W Polsce są 2,2 mln dłużników. Ich liczba wciąż rośnie

CEO Magazyn Polska

W Polsce systematycznie przybywa dłużników, choć ich liczba rośnie coraz wolniej – wynika z kwartalnych badań Rejestru dłużników ERIF. To efekt osłabienia w gospodarce, które spowodowało zastopowanie akcji kredytowej i większą ostrożność konsumentów w zadłużaniu się. Przy rosnącej liczbie dłużników coraz częściej firmy windykacyjne przyjmują wobec nich strategię ugodową.  

Polacy znacznie chętniej zadłużają się niż oszczędzają na planowane wydatki – wynika z danych Narodowego Banku Polskiego. Zobowiązania gospodarstw domowych o ponad 20 mld zł przekraczają zgromadzone przez nie oszczędności.

 – Z kwartału na kwartał ta baza stale rośnie. Na koniec ostatniego kwartału zarejestrowaliśmy blisko 1,6 mln zadłużonych osób i firm, z czego gros w naszej bazie stanowią zadłużone osoby prywatne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Edyta Szymczak, prezes Rejestru Dłużników ERIF BIG SA. – Mamy w tej chwili ponad 9 mld zł aktualnego zadłużenia osób prywatnych i – w mniejszości – firm.

Wśród wierzycieli znajdują się m.in. banki, firmy pożyczkowe, czy firmy telekomunikacyjne. Kiedy podmioty te wyczerpią już wszelkie sposoby na odzyskanie długów, zazwyczaj sięgają po usługi firm zarządzających wierzytelnościami.

Na różnych listach nierzetelnych dłużników znajduje się ok. 2,2 mln osób. Pozytywnym zjawiskiem natomiast jest fakt, że choć dłużników przybywa, tempo ich przyrostu nie zwiększa się.

 – Obserwując tendencje ostatnich kwartałów zauważamy, że wzrosty bazy się wypłaszczają. Może to oznaczać, że w sytuacji spowolnienia gospodarczego, które mamy, aż tak agresywnie dłużników w Polsce nie przybywa – wyjaśnia Edyta Szymczak.

Jedną z przyczyn jest zahamowanie akcji kredytowej, z którym mieliśmy do czynienia w poprzednich kwartałach. Prezes Rejestru Dłużników ERIF zwraca uwagę, że Polacy również coraz ostrożniej podchodzą do tematu zadłużania się. Niepewność gospodarcza przekłada się również na weryfikację ich osobistych planów i skromniejszy apetyt na ryzyko.

 – W sytuacji spowolnienia gospodarczego, kiedy mamy trudności z finansowaniem swoich bieżących zobowiązań, kiedy nasze domowe budżety zostają uszczuplone, bardziej restrykcyjnie podchodzimy do zaciąganych zobowiązań. W związku z tym nie popadamy w stany zadłużenia – podkreśla Edyta Szymczak.

Spora część dłużników spłaca dziś zalegle długi, czyli np. kredyty zaciągnięte jeszcze w okresie sprzed spowolnienia gospodarczego. Jednak, zdaniem prezes Rejestru Dłużników ERIF, na przestrzeni ostatnich lat zmienił się profil zadłużonej osoby.

 – Kiedyś dużo było zaciąganych zobowiązań już na samym początku z myślą, że te długi nie zostaną spłacone, zarówno w sektorze bankowym, jak i pozabankowym – potwierdza Edyta Szymczak. 

Jak podkreśliła prezes Rejestru Dłużników ERIF, teraz długi coraz częściej mogą przydarzyć się każdemu z przyczyn losowych, takich jak na przykład utrata pracy, czy problemy rodzinne.

Zgodnie z przepisami, minimalną kwotą niespłaconego zadłużenia, jaka uprawnia do wpisania długu konsumenta do Biura Informacji Gospodarczej, jest 200 zł. Najprostszym sposobem, by zniknąć z rejestru dłużników, jest uregulowanie długu. Jak podkreśla Edyta Szymczak, najważniejsze jest, by nie unikać kontaktu z wierzycielami oraz firmami obsługującymi zadłużenie. Dialog i wyjaśnienie sytuacji, w której znalazł się dłużnik, może pomóc w jej rozwiązaniu, m.in. poprzez  ustalenie indywidualnego harmonogramu późniejszych spłat. Strategia ugodowa jest coraz częstszą praktyką stosowaną przez firmy zarządzające wierzytelnościami.

 – Zupełnie inaczej podchodzi się w takich sytuacjach – z perspektywy wierzyciela lub firmy windykacyjnej – do egzekucji takiego zobowiązania – podkreśla prezes Edyta Szymczak.

W przypadku firmowych dłużników najczęstszą przyczyną ich zadłużenia są zatory płatnicze. Powstają one wskutek braku lub opóźnień w wyegzekwowaniu własnych nalezności. Wówczas same nie płacą swoich zobowiązań na czas – zalegają z płatnościami za faktury, bądź za inne opłaty związane z prowadzeniem bieżącej działalności gospodarczej. Dlatego warto dbac o płynność finansową, m.in. weryfikując swoich kontrahentów w biurach informacji gospodarczej.

Zbliża się ożywienie gospodarcze. Złoty zanotuje wzrosty.

CEO Magazyn Polska

Dzięki niskim stopom procentowym w przyszłym roku będzie rosła konsumpcja i inwestycje, co doprowadzi do wyraźnego ożywienia gospodarczego. Zgodnie z prognozami rządu wzrost gospodarczy w 2014 roku ma wynieść 2,5 proc. Prognozy niektórych ekonomistów są jeszcze bardziej optymistyczne. Dodatkowo sytuacja na rynku walutowym może przyczynić się do umocnienia złotego.

 – Przewiduje się, że wzrost gospodarczy na poziomie 2,5 proc. w 2014 roku to realna perspektywa, a niektórzy twierdzą, że możliwy jest wzrost 3-procentowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Lipka, analityk w firmie Cinkciarz.pl.

Jego zdaniem, do wzrostu gospodarczego przyczyni się polityka taniego pieniądza stosowana przez Radę Polityki Pieniężnej.

 – RPP planuje podtrzymywać stopy procentowe na niezmienionym poziomie przynajmniej do II-III kwartału 2014 roku. To także powinno sprzyjać popytowi inwestycyjnemu i konsumpcyjnemu – twierdzi ekspert Cinkciarz.pl.

Tani pieniądz też w USA i UE

Politykę taniego pieniądza zamierza kontynuować amerykański Fed. Przyczyniają się do tego m.in. negatywne dane z rynku pracy – zatrudnienie w sektorze prywatnym w październiku było najniższe od kwietnia. W ramach tzw. Quantitative easing, czyli programu pomocowego dla gospodarki, bank centralny Stanów Zjednoczonych skupuje co miesiąc obligacje o wartości 85 mld dolarów, wprowadzając tym samym nowy pieniądz na rynek. Gorsze dane z amerykańskiego rynku pracy sprawiły, że oczekiwane zakończenie tzw. luzowania ilościowego przesunęło się na marzec przyszłego roku.

 – To będzie powodować cały czas presję spadkową na dolara amerykańskiego – mówi Lipka. – Skłoni to też Europejski Bank Centralny do utrzymania luźnej polityki monetarnej. EBC niekoniecznie obniży jeszcze stopy procentowe, jednak zapewne zakomunikuje rynkowi, że pozostaną one przynajmniej na niezmienionym niskim poziomie.

Obecnie główna stopa procentowa Europejskiego Banku Centralnego wynosi 0,5 proc. – jest więc realnie ujemna, gdy weźmiemy pod uwagę inflację.
Chociaż – zgodnie z zapowiedziami RPP – również stopy procentowe w Polsce pozostaną na rekordowo niskim poziomie, złoty nie osłabi się względem euro i dolara. Liberalna polityka monetarna USA i UE może doprowadzić do umocnienia się polskiej waluty. 

 – Tani kapitał na rynku lubi lokować się w miejscu, gdzie ma szanse uzyskać wyższe odsetki i wyższe oprocentowanie – zauważa analityk Cinkciarz.pl. – Będzie napływał na krajowy rynek walutowy czy na krajowy rynek instrumentów dłużnych.

Biedronka ma najlepszy wizerunek marki wśród sieci handlowych. Pomogły reklamy z celebrytami i dobry PR

CEO Magazyn Polska

Jak wynika z badania Top Marka przeprowadzonego przez miesięcznik Press, najlepszy wizerunek marki wśród sieci handlowych ma Biedronka. Dobry wizerunek JMP (właściciela sieci Biedronka) wzmocnił udział celebrytów w kampaniach reklamowych, a także sponsoring i kampanie społeczne.

 – Pierwsze miejsce dla Biedronki to nie jest kwestia przypadku. Wystarczy popatrzeć na rankingi z ostatnich lat, które pokazują, że Biedronka deptała Tesco po piętach. Była trzy razy z rzędu na drugiej pozycji, a co warto podkreślić, jeszcze pięć lat temu zaczynała od ostatniego miejsca. Teraz ten wynik to na pewno dzieło, z jednej strony, dobrej komunikacji z mediami i skutecznych działań PR, ale też samych pracowników i zarządu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Sokół, były dziennikarz TVN i ekspert medialny, a obecnie współwłaściciel Kancelarii PR.

W rankingu Top Marka Biedronka zajęła pierwsze miejsce z łączną oceną 88 punktów. Drugie miejsce zajęło Tesco, ubiegłoroczny lider, z 70 punktami, a na kolejnych lokatach znalazły się Auchan, Carrefour oraz Lidl. Dystans ostatnich dwóch marek do podium zwiększył się w porównaniu do zeszłego roku.

Analiza objęła okres od lipca 2012 r. do czerwca 2013 r. Działalność medialna była oceniania przez specjalistów, a analizie poddano publikacje z ponad tysiąca tytułów prasowych zarówno o zasięgu ogólnopolskim, jak i regionalnym. Analiza objęła m.in. dzienniki i tygodniki opinii, tytuły ekonomiczne, specjalistyczne (branżowe) i magazyny lifestylowe. W tegorocznej edycji badania Top Marka przeanalizowano ponad 320 tys. publikacji, z czego do ostatecznego badania trafiło prawie 230 tys. materiałów prasowych.

W tym czasie ukazało się niemal 4,5 tysiąca publikacji dotyczących Biedronki. Ponad 31 proc. z nich miało wydźwięk pozytywny. Drugie w rankingu Tesco było wspomniane w 3,8 tys. publikacji, ale pozytywny wydźwięk miało niecałe 29 proc. z nich.

 – Co ciekawe, w przypadku Biedronki o 25 proc. wzrosła globalna liczba publikacji medialnych, a znacząco zmalała liczba publikacji negatywnych do 4,5 proc. Kilka lat temu było to 10 proc. – informuje Sokół.

Dodaje jednak, że strategie promocji i reklamy wszystkich sieci są dość podobne. Polegają w dużej mierze na angażowaniu znanych kucharzy, aktorów lub celebrytów do współpracy i kampanii reklamowych.

 – Korzystają z tego klienci, bo wszyscy teraz zwracają uwagę na to, co Pascal Brodnicki i Okrasa podają, np. jakie najlepsze dania można zrobić za kilkanaście złotych. Robert Makłowicz także radzi, co kupować w niektórych sklepach. Podobnie Daniel Olbrychski  ta kampania sprzed kilku miesięcy była dla niektórych nieco kontrowersyjna, bo aktor kojarzył nam się z rolami romantyków, a tu nagle reklamuje jabłka z Biedronki, ale dla samej sieci okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo ludzie oglądali te reklamy, kojarząc aktora z promocją polskiej żywności i produktami z Biedronki – tłumaczy Sokół.

Na wizerunek marek i częstotliwość publikacji wpływały też inne działania sieci. Echem odbił się np. sponsoring reprezentacji Polski, wspólna sprzedaż płyt z kołysankami razem z jednym z tabloidów, a w przypadku innych sieci kredyty udzielane we współpracy z bankiem czy program lojalnościowy na stacjach benzynowych, umożliwiający tańsze tankowanie dla klientów tej sieci.

Sokół przewiduje, że w tym roku sieci handlowe będą również dysponowały podobnie wysokimi budżetami na promocję, więc mogą wdrażać innowacyjne pomysły. Ocenia, że rywalizacja o pierwsze miejsce w rankingu wizerunku będzie bardzo zaciekła.

 – Nie chcę podpowiadać, co trzeba zrobić, ale myślę, że droga jest dobra. Na pewno polega to też na tym, żeby utrzymywać podobny poziom zadań i podobny poziom obsługi. Ta walka jest tak wyrównana, że trudno będzie marzyć o tym, żeby pozostała czwórka czy trójka sieci handlowych została daleko w tyle, ale na razie w tej rywalizacji najlepsza jest Biedronka – podsumowuje Sokół.

Na polski rynek utylizacji odpadów zwierzęcych wchodzi duży amerykański inwestor

CEO Magazyn Polska

Na polski rynek utylizacji odpadów zwierzęcych wchodzi duży, amerykański inwestor, który na razie chciałby zachować anonimowość. Będzie poważną konkurencją dla firm niemieckich poprzez zakup firmy matki w Holandii, a także dla drobnych zakładów poprzez zwiększenie wymagań w reżimach technologicznych, które są konieczne do spełnienia norm unijnych.

 – Rynek utylizacji odpadów zwierzęcych mocno się zmieni. Weszli Amerykanie z dużym kapitałem, przejmując dwie holenderskie firmy. Również kapitał chiński wszedł do dwóch głównych zakładów mięsnych. W ciągu 2-3 lat zaobserwujemy, jaki wpływ to wywrze na rynek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Jerzy Byczyński, specjalista branży utylizacyjnej.

Jednocześnie Polish Rendering Company z kanadyjskim kapitałem, właściciel Zakładu Przetwórstwa Pozostałości Pochodzenia Zwierzęcego w Pszczonowie (ZPPPZ) to nowoczesny zakład, mający utylizować odpady zwierzęce ściśle z normami unijnymi. Pierwsza z czterech linii produkcyjnych ruszy jeszcze w listopadzie.

 – Polish Rendering Company przejmie dużą część przerobu krwi i pszczonowski zakład będzie wzorcowym przykładem w centralnej Europie. Sądzę, że będzie można powiedzieć, że bezpieczeństwo sanitarne kraju w dużym stopniu zostanie zabezpieczone –  uważa dr Jerzy Byczyński.

Wartość tej inwestycji ma sięgać 80 mln zł i docelowo mają powstać cztery linie produkcyjne.

 – Mączka z krwi jest wysokobiałkowym produktem, używanym jako komponent do pasz, mieszanek do karm dla psów, kotów i karmieniu ryb. Jest eksportowany do Tajlandii, Chin, które są bardzo chłonnymi rynkami – informuje dr Jerzy Byczyński. – Zakład w Pszczonowie będzie eksportował około 300 ton krwi sypkiej miesięcznie.

Dodaje, że sytuacja na polskim rynku utylizacji jest trudna, ale stabilna.

 – Mamy około 40 małych zakładów, ale nie wszystkie spełniają wysokie wymagania. Są w trudnej sytuacji, bo aby spełnić te normy, potrzebne są kosztowne inwestycje, a dostęp do kredytów jest trudny – mówi ekspert. – Oprócz tego mamy, a to się od 10 lat nie zmieniło, trzy duże grupy, z czego wejście Amerykanów w tym roku jest dużą zmianą.

Amerykański inwestor może doprowadzić do przeobrażeń na rynku.

 – Zobaczymy, jakie będą reperkusje tego na rynku żywnościowym. Jest to szansa dla rynku utylizacji, technologie amerykańskie wniosą pewną nową wartość i nowy poziom – uważa dr Jerzy Byczyński. – Myślę, że przynajmniej jeszcze 1-2 zakłady w Polsce będą zwiększać inwestycje w utylizację oraz najprawdopodobniej będą inwestować w zakłady mięsne, aby zamknąć cykl produkcyjny.

Zgodnie z unijną dyrektywą o odpadach, aby móc zbywać produkty pochodzenia zwierzęcego, należy stworzyć szczelny system nadzoru weterynaryjnego nad procesem powstawania i niszczenia tych odpadów. Koszty dostosowania tego sektora do nowych standardów i zmodernizowania go, to według rządowych szacunków, ok. 370 mln zł.

Pszczonowski zakład został nagrodzony przez redakcję „Home&Market” za nowoczesne i bezpieczne rozwiązania, przy których zastosowano najnowsze technologie.

Gaz ziemny do celów opałowych objęty akcyzą. Gospodarstwa domowe są z niej jednak zwolnione

CEO Magazyn Polska

1 listopada br. weszła w życie większość znowelizowanych przepisów ustawy o podatku akcyzowym. Nowelizacja ta dostosowuje polskie przepisy do wymogów prawa UE, bo 31 października upłynął okres przejściowy na opodatkowanie akcyzą gazu ziemnego przeznaczonego do celów opałowych. Zmienione przepisy przewidują wiele zwolnień od obowiązku płacenia akcyzy za gaz ziemny do celów opałowych, m.in. dla gospodarstw domowych.

 – Nowelizacja ustawy o podatku akcyzowym objęła wszystkie  podmioty, które mają jakikolwiek związek z gazem ziemnym i wszystkimi gazami podobnymi do gazu ziemnego, czyli zarówno te, które sprzedają gaz ziemny, jak i te, które go zużywają – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dominika Cabaj, doradca podatkowy z Kancelarii DLA Piper Wiater. 

Zgodnie ze znowelizowaną 27 września br. przez Sejm ustawą o podatku akcyzowym, w przypadku wyrobów gazowych, opodatkowaniu akcyzą podlega wewnątrzwspólnotowe nabycie oraz import wyrobów gazowych przez finalnego nabywcę gazowego, sprzedaż wyrobów gazowych finalnemu nabywcy gazowemu, a także użycie wyrobów gazowych przez pośredniczący podmiot gazowy (którym jest podmiot mający siedzibę lub miejsce zamieszkania na terytorium kraju lub posiadający koncesję na obrót gazem ziemnym na terytorium kraju). Użycie wyrobów gazowych przez końcowego nabywcę podlega opodatkowaniu akcyzą w ściśle określonych sytuacjach. Zmienione przepisy wprowadzają też zasadę jednokrotnego opodatkowania wyrobów gazowych oraz ustanawiają katalog zwolnień od opodatkowania akcyzą gazu ziemnego wykorzystywanego do celów opałowych.

 – Zwolnienia z opodatkowania dotyczą np. gospodarstw domowych, dużego przemysłu, czyli np. rafinerii, tzw. zakładów energochłonnych, czyli zakładów, których udział kosztów zakupu gazu ziemnego wynosi co najmniej 5 proc. wartości sprzedanej produkcji, jak i zakładów chemicznych, które są największymi odbiorcami gazu ziemnego w Polsce – wyjaśnia ekspertka.

Zmieniona ustawa o podatku akcyzowym zwalnia z opodatkowania akcyzą wyroby gazowe w razie wykorzystywania tego gazu między innymi do przewozu towarów i pasażerów koleją lub też przez organy administracji publicznej czy żłobki. 

 – Pomimo tego, że od 1 listopada br. obowiązuje akcyza na gaz ziemny, to ciężar tego podatku poniosą tylko nieliczne podmioty, które nie będą miały możliwości skorzystania ze zwolnień. Chodzi tu np. o przedsiębiorstwa, które zużywają gaz ziemny do celów opałowych. Trzeba będzie zapłacić akcyzę, jeżeli w lokalu jest prowadzona tylko działalność gospodarcza, np. fryzjer i nie ma tam gospodarstwa domowego, a gaz jest używany – podkreśla Dominika Cabaj.

Podatek  akcyzowy będą musieli zapłacić też użytkownicy gazu ziemnego wykorzystywanego do napędu pojazdów. Nowelizacja wprowadza wyższą akcyzę na ten produkt.

 – Stawka jest określona jako 11,04 zł za gigadżul, czyli 34 gr od 1 m sześc. Pojazdów zasilanych CNG w Polsce jest bardzo mało. Głównie jeżdżą na tym przedsiębiorstwa miejskie, transport publiczny, ewentualnie korporacje taksówkowe – podsumowuje ekspertka.

ENEA S.A. wyróżniona za raportowanie pozafinansowe

ENEA S.A. po raz kolejny znalazła się w gronie najlepszych w swojej branży, zdefiniowanej w badaniu jako spółki z sektora użyteczności publicznej. Tak wysoka ocena związana jest z realizacją działań z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Grupa ENEA rozumie je jako sposób zarządzania, który uwzględnia oczekiwania otoczenia, pozwala na racjonalne zarządzanie zasobami oraz trwale zwiększa wartość firmy w perspektywie zrównoważonego rozwoju.

– Cieszy nas, że już drugi raz znaleźliśmy się w tym elitarnym gronie 30 najlepszych spółek. Jako grupa energetyczna, chcemy nie tylko ponosić pełną odpowiedzialność za skutki naszych działań, ale także wnosić wkład w rozwój otoczenia. Stąd nasze zaangażowanie w życie małych i dużych społeczności oraz wsparcie dla inicjatyw sportowych, kulturalnych, edukacyjnych i działalność charytatywna – powiedziała Olga Fasiecka, Dyrektor Departamentu Komunikacji Korporacyjnej ENEA S.A.

Badanie „Analiza ESG spółek w Polsce” obejmowało spółki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (w tym rynek NewConnect) – w sumie 865 spółek giełdowych. Zastosowana metoda GES Risk Rating bazuje na międzynarodowych normach dotyczących zrównoważonego rozwoju (m.in. Global Compact, Wytyczne OECD dla przedsiębiorstw wielonarodowych, konwencje Międzynarodowej Organizacji Pracy, ISO 14001, SA8000), korupcji (FCPA) oraz bezpieczeństwa i higieny pracy (OHSAS 18001) w połączeniu z Zasadami Odpowiedzialnego Inwestowania. Więcej informacji o metodologii jest dostępnych na stronie internetowej Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.

Komentarz dzienny, 31 października 2013

Na wczorajszym posiedzeniu Fed nie zmienił parametrów polityki pieniężnej (zerowe stopy procentowe, miesięczne zakupy papierów dłużnych w skali 85 mld USD, powiązanie ekspansywnej polityki monetarnej z 6,5% stopą bezrobocia). Wbrew oczekiwaniom inwestorów Fed nie złagodził jednak komunikatu. Ocena stanu koniunktury pozostała w komunikacie niezmieniona wobec poprzedniego posiedzenia (dodano jednak ryzyko słabszego ożywienia w sektorze nieruchomości). Nie wymieniono też dalszych ryzyk dla wzrostu gospodarczego, związanych z zacieśnieniem warunków finansowych (w domyśle: ze wzrostem rynkowych stóp procentowych). Fed zatem obecny poziom stóp rynkowych uważa za spójny ze stanem gospodarki. W komunikacie podkreślono jednak ponownie negatywny wpływ polityki fiskalnej na ożywienie w USA (czynnik, który mógł przeważyć szalę za kontynuacją QE w niezmienionej formie na wrześniowym posiedzeniu).

Kapsch: Bramownice są bezpieczne. NIK nie uwzględnił wyników ostatnich inspekcji

CEO Magazyn Polska

Bramownice nie są niebezpieczne dla kierowców – zapewnia szef Kapsch Telematic Services, operatora systemu viaTOLL. Podkreśla, że oskarżenia Najwyższej Izby Kontroli są krzywdzące, ponieważ nie uwzględniły dokumentacji, przekazanej po ubiegłorocznych kontrolach bramownic i materiałów, z których zostały one wykonane. Informacje te potwierdza również Główny Urząd Nadzoru Budowlanego.

 – Nikt, również raport NIK-u nie wskazał konkretnej bramownicy, w której istnieje zagrożenie dla użytkowników. Ogólny zarzut, postawiony na podstawie niepełnych dokumentów niemieckich, jest dla nas krzywdzący, zwłaszcza że dochowaliśmy pełnej staranności i w pełni udokumentowaliśmy prawie rok temu proces produkcyjny, który wykazał, że zagrożeń takich nie ma – wyjaśnia Marek Cywiński, dyrektor generalny Kapsch Telematic Services.

W opublikowanym we wtorek raporcie NIK zarzuca, że ok. 100 bramownic na drogach województw śląskiego i małopolskiego oraz na odcinku autostrady A2 zostało wykonanych z materiałów niespełniających norm i wprowadzonych do obrotu na podstawie sfałszowanych świadectw odbioru (według informacji Niemieckiego Instytutu Techniki Budowlanej). Zdaniem inspektorów NIK, mogło to stworzyć ryzyko dla życia, zdrowia i mienia uczestników ruchu drogowego.

 – W żadnym wypadku bramownice nie są niebezpieczne. Technologia produkcji, bardzo szczegółowe inspekcje, jak również dodatkowe badania, które zleciliśmy w listopadzie ub.r., potwierdzają w pełni zgodność materiałów ze standardami i  z normami. Nie tworzą one żadnego zagrożenia dla kierowców, mogę to z całą odpowiedzialnością stwierdzić – podkreśla Marek Cywiński w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Wyjaśnia, że dodatkowe badania zostały zlecone pod koniec ubiegłego roku po tym, jak pojawiło się podejrzenie, że na terenie Niemiec mogło dojść do sfałszowania certyfikatów jakościowych dla kształtowników zamkniętych, wykorzystanych przy stawianiu części bramownic. Przeprowadzono wówczas weryfikację dokumentów importowych oraz badanie samych kształtowników, które nie wykazało jakichkolwiek odchyleń do obowiązujących norm (EN101210 i EN 10219).

 – W lutym br. przekazano pełną dokumentację, włącznie z wynikami badań, zamawiającemu, czyli GDDKiA oraz  Inspektoratowi Nadzoru Budowlanego. Ta dokumentacja była dostępna już na wiosnę tego roku, również Najwyższej Izbie Kontroli – dodaje Cywiński.

Jednak, zdaniem przedstawicieli Kapscha, inspektorzy NIK oparli się wyłącznie na doniesieniach niemieckiego instytutu. Spółka podkreśla, że od 2011 roku, kiedy viaTOLL zaczął powstawać, przeprowadzono szereg kontroli, również ze strony Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, które nie wykazały żadnych nieprawidłowości.

 – Proces produkcji bramownicy, która jest stosunkowo łatwym elementem, podlega ścisłym rygorom, bardzo precyzyjnym odbiorom. Dokumentacja jednej bramownicy to teczka zawierająca kilkaset stron. Wszystkie działania na bramownicy zostały potwierdzone przez pracowników nadzoru, w związku z tym na żadnym etapie produkcji nie istniało ryzyko, że ta konstrukcja może zagrażać użytkownikom – podkreśla dyrektor Kapsch Telematic Services.

Ustawa o odpisie podatkowym na związki wyznaniowe w styczniu w Sejmie

0

CEO Magazyn Polska

W styczniu do parlamentu ma trafić projekt ustawy o odpisie podatkowym, która zmieni zasady finansowania związków wyznaniowych. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji chce, by nowe przepisy obowiązywały już od 1 stycznia 2015 r. Jeśli tak się stanie, każdy podatnik będzie mógł przeznaczyć 0,5 proc. swojego podatku za 2014 rok na wybrany kościół lub związek wyznaniowy.

 – To jest ustawa, więc wszystkie rozwiązania mamy gotowe, jesteśmy po konsultacjach. Żeby się zmieścić w terminie, czyli żeby ta ustawa została przyjęta do końca kwietnia, to do Bożego Narodzenia powinniśmy domknąć wszystkie prace legislacyjne, osiągnąć porozumienie, mieć podpisane wszystkie ustalenia i przekazać projekt do parlamentu, żeby od stycznia mógł nad nim pracować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji.

Zgodnie z proponowanymi przez resort zmianami odpis z podatku w wysokości 0,5 proc. zastąpi Fundusz Kościelny. Każdy podatnik będzie mógł według uznania przeznaczyć część swojego podatku na wybrany kościół lub związek wyznaniowy.

Wczoraj odbyło się spotkanie ministra Boniego z kardynałem Kazimierzem Nyczem, na którym obydwie strony potwierdziły osiągnięte porozumienie w sprawie zmian sposobu finansowania kościołów. W listopadzie podobne spotkania odbędą się z przedstawicielami innych związków wyznaniowych.

 – Spotkanie potwierdziło wolę obu stron, że realizujemy to porozumienie, czyli przejście z Funduszu Kościelnego na odpis w wysokości 0,5 proc. Ono było ostatnio kwestionowane przez media, niektórych biskupów, pojawiły się głosy, że to fiasko tego projektu. Kardynał Nycz i ja potwierdziliśmy wolę pracy – przekonuje Boni.

Minister dodaje, że jeśli uda się zmienić ustawę przed kwietniem 2014 r., czyli przed upływem terminu rozliczeń podatkowych, to nowe przepisy mogą wejść w życie już od początku 2015 r. Oznaczałoby to, że podatnicy będą mogli dokonać odpisu od podatku rok 2014.

 – Uważamy, że to jest potrzebne, żeby ten projekt dopiąć. To ważny projekt, który przenosi środek ciężkości w tej materii z relacji państwo – kościoły na swobodę decyzji obywateli. W nowoczesnym państwie to jest bardzo dobre rozwiązanie – ocenia minister administracji i cyfryzacji.

Trwa spór o łupki między resortami środowiska i skarbu państwa

CEO Magazyn Polska

Resorty skarbu państwa oraz środowiska do tej pory nie doszły do porozumienia co do ostatecznego kształtu ustawy dotyczącej poszukiwania i wydobywania gazu łupkowego. Spór, w którym jednej stronie chodzi o jak najwyższe wydobycie, a drugiej  o jak największe zyski, może zostać rozwiązany podczas dzisiejszego spotkania Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Piotr Woźniak, Główny Geolog Kraju, przekonuje, że prace nad nowelizacją Prawa geologicznego i górniczego, czyli regulacjami dotyczącymi gazu łupkowego, są zaawansowane.

 – Pozostał do rozstrzygnięcia jeden główny dylemat. Doszło do polaryzacji stanowisk między resortem środowiska a skarbu państwa. Na jednym biegunie jest kwestia, czy zmiany mają służyć zwiększeniu wydobycia gazu ziemnego w Polsce. Na drugim biegunie jest stanowisko reprezentowane przez ministra skarbu, który za cel stawia zysk osiągany z wydobywania węglowodorów. To być może z pozoru jest tożsame, ale co do zasad i co do celów jest kompletnie rozbieżne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Woźniak.

Tłumaczy, że minister środowiska chce, żeby inwestować lub reinwestować wszystkie środki w kolejne koncesje, aby maksymalnie zwiększyć wydobycie gazu w kraju. Natomiast zgodnie ze stanowiskiem ministra skarbu, w pierwszej kolejności należy zadbać o to, żeby przy poszukiwaniu, a następnie wydobywaniu węglowodorów, maksymalizować zysk.

 – W związku z tym cała gama instrumentów jednej i drugiej propozycji jest inna, zarówno co do sposobu alokacji środków, samego finansowania, jak i modelu biznesowego Narodowego Operatora Kopalin Energetycznych. Tu jest poważna różnica, a więc Rada Ministrów będzie decydować między jasno zarysowanymi, skontrapunktowanymi dwoma stanowiskami – dodaje Piotr Woźniak. 

Początkowo resort środowiska miał przedstawić osobną ustawę dotyczącą poszukiwania i wydobycia węglowodorów, ostatecznie zdecydowano o nowelizacji ustawy Prawo geologiczne i górnicze oraz ośmiu innych ustaw (m.in. Prawa ochrony środowiska, Ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz ocenach oddziaływania na środowisko). Za pomocą tych regulacji do polskiego prawa zostaną wprowadzone unijne dyrektywy, a przepisy zostaną dostosowane do specyfiki procesu poszukiwania węglowodorów ze źródeł niekonwencjonalnych.

PKP Cargo chce zwiększyć udziały w rynku przewozu paliw koleją. Nie wyklucza przejęć

0

CEO Magazyn Polska

PKP Cargo  największy w Polsce i drugi w UE przewoźnik towarowy nie wyklucza rozwoju przez przejęcia zarówno na rynku zagranicznym, jak i krajowym. Spółka, która wczoraj zadebiutowała na GPW, chce m.in. zwiększyć swoje udziały w rynku przewozu paliw koleją. Teraz wynoszą one 20 proc.

 – Obecnie nie ma procesów formalnych, jeśli chodzi o transakcje sprzedaży Orlen KolTrans czy Lotos Kolej. Jednak jeśli takie procesy będą, to nie ukrywamy, że będziemy zainteresowani – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Boroń, prezes PKP Cargo SA. – Teraz posiadamy zaledwie 20-proc. udział w rynku przewozu paliw koleją, a więc daleko poniżej progu 40 proc. czy 60 proc., które mamy w większości innych segmentów rynku – dodaje.

Jego zdaniem, udział spółki w tym segmencie nie powinien być powodem do zablokowania potencjalnych przejęć przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Boroń podkreśla, że polski rynek przewozów jest jednym z najbardziej konkurencyjnych w UE – działa na nim 55 podmiotów, krajowych i zagranicznych

Udany debiut

Wczorajszy debiut giełdowy spółki był największą w tym roku ofertą publiczną. W momencie otwarcia jedna akcja kosztowała 80,20 zł, a więc o 18 proc. więcej niż cena sprzedaży w ofercie publicznej. To wyższy wzrost niż pozostałych 16 spółek, które w tym roku zadebiutowały na warszawskim parkiecie. Na zamknięciu cena akcji PKP Cargo wzrosła do 81,16 zł.

 – Jest kilka przyczyn, dla których nasza spółka jest atrakcyjna dla inwestorów – mówi Boroń. – Po pierwsze, mamy zdrowe finanse, nie jesteśmy zadłużeni. Po drugie, jesteśmy barometrem gospodarczym, bo mamy bardzo dużą korelację naszych wyników z PKB, z aktywnością w przemyśle i w budownictwie. Jeśli będzie szybszy wzrost PKB, będzie więcej towarów do przewiezienia, więc wzrosną też nasze zyski.

Perspektywa zysków przyciągnęła inwestorów, tym bardziej, że prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego w przyszłym roku są optymistyczne.

 – W każdym miesiącu trzeciego kwartału przewieźliśmy więcej niż 10 mln ton ładunków. To jest dobry wynik. Także w tym miesiącu widzimy pozytywny trend – przekonuje prezes PKP Cargo.

Stopniowo poprawiać się będzie również kondycja infrastruktury kolejowej, co zwiększy efektywność przewozów, a więc i wyniki spółek kolejowych. Dziś średnia prędkość przewozów towarowych wynosi zaledwie 23 km/h.

 – To dziś jest problem wszystkich przewoźników na polskim rynku, będący efektem niskich nakładów inwestycyjnych na modernizację sieci kolejowych przez ostatnich 20 lat – mówi Boroń. – Jednak ograniczenia w prędkości pociągów wynikają właśnie z trwania modernizacji. Sytuacja powoli się poprawia – PKP PLK chce przywrócić średnią prędkość 50 km/h do 2020 roku.

Zapotrzebowanie polskich firm na technologie informatyczne jedno z największych na świecie

0

CEO Magazyn Polska

Polscy przedsiębiorcy coraz chętniej wykorzystują technologie informatyczne i narzędzia analityczne do usprawnienia działalności. W latach 90. najbardziej innowacyjne były sektory bankowy, ubezpieczeniowy i telekomunikacyjny, teraz informatyzacja postępuje we wszystkich branżach. Inwestycja w system analityczny może zwrócić się już po kilku miesiącach.

 – Wśród polskich przedsiębiorców obserwujemy w Polsce jeden z najwyższych wzrostów zapotrzebowania na technologie informatyczne spośród wszystkich krajów świata. Polski klient potrzebuje technologii informatycznej. W przeszłości mieliśmy trochę do nadgonienia, a dzisiaj jesteśmy w czołówce, jeśli chodzi o innowacje, o to, co z informatyki umiemy zastosować dla biznesu, dla rozwoju firm – zaznacza Alicja Wiecka, dyrektorka zarządzająca SAS Institute.

Według niej, już od początku transformacji gospodarczej polscy przedsiębiorcy chętnie inwestowali w nowoczesne technologie i informatyzowali swoją działalność. Na początku dotyczyło to głównie bankowości, ubezpieczeń oraz sektora telekomunikacyjnego, ale teraz w procesie biorą udział także inne branże.

Obecnie najbardziej zinformatyzowane branże to sektor energetyczny, handlu detalicznego, a także duże firmy z innych obszarów gospodarki. Do SAS Institute, który jest jedną z największych spółek z zakresu analityki i dostawcą oprogramowania informatycznego dla przedsiębiorców, zgłaszają się także firmy z zupełnie odmiennych sektorów.

 – Skontaktował się z nami jeden z producentów autobusów, który ma pomysł na to, jak zoptymalizować zapasy swoich części rozmieszczonych w całym kraju, żeby można było szybko usuwać awarie autobusów i do tego chce używać programu informatycznego. Chce w ten sposób analizować, ile ma  przechowywać towaru, który będzie użyteczny jako części zapasowe do bieżącej obsługi w ramach umów gwarancyjnych, które ma ze swoimi odbiorcami – wyjaśnia Alicja Wiecka w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Dodaje, że inwestycja w tzw. informację zarządczą bardzo szybko się zwraca. Nawet przedsiębiorcy o niewielkim budżecie i ograniczonych planach inwestycyjnych mogą w ten sposób zaoszczędzić lub zwiększyć swoje przychody.

 – Mamy klientów, którzy mówią, że w ciągu czterech miesięcy zwrócił im się całkowity koszt wykonania tego systemu, a następne miesiące już pracują na jego przychody, na optymalizację i większą efektywność jego działalności – zapewnia Wiecka.

Dodaje, że największym wyzwaniem dla przedsiębiorców jest nie technologia, lecz znalezienie odpowiednich ludzi, którzy wdrożą innowacje w zakresie analityki biznesowej. Muszą oni dobrze rozumieć znaczenie analizy danych dla efektywnego zarządzania spółką.

Na przeszkodzie stoi też obecne prawo zamówień publicznych. Ponieważ preferuje ono wykonawców oferujących niską cenę za usługi i produkty, nie zachęca przedsiębiorców do inwestycji w informację zarządczą. Poprawiłoby to wprawdzie efektywność pracy i dało przyszłe oszczędności, ale z uwagi na koszty mogłoby uniemożliwić zwycięstwo w przetargu.

 – Rola informatyki naprawdę rośnie i bardzo cieszy, że polskie firmy widzą zastosowanie informatyki właśnie do oszczędzania, do optymalizowania wydatków i do bardzo znacznego powiększania przychodów – podsumowuje Wiecka. – Informacja zarządcza pozwala w sposób strategiczny, w sposób bardzo zwięzły i ogólny zobaczyć i sprawdzić, co się dzieje w przedsiębiorstwie, pozwala oprogramować procesy tak, żeby były optymalne i efektywne. Pozwala odpowiednio wydać pieniądze, żeby można było dostosować wydatki do potencjalnych korzyści.

Sas Institute Polska został nagrodzony przez miesięcznik „Home&Market” dla Najlepszego Partnera w Biznesie. Nagrodę przyznano za innowacyjne wdrożenia zaawansowanych rozwiązań, które pozwalają podnosić efektywność operacyjną i finansową firm i instytucji publicznych.

Nowe trzynastomiesięczne obligacje skarbowe dostępne od jutra w internecie

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Finansów planuje w listopadzie emisję 13-miesięcznych obligacji skarbowych. Oprocentowanie będzie wynosić 3,04 proc. w skali roku. Tzw. „trzynastki” będzie można nabyć przez internet od 1 listopada, a fizycznie od 4 listopada.

„Trzynastki” mają krótszy okres wykupu, niż wszystkie obecnie sprzedawane klientom indywidualnym obligacje skarbowe. Ich oprocentowanie będzie progresywne od 1 proc. w początkowych pięciu miesiącach, przez 3 proc. w kolejnych siedmiu miesiącach, po 13 proc. w ostatnim miesiącu. Jednak jeśli klient zdecyduje się sprzedać papier wartościowy wcześniej, nie utraci odsetek, które zgromadził do tej pory.

 – Te obligacje mają trzy cechy, których nasi klienci oczekują od obligacji skarbowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Marczak, dyrektor Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów. – Po pierwsze krótki, 13-miesięczny okres wykupu, a po drugie oprocentowanie wyższe, niż te oferowane przez duże i średnie banki. Trzeci atut to dostęp do własnych środków przed terminem wykupu bez utraty odsetek – dodaje Marczak.

Tegoroczne potrzeby pożyczkowe Polski wyniosły ponad 166 mld złotych i zostały już niemal w całości sfinansowane. Z kolei potrzeby na przyszły rok są mniejsze i wynoszą nieco ponad 130 mld złotych.

 – Ponadto koszty obsługi długu w roku przyszłym są istotnie niższe niż planowane wykonanie tego roku – mówi Marczak. – Wynika to  w części ze spadku stóp procentowych, a także z wydłużenia średniej zapadalności długów i w dużym stopniu z planowanych efektów wprowadzenia zmian w systemie emerytalnym – dodaje.

Rynek pocztowy uwolniony tylko w teorii. Prywatni operatorzy jednak korzystają na nowym prawie

CEO Magazyn Polska

Liberalizacja rynku pocztowego nie spełnia pokładanych w niej nadziei. Operatorzy pocztowi, konkurencyjni dla Poczty Polskiej, podkreślają, że dostęp do rynku i tak jest ograniczony. Mimo to zmiana przepisów umożliwiła im wdrożenie nowych usług.

 – Spodziewaliśmy się znacznie więcej po liberalizacji rynku pocztowego. Dziś mogę powiedzieć, że ten rynek teoretycznie został zliberalizowany, bo jako operatorzy pocztowi i firmy, które mogą zajmować się usługami brokerskimi, nie mamy pełnego dostępu do rynku – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Rogut, dyrektor ds. rozwoju Emerson Polska.

Liberalizacja rynku usług pocztowych została formalnie zakończona 1 stycznia 2013 r. Wtedy uwolniono rynek przesyłek ważących do 50 g, na które miała monopol Poczta Polska. Państwowy operator nadal jest tzw. operatorem wyznaczonym na przejściowy okres trzech lat, co gwarantuje mu wiele przywilejów, m.in. moc stempla pocztowego. Potem Urząd Komunikacji Elektronicznej rozpisze konkurs, który wyłoni nowego operatora wyznaczonego na okres 10 lat. 

Piotr Rogut podkreśla jednak, że liberalizacja jest tylko częściowa, bo na rynku nadal nie pojawili się nowi operatorzy ani firmy brokerskie, które kumulowałyby wolumeny swoich klientów i negocjowały niższe ceny u operatorów. Dotychczasowe zmiany w prawie ułatwiły jednak spółce Emerson Polska uruchomienie usługi elisty.pl. Umożliwia ona klientom wysłanie listu w formie elektronicznej do centrum obsługi korespondencji spółki, gdzie dokument jest drukowany, kopertowany i nadawany za pośrednictwem tradycyjnego operatora pocztowego. Pozwala to znaczenie przyspieszyć wysyłkę i dostarczenie korespondencji do adresata, a także obniżyć koszty o ponad połowę, w stosunku do tradycyjnych usług pocztowych.

 – Wiele lat się do tego przymierzaliśmy, wiele firm o tym mówiło, a my ciężko pracowaliśmy – zaznacza Piotr Rogut. 

Dodaje, że usługa elisty.pl będzie dalej rozwijana i wzbogacana o kolejne funkcje. Spółka zamierza również rozszerzyć ofertę nie tylko dla małych i średnich firm, ale także dla dużych korporacji. Pakiet usług ma umożliwić tańszą wysyłkę znacznej ilości korespondencji.

Emerson Polska został jednym ze zdobywców nagrody „Najlepszy Partner w Biznesie 2013”. Nagrodzono właśnie usługę elisty.pl, pierwszą w Polsce usługę outsourcingu obsługi korespondencji dostępną dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz użytkowników indywidualnych.

UPC udostępni swoim klientom telewizję w telefonie

0

CEO Magazyn Polska

Szybszy internet oraz rozwój cyfrowych usług, w tym na żądanie i aplikacji mobilnych, umożliwiających oglądanie telewizji na smartfonach i tabletach to cele strategiczne sieci UPC Polska na przyszły rok. Firma, z której usług korzysta dziś półtora miliona gospodarstw domowych, stawia przede wszystkim na ich rozwój i usprawnienie. Nie zmieni się za to polityka cenowa.

 – Internet i telewizja to najważniejsze składowe naszego portfela produktu – mówi Grzegorz Esz, członek zarządu UPC Polska, odpowiedzialny za marketing.

Dlatego firma pracuje nad dalszym ich rozwojem. Już wkrótce prędkość przesyłu danych wzrośnie do 500 Mb/s, najszybszej dostępnej prędkości w Polsce, co znacznie usprawni korzystanie z internetu. Jeszcze w tym roku testy usługi w tej prędkości rozpoczną się w Warszawie, Krakowie, Zakopanem i Pułtusku. Do tej pory klienci mogli liczyć na transfer o prędkości 250 MB/s, który jest najszybszą komercyjną ofertą na rynku, w zasięgu której jest 2,5 mln gospodarstw domowych.

 – Pułtusk jest dla nas istotnym miastem z tej przyczyny, że chcemy być tam w pełni cyfrowi i tylko cyfrowi – tłumaczy Esz.

Firma planuje jednocześnie rozwój aplikacji mobilnych, dostępnych dla klientów UPC na smartfonach i tabletach. Dzisiaj, logując się do systemu, mogą oni przeglądać aktualny program telewizyjny, programować przypomnienia, zapoznać się z ofertą telewizji kablowej, a także nagrywać wybrane programy w pamięci dekodera. Już niedługo te możliwości będą dużo większe.

 – Będziemy wychodzili z TV poza dekoder – mówi Esz. – Chcemy wdrożyć platformę aplikacyjną w przyszłym roku, po to, by świat telewizji kablowej, który dzisiaj jest w dekoderze, był dostępny na przenośnym urządzeniu.

Dla UPC telewizja kablowa jest równie ważna, co internet. Dziś jej odbiorcy mają dostęp do ponad 150 kanałów, w tym kilkudziesięciu w jakości HD. Niedawno firma udostępniła usługę „catch up TV”, dotyczącą na razie programów nadawanych przez Telewizją Polską.

 – Jeśli ktoś przegapił jakiś odcinek serialu, jakieś wydarzenie, nie nagrał go, to może po powrocie do domu „cofnąć się w czasie” i obejrzeć coś, co było wyemitowane wczoraj, godzinę, dzień czy dwa dni temu – tłumaczy Grzegorz Esz.

Niedługo podobne usługi mają być dostępne w ramach innych kanałów telewizyjnych. Firma zapewnia, że mimo rozwoju oferty, nie zmieni się polityka cenowa.

 – Punktem stałym naszej oferty jest współczynnik ceny do jakości – mówi Esz. – Chciałbym, żeby on zawsze był na takim poziomie, jak jest teraz lub lepszym.

Rozwój usług i poszerzenie oferty to jeden z pomysłów sieci UPC na skuteczną walkę o klienta. Z opublikowanego niedawno raportu wynika, ze w okresie od czerwca 2012 do czerwca 2013 firma straciła 30 tys. klientów. Dzisiaj z jej usług korzysta ok. 1,45 mln użytkowników.

Chorzy na raka prostaty mogliby żyć dłużej, gdyby był łatwiejszy dostęp do nowoczesnych leków

CEO Magazyn Polska

Codziennie na raka prostaty umiera w Polsce 10 mężczyzn, a liczba chorych systematycznie rośnie. Na świecie rak prostaty jest drugim, po raku płuc, najczęstszym nowotworem złośliwym diagnozowanym u mężczyzn. Dzięki postępowi medycyny w ostatnich dwóch latach możliwe staje się leczenie pacjentów z zaawansowanym stadium choroby, na które do niedawna nie było skutecznego leczenia, przedłużającego pacjentom życie i poprawiającego jego jakość. Szacuje się, że w 2015 r. w Polsce zachoruje prawie 13 tys. mężczyzn. 

 – Rocznie ogólna zachorowalność przyrasta o kilka procent – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. dr hab. n. med. Piotr Wysocki, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej. – Jednak chorzy, którzy mają rozpoznanie raka prostaty, żyją coraz dłużej, dzięki postępowi w zakresie leczenia hormonalnego.

Do czynników ryzyka rozwoju raka prostaty należą m.in. wiek i genetyka.

 – To jest nowotwór, który rozwija się w starzejącym się gruczole krokowym. Im starsze mamy społeczeństwo, tym większe ryzyko, że ujawni się ten nowotwór. U mężczyzn ok. 80–85 roku życia praktycznie każdy ma ogniska nowotworu w obrębie prostaty – tłumaczy prof. Wysocki.

Wraz z zachorowalnością na raka prostaty, co roku wzrasta też liczba pacjentów potrzebujących systemowego, złożonego leczenia klinicznego. O ile we wczesnym stadium choroby polska medycyna jest w stanie sprostać temu wyzwaniu na światowym poziomie, o tyle w zaawansowanym napotyka na ograniczenia. 

 – Możliwości leczenia radykalnego są takie same, jak na całym świecie, czyli jest bardzo dobrze rozwinięta chirurgia urologiczna, radioterapia, są możliwości leczenia radykalnego, czyli z założeniem wyleczenia – tłumaczy profesor Wysocki. – Problem zaczyna się wtedy, kiedy u tych chorych dochodzi do niepowodzenia leczenia chemioterapią, bowiem w tym momencie rzeczywiście nie ma, co im dalej dać. Nowe leki, które pojawiły się w ostatnim czasie, są w tej chwili w Polsce dla tych chorych niedostępne.

Dostęp do nowych, zazwyczaj bardzo drogich leków, jest w Polsce opóźniony w porównaniu do większości krajów UE. Dostosowywanie cen do możliwości finansowych NFZ i Ministerstwa Zdrowia jest bowiem długotrwałym procesem negocjacji pomiędzy producentem leku a płatnikiem. Zdecydowana większość nowych leków przekracza ustalony w Polsce próg efektywności kosztowej refundacji, czyli ok. 105 tys. złotych na jeden rok życia chorego w dobrej jakości życia. W bogatszych krajach UE granica ta jest znacznie wyższa. Dlatego chorzy mają tam dostęp do znacznie szerszego spektrum refundowanych leków. 

Rośnie świadomość profilaktyki

Pozytywnym sygnałem jest rosnąca świadomość społeczeństwa dotycząca profilaktyki raka prostaty.

 – Pacjenci polscy są dość dobrze edukowani w zakresie prewencji – potwierdza dr n. farm. Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny, prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych. – Kiedy dochodzi do takiej smutnej sytuacji, że zaczynamy chorować na nowotwór prostaty, to wtedy się okazuje, że nie mamy dostępu do tych leków, które są stosowane u naszych sąsiadów w UE.

Podkreśla przy tym, że nowotwory prostaty wymagają bardzo częstych zmian leków, ponieważ organizm szybko się do nich przyzwyczaja i przestaje reagować na dotychczas przyjmowane terapie.

 – W związku z tym musimy mieć dużo leków w swojej gestii, aby móc przedłużać życie każdego pacjenta – tłumaczy Leszek Borkowski.

Komentarz dzienny, 30 października 2013

O 19.00 czasu polskiego FOMC ogłosi decyzję ws. stóp procentowych oraz opublikuje swój komunikat. Nie spodziewamy się zmiany parametrów polityki pieniężnej. W komunikacie pojawić się mogą wskazania co do osłabienia aktywności gospodarczej w ostatnim okresie, negatywnych skutków pata fiskalnego (oba czynniki mogą być ujęte explicite – bardzo gołębi scenariusz, lub zamknięte w formie ogólnej niepewności – scenariusz mniej gołębi, raczej oczekiwany przez rynki) oraz utrzymywania ciągle niskiej inflacji (ostatnio w komunikacie opuszczono charakteryzację niskiej inflacji jako ”przejściowej”). Wydźwięk posiedzenia może być łagodny, jednak należy pamiętać, że na taki właśnie scenariusz od kilku tygodni nastawiają się inwestorzy (obecnie rynek wycenia pierwsze podwyżki stóp w USA nawet później niż sugeruje to ścieżka prognoz stóp przygotowana przez FOMC). W związku z tym, że posiedzeniu nie towarzyszy konferencja szefa Fed, stanowi ono również stosunkowo mało prawdopodobną okazję do doprecyzowania momentu ograniczenia QE.

Poczta Polska w ciągu 4 lat wyda 1,3 mld zł na rozwój. Rusza z platformą usług online

0

Poczta Polska uruchamia platformę usług online Envelo. Za jej pomocą klienci będą mogą wysłać list, kartkę czy zakupić znaczek. Poczta szacuje, że za rok z platformy korzystać będzie pół miliona osób. Dodatkowo w przyszłym roku zostanie uzupełniona o usługi dla firm, w tym e-fakturę. To początek zmian w Poczcie: w ciągu czterech lat zamierza wydać ponad miliard złotych na nowoczesną infrastrukturę.

 – „Poczta na biurku, poczta w kieszeni” – to nasza wizja. Chcemy, żeby każdy użytkownik miał w zasięgu ręki dostępne usługi pocztowe. Użytkownicy tego oczekują. Chcą mieć wszystko pod ręką, i dostępne od razu – wyjaśnia Grzegorz Świdwiński, prezes spółki Poczta Polska Usługi Cyfrowe, która odpowiada za projekt.

Poczta szacuje, że w przeciągu najbliższych miesięcy z portalu korzystać będzie około 30 tysięcy klientów. Za rok ich liczba ma przekroczyć nawet pół miliona.

 – Platforma Envelo, którą  uruchamiamy, ma nam także pomóc w rozwoju obszaru e-commerce, czyli maksymalizowaniu dochodów z sektora paczkowego dzięki wykorzystaniu również usług cyfrowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Wojtas, członek zarządu Poczty Polskiej.

Na stronie Envelo znaleźć można m.in. neoznaczek, neolist i neokartkę. W pierwszej kolejności z usług platformy korzystać będą mogli klienci indywidualni oraz mikro i małe firmy.

 – W naszych planach są kolejne usługi i produkty, które będą również skierowane do większych firm, w tym do korporacji – zapowiada Grzegorz Świdwiński.

W przyszłym roku platforma zostanie uzupełniona o nowe usługi, w tym e-fakturę. Envelo będzie pozwalać na wysyłanie i odbiór faktur zarówno w postaci cyfrowej, jak i tradycyjnej. Docelowo platforma ma zamienić się w wirtualną skrzynkę pocztową. Za jej pomocą będzie można odbierać i nadawać listy elektroniczne i hybrydowe oraz skanowane. Finalnie do pakietu e-usług dołączy elektroniczny list rejestrowany, czyli z potwierdzeniem nadania odbioru.

Papier znika z poczty

Sięgnięcie po nowe technologie ma pomóc Poczcie przejść transformację i znaleźć nowe miejsce w zmieniającej się rzeczywistości.

 – Rozwój e-usług ma być odpowiedzią na cyfryzację naszego życia i na to, jak Polak chce korzystać z usług masowych nadawców, czy jak chce się kontaktować z masowymi nadawcami – mówi Janusz Wojtas, członek zarządu Poczty Polskiej.

Poczta zamierza zwiększyć nakłady na rozwój nowych technologii. Do 2017 roku na ten cel przeznaczyć ma aż 1,3 mld złotych.

 – Jest to łączna kwota nakładów inwestycyjnych związanych z rozwojem, parkiem maszynowym, taborem samochodowym, z inwestycjami kapitałowymi, ale także w ramach usług cyfrowych na platformie Envelo – tłumaczy Wojtas.

Operator stawia na rozwój grupy pocztowo–finansowo–logistycznej. Chce mocno rozwijać usługi ubezpieczeniowe i bankowe, również online. Dzięki dywersyfikacji usług i produktów, Poczta Polska chce zachować stabilną pozycję na rynku.

Centrum im. A. Smitha: Błędy w naliczaniu kar w ramach viaTOLL znane były od dawna. Zabrakło zmian w prawie

CEO Magazyn Polska

Najwyższa Izba Kontroli skrytykowała błędy w sposobie naliczania kar dla kierowców w systemie elektronicznego poboru opłat viaTOLL. Brak zmiany przepisów, mimo znanych od dawna błędów, uciążliwych dla kierowców, to dowód na niesprawność instytucji publicznych – uważa Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

 – Raport NIK po tylu miesiącach wskazuje na zaniechania po stronie polskiego rządu i jego agend, jeżeli chodzi o naprawianie ewidentnej niesprawiedliwości, która dotyka kierowców – twierdzi Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha. – Nakładane kary nie wytrzymają jakiejkolwiek kontroli sądowej, gdyby doszło do procesów, bo są najzwyczajniej nieadekwatne i niesprawiedliwe.

O potrzebie zmian tych przepisów od dawna mówią eksperci i prawnicy. Podkreślali, że uzależnienie wysokości kar nie od przejechanych kilometrów, ale od liczby bramownic z czujnikami, pod którymi przejechali bez opłaty, jest nieprawidłowe. Zdaniem przedstawicieli NIK, prowadziło to do niedozwolonej kumulacji kar.

 – Operator systemu nie ma wypływu na kwestie kar, jak i na zasady ich nakładania oraz wysokość – ponieważ są one regulowane prawem – napisano w komunikacie Kapsch Telematic Services, operatora viaTOLL. – W gestii operatora systemu nie leży wprowadzanie zmian w obowiązującym prawie, system viaTOLL funkcjonuje zawsze w zgodzie z obowiązującym porządkiem prawnym.

W ocenie Sadowskiego, system musi przewidywać kary dla kierowców, nie mogą one jednak być aż tak wysokie i niesprawiedliwie naliczane. Zauważa, że według obecnych przepisów w bardzo krótkim czasie kierowca może uzbierać tyle kar, że będą one niemal równoznaczne z utratą samochodu. Problem w tym, że prace nad nowymi przepisami jeszcze trwają.

 – Politycy i urzędy, które oni nadzorują, nie przejmują się problemami zwykłych obywateli, stąd jeżeli problem był znany nie tydzień, nie miesiąc temu tylko już od długiego czasu, należało podjąć błyskawiczne działania. Ogłoszenie przed opinią publiczną, że się pracuje, a sama praca, to są dwie różne rzeczy. Była potrzeba, i jest do tej pory, natychmiastowych działań – mówi Andrzej Sadowski agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Rekordowo wysokie notowania WIG30

CEO Magazyn Polska

Wyjątkowo dobra sesja dla indeksu WIG30. We wtorek na zamknięciu jego wartość przekroczyła 2729 pkt. Od początku notowań, czyli od 23 września, wartość indeksu wzrosła o ponad 6,5 proc. Zmiana WIG20 na WIG30 to krok w dobrym kierunku na drodze rozwoju warszawskiej giełdy, bo rozszerza spektrum inwestycyjne – uważa Piotr Osiecki, prezes Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych Altus.

 Dodanie dziesięciu nowych spółek „dopompowało” nowej krwi, bo są to głównie prywatne firmy, które zrodziły się na fali transformacji systemowej w Polsce – ocenia Piotr Osiecki, szef Altus TFI. – Ożywia to atmosferę i pomaga tym spółkom od strony wycen rynkowych.

Jego zdaniem, w ostatnim czasie dało się zauważyć, że wśród spółek WIG20 brak było mocnego potencjału wzrostu. Indeks przeciążony był bankami. Dlatego inwestorzy pozytywnie zareagowali na decyzję o poszerzeniu go o dodatkowych dziesięć podmiotów. Cieszyć się też mają z czego szefowie firm, które dołączyły do głównego indeksu warszawskiej giełdy.

 – Tradycyjnie jest wiele funduszy benchmarkowych na świecie, które inwestują właśnie w takie kompozyty indeksowe i siłą rzeczy, jakąś tam część aktywów będą musiały inwestować nie tylko w te 20 największych spółek, ale też w pozostałe 10 z tej tradycyjnej, prywatnej polskiej gospodarki – mówi Piotr Osiecki.

Ich akcje zyskały na wartości. Od początku notowań, czyli od 23 września, wartość indeksu wzrosła o przeszło 6,5 proc. We wtorek indeks zamknął notowania na rekordowym poziomie (2729,38 pkt).

 – To, co ma szansę najbardziej pomóc polskiej giełdzie, to większy wzrost PKB w przyszłym roku, lepsze dane z polskiej gospodarki, potencjalnie nowe prywatyzacje czy nowe oferty publiczne, takie jak na przykład obecny debiut PKP Cargo – mówi szef Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych Altus.

Niepokój giełdowych inwestorów wywoływało ostatnio zamieszanie, związane z planowaną reformą systemu emerytalnego. Informacje na ten temat skutkowały wyraźnymi spadkami w czerwcu i we wrześniu. Potrzeba było czasu, by rynek wrócił do wycen sprzed tych spadków.

 – Dzisiaj, gdy patrzymy na wyceny na giełdzie, to są powyżej tych poziomów, także ta informacja została chyba skonsumowana – mówi szef Altusa. – Finalne rozstrzygnięcie w sprawie otwartych funduszy emerytalnych jest „łagodnym wymiarem kary”, jeśli chodzi o stronę akcyjną.

Rząd zdecydował, że OFE nie będą mogły inwestować w obligacje Skarbu Państwa. Powierzone im środki, w co najmniej 3/4 będą musiały pomnażać, angażując je w akcje.

 – To rozwiązanie nie jest tak negatywne, jak mogłoby być, bo w pewnym momencie rynek spodziewał się czegoś jeszcze gorszego – mówi Piotr Osiecki. – Gdyby w ogóle nie było reformy OFE, byłoby jednak dużo lepiej dla rynku akcji, bo spodziewalibyśmy się większych napływów i tego, że OFE w średnim horyzoncie nie będą musiały sprzedawać akcji.

W prezesa Altus TFI obecne wzrosty indeksów spowodowane są wiarą rynków w ożywienie w polskiej gospodarce w przyszłym roku.

City Security planuje ekspansję w Europie Środkowo-Wschodniej

0

CEO Magazyn Polska

City Security, jedna z wiodących firm w branży ochroniarskiej, chce zwiększać swoją obecność na zagranicznych rynkach, przede wszystkim w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Pierwszym krokiem była konsolidacja z czeską firmą M2C. W ten sposób firma chce pozyskiwać dużych, międzynarodowych klientów, którzy potrzebują usług ochroniarskich o jednakowym standardzie na terenie kilku krajów.

City Security właśnie połączyła się z czeską firmą M2C działającą w ośmiu krajach, m.in. na Słowacji, Węgrzech, w Bułgarii i Turcji. Powstała w ten sposób spółka M2.CS ma się specjalizować w ochronie dużych obiektów handlowych, biurowych, logistycznych i administracyjnych w regionie.

 – Chcieliśmy w ten sposób też rozwinąć się na inne kraje, czyli nie być firmą działającą w Polsce, Rosji i na Ukrainie, ale rozwijać się też w całej Europie Środkowej i móc obsługiwać dużych klientów, którzy działają w różnych krajach – mówi prezes City Security Beniamin Krasicki.

Zdaniem Krasickiego, większe przedsiębiorstwa, które potrzebują usług ochroniarskich, chcą w ramach jednego kontraktu mieć zapewnione usługi o tym samym standardzie w różnych krajach, w których działają.

 – Chodzi tu nie tylko o największe firmy, takie jak McDonald’s czy Coca-Cola, ale nawet mniejsze, np. nieruchomościowe, które działają w Europie Środkowo-Wschodniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krasicki. – My już teraz mamy takie możliwości i to robimy. Chcemy dalej rozwijać się w tym kierunku – dodaje.

To kolejna fuzja na rynku usług ochroniarskich. Jednak w dalszym ciągu jest on znacznie bardziej rozdrobniony niż rynki skandynawskie czy zachodnioeuropejskie.

 – Szacuje się, że w Polsce działa od 3 do 5 tys. firm. To bardzo dużo. Największe trzy-cztery firmy reprezentują tylko 20-30 proc. rynku. W porównaniu np. z krajami skandynawskimi czy z Europą Zachodnią jest to ogromna różnica, bo tam 2-3 firmy reprezentują 60 proc. rynku – mówi Krasicki.

Mimo to, jego zdaniem, firmy ochroniarskie nie powinny rozwijać się poprzez przejęcia, bo w ten sposób cierpi na tym konkurencja na rynku.

 – Uważam, że model organiczny jest najbardziej naturalną formą rozwijania firmy – mówi prezes City Security. – To oznacza, że musimy zdobywać klienta, przekonywać go do naszych usług i spełniać jego potrzeby. Rynek nieustannie nas weryfikuje – dodaje.

Firma City Security została nagrodzona przez miesięcznik „Home&Market” w konkursie „Najlepszy Partner w Biznesie”. Kapituła doceniła „dynamiczny rozwój organiczny na polskim i zagranicznych rynkach, oferowanie klientom całkowicie nowego podejścia do ochrony, a w szczególności za stworzenie największej firmy w branży ochrony osób i mienia w Europie Środkowo-Wschodniej”.

Aptekarze chcą zakazu reklamy tylko dla leków refundowanych

CEO Magazyn Polska

Tylko reklama leków refundowanych powinna być zakazana – uważają przedstawiciele branży farmaceutycznej i postulują zmiany w ustawie refundacyjnej. Obecnie obowiązujący zakaz reklamy aptek i wszystkich leków w nich sprzedawanych, także tych bez recepty, utrudnia aptekom prowadzenie działalności gospodarczej. Co ciekawe, do uchwalenia tego zakazu przyczyniła się Naczelna Izba Aptekarska, która zaproponowała ten zapis na ostatnim etapie prac nad ustawą.

 – Izba Aptekarska nie była uprzejma poinformować nikogo wcześniej, że chce taki projekt zaprezentować w trakcie obrad nad ustawą refundacyjną. To zostało ad hoc przedstawione w Sejmie i przegłosowane. Myślę, że m.in. dlatego, że była stosunkowo mała wiedza na temat tego, czemu to ma służyć. Bardziej kojarzono to z ograniczeniem reklamy leków refundowanych, ale w momencie wprowadzenia sztywnych marż i sztywnych cen ten problem sam się rozwiązał – przypomina Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej „Farmacja Polska” w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Ministerstwo Zdrowia pracuje obecnie nad nowelizacją ustawy refundacyjnej. Część aptekarzy apeluje o przywrócenie poprzednich zapisów w tym zakresie.

 – Uważamy, że jedynym rozwiązaniem jest powrócenie do starego zapisu, mądrego zapisu, który był w ustawie refundacyjnej, że zakazuje się reklamy leków refundowanych – apeluje Irena Rej.

W opinii Izby obecny przepis ogranicza swobodę prowadzenia działalności gospodarczej przez aptekarzy, którzy – jak wszyscy inni przedsiębiorcy – w sprawach gospodarczych powinni kierować się ustawą o działalności gospodarczej. Zdaniem Ireny Rej, nieporozumieniem jest narzucanie zakazu reklamowania swojej działalności. 

 – Pacjenci dzisiaj niektóre leki bez recepty mogą kupować także w sieciach pozaaptecznych, więc zaczyna się konkurencja nie między aptekami, a między supermarketami a aptekami. To jest chyba najgorsze, co może być, bo w aptece pacjent ma szanse dopytać się, po co ten lek, na co, czy on może go przyjmować z innymi lekami; w supersamie nikt na jego pytanie nie odpowie – podkreśla Rej.

Dodaje, że w ten sposób często pacjent przepłaca za leki, gdyż apteka nie ma możliwości, żeby poinformować go, że dany lek jest tańszy niż w sklepie obok. Brak informacji o cenach powoduje też, że często pacjenci wędrują od apteki do apteki lub do sklepu w poszukiwaniu tańszego leku.

 – Można ograniczać jakąkolwiek działalność, nawet informacyjną, jeżeli ona jest szkodliwa, jeżeli by wywołała panikę wśród ludzi, jeżeli nawoływałaby do jakichś niepożądanych zachowań itd., to wtedy oczywiście tak. Natomiast ta ustawa miała być przyjazna dla pacjenta, miała pomagać, żeby on nie musiał biegać po całej Warszawie, szukać, gdzie mają tańsze leki bez recepty, gdzie może kupić np. leki homeopatyczne, które nie są wszędzie sprzedawane – taki był jej cel – podkreśla prezes Izby.

W przyszłym roku SKOK-i muszą dostosować się do wymogów nadzoru KNF. To oznacza dodatkowe koszty.

0

CEO Magazyn Polska

Zmiany w prawie związane z dostosowywaniem się SKOK-ów do wymogów nadzoru KNF od przyszłego roku zwiększą koszty ich działalności. Nie powinny jednak znacząco pogorszyć ich wyników finansowych. Dobre wyniki za ostatnie trzy kwartały osiągnął m.in. SKOK Wołomin – zarobił 56 mln zł netto. Kasa – zgodnie z prawem – nie może obsługiwać spółek prawa handlowego, ale już niedługo rozszerzy działalność m.in. na fundacje, stowarzyszenia i parafie.

 – Mamy bardzo dobre wyniki, aż się boję chwalić. Na koniec trzeciego kwartału jest to 56 mln złotych zysku netto. Nadal jeszcze mamy bardzo niskie koszty działalności. One rosną wraz ze wzrostem skali i ze zmianą nadzoru, ale na razie jeszcze dyskontujemy dobrą pracę z niskimi kosztami przez wiele lat – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Gazda, prezes SKOK Wołomin.

Koszty funkcjonowania kas wzrosną m.in. w wyniku zmian prawa. Od listopada SKOK-i zostaną objęte Bankowym Funduszem Gwarancyjnym. Gazda przyznaje, że wymusi to pewne zmiany w strukturze organizacyjnej kasy. Powstaną m.in. specjalne działy zajmujące się monitoringiem ryzyka.

Również przyszły rok, w jego ocenie, będzie czasem dużych zmian związanych z dostosowaniem do nowych przepisów i zwiększonego nadzoru nad SKOK-ami ze strony Komisji Nadzoru Finansowego. Kasy zostały objęte kontrolą KNF-u w październiku 2012 r. Ustawodawca dał SKOK-om 18 miesięcy na dostosowanie się do nowych wymogów, co oznacza dla nich dodatkowe koszty. Jednak ich wzrost nie powinien znacząco wpłynąć na wyniki finansowe SKOK Wołomin.

Prezes dodaje, że już wkrótce SKOK Wołomin rozszerzy działalność m.in. na stowarzyszenia, fundacje, a także parafie i związki wyznaniowe. 

 – Dzisiejsze prawo nie pozwala obsługiwać spółek prawa handlowego, natomiast już niedługo zaczniemy obsługiwać instytucje sektora trzeciego, czyli fundacje, parafie, związki wyznaniowe, stowarzyszenia – zapowiada Gazda.

Ubolewa nad tym, że SKOK-i nie mogą obsługiwać spółek. Zwłaszcza że przykład mikrofirm pokazuje, że kasy radzą sobie z obsługą przedsiębiorców.

 – Możemy pomagać działalności gospodarczej prowadzonej przez osoby fizyczne, ponieważ SKOK-i to spółdzielnie osób fizycznych, a  mogą obsługiwać tylko własnych członków, więc osoby fizyczne – tłumaczy Gazda.

Kierowana przez niego firma otrzymała nagrodę „Najlepszy Partner w biznesie 2013”, za dynamiczny rozwój i bardzo dobre wyniki finansowe oraz dobrą politykę pożyczkową. Nagrodę od 10 lat przyznaje redakcja Home&Market.

Rynek pożyczek online przyspiesza

0

CEO Magazyn Polska

Rynek pożyczek online rozwija się w Polsce w bardzo szybkim tempie. Najczęściej przez internet pożyczają ludzie młodzi w wieku 20-30 lat, pracujący lub prowadzący firmy. Wbrew stereotypom nie są to klienci z problemami finansowymi.

 – W momencie, kiedy powstawała nasza firma, czyli 14 miesięcy temu, pożyczki online były w Polsce dopiero w fazie embrionalnej i reprezentowały 20-25 proc. rynku tzw. prywatnych pożyczek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Loukas Notopoulos, prezes Vivus Finance i członek zarządu Związku Firm Pożyczkowych. – Odkąd rozpoczęliśmy działalność, rynek ten wzrósł w tempie dwucyfrowym w ciągu roku.

Liczba osób korzystających z usług firm pożyczkowych w Polsce stale rośnie. Dotyczy to zwłaszcza segmentu pożyczek online, co widać na przykładzie Vivus Finance.

 – W tym roku pozyskaliśmy ponad 450 tys. klientów i wydaje nam się, że rok zakończymy na poziomie prawie pół miliona klientów. Oczekujemy, że ich liczba będzie nadal rosnąć, ponieważ coraz więcej Polaków korzysta z internetu – mówi Loukas Notopoulos, laureat nagrody „Najlepszy Partner w Biznesie” w kategorii Usługi pożyczkowe przyznawanej przez Home & Market.

Przez internet pożyczają głównie osoby młode, między 20. a 30. rokiem życia. To głównie osoby pracujące lub prowadzące własną działalność gospodarczą.

Zdaniem prezesa Vivus Finance, stereotyp klienta firmy pożyczkowej jako osoby z problemami finansowymi, której bank odmówił kredytu, w ostatnich latach uległ znacznej zmianie.

 – Gdyby tak było, nie bylibyśmy w stanie prowadzić naszego biznesu – mówi Notopoulos. – My pożyczamy nasze własne pieniądze, dbamy o nie i chcemy, żeby do nas wróciły. Dlatego też każdego potencjalnego klienta sprawdzamy w bazach informacji gospodarczej i w Biurze Informacji Kredytowej.

Jak podkreśla, na takich zasada działa wiele z obecnych na rynku podmiotów. Żeby zachować wysokie standardy w branży, część firm utworzyła Związek Firm Pożyczkowych. Jednym z inicjatorów jest Vivus Finance.

 – Zrzeszamy już niemal 50 proc. firm na rynku pożyczek online, a kolejne chcą przystąpić do naszego związku. Jednak nie wszystkie mogą to uczynić, ponieważ sprawdzamy każdą firmę pod kątem transparentnego prowadzenia biznesu i uczciwości wobec klientów – dodaje prezes Vivus Finance.

Energetyce i ciepłownictwu grozi odcięcie od unijnych pieniędzy

CEO Magazyn Polska

Zmiana sposobu przydzielania unijnych dotacji może oznaczać dla polskiej energetyki i ciepłownictwa utratę ponad 5 mld euro. Można byłoby je wykorzystać na dostosowanie przestarzałych instalacji do unijnych wymogów i sprawić, by były bardziej ekologiczne i wydajne.

 – Energetyka i ciepłownictwo systemowe zostaną wyłączone z możliwości uzyskania pomocy regionalnej – informuje Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. – Wynika to z wytycznych Komisji Europejskiej w sprawie pomocy regionalnej na lata 2014-2020 oraz projektu rozporządzenia w sprawie tzw. wyłączeń blokowych.

Unijna polityka zmierza do stworzenia wspólnego, konkurencyjnego rynku energii, zaś KE uznała, że taka pomoc zakłóca rynek wewnętrzny. Polska energetyka i ciepłownictwo za unijne pieniądze modernizują stare elektrownie, by dostosować je do coraz bardziej wyśrubowanych norm, m.in. na usuwanie dwutlenku siarki, tlenków azotu i pyłu czy na inne inwestycje w odnawialne źródła energii oraz modernizacje sieci ciepłowniczych.

 – W Polsce przygotowywane są specjalne programy operacyjne na poziomie krajowym, dla energetyki i ciepłownictwa systemowego szczególnie ważny jest Program Operacyjny Infrastruktura i Ochrona Środowiska. Trwają prace także nad regionalnymi programami operacyjnymi na poziomie urzędów marszałkowskich. I nawet jeśli będą w tych programach zapisane cele, które pozwalają realizować te inwestycje, to w przypadku negatywnych rozwiązań znajdujących się na poziomie wspomnianych przepisów prawa unijnego, przedsiębiorstwa nie będą mogły korzystać z tych środków, które są tam zapisane – wyjaśnia prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

W unijnym budżecie zapisano ponad 5 mld euro na projekty związane z modernizacją sektora energetycznego i ciepłownictwa.

 – Mówimy o bezpośredniej możliwości pomocy na poziomie ponad 20 miliardów złotych, która może uruchomić inwestycje o wartości dwukrotnie, a może nawet i trzykrotnie większej. A zatem w perspektywie kilku najbliższych lat są to naprawdę istotne pieniądze z punktu widzenia sektora, ale również całej gospodarki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Szymczak.

To oznacza nie tylko groźbę utraty pieniędzy na inwestycje i szansy na impuls dla gospodarki. To również między innymi istotne ograniczenie możliwości rozwoju kogeneracji (czyli jednoczesnego wytwarzania energii cieplnej i elektrycznej). Ta technologia jest o 30 proc. bardziej efektywna i o tyle samo mniej emituje gazów, w związku z tym zwiększa szansę na wypełnienie polskich celów pakietu energetyczno-klimatycznego. Takie cele ma każdy kraj UE. Zaś z punktu widzenia konsumenta odbiorcy ciepła systemowego, to niższe rachunki za ogrzewanie.

M. Yunus (noblista): Kryzys jest ceną za system kapitalistyczny i pęd w kierunku robienia pieniędzy

CEO Magazyn Polska

Odpowiedzialny społecznie biznes, który nie jest nastawiony na zysk, powinien być odpowiedzią na kryzys. Bangladeski noblista Muhammad Yunus przekonuje, że jeśli firmy nadal będą dążyły przede wszystkim do zwiększania wyniku finansowego, to załamanie gospodarcze szybko powróci i będzie jeszcze gorsze.

 – Kryzys jest ceną, którą płacimy za system kapitalistyczny, bo ten system powoduje, że wszyscy ludzie pędzą w jednym kierunku – w kierunku zarabiania pieniędzy. Ten system czyni nas bardzo samolubnymi. Nie patrzymy dookoła, co się dzieje z innymi ludźmi, z naszą planetą. W takim klasycznym biznesie tworzymy problemy, zamiast je rozwiązywać – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Muhammad Yunus, laureat Pokojowej Nagrody Nobla i twórca koncepcji mikrokredytów.

Yunus postuluje, by odpowiedzią na kryzys światowej gospodarki był biznes odpowiedzialny społecznie. Jego podstawową cechą jest rezygnacja z nastawienia na zysk. Według noblisty, głównym celem przedsiębiorców powinna być walka z ubóstwem, bezrobociem, chorobami czy bezdomnością. Powinni funkcjonować w taki sposób, aby poprawić warunki życia określonej grupie ludzi. Zamiast maksymalizacji zysków, mogą na przykład zwiększyć liczbę miejsc pracy.

 – To jest właśnie social biznes. Ponieważ tworzę biznes nie dla pieniędzy, nie dla siebie. Jedyne czego oczekuję, to zwrot zainwestowanych pieniędzy. W porównaniu do biznesu, który ma przynosić korzyści, moja firma jest ‘niedochodowa”, skupia się na rozwiązywaniu problemów – przekonuje Yunus.

Noblista przywołuje przykład założonego przez niego Grameen Banku w Bangladeszu. Bank ten udzielał mikrokredytów, często w wysokości zaledwie kilkunastu dolarów, które umożliwiały biednym mieszkańcom kraju rozwinięcie własnej działalności. Niemal wszyscy klienci Grameen Banku to kobiety. To właśnie m.in. za tę działalność Yunus został wyróżniony przez Norweski Komitet Noblowski.

Yunus podkreśla, że koncepcja mikrokredytów zdobyła już 8,5 mln klientów w Bangladeszu i jest już także popularna w innych krajach, także wysoko rozwiniętych. W samym Nowym Jorku jest już 6 placówek Grameen Banku, a z mikrokredytów skorzystało ponad 14 tys. kobiet. Średnia wysokość pożyczki w Stanach Zjednoczonych jest znacznie wyższa niż w Bangladeszu i wynosi 1,5 tys. dolarów.

Noblista przekonuje, że jedynie taki sposób prowadzenia biznesu może zapewnić trwałe wyjście z kryzysu.

 – My tworzymy biznes, żeby rozwiązywać problemy. Twoja firma zarobi pieniądze, ale ty ich nie bierz, bo stworzyłeś firmę, żeby rozwiązywać problem. Jeśli masz obie te rzeczy w tym samym czasie, stopniowo uczysz się rozwiązywać problem i zarazem nie tworzysz nowych problemów tak jak w tradycyjnym biznesie  stajesz się bardziej odpowiedzialny – tłumaczy Yunus.

Dodaje, że jeśli nie zajdzie taka zmiana, to następne kryzysy będą jeszcze gorsze. 

 – Jeżeli będziesz działał krótkowzrocznie, doraźnie, żeby pokonać ten kryzys, to on wróci szybko. I będzie gorszy niż wcześniej, bo nie poprawiasz fundamentów, robisz tylko powierzchowne rzeczy. Ja nie jestem zainteresowany takimi powierzchownymi rzeczami. Ja jestem zainteresowany tylko fundamentalnymi zmianami – podsumowuje noblista.

Wesołe Miasteczko w Chorzowie poszukuje inwestora do stworzenia tematycznego parku rozrywki

Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku im. Gen. Jerzego Ziętka w Chorzowie (Park Śląski) rozpoczął poszukiwania inwestora do projektu modernizacji Śląskiego Wesołego Miasteczka. Projekt zakłada pozyskanie inwestora, który pomoże w stworzeniu tematycznego parku rozrywki, którego brakuje w tej części Europy. Wstępnie szacuje się, że inwestycja wyniesie między 50 a 500 mln złotych w zależności od przyjętego scenariusza.

Śląskie Wesołe Miasteczko jest jednym z pierwszych tego typu obiektów w Polsce, powstało jeszcze w latach 60. XX wieku. Kilka lat temu udoskonalono model operacyjny jego funkcjonowania – wprowadzono m.in. bilety sezonowe, jednodniowe, dodatkowe atrakcje dla dzieci oraz specjalne wydarzenia (np. nocne otwarcie Wesołego Miasteczka dla dorosłych). Już dzisiaj Śląskie Wesołe Miasteczko przyciąga rocznie ponad 200 tysięcy odwiedzających i osiąga wysoką rentowność operacyjną. Jednak cały potencjał tego miejsca może zostać wykorzystany dopiero po przeprowadzeniu inwestycji, dzięki której utworzony zostanie park rozrywki z prawdziwego zdarzenia. Taki, jakie funkcjonują w Europie Zachodniej.

Dlatego władze Parku Śląskiego zdecydowały się na poszukiwanie zewnętrznego inwestora przy wsparciu – wybranej w drodze przetargu – firmy doradczej PwC, która specjalizuje się m.in. w transakcjach fuzji i przejęć przedsiębiorstw oraz pozyskiwaniu zewnętrznego finansowania.

Podstawowym założeniem projektu jest utworzenie nowej spółki (tzw. wehikułu SPV), która zmodernizowałaby Wesołe Miasteczko, a następnie zarządzała nim. Inwestor obejmie pakiet większościowy w nowopowstałej spółce, a teren, na którym powstanie nowy park, będzie dzierżawiony od Parku Śląskiego. Obecnie jest to 26 ha, jednak istnieje możliwość jego zwiększenia (cały Park Śląski zajmuje powierzchnię ponad 640 ha).Kluczowy argument, który ma przyciągnąć inwestorów, to lokalizacja Wesołego Miasteczka oraz jego aktualna działalność. Wesołe Miasteczko leży w samym środku wielkiej aglomeracji śląskiej, gdzie w promieniu 100 km mieszka ponad 9 milionów ludzi, a do tego blisko stąd do granicy z Czechami i Słowacją, gdzie również nie ma parku rozrywki z prawdziwego zdarzenia. Dodatkowo, w przeciwieństwie do podobnych projektów, które historycznie rozważano w Polsce, Śląskie Wesołe Miasteczko już teraz jest obiektem, który dobrze funkcjonuje, przyciąga odwiedzających i generuje pozytywne wyniki, nie jest to więc inwestycja typu greenfield.

„Nasz pomysł na stworzenie parku rozrywki z prawdziwego zdarzenia różni się od innych przedsięwzięć tego typu, jak na przykład projekty pod Warszawą. Inwestorom oferujemy już funkcjonujący lunapark, w samym środku świetnie zaludnionego obszaru, skomunikowanego autostradami i komunikacją miejską. Dodatkowo jest to część ogromnego Parku Śląskiego, który przyciąga co roku prawie trzy miliony osób również innymi atrakcjami, takimi jak ZOO, Skansen czy Planetarium. W samym Parku Śląskim realizowane są też inne projekty inwestycyjne, które uatrakcyjniają i promują ten obszar – wystarczy wspomnieć o ostatniej inwestycji w kolejkę linową Elka czy koncepcję Śląskiego Parku Nauki, nad którą obecnie pracujemy z naszymi partnerami” – wskazuje Arkadiusz Godlewski, prezes Parku Śląskiego.

Zarząd parku planuje w pierwszej kolejności utworzenie na terenie Wesołego Miasteczka hali, w której znalazłoby się 26 nowo zakupionych urządzeń, co pozwoliłoby na zmniejszenie sezonowości biznesu. Obecnie miasteczko działa w okresie od maja do września. Zbudowanie hali pozwoliłoby na wydłużenie tego sezonu, co w prosty sposób przełożyłoby się na niemal podwojenie rocznej liczby odwiedzających. Ten etap inwestycji zakłada wydatki na poziomie ok. 50-60 milionów złotych. Pierwsze inwestycje obejmować będą również modernizację ogólnej infrastruktury Wesołego Miasteczka.

„Wspólnie z Zarządem Parku Śląskiego przygotowaliśmy dla inwestorów szczegółową dokumentację transakcyjną, obejmującą memorandum informacyjne i model finansowy, pokazujący krok po kroku jak i w co będą inwestowane środki. Celem prowadzonej transakcji jest pozyskanie wiarygodnego partnera finansowego i strategicznego, który przeprowadzi planowane inwestycje, pozwalające na realizację atrakcyjnej stopy zwrotu w średnim okresie.” – komentuje Bartłomiej Zientek, menedżer w zespole fuzji i przejęć przedsiębiorstw w PwC.

Ważnym założeniem transakcji jest wydzielenie terenu, na którym leży Wesołe Miasteczko, będącego częścią Parku Śląskiego. Teren pozostanie własnością Parku Śląskiego i będzie dzierżawiony przez inwestora zarządzającego Wesołym Miasteczkiem.

„Proponujemy inwestorom rozwiązanie w postaci dzierżawy tego terenu, którego wartość jest bardzo znacząca, aby nie obciążać początkowej inwestycji. Dodatkowo jest to teren o szczególnej wartości, również pozacenowej, dla całego Parku Śląskiego i Chorzowa” – dodaje Arkadiusz Godlewski.

Niezależnie od rozpoczętego procesu poszukiwania inwestora, władze Parku Śląskiego realizują projekt rozbudowy Wesołego Miasteczka własnymi siłami. W ostatnim czasie zakupionych zostało wspomnianych 26 nowych atrakcji, które zostaną zainstalowane i udostępnione już od przyszłego sezonu. To kluczowe działanie, mające już w perspektywie kolejnego roku zwiększenie liczby odwiedzających.

System OS X Mavericks dostępny bezpłatnie w Mac App Store

System OS X Mavericks, stanowiący dziesiąte duże wydanie najbardziej zaawansowanego komputerowego systemu operacyjnego na świecie, jest dostępny bezpłatnie w Mac App Store. Wśród ponad 200 nowych funkcji OS X Mavericks znalazły się aplikacje iBooks i Mapy na komputery Mac, nowa wersja Safari oraz karty i tagi w Finderze. W nowym systemie usprawniono korzystanie z kilku monitorów oraz wprowadzono nowe technologie bazowe zapewniające przełomową efektywność energetyczną oraz wydajność.

„Mavericks to niesamowita wersja systemu, która oferuje nowe istotne aplikacje i funkcje, a także zapewnia większą moc obliczeniową oraz zwiększa wydajność baterii w komputerach Mac”, powiedział Craig Federighi, wiceprezes Apple ds. inżynierii oprogramowania. „Dążymy to tego, aby każdy użytkownik Maca mógł skorzystać z najnowszych funkcji, najbardziej zaawansowanych technologii oraz skutecznych mechanizmów zabezpieczeń. Jesteśmy przekonani, że najlepszym sposobem na osiągnięcie tego celu jest zapoczątkowanie nowej ery oprogramowania komputerów osobistych, w której uaktualnienia systemu operacyjnego dostępne będą bez żadnych opłat”.

W OS X Mavericks wprowadzono nowe, innowacyjne funkcje, takie jak:
• aplikacja iBooks, która umożliwia błyskawiczny dostęp do biblioteki iBooks oraz do ponad dwóch milionów pozycji w iBooks Store, a przy tym bezproblemowo współpracuje z innymi urządzeniami użytkownika;
• aplikacja Mapy udostępniająca w komputerze zaawansowaną technologię map cyfrowych, dzięki której użytkownicy mogą zaplanować podróż na Macu, wysłać plan na iPhone’a, a potem skorzystać z nawigacji głosowej podczas podróży;
• udoskonalona aplikacja Kalendarz, która umożliwia szacowanie czasu dojazdu pomiędzy spotkaniami i prezentuje mapy z uwzględnieniem prognozy pogody;
• nowa wersja Safari z funkcją Wysłane łącza, która pozwala na wyszukiwanie nowych informacji pojawiających się w sieci poprzez skonsolidowanie łączy wysyłanych przez osoby obserwowane w serwisie Twitter i LinkedIn;
• funkcja Pęk kluczy iCloud, która umożliwia bezpieczne przechowywanie nazw użytkownika oraz haseł ze stron internetowych, numerów kart kredytowych oraz haseł Wi-Fi i przesyła te dane na zaufane urządzenia użytkownika, by nie musiał ich zapamiętywać;
• udoskonalona obsługa kilku monitorów, zapewniająca płynniejszą i łatwiejszą pracę bez konieczności konfigurowania;
• interaktywne Powiadomienia umożliwiające wysyłanie odpowiedzi na wiadomości, odpowiadanie na wideorozmowy FaceTime, a nawet usuwanie wiadomości e-mail bez opuszczania aplikacji, z której użytkownik aktualnie korzysta;
• karty Findera ułatwiające utrzymanie porządku na biurku poprzez połączenie wielu osobnych okien Findera w jedno okno z wieloma kartami; oraz
• tagi Findera, które pozwalają porządkować i wyszukiwać pliki znajdujące się w dowolnej lokalizacji na Macu lub w chmurze iCloud.

Mavericks zawiera także nowe technologie bazowe, które zapewniają większą moc obliczeniową oraz wydajność baterii w komputerze Mac. Funkcje Timer Coalescing oraz App Nap zmniejszają zużycie energii. Technologia Compressed Memory automatycznie kompresuje nieaktywne dane, zapewniając większą szybkość i krótsze czasy reakcji komputera Mac. Mavericks istotnie poprawia także wydajność systemów ze zintegrowanym procesorem graficznym dzięki zoptymalizowanej obsłudze OpenCL i dynamicznej alokacji pamięci wideo.

Ceny i dostępność
System OS X Mavericks jest dostępny bezpłatnie już dziś w Mac App Store. Mavericks można uruchomić na każdym komputerze Mac obsługującym OS X Mountain Lion. System Mavericks można bezpłatnie pobrać i zainstalować na komputerach z systemem OS X Snow Leopard, Lion lub Mountain Lion. Pełna lista wymagań systemowych oraz zgodnych systemów znajduje się w na stronie www.apple.com/pl/osx/specs. OS X Server 3.0 wymaga systemu Mavericks i jest dostępny w Mac App Store.

E-commerce rośnie w Polsce szybciej niż cały sektor handlu

Wielkość gospodarki internetowej w Polsce w ciągu ostatnich sześciu lat podwoiła się i odpowiada ona już za 5,8 proc. PKB wypracowanego w 2012 roku. Całkowita wartość dodana polskiego e-commerce wynosiła w ub. roku 7,3 mld zł. Według ekspertów firmy doradczej Deloitte, autorów raportu „Digital Trends 2013” przygotowanego z okazji konferencji „e-nnovation 2013”, handel elektroniczny w Polsce będzie jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki. I podobnie jak internet na całym świecie, także polska sieć podlega dynamicznym zmianom i trendom, tj.: cloud computing, popularność tabletów i smartfonów czy Big Data.

Według analiz Deloitte wartość gospodarki internetowej w Polsce wyniosła w 2012 roku 93 mld zł. To dwa razy więcej niż w tym samym roku wynosił koszt obsługi długu publicznego i trzy razy więcej od wpływów z podatku dochodowego od osób fizycznych. Z blisko 6-proc. udziałem w PKB Polska wypada bardzo dobrze. Dla porównania w krajach G7 i BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny) ten odsetek waha się od 0,8 do 6,3 proc. PKB. Według danych spółki Polskie Badania Internetu e-commerce naszym kraju w 2012 roku wygenerował 21,5 mld zł, co daje mu udział 3,8 proc. w całym handlu. „Warto jednak zauważyć, że w 2010 roku było to 2,5 proc. E-commerce w Polsce rośnie szybciej niż handel w całości. Całkowita wartość dodana wytworzona przez ten sektor stanowiła w ubiegłym roku 0,5 proc. wartości dodanej brutto wytworzonej przez całą gospodarkę” – wyjaśnia Dariusz Kraszewski, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte. Jak zauważają eksperci Deloitte handel elektroniczny jest także barometrem dla całej gospodarki. Istnieje bowiem duża korelacja pomiędzy e-commerce a inwestycjami, inflacją, konsumpcją i bezrobociem.

Internet w Polsce jest w podobnej fazie rozwoju, jak w krajach rozwiniętych, choć nadal istnieją spore luki, choćby pod względem różnicy pokoleniowej wśród osób korzystających z sieci. Podobnie jak inne państwa, Polska doczekała się tzw. pokolenia „cyfrowych tubylców”, czyli osób urodzonych już w dobie Internetu, towarzyszącego im na każdym etapie i w każdym momencie ich życia. Mamy wyższy wskaźnik korzystania z mediów społecznościowych niż Francja, Japonia czy Niemcy.

Ta cyfrowa rewolucja, która dokonała się w ostatnich latach nie ominęła również biznesu. Firmy, które chcą osiągnąć sukces, nie mogą pozwolić sobie na ignorowanie takich zjawisk jak cloud computing czy Big Data. „Najlepszą ilustracją cyfrowego skoku jest upadek Kodaka i sukces Instagramu. Ten pierwszy, zatrudniając 62 tys. ludzi, w 2012 roku zbankrutował, a w tym samym czasie Facebook zapłacił miliard dolarów za Instagram, w którym pracowało wtedy 13 osób. Kolejna cyfrowa rewolucja stoi u bram i biznes musi być na nią przygotowany” – mówi Marcin Łaszkiewicz, Menadżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Eksperci Deloitte, Allegro i PayU omawiają trendy, które mają lub będą miały największy wpływ na handel elektroniczny i gospodarkę internetową na całym świecie, w tym w Polsce. „Cała cyfrowa gospodarka rozwija się niezwykle szybko, ale to e-commerce, zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej, czeka prawdziwie dynamiczny rozwój. Z prostego porównania udziału e-handlu w handlu ogółem w naszej części Europy, gdzie wynosi on ok 3 procent i w Wielkiej Brytanii, gdzie jest to ponad 12 procent, wynika jak duża jest przestrzeń do dalszego wzrostu. Cyfrowe trendy, które opisujemy w raporcie będą mocno wpływać na rozwój e-commerce, a zwycięzcami na tym rynku będą firmy, które najlepiej się do nich dostosują” – mówi Paweł Klimiuk, Dyrektor Komunikacji Korporacyjnej w Grupie Allegro.

Big Data – świat codziennie produkuje ogromną liczbę danych. Każdego dnia na całym świecie wysyłanych jest 500 mln tweetów. Big Data, czyli analiza dużych baz danych zyskuje coraz większe znaczenie w biznesie, w tym także w handlu. Można w ten sposób zbadać choćby przyzwyczajenia klientów czy łańcuch dostaw, pod warunkiem, że analizy dokonuje się w czasie rzeczywistym. Według prognoz rynek Big Data w 2015 roku będzie wart 48 mld dolarów, a jego przewidywany wzrost wyniesie 40 proc. rok do roku. W samym ubiegłym roku miliard dolarów zainwestowano w spółki, które skoncentrowały się na Big Data. Zdaniem ekspertów mitem jest opinia, że analiza dużych baz danych może być wykorzystywana jedynie przez wielkich graczy. Wręcz odwrotnie – jest przyszłością także dla średnich i małych firm.

Urządzenia mobilne – W Polsce w tym roku w użyciu było 8 mln smartfonów (wzrost o 2 mln w ciągu roku), co oznacza penetrację rynku na poziomie 31 proc. Dla porównania w USA jest to 50 proc. W tej chwili udział smartfonów i tabletów w globalnym rynku urządzeń do łączenia się z Internetem wynosi 65 proc., a za cztery lata będzie to 70 proc. Ten wzrost oznacza spadek liczby laptopów i komputerów osobistych. Już teraz 80 proc. użytkowników deklaruje, że używa kilku ekranów do łączenia się z siecią. To wszystko ma również wpływ na handel. Rośnie liczba osób, które przed podjęciem decyzji o zakupie towaru sprawdzają oferty i ceny w swoich tabletach i smartfonach. W Polsce z takiej opcji korzysta 10 proc. osób, ale już w grupie 16-30 lat odsetek ten wynosi 25 proc.

Cloud computing – Aż 70 proc. światowego biznesu w jakiś sposób korzysta z „chmury”. Globalny rynek w tym sektorze rośnie i w 2020 roku będzie wart 241 mld dolarów. Wiele zagadnień związanych z „cloud computing”, jak choćby bezpieczeństwo danych czy ich „dalekie” położenie, zostało już rozwiązanych. Pytaniem otwartym pozostało jak osiągnąć integralność danych. Niewątpliwie na korzyść tego rozwiązania przemawiają koszty, firmy płacą tylko tyle, ile miejsca na „chmurze” zużyją.

Media społecznościowe – W ostatnich latach stały się one prawdziwą potęgą. W Polsce Facebook ma 8,78 mln aktywnych użytkowników. Ogólnie rzecz biorąc 40 proc. polskich internautów jest obecnych na którymś z portali społecznościowych. Około 50 proc. światowych użytkowników Internetu ma konto na Facebooku. Coraz częściej dotyczy to także biznesu. W tym roku 90 proc. firm, które znalazły się w zestawieniu Fortune 500 jest w jakiejkolwiek formie obecna w mediach społecznościowych. W Polsce aż 86 proc. firm ma profil na Facebooku. Aż jedna trzecia klientów preferuje tę formę kontaktu z firmą, a nie np. telefon, dlatego ważne jest by dawać im opcję wyboru. Eksperci przestrzegają jednak przez używaniem „social media” przez biznes jedynie jako kanału reklamowego. Mają one znacznie szersze zastosowanie, jak choćby serwis konsumencki czy interakcja z klientem.

Doświadczenia użytkowników (UX) – czyli całość wrażeń użytkowników po zetknięciu się ze stroną internetową. Nie należy lekceważyć tego zjawiska. Aż 68 proc. osób wychodzi z danej strony z powodu jej ubogiego wyglądu i oferty, a 44 proc. opowiada przyjaciołom o swoich złych wrażeniach w sieci. Jeżeli chodzi o e-handel, to w tym względzie szczególnie istotne są kwestie związane z płatnościami i dostawami. Niektóre firmy dostrzegły już, że nie mogą lekceważyć wrażeń swoich użytkowników. Amazon zyskał 300 mln dolarów po usprawnieniu swej strony zgodnie z UX, a w banku Wells Fargo po uwzględnieniu oczekiwań użytkowników o 50 proc. wzrosła liczba składanych wniosków o kredyt. Jak pokazują badania 85 proc. problemów z UX może być rozwiązanych po przetestowaniu ich na jedynie pięciu użytkownikach.

Płatności mobilne – W ubiegłym roku 212 mln ludzi płaciło za pośrednictwem urządzeń mobilnych, a za dwa lata, według firmy Gartner, ma to już być 384 mln ludzi. Szacuje się, że wartość płatności mobilnych w 2015 roku sięgnie 472 mld dolarów. Pięć lat później, dzięki upowszechnieniu tego sposobu płatności wśród m.in. ludzi starszych, przegonią one płatności online, czyli dokonywane za pośrednictwem laptopa czy komputera. Większość banków, operatorów komórkowych, sprzedawców i niezależnych operatorów płatności już zrozumiała, że to smartfony będą kształtować nowy model biznesowy w płatnościach.

Internet rzeczy – jeden z filarów sektora nowych technologii polegający na współpracy urządzeń z Internetem. W 2012 na świecie było 8,7 mld urządzeń internetowych, w 2016 roku ma to być już 10 mld, a cztery lata później 50 mld. Za pośrednictwem Internetu można sterować wieloma rzeczami: samochodami, lampami ulicznymi, domowymi urządzeniami (inteligentny budynek) czy choćby sensorami medycznymi, które mogą wysyłać nasze wyniki bezpośrednio do lekarza. W 2012 roku w 100 firm zajmujących się Internetem rzeczy zainwestowano 750 mln dolarów. Szacuje się, że w 2020 roku jego wpływ na globalną gospodarkę wyniesie 14 bilionów dolarów.

Bezpieczeństwo – Cyfrowa rewolucja wiąże się niestety z cyberprzestępczością, którą zajmują się coraz bardziej profesjonalne grupy. Niebezpieczeństwo stwarzają także sami pracownicy, którzy używają mobilnego sprzętu zarówno w celach prywatnych, jak i służbowych. W tym roku, według danych Deloitte, aż 59 proc. firm dotknęło naruszenie ich sieci i systemów teleinformatycznych, a szkody z tego tytułu mogły wynosić średnio od 700 tys. do 1,3 mln dolarów.
„Stworzenie własnej strategii cyfrowej to dziś obowiązek każdej firmy, która chce świadomie funkcjonować w Internecie. Kluczowe jest jednak zbudowanie listy swoich priorytetów i odpowiedzenie sobie na pytanie, co chcemy osiągnąć i jakich w związku z tym narzędzi powinniśmy użyć, zamiast bezrefleksyjnie korzystać ze wszystkich możliwości, które oferują dziś nowoczesne technologie” – mówi Dariusz Kraszewski. „Można się spodziewać, że tak jak na świecie, także w Polsce firmy prowadzące handel tradycyjny będą odnotowywać spadki przychodów, jednocześnie odnotowując wzrost zakupów online, bo dziś klienta można znaleźć przede wszystkim w Internecie” – podsumowuje.

MCI partnerem Rankingu Deloitte Technology Fast 50 CE

0

Aż 27 polskich firm wyróżniono w najnowszej odsłonie prestiżowego rankingu Deloitte Technology Fast 50 CE, który przedstawia listę najszybciej rozwijających się przedsiębiorstw technologicznych w regionie Europy Środkowej. Podstawą oceny spółek była dynamika wzrostu przychodów z działalności operacyjnej. MCI Management SA był partnerem tegorocznej edycji Rankingu Deloitte Technology Fast 50 CE.

Trzeci raz z kolei liderem rankingu została rumuńska spółka z polskimi korzeniami Vola.ro. Na kolejnym miejscu uplasowała się serbska Bitgear Wireless Design Services. Trzecie miejsce przypadło najwyższej sklasyfikowanej polskiej spółce – krakowskiej Softhis. Łączna wartość przychodów firm sklasyfikowanych w głównej kategorii wyniosła w 2012 roku 714 mln euro.

Uroczystość wręczenia nagród poprzedziła dyskusja panelowa pt. „Nauka i biznes: realna współpraca czy rytualny taniec pingwinów?”, w której udział wzięli: Prof. Marek Niezgódka – Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego; Magdalena Burnat-Mikosz – Lider Działu R&D and Government Incentives w Europie Środkowej Deloitte; Tomasz Czechowicz – Prezes Zarządu MCI Management, Adam Maciejewski, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych; dr Bartosz Ziółko – Akademia Górniczo-Hutnicza, Marcin Warwas – Wiceprezes Comarch.

Komentarz dzienny, 29 października 2013

Produkcja przemysłowa w USA wzrosła o 0,6% (konsensus rynkowy +0,4%). Wielkość rewizji netto poprzednich publikacji jest neutralna. Dobry odczyt headline maskuje gorszą kompozycję wzrostu. Przetwórstwo przemysłowe wzrosło jedynie o 0,1% (oczekiwania opiewały na +0,4%; dodatkowo poprzedni odczyt zrewidowano w dół), górnictwo o 0,2%, zaś dystrybucja mediów o 4,4% (i jest to główna przyczyna wzrostu całej produkcji w ogóle).

Po uruchomieniu Sierra Gorda KGHM będzie jednym z głównych producentów molibdenu na świecie

0

CEO Magazyn Polska

Chilijski projekt Sierra Gorda i kanadyjski Victoria to największe przedsięwzięcia zagraniczne, na których koncentruje się KGHM Polska Miedź. Kopalnia w Chile ma ruszyć w II kwartale przyszłego roku. Na początek będzie tam produkowane 110 tys. ton miedzi w koncentracie. Kopalnia będzie też jednym z wiodących producentów molibdenu – planowana na początek produkcja to 11 tys. ton, co odpowiada 10 proc. światowej produkcji.

 W pierwszej fazie realizacji projektu Sierra Gorda myślimy o produkcji 110 tys. ton miedzi w koncentracie oraz około 11 tys. ton molibdenu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Romanowski wiceprezes zarządu ds. finansowych KGHM Polska Miedź S.A. – Produkcja molibdenu ulegnie obniżeniu po pięciu latach, jednak poziom przychodów nie powinien zmienić się znacząco.

Ze względu na skalę produkcji molibdenu i kwestie ulokowania jej na rynku, KGHM zamierza opóźnić realizację projektu Malmbjerg na Grenlandii, gdzie znajduje się jedno z największych światowych złóż tego metalu. Wydobycie tu rozpocznie się prawdopodobnie po planowanym zmniejszeniu produkcji molibdenu w Sierra Gorda.

 – Projekt Sierra Gorda zwiększy znacząco także nasze wydobycie miedzi. Ta produkcja będzie przez okres około 5 lat w miarę stabilna, natomiast w kolejnym okresie zamierzamy zwiększyć produkcje miedzi w Sierra Gorda do ponad 200 tys. ton. Biorąc pod uwagę 55 proc. udział KGHM w kopalni Sierra Gorda to będzie to około 30 proc. wzrost wydobycia miedzi przez KGHM w porównaniu z wydobyciem w Polsce – wyjaśnia Jarosław Romanowski.

Nie tylko Sierra Gorda

Kolejnym istotnym dla KGHM projektem jest Victoria w kanadyjskiej prowincji Ontario.

 – Pod względem wartości, która będzie stworzona w grupie KGHM Polska Miedź S.A. w kolejnych latach, jest to bez wątpienia projekt numer dwa, po Sierra Gorda – twierdzi wiceprezes spółki. – Będzie to kopalnia głębinowa produkująca nie tylko miedź, ale również nikiel i platynowce, dzięki czemu znacząco spadną koszty wydobycia.

Rozpoczęcie produkcji planowane jest na rok 2018, ale pełną produkcję osiągnie w 2023 roku.

Również w Kanadzie KGHM International realizować będzie projekt Afton Ajax, w ramach którego prowadzone będą wiercenia w obszarach Rainbow i Ajax North, a także poszukiwanie – przez badania geofizyczne i wiercenia poszukiwawcze – nowych surowców w rejonach, które sąsiadują ze złożem Ajax North.

 – W ostatnim okresie dzięki pracom eksploracyjnym odkryliśmy nowe możliwości jeżeli chodzi o udokumentowanie złoża. W związku z tym podjęliśmy decyzję, aby opóźnić proces starania się o pozwolenia środowiskowe, a skupić się na tym, aby w  miarę możliwości udokumentować więcej złóż niż pierwotnie zakładaliśmy – wyjaśnia Romanowski. – Zakład przeróbczy, który będziemy tam budować, będzie wymagał podobnej wielkości nakładów inwestycyjnych, natomiast potencjalna wielkość produkcji i długość życia kopalni może ulec istotnemu przedłużeniu.

P. Woźniak: przeciwnicy gazu łupkowego są zbyt emocjonalni. Potrzebny jest zimny rachunek ekonomiczny

CEO Magazyn Polska

Zwolennicy zwiększenia nadzoru nad wydobywaniem gazu łupkowego starają się zmienić unijne prawo tak, by środowisko naturalne było chronione w większej mierze. Piotr Woźniak, wiceminister środowiska odpowiedzialny za kwestię łupków w polskim rządzie, liczy, że będzie możliwa racjonalna, a nie emocjonalna dyskusja na unijnym forum. Do kolejnego starcia między zwolennikami a przeciwnikami łupków dojdzie w grudniu.

Parlament Europejski, głównie głosami socjalistów, Zielonych i liberałów, przegłosował zaostrzenie dyrektywy środowiskowej, co oznacza konieczność sporządzania oceny oddziaływania inwestycji na środowisko już na etapie prowadzenia poszukiwań gazu łupkowego. Jednak to nie koniec prac nad wprowadzeniem wspólnego, unijnego prawodawstwa.

 – Następnym etapem będzie uzgodnienie stanowiska przyjętego w czytaniu przez Parlament Europejski w tzw. procedurze trilogu z Radą UE, w tym wypadku z radą ministrów środowiska – tłumaczy Piotr Woźniak, Główny Geolog Kraju i wiceminister środowiska. – Wymagać to będzie od nas ogromnego wysiłku na poziomie Rady, gdzie będzie można podjąć rzeczową dyskusję. Czytanie projektu zmian w PE było podszyte niesłychaną emocją, a tu jest potrzebny zimny rachunek ekonomiczny i dobra analiza środowiskowa wpływu takiej regulacji na przyszłość nowego przemysłu, czyli ropy i gazu ze złóż niekonwencjonalnych.

Dyskusja dotycząca zagrożeń dla środowiska, zdaniem wiceministra, przebiega w sposób „niesłychanie niezrównoważony”, i przeważają w niej oponenci.

Piotr Woźniak przypomina, że jeśli w Europie rozwinie się wydobycie gazu niekonwencjonalnego i dojdzie do zmian podobnych, jakie miały miejsce w Stanach Zjednoczonych, to może to zupełnie odwrócić porządek rzeczy.

 – W Stanach Zjednoczonych jeszcze cztery lata temu kwitł import gazu, choćby skraplanego. W tej chwili jest presja firm amerykańskich na to, żeby eksportować gaz, dlatego że tyle jest go na rynku. Z kolei energia produkowana z innych nośników niż gaz jest od prawie dwóch lat droższa niż ta produkowana z gazu, ponieważ ceny tego paliwa spadły – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Woźniak.

Choć nadzieje związane z gazem łupkowy, zwłaszcza w Polsce, są duże, to eksperci nie liczą na to, że złoża tego surowca doprowadzą do aż tak dużej rewolucji na rynku. Do tej pory nie udało się uzyskać wiarygodnych danych potwierdzających, jak duże pokłady gazu kryją polskie łupki i ile z nich uda się wydobyć na skalę przemysłową.

 – Pewnie nie będziemy mieli tak optymistycznego scenariusza jak w przypadku USA, ale zanosi się na poważną zmianę akcentów i zmianę na rynku. A to zawsze wzbudza ogromną reakcję. Przed nami sporo pracy przed pierwszym posiedzeniem, w którym będzie próba uzgodnienia stanowiska Parlamentu i Rady, a to pewnie nastąpi jeszcze w grudniu tego roku – informuje Piotr Woźniak.

Od przyszłego roku akademickiego staże dla studentów obowiązkowe

0

CEO Magazyn Polska

Od 3 do 7 mln zł otrzymają uczelnie, które współpracując z biznesem, stworzą nowoczesne staże dla swoich studentów. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznaczą na realizację zwycięskich projektów 50 mln zł. Resort chce w ten sposób przygotować uczelnie, studentów i pracodawców do stałej praktyki organizacji staży, które od przyszłego roku akademickiego staną się obowiązkowe.

Zadaniem konkursowym postawionym przed uczelniami jest stworzenie wraz pracodawcami takich programów stażowych, które obejmą przynajmniej 30 proc. studentów danego rocznika na wybranym kierunku. Oznacza to, że skorzysta z nich łącznie około 10 tys. osób.

 – Program pomoże przede wszystkim uzyskać doświadczenie w firmie, w biznesie, w jednostce otoczenia społecznego, w administracji publicznej, szkole etc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – Chcemy stymulować uczelnie do tego, żeby rozpoczęły przygotowywanie ciekawych praktyk dla studentów.

To jednak nie jest jedyny cel rządowej inicjatywy. Organizowany konkurs ma również służyć przygotowaniu uczelni do nowych przepisów,  które wejdą w życie od nowego roku akademickiego.

 – Naszym zadaniem jest wprowadzenie w życie przepisów, które od 1 października 2014 roku zobowiążą uczelnie realizujące kierunki praktyczne do organizowania trzymiesięcznych staży – tłumaczy minister. 

Uczelnie mają szansę na zdobycie nawet 7 mln zł. Kwota dofinansowania zależeć ma od liczby studentów uczących się na danej uczelni. Poza sfinansowaniem staży, uczelnie będą mogły pozostałą część przyznanej im kwoty przeznaczyć m.in. na zorganizowanie wykładów i zajęć z wybitnymi praktykami, zagraniczne wyjazdy studyjne czy wzmocnienie oferty Akademickich Biur Karier.

 – Naszym celem jest, aby to nie uczelnia określała, co będzie student robić podczas stażu, ale przede wszystkim przyszły pracodawca. Zależy nam na tym, żeby studenci nie tylko poznawali otoczenie przyszłej pracy, ale także uczyli się kompetencji miękkich, pracy zespołowej, zarządzania projektami – podkreśla Barbara Kudrycka.

Choć szansę na wygraną  ma każda uczelnia i każdy kierunek, resort przyzna dodatkowe punkty projektom z kierunków matematycznych, ścisłych i technicznych oraz tym, które związane są z ekoinnowacjami, odnawialnymi źródłami energii, zarządzaniem środowiskowym w przedsiębiorstwach oraz technologiami przyjaznymi dla środowiska naturalnego.

 – Uczelnie niepubliczne i publiczne, preferowane kierunki oczywiście z zakresu bio–info–techno oraz ochrony środowiska, ale nie oznacza to, że na kierunkach społecznych czy humanistycznych nie można organizować staży i aplikować o dodatkowe wsparcie – wyjaśnia minister.

Pierwsze staże, które zwyciężą w konkursie, mają ruszyć od stycznia 2014 roku. Efekty pilotażowych programów zostaną na koniec poddane ocenie.

 – Będziemy weryfikować efekt jakościowy poprzez sprawdzenie, na ile trafił on w sedno, czyli w rzeczywistą potrzebę, i na ile szczegóły konstrukcji tej oferty MNiSW i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju pozwalały na osiągnięcie celu, dla którego te 50 mln złotych są wykładane – wyjaśnia Leszek Grabarczyk, zastępca dyrektora NCBR. – Czyli dla zwiększenia praktycznych kompetencji w wykształceniu ludzi, którzy opuszczają mury uczelni i dla zmniejszenia bezrobocia wśród absolwentów uczelni.

Budżet konkursu ma być systematycznie zasilany z oszczędności wypracowanych przy innych konkursach z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki.

Polski kantor internetowy uruchamia biuro w londyńskim City

0

CEO Magazyn Polska

Kantor internetowy Cinkciarz.pl otwiera biuro w finansowym City w Londynie. W stolicy Wielkiej Brytanii dokonuje się obecnie 30 proc. światowego obrotu walutowego. Jeśli inwestycja przyniesie oczekiwany zwrot, można oczekiwać ekspansji firmy na innych europejskich rynkach.

 – Otwieramy nowe biuro w samym centrum finansowego City w Londynie. Jesteśmy na etapie operacyjnym, mamy już konkretne miejsce, organizujemy sprzęt. Chcemy, żeby w tej diasporze angielsko-irlandzkiej nasza obecność była bardzo mocna  – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Kiciński, członek zarządu Domu Maklerskiego Cinkciarz.pl.

Kierunki i rozmiar kolejnych inwestycji firmy zależą od nadwyżek finansowych wygenerowanych dzięki obecności w Londynie.

 – Przyglądamy się kilku miejscom, gdzie istnieje dość duża diaspora biznesowa lub polska – wyjaśnia Kiciński. – Jeżeli chcemy wejść na rynek, musimy myśleć o co najmniej kilkuset milionach złotych obrotów rocznie. Cinkciarz.pl nie chce być firmą, która obsługuje tylko Polskę. Nasi klienci są wszędzie, choć w większości są nimi Polacy.

Przelewy walutowe i  być może  giełda

Kantor planuje także wprowadzenie przelewów międzynarodowych z przewalutowaniem. Dzięki temu np. Polak pracujący w Wielkiej Brytanii mógłby przelać zarobione funty rodzinie mieszkającej w Polsce, a pieniądze zostałyby przez kantor zamienione na złote.

 – Diaspora polska jest druga na świecie pod względem wykorzystania przelewów międzynarodowych – zauważa Kiciński. – Jest to związane z naszą silną obecnościach w Irlandii, Anglii, Niemczech, Stanach Zjednoczonych i w innych krajach. Obecnie oferujemy jedynie prostą wymianę walut bez możliwości przelewania, ale chcemy to zmienić. Nie jest to jednak możliwe od razu, konieczne są rozwiązania prawne i technologiczne.

Cinkciarz.pl w dalszej perspektywie nie wyklucza także debiutu giełdowego. Kiciński zaznacza, że na razie działalność jest dochodowa i nie ma potrzeby pozyskiwania kapitału z zewnątrz, jednak w miarę kolejnych inwestycji taka potrzeba może się pojawić. Wówczas wejście na giełdę będzie brane pod uwagę.

Cinkciarz.pl jest pierwszym w Polsce kantorem internetowym. W początkowej fazie działalności usługi internetowe były dostępne dla klientów kantorów stacjonarnych, ale od 2010 r. nie jest to już wymagane, a swoje rachunki w kantorze mogą otworzyć klienci 28 banków. Na początku października firma wprowadziła możliwość zakupu 11 nowych walut – m.in. juana chińskiego, dolara hongkońskiego, dolara nowozelandzkiego czy lita litewskiego. Obecnie kantor umożliwia wymianę 26 walut.

Carrefour: sklepy osiedlowe mają szansę stać się silniejsze

0

CEO Magazyn Polska

90 proc. Polaków codziennie robi zakupy w sklepach osiedlowych i, zdaniem ekspertów, mają one spory potencjał dalszego rozwoju, szczególnie jeśli będą one franczyzą dobrej marki. Wciąż prawie 50 proc. udziałów w branży produktów szybkozbywalnych przypada na rynek tradycyjny. To znacznie więcej niż europejska średnia.

 – Małe sklepy mają ogromny potencjał, o ile ich właściciele zrozumieją, że trzeba teraz bardzo szybko pomyśleć, w jaki sposób zarządzać tym sklepem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Francois Vincent, dyrektor ds. franczyzy Carrefour. – Trzeba zawsze pamiętać o tym, że klient potrzebuje konceptu, stabilnego asortymentu w danym sklepie. Większość właścicieli małych i tradycyjnych sklepów nie wie, jak zarządzać sklepem. To nie jest problem kompetencji, tylko braku czasu.

Dlatego walki konkurencyjnej nie przetrwają, jego zdaniem, małe sklepy działające niezależnie. Pomocny może być model franczyzowy, w ramach którego duża sieć sklepów udostępnia franczyzobiorcy markę, szerokie wsparcie, wiedzę, szkolenia itd. Jest to korzystne zwłaszcza dla tych franczyzobiorców, którym brakuje czasu na kompleksowe zarządzanie sklepem.

 – Carrefour, dając franczyzę, daje pełny pakiet i pomaga. Partner wtedy nie musi się zastanawiać, jak zarządzać sklepem, jak go zatowarować, w jaki sposób rozłożyć asortyment, bo ma wszystko przygotowane. Dzięki temu może się skoncentrować bardziej na klientach – przekonuje Vincent. – Miejsce właściciela sklepu nie jest w biurze ani na negocjacjach z dostawcami. Powinien być na sali sprzedaży z klientami – dodaje dyrektor ds. franczyzy Carrefoura.

Sieć sklepów Carrefour współpracuje z 400 sklepami, występującymi pod szyldem Carrefour Express albo Globi. Według firmy PROFIT System, w Polsce działa już łącznie około 900 systemów franczyzowych, w których skupionych jest ponad 50 tysięcy sklepów.

Korki w miastach mógłby rozładować system zarządzania ruchem. Pracuje nad nim resort transportu

0

CEO Magazyn Polska

Budowa systemów zarządzania ruchem powinna towarzyszyć rozbudowie infrastruktury drogowej – przekonuje Adrian Furgalski. Dzięki lepszemu zarządzaniu GDDKiA zaoszczędzi pieniądze, a kierowcy czas i nerwy. Ekspert podkreśla, że w systemie powinny zostać wykorzystane elementy już istniejącej infrastruktury. 

 – Działania polegające na tym, że się monitoruje ruch, steruje się ruchem, są z jednej strony dobre dla GDDKiA, bo pozwalają oszczędzać infrastrukturę, ale także dla kierowców, ponieważ starają się wpływać na jego zachowania, np. po to, żeby nie brnął tam, gdzie jest dzisiaj ślepa uliczka, zablokowana zbyt dużą ilością samochodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adrian Furgalski, ekspert Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Furgalski przekonuje, że w takim systemie nie chodzi tylko o oszczędności, ale także o samopoczucie kierowców, którzy mniej czasu będą spędzać w korkach. Płynniejszy ruch wpłynie także na mniejsze zanieczyszczenie środowiska.

System zarządzania ruchem może uwzględniać m.in. urządzenia pomiaru prędkości i natężenia ruchu, znaki drogowe o zmiennej treści, monitoring pojazdów, ich wagi czy ograniczenia dotyczące wjazdu do centrów miast. W instalacji takiego systemu może pomóc już istniejąca infrastruktura, w tym m.in. bramownice, na których zainstalowane są czujniki elektronicznego systemu poboru opłat viaTOLL. 

 – Nie ma sensu, aby inna jednostka, taka jak Inspekcja Transportu Drogowego, kupowała np. wagi przenośne i montowała je na placach. Wystarczy odpowiednie rozwiązanie i przejeżdżające pod bramownicami samochody mogą być także dzięki odpowiednim urządzeniom ważone. Także kontrola prędkości, pomiar odcinkowy prędkości, to jest do zastosowania dzięki tym urządzeniom – uważa Furgalski.

W jego ocenie, w ten sposób można obniżyć koszty wdrożenia takiego systemu. Operator systemu viaTOLL zapewnia, że takie możliwości techniczne są. Dlatego – jak podkreśla Furgalski – potrzebna jest jedynie decyzja polityczna.

Zdaniem eksperta, aby system był sprawny i spełniał swoje zadania, musi uwzględniać dane z wielu różnych urządzeń. Taka integracja pozwoli na najbardziej efektywne zarządzanie ruchem na polskich drogach.

M. Gronicki: rząd i minister finansów szukają łatwych rozwiązań ingerując w OFE

Ingerencja w OFE to szukanie łatwych, ale tymczasowych rozwiązań. Problemem nie są bowiem otwarte fundusze emerytalne, a cały system emerytalny, którego głównym filarem jest ZUS. Zdaniem Mirosława Gronickiego, byłego ministra finansów, w obecnej sytuacji Polacy będą musieli sami zatroszczyć się o swoje emerytury.

 – Finanse publiczne są w kłopotach – brakuje finansowania zewnętrznego, sięgamy wysokich limitów długu publicznego. I to powoduje, że szuka się łatwych rozwiązań, a te związane z OFE wydają się – przynajmniej rządowi i Ministerstwu Finansów – dość proste – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Gronicki, były minister finansów. – To samo można byłoby zrobić, jeżeli chodzi o zmniejszenie długu publicznego, wykorzystując aktywa, które są w gestii sektora finansów publicznych. A te są dość pokaźne.

To rozwiązanie jednak, jak podkreśla, byłoby trudniejsze, bardziej skomplikowane, choć wykonalne.

Dodaje, że można było znacznie wcześniej ingerować w system OFE, naprawiać go tak, by nie był obciążeniem dla finansów publicznych – tak jak traktuje je resort finansów – a elementem, który finanse publiczne mógłby wspomagać.

 – Jeżeli przez kilkanaście lat nie monitorowano systemu OFE, to funkcjonował tak, jak został nakreślony. I trudno spodziewać się, żeby działały na swoją niekorzyść. Korzystne dla OFE rozwiązania niekoniecznie byłyby dobre dla nas wszystkich. Chociażby to, że opłaty za wejście do OFE, za zarządzanie były dość wysokie. Struktura inwestowania była dziwna. Stworzono zamkniętą grupę funduszy, które mogą działać tylko jako emerytalne. Te problemy można było rozwiązać – uważa Mirosław Gronicki.

Zdaniem byłego ministra problemem polskiego systemu emerytalnego nie jest OFE, tylko zarządzanie pieniędzmi w ZUS.

 – Wielkość dopłat do całego systemu emerytalnego w Polsce w tym roku przekroczy 90 miliardów złotych, a OFE dostaną transfery rzędu 8-9 miliardów złotych – tłumaczy Mirosław Gronicki. – Politycy, prędzej czy później, staną przed dylematem, co robić z tym znacznie większym problemem niż OFE. I tu już nie będzie możliwości wprowadzania prostych, szybkich rozwiązań – przestrzega..

Dlatego, zdaniem ekonomista, Polacy powinni zacząć myśleć o swojej starości i odkładać pieniądze na własną rękę.

 – Nie ma skłonności do oszczędzania w kraju. A jeżeli ludzie wydawaliby trochę mniej, trochę więcej by oszczędzali, wierzyliby bardziej w polski pieniądz i system finansowy, to sytuacja byłaby trochę inna. Ale jesteśmy w nowym systemie gospodarczym trochę ponad 20 lat. To nawyki, które gdzie indziej są oczywiste, u nas jeszcze muszą się – niestety – pokazać –  podsumowuje Mirosław Gronicki.

Rząd zapowiedział zmianę w otwartych funduszach emerytalnych polegającą na przeniesieniu połowy zgromadzonych w nich oszczędności do ZUS. Zaś przyszli emeryci zadecydują, czy będą nadal odkładać część swojej składki w OFE, czy całość kierować do ZUS. Jeśli w ciągu trzech miesięcy nie zgłoszą swojej decyzji, środki zostaną automatycznie przeniesione do ZUS. Te oszczędności, które pozostaną w funduszach, będą na 10 lat przed przejściem na emeryturę stopniowo przenoszone do ZUS.

Właściciel InPostu poszukuje inwestora. Potrzebuje pieniędzy na światową ekspansję

0

CEO Magazyn Polska

16 tys. paczkomatów do końca 2016 r. na całym świecie – to cel rozwojowy Integer.pl. Aby go zrealizować, właściciel InPostu, czyli największego prywatnego operatora pocztowego w Polsce, prowadzi rozmowy z prywatnymi inwestorami. Projekt rozwoju sieci pochłonął w ciągu półtora roku 100 milionów euro, a spółka zamierza pozyskać co najmniej drugie tyle.

 – Finansowanie jest absolutnym kluczem tak szybkiego rozwoju sieci, który zakłada 16 tysięcy maszyn do końca 2016 roku. W pierwszym etapie finansowania wspólnie z naszym partnerem – funduszem private equity PineBridge Investments – zainwestowaliśmy 108 milionów euro. Oprócz tego Integer pozyskał kilka miesięcy temu z polskiej giełdy 33 miliony euro, które zamierzamy przeznaczyć – w ponad 90 proc. tej kwoty – na dofinansowanie projektu easyPack – wymienia Rafał Brzoska, prezes zarządu Integer.pl w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Dodaje, że prowadzone są zaawansowane rozmowy z funduszami, które chcą dołączyć do tego projektu.

 – Najprawdopodobniej będziemy mieli współinwestora – zapowiada Rafał Brzoska. – Kluczem jest utrzymanie większościowego pakietu. Akcjonariusze Integera mogą być spokojni, że zarząd zrobi wszystko, aby większościowy pakiet akcji w easyPacku został utrzymany albo wręcz zwiększony.

Prezes zapewnia, że spółka kończy proces rozlokowania 1100 paczkomatów w Polsce. W ramach międzynarodowej ekspansji sieci easyPack jeszcze w tym roku uruchomionych zostanie 2 tys. nowych paczkomatów, m.in. w Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech, Austrii, na Węgrzech, w Turcji, Norwegii i Szwecji. W 14 krajach na całym świecie jest około 2400 paczkomatów grupy. Są zlokalizowane np. w Arabii Saudyjskiej, Australii, Chile, Rosji czy na Cyprze.

 – W ciągu półtora roku zainwestowaliśmy prawie 100 milionów euro. Kolejny etap finansowania zakłada pozyskanie 100-150 milionów euro z rynku giełdowego, private equity bądź na zasadzie oferty private placement. Każdy z tych scenariuszy jest równie prawdopodobny, więc trudno mówić o szczegółach. Sytuacja wyjaśni się w ciągu kilku miesięcy – zaznacza prezes Integer.pl.

Zdradza natomiast, że spółka planuje jak najszybciej pozyskać kilka tysięcy partnerskich punktów, w których będzie można nadać i odebrać list, paczkę oraz przekaz pieniężny. To jest „absolutny priorytet” w zakresie rozbudowy infrastruktury InPostu. We wrześniu podpisano w tej sprawie porozumienie ze Stefczyk Finanse, operatorem placówek Kas Stefczyka, dzięki czemu sieć punktów obsługi klienta powiększy się o kolejne 400 punktów (w sumie będzie ich 1700).

 – Przykład SKOK-u jest namacalnym dowodem na to, że sieciowi gracze przestali traktować konkurencję Poczty Polskiej jako marginalnego, potencjalnego partnera, który być może wygeneruje jakiś ruch. Traktują coraz bardziej serio rosnącą pozycję InPostu na rynku i widzą w tym olbrzymią szansę również dla siebie, ponieważ my, generując ruch klientów, powodujemy, że mogą oni być także klientami SKOK-u czy każdego innego banku. I taki jest główny cel tego typu współpracy partnerskiej – tłumaczy Rafał Brzoska.

Szansę na rozwój prezes widzi w przejęciach. Pod koniec września Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał pozytywną decyzję w sprawie przejęcia dwóch spółek z rynku polskiego, spółki Inforsys oraz Polskiej Grupy Pocztowej.

Integer.pl to druga co do wielkości w Polsce grupa pocztowa, do której należą największa prywatna poczta – InPost, niezależny operator finansowo-ubezpieczeniowy – InPost Finanse oraz Paczkomaty InPost. Grupa jest notowana na GPW od 2007 roku.