Polacy coraz częściej kupują online dekoracje do domu i produkty remontowe. Ten trend będzie rósł w siłę

Produkty z segmentu remontu, wykończenia i wyposażenia domu są coraz chętniej kupowane przez internet. W okresie pierwszego lockdownu sklepy z taką ofertą notowały nawet kilkukrotnie wyższą sprzedaż. – Trend ten nie odwróci się nawet po ustaniu pandemii – ocenia Paweł Stefaniak z sieci Bricomarché. Tym bardziej że pojawia się coraz więcej opcji dostawy – nawet wielkogabarytowych produktów.

– W ostatnich latach zakupy online cieszą się coraz większym zainteresowaniem klientów. Pandemia COVID-19 jest kolejnym czynnikiem, który znacznie przyczynił się właśnie do zwiększenia popularności e-commerce’u, i dotyczy to również produktów dla domu i ogrodu, niezbędnych podczas remontu czy wykończenia wnętrz. W tym roku zanotowaliśmy bardzo duży wzrost sprzedaży online, szczególnie w marcu i w kwietniu. Wprowadzenie obostrzeń przekierowało klientów na ten kanał zakupowy – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Stefaniak, dyrektor handlowy Bricomarché.

Z raportu Gemius z wiosny br. wynika, że 24 proc. internautów kupuje online materiały budowlane i wykończeniowe. Nieco częściej deklarują to mężczyźni niż kobiety (27 proc. vs. 22 proc.). Z kolei meble i artykuły do wystroju wnętrz w internecie kupuje 39 proc. kobiet i 31 proc. mężczyzn. Ten segment jest też najczęściej wymieniany w odpowiedzi na pytanie o kategorię produktów, które internauci będą kupować online w przyszłości.

Wnioski te potwierdza także badanie sieci Bricomarché „Zwyczaje remontowe Polaków”. 70 proc. ankietowanych poszukuje tego typu produktów w internecie. Wielu klientów uważa sieć za główne źródło informacji o dostępnych produktach i cenach. Co trzeci ponownie ogląda je i kupuje w sklepach stacjonarnych. Prawie 17 proc. cały proces zakupu realizuje online.

– Liczba transakcji w tym kanale dystrybucji w czasie pandemii się potroiła. Późniejsze zniesienie częściowych obostrzeń w dużej mierze spowodowało powrót klienta do tradycyjnej formy zakupów, bo sklepy stacjonarne są niezmiennie głównym miejscem zakupów – podkreśla dyrektor handlowy Bricomarché. – Sprzedaż online jest bardzo dobrze rozwijającym się kanałem dystrybucji. Co prawda nie stanowi w tej chwili aż takiego dużego udziału w sprzedaży produktów dom i ogród, ale w perspektywie kilku lat nabierze dużo większego znaczenia.

Z badania „Zwyczaje remontowe Polaków” wynika, że na materiały budowlane i dekoracyjne Polacy wydają średnio miesięcznie ponad 465 zł. Nieco ponad 20 proc. badanych przeznacza na tego typu produkty powyżej 500 zł miesięcznie. Blisko połowa wszystkich wydatków przeznaczana jest na zakupy online. Zdaniem eksperta Bricomarché ten udział będzie stopniowo rosnąć.

Na kanał online decydują się zwłaszcza badani pomiędzy 35. a 59. rokiem życia. To głównie osoby, które są bardzo aktywne zawodowo, dla których zakup przez internet to duża oszczędność czasu – mówi Paweł Stefaniak.

Jak podkreśla, przy wyborze konkretnego sklepu online duże znaczenie dla klientów mają koszty i opcje dostawy. Najczęściej wybierane są specjalne boksy (ten sposób wskazało 69 proc. ankietowanych) oraz usługi firm kurierskich (67 proc). Pierwsze rozwiązanie wybierają głównie osoby młode, natomiast drugie klienci należący do starszych segmentów wiekowych.

Udostępniliśmy usługę dostaw za pośrednictwem firmy kurierskiej, co było swoistym uzupełnieniem wcześniejszej oferty odbioru zakupionego towaru w usłudze click & collect w sklepach lub Bricomatach – wyjaśnia dyrektor handlowy sieci.

Specjalne boksy są coraz popularniejszą opcją odbioru ze względu na to, że są dostępne przez całą dobę. 80 proc. badanych uważa, że taka możliwość to atrakcyjne rozwiązanie. Sieć udostępnia dziś 24 Bricomaty, a do końca przyszłego roku mają one stanąć przy każdym supermarkecie.

Można w nich odebrać także towary o dużych gabarytach, takie jak płyta OSB czy drzwi, co jest unikatowe w tego typu rozwiązaniach – mówi Paweł Stefaniak. – Towar można odebrać w dowolnym dniu czy godzinie, również w dni wolne od handlu oraz poza godzinami otwarcia sklepów.

Sześć reaktorów jądrowych ma uniezależnić polską energetykę od węgla. Przyszłością mogą też stać się miniaturowe reaktory modułowe

Polski rząd planuje wybudować sześć reaktorów jądrowych o łącznej mocy od 6 do 9 GW, które uniezależnią polską energetykę od paliw kopalnych, przyczynią się do redukcji emisji gazów cieplarnianych i zapewnią państwu niezależność energetyczną. Choć przyszłością tego sektora przemysłu są miniaturowe reaktory modułowe, aby przyspieszyć dekarbonizację polskiej energetyki, pierwsze reaktory zostaną wykonane w sprawdzonych, wielkoformatowych technologiach. Zgodnie z założeniami Programu polskiej energetyki jądrowej do końca przyszłego dziesięciolecia uruchomione zostaną dwa spośród sześciu planowanych reaktorów.

– W energetyce jądrowej dochodzi do rozwoju technologii. Jest cały szereg nowych koncepcji, np. technologia małych reaktorów modułowych. Polega ona na tym, że nie będziemy budować dużych elektrowni jądrowych, tylko relatywnie małe reaktory rozproszone, budowane w klastrach. To ciekawe rozwiązanie być może umożliwi dekarbonizację ciepłownictwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Adam Rajewski z Instytutu Techniki Cieplnej Politechniki Warszawskiej.

Klastrowe reaktory jądrowe mogą okazać się przyszłością energetyki jądrowej, jednak na obecnym etapie rozwoju istnieją wyłącznie w fazie projektowej. Szacuje się, że pierwsze prototypowe instalacje mogą powstać nie wcześniej niż w 2030 roku. Nowa technologia będzie musiała przejść jeszcze szereg testów i poprawek, aby mogła zostać wykorzystana na szeroką skalę na rynku energetyki.

Z tego powodu polski program jądrowy skupi się wokół sprawdzonych technologii, które od lat z powodzeniem funkcjonują w krajach Zachodu. Zgodnie z założeniami Programu polskiej energetyki jądrowej w Polsce planuje się wybudować elektrownie jądrowe bazujące na reaktorach wodnych ciśnieniowych generacji III oraz III+. To one mają zagwarantować państwu bezpieczeństwo energetyczne przy najkorzystniejszym bilansie klimatyczno-energetycznym.

– Powinniśmy oprzeć się na tych technologiach, które są sprawdzone i ulepszane od lat, elektrowniach stosowanych w energetyce francuskiej czy amerykańskiej. Francja jest ciekawym przypadkiem kraju, który za pomocą takich technologii wyeliminował prawie zupełnie paliwa kopalne z własnej energetyki – podkreśla Adam Rajewski.

Na potrzeby budowy pierwszych polskich elektrowni jądrowych skarb państwa planuje wykupić 100 proc. udziałów w spółce celowej PGE EJ 1, a po wyłonieniu partnera strategicznego – kontrolować co najmniej 51 proc. udziałów. Pozwoli to w pełni kontrolować rynek energii jądrowej.

Inwestycja w elektrownie jądrowe może okazać się niezbędna, aby zdekarbonizować polską energetykę. Choć pierwsze polskie reaktory powstaną dopiero za kilkanaście lat i nie przyczynią się do realizacji celów redukcji emisji ustalonych na unijnym szczycie, w długofalowej perspektywie pozwolą ustabilizować rynek energetyczny.

– W polskich elektrowniach jądrowych będą zastosowane najbezpieczniejsze technologie dostępne na rynku, zarówno dla pracowników, jak i ludności. Technologie jądrowe w ujęciu statystycznym są jednymi z najbezpieczniejszych, jakimi dysponujemy do produkcji energii elektrycznej, porównywalnymi z niektórymi technologiami energetyki odnawialnej, z którymi dobrze się uzupełniają. Do potencjalnych uwolnień i zagrożeń dochodzi tylko w skrajnie rzadkich sytuacjach awaryjnych – wskazuje ekspert.

Szacuje się, że dzięki elektrowniom polska energetyka będzie w stanie pozyskiwać od 6 do 9 GW energii. Docelowo w naszym kraju ma powstać sześć reaktorów, a ostateczny wybór technologii, w której zostaną wykonane, zapadnie w 2021 roku. Rok później rząd zatwierdzi lokalizację pierwszej elektrowni. Budowa ma ruszyć w 2026 roku, a uruchomienie pierwszego reaktora zaplanowano na 2033 rok. Z kolei prace budowlane na terenie drugiej elektrowni jądrowej rozpoczną się według wstępnych założeń w 2032 roku, a zakończą siedem lat później.

– Dzisiaj mamy w Polsce do czynienia z energetyką, która na bieżąco szkodzi zdrowiu, życiu ludzi, roślin, zwierząt. Technologie zastosowane w pierwszej i drugiej polskiej elektrowni jądrowej będą tak bezpieczne, jak tylko nauka i technika pozwolą przy dzisiejszym stanie wiedzy – przekonuje Adam Rajewski.

Inteligentne gadżety do noszenia mogą wykryć koronawirusa nawet przy słabych objawach. Urządzenia sprawdzą się też w przypadku innych chorób zakaźnych

Mierzą kroki, przebytą odległość, spalone kalorie, czas i jakość snu czy tętno – zastosowań tzw. wearables jest coraz więcej, w tym także coraz częściej medyczne. Urządzenia do noszenia sprawdzają już ryzyko cukrzycy, współczynnik płodności czy czas ekspozycji na słońce. Według wstępnych badań prowadzonych przez naukowców z Kalifornii inteligentne urządzenia mogą także rozpoznać COVID-19, nawet jeśli objawy są bardzo subtelne. – Korzystając z technologii do noszenia, jesteśmy w stanie dowiedzieć się bezpośrednio, ile bezobjawowych przypadków jest po prostu niezauważonych lub niezgłoszonych – wskazuje dr Benjamin Smarr z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco.

– Jedną z szans na wyjście z pandemii jest to, aby osoby zarażone COVID-19 zostały wcześniej wyizolowane. Aby mogły się przygotować, wcześniej wezwać lekarza, powiadomić osoby, z którymi się kontaktowały, i nie rozprzestrzeniać wirusa – przekonuje dr Ashley Mason, adiunkt na Wydziale Psychiatrii UCSF i na wydziale UCSF Osher Center for Integrative Medicine Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco.

Pomóc w tym mogą inteligentne urządzenia do noszenia na ciele. Wyposażone w algorytmy sztucznej inteligencji i machine learning potrafią coraz więcej, mają też coraz więcej funkcji. Mierzą wszystkie parametry życiowe, sprawdzają jakość snu, alarmują przy arytmii serca czy nadciśnieniu. Jak przekonują naukowcy z Uniwersytetów Kalifornijskich w San Francisco i San Diego, inteligentny pierścień, który generuje ciągłe dane dotyczące temperatury, może sygnalizować COVID-19 nawet w przypadkach, gdy nie podejrzewa się infekcji. Takie urządzenie może być lepszym wskaźnikiem choroby niż termometr.

Naukowcy przeanalizowali dane dotyczące temperatury z kilku tygodni, aby określić typowe zakresy dla każdego z uczestników badania. W ten sposób byli w stanie wykryć wszelkie anomalie.

– Wiele czynników wpływa na temperaturę ciała – wskazuje dr Ashley Mason. – Jednopunktowy pomiar temperatury nie jest dokładny. Gorączka raz jest, raz jej nie ma, a temperatura ciała może się znacznie różnić w zależności od osoby – u niektórych podwyższona temperatura jest zjawiskiem normalnym. Aby lepiej zidentyfikować gorączkę, potrzebne jest jej mierzenie w sposób ciągły.

To kolejne badanie, które udowadnia, że smartwatche i inne inteligentne urządzenia mogą pełnić istotną rolę we wczesnej diagnozie chorób. Badanie opublikowane w „Nature” („Pre-symptomatic detection of COVID-19 from smartwatch data”) wskazuje, że u 81 proc. uczestników smartwatche wykryły zmiany w tętnie oraz czasie i jakości snu. Spośród 25 przypadków COVID-19 z wykrytymi zmianami fizjologicznymi 22 wykryto przed (lub w trakcie) wystąpieniem objawów, a cztery przypadki wykryto co najmniej dziewięć dni wcześniej. Żeby potwierdzić te zależności, potrzebne są jednak dalsze badania na większej próbie chorych.

Naukowcy z UC San Francisco i UC San Diego w swoich badaniach skupili się z kolei na pomiarze temperatury. Ich informacje potwierdzają, że także one prowadzone w sposób ciągły i analizowane indywidualnie, dla każdego użytkownika, mogą skutecznie informować o zakażeniu. Badacze wykorzystali Oura Ring, czujnik do noszenia wykonany przez fiński start-up Oura, który łączy się z aplikacją mobilną. Pierścień stale mierzy sen i czuwanie, częstość akcji serca i oddechu oraz temperaturę.

– Nasze badania są ważne ze względu na pokazanie potencjału urządzeń do noszenia we wczesnym wykrywaniu nie tylko COVID-19, lecz także innych chorób zakaźnych – podkreśla Frederick Hecht, profesor medycyny i dyrektor badań w Centrum Medycyny Integracyjnej na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco.

Termometry bezdotykowe, które wykrywają promieniowanie podczerwone, mierzą temperaturę na czole. Są używane do szybkiego wykrywania gorączki na lotniskach i w biurach. Choć mogą wykrywać niektóre przypadki COVID-19, to ich wartość jest ograniczona. Pierścień zaś rejestruje temperaturę w sposób ciągły, więc każdy pomiar jest analizowany w kontekście historii danej osoby, co znacznie ułatwia wykrycie względnych wysokości.

Jak podaje Centers for Disease Control and Prevention, nawet 70 proc. chorych na COVID-19 przechodzi zakażenie bezobjawowo lub niemal bezobjawowo. Pierścienie mogą wykryć zakażenie, nawet jeśli objawy nie są oczywiste. Podobnie może być w przypadku innych chorób zakaźnych.

– Otwarte pozostaje pytanie, ile bezobjawowych przypadków jest naprawdę bezobjawowych, a ile może być po prostu niezauważonych lub niezgłoszonych – wskazuje dr Benjamin Smarr, adiunkt na Wydziale Bioinżynierii Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco. – Korzystając z technologii do noszenia, jesteśmy w stanie dowiedzieć się tego bezpośrednio.

Technologie oparte na sztucznej inteligencji (AI) to przyszłość sprzedaży, marketingu i HR-u

Przewiduje się, że już za pięć lat szybko rosnący globalny rynek oprogramowania sztucznej inteligencji (AI), osiągnie wartość około 126 miliardów dolarów. Natomiast rynek chatbot-ów w 2019 roku został wyceniony na 17,17 mld dolarów, a jego predykcja do 2025 roku wskazuje  na 102,29 mld USD. Cyfryzacja gospodarki jest jednym z kluczowych warunków jej konkurencyjności w świecie, a w rezultacie niezbędnym czynnikiem wzrostu znaczenia Polski i dobrobytu jej mieszkańców.  Boty to programy wykonujące pewne czynności w zastępstwie człowieka, umożliwiają cyfrową transformację obsługi klienta poprzez dostarczanie inteligentnych rozwiązań, opartych na AI czy usług w chmurze. Bankowość, ubezpieczenia, opieka zdrowotna, telekomunikacja, produkcja i usługi komunalne już mocno korzystają z automatyzacji procesów, a coraz więcej firm z rozległymi działami HR, księgowości, obsługi klienta lub IT traktuje je jako narzędzie do rozwiązania swoich zadań. Przyszłością  technologii opartych na  konwersacyjnej sztucznej inteligencji są takie rozwiązania, jak np.: Voicebot, Chatbot, Omni-channel, Video CoBrowsing czy Live Chat. 

Ogólny rynek sztucznej inteligencji obejmuje szeroki wachlarz zastosowań, takich jak przetwarzanie języka naturalnego, automatyzacja procesów zrobotyzowanych i maszyny uczenia się. Konwersacyjna sztuczna inteligencja (conversational AI) to rozwiązanie, które umożliwia technologiom sztucznej inteligencji (AI), takim jak chatboty, interakcję z ludźmi w sposób ludzki. Dzięki wypełnieniu luki między językiem ludzkim, a językiem komputerowym komunikacja między nimi stała się łatwa i naturalna. Oprogramowanie wykorzystywane jest zarówno do zautomatyzowanego, jak i wspomaganego przez konsultanta budowania zaangażowania klientów oraz e-commerce, skalowania i stałego ulepszania przyjętych rozwiązań.

Coraz częściej w Agencji komunikacji Core PR mamy odczynienie z klientami z tego sektora, wspieramy ich wdrożenia, komunikację z klientami i kampanie B2B dla dostawców technologii. Korzystanie z konwersacyjnych chatbotów opartych na sztucznej inteligencji w podejściu wielokanałowym pozwala nawiązać kontakt z klientami w preferowanych przez nich kanałach w celu uzyskania natychmiastowych odpowiedzi i aktywnego zaangażowania. Liczba wirtualnych asystentów rośnie także z powodu rozwoju głębokich sieci neuronowych, uczenia maszynowego i innych postępów technologiach w obszarze sztucznej inteligencji.

Dzięki konwersacyjnej AI działającej 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu możesz lepiej zarządzać większą liczbą klientów i popytem. To niezwykle ważne w rozwoju organizacji. Wiele z największych nazwisk w branży technologicznej zainwestowało znaczne środki zarówno w przejęcia sztucznej inteligencji, jak i badania oraz rozwój związane ze sztuczną inteligencją. Giganci technologiczni, jak np. Microsoft, IBM, Google i Samsung złożyli tysiące takich wniosków, a inwestycje funduszy kapitałowych w start-upy związane ze sztuczną inteligencją pochłaniają co roku dziesiątki miliardów dolarów. Np. IBM stworzył chatbota Watson Assistant, który zapewnia interakcję dialogową między systemem konwersacyjnym, a użytkownikami.

Pierwszym krokiem we wdrażaniu powinien być przegląd procesów biznesowych wraz z rekomendacjami opierającymi się również na wielkości projektów. Po przeprowadzeniu analizy programiści zaproponują rozwiązania automatyzacyjne dostosowane do konkretnego biznesu. Niektóre firmy oferują bezpłatny audyt w celu przygotowania najlepszego rozwiązania dla klienta. Należy jednak pamiętać, aby znaleźć odpowiednią firmę lub zatrudnić ekspertów, których sposób pracy najbardziej nam odpowiada. Warto również zwrócić uwagę na opinie, szybkość, dostępność i możliwości oprogramowania potencjalnych kontrahentów. Narzędzia oparte na opisanych technologiach są coraz bardziej dostępne i coraz tańsze.

Chatboty pozwalają zaoszczędzić czas, automatycznie odpowiadając na typowe pytania klientów. Mogą być również używane do generowania potencjalnych odbiorców, poprawy komfortu użytkowania i zwiększania sprzedaży. Bot to program, który automatycznie wykonuje akcję na podstawie określonych wyzwalaczy i algorytmów. Chatbot to program komputerowy zaprojektowany do symulacji ludzkiej rozmowy. Użytkownicy komunikują się z tymi narzędziami za pomocą interfejsu czatu lub za pomocą głosu, tak jak rozmawiają z inną osobą. Chatboty interpretują słowa podawane im przez osobę i udzielają z góry ustalonej odpowiedzi.

“Rok 2020 był rewolucyjny dla całej branży nowych technologii. Wiele biznesów musiało w znacznej części zmienić lub zmodernizować swoje procesy. To przełożyło się na czterokrotny wzrost zapytań o rozwiązania do automatyzacji komunikacji. Coraz więcej firm z różnych branż poszukiwało w przetargach dostawców, którzy usprawnią wewnętrzne i zewnętrzne procesy. Pojawiły się nowe potrzeby. To efekt nagłego wzrostu aktywności klientów online oraz przeniesienia budowania relacji i procesów firmowych do sieci. Boty stały się więc sposobem na wsparcie sprzedaży czy obsługi klienta i odciążenie pracowników. Cieszy nas to, że boty przestały być marketingową ciekawostką kojarzoną tylko z Facebookiem i Messengerem. Wirtualni asystenci stają się rozwiązaniem wspierającym złożone procesy, a klienci mają wobec nich coraz większe oczekiwania. Wzrosła świadomość firm na temat automatyzacji komunikacji i nowych obszarów, w których mogą działać boty. Za tym też idzie coraz większa chęć do ich przetestowania, zrobienia tego pierwszego kroku. Przez cały rok pracowaliśmy nad edukacją specjalistów i zarządów. Opowiadaliśmy o problemach, jakie potrafimy rozwiązywać, o potrzebach naszych potencjalnych klientów z jakimi się spotykamy, o wynikach osiąganych przez nasze rozwiązania w komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej. A dzięki tej rosnącej świadomości klientów i doświadczeniom zbieranym przez dostawców rozwija się cała branża. – mówi Mariusz Pełechaty, CEO – KODA Bots

Czym jest i jak działa konwersacyjna sztuczna inteligencja?

Konwersacyjna sztuczna inteligencja to technologia, która umożliwia technologiom sztucznej inteligencji (AI), takim jak chatboty, interakcję z ludźmi w sposób ludzki. Dzięki wypełnieniu luki między językiem ludzkim a językiem komputerowym komunikacja między nimi jest łatwa i naturalna. To zestaw technologii, które pozwalają komputerom rozpoznawać ludzki język i rozszyfrowywać różne języki, rozumieć to, co mówimy, określać właściwą reakcję i reagować w sposób naśladujący ludzką rozmowę.

„Automatyzacja w biznesie to już nie tylko innowacja; stała się koniecznością, zwłaszcza dla sektorów B2B i B2C. Konwersacyjna sztuczna inteligencja i chatboty dają firmom wyjątkowy sposób kontaktu z potencjalnymi klientami. Mogą wysyłać duże ilości spersonalizowanych wiadomości 24/7. Po udzieleniu odpowiedzi przez klientów / użytkowników, mogą oni przekazać komunikację do odpowiedniego działu i usprawnić cały proces. Roboty stają się pierwszą linią komunikacji dla coraz większej liczby firm. Firmy automatyzujące reagują na trendy i proponują nowe rozwiązania np. RobotIn, obsługiwany przez firmę G1ANT – w tym przypadku dostarczyciela oprogramowania RPA – to rozwiązanie do automatyzacji Linkedin, które umożliwia użytkownikom kontakt z 3000 potencjalnych klientów miesięcznie. Nie jest potrzebne żadne zaangażowanie człowieka. Organizacje chcą usprawnić swój proces i zwiększyć satysfakcję pracowników, pozwalając im skupić się na kreatywnej części swojej pracy„ – zauważa Tom Kmiecik, założyciel i dyrektor generalny założonej w Londynie i działająca globalnie firmy G1ANT.

Najprostszym przykładem aplikacji Conversational AI jest bot lub FAQ-bot, z którym mogłeś już wcześniej wchodzić w interakcje. Ponad tysiąc rozmów odbył wirtualny doradca Echo Investment, największego na polskim rynku dewelopera  – Aurelia, która od kwietnia zagościła na stronach internetowych jego inwestycji. W związku z pozytywną reakcją klientów na nowy sposób komunikacji, firma wprowadziła chatbota na wszystkie strony dedykowane swoim projektom mieszkaniowym. Aurelia ma dostęp do pełnej bazy danych o mieszkaniach w ofercie Echo Investment i na podstawie kryteriów podanych przez rozmówców, jest w stanie w ciągu kilku sekund wyszukać lokal spełniający ich oczekiwania. Użytkownicy mogą np. sprecyzować, jaki jest ich limit budżetowy, jakiej powierzchni poszukują, podać liczbę pokoi czy preferowaną ekspozycję na strony świata. Rozmową z nią jest możliwa o każdej porze i każdego dnia tygodnia.

„Aurelia to doradca, który jest dostępny całą dobę, ma imponującą wiedzę na temat naszych inwestycji i nieograniczony zapał do pracy. Jest jednym z udogodnień, które wprowadzamy do naszej komunikacji z klientami, tak by mogli oni sprawdzić naszą ofertę z każdego miejsca na ziemi i o dogodnej dla nich porze. Poszukujący mieszkania marzeń mogą porozmawiać i znaleźć je z Aurelią, szczegóły omówić z naszym doradcą biura sprzedaży podczas spotkania online, a potem dokonać rezerwacji przy użyciu elektronicznego podpisu” – dodaje Dawid Wrona, dyrektor sprzedaży mieszkań Echo Investment.

Chatbot wykorzystuje rozwijaną przez Google technologię sztucznej inteligencji Dialog Flow. Dzięki autorskim rozwiązaniom programistycznym K2Bots.AI, jej możliwości zostały zintegrowane z systemami informatycznymi Echo Investment, uwzględniając zarówno korzystanie z baz danych o produktach mieszkaniowych, jak i współpracę z rozwiązaniami klasy CRM, Marketing Automation i Business Intelligence. Kolejnym poziomem dojrzałości konwersacyjnych aplikacji AI są wirtualni osobiści asystenci. Przykładami są Amazon Alexa, Apple’s Siri i Google Home. Konwersacyjna sztuczna inteligencja może obsługiwać żądania z większą liczbą zapytań niż ludzie, szybciej dostarczać istotne i poprawne informacje oraz zwiększać dokładność i złożoność w czasie. To interaktywny przekaz marki.

Na początku grudnia b.r. Credit Agricole Bank Polska uruchomił automatycznego doradcę o imieniu Asia, który odpowiada na najczęściej zadawane pytania przez Internet. Wkrótce Asia wspomoże również pracę doradców w telefonicznym Contact Center. Chatbot korzysta z technologii Google Dialog Flow – odpowiadającej za rozpoznawanie ludzkiej mowy.

“Technologia ta potrafi rozpoznać słowa i zdania napisane przez klienta na czacie, nawet wówczas, gdy popełnił on błąd lub użyje potocznego słownictwa. Wykorzystanie sztucznej inteligencji sprawia, że bot potrafi rozpoznać synonimy, odmianę wyrazów i dzięki temu doskonale radzi sobie z odpowiadaniem na pytania, a rozmowy brzmią bardzo naturalnie” –  informuje Iga Stępień, Manager Transformacji Bankowości Detalicznej w Credit Agricole Bank Polska.

Na początku 2021 roku Credit Agricole odda też do dyspozycji klientów telebot Asia, którego zadaniem będzie uwierzytelnianie i rozwiązywanie najczęstszych problemów klientów w telefonicznym Contact Center. Bot głosowy to bardzo zaawansowane narzędzie, które jest w stanie rozpoznać i przetwarzać ludzką mowę.

„W dzisiejszej wysoce cyfrowej erze chatboty i boty mogą być potężnym dodatkiem do strategii obsługi klienta dla każdej firmy lub centrum obsługi klienta. Jednak podobnie jak każda inna transformująca technologia, firmy będą musiały upewnić się, że wiedzą, jak skutecznie jej używać, jeśli chcą w pełni wykorzystać dostępne im innowacje. Zrozumienie, jak działają chatboty i w jaki sposób są szkolone jest pierwszym krokiem do opracowania skutecznego, ulepszonego cyfrowo planu obsługi klienta. Narzędzia  oparte na AI (sztuczna inteligencja) mają coraz większy wpływ na zmiany społeczno-gospodarcze w toczącej się ewolucji technologicznej”- mówi dr Martin Dahl, dziekan Wydziału Ekonomii i Zarządzania na Uczelni Łazarskiego

Narzędzia oparte na AI rewolucjonizują rynek sprzedaży i marketingu, ale też dynamiczne rozwija się sektor dostawców tych technologii

Z roku na rok gwałtownie rośnie globalny popyt na automatyzację procesów sprzedażowych i marketingowych we wszystkich sektorach biznesu. Potwierdza to sukces polskiego startupu Growbots, który narodził się w Warszawie w grudniu 2014 roku, a jego celem była zmiany świata sprzedaży. Pierwsza myśl o stworzeniu Growbots pojawiła się w głowie Pietruszyńskiego w styczniu 2014 roku. Kilka miesięcy później wraz z Łukaszem Deką rozpoczął pierwsze prace nad stworzeniem firmy. Panowie poznali się na SGH, a pierwsze kroki ze swoją firmą stawiali w piwnicy ClockWork. W ostatnich latach znaleźli się jako pierwszy polski startup w akceleratorze 500 Startups w San Francisco i pozyskał fundusze od czołowych inwestorów z Doliny Krzemowej i Europy (w tym Gil Penchina i Flashpoint VC). Spełnia się amerykański sen i marzenie Grzegorza Pietruszyńskiego, właściciela firmy Growbots o stworzeniu uniwersalnej maszyny do sprzedaży wychodzącej, jak wyszukiwarka Google, ale też do znalezienia nowych klientów.  Zintegrowane z CRM oprogramowanie automatycznie generuje ukierunkowane leady dla Twojej organizacji, przeszukując ogromną bazę danych setek milionów decydentów, aby znaleźć tych, którzy mają największe szanse stać się klientami, a współczynnik odrzuceń mniejszy niż 10 procent. Obecnie na całym świecie już ponad 500 firm, używa Growbots.

Ewolucja czy rewolucja technologiczna?

Początki współczesnej sztucznej inteligencji można doszukiwać się w próbach opisania przez filozofów klasycznych ludzkiego myślenia, jako systemu symbolicznego, ale dziedzina sztucznej inteligencji została formalnie założona dopiero w 1956 roku na konferencji w Dartmouth College w Hanowerze w stanie New Hampshire, gdzie ukuto termin „sztuczna inteligencja”. Historia chatbotów zaczyna się w latach 60-tych w laboratorium Sztucznej Inteligencji MIT. Joseph Weizenbaum stworzył pierwszy przykład chatbota o imieniu ELIZA. Wykorzystując algorytmy rozpoznawania wzorców, ELIZA była w stanie symulować rozumienie bez faktycznego posiadania możliwości uczenia maszynowego.

Obecnie oprogramowanie oparte jest na chmurze i stanowi połączenie technologii przetwarzania języka naturalnego (NLP), która umożliwia rozpoznawanie intencji klienta z technologiami zapewniającymi zwiększenie efektywności e-commerce i obsługi klienta. W zasadzie wszystkie popularne języki programowania  umożliwiają  programowanie  narzędzi, które pozwalają tworzyć chatbot– C#, PHP, JS, Python, Ruby, Swift czy Go.

Chatboty, podobnie jak zwykłe aplikacje mają warstwy, bazy danych, konwersacyjne interfejsy użytkownika (CUI) i interfejsy API. Obecnie dostępne są 3 popularne rodzaje chatbota:

  • Chatboty oparte na regułach. Najprostsza opcja, te boty po prostu zapewniają wstępnie zdefiniowaną odpowiedź na bardzo szczegółowe pytania i świetnie nadają się do takich celów, jak kwalifikowanie potencjalnych klientów lub oferowanie klientom interaktywnych funkcji FAQ
  • Inteligentne chatboty. Te inteligentne boty wykorzystują uczenie maszynowe (ML) do przyswajania na podstawie żądań i informacji użytkownika. Intelektualne boty są szkolone, aby rozumieć określone słowa i wyrażenia, które powodują odpowiedź. Z czasem uczą się rozumieć więcej pytań i udzielać lepszych odpowiedzi
  • Chatboty oparte na sztucznej inteligencji. Łączą zalety botów opartych na regułach z mocą intelektualnie niezależnych programów do rozwiązywania problemów użytkowników. Potrafią zapamiętać kontekst rozmów i rozumieć preferencje użytkownika, wykorzystują połączenie przetwarzania języka naturalnego, uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji do zrozumienia klientów. Przetwarzanie języka naturalnego sprawia, że interakcje między ludźmi, a komputerami są bardziej naturalne.

Chociaż obecnie chatboty stają się coraz bardziej wartościowe i intuicyjne, wciąż jest wiele do zrobienia, aby udoskonalić te narzędzia, jak np.:

Głos: kolejnym kluczowym elementem rozwoju botów i chatbotów jest zapewnienie, że mają one odpowiedni głos do rozmowy z klientami. Dzisiejsi konsumenci, choć nie chcą dać się zwieść myśleniu, że wchodzą w interakcje z ludźmi, kiedy rozmawiają z botem chcą botów z elementami ludzkimi, takimi jak humor i empatia.

Zrozumienie: Chatboty muszą rozumieć uczucia i emocje, które odczuwają klienci, aby zapewnić odpowiedni rodzaj usług dla dzisiejszych konsumentów. Obecnie firmy mocno pracują nad wdrożeniem przetwarzania i rozumienia języka naturalnego w chatbot-ach, aby ograniczyć do minimum kompromitujące wpadki kontekstowe.

Bezpieczeństwo: w dzisiejszych czasach ochrona danych i prywatności są kluczowe, aby klienci mogli ufać botom, którym przekazują swoje informacje. Firmy będą musiały zaprojektować chatboty, które będą prosić o odpowiednie dane i je rejestrować. Istotne będzie również zapewnienie bezpiecznego przesyłania i ochrony gromadzonych danych w Internecie.

 

Sztuczna inteligencja odnosi się do zdolności maszyny, która jest w stanie replikować lub symulować inteligentne ludzkie zachowania, takie jak analizowanie,  wydawanie osądów i decyzji. Sztuczna inteligencja wywodząca się z informatyki i spornej dziedziny filozofii, ewoluowała i rozwijała się szybko w ostatnich dziesięcioleciach, a przypadki jej użycia można obecnie znaleźć we wszystkich zakątkach naszego społeczeństwa: cyfrowych asystentów głosowych, które znajdują się w naszych smartfonach lub inteligentnych głośnikach, chatboty obsługi klienta, a także roboty przemysłowe.

Autor : Adam Białas, ekspert rynku,  dziennikarz biznesowy, dyrektor w agencji komunikacji Core PR. Od ponad dwóch dekad związany z mediami, skutecznie działa w obszarze PR i marketingu. Autor wielu autorskich projektów PR, e-marketingu i dedykowanych programów partnerskich. Posiada wieloletnie globalne doświadczenie korporacyjne, ekspert w kampaniach i budowaniu wizerunku brandu B2B/B2C. Prowadził też szerokie działania z obszaru zarządzania kryzysowego, współpracując z liderami branży gamingowej, finansów, IT, MICE i deweloperskiej. Agencja, którą kieruje z obsłużyła ponad 650 kampanii (w tym globalne).

Sytuacja gospodarcza Polski

Październikowy wynik gospodarczy psuje nadzieję na odrodzenie, którą zbudował rewelacyjny wrzesień. Gorsza sytuacja, za którą odpowiedzialny jest przede wszystkim koniec miesiąca, wynika z zaostrzania się pandemii i powracającego widma lockdownu. W ostatnich tygodniach października przedsiębiorcy wyczuli zbliżające się spowolnienie obrotów w listopadzie. Zamawiali więc mniejsze dostawy i produkowali mniej dóbr – co wpłynęło na spowolnienie gospodarki. Teraz, gdy usługi i kultura są zamknięte lub działają na pół gwizdka, możemy się spodziewać powtórki z wiosennego zamrożenia. Ekonomiści wskazują jednak, że najpewniej nie będzie ono aż tak paraliżujące.

– Mam nadzieję, że jesienny lockdown nie odbije się tak bardzo na przemyśle, jak to miało miejsce wiosną. Wtedy duża część przemysłu musiała zostać zatrzymana, bo nie było żadnej kooperacji międzynarodowej. Trzeba bowiem pamiętać, że 75% przemysłu produkuje albo wprost na eksport – albo dla odbiorców krajowych, którzy eksportują produkt dalej powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Tym razem sytuacja w wymianie międzynarodowej jest spokojniejsza. Przemysł ma się lepiej. Natomiast oczywiście usługi wciąż pozostają bardzo zagrożone. I nie jest tak, że uda nam się te straty skompensować działającym przemysłem – analizuje Soroczyński.

UN Global Compact Network Poland (GCNP) i Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) podpisały porozumienie o współpracy

Porozumienie zostało podpisane 16 grudnia br. w sali notowań warszawskiej giełdy przez Kamila Wyszkowskiego, przedstawiciela i prezesa Rady UN Global Compact Network Poland oraz Marka Dietla, prezesa Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. W uroczystości wziął także udział wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin, który objął honorowy patronat nad zainaugurowaną współpracą.

– Wspólne inicjatywy promujące rozwój nowych praktyk biznesowych, które uwzględniają wyzwania klimatyczne, rolę instytucji finansowych oraz biznesu w budowie neutralnej klimatycznie, zielonej gospodarki, to spodziewane efekty porozumienia pomiędzy United Nations Global Compact Network Poland oraz Giełdą Papierów Wartościowych. Jako minister odpowiadający za rozwój, pracę i gospodarkę cieszę się, że obejmuję patronat nad przedsięwzięciem służącym zrównoważonemu rozwojowi i wzmacnianiu społecznej odpowiedzialności biznesu, co wiąże się z kwestiami dotyczącymi pozyskiwania finansowania na inwestycje, oraz kierunkiem rozwoju rynków kapitałowych – zaznacza Jarosław Gowin, wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii.

Współpraca między GCNP i GPW, którą wpiera polski rząd, ma przede wszystkim na celu wypracowanie i promowanie działań zmierzających do zrównoważonego rozwoju kraju, podnoszenia jakości życia obywateli oraz sprzyjających społecznej odpowiedzialności biznesu. Realizacja tych celów nie jest możliwa bez fundamentalnej zmiany myślenia o pozyskiwaniu finansowania, alokacji kapitału, jak również i kierunku rozwoju rynków kapitałowych. Wyzwania dotyczące funkcjonowania rynków finansowych związane ze zidentyfikowanymi ryzykami klimatycznymi wymagają podjęcia działań zmierzających do przekierowania kapitału w kierunku zielonej, środowiskowo zrównoważonej gospodarki.

– Żeby sprawnie wdrożyć polityki ONZ wynikające z Celów Zrównoważonego Rozwoju czy Porozumień Paryskich, kluczowe jest poważne potraktowanie obrotu kapitałowego prowadzonego w oparciu o zrównoważone finansowanie. Wystarczy spojrzeć na działania banków rozwoju i największych grup bankowych oraz funduszy inwestycyjnych, które nie tylko zapowiedziały odejście od inwestycji wysokoemisyjnych, ale tego zwrotu dokonały. Rolą UN Global Compact Network Poland jest włączenie polskiego biznesu i rynku kapitałowego w globalne procesy wynikające z polityk ONZ. Przykładem takiego „zielonego” zwrotu jest ogłoszony przez Komisję Europejską Zielony Ład i Fundusz Odbudowy. Jego mądre wdrożenie w kontekście przebudowy polskiej gospodarki na jak najmniej emisyjną jest jedną z osi dyskusji, które na podstawie zawartego porozumienia będziemy prowadzić z udziałem banków rozwoju, grup bankowych i funduszy inwestycyjnych. Chcemy utworzoną w ramach UNGC Network Poland grupę bankowo-finansową rozwijać z udziałem GPW i szeroko zdefiniowanym rynkiem kapitałowym – zaznaczył Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes Rady UN Global Compact Network Poland.

GPW od lat realizuje politykę zrównoważonego rozwoju, w ramach której prowadzi programy edukacyjne, promuje najwyższe standardy ładu korporacyjnego i komunikacyjnego oraz prowadzi dialog z uczestnikami rynku kapitałowego i towarowego. Strategicznym partnerem GPW przy realizacji tych działań jest United Nations Global Compact (UNGC). Grupa GPW aktywnie wspiera pięć wybranych Celów Zrównoważonego Rozwoju (SDGs), które są istotne z perspektywy prowadzonej działalności Grupy na rynku finansowym i towarowym – dobre zdrowie i jakość życia; dobra jakość edukacji; równość płci; wzrost gospodarczy i godna praca; innowacyjność, przemysł, infrastruktura. Ponadto GPW od 2013 r. jest członkiem ogólnoświatowej inicjatywy utworzonej przez Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ), Sustainable Stock Exchanges, zrzeszającej obecnie 98 giełd z całego świata. Wpisując się w ten światowy trend, GPW od lat promuje wśród notowanych spółek najwyższe standardy w obszarach społecznej odpowiedzialności m.in. poprzez obliczanie indeksu WIG-ESG, publikację kodeksu „Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW” czy standardów w zakresie przeciwdziałania korupcji.

– Podpisane dzisiaj „Memorandum of Understanding” to kolejny element szerokiej współpracy GPW z UN GCNP. Nasza współpraca dotyczy m.in. promowania najlepszych praktyk w zakresie raportowania pozafinansowego, którego rozwój jest ważną częścią rządowej Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego. Wpisanie się naszych emitentów w oczekiwania inwestorów w zakresie zrównoważonego i społecznie odpowiedzialnego prowadzenia biznesu przekłada się na zmniejszenie kosztu kapitału i zwiększenie jego dostępności. – mówi Marek Dietl, prezes GPW. – Giełda Papierów Wartościowych może skutecznie zachęcać inwestorów i emitentów do wspierania realizacji celów zrównoważonego rozwoju. Podpisane porozumienie o współpracy stanowi potwierdzenie wspólnego zaangażowania stron na rzecz jakościowego rozwoju krajowego rynku kapitałowego – dodaje Dietl.

Grupa Kapitałowa GPW podejmuje działania zmierzające do dostarczania indeksów i wskaźników opartych na koncepcji zrównoważonego rozwoju, standardach ONZ, a w szczególności z uwzględnieniem 10 zasad United Nations Global Compact.

Współpraca z UN GC wyraźnie wpisuje się w Strategię ESG realizowaną przez GK GPW. Spółka GPW Benchmark powołana do pełnienia funkcji administratora wskaźników referencyjnych, publikuje obecnie indeks WIG-ESG, realizuje prace mające na celu rozwój wskaźników uwzględniających czynniki ESG oraz budowy wskaźników referencyjnych uwzględniających rzeczywiste cele transformacji klimatycznej – podkreśla Aleksandra Bluj, wiceprezes Zarządu GPW Benchmark. – Jesteśmy przekonani, że również w tych obszarach współdziałanie z GCNP prowadzić będzie do przyśpieszenia budowy platformy promocji zrównoważonego rozwoju. 

Podpisane porozumienie stanowi płaszczyznę do kreowania wspólnych inicjatyw związanych z realizacją zadań strategicznych, w tym programów zapewniających adekwatne, transparentne i zgodne z globalnymi standardami raportowanie spółek. Jego zadaniem jest też wspieranie projektów rozwojowych związanych z promowaniem nowych technologii oraz rozwojem zielonych sektorów gospodarki także w zakresie energii. Projekt współpracy uwzględnia prace w ramach powołanej w zeszłym roku Grupy Bankowej ds. zrównoważonego rozwoju, w ramach której eksperci sektora bankowego i finansowego m.in. z takich instytucji jak Bank Światowy, EBOR, EBI, czy PFR rekomendują narzędzia wspierające finansowanie „zielonych” inicjatyw. W związku z globalnymi trendami i wyzwaniami i trendami rynkowymi, jak choćby trwającą pandemią COVID-19, niezbędne jest zapewnienie jak największej liczbie podmiotów efektywnego wykorzystanie pakietów inwestycyjnych określonych w ramach tzw. Zielonego Ładu i Funduszu Odbudowy. Ułatwi to dostosowanie się do nowych wymogów związanych z ryzykami klimatycznymi wpływającymi na politykę inwestycyjną krajowych i globalnych inwestorów.

Sektor wellness – w jaki sposób marki mogą zawalczyć o rynek wart 4,5 biliona dolarów

Światowy sektor gospodarki obejmujący wellness nie jest już postrzegany jedynie przez pryzmat SPA, jogi i diet oczyszczających. Jest warty 4,5 biliona USD i rośnie dwa razy szybciej niż reszta gospodarki. Agencja Ogilvy przeprowadziła w 2020 roku badanie „Wellness Gap”, z którego wynika, że dla 73% konsumentów wellness to działania, których oczekują również od firm np. motoryzacyjnych, świadczących usługi finansowe czy linii lotniczych. 

Pojęcie „wellness” jest dość luźno definiowane jako czynności, wybory i styl życia, które prowadzą do holistycznego stanu dobrego zdrowia i samopoczucia. Podczas badania „Wellness Gap”[1] przeprowadzonego w kwietniu 2020 roku respondenci z 14 krajów Europy, Azji, Ameryki Północnej i Łacińskiej zostali poproszeni o określenie jak istotne jest dla nich dobre samopoczucie, jakie czynniki wpływają na ich dobrostan oraz jakich działań poprawiających samopoczucie oczekują od marek.

Badanie wykazało, że istnieje luka między oczekiwaniami a ich realizacją przez marki. Wyniki raportu podsumowała Klara Markiewicz, Strategic Director w Ogilvy Polska. – Jest jasne, że firmy, które chcą podążać za klientami powinny wprowadzić istotne zmiany do swoich strategii. Nie ma znaczenia czy chodzi o produkty, usługi czy doświadczenia. Konsumenci będą wybierać te firmy, które dotrzymają składanych obietnic i będą spełniać oczekiwania w zakresie dbania o dobre samopoczucie swoich klientów – dodaje.

Oczekiwania konsumentów

Z badania wynika, że dla 77% konsumentów dobrostan jest bardzo ważny lub wyjątkowo ważny, a 80% chce go polepszyć. Dla biznesu to ogromny obszar do zagospodarowania, bo aż 75% osób uważa, że marki mogą zrobić więcej dla ich dobrego samopoczucia. Co ciekawe, nie dotyczy to jedynie głównych gałęzi kojarzonych z sektorem wellness – produkcji żywności i kosmetyków. Tylko 41% klientów oceniło, że przemysł spożywczy robi wszystko, aby wpływać na ich dobre samopoczucie, w odniesieniu do kosmetycznego 53% respondentów odpowiedziało twierdząco.

Badanie wykazało, że każda branża może zyskać dzięki podejściu wellness, uważa tak 67% konsumentów. Według wyników ankiety 52% badanych oczekuje, że również branża motoryzacyjna, banki i linie lotnicze zaoferują więcej rozwiązań sprzyjających dobremu samopoczuciu. Prawie tyle samo konsumentów (56%) chce tego doświadczać od marek spożywczych. Co ciekawe, 59% klientów jest skłonnych zapłacić więcej, jeśli marka będzie się przyczyniać do ich dobrego samopoczucia.

Społeczność i celowość – nowe twarze podejścia wellness

Do niedawna czynniki fizyczne i psychiczne miały kluczowe znaczenie dla podejścia wellness. Poczucie dobrostanu staje się coraz częściej poczuciem zbiorowym. W badaniu wskazano dwa aspekty, dobrostan społeczny i celowość, które otwierają nowe możliwości dla marek. Według 53% osób powinny one pomagać poczuć więź społeczną, a 71% badanych za brand wellness uważa taki, który pomaga im dokonać pozytywnej zmiany.

Zachowanie i cyfryzacja – nowe granice dobrostanu

Raport wskazuje też dwa warunki, które marki powinny uwzględnić, aby spełnić oczekiwania konsumentów. Pierwszym jest przywrócenie wiarygodności i odzyskanie zaufania. Udawanie przez marki podejścia wellness budzi wątpliwości wśród konsumentów, a 53% z nich uważa, że ciężko odróżnić produkty dbające o dobrostan od tych, które tylko za takie uchodzą. Jedynie 41% konsumentów sądzi, że obietnice marek są wiarygodne.

Drugim warunkiem jest stanie się partnerem w pomaganiu osiągnięcia dobrostanu. Tylko 46% ludzi twierdzi, że marki pomagają im uczynić priorytetem ich dobrostan. To wyraźne wezwanie dla marek, aby lepiej rozumiały trudności konsumentów w osiągnięciu dobrego samopoczucia, odpowiednio się zachowywały i szanowały swoje zobowiązania.

Polscy konsumenci

Na rodzimym rynku widać podobne tendencje, które mogą wskazywać markom kierunek działań. Oczekiwania Polaków są zbieżne z ogólnoświatowymi trendami i konsumenci są skłonni wybierać te firmy, które prezentują podejście wellness.

Zgodnie z danymi prezentowanymi przez instytut badawczy Kantar[2] zdrowie jest dla Polaków jedną z najważniejszych wartości, choć wielu z nas przyznaje, że nie ma wystarczająco dużo czasu, aby się nim zająć. Aktywnie działa w kierunku jego poprawy 24% społeczeństwa. Duże rozbieżności obserwuje się w świadomości wagi obszarów dobrostanu i faktycznego zajmowania się nimi. Dla 84% osób istotne jest zadbanie o spokój i relaks, podczas gdy działanie w tym zakresie deklaruje 49%. Zarządzanie stresem i redukowanie jego poziomu to priorytet dla 71% osób (aktywnie działa 42%), a wypoczynek podczas snu jest kluczowy dla 82% badanych, choć wdraża go tylko 62%.  Tworzy się więc luka będąca dla marek obszarem, w którym mogą zaadresować potrzeby konsumentów.

Z kolei z analizy instytutu Mintel[3] wynika, że 64% polskich konsumentów chce korzystać z marek, które są spójne z ich przekonaniami. Aż 75% deklaruje, że uwzględnia w swoich działaniach dbałość o środowisko naturalne. Jednocześnie 64% z nich dostrzega, że producenci żywności i napojów w niewystarczający sposób ograniczają ilość odpadów. Prawie tyle samo osób (66%) uważa, że firmy powinny również ograniczyć ilość stosowanego plastiku.

[1] Badanie przeprowadzone przez Ogilvy w kwietniu 2020 na podstawie internetowej ankiety, w której wzięło udział 7000 osób w wieku 18-55 lat.

[2] Kantar 2020 Global MONITOR (Poland Sample)

[3] Mintel: The Holistic Consumer – Global, July 2020​; Food and Drink – Global, December 2019

Nowa ustawa mieszkaniowa skróci czas oczekiwania na mieszkanie komunalne, socjalne czy w TBS

Za sprawą zmian wprowadzonych do ustawy mieszkaniowej samorządy, towarzystwa budownictwa społecznego i spółki gminne otrzymają większe wsparcie na budowę mieszkań czynszowych. Zaproponowana nowelizacja z poprawkami Senatu została zaakceptowana przez Sejm i obecnie czeka już tylko na podpis prezydenta i publikację.

Najważniejsze zmiany, jakie wprowadza nowa ustawa mieszkaniowa, dotyczą znacznego zwiększenia kwot dofinansowania dla gmin z Funduszu Dopłat. Wsparcie budownictwa na wynajem z obecnych 20 proc. wzrośnie do nawet 35 proc. kosztów inwestycji. Dla powstających budynków komunalnych wsparcie z obecnych 35-45 proc. wzrośnie do nawet 80 proc.

Dzięki pieniądzom na wkład własny gminy będą mogły rozpoczynać inwestycje szybciej. Nie będą już musiały przeznaczać środków z własnych budżetów i oczekiwać na ich zwrot. Dostaną również pieniądze na remont pustostanów nienadających się do zamieszkania przez zły stan techniczny (dofinansowanie do 80 proc. kosztów modernizacji takich budynków).

W programie wsparcia społecznego budownictwa czynszowego nowa ustawa mieszkaniowa przewiduje możliwość dojścia z czasem do własności przez najemców nowych mieszkań budowanych przez towarzystwa budownictwa społecznego (TBS-y). Takiego rozwiązania dotychczas nie było.

Możliwość łączenia finansowania z różnych programów otwiera przed gminami szybszą ścieżkę do remontów budynków komunalnych. Przykładowo za sprawą dofinansowania z Funduszu Dopłat i wsparcia z Funduszu Termomodernizacji i Remontów będzie można otrzymać pieniądze na remont mieszkań i docieplenie budynku komunalnego.

„Te wszystkie zmiany zawarte w pakiecie mieszkaniowym spowodują, że Polacy będą krócej czekać na mieszkania, czy to w zasobach pozostających w towarzystwach budownictwa społecznego, czy też w zasobach gminnych” – powiedział Michał Baj, dyrektor zarządzający Pionem Programów Mieszkaniowych w Banku Gospodarstwa Krajowego.

Źródło informacji: PAP MediaRoom

Bitcoin osiąga wartość 20 tysięcy dolarów

„Osiągnięcie wartości 20 000 dolarów to niewątpliwie ważny kamień milowy w historii bitcoina”.

Chociaż łatwo jest teraz skupić całą uwagę na krótkoterminowych zyskach cenowych, które przyciągają wzrok inwestorów i generują nagłówki w mediach, ważne jest również, aby zdać sobie sprawę, jak daleko zaszedł bitcoin.

Widzieliśmy znaczącą zmianę w demografii osób zainteresowanych i inwestujących w kryptowaluty. Bitcoin nie jest już domeną tylko programistów komputerowych i pasjonatów fintech. Od czasu dodania kryptowalut do platformy eToro w 2013 r., obserwowałem, jak bitcoin przyciąga uwagę rzeszy różnych ludzi. Od programistów danych i naukowców zajmujących się blockchainem, po hydraulików i fryzjerów – bitcoin zaczął ekscytować ludzi z różnych środowisk.

Zaczęliśmy również obserwować, jak instytucje finansowe zaczynają aktywnie interesować się kryptowalutami, z wieloma znanymi bankami i funduszami hedgingowymi kupującymi w tym roku bitcoiny na czele. Spodziewamy się, że taka sytuacja będzie się utrzymywać także w 2021 r., ponieważ obawy związane z rosnącą inflacją będą nadal obecne na całym świecie.

Teraz ludzie na całym świecie rozumieją, w jak różny sposób kryptowaluty mogą być wykorzystywane, niezależnie od tego, czy będą częścią portfela inwestycyjnego, czy chodzi o zapłacenie za pizzę.

Od wielu lat jestem wielkim zwolennikiem technologii blockchain i myślę, że może ona pomóc w rozwiązaniu niektórych problemów świata, otwierając osoby, które nie posiadają rachunku bankowego, na możliwość inwestowania i zmniejszając nierówności majątkowe. GoodDollar – nasza inicjatywa non-profit – już rozpoczęła proces wyrównywania szans, opracowując kryptowalutę opartą na zasadach uniwersalnego dochodu podstawowego (eng.: UBI – universal basic income).

Yoni Assia – współzałożyciel i dyrektor generalny eToro

Firmy w Polsce zyskują w ocenach klientów

Firmy w Polsce pomimo pandemii COVID-19 i zmiany formy interakcji z konsumentami skutecznie budują pozytywne doświadczenia klientów (ang. Customer Experience). Kolejny rok z rzędu respondenci lepiej ocenili doświadczenia oferowane przez marki – wskaźnik Customer Experience Excellence w Polsce wzrósł o ponad 4 proc. r/r. W nowej rzeczywistości wyłania się nowy typ konsumenta, który w obliczu niepewności w większym stopniu niż wcześniej zwraca uwagę na stosunek jakości do ceny produktu, łatwość zakupu oraz aspekty dotyczące swojego bezpieczeństwa podczas dokonywania zakupów. Kluczowe znaczenie dla budowania długotrwałej relacji pomiędzy klientem i firmą na polskim rynku odgrywa zaufanie i wiarygodność oraz umiejętność dostosowania się do specyficznych potrzeb klienta (personalizacja). Konsumenci podobnie jak w ubiegłych latach najlepiej oceniają firmy z branży pozaspożywczego handlu detalicznego. Jak wynika z badania KPMG w Polsce największy wzrost w zestawieniu sektorów odnotował spożywczy handel detaliczny, a największy spadek dotyczy marek z sektora podróży.

W tegorocznej edycji badania KPMG, ponad 5 000 konsumentów w Polsce dokonało oceny swoich doświadczeń w interakcjach z blisko 200 firmami w realiach pandemii COVID-19. Konieczność działania w nowych, jednocześnie dla wielu marek trudnych, warunkach obostrzeń i ograniczeń przyczyniła się do jeszcze większej koncentracji uwagi na zapewnieniu jak najlepszych relacji z klientami. Wszystkie badane obszary, które mają wpływ na budowanie pozytywnych doświadczeń klientów zostały ocenione lepiej niż w zeszłorocznej edycji badania. Średni wskaźnik doskonałości zarządzania doświadczeniami klientów (CEE, ang. Customer Experience Excellence) wzrósł o ponad 4 proc. w porównaniu z poprzednią edycją badania. Największy nominalny wzrost oceny w bieżącej edycji badania odnotował filar Oczekiwań. Precyzyjne ustalanie oczekiwań klientów w nowych, często trudnych dla nich czasach oraz zarządzanie tymi oczekiwaniami w efektywny sposób stało się jednym z najważniejszych elementów interakcji pomiędzy klientem i firmą w bezprecedensowej sytuacji związanej z pandemią COVID-19.

Bardzo pozytywny jest fakt, że najwyższą ocenę otrzymał filar Czas i wysiłek, co świadczy o tym, że firmy bardzo dobrze dostosowały się do nowych kanałów obsługi klientów i ich nowych oczekiwań. Odwzorowane jest to również w zestawieniu Top 10 marek na polskim rynku, w którym aż trzy są tzw. cyfrowymi markami, czyli są obecne tylko w świecie online. Firmy te podejmowały działania zmierzające do podwyższenia standardów Customer Experience np.: nowe formy dostaw lub redukcja opłat z tym związanych, zwiększenie obsady personelu w obszarze CX czy nowe kanały kontaktu dla wymagających tego segmentów klientów (np. infolinie dla seniorów) – mówi Jan Karasek, partner w dziale doradztwa biznesowego w KPMG w Polsce.

Personalizacja oraz Wiarygodność kluczowe dla konsumentów w Polsce

Personalizacja oraz Wiarygodność mają dla polskich konsumentów największy wpływ na budowanie pozytywnych doświadczeń na linii klient-marka oraz w największym stopniu wpływają na skłonność polecenia danej marki. Personalizacja, czyli dostosowanie doświadczeń do osobistych okoliczności i potrzeb klientów, nabrała szczególnego znaczenia w kontekście panującej pandemii COVID-19. Jednocześnie polscy konsumenci lepiej oceniają te marki, które wywiązują się ze złożonych obietnic oraz działają w ich interesie, co ma związek z Wiarygodnością. W czasie pandemii, konsumenci w większym stopniu niż dotychczas przywiązują wagę do sposobu, w jaki marki budują swoją wiarygodność. Wśród istotnych czynników, które zyskały na znaczeniu konsumenci wskazują wsparcie dla lokalnych społeczności, stosunek marki do środowiska czy podejście marki do pracowników.

W wyniku działań podejmowanych przez firmy w czasie COVID-19 wielokrotnie pierwszy raz klienci i ich pracownicy mogli odczuć, że są przedkładani ponad zysk firmy. Filar Wiarygodności marki budują m.in. poprzez publiczną i konsekwentną reakcję organizacji na trudną lub kryzysową sytuację. Marki powinny uważać, aby nie podważyć nowo nabytego zaufania. W czasie dochodzenia do nowej rzeczywistości, zaufanie wielokrotnie związanie jest z likwidacją ryzyka – kiedy konsument będzie bezpieczny podczas interakcji z marką – mówi Jan Karasek, partner w dziale doradztwa biznesowego w KPMG w Polsce.

Firmy z branży pozaspożywczego handlu detalicznego zapewniają klientom najlepsze doświadczenia

Pomimo konieczności dostosowania się do nowej rzeczywistości oraz licznych ograniczeń wprowadzonych w związku z pandemią COVID-19, pozaspożywczy handel detaliczny, podobnie jak w ubiegłych latach znalazł się na 1. miejscu wśród sektorów najlepiej ocenionych przez konsumentów w Polsce. Marki z tego sektora podjęły szereg działań, których celem było dostosowanie lub polepszenie swoich cyfrowych kanałów sprzedaży i kontaktu, aby zapewnić obsługę klienta na możliwie najwyższym poziomie. Na kolejnych miejscach uplasowały się firmy z sektora gastronomii oraz spożywczego handlu detalicznego, który odnotował najwyższy awans – z 6. miejsca w ubiegłorocznej edycji badania. Firmy z branży spożywczego handlu detalicznego zostały docenione przez klientów z uwagi na swoją ekspansję online oraz rozszerzenie bezpośrednich dostaw zamawianych produktów do domów. Z kolei sektorem, który w dobie pandemii odnotował najwyższy spadek (o 5. miejsc r/r) jest sektor związany z podróżami. Bez wątpienia jest to wynikiem negatywnych doświadczeń klientów, którym w związku z wprowadzonymi obostrzeniami w podróżowaniu, anulowano zaplanowane wyjazdy.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że dynamika zmian w otoczeniu firm wymagała podejmowania szybkich działań i decyzji w reakcji na pojawiające się szanse i zagrożenia. Dobrym przykładem może być sytuacja branży logistyki, która z jednej strony stała się niejako beneficjentem wzmożonej aktywności konsumentów w kanałach online i zakupów e-commerce, z drugiej strony potrzebowała wdrożyć rozwiązania dotyczące zapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa w fizycznych punktach styku na etapie doręczeń. Jak pokazują prezentowane w raporcie przykłady praktyk stosowanych przez przedstawicieli sektora, firmy logistyczne aktywnie podeszły do możliwego upraszczania formalności, wdrożenia bezgotówkowych form płatności czy wykorzystania aplikacji mobilnych w celu zarządzania doświadczeniem w szerszej liczbie punktów styku (jak np. zdalne otwieranie paczkomatów z poziomu aplikacji). Analizując istotną poprawę wyników branży logistyki, obserwujemy dobry odbiór przez konsumentów wprowadzanych w branży praktyk – mówi Andrzej Musiał, starszy menedżer w dziale doradztwa biznesowego w zespole Customer & Growth w KPMG w Polsce.

Podobnie, jak w ubiegłych latach konsumenci w Polsce najniżej oceniają swoje doświadczenia oferowane przez firmy z branży telekomunikacyjnej oraz dostawców energii elektrycznej lub gazu.

W wyniku pandemii COVID-19 pojawił się nowy typ konsumenta

Wybuch pandemii COVID-19 zmienił zwyczaje zakupowe konsumentów, którzy wyrażają przekonanie, że w najbliższej przyszłości będą żyć inaczej. Wyznacznikami nowej rzeczywistości są przede wszystkim większa niepewność jutra, zarówno w sferze finansowej, jak i ograniczeń wpływających na funkcjonowanie w życiu codziennym, mniejsze poczucie bezpieczeństwa podczas interakcji z otoczeniem oraz ograniczone możliwości realizacji swoich zamierzeń i podejmowania decyzji. Jednocześnie w wyniku ograniczeń wynikających z pandemii COVID-19 pojawił się nowy typ konsumenta, który przystosowując się do licznych i dynamicznych zmian w otoczeniu wykształcił nowe zachowania i zwyczaje. Niektóre zachowania były zauważalne wcześniej, jednak nowe uwarunkowania istotnie je przyspieszyły – jak np. robienie zakupów spożywczych online czy korzystanie ze zdalnych form rozrywki. Konsumenci przenoszą się do świata online, w coraz bardziej zaawansowany sposób korzystają z technologii cyfrowych, ograniczając jednocześnie liczbę fizycznych zakupów w sklepach stacjonarnych.

Nowy typ konsumenta charakteryzuje większa wrażliwość cenowa, ograniczanie zakupów do podstawowych oraz chęć poczucia komfortu i bezpieczeństwa podczas ich dokonywania. Pojawienie się nowego typu konsumenta oraz zmiana zwyczajów zakupowych będzie wyzwaniem dla firm, z uwagi na konieczność natychmiastowego dostosowania się do potrzeb klientów, które w nowej rzeczywistości mogą się zmieniać z dnia na dzień – mówi Andrzej Musiał, starszy menedżer w dziale doradztwa biznesowego w zespole Customer & Growth w KPMG w Polsce.

Sektor państwowy idzie po komercyjne biura

Sektor publiczny, w obrębie którego zatrudnionych jest w Polsce przeszło 3 mln osób, staje się coraz silniejszym graczem na rynku nieruchomości biurowych.

Już w ostatnich latach mogliśmy obserwować wzrastającą aktywność instytucji publicznych i spółek skarbu państwa w obszarze komercyjnym. Według danych zawartych w raporcie „Możliwości na rynku nieruchomości komercyjnych dla sektora publicznego 2020” opublikowanego przez Walter Herz, w ostatnich latach w zależności od miasta najemcy z tej grupy odpowiedzialni byli za 2 do około 10 proc. wynajętych powierzchni biurowych. Najwyższy ze wskaźników odnotowany został w Warszawie, gdzie jednostek administracji państwowej mieści się najwięcej.

– W ostatnich miesiącach natomiast sektor państwowy wyraźnie zwiększył swój udział na warszawskim rynku biurowym. W pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku instytucje i administracja oraz spółki z udziałem skarbu państwa wygenerowały ponad 20 proc. wolumenu najmu w Warszawie. Wzrost zainteresowania komercyjną powierzchnią biurową w nowoczesnych obiektach ze strony tego najemcy podyktowany jest przede wszystkim potrzebą dostosowania miejsca pracy do obowiązujących dziś wymagań. Nowe budynki zapewniają zaawansowane rozwiązania techniczne, wysoki standard infrastruktury IT, umożliwiający digitalizację i gwarantujący większe bezpieczeństwo danych, a także łatwy dostęp do urzędów i instytucji osób niepełnosprawnych. Przeprowadzki ze starszych biurowców klasy C przynoszą także niższe koszty eksploatacyjne i zdrowszą przestrzeń do pracy – informuje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz. – Z drugiej strony, dla wynajmujących sektor państwowy to cenny klient. Postrzegany jako wiarygodny najemca, o stabilnej kondycji finansowej, co wynika z mniejszej podatności na zmiany gospodarcze. Zgłaszający zapotrzebowanie na duża powierzchnię biurową – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

Wysokie zapotrzebowanie

Do największych transakcji najmu zawieranych w ostatnich latach przez jednostki publiczne należał m.in. wynajem 20 tys. mkw. powierzchni w biurowcu Domaniewska Office Hub przez Pocztę Polską, 15 tys. mkw. biur w budynku West Station przez PKP, 14,8 tys. mkw. powierzchni w biurowcu Piękna 2.0 przez KNF, czy 10,3 tys. mkw. biur w CEDET-cie przez Fundację PFR. W Krakowie natomiast do największych transakcji należał najem 5,5 tys. mkw. powierzchni w budynku Moon Office przez Narodowe Centrum Nauki i 5,4 tys. mkw. biur w biurowcu Astris przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, a w Katowicach powierzchni 7,6 tys. mkw. w A4 Business Park przez PKP Cargo.

Podmioty z sektora publicznego wyróżnia specyficzne zapotrzebowanie. Jednym z nich jest na przykład aranżacja kancelarii tajnej, pomieszczenia, które jest często wymogiem urzędów i ministerstw. Przygotowywane jest według dokładnych wytycznych i opiniowane przez odpowiednie służby państwowe. Innym wymogiem jest na przykład tworzenie archiwów albo biur podawczych dostępnych z zewnątrz w przypadku, kiedy instytucja obsługuje petentów. Jednostki administracyjne, pracujące w tradycyjnym modelu, wymagają najczęściej powierzchni w układzie gabinetowym, zwykle z wykończeniem pod klucz.

Większość podmiotów publicznych preferuje też wyrażenie czynszu w złotówkach, podczas gdy standardem rynkowym są umowy w euro. Takie podejście dyktują względy budżetowe i  chęć zniwelowania ryzyka walutowego.

Rachunek ekonomiczny

– Głównymi formami objęcia przestrzeni przez sektor państwowy jest najem powierzchni biurowej, zakup nieruchomości albo budowa własnego budynku. Budowa zdarza się rzadko choć przykładem w Warszawie może być np. realizacja biurowca pod siedzibę Transportowego Dozoru Technicznego przy ulicy Puławskiej, budynku dla Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej przy Kolskiej, czy Naczelnego Sądu Administracyjnego przy Boduena – mówi Krzysztof Foks, Analyst w Walter Herz.

– Jeśli natomiast pokusilibyśmy się o symulację kosztu najmu, zakupu i budowy 5 tys. mkw. powierzchni biurowej klasy A zlokalizowanej na obrzeżach centrum Warszawy, najmniejszy wydatek przyniesie rzecz jasna najem. Jego koszt w wysokości 55,4 mln zł jest o blisko 30 proc. niższy od zakupu nieruchomości i o 13 proc. mniejszy niż pochłonęłaby budowa.
Dodatkowo, w przypadku relokacji lub renegocjacji najmu istnieje możliwość odnowienia przestrzeni z wykorzystaniem budżetu na aranżację. Najemca nie musi angażować się w sprawy związane z administracją budynku. Organizacja może skupić się na swojej, głównej działalności. W perspektywie długoterminowej jednak, czasochłonny i wymagający proces budowy od zakupu gruntu do odebrania budynku może okazać się inwestycją najbardziej rentowną. Dokładne koszty można byłoby określić dopiero po szczegółowej analizie oferty rynkowej i wyborze konkretnych rozwiązań dostosowanych do zapotrzebowania danej instytucji publicznej – wyjaśnia Krzysztof Foks.

Większy wybór

Intensywny rozwój podaży biurowej na największych rynkach biurowych w kraju stwarza szerokie możliwości dla sektora publicznego. Przede wszystkim, dostępnych jest dziś więcej  gotowych powierzchni w wysokiej klasy biurowcach, których w niektórych lokalizacjach jeszcze przed rokiem brakowało. Według danych Walter Herz, w połowie bieżącego roku średni współczynnik pustostanów biurowych w kraju wzrósł do poziomu 9 proc.

Większy wybór powierzchni wynika również z sukcesywnego przyrostu podaży, który wynosi przeciętnie około 8 proc. rocznie. W największych ośrodkach biznesowych w Polsce w budowie jest wciąż prawie 1,5 mln mkw. powierzchni biurowych, regularnie wprowadzanych na rynek.

Z kolei popyt na biura w pierwszym półroczu 2020 roku utrzymywał się na stabilnym poziomie. Do najemców trafiło łącznie mniej powierzchni niż w minionych latach, niemniej w sześciu największych miastach regionalnych chłonność w segmencie biurowym utrzymała się na rekordowym poziomie.

Zarządzanie w dobie COVID-19. Dlaczego firmy wybierają model just-in-time?

Przed pandemią COVID-19 niemal co czwarty ankietowany przedsiębiorca budował harmonogramy prac z miesięcznym wyprzedzeniem, a aż 17 proc. badanych tworzyło szczegółowe plany roczne. Niepewność, zmieniająca się sytuacja epidemiczna i dynamiczna polityka restrykcji sanitarnych zmieniła ten krajobraz. Badanie „Płynność finansowa MŚP w pandemii” pokazuje, że firmy przestają planować budżety, a długoterminowe strategie zamieniają na planowanie z dnia na dzień.

Odpowiedzią na konieczność płynnej adaptacji do bieżącej sytuacji gospodarczej może być przeniesienie ciężaru długoterminowego planowania na wdrożenie modelu just-in-time (JIT), czyli techniki zarządzania, której historia sięga powojennej Japonii. Wtedy też w koncernie Toyota rozwiązano wielopłaszczyznowe problemy fabryki poprzez wdrożenie polityki definitywnego końca zapasów. Od tej pory braki na każdym etapie tworzenia produktu uzupełniano dopiero wtedy, kiedy osiągnięto pułap minimum wymaganego do zabezpieczenia łańcucha produkcji. Ściśle skoordynowany model just-in-time okazał się do tego stopnia efektywny, że do dziś stanowi jeden z głównych filarów Systemu Produkcyjnego Toyoty.

Technika JIT nie dotyczy jednak tylko zarządzania zaopatrzeniem. W dobie światowego kryzysu wywołanego COVID-19 just-in-time coraz częściej znajduje zastosowanie również w polityce kadrowej firm. Straty finansowe i niepewność jutra zmuszają coraz więcej przedsiębiorstw do planowania z dnia na dzień – takich firm jest aż 8 p.p. więcej niż przed pandemią. Strategia rekrutacyjna JIT jest oparta na bieżących potrzebach podmiotu, zakładając pełne zatrudnienie tylko wtedy, kiedy jest realnie potrzebne. W sytuacji okresowych wzrostów zapotrzebowania na siłę roboczą, dodatkowe miejsca pracy tworzone są w jak najkrótszym czasie z personelu o kompetencjach związanych stricte z prowadzonym projektem.

Model just-in-time pozwala na efektywne i optymalne planowanie personelu niemal z dnia na dzień. Tym samym firma zapewnia sobie płynność i terminowość w realizacji zobowiązań niezależnie od ogólnej destabilizacji rynku – tłumaczy Piotr Deloff, Executive Vice President w Fitjob. – Aby rekrutacja JIT był skuteczna, musi być jednak ściśle skoordynowana, co potrafi być dużym obciążeniem czasowym. W krótkim czasie w firmie muszą się stawić pracownicy o określonych umiejętnościach, którzy nie będą mieli czasu na tradycyjne wdrożenie. Dlatego warto powierzyć zatrudnienie takich osób profesjonalistom – dodaje Deloff.

Wzrost popularności tego modelu łatwo zauważyć obserwując ożywienie na rynku pracy tymczasowej. Po związanym z całkowitym zamrożeniem gospodarki spadku w II kw. 2020 roku, trzeci kwartał przyniósł aż 23 proc. wzrostu w stosunku do poprzednich miesięcy i nawet 6 proc. wzrostu w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku . Badania Otto Work Force Polska pokazują, że najwięcej pracowników tymczasowych pojawiło się w usługach kurierskich i logistyce. Łatwo powiązać to ze wzrostem popularności zakupów przez internet, a co za tym idzie – rosnącym zapotrzebowaniem na pracowników realizujących zamówienia na kluczowych etapach.

– Model just-in-time jest tak uniwersalny, że z pewnością zostanie z nami również w czasach stabilnej gospodarki. Regularnie zdarzają się przecież nieplanowanie nieobecności pracowników z powodu choroby czy spraw rodzinnych. Nagła absencja to zawsze dodatkowe obciążenie dla firmy, a jej nieuniknionymi skutkami są opóźnienia w wykonywaniu prac. Narzędzia rekrutacji just-in-time pozwalają tego uniknąć, nie zmniejszając wydajności przedsiębiorstwa, a zarazem nie obciążając pozostałych pracowników dodatkowymi obowiązkami – przewiduje Piotr Deloff, Fitjob.

Trendy rynku HR na 2021 r.

Bezpieczeństwo pracowników, redukcja stresu i elastyczne formy pracy
– 3 najważniejsze trendy rynku HR w 2021 r. według ADP Polska.

Firma ADP w raporcie „A Post-Pandemic Workforce: Tracking Perspectives Amid COVID-19” przedstawia trendy, które zmienią rynek pracy w 2021 r. Wśród nich znalazła się m.in. dbałość o bezpieczeństwo pracowników, działania ograniczające poziom stresu, a także wdrażanie narzędzi zwiększających elastyczność pracy.

Trend nr 1 – Bezpieczeństwo pracowników

Jak wynika z ankiety ADP przeprowadzonej w krótkim czasie po wybuchu pandemii Covid-19 wśród pracodawców zatrudniających ponad 1 tys. pracowników, najważniejsze jest bezpieczeństwo kadr. Aż 39 proc. badanych stwierdziło, że głównym czynnikiem determinującym wprowadzanie zmian w organizacji pracy jest obawa o zdrowie zatrudnionych. Co więcej, o 40 proc. w porównaniu do ubiegłego roku wzrósł odsetek pracodawców, którzy zwracają uwagę na problem niedoboru konkretnych wytycznych krajowych dotyczących kwestii zdrowotnych, w tym świadczeń, płatnych urlopów i programów pomocy pracowniczej.

– Zapewnienie pracownikom komfortu, a przede wszystkim, bezpieczeństwa w miejscu pracy to istotne czynniki, wpływające na stabilność całego przedsiębiorstwa. Pracownicy są filarem każdej firmy, stanowią o kulturze organizacji, ale również o ciągłości jej funkcjonowania. Pandemia Covid-19 pokazała nam wszystkim, jak ważnym i do tej pory często zaniedbywanym obszarem było zapewnienie odpowiednich warunków pracy. Przed rokiem 2020 największą wagę do kwestii bezpieczeństwa w miejscu pracy przywiązywały firmy z przewagą stanowisk fizycznych. Sytuacja epidemiczna zdecydowanie uwrażliwiła nas na tę kwestię, dlatego w 2021 r. możemy spodziewać, że zmiany organizacyjne w przedsiębiorstwach będą dotyczyły wzmocnienia kwestii bezpieczeństwa pracowników niezależnie od branży i profilu organizacji. – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Trend nr 2 – Redukcja stresu

Jak wynika z badania „A Post-Pandemic Workforce: Tracking Perspectives Amid COVID-19”  przeprowadzonego przez ADP, w czasie pandemii ponad 40 proc. pracowników doświadczyło wzrostu poziomu stresu. Najbardziej stresogenne okazały się dla nich problemy wynikające z konieczności  opieki nad dziećmi, strach przed zakażeniem koronawirusem czy problemy techniczne wynikające z pracy w domu.  Z kolei badanie „Global Workplace Study 2020” pokazało, że im mocniej pracownicy doświadczyli zakłóceń  i problemów związanych z wykonywaniem pracy, tym bardziej czują się odporni na wyzwania, które mogą spotkać ich w przyszłości.

Pandemia Covid-19 zwiększyła poziomu stresu wśród dużej części społeczeństwa. Pracownicy mierzą się z problemami nie tylko natury zawodowej, ale również dużymi zmianami w życiu prywatnym. Dla przykładu, zamknięte szkoły powodują konieczność zapewnienia opieki nad dziećmi przy równoczesnym wykonywaniu swoich obowiązków służbowych. Słaba jakość połączenia internetowego, obowiązki domowe, obniżone pensje, ryzyko utraty pracy lub przeciążenie, sprawiają, że zaciera się granica pomiędzy pracą a czasem wolnym. A to istotnie wpływa na nastroje pracowników – mówi Anna Barbachowska. – Można zatem przypuszczać, iż poza kwestią bezpieczeństwa pracodawcy będą zwracali uwagę także na kondycję psychiczną swojej załogi.  Już w czasie pandemii wiele firm oferowało swoim pracownikom możliwość skorzystania z porady psychologa. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że ten trend na stałe zagości w polskich firmach – dodaje ekspertka ADP.

Trend nr 3 – Elastyczny tryb pracy

Wyniki badania przeprowadzonego przez ADP Research Institute wykazały, że 44 proc. pracodawców stosuje elastyczne zasady pracy. Przed pandemią odsetek ten wynosił 24 proc. Większość pracowników (65 proc.) jest optymistycznie nastawiona do możliwości elastycznego wyboru trybu pracy. Potrzebę zmian odnotowano również w badaniu „Workforce view 2020”. Aż 62 proc. pracowników zgłasza chęć modyfikacji dotychczasowego trybu pracy, a 23 proc. z nich opowiada się za skróceniem tygodnia pracy, ale z większą liczbą dziennych godzin, przy takim samym wynagrodzeniu. Natomiast 32 proc. ankietowanych, opowiada się za wydłużeniem tygodnia pracy, ale z wyższą pensją. Pracownicy sygnalizują także potrzebę zmian systemu wynagrodzeń. Dotychczas aż 85 proc. z nich otrzymuje wypłatę raz w miesiącu. Nie dla wszystkich pracowników jest to jednak satysfakcjonujące rozwiązanie, ponieważ 21 proc. ankietowanych wolałoby pobierać pensję co dwa tygodnie, a 15 proc. – raz
w tygodniu.

Pandemia bardzo zmieniła rynek pracy, w tym miejsce jej wykonywania. Pracownicy, którzy mieli taką możliwość, przenieśli się do trybu home office. Firmy muszą jednak przyspieszać zmiany, aby dostosować się do nowych realiów, nie tylko pod kątem efektywności pracy, ale także samorozwoju i digitalizacji. Jedno jest pewne, zmiany, które nastąpiły, wywołają trwały skutek, a ich konsekwencje zostaną z nami nawet po pokonaniu pandemii. Gwałtowny krok w kierunku sformalizowania pracy zdalnej sugeruje potencjalną trwałość takiego rozwiązania. Ważne jest jednak zachowanie zdrowego rozsądku i przede wszystkim zwrócenie uwagi na komfort pracowników, również pod kątem zapewnienia narzędzi i przygotowania ich do tego sposobu wykonywania pracy – podsumowuje Anna Barbachowska.

W 2021 roku „mieszkaniówka” dostanie mniej pieniędzy?

Znamy już projekt budżetu państwa na 2021 rok. Warto sprawdzić, jak zmieni się wartość środków zarezerwowanych na prowadzenie polityki mieszkaniowej.

Przyszłoroczny budżet państwa będzie jednym z najtrudniejszych do realizacji i najbardziej kontrowersyjnych. Wynika to z faktu, że rząd musi pogodzić finansowanie wielu „sztywnych” wydatków z obecnymi realiami gospodarczymi. Będzie to trudne nawet jeśli przyjmiemy, że przyszły rok faktycznie zakończy się wzrostem gospodarczym na poziomie 4,0% (tak jak przewidziano w założeniach budżetowych). Osoby znające realia mogą przypuszczać, że polityka mieszkaniowa nie będzie jednym z priorytetów pod względem wysokości wydatków – podobnie jak w poprzednich latach. Mimo tego, z pewnością warto sprawdzić, jaki poziom wydatków na „mieszkaniówkę” planuje rząd w 2021 roku. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili przyjrzeć się tej kwestii.

Koniec dopłat z Rodziny na Swoim wpływa na wydatki budżetu

Rządowy projekt ustawy budżetowej na 2021 rok wciąż czekał na akceptację Sejmu, gdy analitycy portalu RynekPierwotny.pl sprawdzali jego mieszkaniowe aspekty. Można jednak przypuszczać, że w kwestii wydatków na gospodarkę mieszkaniową nie będą miały miejsca zasadnicze zmiany. Wynika to między innymi z faktu, że wydatki na „mieszkaniówkę” i tak są relatywnie niskie. Wspomniana sytuacja nie zachęca do następnych „cięć” i szukania oszczędności. Warto też pamiętać, że projekt budżetu na 2021 rok przewiduje spory spadek wydatków w dziale 700 „Gospodarka mieszkaniowa”. Wspomniane wydatki mają wynieść w 2021 r. tylko 416,360 mln zł. Analogiczne wyniki dotyczące poprzednich lat wynosiły:

  • 2018 r. – 1332,054 mln zł
  • 2019 r. – 747,970 mln zł
  • 2020 r. – 741,233 mln zł (741,488 mln zł po nowelizacji budżetu)

We wspomnianym dziale 700 klasyfikacji budżetowej zostały uwzględnione wydatki dotyczące między innymi:

  • refundacji premii gwarancyjnych oraz premii za systematyczne oszczędzanie w ramach książeczek mieszkaniowych
  • wykupu odsetek kredytów mieszkaniowych z tzw. „starego portfela”
  • Funduszu Termomodernizacji i Remontów
  • Funduszu Dopłat

W kontekście zmian wydatków na „mieszkaniówkę” z ostatnich lat, kluczowa wydaje się wysokość Funduszu Dopłat. Przez lata była ona związana z programami Mieszkanie dla Młodych oraz Rodzina na Swoim. Zakończenie MdM-u w 2018 r. skutkowało pierwszym poważnym spadkiem poziomu wydatków z Funduszu Dopłat. W 2021 roku państwo nie będzie już musiało dopłacać do ostatnich kredytów udzielonych w ramach programu Rodzina na Swoim. Częściowo wyjaśnia to spadek wydatków w dziale 700 budżetu.

Warto też pamiętać, że zmiany wysokości wydatków ujętych w dziale „Gospodarka mieszkaniowa” odzwierciedlają modyfikację celów i narzędzi polityki mieszkaniowej państwa. Spore wydatki na realizację programów Rodzina na Swoim oraz Mieszkanie dla Młodych były efektem porzuconego już wcześniej kierunku działania. Mowa o dotowaniu zakupu mieszkań własnościowych. Trzeba również nadmienić, że łączne wydatki budżetu na sferę mieszkaniową będą w 2021 r. większe niż wspomniana kwota 416 mln zł. W ujęciu zadaniowym (cel: zwiększenie dostępności mieszkań), przyszłoroczne wydatki na „mieszkaniówkę” mają wynieść około 680 mln zł.

Fundusz Rozwoju Mieszkalnictwa obciąża tegoroczny budżet

Sytuacja związana ze wsparciem dla „mieszkaniówki” wygląda nieco inaczej, jeżeli weźmiemy pod uwagę wydatki z Rządowego Funduszu Rozwoju Mieszkalnictwa. Założenia do uchwalonej niedawno ustawy z dnia 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw wspierających rozwój mieszkalnictwa wskazują, że utworzenie wspomnianego funduszu obciąży jeszcze tegoroczny budżet kwotą 1,5 mld zł. Gminy mają natomiast otrzymywać pieniądze przez trzy lata.

Rządowy Fundusz Rozwoju Mieszkalnictwa (RFRM) zostanie zasilony przy pomocy Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 utworzonego w Banku Gospodarstwa Krajowego. Środki ze wspomnianego funduszu mieszkaniowego mają posłużyć do rozwoju nowego systemu społecznych inicjatyw mieszkaniowych (SIM) oraz TBS-ów. Towarzystwa budownictwa społecznego działające przed wejściem w życie ustawy z 28 października 2020 roku, nie będą musiały zmieniać nazwy na „SIM”, ale zostaną objęte nowymi regulacjami. Rząd zakłada, że dzięki jego wsparciu z RFRM powstanie ponad 12 000 nowych mieszkań czynszowych w systemie najmu społecznego i zostanie utworzonych 120 SIM-ów. Praktyka oczywiście pokaże, czy taki cel uda się zrealizować.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Praca zagraniczna po pandemii – decyzje o wyjeździe będą racjonalne

Tegoroczny sezon wyjazdów zagranicznych w celach zarobkowych rozpoczął się z dużym opóźnieniem. Wyjazdy zaczęły się nie jak zwykle z początkiem kwietnia, ale dopiero w lipcu. To pierwszy symptom zmian w wyjazdach Polaków do pracy. Priorytetem wyboru kierunku nie będą już zarobki, ale kwestie bezpieczeństwa.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, na koniec 2019 roku poza granicami Polski czasowo przebywało około 2,5 tysiąca osób. W porównaniu z 2018 rokiem to spadek o 40 tysięcy. Poprawa kondycji polskiej gospodarki, spadające bezrobocie oraz niepewna sytuacja związana z brexitem, zmotywowała wiele osób do powrotu do kraju. Pandemia kolejny raz namiesza w kwestii emigracji. Chociaż pierwsza fala na początku roku ograniczyła liczbę wyjazdów i sezon rozpoczął się nie jak zwykle w kwietniu, ale dopiero w lipcu, jest to sytuacja przejściowa. Wśród naszych klientów jest duże zapotrzebowanie na pracowników. Inwentaryzacja magazynów czy obsługa sklepów internetowych, w tych obszarach zapotrzebowanie na pracowników jest nadal bardzo duże. Poszukiwane są osoby, które zdecydują sią na pracę w nietypowych terminach, np. w Wigilię czy Sylwestra. To czy w kolejnych miesiącach będziemy mieli do czynienia z masową emigracją zależy od tego, czy kryzys gospodarczy w poszczególnych branżach będzie się przedłużał. Jeżeli tak, niektórzy będą zmuszeni do podjęcia ryzyka i wyjazdu.  Nadal dla wielu osób odstraszające mogą być restrykcje i obostrzenia. W przypadku Niemiec są one bardzo rygorystyczne. W tej chwili obowiązuje 5-cio dniowa kwarantanna, po której przeprowadzany jest test.

Liczba osób decydujących się na wyjazd nie zmieni się diametralnie, jednak inne będą kryteria decydujące o wyborze kierunku emigracji. Do tej pory najważniejsze były stawki oferowane przez pracodawców. Teraz dokonanie wyboru nie będzie tak jednoznaczne. Równie ważne będą kwestie związane z bezpieczeństwem, warunkami pracy i sytuacją epidemiczną w poszczególnych krajach. Nadal istotna pozostanie kwestia pokrycia kosztów zakwaterowania. Praktyki tym względzie są różne. Nasza agencja pokrywa koszty związane z zakwaterowaniem jednak nie jest to rynkowy standard, a dla wielu osób jest to istotny element. Decyzja o wyjeździe, będzie poprzedzona analizą sytuacji epidemicznej, zakresem wprowadzonych obostrzeń i ograniczeń a także warunków jakie oferuje agencja pośrednictwa. Jednym słowem będą to decyzje racjonalne.

Duże zmiany zachodzą również po stronie pracodawców. Pierwszym symptomem zmian jest zaostrzenie procedur bezpieczeństwa. Pracodawcy dużo większą wagę przykładają do higieny, odległości pomiędzy pracownikami, w wielu przypadkach obowiązkowe jest noszenie nie tylko maseczek, ale całego ubrania ochronnego. Pojawiają się też nowe procedury bezpieczeństwa, BHP stało się dużo bardziej istotne, opracowywane są również nowe, wewnątrzfirmowe i dosyć restrykcyjne zasady.

Autorski komentarz przygotowany przez Karolinę Serwańską – dyrektor zarządzającą w agencji pośrednictwa pracy HR International.

Na świecie e-arbitraż coraz bardziej popularny. W Polsce barierą nieżyciowe przepisy

W ustawie z dnia 10 września 2015 roku o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania sporów (Dz. U. z 2015 r., poz. 1595) postanowiono między innymi, że sprawy o nadanie klauzul wykonalności wyrokom sądów arbitrażowych będą odtąd toczyć się przed sądami apelacyjnymi, zamiast przed sądami właściwości ogólnej dłużników. Wnioski zaś wierzycieli w tej materii, nie dość, że już obciążone wpisem sądowym w wysokości 300 złotych, miały być odtąd dłużnikom dodatkowo doręczane, by ci mieli szansę na ewentualną odpowiedź. Drakońskie przepisy weszły w życie z początkiem 2016 roku. W zasadzie te przepisy zablokowały wprowadzenie e-arbitrażu dla małych spraw np. przy oszustwach przy zakupach w sklepach internetowych. Przy opłacie 300 złotych zwyczajnie się to nie opłacało. Dlaczego tak się stało i jak to zmienić?

W lutym 2015 roku w spółce Petro Invest Plus S.A. nieoczekiwanie pojawił się komornik. Okazał tytuł wykonawczy: wyrok Niezależnego, Międzynarodowego Sądu Arbitrażowego Binar z siedzibą w Warszawie i dość szybko zajął konta firmy. Był tylko jeden problem. Nikt w spółce Petro Invest Plus S.A. nigdy nie słyszał ani o rzekomym wierzycielu, który oddał sprawę do sądu Binar, ani o samym sądzie. Jak ustalili prokuratorzy, w latach 2013 – 2015 oszuści z Estonii stworzyli fikcyjny sąd arbitrażowy i sfałszowali wyroki wobec 56 innych jeszcze polskich spółek. Jakkolwiek sprawcy siedzą już w więzieniu, to jednak tak się nieszczęśliwie złożyło, że swą przestępczą działalność prowadzili w tym samym okresie, kiedy polski parlament pracował nad przepisami o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania sporów. Zmienili w konsekwencji historię polskiego arbitrażu. W praktyce ta sprawa i zmiana prawa zamknęła drzwi sądów arbitrażowych dla spraw mniejszej wagi, drobnych, o masowym charakterze.

Nowe technologie i nowe sądy

Tymczasem już kilka lat po rygorystycznej zmianie przepisów o arbitrażu, nowe technologie dały asumpt do powstawania sądów arbitrażowych online. Takie rozwiązania stają się powoli światowym standardem, popularnym, bo odciążają sądownictwo państwowe. E-arbitraż wszedł przy tym w branże niezagospodarowane dotąd przez „stacjonarne” sądy polubowne – zakupy w sklepach internetowych, pożyczki konsumenckie, rachunki za media czy niezapłacone faktury. Jego czołowymi przedstawicielami są: brytyjski Online Civil Money Claims Court, kanadyjski Civil Resolution Tribunal, amerykański e-arbitraż eBay, rozpoznający 60 milionów drobnych sporów rocznie oraz mający porównywalną ilość spraw, chiński West Lake Court w Hangzhou, zaś na polskim podwórku: Ultima Ratio, CODR czy OAC. Dzięki szybkiej procedurze, w pełni cyfrowym aktom spraw, elektronicznym doręczeniom i multimedialnym środkom dowodowym e-arbitraż doskonale radzi sobie z drobnymi sprawami, a strony są z tej formy rozwiązywania sporów bardziej niż zadowolone. Postępowania trwają bowiem krótko, a prowadzi się je wygodnie, niedrogo oraz – co w czasach pandemii COVID-19 niezwykle ważne – bez wychodzenia z domu.

Dwa scenariusze rozwoju e-arbitrażu w Polsce

Dla krajowych podsądnych, powyższe ułatwienia kończą się jednak w chwili składania wniosku o klauzulę wykonalności dla uzyskanego orzeczenia. Strona, którą np. oszukano podczas zakupów w sklepie internetowymi i która uzyskała korzystny dla siebie wyrok arbitrażowy, musi złożyć wniosek o jego zatwierdzenie w jednym z 11 sądów apelacyjnych oraz uiścić opłatę w wysokości 300 złotych. Tymczasem cała wartość przedmiotu sporu w sprawach konsumenckich rzadko przekracza taką kwotę. Wniosek jest też doręczany sprzedawcy, pomimo że miał on już w trakcie postępowania arbitrażowego możliwość przedstawienia swoich argumentów. Czy powyższe niedogodności zahamują rozwój e-arbitrażu w zakresie drobnych roszczeń? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy rozważyć dwa scenariusze.

W pierwszym, e-arbitraż w sprawach mniejszej wagi, drobnych, o masowym charakterze nie przyjmuje się. Uciążliwe postępowania klauzulowe przed sądami apelacyjnymi i opłata w wysokości 300 złotych okażą się zbyt dużym obciążeniem dla stron drobnych umów zwyczajowo zawieranych w obrocie. W rezultacie sprawy drobne, o masowym charakterze, będą jak dotąd „wpychane” do sądów powszechnych, konkurując na biurkach sędziów o uwagę ze sprawami naprawdę poważnymi. Konsumenci zaś nadal będą skazani na powiatowych i miejskich rzeczników konsumentów, którzy – chociaż pomocni – nie mogą wydawać wiążących rozstrzygnięć w indywidualnych sprawach.

W tym wypadku zachowane zostanie po prostu status quo, a sytuacja i tak będzie w miarę znośna w porównaniu z konsekwencjami ziszczenia się scenariusza numer dwa. Może bowiem okazać się, że strony będą decydować się na e-arbitraż nawet w drobnych sprawach, bo jego zalety i tak rekompensują koszty i niedogodności związane z postępowaniem klauzulowym. Sądy apelacyjne zostaną wówczas zasypane wnioskami o klauzule wykonalności w tak trywialnych sprawach, jak reklamacje kupionego w sieci obuwia czy niezapłacone rachunki za telefon komórkowy.

Jakie rozwiązania w polskim prawie należy wprowadzić dla rozwoju arbitrażu?

Niezależnie zatem od tego, w którym kierunku będą ewoluować sympatie osób poszukujących zmiany, należałoby już dziś gruntownie przemyśleć kwestię kontroli wyroków sądów polubownych przez system sądownictwa powszechnego. Powstanie e-arbitrażu daje wymiarowi sprawiedliwości unikalną szansę na przekierowanie tam strumienia spraw, które nigdy nie powinny trafić na wokandy sądów powszechnych. Państwo i tak ma przecież obowiązek wspierania pozasądowych metod rozstrzygania sporów, a na arbitraż zgodzić się muszą obydwie strony.

Po pierwsze, z pewnością powrót do poprzedniego stanu prawnego, gdzie klauzule wykonalności wyrokom sądów polubownych nadawały sądy powszechne właściwości ogólnej dłużnika, wydaje się być dziś rozwiązaniem nie tyle pożytecznym, co nieodzownym. Po drugie zaś, aby usatysfakcjonować sceptyków obawiających się potencjalnych nadużyć, należałoby rozważyć celowość roztoczenia nad stałymi sądami polubownymi mechanizmów kontrolnych o charakterze regulacyjnym. Podobne rozwiązania obowiązują już w przypadku sporów konsumenckich, co do których UOKiK prowadzi listę stałych sądów arbitrażowych uprawnionych do ich rozwiązywania. Będąc w pełni świadomym delikatnej natury tego zagadnienia, listę mógłby prowadzić UOKiK lub któryś z sądów rejestrowych, zaś obecność na niej mogłaby skutkować prostszą procedurą klauzulową.

W rezultacie, gdyby ktoś znowu złożył wniosek o nadanie klauzuli wykonalności wyrokowi Niezależnego, Międzynarodowego Sądu Arbitrażowego Binar z siedzibą w Warszawie, zarówno spółka Petro Invest Plus S.A. jak i sąd rozpoznający sprawę mógłby szybko wniosek zweryfikować, sprawdzając, czy sąd taki w ogóle figuruje na urzędowej liście.

Mec. Robert Szczepanek, współtwórca Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP

Kolejne lepsze dane z Europy

Ostatnimi czasy mamy całą serię lepszych danych ze starego kontynentu, które powodują coraz większą słabość dolara względem euro. Kolejne odczyty PMI tylko potwierdzają te obserwacje.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy pakiet ważnych danych z USA. Z jednej strony nadzieje inwestorów zawiódł wynik indeksu New York Empire State, który wynosi już zaledwie 4,9 pkt wobec oczekiwanych dwóch punktów więcej. Z drugiej strony lepiej wypadła produkcja przemysłowa i wykorzystanie mocy produkcyjnych. Dane te nie spowodowały jednak większego zawirowania na rynkach walutowych.

Dobre perspektywy Europy

Po w miarę neutralnych danych z USA przyszedł dzisiaj czas na kolejne lepsze dane z Unii Europejskiej. Indeksy koniunktury po raz kolejny zapowiadają wyraźną poprawę. Dla całej strefy euro indeks PMI dla przemysłu osiągnął 55,5 pkt, duża w tym zasługa wyraźnie lepszych od oczekiwań danych z Niemiec. Co ważne, największa poprawa jest w subindeksie dla usług. Jest to wzrost o ponad 5 pkt względem zarówno oczekiwań, jak i poprzedniego miesiąca. Oznacza to, że zbliżamy się wyraźnie do momentu, kiedy liczba pozytywnie nastawionych osób w przemyśle zrówna się z pesymistami. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. Euro zyskuje wyraźnie względem dolara, ustanawiając tym samym kolejne maksima od pierwszej połowy 2018 roku.

Dobre dane również na Wyspach

Podobnie jak na kontynencie, optymizm badanych wzrósł w Wielkiej Brytanii. Na Wyspach nie było jednak widać aż tak wyraźnej poprawy w przypadku usług, głównie ze względu na znacznie lepszy rezultat miesiąc temu. Z drugiej strony lepsze dane dla przemysłu spowodowały, że (pomimo lepszych danych ze strefy euro) funt pozostał stabilny pod kątem wartości względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
15:45 – USA – indeksy PMI dla przemysłu i usług,
20:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

COVID-19 zmienił bankowość i znacząco przyśpieszył rozwój kanałów cyfrowych

Szeroki wachlarz usług dodanych w bankach będzie rynkowym wyróżnikiem. W ofercie pozabankowej cyfrowi liderzy wyprzedzili mniej zaawansowane technologicznie firmy o 13 p.p.

Przeciętny klient indywidualny oczekuje większej liczby usług dodanych w bankowej ofercie. Jak wynika z raportu Digital Banking Maturity 2020. How banks are responding to digital (r)evolution?, banki w Polsce konsekwentnie stawiają na rozwój usług pozabankowych, czyli tzw. usług beyond banking, w tym także tych o charakterze komercyjnym. 81 proc. z nich oferuje doładowanie telefonu komórkowego, a ponad połowa dostęp do programów lojalnościowych. Eksperci firmy doradczej Deloitte wskazują, że w przeciwieństwie do banków będących światowymi liderami cyfrowymi, banki nad Wisłą oferują swoim klientom znacznie bogatszą ofertę usług publicznych.

„Digital Banking Maturity 2020” to czwarta edycja największego na świecie badania z zakresu bankowości cyfrowej, które w tym roku objęło 318 banków z 39 krajów, w tym 13 z Polski. Pięć z nich to cyfrowi liderzy, czyli banki, które oferują szeroką gamę funkcji istotnych dla klientów oraz zapewniają najwyższy poziom doświadczenia klienta.

Cyfrowi liderzy na całym świecie wyprzedzają konkurentów we wszystkich obszarach – od zbierania informacji po zakończenie relacji z klientem. Tak jest również w przypadku usług tzw. beyond bankingu, czyli usług pozabankowych. W ostatnich dwóch latach liderzy wyprzedzili mniej rozwiniętą w tym obszarze konkurencję o 13 p.p. Dzięki temu ich klienci w jednym miejscu mają dostęp do funkcji, które normalnie wymagałyby korzystania z innych serwisów, czy instalowania specjalnych aplikacji – mówi Michael Wodzicki, Partner odpowiedzialny za obszar SAMA w Deloitte – Strategy, Analytics, M&A.

Świat stawia na usługi komercyjne

Jak wynika z raportu Deloitte, usługi dodane (z ang. VAS – Value Added Services) to jeden z elementów budujących przewagę konkurencyjną instytucji finansowych. Banki dodatkowo oferują klientom głównie usługi komercyjne. Wśród cyfrowych liderów na całym świecie, aż 82 proc. daje możliwość doładowania telefonu komórkowego, a 79 proc. proponuje klientom rabaty i promocje. 77 proc. z nich umożliwia dostęp do programów lojalnościowych, a 13 proc. do kart podarunkowych.

Eksperci sprawdzili, jak na tle świata wypada Polska. 81 proc. wszystkich badanych banków oferuje klientom doładowanie telefonu komórkowego, 54 proc. programy lojalnościowe, a 46 proc. rabaty i promocje. Klienci znajdą karty podarunkowe u 12 proc. banków. Polska może poprawić pewne obszary, ale banki znad Wisły nie odstają od światowej czołówki. Do globalnych cyfrowych liderów w raporcie porównano ogół banków z Polski, a nie tylko piątkę najlepszych.

Branża powinna stale śledzić międzynarodowe trendy i inspirować się najlepszymi przykładami z rynku. Usługi dodane już teraz są pożądane przez klientów, a popyt będzie rósł w miarę rozwoju technologii. O tym, kto zostanie liderem w przyszłości, zdecyduje wyjście poza tradycyjną bankowość. Polskie banki zrobiły ten krok w obszarze usług publicznych i obecnie prześcigają w nim wiele światowych instytucji
– mówi Przemysław Szczygielski, Partner, lider zespołu doradztwa regulacyjnego i ryzyka, lider sektora finansowego w Polsce w Deloitte.

W banku zarejestrujesz firmę i kupisz bilet

Prawie połowa polskich banków oferuje ubieganie się o świadczenia socjalne (42 proc.), 15 proc. rejestrację przedsiębiorstwa, 12 proc. sprawdzanie statusu ubezpieczenia społecznego, a 4 proc. złożenie PIT. Pod tym względem cyfrowi liderzy z całego świata zostali w tyle. Wyniki dla poszczególnych usług wynoszą odpowiednio: 11 proc., 6 proc., 11 proc. i 2 proc.

Warto jednak zaznaczyć, że usługi komercyjne i publiczne nie są nowością na rynku, a klienci coraz częściej traktują je jako pewnik. Wyższy potencjał wyróżnienia się mają na przykład usługi dodatkowe związane z transportem. Nie chodzi o te najpopularniejsze, jak zakup biletów komunikacji miejskiej. Bank zdobędzie klientów na przykład możliwością rezerwacji noclegu czy lotu – mówi Wiesław Kotecki, lider zespołu Experience Design w Deloitte Digital.

42 proc. cyfrowych liderów na świecie oferuje klientom zakup biletów parkingowych i komunikacyjnych. W Polsce to 15 proc. banków. Polacy mogą zapłacić za autostradę w 23 proc. badanych banków, a taką możliwość daje 16 proc. cyfrowych liderów na świecie. Tylko 4 proc. banków znad Wisły proponuje rezerwację hoteli, lotów i pociągów, a także zakup dostępu do saloników lotniskowych. Wśród najlepiej rozwiniętych cyfrowo banków na świecie to odpowiednio 24 proc. i 10 proc.

Rozrywka przyciągnie klienta nawet w czasie kryzysu

Banki najrzadziej oferują usługi pomocnicze i rozrywkowe, czyli te z najwyższym potencjałem wyróżnienia się na rynku. Do tych pierwszych zalicza się: cloud storage (27 proc. wśród globalnych liderów i 12 proc. w bankach w Polsce), określenie zdolności kredytowej (24 proc. vs. 0 proc.) i usługi Concierge (6 proc. vs. 8 proc.), czyli pomoc bankowego asystenta dla klientów zamożnych.

Banki w Polsce nie oferują klientom dostępu do VOD czy zamawiania książek lub e-booków. Wśród cyfrowych liderów to również niespotykana praktyka. Tylko 3 proc. może pochwalić się udostępnianiem wideo na życzenie, a 2 proc. możliwością zakupu książek. 8 proc. banków w Polsce i 18 proc. cyfrowych liderów na świecie oferuje zakup biletów do kina czy teatru, a odpowiednio 4 proc. i 13 proc. – bilety na różnego rodzaju wydarzenia. Rozwój tego obszaru może więc wpłynąć na zdobycie przewagi konkurencyjnej
– mówi Daniel A. Majewski, Starszy Menadżer w dziale Strategii Cyfrowej, Deloitte.

Rozszerzanie usług beyond bankingu jest szczególnie ważne w warunkach niskich stóp procentowych, kiedy banki starają się przejść z dochodów odsetkowych do pozaodsetkowych opartych na prowizjach. Instytucje, które wiedzą jak spieniężyć potencjał Value Added Services i wybrać te z największym potencjałem, łatwiej poradzą sobie nawet w czasie niestabilności rynkowej.

Megatrendy zmieniają rynek nieruchomości

Digitalizacja i automatyzacja, elastyczność, zmiany w naturze procesów biznesowych spowodowane rozwojem nowych technologii to tylko niektóre z obserwowanych megatrendów, które wpływają na rynek nieruchomości.

Rok 2020 to dla wielu firm czas transformacji i przyspieszonego wprowadzania rozwiązań, które ze względu na pandemię stały się priorytetowe. Mowa tu nie tylko o przechodzeniu z tradycyjnego modelu pracy na bardziej elastyczny, ale o holistycznym spojrzeniu na organizacje i użytkowane przez nie budynki. Przed wyzwaniem dostosowania się do nowych warunków stanęli pracodawcy, właściciele nieruchomości oraz eksperci ds. budowania strategii środowiska pracy, którzy muszą przemyśleć, w jaki sposób dopasować przestrzeń biurową do zmieniających się potrzeb użytkowników i obserwowanych na rynku megatrendów.

Pandemia przyspieszyła zmiany, które można było zaobserwować już wcześniej, dotyczące zarówno pracy zdalnej, oczekiwań pracowników w zakresie większej elastyczności ze strony pracodawców, jak również konieczności przeanalizowania modelu biznesowego przyjętego przez właścicieli budynków i jeszcze lepszego dopasowania go do oczekiwań najemców.

Choć wielu najemców w perspektywie krótkoterminowej wstrzymało się od podejmowania decyzji w odniesieniu do najmu powierzchni, to w wymiarze długofalowym te decyzje będą musiały wreszcie zapaść. Wiele firm zdecyduje się zapewne na model hybrydowy, a więc połączenie tradycyjnego najmu z komponentem elastycznym, w odpowiedzi na obserwowaną obecnie dużą nieprzewidywalność cykli biznesowych. Takie rozwiązania wiążą się z dodatkowymi kosztami, które firmy będą jednak skłonne ponieść, żeby zapewnić sobie większe możliwości szybkiej reorganizacji zasobów. Dostęp do powierzchni elastycznych staje się bowiem kluczowym elementem strategii firm dotyczącej nieruchomości. Przyszłością są aplikacje oferujące dostęp do przestrzeni elastycznych takie, jak np. Colliers Mobility Pass, która umożliwia rezerwację przestrzeni w ponad 5 tysiącach coworków w 70 krajach, w tym w ponad 60 w Polsce, ulokowanych nie tylko w dużych miastach, ale też w mniejszych, jak Żyrardów czy Konstancin. To wychodzenie naprzeciw potrzebom pracowników, którzy coraz częściej będą oczekiwać, aby cowork znajdował się blisko ich domu. Korzystanie z tej wirtualnej platformy daje małym i dużym firmom, ale też start-upom czy freelancerom dostęp do biur on-demand.

Na te wszystkie dynamiczne zmiany na rynku, których jesteśmy świadkami, nakładają się dodatkowo następujące megatrendy, które również powinny wziąć pod uwagę podmioty działające na rynku nieruchomości, budując swoje strategie biznesowe na kolejne lata:

Rozwój technologii powoduje zmiany w naturze procesów biznesowych

Proste prace i zadania poddaje się automatyzacji, a sztuczna inteligencja wspiera coraz to nowsze sektory gospodarki. W związku z tym zmienia się też profil pracownika poszukiwanego przez firmy. Maszyny nie są w stanie poradzić sobie ze wszystkimi aspektami, dlatego człowiek pozostaje niezbędny tam, gdzie wymagana jest kreatywność czy zdolność do elastycznego reagowania w nieprzewidywalnych sytuacjach. Pracownicy z takimi właśnie umiejętnościami są i będą w przyszłości najbardziej atrakcyjni dla pracodawców. Ta ewolucja profilu pracownika zmienia również potrzeby firm pod kątem ich przestrzeni biurowej. Rośnie zapotrzebowanie na pomieszczenia sprzyjające kreatywności, przystosowane pod spotkania zespołowe, burze mózgów, w których praca nie kręci się już wokół biurka.

Transformacja cyfrowa i nowe modele organizacji

Coraz więcej organizacji wypłaszacza swoje struktury, przechodzi w model matrycowy typu agile, gdzie ważniejsze od tradycyjnej hierarchii jest skupienie się na użytkowniku, projekcie, końcowym produkcie i czasie potrzebnym na wprowadzenie go na rynek (time to market), a także na szybkości reagowania na zmieniające się warunki. Z taką transformacją mierzy się coraz więcej organizacji, co z kolei ma wpływ na to, jakiej przestrzeni potrzebują i czego oczekują od rynku nieruchomości. 

Nieruchomość jako usługa

Koncept real estate as a service nie jest nowy, ale ze względu na pandemię dodatkowo zyskał na znaczeniu. Do tej pory istota nieruchomości polegała na tym, że ona po prostu istniała, zbudowana w określonej lokalizacji. Obecnie coraz ważniejsza staje się warstwa usługowa, którą w oparciu o dane nieruchomości można zbudować. Jak się okazuje, niektóre firmy, np. z sektora proptech czy coworki, są w stanie dużo lepiej wykorzystać dane dotyczące potrzeb i zachowań użytkowników udostępniane przez budynek niż właściciele tych nieruchomości. Warstwa usługowa obiektu oraz monetyzacja danych, których dostarcza, mogą okazać się dużo bardziej przyszłościowym modelem biznesowym niż nieruchomość jako taka. Mowa tu o digital workplace, czyli synergii fizycznego środowiska (bricks), potrzeb użytkowników (bahaviour) i tego, co nam daje warstwa cyfrowa nieruchomości, a także technologie, które możemy w tych nieruchomościach zaimplementować (bytes). Holistyczne spojrzenie na te wszystkie aspekty pozwala nam zebrać kompletne dane, by zaprojektować przestrzeń dopasowaną do potrzeb użytkowników. W zbieraniu danych o nieruchomości mogą pomóc aplikacje, które m.in. monitorują sposób wykorzystania przestrzeni przez użytkowników, takie jak np. Office App. Jednak aplikacje nie tylko dostarczają nam cennych danych, ale też ułatwiają zarządzanie biurem, zapewniając np. mobilny dostęp do budynku, nawigację po powierzchni, rezerwację miejsc parkingowych czy rejestrację gości. Zebrane w ten sposób dane wykorzystuje się do analizy wynajmowanej przez firmę przestrzeni, co pomaga w jej dopasowaniu do faktycznych potrzeb użytkowników.

Inside out design

Do tej pory biurowce rzadko były budowane w modelu inside out design, czyli projektowane od wewnątrz na zewnątrz, gdzie najpierw skupiamy się na tym, kim jest użytkownik obiektu. W ten sposób powstaje wiele produktów i ten sam model będzie musiał też zaadaptować rynek nieruchomości. Należy zatem przeanalizować, kim są ludzie, którzy będą z danego budynku korzystać – czego potrzebują, jak żyją, co lubią, a czego nie. Powinny powstać szczegółowe profile użytkowników, które do tej pory rzadko były tworzone w skrupulatny sposób. Dopiero z takiej analizy będą wynikały decyzje dotyczące funkcji, struktury, wielkości i innych cech budynku.

Możemy zauważyć, że obserwowane megatrendy będą w szczególności wpływać na szersze zastosowanie nowych technologii przez organizacje i właścicieli nieruchomości. Firmy odkrywają potencjał wykorzystywania aplikacji mobilnych czy wirtualnych systemów do analizy potrzeb biznesowych oraz tworzenia jak najlepiej dopasowanych do obecnych realiów miejsc pracy – skupionych wokół bezpieczeństwa użytkownika i jego komfortu, pobudzających kreatywność, a także dających możliwość szybkiej reorganizacji przestrzeni w wymagających tego sytuacjach.

Komentarz Moniki Rajskiej-Wolińskiej, partner zarządzającej Colliers International w Polsce

Testerzy oprogramowania – rosną pensje i liczba ofert

Pandemia w sposób zdecydowany przyspieszyła proces transformacji cyfrowej praktycznie wszystkich sektorów gospodarki. Wpłynęła także na szybszy rozwój branży e-commerce oraz wygenerowała popyt na nieznane do tej pory e-usługi. To wszystko z kolei spowodowało wzrost znaczenia na rynku pracy testerów oprogramowania, których 1/5 deklaruje wzrost wynagrodzenia aż o 30% w stosunku do ubiegłych lat. 

Wzrost zapotrzebowania na usługi mobilne, rozwój e-commerce i bankowości elektronicznej, w końcu – pojawienie się nowych funkcjonalności, jak np. e-konsultacje lekarskie i e-recepty, to zaledwie kilka przykładów, jak pandemia wpłynęła na wzrost liczby inicjatyw związanych z digitalizacją w sektorach, które dotąd obsługiwali ludzie.

 

– Z naszych obserwacji wynika, że dziś automatyzacja zostaje wymuszona nawet w firmach, które rozważały ją dopiero w perspektywie kolejnych lat  – tłumaczy Michał Buczko, ekspert z firmy TestArmy Group.

Trend ten potwierdza Dominika Opozda, starszy rekruter IT & Telecoms w Devire. Ekspertka podkreśla, że od początku pandemii widać dynamiczny wzrost popytu na testerów w branżach niezwiązanych z programowaniem. – Chodzi przede wszystkim o takie sektory, jak medyczny, finansowy czy e-commerce. W ich przypadku liczba ofert pracy dla testerów w ostatnich miesiącach wzrosła średnio o 15% – podsumowuje.

Z czego wynika ta sytuacja? Oprócz trwającej od lat rewolucji technologicznej, jednym z głównych powodów jest fakt, że w związku z pandemią nowy etap automatyzacji nadszedł dość niespodziewanie. – Myślący o rozwoju przedsiębiorcy wdrażają digital transformation licząc na to, że nowe technologie pozwolą im na odzyskanie stabilności czy podniesienie konkurencyjności podczas walki o nowe kontrakty. Dziś mało kto działa ad hoc i stąd naturalnie rosnąca rola testerów oprogramowania – mówi Michał Buczko z TestArmy Group.

Na jakich testerów jest obecnie największy popyt?

Wartość globalnego rynku testowania oprogramowania w 2019 roku przekroczyła 40 miliardów dolarów i choć ubiegłoroczne szacunki wskazywały, że w ciągu następnych sześciu lat (do 2026 r.) ta wycena sięgnie 60 mld usd (przy założonym rocznym wskaźniku wzrostu CAGR na poziomie 9,48%), w związku z globalną sytuacją eksperci przewidują zdecydowanie większe wzrosty. Jak to się przekłada na sytuację pracowników tej branży w Polsce?

W 2020 roku zapotrzebowanie na testerów dynamicznie wzrosło – przede wszystkim w branżach niezwiązanych stricte z IT. Powstające aplikacje są bowiem coraz bardziej złożone i wymagają większych nakładów pracy, aby je przetestować. Zwiększa się liczba ich funkcji, a także rośnie liczba niezbędnych do sprawdzenia danych – mówi Joanna Zajchowska, manager zespołu rekrutacyjnego IT Outsourcing w Devire.

Z doświadczenia Devire i TestArmy Group wynika, że obecnie na najwięcej ofert pracy mogą liczyć kolejno – testerzy manualni/QA, a następnie automatyczni, w tym testujący cyberbezpieczeństwo. Jednocześnie największe zapotrzebowanie jest na specjalistów doświadczonych w testowaniu sklepów internetowych (w związku z przenoszeniem działalności do strefy online). Podobną sytuację obserwuje się też w przypadku usług medycznych (testowania wymagało choćby uruchomienie teleporad na znacznie większą skalę niż dotychczas). Poza tym na liczbę ofert pracy nie mogą narzekać testerzy specjalizujący się w rozwiązaniach bankowych.

Czy opłaca się być testerem?

O dobrej sytuacji testerów na rynku pracy świadczy fakt, że 62% z nich nie szuka aktywnie pracy, choć jest otwarta na nowe propozycje pracodawców. Poza tym aż 21% z nich deklaruje, że ich wynagrodzenie wzrosło w 2020 roku o 30%, jak wynika z badania Devire „Branża IT w nowej rzeczywistości”. Nawet zarobki najmłodszego stażem juniora (tester manualny) przedstawiają się atrakcyjnie, wynosząc od 5,5 tys. zł brutto przy umowie o pracę do 6,5 tys. zł netto przy własnej działalności gospodarczej. Oczywiście najwięcej zarabiają seniorzy. Ich pensje na kontrakcie wynoszą nawet 14,5 tys. zł netto oraz 17,5 tys. zł brutto przy UoP. Wysokie wynagrodzenia są jednak związane z faktem, że specjaliści na takich stanowiskach są często odpowiedzialni także za planowanie i wdrażanie procesów, rozmowy biznesowe czy negocjacje z klientami, są więc tak naprawdę nie tylko testerami, ale sprawnymi managerami.tabelka_b2b tabelka_uop

– Testerów z odpowiednio dużym doświadczeniem jest obecnie za mało i nie zapowiada się, że ta sytuacja ulegnie zmianie. Większość uczelni ukierunkowana jest na kształcenie przyszłych programistów, a i wielu testerów samemu obiera tę drogę. W wyniku tego brakuje midów i seniorów, dlatego firmy będą radzić sobie z tym przenosząc część odpowiedzialności na resztę zespołu, czyli deweloperów, architektów itd. – tłumaczy Michał Buczko.

Nikogo nie stać na błędy

Wiele firm pod wpływem pandemii wstrzymało mniejsze projekty, przyspieszając rozwój tych strategicznych, np. związanych z autonomicznymi samochodami, które mogłyby służyć za taksówki w sytuacji, gdyby rządowe obostrzenia zakazałyby pracy kierowcom. Nie zapominajmy też, że w Polsce działa wiele software house’ów, a ich spory procent realizuje projekty dla firm z zagranicy. Słowem: jest co testować – szczególnie, że liczne przedsiębiorstwa przeszły w zdalny tryb pracy, a część sklepów dotychczas dostępnych tylko offline zaczęło sprzedaż internetową. Online możemy załatwić też coraz więcej spraw urzędowych. Powstają aplikacje do kwarantanny, rozwija się telemedycyna w postaci np. opasek monitorujących zdrowie pacjentów i wysyłających cyklicznie dane do ich lekarzy. Dlatego eksperci z TestArmy Group prognozują, że najbliższa przyszłość wymusi u przedsiębiorców jeszcze większą uwagę i ostrożność w zakresie wypuszczanych na rynek produktów.

Choć krótkoterminowe oszczędności kuszą, wcześniej czy później odbiją się one czkawką w postaci np. sporych kar finansowych za konsekwencje wypuszczenia na rynek produktu z błędami. Firmy muszą znaleźć balans pomiędzy cięciem kosztów, a zadbaniem o długofalowe skutki swoich działań. Nie zapominajmy, że wygrywając bitwę kosztem poświęcenia jakości, w przyszłości zapewne przegramy wojnę – podsumowuje Wojciech Humiński, COO TestArmy Group.

Oprac.: TestArmy Group na podstawie danych własnych i Devire

Przychody właścicieli centrów handlowych w 2020 r. mniejsze nawet o 35 proc.

Efektem zamknięcia centrów handlowych w czasie pandemii jest luka w przychodach ich właścicieli sięgająca poziomu od 3,2 do nawet 3,6 mld zł, czyli ok. 30-35 proc. rocznych przychodów – wynika z raportu “Centra handlowe na zakręcie. Wpływ COVID-19”, przygotowanego przez firmę doradczą PwC we współpracy z Polską Radą Centrów Handlowych. W raporcie nie uwzględniono ponownego zamknięcia centrów handlowych w listopadzie ze względu na niezakończony okres rozliczeniowy podczas przeprowadzania analizy. Eksperci podkreślają, że problemy finansowe branży handlowej, zarówno najemców, jak i wynajmujących, mogą silnie wpłynąć na całą gospodarkę, w tym na miejsca pracy – obecnie w centrach handlowych w Polsce pracuje ponad 400 tys. osób.

Autorzy raportu szacują, że luka w przychodach właścicieli centrów handlowych w 2020 r. wynosi od 3,2 do 3,6 mld zł, co stanowi ok. 30-35% rocznych przychodów. To bezpośredni efekt
7-tygodniowego wiosennego zamknięcia centrów handlowych w związku z trwającą pandemią COVID-19 i zwolnień najemców z czynszu, co daje kwotę od 1,3 do 1,4 mld zł oraz obniżek czynszów udzielonych przez wynajmujących na rzecz najemców do końca roku w wysokości od ok.1,9 do 2,2 mld zł. Jednocześnie, właściciele cały czas ponoszą stałe koszty z tytułu utrzymania nieruchomości, ich zarządzania oraz obsługi długu bankowego.

Pandemia pogorszyła sytuację finansową zarówno najemców, jak i wynajmujących. Zamknięcie centrów handlowych na wiosnę oraz w listopadzie, działalność w nowej rzeczywistości i rygorze sanitarnym odbiły się na wynikach branży. Po ponownym otwarciu centrów handlowych 4 maja zarówno średni poziom liczby odwiedzających, jak i obroty najemców, pozostawały niższe niż w analogicznych okresach lat ubiegłych. Co ważne, uruchomione tarcze antykryzysowe i finansowe w ograniczonym stopniu obejmują właścicieli centrów handlowych. Działają oni bowiem w modelu spółek celowych, niezatrudniających bezpośrednio pracowników. Taka forma działalności wynika wprost z wymogów instytucji finansujących budowę lub zakup nieruchomości, np. banków” – mówi Kinga Barchoń, partner w PwC, lider sektora nieruchomości.

Z danych zebranych w raporcie wynika, że udział handlu w PKB Polski w 2019 r. wyniósł 15,5%. Centra handlowe stanowią istotny element polskiej gospodarki – ich wpływy do budżetu z tytułu VAT w poprzednim roku wyniosły ok. 21 mld zł, a 2,4 mld zł wpływa rocznie do budżetów państwa i samorządów od właścicieli centrów handlowych i najemców łącznie z tytułu CIT, podatku od nieruchomości oraz opłaty za użytkowanie wieczyste. W centrach handlowych w Polsce pracuje ponad 400 tys. osób, które wpłacają do budżetu państwa rocznie ok. 6,8 mld zł z tytułu PIT i składek na ubezpieczenie społeczne.

„Rynek centrów handlowych tworzą wynajmujący i najemcy, a także setki firm zajmujących się bieżącą obsługą obiektów handlowych: sprzątaniem, ochroną, obsługą techniczną, księgowością, zarządzaniem nieruchomościami czy obsługą imprez. To podmioty zatrudniające tysiące pracowników i tworzące wspólnie system naczyń połączonych. Sektor centrów handlowych, ze względu na sposób finansowania projektów, jest także silnie powiązany z sektorem bankowym. W przypadku centrów handlowych zgodnie z umowami kredytowymi, właściciele nie tylko muszą spłacać raty kapitałowo-odsetkowe, ale również utrzymywać wybrane wskaźniki na określonym poziomie. Niespełnianie tych wymagań rodzi poważne konsekwencje – nawet ryzyko restrukturyzacji, czy wypowiedzenia umowy kredytowej. Problemy jednych podmiotów wpływają na kondycję pozostałych i w efekcie całej gospodarki. Właściwie ukierunkowana pomoc państwa umożliwiłaby wszystkim przedstawicielom branży wywiązanie się ze swoich zadań oraz regulowanie zobowiązań finansowych, w tym zobowiązań czynszowych oraz rat kapitałowo-odsetkowych na rzecz banków. W konsekwencji pozwoli to  uniknąć destabilizacji rynku, szeregu bankructw, czy likwidacji miejsc pracy na masową skalę” – mówi Jan Dębski, Prezes Zarządu Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Ochrona sygnalistów – nowe obowiązki pracodawców od 2021 r.

Polska ma niecały rok na implementację dyrektywy o sygnalistach. Co oznacza, że w przyszłym roku czeka nas rewolucja na miarę RODO. Zwłaszcza, że nie został jeszcze przygotowany projekt ustawy dotyczącej sygnalistów.

Podmioty zarówno sektora publicznego jak i prywatnego będą zobowiązane do wdrożenia wewnętrznych procedur zgłaszania nieprawidłowości oraz ustanowienia w tym celu bezpiecznych kanałów zgłoszeń jak np. aplikacja, hotline, mail. Konieczne będzie również wyznaczenie bezstronnych osób obsługujących procedury zgłaszania nieprawidłowości tj. rozpatrujących zgłoszenia i prowadzących postępowania wyjaśniające.

– Termin na zastosowanie się do nowych obowiązków w sektorze prywatnym uzależniony jest od liczby zatrudnionych. Najpierw do 17 grudnia 2021 r. taki obowiązek obejmie podmioty zatrudniające 250 i więcej osób, a do 17 grudnia 2023 r. zatrudniających od 50 do 249 osób. Natomiast podmioty sektora publicznego będą musiały dostosować się do nowych przepisów już w przyszłym roku niezależnie od wielkości zatrudnienia – mówi w rozmowie z MarketNews 24 Marta Kozak-Maśnicka, associate w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Oprócz wewnętrznego kanału raportowania, dyrektywa wprowadza jeszcze kanał zewnętrzny tj. zgłaszanie nieprawidłowości do właściwych organów tj. policja, prokuratura, urzędy skarbowe, czy Państwowa Inspekcja Pracy oraz trzeci kanał, czyli ujawnienie publiczne tj. publiczne upowszechnienie informacji za pośrednictwem mediów.

Oznacza to, że jeśli przedsiębiorcy nie wdrożą wewnętrznych kanałów sygnalizowania, albo nie będą budziły one zaufania pracowników np. zgłoszenia rozpatrywane będą przez osoby niebudzące zaufania, stronnicze, pracownik będzie mógł wyjść ze zgłoszeniem poza organizację np. do mediów. Stąd też celem pracodawców powinno być stworzenie takiej procedury, dzięki której pracownicy będą czuli się bezpiecznie jeśli zgłaszają informacje w dobrej wierze.

Dyrektywa przewiduje, że osoba zgłaszająca nieprawidłowość zgodnie z procedurami, mająca uzasadnione podstawy, by sądzić, że zgłaszane przez nią informacje są prawdziwe – będzie objęta szczególną ochroną. Oznacza to, że pracodawca nie będzie mógł zastosować żadnych działań odwetowych wobec takiej osoby w związku z dokonanym przez nią zgłoszeniem.

Zwolnienie, mobbing, nałożenie środków dyscyplinarnych, a nawet same groźby wobec sygnalisty będą oznaczały możliwość nałożenia na pracodawcę wysokich sankcji, nie wspominając o szerokim spektrum możliwych roszczeń pracownika (przywrócenie do pracy, odszkodowanie).

– Kary finansowe za działania odwetowe mogą być wysokie, podobnie jak w innych wprowadzanych niedawno aktach prawnych, można tu wspomnieć o projekcie ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych, który przewidywał kary do 60 mln zł – wyjaśnia M.Kozak-Maśnicka, Kancelaria Ożóg Tomczykowski.

Choć obecnie nie ma nawet projektu polskiej ustawy wdrażającej dyrektywę o sygnalistach, to przedsiębiorcy powinni już dziś rozważyć wdrożenie takich procedur. I to nie tylko ze względu na zbliżający się obowiązek prawny, ale przede wszystkim ze względu na to, że umożliwienie swoim pracownikom, współpracownikom, a nawet kontrahentom zgłaszania nadużyć to skuteczny mechanizm zarządzania ryzykiem w przedsiębiorstwie.

Dobrze skonstruowany wewnętrzny system raportowania o nieprawidłowościach pozwala minimalizować ryzyka finansowe i wizerunkowe, dzięki zapobieganiu i wczesnemu wykrywaniu nadużyć. Jak pokazują badania międzynarodowe sygnaliści są najlepszym źródłem informacji gdyż to często oni pierwsi mają wiedzę o potencjalnych działaniach nielegalnych lub nieetycznych, które zagrażają interesom przedsiębiorstwa. Stąd też wdrożenie procedury informowania o nieprawidłowościach w miejscu pracy to także bardzo ważny krok w kierunku budowania etycznej kultury organizacyjnej w firmie, aby pracownicy nie bali zgłaszać się nadużyć i czuli się bezpiecznie. Na to potrzeba czasu, dlatego też zasadne jest wdrożenie procedur informowania o nieprawidłowościach jeszcze przed pojawieniem się aktu implementującego dyrektywę.

Organy nie potrafią udowodnić winy przedsiębiorcy, ale zwrotu VAT odmawiają

Przedsiębiorca prowadzi swoją działalność, dokonuje dostaw, w ramach których w przypadku wystąpienia nadpłaty w podatku od towarów i usług, zgodnie z prawem, standardowo, występuje o jego zwrot w 60-dniowym terminie. Ale gdy organy skarbowe powezmą podejrzenie, iż jego dostawy mogły mieć jakiś związek z szerszą karuzelą VAT, automatycznie, bez udowodnienia winy, wstrzymują, a następnie odmawiają mu prawa do zwrotu VAT. To nagminna praktyka fiskusa, której ostatnio sprzeciwił się głos orzecznictwa. Jak bowiem podkreślił sąd w Białymstoku, zarzucając firmie oszustwo, „Organ powinien rozważyć, czy jest w stanie wskazać dowody na świadomy udział skarżącej w nielegalnym procederze” (wyrok z 7 października 2020 r., sygn. I SA/Bk 399/20).

Tak ważny dla fiskusa podatek VAT

Podatki są głównym źródłem utrzymania państwa. Według bieżących informacji Ministerstwa Finansów stanowią one aż 87% wszystkich dochodów budżetowych („Szacunkowe dane o wykonaniu budżetu państwa za styczeń – wrzesień 2020 r.” z dnia 21 października 2020 r.). Z kolei, jak wynika z podsumowania całego minionego 2019 r., ponad 41% wszystkich podatkowych wpływów budżetowych stanowiły wpływy z podatku VAT (blisko 181 mld zł). Podatek od towarów i usług stanowi więc najważniejsze źródło finansowania działalności państwa.

Nic dziwnego, że fiskusowi tak bardzo zależy na uszczelnieniu systemu VAT. A najlepiej do zabezpieczenia tego celu służy wstrzymywanie zwrotu VAT nadpłaconego przez przedsiębiorców do czasu zakończenia jego weryfikacji. Bo – jak zwrócił uwagę Naczelny Sad Administracyjny w wyroku z 25 maja 2018 r. – lepiej nie dokonywać zwrotu zbyt szybko, a najpierw dobrze sprawdzić jego słuszność, „…gdyż ta techniczna czynność zwrotu skutkować mogłaby daleko idącymi konsekwencjami prawnymi, tj. niemożliwością późniejszego odzyskania podatku w razie ustalenia, że ostatecznie zwrot nie był zasadny” (sygn. akt I FSK 579/18).

Odmowa zwrotu VAT w przypadku stwierdzenia karuzeli

Tylko że organy skarbowe przy określonych typach transakcji (np. wewnątrzwspólnotowych dostaw towarów) niemalże z automatu wstrzymują przedsiębiorcom zwroty VAT. Gdy zaś powezmą podejrzenie, że dostawy mogły być w jakikolwiek sposób powiązane z większym oszustwem karuzelowym, to bez względu na to, czy przedsiębiorca świadomie w nim uczestniczył, czy nie, odmawiają mu prawa do odliczenia VAT, oskarżając o jego celowe wyłudzenie. W wydanym w październiku 2020 r. wyroku takim działaniom sprzeciwił się WSA w Białymstoku.

Wewnątrzwspólnotowa dostawa towaru i znikający podatnik

Organ podatkowy odmówił spółce prawa do odliczenia blisko 0,5 mln zł VAT. Stwierdził, że wystawione przez nią faktury sprzedaży towaru na rzecz estońskiej spółki na kwotę ponad 2 mln zł nie odzwierciedlały rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. Zdaniem naczelnika urzędu skarbowego polski przedsiębiorca pozorował dostawy celem wyłudzenia VAT, głównie dlatego, że towar po dostarczeniu za granicę wracał tym samym transportem do Polski, a przedsiębiorca o tym wiedział.

Łańcuch dostaw wyglądał tak, że polska spółka nabywała towar od polskich podmiotów, który następnie zbywała estońskiemu kontrahentowi. Ten z kolei odsprzedawał go łotewskiej firmie. Estońskie władze podatkowe informowały, że adres estońskiej spółki jest adresem, pod którym zarejestrowanych jest kilka podejrzanych firm. Na wystawionych przez nią fakturach miejsca załadunku są tożsame z miejscami rozładunku. Firma łotewska dostarczała towar z powrotem do Polski innemu kontrahentowi. Ten ostatni odbiorca towaru został uznany przez polskie organy skarbowe za tzw. znikającego podatnika, którego rola sprowadzała się wyłącznie do wprowadzenia na terytorium kraju towarów, bez rozliczenia podatku z tytułu WDT i do wygenerowania podatku naliczonego do odliczenia przez kolejny podmiot.

Śledztwo prokuratury nic nie wykazało

Organy przyznały, że w toku postępowania nie zebrano dowodów wskazujących w sposób jednoznaczny na świadomy udział polskiego przedsiębiorcy w transakcjach mających na celu wyłudzenie VAT. Przyznały również, że zwróciły się do prokuratury regionalnej z pytaniem, czy w toku śledztwa zgromadzono dowody wskazujące na jej świadomy udział w transakcjach mających na celu oszustwo podatkowe. Prokuratura odpowiedziała, że ani przedsiębiorcy nie przedstawiono żadnych takich zarzutów, ani zebrany materiał dowodowy nie pozwala na wysnucie wniosków, o jakie pytał fiskus.

Prokuratura prokuraturą, a fiskus ma swoje ustalenia

Organ podatkowy na podstawie objętych kontrolą transakcji, jak i tych wcześniejszych z udziałem spółki, stwierdził jednak, że powiązania osobowe zagranicznych kontrahentów spółki oraz skokowy wzrost wartości dokonywanych przez nią dostaw WDT w 2014 r., wysoka wartość liczonej w milionach złotych sprzedaży, przekładająca się na osiąganie przez nią znacznych korzyści finansowych, powinny wzbudzić w spółce podejrzenia, że transakcja, w której bierze udział, jest w rzeczywistości karuzelą VAT. Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w odpowiedzi na odwołanie spółki, odnosząc się do ww. ustaleń prokuratury, poinformował, że odnoszą się one do karnego aspektu sprawy, a organy skarbowe badają jej aspekt podatkowy, co pozwala im na samodzielne gromadzenie dowodów i ustalanie stanu faktycznego. A spółka pozorowała działalność już na etapie rzekomego nabycia towaru, którym miała obracać m.in. dlatego, że jej główny dostawca nie posiadał nawet magazynu czy strefy produkcyjnej.

Przedsiębiorca to nie organ skarbowy

WSA w Białymstoku podzielił stanowisko organu co do zakwestionowania transakcji pomiędzy przedsiębiorcą a jedną z polskich firm w łańcuchu dostaw, bowiem firma ta nie prowadziła rzeczywistej działalności gospodarczej. Ale sąd zwrócił uwagę, że organy nie zakwestionowały prawdziwości dostaw przeprowadzonych pomiędzy przedsiębiorcą a innymi kontrahentami. Te dwa przeciwne ustalenia prowadzą do wniosku, że dla stwierdzenia o nielegalnym udziale przedsiębiorcy w obrocie towarem konieczne jest ustalenie, czy dochował on należytej staranności w doborze kontrahentów.

Sąd wskazał, że od dokonującego obrotu towarem przedsiębiorcy nie można oczekiwać zachowań właściwych dla organu podatkowego, chociażby dlatego, że nie dysponuje on instrumentami prawnymi, jakimi dysponuje organ. Można jednak wymagać od niego klasycznej przezorności w transakcjach handlowych, której zachowanie pozwala mu utrzymać prawo do odliczenia VAT, nawet jeśli gdzieś na którymś z etapów łańcucha dostaw rzetelność naliczeń tego podatku została przerwana.

Spółka prowadzi międzynarodowy biznes od kilkunastu lat, więc ma wielu kontrahentów

W ocenie sądu świadomość spółki co do powiązań osobowych między odbiorcami jej dostaw ani też wiedza odnośnie tego, że towar dostarczony za granicę wróci następnie do Polski, nie mogą przesądzać o świadomości spółki co do bycia uczestnikiem oszustwa podatkowego w VAT. Jak zwrócił uwagę sąd, spółka dokonywała nabyć towaru od podmiotów, które faktycznie nim dysponowały. Sama spółka działa prężnie na rynku od 2001 r., podejmując inwestycje i międzynarodową ekspansję swojego biznesu. Taką działalność charakteryzuje wielość kontrahentów i rozwojowość. Organy nie zanegowały tego, iż spółka płaciła za towar, jak i sama otrzymywała zapłatę za swoje dostawy, w tym od podejrzanej przez organy o oszustwa estońskiej firmy. Nie zostało udowodnione, że nie weryfikowała swoich kontrahentów, a wręcz przeciwnie – między spółką a nimi dochodziło do spotkań.

Odmawiając zwrotu VAT przedsiębiorcy organ powinien rozważyć czy jest w stanie wskazać dowody na jego świadomy udział w oszustwie

Estońska spółka nie została wykreślona ani z polskiego rejestru podatników VAT dokonujących WDT, ani z jego estońskiego odpowiednika. A gdyby to nastąpiło, wówczas mogłoby być okolicznością obciążającą spółkę, jeśli dokonałaby ona transakcji z firmą z takich rejestrów wykreśloną. Spółce nie udowodniono celowego dopuszczenia się nieprawidłowości. Takie ustalenia organy poczyniły dopiero w odniesieniu do kolejnych nabywców towaru, a i nie wykazały, jakoby spółka w badanym okresie mogła o nich wiedzieć, lub przy należytej staranności powinna co najmniej wiedzieć. Sama spółka, nabywając towar i odsprzedając, faktycznie go otrzymywała, jak i otrzymywała na czas płatności. Trudno więc było oczekiwać od niej, by cokolwiek w tych transakcjach powinno wzbudzać jej wątpliwości w zakresie rzetelności przeprowadzanych transakcji oraz samych kontrahentów. We współczesnym biznesie trudno wymagać, by podobne wątpliwości wzbudzić miały powiązania osobowe czy kapitałowe kontrahentów. Nie jest bowiem niczym nadzwyczajnym, że jedna osoba zasiada w organach lub posiada udziały kilku spółek. Sąd w podsumowaniu stwierdził, że organy, negując decydującą wartość ustaleń prokuratury, same nie przedstawiły dowodów wystarczających na przypisanie spółce świadomego uczestnictwa w karuzeli VAT. Stając w obronie spółki, orzekł:

„Zebrany materiał dowodowy koncentruje się raczej na wskazaniu dowodów świadczących o istnieniu zorganizowanego procederu oraz na zakwestionowaniu transakcji dokonywanych przez kontrahentów skarżącej, lecz nie zawiera dowodów wskazujących w sposób jednoznaczny na jej świadome działania, czy też niedochowanie przez nią należytej staranności w tym względzie (…) Organ powinien rozważyć, czy jest w stanie wskazać dowody na świadomy udział skarżącej w nielegalnym procederze” (wyrok WSA w Białymstoku z 7 października 2020 r., sygn. akt I SA/Bk 399/20).

Winę trzeba wykazać, a nie tylko o nią podejrzewać

Białostocki sąd słusznie krytykuje organy za to, że przypisując przedsiębiorcy świadomy udział w karuzeli VAT, koncentrują się na fakcie ustalenia istnienia samego procederu, zapominając, że prawa podatnika, w tym prawo do odliczenia VAT, nie mogą ucierpieć wskutek tego tylko, że w łańcuchu dostaw któraś z nich stanowi oszustwo podatkowe, o czym podatnik ten nie miał wiedzy ani też przy dochowaniu należytej staranności nie mógł wiedzieć.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

W pogoni za technologiczną suwerennością czy nowym protekcjonizmem?

We wtorek (15.12.20) została opublikowana propozycja legislacyjna Komisji Europejskiej ws. Digital Services Act („DSA”). 9 września br. zakończyły się konsultacje publiczne przeprowadzone przez Komisję Europejską na temat kształtu przyszłych przepisów, w których Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wziął udział. Ponadto, swoje opinie w tym zakresie przedstawili również European Enterprise Alliance oraz SME Connect.

W wydarzeniu poświęconemu dyskusji o technologicznej suwerenności Europy oraz DSA wzięli udział Marianna Sidoroff, Zastępca Dyrektora Departamentu Gospodarki Elektronicznej w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, która wygłosiła keynote speech oraz Fredrik Erixon, Dyrektor European Center for Political Economy, który przedstawił raport „Europa na tropie suwerenności technologicznej”. Ponadto w dyskusji panelowej wzięli udział Horst Heitz, przewodniczący Komitetu Sterującego, SME Connect, Tomasz Snażyk, Prezes Fundacji Startup Poland oraz Michał Kanownik, Prezes Zarządu Związku Cyfrowa Polska (ZIPSEE).

Digital Services Act ma na celu uregulowanie świadczenia usług cyfrowych i stworzenie równych warunków konkurencji z przedsiębiorstwami UE. Niemniej, nowa unijna regulacja niesie za sobą również określone konsekwencje dla MŚP, w szczególności tych w Europy Centralno-Wschodniej.

– W naszym wkładzie do konsultacji apelowaliśmy o poszanowanie podstawowych zasad jednolitego rynku cyfrowego takich jak choćby zasada kraju pochodzenia. Przedsiębiorcy potrzebują jasnych i zwięzłych ram regulacyjnych, które nie osłabią rozwoju technologicznego. W szczególności tyczy to się firm z sektora MŚP, których rozwój jest wspierany przez platformy – mówi Marcin Nowacki, Wiceprezes ZPP.

Istotne jest zachowanie zasady państwa pochodzenia. Zgodnie z tą zasadą przedsiębiorstwa mogą świadczyć usługi cyfrowe w innych Państwach Członkowskich na podstawie praw obowiązujących w ich kraju macierzystym, czyli państwie pochodzenia. Zasada państwa pochodzenia jest szczególnie ważna dla przedsiębiorstw z sektora MŚP oraz z regionu Europy Środkowo Wschodniej ponieważ niweluje ona obawy przed stosowaniem prawa obcego w przypadku sporu sądowego.

– Pandemia COVID-19 przyspieszyła cyfrową transformację naszego społeczeństwa w niespotykanym wcześniej tempie. infrastruktura cyfrowa okazała się fundamentalna dla naszego społeczeństwa.– zaznacza Marianna Sidoroff, Zastępca Dyrektora Departamentu Gospodarki Elektronicznej w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, i dodaje – Koncepcja suwerenności technologicznej łączy dla nas strategię gospodarczą z wartościami. Dążymy do ochrony podstawowych wartości Unii Europejskiej, pozwalając jednocześnie na rozwój firm na jednolitym rynku.

W ostatnim czasie byliśmy świadkami postępów legislacyjnych w zakresie nadzoru nad treściami internetowymi w kilku państwach członkowskich. Niestety, doprowadziło to również do powstania rozbieżności pomiędzy przepisami krajowymi, a czasem nawet regionalnymi i lokalnymi. Rozdrobnienie prawne utrudnia swobodny przepływ usług i w konsekwencji funkcjonowanie jednolitego rynku. Efektywna regulacja w tym zakresie powinna brać pod uwagę istniejące prawodawstwo przy określaniu potrzeb w kontekście podejścia sektorowego lub horyzontalnego oraz minimalizować fragmentację na poziomie krajowym.

Ponadto bardzo problematyczne wydaje się wprowadzenie regulacji ex ante. Platformy internetowe odgrywają szczególnie dużą rolę w rozwoju firm z sektora MŚP. Dzięki nim małe firmy zdobyły możliwość wejścia na rynek, ekspansji i rozszerzania działalności poza rynek krajowe, które były do tej pory niemożliwe. Fakty te pokazują, że wprowadzenie wymagającej regulacji ex ante może negatywnie wpłynąć na firmy z sektora MŚP, a w rezultacie na zmniejszenie wyboru oferowanego konsumentom. W związku z tym, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców uważa, że projektowane przepisy powinny opierać się na obecnie obowiązujących regulacjach takich jak Rozporządzenie P2B.

Branża gier wideo pnie się w górę. Rośnie zapotrzebowanie na pracowników

Rozwój technologii umożliwiający wprowadzanie nowatorskich rozwiązań, świetna prasa takich gier, jak „Wiedźmin” czy zapowiadany od dawna „Cyberpunk 2077”, trwająca pandemia. To wszystko sprawiło, że branża game development wystrzeliła mocno w górę, generując zwiększony popyt na pracowników tego sektora. Aktualną sytuację na rynku gier analizują eksperci Kodilla.com i Devire.

Ponad 2 miliardy graczy na całym świecie, ponad 200 miliardów dolarów na inwestycje w skali globalnej i przychody polskiej branży gier sięgające 500 milionów euro – tak przedstawiają się statystyki z tzw. sektora gamedev podane w raporcie poświęconym branży gier Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Dziś polskie studia, w których powstają gry, stają się jedną z sił napędowych krajowej gospodarki. W Polsce jest ich nieco ponad 400 i już teraz zatrudniają ok. 10 tys. pracowników. To programiści gier, graficy, testerzy, scenarzyści, dźwiękowcy czy kompozytorzy – wylicza Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania online Kodilla.com.

Z zaprezentowanych przez PARP danych wynika ponadto, że w Polsce jest 16 milionów graczy, a pod względem generowanych przychodów (ponad pół miliarda euro, z czego sam eksport generuje blisko 96% tej kwoty) znajdujemy się na 20. miejscu na świecie. Ponad 40 firm z polskiego sektora gier notowanych jest na warszawskiej giełdzie (12 na głównym parkiecie). Na dzień 1 lipca 2020 r. kapitalizacja przekroczyła 11,7 miliarda euro, z czego niemal 8,7 mld to CD Projekt (Wiedźmin i Cyberpunk 2077), a przecież światowe triumfy święcą też Techland i Ten Square Games (drugie miejsce w rankingu najwyżej wycenianych spółek na warszawskiej giełdzie w lipcu 2020 roku) oraz Huuuge Games.

Kim są najbardziej pożądani pracownicy na rynku gier?

Rozkwit sektora gamedev oznacza rosnący popyt na specjalistów tej branży. Jak podaje Devire, w porównaniu do zeszłego roku obserwuje się tu ok. 7% wzrost zatrudnienia. Lokalizacjami, w których ofert zatrudnienia jest szczególnie dużo są: Gdańsk, Katowice i Poznań. Z kolei najpopularniejszymi stanowiskami w branży gier wideo są obecnie: Unity i Unity3D Developerzy, Game Project Managerowie i Graphic Designerzy. Poza tym poszukiwani są kandydaci typowi dla innych branż z sektora IT. Mowa m.in. o analitykach, testerach, produkt managerach.

W tej chwili na portalach rekrutacyjnych i ogłoszeniowych można znaleźć blisko 300 ofert pracy na stanowiska związane z game developmentem – dodaje Dominika Opozda, starszy rekruter IT & Telecoms w Devire.

Czego potrzeba, aby dostać się do branży gamingowej?

W przypadku gamedevu dla pracodawców liczy się nie tylko umiejętność kodowania czy logicznego myślenia, ale przede wszystkim kreatywność i pasja do gier. Dodatkowo specjaliści w tej dziedzinie muszą posiadać umiejętności z pogranicza IT, projektowania graficznego, animacji 3D czy montażu wideo. Magdalena Rogóż z Kodillla.com zwraca uwagę na jeszcze jedną, bardzo istotną w ostatnim czasie umiejętność, jaką jest znajomość technologii mobilnych:

Według danych App Annie oraz IDC w 2020 roku gry mobilne ponad 2,8-krotnie zwiększyły swoją przewagę nad komputerowymi i ponad 3-krotnie w stosunku do gier konsolowych. Co więcej, w trzecim kwartale tego roku wydatki konsumentów na gry mobilne przekroczyły 20 miliardów dolarów! Obok takich danych nie można przejść obojętnie – dodaje ekspertka.

Ile zarabia się w gamedevie?

Jak wynika z danych Devire, zarobki w tej branży nie odbiegają specjalnie od poziomu wynagrodzeń juniorów na innych stanowiskach w IT.

Junior, zazwyczaj na UoP lub umowie zlecenie, zarabia od 4 do 6 tys. zł brutto. Programista gier na poziomie mid otrzymuje średnio 7 – 11  tys. zł netto przy kontrakcie B2B, a na poziomie senior 12 – 18 tys. zł netto. Mimo wciąż rosnącej popularności i zainteresowania grami wideo, zarobki stale plasują się nieco niżej niż te w web developmencie – omawia Dominika Opozda.

Na stanowisku mid, pracodawcy wymagają minimum 2-3 lat doświadczenia. Warto jednak zaznaczyć, że lata doświadczenia w przypadku game developerów nie są decydujące, ponieważ pracodawcy zwracają przede wszystkim uwagę na realne umiejętności i kompetencje. Kandydat powinien mieć w swoim portfolio co najmniej kilka realizacji komercyjnych. Niestety, jak przyznają rekruterzy, często brakuje tego elementu w aplikacjach potencjalnych pracowników. Dla pracodawcy istotne jest również posiadanie przez kandydata opublikowanych gier na iOS App Store czy Google Play.

Pandemia przyczyną większych wydatków na gry mobilne

Z analiz wynika, że do wzrostu znaczenia rynku gamingowego w Polsce w dużej mierze przyczyniła się pandemia i fakt, że gracze zaczęli szukać sposobów na rozrywkę w domu. Choćby krótką, w przerwie między codziennymi obowiązkami, pracą, nauką, czy po prostu taką, która nie angażuje zbyt dużo uwagi i jest szybko dostępna. Łatwiej bowiem chwycić za telefon czy tablet i odpalić aplikację, niż włączyć komputer czy konsolę i czekać na uruchomienie się systemu. Inna sprawa, że w przypadku gier mobilnych, dużo łatwiej wydać kilkakrotnie mniejsze sumy, niż jednorazowo zapłacić większą kwotę za gry konsolowe czy komputerowe.

– Jak czytamy w raporcie agencji marketingu mobilnego Spicy Mobile z 2019 r. (dane oparto na analizach Newzoo i Wargaming), polski rynek gier jest aktualnie wart 541,5 mln dolarów, przy czym 40% tej kwoty (216,2 mln $) stanowią wydatki na gry mobilne na smartfony i tablety. Pozostałe 325,3 mln dolarów polscy gracze przeznaczają na gry PC oraz gry konsolowe. To pokazuje jak bardzo ten rodzaj rozrywki zyskuje na znaczeniu i że można liczyć na rosnące zapotrzebowanie na specjalistów w tym obszarze rynku gier, ale też technologii mobilnych – podsumowuje Magdalena Rogóż.

Oprac. Kodilla.com

Rewolucja w benefitach. Praca elastyczna ważniejsza niż pakiet medyczny

Benefity pracownicze jakie dotychczas znaliśmy, w dużej mierze straciły na aktualności. Reżim sanitarny i wprowadzone obostrzenia diametralnie zmieniły oczekiwania pracowników, dla których kluczowe stały się dodatki związane z komfortem, wygodą i bezpieczeństwem. W czasie pandemii benefitem nie są już więc owocowe poniedziałki, a np. darmowe sesje z psychologami, dofinansowanie sprzętu do pracy zdalnej czy możliwość pracy rotacyjnej z bezpiecznego, nowoczesnego biura.

Activy, twórca aplikacji mobilnej opartej o grywalizację, postanowił sprawdzić jakie dodatki są obecnie najbardziej pożądane przez pracowników w Polsce. Najwięcej, bo aż 73,7 proc. badanych wskazało na elastyczne podejście do miejsca i czasu pracy. Co ciekawe to wskazanie wyprzedziło nawet tak ważny benefit – zwłaszcza w odniesieniu do aktualnych realiów – jak pakiet medyczny (73,2 proc. wskazań). Trzecie miejsce, z wynikiem ponad 67 proc. głosów otrzymało dofinansowanie do kursów, szkoleń i nauki języków.

Te wyniki w pełni potwierdzają nasze codzienne obserwacje w Business Link. Nasi klienci szukają rozwiązań, które pozwolą im na optymalizacje biznesowe  i szybko dostosować się do zmieniającej się rzeczywistości – przede wszystkim dla swoich pracowników. Elastyczna praca doskonale wpisuje się w nową normalność. Badania, nie tylko te przeprowadzone przez Activa, pokazują, że pracownicy są już zmęczeni przymusowym home office i woleliby bardziej hybrydowe rozwiązania, łączące pracę w domu i w biurze. Każda firma, która to umożliwi, zyska dużą przewagę w walce o talenty rynkowe mówi Jakub Bartoszek, Dyrektor Sprzedaży w Business Link.

Pracownicy chcą pracować rotacyjnie

Na rosnące znaczenie pracy elastycznej wskazują m.in. tegoroczne badania Grafton Recruitment i CBRE. Wynika z nich, że wybór home office jako modelu pracy jest wyłącznie tymczasową alternatywą dla pracy biurowej i w przyszłości ten trend będzie się nasilał. Zaledwie 6 proc. badanych chciałoby pracować wyłącznie z domu, a zdecydowana większość preferuje zbalansowany system mieszany. W badaniu pracownicy wskazywali m.in. na dużą potrzebę utrzymywania kontaktów międzyludzkich, ryzyko zaburzenia work-life balance oraz większe zmęczenie wynikające z łączenia obowiązków domowych
z wykonywaniem pracy z domu.

Podobne wnioski można wysnuć z najnowszego badania przeprowadzonego przez serwis Pracuj.pl, w którym 57 proc. pracowników zadeklarowało, że w czasie pracy zdalnej doceniło możliwość chodzenia do biura i przeprowadzania bezpośrednich spotkań. I choć zdecydowana większość respondentów chciałaby kontynuować pracę zdalną po zniesieniu obostrzeń, to jedynie 16% z nich planuje robić to w pełnym wymiarze godzin.

Dobry benefit to dostępny benefit

W dobie pandemii, kryterium przemawiającym za atrakcyjnością poszczególnych benefitów jest przede wszystkim ich dostępność i możliwość szybkiego wykorzystania. O ile praca elastyczna czy kursy internetowe to dodatki, które idealnie wpisują się w dzisiejsze realia, o tyle owocowe poniedziałki, pokoje gier i masażu okazują się niemal kompletnie nieprzydatne. Potwierdzają to badania zrealizowane przez PBS dla Sodexo and Rewards Services Polska, według których w ostatnim czasie niemal 6,4 miliona Polaków nie mogło bezpiecznie i bez przeszkód wykorzystać otrzymanego od firmy benefitu.

Aż 49 proc. ankietowanych wskazało także, że w obecnej sytuacji pracodawcy powinni dostosowywać oferowane dodatki do możliwości ich wykorzystania w nowych realiach. Czy tak się jednak dzieje? Okazuje się, że nie – zaledwie 16 proc. badanych stwierdziło, że ich szefostwo przeprowadziło jakiekolwiek zmiany w tym zakresie.

Dostosowywanie rozwiązań w firmie do obecnych okoliczności jest niezwykle ważne, nie tylko ze względu na budowanie motywacji czy poziomu zadowolenia i komfortu pracowników. Dla pracodawców nowe rozwiązania biurowe to także wymierne korzyści w postaci efektywnie zainwestowanych środków. Dziś, gdy działy finansowe dwa razy oglądają każdą wydaną złotówkę, efektywność działań staje się ważna jak nigdy dotądmówi Jakub Bartoszek.

Safety first

Benefitem pracowniczym, który zwykle nie figuruje w zestawieniach i rankingach, jest dziś także poczucie bezpieczeństwa w miejscu zatrudnienia. Z badania PBS dla Sodexo and Rewards Services Polska wynika, że aż 70 proc. respondentów oczekuje od pracodawcy zapewnienia niezbędnych środków ochrony osobistej. Polacy chcą wykonywać pracę w bezpiecznych biurach, jednak jak wynika z badań serwisu Pracuj.pl co trzeci ankietowany jest zdania, że poziom higieny w jego biurze nie jest zapewniany na odpowiednim poziomie. Higiena i bezpieczeństwo mają również fundamentalne znaczenie dla kandydatów. Według danych Grafton Recruitment oraz CBRE aż 43 proc. osób szukających pracy dokładnie sprawdza firmę pod względem bezpieczeństwa, weryfikując np. odległość biurek i dostęp do płynów do dezynfekcji.

Nasze codzienne obserwacje są tożsame z przytoczonymi wynikami badań. Dlatego we wszystkich lokalizacjach Business Link dokładamy najwyższych starań by poziom bezpieczeństwa i czystości był jak najwyższy. Dbamy także o odpowiednią aranżację przestrzeni biurowej, która stanowi punkt wyjścia do komfortowej organizacji pracy i przemieszczania się pracowników. Biura Business Link wyposażone są
w system drzwi otwieranych kartą, umożliwiający niemal bezdotykowe korzystanie z przestrzeni. Dodatkowo w całym biurze, w bliskich odległościach dostępne są płyny odkażające, a wszystkie kluczowe miejsca są na bieżąco dokładnie dezynfekowane. Mamy pełne przekonanie, że zapewnienie miejsca pracy o wysokim standardzie bezpieczeństwa, które można wykorzystać jako alternatywę dla pracy z domu, jest dziś realnym benefitem, na który zwraca uwagę coraz więcej pracowników i pracodawców
mówi Jakub Bartoszek i dodaje, że nie ma już powrotu do rozwiązań sprzed pandemii. – Mity związane z praca zdalną zostały odczarowane, zarówno te negatywne jak i pozytywne. Dlatego hybrydowy model pracy zostanie z nami  z pewnością na dłużej. Warto już dziś szukać rozwiązań, które na tę potrzebę odpowiedząocenia.

Asseco dołącza do Związku Cyfrowa Polska

Asseco, lider w dziedzinie IT w Polsce rozpoczyna współpracę ze Związkiem Cyfrowa Polska. Organizacje chcą wspólnie upowszechniać rozwiązania cyfrowe oraz budować świadomość na temat tego jakie możliwości dają nowoczesne technologie w biznesie.

Przystąpienie do Związku Cyfrowa Polska to przede wszystkim kontynuacja działań Asseco w zakresie szerokiego podejścia do digitalizacji i procesów paperless. Jako lider cyfryzacji w Polsce chcemy brać aktywny udział w działaniach na rzecz upowszechniania rozwiązań cyfrowych i edukowania rynku co do możliwości wykorzystywania technologii w biznesie. Jestem przekonany. że wspólne działanie na rzecz różnych obszarów gospodarki przyniesie korzyści nam wszystkim i pozwoli jeszcze w większym zakresie czerpać z możliwości jakie dają nam rozwiązania cyfrowe – mówi Artur Miękina, dyrektor sprzedaży projektów kluczowych, Asseco Data Systems.

Z kolei prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik zaznacza, że dziś digitalizacja oraz rozwój procesów paperless to jedno z ważniejszych wyzwań, jakie stoją nie tylko przed polskim biznesem, ale też administracją. – Rozwój e-usług musi następować wraz z podnoszeniem kompetencji i świadomości. Zwłaszcza, że e-usługi to nie tylko rozwiązania dla firm. To także wielkie ułatwienie dla większości obywateli oraz administracji publicznej – mówi Michał Kanownik. I dodaje: – Mam nadzieję, że wspólnie będziemy mogli wspierać upowszechnianie się zwłaszcza takich rozwiązań, które zwiększają cyberbezpieczeństwo. A paperless czy e-podpis niewątpliwie do nich należą.

Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne szansą na wyjście z kryzysu

Tarcza antykryzysowa 4.0 z czerwca wprowadziła w życie przepisy o uproszczonej restrukturyzacji. Jest to rozwiązanie, które może uchronić firmy przed upadłością. Czas jest jednak ograniczony. Przepisy o uproszczonym trybie obowiązują do 30 czerwca 2021 roku. Nie warto więc czekać z decyzją, zwłaszcza że ratowanie biznesu wymaga szybkich i zdecydowanych działań.

Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne jest nowością w polskim prawie. Dotychczas w ten proces musiał angażować się sąd, co znacznie wydłużało całą procedurę. W wielu przypadkach odbijało się to negatywnie na kondycji firm. Celem restrukturyzacji jest wypracowanie najkorzystniejszego porozumienia z wierzycielami i uporządkowanie wszelkich spraw przed rozliczeniem zobowiązań.  Upadłość dłużnika nigdy nie jest korzystna dla wierzycieli, dlatego wypracowanie kompromisu pomiędzy dwiema stronami jest istotne. Strony powinny opracować również plan przewrócenia rentowności przedsiębiorstwa, wyodrębnić rentowne aspekty działalności oraz ograniczyć te, które przynoszą straty. Plan powinien zawierać również nowe sposoby finansowania. Standardowe rozwiązanie, czyli kredyt, w przypadku przedsiębiorstw zadłużonych nie wchodzi w grę. Szansą może być znalezienie inwestora, sprzedaż części udziałów albo połączenie się z innym podmiotem.

Musimy pamiętać, że podejmując decyzję o restrukturyzowaniu firmy, należy działać bez zbędnej zwłoki. Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne zdecydowanie różni się od znanych do tej pory czterech form restrukturyzacji. Jest przede wszystkim znacznie krótsze i ograniczone czasowo. Przedsiębiorca może je wykorzystać tylko raz i to przy pomocy doradcy restrukturyzacyjnego. W tym rodzaju postępowania rola sądu sprowadza się do minimum, jest ograniczona tylko do zatwierdzenia zawartego układu.

Postępowanie rozpoczyna się od zawarcia umowy z doradcą restrukturyzacyjnym, który będzie pełnił rolę nadzorcy. Formalne rozpoczęcie postępowania ma miejsce w chwili opublikowania obwieszczenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Kolejne kroki należy podjąć szybko, ponieważ w ciągu czterech miesięcy konieczne jest złożenie w sądzie układu zawartego z wierzycielami, co wymaga intensywnej pracy. W całym procesie nieoceniona jest pomoc doradcy, który nie tylko pomoże w sprawnym przejściu przez cały proces, ale też będzie pośrednikiem w negocjacjach z wierzycielami. Takie negocjacje nigdy nie są łatwe, a doświadczony specjalista pomoże dobrać takie argumenty, które przekonają wierzycieli do ograniczenia swoich roszczeń. Należy pamiętać, że postępowanie nie w każdym przypadku kończy się sukcesem. Jeżeli w ciągu wyznaczonych 4 miesięcy nie uda się zatwierdzić układu z wierzycielami, dłużnik może złożyć uproszczony wniosek o ogłoszenie upadłości lub rozpoczęcie postępowania sanacyjnego. Gwarantuje to ochronę majątku i przejście do kolejnych kroków, czyli restrukturyzacji, lub postepowania upadłościowego.

Jak wynika z danych Monitorów Sądowych i Gospodarczych uproszczona forma restrukturyzacji cieszy się wśród przedsiębiorców dużą popularnością. Nie ma w tym nic dziwnego, jest to obecnie najszybsze i najsprawniejsze postępowanie, dodatkowo jego charakter jest pozasądowy. Mogą z niego skorzystać osoby obawiające się niewypłacalności. Restrukturyzacja jest szansą na zahamowanie rosnącej liczby bankructw i upadłości w trzecim kwartale 2020 roku aż 72% otwieranych postępowań restrukturyzacyjnych odbywało się według nowej procedury. Jest to najlepszy dowód na to, że ta forma restrukturyzacji jest atrakcyjna dla przedsiębiorców.

Komentarz przygotowany przez Bartosza Kaczmarczyka, eksperta Fundacji Centurion

2020 – rok zaufania. Jakie działania marek doceniają konsumenci w czasie pandemii?

Czas pandemii to bez wątpienia sprawdzian funkcjonowania biznesu, ale także moment, w którym działaniom poszczególnych marek przyglądają się  konsumenci. Na co szczególnie zwracają uwagę w tzw. nowej rzeczywistości?

W niepewnych czasach Polacy (i nie tylko) poszukują firm ukierunkowujących się na człowieka.  Z raportu  „Global Marketing Trends 2021” wynika, że aż jedna czwarta badanych odeszła od brandów, które ich zdaniem skupiały się wyłącznie na swoich interesach, a zdecydowana większość (79 proc. ankietowanych) zna marki, które w swoich działaniach w obliczu pandemii pomogły zarówno klientom, jak i pracownikom oraz większym społecznościom. Co więcej okazuje się, że świadomość i wiedza konsumentów przekłada się na ich konkretne działania. Z danych Deloitte wynika, że klienci sięgają po produkty firm, które w swoich działaniach pokazują człowieczeństwo ponad 1,5 częściej[1]. Sposób funkcjonowania biznesu przekłada się także na pracowników – widząc „ludzkie” oblicze swojej firmy czują się bardziej zmotywowani do pracy. – Społeczna odpowiedzialność biznesu w czasie pandemii zyskała jeszcze większe znaczenie niż dotychczas. Zaangażowanie w pomoc charytatywną nadaje działaniu organizacji tzw. „wyższy cel” i jednoczy, często rozproszone, zespoły wspierając tym samym działanie organizacji w niepewnych czasach – komentuje Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Klient chce być blisko

Oczekiwania konsumentów to jeden z głównych wyznaczników projektowania działań marketingowych. Mijający rok szybko i gwałtownie zweryfikował rzeczywistość zmuszając firmy do szybkiego odnalezienia się w nowej sytuacji. Dla klientów niezwykle istotna stała się m.in. komunikacja na linii marka – konsument i wyjście naprzeciw największym bieżącym wyzwaniom. – Zaufanie klienta to proces, który buduje się latami i który uwzględnia wszystkie działania podejmowane przez firmę. W trudnych czasach konsumenci chcą wybierać i wybierają znane sobie brandy, z którymi się utożsamiają – tłumaczy Stephane Tikhomiroff. Co ciekawe na znaczeniu nabrał również realny udział konsumentów w życiu marki. Z badań wynika, że jedna czwarta z nas wzięła w ostatnim roku udział w rozmowach na temat brandu m.in. w mediach społecznościowych. Najbardziej aktywni i skłonni do takich działań są konsumenci w wieku 18 – 25 lat[2]. Młodzi ludzie chcą uczestniczyć w życiu marki, a wybierając tę konkretną stają się automatycznie jej ambasadorami.

Działanie firmy ukierunkowane na człowieka, wzmocnienie komunikacji z konsumentami i szybkie odnalezienie się w tzw. nowej rzeczywistości zdefiniowały funkcjonowanie biznesu w mijającym roku i z całą pewnością będą odgrywały istotną rolę także w 2021 r. Coraz liczniejsze grono smart konsumentów oczekuje od firm określonych działań, a te z kolei przekładają się na decyzje zakupowe Polaków. Warto pamiętać, że kryzys mimo, iż wiąże się z wieloma wyzwaniami jest jednak zawsze także i szansą na ewaluację działań, wzmocnienie siły brandu oraz zacieśnienie relacji z klientami.

[1] https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/deloitte-digital/Informacje-prasowe/Raport-Global-Marketing-Trends-2021.html?nc=1

[2] https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/deloitte-digital/Informacje-prasowe/Raport-Global-Marketing-Trends-2021.html?nc=1

Branża Consumer Finance na zakręcie – prognoza 2021

Czy za kilka lat będą pożyczać za nas roboty? Personalni asystenci, po przeanalizowaniu naszych przepływów finansowych oraz planów sami będą szukać dla nas najlepszych rozwiązań finansowych oraz wnioskować o pożyczkę? Rolą konsumenta będzie jedynie wyrażenie zgody na idealnie dobraną ofertę. Wśród scenariuszy na najbliższe lata są zarówno te organiczne, jak i bardziej agresywne. Jedno jest pewne: pandemia zmieniła rynek Consumer Finance i nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Czy można zatem prognozować co wydarzy się w branży w perspektywie najbliższych lat? Na te i inne pytania odpowiada dr Katarzyna Jóźwik, Dyrektor Generalna Smartney.

Rynek Consumer Finance to złożony ekosystem, który zmienia się na naszych oczach. Na transfiguracje zachodzące w branży wpływa nie tylko globalna pandemia, ale również szereg czynników z nią związanych: niepewność gospodarcza, nowe regulacje i presja cenowa z nimi związana, postępująca digitalizacja, zmieniające się potrzeby konsumentów.  Czy w tej sytuacji można przewidzieć przyszłość? Jak już zmienił się rynek Consumer Finance a co go jeszcze czeka w najbliższych latach?

Jak wirus zmienił branżę Consumer Finance?

Pandemia i agresywna interwencja Państwa w codzienne życie i biznes spowodowały, że świat, który znaliśmy przestał istnieć. Praca i nauka zaczęła odbywać się z domu, duża część życia przeniosła się do sfery online, rozwój branży e-commerce przyspieszył o kilka dobrych lat. Na rynku finansowym również nastąpiły zmiany: oddziały i placówki zaczęły obsługiwać znacznie mniejszą liczbę klientów, pośrednicy finansowi ograniczyli działalność, wzrosła liczba użytkowników bankowości internetowej, wiele firm przyspieszyło procesy digitalizacji, a dla niektórych z nich cyfryzacja stała się swoistym sprawdzianem „być albo nie być”. Okazało się, że tradycyjne modele biznesowe, które sprawdzały się przed pandemią, teraz wymagają zmian, podobnie jak formy sprzedaży i sposoby komunikacji z konsumentami. Wiele firm zaczęło szukać nowych rozwiązań, nawiązywać współprace z innymi przedsiębiorstwami, stawiać na partnerstwa i kooperacje. Wśród konsumentów dało się zauważyć tych, którzy postanowili zoptymalizować codzienne życie i wydatki oraz wstrzymać się z realizacją niektórych planów, a wręcz odłożyć je na inny moment. Obsługa takich konsumentów stała się dla firm dodatkowym wyzwaniem.

Ostatnio na Konferencji Consumer Finance padło pytanie co pozytywnego przyniósł sektorowi kryzys?

Tak. Właśnie wtedy powiedziałam, że wiele firm zniknęło z rynku, wiele walczy o przetrwanie, więc trudno jednoznacznie wskazać plusy tej sytuacji. Po pierwsze duża liczba przedsiębiorstw, przez sytuację pandemiczną, ma ograniczony dostęp do finansowania, a to wpływa negatywnie na dalszy rozwój i innowacje. W niektórych przypadkach wręcz determinuje przetrwanie organizacji w branży. Tymczasem inwestorzy wykazują niepewność i wstrzymują część funduszy, co znajduje odzwierciedlenie w niepewnej sytuacji gospodarczej. Ceny kredytów spadają. Optymizm konsumentów również jest niższy, pomijając fakt, że wielu z nich jest wykluczonych z finansowania w większym stopniu aniżeli przed pandemią. Jeśli przyjmiemy, że nowa sytuacja, w której znalazł się rynek, jest swoistego rodzaju stress testem dla branży, to będzie można powiedzieć, że wymusił on pewne działania, które można byłoby zaliczyć do pozytywów. Firmy postawiły na optymalizację biznesów i zbudowały lepszą strukturę kosztów. Zdecydowanie poważnie zajęły się kwestią digitalizacji procesów, postawiły na nowe partnerstwa biznesowe. Także dynamiczny rozwój e-commerce, przyspieszony pandemią, przyniósł sporo nowych możliwości.

Czy Smartney zaadaptował swój model biznesowy do nowej rzeczywistości?

Oczywiście. Jako nowy gracz na rynku mieliśmy szansę już od początku zaprojektować procesy z myślą o ich pełnej automatyzacji, więc w tym zakresie wiele zmian nie było. Natomiast dostosowaliśmy ofertę do nowej rzeczywistości, zredukowaliśmy koszty, nawiązaliśmy nowe relacje biznesowe np. z nowymi pośrednikami finansowymi jak Open Finance czy Expander. Wreszcie, w odpowiedzi na boom w e-commerce i zgodnie ze strategią Grupy Oney Bank, wprowadzamy produkty finansujące zakupy w sieci. Pierwszym, ale nie ostatnim ruchem w tym kierunku, jest współpraca z operatorem Blue Media. Dzięki niej pojawił się nowy produkt dedykowany konsumentom robiącym zakupy w sieci. Produkt pozwala finansować zakupy z pożyczki w małych ratach, ewentualnie bezkosztowo ją zwrócić w ciągu 30 dni, tym samym odraczając płatność za zakupy. Obserwujemy, iż boom na kupowanie online jest podyktowane nie tylko pandemią i bezpieczeństwem zdrowotnym, ale również wygodą, oszczędnością czasu, optymalizacją kosztów etc. Z najnowszego raportu „E-commerce i fintechy. System naczyń połączonych” wynika, że duża część konsumentów, którzy zaczęli kupować online podczas pandemii, będzie robić to dalej po jej zakończeniu. Konsumenci, którzy kupują na odległość nie zawsze chcą zamrażać gotówkę, zwłaszcza gdy nie są pewni, czy będą oddawać towar czy nie. Dlatego rośnie rynek rozwiązań finansowych, dzięki którym będą mogli kupić produkt teraz, a zapłacić za niego później.

Jak będzie wyglądała przyszłość Consumer Finance?

Trudno kreślić dokładne scenariusze, gdy nawet bliska przyszłość jest tak niepewna. Już dzisiaj widać, że branża przejdzie przyspieszoną transfigurację, motywowana nie tylko zmianami w zachowaniu klientów, ale także tymi w otoczeniu ekonomicznym czy regulacyjnym. Łatwiej mówić zatem o przypuszczeniach, aniżeli konkretnych prognozach. Moim zdaniem kooperacje i partnerstwa biznesowe będą wciąż trwały. Fintechy i bigtechy będą szukały rozwiązań, które będą odpowiedzią na potrzeby rynku. Możliwe, że pojawią się rozwiązania wychodzące poza obszary o największej presji regulacyjnej np. wirtualne karty kredytowe, czy leasing konsumencki, online’owe rozwiązania lombardowe. Konkurencja może przyjść także z innych obszarów, np. dużych firm, dla których własny ekosystem i nawet finansowanie może okazać się atrakcyjnym ruchem. Postęp technologiczny i digitalizacja wciąż będą wyznaczały ścieżkę rozwoju dla wielu biznesów. Pieniądze będzie można zatem pożyczyć jeszcze szybciej, smartniej i głównie w kanale mobile. Powyższe przewidywania to scenariusz bardziej organiczny. A jaki byłby scenariusz agresywny? Cóż, z punktu widzenia klientów możliwe, że za kilka lat będziemy obserwować jak pieniądze pożyczają za nas roboty. Personalni asystenci będą analizować naszą sytuację finansową, zbierać dla nas najlepsze oferty (od innych robotów), składać wnioski kredytowe, a my? Będziemy jedynie klikać, że zgadzamy się na dobrze dobraną ofertę. Takie rozwiązania uznawane byłyby kiedyś za odległą przyszłość. Dziś wydają się prawdopodobne. Dlatego myślę, że po ekonomii doświadczeń klientów, nastąpi era „robots-friendly solutions”, które nie odbędą się bez rozlicznych rozwiązań technologicznych. To będzie prawdziwa era smarttech.

ALL IN! GAMES S.A. podpisał list intencyjny z EKIPA S.A.

ALL IN! GAMES S.A., Spółka notowana na Głównym Rynku GPW w Warszawie, podpisała list intencyjny ze spółką EKIPA S.A. Oba podmioty planują nawiązać współpracę w zakresie produkcji i wydania nowej gry.

All In! Games S.A. zawarła list intencyjny ze spółką EKIPA S.A., zgodnie z którym spółki rozpoczęły negocjacje zmierzające do współpracy przy stworzeniu i wydaniu gry. All In! Games będzie pełnił rolę wydawcy, który ma być odpowiedzialny za sprzedaż, marketing i wsparcie przy projektowaniu gry. Spółki zobowiązały się do prowadzenia negocjacji, których celem będzie uzgodnienie zasad współpracy przy stworzeniu i wydaniu gry. Powyższe negocjacje powinny zakończyć się w terminie do dnia 31 stycznia 2021 r. podpisaniem przez podmioty umowy wydawniczej regulującej zasady współpracy przy projekcie. Zarząd All In! Games S.A. jest przekonany, że potencjalna realizacja projektu z EKIPA S.A. przyniesie Spółce istotne korzyści.

„Ekipa to ludzie z niezwykłą energią i nietuzinkowymi pomysłami. Dokładnie takich nietypowych kooperacji o dużym potencjale szukamy jako wydawnictwo All In! Games. Łącząc ich kreatywność i zasięgi z naszą dbałością o poziom dopracowania, możemy razem zrobić coś naprawdę fajnego.” – komentuje Piotr Żygadło, Prezes Zarządu All In! Games S.A.

ALL IN! GAMES S.A. to polski, działający od 2018 roku, wydawca i producent gier wideo z siedzibą w Krakowie. Spółka jest notowana na Głównym Rynku GPW w Warszawie.

Przyszłość podróży służbowych

Rozprzestrzenianie się pandemii COVID-19 na całym świecie w 2020 roku spowodowało wstrzymanie podróży służbowych. W miarę zamykania granic i wdrażania ograniczeń, plany podróży zostały anulowane, a wielu pracownikom zalecono pozostanie w domach. Według Global Business Travel Association (GBTA) 98 proc. firm członkowskich odwołało lub zawiesiło wszystkie lub większość międzynarodowych podróży służbowych. 

Sytuacja zmieniała się każdego dnia – mówi Tomasz Rynkiewicz, A&H Manager, Chubb Polska. – Nawet jeśli decyzja została podjęta w tym samym tygodniu, w następnym nie miała już zastosowania.

Teraz, kilka miesięcy po wybuchu pandemii, wiele krajów powoli zaczyna się otwierać, ale jest jasne, że podróże służbowe nie powrócą nagle do wcześniejszej normy. Badania Chubb[1] pokazują, że w najlepszym razie liczba osób podróżujących w celach biznesowych może powrócić do tej sprzed pandemii latem 2021 roku.

Elastyczność i odporność

Firmy, które wznowiły podróże służbowe, muszą dostosować się do nowej rzeczywistości. Elastyczność i odporność to słowa na ustach wszystkich w dobie pandemii. Kluczowa jest również proaktywność.

Pełniąc rolę ubezpieczyciela, staraliśmy się jak najszybciej użyć tego słowa: proaktywnie. Proaktywnie pracować, proaktywnie myśleć – mówi Tomasz Rynkiewicz.

Pracownicy – co zrozumiałe – będą mieli obawy przed podróżami w erze COVID-19. Nawet w normalnych czasach podróże mogą być stresującym doświadczeniem, a dodatkowa niepewność obecnej sytuacji może zrazić nawet osoby podróżujące często w sprawach biznesowych. Firmy powinny być tego świadome i starać się zdjąć ciężar zmartwień tam, gdzie to możliwe. Tomasz Rynkiewicz zwraca uwagę, że rządy na całym świecie często zmieniają swoje zasady i ograniczenia dotyczące COVID-19, przez co pracownicy mogą martwić się, jak podróż za granicę wpłynie na ich życie osobiste.

– Jeśli musisz wyjechać za granicę, a kraj zostaje zamknięty i utkniesz tam na jakiś czas albo jeśli wrócisz na kwarantannę, jaki to ma wpływ na twoją rodzinę? Myślę, że to powszechny problem – mówi Tomasz Rynkiewicz.

Uznanie różnorodności pracowników, którymi dysponuje firma, jest kluczem do skutecznego wyboru najlepszego podejścia do zarządzania ryzykiem. Różne zawody stwarzają różne obawy: pracownik offshore (ang. offshore worker) będzie miał inne pytania dotyczące podróży niż pracownik odwiedzający biuro regionalne; pracownik budowlany będzie miał inne doświadczenie w podróżowaniu służbowym niż ekspatriant wykonujący pracę biurową.

Pracownicy chcą informacji, chcą mieć możliwość przygotowania się do podróży –  mówi Tomasz Rynkiewicz. – Chcą mieć pewność, że nie będą mieli żadnych nieprzyjemnych niespodzianek i liczą na to, że program polisy i ubezpieczenie oraz oczywiście ich firma zapewnią im takie informacje.

Aby ułatwić zarządzanie podróżami służbowymi, firmy powinny podzielić proces na etapy przed podróżą, w jej trakcie i po niej, opracowując listę kontrolną dla każdej części podróży.

Trzy etapy podróży służbowych

Firmy powinny być otwarte na dialog z pracownikami na temat podróży i dać im pewność, że biorą pod uwagę wszystkie scenariusze. Sami pracownicy również odgrywają rolę w zapewnieniu jak największego bezpieczeństwa podróży służbowych. Powinni wiedzieć, jakiego zachowania się od nich oczekuje przed wyruszeniem w podróż i jak zachowywać się w sposób oczekiwany przez ich firmę i kraje, do których podróżują. Czy muszą mieć regularne pomiary temperatury? Czy powinni nosić maskę w miejscach publicznych przez cały czas czy tylko w pewnych okolicznościach? Czy lokalne restrykcje są dla nich zrozumiałe?

Firmy powinny utrzymywać otwarte linie komunikacyjne przez cały czas, aby ich podróżujący pracownicy wiedzieli, że stale monitorują globalną sytuację i że nie są pozostawieni sami sobie z nieoczekiwanymi zdarzeniami. – Jeśli znajdą się w sytuacji, w której zostaną poddani kwarantannie lub zamknięciu, chcą wiedzieć, co się stanie i jak mogą otrzymać wsparcie w zakresie repatriacji, ewakuacji itp. A nasi klienci zarządzający ryzykiem wiedzą, że mogą polegać na nas, abyśmy zapewnili odpowiedni program ubezpieczenia i zarządzania ryzykiem – mówi Tomasz Rynkiewicz.

Wreszcie, pracodawcy powinni również zachęcać do podsumowania podróży po jej zakończeniu, aby dowiedzieć się o wszelkich napotkanych problemach lub trudnościach. Pomoże to nie tylko w rozwiązywaniu problemów i usprawnianiu procesu dla innych pracowników podczas przyszłych wyjazdów, ale także zapewni, że kierownictwo będzie mogło obserwować zdrowie psychiczne pracowników i ich poziom stresu.

Podróże w nowej rzeczywistości

Wiele firm na świecie szybko i skutecznie dostosowało się do trudnych okoliczności, w tym do przeniesienia działalności biznesowej do sieci. Warto pamiętać jednak, że według Harvard Business Review prośba skierowana do kogoś osobiście jest 34 razy skuteczniejsza niż przesłana e-mailem. Dodatkowo, dla wielu spotkanie w tym samym pokoju jest dodatkowym impulsem potrzebnym do zawarcia umowy. Podróże służbowe powrócą, ale prawdopodobnie w nieco zmienionej formie: 62 proc. respondentów spodziewało się, że zmieni się sposób funkcjonowania firmy po zakończeniu pandemii.

[1] Chubb / International Air Transport Association (IATA): 29 kwietnia 2020 r.

NCBR: Jak wygląda krajobraz innowacji w Polsce?

Opublikowana dziś analiza trendów badawczych we wnioskach składanych do NCBR jest ważnym przyczynkiem do oceny potencjału technologicznego polskich przedsiębiorstw. To także próba prognozowania tendencji dalszego rozwoju rynku innowacji w najbliższych latach.  Opracowanie opisuje innowacyjne trendy i gotowość firm do rozwijania technologii w tych właśnie obszarach. Raport sporządzono na podstawie 6761 wniosków o dofinansowanie z Funduszy Europejskich, złożonych do NCBR w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój (POIR) w latach 2016 – 2019.

Eksperci Centrum wzięli pod lupę aktywność przedsiębiorstw w sferze badań i rozwoju w ośmiu wyselekcjonowanych dziedzinach: elektronika i IT, transport i inżynieria mechaniczna, medycyna, inżynieria materiałowa, chemia, energetyka, nauki rolnicze oraz nauki społeczne. Analiza dotyczyła wszystkich złożonych w ramach Programu Inteligentny Rozwój wniosków, a nie jedynie tych, które otrzymały dofinansowanie. Miało to na celu weryfikację potencjału B+R w poszczególnych obszarach tematycznych podmiotów zaangażowanych w Polsce w tworzenie innowacji oraz ich gotowości do komercjalizacji wyników badań.

Jestem przekonany, iż ten materiał, a także kolejne, które w najbliższym czasie opublikujemy, pomogą w podejmowaniu decyzji w dziedzinie rozwoju przedsiębiorczości i innowacji, ale także pozwolą kontynuować dyskusję o tworzeniu nowoczesnych rozwiązań – komentuje wydanie publikacji   Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Siła polskich innowacji

Tym, co najbardziej uderza podczas lektury opracowania, jest interdyscyplinarność zgłaszanych do NCBR innowacyjnych projektów. Większość wniosków pod kątem merytorycznym, naukowym oraz ze względu na specyfikę prowadzonych badań dotyczy kilku dyscyplin, trudno jest zatem jednoznacznie zaklasyfikować je do jednej dziedziny. Chociażby projekty z obszaru energetyki stają się coraz bardziej interdyscyplinarne i w coraz mniejszym stopniu dotyczą samych technologii wytwarzania energii, a częściej – efektywności procesowej. Ten trend powinien się utrzymać – m.in. w najbliższych latach eksperci spodziewają się rosnącego zainteresowania rozwiązaniami IT przeznaczonymi dla branży chemicznej. Na uwagę zasługuje także szerokie wykorzystywanie technik i narzędzi informatycznych. Dziś stanowią one istotny i jednocześnie niezbędny element wszystkich wniosków. Autorzy wskazują także na znaczenie czynników rynkowych. To one w dużym stopniu kreują drogę innowacyjnych poszukiwań wnioskodawców.

 

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przewiduje również, że utrzyma się tendencja napływu dużej liczby wniosków o dofinansowanie. Centrum spodziewa się dalszych wzrostów liczby projektów np. z takich obszarów, jak sztuczna inteligencja, Internet rzeczy czy blockchain. Tego rodzaju technologie mogą zostać wykorzystywane w takich dziedzinach, jak inżynieria materiałowa, rolnictwo czy medycyna i biotechnologia.

Początek nowego cyklu

Analiza trendów badawczych we wnioskach o dofinansowanie składanych do NCBR w ramach PO IR w latach 2016-2019 to pierwsze opracowanie w ramach cyklu „Krajobraz innowacji”. Wkrótce i ukażą się kolejne publikacje poświęcone miedzy innymi międzynarodowej współpracy, a także efektom działania programów pomocowych jak również praktycznym aspektom realizacji projektów innowacyjnych.

Publikacja jest bezpłatna i dostępna do pobrania na stronie NCBR.

Bolt zamknął rundę inwestycyjną o wartości 150 mln euro

Finansowanie zostało zrealizowane przez D1 Capital Partners przy udziale Darsana Capital Partners. Jest to dotychczas największa suma środków uzyskanych jednorazowo przez Bolt. Platforma wykorzysta te fundusze, aby jeszcze bardziej podnieść poziom bezpieczeństwa użytkowników aplikacji i jakość swoich usług oraz dalej rozwijać się w zakresie przewozów, rozwiązań mikromobilnych i dostaw żywności w Europie i Afryce.

Platforma Bolt już teraz oferuje szereg funkcji zapewniających bezpieczeństwo zarówno kierowców jak i pasażerów podczas jazdy. Przycisk SOS został zaprojektowany, aby umożliwić użytkownikom szybki kontakt ze służbami ratowniczymi w razie potrzeby. Ponadto na początku tego miesiąca Bolt zaprezentował najnowszy model hulajnogi – Bolt 4, który został opracowany przez wewnętrzny zespół inżynierów firmy. Zestaw rozwiązań konstrukcyjnych i na poziomie oprogramowania, takich jak wykrywanie gwałtownego hamowania i ostrzeżenia głosowe, pozwalają zminimalizować ryzyko.

– Pomimo skutków pandemii COVID-19, Bolt odnotował ogromny wzrost. Prawie podwoiliśmy liczbę użytkowników aplikacji i uruchomiliśmy nasze usługi – przewozy, wypożyczalnie hulajnóg i rowerów oraz dostawy jedzenia w 50 miastach. Miliony klientów już pokochały Bolt za nasze przystępne ceny i szybką obsługę. W 2021 podwoimy rozmiar naszych operacji, aby zostać liderem branży pod względem bezpieczeństwa i jakości działania platformypowiedział Markus Villig, CEO i współzałożyciel Bolt.

W 2021 Bolt planuje wprowadzić jeszcze bardziej innowacyjne rozwiązania, takie jak weryfikacja twarzy kierowcy i automatyczne monitorowanie podróży, wykorzystując uczenie maszynowe do zapobiegania potencjalnym incydentom i zapewnienia najwyższej jakości usług klientom.

– Cieszymy się, że możemy współpracować z Bolt, podczas gdy kontynuuje rozwój wiodącej na rynku platformy miejskiej mobilności w Europie i Afryce. Zespół spisał się niezwykle dobrze w trudnym roku i niezmiennie zapewnia milionom użytkowników bezpieczeństwo, elastyczność i wielką wartość. Z optymizmem patrzymy na możliwości rozwoju Bolt po pandemii COVID-19 i będziemy wspierać zespół w inwestowaniu w innowacje w nadchodzących latach dodał Dan Sundheim, założyciel D1 Capital.

W 2020 roku Bolt rozszerzył swoją działalność, usługi platformy są już dostępne w 200 miastach w 40 krajach, umożliwiając 50 milionom użytkowników na całym świecie przystępne cenowo, wygodne i odpowiedzialne przemieszczanie się. W przyszłym roku Bolt chce zostać największym operatorem usług mikromobilnych w Europie, wprowadzając elektryczne hulajnogi w ponad 100 miastach. Aplikacja Bolt Food, uruchomiona w 2019 roku, jest już dostępna w 16 krajach i 33 miastach. W Polsce, w tym roku Bolt uruchomił aplikację do zamawiania jedzenia z dostawą – Bolt Food w Warszawie a hulajnogi Bolt trafiły do 11 polskich miast.

Zamiast obaw – nadzieja, zamiast wyzwań – szanse. Podsumowanie 2020 w branży TSL okiem spedytora

Branża TSL nigdy nie musiała radzić sobie z tyloma wyzwaniami, co w 2020 roku. Pandemia i lockdown, wejście w życie pakietu mobilności i inne zmiany w przepisach to najważniejsze z nich. Mimo tego w tym trudnym czasie można dopatrzyć się wielu pozytywów, dzięki którym na nadchodzący rok warto czekać z nadzieją, a nie obawą.

Słowa „lockdown” i „pandemia” odmienia się przez wszystkie przypadki, bo wydaje się, że powiedziano o nich już prawie wszystko i przez ten czas zdążyliśmy zadać sobie wiele trudnych pytań – co właściwie oznaczają dla branży w krótkiej i długiej perspektywie, kiedy pandemia się zakończy i w jakiej kondycji zastaniemy sektor, kiedy będzie już po wszystkim? Znalezienie odpowiedzi na dwa ostatnie pytania nie jest łatwe, ale warto przyjrzeć się krótko- i długofalowym perspektywom dla branży, które nakreśliły przed nami kryzys gospodarczy i epidemia COVID-19.

Po pierwsze, cyfryzacja

Jeżeli można mówić o jakichkolwiek pozytywach lockdownu w krótkiej perspektywie, to bez wątpienia jest nią cyfryzacja, która – zdaniem wielu – przyspieszyła nawet o kilka lat. Można znaleźć mnóstwo jej przykładów – automatyzacja przestrzeni roboczej, wykorzystywanie i przetwarzanie danych przez sztuczną inteligencję, przeniesienie zasobów firmy do środowiska cyfrowego, przejście na pracę zdalną przez spedytorów czy logistyków czy wreszcie – postawienie na nowoczesne, inteligentne narzędzia. Gdyby kryzysowa sytuacja nie dała impulsu do rozwoju, wiele przedsiębiorstw trwałoby w przekonaniu, że po prostu się nie da. Jest inaczej – na cyfryzację można i trzeba stawiać, bo jej wybór stanowi o umiejętności poradzenia sobie w dynamicznie zmieniających się biznesowych okolicznościach. Tak, jak przedsiębiorstwa działające w innych sektorach, tak firmy z branży TSL już teraz, nawet w obliczu kryzysu, stają się coraz bardziej nowoczesne i zdeterminowane na rozwój.

Kierowcy i pakiet mobilności

Tym, czym branża TSL już od wielu miesięcy żyje, są zmiany w przepisach – zwłaszcza tych związanych z tzw. pakietem mobilności. Pierwsze wytyczne zdążyły już wejść w życie, a w następnych latach przyjdą kolejne. Z ideą poprawy warunków pracy kierowców, koniecznością kierowania ich na zasłużony odpoczynek absolutnie nie dyskutujemy, bo w pełni się z nimi zgadzamy, ale nie możemy nie mówić o drugiej stronie medalu: radykalne zmiany – zwłaszcza podwyższenie wynagrodzeń dla pracowników oddelegowanych w transporcie – przyniosą wzrost kosztów, a co za tym idzie – wzrost stawek i utratę konkurencyjności. choć przedsiębiorcy z krajów Zachodnich, takich jak Niemcy czy Francja, nie odczują nowych zmian prawie w ogóle, o tyle mniejsze przedsiębiorstwa z Polski, Litwy, Łotwy, Rumunii czy Estonii – owszem.

Trudno przejść obojętnie obok aspektu, związanego z kierowcami – faktu, że tych na rynku wciąż brakuje. Szczególnie zaś w Rumunii i … w Polsce. Według prognozy Międzynarodowej Unii Transportowej z marca br., na koniec 2020 roku deficyt może wzrosnąć z 22 do 37 proc! Ale i tutaj można spodziewać się odbicia, bo okres po lockdownie mocno sprzyja redefiniowaniu swojego rozwoju zawodowego i przebranżowieniu. Pozostaje więc liczyć, że jeśli trend wzrostu deficytu się nie odwróci, przynajmniej zacznie hamować.

Rynek się zmienia

Wzrost stawek dla kierowców w przewozach międzynarodowych może w dłuższej perspektywie sprawić, że staniemy się coraz bardziej konkurencyjni nie na Zachodzie, a… w kraju. Oczywiście pod warunkiem, że produkcja wewnątrz kraju będzie wzrastać albo przynajmniej utrzymywać się na stabilnym poziomie.

Na kryzysie zyskały mocne branże – między innymi FMCG, spożywcza i farmaceutyczna, które w obliczu pandemii stały się jeszcze bardziej „niezatapialne”. Popyt na żywność, lekarstwa czy inne towary pierwszej potrzeby był, jest i nadal będzie wysoki i stabilny, więc to właśnie pewne branże nadal będą rozdawać karty na rynku. Każda firma logistyczna czy spedycyjna chciałaby współpracować z „pewniakami”, a do tego potrzebna jest cenowa konkurencyjność, ale nie tylko – liczą się też wysoka jakość usług, terminowość i szeroko pojęte standardy. A im są one wyższe, tym dla branży lepiej!

Nie zapominajmy także o popularności ładunków drobnicowych. Jak wynika z naszych obserwacji, zyskały one na fali boomu na e-commerce nie tylko w segmencie B2C, ale także – albo przede wszystkim – w relacji Business-to-Business. W 2021 „drobnica” może więc urosnąć do zdecydowanie większych rozmiarów.

Nie załamujmy rąk

Przed branżą TSL tyle wyzwań, co znaków zapytania. Na wiele pytań trudno już teraz znaleźć odpowiedź, ale po tak trudnym i wyczerpującym roku można już tylko być optymistą. Tym bardziej, że z pandemii i lockdownu wiele przedsiębiorstw wyciągnęło cenne i konstruktywne wnioski. Nie należy więc załamywać rąk i czekać na rozwój wydarzeń, a pomyśleć o szansach i o tym, jak branża TSL może w 2021 roku zyskać, a nie – co stracić.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Ekonomia nadal na biegu wstecznym – nastroje na koniec roku

Stabilny wzrost gospodarczy i wyjście z kryzysu to obecnie jedyne plany i oczekiwania przedsiębiorstw z całej Europy. W szczególności dla przemysłu motoryzacyjnego, logistycznego i rolniczego, który często uważany jest za kręgosłup rozwoju gospodarczego Polski. Dla firm obecnie ważne jest utrzymanie płynności finansowej i z taką strategią wejdą one w kolejny rok – inwestycje w nowości ustąpią miejsca dla handlu sprzętem używanym.

Niemal wszystkie gałęzie gospodarki od ponad pół roku trzymają mocno zaciśnięte kciuki i liczą na widoczne ożywienie koniunktury – w tym przemysłu i handlu pojazdami, branży logistycznej czy powierzchni magazynowej. Planowanie budżetów i strategii długoterminowych od dawna spędza sen z powiek menadżerów firm, którzy pozostają bezradni w obliczu nieprzewidzianych wyzwań kolejnego roku. Inwestycje w nowe floty, sprzęty czy konkretne rodzaje maszyn zatrzymano już wcześniej, jednak wtedy nikt nie sądził, że sytuacja pozostanie niezmienna tak długo. Tymczasem przychody nadal stoją pod znakiem zapytania, zagrożenie dla sektorów czyha na każdym kroku, a ceny robią się tylko wyższe.

Ceny w górę, popyt na nowe maszyny w dół

2021 r. może przynieść niemałe  zaskoczenie – część producentów zawsze podwyższa ceny stopniowo przez dany okres, jednak reszta preferuje nowe kwoty wraz z nadejściem następnego roku. W obecnej sytuacji wzrost cen maszyn może być spowodowany wieloma aspektami, z których część nie była do tej pory zauważalna. To m.in. podwyżki cen podzespołów, pracy ludzkiej i energii, ale także wszechobecne funkcjonowanie w zaawansowanym reżimie sanitarnym, z którym łączą się zmiany w wykonywaniu obowiązków i np. konieczność zakupu środków ochrony czy utrudniona logistyka. Ogromny wpływ na wzrost cen maszyn ma również wysoki aktualnie kurs euro, który przekłada się na niekorzystne warunki importu.

To, w połączeniu ze zmianami w produkcji niekorzystnie oddziałuje na handel maszynami m.in. w kategorii transportu, rolnictwa czy budownictwa. Sektory te już teraz znajdują się mocno pod kreską, a perspektywa kolejnych miesięcy pod hasłem COVID-19 pogrąża je jeszcze bardziej. Do czynników spadku zainteresowania nowym osprzętem dodać można również pogorszenie się wsparcia inwestycyjnego z zewnętrznych środków oraz niską opłacalność produkcji rolniczej.

Pesymistyczne nastroje widoczne są również w sektorze produkcji pojazdów transportowych. Przedsiębiorstwa takie jak MAN notują ogromne straty (w pierwszym półroczu było to 387mln[1]), przez co przeprowadzają przymusowe restrukturyzacje. Z drugiej strony, firmy transportowe skarżą się na wzrosty stawek i niewystarczającą ilość pojazdów do przewozu towarów. Brak dostępnej floty jest wynikiem braku finansowania jej zakupu i tym samym głównym czynnikiem prowadzącym do bankructwa wielu firm.

Używane, ale w formie

Rozwiązaniem asekuracyjnym, szczególnie w sytuacjach niepewnej gospodarki, są maszyny z drugiej ręki – które aktualnie notują trend wzrostowy. Mimo że od stycznia do października 2020 roku zarejestrowano 13537 szt. ciągników używanych, czyli o 149 szt. mniej niż przed rokiem, pozytywów warto się doszukiwać w procentowym spadku, który wyniósł jedynie 1,03procenta. Dla porównania, dwa miesiące wcześniej różnica ta wynosiła 712 sztuk rejestracji, czyli wynik gorszy niż w roku poprzednim aż o 6,1 proc  – jak wynika z danych Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń.  Aktualna różnica ta jest już bardzo niewielka, co świadczy o ożywieniu sprzedaży na rynku wtórnym.

„Zaobserwowany w tym roku trend zwracania się w stronę maszyn z drugiej ręki – szczególnie widoczny w czasach niestabilności gospodarczej – przybierze na sile w 2021 roku. Co więcej, nie chodzi już tylko o kupno i sprzedaż używanych maszyn, ale także możliwość wynajmu pojazdów, która rozwiązuje problem finansowania całego sprzętu. Technologia zawsze śpieszy z pomocą, szczególnie teraz gdy fizyczny handel jest znacznie utrudniony.” – mówi Przemysław Vonau, dyrektor zarządzający w OTOMOTO.

[1] https://www.pb.pl/konto/logowanie/?next=/man-zwalnia-polacy-licza-na-prace-1005913

Magazyn zasilany fotowoltaiką – kwestie prawne i administracyjne, o których należy pamiętać

Instalacje fotowoltaiczne w magazynach są rozwiązaniem ekologicznym i opłacalnym, jednak niektóre kwestie administracyjne mogą ograniczać ich zastosowanie. O tym, na jakie aspekty należy zwrócić uwagę podczas inwestycji w fotowoltaikę, opowiada ekspert Cushman & Wakefield Ryszard Gwóźdź, Starszy Menedżer ds. Technicznych w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych.

Jednym z najistotniejszych czynników kosztowych w budynkach magazynowych są koszty energii elektrycznej, które od kilku lat rosną ze względu na podwyżki cen jednostkowych. Jednocześnie od niedawna obserwujemy zwiększającą się popularność instalacji fotowoltaicznych. Rozwój technologii, coraz dłuższe okresy gwarancji oraz krótsze czasy zwrotu inwestycji powodują zwiększającą się popularność tych rozwiązań. Zastosowanie fotowoltaiki na powierzchniach logistycznych wydaje się więc w tych warunkach naturalne. Jednak podczas analizy poprzedzającej zastosowanie takiej instalacji należy zwrócić uwagę na kilka kwestii administracyjnych, które mogą ograniczyć możliwość ich wdrożenia.

Miejscowe Plany Zagospodarowania Terenu (MPZT)

Należy sprawdzić, czy MPZT nie zakazuje lub nie nakłada ograniczeń w stosunku do instalacji fotowoltaicznych, np. dotyczące maksymalnej mocy instalacji. W wielu przypadkach MPZT nie mówi wprost o instalacjach fotowoltaicznych, a jedynie o przeznaczeniu terenu na „działalność produkcyjną”. W takim przypadku możliwe jest potraktowanie wytwarzania energii elektrycznej w instalacjach fotowoltaicznych zgodnie z definicją w Prawie Energetycznym (wytwarzanie – produkcja energii w procesie energetycznym). W przypadku braku MPZT należy wystąpić o wydanie Warunków Zabudowy lub o decyzję o ustalenie lokalizacji inwestycji celu publicznego, za który możemy uznać ekologiczną produkcję energii eklektycznej.

Sposób rozliczenia z dystrybutorem energii elektrycznej

W przypadku mikroinstalacji (do 50kWp) nadmiar energii „magazynujemy” w sieci dystrybutora OSD i odbieramy 80% przekazanej energii. Natomiast w przypadku instalacji powyżej 50 kWp sprzedajemy energię do sieci dystrybutora OSD (cena energii bez kosztów dystrybucji), zaś kupujemy od dystrybutora OSD energię wraz z kosztami dystrybucji. Powoduje to, że operacja sprzedaży nadmiaru energii, a następnie jej odkupienia, nie jest korzystna i w związku z tym bardzo ważna jest analiza zużycia energii i odpowiednie dobranie mocy instalacji fotowoltaicznej.

Darmowy audyt fotowoltaiczny

Aby wybrać optymalną moc instalacji fotowoltaicznej, najlepiej zdecydować się na usługi profesjonalistów i zgłosić się na darmowy audyt fotowoltaiczny. Dzięki temu, firma zajmująca się montażem instalacji fotowoltaicznych, będzie mogła zaprojektować i zamontować taką instalację, która będzie maksymalnie wydajna i opłacalna. Więcej informacji na ten temat znaleźć można na stronie SunErgo – specjalistów w dziedzinie fotowoltaiki – https://sunergo.pl.

Zgoda na budowę, podłączenie do sieci oraz koncesja

W przypadku instalacji powyżej 50 kWp należy uzyskać zgodę dystrybutora OSD na budowę instalacji oraz podłączenie do sieci. W przypadku instalacji powyżej 1000 kWp należy również uzyskać koncesję na produkcję energii.

Sposób zasilania budynku lub parku logistycznego

Rozliczenie z dystrybutorem OSD następuje w miejscu przyłącza budynku lub parku logistycznego do sieci dystrybutora OSD. Dlatego też w przypadku parku logistycznego rozliczenie nie jest dedykowane dla konkretnego najemcy, a dla całości parku.

W przypadku budynków BTS/BTO dedykowanych dla danego najemcy z własnym przyłączem rozliczenie będzie obejmować danego najemcę. W parkach logistycznych zastosowanie przez wynajmującego fotowoltaiki dla całości parku będzie skutkowało obniżeniem kosztów energii dla całości parku.

Pomimo powyższych wymogów administracyjnych instalacje fotowoltaiczne są rozwiązaniem, które daje nam możliwość znacznego obniżenia kosztów energii elektrycznej, a przy odpowiednio dobranej mocy systemu oraz sposobie rozliczeń z dystrybutorem OSD mogą doprowadzić nawet do samowystarczalności energetycznej budynku lub parku logistycznego.

Obecnie w Polsce mamy około 40 farm fotowoltaicznych powyżej 1 MW, w tym największa o mocy ok. 4 MW (dane URE), zaś w przypadku budynków logistycznych obecnie największe instalacje mają moc około 1 MW. Na świecie największa farma fotowoltaiczna ma moc 1180 MW (ZEA), a w przypadku budynków logistycznych największe instalacje mają moc ok. 20 MW (np. Centrum Magazynowo-Logistyczne PVH w Venlo).

Zielone rewolucje

Fotowoltaika nie jest jedynym proekologicznym rozwiązaniem pozwalającym na wygenerowanie oszczędności. W raporcie „Industrial Goes Green” międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield opisane są również takie zagadnienia jak: stosowanie odzysku ciepła ze sprężarek powietrza, oświetlenia LED, gruntowe wymienniki ciepła, pompy ciepła, destratyfikatory powietrza, izolacyjność ścian i dachów oraz CO2 jako czynnik chłodniczy.

Dodatkowo raport zawiera krótkie wprowadzenie do wspomnianych zagadnień, zalety i wady poszczególnych rozwiązań oraz propozycje dalszych ulepszeń. Analiza została wzbogacona przykładami praktycznego zastosowania rozwiązań ekologicznych w magazynach w Polsce. Autorzy raportu przedstawili w nim także wyniki swojego pionierskiego, kompleksowego badania rynku powierzchni magazynowych pod kątem stosowania tych rozwiązań ekologicznych w budynkach przemysłowych. Do udziału w badaniu zaproszono wszystkich czołowych deweloperów magazynowych działających w Polsce.

Cały przychód z reklam zamieszczonych w raporcie przez partnerów zostanie przekazany na realizację celów Fundacji na rzecz Efektywnego Wykorzystania Energii. Wśród deweloperów, którzy wsparli tę inicjatywę, znaleźli się 7R, CTP, GLP, Logicor, Panattoni Europe, Prologis oraz SEGRO.

Polacy mocno podzieleni w kwestii zakazu sprzedaży piwa bezalkoholowego osobom nieletnim

Z najnowszego badania opinii społecznej wynika, że 45% dorosłych Polaków chce wprowadzenia ustawowego zakazu sprzedaży piwa bezalkoholowego osobom nieletnim. Grupa przeciwników tego rozwiązania jest tylko o 1% mniejsza. Eksperci analizujący problem też są podzieleni. W przyszłości nie wykluczają zmian w przepisach. Jednak obecnie w Ministerstwie Zdrowia nikt nie pracuje nad tego typu rozwiązaniem. [GRAFIKA] Ponad 40% Polaków nie widzi problemu w sprzedaży piwa bezalkoholowego osobom nieletnim

Według badania UCE RESEARCH i SYNO Poland, przeprowadzonego dla Grupy AdRetail, 45% Polaków jest za ustawowym zakazem sprzedaży piwa bezalkoholowego nieletniej młodzieży. Ale 44% rodaków nie zgadza się z tym. Z kolei 11% nie ma zdania. Jak informuje rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia, obecnie w resorcie nie są prowadzone prace legislacyjne w tym zakresie.

– Podział społeczeństwa pół na pół nie jest niczym nowym. Są ludzie, którzy wybierają łatwiejszą ścieżkę, chcąc zakazów i nakazów. Ale jest grupa patrząca szerzej. I to ona stawia na wiedzę, edukację i kompromisy. Obostrzenia niczemu nie zapobiegają, a wśród młodych ludzi rodzą poczucie buntu. Sądzę jednak, że zwolenników edukowania powinno z czasem przybywać – komentuje Andrzej Wojciechowicz, wieloletni obserwator branży retailowej, a także ekspert Komisji Europejskiej.

Kwestia tego typu sprzedaży od wielu lat jest bardzo kontrowersyjna, co podkreśla Jolanta Terlikowska z Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Prawo chroni młodzież do 18. roku życia tylko przed dostępem do substancji psychoaktywnych. Jednak ustawodawca nie przewidział wszystkich pomysłów branży. Jak wyjaśnia Karol Kamiński, ekspert z Grupy AdRetail, piwo zawierające do 0,5% obj. alkoholu nie jest napojem alkoholowym w rozumieniu ustawy z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Zatem może być praktycznie dowolnie reklamowane, co oczywiście wykorzystują producenci.

– Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że tego typu napoje powstały z myślą o pełnoletnich konsumentach. Zostały stworzone w odpowiedzi na ich potrzeby związane z chęcią ograniczenia spożywania alkoholu, prowadzenia zdrowego i aktywnego stylu życia. Dzięki dostępnym wariantom 0%, dbanie o siebie i bycie fit już nie wyklucza delektowania się smakiem piwa. W tym duchu branża to promuje – wyjaśnia Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

Jak dodaje Jolanta Terlikowska, większość dostępnych typu produktów zawiera jednak niewielkie ilości alkoholu. One mogą być szkodliwe dla młodego organizmu. Natomiast piwa całkowicie bezalkoholowe, mianują nazwą „piwo” oraz identycznym wyglądem opakowania, znakiem towarowym, co napoje zawierające alkohol. Ekspert PARPA stwierdza również, że jest to celowy zabieg marketingowy, mający budować skojarzenie, przyzwyczajenie i promować daną markę. I dodaje, że reklama takiego produktu jest  niezgodna z art. 131 ust. 3 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi.

– W Polsce ciągle panuje przekonanie, że skoro nie ma tam alkoholu, to wszystko jest w porządku, nawet w kontekście osób nieletnich. I to stanowi poważny problem. Jeśli młody człowiek zacznie pić piwo bezalkoholowe, to w dorosłym życiu być może pewniej sięgnie po to z alkoholem. Nie mam co do tego żadnych złudzeń. Zatem należałoby wprowadzić taki zakaz. I zapewne branża, która bardzo często włącza się przecież w odpowiedzialne działania, uzna to w końcu za słuszną linię – mówi Karol Kamiński.

Natomiast Andrzej Wojciechowicz nie znajduje uzasadnienia wprowadzenia takiego zakazu. Ale jest w stanie sobie wyobrazić zmianę przepisów. Wdraża się bowiem wiele rozwiązań, które nie mają nic wspólnego z racjonalnym prowadzeniem handlu. Zdaniem eksperta, ewentualne obostrzenia przyniosą jednak odwrotny efekt. Dziś firmy działają w kierunku zapobiegania alkoholizmowi, zachęcając do zakupu bezalkoholowego trunku zamiast tradycyjnego piwa, oczywiście przy tym promując swój brand. Natomiast w handlu zapewne nieznacznie spadną z tego tyłu obroty.

– Decyzja o zmianach w zakresie polityki alkoholowej należy do rządu. Wszelkie poprawki są wprowadzane po przeprowadzeniu analiz, ocen skutków regulacji. Ewentualne ograniczenia w zakresie sprzedaży piwa bezalkoholowego są mocno uzasadnione interesem społecznym w kształtowaniu właściwych postaw wśród najmłodszych. I z pewnością nie są wymierzone w swej intencji w utrudnienie funkcjonowania branży czy konsumentów, lecz są próbą ochrony dzieci i młodzieży – przekonuje Jolanta Terlikowska.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 04-06.12.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na zlecenie Grupy AdRetail na reprezentatywnej próbie 1 001 dorosłych Polaków.

Turyści w blokach startowych. Coraz większy ruch w serwisach rezerwacyjnych

Po tygodniach zastoju w wyszukiwarkach noclegowych widać większy ruch. „Najwięcej zapytań dotyczy przyszłego roku: zimowych weekendów tuż po zakończeniu ferii i na majówkę, rośnie liczba rezerwacji na wakacje” – mówi Natalia Jaworska z portalu Noclegi.pl. Wciąż nie brakuje pytań o podróże służbowe – zarówno od turystów, którzy chcieliby wykorzystać tę możliwość, jak i od właścicieli obiektów, którzy chcą zarabiać, ale boją się kar.

Mając nadzieję na uwolnienie turystyki po feriach, Polacy zaczęli rezerwować wyjazdy na 2021 rok.

„Nadal trudno o porównania do >>normalnych sezonów<<, ale sam wzrost ruchu w wyszukiwaniach jest coraz bardziej widoczny, około 20% z tygodnia na tydzień” - mówi Natalia Jaworska z Noclegi.pl. „Szczególnie widać to w wyszukiwaniach noclegów po 17 stycznia 2021 roku, tak jakby Polacy przewidywali, że po feriach skończy się lockdown i będą mogli wyjechać na kilka dni i złapać oddech po świętach czy feriach zimowych spędzonych w domu” - wyjaśnia i dodaje, że z liczby zapytań o możliwość wykorzystania bonu turystycznego w poszczególnych obiektach wynika, że po zakończeniu obostrzeń turyści chętnie będą z niego korzystać. Do platformy każdego dnia trafia też kilkadziesiąt pytań związanych z podróżami służbowymi jeszcze w tym roku. Nie tylko od turystów. Hotelarze chcą przyjmować gości i zarabiać, ale boją się kontroli i kar. Najczęściej nie wiedzą jak udokumentować pobyt gościa w podróży służbowej, tym bardziej jeśli ten podróżuje całą rodziną. „Odpowiedź znajdujemy w rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 1 grudnia 2020 roku w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. W § 10 ust. 3 czytamy, że potwierdzeniem podróży jest albo dokument wystawiony przez pracodawcę, tzw. delegacja, albo oświadczenie gościa. Z reguły wypisuje się kartę meldunkową lub formularz w hotelu z oświadczeniem o odbywaniu podróży służbowej i to wystarczy. Ponadto zazwyczaj pracownik bierze fakturę VAT za usługi hotelowe, wystawioną na pracodawcę, albo na siebie, żeby rozliczyć się z pracodawcą po powrocie. Przepisy nie dają hotelarzom możliwości badania prawdziwości oświadczeń gości, trzeba więc przyjąć oświadczenie jako złożone zgodnie z prawdą” - wyjaśnia mecenas Oliwer Nowicki z Kancelarii Świecki i dodaje, że teoretycznie to czy pracownik znajduje się w podróży służbowej może skontrolować Państwowa Inspekcja Pracy lub Policja, ale jest to mało prawdopodobne. Tym bardziej, że w przypadku osoby prowadzącej działalność gospodarczą nie da się praktycznie tego sprawdzić. Przedsiębiorca zawsze może być w podróży służbowej. Ale bez dzieci. „Nie można uznać, że podróż z dzieckiem spełnia wymóg podróży służbowej. Nawet w obecnych okolicznościach nauka zdalna nie uprawnia do wysunięcia takiego wniosku” - podkreśla mecenas Nowicki i dodaje, że tym samym zapłata za taką podróż bonem nie jest dozwolona. Ale są też dobre wiadomości dla podróżujących służbowo. Jeśli na miejsce wyjazdu wybiorą obiekt z basenem czy zabiegami SPA, to na mocy cytowanego rozporządzenia mogą z nich korzystać, tak jak z hotelowych siłowni, klubów i centrów fitness. Wszystkie te obostrzenia obowiązują do dnia 27 grudnia 2020 roku. Nic jednak nie wskazuje na to, żeby w czasie ferii miały być poluzowane, stąd rosnące zainteresowanie rezerwacjami na terminy późniejsze.

Rynek fotowoltaiki po kryzysie – przewidywania eksperta na 2021 rok

Rok 2020 był trudny dla rynku fotowoltaiki. Pandemia koronawirusa wpłynęła na czasowe wstrzymanie dostaw komponentów. W wyniku kryzysu mniejszym firmom może zabraknąć środków na wypłacanie wynagrodzeń instalatorom, przez co rośnie ryzyko ich wypadnięcia z rynku. Wrześniowa nowelizacja prawa budowlanego może też sprawić, że proces inwestycji w panele słoneczne będzie dłuższy i bardziej kosztowny. Jednak zapowiedziane programy dopłat oraz rosnące ceny energii sprawią, że rynek nadal będzie się rozwijał. Na koniec 2021 roku może osiągnąć poziom 5,5-7 GW zainstalowanej mocy.

Epidemia zachwiała rynkiem

Mijający rok nie zaczął się dobrze dla żadnej z gałęzi gospodarki, także dla rynku fotowoltaiki. Koronawirus sprawił, że na pewien czas zamknięto wiele azjatyckich fabryk produkujących komponenty do instalacji. Pojawiły się braki w magazynach, opóźniano realizację inwestycji w farmy fotowoltaiczne. Jednak po spadkach w marcu i na początku kwietnia sytuacja szybko się unormowała, a rynek wrócił do fazy wzrostowej. We wrześniu moc zainstalowanych paneli słonecznych była o 166% większa w porównaniu z 2019 rokiem[1]. Szacowane jest, że w całym 2020 roku obroty na rynku wzrosną nawet o ¼ w stosunku do ubiegłego i przekroczą 5 mld złotych.[2] Trend rozwojowy utrzyma się także w nadchodzących 12 miesiącach, głównie dzięki mikroinstalacjom.

Bariery wciąż obecne

Wzrost sprzedaży rozwiązań fotowoltaicznych w kolejnych miesiącach może jednak spowolnić wprowadzona w mijającym roku nowelizacja prawa budowlanego. Nowe przepisy nakładają bowiem obowiązek przygotowania i uzgodnienia projektu instalacji z rzeczoznawcą ds. przeciwpożarowych, co utrudni i wydłuży cały proces oraz może generować większe koszty ponoszone na dodatkowe zabezpieczenia. Jedną z głównych barier w Polsce pozostają także ceny instalacji solarnych oraz stosunkowo długi czas zwrotu takiej inwestycji – co najmniej kilka lat. Pandemia oraz kryzys mogą dodatkowo skłaniać konsumentów do oszczędzania i odkładania tego typu wydatków na „lepsze czasy”.

Fotowoltaika bardziej opłacalna?

Względy finansowe będą dla konsumentów w nadchodzącym roku główną motywacją do inwestowania w panele słoneczne. Pojawią się bowiem nowe rodzaje kosztów (m.in. opłata mocowa), które wpłyną na wzrost cen prądu. Według rządowych zapowiedzi kontynuowany będzie program dopłat „Mój Prąd”, którego druga edycja została zakończona w grudniu. Prognozy przewidują też, że po spadku cen paneli o 10% w tym roku czeka nas kolejny – o około 15%[3]. Rok 2021 może więc przynieść niższe ceny fotowoltaiki, a instalacje będą bardziej opłacalne zarówno dla gospodarstw domowych, jak i podmiotów biznesowych.

Ulgi i dopłaty warunkiem rozwoju

W Niemczech już dwadzieścia lat temu wsparcie zapewniane przez państwo było bardziej atrakcyjne niż oferowane obecnie w Polsce. W efekcie nasi sąsiedzi od tamtej pory notują stały przyrost ilości mocy generowanej dzięki promieniom słonecznym. Aby utrzymać rozwój branży w nadchodzącym roku potrzebne będą m.in. dopłaty do rynkowych cen odsprzedawanych nadwyżek energii. Znacznie zmniejszyłoby to niepewność związaną z opłacalnością inwestycji w fotowoltaikę i zwiększyło dostępność kredytów na instalacje. Rynkowi z pewnością pomoże też nowa edycja programu „Mój Prąd”, która ma zostać uzupełniona o rozwiązania pomagające zagospodarować wytworzoną energię czy ułatwiające zarządzanie domowymi magazynami energii.

[1] Według danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych

[2] https://ieo.pl/pl/aktualnosci/1471-raport-rynek-fotowoltaiki-w-polsce-2021

[3] Bloomberg New Energy Finance