Prawo a gry komputerowe – kiedy i gdzie gra może być zablokowana?

0

Zakaz prezentowania symboli nazistowskich, krwi lub szkieletów to tylko niektóre z obostrzeń, które poszczególne kraje nakładają na gry komputerowe. O to, by dany tytuł otrzymał odpowiedni rating, który umożliwi jego dystrybucję w danym państwie, zadbać muszą wydawcy.

Gracz zwykle nie zastanawia się nad tym, jak długą drogę musi przejść gra, by ostatecznie trafiła do jego konsoli. Poza samym procesem produkcyjnym i marketingowym, tytuł musi spełnić też pewne wymagania formalne. Jednym z ważniejszych, obok podpisania umowy z platformą sprzedażową (np. PlayStation lub Xbox) jest uzyskanie ratingu, który określa wymagany minimalny wiek gracza. Bez otrzymania ratingu, przyznawanego przez specjalistyczne agencje, nie dojdzie do premiery na danym rynku.

– Wśród najbardziej znanych agencji są m.in. CERO w Japonii, ESRB w USA, Kanadzie i Meksyku, czy też PEGI, która obowiązuje w większości krajów europejskich, w tym w Polsce. Funkcjonują też mniejsze, krajowe agencje, jak np. ELSPA w Wielkiej Brytanii, USK w Niemczech, VET/SFB w Finlandii, czy też OFLC w Austrii. Ratingi przyznawane są tylko grom na konsole, a platforma Steam na PC takich ratingów nie wymaga. Do tego dochodzą regulacje prawne zapisane w ustawach poszczególnych krajów – tłumaczy Iwona Gaura-Chlewicka, Director of Release & Business Development krakowskiego wydawnictwa gier komputerowych, All in! Games mającego w swoim portfolio zarówno polskie, jak i zagraniczne projekty, m.in. Ghostrunnera. 

Faszyzm dozwolony od 18.roku życia

– Żeby wydać grę, trzeba najpierw uzyskać rating organizacji odpowiedniej dla danego kraju. Wśród państw, które nakładają najwięcej restrykcji są m.in. Niemcy, gdzie bardzo zwraca się uwagę na nazistowskie lub faszystowskie treści i symbole. Jeśli w grze znajduje się wizualizacja krwi, zabijania lub broni to otrzyma ona oznaczenie +16 lub +18, czyli będzie dostępna tylko dla osób w odpowiednim wieku, które przy zakupie muszą okazać dokument tożsamości. Prawo w Niemczech jasno określa, jakich rzeczy nie wolno pokazywać, choć ostatnio te obostrzenia zaczęły być luzowane – dodaje Iwona Gaura-Chlewicka.

Są przykłady gier, które w Niemczech nie zdołały otrzymać żadnego ratingu i automatycznie, niezależnie od kontekstu pojawiających się treści nazistowskich, trafiły na “czarną listę” (zgodnie z ustawą “Strafgesetzbuch, sekcją 86a”, określającą zasady stosowania “symboli organizacji niekonstytucyjnych”). Tak było do 2018 roku. Potem jednak poluzowano przepisy i od tamtego momentu nawiązania do faszyzmu, jak np. swastyka, mogą pojawić się w grze, o ile kontekst jest akceptowany społecznie. W przeszłości część wydawców decydowało się na modyfikowanie swoich tytułów poprzez usunięcie kontrowersyjnych znaków, misji lub opcji, by był on dopuszczony na dany rynek. Tak było w przypadku “Wolfenstein: The New Order”, gdzie zastąpiono nazistowskie symbole innymi.

Gra Made in China

– Ciekawie wygląda także sytuacja z rynkiem chińskim. Jest on bardzo specyficzny pod względem tego, co jest dozwolone kulturowo. Tam wizualizacja np. szkieletu jest zabroniona, gdyż jest to społecznie niedopuszczalne, by pokazywać szczątki ludzkie – wyjaśnia dyrektor działu release w All in! Games.

Zgodnie z wytycznymi chińskiego Ministerstwa Kultury niedozwolone mogą być gry, w których treści nawiązują do przemocy, hazardu, seksu, narkotyków, podważają chińską konstytucję, tradycję, kulturę, krytykują władze, wojsko, albo przedstawiają Tybet jako niezależne państwo. Do tego dochodzi fakt, że wiele platform, takich jak Steam, GOG.com, Origin, PlayStation Store, czy Xbox Store są tam po prostu zablokowane i mają swoje krajowe odpowiedniki.

Prawo na świecie

W Wenezueli wprowadzono prawo (Ley para la Prohibición de Videojuegos Bélicos y Juguetes Bélicos), zgodnie z którym zakazane są gry, w których strzela się do innych ludzi. Był to jeden ze sposobów rządu na zmniejszenie wysokiej przestępczości w kraju. W Japonii restrykcje są stosunkowo luźne, choć niektóre produkcje musiały być ocenzurowane, a w przypadku Fallout 3 trzeba było zmienić nazwę broni z Fat Man na Nuka Launcher. Wynikało to z tego, że bomba atomowa, która w 1945 spadła na Nagasaki, nazywała się właśnie Fat Man. Co ciekawe, w prefekturze Kagawa władze zakazały dzieciom poniżej 18. roku życia grać dłużej niż 60 minut w dni tygodnia i 90 minut w weekend. Był to pierwszy tego typu zakaz na świecie.

Pojedyncze gry, w których pojawiały się bardzo brutalne sceny, były blokowane w Brazylii. Z tego samego powodu, lub z powodu występowania scen hazardu, nagości, seksu, postaci homoseksualnych, czy też przedstawiania danej religii lub kraju w złym świetle, podobny los spotkał również niektóre tytuły w krajach muzułmańskich. Do takich można zaliczyć Zjednoczone Emiraty Arabskie, Iran, czy też Pakistan. Gry w Rosji (podobnie jak filmy i inne publikacje) są oceniane przez tamtejszą agencję ratingową i podlegają regulacjom zawartym w ustawie 436-FZ. Zgodnie z jej treścią, zabronione jest dystrybuowanie materiałów “szkodliwych dla zdrowia i rozwoju dzieci”. Z powodu stosunkowo restrykcyjnych obostrzeń więcej produkcji otrzymuje tam rating 18+.

Korea Południowa zdecydowała się zablokować jedną z gier, w której występowały niebezpieczne nawiązania do Korei Północnej (tu z kolei blokowane są praktycznie wszystkie produkty z zagranicy). W Nowej Zelandii prawo “veta” ma tzw. Chief Censor, mianowany przez Ministra Spraw Wewnętrznych, jeśli uzna on, że gra jest zbyt kontrowersyjna. Natomiast w Malezji na taki krok może zdecydować się Islamski Departament Religii (JAIS), gdy zauważy elementy sprzeczne z wiarą muzułmańską.

– Jako All in! Games nigdy nie mieliśmy problemu z zakazaniem sprzedaży gry przez określone treści. Jeśli zawiera ona kontent odpowiedni tylko dla starszych graczy, to otrzymuje po prostu wyższy rating, co wiąże się z bardziej ograniczoną grupą odbiorców. W przypadku Japonii, nasze tytuły są czasami wydawane z kilkutygodniowym opóźnieniem wobec głównej premiery, gdyż wymagania lokalnej agencji ratingowej CERO są cięższe do spełnienia pod względem formalnym. Z podobnego powodu nie publikujemy gier w Arabii Saudyjskiej, czy Korei Południowej. Pozyskanie ratingów dla tych kierunków jest trudniejsze, a też potencjalny zarobek jest mniejszy – podsumowuje Iwona Gaura-Chlewicka z All in! Games.

Trzy dni na zwrot środków z rachunku VAT – idą dobre zmiany w split payment?

Split Payment, czyli mechanizm podzielonej płatności za faktury, obowiązuje w niektórych branżach od 1 listopada 2019 roku. Spotykał się on z krytyką przedsiębiorców, którzy wskazywali na niego jako na jedną z najgorszych zmian w prawie wprowadzonych w ubiegłym roku[1], m.in. z powodu zamrażania środków zgromadzonych na rachunku VAT. Teraz w Sejmie pojawił się projekt ustawy, który zobliguje Urzędy Skarbowe do wydawania postanowienia o uwolnieniu środków zgromadzonych na tym rachunku w ciągu trzech dni zamiast dotychczasowych 25. Zdaniem ekspertów inFakt taka zmiana pomoże wielu przedsiębiorcom.

Split Payment podzielił konto firmowe na rachunek główny i rachunek VAT. W przypadku otrzymania przelewu wykonanego tą metodą kwota netto trafia na rachunek główny, a kwota VAT automatycznie jest księgowana na rachunku VAT. Przedsiębiorca nie może dowolnie zarządzać zgromadzonymi na nim środkami, nie ma możliwości ich wypłacić. Jedyna opcja ich wykorzystania to wykonywanie kolejnych przelewów split payment oraz opłacanie podatków i składek na ZUS.

Jeśli przedsiębiorca chciałby uwolnić środki zgromadzone na rachunku VAT, musi napisać wniosek do właściwego dla niego Urzędu Skarbowego i poprosić o ich zwrot. Czas na rozpatrzenie takiego pisma wynosi obecnie 25 dni. W Sejmie pojawił się jednak nowy projekt ustawy, według którego Urząd Skarbowy byłby zobowiązany do wydania postanowienia w ciągu 3 dni (druk 327 – art. 4 pkt 3). Dzięki temu w przypadku, kiedy przedsiębiorca nie potrzebuje tych pieniędzy do uregulowania należności podatkowych, ani nie musi opłacać nowych faktur od kontrahentów, środki na koncie VAT mogłyby szybciej trafić na wskazany przez niego rachunek. W ocenie ekspertów z firmy inFakt planowana zmiana pomoże przedsiębiorcom także w przypadku trudności finansowych wynikających z pandemii.

Miejmy nadzieję, że ustawodawca zajmie się tym tematem jak najszybciej. Sam projekt zmian pojawił się już w kwietniu. Tymczasem przedsiębiorcom powoli kończy się pomoc z tarcz antykryzysowych, a uwolnienie środków z konta VAT może stać się wsparciem w czasie pandemii – zauważa Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt. – Powyższa zmiana jest więc przez wielu bardzo oczekiwana. Jest to wyjście naprzeciw przedsiębiorcom, którzy borykają się teraz z problemami finansowymi. Zwolnienie środków z konta VAT w ciągu 3 dni przyniesie same korzyści i poprawi płynność finansową wielu przedsiębiorstw.

[1] Badanie inFakt z lutego 2020 roku na grupie 300 przedsiębiorców

Innowacje w produkcji dla polskiego przemysłu spożywczego

W przemyśle spożywczym zachodzą poważne zmiany związane z rozwojem technologii smart factory. Fabryki i zakłady produkcyjne coraz częściej muszą być wyposażone w nowoczesne i innowacyjne rozwiązania poprawiające dostępność, efektywność, konkurencyjność i jakość systemów – zwłaszcza w dobie pandemii koronawirusa. Eksperci przekonują, że z wykorzystaniem takiej technologii w sektorze spożywczym możliwe są dynamiczne reakcje, cięcie kosztów, a nawet generowanie rezerw kapitałowych na trudniejsze okresy produkcyjne. 

Polska jest jednym z głównych producentów żywności w Europie. Udział krajowych wytwórców w całym unijnym sektorze spożywczym według danych Eurostatu wynosi aż 9%. Wytwarzanie artykułów spożywczych stanowi około 16% całkowitej produkcji sprzedanej przemysłu oraz daje zatrudnienie ponad 380 tys. osób. To zatem największy sektor przetwórstwa przemysłowego w Polsce. Producenci tej gałęzi generują 3% wartości dodanej brutto ogółem w gospodarce oraz 11% wartości dodanej przemysłu. Kondycja finansowa firm branży spożywczej w prostej linii przekłada się na stan całej gospodarki. I choć imponujące tempo zwiększania wartości produkcji ze 140 mld zł w 2010 roku do około 240 mld zł w 2019 roku obecnie zastopowała pandemia, to branżowi eksperci wskazują na dostępne rozwiązania procesowe i systemowe, które przywrócą trend wzrostowy. 

Czas to pieniądz

Według badania Indeks IBŻ przeprowadzonego w kulminacyjnym momencie pandemii 60% firm przetwórczych wciąż pozytywnie określało swoją sytuację finansową. Perspektywa dostrzegania trudności zmieniała się jednak wraz z zamrażaniem gospodarki. Jeszcze na początku 2020 roku niepokój o przyszłość firmy sygnalizowało 20% przetwórców. Pod koniec kwietnia wskaźnik ten wzrósł już do 30%. Coraz więcej przedsiębiorców prognozuje też na przestrzeni najbliższych 12 miesięcy regres w swojej działalności, zważywszy również na ryzyko potencjalnych przestojów i usterek podczas produkcji. Dane charakterystyczne z samej tylko branży piwowarskiej pokazują, że błędy w produkcji mogą być kosztowne. Co roku straty wynikające z nieefektywności produkcji na całym świecie osiągają poziom 8,3 mld euro. W rezultacie mogą stanowić do 5% całkowitej wartości produkcji.

– Produkcja żywności płynnej czy napojów jest znacznie bardziej zróżnicowana niż jeszcze kilka lat temu. Oczekiwania konsumentów mają zatem duży wpływ na procesy produkcyjne producentów żywności. Wymagają one znacznie większej elastyczności, a przez to bardziej złożonych procesów produkcyjnych. Konsumenci oczekują większej różnorodności, większej funkcjonalności żywności i mają coraz wyższe wymagania co do jej niezmienności. Są oni jednak również skłonni zapłacić więcej za te usługi – podkreśla Aleksandra Banaś, prezes zarządu katowickiej spółki ifm electronic, produkującej innowacyjne rozwiązania stosowane w branży spożywczej.

Jeśli dodać do tego problemy spowodowane wystąpieniem pandemii koronawirusa, to widać, że producenci, by utrzymać się na rynku, muszą poszukać oszczędności, które w dalszej perspektywie pozwolą na odbudowę i rozwój przedsiębiorstw. Zdaniem specjalistów to realne – za sprawą nowoczesnych i innowacyjnych rozwiązań, jakie mogą być stosowane w przemyśle spożywczym. 

Kapitał rozwiązań

Producenci żywności muszą skonfigurować swoje systemy tak, aby można je było szybko zmieniać z jednego artykułu na drugi, co zapewni wymaganą różnorodność produktów. Powinni utrzymywać krótkie czasy i niskie koszty zmian produkcyjnych, aby zapewnić optymalną wydajność systemu oraz monitorować procesy na wczesnym etapie, by wykrywać źródła usterek i w ten sposób unikać przestojów i strat w produkcji, a także braków w jakości produktów. Wreszcie mają zapewnić przejrzyste i zrównoważone projektowanie procesów produkcyjnych w celu przekonania klientów do niezmienności produkcji.

Obawy przed drugą falą epidemii i jej negatywnym wpływem na rynki eksportowe powodują, że przedsiębiorcy z dużą ostrożnością podchodzą do ewentualnych inwestycji i możliwości zwiększenia sprzedaży na rynkach zagranicznych. Również szybko rosnące koszty produkcji związane między innymi z koniecznością utrzymania drogich antycovidowych procedur nie sprzyjają stabilności funkcjonowania. Warto zauważyć, że duża część zakładów wykorzystała swoje rezerwy na przetrwanie pierwszej fali pandemii. Większość utrzymała miejsca pracy mimo spadku sprzedaży sięgających nawet 25%, jak to miało miejsce na przykład w branży napojowej. Jeżeli sytuacja powtórzy się jesienią, część firm, która nie będzie miała żadnych rezerw może nie przetrwać przewiduje w branżowych mediach Andrzej Gartner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Wśród narzędzi stosowanych w branży spożywczej specjaliści wyróżniają rozwiązania służące do pomiaru: ciśnienia, poziomu, przewodności, temperatury, monitorowania drgań, a także zastosowania w dziedzinie okablowania. Te w zakresie automatyki umożliwiają sprostanie nowym wymaganiom w trakcie produkcji żywności i dotrzymanie kroku konkurentom pod względem technologii. 

Bezbłędne pomiary

Aby ograniczyć przestoje, zwiększyć dokładność, dostępność i wyeliminować ryzyko marnowania produktu, wiele koncernów i fabryk zaufało rozwiązaniom ciśnieniowym dla zbiorników i pojemników. Korzystając z czujników poziomu, można na przykład uniknąć strat produkcyjnych, monitorując poziom zbiorników z dużą precyzją i widząc je na pulpicie w czasie rzeczywistym. Ich instalacja oznacza łatwe diagnozowanie cel ceramicznych, pęknięcie membrany powoduje sygnał błędu, montaż bez ryzyka uszkadzania czy wyższą trwałość w porównaniu z membraną metalową.

Najdokładniejsze informacje o poszczególnych procesach zbierane są dzięki cyfrowym danym, które w praktyce oznaczają dokładny odczyt pustego zbiornika, dzięki stabilnemu pomiarowi, ulepszoną kompensację temperatury, umożliwiającą krótsze cykle mycia i szybsze procesy czyszczenia. Jednocześnie wyeliminowano ryzyko zanieczyszczenia olejem za sprawą technologii suchej celi ceramicznej, uzyskano zapobieganie uszkodzeniom podczas montażu, nie ma też obaw o nieszczelność.

Koszty i czas stosowane w procesach można też oszczędzić, ograniczając przestoje, poprawiając kwestię czyszczenia lub pozyskując więcej informacji o procesie dzięki sygnałowi cyfrowemu. Niezawodne działanie czujnika cyfrowego gwarantowane jest pomimo osadu na powierzchni pomiarowej. Wykrywanie obrotów, pozostałości środka czyszczącego czy osadu zapewnia też optymalizację cykli mycia. 

Energia oszczędności

Oszczędzanie energii w procesie mycia i poprawa jakości produktu możliwe są dzięki rozwiązaniom z zakresu przewodności, z zastosowaniem czujników z serii LDL. Ograniczenie marnowania wody, środków chemicznych i energii nie tylko pozytywnie wpływa na środowisko naturalne, ale zwiększa też wydajność całego procesu produkcji. Z kolei wykrywanie przesunięcia faz ciekłych zapewnia odprowadzenie płynu czyszczącego oraz ogranicza straty produktu i wody płuczącej.

Komunikacja cyfrowa w przypadku pomiarów temperatury i przewodności to także najdokładniejszy i bezstratny sygnał oraz łatwa regulacja procesu przez dodatkowe dane z nowych punktów pomiarowych. Identyfikacja problemów w procesie lub czujniku przed ich wystąpieniem możliwa jest również dzięki zdalnemu monitorowaniu. To ogranicza ryzyko wycofania produktu, zapewnia szybszy czas reakcji. System wykryje spowodowane niedokładnym pomiarem temperatury błędne procesy pomiędzy cyklami kalibracji, ponieważ zintegrowana technologia kontroli monitoruje dokładność działania czujnika w czasie rzeczywistym.

Producenci mogą poprawiać także efektywność całych procesów. Zastosowanie czujników temperatury typu TCC z wewnętrznym systemem sprawdzania dryftu zapewnia ciągłe monitorowanie odchyleń. Dodatkowo konsekwencją eliminacji błędów wynikających z ręcznych pomiarów i ręcznego zapisu jest dokładny zapis jakości opatrzony znacznikiem czasu. Szybki czas reakcji zapewnia szybką odpowiedź na krytyczne zmiany temperatury w procesie. System dryftu odniesienia eliminuje ryzyko utraty jakości produktu spowodowane niedokładnym pomiarem temperatury procesu pomiędzy cyklami kalibracji. Zintegrowana technologia kontroli kalibracji umożliwia z kolei monitoring dokładności działania czujnika w czasie rzeczywistym. 

Innowacyjne części

Do skrócenia czasu przestoju przyczynią się też części zamienne, kompleksowo wydłużające trwałość urządzeń. Samo zwiększanie rentowności instalacji możliwe jest między innymi dzięki monitorowaniu drgań, wykrywaniu wadliwych łożysk lub silników przed wystąpieniem awarii czy planowaniu konserwacji na czas przestoju. Predykcyjny system konserwacji (wymiana następuje tylko wtedy, gdy jest konieczna) zoptymalizuje budżet i ograniczy ryzyko nieosiągnięcia celów produkcyjnych z powodu nieplanowanych przestojów.

Innym kluczowym czynnikiem są nowoczesne rozwiązania okablowania dla przemysłu spożywczego. To one zapewnią niższe nakłady pracy i robociznę, rzadszą wymianę kabli i ograniczone wnikanie wody za sprawą wytrzymałych materiałów. Przykłady? Wytrzymałe połączenie eliminuje zatrzymania z powodu cykli termicznych i wibracji prowadzących do poluzowania. Możliwa jest szybka wymiana czujników i sprawniejsze połączenia kabli zamiast szafy sterowniczej. Długotrwałe użytkowanie w trudnych warunkach zapewniają materiały odporne na środki czyszczące i wstrząsy temperaturowe.

Jeszcze do niedawna, w kilkuletniej perspektywie do 2020 roku, firmy korzystające z rozwiązań smart factory, uczestniczące w badaniu pod tytułem „Przemysł 4.0, czyli wyzwania współczesnej produkcji” opracowanym przez PricewaterhouseCoopers, liczyły na średni spadek kosztów operacyjnych na poziomie 3,6% w skali roku. To według ekspertów z branży przekładać się miało bezpośrednio na około 350 mld euro oszczędności rocznie, uzyskiwanych dzięki wykorzystaniu zintegrowanych i nowoczesnych systemów planowania i realizacji produkcji – nawet w czasach pandemii koronawirusa.

Dlaczego szukamy nowej pracy? Specjaliści IT to wiedzą. Nowy raport No Fluff Jobs

Dla 78 proc. specjalistów IT podstawowym czynnikiem wpływającym na decyzję o zmianie pracy jest niezadowolenie z wynagrodzenia. Na kolejnych miejscach są kultura pracy w firmie i atmosfera w zespole – wynika z badania portalu z ogłoszeniami o pracę dla branży IT No Fluff Jobs OFFBOARDING W IT”. Aż połowa informatyków zmienia pracę przynajmniej raz na 2 lata, a nową posadę co trzeci z nich znajduje już w ciągu miesiąca.   

Co motywuje do zmiany pracy?

Wynagrodzenie jest podstawowym powodem podjęcia decyzji o rozstaniu z firmą, niezależnie od poziomu doświadczenia i zajmowanego stanowiska – lider, senior, mid czy junior. Motorem do podjęcia decyzji o zmianie pracy dla 52 proc. specjalistów IT jest brak poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa. Dużą rolę również odgrywa również bezpośredni menedżer. Z raportu No Fluff Jobs wynika, że złe zarządzanie zespołem czy brak dopasowania na linii przełożony-pracownik jest przyczyną decyzji o zmianie pracodawcy aż dla 48 proc. ankietowanych. Ciągłe modyfikacje w projekcie są powodem odejścia dla 38 proc. specjalistów, a brak określonych kompetencji w zespole wymieniło 29 proc. pytanych o powody rozstania.

– Wyniki naszej ankiety wyraźnie pokazują, że wynagrodzenie, warunki pracy i kultura organizacyjna to najważniejsze czynniki wpływające na decyzję o pozostaniu u obecnego pracodawcy lub o zmianie firmy. O ile na wynagrodzenie nie zawsze jako lider zespołu czy HR mamy bezpośredni wpływ, o tyle na pozostałe obszary już tak. Warto rozmawiać z ludźmi o ich potrzebach, pytać jak się czują w organizacji i identyfikować obszary, które możemy, w większości przypadków, łatwo poprawić. Czasem małe zmiany mają duże znaczenie.  – mówi Aleksandra Kubicka, HR Business Partner w No Fluff Jobs. 

Sytuacja związana z Covid 19 wpłynęła na rynek pracy w IT. Aż 33 proc. specjalistów dotknęły redukcje poziomu wynagrodzeń. Jedna trzecia odczuła zwolnienia w ich firmach, tyle samo z tego powodu zaczęło szukać nowej pracy.

Dlaczego specjaliści odchodzą

Ankieta pozwala poddać w wątpliwość panujące obecnie przekonanie, że specjaliści IT są pasywni i bierni w poszukiwaniu pracy. Aż 24 proc. pytanych regularnie sprawdza oferty i aplikuje na nie, gdy uzna, że oferta jest konkurencyjna do obecnej posady. Ponad połowa respondentów (54 proc.) deklaruje, że zaczyna szukać nowej pracy dopiero, gdy osiągnie pewność, że chce ją zmienić. U 15 proc. ankietowanych decyzją o zmianie rządzi impuls. Często powodem jest nagła, nieakceptowana sytuacja w firmie. Rekomendacje od znajomych to powód szukania nowej pracy u zaledwie 4 proc. ankietowanych.

– Co ciekawe, możemy również zauważyć, że wraz ze wzrostem seniority, wynagrodzenie schodzi na dalszy plan, choć nadal jest ono bardzo ważne. Może być to spowodowane zmieniającymi się potrzebami związanymi z rosnącym doświadczeniem i sytuacją życiową. Im bardziej jesteśmy doświadczeni, tym ważniejsza staje się dla nas kultura i warunki pracy, które zapewnia firma.- wyjaśnia Aleksandra Kubicka.

Jak często specjaliści IT zmieniają pracę?

Jak często specjaliści IT zmieniają pracę? Aż połowa pytanych przez portal No Fluff Jobs specjalistów zmienia pracę co dwa lata. Częściej robią to osoby na niższych stanowiskach i z mniejszym doświadczeniem. Grupą, która najrzadziej decyduje się na zmianę zatrudnienia są liderzy. Tylko 26 proc. z nich zmienia pracę w przeciągu 2 lat. Co kilka miesięcy pracę zmienia zaledwie 3 proc. ankietowanych.

Poszukiwanie nowej pracy zajmuje co trzeciemu specjaliście miesiąc, trzech na czterech zmienia ją w 3 miesiące. Tylko 10 proc. deklaruje, że trwa to ponad pół roku. Co ważne, doświadczenie nie ma wpływu na długość poszukiwania pracy w tej grupie. Aż 7 proc. ankietowanych otrzymuje nową posadę w dwa tygodnie. 

Chęć zmiany i reakcja pracodawców

Jak wynika z badania No Fluff Jobs, aż 2 na 3 pracowników rozmawia ze swoimi współpracownikami o planowanym odejściu, liderowi mówi o tym co drugi specjalista, niezależnie od doświadczenia.

Jak reagują pracodawcy? Różnie. Większość pracodawców próbuje wpłynąć na decyzję o zmianie pracy odchodzącej osoby. 73 proc. ankietowanych spotkało się z próbą zatrzymania ich w firmie. W grupie seniorów i ekspertów odsetek ten wyniósł aż 85 proc.

Co ciekawe, 23 proc. specjalistów po złożeniu wypowiedzenia dałoby się przekonać do zmiany decyzji. Aż 73 proc. przekonałaby do tego zmiana wysokości pensji, 58 proc. zatrzymałaby zmiana warunków pracy, a 33 proc. nowy  projekt. Nic nie przekonałoby 10 proc. ankietowanych.

A czy wracają na stare śmieci? Prawie 40 proc. odchodzących pracowników rozważa powrót do swoich byłych pracodawców. Chęć powrotu rośnie wraz ze stażem pracy.

Pracodawcy nie podają prawdziwych powodów rozstania?

Odchodzący z firmy pracownicy oczekują nieformalnej rozmowy z przełożonym na temat powodów rozstania –  odpowiedziało tak 58 proc. ankietowanych. Dla 55 proc. odchodzących ważny jest czas na przekazanie obowiązków.

Dodatkowo, jak wynika z raportu No Fluff Job, firmy popełniają sporo błędów podczas procesów związanych z rozstaniem z pracownikiem. 66 proc. ankietowanych uważa, że pracodawcy wskazują fałszywe powody rozstania, a 81 proc. deklaruje, że nie dostało wcześniej feedbacku na temat zachowań czy działań, które powinien poprawić. 

– Fundamentem dla dobrego rozstania z pracownikiem powinna być z jednej strony przestrzeń na rozmowę, podsumowanie dotychczasowych doświadczeń pracownika i poznanie powodów, dla których zdecydował się firmę opuścić. Kluczem do sukcesu jest uważne wsłuchanie się w argumenty przedstawione przez odchodzącego pracownika i wyciągnięcie z nich wniosków. – podsumowuje Maja Gojtowska, autorka bloga Gojtowska.com i książki“ Candidate experience. Jeszcze kandydat czy już klient?”.

Brakuje nam relacji społecznych i elastycznych biur

Mimo, że praca zdalna ma wielu zwolenników, nie jest ona w stanie w pełni zastąpić pracy w biurze. Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Cushman & Wakefield oraz Antal pt. „Elastyczność specjalistów i menedżerów w dobie zmiany” pracownikom podczas pracy z domu brakuje głównie relacji społecznych, dodatkowo – odczuwają również brak równowagi między życiem prywatnym a zawodowym. Eksperci spodziewają się, że po pandemii biuro będzie pełnić nową funkcję.

  • 74% badanych wskazało, że podczas nieobecności w biurze najczęściej brakuje im relacji społecznych,
  • 81% respondentów uważa, że biura powinny być bardziej elastyczne i zapewniać pracownikom możliwość zmiany miejsca pracy w zależności od wykonywanych zadań,
  • 70% badanych jest zdania, że powierzchnie biurowe powinny być dostosowane do nowych standardów antyepidemicznych.

Relacje społeczne powodem do powrotu

Przed pandemią specjaliści i menedżerowie mieli możliwość wykorzystania średnio 5 dni pracy zdalnej w miesiącu. Wciąż jest to przeciętna wartość oczekiwana w przyszłości, choć aż 1/5 badanych chciałoby mieć taką możliwość w wymiarze większym niż 15 dni w miesiącu. Podczas zdalnego wykonywania obowiązków specjalistom i menedżerom brakuje najczęściej relacji społecznych (74% wskazań), a także rozgraniczenia życia prywatnego od służbowego (56% wskazań). Warto zwrócić uwagę, że 42% respondentów deklaruje, że na pracę poświęca więcej czasu niż zwykle. Najwięcej badanych ceni sobie w pracy zdalnej oszczędność czasu na dojazdach (90%) oraz możliwość połączenia pracy z innymi obowiązkami domowymi (50% wskazań).

czego_ci_brakuje_podczas_pracy_zdalnej

Warto przeanalizować pytanie o zalety pracy zdalnej w kontekście braków w dzisiejszych biurach. Oszczędności czasu na dojazdach firmy nie są w stanie zagwarantować, ale już mogą tworzyć pokoje pracy w skupieniu i ciszy – a taką zaletę pracy w domu wskazuje niemal co drugi respondent. Można również postawić na większy liberalizm w wymogach odnośnie dress code, gdyż możliwość nieformalnego ubioru okazała się również ważna dla znaczącej części specjalistów i menedżerów – komentuje Fabian Pietras, Business Unit Director w Antal.

Biuro dostosowane do potrzeb

Pandemia udowodniła, że zdecydowana większość specjalistów i menedżerów (93%), którzy pracowali w tym czasie zdalnie, jest w stanie wykonywać obowiązki zawodowe w tej formie bez przeszkód. Co więcej, 78% respondentów jest usatysfakcjonowanych z takiej formy pracy. Prawdopodobnie taki sposób wykonywania obowiązków zawodowych   pozostanie z nami na dłużej, dzięki czemu powierzchnie biurowe będą miały nową funkcję –staną się inspirującym miejscem, które będzie budować i wspierać kulturę organizacji, ułatwiać proces uczenia się, zachęcać do budowania więzi pomiędzy współpracownikami i klientami oraz sprzyjać kreatywności i innowacyjności. Przed pandemią w biurach zdominowanych przez open space, ale z dużą liczbą miejsc do spotkań i pomieszczeń wspierających, pracowało 23% badanych – teraz 81% respondentów uważa, że biura powinny być bardziej elastyczne i zapewniać pracownikom możliwość zmiany miejsca pracy w zależności od wykonywanych zadań, a 61% – że biura powinny w głównej mierze spełniać funkcje społeczne.

Relacje społeczne są niezwykle istotnym elementem, a ich brak został wskazany przez ¾ ankietowanych, jako największa niedogodność wynikająca z wykonywania obowiązków zdalnie. Jest to jeden z aspektów, który pokazuje, że mimo zwiększenia udziału pracy zdalnej, biura pozostaną niezwykle ważne dla każdej firmy. Zgodnie z przewidywaniami, przestrzeń biurowa będzie ewoluować od tradycyjnego biura w jednej lokalizacji do modelu hybrydowego, łączącego w różnym stopniu pracę w standardowej przestrzeni z biurem elastycznym oraz przy wykorzystaniu pracy zdalnej. Wszelkie formy modeli hybrydowych powinny być dostosowane do specyfiki i strategii danej organizacji, tak żeby wspierać efektywność i dobre samopoczucie pracowników – mówi Katarzyna Lipka-Nawrocka, Associate Director, Consulting & Research Manager, Cushman & Wakefield.

Dodatkowo 85% badanych uważa, że pracodawcy powinni oferować większe możliwości pracy zdalnej, a 82% respondentów, że menedżerowie powinni mieć regularne szkolenia z zakresu zarządzania pracownikami wykonującymi obowiązki zdalnie. Bardzo istotny jest też fakt, że aż 70% badanych uważa, że powierzchnie biurowe powinny być dostosowane do nowych standardów antyepidemicznych.

biorac_pod_uwage_zdobyte_doswiadczenie

Styl pracy po COVID-19. Wyzwania pracodawców

COVID-19 niewątpliwie wpływa trwale na postawy przyjmowane przez Polaków w stosunku do pracy, jej roli w życiu i stylu jej wykonywania. Pandemia zmieniła część naszych postaw i preferencji zawodowych stawiając przed firmami nowe wyzwania. Eksperci Pracuj.pl zidentyfikowali cztery „miękkie” obszary, na które warto zwrócić uwagę w kontekście organizacji pracy i budowy relacji pracowników z pracodawcami.

Omawiane wyzwania firm po pandemii:

stylpracy1

Zawodowe życie po pandemii

Na przełomie kwietnia i maja 2020 roku zespół Pracuj.pl zapytał użytkowników portalu o ich postawy dotyczące życia zawodowego w obliczu pandemii COVID-19. Wnioski z badania „Praca w dobie koronawirusa” oraz analiza wydarzeń, które miały miejsce także po jego premierze pozwalają zidentyfikować wyzwania pracodawców i pracowników nieuniknione w okresie „nowej normalności”, które są związane z:

  • nową rolą biur i przestrzeni pracy,
  • integracją rozproszonego zespołu,
  • zmianami w ofercie benefitów,
  • zrozumieniem stylu życia różnych grup.

Biura: ewolucja miejsca pracy

W drugiej połowie maja i czerwcu 2020, wraz z odmrażaniem kolejnych sektorów gospodarki i znoszeniem obostrzeń, część firm zaczęła ponownie otwierać dostęp do biur dla pracowników. O całkowitym powrocie do sytuacji sprzed pandemii nie sposób było jednak mówić. Pracodawcy, którzy mogli sobie pozwolić na dalszą pracę zdalną zespołów – np. bez znaczącego spadku efektywności – wprowadzali różnego rodzaju rozwiązania obniżające ryzyko zakażeń. Należały do nich m.in. dobrowolny wybór miejsca pracy przez pracowników, udostępnienie tylko części biurek w budynku czy rotacyjna obecność w biurach poszczególnych zespołów.

atylpracy2

Według ekspertów sytuacja ta będzie mieć miejsce jeszcze przez wiele miesięcy. Wielki test pracy zdalnej, jakim był wybuch pandemii, w wielu środowiskach wypadł zaskakująco pozytywnie. Jak wpłynie to na rolę biur i innych przestrzeni pracy w życiu firm? Z jednej strony zdecydowana większość pracowników (89%) chce pracować przynajmniej częściowo zdalnie po opanowaniu pandemii. Z drugiej jednak tylko 10% chciałoby wykonywać 100% etatu spoza biura.

Co więcej, według badania „Praca w dobie koronawirusa” aż 57% respondentów pracujących zdalnie uznało, że ten model wykonywania obowiązków pozwolił im bardziej docenić możliwość przychodzenia do biura i bezpośrednich spotkań ze współpracownikami. Kulturotwórcza i integracyjna rola firmowej siedziby jest nie do przecenienia. Można spodziewać się więc, że biura stopniowo będą ewoluować w stronę miejsc dedykowanych aktywnej pracy zespołowej, organizacji spotkań projektowych i budowaniu więzi między współpracownikami. Rzadziej natomiast będą służyć jako przestrzeń traktowana wyłącznie jako miejsce indywidualnej, codziennej pracy w stale wyznaczonym miejscu.

Integracja: osobno, a jednak razem

Praca zdalna ma też swoją ciemniejszą stronę. Długotrwałe przebywanie w domu, zindywidualizowanie pracy nierzadko doprowadza do rozluźnienia kontaktów między członkami zespołu, dużo trudniej w takim rozproszeniu utrzymać ducha i poczucie współpracy. Jak pokazują dane Pracuj.pl ponad połowa badanych Polaków zatęskniła w trakcie pracy zdalnej za realnymi kontaktami ze współpracownikami.

stylpracy

Przed pracodawcami pojawiło się nowe wyzwanie związane z potrzebą integracji zespołu. W badaniu Pracuj.pl „Zawodowy styl życia” Polacy wśród najbardziej skutecznych form zacieśniania relacji między współpracownikami najczęściej wskazywali spotkania (67%) i wyjazdy (59%) integracyjne czy wspólne warsztaty (48%) – czyli narzędzia praktycznie niedostępne w warunkach ograniczania kontaktów społecznych. To także działania generujące dodatkowe wydatki budżetowe. Przedmiotem otwartej dyskusji pozostaje, czy pracodawcy właśnie ze względu na kwestie kosztowe nie ograniczą tymczasowo wydarzeń integracyjnych już po opanowaniu pandemii.

stylpracy4

Respondenci pytani o skuteczne formy integracji wyraźnie rzadziej wskazywali na wewnętrzne grupy zainteresowań (43%) czy firmowe sieci społecznościowe (37%). Tymczasem to właśnie te narzędzia budowy więzi są dziś zdecydowanie częściej wykorzystywane przez firmy, bo przeważnie nie wymagają bezpośrednich spotkań. Okres COVID-19 sprzyjał organizacji wewnętrznych konkursów czy aktywności w sieciach społecznościowych takich, jak np. Emplo czy Yammer. To ważne inicjatywy pod kątem utrzymania bieżącego kontaktu w zespole w obliczu COVID-19, jednak w dłuższej perspektywie nie powinny „zdetronizować” np. bezpośrednich spotkań i wyjazdów.

Benefity: mniej i inaczej

Analizy rynkowe pokazują, że w wyniku pandemii pracodawcy w ofertach pracy zaczęli proponować kandydatom mniej benefitów, niż przed pojawieniem się koronawirusa. Jak szacuje Grant Thronton, w maju 2020 jedno ogłoszenie o pracę publikowane na rynku rekrutacji zawierało średnio 4,8 zachęty – wobec 6 w podobnym okresie rok wcześniej. Część benefitów krótkoterminowo stało się mniej atrakcyjnych w związku z zamrożeniem gospodarki – do takich zaliczyć można było np. karty sportowe, bony zakupowe czy wejściówki do instytucji kultury, a także benefity dostępne bezpośrednio w „fizycznym” biurze.

styl pracy5

Eksperci przewidują, że oferta benefitów na rynku będzie w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy ewoluować. Z jednej strony w obliczu rosnącego bezrobocia i trudnych decyzji firm stały się one mniej priorytetowe dla kandydatów – bardzo ważnych czynnikiem wyboru miejsca zatrudnienia stały się stabilność i bezpieczeństwo stanowiska, a także samej firmy. Skala ta wraz z wychodzeniem gospodarki z kryzysu może maleć – ale znaczenie benefitów powinno być w ciągu przynajmniej najbliższych kilkunastu miesięcy niższe, niż przed wybuchem pandemii.

Z drugiej strony na znaczeniu mogą zyskiwać wszelkiego rodzaju oferty benefitów wspierających pracowników w wykonywaniu pracy zdalnej, np. dostęp do szkoleń online, usługi personalnych asystentów, dofinansowanie do przedszkoli czy wysokiej jakości sprzęt służbowy.

Rodzice: w obliczu wyzwań

Pandemia koronawirusa podkreśliła wiele wyzwań, z którymi muszą mierzyć się pracownicy w zależności od ich sytuacji prywatnej – co bardzo mocno widać na przykładzie rodziców niepełnoletnich dzieci. Jednoczesny gwałtowny wzrost znaczenia pracy zdalnej i zamknięcie placówek edukacyjnych stało się źródłem dodatkowego obciążenia dla pracujących rodziców. Według badań Pracuj.pl z przełomu maja i kwietnia 2020 aż 79% z nich uważa, że wykonywanie obowiązków poza biurem jest dla nich większym wyzwaniem, niż dla osób bezdzietnych. Aż 57% miało w czasie pandemii trudności z oddzieleniem czasu prywatnego i służbowego. Wśród usprawnień, które najbardziej doceniali u pracodawców w obliczu pandemii, były m.in. bardziej elastyczny grafik pracy, większa otwartość na branie dni wolnych czy wsparcie psychologiczne.

stylpracy6

Warto zwrócić uwagę na sytuację kobiet-matek, które w Polsce wciąż w większym stopniu od mężczyzn muszą mierzyć się z konfliktem ról zawodowych z prywatnymi. Według raportu „Praca w dobie koronawirusa” aż 83% z nich uważało, że miały większe trudności w wykonywaniu obowiązków w trakcie pandemii od bezdzietnych koleżanek, ale aż 46% nie czuło się tratowanych przez przełożonych ze zrozumieniem. Jednocześnie przypomnijmy, że użytkowniczki Pracuj.pl już w lutym 2020 sygnalizowały, że kwestie równouprawnienia płci w pracy w Polsce wciąż nie są uregulowane. 71% uważało, że nie ma równych szans w życiu zawodowym, co mężczyźni a 60% – że płeć pracownika ma wpływ na możliwość awansu.

Pandemia koronawirusa podkreśliła potrzebę budowania kultury zrozumienia oraz zaufania zarówno u pracujących rodziców, jak i pracodawców. Elastyczność, którą mogą wykazać się liderzy zatrudniający rodziców jest szansą na przyciągnięcie talentów i zbudowanie przewagi rynkowej.

Zawodowy styl życia

Wskazane wyzwania pokazują tylko część zjawisk związanych z łączeniem się efektów pandemii ze stylem życia różnorodnych pracowników. Więcej szczegółów dotyczących tego typu zagadnień można znaleźć w raporcie Pracuj.pl „Zawodowy styl życia”, omawiającym wyniki badań dotyczących aż 9 aspektów pracy w Polsce związanych z pasjami, hobby i postawami Polaków z życia codziennego.

25 sierpnia przypada Dzień Polskiej Żywności – Santander Bank Polska analizuje sytuację branży  

  • W Polsce rocznie produkuje się żywność o wartości ponad 250 mld zł
  • Szacuje się, że rocznie około 40% polskiej żywności jest lokowane na rynkach zagranicznych
  • Okres wakacyjny służy branży HoReCa i producentom żywności – w tych kategoriach kartami płatniczymi wydajemy znacznie więcej niż przed rokiem 

W tym roku cała gospodarka, zarówno w Europie, jak i na świecie, została wystawiona na próbę z powodu pandemii COVID-19. Dotyczy to również sektora produkcji żywności. Obecnie trudno inaczej patrzeć na zmiany zachodzące w całej gospodarce, w tym w branży rolno-spożywczej, niż przez pryzmat wpływu pandemii na przemysł, ale również na nasze – konsumentów – zachowania – mówi Grzegorz Rykaczewski, analityk sektorowy w Santander Bank Polska. 

Jak radzi sobie sektor żywności?

Kryzys związany z pandemią przypomniał, jak duże znaczenie ma możliwość zapewnienia ciągłości produkcji żywności dla własnego społeczeństwa. Polski przemysł spożywczy bazuje głównie na krajowym surowcu, dostarczanym przez polskich rolników. W rezultacie pandemia koronawirusa w Europie oraz na świecie nie przerwała łańcuchów dostaw surowca dla polskich firm. Nie spowodowała też, co do zasady, że o ten surowiec trzeba było konkurować na rynku światowym. Polscy rolnicy zapewniają dostawy surowca do przetwórstwa, a przemysł spożywczy jest w stanie te surowce przetworzyć i sprzedać do segmentu dystrybucyjnego. Jest to istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa żywnościowego kraju.

Po wejściu Polski do Unii Europejskiej, krajowy sektor rolno-spożywczy mocno się rozwijał, budując swoje przewagi konkurencyjne, zarówno w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych. Dzięki temu budowane były również doświadczenia, które obecnie i w przeszłości wspierały funkcjonowanie branży w trudniejszych okresach.

W Polsce rocznie produkuje się żywność o wartości ponad 250 mld zł (dane 2018 r.). W porównaniu do roku 2010 nastąpił wzrost o 57%. Z biegiem lat rosły dostawy żywności na rynek krajowy, ale też zwiększało się znaczenie eksportu. Szacuje się, że rocznie około 40% żywności jest lokowane na rynkach zagranicznych, głównie w krajach Unii Europejskiej. W 2019 r. wartość eksportu artykułów rolno-spożywczych z Polski była wyższa o 7% w relacji rocznej oraz wyższa o 135% niż w roku 2010. Ważną przewagą jest duży potencjał produkcyjny krajowego sektora. Polska jest numerem jeden w UE m.in. w produkcji drobiu, żyta oraz jabłek. Jest też jednym z największych producentów pozostałych zbóż i owoców, buraków cukrowych, rzepaku, mięsa wieprzowego i wołowego.

W ciągu ostatniej dekady import żywności do Polski rósł wolniej niż eksport. W rezultacie mocno wzrosło też saldo w handlu zagranicznym. W 2019 r. nadwyżka eksportu nad importem wyniosła 10,5 mld euro, a import stanowił ok. 67% eksportu. Dla porównania, w 2010 r. nadwyżka wynosiła 2,6 mld euro, a import stanowił 80% eksportu, zwraca uwagę Grzegorz Rykaczewski.

Produkcja surowców rolnych oraz artykułów żywnościowych jest w Polsce wyższa od konsumpcji wewnętrznej, co daje bezpieczeństwo, ale też coraz bardziej uzależnia sytuację polskiego sektora od sytuacji na rynku europejskim i światowym. Odzwierciedleniem tego jest silna korelacja między zmianami cen na rynkach rolnych na rynku europejskim oraz w Polsce. W ostatnich miesiącach było to również widoczne w postaci wahań popytu związanych z pandemią COVID-19 i implikacji dla krajowych przedsiębiorstw.

Wpływ pandemii na branżę spożywczą

Dla wielu firm dużym wyzwaniem było silne, czasowe ograniczenie działalności sektora HoReCa – ważnego odbiorcy polskiej branży spożywczej. Odnotowano też zmiany w sprzedaży detalicznej. W marcu dynamika sprzedaży detalicznej żywności wzrosła zarówno w Polsce, jak i w UE, pod wpływem gromadzenia zapasów przez konsumentów, co było wywołane niepewnością związaną z pogorszeniem się sytuacji epidemicznej. Z kolei w kwietniu popyt istotnie osłabł wraz z uspokojeniem nastrojów. Był to również miesiąc, w którym mieszkańcy Unii przebywali w izolacji społecznej. W kolejnych miesiącach notowano stopniową odbudowę sprzedaży detalicznej.

Jak wskazuje GUS w Polsce, w kwietniu wartość sprzedaży detalicznej (w cenach bieżących) była niższa o 15% niż rok wcześniej oraz o 10% w stosunku do marca br. W maju dynamika roczna była jeszcze ujemna. Jednak już w czerwcu wartość sprzedaży detalicznej przekroczyła poziom z analogicznego miesiąca 2020 roku (o 0,2%). Była też wyższa niż miesiąc wcześniej (o 4%). W lipcu i sierpniu okres wakacyjny sprzyjał dalszej odbudowie popytu konsumentów.

Podobne trendy były obserwowane w innych krajach Unii Europejskiej. Co jednak istotne, pomimo spadku, wartość sprzedaży detalicznej żywności w kwietniu w grupie 27 państw Unii była wyższa o 4,2% (w cenach bieżących), niż w analogicznym miesiącu 2019 r. Dodatnią dynamikę roczną odnotowano również w grupie 10 największych odbiorców żywności z Polski (+5%). Również w kolejnych miesiącach dynamika pozostała dodatnia, a więc zmiany sprzedaży detalicznej były mniej gwałtowne niż w Polsce.

Analiza transakcji dokonanych kartami płatniczymi przez klientów Santander Bank Polska[1] wskazuje, że w sierpniu br. wydatki w lokalach gastronomicznych nie tylko wróciły do poziomów sprzed pandemii, ale są, w ujęciu średniotygodniowym, o ponad 43% wyższe niż przed rokiem. Wyraźne odbicie, po lock-downie, nastąpiło na przełomie kwietnia i maja br. Obecnie branży HoReCa pomaga sezon wakacyjny. Płatności kartami Santander Bank Polska za posiłki w wakacyjnych miejscowościach – nad morzem, w górach i na Mazurach – wzrosły od 20 do nawet 200% nad Bałtykiem.

W całym bieżącym roku wzrosły też wydatki na żywność, realizowane kartami Santander Bank Polska – obecnie są one aż o 51,7% wyższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, tj. od stycznia do połowy sierpnia.

– Co ciekawe, nawet w czasie najostrzejszych restrykcji związanych z pandemią, wolumen wydatków na żywność, realizowanych kartami Santander Bank Polska nigdy nie spadł poniżej poziomów z 2019 roku. Także analiza transakcji w tej kategorii wydatków wskazuje, że Polacy wypoczywają w kraju – wydatki na żywność i napoje w takich regionach jak Bieszczady, Białowieża, Beskidy, a także na Mazurach i nad morzem są o 20-40% wyższe niż jeszcze w czerwcu – mówi Przemysław Chojecki, data scientist w Santander Bank Polska.

Pomimo wielu wyzwań dla sektora rolno-spożywczego, ale też dla konsumentów ostatnie miesiące, można uznać za relatywnie spokojne, biorąc pod uwagę skalę problemów, które wystąpiły.

Niepewność co do dalszego rozwoju sytuacji epidemicznej i jej wpływu choćby na zamożność społeczeństw pozostaje wysoka. Warto jednak pamiętać, że dla naszego kraju skala obecnych wyzwań jest zupełnie inna niż w regionach, gdzie ludzie są narażeni np. na głód. Według prognoz agendy ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), liczba osób dotkniętych głodem w wyniku recesji gospodarczej wywołanej pandemią zwiększy się o kolejne 83-132 mln ludzi do końca 2020 r. Oznaczałoby to około 770-820 mln ludzi dotkniętych głodem na całym globie. W wielu krajach, które nie są w stanie wyprodukować lub importować tyle żywności, ile potrzebują, wzrost cen żywności rzędu nawet 20-40% już obecnie odciska swoje piętno na sytuacji społeczeństw (np. niektóre kraje Azji Południowo-Zachodniej).

W obecnej sytuacji należy więc podkreślić jak ważne jest bezpieczeństwo żywnościowe kraju i docenić, jak istotne ma to znaczenie dla nas wszystkich, szczególnie w obliczu zawirowań lub kryzysów.

[1] Analiza nie obejmuje transakcji gotówkowych.

 

Korporacje masowo kupują prąd z OZE. Czy zabraknie zielonej energii dla firm?

Bloomberg New Energy Finance zaprezentował dane, według których popyt przedsiębiorstw na energię pozyskiwaną ze źródeł odnawialnych jest większy niż podaż. Rok 2020 może w ogóle stać się rekordowy pod względem zakupu przez firmy energii pochodzącej z odnawialnych źródeł. Żeby jednak do tego doszło druga połowa roku musi być jeszcze lepsza niż pierwsza, a inwestycje powinny dotyczyć całego świata, a nie tylko państw-liderów.

Według ostatnich analiz BNEF niedobór czystej energii elektrycznej osiągnie 224 TWh w 2030 r. Liczbę tę oszacowano dzięki danym RE100 – globalnej inicjatywy zrzeszającej najbardziej wpływowe firmy na świecie, zaangażowane w 100 proc. energię odnawialną. Aktualnie liczy ona 242 sygnatariuszy, co odpowiada 247 TWh zapotrzebowania na energię elektryczną.

Korporacje i OZE: rok 2020 może być lepszy niż 2019

Z danych Corporate Energy Market Outlook – The pandemic edition wynika również, że przedsiębiorstwa prywatne i instytucje publiczne kupiły 8,9 GW czystej energii w ramach umów na zakup energii w okresie od początku 2020 r. do lipca. Jest to 300 MW więcej niż rok temu, w tym samym okresie. Rok 2019, póki co, jest rekordowy – umowy na zieloną energię podpisało wtedy ponad 100 korporacji w 23 krajach. Dało to łączny wynik zakupów energii o wartości 19,5 GW – o 5,9 GW więcej niż w 2018.

– 2020 ma szansę pobić ten rekord, ale decydująca będzie druga połowa roku, która – jak pokazuje doświadczenie – zwykle jest bardziej płodna we wdrożenia OZE. Oczywiście poważnym zagrożeniem, którego nie można nie uwzględnić, jest pandemia koronawirusa, która globalnie wpłynęła na obniżenie konsumpcji energii. Niemniej, panujący nie tylko w Europie trend odbudowy gospodarczej za sprawą inwestycji w zieloną energię może mimo wszystko sprawić, że 2020 r. zdoła pobić wynik swojego poprzednika. – Tomasz Żołyniak, prezes firmy Energia Polska

Inwestować powinien cały świat

Według ekspertów Bloomberga do tegorocznego rekordu zakupu zielonej energii swoją cegiełkę będą musiały dołożyć firmy z różnych krajów. Z powodu Covid-19 mocny spadek pod tym względem zanotował dotychczasowy lider, czyli USA. Na przodującą pozycję wchodzi z kolei Ameryka Łacińska, której kraje, takie jak Argentyna, Brazylia czy Chile odnotowały znaczną ilość inwestycji swoich firm. Jeśli chodzi o Europę to najlepiej pod względem umów na zieloną energię wciąż radzą sobie kraje skandynawskie, ale ten trend dynamicznie rozwija się także na inne państwa, np. Francję i Hiszpanię. Analitycy Bloomberga podkreślają również coraz silniejszą pozycję Korei Południowej, która ma szansę stać się nowym, wielkim rynkiem zakupów korporacyjnych.

– W Polsce także odnotowuje się zainteresowanie korporacyjnym zakupem zielonej energii, zwłaszcza w obliczu presji, jaką wywierają na nas organy europejskie. Rosnące koszty energii pozyskiwanej w tradycyjny sposób naturalnie popychają firmy w kierunku inwestycji w tańszy prąd z odnawialnych źródeł. Jest jednak jeszcze wiele do zrobienia na gruncie krajowym – mówi o tym np. tegoroczny raport Instytutu Jagiellońskiego, który jako bariery do rozwoju korporacyjnych inwestycji w OZE wskazuje m.in. na wciąż niestabilne ustawodawstwo związane z zieloną energią czy niekonsekwentne podejście do polityki klimatyczno-energetycznej. Polska niestety wciąż dużo inwestuje w energetykę kopalną. Może to stanowić znaczną przeszkodę w efektywnej transformacji, a co za tym idzie, może przyczynić się do obniżenia naszej rangi na arenie międzynarodowej. Firmy krajowe, podejmując własne inicjatywy związane z OZE, wywierają oddolny wpływ na władze i w mojej ocenie to właściwie postępowanie na rzecz ekologicznych zmian w całym kraju.- Sebastian Biela, wiceprezes firmy Energia Polska

 

Mit nr 3 – elektryki mają mały zasięg, nadają się tylko do jazdy po mieście

Mały zasięg to wada przede wszystkim starszych modeli aut elektrycznych. Producenci akumulatorów robią w tym względzie stałe i szybkie postępy. Nowszymi modelami powinniśmy – przy oszczędnej jeździe – dotrzeć z Warszawy do Gdańska bez potrzeby ładowania. Teslą S można dojechać spod Pałacu Kultury do KAŻDEJ stacji ładowania w Polsce. 

Starsze modele i najmniejsze auta mają mniejszy zasięg…

Rynek aut elektrycznych rozwija się niezwykle dynamicznie. W ofercie producentów wciąż pojawiają się nowe modele i co chwila wdrażane są rozwiązania, które burzą kolejne bariery. Mimo to, w dalszym ciągu funkcjonuje wiele mitów na temat pojazdów tego typu. Popularny zarzut to właśnie niewielki zasięg, który miałby sprawiać, że auta elektryczne nadają się tylko do miasta.

Czy to prawda? Mały zasięg dotyczy głównie starszych modeli, które na rynku debiutowały kilka lat temu, lub też aut typowo miejskich – z segmentu A. Prawdą jest, że wiele zależy od tego, w jaki sposób jeździmy i jak zachowujemy się za kierownicą. Dynamiczne prowadzenie czy jazda z prędkością powyżej 130 km/h mają wpływ na zużycie energii i tym samym na zasięg. Podczas jazdy autostradą nie ma odzysku energii z kół, zimą używamy ogrzewania, latem klimatyzacji – to wszystko może obniżyć łączną liczbę kilometrów, którą da się przejechać bez ładowania.

…ale i one pozwalają jeździć kilka dni bez ładowania

Warto jednak przypomnieć wyniki badania InsightOut Lab i Volkswagen z kwietnia tego roku – średni dzienny dystans pokonywany samochodem wynosi 51,3 km. Nawet elektrykami o najmniejszym zasięgu pokonamy na jednym ładowaniu dystans kilkukrotnie większy.

Nowe generacje akumulatorów, dostępne w modelach pojawiających się obecnie na rynku, oferują zasięgi dające możliwość przejechania nawet 400-600 kilometrów na jednym ładowaniu. To oznacza, że przy bardziej pojemnych akumulatorach jedno ładowanie może wystarczyć nawet na cały tydzień jazdy. Daleką podróż wystarczy zaplanować z uwzględnieniem punktów szybkiego ładowania, których w naszym kraju przybywa z tygodnia na tydzień.

Autor: Radosław Kitala, Consultant & Arval Mobility Observatory Manager w Arval Service Lease Polska

Konfiskata mega rozszerzona, czyli jak prokuratorzy przejmują pieniądze firm mimo braku uprawnień do tego

Aby skonfiskować należące do firmy środki pieniężne, prokuratorzy muszą uzyskać wyrok sądu stwierdzający użycie jej do popełnienia przestępstwa. Oczywiście wymaga to od organów ścigania również udowodnienia przedsiębiorcy czy innemu podmiotowi posługującemu się firmą zawinienie w popełnieniu przestępstwa z użyciem przedsiębiorstwa. Od wielu lat prokuratorzy stosują jednak pewien wybieg, który pozwala im obejść te wymogi i zajmować pieniądze firmy zgromadzone na rachunku bankowym bez wyroku sądu czy postawienia komukolwiek zarzutów – wskazują je jako dowód rzeczowy w toczącej się sprawie. Sąd Okręgowy w Warszawie, orzekając 22 lipca 2020 r. na korzyść przedsiębiorcy, uznał takie działania prokuratora za praktyki nieakceptowalne, godzące w prawa i wolności obywatelskie.

Konfiskata rozszerzona przedsiębiorstwa

Kodeks cywilny w art. 55¹ precyzuje, czym jest przedsiębiorstwo. To zorganizowany zespół składników niematerialnych i materialnych przeznaczony do prowadzenia działalności gospodarczej, obejmujący m.in.: własność nieruchomości lub ruchomości, majątkowe prawa autorskie i pokrewne, a także wierzytelności i środki pieniężne.

Powołany do życia 27 kwietnia 2017 r. przepis art. 44a § 1 Kodeksu karnego stanowi, że w przypadku skazania sprawcy za przestępstwo, z którego popełnienia osiągnął, chociażby pośrednio, korzyść majątkową znacznej wartości, sąd może orzec przepadek przedsiębiorstwa stanowiącego własność sprawcy albo jego równowartości, jeżeli przedsiębiorstwo służyło do popełnienia tego przestępstwa lub ukrycia osiągniętej z niego korzyści. Paragraf 2 artykułu rozciąga tę odpowiedzialność karną nawet na przypadki, gdy użyte do przestępstwa przedsiębiorstwo nie należy do sprawcy, ale jego właściciel chciał, żeby służyło ono do popełnienia tego przestępstwa lub ukrycia osiągniętej z niego korzyści albo, przewidując taką możliwość, na to się godził.

Powyższy przepis to tzw. konfiskata rozszerzona, służąca wymiarowi sprawiedliwości do pozbawiania przestępców korzyści osiąganych z tytułu popełnionych czynów zabronionych poprzez odbiór im przedsiębiorstw służących do ich popełnienia. Aby móc odbierać przedsiębiorcom ww. składniki przedsiębiorstwa, prokuratorzy muszą wykazać przed sądem, że dokonane z jego użyciem przestępstwo określone w art. 44a Kodeksu karnego zostało przez właściciela popełnione umyślnie, udowodnić mu winę.

Zajęcie konta firmy podejrzanego o związek z praniem pieniędzy lub terroryzmem

Przepisy Ustawy z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu upoważniają prokuratorów do wstrzymywania transakcji lub dokonania blokady rachunku na okres 6 miesięcy w przypadku powzięcia przez tzw. instytucje obowiązane podejrzenia, że transakcja ta lub zgromadzone wartości majątkowe mogą mieć związek z praniem pieniędzy lub finansowaniem terroryzmu. W ten oto sposób, bez konieczności wykazywania umyślności czy winy przedsiębiorcy przed sądem, prokuratorzy zajmują konta bankowe firm.

Blokada pieniędzy jako dowodów w sprawie

Tak też uczynił prokurator w grudniu 2019 r., gdy w oparciu o przepisy ww. ustawy wydał postanowienie o zablokowaniu rachunków jednej z warszawskich spółek na 6-miesięczny okres do 17 czerwca 2020 r. W ostatnim dniu tego okresu prokurator uznał zgromadzone na zablokowanych rachunkach środki pieniężne za dowody rzeczowe i polecił ich przekazanie przez bank na rachunek właściwej prokuratury okręgowej.

Zażalenie spółki na postanowienie prokuratora

Pełniący funkcję pełnomocnika spółki w tej sprawie radca prawny Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec wniósł na podstawie art. 465 § 2 Kodeksu postępowania karnego (dalej: K.p.k.) zażalenie na to postanowienie prokuratora, do którego w pełni przychylił się Sąd Okręgowy w Warszawie. Sąd zgodził się, że dowodem rzeczowym mogą być tylko i wyłącznie rzeczy oznaczone co do tożsamości. Art. 228 § 1 K.p.k. instruuje, iż przedmioty ujawnione podczas przeszukania należy poddać oględzinom, sporządzić ich spis oraz opis.

W niniejszej sprawie nie jest natomiast możliwe, by po przelaniu przez bank z zajętego rachunku przedsiębiorcy środków pieniężnych na konto prokuratury, prokurator dokonał ich oględzin, spisu i opisu. Środki te nie są bowiem związane z konkretnymi środkami płatniczymi w postaci banknotów czy monet. W wyniku przelewu nie następuje również przeniesienie posiadania konkretnych znaków pieniężnych między bankami. Pieniądze mogą co prawda stanowić dowód rzeczowy w postępowaniu karnym, jednak tylko i wyłącznie, jeśli są rozpatrywane jako źródło konkretnych do zidentyfikowania serii banknotów.

Nieakceptowalne przedłużanie śledztwa i wstrzymywanie środków bez postawienia komukolwiek zarzutów

Sąd wskazał na przepis art. 89 ust. 7 ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, który stanowi, że wstrzymanie transakcji lub blokada rachunku upada, jeżeli przed upływem 6 miesięcy od dnia wydania postanowienia w tym przedmiocie nie zostanie wydane postanowienie o zabezpieczeniu majątkowym lub postanowienie w przedmiocie dowodów rzeczowych.

Zatem w niniejszej sprawie, jeśli 17 czerwca 2020 r., wraz z upływem 6-miesięcznego terminu, o którym mowa wyżej, prokurator nie zdołał oskarżyć przedsiębiorcy o popełnienie przestępstwa, jak i w terminie tym nie nastąpiło z urzędu zabezpieczenie majątkowe na należących do niego środkach, a środki te nie mogą stanowić dowodów rzeczowych, to prokurator po tym terminie nie może zajmować należących do spółki środków pieniężnych.

„Przyjęcie koncepcji przeciwnej legalizowałoby de facto rękami Sądu nieakceptowalną praktykę polegającą na tym, że prokurator mógłby prowadzić śledztwo przez okres wielokrotnie przekraczający sześciomiesięczny termin, o jakim mowa w art. 89 ust. 7 w/w ustawy bez postawienia komukolwiek zarzutów. Tego rodzaju interpretacja przepisu art. 89 ust. 7 w/w ustawy godziłaby w prawa i wolności obywatelskie” (postanowienie Sądu Okręgowego w Warszawie XII Wydział Karny z 28 lipca 2020 r., sygn. akt XII Kp 787/20).

Konfiskata mega rozszerzona

– W praktyce prokuratury niejednokrotnie stosowały taki „wybieg” jako narzędzie do bezterminowego przetrzymywania należących do przedsiębiorców środków w sytuacjach, gdy brak było wystarczających przesłanek do zastosowania przepisów dopuszczających tzw. „konfiskatę rozszerzoną”, która i tak budzi spore wątpliwości co do jej zgodności z Konstytucją. Była to więc w rzeczywistości taka konfiskata mega rozszerzona – podsumował rozstrzygnięcie warszawskiego sądu reprezentujący spółkę w tej sprawie mec. Robert Nogacki.

Organom ścigania w ostatnich latach bardzo zależy na zajmowaniu majątków przedsiębiorców, obywateli z pominięciem konstytucyjnych zasad: domniemania niewinności, ochrony własności czy wyrażonej w art. 46 Konstytucji RP gwarancji, że przepadek rzeczy może nastąpić wyłącznie na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu. Najjaskrawszym wyrazem tych dążeń są podejmowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości próby wprowadzenia do porządku prawnego tzw. konfiskaty prewencyjnej, która pozwalałaby prokuratorom przejmować mienie wszystkich, także uczciwych obywateli, a dopiero potem przerzucać na tych obywateli ciężar udowodnienia „nie przestępczego” pochodzenia zajętego im majątku.

Dziś w świetle takich działań organów ścigania przenoszenie biznesów za granicę, tworzenie przez przedsiębiorców transgranicznych struktur organizacyjnych, zmiana rezydencji podatkowej nie jest, jak to dotąd wskazywał zwłaszcza fiskus, działaniem nakierowanym jedynie na korzystniejsze opodatkowanie prowadzonej działalności. Jest to natomiast świadoma ucieczka przed represjami ze strony tych organów. Przedsiębiorcy nie zastanawiają się już jak chronić majątki swoje i swoich firm przed niepożądanymi wierzycielami, ale jak chronić je przed działającymi w imieniu prawa organami, które, chcąc dobrać się do tych majątków, prawo to omijają.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Biznes deklaruje, że pandemia nie zahamuje wydatków na innowacje

Jak wynika z ankiety przeprowadzonej wśród 23 globalnych korporacji przez Startup Resau i Noba Ventures, biznes nie tylko nie planuje wstrzymać wydatków na innowacje, ale w niektórych wypadkach nawet znacząco je zwiększyć. Tak deklaruje 73 proc. respondentów. Badanie pokazuje, że w związku z COVID firmy planują przyspieszyć tempo cyfryzacji, a technologie wykorzystać do generowania nowych źródeł przychodu. Jednak przed Polską wciąż dużo pracy do wykonania w obszarze tworzenia środowiska sprzyjającemu innowacjom. W opublikowanym właśnie przez Komisję Europejską European Innovation Scoreboard 2020 nasz kraj został określony jako „umiarkowany innowator”.

Rzecznik MŚP otrzymał wydane przez Ministra Rozwoju objaśnienia prawne w przedmiocie ustalania wysokości spadku obrotów gospodarczych

W związku ze zgłaszanymi przez przedsiębiorców wątpliwościami Rzecznik MŚP wystąpił do Ministra Rozwoju o wydanie objaśnień prawnych w zakresie wykładni art. 15g ust. 9 ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz. U. z 2020 r. poz. 374 z późn. zm; dalej: ustawa COVID-19) w związku z postanowieniami Programu rządowego „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm” stanowiącego załącznik do uchwały Nr 50/2020 Rady Ministrów z dnia 27 kwietnia 2020 r. w sprawie programu rządowego rządowym „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm”. 

W zakresie pomocy przysługującej przedsiębiorcom w przypadku spadku obrotów gospodarczych w rozumieniu art. 15g ust. 1 ustawy COVID-19 w związku z postanowieniami Programu rządowego „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm” stanowiącego załącznik do uchwały Nr 50/2020 Rady Ministrów z dnia 27 kwietnia 2020 r. w sprawie programu rządowego rządowym „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm” Rzecznik otrzymał objaśnienia o następującej treści:

  1. Czy przedsiębiorca u którego wystąpił spadek obrotów gospodarczych w ujęciu ilościowym w rozumieniu art. 15g ust. 9 ustawy COVID-19, może ubiegać się o wsparcie finansowe w ramach rządowego programu wsparcia „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm”?

Odpowiedź:

Przedsiębiorcy wnioskujący o wsparcie w ramach Programu rządowego „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla Małych i Średnich Firm” nie mają możliwości wykazania ilościowego spadku przychodów.

  1. Na podstawie jakich danych finansowych przedsiębiorcy ubiegający się o wsparcie finansowe w ramach rządowego programu wsparcia „Tarcza Finansowa. Polskiego. Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm” powinni wyliczać spadek obrotów gospodarczych w ujęciu wartościowym w rozumieniu art. 5g ust. 9 ustawy COVI D-19?
  2. Na podstawie jakich danych finansowych powinni wyliczać spadek obrotów gospodarczych w rozumieniu art. 15g ust. 9 ustawy COVI D-19 przedsiębiorcy, ubiegający się o wsparcie finansowe w ramach rządowego programu wsparcia „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm”, rozliczający się metodą kasową?
  3. Na podstawie jakich danych finansowych powinni wyliczać spadek. obrotów gospodarczych w rozumieniu art. 15g ust. 9 ustawy COVID-19 przedsiębiorcy, ubiegający się o wsparcie finansowe w ramach rządowego programu wsparcia „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm”, rozliczający się kwartalnie?
  4. Na podstawie jakich danych finansowych powinni wyliczać spadek obrotów gospodarczych w rozumieniu arf. 15g ust. 9 ustawy C.OVlD-1•9 przedsiębiorcy, ubiegający się• o wsparcie. finansowe w ramach rządowego programu wsparcia „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm”, wystawiający faktury VAT marża?

Odpowiedź:

Poprzez przychody ze sprzedaży (obroty gospodarcze), określone w Regulaminie, należy rozumieć:

  1. a) sprzedaż towarów usług wykazaną w deklaracji VAT-7 – w stosunku do beneficjentów będących czynnymi podatnikami VAT rozliczającymi się miesięcznie;
  1. b) sprzedaż towarów i usług wykazaną w deklaracji VAT-7K (w zakresie przychodu za rok 2019) lub ewidencji JPK_VAT (w zakresie przychodu za dany miesiąc) — w stosunku do beneficjentów, będących czynnymi podatnikami VAT rozliczającymi się kwartalnie;
  1. c) przychód z innych źródeł (tzw. przychód operacyjny) w rozumieniu ustawy o CIT albo przychód, w rozumieniu ustawy o PIT, stanowiące podstawę do obliczenia zaliczki na podatek dochodowy – w stosunku do beneficjentów:
  • będących czynnymi podatnikami VAT wystawiającymi faktury VAT marża (w tym beneficjentów, którzy wykazali co najmniej – jedną fakturę objętą obowiązkiem VAT marży), – będących czynnymi podatnikami VAT rozliczającymi się kasowo,
  • świadczących tylko i wyłącznie czynności zwolnione z VAT (zwolnienie przedmiotowe), – niebędących podatnikami VAT (w tym beneficjentów zwolnionych podmiotowo z VAT),
  • rozliczających się ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych,
  1. d) kwotę oszacowaną przez beneficjenta na podstawie wystawionych faktur lub rachunków – w stosunku do beneficjenta korzystającego z karty podatkowej (niebędącego czynnym podatnikiem VAT).

Minister Rozwoju wyjaśniła ponadto, iż w przypadku transakcji wymiany walut dokonywanych przez podmioty prowadzące działalność gospodarczą polegającą na kupnie i sprzedaży wartości dewizowych oraz pośrednictwie w ich kupnie i sprzedaży (działalność kantorowa), za przychód ze sprzedaży należy uznać zrealizowany wynik w okresie miesięcznym.

Wynik ten rozumiany jest jako różnica pomiędzy wartością sprzedaży danej waluty, a wartością zakupu danej waluty w tym miesiącu.

Cyfrowy detoks podczas home office. Od czego zacząć?

Wiele firm nadal działa w systemie pracy zdalnej, ale nie wszystkim pracownikom z łatwością przychodzi postawienie wyraźnej granicy między pracą zawodową, a życiem prywatnym. Jak wynika z raportu TOP CDR – Digitally Responsible Company[1] 16% respondentów potwierdziło,  że codziennie po godzinach pracy odbiera służbowe telefony, emaile oraz korzysta z firmowego komunikatora. Cyfrowy detoks może być pomocny dla zachowania higieny pracy i uwolnienia się od myśli o obowiązkach służbowych po godzinach pracy.

Praca po godzinach może doprowadzić do uzależnienia od Internetu szczególnie młodych ludzi do 25 roku życia. Jak pokazują badania Statista[2] w 2019 roku ponad pół miliona Polaków było na nie szczególnie narażonych. Dlatego coraz bardziej popularne w Polsce stają się wyjazdy typu „cyfrowy detoks”, podczas których jesteśmy zupełnie offline. Pozwalają one odciąć się od natłoku informacji i wyłączyć szklane ekrany, z którymi ciężko nam się na co dzień rozstać. Na zachodzie cyfrowy detoks to zazwyczaj kilkudniowy wyjazd na łono natury, podczas którego uczestnicy nie korzystają z żadnych urządzeń elektronicznych. Wyciszają się, regenerują, biorą udział w warsztatach usprawniających ich komunikację interpersonalną oraz kontakt z samym sobą. Na nowo uczą się siebie i obcowania z drugim człowiekiem. Elementy cyfrowego detoks można zastosować również w domu, podczas home office, dzięki któremu łatwiej będzie nam oddzielić życie prywatne od zawodowego. Dobrym pomysłem jest ustalenie kilku zasad i stopniowe ich rozszerzanie.

– Warto zacząć od małych kroków, czyli np. pół godziny przed snem przestajemy korzystać
ze szklanych ekranów (TV, smartfona, laptopa), a po przebudzeniu pierwszą czynnością jest kilkuminutowe rozciąganie czy wypicie szklanki wody zamiast sięgnięcia po telefon. Dzięki temu będziemy mogli się wyciszyć, dostrzec potrzeby naszego organizmu
  – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej.

Więcej czasu na to, co ważne

Cyfrowy detoks może mieć przede wszystkim pozytywny wpływ na relacje międzyludzkie. Nawet najmilsza wiadomość sms nie zastąpi rozmowy twarzą w twarz. Ograniczenie korzystania ze szklanych ekranów po godzinach pracy daje nam możliwość poświęcenia więcej uwagi na to, co dla nas ważne. Czas spędzony z najbliższą rodziną, grupą znajomych, czy podczas realizacji naszych pasji pomoże nam również się odstresować i oderwać nasze myśli od obowiązków zawodowych. Jest to szczególnie przydatne dla osób, które nie mają odrębnego gabinetu, a ich życie osobisto-zawodowe zaczęło
od paru miesięcy toczyć się w jednym i tym samym miejscu.

Odnajdź wewnętrzny spokój

W dzisiejszych, zabieganych czasach cyfrowy detoks stwarza nam okazję do „zatrzymania się”. Pozwala na obcowanie z naturą, chociażby w formie spaceru po parku, ale też na zadbanie o odpowiednią ilość niczym niezakłócanego snu, ale co najważniejsze – skłania nas do ćwiczenia uważności, wsłuchania się w potrzeby naszego organizmu. Regularne odłączanie pomaga nam zachować zdrową równowagę między rzeczywistością, a światem cyfrowym.

Pamiętaj, by dbać o swoje zdrowie

Mrowienie w dłoniach, obrzęk, sztywność nadgarstka czy bóle kciuka to jedne z alarmujących objawów, których pojawienie się powinno dać nam do myślenia, że warto zrobić sobie przerwę
od korzystania ze smartfona czy laptopa. Wielogodzinne pochylanie się nad szklanym ekranem może doprowadzić do zmian zwyrodnieniowych kręgosłupa szyjnego. Narażone na tę przypadłość
są szczególnie osoby, które na co dzień prowadzą siedzący tryb życia. Coraz częściej można też spotkać się z problemem uzależnienia od szklanych ekranów, w tym nomofobią – lękiem przed brakiem dostępu do telefonu, bądź fonoholizmem – uzależnieniem od telefonu. Obydwa terminy uznawane są za uzależnienie, jak każde inne.

– Bycie zaangażowanym, solidnym pracownikiem, którego cenią współpracownicy i szef jest bardzo ważne. Ale wykonywanie obowiązków zawodowych w systemie pracy zdalnej nie powinno trwać 24/7. Ważne by postawić sobie pewne granice, a po pracy się „wyłączyć” – chociażby na godzinę – podsumowuje Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej.

[1] Raport Programu Cyfrowej Odpowiedzialności Biznesu, Czy sztuczna inteligencja wygra z człowiekiem?, 2019.

[2] Statista, Risk of Internet addiction in Poland from 2012 to 2019.

Przyrost zaległości przedsiębiorstw w maju i czerwcu nieco wyhamował

Tarcza Antykryzysowa, wakacje kredytowe i poprawa jakości rozliczeń B2B pomogły wyhamować przyrost zaległości przedsiębiorstw. Po sporej zmianie w kwietniu o ponad 572 mln zł, w kolejnych miesiącach było już spokojniej i ostatecznie w II kw. nieopłacone w terminie zobowiązania wobec firm i banków podwyższyły się o 899 mln zł. Oznacza to wzrost procentowy o 2,7 proc., czyli zbliżony do zaobserwowanego w I kw., kiedy lockdown dopiero się zaczynał. Sytuacja jest jednak mocno zróżnicowana i podczas gdy w niektórych branżach widać nawet zmianę na lepsze, w innych wartość nieopłaconych faktur wobec dostawców i opóźnianych o 30 dni rat kredytów wzrosła o prawie połowę. Na koniec czerwca przeterminowane zobowiązania pozakredytowe i kredytowe firm widoczne w BIG InfoMonitor oraz w BIK przekroczyły 34 mld zł.

53_zaleglosci_sektora_po_2_kwartale_2020_wykres1

W kwietniu – pierwszym pełnym miesiącu lockdownu – zaległości B2B wzrosły o 572 mln zł, czyli dwa razy bardziej niż zwykle. W kolejnych miesiącach drugiego kwartału przybywało ich już znacznie mniej: 179 mln zł w maju i 147 w czerwcu, czyli w sumie 327 mln zł. Ostatecznie w II kw. wyniosły one 34,06 mld zł. Mowa tu o nieopłaconych fakturach zgłoszonych przez wierzycieli do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz widocznych w BIK ratach kredytów, opóźnianych przez co najmniej 30 dni na kwotę min. 500 zł.

• Na koniec czerwca zestawienie sektorów opóźniających płatności wobec dostawców i banków otwierają: Handel –7,98 mld zł (23 proc. łącznej kwoty opóźnionych zobowiązań), Przemysł – 5,86 mld zł (17 proc.), Budownictwo – 5,2 mld zł (15 proc.) i Transport – 2,16 mld zł (6,3 proc.).

• Udział firm niepłacących na czas faktur i kredytów wynosi 5,9 proc., czyli tyle ile na koniec zeszłego roku. Kłopoty z płatnościami dotyczą co 17. firmy w gospodarce. Wcześniej, w I kw., odsetek ten zaliczył niewielki spadek do 5,8 proc. Liczba przedsiębiorstw z kłopotami w rozliczeniach (działających, zawieszonych i zamkniętych) doszła do 320,3 tys. Najwięcej firm (9,2 proc.) nie płaci na czas w Transporcie.

• Przyrost zaległości wyhamował w maju i czerwcu w Kulturze i rekreacji, Działalności w zakresie usług administrowania i działalności wspierającej, Handlu oraz Budownictwie. Z kolei w Transporcie rósł równomiernie przez cały kwartał, a w Przemyśle w maju i czerwcu wręcz przyspieszył.

• Kwotowo w II kw. najbardziej wzrosły zaległości w: Handlu, Budownictwie, Przemyśle i Transporcie. Najwyższą procentową dynamikę zmian zanotowały: Kultura, rozrywka i rekreacja (gdzie zarejestrowane są kluby fitness), Działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca (w której mieszczą się m.in. firmy turystyczne), a także Rolnictwo, Opieka zdrowotna oraz Transport.

• Suma zaległości obniżyła się w II kw. w czterech sektorach: Górnictwie, Wytwarzaniu i zaopatrywaniu w energię elektryczną, gaz i gorącą wodę, w Obsłudze rynku nieruchomości oraz w Zakwaterowaniu i gastronomii. Obsługa rynku nieruchomości oraz Zakwaterowanie i gastronomia to drugi i trzeci sektor pod względem kwoty zawieszonych rat kredytów przedsiębiorstw. Na poprawę sytuacji Zakwaterowania i gastronomii złożyły się wyłącznie hotele, pensjonaty i noclegi, bo w restauracjach i wszelkiego rodzaju punktach gastronomicznych zaległości rosły cały czas.

• Wakacje kredytowe wziął do połowy roku na największą kwotę Handel (4,08 mld zł), następnie Obsługa rynku nieruchomości (3,58 mld zł), Zakwaterowanie i gastronomia (3,19 mld zł) i Przemysł (3,07 mld zł). Pierwszą 10. zamyka Kultura rozrywka i rekreacja (0,53 mld zł). W tym sektorze suma odroczonych kredytów jest najwyższa w relacji do zaległości wobec kontrahentów i banków. Znaczące dysproporcje między kwotą kredytów z przełożonymi ratami a zaległościami widać też w Opiece zdrowotnej oraz w Zakwaterowaniu i gastronomii.

– Mimo trudnej sytuacji spowodowanej przez pandemię, II kwartał nie przyniósł lawiny opóźnionych płatności wobec kontrahentów i banków, jak zapowiadało się to w kwietniu. Pomoc państwa i wakacje kredytowe pozwalające odroczyć spłatę rat niebagatelnej kwoty ponad 23 mld zł, ograniczyły tempo wzrostu zaległości i utrzymały je na poziomie podobnym do tego sprzed kryzysu. Do tego, paradoksalnie, koronawirus poprawił stan wzajemnych rozliczeń firm. Obecnie zarówno wystawcy faktur jak i ich odbiorcy przywiązują większą wagę do terminowych rozliczeń niż przed koronakryzysem – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Przynajmniej tak to wygląda całościowo, bo jeśli chodzi o sytuację poszczególnych branż, ­to widać, że na niektórych pandemia zdecydowanie mocniej odcisnęła swoje piętno – dodaje.

Wartość przyznanej pomocy w ramach tarczy antykryzysowej na koniec lipca wyniosła 123,27 mld zł. Z tego: 21,08 mld zł stanowiło zwolnienie z obowiązku opłacenia należności z tytułu składek do ZUS za okres marzec – maj 2020 r., odroczenia/rozłożenia na raty składek do ZUS i świadczenia postojowe; 22,10 mld zł – dofinansowania na ochronę miejsc pracy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, dofinansowania wynagrodzeń pracowników dla MMŚP z Europejskiego Funduszu Społecznego, mikropożyczki dla przedsiębiorców; 60,31 mld zł warte były subwencje z Tarczy Finansowej PFR; 19,73 mld zł – zabezpieczenie kredytów BGK; 45,3 mln zł – wsparcie z Agencji Rozwoju Przemysłu.

wykres zaległości

W sytuacji zwiększonego ryzyka utraty płynności finansowej prowadzący biznes zaczęli przykładać też większą wagę do doboru kontrahentów i terminowego spływu należności. Częściej wykorzystują przedpłaty, szybciej upominają się o uregulowanie faktur. Sami płatnicy w trosce o swoich dostawców również starają się rozliczać terminowo, nie chcąc przyczynić się do ich kłopotów czy też bankructwa, by nie zaszkodzić wypracowanemu przez lata łańcuchowi dostaw. Badania przeprowadzone w lipcu przez Keralla Research dla BIG InfoMonitor pokazują, że po gwałtownym spadku odsetka firm skarżących się na min. 60-dniowe opóźnienia płatności od odbiorców towarów i usług w II kw. z 50 do 35 proc., w III kw. znów ich nieznacznie ubyło. O kłopotach z ponad dwumiesięcznymi opóźnieniami w spływie należności od partnerów biznesowych w ciągu ostatnich 6 miesięcy mówi aktualnie 33 proc. spośród badanych mikro, małych i średnich firm.

Kultura i rozrywka oraz Transport przytłoczone pandemią

Sam udział firm niepłacących na czas faktur i kredytów wśród ogółu przedsiębiorstw, według danych z baz BIG InfoMonitor i BIK w II kw. wzrósł nieznacznie z 5,8 do 5,9 proc. Liczba przedsiębiorstw z kłopotami w rozliczeniach (działających, zawieszonych i zamkniętych) podwyższyła się z 314,2 tys. do 320,3 tys. Największy odsetek niesolidnych płatników występuje w Transporcie, 9,2 proc. Kolejne są Dostawa wody i gospodarowania ściekami i odpadami – 8,5 proc. oraz Górnictwo – 8,1 proc. Następnie Działalność profesjonalna i naukowa, w której 6,4 proc. firm ma problemy z regulowaniem zobowiązań oraz Kultura, rozrywka i rekreacja, z udziałem kłopotliwych płatników na poziomie 5,7 proc., która wyprzedziła już Handel (5,6 proc.) oraz Budownictwo (5,6 proc.).

Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że choć łączne zaległości w II kw. podwyższyły się o 2,7 proc. (899 mln zł) to w sektorze Kultura, rozrywka i rekreacja było to aż 16,5 proc., w przypadku Działalności w zakresie usług administrowania i działalności wspierającej, w której mieszczą się m.in. firmy turystyczne – 8,7 proc., w Rolnictwie – 5,3 proc., Opiece zdrowotnej – 5,1 proc., Transporcie – 4,5 proc., a w Pozostałej działalności usługowej, gdzie są zarejestrowani np. fryzjerzy czy trenerzy fitness – 4,1 proc.

Umiarkowanie, jeśli chodzi o przyrost zaległości, wygląda natomiast sytuacja w Przemyśle, Budownictwie i Handlu. Te sektory charakteryzują się jednak najwyższymi kwotami nieopłaconych w terminie zobowiązań, dlatego w ich przypadku nawet niewielkie zmiany przekładają się na spore sumy. W przypadku Przemysłu wzrost o 2 proc. oznaczał skok o 114 mln zł, w Budownictwie o 2,8 proc. dał 144 mln zł, a w Handlu o 2,9 proc. dało 225 mln zł.

Fryzjerom i Transportowi zaległości rosły cały czas, obiektom sportowych i Handlowi wyhamowały, a w Przemyśle zaczęły się rozpędzać

Gdy przyjrzeć się bliżej poszczególnym sektorom, widać, że kryjące się w nich branże po kontakcie z koronawirusem znalazły się w różnej kondycji. I tak, zaległości sektora Pozostała działalność usługowa podwyższyły się o 4,1 proc. głównie za sprawą firm prowadzących działalność fryzjerską i kosmetyczną, których zobowiązania rosły cały czas i podbiły kwotę swoich nieopłaconych zobowiązań o jedną dziesiątą, do prawie 95 mln zł. Z kolei w Kulturze i rekreacji w największym stopniu pogorszyły płatności firmy zajmujące się sportem, rozrywką i rekreacją, czyli głównie kluby fitness czy sale zabaw dla dzieci, gdzie zaległości wzrosły o niemal jedną czwartą (23,8 proc.). Tu 17,5 mln zł nowych zaległości pojawiło się w kwietniu, a w maju i czerwcu wraz z rosnącym dostępem do pomocy doszło już jedynie niecałe 5 mln zł. W przypadku Działalności w zakresie usług administrowania i działalności wspierającej na przyrost zaległości (8,7 proc.) miały przełożenie głównie problemy biur podróży, agentów turystycznych, pośredników oraz innych firm związanych z turystyką. Powiększyły one w kwartał zaległości o blisko 37 mln zł do 117,9 mln zł – w tym przypadku niemal cała kwota przyrosła w kwietniu, a później zmiana była już nieznacząca. W sektorze Działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca obok firm turystycznych znajdują się również wynajem i dzierżawa maszyn i pojazdów i ich zaległości podniosły się o 9 mln zł (o blisko 6 proc.) do 162,5 mln zł. Kolejne zarejestrowane tu branże, a jest to m.in. organizowane kongresów i targów, call center, ochrona budynków, detektywi czy firmy sprzątające oraz dbające o zieleń, nie powiększyły już zaległości w tak znaczącym stopniu.

Odwrotnie akurat sytuacja wygląda w Przemyśle, gdzie kwiecień – pierwszy pełny miesiąc lockdownu jeszcze nie przełożył się na wzrost opóźnień w rozliczeniach firm przetwórczych z dostawcami, ale już maj i czerwiec przyniosły ponad 101 mln zł dodatkowych zaległości. Jeśli chodzi o kwartalną zmianę, nie była to dla Przemysłu wyjątkowa sytuacja. W sektorze tym zwraca jednak uwagę 7-proc. wzrost zaległości producentów odzieży do 155,2 mln zł, który przyspieszył od maja. Po II kw. o prawie 9 proc. więcej zaległości mają też firmy wytwarzające maszyny i urządzenia (186,8 mln zł), a producenci wyrobów z drewna (z wyjątkiem mebli) zyskali ponad 6 proc. przeterminowanych zobowiązań i mają ich ponad 543 mln zł. Wyróżniają się też firmy meblarskie, gdzie po wzroście o ponad 4 proc. jest 274 mln zł zaległości. Jednocześnie zaległe zobowiązania producentów komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych zmalały znacznie, bo o ponad 15 proc., do 44,7 mln zł.

W Transporcie można było natomiast zaobserwować systematyczny przyrost zaległości, o ok. 30 mln zł miesięcznie w ciągu całego drugiego kwartału. Sektor ten w zeszłym roku należał do liderów wzrostu nieopłaconych zobowiązań. Powiększył je o łączną kwotę 373 mln zł, czyli o 24 proc. Ten rok nie jest wiele lepszy – po półroczu przeterminowane zobowiązania wzrosły już o 234 mln zł do 2,16 mld zł. Ale tym razem po I półroczu 2020 r., 12-proc. dynamikę przyrostu zaległości transportu wyprzedza kilka innych sektorów: Rolnictwo z wynikiem 15 proc., Działalność administrowania i działalność wspierającą (18 proc.) oraz kultura, Rozrywka i rekreacja (22 proc.).

W Handlu, po tym jak w kwietniu przybyło blisko 120 mln zł zaległości, w kolejnych miesiącach pojawiło się dodatkowo 108 mln zł. Problemy z wypłacalnością narastały w II kw. przede wszystkim w handlu pojazdami oraz w handlu detalicznym (ponad 4 proc. w obu przypadkach), gdy w tym czasie hurt powiększył zaległości o niecałe 2 proc. Ostatecznie jednak handel z koronawirusem i zamkniętymi galeriami w tle, w kategorii zaległości, przynajmniej na razie, nie różni się od poprzednich kwartałów, w czym zapewne niemała zasługa wakacji kredytowych na ponad 4 mld zł. W podobnym stopniu jak w II kw. br. zaległości tego sektora rosły też w I kw., a w całym zeszłym roku powiększyły się o ponad 1 mld zł.

Budownictwo, które niedawno miało czas obniżania poziomu zaległości, w tym roku znów weszło na ścieżkę wzrostu. Do 72 mln zł nowych przeterminowanych zobowiązań z I kw. doszło prawie 145 mln zł. Przede wszystkim przyczyniły się do tego firmy zajmujące się wznoszeniem budynków, ich przeterminowane płatności na rzecz dostawców i banków podwyższyły się w II kw. o ponad 118 mln zł, głównie w kwietniu.

Wyczerpuje się pomoc Państwa, a obroty nie wracają do normy

Co przyniosą kolejne miesiące? – Niestety nie można powiedzieć, że od konkretnego dnia dla wszystkich poszkodowanych pandemią branż po spadku fali zachorowań zaczęła się nowa lepsza rzeczywistość, wiele firm cały czas jest częściowo zamrożonych m.in. kina, teatry, które mogą sprzedać bilet na co drugie miejsce, organizatorzy koncertów, targów, miejsca rozrywki, restauracje czy branża weselna wciąż podlegają administracyjnym ograniczeniom wpływającym na skalę prowadzenia działalności. Do narzuconych restrykcji dochodzą też obawy części potencjalnych klientów o ewentualne zarażenie się oraz większa skłonność do ograniczania wydatków, a to zmniejsza popyt i przekłada się na rentowność biznesu. Niestety, nowa normalność dla wielu przedsiębiorstw jest bardzo trudna. Cały czas towarzyszy jej pytanie, jak długo uda się wytrwać przy obniżonych obrotach. Na dłuższą metę w takich warunkach nie ma ucieczki od wzrostu liczby niewypłacalnych firm. Ryzyko prowadzenia działalności jest wysokie i niestety nie mieści się w dotychczasowych doświadczeniach wyniesionych z wcześniejszych kryzysów, dlatego bardzo pozytywnie oceniam fakt, że przedsiębiorcy zaczęli ostrożniej dobierać partnerów biznesowych i chętniej sprawdzają ich wiarygodność finansową m.in. w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor. Tym bardziej, że wyczerpuje się pomoc z tarcz antykryzysowych, a wakacje kredytowe też nie są bezterminowe – mówi Sławomir Grzelczak.

W lipcu blisko 2 mln firm musiało już przelać pełne składki na ZUS, po tym jak skorzystało z trzymiesięcznego zwolnienia płatności 12 mld zł za 6,5 mln pracowników. Na ponowną ulgę nie mogą już liczyć, bo pomoc jest jednorazowa. Z kolei Polski Fundusz Rozwoju do 8 lipca w ramach wsparcia antykryzysowego wypłacił prawie 314 tysiącom mikro, małych i średnich firm 56,5 mld zł z zaplanowanej dla nich puli 75 mld zł. W założonych w Tarczy Antykryzysowej 100 mld zł jest też 25 mld zł dla dużych przedsiębiorstw, ich wypłata rozpoczyna się w tym miesiącu.

Wyolbrzymione znaczenie czynników – raport walutowy

Rynki otwierają tydzień z optymizmem wokół informacji o autoryzacji nowych metod leczenia chorych na COVID-19 w USA. Niewiele więcej dzieje się po weekendzie i nic ciekawego nie jest zaplanowane na najbliższe dni z uwagą przenoszoną na piątkowe sympozjum bankierów centralnych. W międzyczasie rynek FX ma do posprzątania bałagan z piątku.

Najnowsze doniesienia w temacie walki z koronawirusem należy traktować jako umiarkowane impulsy do wzmocnienia apetytu na ryzyko. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) zezwoliła na stosowanie osocza krwi pobranych od pacjentów jako opcji leczenia. Nastroje poprawiają też doniesienia Financial Times, jakoby administracja Trumpa rozważała nadzwyczajne zatwierdzenie szczepionki opracowywanej przez AstraZeneca/Oxford, by wprowadzić ją do obiegu w USA jeszcze przed wyborami prezydenckimi. Firma farmaceutyczna zaprzecza, aby prowadziła rozmowy z Białym Domem, a odniesienie do wyborów osłabia wiarę w szczepionkę, która może wymagać jeszcze wielu testów.

Lecz na wakacyjnym rynku pozostawionym bez impulsów ranga każdej informacji wzrasta. Widzieliśmy to choćby w piątek, kiedy odczyty PMI z Eurolandu (gorsze do oczekiwań) i USA (lepsze) były podstawą dla większych niż normalnie reakcji rynku walutowego. Osobiście nie sądzę, aby odchylenia wskaźników miały tak istotne znaczenie poza tym, że w Europie restauratorzy i inni przedstawiciele sektora usługowego są bardziej zaniepokojeni wzrostem liczby zachorowań na COVID-19 niż kiedykolwiek byli ich amerykańscy odpowiednicy. Spadek EUR/USD można tłumaczyć rewizją oczekiwań tempa wzrostu gospodarczego po obu stronach Atlantyku, choć równie dobrze można zaryzykować stwierdzenie, że obawy implikują odpowiedzialne podejście biznesu do pandemii, co długofalowo może przynieść większe korzyści gospodarce strefy euro. Albo nagle znajdzie się skuteczna szczepionka, która wejdzie do masowej dystrybucji i europejska ostrożność okaże się niepotrzebnym hamulcem. Konkluzja jest taka, że nie wiadomo, jak będzie wyglądać przyszłość w obliczu kryzysu zdrowotnego, ale to też oznacza, że rynek walutowy nie ma podstaw, by istotnie zmieniać dotychczasowe założenia. Będę bronił tezy, że piątek był epizodem kwestionowania krótkich pozycji w USD w relacji do różnych walut, a wakacyjna płynność (a raczej jej brak) potęgowała zmiany. Nie ma powodów dla podtrzymania aprecjacji USD, szczególnie że na horyzoncie czeka sympozjum w Jackson Hole i piątkowe przemówienie prezesa Fed Powella. Choć po rozczarowaniu wydźwiękiem minutek FOMC w ubiegłym tygodniu oczekiwania na gołębie rewelacje od Powella są niskie, ale z obecnego położenia to właśnie uchylenie rąbka tajemnicy wokół przyszłej strategii Fed (a jeśli już, to gołębiej) może mieć najsilniejsze skutki dla rynku walutowego.

Złoty obok rosyjskiego rubla i forinta węgierskiego najmocniej ucierpiał na piątkowych zawirowaniach podsycanych umocnieniem USD. Brutalnie potwierdzone zostało, jak duży wpływ na złotego mają obecnie czynniki zewnętrzne przy praktycznym ignorowaniu danych krajowych. Warto też zaznaczyć, z jaką łatwością rynek doprowadzał do skoków kursu w górę w zeszłą środę i piątek, a jak mozolnie przychodzą powroty. Pozytywny sentyment rynkowy i powroty słabości dolara sprzyjają złotemu, ale do pewnej granicy, którą inwestorzy traktują jako optymalny poziom do sprzedaży. Obecnie taka bariera zarysowuje się przy 4,38. Jakkolwiek oczekuje, że motyw przewodni rynków nie odmieni się i USD pozostanie słaby, złoty będzie korzystał na tym w bardzo ograniczonym stopniu. Innymi słowy USD/PLN może spaść tylko tyle, ile wzrośnie EUR/USD przy EUR/PLN zablokowanym ponad 4,38.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Simteract z kolejnym dofinansowaniem. Producent gier na przełomie 2020 i 2021 planuje debiut na NewConnect

Producent gier pozyskał prawie 3,2 mln złotych w ramach programu NCBR 

Simteract, producent gier specjalizujący się w tworzeniu gier z gatunki premium indie simultion, otrzymał grant Naukowego Centrum Badań i Rozwoju w wysokości prawie 3,2 mln zł. Projekt „Technologia generowania realistycznych wizualizacji tras kolejowych na potrzeby profesjonalnych symulatorów szkoleniowych” nie tylko znalazł się wśród projektów wybranych do dofinansowania w ramach trzeciej rundy konkursu Szybka Ścieżka, ale również otrzymał maksymalną liczbę punktów. 

Program operacyjny Inteligentny Rozwój to największy w Unii Europejskiej program na rzecz rozwoju badań i tworzenia innowacji. Dzięki decyzji NCBiR w ramach trzeciej rundy Szybkiej Ścieżki 48 projektów otrzyma łączne dofinansowanie na kwotę 234 442 467,52 zł. Spośród zwycięzców zdecydowanie wyróżnia się Simteract, którego projekt jako jeden z czterech otrzymał maksymalną liczbę punktów. Zadecydowało to o przyznaniu spółce dotacji w kwocie 3 185 345,00 zł.

Dzięki otrzymanemu wsparciu finansowemu będziemy rozwijać nasze technologie oraz rozwiązania symulacyjne. Nie będą one jednak wykorzystywane wyłącznie w symulatorach treningowych. Uważamy, że znajdą one zastosowanie również w produkcji gier wideo – mówi Marcin Jaśkiewicz, prezes Simteract. – Sądzimy, że zarówno przyznanie nam kolejnego dofinansowania, jak i szczególnie cieszące nas zdobycie maksymalnej liczby punktów w procesie ewaluacji projektu, świadczy o niezwykłym profesjonalizmie naszych rozwiązań. Jest to też najlepszy dowód na to, ile serca wkładamy w pracę nad nimi – dodaje Jaśkiewicz.

Przypominamy, że na przełomie trzeciego i czwartego kwartału bieżącego roku Simteract zamierza przeprowadzić emisję akcji, która będzie skierowana do nie więcej niż 149 osób (w ramach subskrypcji prywatnej). Kolejnym krokiem będzie debiut na NewConnect, który planowany jest na przełom 2020 i 2021 r.

Rekordowe zainteresowanie najemców magazynami w Polsce

Rynek magazynowy w Polsce odporny na pandemię. Dużo nowej powierzchni, rekordowe zainteresowanie najemców, mniej pustostanów – tak wynika z raportu o rynku powierzchni przemysłowych i magazynowych w Polsce opracowanego przez BNP Paribas Real Estate Poland.

Rynek magazynowy w Polsce nie zwalnia tempa nawet w czasie pandemii. To jeden z najszybciej rozwijających się sektorów nieruchomości komercyjnych w Europie. Od 2017 roku przybyło na nim 8,3 mln m2 powierzchni przemysłowo-magazynowej (to ponad 40 proc. obecnych zasobów).

Od stycznia do czerwca 2020 roku przybyło w Polsce milion m2 powierzchni przemysłowo-magazynowych, z czego 600 tys. m2 w II kwartale. Najwięcej nowych nieruchomości tego typu oddano do użytku w regionach: Warszawa II (353 tys. m2), Dolny Śląsk (193 tys. m2) oraz Górny Śląsk (180 tys. m2).

Pierwsza połowa tego roku przyniosła najwyższą w historii wielkość popytu brutto (nie uwzględniając umów krótkoterminowych, czyli do 12 miesięcy) – ok. 2,4 mln m2. Na koniec II kwartału w budowie pozostawało ok. 1,9 mln m2 powierzchni. Najwięcej przypadało na region Górnego Śląska (435 tys. m2) oraz strefę Warszawa II (324 tys. m2). Na wyróżnienie zasługuje też region Zachód. To właśnie tam powstaje największy z obecnie budowanych obiektów przemysłowo-magazynowych w Polsce. Panattoni BTS Świebodzin będzie mieć powierzchnię aż 203 500 m2. W poszerzaniu listy atrakcyjnych lokalizacji dla deweloperów i najemców pomaga poprawa infrastruktury drogowej w całym kraju.

W drugim kwartale tego roku wyodrębniono nową strefę magazynową, w skład której wchodzą obiekty zlokalizowane w granicach województwa opolskiego. W rozwoju tego regionu może pomóc położenie wzdłuż autostrady A4 oraz sąsiedztwo dwóch dużych stref głównych – Dolnego i Górnego Śląska.

Pod koniec II kwartału 2020 wskaźnik pustostanów, obniżył się do poziomu 7 proc. (spadek o 0,6 p. proc. w stosunku do I kwartału tego roku). Biorąc pod uwagę wysoki poziom nowej podaży w ostatnich latach, to nadal relatywnie mało, choć o 1.6 p. proc. wyżej niż rok temu. Zdaniem analityków branża zawdzięcza to w dużej mierze projektom typu BTS (build-to-suite) dopasowanym do potrzeb konkretnych najemców.

Przez ostatnie dwa lata zaobserwowano trend powolnego wzrostu bazowych stawek czynszu za wynajem powierzchni magazynowych. Obecnie dla najlepszych obiektów magazynowych w Polsce zawierają się one w zakresie od 3,40 do 5,25 euro za m2 miesięcznie.

Wzrost czynszów spowodowany jest rosnącymi kosztami pracy oraz materiałów budowlanych. Do tego dokłada się również wysoki popyt na powierzchnie magazynowe. Z drugiej strony silna konkurencja i wysoka podaż nowej powierzchni skłaniały właścicieli obiektów do oferowania najemcom atrakcyjnych zachęt czynszowych, w ten sposób redukując stawki czynszów efektywnych.

W opinii analityków BNP Paribas Real Estate Poland, dobrą kondycję sektora magazynowego może pogorszyć obecny kryzys zdrowotny, a także globalna recesja gospodarcza. W wielu branżach produkcja i zbyt towarów spadają, co może wpłynąć na zmniejszenie zapotrzebowania na powierzchnię. Z drugiej strony, dodatkowym bodźcem rozwoju dla rynku przemysłowo – logistycznego w Polsce może być szeroko rozważany obecnie w Europie Zachodniej proces powrotu z produkcją przemysłową do lokalizacji znajdujących się bliżej rodzimych rynków zbytu. W tym kontekście Polskę można postrzegać jako dobrą alternatywę dla rynków dalekowschodnich.

BGK pomaga przetrwać podmiotom ekonomii społecznej

Toruńska kawiarnia PERS, którą prowadzi Fundacja Studio M6, jak wiele innych lokali gastronomicznych, negatywnie odczuła skutki pandemii koronawirusa. Dzięki uruchomionym w Banku Gospodarstwa Krajowego pożyczkom płynnościowym PES, działalność udało się utrzymać i to bez utraty miejsc pracy.

Kawiarnia PERS (Przestrzeń Elementów Rzeczywistości Społecznej) wpisuje się w definicję podmiotu ekonomii społecznej. Swoją działalnością służy integracji zawodowej i społecznej osób zagrożonych wykluczeniem, tworząc dla nich dodatkowe miejsca pracy.

W czasie pandemii właściciele kawiarni musieli się błyskawicznie przeorganizować, aby sprostać wyzwaniu prowadzenia biznesu w warunkach restrykcyjnych obostrzeń. Sięgnęli również po pożyczkę płynnościową oferowaną podmiotom ekonomii społecznej przez BGK, za pośrednictwem partnerów finansowych.

Fundacja Studio M6 skorzystała z pożyczki płynnościowej PES udzielonej przez Fundusz Regionu Wałbrzyskiego. Można ją przeznaczyć na sfinansowanie wynagrodzeń pracowników, pokrycie zobowiązań publiczno-prawnych, spłatę zobowiązań handlowych, pokrycie kosztów użytkowania infrastruktury czy pokrycie kosztów administracyjnych.

Jak powiedział Robert Jagła, prezes Zarządu Funduszu Regionu Wałbrzyskiego, firmy otrzymują wsparcie w kwocie do 100 tys. złotych na okres 48 miesięcy, przy możliwości przyznania 12-miesięcznej karencji. Od udzielonej pożyczki bank nie pobiera żadnej dodatkowej opłaty i prowizji.

„Wspólnie z Ministerstwem Funduszy i Polityki Regionalnej zaproponowaliśmy pożyczkę płynnościową dla podmiotów ekonomii społecznej. Do tej pory przyznaliśmy ponad 50 pożyczek na kwotę blisko 4 mln zł” – podkreśliła Aleksandra Kwiatkowska, dyrektor Biura Rozwoju Instrumentów Finansowych w Banku Gospodarstwa Krajowego.

„Czas pandemii wpłynął na nas mocno. Musieliśmy się błyskawicznie przeorganizować, aby utrzymać wszystkie miejsca pracy. Wsparcie finansowe Banku Gospodarstwa Krajowego dało nam poczucie, że nasza działalność jest bezpieczna” – stwierdził Artur Kaniecki, wiceprezes Fundacji Studio M6, prowadzącej kawiarnię PERS.

„Napięcie w zespole uspokoiło się, jak już wiedzieliśmy, że dostaniemy wsparcie z BGK. To pozwoliło nam również wejść w nowe projekty, takie jak komis ze sztuką, warzywniak Zero Waste czy wegańskie bistro, i przy tej okazji uruchomić dodatkowe miejsca pracy dla osób zagrożonych wykluczeniem. Zatrudniamy już blisko 30 osób” – podsumował Kaniecki.

Obecnie pożyczek płynnościowych PES, których udziela BGK, poza Funduszem Regionu Wałbrzyskiego, udzielają również Towarzystwo Inwestycji Społeczno-Ekonomicznych S.A. oraz Fundacja Rozwoju Przedsiębiorczości w Suwałkach.

Polacy przedłużają sobie wakacje. Sezon nie skończy się wraz z sierpniem 

Bon turystyczny, niewykorzystane wcześniej urlopy, możliwość zdalnej nauki – wszystko to spowodowało, że Polacy chętnie rezerwują wyjazdy na wrzesień. Obiekty noclegowe odpowiedziały natychmiast i przedłużają sezon nawet do października, a turyści najwyraźniej nie boją się wysokich cen, bo rok do roku liczba rezerwacji we wrześniu wzrosła w niektórych regionach kraju nawet o 25% – wynika z raportu Noclegi.pl.

Rozciągnięcie sezonu na wrzesień widać przede wszystkim w cenach i długości rezerwacji. Średnia cena wrześniowego noclegu dla jednej osoby za dobę wzrosła z 87 do 94 złotych.

„Różnie to wygląda w poszczególnych regionach. Najmniejsze wzrosty cen, średnio o 20 procent notujemy na Mazurach. Zachodniopomorskie jest droższe o 40% względem ubiegłego roku, Małopolska o 50%. W Zakopanem tegoroczny wrzesień jest dwukrotnie droższy niż w 2019 roku” – mówi Natalia Jaworska, ekspert platformy rezerwacyjnej Noclegi.pl.

Pomimo tych cen Polacy decydują się na dłuższe wyjazdy. „Rok temu w tym czasie średnia długość pobytu wynosiła w Małopolsce mniej niż trzy dni, teraz to średnio 3,7 doby. Jeszcze większe różnice widać w Zachodniopomorskiem, gdzie w tym roku rezerwujący planują spędzić średnio powyżej tygodnia, podczas gdy we wrześniu ubiegłego roku były to 4 dni” – podkreśla Jaworska i dodaje, że za ruch i przedłużony sezon odpowiada w dużej mierze możliwość skorzystania z bonu turystycznego, wprowadzonego klika tygodni temu.

Z każdym dniem przybywa też obiektów, przyjmujących płatność bonem turystycznym i gości, którzy proszą o rozliczenie w tej formie oraz szukają szczegółowych informacji na ten temat.

Charakterystyczne dla pandemicznego sezonu, również we wrześniu jest to, że goście wybierają obiekty umożliwiające wypoczynek z dala od innych. Utrzymuje się popularność apartamentów i domków. Wciąż mniej rezerwacji jest w hotelach. Znalazło to odbicie w cenach. Średnia cena za dobę w apartamencie wzrosła rok do roku, z 74 złotych do 85 złotych za osobę. W hotelach natomiast spadła do średnio 116 złotych z wcześniejszych 167 złotych.

Ostatecznie wrześniowy ruch może być jeszcze większy. Polacy na ogół zostawiają decyzje wyjazdowe na ostatnią chwilę. „W tym roku widać to jeszcze wyraźniej. Goście, obawiając się zamknięcia obiektów, czy zmieniających się w czasie obostrzeń epidemiologicznych, stają się bardzo ostrożni. Wybierają miejsca z możliwością bezpłatnego anulowania rezerwacji lub podejmują decyzję w ostatnim momencie” – podsumowuje ekspert Noclegi.pl.

Polacy szturmują sklepy. Kupują meble, sprzęt RTV i AGD

Sprzedaż detaliczna w lipcu wzrosła o 3% r/r i 6,5% m/m – podał w piątek GUS.

Jest to pierwszy od lutego miesiąc, w którym obserwujemy dodatnią dynamikę roczną (w cenach stałych). Należy dodać: wzrost wyraźnie powyżej oczekiwań. W danych wyrównanych sezonowo widać, że brakuje już naprawdę niewiele do powrotu na ścieżkę wzrostu po bardzo głębokich spadkach (reprezentujących poziomy z 2014 roku)Wydaje się, że w wychodzeniu z recesji przynajmniej kanał konsumpcji prywatnej jest póki co niezagrożony.

Znaczące wzrosty odnotowały w lipcu kategorie meble, RTV, AGD (8,1% m/m, 15,8% r/r) oraz pojazdy samochodowe (5,8% m/m, 0,7% r/r). Obie grupy łączy to, że są beneficjentami zmian w preferencjach klientów. Spędzanie czasu w domu i wyjazd na wakacje samochodem uruchomiły (lub jak w przypadku aut: przywróciły) popyt – i nie jest to wyłącznie charakterystyka polska. Zakupom samochodów towarzyszy wzrost zapotrzebowania na paliwo (13 % m/m), przy czym globalny wzrost cen będzie powoli hamował popyt.

Zastanawiające jest, do jakiego stopnia dane reprezentują rosnącą pewność przyszłości wśród konsumentów (przybliżaną zakupami dóbr trwałych), a do jakiego są niejako wymuszone wydłużającym się social distancingiem. Częściową odpowiedź na to pytanie przyniosą dane o koniunkturze konsumenckiej.
W pozostałych kategoriach obserwujemy relatywnie mało zaskoczeń – z uwagi na status dóbr pierwszej potrzeby, jak w przypadku żywności (5% m/m, -1,0% r/r), czy kosmetyków i farmaceutyków (11,7% m/m, bz. r/r), lub czynników sezonowych, jak w przypadku książek (3,2% m/m, 2,3% r/r).

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Konfederacja Lewiatan

Nadal wiele branż liże rany po zamrożeniu gospodarki

0

Dane o sierpniowej koniunkturze biznesowej, które podał GUS, potwierdzają, że znaczna większość analizowanych sektorów gospodarki nadal liże rany po lockdownie.

Oprócz informacji i komunikacji oraz wychodzących w sierpniu na plus usługach finansowych, pozostałe analizowane sektory notują wskaźniki na minusie (hotelarstwo i gastronomia -21,7, budownictwo -16,5, transport i logistyka -14,1, handel detaliczny -11,5, przetwórstwo przemysłowe -8,5, handel hurtowy -8,2). Za progres wszystkich kategorii odpowiadają poprawiające się składowe diagnostyczne. Oznacza to, że firmy faktycznie pracują na wyższych obrotach.

To, co jednak zasadniczo różni sektory, to ocena przyszłości. Nie dla wszystkich analizowanych branż powrót na ścieżkę wzrostu sprzed koronawirusa wydaje się realny, dla kilku z pewnością będzie trwał dłużej i obecnie trudno mówić o odbiciu. Bardzo wyraźnego pogorszenia oczekuje hotelarstwo i gastronomia (zmiana nawyków konsumenckich – zwłaszcza koniec konferencji biznesowych, które zapełniały kalendarze poza sezonem, ryzyko II fali epidemii, reżim sanitarny).

Widoczne pogorszenie przewidują firmy przetwórstwa przemysłowego i budownictwa. W przetwórstwie widzimy, że producenci dóbr inwestycyjnych notują systematycznie słabszą sprzedaż. Ten sam problem dzieli budownictwo, co potwierdzają dzisiejsze dane (dynamika produkcji budowlano-montażowej: -10,9% r/r). W tym kontekście warto przypomnieć, że ekstremalna niepewność gospodarcza, wzmocniona przez niepewność regulacyjną nie sprzyjają inwestycjom, co potwierdza aneks do badania. Spadek inwestycji w przetwórstwie respondenci szacują na -5,6% względem poziomu z 2019 roku. Dla budownictwa analogiczny odsetek sięga -20,8%, w zakwaterowaniu i gastronomii -33,1%.

Ryzyko pogorszenia w przetwórstwie połączone z ewentualnymi spadkami w handlu detalicznym (tu również sytuacja poszczególnych kategorii dóbr jest istotnie różna) nie sprzyja transportowi i logistyce. Ten sektor nie żyje wyłącznie koronawirusem – kształt nieco zapomnianego już Brexitu ma realny wpływ na perspektywy biznesowe.

Zagrożenia notowane przez poszczególne gałęzie pokazują, że perspektywy wychodzenia z recesji mogą się drastycznie różnić.Koronawirusowy aneks przygotowany przez GUS wyraźnie pokazuje, że tylko dla ok. połowy podmiotów negatywne skutki pandemii są co najwyżej nieznaczne. Wciąż istotny w skali jest segment firm, które uznają pandemię jako czynnik zagrażający ich stabilności. Monitoring sytuacji sektorów i ewentualna kontynuacja tarczowego wsparcia dla wybranych sektorów może stać się na jesień tematem numer jeden.

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Konfederacja Lewiatan

Dane MRPiPS: O blisko 40% wzrosła liczba zaświadczeń wydawanych Ukraińcom na prace sezonowe

W pierwszej połowie br. Ukraińcy otrzymali 148 tys. zezwoleń na pracę w Polsce. Ze wstępnych danych MRPiPS wynika, że to spadek o 14 tysięcy, tj. o prawie 10%, w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. O blisko 40% wzrosła liczba zaświadczeń dot. prac sezonowych. Ostatnio było ich 191 tysięcy, a wcześniej – 138 tys. Od stycznia do czerwca br. wpisano do ewidencji 543 tysiące oświadczeń o powierzeniu pracy obywatelom Ukrainy. To z kolei o ponad 220 tysięcy mniej niż w pierwszym półroczu minionego roku. Spadek wynosi niecałe 30%. 

Zezwolenia na pracę

148 tys. zezwoleń na pracę do 3 lat uzyskali obywatele Ukrainy od stycznia do czerwca br. Natomiast w analogicznym okresie ubiegłego roku było ich 162 tys. To statystyki z Centralnego Systemu Analityczno-Raportowego Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Ale jak zastrzegają ministerialni analitycy, to wstępne dane, które mogą się nieznacznie różnić od tych oficjalnych.

– Spadek ten jest w głównej mierze efektem pandemii. Przed jej wybuchem obserwowaliśmy bardzo duże zapotrzebowanie na pracowników zagranicznych. Ono było w ubiegłym roku na rekordowym poziomie, ale wydawało się, że popyt w tym roku będzie jeszcze większy. Jednak druga połowa marca i kwiecień okazały się martwym okresem w rekrutacji. Ale od czerwca już to się dynamicznie zmieniło – komentuje Marcin Kołodziejczyk, dyrektor Rekrutacji Międzynarodowej EWL Group.

Z kolei Piotr Płusa, ekspert rynku pracy z Adecco Group, zwraca uwagę na 3 czynniki w dobie pandemii. Po pierwsze, część pracodawców zrewidowała swoje zapotrzebowanie na pracowników zagranicznych. Wstrzymali więc decyzje o zatrudnieniu, ale równocześnie monitorowali sytuację na rynku. Po drugie, nastąpiło znaczące spowolnienie w wydawaniu zezwoleń. Urzędy były przez ponad miesiąc niedostępne dla interesantów, a praca odbywała się zdalnie. Po trzecie, specustawa Covid-19 dała możliwość automatycznego przedłużenia m.in. zezwoleń w czasie pandemii.

– Dane Straży Granicznej wskazują, że od końca marca br. wyjechało z Polski nawet 250 tys. osób. W związku z zapisami tarczy antykryzysowej część pracowników z Ukrainy pozostała u nas. Prawo gwarantowało im przedłużenie wizy na cały czas trwania stanu epidemicznego i 30 dni po jego zakończeniu – mówi Monika Banyś, rzecznik prasowy Personnel Service.

Sezonowe zajęcia

W pierwszej połowie tego roku obywatelom Ukrainy wydano 191 tysięcy zaświadczeń dot. prac sezonowych. To z kolei więcej niż od stycznia do czerwca 2019 roku, kiedy przyznano ich 138 tysięcy. Jak zauważa Piotr Płusa, zapotrzebowanie na pracowników sezonowych w Polsce rośnie z roku na rok o około 7-8%, szczególnie w rolnictwie. Pracodawcy zgłaszali swoje potrzeby do większej liczby agencji pracy niż zazwyczaj. Zdaniem eksperta, prawdopodobnie około 20-30% wszystkich zaświadczeń to sztuczna nadwyżka. Ona została wywołana obawami o brak pracowników sezonowych.

– Po wprowadzeniu lockdownu w Polsce dochodziło do zwolnień. Przede wszystkim w zakładach motoryzacyjnych, dużych przedsiębiorstwach produkcyjnych czy firmach usługowych. W tym samym czasie było sporo ofert pracy sezonowej w rolnictwie. Z tych propozycji korzystały też osoby, które w poprzednich latach nie były nimi zainteresowane. Wtedy wybierały zatrudnienie m.in. w hotelarstwie czy gastronomii – zaznacza dyrektor Kołodziejczyk.

Jak podkreśla Monika Banyś, rolnicy jako jedna z pierwszych grup informowali, że bez Ukraińców prace sezonowe będą bardzo utrudnione. One zaczynają się już w kwietniu, a wtedy pracowników było dużo mniej. Mówiono o odpływie ok. 200 tys. osób. Natomiast już w czerwcu pojawiły się propozycje związane m.in. z gastronomią, turystyką i hotelarstwem. I właśnie w tym miesiącu skumulowały się oferty pracy, których nie publikowano wcześniej. Wtedy też przyjechało do Polski wielu Ukraińców, którzy wcześniej się wahali.

– Późną wiosną zaobserwowaliśmy wzmożone zainteresowanie przyjazdem pracowników do Polski. Wpływ na to miała gorsza sytuacja ukraińskiej gospodarki w porównaniu z naszą. Część osób, które straciły, tam zatrudnienie, postanowiła przekroczyć granicę. Ponadto w rolnictwie były pewnego rodzaju ułatwienia, jeśli chodzi o odbywanie kwarantanny. I to częściowo też było wykorzystywane przez pracowników – podkreśla ekspert z EWL Group.

Powierzenie pracy

Jak przekazuje MRPiPS, w pierwszych sześciu miesiącach br. do ewidencji wpisano 543 tysięcy oświadczeń o powierzeniu pracy obywatelom Ukrainy na czas do 6 miesięcy. To również wstępne dane. Natomiast w analogicznym okresie ubiegłego roku było ich 765 tysięcy. Według Moniki Banyś, spadek ten to także konsekwencja epidemii koronawirusa. Osoby, które miały przenieść się do Polski tylko na kilka miesięcy i przejść dwutygodniową kwarantannę, często odkładały decyzję o wyjeździe.

– Dodatkowo w rozmowach z pracodawcami widoczny jest trend przyciągania pracowników z wewnętrznego rynku pracy zamiast poszukiwań zza wschodnią granicą. Poza pracami sezonowymi, coraz mniej jest też firm, które będą ryzykowały ponad 50% wewnętrzne zatrudnienie osób niezwiązanych na stałe z Polską. One podczas obostrzeń mogą mieć problemy administracyjne w podjęciu pracy czy też wjechaniu na teren kraju – stwierdza ekspert Adecco Group.

Ministerstwo zaznacza, że liczby oświadczeń i wydanych zezwoleń nie należy dodawać, aby uzyskać sumę pracujących cudzoziemców w danym roku. Dana osoba może bowiem posiadać obydwa dokumenty. Ponadto liczbę pracujących w Polsce cudzoziemców należy powiększyć o osoby, które są zwolnione z konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. To np. posiadacze zezwolenia na pobyt stały, Karty Polaka, a także studenci i absolwenci studiów stacjonarnych w Polsce.

– Niestety nie istnieje jeden zbiór danych, a oprócz tego funkcjonuje ogromna szara strefa. Posługując się różnymi danymi możemy powiedzieć, że w Polsce przebywa pomiędzy 1,25 mln a 2,1 mln obywateli Ukrainy. Trudno prognozować, ile ich będzie na rynku pracy w niedalekiej przyszłości. To jest silnie uzależnione od sytuacji pandemicznej w naszym kraju, stopy bezrobocia, nowych inwestycji oraz koniunktury na rynkach zagranicznych – podkreśla Piotr Płusa.

Z kolei Marcin Kołodziejczyk przywołuje dane GUS-u. Wynika z nich, że w Polsce na koniec ub.r. było około 2,1 mln obcokrajowców, w tym 1,351 mln obywateli Ukrainy. Liczba ta spadła prawdopodobnie na przełomie pierwszego i drugiego kwartału. EWL Group szacuje, że cudzoziemców obecnie jest w Polsce między 1,2 mln a 1,5 mln. Ale do firmy zgłasza się bardzo sporo Ukraińców. Jest też duży popyt na nich. Ekspert prognozuje, że do końca roku ich liczba powróci do poziomu z grudnia ub.r. A nawet może go przekroczyć.

Postulaty kierowane przez Rzecznika MŚP odnośnie wsparcia przedsiębiorców z branży turystycznej i eventowej znalazły odzwierciedlenie w uchwalonej przez Sejm RP ustawie

Postulaty kierowane przez Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców odnośnie wsparcia przedsiębiorców z branży turystycznej i eventowej znalazły odzwierciedlenie w uchwalonej przez Sejm RP ustawie z dnia 14 sierpnia 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw.

Mając na uwadze liczne głosy przedsiębiorców, w tym organizacji działających w Zespole Roboczym ds. Turystyki, Przemysłu Spotkań i Czasu Wolnego w Radzie Przedsiębiorców, Rzecznik MŚP już 17 czerwca 2020 r. w piśmie skierowanym do Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju zaapelował o podjęcie działań mających na celi stworzenie specjalnego programu wsparcia dla branży turystycznej. Rzecznik MŚP zwracał wówczas uwagę na problem przypadającego w większości na wrzesień 2020 r. terminu zwrotu zaliczek wpłaconych przez klientów na poczet imprez turystycznych, które w wyniku wybuchu epidemii COVID-19 zostały odwołane.

Ponownie, pismem z 28 lipca 2020 r., Rzecznik MŚP zwrócił się do Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju o wsłuchanie się w głosy przedsiębiorców i przyspieszenie prac nad wsparciem sektorowym dla branży turystycznej, przemysłu spotkań i czasu wolnego, które pomimo odmrożenia gospodarki, nie mogą prowadzić działalności w takim zakresie, w jakim by chciały.

Powyższe wystąpienia spotkały się ze zrozumieniem, czego wyrazem jest uchwalenie przez Sejm RP ustawy z dnia 14 sierpnia 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw, wprowadzającej sektorowe wsparcie dla branży turystycznej i eventowej.

Ustawa przewiduje m.in.

  1. powołanie Turystycznego Funduszu Zwrotów, który umożliwi zwroty wpłat klientom biur podróży, a także Turystycznego Funduszu Pomocowego, który ma być uruchamiany w związku z sytuacjami nadzwyczajnymi jak np. klęski żywiołowe lub pandemia;
  2. dodatkowe świadczenie postojowe, z którego będą mogli skorzystać przedsiębiorcy, którzy odnotowali spadek przychodu o co najmniej 80%, prowadzący działalność określoną w Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD) i oznaczoną kodami:
    • 49.39.Z (Pozostały transport lądowy pasażerski),
    • 77.39.Z (Wynajem i dzierżawa pozostałych maszyn, urządzeń oraz dóbr materialnych),
    • 90.01.Z (Działalność związana z wystawianiem przedstawień artystycznych),
    • 90.02.Z (Działalność wspomagająca wystawianie przedstawień artystycznych),
    • 93.29.Z (Pozostała działalność rozrywkowa i rekreacyjna).

Do świadczenia postojowego będą uprawnieni także prowadzący działalność sezonową piloci wycieczek i przewodnicy turystyczni (kod 79.90.A), którzy zawiesili działalność po 31 sierpnia 2019 r. i wykonywali ją sezonowo nie dłużej niż 9 miesięcy w roku. Agenci turystyczni (PKD 79.11.A) otrzymają wsparcie, na podobnych warunkach, jak dla innych umów agencyjnych.

3. zwolnienie ze składek ZUS za okres od 1 czerwca do 31 sierpnia 2020 r. przedsiębiorców, których przychód spadł o co najmniej 80%, a przeważająca działalność oznaczona jest kodami PKD:

    • 55.10.Z (Hotele i podobne obiekty zakwaterowania),
    • 82.30.Z (działalność związana z organizacją targów, wystaw i kongresów),
    • 49.39.Z (Pozostały transport lądowy pasażerski, gdzie indziej niesklasyfikowany),
    • 77.39.Z (Wynajem i dzierżawa pozostałych maszyn, urządzeń oraz dóbr materialnych, gdzie indziej niesklasyfikowane),
    • 90.01.Z (Działalność związana z wystawianiem przedstawień artystycznych),
    • 90.02.Z (Działalność wspomagająca wystawianie przedstawień artystycznych),
    • 93.29.Z (Pozostała działalność rozrywkowa i rekreacyjna),
    • 79.11.A (Działalność agentów turystycznych),
    • 79.90 A (Działalność pilotów wycieczek i przewodników turystycznych).

Aktualnie ustawa rozpatrywana jest przez Senat RP.

W czasie pandemii o 60 proc. wzrosła liczba skarg konsumentów. Wiele z nich dotyczy odwołanych lotów, imprez turystycznych i noclegów

0

W czasie pandemii o 60 proc. wzrosła liczba skarg konsumentów. Wiele z nich dotyczy odwołanych lotów, imprez turystycznych i noclegów 1

Pandemia sprawiła, że przedsiębiorcy nie zawsze respektują prawa konsumentów. – Od lutego Europejskie Centrum Konsumenckie zanotowało 60 proc. więcej skarg niż w analogicznym okresie 2019 roku – mówi Karol Muż, koordynator Europejskiego Centrum Konsumenckiego w Polsce. Wątpliwości dotyczą przede wszystkim usług związanych z zakwaterowaniem, zorganizowanych wyjazdów wakacyjnych czy udziału w imprezach.

 Europejskie Centrum Konsumenckie już niemal pół roku temu zauważyło, że pokłosiem pandemii są nie do końca respektowane przez przedsiębiorców prawa konsumenckie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Karol Muż. – Od końca lutego 2020 roku ECK zanotowało 60 proc. więcej skarg niż w zeszłym roku w analogicznym okresie.

Koronawirus pokrzyżował plany wyjazdowe wielu osób – odwołane loty, brak możliwości skorzystania z hotelu to podstawowe problemy, z jakimi mierzą się klienci. Z danych ECK wynika, że konsumenci mieli problem przede wszystkim ze zwrotem pieniędzy za odwołany z powodu pandemii lot czy odstąpieniem od umowy z touroperatorem.

 Tymczasem jeżeli czynniki takie jak pandemia wpływają na przebieg i realizację imprezy turystycznej, konsument ma prawo do jej odwołania bez ponoszenia kosztów – przypomina ekspert.

Aby pomóc branży turystycznej, w przepisach wydłużono do 180 dni termin na zwrot wpłaconych przez klientów pieniędzy. W przypadku odwołania imprezy zamiast zwrotu środków mogą oni odebrać voucher na przyszłe imprezy turystyczne. Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy touroperatorzy niechętnie oddają zaliczkę, niezależnie od deklaracji konsumentów, utrudniając odstąpienie od umowy. Podobnie postępowali organizatorzy imprez kulturalnych czy przedstawiciele branży rekreacyjnej.

 Wpływają do nas skargi dotyczące zatrzymywania przedpłat, które mają zagwarantować konsumentowi udział w imprezie. Firmy tłumaczą się najczęściej tym, że event albo dana usługa będą przełożone, dlatego one te pieniądze zatrzymują. Z perspektywy ECK dodam, że takie sprawy prowadzimy, często je wygrywamy, więc jeżeli konsumenci mają problem z tego typu sytuacją, ECK służy pomocą – zaznacza Karol Muż. – W różnych krajach obowiązują w tym zakresie różne przepisy. W Niemczech są one dość korzystne, ale już np. we Włoszech aż tak korzystne nie są. To wszystko jest badane jednostkowo przez nasz dział prawny.

Zgodnie bowiem z polskimi i unijnymi przepisami, jeśli impreza nie doszła do skutku lub była mocno zniekształcona ze względu na nieprzewidziane sytuacje, np. pandemię, klient może odstąpić od umowy i nie ponosi z tego tytułu żadnych kosztów.

 Warto pamiętać, że nie w każdym przypadku pandemia może stanowić przesłankę do odstąpienia od umowy. Musi ona dotyczyć miejsca, do którego chcemy przyjechać lub jego najbliższego sąsiedztwa. Przykładowo, jeśli w marcu pasażer miał lecieć do Mediolanu, a impreza turystyczna miała być realizowana w Lombardii, zachowane były przesłanki, żeby bezkosztowo odstąpić od umowy. Gdyby miała to być Sycylia, czyli miejsce tysiąc kilometrów na południe, wtedy można by się było zastanowić, czy te przesłanki zaszły – tłumaczy ekspert ECK.

Po otwarciu granic część krajów wprowadziła obostrzenia dla osób podróżujących z krajów, gdzie rośnie liczba zakażeń koronawirusem, np. obowiązek dwutygodniowej kwarantanny. W takiej sytuacji, jak przekonuje koordynator Europejskiego Centrum Konsumenckiego w Polsce, klientom również należy się zwrot pieniędzy.

– Gdyby w kraju, do którego podróżujemy, wprowadzono zasady kwarantanny dla przybywających, co utrudniłoby odbycie imprezy turystycznej i skorzystanie z atrakcji zawartych w umowie, wówczas albo przedsiębiorca odwołuje imprezę i zwraca nam pieniądze, albo turyści powinni od takiej imprezy turystycznej odstąpić i żądać zwrotu pieniędzy – mówi Karol Muż. – Taka impreza składa się z iluś usług turystycznych, do których po prostu nie dojdzie.

Nieco inna sytuacja dotyczy zwrotu kosztów związanych z zakwaterowaniem. Pobyt w hotelu stanowi usługę turystyczną, czyli jest tylko częścią imprezy turystycznej. Zgodnie z przepisami można bezkosztowo zrezygnować właśnie z imprezy, a nie z samej usługi.

Z naszego doświadczenia wynika, że przedsiębiorcy, czyli hotelarze oraz platformy, które kojarzą klienta z hotelem, są dość otwarte na to, aby spory rozwiązywać polubownie w swoim zakresie. Jeśli to się nie uda, zawsze można skontaktować się z Europejskim Centrum Konsumenckim, jako że większość hoteli, do których podróżujemy, znajdują się w granicach Unii Europejskiej. Platformy pośredniczące też są w kompetencji ECK Polska – podkreśla ekspert.

Coliving nowym trendem na rynku wynajmu nieruchomości. W Polsce na razie korzystają z niego głównie zagraniczni klienci

Coliving nowym trendem na rynku wynajmu nieruchomości. W Polsce na razie korzystają z niego głównie zagraniczni klienci 2

Już 23 tys. osób w całej Europie korzysta z colivingu. Ten nowy trend to odpowiedź na szybko zaludniające się miasta i rosnący problem samotności. – Oferujemy nie tylko przestrzeń do mieszkania, lecz także miejsce, gdzie ludzie mogą budować społeczność i spędzać wspólnie czas – mówi Marta Telenda z firmy Colivia, która planuje stworzyć sieć colivingów w największych polskich miastach. Pierwsze tego typu apartamenty, które mają być czymś więcej niż prywatne akademiki lub apartamentowce, powstały już w Poznaniu. W Polsce jest to dopiero raczkujący rynek, więc dziś wśród klientów dominują cudzoziemcy – studenci, przedsiębiorcy czy podróżujący nad Wisłę w sprawach służbowych.

Coliving to idea dzielenia się z innymi przestrzenią do życia. Lokatorzy mają własne sypialnie wraz z łazienkami, korzystają jednak z części wspólnych, takich jak kuchnia czy salon.

W Polsce jest to dopiero raczkująca usługa. Przede wszystkim chcemy, żeby ludzie dowiedzieli się, czym jest coliving, żeby wiedzieli, że u nas dostaną więcej niż swoje cztery ściany. Dostaną też miejsce, gdzie mogą usiąść, spotkać się z innymi mieszkańcami. W każdym naszym domu mamy przestronną kuchnię z piekarnikiem, mikrofalówką i ekspresem do kawy oraz duży salon z wygodną kanapą, do tego  telewizor lub rzutnik, czasem też konsola. To nie jest tylko przestrzeń, gdzie nocują, lecz miejsce, gdzie spędzają czas – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marta Telenda, prezes zarządu Colivii.

Jak podkreślają inicjatorzy tego trendu, ma on być odpowiedzią na zabiegany styl życia, w którym nie ma czasu na poznawanie nowych osób, samotność oraz szybko rosnącą liczbę mieszkańców w miastach. Raport Komisji Europejskiej wskazuje, że w 2050 roku w miastach będzie żyło 68 proc. ludności świata, podczas gdy dziś jest to 55 proc. Z raportu JLL, na który powołuje się Colivia, wynika, że z colivingu korzysta ok. 23 tys. osób w całej Europie.

Naszymi głównymi klientami są obcokrajowcy: studenci, którzy korzystają z wymiany międzynarodowej, oraz menadżerowie wyższego szczebla, którzy przyjeżdżają do Polski do pracy. Są to również zagraniczni przedsiębiorcy, którzy prowadzą firmy w Poznaniu. Kiedy przyjeżdżają do nowego kraju, najczęściej nie znają jego kultury oraz miejsc, gdzie mogą na przykład coś zjeść. Dzięki serwisowi dla lokatorów mogą dowiedzieć się, gdzie znajdują się dobre restauracje, jakie wydarzenia kulturalne odbywają się w mieście, a przy tym poznają innych ludzi, z którymi spotykają się w kuchni lub salonie – podkreśla  prezes zarządu Colivii.

Colivingi różnią się od typowych akademików przede wszystkim standardem wykończenia wnętrz oraz dodatkowym serwisem dla najemców.

Lokatorzy mogą zwrócić się do nas z każdym problemem, np. kiedy potrzebują porady prawnej lub poszukują weterynarza. Zawsze wykupujemy telewizję kablową i dajemy za darmo Netflix. Planujemy też wstawić stoły do ping-ponga. We wszystkich częściach wspólnych zainstalowane są kamery, dbamy o ekologię, ograniczamy zużycie plastiku, a co tydzień dostarczamy świeże owoce. Ponadto w standardzie oferujemy sprzątanie części wspólnych – wymienia Marta Telenda.

Pierwsze apartamenty w ramach colivingu powstały w Poznaniu przy ulicy Taczaka. Kompleks składa się z 13 apartamentów, salonu i dwóch kuchni. Lokal można wynająć zarówno na jeden dzień, jak i na czas nieokreślony. Są to pokoje jedno- lub dwuosobowe, o minimalnej wielkości około 15 mkw. W każdym z mieszkań można trzymać zwierzęta. Miesięczna cena wynajmu apartamentów w Poznaniu mieści się w przedziale od 700 do 1500 zł i zależy od liczby lokatorów i wyposażenia w łazienkę i kuchnię.

Colivia chce być największym serwisem colivingowym w Polsce. Planuje uruchomienie w kraju 22–25 colivingów – poza Poznaniem także w Łodzi, Warszawie, Trójmieście i Wrocławiu.

Zależy nam na tym, aby nasze apartamenty powstawały w wielu miastach, aby najemcy mogli przenieść się do innej lokalizacji z uwagi np. na zmianę pracy lub skorzystać z noclegu tylko przez kilka dni podczas podróży – mówi Waldemar Ariel Gala, założyciel Colivii. – Obecnie oglądamy nieruchomości w kilku miastach, ale często ich ceny są zbyt wysokie, aby sfinansować remont i dalsze koszty, dlatego wybór jest trudny. Poszukujemy obiektów w ścisłych centrach miast, a tam oferta jest ograniczona. Jesteśmy jednak optymistami i mam nadzieję, że we wszystkich największych polskich miastach uruchomimy colivingi w przyszłym roku.

Jak podkreśla, najbliższe lata będą dla firmy Colivia okresem nowych inwestycji i rozbudowy sieci posiadanych lokali, a pierwsze zyski spodziewane są po 2025 roku.

– Testujemy różne formy colivingów. Wkrótce będziemy mieli w ofercie lokalizacje o wiele mniejsze niż na Taczaka. Tam będzie około trzech do maksymalnie pięciu najemców, będzie jeszcze bardziej kameralnie. Myślimy, że akurat ten koncept spodoba się wielu osobom – zapewnia Waldemar Gala.

Trwają prace nad nowymi przepisami o schroniskach dla zwierząt. Planowane jest także obowiązkowe czipowanie psów i kotów

0

Trwają prace nad nowymi przepisami o schroniskach dla zwierząt. Planowane jest także obowiązkowe czipowanie psów i kotów 3

Zmiany w przepisach dotyczących schronisk dla zwierząt, obowiązkowe czipowanie psów i kotów oraz programy edukacyjne dla gmin i służb mundurowych – to plany resortu rolnictwa w kwestii ochrony zwierząt i zapobiegania ich bezdomności. Pełnomocnik ministra ds. ochrony zwierząt na 26 sierpnia zaprosił osoby prowadzące schroniska na spotkanie konsultacyjne dotyczące zmian prawnych. Jak podkreśla, chodzi m.in. o dodanie wymiarów kojców i uściślenie uprawnień właścicieli takich placówek.

Rozpoczęliśmy już prace nad nowelizacją rozporządzenia ministra dotyczącego schronisk dla zwierząt. Schroniska są obecnie objęte kontrolą, ale chcemy, żeby przepisy były dostosowane do określonych sytuacji i lepiej chroniły przebywające w nich zwierzęta – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wojciech Albert Kurkowski, pełnomocnik ministra rolnictwa i rozwoju wsi ds. ochrony zwierząt.

W raporcie podsumowującym pierwszy miesiąc działalności pełnomocnika wskazano także na potrzebę zmiany prawa gwarantującego minimalną odległość 150 m pomiędzy schroniskiem a siedzibą ludzką, a także stworzenia przepisów, które uniemożliwią wywóz bezdomnych zwierząt do schronisk poza obszarem powiatu – taki transport naraża zwierzę na stres i utrudnia właścicielom ich odbiór.

Jak podkreśla pełnomocnik, kolejną ważną kwestią jest wprowadzenie obowiązku czipowania psów i kotów w Polsce, aby zapobiegać ich bezdomności  i łatwiej je identyfikować. Obowiązkowe czipowanie tych zwierząt to pomysł, który nie jest nowy. Stosowne zmiany w ustawie o ochronie zwierząt są rozważane od kilku lat, ale dotąd nowelizacja nie doczekała się uchwalenia i wejścia w życie.

Obowiązkowe czipowanie psów i kotów spotkało się z ogromnym zainteresowaniem i wsparciem zarówno ze strony organizacji prozwierzęcych, całego sektora weterynaryjnego, jak i właścicieli oraz zarządców schronisk dla zwierząt, a także gmin, które przekazują bezdomne zwierzęta schroniskom – dodaje Wojciech Albert Kurkowski.

Już raport pokontrolny Najwyższej Izby Kontroli z 2016 roku pokazał, że w gminach brakuje odpowiednich programów, procedur znakowania czy sterylizacji zwierząt domowych. Działania gmin koncentrowały się na odławianiu zwierząt i przekazywaniu ich do schronisk bądź przytulisk. W opinii NIK-u w rezultacie schroniska pozostają przepełnione, a wiele psów i kotów pozostaje poza ludzką opieką.

Działania zapobiegające bezdomności oparte jedynie na funkcjonowaniu schronisk okazały się mało skuteczne i coraz bardziej kosztowne. W kontrolowanych gminach wydatki na wyłapywanie zwierząt i utrzymanie schronisk w ciągu czterech lat wzrosły o ponad jedną trzecią i stanowiły około 94 proc. ogółu kosztów poniesionych na realizację gminnych programów opieki nad zwierzętami bezdomnymi. Pełnomocnik podkreśla, że dziś walka samorządów z bezdomnością zwierzaków kosztuje ponad 200 mln zł.

Koszty czipowania całej populacji psów i kotów są ogromne, bo z tego, co mi wiadomo, w Polsce żyje około 7 mln psów i 6 mln kotów. Zatem nawet jeśli chip kosztuje w hurtowej cenie około 10 zł, to koszt samego procesu czipowania i wprowadzania danych do centralnej bazy danych wynosi około 50 zł dla lekarza weterynarii. Nie wiemy jeszcze, jak rozwiązać kwestie pomocy finansowej. Rozważamy, czy będą to współfinansowały gminy, które są zainteresowane czipowaniem, ponieważ zmniejszy się bezdomność zwierząt na ich terenie, czy także sami właściciele – przyznaje pełnomocnik ds. ochrony zwierząt.

W przypadku zwierząt rasowych kwestia czipowania jest już rozwiązana, bo są one identyfikowane. Podobnie jak wszystkie zwierzęta, które mają oficjalny paszport, czyli wyjeżdżające z Polski – dotyczy to psów, kotów i fretek. One również mają mikroczipy i widnieją w rejestrze. Ekspert zwraca jednak uwagę na potrzebę uregulowania prawnego certyfikacji organizacji kynologicznych i felinologicznych wystawiających rodowody dla rasowych psów i kotów.

Czipowanie ma sens wtedy, gdy funkcjonuje centralny rejestr prowadzony przez organ państwowy. Zakładamy, że powstanie on przy Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej i docelowo umożliwi identyfikację wszystkich psów i kotów w Polsce. Te dwa gatunki wymagają w tej chwili interwencji związanych z bezdomnością zwierząt – wyjaśnia Wojciech Albert Kurkowski.

Kolejnym zadaniem pełnomocnika ministra rolnictwa i rozwoju wsi ds. ochrony zwierząt będzie realizacja programu edukacyjnego dla gmin, policji, straży miejskiej i straży granicznych, który pozwoli na lepsze rozpoznanie kwestii dotyczących odławiania zwierząt bezdomnych, przekazywania ich schroniskom, czy też w przypadku straży granicznych – identyfikacji zwierząt gatunków dzikich i egzotycznych. Ale to nie koniec planowanych przedsięwzięć.

– Pracujemy także nad zmianami w ustawie o ochronie zwierząt oraz kwestiami związanymi z występami zwierząt w cyrkach, a w przyszłości chcemy stworzyć odpowiednie przepisy, które pozwolą na powołanie Rzecznika Praw Zwierząt – zapowiada.

Polska gospodarka nieźle sobie radzi z pandemią. W pierwszym półroczu zanotowaliśmy jeden z najniższych spadków PKB w UE

Polska gospodarka nieźle sobie radzi z pandemią. W pierwszym półroczu zanotowaliśmy jeden z najniższych spadków PKB w UE 4

Zgodnie z szybkim szacunkiem GUS-u polski PKB w II kwartale skurczył się o 8,2 proc. rok do roku i 8,9 proc. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Ten wynik jest najgorszy od 25 lat, ale i tak lepszy od prognoz i wyników innych krajów Unii Europejskiej. W całym pierwszym półroczu zanotowaliśmy jeden z najmniejszych spadków PKB w UE. To zasługa m.in. wprowadzenia obostrzeń na wczesnym etapie pandemii oraz utrzymania produkcji przemysłowej i transportu międzynarodowego.

– W stosunku do takich krajów jak Hiszpania, Włochy i Wielka Brytania, które radzą sobie w Europie najgorzej, Polska poradziła sobie całkiem dobrze, zarówno pod względem pewnej konsekwencji, jak i logiki prowadzonych działań. Dzięki temu nasze koszty gospodarcze związane z pandemią są mniejsze. Wynika to też z faktu, że nasza gospodarka jest zdywersyfikowana i nie jest tak zależna od turystyki jak np. gospodarki Hiszpanii czy Włoch. Spadek PKB, który nastąpił w II kwartale, jest jednym z najniższych wśród krajów Unii Europejskiej. Według prognoz, co do których zgadzają się ekonomiści, również w całym 2020 roku spadek będzie należał do najniższych w UE – mówi agencji Newseria Biznes Stefan Kawalec, prezes Capital Strategy, były wiceminister finansów i jeden z współtwórców tzw. planu Balcerowicza.

Jak podkreśla, kryzys wywołany pandemią koronawirusa spowodował w światowej gospodarce największą recesję od czasu wielkiego kryzysu z lat 30. ubiegłego stulecia, a w Polsce – największe załamanie od początku lat 90. Zgodnie z szybkim szacunkiem GUS-u polski PKB w II kwartale skurczył się o 8,2 proc. rok do roku i 8,9 proc. w porównaniu do poprzedniego kwartału. W I półroczu spadek wyniósł 9,8 proc. Wyniki te okazały się lepsze od prognoz większości ekonomistów, ale i tak były najgorsze od 25 lat.

Jak wskazują analizy Banku Pekao SA na podstawie danych Eurostatu i krajowych urzędów statystycznych, najmocniej w II kwartale ucierpiała Wielka Brytania, która zanotowała 20,4 proc. spadku PKB, za nią znalazły się Hiszpania (-18,5 proc.) i Węgry (-14,5 proc.). O wiele bardziej ucierpiały też gospodarki bardziej rozwiniętych europejskich państw, jak Niemcy (-10,1 proc.) czy Francja (-13,8 proc.).

 Szczyt załamania w Polsce przypadł na kwiecień, w czerwcu nastąpiło już w znacznym stopniu odbicie, czego dowodem jest to, że produkcja przemysłowa w czerwcu zbliżyła się do poziomu sprzed kryzysu. Według szacunków ekonomistów w całym 2020 roku polski PKB skurczy się o 4 proc., a w następnym już wzrośnie i znajdzie się na poziomie zbliżonym do roku 2019 – mówi Stefan Kawalec.

Jak podkreśla, polski rząd na dość wczesnym etapie pandemii SARS-CoV-2 wprowadził reżim i ograniczenia w funkcjonowaniu gospodarki, dzięki czemu skutki koronawirusa okazały się mniej bolesne niż w innych krajach UE. Ponadto w Polsce te ograniczenia dotyczyły głównie życia codziennego, rozrywki, handlu i usług takich jak gastronomia, siłownie, kluby czy kina. Jednak trzon gospodarki, czyli działalność przemysłowa, ale również budowlana, został utrzymany.

– Istotne jest również to, że mimo zamknięcia granic i wprowadzenia obowiązku kwarantanny ochronione zostały przewozy międzynarodowe. Kierowcy zawodowi nie zostali objęci obowiązkiem kwarantanny przy przekraczaniu granicy. Po pewnych problemach, które wystąpiły w pierwszych dniach lockdownu na granicy polsko-niemieckiej, gdzie ze względu na wprowadzenie nowych obowiązków dokumentacyjnych ustawiały się wielokilometrowe i wielogodzinne kolejki samochodów, wymogi zostały zmienione i kolejki znikły. Nie było więc fizycznej bariery dla przepływu towarów. Spadek eksportu wystąpił w związku z tym, że niektóre branże odnotowały spadek popytu i sprzedaży na rynkach eksportowych. Z kolei teraz eksport się odbudowuje. Wyniki czerwcowe są nawet lepsze od ubiegłorocznych, co częściowo może być efektem przesunięcia eksportu z poprzednich miesięcy – mówi prezes Capital Strategy

Jak poinformował GUS, w okresie od stycznia do końca czerwca polski eksport był o 7 proc. niższy niż w I półroczu 2019 roku (109,7 mld euro). W samym czerwcu odnotowano jednak wzrost względem ubiegłego roku (19 mld euro). Ekonomiści Krajowej Izby Gospodarczej podkreślają, że dodatniej dynamiki eksportu oczekiwano znacznie później.

Według lipcowej projekcji NBP w całym 2020 roku polski produkt krajowy brutto spadnie o 5,4 proc., ale w kolejnych latach będzie już sukcesywnie wzrastać – wzrost o 4,9 proc. w 2021 roku i 3,7 proc. w 2022 roku. Jak podkreśla prezes Capital Strategy, tempo powrotu do normalności będzie jednak zależeć od sytuacji epidemiologicznej w Polsce w kolejnych miesiącach.

Pandemia się jeszcze nie skończyła. Dziś liczba zachorowań jest większa niż wtedy, kiedy wprowadzano ograniczenia. W tej chwili strategia polega na tym, żeby robić testy, lokalizować ogniska zakażenia i wprowadzać dodatkowe ograniczenia, ale tylko punktowo, bez dotkliwych obostrzeń w całym kraju. Taka sytuacja może potrwać jeszcze przez bliżej nieokreślony czas – do momentu, kiedy będziemy mieli szczepionkę albo skuteczne lekarstwo. Jednak gdyby szacunki ekonomistów się spełniły i za rok PKB Polski wróciłby do poziomu z 2019 roku, to nie oznaczałoby, że strata spowodowana pandemią została odrobiona. PKB w roku 2021 byłby wówczas o 6–7 proc. niższy niż poziom, jaki byśmy osiągnęli, gdyby nie było recesji w roku 2020. Strata w naszej zamożności pozostanie, ale to, czy pozostanie tak w dłuższej perspektywie, zależy od tego, jak pandemia wpłynie na zdolność naszej gospodarki do wzrostu w dłuższym okresie – mówi Stefan Kawalec.

Najszybsze ładowarki naładują samochód elektryczny do pełna w zaledwie 20 minut. Technologia wejdzie do produkcji już w przyszłym roku [DEPESZA]

Lucid Air będzie najszybciej ładującym się samochodem elektrycznym – zapowiadają producenci auta, które ma zostać zaprezentowane na początku września. Superszybka ładowarka pozwoli na ładowanie baterii z mocą ponad 300 kW, czyli o 20 kW większą, niż ma to miejsce w najlepszych obecnie dostępnych na rynku autach elektrycznych. Pozwoli to na naładowanie baterii do poziomu zapewniającego zasięg około 500 km w zaledwie 20 minut. Produkcja Lucid Air ma się rozpocząć w 2021 roku.

Lucid Air będzie samochodem, który po zaledwie 20 minutach ładowania zapewni zasięg wynoszący niemal 500 kilometrów. Ładowarka zastosowana w aucie będzie kompatybilna ze wszystkimi szybkimi stacjami ładowania. W warunkach domowych ładowanie ma się odbywać z wykorzystaniem dwukierunkowej stacji Lucid Connected Home Charging Station. Dzięki temu auto może się zarówno ładować przed wyruszeniem w trasę, jak i stanowić magazyn energii w przypadku braku jej podaży w momencie zwiększonego zapotrzebowania. Auto ma przyjąć szczytową moc ładowania sięgającą 300 kW.

– Dzięki naszej ultrawysokonapięciowej architekturze elektrycznej 900 V + + i zastrzeżonej technologii Wunderbox znacznie zwiększyliśmy prędkość, z jaką energia dostaje się do pojazdu, dostarczając najszybciej ładujące się auta elektryczne na świecie – przekonuje Eric Bach, wiceprezes Lucid Motors.

Spośród obecnie dostępnych modeli elektrycznych największą moc ładowania jest w stanie przyjąć Porsche Taycan. Wynosi ona 270 kW. Nieco mniejsze możliwości ma Tesla Model 3, który może być ładowany mocą 250 kW.

– Dzięki naszym wysiłkom wyznaczyliśmy kilka nowych punktów odniesienia, w tym samochód elektryczny o najdłuższym zasięgu 517 mil (ok. 830 km – przyp. red.) – podkreśla Eric Bach.

Samochód ma być luksusową limuzyną, która rozpędzi się od 0 do 100 km/h w 2,5 sekundy. Będzie przystosowany do działania w warunkach technologii komunikacji V2X, V2G i V2V. Oznacza to możliwość bezprzewodowej łączności z systemami zamontowanymi w infrastrukturze drogowej, z innymi pojazdami, a także z siecią energetyczną. Prezentacja wersji produkcyjnej auta zaplanowana jest na 9 września i odbędzie się w internecie. Produkcja rozpocznie się na początku 2021 roku.

– Zaprojektowaliśmy każdy aspekt Lucid Air i jego platformy we własnym zakresie tak, aby był niezwykle wydajny, od układu napędowego po aerodynamikę – wymienia wiceprezes Lucid Motors.

Baterie wykorzystane do zasilania auta będą mogły być ponownie wykorzystane. Po wyeksploatowaniu w samochodzie posłużą jako elementy składowe w budowie statycznych systemów magazynowania energii (ESS). Prototyp pierwszego takiego magazynu zainstalowany jest w siedzibie firmy Lucid w Dolinie Krzemowej.

Zgodnie z raportem Allied Market Research rynek samochodów elektrycznych był w 2019 roku wyceniany na kwotę ponad 162 mld dol. Do 2027 roku osiągnie wartość niemal 803 mld dol.

Czeka nas nowa era odkryć w kosmosie. Nowy teleskop Jamesa Webba pozwoli zrozumieć tajemnice Wszechświata i znaleźć życie poza Ziemią

Już wkrótce czeka nas era nowych kosmicznych odkryć. W 2021 roku NASA planuje wystrzelić teleskop Jamesa Webba. Jest nazywany następcą teleskopu Hubble’a, wystrzelonego w 1990 roku, ale jego możliwości są znacznie większe. Webb będzie prowadził obserwacje głównie w podczerwieni. Dzięki temu będzie w stanie odkryć planety w odległych galaktykach. Da nam narzędzia do poszukiwania wskazówek dotyczących atmosfery, która mogłaby podtrzymywać życie.

Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba ma niejako być następcą teleskopu Hubble’a, a rozszerzyć to, co już udało się dokonać dzięki niemu i sięgnąć dalej. Ma dojrzeć dla nas najstarsze gwiazdy, pierwsze galaktyki formujące się we Wszechświecie, zobaczyć, jak powstają planety pozasłoneczne, zbadać atmosfery niektórych z nich. Możliwości i nadziei związanych z tym teleskopem jest mnóstwo – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Piotr Witek z Planetarium Centrum Nauki Kopernik.

Długo oczekiwany Teleskop Kosmiczny Jamesa Webba (JWST) ma wystartować w październiku 2021 roku i w ten sposób rozpocząć nową erę obserwacji kosmosu. Zastąpi teleskop Hubble’a, który bada kosmos już od 1990 roku, jednak zdaniem ekspertów JWST to nie tylko jego następca, ale zupełnie inne narzędzie, które pozwoli odkryć tajemnice Wszechświata.

Hubble skupia się głównie na świetle widzialnym i ultrafioletowym, a jego instrumenty mogą obserwować niewielką część widma w podczerwieni od 0,8 do 2,5 mikrona. Teleskop Jamesa Webba został zaprojektowany tak, aby skupić się na podczerwonej części widma od 0,6 (światło czerwone) do 28 mikronów (podczerwień). Oznacza to, że nie będzie w stanie widzieć w świetle ultrafioletowym, tak jak Hubble, ale będzie mógł skupić się na jasnych obiektach w podczerwieni, takich jak bardzo odległe galaktyki. Gwiazdy i planety, które dopiero się formują, leżą ukryte za pyłem, który pochłania światło widzialne. Jednak światło podczerwone emitowane przez te regiony może przez niego przeniknąć i ujawnić, co jest w środku.

Jako że jest to teleskop podczerwony, to potrzebuje do pracy niskich temperatur. Aby mógł tak funkcjonować, zostanie umieszczony bardzo daleko od Ziemi, w tzw. punkcie libracyjnym Lagrange’a L2 poza orbitą Księżyca, i będzie okrążał Słońce, nadążając za Ziemią w tym swoim ruchu. W efekcie będzie osłonięty przez jedną wielką tarczę od promieniowania, zarówno Słońca, jak i promieniowania cieplnego dochodzącego od Ziemi i Księżyca – tłumaczy dr Piotr Witek.

Dzięki swojej zdolności do oglądania Wszechświata w świetle podczerwonym o większej długości fali teleskop Jamesa Webba będzie w stanie zobaczyć niektóre z najbardziej odległych galaktyk, dalej, niż był w stanie zrobić to teleskop Hubble’a w świetle widzialnym. Światło z odległych obiektów jest rozciągane w wyniku rozszerzania się Wszechświata, a efekt znany jest jako przesunięcie ku czerwieni. W związku z tym, podczas gdy Hubble był w stanie oglądać galaktyki, James Webb zobaczy ich narodziny.

Nowy teleskop według wcześniejszych zapowiedzi miał być gotowy już od lat, jednak jego wielkość i skomplikowana technologia przesunęły start. Webb będzie miał zwierciadło główne o średnicy 6,5 metra, co zapewnia mu znacznie większy obszar gromadzenia niż zwierciadła dostępne w obecnej generacji teleskopów kosmicznych. Jednocześnie, ze względu na wielkość, zwierciadło jest zbudowane z 18 segmentów, które będą musiały zostać jeszcze spozycjonowane w kosmosie. Zwierciadło Hubble’a ma znacznie mniejszą średnicę (2,4 metra), a odpowiadająca mu powierzchnia zbierania wynosi 4,5 m2. Osłona przeciwsłoneczna Jamesa Webba ma około 22 metrów na 12 metrów, jest więc wielkości kortu tenisowego.

Problemem jest stworzenie odpowiedniej osłony cieplnej. Teleskop Jamesa Webba ma olbrzymią tarczę złożoną z pięciu warstw materiału o grubości włosa, które rozkładają się do kształtu podobnego do latawca. Tarcza ta ma wymiary 14 x 21 metrów i złożenie jej tak, żeby nie porwała się przy rozkładaniu, jest także dużym wyzwaniem inżynieryjnym. Jednym z powodów opóźnień było właśnie uszkodzenie tej tarczy przy testach w 2018 roku – wskazuje ekspert.

Nowy teleskop pomoże zmapować Wszechświat, może też znaleźć planety, na których mogłoby istnieć życie. Ze względu na to, że dotrze do znacznie odleglejszych galaktyk niż teleskop Hubble’a, da nam nowe spojrzenie na każdą fazę historii Wszechświata, od pierwszych chmur pyłu do powstania Układu Słonecznego.

Nadzieje są ogromne. Jednak zdjęcia z tego teleskopu nie spłyną natychmiast po jego starcie, najpierw musi dotrzeć w docelowe miejsce, na właściwą orbitę, co zajmie mu dwa tygodnie. Sześć miesięcy zajmie precyzyjne i delikatne rozkładanie wszystkich elementów teleskopu i przygotowywanie go do pracy. Dopiero wtedy otrzymamy tzw. pierwsze światło, czyli pierwsze obrazy, które uzyska gotowy już do pracy teleskop Jamesa Webba – mówi dr Piotr Witek.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 24.08 – 28.08.2020

Rynki pozostają pod dominującym wpływem niepewności wobec fundamentów dolara przy odepchnięciu na bok dyskusji nad danymi makro. To po części znak wakacyjnego handlu z małą liczbą katalizatorów. Ostatni tydzień sierpnia prawdopodobnie podtrzyma ten schemat, choć można oczekiwać okresowej wrażliwości: EUR na indeks Ifo, USD na indeks nastrojów konsumentów, NOK, SEK i CAD na PKB.

Przyszły tydzień: nastroje konsumentów, zamówienia na dobra trwałe, Chicago PMI z USA, sympozjum w Jackson Hole, Ifo z Niemiec, minutki RPP, PKB z Norwegii/Szwecji/Kanady

USA

W USA przy wciąż trwającej batalii z pandemią indeks nastrojów konsumentów (wt) będzie istotnym źródłem informacji dla oceny przyszłej siły ożywienia. Konsensus zakłada utrzymanie lipcowego poziomu, odzwierciedlając równoważący się wpływ odbudowy miejsc pracy po lockdownie z wzrostem obaw o rosnącą liczbę zachorowań. Lipcowe wydatki gospodarstw domowych (pt) będą dalej odbijać na realizacji odroczonego popytu, co sugerują silne wyniki sprzedaży detalicznej. Restart produkcji po lockdownie będzie dalej wspierał wzrost zamówień na dobra trwałe (śr). Drugi szacunek PKB za II kw. (czw) powinien przynieść dodatnią rewizję, co sugerują zaktualizowane dane z sektora usługowego. Chicago PMI (pt) powinien wskazać na utrzymanie ekspansji w ślad za innymi regionalnymi ankietami aktywności biznesowej.

Pod koniec tygodnia Rezerwa Federalna organizuje doroczne sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole. Prezes Fed ma przemawiać w piątek w temacie przeglądu ram polityki banku centralnego. Może być to okazja do zasugerowania wyczekiwanych przez rynek zmian w forward guidance w zakresie dopuszczenia do przestrzelenia celu inflacyjnego, zanim bank przejdzie do normalizacji polityki pieniężnej. Taka zmiana strategii Fed byłaby gołębia dla USD, choć po braku jakichkolwiek wzmianek w tym temacie w ostatnich minutkach FOMC, oczekiwania na wskazówki od Powella będą raczej niskie.

Strefa euro

Niemiecki indeks Ifo (wt) będzie uzupełnieniem mieszanych odczytów wskaźników PMI. Wzrost liczby zachorowań na koronawirusa stanowi zagrożenie dla oceny sytuacji bieżącej, ale perspektywa impulsu fiskalnego i trwającego wsparcia monetarnego powinna przynieść poprawę w subindeksie przyszłych oczekiwań. Mimo to wydaje się, że rajd EUR/USD wyprzedza poprawę w sytuacji makro w strefie euro i występuje asymetria w reakcji na dane, gdzie rozczarowania mogą mocniej uderzać w kurs niż pozytywne niespodzianki.

Polska

W Polsce podaż pieniądza M3 (pon) i stopa bezrobocia (wt) nie powinny mieć znaczenia dla złotego. Minutki z lipcowego posiedzenia RPP (czw) przez te kilka tygodni straciły na świeżości. W lipcu NBP przedstawił nowe, zaskakująco pesymistyczne prognozy PKB i inflacji, które nie znalazły potwierdzenia w danych za czerwiec i lipiec. Gospodarka radzi sobie zdecydowanie lepiej niż szacuje bank centralny, choć wciąż jest mało prawdopodobne, aby Rada miała odwrócić obniżki stóp procentowych. Tekst minutek może być utrzymany w ostrożnym tonie, ale nie przyniesie przełomowych informacji. Złoty pozostaje stabilny przeważnie pod 4,40 za euro przy 2-3-groszowej zmienności wywoływanej zmianami nastrojów na rynkach globalnych.

Kanada

W Kanadzie odbudowa kondycji gospodarczej jest w centrum uwagi dla rynków i BoC. W przyszłym tygodniu dane o czerwcowym PKB (pt) będą odzwierciedlać dalsze odbicie po otwarciu gospodarki po lockdownie. Dane za cały II kw. będą jednak gorzkim przypomnieniem skali załamania, ale w opinii inwestorów drugi kwartał jest już zamierzchłą przeszłością przy uwadze przerzuconej na tempo ożywienia w kolejnych miesiącach. CAD znajdzie wsparcie w lepszych danych, ale poza tym bliskość ekonomiczna USA (i USD) hamuje wpływ risk-on na walutę.

Szwecja i Norwegia

Dane o PKB za II kw. otrzymamy też z Norwegii i Szwecji. Tutaj podobnie silny spadek w całym kwartale (prognozy odpowiednio: -6,2 proc. k/k, -8,6 proc. k/k) nie oddaje prawdy o rozpoczętym w maju odbiciu wraz z otwarciem gospodarki, w większym stopniu w Norwegii niż Szwecji. Większe ryzyko widzimy w gorszym do oczekiwań odczycie ze Szwecji, co może uderzyć w SEK.

Australia i Nowa Zelandia

Na Antypodach kalendarz jest dość ubogi. W Nowej Zelandii sprzedaż detaliczna za II kwartał (pon) pokaże silny spadek i dołoży argumentów za oczekiwaniem luzowaniem polityki RBNZ, co podtrzyma presję na NZD. W Australii dane o planowanych inwestycjach przedsiębiorstw (czw) powinny pokazać, że inwestycje pozostają największym przegranym globalnej sytuacji gospodarczej. AUD pozostaje względnie silny wsparty apetytem na ryzyko.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Budownictwo mieszkaniowe powoli wraca do normalności

Najnowsze statystyki GUS, będące podsumowaniem wyników budownictwa mieszkaniowego w okresie od stycznia do lipca bieżącego roku, wskazują na powrót aktywności inwestycyjnej rynku pierwotnego do normalności sprzed okresu pandemii oraz kolejne bardzo pracowite wakacje inwestorów. Pytanie, czy na dziś dzień tego typu sytuacja ma wyłącznie optymistyczny wydźwięk.

Letnie odbicie wolumenów nowych budów i mieszkań oddanych potwierdzają, że Covid-19 w najmniejszym stopniu nie zakłócił porządku harmonogramów prac budowlanych, które nie tylko idą pełną parą, ale nawet wykazują symptomy ponadprzeciętnej dynamiki.
Po chwilowym i raczej mało spektakularnym „pandemicznym” osłabieniu statystyk inwestycyjnych w tegorocznym kwietniu, inwestorzy mieszkaniowi powrócili do intensywnej pracy, efektem której jest odwrócenie trendów danych do wartości bliskich rekordowym dla okresów miesięcznych w lipcu. Tym samym w środku wakacji rynek pierwotny notuje wyraźny progres aktywności inwestycyjnej.

Tym razem najbardziej spektakularnym dowodem trwania inwestycyjnej prosperity w pierwotnym segmencie mieszkaniówki, jest ewolucja statystyk mieszkań oddanych do użytkowania. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym razem wynik za 7 miesięcy br. osiągnął poziom prawie 119 tys. lokali, co oznacza poprawę rok do roku o 6,6 proc. Z kolei wypracowany wspólnie przez wszystkie formy budownictwa rezultat lipcowy na poziomie blisko 22 tys. lokali, jest nie tylko o blisko jedną trzecią wyższy rok do roku, ale ponownie jest jednym z zaledwie kilku najlepszych historycznie wyników miesięcznych.Tab. 1 Wyniki deweloperów mieszkaniowych w okresie I-VII 2020Co warte podkreślenia, takie dane i wynikający z nich progres to zasługa przede wszystkim deweloperów, którzy w okresie siedmiu miesięcy br. przekazali do eksploatacji prawie 77 tys. lokali, co oznacza wzrost rok do roku o 11 proc. oraz wolumen o bez mała dwukrotnie większy od osiągniętego w tym samym okresie przez inwestorów indywidualnych. Statystyki mieszkań ukończonych, będąc wypadkową mieszkań rozpoczętych w przeszłości, są najbardziej przewidywalną kategorią danych mieszkaniowych GUS. W związku z tym systematyczna dynamika wzrostów nie powinna tu dziwić ani obecnie, ani w przewidywalnej przyszłości.

Z kolei ogniwem najbardziej dotkniętym przez Covid-19 w danych GUS pozostaje sytuacja dotycząca mieszkań rozpoczętych. I tu jednak można zaobserwować wyraźne symptomy odbudowywania potencjału inwestycyjnego. Ogółem w okresie styczeń – lipiec br. rozpoczęto 122 tys. mieszkań, czyli o ponad 11 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Z kolei sami deweloperzy ruszyli w tym czasie z budową blisko 66 tys. lokali, co jest wynikiem słabszym rok do roku o 16 proc. Za to ich rezultat miesięczny na poziomie 12,3 tys. jednostek jest już o ponad procent lepszy rok do roku i aż o 32 proc. w relacji miesiąc do miesiąca. Mamy więc powrót tej kategorii danych do optymalnych poziomów sprzed lockdownu.

Jeszcze bardziej optymistycznie prezentują się dane dotyczące nowych pozwoleń. Po silnej zwyżce w czerwcu, lipiec przyniósł wprawdzie korektę, ale do poziomu, który wciąż koresponduje z rekordowymi wolumenami tego rodzaju miesięcznych statystyk z ostatnich lat. Na pewno nie jest to wyłącznie wynikiem spadku aktywności urzędniczej w czasie lockdownu. Ta zaznaczyła się tylko w kwietniu w postaci zaledwie jednorazowej korekty wolumenów przedmiotowych decyzji administracyjnych.
W sumie inwestorzy zgromadzili od początku roku już 147 tys. nowych pozwoleń, czyli o zaledwie 4,5 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Sami deweloperzy od stycznia do lipca br. uzyskali ich ponad 88 tys., czyli 5 proc. mniej w relacji rok do roku. Uwagę jednak zwraca sam wynik lipcowy, który przekroczył 14 tys. jednostek, czyli wolumen zbliżony do rekordowych osiągnięć miesięcznych deweloperów w tej kategorii danych .

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są naturalnym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Bardzo dobry lipcowy wynik, po rekordowym wybiciu w czerwcu, mówi sam za siebie o wciąż niesłabnącym optymizmie inwestycyjnym deweloperów mieszkaniowych.

W sumie mamy więc obraz wciąż silnej koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego, który zdaje się zupełnie ignorować zagrożenia związane z pandemią oraz wysokim prawdopodobieństwem jej eskalacji już w niedalekiej jesiennej perspektywie. Za optymalnymi wynikami budownictwa mieszkaniowego muszą iść analogiczne osiągnięcia sprzedażowe mieszkań deweloperskich, o które w przewidywalnej przyszłości może być coraz trudniej. Tym samym radość z rosnących słupków przedmiotowych statystyk GUS wyraźnie zakłóca niepokój o utrzymanie potencjału popytowego rynku pierwotnego na pożądanym poziomie. Ewentualna nadpodaż nowych mieszkań w czasach gospodarczego spowolnienia jest bowiem największą zmorą branży deweloperskiej i głównym katalizatorem „efektu domina” rynkowego załamania, do którego miejmy nadzieję tym razem nie dojdzie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych podsumowała sierpień 2020 na polskim rynku magazynowym

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) zebrała opinie liderów rynku nieruchomości komercyjnych – deweloperów oraz agencji doradczych – o tym jak sektor magazynowy reaguje na kolejne etapy pandemii oraz jak widzą potencjał rozwoju biznesu magazynowego w drugiej połowie roku.

Polski rynek magazynowy jest siódmym największym w Europie i wyrasta na główne centrum dystrybucyjne dla Europy Środkowo-Wschodniej. JLL podaje, że od stycznia do czerwca tego roku popyt brutto na powierzchnie magazynowe osiągnął w Polsce 2,2 mln mkw. – to najlepszy wynik dla pierwszego półrocza w historii. Nowe umowy i ekspansje odpowiadały za prawie 1,7 mln mkw., co jest o 30% lepszym rezultatem r-d-r. Oznacza to, że jesteśmy jedynym krajem w Europie, który odnotował wzrost popytu netto. Polska dysponuje blisko 20 mln metrów kwadratowych powierzchni magazynowej, a ponad 2 mln metrów kwadratowych jest obecnie w budowie.

W perspektywie 3 lat przewidujemy, że aktywność budowlana oraz popyt utrzymają się na stabilnym poziomie. W krótkiej perspektywie raczej nie powinny ulec zmianie stopy kapitalizacji, które powinny utrzymać się w okolicach 6%. Kompresja na stopach może pojawić się pod koniec 2021 roku. Spodziewamy się stopniowego spadku wskaźnika pustostanów oraz presji na wzrost czynszów. Ryzyko inwestycji spekulacyjnych jest niewielkie, ponieważ skłonność do spekulacji oraz podejmowania ryzyka jest teraz dużo mniejsza – Jan Jakub Zombirt, Dyrektor Doradztwa Strategicznego w JLL.

Wszyscy eksperci zgadzają się, że sektor magazynowy najmniej odczuł negatywne skutki pandemii. Przyniosła ona jednak nowe zjawiska i trendy, które będą musiały być uwzględnione w planach biznesowych. Są to nowe wymagania i standardy dotyczące potrzeb bezpieczeństwa i zdrowia ludzi, nowych definicji tego co będzie tzw. produktem „core’owym”, nowych specyfikacji technicznych obiektów, redukcji dostaw just in time oraz automatyzacji. Rynek magazynowy był od dawna na radarze inwestorów, a w dobie COVID-19 potwierdził, że ma się dobrze i będzie się szybko rozwijać. – jak zauważa Agnieszka Jachowicz, Członek Zarządu PINK.

Robert Dobrzycki, CEO Europe, Panattoni

Jakie trendy zostaną, a jakie przeminą?

Covid wyraźnie przyśpieszył obserwowany już wcześniej trend rozwoju handlu internetowego. W czasie lockdownu sprzedaż była ekstremalnie wysoka i zapewne teraz możemy spodziewać się zmniejszenia obrotów. Jednak sam trend zostanie, co stwarza ogromną szansą dla rynku magazynowego i logistycznego. Ten rok przejdzie do historii jako rok wręcz rewolucyjnych zmian, które pozycjonują nasz rynek jako najatrakcyjniejszy w całej branży nieruchomości.

Jak najemcy reagowali na sytuację, czy zdarzały się renegocjacje?

Obraz jest zróżnicowany w zależności od sektora najemców. W przypadku najbardziej poszkodowanego, jakim był sektor retail, prowadziliśmy indywidualne rozmowy na temat odroczenia czynszów. Widać już, że sektor ten chce nadrabiać straty inwestycjami w online. Z kolei firmy tradycyjnie działające w e-commerce odnotowują olbrzymie wzrosty i z nimi rozmawiamy o nowych powierzchniach i budowach. Głównym wyzwaniem jest tu dostarczanie obiektów na czas. Mimo różnych typów biznesów w naszym portfolio przechodzimy przez pandemię obronną ręką.

Wymagania związane z e-commerce

Większość firm korzysta ze standardowych budynków jednak pojawił się nowy trend budowania pod potrzeby klienta. Trzeba uwzględniać specyficzne parametry jak wysokość budynku, instalacje systemów wewnątrz budynków, indywidualne rozwiązania dla bezpieczeństwa i wygody pracowników jak np. większa liczba miejsc parkingowych na samochody i rowery. Wyzwaniem deweloperów jest reakcja na szybkie wzrosty w sektorze e-commerce i dostarczenie powierzchni na czas.

Stawki czynszu

Biorąc pod uwagę popyt na powierzchnię, stawki czynszu wyglądają zdrowo – nasza analiza stawek miesiąc do miesiąca na przestrzeni ostatnich lat nie wykazała spadków. Czynsze powinny być stabilne – w krótkim okresie oczywiście niektóre obiekty mogą być pod presją, ale nie oczekuję spadków.

Stopy zwrotu z inwestycji magazynowych

Stawki kapitalizacji utrzymają się na stabilnym poziomie, ale przewidujemy znaczącą kompresję w przyszłym roku.

Co może być szansą rozwoju?

Jest to na pewno najbardziej przyszłościowy sektor nieruchomości. Dla jego dalszego rozwoju ważne będzie szacowanie ryzyka klienta: w jakiej branży działa, jak poradził sobie w kryzysie, czy jest zagrożony kolejną falą pandemii lub innymi wydarzeniami.

Paweł Sapek, Regional Head CE and Country Manager, Prologis

Jakie trendy zostaną, a jakie przeminą?

Jak wynika z raportów nt. COVID-19 przygotowanych przez dział badań Prologis, wzrost e-commerce na pewno będzie zmieniał układ łańcucha dostaw i będzie miał korzystny wpływ na popyt na nieruchomości magazynowe. W okresie lockdownu magazyny były najważniejszym ogniwem w biznesie dla wielu naszych klientów. Zamknięcie magazynów ze względu na pandemię oznaczałaby brak możliwości działania dla wielu branż. Dlatego bezpieczeństwo i procedury muszą wpłynąć na sposób projektowania magazynów w przyszłości. Jednakże ryzyko bezpieczeństwa zostanie już z nami na zawsze. Pojawił się też nowy trend – analiza ryzyka alokacji. Coraz mniej klientów decyduje się na ryzyko alokacji, zwłaszcza gdy nie jest to związane z powiększeniem wynajmowanej powierzchni.

Jak najemcy reagowali na sytuację, czy zdarzały się renegocjacje?

Bardzo budujące jest to jak zarządy polskich firm reagowały na sytuację związaną z pandemią. To nie były dyskusje o to czy się dostosowywać tylko jak szybko, w jaki sposób i jak my – właściciele nieruchomości – możemy w tym pomóc. Oprócz wdrożonych w tej sytuacji standardowych środków bezpieczeństwa na terenie naszych parków, klienci wprowadzali własne procedury jak również prosili nas np. o pomoc w budowaniu dodatkowych szatni dla pracowników czy inne rozwiązania, które mogły zapewnić ciągłość biznesu. Co ciekawe, mimo spadku w ilości produkowanych samochodów, widoczna była aktywność w branży motoryzacyjnej – w drugim kwartale podpisaliśmy ponad 40 tys. metrów nowej powierzchni w Europie Centralnej, właśnie z firmami z tej branży. Ma to związek z tym, że poddostawcy są zobowiązani do utrzymania zapasów.

Wymagania związane z e-commerce

Dla rozwoju branży e-commerce ważna jest elastyczność wynajmowanych obiektów, możliwość ich rozbudowy oraz dostosowania do wielkości przeprowadzanych transakcji on-line. Ważne będą zabezpieczenia przeciwpożarowe nie tylko ze względu na dużą liczbę pracujących tam ludzi, ale także ze względu na automatykę, która będzie wprowadzana w przyszłości.

Budowy spekulacyjne, koszty działalności

Budowy spekulacyjne ograniczają elastyczność, o której już wspomniałem. Na pewno pozwalają skrócić czas dostawy obiektów, ale obecna ilość dostępnej spekulacyjnej powierzchni na rynku może wpłynąć negatywnie na stawki czynszu. Aktualna sytuacja związana z COVID-19 nie wpłynie na koszty operacyjne. Natomiast koszty budowy w krótkim terminie mogą nieco spaść ze względu na mniejszą ilość projektów, prowadzonych przez generalnych wykonawców.

Stawki czynszu

Efektu COVID-19 w tym zakresie jeszcze nie widać. Stawki czynszu w Polsce są nadal niższe o średnio 30-40% niż stawki w Europie Centralnej. W zeszłym roku mieliśmy dwukrotny wzrost stawek czynszu jednak ilość dostępnej powierzchni spekulacyjnej i spowolnienie w popycie może spowodować obniżenie stawek czynszowych.

Stopy zwrotu z inwestycji magazynowych

Myślę, że przede wszystkim zmianie ulegnie definicja tzw. „core products”, czyli magazynów klasy A, położonych w kluczowych lokalizacjach. Obok jakości i lokalizacji nieruchomości, znaczenie zyska również profil samego najemcy tej nieruchomości – jego stabilność finansowa i wiarygodność. Tu stawki kapitalizacji będą się kształtować indywidualnie.

Co może być szansą rozwoju?

Branża ma potencjał rozwojowy, ale w moim przekonaniu to czego najbardziej potrzebujemy to jest stabilizacja. Firmy podejmują decyzje na bieżąco, w dynamicznie zmieniającym się środowisku więc stabilizacja, odporność łańcuchów dostaw i bezpieczeństwo prowadzenia biznesu pozwolą wejść naszej branży na bardzo dynamiczną ścieżkę wzrostową.

Rafał Szcześniewski, Founder and COO, Omnipack

Jakie trendy zostaną, a jakie przeminą?

Działając głównie w e-commerce staliśmy się beneficjentem sytuacji wywołanej pandemią. Po odnotowaniu ogromnego, skokowego wzrostu liczby zamówień internetowych, teraz obserwujemy „spłaszczanie krzywej trendu”, ale nadal na poziomie wyższym niż przed COVID-19. Choć są branże, których dynamika utrzymuje się bez zmian i przypomina raczej tę z okresu świątecznego, a nie wakacji, np. w branży modowej. W skali globalnej Polska znajduje się na 13 miejscu najszybciej rozwijających się rynków. Także operatorzy logistyczni, mogą spodziewać się zwiększonego zainteresowania ich usługami w najbliższym czasie. Na przykład my ostatnio otworzyliśmy nowe centrum logistyczne w Nadarzynie, zwiększając tym samym powierzchnię magazynową dwukrotnie i już przygotowujemy się do kolejnego otwarcia w Gorzowie Wielkopolskim. Ten ruch umożliwi naszym klientom ekspansję międzynarodową i wejście na rynki zagraniczne. Oprócz wzrostów zauważamy też trend odchodzenia od just in time ze względu na konieczność zabezpieczenia biznesu przed przerwami w dostawach, związanych właśnie z takimi nieprzewidywalnymi sytuacjami jak pandemia.

Jak najemcy reagowali na sytuację, czy zdarzały się renegocjacje?

Jako podmiot świadczący usługi dla e-commerce naszym największym ryzykiem, zwłaszcza na początku pandemii, było ryzyko utraty płynności przez naszych klientów. Na szczęście nasi partnerzy są otwarci na rozmowy i nowe rozwiązania, które chronią innych uczestników łańcucha przed problemami wynikającymi z nagłych zmian biznesowych.

Wymagania związane z e-commerce

Gotowość dostarczania powierzchni magazynowej w nowych parkach oraz w obiektach już istniejących, jak również elastyczność pod kątem customizowania usług są kluczowymi wyzwaniami deweloperów. Kolejny ważny aspekt związany z e-commerce to ekologia. W związku z tym, że handel internetowy generuje odpady, świadomi klienci szukają rozwiązań minimalizujących niekorzystny wpływ na środowisko. Natomiast coraz większa wiedza klientów w tym zakresie ma ogromne przełożenie na zmiany standardów rynkowych. Usługi, które kiedyś były premium, dzisiaj stają się nieodłącznym elementem strategii zapewniającej ciągłość biznesu.

Co może być szansą rozwoju?

Szansą dla rozwoju rynku magazynowego jest właśnie rozwój e-commerce i sprawne dostosowywanie się do zmian i nowych standardów, które niesie ze sobą handel internetowy.

Michał Ptaszyński, Head of Asset Management CEE, Logicor

Jakie trendy, które pojawiły się w tym roku zostaną, a jakie przeminą?

Przede wszystkim przewidujemy dalszy dynamiczny rozwój e-commerce. Oczywiście nie jest to trend, który pojawił się w tym roku, bo od wielu lat znaczenie tego kanału sprzedaży systematycznie rośnie, ale sytuacja związana z COVID-19 zwielokrotniła tempo w jakim rozwija się obecnie ten segment. Lockdown niejako zmusił klientów, którzy do tej pory unikali robienia zakupów przez Internet do korzystania z tej formy, a firmy, które nie stawiały na Internet w swojej strategii do szybkiej digitalizacji sprzedaży. Kolejnym trendem, który na pewno zostanie z nami na dłużej będzie zwiększanie zapasów magazynowych przez firmy – zerwane łańcuchy dostaw nie pozwoliły wielu z nich na prowadzenie normalnej działalności. Stąd konieczność zabezpieczenia się na wypadek wystąpienia kolejnego nieprzewidzianego zjawiska poprzez częściową rezygnację z modelu „just on time” na rzecz posiadania zapasów towarów i półproduktów w magazynach.

Jak najemcy reagowali na sytuację pandemii, czy zdarzały się renegocjacje?

W czasie pandemii renegocjacje było powszechnym zjawiskiem. Obniżenie stawek czynszu, zawieszenie płatności na pewien okres, zmniejszenie powierzchni magazynowej to najczęstsze propozycje zmian w umowach – firmy szukały szybkich rozwiązań, które mogą odciążyć je w trudnej sytuacji w jakiej się znalazły na skutek lockdownu. Po raz kolejny potwierdziło się stwierdzenie, że biznes nie znosi niepewności. W momencie, kiedy zapadła decyzja o lockdownie na okres dwóch tygodni, nie wydarzyło się jeszcze nic szczególnego. Ale kiedy ten termin został przedłużony i nikt nie był w stanie powiedzieć, kiedy się zakończy, firmy masowo zaczęły szukać oszczędności. Oczywiście biznes to zespól naczyń połączonych i nerwowa sytuacja wśród najemców przekładała się w bezpośredni sposób na sytuację wynajmujących.

Wymagania związane z e-commerce

Wymagania techniczne dotyczące powierzchni magazynowej dla e-commerce nie różnią się specjalnie od handlu tradycyjnego – w tym pierwszym przypadku potrzebujemy
więcej docków, lepszego dostępu do światła naturalnego oraz większej liczby miejsc parkingowych. Kluczową różnicą są nowe elementy jakie wprowadził e-commerce do całego procesu tj. magazyny zwrotów oraz konfekcjonowanie w miejscu magazynowania towarów. W wielu sklepach internetowych zwroty są wpisane w strategię firmy i na łatwości w jego dokonaniu opiera się cały model sprzedaży. Odpowiednie zarządzanie zwrotami wymaga osobnego działu i dodatkowego miejsca, stąd statystycznie e-commerce potrzebuje trzykrotnie więcej powierzchni niż handel tradycyjny.

Stawki czynszu – aktualna sytuacja i prognoza

Na polskim rynku panuje względnie stabilna sytuacja, jeśli chodzi o stawki czynszowe. Trzeba zaznaczyć, że są one relatywnie niskie i nie przewidujemy większych zmian w ich wysokości zwłaszcza na 5 największych rynkach. Z jednej strony potencjalny wzrost stawek jest niejako blokowany przez dynamicznie rozwijający rynek deweloperski. Z kolei spadający popyt też specjalnie nie wpływa na obniżenie stawek ze względu na ich atrakcyjną wysokość – klienci raczej szukają wartości dodanej niż oczekują obniżenia stawki. Niższe czynsze mogą występować na lokalnych rynkach tam, gdzie istnieje duża nadpodaż nowych powierzchni, a wskaźnik pustostanów jest naprawdę wysoki. Wtedy jedynym sposobem na pozyskanie klienta jest obniżenie czynszu.

Stopy zwrotu z inwestycji magazynowych

Dzisiaj poważny kapitał coraz częściej zmienia swoje zainteresowanie z retailu na branżę magazynową. Perspektywy dla tego rynku są ciągle bardzo dobre – w dalszym ciągu jest stosunkowy łatwy dostęp do interesujących gruntów, budynki magazynowe buduje się szybko, rosnący e-commerce i ciągle atrakcyjne stawki najmu pozwalają na optymistyczne prognozy na przyszłość. To zwiększone zainteresowanie branżą magazynową i co za tym idzie zwiększająca się liczba inwestorów sprawia, że można spodziewać się kompresji stóp zwrotu w budynki magazynowe w najbliższej przyszłości.

Co może być szansą rozwoju?

Zerwane łańcuchy dostaw w czasie pandemii skutkują tym, że wiele firm zaczyna inaczej myśleć o produkcji. Niski koszt przestaje być jedynym i ostatecznym kryterium decydującym o lokalizacji fabryki, a coraz częściej uwzględnia się możliwość łatwego i pewnego transportu towarów na rynek zbytu. Do tej pory nie miało znaczenia czy produkcja ma miejsce w Chinach, Bangladeszu czy Kambodży – transport funkcjonował w sposób niezakłócony. Dzisiaj po doświadczeniach związanych z pandemią coraz więcej firm może rozważać poszukiwanie miejsc do produkcji ulokowanych bliżej rynków, na których działają. I tutaj jest duża szansa dla naszego rynku magazynowego ze względu na nasze strategiczne geograficzne położenie, stosunkowo niskie koszty pracy oraz łatwość w pozyskiwaniu nowych gruntów pod obiekty magazynowe.

Polska bardziej zrównoważona niż szczęśliwa. Nasz kraj na 23 miejscu w Raporcie Zrównoważonego Rozwoju

Jak Polska radzi sobie z realizacją Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ? Zdaniem autorów SDG Index, nie najgorzej. Na 193 państwa członkowskie ONZ, nasz kraj znalazł się na 23. miejscu. Nie oznacza to, że mamy powody do zadowolenia. Bo wyprzedzają nas nie tylko zachodni i południowi sąsiedzi, ale też ci ze wschodu.

SDG Index to wskaźnik, który mierzy postępy danego kraju w realizacji 17 Celów Zrównoważonego Rozwoju określonych w Agendzie 2030.  – 17 celów to drogowskazy, które mają pomóc w przemodelowaniu współczesnego świata w bardziej zrównoważony. W obecnym przyszłość mają tylko te inicjatywy, które są ekonomicznie uzasadnione.  Sustainable Development Goals możemy jednak realizować, łącząc  rozwój gospodarczy ze  społecznym, przy jednoczesnym uniknięciu negatywnego wpływu na środowisko. Określone w Agendzie 2030 punkty są kluczowe do transformacji naszego świata w bardziej zrównoważony. Ich znaczenie jest znacznie szersze niż tylko wymiar ekologiczny, do którego czasem są sprowadzane – tłumaczy Wojciech Stramski inwestor i CEO funduszu Deep Change Ventures, który inwestuje w startupy realizujące cele, na których opiera się SDG Index.

Wspomniany wynik można interpretować jako procent osiągnięcia celu zrównoważonego rozwoju. 100 oznacza, że dany kraj w stu procentach wykonał swoje zadanie. Jak dotąd żadnemu się to nie udało! Najbliżej są kraje skandynawskie: Szwecja (84,72 pkt), Dania (84,56 pkt) i Finlandia (83,77 pkt).

Pieniądze szczęścia nie dają, ale zrównoważony rozwój już tak!

Okazuje się, że zrównoważony rozwój daje szczęście. Kraje, które są liderami SDG Index, znajdziemy również na czołowych lokatach World Happiness Report 2020, czyli zestawienia najszczęśliwszych krajów świata. Gdy spojrzymy na miejsca od 1. do 10. obu raportów, okaże się, że aż połowa czołowej dziesiątki jednego i drugiego zestawienia się pokrywa!

Według danych ONZ  Finlandia i Dania to odpowiednio pierwszy i drugi najszczęśliwszy kraj na świecie. Szwecja jest na 6. miejscu, ale różnice między poszczególnymi państwami w World Happiness Report 2020 są niewielkie. Podobieństwa na czołowych lokatach wynikają stąd, że autorzy obu raportów uwzględniają szereg zmiennych. Dla analityków przygotowujących ranking najszczęśliwszych krajów równie ważne były dane typowo ekonomiczne, jak i te opisujące rozwój społeczny i postępy na polu ekologii, czyli wszystko to, co znajdziemy w Agendzie 2030, która precyzyjnie określa Cele Zrównoważonego Rozwoju.

Sąsiedzi szczęśliwsi od Polaków

Jak wypada Polska? Mimo iż mamy mniej słońca i chłodniejszy klimat niż Portugalia, to jesteśmy od nich szczęśliwsi. Jednak w swoim regionie Polska nie jest najbardziej szczęśliwym krajem. Wyprzedzamy tylko Rosjan (73 pozycja), Białorusinów (75) i Ukraińców (123). Kraje ościenne należące do UE są bardziej szczęśliwe, ale nie tylko. Według danych ONZ, Niemcy i Czesi są statystycznie bardziej szczęśliwi od Polaków. Znajdują się odpowiednio na 17 i 19 miejscu rankingu szczęścia, podczas gdy nasz kraj jest na 43 miejscu, za m.in. Litwą (41), czy Słowacją (37). Jednak o ile wynikiem w World Happiness Report 2020 nie możemy się chwalić, to w Sustanable Development Report nasza pozycja jest całkiem dobra.

Polska bardziej zrównoważonym krajem niż Islandia

Jak pokazuje opublikowany w lipcu raport, z realizacją celów zrównoważonego rozwoju w Polsce radzimy sobie na tyle dobrze, że nasz kraj zajął 23. pozycję na 193. analizowane kraje, czyli wszystkich członków ONZ. Wyprzedzamy zdecydowanie bardziej rozwinięte państwa, takie jak choćby Włochy (3. pozycja) czy USA (31. pozycja), ale też m.in. Australię (37. pozycja). Mało tego, Islandia, która postrzegana jest jako bardzo proekologiczny kraj, zajmuje pozycję o trzy oczka gorszą. Na 100 punktów do zebrania nasz kraj otrzymał 78,1. To powyżej regionalnej średniej (77.3).

Nasz wynik mógłby być lepszy, gdyby nie pechowy 13. cel ONZ. To właśnie ten numer oznacza działania w obszarze klimatu, a te w naszym przypadku kompletnie leżą. Mało tego, obok Belgii, Hiszpanii, Islandii, Słowacji, Słowenii, Portugalii i Łotwy jesteśmy w gronie krajów, które nie tylko nie robią postępów, a wręcz przeciwnie – z roku na rok wypadają coraz gorzej. Odpowiada za to głównie wysoka emisja CO2 do atmosfery spowodowana rosnącym zużyciem energii opartej w głównej mierze o węgiel. Żeby zaspokoić nasze zapotrzebowanie na prąd, spalamy coraz więcej paliw kopalnianych, a te zawierają gazy cieplarniane, które są szkodliwe dla środowiska. – Nasza energetyka nie jest wystarczająco zielona. Nie produkujemy tyle czystej energii, ile byśmy mogli, a z roku na rok zapotrzebowanie energetyczne rośnie i będzie rosnąć jeszcze szybciej– zapowiada Wojciech Stramski i dodaje – Szansa nadarza się już teraz. Nie będzie chyba lepszego momentu na zieloną zmianę. UE szykuje ogromny fundusz odbudowy naszego kontynentu. Możemy dostać ogromne środki na transformację naszego sektora energetycznego. Trzeba to wykorzystać, by nasz kraj mógł dołożyć swoją cegiełkę do ratowania środowiska. – podsumowuje szef Deep Change Ventures.

Zdaniem Stramskiego, biznes też musi aktywnie włączyć się w realizację Agendy SDG – Globalne wyzwania, przede wszystkim klimatyczne, ale także gospodarcze i społeczne, osiągnęły skalę i poziom złożoności, których nie da się rozwiązać na poziomie jednostki czy nawet pojedynczej organizacji i pojedynczego państwa. – kończy inwestor.

Czy opłaca się inwestować w zrównoważony rozwój? Jeżeli spojrzymy na wyniki World Happiness Report 2020 to bez trudu zauważymy, że w “zielonych krajach” żyją po prostu szczęśliwsi ludzie. Dlatego państwa powinny inwestować w proekologiczne rozwiązania, nie dla próby zadowolenia zewnętrznych organizacji czy pewnych grup społecznych, a dla dobra i satysfakcji nas wszystkich. Czas spojrzeć na świat przez zielone okulary!

Znamy nową wersję deficytu – komentarz walutowy

Poznaliśmy wczoraj nową wartość deficytu budżetowego. Rekordowa na dziś kwota 109 miliardów robi wrażenie, ale to nie oznacza, że do końca roku nie może się ona jeszcze powiększyć. 

Dobre dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zmian produkcji przemysłowej. Spodziewano się spadku 1,2%, co na tle innych państw byłoby i tak bardzo przyzwoitym wynikiem. Odczyt pokazał (ku dużemu zaskoczeniu) pomimo miesięcy koronawirusa wzrost o 1,1% w ujęciu rocznym. Odbyło się to, co prawda, przy rocznym spadku cen sprzedanych produkcji. Oznacza to mniejszą rentowność produkcji. Złoty reagował na te dane umocnieniem.

Nowelizacja budżetu

Poznaliśmy zmiany w budżecie na 2020 rok. Jak nietrudno się domyślić budżet bez deficytu w wyniku głównie koronawirusa deficyt jednak ma. Imponująca jest jego wysokość. 109 mld złotych to zdecydowanie więcej niż dwa najwyższe deficyty w historii Polski razem. Oczywiście jest powód, dla którego wydatki w tym roku są wyższe niż planowane, ale wydawane lekką ręką pieniądze zostały policzone, a budżet po raz kolejny ku zaskoczeniu niektórych okazał się nie być z gumy. O tym, że deficyt będzie w tym roku, mówiło się od dawna, nawet przed kryzysem. Widać to było obserwując chociażby rosnące zadłużenie państwa. Problem w tym, że dług publiczny rośnie szybciej, niż wskazuje na to deficyt, może to zatem oznaczać, że to nie ostatnia nowelizacja budżetu. Rynki na razie przyjęły to neutralnie.

Znów więcej wniosków o zasiłek w USA

W zeszłym tygodniu niespodziewanie liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła poniżej miliona. Wczorajsze dane jednak znów spowodowały, że wartość jest powyżej tej granicy. Inwestorzy wyraźnie nastawili się na to, że lepsze odczyty będą teraz pewną regułą, bo dolar tracił po publikacji danych. Jak widać, sytuacja na tamtejszym rynku pracy wcale nie jest taka dobra.

 

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

 

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Sztuczna inteligencja w służbie nauki i biznesu

Do 2025 r. Polska będzie potrzebować ok. 200 tys. specjalistów zajmujących się sztuczną inteligencją – wynika z danych ostatniej, siódmej edycji raportu Monitoring trendów w innowacyjności Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

W obliczu rosnącego zapotrzebowania na ekspertów AI i dynamicznie postępującej cyfryzacji, edukacja nowych i obecnych kadr IT w obszarze Big Data będzie miała znaczący wpływ na rozwój gospodarczy w najbliższych latach.

Sztuczna Inteligencja zyskała popularność w 2015 roku. W ciągu ostatnich kilku lat stała się jednym z najbardziej gorących tematów w świecie nowych technologii. Dziś systemy wykorzystujące AI wkraczają szerokim frontem do przedsiębiorstw wszystkich branż. To przede wszystkim pokłosie tego, że przetwarzanie danych stało się coraz szybsze i, paradoksalnie, tańsze. Przetwarzanie dużych zbiorów danych zaczęło doskwierać firmom, które musiały znaleźć sposób na radzenie sobie z tym. W odpowiedzi na to, pojawiło się więc uczenie maszynowe (machine learning), które jest dziedziną nauki, zajmującą się tworzeniem algorytmów mogących uczyć się na podstawie przetwarzanego przez siebie zbioru danych. Machine Learning ściśle wiąże się ze sztuczną inteligencją. Pojawia się tam, gdzie nie radzą sobie liniowe algorytmy, na przykład przy filtrowaniu poczty. To właśnie dzięki uczeniu maszynowemu niechciana przez nas korespondencja trafia do folderu SPAM. Sztuczna inteligencja pozwala zaoszczędzić czas na czynnościach trudnych dla człowieka, czasochłonnych i wymagających zasobów, które są ograniczone. Naukowcy z Wydziału Inżynierii Komputerowej Uniwersytetu w Sewilli wykorzystują sztuczną inteligencję i deep learning do analizy komputerowej zdjęć rentgenowskich i rozróżniania osób zdrowych, chorych na zapalenie płuc oraz na COVID-19, co w czasie epidemii i niewystarczającej liczby lekarzy oraz radiologów znacznie przyspiesza diagnostykę chorób.

Na temat sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego oraz szeroko pojętego przetwarzania danych, zdecydowanie więcej będzie można dowiedzieć się podczas AI & NLP Day 2020. W dniach 26 – 27 października 2020 roku odbędzie się III edycja wydarzenia, które łączy ze sobą środowiska naukowe i biznes. Podczas dwudniowej wirtualnej konferencji będzie można wziąć udział prelekcjach oraz warsztatach w ramach kilku ścieżek tematycznych. AI & NLP Day jest innowacyjnym połączeniem warsztatów z konferencją. W wydarzeniu  wezmą udział najlepsi eksperci w swoich dziedzinach, m.in. Radosław Szmit, Norbert Ryciak, Rafał Wojdan, czy Patryk Pilarski.

Uczestnicy wydarzenia będą mogli wybrać tematy spośród czterech ścieżek: uczenie maszynowe / sztuczna inteligencja, Big Data, przetwarzanie języka naturalnego oraz wysłuchać prelekcji uczestników konkursu PolEval. Szczegółowy program znajduje się na stronie https://nlpday.pl.

Na kod CEOMGZ czytelnicy portalu otrzymają 10% zniżki

Wydarzenie jest organizowane przez Instytut Podstaw Informatyki Polskiej Akademii Nauk oraz Sages – wiodącą grupę szkoleniową oraz doradczą świadczącą usługi w zakresie IT.

 

Sytuacja na polskim rynku pracy inna niż oczekiwano

W tym tygodniu w Polsce największą uwagę przykuwały przede wszystkim wyniki z rynku pracy, a konkretnie dane o wzroście płac i zmianie poziomu zatrudnienia. Wynagrodzenia, pomimo problemów z powodu korona wirusa, w lipcu wykazały rokroczny wzrost o 3,8%. Zatrudnienie spadło zaś o 2,3%. W obu przypadkach wyniki lekko przekroczyły oczekiwania rynku. Biorąc pod uwagę rozwój gospodarczy i spadającą produkcję w różnych gałęziach, można powiedzieć, że epidemiczne obostrzenia mają mniejszy wpływ na rynek pracy, niż się pierwotnie spodziewano.

Wg wyników opublikowanych w zeszły piątek doszło do spadku polskiego PKB w drugim kwartale o 8,9%. Roczny spadek polskiej gospodarki osiągnął 8,2%. Z drugiej strony, do końca roku raczej jest oczekiwany już wzrost gospodarczy i powrót do normalności. Np. wg danych dla przemysłu, które były opublikowane w tym tygodniu, w lipcu w rocznym porównaniu produkcja wzrosła o 3,4%. Międzyrocznie, biorąc pod uwagę korektę sezonową, doszło do wzrostu o 0,2%. Do normalności powinien wrócić również sektor usług, co potwierdzają indeksy PMI.

Złoty dzięki relatywnie dobrym danym z polskiej gospodarki nieznacznie się umocnił i osiągnął w piątek rano kurs 4,38 PLN/EUR. Eurodolar tydzień zakończył na wartościach 1,186 USD/EUR.

Żyjemy dłużej, pracujemy dłużej – jak dbać o zdrowie pracowników 50+?

  • Z najnowszego badania GUS wynika, że polski mężczyzna będzie żył przeciętnie 74,1 roku, a kobieta – 81,8 roku.
  • Wydłużający się czas życia wpływa też na okres naszej aktywności zawodowej, więc pracodawcy powinni pamiętać o dostosowaniu medycyny pracy do pracowników 50+, których jest coraz więcej.
  • Na jakość naszego zdrowia wpływa profilaktyka, którą ułatwia dostęp do ubezpieczeń zdrowotnych.

W zeszłym roku przeciętny czas życia Polaków wzrósł o 0,3 (mężczyźni) i 0,1 (kobiety) roku, wynika z ostatniego badania GUS. Wynosi obecnie 74,1 lat dla panów i 81,8 dla pań. Ponadto, według prognoz liczba osób w wieku 65+ w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat podwoi się. Z uwagi na zmniejszający się przyrost naturalny seniorzy stanowić będą ponad 30% społeczeństwa.

Starzenie się społeczeństwa niesie ze sobą określone konsekwencje – pracownicy z grupy wiekowej 50+ stanowić będą coraz większy odsetek wszystkich zatrudnionych. Pracodawcy powinni się do tego przygotować i pamiętać o dostosowaniu medycyny pracy do ich potrzeb. Większy odsetek starszych pracowników przełoży się m.in. na wzrost zapotrzebowania na usługi medyczne, a dzisiejszy stan państwowej służby zdrowia wskazuje, że może ona nie podołać nadchodzącym wyzwaniom. Dlatego coraz więcej firm będzie korzystać ze świadczeń prywatnych – zauważa Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.

Jak zadbać o pracowników 50+?

Po skończeniu 50. roku życia częściej wymagamy pomocy lekarza. Dotyczy to zarówno wizyt u internisty, jak i specjalistów. Do najczęstszych problemów, z jakimi boryka się ta grupa wiekowa, należą problemy kardiologiczne i onkologiczne. Pracodawcy powinni się na to przygotować zapewniając dostęp do odpowiedniej opieki medycznej. W ramach medycyny pracy czy w formie dodatkowego benefitu mogą zapewnić dostęp na przykład do zestawu konsultacji i badań profilaktycznych wykrywających choroby serca.

Z tych lekarzy najczęściej korzystają pracownicy 50+:

  • kardiolog,
  • onkolog,
  • ginekolog,
  • urolog[1].

Same konsultacje lekarskie to jednak nie wszystko. Do tego dochodzi potrzeba zapewnienia odpowiednich badań profilaktycznych, w skład których wchodzą m.in. badania USG, RTG i EKG oraz badania poziomu markerów nowotworowych. W końcu nawet najlepszy specjalista nie postawi trafnej diagnozy bez ich wyników. Ważnym uzupełnieniem pakietu wizyt i badań może być możliwość skorzystania z dodatkowych usług, wspierających pracownika w razie wykrycia choroby, np. pomoc onkopsychologa czy teleopieka kardiologiczna.

  Pracownicy 50+ cenieni są za fachowość i doświadczenie. Ich wiedza i zaangażowanie potrafią niekiedy przesądzić o skuteczności biznesowej firmy. Dlatego warto o nich dbać, a ubezpieczenie zdrowotne cały czas jest ważnym benefitem, który przez pandemię jeszcze zyskał na znaczeniu. Oprócz świadczeń najbardziej poszukiwanych z racji wieku warto też uwzględnić te, które pozwolą przeciwdziałać chorobom zawodowym. Dzięki temu wzrośnie komfort pracy ekspertów, a liczba ewentualnych dni absencji zmaleje – dodaje Xenia Kruszewska z SALTUS Ubezpieczenia.

Warto dbać o siebie już teraz, żeby na starość nie mieć problemów

Mimo że statystycznie żyjemy dłużej, to na długowieczność musimy sobie zapracować. Wielu ekspertów uważa, że wpływ genów jest wielokrotnie mniejszy (szacuje się go na ok. 25 proc.) niż wpływ czynników związanych ze stylem życia (75 proc.). Zdrowy tryb życia, ruch i właściwa dieta to jedno, ale nie zapominajmy o roli badań i konsultacji lekarskich. Długie życie trzeba planować długofalowo, bo nawet najzdrowszy tryb życia nie pomoże nam, jeśli w razie niespodziewanej choroby lekarze nie zdążą postawić właściwej diagnozy. A mogą nie zdążyć, bo pacjent np. w ogóle nie wykonywał regularnie podstawowych badań diagnostycznych.

 

Źródło: SALTUS Ubezpieczenia

[1] Na podstawie danych gromadzonych przez SALTUS Ubezpieczenia.

Eesti Energia osiągnęła w II kwartale 2020 r. zysk netto w wysokości 7 mln euro

W II kwartale 2020 r. Eesti Energia wypracowała zysk netto w wysokości 7 mln euro, przy przychodach na poziomie 168 mln euro.

Przychody Grupy spadły o 36,5 mln euro (-18%) w porównaniu z rokiem poprzednim. EBITDA wyniosła 54,8 mln euro (- 13%), a zysk netto spadł o 2,4 mln euro do 7 mln euro (-26%).

Jak powiedział Andri Avila, dyrektor finansowy Grupy i członek zarządu, biorąc pod uwagę ogólnie niekorzystne warunki prowadzenia działalności, spadek zużycia energii na świecie i nadpodaż w produkcji, spółka może być zadowolona. Avila podkreślił, że w reakcji na pogarszającą się sytuację na rynku, konieczna była odpowiednia modyfikacja procesów produkcyjnych oraz ograniczenie kosztów i inwestycji.

Rynek energii elektrycznej znalazł się pod presją dwóch czynników – wysokiej podaży wynikającej z dobrych warunków dla produkcji energii wodnej i wiatrowej w krajach nordyckich i niskiego popytu ze względu na ograniczenia zapobiegające rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Na rynkach, na których działamy, ceny energii elektrycznej były o 30-60% niższe w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Rynek cechowała duża zmienność. Po raz pierwszy zaobserwowaliśmy także ujemną cenę energii elektrycznej w krajach bałtyckich – wyjaśnił Avila.

W II kwartale br. produkcja energii wodnej w krajach nordyckich wzrosła w porównaniu do 2019 r. o jedną piątą, czyli o 8 TWh. Wzrost jest porównywalny z rocznym zużyciem energii elektrycznej w Estonii. Rynek Nord Pool jako całość charakteryzował się najniższym zużyciem energii elektrycznej od czterech lat, a w Estonii – najniższym od sześciu.

Sprzedaż detaliczna energii elektrycznej Eesti Energia w Estonii, na Łotwie, Litwie, w Polsce, Finlandii i Szwecji spadła o jedną dziesiątą do 1532 GWh. Produkcja energii elektrycznej spadła do 629 GWh (-46%), a udział energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych wyniósł 277 GWh (+11%).

Całkowita produkcja energii odnawialnej wzrosła w ciągu roku o jedną piątą, do 390 GWh, na co złożyła się energia elektryczna wyprodukowana w estońskich i litewskich elektrowniach wiatrowych (230 GWh), energia elektryczna z biomasy (47 GWh) oraz energia cieplna (113 GWh). W ciągu kwartału udział energii odnawialnej w całkowitej produkcji energii elektrycznej i cieplnej wyniósł średnio 41%. 

Popyt na produkty naftowe spadł o jedną czwartą w szczytowym momencie kryzysu związanego z koronawirusem. Przez chwilę odnotowaliśmy również niespotykaną dotychczas ujemną cenę. Nie musieliśmy jednak ograniczać własnej produkcji ropy. Rynek wychodzi z załamania, a trend cenowy jest dla nas korzystny – wyjaśnił Avila. – Jeśli bilans wodny w krajach skandynawskich ustabilizuje się i nie wystąpi druga fala koronawirusa, możemy liczyć na poprawę perspektyw dla rynków energii w II półroczu i będziemy mogli kontynuować nasze długoterminowe plany inwestycyjnedodał Avila.

Eesti Energia jest obecna poza granicami Estonii za pośrednictwem spółki zależnej Enefit, działającej na polskim rynku od 2017 roku. Oferta Enefit w Polsce jest skierowana do klientów biznesowych i obejmuje zakup energii, a także rozwiązania oraz usługi energetyczne. Spółka operuje także na Łotwie, Litwie i w Finlandii.

Rząd przyjął w czwartek projekt nowelizacji budżetu na 2020 r. Założono w nim, że deficyt wyniesie 109,3 mld zł.

Z oficjalnego komunikatu CIR, w znowelizowanym budżecie 2020 deficyt wyniesie 109,3 mld zł, co jest wypadkową wyższych wydatków (+72,7 mld) przy niższych dochodach budżetowych (-36,7 mld). W efekcie tegoroczny deficyt będzie oscylował wokół 5% PKB.

Ten wynik byłby jeszcze gorszy gdyby doliczyć do niego wyniki funduszy celowych – w szczególności Funduszu na rzecz Przeciwdziałania COVID-19 oraz tarcz antykryzysowych. Rzeczywisty wynik funduszy celowych będzie zależny od skali udzielonego i umorzonego wsparcia (oraz metodologii ich zapisu). Oprócz funduszy celowych, deficyt finansów publicznych powiększają sektory samorządowy i ubezpieczeń społecznych.

Oznacza to, że zadłużenie, jakie polskie państwo na siebie bierze, będzie wymagało również pomysłu, jak z tego (ocierającego się o limity konstytucyjne) długu wyjść. Budżet 2021 będzie swoistym testem w dwóch kwestiach. Po pierwsze, czy rząd widzi ryzyko szoków sektorowych (dane statystyczne wyraźnie dowodzą, że niektóre branże będą miały bardziej pod górkę niż inne). Po drugie, jak rząd widzi zdolność do generowania dochodów umożliwiającą spłatę zadłużenia. Nie będzie to możliwe bez transformacji gospodarki – w istotnym stopniu indukowanej dostępnością środków europejskich. Od strategii inwestycyjnej państwa zależeć będzie to, czy uda się wrócić na ścieżkę szybkiego długookresowego wzrostu i przekonać podmioty prywatne, że inwestowanie w rozwój firm się zwróci.

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Konfederacja Lewiatan

Zwolnienie dyscyplinarne pracownika a kwestie prawne

Zasady dyscyplinarnego zwolnienia pracownika (rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia z przyczyn leżących po stronie pracownika).

W ramach kodeksowych (kodeks pracy) trybów rozwiązywania umów o  pracę, ustawodawca przewidział kilka specjalnych, nadzwyczajnych ścieżek kończenia stosunku pracy, nie wymagających wypowiedzenia umowy o pracę lub porozumienia stron.

Przyczyny rozwiązania stosunku pracy (umowy o pracę) mogą leżeć po stronie pracodawcy i/lub po stronie pracownika.

Art. 52 kodeksu pracy określa szczegółowe przesłanki rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika, czyli tzw. zwolnienie dyscyplinarne.

Pracodawca może rozwiązać umowę o pracę bez wypowiedzenia gdy zachodzi wina pracownika w razie wystąpienia nawet jednej z poniższych przesłanek:

  • ciężkie naruszenie przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych;
  • popełnienie przez pracownika w czasie trwania umowy o pracę przestępstwa, które uniemożliwia dalsze zatrudnianie go na zajmowanym stanowisku, jeżeli przestępstwo jest oczywiste lub zostało stwierdzone prawomocnym wyrokiem (dotyczy to zwłaszcza takich zawodów, gdzie wymagana jest niekaralność)
  • zawiniona przez pracownika utraty uprawnień koniecznych do wykonywania pracy na zajmowanym stanowisku.

Zwolnienie oparte o  przepis art. 52 kp, dotyczy wyłącznie rozwiązania umowy o pracę czyli osoby zatrudnionej na podstawie takiej umowy. Zwolnienie dyscyplinarne może nastąpić tak w przypadku pracownika zatrudnionego na podstawie umowy na czas nieokreślony, jak i określony oraz na okres próbny, na zastępstwo, na etacie pełnym lub częściowym.

Dyscyplinarka może objąć każdego pracownika, także tego, chronionego przez przepisy prawa (jak kobieta w ciąży czy pracownik w wieku przedemerytalnym).

Uprawnienie pracodawcy do dyscyplinarnego rozwiązania z pracownikiem umowy o pracę objęte jest  ograniczeniem czasowym albowiem powinno nastąpić przed upływem 1 miesiąca od uzyskania przez pracodawcę wiadomości o okoliczności uzasadniającej rozwiązanie umowy.

Zwolnienie dyscyplinarne podjęte kilka miesięcy od dnia, gdy pracodawca powziął wiadomość o przyczynie dyscyplinarki jest niezgodne z kodeksem pracy zaś w wypadku gdy pracodawca takowe zwolnienie pracownikowi wręczy, może spodziewać się, iż po wniesionym przez pracownika odwołaniu przegranej w sądzie pracy

W wypadku gdy pracownika reprezentuje organizacja związkowa pracodawca winien przed rozwiązaniem umowy zasięgnąć opinii tejże (zakładowej) organizacji związkowej, w ten sposób, iż zawiadomi ją o przyczynie uzasadniającej rozwiązanie umowy.

Jeśli zaistnieją zastrzeżenia co do zasadności rozwiązania umowy, zakładowa organizacja związkowa wyraża swoją opinię tyczącą rozwiązania umowy o pracę w trybie dyscyplinarnym niezwłocznie, i nie później niż w terminie 3 dni. Pracodawca jest zobligowany do procedury konsultacji związkowej tak w przypadku pracownika będącego członkiem związku jak i pracownika który ad hoc zwrócił się do organizacji związkowej o obronę jego praw.

Oświadczenie woli pracodawcy o rozwiązaniu umowy o pracę na podstawie powinno zachować odpowiednią formę (pisemną) i składać się z następujących elementów takich jak: dane pracodawcy (pieczęć firmowa), dane personalne pracownika, informacja o rozwiązaniu umowy bez wypowiedzenia z podaniem konkretnej przyczyny, stanowiącej powód decyzji pracodawcy, podpisy pracodawcy oraz podpis pracownika (adresata decyzji). Niezbędne jest także pouczenie pracownika o możliwości odwołania się od wręczonej mu decyzji do właściwego sądu pracy.

W przypadku gdy pracownik objęty zwolnieniem dyscyplinarnym nie przebywa w miejscu pracy a nawet jest na zwolnieniu lekarskim pracodawca może  pisemne oświadczenie o rozwiązaniu umowy o pracę na adres domowy listem poleconym (za potwierdzeniem odbioru).

Przykładowymi przyczynami powodującymi dyscyplinarne rozwiązanie umowy o pracę są: pełnienie obowiązków pracowniczych i pobyt w zakładzie pracy w stanie nietrzeźwym (czy pod wpływem narkotyków), częste spóźnienia, niestawiennictwo się w pracy bez usprawiedliwienia, kradzież i zniszczenia mienia pracodawcy, dowolne wykorzystywanie mienia pracodawcy w celach prywatnych, naruszenie zakazu konkurencji, umyślne niewykonanie polecenia służbowego, zakłócanie spokoju i porządku w miejscu pracy etc.

Zgodnie z art. 264 ust. 2 kodeksu pracy pracownik ma 21 dni na wniesienie odwołania się od decyzji o zwolnieniu dyscyplinarnym do sądu pracy właściwego ze względu na miejsce jego pracy i takie odwołanie jest równoznaczne z pozwem pracownika przeciwko pracodawcy zaś postępowanie toczy się w oparciu o przepisy kodeksu postępowania cywilnego. Termin ten jest liczony od dnia wręczenia lub doręczenia oświadczenia o dyscyplinarnym rozwiązaniu umowy o pracę bez wypowiedzenia z wliczeniem dni wolnych od pracy (sobót, niedziel i świąt)

Konsekwencje utraty pracy w trybie dyscyplinarnym są dla pracownika wyjątkowo dotkliwe albowiem poza samą utratą etatu informacja o trybie i przyczynach rozwiązania umowy o pracę figuruje już na zawsze w świadectwie pracy na zawsze i nie podlega zatarciu (przedawnieniu).

Pracownikowi objętemu procedurą z art. 52 kodeksu pracy nie przysługuje wolne na poszukiwanie pracy, nie przysługuje mu co więcej odprawa taka jak przy wypowiedzeniu umowy o pracę oraz zasiłek dla bezrobotnych.

Pracownik zwolniony dyscyplinarnie w okresie 6 miesięcy przed zarejestrowaniem się jako bezrobotny w urzędzie pracy, nabywa prawo do zasiłku dopiero po upływie 180 dni od dnia rejestracji a prawo do pobierania zasiłku dla bezrobotnych podlega skróceniu o ten właśnie wymiar czasu.

Oczywiście osobie zwolnionej na zasadach przepisu art. 52 kodeksu pracy przysługują określone prawa pracownicze np. prawo do wypłaty ekwiwalentu pieniężnego za niewykorzystany urlop wypoczynkowy i wynagrodzenie za czas przepracowany do dnia rozwiązania umowy o pracę jak też prawo do uzyskania świadectwa pracy.

O autorze:

Piotr Rorbach – Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego. Skończył aplikację prokuratorską w Prokuraturze Apelacyjnej w Katowicach. Pracował jako asesor w Prokuraturze Rejonowej w Mysłowicach a od 1999 do 2003 tamże jako prokurator.

Od 2004 do 2010 jako prokurator Prokuratury Rejonowej w Brzesku. Prowadził postępowania karne, w szczególności z zakresu przestępczości gospodarczej, a także kierował referatem cywilno-administracyjnym, zapewniając prokuratorską kontrolę przestrzegania prawa i udział prokuratora w postępowaniach „pozakarnych”. Od 2010 jest adwokatem wpisanym na listę Okręgowej Izby Adwokackiej w Krakowie. Obecnie zajmuje się sprawami pracowniczymi i prawem rodzinnym.