ZBP komentuje wyrok TSUE w sprawie C-903/24: odsetki najwcześniej od doręczenia konkretnego wezwania

  • TSUE uznał, że konsumentowi przysługują odsetki za opóźnienie dopiero od momentu doręczenia Bankowi wezwania wskazującego konkretną kwotę dochodzonego roszczenia, na tej podstawie bank jest w stanie ustalić zakres jego potencjalnego zobowiązania i ocenić zasadność żądania.
  • Zdaniem Trybunału nie stanowi to nadmiernego obciążenia dla konsumenta, ponieważ wysokość wpłat może zostać ustalona na podstawie historii rachunku bankowego lub zaświadczenia wydanego przez bank.
  • Taki warunek nie uniemożliwia ani nie prowadzi do nadmiernego utrudnienia wykonywania praw przyznanych konsumentom.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał dziś wyrok w sprawie C-903/24 Zmarka dotyczącej momentu, od którego konsument może dochodzić odsetek ustawowych za opóźnienie od świadczeń spełnionych na podstawie umowy zawierającej nieuczciwe warunki umowne.

TSUE wskazał, że przedsiębiorca, na podstawie informacji zawartych w wezwaniu, powinien być w stanie ustalić zakres i wysokość zgłaszanego przez konsumenta roszczenia i na tej podstawie dokonać oceny jego zasadności.

Trybunał potwierdził tym samym przepisy krajowe, zgodnie z którymi wezwanie do zapłaty powinno zawierać wskazanie konkretnej kwoty, której domaga się konsument. Odsetki za opóźnienie mogą się wiec należeć najwcześniej dopiero od momentu doręczenia bankowi tak skonkretyzowanego wezwania – podkreśla prezes Związku Banków Polskich dr Tadeusz Białek.

Opinia Rzecznika Generalnego TSUE: polskie sądy mają ocenić spełnienie obowiązków informacyjnych.

Rzecznik Generalny TSUE wydał opinię – na wyrok TSUE przyjdzie jeszcze poczekać przynajmniej kilka miesięcy. Opinia zawiera stanowisko w zakresie badania obowiązków informacyjnych oraz skutków ich ewentualnego naruszenia.

Jednocześnie nie oznacza ona automatycznego zastosowania sankcji w każdej sprawie. Ostateczna ocena zależy od okoliczności konkretnej sprawy oraz rozstrzygnięcia sądu. Nadal kluczowe znaczenie ma ocena, czy dane uchybienie rzeczywiście mogło mieć wpływ na sytuację klienta i jego możliwość oceny zobowiązania.

Należy podkreślić, że opinia Rzecznika Generalnego ma jedynie charakter pomocniczy – nie jest wyrokiem TSUE, nie wiąże składu orzekającego Trybunału i nie przesądza automatycznie o wyniku indywidualnych spraw prowadzonych przed sądami krajowymi. Dopiero przyszły wyrok TSUE określi kierunek wykładni, a zastosowanie tej wykładni do konkretnej umowy będzie należało do sądu krajowego. Wyrok TSUE nie zawsze jest tożsamy z opinią Rzecznika Generalnego.

Klientów zachęcamy, aby w razie pytań dotyczących swojej umowy kontaktowali się bezpośrednio ze swoim bankiem – to najszybszy sposób na uzyskanie informacji o dostępnych rozwiązaniach.

Nie technologia, lecz zarządzanie. Co przesądzi o sukcesie polskiego programu jądrowego

Ponad 30 państw popiera już deklarację potrojenia mocy jądrowych do 2050 r., zapoczątkowaną podczas COP28, a globalne inwestycje w energetykę jądrową prognozowane są na ok. 2,2 bln dolarów w ciągu najbliższych 25 lat. Jednocześnie wiele projektów jądrowych odnotowuje znaczące przekroczenia kosztów i harmonogramów, pochłaniając kapitał i nadwerężając zaufanie inwestorów. Najnowsza analiza Bain & Company pokazuje, że przyczyna wielu porażek nie tkwi w samej technologii reaktora, lecz w braku dyscypliny programowej na etapie poprzedzającym ostateczną decyzję inwestycyjną (FID). Dla Polski – jednego z największych i najbardziej zaawansowanych nowych rynków jądrowych w Europie Środkowo-Wschodniej – wnioski te mają wyjątkowe znaczenie właśnie teraz, gdy podejmowane są kluczowe decyzje programowe.

Od deklaracji do realizacji: renesans jądrowy wchodzi w decydującą fazę

Zainteresowanie energetyką jądrową rośnie wraz z zapotrzebowaniem na stabilne, niskoemisyjne źródła energii. Wpływają na to m.in. rozwój centrów danych, elektryfikacja gospodarki, reindustrializacja oraz potrzeba wzmocnienia bezpieczeństwa dostaw. Deklarację potrojenia mocy jądrowych do 2050 r. zapoczątkowało na COP28 ponad 20 państw; dziś popiera ją już ponad 30 krajów. W Stanach Zjednoczonych rozporządzenia wykonawcze prezydenta wydane w 2025 r. wyznaczyły kierunek dynamicznego przyspieszenia rozwoju energetyki jądrowej, obejmującego wsparcie dla nowych inwestycji, restartów wyłączonych bloków oraz zwiększania mocy istniejących reaktorów. Globalnie inwestycje jądrowe prognozowane są na ok. 2,2 bln dolarów w perspektywie 25 lat. Atom pozostaje atrakcyjny dla wielu państw i inwestorów, ponieważ łączy niską emisyjność z wysoką dyspozycyjnością i długim okresem pracy aktywów.

Globalny renesans energetyki jądrowej jest realny i napędzany przez kilka równoległych trendów: rosnący popyt na energię elektryczną, rozwój centrów danych, reindustrializację, elektryfikację gospodarki oraz potrzebę wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego. Sama skala zainteresowania nie przesądza jednak o skutecznej realizacji projektów. Obserwujemy dziś bardzo dużą aktywność na poziomie deklaracji – umowy, listy intencyjne i obietnice polityczne – ale w wielu przypadkach nie towarzyszy jej jeszcze gotowość programowa niezbędna do doprowadzenia inwestycji do końca. Ostateczna decyzja inwestycyjna powinna być zwieńczeniem wieloletniego, rygorystycznego przygotowania. Obejmuje ono weryfikację przypadku biznesowego w szerokim spektrum scenariuszy, ocenę dojrzałości łańcucha dostaw i zdolności organizacyjnych oraz zaprojektowanie struktury finansowania odpornej na długi okres budowy – mówi Marcin Szczuka, partner w Bain & Company, lider praktyki Energii i Zasobów Naturalnych w Polsce i CEE. – W ostatnich dekadach globalny przemysł jądrowy przeszedł drogę od dynamicznego rozwoju, przez okres stagnacji, do obecnej fazy odbudowy kompetencji i zdolności wykonawczych. Organizacje, które rozumieją tę sekwencję i odpowiednio wcześnie budują instytucjonalne kompetencje do zarządzania megaprojektami jądrowymi, będą miały największe szanse powodzenia. Te, które podejmą FID bez takiej gotowości, ryzykują powtórzenie najkosztowniejszych błędów inwestycyjnych ostatnich dekad.

O powodzeniu projektów jądrowych decyduje dojrzałość programu, nie tylko technologia

Analiza Bain & Company, obejmująca doświadczenia z kilkunastu krajów i różnych technologii reaktorowych, pokazuje, że o powodzeniu inwestycji jądrowych w dużej mierze rozstrzyga jakość przygotowania programu przed rozpoczęciem budowy. Największe problemy pojawiały się tam, gdzie decyzje o przejściu do kolejnych etapów podejmowano mimo niedostatecznej gotowości projektu, organizacji właścicielskiej, wykonawców lub łańcucha dostaw. W praktyce prowadziło to do późnych zmian projektowych, konieczności dodatkowych prac, narastających opóźnień i utraty kontroli nad kosztami.

Raport wskazuje jednocześnie, że projekty realizowane w oparciu o sprawdzoną technologię, konsekwentne powielanie sprawdzonych rozwiązań oraz dobrze skoordynowany model współpracy inwestora, dostawców i wykonawców osiągały wyraźnie lepsze wyniki. Dlatego autorzy raportu podkreślają znaczenie dyscypliny. Utrzymanie harmonogramu daje szansę na kontrolę nad budżetem.

W energetyce jądrowej sama dojrzałość technologii nie wystarcza. O sukcesie decyduje zdolność do zarządzania całym programem inwestycyjnym: od jakości przygotowania projektu, przez dostępność kompetencji i łańcucha dostaw, po model nadzoru nad wykonawcami i podejmowania decyzji. To szczególnie ważne w przypadku krajów i organizacji, które budują takie kompetencje po raz pierwszy albo wracają do energetyki jądrowej po wielu latach przerwy – podkreśla Adam Olszewski, Associate Partner w Bain & Company. – Największym ryzykiem jest rozpoczęcie budowy zbyt wcześnie, zanim kluczowe elementy programu osiągną odpowiednią dojrzałość. Wówczas każde opóźnienie, zmiana projektowa czy problem po stronie dostawców szybko przekładają się na koszty finansowania, rentowność projektu i zaufanie inwestorów. Dlatego etap pre-FID powinien służyć nie tylko potwierdzeniu atrakcyjności inwestycji, ale przede wszystkim rzetelnemu sprawdzeniu, czy organizacja jest gotowa ją bezpiecznie i skutecznie zrealizować.

Trzy warunki wiarygodnej decyzji inwestycyjnej

Bain & Company identyfikuje trzy wzajemnie powiązane warunki, które każdy inwestor musi udowodnić równolegle przed podjęciem FID. Po pierwsze, przypadek biznesowy musi generować trwałą wartość w szerokim spektrum scenariuszy, co wymaga rygorystycznego modelowania kosztu energii (LCOE), stress-testingu wobec alternatywnych technologii generacji oraz jasnego określenia roli aktywa w ewoluującym miksie energetycznym. Po drugie, ryzyka realizacyjne muszą być zidentyfikowane i wiarygodnie zarządzane: obejmuje to walidację kosztów i harmonogramów metodą bottom-up, ocenę dojrzałości łańcucha dostaw i kontrahentów, weryfikację dojrzałości technologicznej reaktora, strategię kadrową i projekt systemu nadzoru wykonawczego. Po trzecie, finansowanie musi być trwałe przez cały wieloletni okres budowy – wymaga to zaangażowania rządów, na przykład w postaci gwarancji kredytowych, kontraktów różnicowych lub mechanizmów ochrony przed przekroczeniami kosztów, co, jak wskazuje Bain & Company, było wspólnym mianownikiem udanych programów jądrowych ostatnich dwóch dekad.

Tych trzech obszarów nie da się oceniać w oderwaniu od siebie. Zmiana projektowa rzutuje na kosztorys, który zmienia zapotrzebowanie finansowe, modyfikuje propozycję dla inwestorów i wymaga innej struktury podziału ryzyka. Praca poprzedzająca FID musi być zarządzana jako zintegrowana całość i aktualizowana na bieżąco przez cały 2-5-letni okres dojrzewania projektu.

Polska wobec wyzwania pierwszego programu jądrowego

Polska realizuje dziś jeden z największych i najbardziej zaawansowanych nowych programów energetyki jądrowej w Europie Środkowo-Wschodniej, prowadząc równolegle inwestycje w duże bloki jądrowe i projekty małych reaktorów modułowych (SMR). Krajowy program jądrowy cieszy się szerokim poparciem społecznym, a zaangażowanie międzynarodowych partnerów technologicznych i finansowych oraz europejskie mechanizmy wsparcia tworzą solidne fundamenty dla długoterminowej realizacji. W świetle doświadczeń z globalnych projektów jądrowych Polska staje jednak przed wyzwaniem, które dzielą wszystkie kraje wchodzące na ścieżkę atomową po raz pierwszy: budową instytucjonalnych zdolności zarządzania megaprojektem bez wcześniejszego doświadczenia w realizacji elektrowni jądrowych.

Polska jest w historycznie wyjątkowym miejscu. Wchodzimy na ścieżkę jądrową po raz pierwszy, prowadząc równolegle dwa programy o odmiennych technologiach, horyzontach czasowych i profilach ryzyka. To ambitna i słuszna strategia z perspektywy dywersyfikacji technologicznej i bezpieczeństwa energetycznego, ale jednocześnie złożone wyzwanie zarządcze. Sprawdzona technologia wielkoskalowa opiera się na dojrzalszym, choć wciąż odbudowywanym łańcuchu dostaw, podczas gdy SMR-y są dopiero u progu komercjalizacji i gromadzą pierwsze doświadczenia budowlane na świecie. Dlatego każdy z tych programów wymaga odrębnie skonstruowanego przypadku biznesowego, innej struktury finansowania, własnego profilu ryzyk oraz rygorystycznie przeprowadzonej pracy pre-FID – komentuje Marcin Szczuka. – Kluczowe będzie takie ukształtowanie modelu zarządzania, aby zachować spójność strategiczną całego programu, a jednocześnie adekwatnie różnicować ścieżki decyzyjne, mechanizmy nadzoru i alokację ryzyk dla poszczególnych technologii. Lekcje z globalnych projektów jądrowych pokazują, że powodzenie zależy nie tylko od wyboru technologii, lecz od zdolności instytucji do konsekwentnego zarządzania megaprojektem przez wiele lat. Polska ma szansę stać się regionalnym liderem nie tylko pod względem zainstalowanych mocy, ale także dojrzałości programu jądrowego, pod warunkiem, że ambicji będzie towarzyszyć dyscyplina wykonawcza.

Vinci i 3TS inwestują w Sybilla Technologies. To jedna z największych rund w polskim spacetech

  • Vinci z grupy BGK oraz europejski fundusz 3TS Capital Partners, dokonały inwestycji w spółkę Sybilla Technologies. Wartość transakcji wynosi ok. 35 mln zł.
  • Sybilla jest wiodącym europejskim dostawcą danych obserwacyjno-analitycznych o ruchu obiektów w przestrzeni kosmicznej, pozyskiwanych z własnej sieci 50 sensorów optycznych rozmieszczonych na 6 kontynentach. Spółka ma niezwykle ambitne plany rozwoju, zakładające wejście do światowej czołówki w ciągu 3 lat.
  • Sybilla aktywnie wspiera budowę europejskiego bezpieczeństwa i suwerenności technologicznej w kosmosie. Pozyskany kapitał pozwoli jej odegrać istotną rolę w komercjalizacji przestrzeni okołoziemskiej.

Inwestycja europejskiego funduszu 3TS Capital Partners oraz Vinci z grupy BGK w bydgoską spółkę Sybilla Technologies należy do największych rund finansowania z udziałem polskiej spółki z sektora spacetech. Jest to jednocześnie pierwsza zewnętrzna runda inwestycyjna w historii firmy, która od momentu powstania rozwijała się wyłącznie dzięki kapitałowi pochodzącemu od założycieli.

Europejski lider

Sybilla Technologies dysponuje największą prywatną siecią 50 sensorów optycznych należącą do europejskiej firmy. Jej systemy są zdolne do wykrywania i śledzenia obiektów wielkości puszki po napoju z odległości 36 tysięcy kilometrów. Spółka dostarcza dane i analizy dotyczące ruchu obiektów w przestrzeni orbitalnej. Z jej unikalnych zasobów korzystają narodowe agencje kosmiczne Polski, Włoch, Francji oraz Europejska Agencja Kosmiczna, a także instytucje unijne takie, jak Europejski Fundusz Obronny czy EU Space Surveillance and Tracking. Sybilla współpracuje ponadto dowództwem brytyjskich sił zbrojnych odpowiedzialnym za prowadzenie operacji kosmicznych, a także koncernami technologicznymi, m.in. Airbusem czy Leonardo.

Globalne ambicje

– Rozpoczynamy nowy, niezwykle ambitny i dynamiczny okres w rozwoju spółki. Środki pozyskane od inwestorów przeznaczymy na rozbudowę sieci sensorów i serwisów analitycznych, a w efekcie znaczące zwiększenie zdolności operacyjnych i zasięgu geograficznego. W planach mamy wejście na rynki USA, Bliskiego Wschodu, Azji, a także umocnienie naszej pozycji i rozszerzenie zakresu współpracy z partnerami z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Włoch oraz Francji. Kolejnym krokiem będzie wyniesienie naszych sensorów na orbitę. Celem jest także dalsza komercjalizacja naszych usług, umocnienie pozycji w sektorze obronnym, a w efekcie wielokrotne zwiększenie skali biznesu – informuje Piotr Sybilski, prezes i współzałożyciel Sybilla Technologies.

Rosnący potencjał polskich firm

Inwestycja w Sybilla Technologies wpisuje się w działania BGK na rzecz wspierania rozwoju innowacyjnych przedsięwzięć o strategicznym znaczeniu dla polskiej gospodarki. -Jesteśmy przekonani, że potencjał polskich spółek będzie miał istotny wkład w budowę bezpieczeństwa oraz suwerenności technologicznej Europy w obszarze kosmicznym. Inwestycja potwierdza również rosnący potencjał firm z Polski w sektorze zaawansowanych technologii oraz ich zdolność do konkurowania na rynku globalnym – podkreśla Mirosław Czekaj, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego.

Do końca tego roku bydgoska spółka podwoi liczbę posiadanych sensorów, zwiększając ich liczbę do 100 z obecnych 50, co pozwoli jej stale monitorować ruch 90% z ponad 40 tys. obiektów znajdujących się w kosmosie w czasie krótszym niż 24 godziny. W kolejnych latach Sybilla planuje rozbudować swoją sieć do 300 urządzeń rozmieszczonych w około100 lokalizacjach na całym świecie. Infrastrukturą tej wielkości dysponują dziś jedynie najwięksi amerykańscy gracze.

Europejskie oko na kosmos

– Witamy w swoim portfelu tę imponującą oraz niezwykle ambitną spółkę, która jest drugą, po Iceye, inwestycją funduszu Vinci w branżę kosmiczną. Sybilla już dziś jest wiodącym w UE dostawcą danych analityczno-obserwacyjnych o ruchu obiektów w przestrzeni satelitarnej, a w perspektywie kilku lat ma duże szanse wejść do światowej czołówki. Posiada w Polsce zespół ekspertów o unikalnych kompetencjach z takich dziedzin, jak astrofizyka, optyka czy robotyka. Jej działalność i ambitne plany rozwoju idealnie wpisują się w strategię Vinci, zakładającą wykorzystanie publicznego kapitału oraz istniejących w kraju talentów, patentów oraz unikalnych kompetencji do budowania przyszłości polskiej gospodarki – mówi Bartosz Drabikowski, prezes Vinci, firmy inwestycyjnej z grupy BGK, zarządzającej kapitałem o wartości przekraczającej miliard złotych.

Sybilla dostarcza krytyczne dane umożliwiające bezpieczne funkcjonowanie infrastruktury satelitarnej i rozwój gospodarki kosmicznej. W świecie rosnących napięć geopolitycznych dostęp do niezależnych źródeł danych staje się strategicznym zasobem. Technologie rozwijane przez Sybillę wzmacniają europejską autonomię i suwerenność technologiczną w przestrzeni okołoziemskiej.

Współpraca kapitału prywatnego i publicznego

Transakcja o wartości ok. 35 mln zł została przeprowadzona przez fundusz Venture Capital należący do Vinci z grupy BGK oraz 3TS Capital Partners. Założyciele i dotychczasowi udziałowcy zachowali pakiet większościowy oraz decydującą rolę w dalszym rozwoju spółki.

– Inwestycja w Sybillę jest przykładem skutecznej współpracy kapitału prywatnego i publicznego na rzecz budowy globalnych liderów technologicznych wywodzących się z Polski – podsumowuje Katarzyna Pac-Malesa, dyrektorka inwestycyjna 3TS Capital Partners. Fundusze 3TS zrealizowały już ponad 70 inwestycji w 13 krajach Europy, wspierając rozwój czołowych spółek technologicznych z regionu. – Od ponad 25 lat wspieramy przedsiębiorców, którzy dzięki technologii budują trwałe przewagi konkurencyjne i rozwijają rozwiązania o strategicznym znaczeniu dla gospodarki oraz bezpieczeństwa. Sybilla doskonale wpisuje się w tę filozofię. Wierzymy, że dzięki połączeniu kapitału, doświadczenia oraz aktywnego wsparcia w skalowaniu organizacji i ekspansji międzynarodowej będziemy mogli przyspieszyć jej rozwój i pomóc w realizacji ambitnego celu, jakim jest zbudowanie globalnego lidera w obszarze monitorowania i bezpieczeństwa przestrzeni kosmicznej – dodaje.

Europejski Bank Centralny przed trudną decyzją. Rynek oczekuje podwyżki stóp o 25 punktów bazowych

Rynek finansowy z dużą uwagą oczekuje dzisiejszego zakończenia posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego. Według ekonomistów oraz wycen instrumentów terminowych najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest podwyżka stóp procentowych o 25 punktów bazowych, która podniosłaby stopę referencyjną w strefie euro do 2,4%. Taka decyzja byłaby odpowiedzią na ponowny wzrost presji inflacyjnej, napędzany przede wszystkim wyższymi cenami energii związanymi z wojną w Iranie. Konflikt zwiększył ryzyko utrzymywania się inflacji powyżej celu banku centralnego, co wzmacnia argumenty za bardziej restrykcyjną polityką pieniężną.

Zgodnie ze wstępnymi danymi inflacja w strefie euro przyspieszyła w maju do 3,2% r/r z 3,0% miesiąc wcześniej, natomiast inflacja bazowa wzrosła do 2,5% r/r z 2,2%. Odczyty te sugerują, że presja cenowa pozostaje uporczywa, mimo wcześniejszych sygnałów stabilizacji. W tym kontekście EBC będzie musiał nie tylko podjąć decyzję w sprawie stóp procentowych, lecz także przedstawić nowe prognozy makroekonomiczne. Jest prawdopodobne, że bank centralny istotnie podniesie przewidywania dotyczące inflacji na lata 2026 i 2027, co może nadać kierunek dalszym oczekiwaniom rynkowym.

Część ekonomistów uważa, że czerwcowa podwyżka jest już niemal przesądzona. Rynek traktuje ją jako scenariusz bazowy, a taki ruch miałby przede wszystkim wzmocnić wiarygodność EBC w walce z inflacją. Potencjalną decyzję można więc określić jako „ubezpieczeniową” i symboliczną reakcję na wcześniejszą krytykę banku centralnego za zbyt późne zaostrzenie polityki pieniężnej w 2022 roku. Warto jednak pamiętać, że obecna sytuacja różni się od tej sprzed kilku lat, ponieważ rynek pracy jest słabszy, a presja płacowa wyraźnie mniejsza. Ryzyko polega na tym, że EBC może zacieśnić politykę w nieodpowiednim momencie, zwłaszcza jeśli po wakacjach inflacja zacznie spadać, a gospodarka strefy euro będzie nadal hamować.

Ten dylemat dobrze pokazuje skalę wyzwań stojących przed bankiem centralnym. Z jednej strony wzrost cen energii i wyższe odczyty inflacyjne przemawiają za podwyżką stóp, z drugiej zaś coraz słabsze dane z gospodarki, w tym PKB za I kwartał Eurolandu oraz niższe wskaźniki PMI z poszczególnych krajów, wskazują na narastające ryzyko spowolnienia. Dalsze zaostrzanie polityki pieniężnej mogłoby dodatkowo obciążyć aktywność gospodarczą, a jednocześnie podbić rentowności obligacji europejskich. Dlatego dla inwestorów kluczowa będzie nie tylko sama decyzja EBC, lecz także komunikat po posiedzeniu, nowe projekcje makroekonomiczne oraz wypowiedzi Christine Lagarde. Każda sugestia dotycząca kolejnych podwyżek, zwłaszcza możliwego ruchu we wrześniu, może zwiększyć zmienność na rynku długu i wpłynąć na wyceny aktywów w całej strefie euro.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada więc dzisiejszą podwyżkę stóp procentowych oraz pozostawienie otwartej drogi do kolejnego ruchu w następnych miesiącach. Ostateczne decyzje EBC będą jednak zależeć od napływających danych, przede wszystkim dotyczących inflacji, płac i tempa wzrostu gospodarczego. Bank centralny musi znaleźć równowagę między potrzebą utrzymania wiarygodności w walce z inflacją a ryzykiem nadmiernego osłabienia gospodarki, która już teraz wykazuje oznaki spowolnienia.

Obecnie kurs EUR/USD konsoliduje się w rejonie 1,1550. W ubiegłym tygodniu główna para walutowa zniżkowała o około 1,2%, natomiast w bieżącym tygodniu porusza się w wąskim przedziale, nieprzekraczającym 80 pipsów.

Synektik z rekordowymi wynikami. Przychody wzrosły do 441,2 mln zł, a EBITDA do 118 mln zł

Giełdowy dostawca zaawansowanych technologii medycznych oraz producent radiofarmaceutyków zakończył pierwsze półrocze 2025 roku finansowego z najwyższymi w historii wynikami. W okresie październik 2025 r. – marzec 2026 r. Grupa Synektik zwiększyła przychody o 35%, do 441,2 mln PLN, wypracowując 118,0 mln PLN EBITDA, o 46% więcej niż rok wcześniej. Na dynamiczny wzrost wyników giełdowej spółki złożyły się zarówno dynamicznie rosnące powtarzalne przychody obu segmentów, jak i wyższa sprzedaż sprzętu medycznego.

Skonsolidowany zysk netto Grupy Synektik z działalności kontynuowanej za I półrocze 2025 r. fin. zwiększył się o ponad połowę, do 82,9 mln PLN. Całkowity zysk netto firmy za minione półrocze wyniósł 331,3 mln PLN, uwzględniając wyniki działalności wydzielonej do spółki Syn2bio, jak również księgowy zysk na wydzieleniu tej działalności, w wysokości 261,3 mln PLN.

Segment sprzedaży zaawansowanych urządzeń medycznych oraz rozwiązań informatycznych Grupy pozostaje motorem napędowym Grupy, zamykając kolejny okres z wysoką, dwucyfrową dynamiką wzrostu sprzedaży i zysków. Sprzedaż sprzętu medycznego, rozwiązań IT oraz usług serwisowych w minionym półroczu wzrosła rdr. o 36%, do 413,6 mln PLN (z wyłączeniem transakcji wewnątrzgrupowych), natomiast EBITDA segmentu zwiększyła się o 46%, do 121,0 mln PLN. Segment radiofarmaceutyków również ma za sobą solidny okres. W minionym półroczu przychody z tego obszaru działalności wzrosły o 17%, do 27,5 mln PLN (z wyłączeniem transakcji wewnątrzgrupowych), a EBITDA segmentu zwiększyła się o 13%, do 8,7 mln PLN.

Kluczowym obszarem wzrostu wartości Grupy są jej rosnące przychody powtarzalne, osiągane z tytułu dostaw materiałów i akcesoriów zużywalnych, świadczenia usług oraz sprzedaży radiofarmaceutyków w ramach długoterminowych umów z klientami. W I półroczu br. powtarzalne przychody obu biznesowych segmentów Grupy wzrosły o 28%, do 208,2 mln PLN.

Mamy szereg podstaw do zadowolenia z wyników, operacyjnych i finansowych, osiągniętych w minionym półroczu. Konsekwentnie realizując strategiczne założenia biznesowe dynamicznie rozwijamy się w kluczowych obszarach naszej działalności, zwiększając sprzedaż i m.in. dzięki efektowi dźwigni operacyjnej podnosząc rentowność naszej działalności. Udanie rozwijamy rynki zbytu na oferowane przez Grupę innowacyjne technologie medyczne, nie tylko generując solidne przychody ze sprzedaży, ale również zwiększając strumień przychodów powtarzalnych z tytułu m.in. dostarczania zużywalnych materiałów do dystrybuowanych przez Grupę urządzeń – komentuje Cezary Kozanecki, prezes i założyciel Synektik. Prezes giełdowej spółki zwraca uwagę na potencjał dalszego rozwoju biznesu Grupy w kolejnych kwartałach i latach. – Mamy podstawy by sądzić, że druga połowa roku w naszym wykonaniu również będzie stała pod znakiem dynamicznego rozwoju naszej działalności, na co wpływ będzie mieć m.in. trwający w Polsce intensywny proces modernizacji systemu opieki zdrowotnej z wykorzystaniem środków z KPO. Kontynuujemy geograficzną ekspansję, rozwijając się za południową granicą Polski, pracując nad realizacją pierwszych dostaw sprzętu medycznego na rynki krajów bałtyckich, jak również przygotowując się do pełnego uruchomienia działalności operacyjnej na Ukrainie, jako dystrybutor systemów da Vinci. Dywersyfikacja produktowa oraz geograficzna działalności, w połączeniu z rosnącymi i zwiększającymi swój udział w wynikach Grupy powtarzalnymi przychodami, stanowi solidny fundament dla wzrostu wartości Grupy w kolejnych latach – ocenie Cezary Kozanecki.

W I półroczu 2025 roku finansowego Grupa pozyskała kontrakty na dostawy sprzętu medycznego o wartości 311 mln PLN, ponad dwukrotnie wyższej od łącznej wartości zleceń pozyskanych w analogicznym okresie 2024 r. fin. W drugą połowę roku Grupa wkroczyła z backlogiem dostaw sprzętu oraz aktywnymi projektami sprzedażowymi o łącznej wartości blisko 280 mln PLN. – Po intensywnej wiośnie czeka nas niezwykle pracowite lato. Dzięki systematycznie rozwijanemu i wzmacnianemu zespołowi oraz rosnącej efektywności organizacji możemy równolegle z sukcesami rywalizować o nowe zamówienia, realizować rekordowy pipeline projektów oraz pracować nad wprowadzeniem na rynek kolejnych innowacyjnych produktów, takich jak system Edison, umożliwiający całkowicie nieinwazyjne i wysoce skuteczne niszczenie nowotworów wątroby oraz innych tkanek miękkich – ocenia Dariusz Korecki, wiceprezes Synektik.

Wiceprezes Synetik zwraca uwagę na mocne fundamenty finansowe biznesu Grupy. – W minionym półroczu Synektik SA wypłaciła Akcjonariuszom dywidendę w rekordowej kwocie 91,7 mln PLN, tj. 10,75 PLN na akcję. Ponadto, w ramach zakończonego procesu wydzielenia działalności badawczo-rozwojowej Grupy w obszarze innowacyjnych radiofarmaceutyków do giełdowej spółki Syn2bio SA, zaopatrzyliśmy ją w środki zabezpieczające jej potrzeby finansowe. Dzięki solidnym przepływom operacyjnym zakończyliśmy półrocze z długiem netto poniżej 0,1 EBITDA Grupy za ostatnie 12 miesięcy i perspektywą solidnych dodatnich przepływów pieniężnych w kolejnych kwartałach – informuje Dariusz Korecki.

Kończy się etap gwałtownych wzrostów cen kawy, ale nie wrócą one do czasu sprzed kryzysu

Przez ostatni rok ceny sklepowe kawy mielonej notowały średnie wzrosty nawet  na poziomie ok. 25-35% rdr. Rekordowy skok był we wrześniu ub.r. i wyniósł 36,1% rdr. W tym roku widać na plusie od 10,7% do 30,2% rdr. Ostatnio produkt zdrożał średnio o 13,2% rdr. Z kolei wzrosty cen kawy rozpuszczalnej w analizowanym okresie dochodziły do 23% rdr. W tym roku dynamika wyhamowała do ok. 6-15% rdr. Natomiast w maju br. nastąpił spadek o 2,2% rdr. Autorzy analizy uważają, że okres gwałtownych podwyżek raczej dobiega do końca, ale kawa staje się produktem strukturalnie droższym niż przed kryzysem surowcowym. Sytuacja jednak ma się poprawić w II połowie roku, bo w sklepach ma być więcej promocji, do tego będzie zauważalne stopniowe wyhamowanie inflacji cen ww. towaru.

Dane UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupy Blix z okresu od maja ub.r. do maja tego roku, dot. cen promocyjnych i regularnych, pokazują wyraźną kontynuację presji inflacyjnej na rynku kawy, ale z rozwarstwieniem pomiędzy segmentem kawy mielonej i rozpuszczalnej. Najmocniej drożeje ta pierwsza, podczas gdy ceny drugiej rosną wolniej i zaczynają się pomału stabilizować. Jak komentuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland, rynek wszedł w fazę strukturalnie wyższych cen, a nie tylko krótkoterminowego impulsu inflacyjnego.

– Rynek coraz mocniej odczuwa skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych, takich jak susze, nieregularne opady i wzrost temperatur. To przekłada się na większą zmienność podaży oraz trwałe podniesienie kosztów produkcji surowca, szczególnie w przypadku arabiki, która ma znaczenie w segmencie kawy mielonej i premium. Jest on bardziej wrażliwy na zmiany kosztów i jakości surowca. Warto też pamiętać, że w części rynku konsumenci wybierający kawę mieloną – zwłaszcza lepszych marek – częściej kierują się jakością i smakiem, co zmniejsza elastyczność cenową popytu i może ułatwiać producentom większą możliwość przerzucania kosztów na sklepową półkę – mówi ekspertka.

W analizowanym okresie dynamika cen sklepowych kawy mielonej utrzymywała się na bardzo wysokim poziomie. W niektórych miesiącach sięgał on nawet średnio ok. 25-35% rdr. Rekordowy wzrost przypadł na wrzesień ub.r. i wyniósł 36,1% rdr. W tym roku wzrosty nadal są dwucyfrowe – od 10,7% do 30,2% rdr. W maju odnotowano skok o 13,2% rdr. – Segment kawy mielonej pozostaje najbardziej wrażliwy na wzrost cen surowca arabiki, koszty logistyki, energii i opakowań oraz presję kosztową w produkcji premium. W praktyce konsumenci coraz mocniej odczuwają podwyżki w codziennych zakupach, bo kawa mielona jest produktem najczęściej kupowanym do domowego użytku – wyjaśniają analitycy z UCE RESEARCH.

Segment kawy rozpuszczalnej wykazuje większą stabilność. W analizowanym okresie wzrosty dochodziły do 23% rdr. W tym roku dynamika wyraźnie wyhamowała, bo do ok. 6-15% rdr. Z kolie w maju odnotowano nawet spadek o 2,2% rdr. Według ekspertów z UCE RESEARCH, to może oznaczać, że producenci wcześniej przerzucili koszty na klientów. Rynek osiągnął granicę akceptacji cenowej, a konsumenci zaczęli szukać tańszych alternatyw lub ograniczać zakupy. Widać też większą odporność segmentu instant dzięki dłuższym kontraktom zakupowym, większemu udziałowi robusty oraz silniejszej optymalizacji kosztowej producentów.

– Sytuacja na rynku kawy zaczyna się odwracać, ale konsumenci w Polsce jeszcze przez pewien czas mogą tego nie odczuć przy sklepowych półkach. Notowania arabiki są obecnie niższe rok do roku o ok. 11%, podczas gdy robusta lekko podrożała – o około 2%. To wyraźna zmiana względem 2024 roku i początku 2025 roku, kiedy oba gatunki notowały historyczne rekordy cenowe pod wpływem suszy w Brazylii, problemów pogodowych w Wietnamie oraz napięć logistycznych – mówi dr Krzysztof Łuczak z Grupy Blix.

Dane sklepowe pokazują, że jeszcze w ostatnim roku ceny detaliczne rosły bardzo mocno. Mechanizm przenoszenia cen z giełd do sklepów działa z dużym opóźnieniem. Według analiz FAO, około 80% zmian cen surowca trafia do detalicznych cen kawy dopiero po 8-11 miesiącach, a pełny efekt może być odczuwalny nawet przez kilka lat. Ekspert z Grupy Blix przewiduje, że obecny spadek cen arabiki może zacząć być widoczny dla konsumentów dopiero w drugiej połowie 2026 roku.

– Rynek detaliczny reaguje wolniej z kilku powodów. Po pierwsze, producenci i sieci handlowe pracują na kontraktach terminowych i zapasach kupowanych z wyprzedzeniem. Po drugie, sama cena ziarna to tylko część kosztu końcowego produktu. Duże znaczenie mają także energia, transport, kurs dolara, opakowania, logistyka i marże detaliczne. Na rynku np. szacuje się, że 1-procentowy wzrost cen surowca przekłada się w UE jedynie na około 0,24% wzrostu ceny detalicznej po kilkunastu miesiącach – zauważa Karina Gręda z Hiper-Com Poland.

Z kolei zdaniem eksperta z Grupy Blix, w praktyce bardziej prawdopodobny od gwałtownych obniżek cen jest scenariusz zwiększenia aktywności promocyjnej retailerów. Producenci i sieci handlowe raczej nie będą szybko obniżać oficjalnych cen półkowych, ponieważ w ostatnich dwóch latach ponosili bardzo wysokie koszty zakupu surowca, energii, transportu i opakowań. Zamiast tego rynek może wejść w etap „ukrytej deflacji”, czyli częstszych promocji, rabatów wielosztukowych i agresywniejszej walki cenowej pomiędzy sieciami.

– Obecnie po raz pierwszy od dłuższego czasu pojawia się przestrzeń do stopniowej poprawy sytuacji konsumentów. Spadek cen arabiki może być szczególnie istotny dla segmentu kawy mielonej, który jest najmocniej uzależniony właśnie od tego gatunku. Dane detaliczne pokazują, że to ona była liderem podwyżek w sklepach. Można więc oczekiwać, że właśnie w tym segmencie najszybciej pojawią się działania promocyjne – analizuje Karina Gręda.

Do tego dr Krzysztof Łuczak dodaje, że obecne spadki notowań arabiki wynikają przede wszystkim z oczekiwań lepszych zbiorów w Brazylii oraz oznak osłabienia globalnego popytu po rekordowych cenach z ostatnich miesięcy, ale też strategii samych sieci handlowych. Warto też dodać, że światowi eksperci wskazują, że rynek spodziewa się nawet około 30-proc. spadku cen arabiki do końca 2026 roku względem zeszłorocznych szczytów. Jednocześnie producenci podkreślają, że rynek nadal pozostaje bardzo podatny na pogodę i każda większa anomalia klimatyczna może szybko odwrócić trend.

– Rynek wysyła dziś sygnał, że najprawdopodobniej kończy się etap gwałtownych podwyżek cen kawy, ale nie oznacza to powrotu do poziomów sprzed kryzysu surowcowego. Konsumenci raczej zobaczą wolniejsze tempo wzrostów, więcej promocji i większą konkurencję cenową pomiędzy sieciami niż realny, trwały spadek cen na półkach – zaznacza Karina Gręda.

Jak podsumowuje dr Krzysztof Łuczak, konsumenci już zaczynają zmieniać zachowania zakupowe. Widać większą wrażliwość na promocje, rosnące znaczenie marek własnych oraz migrację części klientów do tańszych segmentów. To będzie dodatkowo zwiększać presję na detalistów, by częściej wykorzystywać kawę jako produkt promocyjny przyciągający ruch do sklepów. I to może pogłębić już i tak ostrą wojnę cenową, szczególnie obserwowaną wśród dyskontów.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych) oraz agencji Hiper-Com Poland i Grupy Blix. Analiza pokazuje średnią wartość cenową kawy (mielonej i rozpuszczalnej), tj. ustandaryzowanego opakowania przeliczonego do gramatury 500 g w wartościach cen regularnych oraz w promocyjnych. Łącznie zestawiono (tj. za okres od maja 2025 do maja 2026 r.) ze sobą blisko 60 tys. cen detalicznych z przeszło 48 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych. Analiza objęła wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Justyna Kur nową prezeską Polskiej Rady Centrów Handlowych

0

Walne Zebranie Członków Polskiej Rady Centrów Handlowych w dniu 10 czerwca 2026 r. udzieliło absolutorium ustępującemu zarządowi i wybrało nowy na kadencję 2026-2028. Podczas inauguracyjnego spotkania nowego zarządu na stanowisko prezesa wybrano Justynę Kur, a Annę Malcharek, Urszulę Matej-Bil i Piotra Staniszewskiego na wiceprezesów Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Decyzją Walnego Zebrania Członków PRCH w składzie nowego zarządu znaleźli się: Agata Brzezińska, Head of CEE Pradera Management Poland, Jan Dębski, Chairman of Business Development w Unibail-Rodamco-Westfield, Tomasz Górski, Retail Asset Manager w NEPI Rockcastle, Małgorzata Komarczuk, Group Head of Marketing CEE w G City Europe, Bogda Korolczuk, dyrektor zarządzająca PRCH, Justyna Kur, Wiceprezeska i Dyrektorka Działu Zarządzania Nieruchomościami oraz Zarządzania Umowami Najmu w Apsys Polska, Anna Malcharek, dyrektor zarządzająca Gemini Holding, Urszula Matej-Bil, członkini zarządu ds. komunikacji i marketingu w EPP, Piotr Staniszewski, radca prawny i partner w kancelarii Pinsent Masons, Jacek Wesołowski, dyrektor zarządzający Trei Real Estate Poland i Aleksandra Zentile-Miller, architekt i urbanista w Consult AZM.

Stanowisko prezesa zarządu PRCH objęła Justyna Kur. W tej roli zastąpiła Jana Dębskiego, który sprawował funkcję przez trzy ostatnie kadencje.

Nowa prezeska jest jedną z najbardziej doświadczonych menedżerek rynku nieruchomości handlowych w Polsce. Od 25 lat związana z branżą, łączy doświadczenie operacyjne z dobrym rozumieniem zmian zachodzących w sektorze handlowym, oczekiwań właścicieli i zarządców centrów, najemców oraz klientów. W Apsys Polska odpowiada za rozwój wartości zarządzanych aktywów, wysoką jakość operacyjną, innowacje oraz długofalowe relacje z partnerami. Członkini zarządu PRCH od 2019 roku aktywnie uczestniczy w dialogu branżowym i współtworzeniu standardów rynkowych.

Dziękuję członkom Polskiej Rady Centrów Handlowych za zaufanie i mandat do kierowania organizacją w nadchodzącej kadencji. Szczególne słowa wdzięczności kieruję do mojego poprzednika, Jana Dębskiego, za lata zaangażowania i pracy na rzecz stowarzyszenia i całej branży. Cieszę się również, że w gronie zarządu mamy Bogdę Korolczuk, która od sześciu miesięcy pełni funkcję dyrektor zarządzającej i z nową energią kieruje bieżącymi działaniami organizacji. PRCH od ponad 20 lat współtworzy nowoczesny handel w Polsce – integruje branżę, reprezentuje jej interesy i prowadzi dialog z administracją publiczną. Wypracowane standardy, raporty i analizy stanowią dziś ważny punkt odniesienia dla całego rynku. To organizacja z silnymi fundamentami i ugruntowaną marką. Jednocześnie branża obiektów handlowych dynamicznie się zmienia, a wraz z nią oczekiwania klientów, najemców i właścicieli. Moją ambicją jest, aby działania PRCH jeszcze lepiej odpowiadały na te wyzwania – by organizacja pozostawała miejscem współpracy i wymiany wiedzy oraz silnym głosem sektora, aktywnie kształtującym dyskusję o przyszłości handlu stacjonarnego – powiedziała Justyna Kur, nowa prezeska zarządu PRCH.

W trakcie Walnego Zebrania Członków wybrano także komisję rewizyjną na lata 2026-2028. W jej skład ponownie weszli: Jakub Jonkisz z Westbroker, Anna Łoś z Vistra, Magdalena Łukaszewska z Pradera Management i Krzysztof Sakierski z Savills.

Enterprise Investors wychodzi z Anwimu. Nowi inwestorzy zapowiadają dalszą ekspansję

Akcjonariusze Anwim S.A., w tym fundusz private equity Polish Enterprise Fund VIII zarządzany przez Enterprise Investors oraz założyciele spółki podpisali umowę sprzedaży udziałów na rzecz europejskiej spółki joint venture działającej w segmencie detalicznej sprzedaży paliw tworzonej przez Stonepeak i Energy Equation Partners. Nowi inwestorzy wnoszą szerokie doświadczenie w obszarze inwestycji infrastrukturalnych, rynku stacji paliw oraz elektromobilności. Dla operatora sieci MOYA oznacza to silny impuls do dalszej ekspansji pod własną marką oraz możliwość wymiany know-how w ramach międzynarodowych struktur konsorcjum.

Pozyskanie strategicznych partnerów jest naturalnym etapem rozwoju spółki po latach bezprecedensowego wzrostu. Zarząd Anwim podkreśla, że nowa struktura właścicielska zapewnia kontynuację dotychczasowej działalności i wspiera konsekwentną realizację długoterminowej strategii firmy. Priorytetem pozostaje dalsze wzmacnianie marki MOYA, obejmujące rozwój tradycyjnej sieci stacji paliw, rozbudowę oferty convenience oraz ekspansję w nowych obszarach związanych z elektromobilnością i transformacją energetyczną.

Wsparcie nowych inwestorów zapewni Spółce solidne zaplecze finansowe oraz dostęp do unikalnego międzynarodowego know-how. Stonepeak, to jedna z czołowych globalnych firm specjalizująca się w inwestycjach w infrastrukturę i aktywa rzeczowe, Energy Equation Partners to fundusz inwestujący w przedsiębiorstwa energetyczne. Oba podmioty mają doświadczenie w skalowaniu nowoczesnych biznesów. O skali ich działalności w Europie świadczy m.in. inwestycja w 2025 roku w sieć stacji JET w Niemczech i Austrii, które obejmuje około 1 000 obiektów. Integracja z nową strukturą właścicielską otwiera przed Anwim szerokie możliwości synergii rynkowych, w tym wymiany najlepszych praktyk operacyjnych oraz dalszego rozwoju międzynarodowych usług dla klientów flotowych. W centrum tej strategii pozostaje marka MOYA.

– Ostatnie lata były dla Anwim okresem bardzo dynamicznego wzrostu i transformacji biznesowej – mówi Rafał Pietrasina, Prezes Zarządu Anwim. – Dziś jesteśmy silną, nowoczesną organizacją działającą w obszarze importu, hurtu i sprzedaży detalicznej paliw, a jednocześnie rozwijającą nowe obszary związane z elektromobilnością i transformacją energetyczną. Pozyskanie silnych partnerów, którzy doskonale rozumieją specyfikę naszej branży, otwiera przed nami kolejny etap rozwoju i stwarza nowe możliwości dalszego umacniania pozycji rynkowej marki MOYA.

Zmiana akcjonariatu stanowi kolejny etap w rozwoju Anwimu – spółki, która od 1992 roku budowała pozycję w hurtowym handlu paliwami jako niezależny, rodzimy podmiot. To strategiczna wizja jej założycieli doprowadziła w 2009 roku do wejścia na rynek detaliczny i powołania do życia sieci stacji paliw MOYA. Obecna transakcja kończy jednocześnie udany etap współpracy z funduszem Enterprise Investors, rozpoczęty w 2018 roku. W tym okresie Anwim nie tylko potroił wielkość sieci z około 180 do ponad 540 lokalizacji, budując mocną pozycję numer trzy na polskim rynku, ale także stał się jednym z największych niezależnych importerów paliw płynnych oraz rozpoczął inwestycje w elektromobilność. Nowe partnerstwo stanowi silny impuls do dalszego rozwoju spółki. Zgodnie z długoterminową strategią, Anwim koncentruje się na konsekwentnym zwiększaniu zasięgu sieci MOYA, z ambicją awansu na pozycję numer dwa na polskim rynku detalicznym, dalszym rozwoju działalności flotowej w skali europejskiej oraz inwestycjach w elektromobilność.

– Polska pozostaje rynkiem charakteryzującym się stabilnym, długoterminowym popytem na paliwa, a Anwim jest doskonale przygotowany, aby odpowiadać na te potrzeby dzięki zdywersyfikowanej ofercie, rozbudowanej sieci oraz wysokiej jakości infrastrukturze – mówi Anthony Borreca, Senior Managing Director i Co-Head of Energy w Stonepeak. – Wykorzystując połączone doświadczenie Stonepeak i EEP w zakresie infrastruktury energetycznej, rynku stacji paliw oraz elektromobilności, a także możliwość wymiany najlepszych praktyk operacyjnych z siecią JET, wierzymy, że Anwim będzie jeszcze lepiej przygotowany do dalszego wzmacniania marki MOYA i umacniania swojej silnej pozycji na dynamicznie zmieniającym się rynku. Z niecierpliwością czekamy na bliską współpracę z zespołami EEP i Anwim przy realizacji tych celów.

– Widzimy duży potencjał w Anwim oraz możliwość budowy wiodącej, niezależnej platformy multienergetycznej w Europie – dodaje Sari Haidar, Investment Partner w Energy Equation Partners. – Dzięki naszej obecności na rynkach europejskich oraz doświadczeniu w zakresie infrastruktury energetycznej i mobilności będziemy mogli realizować wymierne synergie zarówno w obszarze know-how operacyjnego, rozwoju elektromobilności, jak i budowy nowoczesnych usług dla klientów detalicznych. Wspólnie z zespołem Stonepeak jesteśmy zaangażowani w zapewnienie płynnego procesu transformacji i wspieranie dalszych sukcesów Anwim.

Finalizacja transakcji planowana jest na drugą połowę 2026 roku i pozostaje uzależniona od spełnienia standardowych warunków zamknięcia, w tym uzyskania wymaganych zgód regulacyjnych.

Firmy złapały oddech, ale presja kosztowa wróci. Coface prognozuje wzrost niewypłacalności

W kwartale otwierającym 2026 rok po raz pierwszy od czasów przedpandemicznych zanotowano spadek liczby niewypłacalnych firm w Polsce r/r. Jak w swoim raporcie podaje firma Coface, w tym czasie niewypłacalność ogłosiło 1288 przedsiębiorstw w naszym kraju. To o 10,1% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Eksperci ostrzegają jednak, że może być to jedynie rezultat chwilowej stabilizacji, a w nadchodzących miesiącach czeka nas powrót presji finansowej spowodowanej wpływem czynników makroekonomicznych i geopolitycznych, takich jak m.in. napięcia na Bliskim Wschodzie i blokada cieśniny Ormuz. Co spowodowało zmianę dynamiki niewypłacalności i jak będą wyglądały kolejne kwartały w polskiej gospodarce?

Choć początek 2026 roku przyniósł poprawę kondycji przedsiębiorstw, prognozy dla polskiej gospodarki pozostają dalekie od jednoznacznego optymizmu. W pierwszym kwartale firmy korzystały z silniejszego popytu, poprawy płynności i wolniejszego wzrostu kosztów wynagrodzeń, co przełożyło się na chwilowe odciążenie biznesu. Jednocześnie wzrost aktywności gospodarczej był w dużej mierze wspierany przez działania wyprzedzające. W związku z blokadą cieśniny Ormuz przedsiębiorcy zwiększali produkcję, a konsumenci przyspieszali zakupy w obawie przed możliwymi zakłóceniami podaży i wzrostem cen paliw.

Rośnie znaczenie czynników makroekonomicznych

W ostatnich latach na liczbę niewypłacalnych firm w Polsce silnie wpływał rosnący udział postępowań restrukturyzacyjnych, po które przedsiębiorstwa coraz chętniej sięgały, aby ratować swoją działalność, zamiast ją zamykać. Dziś jednak tempo wzrostu liczby takich postępowań zaczyna wyhamowywać. Jeśli ten trend utrzyma się również w kolejnych kwartałach, na sytuację przedsiębiorstw coraz większy wpływ będą miały już nie zmiany w sposobach restrukturyzacji, lecz czynniki takie jak inflacja, stopy procentowe czy ceny surowców, a także kwestie geopolityczne – w tym sytuacja na Bliskim Wschodzie.

Skutki zablokowania cieśniny Ormuz mogą odczuć nie tylko rynki ropy naftowej i gazu, ale także wiele innych sektorów zależnych od dostępu m.in. do nawozów, aluminium czy siarki – mówi dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Regionie Europy Środkowo-Wschodniej. – Należy jednak podkreślić, że w pierwszym kwartale 2026 roku konsekwencje tej blokady dla polskiej gospodarki były raczej ograniczone, a nawet – paradoksalnie – doprowadziły do krótkoterminowego pobudzenia aktywności gospodarczej. Producenci, obawiając się możliwych problemów z dostępnością materiałów, zwiększyli produkcję z wyprzedzeniem, co przełożyło się na istotny wzrost produkcji przemysłowej w marcu – aż o 9,4% r/r. Z kolei gospodarstwa domowe, w obawie przed potencjalnymi podwyżkami cen paliw, przyspieszyły zakupy, podnosząc marcowy odczyt sprzedaży detalicznej do 8,7% r/r – tłumaczy ekspert.

Choć na pierwszy rzut oka dane te mogą świadczyć o sile gospodarki, w rzeczywistości odzwierciedlają one narastające obawy wśród przedsiębiorstw i konsumentów.

Niewypłacalność w budownictwie nadal rośnie

Branżą, w której problemy z płynnością miało najwięcej firm, pozostają usługi (379 przedsiębiorstw, 29% całej liczby niewypłacalności), jednak to budownictwo, jako jedyne z głównych sektorów, zanotowało dalszy wzrost liczby niewypłacalności – 13,1% r/r. Jak wskazują eksperci z Coface, od 2022 roku, czyli od początku zacieśniania polityki monetarnej, budownictwo systematycznie zwiększa swój udział w niewypłacalnościach. W 2026 roku problem z płynnością finansową miało 259 firm z tej branży, co stanowi ok. 20% całej liczby niewypłacalności.

Największy, bo sięgający 36% r/r, spadek liczby niewypłacalnych firm zaobserwowano z kolei w transporcie. Należy jednak zauważyć, że trwający szok paliwowy może sprawić, iż poprawa w tej branży jest jedynie chwilowa. Podobna sytuacja ma miejsce w rolnictwie. Wprawdzie w pierwszym kwartale niewypłacalność spadła tutaj o 25%, ale ekonomiści spodziewają się, że w nadchodzących miesiącach sektor ten znajdzie się pod dużą presją spowodowaną silnym wzrostem cen nawozów.

– Szok energetyczny związany z wyższymi cenami ropy już dziś przyczynia się do pogorszenia nastrojów konsumenckich i ogranicza aktywność gospodarczą. Spodziewane jest również ograniczenie konsumpcji przez gospodarstwa domowe w reakcji na wzrost inflacji czy spowolnienie dynamiki płac, a w efekcie spadek realnych dochodów – mówi Paweł Tobis, Wiceprezes Zarządu ds. Operacyjnych i Oceny Ryzyka Coface. – Pojawia się także ryzyko ponownego zaostrzenia polityki monetarnej. Wymienione czynniki dotkną w pierwszej kolejności budownictwo i przemysł energochłonny, a więc branże, które już obecnie przewodzą w statystykach niewypłacalności (choć rola przemysłu w rozwoju gospodarki maleje coraz bardziej na rzecz usług). Nie pozostaną jednak bez wpływu również na handel czy część usług – dodaje.

Ulga dziś, presja jutro, czyli prognozy na resztę 2026 roku

Rok 2026 będzie dla polskich firm testem wytrzymałości. Choć wiele przedsiębiorstw utrzymuje obecnie dobrą płynność, to wysokie stopy procentowe i presja kosztowa będą stopniowo ograniczać ich zdolność do radzenia sobie z kryzysami. Eksperci z firmy Coface spodziewają się w związku z tym wzrostu niewypłacalności w kolejnych miesiącach. Istotnym czynnikiem będzie więc sytuacja na Bliskim Wschodzie.

Choć nie wiadomo, jak długo potrwa blokada cieśniny Ormuz, jedno jest absolutnie pewne – każdy kolejny dzień zwiększa skalę negatywnych konsekwencji gospodarczych – mówi dr Mateusz Dadej. –Surowce, do których dostęp został ograniczony, są kluczowe dla funkcjonowania wielu sektorów gospodarki. Energia, produkty ropopochodne, nawozy oraz aluminium stanowią fundament działalności licznych branż, dlatego wzrost ich cen nieuchronnie przełoży się na strukturę kosztów przedsiębiorstw, stopniowo podnosząc presję kosztową w całej gospodarce. Z perspektywy gospodarstw domowych rosnące ceny paliw – częściowo amortyzowane przez interwencje – oznaczają konieczność ograniczenia wydatków na inne dobra i usługi, w dużej mierze wytwarzane przez krajową gospodarkę. Z tych względów Coface aktualnie oczekuje wolniejszego wzrostu gospodarczego niż w zeszłym roku. Według naszych prognoz wyniesie on 3,5% – dodaje.

Sektor przedsiębiorstw utrzymuje obecnie historycznie wysoki poziom płynności, co może mu umożliwić relatywnie długie przetrwanie trudności rynkowych. Dlatego eksperci oczekują, że stopniowy wzrost liczby niewypłacalności rozpocznie się dopiero w późniejszych kwartałach 2026 roku, gdy polskie firmy zaczną tracić swój margines płynności.

Zmiany w zarządzie Platige Image. Do spółki wracają współzałożyciele

Od czerwca br. spółka Platige Image działa w nowym składzie zarządu. Rada Nadzorcza Platige Image S.A. powołała Jarosława Sawko i Piotra Sikorę, współzałożycieli spółki, na stanowiska wiceprezesów zarządu. Jednocześnie z funkcji prezesa zarządu odwołany został Karol Żbikowski.

Do zarządu dołączyli również Rafał Zborowski, nowy dyrektor finansowy Grupy oraz Marek Jankowski, który obejmie odpowiedzialność za obszar produkcji.

Zmiany w składzie zarządu są elementem zapowiadanego wcześniej procesu dostosowania organizacji do sytuacji na rynku produkcji audiowizualnej, efektów specjalnych, reklamy i gamingu. Branża mierzy się obecnie m.in. z presją kosztową, zmianami modeli finansowania produkcji, większą selektywnością klientów oraz rosnącym wpływem narzędzi opartych na sztucznej inteligencji na procesy kreatywne i produkcyjne. Jednocześnie rozwijają się segmenty związane z długoterminową współpracą przy serialach i filmach realizowanych dla platform streamingowych — obszarze, w którym Platige Image posiada wieloletnie doświadczenie i własne IP.

Piotr Sikora jest producentem wykonawczym i współzałożycielem Platige Image. W przeszłości odpowiadał za rozwój segmentu reklamowego spółki, a w 2016 roku założył dom produkcyjny DOBRO. Współtworzył wiele kluczowych projektów firmy, w tym nominowaną do Oscara „Katedrę”, nagrodzoną BAFTA „Sztukę spadania”, „Paths of Hate”, trailery do gier z serii „Wiedźmin” i „Cyberpunk 2077” oraz produkcje realizowane dla platformy Netflix.

Jarosław Sawko, Platige Image
Jarosław Sawko, Platige Image

Jarosław Sawko jest producentem filmowym i współzałożycielem Platige Image. Był producentem lub koproducentem takich projektów jak „Katedra”, „Sztuka spadania”, „Kinematograf” czy „Legendy polskie”. Odpowiadał również za realizację efektów specjalnych do międzynarodowych produkcji, m.in. „Antychrysta”, „Melancholii” i „Wonder Woman”. Jest także producentem wykonawczym serialu „Wiedźmin” dla Netflixa.

Marek Jankowski od 2008r w Platige Image kieruje zespołem Events & Broadcast. To zespół ekspertów, który z powodzeniem tworzy i produkuje innowacyjne wydarzenia dla największych marek i organizacji na świecie, takich jak FIFA, UEFA, NATO, EFNI i Polsat Sport. W trakcie swojej ponad 25 -letniej kariery zawodowej zrealizował ponad 500 projektów, obejmujących m.in. festiwale, koncerty, programy rozrywkowe oraz wydarzenia specjalne. W latach 2000 – 2009 pełnił funkcję producenta programów rozrywkowych w Telewizji Polskiej S.A. Zdobyte przez lata doświadczenie produkcyjne i techniczne pozwala mu skutecznie zarządzać najbardziej wymagającymi przedsięwzięciami multimedialnymi.

Rafał Zborowski dołączył do firmy w maju 2026 roku, zastępując na stanowisku CFO Artura Małka. To doświadczony CFO z ponad 20-letnią praktyką w efektywnym zarządzaniu finansami, controllingu oraz transformacją grup kapitałowych działających w obszarach produkcji, dystrybucji, e-commerce oraz usług edukacyjnych operujących w Polsce i za granicą. Posiada międzynarodowy certyfikat CIMA i MBA oraz specjalizuje się w rachunkowości zarządczej.   Łączy praktykę wyniesioną z zarządzania finansami i transformacją dużych przedsiębiorstw i grup kapitałowych z przedsiębiorczością charakterystyczną dla sektora małych i średnich firm, gdzie wspiera właścicieli i inwestorów w budowaniu wartości oraz sukcesji biznesowej. Specjalizuje się w projektach zwiększania wartości dla udziałowców w tym w szczególności w zakresie realizacji kompleksowych programów poprawy efektywności operacyjnej.

W nowym podziale odpowiedzialności Piotr Sikora ma koncentrować się na rozwoju biznesu, administracji oraz dywersyfikacji źródeł przychodów i obszarów działalności. Jarosław Sawko będzie odpowiadał przede wszystkim za projekty długoterminowe, obszar HR, rozwój technologiczny oraz produkcje własne realizowane w Grupie. Zaktualizowany plan strategiczny ma zostać przedstawiony do końca III kwartału 2026 roku.

Irańska kampania cyberszpiegowska wykorzystuje fałszywe rekrutacje

Gdy uwaga świata skupia się na konfliktach zbrojnych, równolegle trwa cicha wojna w sieci. Irańska grupa hakerska Screening Serpens, znana także jako „Iranian Dream Job”, prowadzi kampanię szpiegowską wymierzoną w specjalistów z branży technologicznej i obronnej. Według analityków Unit 42 z Palo Alto Networks cyberprzestępcy podszywają się pod rekruterów i wykorzystują zaawansowane techniki, które pozwalają im ominąć systemy bezpieczeństwa jeszcze przed wykryciem zagrożenia.

W lutym 2026 roku, niemal równolegle z eskalacją napięć na Bliskim Wschodzie, analitycy Unit 42 z Palo Alto Networks odnotowali wyraźny wzrost aktywności irańskiej grupy hakerskiej Screening Serpens. Co istotne, kampania prowadzona była nawet w czasie poważnych ograniczeń dostępu do internetu w samym Iranie. Grupa, aktywna co najmniej od 2022 roku, z regionalnego zagrożenia przekształciła się w globalnie działającą organizację cyberprzestępczą, atakującą m.in. podmioty w USA, Izraelu, Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz Europie Zachodniej[1].

Fałszywe rekrutacje jako wektor ataku

Działania grupy Screening Serpens opierają się przede wszystkim na precyzyjnie przygotowanej socjotechnice. Hakerzy nie wysyłają masowych wiadomości, lecz tworzą wiarygodne i spersonalizowane oferty pracy, podszywając się pod znane firmy oraz platformy rekrutacyjne. Głównym celem są inżynierowie oprogramowania i specjaliści IT z sektorów lotniczego, obronnego oraz telekomunikacyjnego. Proces infekcji zaczyna się od przesłania pozornie niegroźnego pliku ZIP z ofertą pracy. Ofiara, przekonana, że łączy się z portalem do testów technicznych w ramach rekrutacji, w rzeczywistości uruchamia instalację złośliwego oprogramowania służącego do szpiegowania i przejmowania danych. Używany kod złośliwy należy m.in. do rodzin MiniUpdate oraz MiniJunk V2[2].

To, co wyróżnia ostatnie aktywności Screening Serpens, to stosowanie wysoko zaawansowanych technik ataku. Grupa zaczęła wykorzystywać metodę znaną jako AppDomainManager hijacking, która pozwala przejąć kontrolę nad procesem jeszcze na etapie uruchamiania aplikacji .NET. Zamiast próbować omijać zabezpieczenia już działającego programu, hakerzy ingerują w sam proces jej uruchomienia, korzystając z legalnych plików konfiguracyjnych. W efekcie złośliwy kod uruchamia się bardzo wcześnie, jeszcze przed startem właściwej aplikacji i jej zabezpieczeń. Dzięki temu atakujący mogą ominąć część narzędzi monitorujących Windows, w tym mechanizmy zbierające dane wykorzystywane przez systemy bezpieczeństwa, a jednocześnie ukryć swoją aktywność w sposób utrudniający wykrycie. Dodatkowo przestępcy mogą utrzymać dostęp do zainfekowanego systemu, wykorzystując Harmonogram Zadań Windows i ukrywając swoje procesy pod nazwami przypominającymi moduły systemowe, takie jak „WindowsSecurityUpdate”[3].

Wraz z rozwojem grup cyberprzestępców, takich jak Screening Serpens, które coraz częściej wykorzystują zaawansowane technologie, tradycyjne zabezpieczenia przestają być wystarczające. Organizacje potrzebują dziś wielowarstwowego podejścia do ochrony opartego na analizie zachowań, a nie tylko sygnatur złośliwych plików. Kluczowe jest wykrywanie już na etapie uruchomienia aplikacji nietypowych działań, takich jak AppDomain Hijacking czy wyłączanie telemetryki systemowej. Dzięki temu możliwe jest zatrzymanie złożonych ataków, zanim w pełni się rozwiną. Monitorowanie zachowania aplikacji staje się podstawą skutecznej, proaktywnej ochrony – wskazuje Tomasz Pietrzyk, dyrektor techniczny w Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Czy w Polsce jesteśmy bezpieczni?

Choć kampania opisana przez Unit 42 koncentruje się głównie na osi USA–Izrael–ZEA, techniki stosowane przez grupę Screening Serpens są doskonale znane polskim ekspertom. Raport CERT Polska za 2025 rok potwierdza ogromną skalę tego typu zagrożeń: oszustwa komputerowe, w tym phishing, zdominowały krajobraz bezpieczeństwa, stanowiąc aż 97,1% wszystkich zarejestrowanych incydentów (łącznie 253 238 przypadków)[4]. W Polsce, podobnie jak w operacjach grupy irańskiej, najczęstszym wektorem ataku pozostaje inżynieria społeczna oraz profesjonalne podszywanie się pod zaufane instytucje i marki. Metody typu „Living-off-the-Land”, czyli użycie legalnych aplikacji i narzędzi systemowych w ataku, do których należy technika AppDomainManager hijacking, stanowią szczególne wyzwanie dla krajowych zespołów SOC zajmujących się incydentami bezpieczeństwa, ponieważ, jak zauważają analitycy CERT, pozwalają one napastnikom wykorzystywać narzędzia systemowe do omijania zabezpieczeń, a właściwy złośliwy kod jest często wgrywany dopiero po skutecznym wyłączeniu mechanizmów obronnych[5].

Wnioski z analiz Unit 42 są dość jednoznaczne: współczesne cyberataki nie opierają się wyłącznie na technicznych lukach w systemach. Coraz częściej ich skuteczność wynika z połączenia zaawansowanych narzędzi z precyzyjnie zaplanowaną manipulacją użytkownikami. Fałszywe rekrutacje, które jeszcze niedawno mogły wydawać się mało realnym scenariuszem, dziś stają się jedną z metod ataków wykorzystywanych przez grupy cyberprzestępców. Pokazuje to, że sama technologia ochrony nie wystarcza. Równie ważna jest świadomość użytkowników i umiejętność rozpoznawania nietypowych, podejrzanych schematów komunikacji. W praktyce oznacza to, że organizacje powinny traktować proces rekrutacyjny i kontakty z zewnętrznymi kandydatami do pracy jako realne źródło ryzyka, a nie wyłącznie standardowy element działalności. W świecie, w którym „oferta pracy” może być początkiem wieloetapowego ataku, kluczowe staje się połączenie edukacji pracowników z nowoczesnymi systemami wykrywania zagrożeń i reagowania na incydenty.

[1] https://unit42.paloaltonetworks.com/tracking-iran-apt-screening-serpens/

[2] https://unit42.paloaltonetworks.com/tracking-iran-apt-screening-serpens/

[3] https://unit42.paloaltonetworks.com/tracking-iran-apt-screening-serpens/

[4] https://cert.pl/uploads/docs/Raport_CP_2025.pdf

[5] https://cert.pl/uploads/docs/Raport_CP_2025.pdf

Koszty eksploatacji jak jedna trzecia raty kredytu. Kupujący ostrożniej wybierają mieszkania

Wysokie koszty utrzymania mieszkania lub domu coraz częściej przesądzają o wyborze oferty: kupujący rezygnują z lokali z wysokimi opłatami lub mocniej negocjują cenę – wynika z badania nastrojów, które przeprowadził portal ogłoszeniowy Nieruchomosci-online.pl.

Badanie nastrojów wśród agentów nieruchomości przeprowadził portal Nieruchomosci-online.pl we współpracy z Uniwersytetem Ekonomicznym we Wrocławiu. Zapytano pośredników, czy rosnące koszty utrzymania nieruchomości wpływają na decyzje kupujących.

Wątek kosztów utrzymania nieruchomości pojawił się w 203 wypowiedziach otwartych pośredników. W tej grupie 135 osób (66%) wskazywało, że wysokie opłaty bardzo mocno wpływają na wybór oferty przez klientów i negocjacje ceny.

Osoby kupujące zawsze mniej lub bardziej wnikliwie pytały o czynsz czy ogrzewanie, ale z naszego badania wynika, że obecnie ten wątek pojawia się zdecydowanie częściej. I zdecydowanie częściej bywa czynnikiem decydującym o zakupie. Trudno jednak, aby było inaczej, skoro w ostatnich latach koszty utrzymania mieszkania – czynsze, opłaty – wzrosły bardzo wyraźnie. Wprawdzie nasze pensje też rosły, ale dla wielu osób budżet domowy nie zwiększał się w takim samym tempie – mówi Rafał Bieńkowski, PR manager w Nieruchomosci-online.pl.

Klienci dopytują więc częściej niż kiedyś o konkrety: dokładną wysokość czynszu, rozliczenia za ogrzewanie i energię, fundusz remontowy, audyt energetyczny, docieplenie budynku. Chcą wiedzieć, jakie remonty były wykonane w bloku, a jakie są planowane. Ten temat szczególnie wyraźnie wraca przy spółdzielniach, gdzie opłaty są często  wysokie i potrafią „zjeść” oszczędności nawet wtedy, gdy sama cena mieszkania wygląda atrakcyjnie – dodaje Rafał Bieńkowski.

„Koszty eksploatacji to czasami ⅓ raty kredytu”

Chociaż dla pewnej grupy nabywców przy wyborze nieruchomości wciąż decydujące pozostają takie elementy jak cena, standard, metraż i lokalizacja, to jednak w opinii części agentów coraz częściej znaczenie mają właśnie koszty utrzymania.

Koszty utrzymania to nowe kryterium wyboru. To ich dotyczy jedno z głównych pytań przy zakupie domów i mieszkań. Kupujący pytają o klasę energetyczną, jakość izolacji czy realne koszty ogrzewania. Nieruchomości generujące wysokie koszty, automatycznie stają się trudniejsze do sprzedaży i wymagają większej elastyczności cenowej – komentuje Ewa Tonia z biura MUVON Nieruchomości w Łodzi.

Wzrost kosztów eksploatacji w ostatnich latach sprawił, że potrafią one stanowić równowartość nawet ⅓ raty kredytu. Kupujący liczą to bardzo skrupulatnie przy porównywaniu ofert – przyznaje Jacek Kasprzak z agencji Kasprzak Nieruchomości we Wrocławiu.

Wysokie koszty utrzymania nieruchomości nierzadko przekreślają chęć finalizacji transakcji.

Miałem sytuację, w której wspólnota była zadłużona na remont elewacji i mieszkańcy płacili po 1800 zł czynszu za mieszkanie o powierzchni 70 mkw. Takie koszty odpychają 90 proc. klientów – mówi Dawid Putzig z Baltic House Nieruchomości w Gdyni.

Mamy pewne stare osiedle, gdzie utrzymanie mieszkania to dość duży wydatek. Kiedyś było to najbardziej popytowe osiedle w mieście, a dziś ludzie go unikają. Osiedle ratuje się jeszcze tym, że ma pełną infrastrukturę dostępną na miejscu – przyznają właściciele biura 7house w Tarnowskich Górach.

Agenci zwracają też uwagę, że wysokie koszty utrzymania starszych mieszkań – szczególnie tych w blokach z wielkiej płyty – często kierują klientów w stronę nowego budownictwa.

47 proc. Polaków: rachunki mieszkaniowe to dla nas źródło stresu

Polacy obawiają się, że koszty utrzymania ich nieruchomości będą w dalszym ciągu rosły. Tak wynika z innego badania – „To my. Polacy o nieruchomościach” przeprowadzonego przez Nieruchomosci-online.pl wśród 1013 dorosłych Polaków. Wyższych czynszów oraz rachunków za energię i ogrzewanie obawia się w 2026 r. aż 86% osób.

Badanie pokazało również, że dla wielu Polaków opłaty mieszkaniowe to nie tylko pozycja na liście wydatków, ale także realne źródło niepewności. Dla 47 proc. badanych opłacanie rachunków wiąże się ze stresem, a 64% uważa, że nieważne, co zrobią, ich rachunki mieszkaniowe i tak będą rosnąć.

––––

Nastrojometr rynku nieruchomości to cokwartalne badanie nastrojów rynkowych w ocenie pośredników. Zostało przeprowadzone przez Nieruchomosci-online.pl i Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu w marcu na grupie 1505 agentów.

47 proc. firm w Polsce nie planuje zmian kadrowych. Co trzecia chce zwiększyć zatrudnienie

Co trzecia firma w Polsce chce od lipca do września rekrutować nowych pracowników. W tym samym czasie co piąta będzie redukować etaty, a blisko połowa pozostawi liczbę zatrudnionych bez zmian. W opublikowanym dziś raporcie Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia pracodawcy zdradzili swoje plany rekrutacyjne na nadchodzący kwartał. Jak potwierdzili, najwięcej możliwości zmiany pracy będzie w hotelarstwie, gastronomii i turystyce, a także w technologiach & usługach IT. Największy optymizm rekrutacyjny zgłaszają pracodawcy z północnej i południowo-zachodniej Polski.

ManpowerGroup opublikował raport dotyczący planów rekrutacyjnych firm na kolejny kwartał. Prognoza netto zatrudnienia, odzwierciedlająca nastroje rekrutacyjne firm nad Wisłą wynosi +16%. 33% pracodawców mówi o wzroście liczby pracowników w trzecim kwartale, 18% o redukcji, 47% nie planuje zmian personalnych a 2% nie zna planów zatrudnienia na najbliższy kwartał. Firmy zatrudniają dzięki rozwojowi i technologiom, a redukcje są efektem presji ekonomicznej i działań optymalizacyjnych.

HoReCa i IT napędzają rekrutacje

Najwięcej firm zgłaszających nowe rekrutacje jest w branży hotelarstwa & gastronomii (+28%) a także technologii i usług IT (+28%). O dużym optymizmie mówią też przedstawiciele finansów & ubezpieczeń (+25%), budownictwa & nieruchomości (+24%) oraz handlu & logistyki (+21%). Mniejsze, choć nadal zauważalne szanse na zmianę pracy czekają na kandydatów w usługach profesjonalnych, naukowych & technicznych (+18%) oraz informacji & komunikacji (+10%). Najmniej ofert planują firmy w sektorze publicznym, ochronie zdrowia & usługach społecznych (+6%).

Mapa zatrudnienia: Północ liderem

W okresie od lipca do września 2026 roku szanse na znalezienie pracy pojawią się we wszystkich regionach Polski. Największe zapotrzebowanie na pracowników deklarują organizacje z Północy, gdzie prognoza wynosi +28%, Południowego Zachodu (+20%) oraz z Południa (+19%). Nieco mniej optymistyczne plany wskazują pracodawcy z Centrum (+9%), ze Wschodu (+7%) i Północnego Zachodu Polski (+7%), ale nadal są one zapowiedzią dobrych szans na znalezienie nowej pracy.

Firmy zatrudniają, by rosnąć i zwalniają, by przetrwać

Organizacje w Polsce planują zatrudniać nowych pracowników w związku z rozwojem działalności (46% firm), rozszerzaniem jej na nowe rynki (34%) oraz postępem technologicznym, który generuje zapotrzebowanie na nowe kompetencje i specjalistów (22%). Dodatkowo 19% pracodawców wskazuje na potrzebę zwiększania różnorodności zespołów oraz uzupełniania wakatów powstałych po odejściach pracowników w poprzednim kwartale.

Redukcje zatrudnienia wynikają głównie z wyzwań ekonomicznych (31%), konieczności dopasowania liczby pracowników do aktualnego popytu (29%) oraz zmian zachodzących na rynku (22%). Co piąty pracodawca nie uzupełnia wakatów po odejściach pracowników, koncentrując się jednocześnie na optymalizacji procesów i łączeniu ról.

Z kolei organizacje, które nie planują zmian kadrowych, najczęściej wskazują, że obecny poziom zatrudnienia jest wystarczający do realizacji celów biznesowych (38%). Podkreślają również stabilność sytuacji rynkowej (24%) oraz realizację strategii skoncentrowanej na utrzymaniu obecnej kadry (23%).

O badaniu: Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia dla trzeciego kwartału 2026 roku został opracowany na podstawie badania przeprowadzonego w okresie od 1 do 30 kwietnia 2026 roku wśród 40 592 pracodawców reprezentujących 42 rynki na świecie. W Polsce w badaniu wzięło udział 515 pracodawców.

VB Leasing wygrywa 8,45 mln zł w sporze dotyczącym działań instytucji pomostowej BFG

Sąd Okręgowy we Wrocławiu, X Wydział Gospodarczy, wyrokiem z 1 czerwca 2026 r. (sygn. akt X GC 725/24) niemal w całości uwzględnił powództwo VB Leasing S.A. w restrukturyzacji (VBL) przeciwko instytucji pomostowej Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, zasądzając na rzecz spółki 8,45 mln zł wraz z odsetkami oraz 225 tys. zł tytułem zwrotu kosztów postępowania.

Sąd: blokada rachunków była bezprawna

W ustnym uzasadnieniu sąd jednoznacznie wskazał, że blokada rachunków VB Leasing dokonana w lipcu 2023 r. przez instytucję pomostową BFG (VeloBank) była bezprawna, a przejęcie przedmiotu zastawu przez bank nieważne. Sąd uznał również, że zobowiązanie kredytowe wobec VeloBank zostało skutecznie spłacone 24 sierpnia 2023 r., co oznacza, że pobrane później odsetki stanowiły świadczenie nienależne i podlegają zwrotowi.

Sąd poinformował także, że rozważa skierowanie zawiadomienia do Komisji Nadzoru Finansowego oraz prokuratury w związku z poważnymi nieprawidłowościami ujawnionymi w postępowaniu, dotyczącymi działań instytucji pomostowej utworzonej przez BFG. W szczególności chodzi o bezprawną blokadę rachunków VB Leasing oraz działania VeloBank, które mimo skutecznej spłaty zobowiązania mogły prowadzić do ponownego zaspokojenia tego samego roszczenia.

Wyrok dotyczy działań instytucji utworzonej przez BFG w ramach restrukturyzacji Getin Noble Banku

Spór dotyczył działań VeloBank w okresie, gdy funkcjonował jako instytucja pomostowa utworzona i nadzorowana przez BFG w ramach przymusowej restrukturyzacji Getin Noble Banku. Następnie, decyzją BFG z 27 października 2023 r., część wierzytelności związanych z VBL została przeniesiona do Podmiotu Zarządzającego Aktywami (PZA), spółki w całości kontrolowanej przez Fundusz.

Wyrok wpisuje się w szerszy kontekst sporów pomiędzy VB Leasing a podmiotami uczestniczącymi w procesie restrukturyzacji sektora bankowego. 26 maja 2026 r. AMS Restrukturyzacje, zarządca VB Leasing, złożył przeciwko BFG pozew o zapłatę 84,7 mln zł. Spółka stoi na stanowisku, że decyzje podjęte w ramach przymusowej restrukturyzacji Idea Banku doprowadziły do powstania znacznej szkody po stronie VB Leasing.

Przedmiotem prowadzonych postępowań nie jest rola Bankowego Funduszu Gwarancyjnego w systemie finansowym, lecz konkretne decyzje podjęte wobec VB Leasing oraz ich konsekwencje dla spółki i jej wierzycieli. W ocenie VBL działania podejmowane w interesie publicznym również podlegają niezależnej kontroli sądowej, szczególnie wtedy, gdy wywierają istotny wpływ na sytuację uczestników rynku.

– Od początku wskazywaliśmy, że działania podejmowane wobec VB Leasing w związku z procesami restrukturyzacyjnymi prowadzonymi przez BFG wymagają niezależnej oceny sądowej – mówi Mikołaj Świtalski, członek zarządu AMS Restrukturyzacje sp. z o.o., zarządca VB Leasing S.A. w restrukturyzacji. – Wyrok w sprawie VeloBank jest ważnym rozstrzygnięciem potwierdzającym zasadność naszych argumentów i potrzebę pełnej weryfikacji działań podmiotów zależnych BFG – dodaje.

Wyrok z 1 czerwca 2026 r. jest nieprawomocny. Pozwanej stronie przysługuje prawo do wniesienia apelacji po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia orzeczenia.

Postępowania sanacyjne wobec VB Leasing SA oraz VB Leasing SA Automotive SKA zostały otwarte 25 lipca 2023 r. przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej (sygn. akt odpowiednio: WR1F/GRs/5/2023 oraz WR1F/GRs/6/2023). Zarządcami mas sanacyjnych są AMS Restrukturyzacje sp. z o.o. (VB Leasing) oraz Kancelaria Restrukturyzacyjna sp. z o.o. (VB Leasing Automotive). Celem postępowań jest ochrona interesów klientów, wierzycieli i Skarbu Państwa poprzez zapewnienie działalności operacyjnej spółek.

Mieszane dane z USA. CPI rośnie, inflacja bazowa stabilniejsza, a rynki czekają na ruch Fed

Majowy odczyt inflacji w USA przyniósł mieszany obraz dla rynków finansowych. Wskaźnik CPI wzrósł do 4,2 proc. r/r, co oznacza przyspieszenie względem poprzedniego miesiąca i potwierdza utrzymującą się presję cenową. Jest to najwyższy odczyt tego wskaźnika od maja 2023 roku. Jednocześnie inflacja bazowa, wyłączająca ceny energii i żywności, pozostaje wyraźnie niższa i wynosi 2,9 proc. r/r. Kluczowym czynnikiem wzrostu cen pozostaje sektor energii, który odpowiada za istotną część miesięcznego wzrostu CPI.

Z perspektywy rynków oznacza to, że obecne przyspieszenie inflacji ma w dużej mierze charakter podażowy i może być mniej trwałe. Stabilniejsza dynamika cen w kategoriach bazowych wspiera scenariusz ostrożniejszego podejścia banku centralnego do dalszego zacieśniania polityki monetarnej. Jednocześnie utrzymujące się wysokie ceny energii pozostają istotnym ryzykiem dla krótkoterminowych oczekiwań inflacyjnych. W efekcie inwestorzy mogą w najbliższym czasie pozostawać wrażliwi na kolejne dane makroekonomiczne, które zdecydują o kierunku polityki Fed i nastrojach na rynkach.

Biofund chce objąć akcje Medicalgorithmics po 33 zł. Decyzja należy do walnego zgromadzenia

Medicalgorithmics, notowany na GPW twórca innowacyjnej platformy i algorytmów AI do analizy EKG, podpisał porozumienie do aneksu umowy pożyczki z Biofund Capital Management. Porozumienie podtrzymuje zobowiązanie Biofund do konwersji zobowiązań z tytułu pożyczki z 2024 r. na akcje spółki po cenie 33 zł za akcję oraz wydłuża termin zatwierdzenia jej przez WZA do końca lipca br. O emisji akcji, która docelowo zostanie przeznaczona na realizację konwersji, zdecyduje Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy. Podpisany aneks do umowy stanowi kolejny etap w procesie konwersji zobowiązań z tytułu wspomnianej pożyczki, który został zaoferowany Spółce przez fundusz Biofund w styczniu br.

Brak przegłosowania konwersji na akcje Spółki przez ostatnie Walne Zgromadzenie był spowodowany niewystarczającą liczbą głosów zarejestrowanych na WZA.

– Nasze plany się nie zmieniają. Biofund w dalszym ciągu zamierza skonwertować pożyczkę udzieloną Spółce w 2024 roku. Podpisane dzisiaj porozumienie pozwala Spółce zwołać kolejne Walne Zgromadzenie, które podda pod głosowanie wspomnianą konwersję – komentuje współzałożyciel Biofund i jeden z ojców data mining, znany naukowiec prof. Paul Lewicki.

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy będzie mogło zatwierdzić konwersję pożyczki na akcje, do której zobowiązał się Biofund, bez wymagań dotyczących minimalnej liczby głosów zarejestrowanych na WZA. Jednocześnie, aneks wraz z podpisanym porozumieniem do wspomnianej pożyczki podtrzymuje korzystniejsze warunki jej spłaty. Zakłada m.in. rezygnację z prawa do 3% prowizji od przychodów od nowych klientów oraz obniżenie oprocentowania pożyczki z 18,5% do 14%. Podpisanie aneksu, a co za tym idzie, wprowadzenie korzystniejszych warunków spłaty pożyczki oraz jej konwersja na akcje są elementem oferty złożonej przez Biofund spółce Medicalgorithmics w styczniu br.

Rynki ignorują rakiety? Dolar czeka dziś przede wszystkim na inflację z USA

Dziś na rynkach wylosował się niejednoznaczny sentyment. Z jednej strony indeksy giełdowe znowu znalazły się pod presją, z drugiej ropa naftowa zachowuje spokój, a z trzeciej FX zdaje się patrzeć w zupełnie innym kierunku. Dla rynku walutowego to twarde dane (już dziś amerykańska inflacja) prawdopodobnie mają o wiele większe znaczenie niż szum informacyjny z Zatoki Perskiej.

Czy ktoś widzi rakiety?

Klasycznie już (niestety) naszą rynkową podróż zaczynamy od sygnałów płynących z Bliskiego Wschodu. Dzisiaj mijamy stację Bliżej rozejmu dzięki atakom. Prezydent Donald Trump jak mantrę powtarza, że porozumienie jest już blisko, już za rogiem (pewnie Cieśniny Ormuz). Deal jest tak blisko, że wszystkie strony coraz częściej strzelają do siebie, aktualnie próbując głównie uszkodzić militarną infrastrukturę. Ten konflikt (przy całej ludzkiej tragedii) wygląda coraz dziwniej i może to naprawdę zwiastun zbliżającego się realnego rozejmu? Na razie jednak mamy cios za cios, a pociski i drony latają nad Zatoką Perską równie często co groźby. Czy rynki nauczyły się ignorować tę specyficzną wojnę?

Giełdy patrzą na AI?

Teza o ignorowaniu wojny na Bliskim Wschodzie może brzmieć odważnie, ale warto się nad nią pochylić. Pewnie jeszcze kilka tygodni temu wydarzenia z ostatnich godzin zostałyby nazwane eskalacją, a inwestorzy próbowaliby dostosować swoje pozycje do bardziej rozgrzanego konfliktu. A co dzieje się na rynkach w trakcie środowej sesji? Rzeczywiście na giełdach dominuje czerwień, ale na ile te spadki związane są z konfliktem w Zatoce Perskiej? Moim zdaniem coraz mniej, a główne ryzyka dla rynku kapitałowego skupiają się na AI. To dlatego mocno technologiczny koreański główny indeks KOSPI jednego dnia spada, drugiego rośnie, a trzeciego znowu spada i za każdym razem o kilka procent (6% do nawet 8%). To obraz handlu kojarzony dawniej raczej z krypto, a nie z jednym z najważniejszych azjatyckich parkietów. Obawy wokół spółek SI dotyczą cały czas gigantycznych nakładów związanych z tą rewolucją, ale teraz też historycznych IPO na Wall Street (w piątek SpaceX, niedługo OpenAI, a także Anthropic), które nie tylko stawiają pytania o zasadność astronomicznych wycen, ale także wysysają kapitał z innych spółek i aktywów. A kiedy większość sentymentu wisi na kilku/kilkunastu firmach technologicznych, to sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Może innym razem wspomnę o coraz większym buncie społecznym wobec inwestycji związanych z SI, które nie liczą się z lokalnymi społecznościami i kosztem, jaki dla nich generują (na razie głównie w USA).

Ropa zamknęła oczy?

Jednak giełdy giełdami, one potrafią z łatwością przesuwać punkt ciężkości na różne strony. Ale co z rynkiem surowcowym, a szczególnie ropą naftową? Tutaj też zaryzykuję tezę, że jeszcze całkiem niedawno po eskalacyjnych doniesieniach zobaczylibyśmy kilkuprocentowe wzrosty ceny czarnego złota. A dziś do połowy dnia obserwowaliśmy nawet lekkie spadki, a główne benchmarki trzymają się wciąż blisko istotnych wsparć (WTI poniżej 90 USD). Sytuacja zdaje się odwracać wczesnym popołudniem, ale wciąż daleko nam do paniki, którą mogliśmy widzieć jeszcze jakiś czas temu. Nieustająco obrywa za to złoto, które aktualnie nie prezentuje żadnych walorów bezpiecznej przystani (może takowa nie jest po prostu teraz potrzebna?). Jego cena przebiła od góry już 4200 USD za uncję i jest coraz bliższa marcowych dołków, których wybicie może zwiastować zejście nawet do 3900 USD. Tylko dziś królewski kruszec traci 2%. W ostatnich tygodniach trudniejsze sesje złota były często argumentowane mocniejszym dolarem, z którym jest negatywnie skorelowane. Jednak dziś nie mamy na rynku do czynienia z silniejszym USD.

USD wpatruje się w inflację?

Tutaj wreszcie dochodzimy do tezy z tytułu dzisiejszego komentarza. Jeszcze jakiś czas temu przy sygnałach eskalacyjnych z Bliskiego Wschodu kapitał klasycznie kierował się do bezpiecznej przystani w postaci USD, który pozwalał też parkować środki np. w amerykańskich obligacjach. Jednak teraz sytuacja na dolarze nie jest już tak jednoznaczna. Przez długie chwile pozostaje on dość odporny na impulsy z Zatoki, a największy ruch w ostatnich tygodniach wykonał w związku z danymi makro. Piątkowe odczyty z rynku pracy popchnęły inwestorów do obstawiania przynajmniej jednej podwyżki stóp w USA do końca roku, co błyskawicznie i wyraźnie wzmocniło USD. W ten sposób dochodzimy do środowego odczytu inflacji konsumenckiej ze Stanów. Już same prognozy dla wskaźnika CPI na poziomie 4,2% rdr (najwyżej od 3 lat) robią wrażenie, ale jeśli ostateczny rezultat przekroczy oczekiwania, to na stole może się pojawić nawet druga podwyżka kosztu pieniądza do końca roku. A wtedy dolar zapewne wykona kolejny krok na szlaku umocnienia. W przeciwnym wypadku (dynamika cen poniżej konsensusu) USD może znaleźć się pod presją i przynajmniej częściowo oddać swoje zyski z ostatnich dni. Brak zmienności raczej nam nie grozi. O godz. 13:30 kurs EUR/USD jest przy 1,154 USD, kurs USD/PLN sięga 3,68 PLN, a kurs EUR/PLN zbliża się do 4,25 zł.

 

W Polsce przybyło wolnych miejsc pracy. Na koniec I kwartału 2026 r. było ich ponad 100 tys.

Na koniec pierwszego kwartału 2026 r. w Polsce odnotowano 100,2 tys. wolnych miejsc pracy. To o 14,4 tys. więcej niż na koniec czwartego kwartału 2025 r., co oznacza wzrost o 16,7 proc. w ujęciu kwartalnym. W porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku liczba wakatów była jednak nieznacznie niższa – o 0,8 tys.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego wskaźnik wolnych miejsc pracy wyniósł na koniec pierwszego kwartału 2026 r. 0,81 proc. Był więc o 0,1 pkt proc. wyższy niż na koniec czwartego kwartału 2025 r., ale jednocześnie o 0,01 pkt proc. niższy niż rok wcześniej.

Dane pokazują, że początek 2026 r. przyniósł odbicie popytu na pracowników po słabszej końcówce poprzedniego roku. Nie oznacza to jednak jednoznacznego przegrzania rynku pracy. W ujęciu rocznym liczba wolnych miejsc pracy pozostała zbliżona do poziomu sprzed roku, a wskaźnik wakatów nieznacznie się obniżył.

Najwyższy wskaźnik wakatów w regionie warszawskim stołecznym

Popyt na pracowników był silnie zróżnicowany regionalnie. Najwyższy wskaźnik wolnych miejsc pracy odnotowano w regionie warszawskim stołecznym, gdzie wyniósł 1,11 proc. Oznacza to, że właśnie w tej części kraju udział nieobsadzonych stanowisk w ogólnej liczbie miejsc pracy był największy.

Najniższy wskaźnik wolnych miejsc pracy wystąpił w regionie lubelskim i wyniósł 0,45 proc. Różnica między regionem warszawskim stołecznym a lubelskim pokazuje, że zapotrzebowanie na pracowników nadal koncentruje się przede wszystkim w największych ośrodkach gospodarczych, zwłaszcza tam, gdzie rozwinięte są usługi biznesowe, technologie, administracja i sektor prywatnych przedsiębiorstw.

Regionalne dane wskazują również, że sytuacja na rynku pracy nie jest jednolita. W części województw pracodawcy nadal aktywnie poszukują nowych pracowników, podczas gdy w innych popyt na pracę pozostaje ograniczony. Ma to znaczenie zarówno dla osób szukających zatrudnienia, jak i dla firm planujących rekrutacje lub inwestycje w nowych lokalizacjach.

Najwięcej wakatów w przetwórstwie przemysłowym

Największą liczbę wolnych miejsc pracy odnotowano w przetwórstwie przemysłowym. Na koniec pierwszego kwartału 2026 r. w tej sekcji gospodarki było 20,5 tys. wakatów. To pokazuje, że przemysł pozostaje jednym z głównych źródeł popytu na pracowników w Polsce.

W przetwórstwie przemysłowym wolne miejsca pracy były przeznaczone przede wszystkim dla robotników przemysłowych i rzemieślników oraz operatorów i monterów maszyn i urządzeń. Pierwsza z tych grup odpowiadała za 36,1 proc. wakatów w tej sekcji, a druga za 26,0 proc.

Podobna struktura zapotrzebowania występowała w budownictwie. W tej branży największy udział wolnych miejsc pracy dotyczył robotników przemysłowych i rzemieślników – 52,8 proc. wakatów. Kolejne 25,7 proc. stanowiły miejsca pracy dla operatorów i monterów maszyn i urządzeń.

Wysoki popyt także w handlu, transporcie i budownictwie

Oprócz przetwórstwa przemysłowego istotną liczbę wolnych miejsc pracy odnotowano również w handlu hurtowym i detalicznym, transporcie i gospodarce magazynowej oraz budownictwie. Są to sektory, które tradycyjnie generują duże zapotrzebowanie na pracowników operacyjnych, technicznych i usługowych.

W handlu wakaty dotyczyły przede wszystkim pracowników usług i sprzedawców, ale również specjalistów. W transporcie i gospodarce magazynowej dominowało zapotrzebowanie na operatorów i monterów maszyn oraz urządzeń, a także na pracowników biurowych.

Dane te pokazują, że popyt na pracę w Polsce nadal ma w dużej mierze charakter praktyczny i produkcyjno-usługowy. Firmy poszukują nie tylko specjalistów wysokich kwalifikacji, ale także pracowników wykonujących zadania techniczne, logistyczne, magazynowe, sprzedażowe i związane z obsługą procesów produkcyjnych.

Najwyższy wskaźnik wolnych miejsc pracy w sektorze telekomunikacji i IT

Pod względem rodzaju działalności najwyższy wskaźnik wolnych miejsc pracy wystąpił w sekcji obejmującej działalność usługową w zakresie telekomunikacji, programowania komputerowego, doradztwa, infrastruktury obliczeniowej oraz pozostałej działalności usługowej w zakresie informacji. Wyniósł on 1,54 proc.

To oznacza, że branże związane z technologiami informacyjnymi, usługami cyfrowymi i infrastrukturą obliczeniową nadal cechują się wysokim relatywnym zapotrzebowaniem na pracowników. Nawet jeżeli liczba wakatów w tym sektorze nie jest najwyższa w ujęciu bezwzględnym, to udział wolnych miejsc pracy w całkowitej liczbie stanowisk pozostaje wyraźnie podwyższony.

Najniższy wskaźnik wolnych miejsc pracy odnotowano natomiast w górnictwie i wydobywaniu. Wyniósł on 0,17 proc. Oznacza to, że w tej sekcji udział nieobsadzonych miejsc pracy był najmniejszy spośród analizowanych rodzajów działalności.

Rynek pracy odbija po końcówce 2025 r., ale bez wyraźnego boomu

Wzrost liczby wolnych miejsc pracy o 16,7 proc. względem końca czwartego kwartału 2025 r. może wskazywać na sezonowe i koniunkturalne ożywienie rekrutacji na początku roku. Firmy częściej uruchamiały nabory, a część sektorów zwiększała zapotrzebowanie na pracowników po okresie niższej aktywności.

Jednocześnie porównanie rok do roku pokazuje bardziej umiarkowany obraz rynku pracy. Liczba wolnych miejsc pracy była o 0,8 tys. niższa niż na koniec pierwszego kwartału 2025 r., a wskaźnik wakatów spadł minimalnie o 0,01 pkt proc. To sugeruje, że mimo kwartalnego odbicia rynek nie wszedł w fazę gwałtownego wzrostu popytu na pracowników.

Z perspektywy pracodawców dane GUS mogą oznaczać powrót do większej aktywności rekrutacyjnej po słabszej końcówce roku. Z perspektywy pracowników sytuacja pozostaje zróżnicowana – szanse na zatrudnienie są większe w regionach i branżach o wysokim wskaźniku wakatów, ale nie wszędzie rynek oferuje podobne możliwości.

Struktura wakatów pokazuje zapotrzebowanie na konkretne zawody

Istotne znaczenie ma nie tylko sama liczba wolnych miejsc pracy, ale również ich struktura zawodowa. Dane wskazują, że w wielu sektorach poszukiwani są przede wszystkim pracownicy o konkretnych kwalifikacjach praktycznych.

W przemyśle i budownictwie dominują robotnicy przemysłowi, rzemieślnicy, operatorzy i monterzy maszyn. W handlu większe znaczenie mają pracownicy usług i sprzedawcy, natomiast w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej najważniejszą grupą są specjaliści.

Taka struktura wolnych miejsc pracy pokazuje, że polski rynek pracy nadal potrzebuje zarówno pracowników technicznych i wykonawczych, jak i specjalistów. Niedobory kadrowe nie dotyczą wyłącznie zawodów wysoko kwalifikowanych, ale również stanowisk związanych z produkcją, logistyką, sprzedażą i obsługą klienta.

Dane po raz pierwszy prezentowane według PKD 2025

GUS zwraca uwagę, że wyniki badania „Popyt na pracę” po raz pierwszy prezentowane są według sekcji PKD 2025. Ma to znaczenie przy porównywaniu danych z wcześniejszymi okresami, ponieważ trwa okres przejściowy związany z przeklasyfikowaniem podmiotów gospodarczych z PKD 2007 na PKD 2025.

Okres przejściowy potrwa do 31 grudnia 2026 r. W tym czasie do prezentacji danych wykorzystywane są m.in. klucze powiązań między klasyfikacjami PKD 2007 i PKD 2025. Oznacza to, że interpretując dane sektorowe, należy brać pod uwagę zmianę klasyfikacji działalności gospodarczej.

Wskaźnik wolnych miejsc pracy jest miarą niezaspokojonego popytu na pracę. Pokazuje, jaką część wszystkich miejsc pracy – zarówno obsadzonych, jak i wolnych – stanowią stanowiska nieobsadzone. Im wyższy wskaźnik, tym większy relatywny problem pracodawców z obsadzeniem stanowisk.

Wypadków przy pracy jest więcej. W I kwartale 2026 r. poszkodowanych zostało ponad 17 tys. osób

W pierwszym kwartale 2026 r. w Polsce wzrosła liczba osób poszkodowanych w wypadkach przy pracy. Według wstępnych danych GUS zgłoszono 17 084 osoby poszkodowane, czyli o 19,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Wskaźnik wypadkowości zwiększył się z 1,04 do 1,24 poszkodowanego na 1000 pracujących.

Zdecydowaną większość stanowiły wypadki powodujące lżejsze obrażenia. W tej kategorii odnotowano 16 960 poszkodowanych. Wypadkom ciężkim uległy 92 osoby, natomiast wypadkom śmiertelnym – 32 osoby. Dane obejmują również 42 osoby poszkodowane podczas wykonywania pracy zdalnej lub telepracy.

Łączna liczba dni niezdolności do pracy spowodowanej wypadkami wyniosła 411 749. Oznacza to przeciętnie 24,1 dnia absencji na jedną osobę poszkodowaną. Najdłuższy średni okres niezdolności do pracy odnotowano w górnictwie i wydobywaniu, gdzie wyniósł 33,5 dnia.

Najwięcej poszkodowanych w przemyśle, handlu i transporcie

Pod względem liczby osób poszkodowanych najwięcej wypadków odnotowano w przetwórstwie przemysłowym. W tej sekcji gospodarki poszkodowanych zostało 4806 osób. Kolejne miejsca zajęły handel, naprawa pojazdów samochodowych oraz transport i gospodarka magazynowa.

W handlu i naprawie pojazdów samochodowych zgłoszono 2640 poszkodowanych, a w transporcie i gospodarce magazynowej 1798 osób. W ochronie zdrowia i pomocy społecznej odnotowano 1484 poszkodowanych, natomiast w budownictwie – 702 osoby.

Inaczej wygląda sytuacja po uwzględnieniu liczby pracujących w poszczególnych branżach. Najwyższy wskaźnik wypadkowości wystąpił w górnictwie i wydobywaniu, gdzie wyniósł 3,41 poszkodowanego na 1000 pracujących. Bardzo wysoki poziom odnotowano także w sekcji dostawa wody, gospodarowanie ściekami i odpadami oraz rekultywacja – 3,34.

Powyżej średniej krajowej znalazły się również ochrona zdrowia i pomoc społeczna, transport i gospodarka magazynowa, przetwórstwo przemysłowe oraz rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo. Najniższy wskaźnik wypadkowości odnotowano w informacji i komunikacji, gdzie wyniósł 0,15.

Warmińsko-mazurskie z najwyższym wskaźnikiem wypadkowości

Dane pokazują także duże zróżnicowanie regionalne. Najwyższy wskaźnik wypadkowości wystąpił w województwie warmińsko-mazurskim – 1,64 poszkodowanego na 1000 pracujących. Kolejne miejsca zajęły województwa zachodniopomorskie z wynikiem 1,60 oraz kujawsko-pomorskie z wynikiem 1,53.

Wysoki poziom wypadkowości odnotowano również w województwach podlaskim, śląskim, lubuskim i dolnośląskim. Najniższe wskaźniki wystąpiły w województwach mazowieckim i małopolskim. W Mazowieckiem wskaźnik wyniósł 0,88, a w Małopolsce 0,95 poszkodowanego na 1000 pracujących.

Pod względem bezwzględnej liczby poszkodowanych najwięcej wypadków zgłoszono w województwach śląskim, mazowieckim i wielkopolskim. W Śląskiem poszkodowanych zostało 2422 pracowników, w Mazowieckiem 2174, a w Wielkopolsce 1885.

Najczęstsza przyczyna: nieprawidłowe zachowanie pracownika

Największą grupę przyczyn wypadków przy pracy stanowiło nieprawidłowe zachowanie się pracownika. Odpowiadało ono za 40,3 proc. odnotowanych przypadków. Na kolejnych miejscach znalazły się niewłaściwe posługiwanie się czynnikiem materialnym przez pracownika, zdarzenia niezależne od pracodawcy i pracownika oraz inne przyczyny.

Istotne znaczenie miały także czynniki organizacyjne. Niewłaściwa organizacja stanowiska pracy odpowiadała za 7,3 proc. przypadków, a niewłaściwa organizacja pracy za 5,5 proc. Łącznie te dwie kategorie stanowiły 12,8 proc. przyczyn wypadków.

Najczęstszym wydarzeniem powodującym uraz było zderzenie z nieruchomym obiektem. Tego typu zdarzenia odpowiadały za 37,4 proc. przypadków. Kolejne miejsca zajęły kontakt z przedmiotem ostrym lub twardym oraz uderzenie przez obiekt będący w ruchu.

Najczęściej dochodziło do urazów kończyn

Wypadki przy pracy najczęściej kończyły się urazami kończyn. Urazy kończyn górnych stanowiły 43,2 proc. przypadków, a kończyn dolnych 33,4 proc. Łącznie obrażenia kończyn odpowiadały więc za ponad trzy czwarte wszystkich urazów.

Urazy głowy wystąpiły w 10,9 proc. przypadków. Rzadziej odnotowywano urazy tułowia i organów wewnętrznych, pleców oraz całego ciała. W chwili wypadku poszkodowani najczęściej byli w ruchu, przemieszczali się, manipulowali przedmiotami albo wykonywali ręczny transport.

Dane te pokazują, że duża część wypadków nie wynika bezpośrednio z obsługi specjalistycznych maszyn, lecz z codziennych czynności wykonywanych w miejscu pracy. Oznacza to, że ryzyko wypadkowe dotyczy nie tylko branż tradycyjnie uznawanych za niebezpieczne, ale również stanowisk, na których dominują powtarzalne zadania, przemieszczanie się i praca manualna.

Wypadki w gospodarstwach rolnych

Osobną kategorię stanowią wypadki w indywidualnych gospodarstwach rolnych, dla których przyznano jednorazowe odszkodowanie z KRUS. W pierwszym kwartale 2026 r. poszkodowanych zostało 1686 osób, w tym 16 w wypadkach śmiertelnych.

Najczęstszym rodzajem zdarzenia były upadki osób. Odpowiadały one za 48,8 proc. wypadków w gospodarstwach rolnych. Kolejne miejsca zajęły inne zdarzenia, uderzenie, przygniecenie lub pogryzienie przez zwierzęta oraz pochwycenie przez ruchome części maszyn i urządzeń.

Struktura wypadków rolniczych pokazuje, że największe zagrożenia wiążą się zarówno z codziennym poruszaniem się po gospodarstwie, jak i kontaktem ze zwierzętami oraz maszynami. W praktyce oznacza to konieczność stałego zwracania uwagi na organizację pracy, stan techniczny urządzeń oraz podstawowe zasady bezpieczeństwa.

Wzrost wypadkowości to sygnał ostrzegawczy

Wzrost liczby poszkodowanych o 19,3 proc. rok do roku jest istotnym sygnałem dla pracodawców, instytucji publicznych i służb BHP. Choć dane mają charakter wstępny, pokazują wyraźne pogorszenie statystyk bezpieczeństwa pracy na początku 2026 r.

Największe znaczenie ma nie tylko sama liczba wypadków, ale również ich koszt społeczny i gospodarczy. Ponad 411 tys. dni niezdolności do pracy oznacza realne straty dla pracowników, firm i całego rynku pracy. Każdy wypadek to także ryzyko długotrwałych konsekwencji zdrowotnych, organizacyjnych i finansowych.

Dane GUS wskazują, że bezpieczeństwo pracy powinno pozostać jednym z kluczowych obszarów zarządzania w przedsiębiorstwach. Szczególnie ważne są szkolenia, prawidłowa organizacja stanowisk, nadzór nad przestrzeganiem zasad BHP oraz ograniczanie ryzyk związanych z rutynowymi czynnościami wykonywanymi każdego dnia.

mObywatel 3.0 musi uwzględniać dane zdrowotne. Eksperci apelują do rządu

Healthcare Poland Foundation, Polska Federacja Szpitali oraz Global Healthcare Systems Hub wskazują na konsekwencje niezgodności aplikacji mObywatel z rozporządzeniem eIDAS 2.0 — wykraczające daleko poza dokument tożsamości. W grze jest dostęp polskich pacjentów do transgranicznej wymiany danych zdrowotnych, bezpieczeństwo medyczne oraz konkurencyjność polskiego sektora usług zdrowotnych w Europie.

Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało na stronie Rządowego Centrum Legislacji projekt nowelizacji ustawy o usługach zaufania oraz identyfikacji elektronicznej (UC122). Uzasadnienie projektu zawiera bezprecedensowe przyznanie: aplikacja mObywatel jest architektonicznie niezgodna z rozporządzeniem eIDAS 2.0 i nie może pełnić funkcji Europejskiego Portfela Tożsamości Cyfrowej (EUDI Wallet). Dostosowanie istniejącej aplikacji do wymogów unijnych zostało uznane za technicznie niemożliwe. Konsekwencje są daleko idące: konieczność budowy zupełnie nowej aplikacji od podstaw, brak możliwości automatycznej migracji danych 11 milionów użytkowników oraz konieczność równoległego utrzymywania dwóch systemów w okresie przejściowym. Skala problemu skłoniła posła do Parlamentu Europejskiego Kosmę Złotowskiego do złożenia pytania poselskiego (E-000763/2026) do Komisji Europejskiej.

Polska była prekursorem cyfrowej tożsamości w Europie, wprowadzając mDowód jako pełnoprawny dokument tożsamości już w 2023 r. — znacznie wyprzedzając inne państwa członkowskie. Jednak właśnie ten pionierski charakter, zbudowany na krajowych założeniach architektonicznych bez antycypowania ram interoperacyjności UE, staje się teraz źródłem systemowej luki.

Jest to modelowy przykład zjawiska, które w branży IT określa się mianem „długu architektonicznego” (architectural debt) — sytuacji, w której szybkie wdrożenie rozwiązania krajowego bez uwzględnienia nadchodzących standardów europejskich generuje późniejsze koszty rzędu wielokrotności początkowej inwestycji. Dokładnie to samo ryzyko dotyczy obecnie rozwiązań sztucznej inteligencji w sektorze zdrowia budowanych bez uwzględnienia AI Act, EHDS i standardów certyfikacji — co jest przedmiotem prac piaskownicy regulacyjnej GRAI przy Ministerstwie Cyfryzacji.

Healthcare Poland Foundation, działając we współpracy z Polską Federacją Szpitali oraz Global Healthcare Systems Hub, deklaruje gotowość do udziału w konsultacjach publicznych projektu UC122 oraz do wsparcia eksperckiego w projektowaniu warstwy zdrowotnej nowego portfela tożsamości cyfrowej. Dostęp polskich pacjentów do transgranicznej wymiany danych zdrowotnych nie może być ofiarą długu architektonicznego.

Polska była pionierem cyfrowej tożsamości w Europie. Teraz musi być pionierem jej naprawy — nie tylko po to, by polscy obywatele mogli podróżować z telefonem zamiast z plastikowym dowodem, ale przede wszystkim po to, by polscy pacjenci mogli bezpiecznie korzystać z opieki zdrowotnej w całej Unii Europejskiej, z pełnym dostępem lekarza do ich danych medycznych. Brak interoperacyjności polskiego systemu tożsamości cyfrowej z EUDI Wallet oznacza, że: pacjenci zagraniczni przyjeżdżający do Polski nie będą mogli automatycznie udostępnić polskim lekarzom swoich danych zdrowotnych za pomocą portfela, polscy świadczeniodawcy nie będą mogli w sposób zharmonizowany potwierdzić tożsamości pacjenta transgranicznego, a dokumentacja medyczna wytworzona w Polsce może napotykać problemy z uznawalnością w systemach EHDS innych państw członkowskich. Tworzy to ryzyko powstania „cyfrowej wyspy” – systemu funkcjonalnego wewnątrz kraju, ale odciętego od europejskiego ekosystemu zdrowia cyfrowego. W praktyce oznacza to utratę przewagi konkurencyjnej na rzecz krajów, które wdrożą EUDI Wallet terminowo – m.in. Estonii, Finlandii, Austrii czy Danii – wskazuje Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji, Forum Ekspertów Ad Rem.

Ministerstwo Cyfryzacji wskazało dwa strukturalne powody, dla których mObywatel nie może zostać przekształcony w EUDI Wallet.

  • Model weryfikacji tożsamości. mObywatel potwierdza tożsamość i obywatelstwo użytkownika na podstawie „dokumentu mObywatel” — krajowego konstruktu prawnego. Tymczasem eIDAS 2.0 wymaga potwierdzania tożsamości poprzez dane identyfikujące osobę (person identification data) w rozumieniu art. 3 pkt 3 rozporządzenia eIDAS oraz rozporządzenia wykonawczego Komisji (UE) 2024/2977. To różnica nie kosmetyczna, lecz architektoniczna – dotycząca samego fundamentu tożsamości cyfrowej.
  • Architektura udostępniania danych. mObywatel operuje w modelu bezpośredniego połączenia z rządową infrastrukturą teleinformatyczną — dokumenty są pobierane wprost na urządzenie użytkownika, bez instytucjonalnego pośrednika. Rozporządzenie eIDAS 2.0 wymaga natomiast zaangażowania kwalifikowanych dostawców usług zaufania (Qualified Trust Service Providers, QTSP), w tym podmiotów prywatnych, jako elementów łańcucha zaufania. Ten model jest fundamentem interoperacyjności transgranicznej.

Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej pełni w architekturze Europejskiej Przestrzeni Danych Zdrowotnych (EHDS) rolę warstwy uwierzytelniającej. To portfel umożliwi pacjentowi autoryzację dostępu lekarza w innym kraju członkowskim do kluczowych danych medycznych: podsumowania leczenia, listy leków, alergii, szczepień, wyników badań. Bez zgodnego z eIDAS 2.0 portfela ten mechanizm nie zadziała — nawet jeśli infrastruktura MyHealth@EU będzie technicznie gotowa po stronie serwerów.

Oznacza to, że niezgodność mObywatela jest bezpośrednią barierą w realizacji prawa pacjenta do transgranicznego dostępu do usług zdrowotnych, gwarantowanego dyrektywą 2011/24/UE. Nie jest to problem odległy — rozporządzenie EHDS (UE 2025/327) weszło w życie 26 marca 2025 r., a obowiązkowa transgraniczna wymiana podsumowań pacjenta i e-recept ma być operacyjna we wszystkich państwach członkowskich do marca 2029 r.

Cztery scenariusze ryzyka dla polskich pacjentów

  1. Brak dostępu lekarza za granicą do historii choroby. Polak, który trafi do szpitala w Niemczech, Francji czy Hiszpanii, nie będzie mógł za pomocą portfela cyfrowego udostępnić lekarzowi swoich danych medycznych. Lekarz będzie działał bez pełnej informacji klinicznej.
  2. Ryzyko błędów medycznych. Brak dostępu do aktualnej listy leków, alergii i chorób przewlekłych zwiększa ryzyko interakcji lekowych, nieadekwatnych procedur diagnostycznych i błędnych decyzji terapeutycznych. To nie jest ryzyko teoretyczne — WHO szacuje, że błędy związane z lekami dotykają rocznie milionów pacjentów na świecie, a brak dostępu do pełnej dokumentacji jest jednym z kluczowych czynników.
  3. Konieczność papierowej dokumentacji. Zamiast cyfrowej wymiany danych, polscy pacjenci będą zmuszeni wozić ze sobą dokumentację papierową lub na nośnikach elektronicznych — rozwiązanie podatne na utratę, uszkodzenie i błędy tłumaczeniowe.
  4. Wydłużenie czasu diagnostyki i leczenia. Bez dostępu do wyników wcześniejszych badań lekarz za granicą będzie zmuszony zlecać badania od nowa, co wydłuża czas do podjęcia decyzji terapeutycznej i generuje niepotrzebne koszty.

Problem niezgodności mObywatela należy analizować w kontekście czterech wzajemnie powiązanych filarów regulacyjnych, które wspólnie definiują warunki przetwarzania i wymiany danych zdrowotnych w UE.

eIDAS 2.0 (Rozporządzenie 2024/1183) ustanawia ramy tożsamości cyfrowej, w tym wymogi dotyczące kwalifikowanych dostawców usług zaufania i architektury portfela opartej na atestacjach elektronicznych. To mechanizm atestacji umożliwia kontrolowane przez pacjenta udostępnianie danych zdrowotnych.

EHDS (Rozporządzenie 2025/327) buduje na fundamencie eIDAS warstwę sektorową: definiuje kategorie priorytetowych danych zdrowotnych, ustanawia infrastrukturę MyHealth@EU dla użycia pierwotnego oraz HealthData@EU dla użycia wtórnego (badania naukowe, polityka zdrowotna, regulacje). Kluczowe kamienie milowe: marzec 2027 — akty wykonawcze; marzec 2029 — Patient Summaries i e-recepty we wszystkich państwach; marzec 2031 — obrazy medyczne i wyniki laboratoryjne.

NIS2 (Dyrektywa 2022/2555) klasyfikuje podmioty ochrony zdrowia jako operatorów usług kluczowych, nakładając wymogi cyberbezpieczeństwa na cały łańcuch przetwarzania danych zdrowotnych — w tym na infrastrukturę portfela tożsamości cyfrowej.

RODO/GDPR pozostaje nadrzędną ramą ochrony danych osobowych. EHDS działa w ramach RODO, nie obok niego. Brak kompatybilnego portfela oznacza brak możliwości realizacji mechanizmów zgody i kontroli danych wymaganych przez RODO w kontekście transgranicznym.

Awaria jednego elementu — w tym przypadku warstwy tożsamości cyfrowej — paraliżuje cały łańcuch: od uwierzytelnienia pacjenta, przez autoryzację dostępu do danych, po ich bezpieczną wymianę i przetwarzanie.

Co należy zrobić: stanowisko HCPL, PFSz i GHSH

Dla Ministerstwa Cyfryzacji i Ministerstwa Zdrowia

Proces budowy nowej aplikacji portfela tożsamości cyfrowej (mObywatel 3.0) musi od początku uwzględniać architekturę EHDS. Nie wystarczy spełnić wymagania eIDAS 2.0 w warstwie dokumentu tożsamości — portfel musi być przygotowany do obsługi atestacji elektronicznych dotyczących danych zdrowotnych. Rekomendujemy powołanie międzyresortowego zespołu (MC + MZ) odpowiedzialnego za spójność architektoniczną EUDI Wallet z MyHealth@EU. Jednocześnie konieczne jest przyspieszenie prac nad wyznaczeniem krajowego Organu ds. Zdrowia Cyfrowego (National Digital Health Authority) — termin wynikający z EHDS upłynął w czerwcu 2025 r.

Dla szpitali i świadczeniodawców

Szpitale i kliniki przyjmujące pacjentów transgranicznych powinny już teraz dokonywać audytu gotowości swoich systemów HIS pod kątem interoperacyjności z HL7 FHIR — standardem referencyjnym dla EHDS. Polska Federacja Szpitali i Healthcare Poland Foundation oferują w tym zakresie certyfikację TQAMS (Transnational Quality Assurance & Management Standard), która obejmuje gotowość cyfrową, zgodność z wymogami NIS2 oraz procedury opieki transgranicznej.

Dla sektora turystyki medycznej

Operatorzy turystyki medycznej muszą przygotować się na scenariusz, w którym pacjenci z UE będą oczekiwać obsługi za pomocą EUDI Wallet. Brak gotowości polskiej strony stanie się przewagą konkurencyjną krajów, które wdrożą portfel terminowo. Global Healthcare Systems Hub monitoruje ten proces w 56 krajach i udostępnia aktualizacje regulacyjne swoim członkom.

Dla piaskownic regulacyjnych AI

Przypadek mObywatela powinien zostać włączony jako case study do materiałów edukacyjnych piaskownicy regulacyjnej GRAI przy Ministerstwie Cyfryzacji — jako ostrzeżenie przed powielaniem długu architektonicznego w domenie sztucznej inteligencji w zdrowiu.

Kluczowe daty

19 lutego 2026 r. – Publikacja projektu ustawy UC122 na stronie Rządowego Centrum Legislacji.

24 lutego 2026 r. – Pytanie poselskie E-000763/2026 (Kosma Złotowski, ECR) do Komisji Europejskiej.

26 marca 2025 r. – Wejście w życie rozporządzenia EHDS (UE 2025/327).

Koniec 2026 r. – Termin wdrożenia EUDI Wallet we wszystkich państwach członkowskich.

Marzec 2029 r. – Obowiązkowa transgraniczna wymiana Patient Summaries i e-recept.

Marzec 2031 r. – Rozszerzenie o obrazy medyczne, wyniki laboratoryjne, karty wypisu.

Rynek pracy coraz mocniej zależy od cudzoziemców. W niektórych branżach stanowią ponad 15–25 proc. załóg

Pod koniec grudnia 2025 r. w Polsce aktywnych zawodowo było 1 141,1 tys. cudzoziemców – wynika z najnowszych danych GUS. Stanowili oni 6,9% ogółu pracujących w naszym kraju, a ich największy udział w liczbie pracujących odnotowano nie w największych aglomeracjach, lecz w powiatach słubickim i pruszkowskim oraz w Świnoujściu. Jak pokazują badania Grupy Progres, Polska nadal pozostaje dla większości ankietowanych pierwszym wyborem jako kierunek migracji zarobkowej, choć już nie dla wszystkich i nie w tak jednoznaczny sposób jak jeszcze kilka lat temu.

Największą grupę pracujących cudzoziemców stanowili obywatele Ukrainy – 67,6% (771 800 osób). Na kolejnych miejscach znaleźli się obywatele Białorusi (10,4% – 118 882 osoby), Gruzji (2,1% – 24 210), Indii (2,0% – 23 004), Kolumbii (1,7% – 19 261) i Filipin (1,3% – 15 053), a pozostałe narodowości łącznie odpowiadały za 14,9%, czyli 168 909 osób (GUS).

Dla większości Ukraińców, którzy dominują wśród obcokrajowców aktywnych zawodowo w naszym kraju, Polska była pierwszym wyborem jako kierunek migracji zarobkowej – takiej odpowiedzi udzieliło 71% Ukraińców biorących udział w badaniu Grupy Progres. 17% myślało też o innych państwach, ale przyjechało nad Wisłę, bo w danym momencie była to najlepsza dostępna opcja, 12% miało inne plany, które zmieniły się pod wpływem sytuacji życiowej.

Ukraina nadal stanowi rdzeń naszego rynku pracy, ale z roku na rok obserwujemy napływ pracowników z coraz większej liczby krajów. Przybywa kandydatów z innych – często egzotycznych – kierunków, którzy coraz liczniej wspierają rynek pracy i są zatrudniani w wielu sektorach gospodarki mówi Karolina Hawryluk-Chaieb, kierownik procesu rekrutacji w Grupie Progres.

Według GUS w sekcji działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca pracuje ponad 68 tys. cudzoziemców innych narodowości niż ukraińska. W transporcie i gospodarce magazynowej jest ich ponad 63 tys., a w przetwórstwie przemysłowym – 52 tys. Znaczną grupę można również zaobserwować w informacji i komunikacji – 36,4 tys., gdzie liczba pracowników innych narodowości przewyższa liczbę Ukraińców (22,7 tys.). W budownictwie pracuje ponad 33 tys. osób innych narodowości niż ukraińska, a w handlu i naprawie pojazdów samochodowych – 25,4 tys. W działalności związanej z zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi jest to 24,5 tys. osób.

Ekspertka z Grupy Progres dodaje, że Polska wciąż pozostaje dla dużej części migrantów pierwszym i świadomym wyborem, jednak coraz rzadziej ma on charakter jednorazowej decyzji. – Widzimy raczej proces, często długofalowy, w którym Polska jest jednocześnie miejscem krótkiej stabilizacji, legalizacji pobytu i punktem startowym do dalszych planów zawodowych związanych z krajami Europy Zachodniej. Oznacza to, że motywacje migracyjne stają się coraz bardziej złożone niż jeszcze kilka lat temu i obejmują nie tylko aspekt ekonomiczny, lecz także bezpieczeństwo, dostęp do pracy oraz możliwość szybkiego wejścia na rynek – podkreśla Karolina Hawryluk-Chaieb.

Co czwarty pracownik administrowania i wsparcia to cudzoziemiec

Struktura zatrudnienia cudzoziemców pokazuje wyraźną koncentrację w wybranych branżach. W działalności w zakresie usług administrowania i wsparcia co czwarty pracownik to cudzoziemiec (25,3% wobec 74,7% Polaków). W zakwaterowaniu i gastronomii już niemal co piąty (17,8% vs. 82,2%), w transporcie i magazynowaniu – 15,1% vs. 84,9%, w budownictwie 11,7% vs. 88,3%, a w informacji i komunikacji 10,2% vs. 89,8%. W pozostałych sektorach udział cudzoziemców jest niższy: w przetwórstwie przemysłowym wynosi 7,2% (92,8% Polacy), a w handlu 4,1% (95,9% Polacy). Znikomy odsetek obcokrajowców jest zatrudniany w branżach takich jak edukacja, w której cudzoziemcy stanowią 1,5% pracowników, w energetyce 0,6%, a w administracji publicznej 0,1%.

W ujęciu liczbowym cudzoziemcy najczęściej pracowali w administrowaniu i wsparciu (226,9 tys.), przetwórstwie przemysłowym (208,3 tys.), transporcie i magazynowaniu (156,0 tys.) oraz budownictwie (138,4 tys.). Dalej znalazły się handel (94,1 tys.), zakwaterowanie i gastronomia (75,3 tys.), informacja i komunikacja (59,1 tys.), działalność profesjonalna (49,1 tys.), a następnie pozostałe usługi (39,9 tys.) oraz zdrowie i pomoc społeczna (30,3 tys.).

W kolejnych sektorach liczba cudzoziemców jest wyraźnie niższa. W edukacji pracowało 19,3 tys. osób, w rolnictwie, leśnictwie, łowiectwie i rybactwie – 15,5 tys., w finansach i ubezpieczeniach – 9,6 tys., a w nieruchomościach – 7,4 tys. Jeszcze mniejsze wartości odnotowano w kulturze i rekreacji (6,0 tys.), w gospodarce wodno-ściekowej i gospodarce odpadami (3,5 tys.), w administracji publicznej i obronie (0,9 tys.), w górnictwie i wydobywaniu (0,8 tys.) oraz w energetyce (0,8 tys.).

Mimo że wielu cudzoziemców posiada wykształcenie i doświadczenie zdobyte w swoich ojczyznach, nadal zbyt często podejmują oni zatrudnienie w sektorach niezwiązanych z ich pierwotną ścieżką zawodową. W przypadku Ukraińców jedynie 21% pracuje w pełni zgodnie ze swoimi kompetencjami, 22% częściowo, natomiast aż 57% wykonuje pracę w zupełnie innej branży, wynika z badania Grupy Progres.

Niedopasowanie kompetencji do wykonywanej pracy nie dotyczy wyłącznie jednej narodowości. To zjawisko o charakterze systemowym, widoczne w różnych grupach cudzoziemców. Wynika ono zarówno z barier formalnych, jak i językowych, ale też z szybkości, z jaką migranci podejmują pierwszą dostępną pracę po przyjeździe do kraju, a z tym bywa różnie – zaznacza Karolina Hawryluk-Chaieb, kierownik procesu rekrutacji w Grupie Progres.

Bariery nadal silne

W badaniu Grupy Progres cudzoziemcy pytani o przeszkody, z którymi mierzą się w naszym kraju najczęściej wskazywali wysokie koszty życia (37%), barierę językową (34%) i brak bliskich (32%). Istotne pozostają także kwestie społeczne: 29% respondentów wskazywało na dyskryminację lub nieodpowiednie zachowania, 26% na brak stabilności zatrudnienia, a 25% na trudności mieszkaniowe. Na kolejnych miejscach pojawiły się problemy z legalizacją pobytu (22%), brak integracji (14%) oraz brak możliwości pracy w zawodzie (14%).

Wyzwania związane z legalizacją pobytu – choć nie dominują w zestawieniu – mają istotne znaczenie dla codziennego funkcjonowania cudzoziemców. To nie tylko kwestia formalna, ale realny czynnik wpływający na poczucie stabilności życia i pracy. Co piąta osoba wskazuje ten problem wprost, jednak w praktyce skala trudności jest szersza: część migrantów nie nadąża za zmieniającymi się przepisami, nie zna ich w pełni lub ma trudności z ich interpretacją ze względu na barierę językową. W efekcie system, który z założenia ma porządkować proces migracji, dla wielu osób staje się źródłem niepewności i dodatkowych obciążeńocenia Julia Nowicka, ekspertka ds. legalizacji zatrudnienia cudzoziemców w Grupie Progres.

Geografia pracy cudzoziemców w Polsce wykracza poza największe metropolie

Choć największe skupiska cudzoziemców aktywnych zawodowo w Polsce nadal znajdują się w kluczowych województwach, dane pokazują coraz wyraźniejszy obraz rozproszenia ich obecności – z wyjątkowo wysokim udziałem pracowników zagranicznych nie tylko w dużych miastach, ale także w wybranych powiatach o silnej specjalizacji gospodarczej.

Najwięcej cudzoziemców pracowało w woj. mazowieckim (274 980 osób), dolnośląskim (133 392), wielkopolskim (121 533), śląskim (96 015), małopolskim (87 806) i pomorskim (80 265). Na kolejnych miejscach znajdują się: łódzkie (75 626), zachodniopomorskie (55 654), lubuskie (42 644), kujawsko-pomorskie (32 634), lubelskie (23 841) i opolskie (20 312). Listę zamykają regiony: podlaski (18 265), podkarpacki (15 019), warmińsko-mazurski (14 830) i świętokrzyski (9 297).

Jeśli chodzi o powiaty dominujące pod względem udziału cudzoziemców wśród osób pracujących, to liderem zestawienia jest powiat słubicki, gdzie cudzoziemcy stanowią 20,5% wszystkich pracujących. Wysokie wartości odnotowano także w powiecie pruszkowskim (18,1%) oraz w Świnoujściu (18,1%), a dalej w powiecie oławskim (17,9%) i we Wrocławiu (17,8%). W kolejnych miejscach znalazły się powiat kępiński (16,2%), Legnica (16,0%), powiat świebodziński (15,9%), Słupsk (15,2%), Gorzów Wielkopolski (14,9%), Szczecin (14,5%) oraz Warszawa (14,5%).

W mniejszych miejscowościach cudzoziemcy często szybciej znajdują zatrudnienie odpowiadające ich kompetencjom i jednocześnie potrzebom lokalnych firm. To rynki, w których ich obecność jest coraz częściej traktowana nie jako wyzwanie, lecz jako realne wsparcie dla gospodarki, a podejście pracodawców bywa bardziej otwarte i przychylne. Jednocześnie nadal pozostaje istotny problem długiego oczekiwania na dokumenty legalizujące pobyt i pracę. Nawet jeśli cudzoziemiec szybciej znajduje zatrudnienie, procedury administracyjne mogą znacząco wydłużać cały proces stabilizacji w Polsce podsumowuje Julia Nowicka.

Biopaliwa z polskich upraw. ORLEN bada potencjał lnianki siewnej

ORLEN rozpoczął współpracę z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu przy projekcie opracowania optymalnych warunków uprawy lnianki siewnej (Camelina sativa) na potrzeby produkcji biopaliw. Inicjatywa wspiera rozwój krajowego łańcucha dostaw surowców dla paliw alternatywnych, zwiększa potencjał polskiego rolnictwa oraz realizuje strategię ORLEN w obszarze transformacji energetycznej i ograniczania emisji w transporcie.

– Rozwój sektora biopaliw zaawansowanych to naturalny kierunek dla ORLEN, który pozwala łączyć kompetencje przemysłu paliwowego z potencjałem polskiego rolnictwa. Współpraca z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu oraz rolnikami jest ważnym elementem budowy krajowej bazy surowcowej dla paliw alternatywnych i wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego Polski – mówi Grzegorz Jóźwiak, Dyrektor Wykonawczy ds. Biopaliw i Wodoru w ORLEN.

W realizację tej strategii wpisuje się program ORLEN „Międzyplony dla Biopaliw”, który integruje rolników, przemysł i partnerów technologicznych, wspierając rozwój krajowych surowców – szczególnie dla biopaliw drugiej generacji.

Projekt realizowany wspólnie z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu koncentruje się na opracowaniu optymalnych warunków uprawy surowców zaawansowanych, dostępnych lokalnie, takich jak lnianka siewna – roślina o dużym potencjale dla sektora biopaliw. Pozwoli on ocenić możliwości szerszego wykorzystania tego surowca w produkcji paliw transportowych i lotniczych w oparciu o własne technologie produkcyjne, w tym niedawno uruchomioną instalację HVO w Płocku.

– Współpraca z ORLEN pokazuje, jak istotną rolę mogą dziś odgrywać uczelnie przyrodnicze w tworzeniu innowacyjnych rozwiązań dla gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego kraju. Dzięki zapleczu badawczemu oraz wieloletniemu doświadczeniu w zakresie agronomii, upraw roślin oleistych oraz oceny potencjału gleb marginalnych możemy prowadzić badania, które mają realne znaczenie dla rozwoju gospodarczego Polski – mówi prof. UPP dr hab. Zuzanna Sawinska z Katedry Agronomii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Lnianka siewna stanowi obiecującą alternatywę dla tradycyjnych roślin oleistych wykorzystywanych w sektorze biopaliw. W porównaniu z rzepakiem wykazuje większą odporność na niekorzystne warunki glebowe i klimatyczne, co ma szczególne znaczenie w obliczu coraz częściej występujących okresów suszy.

Dodatkową zaletą tej uprawy jest możliwość wykorzystania gleb słabszych klas, które nie są odpowiednie dla większości roślin rolniczych. Dzięki temu możliwe jest zagospodarowanie gruntów marginalnych i zdegradowanych oraz zwiększenie wykorzystania upraw międzyplonowych bez konkurowania z produkcją żywności.

Deficyt USA niższy od prognoz. Kurs dolara korzysta z lepszych danych

Administracja USA po raz kolejny ogłasza, że porozumienie z Iranem jest coraz bliżej Pytanie, ile jeszcze razy będziemy musieli to usłyszeć, by to naprawdę się stało. Deficyt handlowy USA, mimo wojny i umocnienia dolara, jest trzymany w ryzach. Rynki przygotowują się na wzrost stóp w strefie euro.

Co z tym pokojem?

Wczoraj znów dowiedzieliśmy się od prezydenta USA, że porozumienie z Iranem jest blisko. Mnogość takich wypowiedzi powinna sprawić, że rynki zaczną je ignorować, ale nic takiego się nie dzieje. Według CNN to „dopiero” 37 taka zapowiedź prezydenta USA. A to oznacza, że od początku ataku na Iran taka zapowiedź pojawia się częściej niż co trzy dni. Pomimo tego cena baryłki ropy Brent, która w poniedziałek dobiła do poziomu 98 dolarów, wczoraj na moment spadła poniżej 90 dolarów. Był to najniższy poziom od kwietnia. Rynek walutowy jest znacznie spokojniejszy. Wczoraj można było na nim zauważyć lekkie osłabienie dolara, ale kurs wieczorem wrócił do punktu wyjścia.

Deficyt handlowy USA

Pomimo średnioterminowego umocnienia dolara, które wynika z rozpoczętej wojny w Zatoce Perskiej, amerykański deficyt handlowy ma się dobrze. Wczoraj poznaliśmy dane z USA i okazało się, że deficyt jest o 0,6 mld dolarów niższy niż oczekiwano. Zwyczajowo umocnienie się waluty powoduje, że import staje się bardziej opłacalny, a eksport mniej, co odbija się negatywnie na wskaźniku deficytu. Należałoby się więc zastanowić, jak dobry rezultat w równoważeniu bilansu handlowego odniosłaby obecna administracja, gdyby nie wspierała działań wojennych Izraela w regionie. Poziom deficytu handlowego USA był tym większą niespodzianką, że wcześniejsze dane z Chin pokazywały wzrost nadwyżki handlowej i część analityków spodziewała się, że część tego wzrostu pogorszy bilans USA. To się jednak nie stało, co oznacza, że chiński eksport trafił do innych części świata. Wczorajsze dane działały na korzyść dolara. Prawdopodobnie również dzięki nim, pomimo kolejnych zapowiedzi pokoju, dolar nie oddawał tak mocno tego, co zyskał na wartości w ubiegłych tygodniach.

Czekając na EBC

Dzisiaj mamy posiedzenie Banku Kanady. Mimo ostatnich bardzo dobrych danych z tamtejszego rynku pracy wydaje się, że nie należy oczekiwać zmian stóp procentowych. Ciekawiej natomiast wygląda jutrzejsze posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Analitycy są niemal zgodni, że powinno dojść do podwyżek stóp procentowych. Powodem jest oczywiście inflacja konsumencka, która wybiła się do 3,2% przy docelowym poziomie 2%. Głosy mówiące o tym, że bank może spróbować poczekać z decyzją do kolejnego posiedzenia, bo może wojna w Zatoce Perskiej się zakończy i ceny ropy wrócą do normy, są coraz słabsze. Trzeba pamiętać, że koniec walk i odblokowanie Cieśniny Ormuz to dopiero początek normalizacji. Ustabilizowanie rynku po tak długiej przerwie zajmie jeszcze wiele tygodni, jeśli nie miesięcy. Jak decyzja EBC powinna wpłynąć na rynki? Wyższe stopy to mocniejsze euro. Trzeba jednak pamiętać, że rynki już sporą część tego ruchu wyceniają. Prawdopodobnie dlatego kurs EURPLN wynosi obecnie ok. 4,24 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:45 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Nieruchomość, giełda czy obligacje? Zainwestowane 255 tys. zł po dekadzie dało od 428 tys. do 800 tys. zł

Zakup na wynajem kawalerki na warszawskim Mokotowie w 2016 roku przyniósłby po dekadzie wyższy zwrot netto niż inwestycja w amerykański szeroki rynek akcji za pomocą indeksu giełdowego S&P 500 czy 10-letnie obligacje skarbowe. Z najnowszej analizy Otodom wynika, że ulokowane w nieruchomości 255 tys. zł zamieniłoby się do 2026 roku w aż 800 tys. zł kapitału netto. Żeby osiągnąć taki wynik, nie trzeba byłoby być analitykiem finansowym z Wall Street – wystarczyłoby po prostu postawić na 30 mkw. w stolicy.

Porównując trzy popularne ścieżki inwestycyjne, analitycy Otodom przyjęli rygorystyczne zasady:

  1. Kapitał początkowy w wysokości 255 tys. zł, czyli równowartości zakupu kawalerki na Mokotowie o powierzchni 30 mkw. w 2016 roku (średnia cena ofertowa lokalu w styczniu 2016 roku wynosiła ok. 8 500 zł/mkw.).
  2. Okres inwestycji: styczeń 2016 – maj 2026
  3. Brak dźwigni finansowej: inwestycja wyłącznie z wykorzystaniem własnej gotówki, a całość kapitału zainwestowana od razu.
  4. Podejście netto: tam, gdzie to możliwe, w wyliczeniach uwzględniono podatki (m.in. 19% podatku Belki od zysków kapitałowych z giełdy i obligacji, a także zryczałtowany podatek od najmu 8,5%) oraz wszelkie koszty operacyjne, jak np. czynsze administracyjne.

Analiza stóp zwrotu (2016-2026). Jak ułożyło się podium?

Analiza stóp zwrotu

*Powyższe zestawienie ma charakter analityczny i edukacyjny. Wszelkie kalkulacje opierają się na przybliżonych danych historycznych rynków oraz uśrednionych stawkach najmu z podanego okresu i nie stanowią oficjalnej porady inwestycyjnej.

Miejsce 1: Fenomen warszawskiego Mokotowa. Jak lokalny rynek pobił Wall Street?

Bezapelacyjnym zwycięzcą backtestu Otodom okazała się inwestycja w 30-metrową kawalerkę na warszawskim Mokotowie – zakupioną w celu długoterminowego wynajmu i finalnie sprzedaną po 10 latach. Dzięki temu początkowy kapitał w wysokości 255 tys. zł urósł przez dekadę o 214%.

– Wybierając rynek mieszkaniowy, inwestor zarabia na dwa niezależne sposoby: poprzez wzrost wartości samego lokalu w czasie oraz dzięki regularnym przychodom z wynajmu. Te drugie nie wpadały oczywiście do kieszeni równomiernie, ale rosły wraz z dynamiką rynkową. Skokowy wzrost stawek czynszów w latach 2022-2026, wywołany wysoką inflacją oraz falą migracji, potrafił przynieść w szczytowych momentach nawet 2750 zł czystego zysku miesięcznie mówi Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Kluczem do sukcesu okazała się jednak tarcza podatkowa. Ponieważ mieszkanie znajdowało się w rękach inwestora dłużej niż pięć lat, sprzedaż nieruchomości w 2026 roku była całkowicie zwolniona z podatku dochodowego. Z kolei najem opodatkowany był atrakcyjnym, 8,5-procentowym ryczałtem. W odróżnieniu od giełdy i obligacji, inwestycja w kawalerkę wiązała się jednak z koniecznością zarządzania aktywem i poniesieniem kosztów wynikających z remontów.

Wynik sumaryczny netto: 800 tys. zł

  • Kapitał ze sprzedaży lokalu: 594 tys. zł uzyskane z transakcji (zwolnionej z podatku dochodowego po okresie pięciu lat). W 2026 roku średnia cena ofertowa mieszkania z rynku wtórnego na Mokotowie to ok. 19,8 tys. zł/mkw.
  • Czysty zysk z najmu: 252 tys. zł wypracowane z regularnych czynszów, w czym uwzględniono już rynkowe koszty przestojów związanych z remontami czy rotacją lokatorów.
  • Fundusz remontowy i amortyzacja: kwota pomniejszona o ok. 46 tys. zł, które w ciągu dekady przeznaczono na niespodziewane naprawy oraz bieżące utrzymanie standardu lokalu.

Miejsce 2: Amerykańska giełda (indeks giełdowy S&P 500) – potężne zyski potrącone przez podatek

Inwestycja całej kwoty od razu w popularny, akumulujący fundusz ETF naśladujący indeks S&P 500 (500 największych amerykańskich spółek notowanych na giełdzie) zamieniła początkowe 255 tys. zł w 745,2 tys. zł netto. To oznacza wzrost o 192%. Wynik ten wygenerował się całkowicie pasywnie, ale wymagał od polskiego inwestora akceptacji zmienionego ryzyka kursowego. Dlaczego mimo to największe korporacje świata przegrały z mokotowską kawalerką?

– Paradoksalnie, to nie rynki zawiodły. Z analizy wynika, że amerykańskie spółki radziły sobie bardzo dobrze. Ich wyniki były na tyle mocne, że mimo spadku kursu dolara z 3,96 zł do 3,63 zł inwestycja i tak wyraźnie zarobiła w przeliczeniu na złote. O wyniku zadecydowały jednak podatki. Podczas gdy sprzedaż nieruchomości po pięciu latach była zwolniona z opodatkowania, inwestor giełdowy musiał zapłacić 19-procentowy podatek od zysków kapitałowych. To w ostatecznym bilansie przesądziło o przewadze warszawskiej kawalerki – podsumowuje Paweł Jarząbek.

Ogromnym sprzymierzeńcem inwestora giełdowego był za to mechanizm procentu składanego – fundusz akumulujący automatycznie reinwestował wszystkie dywidendy i zyski, tworząc rosnącą kulę śnieżną przy praktycznie zerowym nakładzie czasu ze strony potencjalnego inwestora.

Wynik sumaryczny netto: 745,2 tys. zł

  • Wartość końcowa portfela brutto: W maju 2026 r. akcje S&P 500 (z automatycznie reinwestowanymi dywidendami) są warte ok. 236 966 USD. Po przeliczeniu na złote po kursie 3,63 zł daje to ok. 860 186 zł brutto.
  • Podatek Belki: Od wypracowanego zysku, czyli ok. 605 186 zł różnicy między kapitałem początkowym a końcowym, potrącono ok. 115 tys. zł podatku (19%).

Miejsce 3: Obligacje Skarbowe 10-letnie (EDO) – bezpieczna przystań, ale mniejszy zysk

Decyzja o ulokowaniu kapitału w 10-letnie obligacje indeksowane inflacją (EDO) okazała się w analizie Otodom najlepszym wyborem dla osób szukających bezobsługowej przystani. Początkowe 255 tys. zł urosło po dekadzie do 428 tys. zł netto, co oznacza wzrost o 68%.

– Choć potencjalny zysk netto jest tu najniższy, instrument ten opierał się na potężnym mechanizmie chroniącym przed utratą siły nabywczej pieniądza. W pierwszym roku inwestycja oferowała stałe oprocentowanie na poziomie 2,7%. Od drugiego roku oprocentowanie wyliczano już, dodając do oficjalnej rocznej inflacji stałą marżę wynoszącą 1,5%. Kiedy w latach 2021-2023 inflacja gwałtownie wzrosła, oprocentowanie EDO dostosowało się do realiów, sięgając w szczytowym momencie rekordowych 15,9% – tłumaczy menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Ogromnym sprzymierzeńcem inwestora była w tym przypadku tzw. tarcza podatkowa oraz działanie procentu składanego. W przeciwieństwie do zwykłych lokat, odsetki z obligacji nie były wypłacane co roku, lecz dopisywane do kapitału, a podatek Belki został pobrany dopiero przy końcowym wykupie po 10 latach. Dzięki temu cały kapitał, razem z narastającymi odsetkami, mógł przez dekadę pracować na pełnych obrotach. Co najważniejsze, zarobienie tych pieniędzy nie wymagało podejmowania ryzyka giełdowego, a także praktycznie żadnego zaangażowania ze strony potencjalnego inwestora.

Wynik sumaryczny netto: 428 tys. zł

  • Wartość brutto: dzięki corocznej kapitalizacji w okresach bardzo wysokiej inflacji do początkowego kapitału 255 000 zł dopisano ok. 213 000 zł samych odsetek. Łączna kwota wypłaty w maju 2026 r. to ok. 468 000 zł.
  • Podatek Belki: podatek w wysokości 19% naliczany jest wyłącznie od zysku, czyli od zarobionych ok. 213 000 zł. Oznacza to obciążenie rzędu ok. 40 470 zł.

Chmura jak infrastruktura krytyczna. Europa szuka sposobu na cyfrową niezależność

Europa produkuje i przetwarza ogromne ilości informacji, ale wciąż w dużej mierze korzysta z infrastruktury kontrolowanej przez firmy spoza UE. Według European Data Market Monitoring Tool Europa odpowiada za ok. 20-25 proc. światowej gospodarki danych. Jednocześnie rynek usług chmurowych pozostaje zdominowany przez amerykańskich hyperskalerów, co coraz częściej wywołuje pytania o suwerenność cyfrową, bezpieczeństwo danych i ryzyko technologicznego uzależnienia od zewnętrznych dostawców.

Kto kontroluje europejskie dane?

Według danych francuskiego stowarzyszenia branży cyfrowej Numeum amerykańskie firmy odpowiadają za ok. 80 proc. rocznych wydatków Unii Europejskiej na profesjonalne usługi w chmurze, których wartość przekracza 301 mld USD. Z kolei według danych CRN oraz Synergy Research Group AWS, Microsoft Azure i Google Cloud kontrolowały w drugim kwartale 2025 r. ok. 63 proc. globalnego rynku infrastruktury chmurowej dla przedsiębiorstw.

To oznacza nie tylko gigantyczny odpływ kapitału poza Europę, ale również rosnącą zależność od dostawców działających w obcych jurysdykcjach prawnych, objętych m.in. amerykańskim CLOUD Act, który umożliwia władzom USA dostęp do danych przechowywanych przez amerykańskie firmy — niezależnie od miejsca ich fizycznego składowania.

Skala rynku rośnie błyskawicznie. Według Fortune Business Insights wartość europejskiego rynku cloud computingu wyniosła 153,39 mld USD w 2024 r. Wartość ta ma wzrosnąć do 177,14 mld USD w 2025 r., a do 2032 r. osiągnąć poziom 525,42 mld USD przy średniorocznym tempie wzrostu (CAGR) wynoszącym 16,8 proc.

Suwerenność zamiast autarkii

Debata o cyfrowej suwerenności coraz mocniej wychodzi poza środowisko ekspertów IT. W ostatnich miesiącach zaczęła być elementem głównego nurtu polityki gospodarczej i bezpieczeństwa państwa.

Wierzymy głęboko w to, że ten local content to także rozwój polskiej myśli technologicznej i bezpieczeństwa – mówił premier Donald Tusk podczas prezentacji założeń polityki local content. Szef rządu podkreślał, że nie chodzi o budowę gospodarczej autarkii, ale o zdolność państwa do podejmowania samodzielnych decyzji dotyczących kluczowej infrastruktury i technologii.

Nie chodzi o staromodne wyobrażenia, że będziemy w 100 proc. samowystarczalni, ale żeby gospodarka była suwerenna, żeby decyzje o tym, co produkujemy, sprzedajemy i co jest potrzebne Polsce zapadały tutaj, w Polsce – podkreślał premier.

Według Gartnera do końca dekady ponad 75 proc. przedsiębiorstw będzie posiadać własną strategię suwerenności cyfrowej. Coraz więcej organizacji zaczyna więc traktować lokalizację danych, kontrolę nad infrastrukturą i niezależność od hyperskalerów jako element zarządzania ryzykiem biznesowym i geopolitycznym.

Chmura jako nowa infrastruktura krytyczna

Eksperci Polcom zwracają uwagę, że infrastruktura chmurowa staje się dziś tym, czym jeszcze dekadę temu były sieci energetyczne czy telekomunikacyjne – fundamentem funkcjonowania państwa i gospodarki.

Suwerenność cyfrowa nie oznacza odcięcia się od globalnych dostawców technologii. Chodzi o zachowanie kontroli nad danymi, procesami i możliwością podejmowania niezależnych decyzji operacyjnych. Niemniej jednym z największych zagrożeń staje się dziś zjawisko vendor lock-in, czyli technologicznego uzależnienia od jednego dostawcy – mówi Albert Szczepaniak, Dyrektor Działu Bezpieczeństwa i Jakości z Polcom. – Problem zaczyna się wtedy, gdy organizacja buduje całe procesy biznesowe wokół zamkniętych usług jednego hyperskalera. Migracja staje się kosztowna, trudna technicznie, a czasem praktycznie niemożliwa bez wieloletnich inwestycji – dodaje.

Vendor lock-in staje się dziś jednym z centralnych tematów europejskiej debaty o suwerenności technologicznej. Chodzi nie tylko o ceny usług, ale o realną możliwość utraty kontroli nad strategicznymi systemami państwa czy przedsiębiorstw.

Tym bardziej, że według analiz IDC globalna ilość danych tworzonych i replikowanych rocznie mogła osiągnąć ok. 175 zettabajtów w 2025 r. Sama Europa odpowiada za znaczącą część tej gospodarki, ale większość infrastruktury, na której są one przechowywane i analizowane, pozostaje poza europejską kontrolą właścicielską i technologiczną.

Otwarte standardy zamiast zakazów

Najbardziej systemowe podejście do ograniczania tego ryzyka wdrażają Niemcy. Berlin nie zdecydował się na otwartą wojnę z amerykańskimi gigantami, ale wykorzystał siłę zamówień publicznych. Kluczowym narzędziem stał się system EVB-IT Cloud – obowiązkowy wzorzec umów dla administracji publicznej dotyczących usług chmurowych. Nowe regulacje wymuszają m.in. obowiązkową strategię wyjścia z usług dostawcy, możliwość pełnej migracji danych, wsparcie dla otwartych standardów i API, interoperacyjność z rozwiązaniami open source oraz rygorystyczną certyfikację bezpieczeństwa BSI C5. W praktyce oznacza to, że nawet AWS czy Microsoft muszą dostosowywać swoje usługi do niemieckich wymogów dotyczących suwerenności i interoperacyjności.

Niemcy zrozumieli, że największym zagrożeniem nie jest sama obecność globalnych hyperskalerów, ale brak możliwości zmiany dostawcy i utrata kontroli nad własnym środowiskiem IT. Przy czym jeszcze dalej poszła Francja. Tamtejszy model opiera się na certyfikacji SecNumCloud tworzonej przez agencję ANSSI – komentuje Albert Szczepaniak z Polcom.

Kluczowe znaczenie mają nie tylko kwestie techniczne, ale również prawne i właścicielskie. Aby obsługiwać najbardziej wrażliwe dane państwowe, dostawca musi być odporny na wpływ obcych jurysdykcji – przede wszystkim amerykańskiego CLOUD Act. Efektem są specjalne modele współpracy, takie jak Bleu – partnerstwo Orange i Capgemini wykorzystujące technologię Microsoft Azure – oraz S3NS, czyli projekt Thales i Google Cloud. W obu przypadkach amerykańska technologia pozostaje jedynie warstwą technologiczną, natomiast pełna kontrola operacyjna i prawna nad infrastrukturą pozostaje po stronie francuskiej.

Inne kraje stawiają bardziej na ograniczanie uzależnienia od zamkniętych ekosystemów poprzez open source.

W Danii ministerstwo cyfryzacji rozpoczęło pilotażowe przechodzenie z Microsoft 365 na LibreOffice oraz Linux. Z kolei największe samorządy — Kopenhaga i Aarhus – otwarcie deklarują chęć uniezależnienia się od Microsoftu. Austria z kolei wybrała model hybrydowy. Tamtejsze ministerstwa wykorzystują Nextcloud i lokalną infrastrukturę dla danych wrażliwych, jednocześnie zachowując kompatybilność z usługami Microsoftu tam, gdzie jest to konieczne.

Bruksela zaostrza kurs

Coraz wyraźniej zmienia się również podejście też samej Komisji Europejskiej. Nowy Cloud Sovereignty Framework (Europejskie Ramy Suwerenności Cyfrowej) wprowadza system oceniania dostawców pod kątem jurysdykcji prawnej, kontroli nad danymi, otwartości technologicznej, odporności na vendor lock-in, wykorzystania open source oraz zależności od podmiotów spoza UE. Równolegle Bruksela pracuje nad Cloud and AI Development Act (CAIDA), który ma stworzyć prawne podstawy dla rozwoju europejskiej, suwerennej infrastruktury AI i chmury.

Jednocześnie pojawiają się kolejne projekty wspierające local content i europejską produkcję technologii — jak Industrial Accelerator Act, który ma wzmacniać unijne łańcuchy dostaw i ograniczać zależność od technologii spoza Europy.

Europa zaczyna dostrzegać, że bez realnej kontroli nad warstwą cyfrową nie da się budować ani autonomii gospodarczej, ani bezpieczeństwa państwa. Chmura przestaje być jedynie usługą IT – staje się krytyczną infrastrukturą, od której zależy suwerenność technologiczna i stabilność całych sektorów gospodarki – podkreśla ekspert z Polcom.

Polska szuka własnego modelu

Polska rozwija własne rozwiązania w ramach projektu Wspólnej Infrastruktury Informatycznej Państwa oraz systemu ZUCH, który pełni funkcję centralnego katalogu zweryfikowanych usług chmurowych dla administracji. Ekspert Polcom wskazuje jednak, że wciąż brakuje bardziej zdecydowanych mechanizmów ograniczających vendor lock-in oraz preferujących otwarte standardy i interoperacyjność. Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że kwestia suwerenności technologicznej staje się jednym z priorytetów polityki państwa.

Podczas Europejskiego Kongresu Finansowego premier Donald Tusk podkreślał, że suwerenność gospodarcza i technologiczna nie oznacza zamknięcia się przed światem, lecz odpowiedzialność za bezpieczeństwo państwa. Zwrócił również uwagę, że Polska pozostaje silnie uzależniona od importu rozwiązań cyfrowych, którego wartość w 2025 r. ma wynieść około 45 mld zł. Jak zaznaczył, państwo musi zachować możliwość świadomego wyboru technologii i budować kompetencje pozwalające na rozwój własnych rozwiązań.

Szczególne znaczenie ma również zapowiedziane przez rząd wprowadzenie tzw. testu suwerenności dla wybranych projektów i usług zamawianych przez administrację publiczną. Mechanizm ma pozwolić oceniać poziom niezależności technologicznej państwa, kontrolę nad danymi oraz wpływ zakupów na bezpieczeństwo cyfrowe kraju.

W praktyce oznacza to, że podobnie jak w energetyce czy przemyśle obronnym, również infrastruktura cyfrowa zaczyna być postrzegana jako element strategicznego bezpieczeństwa państwa.

Dziś pytanie o to, gdzie przetwarzane są dane i kto kontroluje infrastrukturę chmurową, przestaje być kwestią technologiczną staje się zagadnieniem bezpośrednio powiązanym z bezpieczeństwem państwa, odpornością gospodarki oraz zdolnością do prowadzenia suwerennej polityki cyfrowej. Stawka jest bezprecedensowa. Nie chodzi już wyłącznie o to, kto będzie generował przychody z usług chmurowych, lecz przede wszystkim o to, kto sprawuje kontrolę nad danymi, modelami AI i cyfrowymi fundamentami europejskiej gospodarki – wskazuje Albert Szczepaniak, Dyrektor Działu Bezpieczeństwa i Jakości w Polcom.

Konta gamingowe dzieci celem cyberprzestępców. Chodzi nie tylko o karty płatnicze

Już niedługo rozpoczynają się wakacje. Dla dzieci oznacza to więcej czasu na gry, media społecznościowe, komunikatory i nowe aplikacje. Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa zwracają jednak uwagę, że letni odpoczynek online wiąże się z ryzykiem, o którym mówi się znacznie rzadziej niż o ilości czasu spędzanego przed ekranem czy nieodpowiednich treściach w sieci – chodzi o kradzież tożsamości. Pierwszy wyciek danych dziecka może nastąpić na długo przed jego wejściem w dorosłość.

Platformy edukacyjne, konta gamingowe, komunikatory, chmury zdjęć, aplikacje mobilne – każde z tych miejsc gromadzi dane. W praktyce oznacza to, że zanim dziecko skończy szkołę podstawową, często posiada już kilka lub kilkanaście należących do niego lub powiązanych z nim kont połączonych z usługami online. Część z nich jest aktywna, część zapomniana, a część nadal zawiera dane osobowe, zdjęcia lub informacje kontaktowe.

Dane dzieci są szczególnie atrakcyjne dla cyberprzestępców, ponieważ mogą zachować swoją wartość przez wiele lat. W przeciwieństwie do danych dorosłych rzadziej są monitorowane pod kątem nadużyć, a ich nieuprawnione wykorzystanie może przez długi czas pozostać niezauważone. To sprawia, że informacje pozyskane dziś mogą zostać wykorzystane nawet po kilku latach. Statystyki są niepokojące – amerykańska Federalna Komisja Handlu (FTC) wskazuje, że w latach 2021–2024 liczba przypadków kradzieży tożsamości dzieci wzrosła o 40 proc.

– Problemem nie są pojedyncze dane, ale ich kumulacja. Dla przestępców nawet pozornie nieistotne informacje – jak nick w grze, adres e-mail czy szkoła – mogą być elementami większego profilu wykorzystywanego w atakach socjotechnicznych. Dane dzieci pozostają “przydatne” dla przestępców przez długi czas. To oznacza, że informacje zebrane dziś mogą zostać wykorzystane dopiero za kilka lat, kiedy ofiara nie będzie już pamiętała, gdzie i w jakim zakresie udostępniała swoje dane – podkreśla Kamil Sadkowski, analityk cyberbezpieczeństwa ESET.

Bomba z opóźnionym zapłonem

Kradzież tożsamości nie zawsze ma natychmiastowy wymiar finansowy. W przypadku dzieci i młodzieży, która często jest nieświadoma zagrożeń, konsekwencje mogą być długofalowe i obejmować m.in.:

  • zakładanie fałszywych profili w mediach społecznościowych i podszywanie się pod dziecko,
  • próby wyłudzeń finansowych przy wykorzystaniu skradzionej tożsamości,
  • nieautoryzowany dostęp do kont szkolnych i innych usług online.

O potencjalnym przejęciu danych lub kont dziecka mogą świadczyć m.in. problemy z logowaniem, nieautoryzowane zakupy, znikające przedmioty lub waluty w grach, powiadomienia o zmianie ustawień konta czy informacje od znajomych o podejrzanych wiadomościach wysyłanych z profilu dziecka.

W wakacje zostawiamy więcej „cyfrowych śladów”

Latem dzieci często spędzają więcej czasu online niż w trakcie roku szkolnego. Zakładają nowe konta, instalują gry, testują aplikacje i częściej komunikują się z nieznajomymi osobami. To właśnie wtedy rośnie liczba sytuacji, w których dochodzi do udostępniania danych – czasem świadomie, a czasem zupełnie przypadkowo. Zdjęcia z wakacji, relacje z wyjazdów, aktywność w grach czy wpisy w mediach społecznościowych mogą ujawniać informacje o wieku, lokalizacji, zainteresowaniach, szkole czy kręgu znajomych.

Przykładowo, wielu rodziców traktuje konta w grach jako niewinną rozrywkę. W praktyce mogą one zawierać znacznie więcej informacji, niż się wydaje.

– W jednym miejscu zbierane są: lista znajomych, historia zakupów, prywatne wiadomości oraz powiązany adres e-mail. Co niezwykle istotne, konta te bardzo często zawierają również podpięte karty płatnicze rodziców, co dla oszustów stanowi bezpośredni cel finansowy. Dla cyberprzestępców wartość mają również kontakty znajomych, prywatne wiadomości czy cyfrowe przedmioty kupowane w grach, które mogą zostać przejęte lub odsprzedane – wyjaśnia Kamil Sadkowski ESET.

Skalę zagrożenia zwiększa rozwój sztucznej inteligencji

Pojawienie się narzędzi AI sprawiło, że generowanie fałszywych tożsamości i przygotowanie wiarygodnego oszustwa jest dziś prostsze niż kiedykolwiek, a same profile mogą być trudniejsze do wykrycia przez systemy bezpieczeństwa. Fałszywe wiadomości mogą być pozbawione błędów językowych, dopasowane do wieku odbiorcy i kontekstu gier czy platform, z których korzysta dziecko. Coraz częściej cyberprzestępcy korzystają też z wygenerowanych głosów czy obrazów, które mogą uwiarygadniać próby wyłudzeń. Fałszywe wiadomości mogą dziś przypominać komunikaty z popularnych gier, platform społecznościowych czy aplikacji używanych przez dzieci, co zwiększa skuteczność prób wyłudzeń.

Tylko 1 proc. MŚP w UE rejestruje wzory. EUIPO wskazuje niewykorzystany potencjał

0
  • Jak wynika z najnowszego badania EUIPO, niemal trzech na czterech konsumentów w UE jest gotowych zapłacić więcej za produkty o lepszym wzornictwie.
  • Zwłaszcza młodsi konsumenci cenią jakościowy design. Aż 80% uważa, że to silny czynnik decyzyjny przy zakupie.
  • Również w Polsce wysoko ceni się jakościowe wzornictwo: 77% konsumentów jest skłonnych zapłacić więcej za lepiej zaprojektowane produkty.
  • Branże oparte na wzornictwie są szczególnie narażone na podrabianie produktów; szacuje się, że każdego roku straty spowodowane podrabianiem sięgają 12 mld EUR w branży odzieżowej oraz 2,7 mld EUR w branży torebek i biżuterii. Tylko w Polsce podróbki powodują straty w tych sektorach w wysokości ponad 660 mln EUR.
  • Ochrona wzorów przemysłowych pomaga walczyć z podróbkami i nielegalnymi kopiami oraz zwiększa konkurencyjność UE na rynku światowym.

Według najnowszego badania Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) wzornictwo produktu odgrywa pierwszoplanową rolę w podejmowaniu decyzji zakupowych przez konsumentów w całej Unii Europejskiej. Wraz ze wzrostem znaczenia wzornictwa jako czynnika wpływającego na decyzje konsumentów europejscy twórcy i przedsiębiorstwa narażeni są jednak na coraz większe ryzyko związane z podrabianiem produktów.

Wyniki najnowszego badania przeprowadzonego w całej Unii Europejskiej pokazują, że 72% europejskich konsumentów uważa wzornictwo produktu za istotny czynnik w podejmowaniu decyzji o zakupie. Około jedna trzecia (31%) respondentów stwierdziła, że wzornictwo ma dla nich duże lub ogromne znaczenie przy zakupie produktu. Co więcej, połowa konsumentów w UE ceni dobry design, a prawie trzy na cztery osoby (73%) są skłonne zapłacić więcej za produkt o lepszym wzornictwie.

Wzornictwo ma szczególne znaczenie dla młodszych konsumentów: 80% osób w wieku od 18 do 24 lat stwierdziło, że jest to ważny czynnik wpływający na ich decyzje zakupowe. Młodzi ludzie są również bardziej skłonni do płacenia wyższych cen za lepiej zaprojektowane produkty oraz do kojarzenia designu z pozytywnymi emocjami.

W odniesieniu do poszczególnych sektorów dane wskazują, że wzornictwo ma szczególne znaczenie w branży meblarskiej i modowej – aż 76% konsumentów w UE uważa je za bardzo ważne przy zakupie mebli, a 66% – przy zakupie odzieży i akcesoriów.

Wartość wzornictwa sprawia też jednak, że produkty są narażone na podrabianie i nielegalne kopiowanie, co nadal jest powszechne w głównych sektorach, takich jak moda, meblarstwo, elektronika i inne branże dóbr konsumpcyjnych.

João Negrão, dyrektor wykonawczy EUIPO, stwierdził:

– Europejskie wzornictwo stanowi jedną z naszych największych przewag konkurencyjnych. Kształtuje produkty, którym ufamy, które cenimy i z których korzystamy na co dzień, a zarazem pomaga przedsiębiorstwom wyróżnić się na rynku światowym. Badania potwierdzają, że konsumenci – zwłaszcza młodsze pokolenia – doceniają wartość dobrego wzornictwa. Ochrona wzorów przemysłowych daje twórcom pewność siebie potrzebną do wprowadzania innowacji, a przedsiębiorstwom przewagę konkurencyjną, przyczyniając się tym samym do wzrostu gospodarczego i konkurencyjności, od których zależy gospodarka Europy.

Podrabianie – zagrożenie dla europejskiego wzornictwa

Podróbki, które naśladują wygląd oryginalnych produktów, stały się powszechne – zjawisko to jest spotęgowane rozwojem handlu elektronicznego i wpływem mediów społecznościowych. Około 13% Europejczyków przyznaje, że celowo kupiło podrobione produkty, a wśród młodszych konsumentów w wieku 15–24 lat odsetek ten wzrasta do 26%.

Według danych EUIPO branża modowa i odzieżowa, ściśle powiązana ze wzornictwem, ponosi szacunkowe straty w wysokości 12 mld EUR, a każdego roku w całej UE podrobione torebki, biżuteria i zegarki kosztują producentów oryginalnych produktów około 2,7 mld EUR w postaci utraconych przychodów ze sprzedaży. W Polsce podrabianie produktów powoduje rocznie straty w wysokości 549 mln EUR w branży odzieżowej i 117 mln EUR w branży torebek, biżuterii i zegarków.

Na tego rodzaju naruszenia szczególnie narażone są małe i średnie przedsiębiorstwa, ponieważ często dysponują niewielką liczbą charakterystycznych wzorów produktów oraz mają ograniczone możliwości monitorowania i egzekwowania swoich praw do wzorów.

Oprócz skutków ekonomicznych podrobione produkty mogą stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia i bezpieczeństwa konsumentów oraz dla środowiska, ponieważ często nie spełniają one norm bezpieczeństwa i jakości. Badania pokazują również, że handel podrobionymi towarami wiąże się ze zorganizowanymi grupami przestępczymi, a w niektórych przypadkach także z wyzyskiem pracowników.

Wzornictwo jako strategiczny atut biznesowy

Sektory oparte na wzornictwie stanowią znaczną część działalności gospodarczej i zatrudnienia w UE. Zatrudniają one około 28 milionów osób, co stanowi około 13% zatrudnienia w UE, oraz generują ponad 16% PKB UE.

Z badań EUIPO wynika ponadto, że małe przedsiębiorstwa, które rejestrują swoje wzory, generują o niemal 30% więcej przychodów na pracownika i wypłacają o prawie 25% wyższe wynagrodzenia niż te, które nie posiadają zarejestrowanych praw własności intelektualnej. Tymczasem pomimo tych korzyści jedynie około 1% MŚP w UE posiada prawa do zarejestrowanych wzorów.

Sztuczna inteligencja zmienia banki. KYC, AML i kredyty obsługiwane nawet pięć razy szybciej

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w procesach bankowych, efekty pierwszych wdrożeń realizowanych na dużą skalę oraz warunki niezbędne do dalszego rozwoju tej technologii były tematami debat prowadzonych przez ekspertów Deloitte podczas XVI Europejskiego Kongresu Finansowego. Przykłady prezentowane w trakcie wydarzenia pokazują, że rozwiązania oparte na AI pozwalają skrócić analizę dokumentacji kredytowej z blisko dziesięciu godzin do kilku minut, zwiększyć wydajność procesów KYC i AML nawet pięciokrotnie oraz automatyzować obsługę części spraw kierowanych do contact center. Coraz szersze zastosowanie takich technologii kieruje uwagę sektora finansowego na kwestie związane z danymi, infrastrukturą i technologiczną suwerennością, które będą miały wpływ na tempo dalszej transformacji.

Bankowość należy do branż, które najszybciej wdrażają narzędzia bazujące na generatywnej sztucznej inteligencji. Duże modele językowe już teraz wspierają analizę dokumentów, procesy kredytowe, działania związane z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy (AML i KYC), obsługę klientów czy zarządzanie reklamacjami. W efekcie AI wpływa zarówno na efektywność operacyjną, jak i na tempo podejmowania decyzji.

Trzy lata temu rozmawialiśmy głównie o eksperymentach, testowaniu modeli i poszukiwaniu zastosowań dla generatywnej sztucznej inteligencji. Kolejny etap przyniósł budowanie strategii i ocenę wartości biznesowej projektów. Dzisiaj natomiast mówimy o rozwiązaniach wdrożonych produkcyjnie oraz o procesach, w których AI realizuje zadania pod nadzorem człowieka. To bardzo dynamiczna zmiana – inne technologie potrzebowały wcześniej kilkunastu lat, aby osiągnąć podobny poziom dojrzałości – mówi Tomasz Filipek, CE GenAI Investment Programme Lead, Deloitte.

We wstępie do debaty „AI-first – przewaga konkurencyjna czy nowy wyścig zbrojeń w bankowości?”, prowadzonym przez Tomasza Filipka, zostały zaprezentowane konkretne dane i skala zmian zachodzących w organizacjach finansowych. W jednym z projektów prowadzonych przez Deloitte i wykorzystujących AI do wsparcia procesów kredytowych, analiza dokumentacji skróciła się z 9,8 godzin do między 4 a 10 minut. W obszarze reklamacji zastosowanie sztucznej inteligencji pozwoliło ograniczyć nakład pracy o około 60 proc., przy zachowaniu zgodności z wymogami regulatorów. Z kolei rozwiązania wspierające procesy KYC (know your customer) i AML (anti-money laundering) zwiększają wydajność pracy od trzech do pięciu razy.

AI-first nie oznacza wdrażania AI wszędzie

Jak podkreślano podczas debaty, źródło wartości stanowi zdolność organizacji do identyfikowania obszarów, w których AI może przynieść wymierne korzyści biznesowe.

Największym błędem byłoby rozpoczynanie transformacji od technologii. Punktem wyjścia powinien być problem biznesowy, który organizacja chce rozwiązać, oraz wartość, którą zamierza osiągnąć. Dopiero później należy zdecydować, czy sztuczna inteligencja jest właściwym narzędziem. Takie podejście pozwala skutecznie priorytetyzować projekty i koncentrować inwestycje tam, gdzie mogą przynieść największy efekt dla organizacji, pracowników i klientów – mówi Paweł Spławski, partner, Financial Crime Leader, Deloitte.

W trakcie dyskusji wskazano trzy główne obszary wykorzystania sztucznej inteligencji w bankowości: automatyzację procesów, wsparcie pracowników oraz udogodnienia tworzone z myślą o klientach. Szczególnie szybko rozwija się drugi z tych obszarów. Narzędzia generatywnej AI wspierają przygotowywanie analiz, dokumentów i prezentacji, a także przyspieszają wyszukiwanie informacji.

Wiele uwagi poświęcono zmianom zachodzącym w sposobie pracy. Sztuczna inteligencja przejmuje część zadań administracyjnych i analitycznych, dzięki czemu pracownicy mogą poświęcać więcej czasu na działania wymagające wiedzy eksperckiej, oceny sytuacji i podejmowania decyzji. Oznacza to również nowe wymagania kompetencyjne. Większego znaczenia nabierają umiejętność krytycznej oceny wyników generowanych przez modele i zadawania właściwych pytań.

Postęp w dziedzinie AI stawia także przed instytucjami finansowymi nowe wyzwania związane z bezpieczeństwem i nadzorem. Dlatego obok zasady „know your customer” coraz częściej pojawia się również „know your model”, oznaczająca konieczność rozumienia sposobu działania wykorzystywanych narzędzi oraz stałej kontroli jakości podejmowanych przez nie działań.

Suwerenność technologii priorytetem

Tematem drugiej debaty, której gospodarzem był Deloitte, została kwestia stworzenia warunków umożliwiających dalszy rozwój sztucznej inteligencji. W dyskusji zwracano uwagę, że AI staje się nową warstwą infrastruktury gospodarczej.

Rozmowa o AI nie dotyczy już wyłącznie modeli, agentów czy kolejnych zastosowań biznesowych. Na pierwszy plan wysuwają się pytania o to, gdzie przechowywane są dane, kto kontroluje infrastrukturę, jak zarządzać kosztami mocy obliczeniowej i w jaki sposób budować odporność organizacji na rosnącą zależność od globalnych dostawców technologii. Sztuczna inteligencja powinna być traktowana jako jeden z obszarów strategicznych nie tylko dla sektora finansowego, ale również dla całej gospodarki – mówi Michał Pieprzny, partner, CE Technology & Transformation, Consulting Market Leader for Poland, CE Nvidia Alliance Leader.

Jednym z najważniejszych zagadnień poruszanych podczas debaty „Suwerenna AI bez iluzji: kontrola kosztów, danych i bezpieczeństwa w skali” była kwestia technologicznej suwerenności. W centrum dyskusji znalazło się zagadnienie dostępu do infrastruktury obliczeniowej. Uczestnicy zwracali uwagę, że dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji będzie wymagał coraz większych zasobów energetycznych, co stawia przed Polską i Europą wyzwanie związane z zapewnieniem stabilnych, dostępnych i konkurencyjnych cenowo źródeł energii. Podkreślano, że bez inwestycji w infrastrukturę energetyczną trudno będzie budować długoterminową przewagę konkurencyjną oraz bezpiecznie skalować AI.

Wskazywano również na rosnącą rolę sektora finansowego jako użytkownika technologii AI oraz potencjalnego źródła finansowania inwestycji niezbędnych do budowy jej fundamentów. Dyskutowano także o ryzyku nadmiernego uzależnienia od pojedynczych dostawców technologii i potrzebie budowania bardziej zdywersyfikowanego oraz odpornego ekosystemu cyfrowego.

Popyt na kredyty mieszkaniowe nadal rośnie. Wartość zapytań wyższa o 32,7 proc. rok do roku

W maju 2026 r. wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła o 32,7 proc. rok do roku – wynika z najnowszego odczytu BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Oznacza to, że w przeliczeniu na dzień roboczy banki i SKOK-i przesłały do Biura Informacji Kredytowej zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę o blisko jedną trzecią wyższą niż w maju 2025 r.

Dane BIK potwierdzają utrzymujące się ożywienie na rynku finansowania zakupu mieszkań. W maju 2026 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 45,09 tys. osób. Rok wcześniej było to 38,57 tys. osób, co oznacza wzrost o 16,9 proc. rok do roku. W porównaniu z kwietniem br. liczba wnioskujących zwiększyła się o 6,7 proc.

Średnia kwota kredytu nadal powyżej pół miliona złotych

Wzrost wartości indeksu wynika nie tylko z większej liczby wnioskodawców, ale również z rosnącej średniej wartości wnioskowanego kredytu. W maju 2026 r. wyniosła ona 505,59 tys. zł. To o 8,1 proc. więcej niż w maju 2025 r.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu pozostaje więc powyżej symbolicznej granicy 500 tys. zł. Jednocześnie była minimalnie niższa niż w rekordowym marcu 2026 r. – spadek wobec marca wyniósł 0,2 proc.

Wysoka średnia kwota wniosku kredytowego pokazuje, że potrzeby finansowe osób kupujących mieszkania pozostają duże. Może to wynikać zarówno z poziomu cen nieruchomości, jak i z faktu, że część klientów stara się o finansowanie wyższych kwot po poprawie zdolności kredytowej.

BIK: dobra sytuacja popytowa, ale dynamika będzie spadać

Zdaniem BIK majowe dane wskazują na dobrą sytuację popytową na rynku kredytów mieszkaniowych. Jednocześnie analitycy zwracają uwagę, że w kolejnych miesiącach roczna dynamika wzrostu może stopniowo maleć.

– O dobrej sytuacji popytowej świadczy większa o blisko 17 proc. rok do roku liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w maju tego roku. Dynamika ta jednak z miesiąca na miesiąc będzie spadała, co jest bezpośrednio związane z efektem bazy, tzn. w kolejnych miesiącach będziemy porównywać się do miesięcy już z okresu ożywienia na rynku kredytów mieszkaniowych – zaznacza dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Efekt bazy oznacza, że kolejne odczyty będą odnoszone do miesięcy, w których rynek kredytowy był już wyraźnie aktywniejszy niż wcześniej. W praktyce może to obniżać roczne tempo wzrostu indeksu, nawet jeśli sam popyt pozostanie relatywnie wysoki.

Liczba wnioskodawców kluczowa dla kolejnych odczytów

Według BIK za majowy wynik indeksu odpowiadają dwa podstawowe czynniki: większa liczba osób składających wnioski kredytowe oraz wyższa przeciętna wartość wnioskowanego kredytu. W kolejnych miesiącach większe znaczenie dla wartości indeksu może mieć jednak przede wszystkim liczba wnioskujących.

– Za wartość majowego odczytu BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe odpowiadają dwa czynniki: rosnąca liczba wnioskujących i rosnąca kwota wnioskowanego kredytu. Ponieważ większy wpływ na wartość Indeksu będzie miała w kolejnych miesiącach liczba wnioskodawców, która prawdopodobnie ukształtuje się na poziomie 40–45 tys., to nawet przy wzroście średniej kwoty, wartość Indeksu w kolejnych miesiącach będzie spadać, co nie będzie oczywiście oznaczało pogorszenia koniunktury na rynku kredytów mieszkaniowych – tłumaczy główny analityk Grupy BIK.

Oznacza to, że niższa dynamika indeksu w następnych miesiącach nie musi być interpretowana jako sygnał osłabienia rynku. Jeżeli liczba osób ubiegających się o kredyt utrzyma się w przedziale 40–45 tys. miesięcznie, popyt nadal będzie można uznać za wysoki.

Rynek kredytów mieszkaniowych pozostaje w fazie ożywienia

Majowy odczyt BIK wpisuje się w obraz rynku, który pozostaje znacznie bardziej aktywny niż rok wcześniej. Wzrost liczby wnioskodawców pokazuje, że część gospodarstw domowych wróciła do planów zakupu mieszkania finansowanego kredytem. Znaczenie mają tu m.in. oczekiwania dotyczące stóp procentowych, poziom wynagrodzeń, ceny mieszkań oraz dostępność ofert bankowych.

Jednocześnie wysoka średnia kwota wnioskowanego finansowania wskazuje, że zakup mieszkania nadal wymaga dużego zaangażowania kredytowego. Dla banków oznacza to większą wartość potencjalnej akcji kredytowej, ale dla klientów – konieczność spełnienia wymogów zdolności kredytowej przy zobowiązaniach przekraczających przeciętnie pół miliona złotych.

BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe jest wskaźnikiem mierzącym zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi w Polsce. Pokazuje zmianę wartości wniosków kredytowych składanych przez klientów indywidualnych w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Indeks jest wykorzystywany przez analityków i instytucje finansowe do oceny trendów na rynku kredytów hipotecznych oraz prognozowania przyszłej akcji kredytowej.

W ciągu pięciu lat wpłynęło ponad 2,6 tys. skarg na komorników, głównie od dłużników

W ciągu pięciu ostatnich lat zarejestrowano ponad 2,6 tys. spraw skargowych w Krajowej Radzie Komorniczej. Dotyczą one głównie sposobu prowadzenia czynności egzekucyjnych oraz przewlekłości postępowań. Składają je przede wszystkim dłużnicy, a rzadziej robią to wierzyciele. W analizowanym okresie było ponad 400 dochodzeń dyscyplinarnych, a 820 – odmów wszczęcia ww. dochodzenia. Ponadto odnotowano 231 wniosków o ukaranie skierowanych przez Rzecznika Dyscyplinarnego przy KRK.

Z danych Krajowej Rady Komorniczej (KRK) wynika, że w latach 2021-2025 zarejestrowano nieco ponad 2,6 tys. spraw skargowych. Najczęściej dotyczą one sposobu prowadzenia czynności egzekucyjnych (np. zajęć, doręczeń, kontaktu z kancelarią) oraz przewlekłości postępowań. Zdecydowaną większość skarg składają dłużnicy, rzadziej – wierzyciele, a sporadycznie pochodzą one od innych instytucji.

– Według ustawy o komornikach sądowych, zakres kompetencji KRK, w tym w kwestii nadzoru nad działalnością komorników sądowych, jest ściśle określony. Z przepisów wynika, że nadzór samorządowy, jak i administracyjny nad działalnością sądowych organów egzekucyjnych nie może wkraczać w działania wchodzące w zakres nadzoru judykacyjnego. Biorąc to pod uwagę oraz fakt, iż bardzo duża ilość skarg dotyczy właśnie zagadnień z materii, która winna być przedmiotem badania przez organ sprawujący nadzór judykacyjny nad czynnościami komorników, czyli najczęściej właściwy sąd rejonowy, przyjąć należy, że skarg jest raczej dużo – komentuje dr Grzegorz Julke, radca prawny i adiunkt w Katedrze Postępowania Cywilnego Uniwersytetu Gdańskiego.

Jak stwierdza Przemysław Małecki, rzecznik prasowy Krajowej Rady Komorniczej, ww. liczba skarg w latach 2021-2025 powinna być oceniana jako umiarkowana, zwłaszcza w zestawieniu ze skalą czynności dokonywanych przez komorników w całym kraju – ponad 21 milionów rocznie. Ekspert podkreśla, że skarga stanowi uprawnienie procesowe strony i nie jest równoznaczna z naruszeniem prawa.

– Taka liczba skarg wynikać może z nieświadomości uczestników postępowania, a więc dłużników i wierzycieli lub innych instytucji, co do kompetencji organu samorządu komorniczego w zakresie badania prawidłowości czynności egzekucyjnych czy też zachowań komorników. Znaczenie może również mieć przekonanie, że wniesienie tego rodzaju skargi wpłynie na dalszy przebieg postępowania egzekucyjnego – dodaje ekspert Uniwersytetu Gdańskiego.

Według danych KRK, w analizowanym pięcioleciu było trochę ponad tysiąc postępowań wyjaśniających prowadzonych przez Rzecznika Dyscyplinarnego przy KRK. Stanowią one pierwszy etap, którego celem jest ustalenie, czy istnieją podstawy do wszczęcia dochodzenia dyscyplinarnego. W tym czasie stwierdzono 820 odmów wszczęcia dochodzenia dyscyplinarnego. W 2022 roku było ich 74, czyli o ponad 100 mniej niż w pozostałych latach (2021 rok – 178, 2023 rok – 193, 2024 rok – 193 i 2025 rok – 182).

– Odmowy wszczęcia dochodzenia dyscyplinarnego najczęściej wynikają z braku podstaw do stwierdzenia przewinienia dyscyplinarnego – np. gdy skarga dotyczy czynności zgodnych z przepisami lub rozstrzygnięć, które podlegają kontroli sądowej, a nie dyscyplinarnej. Istotne są również przypadki, gdy zarzuty nie znajdują potwierdzenia w materiale dowodowym. Natomiast różnica w 2022 roku może mieć charakter statystyczny lub wynikać ze specyfiki wpływu spraw w danym okresie, np. struktury skarg, a nie z jednej, dominującej przyczyny – analizuje Przemysław Małecki.

W omawianym pięcioleciu były 404 dochodzenia dyscyplinarne prowadzone przez Rzecznika Dyscyplinarnego przy KRK. W ubiegłym roku ich liczba wzrosła o prawie 97% w porównaniu z 2024 rokiem, ostatnio odnotowano ich 118, a wcześniej – 60. Według Przemysława Małeckiego, ten wzrost rdr. może wynikać m.in. z większej liczby spraw wymagających pogłębionej analizy, zmian organizacyjnych lub większej aktywności uczestników postępowań. Jak stwierdza rzecznik prasowy KRK, to nie musi oznaczać więcej naruszeń, lecz raczej większą skuteczność identyfikacji spraw wymagających formalnego dochodzenia.

– Liczba dochodzeń dyscyplinarnych oraz wzrost ich liczby w 2025 roku świadczy z całą pewnością o rzetelnym podejściu samorządu komorniczego do wszelkiego rodzaju sygnałów dotyczących nieprawidłowości w działaniach komorników sądowych. Zadaniem samorządu zawodowego jest kształtowanie prawidłowego wizerunku jego członków oraz eliminowanie wszelkich nieprawidłowości, które mogą stawiać w złym świetle wszystkie osoby wykonujące zawód komornika sądowego – analizuje dr Julke.

Do tego po danych widać, że w latach 2021-2025 było 231 wniosków o ukaranie skierowanych przez Rzecznika Dyscyplinarnego przy KRK. Najczęściej orzekane kary to upomnienie, nagana, kara pieniężna, a w poważniejszych przypadkach – nawet wydalenie z zawodu.

– Liczba ponad 200 wniosków o ukaranie odzwierciedla sprawy, w których zgromadzony materiał dowodowy uzasadniał skierowanie sprawy do sądu dyscyplinarnego. Jest to kwestia wymogu spełnienia określonych przesłanek prawnych i dowodowych. W wielu przypadkach zarzuty nie znajdują potwierdzenia lub mają charakter procesowy, a nie dyscyplinarny – mówi rzecznik prasowy KRK.

Czasem w środowisku prawniczym pojawiają się opinie, że trudno o ww. wniosek i faktyczne ukaranie za niewłaściwe zachowanie. Jak podkreśla dr Grzegorz Julke, nie wydaje się, by przyczyną ilości wniosków była tzw. solidarność zawodowa. Również kwestie dowodowe nie mają tu znaczenia. Według eksperta, trudno jednoznacznie ocenić, czy liczba wniosków kierowanych do Komisji Dyscyplinarnej jest duża, czy też mała. Wpływają na to m.in. liczba komorników sądowych, prowadzonych postępowań egzekucyjnych oraz czynności podejmowanych przez komorników sądowych, a także aktywność podmiotów uczestniczących w postępowaniach egzekucyjnych czy też wykonujących czynności w zakresie nadzoru nad komornikami sądowymi.

– Teza o trudności w uzyskaniu ukarania nie oddaje w pełni specyfiki postępowań dyscyplinarnych. Ich celem jest rzetelne ustalenie stanu faktycznego i ocena zgodności działania z prawem, przy zachowaniu gwarancji procesowych. Każda sprawa jest indywidualnie analizowana, a decyzje opierają się na dowodach, nie na samym fakcie złożenia skargi. System ten ma zapewnić zarówno ochronę uczestników postępowań, jak i rzetelność oceny działań komorników – podsumowuje Przemysław Małecki.

Banki mają uprościć obsługę spraw spadkowych. UOKiK wskazuje problemy

0

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny oczekuje od największych banków w Polsce usprawnienia procedur dotyczących obsługi spadkobierców. Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów trafiały skargi od osób, które po śmierci bliskich napotykały trudności w uzyskaniu informacji o środkach na rachunkach, zobowiązaniach kredytowych czy dostępie do dokumentacji bankowej. Zastrzeżenia dotyczyły m.in. przewlekłości procedur, żądania dodatkowych dokumentów, opóźniania wypłat oraz niejasnych zasad postępowania w przypadku dziedziczenia długów.

UOKiK sprawdził procedury największych banków

Prezes UOKiK przeprowadził postępowania wyjaśniające wobec największych banków działających w Polsce. Urząd analizował, w jaki sposób instytucje finansowe realizują obowiązki informacyjne związane m.in. z dyspozycją wkładem na wypadek śmierci oraz jak obsługują spadkobierców po śmierci kredytobiorców.

Postępowania objęły procedury stosowane przez Alior Bank, Bank Millennium, Bank Pekao, BNP Paribas Bank Polska, Credit Agricole Bank Polska, ING Bank Śląski, mBank, PKO Bank Polski, Santander Bank Polska, Santander Consumer Bank oraz VeloBank.

Z ustaleń UOKiK wynika, że problemy mogą wynikać z nieprecyzyjnych procedur, braku jednolitych standardów obsługi spraw spadkowych oraz niewystarczającego przygotowania pracowników banków do prowadzenia takich spraw.

Spadkobiercy skarżyli się na przewlekłość i niejasne wymagania

Jak wskazuje UOKiK, skargi konsumentów miały powtarzalny charakter. Spadkobiercy zgłaszali problemy z uzyskaniem dostępu do środków zgromadzonych na rachunkach zmarłych osób, a także z otrzymaniem informacji o ich zobowiązaniach kredytowych.

Do najczęściej zgłaszanych problemów należały opóźnienia w przekazywaniu informacji o stanie środków lub zadłużenia, przewlekłość wypłat mimo przedstawienia dokumentów potwierdzających nabycie spadku, żądanie kolejnych dokumentów oraz odmowa dostępu do historii rachunku lub dokumentacji kredytowej.

Konsumenci informowali również o przypadkach natychmiastowego stawiania kredytów w stan wymagalności po uzyskaniu przez bank informacji o śmierci klienta. Według zgłoszeń wiązało się to niekiedy z naliczaniem dodatkowych kosztów, bez pozostawienia spadkobiercom odpowiedniego czasu na reakcję.

„Środki na rachunku mogą być realnym wsparciem po stracie bliskiej osoby”

Prezes UOKiK zwraca uwagę, że pieniądze pozostawione na rachunku bankowym zmarłego często mają dla rodziny znaczenie nie tylko formalne, ale również praktyczne. Mogą być potrzebne do organizacji pogrzebu, uregulowania bieżących zobowiązań czy obsługi produktów kredytowych.

– Dla wielu rodzin środki pozostawione na rachunku zmarłego są nie tylko częścią spadku, ale też realnym wsparciem w trudnym okresie po stracie bliskiej osoby. Często są niezbędne do organizacji pogrzebu czy obsługi bieżących produktów kredytowych zmarłej osoby. Dlatego tak ważne jest, aby spadkobiercy mogli sprawnie uzyskać niezbędne informacje i załatwić formalności po przedstawieniu wymaganych dokumentów – powiedział Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.

Urząd wskazuje, że problemem są również rozbieżne informacje przekazywane przez banki podczas kolejnych kontaktów ze spadkobiercami. Zgłoszenia dotyczyły także wymogu osobistego stawiennictwa wszystkich spadkobierców w jednym miejscu i czasie, co w praktyce może znacząco utrudniać zakończenie sprawy.

Banki mają uprościć procedury i poprawić komunikację

Prezes UOKiK skierował do banków wystąpienia, w których wskazał oczekiwane standardy postępowania wobec spadkobierców. Urząd oczekuje od instytucji finansowych informacji o działaniach, jakie zostaną podjęte w celu wyeliminowania zidentyfikowanych problemów.

Wśród oczekiwanych zmian UOKiK wymienia m.in. uproszczenie procedur, zapewnienie jasnych i jednolitych informacji dla spadkobierców oraz lepsze przygotowanie pracowników banków do obsługi spraw spadkowych. Zastrzeżenia Urzędu dotyczą także niewystarczającego informowania klientów o możliwości złożenia dyspozycji wkładem na wypadek śmierci.

Dyspozycja wkładem na wypadek śmierci pozwala klientowi banku wskazać osoby, którym po jego śmierci bank ma wypłacić określone środki z rachunku, w granicach przewidzianych przepisami. Zdaniem UOKiK konsumenci powinni być o takiej możliwości informowani w sposób jasny i zrozumiały.

UOKiK: śmierć bliskiej osoby nie może oznaczać labiryntu procedur

Tomasz Chróstny podkreśla, że sprawy spadkowe w bankach powinny być prowadzone w sposób sprawny i przewidywalny. W ocenie UOKiK rodzina zmarłego klienta nie powinna być obciążana niejasnymi wymogami ani wielomiesięcznym oczekiwaniem na dostęp do należnych środków.

– Śmierć bliskiej osoby nie może oznaczać dla rodziny wciągnięcia w wir niejednoznacznych i niejednolitych procedur. Z sygnałów kierowanych do Urzędu wynika, że część spadkobierców przez wiele miesięcy pozostaje bez dostępu do środków należnych w ramach spadku, mimo że wcześniej przekazali bankowi wszystkie wymagane dokumenty. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, dlatego liczymy na to, że banki przeanalizują swoje procedury i wprowadzą rozwiązania ułatwiające klientom uporządkowanie spraw finansowych po bliskich zmarłych – powiedział Prezes UOKiK.

Działania UOKiK nie oznaczają jeszcze stwierdzenia naruszeń przez poszczególne banki, ale wskazują na obszary wymagające poprawy. Urząd oczekuje, że sektor bankowy ujednolici i uprości praktyki dotyczące obsługi spadkobierców, tak aby po przedstawieniu wymaganych dokumentów mogli oni szybciej uzyskać informacje i dostęp do środków należnych w ramach spadku.

Biofund wniesie projekt multiQure do Pure Biologics. W grze emisja do 50 mln akcji

multiQure, nowatorski projekt przełomowej terapii RNAi na chorobę Huntingtona, zbliża się do giełdy wielkimi krokami. Biofund, główny inwestor projektu, podpisał umowę inwestycyjną z Pure Biologics, w ramach której zobowiązał się do wprowadzenia aportem do Spółki innowacyjnej platformy RNAi. W zamian otrzyma nowe akcje, które będą stanowiły docelowo 49,99% udziału w Akcjonariacie Spółki po ich rejestracji. Dodatkowo, Pure Biologics w ramach umowy zobowiązała się do wyemitowania do 50 mln nowych akcji, aby pozyskać środki na rozwój projektu multiQure, co jest warunkiem realizacji wspomnianej umowy. Jednocześnie Spółka podpisała umowę konwersji z ACRX, swoim kluczowym akcjonariuszem, który zobowiązał się do konwersji pożyczki udzielonej Pure Biologics w zamian za akcje. Decyzje w sprawie emisji wspomnianych akcji, a co za tym idzie realizacji podpisanych umów, zostaną podjęte przez NWZA Spółki zwołane na 10 czerwca br.

Tomasz Nocuń, szef projektu multiQure
Tomasz Nocuń, szef projektu multiQure

Umowa Biofund z Pure Biologics to dla nas przełomowy moment, który otwiera przed projektem multiQure nową, ambitną przyszłość. Już dziś akcjonariusze Spółki podejmą kluczową decyzję, która będzie istotnym driverem dalszego rozwoju projektu. Wierzymy, że wniesienie platformy multiQure do już notowanego podmiotu pozwoli nie tylko w pełni wykorzystać jej potencjał, ale przede wszystkim zapewni dotychczasowym oraz nowym akcjonariuszom Pure Biologics silną ekspozycję na światowy rynek terapii genowych przeciwko chorobie Huntingtona, którego potencjał szacowany jest na dziesiątki miliardów dolarów. To szansa na budowę wartości dla inwestorów w obszarze, w którym zapotrzebowanie na skuteczne terapie jest ogromne – komentuje Tomasz Nocuń, szef projektu multiQure.

Na podstawie umowy inwestycyjnej Biofund Capital Management zobowiązał się do wprowadzenia aportem do Spółki projektu multiQure w zamian za nowo wyemitowane akcje serii Q. W przypadku pozytywnej decyzji NWZA Biofund będzie posiadał po dojściu emisji do skutku 49,99% akcji Spółki. Jednocześnie, Pure Biologics podpisała umowę konwersji z ACRX, swoim kluczowym akcjonariuszem, który zobowiązał się do konwersji udzielonej pożyczki w zamian za objęcie nowo emitowanych akcji serii R celem obniżenia jej zadłużenia. Dodatkowo, Pure Biologics zobowiązała się do przeprowadzenia emisji akcji serii S, w ramach której zamierza pozyskać środki na rozwój projektu multiQure. Warunkiem dojścia umów do skutku jest pozytywna decyzja NWZA Spółki. Jednocześnie, wszystkie ustalenia mają charakter warunkowy tzn. brak zgody WZA na realizację jednej uchwały powoduje automatyczny brak dojścia do skutku innych uchwał dotyczących emisji.

W przypadku uzyskania zgody akcjonariuszy, Spółka dokona zmiany nazwy na multiQure, co stanowić będzie zwieńczenie procesu jej przekształcenia. Zabezpieczone finansowanie oraz pozyskanie nowych inwestorów pozwolą na koncentrację zasobów operacyjnych i kapitałowych na rozwoju projektu multiQure, który już dziś uznawany jest za jeden z najbardziej zaawansowanych technologicznie programów RNAi rozwijanych na rynku biotechnologicznym.

Zgoda nadchodzącego walnego zgromadzenia otworzy furtkę do zupełnie nowego rozdziału rozwoju terapii genowych przeciwko chorobie Huntingtona. Będziemy mogli, już w ramach spółki publicznej, zebrać finansowanie na udowodnienie działania naszej terapii z kategorii „best-in-class” poprzez podanie jej pierwszym pacjentom, co zamierzamy zrealizować już w 2027 r. – dodaje Tomasz Nocuń.

Sztandarowym aktywem w portfolio multiQure jest platforma RNAi, rewolucyjna terapia na chorobę Huntingtona i inne choroby poliglutaminowe. Technologia opracowana przez multiQure uderza w przyczynę choroby, zatrzymując jej postęp, a przy odpowiednio wczesnym i właściwym zastosowaniu ma potencjał zapobiegania wystąpieniu jej objawów. Kolejną ogromną zaletą jest jednorazowy charakter zabiegu. Potencjał ekonomiczny projektu był przedmiotem wyceny ekspertów firmy Baker Tilly, którzy oszacowali jego wartość na obecnym etapie na 111,3 mln USD, co w przeliczeniu na PLN wynosi ponad 400 mln zł.

Choroba Huntingtona należy do grupy ciężkich, postępujących schorzeń neurodegeneracyjnych o podłożu genetycznym. Obecnie nie istnieje zarejestrowana terapia pozwalająca na skuteczne zatrzymanie rozwoju choroby, dlatego rozwój nowych metod leczenia pozostaje jednym z najważniejszych wyzwań współczesnej neurologii.

Rynki liczą na odbicie, ale pewna jest tylko zmienność. USD traci, giełdy odbijają

Wtorkowy handel przebiega pod dyktando poprawy rynkowego sentymentu. Jeżeli na Bliskim Wschodzie poza groźbami nie zaczną latać pociski, to możliwa będzie kontynuacja odbicia. Przynajmniej do momentu publikacji danych inflacyjnych z USA (jutro), następnie decyzji EBC (czwartek), a wreszcie kończąc tydzień historycznym debiutem SpaceX na Wall Street. Pewna w najbliższych dniach jest tylko jedna rzecz: zmienność.

Ropa wierzy w pokój, gaz niekoniecznie

Podobno na Bliskim Wschodzie znowu panuje „rozejm”. Przynajmniej taki przekaz płynie od Donalda Trumpa, który według doniesień ma coraz mniej cierpliwości do premiera Binjamina Netanjahu. Ze strony Iranu aktualnie płyną głównie groźby, ale dalsza ofensywa Izraela w Libanie może zniweczyć proces negocjacyjny. Na ten moment jednak hulaj dusza, konfliktu nie ma, więc cena ropy znowu spada. Kto by się przejmował, że fizycznie z Zatoki Perskiej dalej surowiec co najwyżej przecieka, zamiast płynąć wartkim strumieniem. Kontrakty na główne benchmarki wyznaczają czerwcowe minima, europejski Brent jest poniżej 93 USD, a amerykański WTI poniżej 90 USD. Co ciekawe o wiele mniej optymistycznie wygląda rynek gazu ziemnego, który kontynuuje wzrosty. Europejski benchmark TTF zyskuje dziś 3% i cena za MWh utrzymuje się powyżej 50 euro. W przeciwieństwie do ropy naftowej w tym przypadku coraz trudniej pudrować rzeczywistość, gdy wypełnienie magazynów na Starym Kontynencie jest poniżej średniej. A właśnie teraz powinien trwać proces ich zapełniania przed kolejnym sezonem zimowym. Chociaż rynki żyją oczekiwaniami, to czasem nadchodzi moment, kiedy muszą zmierzyć się z rzeczywistością. Chyba że realne porozumienie na Bliskim Wschodzie naprawdę jest na wyciągnięcie ręki, ale takie oczekiwanie trudno wciąż nazwać rzeczywistym.

Chiny mocno, Niemcy tak sobie

Dzisiejszy kalendarz makro można podsumować stwierdzeniem: Chińczycy znowu się cieszą, Europejczycy nawet trochę też. Chiny pokazały bardzo mocny raport o handlu zagranicznym, który przebił i tak wysokie oczekiwania. W ujęciu rocznym import wzrósł o 27,4%, a eksport o 19,4%, co przełożyło się na dodatni bilans handlowy na poziomie powyżej 105 mld USD. Nie zabierając chwały Państwu Środka (no może trochę) warto jednak zdać sobie sprawę z faktu niskiej bazy w okresie odniesienia. Równo rok temu wojna handlowa między USA a Chinami była w swoim najgorętszym momencie, co sprawiło, że te same wskaźniki znajdowały się bardzo nisko (import był nawet pod kreską). Nie do końca też można mieć pewność, jak gładko przebiega przeformatowanie chińskiej gospodarki z pozycji fabryki świata do silnego rynku wewnętrznego (co może potwierdzać utrzymywanie się przewagi importu nad eksportem). Chińczycy zdaje się porzucili też strategię słabej waluty, ponieważ juan wobec dolara jest najsilniejszy od początku 2023 roku (kurs USD/CNY to 6,77 CNY).

Niektórzy analitycy narzekają na dzisiejsze dane z Niemiec, ale chyba nie potrafią wyjść po prostu spod wrażenia danych z Chin. Rzeczywiście nadwyżka handlowa RFN (za kwiecień) na poziomie 14,5 mld EUR nie zachwyca, ale nie jest też daleka od średniej z ostatnich lat. Dodatkowo w kwietniu (w ujęciu miesięcznym) oczekiwano spadków zarówno importu, jak i eksportu, a zobaczyliśmy wzrosty na poziomie odpowiednio 1,2% i 0,9%. Nicht toll, aber auch nicht schlecht. Gorzej wypadła produkcja przemysłowa, która rok do roku spadła o 0,5%, ale miesiąc do miesiąca wzrosła o 0,4%. Czy Niemcy wyszli ze stagnacji? W żadnym wypadku, ale też nie są w tragicznej sytuacji. Czy w końcu ujrzymy efekt rządowej stymulacji? Byłaby to dobra wiadomość dla całej UE.

Wtorkowy handel, czyli USD pod presją

Poprawa sentymentu rozlewa się we wtorek po rynkach. Zaczęły mocno już azjatyckie giełdy, z liderem w postaci odrabiającego ogromne straty z poniedziałku koreańskiego KOSPI (+7,6%). W zielonej Europie jest spokojniej, chociaż +2% w Mediolanie na pewno robi wrażenie. Za rynkami bazowymi podążą Warszawa, gdzie WIG20 o godz. 13 zyskuje blisko 1%. A skoro lepsze nastroje, to na forexie traci dolar amerykański. Kurs EUR/USD sięga już 1,157 USD i tym samym zbliża się do ważnego obszaru. Wcześniej odgrywał on rolę wsparcia, więc teraz naturalnie może zadziałać jako opór przed dalszymi zwyżkami. Na razie jednak USD jest pod presją, dzięki czemu kurs dolara jest blisko 3,66 zł. Kurs euro natomiast nie oddala się od 4,24 zł. Na FX pozostaje przynajmniej jedna waluta, która nie potrafi skorzystać na słabszym „zielonym”. Jen pozostaje jednym z najbardziej negatywnych bohaterów ostatnich miesięcy. Już nawet poziom 160 na USD/JPY, wskazywany jako punkt obrony przez Bank Japonii i japoński rząd, przestał być straszakiem. Aktualnie kurs tej pary balansuje właśnie wokół tej wartości.

Rekordowa dywidenda ORLENU. Spółka wypłaci 8 zł na akcję, łącznie 9,3 mld zł

0

Dywidenda ORLEN za 2025 r. wyniesie, zgodnie ze strategią, 8 zł na jedną akcję, a na jej wypłatę spółka przeznaczy łącznie 9,3 mld zł. Taką decyzję podjęli akcjonariusze spółki, przychylając się do wcześniejszej rekomendacji Zarządu ORLEN. Dzień dywidendy ustalono na 18 czerwca 2026 roku, a termin jej wypłaty na 25 czerwca br.

Akcjonariusze ORLEN przyjęli także sprawozdania finansowe koncernu i zadecydowali o udzieleniu absolutorium obecnemu Zarządowi ORLEN, wyrażając poparcie dla kierunku strategicznej transformacji i budowy silnego koncernu.

– Rekordowa dywidenda i dynamiczny rozwój to efekt realizacji strategii, która zamienia ambicje w konkretne rezultaty. Konsekwentnie inwestujemy w przyszłość, wzmacniamy bezpieczeństwo energetyczne Polski i regionu, jednocześnie budując trwałą wartość dla akcjonariuszy. Dzięki temu ORLEN nie tylko rośnie, ale także wyznacza kierunek zmian dla całego sektora. Od momentu ogłoszenia strategii „Energia jutra zaczyna się dziś” rynek potwierdza słuszność obranej przez nas drogi, a zaufanie inwestorów przekłada się na systematyczny, już niemal 200-proc. wzrost wartości koncernu – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Dywidenda na rekordowym poziomie 8 zł na akcję jest odzwierciedleniem bardzo dobrej i stabilnej kondycji ORLEN. Potwierdza ją także długoterminowy rating Moody’s utrzymany na poziomie A3 z perspektywą stabilną, wskazujący m.in. na dużą płynność finansową oraz odporność koncernu na zmienność cen surowców.

ORLEN w minionym roku przeznaczył na inwestycje ok. 32,6 mld zł. W tym roku planuje zwiększyć nakłady inwestycyjne do 36,3 mld zł, realizując strategiczne projekty wspierające transformację energetyczną i wzmacniające bezpieczeństwo energetyczne Polski oraz regionu. Spółka koncentruje się m.in. na zwiększaniu wydobycia gazu, rozwoju nisko- i zeroemisyjnej energetyki, w tym morskich farm wiatrowych, a także na rozwoju paliw alternatywnych i oferty detalicznej.

Maj przełomowy dla rynku nieruchomości komercyjnych. Wolumen transakcji podwoił wynik z początku roku

Wyniki polskiego rynku nieruchomości komercyjnych po pierwszych 5 miesiącach 2026 roku są wręcz imponujące – wolumen transakcji jest na poziomie około 2,3 miliarda euro zrealizowanych w ok. 50 transakcjach (na podstawie szacunkowych danych dla ogłoszonych transakcji). Sam maj przyniósł wynik ok. 1,1 miliarda euro, co stanowi podwojenie wolumenu odnotowanego w pierwszych 4 miesiącach 2026 roku. Powyższy rezultat potwierdza bardzo dobrą kondycję oraz dynamikę polskiego rynku.

Wysoki majowy wolumen zawdzięczamy głównie dwóm transakcjom: finalizacji przełomowej transakcji na rynku najmu instytucjonalnego (PRS), której wartość przekroczyła 560 milionów euro (sprzedaż przez Resi4Rent 18 aktywów do Vantage Development), a także zamknięciu transakcji portfelowej w sektorze magazynowym, gdzie Ares Management nabył 5 nieruchomości w ramach SIM portfolio (wartość transakcji powyżej 200 milionów euro).

Co więcej, od początku roku w każdym z czterech głównych sektorów nieruchomości komercyjnych zrealizowano przynajmniej jedną transakcję o wartości przekraczającej 100 mln euro. W rezultacie, średnia wartość transakcji znacznie wzrosła, przy mniejszej płynności niż w analogicznym okresie w 2025 roku.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce tuż przed połową 2026 roku

Sektor magazynowy ciągle liderem

W I kwartale 2026 roku sektor magazynowy odpowiadał za najwyższy (44%) udział w rynku pod względem zrealizowanego wolumenu. Po 5 miesiącach sektor ten nadal utrzymuje się na pozycji lidera z wolumenem szacowanym na ponad 700 milionów euro. Wynik ten jest w głównej mierze rezultatem zamknięcia dwóch transakcji portfelowych: sprzedaży portfolio Raben do WP Carey w ramach umowy „sale and leaseback” oraz wcześniej wspomnianej majowej transakcji – przejęciu SIM portfolio przez Ares Management. Umowy te świadczą o stopniowym ożywieniu na rynku transakcji portfelowych, które wyraźnie zwiększają wolumen.

Konsensus cenowy między sprzedającymi a kupującymi staje się coraz bardziej powszechny, co znajduje odzwierciedlenie w ożywieniu aktywności inwestycyjnej w sektorze magazynowym, napędzanej przede wszystkim napływem kapitału zagranicznego. Dodatkowo, przewidywana zmiana wyceny starszych obiektów magazynowych może być czynnikiem przyczyniającym się do kolejnych wzrostów w sektorze.

„Niezmiennie ogromnym zainteresowaniem inwestorów cieszą się aktywa zabezpieczone długoterminowymi umowami najmu. Inwestorzy poszukują stabilnych i przewidywalnych przepływów pieniężnych, w tym transakcji typu „sale and leaseback”, które pozostają istotnym elementem rynku.” – dodaje Bartłomiej Krzyżak, Co-Head of Investment Department

Sektor handlowy na drugim miejscu

Sektor handlowy plasuje się na 2 miejscu po 5 miesiącach z wynikiem ponad 0,5 miliarda euro i może pochwalić się największą liczbą zrealizowanych transakcji w tym okresie. Z kolei największą sfinalizowaną umową była sprzedaż 8 centrów handlowych Auchan do węgierskiej grupy Adventum.

W samym maju właściciela zmieniły 4 parki handlowe i 1 centrum handlowe – Pasaż Łódzki, który został pozyskany przez czeskiego inwestora, Crestpoint Capital Partners, debiutującego na polskim rynku nieruchomości.

Pod względem liczby zrealizowanych transakcji w sektorze handlowym, za połowę odpowiadały parki handlowe i małe parki „convenience”. Największą transakcją tego typu aktywami pozostaje sprzedaż przez Trei Real Estate 7 obiektów do Ares & Slate Asset Management w ramach większego portfolio.

„Przedmiotami sprzedaży były również wolnostojące obiekty handlowe. Sektor handlowy w Polsce niezmiennie cieszy się dużym zainteresowaniem inwestorów. Szeroka oferta sprawia, że rynek inwestycji w nieruchomości handlowe jest dostępny zarówno dla mniejszych podmiotów z kapitałem krajowym, jak i dla globalnych graczy, którzy celują w całe portfele lub aktywa o większej skali.” – komentuje Artur Czuba, Director, Investment Department.

Sektor biurowy zdominowany przez polskich inwestorów

Największą transakcją w sektorze biurowym w tym roku i jednocześnie jedyną przekraczającą w tym sektorze wolumen 100 milionów euro jest sprzedaż warszawskiego Royal Wilanów przez Capital Park Group do Wood & Company, w której to transakcji Avison Young świadczył dla kupującego kompleksowe doradztwo inwestycyjne i techniczne.

Transakcje nieruchomościami biurowymi w samym maju były zdominowane przez polski kapitał (3 na 4 transakcje), który w tym roku inwestuje głównie w aktywa biurowe. Wszystkie majowe transakcje dotyczyły budynków biurowych zlokalizowanych w miastach regionalnych. Dominacja miast regionalnych pod kątem liczby sfinalizowanych transakcji widoczna jest od początku roku, włączając dwie transakcje typu „prime” w Krakowie: Brain Park A i The Park Kraków.

„Biorąc pod uwagę transakcje znajdujące się obecnie w zaawansowanej fazie negocjacji, czy to w Warszawie czy też w miastach regionalnych, przewidujemy, że wartość inwestycji w sektorze biurowym w 2026 roku utrzyma się na poziomie roku ubiegłego, a może go nawet przekroczyć – w zależności od tempa finalizacji procesów. Obserwujemy zwiększoną aktywność inwestycyjną w tym sektorze i powrót inwestorów do tego typu aktywów.” – Marcin Purgal, Co-Head of Investment Department

Prognozy

Polska jest pozytywnie postrzegana przez inwestorów jako stabilna gospodarczo, z solidnymi fundamentami, charakteryzująca się przewidywalnymi ramami prawnymi oraz bezpiecznym, transparentnym i płynnym rynkiem. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, obserwujemy zwiększoną aktywność inwestorów zachodnich, zwłaszcza z Francji. Jednocześnie dalej widoczny jest znaczący udział kapitału pochodzącego z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Czech, Węgier, ale też krajów bałtyckich. Dostrzegamy też pierwsze oznaki reaktywacji inwestorów azjatyckich.

W ciągu ostatnich dwóch lat istotnie zaktywizował się kapitał krajowy, co widać nie tylko w ilości, ale również wielkości transakcji. Mamy nadzieję, że ten trend umocni się i polski kapitał docelowo utrzyma wysoki poziom zaangażowania w sektorze nieruchomości komercyjnych.

Oczekujemy, że rok 2026 przyniesie wyniki lepsze niż poprzedni, przy pozytywnych perspektywach rynkowych i silnych prognozach wzrostu.

Były lider Google dołącza do grona prelegentów Tech Race Summit

Tech Race Summit organizowany przez SOFTSWISS ogłosił pierwszego keynote speakera premierowej edycji wydarzenia, które odbędzie się 10 września 2026 roku w Warszawie. Do grona prelegentów dołącza Andrey Doronichev – były menedżer Google i założyciel startupu Optic.

Podczas konferencji przedstawiciele branży technologicznej będą rozmawiać o tym, jak największe firmy przygotowują się na zmiany związane z rozwojem AI, infrastruktury IT, cyberbezpieczeństwa i produktów cyfrowych, oraz o tym, jak te procesy wpłyną na przyszłość sektora technologicznego.

Przez ponad dekadę Andrey Doronichev był związany z Google, gdzie współtworzył produkty wykorzystywane przez miliardy użytkowników na całym świecie. Odegrał ważną rolę w rozwoju YouTube Mobile, a następnie kierował projektami z obszaru rzeczywistości wirtualnej, w tym Google Cardboard i Daydream. Obecnie rozwija Optic – firmę wykorzystującą sztuczną inteligencję i zaawansowane systemy obliczeniowe do wspierania badań nad nowymi lekami.

Podczas Tech Race Summit Doronichev wygłosi prelekcję poświęconą wpływowi sztucznej inteligencji na różne branże oraz na rynek pracy. Jego udział wpisuje się w ideę wydarzenia, którego celem jest stworzenie przestrzeni do rozmowy o technologicznych i biznesowych konsekwencjach wdrażania AI.

– Tech Race Summit powstał z myślą o ludziach, którzy na co dzień rozwiązują złożone problemy technologiczne i chcą aktywnie uczestniczyć w rozmowie o przyszłości branży. Andrey Doronichev współtworzył produkty używane każdego dnia przez miliardy ludzi i z perspektywy lidera obserwował najważniejsze zmiany, jakie zachodziły w technologii konsumenckiej w ostatnich latach. To właśnie takie doświadczenia chcemy wnosić do dyskusji podczas naszego wydarzenia – mówi Sergey Kastukevich, Chief Technology Officer w SOFTSWISS.

Tech Race Summit to konferencja organizowana przez SOFTSWISS, która zgromadzi inżynierów, liderów technologicznych, specjalistów infrastruktury oraz zespoły produktowe. Uczestnicy będą rozmawiać o tym, jak organizacje radzą sobie z rosnącą złożonością systemów technologicznych, wyzwaniami w obszarze cyberbezpieczeństwa oraz szybkim tempem wdrażania AI w działalności biznesowej i produktach cyfrowych.

Program wydarzenia obejmie trzy ścieżki tematyczne:

  • Vision Track – wystąpienia i dyskusje poświęcone AI, infrastrukturze, cyberbezpieczeństwu oraz strategii technologicznej;
  • Solution Track – sesje techniczne i studia przypadków prezentowane przez inżynierów oraz architektów rozwijających nowoczesne systemy cyfrowe;
  • Experiment Track – praktyczne demonstracje, prezentacje nowych narzędzi i niestandardowych podejść do projektowania oraz rozwoju technologii.

Organizatorzy spodziewają się około tysiąca uczestników reprezentujących sektor technologiczny i biznesowy. W programie potwierdzono już udział prelegentów i ekspertów z takich firm jak AWS, Oracle, Cloudflare, Google, Fastly, Gcore oraz ScyllaDB.

Tech Race Summit odbędzie się 10 września 2026 roku w Warszawie. Bilety Early Bird są już dostępne na stronie wydarzenia

O SOFTSWISS

SOFTSWISS to międzynarodowa marka technologiczna, która w 2025 roku obchodziła 16-lecie działalności. Główne partnerskie centra rozwoju, z którymi współpracuje firma, znajdują się w Warszawie i Poznaniu. Łączna liczba ekspertów pracujących nad produktami marki, w tym tych, którzy pracują zdalnie, przekracza 2000.

Firmy w Polsce widzą poprawę koniunktury, ale inwestują ostrożnie. Koszty pracy nadal największą barierą

Dane GUS za maj pokazują poprawę nastrojów gospodarczych w większości regionów i sektorów. Przedsiębiorcy lepiej oceniają koniunkturę, szczególnie w zakwaterowaniu i gastronomii, handlu hurtowym oraz sektorze informacji i komunikacji. Jednocześnie firmy nadal wskazują na wysokie koszty zatrudnienia, niepewność gospodarczą i ostrożne podejście do nowych nakładów. W efekcie gospodarka regionalna wysyła sygnały ożywienia, ale przedsiębiorcy wciąż inwestują selektywnie i przede wszystkim tam, gdzie mogą szybko poprawić efektywność działania.

Koniunktura gospodarcza / maj 2026

Opracowanie na podstawie raportu wojewódzkiego GUS oraz tablic XLSX dotyczących wskaźników koniunktury i kierunków inwestowania, maj 2026 r.

W maju 2026 r. oceny koniunktury gospodarczej poprawiły się rok do roku we wszystkich analizowanych obszarach gospodarki. Najlepsze nastroje panowały w zakwaterowaniu i gastronomii, informacji i komunikacji oraz handlu hurtowym. Słabszy obraz utrzymywał się w przemyśle, transporcie i budownictwie.

Najświeższy raport wojewódzki pokazuje gospodarkę, która wychodzi z pesymizmu nierównym tempem. W części branż wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury R-BCI jest już dodatni, co oznacza przewagę pozytywnych ocen przedsiębiorców. Jednocześnie kilka sektorów pozostaje poniżej zera, a więc wciąż przeważają tam oceny negatywne.

Najbardziej optymistycznie sytuację oceniały firmy z zakwaterowania i gastronomii. Ogólnopolski R-BCI dla tej sekcji wyniósł 14,7 pkt. Dodatnie wartości odnotowano także w informacji i komunikacji oraz w handlu hurtowym. W przetwórstwie przemysłowym, transporcie i gospodarce magazynowej oraz budownictwie wskaźnik pozostawał ujemny.

Najważniejsze liczby:
  • 14,7 pkt – R-BCI w zakwaterowaniu i gastronomii, najwyższy wynik wśród analizowanych sektorów.
  • 14 województw – tyle regionów miało dodatni R-BCI w handlu hurtowym.
  • 12 województw – w tylu regionach poprawiła się koniunktura r/r w budownictwie oraz zakwaterowaniu i gastronomii.
  • 76,0% firm przemysłowych wskazało maszyny, urządzenia i narzędzia jako kierunek inwestowania w 2026 r.

Gdzie koniunktura jest najlepsza?

Najmocniejszy wynik ogólnopolski odnotowało zakwaterowanie i gastronomia. To sektor szczególnie wrażliwy na popyt konsumencki i sezonowość, dlatego dodatni odczyt może sugerować lepsze oczekiwania przed okresem wakacyjnym. Wysokie wartości w informacji i komunikacji wskazują z kolei, że firmy cyfrowe nadal oceniają sytuację relatywnie korzystnie, choć różnice regionalne są bardzo duże.

Sektor R-BCI Polska, maj 2026 Zmiana r/r, pkt Województwa z dodatnim R-BCI Województwa z poprawą r/r Najwyższy wynik R-BCI Najniższy wynik R-BCI
Przetwórstwo przemysłowe -4,1 2,3 7,0 10,0 MAŁOPOLSKIE 9,0 KUJAWSKO-POMORSKIE -8,9
Budownictwo -1,3 2,3 9,0 12,0 PODLASKIE 12,4 ŚWIĘTOKRZYSKIE -11,1
Handel hurtowy 3,0 0,8 14,0 9,0 PODKARPACKIE 11,3 LUBUSKIE -13,4
Handel detaliczny 0,0 -0,2 5,0 9,0 WARMIŃSKO-MAZURSKIE 14,1 OPOLSKIE -21,9
Transport i gospodarka magazynowa -1,1 0,3 7,0 9,0 POMORSKIE 7,9 OPOLSKIE -23,9
Zakwaterowanie i gastronomia 14,7 1,2 13,0 12,0 PODKARPACKIE 44,9 ŁÓDZKIE -6,1
Informacja i komunikacja 8,1 -0,6 9,0 8,0 PODLASKIE 26,8 LUBUSKIE -38,8

Kliknięcie nagłówka sortuje kolumnę. Pole nad tabelą filtruje wyniki.

R-BCI według sektorów w maju 2026 r.
R-BCI według sektorów w maju 2026 r. Źródło: opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Poprawa r/r nie wszędzie oznacza optymizm

W danych widać istotną różnicę między poprawą a poziomem koniunktury. Budownictwo poprawiło się rok do roku w 12 województwach, ale ogólnopolski wskaźnik nadal wyniósł -1,3 pkt. Podobna sytuacja występuje w przemyśle, gdzie wzrost r/r objął 10 województw, lecz R-BCI dla Polski pozostał ujemny.

Najbardziej pozytywny zasięg regionalny miał handel hurtowy. Dodatni R-BCI wystąpił tam w 14 województwach, choć ogólnopolski wynik wyniósł tylko 3,0 pkt. Oznacza to, że optymizm jest szeroki, ale w wielu regionach umiarkowany.

Sektor Lider wojewódzki R-BCI Najsłabsze województwo R-BCI
Przetwórstwo przemysłowe MAŁOPOLSKIE 9,0 KUJAWSKO-POMORSKIE -8,9
Budownictwo PODLASKIE 12,4 ŚWIĘTOKRZYSKIE -11,1
Handel hurtowy PODKARPACKIE 11,3 LUBUSKIE -13,4
Handel detaliczny WARMIŃSKO-MAZURSKIE 14,1 OPOLSKIE -21,9
Transport i gospodarka magazynowa POMORSKIE 7,9 OPOLSKIE -23,9
Zakwaterowanie i gastronomia PODKARPACKIE 44,9 ŁÓDZKIE -6,1
Informacja i komunikacja PODLASKIE 26,8 LUBUSKIE -38,8
Liczba województw z dodatnim R-BCI i poprawą r/r.
Liczba województw z dodatnim R-BCI i poprawą r/r. Źródło: opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Koszty zatrudnienia nadal obciążają firmy

Najczęściej wskazywaną barierą prowadzenia działalności pozostają koszty zatrudnienia. W maju 2026 r. były one szczególnie dotkliwe w zakwaterowaniu i gastronomii, budownictwie, transporcie oraz handlu detalicznym. W wielu branżach istotna pozostaje też niepewność ogólnej sytuacji gospodarczej.

To ważny sygnał dla oceny kolejnych miesięcy. Sama poprawa nastrojów nie musi automatycznie przełożyć się na szybki wzrost inwestycji, jeżeli przedsiębiorcy nadal obawiają się kosztów, popytu i niestabilności otoczenia regulacyjnego.

Sektor Koszty zatrudnienia Niepewność sytuacji gospodarczej Wysokie obciążenia na rzecz budżetu
Przetwórstwo przemysłowe 58,4% 44,2% 39,1%
Budownictwo 65,8% 39,9% 49,7%
Handel hurtowy 55,3% 51,1% 42,2%
Handel detaliczny 62,4% 43,7% 41,1%
Transport i gospodarka magazynowa 60,9% 50,4% 41,3%
Zakwaterowanie i gastronomia 69,1% 49,9% 48,0%
Informacja i komunikacja 53,3% 42,3% 39,6%

Inwestycje: modernizacja zamiast ekspansji

Plany inwestycyjne przedsiębiorstw są selektywne. W przemyśle zdecydowanie dominuje modernizacja parku maszynowego – maszyny, urządzenia techniczne i narzędzia wskazało 76,0% firm. W transporcie najważniejszym kierunkiem są środki transportu, wskazane przez 44,0% przedsiębiorstw. W informacji i komunikacji liderem jest sprzęt komputerowy i telekomunikacyjny.

Jednocześnie w kilku sektorach bardzo wysoki jest odsetek firm bez planów inwestycyjnych. Dotyczy to m.in. zakwaterowania i gastronomii, budownictwa, handlu hurtowego i handlu detalicznego. To pokazuje, że część przedsiębiorstw wybiera raczej utrzymanie bieżącej działalności niż zwiększanie skali nakładów.

Sektor Najczęściej wskazywany kierunek Odsetek Procesy Szkolenia Licencje / software ICT B+R Maszyny i narzędzia Nieruchomości Transport Brak planów
Przetwórstwo przemysłowe Maszyny, urządzenia i narzędzia 76,0% 13,5% 12,8% 5,6% 15,9% 15,2% 76,0% 19,6% 9,6% 13,8%
Budownictwo Brak planów inwestycyjnych 42,6% 10,3% 15,2% 3,7% 10,6% 1,8% 36,3% 14,3% 22,0% 42,6%
Handel hurtowy Brak planów inwestycyjnych 42,1% 16,8% 13,4% 6,7% 14,4% 4,5% 23,5% 13,7% 17,8% 42,1%
Handel detaliczny Brak planów inwestycyjnych 39,2% 14,6% 15,9% 5,0% 22,0% 1,4% 26,2% 21,0% 12,3% 39,2%
Transport i gospodarka magazynowa Środki transportu 44,0% 11,7% 10,6% 6,7% 12,9% 1,7% 25,6% 11,9% 44,0% 30,6%
Zakwaterowanie i gastronomia Brak planów inwestycyjnych 45,6% 13,0% 21,5% 1,1% 12,7% 0,1% 32,9% 10,9% 3,0% 45,6%
Informacja i komunikacja Sprzęt komputerowy i telekomunikacyjny 39,1% 23,2% 25,4% 17,6% 39,1% 19,1% 12,3% 4,3% 4,7% 26,1%
Wybrane kierunki inwestowania w 2026 r.
Wybrane kierunki inwestowania w 2026 r. Źródło: opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Wniosek: gospodarka odbija, ale bez euforii

Majowe dane pokazują poprawę nastrojów, ale nie wskazują jeszcze na jednoznaczny, równomierny przełom. Najlepiej radzą sobie sektory usługowe związane z turystyką, gastronomią, komunikacją i handlem hurtowym. Sektory bardziej kosztowe, kapitałochłonne lub zależne od popytu inwestycyjnego nadal pozostają ostrożniejsze.

Z perspektywy przedsiębiorstw kluczowe będą najbliższe miesiące. Jeśli poprawa popytu utrzyma się, a presja kosztowa nie będzie rosła, dodatnie oceny mogą rozszerzyć się na kolejne regiony. Na razie jednak dane sugerują przede wszystkim ostrożne odbicie: firmy widzą poprawę, ale nadal bardzo uważnie kontrolują wydatki i inwestycje.

Źródło: GUS, „Koniunktura gospodarcza. Raport wojewódzki 2026”, maj 2026; tablice XLSX: „Wskaźniki koniunktury gospodarczej według województw” oraz „Główne kierunki inwestowania w bieżącym roku według województw”.

Łukasz Krystman dołącza do The Heart jako Dyrektor ds. Partnerstw Strategicznych

  • Łukasz Krystman, dyrektor z ponad 27-letnim doświadczeniem w bankowości – w Polsce i w Londynie – dołącza do The Heart jako Dyrektor ds. Partnerstw Strategicznych. W nowej roli będzie budował strategiczne relacje z instytucjami finansowymi i otwierał kolejne możliwości biznesowe dla The Heart oraz spółek z jego portfolio.
  • Przez całą karierę związany z Citibankiem, Łukasz przeszedł drogę od ról technologicznych przez zarządzanie produktami kredytowymi, marketingiem i cyfrowymi kanałami obsługi, aż po stanowiska dyrektorskie w obszarze transformacji cyfrowej i doświadczeń klientów. Ostatnie cztery lata spędził w Londynie, odpowiadając za transformację działalności detalicznej Citibank UK.
  • Dołączenie Łukasza to element wzmocnienia oferty The Heart dla sektora bankowego i finansowego – obszaru, z którego wywodzi się venture builder i w którym zbudował swoje pierwsze spółki m.in. Digital Gateways czy VASBOX.

Z Citibanku do venture buildingu

The Heart ogłasza dołączenie Łukasza Krystmana do zespołu Commerce w roli Dyrektora ds. Partnerstw Strategicznych. Łukasz Krystman przez ponad 27 lat budował doświadczenie w globalnej bankowości – od początku kariery zawodowej związany z Citibankiem, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Przeszedł drogę od ról technologicznych i projektowych przez zarządzanie produktami kredytowymi i marketingiem, aż po stanowiska dyrektorskie w obszarach transformacji cyfrowej, doświadczeń klientów i strategii.

Jako Head of Digital Product w Citi Handlowy projektował nową platformę bankowości internetowej i strategię cyfrową banku, wdrażał płatności natychmiastowe (BLIK) i europejską dyrektywę PSD2. Ostatnie cztery lata spędził w Londynie jako Director of Digital Transformation & Customer Experience w Citibank UK, gdzie odpowiadał za kompleksową transformację działalności detalicznej banku – od optymalizacji portfela klientów i procesów operacyjnych, po zapewnienie zgodności regulacyjnej w ścisłej współpracy z regulatorem.

W The Heart Łukasz Krystman będzie odpowiadał za budowanie partnerstw z korporacjami z sektora finansowego w modelu corporate venture buildingu – inicjując projekty, w których bank lub instytucja finansowa współtworzy z The Heart dedykowane rozwiązania technologiczne odpowiadające na realne wyzwania branży.

– Po latach pracy w globalnej instytucji finansowej The Heart to naturalne miejsce, żeby spojrzeć na bankowość z drugiej strony. Znam specyfikę podejmowania decyzji i wdrażania innowacji w tym środowisku i wiem, jakie produkty mają realne szanse, żeby w nim zadziałać. Ta perspektywa pozwoli mi budować partnerstwa, w których The Heart zaprojektuje i stworzy rozwiązania praktycznie odpowiadające na potrzeby sektora finansowego: od optymalizacji procesów i efektywności kanałów obsługi klienta, przez wdrażanie narzędzi opartych na AI, po rozwiązania z obszaru zgodności regulacyjnej. Moją rolą będzie również wspieranie spółek z portfolio The Heart w ich rozwoju oraz  nawiązywaniu strategicznych partnerstw – komentuje Łukasz Krystman, Dyrektor ds. Partnerstw Strategicznych w The Heart.

Powrót do fintechowych korzeni

Dołączenie Łukasza Krystmana wpisuje się w świadome wzmacnianie oferty The Heart dla sektora bankowego i finansowego. Venture builder od początku swojej działalności – zapoczątkowanej w 2016 roku – rozwijał innowacje w tym obszarze. To właśnie fintechowe projekty ukształtowały sposób, w jaki The Heart współpracuje z dużymi instytucjami – łącząc zwinność startupową z realiami regulacyjnymi i korporacyjnymi branży. Dziś The Heart wnosi do tego doświadczenia dodatkową warstwę: ekspertyzę w budowaniu produktów opartych na nauce i zaawansowanej technologii, coraz częściej poszukiwanych również przez banki i instytucje finansowe.

Bankowość stoi dziś przed wyzwaniami, które trafiają wprost w obszary ekspertyzy The Heart: implementacja AI, cyberbezpieczeństwo, optymalizacja procesów, nowe modele obsługi klienta. Łukasz Krystman, który przez niemal trzy dekady działał wewnątrz globalnych struktur bankowych, dołącza do The Heart właśnie po to, by te dwa światy – potrzeby sektora finansowego i metodologię venture buildingu – skutecznie ze sobą łączyć.

Przez ostatnie lata świadomie budowaliśmy kompetencje w deep tech i komercjalizacji nauki i teraz widzimy wyraźną synergię z sektorem finansowym. Innowacje, których dziś szukają banki i instytucje finansowe – w obszarze AI, cyberbezpieczeństwa czy nowych modeli obsługi klienta – coraz częściej wyrastają wprost z badań naukowych i zaawansowanej technologii. Z Łukaszem poznaliśmy się przy realizowanym przez nas projekcie fintechowym dla Citibanku i już wtedy było widać, że rozumie ten sektor w sposób, którego trudno nauczyć się inaczej niż przez lata pracy od środka. Jestem przekonany, że jego doświadczenie pozwoli nam budować partnerstwa z bankami i instytucjami finansowymi na zupełnie nowym poziomie. The Heart wyrósł z fintechu i to właśnie budowanie spółek technologicznych dla sektora finansowego nauczyło nas, czym naprawdę jest venture building. Cieszę się, że teraz robimy to z dużo silniejszym zespołem i dużo dojrzalszym modelem – dodaje Jędrzej Iwaszkiewicz, CCO w The Heart.

Corporate venture building – wspólne budowanie innowacji

Corporate venture building to model, w którym The Heart wspólnie z korporacją tworzy nowe biznesy technologiczne: od zidentyfikowania szansy rynkowej, przez szybką walidację i budowę produktu, po uruchomienie i skalowanie. Korporacja wnosi wiedzę branżową, dostęp do rynku i zasoby; The Heart dostarcza metodologię, interdyscyplinarny zespół i szybkość działania. Efektem bywa innowacyjny projekt lub pilotaż – ale często również niezależna spółka. Tak powstały m.in. Digital Gateways, czy flatte dla Develii – obok dziesiątek projektów realizowanych z takimi firmami jak Saint-Gobain, BGK czy Mastercard. Z Łukaszem Krystmanem w zespole The Heart aktywnie rozbudowuje tę ofertę w kierunku banków i instytucji finansowych.

W Polsce pracuje już ponad 1,14 mln cudzoziemców. Najwięcej z Ukrainy, ale szybko rośnie liczba pracowników z Kolumbii i Indii

Jak wynika z najnowszych danych GUS, na koniec grudnia 2025 r. w Polsce pracowało 1,141 mln cudzoziemców. W skali roku oznacza to wzrost o 7,2% (o 77,1 tys. osób). Z kolei w porównaniu z listopadem 2025 r. liczba zatrudnionych obcokrajowców zwiększyła się o 3,1 tys., czyli o 0,3%.

Cudzoziemcy stanowili 6,9 proc. wszystkich osób wykonujących pracę w Polsce. Rok wcześniej ich udział wynosił 6,8 proc.

Ukraińcy nadal najliczniejszą grupą

Największą grupę cudzoziemców pracujących w Polsce stanowili obywatele Ukrainy. Na koniec grudnia 2025 r. było ich 771,8 tys., czyli 67,6 proc. wszystkich pracujących obcokrajowców.

W ujęciu rocznym liczba pracujących obywateli Ukrainy wzrosła o 57,6 tys., czyli o 8,1 proc. W porównaniu z listopadem 2025 r. zwiększyła się o 0,3 proc.

Drugą najliczniejszą grupą byli obywatele Białorusi. Pracę w Polsce wykonywało 118,9 tys. Białorusinów, co odpowiadało 10,4 proc. całej populacji pracujących cudzoziemców. Ich liczba wzrosła rok do roku o 1,2 proc., ale była o 0,6 proc. niższa niż miesiąc wcześniej.

Łącznie cudzoziemcy wykonujący pracę w Polsce pochodzili z ponad 150 państw.

Szybko rośnie liczba pracowników z Kolumbii i Indii

Choć dominującą grupą pozostają obywatele Ukrainy, dane pokazują stopniową dywersyfikację kierunków migracji zarobkowej. Wśród wybranych obywatelstw największą dynamikę wzrostu odnotowano w przypadku Kolumbii.

Liczba obywateli Kolumbii wykonujących pracę w Polsce wzrosła w ciągu roku o 21,3 proc., czyli o 3,4 tys. osób. W przypadku obywateli Indii wzrost wyniósł 9,1 proc., co oznaczało przyrost o 1,9 tys. osób.

Więcej było także pracujących obywateli Filipin – o 3,2 proc., czyli o 0,5 tys. osób. Spadek odnotowano natomiast wśród obywateli Gruzji. Ich liczba zmniejszyła się o 3,4 proc., czyli o 0,9 tys. osób.

Cudzoziemcy są młodsi od polskich pracowników

Z danych wynika, że cudzoziemcy wykonujący pracę w Polsce są wyraźnie młodsi od pracujących obywateli Polski. Średni wiek pracującego cudzoziemca wynosił na koniec grudnia 2025 r. 38,2 roku. W przypadku obywateli Polski było to 43,5 roku.

Mediana wieku wyniosła odpowiednio 37 lat dla cudzoziemców i 43 lata dla obywateli Polski. Wśród obywateli Ukrainy mediana wieku sięgnęła 38 lat, natomiast wśród cudzoziemców z pozostałych państw – 36 lat.

Mężczyźni stanowili 59,8 proc. cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce. To o 0,3 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. Wśród obywateli Ukrainy udział mężczyzn wynosił 52,6 proc., natomiast wśród cudzoziemców z pozostałych państw – 74,9 proc.

Najwięcej pracujących cudzoziemców w regionie warszawskim

Największa koncentracja cudzoziemców wykonujących pracę występowała w regionie warszawskim stołecznym. Mieszkało tam 20,3 proc. wszystkich pracujących obcokrajowców.

Najmniej cudzoziemców mieszkało w regionie świętokrzyskim – 0,8 proc. Dane regionalne nie obejmują 39 tys. osób mieszkających za granicą.

Wysokie liczby pracujących cudzoziemców odnotowano również w regionach o dużym znaczeniu przemysłowym i usługowym, m.in. na Dolnym Śląsku, w Wielkopolsce, na Śląsku, w Małopolsce i na Pomorzu.

Agencje pracy, przemysł i transport

Najwięcej cudzoziemców pracowało w sekcji administrowanie i działalność wspierająca. Obejmuje ona m.in. działalność agencji pracy. Na koniec grudnia 2025 r. w tej branży pracę wykonywało 226,9 tys. cudzoziemców. To o 8,3 tys. więcej niż rok wcześniej, czyli o 3,8 proc.

Drugim największym sektorem było przetwórstwo przemysłowe, gdzie pracowało 208,3 tys. cudzoziemców. W ujęciu rocznym liczba ta wzrosła o 13,6 tys., czyli o 7 proc.

Na trzecim miejscu znalazły się transport i gospodarka magazynowa. W tej sekcji pracowało 156 tys. cudzoziemców, o 6,7 tys. więcej niż rok wcześniej. Wzrost wyniósł 4,5 proc.

We wszystkich sekcjach PKD najliczniejszą grupą cudzoziemców pozostawali obywatele Ukrainy.

W niektórych branżach cudzoziemcy to już znacząca część pracowników

Największy udział cudzoziemców wśród wszystkich osób wykonujących pracę odnotowano w administrowaniu i działalności wspierającej. Obcokrajowcy stanowili tam 25,3 proc. pracujących. To o 0,4 pkt proc. więcej niż rok wcześniej.

W zakwaterowaniu i gastronomii udział cudzoziemców wyniósł 17,8 proc. W transporcie i gospodarce magazynowej było to 15,1 proc.

W pozostałych sekcjach udział cudzoziemców nie przekraczał 12 proc., a w trzech sekcjach był niższy niż 1 proc.

Prawie 440 tys. cudzoziemców tylko na umowach cywilnoprawnych

GUS podał również, że 439,6 tys. cudzoziemców wykonywało pracę wyłącznie na podstawie umów zlecenia i podobnych umów cywilnoprawnych. To o 6,1 proc. więcej niż rok wcześniej. W porównaniu z listopadem 2025 r. liczba ta pozostała zasadniczo bez zmian.

Dane obejmują osoby zatrudnione w gospodarce narodowej oraz osoby wykonujące pracę na podstawie umów zlecenia i podobnych umów, jeżeli podlegały ubezpieczeniom społecznym lub zdrowotnym. Nie obejmują natomiast umów o dzieło oraz pomocy przy zbiorach.

Od stycznia 2025 r. badana populacja obejmuje także właścicieli, współwłaścicieli i dzierżawców gospodarstw indywidualnych oraz pomagających członków ich rodzin.

Rynek pracy coraz bardziej zależny od migracji

Dane za grudzień 2025 r. potwierdzają rosnącą rolę cudzoziemców w polskiej gospodarce. Liczba obcokrajowców wykonujących pracę była o 17,1 proc. wyższa niż na koniec stycznia 2023 r.

Wzrost ten wpisuje się w szersze tendencje na rynku pracy: niedobory kadrowe, starzenie się krajowej siły roboczej oraz duże zapotrzebowanie na pracowników w przemyśle, transporcie, usługach, gastronomii i sektorze agencji zatrudnienia.

Choć podstawą zagranicznej podaży pracy nadal pozostają obywatele Ukrainy, coraz większe znaczenie mają również pracownicy z państw pozaeuropejskich. Szczególnie widoczny jest wzrost liczby obywateli Kolumbii i Indii, co może wskazywać na poszukiwanie przez firmy nowych kierunków rekrutacji.

Unia chce potroić moce obliczeniowe. Polska może być jednym z głównych beneficjentów

Na początku czerwca Komisja Europejska opublikowała zapowiadany projekt regulacji „Cloud and AI Development Act” (CADA). Nowe regulacje pokazują, że rozwój centrów danych stał się jednym z priorytetów gospodarczych Unii Europejskiej. Drugim ważnym dokumentem dla branży data center jest ogłoszona również na początku czerwca „Strategiczna mapa drogowa dotycząca cyfryzacji i sztucznej inteligencji w sektorze energetycznym”. Polski Związek Centrów Danych (PLDCA) ocenia te propozycje jako niezwykle istotne i upatruje w nich szansę na przyspieszenie rozwoju sektora centrów danych w Polsce.

Skala planowanych inwestycji jest ogromna – dokumenty KE wskazują wprost, że celem Unii Europejskiej jest potrojenie mocy obliczeniowych centrów danych w ciągu najbliższych 5-7 lat, tak aby do 2035 roku całkowicie zaspokoić rosnący popyt na usługi chmurowe i sztuczną inteligencję.

Stoimy przed dużą transformacją: Polska jest największym energetycznym placem budowy w Europie, a unijne plany jasno pokazują, że ten proces musi iść w parze z cyfryzacją. Bez własnych gigawatów mocy nie ma mowy o suwerennej sztucznej inteligencji czy silnej gospodarce odpornej na kryzysy. Projekt regulacji CADA to dla nas sygnał, że Bruksela dostrzega ten strategiczny styk technologii i energii. Liczymy, że ten impuls pozwoli optymalnie wykorzystać ogromne nakłady na polską infrastrukturę energetyczną i trwale zakorzenić nasz kraj w globalnym krwioobiegu AI”, wyjaśnia Piotr Kowalski, Dyrektor Zarządzający Polskiego Związku Centrów Danych (PLDCA).

Kluczowe znaczenie mają jednak nie tylko cele, ale również narzędzia przewidziane do ich realizacji. Projekt KE wprowadza strukturalną zmianę w podejściu do budowy infrastruktury cyfrowej i nakłada na państwa członkowskie konkretne obowiązki legislacyjne oraz organizacyjne.

Polska może skorzystać na decentralizacji mocy obliczeniowych w UE

W opublikowanej „Strategicznej mapie drogowej” Komisja Europejska wyraźnie podkreśla potrzebę bardziej zrównoważonego geograficznie rozmieszczenia mocy obliczeniowych w Europie i zmniejszenia koncentracji infrastruktury w tzw. hubach FLAP-D (Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż, Dublin). Obok Hiszpanii, Włoch i krajów nordyckich, to właśnie Polska została wskazana jako jeden z kluczowych europejskich rynków (tzw. hotspotów), na których już teraz koncentruje się rosnący popyt na nowe inwestycje cyfrowe w UE.

Oficjalne wskazanie Polski w unijnych dokumentach tej rangi oraz cel potrojenia mocy obliczeniowych w Europie to silny sygnał dla naszego rynku. Potwierdza, że nasz kraj posiada unikalne warunki geopolityczne i gospodarcze do budowy regionalnego zaplecza dla systemów sztucznej inteligencji. Proponowane regulacje CADA dają nam realne narzędzia do usunięcia barier infrastrukturalnych, które dotychczas ograniczały tempo napływu zagranicznego kapitału technologicznego”, wskazuje Piotr Kowalski.

Strefy Przyspieszonego Rozwoju i uproszczenie procedur inwestycyjnych

Kluczowym elementem regulacji CADA jest obowiązek wyznaczenia przez państwa członkowskie specjalnych Stref Przyspieszonego Rozwoju Centrów Danych (Data Centre Acceleration Zones). Przy ich projektowaniu rządy będą musiały uwzględnić dostępność energii, łączności telekomunikacyjnej, potencjał wykorzystania terenów poprzemysłowych (brownfield) oraz możliwości odzysku ciepła odpadowego. W strefach tych obowiązywać będą jednolite wymagania dotyczące zrównoważonego rozwoju oraz niedyskryminacyjny dostęp do zasobów.

Proces inwestycyjny ma zostać uproszczony dzięki dwóm mechanizmom:

Jeden Punkt Kontaktowy (Single Information Point): jedno okienko administracyjne koordynujące cały proces inwestycyjny – od planowania przestrzennego i ocen środowiskowych po przyłącza energetyczne oraz kwestie związane z gospodarką wodną.

Maksymalnie 12 miesięcy na uzyskanie decyzji: projekty realizowane w strefach będą objęte uproszczonymi procedurami administracyjnymi, a wydanie kluczowych pozwoleń nie będzie mogło przekroczyć roku od złożenia kompletnego wniosku.

Dzięki tym rozwiązaniom proces przygotowania inwestycji ma stać się bardziej przewidywalny i znacznie krótszy niż obecnie, co ma zwiększyć atrakcyjność Europy dla nowych projektów z obszaru chmury obliczeniowej i sztucznej inteligencji.

Projekty Strategiczne z dostępem do finansowania

PLDCA zwraca uwagę na Artykuł 14 projektu CADA, który wprowadza status „Strategicznych Projektów Centrów Danych”. Najbardziej innowacyjne i zrównoważone inwestycje będą mogły ubiegać się o unijny „znak konkurencyjności” (competitiveness seal), umożliwiający dostęp do finansowania z Europejskiego Funduszu Konkurencyjności. Dodatkowo państwa członkowskie zyskają możliwość stosowania wobec takich projektów ukierunkowanej pomocy publicznej.

Nowe rozwiązania mają wspierać inwestycje o strategicznym znaczeniu dla rozwoju europejskiej infrastruktury cyfrowej i zwiększania konkurencyjności UE w tym obszarze.

Zmiana podejścia do przydziału mocy przyłączeniowych

Dla sektora centrów danych jednym z kluczowych czynników rozwoju pozostaje dostęp do mocy przyłączeniowych. Dlatego coraz większą uwagę zwracają propozycje Komisji Europejskiej dotyczące bardziej efektywnego wykorzystania infrastruktury elektroenergetycznej oraz usprawnienia zasad przyłączania nowych odbiorców.

Komisja wskazuje na potrzebę odejścia od stosowanej obecnie na wielu rynkach zasady „first-come, first-served” („kto pierwszy, ten lepszy”) przy rezerwacji i przydziale mocy przyłączeniowych. W zamian preferowane mają być projekty o wysokim stopniu dojrzałości inwestycyjnej, które mają realne szanse na szybką realizację.

Jednocześnie dokument przewiduje szersze stosowanie zasady „use-it-or-lose-it” („używaj lub trać”), ograniczającej możliwość długotrwałego blokowania zarezerwowanych mocy przez projekty, które nie są realizowane. Celem jest lepsze wykorzystanie istniejącej infrastruktury elektroenergetycznej oraz przyspieszenie rozwoju inwestycji o strategicznym znaczeniu dla transformacji cyfrowej i energetycznej.

W sytuacji, gdy Polska przygotowuje wielomiliardowe inwestycje w energetykę i sieci elektroenergetyczne, rozwiązania te mogą przyczynić się do sprawniejszego wykorzystania dostępnych zasobów oraz usprawnienia procesu przyłączania nowych odbiorców energii, w tym infrastruktury cyfrowej.

Efektywność wodna i energetyczna w centrum nowego systemu certyfikacji

Nowe ramy prawne wprowadzają też jasne wymagania środowiskowe. Planowany na lata 2026/2027 unijny system certyfikacji (labelling scheme) obok efektywności energetycznej będzie równie rygorystycznie weryfikował wydajność wodną (water efficiency) obiektów oraz ich elastyczność sieciową, czyli zdolność do współpracy z siecią i stabilizowania systemu elektroenergetycznego.

Dotychczas procedury związane z planowaniem przestrzennym, ocenami środowiskowymi czy pozyskiwaniem warunków przyłączenia do sieci potrafiły trwać w Polsce dość długo, co powstrzymywało część kapitału. Unijny wymóg skrócenia tego procesu do 12 miesięcy oraz wprowadzenie zbiorczych pozwoleń to doskonały wzorzec, który może pozytywnie wpłynąć na krajowe ustawodawstwo i wydatnie przyspieszyć urzędowe procedury. W PLDCA wypracowaliśmy szereg rekomendacji dotyczących usprawnienia procesów inwestycyjnych dla infrastruktury cyfrowej i aktywnie prowadzimy w tym zakresie dialog z Ministerstwem Cyfryzacji oraz Ministerstwem Rozwoju i Technologii”, podsumowuje Piotr Kowalski.

Dla globalnych inwestorów przejrzystość i przewidywalność czasu trwania projektu są kluczowe. Połączenie uproszczonych procedur administracyjnych z dostępem do czystej energii wspieranym przez umowy PPA oraz nowymi standardami efektywności wodnej i energetycznej może stać się istotnym impulsem rozwojowym dla polskiej gospodarki.