Rzecznik MŚP apeluje do Ministra Sprawiedliwości o wydłużenie godzin pracy sądów

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w piśmie do Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry zaapelował o wydłużenie pracy sądów do godz. 18.00 w dni powszednie.

W liście do Ministra Sprawiedliwości Rzecznik MŚP zaproponował, aby postulowana zmiana obowiązywała od 1 września do co najmniej końca grudnia br. Adam Abramowicz podkreślił, że rzetelny i szybki proces to jedna z najważniejszych gwarancji dla prowadzenia działalności gospodarczej. Wskazał także, że trwająca od połowy marca do czerwca br. przerwa w tradycyjnym funkcjonowaniu sądów może spowodować wydłużenie się już trwających procesów oraz długie oczekiwanie na podjęcie nowych spraw.

Czy roboty zastąpią pracowników w sadach? Kiedy automatyzacja i cyfryzacja staną się powszechne?

Niedawny kryzys spowodowany COVID-19 pokazał, jak ważna jest dostępność pracowników sezonowych do wspierania europejskich producentów, m. in. w przygotowaniu sadów (np. w przycinaniu, przerzedzaniu), pracy w stacjach pakowania, zarządzaniu plonami oraz zbiorze owoców i warzyw. W obliczu trudności związanych z niedoborem zasobów ludzkich, sektor jest zainteresowany poszukiwaniem alternatywnych rozwiązań, takich jak większa automatyzacja i cyfryzacja różnych etapów procesu produkcyjnego. Dostęp do nowych technologii może znacznie zwiększyć globalną konkurencyjność plantatorów. Czy tak faktycznie będzie w niedalekiej przyszłości?

Na poziomie europejskim w ostatnim dziesięcioleciu miało miejsce wiele działań stymulujących modernizację procesu plantacyjnego w kierunku nowych technologii. Poniżej znajduje się krótki przegląd konkretnych europejskich inicjatyw podjętych w celu zwiększenia automatyzacji i cyfryzacji produkcji rolnej i sadowniczej:

  • Program badań i innowacji „Horyzont 2020” będzie kontynuowany w nadchodzących latach w ramach programu „Horyzont Europa”. Kilka linii budżetowych poświęcono robotyzacji i ulepszonej logistyce. Wspierano konkurencyjność i zrównoważone rolnictwo, a także łączono źródła finansowania na rzecz interaktywnych innowacji. Instrumenty finansowe są również dostępne w WPR i programie operacyjnym wspólnej organizacji rynku owoców i warzyw w ramach strategii krajowych.
  • Europejska Agenda Cyfrowa, mająca ambicje przesunięcia europejskiego rolnictwa w kierunku rolnictwa precyzyjnego.
  • EUFRIN (sieć badań owoców), EUVRIN (sieć badań warzyw), AREFLH (Stowarzyszenie Regionów Europy produkujących owoce i warzywa) i Freshfel Europe. Stworzone grupy zadaniowo-robocze opracowują strategiczny program badań i innowacji określający szczególne potrzeby w zakresie badań i innowacji w zakresie owoców i warzyw.
  • Projekt EUFRUIT koncentrujący się między innymi na poprawie przechowywania owoców, a także na zrównoważonej produkcji owoców wynikającej z jednego z priorytetów programu „Horyzont 2020”. Projekt oferuje sadownikom i rolnikom bazę wiedzy dostępną w Internecie odnośnie innowacji i technologii opartą na najnowszych badaniach.

Przez wiele lat rolnicy i sadownicy w całej UE wprowadzali i coraz częściej stosowali nowe technologie, takie jak automatyzacja rolnictwa, by pomóc sobie w procesach produkcyjnych. Podczas gdy dostępność i koszty pracy mogą być jednym z elementów wdrażania nowych technologii, inne decydujące czynniki to zwiększona wydajność, lepsza jakość, szybki proces i długoterminowa konkurencyjność. Zastosowanie nowych technologii i automatyzacji rolnictwa może obejmować różne aspekty: działania związane z zarządzaniem sadem poprzez rolnictwo precyzyjne (monitorowanie pogody, nawadnianie i obróbka przed lub po zbiorach), ale także automatyzacja prac sadowniczych (np. robot do napełniania pojemników po zerwaniu) do szybkiego transportu z sadu do magazynu oraz różnych operacji przeładunku, sortowania i przechowywania na stacji pakowania. Wprowadzono również utrzymanie i monitorowanie upraw, a także wydajność logistyki w celu wydajnego przeładunku i przechowywania. Znacznie poprawiono jakość, precyzję i szybkość operacji, jednocześnie zmniejszając zależność zasobów ludzkich. Istnieją jednak inne, bardziej złożone zadania w sadach obejmujące przycinanie, przerzedzanie i zbiór, które obecnie nie są jeszcze wyposażone w pełni zautomatyzowane rozwiązania.

Testy robotów do zbiorów są już prowadzone w Stanach Zjednoczonych, lecz by można było użyć takiej maszyny, trzeba najpierw odpowiednio przygotować sad. Musi on być bardzo wąski, by robot mógł dostrzec każde jabłko. Zbiory nie są jedynym obszarem gdzie następuje automatyzacja. To polscy sadownicy stworzyli system zdalnego sterowania ciągnikiem. System automatycznej jazdy ciągnika GOTRACK pozwala na oszczędzanie czasu koniecznego na wykonanie niezbędnych zabiegów pielęgnacyjnych – komentuje Maciej Majewski, prezes Stowarzyszenia Sady Grójeckie.

Należy dokonać wyraźnego podziału działań w odniesieniu do postępu tych technologii w codziennym życiu działalności hodowcy. Rolnicy od wielu lat korzystają z usprawnień związanych w nowymi technologiami. Standardem są wszelkiego rodzaju pojemniki do zbioru i skrzyniopalety jeżdżące na specjalnych wózkach, by łatwo było do nich włożyć zebrane ręcznie jabłka. Jak podkreśla Maciej Majewski, najbardziej zaawansowane gospodarstwa korzystają z tak zwanych „kombajnów do zbioru”. W przypadku takiego urządzenia rola osoby zbierającej ogranicza się do zerwania jabłka z drzewa i położenia go na wysięgniku z taśmociągiem. Dalej takie jabłko jest już automatycznie transportowane do skrzyni. Wprowadzono również utrzymanie i monitorowanie upraw, a także wydajność logistyki w celu przeładunku i przechowywania. Znacznie poprawiono jakość, precyzję i szybkość operacji, jednocześnie zmniejszając zależność zasobów ludzkich.

Przy kwitnieniu np. gruszek zaczyna się także stosować zautomatyzowaną technologię, aby ułatwić przerzedzanie. Z kolei techniki takie jak system wstrząsania drzewem, przyspieszają proces zbioru i są stosowane np. do produktów takich jak wiśnie. Również w produkcji szklarniowej trwają  wczesne testy w przypadku niektórych urządzeń pod kątem zbierania truskawek za pomocą robotów. Zaawansowane zaangażowanie w automatyzację zbiorów oznaczałoby wybitne rozwiązania w zakresie przetwarzania obrazu w celu weryfikacji i podjęcia decyzji o zbieraniu plonów. Póki co, to zasoby ludzkie, posiadające odpowiednie kwalifikacje, pozostaną kluczowym zasobem dla jakości zbiorów i procesu decyzyjnego w celu zebrania owoców w odpowiednim momencie.

W przypadku upraw owocowych, zastąpienie pracy człowieka nowymi technologiami prawdopodobnie zajmie jeszcze trochę czasu, zanim odpowiednia technologia będzie w pełni zabezpieczać jakość owoców i poradzi sobie ze środowiskiem sadu. W przypadku zastosowania, przed przejściem do automatycznych rozwiązań, najprawdopodobniej oznaczałoby to również badania i przeprojektowanie architektury sadówzaznacza Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Technologie automatyzowanego zbioru zostały już bardzo skutecznie wdrożone w Europie w przypadku niektórych warzyw, m. in. ziemniaków, cebuli, czosnku, a także w wielu uprawach przeznaczonych do przetwarzania, takich jak pomidory, czy fasola. Proces ten jest ułatwiony dzięki wyborowi odmian, które dojrzewają w tym samym czasie, umożliwiając zbiór z całych zbiorów w te same dni.

Każda automatyzacja jest rozwiązaniem poprawiającym efektywność zbioru, lecz nie można zapominać o tym, że to wszystko musi się jeszcze opłacać. Automatyzacja zbiorów powinna być procesem wieloetapowym. Niemożliwym jest, by od razu przejść na zbiór robotyczny – do tego potrzebne są odpowiednie sady. Należy jednak uwzględniać ten wariant w nowych nasadzeniach. Nawet jeśli przez kolejne 10 lat nie będziemy mieli robota do zbioru, to i tak będzie to działanie korzystne dzięki lepszej wydajności pracy ludzkiej. Mimo wszystko pamiętajmy, że w pracach rolniczych zawsze niezbędny będzie człowiek – podkreśla Paulina Kopeć.

Dlatego zależność wykwalifikowanej siły roboczej w sadzie przy zbiorze owoców jest nadal potrzebna ze względu na wydajność i jakość. Technologie rozwijają się, ale nadal nie są w pełni skuteczne z punktu widzenia większości upraw, z wyjątkiem niektórych określonych upraw przeznaczonych głównie dla przemysłu przetwórczego.

– Wprowadzenie nowych technologii i modernizacja narzędzi w celu poprawy wydajności wiąże się ze znacznymi kosztami ze względu na potrzebną technologię i infrastrukturę. Inwestycje te należy rozważyć, zastępując istniejącą siłę robocząkomentuje Arkadiusz Gaik, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Unia Owocowa.

Jak podkreśla ekspert, przejście z człowieka na maszynę zapewniło hodowcom zasięg w postaci lepszej ochrony plonów w odpowiednim czasie, przygotowania sadów, logistyki w sadach po zebraniu produktów i logistyki w kierunku stanowiska pakowania dzięki technologiom sortowania, pomiaru wielkości, zabarwienia, dojrzewania i pakowania. Przyczyniło się to do poprawy jakości, wydajności procesu i lepszego reagowania na oczekiwania klientów.

Co dalej z kursem dolara?

Dolar amerykański zdołał na jeden dzień przerwać złą passę, ale otoczenie w dalszym ciągu nie wygląda dla niego sprzyjająco. Raport o nastrojach konsumentów wczoraj przypomniał, że ponowny wzrost liczby zachorowań na wirusa będzie osłabiał tempo ożywienia gospodarczego. Oznacza to, że USA będą dalej potrzebować wsparcia ze strony polityki fiskalnej i monetarnej. Dziś inwestorzy wyczekują wniosków po posiedzeniu FOMC, choć przełomowe decyzje są mało prawdopodobne.

Realizacja zysków i redukcja pozycji po przecenie dolara a przed komunikatem FOMC wygląda na normalne zjawisko. Ogólnie stanowisko Fed nie powinno wspierać dolara, gdyż bank podtrzymuje ekspansywną politykę monetarną i jest gotowy zwiększyć wsparcie, jeśli będzie to konieczne. W tym tonie należy odbierać wczorajszą decyzję o przedłużeniu funkcjonowania programów pożyczkowych dla banków o 3 miesiące do 31 grudnia. Fed nie widzi jeszcze podstaw do nagłego zakręcenia kurka z tanim finansowaniem dla banków. Choć z jednej strony dane w okresie odmrażania gospodarki po lockdownie zaskakiwały pozytywnie (dużo mocniejsze od oczekiwań odbicie zatrudnienia oraz mocna sprzedaż detaliczna), tak druga fala zachorowań zagraża podtrzymaniu silnego tempa ożywienia. Ryzyka już się uwidoczniły w indeksach nastrojów konsumentów –wczoraj w raporcie Conference Board i wcześniej w badaniu Uniwersytetu Michigan. W połączeniu z niepewnością wokół polityki fiskalnej Fed nie ma wyjścia, jak pozostawać w gotowości, by zrobić więcej.

Ale jeszcze nie dziś, gdyż Fed prawdopodobnie woli poczekać na materializację właściwego zagrożenia, by nie wystrzelać się zbyt wcześnie z amunicji. Z resztą Fed nie jest obecnie bezczynny, kontynuując skup aktywów w wysokości 80 mld USD dla papierów skarbowych i 40 mld USD dla MBS oraz utrzymując stopy procentowe blisko zera. Kolejnym krokiem będzie modyfikacja forward guidance, a wśród propozycji wybija się powiązanie podwyżki stóp procentowych z osiągnięciem przez gospodarkę konkretnych celów. Kluczowe dla oceny perspektyw polityki może być dokładne sfomułowanie forward guidance. Ostatnie komentarze członków Fed sugerowały dopuszczenie do przestrzelenia celu inflacyjnego 2 proc. Fed może określić, że stopy procentowe nie wzrosną przez pewien czas po tym, jak inflacja wzrośnie powyżej 2 proc., albo co najmniej do czasu, gdyż inflacja nie znajdzie się na stabilnej ścieżce do osiągnięcia celu. Pierwsza wersja jest bardziej gołębia od drugiej. Oficjalne zakończenie przeglądu strategii banku ma nastąpić we wrześniu i dopiero wówczas możemy usłyszeć o zmianie podejścia banku do realizacji polityki w akompaniamencie nowych prognoz gospodarczych. Dziś jest zatem mało prawdopodobne, aby bez finalnej decyzji Komitetu prezes Powell na konferencji prasowej chciał ujawnić szczegóły dyskusji o nowym forward guidance. Więcej wskazówek może się pojawić dopiero w protokole z tego posiedzenia, który zostanie opublikowany 19 sierpnia. Ogólnie jednak, niezależnie do jakich zmian dojdzie w forward guidance, będą miały znaczenie dla perspektyw polityki stóp procentowych w odległej przyszłości (najwcześniej w 2022 r.), a zatem bez wpływu na bieżącą wycenę oczekiwań rynkowych. Aktualnie rynek nie przewiduje zmian co najmniej do stycznia 2022 r.

Podsumowując, po wczorajszym przejściowym umocnieniu dolara rynek może być w bardziej komfortowym położeniu, by przyjąć pasywność Fed jako usunięcie przeszkody na drodze kontynuowanej przeceny USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sytuacja na polskim rynku biurowym w pierwszym półroczu 2020 r.

Pod względem aktywności najemców największe rynki regionalne mogą mówić o lepszym półroczu niż rok temu. Mimo spodziewanego spowolnienia, część firm kontynuuje ekspansję.

Popyt – część najemców z apetytem na nowe biura

W pierwszej połowie roku na polskim rynku biurowym wynajęto prawie 668 000 mkw., z czego na największe rynki regionalne przypadło ponad 330 000 mkw. To lepszy wynik niż rok temu, pomimo że popyt na biura poza stolicą w samym II kw. był o 50% niższy w porównaniu do I kw. 2020 r.

Popyt na powierzchnie biurowe w I półroczu wzrósł o prawie 10% rok do roku. Taki rezultat zawdzięczamy m.in. rynkowi krakowskiemu, na którym skupiła się jedna trzecia aktywności najemców poza Warszawą. – Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL

To właśnie w Krakowie podpisała się największa umowa pierwszego półrocza na rynkach regionalnych – odnowienie umowy na 20 000 mkw. przez ABB w Axis. Pod względem skali kontraktów zdecydowanie dominowała jednak Warszawa, gdzie z końcem czerwca sfinalizowano największą transakcję w historii polskiego rynku biurowego – umowę przednajmu PZU w Generation Park Y (46 500 mkw.). Ponadto, w tym czasie DSV podpisało umowę typu sale and leaseback na 20 000 mkw. na warszawskim Mokotowie, a Poczta Polska odnowiła najem i zdecydowała się na ekspansję w Domaniewska Office Hub (19 800 mkw.).

Pomimo pandemii, kiedy to aktywność części najemców uległa osłabieniu, na rynku jest wiele firm, które kontynuują rozwój swojego biznesu. Prawie 68% całkowitego, regionalnego popytu na biura w pierwszej połowie roku oraz siedem z dziesięciu największych transakcji z tego okresu, stanowiły umowy dotyczące wynajmu nowej powierzchni biurowej (w tym relokacje i ekspansje). – dodaje Karol Patynowski

Na znaczeniu zyskują również podnajmy, jako alternatywne rozwiązanie zarówno dla najmu tradycyjnego jak i elastycznych przestrzeniami do pracy.

Podaż – aktywność deweloperów nie słabnie

W pierwszym półroczu na polskim rynku biurowym do użytku oddano inwestycje o łącznej powierzchni ponad 280 000 mkw. z czego na regiony przypadło blisko 176 000 mkw. Łączne zasoby powierzchni biurowej to już 11,3 mln mkw., niemal po równo rozłożone między Warszawę i rynki regionalne.

Aktualnie w budowie znajduje się ok. 1,5 mln mkw. powierzchni biurowej, z czego 800 000 mkw. jest realizowanych na ośmiu największych rynkach regionalnych. Najbardziej aktywni są deweloperzy w Krakowie, Katowicach, a także w Trójmieście, gdzie zasoby biurowe osiągną poziom miliona mkw. po zakończeniu wszystkich budowanych obecnie obiektów. Prace budowlane w Polsce są realizowane, jednakże terminy zakończenia niektórych budów mogą zostać przesunięte. – tłumaczy Hanna Dąbrowska, Analityk Rynku, JLL

Do największych ukończonych w pierwszym półroczu projektów biurowych w Polsce należą, m.in. warszawskie biurowce Varso I&II (46 600 mkw., HB Reavis) oraz Chmielna 89 (25 200 mkw., Cavatina Holding), Olivia Prime B w Gdańsku (25 000 mkw., Olivia Business Center), a także czwarty budynek w ramach kompleksu High5ive (23 500 mkw., Skanska Property Poland).

Rynek inwestycyjny

Aktywność inwestorów w pierwszej połowie roku utrzymała się na niezwykle wysokim poziomie, co stanowi kontynuację rekordowych wyników z ubiegłego roku. W ciągu całego półrocza sfinalizowano 22 transakcje biurowe o wartości ponad 1,3 mld euro – z czego 56% przypadło na Warszawę.

W tym czasie poza Warszawą podpisano osiem umów kupna/sprzedaży o łącznej wartości ok. 582 mln euro. W rezultacie było to drugie w historii najlepsze pierwsze półrocze na rynkach regionalnych, ustępujące jedynie rekordowemu wynikowi z roku poprzedniego. Wśród miast regionalnych zdecydowanym liderem był Kraków. Ponadto, dużym zainteresowaniem inwestorów cieszyły się też Katowice i Wrocław. – komentuje Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Najbardziej spektakularnymi transakcjami regionalnymi były: sprzedaż High 5ive II (bud. 4&5) oraz zakup Equal Business Park (A, B, C) w Krakowie.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Średni poziom pustostanów w Polsce to 9,0%. W Warszawie 7,9% istniejących zasobów biurowych pozostaje do wynajęcia, natomiast poza nią – 10,2%. W przypadku rynków regionalnych jest to wzrost o 0,8 p.p. r-d-r i 0,7 p.p. w ujęciu kwartalnym. Najniższym współczynnikiem powierzchni niewynajętej cechują się Trójmiasto i Katowice (w obu przypadkach 6,1%), a najwyższym – Poznań (14,5%) oraz Łódź (13,2%).

Obecnie na rynkach poza Warszawą najwyższe czynsze transakcyjne charakteryzują Kraków (13,5 – 15,5 euro za mkw. miesięcznie), a najniższe Lublin (10,5 – 11,5 euro za mkw. miesięcznie). Z kolei w przypadku stolicy stawki w najlepszych nieruchomości w szerokim centrum Warszawy wynoszą od 18 do 24 euro za mkw. miesięcznie, a poza nim do 16 euro za mkw. miesięcznie.

Gebrüder Weiss przejmuje działalność w zakresie działu transportu lotniczego i morskiego firmy Ipsen Logistics

Gebrüder Weiss przejmuje dużą część działalności operacyjnej Ipsen Logistics. Działająca na całym świecie firma logistyczna umacnia w ten sposób swoją pozycję w Niemczech i jednocześnie rozszerza swoją globalną sieć transportu lotniczego i morskiego, obejmującą spółki krajowe w Belgii, Polsce i Malezji. Nabycie podlega zatwierdzeniu przez organy ochrony konkurencji i niezbędnym procedurom zatwierdzania. Strony zobowiązały się do nieujawniania ceny nabycia. Krajowe spółki Ipsen w Maroku i Algierii nadal są partnerami kooperacyjnymi w sieci GW, ale przejęcie nie ma na nie wpływu, podobnie jak na Ipsen Industrial Packing w Bremie.

„Planowane przejęcie jest ważnym krokiem dla rozwoju naszego działu transportu lotniczego i morskiego. Gebrüder Weiss i Ipsen Logistics pasują do siebie nie tylko pod względem geograficznym, ale również pod względem zrozumienia usług i kultury. Dzięki tej wzmocnionej globalnej sieci możemy zaoferować zarówno klientom Ipsen, jak i naszym przyszłym pracownikom, nowe możliwości rozwoju”, mówi Wolfram Senger-Weiss, prezes zarządu Gebrüder Weiss.

„Krajowe spółki Gebrüder Weiss w Europie, Azji, Ameryce i Oceanii to idealne przyczółki dla klientów Ipsen Logistics, którzy mogą teraz korzystać z globalnych rozwiązań logistycznych z jednego źródła”, mówi Lothar Thoma, dyrektor zarządzający działu transportu lotniczego i morskiego w Gebrüder Weiss. Szeroko zakrojone przejęcie działalności Ipsen Logistics jest częścią strategii wzrostu, którą Gebrüder Weiss realizuje od kilku lat w dziale transportu lotniczego i morskiego. Dopiero niedawno firma rozszerzyła swoją globalną sieć transportu lotniczego i morskiego o oddziały w Korei Południowej, Nowej Zelandii i Australii „Dzięki konsolidacji sieci w Niemczech i wejściu na rynek w Malezji nasze plany rozwoju zostały na razie zrealizowane”, dodaje Lothar Thoma. „W chwili obecnej najważniejsze rynki logistyczne na świecie są obsługiwane przez nasze własne firmy – lub przez dobrze skoordynowane spółki. Chcielibyśmy teraz zintegrować i jeszcze bardziej wzmocnić ten układ.”

Ipsen: od dostawcy usług portowych do globalnego dostawcy usług logistycznych

Ipsen Logistics to przedsiębiorstwo, które w swojej 125-letniej historii przekształciło się z lokalnego dostawcy usług portowych w aktywną globalnie grupę logistyczną. Dział transportu lotniczego i morskiego zatrudnia w sumie 500 pracowników, z czego 180 pracuje w ośmiu lokalizacjach w samych Niemczech. Planują i wdrażają oni światowe rozwiązania logistyczne w zakresie transportu lotniczego i morskiego dla klientów z różnych branż. Poza samym transportem obejmują one dodatkowe usługi, takie jak odprawa celna, magazynowanie, pakowanie, kontrola jakości lub zarządzanie zwrotami, a także usługi w zakresie skonsolidowanych usług kontenerowych lub multimodalnych koncepcji przewozu z i do portów morskich.  „Dajemy naszym pracownikom nową perspektywę na przyszłość i cieszymy się, że znaleźliśmy w Gebrüder Weiss nabywcę, który zapewni firmie dalsze funkcjonowanie i zabezpieczy miejsca pracy”, mówią dwaj udziałowcy zarządzający firmą Ipsen Logistics GmbH, Eduard Dubbers-Albrecht i Hans-Christian Specht.

Uproszczona restrukturyzacja – nowe unormowania prawne i konkretne korzyści dla firm

Choć od 24 czerwca br. przedsiębiorcy w Polsce mogą już korzystać z uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego, wielu z nich wciąż nie zdaje sobie sprawy jakie konkretne korzyści otrzymali dzięki wprowadzonym regulacjom. Zdaniem ekspertów PMR Restrukturyzacje nowe rozwiązanie sprawia, że postępowanie naprawcze staje się nie tylko szybkie, ale także przewidywalne a jego przepisy zwiększają wpływ przedsiębiorcy na proces restrukturyzacji.

Z punktu widzenia firm działających w Polsce, jednym z kluczowych założeń tarczy antykryzysowej 4.0, jest wprowadzenie nowej, uproszczonej formuły postępowania restrukturyzacyjnego. Może z niego skorzystać każdy przedsiębiorca (bez względu na wielkość i obszar działalności firmy), który poszukuje efektywnych narzędzi do ochrony przed upadłością, agresywną windykacją, egzekucją komorniczą czy utratą płynności. W stosunku do klasycznego postępowania restrukturyzacyjnego, jego uproszczona wersja niesie dla firmy kilka niepodważalnych korzyści.

1) Postępowanie ma charakter pozasądowy

Uproszczone postępowanie toczy się prawie w całości poza sądem, podczas gdy inne postępowania wymagają jego znaczącego udziału. Zgodnie z nowymi regulacjami przedsiębiorca sam wybiera nadzorcę postępowania i podpisuje z nim umowę. W innych przypadkach ów nadzorca wyznaczany jest przez sąd. Uproszczona restrukturyzacja zakłada jednocześnie, że po zawarciu umowy z doradcą restrukturyzacyjnym przedsiębiorca sam zamieszcza obwieszczenie w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Dzień obwieszczenia jest tym samym dniem otwarcia postępowania, bez konieczności oczekiwania na decyzję sądu, która jest obligatoryjna w pozostałych rodzajach postępowań.

2) Egzekucje zostają natychmiast wstrzymane

Z dniem ukazania się obwieszczenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, z mocy prawa zawieszane są wszelkie egzekucje i postępowania zabezpieczające. W innych postępowaniach uzależnione jest to od decyzji sądu, a więc zawsze jest to niepewne i odsunięte w czasie. Wszelkie egzekucje zawieszone zostają w stosunku do wierzytelności powstałej przed otwarciem postępowania i wchodzącej do układu jak i co do wierzytelności zabezpieczonych rzeczowo.

3) Postępowanie trwa bardzo krótko

Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne trwa do 4 miesięcy. Niektórzy przedsiębiorcy mogą się jednak obawiać czy taki czas wystarczy, by wypracować efektywne porozumienie z wierzycielami. – Po zawarciu umowy przedsiębiorcy z doradcą restrukturyzacyjnym, kolejne działania realizowane są sprawnie i szybko. Kompletowane są niezbędne dokumenty, opracowywany model biznesowy i budowane propozycje układowe, mając na uwadze ochronę słusznych praw wierzycieli. Będąc w pełni przygotowany przedsiębiorca dokonuje obwieszczenia otwarcia postępowania w MSIG. Czyli okres wskazanych 4 miesięcy biegnie od tego momentu Należy jednocześnie pamiętać, że uproszczoną restrukturyzację można przeprowadzić tylko raz, dlatego ważne jest przygotowanie na przedpolu otwarcia postępowania. – tłumaczy Małgorzata Anisimowicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny i prezes zarządu PMR Restrukturyzacje.

4) Można zdalnie głosować nad układem

Tarcza antykryzysowa 4.0. umożliwia również przeprowadzenie głosowania nad układem przy pomocy elektronicznych środków komunikacji, co znacząco ułatwia kontakt z wierzycielami,  np. z zagranicy. Również w tym zakresie nadzorca wraz z dłużnikiem decydują o formie przeprowadzenia głosowania oraz o jego terminie. To z kolei znacząco przyspiesza cały proces naprawczy.

5) Droga do ochrony umów najmu jest łatwiejsza

Nowe unormowania prawne przewidują również brak możliwości wypowiadania umów wzajemnych przez wynajmujących, takich jak umowy najmu lokalu czy nieruchomości, na których prowadzone jest przedsiębiorstwo, a także umów leasingu. Tutaj same przepisy się nie zmieniły. Zmieniła się jednak osoba odpowiedzialna za wydanie zgody na zawieranie i rozwiązywanie umów. Do tej pory wymagana była akceptacja rady wierzycieli lub sędziego komisarza. W przypadku uproszczonego postępowania zgodę wyrazić musi jedynie nadzorca układu. To z kolei sprawia, że postępowanie przebiega szybciej niż w klasycznej formule.

Wyniki wynajmu długoterminowego aut i Rent a Car w I półroczu 2020 r.

Zgodnie z opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów danymi, rynek motoryzacyjny i flotowy w Polsce skutki spowolnienia wywołanego pandemią koronawirusa mocniej odczuł w drugim, aniżeli pierwszym kwartale roku. Branża wynajmu długoterminowego aut, zgodnie z przewidywaniami ekspertów PZWLP sprzed kilku miesięcy, nadal zwalniała i na koniec czerwca 2020 r. odnotowała wzrost floty niższy niż na koniec pierwszego kwartału, bo na poziomie 3,7% r/r. W porównaniu z dwucyfrową dynamiką wzrostu w ostatnich latach, to niewiele, ale w zestawieniu z wynikami osiąganymi w tym samym czasie przez cały rynek motoryzacyjny, w tym konkurencyjne wobec wynajmu długoterminowego formy finansowania samochodów służbowych, wzrost – nawet niewielki – wciąż pozytywnie wyróżnia wynajem długoterminowy na tle polskiego rynku. W pierwszym półroczu branża zakupiła o 19,8% mniej nowych aut osobowych niż w analogicznym okresie rok temu. Spadek w tym zakresie jest około dwukrotnie mniejszy, niż w przypadku samochodów nabywanych przez firmy w kredycie, poprzez zakup ze środków własnych oraz w klasycznym leasingu finansowym liczonych łącznie. Na koniec drugiego kwartału gorsze niż na koniec marca wyniki odnotowała również branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów), w przypadku której spadek floty wyniósł 25,5% r/r. Zdaniem ekspertów PZWLP jednak, wiele czynników wskazuje, że branże wynajmu długoterminowego aut i Rent a Car najgorszy czas w 2020 r. mają już za sobą i w kolejnych miesiącach bardzo prawdopodobne będzie odbicie rynku.

Dane na koniec pierwszego półrocza potwierdziły przewidywania, że rynek motoryzacyjny w Polsce będzie jednym z dotkliwiej dotkniętych efektami spowolnienia wywołanymi pandemią. W pierwszych sześciu miesiącach roku z salonów wyjechało prawie 100 tys. nowych samochodów osobowych mniej, niż rok temu. Oznacza to spadek o ponad 35% r/r. Łączna sprzedaż wyniosła blisko 180 tys. aut i pomimo destrukcji na rynku spowodowanej COVID-19, jedno pozostało niezmienne – za zakupy samochodów w autosalonach odpowiadały przede wszystkim firmy, które nabyły w pierwszym półroczu ponad 2/3 wszystkich sprzedanych aut osobowych (68,6%).Sprzedaz nowych aut osobowych – I polrocze 2020

Spadek sprzedaży nowych aut w wynajmie długoterminowym dwukrotnie mniejszy niż konkurencyjnego finansowania samochodów służbowych

Firmy nabyły w pierwszym półroczu o 35,3% (ponad 67 tys.) mniej nowych aut osobowych
w porównaniu z analogicznym czasem ubiegłego roku. Za takie wyniki bezdyskusyjnie odpowiada wyłącznie jeden czynnik – pandemia. Spadki sprzedaży nie były jednak równie duże w każdym przypadku – różnice w wyhamowaniu dynamiki pomiędzy poszczególnymi rodzajami finasowania samochodów dla firm i przedsiębiorców były duże. Znaczne spowolnienie zostało zanotowane w przypadku zakupu, kredytu i klasycznego leasingu finansowego liczonych razem, gdzie spadek sprzedaży nowych aut osobowych sięgnął aż 38,6% r/r. Podobnie jak w pierwszym kwartale roku, tak i po całym pierwszym półroczu, na tym tle wyróżniał się wynajem długoterminowy samochodów, który odnotował relatywnie najmniejszy spadek sprzedaży. Branża wynajmu długoterminowego zakupiła od stycznia do końca czerwca 2020 r. na potrzeby oferowanych przez siebie usług łącznie 32,4 tys. nowych aut osobowych, o 19,8% mniej niż rok temu.Dynamika sprzedazy nowych aut osobowych w Polsce w I polroczu 2020

Więcej niż co czwarte nowe auto osobowe nabywane przez firmy w wynajmie długoterminowym – duży wzrost udziału wynajmu w sprzedaży samochodów

Znacznie łagodniejsze wyhamowywanie tempa rozwoju wynajmu długoterminowego w porównaniu z konkurencyjnymi formami finansowania pojazdów firmowych poskutkowało dużym zwiększeniem udziału branży w całkowitej sprzedaży nowych aut osobowych do firm. Na ponad 123 tys. samochodów, które trafiły w pierwszym półroczu do firm, więcej niż co czwarte auto (26,2%) znajdowało się w wynajmie długoterminowym. Oznacza to wzrost udziału w sprzedaży o 5% r/r.Udzial wynajmu dlugoterminowego w sprzedazy nowych aut w Polsce – I polrocze 2020

Pięcioprocentowy wzrost udziału wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych aut do firm to duża i szybka zmiana, wręcz skokowa i niespotykana do tej pory – mówi Rafał Merk, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający Athlon Polska. –  Dotychczas udział ten w przypadku naszej branży rósł w tempie 1-2 procent rocznie. Zjawisko to było już widoczne w danych po pierwszym kwartale, ale podeszliśmy do niego bardzo ostrożnie, wyjaśniając tak gwałtowny wzrost udziału w sprzedaży przede wszystkim szybkim i dużym zachwianiem w wyniku pandemii rynkiem motoryzacyjnym i flotowym w naszym kraju. Obecnie jednak mówimy już nie o sprzedaży w okresie trzech, a sześciu miesięcy, gdzie wynajem długoterminowym utrzymuje wciąż duży udział w sprzedaży aut do firm, na poziomie ponad 26%. Nie jest wykluczone, że tak wysoki udział już się utrzyma także w dalszej części roku. Wynajem długoterminowy w obecnej sytuacji gospodarczej może w najbliższym czasie zyskiwać swoich zwolenników i nowych klientów, z naciskiem na tych z sektora MŚP, szybciej niż działoby się to bez pandemii i wywołanego nią spowolnienia. Za wynajmem długoterminowym samochodów przemawiają bowiem obecnie w jeszcze większym niż do tej pory stopniu, takie cechy tej usługi, jak chociażby duża elastyczność i możliwość dostosowywania obsługi do własnych potrzeb, wygoda, prostota i oszczędności finansowe, a także brak konieczności wnoszenia opłaty wstępnej czy wkładu własnego, co ma miejsce w każdej konkurencyjnej formie zewnętrznego finansowania tj. kredycie i klasycznym leasingu.    

W drugim kwartale wynajem długoterminowy nadal hamował, ale wyniki pozostały wciąż „na plusie”

Wciąż relatywnie dobra kondycja wynajmu długoterminowego samochodów w czasie spowolnienia spowodowanego pandemią COVID-19 jest widoczna również w najważniejszym dla mierzenia dynamiki rozwoju tej branży wskaźniku, a więc łącznej liczbie aut znajdujących się w usłudze Full Serwis Leasing. Na koniec czerwca 2020 r. wynajem długoterminowy – choć odnotował już gorsze wyniki niż po pierwszym kwartale – nadal mógł legitymować się wzrostem pod tym względem na poziomie 3,7% r/r.Tempo wzrostu wynajmu dlugoterminowego

Zgodnie z naszymi przewidywaniami, wyniki w drugim kwartale roku były niestety gorsze niż w pierwszych trzech miesiącach roku i tempo wzrostu wynajmu długoterminowego nadal wyhamowywało – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Należy jednak  podkreślić fakt, że w porównaniu do całego rynku motoryzacyjnego, czy flotowego i przede wszystkim do konkurencyjnych form finansowania samochodów firmowych, nadal jesteśmy na tzw. „plusie” i możemy mówić wyłącznie o spowolnieniu, a nie głębokiej recesji. Jest to niemały sukces branży wynajmu długoterminowego, która już po raz kolejny w swej stosunkowo jeszcze krótkiej historii w Polsce udowadnia, że nie tylko rozwija się szybciej od reszty rynku, ale jest również zdecydowanie bardziej odporna na wszelkie czynniki rynkowe, takie jak zmiany podatkowe, czy ogólna recesja. Obecnie, po sześciu miesiącach roku mamy już dość reprezentatywny obraz sytuacji. W związku z tym, pojawiają się także pozytywne informacje i prognozy. Obecnie, obserwując dane makroekonomiczne, czy też sygnały napływające z samego rynku motoryzacyjnego i flotowego w Polsce, jeśli nie będziemy mieli do czynienia z zaostrzeniem się sytuacji związanej z pandemią w najbliższych miesiącach, to możemy ostrożnie prognozować, że branża wynajmu długoterminowego najgorsze w naszym kraju ma już za sobą. Jest duże prawdopodobieństwo, że w dalszej części roku rynek będzie się odbijał, a branża będzie zwiększała tempo swojego wzrostu. Nie wiadomo natomiast, czy wzrost ten będzie równie szybki jak wyhamowywanie w pierwszym i drugim kwartale, a więc z poziomu ponad 10% r/r na koniec roku 2019 do 3,7% r/r na koniec czerwca 2020 r., czyli czy będzie miał kształt litery „V”, czy też wynajem długoterminowy będzie się rozpędzał powoli i krzywa wzrostu będzie przypominać kształt litery „U”.

Niezmiennie od wielu lat, zdecydowanie najchętniej wykorzystywaną przez firmy i przedsiębiorców w Polsce usługą zaliczaną do tzw. wynajmu długoterminowego samochodów jest Full Serwis Leasing (FSL). W łącznej flocie firm należących do PZWLP*, liczącej na koniec pierwszego półrocza 2020 r. blisko 180 tys. aut, samochody w usłudze Full Serwis Leasing stanowiły aż 89,2%. Do najpopularniejszych samochodów w wynajmie długoterminowym w Polsce na koniec pierwszego półrocza należały: Skoda Octavia, Ford Focus, Opel Astra i Volkswagen Passat.

Diesel w odwrocie, auta ekologiczne coraz liczniejsze

Odwracanie się klientów flotowych od Diesla, przynajmniej tych korzystających z samochodów w wynajmie długoterminowym, to wciąż zjawisko dobrze widoczne. Czasy, w których Diesle dominowały w wynajmie długoterminowym i stanowiły nawet ¾ lub więcej ogółu pojazdów – choć nieodległe – to odeszły już do lamusa. Dane PZWLP wskazują na dalszy spadek udziału aut z silnikami wysokoprężnymi – na koniec czerwca samochody tego typu stanowiły 54,9%, co oznacza, że ich odsetek zmniejszył się w ciągu roku o 5,7%. Diesle tracą kosztem samochodów z silnikami benzynowymi, których na koniec pierwszego półrocza było już 40,8% (wzrost udziału o 3,8% r/r), a także coraz bardziej wyraźnie na rzecz aut ekologicznych, a więc napędzanych jednostkami hybrydowymi oraz w pełni elektrycznymi. Samochody ekologiczne stanowiły łącznie 4,3% ogółu parku pojazdów (wzrost o 1,9% r/r), a wśród nich dominowały we flocie w wynajmie długoterminowym firm PZWLP auta hybrydowe. Na blisko 7,5 tys. samochodów ekologicznych (hybryd i EV), aut elektrycznych było 550.Napedy w wynajmie dlugoterminowym na koniec I polrocza 2020

Średnia emisja dwutlenku węgla samochodów osobowych zakupionych w drugim kwartale 2020 roku była o 11,9% i 15,94 g/km niższa niż rok wcześniej i wyniosła 118,04 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 160,72 g/km i była wyższa o 4,4% i 6,72 g/km w stosunku do stanu sprzed roku.  Emisja CO2 nowych aut w wynajmie dlugoterminowym – II kwartal 2020

Branża Rent a Car z ponad 25% spadkiem na koniec półrocza – w najbliższych miesiącach poprawa bardzo prawdopodobna

Skutki spowolnienia wywołane pandemią koronawirusa, najsilniej spośród wszystkich form wynajmu samochodów, odczuwa w Polsce branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów). W jej przypadku już po pierwszym kwartale roku widoczny był znaczny spadek (16,2% r/r) pod względem łącznej liczby pojazdów znajdujących się w usługach wynajmu krótko- i średnioterminowego. Zgodnie z danymi PZWLP, na koniec pierwszego półrocza spadek ten jeszcze się powiększył i wyniósł 25,5% r/r.Dynamika rozwoju Rent a Car w Polsce

Daleko idące restrykcje i ograniczenia w życiu społecznym i przemieszczaniu się osób, zamknięcie granic naszego kraju oraz niemalże całkowite wstrzymanie ruchu lotniczego, przyczyniły się do zamrożenia działalności firm Rent a Car w Polsce – mówi Paweł Piórkowski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Hertz (Motorent Sp. z o.o.) – Branża Rent a Car znalazła się w bardzo trudnej sytuacji, co ma odzwierciedlenie w opublikowanych przez PZWLP danych. Podobnie jednak jak w przypadku wynajmu długoterminowego, z dużym prawdopodobieństwem, o ile nie będziemy mieli do czynienia z kolejnym lockdownem spowodowanym pandemią, możemy powiedzieć, że najgorszy czas jest już za nami. Obecnie mamy do czynienia ze zniesieniem większości ograniczeń, przywróceniem w dużym stopniu życia społecznego, biznesowego, a także turystycznego do normalności oraz wznowieniem ruchu lotniczego, co pozytywnie wpływa na działalność wypożyczalni samochodów. Wyniki notowane przez branżę Rent a Car powinny się poprawiać w najbliższej przyszłości, ciężko jest jednak określić w jakim czasie nastąpi powrót na ścieżkę wzrostu.

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 6 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota** w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec czerwca 2020 roku 12 tys. aut (12.052).

* – bez floty firmy Athlon Car Lease

** – bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car

Akcje Kool2Play rozeszły się na pniu

Kool2Play, niezależny producent z wieloletnim doświadczeniem w produkcji i promocji gier, przydzielił wszystkie akcje oferowane w pierwszej publicznej ofercie akcji. Inwestorzy złożyli łącznie zapisy na  1 448 517 akcji o wartości przekraczającej 20 mln zł, podczas gdy w ramach oferty można było nabyć maksymalnie 180 000 akcji o wartości 2,5 mln zł.

– Byliśmy pewni, że  emisja odniesie sukces, jednak to co się wydarzyło przerosło nasze oczekiwania. Zdajemy sobie sprawę, że jest to w części efekt dobrego sentymentu dla branży gamingowej, ale przede wszystkim to potwierdzenie atrakcyjności naszego modelu biznesowego. Ma to odzwierciedlenie w zapisach, gdzie oprócz inwestorów indywidulanych zapisy złożyło wiele  firm – komentuje Marcin Marzęcki, prezes Kool2Play. Intencją spółki jest by nadpłacone kwoty wróciły do inwestorów najszybciej jak się da. – Zdajemy sobie sprawę, że duża część inwestorów jest rozczarowana znaczącą redukcją zapisów. Kierując się dobrem spółki, zdecydowaliśmy się przydzielić większość oferowanych akcji kilku znaczącym inwestorom, którzy wesprą ją w przyspieszonym rozwoju w kolejnych latach. Wpłacone kwoty, zwrócimy zgodnie z dokumentem informacyjnym najpóźniej do 7 sierpnia. mówi prezes.

Środki z emisji 180 tys. nowych akcji serii D zostaną przeznaczone przede wszystkim na finalizację prac nad grą „Uragun” oraz jej promocję, a także produkcję oraz promocję “City of Minds” i projektu o kodowej nazwie “Odrodzenie”. – Kontynuujemy prace, aby jak najszybciej znaleźć się na rynku NewConnect. Mamy nadzieję, że pierwsze notowanie odbędzie się najpóźniej na przełomie  III i IV  kwartału bieżącego roku- zapowiada prezes.

Magazyny odporne na kryzys. Rynek magazynowy po I połowie 2020 r.

Pandemia COVID-19 nie wyhamowała rozwoju rynku magazynowego w Polsce. W pierwszej połowie 2020 r. deweloperzy ukończyli inwestycje o łącznej powierzchni ok. 1,06 mln mkw., co było wynikiem zbliżonym do osiągniętego w analogicznym okresie roku ubiegłego (1,09 mln mkw.). Tym samym zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce urosły do poziomu 19,65 mln mkw.

Deweloperzy nadal aktywni

Aktywność deweloperów w 2020 roku nadal pozostała na wysokim poziomie. Pod koniec czerwca br. w budowie znajdowało się nieco ponad 1,9 mln mkw. powierzchni magazynowej. Zabezpieczone zostały także tereny pod kolejne planowane inwestycje – m.in. firma Panattoni zakupiła 14,8 ha gruntu w Polsce Centralnej. Zainteresowanie najemców również rosło. Całkowity wolumen transakcji wyniósł 2,48 mln mkw., co stanowi wzrost o 28,6% w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku.

– Polski rynek nowoczesnej powierzchni magazynowej pozostaje atrakcyjny dla inwestorów i deweloperów, a co za tym idzie, w dalszym ciągu rozwija się w sposób dynamiczny. To obszar, który w najmniejszym stopniu, spośród pozostałych rynków nieruchomości komercyjnych w Polsce, odczuł negatywne skutki globalnej pandemii COVID-19 – mówi Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Niezmiennie dominują Warszawa, Śląsk i Centrum

Dominującymi rynkami magazynowymi w Polsce, zarówno pod względem podaży, jak i popytu, pozostają niezmiennie Warszawa, Górny Śląsk oraz Polska Centralna. Na koniec I połowy 2020 r. całkowita podaż ukształtowała się na nich odpowiednio na poziomie: 4,64 mln mkw., 3,44 mln mkw. oraz 3,16 mln mkw. W ciągu pierwszych 6 miesięcy br. w Polsce Centralnej wynajęto 423 tys. mkw., na Górnym Śląsku 417,6 tys. mkw., zaś w warszawskiej II strefie 397,6 tys. mkw. Równocześnie rośnie zainteresowanie deweloperów mniejszymi rynkami, takimi jak Lublin, Olsztyn czy Rzeszów.

Na koniec I połowy 2020 r. współczynnik pustostanów dla polskiego rynku magazynowego wyniósł 6,7%, notując tym samym wzrost o 1,6 p.p. w porównaniu do tego samego okresu w 2019 r. Znajduje się on jednak w trendzie spadkowym w stosunku do stanu z końca marca br.

W strukturze transakcji dominowały nowe umowy (54%). Znaczny udział przypadł także na renegocjacje oraz umowy typu BTS, które stanowiły odpowiednio 23% i 17% popytu. Pod względem sektorów działalności najemców liderami były branża 3PL (22%), e-commerce (21%) oraz handlowa (19%).

– Mamy do czynienia ze stopniowym wzrostem zainteresowania najemców powierzchniami magazynowymi mogącymi spełniać wymogi komercyjnych „data center”. W drugim kwartale br. zostały zawarte dwie umowy najmu przez firmy świadczące tego typu usługi, w tym wynajem 21,1 tys. mkw. powierzchni w warszawskim kompleksie Gate One Business Park na okres 15 lat – mówi Agnieszka Bogucka, analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Magazyny odporne na kryzys

Do końca 2020 r. planowane jest zakończenie budowy 50% powierzchni, która na koniec I połowy roku była w trakcie realizacji. Z dużym prawdopodobieństwem zatem do końca br. całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczy granicę 20 mln mkw.

– Przewidujemy, że mimo dynamicznie zmieniającej się sytuacji w całej gospodarce, rynek nowoczesnej powierzchni magazynowej wciąż będzie stosunkowo odporny na negatywne skutki pandemii, a projekty, które tymczasowo zostały wstrzymane, zostaną w większości zrealizowane. Inwestycje w nieruchomości magazynowe są i w dalszym ciągu pozostaną atrakcyjną opcją lokaty kapitału – mówi Maciej Chmielewski, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International.

Eksperci Canon Polska o tym jak wygląda przyszłość branży druku

Hologramy 3D i „mówiące gazety” – czy tak wygląda przyszłość branży druku? Jak przekonują eksperci Canon Polska, w niedalekiej przyszłości druk stanie się częścią cyfrowego ekosystemu.

Nie wiemy, kiedy dokładnie Johannes Gutenberg po raz pierwszy użył swojego przełomowego wynalazku – ruchomych czcionek. Wiadomo, że stało się to w pierwszej połowie XV wieku, prawdopodobnie około 1440-1450 roku. Choć ślady użycia podobnych technik rozpoznawane są przez historyków już w starożytnym Egipcie oraz Chinach, to właśnie wynalazek Gutenberga uznawany jest za decydujący moment w historii druku i słowa pisanego.

– Wiele wskazuje na to, że przeżywamy właśnie podobną rewolucję technologiczną. Choć trudno dziś wskazać jeden konkretny wynalazek, który w rewolucyjny sposób, na miarę Gutenberga, odmieniłby losy druku, opanowująca świat rewolucja technologiczna dotyczy także tej branży. Na naszych oczach druk przestaje być medium analogowym – mówi Michał Młynarczyk, Professional Print Product Manager w Canon Polska.

Nawet książki, jeden z najbardziej tradycyjnych nośników informacji, od paru lat przenoszą się w świat cyfrowy. Dotyczy to nie tylko samej formy publikowania treści, ale też możliwości, które niosą za sobą czytniki e-booków. Wiele urządzeń umożliwia na przykład zaznaczenie konkretnego wyrazu, przetłumaczenie go na dowolny język albo odnalezienie jego znaczenia w sieci. – Druk jest „wspomagany cyfrowo” – przekonują eksperci Canon.

Pomost do rzeczywistości cyfrowej

– Najlepiej, gdy druk współgra dziś ze stronami internetowymi, aplikacjami, e-mailami, mediami społecznościowymi, audio, video, światem wirtualnym, rozszerzoną rzeczywistością – wylicza Michał Młynarczyk. – Różnorodność form dotarcia do klienta jest dziś tak wielka, że sam druk może być niewystarczająco atrakcyjny, na przykład w przypadku rozdawania tradycyjnych ulotek. Jednak z drugiej strony umiejętne zastosowanie papierowej, namacalnej formy dotarcia do klienta może wzbudzić dużo większe zainteresowanie niż e-mail z ofertą – dodaje ekspert.

Przykłady? Sklep internetowy wysyła do klienta zamówienie, uzupełniając przesyłkę atrakcyjnie wydrukowanym katalogiem produktów, którymi klient może być potencjalnie zainteresowany. Do katalogu dołączony jest spersonalizowany voucher, umożliwiający otrzymanie zniżki przy kolejnym zakupie. Voucher w namacalnej formie oddziałuje na klienta dużo silniej niż analogiczny kod zniżkowy zawarty w treści e-maila.

– Tego typu forma komunikacji powoduje wytworzenie dużo silniejszej więzi między przedsiębiorcą a klientem. Tym bardziej, że do tradycyjnego listu zawsze można dołączyć kilka słów napisanych odręcznie. Odbiorca widzi, że jest traktowany indywidualnie, co zwiększa jego przywiązanie do marki – wyjaśnia Michał Młynarczyk.

Według ekspertów Canon Polska, w niedalekiej przyszłości realne staną się także formy całkiem futurystyczne. Niewiele dzieli nas od kreatywnego wykorzystania tak zwanej rozszerzonej rzeczywistości, w której tradycyjna pocztowa przesyłka zawiera prezentację produktu w formie obracającego się interaktywnego hologramu 3D. Dzięki wykorzystaniu smartfonów i aplikacji możliwe stanie się także stworzenie czegoś na wzór „mówiącej gazety” rodem z książek o Harrym Potterze. W świecie biznesu oznaczałoby to wysłanie do klienta listu, którego treść współgra z konkretną aplikacją na smartfonie, umożliwiając obejrzenie filmu, prezentacji czy nawet zagranie w prostą grę. Albo jak ma to już miejsce, po uruchomieniu specjalnej aplikacji na smartfonie i nakierowaniu jego aparatu na wydruk, pojawia się na ekranie telefonu np. produkt, który można o obracać o 360 stopni czy menu restauracji, na którą trafiliśmy telefonem oglądając specjalnie wydrukowaną mapę okolicy.

Póki co, dobrze znaną metodą łączenia światów analogowych i cyfrowych są kody QR. Umieszczone w miejscach publicznych, na plakatach czy ulotkach, umożliwiają konsumentowi uzyskanie większej ilości informacji po zeskanowaniu kodu. A możliwości utrzymania uwagi klienta w świecie cyfrowym są dziś nieograniczone.

Produkcja bez nadzoru człowieka?

Cyfrowa przyszłość druku dotyczy nie tylko jego ostatecznej formy, ale też możliwości tworzenia projektów. Jak przekonuje ekspert Canon Polska, zleceniodawcy mogą coraz sprawniej automatyzować proces wydawniczy oraz sam proces drukowania. Coraz bardziej zaawansowane systemy mogą produkować zindywidualizowane treści bez uczestnictwa człowieka.

– Weszliśmy w epokę, w której nawet maszyny drukarskie diagnozują się samodzielnie. Nowoczesne oprogramowanie umożliwia dziś zdalne zarządzanie drukarnią, czego dobrodziejstwa mogliśmy widzieć kilka tygodni temu, w okresie lockdownu. A skoro w czasie kryzysu możemy zarządzać firmą na odległość, dlaczego nie moglibyśmy robić tego i bez takich trudnych okoliczności– zauważa Michał Młynarczyk.

To wszystko nie oznacza, że ludzie zostaną pozbawieni dotychczasowej pracy. Rola człowieka zawsze będzie istotna – nawet sztuczna inteligencja nie wymyśli od zera skutecznej komunikacji z klientem. Obowiązki pracowników w kontakcie z inteligentnym drukiem przyszłości będą jednak zupełnie inne. Warto powoli się na to przygotowywać.

Tereny zewnętrzne centrów handlowych, ich rola w budowaniu odpowiedzialności społecznej i relacji z lokalną społecznością

Wielofunkcyjność – to słowo klucz gdy mówimy o nowoczesnych obiektach handlowych. Konsumenci chcą mieć wszystko w zasięgu ręki, zlokalizowane w jednym miejscu, stąd strefy rozrywki, coworkingu, place zabaw, liczne restauracje, usługi, a także jak najlepiej skomponowana oferta zakupowa. Czy to wystarczy by zadowolić wymagającego i co ważne świadomego klienta XXI wieku? Centra handlowe coraz częściej starają się wyróżnić i robią krok na przód wychodząc z realizowanymi projektami poza standardowe ramy działania i to niekiedy wychodząc dosłownie – na zewnątrz swoich obiektów.  O potencjale zagospodarowania zewnętrznych terenów centrów handlowych, ich roli w budowaniu odpowiedzialności społecznej i relacji z lokalną społecznością opowiada Andrzej Cieślik, Dyrektor Centrum Handlowego Port Łódź (Ingka Centres).

Teren zewnętrzny galerii handlowej przeciętnemu „Kowalskiemu” kojarzy się głównie z parkingiem. I absolutnie nie ma w tym nic negatywnego. Parking przy centrum handlowym to niezbędny aspekt infrastruktury, jeśli chcemy zapewnić klientom komfort zakupów. Frustracja wynikająca z faktu, że przez kilkanaście minut szukamy wolnego miejsca parkingowego może nas skutecznie zniechęcić do kolejnych zakupów. W Porcie Łódź mamy ponad pięć tysięcy miejsc do parkowania samochodów, co pozwala bez problemu przyjąć potężny ruch np. w soboty, kiedy odnotowujemy znacznie większą liczbę klientów przed niehandlowymi niedzielami. Natomiast zagospodarowanie terenów zewnętrznych pod kątem zieleni, ogrodu, łąki kwietnej, które ze swojej natury mają być miejscem odpoczynku czy spędzania wolnego czasu to zupełnie inna historia. Jeśli mówimy o galeriach handlowych to zieleń wprowadzana jest tu głównie do środka obiektów, drzewa w donicach ocieplające wnętrze, roślinność w strefie restauracyjnej – taki widok nikogo już nie dziwi. Co innego, jeśli chodzi o wyjście z zielenią czy rekreacją poza budynek, na teren zewnętrzny obiektu. Wtedy w grę wchodzi po pierwsze określenie roli, jaką centrum chce pełnić wśród lokalnej społeczności, po drugie – czynniki nie zawsze zależne od zarządców galerii. Nie wszystkie centra handlowe mają bowiem możliwość by zagospodarować swoje tereny zewnętrzne. Czasami nie pozwala na to infrastruktura, czasami tych terenów wokół centrum po prostu brakuje.

My mamy ten przywilej, że wokół Portu Łódź zlokalizowany jest dość pokaźnych rozmiarów teren zielony, z trawnikami i drzewami, który tylko czekał by wykorzystać jego potencjał. I to właśnie zrobiliśmy. Na przestrzeni ostatnich lat nasze tereny zagospodarowaliśmy na plenerową siłownię, boiska do gry w piłkę nożną, koszykówkę i siatkówkę. Pojawiły się stoły do ping – ponga oraz tzw. ścieżka zdrowia z drewnianymi drabinkami, linami, kładkami, która stanowi nie lada atrakcję dla najmłodszych. Wszystko to w otoczeniu zieleni i drzew. Niedługo wokół centrum pojawi się też bieżnia, miejsce do gry w bule i minigolfa. Zauważyliśmy, że naszym sąsiadom brakuje również przestrzeni, w której mogliby aktywnie i bezpiecznie spędzać czas ze swoimi psami. Teren zewnętrzny Portu Łódź okazał się idealnym miejscem by stworzyć tu profesjonalną strefę treningową dla czworonogów. Podjęliśmy zatem szybką decyzję o budowie takiej przestrzeni. Strefa jest ogrodzona, a pomiędzy drzewami zlokalizowane są liczne atrakcje dla domowych pupili.

Czy udało nam się przekonać społeczność do korzystania z rekreacyjnych terenów zewnętrznych? Jak najbardziej tak, jednak na początku stanowiło to wyzwanie. Ludzie nie od razu zorientowali się, że z drugiej strony centrum handlowego, w sporym oddaleniu od ruchliwej ulicy kryje się zakątek, gdzie wśród zieleni można pograć w piłkę, pobawić się z dziećmi, czy wyprowadzić na aktywny spacer swojego psa. Nasz zielony teren zewnętrzny stał się miejscem, z którego korzystają nie tylko mieszkańcy ale również pobliskie szkoły w ramach zajęć z wychowania fizycznego. W ubiegłym roku zorganizowany został u nas turniej sportowy dla dzieci z okolicznych szkół pod nazwą Spartakiada. Moje doświadczenie pokazuje, że takie działania mają ogromny pozytywny odzew wśród społeczeństwa. Z miesiąca na miesiąc obserwowaliśmy z radością, jak coraz więcej osób korzysta z przestrzeni zewnętrznych, które zagospodarowaliśmy. Teraz stanowią one integralną część naszej społeczności. Co ciekawe, tereny rekreacyjne cieszą się zainteresowaniem nie tylko podczas wiosennych i letnich miesięcy, życie tętni tu przez cały okrągły rok.

Polityka zrównoważonego rozwoju jest obecnie bardzo modnym hasłem i to bardzo dobrze – jeśli idą za tym konkretne działania służące poprawie dobrostanu nas wszystkich. Uważam, że duże centra handlowe powinny podejmować odpowiedzialność za miejsce, w którym funkcjonują, oczywiście w ramach dostępnych możliwości i realiów ich wdrożenia. My zadaliśmy sobie pytanie – jaką rolę chcemy pełnić w naszym otoczeniu, jakie mamy możliwości, potencjał miejsca i czego potrzebują nasi sąsiedzi. W odpowiedzi na te pytania powstała zielona strefa rekreacyjna, którą cały czas udoskonalamy. Konsekwencją tych działań są także relacje, które wypracowaliśmy z lokalną społecznością i pielęgnowanie wspólnych wartości. Rozrywka, kultura, edukacja, miejsce pracy – to wszystko stanowi już nieodłączną część każdego nowoczesnego centrum handlowego. My chcieliśmy pójść o krok naprzód, zadbać o wspólną przestrzeń sąsiedzką i dobrostan naszego otoczenia. Mam nadzieję, że rola, jaką pełnią centra handlowe nadal będzie ewoluować właśnie w kierunku takich wartości jak community engagement, sustainability, czy healthy living.

Andrzej Cieślik – Dyrektor Centrum Handlowego Port Łódź

Kupujesz „dziurę w ziemi”? Poczekasz 2 lata

Wiemy już, ile przeciętnie trwała budowa domów i lokali mieszkalnych ukończonych w 2019 r. Warto dowiedzieć się, czy taki średni czas budowy znów był krótszy.  

Główny Urząd Statystyczny regularnie sprawdza, ile trwała budowa domów i lokali oddawanych do użytkowania w danych latach. Na podstawie takiej analizy, później obliczany jest średni czas budowy mieszkań. Od niedawna, znamy już najnowsze wartości tego wskaźnika dotyczące 2019 r. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili przyjrzeć się im nieco bliżej i odpowiedzieć na pytanie, czy w minionym roku inwestorzy budowali szybciej niż zwykle.

Dane GUS dotyczące czasu budowy mieszkań (lokali i domów) obecnie są podawane w dwóch kategoriach. Chodzi o budynki wielorodzinne (bloki) oraz budynki jednorodzinne. Wpływ na średni czas budowy bloków mają przede wszystkim deweloperzy. W 2019 r. oddali oni bowiem do użytku aż 92% wszystkich budynków wielorodzinnych. Inne dane Głównego Urzędu Statystycznego mówią, że średni czas budowy nowych bloków zmieniał się następująco: Wyk.1 Średni czas trwania budowy nowych bloków 2013-2019

Wyniki z lat 2016 – 2018 wskazują na względną stabilizację przeciętnego czasu budowy bloków. Ubiegłoroczny wzrost analizowanego wskaźnika prawdopodobnie nie jest zapowiedzią dalszych dodatnich zmian.

Jeżeli natomiast chodzi o przeciętny czas budowy domów jednorodzinnych, które wznoszą osoby prywatne, to widoczny jest długoletni trend. Analizowany wskaźnik dotyczący czasu budowy domów przez siedem lat zmieniał się następująco:Wyk. 2 Średni czas trwania budowy domów jednorodzinnych w latach 2013-2019

Eksperci RynekPierwotny.pl zwracają uwagę, że przeciętny czas budowy polskich domów skracał się pomimo wzrostu kosztów budowlanych i problemów z dostępnością fachowców. Taka sytuacja wynikała m.in. ze zmian technologicznych i częstszego kredytowania budowy przez banki.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Korzystny wyrok dla firm użytkujących służbowe pojazdy

Przedsiębiorca udostępniający pracownikom samochody służbowe ma prawo do pełnego odliczenia VAT od paliwa, opłat leasingowych i części eksploatacyjnych, jeśli tylko stworzy w firmie mechanizmy, które zapewnią maksymalną gwarancję wykorzystywania tych aut wyłącznie do celów działalności gospodarczej. Nawet wówczas, gdy pracownik parkuje auto pod domem – orzekł WSA w Rzeszowie w wyroku z 2 czerwca 2020 r., sygn. akt I SA/Rz 266/20).

Podróż służbowa i parkowanie samochodu w miejscu zamieszkania

Spółka z o.o. świadcząca usługi informatyczne oraz zajmująca się sprzedażą oprogramowania w celu prowadzenia swojej działalności wyposażyła się we flotę aut, które udostępnia pracownikom. Dla jak najbardziej efektywnego zagospodarowania czasu pracy, po zakończonym dniu pracy w firmie pracownicy, którzy nazajutrz mają odbyć podróż służbową np. do klienta, pobierają auta i udają się nimi do swoich miejsc zamieszkania. Wraz z pobraniem rozpoczyna się ich podróż służbowa, która kontynuowana jest następnego dnia od miejsca zamieszkania pracownika do miejsca docelowego – siedziby klienta. Jeśli czas realizacji obowiązków w podróży służbowej przeciąga się do późnych godzin dnia, pracownicy zamiast do spółki wracają bezpośrednio do swego miejsca zamieszkania, zwracając samochód służbowy na teren firmy następnego dnia rano wraz z rozpoczęciem kolejnego dnia pracy. W tym momencie kończy się ich podróż służbowa. Takie rozwiązanie przynosi spółce i jej pracownikom wymierne korzyści. Pracownicy nie tracą bowiem czasu na odbieranie i zwrot samochodu, a co najważniejsze, od momentu pobrania samochodu służbowego do jego zdania w siedzibie firmy pracownik nie może go wykorzystywać do celów prywatnych. Dojazd do klienta z miejsca zamieszkania pracowników liczy taką samą odległość, a nawet krótszą niż wyjazd z siedziby spółki. Stąd też taka organizacja trybu korzystania przez pracowników z floty aut do celów służbowych nie generuje dodatkowych kosztów ich eksploatacji.

Spółka stworzyła system gwarancji wykorzystywania aut wyłącznie do celów służbowych

Spółka wystąpiła do organu podatkowego z wnioskiem o potwierdzenie, czy opisany sposób wykorzystywania samochodów służbowych uprawnia ją do odliczania w pełnej wysokości podatku VAT od paliwa, opłat leasingowych i części eksploatacyjnych. Swoje stanowisko uzasadniała tym, że:

  • wykorzystuje auta wyłącznie do działalności gospodarczej, do czynności opodatkowanych VAT;
  • prowadzi ewidencję pojazdów dokumentującą: numer rejestracyjny, dzień rozpoczęcia i zakończenia prowadzenia ewidencji, stan licznika przebiegu na dzień rozpoczęcia i zakończenia ewidencjonowania oraz na koniec każdego okresu rozliczeniowego, liczbę przejechanych kilometrów oraz wpisy osoby kierującej pojazdem samochodowym dotyczące każdego wykorzystania tego pojazdu, obejmujące: datę i cel wyjazdu, opis trasy, liczbę przejechanych kilometrów;
  • dodatkowo w firmie obowiązuje wewnętrzne zarządzenie, w którym określone są ścisłe reguły korzystania z firmowego auta, a więc: wyłącznie do celów służbowych, bez możliwości wykorzystywania go do celów prywatnych, a zarządzenie to zawiera podpisaną przez pracownika deklarację, że zobowiązuje się on do wykorzystywania auta zgodnie z tymi zasadami do prowadzenia ewidencji jego użytkowania oraz oświadczenie pracownika o świadomości odpowiedzialności pod groźbą nałożenia przez pracodawcę grzywny za naruszenie tych zasad;
  • spółka kontroluje przestrzeganie zakazu m.in.: poprzez kontrolę ewidencji pokonanych kilometrów czy analizę danych z systemu obsługi paliwowych kart flotowych, gdzie pracownik każdorazowo przy tankowaniu musi podać aktualny stan licznika;
  • złożyła formularz VAT-26, w którym ujawniła samochody objęte wnioskiem, czym dopełniła obowiązki informacyjne wobec naczelnika urzędu skarbowego.

…bo pracownik parkuje pod domem

Organ podatkowy w całości zanegował uzasadnienie spółki. Wskazując na treść art. 86a ust. 1-13 ustawy o VAT, stwierdził, że przedsiębiorca ma możliwość pełnego, 100% odliczenia VAT naliczonego od paliwa, opłat leasingowych i części eksploatacyjnych tylko pod warunkiem, że firmowy samochód wykorzystywany jest wyłącznie do działalności gospodarczej tego przedsiębiorcy. Przyznał, że przepisy ww. ustawy nie określają, jakimi dokładnie metodami przedsiębiorca ma zagwarantować, że samochód nie będzie użytkowany do celów prywatnych, ale metody te muszą pozwalać na obiektywne tego potwierdzenie. Odmawiając spółce możliwości pełnego odliczenia VAT, uzasadnił, że możliwość wykorzystywania auta służbowego do celów prywatnych należy oceniać w kategoriach potencjalności, prawdopodobieństwa takiego wykorzystania, a nie faktycznej możliwości. A jak stwierdził organ, w niniejszej sprawie już samo parkowanie auta służbowego przez pracownika w miejscu swojego zamieszkania potencjalnie pozwala mu wykorzystywać je do celów prywatnych. I żadna ze stosowanych przez spółkę form kontroli, analizy danych z kart flotowych czy deklaracji pracownika tego nie zmieni.

Chodzi tylko o stworzenie systemu gwarancji, bo nie da się wyeliminować czynnika ludzkiego

„…podjęte przez skarżącą Spółkę działania należało uznać za obiektywnie wystarczające dla zabezpieczenia wykorzystania pojazdów dla celów działalności gospodarczej, a tym samym wykluczające ich użycie dla celów niezwiązanych z tą działalnością” – orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie w wydanym 2 czerwca 2020 r. wyroku, sygn. akt I SA/Rz 266/20. Tym samym Sąd uchylił niekorzystną dla spółki interpretację organu podatkowego, nie podzielając jego stanowiska, że przedsiębiorca nie podjął niezbędnych działań w celu wyeliminowania możliwości wykorzystywania aut służbowych do celów prywatnych.

Zdaniem Sądu, ponieważ przepisy ustawy nie precyzują, w jaki sposób przedsiębiorca ma zapewnić wyłączne użytkowanie pojazdów do celów służbowych, musi on ustalić w swojej firmie i wdrożyć mechanizmy i reguły korzystania z nich, które w możliwie maksymalnym stopniu to zagwarantują. A za takie wystarczające mechanizmy i reguły rzeszowski sąd uznał wdrożone przez spółkę regulaminy, kontrole i ewidencje. Obalając argument fiskusa odnośnie do parkowania samochodu służbowego przez pracownika pod domem, stwierdził:

„Za chybiony trzeba uznać argument organu, że samo parkowanie pojazdu w miejscu zamieszkania, co do zasady pozwala pracownikowi na potencjalne wykorzystanie samochodu do celów prywatnych. Dopóki bowiem mamy do czynienia z tzw. „czynnikiem ludzkim” dopóty istnieje zagrożenie, że dany pojazd może potencjalnie zostać wykorzystany do celów innych niż związane z działalnością gospodarczą podatnika. Może to mieć miejsce również w sytuacji, gdy pojazd nie jest parkowany w miejscu zamieszkania pracownika” (sygn. akt I SA/Rz 266/20).

Podsumowanie

Jak orzekł WSA w Rzeszowie, ponieważ w przedmiotowej kwestii nie można wyeliminować czynnika ludzkiego, to od przedsiębiorców chcących w 100% odliczać VAT z kosztów poniesionych w związku z użytkowaniem służbowego auta wymaga się jedynie, aby wdrożyli w swojej firmie takie procedury, które dadzą maksymalną pewność, że samochody te mogą być wykorzystywane wyłącznie do celów prowadzonej działalności gospodarczej.

Rozstrzygnięcie rzeszowskiego sądu – w przeciwieństwie do interpretacji organu podatkowego – w pełni odpowiada idei i regułom prowadzenia działalności gospodarczej. Podjęte w niniejszej sprawie przez przedsiębiorcę działania były całkowicie racjonalne i uzasadnione ekonomicznie z punktu widzenia prowadzenia firmy. Spółka odpowiedzialnie optymalizuje koszty prowadzenia swojej działalności nie tylko przez to, że pracownik nie traci rano czasu na odbiór auta z siedziby spółki, ale również dlatego, że efektywniej wykorzystywany jest grafik pracownika, bowiem czas, jaki przeznaczałby na dojazd do firmy celem zdania auta przed zakończeniem dnia pracy, poświęcany byłby kosztem czasu, jaki mógłby przeznaczyć na spotkania z klientami.

Dlatego omawiany wyrok może być impulsem dla wszystkich tych przedsiębiorców, którym fiskus odbiera lub odebrał możliwość pełnego odliczania VAT z tytułu użytkowania pojazdów. Właściwie skonstruowane regulaminy i mechanizmy kontroli wykorzystywania samochodów służbowych mogą uchronić firmy przed takim niekorzystnym dla nich działaniem organów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polska tarcza faktoringowa pierwszą w Europie

Komisja Europejska zatwierdziła polski program wsparcia przedsiębiorstw dotkniętych skutkami epidemii koronawirusa, oparty na faktoringu. Wartość programu to 11,5 mld zł.   

To ogromny sukces Polskiego Związku Faktorów i wszystkich członków naszego samorządu branżowego – mówi Jarosław Jaworski, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

– Tuż po wybuchu pandemii, gdy oczywiste stało się, że zamrożenie gospodarki będzie silnym ciosem dla polskich przedsiębiorców, rozpoczęliśmy rozmowy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, w sprawie objęcia finansowania faktur tarczą antykryzysową. Właśnie udało się wcielić nasz pomysł w życie. Jesteśmy pierwszym europejskim rynkiem, na którym pomoc dla firm będzie realizowana w oparciu o faktoring – dodaje Jarosław Jaworski.

Związek przedstawił więc propozycje wsparcia przedsiębiorczości w Polsce przez rynek faktoringowy w okresie epidemii koronawirusa. Jedną z nich było objęcie finansowania w formie faktoringu z regresem oraz faktoringu odwrotnego programem Funduszu Gwarancji Płynnościowych, zarządzanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego.

– Spotkaliśmy się ze zrozumieniem ze strony rządowej oraz Banku Gospodarstwa Krajowego i przygotowaliśmy wspólnymi siłami pierwszy w Europie program pomocowy dla przedsiębiorców oparty na faktoringu. To sukces całego rynku skupionego wokół PZF i efekt kilkumiesięcznej, wytężonej pracy nad stworzeniem programu spełniającego twarde unijne kryteria – mówi Konrad Klimek, wiceprzewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

Nowy program BGK będzie działał tak, jak sprawdzone i dobrze znane gwarancje portfelowe, np. gwarancje de minimis. BGK podpisze z faktorami (bankami lub firmami faktoringowymi) umowy portfelowe oraz przyzna im limity gwarancyjne. Z tych limitów faktorzy będą mogli korzystać, obejmując gwarancjami BGK udzielane przedsiębiorcom limity faktoringowe. Program będzie skierowany do wszystkich firm, niezależnie od branży i wielkości.

– Rolą Banku Gospodarstwa Krajowego jest wsparcie przedsiębiorców w czasie kryzysu. Do tej pory 26 tysięcy firm skorzystało z pakietu pomocowego BGK. Nowe rozwiązanie, które wypracowaliśmy wspólnie z faktorami, bazuje na mechanizmie gwarancyjnym. Współpraca BGK z faktorami zapewni płynność firmom i umożliwi bieżącą regulację zobowiązań – powiedziała Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego.

Firmy faktoringowe od ponad ćwierć wieku wspierają polskich przedsiębiorców                    w prowadzeniu działalności. Finansują ich rozwój i zapewniają środki na zaspokojenie najpilniejszych potrzeb. Umożliwiają zamianę należności wynikających z wystawionych faktur na gotówkę. Pozwala to skutecznie zabezpieczyć płynność finansową i uniknąć zatorów płatniczych. Z ich usług korzysta już 18 tys. firm w Polsce.

Faktoring należy do usług, z których przedsiębiorcy korzystają po to, aby w prosty sposób i w krótkim czasie pozyskać gotówkę na bieżące zobowiązania. Sięgają po to rozwiązanie w przypadku, gdy wystawione przez nich faktury mają odroczone terminy płatności. Usługa stanowi alternatywę dla kredytu bankowego dla firm lub jego uzupełnienia.

W I półroczu tego roku skupili faktury o wartości ponad 135 mld zł i jako jedyny sektor rynku finansowego zanotowali wzrost.

W czasie kryzysu, kiedy bieżąca sprzedaż towarów i usług ulega bardzo istotnym spadkom, „łatanie” luki płynnościowej tylko za pomocą kredytów lub innego finansowania dłużnego, powoduje dalsze zadłużanie się firm przy spadku obrotów. To powoduje pogorszenie ich sytuacji. – W przypadku faktoringu mamy sytuację odmienną. Tu istotą jest „odmrażanie” środków finansowych poprzez zamianę należności na gotówkę. I to jest największą zaletą tej usługi w obecnych czasach, co zresztą zostało potwierdzone podczas kryzysu finansowego         w latach 2008/2009 – mówi Dariusz Steć, dyrektor wykonawczy PZF.

Polacy nadal zainteresowani wyjazdem do pracy za granicę. Plany dotyczące emigracji zarobkowej

9,9% Polaków powyżej 18 roku życia rozważa wyemigrowanie w celach zarobkowych w ciągu najbliższego roku, wynika z badania Kantar Polska przeprowadzonego na zlecenie Work Service na przełomie czerwca i lipca br. O wyjeździe najczęściej myślą przedstawiciele pokolenia Y, czyli 25-36 latkowie. Wskazywane przez nich kraje to w pierwszej kolejności Niemcy, Holandia, Wielka Brytania i Belgia.

– W całej Europie widoczne jest wyższe bezrobocie i spadek PKB, gospodarka jednak ożywa, co skutkuje wzrostem zapotrzebowania na pracowników, w tym z Polski. Zainteresowanie wyjazdem w celach zarobkowych utrzymuje się na wysokim poziomie, co ułatwia rekrutacje. Przed epidemią dostępność pracowników w niektórych zawodach była niewielka, obecnie łatwiej ich pozyskać – komentuje Iwona Szmitkowska, Prezes Zarządu Work Service.

Jak wynika z XIV edycji Badania Barometr Rynku Pracy, przeprowadzonego na przełomie czerwca i lipca tego roku przez Kantar Polska na zlecenie Work Service, emigrację zarobkową rozważa obecnie 9,9 % badanych. Nie ma takich planów 87 %. Jednocześnie znacząco wzrósł odsetek osób niezdecydowanych, zmalał tych, które stanowczo nie zamierzają podejmować takich kroków.

Rozważanie emigracji zawodowej w ciągu najbliższego rokuRozważanie emigracji zawodowej w ciągu najbliższego roku

Odsetek osób, które biorą pod uwagę podjęcie pracy poza granicami kraju pozostaje na tym samym poziomie na przestrzeni ostatnich kilku lat. W lutym 2020 roku było to 11,6 %, we wrześniu ub. roku 8,6 %, w marcu 2018 – 11,8 %.

Rozważanie emigracji – porównanie wyników na przestrzeni ostatnich latRozważanie emigracji – porównanie wyników na przestrzeni ostatnich lat

Kto rozważa wyjazd w celach zarobkowych?

– Wśród rozważających wyjazd są osoby, które straciły pracę, szukają lepszego zajęcia oraz te, które wraz ze spowolnieniem gospodarczym przyjechały do kraju i myślą o ponownym wyjeździe za granicę, gdzie zarobki w wielu sektorach są dużo wyższe. Istotnym argumentem oprócz finansowego jest możliwość zdobycia doświadczenia lub sprawdzenie swoich umiejętności. Osoby, które nie chcą rozstawać się z rodziną na dłużej, wybierają pracę sezonową – komentuje Iwona Szmitkowska.

Bardziej przekonani do wyjazdu są mężczyźni, osoby mające wykształcenie średnie i zawodowe, rzadziej te z wykształceniem wyższym. Częściej to osoby bezrobotne. Chętniej wyjechaliby mieszkańcy regionu zachodniego – aż co piąty pytany. Mniej zainteresowani tą możliwością są mieszkańcy regionu południowo-zachodniego (16 %), wschodniego (10 %), centralnego i południowego (tylko 4 %). Z badania wynika, że wielkość miejscowości nie ma wpływu na decyzję.Kto rozważa wyjazd w celach zarobkowych

Powyższa mapka przedstawia odsetek osób rozważających wyjazd w celach zarobkowych w poszczególnych regionach.

Plany dotyczące emigracji zarobkowej – podział ze względu na pokolenie

Zdecydowanie najczęściej bierze pod uwagę emigrację zarobkową pokolenie Y (25-36 latkowie). Pokolenie X (37-59) najczęściej deklaruje, że nie bierze takiej perspektywy pod uwagę, za to pokolenie Z (18-24) jest najbardziej niepewne takiej decyzji.Plany dotyczące emigracji zarobkowej – podział ze względu na pokolenie

Dokąd?

Z badania wynika, że Polacy najchętniej wyjechaliby do pracy do Niemiec (33 % badanych), Holandii (21,5 %), Wielkiej Brytanii (12 %) i Belgii (8,3 %).

Najbardziej otwartym rynkiem pozostają Niemcy, które nie zamknęły granic dla pracowników z Unii Europejskiej w czasie epidemii. Chcąc przyciągnąć pracowników z Polski, niemieckie firmy proponowały im dodatki do wynagrodzenia na pokrycie kosztu noclegów i wyżywienia po niemieckiej stronie. O pracę trudniej we Francji, Hiszpanii i we Włoszech.

Oferty pracy

Z danych Work Service wynika, że pracownicy są potrzebni w pierwszej kolejności w branży budowlanej, produkcji oraz w logistyce (FMCG) i handlu detalicznym.

Duże zapotrzebowanie cały czas zgłasza sektor medyczny, w którym pandemia pogłębiła braki kadrowe. Szacuje się, że tylko na rynku niemieckim brakuje ok. 17 tys. pielęgniarek i 3,5 tys. lekarzy. Nadal potrzebne są opiekunki osób starszych, które wiosną tego roku często rezygnowały z pracy.

Na pracowników nadal czekają też rolnicy i sadownicy – co roku tylko niemieckie rolnictwo zgłasza zapotrzebowanie na około 300 tys. pracowników sezonowych. Jesienią dużymi zleceniodawcami są właściciele winnic.

Pozostałe branże zgłaszające zapotrzebowanie to nadal farmacja oraz IT, w którym na koniec 2019 roku w samych tylko Niemczech było 129 tys. nieobsadzonych miejsc pracy.

Wynagrodzenie

Z danych Work Service wynika, że płace pozostają na tym samym poziomie. W Niemczech średnio to 10 Euro (44 zł) dla prostych prac produkcyjnych i logistycznych, więcej w przypadku zawodów specjalistycznych. W zdecydowanej większości nie ma presji na obniżanie wynagrodzenia. Pracownicy mogą też liczyć na wyższy pułap dodatków płacowych zwolnionych z podatku dochodowego, ale to wszystko. W najbliższym czasie wynagrodzenia nie powinny rosnąć, co związane jest z pogorszeniem sytuacji ekonomicznej.

Metodologia badania – XIV edycja badania Barometr Rynku Pracy została przeprowadzona w dniach 25.06.2020-8.07.2020 przez Kantar Polska na zlecenie Work Service. Zostało zrealizowane metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych w ramach badania syndykatowego Kartezjusz. Próbę 500 pracowników do większości pytań dobrano z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków (18+ lat). Próba bazowa odpowiadała strukturze populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania dzięki losowo-kwotowemu doborowi badanych oraz ważeniu wyników. W pytaniach dotyczących emigracji zarobkowej próbę tę uzupełniono o bezrobotnych, na urlopach macierzyńskich i wychowawczych oraz uczących się – próba wraz z pracującymi 640. Dokładność wyników zależy od liczebności analizowanej grupy i odsetka odpowiedzi. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących Polaków N=500 to +/-4,47%, a próby potencjalnych pracowników N=640 +/- 3,94%.

Stan polskiej edukacji budzi wiele kontrowersji

Stan polskiej edukacji budzi wiele kontrowersji. Z jednej strony zderzamy się z niedawnymi zmianami w systemie edukacyjnym i ciągnącymi się konsekwencjami dla uczniów i nauczycieli. Z drugiej jednak strony polscy uczniowie wciąż znajdują się wysoko w międzynarodowych rankingach, mierzących poziom wiedzy i wyników edukacyjnych na świecie. Polska młodzież, a szczególnie warszawska, plasuje się w czołówkach wielu takich list. Jest to jednak bardzo nierówna statystyka. Porównanie wyników matur w poszczególnych komisjach regionalnych pokazuje duży rozstrzał między wynikami w różnych województwach. Obserwując decyzje uczniów dotyczących zdawanych na maturze przedmiotów oraz ich osiągnięcia można sformułować wniosek, że spada w Polsce ambicja edukacyjna, szczególnie w zakresie przedmiotów ścisłych.

– Zbyt mało uczniów szkół średnich wybiera egzaminy na poziomie rozszerzonym. W wielu województwach egzamin rozszerzony z fizyki czy z chemii wybiera mniej uczniów, niż dostępnych jest miejsc na studiach w regionalnych politechnikach – powiedział serwisowi eNewsroom Waldemar Siwiński, prezes Fundacji Edukacyjnej “Perspektywy”. – Mamy dobre wyniki z języka angielskiego i polskiego, natomiast tradycyjnie kiepsko idzie maturzystom matematyka. To jest pewne dziedzictwo lat wcześniejszych, kiedy matura z matematyki nie była obowiązkowa. Pojawiła się więc generacja nauczycieli matematyki, którzy sami nie zdawali jej na egzaminie maturalnym. To jest tak naprawdę największe wyzwanie, które stoi przed systemem edukacyjnym w Polsce. Drugie wyzwanie – ważne nie tylko w Polsce ale i na świecie – to przystosowanie systemu edukacji do realiów ery cyfrowej, ery digitalizacji, ery sieci. Z jednej strony bowiem mamy dostęp do coraz powszechniejszego, szerokopasmowego internetu, z drugiej natomiast nie wykorzystujemy go w dydaktyce. Uczniowie i nauczyciele szukają sobie informacji, natomiast edukacja cyfrowa i edukacja dostosowująca do świata cyfrowego wciąż raczkuje. Tę lekcję musimy odrobić – diagnozuje Siwiński.

Oszustwa na bon turystyczny 500+ czy darmowy voucher na wakacje w Polsce coraz częstsze!

Wakacje to doskonała okazja do wypoczynku, ale również liczne próby oszukania sporej
grupy osób. Naciąganie, kradzieże i wyłudzanie danych przy wykorzystaniu telefonu czy
internetu to obecnie dość popularna metoda. – mówi Kamila Miciuła z portalu
Nocowanie.pl.

W ostatnich dniach spora część osób odbiera połączenia od tajemniczej Pani Iwony Woźniak, która oferuje voucher na 3-dniowy pobyt w nowo otwartych hotelach uzdrowiskach w Polsce. Przestrzegamy i informujemy, że to próba oszustwa.

Pani Iwona to w rzeczywistości bot, oparty na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym. Z pewnością większość osób nie zdaje sobie sprawy z faktu, że rozmawia z robotem. Mało
tego, w przeciągu chwili bot jest w stanie obdzwonić setki osób w tej samej sprawie.

Pełna treść wypowiedzi bota Iwony przedstawia się następująco:

“Dzień dobry, z tej strony Iwona Woźniak. Dzwonię w związku z akcją »Nasze Zdrowe Wczasy 2020«, która jest prowadzona na terenie naszego kraju. W ramach naszej akcji, chciałabym serdecznie pogratulować i wręczyć Państwu całkowicie bezpłatny voucher, który gwarantuje aż 3-dniowy pobyt w jednym z naszych nowo otwartych hoteli-uzdrowisk, całkowicie za darmo. Dla Państwa mamy do wyboru…”.

Nie da się ukryć, że brzmi to bardzo zachęcająco. Z pewnością spora część osób ucieszyła się z takiego obrotu sprawy i z wielką radością wyraziła zgodę na taką nagrodę. Bo skoro za
darmo… Warto dodać, że cały czas mamy wrażenie, że rozmawiamy z człowiekiem przez
telefon. Nasz robot odpowiada na każde pytanie, zachęca do przyjazdu, pyta o nasze dane
osobowe i wskazuje miejsce, w które musimy się udać, by odebrać nagrodę.

Jak rozpoznać, że rozmawiamy z robotem?

Jest kilka sposobów, pozwalających nam stwierdzić, że rozmawiamy z robotem, a nie
człowiekiem. Przede wszystkim:
• bot zazwyczaj będzie się zwracać do nas “per Państwo”, a nie “per Pan/Pani”
• często używa bezosobowych zwrotów
• nie używa naszego imienia
• bot mówi bardzo szybko i bardzo często niektóre frazy nie są akcentowane, jak w
normalnej rozmowie
• skrypty opierają się na bardzo podobnej mechanice i kolejności

O czym warto pamiętać, gdy zdarzy nam się tego typu rozmowa?

Musimy działać przede wszystkim szybko i zdecydowanie. W takim przypadku warto:
• jak najszybciej zakończyć rozmowę
• pod żadnym pozorem nie podawać naszych danych osobowych
• upewnić się, czy to nie jest przypadek wyłudzenia naszych danych – można to
rozwiązać w sposób alternatywny, wybierając się np. do danej instytucji
• jeśli po raz kolejny otrzymasz tego typu telefon, to warto zapytać, kto jest
Inspektorem Danych Osobowych, skąd ma nasz numer i czy istnieje inna forma
kontaktu z daną firmą
• można również dodać ten numer na naszą czarną listę połączeń, poprzez skorzystanie
z opcji “Blokuj”, czy “Dodaj do blokowanych”
• należy również zgłosić tego typu przypadki do odpowiednich organów

Na topie jest również bon turystyczny, to także świetna okazja dla oszustów. W tym
przypadku należy pamiętać, żeby zweryfikowanych informacji szukać u źródła, czyli w
podmiotach odpowiadających za realizację i obsługę dodatku wakacyjnego – Ministerstwie
Rozwoju, Polskiej Organizacji Turystycznej czy PUE ZUS.

Mamy nadzieję, że powyższe porady pomogą uporać się z tego typu zagrożeniem i próbą
wyłudzenia danych. Zachowajmy zdrowy rozsądek w tego typu sytuacjach

Działki, domy z ogródkiem – czyli jak koronawirus zmienił preferencje na rynku nieruchomości

Na ile epidemia COVID – 19 zmieni rynek nieruchomości w Polsce? To jedno z ważniejszych pytań, które zadają sobie eksperci. Nie chodzi tylko o ceny i ewentualną korektę, czy – w wersji bardziej pesymistycznej – zapaść. Tej na razie nie widać. Chodzi natomiast także o preferencje klientów. Tutaj – wedle informacji od pośredników i deweloperów, pewne zmiany są widoczne. Pomni zamknięcia w czterech ścianach Polacy dziś chętniej szukają rozwiązań, które w izolacji od otoczenia dadzą im „kawałek’ ogródka czy innej przestrzeni na świeżym powietrzu.

Na początek o sytuacji rynkowej – na razie bazując na aktualnie dostępnych danych, ciężko jeszcze jednoznacznie powiedzieć, w którą stronę pójdzie rynek. Co prawda część ekspertów spodziewa się korekty cen rzędu 5 – 7 proc. rocznie (Emmerson Evaluation), jednak nie widać na razie symptomów głębszych spadków. Z danych pośredników na lokalnych rynkach wynika, że nawet jeśli ceny spadły względem pierwszego kwartału, to nie są to duże przeceny. Wydaje się więc, że póki co rynek dąży do przeczekania całej zawieruchy o nazwie COVID – 19. Dalszy rozwój sytuacji będzie zależał oczywiście od ewentualnego nawrotu pandemii i obostrzeń z nią związanych.

Ostatnie dane NBP o średnich cenach mieszkań w miastach wojewódzkich w kraju dotyczą I kw. 2020 r., więc nie obejmują jeszcze w całości okresu pandemii i społecznej kwarantanny. Z nich nie wynikają żadne przeceny – wręcz przeciwnie: na początku roku mieszkania bardzo dynamicznie drożały. Rynek był w okresie boomu, i choćby dlatego ewentualna przecena (zresztą spodziewana nawet bez epidemii) nie powinna dziwić. Na początku roku na niektórych rynkach notowano nawet 10-procentowe wzrosty cen. Przykładem może być stolica Dolnego Śląska, gdzie w IV kw. 2019 nowe mieszkania we Wrocławiu kosztowały średnio 7634 zł, by w I kw. 2020 kosztowały już 8354 zł.

Zanim jeszcze doszło do epidemii eksperci spodziewali się, że tak dynamiczne wzrosty zostaną co najmniej przyhamowane. Czy będzie korekta? Jak już mówiliśmy – na razie nie ma danych, które by na nią wskazywały, wręcz przeciwnie – rynek po okresie zastoju wydaje się szybko wracać do normy.

Kowalski stawia na przestrzeń

Czy jednak rzeczywiście nic nie będzie wynikało z pandemii dla rynku nieruchomości w Polsce?  Niekoniecznie. Pośrednicy i eksperci w szczycie epidemii wskazywali dość zgodnie na zmianę preferencji kupujących. Na rynku działek gwałtownie wzrosły zapytania o działki rekreacyjne, wzrósł też popyt na ogródki działkowe w miastach.

Trend, wynikający oczywiście z wymogów epidemiologicznych, dało się zauważyć także na rynku nieruchomości mieszkaniowych – zarówno pierwotnym jak i wtórnym. Wzrosła liczba zapytań o mieszkania z ogródkiem, oraz o nieruchomości w zabudowie szeregowej czy bliźniaczej.

Ciężko jednoznacznie określić, na ile trend będzie trwały, ale wydaje się, że „lekcja” jaką był z pewnością trudny czas kwarantanny może jednak mocniej przełożyć się na preferencje kupujących, podobnie jak szereg innych rozwiązań w różnych dziedzinach życia, które okazały się trafne w trakcie pandemii i które teraz „zostają” nawet pomimo zniesienia obostrzeń.

Surowa lekcja dystansu ma swoje daleko idące konotacje dla rynku mieszkaniowego. Choćby dotyczące lokalizacji. Czy na pewno bardzo drogie a zarazem małe mieszkania w centrach dużych miast to dobre rozwiązanie? Czy może jednak lepiej wybrać szeregówkę z kawałkiem ogródka na peryferiach? Owszem, to dłuższy dojazd do pracy, za to w przypadku przymusowej kwarantanny nikt nas nie zamknie w czterech ścianach….

Pośrednicy przyznają, że wzrosła liczba zapytań o ofertę taką jak: zabudowa szeregowa lub bliźniacza z kawałkiem własnego ogródka, czy też mieszkanie na parterze z wyjściem na ogródek.

Ile za kawałek przestrzeni?

Wybór: większe ale dalej, czy mniejsze w centrum nie jest niczym nowym, a do tego ostatecznie sprowadza się alternatywa: małe mieszkanie w świetnej, wielkomiejskiej lokalizacji, czy duże mieszkanie – np. dwupoziomowa szeregówka z ogródkiem, ale na dalekich peryferiach. Na wiodących rynkach mieszkaniowych, takich jak Warszawa, Kraków czy Wrocław, ceny obu rodzajów nieruchomości często są podobne.

Przykładowo: za 106-metrowe, czteropokojowe, dwupoziomowe mieszkanie z 60-metrowym ogródkiem w dzielnicy Wawer (Nadwiśle), około 10 km od centrum Warszawy trzeba zapłacić około 620 tysięcy złotych. Za te same pieniądze, w centrum stolicy, a konkretnie na bliskiej Woli (rejon ulicy Ordona) będziemy mogli zakupić jedynie 60-metrowe, 3 pokoje, w budynku wielorodzinnym, oczywiście bez ogródka.

We Wrocławiu 54-metrowe mieszkanie z 17-metrowym ogródkiem, w oddalonej dzielnicy Maślice, będzie kosztować niecałe 300 tysięcy złotych. W centrum miasta, na Przedmieściu Oławskim, dopłacając 30 tysięcy złotych możemy kupić jedynie 33-metrową kawalerkę w inwestycji typu soft loft w odrestaurowanej dawnej zabudowie.

Klienci mają więc nad czym myśleć. Wątpliwości, które nasuwa COVID -19 są tym bardziej zasadne, że to właśnie nieruchomości pod wynajem, a więc drogie i małe, za to świetnie zlokalizowane mieszkania w centrach miast, są aktualnie najbardziej narażone na przeceny. Wynika to z faktu, że ciągle jeszcze na pół gwizdka funkcjonuje normalna wymiana międzynarodowa i turystyka, co zmniejsza atrakcyjność takich biznesów jak choćby – bardzo popularny w dużych miastach – wynajem krótkoterminowy apartamentów.

Ogródek nie do końca własny

Na koniec jeszcze jeden aspekt dotyczący zakupów mieszkań z ogródkiem. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że  niekoniecznie są one własnością osób, które podpisały akt notarialny. Wszystko zależy od tego, czy ogródek należy do części wspólnej budynku, czy został wyodrębniony jako osobna działka.

W przypadku budynków wielorodzinnych z ogródkami na parterze, najczęściej mamy do czynienia z przynależnością do części wspólnej. To oznacza, że ogródek formalnie NIE JEST własnością posiadacza mieszkania.

By uniknąć sytuacji, że na ogródek przypisany do danego lokalu, każdy może sobie wejść i korzystać jak z części wspólnej, deweloperzy stosują tzw.  umowy quoad usum, czyli o podziale nieruchomości do korzystania. Taka umowa pozwala ustalić części, które będą przeznaczone do użytku poszczególnym współwłaścicielom. Współwłaściciele mogą ze wskazanych części korzystać samodzielnie i bez ingerencji ze strony pozostałych. Reguluje to art. 206 k.c.

Warto pamiętać, że o ile nie kupujemy mieszkania wraz z wyodrębnioną działką, którą stanowi ogródek, to nie możemy go sprzedać, czy też nawet wynająć. Należy tu wspomnieć, że status ogródka różni się choćby od statusu piwnicy w bloku. Ta ostatnia funkcjonuje jako pomieszczenie przynależne do mieszkania. Ogródek mimo że przeznaczony do użytkowania konkretnemu właścicielowi, nadal stanowi element nieruchomości wspólnej.

Opracowanie: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome

Pandemia zmienia nastawienie konsumentów do kas samoobsługowych. Polacy chcą ich więcej

Ponad 66% konsumentów chce, żeby sieci handlowe wprowadziły więcej kas samoobsługowych zastępujących kasjerów. Prawie 22% jest przeciwnego zdania, a ok. 12% nie ma opinii na ten temat. Eksperci przekonują, że w obliczu zagrożenia drugą falą epidemii to jedno z najlepszych narzędzi usprawniających zakupy stacjonarne. Obniża też koszty, co jest ważne w sytuacji zamkniętych placówek czy zmniejszonych obrotów. Potrzebny jest tylko dobrze wdrożony system, prezentujący pełną gamę produktów w czytelny sposób. Do tego trzeba opracować prawidłowo działające procesy wsparcia klientów. Wówczas odsetek przeciwników i osób niezdecydowanych zacznie się wyraźnie zmniejszać.

Z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland wynika, że łącznie 66,1% Polaków chce wprowadzenia większej ilości kas samoobsługowych w sklepach. Przeciwnego zdania jest 21,8% badanych. 12,1% jest niezdecydowanych. Jak komentuje Karol Kamiński z Grupy AdRetail, chęć przyspieszenia automatyzacji w sklepach jest konsekwencją pandemii. Niemniej ta technologia przypadła do gustu konsumentom już wcześniej. Dlatego w ub.r. intensywnie wprowadzały ją takie sieci, jak m.in. Auchan, Tesco czy Carrefour. Natomiast w tym roku decyzję o szerokim wdrożeniu podjęła Biedronka.

– Popularyzacji kas samoobsługowych sprzyja wysoki poziom stosowania przez Polaków kart płatniczych. Z sanitarnego punktu widzenia, podnoszą poziom bezpieczeństwa transakcji. Konsumenci w czasie pandemii mocniej niż wcześniej zetknęli się z nowoczesnymi technologiami w handlu i polubili je, o czym świadczy dynamiczny rozwój nie tylko tego rozwiązania, ale również e-commerce – mówi dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Zespołu Foresightu Gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Dobrze wdrożone systemy kas samoobsługowych mają wiele pozytywnych konsekwencji dla sieci i klientów. Usprawniają sprzedaż, rozładowują kolejki, a ich utrzymanie i serwisowanie jest tańsze niż zlecanie podobnych zadań pracownikom. Co ciekawe, niektóre badania, przeprowadzone na przestrzeni ostatnich lat, potwierdzają, że źle zoptymalizowane interfejsy i działające niesprawnie tego typu urządzenia mogą prowadzić do spadku obrotów.

– Niedopracowanie technologii powoduje szereg trudności, np. ze znalezieniem kodu kreskowego. Konsumenci mogą też błędnie nabijać ceny lub celowo szukać oszczędności poprzez wybór podobnych, ale tańszych produktów. To może generować realne straty finansowe. Nie ma jednak wątpliwości, że kasy samoobsługowe to przyszłość handlu detalicznego – podkreśla Karol Kamiński.

Dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego zauważa, że koronawirus przyspiesza, ale nie radykalizuje projektów eliminujących tradycyjne kasy. Handel tak czy inaczej będzie wprowadzał automatyczne formy płatności – zdalne i dokonywane w sklepie. Natomiast ekspert z Grupy AdRetail dodaje, że w obliczu zagrożenia drugą falą pandemii kasy samoobsługowe są jednym z najlepszych narzędzi porządkujących i poprawiających proces zakupowy w sklepach stacjonarnych. Nie powinno to być problem dla pracowników, którzy nadal są potrzebni, nie tylko jako kasjerzy. Wciąż asystują klientom korzystającym z kas samoobsługowych i wykonują inne czynności.

– Kasy samoobsługowe obniżają koszty handlowe, co jest ważne w sytuacji zamkniętych placówek lub zmniejszonych obrotów. Sieci, które wprowadziły je przed pandemią, mogły lepiej przystosować się do nowych wyzwań. Rozwiązanie okazało się użyteczne, gdy zamknięto szkoły i przedszkola. Wówczas w sklepach zaczęło brakować pracowników z powodu zwolnień z tytułu opieki nad dziećmi. Problem spotęgowały także obawy kasjerów przed chodzeniem do pracy. Ponadto z kraju wyjechali cudzoziemcy pracujący w wielu punktach sprzedaży – przypomina dr Kłosiewicz-Górecka.

Jak stwierdza dr Faliński, ww. odsetek przeciwników kas samoobsługowych to w rzeczywistości wskaźnik analfabetyzmu cyfrowego. Reprezentuje go aż 1/3 Polaków. Jednak pocieszające jest to, że osób będących zdecydowanie na nie jest dużo mniej (5,8%) niż tych, którzy są raczej przeciwko (16,5%). Ci drudzy, kupując na co dzień produkty, z czasem zaczną korzystać w nowoczesnych rozwiązań.

– Dotychczas ten rodzaj innowacji został zaimplementowany głównie w dużych miastach. To kwestia czasu, kiedy zostanie wprowadzony w pozostałych placówkach w zoptymalizowanych wersjach. Odsetek przeciwników zacznie się zmniejszać, gdy więcej osób zdobędzie pozytywne doświadczenia w tym zakresie. Potrzebny jest dobrze wdrożony system kas samoobsługowych, prezentujący pełną gamę asortymentu w przejrzysty sposób, wraz z rzetelnie opracowanymi procesami wsparcia klientów. To zredukuje kolejki w sklepach i zostanie docenione – uważa ekspert z Grupy AdRetail.

Brak opinii 12% badanych na ww. temat może wynikać z różnych względów, co zaznacza dr Faliński. Dla niektórych osób kasa z obsadą lub bez niej nie jest problemem. Płacą tam, gdzie sytuacja sprzyja np. oszczędności czasu. Są też tacy konsumenci, którzy sami przed sobą ukrywają, że automat nie jest dla nich do końca „oswojonym” urządzeniem. Zdaniem Karola Kamińskiego, kontakt z niezoptymalizowanym rozwiązaniem pod kątem „user experience” może rodzić mieszane uczucia i dystans do takiej innowacji.

Badanie zostało wykonane metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na zlecenie Grupy AdRetail w połowie lipca 2020 roku na reprezentatywnej próbie 1 032 dorosłych Polaków.

Sprzedaż chińskich smartfonów wzrosła o ponad 100% w ciągu ostatnich 5 lat

Od dłuższego czasu można zaobserwować ofensywę chińskich producentów smartfonów. Marki z Kraju Środka podbijają nie tylko światowe rynki – są też wiodącymi graczami w Polsce. W przeciwieństwie do dotychczasowych hegemonów większość chińskich producentów powstało w XXI wieku. 

7 na 10 największych producentów pochodzi z Chin

Eksperci komorkomat.pl sprawdzili, jak wyglądała sprzedaż smartfonów w ciągu ostatnich 5 lat (2015 – 2019). Okazuje się, że w tym czasie spośród liczących się marek, jedynie chińscy producenci smartfonów notują rosnący trend sprzedaży. Dotychczasowy wieloletni lider, Samsung, ma już niewielką przewagę nad Huaweiem, który przy obecnych trendach może stać się numerem 1 w 2021 roku. Z danych za 2019 roku wynika, że na 10 największych producentów smartfonów aż 7 pochodzi z Chin. Sprzedaż telefonów z Kraju Środka powiększyła się w ciągu 5 lat ponad dwukrotnie.

  • chińscy producenci w 2015 – 336,7 mln sztuk
  • chińscy producenci w 2019 – 683,3 mln sztuksprzedaż smartfonów na świecieJak zmienia się popularność marek smartfonów na świecie_v2Zadziwia nie tylko duży intensywny napór marek z Kraju Środka na rynku smartfonów, ale również tempo ich rozwoju. Większość największych i najpopularniejszych chińskich producentów (a także ich submarek) powstało w przeciągu ostatnich 20 lat.Rozpoczęcie działalności chińskich producentów na rynku_v3

    Średni wiek chińskich producentów smartfonów wynosi 16 lat. Dla porównania, średnia największych i najbardziej znanych producentów z innych krajów (Samsung, Apple, LG, Nokia, Sony, Motorola i HTC) przekracza 77 lat.

    Xiaomi i Huawei mają niemal 60% polskiego rynku smartfonów

    Firmy z Chin świetnie radzą sobie również na polskim rynku. Przez kilka lat najpopularniejsze urządzenia pochodziły od Samsunga i Huaweia. Koreańczycy – jako wieloletni lider sprzedaży smartfonów pod względem ilościowym w Polsce – musieli ustąpić w I kwartale bieżącego roku Huaweiowi i Xiaomi. Na szczególną uwagę zasługuje ten ostatni, który oficjalnie rozpoczął sprzedaż w naszym kraju na początku 2017 roku. To właśnie jego smartfony sprzedawały się najczęściej w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku, osiągając ponad 31% udziału rynku.Udział marek smartfonów na polskim rynku w -_v2

    Polacy płacą za smartfona ponad 1200 zł

    Czołowe trio producentów smartfonów w Polsce różni się od pierwszej trójki na całym świecie. W ciągu ostatnich 3 lat Apple nie był w stanie przekroczyć 11% w skali kwartału (9% w 2019 wobec 13% udziału na świecie). Wynika to z wyceny jego urządzeń – najtańszy model z obecnej generacji, iPhone SE 2020, kosztuje w najniższej konfiguracji 2199 zł. Co prawda Polacy wydają na smartfony coraz więcej (w I połowie 2019 roku 1230 zł, w 2017 było to średnio 1100 zł wg raportu GfK dla Rzeczpospolitej), to jest to wciąż niemal dwukrotnie mniej niż najtańszy obecnie produkowany iPhone. Średnia arytmetyczna modeli dostępnych na apple.com.pl (stan na 09.06.2020) przekracza 4000 zł, choć w niektórych sklepach online można kupić nieużywanego iPhone’a 7 za nieco ponad 1500 zł, lecz jest to model z 2016 roku.

    Znacznie szerszy wybór mają chińscy producenci, którzy dominują w niższej i średniej półce, a w dodatku mają w swojej ofercie bardzo atrakcyjne modele premium.

Plany finansowe, wydatki i nastroje gospodarstw domowych po lockdownie – wyniki badania

Prawie ¾ Polaków pozytywnie ocenia sytuację swojego gospodarstwa domowego, ale większość nie planuje wyjazdu wakacyjnego.

Ponad połowa Polaków (54 proc.) deklaruje, że pandemia nie miała wpływu na zmianę sytuacji finansowej ich gospodarstw domowych. Jednocześnie, 58 proc. pytanych uważa za nieprawdopodobną możliwość odłożenia jakichkolwiek pieniędzy w ciągu najbliższego kwartału, a taki sam odsetek nie planuje żadnego wyjazdu wakacyjnego. Rosną również wydatki Polaków na podstawowe potrzeby. Połowa badanych (50 proc.) deklaruje wzrost wydatków na żywność, a 44 proc. wskazuje na wzrost wydatków związanych z utrzymaniem mieszkania – wynika z badania nastrojów gospodarstw domowych Polskiego Funduszu Rozwoju i Polskiego Instytutu Ekonomicznego.     

Ponad połowa (58 proc.) Polaków nie planuje wyjazdu wakacyjnego, a 42 proc. ma go w planach. Dla niemal co trzeciego z nich (32 proc.) będzie to wyjazd krajowy, 6 proc. wybiera się za granicę, a 4 proc. planuje zarówno wyjazd krajowy, jak i zagraniczny. Decyzja o wyjeździe jest skorelowana z samooceną sytuacji finansowej gospodarstwa domowego. Na wakacje wyjedzie 64 proc. badanych z grupy o najlepszej sytuacji finansowej oraz 29 proc. z grupy deklarującej najgorszą sytuację.Nastroje gospodarstw domowych po lockdownie

Zanotowano istotny wzrost wydatków na podstawowe potrzeby życiowe gospodarstw domowych. 50 proc. badanych zadeklarowało wzrost wydatków na żywność, zaś 44 proc. wzrost wydatków związanych z użytkowaniem mieszkania. Duża grupa badanych wskazywała na zmniejszony strumień wydatków na rekreację i kulturę (48 proc.), podróże (45 proc.), restauracje i hotele (40 proc.) oraz na paliwo (39 proc.).wydatki

Polacy podzieleni w ocenie sytuacji gospodarczej

36 proc. Polaków pozytywnie ocenia sytuację gospodarczą kraju, a 33 proc. deklaruje ocenę negatywną. Ocenę pozytywną częściej wydają mężczyźni (38 proc.), osoby w wieku 60+ (49 proc.), a także badani z wykształceniem podstawowym (48 proc.) oraz mieszkańcy wsi i małych miast (39 proc.). Negatywne opinie częściej prezentują kobiety (37 proc.), ludzie przed 40-tym rokiem życia (36 proc.) oraz respondenci z wykształceniem wyższym (39 proc.) i mieszkańcy dużych miast (37 proc.).

73 proc. Polaków pozytywnie ocenia sytuację finansową swojego gospodarstwa domowego, negatywnie ocenia ją 22 proc.

Nasze badanie wykazało ciekawy podział na dwie rozłączne grupy Polaków. W jednej z nich respondenci częściej negatywnie oceniający sytuację gospodarczą kraju mają jednocześnie tendencję do pozytywnego spojrzenia na swoje własne położenie. W tej grupie 89 proc. osób z wyższym wykształceniem pozytywnie ocenia sytuację finansową swojego gospodarstwa domowego Na drugim biegunie znalazła się druga grupa, w której są osób z wykształceniem podstawowym, wśród których 41 proc. widzi swoją sytuację negatywnie. Co ciekawe, w tej grupie 48 proc. badanych pozytywnie ocenia sytuację gospodarczą w kraju i częściej niż inni dostrzegają perspektywy poprawy – mówi Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Jak pandemia wpłynęła na sytuację gospodarstw domowych?

Ponad połowa badanych (54 proc.) deklaruje, że pandemia nie miała wpływu na zmianę sytuacji finansowej ich gospodarstw domowych. Z kolei dla 1/3 ten wpływ okazał się negatywny. Pogorszenie sytuacji finansowej w stosunku do lutego 2020 r. częściej wskazywały kobiety (57 proc.), a także osoby z wykształceniem wyższym (39 proc.) oraz mieszkańcy dużych miast (41 proc.).

Według 44 proc. pytanych, pandemia nie wpłynęła na stan ich oszczędności, przy czym 15 proc. Polaków deklarowało, że nie miało przed pandemią żadnych oszczędności. Zmniejszenie oszczędności dotknęło niemal co trzeciego badanego (33 proc.), zaś zwiększenia doświadczyło 8 proc.oszczędności

40 proc. pytanych widzi możliwość oszczędności w perspektywie najbliższych 3 miesięcy, za nieprawdopodobną możliwość odłożenia uważa 58 proc. badanych. Częściej pesymistkami są kobiety (63 proc.), osoby starsze (61 proc.) oraz osoby z wykształceniem podstawowym (69 proc.). Relatywnie optymistyczni są posiadacze wyższego wykształcenia, wśród których 48 proc. dostrzega możliwość oszczędności.

Znany serwis randkowy mógł paść ofiarą hakerów

Jedna z najpopularniejszych platform randkowych – OKCupid, posiadała liczne luki pozwalające na dostęp do danych wrażliwych użytkowników, w tym profili, wiadomości i list kontaktów – informują eksperci Check Point. Choć zostały szybko usunięte, pada pytanie o bezpieczeństwo innych tego typu usług.

Uruchomiony w 2004 roku serwis OkCupid jest obecnie, obok Badoo i Tindera, jednym z wiodących bezpłatnych portali randkowych na świecie, z ponad 50 milionami zarejestrowanych użytkowników w 110 krajach. Podczas pandemii Covid-19 OkCupid odnotował około 20% wzrost liczby rozmów, sprawiając, że -podobnie jak inne media społecznościowe – stał się obiektem zainteresowania cyberprzestępców.

W związku z jej rosnącą popularnością serwisu, analitycy firmy Check Point postanowili zbadać bezpieczeństwo tej usługi. Wnioski okazały się zatrważające – luki w witrynie internetowej oraz aplikacji pozwalały potencjalnym hakerom na dostęp do pełnych danych profilowych użytkownika, prywatnych wiadomości, adresów czy ankiet profilujących. Odkryte podatności pozwalały również na manipulowanie danymi profilu docelowego i wysyłanie wiadomości do innych użytkowników, umożliwiając podszywanie się w celach dalszych złośliwych działań.

Badacze szczegółowo opisali trzystopniową metodę ataku, która umożliwiłaby hakerowi atakowanie użytkowników:

  1. Haker generuje złośliwy link zawierający „ładunek” inicjujący atak
  2. Haker wysyła link do bezpośrednio do użytkownika lub publikuje go na forum publicznym
  3. Gdy ofiara otworzy link, wykonywany jest złośliwy kod, umożliwiając hakerowi dostęp do konta ofiary.

– Nasze badanie nad OKCupid, jednej z najpopularniejszych platform randkowych, skłania nas do postawienia poważnego pytania dotyczącego bezpieczeństwa wszystkich aplikacji i witryn randkowych. Udowodniliśmy, że haker może uzyskać dostęp do prywatnych danych, wiadomości i zdjęć użytkowników. Zapewniam jednak, że OKCupid natychmiastowo zareagował na nasze ustalenia, łatając wskazane luki w swojej aplikacji mobilnej i witrynie – mówi Oded Vananu, szef dział badania podatności produktów w Check Point.

OkCupid potwierdził i naprawił luki bezpieczeństwa na swoich serwerach, więc użytkownicy nie muszą podejmować żadnych dodatkowych działań. Po ujawnieniu i naprawieniu luk OkCupid wydał następujące oświadczenie:

Firma Check Point Research poinformowała programistów OkCupid o lukach w zabezpieczeniach ujawnionych w tym badaniu, a rozwiązanie zostało wdrożone w sposób odpowiedzialny, aby zapewnić użytkownikom bezpieczne korzystanie z aplikacji OkCupid. Potencjalna luka w OkCupid nie dotknęła ani jednego użytkownika i byliśmy w stanie ją naprawić w ciągu 48 godzin. Jesteśmy wdzięczni partnerom takim jak Check Point, którzy dzięki OkCupid stawiają bezpieczeństwo i prywatność naszych użytkowników na pierwszym miejscu.

Brak planów powrotów pracowników do biur utrudnia optymalizację kosztów

  • Rośnie presja na optymalizację kosztów utrzymania nieruchomości komercyjnych. Tam, gdzie brakuje wiedzy o stopniu wypełnienia biurowca latem będzie o nią trudniej.
  • Odpowiednie zaprojektowanie ilości zużywanej energii i niższe koszty są możliwe, jeśli prowadzone są odpowiednie analizy zużycia, a przepływ informacji pomiędzy najemcami, zarządzającym obiektem, a zespołem facility management (FM) jest dobry.
  • Specjaliści FM uważają, że na koniec czerwca w parkach biurowych było nie więcej niż około 30% pracowników sprzed pandemii.
  • Wielu z nich nie wróci do biur przynajmniej do września. Na pracę zdalną związaną z Covid-19 nakłada się okres urlopowy.

Rośnie presja na obniżanie kosztów

Obecna sytuacja będąca następstwem pandemii zwiększa presję na obniżanie kosztów. Dotyczy to także nieruchomości komercyjnych. Szczególnie parków biurowych, gdzie do pracy przychodzi niewielu zatrudnionych. Wyzwaniem dla zarządzających budynkami jest teraz prognozowanie liczby pracowników, którzy będą na miejscu latem, a co za tym idzie – odpowiednie zaprojektowanie ilości zużywanej energii i osiągnięcie optymalizacji kosztów.

– Lato to czas dużego zużycia prądu w związku z potrzebą schładzania pomieszczeń. Klimatyzacja mocno obciąża instalacje energetyczne (znacznie bardziej niż ogrzewanie). W tym roku na zużycie prądu duży wpływ mają też zalecenia antycovidowe, wg których wskazane jest intensywne przewietrzanie obiektów – zazwyczaj powietrzem wcześniej przygotowanym. Odpowiednio zoptymalizowane parametry temperatury powietrza też wpłyną na poziom zużycia mediów. Innym przykładem działań zapobiegających szerzeniu się epidemii może być ingerencja w pracę wind. Dźwigi (jeśli to możliwe) powinny być programowane tak, aby nieużywane kabiny automatycznie zjeżdżały na dół, a drzwi pozostawały otwarte. Po pierwsze zwiększa to wymianę powietrza w kabinie, po drugie ogranicza kontakt pracowników z przyciskami. Takie zalecenia podnoszą jednak zużycie energii elektrycznej i finalnie mogą wpłynąć na ewentualną konieczność zmiany mocy zamówionej, celem uniknięcia kary za jej możliwe przekroczenia– mówi Marta Lenarczyk Kierownik Grupy Projektowej w SPIE Building Solutions.

Firmy zajmujące się utrzymaniem obiektów (FM) w porozumieniu z właścicielami budynków mogą przeprowadzać audyty zużycia energii w nowej rzeczywistości. Prognozują także zapotrzebowanie na miesiące letnie. Dobrze zaplanowana ilość zamówionej mocy to niższa opłata stała. Zbyt niska prognoza to jednak ryzyko, że podczas gorącego lata zużycie prądu okaże się wyższe i konieczna będzie spora dopłata. Optymalizacja kosztów najlepsze efekty daje tam, gdzie komunikacja na linii najemcy – zarządzający obiektem i zespół FM funkcjonuje dobrze, a plany powrotów pracowników są rzetelne.

Najemcy nie wrócą do biurowców co najmniej do września

Nie jest to jednak łatwe. Trwająca już 4 miesiące pandemia powoduje stopniowe przyzwyczajanie się do kryzysowej sytuacji. Dotyczy to także pracy zdalnej. Jest bezpieczniejsza z punktu widzenia epidemiologicznego, a dla wielu zatrudnionych także wygodna – powroty do biur następują więc stopniowo i powoli.

Według badania firmy JLL z 8 maja, do biur wróciło wtedy tylko 5% pracowników. Wg raportu Knight Frank z 19 maja większość najemców podchodzi do wznowienia pracy stacjonarnej bardzo ostrożnie. Jedynie firmy, które funkcjonują w systemie gabinetowym pozwalają na powrót do biur od 50 do 80% pracowników. Wg raportu Deloitte, 31% organizacji nie podjęło jeszcze żadnych kroków w kierunku powrotu do biura.

– Takie dane są zbieżne z moimi obserwacjami i rozmowami z zarządzającymi budynkami – do końca czerwca do parków biurowych wróciło nie więcej niż 50% stałej załogi (zazwyczaj stała obecność jest zdecydowanie poniżej połowy, a wielokrotnie nie sięga nawet 20%). Podobne, choć wahające się zapełnienie może potrwać do września. Latem na pracę zdalną z powodu koronawirusa nakładają się absencje urlopowe. Taka niepewność to duże wyzwanie dla właścicieli budynków. Wiedza o tym, jaki jest plan obłożenia obiektu jest kluczowa dla obniżania kosztów funkcjonowania np. w związku z ilością zamawianej mocy oraz zużycia energii – mówi Marta Lenarczyk ze SPIE Building Solutions.

Powroty na masową skalę nastąpią najwcześniej we wrześniu. Wtedy nałożą się na siebie dwa istotne czynniki. Po pierwsze skończy się okres urlopowy, a po drugie wygasną przepisy „tarczy antykryzysowej” regulujące pracę zdalną. Wykonywanie jej dalej będzie możliwe, ale pod warunkiem, że pracownik ma odpowiednie możliwości techniczne oraz lokalowe. Pracodawca przed zleceniem trybu zdalnego będzie musiał to ustalić. Spełnienie wymogów może oznaczać dodatkowe koszty.

Nie można zaniedbać przeglądów

Wiedza o liczbie osób, które latem będą pracowały w budynku, jest przydatna także z innego powodu. Jeśli obiekt jest pusty, przeprowadza się więcej remontów i przeglądów, bo technicy są mniej potrzebni na powierzchniach najmu.

– Nie ma obecnie żadnych ograniczeń w realizacji prac utrzymaniowych i serwisowych. Zarządzający nieruchomościami są świadomi, że takie działania trzeba prowadzić w trybie ciągłym, nawet w przypadku połowicznego zapełnienia budynku. Optymalizacja tak, ale na pewno nie kosztem bieżącej obsługi urządzeń technicznych. Nieco inaczej jest z inwestycjami kapitałowymi. W tym momencie często trwają ponowne analizy poczynionych wcześniej założeń. Właściciele budynków dostosowują plany i działania do zmieniającego się rynku – Marta Lenarczyk ze SPIE Building Solutions.

Przeprowadzka biura – jak ją zaplanować?

Zmiana siedziby firmy może przyprawić o zawrót głowy. Wszechobecne sterty pudeł, plątanina kabli, chaos, a przecież twoje przedsiębiorstwo musi nadal funkcjonować i obsługiwać klientów. Przygotowanie do przewozu sprzętów, ważnych dokumentów czy sejfów to czasochłonny i skomplikowany proces. Do tego doliczyć należy meble, elementy wystroju i rzeczy pracowników, których w biurze może być zatrudnionych nawet kilkuset. O ile więc przenosiny do nowego mieszkania stanowią poważne wyzwanie, o tyle zmiana biura to już prawdziwy koszmar. Jeżeli właśnie sam zmagasz się z tym problemem i zastanawiasz się w jaki sposób zorganizować to trudne przedsięwzięcie, mamy dla ciebie kilka wskazówek, które pozwolą ci zaoszczędzić mnóstwo czasu i nerwów.pakowanie

  1. Nie błądzi kto… planuje.

Plan działania należy sporządzić na wiele tygodni przed samą przeprowadzką. Przygotuj listę rzeczy, które zamierzasz zabrać do nowej siedziby, wybierz firmę przeprowadzkową i poinformuj o swoich zamierzeniach wszystkich pracowników. Oni także muszą mieść czas na przystosowanie się do zmian, chociażby tych związanych z kwestią dojazdów do pracy i reorganizacją życia prywatnego. Należy również na bieżąco kontrolować stan przygotowań w nowym lokalu. Jakiekolwiek kłopoty z okablowaniem lub łączem internetowym mogą spowodować wielodniowy przestój w twojej firmie, a w konsekwencji duże straty finansowe. Zamów także pieczątki, druki i gadżety firmowe z nowym adresem. Na ich przygotowanie musisz czekać co najmniej kilka dni. Ważną kwestią jest również poinformowanie klientów o nowym adresie siedziby. Zrób to z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym.

  1. Jaką firmę przeprowadzkową wybrać?

Nie ma się co łudzić. Przeprowadzka biura bez korzystania z usług specjalistycznej firmy wymaga dużego zaangażowania, a przede wszystkim czasu. Ten zaś, w przypadku prowadzenia własnej działalności jest bardzo cenny. Dlatego lepiej skorzystać z pomocy profesjonalistów. Najlepiej sprawdzi się firma przeprowadzkowa, która działa na rynku od wielu lat i oferuje szeroki wachlarz usług począwszy od pakowania, a na ustawianiu mebli w nowym miejscu skończywszy. Niektóre firmy mają w swojej ofercie także kompleksowe sprzątanie lokalu i zapewniają skrzynki na dzieła sztuki i rzeczy kruche. Nie musisz się o nic martwić nawet jeżeli wybierasz siedzibę oddaloną o kilkaset czy kilka tysięcy kilometrów. Na rynku istnieją przedsiębiorstwa, które organizują przeprowadzki biur w Warszawie, ale także w całej Polsce i Europie.

  1. Określ odpowiednią datę.

Przeprowadzka zorganizowana w standardowych godzinach pracy uniemożliwi sprawne funkcjonowanie firmy, powodując dodatkowe komplikacje np. konieczność odwołania spotkań z kontrahentami i klientami. Lepiej więc zaplanować to przedsięwzięcie na weekend lub zorganizować je w godzinach nocnych. W przypadku niektórych firm dobre rozwiązanie może stanowić przeprowadzka w okresie urlopowym.

  1. Zabezpiecz dokumenty.

Kluczową kwestię stanowi ochrona danych. W trakcie przeprowadzki należy w szczególny sposób zadbać o odpowiednie zabezpieczenie dokumentów i dysków, na których znajdują się wrażliwe dane klientów, pracowników lub kontrahentów. Najlepiej przewozić je w zaplombowanych opakowaniach, aby nie trafiły w ręce osób trzecich.

  1. Pierwsze dni w nowej siedzibie.

Pracownicy firmy przeprowadzkowej rozpakują przewożone przedmioty. Musisz jednak pamiętać o zatrudnieniu informatyka, który zadba o prawidłowe podłączenie wszystkich urządzeń. Zapewnij  pracownikom chwilę czasu na przystosowanie nowych miejsc pracy do swoich potrzeb i zadbaj o podział obowiązków związanych z organizacją siedziby.

Sprawna organizacja przeprowadzki biura stanowi ogromne wyzwanie. To mało komfortowa sytuacja zarówno dla ciebie, jak i dla twoich pracowników. Warto zadbać więc o zminimalizowanie stresu i zdecydować się na wynajęcie profesjonalnej firmy przeprowadzkowej. Doświadczeni pracownicy pomogą ci utrzymać wszystko pod kontrolą i zadbają o najdrobniejszy szczegół.

Polacy coraz mniej boją się koronawirusa

Z coraz mniejszymi obawami Polacy mierzą się z epidemią koronawirusa SARS-CoV-2. O 6 pp. spadł opracowany przez firmę doradczą Deloitte indeks niepokoju konsumentów związany z COVID-19 i jak wynika z najnowszej edycji badania Global State of the Consumer Tracker, utrzymuje się on na poziomie -11 proc. Wyraźnie zmieniły się także deklaracje dotyczące wakacyjnych podróży. Aż 40 proc. konsumentów w Polsce zamierza w najbliższym czasie zatrzymać się w hotelu. To oznacza wzrost o 3 pp. w ciągu dwóch tygodni i trzeci wynik w Europie.

Badanie „Global State of the Consumer Tracker” jest przeprowadzane co dwa tygodnie wśród respondentów z 18 krajów: Australii, Belgii, Kanady, Chin, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Włoch, Japonii, Meksyku, Holandii, Korei Południowej, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Chile oraz Polski. Najnowsza analiza reakcji i obaw konsumentów związana z epidemią koronawirusa SARS-CoV-2 została przeprowadzona w pierwszej połowie lipca 2020 r.

Najlepiej od tygodni

Opracowany przez Deloitte indeks niepokoju konsumentów to różnica netto między osobami, które zgodziły się ze zdaniem „Jestem bardziej zaniepokojony niż tydzień temu” oraz tymi, które zaprzeczyły temu stwierdzeniu. Z 35,4 proc. do 37,5 proc. wzrosła liczba polskich konsumentów, którzy nie zgadzają się z tym stwierdzeniem, natomiast z 30,2 proc. do 26,9 proc. spadła liczba osób, które odczuwają większe obawy niż przed tygodniem. Indeks niepokoju dla Polski osiągnął zatem poziom -11 proc. To oznacza poprawę o 6 pp. w ciągu dwóch tygodni.

– To duży skok, tym bardziej, że od miesiąca, a więc przez dwie poprzednie edycje badania, indeks utrzymywał się na poziomie -5 proc. Jeszcze pod koniec czerwca byliśmy na dziesiątym miejscu wśród wszystkich badanych krajów i na szóstym w Europie. Teraz mniejszy poziom lęku mają tylko Niemcy, Holendrzy i Belgowie – mówi Michał Pieprzny, Lider branży Consumer w Polsce, Partner Deloitte.

Odpoczynek podczas epidemii

Od początku badania podróże pociągami cieszyły się zaufaniem Polaków, jednak w ciągu ostatnich dwóch tygodni liczba Polaków, którzy w ciągu najbliższych trzech miesięcy planują wybrać się w podróż koleją wzrosła do 47 proc. To najwyższy wynik spośród wszystkich osiemnastu badanych krajów. Za Polską plasują się Indie (45 proc.) oraz Chiny (39 proc.). Podróż pociągiem planuje w najbliższych tygodniach tylko 34 proc. Francuzów i jeszcze mniej, bo nieco ponad jedna czwarta Niemców. Najniższy wynik odnotowała Kanada, gdzie taką formę podróżowania wybierze tylko 7 proc. badanych.

Badanie przeprowadzone pod koniec czerwca pokazało spadek poziomu poczucia bezpieczeństwa Polaków podczas rejsów samolotem. Najnowsza ankieta wskazuje jednak odbicie z 22 proc. do jednej czwartej konsumentów, którzy podczas lotu nie czują niepokoju. Najwięcej osób, które czują się bezpiecznie wsiadając do samolotu jest w Indiach (44 proc.), natomiast najmniej w Korei Południowej (15 proc.), Kanadzie i Chile (po 18 proc.)

Zdecydowanie częściej będziemy wybierać w najbliższych tygodniach loty międzynarodowe (19 proc.) niż krajowe (12 proc.). Zainteresowanie podróżami międzynarodowymi utrzymuje się na zbliżonym poziomie, ostatnio natomiast minimalnie spadło (-1 pp.) zainteresowanie rejsami krajowymi.

Połowa ankietowanych o średnich dochodach ma w planach podróż pociągiem. Osoby o wysokich zarobkach znacznie częściej wybiorą w najbliższych trzech miesiącach loty międzynarodowe (23 proc.) i krajowe (16 proc.) albo wypożyczą samochód (18 proc.).

Wziąwszy pod uwagę obawy związane ze zdrowiem, zdecydowanie poprawił się poziom zaufania polskich konsumentów do hoteli. Ponad jedna trzecia z nas zapewnia, że nie obawia się pobytu w nich. To wzrost o 3 pp. z 31 proc. dwa tygodnie temu. Najmniejsze obawy mają ludzie młodzi, w wieku 18-34 lata. Aż 43 proc. z nich deklaruje, że czuje się w hotelach bezpiecznie, podczas gdy w grupie osób w wieku 55+ odpowiada tak tylko niespełna jedna czwarta badanych. – Znacznie większy jest odsetek osób, które planują w ciągu najbliższych trzech miesięcy zatrzymać się w hotelu. Taki zamiar ma aż 40 proc. naszych respondentów i aż 57 proc. badanych do 34 roku życia. Trzeba też zauważyć, że jednak najczęściej w planach mamy prywatne zakwaterowanie na wakacjach. Taką formę wybrało aż 43 proc. naszych respondentów – mówi Natalia Załęcka, CMO Advisory Leader, Deloitte. 21 proc. polskich konsumentów przyznaje, że obecnie aktywnie szuka ofert hoteli i lotów.

Wakacje „w mieście”

Z badania firmy doradczej Deloitte wypływa także wniosek, że konsumenci, którzy nie wyjadą na wakacje, najwięcej czasu spędzą na spotkaniach w sieci z rodziną i przyjaciółmi. Odpowiedziało tak aż 60 proc. ankietowanych. 30 proc. odbędzie kursy e-learningowe, a 29 proc. skorzysta z programów do ćwiczeń w domu.

W ciągu najbliższego miesiąca prawie jedna trzecia Polaków planuje więcej czasu poświęcić na czytanie i oglądanie wiadomości w Internecie, a 21 proc. polskich konsumentów na granie w gry video. 20 proc. będzie częściej korzystać z płatnych serwisów streamingowych, a 17 proc. z serwisów bezpłatnych. 16 proc. skupi się natomiast na oglądaniu rozgrywek, w którch profesjonaliści konkurują w sportowych grach wideo.

– Sezon wakacyjny sprawił, że po małym spadku w przedostatniej edycji badania, teraz sporo, bo o 5 pp., do 25 proc. wzrosła liczba osób, które deklarują, że czują się bezpiecznie biorąc udział w większych wydarzeniach. To zdecydowanie najwyższy wynik w Europie. Za nami są Holendrzy i Niemcy. Odpowiedziała tak ponad jedna trzecia badanych w wieku 18-34 lata i jedynie 17 proc. ankietowanych w wieku 55+ – mówi Krzysztof Łagowski, Dyrektor, Strategy, Analytics and M&A, Consulting, Deloitte. Najpewniej podczas większych wydarzeń czują się mieszkańcy Indii (39 proc.). Najmniej jest takich osób w Japonii (7 proc.) i Chile (6 proc.).

Jak poradzić sobie z nadmiarem powierzchni biurowej? Najemcy powinni skorzystać z oferty podnajmu

W związku z pandemią koronawirusa zapotrzebowanie na powierzchnię biurową spada. Wraz z nadchodzącą recesją wiele firm szuka możliwości redukcji ponoszonych kosztów poprzez zmniejszenie wynajmowanej powierzchni biurowej. Jednocześnie nowi najemcy oczekują elastycznych przestrzeni dostępnych krótkoterminowo. W odpowiedzi na nowe wyzwania rynkowe, New Work, jeden z wiodących dostawców elastycznej powierzchni biurowej w Europie Środkowo-Wschodniej, wprowadza usługę podnajmu serwisowanego.

Pandemia COVID-19 z dnia na dzień wymusiła zmianę modeli biznesowych. Aż 90 proc. pracowników pracuje w systemie home office. Firmy zostały zmuszone do szybkiej zmiany swoich struktur i modeli organizacyjnych. Według danych PwC, 74 proc. przedsiębiorstw planuje rozszerzenie zakresu pracy zdalnej po pandemii. Wydaje się, że wraz z jej końcem będzie to nowy, obowiązujący standard.

Widząc nadchodzącą recesję, wiele korporacji wdraża plan zmniejszenia wydatków i zobowiązań, aby zabezpieczyć środki na swoją podstawową działalność. W przypadku posiadania długoterminowych umów najmu biur, coraz częściej decydują się podnająć nadwyżkę powierzchni. Potwierdzają to opublikowane w lipcu badania Colliers International, które wskazują, że już teraz zauważalny jest wzrost liczby oferowanej powierzchni podnajmu. Eksperci szacują, że segment podnajmu znacznie wzrośnie w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

Wiele z firm poszukujących obecnie powierzchni biurowej chce uniknąć długoterminowych zobowiązań. Ewentualne zmiany siedzib są rozważane jedynie w kontekście szukania potencjalnych oszczędności. Eksperci są zgodni co do tego, że elastyczne lub hybrydowe rozwiązania są przyszłościowe, a pandemia tylko przyspiesza ten proces. Według Marka Dixona, światowego eksperta w dziedzinie biur serwisowanych, ten segment obejmie do 70 proc. wszystkich nowych umów najmu podpisywanych w niedalekiej przyszłości.

–Pandemia pokazała, że możemy pracować zdalnie z domu i innych miejsc. Firmy wdrażają modele rotacyjne, tylko od 30 do 50 proc. pracowników wraca do biura. W ten sposób powstaje nadwyżka przestrzeni, którą można podnająć. – mówi Hubert Abt, założyciel i dyrektor generalny firmy New Work. – Szacujemy, że co najmniej 20 proc. obecnie zajmowanej powierzchni trafi na rynek podnajmu. W połączeniu ze wszystkimi czynnikami społecznymi i gospodarczymi, wraz ze zbliżającą się recesją, firmy mają teraz chwilę na przemyślenie oraz przeprojektowanie potrzeb biurowych. Jedni muszą ciąć koszty, rezygnując z powierzchni, a inni, którzy mają szczęście rozwijać teraz swój biznes – szukają dodatkowej przestrzeni. Dzięki elastycznym biurom i ofercie podnajmu serwisowanego oferujemy rozwiązanie dla obu tych grup – podkreśla Hubert Abt.

Korporacje potrzebują wsparcia, aby podnająć biura

New Work, posiadając międzynarodowe doświadczenie w zakresie komercjalizacji nieruchomości, nieustannie rozwija swoje elastyczne rozwiązania biurowe. Firma wychodzi teraz z ofertą podnajmu serwisowanego nie tylko do właścicieli budynków, ale również do korporacji, które potrzebują wsparcia w zakresie podnajmu przestrzeni.

Z jednej strony właściciele nieruchomości muszą dostosować się do nowych wymagań. Z drugiej – duże korporacje posiadające niewykorzystaną powierzchnię, którą mogą podnająć – szukają partnera zarządzającego procesem komercjalizacji takiej przestrzeni. Pomoże im w tym platforma 360° Workspace Solution, pozwalająca na maksymalizację rentowności powierzchni biurowej. W ramach swojej usługi New Work przygotowuje szczegółową analizę przestrzeni, dostosowuje projekt do norm w nowej rzeczywistości po pandemii COVID-19 i komercjalizuje powierzchnie wspólne, zwiększając ich atrakcyjność dla użytkowników, a jednocześnie tworząc nowe źródła przychodów. Platforma Space as a Service umożliwia właścicielom nieruchomości monitorowanie wyników w czasie rzeczywistym. Dodatkowo pozwala firmie New Work skrócić czas realizacji transakcji z ponad pół roku do zaledwie kilku tygodni.

– Planujemy oferować swoje usługi Space as a Service w dużo większej liczbie lokalizacji. Wychodzimy naprzeciw najemcom, którzy chcą uniknąć pustych przestrzeni i decydują się na podnajem swoich biur. Rozmawiamy również z właścicielami budynków, którzy chcieliby wdrożyć u siebie model Space as a Service – podkreśla Hubert Abt.

Woda butelkowana dla pracowników – obowiązek pracodawcy

Pracodawca ma obowiązek zapewnić swoim pracownikom dostęp do wody pitnej. Pracownicy, którzy wykonują prace na otwartej przestrzeni przy temperaturze otoczenia powyżej 25°C albo ci, którzy przebywają w biurze w temperaturze spowodowanej warunkami atmosferycznymi przekraczającej 28°C muszą mieć zapewnione napoje.

Zgodnie z:

  • rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 28 maja 1996 r. w sprawie profilaktycznych posiłków i napojów
  • rozporządzeniem Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy
  • rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 27 listopada 2015 r. w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożywania przez ludzi
  • Kodeksem Pracy

pracodawca ma obowiązek zapewnić swoim pracownikom dostęp do wody pitnej. Pracownicy, którzy wykonują prace na otwartej przestrzeni przy temperaturze otoczenia powyżej 25°C albo ci, którzy przebywają w biurze w temperaturze spowodowanej warunkami atmosferycznymi przekraczającej 28°C muszą mieć zapewnione napoje.

W warunkach temperaturowych opisanych w aktach prawnych, napoje powinny być dostępne dla pracowników nieodpłatnie (art. 232 Kodeksu pracy) i w ciągu całej zmiany roboczej (§ 6, pkt 3 rozporządzania). Jeśli pracodawca ma obowiązek zapewnienia swoim pracownikom napojów, a mimo tego ich nie dostarczy, pracownicy mogą zażądać od niego zwrotu poniesionych na nie wydatków.

W dni chłodniejsze napoje pracownikom nie przysługują, co nie oznacza jednak, że pracodawca nie powinien rozważyć stałego dostępu do butelkowanej wody pitnej przez cały rok. Przepisy nie definiują jaki rodzaj napojów powinien być udostępniany pracownikom z mocy prawa, ale dobry pracodawca zawsze bierze pd uwagę specyfikę miejsca pracy i wraz z pracownikami decyduje, czy wystarczy automat z wodą, czy zasadnym będzie także dostęp np. do wysokoenergetycznych soków lub napojów izotonicznych.

dystrybutor wody
pgv.com.pl

Dystrybutory wody dla firm

Woda butelkowana dla firm to rozwiązanie ergonomiczne i maksymalnie higieniczne. Nowoczesne samosprzedające automaty vendingowe zapewniają dostęp do najwyższej jakości polskich wód mineralnych i źródlanych we wszystkich postaciach: niegazowanych, lekko gazowanych i gazowanych. Dystrybutor wody dla firm (https://www.pgv.com.pl/info/lato-z-vendingiem) przyjmuje każdy rodzaj płatności: gotówkę, płatności bezdotykowe kartami Visa/MasterCard, karty pracownicze (opcja na limitowaną dystrybucję wody mineralnej wśród pracowników).

Automat z wodą wyraźnie wyróżnia się na tle innych automatów z napojami: jest perfekcyjnie oznakowany, a charakterystyczna biało-niebieska kolorystyka oraz wyraźnie wyeksponowanie walorów wód mineralnych (krople z symbolami pierwiastków) nie budzą żadnych wątpliwości, że mamy do czynienia z dystrybutorem wody.

Woda mineralna dla firm dostępna w automatach vendingowych to woda bogata w najcenniejsze i łatwo przyswajalne dla ludzkiego organizmu pierwiastki. Bogactwo minerałów i mikroelementów sprawia, że pracownicy mający stały dostęp do wód mineralnych utrzymują optymalne zaangażowanie w wykonywane zadania o wiele dłużej niż ci, u których na skutek nadmiernego spożycia kawy i mocnej herbaty zachwiana zostaje gospodarka wodno-elektrolitowa. Tak proste i skuteczne rozwiązanie jak dystrybutor wody butelkowanej dla firm może więc nie tylko rozwiązać kwestię obowiązku zapewnienie swoim pracownikom dostępu do wody pitnej w określonych warunkach, ale także wyraźnie wpływa na efektywność pracy osób, które mogą bez ograniczeń uzupełniać brakujące minerały i mikroelementy.

woda dla firm
pixabav.com

Wynajem dystrybutorów do wody

Automat “Vending Zdrój” to nowy projekt prozdrowotny Polskiej Grupy Vendingowej. To nowoczesne urządzenie samosprzedające, w którym dostępne są najlepsze polskie wody mineralne oraz źródlane:

  • Muszynianka
  • Żywiec Zdrój
  • Kinga Pienińska
  • Nałęczowianka
  • Ostromecko
  • Staropolanka

Każdy litr wody mineralnej zawiera co najmniej 1000 mg różnych składników mineralnych. Cała paleta minerałów występująca w wodzie mineralnej jest zjonizowana, dzięki czemu łatwo przyswaja ją organizm. Mineralna woda butelkowana serwowana dzięki dystrybutorom wody na wynajem to nieocenione źródło wysokoprzyswajalnych minerałów i mikroelementów dla wszystkich pracowników o każdej porze roku i w każdych warunkach temperaturowych. Wody mineralne w urządzeniu “Vending Zdrój” są schładzane do optymalnej dla organizmu temperatury 5-10 °C.

Odpowiednie nawodnienie organizmu jest kluczowe dla funkcjonowania każdego człowieka. Brak wody często powoduje osłabienie, bóle głowy i ogólne złe samopoczucie. Ilość zalecanego spożycia wody zależy od trybu życia jaki prowadzimy raz od rodzaju wykonywanej pracy.

Google ogłosił wyniki konkursu Indie Games Festival 2020

Google ogłosił zwycięzców europejskiej edycji Indie Games Festival 2020 – konkursu organizowanego przez Google Play dla niezależnych twórców gier. W tym roku wielkim zwycięzcą są polskie studia deweloperskie – z trzech nagrodzonych tytułów aż dwie gry zostały przygotowane przez twórców z Polski.

Czym jest Google Play Indie Games Festival?

Tegoroczna edycja to trzy konkursy skierowane dla niezależnych twórców gier z Japonii, Korei Południowej oraz Europy. Festiwal co roku wyłania autorów najciekawszych niezależnych gier i pomaga im w osiągnięciu międzynarodowego  sukcesu.

W każdej z trzech regionalnych edycji konkursu spośród setek zgłoszeń wybranych zostało 10 finalistów, którzy następnie prezentowali swoje gry przed jury. W tym roku finał europejskiej edycji konkursu miał odbyć się w Warszawie. Jednak ze względu na wyjątkową sytuację na świecie, jury obradowało online. Głównymi kryteriami, branymi pod uwagę przy ocenie gier były m. in. innowacyjność, radość z gry, projekt oraz jakość techniczna i produkcyjna.

W tegorocznej edycji wśród finalistów (wybranych spośród zgłoszeń z 29 krajów) znalazły się 3 studia z Polski, a 2 z nich zostały wskazane przez jury jako laureaci.

Oto zwycięskie gry Indie Games Festival 2020 w Europie:

  • Cookies Must Die, studio Rebel Twins (Polska)

Humorystyczna gra małżeńskiego duetu z Rebel Twins, w której tajny super-agent Jacek musi powstrzymać gangi zmutowanych ciastek oraz ich przerażających Bossów zanim obrócą całe miasto w garść gruzu. Gra urzekła jury animacjami oraz wciągającą mechaniką która gwarantuje dobrą zabawę, niezależnie od tego, czy gra się przez 5 minut czy przez 5 godzin.

  • inbento, studio Afterburn (Polska)

Lunch jedzony w biurze zainspirował twórców gry do stworzenia rodzinnej rozgrywki pełnej łamigłówek, polegających na układaniu wzorów niczym japońskiego bento. Gracz musi pomóc przyjaznej rodzinie kotów stworzyć swój posiłek, jednocześnie rozwiązując nietypowe puzzle. Aplikacja dostępna jest aż w 17 językach.

  • The White Door, studio Second Maze (Holandia)

The White Door to nowa gra przygodowa typu point-and-click, stworzona przez twórców serii Cube Escape i Rusty Lake. Inspirowana jest prawdziwą historią. Gracz musi pomóc mężczyźnie, który budzi się w Ośrodku Zdrowia Psychicznego i cierpi na utratę pamięci. Jego celem jest odzyskanie wspomnień.

Pozostali finaliści:

  • 60 Parsecs!, Robot Gentleman (Polska)
  • Alien Escape, KORION Interactive (Niemcy)
  • Alt-Frequencies, Accidental Queens (Francja)
  • Doors: Awakening, Big Loop Studios (Bułgaria)
  • My Diggy Dog 2, King Bird Games (Rosja)
  • Traffix, WebAvenue Unipessoal Lda (Portugalia)
  • Void Tyrant, Quite Fresh Ltd. (Wielka Brytania)

Finaliści konkursu otrzymali nagrody, dzięki którym będą mogli zaprezentować swoje aplikacje szerokiemu gronu potencjalnych graczy, m.in. kampanie promocyjne w Sklepie Play, indywidualne konsultacje biznesowe z ekspertami Google, promocję gry w kanałach marketingowych Google Play oraz Android Developers, a także przygotowaną przez agencję SuperScale skalowaną kampanię reklamową gry o wartości 100 000 euro. Nagrodzeni otrzymają także najnowszy sprzęt, który pomoże im w rozwoju swoich produktów.

Fałszywe leki w sieci

Problem fałszywych leków jest poważnym wyzwaniem w ujęciu globalnym i trzeba o nim mówić głośno. Przyjmowanie specyfików z niepewnych źródeł oprócz tego, że może najzwyklej szkodzić, poprzez brak substancji aktywnych odwleka w czasie prawdziwą, niekiedy ratującą życie kurację. Czy zjawisko fałszowania jest powszechne? Czy możemy natknąć się na podrobione leki w aptece? Na te i inne pytania odpowiada KOWAL – Krajowa Organizacja Weryfikacji Autentyczności Leków, która czuwa nad systemem kontroli w Polsce.

Jaka jest skala fałszowania leków na świecie?

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia podrobione leki mogą stanowić około 10% globalnego rynku. Liczby te jednak różnią się znacząco zależnie pomiędzy państwami. W krajach rozwiniętych zaledwie 1% leków w sprzedaży może być podrobionych, ale już w krajach rozwijających się ta wartość dochodzi do 30%. Co ważne, około 50% leków oferowanych za pośrednictwem internetu jest sfałszowanych i zjawisko to nasila się z każdym rokiem.

Stąd pochodzą sfałszowane leki?

Nielegalne produkty najczęściej wytwarzane są w Azji (Chinach, Singapurze i Indiach), następnie stamtąd trafiają głównie do Europy, Ameryki Północnej i Afryki. Tranzyt odbywa się drogą morską, często zahaczając o Zjednoczone Emiraty Arabskie, Singapur, Jemen czy Iran. Jak wynika z raportu Europolu, większość fałszywych leków sprzedawanych w Unii Europejskiej pochodzi z Chin i Indii. Zanim dotrą do UE, najczęściej mają swój przystanek w Turcji lub Ukrainie. Podrobione produkty farmaceutyczne są prawdopodobnie wysyłane do wszystkich państw członkowskich.

Przyczyny zjawiska

Sektor farmaceutyczny to wielomiliardowy przemysł, który obecnie szacowany jest na 1,3 biliona dolarów amerykańskich – czyli ponad 5 bilionów złotych. Dla porównania wartość całej polskiej gospodarki to mniej niż 600 miliardów dolarów, co przeliczyć można na mniej niż 2,3 biliona złotych. Rynek leków na świecie to zatem ponad dwukrotność wartości całej polskiej gospodarki. Obrót podrobionymi lekami jest niezwykle lukratywny, opłaca się bardziej niż produkcja narkotyków. Jak podaje organizacja IRACM, przestępczy biznes farmaceutyczny daje 450-krotny zwrot z inwestycji, podczas gdy handel narkotykami „zaledwie” 20-krotny.

Te leki są fałszowane najczęściej

Nie istnieją leki wolne od ryzyka falsyfikacji, nie ma też w tym wypadku znaczenia, czy są to produkty drogie czy tańsze. Najczęściej fałszowane są:

  • antybiotyki,
  • leki chorób układu moczowo-płciowego,
  • leki przeciwbólowe,
  • leki antymalaryczne,
  • leki przeciwcukrzycowe,
  • leki kardiologiczne,
  • suplementy diety,
  • leki przeciwalergiczne,
  • leki na nadciśnienie.KOWAL_Najczęściej fałszowane farmaceutyki– Dzięki Europejskiemu Systemowi Weryfikacji Autentyczności Leków legalny łańcuch ich dystrybucji w Europie stał się o wiele bezpieczniejszy – mówi Michał Kaczmarski, prezes zarządu Krajowej Organizacji Weryfikacji Autentyczności Leków (KOWAL). – Dzięki systemowi wykryto już pierwsze przypadki usiłowania wprowadzenia do obrotu opakowań leków sfałszowanych. System sprawił, że nigdy nie trafiły one na półki apteczne.

    Ze względu na obecną sytuację pandemii COVID-19 fałszowane są też wyroby medyczne takie jak rzekome testy na obecność COVID-19, maski bez atestów oraz rękawiczki ochronne, środki dezynfekujące – płyny, mydła antybakteryjne itd., leki antywirusowe, antymalaryczne, na artretyzm oraz fikcyjne szczepionki na COVID-19.

    Jak nie kupić fałszywego leku?

    Sprzedaż sfałszowanych produktów odbywa się poza legalnym łańcuchem dystrybucji, najczęściej w internecie. Dlatego na zakupy w sieci powinniśmy wyjątkowo uważać – szczególnie w dobie pandemii. Oczywiście istnieją legalnie działające apteki internetowe, ale przestępcy potrafią się pod nie podszywać. W Polsce apteki internetowe mogą działać tylko wtedy, jeśli jednocześnie prowadzą działalność stacjonarną – i jest to najprostsza droga ich weryfikacji. Tylko oficjalna apteka daje nam pewność legalnego leku.

Fotel biurowy do pracy w domu – kilka rzeczy, które warto wziąć pod uwagę przy zakupie

Pandemia zmieniła tryb naszej pracy, więc ostatnio wiele godzin spędzamy przed komputerem na wykonywaniu obowiązków zawodowych. Skoro nasze mieszkania stają się miejscem wykonywania obowiązków zawodowych lub szkolnych warto zadbać o wygospodarowanie przeznaczonej do tego celu przestrzeni. Musimy kupić więc odpowiednie biurko, sprzęty elektroniczne i oczywiście fotel biurowy. Wbrew pozorom wybór tego ostatniego wcale nie jest taki prosty. Idealny fotel do siedzenia przy biurku powinien dobrze się prezentować, być funkcjonalny, dostosowany do naszych potrzeb, a przede wszystkim wygodny. Na co należy zatem zwrócić uwagę przy wyborze odpowiedniego fotela biurowego?Fotel biurowy do pracy w domu

Co mamy do wyboru?

Gdy aranżujemy miejsce do pracy czy nauki możemy wybrać krzesło biurowe lub fotel. Krzesła doskonale sprawdzą się w mniejszych pomieszczeniach, ale jeżeli zależy nam na komforcie w trakcie wielogodzinnego siedzenia lepiej zdecydować się na drugie rozwiązanie. Tradycyjne fotele biurowe na kółkach są wysokie i odpowiednio wyprofilowane, co gwarantuje nam możliwość swobodnego oparcia pleców i odciążenia kręgosłupa. Ostatnio dużym zainteresowaniem cieszą się także fotele gamingowe. Mimo że są dedykowane graczom, coraz więcej osób kupuje je także do domowych biur i pokojów młodzieżowych ze względu na nowoczesny styl i ergonomiczny kształt.

Jakie funkcje powinien posiadać fotel?

Kupując fotel, nie należy kierować się liczbą zaawansowanych funkcji. Wyznacznikiem jakości nie są w tym przypadku wymyślne udziwnienia, lecz regulacje, które umożliwią nam dostosowanie elementów do naszych potrzeb. Wystarczy kilka podstawowych udogodnień. Jeżeli często piszesz na klawiaturze wybierz fotel wyposażony w podłokietniki. Podparcie łokci odciąży mięśnie rąk. Warto wybierać modele z wbudowaną podporą odcinka lędźwiowego, dzięki czemu zredukujesz napięcia pleców. W sklepach dostępne są fotele na cztero- lub pięcioramiennej podstawie. Te drugie zapewniają większą stabilność w trakcie siedzenia. Siedzisko i oparcie wykonane z trwałej siatki zapewnią stałą cyrkulację powietrza, co jest szczególnie ważne w pomieszczeniach nieklimatyzowanych. Dobre fotele powinny posiadać regulację wysokości siedzenia. Niektóre, zwłaszcza gamingowe, mają także wbudowany mechanizm TILT, zapewniający możliwość kołysania się i swobodnego odchylania oparcia, a niekiedy nawet rozłożenia fotela do pozycji leżącej. Należy również sprawdzić maksymalne obciążenie siedziska. Ograniczenia wagowe mają duże znaczenie zwłaszcza w przypadku foteli dla dzieci i młodzieży.

Wybierz odpowiedni styl

Wygoda jest najważniejsza, ale istotny jest również wygląd. W estetycznym pomieszczeniu pracuje się lepiej, dlatego wybierz fotel, który jest nie tylko ergonomiczny, lecz także dobrze się prezentuje. Dopasuj go do stylu swojego wnętrza. Jeżeli poszukujesz uniwersalnego rozwiązania wybierz kolor biały lub czarny. Jeżeli wolisz natomiast wyraziste barwy zdecyduj się na róż lub turkus. W nowoczesnych pomieszczeniach idealnie sprawdzą się fotele gamingowe. Stanowią dobry wybór dla wszystkich osób, które nie chcą wprowadzać stylu biurowego do swojego mieszkania. Na stronie eHokery.pl znajdziesz wiele stylowych foteli w korzystnych cenach. Z łatwością znajdziesz tam interesujący cię model, który idealnie wkomponuje się w styl twojego wnętrza. W ten sposób zapewnisz sobie nie tylko nowy fotel, lecz także wspaniałą ozdobę.

Kupno fotela biurowego powinno być wynikiem przemyślanej decyzji. W trakcie pracy czy nauki spędzimy w nim wiele czasu, dlatego warto zwrócić uwagę na kilka podstawowych kwestii związanych z jego funkcjonalnością i wyglądem. Teraz już wiesz, że nie jest to wyłącznie inwestycja w nowy mebel, ale również w wystrój mieszkania, a przede wszystkim w zdrowie.

„Jak uczyć dzieci finansów” podpowiada Fundacja Banku Millennium

Fundacja Banku Millennium rozpoczyna cykl poradników dla rodziców o edukacji finansowej przedszkolaków.

Jak uczyć dzieci finansów w domowym zaciszu? Jak ciekawie zachęcić przedszkolaki do poznawania zasad przedsiębiorczości? Czy warto dawać dzieciom kieszonkowe? Podpowiedzi udziela Fundacja Banku Millennium, która przygotowała zestaw artykułów poradnikowych o tym, jak uczyć dzieci finansów. Udostępnione w internecie teksty mogą stanowić istotną pomoc dla rodziców i opiekunów zaangażowanych w domową edukację, nie tylko podczas pandemii.

Edukacja finansowa jest ważnym elementem nauki i poznawania świata przez dziecko. Dzięki odpowiednim narzędziom może być łatwa i przyjemna. Jak to robić, podpowiada Fundacja Banku Millennium w specjalnym poradniku dla rodziców „Jak uczyć dzieci finansów”, przygotowanym z myślą o domowej edukacji. Jak wynika z badań, w Polsce zidentyfikowano lukę w edukacji finansowej dzieci i młodzieży. Potwierdza to najświeższe badanie przeprowadzone przez GfK na zlecenie Fundacji Banku Millennium, w którym respondenci – rodzice dzieci w wieku przedszkolnym – zadeklarowali, że odczuwają potrzebę edukacji dzieci w dziedzinie finansów. Trzy czwarte rodziców przedszkolaków jest zdania, że wiek 3-7 lat to najlepszy moment na rozpoczęcie edukacji finansowej dzieci. Celem poradnika jest odpowiedź na tę potrzebę i nauka dobrych nawyków związanych z oszczędzaniem, szacunkiem dla pracy i pieniędzy.

Artykuły zawierają ciekawe zadania oraz gry, które angażują dzieci i dorosłych. Wyróżnia je lekki styl i przystępny język oraz praktyczny charakter. Wielu dorosłych, nawet jeśli chce nauczyć swoje dzieci finansów, odczuwa brak narzędzi lub… pomysłów. Dlatego z przyjemnością oferujemy im gotowy przewodnik i zestaw instrukcji dotyczących tego, jak zacząć, jak zaangażować i zainteresować dzieci tematem – mówi Paulina Wołosz-Sitarek, członek Zarządu Fundacji Banku Millennium. – Nasz poradnik to wyjątkowa oferta dla dorosłych oraz kolejna odsłona prowadzonego od lat programu edukacji finansowej dzieci w ramach projektu „Finansowy Elementarz”. Wierzymy, że tego typu wiedza jest istotna już od najmłodszych lat, a mądre zarządzanie pieniędzmi pomaga w osiąganiu sukcesów w dorosłym już życiu – podkreśla.

Poradnik dla rodziców „Jak uczyć dzieci finansów” jest dostępny na stronie Fundacji https://www.bankmillennium.pl/o-banku/fundacja/wydarzenia/finansowy-elementarz-poradnik-dla-rodzicow. Można w nim znaleźć między innymi teksty: „A gdyby nie było pieniędzy…, czyli handel wymienny”, „Trudne słowo oszczędzanie”, „Liczby mieszkają w głowie, czyli dlaczego mózg lubi grę w piłkę i taniec” i „Mało, mniej, jeszcze mniej…, czyli jak zaplanować budżet”. Zapraszamy!

Artykuły powstały we współpracy z dr Małgorzatą Chojak, pracownikiem badawczo-dydaktycznym na Wydziale Pedagogiki i Psychologii UMCS w Lublinie oraz kierownikiem Interdyscyplinarnego Zespołu Badawczego „NeuroEduLab”. Kolejną odsłoną projektu będą webcasty na tematy związane z edukacją finansową dzieci.

„Finansowy Elementarz” Fundacji Banku Millennium to autorski program edukacji finansowej przedszkolaków rozpoczęty w 2016 roku i realizowany pod patronatem Rzecznika Praw Dziecka. W ramach programu, podczas 2 200 warsztatów przeszkolono już ponad 53 tys. dzieci w 630 przedszkolach w całej Polsce. Częścią oferty programu jest cykl książeczek „Finansowy Elementarz” do nauki finansów dla najmłodszych. Składa się z trzech części: „Pierwsze zakupy”, „Pierwsze oszczędności” i „Opowieść o banku”. Czwarta część o bezpiecznym bankowaniu w sieci ukaże się wkrótce. Głównym bohaterem elementarza i przewodnikiem po tematach związanych z finansami jest pies – Pan Sebastian.

Fundacja udostępnia także materiały edukacyjne w wersji cyfrowej. Wszystkie odcinki „Finansowego Elementarza” w formie animowanego filmu są dostępne na kanale YouTube Fundacji https://bit.ly/3hGp8rG. Ta nowa formuła zajęć edukacyjnych jest specjalną propozycją Fundacji Banku Millennium na czas trwającej nadal sytuacji związanej z koronawirusem.

Misją Fundacji Banku Millennium jest kształtowanie postaw finansowych już od wczesnych lat dziecięcych. Program „Finansowy Elementarz” jest wkładem w rozwiązanie ważnego problemu społecznego, jakim jest niska świadomość finansowa Polaków. Program jest lubiany i doceniany nie tylko przez przedszkola, ale i przez niezależne instytucje. W 2019 roku Finansowy Elementarz zajął 1. miejsce w konkursie „Złoty Bankier” w kategorii „Bank wrażliwy społecznie”.

Cytowane dane pochodzą z badania przeprowadzonego przez instytut GfK dla Fundacji Banku Millennium w maju 2020 r. na 1000-osobowej ogólnopolskiej próbie rodziców dzieci w wieku 3–7 lat, metodą CAWI.

Anonimowa bankowość – jaką ma historię? Czy jest możliwa obecnie?

Bankowość anonimowa posiada wiele niewątpliwych zalet. Chociaż części społeczeństwa może kojarzyć się z działaniami o charakterze przestępczym, częściej była i jest wykorzystywana jako skuteczna ochrona przed wścibskimi spojrzeniami rodziny oraz niepożądanych osób trzecich. Czy anonimowa bankowość w XXI wieku jest wciąż możliwa? Jeśli tak, to jakie kroki trzeba podjąć, aby z niej skorzystać?

Bankowość anonimowa opera się na założeniu obrotu środkami pieniężnymi w sposób, który uniemożliwiałby zidentyfikowanie nadawcy lub odbiorcy, tudzież obu podmiotów uczestniczących w transakcji. Chociaż dawniej istniały mechanizmy umożliwiające tego typu działalność, obecnie zachowanie całkowitej anonimowości jest właściwie niemożliwe. 

Bankowość anonimowa w XX wieku

Początki europejskiej bankowości anonimowej sięgają drugiej połowy XX wieku. Wtedy to dużą popularnością cieszyły się anonimowe rachunki bankowe na hasło. Głównymi usługodawcami zapewniającymi całkowitą dyskrecję lokowania i przepływu środków pieniężnych były systemy bankowe trzech europejskich krajów – Szwajcarii, Liechtensteinu i Austrii. W wypadku anonimowych rachunków bankowych dane posiadacza rachunku zastępował pseudonim. Osoba posługująca się nim, aby się zidentyfikować, podawała ustalone wcześniej hasło. Nikt więc, włącznie z bankiem, nie znał tożsamości osoby władającej środkami. Nierzadko właściciele rachunków dodatkowo zabezpieczali się zapisem w umowie, który obligował bank do przelania środków na inne wskazane przez klienta konto, w momencie gdyby osoby trzecie, na przykład organy ścigania, zaczęły się nimi interesować.

W Polsce bankowy oraz pozabankowy system obrotu i deponowania środków pieniężnych niemal od samego początku bezwzględnie wymagał, aby osoba zakładająca konto osobiste – bądź inny rachunek bankowy – ujawniła swoją tożsamość. Obecnie posiadanie konta na własne nazwisko jest też podstawowym kryterium weryfikacyjnym przy wnioskowaniu o kredyt, nawet w firmach pożyczkowych, takich jak Net Credit, które znane są z tego, że wymagają dopełnienia minimum formalności w procesie starania się o pożyczkę.

Anonimowa bankowość – czy jest możliwa obecnie?

Współczesna bankowość anonimowa posiada wiele twarzy, ale większość z obecnie dostępnych rozwiązań, nie gwarantuje tak głębokiej anonimowości, jak systemy z XX wieku. Regulacje prawne zmierzające do ukrócenia nadużyć wynikających z braku dostępu do danych klientów instytucji bankowych, sprawiły, że nawet wspomniany wcześniej szwajcarski system bankowy, wprowadził obowiązek podawania danych osobowych przy zakładaniu rachunków rozliczeniowych. Dostęp do imion, nazwisk i adresów nadal jest pilnie strzeżony, ale nie niemożliwy – elitarne grono pracowników banku oraz organy ścigania mogą do nich sięgnąć, ale tylko w ściśle określonych sytuacjach.

W Polsce dane z kont osobistych i innych rachunków o charakterze oszczędnościowo-rozliczeniowym, co prawda, chronione są przed dostępem osób trzecich, ale bank, urząd skarbowy czy inne organy państwa mogą na mocy odpowiedniego postępowania administracyjnego uzyskać do nich dostęp bez zgody, a nawet wiedzy właściciela. Nie istnieją więc anonimowe konta, które można by założyć w placówce banku czy parabanku zarejestrowanego i legalnie działającego w Polsce.

Współczesna bankowa anonimowa – możliwa tylko częściowo?

Systemy bankowe większości krajów na świecie nie dają możliwości uruchomienia rachunku bankowego bez podania danych osobowych. Wyjątkami mogą być kraje Trzeciego Świata, takie jak Somalia, ale deponowanie środków w podmiotach kontrolowanych przez państwo od lat ogarnięte wojną jest bardziej niż ryzykowne.

Całkowita anonimowość jest w praktyce nieosiągalna, natomiast z powodzeniem można znacznie ograniczyć dostęp osób trzecich do własnych danych osobowych. Jednym ze sposobów jest założenie rachunku w banku pochodzącym z raju podatkowego, chociażby w Belize. Tamtejsze instytucje bankowe gromadzą dane klientów, ale zgodnie z wewnętrzną polityką – w przeciwieństwie do banków szwajcarskich – nie udostępniają ich nawet międzynarodowym organom ścigania. Belize jest państwem w miarę stabilnym, ale działające tam banki nie gwarantują zwrotu środków, gdy dojdzie do ich upadłości. Pieniądze znajdujące się na rachunku mogą więc w każdym momencie bezpowrotnie przepaść.

Namiastką anonimowej bankowości są natomiast karty przedpłacone. Jest to techniczny rachunek bankowy, na który można przelać pieniądze i korzystać z nich na takich samych zasadach, jak w przypadku kont bankowych. W Polsce do niedawna można było uruchomić taki rachunek całkowicie anonimowo. Obecnie ze względu na rozporządzenie Komisji Nadzoru Finansowego, przed jego otwarciem, trzeba podać dane z dowodu osobistego. Jednak w wielu krajach Unii Europejskiej, między innymi w Wielkiej Brytanii, nadal działają instytucje umożliwiające korzystanie z anonimowych kart przedpłaconych. Jeśli nie podamy danych osobowych, jedynym ograniczeniem będzie miesięczny limit wpłat na rachunek, który obecnie oscyluje w granicach 150 funtów.

Warto wspomnieć także o pozabankowych systemach obrotu gotówką, opartych chociażby na kryptowalutach. Gwarantują one wysoki poziom anonimowości, ale nie zawsze mogą zapewnić zadowalający poziom bezpieczeństwa, dlatego z podobnych form płatności zawsze należy korzystać z rozwagą. 

REMONDIS na rynku mocy z ENEL X

Grupa REMONDIS, największy dostawca usług komunalnych w Polsce, podsumowała dotychczasowy udział w rynku mocy. Po zakończonym sukcesem etapie pilotażowym zapowiada zwiększenie swojego udziału w programach DSR i rozszerzenie ich na kolejne zakłady przetwórcze. Partnerem REMONDIS w programach DSR jest agregator Enel X.

Rynek mocy to mechanizm mający wspierać stabilność systemu elektroenergetycznego w kraju. Jednym z jego elementów jest udział w nim odbiorców energii, czyli tzw. programy Demand Side Response (DSR). W programach DSR przedsiębiorstwa – szczególnie te z energochłonnych branży – w zamian za gotowość do czasowego ograniczenia poboru mocy otrzymują wynagrodzenie finansowe.

Udział REMONDIS w rynku mocy

Grupa REMONDIS bierze udział w programach DSR od 2020 roku. Do tej pory udział ten miał charakter pilotażowy i obejmował pięć z 24 zakładów przetwarzania odpadów komunalnych. Deklarując możliwość redukcji poboru mocy na poziomie 0,8 MW, w roku 2020 REMONDIS uzyska kilkadziesiąt tys. złotych wynagrodzenia. Od momentu dołączenia do programu DSR do tej pory żaden zakład nie był wzywany do redukcji, a zatem nie było potrzeby faktycznego ograniczania poboru energii.

REMONDIS zdecydował się na udział w programie DSR przy wsparciu i za pośrednictwem agregatora, firmy Enel X. Taka decyzja podyktowana była m. in. brakiem wcześniejszego doświadczenia grupy w realizacji usług DSR oraz korzyściami wynikającymi z takiego pośrednictwa. Są to m. in. możliwość zgłaszanie okresów niedyspozycji, ochrona przed karami PSE za niewykonanie ograniczenia poboru energii czy przejęcie przez agregatora ryzyka związanego z zarządzaniem całym procesem redukcji poboru energii. Przy wsparciu Enel X przeprowadzono ocenę możliwości ograniczenia poboru mocy poszczególnych zakładów i pomyślnie przeprowadzono tzw. testy redukcji, będące warunkiem przystąpienia do programu.

Ciągła optymalizacja kosztów

Grupa jest największym dostawcą usług komunalnych w Polsce, działając w zakresie odbioru i zagospodarowania odpadów i gospodarki wodno-ściekowej. Podmioty z grupy obsługują ok. 4 mln mieszkańców w piętnastu województwach, a roczny obrót grupy w roku 2019 wyniósł 1,4 mld złotych.

REMONDIS nieprzerwanie inwestuje w instalacje zagospodarowujące odpady, w tym w instalacje granulacji styropianu, kompostowania odpadów zielonych, produkcji paliwa alternatywnego, przetwarzania sprzętu elektronicznego i elektrycznego, sortownie surowców wtórnych i szkła czy przetwarzanie mechaniczno-biologiczne. Wraz z rozwojem i kolejnymi instalacjami rośnie zapotrzebowanie grupy na energię – obecnie w ramach centralnego zakupu REMONDIS zamawia jej ok. 15 GW rocznie.

Grupa nieustannie poszukuje możliwości obniżenia kosztów energii. Od roku 2014 zapoczątkowała zakup grupowy. W trybie ciągłym prowadzona jest analiza zużycia, dobór taryf, optymalizacja zamawianej mocy i opłat stałych oraz kompensacja mocy biernej. Prowadzane są też zaawansowane analizy inwestycji we własne instalacje fotowoltaiczne.

Po udanym wdrożeniu pilotażowym, REMONDIS planuje dalsze rozszerzenie programu DSR o kolejne zakłady oraz zwiększenie przychodów z tytułu udziału w rynku mocy.

Komentarz Małgorzaty Błaszczykiewicz odpowiadającej za projekty energetyczne w grupie REMONDIS

Po wprowadzeniu grupowego zakupu energii i optymalizacji kosztów dystrybucji, udział w programie DSR jest kolejnym krokiem dającym nam możliwość ograniczenia cen zakupu oraz minimalizowania skutków wzrostu cen energii w ostatnich latach.

Jesteśmy zadowoleni ze współpracy w Enel X i udziału w programie DSR. Wszystkie zakłady w nim uczestniczące zamierzają go kontynuować. Jesteśmy na etapie szczegółowego omawiania wyników testów w celu kontynuacji i bardziej efektywnych możliwości redukcji, rozważamy też rozszerzenie współpracy o kolejne zakłady.

Rozpoczęliśmy współpracę z Enel X w momencie, kiedy warunki zdania testów były trudniejsze i bardziej wymagające pod względem organizacyjnym niż te, które będziemy musieli spełnić w przyszłości. Chociażby ze względu na ograniczenie długości testów redukcji. Mając na uwadze te zmiany oraz zdobyte już doświadczenia, zamierzamy rozwijać programy DSR w naszych zakładach, i zwiększać związane z nimi przychody.

Polska ma szansę zostać wiodącym producentem konopi w Europie. Nasze produkty mają renomę za granicą

Konopie przemysłowe są coraz częściej uprawiane przez polskich rolników. W ubiegłym roku obszar zasiewów zwiększył się o prawie 80 proc., do ponad 3 tys. hektarów. Rozwój tej branży może mieć pozytywne przełożenie na całą gospodarkę, a Polska ma potencjał, żeby zostać jednym z głównych producentów wyrobów z konopi w Europie. Według ekspertów rozwój krajowej branży wymaga wprowadzenia norm zapewniających większą konkurencyjność produkcji.

Surowce pozyskiwane z konopi przemysłowych (kwiatostany, nasiona i łodygi) mogą być wykorzystywane m.in. w przemyśle spożywczym, kosmetycznym, włókienniczym, motoryzacyjnym, papierniczym czy budowlanym.

 Konopie przemysłowe mają szereg zastosowań, ostatnio także w branży weterynaryjnej. W związku z tym mamy olbrzymi przyrost liczby plantacji i zainteresowania tą rośliną. Jest bardzo duże grono konsumentów i przedsiębiorców – zarówno w Polsce, jak i na świecie – którzy doceniają konopie przemysłowe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Witold Czeszak, kierownik Programu Konopnego w Instytucie Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich w Poznaniu.

Zarówno w Polsce, jak i Europie rynek detaliczny produktów konopnych jest zdominowany przez olejki z CBD i kosmetyki konopne, które razem stanowią ponad połowę asortymentu sklepów internetowych oferujących produkty z tej rośliny. Na trzecim miejscu ex aequo plasuje się żywność konopna i susz z kwiatostanów konopi. Polska ma potencjał, żeby zostać jednym z głównych producentów wyrobów z konopi w Europie. Tu mieści się jeden z najważniejszych na kontynencie ośrodków badawczych zajmujących się konopiami przemysłowymi, a polskie produkty konopne cieszą się uznaniem na rynkach zagranicznych.

– Są w Polsce firmy, które produkują leki CBD lub inne wyroby z konopi przemysłowych. Kierują się zasadą, że jakość jest najważniejsza i nieźle sobie radzą. Spotykamy się na wielu targach zagranicznych i wiem, jakie są opinie lokalnych przedsiębiorców i konsumentów co do polskich produktów – mówi Witold Czeszak.

Dzięki niskim wymaganiom roślina ta może być uprawiana praktycznie na każdym gruncie, bez stosowania nawozów i niezależnie od warunków klimatycznych. Te zalety sprawiają, że konopie przemysłowe są rośliną coraz częściej uprawianą także w Polsce. Z raportu „Rozwój rynku uprawy i przetwarzania konopi przemysłowych w Polsce” think tanku Polityka Insight wynika, że gospodarstwa rolne w 2019 roku zgłosiły do dopłat bezpośrednich przeszło 3 tys. hektarów obszaru zasiewów. W ujęciu rocznym daje to wzrost o 78 proc. Największe pola upraw odnotowano w województwach mazowieckim i dolnośląskim, zaś w lubelskim rekordowa liczba rolników obsiewa pola konopiami. Pomimo tego konopie przemysłowe w Polsce stanowią jednak 0,3 proc. całego areału upraw roślin przemysłowych. Dla porównania, w całej UE już ok. 7 proc. wszystkich pól jest obsianych konopiami.

Analitycy Polityka Insight szacują, że w ubiegłym roku rolnicy wykazali 36 mln zł przychodów z upraw konopi przemysłowych. Z tego 82 proc. stanowiły wpływy ze sprzedaży kwiatostanów, zaś 13 proc. ze sprzedaży ziaren. Dzięki stosunkowo niskim kosztom upraw większość tych przychodów stanowiła zysk. Rozwój rolnictwa powinien pociągnąć za sobą także rozwój branż zajmujących się przetwarzaniem łodyg konopi – od włókiennictwa, przez sektor spożywczy, kosmetyczny, po budowlany.

 Ta roślina może przynieść dużo dobrego gospodarce, szczególnie rolnictwu. Wraz ze wzrostem upraw jak grzyby po deszczu pojawiają się także firmy czy inicjatywy związane np. ze zbiorem, suszeniem, czyszczeniem materiału nasiennego czy suszu, więc to jest też wartość dodana dla całej gospodarki – mówi kierownik Programu Konopnego w Instytucie Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich w Poznaniu. – W innych krajach konopie stanowią istotną siłę napędową gospodarki. W Stanach Zjednoczonych branża konopna jest czwartą najszybciej rozwijającą się branżą. W tym kierunku należałoby pójść, czyli zebrać nasz potencjał, zintegrować się i rozwijać ten sektor bardzo dynamicznie.

Mimo stałego wzrostu obszaru zasiewanego konopiami Polska wciąż pozostaje importerem praktycznie wszystkich surowców pozyskiwanych z konopi przemysłowych. Większość sprowadzana jest z krajów UE, głównie z Niemiec, Litwy i Holandii, ale część importu pochodzi też z Kanady, Ukrainy i Kazachstanu. W 2019 roku do kraju sprowadzono blisko 900 ton nasion, 220 ton konopi suszonych i roszowanych (czyli podzielonych wstępnie na włókno i paździerz) oraz 158 ton konopi niskoprzetworzonych. W tym samym czasie eksport tych surowców z Polski wyniósł 281 ton nasion, 34 tony konopi suszonych i roszowanych oraz 2 tony konopi niskoprzetworzonych.

 Mamy potencjał, aby stać się istotnym eksporterem dóbr związanych z konopiami przemysłowymi. Jako instytut większość swojej produkcji eksportujemy głównie do Ameryki Północnej, ale jesteśmy też aktywni w Ameryce Południowej, Europie, Japonii, a za chwilę będziemy też w Australii. Apeluję do przedstawicieli grupy tego sektora w Polsce, żeby się integrować i wspólnie eksportować krajowe produkty. Proponuję nie obawiać się kwestii cenowych, ale postawić na jakość. Nasz materiał nasienny jest wysokiej jakości i przez to jest tak bardzo poszukiwany na całym świecie – mówi Witold Czeszak.

Przeszkodą w rozwoju branży konopnej w Polce są jednak niejasności regulacyjne i możliwość różnych interpretacji przepisów. Problemem jest między innymi rozproszenie regulacji, które znajdują się w różnych aktach prawnych lub podlegają różnym ministrom. Przykładowo, w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii i ustawie o bezpieczeństwie żywności i żywienia nakładają się na siebie kompetencje resortów zdrowia, spraw wewnętrznych, sprawiedliwości oraz rolnictwa i rozwoju wsi. To prowadzi do niespójności, trudności z interpretacją przepisów i w efekcie nie sprzyja branży.

– Akty prawne, które obowiązują w naszym kraju i UE, trochę nie nadążają za zmianami, które dyktuje nam gospodarka. Ograniczeniem w rozwoju branży jest już sam proces uzyskania zgody przez rolnika. Jest to dość skomplikowane i wymaga decyzji z półrocznym wyprzedzeniem. Dlatego złagodzenie czy uproszczenie procedury uzyskania zgody na uprawę to pierwsza sprawa – mówi ekspert z Instytutu Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich w Poznaniu. – Druga sprawa to stworzenie jasnych zasad interpretacji dotyczących poziomu CBD czy THC w produktach. Tutaj mamy do czynienia z bardzo różnymi i często odmiennymi interpretacjami, nawet radców czy prawników. To wywołuje niepewność.

W aktualnym stanie prawnym przedsiębiorcy zajmujący się uprawą konopi przemysłowych są narażeni na duże ryzyko. Jeżeli limit substancji psychoaktywnej THC zostanie przekroczony w cząstkach konopi pozostałych po ich przetworzeniu lub w gotowych produktach, wówczas mogą być pociągnięci do odpowiedzialności karnej. To zaś odstrasza potencjalnych inwestorów, dlatego w raporcie Polityka Insight „Rozwój rynku uprawy i przetwarzania konopi przemysłowych w Polsce” eksperci postulują, żeby ustawodawca jasno określił, w jakich okolicznościach i produktach należy uwzględniać zapisany w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii limit 0,2 proc. obecności THC.

W ocenie ekspertów ustawodawca powinien też podnieść dopuszczalny limit THC – jego zwiększenie do 0,5 lub 0,6 proc. (jak np. we Włoszech) wciąż byłoby bezpieczne i uniemożliwiało wykorzystywanie konopi przemysłowych do produkcji narkotyków. Z drugiej strony mogłoby znacząco zwiększyć konkurencyjność polskich producentów.

– Kolejna sprawa to infrastruktura przetwórcza, której budowa wymaga czasu i pieniędzy. Jesteśmy na początku drogi, pomimo że mamy olbrzymie doświadczenie w tej branży. Polska jest fenomenalnym krajem, jeżeli chodzi o uprawę konopi przemysłowych, również z uwagi na historię i potencjał – mówi Witold Czeszak.

Na wrzesień zapowiadana jest nowelizacja budżetu na 2020 rok. Deficyt może być niższy, niż oczekiwano

Tarcze antykryzysowe i finansowa zwiększą tegoroczny deficyt budżetowy, choć początkowo – przed koronawirusem – mieliśmy mieć po raz pierwszy zrównoważony budżet, czyli taki, w którym wydatki i dochody się bilansują. – Jeżeli sytuacja budżetu do końca roku byłaby taka jak w czerwcu, to po odjęciu efektów sezonowych deficyt budżetu państwa wyniósłby w całym roku ok. 60 mld zł – szacuje ekonomista Ignacy Morawski. Trzeba jednak pamiętać, że to nie jest cały deficyt finansów publicznych. Ich stabilność w dużej mierze będzie zależna od tempa wzrostu PKB. Rząd w założeniach do budżetu na 2021 rok szacuje, że sięgnie ono 4 proc.

Rząd prawdopodobnie będzie zmuszony wystąpić do parlamentu o nowelizację ustawy budżetowej ze względu na fakt, że deficyt w budżecie w tym roku będzie dużo większy od oczekiwań – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData. – Czerwiec był dla budżetu państwa dużo lepszy niż poprzednie miesiące i widać to szczególnie po dochodach podatkowych. O ile jeszcze w maju dochody z podatków pośrednich, czyli VAT i akcyzy, najbardziej wrażliwych na koniunkturę, były o 30 proc. niższe niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku, o tyle już w czerwcu ten spadek wyniósł tylko około 7 proc. Sytuacja się poprawiła. Wciąż jest on w stanie deficytu, nie licząc jednorazowych dochodów z Narodowego Banku Polskiego, ale deficyt ten jest niższy od oczekiwań.

Czerwiec był pierwszym pełnym miesiącem bez lockdownu. Wyraźnie przyspieszyła w nim produkcja przemysłowa, sprzedaż detaliczna, poprawiły się nastroje konsumentów. Według ekonomisty widać to również po wykonaniu budżetu. Jeżeli sytuacja budżetu do końca roku byłaby taka jak w poprzednim miesiącu – po odjęciu efektów sezonowych (do których należy m.in. wypłata zysku NBP) – to deficyt budżetu państwa wyniósłby w całym roku ok. 60 mld zł.

– Taki wniosek można wysnuć, patrząc na dotychczasowe trendy i przyjmując założenie, że nie będzie powrotu recesji w drugiej połowie roku, nawet jak będzie fala pandemii – szacuje Ignacy Morawski. – To dużo, ale pamiętajmy, że to jest 3 proc. PKB., czyli to nie jest poziom, z którym kraj prawie rozwinięty, taki jak Polska, nie może sobie poradzić.

Jednak budżet państwa to tylko część sektora instytucji rządowych i samorządowych. Deficyt w całym sektorze będzie znacznie większy.

W budżecie nie ma wielu ważnych instytucji, takich jak Polski Fundusz Rozwoju, który prowadzi akcje pomocy firmom, nie ma samorządów, sektora ubezpieczeń społecznych. Kiedy weźmiemy cały sektor instytucji rządowych i samorządowych, to ten deficyt może wynieść około 200 mld zł, czyli około 10 proc. PKB, zatem będzie pewnie najwyższy w najnowszej historii Polski. Ale jednocześnie recesja jest tak głęboka, że absolutnie wymaga powiększenia deficytu ­– mówi dyrektor SpotData.

Jak wskazuje ekspert w swojej analizie, dla stabilności finansów publicznych istotne będzie to, w jaki sposób będziemy radzić sobie z deficytem i długiem po kryzysie gospodarczym. Do tego potrzebny jest dobry plan, który będzie realizowany od 2022 roku. Drugi istotny czynnik to wzrost gospodarczy. Zgodnie z przyjętymi we wtorek założeniami do projektu budżetu państwa na 2021 rok rząd zakłada, że w przyszłym roku PKB wzrośnie o 4 proc.

W czerwcu br. produkcja sprzedana przemysłu była wyższa o 0,5 proc. w porównaniu z czerwcem ub.r., natomiast w porównaniu z majem br. wzrosła o 13,9 proc. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych w czerwcu br. spadła o 1,3 proc. względem czerwca 2019 roku, za to w porównaniu z majem br. miał miejsce wzrost o 8,4 proc.

W lipcu poprawiły się także nastroje konsumenckie w stosunku do poprzedniego miesiąca. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej, syntetycznie opisujący obecne tendencje konsumpcji indywidualnej, wyniósł -13,4 i był o 6,0 pkt proc. wyższy w stosunku do maja. Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej wzrósł o 10,3 pkt proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca i ukształtował się na poziomie -13,6.

Od września LOT chce wrócić na trasy biznesowe i na Daleki Wschód. W wakacje liczba sprzedanych biletów przekroczyła ćwierć miliona

Podstawą siatki połączeń PLL LOT od września nadal mają być kierunki europejskie, ale przewoźnik chce się otworzyć na trasy biznesowe i stopniowo wracać na Daleki Wschód. W ramach trwającej akcji HASHLOTnaWakacje w ciągu miesiąca sprzedało się ponad 260 tys. biletów do popularnych turystycznych miejsc w Europie, głównie Chorwacji, Grecji i Bułgarii. Mimo stopniowego powrotu do normalności lockdown mocno odbił się na kondycji finansowej spółki, która przestała zarabiać, jednocześnie ponosząc koszty wynagrodzenia czy umów leasingowych. Jak zapewnia wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń, dziś nie ma żadnego ryzyka, że narodowy przewoźnik przestanie nim być.

 LOT musi dzisiaj sukcesywnie, twardo negocjować umowy ze swoimi kontrahentami. Nie wykluczamy również wsparcia ze strony państwa – mówi agencji Newseria Biznes Artur Soboń, wiceminister aktywów państwowych. – To nie jest mój bezpośredni nadzór, więc nie chcę wychodzić przed szereg, ale mogę zapewnić, że dzisiaj nie ma żadnego zagrożenia, że nasz narodowy przewoźnik przestanie nim być.

Pandemia SARS-CoV-2 i decyzja rządu o zawieszeniu międzynarodowych połączeń lotniczych od 15 marca br. mocno uderzyły w kondycję przewoźnika. W marcu ruch lotniczy w Polsce spadł o blisko 90 proc., flota LOT-u została uziemiona, a przychody gwałtownie spadły, zmuszając przewoźnika do cięcia kosztów. Spółka nie zdradziła dotąd, jak pandemia odbiła się na jej kondycji finansowej, ale skalę spadków dobrze oddaje liczba obsłużonych pasażerów. W ubiegłym roku narodowy przewoźnik pobił rekord i po raz pierwszy w historii przewiózł na pokładach 10 mln pasażerów w ciągu jednego roku. Dla porównania – w okresie od 15 marca do 5 kwietnia br. z LOT-em podróżowało raptem niewiele ponad 54 tys. Polaków, którzy wrócili do kraju w ramach zorganizowanej akcji HASHLOTdoDomu. Jednocześnie LOT musi poradzić sobie z anulacjami i wnioskami od klientów o zwrot środków za zakupione bilety, których jeszcze w połowie czerwca było ponad 100 tys.

Z podobnymi problemami borykają się zresztą linie lotnicze na całym świecie, z których kilka ogłosiło już bankructwo, a większość liczy na pomoc publiczną, tnąc koszty i zatrudnienie. W czerwcu pojawiły się także spekulacje dotyczące możliwej kontrolowanej upadłości PLL LOT po tym, jak w Polskiej Grupie Lotniczej zarejestrowano nową spółkę LOT Polish Airlines, starającą się w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego o certyfikat przewoźnika lotniczego. Minister aktywów państwowych Jacek Sasin poinformował, że taki scenariusz nie jest wykluczony, ale byłaby to „absolutna ostateczność”, a spółka jest w trakcie wdrażania planu ratunkowego. Niewykluczona jest również pomoc publiczna, ale na to zgodę musiałaby wydać Komisja Europejska. LOT w 2012 roku skorzystał już z pomocy publicznej, a zgodnie z unijnymi przepisami kolejną może otrzymać po 10 latach, czyli w 2022 roku.

W tej sytuacji spółka musi wypracować na nowo swój model biznesowy. Wszystkie te działania służą temu, aby LOT był biznesem opłacalnym i wrócił do tego czasu, w którym planowaliśmy tak daleko idące fuzje jak ta z niemieckim Condorem. To jest oczywiście realne, ale cała branża jest dzisiaj w trudnej sytuacji – mówi wiceminister aktywów państwowych.

PLL LOT od czterech lat sukcesywnie wdrażał strategię rentownego wzrostu, dzięki której podwoił flotę, pozyskując nowoczesne samoloty (w listopadzie ub.r. do floty dołączył 15. Boeing 787 Dreamliner), odzyskał udział w polskim rynku i odbudował pozycję stabilnej linii lotniczej. Ubiegły rok był trzecim z rzędu, w którym spółka zanotowała zysk (45 mln zł netto).

W styczniu Polska Grupa Lotnicza, do której należą PLL LOT, zawarła z liniami czarterowymi Condor Airlines umowę inwestycyjną, która zakładała objęcie udziałów w niemieckiej spółce, ale pandemia przyczyniła się do zmiany tych planów. W połowie kwietnia PGL poinformowała, że odstępuje od transakcji. W tej chwili narodowe linie lotnicze skupiają się na wychodzeniu z kryzysu. LOT zaczął od cięcia kosztów stałych i obniżenia wynagrodzeń personelu. Pod koniec maja udało mu się porozumieć w tej kwestii z większością pilotów i stewardes (na pokładach samolotów LOT-u pracuje ok. 1,7 tys. stewardes i ok. 900 pilotów), a w czerwcu wypracował porozumienie z trzema spośród pięciu działających w spółce związków zawodowych.

Narodowy przewoźnik z początkiem czerwca wznowił połączenia krajowe, a miesiąc później także loty międzynarodowe. Obecnie rozkład rejsów międzynarodowych LOT-u obejmuje ponad 70 popularnych kierunków, z czego ponad 30 oferowanych w ramach akcji HASHLOTnaWakacje. W ciągu miesiąca przewoźnik sprzedał ćwierć miliona biletów. Część typowo turystycznych kierunków zostanie utrzymana także jesienią, ale od 1 września przewoźnik wróci także na popularne przed pandemią trasy biznesowe.

Uzupełnimy ofertę połączeń do Europy Zachodniej i zwiększymy częstotliwości rejsów m.in. do Brukseli, Paryża, Kopenhagi czy Frankfurtu. W ramach naszego regionu CEE zaoferujemy pasażerom więcej regularnych lotów do Pragi, Sofii, Lwowa czy Wilna. Nadal nie jest to pełna skala możliwości LOT-u sprzed pandemii, ponieważ uruchamiając kolejne połączenia, bardzo uważnie analizujemy sytuację epidemiczną w danym kraju. W planach mamy kolejne kierunki, m.in. Stambuł, Tel Awiw i Sztokholm, ale decyzje o ich uruchomieniu uzależnione są od stabilizacji sytuacji epidemicznej w tych regionach. Będziemy uzupełniać siatkę o nowe połączenia, gdy tylko pojawi się taka możliwość – podkreśla cytowany w komunikacie Krzysztof Moczulski, zastępca dyrektora komunikacji korporacyjnej i rzecznik prasowy LOT-u.

W zależności od rozwoju sytuacji epidemicznej przewoźnik chce także wracać na wybrane trasy na Dalekim Wschodzie, m.in. do Pekinu czy New Delhi.

Ruch turystyczny we Wrocławiu o połowę mniejszy niż w sezonie 2019. Miasto w kampaniach zachęca turystów do przyjazdu i realizacji bonu na wakacje w Polsce

– Obłożenie atrakcji turystycznych, restauracji i barów kształtuje się między 45 a 60 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku – mówi Radosław Michalski, dyrektor Biura Promocji Miasta i Turystyki Urzędu Miejskiego we Wrocławiu. Promocja miasta w okresie lockdownu bazowała na wirtualnych spacerach, które obejrzało ponad milion widzów, a obecnie do odwiedzenia Wrocławia mają zachęcać turystów kolejne kampanie skierowane nie tylko do Polaków, ale także do Niemców i Czechów.

Sytuacja jest raczej trudna. Wszyscy jesteśmy na etapie odbudowywania ruchu turystycznego – mówi agencji Newseria Biznes Radosław Michalski. – Na początku marca liczba turystów była 10 proc. większa niż w roku ubiegłym, a potem dramatycznie spadła. Według tego, co raportują nam atrakcje turystyczne i bary, brakuje połowy ruchu turystycznego w porównaniu z tym samym okresem 2019 roku, a pamiętajmy, że jesteśmy w szczycie sezonu.

W czasie lockdownu promocja miasta przeniosła się do internetu. Wirtualną formę przybrała m.in. tegoroczna Noc Muzeów czy festiwal Europa na Widelcu.

– W okresie lockdownu staraliśmy się podtrzymać zainteresowanie wśród osób, które nie mogły przyjechać do Wrocławia. Przygotowaliśmy 67 wirtualnych spacerów po mieście z udziałem wrocławskich przewodników turystycznych. Były one transmitowane na żywo, a potem pozostawione w internecie. Do tej pory miały ponad milion widzów, co pokazało tylko, że nie sami wrocławianie, ale też osoby spoza miasta były zainteresowane tym, jakie miejsca będzie można zwiedzić po pandemii – mówi dyrektor Biura Promocji Miasta i Turystyki Urzędu Miejskiego we Wrocławiu.

Jak podkreśla, wrocławska branża turystyczna wciąż jest na etapie wychodzenia z kryzysu i odbudowy ruchu turystycznego. Sytuacja jest trudna, dlatego miejscy specjaliści od promocji przygotowali dwa programy, które mają na celu zachęcić turystów do odwiedzenia Wrocławia – zwiedzania miasta w ramach rodzinnych wakacji i wykorzystania bonu turystycznego.

– Pierwsza kampania jest prowadzona pod hasłem „Bądź bezpieczny we Wrocławiu” i pokazuje, jak zadbać o swoje bezpieczeństwo w mieście w związku z pandemią – wyjaśnia Radosław Michalski. – W wielu miejscach atrakcyjnych turystycznie do biletów dodajemy żele do dezynfekcji rąk i staramy się instruować, gdzie należy nosić maseczkę, jak ją zakładać itp. Druga akcja promocyjna pod tytułem „Dawno Cię tu nie było – spotkajmy się we Wrocławiu” ma skusić Polaków do przyjazdu do Wrocławia na wakacje. W całej Polsce pojawiło się 300 billboardów reklamujących Wrocław.

Dyrektor Biura Promocji Miasta i Turystyki podkreśla, że hasło „Dawno Cię tu nie było” to celowy zabieg marketingowy, bo Wrocław jest miastem, które wielu ludzi darzy dużym sentymentem i kojarzy z pozytywnym klimatem. Z kolei hasło „Spotkajmy się we Wrocławiu” jest sloganem promocyjnym Wrocławia od 1997 roku i doskonale się sprawdza.

Miejskie akcje promocyjne mają również zachęcić wrocławian do wyjścia z domu i odwiedzania miejskich atrakcji, muzeów, ogrodu zoologicznego, restauracji, pubów, a mieszkańców regionu Dolnego Śląska do jednodniowych lub weekendowych wizyt we Wrocławiu. Miejscy urzędnicy są w kontakcie z Niemcami i Czechami w ramach projektów Visit Berlin i Visit Czechia.

Staramy się adresować nasze kampanie do mieszkańców trzech krajów: Polski, Czech i Niemiec. Zakładamy, że po okresie zamknięcia granic turystom będzie najłatwiej przyjechać do kraju ościennego – uściśla Radosław Michalski. – Badania pokazują, że Polacy będą chcieli spędzić urlop poza miejscem zamieszkania oraz że będą preferowali morze bądź góry, czyli miejsca poza dużymi miastami. Ale wszyscy pojadą nad morze lub w góry, więc może się okazać, że właśnie miasta staną się mniej zatłoczone niż plaże i szlaki górskie.

Lockdown spowodował, że nie odbyły się imprezy organizowane przez miasto, które co roku uatrakcyjniały ofertę turystyczną Wrocławia. W kalendarzu pojawiły się już pierwsze imprezy plenerowe do 150 osób. Przykładem jest Vertigo Summer Jazz Festival, który trwa przez cały lipiec.

Ten festiwal odbywa się w miejscach, w których rzeczywiście można zachować dystans społeczny bądź też zadbać o bezpieczeństwo uczestników. W tym roku ma to dla nich duże znaczenie – dodaje dyrektor Biura Promocji Miasta i Turystyki Urzędu Miejskiego we Wrocławiu. – Obserwujemy sytuację pandemiczną i przygotowujemy się na wrzesień. Chcemy zainaugurować sezon imprez muzycznych 25 września, ale też uatrakcyjnić ofertę kulturalną miasta na jesień. Jednak dziś nie sposób zapewnić, że będzie to możliwe i koronawirus znów nie pokrzyżuje nam planów.

Komputery przyszłości będą przesyłać informacje z prędkością światła. Naukowcy wykonali pierwszy krok w kierunku stworzenia układów fotonicznych

Wraz z rozwojem sektora sztucznej inteligencji oraz Big Data rośnie zapotrzebowanie na komputery o wysokiej mocy obliczeniowej. Urządzenia oparte na architekturze krzemowej stanowią przeszkodę na drodze do skalowania rozwiązań tego typu. Branża technologiczna poszukuje rozwiązań, które pozwolą szybciej i sprawniej przetwarzać duże zasoby informacji. Z pomocą mogą przyjść nie tylko komputery kwantowe, lecz także układy fotoniczne wykorzystujące do przesyłania informacji wiązkę światła, a nie sygnał elektryczny.

Zaawansowane systemy sztucznej inteligencji oraz algorytmy analizy Big Data wymagają technologii zdolnej do przetwarzania dużych zasobów informacji przy niskim nakładzie energetycznym oraz wysokiej wydajności. W odpowiedzi na rozwój tego sektora gospodarki inżynierowie Google opracowali specjalizowane układy scalone Tensor Processing Unit przystosowane do pracy w głębokich sieciach neuronowych oraz systemach uczenia maszynowego. Jednak nawet tak wyspecjalizowane jednostki mogą okazać się niewystarczające do stworzenia wydajnych sieci neuronowych nowej generacji z powodu zbyt archaicznej architektury bazującej na rozwiązaniach krzemowych.

Naukowcy z George Washington University znaleźli sposób na znaczące przyspieszenie wyspecjalizowanych układów obliczeniowych.

– Odkryliśmy, że zintegrowane platformy fotoniczne, które integrują wydajną pamięć optyczną, mogą uzyskiwać te same operacje, co jednostka przetwarzająca tensor, ale zużywają one ułamek mocy i mają wyższą przepustowość, a po odpowiednim wytrenowaniu mogą być używane do wykonywania wnioskowania z prędkością światła – podkreśla Mario Miscuglio, adiunkt na Wydziale Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej Uniwersytetu George’a Washingtona.

Na łamach magazynu „Applied Physics Reviews” zaproponowali skonstruowanie sieci neuronowej, która przesyłałaby informacje za pośrednictwem wiązki światła, a nie impulsu elektrycznego. Fotoniczne TPU miałoby umożliwić symultaniczne gromadzenie, przesyłanie i przetwarzanie danych. Wdrożenie nowej architektury pozwoliłoby dwu–trzykrotnie zwiększyć przepustowość komputerów pracujących w ramach sieci neuronowych.

– Wyspecjalizowane procesory fotoniczne mogą zaoszczędzić ogromne ilości energii, skrócić czas reakcji i zmniejszyć ruch w centrum danych – przekonuje Mario Miscuglio.

Technologia fotonicznego przetwarzania danych jest jednak dopiero we wczesnej fazie rozwoju. Choć dysponujemy światłowodami zdolnymi do przesyłania danych w formie wiązki światła, do stworzenia komputera optycznego potrzebne są jeszcze układy optyczne przystosowane do fotonicznego przetwarzania informacji.

Ważny krok na drodze do urzeczywistnienia tej technologii wykonali naukowcy z IBM Research Zurich, którzy w 2019 roku zaprezentowali optyczny tranzystor organiczny, przetwarzający dane z 1000-krotnie wyższą prędkością niż układy krzemowe. Wstępne eksperymenty wykazały, że tranzystory tego typu mogą pracować z częstotliwością dochodzącą do teraherca. Do upowszechnienia technologii tego typu niezbędne jest jednak zminiaturyzowanie układu fotonicznego – tranzystor IBM Research Zurich jest 1000-krotnie większy niż współczesne tranzystory krzemowe.

Nowe odkrycia naukowców mogą zrewolucjonizować fotowoltaikę. Z tej samej ilości światła powstanie znacznie więcej energii

To przełom w wykorzystaniu energii słonecznej i wytwarzaniu z niej prądu. Naukowcom z Australii i Stanów Zjednoczonych udało się przekształcić światło niskoenergetyczne w światło wysokoenergetyczne, wykorzystując w tym celu m.in. cząsteczki tlenu. W ten sposób można wytworzyć większą ilość energii elektrycznej z tej samej ilości światła słonecznego.

Obecnie ogniwa słoneczne działają poprzez pochłanianie fal świetlnych i wykorzystywanie energii fotonów do wybijania elektronów z atomów, a tym samym do wytwarzania energii elektrycznej. Różne fale świetlne mają różne poziomy energii, a obecne ogniwa słoneczne nie mogą wykorzystywać długości fal światła o niskiej częstotliwości, np. podczerwieni.

Grupie naukowców z Uniwersytetu RMIT, Uniwersytetu UNSW w Australii oraz Uniwersytetu Kentucky w USA udało się przekształcić światło niewidzialne o niskiej energii w światło wysokoenergetyczne. W ten sposób można wytworzyć większą ilość energii elektrycznej z tej samej ilości światła słonecznego.

– Energia słoneczna to nie tylko światło widzialne – podkreśla prof. Tim Schmidt z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii (UNSW) w Sydney. – Widmo jest szerokie, zawiera m.in. światło podczerwone, które daje nam ciepło, i ultrafiolet, który może spalić naszą skórę. Większość ogniw słonecznych, kamer CCD i fotodiod (półprzewodniki, które przekształcają światło w prąd elektryczny – przyp. red.) jest wykonanych z krzemu, który nie reaguje na światło mniej energetyczne niż bliska podczerwień. Oznacza to, że niektóre części widma światła nie są wykorzystywane przez wiele naszych obecnych urządzeń i technologii .

Aby rozszerzyć zakres czułości obecnie stosowanych urządzeń i tym samym zwiększyć wydajność ogniw słonecznych, niezbędna jest konwersja światła w górę, czyli przekształcenie światła o niskiej energii w bardziej energetyczne, widzialne światło, które może wzbudzać krzem.

– Jednym ze sposobów na to jest wychwycenie wielu mniejszych fotonów energii światła i ich sklejenie – wskazuje prof. Schmidt. – Można tego dokonać poprzez oddziaływanie ekscytonów – kwazicząsteczek powstałych z elektronów i dziur elektronowych, które mogą przenosić energię bez przenoszenia ładunku elektrycznego netto – w cząsteczkach organicznych.

Dotychczas jeszcze nigdy nie udało się tego osiągnąć poza krzemową przerwą energetyczną, czyli minimalną energią potrzebną do wzbudzenia elektronu w krzemie do stanu, w którym może on uczestniczyć w przewodzeniu. Naukowcy z ARC Centre of Excellence in Exciton Science, z siedzibą w UNSW w Sydney, wraz ze współpracownikami z Uniwersytetu RMIT i Uniwersytetu Kentucky wykorzystali półprzewodnikowe kropki kwantowe do pochłaniania światła o niskiej energii oraz tlen cząsteczkowy do przenoszenia światła na cząsteczki organiczne. Tym samym tlen umożliwia cząsteczkom organicznym emitowanie światła widzialnego.

– To tylko wczesna demonstracja, a do wyprodukowania komercyjnych ogniw słonecznych potrzeba sporo materiałów do opracowania, ale testy pokazują, że jest to możliwe – podkreśla prof. Schmidt.

Polski Instytut Ekonomiczny: Estoński CIT dla Polski. Potencjał, model wdrożenia i oczekiwane efekty

W 2018 r. firmy w Unii Europejskiej przeznaczyły na inwestycje 12,9 proc. PKB, a w Polsce – jedynie 9,8 proc. PKB. Wprowadzenie estońskiego CIT ma zmienić tę sytuację. Liczba polskich spółek, które będą mogły korzystać z rozliczenia w ramach estońskiego CIT sięga 200 tys. już w 2021 r., a potencjalnie takich przedsiębiorstw jest 2 mln. Dzięki temu innowacyjnemu rozwiązaniu podatkowemu w Polsce przybędzie nawet 120 tys. nowych miejsc pracy, a średnia kwota, jaką zaoszczędzą firmy, jest szacowana na ok. 118 tys. zł – twierdzą autorzy raportu „Estoński CIT dla Polski. Potencjał, model wdrożenia i oczekiwane efekty”.

Według badań OECD z 2017 r. co trzecia mała i średnia firma w Polsce nie pozyskała potrzebnego jej finansowania dłużnego (wartości dla pozostałych państw zawierają się w przedziale: od 3,17 proc. w Austrii do 49,20 proc. na Węgrzech). Dlatego niezbędne stało się wprowadzenie do systemu podatkowego narzędzia wspierającego inwestycje.

Jak pokazują doświadczenia Estonii, odejście od tradycyjnego CIT polegającego na opodatkowaniu dochodów w momencie ich powstania na rzecz nałożenia podatku dopiero w chwili wypłaty zysków ma silnie proinwestycyjny charakter i przyczynia się do wzrostu kapitałów własnych przedsiębiorstw, poprawy ich płynności, zdolności kredytowej i produktywności, a tym samym stanowi akcelerator wzrostu gospodarczego i konkurencyjności całej gospodarki.Estoński CIT zwiększy wydatki inwestycyjne w Polsce aż o 2% PKB i stworzy dodatkowe 120 tys. miejsc pracy

Estoński CIT to rozwiązanie wzmacniające konkurencyjność i napędzające inwestycje. Dzięki wprowadzeniu tego narzędzia, długookresowa stopa inwestycji wzrosła w Estonii o ponad 17 pp. Reforma podatkowa doprowadziła także do 9,1 proc. wzrostu w bilansie obrotów kapitałowych, wzrostu konsumpcji o 1,4 proc. i wzrostu PKB o 2,9 proc. Estoński CIT okazał się również skuteczną tarczą antykryzysową. Stało się tak dlatego, że wzrost stopy oszczędności i zwiększenie płynności firm poprawiło ich sytuację w okresie wahań koniunktury, zwłaszcza w czasach kryzysu finansowego lat 2007-2009 oraz dobie pandemii koronawirusa – mówi Jan Sarnowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, fellow Polskiego Instytutu Ekonomicznego i autor raportu.

Co to jest i jak działa estoński CIT?

Istotą estońskiego CIT jest zaniechanie poboru podatku tak długo, jak długo dochód pozostaje w firmie, wzmacniając jej płynność i ułatwiając inwestycje. Jego efektem jest również zredukowanie sprawozdawczości podatkowej do minimum.

Estoński CIT przyczynił się do skokowej poprawy konkurencyjności tamtejszych firm oraz całej gospodarki. Po pierwsze, jego wprowadzenie zwiększyło płynność przedsiębiorstw. Niemal 1/3 z nich posiadała w 2011 r. ponad 50 proc. wskaźnik płynności gotówkowej, a ta „poduszka bezpieczeństwa” uczyniła je znacznie odporniejszymi na dekoniunkturę.

Skutkiem wprowadzenia innowacyjnej formy opodatkowania w Estonii był także skokowy wzrost napływu kapitału inwestycyjnego i nieproporcjonalnie szybki, szczególnie wobec innych państw regionu, wzrost konkurencyjności i produktywności firm. Z podobną sytuacją będziemy mieć do czynienia w polskim przypadku. Szacuje się, że już w 2021 r. nawet ponad połowa firm na świecie stosujących tę nowoczesną formę opodatkowania dochodów będzie zarejestrowana w Polsce.

Estoński CIT przyczynia się też do uszczelnienia systemu podatkowego. Odejście od roczności poboru podatku znacznie zmniejszyło opłacalność agresywnej optymalizacji podatkowej. Efektem ubocznym była istotna poprawa jakości dokonywanej przez firmy sprawozdawczości i znaczne ograniczenie praktyki ukrywania zysków w sprawozdaniu finansowym.

Przekłada się to na zwiększenie atrakcyjności inwestycyjnej Estonii. W rankingu Paying Taxes 2020 Estonia zajęła 12. miejsce spośród 189 badanych państw, a w rankingu International Tax Competitiveness Index 2019 – drugie miejsce na 36. Zgodnie z badaniem Doing Business 2020, Estonia zajęła 12. miejsce spośród wszystkich wysoko rozwiniętych gospodarek krajów OECD pod względem płacenia podatków. Estonia zajęła również czwarte miejsce pod względem średniej ilości czasu potrzebnego do wypełnienia obowiązków podatkowych.

Estoński CIT w polskiej wersji

W projekcie mającym wdrożyć estoński CIT w polskich warunkach znalazła się propozycja stworzenia systemu, w którym podatnik wybiera możliwość rozliczania się w ramach estońskiego CIT przez okres czterech bezpośrednio po sobie następujących lat podatkowych. Jeśli podatnik po upływie tego okresu nadal spełnia wymienione w ustawie warunki, opodatkowanie przedłuża się automatycznie na kolejne okresy czteroletnie, chyba że podatnik złoży informację o rezygnacji z tego opodatkowania w deklaracji składanej za ostatni rok podatkowy, w którym podatnik stosował to opodatkowanie.

Przekroczenie przez przedsiębiorcę progu 50 mln zł w trakcie czteroletniego okresu nie oznacza automatycznego opuszczenia systemu i konieczności wstecznej korekty rozliczeń. Podatnik może podjąć decyzję o opuszczeniu systemu lub kontynuować rozliczenia na zasadach „estońskich”: do końca czwartego roku i po tym okresie obliczyć wartość przychodów średnich. Jeśli średni przychód mieści się w progu 50 mln zł, wówczas warunek przychodowy uznaje się za spełniony.

W polskiej wersji estońskiego CIT nie tylko sposób rozliczania ulegnie radykalnemu uproszczeniu. Niższe będą także stawki podatkowe. W tej chwili prowadzenie działalności przez spółkę kapitałową powoduje łączne obciążenie w wysokości 34,39 proc. dla większego podatnika oraz 26,29 proc. w przypadku małego podatnika. W zgłoszonej propozycji łączne obciążenie wypłaconych dywidend przyjmie formę preferencyjną, ze stawką podatku 30 proc. w przypadku większej spółki (z możliwością jej obniżenia do 25 proc. na wyjściu z systemu w przypadku gdy spółka poniesie określone nakłady inwestycyjne) i 25 proc. w przypadku małego podatnika (z możliwością obniżenia do 20 proc.). Oznacza to, że zdecydowana większość wspólników w przypadku wypłaty dywidendy otrzyma 75 proc. dystrybuowanej kwoty.

Obniżona stawka na wyjściu będzie nie tylko zachęcać do szybkiego rozwoju spółki, ale także przeciwdziałać pokusie pozostawania w systemie estońskim jedynie ze względów podatkowych. Gdyby efekty reformy CIT były w Polsce takie jak w Estonii, skutkowałaby ona wzrostem zatrudnienia o blisko 120 tys. osób – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

– Byłaby także źródłem dodatkowych inwestycji, których roczna wartość odpowiadałaby blisko 2 proc. PKB. System estoński to także potencjalna oszczędność ok. 11 mln roboczogodzin poświęcanych rocznie przez małe firmy na rozliczanie CIT w Polsce – wylicza Jan Sarnowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, fellow Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Co istotne, estoński CIT to także zbliżenie regulacji prawa podatkowego i bilansowego. Dla podatników będzie to oznaczać konieczność prowadzenia jednej tylko ewidencji dla celów podatkowych, zamiast, jak jest to obecnie, dwóch odrębnych.

Obok estońskiego CIT otwarta będzie możliwość rozliczania w ramach ściślej zintegrowanej z obecnym modelem CIT rezerwy inwestycyjnej, stworzonej na wzór rozwiązania, które od wielu lat funkcjonuje w Niemczech. W tym przypadku, zasady opodatkowania pozostają takie jak dotychczas, ale podatnik otrzyma możliwość szybszego rozliczenia inwestycji w kosztach podatkowych, poprzez ujęcie w kosztach uzyskania przychodów odpisów na dedykowany rachunek inwestycyjny. Niewydatkowanie środków z rachunku lub ich przeznaczenie na cele inne niż inwestycyjne (lub wydatkowanie ich po upływie określonego terminu), będzie dla podatnika oznaczać powiększenie dochodu do opodatkowania.

Dla kogo estoński CIT

Warunkiem skorzystania z nowych zasad opodatkowania jest zatrudnianie co najmniej 3 pracowników. Jak wskazują dane PARP, przeciętna wielkość przedsiębiorstwa w Polsce to 4,7 osoby pracujące i 3,3 osoby zatrudnione, zatem warunek ten nie będzie stanowił przeszkody dla spółek, które chcą się intensywnie rozwijać. Co istotne, kryterium to zostało w sposób istotny złagodzone dla przedsiębiorstw rozpoczynających działalność. Wystarczy, aby taki podatnik osiągnął docelowy poziom zatrudnienia w ciągu okresu czteroletniego.