Prawo własności intelektualnej – Komisja Europejska pracuje nad aktualizacją ram prawnych

W ostatnim czasie na poziomie unijnym zaobserwować można wzmożone zainteresowanie kwestiami związanymi z prawem własności intelektualnej. Komisja Europejska w listopadzie opublikowała IP Action Plan, który zakłada uaktualnienie ram prawnych Unii Europejskiej tam, gdzie jest to konieczne, oraz wprowadzenie zrównoważonej polityki w zakresie własności intelektualnej, aby pomóc przedsiębiorstwom, również MŚP, w pełni korzystać z ich dóbr własności intelektualnej, a więc wynalazków, znaków towarowych, wzorów przemysłowych czy choćby oznaczeń geograficznych. Ponadto, IP Action Plan ma na celu, uwzględniając obecną sytuację, wzmocnienie ochrony twórczości w czasach kryzysu zdrowotnego i gospodarczego spowodowanego koronawirusem SARS-CoV-2, a także ułatwienie płynnego przejścia na systemy cyfrowe oraz te, które uwzględniają założenia Zielonego Nowego Ładu.

Dodatkowo, na stronach Komisji Europejskiej zamieszczono wstępną ocenę skutków (inception impact assessment) dotyczącą przeglądu obowiązujących przepisów dotyczących wzorów przemysłowych oraz oznaczeń geograficznych, przede wszystkim skupiając się, w przypadku tych drugich, na dodatkowych świadectwach ochronnych dla produktów leczniczych oraz produktów ochrony roślin. Kolejnym tematem będącym w zakresie zainteresowania Komisji Europejskiej są patenty konieczne do spełnienia normy.

We wszystkich przedstawionych kwestiach Komisja Europejska wyraźnie podkreśla potrzebę harmonizacji, głównie w przypadku procedur, na poziomie unijnym obowiązujących w państwach członkowskich przepisów w zakresie własności intelektualnej. Poza tym organem Unii Europejskiej, również europejskie organizacje pracodawców sprawnie reagują na przyszłe zmiany legislacyjne, rozpatrując możliwe rozwiązania i próbując znaleźć wyjście kompromisowe.

Tematem niezwykle ważnym wśród organizacji pracodawców na poziomie unijnym stało się ostatnio zagadnienie harmonizacji materialnego prawa patentowego, w szczególności nieszkodliwego ujawnienia określonego w art. 55 Konwencji o patencie europejskim. Określa on wyjątki od kryterium nowości, niezbędnego do uznania, że dany wynalazek posiada zdolność patentową. Pozostałymi dwoma kryteriami, również poddawanymi ocenie, są poziom wynalazczy oraz przemysłowa stosowalność. Zgodnie z treścią przytoczonego przepisu ujawnienie wynalazku nie jest brane pod uwagę, jeżeli nastąpiło nie wcześniej niż sześć miesięcy przed dokonaniem europejskiego zgłoszenia patentowego i jeżeli spowodowane było bezpośrednio lub pośrednio:

  • oczywistym nadużyciem w stosunku do zgłaszającego lub jego poprzednika prawnego, albo
  • faktem, że zgłaszający lub jego poprzednik prawny wystawili wynalazek na oficjalnej lub oficjalnie uznanej wystawie międzynarodowej w rozumieniu Konwencji o wystawach międzynarodowych, podpisanej w Paryżu dnia 22 listopada 1928 r. i po raz ostatni zmienionej dnia 20 listopada 1972 r.

Pomijając przepisy Konwencji, podobne uregulowania znaleźć można w art. 25 ust. 5 ustawy prawo własności przemysłowej, zgodnie z którym przepisy nie wyłączają możliwości udzielenia patentu na wynalazek, jeżeli jego ujawnienie nastąpiło nie wcześniej niż sześć miesięcy przed dniem dokonania zgłoszenia wynalazku i było spowodowane oczywistym nadużyciem w stosunku do zgłaszającego lub jego poprzednika prawnego. Uregulowanie to nosi nazwę „ulgi w nowości”.

Warto zatem podkreślić, że ulga w nowości będzie dostępna jedynie w przypadku jednoczesnego wystąpienia dwóch warunków, mianowicie czasowego – badanie, kiedy nastąpiło ujawnienie oraz przyczynowego – stwierdzenie czy ujawnienie było spowodowane oczywistym nadużyciem w stosunku do zgłaszającego lub jego poprzednika prawnego.

BusinessEurope aktywnie uczestniczy w pracach Industry Trilateral (IT3), która skupia się na temacie harmonizacji materialnego prawa patentowego. W obecnym kwartale, grupa planuje publikację wniosku w sprawie harmonizacji materialnego prawa patentowego, który obejmuje przede wszystkim takie zagadnienia jak:

  1. stan techniki
  2. wnioski patentowe
  3. nieszkodliwe ujawnienia
  4. pierwszeństwo do uzyskania patentu
  5. publikacja zgłoszenia po upływie 18 miesięcy od daty pierwszeństwa.

Konfederacja Lewiatan stanowczo sprzeciwiła się tym zmianom, zwracając uwagę, że w systemie  europejskim nie funkcjonuje, poza przypadkami wskazanymi w art. 55 Konwencji o patencie europejskim okres karencji, dlatego też zupełnie bezzasadne wydają się postulaty jego wprowadzenia, przy jednoczesnym przedłużeniu z obecnie obowiązującego warunkowo okresu 6 miesięcy do okresu 18 miesięcy.

Dodatkowo, wskazano na zasadnicze różnice między przepisami prawa patentowego poszczególnych państw członkowskich, podkreślając jednocześnie, że tego typu modyfikacja doprowadzi do licznych zawiłości prawnych, a także zwiększy koszty postępowań w sprawie udzielenia patentu. Co więcej, zwrócono uwagę na multiplikację ilości postępowań, będącą wynikiem wprowadzenia okresu karencji, który daje nową możliwość rozpoczęcia postępowania.

Temat ten jest niezwykle aktualny, uwzględniając ustanowienie jednolitego systemu patentowego w Europie, a tym samym Jednolitego Sądu Patentowego. Jednolity patent europejski wejdzie w życie dopiero, gdy umowę o powołaniu Jednolitego Sądu Patentowego ratyfikuje co najmniej 13 państw UE. Z tym większą uwagą, obserwuje się plany przyjęcia aktu zatwierdzającego do Porozumienia o JSP przez Niemcy. W przypadku jego przyjęcia Jednolity Sąd Patentowy może rozpocząć funkcjonowanie, najprawdopodobniej, już w 2022 r.

Elżbieta Dziuba, ekspertka Konfederacji Lewiatan

Przyszłość rynku elastycznych powierzchni biurowych

Mindspace wraz z przedstawicielami firm doradczych JLL, Colliers International, CBRE, ShareSpace i Brookfield Partners przygotował eBook zawierający prognozy rozwoju sektora powierzchni biurowych typu flex w Polsce. Wszyscy eksperci są zgodni, że obecna sytuacja skłoniła wiele firm do przeanalizowania swoich długoterminowych zobowiązań względem wynajmu biur oraz przeprojektowania strategii dalszych działań.

Przestrzeń typu flex – pewne rozwiązanie na niepewne czasy

Rok 2020 był trudnym okresem dla całej branży nieruchomości komercyjnych, w tym dla sektora biurowego i rozwiązań typu flex. Ze względu na elastyczność umów, operatorzy tego rodzaju przestrzeni już na początku pandemii koronawirusa zaczęli odnotowywać spadek obłożenia. Eksperci przewidują, że na skutek obecnego kryzysu, tendencja ta może utrzymać się również w 2021 roku, wzrośnie także liczba tzw. podnajmów. Z drugiej strony – operatorzy przestrzeni typu flex, w tym Mindspace, zaczęli odnotowywać wzrost zapytań dotyczących ich oferty. Ze względu na niepewne, trudne czasy, wiele firm zaczęło traktować elastyczne powierzchnie biurowe jako alternatywę dla swoich tradycyjnych biur. To rozwiązanie zyskało na popularności zarówno wśród dużych korporacji, jak i mniejszych firm. Zminimalizowanie kosztów prowadzenia działalności, brak długoterminowych zobowiązań oraz możliwość dostosowania wielkości biura do sytuacji na rynku skłoniło wiele przedsiębiorstw do przeniesienia części swoich oddziałów lub wręcz siedzib do przestrzeni typu flex.

Więcej elastycznych powierzchni w regionach

Alternatywy dla tradycyjnego wynajmu przestrzeni biurowych będą poszukiwały firmy z całej Polski – zwłaszcza te o niepewnych perspektywach rozwoju. Zdaniem ekspertów, w dłuższym okresie czasu spowoduje to zwiększenie zasobów elastycznej powierzchni biurowej nie tylko w Warszawie, ale i w mniejszych aglomeracjach – tym bardziej, że na skutek pandemii wiele firm rozważa również wynajem tzw. biur satelickich, zlokalizowanych na obrzeżach miast lub w zagłębiach mieszkaniowych. Strategia ta będzie miała na celu zapewnienie odpowiedniej infrastruktury dla pracowników preferujących pracę z domu, którzy w zależności od potrzeby, otrzymają jednocześnie możliwość korzystania z udogodnień biura firmy.

Konsolidacja

Z obserwacji ekspertów wynika, że własne rozwiązania typu flex planują lub zaczęły już wprowadzać firmy, które do tej pory oferowały zupełnie inny rodzaj najmu. Zwiększenie zasobów elastycznej powierzchni biurowej w Polsce może być przyczyną wielu nowych transakcji w tym sektorze. Eksperci spodziewają się, że następstwem pandemii koronawirusa będą między innymi fuzje i przejęcia – zwłaszcza na dojrzałych rynkach biurowych.

W ciągu najbliższych 12-24 miesięcy spodziewamy się znaczącej konsolidacji w sektorze, w tym wielu fuzji i przejęć. Firmy o ugruntowanej pozycji na rynku, które zaspokajają potrzeby najemców korporacyjnych i które wygenerowały zyski oraz odnotowały wysokie wskaźniki obłożenia pomimo kryzysu, mają największe szanse na przetrwanie, a później – na objęcie przywództwa na rynku – mówi Dan Zakai, współzałożyciel i dyrektor generalny Mindspace.

Umowy oparte na partnerstwie

Kolejnym trendem na rynku elastycznych powierzchni biurowych, którego rozwój przyspieszyła pandemia koronawirusa jest wyraźne odejście od tradycyjnego modelu najmu na rzecz umów opartych na partnerstwie pomiędzy operatorem a właścicielem budynku. Zdaniem Dana Zakai, takie rozwiązanie pozwoli odnotowywać wynajmującym znacznie więcej korzyści, m.in. w zakresie generowania dodatkowych przychodów i większego wykorzystania swoich aktywów przy ponoszeniu mniejszego ryzyka i kosztów.

Rok 2022 – czas stabilizacji

Zdaniem ekspertów, skutki obecnego kryzysu będą odczuwalne jeszcze w pierwszej połowie nadchodzącego, 2021 roku. Spodziewają się, że znaczący wzrost popytu na powierzchnie biurowe typu flex nastąpi w 2022 roku – zwłaszcza wśród firm z sektora MŚP i dużych korporacji.

Medycyna personalizowana w opiece nad pacjentami w podeszłym wieku

Starzenie się społeczeństw, a tym samym wzrost liczby seniorów, wymusza zmiany w opiece zdrowotnej i zwrócenie uwagi na choroby wieku podeszłego. Konieczne jest specjalistyczne podejście i całościowa, indywidualna ocena, która jest podstawą medycyny personalizowanej.  Wdrażanie personalizowanych interwencji w ramach opieki zdrowotnej wspomaga międzynarodowy projekt Regions4PerMed.  

Rozwój cywilizacji, technologii i medycyny oraz poprawa warunków bytowych wpływają na wydłużenie długości życia. Obserwujemy stały wzrost liczby ludności i proces starzenia się społeczeństwa na świecie (według Światowej Organizacji Zdrowia do 2050 r. prawie jedna czwarta ludności świata będzie miała ponad 60 lat). Przy czym populacja osób najstarszych, powyżej 85 r.ż., rośnie szybciej od pozostałych grup wiekowych. Wzrasta więc mediana wieku, a co za tym idzie także częstość występowania chorób przewlekłych, w tym nowotworów i chorób układu sercowo-naczyniowego, związanych z nimi chorób współistniejących oraz niepełnosprawności w późnym wieku.

Wraz z rozwojem cywilizacji mamy do czynienia z ograniczeniem wysiłku i ruchu, zmodyfikowaną żywnością, zanieczyszczeniem środowiska, a także osłabieniem więzi rodzinnych. Wszystko to przyczynia się do rozwoju chorób cywilizacyjnych takich jak: otyłość, cukrzyca typu 2, nadciśnienie tętnicze, miażdżyca, choroba niedokrwienna serca, choroby zwyrodnieniowe stawów, osteoporoza, choroby układu oddechowego, nowotwory, depresje. Zwiększa się częstotliwość występowania powikłań sercowo-naczyniowych (np. udary mózgu, zawały mięśnia sercowego, przewlekła niewydolność serca), choroby otępienne, zaburzenia równowagi i chodu, do upadków i złamań kostnych, co prowadzi do inwalidztwa i uzależnienia od innych.

Wydłużenie średniej długości życia wiąże się również z dostępnością i usprawnieniem publicznej służby zdrowia, lepszą profilaktyką, wyższym poziomem wykształcenia, prowadzeniem zdrowego stylu życia, poprawą warunków sanitarnych i ogólnego poziomu życia. Prognozy dotyczące opieki zdrowotnej nad osobami starszym zakładają żyjących dłużej i w lepszym zdrowiu seniorów oraz konieczność zwiększenia standardów opieki. Pacjenci w wieku podeszłym wymagają specjalistycznego podejścia, wnikliwej, całościowej oceny stanu zdrowia, szerokiej diagnostyki i indywidualnie dobranego leczenia. Są bardziej podatni na choroby przewlekłe i na sam proces leczenia (jego przebieg może różnić się u pacjentów w zaawansowanym wieku i powodować nasilenie efektów ubocznych terapii). Ponadto w tym okresie występuje osłabienie mechanizmów adaptacyjnych i funkcji układów: odpornościowego, sercowo-naczyniowego, oddechowego, endokrynologicznego, pokarmowego itd. oraz wielochorobowość, a co za tym idzie – wielolekowość, które należy wziąć pod uwagę w prowadzonej terapii.

Jak pokazuje sytuacja demograficzna Polski, tendencja starzenia się ludności i związane z tym wyzwania opieki zdrowotnej dotyczą również naszego kraju. Konieczne jest więc zwrócenie uwagi na choroby wieku podeszłego, które są przeważnie długotrwałe i kosztowne w leczeniu, a także działania sprzyjające wdrażaniu technologii medycznych, systemów i urządzeń, które mają istotny wpływ na prowadzenie profilaktyki, screeningu, diagnostyki, monitorowania, leczenia i rehabilitacji pacjentów cierpiących na różne choroby i dotkniętych niepełnosprawnością. Wraz z rosnącą presją związaną z usługami opieki zdrowotnej i społecznej dla coraz liczniejszej grupy osób w wieku podeszłym rośnie zapotrzebowanie na odpowiednie rozwiązania, jakie niesie postęp technologiczny, ale też konieczność wprowadzenia unormowań systemowych. Wśród barier do pokonania są m.in. brak współpracujących ze sobą środowisk technologii informacyjnych w dziedzinie opieki zdrowotnej, nieodpowiednie dane i standardy wiedzy oraz polityki w zakresie wdrażania nowych rozwiązań. Ponadto wiele usług nadal nie jest ogólnodostępnych lub są zbyt drogie, by mogły być popularyzowane na szeroką skalę. Jednym z projektów rozwijających technologie personalizowane, które służyć mogą opiece integrowanej nad pacjentem w wieku podeszłym jest międzynarodowy projekt Regions4Permed będący platformą wymiany doświadczeń ekspertów z pięciu europejskich regionów – mówi prof. Donata Kurpas, Kierownik Projektu po stronie Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Projekt „Regions4PerMed – Interregional coordination for a fast and deep uptake of personalised health” jest finansowany w ramach programu Komisji Europejskiej Horyzont 2020. Obejmuje międzynarodową koordynację regionalnych polityk i programów innowacyjnych w zakresie e-zdrowia i nawiązanie stałego dialogu między 5 regionami europejskimi: Lombardią, Toskanią, Saksonią, Galicją i Dolnym Śląskiem. Ma na celu wdrażanie najlepszych praktyk w ramach personalizowanej opieki zdrowotnej, w tym zwiększenie zaangażowania władz regionalnych, naukowców i decydentów mających wpływ na wdrażanie medycyny personalizowanej oraz określenie optymalnych zasad implementacji innowacyjnych interwencji.

Tradycyjna medycyna bazowała na rozwiązaniach ogólnych, jednakowym podejściu do różnych pacjentów zmagających się z daną chorobą. Takie standardowe leczenie u niektórych osób mogło nie przynosić oczekiwanych efektów terapeutycznych. Nowoczesna medycyna coraz częściej korzysta z osiągnięć w dziedzinie personalizowanych technologii medycznych, które umożliwiają postępy w zakresie zapobiegania, diagnozowania, leczenia i rehabilitacji. Przez podejmowanie działań indywidualnie dopasowanych do potrzeb pacjenta i jego obecnej sytuacji zdrowotnej technologie medyczne zapewniają nie tylko większą skuteczność w zakresie somatycznym, ale i pozytywne efekty psychologiczne, sprawdzają się zarówno w domach, opiece ambulatoryjnej, jak i na oddziałach szpitalnych – dodaje prof. Donata Kurpas.

Dynamiczny rozwój technologii sprawia, że nowoczesna aparatura medyczna jest zinformatyzowana, wyposażona w specjalistyczne oprogramowanie, które odpowiada m.in. za automatyzację procedur diagnostycznych i terapeutycznych, przetwarzanie i przyjazne udostępnianie lekarzom informacji o stanie pacjenta. Technologie mogą wspierać opiekę geriatryczną, której celem jest utrzymanie starszych ludzi jak najdłużej w zdrowiu fizycznym i psychicznym, utrzymanie ich sprawności i zdolności do samodzielnego funkcjonowania, zapobieganie przedwczesnemu niedołężnieniu oraz możliwości przebywania w domowych środowisku do ostatnich dni, gdzie ludzie czują się najlepiej. Ważna jest więc integracja technologii stosowanych w domach, takich jak: czujniki, aplikacje, które wspomagają niezależność osób w wieku podeszłym i mogą mieć wpływ na modulowanie opieki domowej, nie tylko zwiększając jej efektywność pod względem kosztów i czasu leczenia, ale także oferując rozwiązania zachęcające do zwiększania samodzielności i poprawy jakości życia seniorów. Nowe technologie personalizowane mogą przejmować rolę opiekunów osób w wieku podeszłym, monitorować ich stan zdrowia i alarmować o niebezpiecznych sytuacjach. Kluczowe jest przy tym zwiększanie kompetencji starszych osób w zakresie korzystania z tych technologii.

Wdrożenie personalizowanych technologii w codziennym życiu zwiększa skuteczność podejmowanych działań indywidualnie dopasowanych do potrzeb pacjenta i jego obecnej sytuacji zdrowotnej, a także daje pozytywne efekty psychologiczne. Czynnikiem determinującym rozwój rozwiązań personalizowanych jest innowacyjność w różnych sferach działalności: w edukacji, badaniach naukowych i rozwojowych, we wdrożeniach nowych rozwiązań do produkcji i praktyki medycznej oraz w tworzeniu nowych firm i zaplecza naukowo-technologicznego koniecznego do wytwarzania nowoczesnej aparatury medycznej i farmaceutyków. Bardziej efektywne terapie prowadzą do skrócenia czasu hospitalizacji, lepszego rokowania dla pacjentów i szybszego ich powrotu do normalnej aktywności w społeczeństwie. – tłumaczy Dorota Stefanicka – Wojtas, asystent merytoryczny Projektu po stronie Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Medycyna personalizowana w praktyce

Coraz bardziej zaawansowane urządzenia mogą monitorować zmienne fizjologiczne i w czasie rzeczywistym przekazywać je do smartfona lub komputera. Na przykład osobisty monitor Raisin monitoruje i analizuje tętno, aktywność fizyczną, pozycję ciała i rejestr pacjenta, co pozwala na precyzyjne dostosowanie leczenia w celu kontroli chorób przewlekłych lub dostosowanie stylu życia sprzyjającemu zdrowiu. Opiekę zdrowotną nad osobami starszymi usprawnia także monitorowanie stanu zdrowia z wykorzystaniem GPS. Cyfrowe urządzenia typu wearable łączą zdalnie użytkowników z systemem monitorującym i ostrzegają służby ratunkowe lub krewnych, gdy użytkownik potrzebuje pomocy. Co istotne, pomoc może być szybko uruchomiona, jeśli użytkownik zgubi się, upadnie lub poczuje się źle. Niektóre z proponowanych systemów obejmują inteligentne ubrania lub plastry, które śledzą parametry życiowe użytkownika, np. tętno, temperaturę, ciśnienie krwi i oddech. Osoby w wieku podeszłym są głównymi odbiorcami leków przepisywanych na receptę i jak pokazuje praktyka mają skłonność do pomijania dawek leków lub ich przypadkowego przedawkowania. Technologie zmniejszające to ryzyko mogą ograniczyć ewentualne błędy terapii, a nawet uratować życie. Na rynku znajdują się już systemy wydające leki zgodnie z ustalonym wcześniej harmonogramem oraz aplikacje, które za pomocą smartfona powiadamiają pacjentów o konieczności przyjęcia leków.

Kolejnym problemem, który stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia osób w każdym wieku jest izolacja społeczna. Obecnie, gdy rośnie liczba osób żyjących samotnie, utrzymanie więzi społecznych staje się ważniejsze niż kiedykolwiek. I tu z pomocą przychodzą nowe technologie komunikacyjne i informacyjne, które pomagają osobom w podeszłym wieku utrzymywać kontakt ze światem, np. szwedzki system GiraffPlus, który wykorzystuje podobny do Skype’a interfejs do łączenia seniorów z osobami w każdym miejscu na świecie. Umożliwia prowadzenie wideorozmów z przyjaciółmi, krewnymi i pracownikami służby zdrowia. Również rzeczywistość wirtualna (VR – Virtual Reality) może być wykorzystana u seniorów w celu wspierania dobrego samopoczucia emocjonalnego, a nawet pomocy w radzeniu sobie z demencją.

Podobnie rozwój telemedycyny (inaczej medycyna na odległość), ma duży wpływ na zdrowie i życie osób w wieku podeszłym, które z niej korzystają. Dzięki kamerom umieszczonym w komputerach, tabletach i smartfonach, lekarz „odwiedza” swoich pacjentów w zaciszu ich domów. W połączeniu z pozyskanymi precyzyjnymi danymi stanu zdrowia pacjenta, można sprawnie postawić diagnozę, co może zapobiec pogorszeniu się stanu zdrowia dzięki szybkiej interwencji medycznej, a nawet uniknąć hospitalizacji.

Sposób, w jaki zarządzamy zdrowiem ludzi mogą zrewolucjonizować sztuczna inteligencja i big data, czyli duże zbiory danych, które można analizować w celu określenia wzorców i tendencji. Wraz ze wzrostem mocy obliczeniowej i coraz bardziej zaawansowanymi algorytmami, profilaktyka pierwotna może zapobiec rozwojowi chorób. Lepsze wykorzystanie danych publicznych w połączeniu z narzędziami cyfrowymi i zrozumieniem szerszych uwarunkowań dotyczących zdrowia da nam możliwość szybszej i pełniejszej identyfikacji zagrożeń oraz pomocy najbardziej potrzebującym osobom z czynnikami ryzyka, zanim staną się pacjentami obciążonymi chorobami przewlekłymi. Sztuczna inteligencja może również funkcjonować jako narzędzie diagnostyczne i terapeutyczne, czego przykładem jest wykorzystanie rozpoznawania mowy do wykrywania demencji przy zastosowaniu przetwarzania języka naturalnego (NLP – Natural Language Processing). Takie narzędzia zwiastują nową erę medycyny spersonalizowanej, w której leczenie jest dostosowane do indywidualnych potrzeb pacjentów – tłumaczy Marta Duda-Sikuła, asystent merytoryczny Projektu po stronie Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Nowe technologie umożliwiają personalizację ochrony zdrowia, a integracja spersonalizowanych technologii wspiera niezależność osób w wieku podeszłym. Spersonalizowane technologie mogą wpłynąć na opiekę domową, nie tylko zwiększając jej efektywność pod względem kosztów i czasu leczenia, ale także oferując rozwiązania, które zachęcają do samodzielnego życia i poprawiają jakość życia osób w wieku podeszłym.

Spada poziom niepokoju wywołanego pandemią

7 proc. wynosi obecnie w Polsce opracowany przez Deloitte indeks niepokoju. To spadek z rekordowych 34 proc. miesiąc temu, kiedy poziom obaw nad Wisłą był najwyższy na świecie. W najnowszej edycji badania firmy doradczej Deloitte Global State of the Consumer Tracker widać, że po dużych wzrostach na początku listopada, Polacy znów poczuli się pewniej. Aż o 10 pp. przybyło konsumentów, którzy czują się bezpiecznie w sklepach stacjonarnych. Jedna piąta z nas nie ma obaw przed udziałem w wydarzeniach takich jak mecze czy koncerty. O 8 pp. przybyło też Polaków, którzy nie boją się iść do dentysty czy fryzjera.

„Global State of the Consumer Tracker” to dziesiąta edycja prowadzonego cyklicznie przez Deloitte wśród polskich konsumentów badania ich reakcji i obaw związanych z pandemią koronawirusa. Na świecie badanie zostało przeprowadzone po raz trzynasty. W najnowszej ankiecie na przełomie listopada i grudnia na pytania Deloitte odpowiedziało po tysiąc osób z w sumie 18 krajów. Oprócz Polaków byli to mieszkańcy Australii, Kanady, Chin, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Włoch, Japonii, Meksyku, Holandii, Korei Południowej, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Chile, RPA.

Duży spadek indeksu niepokoju

Z najnowszej ankiety Deloitte wynika, że globalnie poziom lęku jest nieporównywalnie niższy niż miesiąc temu. Wśród krajów gdzie jest on najmniejszy jest także znacznie więcej państw z Europy. Dla Polski, opracowany przez Deloitte indeks niepokoju, czyli różnica netto między osobami, które zgodziły się ze zdaniem „Jestem bardziej zaniepokojony niż tydzień temu” oraz tymi, które zaprzeczyły, wyniósł na początku grudnia 7 proc. To spadek aż o 27 pp. od badania przeprowadzonego na początku listopada kiedy Polacy deklarowali niepokój na rekordowym poziomie 34 proc.

Tak duży i nagły spadek poziomu niepokoju pokazuje, że pierwszy szok wywołany wzrostem zachorowań minął, a Polacy przyzwyczajają się do sytuacji, życia i pracy w tak niecodziennych warunkach. Co prawda w ciągu miesiąca niepokój odczuwany przez konsumentów znacząco spadł, ale nadal jesteśmy bardzo wysoko. Przed nami są tylko Indie, gdzie indeks niepokoju wynosi 29 proc. i jest najwyższy właściwie w każdej edycji badania – mówi Michał Tokarski, Partner, lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

Co ciekawe, na czele krajów z najmniejszym poziomem lęku znów są Niemcy. U naszych zachodnich sąsiadów indeks niepokoju wynosi -33 proc., a więc jest niższy niż ostatnio o 21 pp. Za Niemcami są Holendrzy z indeksem na poziomie -25 proc. Najwyższy spadek poziomu lęku odnotowali w ciągu miesiąca Francuzi. W najnowszej edycji badania wynosi on -11 proc., a więc mniej niż miesiąc temu aż o 33 pp.

Poziom niepokoju spadł we wszystkich grupach wiekowych respondentów Deloitte. Co ciekawe jednak, o ile na początku listopada najwyższy poziom obaw deklarowały osoby w wieku 55+, o tyle w grudniu najbardziej zaniepokojeni zdają się być Polacy w wieku 35-54 lata (47 proc.). Najmniej zaniepokojone są osoby w wieku 18-34 lata (42 proc.).

Dużo bezpieczniej w sklepach

Ogólne uspokojenie tylko w niewielkim stopniu wpłynęło na zmniejszenie poziomu obaw dotyczących zdrowia własnego i bliskich osób. W Europie wciąż najbardziej zaniepokojeni o zdrowie są Hiszpanie (78 proc.). W przypadku tego kraju w ciągu miesiąca poziom niepokoju podniósł się o kolejne 3 pp. Polska znalazła się tuż za Hiszpanią. 63 proc. rodzimych konsumentów obawia się o swoje zdrowie, co oznacza spadek o 3 pp. w porównaniu z badaniem z początku listopada. Na świecie największy poziom lęku o własną kondycję odnotowują Chińczycy (84 proc.) i mieszkańcy Meksyku (82 proc.).

Polacy wiąż mają najwyższy w Europie poziom obaw o zdrowie rodziny. Razem z Meksykiem, z wynikiem 81 proc., jesteśmy pod tym względem na trzecim miejscu na świecie. Wyższy poziom obaw jest w Indiach i Chinach. 82 proc. zapytanych Hindusów i aż 85 proc. Chińczyków niepokoi się o stan zdrowia członków rodziny. Warto zauważyć, że w przypadku Polski najnowsze badanie pokazuje pierwszy od sierpnia spadek obaw w zakresie zdrowia własnego i rodziny. Od trzech miesięcy obserwowaliśmy jego systematyczny wzrost – mówi Krzysztof Wilk, Partner Associate w dziale Doradztwa Podatkowego, lider praktyki Life Sciences & Health Care, Deloitte.

Wart odnotowania jest duży skok poczucia bezpieczeństwa w sklepach. Po sporym, bo aż o 12 pp. spadku na początku listopada, najnowsza edycja badania przynosi wzrost o 10 pp. Prawie połowa polskich konsumentów deklaruje, że czuje się bezpiecznie podczas zakupów w sklepach stacjonarnych. Zauważalny wzrost, bo o 6 pp. dotyczy barów i restauracji. Dziś 36 proc. z nas czuje się w takich miejscach komfortowo, choć grudzień to kolejny miesiąc kiedy lokale gastronomiczne mogą serwować jedzenie jedynie na wynos.

Mimo, że ograniczenia w przyjmowaniu gości dotyczą także hoteli, aż o 8 pp. wzrosła liczba Polaków, którzy nie mają obaw przed zatrzymaniem się w takim miejscu, a ponad jedna czwarta z nas bezpiecznie czuje się na pokładzie samolotu. Jedna piąta ankietowanych odpowiedziała, że nie ma obaw przed udziałem w wydarzeniach, na które przychodzi wiele osób, jak mecze czy koncerty. Znacznie (8 pp.) wzrosła też liczba konsumentów, którzy bez obaw korzystają z indywidulanych usług jak wizyta u dentysty czy fryzjera (42 proc.).

Obawy o pracę i finanse wciąż duże

Do poziomu z drugiej połowy sierpnia spadł odsetek Polaków, którzy mają obawy związane z powrotem do biura.

Od ostatniej edycji badania, kiedy obawy przed pracą stacjonarną miało rekordowe 35 proc. zapytanych, ich liczba spadła o 5 pp. Nieco swobodniej czujemy się także podczas podróży komunikacją miejską, którą wielu z nas wykorzystuje jako środek transportu do miejsca pracy. Ponad połowa naszych respondentów zapowiada, że w najbliższych tygodniach ograniczy korzystanie z miejskich autobusów, tramwajów, czy metra, podczas gdy miesiąc temu odpowiedziało tak prawie 60 proc. ankietowanych – mówi John Guziak, Partner, lider ds. Kapitału Ludzkiego w Deloitte Polska.

Mimo, że oddala się wizja kolejnego lockdownu, niezauważalnie, bo zaledwie o 1 pp. spadła liczba konsumentów, którzy obawiają się, że stracą pracę. To dziś powód do zmartwień dla 53 proc. zapytanych przez Deloitte. O 5 pp. wzrosła także liczba osób, które niepokoją się o spłatę swojego zadłużenia kredytowego (68 proc.). Tylko jedna piąta konsumentów nie ma związanych z tym obaw. Na niemal niezmiennym poziomie utrzymuje się natomiast liczba Polaków (-1 pp.), którzy obawiają się o stan swoich oszczędności (72 proc.). Tylko 15 proc. z nas nie ma co do tego obaw.

Obecna sytuacja to z pewnością pokłosie dotychczasowych, spowodowanych przez pandemię obostrzeń. Wielu przedsiębiorców musiało się przebranżowić, a w najgorszym wypadku zamknąć definitywnie lub czasowo własny biznes. Polacy wciąż ostrożnie podchodzą do kwestii finansowych. Tylko o 2 pp. do 30 proc. spadła liczba konsumentów, którzy obawiają się o uregulowanie przyszłych płatności. Wciąż też wolimy poczekać z robieniem dużych zakupów na lepsze czasy – mówi Przemysław Szczygielski, Partner, lider branży Usług Finansowych w Polsce, Deloitte.

Coraz chętniej płacimy za wygodę

Uspokojenie nastrojów nad Wisłą widać także w zwyczajach zakupowych polskich konsumentów. Choć o 4 pp. mniej jest tych, którzy kupują na zapas, nadal jesteśmy pod tym względem na pierwszym miejscu w Europie (41 proc.). Tuż za nami są Włosi (40 proc.) Globalnie do kupowania więcej niż są w stanie zużyć na bieżąco, przyznaje się najwięcej mieszkańców Indii (68 proc.). W Chinach z kolei jest najwięcej konsumentów, którzy polują na okazje (61 proc.). Po wzroście od ostatniej fali badania o 4 pp., wśród krajów europejskich Polska jest pod tym względem na trzecim miejscu (48 proc.) za Wielką Brytanią (50 proc.) i Irlandią (51 proc.). Za nami są Francuzi (47 proc.) i Niemcy (46 proc.).

Polacy znów coraz chętniej płacą za wygodę, jak na przykład dostarczenie zakupów do domu. Tzw. trend convenience rośnie systematycznie od początku października.W najnowszej edycji to już jedna trzecia zapytanych. – Warto bliżej przyjrzeć się powodom, dla których jesteśmy gotowi więcej wydać za udogodnienia w trakcie zakupów. Od trzech edycji badania kierujemy się przede wszystkim obawą o zdrowie, choć w ciągu miesiąca liczba osób, które podają ten powód spadła z 71 proc. do 64 proc. Na drugim miejscu niezmiennie jest oszczędność czasu, a na trzecim, co jest bardzo ciekawe, po raz pierwszy redukcja stresu. To powód dla aż 41 proc. naszych ankietowanych, czyli więcej aż o 7 pp. niż miesiąc temu – podsumowuje Michał Tokarski.

Świeże paliwo

Pomimo niepokojącego szumu informacyjnego w kwestii zaostrzania covidowych restrykcji, inwestorzy nie chcą porzucać budowanego wcześniej optymizmu w stosunku do ryzykownych aktywów. Potrzebują jednak świeżego paliwa, a druga część tygodnia takiego może dostarczyć.

Zacznę jednak do tego, co rzetelnym impulsem dla rynków nie jest – brexit. Szum wokół negocjacji jest coraz głośniejszy i choć z perspektywy handlu funtem inwestorzy widzą większe prawdopodobieństwo porozumienia (ja też zaliczam się do tego grupy), tak napływające informacje niewiele wnoszą. GBP/USD wspina się pod 1,35 po komentarzach reportera BBC, według którego w szeregach posłów torysów zapanowało poruszenie, że porozumienie jest coraz bliżej, a eurosceptycy w partii będą zadowolenie z rezultatu. Szef unijnego zespołu negocjatorów stwierdził, że widzi ścieżkę do umowy, o ile strony pokonają różnice zdań. Osobiście nie widzę, jak po tych informacjach można uznać, że prawdopodobieństwo dogadania się stron wzrosło, ale widać na rynku GBP nikt nie chce przegapić potencjalnego rajdu ulgi po ogłoszeniu porozumienia. Tylko czy czasem po drodze nie trafi się jeszcze jeden powód do rozczarowania i korekty niżej. Brexitowy roller-coaster jedzie dalej.

Dziś w kalendarzu na pierwszym miejscu jest decyzja FOMC. Oczekujemy, że Fed utrzyma cel dla stopy rezerw federalnych na 0-0,25 proc. i w przewidywalnej przyszłości nie zanosi się, aby stanowisko Fed w tej sprawie uległo zmianie. Ostatnia projekcja Fed z września sugeruje, że warunki dla podwyżki po stronie inflacji i bezrobocia nie pojawią się wcześniej, jak w 2023 r. O obniżkach też na razie nie ma dyskusji, a Fed wolałbym, aby krótkoterminowe wyzwania gospodarce (druga fala pandemii) były rozwiązywane narzędziami fiskalnymi. Jedną z kwestii, która wymaga uporządkowania jest nakreślenie długoterminowych planów dla programu skupu aktywów, aby były spójne z nową strategią dla polityki stóp procentowych. Oczekiwalibyśmy wskazania, że tempo skupu będzie podtrzymywane do czasu, aż projekcja inflacja nie będzie przywidywać powrotu poniżej celu 2 proc., a rynek pracy nie znajdzie się na trajektorii ku stanowi pełnego zatrudnienia. Niewykluczone, że grudniowe posiedzenie przyniesie decyzję o zmianie struktury zakupów obligacji z preferowaniem długoterminowych papierów, by tym sposobem wywierać presję na oprocentowanie długoterminowe. Zaniżanie rentowności długu (i pośrednio kosztu kredytu) poprzez nasilony skup obligacji o długim terminie zapadalności powinno dodatkowo wspierać gospodarkę.

O ile nie pojawi się niespodzianka, decyzja Fed powinna zostać przyjęta neutralnie przez rynki. Podtrzymanie akomodacyjnej polityki pieniężnej przy rozkręcaniu ekspansji fiskalnej i perspektywach szybszego ożywienia opartego o rozpowszechnianie szczepień oznacza wzrost oczekiwań inflacyjnych. Bez reakcji po stronie podwyżek stóp procentowych pogłębianie ujemnych realnych stóp będzie osłabiać dolara w średnim i długim terminie. EUR/USD zblokował się pod 1,22, czekając na świeży impuls. Taki widzielibyśmy w zatwierdzeniu pakietu fiskalnego w USA.

Wcześniej jednak uwaga skupi się na grudniowych odczytach PMI. W tym miesiącu niektóre kraje zaczęły luzować restrykcje, co powinno przynieść stabilizację, jeśli nie skromne odbicie w odczytach Composite PMI. Ale np. w Niemczech restrykcje zostały zaostrzone, więc tamtejszy sektor usługowy dalej będzie się kurczył. Ogólnie sytuacja daleka jest od normalności i indeksy dla usług w innych krajach (np. Francji) pozostaną poniżej 50 pkt. Na pocieszenie, przemysł powinien utrzymać solidne tempo ekspansji na oczekiwaniach przyspieszenia wzrostu w przyszłym roku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rada UE chce wprowadzić system znakowania żywności uwzględniający dobrostan zwierząt

15 grudnia br. Rada Unii Europejskiej ds. Rolnictwa i Rybołówstwa wyznaczyła kierunek dla kompleksowego systemu znakowania żywności, który będzie przedstawiał poziom dobrostanu zwierząt w całym cyklu hodowlanym – łącznie z transportem i ubojem – dla każdego gatunku.

Państwa członkowskie UE uzgodniły kierunek dalszego rozwoju ogólnounijnego systemu znakowania żywności, dotyczącego dobrostanu zwierząt, który wykracza poza dobrowolne znakowanie i obejmuje wszystkie gatunki w ciągu całego życia zwierząt. To ogromny krok w kierunku poprawy dobrostanu i lepszego traktowania zwierząt hodowlanych.

Obecnie konsumenci mają możliwość świadomego wyboru jedynie jaj, które oznaczone są cyframi (3 – chów klatkowy, 2 – ściółkowy, 1 – wolny wybieg, 0 – ekologiczny). Wprowadzone zmiany pozwolą na więcej świadomych i bardziej etycznych decyzji zakupowych – w wielu badaniach opinii publicznej, przeprowadzonych na przestrzeni lat wyraźnie widać, że konsumenci chcą wiedzieć skąd pochodzą produkty zwierzęce, które kupują i zależy im na znajomości warunków, w jakich hodowane są zwierzęta.

Wprowadzenie obowiązkowego znakowania mięsa i produktów zwierzęcych to nie tylko decyzja, która pozytywnie wpłynie na dobrostan zwierząt, ale będzie też odpowiedzią na oczekiwania konsumentów – mówi Anna Iżyńska, menadżerka ds. kampanii w Stowarzyszeniu Otwarte Klatki – Widzimy duże poparcie zarówno w Polsce, jak i całej Europie dla wszystkich dążeń, które mają na celu poprawę losu zwierząt hodowlanych – dodaje Iżyńska.

Badanie Eurobarometru z 2015 r. wykazało, że 82% europejskich konsumentów domaga się zwiększenia dobrostanu zwierząt hodowlanych, a ponad połowa badanych aktywnie poszukuje oznakowań dotyczących dobrostanu zwierząt. Co więcej, w badaniu przeprowadzonym w lutym 2020 r. przez Biostat aż 56,5% respondentów na pytanie, czy warunki hodowli kurczaków na mięso powinny ulec poprawie odpowiedziało „zdecydowanie tak”, a „raczej tak” odpowiedziało 35,5% badanych – zatem aż 92% Polaków wspiera poprawę losu kurczaków.

W 2021 r. Komisja Europejska zamierza rozpocząć badanie dotyczące oznaczania dobrostanu zwierząt, które doprowadzi do opracowania wniosku w tej sprawie, oczekiwanego w 2022 r.

Rozwój rynku autonomicznych robotów mobilnych

Mobile Industrial Robots (MiR), czołowy producent autonomicznych robotów mobilnych (AMR), poinformował, że na przestrzeni ostatnich miesięcy roboty MiR wdrożyły organizacje z różnych sektorów i o różnej skali działania, m.in. Schneider Electric w zakładach w Polsce, Bułgarii, Francji i we Włoszech, chiński oddział przedsiębiorstwa farmaceutycznego Novo Nordisk, hiszpańska fabryka TB Spain Injection zajmująca się przetwórstwem tworzyw sztucznych oraz amerykański zakład Bossard – lider na rynku elementów złącznych. Kluczowe rezultaty robotyzacji wymieniane przez użytkowników to przede wszystkim optymalizacja kosztów i efektywności transportu wewnętrznego, a także szansa na zaangażowanie personelu w inne obszary.Rozwój rynku autonomicznych robotów mobilnych

Rynek CEE – 10% udziału w globalnej sprzedaży 2020

W 2020 MiR wzmocnił sieć partnerską w regionie CEE, zarówno od strony dystrybutorów – nowi partnerzy (Słowacja i Węgry), jak i integratorów systemów. Najbardziej aktywne segmenty w zakresie wdrażania AMR to motoryzacja i branże pokrewne, jednak bardzo wyraźne jest zapotrzebowanie ze strony sektora FMCG i logistyki. Poza firmami z Polski, Czech, Słowacji i Węgier zdecydowanie przyspieszyła Rumunia. Aktualnie udział regionu CEE w łącznej, globalnej sprzedaży robotów Mobile Industrial Robots to 10%.

„Ten rok pokazał, jak bardzo procesy produkcyjne są narażone na przestoje w wyniku nieprzewidzianych sytuacji. Robotyzacja zapewnia elastyczność i gwarantuje stabilne działanie pomimo niekorzystnych warunków. Obserwujemy zdecydowanie wyższe zainteresowanie automatyzacją intralogistyki, także w kontekście nowym wymogów bezpieczeństwa i higieny, oraz aplikacji związanych z dezynfekcją przestrzeni. Spodziewamy się, że przyszły rok będzie bardzo intensywny” – mówi Jesper Sonne Thimsen, dyrektor sprzedaży w regionie CEE, Mobile Industrial Robots.

W Polsce MiR oferuje swoje roboty poprzez dwóch dystrybutorów – krakowską firmę ASTOR oraz wrocławską ProCobot.

Rynek AMR i AGV warty 1,9 mld USD

Według raportu World Robotics 2020, Service Robots, Międzynarodowej Federacji Robotyki[1], pod koniec 2019 r. wartość sprzedaży robotów logistycznych wyniosła 1,9 mld USD. Firmy i organizacje na całym świecie kupiły 75 tys. autonomicznych robotów mobilnych i systemów AGV – o 42% więcej niż w roku poprzednim. IFR szacuje, że wzrost sprzedaży w tym segmencie w 2020 roku utrzyma się na podobnym poziomie. Kluczowe trendy wpływające na rynek to cyfryzacja produkcji, elastyczne modele RaaS (Robot as a Service, robot jako usługa) oraz zainteresowanie autonomiczną dezynfekcją.

„Autonomiczne roboty mobilne są wykorzystywane zarówno w magazynach, jak i nowoczesnych zakładach przemysłowych. Koniec 2019 roku oraz 2020 rok to także zdecydowany wzrost wykorzystania robotów AMR w obszarze dezynfekcji różnego rodzaju pomieszczeń – w segmencie opieki zdrowotnej, przemyśle i różnego rodzaju obiektach użyteczności publicznej. Pokazuje to jak uniwersalną i elastyczną platformą są roboty AMR – w zależności od potrzeb mogą stanowić wsparcie w praktycznie każdym sektorze” – mówi Søren E. Nielsen, prezes Mobile Industrial Robots.

IFR podkreśla, że roboty AMR są odporne na silne substancje oraz światło UV – dzięki temu mogą stale dezynfekować wybrane obszary, bez narażania personelu. Z kolei w zakładach przemysłowych i magazynach AMR podnoszą efektywność transportu wewnętrznego, obniżają koszty intralogistyki oraz zapewniają bezpieczeństwo, szczególnie w dynamicznym otoczeniu.

[1] International Federation of Robotics, World Robotics 2020, Service Robots

Prognozy Veeam na rok 2021

Programiści będą mieć większy wpływ na kierowanie procesami technicznymi i strategie zarządzania danymi w przedsiębiorstwach.

Zapowiada się ostry „zwrot w lewo” we wszystkich branżach, ponieważ dyrektorzy ds. informatycznych będą bardziej polegać na programistach podczas zarządzania procesami technicznymi w przedsiębiorstwie. Dawniej informatycy przenosili dane do chmury w sposób określony przez kierownictwo. Po wybuchu pandemii to się jednak zmieniło, podobnie jak wiele innych rzeczy całym świecie. Środowiska chmurowe znacznie zyskały na znaczeniu. W roku 2021 zespoły pracujące w środowiskach DevOps będą mieć jeszcze więcej do powiedzenia w procesie budowania strategii przetwarzania danych. W rezultacie zwiększy się mobilność obciążeń, co będzie skorelowane z rozwojem technik zarządzania danymi w chmurze.

Ochrona danych na platformie współpracy w chmurze i zarządzanie tymi danymi zyska na znaczeniu

Już przed pandemią coraz więcej firm korzystało z rozproszonych sieci pracowników. COVID-19 spowodował ogromne przyspieszenie tego trendu. Do połowy przyszłego roku wiele firm będzie nadal rozszerzać możliwości pracy zdalnej. Chmurowe platformy współpracy, takie jak Microsoft Teams i Slack, będą więc jeszcze częściej używane, w związku z czym jeszcze więcej zespołów będzie chciało wykorzystać chmurę do przechowywania dużych ilości danych napływających z platform współpracy. W rezultacie w roku 2021 znacznie zyska na znaczeniu ochrona danych i zarządzanie nimi na potrzeby oprogramowania do pracy grupowej.

Urządzenia (sprzęt) będą ustępować miejsca rozwiązaniom programowym

Przedsiębiorstwa będą wdrażać coraz więcej rozwiązań definiowanych przez oprogramowanie, a urządzenia dedykowane (appliances) stracą na znaczeniu. 10 lat temu urządzenia dedykowane były nowymi, błyszczącymi zabawkami, które każdy chciał mieć. Okazało się jednak, że nie utrzymały się w firmach tak długo, jak przewidywaliśmy. Ustąpiły one miejsca rozwiązaniom do tworzenia kopii zapasowych w formie usług. Zdalna praca w czasie pandemii wywarła duży wpływ na to, jak korzystaliśmy ze sprzętu w roku 2020 i będziemy to robić w 2021. Centralne miejsce zajmą rozwiązania sterowane programowo.

Uczenie maszynowe znajdzie szersze zastosowanie do danych w chmurze.

Już dziś przedsiębiorstwa odkrywają praktycznie nieograniczone możliwości wykorzystania zgromadzonych przez siebie danych. W roku 2021 będzie to ważny trend, przy czym wiele firm użyje w tym celu technologii uczenia maszynowego. To dopiero początek, ale zastosowanie tej technologii znacznie wzrośnie, gdy przedsiębiorstwa przekonają się, jak bardzo ułatwia ona analizowanie i wielokrotne wykorzystywanie danych. Ponadto firmy, które będą stosować uczenie maszynowe w chmurze, staną się bardziej inteligentne.

Liczba kar wymierzanych za nieprzestrzeganie przepisów będzie nadal spadać. 

W roku 2021 ochrona danych i przepisy o ochronie prywatności będą wciąż zyskiwać na znaczeniu. W szczególności uważam, że pojawią się pierwsze propozycje regulacji w zakresie ochrony danych i prywatności na poziomie federalnym. Liczba kar za nieprzestrzeganie przepisów będzie nadal spadać, podobnie jak w roku 2020. W roku 2019 wyraźnie wzrosła, a firmy zrozumiały, że RODO, CCPA i tym podobne regulacje należy traktować bardzo poważnie. Dziś znajomość takich regulacji i świadomość ich wagi jest już znacznie większa. Należy się spodziewać większego uspójnienia przepisów o ochronie danych na poziomie federalnym.

Po spadku w roku 2020 wydatki na technologie informatyczne znów zaczną rosnąć, co dotyczy w szczególności sprzętu i zabezpieczeń.

Mimo tegorocznych turbulencji ekonomicznych spowodowanych pandemią, w przyszłym roku należy się spodziewać wzrostu ogólnych wydatków na technologie informatyczne o 5-10%. Firmy będą wydawać przede wszystkim na zabezpieczenia, ogólną modernizację systemów (systemy kopii zapasowych, aplikacje, migracje do chmury itp.) oraz odświeżenie sprzętu. Przeznaczą również pieniądze na cele, które zostały zawieszone w roku 2020, oraz technologie informatyczne wymagające dorocznych i regularnych opłat. Na przykład sprzęt należy odświeżać co trzy lata, a jeśli na skutek pandemii firma to odłożyła, pozycja ta z pewnością znajdzie się na czele listy wydatków w roku 2021.

Autor: Danny Allan, dyrektor ds. technicznych i wiceprezes ds. strategii produktowej w firmie Veeam 

MŚP kończą 2020 rok w bardzo słabej kondycji – zadłużenia sięgają blisko 10 mld zł

Przedsiębiorcy z nadzieją oczekują na to co może przynieść 2021 rok. Dane rynkowe i plany ustawodawców wskazują jednak, że może to być okres wymagający znacznie większej elastyczności finansowej oraz dobrych relacji biznesowych. Niestety obecnie aż 4 na 10 małych i średnich przedsiębiorstw deklaruje malejące zaufanie wobec kontrahentów. Rośnie również liczba przeterminowanych zobowiązań – w KRD odnotowano już 9,4 mld zł długów.[1]

Przedsiębiorcy mają za sobą wyjątkowo trudny rok. Przez trzy pierwsze kwartały 2020 r. liczba niewypłacalnych podmiotów gospodarczych wzrosła o 12 proc. r/r. Do października włącznie, odnotowano rekordową liczbę niewypłacalności w całej dekadzie – 993 przypadki.[2] Od lat nie odnotowano tak słabej kondycji polskich przedsiębiorstw, a ekonomiści przekonują, że szczyt może być dopiero jeszcze przed nami.

Pesymistyczne nastroje przedsiębiorców

Badania wśród małych i średnich przedsiębiorstw wykazały, że 40 proc. analizowanych podmiotów na początku IV kwartału wciąż nie udało się przywrócić poziomu obrotów sprzed pandemii. Podobna sytuacja dotyczy nastrojów i obaw wśród przedsiębiorców. Obecnie mniej niż połowa z nich wątpi, aby sytuacja firm poprawiła się w przyszłym roku. Bardzo dynamiczny rozwój pandemii pod koniec września po dość stabilnym lecie sprawił, że kondycja wielu przedsiębiorstw jest gorsza niż przy pierwszym lockdownie. Blisko 40 proc. przedstawicieli sektora MŚP obawia się, że w ostatnich tygodniach 2020 roku stan ich firmy ulegnie pogorszeniu[3].

Jedną z najbardziej dotkniętych przez pandemię branż jest handel detaliczny. Czwarty kwartał do tej pory był dla nich szansą, aby powalczyć o wyrównanie ewentualnych strat na koniec roku. Tym razem, miał być też czasem walki o przetrwanie na rynku. – zauważa Jan Enno Einfeld, CEO Finiata. – Dotychczas zakupy klientów w okresie przedświątecznym stanowiły nawet 20 proc. rocznej sprzedaży sklepów detalicznych.[4] Zamknięcie większości z nich na trzy tygodnie w listopadzie znacząco wpłynęło na ich płynność finansową.

Właściciele małych i średnich przedsiębiorstw MŚP praktycznie zrezygnowali z tworzenia długofalowych planów  – tylko 5 proc. z nich myśli o działaniach na przyszły rok.[5] Podobnie z większym dystansem podchodzą do nowych zobowiązań biznesowych – już 44 proc. deklaruje większą ostrożność w podejmowaniu zobowiązań.[6] Niewątpliwie wpływ na to miał wzrost wartości zaległości wobec partnerów biznesowych o 3,7 proc. Największe problemy z terminowym regulowaniem faktur odnotowano w handlu  (23,5 proc.). Na dalszych miejscach są kolejno: przemysł (17,4 proc.), budownictwo (15,3 proc.) oraz transport (6,4 proc.)[7]. W efekcie aż 36 proc. przedsiębiorców decyduje się na współpracę tylko z zaufanymi partnerami biznesowymi.[8]

Nowy rok = stare wyzwania

Spadające zaufanie do kontrahentów oraz problem z zaległościami w płatnościach są znacznie starsze niż epidemia koronawirusa. Jednak to globalny kryzys spowodował pogłębienie się kłopotów z terminowym regulowaniem zobowiązań. Najboleśniejszym skutkiem owych zaległości jest zachwianie płynności finansowej firmy, a w efekcie wstrzymanie jej rozwoju. Następnie traci ona zdolność obsługi aktualnych długów i zaciągania nowych zobowiązań, ponieważ jest niewiarygodna w ocenie banków. Pod znakiem zapytania jest także wypłata wynagrodzeń pracownikom.

– Część z naszych klientów przyznaje, że stara się walczyć z nierzetelnymi kontrahentami, aby odzyskać należności. Jednak ich możliwości są dość ograniczone. – mówi Jan Enno Einfeld. – W przypadku mniejszych przedsiębiorstw kluczem do utrzymania płynności finansowej jest zabezpieczenie tzw. poduszki finansowej. Właściciele firm, którzy jeszcze przed pojawieniem się  pandemii starali się odłożyć cześć funduszy na tzw. czarną godzinę, obecnie czują się choć trochę bezpieczniej. Restauratorzy lub firmy transportowe żyją obecnie praktycznie z dnia na dzień – nie mają możliwości odłożenia środków. Widzimy na rynku potrzebę elastycznych rozwiązań, które pomogą im zabezpieczyć kapitał na trudne chwile. Narzędzia takie jak FlexKapitał są zaprojektowane w oparciu o algorytmy uczenia maszynowego. Dzięki temu przedsiębiorca może liczyć na szybką odpowiedź Finiaty i wpłacenie niezbędnych środków na konto jeszcze tego samego dnia.

[1] Dane Krajowego Rejestru Długów, listopad 2020.

[2] Euler Hermes, Dane za Monitorami Sądowymi I Gospodarczami, listopad 2020 r.

[3] BIG InfoMonitor, Keralla Research, Skaner MŚP z 1 grudnia 2020 r.

[4] Dane The National Retail Federation za 2019 rok.

[5] Badanie „Płynność finansowa MŚP w pandemii” IMAS International dla KRD i NFG.

[6] Badanie „Jak pandemia wpłynęła na biznes” MANDS Badania Rynku i Opinii dla KRD.

[7] Krajowy Rejestr Długów, Dane o zaległościach firm z 9 grudnia 2020 r.

[8] Krajowy Rejestr Długów, Jak pandemia zmieniła biznes.

Dimitris Raptis dyrektorem generalnym (CEO) Grupy Globalworth

Dimitris Raptis zostaje wyłącznym dyrektorem generalnym (CEO) Grupy Globalworth. Ioannis Papalekas rezygnuje ze stanowiska dyrektora generalnego firmy z dniem 15 grudnia 2020 roku.

Dimitris Raptis będzie kierował doskonałym zespołem zarządzającym Globalworth składającym się z doświadczonych profesjonalistów, z których wielu rozwinęło się w organizacji i było w dużej mierze odpowiedzialnych zarówno za dotychczasowe sukcesy firmy, jak i za to, jak dobrze sobie radziła w ciągu ostatnich burzliwych miesięcy.

Cieszę się, że obejmuję funkcję wyłącznego dyrektora generalnego i nie mogę się doczekać umocnienia pozycji Globalworth jako lidera rynku w Europie Środkowo-Wschodniej. Jestem przekonany, że sprostamy wyzwaniom, które czekają nas w 2021 roku i w kolejnych latach oraz, że będzie to czas osiągania kolejnych sukcesów. Współpracuję z Ioannisem od momentu powstania Globalworth w 2012 roku. Był wizjonerskim liderem i siłą napędową niezwykłego sukcesu Globalworth oraz autorem transformacji firmy z niewielkiego dewelopera biurowego działającego w Rumunii do największego inwestora biurowego i właściciela w regionie. Wartości takie jak szacunek, zaangażowanie, dążenie do doskonałości, koncentracja na kliencie i oddanie społeczności będą nadal filarami kultury i strategii Globalworth. Chciałbym również osobiście podziękować Ioannisowi za jego przyjaźń, rady i zaufanie na przestrzeni lat oraz życzyć mu wszystkiego najlepszego – Dimitris Raptis, CEO Globalworth

Założenie i prowadzenie firmy Globalworth to dzieło mojego życia i największe osiągnięcie zawodowe. Było to osiągnięcie trudne, ale jednocześnie bardzo satysfakcjonujące na poziomie biznesowym i osobistym. Jestem naprawdę dumny, że po tylu latach ciężkiej, wspólnej pracy stworzyliśmy pionierskiego gracza na rynku nieruchomości w regionie, który jest gotowy do kolejnego etapu rozwoju. Jestem również wdzięczny całej społeczności Globalworth za ogromne wsparcie i zaangażowanie, bez których to nie byłoby możliwe. Jestem przekonany, że Dimitris, z którym wspólnie podjęliśmy wyzwanie pod nazwą Globalworth, jest właściwą osobą do intensyfikowania rozwoju i sukcesu firmy – Ioannis Papalekas

Dimitris Raptis (45) jest doświadczonym liderem biznesowym z 25-letnim stażem pracy w sektorach usług finansowych i nieruchomości. Od marca 2020 pełni rolę Co-CEO w Globalworth. Dołączył do firmy w momencie jej powstania w 2012 roku, obejmując stanowisko zastępcy CEO i dyrektora ds. inwestycji. W ramach tej funkcji był zaangażowany w większość działań spółki, a jego głównymi obszarami odpowiedzialności były inwestycje oraz pozyskiwanie kapitału, a także od 2017 roku nadzór nad Globalworth Poland, czyli polską działalnością grupy. W tym okresie także nadzorował przejęcia i inwestycje deweloperskie o łącznej wartości 2,7 mld euro (w tym przejęcie przez inwestorów prywatnych notowanej w obrocie publicznym spółki portfelowej, przekształconej później w Globalworth Poland). Ponadto nadzorował pozyskanie 5 mld euro kapitału equity i kapitału dłużnego, które zasiliły wzrost Globalworth – od portfela aktywów wartości 53 mln euro w 2013 roku, kiedy firma była notowana w segmencie AIM giełdy w Londynie, do ponad 3 mld euro obecnie. W rezultacie grupa stała się największym inwestorem wynajmującym powierzchnie biurowe w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Powołanie Dimitrisa Raptisa na stanowisko dyrektora generalnego jest częścią procesu ewolucji grupy w ostatnich latach, kiedy stopniowo dokonuje ona przejścia od odnoszącego sukcesy dewelopera biurowego z siedzibą w Rumunii do uznanego i renomowanego międzynarodowego inwestora instytucjonalnego i zarządcy aktywami.

Przed wejściem w szeregi firmy Globalworth Dimitris Raptis przez 16 lat pracował w Deutsche Banku – przez większość tego czasu jako starszy członek grupy zarządzającej instytucjami nieruchomościowymi w ramach oddziału Deutsche Bank Asset and Wealth Management („RREEF”). W latach 2008-2012 był dyrektorem zarządzającym i szefem działu zarządzania portfelem inwestycyjnym w Europie w RREEF Opportunistic Investments – pionie private equity Deutsche Banku inwestującym w nieruchomości.

Dimitris Raptis posiada stopień licencjacki pierwszej klasy z wyróżnieniem w dziedzinie bankowości i finansów międzynarodowych z Cass Business School w Londynie.

PARP: Polacy umiarkowanie zadowoleni ze swojej pracy

Tuż przed wybuchem pandemii polski rynek pracy charakteryzowała dobra koniunktura. Prawie trzy czwarte Polaków było aktywnych zawodowo, to znaczy pracowało albo szukało pracy i wyrażało chęć jej podjęcia. Takie wnioski płyną z „Raportu z badania ludności w wieku 18-69 lat”, który prezentuje rezultaty badania przeprowadzonego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości i Uniwersytet Jagielloński w ramach kolejnej edycji programu Bilans Kapitału Ludzkiego. Wśród pracujących najczęstszą formą zatrudnienia była umowa o pracę (69 proc.), w większości przypadków zawarta na czas nieokreślony (84 proc.). Projekt jest finansowany z funduszy europejskich Programu Wiedza Edukacja Rozwój.

Bilans Kapitału Ludzkiego to jeden z największych w skali Europy projektów badawczych dotyczących rynku pracy, tj. zatrudnienia, adaptacyjności kadr i kompetencji zawodowych. Celem projektu, zapoczątkowanego w 2009 r. we współpracy z Uniwersytetem Jagiellońskim w Krakowie, jest monitoring kapitału ludzkiego w Polsce.

W związku z pandemią rynek pracy od miesięcy ulega daleko sięgającym zmianom. Wiele z nich to rezultat gwałtownego przyspieszenia procesów cyfryzacji, coraz częstszego wykorzystania zdalnej lub mieszanej formy pracy, konieczność doszkalania się lub przebranżawiania i większego nacisku na tzw. miękkie kompetencje. Na te zjawiska nakłada się wyraźnie gorsza niż w zeszłym roku sytuacja gospodarcza, w szczególności mocno dotykająca branże, których dotyczą związane z pandemią obostrzenia – mówi Paulina Zadura, dyrektor w Departamencie Analiz i Strategii PARP.

Aktywność zawodowa

W minionym roku 73 proc. osób w wieku 18-69 lat było aktywnych zawodowo, to znaczy pracowało, szukało pracy i wyrażało chęć jej podjęcia. W tej grupie odsetek rzeczywiście wykonujących płatne zajęcie wynosił 69 proc. W ciągu dwóch lat wskaźniki te wzrosły odpowiednio o 2 i 3 p.p. Wśród osób pracujących najczęstszą formą zatrudnienia była umowa o pracę (dwie trzecie odpowiedzi), w większości przypadków zawarta na czas nieokreślony.

Warto zauważyć, że umowy krótkoterminowe w największym stopniu dotyczyły najmłodszych pracowników – w grupie wiekowej do 35. roku życia tak odpowiedziała nieco ponad jedna czwarta pytanych. Podobne zjawisko dotyczyło pracy w szarej strefie, która była bardziej powszechna wśród najmłodszych badanych.

Ta grupa pracowników najczęściej pracowała też w oparciu o umowy cywilnoprawne. W sumie taka forma zatrudnienia dotyczyła ok. 2,5 mln Polaków (12 proc. w roku poprzedzającym badanie i 7 proc. w jego trakcie). Z tej liczby 400 tys. osób wykonywało pracę tylko lub głównie na podstawie takiej umowy, a pozostali w ten sposób dorabiali na przykład do standardowej umowy.

Tuż przed wybuchem pandemii mniej więcej co piąta osoba pracująca prowadziła działalność gospodarczą, a nadchodzący rok postrzegała raczej optymistycznie. Jak wynika z badania, ok. 40 proc. przedsiębiorców do 35. roku życia oraz tych z wyższym wykształceniem spodziewało się wzrostu obrotów swoich biznesów. Koronakryzys z pewnością wielu z nich, szczególnie z branż najmocniej dotkniętych restrykcjami związanymi z zapobieganiem zakażeniu, postawił w dramatycznej sytuacji. Firmy np. gastronomiczne czy turystyczne o realizacji tych optymistycznych scenariuszy musiały zapomnieć – mówi Anna Tarnawa, kierownik w Departamencie Analiz i Strategii PARP.

Badanie przybliża też obraz szarej strefy. Przed wybuchem pandemii w oparciu o umowę ustną pracowało 6 proc. Polaków w wieku 18-64 lata, z czego trzy czwarte wykonywało ją na rzecz rodziny, znajomych i innych osób prywatnych, a co czwarta na rzecz firmy. W ciągu roku przed badaniem zdarzało się też, że mimo wykonywania pracy w oparciu o formalną umowę, przynajmniej część wynagrodzenia pracujący otrzymali „pod stołem” – tak wskazało 6 proc. respondentów.

Większe zarobki Polaków

Tuż przed wybuchem pandemii Polacy byli umiarkowanie zadowoleni ze swojej pracy, średnio w skali od 1 do 4, wskazywali 3,5. Nastroje w tym przypadku najlepiej oddaje fakt, że co trzecia badana osoba zadeklarowała, że chciałaby zmienić zawód, gdyby tylko mogła jeszcze raz pokierować swoją karierą zawodową. Jednocześnie, największą satysfakcję z pracy miały osoby z wyższym wykształceniem oraz prowadzący własną działalność z wykształceniem średnim.

W ciągu dwóch lat od poprzedniego badania BKL, deklarowane przeciętne zarobki netto respondentów wzrosły w 2019 r. o ok. 600 zł, do kwoty 3 372 zł. Jak wynika z badania, bardzo wyraźna jest różnica w wysokości zarobków w zależności od płci. Kobiety zarabiały o blisko jedną trzecią (29 proc.) mniej od mężczyzn.

Poziom zadowolenia z wykonywanej pracy, a także niesatysfakcjonujące zarobki to najczęstsze przyczyny poszukiwania nowego zajęcia. Wśród powodów spodziewanego odejścia z dotychczasowego stanowiska pytani najczęściej wskazywali chęć wykonywania innej pracy (40 proc.), niskie wynagrodzenie (31 proc.), zniechęcenie (21 proc.) i brak możliwości rozwoju (20 proc.). Ogólnie pracy poszukiwał co dziesiąty zatrudniony i tylko 14 proc. osób niepracujących.

Mając na uwadze pojawiające się co jakiś czas postulaty skracania czasu pracy, warto zauważyć, że według omawianego badania Polacy pracowali w 2019 r. średnio ponad 44 godziny tygodniowo. Co ciekawe, w przypadku mężczyzn było to 5 godzin więcej niż u kobiet, a wśród przedsiębiorców 9 godzin więcej niż u osób na etacie. – Tym ciekawiej może wyglądać porównanie tych wskazań z kolejną edycją badania, gdy będzie już widać, w jakim zakresie znacznie powszechniej niż wcześniej wykorzystywana praca zdalna miała wpływ na ilość czasu spędzaną w pracy przez Polaków – mówi Krzysztof Kasparek, ekspert z Centrum Ewaluacji i Analiz Polityk Publicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Zaostrzenie przepisów odpadowych – polski rynek śmieci wart 15 mld zł

Polskie ustawodawstwo chce ulepszać gospodarkę odpadami na terenie naszego kraju. Ostatnie działania, obejmujące między innymi współpracę organów państwa – czyli Inspekcji Transportu Drogowego, Krajowej Administracji Skarbowej, Ministerstwa Środowiska i Służby Granicznej – które zapobiegają powstawaniu kolejnych składowisk odpadów, wskazują na zaostrzanie kontroli nad gospodarką śmieciami. Widać to też w pakiecie ustaw z 2018 roku, które znacząco podniosły zabezpieczenia i ograniczenia w przepisach odpadowych. Jednak już teraz można obserwować, że duże zaostrzenie zasad wypycha z rynku firmy, które nie chcą lub nie mogą działać według nowych przepisów.

– Pakiet odpadowy wprowadził tak daleko idące ograniczenia i zaostrzenie przepisów, że w pewnym momencie odbiło się to czkawką dla całego sektora. Po wprowadzeniu ustaw sporo podmiotów wypadło z rynku. Stwierdziło, że gra jest niewarta świeczki – powiedział serwisowi eNewsroom Jakub Łańcucki, prezes WasteMaster. – Polska wciąż jednak dąży do tego, by zwiększać wartość naszego rynku odpadowego. Aktualnie jesteśmy czwartym rynkiem w Unii Europejskiej pod kątem wartości odpadów. Szacunki z 2013 roku – bo takie dane w tym momencie mamy – wskazują, że polski rynek odpadów wart jest ponad 15 miliardów złotych. Ponad połowę stanowią odpady produkcyjne i przemysłowe, a drugą połowę odpady komunalne. Tendencja na rynku jest na tyle wzrostowa, że w 2024 roku jego przewidywana wartość ma wynosić ponad 21 miliardów złotych – analizuje Łańcucki.

Połączenie 5G z internetem rzeczy to przyszłość branży motoryzacyjnej, komunikacji i inteligentnych miast. Tylko w Polsce do sieci jest podłączonych 5 mln urządzeń

Pandemia zachwiała rynkiem internetu rzeczy. Zamiast prognozowanego jeszcze w listopadzie 2019 roku wzrostu na poziomie 15 proc. wydatki w tym segmencie notują w 2020 roku tylko nieco ponad 8-proc. wzrost. Analitycy przewidują jednak, że w 2021 roku nastąpi odbicie, a ogromną szansą dla rynku jest rozwój sieci 5G. – Pozwoli ona w zupełnie nowej skali zarządzać infrastrukturą internetu rzeczy. Będziemy mieć bardzo duże pasmo przepustowości, bardzo małe opóźnienie, dzięki czemu będzie możliwe np. zarządzanie w pełni samochodami autonomicznymi – mówi Sebastian Grabowski, ekspert Orange Polska. Już teraz IoT umożliwia komunikację między urządzeniami, co w coraz większym stopniu jest wykorzystywane w domach, w codziennym życiu, lecz także usprawnia funkcjonowanie w miastach.

– Internet rzeczy i komunikacja machine-to-machine (M2M) to już nasza codzienność. W każdej sekundzie do internetu włącza się około 127 nowych urządzeń, co daje ogrom sprzętu podłączonego do sieci w trybie rzeczywistym. Może czasami tego nie widzimy, ale bez wątpienia odczuwamy to, chociażby korzystając z telefonu – mówi agencji Newseria Biznes Sebastian Grabowski, dyrektor ds. IoT i zaawansowanych technologii w Orange Polska.

Pandemia znacząco wpłynęła na światowy rynek internetu rzeczy. Według najnowszych danych IDC wydatki na IoT rosną w tempie 8,2 proc. średniorocznie i wyniosą na koniec 2020 roku 742 mld dol. Jeszcze w listopadzie 2019 roku analitycy prognozowali wzrost wydatków w tym segmencie na poziomie 14,9 proc. To pokazuje, jak bardzo sytuacja gospodarcza związana z kryzysem pandemicznym wpłynęła także na branżę IT. IDC spodziewa się jednak mocnego odbicia w przyszłym roku i powrotu do dwucyfrowych wzrostów. Średnioroczne tempo wzrostu w latach 2020–2024 ma wynieść 11,3 proc.

– Nie ma przyszłości bez internetu rzeczy, jeżeli chcemy zarządzać w oparciu o dane. Internet rzeczy jest właśnie po to, żeby zbierać te informacje i zarządzać nimi w trybie rzeczywistym – mówi ekspert Orange Polska.

IoT to w dużym uproszczeniu automatyczna, przebiegająca w czasie rzeczywistym komunikacja pomiędzy urządzeniami. Jedną z technologii, która to umożliwia, jest M2M. Działa ona poprzez specjalną kartę SIM – podobną do tej w smartfonach – dzięki której urządzenia automatycznie i bez udziału człowieka wymieniają między sobą określone informacje. Takie karty można znaleźć np. w autach z wbudowaną nawigacją, systemach monitoringu, terminalach płatniczych, licznikach prądu i wodomierzach, rowerach miejskich i elektrycznych hulajnogach, a nawet w automatach z przekąskami. W sumie w Polsce jest obecnie aktywnych ok. 5 mln kart M2M. 40 proc. z nich, czyli ok. 2 mln, należy do Orange, który jest pod tym względem liderem polskiego rynku.

– Operatorzy od lat są odpowiedzialni za budowę infrastruktury, za dostęp do jakościowo dobrej informacji. Co więcej, tylko operatorzy są w stanie w dużej skali zarządzać tymi elementami sensoryczno-monitorującymi. Bez operatorów prawdziwy internet rzeczy jest w ogóle niemożliwy – podkreśla Sebastian Grabowski. – Oni dają bezpieczeństwo, skalują, uwiarygadniają informację. Dlatego operatorzy bardzo często patrzą na ten obszar jako bardzo perspektywiczny, bo widzą, że bez nich ciężko będzie go w ogromnej skali rozwijać.

Jak podkreśla ekspert Orange Polska, przyszłością tej technologii jest wdrożenie nowego standardu telekomunikacyjnego 5G, co umożliwi nieosiągalne dotychczas, skalowalne wykorzystanie IoT.

– Sieć 5G pozwala w zupełnie nowej skali zarządzać tą infrastrukturą, ponieważ mamy bardzo duże pasmo przepustowości, bardzo małe opóźnienie, dzięki czemu możemy przykładowo po raz pierwszy w pełni zarządzać samochodami autonomicznymi. To przyszłość branży motoryzacyjnej, ale również komunikacji i inteligentnych miast – wskazuje.

Jednym z najpopularniejszych zastosowań IoT są smart cities, czyli inteligentne miasta. Szybka urbanizacja powoduje, że borykają się one z problemami takimi jak smog i zanieczyszczone powietrze, hałas, korki, zatłoczone parkingi czy rosnąca ilość śmieci. Żeby im sprostać, miasta muszą funkcjonować efektywniej, w sposób bardziej zrównoważony, i w tym właśnie pomagają samorządom rozwiązania IoT.

– IoT staje się coraz bardziej popularne w miastach, ponieważ muszą one zbierać ogrom informacji dotyczących m.in. infrastruktury, ludzi i środowiska oraz zarządzać nimi. Opomiarowanie jakości powietrza, poziomu hałasu, dostęp do gospodarki zarządzania wodą, ciepłem i światłem, ale również interakcje z mieszkańcami – to wszystko jest niczym innym jak włączeniem ludzi i urządzeń do jednej sieci, żeby móc zarządzać płynącymi od nich informacjami. Na ich podstawie burmistrz czy prezydent miasta może podejmować decyzje praktycznie w trybie rzeczywistym – mówi Sebastian Grabowski. – Nie ma możliwości rozwoju nowoczesnego miasta bez zrozumienia i wdrożenia narzędzi IoT.

Według danych World Economic Forum w 2022 roku wydatki na rozwój inteligentnych miast osiągną poziom 158 mld dol. Dzięki innowacjom zarówno małe samorządy, jak i metropolie są w stanie poprawić jakość życia mieszkańców, ograniczyć zużycie energii czy wody. Przykładowo emisję gazów cieplarnianych w miastach można by ograniczyć o 15 proc. dzięki zmniejszeniu produkcji energii elektrycznej i ciepła z wykorzystaniem inteligentnych systemów – podaje WEF. Z kolei inteligentne rozwiązania nawadniające, które zapobiegają wyciekom wody i monitorują jej zużycie, mogą zaoszczędzić od 25 do 80 litrów wody na osobę dziennie.

– Gospodarka wodna jest dobrym przykładem obszaru, który wymaga bieżącego zarządzania. Dzięki IoT wiemy, ile wody mieszkańcy zużywają, gdzie mają miejsce awarie, gdzie nam woda ubywa, gdzie jest kradziona albo źle wykorzystywana, i jesteśmy w stanie to poprawić. Przykład wody jest jednym z najlepszych, które pokazują, jak łącząc IoT, wspólny system oraz miasto, możemy wybronić środowisko przed degradacją – mówi dyrektor ds. IoT i zaawansowanych technologii w Orange Polska.

Jako modelowy przykład inteligentnego miasta World Economic Forum wskazuje Wiedeń, który rokrocznie plasuje się na czele rankingu Smart Cities Index za swój integracyjny i oparty na współpracy sposób podejścia do inicjatyw inteligentnych miast. Także polskie samorządy powoli, ale sukcesywnie stają się coraz bardziej smart. Ponad 80 miast i mniejszych miejscowości korzysta już z rozwiązań smart city od Orange, takich jak np. Smart Water, które zapobiega stratom wody i usprawnia zarządzanie siecią wodociągową. System automatycznie – bez udziału inkasenta – odczytuje stan liczników i wysyła go siecią GSM. To oznacza, że w każdym momencie dostępny jest odczyt ze wszystkich wodomierzy. Smart Water wykrywa też i zgłasza anomalie, np. awarie wodociągu, co pozwala zmniejszyć straty wody nawet o kilkanaście procent.

Europejska komisja rozstrzygnie, czy e-papierosy można włączyć do programu walki z nowotworami. Apeluje o to grupa organizacji „Prawo dla ludzi”

W Wielkiej Brytanii e-papierosy są rekomendowanym przez rządową agendę ds. zdrowia publicznego sposobem na rzucenie palenia. Badania wskazują, że mogą być one o 95 proc. mniej szkodliwe od tradycyjnych, ponieważ nie zawierają substancji smolistych obecnych w dymie tytoniowym. Podobne podejście mają też m.in. rządy Kanady czy Nowej Zelandii, które wskazują, że e-papierosy mogą stanowić etap pośredni w drodze do definitywnego rozstania się z nałogiem. Zapoczątkowana właśnie w Polsce kampania „Prawo dla ludzi” chce, aby przyznała to również Unia Europejska, i zbiera podpisy pod petycją kierowaną w tej sprawie do nowo utworzonej europejskiej Komisji Specjalnej ds. Walki z Rakiem.

Według ubiegłorocznego badania CBOS papierosy pali 26 proc. dorosłych Polaków, czyli ok. 8 mln osób. Szacuje się, że każdego roku z powodu chorób odtytoniowych, takich jak POChP, inne schorzenia płuc czy układu krążenia i nowotwory (w tym ok. 90 proc. przypadków raka płuc), umiera ok. 67 tys. Polaków, czyli średniej wielkości miasto. Wbrew obiegowej opinii przyczyną nie jest zawarta w papierosach nikotyna, która jest co prawda substancją silnie uzależniającą, ale nie rakotwórczą. Za choroby odtytoniowe są odpowiedzialne substancje smoliste, toksyczne pierwiastki i metale ciężkie, które wydzielają się podczas spalania.

– Wedle niezależnych badań e-papierosy są dużo mniej szkodliwe niż tradycyjne, również pod kątem zawartości substancji rakotwórczych. Nie zawierają tytoniu ani substancji smolistych. Są to elektroniczne inhalatory nikotyny i z tradycyjnymi papierosami – poza nazwą – mają niewiele wspólnego – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michalina Wacław, koordynator kampanii „Prawo dla ludzi”.

Według lekarzy żaden wyrób tytoniowy nie jest obojętny dla zdrowia, dlatego najlepszym wyborem jest definitywne rzucenie palenia. Jednak wyjście z nałogu dla wielu osób okazuje się zbyt trudne. Jak wynika z badań CBOS, w Polsce odsetek palaczy od lat utrzymuje się mniej więcej na stałym poziomie mimo licznych zakazów, regulacji i kampanii edukacyjnych. Według WHO walka z nikotynizmem jest mało efektywna także w wymiarze globalnym, a odsetek palaczy w najbliższych latach znacząco nie spadnie. Dlatego też coraz więcej państw zmienia podejście regulacyjne do e-papierosów, zakładając, że dzięki niższej toksyczności mogą ograniczyć społeczne szkody związane z aktywnym i biernym paleniem oraz koszty ponoszone przez służbę zdrowia.

Public Health England, czyli rządowa agenda do spraw zdrowia publicznego, w 2015 roku opublikowała raport, z którego wynika, że e-papierosy są o 95 proc. mniej szkodliwe od tradycyjnych, ponieważ nie zawierają substancji smolistych obecnych w dymie tytoniowym. Dwa lata temu PHE wyemitowała też specjalny spot telewizyjny, podkreślając w nim, że e-papierosy mogą być formą ograniczania ryzyka zdrowotnego związanego z paleniem i stanowić etap pośredni w drodze do definitywnego rozstania się z nałogiem.

E-papierosy są skuteczniejsze od innych metod rzucania palenia, ponieważ łagodzą objawy odstawienia tytoniu. Mogą także umożliwić bardziej efektywne zmniejszanie dawki nikotyny, które jest dopasowane do indywidualnych potrzeb. Badania opublikowane w „New England Journal of Medicine” wykazały, że odsetek abstynencji po jednym roku wyniósł 18 proc. w grupie użytkowników e-papierosów w porównaniu z 9,9 proc. w grupie osób stosujących terapie zastępujące nikotynę. Zgodnie z badaniami, przeprowadzonymi również w Wielkiej Brytanii, e-papierosy pomagają rzucić palenie nawet 20 tys. osobom rocznie, a liczba ta może być znacznie większa – mówi Michalina Wacław.

E-papierosy są oficjalnie rekomendowanym przez Public Health England sposobem rzucania palenia w Wielkiej Brytanii, obok np. gum czy plastrów. Podobne podejście mają Health Canada oraz ministerstwo zdrowia w Nowej Zelandii, które wskazują, że wapowanie – nawet jeżeli nie jest całkowicie nieszkodliwe – niesie za sobą mniejsze ryzyko niż tradycyjne palenie i może być drogą do wyjścia z nałogu nikotynowego.

– W Unii Europejskiej e-papierosy są od lat wrzucane do tej samej kategorii, co tradycyjne papierosy. Chcemy odejścia od takiej polityki i tego, aby Unia dogoniła resztę świata i w swoich rekomendacjach przyznała, że zmniejszają one ryzyko zachorowania na raka wywołanego paleniem papierosów – mówi koordynatorka kampanii „Prawo dla ludzi”.

W Polsce jest kilkaset tysięcy użytkowników e-papierosów. Organizacja „Prawo dla ludzi” zbiera podpisy pod petycją, w której apeluje o to, aby także UE przyznała, że szkodliwość e-papierosów jest mniejsza w porównaniu z tradycyjnym paleniem. Apel kieruje do powstałej przy Parlamencie Europejskim specjalnej Komisji Specjalnej ds. Walki z Rakiem (BECA), której celem jest wypracowanie jednolitego unijnego systemu profilaktyki chorób nowotworowych oraz regulacji dla państw członkowskich w tym zakresie.

– Europejska Komisja Specjalna ds. Walki z Rakiem obrała za cel opracowanie wspólnych rekomendacji dotyczących walki z nowotworem dla krajów członkowskich. Może ona uznać wapowanie za skuteczną metodę rzucania palenia i włączyć e-papierosy do programu walki z nowotworami. Jeżeli komisja weźmie pod uwagę fakt, że palenie tradycyjnego tytoniu jest jednym z najczęstszych przyczyn powstawania raka, a także zwróci uwagę na temat badań dotyczących e-papierosów, to liczba palaczy w Europie spadnie – ocenia Michalina Wacław.

Dużą rolę w kształtowaniu unijnego podejścia regulacyjnego do e-papierosów odegrają polscy europosłowie, ponieważ przewodniczącym BECA został były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, a wiceprzewodniczącą Joanna Kopcińska. W komisji zasiadają również Adam Jarubas oraz była premier i aktualna wiceprzewodnicząca PE Ewa Kopacz.

– Zebraliśmy już ponad 2,5 tys. podpisów pod naszą petycją, w której walczymy o uznanie e-papierosów za produkt zmniejszający ryzyko zachorowania na raka wywołanego paleniem. Ostatnio uczestniczyliśmy też w demonstracji w Brukseli, zorganizowanej zgodnie z zasadami reżimu sanitarnego przez World Vapers’ Alliance, międzynarodowej organizacji wspierającej użytkowników e-papierosów i partnera naszej kampanii. Pikieta została zorganizowana w celu podkreślenia znaczenia wapowania w walce z rakiem w UE – mówi koordynatorka kampanii „Prawo dla ludzi”.

Na ostatnim posiedzeniu BECA, które odbyło się na początku grudnia, zaproszona ekspertka – dr Nataliya Chilingirova, profesor nadzwyczajna onkologii z instytutu naukowo-badawczego Uniwersytetu Medycznego w Plewen w Bułgarii – wskazała, że wapowanie nie powinno być ograniczane w takim stopniu jak tradycyjne palenie.

– Zgodnie z dowodami poziom narażenia na czynniki rakotwórcze z e-papierosów jest niższy niż w dymie papierosowym. Są one dobrym rozwiązaniem dla obecnych palaczy, którzy nie chcą lub nie mogą rzucić nałogu – stwierdziła dr Nataliya Chilingirova w swoim wystąpieniu podczas posiedzenia komisji.

Samorządy i szpitale potrzebują wsparcia w czasie pandemii. Ratunkiem dla nich są działania charytatywne firm

W koronawirusowych realiach samorządy i ich jednostki budżetowe – takie jak ośrodki pomocy społecznej, szkoły czy placówki ochrony zdrowia – są zmuszone ograniczać wydatki i zaplanowane działania na rzecz mieszkańców. Realizacja wielu z nich jest jednak możliwa dzięki wsparciu biznesu, który od początku pandemii przeznaczył na ten cel kilkaset milionów złotych. Wsparcia szczególnie potrzebują szpitale czy przychodnie.

 Pandemia koronawirusa znacząco zmieniła otaczającą nas rzeczywistość, wymuszając nowe podejście do działania przedsiębiorstw. Firmy stanęły przed koniecznością wdrożenia usprawnień, dostosowania się do warunków, wprowadzenia nowych praktyk sanitarnych i niezbędnych narzędzi dla pracowników, którzy zostali oddelegowani do pracy zdalnej. Z drugiej strony skutkiem pandemii są też niespotykane na dotychczasową skalę działania charytatywne biznesu, skierowane do bardzo szerokiego grona lokalnych odbiorców. Największa pomoc została skierowana do podmiotów, które są na pierwszej linii frontu walki z koronawirusem, czyli publicznych szpitali i przychodni – mówi agencji Newseria Biznes Szymon Kostiuk, koordynator projektów społecznych w Polskich Sieciach Elektroenergetycznych.

Pandemia COVID-19 wymusiła zmiany nie tylko w działalności firm, lecz także w  sektorze publicznym i pozarządowym. Wiele z nich – od szpitali po szkoły i przedszkola, a nawet fundacje i stowarzyszenia – musiało zmienić model działania oraz ponieść dodatkowe koszty związane z dostosowaniem się do nowego reżimu sanitarnego.

– Jednostki te musiały zmienić swój sposób działania, znacznie ograniczając wydatki planowane na 2020 rok – wskazuje Szymon Kostiuk. – Firmy w Polsce i na całym świecie wykazały się dużą elastycznością, podejmując szybkie i natychmiastowe działania w walce ze skutkami pandemii koronawirusa w swoim otoczeniu. Dzięki temu możliwe było uruchomienie akcji i programów pomocowych, których wartość w naszym kraju sięgnęła już co najmniej kilkuset milionów złotych. Te programy wciąż trwają, a udzielenie wsparcia jest planowane także w 2021 roku.

Działania dobrosąsiedzkie podjęły również Polskie Sieci Elektroenergetyczne, które zaangażowały się w pomoc na terenie gmin, w których posiadają infrastrukturę elektroenergetyczną najwyższych napięć lub zajmują się jej budową oraz modernizacją.

 Samorządy znalazły się w bardzo trudnej sytuacji. Dlatego podjęliśmy szereg szybkich działań pomocowych, z których skorzystało wiele podmiotów. Naszą aktywność w tym roku skoncentrowaliśmy na kilku obszarach. Zapewniliśmy m.in. wsparcie poprzez nasz program grantowy „WzMOCnij swoje otoczenie”, dzięki któremu zrealizowaliśmy aż 107 projektów społecznych skierowanych do samorządów, ich jednostek budżetowych i organizacji pozarządowych – wskazuje koordynator projektów społecznych w PSE.

„WzMOCnij swoje otoczenie” to realizowany od dwóch lat program grantowy skierowany do gmin, w których istnieje lub powstaje infrastruktura PSE. Rok temu, dzięki grantom na łączną kwotę ponad 1,6 mln zł, zrealizowano projekty społeczne w 80 gminach, a z ich efektów korzysta ponad 110 tys. osób. W tegorocznej edycji wzięły udział m.in. samorządy, ich jednostki budżetowe, np. szkoły, przedszkola czy ośrodki pomocy społecznej, które łącznie zgłosiły ok. 300 pomysłów. 107 z nich otrzymało granty o łącznej wartości przekraczającej 2 mln zł. Znalazły się wśród nich m.in. modernizacje szkolnych sal komputerowych, działania z zakresu zdrowia i opieki medycznej, budowy siłowni plenerowych czy akcje na rzecz ochrony środowiska. W wielu przypadkach o wsparcie PSE aplikowały gminy, które zmagały się z brakiem funduszy na wcześniej zaplanowane zadania publiczne.

– Współpracowaliśmy także z zewnętrznymi partnerami, takimi jak Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Aktywów Państwowych czy fundacja Caritas Polska. Pomocą objęliśmy zarówno szpitale, jak i bazę rezerw sanitarno-przeciwepidemicznych – wylicza Szymon Kostiuk.

W tym roku PSE przekazały prawie 2 mln zł do 18 szpitali w województwach mazowieckim, łódzkim, śląskim, dolnośląskim i wielkopolskim. Środki trafiły do lecznic w czasie, kiedy szpitale i medycy borykali się z radykalnym niedoborem środków ochrony osobistej i sprzętu. Dzięki wsparciu firmy do tych placówek trafiły respiratory, kardiomonitory, pulsoksymetry, bezdotykowe termometry, aparaty do pomiaru funkcji życiowych oraz wielorazowe rękawiczki, maseczki chirurgiczne czy fartuchy ochronne. Jednocześnie pomocą objęto ponad 40 samorządów i osiem domów pomocy społecznej. Trafiło do nich łącznie 23 tys. jednorazowych maseczek, 4,6 tys. wielorazowych maseczek oraz 2,3 tys. przyłbic.

– Rola biznesu we wspieraniu placówek medycznych jest nieoceniona. Przy stale rosnących potrzebach i wysłużonym sprzęcie medycznym zewnętrzne dofinansowania są dla nas ratunkiem. Dzięki temu możemy kupować urządzenia o wyższych parametrach, z myślą o lepszej ochronie naszych pacjentów – mówi Izabela Marciniak, dyrektor naczelna Specjalistycznego Zespołu Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu.

W całym 2020 roku na pomoc w walce z pandemią i przeciwdziałaniu jej skutkom PSE przeznaczyły ponad 4,3 mln zł.

Sondaż: 43% Polaków odczuło w ostatnim czasie pogorszenie nastroju. Przyczyny – epidemia, finanse i polityka

Aż 43% Polaków zauważa u siebie pogorszenie nastroju i samopoczucia w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Większość (54%) jako przyczynę podaje epidemię koronawirusa i związane z nią obostrzenia, sytuację finansową (36%) i co ciekawe – sytuację polityczną w kraju (35%). Ponad co trzeciemu Polakowi (36%) doskwiera samotność, a prawie co piąty (17%) przyznaje, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy przyjmował środki antydepresyjne lub uspokajające – tak wynika z badania przeprowadzonego dla serwisu ciekaweliczby.pl na panelu Ariadna.

43% badanych twierdzi, że ich nastrój i samopoczucie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy pogorszyły się w porównaniu do wcześniejszego okresu. Co ciekawe, stosunkowo częściej są to kobiety (50%) niż mężczyźni (35%). O ile w przypadku elektoratu Koalicji Obywatelskiej, Lewicy oraz Polski 2050 Szymona Hołowni przeważają osoby, których samopoczucie się pogorszyło w ostatnim czasie (52%, 54% i 50%), to wśród większości wyborców Prawa i Sprawiedliwości (60%) nastrój nie uległ zmianie,
a zaledwie 31% z nich twierdzi, że się pogorszył.

Prawie połowa Polaków (48%) nie zauważyła żadnych zmian w swoim nastroju i samopoczuciu, a prawie co dziesiąty (9%) stwierdza nawet poprawę.nastrój i samopoczucie

Osoby, których nastrój i samopoczucie uległy pogorszeniu w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, jako główną przyczynę i winowajczynię takiego stanu rzeczy wskazują panującą epidemię koronawirusa i związane z nią obostrzenia (54%). Na drugim miejscu niemal na równi lokują się: sytuacja finansowa (36%) i sytuacja polityczna w kraju (35%). Stan własnego zdrowia lub bliskich znalazł się na czwartym miejscu (29%), a na kolejnym – samotność (24%).nastrój i samopoczucie uległy pogorszeniu

Badanie po raz kolejny pokazało, jak bardzo kwestie polityczne różnią wyborców Prawa
i Sprawiedliwości od wyborców opozycji.  Osoby, które chciałyby w najbliższych wyborach zagłosować na Koalicję Obywatelską lub Polskę 2050 Szymona Hołowni, jako drugi najważniejszy powód swojego pogorszenia nastroju wskazują sytuację polityczną w kraju (50%, 54%), a osoby, które planują oddać swój głos na Lewicę – nawet na pierwszym miejscu (63%). Z kolei wśród elektoratu partii rządzącej sytuacja polityczna znalazła się dopiero na szóstym miejscu. Na drugim znalazł się stan własnego zdrowia lub bliskich (35%), a na trzecim – zła pogoda (30%).samopoczucie

Ponad co trzeci Polak (36%) przyznaje, że doskwiera mu samotność. Więcej takich osób jest wśród kobiet (39%) niż mężczyzn (33%), w elektoracie Lewicy (47%) i Polski 2050 Szymona Hołowni (41%) niż w elektoracie PiS (35%) i Koalicji Obywatelskiej (31%).samotnośćDodatkowo, prawie co piąty badany (17%) przyznaje się do zażywania w ciągu ostatnich miesięcy środków poprawiających nastrój lub samopoczucie, np. antydepresyjnych czy uspokajających. W przypadku odpowiedzi na to pytanie zarówno kobiety, jak i mężczyźni, a także wyborcy partii rządzącej i opozycyjnych byli wyjątkowo zgodni.antydepresanty

„Pandemia koronawirusa i problemy z nią związane bardzo wpłynęły na psychikę wielu osób. Odczuwają one pogorszenie nastroju, biorą antydepresanty czy środki uspokajające, doskwiera im samotność pogłębiona przez konieczność pozostania w domach. O ile tematy polityczne  bardzo dzielą społeczeństwo, to kwestie samotności i problemów psychicznych są ponad podziałami. Już teraz konieczne jest wypracowanie i wdrażanie rozwiązań tak, byśmy po epidemii koronawirusa nie musieli się mierzyć z epidemią problemów psychicznych” – mówi Alicja Defratyka, autorka projektu ciekaweliczby.pl

————————————————————————————

Nota metodologiczna: Badanie przeprowadzone dla serwisu ciekaweliczby.pl na ogólnopolskim panelu badawczym Ariadna. Próba ogólnopolska losowo-kwotowa N=1079 osób w wieku od 18 lat wzwyż. Kwoty dobrane wg reprezentacji w populacji dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania. Termin realizacji: 4 – 8 grudnia 2020 roku. Metoda: CAWI

Ponad 60 proc. Polaków kupi w internecie chociaż jeden prezent świąteczny. Zrobi to także ponad połowa seniorów

Pandemia i lęk przed koronawirusem spowodowały znaczny wzrost popularności zakupów internetowych, co ujawnia się także w okresie przedświątecznym. Podczas świątecznych zakupów online Polacy najchętniej kupują książki, płyty oraz filmy. Co ciekawe, także seniorzy zamierzają kupować prezenty przez internet. Badanie OpinionWay Polska pokazuje, że co trzeci klient e-commerce podczas pandemii kupuje nie tylko częściej, lecz także stał się entuzjastą zakupów w sieci. Jeden z niewielu mankamentów zakupów online to konieczność płacenia za przesyłkę.

Jak pokazało badanie OpinionWay Polska pt. „Zmiany w branży e-commerce w Polsce”, aż 47 proc. konsumentów przyznaje, że obecnie kupuje online częściej niż przed pandemią.

– 64 proc. Polaków deklaruje, że w tym roku kupi przez internet choć jeden prezent gwiazdkowy. Oczywiście zakupy internetowe to domena ludzi młodych. Wśród młodszych konsumentów odsetek zainteresowanych zakupami prezentów przez internet sięga 70 proc. Natomiast dużym zaskoczeniem są wyniki naszego badania dotyczące starszych grup Polaków. Okazuje się, że osoby po 60. roku życia są również bardzo aktywnymi uczestnikami online’owych zakupów. Ponad połowa z nich deklaruje, że planuje kupić prezenty świąteczne również przez internet – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Sztabiński, dyrektor rozwoju biznesu w OpinionWay Polska.

W tym roku nastąpiły również niewielkie zmiany w najbardziej popularnych kategoriach produktowych, które wybierają internauci podczas przedświątecznych zakupów. Okazuje się, że pandemia koronawirusa ma wpływ  także na wybór prezentów pod choinkę.

– W tym roku najbardziej popularną kategorią będą książki, płyty oraz filmy wideo. One w zeszłym roku były na drugim miejscu, a w tym roku na tę pozycję spadły kosmetyki kolorowe i perfumy. W dobie koronawirusa to w zasadzie zrozumiałe, ale ciekawe. Skoro coraz więcej czasu spędzamy w domu, dobrze mieć coś, co ten czas umili, natomiast z racji ograniczonych kontaktów społecznych być może trochę mniej potrzebujemy tych produktów, które budują naszą atrakcyjność na co dzień. Co równie ciekawe, w tym roku do topowych prezentowych kategorii szturmem wdarła się elektronika. 17 proc. Polaków deklaruje, że planuje zakupić na święta jakieś urządzenie elektroniczne – wymienia Piotr Sztabiński.

Jak podkreśla, elektronika nie tylko umila czas spędzany w domu, ale też przyda się do zdalnej pracy albo nauki.

Badanie OpinionWay Polska pokazało również, że polski klient e-commerce jest „apostołem” zakupów online. Są to konsumenci, którzy online kupują nie tylko częściej niż przed pandemią COVID-19, lecz także są bardzo mocno związani z tym kanałem sprzedaży.

– 47 proc. Polaków kupuje przez internet częściej, niż robiło to przed pandemią. To dość duży skok. Natomiast wzrost jest nie tylko ilościowy, ale też jakościowy. Po pierwsze, obawy przed pandemią i koronawirusem idą krok w krok z zainteresowaniem zakupami e-commerce. O ile wśród ogółu respondentów odsetek kupujących częściej wynosi 47 proc., o tyle wśród osób bardzo obawiających się zakażenia wskaźnik ten sięga już 57 proc. Po drugie, Polacy nie tylko częściej kupują przez internet, ale też wielu z nich pokochało zakupy internetowe czy wręcz nie wyobraża sobie bez nich życia i funkcjonowania – mówi ekspert.

Średni koszyk zakupowy online u przeciętnego internauty wynosi 250 zł, choć średnia wartość zakupów różni się znacznie w przypadku towarów szybko zbywalnych i trwałych. W kategorii produktów FMCG średnia wartość koszyka wynosi około 100 zł, natomiast w odniesieniu do produktów trwałych, np. elektroniki, ubrań, przeciętne zakupy sięgają 436 zł.

Polacy wskazują średnio trzy bariery w dokonywaniu zakupów online, z czego dwie dotyczą kwestii związanych z dostawą. Najbardziej przeszkadza konieczność zapłaty za wysyłkę (34 proc.), brak możliwości wypróbowania produktu przed zakupem (32 proc.), a także obawa przed nieotrzymaniem przesyłki (27 proc.).

– Kwestie związane z logistyką, z przesyłkami i transportem, to najważniejsze problemy czy trudności związane z e-zakupami – wskazuje Piotr Sztabiński. – Jak najlepsza optymalizacja – zarówno kosztowa, jak i czasowa – kwestii związanych z dostarczeniem zakupionych towarów to jest ten obszar, nad którym e-retailerzy powinni aktualnie pracować.

Poza nielicznymi mankamentami Polacy bardzo dobrze oceniają swoje doświadczenie zakupowe w sieci. W skali od 1 do 10 średnia tych ocen wynosi prawie 9. Jak podkreśla dyrektor rozwoju biznesu w OpinionWay Polska, zmiana sklepu internetowego jest dla internauty bardzo prosta. Konkurencja na tym rynku jest bardzo duża, w związku z czym uruchamia się proces naturalnej selekcji i zainteresowanie kupujących zdobywają tylko te sklepy, które zapewniają dobrą obsługę i atrakcyjne towary.

Sztuczna inteligencja przejmuje transmisje sportowe. Inteligentni operatorzy zastąpią człowieka w realizacji wydarzeń

Pandemia koronawirusa poważnie utrudniła funkcjonowanie całego sektora sportu profesjonalnego. Wdrożenie restrykcji pandemicznych uniemożliwiło gromadzenie się ludzi i wymusiło na organizatorach zamknięcie trybun, a co za tym idzie – przyczyniło się do drastycznej redukcji wpływów z organizacji wydarzeń tego typu. Choć mecze nadal mogą być rozgrywane, to w Polsce odbywają się bez udziału publiczności. W zbilansowaniu strat wynikających z redukcji przychodów z biletów może pomóc zastąpienie operatorów systemami inteligentnymi, które zautomatyzują proces rejestracji i transmisji obrazu.

– Sztuczna inteligencja szczególnie jest używana w sporcie. To jest trend, przed którym nie uciekniemy. Sport jest bardzo schematyczny, więc łatwo wytłumaczyć go komputerowi. System Pixellot już jest stosowany w krajach zachodnich, m.in. w FC Barcelonie. Polega na tym, że stawiamy kamerę wysokiej rozdzielczości na stadionie i ona na podstawie sztucznej inteligencji potrafi przeprowadzić poprawną realizację telewizyjną, która dla widza wygląda jak transmisja przeprowadzona przez ludzi. Oczywiście ma to swoje pewne limitacje, natomiast wraz z rozwojem tej technologii człowiek zostanie wyparty z produkcji sportowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Maciej Kowalski, członek zarządu Blackburst.

Stworzenie takich inteligentnych operatorów było możliwe dzięki znaczącemu postępowi w rozwoju systemów rozpoznawania i analizy obrazu, jaki dokonał się na przestrzeni ostatnich kilku lat. Inteligentne kamery najpierw znalazły zastosowanie w systemach monitoringu miejskiego, a po odpowiednim przeszkoleniu przy wykorzystaniu technologii uczenia maszynowego – również w sporcie. Dzięki nim możliwe stało się zastąpienie ludzi w roli operatorów i pełne zautomatyzowanie procesu realizacji transmisji.

Inteligentny operator zaprojektowany przez zespół inżynierów z Pixellot wykorzystuje sieć kamer wizyjnych do pokrycia całej powierzchni boiska, a cały proces logistycznej realizacji transmisji odbywa się za pośrednictwem sztucznej inteligencji. Oprogramowanie wyszkolono na drodze uczenia maszynowego do rozpoznawania tego, co dzieje się na boisku. System potrafi zlokalizować piłkę na murawie i podążać kamerą w ślad za nią, aby rejestrować kluczowe momenty rozgrywki.

Pandemia koronawirusa tylko te zmiany pogłębi.

– Pandemia jest impulsem do poszukiwania metod produkcji bez udziału człowieka, tańszej realizacji wydarzeń sportowych. Ligi są zamykane, kibice nie mogą pójść na stadiony, choć kupili karnety, a sponsorzy zapłacili pieniądze za ekspozycję. Wszyscy muszą próbować pokazywać te mecze, czy to w internecie, czy w telewizji – ocenia Maciej Kowalski.

Potencjał rozwiązań tego typu nie kończy się wyłącznie na relacjach z piłki nożnej. Po odpowiednim przeszkoleniu algorytmu przy wykorzystaniu archiwalnych nagrań można stworzyć oprogramowanie przystosowane do relacjonowania niemal dowolnych zawodów sportowych. Systemy automatyczne BlackBurst skierowane są głównie do organizatorów zawodów mniej popularnych rozgrywek sportowych, którzy w dobie koronawirusa najbardziej ucierpieli z powodu restrykcji pandemicznych.

– Nie dla wszystkich jest miejsce w telewizji, jest bardzo duże zapotrzebowanie na tego typu technologię. Oczywiście ona dopiero wchodzi na rynki i jest rozwijana, natomiast wszyscy świadomi właściciele, szczególnie praw sportowych, szukają w tym kierunku rozwiązań i będą próbować je wdrażać – wskazuje ekspert.

Rozgrywki niszowych dyscyplin sportowych nigdy nie będą tak dochodowe jak np. rozgrywki Ekstraklasy, które ściągają na stadiony tysiące widzów. W przypadku takich wydarzeń jak np. drugoligowe rozgrywki piłki nożnej czy koszykówki inteligentny operator pozwoli zaoszczędzić na obsłudze transmisji, gdyż głównym kosztem jego wdrożenia będzie instalacja kamer wysokiej rozdzielczości oraz zakup licencji na oprogramowanie automatyzujące transmisję.

– Sztuczna inteligencja w rzeczach schematycznych, które nie wymagają zrozumienia emocji, czyli takich jak sport, jest w stanie zastąpić człowieka. Jest to kwestia dekady – uważa Maciej Kowalski.

Nowy rekord wydajności ogniw fotowoltaicznych dzięki perowskitom. Technologię rozwijają także Polacy

Naukowcom udało się ustalić nowy rekord wydajności ogniw fotowoltaicznych. Przełomowe panele wykorzystują do przechwytywania energii słonecznej perowskitowe półprzewodniki i są w stanie zachować wysoką efektywność energetyczną nawet po setkach godzin funkcjonowania. Nowa technologia pozwoli zwiększyć wydajność elektrowni słonecznych bez jednoczesnego zwiększania zajmowanej przez nie powierzchni.

Wyścig o poprawę efektywności energetycznej paneli fotowoltaicznych trwa od lat. W 2018 roku brytyjscy naukowcy z firmy Oxford Photovoltaics stworzyli ogniwa o rekordowej wydajności rzędu 28 proc., na pobicie tego wyniku trzeba było poczekać kilka lat. Już w styczniu 2020 roku zespół naukowców z Helmholtz-Zentrum Berlin ogłosił, że udało im się zaprojektować i skonstruować ogniwa o doświadczalnej wydajności rzędu 29,15 proc., ale dopiero przyznanie certyfikatu Fraunhofer ISE pozwoliło oficjalnie uznać ten nowy rekord.

– Opracowaliśmy  specjalną warstwę kontaktową elektrody perowskitowo-krzemowego ogniwa, a także ulepszyliśmy warstwy pośrednie – wskazuje doktorant Eike Köhnen z zespołu prof. Steve’a Albrechta w instytucie Helmholtz-Zentrum Berlin (HZB). – Wydajność 29,15 proc. to nie tylko rekord dla tej technologii, lecz także najwyższy wynik dla całej kategorii fotowoltaicznej w dokumentacji prowadzonej przez amerykańską agencję National Renewable Energy Laboratory.

Tak wysoką wydajność udało się wypracować dzięki zastosowaniu paneli fotowoltaicznych o unikatowej konstrukcji, które wykorzystują dwa półprzewodniki o odmiennej szerokości przerwy energetycznej. Podnieść wydajność prototypowych ogniw pozwoliło wykorzystanie pary komórek półprzewodnikowych o różnych właściwościach. Dzięki temu zespół był w stanie przechwytywać szersze spektrum wiązki promieni świetlnych. Hybrydowy perowskitowo-krzemowy panel zaprojektowany przez HZB przechwytywał zarówno światło widzialne, jak i część spektrum podczerwieni.

– Najpierw przygotowaliśmy idealne podłoże, na którym leży perowskit – tłumaczy Amran Al-Ashouri, doktorant z grupy Albrechta. – W szczególności zoptymalizowaliśmy tak zwany współczynnik wypełnienia, na który wpływa liczba utraconych nośników ładunku po drodze z ogniwa perowskitowego.

Warto zauważyć, że ta nietypowa konstrukcja tylko nieznacznie podwyższyła koszt wyprodukowania panelu. Przed naukowcami jest jednak jeszcze daleka droga do upowszechnienia tej technologii. Choć udało się dowieść, że nowe ogniwa po 300 godzinach pracy wciąż zachowują 95 proc. wydajności, model eksperymentalny miał niewielkie wymiary, zaledwie 1 cm2. Kolejnym krokiem na drodze do wdrożenia tych hybrydowych paneli do dystrybucji będzie przeskalowanie procesu produkcyjnego.

– Jestem pewny, że możemy osiągnąć ponad 30 proc. efektywności w ramach tej technologii – przekonuje prof. Steve Albrecht z instytutu Helmholtz-Zentrum Berlin.

Z perowskitowymi ogniwami fotowoltaicznymi eksperymentuje również polska firma Saule Technologies, która buduje pierwszą na świecie fabrykę perowskitowych ogniw słonecznych. Powstanie ona we Wrocławiu i będzie specjalizować się w produkcji m.in. elastycznych i transparentnych paneli, które można wykorzystywać w nowoczesnym budownictwie. Ogniwa tego typu są na tyle cienkie i lekkie, że można stosować je w roli pokrycia dachów bądź fasad budynków.

Nie ma alimentów i zwykle nie ma też prezentów

Boże Narodzenie to wyjątkowy czas, święta obok urodzin są jednak jedną z nielicznych okazji, kiedy unikający łożenia na wychowanie swoich dzieci rodzice obdarowują je i próbują się z nimi skontaktować. Gwiazdkowy prezent od dłużnika alimentacyjnego dostanie co ósme dziecko – wynika z badania Rejestru Dłużników BIG InfoMonior i Stowarzyszenia Dla Naszych Dzieci. W tym roku, w grudniu pozbawione alimentów rodziny otrzymały też prezent w postaci wejścia w życie nowych rozwiązań prawnych. Pracodawcy zatrudniający dłużników alimentacyjnych bez umowy narażają się na kary finansowe.

Święta Bożego Narodzenia to jedna z nielicznych okazji, która jest w stanie skłonić do spotkania z dziećmi przynajmniej niektórych rodziców unikających łożenia na ich utrzymanie. Właśnie w okolicy Wigilii przygotowują dla nich prezenty lub dają finansowe wsparcie. Na taki gest decyduje się 13 proc. niepłacących alimentów ojców lub matek. Inną nawet popularniejszą okazją do zmiany zachowania są jeszcze urodziny dziecka (16 proc.), a na trzecim miejscu jest Dzień Dziecka, który mobilizuje 12 proc. dłużników alimentacyjnych – wynika z badania wśród rodziców samodzielnie wychowujących potomstwo, zrealizowanego na potrzeby Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor w partnerstwie ze Stowarzyszeniem Dla Naszych Dzieci. Koniec końców tylko 31 proc. rodziców niepłacących na dzieci daje im przy większych okazjach pieniądze lub prezenty. Zdecydowana większość, 69 proc., całkowicie ignoruje swoich potomków. Pocieszający może być tu jedynie fakt, że w porównaniu z wynikami badania sprzed dwóch lat, udział obojętnych ojców czy matek nieco się obniżył, bo wówczas było ich 77 proc.Nie ma alimentów i zwykle nie ma też prezentów

Taki stan rzeczy nie zaskakuje, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że po rozstaniu się rodziców 72 proc. ojców lub matek w ogóle nie utrzymuje żadnego kontaktu z dzieckiem. Główną przyczyną jest po prostu brak zainteresowania potomkiem. I problem ten dotyczy również rodziców, którzy sumiennie wywiązują się z płacenia świadczeń alimentacyjnych.

Dłużników alimentacyjnych wciąż jest jednak bardzo wielu. Szacuje się, że bez finansowej pomocy jednego z rodziców wychowywane jest w Polsce ok. 1 mln dzieci. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, wynika natomiast, że na koniec listopada nie łożyło na dzieci 274 tys. zobowiązanych do tego osób, w 96 proc. przypadków ojców. – To jednak tylko część tego smutnego obrazu, bo do rejestru trafiają głównie osoby, zgłaszane przez gminy za to, że w wypłacie świadczenia na dziecko wyręcza je Fundusz Alimentacyjny. Wpis do rejestru jest jedną z form restrykcji i dochodzenia należności przez państwo. Łączne zaległości dłużników alimentacyjnych widniejących w BIG InfoMonitor wynoszą prawie 11,3 mld zł, a przeciętna zaległość przekracza 41 tys. zł. Wśród osób prywatnych, które mają tytuł wykonawczy i nie otrzymują alimentów ani od rodzica, ani od funduszu, zgłaszanie niesolidnych rodziców do rejestru, choć jest możliwe i kosztuje 1 zł, wciąż należy do rzadkości – mówi Halina Kochalska z BIG InfoMonitor.Nie ma alimentów i zwykle nie ma też prezentów 2

Kolejne zmiany w przepisach prawnych. Czy tym razem pomogą?

W tym roku, od 1 grudnia weszła też w życie kolejna część przyjętych wcześniej rozwiązań zapobiegających unikaniu płacenia alimentów. W kodeksie pracy rozszerzony został katalog kar i wykroczeń wymierzony przeciw pracodawcy, który zatrudnia „na czarno” lub zataja wysokość wynagrodzenia podwładnego, który jest dłużnikiem alimentacyjnym. Jeśli więc pracownik, wobec którego toczy się egzekucja świadczeń alimentacyjnych, zatrudniony jest bez umowy potwierdzonej na piśmie, albo część pieniędzy otrzymuje pod stołem, pracodawcy grozi kara grzywny w wysokości od 1,5 tys. do 45 tys. zł. Jakie będą efekty zmian? Stowarzyszenie Poprawy Spraw Alimentacyjnych Dla Naszych Dzieci ma wątpliwości, czy Inspekcja Pracy dysponuje odpowiednimi narzędziami, aby udowodnić pracodawcy ukrywanie zatrudnienia lub dochodów dłużnika alimentacyjnego. Do optymizmu nie skłaniają również dotychczasowe doświadczenia z wprowadzanymi wcześniej nowelizacjami prawa, których celem było zwiększenie ściągalności alimentów. – Jednoznacznie pokazują, że prawdziwym problemem jest egzekwowanie przepisów. W zmianie tego stanu rzeczy mogłaby pomóc wpływająca na świadomość społeczną ogólnopolska kampania, która pokazałaby skalę i konsekwencje zjawiska uchylania się rodziców przed finansowaniem utrzymania swoich dzieci – zwraca uwagę Justyna Żukowska-Gołębiewska, psycholog i prezeska Stowarzyszenia Dla Naszych Dzieci. – Pracodawcy od zawsze byli członkami zorganizowanej grupy wspierającej dłużników alimentacyjnych. Zatrudniają takie osoby bez umowy lub wskazując na umowie kwotę zdecydowanie niższą niż ta, którą faktycznie wypłacają. Poczucie bezkarności w tym procederze oraz świadomość możliwości ukrycia dochodów czy zatrudnienia przed komornikiem daje rodzicom, uchylającym się od obowiązku łożenia na swoje dzieci, poczucie władzy i satysfakcji z oszukiwania systemu. Dziś, pracodawca staje się współodpowiedzialny za niealimentację. Warto byłoby jednak dać firmom możliwość sprawdzania czy potencjalny, ale też dotychczasowy pracownik nie jest dłużnikiem alimentacyjnym. Dobrym rozwiązaniem mógłby tu być ogólnie dostępny Rejestr Dłużnika Alimentacyjnego – dodaje.Nie ma alimentów i zwykle nie ma też prezentów 3

Badanie zrealizowane we współpracy ze Stowarzyszeniem Dla Naszych Dzieci na profilach FB na próbie 226 osób, czerwiec 2020

Odliczenie przekazanej darowizny od dochodu w 2020 r.

Najważniejszą nowością w systemie podatkowym są darowizny „covidowe”. Takie odliczenia od dochodu dotyczą także darowizn rzeczowych. Czy przy darowiznach o dużej wartości potrzebny jest dokument potwierdzony przez notariusza?

– Takie darowizny, przekazywane czy to w formie pieniężnej, czy to rzeczowej, pomiędzy 1 października a 31 grudnia 2020 r., mogą być odliczane na wyjątkowo preferencyjnych zasadach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Aleksander Dyl, prawnik w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – I mogą być rozliczane w zaliczkach miesięcznych lub w zeznaniu rocznym, przekazanym do końca kwietnia przyszłego roku.

Warto też pamiętać, że dotyczy to także ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Darowizny „covidowe” dotyczą więc trzech systemów opodatkowania.

Darowizny, które możemy odliczyć od podstawy opodatkowania PIT, to:

  • darowizny na rzecz organizacji pożytku publicznego (OPP), na cele kultu religijnego, na cele krwiodawstwa, na cele kształcenia zawodowego – nie więcej niż 6% dochodu,
  • darowizny na rzecz działalności charytatywno-opiekuńczej kościoła – do 100% dochodu,
  • darowizny „covidowej” – nawet do 200% wartości darowizny;

Darowizny, które możemy odliczyć od podstawy opodatkowania CIT, to:

  • darowizny na rzecz OPP, na cele kultu religijnego, na cele kształcenia zawodowego – nie więcej niż 10% dochodu,
  • darowizny na rzecz działalności charytatywno-opiekuńczej kościoła – do 100% dochodu,
  • darowizny „covidowej” – nawet do 200% wartości darowizny.

– Darowizny „covidowe”, które będą przekazywane od 1 stycznia 2021 r. do końca miesiąca, w którym nastąpi zakończenie stanu epidemii, będą rozliczne w przyszłym roku – wyjaśnia prawnik z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Zarówno darowizny tegoroczne, jak i przyszłoroczne muszą być jednak odpowiednio udokumentowane. Dla darowizn pieniężnych wystarczającym dokumentem jest dowód wpłaty na rachunek bankowy. W przypadku darowizn rzeczowych, powinniśmy uzyskać oświadczenie od obdarowanego o przyjęciu darowizny o określonej wartości i przeznaczeniu jej na cele związane ze zwalczaniem epidemii.

Koronawirus nie zatrzymuje budowy dróg

Jedną z branż, która nie ucierpiała zanadto podczas epidemii, jest rynek budowlano-montażowy. Na wiosnę roboty na placach budów nie zostały zamknięte – dzięki czemu wartość sektora budowlanego spadła tylko o 1,6%. To bardzo dobra i ważna wiadomość, gdyż wpływy z tego sektora gospodarki tworzą około 10% polskiego PKB. Zamknięcie placów budów – do czego doszło między innymi we Włoszech i w Austrii – oznaczałoby dla polskiej gospodarki dużo szybszą i ostrzejszą recesję. Jednak koronawirus wrócił – i to ze zdwojoną siłą. Na jesieni odnotowujemy o wiele więcej przypadków zakażeń i zachorowań. W związku z tym Premier i Ministerstwo Infrastruktury rozważali zamknięcie budów, by zapobiec rozprzestrzenianiu się na nich wirusa. Na szczęście przygotowane badania wskazują, że taka decyzja nie jest konieczna.

– Od początku pandemii uczestniczę we wszystkich naradach z Ministrem Infrastruktury. W tej chwili w firmach wykonawczych jest więcej zachorowań, więcej jest osób w kwarantannie. Jest to jednak specyfika biur, a zakażenia najczęściej nie pochodzą z miejsca pracy – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Z zebranych dla rządu danych wynika, że na mniej więcej 10 tysięcy fizycznych pracowników na placach budów, na COVID-19 zachorowało około 50 osób, a około 200 pozostaje na kwarantannie. To bardzo niewiele. Te dane – razem z rekomendacjami sanitarnymi już stosowanymi na budowach – przekonały Premiera do tego, by nie zamykać placów budów. Pieniądze na inwestycje są – Generalna Dyrekcja zapowiada przetargi na około 700 km dróg. W ustawie budżetowej i w Funduszu Dróg Samorządowych będzie około 27 miliardów złotych. Decyzja Premiera jest więc absolutnie właściwa. Teraz tylko musimy uważać, by nie powstały kolejne ogniska zakażeń i żeby budowy mogły być bezpiecznie. Nawet lekkim opóźnieniem, ale żeby mogły być kontynuowane – podkreśla Furgalski.

Czy prefabrykaty zrewolucjonizują budownictwo mieszkaniowe w Polsce?

Kiedy w marcu Forbes opublikował artykuł „Plan na 10 tysięcy mieszkań rocznie” mówiący o nowych wyzwaniach Prezesa Heritage Real Estate Investments,  Michała Sapota – w branży zawrzało. Wizjoner stojący za sukcesem Murapol-u, niczym Elon Musk za SpaceX, pobudził liderów budownictwa mieszkaniowego do dyskusji.  Wielu decydentów uważało, że 10 tysięcy mieszkań rocznie jest założeniem nieosiągalnym. Jednak przyszłościowy kierunek rozwoju i koncepcja jego wdrożenia może istotnie zrewolucjonizować rynek budowlany i to nie tylko w Polsce.

Od wielu lat obserwujemy ogólnopolską hossę w sektorze budowy mieszkań. W ubiegłym roku oddano do użytkowania ponad 207 tys. mieszkań, czyli o 12% więcej niż rok wcześniej. To rekord od roku 1978, kiedy za Gierka wybudowano ich aż 283 tys., a wielką rolę odegrało wtedy budownictwo żelbetowe z prefabrykatów, oparte na technologii tzw. „wielkiej płyty”. Ówczesnym władzom jednak nie do końca udało się dostosować możliwości produkcyjne do panującego wyżu demograficznego, mimo iż do 1975 roku powstało 65 fabryk domów i zbudowano ok. 1 mln mieszkań. Przykładowo, pracując przy projekcie wdrażania na nasz rynek innowacyjnego produktu, tj. prętów kompozytowych, które są odporne na wodę (korozję), lżejsze i trwalsze od stalowych, a jednocześnie sporo tańsze obserwowałem, jak przebiega ścieżka wprowadzenia dla tego cenionego i popularnego w wielu krajach produktu, która była kosztowną i wieloletnia drogą przez biurokrację. Dlatego, szczególnie sensowny wydaje się zakup w ub. roku przez HRE Investments bydgoskiej firmy Baumat – doświadczonego producenta prefabrykatów, który działa od ponad 30 lat, nawet w Skandynawii.  Obecnie w portfolio HRE znajdują się dwie zawierające 450 lokali  inwestycje realizowane w oparciu o nowoczesne prefabrykaty. To dobry zwiastun.

Nowoczesne prefabrykaty to oszczędność energii, czyli są proekologiczne, w całości  podlegają recyklingowi, co stanowi znaczący atut CSR-owy, a wykorzystanie ich może też zapewnić wysoką jakość budowanym lokalom. Opatentowanie własnej technologii pozwoliłoby, jak np. “Lego”, “Coca-cola” czy zabudowie “Komandor” na stworzenie unikatowego produktu / brandu i wyróżnienie go na tle innych. Cecha cenna sprzedażowo, również dla pozyskiwania ewentualnych inwestorów dla dalszego rozwoju.  Przy wynoszącym około 3 milionów krajowym zapotrzebowaniu na mieszkania z rynku pierwotnego, ma to olbrzymią przyszłość. Ministerstwo Rozwoju pracuje obecnie nad zwiększeniem dostępności mieszkań, chodzi o dopłaty do pierwszego mieszkania. Niskie stopy procentowe spowodowały, że inwestorzy re-lokują swoje oszczędności na rynku nieruchomości.  Prefabrykaty można sprzedawać też innym podmiotom i to nie tylko w kraju, mają one szerokie  zastosowanie, mogą być wykorzystane także do takich inwestycji, jak centra usługowo-handlowe, inwestycje komercyjne /  logistyka, obiekty sportowe i rekreacyjne, hotele, domy jednorodzinne, obiekty nauki i oświaty, budynki administracji publicznej oraz zakłady produkcyjne. Dlatego zasadne wydaje się pytanie: kiedy prefabrykaty zrewolucjonizują nasze budownictwo?

 

Co istotne, wskaźnik cyklu operacyjnego u deweloperów mieszkaniowych wynosi od 36  do nawet 60 m/c. Pokazuje on, jak szybko deweloper odzyska pieniądze, które zainwestował. Czyli jak długo trwa projekt, licząc od zamrożenia gotówki w grunt, przez uzyskanie pozwolenia, wybudowanie, aż po odzyskanie gotówki przy sprzedaży. I to jest dość istotny wskaźnik, który pozwala porównać, jak te procesy u deweloperów przebiegają. Im szybciej pieniądze wrócą do spółki, tym szybciej będzie ona mogła je ponownie zainwestować, uzyskując wyższy zwrot z kapitału. Ważnym wskaźnikiem rentowności dla deweloperów jest także marża brutto ze sprzedaży, czyli to ile deweloper zarobi przed uwzględnieniem kosztów ogólnego zarządu i sprzedaży. To pokazuje, jak dobrze spółka potrafi zorganizować budowę – tanio kupić ziemię, znaleźć dobrego wykonawcę, a na końcu sprzedać ten projekt klientom. Obecnie wynosi ona średnio ok 19-20%

Warto także rozważyć powiększenie portfolio o inne, wykazujące wyjątkowe osiągnięcia ekologiczne produkty. Wspomnę tu np. o startupie, który szykuje się do ekspansji zagranicznej, a dotyczy wykonanych z odpadów, w pełni ekologicznych termoizolacji budowlanych. Firma posiada patenty i wykazuje już dodatni wskaźnik EBITDA po kilku rundach inwestorskich. Inną ciekawą perspektywą jest włączenie szerokiego zastosowania technologii obniżających koszty energetyczne w zależności od projektu, jak kogeneracji czy fotowoltaiki.  Proekologiczne rozwiązania i certyfikację w systemie BREEAM, zgodnie z wytycznymi najbardziej uznanych certyfikatów środowiskowych, takich jak LEED i WELL stają się wyznacznikiem eko deweloperów – np. celem Skanska Residential Development Poland  na poziomie korporacyjnym jest ograniczenie emisji dwutlenku węgla o 50 proc. do 2030 roku i osiągnięcie zerowej emisji netto do 2045 roku.

W przyszłości coraz ważniejsze staną się otwarte, zielone, zachęcające do społecznych interakcji, miastotwórcze i wielofunkcyjne projekty, jak opcje prezentowane przez Echo Investment. Deweloperzy zaczęli dbać o estetyczną i funkcjonalną przestrzeń wspólną, zaś nabywcy coraz częściej przykładają uwagę nie tylko do czynników i parametrów charakteryzujących sam lokal, lecz także do projektu osiedla i udogodnień, jakie jeszcze oferuje cała inwestycja. Wynika to również ze zmian pokoleniowych oraz idei zrównoważonego rozwoju rynku nieruchomości – ze szczególnym uwzględnieniem aspektów społecznych. Heritage Real Estate przypomina o niestandardowym, kreatywnym podejściu do biznesu i jego przyszłego rozwoju. Niczym sektor naszej “dumy narodowej”, bo liderzy sektora gamingowego, z którym współpracuje od wielu lat, są dziś bardziej twórcami i artystami z wiedzą rzemieślników, niż programistami gier z IT. Kiedy obecna sytuacja zmusza organizacje do przyspieszenia ewolucji, wprowadzania innowacji, transformacji cyfrowej i poważnych zmian w modelach biznesowych (ROI), HRE Investments wydaje się nie tylko być na czasie, ale krok do przodu.

Jest to organizacja otwarta na różne potrzeby i oczekiwania klientów – od posiadanych aktywów zapewniających szerokie możliwości wyboru spośród najbardziej rentownych i najbezpieczniejszych form inwestowania, wsparcia finansowania jako platforma łącząca firmy deweloperskie z całej Polski i Europy z funduszami inwestycyjnymi, przez niekonwencjonalne koncepcje CSR-owe, aż do  HRE Think Tanku zbudowanego w oparciu o nieszablonowe podejście ekspertów kompleksowo wspierających proces planowania, realizacji oraz sprzedaży inwestycji deweloperskich, którego misją jest zaproponowanie konstruktywnych zmian i rozpoczęcie dialogu na temat kierunków zmian polskiego prawa. Rozwój eco-technologiczny jest kluczem do sukcesu, ale musi być elastyczny, o czym trzeba pamiętać w procesie legislacyjnym.  Kluczowe dla rozwoju stały się prognozowanie, analityka, doradztwo, doświadczenie, elastyczność oraz gotowość do działań w kilku wariantach. A na niepewny kierunek rozwoju gospodarki nakłada się obowiązek planowania wielu różnych strategii i tego, jak każda z nich – od znaczącego ożywienia do spadków – dotrze do wszystkich aspektów działalności. HRE Investments wydaje się nowoczesną organizacją, która może w niedalekiej przyszłości awansować do pozycji lidera z dużym potencjałem rozwoju również na rynkach zagranicznych.

Autor :

Adam Białas, ekspert rynku, dziennikarz biznesowy, dyrektor w agencji komunikacji Core PR. Od ponad dwóch dekad związany z mediami, skutecznie działa w obszarze PR i marketingu. Analityk z szeroką perspektywą rynku, globtroter, autor wielu autorskich projektów PR, e-marketingu i dedykowanych programów partnerskich. Posiada wieloletnie globalne doświadczenie korporacyjnej, ekspert w kampaniach i budowaniu wizerunku brandu i produktów B2B/B2C. Prowadził też szerokie działania z obszaru zarządzania kryzysowego, współpracując z liderami branży gamingowej, finansów, IT, MICE i deweloperskiej. Agencja, którą kieruje z obsłużyła ponad 650 kampanii (w tym globalne).

Najważniejsze wydarzenia na rynku handlowym w 2020 r. i prognozy na rok 2021

Rynek handlowy w największym stopniu, w porównaniu do innych sektorów nieruchomości komercyjnych, odczuł skutki pandemii COVID-19, co w dużej mierze było wynikiem obostrzeń nakładanych na firmy przez rząd. Eksperci Colliers International poddali analizie mijający rok i wybrali najważniejsze wydarzenia, jakie miały miejsce w sektorze handlowym, a także przygotowali prognozy dla rynku na 2021 r.[1]

Najważniejsze wydarzenia na polskim rynku handlowym w 2020

  1. Lockdown x 2

Wiosenny i jesienny lockdown przyniosły niekorzystne skutki dla handlu, gastronomii oraz sektora rozrywki i rekreacji. Ocenia się, że spadek odwiedzalności i obrotów w centrach handlowych w 2020 roku wyniesie 25-35% w stosunku do roku 2019.

  1. Abolicja czynszowa i renegocjacje

Wiosną 2020 roku administracyjnie wprowadzona została czasowa abolicja czynszowa, co wywołało perturbacje w rozliczeniach pomiędzy wynajmującymi i najemcami oraz masowe renegocjacje warunków najmu w centrach handlowych.

  1. Z offline do online

W bieżącym roku odnotowano znaczący wzrost udziału sprzedaży e-commerce w handlu detalicznym (z 5,5% w 2019 roku do prognozowanych 8% w 2020 roku), wzmożoną aktywność na platformach sprzedażowych i rozwój różnych form dostaw. Sieci handlowe rozwijały modele sprzedaży wielokanałowej (omnichannel) oraz zwiększały inwestycje w nowe technologie i rozwój sprzedaży online.

  1. Nowe obiekty

Rok 2020 należał do małych obiektów handlowych. Nie ukończono żadnego obiektu handlowego o powierzchni ponad 25 tys. mkw. GLA. Największe otwarcia tego roku to oddanie do użytku Galerii Wiślanka w Żorach i Dekady Nysa.

  1. Nowi najemcy

Mimo pandemii COVID-19 wciąż notujemy nowe wejścia sieci handlowych na polski rynek. Najbardziej spektakularnym debiutem br. było otwarcie sklepu Primark w warszawskiej Galerii Młociny.

Rynek handlowy – prognozy 2021

  1. Mixowanie funkcji

W 2021 roku obserwować będziemy wzrost inwestycji o funkcjach mieszanych (nowe i przebudowy) w celu dywersyfikacji portfeli nieruchomości. W sektor mieszkaniowy wchodzić będą deweloperzy specjalizujący się dotąd w nieruchomościach handlowych.

  1. Małe obiekty

Przyszłość przyniesie dalszy wzrost inwestycji w małe centra i parki handlowe o profilu zakupów codziennych.

– Małe obiekty typu convenience store są obecnie najszybciej rozwijającym się segmentem rynku, co jest wynikiem rozkwitu lokalnego stylu życia i częstszego korzystania z punktów usługowo-handlowo-gastronomicznych w pobliżu miejsca zamieszkania. To właśnie w takich lokalizacjach kondycja obiektów handlowych najszybciej wraca do normy – mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

  1.  Mieszkaniówka a handel

W najbliższym czasie obserwować będziemy wzrost zainteresowania najemców lokalizacjami przy ulicach handlowych w dużych kompleksach mieszkalnych.

– Firmy dostrzegły trend rozwoju „lokalności” życia i załatwiania codziennych spraw. W ramach dywersyfikacji swojego portfolio zaczęły więc interesować się najmem lokali przy osiedlowych ulicach handlowych. Przykładem może być chociażby marka Tefal, która niedawno otworzyła dwa salony na osiedlach mieszkaniowych w Warszawie – na Ursynowie i w Wilanowie – mówi Małgorzata Kobziakowska, dyrektor w Dziale Powierzchni Handlowych w Colliers International.

  1. Nowe modele

Następować będzie dalszy rozwój firm z ofertą o profilu „ekonomicznym”, dyskontów oraz sieci z sektora „wszystko dla domu”. Nowych modeli funkcjonowania poszukiwać będą najbardziej dotknięte pandemią sektory – gastronomiczny i rozrywkowo-rekreacyjny.

  1. Współpraca

Przewidujemy intensyfikację współpracy właścicieli centrów handlowych z najemcami (sanacje przedsiębiorstw, nowe modele funkcjonowania, dywersyfikacje formatów sklepów, uelastycznianie warunków najmu).

[1] Szczegółowe podsumowanie wydarzeń oraz prognozy dla rynku nieruchomości komercyjnych dostępne będą w raporcie Market Isights 2021.

Czym kuszą nas inteligentne samochody?

Coraz większa świadomość cyfrowa i pogłębiająca się cyfryzacja społeczeństwa popycha wiele branż do dużych zmian – transformacji i redefinicji przyjętych modeli biznesowych, a nawet własnych produktów. Jednym z takich sektorów jest automotive. Klienci coraz chętniej stawiają na inteligentne pojazdy, które są bogato wyposażone w rozwiązania bazujące na łączności sieciowej. Tymczasem aż 44 proc. kierowców wciąż nie posiada jeszcze żadnych usług online w swoich samochodach.

Producenci części samochodowych pierwszego montażu (ang. Original Equipment Manufacturer) w niewielkim stopniu wykorzystują możliwości usług internetowych – bo jak pokazuje raport Capgemini „Connected Vehicle Trend Radar” – aż 44 proc. klientów nie ma jeszcze żadnych usług internetowych w swoich samochodach. Tymczasem, badania pokazują, że połowa osób posiadających takie online rozwiązania w swoich pojazdach – rzeczywiście z nich korzysta. Firmą, która okazuje się być wybitnie skoncentrowana na wdrażaniu takich rozwiązań w swoich samochodach jest Tesla, która wykorzystuje szczególnie usługi łącznościowe, w Europie zaraz za nią plasują się takie marki jak BMW oraz Mercedes-Benz.

Razem raźniej

Raport opublikowany przez Capgemini wskazuje, że do 2023 r. po drogach będzie poruszało się ok. 352 mln samochodów połączonych z siecią. Według przeprowadzonych badań 2/3 użytkowników uważa, że takie rozwiązania podnoszą wartość pojazdu i poziom doświadczeń kierowców. Co więcej – połowa respondentów wskazuje też, że byłaby skłonna zmienić markę samochodu, a nawet zapłacić więcej za pojazd, który posiadałby większe możliwości wymiany danych.

– Jeszcze kilka lat temu kierowcy musieli zadowolić się wyposażeniem samochodu, które proponowali producenci, dziś jednak sytuacja diametralnie się zmieniła. Firmy technologiczne z dużym powodzeniem wkroczyły w przestrzeń automotive, dzięki możliwościom łatwego skonfigurowania smartfonów z samochodami. Trzeba przyznać, że jest to duże wyzwanie dla producentów OEM, którzy muszą pracować jeszcze ciężej, aby sprostać oczekiwaniom rynku – mówi Jakub Chwała, Senior Cloud Engineer, ekspert ds. technologii chmurowych w Cloud Infrastructure Services w Capgemini Polska.

Dużym hamulcem rozwoju usług online w pojazdach jest mylne założenie, że producenci OEM powinni samodzielnie wdrażać tego typu nowoczesne rozwiązania. Tymczasem może okazać się, że wsparcie zewnętrznych partnerów technologicznych jest strzałem w dziesiątkę.

Firmy takie jak Google, czy Apple oferują oprogramowania, które są znane użytkownikom, a dodatkowo w intuicyjny sposób można je integrować z samochodem za pomocą takich interfejsów jak Apple CarPlay lub Android Auto. Dzięki temu klienci mogą podnieść jakość swojego cyfrowego życia, wzbogacić je o dodatkowe usługi, które usprawniają codzienne funkcjonowanie. Przewagą Google i Apple jest duże doświadczenie i wiedza w gromadzeniu, przetwarzaniu i wykorzystywaniu danych w taki sposób, by sprostać oczekiwaniom klientów. Samochody są dla nich kolejną przestrzenią, którą można zagospodarować cyfrowo – a co za tym idzie stanowią one możliwości do wprowadzenia nowych proklienckich usług, jak np. ubezpieczenie typu pay-as-you-drive, nawigacja, inteligentne serwisowanie.

„Smartfon na kółkach”

Utrata monopolu producentów OEM na obudowanie pojazdów usługami premium, którymi są m.in. rozwiązania oparte na wymianie informacji, wymusiła konieczność przemyślenia na nowo – czym jest samochód. Takiej redefinicji z pewnością dokonała Tesla, która obecnie wiedzie prym na całym świecie w kontekście inteligentnych pojazdów. Tesla stworzyła „smartfon na kółkach”, który charakteryzuje się dużą elastycznością, dzięki możliwości dowolnej konfiguracji, wykorzystywaniu aplikacji „na żądanie” oraz bezprzewodowej aktualizacji.

Jednym z przykładów zastosowania takich funkcji było zdalne uruchomienie przez Teslę na Florydzie dodatkowej żywotności baterii w momencie, gdy mieszkańcy byli zagrożeni huraganem Irma. Ta opcja miała za zadanie umożliwić użytkownikom jeszcze sprawniejszą ewakuację z niebezpiecznego terenu.

– Trzeba przyznać, że inteligentne pojazdy kryją w sobie szereg możliwości, które podnoszą poziom bezpieczeństwa, zwiększają komfort i użyteczność. Producenci takich samochodów także mogą szybko reagować na potrzeby swoich klientów oferując im aktualizacje i dodatkowe funkcje, które rodzą się wraz z rozwojem technologicznym lub dynamicznie zmieniającymi się oczekiwaniami rynkowymi – mówi Jakub Chwała z Capgemini.

Nie bez znaczenia pozostaje także kwestia cyberbezpieczeństwa w przypadku inteligentnych pojazdów. Powstało rozporządzenie w sprawie cyberbezpieczeństwa w branży motoryzacyjnej, z którego wynika, że aby inteligentny samochód otrzymał homologację, musi spełniać wymogi w dwóch wymiarach: CSMS producenta i samych pojazdów. Między innymi producent zobowiązany jest wskazać, w jaki sposób zagrożenia i środki zaradcze wymienione w rozporządzeniu zostały uwzględnione podczas projektowania pojazdu, czy też auto powinno mieć możliwość wykrywania oraz zapobiegania atakom hakerskim, jak również powinno umożliwiać monitorowanie przez producenta pod kątem wykrywania zagrożeń, podatności i cyberataków.

W cenie…

Aby samochody były atrakcyjne dla klientów, konieczne jest wdrażanie usług online. Jednak niezbędne jest także zachowanie kontroli nad przesyłanymi danymi i wykorzystywanie łączności online przez producentów m.in. do kontroli, serwisu, aktualizacji. Warto także zastanowić się, które funkcjonalności są dla klientów najatrakcyjniejsze, by skoncentrować się na rzeczywiście wykorzystywanych rozwiązaniach, a nie na zbędnych opcjach podnoszącymi niepotrzebnie cenę pojazdu.

Badanie przeprowadzone przez Capgemini wykazało, że w cenie są wszystkie usługi dotyczące bezpieczeństwa i ochrony kierowcy oraz pasażerów, zaś najmniej wartościowe są opcje powiązane z handlem (m.in. transakcje płatnicze – opłaty drogowe, opłaty za tankowanie, zakupy online wykonywane z samochodu). Tak słaba pozycja usług związanych z dokonywanie płatności wynika z dwóch podstawowych powodów – aż 41 proc. użytkowników twierdzi, że te rozwiązania są zbyt drogie, zaś 39 proc. uważa, że opcje te nie są wystarczająco rozwinięte w pojazdach – w stosunku do innych nośników np. telefonów.

– Warto podkreślić, że część usług oferowanych w pojazdach nie ma sensu ze względu na dobre ulokowanie ich w zupełnie innym środowisku – smartwatch, telefon. W wielu narzędziach część tych usług może być oferowana zupełnie bezpłatnie, więc klienci nie czują potrzeby wbudowania takich opcji do pojazdu za dodatkową opłatą. W przypadku pojazdów kluczową kwestią jest bezpieczeństwo i z pewnością żaden inny nośnik nie spełni tej funkcji w dostatecznym stopniu – podkreśla Jakub Chwała.

Nie bez znaczenia pozostaje również aspekt zrównoważonego rozwoju. 60 proc. uczestników badania wskazało, że rozwiązania typu smart zastosowane w pojazdach mają pozytywny wpływ na środowisko. Funkcja inteligentnego planowania tras pomaga zmniejszyć zużycie energii, ale także ogranicza czas podróży i zmniejsza koszty paliwa.
Postępująca cyfryzacja jest już nieodłącznym elementem naszego codziennego świata. Producenci sprzętu, aby zyskiwać nowe możliwości, nowych klientów i nowe perspektywy rozwoju powinni skoncentrować się na współpracy i ciągłym rozwoju. Wzajemna wymiana wizji i możliwości rodzi innowacyjne pomysły, być może takie, na które wszyscy właśnie czekamy.

Nowy pomysł jak uśpić czujność frankowiczów

  • Przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) sugeruje bankom, aby zaproponowały kredytobiorcom frankowym ugodę polegającą na potraktowaniu kredytów frankowych tak, jakby od początku były kredytami złotowymi z oprocentowaniem Wibor + marża.
  • Podpisanie ugody może być dla frankowiczów niekorzystne, a w przyszłości może uniemożliwić proces sądowy o unieważnienie umowy kredytowej.
  • Na wokandzie jest teraz 20 tys. spraw frankowych*. Sądy w zdecydowanej większości stają po stronie frankowiczów, którzy wygrywają w 90% spraw.
  • Kredytów frankowych jest w Polsce jeszcze około 460.000, a ich wartość to 100-120 mld zł.

Rozwiązanie sugerowane przez szefa KNF z 08.12.2020 r. zakłada, że sektor bankowy przygotuje projekt ugody dla tych kredytobiorców, którzy zaciągali kredyty hipoteczne w szwajcarskiej walucie. Oznacza to pozasądowe porozumienia, które byłyby alternatywą do ścieżki sądowej. Punktem wyjścia w ugodzie ma być kredyt złotowy oprocentowany polską stawką WIBOR powiększoną o marżę stosowaną dla kredytów złotowych w czasie, w którym udzielony został kredyt walutowy. Banki zwróciłyby klientom różnicę zapłaconych rat i obniżyły zadłużenie oraz podwyższyły przyszłe oprocentowanie i raty.

Zawarcie ugody może w uniemożliwić proces o unieważnienie umowy kredytowej

Propozycję KNF analizuje radca prawny Paulina Piekarska z E-Kancelarii Grupy Prawno-Finansowej:

– Pomysł KNF to w mojej ocenie zasłona dymna mająca uśpić czujność kredytobiorców. To gra na czas i ratunek dla banków, a nie dla konsumentów. Dla spłacających raty taka ugoda jest dość ryzykowna. Warto zwrócić uwagę, na kilka istotnych kwestii:

1) Przewodniczący KNF zaproponował model porozumienia, który miałby opierać się na zmianie umowy na kredyt złotowy. Nie są jednak znane dokładne szczegóły tej „zmiany”. Dotychczas oferowane propozycje, zakładały niewielką ogólną korzyść kredytobiorców w zestawieniu z korzyściami, jakie można osiągnąć w procesie sądowym.

2) „Przewalutowanie” kredytu CHF na złotówki będzie skutkowało zastosowaniem stopy referencyjnej WIBOR, czyli wyższe oprocentowanie w zamian za brak waloryzacji kursem CHF. W związku z tym zabiegiem, comiesięczna wysokość raty kredytowej wzrośnie. 

3) Założeniem KNF jest, aby podpisanie ugody z Bankiem prowadziło do zmniejszenia sporów sądowych. Słowem – zawarcie ugody może w konsekwencji uniemożliwić proces o unieważnienie umowy kredytowej. Korzyści z tytułu unieważnienia umowy, są zaś większe niż te wynikające z ugody.

4) Propozycja zakłada przeliczenie kredytów tak, jakby od początku były złotowymi. Powstanie wówczas pewna nadpłata, do zwrotu kredytobiorcom. Pojawia się więc pytanie, czy banki będą zainteresowane zwrotem owych nadpłat.

Z doświadczenia wiemy, iż już przed propozycją KNF, niektóre z banków oferowały naszym Klientom zawarcie ugody. Banki najczęściej proponują „przewalutowanie” kredytu na złotowy po kursie niższym – zwykle od kilkudziesięciu groszy do ok. 1 zł – od aktualnego. Termin przewalutowanie tutaj nie jest trafny, gdyż tak kredyty indeksowane, jak i denominowane kursem CHF to w gruncie rzeczy kredyty złotowe (wypłacane i spłacane w CHF). Ostatecznie, w tych propozycjach chodzi głównie o pominięcie mechanizmu indeksacji/denominacji, ustalenie określonego salda (mniejszego) w złotych polskich i dalszą spłatę tego kredytu w złotych, ale oprocentowanego WIBOR (zamiast LIBOR) + marża. Choć z pozoru rozwiązania te były korzystne, to jednak w ogólnym zestawieniu zysków i strat, to kredytobiorca traci. 

W praktyce banki odrzucają propozycje ugód z kredytobiorcami

Do tej pory oferowane przez banki propozycje ugodowe były mało korzystne dla kredytobiorców. Obecnie również nie zanosi się na to, by podjęły rękawicę i szukały polubownego rozwiązania. Wielu kredytobiorców ma odczucie, że są klientami banku tylko do momentu zakupu jego produktu, później są już tylko stroną umowy z instytucją finansową. W dodatku stroną słabszą, bo za bankiem stoi instytucjonalna siła i sztab bardzo dobrze opłacanych prawników.

Nie znam żadnego przypadku, by jakikolwiek bank wyraził dobrowolnie zgodę na ugodę i porozumienie z klientem, tak, by kredyt CHF od samego początku był traktowany jak kredyt złotowy, a bank zwrócił klientom nadpłatę (nawet przy zastosowaniu oprocentowania WIBOR + marża). Wszystkie dotychczasowe propozycje, zakładały zmianę wyłącznie na przyszłość. W każdej z prowadzonych przez nas spraw, a było ich kilkaset, KAŻDY BANK odrzucił propozycje ugody i wskazał, że umowa nie ma zapisów abuzywnych – Piotr MaciągowskiPrezes Zarządu E-Kancelaria Grupa Prawno – Finansowa sp. z o.o.  

Banki przegrywają sprawy sądowe, ale dążą do odraczania wyroków. Robią to wciąż skutecznie, czego przejawem może być też zaprezentowane stanowisko KNF. Jest jednak mało prawdopodobne, że zaprezentowana propozycja KNF wejdzie w życie. Jeśli tak się jednak stanie, zapewne część kredytobiorców skorzysta z możliwości ugody, pomimo poważnych zastrzeżeń co do opłacalności takiego rozwiązania. Na pewno warto zachować szczególną uwagę w przypadku otrzymania z banku oferty ugody. Każdą taką propozycję warto skonsultować z kancelarią prawną. Profesjonaliści – pomogą ocenić czy warunki ugody są korzystne i jakie niosą za sobą skutki finansowe w przyszłości. Bank to instytucja finansowa, która musi zarabiać i minimalizować straty – także te wynikające z umów frankowych i roszczeń konsumentów. Zwiększająca się stale liczba unieważnianych umów w sądach mówi sama za siebie. Na wokandzie jest obecnie 20 tys. spraw frankowych, kolejne procesy w zdecydowanej większości kończą się po myśli frankowiczów, którzy wygrywają 90% spraw. Co miesiąc przybywa po kilka tysięcy nowych pozwów. Kredytów frankowych jest w Polsce jeszcze 460.000, a ich wartość to ok. 100-120 mld zł.

* Dane Bankier.pl

Fabryka Izery powstanie w Jaworznie. Produkcja ruszy w 2024

Jaworzno najlepszą spośród 30 analizowanych przez ElectroMobility Poland (EMP) lokalizacji w Polsce. Ten wybór i finansowe wsparcie rządowe dla projektu umożliwi rozpoczęcie inwestycji już jesienią 2021 roku. 15 grudnia 2020 r. minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka, przedstawiciele ElectroMobility Poland, Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (KSSE), Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego, miasta Jaworzna i Lasów Państwowych podpisali  w Katowicach Memorandum o współpracy przy przygotowaniu terenu pod budowę pierwszej w Polsce fabryki samochodów elektrycznych.

Pierwsze polskie auto elektryczne wyjedzie ze śląskiej fabryki

Symboliczne „wbicie łopaty” pod inwestycję jest planowane w roku 2021. Dzięki nowej fabryce pracę znajdzie tu ok. 15 tys. osób: 3 tys. w zakładzie w Jaworznie oraz 12 tys. u dostawców i kooperantów. Produkcja aut rozpocznie się w 2024 roku.

OG£OSZENIE DECYZJI O WYBORZE LOKALIZACJI FABRYKI POLSKIEJ MARKI SAMOCHODÓW ELEKTRYCZNYCH IZERA–  Wokół projektu udało nam się zjednoczyć partnerów z wielu instytucji. Dzięki połączeniu ich zaangażowania i potencjałów plan budowy fabryki zyskał realny kształt. Teraz wszystkie strony muszą intensywnie działać, aby doprowadzić do finalizacji projektu – mówi minister klimatu i środowiska, Michał Kurtyka. – Inwestycja jest ważnym elementem planu dla Śląska i pozwala nam rozwijać innowacyjny przemysł, który tworzy w regionie m.in. trwałe miejsca pracy. Izera jest szansą dla sprawnie funkcjonującej tu branży automotive i na wykorzystanie potencjału elektromobilności, która doskonale wpisuje się w krajobraz gospodarczy województwa – dodaje. Minister Kurtyka zapowiada również rządowe wsparcie projektu ze względu na jego strategiczne znaczenie. – Budowanie lokalnej specjalizacji, generowanie impulsu rozwojowego dla kluczowych branż, kreowanie popytu na nowoczesne usługi oraz technologie, czy transformacja regionów jest rolą państwa. Wiele krajów wspiera kluczowe dla ich gospodarek projekty. Państwo, które myśli perspektywicznie, potrafi dostrzec rynkowe „momentum” i zdefiniować strategiczne obszary umożliwiające rozwój gospodarczy kraju. Takim właśnie jest projekt polskiej marki samochodów elektrycznych  podkreśla.

Wspieramy takie projekty jak budowa fabryki Izera w województwie śląskim, gdyż jest to strategiczne działanie łączące rozwój gospodarczy z troską o ekologię i czyste powietrze – deklaruje marszałek województwa śląskiego, Jakub Chełstowski. Zaznacza, że przyszłość regionu będzie oparta między innymi na innowacyjnych przedsięwzięciach.  –  Jesteśmy liderem w Europie pod kątem oferty stworzonej w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Mamy ambicje, aby w tym zrównoważonym rozwoju kwestie środowiska naturalnego, kwestie społeczne również były mocno zaakcentowane. Współpraca z administracją rządową premiera Mateusza Morawieckiego, z ministrem klimatu i środowiska Michałem Kurtyką, ze strefą ekonomiczną, samorządami i przedsiębiorcami z pewnością przyczynić się może do osiągnięcia wspólnego sukcesu. Takim bez wątpienia będzie powodzenie tego projektu, a co za tym idzie dalszy rozwój województwa śląskiego i Polski – dodaje.

Lokalizacja poprzedzona szczegółowymi analizami

Piotr Zaremba, prezes ElectroMobility Poland zwraca uwagę na czynniki, które sprawiają, że województwo śląskie jest optymalnym miejscem lokalizacji fabryki. – Na początkowym etapie rozważaliśmy prawie 30 lokalizacji, w tym kilka na Śląsku. We współpracy z Polską Agencją Inwestycji i Handlu oraz firmą doradczą specjalizującą się
w podobnych procesach, dokładnie sprawdzaliśmy każdą z nich. Kluczową rolę odgrywały takie czynniki, jak: dostęp do mediów, infrastruktury drogowej, ukształtowanie i sposób użytkowania terenu oraz kwestie prawne związane z własnością gruntów. Ważna była nie tylko możliwość zbudowania fabryki, ale też odpowiedniego zalecza logistycznego i stworzenie parku dostawców w bezpośrednim sąsiedztwie zakładu. Jaworzno daje największy potencjał w tym zakresie, stąd po dokładnych i szczegółowych analizach wskazaliśmy właśnie to miejsce. Dodatkową gwarancją powodzenia tego projektu są partnerzy, którzy deklarują wsparcie i zaangażowanie, aby doprowadzić inwestycję do  mety. W związku z koniecznością przeprowadzenia przed rozpoczęciem budowy fabryki odpowiednich prac przygotowawczych produkcja aut rozpocznie się w 2024 roku. Jestem przekonany, że czas zainwestowany teraz zwróci się na dalszych etapach projektu
– mówi prezes Zaremba.OG£OSZENIE DECYZJI O WYBORZE LOKALIZACJI FABRYKI POLSKIEJ MARKI SAMOCHODÓW ELEKTRYCZNYCH IZERA

Województwo śląskie motoryzacyjnym sercem Polski

Fabryka będzie zlokalizowana na terenach należących do Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (KSSE), skupiającej ponad 400 nowoczesnych firm, które inwestując blisko 40 mld zł. utworzyły już  80 tys. miejsc pracy. – W strefie działają zautomatyzowane, zrobotyzowane fabryki oraz firmy specjalizujące się w inteligentnych rozwiązaniach. Nasz flagowy klaster Silesia Automotive and Advanced Manufacturing skupia obecnie ponad sto kilkadziesiąt firm motoryzacyjnych i jest w elitarnym gronie 15 Krajowych Klastrów Kluczowych – zaznacza dr Janusz Michałek, prezes KSSE. Tu, na terenie KSSE, funkcjonuje znaczna część firm produkujących komponenty do samochodów. Nasi inwestorzy mogą stać się partnerami Izery i pomóc w tworzeniu lokalnego łańcucha dostaw. Jesteśmy motorem branży automotive. To na Śląsku bije motoryzacyjne  serce Polski i chcemy, żeby było to też serce elektromobile – podkreśla.OG£OSZENIE DECYZJI O WYBORZE LOKALIZACJI FABRYKI POLSKIEJ MARKI SAMOCHODÓW ELEKTRYCZNYCH IZERA

Z kolei Paweł Silbert, prezydent Jaworzna zwraca uwagę, że dla miasta powstanie fabryki to korzyść nie tylko w postaci miejsc pracy i dodatkowych wpływów do budżetu, ale też naturalny element strategii przyjętej przez samorząd. Jej ważnym elementem jest rozwój nowoczesnej infrastruktury drogowej oraz elektromobilności. – To w naszym mieście na drogi wyjechał pierwszy autobus elektryczny w Polsce – przypomina prezydent Silbert. – Byliśmy także nominowani do prestiżowej nagrody EU Urban Road Safety Award. Fabryka pierwszego polskiego samochodu elektrycznego doskonale wpisuje się w nasze działania i mamy nadzieję, że będzie pociągać za sobą kolejne szanse na rozwój naszych przedsiębiorców i mieszkańców. Materializuje się wizja Jaworzna jako regionalnego ośrodka innowacyjnego przemysłu opartego na wiedzy i technologii. Ta wizja skłaniała mnie do tego, by konsekwentnie stawiać na e-mobility, jako trend, który będzie dominował w przyszłości. Dzisiaj możemy cieszyć się sukcesem dodaje.

Jak wypadną tegoroczne świąteczne zakupy? Przed sezonem w branży retail przeważał ostrożny optymizm

Jak wypadną tegoroczne świąteczne zakupy? Przed sezonem w branży retail przeważał ostrożny optymizm. Największym problemem – wahania popytu.

Grudzień to w handlu prawdziwe żniwa, ale nie w tym roku. Jak wynika z badania Capgemini, nastroje w branży są, mówiąc delikatnie, umiarkowanie optymistyczne. Sprzedawcy detaliczni ostrożnie patrzą na przedświąteczny sezon zakupowy. Część firm dobrze wykorzystała ostatnie miesiące i przygotowała się na drugą falę tegorocznych problemów. Jak? Między innymi inwestując w cyfrowe rozwiązania.

Zgodnie z wynikami corocznego badania świątecznego Capgemini, prawie połowa sprzedawców detalicznych spodziewa się wzrostu sprzedaży, a połowa kupujących przewiduje, że w tym okresie świątecznym zrobi więcej zakupów niż w latach poprzednich. Spodziewając się tego, niemal wszyscy detaliści (93 proc.) podjęli działania, aby wzmocnić swoją obecność w sieci. Połowa poprawiła swoją stronę internetową lub ofertę e-commerce, co trzeci zwiększył przepustowość ruchu w sieci, a co piąty wprowadził możliwość zakupów wirtualnych.

Aby jeszcze bardziej przyciągnąć klientów, 78 proc. sprzedawców detalicznych postanowiło zaoferować większe rabaty, zarówno w internecie, jak i w sklepach stacjonarnych, a co trzeci planował zwiększenie asortymentu przecenionych produktów online. Jednak pomimo tych przygotowań, detaliści wcale nie mają pewności, że trafią ze swoją ofertą w oczekiwania klientów. W tym roku tylko 39 proc. z nich jest przekonanych, że trafnie przewidziało oczekiwania kupujących. W 2019 było to o 16 punktów procentowych więcej! Główną przyczyną niepewności jest zagrożenie kolejnym lockdownem i przerwaniem łańcuchów dostaw – obawiała się tego połowa, a prawie co trzeci twierdził, że dane, na których opierają swoje planowanie, w tym roku, ze względu na COVID-19, są wyjątkowo niepewne.

Jak detaliści przygotowali się na zmiany?

Pomimo niepewności, jak będą się kształtowały wydatki kupujących, większość sprzedawców detalicznych zmieniła strategie, uwzględniając obawy konsumentów dotyczące finansów i zdrowia. Ponad 40 proc. sprzedawców detalicznych zaoferowało większe rabaty lub więcej rabatów okresowych w porównaniu z poprzednimi latami. Prawie dziewięciu na dziesięciu wprowadziło w tym roku nowe opcje dostawy, połowa z nich darmową dostawę, a blisko połowa „kup i odbierz” lub dostawę bezkontaktową.

Okres świąteczny zawsze był trudny do przewidzenia przez detalistów, ale zakłócenia w łańcuchach dostaw, ostrożność konsumentów i zmieniające się ograniczenia rządowe sprawiają, że ten rok jest dosłownie pełen niepewności – mówi Tim Bridges, dyrektor ds. dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego w Capgemini. – Mimo to sprzedawcy detaliczni zdają sobie sprawę, że transakcje lawinowo przenoszą się do internetu i zawczasu zainwestowali w swoją ofertę e-commerce. Wiele firm dodatkowo zwiększa opcje płatności, otwiera nowe metody dostawy lub wprowadza do sklepu online nowości, takie jak np. wirtualne garderoby. Przy trwającej pandemii niepewność, której jesteśmy dziś świadkami, prawdopodobnie utrzyma się w przyszłym roku. Prawdziwymi zwycięzcami będą ci, którzy dzięki wcześniejszym wdrożeniom IT będą mogli cyfrowo usprawnić swoje operacje i łańcuchy dostaw, aby sprostać nagłym wzrostom i spadkom popytu.

Z systemem wsparcia sprzedaży jest zdecydowanie lepiej

Popyt na analitykę danych w handlu jest o wiele większy, niż chociażby rok temu – mówi Marcin Pleszko, Chief Product Officer w Sagra Technology, firmie dostarczającej systemy wspierające sprzedaż. – Przed pandemią klienci posiadający budżety byli ewentualnie zainteresowani wdrożeniem, ale to my musieliśmy namawiać ich do projektów i pokazywać korzyści. Dziś nikt nie ma wątpliwości, że z cyfryzacją trzeba ruszyć. Rok 2020 uzmysłowił nam, jak dynamiczne bywają wahania popytu, stąd zwiększona potrzeba użycia np. modeli sztucznej inteligencji do jego przewidywania. Nieprzewidywalność zapotrzebowania na produkty to dziś jedna z największych bolączek handlu.

Ekspert z Sagra Technology nie ma też wątpliwości, że firmy, które nie dysponowały odpowiednimi narzędziami IT, gorzej radziły sobie z tegorocznymi zakłóceniami w łańcuchach dostaw czy obostrzeniami związanymi z kontaktami fizycznymi. A dostępność produktów oraz sprawnie działające łańcuchy dostaw w szczytowym okresie przedświątecznych zakupów są niezwykle istotne. – Firmy korzystające z naszych rozwiązań integracyjnych cały czas miały aktualne informacje dotyczące dostępności produktów czy stanów magazynowych z sieci dystrybucji. Systemy SFA, takie jak nasz Emigo wraz z całą platformą integracyjną, umożliwiają zabezpieczenie produktu – gdyby zabrakło go w jednym magazynie, mamy wskazanie, gdzie w danym regionie może być jeszcze zapas. Wiedza o tym, jaka jest rzeczywista dostępność produktu u danego dystrybutora jest dziś bardzo ważna, pozwala podejmować odpowiednie decyzje i rozwijać biznes – podkreśla Marcin Pleszko.

Koronawirus zmienił zasady gry w branży luksusowej. Kto przetrwa?

Rynek dóbr luksusowych pikuje. Konsumenci produktów tej kategorii przywykli do rytuału nabywania ich w sklepach stacjonarnych, a ich producentom przez myśl nie przeszło, aby tę tradycję zastąpić cyfrowym odpowiednikiem. Do czasu, aż koronawirus przewrócił świat do góry nogami. Ostatecznie właściciele marek klasy premium poszli po rozum do głowy i wraz ze wschodnim gigantem e-handlu – platformą Alibaba – przystąpili do ofensywy. Efektem tej współpracy ma być marketplace dla produktów, o których statystyczny Kowalski może jedynie pomarzyć. Co na to Amazon?

Jak donosi „New York Times”, już w 2015 roku Johann Rupert – prezes i akcjonariusz Richemont, firmy, która skupia szereg marek luksusowych zegarków, biżuterii, galanterii skórzanej i odzieży – zachęcał swoich kolegów, a jednocześnie konkurentów, do stworzenia wspólnego marketplace’u dedykowane sprzedaży detalicznej dóbr luksusowych. Propozycja skierowana była wtedy przede wszystkim do Bernarda Arnaulta z LVMH i Francisa-Henriego Pinaulta z Kering – prezesów największych firm z tego segmentu. Plan spełzł na niczym, jako że każda marka – aby być o krok przed konkurencją – myślała o stworzeniu własnej platformy handlowej. Efekt? Spółki zainwestowały we własne rozwiązania, jednak prawie żadna nie odnotowała oczekiwanych zysków. Ostatecznie więc marketplace dla dóbr luksusowych, którego marka urosłaby w siłę i zakorzeniła się w świadomości klientów, nie powstał. Na Zachodzie funkcjonuje co prawda platforma Farfetch, lecz trudno nazwać ją gigantem.

Klątwa nietoperza

Kilka lat później, na innym targu, bynajmniej nie cyfrowym, w chińskim Wuhan, ktoś podobno kupił i zjadł nietoperza. Skutki tego – anegdotycznego już – zdarzenia są nam doskonale znane, wpłynęły bowiem na życie miliardów ludzi i losy światowej gospodarki. To za jego sprawą branża dóbr luksusowych ucierpiała i to bardziej niż inne dziedziny handlu. Kryzys nie ominął również naszych rodzimych marek, mimo że wg raportu KPMG wartość rynku dóbr luksusowych w Polsce w 2019 roku przekroczyła 25 mld zł, a zgodnie z szacunkami, w ciągu kilku lat miała wzrosnąć nawet do 38 mld zł. Dodatnią koniunkturę napędzały głównie fizyczne punkt sprzedaży, a e-commerce pozostawał jedynie koniecznym dodatkiem. – Przed koronawirusem wyłącznie sklepy internetowe sprzedające luksusowe zegarki mogły liczyć na przyzwoite obroty, lecz ze względu na „seryjność” produktu przepisałbym to efektowi ROPO, czyli szukaj offline, kupuj (taniej) online. Inne branże premium, takie jak biżuteria czy autorska odzież nie generowały obrotów wartych wspomnienia – zwraca uwagę Bartosz Ferenc, pomysłodawca i założyciel CENTEO, jednocześnie narzędzia do automatyzacji sprzedaży w porównywarce Ceneo.pl, jak i agencji oferującej usługi marketingowe na tej platformie.

O tym, że polskim firmom, których oferta skierowana jest do zamożnej części społeczeństwa, chwieje się grunt pod nogami, świadczą chociażby ostatnie posunięcia marki Apart, która w imieniu branży jubilerskiej zwróciła się do wicepremiera Gowina, prosząc go o objęcie tego sektora rządową tarczą antykryzysową. Z apelu Apartu wynika, że branża ma problemy wypłatą wynagrodzeń. Czemu jest źle, skoro miało być tak dobrze?

Marki luksusowe za późno odkryły e-commerce – tłumaczy założyciel CENTEO. – W momencie wybuchu pandemii firmy budujące ofertę wokół ekskluzywnych produktów były o kilka kroków za innymi branżami. Zbyt mały nacisk położono na rozwój własnych, cyfrowych kanałów sprzedaży. Większość marek luksusowych nie weszła również na żaden z liczących się marketplace’ów. Gdy wybuchła pandemia, sklepy stacjonarne z oczywistych powodów straciły klientów, a ci nie zdążyli przyzwyczaić się do kupowania produktów tej kategorii przez Internet – twierdzi Ferenc i dodaje, że analizując genezę kryzysu, nie można pominąć braku poczucia bezpieczeństwa spowodowanego pandemią i tego, w jaki sposób pustoszy ona gospodarkę.

Branża luxury nie tylko za późno odkryła e-commerce, ale – przekonana o nieomylności stosowanej latami strategii – do sprzedaży internetowej z pewną dozą arogancji. Najlepszym tego przykładem jest publiczne odrzucenie przez LVMH oferty współpracy z Amazonem. To prawda, że jako „sklep ze wszystkim” Amazon nie dawał markom tej kategorii odpowiedniego poczucia ekskluzywności, a do tego borykał się z zarzutami o handel towarem podrabianym. Gdyby jednak udało się znaleźć pole do współpracy, to być może francuski koncern byłby dziś w dużo lepszej sytuacji.

Luksus w sieci

Pomimo ociężałości największych graczy, w Internecie branża dóbr luksusowych ma się nie najgorzej. Handel produktami tej klasy – jak donosi raport Bain & Company – w 2019 roku wart był 39 mld USD, by w roku bieżącym urosnąć do kwoty 58 mld USD. Co ciekawe, swój udział w tym sukcesie ma również Amazon, który uruchomił aplikację Luxury Stores, dostępną dla 150 mln subskrybentów Amazon Prime. Za jej sprawą luksusowe produkty światowych projektantów nie wyświetlają się obok ładowarek do telefonów czy karmy dla psów. Dzięki Luxury Stores firma Jeffa Bezosa jest dziś głównym konkurentem wspomnianej wcześniej platformy Farfetch.

Amazon podejmuje szereg innych działań, aby przyciągnąć do siebie klientów zainteresowanych towarami klasy premium. Niedawno na Amazon Prime Video swój drugi pokaz bielizny, z udziałem największych nazwisk świata mody, w tym Cary Delevingne i Belli Hadid, zaprezentowała Rihanna. Z kolei, w październiku, Amazon częściowo sponsorował Mercedes-Benz Fashion Week Madrid, transmitując na żywo pokazy i udostępniając kolekcje na swoich stronach. Jednocześnie w ramach London Fashion Week platforma nawiązała współpracę z British Fashion Council i magazynem modowym Vogue, aby stworzyć cyfrowy sklep dla 12 brytyjskich projektantów, takich jak 1×1 Studio, De La Vali, Grenson, Les Girls Les Boys, Emilio De La Morena, Kat Maconie i Olubiyi Thomas. Kwoty, które Amazon inwestuje w rynek luxury, też są niezwykle wymowne: 18 miliardów USD pomoże niezależnym detalistom ze wszystkich sektorów rozwijać się na platformie, a 100 milionów USD trafi bezpośrednio do nowych marek modowych.

Taka skala inwestycji z pewnością budzi obawy Farfetch, lecz wszystko wskazuje na to, że platforma nie podda się bez walki. Markretplace dla klientów z nabitym portfelem pozyskał finansowanie w wysokości 300 mln USD od spółki Richemont, drugie tyle zamierza zaś włożyć w niego wschodni gigant e-handlu – Alibaba. Taki zastrzyk środków z pewnością pomoże wyrównać szanse w starciu z mocarzem z Seattle. Czy to jednak wystarczy, by zyskać pozycję lidera?

– Nie będzie to łatwa batalia – mówi Aleksandra Szarmach, Chief Marketing&Sales Officer w firmie Nethansa, specjalizującej się we wsparciu sprzedaży na Amazonie. – Z pewnością, by rozstrzygnąć jej wynik, nie wystarczy zwykłe porównanie sum zainwestowanych środków. Liczyć się będzie także doświadczenie i rozpoznawalność. A tutaj atuty ma Amazon. Wszystko zależy więc od tego czy największej platformie handlowej świata uda się zaistnieć w świadomości klientów jako docelowe miejsce zakupu towarów luksusowych. Jej dotychczasowi klienci w znacznie mniejszym stopniu poszukują konkretnych marek. Ważniejsze jest dla nich znalezienie produktu spełniającego ich oczekiwania i to w atrakcyjnej cenie.

Zachodnia arena batalii o wschodni rynek

Starcie na Zachodzie i palma pierwszeństwa w tym regionie ma pomóc opanować zwycięzcy lukratywny rynek wschodni, z którego każdy uczestnik tego boju spodziewa się czerpać pokaźne zyski. Amazon i Alibaba liczą bowiem na wywołanie efektu psychologicznego – w końcu to zachodnia Europa i USA w dalszym ciągu stanowią centrum mody i designu, dyktując światowe trendy. Kto dominuje w tym obszarze, dominuje na całym świecie. Co ciekawe, walka toczy się dziś nie o konsumenta z Zachodu, lecz z Dalekiego Wschodu, a konkretnie z Chin. Jedynie tam, pomimo globalnego kryzysu, rynek dóbr luksusowych odnotowuje stabilne wzrosty. Dlatego Richemont z Alibabą zamierzają zainwestować kolejne 250 mln USD w Farfetch China. Na tamtejszym rynku potentatem jest oczywiście Alibaba.

Według Bartosza Ferenca, twórcy CENTEO, przełomowego rozwiązania do optymalizacji widoczności w największej polskiej porównywarce cenowej, ze zmagań gigantów wyłaniają się dwa najważniejsze wnioski: – W handlu internetowym kluczową rolę odgrywają rozwiązania typu marketplace. Każdy, kto chce zarabiać na sprzedaży w Internecie, powinien zadbać o obecność na platformach e-handlu, zarówno tych działających lokalnie, na krajowych rynkach, jak i na międzynarodowych. Po drugie, żadna firma nie może pozwolić sobie na ignorowanie ogólnoświatowych trendów. W dynamicznie zmieniającej się sytuacji rynkowej, jaką mamy obecnie, lekceważenie jakiegokolwiek kanału sprzedaży może mieć opłakane skutki – kwituje Ferenc.

Klątwa Świętego Mikołaja, czyli Polacy na święta wydają więcej niż zarabiają

Polacy na Święta nie zamierzają oszczędzać. Chwilówki idą w ruch, a to generuje poważne problemy.

– Windykatorzy nazywają „Klątwą Świętego Mikołaja” takie sytuacje, gdy osoby nieposiadające zbyt dużych środków finansowych lub już będące mocno zadłużone decydują się na chwilówki czy dodatkowe kredyty, tylko po to, by urządzić wystawne wigilie czy, by kupić prezenty bliskim droższe niż te na które nas stać – mówi Prezes Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska.  Ubiegłe lata pokazują, że Polacy masowo zadłużają się na Święta Bożego Narodzenia. To zwykle pożyczki na kwotę 3-4 tysięcy złotych jednak ich oprocentowanie powoduje, że do spłacenia jest znacznie wyższa kwota. – Polacy lubią w święta wydawać dużo pieniędzy. Czujemy magię świąt przez kupowanie. Wszystkie statystyki pokazują, że grudzień to czas największych wydatków w naszych budżetach domowych – dodaje Prezes Marczulewska.

Przycisk „dodaj do koszyka” stał się naszym najlepszym przyjacielem. Polacy na zakupach świątecznych nie będą oszczędzać

Ile Polacy wydają na święta? Statystyki z roku 2018 i 2019 pokazują, że zwykle są to kwoty przekraczające 500 złotych na osobę. Nic nie wskazuje na to, by w roku 2020 te kwoty spadły – wręcz przeciwnie – za nami trudny rok, czas wielu wyrzeczeń i ograniczeń. Święta, nawet jeżeli nie będziemy ich spędzać z całą rodziną, chcemy spędzać wystawnie: – Z jednej strony możemy zaoszczędzić, bo przy stole będzie mniej osób i mniej wydamy na prezenty, ale z drugiej chcemy nagrodzić siebie i swoją rodzinę za bardzo trudny rok. Polacy nie będą oszczędzać na świętach, jestem przekonana, że wręcz przeciwnie. Kupimy droższe prezenty i będziemy pozwalać sobie na wydatki na które w roku nie było nas stać. Musimy odreagować ostatnie miesiące – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Jak wyjaśnia Prezes Grupy AVERTO Polakom w zadłużaniu się nie przeszkadza nawet ograniczona mobilność: – Kredyty bierzemy coraz częściej przez Internet i zakupy też robimy w sieci. Podczas windykacji zdarzały się bardzo przykre historie osób, które zadłużyły się w sieci. To jeszcze bardziej sprzyja nie czytaniu warunków umów i dochodzi do bardzo niekorzystnych rozporządzeń. Inna sprawa to zakupy przez Internet. Nie panujemy nad tym zupełnie, bierzemy na raty, zamawiamy kolejne przedmioty, kiedy nie dotykamy gotówki to zdecydowanie łatwiej wydaje nam się pieniądze. Przycisk „dodaj do koszyka” stał się naszym przedświątecznym przyjacielem – mówi Prezes Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska.

Windykator radzi: ostrożniej dysponujmy swoim budżetem

Jak mówi Prezes Małgorzata Marczulewska grudzień to czas, gdy Polacy mają największe problemy z bieżącymi zobowiązaniami. – Zwykle to właśnie w grudniu i w styczniu rozpoczynamy bardzo dużą liczbę windykacji. Wynika to z faktu, że w świątecznym amoku nie tylko zadłużamy się na prezenty, wyjazdy i wystawne kolacje, ale i wydając pieniądze na te rzeczy przekładamy spłatę rat kredytowych czy regulację bieżących zobowiązań. Zdarzają się sytuacje, że z finansowych turbulencji wywołanych przez grudzień wychodzimy dopiero na wiosnę. W czasie pandemii koronawirusa zdecydowanie należy ostrożniej dysponować swoim budżetem – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Na Święta radzimy więc wszystkim: spokoju. To będą na pewno najdziwniejsze święta od lat i jestem przekonana, że dla naszych domowych budżetów lepiej będzie przeżyć je skromniej. Pod żadnym pozorem nie należy przeżywać ich na zasadzie „postaw się, zastaw się”, bo wiele wskazuje na to, że w roku 2021 utrzymanie finansowej równowagi może być jeszcze trudniejsze – dodaje Prezes Grupy AVERTO.

Ceny w Polsce stabilne. Inflacja nie rośnie

Wbrew niektórym czarnym scenariuszom wcale nie mamy w Polsce wybuchu inflacji. Ceny owszem rosną, ale poziom 3% w skali roku nie jest czymś, czym powinniśmy się szczególnie przejmować.

Lepsze dane ze strefy euro

Produkcja przemysłowa okazała się lepsza od oczekiwań. Co to oznacza? Spadek jest mniejszy, niż sądzili analitycy. Spodziewano się, że w ujęciu rocznym będzie on wynosić 4,4%, jednak produkcja przemysłowa spada o zaledwie 3,8%. Pamiętajmy, że miesiąc temu było to 6,3% spadku, co pokazuje skalę poprawy. To właśnie lepsze dane z Unii Europejskiej i strefy euro są powodem, dla którego wspólna europejska waluta umacnia się ostatnimi czasy względem większości głównych walut, w tym dolara i funta brytyjskiego.

Dane z Chin bez niespodzianek

W nocy poznaliśmy dane z Państwa Środka. Zarówno produkcja przemysłowa, jak i sprzedaż detaliczna zgodnie z oczekiwaniami uległy delikatnej poprawie. Ponownie okazuje się, że statystycy chińscy są ekstraklasą światową prognozowania. Tak precyzyjna prognoza budzi, co prawda, pewne wątpliwości niektórych obserwatorów, szczególnie że zdarza się to znacznie częściej niż w innych krajach. Co ciekawe, inwestorzy uznali te dane za pretekst do osłabienia juana i po publikacji chińska waluta traciła względem dolara.

Ceny w Polsce stabilne

Poznaliśmy dzisiaj wartość inflacji konsumenckiej w Polsce. Publikacja GUS zgodnie z oczekiwaniami pokazała wzrost o 3%. Są to dobre dane mieszczące się dokładnie w 75% celu inflacyjnego. Mają jednak wyraźny zapas, przez co nie powodują one większego niepokoju analityków. Dzisiaj jednak inwestorzy wykorzystali publikację inflacji do kolejnej realizacji zysków na złotym i mamy kolejne drobne osłabienie rodzimej waluty. Powodem może być strach przed ujemnymi stopami procentowymi, skoro inflacja jest stabilna.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – indeks NY Empire State,
15:15 – USA – wykorzystanie mocy produkcyjnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Averton Sterling – fundusz (nie tylko) inwestycyjny, który nie czeka na hossę

Jakub Niestrój i Mateusz Mazur powołują AVERTON STERLING ASI – fundusz restrukturyzacji i rozwoju, działający w oparciu o synergię kapitału finansowego i doradztwa biznesowego.

Założyciele nowego funduszu to doświadczeni przedsiębiorcy od lat aktywni na rynku inwestycyjnym. Wieloletnia praktyka i obserwacja sytuacji na rynku skłoniła Jakuba Niestrója i Mateusza Mazura do powołania wehikułu, który ma być czymś więcej niż tylko źródłem finansowania. Jak podkreślają pomysłodawcy, firmom w obliczu kryzysu potrzebne jest przede wszystkim rzetelne doradztwo i kompleksowe wsparcie w procesie transformacji, a także know-how i paliwo do skalowania biznesu.

Jak podkreśla CEO funduszu, dr Jakub Niestrój, w Polsce restrukturyzacja jest niesłusznie kojarzona z upadłością. My rozumiemy ją jako potrzebę przemodelowania biznesu.

Averton Sterling celuje w firmy realnej gospodarki, będące w procesie zmiany, rozwoju lub wymagające restrukturyzacji.

– W ostatnich latach standardowe fundusze i dotacje publiczne celują raczej w start-upy i projekty we wczesnej fazie rozwoju. Dojrzałe biznesy w przejściowych tarapatach finansowych otrzymują środki pomocowe, ale w zakresie finansowania transformacji lub rozwoju są często pozostawione same sobie. Widzimy tu przestrzeń do współpracy z partnerem, który dostarczy nie tylko kapitał, ale także wiedzę i wsparcie.

W odpowiedzi na zapotrzebowanie rynku wieloletni partnerzy biznesowi postanowili stworzyć innowacyjny wehikuł inwestycyjno-doradczy, mający za zadanie wspieranie klientów w transformacji i remodelowaniu biznesu.

Widzimy, że kryzys wywołany koronawirusem jest inny od dotychczasowych załamań rynku. Stwarza szansę na pivot i restrukturyzację. Nasz fundusz skupia uwagę na rozwiniętych biznesach, które przechodzą tymczasowy kryzys lub dynamicznie zmieniają swój model działania. Dzięki dofinansowaniu i odpowiedniemu ukierunkowaniu, mogą szybko wrócić na falę wzrostu i budować wartość do wyjścia z inwestycji. – twierdzi CEO Averton Sterling ASI.

Praktyka przedsiębiorcza i doświadczenie doradcze założycieli funduszu pozwalają na ekspercką analizę rynku, potrzeb i możliwości przedsiębiorców. Branże, na jakie stawia Averton Sterling to szeroko rozumiany sektor przemysłowy, w tym także energia odnawialna, przemysł 4.0, fintech i biotech oraz handel i e-commerce. Portfel aktywów zdywersyfikowany zostanie także przez inwestycje na rynku polskiej sztuki i kolekcji.

W perspektywie trzech lat fundusz planuje przeznaczyć na inwestycje 200 mln zł, pochodzące z kapitału własnego oraz od polskich i zagranicznych inwestorów prywatnych. Zaangażowanie w poszczególne spółki ma nie przekraczać kwoty 20 mln zł, standardowy poziom to 5 mln zł, a minimalne tickety inwestycyjne zaczynają się już od 1 mln zł.

2020 – rokiem rynku magazynowego. Co czeka sektor logistyczny w 2021 roku?

Pomimo trwającej pandemii Covid-19 sektor przemysłowo-logistyczny okazał się najbardziej odporny na jej skutki i z całego rynku powierzchni komercyjnych w Polsce jako jeden z nielicznych może uznać ostatnie 12 miesięcy za udane. Firma AXI IMMO postanowiła wstępnie przeanalizować jakie trendy kształtowały sektor magazynowy i co ciekawego wydarzyło się w całym 2020 r.

Sektor magazyny z rekordowym wynikiem na rynku inwestycyjnym

Podobnie do globalnego kryzysu gospodarczego w latach 2008-09, cały 2020 rok, a przede wszystkim pandemia Covid-19 zostanie zapamiętana na długo na rynku nieruchomości komercyjnych. Przygotowując wstępną analizę mijających 12 miesięcy nie sposób nie odnieść wrażenia, że to właśnie sektor magazynowy najlepiej poradził sobie ze skutkami pandemii. Już na zakończenie III kw. 2020 r. mogliśmy odnotować sukces, czyli rekord w zakresie wartości transakcji inwestycyjnych, który wyniósł ponad 1,9 mld EUR i tym samym pobił wcześniejszy rezultat 1,8 mld EUR z 2018 roku.

Większy popyt na magazyny ostatniej mili

Obserwując uważnie sektor inwestycyjny, aktywa magazynowe okazały się najbezpieczniejszym rodzajem produktu m.in. przez fakt rosnącego znaczenia sektora e-commerce i podmiotów bezpośrednio obsługujących go. Do tradycyjnie dużych zakupów portfelowych dołączyły pojedyncze obiekty z segmentu magazynów ostatniej mili. Za największą transakcję 2020 r. należy uznać finalizację przejęcia środkowoeuropejskiego portfela Goodmana przez GLP (1 mld EUR, 66% obiektów ulokowanych jest w Polsce tj. ok. 880 000 mkw.). Z kolei jak co roku na rynku pojawiły się również nowe dotychczas nieobecne w sektorze podmioty wyczekujące na okazję. Przykładem takiej transakcji może być kupno przez Polish Logistics LLP, platformę inwestycyjną powołaną przez REINO Capital, IO AM i Grupę Grosvenor centrum logistycznego Logistic City Piotrków Trybunalski o wielkości 135 000 mkw.

Rozgrzany rynek najemców

W całym 2020 roku rynek przemysłowo-logistyczny utrzymał wysokie współczynniki popytu pomimo wprowadzenia przez polski rząd dwóch lockdownów. W II kwartale br., odnotowano rekordowy poziom aktywności najemców, który dodatkowo został wzmocniony przez rekordowy poziom umów krótkoterminowych (nieprzekraczających dwóch lat) zawartych między kwietniem a czerwcem 2020 r. wynoszących 262 tys. mkw. wynajętej powierzchni.

E-commerce, farmacja, kurierzy – najwięksi beneficjenci

Niemniej sytuacja w czasie pandemii w niektórych branżach była daleka od zadowalającej. Jako głównych wygranych wskazuje się firmy z sektora e-commerce, w tym e-grocery, farmację, elektronikę, branżę KEP, czyli usług kurierskich, a także opakowań. Z kolei przedsiębiorstwa z sektora produkcyjnego jak np. przemysł ciężki, automotive czy lotnictwo notowały w tym czasie spadki.

Szansa na rekordowy popyt

Niemniej na zakończenie III kwartału 2020 r. najemcy wynajęli 3,5 mln mkw., a bieżący rok zakończy się prawdopodobnie wynikiem jeszcze lepszym niż ubiegłoroczny, który wyniósł 4 mln mkw.

W strukturze regionów w tym roku nadal dominującą pozycję miały główne rynki, na czele z wyróżniającym się regionem Warszawy, Górnego Śląska oraz Polski Centralnej. Wśród najemców numerem jeden ponownie są firmy logistyczne, które w tym roku koncentrowały się na konsolidacji, ekspansji w ramach regionów, gdzie byli obecni, ale też nowych inwestycjach w okolicach największych rynków konsumenckich – mówi Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO.

Z kolei największą umową podpisaną 2020 roku pozostaje 200 000 mkw. powierzchni użytkowej wynajęte przez gracza e-commerce w Świebodzinie w województwie lubuskim. Możemy po raz kolejny odnieść wrażenie, że dla najbardziej wymagających międzynarodowych klientów zainteresowanych rozwojem w Europie, Polska okazuje się idealną lokalizacją – dodaje Anna Głowacz.

Bariera 20 mln mkw. przekroczona

Efektem rozpędzonej machiny deweloperskiej jest wzrost zasobów magazynowych do poziomu ponad 20,2 mln mkw. na koniec III kwartału. Większość deweloperów koncentrowała swoją uwagę na pięciu głównych rynkach, zwłaszcza w regionie Warszawy. Jednak poza tym widoczne było zainteresowaniem rozwojem nowych lokalizacji.

Polska Zachodnia i Polska Wschodnia – nowymi  wschodzącymi rynkami

Na uwagę zasługują dwa relatywnie młode regiony tj. Polska Zachodnia, gdzie powstaje obiekt BTS o powierzchni 200 000 mkw. dla gracza z sektora e-commerce w Świebodzinie, a także cały region Polski Wschodniej i powstające tam 173 tys. mkw. powierzchni odpowiada za 28,2% całkowitych zasobów magazynowych na tym rynku. Niemniej pomimo optymistycznych danych dotyczących podaży, szacunkowa wartość powierzchni będącej w budowie spada, głównie przez wzgląd na ograniczenie projektów typowo spekulacyjnych. Spowolnienie aktywności deweloperskiej spowodowane jest większą ostrożnością związaną z niepewną sytuacją rynkową i wyższymi wymogami związanymi z finansowaniem projektów gdzie wymagany jest wyższy wkład własny.

Pustostany i czynsze w 2020 na stabilnym poziomie

Współczynnik pustostanów na zakończenie III kw. 2020 r. wrócił do wyjściowej wartości z początku roku i wynosi obecnie około 8%. – W wybranych regionach w kolejnych kwartałach możemy spodziewać się trendu wzrostowego, zwłaszcza w lokalizacjach, gdzie oddano do użytki inwestycje spekulacyjne. Wahania w wysokości współczynnika pustostanów nie miały bezpośredniego wpływu na wysokość stawek czynszów w sektorze magazynowym w całym 2020 r. – wyjaśnia Anna Głowacz. Średnie stawki w obiektach typu big box wahały się w przedziale 3,20 – 3,60 euro/mkw., przy czym tradycyjnie najdroższą lokalizacją jest Warszawa-miasto (od 4,80 euro/mkw.). Z kolei wysokość stawek efektywnych uwzględniających różnego rodzaju zachęty i zwolnienia utrzymały się na poziome 2,4 – 2,7 EUR/mkw./m-c, czyli średnio od 20 do 30% niższej.

Pomimo pierwszych obaw związanych z pandemią Covid-19 okazało się, że rynek magazynowy okazał się największym wygranym 2020 roku. Dodatkowo towarzyszące mu zmiany m.in. w zakresie skrócenia łańcuchów dostaw, jeszcze szybszego wprowadzania nowoczesnych technologii i automatyzacji czy upowszechnienia sprzedaży towarów w Internecie spowodowały kolejną fazę rozwoju sektora przemysłowo-logistycznego w Polsce” – mówi Anna Głowacz.

Co czeka sektor logistyczny w 2021 roku?

– Rekordowe wyniki w sektorze inwestycyjnym czy nadal bliskie rekordu wyniki za popyt nastrajają bardzo pozytywnie wszystkich rynkowych graczy przed 2021 rokiem. Wśród kluczowych trendów 2020 r. należy również wskazać na zwiększoną świadomość deweloperów w zakresie proponowanych ekologicznych rozwiązań, a także liczbę uzyskanych przez nich zielonych certyfikatów. Dbałość o planetę, a także proponowanie kolejnych innowacyjnych i zrównoważonych zmian w zakresie budowy czy funkcjonowania magazynów jeszcze nigdy nie były tak istotne w wymiarze biznesowym i społecznym – podsumowuje Anna Głowacz.

Fiskus zakwestionował dostawy paliwa do firmy, oskarżył o wyłudzenie VAT i handel nielegalnym paliwem

To, że dostawcami były podmioty toczących się postępowań karnych w sprawie handlu nielegalnym paliwem, nie oznacza jeszcze, że takie paliwo do przedsiębiorcy trafiało.

Fiskus zakwestionował dostawy paliwa do firmy, bo – jak stwierdził – nie był to olej napędowy, a odbarwiony olej opałowy. A uznał tak na podstawie ustaleń, że dostawcą firmy była spółka, która sama nabywała taki odbarwiony olej od przestępców. WSA w Łodzi uchylił decyzję fiskusa, podkreślając, że fakt, iż dostawcą paliwa do spółki były firmy, co do których prowadzone były postępowania karne w zakresie procederu odbarwiania oleju opałowego w celu sprzedaży jako napędowy, nie oznacza, że taki właśnie rodzaj paliwa faktycznie trafiał do spółki. A już z pewnością brak jakichkolwiek podstaw do przyjęcia, że tego rodzaju olej był przedmiotem zakwestionowanych dostaw dla podatnika (wyrok z 24 września 2020 r., sygn. akt I SA/Łd 354/20).

Oskarżenie o wyłudzenie VAT i handel nielegalnym paliwem

Po przeprowadzeniu kontroli skarbowej w firmie transportowej organ podatkowy stwierdził, że ujęte przez nią w rozliczeniach za 2007 r. faktury dokumentujące nabycie paliwa od przedsiębiorstwa A i konsorcjum spółki B nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. Przedsiębiorstwo A nie prowadziło rzeczywistej działalności gospodarczej, natomiast konsorcjum B nie mogło dostarczyć firmie wykazanego na fakturach oleju napędowego, bowiem w rzeczywistości był to odbarwiony olej opałowy. Tak więc przedsiębiorca nie tylko nie może odliczyć podatku od towarów i usług naliczonego na tych fakturach ani domagać się zwrotu VAT, ale i sam brał udział w oszustwie mającym na celu wyłudzenie VAT.

Dostawca paliwa brał udział w nielegalnym handlu odbarwionym olejem…

Wobec pełniącej obowiązki prezesa zarządu w spółce B prowadzone było pod nadzorem prokuratury rejonowej postępowanie karne skarbowe w sprawie udaremnienia pracownikom urzędu skarbowego przeprowadzenia czynności służbowych, w związku z prowadzoną kontrolą podatkową. Organ wskazał, że konsorcjum nie przedstawiło dokumentów źródłowych w toku prowadzonych czynności sprawdzających. Poza tym dokonało ono zbycia udziałów osobie, która przyznała się do roli typowego „słupa”. Powyższe przemawia za tym, że spółka chciała ukryć swoją nielegalną działalność handlu odbarwionym olejem, jak i zataić dowody źródeł jego pochodzenia.

Z dowodów zgromadzonych w sprawie prowadzonej przez prokuraturę okręgową wynika, że w latach 2006-2007 spółka wykorzystywana była przez grupę przestępczą do wprowadzania do obrotu odbarwionego oleju opałowego jako paliwa. Zatem faktury wystawione przez konsorcjum spółki B, a na podstawie których rozliczenia VAT chciał dokonać przedsiębiorca, nie odzwierciedlają rzeczywistych transakcji.

…a więc odbiorca tego paliwa pewnie też

Do tego firma płaciła gotówką za dostawy paliwa, które było znacznie tańsze niż wg cen rynkowych, a faktury otrzymywała po jednym – dwóch dniach. Zdaniem organu podatkowego już sam fakt, że cena kupowanego towaru była niższa niż rynkowa, powinien wzbudzić u przedsiębiorcy podejrzenia co do legalności tych transakcji. Nie dochował on przy tym wymaganej od niego w obrocie gospodarczym należytej staranności również dlatego, że nie żądał od kierowców certyfikatu jakości dostarczanego paliwa ani potwierdzenia źródła jego pochodzenia. I nie zmienia tego fakt posiadania przez niego dokumentów rejestracyjnych tych dostawców.

Urząd skarbowy nie przeczył, że dostawca handluje paliwem, nawet doliczył mu podatek z faktur wystawionych na rzecz odbiorcy rzekomo odbarwionego opału

Przedsiębiorca odwołał się od negatywnych dla niego decyzji fiskusa, wydanych na podstawie powyższych ustaleń. Zarzucił m.in., że organy skarbowe nie wyjaśniły rozbieżności w dokumentacji posiadanej przez niego, a przez przedsiębiorstwo A, od którego rzekomo nie nabywał paliwa. Co do konsorcjum B, organy całkowicie pomijają fakt, że urząd skarbowy nie kwestionował dokonywanych przez nie rozliczeń za inne okresy działalności. Potwierdzało to, że konsorcjum trudniło się i dokonywało rzeczywistych transakcji obrotu paliwem. Do tego urząd ten określił konsorcjum zobowiązanie podatkowe, które uwzględniało również podatek zawarty w fakturach wystawionych przedsiębiorcy.

Przedsiębiorca kupował paliwo od dostawców, których sprawdził, a nawet wlewał je do swoich aut

Do tego organy nie uwzględniły na korzyść przedsiębiorcy, że uznani za nierzetelnych jego kontrahenci, zgodnie z zaświadczeniem naczelnika urzędu skarbowego, w okresie dokonywanych z przedsiębiorcą transakcji byli czynnymi podatkami VAT, a przedsiębiorstwo A nadal taki status posiada. Nie zgodził się również z zarzutami fiskusa co do niedochowania należytej staranności handlowej w transakcjach z tymi podmiotami, przejawiającej się zdaniem organów dokonywaniem płatności za paliwo gotówką czy po niższej cenie. Przedsiębiorca zaznaczył, że na początku współpracy z tymi firmami zdobył od nich podstawowe dokumenty rejestracyjne, w tym koncesje na handel paliwem. Konsorcjum B składało sprawozdania finansowe do KRS. Co najważniejsze, paliwo, jakie nabywał, było dobrej jakości. Dlaczego najważniejsze? Bo przedsiębiorca, który świadczył usługi transportowe, wlewał je do swoich aut i z jego użyciem prowadził swoją działalność. A tego, że takie usługi wykonywał w badanym okresie, organy nie kwestionują. Nie miał więc podstaw, by podejrzewać dostawców tego paliwa o to, że otrzymuje od nich „oszukane” paliwo.

To, że nie mógł nabyć paliwa od jednego oszusta, nie oznacza, że nie nabywał go wcale

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi przyznał słuszność ustaleniom organów skarbowych co do tego, że skarżący decyzję organów przedsiębiorca nie mógł nabywać paliwa od przedsiębiorstwa A. Żaden ze wskazanych na fakturach dostawców nie potwierdził bowiem sprzedaży na rzecz tego podmiotu paliwa w 2007 r., co oznacza, że i skarżący nie mógł go od niego nabyć.

Sąd nie zgodził się jednak z organami, że na podstawie spornych faktur od spółki B przedsiębiorca nie mógł nabyć oleju napędowego. Ustalenia urzędników co do zakupu przez niego w rzeczywistości odbarwionego oleju opałowego nie mają żadnego oparcia w zgromadzonym w sprawie materiale dowodowym.

Fakt, że ktoś w łańcuchu dostaw dokonał oszustwa, nie przesądza o tym, że każdy w tym łańcuchu w nim uczestniczył

Organy bazują jedynie na domniemaniach, że spółka ta była w jakimś bliżej nieokreślonym okresie powiązana z podmiotami oskarżonymi o dokonywanie oszustw polegających na odbarwianiu oleju opałowego. Nie wykazały jednak żadnego dowodu na to, że spółka B uczestniczyła w tym procederze. Nie świadczą o tym ustalenia, że konsorcjum nie posiada dokumentów źródłowych pochodzenia paliwa ani fakt zbycia przez nie udziałów. Nie broni się tok rozumowania organów, że skoro dostawcami paliwa do spółki B były firmy, co do których prowadzone były postępowania karne dotyczące ww. procederu odbarwiania oleju opałowego i sprzedawania go jako napędowego, to taki właśnie rodzaj paliwa trafiał do tej spółki. A już z pewnością nie ma żadnych uzasadnionych podstaw do wysnucia tezy, że olej taki był przedmiotem dostaw do skarżącego przedsiębiorcy.

„Cały szereg nieprawidłowości wskazany w decyzji odnośnie funkcjonowania Konsorcjum (…) nie może stanowić jednoznacznego dowodu na to, że Konsorcjum uczestniczyło w procederze handlu odbarwionym olejem opałowym. Dowodu takiego (…) nie stanowią również ustalenia organu, iż skoro dostawcą paliwa do B były firmy, co do których prowadzone były postępowania karne w zakresie procederu odbarwiania oleju opałowego w celu sprzedawania go jako napędowego, to ten rodzaj paliwa faktycznie trafiał do B (…) a przy tym brak jakichkolwiek podstaw do przyjęcia, że tego rodzaju olej był przedmiotem zakwestionowanych dostaw dla podatnika” (wyrok WSA w Łodzi z 24 września 2020 r., sygn. akt I SA/Łd 354/20).

Podsumowanie

Zgodnie z wielokrotnie potwierdzonym w orzecznictwie krajowych sądów administracyjnych, a przede wszystkim Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej stanowiskiem, zasada neutralności podatku VAT sprzeciwia się pozbawianiu przedsiębiorcy uczestniczącego w łańcuchu dostaw prawa do obniżenia podatku należnego, jeśli nie wiedział ani nie mógł przy zachowaniu należytej staranności wiedzieć, że inne transakcje w tym łańcuchu są elementem oszustwa podatkowego. Organy skarbowe jednak konsekwentnie zapominają o tej podstawowej zasadzie podatku VAT i zdają się być głuche na wyraźny, stanowczy głos orzecznictwa. Takie realia prowadzenia działalności gospodarczej sprawiają, że polscy przedsiębiorcy zmuszeni są szukać pomocy prawnej, aby bronić się przed niepopartym dowodami wrzucaniem ich do jednego worka z przestępcami i oszustami.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Od Londynu po Nowy Jork – surowsze restrykcje

Inwestorzy przyjmują ostrożne nastawienie, próbując lawirować pośród pozytywnych oczekiwań dotyczących przyszłego roku, ale po drodze mierzą się z ryzykami generowanymi przez ostatnie doniesienia związane z wirusem. Zaostrzenie restrykcji obejmuje Niemcy, Czechy, Londyn, a niedługo może i Nowy Jork.

Ogólne średnioterminowe perspektywy dla aktywów ryzykownych nie uległy zmianie, ale nie oznacza to, że ceny nie mogą podlegać przejściowym szumom. W ostatnich dniach dobrym tego przykładem jest funt, który przed weekendem zaczął wyceniać wyższe ryzyko bezumownego brexitu, by wczoraj całkowicie odwracać pozycje. Ostatnie kilkanaście godzin nie przynosi nowych informacji w temacie postępów negocjacji, ale poniedziałkowy optymizm jest redukowany pod presją informacji o rozwoju zachorowań w Wielkiej Brytanii. Londyn od środy wprowadza najwyższy, trzeci poziom restrykcji, co m.in. oznacza zamknięcie pubów i restauracji. Ostania fala lockdownów nie doprowadziła do wyraźnego obniżenia krzywej zachorowań w Europie, a perspektywa zbliżających się świąt i zgromadzeń rodzinnych podnosi ryzyko kolejne fali wzrostu liczby przypadków. Wydaje się, że jakaś forma ogólnokrajowych lockdownów będzie konieczna. Surowsze restrykcje zapowiedziano już także w Niemczech, Czechach, a burmistrz Nowego Jorku jest gotowy zamknąć miasto, jeśli tempo zachorowań nie zwolni.

Ale tak samo jak miało to miejsce w listopadzie, tak i teraz uczestnicy rynków powinni oceniać bieżące działania władz razem z długoterminowymi konsekwencjami szkód ekonomicznych, ale też szans, jak niesie ze sobą rozpowszechnianie szczepionki przeciw COVID-19. Stąd nie sądzę, aby ogłoszone restrykcje miały wywołać głębokie pogorszenie nastrojów i mocne cofnięcie wycen aktywów ryzykownych. S&P500 stracił wczoraj mniej niż 0,5 proc., wysoko trzyma się EUR/USD, mocny jest złoty. Z drugiej strony specyfika środka grudnia i bliskości przerwy świątecznej, dokłada warstwę do procesu decyzyjnego inwestorów i nierzadko jest wystarczającym pretekstem, by zredukować ekspozycję na ryzyko. Ale krótkoterminowe wahania nie powinny zakłócić wcześniej obranego kursu. Ten tydzień może być intersujący pod kątem katalizatorów zmienności. Także tych pozytywnych. Zatwierdzenie pakietu fiskalnego w USA, gołębie sygnały z Fed, pozytywne wieści znad stołu negocjacyjnego brexitu – te tematy mogą w najbliższych dniach dać świeży zastrzyk optymizmu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Obroty branży centrów handlowych niższe średnio o jedną czwartą

  • Jedną z konsekwencji pandemii COVID-19 jest spadek obrotów w branży centrów handlowych średnio o 24 proc. dla wszystkich kategorii handlowych w okresie od stycznia do września 2020 r. Wprawdzie w styczniu i w lutym odnotowano wzrost obrotów (odpowiednio o 3% i 6%) wszystkich kategorii handlowych w porównaniu do analogicznego okresu w roku 2019, jednak wraz z wprowadzeniem od 13 marca ograniczenia działalności obiektów handlowych nastąpiły znaczące spadki.
  • Najsłabszym miesiącem w trzech pierwszych kwartałach br. był kwiecień, kiedy centra handlowe działały w bardzo ograniczonym zakresie i odnotowały obroty niższe o 80 proc. w porównaniu do analogicznego miesiąca rok wcześniej.
  • W najtrudniejszej sytuacji znaleźli się najemcy z  branży rozrywkowej, którzy zanotowali największy spadek wśród wszystkich analizowanych kategorii handlowych – skumulowana wartość obrotów za pierwsze trzy kwartały tego roku wyniosła u nich 47 proc. obrotów uzyskanych w tym samym okresie w 2019 roku.

Obroty w centrach handlowych

Poluzowanie ograniczeń w handlu i otwarcie większości sklepów w galeriach po weekendzie majowym spowodowało, że zarówno odwiedzalność, jak i obroty zaczęły się stabilnie i konsekwentnie odbudowywać. W wyniku udostępnienia pełnej oferty centrów handlowych oraz uruchomienia ważnej funkcji gastronomiczno-usługowej w kolejnych miesiącach obroty zaczęły rosnąć, ale nie osiągnęły wyników z ubiegłego roku. Zmiana skumulowana obrotów za styczeń-wrzesień 2020 r. wyniosła -24 proc. dla wszystkich kategorii handlowych łącznie, w porównaniu do 2019 roku. Najtrudniejszym miesiącem dla branży był kwiecień z obrotami niższymi o 80 proc. Najwyższe obroty zanotowano w sierpniu – były one niższe o 9 proc. r/r.

Kategorie zakupowe

W najtrudniejszej sytuacji w analizowanym okresie znaleźli się najemcy z kategorii Rozrywka. Od stycznia do września tego roku ich obroty były niższe o 53 proc. w porównaniu do 2019 r.  Jest to zdecydowanie największy spadek wśród wszystkich analizowanych kategorii handlowych.

Najlepiej radziły sobie kategorie: Dom i Wnętrze – ze zmianą skumulowaną na poziomie -6 proc.  i Żywność – -7 proc. Z kolei Zdrowie i Uroda oraz Usługi odnotowały zmiany na poziomie -20 proc., a Artykuły specjalistyczne -26 proc. W przypadku Gastronomii mamy do czynienia ze spadkiem skumulowanym obrotów na poziomie -30 proc. Spadki w obrotach prezentują się dość podobnie, jeśli chodzi o lokalizację, a także wielkość obiektu. Nieco lepiej radzą sobie centra mniejsze od 5 000 do 40 000 mkw. GLA – gdzie zmiana skumulowana obrotów w badanym okresie trzech kwartałów wyniosła -22 proc., a dla obiektów dużych i bardzo dużych powyżej 40 000 mkw. GLA -25 proc.

Odwiedzalność

Zanim pojawiły się ograniczenia związane z pandemią COVID-19 podobnie jak w przypadku obrotów – wskaźnik odwiedzalności w centrach handlowych notował kilkuprocentowe wzrosty w porównaniu do stycznia i lutego poprzedniego roku (odpowiednio o ponad 9 proc. i 8 proc.). Jednak już w marcu nastąpił spadek na poziomie przekraczającym 45 proc., który w kwietniu pogłębił się do ponad 70 proc., w stosunku do  odwiedzalności z 2019 roku. Po ponownym otwarciu obiektów handlowych, po weekendzie majowym odwiedzalność zaczęła się odbudowywać, by osiągnąć w maju średnio 65 proc. wskaźników z roku ubiegłego. W czerwcu wyniosła ona już średnio ponad 75 proc., a w sierpniu wskaźnik wzrósł do 82 proc. poziomu ubiegłorocznego. Warto zaznaczyć, że wskaźniki odwiedzalności w sposób stały różnicują się miedzy regionami. Przez cały okres badania najwyższe poziomy odwiedzalności były odnotowywane w Regionie Południowym, a najniższe zazwyczaj we Wschodnim. W czerwcu i lipcu z uwagi na poluzowane restrykcje wyższe wskaźniki odwiedzalności zanotował turystyczny Region Północny. Większą popularność wśród odwiedzających w trzech pierwszych kwartałach 2020 roku osiągały zazwyczaj obiekty mniejsze, notowana odwiedzalność była tam wyższa o kilka punktów procentowych  niż w dużych obiektach, mających powyżej 40 000 mkw. GLA.

Od października tego roku, w związku z drugą falą epidemii, odwiedzalność w centrach handlowych zaczęła ponownie spadać, osiągając w październiku niewiele ponad 70 proc. wartości z 2019 roku. W listopadzie, kiedy analogicznie do marca 2020 roku częściowo ograniczono działalność obiektów handlowych, odnotowano odwiedzalność na poziomie 46 proc. Branża centrów handlowych z dużą ulgą przyjęła decyzję o ponownym otwarciu galerii od 28 listopada br. Zwłaszcza, że możliwość prowadzenia działalności handlowej w grudniu uchroni wiele podmiotów przed bankructwem i pozwoli zachować tysiące miejsc pracy. Czwarty kwartał dla branży galerii handlowych jest najważniejszym w roku, ponieważ stanowi ponad 30 proc. całorocznych obrotów. Sam grudzień to zazwyczaj o ok. 54% wyższe obroty niż średnia miesięczna z okresu styczeń-listopad. W ostatnim kwartale roku wiele kategorii handlowych wypracowuje zyski, które pozwalają im funkcjonować i inwestować zarobione środki w pozostałych okresach roku i przetrwać trudny dla handlu pierwszy kwartał.

40% Polaków wyda mniej niż zwykle na prezenty świąteczne

Nadchodzące Boże Narodzenie będzie pierwszym, które upłynie pod znakiem globalnej pandemii i związanych z nią obostrzeń. W jakim stopniu koronawirus wpływa na preferencje zakupowe Polaków w przedświątecznym czasie? Sprawdziliśmy to w najnowszym badaniu PAYBACK Opinion Poll.

Rzeka klientów, zakupowa gorączka, tłok w sklepach – jeszcze rok temu takie obrazy w okresie przedświątecznym były normą. Teraz jednak koronawirus wymusił przynajmniej częściową zmianę dotychczasowych przyzwyczajeń.czy-pandemia-wplynie-na-kwote

Boże Narodzenie 2020 pod znakiem oszczędności?

Czy zatem nastroje Polaków przed tegorocznymi świętami są dobre? Badanie wykazało, że pozytywne nastawienie dopisują dużej części konsumentów. Ponad połowa Polaków (52%) w te święta nie planuje bowiem specjalnych oszczędności w porównaniu do poprzednich Gwiazdek i zamierza wydać na zakupy świąteczne tyle samo. Podobnie w przypadku w prezentów: 56% respondentów przeznaczy na nie podobne kwoty, co w latach ubiegłych.

 

Nie da się jednak ukryć, że równocześnie spora liczba ankietowanych przyznała, że na tegoroczne Boże Narodzenie planuje przeznaczyć budżet niższy niż zwykle. 42% respondentów na zakupy spożywcze wyda mniejsze kwoty niż w poprzednich latach. Analogicznie z prezentami pod choinkę: czterech na dziesięciu Polaków postanowiło uszczuplić budżet Świętego Mikołaja w porównaniu do ubiegłego roku.

Koronawirus nie zniechęca do tradycyjnych sklepów

gdzie-polacy-zrobia-zakupy

Zagrożenie COVID-19 nie zniechęca także do zrobienia zakupów na świąteczny stół w dużych sklepach: nie zamierza z nich rezygnować ponad połowa badanych. W pytaniu wielokrotnego wyboru „Jakie sklepy odwiedzi Pan/-i przed świętami”, 65% ankietowanych wskazało dyskonty, zaś 68% – super- i hipermarkety. Wciąż popularne są także targi i bazarki: 17% Polaków ma w planach zawitać do tego typu miejsc.

 

Pomimo znacznego wzrostu popularności zakupów w Sieci, tylko 7% respondentów zakupi produkty świąteczne w Internecie. Nieco więcej osób (10%) połączy obydwie formy zakupów  – stacjonarne i online.

Atrakcyjna cena i wygoda najważniejsze podczas świątecznych zakupów

Nieustająca popularność dużych sklepów ma zapewne związek z przeświadczeniem o oferowanych tam niskich cenach. Wciąż bowiem to właśnie ten czynnik najczęściej decyduje o wyborze danego miejsca – w przypadku zakupów spożywczych odpowiedziało tak 67% ankietowanych. Przy tym bardziej oszczędne wydają się kobiety: o 5% więcej pań niż panów w trakcie zakupów kieruje się właśnie atrakcyjnymi cenami.

Równie istotna jak cena, z wynikiem 65%, jest także wygoda, przejawiająca się przede wszystkim w dostępności wszystkich artykułów w jednym miejscu.

Prezenty wyłowione z Siecikryteria-wyboru-sklepu

O ile zakupy na wigilijny stół w większości planujemy zrobić w sklepach stacjonarnych, to w przypadku prezentów prym wiedzie Internet. Gwiazdkowe upominki w Sieci zakupi ponad połowa ankietowanych (52%). Trzech na dziesięciu (34%) Polaków zamierza kupować prezenty zarówno w tradycyjnych sklepach, jak też online. Nieco mniej osób (31%) wybierze wyłącznie stacjonarne „prezentowanie” odwiedzając przede wszystkim supermarkety. Co piąty Polak pomoże Świętemu Mikołajowi robiąc zakupy w galerii handlowej.

 

Obok atrakcyjnej ceny (69% odpowiedzi) w przypadku prezentów istotna jest dla nas jakość oferowanych towarów, którą wskazało 45% ankietowanych. Większość respondentów na zakup prezentów daje też sobie stosunkowo dużo czasu. Połowa osób, które wzięły udział w badaniu, kupuje je na miesiąc przed Gwiazdką, natomiast co trzecia robi to na dwa tygodnie przed Wigilią. Jeden na dziesięciu Polaków zostawia a zakup prezentów na ostatnią chwilę  – czyli na kilka dni przed świętami.

Budżet Świętego Mikołaja: nie więcej niż 500 zł?

Jak duży budżet zamierzamy przeznaczyć na prezenty? Najczęściej będzie to kwota w przedziale 100-500 zł – tyle planuje wydać ponad połowa ankietowanych (51%). Od 500 do 1500 zł wyda 30% Polaków, zaś więcej – jedynie 4%. Grupa najbardziej oszczędnych osób, które na prezenty przeznaczą do 100 zł, liczy 6% spośród wszystkich badanych.

Również i na tym polu kobiety wykazują większą oszczędność: ustalonego budżetu na prezenty trzyma się o 14% więcej Polek niż Polaków. Największy odsetek respondentów (66%) nie ustala jednak konkretnego limitu w trakcie zakupu upominków pod choinkę.

Najpopularniejsze prezenty: kosmetyki przed zabawkami

Sprawdziliśmy też, jakie prezenty na Gwiazdkę będą w tym roku najpopularniejsze. Co ciekawe nie będą nimi, co wydawać by się mogło oczywiste, upominki dla najmłodszych. Gry i zabawki, z wynikiem 34%, zajęły w tym zestawieniu dopiero drugie miejsce.

Tytuł zwycięzcy rankingu otrzymują zaś… kosmetyki i perfumy, które swoim bliskim sprezentuje prawie połowa ankietowanych (49%). Na kolejnych miejscach znalazły się także ubrania i obuwie (29%), słodycze (28%), a także elektronika oraz książki i płyty (obie kategorie po 23% odpowiedzi).

Przy choince z bliskimi

W jakim gronie i gdzie spędzimy tegoroczne święta? Dla zdecydowanej większości miejscem świętowania Bożego Narodzenia będzie własny dom, który wskazało 65% osób. Święta częściowo w swoich czterech kątach i w domach bliskich spędzi 17% ankietowanych, natomiast 14% będzie przez całe Boże Narodzenie u rodziny.

Pod względem wyboru choinki największy odsetek respondentów przywiązuje wagę do tradycji. Naturalne drzewka kupuje 44% Polaków, natomiast 35% respondentów wybiera sztuczną wersję. Co piąta osoba biorąca udział w badaniu zadeklarowała, że nie kupuje choinki.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 20-30.11.2020 metodą ankiety online na grupie 530 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Sondaż: Święta w tym roku będą skromne. Polacy chcą je spędzać w gronie 2-5 osób

Czterech na dziesięciu Polaków stwierdza, że rząd powinien wprowadzić zakaz przemieszczania się tuż przed Bożym Narodzeniem i w jego trakcie. Natomiast przeszło połowa rodaków jest temu przeciwna. Największy odsetek zwolenników zastosowania obostrzeń występuje w grupie osób, które mają ponad 60 lat. Do tego badani w większości deklarują, że zamierzają spędzić Wigilię i święta w gronie od dwóch do pięciu osób. Ci, którzy mają w rodzinie seniorów, przeważnie zamierzają ich odwiedzić.

Według ogólnopolskiego sondażu opinii społecznej, wykonanego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland, 40% Polaków uważa, że rząd powinien wprowadzić zakaz przemieszczania się przed Bożym Narodzeniem i w trakcie świąt. 52% rodaków jest przeciwnych temu rozwiązaniu, a 8% nie ma zdania w tej kwestii.

– Te wyniki na pewno pokazują społeczną niepewność. Z przerażeniem z dnia na dzień obserwujemy utratę wydolności systemu służby zdrowia. Mamy ogromną drugą falę zachorowań na COVID-19, a także setki zgonów. Widać więc, że 40% osób bardzo się boi i uważa, że Boże Narodzenie tylko pogorszy sytuację. A przecież wiemy już też z różnych badań, że spotkania rodzinne są źródłem zwiększonej transmisji wirusa – komentuje dr Paula Pustułka z Instytutu Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS.

Zdaniem Krzysztofa Zycha, głównego analityka UCE RESEARCH, odsetek zwolenników zakazu może być lekkim zaskoczeniem. Polacy z reguły nie są zbyt skorzy do tego, żeby cokolwiek sobie ograniczać, a już tym bardziej rodzinnych spotkań. Ten wynik jest bardzo zbliżony do tego, który wskazuje, że 43% Polaków chce się zaszczepić przeciwko COVID-19. Połączenie tych dwóch faktów może wskazywać na to, że właśnie ta część społeczeństwa patrzy na to nieco szerzej, tj. z perspektywy bezpieczeństwa długofalowego.

– Gdyby respondenci uzasadnili swoje odpowiedzi ws. zakazu, to mielibyśmy jasność sytuacji. Motywy mogą być różne. Są osoby, które twierdzą, że obostrzenia i tak nic nie zmieniają. Inni w ogóle nie wierzą w pandemię. Ale mamy też sporo rodaków w złej kondycji psychicznej lub ekonomicznej. A Boże Narodzenie jest dla Polaków ważnym elementem życia społecznego – dodaje ekspert z SWPS.

Tylko w jednej grupie wiekowej zwolennicy wprowadzenia zakazu mają przewagę nad przeciwnikami tego rozwiązania. Taka sytuacja dotyczy osób mających 60 lub więcej lat. W tym przypadku za obostrzeniami opowiada się 49% ankietowanych. Grono oponentów liczy 41%, a zdania nie ma 10%.

– Ci Polacy z racji wieku i doświadczenia życiowego bardziej stabilnie i rozsądnie podchodzą do wszelkiego rodzaju zagrożeń. Do tego dochodzi lęk, że w wyniku zakażenia mogą ich spotkać dużo cięższe komplikacje niż np. młodsze pokolenie – mówi Krzysztof Zych.

Z badania również wynika, że 59% Polaków zamierza spędzić Wigilię w gronie od 2 do 5 osób, a 29% – od 5 do 10. Natomiast 5% respondentów planuje ten dzień bez towarzystwa i tyle samo ankietowanych jeszcze nie potrafi tego określić. Z kolei 3% badanych spotka się w grupie powyżej 10 osób.

– Od dwóch do pięciu osób to będą pary albo rodziny nuklearne, ewentualnie dzieci ze swoimi rodzicami. To może być jedno lub dwa gospodarstwa domowe, raczej nie więcej. Jeżeli ograniczamy liczbę uczestników Wigilii do małej grupy, to właśnie bronimy się przed potencjalnym rozczarowaniem związanym z ewentualnymi obostrzeniami. Widać, że planujemy święta w wersji minimum i prawdopodobnie takie one w tym roku będą – analizuje dr Pustułka.

Bardzo podobnie wyglądają odpowiedzi na pytanie dot. Bożego Narodzenia. 60% Polaków zamierza świętować je w gronie 2-5 osób, a 27% – od 5 do 10 bliskich. Ponownie po 5% respondentów spędzi święta samodzielnie i jeszcze nie wie, jak będą one wyglądały. Ponadto 3% zamierza spędzić ten czas w grupie powyżej 10 osób.

– To oczywiście wynika z obawy o zakażenie siebie bądź innych, w tym domowników i bliskich. Niemniej uważam, że te deklaracje mogą być jeszcze poważnie zweryfikowane. Polacy tuż przed Bożym Narodzeniem będą mocno obserwować statystki. I dopiero na tej podstawie będą podejmować ostateczne decyzje. Im będzie mniej zachorowań, tym większa będzie chęć odwiedzin bliskich – stwierdza ekspert z UCE RESEARCH.

Sondaż pokazuje też, że 76% ankietowanych ma w rodzinie osobę powyżej 65. roku życia. I ci respondenci odpowiedzieli na pytanie, czy zamierzają ją odwiedzić w Wigilię lub Boże Narodzenie. 64% deklaruje, że to zrobi. 30% nie planuje takich wizyt, a 6% nie ma zdania w tej sprawie.

– W mojej ocenie, to dość zaskakujące, że tyle osób chce odwiedzić seniorów. I co ważniejsze, to również nieodpowiedzialne. Przecież do największej liczby zakażeń dochodzi właśnie w domach. Natomiast uważam, że to w głównej mierze od osób starszych będzie zależało, czy do takich wizyt w ogóle dojdzie – zaznacza Krzysztof Zych.

Natomiast dr Pustułka dodatkowo zwraca uwagę na czynniki demograficzne. Rodziny bardzo się zmniejszają, a część 30-35-latków jeszcze ich nie założyła. Święta zamierzają więc spędzić z najbliższymi. I właśnie ich rodzice mogą mieć powyżej 60 lat. Ekspert podkreśla także, że seniorzy rzadziej korzystają z technologii umożliwiających kontakty z innymi. A święta to czas obcowania z tradycją, bliskością, podtrzymywaniem więzi, więc te osoby mogą dążyć do tradycyjnych spotkań.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 4-7.12.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na reprezentatywnej próbie 1 001 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Bank Pocztowy wprowadza nowe usługi zdalne dla swoich klientów korzystających z bankowości elektronicznej

Od teraz klienci Banku Pocztowego mogą zamówić hasło do obsługi telefonicznej, czyli Telekonta, za pośrednictwem systemu bankowości internetowej. Wystarczy zalogować się do Pocztowy24, a następnie z menu Ustawienia wybrać opcję Zamów hasło do Telekonta, dzięki któremu automatycznie można sprawdzić stan konta i historię operacji czy zrobić przelew bez konieczności rozmowy z konsultantem. Nowa możliwość ma usprawnić obsługę Klientów w kanałach zdalnych, a także odciążyć infolinię Banku i skrócić czas oczekiwania na połączenie z konsultantem.

Klienci Banku Pocztowego posiadający dostęp do bankowości internetowej Pocztowy24 mogą już wygenerować za jej pośrednictwem hasło do telefonicznej obsługi swojego rachunku. Dzięki usłudze Telekonto, korzystając z technologii IVR, można np. sprawdzić stan konta i historię operacji, zrobić przelew do zaufanego odbiorcy, sprawdzić listę aktywnych lokat, a także zmienić lub odblokować hasło do bankowości internetowej. Dodatkowo, po identyfikacji hasłem i połączeniu się z konsultantem można również m.in. zrealizować przelew na dowolny rachunek, założyć lokatę bądź uzyskać informacje o innych produktach z oferty Banku.

W czasie pandemii wszyscy dążymy do tego, by unikać zbędnych interakcji z innymi. W przypadku korzystania z usług bankowych oznacza to, że zamiast wizyty w oddziale chętniej wybieramy zdalne formy kontaktu – sami zresztą gorąco do tego zachęcamy. Nasza infolinia pracuje na zwiększonych obrotach, jednak stale szukamy możliwości by odciążyć konsultantów i przyspieszyć czas oczekiwania na połączenie. Dodatkowo cały czas pracujemy nad rozwiązaniami umożliwiającymi zdalne korzystanie z naszych usługmówi Jarosław Gawroński, Naczelnik w Departamencie Bankowości Cyfrowej i Usług Płatniczych Banku Pocztowego. – Wśród wszystkich połączeń na infolinię Banku w listopadzie br. 7 procent stanowiły te dotyczące właśnie dostępu do bankowości telefonicznej, stąd też pomysł, aby umożliwić naszym Klientom zamówienie hasła do Telekonta za pośrednictwem systemu Pocztowy24. Nowa funkcjonalność pozwoli na zmniejszenie ruchu na infolinii i usprawni obsługę Klientów w kanałach zdalnych. W przyszłym roku planujemy udostępnić możliwość zamówienia hasła do Telekonta również w bankowości EnveloBank dodaje Jarosław Gawroński.

Aby zamówić hasło do Telekonta za pośrednictwem bankowości internetowej wystarczy zalogować się do systemu Pocztowy24, wejść w menu Ustawienia a następnie wybrać opcję Zamów hasło do Telekonta. Generowanie hasła trzeba potwierdzić kodem SMS lub certyfikatem, co dodatkowo zabezpiecza całą operację.  Po autoryzacji na numer telefonu Klienta zostaje wysłane jednorazowe hasło dostępu do Telekonta, które można zmienić na własne po telefonicznym zalogowaniu się do usługi.

EDPR zabezpiecza 220 MW w tegorocznej aukcji

EDP Renováveis, S.A. (“EDPR”) zabezpiecza na tegorocznej aukcji w Polsce 15-letnie kontrakty na sprzedaż energii z 5 projektów wiatrowych i fotowoltaicznych o łącznej mocy 220 MW, które zostaną oddane do użytkowania w 2022 i 2023 roku.

Wygrana w aukcji wzmacnia obecność EDPR na polskim rynku, gdzie spółka obecnie zarządza portfelem projektów w fazie eksploatacji o łącznej mocy zainstalowanej wynoszącej 476 MW oraz posiada zabezpieczone 558 MW na następne lata.

EDPR zrealizowało już 87% z zaplanowanego i opublikowanego w  dniu 12 marca 2019 roku w dokumencie „Startegy Update” celu, którym było osiągnięcie w latach 2019 –2022 łącznej mocy wynoszącej 7 GW dla projektów wiatrowych oraz fotowoltaicznych. Spółka zamierza nadal rozwijać projekty o wysokiej rentowności na całym świecie.