roku 2013

Sklepy, hurtownie, salony piękności, restauracje, stacje paliw i targowiska to tylko przykłady miejsc, gdzie Inspekcja Handlowa bada bezpieczeństwo i jakość towarów oraz rzetelność obsługi klientów. W ubiegłym roku przeprowadzono blisko 22 tys. kontroli, z czego ponad 3 tys. w wyniku zawiadomień konsumentów

W Polsce funkcjonuje 16 wojewódzkich inspektoratów Inspekcji Handlowej. Co roku sprawdzają jakość produktów oferowanych w handlu, a w przypadku części artykułów nieżywnościowych także czy są bezpieczne dla konsumentów. Ponadto Inspekcja Handlowa udziela porad konsumentom i prowadzi mediacje pomiędzy stronami umów konsumenckich. Przy inspektoratach działają także stałe polubowne sądy konsumenckie, w których można szybciej, łatwiej i taniej rozwiązać spór z przedsiębiorcą.

Kontrole w handlu i usługach

Blisko połowa spośród 21 760 ubiegłorocznych kontroli IH dotyczyła artykułów spożywczych (44,8 proc.) – m.in. kontrolowano jakość masła, ryb, czy jaj. Prawie jedna trzecia dotyczyła przestrzegania wymagań prawa odnoszących się do towarów i usług (32,2 proc.) – m.in. oznakowanie produktów cenami, usługi hotelarskie i promocje w dużych sieciach handlowych. Kontrolowano też paliwa (9,9 proc.), produkty z punktu widzenia ich ogólnego bezpieczeństwa (6,8 proc.) – np. meble, sprzęt sportowy, a także wyroby podlegające oznaczeniu symbolem CE (9,9 proc.) – np. zabawki, sprzęt elektryczny. Szczegółowe wyniki wszystkich kontroli dostępne są w wojewódzkich inspektoratach Inspekcji Handlowej.

Na co skarżą się konsumenci

W ubiegłym roku do IH wpłynęło 19 277 sygnałów od konsumentów o nieprawidłowościach w handlu i usługach. Informacje te były m.in. podstawą do przeprowadzenia 3 167 kontroli. Ponad dwie trzecie z nich (67,8 proc.) potwierdziło naruszenia przepisów.

Najwięcej skarg odnosiło się do handlu artykułami przemysłowymi (80,5 proc.) – przede wszystkim obuwia, odzieży i sprzętu AGD-RTV. Zgłaszano też nieprawidłowości dotyczące artykułów spożywczych (12,5 proc.) – głównie mięsa i wędlin, wyrobów mlecznych i alkoholi. Pozostałe skargi związane były z usługami (7 proc.) – najczęściej remontowo budowlanymi, gastronomicznymi i pralniczymi.

Mediacje i porady

W ubiegłym roku do IH wpłynęło 13 050 wniosków konsumentów o podjęcie mediacji w celu rozwiązania sporu z przedsiębiorcą. Odbywają się one w formie wizyty inspektora IH w siedzibie przedsiębiorcy, spotkania uczestników sporu w siedzibie Inspekcji lub drogą korespondencyjną. Blisko dwie trzecie mediacji prowadzonych przez IH w ubiegłym roku (66 proc.) zakończyło się pozytywnie dla konsumentów – strony zawarły porozumienie. W 2013 r. wpłynęło także 2 597 wniosków do stałych polubownych sądów konsumenckich, z czego w 54 proc. przypadków, w których doszło do rozstrzygnięcia wydano wyroki uznające roszczenia konsumentów.

Wojewódzkie Inspektoraty Inspekcji Handlowej udzielają także bezpłatnych porad. Konsumenci dowiadują się o swoich prawach (np. co powinno się zrobić gdy zakupiony towar jest wadliwy) oraz możliwościach polubownego rozwiązywania sporów. W 2013 r. IH udzieliła łącznie 139 005 porad  w tym 112 152 konsumentom i 26 853 przedsiębiorcom.

Ł. Zembik (Forex University): Tylko co czwarty inwestor zarabia na polskim rynku forex. W USA jest to 40 proc.

CEO Magazyn Polska

Rosnące napięcia geopolityczne, wycofywanie się banków centralnych z luźnej polityki monetarnej oraz rosnące ryzyko korekty na rynkach akcji – to wszystko będzie sprzyjać wzrostom transakcji na rynku walutowym. Polskim inwestorom często brakuje jednak dostatecznej wiedzy o tym rynku, dlatego zarabia zaledwie 20-25 proc. z grających na FX. Coraz więcej z nich zaczyna się jednak interesować egzotycznymi walutami.

Liczba aktywnych inwestorów na rynku walutowym nadal rośnie. Dążymy do tych statystyk, które są za oceanem, gdzie około 40 proc. inwestujących regularnie zarabia na rynku walutowym. Polski inwestor powinien przede wszystkim coraz więcej się kształcić, stawiać na edukację. Rynek walutowy jest rynkiem dynamicznym, do którego należy się odpowiednio przygotować, więc na początku stawiajmy na edukację, a dopiero potem wchodźmy z realnymi środkami. Traktujmy inwestowanie na rynku walutowym jako inwestowanie, a nie jako oderwanie od codziennej rzeczywistości lub jako dodatkowe doznania związane z adrenaliną – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Zembik, specjalista Forex-University.

Według ostatnich badań NBP dotyczących rynku walutowego (forex) średnie dzienne obroty netto na krajowym rynku walutowym wyniosły w kwietniu 2013 r. 7,564 mld dolarów, co stanowi 4-proc. spadek w porównaniu z kwietniem 2010 r. Z tej kwoty 5,446 mld dolarów stanowiły transakcje z udziałem złotego. Dla porównania średni dzienny obrót na światowym rynku forex wyniósł w kwietniu 2013 r. blisko 5,3 bln dolarów – wynika z danych Banku Rozrachunków Międzynarodowych.

Najbardziej płynnym instrumentem na krajowym rynku walutowym były FX swapy, gdzie średni dzienny obrót w kwietniu 2013 r. sięgnął 4,581 mld dolarów. W przypadku rynku kasowego (spot) średni dzienny obrót wyniósł w tym okresie 2,342 mld dolarów, z czego 1,73 mld USD stanowiły transakcje w parach walutowych ze złotym.

Instytucje finansowe oraz banki centralne nie mają jednak danych na temat tego, ile osób aktywnie inwestuje na rynku forex, gdyż ta wielkość ulega silnym wahaniom. W okresie kryzysu zmienność i nerwowość na rynkach finansowych przyciągały inwestorów do rynku FX, gdzie równie łatwo można zarabiać na spadkach, jak i na wzrostach danego instrumentu. Według Zembika, około 20-25 proc. polskich uczestników rynku walutowego osiąga na nim zyski.

Najbardziej popularny jest rynek pary EUR/USD i to widzimy od dłuższego czasu, że zainteresowanie tą parą walutową jest nadal największe, chociaż widzimy, że ten trend się nieco zmienia. Wiemy, że w ostatnim czasie zmienność na parze EUR/USD jest stosunkowo niska, w związku z tym, że na rynkach akcyjnych istnieje hossa. Ta zmienność pojawi się wówczas, kiedy indeksy zaczną spadać – uważa specjalista Forex-University.

Normalizacja polityki monetarnej w największych gospodarkach świata (czyli np. wycofywanie programów skupu aktywów oraz podnoszenie stóp procentowych z okolic 0 proc.) powinny zwiększyć zmienność na rynku walutowym, a wraz z tym zaangażowanie inwestorów – twierdzi Zembik. Obecna ekstremalnie luźna polityka monetarna Fed oraz EBC powoduje, że coraz więcej graczy zaczyna interesować się egzotycznymi walutami.

Widzimy, że coraz więcej inwestorów zaczyna interesować się takimi walutami, jak dolar nowozelandzki, australijski czy kanadyjski, czyli waluty o podwyższonej zmienności, uznawane za waluty surowcowe. I oczywiście waluty egzotyczne, jak korona norweska czy szwedzka, również zaczynają zyskiwać na popularności – twierdzi Łukasz Zembik.

Rekordowe półrocze w kredytach konsumpcyjnych

BIK: Rekordowe półrocze w kredytach konsumpcyjnych

W I półroczu 2014 r. Polacy pożyczyli w bankach i SKOK- ach na cele konsumpcyjne więcej niż kiedykolwiek wcześniej – tak wynika z najnowszej analizy Biura Informacji Kredytowej. Zdaniem ekspertów BIK to nie koniec wzrostów na rynkach kredytów konsumpcyjnych.

Kryzys na światowych rynkach finansowych, który rozpoczął się w drugiej połowie 2008 r. zmusił również polskie banki do zaostrzenia kryteriów udzielania kredytów. Sytuacja ta spowodowała wówczas 26 proc. spadek wartości udzielanych kredytów – z około 37 mld zł w I półroczu 2007 i 2008 r., do 28,6 mld w tym samym okresie roku 2011. W ujęciu ilościowym spadki były jeszcze większe –  pomiędzy analizowanym okresem 2008 i 2013 r. wyniosły aż 39 proc. Równocześnie w tym samym czasie wzrosła wartość umów kredytowych, czego przyczyną było głównie przejmowanie dużej części segmentu kredytów konsumpcyjnych udzielanych na niskie kwoty, przez firmy pożyczkowe.

CEO Magazyn Polska

W 2013 r. trend na rynku kredytów konsumpcyjnych został odwrócony. Wynikało to częściowo z powrotu do banków kredytów związanych ze sprzedażą ratalną towarów i usług. W I półroczu 2014 r. banki i SKOK-i udzieliły kredytów gotówkowych i ratalnych na rekordową kwotę 37,7 mld zł. Jest to kwota nawet nieco wyższa, niż w szczytowych latach 2007 i 2008. –Prognozy Biura Informacji Kredytowej przewidują dalszy wzrost liczby oraz wartości udzielanych kredytów konsumpcyjnych w drugiej połowie bieżącego roku– mówi dr Andrzej Topiński, Główny Ekonomista Biura Informacji Kredytowej.

CEO Magazyn Polska

W okresie rozpędzania się akcji kredytowej w latach 2007- 2008 nadzór bankowy słusznie ostrzegał przed niebezpieczeństwem przegrzania  rynku. W kolejnych latach co ósmy zaciągnięty wówczas kredyt nie był obsługiwany terminowo. Jak przypomina dr Andrzej Topiński z BIK, ówczesne kryteria udzielania kredytów były zbyt liberalne. – Tymczasem nasze dane pokazują, że w zaciąganych później kredytach trudności ze spłatą występują w przypadku zaledwie co dwudziestego udzielanego kredytu – mówi. – Zarówno banki jak i kredytobiorcy postępują dziś znacznie bardziej ostrożnie, niż miało to miejsce w latach 2007 – 2008, co pozwala sądzić, że mimo postępującego ożywienia, tym razem unikniemy przegrzania rynku – dodaje.

Meritum Bank zwiększył zysk dziewięciokrotnie w pierwszym półroczu

0

Meritum Bank zwiększył zysk netto przeszło 9-krotnie w porównaniu z I półroczem ubiegłego roku. Wzrósł on do 27,7 mln zł.

Meritum Bank podał wyniki za I półrocze 2014 roku. Zysk netto wzrósł do 27,7 mln zł z niespełna 3 mln zł rok temu. Suma bilansowa na koniec czerwca wyniosła 3,15 mld zł wobec, 2,79 mld zł rok temu.

W połowie roku bank miał udzielonych kredytów na kwotę 2,49 mld zł, o niemal 400 mln złotych więcej niż przed rokiem. Zgromadzone depozyty wyniosły 2,72 mld złotych, o ponad 400 mln zł więcej niż rok wcześniej.

Wzrosły także koszty działalności banku do 58,9 mln zł z 52,5 mln zł rok wcześniej. Liczba placówek zwiększyła się w tym czasie do 187 ze 158 przed rokiem.

Ministerstwo Finansów uruchomiło Portal Podatkowy

To pierwszy etap wdrażanego nowego systemu teleinformatycznego administracji podatkowej, wspierającego podatników w prawidłowym wypełnianiu obowiązków podatkowych. Pod jednym adresemwww.portalpodatkowy.mf.gov.pl znajdą Państwo wszelkie niezbędne informacje dotyczące podatków. Portal docelowo będzie składał się z dwóch elementów: części ogólnodostępnej i dostępnej po zalogowaniu.

Od wczoraj (18.08.2014)  można korzystać z części ogólnodostępnej portalu, umożliwiającej składanie deklaracji podatkowych drogą elektroniczną, zawierającej informacje o zmianach w przepisach podatkowych i ich wykładnię, kalendarz z ważnymi terminami oraz kalkulatory. W tej części portalu umieszczone są także wszelkiego rodzaju formularze, zarówno te interaktywne do składania drogą elektroniczną, jak i tradycyjne do wydruku, a także instrukcje ich wypełniania – częścią portalu jest system e-Deklaracje (strona www.e-deklaracje.gov.pl). Tu podatnik może też poszukać danych kontaktowych jednostek administracji podatkowej i celnej. Portal oferuje także wyszukiwarki: organizacji pożytku publicznego, aktywność numerów VAT UE oraz interpretacji ogólnych i indywidualnych organów podatkowych.

Natomiast portal w części zalogowanej, który jest w tej chwili w przygotowaniu, będzie stanowił bezpośredni kanał komunikacji z organami podatkowymi, a konto podatnika umożliwi dostęp do własnych danych podatkowych. Rejestracja na portalu umożliwi nie tylko przesyłanie deklaracji z konta, ale także możliwość elektronicznego odbierania i składania pism z i do organów podatkowych, przeglądania złożonych deklaracji oraz statusu prowadzonych spraw.

Portal wchodzi w skład serwisu Ministerstwa Finansów www.finanse.mf.gov.pl.

Szacunkowe dane o wykonaniu budżetu państwa za okres styczeń – lipiec 2014 r.

W okresie styczeń – lipiec 2014 r. oszacowano:

dochody budżetu państwa na kwotę
162.586,1 mln zł,

wydatki budżetu państwa na kwotę
188.937,2 mln zł,

deficyt budżetu państwa na kwotę
26.351,1 mln zł.

Więcej informacji na temat szacunkowych danych znajduje się w dziale Działalność / Finanse publiczne / Budżet państwa / Wykonanie budżetu państwa / Szacunkowe wykonanie budżetu.

Komunikat ws. stanu środków walutowych oraz operacji związanych z zarządzaniem długiem zagranicznym Skarbu Państwa w lipcu 2014 r.

Ministerstwo Finansów uprzejmie informuje, że:

  1. W ramach obsługi zadłużenia zagranicznego Skarbu Państwa w lipcu 2014 r. dokonano następujących płatności w walutach obcych:
    • kapitał – równowartość 37,1 mln EUR (153,5 mln PLN),
    • odsetki – równowartość 267,8 mln EUR (1108,6 mln PLN).
  2. Stan środków walutowych w dyspozycji Ministra Finansów na koniec lipca 2014 r. wyniósł łącznie
    7 873,0 mln EUR (32 783,2 mln PLN).

Relpol zwiększa sprzedaż i zysk mimo mocniejszego złotego

0

Firma Relpol, producent przekaźników, w I półroczu zwiększyła przychody i zyski w porównaniu do I półrocza ubiegłego roku.

Zysk netto Relpolu wyniósł w I półroczu 2,88 mln złotych wobec 2,45 mln zł rok temu.

Zysk operacyjny sięgnął 3,86 mln złotych. Rok wcześniej spółka osiągnęła wynik 2,76 mln zł.

Przychody wyniosły 53,73 mln zł i były wyższe od ubiegłorocznych o 1,13 mln zł.

Relpol, producent przekaźników, eksportuje niemal 70 proc. produkcji. Dlatego na jego wyniki wpływ mają kursy walut, głównie euro do złotego. Jak podaje spółka, w pierwszym półroczu złoty był mocniejszy niż przed rokiem (średnio 4,18 zł za euro wobec 4,21 zł rok temu), a umocnienie złotego ma większy negatywny wpływ na wyniki sprzedaży niż pozytywny na spadek kosztów importowanych surowców. Mimo to firma zwiększyła przychody i zyski. Pomogły w tym niższe niż przed rokiem ceny wykorzystywanych w produkcji przekaźników surowców: miedzi, srebra, złoto.

Grupa Monnari zwiększa przychody, zysk wzrósł ponad dwukrotnie

0

Grupa Monnari Trade miała w I półroczu 2014 roku 12,5 mln zł zysku netto wobec 5,55 mln zł przed rokiem. Przychody wzrosły o 22 proc.

Skonsolidowany zysk netto odzieżowej grupy Monnari wyniósł w pierwszych sześciu miesiącach roku 12,5 mln zł, podczas gdy rok wcześniej spółka zarobiła 5,55 mln zł.

Przychody ze sprzedaży zamknęły się kwotą 76,65 mln zł i były o niemal 14 mln zł wyższe niż przed rokiem.

Zysk operacyjny został niemal potrojony i wzrósł do 9,72 mln zł z 3,56 mln zł rok temu.

PKP Cargo wyda 200 mln zł na nowe lokomotywy

PKP Cargo ogłosi niebawem przetarg na zakup 10 nowych lokomotyw. Chce przeznaczyć na ten cel prawie 200 mln zł.

W najbliższych tygodniach PKP Cargo ogłosi przetarg na zakup 10 lokomotyw wielosystemowych. Będą one obsługiwały przewozy do Niemiec, Czech, Austrii, Belgii, Holandii i Włoch, na Słowację i Węgry. Lokomotywy miałyby trafić do spółki w 2016 i 2017 roku. PKP Cargo szacuje, że przeznaczy na ich zakup do 200 mln zł.

Na razie spółka wykorzystuje 10 tego typu lokomotyw, z czego jedna jest jej własnością, a dziewięć jest dzierżawionych.

Powiększenie parku taborowego o kolejne lokomotywy wielosystemowe jest naturalną konsekwencją realizowania strategii PKP Cargo. Pozwoli nam to na wzmocnienie pozycji na rynkach ościennych. Nasze lokomotywy mogą jeździć już w ośmiu krajach, przez które przebiegają i krzyżują się główne szlaki transportowe Europy. To potencjał, który będziemy wykorzystywać – mówi cytowany w komunikacie Adam Purwin, prezes PKP Cargo.

Zakup nowych lokomotyw związany jest z planowanym poszerzeniem ekspansji zagranicznej PKP Cargo.

Jak podaje spółka, operacje za granicą stanowią coraz ważniejszy element jej działalności. W pierwszym kwartale 2014 roku przewozy tranzytowe oraz importowe i eksportowe stanowiły łącznie 53 proc. wszystkich przewozów zrealizowanych przez spółkę. Pod względem udziału w przychodach od zagranicznych klientów zewnętrznych prym wiodą firmy z Niemiec (31 proc.), Czech (18 proc.) i Słowacji (12 proc.).

Marże Radpolu na niektóre wyroby sięgają 47 proc. Popyt na te produkty będzie rósł

0

CEO Magazyn Polska

Radpol prognozuje dalszy wzrost sprzedaży i utrzymanie dwucyfrowych marż, ponieważ potrzeby inwestycyjne w energetyce i ciepłownictwie pozostają ogromne. To zabezpiecza spółkę przed okresowymi wahaniami koniunktury, dzięki czemu Radpol nie obawia się odpływu inwestorów na czele z OFE.

Spółka w ciągu ostatnich 6 lat zainwestowała 140 mln zł. Inwestycje te w dużej części były przeznaczone na rozwój mocy produkcyjnych, które pozwoliły zwiększyć ekspansję rynkową Radpolu. Grupa kapitałowa ma 5 zakładów i działa w bardzo interesujących branżach – w ciepłownictwie i energetyce. Są to branże, w których mówimy o bardzo dużych kwotach i bardzo dużych inwestycjach infrastrukturalnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Pióro, prezes zarządu Radpol.

Radpol w 2004 roku zanotował 18 mln zł przychodów, a niemal 9 lat później było to już 178 mln zł. Pierwsze półrocze 2014 r. to kontynuacja rosnącej skali działalności, ponieważ przychody rok do roku wzrosły o 52 proc. Według prezesa spółki mimo szybkiego wzrostu sprzedaży spółka działa na bezpiecznych rynkach. Świadczyć o tym może także wysokie zaangażowanie OFE, które stanowią 32 proc. akcjonariatu.

Uważam, że działamy w biznesach stabilnych, w których są duże pieniądze i w których będą one zawsze wydawane, bez względu na koniunkturę, bo tego wymaga energetyka i ciepłownictwo – uważa Krzysztof Pióro.

Zdaniem prezesa spółki niska korelacja przychodów Radpolu do bieżącej koniunktury zmniejsza ryzyko, że OFE będą wyprzedawać swoje akcje. Zakaz inwestowania w papiery dłużne rządu zmusza fundusze emerytalne do większej selekcji spółek w celu ograniczenie ryzyka. Z tego powodu część inwestorów niechętnie patrzy na spółki z dużym zaangażowaniem OFE.

Nasz akcjonariat jest bardzo stabilny. Nie widzimy zagrożeń, z jakimi mierzą się niektóre spółki, które być może mają zbyt duży udział kapitału OFE u siebie. Nie mam żadnych sygnałów, aby ta sytuacja z funduszami przekładała się na nasz akcjonariat – mówi prezes Radpolu.

Notowana w WIG250 spółka ogranicza ryzyko w swojej działalności poprzez rozwój sprzedaży na rynki eksportowe, a także szeroki portfel produktów.

Mamy unikalną fabrykę, jedyną w Polsce, która ma do dyspozycji akceleratory elektronowe do produkcji wyrobów termokurczliwych. Mamy fabryki do produkcji rur do przesyłu ciepła, wody, kanalizacji, gazu. Mamy fabrykę produkującą słupy strunobetonowe – najnowsza technologia budowy słupów do przesyłu energii i oświetleniowych. Produkujemy także izolatory porcelanowe – wymienia Pióro.

Obok ciepłownictwa strategicznym sektorem dla Radpolu jest energetyka zawodowa, gdzie spółka osiąga wysoką rentowność sprzedaży.

– W przypadku wyrobów termokurczliwych możemy się pochwalić marżami brutto na poziomie 47 proc., to bardzo dobre wyniki, trudne do osiągnięcia w wielu innych biznesach. Sprzedajemy również słupy, żerdzie z betonu strunowego z marżami 32-proc oraz izolatory z marżami powyżej 30 proc. – twierdzi Krzysztof Pióro.

KGHM wciąż liczy na koncesje poszukiwawcze w okolicy Głogowa

CEO Magazyn Polska

Minister środowiska ponownie rozpatrzy wnioski o koncesję na obszarach Bytom Odrzański i Kulów-Luboszyce. To jeden z wielu projektów dla miedziowego holdingu. Wśród tych strategicznych dla spółki jest też budowa Głogowa Głębokiego Przemysłowego, pełne uruchomienie produkcji w Sierra Gorda w Chile oraz budowa szybu w kanadyjskiej Victorii.

Priorytetem dla nas pozostaje uruchomienie naszego projektu sztandarowego, czyli Sierra Gorda, zgodnie z założeniami. Uruchomiliśmy już produkcję, pozostaje teraz osiągnięcie docelowych wielkości produkcyjnych, a więc ponad 110 tys. ton miedzi w koncentracie i 50 mln funtów molibdenu w przyszłym roku. Kluczowe są też projekty, które realizujemy w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Romanowski, wiceprezes zarządu KGHM Polska Miedź.

Produkcja w chilijskiej kopalni Sierra Gorda ruszyła 30 lipca. Oficjalne otwarcie nastąpi prawdopodobnie na początku października, a obecnie celem spółki jest osiągnięcie zakładanych w pierwszym etapie mocy produkcyjnych. Poza miedzią i molibdenem w Chile produkowane będzie też ponad 60 tys. uncji złota rocznie. W drugim etapie inwestycji, który jak powiedział agencji informacyjnej Newseria Herbert Wirth, prezes KGHM, ruszy najwcześniej w 2019 r.; planowane jest dalsze zwiększenie produkcji.

Realizowane są też projekty KGHM-u w Kanadzie. W Victorii, w prowincji Ontario, trwa już budowa szybu realizowana wspólnie z kanadyjską spółką. Produkcja ma ruszyć w 2019 r., a poza miedzią wydobywane będą także nikiel i platyna. Obecność metali szlachetnych znacznie poprawia rentowność wydobycia miedzi – podkreśla Romanowski. W kopalni Ajax w prowincji Kolumbia Brytyjska występuje z kolei dużo złota. Tam prace są mniej zaawansowane. KGHM wystąpił o decyzję o zmianie posadowienia zakładu przeróbczego, co ma pozwolić na optymalizację planu produkcyjnego.

KGHM nie zapomina też o rynku krajowym. Dużym wyzwaniem technologicznym i technicznym jest wydobycie miedzi z poziomu poniżej 1200 metrów pod powierzchnią, które trwa w Głogowie Głębokim Przemysłowym od kwietnia.

Modernizujemy również huty miedzi, zarówno w Głogowie, jak i w Legnicy, a więc cały ciąg produkcyjny jest objęty planem inwestycyjnym. Aby KGHM mógł funkcjonować przez następne kilkadziesiąt lat, istotne jest również to, by w regionie była prowadzona eksploracja i możliwość udokumentowania kolejnych złóż miedzi. Cieszymy się z tego, że już pewne koncesje w zakresie eksploatacji zostały nam przydzielone. Myślimy o uzyskaniu kolejnych koncesji na nowe złoża w regionie – zdradza Romanowski.

W ubiegłym roku KGHM uzyskał łącznie pięć koncesji na wydobywanie miedzi w rejonie Głogowa i Lubina oraz trzy koncesje poszukiwawcze w obszarach Głogów, Kazimierzów i oraz Retków-Ścinawa. W tym roku spółka uzyskała koncesję poszukiwawczą na obszar Konrad położony pomiędzy Legnicą a Zgorzelcem. Jednak głośno było przede wszystkim o koncesjach na obszarach Bytom Odrzański i Kulów-Luboszyce. Na początku roku koncesje na poszukiwanie miedzi w obszarach Bytom Odrzański oraz Kotla (fragment obszaru Kulów-Luboszyce) zdobyła kanadyjska firma Miedzi Copper. 30 lipca resort środowiska zapowiedział jednak, że ponownie rozpatrzy te wnioski koncesyjne.

Mamy też inne obszary, o których myślimy. Pójdziemy bardziej w kierunku północno-wschodnim: Retków-Ścinawa czy to, co już mamy w tej chwili w naszym portfelu, czyli Głogów Głęboki Przemysłowy. Mówimy tutaj o kolejnych milionach ton udokumentowanej miedzi, która będzie eksploatowana w kolejnych latach – dodaje Romanowski.

J. Steinhoff: polskie firmy potrzebują innowacji, nie restrukturyzacji

0

CEO Magazyn Polska

Wspieranie innowacyjności zamiast restrukturyzacji przedsiębiorstw – tego potrzebuje polska gospodarka, by być konkurencyjną na światowych rynkach – uważa Janusz Steinhoff, wicepremier i minister gospodarki. Taką zmianę w strategii zapowiedziała również Agencja Rozwoju Przemysłu pod kierownictwem nowej prezes Aleksandry Magaczewskiej. Pomimo wsparcia państwa finansowanie inwestycji w innowacje powinny wziąć jednak na siebie przede wszystkim firmy.

Powinniśmy przekonać małe i duże firmy, że muszą uczestniczyć w badaniach o utylitarnym charakterze, bo będzie to rzutowało na ich konkurencyjność. Państwo w ramach pomocy publicznej horyzontalnej może wspierać niektóre kierunki badań naukowych o utylitarnym charakterze, natomiast znaczącą część finansowania musi na siebie wziąć przedsiębiorca – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki.

Innowacyjność ma być jednym z priorytetów nowej prezes ARP. NWZ Agencji powołało 7 sierpnia na to stanowisko Aleksandrę Magaczewską, która wcześniej zajmowała stanowisko dyrektora Departamentu Restrukturyzacji i Pomocy Publicznej w Ministerstwie Skarbu Państwa. Ten cel wspiera także administracja rządowa – jak przypomina Steinhoff, o promowaniu innowacyjności mówili zarówno przedstawiciele MSP, jak i resortu gospodarki.

Były minister gospodarki podkreśla, że sukcesy polskich prywatnych firm na zagranicznych rynkach pokazują, jak wiele znaczy innowacyjność. Steinhoff wymienia m.in. Solarisa (producenta autobusów, tramwajów i trolejbusów eksportowanych do wielu krajów świata), Pesę (producenta tramwajów i pociągów, które jeżdżą m.in. w Niemczech, we Włoszech i na Węgrzech) oraz Fakro. Ta ostatnia spółka jest drugim na świecie producentem okien dachowych.

Tam, gdzie jest nowoczesny wyrób, gdzie jest nowoczesne wzornictwo wspierane bardzo wysoką jakością i solidnością dostaw, tam jest sukces w gospodarce – podkreśla Steinhoff. ‒ Wielkim wyzwaniem dla Polski nie jest już to, z czym mieliśmy do czynienia na początku lat 90., czyli olbrzymie procesy restrukturyzacyjne w hutnictwie, górnictwie i przemyśle zbrojeniowym. Wyzwaniem jest w tej chwili innowacyjność, czyli walka o konkurencyjność polskiej gospodarki.

Podkreśla, że Agencja Rozwoju Przemysłu to spółka o dużym doświadczeniu w transformacji polskiego przemysłu po zmianach ustrojowych. Powołana w 1990 r. jednoosobowa spółka Skarbu Państwa jednak musi się zmieniać, a prezentowane przez nową prezes priorytety są ‒ w ocenie Steinhoffa ‒odpowiednie.

Były wicepremier dodaje, że w Polsce innowacyjność nie była do tej pory skutecznie wspierana. Choć w PRL-u nakłady na badania naukowe były znaczne, ich efekty były nieadekwatne do przeznaczonych środków. Po transformacji funduszami na badania naukowe zarządzał utworzony na mocy ustawy z 1991 r. Komitet Badań Naukowych, który został w 2005 r. wcielony do ministerstwa nauki.

Teraz do dyspozycji agend rządowych są fundusze unijne. Odpowiednie agencje mogą z ich wykorzystaniem wspierać również transfer innowacyjnych rozwiązań z obszaru nauki do przemysłu i biznesu.

W Polsce wykorzystaliśmy proste przewagi konkurencyjne w postaci niskiej płacy. Innowacyjność powinna służyć wykorzystaniu potencjału intelektualnego i badawczego środowisk naukowo-badawczych, czyli instytutów, wyższych uczelni i innych. Musimy również udrożnić transfer nowoczesnych technologii do przemysłu ‒ podkreśla Steinhoff.

Nowe zabezpieczenie na wypadek upadłości biur podróży. Ustawą o Turystycznym Funduszu Gwarancyjnym dziś zajmuje się rząd

0

CEO Magazyn Polska

Nowa ustawa o Turystycznym Funduszu Gwarancyjnym ma zapewnić środki na pokrycie kosztów upadłości biur podróży – głównie powrotu turystów do kraju. Ma być dodatkowym zabezpieczeniem obok już istniejących gwarancji ubezpieczeniowych. System powinien też zabezpieczać turystów, którzy wyjechali za granicę bez pośrednictwa biura podróży i nie są obecnie w żaden sposób chronieni przed upadkiem któregokolwiek z usługodawców. 

Są to ewidentnie zmiany prokonsumenckie. Natomiast biorąc pod uwagę fakt, że Turystyczny Fundusz Gwarancyjny to obciążenia dla przedsiębiorców, naszym zdaniem ta ustawa powinna być przygotowana starannie i uwzględniać jeszcze pewne dodatkowe elementy, które się w niej do tej pory nie znalazły – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Rosset, sekretarz generalny Polskiej Izby Turystyki.

Ustawa o Turystycznym Funduszu Gwarancyjnym przewiduje powstanie rezerwy finansowej na wypadek upadku jakiegoś biura podróży. Ma to być dodatkowe zabezpieczenie, obok dotychczas obowiązujących ubezpieczeń. Według projektu składka będzie wynosić między 0 a 30 zł od osoby, przy czym przewiduje się, że w praktyce średnio będzie to ok. 12 zł. Zdaniem Tomasza Rosseta, nie są to jednak jedyne koszty, dochodzi do tego sama obsługa nowych obowiązków.

– Do funduszu trzeba będzie przygotowywać sprawozdania, trzeba będzie obrobić wszystkie dokumenty. To są albo dodatkowo zatrudnieni ludzie, albo dodatkowo płatne godziny dla osób zatrudnionych. Obciążenia dla przedsiębiorców niewątpliwie będą większe, zresztą one zostały wykazane w projekcie, który przygotowało Ministerstwo Sportu i Turystyki – mówi Rosset.

Nowy fundusz ma zabezpieczać koszty obsługi upadłości biura podróży na wypadek, gdyby podstawowe ubezpieczenie na to nie wystarczyło. Zmiany dotyczą jednak jedynie biur podróży – jak podkreśla sekretarz generalny POT – to nie wystarczy, by właściwie chronić wszystkich turystów.

Tego typu sytuacje mają miejsce chociażby przy zakupie pojedynczych elementów, kiedy nie mamy do czynienia z imprezą turystyczną, czyli jeżeli na przykład ktoś kupuje bilet lotniczy – mówi Rosset. – Jeżeli klient zapłaci niemałą kwotę za bilet lotniczy, a być może oddzielnie także za inne usługi, jak hotel czy ubezpieczenie, i znajdzie się poza granicami kraju, to nie będzie miał żadnego zabezpieczenia na wypadek upadku linii lotniczej czy innego z usługodawców. Tak samo jeżeli nie zdąży wyjechać, to nikt mu tych wydanych pieniędzy nie zwróci. Tego rodzaju działania nie są objęte zabezpieczeniem prawnym.

Dlatego – chociaż branża docenia zmiany, które na jej wnioski uwzględniono w projekcie – powinien on zostać jeszcze doprecyzowany w trakcie dalszych prac prowadzonych w ramach konsultacji społecznych, a potem w parlamencie – uważa Rosset. Proponowane przez rząd zmiany mogłyby być ewentualnie włączone do nowej ustawy o usługach turystycznych.

Dobre prognozy na najbliższe miesiące dla rynku nieruchomości gruntowych, głównie segmentu mieszkaniowego

CEO Magazyn Polska

Nawet 1,8 mld zł może w tym roku wynieść wartość zamkniętych transakcji na rynku gruntów inwestycyjnych – to ponad 300 mln zł więcej niż w 2013 roku. Korzystna koniunktura powinna utrzymać się przez najbliższe 12-18 miesięcy, a to przyciągnie do Polski inwestorów zagranicznych.

Z prognozy firmy Colliers International wynika, że w tym roku inwestorzy wydadzą na nieruchomości gruntowe pod zabudowę biurową, handlową, mieszkaniową i przemysłową ok. 1,75–1,8 mld zł. Będzie to o ok. 300 mln zł więcej niż w poprzednich dwunastu miesięcy.

Czeka nas przełomowy rok dla gruntów inwestycyjnych, podczas którego powinniśmy zanotować zwiększenie zarówno liczbę, jak i wartości transakcji – twierdzi Emil Domeracki, starszy specjalista w Grupie Usług Inwestycyjnych w Colliers International.

Zwiększone zapotrzebowanie na grunty dotyczyć będzie w najbliższych miesiącach przede wszystkim Warszawy, która wciąż jest największym rynkiem deweloperskim w kraju (ok. 70 proc. transakcji). Ale uwaga kupujących coraz częściej kierowana będzie także na inne duże miasta, jak Wrocław, Trójmiasto, Poznań i Kraków.

Największą aktywność analitycy prognozują w segmencie mieszkaniowym. Jednak w kolejnych miesiącach obserwowane obecnie ożywienie dotyczyć będzie także lokalizowanych zazwyczaj poza aglomeracjami magazynów.

Na początku roku pojawił się nowy trend w tym segmencie. Inwestycje w grunty nie pod konkretny projekt czy konkretnego inwestora, ale bardziej spekulacyjne – mówi Emil Domeracki agencji Newseria Biznes. – Zakupy dokonywane są na etapie początkowym i następnie grunt przygotowywany jest pod wybranego później inwestora. Wcześniej inwestorzy nie realizowali tego typu transakcji.

Wyzwaniem dla deweloperów ma być za to segment handlowy. Tu analitycy prognozują stabilizację.

W centrum zainteresowania mogą być małe miasta, gdzie np. znajdują się stare centra handlowe, i oczywiście Warszawa. Ostatnie centrum handlowe z prawdziwego zdarzenia powstało w stolicy w 2006 r., były to Złote Tarasy – mówi Emil Domeracki. – Jeśli zatem zostałyby wystawione w stolicy na sprzedaż działki inwestycyjnej z takim przeznaczeniem w atrakcyjnej lokalizacji, z pewnością byłyby przedmiotem wzmożonego zainteresowania.

Jak twierdzą specjaliści Colliers International, krajowy rynek gruntów inwestycyjnych należy do najszybciej rozwijających się w Europie. Pod względem aktywności inwestorów, jak wskazuje raport, Polska dorównuje Rosji (Moskwa). Jeśli zaś chodzi o liczbę transakcji krajowy rynek najczęściej porównywany jest z rumuńskim.

Myślę, że niebawem możemy pozostawić w tyle takie rynki, jak niemiecki czy czeski, które do tej pory odznaczały się porównywalną do polskiej witalnością w  segmencie deweloperskim – mówi Domeracki.

Dobra koniunktura dla rynku gruntów inwestycyjnych powinna się utrzymać, jak mówi analityk, co najmniej przez najbliższe 12-18 miesięcy. Podkreśla on, że do Polski spływa kapitał z zagranicy. Krajowym rynkiem zainteresowani są m.in. Chińczycy, które zaczynają budować zręby funduszu inwestycyjnego lokującego wyłącznie w grunty. Nad Wisłą zamierzają inwestować również firmy ukraińskie i z Bliskiego Wschodu.

W 2015 r. nieznacznie wzrosną ceny ubezpieczeń w bankach. Sprzedaż będzie jednak rosła

CEO Magazyn Polska

Efektem wchodzącej w przyszłym roku w życie Rekomendacji U może być nieznaczny wzrost cen produktów ubezpieczeniowych sprzedawanych w bankach. Eksperci podkreślają, że propozycje KNF dają klientom więcej możliwości wyboru tych produktów. Przez wprowadzenie obowiązku dokładnego informowania klientów o korzyściach i kosztach dokument może przyczynić się do wzrostu świadomości konsumentów, a tym samym do wzrostu sprzedaży tych produktów.

Rekomendacja U jest dobrym kompromisem, który wpłynie na wzrost świadomości ubezpieczeniowej – uważa Alexander Leszek Konopka, prezes zarządu Gras Savoye Polska, brokera ubezpieczeniowego. – Do tej pory często sami klienci nie wiedzieli, że są ubezpieczeni. Postrzegali oni ubezpieczenie tylko jako dodatek do produktu bankowego, który wiąże się z opłatą. Teraz będą wiedzieli, że mają korzyści z dodatku do produktu finansowego, jakim jest kredyt czy karta.

Na początku przygotowań do wydania tej rekomendacji KNF zaproponowała bardzo restrykcyjne rozwiązania. Ostatecznie obie strony zgodziły się co do rodzaju zmian, zresztą same banki i ubezpieczyciele już od dawna widzieli potrzebę zmian i chcieli nawet sami je wprowadzić.

Eksperci podkreślają, że pierwotne założenia były bardziej restrykcyjne i nakładały na instytucje finansowe tak duże obowiązki i ograniczenia, że istniało ryzyko znaczącego zahamowania tego kanału sprzedaży ubezpieczeń. W branży, szczególnie na początku negocjacji z KNF, jednym z mocniejszych argumentów było właśnie to, że zbyt wysokie koszty dystrybucji ubezpieczeń sprawią, że wiele z nich wycofa się ze sprzedaży, bo stanie się ona nieopłacalna.

Pojawiły się takie głosy, że rzeczywiście koszt dystrybucji nie będzie zbyt duży. Nie obawiam się o to, bo banki zawsze będą szukać dodatkowych źródeł przychodu i wzbogacenia swojej oferty. Banki i ubezpieczyciele poniosą dodatkowe koszty, które podniosą jakość produktu, ale nie obawiałbym się o cenę tych produktów , pozostanie ona na podobnym poziomie – mówi Konopka.

Prognozuje, że jeśli nastąpi wzrost kosztów po stronie tych instytucji, to będzie to minimalny wzrost.

To nie będą na pewno wzrosty kilkudziesięcioprocentowe. Jeżeli wzrosną jakiekolwiek opłaty z tego tytułu czy ceny ubezpieczeń, to będą to nieznaczące kwoty – mówi prezes Gras Savoye Polska.

Wraz z wejściem w życie Rekomendacji U (KNF oczekuje, że stanie się to do końca marca 2015) klienci będą mieli więcej do powiedzenia na przykład przy wyborze ubezpieczyciela. A ze względu na obowiązek dokładnego informowania ich przez banki o korzyściach i ryzykach wynikających z zakupu określonych produktów sprzedaż może się nawet zwiększyć.

Klienci będą więcej wiedzieć na temat ubezpieczeń i będą mieć większy wybór produktów ubezpieczeniowych w banku. W perspektywie długoterminowej zmiana odbije się pozytywnie zarówno na sprzedaży, jak i na wizerunku produktów finansowych i ubezpieczeniowych – podkreśla Alexander Leszek Konopka.

Dodatkowo produkty będą mogły być bardziej dopasowane do potrzeb klientów.

Poprawi się jakość, bo zostały nałożone nowe obowiązki na banki i ubezpieczycieli. Muszą oni kontrolować całości procesu sprzedaży tych produktów przez bank. Ma to oprawić ich jakość i świadomość klientów, którzy będą kupować ubezpieczenia w tym kanale – uważa Konopka.

Słaba sytuacja gospodarcza Chin. Niepokoją ukryte bezrobocie i złe długi

CEO Magazyn Polska

Po chwilowym optymizmie ostatnie dane ekonomiczne z Chin znów rozczarowały. Zmalał indeks PMI oraz napływ inwestycji zagranicznych. Kierunek rozwoju gospodarki tego kraju pozostaje trudny do przewidzenia. Dużym zagrożeniem dla Chin może być kondycja sektora bankowego nasyconego złymi długami i z rozwiniętym alternatywnym sektorem finansowym, a także sztucznie obniżane bezrobocie.

Jestem bardzo ostrożny w kwestii długoterminowych prognoz ekonomicznych dla Chin – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Radosław Domagalski, prezes zarządu Magellan Trading Shanghai, oddziału europejskiej spółki produkcyjno-handlowej i ekspert ds. Azji. ‒ Ważne jest to, że rząd chiński mimo wszystko dosyć pragmatycznie podchodzi do gospodarki. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że musi pewne elementy gospodarki stymulować tak, żeby zapewnić im zrównoważony wzrost, dlatego że w poprzednich latach prawdopodobnie był trochę za szybki.

Lipcowy odczyt wskaźnika PMI skompilowanego przez HSBC/Markit wyniósł w Chinach 50 punktów. Był to najniższy wynik od wprowadzenia tego wskaźnika w 2005 r. Czerwcowy odczyt, wynoszący 53,1 pkt, był na najwyższym poziomie od 15 miesięcy, pozytywny trend jednak się nie utrzymał. W okresie od stycznia do lipca po raz pierwszy od 17 miesięcy zmalała wartość (rok do roku) bezpośrednich inwestycji zagranicznych.

Domagalski ocenia jednak, że wskaźniki makroekonomiczne nie zawsze dobrze oddają faktyczny stan gospodarki tego kraju. Dodaje, że dla niego wiarygodniejszym miernikiem zawsze była samodzielna ocena stanów magazynowych dostawców.

Do tego prognozy ekonomistów często nie są trafne – Domagalski przypomina, że od wielu lat oczekuje się kryzysu w nieruchomościach, który wciąż nie nastąpił, choć nie można już mówić o boomie na tym rynku.

Dalszy rozwój sytuacji w znacznej mierze zależy jednak od decyzji rządu. Niewykluczone, że w celu stymulacji władze zdecydują się obniżyć stopy procentowe, które od dwóch lat utrzymywane są na niezmiennym i stosunkowo wysokim poziomie 6 proc. Pekin zapowiedział już, że wesprze kredyty dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz dla sektora rolniczego.

Pamiętajmy przede wszystkim, że Chiny mają istotny problem ze swoim sektorem bankowym. Bardzo wysoki jest poziom złych długów, dlatego musi nastąpić restrukturyzacja całego sektora. Bardzo duży jest udział tzw. shadow banking, czyli alternatywnego rynku kredytowego, z którego korzystają zwłaszcza prywatne firmy średniej wielkości. To realne zagrożenie dla całej gospodarki. Bardzo często firmy prywatne funkcjonują w łańcuszku zależności pomiędzy swoimi dostawcami i odbiorcami. Upadek jednego z nich powoduje reakcję łańcuchową – tłumaczy Domagalski.

Na koniec ubiegłego roku 10 największych chińskich banków raportowało, że wartość przeterminowanych zaległości sięgnęła 588 mld juanów (ok. 300 mld zł). Było to o 21 proc. więcej niż rok wcześniej.

Chiny zmagają się też z ukrytym i sztucznie zaniżanym bezrobociem. Choć oficjalnie stopa bezrobocia wynosi jedynie 4,1 proc., brakuje dokładnych danych na temat tego, ilu Chińczyków faktycznie pozostaje bez pracy. Statystyka uwzględnia bowiem jedynie miasta, a dane podawane przez Ministerstwo Zasobów Ludzkich i Kapitału Społecznego są o 1 pkt proc. niższe niż wartości cytowane przez (również rządową) Komisję Rozwoju i Reformy Narodowej.

Po pierwsze, sektor państwowy jest wciąż bardzo istotny w gospodarce chińskiej. Po drugie, powstaje dużo miejsc pracy, które są nieefektywne i zwiększają koszt funkcjonowania przedsiębiorstw w oczywisty sposób, a rząd jest skazany na rozładowywanie napięć społecznych poprzez tworzenie i promowanie takich miejsc pracy. To również dzieje się w obszarze sektora prywatnego, gdzie rząd zaostrza bardzo mocno przepisy prawa pracy – tłumaczy ekspert.

Jak ocenia Domagalski, obecnie w Chinach zwolnić pracownika jest znacznie trudniej niż w Polsce. Równocześnie Chiny nie są już tak atrakcyjne dla światowych koncernów jako miejsce lokowania zakładów produkcyjnych. Dlatego Pekin musi szukać nowych obszarów rozwoju. Domagalski ocenia, że są to przede wszystkich nowoczesne technologie.

Upraszczając, możemy powiedzieć, że Chiny idą drogą Japonii. Z pozycji państwa opartego na taniej produkcji inwestują bardzo dużo środków w produkcję innowacyjnych towarów, tworzą wręcz całe bardzo innowacyjne sektory, jak przemysł kosmiczny czy przemysł zbrojeniowy oparty na wysokich technologiach – mówi Domagalski.

Dodaje, że rozwój gospodarczy napędza też coraz większa konsumpcja. To z kolei także szansa dla europejskich i polskich eksporterów.

Tanieją zboża, rośliny oleiste, żywiec, mleko, warzywa i owoce

Na rosnącej podaży żywności najbardziej tracą rolnicy. Zakłady przetwórcze mogą natomiast podnosić marże i zarabiać więcej. Zyskują także konsumenci.

Według  Michała Koleśnikowa, analityka rynków rolnych Banku BGŻ, ceny żywności w najbliższych miesiącach utrzymają się na dość niskim poziomie. W przypadku zawierających dużą ilość tłuszczu i kwasów tłuszczowych zbóż oraz roślin oleistych (rzepak, słonecznik zwyczajny, soja i mak) powodem tego są przede wszystkim obfite tegoroczne zbiory.

 Z powodu ogromnej ilości zebranego surowca w magazynach znajduje się bardzo dużo zbóż i roślin oleistych – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Koleśnikow.  Wzrost podaży skutkuje spadkiem cen.

Na rynek warzyw i owoców natomiast ogromny wpływ będzie mieć, jak twierdzi analityk, nałożone od początku sierpnia embargo na dostawy do Rosji obejmujące kraje Unii Europejskiej zaangażowane w sankcje. Polska jest na przykład największym, pokrywającym ok. 60 proc. zapotrzebowania, sprzedawcą jabłek na rynku rosyjskim. Z powodu sytuacji politycznej duża część eksportowanych wcześniej warzyw i owoców pozostanie w Polsce, co spowoduje presję na ich ceny.

 W tym segmencie rynku także nie należy liczyć na wzrosty, znacznie bardziej prawdopodobne są dalsze spadki – mówi Michał Koleśnikow.   Taka sytuacja powinna utrzymać się co najmniej do końca br., a może i w pierwszym kwartale przyszłego roku. Pod koniec grudnia br. ceny będą wyraźnie niższe niż w tym samym miesiącu roku poprzedniego.

Spadają również ceny mleka, które były wcześniej wysokie. Znacznie bardziej zmienne są natomiast w br. ceny żywca. Związane jest to, jak twierdzi analityk banku BGŻ, głównie z sytuacją, która wytworzyła się na skutek afrykańskiego pomoru świń. Na początku br. notowania rynkowe żywca znajdowały się pod dość wyraźną presją, wtedy też cena spadła do bardzo niskiego, nienotowanego od lat, poziomu. W drugim kwartale br. rynek zanotował stosunkowo silne odbicie – pod koniec marca wartość żywca znowu zaczęła iść do góry.

 Następnie ceny znowu spadły, chociaż w tym okresie roku zazwyczaj rosną – mówi analityk bank BGŻ.  Dzisiaj są niższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku, nawet w przypadku drożejącej zazwyczaj latem wieprzowiny.

Obecna sytuacja na rynku żywności, jak podkreśla analityk banku BGŻ, będzie miała największy wpływ na opłacalność pracy rolników, szczególnie producentów zbóż, żywca, mleka oraz warzyw i owoców. Natomiast zakłady przetwórcze będą mogły zarobić więcej, bo mają dostęp do tańszego niż przed rokiem surowca, a rynek detaliczny nie wymusza tak dużych obniżek ceny finalnego produktu.

Od tej reguły są jednak wyjątki.

 W przypadku młynów marże ciągle są bardzo niskie, ceny zboża bardzo szybko spadają, ale tanieje również mąka – zauważa Michał Koleśnikow.

Przedsiębiorcy nastawieni coraz bardziej pesymistycznie

0

Przedsiębiorcy obawiają się skutków sankcji nałożonych przez Unię Europejską na Rosję i jej odpowiedzi w postaci kolejnych zakazów importu. Najgorsze nastroje panują w przemyśle przetwórczym, budownictwie, handlu, transporcie oraz wśród rolników. Jedynie gospodarstwa domowe i branża bankowa nie poddają się pesymizmowi.

Barometr IRG SGH, istotny wskaźnik obrazujący koniunkturę w polskiej gospodarce, w trzecim kwartale br. w stosunku do poprzednich trzech miesięcy wzrósł o 0,2 pkt, do wartości minus 4,9 pkt. W ujęciu rocznym zanotowano natomiast poprawę o 7,6 pkt. Według prof. Elżbiety Adamowicz, współautorki badania i dyrektorki Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej, oczekiwania były jednak większe.

 To sygnał, że w gospodarce dzieje się coś niepokojącego –komentuje prof. Elżbieta Adamowicz. – Oczekiwaliśmy znacznie większej poprawy. Zatem w przyszłość, niestety, musimy patrzeć z wielkim niepokojem.

Zdaniem ekonomistki SGH głównym źródłem spadku optymizmu jest napięta sytuacja polityczna, wprowadzenie sankcji gospodarczych wobec prowadzącej działania militarne na Ukrainie Rosji, embargo na dostawy produktów i usług do tego kraju. Niepokój wyrażają przy tym zarówno przedsiębiorcy prowadzący działalność w branży przemysłu przetwórczego, transportu i logistyki, jak i rolnicy. Największy spadek naukowcy z SGH odnotowali jednak w budownictwie oraz handlu.

 To wszystko są obszary działalności gospodarczych, w których koniunktura się pogarsza, albo zmiany są tak niewielkie, że w granicach błędu –twierdzi prof. Adamowicz. – Pamiętajmy, że trzeci kwartał to okres szczytowej, sezonowej aktywności gospodarczej. Podczas ostatnich trzech miesięcy roku czynniki sezonowe nie będą już oddziaływały pozytywnie, a i negatywne oddziaływanie sytuacji politycznej prawdopodobnie jeszcze się zwiększy.

Zdaniem współautorki badania bardziej szczegółowa analiza struktury produkcji wskazuje, że poprawa koniunktury nastąpiła tylko w grupie trwałych dóbr konsumpcyjnych. Nawet przedsiębiorcy działający w sektorze konsumpcji bieżącej, nietrwałych dób powszechnego użytku, wskazują na pogorszenie sytuacji. Spada także wskaźnik koniunktury w produkcji półproduktów oraz dóbr inwestycyjnych.

 Oznacza to, że przemysł w najbliższych tygodniach będzie rozwijał się słabiej, zredukuje swoją aktywność –tłumaczy prof. Adamowicz. – Przedsiębiorcy wyraźnie są zagubieni.

Zdaniem współautorki badania zwiększonej aktywności w najbliższych miesiącach nie należy również oczekiwać po branży budowlanej. Czwarty kwartał, z uwagi na warunki sezonowe, jest dla niej zazwyczaj bowiem okresem spowolnienia. Z niepokojem w przyszłość patrzą także rolnicy.

 Obecnie wchodzą w szczyt sezonowej aktywności, plony mają dobre –mówi prof. Adamowicz. – Co jednak z tego, że jest urodzaj, skoro z uwagi na sytuację polityczną, może nie być kupca.

Komisja Europejska ogłosiła w poniedziałek, że wspomoże producentów warzyw i owoców kwotą 125 mln euro. Mają być one przeznaczone na skup owoców i warzyw, by zapobiec ich drastycznej przecenie.

Według autorów badania jedyną branżą, która obecnie ciągnie gospodarkę w górę, jest sektor bankowy. Prowadzący działalność finansową przedsiębiorcy sygnalizują poprawę koniunktury w stopniu nawet większym niż wynosi średnia okresu i sektora. Ale dla polskiej gospodarki zdaniem prof. Adamowicz, kluczowe są nastroje w sektorze przemysłu przetwórczego i w obrębie gospodarstw domowych. Ekonomistów napawa optymizmem fakt, że te ostatnie nie poddały się pesymizmowi.

 Trochę nas to dziwi, bo zwykle bardziej pesymistycznie oceniały one gospodarkę – komentuje prof. Adamowicz. – Tym razem jest jednak inaczej. Myślę, że o przyszłości gospodarki zadecyduje właśnie zachowanie konsumentów. Ważne jest, abyśmy zwiększali wydatki konsumpcyjne. Należy oczekiwać, że w najbliższej przyszłości powinny być one lokomotywą rozwoju gospodarczego. Trudno oczekiwać, że będzie to zagranica, zwłaszcza w obecnej sytuacji politycznej.

Błędy ortograficzne w CV, złe zdjęcie lub kłamstwa w hobby mogą przekreślić szanse kandydata na pracę

CEO Magazyn Polska

Odpowiednio skonstruowane CV zwiększa szanse na zatrudnienie. Informacje w dokumencie nie muszą być ułożone chronologiczne, na początku lepiej zaznaczyć najważniejsze umiejętności i osiągnięcia. Warto też się wyróżnić i urozmaicić życiorys, ale bez przesady, bo powinien być jednak czytelny i zrozumiały. Błędy ortograficzne i stylistyczne czy nieodpowiednie zdjęcie mogą przekreślić szanse kandydata.

Każde CV powinno być dostosowane do konkretnej oferty pracy. Czasem wystarczą drobne triki, a czasem trzeba dogłębnie przeczytać ofertę pracy, aby dostosować dokument do określonych wymagań – mówi agencji Newseria Małgorzata Majewska, dyrektor ds. marketingu w Monsterpolska.pl.

Dokumenty, które są oparte na doświadczeniu, osiągnięciach i umiejętnościach, są skuteczniejsze od układu chronologicznego. Dzięki temu rekruter już na początku może znaleźć najważniejsze informacje. To istotne, bo jak podkreśla ekspertka, osoby rekrutujące poświęcają na przejrzenie jednego CV 3-5 sekund.

Jeżeli nie aplikujemy na konkretną ofertę pracy, warto przeczytać kilka ofert na takie samo lub zbliżone stanowisko. Można porównać wymagania, jakie stawiają pracodawcy i w taki sposób skonstruować CV – radzi Majewska.

Osoby, które nie mają jeszcze doświadczenia i dopiero rozpoczynają karierę, powinny opisać swoje wykształcenie i przedstawić cele zawodowe.

Przy aplikowaniu na niektóre stanowiska, np. związane z branżą medialną lub tam, gdzie niezbędna jest kreatywność, sprawdzić może się inny sposób prezentacji CV – w formie wideo lub animacji. Są to jednak wciąż mało popularne formy, zarówno wśród pracodawców, jak i kandydatów. Wybierając którąś z nich, warto zachować umiar. W dokumentach aplikacyjnych liczy się przede wszystkim treść, nie należy przesadzać z wizualnymi aspektami.

Trzeba mieć łatwość prezentacji przed kamerą. Nie każdy ją ma. Jeśli nie musimy korzystać z takich rozwiązań, to nie korzystajmy, a jeśli musimy, to lepiej przećwiczyć prezentację – zaznacza ekspertka z portalu Monsterpolska.pl. – Często spotykamy się z nadmiernym ubarwieniem CV, różnorodnością czcionek i stylów. Warto zadbać o przejrzystość i najprostszą formę. Piszmy tak, jak oczekuje tego od nas pracodawca.

Błędy ortograficzne, gramatyczne i stylistyczne mogą przekreślić szanse na znalezienie pracy. W przypadku, gdy kandydat ma unikalne umiejętności oraz w branżach, gdzie można mówić o rynku kandydata, takie niedociągnięcia mogą nie mieć znaczenia. Tam, gdzie jest nadmiar chętnych do pracy, każdy błąd może wykluczyć kandydata z rekrutacji.

Częstym błędem jest publikowanie w CV zdjęć z wakacji. Jeżeli decydujemy się na umieszczenie zdjęcia, to pamiętajmy, żeby było profesjonalne. Nie aplikujemy na żaden turnus, tylko do pracy – mówi Majewska.

Mniej formalne zdjęcia mogą sprawdzić się przy aplikowaniu na kreatywne stanowiska, np. do agencji reklamowych. Jednak i w tej sytuacji zdjęcie powinno być profesjonalne.

Zdarza się również, że w CV kandydat albo nie podaje danych kontaktowych, albo popełnia w nich błędy. Dlatego ekspertka radzi, by przed wysłaniem dokumentów dokładnie je sprawdzić.

Istotne jest również, by podawać tylko prawdziwe informacje.

Nie piszmy o projektach, których nie realizowaliśmy, ponieważ rekruter w bardzo krótkim czasie będzie w stanie to wychwycić. Czasem kandydaci kłamią nawet w hobby i przez taki drobiazg również możemy zaprzepaścić swoje szanse – podkreśla Małgorzata Majewska.

Eco-Vital i Mat-Medic – sprzedawali garnki za kilka tysięcy teraz zapłacą surowe kary

– Mam dla Pani zaproszenie na bardzo ciekawe spotkanie kulinarneDzwonię z poradni diagnostycznej i rejestruję na bezpłatne badania…– w ten sposób spółki Eco-Vital i Mat-Medic zapraszały na pokazy połączone ze sprzedażą garnków i produktów paramedycznych. Konsumenci byli wprowadzani w błąd – uznał UOKiK i nakazał zmianę praktyk. Przedsiębiorcy będą musieli zapłacić blisko 900 tys. zł

Eco-Vital i Mat-Medic to spółki z Poznania. Pierwsza oferuje sprzęt do gotowania, druga urządzenia paramedyczne, tzw. rezonatory biofotonowe. Obie prowadzą sprzedaż na licznych pokazach w całej Polsce zawierając umowy z konsumentami. Zapraszają na nie niemal wyłącznie osoby starsze – w przypadku Mat-Medic dolna granica wieku wynosi 55 lat. W Krajowym Rejestrze Sądowym pomiędzy spółkami istnieją powiązania osobowe. Eco Vital działa obecnie pod nazwą Albiostar Trading Limited.

Sygnałem do wszczęcia postępowania przez Urząd były skargi  konsumentów, ich rodzin oraz organizacji zajmujących się ochroną praw konsumenckich. Dotyczyły najczęściej nieinformowania w zaproszeniach o handlowym charakterze pokazów.

Jak wykazało postępowanie UOKiK, spółka Eco-Vital zachęcała do udziału w poczęstunkach, spotkaniach, warsztatach kulinarnych, występach gwiazd, bez podawania informacji, że chodzi o sprzedaż. Pracownicy byli szkoleni by skupiać się na niekomercyjnych aspektach spotkania (np. występach artystycznych, kabaretowych, wykładach o zdrowym żywieniu). Również na rozdawanych biletach nie było informacji, że warsztaty kulinarne organizowane są w celach handlowych.  W ocenie UOKiK spółka Eco-Vital naruszyła zbiorowe interesy konsumentów:  nie ujawniała handlowego celu prezentacji i nienależycie informowała konsumentów o ich uprawnieniach. Urząd nakazał zaniechania niedozwolonych praktyk i nałożył na przedsiębiorcę blisko 650 tys. zł kary.

Druga wydana decyzja dotyczy spółki Mat-Medic, której telemarketerzy, by ukryć fakt, że w rzeczywistości chodzi o sprzedaż produktów, przedstawiali się jako przedstawiciele poradni diagnostycznej Mat-Medic i zapraszali na refundowane badania. W tej samej formie prowadzone były pokazy: sale oznaczano tablicami informującymi o badaniach, a handlowcy, nierzadko przebrani w lekarskie fartuchy i przedstawiali się jako konsultanci medyczni. Niezgodnie z prawdą zapewniali także o refundacji  zakupów z UE, NFZ lub instytutu medycznego. Jak wykazało postępowanie UOKiK spółka manipulowała również wysokością cen sprzedawanych produktów – stwarzając wrażenie, że decydując się na natychmiastowy zakup uczestnicy pokazu otrzymają wysoki rabat. Tę nieuczciwą praktykę pracownicy spółki nazywali techniką uciekającej okazji.

Zdaniem Urzędu Mat-Medic naruszył zbiorowe interesy konsumentów poprzez ukrywanie handlowego celu spotkania, stosowanie fałszywych upustów oraz informowanie o nieistniejącej refundacji. Urząd nakazał przedsiębiorcy zaniechania niedozwolonych praktyk z rygorem natychmiastowego wykonania i nałożył ponad 250 tys. zł kary finansowej.

Decyzje nie są ostateczne, obaj przedsiębiorcy mogą  odwołać się do Sądu. Urząd nie po raz pierwszy zakwestionował praktyki Eco-Vital. Już w ubiegłym roku wydana została decyzja zobowiązująca do zaprzestania 8 niedozwolonych praktyk i nakładająca prawie 200 tys. zł kary.

Polskie mikro i małe firmy planują ciąć ceny, aby więcej sprzedać

Polskie mikro- i małe firmy oczekują poprawy swojej sytuacji w drugiej połowie bieżącego roku dzięki większej sprzedaży. Ożywienie popytu ma nastąpić za sprawą dalszych obniżek cen. Przedsiębiorcy planują także nieznacznie zwiększyć zatrudnienie. Dobre półrocze szykuje się również dla eksporterów. To wnioski z badania Instytutu Badań i Analiz OSB oraz portalu Firmy.net.

Firmy.net zaprezentował wnioski z trzeciego badania polskich mikro- i małych firm w raporcie „Jak w Polsce prowadzi się własny biznes”. Oprócz prognoz na drugą połowę 2014 roku, zawiera on także m.in. ocenę minionego półrocza przez przedsiębiorców.

Wśród małych przedsiębiorców przeważa optymizm
Wprawdzie blisko połowa przedstawicieli firm przewiduje, że sytuacja ogólna ich firm pozostanie w najbliższych 6 miesiącach bez zmian (46,2 proc.), jednak wśród pozostałych przedsiębiorców częściej oczekiwana jest jej poprawa (34,6 proc.) niż pogorszenie (19,2 proc.). Poprawy ogólnej sytuacji oczekują firmy ze wszystkich sektorów gospodarki.

Sprzedaż w górę, ceny w miejscu lub w dół
Ponad połowa przedsiębiorców (59,1 proc.) oczekuje, że w nadchodzącym półroczu utrzyma taki sam poziom cen swoich produktów i usług. W grupie pozostałych przedsiębiorców, częściej przewiduje się jednak obniżenie poziomu cen (21,8 proc.) niż ich wzrost (19,1 proc.).

Firmy liczą na to, że dzięki niższym cenom uda im się więcej sprzedać. Na rynku krajowym oczekuje tego aż 28,3 proc. z nich. Z kolei spadku sprzedaży spodziewa się 25,6 proc. przedsiębiorców. Najwięcej, bo aż 46,1 proc. respondentów, spodziewa się utrzymania sprzedaży na tym samym poziomie. Znacznie wyższą tendencję wzrostową można zaobserwować wśród eksporterów, spośród których wzrostu sprzedaży spodziewa się 28,3 proc., a spadku tylko 12,5 proc.

Stabilniejsza sytuacja sprzyja wzrostowi zatrudnienia
Blisko połowa przedsiębiorców oczekuje, że sytuacja finansowa ich firm pozostanie bez zmian (45 proc.), natomiast wśród pozostałych niemal w równym stopniu należy oczekiwać jej poprawy, jak i pogorszenia (27,5 proc.).

Stabilność sytuacji finansowej większości firm w połączeniu z optymistycznymi nastawieniami odnośnie przyszłości przekłada się na plany ich właścicieli dotyczące przyjmowania nowych pracowników. Badanie wyraźnie pokazało wzrostową tendencję w tym obszarze – zatrudniać planuje znacznie więcej firm (13,5 proc.) niż zwalniać (8,3 proc.). Najwięcej firm utrzyma jednak poziom zatrudnienia na tym samym poziomie (78,2 proc.).

Nasze maluchy coraz bardziej konkurencyjne
Zdaniem przedsiębiorców, agresywna polityka cenowa ich firm powinna zaowocować nie tylko większą sprzedażą, ale także poprawieniem pozycji wśród konkurencji. Spodziewa się tego 28,7 proc. respondentów. Z kolei pogorszenia pozycji swojej firmy oczekuje 10,9 proc. badanych. Ponad połowa przedsiębiorstw oczekuje utrzymania zajmowanego miejsca wśród konkurentów (60,4 proc.).

Informacje o badaniu
Badanie nastrojów gospodarczych zostało przeprowadzone w czerwcu 2014 r. z zastosowaniem techniki CAWI przez Instytut Badań i Analiz OSB. W badaniu wzięło udział 1362 przedstawicieli małych firm (54,5 proc. firm jednoosobowych, 41 proc. mikro firm, zatrudniających od 1 do 9 pracowników, oraz 4,5 proc. małych firm, zatrudniających od 10 do 49 osób), które są zarejestrowane w wyszukiwarce firm Firmy.net. Wśród ankietowanych większość zajmuje się działalnością usługową (62,4 proc.), 11,8 proc. – budowlaną, 5,8 proc. – przemysłowo-produkcyjną, 19,10 proc. – handlową, a ok. 0,9 proc. działa w branży rolnej. Z uwagi na liczbę i strukturę respondentów wyniki badania mają charakter reprezentatywny.

Więcej wolnego czasu dla pracujących matek

Już od roku rodzice mogą cieszyć się większymi przywilejami. Zwłaszcza młode matki, które dzięki nowelizacji Kodeksu Pracy mogą przebywać na urlopie macierzyńskim przez 57 tygodni. Co więcej, jak pokazują najnowsze statystyki ZUS, roczne urlopy cieszą się coraz większa popularnością.

Ile urlopu dla pracującej matki?

Pracująca kobieta po zajściu w ciąże może wykorzystać 3 rodzaje przysługujących jej urlopów
tj. 20 tygodni podstawowego urlopu macierzyńskiego, 6 tygodni dodatkowego urlopu macierzyńskiego oraz 26 tygodni urlopu rodzicielskiego. Daje to łącznie 52 tygodnie, czyli 12 miesięcy. Dodatkowo, za ten okres przysługuje jej urlop wypoczynkowy, który może trwać ok. 26 dni. Rachunek ten daje łącznie 57 tygodni wolnego (ok. 14 miesięcy). Co ważne, część urlopu macierzyńskiego może być wykorzystana przed porodem – obecnie jest to maksymalnie 6 tygodni, a w przypadku ciąży mnogiej 8 tygodni. W praktyce przyszłe matki rzadko korzystają z tej możliwości, starając się jak najwięcej wolnego czasu przeznaczyć na opiekę po porodzie.

Przywileje przyszłej matki

Warto pamiętać, że prócz możliwości skorzystania z ponad rocznego urlopu, przyszłym matkom pracującym na etacie przysługują również inne udogodnienia. – Przyszła mama ma zagwarantowanych prawem wiele przywilejów m.in. nie można jej zatrudniać w nadgodzinach ani delegować poza stałe miejsce pracy bez jej zgody, nie może też pracować w porze nocnej ani wykonywać prac szczególnie uciążliwych, nie może dłużej niż 4 godziny dziennie pracować przy komputerze, pracodawca powinien też udzielić jej płatnego zwolnienia od pracy na zalecone przez lekarza badania lekarskie, jeżeli nie mogą być wykonane poza godzinami pracy, zaś za czas zwolnienia lekarskiego otrzymuje 100% wynagrodzenia. – tłumaczy Agnieszka Janowska, radca prawny, dyrektor Departamentu Prawa Pracy w TGC Corporate Lawyers.

Problematyczne L4 w trakcie ciąży

Zgodnie z ostatnimi statystykami podanymi przez ZUS i GUS, pośród kobiet krajów UE, to Polki najczęściej korzystają z L4 w ciąży. Liczba dni, podczas których przebywają na zwolnieniu lekarskim
z powodu swojego odmiennego stanu, mimo spadku liczby urodzeń, z roku na rok wzrasta, a średnia długość takiego zwolnienia w 2012 roku wynosiła 22 dni. – Jeśli chodzi o zwolnienia L4 w trakcie ciąży wzrastająca ich liczba jest często postrzegana przez pracodawców jako problem. Wynika to z tego, że gdy zatrudniona kobieta wraca na krótko do pracy tylko po to, by za chwilę dostarczyć kolejne zwolnienia lekarskie, może skutecznie utrudnić planowanie pracy i zastępstw, a co za tym idzie odbić się na wynikach ekonomicznych firm – tłumaczy Dorota Strzelec, psycholog pracy, dyrektor firmy doradczej StaffPoland Sp. z o.o.

Dlaczego przyszłe matki coraz częściej korzystają z L4? Może mieć na to wpływ większa ilość zagrożonych ciąż oraz stresujące warunki pracy. – Przyczyny częstszego korzystania ze zwolnień w ciąży są uzależnione od wielu czynników i nie obwiniałabym za taki stan rzeczy ani przyszłych matek, ani pracodawców, ani nawet lekarzy wypisujących te L4. Przyszłe mamy wskazują, że nawet przy prawidłowo przebiegającej ciąży odczuwają szereg drobnych problemów, jak np. potrzeba częstszego korzystania z toalety, zmiany pozycji ciała, wygodnego ułożenia nóg, krótkiej przerwy w pracy czy przespacerowania się. Trudno czasem poradzić sobie z charakterystycznymi dla ciąży dolegliwościami, mając przez cały czas kontakt z klientami, wykonując pracę na stojąco czy uczestnicząc w długich spotkaniach. Nie jest więc zaskakujące, że znacznie więcej zwolnień biorą ciężarne pracujące w sieci sklepów, niż te pracujące w biurze– dodaje ekspertka.

Jest też zapewne niewielka grupa kobiet traktujących okres ciąży, jako możliwość skorzystania
z należnych świadczeń z ubezpieczenia społecznego. L4 staje się czasem ucieczką przed nielubianą pracą czy złym szefem. – Trzeba pamiętać, że ciężarna kobieta zawsze może liczyć na wyrozumiałość i wsparcie z uwagi na jej stan. Tym samym trudno wyobrazić sobie lekarza, który odmówiłby wystawienia zwolnienia kobiecie obawiającej się o swój stan zdrowia, bo musi daleko dojeżdżać do pracy, pracuje w dużym stresie oraz odczuwa szereg drobnych dolegliwości fizycznych. Zwolnienia z powodu ciąży cieszą się wysokim poziomem akceptacji społecznej – podsumowuje Dorota Strzelec.

Bolączka pracodawców?

Coraz dłuższe nieobecności pracownic-matek spędzają sen z oczu pracodawcom, a w niektórych przypadkach pogarszają sytuację kobiet na rynku pracy. Nadmierne korzystanie ze świadczeń ZUS niewielkiej grupy młodych matek może wpłynąć na szanse ich koleżanek na rynku pracy, które z takich świadczeń nie korzystały. – Podejmując wszelkie decyzje, pracodawcy powinni pamiętać, że korzystanie przez podwładnego z przysługujących mu uprawnień rodzicielskich jest jednym z kryteriów objętych zakazem dyskryminacji – podkreśla Agnieszka Janowska. Dotyczy to nie tylko zakazu zadawania pracownikom pytań o plany rodzicielskie w trakcie rekrutacji i zatrudnienia, ale także gorszego traktowania osób posiadających dzieci np. przy awansach.

Rekomendacja D, czyli instrukcja dla banków w świecie norm i standardów IT

Normy i standardy w obszarze bankowości to temat zawiły i niezwykle rozbudowany. By je uporządkować i dostosować do instytucji finansowych, Komisja Nadzoru Finansowego wydała dokument Rekomendacja D, dotyczący obszaru zarządzania obszarami technologii informacyjnej i bezpieczeństwa środowiska teleinformatycznego w bankach. Na wdrożenie tych instrukcji banki mają czas jedynie do 31.12.2014 roku. Jedną z kluczowych zasad realizacji wytycznych tego dokumentu jest proporcjonalność wdrażania norm.

Wsparcie dla banku od KNF

Rekomendacja D to zbiór 22 zasad opisujących najważniejsze normy z punktu widzenia zarządzania IT. Jej obowiązkowe wdrożenie, ma służyć przede wszystkim poprawie jakości zarządzania
i zwiększeniu poziomu bezpieczeństwa IT w bankach, usprawnieniu nadzoru w tych obszarach oraz udoskonaleniu zarządzania ryzykiem. W zaleceniach KNF znajdują się zarówno przepisy pochodzące wprost z norm ISO27001, ISO20000 oraz ISO22301, jak i zalecenia z międzynarodowego kodeksu ITIL (Information Technology Infrastructure Library). Wszystkie one stanowią uzupełniający się mechanizm, będący narzędziem do podejmowania decyzji dla kierownictwa każdego szczebla od menadżerów operacyjnych, do zarządu banku.

Zgodnie z praktykami ITIL

Listę rekomendacji można traktować jako zbiór wytycznych zgodnych z najlepszymi praktykami ITIL, które wskazują jak efektywnie i skutecznie świadczyć usługi informatyczne. Rekomendacja D kładzie także duży nacisk na sposób przepływu informacji do kierownictwa każdego szczebla oraz rady nadzorczej banku. Ważne jest, aby zgodnie z zasadą proporcjonalności zarządzanie w obszarze IT wspierane było przez dedykowane narzędzia, które obsługują: zarządzanie usługami, help desk, zarządzanie zmianą, zarządzanie projektami oraz zarządzanie ryzykiem.

Zasada proporcjonalności

Każdy z funkcjonujących obecnie banków, ma już w pewnym stopniu wdrożone niektóre rekomendacje. Poziom ich wdrożenia można ocenić korzystając z cyklu Deminga. Koncepcja ta mówi o ciągłym doskonaleniu (przebiegającym w czterech etapach: planowanie – wykonanie – sprawdzenie – poprawienie) i stanowi podstawę oceny każdej normy oraz procesów jej towarzyszących.

Przy wdrażaniu rekomendacji D należy również pamiętać o zasadzie proporcjonalności,
tzn.w zależności od wielkości i rodzaju banku, wymagania poszczególnych rekomendacji mogą się różnić. Przykładowo te dotyczące rozwoju środowiska teleinformatycznego będą zupełnie inaczej oceniane w mniejszych bankach spółdzielczych, a inaczej w przypadku banków, które intensywnie rozwijają swoje aplikacje i infrastrukturę.

KNF wielokrotnie podkreślał konieczność indywidualnego podejścia do wdrażania rekomendacji. Już na jej wstępie zawarta została informacja o następującej treści: „Biorąc jednak pod uwagę specyfikę zagadnień związanych z technologią i bezpieczeństwem środowiska teleinformatycznego oraz różnice w zakresie uwarunkowań, skali działalności oraz profili ryzyka banków, sposób realizacji tych rekomendacji i wskazanych w nich celów może być odmienny. W związku z tym, opisy i komentarze zawarte wraz z poszczególnymi rekomendacjami należy traktować jako zbiór dobrych praktyk, które jednak powinny być stosowane z zachowaniem zasady proporcjonalności”. W praktyce oznacza to konieczność indywidualnej oceny w jakim stopniu rekomendacja dotyka specyfiki banku oraz jaki jest jej związek z profilem banku.

Kluczowa niezależność oceny
Jedno z zaleceń rekomendacji mówi, że stopień wdrożenia powinien być oceniony przez niezależnego audytora. Spowodowane jest to tym, że efektywna implementacja zaleceń wymaga obiektywizmu. Specjalista w tej dziedzinie potrafi również porównać stopień zaawansowania działań banku z innymi instytucjami działającymi w tym obszarze, a także stosuje metody i narzędzia, dzięki którym jest w stanie zdiagnozować stan zabezpieczeń infrastruktury teleinformatycznej.

Termin realizacji założeń Rekomendacji zbliża się nieuchronnie. W pracach nad wdrożeniem trzeba pamiętać o tym, że jednym z podstawowych celów stawianych przez KNF jest poprawa jakości, stabilności i bezpieczeństwa świadczonych usług przez banki w obszarach wspieranych przez rozwiązania informatyczne. Dokument KNF opiera się o najlepsze praktyki i standardy wykorzystywane w IT. Analizując poszczególne jej części, można dostrzec zarówno elementy norm ISO, ITIL jak również odwołanie się do metodyk i praktyk zarządzania projektami tj. PRINCE2, PMBoK. Wszystkie te działania mają jeden nadrzędny cel – poprawę jakości obsługi klientów banku przez zwiększenie niezawodności i bezpieczeństwa systemów informatycznych.

Agnieszka Frommholz, dyrektor ds. IT w grupie spółek Baker Tilly Poland
Dariusz Stefaniuk, project manager w Baker Tilly Poland

UKE: W 2014 r. 338 tys. gospodarstw domowych uzyska dostep do internetu

Budowa sieci światłowodowych szła w 2014 r. szybciej niż zakładano bez zwiększania wydatków z pieniędzy publicznych, wynika z raportu Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

W 2013 r. wybudowano 7,1 tys. km nowych sieci światłowodowych, to więcej niż planowane 5,3 tys. km, poinformował Urząd Komunikacji Elektronicznej. Nakłady inwestycyjne na ten cel przekroczyły 350 mln zł, z czego 53 mln pochodziło ze środków UE. Oznacza to, że operatorzy uznali, iż na wielu terenach warto już inwestować własne środki, tłumaczy UKE.

Z planów wynika, że w 2014 r. szerokopasmowy dostęp do internetu uzyska łącznie ponad 338 tys. gospodarstw domowych, z czego 70 proc. już w sieciach nowej generacji (NGA).

Budujemy szybciej niż planowano, nie zwiększając niemal wydatków publicznych, rośnie konkurencja, nowoczesna infrastruktura staje się dostępna w coraz mniejszych miejscowościach – mówi Magdalena Gaj, prezes UKE. – Co ważniejsze, widać też bardzo pozytywny trend  w rozwój infrastruktury przedsiębiorcy inwestują swoje pieniądze. To oznacza, że ten rynek infrastruktury telekomunikacyjnej staje się w Polsce coraz silniejszy i stale się rozwija. Na tym skorzystają przede wszystkim konsumenci.

Warta w pierwszym półroczu zwiększyła sprzedaż ubezpieczeń indywidualnych o 102 proc.

0

Warta notuje wzrost przychodów ze składek w ubezpieczeniach indywidualnych.

Spółki Warty osiągnęły w I półroczu 2014 r. 2,4 mld zł przychodów ze składek brutto, wynika z komunikatu ubezpieczyciela. Przychody ze składek brutto TUiR Warta S.A. wyniosły 1,83 mld zł, natomiast TUnŻ Warta S.A. to 548 mln zł. Łączna dynamika w ubezpieczeniach indywidualnych wyniosła 102 proc. Przychody w kluczowym na polskim rynku segmencie, ubezpieczeniach komunikacyjnych, wyniosły ponad 1 mld zł. W ubezpieczeniach mieszkaniowych dynamika przekroczyła 103 proc.

Po I półroczu 2014 r. wskaźnik pokrycia marginesu wypłacalności środkami własnymi w TUiR Warta wyniósł 286 proc., a wskaźnik pokrycia rezerw techniczno-ubezpieczeniowych aktywami 122 proc. Dla spółki życiowej te wskaźniki wyniosły odpowiednio 255 proc. i 112 proc. – wskazała spółka w komunikacie.

Grupa Fiten: w II kwartale strata 1,3 mln zł, spadek przychodów

0

Niekorzystna sytuacja na europejskim rynku hurtowego handlu energią wpływa negatywnie na wyniki Grupy Fiten, tłumaczy zarząd.

Grupa Fiten miała w II kw. 2014 r. stratę netto w wysokości ok. 1,3 mln zł, która wynika m.in. ze straty głównej spółki grupy – firmy Fiten S.A. – na poziomie 667 tys. zł, poinformowała spółka w komunikacie.

Przychody spółki przekroczyły 56,8 mln zł i były niższe o 28 proc. od osiągniętego w analogicznym kwartale roku ubiegłego.

Słabszy kwartał w wykonaniu Grupy Fiten wynikał głównie ze spadku rentowności na sprzedaży. Poszczególne transakcje dokonywane na rynku hurtowym były mniej zyskowne, niż w poprzednich okresach, a wynikało to z niskiej zmienności cen energii elektrycznej na europejskich giełdach. Sytuacja ta utrzymuje się od marca, żywię jednak nadzieję, że ulegnie poprawie w drugiej połowie roku, co powinno korzystnie przełożyć się na przyszłe wyniki – tłumaczy Roman Pluszczew, prezes zarządu Grupy Fiten.

Spółka dodaje, że będzie się angażować w sprzedaż energii dla klienta biznesowego, która jest obecnie drugim, obok obrotu hurtowego, filarem działalności Grupy Fiten. W ostatnim okresie spółka poszerzyła gamę ofertową o produkty skierowane dla przedsiębiorstw z sektora MSP i oczekuje, że ten segment działalności będzie stawał się coraz bardziej istotnym składnikiem wypracowywanych wyników.

Deficyt budżetowy po lipcu na poziomie 26,4 mld zł

Po siedmiu miesiącach roku deficyt budżetowy wyniósł 55,5 proc. założonego planu na cały rok.

Dochody budżetu państwa wyniosły po lipcu 2014 r. 162,6 mld zł. To 58,5 proc. planu, poinformowało Ministerstwo Finansów w komunikacie.

Wydatki były na poziomie 188,9 mld zł i jest to 58,1 proc. założonego planu.

Deficyt po lipcu wyniósł 26,4 mld zł i jest to 55,5 proc. zaplanowanej wysokości.

Wzrost sprzedaży rdr Oponeo w lipcu

Dystrybutor akcesoriów samochodowych, w tym opon, Oponeo poprawia w lipcu sprzedaż o 32 proc.

Oponeo zanotowało w lipcu, wg wstępnych obliczeń, przychody ze sprzedaży netto w wysokości 16,9 mln zł. To oznacza wzrost o 32 proc. w stosunku do wielkości przychodów osiągniętych w lipcu 2013 roku.

Narastająco przychody za okres od początku stycznia do końca lipca 2014 r. ukształtowały się na poziomie 158,1 mln zł, co stanowi 28-proc. wzrost wobec przychodów odnotowanych w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Głównym czynnikiem wyższej sprzedaży w lipcu 2014 roku rdr był wzrost liczby zamówień wynikający z systematycznego rozwoju firmy oraz wzmacniania marki w Polsce i na rynkach zagranicznych, jak podała spółka w komunikacie.

Zysk ZWG wzrósł o 180 proc. rdr

0

Producent wyrobów gumowych i metalowych ZWG przejmuje firmy specjalizujące sie w usługach dla górnictwa i poprawia przychody i zyski.

Grupa ZWG zanotowała w I półroczu br. 5,25 mln zł zysku netto, czyli o prawie 180 proc. więcej niż przed rokiem. Przychody ZWG wzrosły rdr  o 430 proc. do 39,19 mln zł.

Dynamiczne wzrosty to efekt realizacji strategicznych decyzji dotyczących koncentracji na segmencie usług dla górnictwa i rozwoju również poprzez akwizycje – powiedział w komunikacie prezes ZWG Marcin Sutkowski. – Nie rezygnujemy też z kolejnych akwizycji, bo udowodniliśmy że potrafimy dzięki nim budować wartość dodaną.

Spółka ZWG jest producentem wyrobów gumowych oraz gumowo-metalowych. Spółka z grupy Kobud świadczy natomiast usługi dla sektora górniczego, na czym chce skupić się cała grupa. Planowane jest także połączenie ze spółką Bumech, która remontuje maszyny górnicze. Na razie do ZWG należy 18,67 akcji tej spółki.

KE: 125 mln euro dla rolników tracących na rosyjskim embargu

Rolnicy, którzy straciliby na zatrzymaniu eksportu produktów do Rosji, dostaną dotacje z Unii Europejskiej za wycofanie części produkcji z rynku lub zaprzestanie produkcji. KE chce uniknąć spadku cen tych towarów.

W związku z rosyjskimi restrykcjami nałożonymi na import żywności do Rosji, Komisja Europejska zadecydowała przeznaczyć 125 mln euro na odszkodowania dla europejskich producentów warzyw i owoców, którzy tracą na niemożliwości wysyłania swoich produktów do Rosji.

Dofinansowanie dotyczy produktów, których nie da się przechować i na które nie da się znaleźć alternatywnego rynku zbytu, czyli: pomidorów, marchwi, białej kapusty, papryki, kalafiorów, ogórków, korniszonów, grzybów, jabłek, gruszek, winogron, owoców leśnych i kiwi.

Dotacje mają wesprzeć usunięcie części produkcji z rynku, a także jej ograniczenie, co ma zapobiec spadkowi cen tych towarów na rynku wewnętrznym.

Budimex ma umowy na rozbudowę fabryki Ferrero Polska za 153,7 mln zł

Notowana na GPW spółka budowlana ma rok na rozbudowę fabryki Ferrero w Belsku.

Budimex podpisał z Ferrero Polska dwie umowy na rozbudowę fabryki w Belsku Dużym koło Grójca. Wartość obydwu kontraktów wynosi w sumie 153,7 mln złotych netto. Całość inwestycji zostanie ukończona w sierpniu 2015 r.

Podpisana 14 sierpnia 2014 r. umowa obejmuje m.in. budowę nowej hali produkcyjnej złożonej z dwóch kondygnacji fabrycznych i trzech pięter biurowych, magazynu wysokiego składowania, hali przeładunkowej, estakad łączących nowy magazyn z halami produkcyjnymi, a także wszystkich niezbędnych instalacji. Budimex będzie także odpowiedzialny za zagospodarowanie terenu zewnętrznego, czyli miejsc parkingowych, wejść, ogrodzenia.

Fabryka Ferrero Polska w Belsku realizuje zamówienia na rynek polski, niemiecki, brytyjski, skandynawski, a także do Włoch, Hiszpanii, krajów Europy Wschodniej i Środkowej; łącznie do ok. 60 krajów świata.

DM BDM: niższe ceny docelowe dla spółek chemicznych

Niższe ceny docelowe, podtrzymane rekomendacje dla polskich spółek chemicznych w najnowszej rekomendacji BDM.

Dom Maklerski BDM S.A opublikował rekomendacje dla spółek chemicznych, gdzie podtrzymuje rekomendację „sprzedaj” dla Grupy Azoty i ZCh Police. Rekomendacja dotycząca akcji ZA Puławy to „akumuluj”.

Cena docelowa Grupy Azoty to 44,7 zł za akcję. Obniżona cena docelowa i rekomendacja „sprzedaj” wynika z negatywnych perspektyw dla biznesu spółki braku perspektyw wzrostu ceny, dodatkowo, jak wskazuje BDM, spółka handlowana jest z wyraźną premią do konkurentów przy znacznie ograniczonym potencjale dywidendowym

Przy marginalizacji roli Acronu w spółce przez MSP, czynnik dalszego zwiększania zaangażowania kapitału rosyjskiego może przestać wspierać kurs akcji. Długoterminowo Grupa Azoty ma ekspozycję na mniej perspektywiczny segment nawozów wieloskładnikowych (ZCh Police). W relacji do cen zbóż w tym obszarze widzimy największe ryzyko obniżki notowań – tłumaczą autorzy rekomendacji.

Jeśli chodzi o Police, to spółkę, oprócz spadku dochodów z nawozów wieloskładnikowych, czekają obowiązkowe wydatki na inwestycje środowiskowe – węzeł oczyszczania spalin, modernizacja linii amoniakalnych. Stąd obniżona cena docelowa do 12,9 zł za akcję.

ZA Puławy natomiast ma lepszą rekomendację – akumuluj – ze względu na handel akcjami z dużym dyskontem do konkurentów, jak i podmiotów tworzących Grupę Azoty. Cena docelowa została jednak obniżona do poziomu 161 zł z poprzedniego 170 zł za akcję.