Niemiecki lockdown może się rykoszetem odbić na polskiej gospodarce

Wydawałoby się, że pandemia koronawirusa w 2021 będzie się z nami powoli żegnać. Jest szczepionka, jest wola krajów by ją zakapować i wdrażać system szczepień. Tymczasem ostatnie dni przyniosły informacje o całkowitym lockdownie w Niemczech i Holandii. Wiąże się to z zamknięciem wszystkich sklepów poza spożywczymi, aptekami, zoologicznymi i targami. Ograniczony będzie tryb pracy wielu firm. Niemal niemożliwe będzie przemieszczanie się między krajami. Co niemiecki lockdown oznacza dla Polski?  – Pogorszy się i tak napięta już sytuacja na polsko-niemieckim pograniczu, bo nie tylko wyjazd do Meklemburgii, ale i Brandenburgii będzie się wiązać z kwarantanną – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Najtrudniejsza sytuacja będzie na pograniczu. Wiceprezes Tarczyński o skutkach niemieckiego lockdownu dla polskiej gospodarki

Gospodarczo Niemcy są gotowe na lockdown. Kanclerz Angela Merkel zapowiedziała przekazanie 11 miliardów Euro na sektory gospodarki, które ucierpią wskutek wyłączenia. Co dla gospodarki w Polsce oznacza niemiecki lockdown? Skutków będzie kilka i będą one raczej negatywne: – Przerwa świąteczna w większości zakładach produkcyjnych powoduje pewne ograniczenie działalności. Niemiecki lockdown daje fabrykom pewną możliwość działania, ale w przepisach mamy wyraźne ograniczenie handlu, zamknięcie szkół i przedszkoli czy ograniczenie w ilości osób przebywających w domu. Argumentacja jest taka, że mocno wzrósł poziom zakażeń w Niemczech, to kwestia konieczności wytrwania w dobrej kondycji służby zdrowia do momentu, kiedy w Niemczech rozpocznie się dystrybucja szczepionek – mówi Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Jarosław Tarczyński.

– W pierwszej kolejności odbije się to na handlu, usługach oraz na zleceniach wykonywanych na terenie Polski i Niemiec, ale realizowanych przez firmy z innych krajów. Lockdown w Niemczech będzie więc dość dotkliwie odczuwalny w pierwszym kwartale roku 2021. W regionie przygranicznym życie może być bardzo uśpione. Handel zamarł, turystyka zamarła, niemożliwe będą przyjazdy na zakupy Niemców do Polski i Polaków do Niemiec, a była to dla niektórych pewna tradycja. Niemiecki lodckdown uderza więc rykoszetem w gospodarkę w Polsce, ale trudno jest jeszcze ocenić siłę tego uderzenia – mówi Wiceprezes Tarczyński.

Jeszcze silniejsze uderzenie w przedsiębiorców. Straci turystyka, handel, usługi…

Jak mówi dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie dr Piotr Wolny pandemia wciąż jest w natarciu. Mimo zapowiedzi rychłego wprowadzania szczepionki nie możemy dać się zwieść złudzeniom i nadziei o zwycięstwie nad epidemią.  – Ta decyzja niesie za sobą konsekwencje gospodarcze dla Niemiec, których koszt szacuje się na 3,5 mld euro tygodniowo. Jednak skutki zaostrzenia kursu na froncie walki z korona wirusem w Niemczech będą odczuwalne także dla nas. Już dziś trudna sytuacja na polsko-niemieckim pograniczu, dalej się pogorszy. Do tej pory szczególnie trudno jest na granicy z krajem związkowym Meklemburgia Pomorze Przednie oraz Saksonią. Od 16 grudnia do tego grona dołączy Brandenburgia, która również wprowadzi ograniczenia w małym ruchu granicznym. To bardzo dotkliwie uderza w turystykę, oraz przygraniczne targowiska. Codzienne zakupy, wyjazd po benzynę czy do fryzjera, kosmetyczki przestanie być możliwy. To katastrofa dla wielu przygranicznych handlowców i usługodawców, w tym dla Szczecina, który w okresie przedświątecznym zawsze gościł wielu turystów zakupowych w galeriach, sklepach, punktach usługowych i rozrywkowych oraz świątecznych jarmarkach – mówi dr Piotr Wolny.

Decyzja najprawdopodobniej nie przyniesie skutków dla przygranicznych pracowników, którzy nadal będą mogli przekraczać granicę. Dla przyjezdnych pracowników sektorów tzw. Infrastruktury krytycznej, władze niemieckie oferują także dofinansowanie do zakwaterowania, by nie musieli codziennie przekraczać granicy.

Sukcesja w firmach rodzinnych – pomoc dla przedsiębiorców

Jedna trzecia polskich firm rodzinnych jest na rynku od ponad 20 lat. Oznacza to, że w najbliższym czasie dużą część z nich czeka zmiana pokoleniowa. Przedsiębiorstwa, którym do sprawnego przejścia tego procesu potrzebna jest pomoc prawna, finansowa lub organizacyjna mogą zgłaszać się do programu unijnego koordynowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Do tej pory wsparcie w projekcie „Sukcesja w firmach rodzinnych” otrzymało 60 firm, a 50 z nich wdrożyło konkretne rozwiązania. Projekt jest finansowany ze środków europejskich Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (POWER).

Do programu „Sukcesja w firmach rodzinnych – oferta dla przedsiębiorców” mogą zgłosić się przedsiębiorstwa prowadzone (w oparciu o umowę o pracę) przez co najmniej dwóch członków rodziny. Przynajmniej jeden z nich musi mieć istotny wpływ na zarządzanie przedsiębiorstwem. To również te firmy, w których członkowie rodziny posiadają udziały większościowe. Chodzi o: zstępnych, wstępnych, rodzeństwo, dzieci rodzeństwa, małżonka, partnera, powinowatych, osoby przysposabiające lub przysposobione.

Większość przedsiębiorców, których czeka zmiana pokoleniowa, nie zdaje sobie sprawy z tego jak długotrwały i skomplikowany jest to proces. Sukcesja to przekazanie własności, ale też wiedzy, doświadczenia i wartości. Wymaga rozstrzygnięcia kwestii prawnych i wprowadzenia zmian organizacyjnych. To jedno z najważniejszych wyzwań, przed którymi stają firmy rodzinne. Do tej pory w naszym programie wsparcie otrzymało 60 organizacji, a 50 wdrożyło konkretne rozwiązania w zakresie sukcesji – mówi Urszula Golec, ekspert z Departamentu Rozwoju Kadr w Przedsiębiorstwach PARP.

Pomoc od doświadczonych doradców

Przedsiębiorcy mogą zgłaszać się do czterech operatorów. Są to: DGA S.A. (dolnośląskie, lubuskie, wielkopolskie, zachodniopomorskie), PM Doradztwo Gospodarcze Sp. z o.o. (małopolskie, podkarpackie, świętokrzyskie), Ośrodek Doradztwa i Treningu Kierowniczego (kujawsko-pomorskie, podlaskie, pomorskie, warmińsko-mazurskie) oraz Nova Praxis Sp. z o.o. (łódzkie, opolskie, śląskie).

Firmy z lubelskiego i mazowieckiego powinny skontaktować się z operatorami działającymi na terenie pozostałych makroregionów.

Zasadniczą rolą doradcy w obszarze sukcesji jest podejście zmierzające w pierwszej kolejności do identyfikacji, ograniczenia i oswojenia biznesowych i emocjonalnych zagrożeń oraz minimalizacja wynikających z nich negatywnych konsekwencji. Dopiero w takim środowisku szanse sukcesyjne potrafią nabrać realnych kształtów. A jeśli biznes rodzinny i rodzinę biznesową charakteryzuje pozytywny, sukcesyjny potencjał, to takie podejście radykalnie zwiększy prawdopodobieństwo udanej zmiany pokoleniowej – mówi Andrzej Bocheński z PM Doradztwo Gospodarcze sp. z o.o., jeden z operatorów programu PARP.

Program jest w 90 proc. dofinansowany ze środków Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (POWER). Wkład własny przedsiębiorcy musi wynieść minimum 10 proc. wartości projektu. Finansowanie można przeznaczyć na wsparcie doradców, którzy zdiagnozują sytuację w firmie i wskażą potencjalne szanse i zagrożenia. Przedsiębiorca może również uzyskać pomoc w zaprojektowaniu sukcesji pod względem prawnym, finansowym i organizacyjnym.

Termin składania wniosków różni się w zależności od regionu.

Milton Essex zadebiutuje na NewConnect 17 grudnia

Milton Essex, polski twórca rozwiązań: SkinSENSE™ do walki z alergią oraz FaceCOV™ – systemu monitorowania miejsc publicznych pod kątem symptomów temperaturowych, już w czwartek 17 grudnia zadebiutuje na rynku NewConnect. Tworzenie przełomowych rozwiązań możliwe jest dzięki ponad 18 milionom złotych pozyskanych z NCBR i publicznej emisji akcji.

– Cieszymy się, że zadebiutujemy jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Jest to zakończenie długiego procesu, który zaczęliśmy jeszcze w poprzednim roku. Liczymy na długoterminowy wzrost fundamentalnej wartości spółki, przede wszystkim dzięki tworzonym przez nas systemom FaceCOV™ oraz SkinSENSE™ – komentuje Radosław Solan, wiceprezes zarządu Milton Essex.

Przyszły sukces możliwy będzie dzięki pokaźnemu zapleczu finansowemu oraz kooperacji z renomowanymi partnerami. Milton Essex współpracuje na co dzień z naukowcami Wojskowej Akademii Technicznej oraz Politechniki Warszawskiej, którzy stanowią ważną część zespołu tworzącego system do diagnostyki alergii SkinSENSE™ oraz system monitorowania miejsc publicznych pod kątem symptomów temperaturowych FaceCOV™. Pierwszy z projektów został dofinansowany kwotą 11 100 641 złotych, zaś drugi 6 958 496 złotych. Z kolei z zakończonej pełnym sukcesem emisji akcji serii L, przeprowadzonej w trzecim kwartale bieżącego roku, spółka pozyskała 3 712 500 zł. W akcje zainwestowało 23 inwestorów.

– Z letniej emisji akcji pozyskaliśmy przeszło 3,7 mln zł brutto, które stanowią ważny składnik finansowania rozwoju naszych produktów. Weszliśmy w fazę rejestracyjną naszego flagowego produktu do diagnostyki alergii SkinSENSE™, lecz jednocześnie intensywnie pracujemy nad produktem FaceCOV™, którego powstanie jest znakiem czasu w jakim żyjemy – kontynuuje wiceprezes.

Kluczową innowacją wprowadzoną przez Milton Essex jest szerokie wykorzystanie we wszystkich swoich produktach Sztucznej Inteligencji. Spółka realizuje projekty wspomagające i automatyzujące szybką diagnostykę – głównie w obszarze alergii. Bezkontaktowe skanery w systemie SkinSENSE™ cechują wysoka dokładność i powtarzalność metrologiczna, umożliwiające obiektywizację diagnozy i eliminację błędów w rozpoznaniu reakcji alergicznej. Dodatkowo, we współpracy z naukowcami z Wojskowej Akademii Technicznej, opracowywany jest system FaceCOV™ do monitorowania miejsc publicznych i identyfikacji osób z podwyższoną temperaturą. Specjalnie do tego celu przygotowany skaner szerokospektralny oraz autorski system detekcji pól pomiarowych na twarzy – te trzy elementy w sposób bezkontaktowy, w zaledwie sekundę, będą w stanie zidentyfikować markery gorączkowe, które są symptomem infekcji. Pozwoli to zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby w zakładach pracy, urzędach, sklepach oraz innych miejscach, które zaimplementują system FaceCOV™.

  • Wierzymy, że system SkinSENSE™ będzie wyznaczał nowe standardy diagnostyki in vivo. Dzięki zastosowaniu Sztucznej Inteligencji odczyt wyników skórnych testów alergicznych nastąpi automatycznie, w oparciu o algorytmy bazujące na biomarkerach temperaturowych. Docelowo wyręcza to lekarza z oceny naocznej testu, wprowadzając standaryzację i cyfrową prezentację wyników. Ogromne nadzieje wiążemy także z naszym najnowszym projektem. Pandemia wirusa SARS-COV2 podkreśliła konieczność wdrażania rozwiązań zwiększających publiczne bezpieczeństwo epidemiczne. FaceCOV™, po walidacji naukowej, będzie mógł być wprowadzony na szeroką skalę i być wykorzystywany nie tylko w czasie pandemii SARS-COV2, ale także do wykrywania symptomów zakażeń innymi czynnikami, w tym sezonowymi – kończy Radosław Solan, wiceprezes Mliton Essex.

System SkinSENSE™ jest obecnie jedynym i unikalnym rozwiązaniem na rynku diagnostycznym. Do tego, który oferuje system FaceCOV™, istnieje dużo podobnych rozwiązań. Oba systemy cechują jednak rozwiązania metrologiczne oraz certyfikacja medyczna, a to przekłada się na jakość, powtarzalność i wiarygodność, które są sygnaturami tylko rozwiązań profesjonalnych.

Co piąty Polak w ostatnim półroczu zmienił pracę. Pandemia to dobry czas na rozwój kompetencji zawodowych

W listopadzie – jak podaje resort pracy – bezrobocie wyniosło 6,1 proc., czyli pozostaje na tym samym poziomie od czerwca. Chociaż zgodnie z ostatnim badaniem Randstad coraz mniej Polaków obawia się zwolnienia, to czas pandemii większość zatrudnionych traktuje jako okres do przeczekania. Jednak w ostatnich sześciu miesiącach 20 proc. Polaków zmieniło pracę. Zdaniem ekspertów kryzysowy czas może być właśnie szansą nie tylko na znalezienie lepiej płatnej i otwierającej nowe perspektywy rozwoju pracy, lecz także na pogłębienie swojej wiedzy w postaci kursów czy szkoleń, które mocno potaniały. Tym bardziej że sytuacja na rynku pracy może pogorszyć się wraz z ustaniem tarcz antykryzysowych. 

– Pandemia wpłynęła w specyficzny sposób na rynek pracy. Większość firm zamroziła inwestycje, z drugiej strony w listopadzie 2/3 organizacji nadal rekrutowało. Wprawdzie w ostatnich miesiącach na rynek pracy trafiło wiele osób, które zostały zwolnione, ale trzeba mieć na uwadze, że wiele firm wyłączyło zwolnienia bądź indywidualne, bądź grupowe z racji różnego rodzaju tarcz. Po ich zakończeniu osoby w nich zatrudnione trafią na rynek pracy w 2021 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Gordon, trener biznesu, opiekun Akademii Menedżera, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Bydgoszczy.

Ostatnie dane resortu pracy wskazują na to, że bezrobocie od czerwca nie rośnie – utrzymuje się na stabilnym poziomie 6,1 proc. Więcej optymizmu widać również wśród pracowników. Według Monitora Rynku Pracy firmy Randstad na początku pandemii połowa zatrudnionych obawiała się o swoje miejsce pracy, a teraz co piąty deklaruje umiarkowane obawy, a co dziesiąty – duże. Pracownicy z większą pewnością podchodzą też do perspektyw na znalezienie nowego zatrudnienia. 84 proc. ocenia, że uda im się to w ciągu pół roku, a 62 proc. twierdzi, że nowe zajęcie będzie tak samo dobre co poprzednie. Wprawdzie w ostatnim półroczu 20 proc. pracowników zmieniło pracodawcę, jednak Polacy nie są do tego zbyt skłonni.

Według badań Eurobarometru z 2011 roku statystyczny Polak pracował u jednego pracodawcy średnio niemal 12 lat. Dane Eurostatu z 2017 roku wskazywały, że co roku pracę w Polsce zmienia zaledwie 2 proc. osób. To czwarty najniższy wskaźnik w UE. W czasie pandemii jeszcze bardziej się obniżył, gdyż większość zatrudnionych woli przeczekać trudny czas na obecnym stanowisku.

– Pandemia powinna włączyć większy poziom elastyczności. Niestety naturalnym mechanizmem reagowania na trudną sytuację jest zamrożenie. Ludzie boją się, więc albo ograniczają swoje działanie, albo wchodzą w tzw. kryzys odpowiedzialności. Przez to często tracimy swoją szansę. Warto zauważać szanse, możliwości, warto patrzeć szerzej na trendy i możliwości dywersyfikacji – mówi Tomasz Gordon.

Jak podkreśla, taki kryzysowy czas rodzi szanse na podniesienie swoich umiejętności i sięgnięcie po lepszą pracę. Wiele firm właśnie teraz szuka menedżerów ze specjalistycznymi kompetencjami i jest skłonna dać szansę osobom, które nie obawiają się wyzwań.

– Organizacje rozglądają się, czy być może na rynku pracy jest ktoś bardziej kompetentny. Szukają osób do zasilenia aktualnego składu osobowego albo szczególnie zasobnych menedżerów, specjalistów, którzy mogą im pomóc przejść ten trudny czas – wyjaśnia ekspert WSB w Bydgoszczy. – Czas pandemii na rynku pracy jest czasem dla superbohaterów, dla kandydatów, którzy mają specjalne kompetencje. Warto się rozglądać, inwestować w swoje kompetencje, rozwój, jednocześnie zadbać o swoje CV i naszą reprezentację w świecie wirtualnym, np. na portalu LinkedIn.

Według danych Eurostatu z 2019 roku za 60 minut pracy w Polsce pracodawcy płacą średnio tylko 10,7 euro, podczas gdy w Niemczech jest to 35,6 euro, a w Danii – 44,7 euro. Stawka w naszym kraju jest prawie trzykrotnie niższa niż średnia europejska (27,7 euro). Zdaniem eksperta jedną z przyczyn tego stanu rzeczy może być niechęć do rozwijania swoich umiejętności.

Z danych przytaczanych przez WSB wynika, że w Polsce tylko 5 proc. społeczeństwa inwestuje w swój rozwój po zakończeniu szkoły średniej bądź studiów, podczas gdy średnia europejska wynosi 10 proc., zaś w kraju, który legitymuje się najwyższym stopniem poczucia szczęścia w Europie, czyli w Danii, jest to 20 proc. Teraz proces doszkalania jest dużo łatwiejszy, bo wiele zasobów dostępnych jest online, ale także tańszy. Podnoszenie kompetencji wpływa na skłonność do zmiany miejsca pracy.

– Zamrożenie w aktualnym miejscu pracy bez dążności do wchodzenia na wyższe poziomy wewnątrz organizacji bądź na zewnątrz może spowodować, że będziemy mniej konkurencyjni na rynku pracy – wyjaśnia Tomasz Gordon.

Z jednej strony długoletnie zatrudnienie u jednego pracodawcy, tak powszechne jeszcze w pokoleniu obecnych 70–80-latków, można oceniać jako lojalność, z drugiej jednak wiele osób traktuje je jako „zasiedzenie się” w pracy, wpadnięcie w rutynę, brak motywacji do pogłębiania kompetencji i podejmowania się nowych zadań. W szczególności istotne jest to dla funkcji, które wymagają kreatywności i zaangażowania, tak istotnych w czasach nieprzewidywalnych.

– Przyszłość będzie taka, że będziemy zmieniali zawód cztery do pięciu razy, także z racji długości naszego aktywnego zawodowo życia, a samo miejsce pracy będziemy zmieniali nawet kilkanaście bądź ponad dwadzieścia razy w ciągu życia – mówi opiekun Akademii Menedżera. – Pandemia to doskonały moment na rozwój, ponieważ jego brak może być niebezpieczny dla organizacji i dla pracowników.

W tym roku może paść rekord dostarczanych przesyłek. Rozwiązaniem na przedświąteczny szczyt są punkty odbioru

Odzież, akcesoria, kosmetyki i perfumy, książki, płyty czy filmy – to według Gemiusa kategorie produktów, które Polacy najchętniej kupują w internecie. W grudniu wiele takich zamówień z e-sklepów trafi pod choinkę jako gwiazdkowe prezenty. W czasie przedświątecznej gorączki zakupów wygodnym rozwiązaniem, które pozwala uniknąć stania w kolejkach i wyczekiwania w domu na kuriera, są odbiory i nadania w punktach obsługi paczek. DHL Parcel, który dysponuje największą taką siecią w Polsce, liczącą 10 tys. lokalizacji, nawiązał właśnie współpracę ze Stokrotką. Dzięki temu klienci we wszystkich sklepach Stokrotka Express mogą od teraz odbierać i nadawać paczki również w weekendy.

– Szczyt paczkowy w DHL Parcel to wzrosty wolumenów od 40 do 60 proc., a w najgorętszych okresach obsługujemy nawet 100 proc. więcej paczek. Szykujemy się do tego szczytu już od września, m.in. przygotowując obsadę kurierską, pracowników magazynów i sortowni – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Dudek, menedżer sieci partnerskiej DHL Parcel.

Przedświąteczny szczyt który rozpoczyna się w Black Friday w końcówce listopada i trwa aż do Bożego Narodzenia to najgorętszy okres w roku zarówno dla sektora dla e-commerce, jak i branży kurierskiej, która dostarcza zamówione w sieci przesyłki. W tym roku cała branża szacuje, że ze względu na pandemię koronawirusa, zamknięcie wielu sklepów stacjonarnych i mniejszą skłonność klientów do tradycyjnych zakupów wzrosty będą jeszcze wyższe, a tegoroczny szczyt może okazać się rekordowy. Dlatego też DHL Parcel szykuje się do niego już od jesieni, m.in. inwestując w infrastrukturę, terminale i rozwijając swoją sieć punktów obsługi paczek.

– Rozwój sieci punktów obsługi paczek to jeden z elementów przygotowań. W tej chwili sieć liczy 10 tys. punktów, co przekłada się na możliwość obsłużenia ok. 100 tys. paczek dziennie. POP-y są otwarte do godziny 21.00 lub dłużej, przez siedem dni w tygodniu. Dzięki temu klienci mogą odbierać paczki wtedy, kiedy jest im wygodnie, a przy okazji np. zrobić zakupy lub zatankować samochód – wymienia Maciej Dudek.

Dostawa do punktu jest jedną z najchętniej wybieranych przez klientów e-sklepów. Tę opcję preferuje 39 proc. Polaków, którzy robią zakupy w sieci wynika z tegorocznego raportu Gemiusa („E-commerce w Polsce 2020”). DHL Parcel dysponuje obecnie największą w Polsce siecią punktów partnerskich, zlokalizowanych m.in. w centrach handlowych, na stacjach benzynowych, dworcach i w sklepach największych sieci handlowych. 9 na 10 klientów ma punkt odbioru paczek DHL w ciągu maksymalnie 10 minut od swojego domu bądź miejsca pracy. Co istotne, ponad 90 proc. z nich jest czynnych do godz. 21.00 lub dłużej, a niemal tyle samo jest otwartych także w weekendy, co daje dużą swobodę w odbiorze paczki.

Z badań DHL wynika, że – choć na odbiór paczki klienci mają tydzień – to prawie 100 proc. z nich zgłasza się po zamówioną przesyłkę w ciągu maksymalnie trzech dni. W większości punktów odbioru paczkę za pobraniem można też wygodnie opłacić do kwoty 1 tys. zł.

– Oczywiście w punktach obsługi paczek DHL Parcel można również nadawać przesyłki. Mogą to być np. zwroty do e-commerce albo wysyłka naszych prywatnych prezentów. Wystarczy w tym celu skorzystać ze strony dhl24.pl/dlaciebie, przygotować etykietę i przynieść taką paczkę do punktu obsługi – wyjaśnia menedżer sieci partnerskiej DHL Parcel.

Czerwcowe badanie Gemiusa pokazuje, że w ciągu ostatniego roku najpopularniejszymi artykułami kupowanymi w internecie były odzież, dodatki, akcesoria, obuwie, kosmetyki i perfumy, książki, płyty, filmy oraz bilety do kina lub teatru. W grudniu wiele takich zamówień z e-sklepów trafi pod choinkę jako gwiazdkowe prezenty. Operator logistyczny wskazuje, że w czasie przedświątecznej gorączki zakupów odbiory i nadania paczek w POP-ach są wygodnym rozwiązaniem, które pozwala uniknąć stania w kolejkach i wyczekiwania w domu na kuriera. Co istotne, DHL mocno zainwestował w tym roku w rozwój swojej sieci POP-ów.

– Po pierwsze, uruchomiliśmy 2 tys. nowych lokalizacji, zwiększając zasięg w małych miejscowościach, ale także zwiększając gęstość punktów w dużych miastach. Rozszerzyliśmy też liczbę punktów z usługą płatności za pobraniem przy odbiorze paczki o 650 sklepów sieci Inmedio. Tym samym usługa jest już dostępna w ponad 7,5 tys. punktów. Odnotowaliśmy też wyższe wyniki zadowolenia odbiorców, które sięgnęły 74 punkty w badaniu NPS – wylicza Maciej Dudek.

Liczba paczek nadanych i odebranych za pośrednictwem sieci POP-ów DHL Parcel w tym roku zwiększyła się już o 30 proc. Z badań satysfakcji operatora wynika, że ¾ klientów jest zadowolonych z tej opcji dostawy.

– Nasze badania pokazują też, że ponad 83 proc. klientów poleciłoby tę usługę znajomym lub rodzinie, dlatego opieramy dalszy rozwój sieci na sprawdzonych, rozpoznawalnych partnerach. Nawiązaliśmy właśnie współpracę z siecią Stokrotka Express, która umożliwi nam zagęszczenie lokalizacji w dużych miastach – wskazuje menedżer sieci partnerskiej DHL Parcel.

W tym roku operator logistyczny rozwijał swoją sieć POP-ów głównie poprzez marki grupy Eurocash, czyli sklepy Lewiatan, Groszek i ABC. Jeszcze przed końcem grudnia uruchomione zostaną też pierwsze punkty odbioru paczek w sklepach sieci Top Market. Nowym partnerem DHL Parcel została również Stokrotka – druga największa w Polsce (po Żabce) sieć handlowa pod względem liczby punktów franczyzowych.

– Sieć Stokrotka to ponad 600 lokalizacji w różnych formatach. W tym roku uruchamiamy pilotażowo 50 punktów w sieci Stokrotka Express, a dalszy rozwój planowany jest na przyszły rok – mówi Maciej Dudek.

Stokrotka Express to najmniejszy w tej sieci format 49 sklepów osiedlowych, które oferują pełny asortyment – od produktów spożywczych po chemię gospodarczą. Wprowadzenie możliwości odbioru paczek wpisuje się w generalny na polskim rynku trend, jakim jest rozszerzanie zakresu usług w sklepach convenience. Klienci we wszystkich Stokrotkach Express mogą od teraz odbierać i nadawać paczki za pośrednictwem DHL, również w weekendy.

Operator zapowiada, że nowo nawiązane partnerstwo ze Stokrotką nie kończy dynamicznego rozwoju sieci POP-ów. W przyszłym roku zamierza rozwijać ją także w mniejszych miastach i miejscowościach.

– W 2021 roku planujemy uruchomić kolejnych kilka tysięcy punktów. Kluczowe dla nas będzie też zwiększanie liczby punktów z usługą płatności za pobraniem przy odbiorze, którą planujemy uruchamiać w punktach Eurocash oraz w punktach Stokrotka Express – zapowiada menedżer sieci partnerskiej DHL Parcel.

Piotr Naimski: Będziemy wychodzili z węgla. Powinniśmy jak najszybciej podjąć ostateczną decyzję o budowie nuklearnej części naszej energetyki

– Ten trudny dla gospodarki rok uświadomił nam konieczność przyspieszenia transformacji energetycznej w Polsce – mówi Piotr Naimski, pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej. Temu mają służyć takie inicjatywy jak przyjęcie przez rząd ustawy offshore’owej, która jest procedowana w Sejmie, oraz aktualizacja programu budowy elektrowni nuklearnej w Polsce. Dopóki nie powstaną pierwsze bloki jądrowe, to gaz będzie paliwem stabilizującym działanie odnawialnych źródeł i zastępującym wygaszane moce węglowe.

– Zapotrzebowanie na energię w mijającym roku, pomimo epidemii, nie spadło drastycznie. To oznacza, że polska gospodarka odczuwa, ale nie dramatycznie, epidemiczny kryzys. Z drugiej strony cały sektor energetyki uświadomił sobie konieczność wejścia już w okres transformacyjny. Temu służą rozmowy prowadzone przez Ministerstwo Aktywów Państwowych i związki zawodowe na Śląsku. Szukamy najbardziej racjonalnej, kompromisowej drogi, która pozwoli tę transformację zrealizować – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Naimski, sekretarz stanu. – Będziemy wychodzili z węgla i ta decyzja jest już podjęta.

Według zaktualizowanego projektu „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku”, którą Ministerstwo Klimatu przedstawiło na początku września, do końca obecnej dekady udział węgla w wytwarzaniu energii elektrycznej w Polsce ma spaść poniżej 56 proc.

– Chodzi o to, żeby zrobić to w sposób racjonalny. Jednostki węglowe, wykorzystujące węgiel kamienny czy brunatny, będą musiały być likwidowane i zastępowane innymi źródłami pracującymi stabilnie. Te stabilne źródła to mogą być elektrownie gazowe albo nuklearne. Gazowe możemy zbudować szybciej, w tej chwili budujemy dwa bloki na Dolnej Odrze. Będą one zabezpieczeniem równoważącym te źródła, które chcemy budować na Bałtyku – wyjaśnia , pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Rząd zakłada, że stopniowe odchodzenie od węgla będzie równoważone m.in. istotnym wzrostem mocy zainstalowanych w fotowoltaice (ok. 5–7 GW w 2030 roku i 10–16 GW w 2040 roku) oraz energią płynącą z farm wiatrowych na Bałtyku. Prąd z pierwszych farm morskich ma popłynąć około 2025 roku. Zgodnie z założeniami moc zainstalowana w wiatrakach na Bałtyku ma osiągnąć 5,9 GW do końca obecnej dekady i ok. 8–11 GW w 2040 roku. Ustawa offshore’owa, która wprowadza istotne ułatwienia dla tych inwestycji, jest na etapie prac sejmowych.

– Jeżeli chcemy budować elektrownie na morzu, to one muszą mieć zabezpieczenie w postaci pracujących stabilnie elektrowni, które są niezależne od wiatru i pogody. To jest w pierwszej kolejności gaz i przewidywalna w długim czasie trajektoria odchodzenia od energetyki węglowej. To daje nam czas i 12 lat na wprowadzanie energetyki nuklearnej – mówi Piotr Naimski.

Jak podkreśla, wiążące decyzje dotyczące budowy pierwszej w Polsce elektrowni atomowej należy przyspieszyć, jeżeli – zgodnie z planem – inwestycja ma ruszyć w 2026 roku.

– Powinniśmy jak najszybciej podjąć ostateczną decyzję o budowie tej nuklearnej części naszej energetyki, jeżeli przewidujemy, że pierwszy reaktor będziemy uruchamiali w 2033 roku, a kolejne aż do 2043 roku. To wpisuje się w transformację całej polskiej energetyki przewidzianą na lata 2040–2060 – mówi pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Zgodnie z przyjętym w październiku przez rząd programem polskiej energetyki jądrowej (PPEJ) do 2043 roku w Polsce mają działać już dwie elektrownie atomowe, w każdej z nich zaplanowano po trzy bloki o łącznej mocy od 6 do 9 GW. W latach 2040–2045 około 1/5 krajowej produkcji energii ma już pochodzić z atomu.

Inwestycja powstanie w Lubiatowie–Kopalinie lub Żarnowcu (lokalizacjach wskazanych już we wcześniejszym PPEJ z 2014 roku), ale pod uwagę brane są również Bełchatów i Pątnów. Uruchomienie pierwszego bloku przewidziano na 2033 rok, kolejne będą oddawane w latach 2035 i 2037. Kolejna taka inwestycja ma wystartować w 2032 roku, a trzy reaktory drugiej elektrowni mają być po kolei uruchamiane w latach 2039–2043. Rządowy plan zakłada, że Skarb Państwa wykupi 100 proc. udziałów w powołanej do tego celu spółce PGE EJ 1, a po wyłonieniu inwestora strategicznego zachowa w niej 51 proc.

W ocenie rządu bez włączenia atomu do miksu energetycznego Polska nie zdoła wypełnić swoich zobowiązań wobec UE i dojść do neutralności klimatycznej, a energetyka jądrowa przełoży się na radykalne obniżenie emisji CO2 w sektorze elektroenergetycznym.

Brytyjczycy mieszkający w Polsce powinni wystąpić o nowe dokumenty pobytowe. Dotąd swój pobyt w Polsce zarejestrowało ponad 6 tys. obywateli Wielkiej Brytanii

Obywatele Wielkiej Brytanii oraz członkowie ich rodzin mieszkający w Polsce powinni po 1 stycznia 2021 roku złożyć wnioski o wydanie nowych dokumentów pobytowych. Procedura ma charakter deklaratoryjny, tzn. nie jest  obowiązkowa, ale Urząd do Spraw Cudzoziemców rekomenduje, aby Brytyjczycy jak najszybciej uzyskali stosowne dokumenty. – Będą one potwierdzały w sposób bezpośredni wszelkie prawa wynikające z umowy o wystąpieniu dla obywateli Wielkiej Brytanii – wyjaśnia Jakub Dudziak, rzecznik prasowy Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Wielka Brytania opuściła Unię Europejską 31 stycznia 2020 roku na podstawie umowy o wystąpieniu, która określiła m.in. okres przejściowy, podczas którego prawa pobytowe jej obywateli w Polsce się nie zmieniały. Okres przejściowy kończy się 31 grudnia, ale od 1 stycznia 2021 roku obywatele Wielkiej Brytanii i członkowie ich rodzin będą dalej posiadać prawo pobytu w Polsce co do zasady na dotychczasowych warunkach, ale z dwoma zastrzeżeniami. Po pierwsze, jeśli korzystali z prawa pobytu w Polsce zgodnie z prawem UE przed zakończeniem okresu przejściowego (dotyczy to także obywateli Zjednoczonego Królestwa, którzy wjechali do Polski po dacie brexitu, a przed upływem okresu przejściowego), po drugie, jeśli w dalszym ciągu mieszkają w Polsce.

– Obowiązki obywateli Wielkiej Brytanii obecnie przebywających w Polsce nie zmienią się do końca tego roku. Natomiast należy pamiętać, że osoby, które przebywają w Polsce powyżej trzech miesięcy, powinny swój pobyt zarejestrować w urzędzie wojewódzkim właściwym ze względu na miejsce swojego pobytu – informuje Jakub Dudziak.

Osoby, które posiadały prawo pobytu w Polsce w tym roku i będą przebywały w niej dalej, a więc w 2021 roku, co do zasady będą miały takie prawo i będą beneficjentami umowy o wystąpieniu.

– W praktyce oznacza to, że będą mogły, po pierwsze, ubiegać się o wydanie nowego dokumentu pobytowego z adnotacją, że są beneficjentami umowy o wystąpieniu. Dotyczy to osób, które już zarejestrowały swój pobyt lub zrobią to do końca tego roku. A jeżeli obywatel Wielkiej Brytanii takiego pobytu nie zarejestrował, może to zrobić w przyszłym roku i uzyskać od razu nowy dokument pobytowy przewidziany umową o wystąpieniu – tłumaczy rzecznik prasowy Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Z przyczyn praktycznych każdy obywatel Wielkiej Brytanii lub członek jego rodziny, który przebywa obecnie w Polsce powyżej trzech miesięcy, powinien zarejestrować swój pobyt w urzędzie wojewódzkim. Obecnie zrobiło to nieco ponad 6 tys. Brytyjczyków. Po 1 stycznia 2021 roku obywatel Wielkiej Brytanii, który zarejestrował swój pobyt i posiada dokument potwierdzający taką rejestrację, powinien (najdalej przed końcem 2021 roku) zgłosić się również do urzędu wojewódzkiego o wydanie nowego dokumentu określonego w umowie o wystąpieniu.

– Natomiast, jeżeli obywatel Wielkiej Brytanii nie zarejestrował swojego pobytu, a przebywa powyżej trzech miesięcy i będzie swój pobyt kontynuował również w 2021 roku, powinien jak najszybciej zgłosić się do urzędu wojewódzkiego po 1 stycznia 2021 roku, aby uzyskać dokument dla obywatela Wielkiej Brytanii, który jest beneficjentem umowy o wystąpieniu. Będzie to istotne, ponieważ ten dokument będzie znacząco ułatwiał Brytyjczykom czy członkom ich rodzin pobyt w Polsce oraz podróżowanie. Będzie on wprost potwierdzał, że są to osoby będące beneficjentami umowy o wystąpieniu i posiadają wszystkie prawa w niej określone – podkreśla Jakub Dudziak.

Przy składaniu wniosku jest wymagana obecność małoletniego obywatela Wielkiej Brytanii lub członka jego rodziny, który do dnia złożenia wniosku ukończy szósty rok życia. Będą także pobierane odciski linii papilarnych. W szczególnie uzasadnionych przypadkach, w tym ze względu na stan zdrowia, osobiste stawiennictwo nie będzie konieczne.

W 2025 roku ruszy pierwsza misja czyszczenia okołoziemskiej orbity ze śmieci. Szacuje się, że w kosmosie krąży nawet 750 mln odpadów

Nawet gdyby wszystkie starty kosmiczne zostały wstrzymane, ogólna liczba kosmicznych śmieci dryfujących po orbicie wciąż będzie rosnąć. Kolejne zderzenia między przedmiotami generują nowe zanieczyszczenia. Europejska Agencja Kosmiczna ocenia, że na orbicie okołoziemskiej krąży ok. 20 tys. śmieci o łącznej masie ponad 8 tys. ton. Łącznie z małymi fragmentami jest ich ponad 750 mln. Konieczne jest ich usuwanie. Dlatego też ESA podpisała właśnie kontrakt na zakup pierwszego usunięcia z orbity kosmicznych śmieci. W 2025 roku ruszy misja ClearSpace-1.

Odkąd ruszyły wyprawy w kosmos, przestrzeń stopniowo zapełniała się śmieciami – pozostałościami starych statków kosmicznych, wyrzuconych części wyposażenia, częściami rakiet startowych czy mikrofragmentami szkła i metalu.

– Wszystkie obiekty orbitalne, które do tej pory zostały przechwycone, były współpracującymi, w pełni kontrolowanymi obiektami docelowymi – wskazuje Jan Wörner, dyrektor generalny ESA. – W przypadku kosmicznych śmieci taka kontrola z definicji nie jest możliwa. Zamiast tego obiekty dryfują, często spadając losowo na ziemię.

Europejska Agencja Kosmiczna ocenia, że po orbicie okołoziemskiej krąży ok. 20 tys. śmieci o masie ponad 8 tys. ton. Jeśli wziąć pod uwagę ledwo widoczne mikrośmieci, może ich być ponad 750 mln. Każde zderzenie z nawet 10-centymetrowym obiektem może mieć katastrofalne skutki – pociągałoby za sobą fragmentację typowego satelity, a 1-centymetrowy obiekt mógłby unieruchomić statek kosmiczny. Nawet 1-milimetrowy obiekt mógłby zniszczyć podsystemy na pokładzie statku kosmicznego.

– Schwytanie i pozbycie się niewspółpracującego obiektu kosmicznego stanowi niezwykle trudne wyzwanie. Jednak z uwagi na to, że ogólna liczba satelitów ma szybko rosnąć w nadchodzącej dekadzie, regularne czyszczenie nieba z kosmicznych śmieci staje się niezbędne w celu kontrolowania ich poziomu i zapobiegania strumieniom kolizji, które mogą znacznie pogorszyć problem ze śmieciami – tłumaczy Jan Wörner.

ESA tłumaczy, że wyprawy kosmiczne przy takiej liczbie śmieci krążących po orbicie byłyby jak żeglowanie po morzu, na którego powierzchni wciąż dryfowałyby wszystkie statki, które zatonęły. Dlatego też usuwanie śmieci z kosmosu jest koniecznością. ESA bada różne metody poradzenia sobie z tym problemem. Harpuny czy żagle kosmiczne mogłyby pomóc przy mniejszych odpadach, przy tych nieco większych – manipulatory kosmiczne. Na początku grudnia ESA podpisała kontrakt o wartości 86 mln euro z zespołem kierowanym przez szwajcarski start-up ClearSpace na zakup pierwszego „sprzątania” orbity.

– Przy prędkościach orbitalnych nawet śruba może uderzyć z siłą wybuchową, której projektanci misji nie są w stanie zapobiec. Zamiast tego należy zarządzać zagrożeniem poprzez aktywne usuwanie elementów kosmicznych świeci – wskazuje Luc Piguet, założyciel i dyrektor generalny ClearSpace.  – Nasz projekt „lawety” oczyści ze śmieci kluczowe orbity, które w przeciwnym razie mogłyby stać się bezużyteczne dla przyszłych misji.

Misja ClearSpace-1 ma się koncentrować na module dodatkowym Vespa (Vega Secondary Payload Adapter), pozostawionym na orbicie o wysokości ok. 801 km – 664 km po drugim wystrzeleniu europejskiej rakiety Vega w 2013 roku. Vespa ma masę 112 kg i rozmiar małego satelity. Sprzątający satelita zostanie wyniesiony w 2025 roku najpierw na wysokość 500 km. Następnie wzniesie się na docelową orbitę, chwyci Vespę i razem wejdą w atmosferę, aby w niej spłonąć.

Jeśli misja się powiedzie, takie satelity „lawety” będą pojawiać się częściej. Co istotne, użyte technologie będą mogły znaleźć zastosowanie także przy samych satelitach, a nie tylko przy usuwaniu kosmicznych odpadów.

– Zastosowane przy czyszczeniu orbit z kosmicznych śmieci technologie umożliwią również tankowanie i serwisowanie satelitów na orbicie, wydłużając ich żywotność. Ostatecznie przewidujemy, że ten trend rozszerzy się także na prowadzony bezpośrednio na orbicie montaż, produkcję i recykling – wskazuje Luisa Innocenti, szef biura ds. czystej przestrzeni kosmicznej w ESA.

Polska Policja sięga po podpis biometryczny. W przyszłości kryminalne zagadki będzie rozwiązywać sztuczna inteligencja

Odciski palców, rozpoznawanie twarzy, geometria dłoni, rozpoznawanie tęczówki, identyfikacja siatkówki, rozpoznawanie głosu czy dynamika naciśnięć klawiszy – podpis biometryczny coraz częściej zastępuje ten tradycyjny. Jest niemal niemożliwy do sfałszowania, zwiększa więc bezpieczeństwo. Może służyć do weryfikacji i identyfikacji. Takie rozwiązania stosują coraz częściej firmy, lecz także polskie instytucje, m.in. Ministerstwo Zdrowia, a od niedawna także polska Policja. Podpis elektroniczny może być wykorzystywany nie tylko w biznesie, lecz również w badaniach mogących rozwiązać wiele spraw natury kryminalnej. W przyszłości jego skuteczność zwiększy zastosowanie sztucznej inteligencji.

– Pandemia wymusiła przyspieszoną cyfryzację w polskiej Policji. Jest to spowodowane odchodzeniem od dokumentacji papierowej na rzecz dokumentacji elektronicznej. Policja coraz częściej musi się specjalizować w nowoczesnych formach, chociażby zawierania podpisu na tabletach – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Wietrzycki, dyrektor sprzedaży w Infinite.

Pandemia COVID-19 zmusza rządy do wprowadzenia ścisłych wymogów dotyczących kwarantanny. Sprawiła jednak, że coraz więcej instytucji dostrzegło potrzebę wprowadzenia podpisów cyfrowych. Pozwalają one na potwierdzenie tożsamości danej osoby na podstawie danych biometrycznych – odcisków palca, rozpoznawania twarzy, tęczówki czy choćby dynamiki naciśnięć klawiszy.

Posługiwanie się elektronicznym podpisem dostrzegły firmy, dla których może to być element modernizacji, ale też krajowe instytucje. Od niedawna z takiej możliwości korzysta Policja Polska. E-podpisywanie polskiej firmy Infinite to system, który umożliwia elektroniczne podpisywanie dowolnych dokumentów, może też pomóc w kryminalistyce.

– Polska Policja zaczęła wykorzystywać najnowszą technologię – składanie podpisu na tablecie. To podpis biometryczny, opatrzony pewnymi niepowtarzalnymi cechami. Zbiera takie cechy jak prędkość pisania w czasie, siłę nacisku w czasie oraz odległość piórka od tabletu w czasie. Nie ma dwóch identycznych podpisów, natomiast biegły jest w stanie na podstawie zebranych danych wskazać, kto konkretnie złożył podpis na tablecie – tłumaczy Piotr Wietrzycki.

Podpis składany jest za pośrednictwem platformy WWW lub urządzenia z warstwą biometryczną – czyli na tablecie, gdzie długopis zastępuje rysik. Taki podpis składa się z punktów zapisywanych w milisekundach. Każdemu punktowi przyporządkowany jest czas, w którym został zapisany, nacisk oraz współrzędne, które umożliwiają ich weryfikację. Podrobienie takiego podpisu jest praktycznie niemożliwe – nawet jeśli ktoś będzie potrafił dokładnie skopiować samo nakreślenie podpisu, to nacisk na tablet, odległość rysika od tabletu są indywidualne.

– Podpis biometryczny można złożyć na odpowiednim urządzeniu, które musi zbierać takie cechy jak siła nacisku, ponieważ składa się on z pewnych cech, jak prędkość pisania w czasie, siła nacisku w czasie oraz odległość piórka od tabletu w czasie. Stąd też nie może być to zwykłe urządzenie – mówi dyrektor sprzedaży w Infinite.

Podpisy biometryczne są coraz częściej stosowane. Różni je poziom bezpieczeństwa. Zdarzały się już np. sytuacje, kiedy w systemie weryfikacji głosowej haker był w stanie przechwycić i nagrać dane zawierające głos użytkownika. Później mógł uzyskać dostęp do tego samego systemu i odtworzyć zarejestrowane wcześniej dane. Jeśli z kolei system biometryczny opiera się na rozpoznawaniu twarzy, haker może oszukać taki system, trzymając przed aparatem zdjęcie użytkownika naturalnej wielkości. Połączenie kilku danych biometrycznych czy behawioralnych (np. dynamika podpisu, siła nacisku na tablet) daje niemal 100-proc. gwarancję.

Kolejnym krokiem w badaniu rękopisów jest sztuczna inteligencja. Stosowane w przyszłości narzędzia wspierane przez SI będą jeszcze bardziej precyzyjne i pozwolą kryminalistykom w stopniu kategorycznym opiniować napływające zlecenia. Technologia może być używana także do rozpoznawania dźwięków użycia broni palnej, analizowania scen zbrodni w poszukiwaniu wzorów i przy tworzeniu profilu podejrzanego, by potem za pomocą algorytmów porównać go z profilami przestępców z bazy danych. SI coraz lepiej radzi sobie także z rekonstrukcjami twarzy na podstawie niepełnych danych. Zespół naukowców z Chińskiej Akademii Nauk stworzył algorytm, który dzięki sieciom neuronowym może odtworzyć wizerunek np. podejrzanego z prostego rysunku.

Brexitowe nagłówki szarpią kursem funta

Kolejny wyznaczony deadline na osiągnięcie porozumienia Wielkiej Brytanii z UE minął, negocjacje jednak trwają. W najbliższych dniach oczekujemy dalszych wieści na ten temat, a także ważnych danych makro ze strefy euro.

W tym tygodniu kluczową kwestią w kontekście ryzyka rynkowego pozostaną negocjacje brexitowe. Grudniowe posiedzenie Rezerwy Federalnej, którego wynik poznamy w środę, będzie również istotne dla rynku, chociaż w jego kontekście nie oczekuje się zmian w polityce monetarnej. W tym tygodniu czeka nas też dość dużo ważnych publikacji ze strefy euro, w tym grudniowe odczyty PMI, które poznamy w środę, i dane o inflacji, które zostaną opublikowane w czwartek.

PLN

Polski złoty zakończył miniony tydzień umocnieniem. Wpisywało się ono w zachowanie walut regionu. Ostatni tydzień nie przyniósł specjalnie istotnych wieści z Polski. Pozytywną informacją było to, że Polska i Węgry ostatecznie porzuciły wetowanie unijnego budżetu, odblokowując też fundusz odbudowy. Rynek jednak nie spodziewał się innego scenariusza, stąd też trudno z tym wiązać umocnienie polskiej waluty. Ten tydzień przyniesie sporo danych z Polski, które pozwolą wstępnie ocenić kondycję gospodarki w połowie ostatniego kwartału tego roku. Szczególną uwagę warto zwrócić na piątkowe dane o produkcji przemysłowej, jednak nie powinny one mieć istotnego znaczenia dla kursu walutowego w krótkim terminie.

EUR

Losy porozumienia brexitowego nadal się ważą, państwom członkowskim jednak udało się przyjąć budżet i otworzyć drogę funduszowi odbudowy UE. Przezwyciężyły one wcześniejszą opozycję ze strony Polski i Węgier dotyczącą powiązania finansów z praworządnością. Grudniowe posiedzenie EBC dla rynku walutowego okazało się mniej istotne, niż można było zakładać. Choć rozszerzenie pandemicznego programu skupu aktywów i operacji pomocowych dla banków było oczekiwane, tak jednak naszym zdaniem komentarze Lagarde wyrażające obawy o siłę euro i wpływ tejże siły na inflację były ważniejsze, niż uznały rynki.

Bieżący tydzień będzie istotny. Przed nami bowiem zarówno publikacja wstępnych odczytów PMI, jak i inflacji w grudniu. W krótkim terminie kurs euro w relacji do głównych walut może reagować na rozczarowanie w kontekście któregokolwiek z tych odczytów, zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę ostatnich wzrostów i pozycjonowanie rynku, który mocno wierzy w euro.

USD

Wygląda na to, że dolar amerykański stabilizuje się po półrocznym okresie deprecjacji w relacji do kluczowych walut. Paradoksalnie nadchodzi to w momencie, w którym napływające dane z gospodarki USA okazują się gorsze – w minionym tygodniu rozczarowały cotygodniowe dane o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Obecnie kierujemy wzrok na ostatnie w tym roku posiedzenie Rezerwy Federalnej. Inwestorzy nie przewidują zmian w polityce monetarnej, a ich uwaga skupi się raczej na projekcjach ekonomicznych FOMC, oczekiwaniach dotyczących polityki pieniężnej podsumowanych w „dot plocie” i tonie komunikacji prezesa Powella podczas konferencji prasowej po posiedzeniu.

Mniej przewidywalny jest za to wynik rozmów pomiędzy Demokratami i Republikanami na temat nowego pakietu fiskalnego. Ciągle jednak oczekujemy, że stronom uda się osiągnąć porozumienie w tym kontekście, szczególnie biorąc pod uwagę sygnały o pewnej słabości amerykańskiej gospodarki wyłaniające się z danych w ostatnich kilku tygodniach.

GBP

Negatywne nagłówki z negocjacji między Wielką Brytanią a Unią Europejską w minionym tygodniu szkodziły brytyjskiej walucie. W weekend Boris Johnson i Ursula von der Leyen zgodzili się na wydłużenie niedzielnego deadline’u. Pojawiły się doniesienia, że porozumienie jest bliskie, jednak po tych informacjach funt odrobił zaledwie część strat z poprzedniego tygodnia.

Różnice dotyczą kluczowej kwestii równych szans (level playing field). W uproszczeniu chodzi o to, żeby Wielka Brytania nie pogorszyła swoich standardów dotyczących środowiska i praw pracowniczych, żeby móc lepiej konkurować z UE. Jeśli dojdzie do zgody, sądzimy, że druga z istotnych kwestii spornych, dotycząca praw połowowych, nie powinna doprowadzić do załamania negocjacji. Stąd spodziewamy się, że porozumienie zostanie niedługo osiągnięte, a handel brytyjską walutą przed końcem roku będzie się charakteryzować optymizmem.

CHF

Frank szwajcarski był jedną z lepiej radzących sobie walut G10 w zeszłym tygodniu. Para EUR/CHF zakończyła tydzień poniżej kluczowego poziomu 1,08. Frank nadal radzi sobie lepiej niż inne waluty safe haven. Jego zmienność jednak pozostaje niska, nie obserwujemy bowiem nagłych zmian sentymentu.

Ostatnimi czasy nie docierało do nas zbyt wiele wieści ze Szwajcarii, niemniej w tym tygodniu kraj skupi na sobie większą uwagę, a to za sprawą czwartkowego posiedzenia Szwajcarskiego Banku Narodowego. Stopy procentowe z pewnością pozostaną niezmienione. Spodziewamy się, że SNB podkreśli, że kluczowym narzędziem polityki monetarnej pozostają interwencje na rynku walutowym. Sama potrzeba tego typu działań jednak zdaje się być obecnie ograniczona, biorąc pod uwagę ostatnie zmiany na rynku FX. Dodatkowo zwrócimy uwagę, czy zaktualizowana warunkowa projekcja inflacji pokaże istotne zmiany w relacji do wrześniowej. Niemniej w przewidywalnej przyszłości wzrost stóp procentowych w Szwajcarii wydaje się zupełnie nieprawdopodobny.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Czy Twoja firma jest skalowalna?

Skalowalność to słowo, które cały czas po polsku brzmi dziwnie. Powoli jednak powinniśmy się zacząć do niego przyzwyczajać, ponieważ nie ma innego terminu, którym można opisać niezwykle ważną cechę, jaką powinny posiadać prawie wszystkie nowoczesne przedsiębiorstwa.

Czym jest skalowalność

Skalowalność przedsiębiorstwa należy rozumieć jako możliwość łatwego zwiększenia skali działania. W przypadku tradycyjnego przedsiębiorstwa, takiego jak na przykład fabryka samochodów, zwiększenie produkcji nie jest łatwe. Może wymagać wybudowania nowych budynków, zakupu maszyn, zatrudnienia i przeszkolenia pracowników, czy renegocjacji kontraktów z dostawcami i odbiorcami. Taki proces wymaga czasu i znacznej ilości kapitału.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku przedsiębiorstwa oferującego na przykład płatny dostęp do eksperckich raportów lub webinariów. Skokowy wzrost sprzedaży w najgorszym wypadku może doprowadzić do tego, że trzeba będzie co miesiąc wydać niewielką kwotę na bardziej wydajny serwer. Również ekspansja geograficzna jest bardzo łatwa, gdyż nie trzeba dostarczać klientom żadnych fizycznych produktów, brać pod uwagę kosztów transportu czy ceł. Bez problemu można rozwijać sprzedaż na całym świecie.

Jakie są konsekwencje skalowalności

W sensie ekonomicznym skalowalność oznacza możliwość zwiększenia sprzedaży dzięki pozyskaniu kapitału. Z punktu widzenia przedsiębiorcy, który chce pozyskać środki na działalność, kluczowe jest zrozumienie, że ta zależność działa w dwie strony. Pozyskanie kapitału umożliwia rozwój, ale jednocześnie skalowalność w znacznym stopniu umożliwia pozyskanie kapitału.

Jeżeli można udowodnić, że dany projekt jest rentowny działając w niewielkiej skali oraz że jego model biznesowy jest skalowalny, potencjalny inwestor nie ma żadnego powodu, aby w niego nie zainwestować. Przy właściwym wykorzystaniu, zainwestowane środki muszą doprowadzić do zwiększenia dochodów.

Inwestorzy biorą pod uwagę jeszcze jeden bardzo istotny czynnik – ryzyko. Skalowalność, rozumiana jako powiązanie kapitału z wielkością sprzedaży, ułatwia jego szacowanie. Dzięki temu dynamiczny wzrost biznesu staje się procesem bardziej przewidywalnym.

Kluczowe narzędzia wzrostu

Właściwe wykorzystanie pozyskanego kapitału wymaga zastosowania odpowiednich narzędzi. Zatrudnienie nowych pracowników powinno zwiększać możliwości przedsiębiorstwa w zakresie tworzenia rentownych produktów, inwestycje w technologie powinny prowadzić do automatyzacji kluczowych procesów i zwiększenia efektywności działania, a efektem wydatków na marketing powinien być bezpośredni wzrost sprzedaży. Należy również pamiętać o tym, że nie można być specjalistą od wszystkiego. Szczególnie małe i średnie przedsiębiorstwa powinny rozważyć outsourcing niektórych ważnych procesów i koncentrację na najważniejszych obszarach działalności.

Skalowalność nie powstaje sama z siebie. Powinna być efektem świadomych decyzji podjętych przez założycieli przedsiębiorstwa już na etapie projektowania jego struktury. Należy pamiętać o tym, że możliwość łatwej i szybkiej ekspansji przedsiębiorstwa jest dziś kluczowym kryterium, jakie biorą pod uwagę profesjonalni inwestorzy.

Autor: Bartosz Tomczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej w polskim fintech’u Provema

Skazany na upadek? Przedsiębiorca „około targowy” z Rzeszowa do podkarpackich parlamentarzystów

O umorzenie całości otrzymanych kwot pomocy z PFR dla firm, a także otrzymanie rekompensaty w wysokości połowy ubiegłorocznego przychodu dla firm na najbliższe 14 miesięcy – zwraca się w imieniu firm około targowych do parlamentarzystów z Podkarpacia Jacek Jankowiak, właściciel firmy pracującej od prawie 25 lat dla targów branżowych. – My nie zarabiamy nic – zero. Jeżeli nie otrzymamy jakiejkolwiek skierowanej do nas pomocy, będzie to bardzo duży zawód, a nasza branża praktycznie zostanie uśmiercona – mówi.

Przedsiębiorstwo Wystawiennicze Resovia Expo – to jedna z wielu okołotargowych firm działających w Polsce, reprezentująca Region Podkarpacki. Jej twórcą
i właścicielem jest od blisko 24 lat Jacek Jankowiak. Resovia Expo zajmuje się projektowaniem i budową systemowych stoisk targowych, a także techniczną obsługą dużych organizatorów targów.

– Podczas swojej działalności pracowałem niemalże dla wszystkich organizatorów targów w Polsce. Od wielu lat jestem m.in. generalnym wykonawcą zabudowy targowej dla Targów Lubelskich, gdzie w chwili obecnej powstaje tymczasowy szpital covidowy – opowiada Jacek Jankowiak. Przyznaje, że praca jego firmy spotykała się zawsze z pozytywnymi ocenami zleceniodawców, dzięki czemu wyrobił sobie dobrą markę w branży.

Dobra passa skończyła się nagle w marcu, gdy zaczęła się pandemia.

– W jednym momencie działalność targowo – wystawiennicza wyhamowała do zera. Nie stało się tak jak w niektórych branżach – o których tak wiele słychać w mediach – że pracują mniej, że zarabiają mniej – relacjonuje Jacek Jankowiak, który z dnia na dzień po prostu przestał dostawać zlecenia. Od tamtej pory, i to pomimo czasowego odblokowania możliwości organizowania targów latem, trwa ten stan rzeczy.

– My nie pracujemy mniej, nie zarabiamy mniej. My nie zarabiamy nic – zero – w tak krótkim, a zarazem dramatycznym stwierdzeniu ujmuje sytuację firm „około targowych”. W ich imieniu, właściciel Resovia Expo, zwraca się do parlamentarzystów z Podkarpacia, gdzie działa, o uwzględnienie w kolejnej wersji tzw. Tarczy wsparcia. Chodzi przede wszystkim o rozwiązania neutralne dla budżetu:

  • Umorzenie całości otrzymanych kwot pomocy z PFR dla firm, które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ich ubiegłorocznego przychodu była całkowicie zależna od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz imprez targowych w kraju i za granicą,
  • Otrzymanie rekompensaty w wysokości 50% ubiegłorocznego przychodu dla firm, które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ubiegłorocznego przychodu firmy była całkowicie zależna od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz imprez targowych w kraju i za granicą.
  • Dodatkowym kryterium byłby również spadek przychodów firmy od czasu rozpoczęcia pandemii, o minimum 75% w stosunku do roku ubiegłego. Pomoc ta zostałaby określona na najbliższe 14 miesięcy i wypłacana byłaby w transzach miesięcznych.

– Z takimi postulatami w imieniu branży wystąpił Komitet Obrony Branży Targowej podczas protestu przeprowadzonego pod KPRM dnia 28.10.2020. Do naszych postulatów próbowaliśmy przekonać przedstawicieli rządu RP w osobie Pana Premiera Jarosława Gowina oraz Pani Minister Olgi Semeniuk, a osobną petycję skierowaliśmy bezpośrednio do Pana Premiera Mateusza Morawieckiego – przeczytać można w skierowanym do podkarpackich parlamentarzystów piśmie.

– Za każdą firmą taką jak moja, gdzie dochody spadły do zera, kryje się na pewno mniejszy lub większy dramat. W moim przypadku tak jest, ponieważ dochody mojej firmy to były jedyne dochody także dla mojej rodziny – wskazuje Jacek Jankowiak. Dodaje: – Jeżeli Państwo nie zainteresuje się naszą branżą i nie otrzymamy jakiejkolwiek skierowanej do nas pomocy, będzie to bardzo duży zawód. Tym bardziej, że choć nie jesteśmy może medialnie zbyt popularni, to w skali kraju latami wspieraliśmy budżet Państwa nie małymi kwotami. W moim przypadku – firmy naprawdę bardzo małej –  to były kwoty kilkaset tysięcy rocznie.

Pomysły dotyczące zmiany działalności określa jako „mgliste” i pozbawione konkretnych rozwiązań.

– Padają głosy, aby się przebranżowić. Świetny pomysł, tylko jeżeli ma się 54 lata, od kilkudziesięciu lat „robi się targi”, to zmiana branży wydaje się czymś nierealnym i bardzo trudnym. Zwłaszcza, że w tym wieku człowiek powinien mieć życie zawodowe ustabilizowane. Uczciwie i ciężko pracując kilkadziesiąt lat, po prostu się na to zasługuje – uważa właściciel Resovia Expo. Zwraca też uwagę, że przez cały czas działalności inwestował potężne pieniądze w sprzęt (np. zabudowa typu octanorm), który bez targów ma wartość złomu. – Przecież, jeżeli targów nie będzie, nikt nie zainteresuje się kupnem takiego materiału – przewiduje Jacek Jankowiak.

Tak jak wszyscy polscy przedsiębiorcy, skorzystał z proponowanych wcześniej form rządowej pomocy, jednak dziś, aby dotrwać do końca spowodowanej przez pandemię blokady, potrzebne jest dalsze wsparcie. I właśnie o nie zwraca się do posłów i senatorów z województwa podkarpackiego. Wierzy, że zwrócenie im uwagi na ten – doskonale do marca prosperujący i będący wówczas powodem dumy rządzących – segment gospodarki, pozwoli na umieszczenie w przygotowywanej właśnie w parlamencie kolejnej wersji tarczy korzystnych dla firm około targowych rozwiązań. Inaczej, skazane zostaną one na szybki upadek. Swoje pismo wysłał m.in. Grzegorza Brauna, Wiesława Buża, Pawła Poncyljusza, Zbigniewa Chmielowca, Kazimierz Gołojucha, Fryderyka Kapinosa, Kazimierza Moskala, Jerzego Paula, Krzysztofa Sobolewskiego, Andrzeja Szlachty, Stanisława Tyszki, Marcina Warchoła, Jana Warzechy, Rafała Webera, Piotra Babinetza, Tadeusza Chrzana, Marka Kuchcińskiego, Adama Śnieżka, Piotra Uruskiego, Krystyny Skowrońskiej, Marii Kurowskiej, Teresy Pamuły, Anny Schmidt, Marka Rząsy.

Ropa znów drożeje

Czarne złoto drożeje. Na giełdzie w Londynie po raz kolejny przekroczyło poziom 50 dolarów za baryłkę. W górę idzie też liczba odwiertów w USA, co potencjalnie może spowodować wyhamowanie wzrostów.

Lepsze dane przed weekendem

Zeszły tydzień dobrze się zakończył, w piątek byliśmy świadkami lepszych od oczekiwań odczytów indeksów koniunktury z USA. Indeks Uniwersytetu Michigan według wstępnych danych osiągnął 81,4 pkt. To niemal o 5 pkt powyżej oczekiwań analityków. W rezultacie, dolar odrobił część strat z końca ostatniego tygodnia. Z drugiej strony aktywność ta nie była na tyle silna, byśmy dzisiaj od rana nie widzieli przeciwnego ruchu. W rezultacie, jesteśmy tylko ułamki centa od poziomu, gdy dolar będzie najsłabszy względem euro od niemal trzech lat.

Odbicia na ropie ciąg dalszy

Rynki wciąż są przekonane o lepszych perspektywach i rosnącym popycie na ropę. Rezultaty widać nie tylko na ponownie rosnących cenach surowca, ale również po liczbie odwiertów w USA. Kolejny dzień z rzędu rośnie liczba aktywnych wież wiertniczych. Są to, co prawda, nadal bardzo niskie poziomy, ale sam fakt, że otwierane są nowe punkty wydobycia w kraju nieustalającym poziomu produkcji z OPEC, może sugerować, że na rynek będzie trafiać jeszcze więcej surowca. To z kolei może powodować, że ceny surowca nie będą tak szybko rosnąć, o ile w ogóle będą.

W Japonii nie aż tak źle

Dzisiaj poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane na temat produkcji przemysłowej. Oznacza to, że produkcja przemysłowa spada nie o 3,2% w skali roku, tylko o 3%. Nie jest to korzystny odczyt, ale pamiętać należy też, że mamy bardzo specyficzny rok i spadki ważnych wskaźników makroekonomicznych nie są niczym nadzwyczajnym. Najlepszym dowodem jest fakt, że pomimo spadku jen idzie w górę po publikacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cyberbezpieczeństwo zdominowane przez mężczyzn – tylko 20% stanowisk kierowniczych obejmują kobiety

  • Z nowego raportu „Jumping the hurdles: Moving women into cybersecurity’s top spots” opracowanego przez Accenture wynika, że tylko 20% dyrektorów ds. bezpieczeństwa to kobiety.
  • Aż 50% kobiet z technicznym wykształceniem rezygnuje z pracy w połowie swojej kariery – to dwa razy więcej niż liczba mężczyzn na tych samych stanowiskach.
  • Wzrasta zapotrzebowanie na ekspertów. Lukę w zatrudnieniu w obszarze cyberbezpieczeństwa szacuje się globalnie na 4,07 mln osób, a w samej Europie na blisko 300 000 potrzebnych pracowników[1]. Tendencja jest wzrostowa. Zachęcenie kobiet do rozwoju swojej kariery w tym obszarze jest koniecznością.

W związku z przyspieszonym przez pandemię COVID-19 procesem transformacji cyfrowej rośnie zapotrzebowanie na specjalistów w obszarze IT i innych pokrewnych dziedzinach, w tym ekspertów w zakresie cyberbezpieczeństwa. W ostatnich latach obserwujemy zarówno wzrost liczby incydentów bezpieczeństwa na firmy, organizacje oraz sektor publiczny, jak i rozwój różnych, coraz bardziej skomplikowanych form cyberataków – od socjotechnicznych do całkowicie zautomatyzowanych ataków ransomware (szyfrujące wszystkie dane na urządzeniach) przeprowadzanych na światową skalę[1]. Jak wynika z najnowszego raportu Accenture Cyberthreat 2020, liczba różnego rodzaju cyberataków była nawet 4 razy wyższa w ciągu wiosennego lockdownu niż przed pandemią. Żeby skutecznie obronić się przed tymi zagrożeniami, potrzebujemy zarówno nowoczesnych rozwiązań technologicznych, jak i ludzi, którzy potrafią je obsłużyć, a także zbudować i zarządzać strategią cyberbezpieczeństwa.

Według raportu (ISC)2 – międzynarodowej organizacji skupiającej profesjonalistów branży cyberbezpieczeństwa – szacuje się, że tylko w Europie brakuje blisko 300 000 nowych specjalistów. To gigantyczne wyzwanie dla bezpieczeństwa biznesu. Sytuacji nie ułatwia powszechnie znana dysproporcja w zatrudnieniu kobiet i mężczyzn w branży IT. W obszarze cyberbezpieczeństwa jest ona jeszcze bardziej widoczna. W 2018 r. 24% pracowników w tym sektorze stanowiły kobiety, podczas gdy w 2017 r. było to tylko 11%.[2] Pomimo że tendencja jest rosnąca, zwiększone zapotrzebowanie na specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa powoduje, że kobiet w branży wciąż jest za mało.

– Cyberbezpieczeństwo to de facto zabezpieczenie przyszłości świata. A mając na horyzoncie tak zdefiniowane, bardzo kompleksowe wyzwanie dla całej branży ICT, musimy w jego realizację zaangażować bardzo zróżnicowane zespoły ludzi. Dlatego  zwiększenie zaangażowania kobiet jest w tym procesie kluczowe. Do ważnych cech, które mogą być wielką wartością dodaną w procesie tworzenia konkretnych rozwiązań dla bezpieczeństwa cyfrowego świata, zaliczyłabym nasze interdyscyplinarne podejście, skupienie na rozwiązywaniu problemów, dokładność, czy nieszablonowe myślenie. To, czego nam brakuje to systemowych zachęt i likwidacji barier – mówi Izabela Albrycht, prezes Instytutu Kościuszki i współzałożycielka Women4Cyber.

Najnowszy raport Accenture – „Jumping the hurdles: Moving women into cybersecurity’s top spots” – jest próbą diagnozy problemu i wyjaśnienia, dlaczego kobiety nie decydują się na karierę w tym sektorze. Badanie wskazuje m.in. na niedobór kobiet na kierowniczych stanowiskach w cyberbezpieczeństwie oraz niewystarczającą liczbę menedżerów aktywnie wspierających rozwój kobiet w tym obszarze. Kobiety często nie decydują się na karierę w tej branży z uwagi na poczucie izolacji oraz obawy przed podjęciem ryzyka związanego z obejmowaniem kierowniczych stanowisk. Wyzwaniem są także ograniczone możliwości rozwinięcia pełnego zakresu kompetencji wymaganych do awansu na stanowiska menedżerskie oraz brak jasnych ścieżek kariery.

– Odpowiedzią na wyzwanie, jakim jest niedobór pracowników, szczególnie kobiet, w cyberbezpieczeństwie jest wdrożenie programów aktywizujących oraz wspieranie doświadczonych ekspertek chcących rozwijać się w tym obszarze. Mentoring wewnątrz organizacji, zapewnienie większej elastyczności pracy, wspieranie kobiet po urlopach macierzyńskich, czy zagwarantowanie sprawiedliwych płac bazujących na kompetencjach, to podstawowe elementy, o które powinny zadbać firmy. Ważne jest też promowanie osób zmotywowanych do rozwoju. Kobiety mają wielki potencjał, ale niekoniecznie postrzegają cyberbezpieczeństwo jako atrakcyjny obszar rozwoju zawodowego – mówi Artur Józefiak, dyrektor Accenture Security w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. – Pewne jest, że długoterminowo aktywizacja kobiet w tym obszarze przyniesie pozytywne skutki, nie tylko w wymiarze ograniczenia braków kadrowych. Z doświadczenia wiem, że zdywersyfikowane zespoły są skuteczniejsze, bardziej innowacyjne i lepiej współpracują z otoczeniem. Warto stawiać na kobiety, zyskają na tym nie tylko one, ale cała domena cyberbezpieczeństwa i, szerzej, gospodarka cyfrowa – dodaje Józefiak.

[1] https://www.isc2.org/-/media/ISC2/Research/ISC2-Women-in-Cybersecurity-Report.ashx?la=en&hash=4C3B33AABFBEAFDDA211856CB274EBDDF9DBEB38

[2] https://www.isc2.org/-/media/ISC2/Research/ISC2-Women-in-Cybersecurity-Report.ashx?la=en&hash=4C3B33AABFBEAFDDA211856CB274EBDDF9DBEB38

Koronawirus a zakupy: w drugiej fali Polacy wydają więcej i wybierają droższe produkty

Dane zebrane z zarejestrowanych paragonów w programach lojalnościowych Blovly, potwierdzają, że na jesienny wzrost zachorowań zareagowaliśmy z relatywnym spokojem, co przekłada się na nasze nawyki zakupowe. Indywidualnej analizie poddano też wydatki mieszkańców 5 największych miast Polski – w jaki sposób koronawirus wpłynął na dokonywane przez nich zakupy?

Kwarantanna a zakupy – jak kształtowały się trendy konsumenckie

Na początku marca wraz z pojawieniem się pierwszych potwierdzonych przypadków koronawirusa, rząd zaczął stopniowo wprowadzać kolejne obostrzenia. Polacy szturmem ruszyli do sklepów, przede wszystkim po artykuły podstawowe, takie jak produkty spożywcze z dłuższą datą przydatności do spożycia, płyny do dezynfekcji, maseczki oraz chemię. Jednak tendencję do ostrożniejszego dysponowania budżetem widać, kiedy porównamy wartości paragonów rok do roku. W analogicznym okresie 2019 r., wartość naszego koszyka była aż o 26 proc. wyższa.

Druga fala przyniosła większą stabilność

Podczas drugiej fali pandemii zachowania konsumentów nieco się odwróciły. Strach związany z koronawirusem i ewentualną kwarantanną zmalał. Klienci kupują mniej produktów, ale wydają stosunkowo więcej pieniędzy. Polacy nie robią już zapasów żywności, ale wybierają droższe produkty.

 Podczas pierwszej fali pandemii kupowaliśmy więcej, ale taniej. Zaobserwowaliśmy, że przyzwyczajenia zakupowe polskich konsumentów różnią się od siebie znacząco
w obu okresach. Średnia dzienna wartość paragonu w okresie 4 marca – 2 kwietnia, wyniosła 55 zł. Natomiast w drugiej fali średnia wartość koszyka kształtowała się już na poziomie 89 zł, co daje wzrost o 61,5 proc. Może to sugerować, że czujemy się spokojniejsi o naszą sytuację finansową. Za to w pierwszych miesiącach trwania pandemii jednorazowo wkładaliśmy do koszyka więcej produktów. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że chętniej robiliśmy zapasy, a do sklepów, ze względów bezpieczeństwa, wybieraliśmy się rzadziej
mówi Krystian Dylewski, General Manager 2take.it.

Wzrost wartości paragonu w drugiej fali, w zestawieniu z mniejszą liczbą produktów przekładają się także na wzrost średniej ceny wybieranych przez konsumentów towarów, który w stosunku do przełomu marca i kwietnia wynosi 15,4 proc.

Polacy wydają więcej i wybierają droższe produkty
Dane z systemu Blovly obsługiwanego przez 2take.it

Koronawirus a zakupy mieszkańców poszczególnych miast

Dane z systemu Blovly pokazują, w jaki sposób kształtowały się zachowania mieszkańców pięciu największych miast w Polsce. Wnioski? Ogólne trendy konsumenckie w większości aglomeracji pozostają zbliżone, choć zdarzają się wyjątki.

– W okresie marzec – kwiecień najwięcej wydawali mieszkańcy Krakowa, a najmniej mieszkańcy Łodzi. Natomiast od września do października w Warszawie, Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu odnotowaliśmy wzrost wartości paragonów – odwrotna tendencja zarysowała się jedynie w Krakowie komentuje Krystian Dylewski, 2take.it.

W pierwszej fali koronawirusa to właśnie w stolicy Małopolski zanotowano najwyższą średnią dzienną kwotę na paragonie w wysokości 139 zł. Z kolei w drugiej fali, przy takiej samej ilości produktów, które lądowały w koszykach krakowiacy kupowali produkty nieco tańsze. Co więcej, Kraków jako jedyne miasto odnotował wtedy spadek wartości paragonu. Być może wynika to z faktu, że stolica Małopolski dosyć wcześnie stała się żółtą strefą.

Na drugim miejscu pod względem wydatków w pierwszej fali plasuje się Warszawa ze średnią wartością koszyka 83,5 zł. Jednak w przeciwieństwie do Krakowa, widzimy 40% wzrost wartości paragonu dla drugiej fali. W pierwszej fali warszawiacy kupowali więcej produktów niż mieszkańcy Łodzi, Poznania czy Wrocławia, gdzie zarejestrowano najmniejszą liczbę produktów na paragonie na początku pandemii. Porównując do siebie obie fale, widzimy, że w Łodzi zarejestrowano największy wzrost kwoty na paragonie w porównaniu do pierwszego okresu, o blisko 60%, co może świadczyć o tym, że łodzianie podeszli do drugiej fali pandemii z większym dystansem i mniejszymi obawami.

Koronawirus a zakupy mieszkańców poszczególnych miast
Dane z systemu Blovly obsługiwanego przez 2take.it

Dane zakupowe mogą wesprzeć miasta w drugiej fali

Jak podaje Deloitte[1] polscy konsumenci nie wrócili do swoich zakupowych przyzwyczajeń sprzed koronawirusa. Sytuacja epidemiczna w kraju nadal jest dynamiczna, zmieniają się wprowadzane przepisy covidowe i obostrzenia. Mali i średni przedsiębiorcy nadal potrzebują wsparcia, nie tylko na poziomie ogólnopolskim, ale i na tym lokalnym, samorządowym.

W obliczu wyzwania stoi obecnie, nie tylko krajowa gospodarka, ale również lokalni przedsiębiorcy oraz zarządcy miast i gmin. Tym ostatnim z pomocą mogą przyjść dane pozyskiwane za pomocą programów lojalnościowych dedykowanych konkretnym ośrodkom miejskim. To kopalnia informacji, dzięki którym możemy dowiedzieć się m.in. gdzie dokonywane są zakupy, jaka jest średnia wartość koszyka i jakie kategorie produktów najczęściej wybierają konsumenci. Ich analiza przy wsparciu algorytmów AI ułatwia zarządzanie handlem w mieście i pozwala wspierać lokalny biznes. Samorządy mogą zobaczyć czarno na białym, jak radzą sobie poszczególne przestrzenie handlowe i mogą bardziej świadomie podejmować decyzje o tym jak je wspierać mówi Michał Dylewski, szef programów lojalnościowych w 2take.it

Koronawirus, zakupy i lojalność klientów

Programy lojalnościowe dedykowane miastom pomagają również zachęcać mieszkańców do wsparcia lokalnych punktów handlowych i usług. Jak wynika
z niedawnej analizy McKinsey, pandemia zachwiała lojalnością konsumentów. Ponad 60 proc. z nich od marca 2020 próbowało nowych zachowań zakupowych. Zwłaszcza teraz warto zatem zawalczyć o zjednanie sobie przychylności klientów.

Przeanalizowane dane z paragonów zarejestrowanych w programach lojalnościowych systemu Blovly, pochodzą z okresów 4.03.2020 – 2.04.2020 oraz 14.09.2020 – 13.10.2020, które można przyjąć za początek odpowiednio pierwszej i drugiej fali pandemii. Pierwszy analizowany okres rozpoczyna wykrycie pierwszego przypadku koronawirusa w Polsce. Drugi natomiast obejmuje znaczne jesienne wzrosty zachorowań (19 września po raz pierwszy odnotowano w Polsce ponad 1000 nowych przypadków koronawirusa).

[1] Raport pt. „Global State of the Consumer Tracker: https://www2.deloitte.com/us/en/insights/industry/retail-distribution/consumer-behavior-trends-state-of-the-consumer-tracker.html

3 kw. na rynku nieruchomości biurowych w Europie Środkowo-Wschodniej

Eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield podsumowali trzeci kwartał 2020 roku na rynku nieruchomości biurowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

  • Pomimo spadku popytu wśród najemców na głównych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, czynsze obniżyły się tylko nieznacznie w porównaniu z innymi krajami europejskimi.
  • Stopy kapitalizacji dla nieruchomości biurowych utrzymywały się na poziomie zbliżonym do najniższego od 10 lat.
  • Na wolumen transakcji inwestycyjnych wpływały obostrzenia w podróżowaniu i niepewność rynkowa.

Polska: Okres kwarantanny oraz niepewność związana z wpływem pandemii koronawirusa na gospodarkę spowodowały, że część najemców tymczasowo wstrzymała decyzje o negocjacjach umów najmu. W rezultacie, popyt brutto w Warszawie w pierwszych trzech kwartałach tego roku był niższy o 35% niż w analogicznym okresie 2019 roku, który był rekordowy pod względem wolumenu transakcji. Biorąc pod uwagę obecną sytuację i niższą aktywność najemców spodziewamy się ograniczenia liczby nowych projektów wprowadzanych na rynek, co może doprowadzić do wystąpienia efektu luki podażowej w latach 2022-2023.

Czechy: Popyt netto na praskim rynku biurowym spadł do najniższego kwartalnego poziomu w ostatniej dekadzie, a jednocześnie wzrosła ilość powierzchni oferowanej na podnajem. Z drugiej strony wskaźnik pustostanów pozostał stosunkowo niski. Towarzyszył temu duży udział renegocjacji umów najmu oraz spory wzrost podaży nowej powierzchni biurowej.

Węgry: Na budapeszteńskim rynku biurowym popyt w trzecim kwartale był niewielki w porównaniu z analogicznym okresem w latach wcześniejszych. Rosnąca podaż nowej powierzchni doprowadziła do wzrostu wskaźnika pustostanów, który należał jednak do najniższych w regionie. Wielkość powierzchni biurowej w budowie z terminem ukończenia w latach 2020-2022 wzrosła w porównaniu do ostatnich dziesięciu lat, ale dopiero przyszłość pokaże wpływ modelu pracy z domu na zapotrzebowanie na biura i sposoby ich projektowania. Jednocześnie warto zauważyć, że transakcje najmu dotyczące dużych powierzchni są kontynuowane, a najemcy decydują się na finalizowanie umów.

Rumunia: Pomimo znacznej ilości powierzchni w budowie, czynsze w najlepszych budynkach biurowych w Bukareszcie utrzymały się na stabilnym poziomie. Po słabym drugim kwartale popyt wzrósł nieznacznie w kolejnych trzech miesiącach, ponieważ wiele firm zdecydowało się na przedłużenie lub renegocjowanie dotychczasowych umów najmu. Duzi najemcy wprowadzili na rynek szereg ofert podnajmu. Ponadto, odnotowaliśmy opcje ekspansji, jeśli powrót do biur wiązałby się z koniecznością wynajęcia dodatkowej powierzchni w związku z regulacjami dotyczącymi dystansowania społecznego.

Słowacja: Całkowite zasoby powierzchni biurowej powiększą się do końca roku o 61 tys. mkw., co może spowodować wzrost wskaźnika pustostanów. Całkowity wolumen transakcji (popyt brutto) na rynku w Bratysławie był zbliżony do odnotowanego w roku 2019. Jednocześnie, z powodu kryzysu związanego z pandemią koronawirusa, w trzecim kwartale znacząco zmniejszył się udział nowych transakcji najmu i ekspansji.

Nawet 40% pracowników w UE skarży się na bóle mięśni, stawów i kręgosłupa

Dolegliwości w obrębie układu mięśniowo-szkieletowego – czyli bóle mięśni, kręgosłupa lub stawów – dokuczają bardzo wielu pracownikom. Tym, którzy w pracy noszą ciężary, a także tym, którzy spędzają dzień przy komputerze. Według europejskich statystyk aż 40% wszystkich pracowników w UE cierpi na takie dolegliwości. Są to głównie bóle kręgosłupa w obrębie krzyżowo-lędźwiowym, ale także bóle barków, karku i kończyn górnych. Centralny Instytut Bezpieczeństwa Pracy – Państwowy Instytut Badawczy (CIOP-PIB) prowadzi kampanię społeczną, która ma zmniejszyć problem występowania schorzeń układu mięśniowo-szkieletowego wśród pracowników. Specjaliści CIOP-u wskazują, że oprócz jednostkowego cierpienia konkretnego chorego, jest to szerszy problem – społeczny i ekonomiczny. 

– Powszechne dolegliwości układu ruchu mają duży wpływ na polską gospodarkę. Doprowadzają do spadku efektywności pracy, a nawet skutkują niemożliwością jej wykonywania. Jest to ogromny problem społeczny i ekonomiczny. W Polsce około 15% wszystkich wydatków ZUS-u, spowodowanych absencją chorobową, wynika właśnie z dolegliwości mięśniowo- szkieletowych – powiedziała serwisowi eNewsroom  dr hab. med. Joanna Bugajska, prof. CIOP-PIB, kierownik Zakładu Ergonomii CIOP-PIB. – Dlatego tak ważne jest upowszechnianie wiedzy o tego typu schorzeniach. Wcześniej wiązano dolegliwości mięśniowo-szkieletowe z czynnikami biomechanicznymi i fizycznymi – takimi jak nadmierna powtarzalność ruchów, wymuszona pozycja ciała, nadmierne obciążenie, przenoszenie ciężarów czy drgania. Obecnie coraz częściej wiąże się je z nadmiernym obciążeniem psychospołecznym, związanym z organizacją pracy czy z obciążeniem poznawczym. Dolegliwości mięśniowo-szkieletowe są ogromnym problemem. Oczywiście jednostkowym, dla osoby cierpiącej, ale też społecznym i ekonomicznym. Upowszechnianie, czy wręcz propagowanie wśród pracodawców i pracowników wszelkich działań, mogących zapobiegać powstawaniu tych dolegliwości, jest więc ważne – a obecnie wręcz pilne – podkreśla Bugajska.

Świadczenia złożone a VAT. Kryteria opodatkowania tzw. zespołów świadczeń i czynności

Podejmujący rynkowe działania przedsiębiorcy niejednokrotnie zderzają się w obrocie gospodarczym z problemem, jak traktować, a w związku z tym, jak opodatkować te działania, jeśli składa się na nie kilka świadczeń lub czynności. Ma to doniosłe znaczenie, bowiem od rozstrzygnięcia, czy przedsiębiorca ma do czynienia z jednym świadczeniem złożonym albo z niesamodzielnym świadczeniem o charakterze pomocniczym, czy z kilkoma świadczeniami, które należy rozpatrywać niezależnie, może zależeć prawo do skorzystania ze zwolnienia z VAT tudzież z niższego opodatkowania tym podatkiem. W tej problematycznej kwestii wypowiedział się 22 października 2020 r. Trybunał Sprawiedliwości UE.

Zwolnienia od opodatkowania VAT zostały wymienione w Tytule IX Dyrektywy 2006/112/WE Rady z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz. Urz. UE z 11.12.2006 r., L 347/1). Wskazano w nim transakcje, które państwa członkowskie UE zobowiązane są zwalniać z VAT, jak i warunki, jakie należy spełnić, by móc z tych zwolnień skorzystać.

Dwie usługi świadczone przez jedną firmę i dwie różne stawki opodatkowania

Na art. 132 ust. 1 lit. c) tej dyrektywy powołał się przedsiębiorca, który w Portugalii prowadzi obiekt sportowy, a w nim, prócz usług związanych z poprawą kondycji fizycznej, oferuje również doradztwo żywieniowe. Przepis ten stanowi, że zwolnieniu z opodatkowania podlegają świadczenia opieki medycznej w ramach zawodów medycznych i paramedycznych, określonych przez zainteresowane państwo członkowskie. Przedsiębiorca pierwsze ze świadczonych przez siebie usług zakwalifikował jako podlegające opodatkowaniu VAT, a drugie jako niezależne świadczenie opieki medycznej korzystającej ze zwolnienia, o jakim mowa w art. 132 ust. 1 lit. c).

To właśnie możliwość skorzystania z tego zwolnienia stała się przedmiotem rozstrzygnięcia przez TSUE w ramach skierowanego przez portugalski sąd arbitrażowy ds. podatkowych pytania prejudycjalnego (sprawa C‑581/19, Frenetikexito – Unipessoal Lda przeciwko Autoridade Tributária e Aduaneira). Przedsiębiorca nie mógłby bowiem skorzystać ze wskazanego zwolnienia z VAT, jeśli połączenie usług związanych z poprawą kondycji fizycznej i doradztwa żywieniowego byłoby traktowane jako jednolita usługa lub też, gdy doradztwo żywieniowe miałoby być niesamodzielnym świadczeniem o charakterze pomocniczym wobec usług związanych z poprawą kondycji fizycznej.

Niejednoznaczne kryteria oceny zespołu czynności i świadczeń

Opinię w tej sprawie 22 października 2020 r. wydała Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości UE Juliane Kokott. Na wstępie zwróciła uwagę, jak istotne dla przedsiębiorców i obrotu gospodarczego jest to zagadnienie. Już wielokrotnie bowiem bywało ono przedmiotem rozpoznania przez TSUE. A mimo to, jak zauważył portugalski sąd odsyłający, na podstawie dotychczasowego orzecznictwa Trybunału wciąż nie da się ustalić jednoznacznych kryteriów VAT, w świetle których należy oceniać takie zespoły świadczeń i czynności. Zatem sprawa ta daje TSUE szansę doprecyzowania kryteriów opodatkowania VAT w tym zakresie.

Generalną zasadą jest rozpoznawanie dla celów VAT każdego świadczenia osobno

Dla rozstrzygnięcia tego zagadnienia istotne były dwie regulacje. Pierwsza, zawarta w art. 1 ust. 2 akapit drugi dyrektywy VAT, zgodnie z którą: VAT obliczony od ceny towaru lub usługi według stawki, która ma zastosowanie do takiego towaru lub usługi, jest wymagalny od każdej transakcji, po odjęciu kwoty podatku poniesionego bezpośrednio w różnych składnikach kosztów. Druga to art. 9 pkt 1 portugalskiej ustawy o VAT (Código do Imposto sobre o Valor Acrescentado), zwalniająca z VAT usługi świadczone w ramach wykonywania zawodu lekarza, dentysty, położnej, pielęgniarki lub innych zawodów paramedycznych.

Usługa główna i świadczenie niesamodzielne

Mająca siedzibę w Portugalii spółka Frenetikexito – Unipessoal Lda, prowadząc działalność w zakresie poprawy kondycji fizycznej, oferuje również usługi doradztwa żywieniowego. Oferuje ją zarówno swoim klientom korzystającym z usług poprawy kondycji fizycznej jako dodatek do ich planów treningowych, jak i klientom zewnętrznym, jako całkowicie odrębną usługę. Jej miesięczne przychody kształtują się następująco: 60% z usługi głównej i 40% z dodatkowej usługi doradztwa żywieniowego. Pierwszą opodatkowuje odpowiednią stawką VAT, zaś do drugiej stosuje zwolnienie na podstawie art. 9 pkt 1 portugalskiej ustawy o VAT.

Portugalski fiskus traktuje jednak tę drugą usługę jako niesamodzielne świadczenie o charakterze pomocniczym wobec usług związanych z poprawą kondycji fizycznej. A ponieważ niesamodzielne świadczenie podlega takiemu samemu opodatkowaniu jak świadczenie główne, zdaniem tamtejszych organów skarbowych ta dodatkowa usługa doradztwa żywieniowego również podlega opodatkowaniu VAT. Organy domagały się więc od spółki uregulowania zaległości w podatku VAT za lata 2014 i 2015, jako powstałe w wyniku nieprawidłowego stosowania przez spółkę w tych latach zwolnienia w opodatkowaniu VAT dodatkowej usługi doradczej.

Wyjątki od reguły

Rozpoznający pytanie prejudycjalne Trybunał Sprawiedliwości UE podkreślił znaczenie naczelnej zasady opodatkowania VAT – zasady niezależności każdego świadczenia, o której mowa w art. 1 ust. 2 akapit drugi unijnej dyrektywy VAT. Dlatego generalnie każde pojedyncze świadczenie należy poddać odrębnej ocenie dla celów VAT. W tym względzie bez znaczenia są nawet uregulowania umowne. Stąd, tak jak w niniejszej sprawie, nie ma znaczenia, że więcej niż jedno świadczenie było wykonywane na rzecz kontrahenta w ramach jednej umowy cywilnoprawnej.

Jednocześnie TSUE przypomniał, że istnieją trzy odstępstwa od tej zasady:

  1. a) kwalifikacja świadczenia jako jedno świadczenie złożone – występuje wówczas, gdy dwie lub więcej czynności dokonane przez podatnika są ze sobą tak ściśle związane, że tworzą obiektywnie tylko jedno niepodzielne świadczenie gospodarcze, którego rozdzielenie miałoby charakter sztuczny;
  2. b) kwalifikacja jako niesamodzielne świadczenie o charakterze pomocniczym – występuje wówczas, gdy świadczenie to nie stanowi dla klienta celu samego w sobie, lecz służy skorzystaniu w jak najlepszy sposób ze świadczenia głównego;
  3. c) kwalifikacja jako czynność ściśle związana – występuje wówczas, gdy pomaga czynności głównej w osiągnięciu pełnej skuteczności, różni się od niesamodzielnego świadczenia pomocniczego tym, że wykonywać je może również inny podatnik niż ten, który wykonuje właściwe świadczenie; kwalifikacja jako czynność ściśle związana dokonywana jest na gruncie oceny możliwości korzystania przez nią ze zwolnienia z VAT, jakie przysługuje czynności głównej.

Różne, niezależne od siebie świadczenia, z których jedno może korzystać ze zwolnienia z VAT

Dlatego też rzecznik generalny TSUE w swojej opinii stwierdził, że w rozpoznawanym przypadku usługa doradztwa żywieniowego świadczona przez przedsiębiorcę jest niezależną usługą w rozumieniu dyrektywy VAT, stąd dla jej klasyfikacji dla celów VAT nie ma znaczenia klasyfikacja usług związanych z poprawą kondycji fizycznej. Niemniej ocena, czy w danych okolicznościach taka usługa spełnia kryteria do zastosowania zwolnienia w podatku od towarów i usług, każdorazowo należeć będzie do sądu (a w praktyce także do organów podatkowych).

„Jeżeli podatnik jak w niniejszej sprawie świadczy usługi w zakresie doradztwa żywieniowego oraz utrzymania i poprawy kondycji fizycznej, są to różne, niezależne od siebie świadczenia w rozumieniu dyrektywy 2006/112/WE. Doradztwo żywieniowe takie jak to w niniejszej sprawie jest jednak zwolnionym z podatku świadczeniem opieki medycznej w rozumieniu art. 132 ust. 1 lit. c) dyrektywy 2006/112, jeśli służy celowi terapeutycznemu. Do sądu odsyłającego należy zbadanie, czy przesłanka ta jest spełniona” (Opinia rzecznik generalnej TSUE Julianne Kokott, przedstawiona w dniu 22 października 2020 r., sprawa C‑581/19).

Fiskus lubi interpretować przepisy na swoją korzyść, ale przedsiębiorcy mogą się bronić

To bardzo ważne dla przedsiębiorców rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości UE. W Polsce przykładem podobnego, niekorzystnego dla podatników rozpoznawania dla celów opodatkowania VAT zespołów świadczeń i czynności przez fiskusa były usługi najmu, w ramach których wyższą 23% stawką VAT Minister Finansów jako jedno świadczenie opodatkowywał również ponoszone przez najemców opłaty za dostawę mediów (wyrok TSUE z dnia 16 kwietnia 2015 r. w sprawie C-42/14 Minister Finansów przeciwko Agencja Mienia Wojskowego). Wówczas Trybunał orzekł, że możliwe jest traktowanie tych świadczeń jako odrębnych, a więc i obejmowanie każdego z nich odpowiednią, odrębną stawką VAT.

Na niekorzyść przedsiębiorców polski fiskus interpretował też przepisy „odwrotnie”, tzn. rozdzielał świadczenie złożone, tak by jedno z nich oddzielić od świadczenia zwolnionego z VAT i tym samym móc je opodatkować tym podatkiem. Tak było w przypadku bankowych usług udzielania kredytów, które korzystały ze zwolnienia z VAT. Gdy banki wprowadziły w ich ramach usługę zlecenia kredytowego, polegającą na kredytowaniu przez bank na zlecenie partnerów handlowych zakupów dokonywanych przez bezpośrednich klientów tych partnerów. Fiskus stwierdził, że ta usługa realizacji zlecenia kredytowego to całkowicie odrębne od usługi udzielenia kredytu świadczenie, niekorzystające ze zwolnienia z VAT, a winne podlegać opodatkowaniu według podstawowej 23% stawki podatku. Wówczas po stronie przedsiębiorców stanął Naczelny Sąd Administracyjny, orzekając:

„…usługa udzielenia kredytu świadczona przez bank jest w istocie usługą o charakterze kompleksowym, w ramach której bank podejmuje określone czynności w celu osiągnięcia jednego celu gospodarczego w postaci ”udzielenia kredytu”. Temu celowi służy zarówno przyjęcie od sprzedawcy zlecenia kredytowego, jak i udzielenie klientowi finansowania zgodnie z tym zleceniem” (wyrok z dnia 1 marca 2017 r., sygn. akt I FSK 1492/15).

Cała sprawa portugalskiej spółki potwierdza, jak niesłusznie zapłaty VAT (w tym przypadku aż za dwa lata wstecz) mogą domagać się od firm organy podatkowe. Co prawda, nadal to od ustalenia przez odpowiednie organy państwa członkowskiego UE zależeć będzie, czy dana usługa zostanie uznana za niezależne świadczenie spełniające przesłanki uprawniające do zwolnienia albo za osiągającą ten sam efekt czynność ściśle związaną ze zwolnionym z VAT świadczeniem głównym. Niemniej rozstrzygnięcie Trybunału znacząco ogranicza swobodę organów podatkowych w dokonywaniu tych ustaleń, dając jednocześnie przedsiębiorcom silny oręż do obrony przed niekorzystnym dla nich klasyfikowaniem świadczonych przez siebie usług do celów opodatkowania VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Brexit: Organizacje sadowników wzywają do przyspieszenia negocjacji handlowych między UE a Wielką Brytanią

Zbliża się 1 stycznia 2021, czyli dzień, w którym zakończy się okres przejściowy dot. Brexitu. W konsekwencji Wielka Brytania stanie się tzw. krajem trzecim w handlu z krajami UE. Oznacza to koniec swobodnego przepływu towarów między Wielką Brytanią i członkami UE. Wlk. Brytania już ogłosiła, że w związku z COVID w planach ma wdrożenie pełnych kontroli granicznych w trzech etapach do lipca 2021. Ostatecznie obciążenia wynikające dla eksporterów z Brexitu będą zależeć od przyszłej treści Umowy o wolnym handlu, która nadal nie została wynegocjowana. Jakie warunki polsko-brytyjskiej współpracy powinny zostać wypracowane, by zapobiec potencjalnemu powrotowi ceł i wznowieniu kontroli granicznych?

Freshfel Europe, do którego należy Stowarzyszenie Unia Owocowa, wzywa UE i Wielką Brytanię do zakończenia negocjacji handlowych w celu zminimalizowania zatorów w portach od stycznia 2021 r. Członkom organizacji zależy w szczególności na ustaleniu jasnych i przejrzystych procedur w zakresie kontroli i ich lokalizacji śródlądowych, certyfikacji elektronicznej oraz wyznaczenia kanałów i szybkich ścieżek dla produktów łatwo psujących się.

Od 1 stycznia 2021 unijni operatorzy świeżych owoców i warzyw będą zwiększać swój eksport poza jednolity rynek UE aż o 60%. Wielka Brytania importuje obecnie około 3 mln ton owoców i warzyw z UE rocznie. Eksport jabłek z Polski był jednym z najdynamiczniej rosnących spośród innych krajów dostarczających jabłka do Wielkiej Brytanii – 33% wzrost od 2014 roku. W sezonie 2018/19 wyeksportowaliśmy ponad 20 tys. ton jabłek, a w sezonie 2019/20 – blisko 11 tys. ton. Wielka Brytania jest też jednym z większych odbiorców polskiego koncentratu z soku jabłkowego. Do Wielkiej Brytanii eksportowaliśmy również inne owoce, np. maliny, truskawki i czarną porzeczkę. W 2020 roku eksport borówki do Wlk. Brytanii zbliżył się do 5 tys. ton, co stanowiło blisko 40% naszego całego eksportu tego owocu na rynki zagraniczne.

W przypadku braku umowy UE-Wielka Brytania, cła od 2 do 16% zostaną nałożone na główne kategorie UE eksportowane do Wielkiej Brytanii. To dodatkowy koszt, szczególnie w przypadku towarów o wysokich cłach, takich jak brzoskwinie (16%), klementynki i mandarynki (16%), winogrona (14%), ogórki i inne warzywa (12%). Wprowadzenie ceł może mieć istotny wpływ na podmioty gospodarcze i prowadzić do zakłóceń na jednolitym rynku, jeżeli produkcja pozostanie w UE-27 zamiast trafiać na rynek brytyjski. To z kolei może prowadzić do mniejszej dostępności i wyższych cen dla konsumentów owoców i warzyw w Wielkiej Brytanii.

– Owoce i warzywa są bardzo nietrwałym, ale jednocześnie niezbędnym towarem i muszą nadal docierać do Wielkiej Brytanii w odpowiednim czasie zachowując wysoką jakość. Aby uniknąć wąskich gardeł w eksporcie świeżych owoców i warzyw przez Kanał La Manche oraz strat w jakości żywności, jak również marnotrawstwa, sektor apeluje o umożliwienie szybkiego przejścia lub wdrożenia zielonych pasów, aby łatwo psujące się świeże produkty docierały do ​​konsumentów bez opóźnień – podkreśla Arkadiusz Gaik, prezes Unii Owocowej.

Gdyby nie doszło do uzgodnienia porozumienia handlowego pomiędzy UE a Wlk. Brytanią, obie strony musiałyby prowadzić wzajemną wymianę handlową w oparciu o zasady WTO. W takim przypadku władze celne państw członkowskich UE będą stosować unijne przepisy dotyczące eksportu oraz importu towarów, które obecnie stosują wobec krajów trzecich, tj. krajów niebędących członkami UE, z którymi Unia nie zawarła umów handlowych.

W przypadku Brexitu bez umowy wyjścia, możliwą konsekwencją jest średnia stawka celna na owoce i warzywa w wysokości 10,5%. (Obliczenia Światowej Organizacji Handlu dot. stawek celnych zgodnych z klauzulą największego uprzywilejowania (KNU). Źródło: World Tariff Profiles 2017). Według ekspertów, w najgorszym scenariuszu, cła, jakimi mogą zostać objęte produkty rolno-spożywcze mogą wzrosnąć średnio nawet o ok. 28%.

Niezależnie od wyników negocjacji handlowych zostaną wprowadzone kontrole na granicy pomiędzy UE i UK. Przedsiębiorcy będą zobowiązani m. in. do dopełnienia standardowych formalności celnych, w tym m. in. obowiązku: zarejestrowania się w usłudze Krajowej Administracji Skarbowej „e-Klient””, w celu uzyskania numeru EORI, składania zgłoszeń i deklaracji celnych oraz regulowania należności celnych i podatkowych (VAT i akcyza). Oznacza to wiele dodatkowych obciążeń i formalności dla eksporterów warzyw i owoców do Wielkiej Brytanii. Inną konsekwencją mogą też być nowe zasady rozliczania VAT w handlu transgranicznym. VAT od importu towarów, co do zasady trzeba będzie uiszczać na granicy. Jednolite system podatku VAT obowiązuje jedynie na terenie Unii Europejskiej.

Zdaniem ekspertów w pierwszej kolejności największą dolegliwość stanowić będą kontrole graniczne: celne, fitosanitarne oraz kontrole bezpieczeństwa produktów itp., konieczność stosowania się do odmiennych standardów technicznych, norm sanitarnych oraz fitosanitarnych. Może to powodować znaczące koszty, często wyższe niż same stawki celne. Obecnie Wielka Brytania deklaruje również, że przyjmie żywność ekologiczną z UE bez świadectwa kontroli (COI) tylko do 1 stycznia 2021 r.

Z uwagi na fakt, że od dnia wystąpienia Zjednoczone Królestwo będzie państwem trzecim, w niektórych przypadkach konieczne może być wprowadzenie pewnych zmian dotyczących etykietowania środków spożywczych. Jeszcze inną kwestię stanowią opakowania wielokrotnego użytku służące do przewozu towarów. Obecnie intencją ustawodawcy w Wielkiej Brytanii jest pominięcie konieczności ich oddzielnego deklarowania, które mogłoby oznaczać wzrost kosztów importu. Dla opakowań importowanych istnieć będzie konieczność wywiezienia ich z powrotem w deklarowanym czasie w celu uniknięcia dodatkowych opłat. Finalne rozstrzygnięcia dot. opakowań nie są jednak jeszcze znane.

Ambasada Wielkiej Brytania zwraca uwagę na fakt, iż zgodnie z nowymi regulacjami importerzy i eksporterzy muszą mieć wydany numer EORI. Importerzy zgłaszają się po numer EORI GB, a eksporterzy np. z polski o EORI UE wydawany przez Urząd Celny w państwie członkowskim. Od nowego roku eksporterzy z UE będą się również mierzyć ze znacznie większą liczbą procedur koniecznych do legalnego importu towarów do Wielkiej Brytanii. Przykładowo dziś dokumenty potrzebne do transportu towarów między Belgią a Wielką Brytanią składają się z: faktury i umowy przewozu. Od stycznia 2021 roku natomiast pojawi się, co najmniej 9 dodatkowych procedur, np. certyfikacja towarów, deklaracja eksportowa, dokumenty związane z wywozem, dokumenty potwierdzające przybycie towarów do Wielkiej Brytanii spełniające wszystkie wymogi importu do tego kraju.

Wielka Brytania nie zażąda świadectwa kontroli na produkty ekologiczne wywożone z UE, Norwegii, Islandii, Liechtensteinu i Szwajcarii do 1 lipca 2021 r. Do tego czasu świadectwa kontroli będą wydawane za pośrednictwem tymczasowego system importu produktów ekologicznych (nie dotyczy eksportu do północnej Irlandii). Oficjalne wskazówki: https://www.gov.uk/guidance/trading-and-labelling-organic-food-from-1-january-2021

Organizacjom zależy przede wszystkich na jasnych procedurach w zakresie kontroli, certyfikacji elektronicznej oraz wyznaczenia szybkich kanałów dla produktów łatwo psujących się. Wierzymy, że uda nam się jak najszybciej wypracować warunki współpracy, by polscy eksporterzy owoców i warzyw nie musieli borykać się z utrudnieniami podkreśla Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Kilka ważnych natychmiastowych działań przygotowujących do eksportu Wielkiej Brytanii po zakończeniu okresu przejściowego, które warto polecić przedsiębiorcom to:

  • Zapoznaj się z nowymi procedurami obowiązującymi po 1 stycznia 2021 r.,
  • Zarejestruj się, aby uzyskać numer EORI,
  • Zapoznaj się z koniecznymi deklaracjami i naucz się je wypełniać,
  • Sprawdź, jakie dokumenty celne oraz związane z bezpieczeństwem i certyfikatami powinien posiadać twój przewoźnik oraz twój partner w UK (m.in. MRN, elektroniczne wersje certyfikatów sanitarnych) w momencie wjazdu do Wielkiej Brytanii,
  • Monitoruj kwestie związane z oznakowanymi wymaganymi w Wielkiej Brytanii,
  • Uzgodnij wcześniej obowiązki z agentem celnym, dostawcą usług logistycznych oraz importerem np. złożenie elektronicznego wstępnego powiadomienia o imporcie (EHC), złożenie dokumentów do systemu CHIEF oraz wystąpienie np. o ERN (Entry Reference Number) może być po jego stronie. Importer może również wystąpić o odroczenie płatności VAT. Nie powinieneś wysyłać ładunków bez prenotyfikacji eksportu, gdyż taki ładunek nie opuści portu,
  • Według informacji z Krajowej Agencji Skarbowej, jeżeli przedsiębiorca unijny będzie dokonywał importu do Zjednoczonego Królestwa lub eksportu ze Zjednoczonego Królestwa lub będzie realizował operacje tranzytowe WPT (Wspólna Procedura Tranzytowa) ze Zjednoczonego Królestwa, to będzie musiał posiadać również brytyjski numer EORI, żeby móc złożyć zgłoszenie celne w Zjednoczonym Królestwie.

Ambasada Wielkiej Brytanii zachęca do jak najsprawniejszego zapoznawania się z wytycznymi, które krok po kroku opisane są m.in. na stronie www.gov.uk. Czynności do wykonania przez eksportera do UE znajdziemy również na stronie www.podatki.gov.pl. Istotne informacje dla polskich eksporterów znajdują się również na stronie Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa www.piorin.gov.pl

Unijna dyrektywa o sygnalistach – pracodawcy powinni pomyśleć o nowych obowiązkach już dziś

Choć Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii[1] ma być implementowana do polskiego porządku prawnego dopiero w grudniu 2021 r., to już teraz pracodawcy powinni zacząć przygotowania do wdrożenia przepisów, które za rok staną się obowiązującym prawem.

Dyrektywa reguluje ochronę osób, które dokonują zgłoszeń nieprawidłowości i naruszeń, o których uzyskały informacje w kontekście związanym z pracą. Przewiduje się możliwość zgłaszania nieprawidłowości trzema kanałami:

  • wewnętrznym (w ramach organizacji tj. przedsiębiorstwa) – założeniem dyrektywy jest, by zachęcać do składania zgłoszeń tymi kanałami, zanim zostaną skierowane do organów zewnętrznych, jeśli naruszeniu można skutecznie zaradzić wewnątrz organizacji, a sygnalista uważa, że nie zachodzi ryzyko działań odwetowych,
  • zewnętrznym (do właściwego organu) lub
  • w drodze ujawnienia publicznego (w ostateczności, jeśli wcześniej dokonano zgłoszenia wewnętrznego lub zewnętrznego i nie zostały podjęte żadne działania).

Na pracodawców nakłada się obowiązki związane z zapewnieniem kanałów wewnętrznych zgłoszeń oraz ochroną osoby dokonującej zgłoszenia (sygnalisty). Obejmą one wszystkich pracodawców, zatrudniających co najmniej 50 pracowników, niezależnie od tego, czy jest to sfera publiczna czy prywatna. Dyrektywa przewiduje, że dla podmiotów zatrudniających od 50 do 249 pracowników konieczność wdrożenia obowiązków może być przesunięta do 17 grudnia 2023 r., jednak w przypadku większych pracodawców (250 i więcej pracowników) datą obowiązywania przepisów będzie 17 grudnia 2021 r.

Najważniejsze obowiązki pracodawców

  1. Utworzenie wewnętrznego kanału i opracowanie procedur, przy wykorzystaniu których pracownicy będą mieli możliwość dokonywania zgłoszeń naruszeń; i tak:
  • Kanały przyjmowania zgłoszeń mają zapewnić poufność osoby dokonującej zgłoszenia i osoby wskazanej w zgłoszeniu i zapewnić, że nieupoważnieni członkowie personelu nie będą mieć do tych danych dostępu – dyrektywa przewiduje, że tożsamość sygnalisty w zasadzie nie może być ujawniona żadnej osobie, która nie jest upoważnionym członkiem personelu właściwym do przyjmowania zgłoszeń i podejmowania działań następczych (wyjątkiem od tej zasady jest przypadek, gdy ujawnienie jest konieczne w zw. z prowadzonymi przez organy postępowaniami wyjaśniającymi lub sądowymi i prawem do obrony osoby, której dotyczy zgłoszenie);
  • Kanały dostępu mają zapewnić przyjmowanie zgłoszeń pisemnie lub ustnie (telefonicznie, za pośrednictwem innych systemów komunikacji głosowej oraz na wniosek osoby dokonującej zgłoszenia na spotkaniu);
  • Należy potwierdzić sygnaliście przyjęcie zgłoszenia w terminie 7 dni od jego otrzymania ;
  • Należy wyznaczyć bezstronną osobę lub bezstronny wydział właściwy do podejmowania działań następczych (do wyjaśnienia sprawy, komunikacji z sygnalistą);
  • Wyznaczona osoba/wydział po uzyskaniu zgłoszenia podejmują działania następcze;
  • Należy przekazać sygnaliście informacje zwrotne w rozsądnym, nie dłuższym niż 3 miesiące terminie.
  1. Prowadzenie rejestru zgłoszeń – dyrektywa określa zasady jego prowadzenia.
  2. Zapewnienie ochrony sygnalistom.

Jakich naruszeń mogą dotyczyć zgłoszenia?

Dyrektywa wymienia dziedziny oraz akty prawne, których zgłaszane naruszenia mogą dotyczyć. Są to m.in. zamówienia publiczne, kwestie finansowe i podatkowe, bezpieczeństwo produktów, bezpieczeństwo transportu, ochrona środowiska, ochrona konsumentów, ochrona danych osobowych, przy czym przepisy krajowe mogą ten zakres rozszerzyć.

Kto podlega ochronie?

Ochroną objęci są zgłaszający naruszenie pracownicy, ale nie tylko. Chronione są także inne osoby, które mogą uzyskać informacje o naruszeniu w kontekście związanym z pracą  – w tym np. zatrudnieni na podstawie umowy cywilnoprawnej, samozatrudnieni, wspólnicy, stażyści, wykonawcy, podwykonawcy, dostawcy, byli pracownicy, osoby w trakcie rekrutacji.

Zakres ochrony

  • Sygnalista w związku z dokonaniem zgłoszenia nie ponosi odpowiedzialności za naruszenie obowiązku poufności, zniesławienie, naruszenie praw autorskich, naruszenie tajemnicy, w tym tajemnicy przedsiębiorstwa, naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych, oraz z tytułu roszczeń odszkodowawczych na podstawie prawa prywatnego, publicznego lub prawa pracy. Warunkiem jest jednak, żeby istniały uzasadnione podstawy by sądzić, że zgłoszenie jest niezbędne do ujawnienia naruszenia zgodnie z dyrektywą;
  • Wobec sygnalisty nie mogą być podejmowane żadne działania odwetowe – dyrektywa szeroko określa, co może stanowić działanie odwetowe wskazując, że jest to nie tylko zwolnienie z pracy, ale także przykładowo: zawieszenie, degradacja, przymusowy urlop bezpłatny, zmiana miejsca pracy, obniżenie wynagrodzenia, zmiana godzin pracy, wstrzymanie szkoleń, negatywna ocena wyników lub o pracy, zastosowanie środka dyscyplinarnego, nieprzekształcenie umowy o pracę na czas określony w umowę o pracę na czas nieokreślony gdy pracownik mógł mieć uzasadnione oczekiwania, że zostanie mu zaoferowane stałe zatrudnienie; lista takich działań jest długa i ma charakter otwarty;
  • Dyrektywa wprowadza domniemanie, że jeśli sygnalista poniósł szkodę, to jest ona wynikiem działań odwetowych za dokonanie zgłoszenia – wówczas to na osobie, która podjęła działania wyrządzające tą szkolę ciąży obowiązek udowodnienia, że działania były przeprowadzone z uzasadnionych powodów.

Sankcje

Dyrektywa nakazuje państwom członkowskim ustanowienie sankcji za:

  • utrudnianie dokonywania zgłoszeń,
  • podejmowanie działań odwetowych wobec sygnalistów,
  • wszczynanie uciążliwych postępowań wobec sygnalistów,
  • naruszenie obowiązku zachowania poufności tożsamości sygnalisty.

Podsumowanie

Pracodawców czeka zatem przygotowanie kanałów do dokonywania zgłoszeń i opracowanie odpowiednich procedur, a także wyznaczenie osób odpowiedzialnych za przyjmowanie zgłoszeń i działania następcze. Niezbędne będzie także przeprowadzenie szkoleń i akcji informacyjnej dla pracowników.

Bardzo istotny jest aspekt edukacyjny i budowanie w pracownikach przekonania, że sygnalizowanie problemów nie jest „skarżeniem”, lecz wpływa na poprawę bezpieczeństwa funkcjonowania pracodawcy. Ponadto warto przekonywać, że zgłoszenie wewnętrzne jest lepszym rozwiązaniem niż zgłoszenie zewnętrzne  – zgłoszenie zewnętrzne zawsze wiąże się z ryzykiem wyciągnięcia konsekwencji przez organ.

Anna Gąsecka, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w prawie telekomunikacyjnym, prowadzi obsługę korporacyjną firm z branży telekomunikacyjnej, farmaceutycznej, dystrybucyjnej i usługowej, posiada certyfikat Approved Compliance Officer (ACO).

[1] Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 z dnia 23 października 2019 r.

CEO Savills podsumowuje 2020 rok i prognozuje trendy dla rynku nieruchomości magazynowych

Rok 2020 na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce został zdominowany przez pandemię. Nie dotknęła ona jednak w równym stopniu wszystkich sektorów. Wytworzyła lub przyśpieszyła za to zjawiska, z których część prawdopodobnie zostanie z nami na dłużej. Jakie to będą trendy postanowiła sprawdzić firma doradcza Savills w swoim wstępnym podsumowaniu 2020 r. i prognozach na kolejne 12 miesięcy.

W 2020 roku, wieszczone od dłuższego czasu, spowolnienie w końcu nastąpiło, ale jego niepowiązane z gospodarką źródło było dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem. Nie oszczędziło ono również rynku nieruchomości. W niektórych sektorach oznaczało jedynie delikatne wyhamowanie nowych projektów deweloperskich, a w innych, np. w branży hotelarskiej czy handlowej, całkowity brak możliwości prowadzenia biznesu przez pewien czas. W wyniku pandemii, według wstępnych szacunków Savills, wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w 2020 r. w Polsce może spaść o 30% rdr. i wynieść ok. 5,5 mld euro.

Sektorem, który wykazał stosunkowo największą odporność na negatywne skutki gospodarcze pandemii były nieruchomości magazynowe. Przyczynił się do tego m.in. wzrost popularności zakupów przez Internet. Jak podaje Savills, według wstępnych danych, w 2020 r. w Polsce oddano do użytku ok. 2,2 mln m kw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, co zwiększyło jej całkowite zasoby do blisko 20,8 mln m kw. Po trzech pierwszych kwartałach odnotowano rekord na rynku najmu (3,7 mln m kw.), a na rynku inwestycyjnym magazyny już we wrześniu przekroczyły, dotychczas najwyższy w historii, zeszłoroczny wolumen transakcji (1,8 mld euro). Dalszemu rozwojowi rynku magazynowego w Polsce sprzyjać będą m.in. trend nearshoringu i logistyka ostatniej mili.

„Ten rok z pewnością należał do magazynów. To niezwykle pożądana klasa aktywów, która w trakcie pierwszych trzech kwartałów zanotowała ponad 200% wzrost wartości transakcji w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, odpowiadając za blisko połowę całkowitego kapitału zainwestowanego w nieruchomości komercyjne w Polsce w tym okresie” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

2020 rok stał również pod znakiem pracy zdalnej. Obłożenie w budynkach biurowych było zróżnicowane na przestrzeni całego roku, ale bywało, że spadało nawet poniżej 20%. Według Savills, wielu pracowników i pracodawców równie szybko dostrzegło korzyści, jak i ograniczenia wynikające z permanentnej pracy z domu. Z tego względu, by umożliwić bezpieczne korzystanie z biura, część firm wdrożyła system rotacyjny i zaadoptowała swoją powierzchnię do zasad dystansu społecznego, a właściciele nieruchomości zaczęli wprowadzać podwyższony reżim sanitarny na terenie budynków.

Trendem, który zdominował rynek nieruchomości w 2020 r., były również podnajmy. Zjawisko to przybrało tak dużą skalę, że obecnie Savills szacuje ilość dostępnej w tej formie powierzchni na warszawskim rynku biurowym na ponad 100 000 m kw. Takie rozwiązanie to nie tylko szansa na wygenerowanie oszczędności dla dotychczasowego najemcy, ale również okazja dla firm, które mogą przenieść swoją siedzibę pod prestiżowy adres, a dodatkowo niekiedy otrzymać w pełni umeblowane biuro na atrakcyjnych warunkach i z krótszą umową najmu.

Pandemia Covid-19 wymknęła się ramom określanym w zwyczajowo zawieranych na rynku nieruchomości umowach. Doprowadziło to do sytuacji, w której w 2020 r. właściciele nieruchomości i najemcy, a także przedstawiciele banków, musieli usiąść ze sobą do stołu negocjacyjnego i wypracować nowe rozwiązania. Rozmowy te doprowadzały m.in. do krótkoterminowych przedłużeń umów najmu, czy też odroczenia lub okresowego zwolnienia z płatności czynszu. Negocjacje były szczególnie trudne w sektorze handlowym i podkreśliły jak ważna jest dobra współpraca pomiędzy właścicielami a najemcami, o co na bieżąco powinni dbać m.in. zarządcy nieruchomości. Lekcja wyciągnięta z okresu pandemii wpłynęła również na nowo podpisywane umowy najmu, w których zaczęły pojawiać się zapisy dotyczące Covid-19 i występowania podobnych zjawisk w przyszłości.

„Początek pandemii wymagał od rynku nieruchomości natychmiastowych reakcji i adaptacji do bezprecedensowych okoliczności. Obecnie powoli przychodzi czas na złapanie dystansu i oszacowanie, które z trendów zostaną z nami na dłużej. Rynek nieruchomości z pewnością się zmieni. Nie powinniśmy się jednak tych zmian obawiać, gdyż ewolucja jest zjawiskiem pozytywnym i w dłuższej perspektywie korzystnym. Fundamenty rynku w mojej ocenie pozostają niezachwiane, a zmiany wykreują nowe szanse. 2021 rok może być rokiem przejściowym, w którym nadal będziemy obserwować negatywne konsekwencje Covid-19. Wierzę jednak, że na rynku nieruchomości szybko dostrzeżemy efekt szczepionki, a wraz ze znoszeniem obostrzeń i opanowywaniem pandemii na rynek powróci optymizm, a za nim podąży kapitał” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills.

Zgodnie z prognozami Savills na 2021 r., pomimo będącej na horyzoncie szczepionki na Covid-19, zdalny tryb pracy pozostanie z nami jeszcze przez jakiś czas, a wiele firm prawdopodobnie zdecyduje się w pewnym wymiarze utrzymać go na stałe wdrażając system hybrydowy. Będzie się on przejawiał zarówno w trybie pracy, jak i strategii najmu. W biurach coraz częściej adaptowany będzie system hot deskingu, w ramach którego coraz mniej biurek będzie przypisanych na stałe poszczególnym osobom, a większy nacisk położony zostanie na tworzenie przestrzeni do kreatywnej pracy zespołowej. Z kolei same umowy najmu dużo rzadziej będą zakładały powierzchnię na ekspansję, przyjmując, że do tego celu wykorzystane będą powierzchnie elastyczne (coworking).

Według Savills, w 2021 r. nadal wzrastać może rola sektora publicznego na rynku najmu powierzchni biurowych. W tym roku, w Warszawie w okresie od początku stycznia do końca września, spółki z udziałem Skarbu Państwa odpowiadały za blisko jedną czwartą całkowitej ilości wynajętej powierzchni biurowej (105 000 m kw.). To również do tego rodzaju spółki należała, podpisana już w trakcie pandemii, największa umowa najmu w historii rynku biurowego w Polsce, w ramach której PZU przeprowadzi się do budynku Generation Park (47 000 m kw.). Savills prognozuje kontynuację tego trendu na rynku najmu w 2021 r. i jak dodaje, w ślad za nim obiekty wynajęte sektorowi publicznemu będą coraz częściej przedmiotem transakcji na rynku inwestycyjnym.

W 2021 r. alternatywne klasy aktywów w dalszym ciągu będą zyskiwać na popularności i coraz częściej będzie się je wymieniać jednym tchem obok tradycyjnych sektorów nieruchomości. Rozwój ten będzie szczególnie widoczny w przypadku apartamentów na instytucjonalny wynajem (PRS). Prywatne domy studenckie również powinny wzbudzać zainteresowanie inwestorów, gdyż w 2020 r. pomimo zdalnego trybu nauczania, odnotowały stosunkowo niewielkie spadki obłożenia. Na razie najwolniej rozwija się rynek budownictwa senioralnego, jednak w dłuższej perspektywie sprzyja mu postępująca zamożność i starzenie się społeczeństwa w Polsce. Globalnie nową alternatywą stają się centra danych oraz farmy solarne.

Ostatnim z prognozowanych przez Savills trendów jest ESG (ang. Environmental, Social and Corporate Governance), czyli pojęcie, które tłumaczone jest najczęściej jako: środowisko (E), społeczna odpowiedzialność (S) i ład korporacyjny (G). Zmiany klimatyczne, kulturowe, pokoleniowe, czy technologiczne, to czynniki, które pośrednio wpływają na rynek nieruchomości m.in. poprzez to, w jaki sposób pracujemy czy robimy zakupy. Z czasem ten wpływ będzie rósł i przekładał się bezpośrednio również na kwestie związane z najmem czy zakupem nieruchomości. W ocenie Savills, ESG dla funduszy inwestycyjnych i międzynarodowych korporacji staje się coraz istotniejszym kryterium oceny przy podejmowaniu decyzji biznesowych i jego znaczenie będzie rosło nie tylko w 2021 r., ale i w latach kolejnych.

Blisko 70% Polaków twierdzi, że sklepy internetowe za długo przetrzymują pieniądze za zwrócone towary

Opinie na temat tempa rejestrowania zwrotów towarów w e-sklepach są podzielone. Ponad 51% Polaków ocenia je dobrze, a przeszło 45% – negatywnie. Więcej niż połowa uważa, że powinno to trwać od 1 do 3 dni roboczych. Prawie 42% podaje 24 godz. Do tego blisko 70% nie zadowala czas oczekiwania na przelew po oddaniu towaru. Z kolei niespełna 50% badanych stwierdza, że do 24 godzin po zarejestrowaniu zwrotu pieniądze powinny wrócić na ich konto. Tak wynika z badania UCE RESEARCH, przeprowadzonego dla sklepu internetowego Złote Wyprzedaże.

Z ogólnopolskiego badania opinii klientów e-sklepów wynika, że dla 51,2% Polaków czas rejestrowania zwrotów jest zadowalający. Nie zgadza się z tym 45,1% konsumentów. Z kolei 3,7% nie ma w tej kwestii zdania. W ocenie Macieja Tygielskiego, dyrektora generalnego sklepu internetowego Złote Wyprzedaże, takie wyniki stanowczo nie są satysfakcjonujące dla branży. Niezadowolenie prawie połowy badanych może wynikać z tego, że wiele podmiotów koncentruje się głównie na jak najszybszym dostarczaniu przesyłek. Pochłonięte rywalizacją na tym polu e-sklepy zapominają jednak, że czas przyjmowania zwrotów i rozliczenia się z klientami jest tak samo ważny.[GRAFIKA] Blisko 70% konsumentów twierdzi, że sklepy internetowe za długo przetrzymują pieniądze za zwrócone towary

– Tempo rejestrowania zwrotów zależy głównie od organizacji pracy. Najlepiej radzą sobie z nią duże e-sklepy. Tam za takie zadanie odpowiada dedykowany dział. W małych firmach, w których jedna osoba wykonuje rożne czynności, priorytetem pozostaje sprzedaż towaru. Pozostałe kwestie są traktowane jako dodatkowe, często mniej istotne obowiązki. Oczywiście takie podejście obniża satysfakcję klientów z jakości obsługi – mówi Jerzy Osika, prezes firmy szkoleniowo-doradczej Promedia, ekspert w zakresie e-commerce.

Jak pokazują wyniki badania, 51,4% konsumentów oczekuje, że zwrot towaru zostanie zarejestrowany w terminie od 1 do 3 dni roboczych po dostarczeniu go do e-sklepu. Natomiast 41,6% osób uważa, że powinno to trwać maksymalnie do 24 godzin. 4,2% twierdzi, że wystarczy od 3 do 7 dni, a 1,6% wskazuje na okres od 7 do 14 dni. Tylko 1,2% badanych nie ma opinii na ten temat.

– Z mojej obserwacji rynku wynika, że większość sklepów internetowych rejestruje zwroty w okresie od 1 do 3 dni roboczych. Jednak przewiduję, że w odpowiedzi na rosnące oczekiwania klientów ten czas skróci się do 24 godzin. E-sklepom również zależy na szybkim zamknięciu sprawy. Wpływa to przecież na ich relacje z klientami – komentuje Dorota Zielińska, Customer Care Team Leader ze Złotych Wyprzedaży.

Według 69,4% konsumentów, czas przelewu pieniędzy na konto od momentu zarejestrowania zwrotu towaru jest niesatysfakcjonujący. Odmiennego zdania jest 28,5% badanych. Natomiast 2,1% osób nie potrafi tego stwierdzić. Jak podkreśla Maciej Tygielski, oczekiwania klientów są jak najbardziej zrozumiałe. Technologia pozwala na to, żeby środki wracały do nich w dniu rejestracji zwrotów. Często wymaga to jednak zmian systemowych, które generują dodatkowe koszty. Ekspert nie wyklucza też, że część sklepów poprawia swoją płynność finansową, przeciągając zwracanie pieniędzy.

– Ktoś musi sprawdzić, czy zwracany towar nie nosi śladów użytkowania. Inny pracownik wprowadza numer konta do systemu. Kolejna osoba cyfrowo zatwierdza transakcję. Konsument trafia na procedurę, ale nie ma tu mowy o złej woli. Polacy są z natury niecierpliwi, szczególnie jeśli chodzi o pieniądze – uważa Tomasz Szacoń, właściciel firmy doradczej RetailPoland Consulting.

Z badania również wynika, że czas zwrotu pieniędzy na konto od momentu rejestracji powinien wynosić do 24 godz. roboczych – 47,9%. Od 1 do 3 dni roboczych deklaruje 33,9% badanych. Z kolei 14,3% wskazuje na termin od 3 do 7 dni, a 2,6%  – od 7 do 14. Natomiast 1,3% nie ma w tej kwestii zdania. Dorota Zielińska zauważa, że giganci e-commerce coraz częściej stosują termin 24 godzin. I dodaje, że niedługo stanie się to standardem na rynku.

– Zdarza się, że niektóre firmy celowo przetrzymują należne klientom pieniądze. Praktyka ta nie przynosi im jednak wielkich zysków, biorąc pod uwagę, że w wielu przypadkach do e-sklepów wraca zaledwie 10% towarów. Natomiast straty wizerunkowe wynikające z takiej strategii potrafią być niebotyczne, zwłaszcza gdy klientami są młode osoby. Bowiem wykazują one znacznie mniej cierpliwości w oczekiwaniu na przelew niż starsi konsumenci. Firmy, które każą im długo czekać na ich pieniądze, będą szybko eliminowane z rynku – podsumowuje Jerzy Osika.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 04-07.12.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH na zlecenie sklepu internetowego Złote Wyprzedaże na reprezentatywnej próbie 1 042 dorosłych Polaków.

Deloitte: Rynek usług w chmurze odporny na skutki kryzysu wywołanego pandemią

W nadchodzącym roku technologia 8K wygeneruje przychody rzędu 5 mld dolarów.

Pandemia COVID-19 jest katalizatorem zmian w świecie technologii. Eksperci firmy doradczej Deloitte w raporcie „TMT Predictions 2021” wskazują, że w ciągu kilku miesięcy kryzysu branża technologiczna wypracowała więcej niż przez pięć lat funkcjonowania w normalnych warunkach. Można to zaobserwować również w medycynie, czego przykładem są wideo wizyty. W nadchodzącym roku rynek rozwiązań specjalistycznych, przeznaczonych do takiej formy kontaktu z lekarzem, osiągnie wartość 8 mld dolarów. W 2021 roku będziemy również obserwować intensywny rozwój sieci dostępu radiowego, 5G oraz migracji chmurowej.

To już dwudziesta edycja globalnego raportu Deloitte, omawiającego najważniejsze trendy wpływające na przyszłość sektora technologii, mediów i telekomunikacji na całym świecie. W tym roku eksperci podsumowali wpływ pandemii COVID-19 na poszczególne trendy i przeanalizowali, które z nich rozwijać się będą w 2021 roku.

Tryumf AI i rozwiązań chmurowych

Sztuczna inteligencja (AI) już po raz kolejny znalazła się w raporcie Deloitte. Oznacza to, że możliwości jej zastosowania stale rosną. Obecnie AI osiąga etap dojrzałości i umożliwia kompleksową cyfrową transformację firm technologicznych i telekomunikacyjnych.

W 2021 roku wartość globalnego rynku rozwiązań edge, czyli architektury rozproszonych zasobów IT, wyniesie 12 mld dolarów. Oczekujemy, że podstawą ekspansji w tym obszarze będzie zastosowanie innowacyjnych rozwiązań AI w telekomunikacji – szczególnie w sieciach 5G, jak również przez ofertę dostawców skalowalnych usług obliczeniowych w chmurze, którzy będą wykorzystywać sztuczną inteligencję do stałej optymalizacji swojej infrastruktury. Takie firmy staną się liderami odznaczającymi się wysokim poziomem kapitalizacji i przekazującymi innym dobre praktyki – mówi Sławomir Lubak, Partner, lider branży Telekomunikacji, Mediów i Technologii, Deloitte.

Do 2023 roku 70 proc. przedsiębiorstw może stosować najnowocześniejsze technologie tego typu do przetwarzania danych. Dzięki temu osiągną one nową generację usieciowienia i sprawności operacyjnej. Jednocześnie rozwiązania typu edge pozwolą na jeszcze szybszą, tańszą i bezpieczniejszą działalność tam, gdzie są stosowane.

W 2020 roku wartość wydatków na rozwiązania chmurowe nieznacznie się zmniejszyła. Spowodowane jest to głównie redukcją wydatków inwestycyjnych wywołanych przez pandemię i globalną recesję.

Należy jednak zaznaczyć, że rynek usług w chmurze jest i tak stosunkowo odporny na skutki obecnego kryzysu. Pewne sposoby pomiaru wykazują nawet wyższe tempo wzrostu niż w 2019 roku. To wynik zwiększonego zapotrzebowania na usługi cloud w sytuacji, gdy cały świat zaczął pracować zdalnie oraz wzrosło zapotrzebowanie na ogólnie pojęte usługi cyfrowe. W latach 2021-2025 wzrost przychodów utrzyma się na poziomie z 2019 roku i wyniesie 30 proc. Nie wykluczamy jednak wyższej wartości, bo przedsiębiorstwa będą wdrażać technologie chmurowe dla zwiększenia oszczędności oraz jednoczesnego podniesienia swojej zwinności i innowacyjności – mówi Marcin Knieć, Dyrektor w dziale Cloud Engineering Deloitte.

Technologia w służbie sportu

Transformacja cyfrowa ma miejsce również w sporcie. Rozwiązania technologiczne, takie jak: systemy wizyjne, uczenie maszynowe, zaawansowana łączność bezprzewodowa czy czujniki nakładane na ciało zmieniają formułę treningów, współzawodnictwa i kształtowania kariery sportowej. W każdym takim systemie podstawą są dane zawodników. Pojawia się więc kwestia ich racjonalnego i etycznego wykorzystywania. Eksperci Deloitte przewidują, że do końca 2021 roku profesjonalne ligi sportowe opracują i wdrożą nowe zasady zbierania, wykorzystywania i komercjalizacji informacji dotyczących sportowców.

– W najbliższym roku na znaczeniu zyskają również transmisje i transakcje sponsorskie w sporcie kobiecym, które już obecnie w najlepszym przypadku warte są miliony dolarów. Rok 2021 nie przyniesie jeszcze miliardowych przychodów, ale stanie się to w nadchodzących latach. Ubiegła dekada pokazała bowiem, że wydarzenia sportowe z udziałem kobiet gromadzą dużą widownię, przyciągają kibiców
i generują wartość dla sponsorów
– mówi Agnieszka Zielińska, Partner w dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Kontrowersyjne 5G

Wymagania stawiane przez konsumentów sprawiają, że operatorzy sieci komórkowych muszą zapewniać im najnowsze i najszybsze technologie. Na potrzeby swoich usług posługują się wyspecjalizowaną techniką dostępu radiowego. Wielu operatorów poczyniło znaczne postępy w procesie wirtualizacji sieci szkieletowych i tym samym osiągnęło istotne zyski operacyjne.

Obecnie dużą popularnością cieszą się komórkowe sieci rozproszone, które działają w oparciu o sieć dostępu radiowego (RAN). Na potrzeby obsługi technologii 5G operatorzy muszą zastąpić lub wzmocnić posiadany sprzęt, a standardem będzie wdrażanie otwartej, wirtualnej architektury, zwanej „otwartą RAN”. Z raportu Deloitte wynika, że obecnie na świecie działa 35 takich sieci – wiele z nich póki co w ramach testów. Eksperci oczekują, że do 2023 roku wirtualizacji ulegnie ponad 80 proc. szkieletowych sieci bezprzewodowych. Wyraźny wzrost zainteresowania technologią prawdopodobnie zapoczątkuje istotny trend, które zrewolucjonizuje branżę telekomunikacyjną.

Podobną rewolucję wywołała w 2020 roku technologia 5G. W 2021 roku również będzie to jeden z głównych tematów w branży TMT, który mocno polaryzuje opinie konsumentów. Wielu z nich obawia się negatywnego oddziaływania 5G poprzez promieniowanie. Ankieta konsumencka, przeprowadzona przez Deloitte w maju i czerwcu br. pokazała, że co najmniej jedna piąta dorosłych uważa, że technologia 5G stanowi zagrożenie dla zdrowia.

Najwyższa jakość w domu i w pracy

W ostatnich latach dużą popularność zdobyły telewizory o rozdzielczości 4K. Nachodzący rok może być przełomem w tym obszarze, a wdrożenie standardu 8K pozwoli na jeszcze większą ostrość obrazu.

Przewidujemy, że w 2021 roku technologia 8K wygeneruje przychody rzędu 5 mld dolarów. Podstawowym źródłem będzie sprzedaż telewizorów o tej rozdzielczości. Prognozujemy, że do konsumentów na całym świecie trafi 1,5 mln odbiorników po średniej cenie 3,3 tys. dol. Standard 8K zyska szczególną popularność w segmencie telewizorów o największych rozmiarach, a dodatkowe przychody przyniesie sprzedaż sprzętu – kamer, monitorów czy komputerów, wykorzystywanego do tworzenia i produkcji treści w technologii 8K – mówi Ścibor Łąpieś, Dyrektor, Technology M&A w Deloitte.

Najwyższa jakość sprzętu to również przyszłość na rynku pracy. W 2021 roku dzięki zakupom dokonywanym przez przedsiębiorstwa i instytucje edukacyjne, sprzedaż gamingowych zestawów słuchawkowych wzrośnie dwukrotnie w stosunku do roku 2019, tak jak sprzedaż oprogramowania i usług powiązanych. Na niektórych rynkach tempo wzrostu sprzedaży tego typu zestawów już przyspieszyło, co ma związek z przechodzeniem na wirtualną formę szkoleń w celu uniknięcia ryzyka zarażenia koronawirusem.

Do lekarza na wideo wizytę

Pandemia zmieniła również podejście do wizyt u lekarza. Zarówno pacjenci, jak i medycy nie byli przekonani do wideo konsultacji. Teraz jednak wielu z nich jest gotowych działać w takim trybie przez dłuższy czas.

W nadchodzącym roku udział procentowy wizyt lekarskich online wzrośnie z 1 proc. obecnie do 5 proc. Choć może się wydawać, że to niewiele, warto pamiętać, że w 36 krajach OECD tylko w roku 2019 odbyło się 8,5 mld wizyt lekarskich o ogólnej wartości 500 mld dolarów. Pięć procent tej liczby to ponad 400 mln wizyt wideo o wartości ok. 25 mld dolarów. Pandemia pokazała, że wizyty online mają wiele zalet, w tym oszczędność czasu – mówi Robert Kauf, Senior Manager w zespole Strategy, Analytics, M&A.

Popularyzacja tej i innych form kontaktu zdalnego między lekarzem a pacjentem oznacza zwiększenie zapotrzebowania na technologie, które to umożliwią. Eksperci Deloitte przewidują, że w 2021 roku rynek rozwiązań specjalistycznych, przeznaczonych do tego rodzaju wizyt, osiągnie wartość 8 mld dolarów.

Podsumowanie 2020 i prognozy na 2021 dla rynku magazynowego w Polsce

Rynek magazynowy uchodzi za wielkiego wygranego w starciu z pandemią COVID-19. Eksperci Colliers International poddali analizie mijający rok i wybrali najważniejsze wydarzenia, jakie miały miejsce w sektorze magazynowym, a także przygotowali prognozy dla rynku na 2021 r.[1]

Najważniejsze wydarzenia 2020 na rynku magazynowym

  1. Rekordowy popyt?

Aktywność najemców utrzymała się na wysokim poziomie, a prognozowany całkowity wolumen transakcji podpisanych w 2020 r. prawdopodobnie będzie wyższy niż ten odnotowany w roku ubiegłym. Tylko w ciągu trzech pierwszych kwartałów roku wynajęto 3,74 mln mkw., podczas gdy w analogicznym okresie 2019 r. było to 2,86 mln mkw.

– Rynek magazynowy wykazał się odpornością na destabilizację gospodarczą i rynkową spowodowaną pandemią COVID-19. W dużej mierze to zasługa sektora e-commerce, którego rozwój znacząco przyspieszył w ciągu ostatnich miesięcy. Klienci, którzy dotąd nie korzystali z internetowego kanału sprzedażowego, chcą jak najszybciej nadrobić braki. Podobnie firmy, które do tej pory opierały się głównie na handlu tradycyjnym. Wiele dużych transakcji zamknie się jeszcze tym roku, dlatego rekord w popycie wydaje się realny – mówi Maciej Chmielewski, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International.

  1. Podaż w górę

Całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyła 20 mln mkw. Największe projekty ukończone w 2020 r. to: A2 Warsaw Park w Grodzisku (103,7 tys. mkw.), Hillwood Wrocław Wschód II (63,9 tys. mkw. w ramach dwóch hal).

  1. Giganci w nowych lokalizacjach

Amazon oraz Zalando umocnili swoje pozycje w Polsce. W Gliwicach ruszyło ósme i zarazem największe centrum logistyczne firmy Amazon w naszym kraju, zaś Zalando na lokalizację swojego trzeciego w Polsce centrum logistycznego wybrało Głuchów pod Łodzią.

  1. Zmiana właścicieli

Sfinalizowana została transakcja zakupu przez GLP portfela nieruchomości grupy Goodman w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech za 1 mld euro. Tym samym Goodman zniknął z polskiego rynku magazynowego, a zakupione nieruchomości zmieniły nazwy i branding zgodny ze standardami nowego właściciela. GLP rozpoczęło także w podwarszawskich Jankach budowę pierwszego obiektu magazynowego już pod własnym szyldem – GLP Warsaw II Logistics Centre. Jego powierzchnia będzie wynosić 32 tys. mkw.

  1. Deweloperzy na zakupach

– Pandemia nie zatrzymała także deweloperów magazynowych, którzy, aby zaspokoić obecny i przyszły popyt ze strony najemców, już myślą o kolejnych projektach. W 2020 r. zabezpieczali oni tereny pod przyszłe inwestycje – mówi Agnieszka Bogucka, analityk w Dziale Doradztwa i Badańn Rynku w Colliers International.

Swój bank gruntów powiększył m.in. Panattoni, który zakupił działkę o powierzchni 14,8 ha pod realizację Panattoni Park Stryków IV oraz grunt w Czeladzi pod budowę Panattoni Park Czeladź V. Na zakupach były także firmy Segro, która nabyła 7 ha pod rozbudowę Segro Logistics Park Poznań Komorniki oraz 7R, która zwiększyła swój bank ziemi o działkę w Trzebowisku k. Rzeszowa (2,6 ha) w celu rozszerzenia swojej oferty na Podkarpaciu.

Prognozy na 2021 dla rynku magazynowego

  1. Poszukiwanie nowych możliwości inwestycyjnych

Rynek powierzchni magazynowych nadal będzie cieszył się dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów, a transakcje typu sale & leaseback, dające możliwość utrzymania płynności finansowej, będą zyskiwać na popularności.

  1. SBU rośnie w siłę

Będziemy obserwować zdecydowany wzrost popularności małych magazynów miejskich (SBU), które już znajdują się w portfelach największych deweloperów działających na rynku.

  1. Krótsze łańcuchy dostaw

Zgodnie z naszymi przewidywaniami z początku pandemii firmy, widząc konieczność reorganizacji dotychczasowego łańcucha dostaw, będą skracać go w celu zminimalizowania potencjalnego ryzyka utraty płynności w przepływie towarów.

– Firmy z krótkimi, lokalnymi łańcuchami dostaw są w ograniczonym stopniu narażone na skutki zamknięcia granic. Doświadczenia lockdownu skłoniły więc wielu przedsiębiorców do zwiększenia zapasów. Nikt nie chce zamrażać kapitału ani ponosić nadmiernych kosztów magazynowania towaru, ale pandemia pokazała, jak ważny jest odpowiednio duży margines bezpieczeństwa. W dalszej przyszłości niektóre firmy przeniosą zapewne część produkcji z Azji do łatwiej dostępnych krajów europejskich, w tym Polski – mówi Maciej Chmielewski.

  1. Czas się wyróżnić

Deweloperzy będą starali się wyróżnić na rynku, oferując wyższe parametry techniczne obiektów w standardzie, takie jak: podwyższona odporność ogniowa, wysokość netto 12 m, dodatkowe oświetlenie strefy przydokowej, bardziej wzmocniona posadzka czy wyższy niż do tej pory standard wykończenia części biurowej. Tego typu elementy dają najemcom większą swobodę w zakresie ilości i rodzaju składowanych towarów.

  1. E-commerce i nie tylko

Będziemy nadal obserwować szybki rozwój sektora e-commerce oraz intensyfikację działań firm z branży kurierskiej.

– Branża e-commerce w Polsce ma jeszcze ogromne pole do rozwoju. Jak na razie zakupy przez internet robi poniżej 10% Polaków. Dla porównania w Wielkiej Brytanii ok. 18% populacji. Już samo osiągnięcie tego poziomu rysuje bardzo obiecujące perspektywy – mówi Maciej Chmielewski.

[1] Szczegółowe podsumowanie wydarzeń oraz prognozy dla rynku nieruchomości komercyjnych dostępne będą w raporcie Market Insights 2021.

Firmowe święta będą pełne dystansu. Premie i upominki rzadko widziane

W spotkaniach z tej okazji w dowolnej formie weźmie udział tylko 13% pracujących Polaków badanych przez Pracuj.pl. Różnica jest ogromna: w minionych latach świąteczne wydarzenia organizowane były w firmach aż 75% badanych. Pracownicy nie są także przekonani do wigilijnych spotkań online. Podobnie jak w minionych latach, od pracodawców oczekują natomiast głównie świątecznych premii i upominków. Życie zawodowe na koniec grudnia zwolni tempo: połowa z badanych planuje wziąć w tym czasie urlop.

Najważniejsze informacje:

  • Tylko 13% badanych weźmie udział w firmowym spotkaniu świątecznym.
  • To aż o 62 p.p. mniej, niż uczestniczyło w minionych latach.
  • 1/5 badanych uważa spotkania świąteczne online za dobre rozwiązanie.
  • Co drugi respondent nie spodziewa się świątecznego benefitu.
  • Najczęściej preferowane benefity świąteczne: premie, upominki i urlopy.
  • Co drugi badany planuje brać urlop między świętami i Nowym Rokiem.

Święta inne od innych

Mijające 12 miesięcy przyniosło wiele zmian w życiu zawodowym Polaków – czego dowodzą choćby badania Pracuj.pl. Nie inaczej ma być w ostatnim miesiącu roku. Grudzień zazwyczaj oznaczał okres, w którym mieszała się intensywna praca, świąteczny nastrój, integracja zespołów, a w ostatnich dniach – spowolnienie działania wielu firm i zasłużony odpoczynek.

Zespół Pracuj.pl postanowił zapytać użytkowników portalu, jak nowa normalność i konieczność społecznej izolacji wpływa na świąteczne zwyczaje i plany urlopowe pracowników. Uzyskane wyniki dowodzą, że tegoroczne zakończenie roku nie będzie przypominać tego, które dobrze znamy z miejsc pracy z ubiegłych lat. Dowodzi jednocześnie, że wielu pracowników ma wciąż podobne potrzeby, a także chęć integracji ze współpracownikami, co w minionych latach.

Firmowe święta online? Raczej niechętnie

Tylko 13% badanych deklaruje, że w tym roku w ich firmie jest organizowane świąteczne spotkanie w jakiejkolwiek formie – także online. 2 na 3 badanych nie będzie uczestniczyć w takim wydarzeniu, a co piąty – nie ma jeszcze pewności, jaką decyzję podejmą w tym temacie przełożeni. Wyniki badań są o tyle uderzające, że aż 75% badanych przyznaje, że takie imprezy były w ich firmach organizowane w minionych latach.

Jak zauważa Agata Grzejda, Ekspertka ds. Komunikacji Wewnętrznej w Grupie Pracuj, przyglądając się odpowiedziom badanych można wyraźnie dostrzec, jak silnie nowa normalność wpływa na naszą codzienność.

Liczba osób deklarujących, że w ich firmach odbędzie się w tym roku jakiekolwiek spotkanie świąteczne, spadła w porównaniu do ubiegłych lat o aż 62 punkty procentowe. Tego typu imprezy stanowią w wielu miejscach pracy najważniejsze spotkanie integracyjne w roku, okazję do spędzenia czasu w pozytywnej, mniej formalnej atmosferze. Tymczasem pandemiczne obostrzenia sprawiają, że jedyne realne rozwiązanie w czasach pandemii mogą stanowić wydarzenia online. W ich wypadku liczy się dobry pomysł i oryginalne podejście, zdolność pozytywnego zaskoczenia pracowników i odróżnienia spotkania od typowej telekonferencji. Szczególnie, że wiele osób jest już zmęczonych częstymi rozmowami online, a integrować chciałby się „na żywo”, jak w minionych latach – komentuje Agata Grzejda, ekspertka ds. komunikacji wewnętrznej w Grupie Pracuj.

Słowa ekspertki potwierdzane są przez odpowiedzi respondentów. Wśród nich znalazła się większa grupa osób, które mimo okoliczności pandemicznych byłyby skłonne wziąć udział w bezpośrednim spotkaniu wigilijnym w pracy (34%) niż uważających firmowe imprezy świąteczne online za dobrą alternatywę wobec wydarzeń „na żywo” (28%).
firmowe święta 2020

Premia i upominki mile, ale… rzadko widziane

Jak się jednak okazuje, mimo nowych okoliczności pewne rzeczy się nie zmieniają. Wśród benefitów świątecznych, które według respondentów powinien dostarczać pracownikom dobry pracodawca, dominują zdecydowanie premie finansowe (73% wskazań). Na drugim miejscu wybierane były upominki i prezenty dla pracowników (56%), a na trzecim – dodatkowy urlop na święta (33%). Dopiero na dalszych miejscach znalazły się bardziej nietypowe inicjatywy, czyli akcje charytatywne (20%) i nagrody dla pracowników roku (16%). Warto zauważyć, że najrzadziej ze wszystkich dostępnych opcji wybierana była organizacja spotkań świątecznych online – za wyznacznik dobrego pracodawcy uważa je zaledwie co dziesiąty badany.premie na święta 2020Benefity, które pracownicy określają jako ważne, często rozmijają się jednak z firmową rzeczywistością. Połowa respondentów Pracuj.pl spodziewa się, że w tym roku nie otrzymają od pracodawcy żadnego dodatkowego benefitu z okazji świąt. Otrzymania premii finansowej z okazji zakończenia roku oczekuje tylko co trzeci respondent Pracuj.pl. Jeszcze mniej, bo co piąty, spodziewa się otrzymania prezentów lub upominków z tej okazji.premie na święta 2020

Przerwa od zawodowych wyzwań

Podobnie, jak w ubiegłych latach, czas między Wigilią i Nowym Rokiem będzie stanowił okres zamrożenia lub spowolnienia działalności w wielu firmach. W tym roku ta sytuacja będzie mieć jednak dodatkowy wymiar. 56% respondentów Pracuj.pl uważa, że przerwa świąteczna to dobra okazja do odpoczynku od zmartwień związanych z pracą w czasie pandemii. Trudno się więc dziwić, że blisko połowa badanych (49%) planuje mieć wolne przynajmniej przez część spośród ostatnich pracujących dni tego roku.
przerwa świątecznaJednocześnie jednak tylko co czwarty respondent nie będzie w tym okresie w ogóle pracować – to wyraźnie mniej osób, niż tych nie decydujących się na żaden urlop (34%). Ogółem widoczne jest nieco mniej aktywne podejście do brania długiej przerwy pod koniec grudnia, niż w minionych latach. Dla porównania, w badaniu przeprowadzonym przez Pracuj.pl dwa lata temu odpoczynek przynajmniej przez część tego okresu deklarowało więcej, bo 55% badanych.
urlop świąteczny

Krótsze urlopy z własnej woli

Co ciekawe, plany pracy w okresie spowolnienia niekoniecznie muszą wynikać z nacisku ze strony przełożonych. Tylko co czwarty badany deklaruje, że jego pracodawca odnosi się negatywnie do brania przez pracowników urlopu w okresie między świętami, a sylwestrem. Jak zauważa jednak Agata Grzejda, 9 miesięcy pracy w nowej normalności wpływa na postawy wielu specjalistów – także te dotyczące urlopów.

Z jednej strony w części miejsc pracy mamy do czynienia z dodatkowymi napięciami, związanymi z sytuacją pandemiczną, co może zniechęcać do brania dłuższych urlopów. Z drugiej strony, obostrzenia wiążą się z ograniczonymi możliwościami pod względem podróży, co na pewno zmniejsza liczbę osób planujących np. sylwestrową turystykę. Wszystko to składa się na nietypowy obraz tegorocznej przerwy świątecznej. Choć przez ostatnie miesiące nauczyliśmy się lepiej funkcjonować w wirtualnym świecie pracy, takie okazje dobrze obrazują potrzebę wspólnej celebracji ważnych okazji i bezpośredniego kontaktu ze współpracownikami – podsumowuje Agata Grzejda.

Jak pandemia zmienia postawy konsumenckie Polaków – raport PwC

Z powodu pandemii co trzeci Polak odczuł spadek swoich dochodów, a obniżenie wynagrodzenia dotknęło więcej kobiet niż mężczyzn. Przekłada się to na nasze zachowania zakupowe i zarządzanie domowym budżetem – 25% badanych deklaruje, że oszczędza więcej niż przed pandemią – wynika z raportu firmy doradczej PwC „Nowy obraz polskiego konsumenta”. Autorzy opracowania podkreślają, że Polacy wykazują się coraz większą swobodą w korzystaniu z nowych technologii, co potwierdza fakt, że 1/3 zwiększyła częstotliwość zakupów online.

Ostatnie miesiące pokazały, że otaczający nas świat, rynek, firmy, ale również my jako klienci już nie jesteśmy tacy sami. Zmiana naszych zachowań dokonała się na wielu płaszczyznach – nie tylko samej ścieżki zakupowej, ale również sposobu pracy, zakresu korzystania z technologii, transportu, wyboru rozrywki, czy troski o środowisko. Wiąże się to z wieloma wyzwaniami dla firm. Muszą one nie tylko na nowo zdobyć zaufanie konsumentów w tej nowej, nieprzewidywalnej rzeczywistości, ale również zapewnić jak najwyższą jakość i dostępność swoich produktów czy usług przy jednoczesnym zachowaniu maksymalnej dbałości o zdrowie, bezpieczeństwo i doświadczenia zakupowe konsumenta. Digitalizacja i transformacja cyfrowa firm, którą obecnie powszechnie obserwujemy, stała się jedną z odpowiedzi na te potrzeby i wyzwania, jednak rozwój e-commerce to dopiero początek drogi. – Krzysztof Badowski, partner w PwC, , lider zespołu dóbr konsumenckich i handlu detalicznego

Jak wynika z badania przeprowadzonego na potrzeby raportu PwC, w ostatnich miesiącach 1/3 Polaków doświadczyło spadku dochodów, a obniżenie wynagrodzenia częściej dotykało kobiet niż mężczyzn. Wizja kryzysu i wzrostu cen przekłada się na deklaracje badanych co do ich budżetów domowych – 41% Polaków uważa, że w ciągu najbliższych miesięcy ich wydatki wzrosną. Nie dziwi więc, że ¼ respondentów zadeklarowała, że obecnie oszczędza więcej niż przed pandemią.

Oprócz artykułów spożywczych polscy konsumenci ograniczyli częstotliwość zakupów we wszystkich pozostałych kategoriach, chociaż i tak widoczny jest wzrost niektórych wydatków – największy nastąpił w kategorii artykułów zdrowotnych, pielęgnacyjnych oraz elektroniki użytkowej, z kolei spadek wydatków jest widoczny w przypadku usług. Co trzeci badany deklaruje, że zwiększył częstotliwość robienia zakupów online, ale nadal zakupy spożywcze Polacy najchętniej robią tradycyjnie, w sklepach stacjonarnych. Jedynie 11% respondentów robi zakupy spożywcze przez Internet. Widoczny jest także trend „samowystarczalności”, czyli samodzielne przygotowywanie produktów takich jak chleb, ciasta, sery, przetwory, a także uprawa warzyw i ziół, deklaruje to 17% badanych. Z kolei niemal ⅕ respondentów kupuje więcej żywności wyprodukowanej lokalnie.

Prawie dla wszystkich Polaków (93%) ceny produktów i usług są istotne podczas dokonywania wyborów zakupowych, przy czym aż dla 43% badanych przez pandemię COVID-19 ten czynnik stał się istotniejszy niż wcześniej.

Polscy konsumenci od lat byli jednymi z najbardziej wrażliwych cenowo konsumentów w Europie. Sytuacja pandemiczna dodatkowo nasila to zjawisko. Wraz z nałożonymi ograniczeniami i zanikiem misji impulsowych znaczna część zakupów przyjęła charakter planowany. W efekcie obserwujemy stały wzrost koszyka zakupowego w sklepach o szczególnie atrakcyjnym postrzeganiu cenowym, które jednocześnie znajdują się w pobliżu miejsca zamieszkania. Powrót do zjawiska smart shopper dodatkowo sprzyja produktom marki własnej, które na przestrzeni lat zdobywały sobie sympatię konsumentów. Kluczowym zadaniem dla sieci będzie więc stała praca nad poprawą wizerunku cenowego. Na znaczeniu nabiorą praktyki związane z komunikowanymi akcjami promocyjnymi, komunikacją wewnątrzsklepową oraz personalizowaną. – Maciej Kroenke, partner w PwC, lider zespołu Revenue Management

Eksperci PwC zwracają uwagę, że dostarczanie dobrych doświadczeń przez marki jest kluczowe także w czasie pandemii. 42% badanych daje markom tylko jedną szansą i co ciekawe, tak ostre kryteria prezentują szczególnie osoby starsze (w wieku 65+). Młodsi dają markom minimalnie większy kredyt zaufania, jednak po dwóch złych doświadczeniach też nie wrócą do marki, która ich zawiodła. Tylko 13% badanych jest skłonna dać markom trzy lub więcej szans.

Warto zwrócić uwagę, że dla polskich konsumentów równie ważna co dostępność produktów istotna jest także wygoda, jakość i przyjazność obsługi oraz procesu zakupowego. To wyraźnie pokazuje, że dbałość o doświadczenia klientów ma znaczenie i warto projektować dobre oraz spójne doświadczenia pomiędzy kanałami. Jest to oczywiście zawsze spore wyzwanie, ale aż 88% Polaków twierdzi, że po 1-2 złych doświadczeniach z marką rezygnuje z jej produktów i usług. Co więcej, w dobie przesuwania się Polaków z kanałów tradycyjnych do cyfrowych łatwość podjęcia takich decyzji i wyborów zdecydowanie rośnie. – Izabela Wisłocka, ekspertka PwC ds. transformacji cyfrowej

O raporcie

Celem raportu „Nowy obraz polskiego konsumenta. Postawy i zachowania Polaków w obliczu pandemii koronawirusa” było określenie zachowań konsumentów w trakcie trwania epidemii COVID-19 w Polsce oraz tego, w jaki sposób wykształcone nawyki i tendencje będą utrzymywały się w przyszłości, jak również porównanie polskich wyników z badaniami globalnymi. Wyniki prezentowane w raporcie są efektem polskiego badania opinii publicznej przeprowadzonego przez firmę badawczą Ipsos Polska na zlecenie PwC Polska. Badanie miało formę ankiety online (CAWI) i przeprowadzone zostało na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków w terminie od 19 do 24 sierpnia 2020 r.

Ustawa o zawodzie farmaceuty: pożegnanie z kompromisem

W czwartek 10 grudnia Sejm RP przyjął Ustawę o zawodzie farmaceuty. Ustawę, na którą środowisko farmaceutów czekało od ponad trzech dekad. Niewiele zabrakło, żeby jej kształt był akceptowalny przez wszystkie strony rynku aptecznego.

Farmaceuci byli ostatnią grupą spośród zawodów zaufania publicznego, która nie doczekała się do tej pory ustawy kompleksowo regulującej jej rolę w systemie opieki zdrowotnej. To prawdziwy przełom: nowa legislacja określa zasady wykonywania i uzyskiwania prawa do wykonywania zawodu farmaceuty, kwestię szkoleń i doskonalenia zawodowego. Wprowadza także od lat wyczekiwaną opiekę farmaceutyczną. Szereg uprawnień farmaceutów dotyczyć będzie prowadzenia przeglądów lekowych i opracowywania indywidualnych planów opieki farmaceutycznej dla pacjentów, uwzględniających elementy edukacji zdrowotnej, profilaktyki, a nawet częściowej diagnostyki. Oznacza to poważne wzmocnienie roli farmaceuty w całym systemie.

Gratulujemy farmaceutom faktu uchwalenia ustawy kompleksowo regulującej ich zawód – mówi Marcin Piskorski, prezes zarządu Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET. – Od samego początku wspieraliśmy prace nad projektem, który w wersji przygotowanej przez Ministra Zdrowia był dokumentem zaakceptowanym przez wszystkie strony rynku, wszystkich interesariuszy. Szkoda, że w trakcie prac sejmowych do projektu wprowadzono poprawki niebezpieczne dla właścicieli aptek, punktów aptecznych i hurtowni farmaceutycznych, sprzeczne z Konstytucją Biznesu – dodaje.

Uchwalenie tak ważnej ustawy było także szansą na zapoczątkowanie konsolidacji podzielonego od lat środowiska. Wspomniane podziały ujawniły się podczas procedowania projektu, zwłaszcza przy kwestiach unieruchamiania placówek i przesłanki „uporczywości” w kontekście naruszania niezależności zawodowej farmaceutów. W toku prac legislacyjnych wiele razy podkreślano, że ustawa przyznaje zbyt arbitralną władzę organom inspekcji i daleko idące uprawnienia korporacji aptekarskiej – niespotykane w przypadku innych samorządów zawodowych. Senacka Komisja Zdrowia w duchu dialogu szukała w tym zakresie drogi pośredniej.

Wypracowany w toku prac senackich kompromis godził niezależność zawodową farmaceutów i interes przedsiębiorców prowadzących apteki, punkty apteczne i hurtownie farmaceutyczne. Niestety, Sejm odrzucił w zasadzie wszystkie merytoryczne poprawki Senatu – mówi Marcin Nowacki, Wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Pozostaje mieć nadzieję, że kontrowersyjne zapisy, które zostały ostatecznie przyjęte przez Sejm, nie staną się narzędziem do nieuczciwej walki konkurencyjnej. Będziemy się temu bacznie przyglądać – dodaje.

Szkoda, że kolejny raz zlekceważono interesy przedsiębiorców, wspierając postulaty aptekarskiego establishmentu, posługując się przy tym, argumentami mającymi słabe pokrycie w rzeczywistości – zauważa Maciej Witucki, Prezydent Konfederacji Lewiatan.

Kompromis był na wyciągnięcie ręki. Akty prawne wypracowane w duchu dialogu są trwałe i prawdziwie obywatelskie – szanują opinie wielu stron. Niestety, ustawodawca zaprzepaścił tę szansę. Wielka szkoda – stwierdza Anna Potocka Domin, Wiceprezeska Business Centre Club.

Szczepionki na COVID już w darknecie. Cyberprzestępcy próbują wykorzystać pandemię

Analitycy firmy Check Point Research wykryli liczne oferty sprzedaży szczepionek oraz lekarstw na COVID-19 dostępnych w darknecie. Eksperci zwracają również uwagę na rosnące zagrożenie ze strony kampanii phishingowych oraz złośliwych domen o tematyce koronawirusa. Tego typu procedery już wcześniej przewidywał Europol oraz agencje bezpieczeństwa.

W minionym roku podjęto bezprecedensowe globalne wysiłki ku wynalezieniu szczepionki pozwalającej w znaczny sposób ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa. Szczepionka Pfizer Inc. i BioNTech SE została w ostatnich dniach zatwierdzona do użytku w Wielkiej Brytanii, natomiast inne kraje wydają się podążać tą samą ścieżką, po ogłoszeniu 95-procentowej skuteczności szczepionki oraz pomyślnych doniesieniach nt. szczepionek firmy Moderna Inc, rosyjskiej Sputnik oraz szczepionki firmy AstraZeneca, opracowywanej wspólnie z Uniwersytetem Oksfordzkim.

Eksperci firmy Check Point zwracają uwagę, że pełne nadziei doniesienia są również wykorzystywane w niecnych celach m.in. przez cyberprzestępców, chcących się wzbogacić na ludzkim cierpieniu i strachu.

Szczepionki już w darknecie?

Check Point Research wykrył strumień postów w darknecie, opublikowanych przez osoby twierdzące, że posiadają na sprzedaż szczepionki na koronawirusa oraz lekarstwa wspierające walkę z COVID-19. Zaledwie kilka tygodni wcześniej zarówno Europol, jak i Agencja UE ds. Współpracy Organów Ścigania, zdążyły wydać ostrzeżenia dotyczące możliwych przestępstw związanych ze szczepieniami podczas pandemii.

Szczepionki na COVID w darknecie
Zrzuty ekranu ogłoszeń nt. szczepionek i lekarstw na COVID-19 w Darknecie. Koszt „szczepionki” wynosi 250 dolarów. Źródło: Check Point

Wykryci przez Check Pointa dystrybutorzy oczekują płatności w bitcoinach, co ma zminimalizować szansę ich wyśledzenia, a zarazem podaje w wątpliwość autentyczność sprzedawanych przez nich leków. Jeden z dostawców zaoferował badaczom sprzedaż nieokreślonej szczepionki Covid-19 za 0,01 BTC (około 300 USD) twierdząc, że potrzeba około 14 dawek dla jednej osoby. Informacja ta jest jednak sprzeczna z oficjalnymi ogłoszeniami, które wskazują, że niektóre szczepionki na Covid-19 wymagają jedynie dwóch zastrzyków w odstępie 3 tygodni.

Szczepionka na koronawirusa – tylko za 300 dolarów za 14 dawek
Zrzut ekranu z korespondenci z jednym ze sprzedawców: Szczepionka na koronawirusa – tylko za 300 dolarów za 14 dawek! Badacze Check Pointa nie mogą jednak zagwarantować, że sprzedawca jest ekspertem medycznym. Poddają też w wątpliwość autentyczność oferty.

W kolejnym ogłoszeniu inny sprzedawca oferował nowo zatwierdzone szczepionki Pfizera, dostępne z wysyłką z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Hiszpanii. Kontakt ze sprzedawcą możliwy był m.in. przez komunikator WhatsApp. Analitycy Check Pointa donoszą również o ofertach chlorochiny jako kuracji na koronawirusa. Za 10 dolarów można zakupić lek na malarię, reklamowany przez samego Donalda Trumpa jako ochronę przed COVID-19. Opinii tej nie podzielają jednak eksperci i urzędnicy zdrowia publicznego USA.

Domeny COVID znów popularne, phishing zagraża internautom

Pozytywne wieści z listopada o testach szczepionek i ich dostępności spowodowały również gwałtowny wzrost liczby nowych domen internetowych, które dotyczą Covid-19 lub szczepionek. Z danych Check Pointa wynika, że od początku listopada zarejestrowano 1062 nowe domeny zawierające słowo „szczepionka”, z czego 400 zawiera również hasło „covid” lub „corona”.Domeny COVID znów popularne

Poza próbami sprzedaży fałszywych leków i szczepionek Covid-19, przestępcy wykorzystują również wiadomości związane ze szczepionkami jako przynętę w swoich kampaniach phishingowych. Jedna z wykrytych przez Check Point Research kampanii rozsyłała użytkownikom złośliwy plik, będący trojanem zdalnego dostępu, pozwalającym na wykradanie danych użytkowników.

Bieżącą sytuację chcą wykorzystać nie tylko cyberprzestępcy żądni lukratywnych zysków, ale również niektóre państwa narodowe – w jednym z ostatnich raportów Microsoft donosił o wykryciu prób kradzieży cennych danych od czołowych firm farmaceutycznych oraz niezależnych badaczy. Cała akcja hakerska miała być wspierana przez Rosję oraz Koreę Północną. Amerykańska firma stwierdziła, że większość ataków zakończyła się niepowodzeniem, jednak nie podała informacji, ule z nich się powiodło oraz jak poważne były to naruszenia. Kilka miesięcy temu media informowały z kolei o atakach chińskich hakerów wspieranych przez państwo, również celujących w producentów szczepionek.

UNICEF: Wysoki poziom ubóstwa wśród dzieci w krajach bogatych utrzyma się przez najbliższe pięć lat

Podczas pierwszej fali pandemii COVID-19 w krajach o wysokich dochodach, zaledwie 2% rządowej pomocy finansowej zostało przeznaczone na wsparcie dzieci. Potrzebna jest lepsza równowaga wydatków, która zapewniłaby bezpośrednią pomoc dla dzieci.

Szacuje się, że poziom ubóstwa wśród dzieci w krajach bogatych, przez co najmniej pięć lat będzie wyższy niż w czasach przed pandemią koronawirusa. Niestety, na skutek pandemii, sytuacja dzieci uległa pogorszeniu. Mimo to, podczas pierwszej fali pandemii, zaledwie 2% pomocy finansowej zapewnionej przez rządy państw UE i OECD zostało przeznaczone na wsparcie dzieci oraz ich rodzin.

Raport Centrum Badawczego UNICEF Innocenti Research Center we Florencji pt. „Supporting Families and Children Beyond COVID-19: Social Protection in High Income Countries” analizuje, jak skutki społeczne i ekonomiczne pandemii wpłyną na życie dzieci. Raport bada też początkową reakcję rządów państw na pandemię oraz wskazuje, jak można zoptymalizować politykę publiczną, aby lepiej wspierać dzieci.

Wysokość pomocy finansowej przeznaczonej dla dzieci i rodzin nie jest ani proporcjonalna do poważnych skutków pandemii, ani nie bierze pod uwagę, jak długo kryzys będzie wpływać na życie obywateli, powiedziała Gunilla Olsson, Dyrektor Centrum Badawczego UNICEF Research Center.

Od lutego do końca lipca 2020 r. rządy państw bogatych wydały rekordowe 10,8 bln dolarów na walkę z COVID-19. Większość środków, bo aż 90%, zostało przeznaczonych na wsparcie przedsiębiorstw. Choć wsparcie dla biznesu jest istotną częścią reagowania na kryzys, nie powinno się wykluczać najbardziej marginalizowanych dzieci i ich rodzin.

Około 1/3 państw OECD i UE uwzględniona w raporcie, nie wdrożyła żadnej polityki wspierania dzieci w pierwszej fali pandemii. Niektóre kraje bogate przeznaczyły środki na działania w zakresie opieki społecznej. Najczęściej były to posiłki w szkołach, zasiłki rodzinne czy zapewnienie opieki nad dziećmi. Niestety większość z działań trwało średnio tylko trzy miesiące. Ich krótkoterminowy charakter jest całkowicie niewystarczający, aby zaradzić kryzysowi i ubóstwu dzieci w dłuższej perspektywie.

Apelujemy do rządów państw o zwiększenie ochrony socjalnej dzieci. Silniejsza polityka rodzinna musi obejmować wsparcie dochodów najuboższych rodzin, zasiłki celowe na zakup żywności, opiekę nad dziećmi czy długoterminowe zwolnienie z czynszu lub kredytu hipotecznego, aby wszystkie dzieci i ich rodziny mogły wyjść z tego kryzysu, dodaje Gunilla Olsson.

Raport UNICEF zawiera wskazówki, które mogą pomóc w zapewnieniu większej równowagi między wsparciem udzielanym rodzinom wychowującym dzieci, a wsparciem dla przedsiębiorców. Wśród rekomendacji UNICEF znalazło się:

  • Zapewnienie równowagi w wydatkach na pomoc publiczną, umożliwiającej inwestycje w działania związane z opieką społeczną. Publiczne i prywatne koszty związane z pogarszającymi się obecnie warunkami życia dzieci będą ponoszone przez długi czas.
  • Złagodzenie kryterium kwalifikowania do pomocy społecznej, aby umożliwić dostęp do świadczeń wszystkim rodzinom z dziećmi znajdującym się w trudnej sytuacji.
  • Zróżnicowanie działań w zakresie ochrony socjalnej, aby zaspokoić różne potrzeby dzieci i ich rodzin w czasie COVID-19. Działania mogą obejmować: wsparcie dochodu, zapewnienie posiłków w szkołach, opiekę nad dziećmi, opiekę medyczną czy zwolnienia z opłat za media, czynsz i/lub rat kredytu hipotecznego.
  • Zadbanie o politykę rodzinną, aby ochronić dzieci przed ubóstwem i poprawić ich dobrostan.
  • Wspieranie przedsiębiorstw pod warunkiem promowania postaw przyjaznych rodzinie i sprawiedliwego inwestowania przyznanych środków publicznych.
  • Ochrona przed cięciami budżetowymi istniejących świadczeń i usług na rzecz dzieci oraz rodzin.
  • Działanie w perspektywie długoterminowej, aby wzmocnić i ochronić system opieki społecznej oraz politykę rodzinną.

6 urodziny Pendolino – rocznica powrotu Polaków do kolei

Dokładnie 6 lat temu, 14 grudnia 2014 r., na polskie tory wjechało Pendolino, a Polacy zaczęli z powrotem przekonywać się do korzystania z transportu kolejowego – pisze Jakub Karnowski, Prezes PKP w latach 2012-2015.

Lata 2013-2014 to czas najniższego zainteresowania pasażerów koleją. Przestarzała kolej nie była atrakcyjną alternatywą dla podróżowania własnym samochodem. Dopiero wjazd Pendolino odmienił ten trend ¬¬– w latach 2015-2016 nastąpił wzrost ruchu pasażerskiego o ponad 30% rocznie.

Zakup Pendolino budził ogromne emocje. Przetarg rozpisany jeszcze w 2006 roku nie przewidywał dostępu do internetu w pociągach. Dostawa pociągów była opóźniona o kilka miesięcy, ale inauguracja odbyła się zgodnie z planem, tj. 14 grudnia, a PKP za opóźnienia wygrało w międzynarodowym arbitrażu ponad 50 mln. Euro. W czasie testów w Polsce Pendolino osiągnęło rekord prędkości 293 km na godzinę, normalne składy rozpędzają się do 200 km/h. Równocześnie PKP zmodernizowało linie oraz dworce m.in. w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Katowicach i Gdyni. Najtańsze bilety na Pendolino kosztowały tylko 49 PLN, a dla studentów – 24,5 PLN.

Pozytywny trend dla kolejowego ruchu pasażerskiego panował do 2019 roku, czyli początku pandemii. Tymczasem jak pokazuje raport Międzynarodowego Stowarzyszenia Transportu Publicznego korzystanie ze wspólnego transportu przy zachowaniu rygorów sanitarnych nie powoduje poważnego zagrożenia zakażeniem COVID- 19. W Wielkiej Brytanii ryzyko zarażenia podczas podróży pociągiem szacowane jest na 0,01%, a w Niemczech 0,2% zakażeń było związanych z transportem publicznym.

Autor: Jakub Karnowski

Jakub Karnowski przeprowadził wielowymiarową restrukturyzację Grupy PKP (w tym m.in, debiut giełdowy PKP Cargo), w latach 2012-2015, uznawaną przez Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju za wzorcową. Karnowski jest wykładowcą na SGH i członkiem Rad Nadzorczych, m.in. Poczty Ukraińskiej oraz doradcą kolei m.in. w Kazachstanie.

Rynek gamingowy w Polsce – gra o wielkie pieniądze

Ostatnie dni upłynęły pod znakiem premiery najnowszej produkcji zespołu CD Projekt, jednak krajowy rynek gamingowy nie ogranicza się wyłącznie do “Redów”. W kilku punktach polska branża wymyka się stereotypom, a potencjał rodzimych start-upów nie powinien wpędzać w kompleksy samych zainteresowanych.

Mity polskiego gamingu

Tegoroczny raport analityków z Ministerstwa Rozwoju, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Fundacji Indie Games Polska oraz Game Industry Conference rozprawia się z kilkoma stereotypami, które od lat ciążą na rynku gamingowym. Na łamach “The Game Industry of Poland” zespół dowodzi, że maskulinizacja w przypadku konsumentów gier jest już echem historii. Spośród 16 mln regularnych graczy, blisko połowa, bo 47% kupujących, to kobiety, choć paradoksalnie — najwięcej tytułów skrojonych jest na męską część publiczności.

Z jakiego sprzętu korzystają Polacy podczas testowania najnowszych tytułów? Pomimo nadal silnej pozycji tradycyjnych PC-ów, to konsole wiodą prym w kategorii obsługi popularnych gier. Co prawda na szczycie zestawienia znajdują się również urządzenia mobilne, jednak telefony i tablety przeznaczone są raczej dla mniej wymagających propozycji. Czy to oznacza, że krajowe start-upy będą się kierować w stronę segmentu Triple-A, czyli projektów na naprawdę dużą skalę budżetową? Niekoniecznie — nad Wisłą dobrze trzymają się symulatory oraz właśnie tytuły mobilne.

Branża tylko dla dużych graczy?

Wartość całego rynku gamingowego w Polsce szacowana jest na niebagatelne 2,3 mld złotych. Ile spółek pracuje na tak wyrazisty wynik? W kraju funkcjonuje 440 podmiotów specjalizujących się w produkcji gier, które zatrudniają 9710 pracowników. Co ciekawe, za 71% miejsc pracy w sektorze odpowiada dokładnie 397 przedsiębiorstw. Płynność rynkowa niszy również daje do myślenia potencjalnym inwestorom, ponieważ o ile przez ostatnie 3 lata zniknęło 120 zespołów produkcyjnych, to w tym samym okresie powstało 160 nowych.

Zainteresowanie grami ma również swoje odzwierciedlenie na giełdzie. Tutaj jednak nie ma tak dużej przestrzeni na rynkowy egalitaryzm, ponieważ na głównej platformie GPW znajduje się wyłącznie 12 spółek, a na NewConnect – 31. Naturalne jest, że prym wiedzie CD Projekt z kapitalizacją na poziomie 42 mld złotych. To właśnie spółka z warszawskiej Pragi odpowiada za 25% przychodów całej branży. Coraz pewniej swoje miejsce wśród pięciu najważniejszych graczy zajmuje również zespół z Creepy Jar. Czy to oznacza, że branża zdana jest wyłącznie na giełdowych gigantów?

Gra warta świeczki

Spółki będące poza giełdą odpowiadają za 45% przychodów całego sektora. Twórcy Dying Light oraz Dead Island, czyli Techland, specjalizujący się w grach mobilnych zespół Huuuge Games, czy też Bloober Team tworzący tytuły z gatunku horrorów, sprawnie zagospodarowują swoje nisze. Jaka jest przyszłość twórców? W tej kategorii całkiem dobrze odnajdują się… polskie uniwersytety.

Twórcy raportu zaznaczają, że na polskim rynku edukacyjnym istnieje 60 kursów związanych z branżą gamingową. Aż 34 kierunki dostępne są na publicznych uczelniach, a 26 — w ofercie placówek prywatnych. Są to przede wszystkim programy przeznaczone dla osób zainteresowanych kodowaniem, chociaż pojawiają się także kursy designu. Idąc tym tropem, siłą krajowego rynku może być już nieraczkujący sektor edukacyjny. Między innymi ten aspekt może przemówić do wyobraźni inwestorów — popyt na tytuły rośnie, a równolegle rąk do pracy wciąż będzie przybywać.

Polska nisza gamingowa ma sporo do zaoferowania i nie ustępuje trendom z Zachodu. Co prawda krajowy sektor nie ma dostępu do tak rozwiniętej kultury działań, jak koledzy po fachu w USA, czy Wielkiej Brytanii, ale trend jest nadzwyczaj prężny. Poczynania dużych koncernów wciąż pozostawiają przestrzeń dla mniejszych graczy — tutaj pojawia się miejsce dla ambitnych start-upów.

Autor: Łukasz Blichewicz — współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych

Brexitowych negocjacji ciąg dalszy

Niedzielny deadline na zakończenie negocjacji umowy handlowej brexitu kolejny raz zaprzeczył znaczeniu tego słowa i rozmowy zostały przedłużone. Funt zyskuje na usuwaniu z wyceny obaw o nieuchronność twardego brexitu po 31 grudnia – jedyny prawdziwy i nieprzesuwalny deadline. Prawie.

Na wczorajszym spotkaniu premiera Wielkiej Brytanii Johnsona z szefową Komisji Europejskiej von der Layen ustalono jedynie kontynuację prac nad umową handlową. Jest to ważny zwrot wobec stanowisk sprzed weekendu, kiedy dla obu polityków scenariuszem bazowym był bezumowny brexit. Ale wczoraj nie poczyniono żadnych postępów w negocjacjach, choć też żadna ze stron nie chce ogłosić zerwania rozmów. Mimo to pozytywnie odbiera się sam fakt, że politycy zdecydowali się na wydanie wspólnego oświadczenia. Ale czy pozwala mieć to uzasadnione nadzieje, że do porozumienia dojdzie w najbliższych dniach? W teorii decyzja musi zostać podjęta do 31 grudnia, kiedy kończy się okres przejściowy i w życie mają wchodzić nowe zasady dla relacji handlowych między Wielką Brytanią i UE. Bez wyznaczania pośredniego deadline’u strony dają sobie przestrzeń do spokojnych rozmów o idei umowy, niż zmuszone są ścigać się z czasem. Z drugiej strony jeśli przez ostatnie miesiące nic nie udało się ustalić w kluczowych kwestiach (rybołówstwo, pomoc publiczna dla firm), to co mogą zmienić kolejne dwa tygodnie? Możemy tylko zakładać, że przynajmniej dla premiera Johnsona zerwanie rozmów i ekonomiczny szok dla Wielkiej Brytanii nie są ryzykiem, które jest gotów podjąć. Ale jeśli żadna ze stron nie pójdzie na ustępstwa, możemy jedynie liczyć na odchudzoną wersją umowy handlowej z wieloma kwestiami przeciągniętymi do ustalenia w kolejnych miesiącach. Jakkolwiek odsunie to ryzyko bezumownego brexitu, dla wielu branż w Wielkiej Brytanii oznacza przedłużenie niepewności i dalsze zamrożenie planów inwestycyjnych. Ponadto omawiana w negocjacjach umowa skupia się jedynie na wymianie dóbr, podczas gdy kwestia wymiany usług (w tym finansowych) pozostaje do rozwiązania na później. To nie jest korzystny układ ani dla brytyjskiej gospodarki, ani dla GBP. Wciąż jest dla mniej bardziej prawdopodobne, że szkielet porozumienia zostanie zatwierdzony do końca roku i z tego tytułu funta może czekać rajd ulgi. Ale będzie to tylko szkielet, nie zamknie całkowicie negocjacji w tym roku, a nierozstrzygnięte kwestie będą tworzyć ryzyka dla Wielkiej Brytanii w dłuższym horyzoncie. Ryzyka będące kotwicą dla funta, by ten mógł swobodnie korzystać z popytu na ryzykowne aktywa związanego z poprawą perspektyw globalnego ożywienia.

Odreagowanie funta i wygaszenie ryzyk bezumownego brexitu pomaga w poprawie ogólnych nastrojów rynkowych. W USA drobnymi krokami zbliża się porozumienie w sprawie pakietu fiskalnego (decyzja ma być podjęta do 18 grudnia), jak również ruszają masowe szczepienia przeciw COVID-19 (do końca roku ma być zaszczepionych 20 mln Amerykanów). W tym otoczeniu złoty zyskuje na wartości i EUR/PLN zawraca pod 4,44. EUR/PLN stoi przed szansą dalszych spadków w kierunku 4,40, o ile apetyt na ryzyko znajdzie miejsce na jeszcze jeden zryw przed świąteczną przerwą.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Akceleratory nowych technologii. Znamy wyniki III konkursu e-Pionier GovTech Narodowego Centrum Badań i Rozwoju

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło wyniki III konkursu e-Pionier GovTech, realizowanego w ramach Funduszy Europejskich – Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa. W jego ramach rekomendowano do przekazania grantu dwa akceleratory, których zadaniem będzie stworzenie i wsparcie interdyscyplinarnych zespołów, mających rozwiązywać problemy społeczne dzięki nowym technologiom.

Do naboru w konkursie mogły zgłaszać się tzw. akceleratory technologiczne czyli firmy mające doświadczenie związane z inwestycjami w startupy z dziedziny ICT (technologie informacyjno-komunikacyjne), w szczególności pod kątem coachingu, mentoringu oraz komercjalizacji nowych technologii. W ramach pozytywnej oceny wniosków, dofinansowanie otrzymają Spółka EduLab oraz Fundacja Polska Przedsiębiorcza. Ta pierwsza zgłosiła w konkursie projekt „Edukacja przyszłości – Akcelerator Nowych Technologii EDULAB działający w sektorze oświaty mający na celu podnoszenie kompetencji programistów przy równoczesnym dążeniu do rozwiązywania problemów społecznych”. Z kolei Fundacja zrealizuje projekt „Akcelerator e-Technolab”. Obydwa podmioty uzyskają łącznie niemal 14 mln zł.

Przed grantobiorcami teraz ważne zadanie – utworzenie interdyscyplinarnych zespołów programistów i wsparcie ich w realizacji pomysłów rozwiązujących istotne problemy społeczne i gospodarcze. Na ich pracy zyskają lokalne społeczności oraz różne grupy społeczne – komentuje Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Instytucje mogą zgłaszać problemy lokalnych społeczności

NCBR oraz GovTech Polska zapraszają instytucje publiczne (ministerstwa, samorządy, placówki medyczne, edukacyjne itp.) do zgłaszania ważnych problemów społeczno-gospodarczych. To wyzwania, które mogą być rozwiązane z pomocą nowych technologii. Zadaniem akceleratorów jest doprecyzowanie potrzeby i znalezienie najlepszego zespołu mogącego zbudować takie rozwiązanie. Instytucje mogą zgłaszać zagadnienia na Platformie Konkursowej GovTech, dostępnej pod adresem konkursy.govtech.gov.pl i niebawem na stronie internetowej NCBR.

Programy takie jak ten to szansa dla wszystkich instytucji publicznych aby wykorzystać cały potencjał jaki dają nowoczesne technologie. Wspólnie z rynkowymi ekspertami oraz zespołem Centrum GovTech będą w stanie sami stać się cyfrowymi pionierami z korzyścią dla obywateli. Nie mogę się doczekać by zobaczyć jakie rozwiązania powstaną dzięki tej współpracy – mówi Justyna Orłowska, Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech – Szef Centrum GovTech.

Technologie w służbie społeczeństwu

Do tej pory, w dwóch edycjach konkursu e-Pionier, NCBR przeznaczył na wsparcie prawie 700 programistów w interdyscyplinarnych zespołach blisko 81 mln zł. Wspomniane drużyny pracowały nad rozwiązaniem około 70 problemów, z których odebrano już 50 produktów (MVP).

Wśród tych wynalazków  jest m.in. rozwiązanie odpowiadające na problem braku narzędzi wspomagających ocenę złośliwości guza nerki na podstawie wyniku tomografii komputerowej. Dzięki współpracy specjalistów Spółki COPERNICUS i zespołu interdyscyplinarnego wybranego przez Akcelerator Excento Sp. z o. o. udało się stworzyć algorytm wykorzystujący głębokie sieci neuronowe, osiągający wysoką skuteczność przy jednoczesnym wychwytywaniu 10 na 10 guzów łagodnych zawartych w zbiorze testowym. Było to możliwe dzięki analizie 15 tyś. zdjęć tomografii komputerowej, pochodzącym z niemal 400 przypadków medycznych, Podmiot publiczny położył nacisk na chęć dalszej współpracy oraz wyraził zgodę na testowe wdrożenie wypracowanego w ramach projektu MPV na Oddziale Urologii Szpitala im. Św. Wojciecha w Gdańsku.

Hity sprzedażowe na rynku mieszkań w 2020 r.

Które z inwestycji mieszkaniowych okazały się hitem sprzedażowym 2020 roku? Jakie mieszkania cieszyły się największym powodzeniem? Dlaczego? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develii

Warto zaznaczyć, że klienci, którzy kupują mieszkanie dla siebie oraz klienci inwestycyjni mają zupełnie różne potrzeby i wymagania. Jeżeli chodzi o pierwsza grupę, szczególnym zainteresowaniem cieszyły się mieszkania z dużym balkonem lub tarasem czy ogródkiem. Klienci zwracali też uwagę na funkcjonalność układów mieszkań i możliwość ich aranżacji zgodnie z nowymi potrzebami, w tym dostosowaniem przestrzeni do coraz bardziej powszechnej pracy z domu. Biorąc pod uwagę te czynniki, szczególnie popularna była inwestycja Ceglana Park w Katowicach, w której na etapie przedsprzedaży znalazło nabywców 40 proc. lokali dostępnych w ofercie. Z kolei wśród inwestorów największym zainteresowaniem cieszą się kompaktowe mieszkania, w bliskiej odległości od centrum miasta czy ośrodków biurowych. W tej kategorii hitem sprzedażowym był projekt Osiedle na Woli w Warszawie.

Angelika Kliś, dyrektor zarządzająca ds. Sprzedaży i Marketingu w Atal

Nie sposób wskazać jedną konkretną inwestycję, wszystkie bowiem sprzedają się bardzo dobrze. Z pewnością jednak najbardziej cieszymy się z sukcesu wprowadzonych do sprzedaży inwestycji w Trójmieście. W samym tylko 2020 roku uzupełniliśmy ofertę w tej aglomeracji o cztery inwestycje, w których powstanie łącznie 740 lokali. Co istotne, wszystkie te projekty cieszą się dużym zainteresowaniem nabywców.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

Naszym hitem są mieszkania z ogródkami. Oferujemy też system Smart House firmy Keemple bez dodatkowych opłat. Natomiast w kontekście inwestycji, bardzo ciekawą ofertą są mikroapartamenty Modern Space w warszawskich Włochach. W dwóch budynkach Modern Space znajdą się 402 lokale o metrażach od 17 mkw. do 39 mkw. Na parterze planowane są lokale usługowe i sklepy, a na pierwszym piętrze przestrzeń przeznaczona m.in. na Centrum Medyczne. Recepcja z portierem, monitoring i ochrona zapewnia bezpieczeństwo, a strefa ogólnodostępnych usług (pralnia, suszarnia, fitness, strefa biurowa) podnoszą standard inwestycji. Lokalizacja w pobliżu ośrodków biznesowych gwarantuje doskonałą stopę zwrotu. Możliwość wykończenia pod klucz i  odpisania podatku VAT to kolejne atuty Modern Space.

Małgorzata Ostrowska, Dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Hitem sprzedażowym 2020 roku jest warszawskie osiedle usytuowane w obrębie ulic Kasprzaka, al. Prymasa Tysiąclecia i Ordona. Inwestycja oddawana jest etapami od 2013 roku a hitem sprzedażowym jest niezmiennie od 2017 roku, kiedy to osiedle Bliska Wola zwyciężyło w rankingu TOP 10 najlepszych osiedli mieszkaniowych.

Docelowo w osiedlu będzie blisko 5 tysięcy mieszkań o powierzchni od 23 mkw. do 183 mkw., apartamentów inwestycyjnych o metrażu od 18 mkw. do 65 mkw. i lokali usługowych wielkości od 18 mkw. do 910 mkw. w 7 – 26 piętrowych budynkach z zielonymi tarasami na dachach. Projektanci szczególnie zadbali o część rekreacyjną osiedla: bulwar z ogródkami, place zabaw dla dzieci, ścieżki rowerowe, boisko do siatkówki, koszykówki, piłki ręcznej, piłki nożnej, badmintona i tenisa stołowego, i park fontann na placu zwanym Central Parkiem. Ostatni etap budowy to nowoczesny, prestiżowy 27 piętrowy wieżowiec Bliska Wola Tower, który zostanie oddany do użytku w przyszłym roku, ale już teraz w ofercie zostało nam tylko nieco powyżej 20 proc. mieszkań. Wszystkie lokale są klimatyzowane, mają balkony i loggie.

Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper

W 2020 roku największym zainteresowaniem cieszyły się nasze osiedla zlokalizowane w centrach miast – Lokum Porto we Wrocławiu i Lokum Salsa w Krakowie. Z uwagi na ich położenie i urozmaiconą ofertę mieszkań stanowią atrakcyjną ofertę, zarówno dla osób nabywających mieszkania na własne potrzeby, jak i klientów inwestycyjnych poszukujących możliwości bezpiecznego ulokowania posiadanego kapitału.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

W każdym mieście, w którym budujemy, możemy wskazać hit sprzedażowy 2020 roku. W Warszawie są to osiedla: Essentiel Talarowa na Białołęce i Lumea na Bemowie. Oba wprowadziliśmy do sprzedaży w tym roku. Klienci docenili je przede wszystkim za różnorodność metraży i rozkładów mieszkań, lokalizację z pełną infrastrukturą oraz ekologiczne elementy projektów. Essentiel Talarowa powstaje w pobliżu terenów zielonych i niedaleko Wisły, a głównym atutem lokalizacji Osiedla Lumea jest bliskość do dwóch powstających stacji drugiej linii metra.

We Wrocławiu dużą popularnością cieszyły się inwestycje: Zajezdnia Wrocław oraz Perspective – Wille Miejskie. Zajezdnia Wrocław przyciąga przede wszystkim inwestorów poszukujących małych mieszkań pod wynajem blisko centrum miasta.

W Poznaniu największym zainteresowaniem cieszyła się w tym roku inwestycja Soleil de Malta. Mieszkańcy miasta doceniają bliskość uwielbianej Malty. W projekcie bardzo spodobała im się również wyjątkowa strefa relaksu z boiskiem do siatkówki plażowej.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W tym roku bardzo duże zainteresowanie klientów wzbudziła nasza oferta w ekskluzywnym kompleksie Sol Marina nad Zatoką Gdańską. To unikalny koncept apartamentów połączonych z luksusową mariną. W ramach całej inwestycji realizowanej w trzech etapach powstanie łącznie kilkaset apartamentów oraz pokoi hotelowych. W oferowanym aktualnie pierwszym etapie przygotowujemy 92 apartamenty o powierzchni od 30 mkw. do 85 mkw. Istnieje możliwość zakupu indywidualnego miejsca do cumowania jachtu lub łodzi motorowej. To z pewnością niepowtarzalna inwestycja na gdańskim wybrzeżu.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Bardzo dużą popularnością cieszy się nasza, gdańska inwestycja Wolne Miasto. W kolejnych budynkach sprzedajemy prawie wszystkie mieszkania przed zakończeniem budowy. Po wprowadzeniu pierwszego lockdownu w marcu wstrzymaliśmy realizację kolejnego etapu. Mieliśmy jednak na tyle duże zainteresowanie nowym budynkiem, że wprowadziliśmy na rynek 6 etap inwestycji. Inwestycja Wolne Miasto jest ceniona przez klientów głównie dzięki projektowi urbanistycznemu. Postawiliśmy na jak największą ilość terenów zielonych i rekreacyjnych, pozostawiając nawet zastany na działce sad owocowy. Ruch kołowy jest przeniesiony na zewnętrzne obrzeża osiedla, dzięki czemu wewnątrz osiedla postały zielone enklawy idealne jako teren do spacerów, rekreacji czy zabaw dla dzieci. Dzięki wysokiej jakości wykonania i przemyślanemu projektowi nasza inwestycja cieszy się również zainteresowaniem osób, które chcą ulokować nadmiar środków w dobro, które nie straci na wartości.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Wszystkie inwestycje realizowane w 2020 roku znajdują się w bardzo dobrych lokalizacjach Warszawy. Przede wszystkim z każdej można dostać się do najbliższej stacji metra w ciągu 5 minut. To bardzo ważny aspekt, jeśli chodzi o preferencje klientów. Stąd bardzo duże zainteresowanie mieszkaniami w tych projektach, zarówno ze strony inwestorów, jak i klientów indywidualnych. Natomiast zdecydowanym hitem sprzedażowym w 2020 roku jest inwestycja Warszawski Świt, która zlokalizowana jest przy ulicy Poborzańskiej na Targówku, gdzie docelowo powstanie małe miasteczko z ponad dwoma tysiącami mieszkań.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Zdecydowanym hitem w naszej ofercie jest inwestycja Żeromskiego 17 położona na warszawskich Bielanach. To projekt, który przygotowywaliśmy bardzo długo i pieczołowicie i już w tym okresie pojawiło się wiele zapytań od klientów oczekujących na uruchomienie tego doskonale zlokalizowanego projektu. Aktualnie notujemy rekordowo duże zainteresowanie tą inwestycją w naszym biurze sprzedaży i bez wahania mogę nazwać go hitem sprzedaży 2020 roku.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Niekwestionowanym hitem mijającego roku były 38 metrowe mieszkania z dwoma pokojami w inwestycji ST_ART Piątkowo. Wszechstronność i bardzo praktyczne układy sprawiły, że świetnie wpisały się w potrzeby dwóch ważnych grup klientów. Z jednej strony osób, które kupowały je z myślą o samodzielnym zamieszkaniu. Z drugiej inwestorów, którzy są zainteresowani wynajmem długoterminowym.

Na przedmieściach także sprzedawały się mieszkania dwupokojowe, ale o wyraźnie większym metrażu 50 metrów. Ważnym kryterium wyboru dla klientów były dodatkowe przestrzenie rekreacyjne, tj. balkony, tarasy, a przede wszystkim ogrody przynależne do mieszkań parterowych.

Robert Stachowiak, prezes zarządu SGI

Bardzo dużym zainteresowaniem, już od momentu wejścia do sprzedaży, cieszy się nasza inwestycja Ustronie Mokotów na warszawskich Siekierkach. To pierwsze osiedle domów jednorodzinnych realizowane w Warszawie przez spółkę. Do tej pory sprzedaliśmy 40 proc. domów, a kolejne 10 proc. mamy w rezerwacji.

Ustronie Mokotów jest odpowiedzią na potrzeby osób, które marzą o domu z ogrodem, przy jednoczesnej bliskości centrum i wszystkich udogodnień, jakie niesie życie w mieście. W czasie pandemii, kiedy w domach oraz ich bliskiej okolicy spędzamy znacznie więcej czasu, duży ogród jest rozwiązaniem mocno zyskującym na znaczeniu wśród kupujących. Inwestycja wyróżnia się wysokim standardem wykończenia, na co klienci również zwracają uwagę.

Tomasz Czubak, dyrektor Przygotowania Projektów Deweloperskich w Jakon

Naszym największym bestsellerem ostatnich lat jest niezmiennie inwestycja Lwowska 2. W drugi etapie pozostało już tylko kilkanaście mieszkań. Jest to inwestycja z widokiem na Jezioro Maltańskie w bardzo popularnej poznańskiej dzielnicy. Standard inwestycji jest bardzo wysoki. Elewację wyróżnia zastosowanie szlachetnych materiałów, takich jak płyty HPL, płyty włókno-cement. W mieszkaniach występują bardzo duże przeszklenia, do każdego mieszkania przynależy przestronny balkon, loggia lub taras. W jednej z klatek schodowych znajduję się panoramiczna winda z widokiem na tor regatowy poznańskiego jeziora.

Karolina Guzik, menadżer sprzedaży w spółce mieszkaniowej Skanska

Największą popularnością cieszy się osiedle Park Skandynawia. W przypadku tej inwestycji klienci docenili nie tylko funkcjonalność i skandynawski charakter budynków, ale również świetną lokalizację oraz rozwiniętą infrastrukturę w bliskim sąsiedztwie osiedla. Położenie na warszawskiej Pradze-Południe zapewnia bardzo dobrą komunikację z innymi częściami stolicy. Jesienią do sprzedaży trafił już trzeci etap naszej bestsellerowej inwestycji.

Zaraz za Parkiem Skandynawią uplasował się Jaśminowy Mokotów. To inwestycja, która zachwyciła nabywców przede wszystkim piękną zielenią na terenie osiedla oraz przestrzenią do rekreacji i spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu.

Natalia Sawicka, dyrektor sprzedaży i marketingu Angel Poland Group we Wrocławiu

Trudno wskazać jedną inwestycję, bo tak naprawdę cały nasz segment premium odnotował w tym roku znaczny wzrost popularności. Jest to przede wszystkim konsekwencja niestabilnej sytuacji ekonomicznej i chęci bezpiecznego ulokowania kapitału przez naszych klientów, przy rekordowo niskich stopach procentowych. Jeśli chodzi o wybór naszych inwestycji, główną rolę przy ich wyborze odgrywa przede wszystkim lokalizacja. Budujemy w atrakcyjnych, pożądanych do życia miejscach.

Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Aria Development

Najlepiej sprzedawały się mieszkania jedno i dwupokojowe o metrażu od 29 mkw. do 45 mkw. To najpopularniejszy produkt wśród osób młodych, jak i klientów inwestycyjnych.

W tym roku rozpoczęliśmy sprzedaż 3 etapu Osiedla Łomianki. Rozpoczęliśmy również sprzedaż Nowego Osiedla Natura 2. Tylko w pierwszych dwóch tygodniach sprzedaży podpisaliśmy umowy rezerwacyjne na ponad 15 proc. mieszkań. Zaprojektowane zostało w nim 230 smart mieszkań o metrażu od 29 mkw. do 76 mkw. W ramach 3-etapowej, przepełnionej zielenią inwestycji, powstanie sześć czterokondygnacyjnych budynków z cichymi windami, panelami fotowoltaicznymi i podziemnymi garażami.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu Aurec Home

Klienci chwalą sobie naszą warszawską inwestycję Miasteczko Jutrzenki, nie tylko za dobre projekty mieszkań, ale również projekt zagospodarowania osiedla. Także usytuowanie, z jednej strony z dala od zgiełku miasta, w cichej i spokojnej okolicy, a z drugiej blisko centrum, w miejscu dobrze skomunikowanym z innymi rejonami Warszawy.

Sylwester Śniadecki, prezes Śniadecki Development i Śniadecki Investment Group

Śniadecki Development od dłuższego czasu kojarzony jest z dobrą architekturą i wysoką jakością wykończania budowanych nieruchomości. Klienci szukają wygodnego domu dla rodziny i taki produkt im oferujemy. W bieżącym roku największym powodzeniem  cieszyły się domy z ogrodami w Osiedlu Tuleckim w podpoznańskim Gowarzewie. Największe wrażenie na kupujących robiły salony wysokie na 5 metrów, możliwość wykonania antresoli i swoboda, którą daje własny ogród.

Wojciech Dzioba, prezes zarządu TBV Investment

Mamy co najmniej kilka hitów sprzedażowych w ofercie, dostosowanych do różnych potrzeb klientów. Dużym powodzeniem cieszą się inwestycje zlokalizowane na osiedlach posiadających rozbudowaną infrastrukturę handlowo-usługową lub znajdujące się w pobliżu uczelni wyższych, takie jak np. Osiedle Fieldorfa czy Osiedla Jutrzenki. Tutaj wśród klientów przeważają inwestorzy oraz osoby studiujące lub pracujące w Lublinie. Z kolei młodzi ludzie i pary z dziećmi chętnie nabywają mieszkania w naszych, nowych lokalizacjach położonych na obrzeżach miasta, jak Felin i okolice Zalewu Zemborzyckiego, gdzie budujemy Osiedle Europejskie oraz Osiedle Regaty.

Autor: dompress.pl

Jaki piec ogrodowy do pizzy wybrać?

Każda pizzeria, lub większość renomowanych restauracji, może pochwalić się specjalistycznym piecem, który opalany jest drewnem, lub zasilany gazem czy elektrycznie. Dzięki takiej wysokiej jakości urządzeniu, możliwe jest przygotowanie pysznej pizzy, której każdy kęs urzeka podniebienie, a dowolny kawałek sprawia, że chcemy sięgnąć po jeszcze więcej. Aby móc zachwycać się doskonałym smakiem tego włoskiego przysmaku, wcale jednak nie musimy udawać się do restauracji. Możemy skomponować taki posiłek sami w domu, za pomocą ogrodowego pieca. Niezależnie czy prowadzimy restaurację czy chcemy zadowolić swoich domowników i gości niecodziennym posiłkiem – warto zapoznać się z szeroką ofertą pieców ogrodowych. Aby jednak wybrać ten odpowiedni, musimy zwrócić uwagę na kilka podstawowych czynników i parametrów.

piec ogrodowy do pizzy

Na co zwrócić uwagę kupując ogrodowy piec do pizzy?

Przed rozpoczęciem poszukiwań należy odpowiedzieć sobie na pytanie, jakiego rodzaju pizzę będziemy serwować, a co za tym idzie, jakiego sprzętu potrzebujemy. Ważnym parametrem będzie a również liczba gości, którą będziemy chcieli obsłużyć w jednym czasie. Musimy również zdefiniować, jakiej wielkości danie chcemy tworzyć. Następnymi czynnikami, na które musimy zwrócić uwagę, są: ilość miejsca, którą jesteśmy w stanie poświęcić na piec oraz czy chcemy go budować na miejscu, czy instalować w całości, dostarczony ze sklepu. Ostatnią kwestią, która musimy poruszyć to oczywiście budżet, który jesteśmy w stanie przeznaczyć na zakup takiego urządzenia.

Piec do pizzy ogrodowy – podstawowe parametry

Taki sprzęt jest świetnym zakupem, gdy mamy pewność, że będzie nam służył długi okres czasu. Dlatego kupując piec, należy określić jakie jego parametry są dla nas najważniejsze, aby zmaksymalizować korzyści, po jego zakupie. Następnie możemy przejść do jednej z przyjemniejszych kwestii, czyli zagłębienie się w katalogi pieców ogrodowych do pizzy. Odkryj kolekcję tych urządzeń, przeglądając bogatą ofertę najpopularniejszych marek na rynku.

Bardzo ważnym czynnikiem, nad którym musimy się pochylić dokonując zakupu, jest zasilanie tego sprzętu. Na rynku mamy do dyspozycji piece opalane drewnem, na gaz czy elektryczne. Mogą różnić się również wagą czy wielkością.

Kluczowe jest również przeznaczenie, które jest głównym atutem sprzętu. Piec ogrodowy do pizzy, nie musi być wykorzystywany tylko i wyłącznie do wypieku tytułowej potrawy. W ofercie sklepu, znajdziemy również taki sprzęt, który posłuży zarówno do wypieku pizzy, jak i chleba bądź innych potraw.

Podsumowując, w skrócie powinniśmy zwrócić uwagę na aspekty takie jak:

  • wielkość i waga pieca,
  • przeznaczenie,
  • zasilanie

Ogrodowy piec do pizzy – jakie gabaryty?

Gabaryt pieca, powinien być dostosowany do przestrzeni, którą dysponujemy w ogrodzie. Nie trzeba skomplikowanych obliczeń, abyśmy mogli stwierdzić ile metrów jesteśmy w stanie przeznaczyć na postawienie tego sprzętu. Waga pieca również ma ogromne znaczenie. Nie chodzi tu tylko o transport, lecz podłoże, na którym będzie ustawiony oraz czy często będzie konieczność jego przestawiania. Innym ważnym aspektem jest też zasilanie, z uwagi na rachunki. Odnośnie tego, warto zasiąść wygodnie z kartką papieru i obliczyć co będzie w naszym przypadku bardziej opłacalne, biorąc pod uwagę czas i częstotliwość korzystania z pieca ogrodowego do pizzy.

Piec do pizzy ogrodowy opalany drewnem, gazowy czy elektryczny?

To jedno z najważniejszych pytań, na które powinniśmy odpowiedzieć sobie przed zakupem. Ogrodowy piec do pizzy, opalany drewnem lub gazowy, są jednymi z najtańszych w utrzymaniu, porównując np. do tych zasilanych elektrycznie. Specjały w niej tworzone, z pewnością będą również lepiej wypieczone i o wiele lepszej jakości. Smakosze kuchni włoskiej lub potencjalni właściciele restauracji, powinni więc w pierwszej kolejności zainteresować się tymi modelami, które opalane są drewnem, ponieważ to z nich wychodzą najbardziej wykwintne dania. W dalszej kolejności należy zapoznać się z tymi modelami, które zasilane są gazem lub elektrycznie.

Niezależnie od sposobu energii, którą dostarczamy do uruchomienia pieca, ważna jest jakość jego wykonania. Jeżeli kupujemy taki sprzęt, z myślą o zastosowaniu go w ogrodzie i pozostawienia go w tym miejscu, w każdą porę roku, musimy zdawać sobie sprawę, że jego konstrukcja, musi być do takich warunków przystosowana.  Wysokiej jakości produkty będą prezentować się nienagannie, nawet po kilku latach użytkowania, bez względu na niekorzystne warunki panujące za oknem.

Piece do pizzy ogrodowe gazowe, wyposażone są w ogniotrwałą płytę roboczą i kopułę ze stali nierdzewnej. Temperaturę można w nich łatwo kontrolować za pomocą wbudowanego pirometru i pokrętła. W kilka minut może wzrosnąć do 500°C.

Warto również pamiętać, że mamy do wyboru, w zależności od upodobań piece statyczne lub obrotowe, które pozwalają na łatwiejsze i sprawniejsze przygotowanie większej ilości placków.

Wybór pieców ogrodowych do pizzy jest naprawdę bardzo szeroki. Na rynku dostępna jest cała gama wysokiej jakości modeli, które pozwolą nam na przygotowanie rozpływającej się w ustach pizzy. Jest to doskonałe rozwiązanie, w przypadku gdy chcemy cyklicznie przyrządzać dania z pieca lub prowadzimy restauracje.

Zarząd PGE: żądania Związków Zawodowych PGE są nierealne

500 zł podwyżki dla każdego pracownika i zatrudnienie jeszcze w 2020 roku dodatkowych 700 pracowników – to żądania Związków Zawodowych działających w Grupie Kapitałowej PGE. Spełnienie tych żądań to koszt ponad 450 mln zł rocznie. W innym wypadku Związki Zawodowe PGE grożą nielegalnym strajkiem.

Związki Zawodowe PGE żądają podwyżki na poziomie 6,8 proc. dla każdego pracownika Grupy PGE. Biorąc pod uwagę, że średnia płaca w Grupie PGE wynosi 8 tys. zł daje to średnio na miesiąc 500 zł.

Ponadto Związki żądają, aby Grupa PGE jeszcze do końca 2020 roku zatrudniła 700 nowych pracowników powołując się przy tym na zapisy porozumienia o utrzymaniu poziomu etatów sprzed czterech lat.

Kolejny postulat Związkowców to konieczność uzyskiwania przez Zarząd PGE każdorazowo zgody na decyzję dotyczącą zmian organizacyjnych lub własnościowych. W ocenie PGE oznacza to całkowity paraliż decyzyjny w Grupie PGE, który uniemożliwi przeprowadzenie transformacji energetycznej i wykorzystanie przyznanych Polsce środków unijnych na ten cel.

PGE uznaje zgłoszone żądania Związków Zawodowych za nierealne i niebiorące pod uwagę obecnej sytuacji społeczno–gospodarczej Polski, związanej z pandemią oraz kondycji finansowej Grupy Kapitałowej PGE. Priorytetem dla zarządu PGE jest utrzymanie miejsc pracy i poziomu wynagrodzeń dla pracowników Grupy PGE. W sytuacji, kiedy z powodu pandemii wiele osób dotyka utrata pracy, a niektóre branże walczą z problemami, żądania podwyżek i dodatkowego, nieuzasadnionego biznesową koniecznością zatrudniania ludzi jest nieodpowiedzialne i niesolidarne.
Grupę PGE czeka nieuchronna transformacja, a rolą Związków Zawodowych powinno być aktywne w niej uczestnictwo.

PGE informuje, że w obecnych warunkach strajk będzie miał charakter nielegalny, co zostało potwierdzone w niezależnych opiniach prawnych, o czym Związki Zawodowe zostały poinformowane.

Szafa chłodnicza dla wymagających

Branża gastronomiczna wymaga użycia specjalistycznych urządzeń, które konieczne są zarówno do przygotowania, ale i przechowania potraw czy półproduktów. Jednym z nich jest szafa chłodnicza, umożliwiająca prawidłowe przechowywanie żywności. Tylko profesjonalne produkty wysokiej jakości to gwarancja trwałości, ale i solidnego wykonania. Poznaj najważniejsze szczegóły.  Przekonaj się, w jaki sprzęt chłodniczy wart zainwestować!

  1. Profesjonalna szafa chłodnicza
  2. Kto powinien zainwestować w szafę chłodniczą?
  3. Właściwości, jakie charakteryzują szafy chłodnicze z GastroProdukt Professional
  4. Produkty firmy GastroProdukt Professional wyróżnia jakość i atrakcyjna cena!

Szafa chłodnicza

Profesjonalna szafa chłodnicza

Urządzenia dedykowane szeroko pojętej branży gastronomicznej powinny charakteryzować się wysoką jakością, która wynika z użytych materiałów oraz zastosowanych rozwiązań. Ciekawe produkty można znaleźć między innymi na stronie internetowej sklepu GastroProdukt  Professional, mianowicie gastroprodukt.pl/szafy-chlodnicze. Urządzenie to posiada dość szerokie zastosowanie, gdyż doskonale sprawdzi się do przechowywania: półproduktów, ryb, mięsa, owoców morza i pozostałych produktów, wymagających niskich temperatur. Dzięki temu nie popsują się, ani nie będą stanowić zagrożenia dla zdrowia konsumenta. Szafa chłodnicza zapewnia stałą, jak również niską temperaturę. Dlatego też wybór tego urządzenia powinien uwzględnić jakość, solidne wykonanie oraz uniwersalność. Cechy te sprawiają, że urządzenie chłodzące jest łatwe w konserwacji, proste w obsłudze oraz dopasowane do potrzeb wielu odbiorców, dzięki możliwości ustawienia najważniejszych parametrów. Kto powinien zwrócić uwagę na szafy chłodnicze? Kiedy warto zainwestować w to urządzenie?

Kto powinien zainwestować w szafę chłodniczą?

Wysokiej jakości szafa chłodnicza to urządzenie dedykowane przede wszystkim branży gastronomicznej, czyli: kawiarniom, restauracjom czy hotelom. Produkt ten powinien charakteryzować się wykonaniem z wysokiej jakości materiałów, które zapewnią długoletnią i bezawaryjną pracę. Natomiast wykorzystane nowoczesne technologie sprawiają, że panel sterowania jest bardzo intuicyjny. Warto zauważyć, że urządzenia marki GastroProdukt Professional mają połączony panel sterowania z sondą NTC, dlatego w szybki sposób można dopasować temperaturę chłodzenia do warunków w pomieszczeniu oraz przechowywanych w niej produktów. Zapewnienie optymalnego poziomu temperatury też nie należy do zbyt trudnych, gdyż zastosowano w tych szafach samodomykające się drzwi. Wyróżnia je bardzo dobra izolacja oraz uzbrojenie w specjalną uszczelkę magnetyczną. Dodatkowym atutem tych urządzeń elektrycznych jest gruba warstwa izolacji, która pomaga zaoszczędzić energię elektryczną oraz chroni je przed czynnikami zewnętrznymi. Zastosowane rozwiązania przyczyniają się do utrzymania niskiej temperatury na równym poziomie, co w gastronomii jest niezwykle ważne! Poznaj najważniejsze atuty szaf chłodniczych marki GastroProdukt Professional.

Właściwości, jakie charakteryzują szafy chłodnicze z  GastroProdukt Professional

Szafy chłodnicze z  GastroProdukt Professional wyróżniają się na tle innych marek, bardzo funkcjonalnymi rozwiązaniami oraz unikalnymi cechami. Należy podkreślić także, że te urządzenia elektryczne  dostępne są w wersji z drzwiami pojedynczymi oraz podwójnymi. Natomiast najważniejsze cechy to: chłodzenie z wentylatorem, cyfrowy regulator temperatury, drzwi oraz obudowa zewnętrzne wykonane ze stali nierdzewnej, oświetlenie wewnętrzne LED, warstwa izolacyjna o grubości 70 mm oraz możliwość odwrócenia drzwi. Dodatkowym atutem tych szaf chłodniczych jest ich automatyczny system odszraniania, jak i możliwość pracy przez całą dobę. Szafa chłodnicza marki GastroProdukt Professional dostępna jest w wielu wersjach różniących się zarówno wysokością, jak i pojemnością urządzenia. To bardzo dobrej jakości produkt, który przez długie lata będzie działał bezawaryjnie i skutecznie. Dzięki temu każdy klient znajdzie tu sprzęt kuchenny na miarę swoich potrzeb oraz oczekiwań. Sięgnij po sprawdzone rozwiązania, które doceniło już szerokie grono wymagających konsumentów z branży gastronomicznej!

Produkty firmy GastroProdukt  Professional wyróżnia jakość i atrakcyjna cena!

Firma GastroProdukt Professional posiada bardzo szeroką ofertę, która skierowana jest do wielu firm z branży gastronomicznej. Na szczególną uwagę zasługuje szafa chłodnicza, posiadająca wiele zastosowań. Najczęściej wybierana jest przez firmy oferujące catering, restauracje, czy hotele wyposażone we własne kuchnie. Z tego urządzenia bardzo chętnie korzystają również kluby fitness, kantyny, kawiarnie, a nawet branża piekarnicza. Warto zauważyć, że produkt ten doskonale uzupełni wyposażenie każdej kuchni. Dlatego wystarczy odrobina miejsca we wspomnianej przestrzeni lub w specjalnym pomieszczeniu, przeznaczonym do przechowywania. Ze względu na wysoką jakość oraz sporą funkcjonalność szafy chłodnicze chętnie wykorzystywane są również w kuchniach przemysłowych.

Przyspieszony przetarg UKE na obsługę prawną budzi wątpliwości na rynku. Wyśrubowane wymogi spełni niewiele kancelarii

Przyspieszony przetarg UKE na obsługę prawną budzi wątpliwości na rynku. Wyśrubowane wymogi spełni niewiele kancelarii 1

W przyszłym roku Urząd Komunikacji Elektronicznej ogłosi aukcję na cztery rezerwacje częstotliwości z pasma 3,6 GHz dla sieci 5G. Czeka na to cały rynek telekomunikacyjny, bo aukcja była już przekładana. Zanim do niej dojdzie, urząd ogłosił przetarg na obsługę prawną tego projektu, a kancelariom prawnym dał tylko tydzień na przeanalizowanie postępowania i złożenie ofert. Prawnicy i eksperci wskazują, że w przypadku tak dużego i ważnego projektu, który będzie mieć przełożenie na całą gospodarkę, ten termin jest zdecydowanie za krótki. Wątpliwości budzi też jego dotychczasowe przygotowanie. UKE postawił też oferentom szereg bardzo wyśrubowanych wymogów, które w praktyce spełnić mogło niewiele podmiotów.

Na początku grudnia urząd ogłosił przetarg na obsługę prawną w związku z planowaną aukcją na częstotliwości sieci 5G. Chce zamówić 1 tys. godzin konsultacji, które mają zostać wykorzystane do końca przyszłego roku. Oprócz zagadnień związanych z aukcją 5G UKE zależy również na doradztwie w zakresie cyberbezpieczeństwa.

– Przetarg budzi szereg pytań o to, czy projekt został właściwie przygotowany. Nie ma wątpliwości, że na potrzeby planowanej aukcji 5G konieczne jest zapewnienie wysokiej jakości obsługi prawnej dla Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Sam cel jest więc poprawny, ale nie wiem, czy narzędzia, które zostały do tego obrane, są dobre. Wątpliwości budzi termin złożenia ofert na obsługę prawną. Bardzo trudno jest skompletować zespół specjalistów z zakresu prawa telekomunikacyjnego i cyberbezpieczeństwa w tak krótkim czasie, a na dodatek spełnić inne wymogi formalne stawiane przez UKE. Poszczególne kryteria zastosowane w tym przetargu też mogą budzić wątpliwości – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Sławomir Dudzik, profesor Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, radca prawny i partner w Kancelarii SPCG.

Wątpliwości prawników, ekspertów i uczestników rynku budzą ekspresowe tempo postępowania i wyśrubowane warunki stawiane przez UKE. Urząd wymagał m.in., aby zespół doradczy składał się z co najmniej pięciu prawników, spośród których przynajmniej dwóch musi mieć stopień naukowy doktora lub doktora habilitowanego w zakresie prawa. W zespole musi znaleźć się też przynajmniej dwóch prawników uprawnionych do dostępu do informacji niejawnej o klauzuli „tajne” oraz trzech specjalistów posiadających minimum pięcioletnie doświadczenie w zakresie cyberbezpieczeństwa. Tymczasem ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa – pierwszy akt regulujący tę kwestię w Polsce – obowiązuje dopiero od sierpnia 2018 roku, czyli zdecydowanie krócej niż określony wymóg pięciu lat.

– Takie wymogi są czasami stawiane, choć można mieć wątpliwości, czy są one adekwatne. Po pierwsze, kwalifikacje w zakresie prowadzenia badań naukowych niekoniecznie muszą przekładać się na kompetencje potrzebne do tego, żeby doradzać UKE w ramach aukcji częstotliwości. Po drugie, stopień doktora czy doktora habilitowanego w zakresie prawa można zdobyć w bardzo różnych specjalizacjach. Przykładowo można być doktorem prawa w zakresie kryminologii czy prawa rzymskiego. Te obszary mają niewielki związek z samą aukcją, więc stawianie tak bardzo ogólnego wymogu może budzić wątpliwości – ocenia dr hab. Sławomir Dudzik.

– Obawiam się, że nie ma kancelarii, która miałaby wszystkie zasoby w swojej dyspozycji. W szczególności chodzi o te wymagania dotyczące specjalistów z zakresu cyberbezpieczeństwa, z odpowiednimi poświadczeniami w zakresie dostępu do materiałów tajnych. Musiałoby powstać jakieś konsorcjum. Kilka dni na przygotowanie tego wszystkiego może być rzeczywiście problematyczne – mówi prof. dr hab. Stanisław Piątek z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Kolejny wymóg UKE dotyczy tego, aby firma prawna wyłoniona w przetargu doradzała w ciągu ostatnich pięciu lat przez co najmniej rok podmiotom z państwowego sektora finansów publicznych oraz miała na swoim koncie doradztwo przy projekcie wartym co najmniej 1 mld zł. Jednak UKE nie precyzuje, że projekt miał dotyczyć rynku telekomunikacyjnego, co oznacza, że ten wymóg może spełnić np. kancelaria, która wcześniej doradzała przy budowie dróg. Nie spełni go natomiast kancelaria specjalizująca się w prawie telekomunikacyjnym, gdyż na tym rynku nie było dotąd tak dużych projektów.

Co istotne, UKE chce także, aby doradzająca firmie kancelaria miała w zespole przynajmniej jednego prawnika z doświadczeniem w obsłudze projektów związanych z 5G. Ten wymóg jest trudny do spełnienia o tyle, że w Polsce wdrażanie tej technologii ma miejsce dopiero od kilku miesięcy i jest na bardzo wczesnym etapie.

– Specjalistów z zakresu prawa telekomunikacyjnego nie mamy w Polsce zbyt wielu, a jeżeli są, to siłą rzeczy najczęściej pracują na potrzeby przedsiębiorstw telekomunikacyjnych, operatorów, więc ryzyko konfliktu interesów na pewno istnieje – mówi partner w Kancelarii SPCG.

Warunki przetargowe sprawiają, że w dużo lepszej sytuacji są duże międzynarodowe kancelarie prawne. Tym bardziej że wśród wymogów jest to, aby obsługująca firmę kancelaria dysponowała polisą ubezpieczeniową na 10 mln zł.

– W dużych postępowaniach dotyczących obsługi prawnej pojawiają się takie wymogi, zwykle w postępowaniach podmiotów prywatnych, więc to nieszczególnie dziwi. Natomiast tutaj mamy do czynienia z obszarem prawa publicznego i to jest niestandardowy przypadek. Zastanawiam się, w jakich sytuacjach Skarb Państwa mógłby ponieść – na skutek wadliwego doradztwa ze strony kancelarii – szkodę, która miałaby być wyrównana wypłatą z tej polisy – mówi dr hab. Sławomir Dudzik. – Z drugiej strony, jeżeli Skarb Państwa obawia się jakiejś odpowiedzialności odszkodowawczej, to może oczywiście się zabezpieczać, żądając polisy ubezpieczeniowej. Natomiast w praktyce trudno sobie wyobrazić sytuację, kiedy ta polisa miałaby zostać zastosowana.

W ocenie ekspertów troska UKE o wysoki poziom doradztwa prawnego jest zrozumiała, ponieważ chodzi o aukcję na częstotliwość, która będzie kluczowa dla wdrożenia w Polsce technologii 5G. To zaś będzie mieć przełożenie nie tylko na rynek komunikacyjny, lecz także całą gospodarkę. Zrozumiały nie jest jednak ekspresowy termin postępowania. Kancelarie prawne na złożenie ofert na obsługę prawną nowej aukcji 5G dostały raptem tydzień – od 3 do 11 grudnia. W tym czasie zainteresowane podmioty zgłaszały też szereg pytań i wątpliwości, a na przeanalizowanie odpowiedzi UKE miały zaledwie dwa–trzy dni.

– Jeżeli zamawiający szuka wysokiej jakości doradztwa i specjalistów, to powinien im dać czas na przygotowanie ofert i złożenie ich w normalnym trybie. Zbyt krótki czas może oznaczać, że nie wszyscy, którzy mogli i chcieli złożyć ofertę, mogli przystąpić do tego postępowania. Ostatecznie ofert może być mniej, niż urząd chciałby dostać, aby mieć pełne spektrum i możliwość wyboru – mówi partner w Kancelarii SPCG.

– Wyznaczono nowy, sierpniowy termin na wydanie rezerwacji, więc teraz trzeba przygotować dokumentację, która będzie podstawą aukcji. Trzeba przeprowadzić konsultacje. Czasu wcale nie jest dużo, więc być może ktoś się obudził trochę za późno, ale podjął szybkie działania. Na pewno dla kancelarii to nie było proste zadanie, żeby przygotować ofertę w takim terminie – ocenia prof. dr hab. Stanisław Piątek.

Walka z kryzysem klimatycznym za mało radykalna. Potrzebny nowy sposób komunikacji o tym problemie

0

Walka z kryzysem klimatycznym za mało radykalna. Potrzebny nowy sposób komunikacji o tym problemie 2

Mimo że w ostatnich latach wiele mówi się o zmianach klimatycznych i ich poważnych konsekwencjach, walka z tym zjawiskiem wciąż nie jest wystarczająco radykalna. Według IPCC uniknięcie czarnego scenariusza jest wciąż możliwe. – Niezbędne jest jednak ograniczenie konsumpcji, zmiana nawyków transportowych, stylu życia, sposobu zaspokajania swoich podstawowych potrzeb i bardziej solidarnościowe podejście do zasobów – wskazuje reportażysta Filip Springer. Współtworzona przez niego Szkoła Ekopoetyki zapoczątkowała niedawno razem z EIT Climate-KIC projekt, który ma stworzyć nowe strategie komunikacyjne dotyczące zmian klimatu.

– Państwa nie podejmują działań związanych z globalnym ociepleniem głównie dlatego, że wymagałoby to bardzo silnej ingerencji w ich sposób funkcjonowania. Dzisiejszy dobrobyt jest przecież zbudowany na eksploatacji paliw kopalnych, więc trudno jest przestawić się na inne modele gospodarki. Ale nawet te kraje, których retoryka polityczna jest zbudowana na zaprzeczaniu zmianom klimatu, doskonale wiedzą już, co się dzieje. Mimo to nie wdrażają zmian, bo z ekonomicznego i politycznego punktu widzenia jest to dla nich bardzo niewygodne – mówi agencji Newseria Biznes Filip Springer, autor książek, reportażysta, współtwórca Szkoły Ekopoetyki przy Instytucie Reportażu.

Wiele państw nie jest skłonnych do wyznaczania ambitnych celów klimatycznych, bo mogłoby to negatywnie wpłynąć na ich gospodarki. Przykładem są Stany Zjednoczone, które w ubiegłym roku postanowiły wycofać się z porozumienia paryskiego, ratyfikowanego na COP21 w 2016 roku przez UE i 186 innych państw. Jak wynika z opublikowanego na początku grudnia raportu UNEP („Emissions Gap Report 2020”), mimo krótkotrwałego spadku emisji dwutlenku węgla spowodowanego pandemią COVID-19 świat nadal zmierza do wzrostu temperatury o ponad 3°C w tym stuleciu – znacznie wykraczając poza cele przyjęte pięć lat temu. Według ONZ w tym roku wiele krajów nie przedstawi też swoich planów działań w obszarze klimatu (zgodnie z wymogami porozumienia paryskiego) przez opóźnienia wynikające z pandemii.

Z drugiej strony z powagi problemu zdaje sobie sprawę coraz więcej krajów. Przykładem może być ostatnia decyzja przywódców Unii Europejskiej, którzy postanowili o zwiększeniu redukcji emisji gazów cieplarnianych w 2030 roku z 30 proc. do 55 proc. Naukowcy podkreślają jednak, że tempo to powinno być jeszcze wyższe. Nowe zobowiązanie oznacza jednocześnie, że działania na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi muszą przyspieszyć w poszczególnych państwach UE, również w Polsce.

Zdając sobie sprawę z tego, że tempo zmian powinno być dużo większe niż obecnie, i odpowiadając na to wyzwanie, EIT Climate-KIC oferuje miastom, regionom, a także całym państwom w Europie wsparcie w procesie transformacji w stronę neutralności klimatycznej na szeroką skalę. Dzięki zmianom na poziomie całych systemów osiągnięcie celu porozumienia paryskiego staje się w Europie dużo bardziej realne. Taka transformacja w ramach działań tej unijnej organizacji dzieje się w wielu miejscach Europy, takich jak Wiedeń, Amsterdam, Kraków, Madryt, włoski region Emilia-Romania, a także na poziomie krajowym, np. w Słowenii.

– Kryzys klimatyczny jest kryzysem wyobraźni. Narzędzia, które mają mu przeciwdziałać, nie zostaną podjęte, dopóki nie wyobrazimy sobie innego świata. Teraz znamy tylko świat zbudowany na gospodarce eksploatującej zasoby, której sukces mierzy się wzrostem. Walka z kryzysem klimatycznym oznacza ograniczenie konsumpcji, budownictwa, zmianę nawyków transportowych, stylu życia, sposobu zaspokajania swoich podstawowych potrzeb, bardziej solidarnościowego podejścia do zasobów. Nie wyobrażamy sobie, że nawołujemy do mniejszego konsumpcjonizmu, bo przecież nasz wzrost gospodarczy bazuje na konsumpcji. Dlatego to jest kryzys wyobraźni: musimy sobie najpierw wyobrazić inny świat, żeby go naprawić – mówi pisarz.

Jak wynika z ostatniego raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), obecnie średnia globalna temperatura jest o 1°C wyższa od poziomu przedindustrialnego. Przekroczenie bezpiecznego progu ocieplenia, czyli 1,5°C, będzie skutkować ekologiczną katastrofą na globalną skalę. Wśród efektów będzie m.in. podniesienie poziomu mórz nawet o 90 cm, co grozi zalaniem terenów zamieszkałych przez połowę̨ populacji świata, coraz częstsze i bardziej dotkliwe w skutkach fale upałów, nawałnice, powodzie i gwałtowne burze oraz niedostatki wody i żywności. Dramatyczne zmiany w środowisku naturalnym dotkną też handel i przemysł. Pod koniec obecnego wieku klęski żywiołowe mogą̨ dosięgnąć́ już 2/3 Europejczyków. Na podstawie ostatniego raportu IPCC agencja ratingowa Moody’s oszacowała, że konsekwencje globalnego ocieplenia o 2°C będą kosztować światową gospodarkę 69 bln dol. do 2100 roku.

Według IPCC uniknięcie czarnego scenariusza jest jeszcze możliwe, ale do 2050 roku ludzkość musi prawie całkowicie zrezygnować z paliw kopalnych, a do 2030 roku globalna emisja CO2 musi spaść o 45 proc. w porównaniu do poziomu z 2010 roku.

– Wyzwaniem są kwestie komunikacji, tego, co i jak mówimy o zmianach klimatu, czy tylko się straszymy, czy staramy się wprowadzić konstruktywne wizje. Duże znaczenie ma tutaj literatura jako ta, która operuje językiem – to w literaturze wykuwamy naszą wyobraźnię, dlatego jest to takie ważne. Ma to też przełożenie na inne sfery komunikacji – zaczynając od reklamy, a kończąc na rozmowach przy stole – mówi Filip Springer.

Jak wskazuje, w tej chwili brakuje narracji o zmianach klimatu, która będzie oddawać powagę sytuacji bez straszenia czy szantażu moralnego. Brakuje też jasnego nakreślenia wyzwań, z którymi społeczeństwa muszą się zmierzyć, żeby sprostać kryzysowi klimatycznemu. To rodzi potrzebę wypracowania nowej narracji, nowych sposobów mówienia o zmianach klimatu, łączących wiedzę, zaangażowanie i pozytywną wizję przyszłości.

– Staramy się wypracowywać nowe sposoby. Wiemy, że komunikacja ta musi się opierać na lokalności, czyli opowiadaniu tego, co jest tu i teraz, a nie o smutnym losie białych niedźwiedzi na krach, bo tutaj w Polsce mało kto może się nim szczerze przejąć. Ta lokalność dotyczy też czasu – to nie może być opowieść dotycząca dalekiej przyszłości, ale o tym, że my już dzisiaj doświadczamy katastrofalnych zmian klimatycznych, które kosztują życie ludzi – mówi reportażysta.

Szkoła Ekopoetyki przy Instytucie Reportażu powstała wiosną tego roku i ma na celu właśnie zmianę sposobu myślenia autorów o powiązaniach między ludźmi a naturą i klimatem. We współpracy z ekspertami oraz EIT Climate-KIC, czyli największą w Europie organizacją, która zajmuje się przeciwdziałaniem zmianom klimatycznym dzięki innowacjom, uruchomiła niedawno projekt „Zmieniamy opowieść. Kryzys klimatyczny jako kryzys wyobraźni”.

– To projekt filmowy, do którego zaprosiliśmy 15 ekspertów i ekspertek z różnych dziedzin. Zadaliśmy im pytania, które nurtują nas najbardziej, dotyczące tego, jak komunikować kwestie klimatyczne, jakie wątki wyciągać na pierwszy plan, a które z nich są być może nieistotne. Nasi eksperci i ekspertki odpowiadają na te pytania w krótkiej, ośmiominutowej formie. Liczymy, że ta forma ma potencjał viralowy, a wypowiedzi ekspertów będą później wykorzystywane np. w dyskusjach w social mediach. Podsumowaniem całego przedsięwzięcia jest też konferencja, na której 15 grudnia wyciągniemy wspólne wnioski z tych wypowiedzi ekspertów i spróbujemy zbudować zręby strategii komunikacyjnych dotyczących zmian klimatu – mówi Filip Springer.

W czasie pandemii biznes coraz chętniej sięga po szkolenia w wirtualnej rzeczywistości. Dają one niemal dwa razy lepsze wyniki niż tradycyjne zajęcia

Lockdown i pandemia przyspieszyły wdrażanie wirtualnej rzeczywistości w wielu branżach – w tym także w segmencie edukacji i szkoleń. Technavio szacuje, że w ciągu najbliższych czterech lat rynek w tym segmencie będzie rozwijać się z 60-proc. dynamiką. Na polskim rynku potencjał szkoleń w VR rozwija już Orange – do końca tego roku przeszkoli w ten sposób niemal 200 swoich pracowników, a w przyszłym – kolejny tysiąc osób. Ich efekty są dużo lepsze w porównaniu z tradycyjnymi zajęciami: szkolenia w VR zapewniają lepszą koncentrację, a wyniki testów wiedzy wśród ich uczestników wzrosły z 56 do blisko 90 proc.

 Cały czas szukamy rozwiązań, które sprawią, że te szkolenia będą jeszcze bardziej efektywne. Nawiązaliśmy współpracę z firmą VR-Learning, która brała udział w naszym programie akceleracyjnym Orange Fab. Okazało się, że szkolenie dla naszych konsultantów pierwszej linii, którzy na co dzień obsługują klientów, może zostać zrealizowane właśnie w VR – mówi agencji Newseria Biznes Ewa Krupa, dyrektor kultury i rozwoju w Orange Polska.

Pandemia COVID-19 znacznie przyspieszyła wykorzystanie rozwiązań zdalnych i nowych technologii, takich jak wirtualna rzeczywistość, w sektorze edukacji i szkoleń. Dynamiczny wzrost tego rynku był prognozowany jeszcze przed wybuchem pandemii. Z marcowego raportu Technavio wynika, że wartość rynku VR w tym segmencie w latach 2020–2024 może wzrosnąć do 6,34 mld dol. Coraz większa przystępność cenowa sprzętu VR, w połączeniu z dostępnością łatwych w obsłudze platform do tworzenia takich treści, będzie napędzać rynek, którego roczna dynamika wzrostu do 2024 roku wyniesie aż 59 proc. – wynika z „Virtual Reality Market in Education Sector by Product, Forecast and Analysis 2020–2024”.

– Czas pandemii i lockdownu pokazał, że wiele branż może skorzystać na wdrożeniu technologii VR. To m.in. właśnie nauka zdalna, co widzimy po reakcjach uczniów na lekcje fizyki, chemii czy biologii w VR, które zbudowaliśmy, oraz szkolenia, czego potencjał pokazuje Orange, przenosząc fizyczne centra szkoleniowe do świata wirtualnego. VR jest z powodzeniem stosowany w szkoleniach miękkich, a jak pokazują badania PwC, uczący są czterokrotnie bardziej skoncentrowani i uczą się cztery razy szybciej niż np. w przypadku e-learningu – mówi Tomasz Kalinowski z VR-Learning.

 Zrealizowaliśmy pilotaż z udziałem 60 pracowników i menadżerów. Okazało się, że efekty są zaskakująco pozytywne. Praktycznie wszyscy użytkownicy, niezależnie od wieku, uznali te szkolenia za bardzo efektywne. 2/3 z nich stwierdziło, że woli gogle VR od tradycyjnej, stacjonarnej formy szkoleń. Natomiast kiedy spojrzeliśmy na wyniki testów, okazało się, że uczestnicy takich szkoleń zapamiętują znacznie więcej szczegółów – dodaje Ewa Krupa.

Jak wskazuje, szkolenia w VR mają kilka przewag nad tradycyjnymi zajęciami. Po pierwsze, skutecznie odcinają użytkownika od rozpraszającego go otoczenia, zwiększając poziom koncentracji. Po drugie, osoba szkolona wciela się w rolę klienta i patrzy na urządzenie bądź usługę jego oczami: rozpakowuje paczkę, ogląda je, podłącza, konfiguruje, sprawdza różne funkcje. W ten sposób zwraca uwagę na szczegóły, których w standardowym szkoleniu może nie zauważyć. Wyniki testów wiedzy wśród uczestników takich szkoleń wzrosły z 56 do prawie 90 proc.

W Orange ze szkoleń VR skorzysta jeszcze przed końcem tego roku 180 osób. W wirtualnej rzeczywistości będą uczyć się obsługi urządzeń i konfiguracji usług, z których korzystają klienci, takich jak m.in. Smart Wi-Fi Box, FunBox, Orange TV GO czy multinagrywarka. W ten sposób będą mogli później skuteczniej wspierać klientów w ich podłączaniu, konfigurowaniu i codziennym użytkowaniu.

Obecnie szkolenia odbywają się w domach pracowników, co jest związane z czasem pandemii i powszechną pracą zdalną. Uczestnicy otrzymują gogle VR kurierem do domu, a po zakończeniu szkolenia naklejają gotową etykietę zwrotną i odsyłają sprzęt. Cały proces przypomina proces odbioru i zwrotu zakupów zamówionych w sklepie internetowym.

 Ważną kwestią jest zapewnienie bezpieczeństwa osób szkolących się. Gogle są odpowiednio zdezynfekowane, a w środku przesyłki znajduje się dodatkowy zestaw do dezynfekcji. Mają też funkcję automatycznego mapowania pomieszczenia, dzięki czemu zabezpieczają przed potencjalnymi wypadkami, np. zderzeniem z meblem czy ścianą. Gogle nie mają kabli, co minimalizuje ryzyko zaplątania się w nie – wymienia dyrektor kultury i rozwoju w Orange Polska. – Ta technologia się sprawdziła i liczymy, że w przyszłym roku – kiedy pandemia odpuści – będziemy w stanie rozwinąć takie szkolenia na większą skalę i zaprosić do nich 1 tys. pracowników. Mamy już też zapotrzebowanie na inne szkolenia, nie tylko z zakresu obsługi urządzeń w VR.

– W ramach akceleracji zbudowaliśmy program szkoleniowy dla telekomunikacji, który może być wykorzystywany na naszej platformie VR do spotkań i szkoleń zdalnych. Co ważne, szkolenie odbywa się w grupie, w trybie wieloosobowym, czyli uczący spotykają się na naszej platformie, a wyniki ich szkolenia są raportowane do systemu LMS [learning management system – red.] klienta – wyjaśnia Tomasz Kalinowski.