Deloitte: 8 kroków do zdrowej firmy. Jak uchronić płynność finansową przed skutkami COVID-19

Rozprzestrzeniający się koronawirus SARS-CoV-2 uderzył w niemal wszystkie rynki świata. Współzależność państw oraz ich gospodarek, a także ograniczone funkcjonowanie wielu przedsiębiorstw zakłóciło funkcjonowanie łańcuchów dostaw, a co za tym idzie także przepływy środków pieniężnych. Eksperci Deloitte wyróżnili 8 czynników, które mogą ograniczyć wpływ pandemii na finansową stabilność biznesu.

SARS-CoV-2 „zawirusował”już ponad 200 krajów, wywierając znaczący wpływ na społeczeństwa, gospodarki i łańcuchy dostaw daleko poza granicami Chin, z których zaczął rozprzestrzeniać się na świat. W tej chwili szczególnie dotknięte koronawirusem są sektory obejmujące turystykę, hotelarstwo, rozrywkę czy transport lotniczy. W związku z lockdownem, zmianami globalnego popytu i podaży oraz wahaniami cen surowców, skutki pandemii odczuwa również przemysł. Ponadto, na wysokie ryzyko finansowe narażone są branże towarów konsumpcyjnych i handel detaliczny.

– W tak trudnym dla wielu firm czasie finansowy aspekt łańcuchów dostaw jest szczególnie ważny. Przedsiębiorcy powinni opracować plan zarządzania środkami pieniężnymi oraz rozważyć zastosowanie także innych niż wynikające z tarcz antykryzysowych, instrumentów poprawy płynności. Jest to ważne szczególnie teraz, kiedy gospodarka światowa jest niestabilna, a brak odpowiedniej reakcji na ryzyka wywołane pandemią może zaburzyć sprawne funkcjonowanie firmy – mówi Robert Karczmarczyk, Dyrektor w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Eksperci Deloitte rekomendują 8 działań, które mogą złagodzić wpływ epidemii SARS-CoV-2 na finanse przedsiębiorstw:

  1. Opracowanie awaryjnego planu finansowania. Przedsiębiorstwa powinny opracować plan zarządzania płynnością finansową jako część ogólnej strategii zarządzania kryzysowego i ciągłości działania. W tym celu niezbędne jest przyjęcie pełnej perspektywy łańcucha dostaw, ponieważ stosowane metody zarządzania gotówką, płynnością i ryzykiem mogą mieć wpływ nie tylko na wdrażające je przedsiębiorstwa, ale także na ich dostawców i odbiorców.
  2. Przegląd ekspozycji na ryzyko walutowe, ryzyko cen towarów oraz ryzyko stóp procentowych (ryzyko rynkowe). Analizę ekspozycji na ryzyko rynkowe należy zacząć od precyzyjnego określenia celu, który chcemy osiągnąć. Rzeczywista ekspozycja na ryzyko rynkowe może odbiegać od wartości widocznych w bilansie oraz w rachunku zysków i strat. W tym celu konieczna jest bardziej precyzyjna analiza, która pomoże określić strategiczny cel zarządzania ryzykiem rynkowym (którym może być np. utrzymanie określonej wartości złotowej przychodów ze sprzedaży denominowanej w euro w określonym horyzoncie czasu), czas trwania ekspozycji oraz częstotliwość występowania jej komponentów.
  3. Przegląd wiarygodności kredytowej kontrahentów. W obecnym otoczeniu gospodarczym istotne jest, aby możliwie szybko zidentyfikować kontrahentów, którzy wskutek przedłużania się epidemii SARS-CoV-2 mogą wpaść w poważne problemy finansowe. W pierwszej kolejności należy dokonać aktualizacji oceny kredytowej kontrahentów i jakości zabezpieczeń oraz dostosować limity kredytu kupieckiego do nowej sytuacji, uwzględniającej potencjalny wpływ SARS-CoV-2 na działalność partnerów handlowych. Analiza może zostać przeprowadzona w stosunkowo krótkim czasie, zaś jej efekt może szybko przełożyć się na faktyczne korzyści dla płynności przedsiębiorstwa.
  4. Opracowanie analizy płynności finansowej, w tym analizy warunków skrajnych. Przeprowadzając analizę płynności finansowej oraz ekspozycji na ryzyko, warto przygotować nie tylko scenariusz umiarkowany, ale także scenariusze skrajne, pokrywające możliwość wystąpienia zdarzeń mało prawdopodobnych w normalnych warunkach rynkowych. Do przeprowadzenia takiej analizy zazwyczaj wykorzystuje się zaawansowane modele oraz narzędzia statystyczne.
  5. Przegląd możliwych do zastosowania instrumentów poprawiających płynność finansową. Wykorzystanie instrumentów takich jak faktoring i forfaiting (w przypadku należności) oraz faktoring odwrotny (w przypadku zobowiązań) może przyczynić się do uwolnienia gotówki. Duże grupy kapitałowe mogą dodatkowo zoptymalizować wykorzystanie cash poolingu do lepszego zarządzania płynnością i pozycją walutową.
  6. Identyfikacja inicjatyw umożliwiających uwolnienie gotówki. Warto spojrzeć na procesy biznesowe pod kątem optymalizacji sposobu ich funkcjonowania oraz czasu ich realizacji w nowym otoczeniu. Wiele inicjatyw mogących przyczynić się do uwolnienia gotówki jest możliwe do wdrożenia w krótkim terminie. To na przykład: skrócenie terminów płatności dla niektórych kontrahentów, renegocjacja terminów płatności, priorytetyzacja zobowiązań bądź upewnienie się, że zobowiązania finansowe nie są realizowane przed kontraktowymi terminami płatności.
  7. Uwolnienie gotówki zamrożonej w kapitale pracującym. Kompleksowa optymalizacja kapitału pracującego oraz towarzyszące jej wprowadzenie takich usprawnień, jak przyspieszenie procesu wystawiania faktur, usystematyzowanie procesu dokonywania płatności, optymalizacja prewindykacji i windykacji mogą przyczynić się do uwolnienia dodatkowego wolumenu środków pieniężnych, które można przeznaczyć na finansowanie bieżącej działalności oraz realizację celów strategicznych.
  8. Wdrożenie odpowiednich narzędzi IT. W celu zwiększenia efektywności procesów treasury warto rozważyć wdrożenie systemów IT wspierających proces zarządzania ryzykiem, płynnością czy finansami w szerszym rozumieniu, bądź rozszerzenie funkcjonalności systemów informatycznych obecnie wykorzystywanych w przedsiębiorstwie.

Kryzys związany z rozprzestrzenianiem się koronawirusa generuje wyzwania nie tylko w zakresie podstawowej działalności przedsiębiorstw, ale także w takich obszarach jak np. zarządzanie ryzykiem walutowym, ryzykiem niewypłacalności kontrahentów, gotówką, płynnością, a w konsekwencji także kapitałem pracującym. W celu zminimalizowania prawdopodobieństwa realizacji negatywnych scenariuszy w powyższych obszarach istotne jest, aby przedsiębiorstwa podjęły działania zaradcze na odpowiednio wczesnym etapie rozwoju sytuacji mówi Szymon Kamiński, Starszy Menedżer w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Ubezpieczenie firmy od skutków wandalizmu

  • Akty wandalizmy w USA mogą spowodować miliardowe straty.
  • Ochronę przed dewastacją zapewniają dodatkowe klauzule do ubezpieczenia mienia.
  • Odszkodowanie może też obejmować utracony zysk, jeżeli szkody spowodowały przerwę w działalności.

Amerykańscy eksperci ubezpieczeniowi szacują, że szkody majątkowe będące wynikiem trwających  zamieszek mogą przewyższyć te z 1992 r., kiedy doszło do największych niepokoi społecznych XX. wieku w USA. Wysokość ówczesnych strat oszacowano na równowartość 1,42 mld dzisiejszych USD[1]. Wiele z nich było wynikiem aktów wandalizmu i rabunków.

Dewastacja mienia, wandalizm czy graffiti są często przedmiotem odrębnych klauzul dołączanych do innych ubezpieczeń, jak od kradzieży z włamaniem i rabunku, czy od wszystkich ryzyk. Mogą też stanowić odrębny produkt w ramach kompleksowych programów ochrony firmy. Trzeba dokładnie sprawdzać poszczególne zapisy w umowach ubezpieczenia, ponieważ mogą istnieć ważne ograniczenia odpowiedzialności ubezpieczyciela, które mimo dodatkowych rozszerzeń, będą skutkowały brakiem wsparcia. Przykładowo, należy sprawdzić, czy skutki zamieszek, strajków czy rozruchów, które są co do zasady wyłączone spod standardowej ochrony, są uwzględnione na mocy zastosowanej klauzuli wandalizmu – zauważa Łukasz Zoń, Prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych.

O tych trzech rzeczach należy zatem pamiętać, chcąc zabezpieczyć mienie przed dewastacją. W końcu diabeł tkwi w szczegółach.

  • Dodatkowe klauzule i umowy

Jak wspomniano wyżej, często akty wandalizmu są przedmiotem dodatkowych klauzul czy umów uzupełniających podstawowy zakres ubezpieczenia. Należy także pamiętać, że w zależności od towarzystwa ubezpieczeń, poszczególne zdarzenia mogą być po pierwsze różnie definiowane, a po drugie obejmować różny zakres szkód. Przykładowo, jeden ubezpieczyciel może zapewniać ochronę przed wszystkimi skutkami wandalizmu, a inny odrębnie taktować dewastację i graffiti. Trzeba też brać pod uwagę, że niezależnie od rozszerzenia ochrony, nadal mogą ją ograniczać pewne standardowe zapisy, jak te dotyczące zamieszek czy rozruchów, ale też i te wskazujące na określony sposób użytkowania mienia. Wielu ubezpieczycieli zastrzega, że nie ponosi odpowiedzialności za szkody w budynkach, które nie były użytkowane przez określony czas, np. 60 dni. Trzeba zatem dokładnie sprawdzać zapisy i konfrontować je z naszymi potrzebami w zakresie ochrony.

  • Odrębne limity odpowiedzialności i udział własny

Zazwyczaj odszkodowania za akty wandalizmu nie mogą być wyższe niż pewien procent łącznej sumy ubezpieczenia. Niektórzy ubezpieczyciele określają też ich maksymalny pułap. – Mogą też zastrzec, że w odniesieniu do tych szkód stosowany będzie udział własny lub tzw. franszyza redukcyjna. Oznacza to, że poszkodowany przedsiębiorca będzie musiał pokryć z własnej kieszeni umówioną część kosztów likwidacji szkody. Warto pamiętać, że wysokość udziału własnego lub franszyzy ma wpływ na ostateczną cenę ubezpieczenia – im jest wyższa, tym składka jest niższa, ale wtedy trzeba się będzie liczyć z odpowiednio niższym odszkodowaniem – dodaje Łukasz Zoń.

  • Szyby wymagają odrębnego ubezpieczenia

Często stosowane przez ubezpieczycieli umowy i klauzule dotyczące aktów wandalizmu, jasno określają, że ich ochrona nie obejmuje szyb i witryn, a także innych „kruchych” przedmiotów w razie ich stłuczenia. Żeby je ubezpieczyć, trzeba wykupić inne rozszerzenia ochrony. Podobnie jak w przypadku dewastacji, należy się również spodziewać, że ubezpieczyciel ustali dla tych zdarzeń odrębne limity odszkodowań. Może też je rozbić na kategorie – inny limit dla stłuczenia, a inny dla zamalowania szyby graffiti.

Warto też zabezpieczyć się na wypadek przerw w działalności

Akty wandalizmu, oprócz szkód materialnych, mogą też zaburzyć codzienną działalność przedsiębiorstwa. Te mniejsze zapewne nie będą miały większego wpływu na sytuację finansową firmy. Jednak przykładowo, zbicie wszystkich witryn w sklepie może się wiązać z czasowym zamknięciem, co może już mieć poważne konsekwencje. Na szczęście można się od tego ubezpieczyć w ramach dodatkowej umowy, tzw. ubezpieczenia od utraty zysku. W jego ramach towarzystwo zobowiązuje się do pokrycia wszelkich kosztów stałych, które musi przedsiębiorca pokryć w czasie przestoju wynikającego ze szkody w mieniu oraz wypłacić rekompensatę szacunkowego utraconego księgowego zysku brutto.

Źródło: Stowarzyszenie Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych

[1] Źródło: https://www.insurancejournal.com/news/national/2020/06/03/570824.htm

Pomoc dla przedsiębiorców nie może się teraz skończyć! Północna Izba Gospodarcza apeluje do Ministerstwa Finansów

Sytuacja finansowa wielu przedsiębiorstw na Pomorzu Zachodnim jest bardzo ciężka. To efekt pandemii koronawirusa, wielotygodniowego lockdownu oraz tego, że powroty klientów nie są wcale tak szybkie i oczywiste jak mogłoby się wydawać. Najtrudniej czas kryzysu przechodzą branże takie tak: turystyka, gastronomia, hotelarstwo, transport oraz szeroko rozumiany przemysł. Wiosenną falę zwolnień w dużej mierze udało się zatrzymać dzięki tarczom antykryzysowym, ale to działanie niebawem się skończy, co może spowodować, że wiele firm nie przetrwa do jesieni. Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie apeluje: pomoc nie może się teraz skończyć!

– Północna Izba Gospodarcza jako największy samorząd gospodarczy województwa zachodniopomorskiego apeluje i alarmuje: problemy przedsiębiorców związane z pandemią koronawirusa nie kończą się, mimo że następuje powolne odmrażanie gospodarki. Wszelkie programy pomocowe proponowane przez Rząd są przez naszych przedsiębiorców bardzo doceniane, wiele firm zwraca uwagę, że czas wakacji to jest generalnie czas trudny w ich standardowym funkcjonowaniu i bez konkretnego wsparcia będą musieli ograniczać zatrudnienie, powstrzymywać plany rozwojowe, a niektórzy mówią nawet, że nadal stoi przed nimi widmo upadku. Apelujemy o przedłużenie programów pomocowych oraz przygotowanie kolejnych rozwiązań, które będą wspierać kolejne sektory gospodarki. Czujemy, że wielkiego wsparcia potrzebuje sektor turystyczny oraz przykładowo transport i przemysł – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej Jarosław Tarczyński.

Treść pisma, które zostało przesłane w poniedziałek (8.06.2020) do Ministerstwa Finansów Jego bezpośrednim adresatem jest Podsekretarz Stanu  Jan Sarnowski.

Północna Izba Gospodarcza jako instytucja reprezentująca przedsiębiorców ze Szczecina i regionu zachodniopomorskiego, na bieżąco monitoruje sytuację obecnie panującą w przedsiębiorstwach i stara się udzielać każdego możliwego wsparcia naszym członkom. Negatywne skutki gospodarcze, jakie wywołała epidemia COVID-19 są bez wątpienia poważnym kryzysem z którym mierzą się nasi członkowie, a jego skutki będą odczuwane jeszcze przez długi czas. W związku z tym, pragniemy zaapelować w imieniu właścicieli i zarządców dużych przedsiębiorstw o zwrócenie uwagi na poniższe zagadnienia i problemy, które ich dotyczą i które utrudniają, a czasem wręcz uniemożliwiają prowadzenie działalności w obecnym czasie. W pierwszej kolejności zwracamy uwagę na konieczność przedłużenia rozwiązań pomocowych wprowadzanych w ramach tzw. Tarczy Antykryzysowe 1.0 w kontekście średnich i dużych przedsiębiorstw. Skutki przestojów i brak płynności w poprzednich miesiącach są najbardziej odczuwalne dopiero teraz, kiedy możliwości i warunki prowadzenia działalności nadal są ograniczone, a zobowiązania firm wciąż rosną. Wydłużenie przyznawania świadczeń postojowych, dofinansowania do wynagrodzeń pracowników (również w przypadku obniżonego czasu pracy) to niezbędne wsparcie dla firm. Jego wydłużenie o następne 3 miesiące jest kluczowe dla zachowania działalności wielu podmiotów gospodarczych oraz utrzymania miejsc pracy. Pragniemy również zwrócić uwagę na fakt, iż wsparcie finansowe oferowane przez Polski Fundusz Rozwoju nadal nie przewiduje finansowania dużych przedsiębiorstw, mimo iż zgoda Komisji Europejskiej na pomoc publiczną została już wydana. Program ten powinien być uruchomiony jak najszybciej, aby zapewnić płynność finansową dużym przedsiębiorstwom, dającym zatrudnienie wielu osobom.

Ponadto, prowadząc konsultacje z przedsiębiorcami i badając ich obecną sytuację otrzymujemy sygnały o problemach związanych z dostępnością kredytów z gwarancją państwową. Procedury przyznania kredytów są bardzo rozbudowane, a czas oczekiwania na decyzję przyznania kredytu jest bardzo wydłużony. Często skutkuje to dramatyczną sytuacją finansową przedsiębiorstwa i koniecznością wdrażania radykalnych rozwiązań i cięć, w celu utrzymania działalności. Apelujemy zatem o wdrożenie działań mających na celu upłynnienie środków przeznaczanych na kredyty dla dużych firm, przyspieszenie dostępu do tych środków poprzez ułatwienie procedur niezbędnych do ich przyznania. Dodatkowym elementem, który wpłynąłby na stabilność dużych przedsiębiorstw a co za tym idzie – gospodarki, jest wprowadzenie możliwości odroczenia naliczania odsetek od kredytów do momentu ustabilizowania się sytuacji gospodarczej kraju i realnego wychodzenia z kryzysu spowodowanego epidemią. Biorąc pod uwagę powyższe zwracamy się z prośbą o rozpatrzenie naszego apelu i wzięcie pod uwagę przedstawionych przez nas propozycji. Jako instytucja wspierająca biznes i rozwój gospodarki pragniemy w imieniu przedsiębiorców zwrócić uwagę na te aspekty ich działalności i problemy, których rozwiązanie przyniesie realny wpływ na bieżącą i przyszłą działalność, a co za tym idzie zapewni stabilność naszej gospodarki i utrzymanie wielu miejsc pracy.

Podpisano: Prezydium Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, Prezes Północnej Izby Gospodarczej Jarosław Tarczyński.

Ile na pandemii koronawirusa stracili studenci?

Pandemia Covid-19 dotkliwie dotknęła polski rynek pracy. Wiele branż, które szczególnie ucierpiały na kryzysie jak gastronomia, hotelarstwo czy drobny handel, zdecydowało się na radykalne cięcie kosztów i redukcję zatrudnienia. W efekcie pracę z dnia na dzień straciła cała rzesza polskich studentów, którzy najczęściej dorabiają na koszty utrzymania w tych właśnie branżach.

Pandemia koronawirusa zmieniła oblicze polskiego rynku pracy. Sielski obraz rynku pracownika i rekordowo niskiego bezrobocia przysłoniło widmo upadłości firm, redukcji etatów i wzrostu bezrobocia. Wiele branż, które szczególnie ucierpiały jak m.in. gastronomia, hotelarstwo, turystyka, drobne usługi czy drobny handel, zatrudniało studentów.

W Polsce na uczelniach wyższych uczy się ponad milion studentów. Nawet 82% z nich pracuje, jak wynika z raportu Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu. Na skutek kryzysu i przestoju gospodarczego, wywołanego przez koronawirusa, studenci z dnia na dzień zostali pozbawieni pracy i zarobków. I chociaż obecnie mamy etap odmrażania gospodarki to liczba miejsca pracy została zdecydowanie ograniczona, więc studenci nie mogą liczyć na ponowne zatrudnienie w najbliższym czasie.

Optymizmem nie napawa także prognozowana stopa bezrobocia, która według Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej na koniec roku może wzrosnąć aż do 9-10%, czyli niemal się podwoi. Mimo, że rok akademicki jeszcze się nie skończył to wielu studentów już przygotowuje się do wyjazdu za granicę, żeby zarobić na kolejny rok studiów.

“Studenci, w okresie wakacyjnym, chętnie wyjeżdzają do pracy za granicę. Ale w tym roku obserwujemy zdecydowany wzrost zainteresowania wśród studentów ofertami pracy sezonowej w Holandii czy Niemczech. Studenci, ze względu na inny niż zwykle tryb nauczania, nie czekają nawet na koniec roku akademickiego. Już teraz otrzymujemy po kilkadziesiąt aplikacji dziennie. Czynnikami zachęcającym do wyjazdu są z pewnością brak kwarantanny w Holandii, atrakcyjne wynagrodzenie, które jest ok 3 razy wyższe niż w Polsce, oraz wysoki kurs Euro” – wyjaśnia Patrycja Liniewicz, Managing Director International Recruitment w OTTO Work Force.

Wpływ koronawirusa na zatrudnienie w Holandii jest znacznie mniejszy niż w Polsce. Wciąż jest tam wysokie zapotrzebowanie na pracowników produkcji i logistyki. Szczególnie wrażliwym sektorem gospodarczym jest logistyka spożywcza, ze względu na konieczność utrzymania ciagłości dostaw. Obecnie pojawiło się także bardzo dużo ofert pracy sezonowej w ogrodnictwie i rolnictwie.

TopLevelTennis.com S.A. pozyskuje 2 mln zł z emisji akcji serii I

TopLevelTennis.com S.A. (poprzednio Thunderbolt S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, pozyskała 2 mln zł z przeprowadzonej emisji akcji serii I. Środki te zostaną przeznaczone na realizację nagrań z gwiazdami tenisa ziemnego oraz marketing uruchomionej w czerwcu br. platformy TopLevelTennis.com.

Emitent poinformował o zakończeniu emisji akcji serii I, z której pozyskał 2 mln zł. Kapitał ten zostanie przeznaczony m.in. na zrealizowanie kolejnych nagrań z gwiazdami tenisa ziemnego oraz na marketing uruchomionej z początkiem czerwca 2020 r. platformy TopLevelTennis.com. Obecnie dostępne są dwa pierwsze kursy z Dominiką Cibulkovą oraz Ulą Radwańską. W najbliższym czasie na platformie pojawią się kolejne kursy m.in. z Borisem Beckerem, Wolfgangiem Thiemem, Marco Panichim i Bradem Gilbertem. Zarząd Spółki przewiduje, że sprzedaż płatnych dostępów do platformy będzie stale rosła wraz z pojawianiem się kolejnych zakontraktowanych gwiazd.

„Spółce udało się pozyskać kapitał zgodnie z przyjętymi założeniami, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni. Powyższe środki dają nam gwarancję realizacji założonych celów marketingowych oraz realizacji pozostałych zakontraktowanych nagrań z gwiazdami z naszego portfolio. Należy podkreślić, że realizacja filmowa odcinków z naszymi gwiazdami jest najwyższej możliwej jakości i z pewnością w przyszłości będzie można emitować nasze kursy z gwiazdami nawet w telewizji. Liczymy na to, że połączenie gwiazd, czyli ich charyzmy, wiedzy i doświadczenia wraz z jakością nagrań i scenariusza, pozwoli na sprzedaż dużej liczby subskrypcji na naszej platformie, co przełoży się na wyniki finansowe Spółki.” – wyjaśnia Tomasz Mrozowski, Prezes Zarządu Spółki TopLevelTennis.com S.A.

Uruchomienie platformy w czerwcu br. pozwoli na przejście projektu z fazy przygotowawczej oraz inwestycyjnej, w fazę operacyjną, w której możliwe będzie generowanie pierwszych przychodów ze sprzedaży. Przychody będą pochodziły z wpływów abonamentowych, wnoszonych przez użytkowników w zamian za dostęp do zrealizowanych instruktażowych nagrań wideo, planów treningowych oraz materiałów edukacyjnych dotyczących nauki gry w tenisa ziemnego.

Spółka pozyskała do platformy TopLevelTennis.com już 6 światowych gwiazd związanych z tenisem ziemnym. Są to m.in. Boris Becker, Brad Gilbert, Dominika Cibulkova, Marco Panichi, Ula Radwańska oraz Wolfgang Thiem. W pierwszej fazie działalności platformy użytkownicy mogą korzystać z kursów i planów treningowych Dominiki Cibulkovej oraz Uli Radwańskiej. W kolejnym etapie związanym z przygotowaniem materiałów filmowych z następnymi gwiazdami, będą one sukcesywnie dodawane na platformę. Celem Spółki jest zrealizowanie w najbliższych miesiącach nagrań ze wszystkimi zakontraktowanymi gwiazdami, aby użytkownicy uzyskali pełny dostęp do wszystkich materiałów.

Ugoda zawarta z firmą windykacyjną przez Internet

Polacy chętnie spędzają czas w sieci, na co wpłynęła pandemia i związane z nią ograniczenia życia społecznego. Z Internetu korzysta już blisko 30 mln rodaków[1]. Z kolei dane GUS wskazują, że niemal połowa Polaków w wieku 16-74 lat zarządza swoimi finansami online[2]. Teraz przez Internet możemy także zawrzeć ugodę z firmą windykacyjną. Sprawdzamy, jak to zrobić i czy taka ugoda jest ważna.

Ugoda z firmą windykacyjną to pierwszy krok do uporządkowania trudnej sytuacji finansowej. Dzięki niej rozłożymy swoje zaległości na raty, które zbytnio nie obciążą naszego domowego budżetu. Uchronimy się także przed konsekwencjami nieterminowego spłacania należności, takimi jak chociażby wpisanie do rejestru dłużników, a co za tym idzie – brakiem możliwości zakupu na raty czy podpisania umowy na abonament telefoniczny.

Jak zawrzeć ugodę online?

Do niedawna chcąc zawrzeć ugodę z firmą windykacyjną trzeba było skontaktować się telefonicznie z doradcą. Teraz możemy to zrobić w prosty i szybki sposób za pomocą portali do obsługi zadłużeń, które udostępniane są przez nowoczesne firmy windykacyjne. Aby zawrzeć ugodę online, musimy założyć bezpłatne konto na takiej platformie. W tym celu zostaniemy poproszeni o kilka podstawowych danych, które umożliwią naszą weryfikację. Po założeniu konta otrzymujemy pełny dostęp do platformy i możemy korzystać z jej wszystkich funkcji w dowolnym miejscu i w dowolnym czasie za pomocą komputera, telefonu lub tabletu. – Zalogowani klienci za pomocą portalu mogą sprawdzić wysokość swojego zadłużenia i zapoznać się z przygotowaną dla nich indywidualną ofertą rozłożenia długu na raty. W kilku krokach mogą także zatwierdzić ugodę online lub samodzielnie ustalić wysokość comiesięcznej raty. Dodatkowo, dzięki systemowi płatności online w szybki sposób dokonają należnych płatności – wyjaśnia Marek Wajda z Ultimo.

Czy ugoda zawarta online jest ważna?

W przypadku zawierania ugody z firmą windykacyjną przez Internet obowiązują takie same procedury jak np. przy podpisywaniu online umowy na abonament telefoniczny. Aby była ważna należy potwierdzić w systemie, że zapoznaliśmy się z przedstawionymi warunkami i je zaakceptować. – W portalu do obsługi zadłużenia klient może zapoznać się z przygotowaną treścią ugody z firmą windykacyjną oraz zatwierdzić jej warunki, co poprzedza odpowiednia weryfikacja np. poprzez wpisanie kodu SMS wysłanego na wskazany wcześniej numer telefonu. Po zatwierdzaniu warunków spłaty i zawarciu ugody przez Internet, w systemie pojawią się informacje na temat stanu zadłużenia i harmonogram płatności zgodny z zaakceptowanymi wcześniej warunkami ugody – tłumaczy ekspert Ultimo.

Przejściowe kłopoty finansowe mogą dotknąć każdego z nas. W takiej sytuacji należy jednak jak najszybciej podjąć kroki, które pozwolą nam rozwiązać ten problem. Pomoże w tym m.in. zawarcie ugody z firmą windykacyjną. Pamiętajmy przy tym, że zatwierdzając jej warunki zobowiązujemy się, że będziemy regularnie spłacać swoje zobowiązania zgodnie z dołączonym do ugody harmonogramem. W sytuacji, kiedy chwilowo nie stać nas na opłacenie raty zadłużenia, warto skontaktować się z doradcą i porozmawiać o swoim problemie. Wtedy wspólnie można znaleźć rozwiązanie i się dogadać.

[1] http://pbi.org.pl/raporty/polscy-internauci-w-kwietniu-2020/

[2] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/nauka-i-technika-spoleczenstwo-informacyjne/spoleczenstwo-informacyjne/wykorzystanie-technologii-informacyjno-komunikacyjnych-w-jednostkach-administracji-publicznej-przedsiebiorstwach-i-gospodarstwach-domowych-w-2019-roku,3,18.html

Z powodu epidemii koronawirusa w tym roku nie będzie klimatu dla kredytów

Główna tendencja na polskim rynku kredytowym, którą można obecnie zaobserwować w oparciu o dane z Biura Informacji Kredytowej, to zmniejszenie się liczby kredytów mieszkaniowych o 23 proc., a konsumpcyjnych o ok. połowę, porównując kwiecień 2020 r. do analogicznego okresu roku ubiegłego – mówi Mariusz Rutke, ekspert z zakresu finansów w Wyższej Szkole Bankowej w Chorzowie. Według niego kryzys w tej sferze jest spowodowany epidemią koronawirusa i związanym z nią spowolnieniem gospodarki.

„Na początku maja było małe odbicie, które widać w zwiększonej liczbie składanych zapytań o kondycję klientów i kontrahentów, ale potem ten poziom znowu się ustabilizował i nie pojawiły się dalsze wzrosty. Jeżeli porównamy – zgodnie z danymi BIK – drugą połowę maja do roku poprzedniego, to jest 30 proc. mniej zapytań o kondycję klientów i kontrahentów” – mówi Mariusz Rutke.

W jego opinii kolejnym znaczącym trendem jest zaostrzenie polityki banków w zakresie udzielania kredytów. „Banki zaostrzają kryteria, które muszą spełniać kredytobiorcy z obawy przed tym, że kredyty nie będą spłacane. Trzeba pamiętać, że dla całego sektora bankowego najważniejsze jest utrzymanie płynności finansowej i zachowanie wypłacalności” – podkreśla Rutke. „A jeżeli dużo firm i osób fizycznych będzie zalegało ze spłatami, banki mogą nie dysponować wystarczającymi środkami na wypłaty dla osób, które mają pieniądze zgromadzone w depozytach czy na rachunkach bankowych” – uzupełnia.

Jak tłumaczy ekspert z WSB w Chorzowie, znaczące koszty, które osłabiają płynność instytucji finansowych, generują też wszelkie działania windykacyjne, tworzenie rezerw zawiązywanych przez banki na tzw. złe kredyty oraz udzielane kredytobiorcom wakacje kredytowe. Dlatego banki obecnie bardzo dokładnie weryfikują sytuację majątkową osób ubiegających się o kredyt. „Dotychczas np. w przypadku osób fizycznych sprawdzane były dochody z ostatnich lat, np. poprzez PIT z 2019 r. Teraz sytuacja się trochę zmieniła, wiele banków weryfikuje to, co się stało po marcu 2020 r. I to dotyczy wszystkich rodzajów kredytów” – tłumaczy Rutke.

Zaznacza, że przy kredytach konsumpcyjnych promowane są osoby o wyższych dochodach oraz te, które mają stałe umowy o pracę. Według niego negatywnie są postrzegane osoby na umowach cywilnoprawnych czy prowadzące działalność gospodarczą, a przy kredytach hipotecznych wręcz nie są brane pod uwagę. Przy kredytach hipotecznych dodatkowym utrudnieniem jest również znaczące zwiększenie wkładu własnego do 20-40 proc. „Dla wielu osób będzie to bariera nie do przebycia” – mówi Rutke. W przypadku kredytów dla firm brana jest pod uwagę również branża. Mniejsze szanse na kredyt mają np. firmy gastronomiczne czy hotelarskie.

Również ze strony ewentualnych kredytobiorców istnieje obecnie duża ostrożność w występowaniu do banków o udzielenie kredytu. Mariusz Rutke podkreśla wagę tzw. aspektu psychologicznego. „Wiele osób i firm obawia się o przyszłość w sytuacji niepewnego zatrudnienia i potencjalnego ryzyka obniżenia lub całkowitej utraty dochodów. W takim momencie ludzie nie są skłonni, by więcej wydawać i nie zaciągają kredytów” – podkreśla ekspert.

„Z powodu epidemii i lockdownu szykuje nam się spowolnienie gospodarcze, przewidywany przez wielu ekonomistów i agencje ratingowe kilkuprocentowy spadek PKB (produkt krajowy brutto). A jeśli spadnie PKB o 3-4 proc., automatycznie spadną dochody i wzrośnie bezrobocie, a pętla kryzysu może pokazać się na horyzoncie. Natomiast, jeżeli spojrzymy na rynek kredytów, to trzeba powiedzieć jasno, że kryzys już jest” – stwierdza Mariusz Rutke. „Trzeba jeszcze pamiętać, że istnieje ryzyko drugiej fali koronawirusa w okresie jesiennym, a jeśli ona nastąpi, problemy się pogłębią” – dodaje.

Na razie – według eksperta – wzrost bezrobocia o 5,8 proc. (dane Głównego Urzędu Statystycznego) nie jest alarmujący, a odmrażanie gospodarki następuje w szybkim tempie. Rutke widzi też korzystne rozwiązania dla rynku kredytowego w przygotowanej przez rząd Tarczy Antykryzysowej 4.0. „Takim elementem stricte odnoszącym się do kredytów i rynku bankowego jest umożliwienie Bankowi Gospodarstwa Krajowego w tym i w przyszłym roku dopłacania firmom do oprocentowania kredytu (1 do 2 punktów procentowych). To jest bardzo istotne, bo może pomóc bankom komercyjnym poprawić ściągalność, a klientom dać pewien oddech w przyszłości” – mówi Rutke.

W jego opinii szansą dla kredytobiorców (osób fizycznych i firm) są oferowane przez banki już od marca wakacje kredytowe (zazwyczaj na okres 3-6 miesięcy). „Są one po to, by klienci mieli czas na poprawę swojej sytuacji finansowej i aby później – również z korzyścią dla banku – mogli spłacić kredyt w całości” – wyjaśnia ekspert. Trzeba pamiętać jednak, że wakacje kredytowe przysługują wyłącznie tym, których przyczyną spadku dochodów była epidemia koronawirusa.

„Najlepszy scenariusz dla polskiego rynku kredytowego, to ten, w którym nie będzie drugiej fali koronawirusa i liczba wniosków o kredyt oraz przyznawanych kredytów pod koniec roku będzie równa tej na koniec 2019 r. Ale jest to scenariusz optymistyczny, który zakłada, że gospodarka bardzo szybko wróci do normy. A o to może być trudno” – podsumowuje Mariusz Rutke.

EBC łagodzi politykę pieniężną w strefie euro

W czwartek (04.06.2020) Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego podjęła decyzje o dalszym łagodzeniu polityki pieniężnej w Strefie Euro. Postanowiono zwiększyć skalę Nadzwyczajnego Programu Skupu Aktywów w Czasie Pandemii (PEPP) z 750 miliardów euro do 1 350 miliardów. Decyzja o zwiększeniu skupu nie zaskoczyła analityków, którzy przewidywali taki ruch ze strony Rady Prezesów. Europejski Bank Centralny zdecydował także o wydłużeniu tego programu co najmniej do czerwca 2021 roku. Stopy procentowe nie uległy zmianie.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała mocny wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał na wartości 7,00%. Notowania największych spółek (tworzących index WIG20) zyskały 6,96%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień następująco: sWIG80 wzmocni się o 5,20%, a mWIG40 zwyżkował o 7,38%.

W bierzącym tygodniu uwaga inwestorów pozostanie skupiona na danych z USA. W środę (10.06.2020) poznamy inflację CPI oraz decyzję Fed dotyczącą stóp procentowych. W czwartek (11.06.2020) poznamy liczbę złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych oraz inflację PPI. Z kolei w piątek (12.06.2020) będziemy mieli okazję zapoznać się z raportami dotyczącymi oczekiwań inflacyjnych.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Frankowicz prowadzący działalność gospodarczą nie musi spłacać kredytu

Po raz pierwszy w Polsce frankowicz-przedsiębiorca, zgodnie z postanowieniem Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli w Warszawie w dnia 1.06.2020 r. w sprawie sygn. akt II C 128/20, uzyskał zabezpieczenie dla swojego roszczenia o ustalenie nieważności umowy kredytu denominowanego w walucie CHF. Powód pozwał PEKAO Bank Hipoteczny SA, którego umowy są uznawane za trudne do podważenia, szczególnie dla osób nie korzystających z przywilejów właściwych dla konsumentów. Sąd postanowił udzielić powodowi zabezpieczenia przez wstrzymanie obowiązku dokonywania przez powoda spłat rat kredytu – w okresie od 1.06.2020 r. do dnia uprawomocnienia się orzeczenia kończącego w tej sprawie. Dodatkowo sąd zakazał pozwanemu w tym czasie złożenia oświadczenia o wypowiedzeniu umowy kredytu oraz przekazywanie informacji o niedokonaniu przez powoda spłat rat kredytu do: Biura Informacji Kredytowej spółka akcyjna w Warszawie i do systemu „Bankowy Rejestr” prowadzonego przez Związek Banków Polskich. Powód wykazał, że zgodnie z jego interesem prawnym bezcelowa jest dalsza realizacja umowy kredytowej (a w szczególności spłacanie rat kredytu w toku całego procesu), która jest bezwzględnie nieważna. Co ciekawe, w sprawie nie odbyła się jeszcze żadna rozprawa. Sąd, nie przesądzając ostatecznie o wyniku sprawy, już teraz uznał, iż nieważność umowy kredytu jest bardzo wysoko uprawdopodobniona. Powód sformułował roszczenie tak, aby zminimalizować wartość przedmiotu sporu, co zapewniło mu wszczęcie powództwa za niewielką opłatę sądową. Frankowicza w niniejszej sprawie reprezentuje radca prawny dr Piotr Nazaruk z Kancelarii Radców Prawnych Dr Piotr Nazaruk.

Stres i napięcia dorosłych odbijają się na dzieciach. W czasie pandemii mogą one korzystać ze wsparcia psychologów online i telefonicznie

Pandemia SARS-CoV-2 i wywołana nią izolacja często wiąże się z lękiem i poczuciem braku kontroli. Dla wielu rodzin zamknięcie pod jednym dachem to nowa, trudna sytuacja, która wzmaga konflikty. Stres i lęki dorosłych, którzy muszą pogodzić pracę zdalną i szkolne obowiązki dzieci, często obawiając się przy tym np. utraty pracy czy dochodów, odbijają się na dzieciach. Frustracje pojawiają się też u nastolatków, wzmagane przez ograniczenie kontaktów z rówieśnikami czy zamieszanie wokół egzaminów i matur. Pandemia zaostrza też objawy u osób z już stwierdzonymi zaburzeniami psychicznymi. W tym trudnym czasie pomoc psychologów przeniosła się do kanałów zdalnych.

Część rodziców zareagowała lękiem na tę nową sytuację. Niepokój odczuwają też dzieci. Stąd też często w naszych procesach terapeutycznych pojawiał się temat koronawirusa, m.in. tego, co będzie, jeśli zachoruję ja lub moi najbliżsi, jak długo to będzie trwać, co z egzaminami, ale też jak będzie wyglądało życie po pandemii – mówi agencji Newseria Biznes dr Kamila Lenkiewicz, dyrektor ds. psychoterapeutycznych Środowiskowego Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży na warszawskich Bielanach.

U dużej grupy dzieci i młodzieży pojawiły się w związku z tym nasilone lęki i obawy. Dotyczyło to przede wszystkim osób, które są na co dzień nerwowe i reagują niepokojem w nieprzewidywalnych sytuacjach.

– Izolacja nasiliła różne nieporozumienia w domu. Aktywność i uwaga nastoletniego człowieka jest kierowana na zewnątrz, na środowisko rówieśnicze. W momencie, kiedy nastąpiła izolacja społeczna, te kontakty zostały ograniczone tylko do domu i rodziców. To wiązało się z narastaniem niepokoju, napięć i kłótni. Z tym się zgłaszali do nas rodzice, zaniepokojeni relacjami z dziećmi – mówi dr Kamila Lenkiewicz.

Konieczność pozostawania w domu czy zamieszanie wokół egzaminów i matur zwłaszcza u nastolatków wyzwoliły frustrację i stres. U części z nich zaostrzyły się problemy i objawy psychosomatyczne, które występowały już wcześniej, przed pandemią. Wśród nich zaburzenia odżywiania czy myśli rezygnacyjne.

Rzadziej słyszymy od młodych ludzi o myślach samobójczych, aczkolwiek one też są obecne. Nie mamy możliwości zobaczyć, jak taki młody człowiek reaguje w realnym świecie, dlatego za każdym razem traktujemy to bardzo poważnie – mówi ekspertka.

Pierwszymi sygnałami, które świadczą o tym, że należy udać się po pomoc specjalisty, są m.in. problemy ze snem, konfliktowość i wzrost napięć czy agresji. Środowiskowe Centrum Zdrowia Psychicznego na warszawskich Bielanach zapewnia opiekę terapeutyczną dla dzieci i młodzieży oraz ich rodzin. W związku z pandemią SARS-CoV-2 sesje terapii indywidualnej i rodzinnej odbywają się online albo w formie teleporad.

Nasi podopieczni byli zaskoczeni, że w tym trudnym czasie nie zostawiliśmy ich z tymi problemami, tylko znaleźliśmy rozwiązanie – mówi dyrektor ds. psychoterapeutycznych Środowiskowego Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży na warszawskich Bielanach. – W pierwszym półroczu działania przyjmowaliśmy 15 nowych zgłoszeń dziennie, co całkowicie przerosło nasze oczekiwania i możliwości. Obecnie mamy średnio trzy–pięć zgłoszeń dziennie. Od kwietnia otworzyliśmy też poradnie psychologiczno-psychoterapeutyczne w ramach kontraktu z NFZ i świadczymy opiekę w ramach tych placówek. Kolejne rodziny i dzieci zgłaszają się do nas z prośbą o objęcie opieką psychologiczną i psychoterapeutyczną.

Z początkiem kwietnia wystartowała reforma systemu psychiatrii dla dzieci i młodzieży. Działalność rozpoczęły ośrodki środowiskowej opieki psychologicznej, czyli pierwszy poziom nowego systemu. Na razie jest ich ponad 130, docelowo ma być około 300. Zalicza się do nich także Środowiskowe Centrum Zdrowia Psychicznego dla dzieci i młodzieży na warszawskich Bielanach. Bez skierowania mogą zgłaszać się do nich rodzice dzieci oraz młodzież poniżej 18. roku życia. W ramach pomocy oferowanej w ośrodkach można skorzystać m.in. z porad psychologicznych czy sesji psychoterapii rodzinnej.

 Działamy od września 2018 roku. Wtedy zakładaliśmy, że w ciągu trzech lat przyjmiemy 850 rodzin. Tymczasem w ciągu półtora roku przyjęliśmy ich 923. To pokazuję skalę potrzeb i problemu – podkreśla ekspertka.

EZRA UKSW to spółka powołana przy Instytucie Psychologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w celu wdrożenia i prowadzenia środowiskowych centrów zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży. W marcu br. uruchomiła trzy ośrodki. Jednym z nich jest centrum na Bielanach, które jest modelowym ośrodkiem spełniającym założenia Narodowego Programu Zdrowia Psychicznego na lata 2017–2022. Działania są finansowane z udziałem środków UE – projekt „Deinstytucjonalizacja szansą na dobrą zmianę. Dzielnica Bielany m.st. Warszawa” jest realizowany w ramach programu operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój.

Czy można grać u legalnego bukmachera bez weryfikacji dowodu osobistego?

Obstawianie zakładów wzajemnych u internetowego bukmachera wymaga posiadania przez gracza konta gracza u tego bukmachera. Wiele osób zastanawia się jednak nad tym, czy da się grać u bukmachera bez weryfikacji dowodu osobistego. Otóż istnieje taka możliwość, jednak związane są z nią pewne utrudnienia. Postaramy się dokładnie opisać cały proces.

Przepisy a weryfikacja dokumentu tożsamości

Po wprowadzeniu w życie nowelizacji ustawy hazardowej uchwalonej w grudniu 2016 roku obecny rynek bukmacherski w Polsce jest bardziej kontrolowany przez państwo. Bukmacherzy muszą nie tylko spełnić szereg wymogów, aby móc otrzymać zezwolenie, lecz także w trakcie prowadzenia działalności muszą przestrzegać wielu reguł. Jedną z najważniejszych spraw, o którą mocno zabiegają rządzący, jest ochrona osób niepełnoletnich przed hazardem. Wedle obowiązujących przepisów prawnych zakłady bukmacherskie dostępne są tylko dla tych osób, które ukończyły 18. rok życia. Dlatego też wprowadzona została przez bukmacherów obowiązkowa weryfikacja dowodu osobistego. Dzięki temu firma bukmacherska może porównać dane wprowadzone w formularzu podczas rejestracji z tymi, które znajdować się będą na przesłanym skanie dowodu osobistego. Jest to skuteczna metoda, aby uniemożliwić młodzieży dostęp do hazardu online.

Jak założyć konto u bukmachera?

Obecnie w Polsce funkcjonuje wiele firm bukmacherskich z zezwoleniem Ministra Finansów, które zapewniają możliwość obstawiania zakładów drogą internetową. Aby mieć taką możliwość, należy wcześniej założyć sobie konto internetowe u wybranego bukmachera. Na stronie bukmachera znajduje się formularz rejestracyjny, który należy wypełnić. W zależności od firmy może być on podzielony na kilka etapów bądź też wszystkie dane wypełnia się już na „pierwszym ekranie”. W takim formularzu należy podać: imię i nazwisko, datę urodzenia, adres zamieszkania, adres e-mail i numer telefonu, numer PESEL, jak i czasem serię oraz numer dowodu osobistego czy też paszportu. Często także należy wpisać od razu numer konta bankowego, na które w przyszłości będą dokonywane przelewy, a także oświadczyć, że środki pieniężne wykorzystywane u bukmachera pochodzą z legalnych źródeł.

Wstępna weryfikacja konta odbywa się za pomocą linku aktywacyjnego na skrzynce pocztowej lub kodu SMS. Pełna weryfikacja polega na wspomnianym już wcześniej przesłaniu firmie bukmacherskiej skanu dowodu osobistego. Spełnienie wszystkich wymogów sprawi, że nowy klient otrzymuje pełen dostęp do oferty i funkcji na stronie internetowej bukmachera.

Czy jest możliwa gra bez rejestracji?

Od pewnego czasu większość legalnych bukmacherów w Polsce proponuje założenie konta tymczasowego bez przesyłania skanu dowodu. Na czym to polega? Otóż gracz może założyć konto u bukmachera w identyczny sposób jak przy standardowej rejestracji, lecz nie jest wymagane od niego natychmiastowe przesłanie skanu lub zdjęcia dowodu osobistego. Bukmacher automatycznie otwiera nowemu klientowi konto tymczasowe, które zapewnia większość podstawowych funkcji. Można zatem wpłacić swój pierwszy depozyt do bukmachera, skorzystać z ewentualnego bonusu powitalnego oraz przyszłych promocji, obstawiać zakłady bukmacherskie, korzystać z programu lojalnościowego itd.

W zależności od firmy bukmacherskiej konto tymczasowe może zostać przyznane na określony okres czasu, np. na czas 1 miesiąca, po czym wymagane będzie przesłanie skanu dokumentu tożsamości. W większości przypadków obowiązują limity na zakłady, które wynoszą do 5000 złotych. Największym minusem w przypadku konta bez weryfikacji jest brak możliwości wypłaty wygranych środków u bukmachera. Zatem każdy gracz z takim statusem konta przed pierwszą wypłatą musi dokonać weryfikacji konta. W ten sposób prawnie zabezpieczono się na wypadek, gdyby niepełnoletnie osoby chciały czerpać korzyści majątkowe z zakładów bukmacherskich – nie będzie to możliwe, ponieważ wypłata środków nie jest możliwa do momentu pełnej weryfikacji konta gracza.

Jak zatem widać, gra u legalnych bukmacherów bez weryfikacji konta jest możliwa. Nowy klient otrzymuje praktycznie od razu po rejestracji pełen dostęp do oferty i funkcji dostępnych na stronie bukmachera. Musi jednak pamiętać o tym, że konto tymczasowe ma ograniczenia względem wypłat, limitów kwot oraz samego czasu działania.

Zakłady bukmacherskie mogą prowadzić do uzależnienia. Zawieranie zakładów u nielegalnych bukmacherów jest zabronione i podlega karze.

Zanieczyszczenia i nadmierne połowy zagrożeniem dla oceanów. Wiele gatunków ryb może zniknąć

Zmiany klimatyczne i zanieczyszczenie plastikiem to jedne z największych zagrożeń dla mórz i oceanów. Kolejny problem to przeławianie stad, co stanowi zagrożenie dla wielu gatunków. W niektórych przypadkach – na przykład polskiego dorsza – potrzebne są radykalne działania, takie jak tymczasowy całkowity zakaz połowów. Duży wpływ na sytuację mają jednak sami konsumenci. – To od naszych codziennych decyzji zależy przyszłość oceanów – przypomina Anna Dębicka z programu MSC z okazji obchodzonego 8 czerwca Światowego Dnia Oceanów.

 Morza i oceany od wielu lat zapewniały nam pożywienie, jak również wiele zasobów typu ropa czy gaz ziemny. Jednakże dzisiaj przez rosnącą presję, większą liczbę ludzi na świecie oraz nowoczesne statki i narzędzia połowowe  ta kondycja jest coraz gorsza. Chodzi zarówno o rybołówstwo, jak i zanieczyszczenia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Dębicka, dyrektor programu Marine Stewardship Council w Polsce i Europie Centralnej.

Zmiany klimatyczne nie pozostają bez wpływu na oceany. Stale rośnie średnia temperatura powierzchni tych zbiorników wodnych. Od początku rewolucji przemysłowej wzrosła o około 0,7 st. C. Oceany są głównym miejscem absorpcji i usuwania CO2 z powietrza. W ciągu godziny pochłaniają ponad milion ton gazu, w efekcie zmienia się ich pH i następuje wzrost kwasowości. Kolejny problem to zanieczyszczenie wód plastikiem. Jak wynika z badania Światowego Forum Ekonomicznego, co roku do oceanów przedostaje się około 8 mln ton plastikowych odpadów.

– Dodatkowo w ciągu ostatnich 50 lat ponad 50 proc. gatunków morskich zniknęło z mórz i oceanów, co niestety ma negatywny wpływ na funkcjonowanie całej sieci troficznej. Kolejną kwestią jest przełowienie, czyli pozyskiwanie za dużej ilości ryb do konsumpcji – zauważa ekspertka.

Raport Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) „The State of World Fisheries and Aquaculture 2018” wskazuje, że globalne spożycie ryb systematycznie rośnie. O ile w latach 90. było to średnio ponad 14 kg rocznie per capita, o tyle dziś jest to już ok. 20 kg. Wzrost konsumpcji oznacza większy popyt na ryby, a co za tym idzie – przeławianie gatunków. Z danych FAO wynika, że problem dotyczy ponad 33 proc. stad ryb. To trzykrotnie więcej niż w połowie lat 70. Ponad 60 proc. gatunków jest zaś poławianych na maksymalnym możliwym poziomie.

–  Ciągły wpływ człowieka na ekosystemy morskie niestety może spowodować, że zabraknie albo konkretnych populacji, albo gatunków. Mamy już niestety taki przykład z Morza Bałtyckiego. Obecnie mamy całkowity zakaz połowu dorsza, bo po prostu go nie ma – mówi dyrektor programu MSC w Polsce i Europie Centralnej. – Od maja wprowadzono też zakaz wszystkich innych połowów gatunków, w tym śledzia, szprota, ryb płaskich, żeby one też nie wpływały negatywnie na mały narybek dorsza.

Jeszcze na początku lat 80. połowy dorsza sięgały 120 tys. ton rocznie. Dekadę później już tylko ok. 25 tys. ton, a w ostatnich latach było to zaledwie kilka ton. Ekolodzy alarmowali, że kondycja dorsza bałtyckiego jest w krytycznym stanie, a stada się nie odradzają. Stąd decyzja Komisji Europejskiej o całkowitym zakazie łowienia dorsza od maja do końca sierpnia. Zakaz ten może zostać wydłużony o kolejne trzy lata.

– Globalnym przykładem gatunku, który był bliski wyginięcia, jest tuńczyk błękitnopłetwy – przypomina Anna Dębicka. – Wprowadzono bardzo wiele obostrzeń, zakazów, regulacji, dzięki czemu dzisiaj, po blisko 15–20 latach, ten gatunek powoli zaczyna się odradzać. Widzimy, że jeśli tylko jest dobra wola polityczna, konsumencka, społeczna, to możemy uratować konkretne gatunki.

Problem zauważają także konsumenci. Według badania przeprowadzonego przez agencję GlobeScan na początku 2020 roku 40 proc. Polaków obawia się, że do 2040 roku ich ulubiona ryba zniknie na stałe z menu. Stan morskiego ekosystemu w dużej mierze zależy od naszych codziennych wyborów. Wystarczy np. podczas zakupów wybrać produkty, które pozyskiwane są w sposób nieeksploatujący zasobów mórz i oceanów. Oznaczane są one np. certyfikatem MSC.

 To symbol niebieskiej rybki na produktach, który ułatwia konsumentowi dokonać odpowiedzialnego wyboru, bo gwarantuje ich zrównoważone pochodzenie – wymienia dyrektor programu MSC w Polsce i Europie Centralnej. – Aż 65 proc. Polaków deklaruje, że zmienia swoje nawyki zakupowe tak, żeby wpływać pozytywnie na morza i oceany. Są gotowi zmienić gatunek spożywanej ryby, miejsce zakupu, markę, jeśli mają gwarancję, że dany produkt pochodzi ze zrównoważonych połowów. Wśród Polaków rośnie też rozpoznawalność innych zagrożeń, dotyczących zmian klimatu czy ograniczenia plastiku w życiu codziennym.

Branża turystyczna najwcześniej w przyszłym roku zacznie odrabiać straty. Jednak sprzedaż nie stanęła całkowicie

Przed pandemią wycieczki turystyczne wykupywało nawet 700–800 tys. Polaków miesięcznie. W ostatnim okresie liczba sprzedawanych przez biura podróży wyjazdów spadła do około 20 tys. W tym roku touroperatorzy wyjątkowo wcześnie  zaproponowali ofertę na przyszłe wakacje. Branża liczy, że kolejny sezon pozwoli im chociaż częściowo odrobić straty wynikające z zamknięcia granic. W tym roku – jak pokazują badania – połowa Polaków ograniczy swoje plany urlopowe, co drugi z nich zrezygnuje, a tylko kilka procent wybiera się na wakacje za granicę.

Dane Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego wskazują, że nastąpiła bardzo znacząca zapaść w branży w liczbie sprzedawanych wycieczek, szczególnie zagranicznych. W kwietniu 2020 roku sprzedano raptem 3 proc. tego, co w tym samym miesiącu rok wcześniej – mówi agencji Newseria Biznes Marek Niechciał, członek zarządu Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego odpowiedzialny za Turystyczny Fundusz Gwarancyjny.

Turystyka to jedna z branż, które najdotkliwiej ucierpiały w wyniku pandemii koronawirusa. Dane Krajowego Rejestru Długów pokazują, że jej przełożenie na kondycję finansową sektora było widoczne już w marcu. Podczas gdy w styczniu długi branży turystycznej wynosiły 17,63 mln zł, na koniec marca br. urosły już do kwoty 21,4 mln zł. To m.in. efekt obaw przed wyjazdami za granicę w początkowej fazie pandemii i późniejszego wstrzymania ruchu między krajami. W związku z rządowymi ograniczeniami na trzy miesiące zamarła również krajowa turystyka.

Przed pandemią biura podróży sprzedawały miesięcznie kilkaset tysięcy wycieczek, w kwietniu liczba ta spadła do 20 tys. Branża liczy jednak na lekkie odbicie po otwarciu granic i zniesieniu obowiązku przechodzenia dwutygodniowej kwarantanny po powrocie z zagranicy.

Ta sprzedaż jakoś idzie. Ludzi kuszą oferty na końcówkę tego lata albo na sezon 2021. Już pojawiły się oferty wycieczek na lato przyszłego roku, więc widać, że przedsiębiorstwa wychodzą naprzeciw konsumentom – mówi Marek Niechciał. – Miejmy nadzieję, że sprzedaż wzrośnie w kolejnych miesiącach, kiedy restrykcje będą znoszone. Czynnikiem, który mocno ją ogranicza, jest to, że gdy jedzie się na zagraniczną wycieczkę na tydzień lub dwa, po powrocie trzeba odbyć jeszcze dwutygodniową kwarantannę. To na razie jest prawdopodobnie największy minus i przeszkoda ku temu, żebyśmy wrócili do normalnej, wyjazdowej turystyki zagranicznej.

Jak wynika z badania przeprowadzonego pod koniec maja przez Centrum Badawczo-Rozwojowe BioStat, co drugi Polak ogranicza tegoroczne plany urlopowe, a co piąty w ogóle z nich rezygnuje. Tylko nieco ponad 6 proc. rodaków zamierza wyjechać za granicę, w tym 2,4 proc. – z biurem podróży. Inni wybierają polskie miejscowości albo działki własne czy znajomych.Takie deklaracje nie są dobrym prognostykiem na ten sezon. Jak ocenia Marek Niechciał, obostrzenia i straty związane z pandemią spowodują, że w branży turystycznej sytuacja powróci do normalności najwcześniej w przyszłym roku, a być może jeszcze później.

Analizy dotyczące ruchu lotniczego mówią o powrocie do normalności najwcześniej w 2023 czy nawet w 2025 roku. W tym roku sezon na pewno nie będzie tak dobry jak poprzedni, ale sądzimy, że w 2021 roku, jeśli oczywiście nie będzie nawrotu pandemii, wiele osób będzie chciało wyjechać, odrobić ten stracony czas – podkreśla członek zarządu UFG odpowiedzialny za Turystyczny Fundusz Gwarancyjny

Pogarszającą się sytuację branży turystycznej obrazuje również spadek liczby podmiotów, które figurują w rejestrze TFG.

Od trzech lat liczba podmiotów w naszej bazie wzrastała co miesiąc, maksimum do 4,8 tys. podmiotów. Teraz zaczęła się zmniejszać, mamy ich około 4,65 tys. Ale trzeba zauważyć, że te podmioty głównie zawieszają działalność, nie wykreślają się. To może oznaczać, że mają nadzieję, iż niedługo wrócą do aktywnej działalności – mówi Marek Niechciał.

Jak wskazuje, w tej chwili działalność zawiesza miesięcznie około 400 podmiotów z branży turystycznej, a ok. 40 na stałe wykreśla się z rejestru.

– Te 40 podmiotów miesięcznie to mniej więcej tyle samo, co w niektórych miesiącach w latach poprzednich. Mamy więc nadzieję, że nie będzie armagedonu – dodaje ekspert.

Firmy szukają możliwości oszczędzania na rachunkach za energię. Coraz więcej decyduje się na inwestycje w panele fotowoltaiczne

0

Jesienią przedsiębiorstwa czeka kolejny wzrost kosztów w postaci wyższych rachunków za energię. To skłania je do szukania oszczędności. Tym bardziej że ich finanse mocno poturbował kryzys związany z koronawirusem. Możliwości rozpoczęcia wytwarzania własnej energii daje inwestycja w panele fotowoltaiczne. Fotowoltaika jest najszybciej rozwijającym się w Polsce sektorem OZE, a korzyści podatkowe i wizerunkowe powodują, że decyduje się na nią coraz większe grono firm.

Nadchodzące miesiące będą trudne dla firm, zwłaszcza tych z sektora MŚP. Jak wynika z ostatniego badania „KoronaBilans MŚP” na zlecenie KRD, już w tej chwili połowa z nich ocenia swoją sytuację ekonomiczną jako złą, a 54,6 proc. z nich prognozuje, że w ciągu najbliższych trzech miesięcy ulegnie ona pogorszeniu. Pandemia radykalnie ograniczyła przychody firm, a z drugiej strony – spowodowała wzrost wydatków, chociażby na środki dezynfekujące i wyposażenie pracowników w maseczki czy rękawiczki. Istotną częścią kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw są też opłaty za energię elektryczną.

– Sytuacja gospodarcza sprzyja decyzjom o optymalizacji kosztów. Produkcja własnego prądu, zabezpieczenie przed wzrostami cen energii oraz oszczędności – to korzyści, które daje własna elektrownia fotowoltaiczna – podkreśla Mariusz Lach, dyrektor komunikacji i marketingu w Concept Energy. – Inwestycja sprzyja ekologii, pozwala na skorzystanie z tarczy podatkowej i daje niezależność od rynkowej koniunktury.

Ceny energii w Polsce już teraz należą do najwyższych w Europie, a kolejnej podwyżki trzeba spodziewać się jesienią – wtedy na rachunkach pojawi się nowa pozycja, będąca wynikiem wprowadzonego ustawą w 2017 roku rynku mocy.

– Przedsiębiorcy odczują różnicę zarówno bezpośrednio, jak i w rosnących cenach produktów – podkreślają przedstawiciele Concept Energy.

Rosnące koszty działalności powodują, że firmy muszą szukać optymalizacji i obniżać koszty. Taką możliwość stwarza inwestycja we własną elektrownię słoneczną. Instalacja fotowoltaiczna np. na dachu siedziby pozwoli produkować energię na własne potrzeby, obniżyć wysokość rachunków i uniknąć zbliżających się podwyżek. Zgodnie z ustawą OZE małe i średnie firmy mogą być prosumentami i korzystać z bardzo korzystnego systemu rozliczeń z firmami energetycznymi. Dzięki tym zmianom mogą magazynować nadwyżki swojej energii w sieci, a następnie odbierać je w czasie niższej produkcji (na przykład w nocy lub podczas silnego zachmurzenia).

– Przed nami letnie miesiące, a to oznacza szczyt produkcji energii ze słońca – dodaje Mariusz Lach.

Jak podkreśla, realizacja instalacji fotowoltaicznej to proces składający się z kilku etapów. Poprzedza go audyt fotowoltaiczny, który pozwala przeanalizować zapotrzebowanie i bieżące zużycie energii elektrycznej przez firmę oraz wykonać kalkulacje połączone z doborem optymalnego rozwiązania technicznego i najlepszej formy finansowania.

– Pomagamy w formalnościach, a instalacje fotowoltaiczne powstają już w 10 dni od podpisania umowy – wskazuje dyrektor komunikacji Concept Energy.

Jak wynika z badań KRD, w aktualnej sytuacji gospodarczej niewiele firm z sektora MŚP myśli o nowych inwestycjach. Aż 78 proc. nie planuje ich w najbliższych trzech miesiącach, a tylko 12,3 proc. ma je w planach. Co jednak istotne, inwestycja we własne mikroźródło energii nie wymaga angażowania kapitału obrotowego przedsiębiorstwa. Istniejące na rynku rozwiązania, jak np. leasing operacyjny, pozwalają sfinansować instalacje PV przy minimalnym nakładzie.

– Warto dodać, że w przypadku finansowania takiej inwestycji leasingiem lub pożyczką wkład własny wynosi tylko 5 proc. jej wartości – mówi dyrektor komunikacji Mariusz Lach.

Leasing operacyjny jest w Polsce najczęstszą formą finansowania fotowoltaiki przez przedsiębiorstwa. Pozwala na szybsze wpisanie w koszty uzyskania przychodów instalacji fotowoltaicznej i skorzystanie z efektu tarczy podatkowej. W tej formie finansowania zarówno wszystkie raty, jak i opłata wstępna stanowią koszt przedsiębiorcy. Także podatek VAT podlega w 100 proc. odliczeniu i można rozłożyć go na raty, podczas gdy zakup instalacji fotowoltaicznej ze środków własnych lub za pomocą kredytu bankowego spowodowałby konieczność rozliczenia tego podatku jednorazowo. W przypadku leasingu nie trzeba też prowadzić ewidencji środków trwałych, amortyzacji czy inwentaryzacji, gdyż co miesiąc wystarczy tylko zaksięgować fakturę. Koszty związane z amortyzacją instalacji fotowoltaicznej pozostają po stronie leasingodawcy.

– Podpisując umowę na zakup instalacji fotowoltaicznej, proponujemy firmom możliwość jej sfinansowania na warunkach dostosowanych do specyfiki branży, w jakiej działają – w szczególności do sezonowości produkcji. Leasing operacyjny w połączeniu z tarczą podatkową sprawia, że inwestycja może być spłacana z bieżącej produkcji energii. A to oznacza wysokie oszczędności już w pierwszych miesiącach działania – przekonuje Mariusz Lach.

Dla przedsiębiorstw, które decydują się na montaż instalacji fotowoltaicznej i wytwarzanie ekologicznej energii ze słońca na własne potrzeby, korzyścią są nie tylko niższe rachunki i większe bezpieczeństwo energetyczne, lecz także proekologiczny wizerunek wśród konsumentów.

Fotowoltaika jest też najszybciej rozwijającym się sektorem OZE w Polsce. Według danych przytaczanych przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej pod koniec ubiegłego roku Polska weszła do grona państw, które osiągnęły 1 GW mocy zainstalowanej w fotowoltaice. Pod względem przyrostu nowych mocy z paneli słonecznych zainstalowanych w systemie znajdujemy się obecnie na piątym miejscu w Unii Europejskiej. Według danych Urzędu Regulacji Energetyki jeszcze w 2014 roku moc fotowoltaiczna w sieci wynosiła 20 MW, a w kwietniu tego roku już 1,83 GW (z czego aż 1,2 GW generują prosumenci). To oznacza, że w nieco ponad pięć lat moc wzrosła aż o 9 tys. proc.

Polska brama odkażająca doceniona w międzynarodowym konkursie. Posłuży w walce z rozprzestrzenianiem się SARS-CoV-2 w szpitalach i na lotniskach

Dzięki opracowanej przez Polaków bramie dekontaminacyjnej walka z rozprzestrzenianiem się koronawirusa będzie dużo skuteczniejsza. Urządzenie, które w kilka sekund odkaża kombinezon ochronny medyków, zostało już zamontowane w kilku śląskich szpitalach. Choć zostało zaprojektowane do pomocy polskiej służbie zdrowia, dzięki wygranej w konkursie WHO może zaistnieć na światowych rynkach. Tymczasem powstają kolejne urządzenia odkażające – m.in. takie, które do dekontaminacji wykorzystują nie preparaty chemiczne, lecz promienie UVC.

– Nasza brama do odkażania została stworzona, aby pomóc personelowi medycznemu w walce z koronawirusem. Na początku dedykowano ją medykom w kombinezonach ochronnych, aby pomóc zminimalizować ryzyko zarażenia się koronawirusem podczas ich ściągania – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr inż. Magdalena Bogacka, adiunkt w Katedrze Technologii i Urządzeń Zagospodarowania Odpadów na Politechnice Śląskiej.

Jak informuje Główny Inspektorat Sanitarny, prawie jedną trzecią zakażeń SARS-CoV-2 stanowią zachorowania poprzez kontakt w szpitalu lub przychodni. Między innymi dlatego to właśnie lecznice są podstawowym miejscem instalacji bram odkażających. Urządzenia zaprojektowane przez naukowców z Politechniki Śląskiej stanęły najpierw na oddziale zakaźnym szpitala w Bytomiu, a potem w Kłobucku. Planowana jest też instalacja w szpitalach w Zabrzu i Gliwicach.

– Nasza brama jest w pełni automatyczna i dostosowana do wielu różnych środków do dezynfekcji. Uruchamia się automatycznie po wejściu do niej osoby, która musi się odkazić. Następnie należy podążać za komunikatami świetlnymi wyświetlanymi na panelu. Pierwsza pozycja to pozycja prosta z lekko odchylonymi rękami, następnie obrót o 180 stopni, podniesienie rąk i kolejny obrót, aby znaleźć się w pozycji wyjściowej. Te wszystkie pozycje mają zmaksymalizować powierzchnię kontaktu środka dezynfekcyjnego z powierzchnią kombinezonu ochronnego. Po całym procesie należy przejść przez bramę i można bezpiecznie, zgodnie z procedurami ściągnąć kombinezon ochronny – tłumaczy Magdalena Bogacka.

Choć głównym miejscem instalacji tego typu urządzeń są szpitale, to podobne rozwiązania stosowane są też w innych miejscach. Prototypowa bramka odkażająca stanęła w Poznańskim Ośrodku Specjalistycznych Usług Medycznych. Wyposażone w fotokomórkę urządzenie po zarejestrowaniu ruchu uruchamia dyszę rozpylającą środek dezynfekujący.

Urządzenie opracowane przez śląskich naukowców ma szansę na szersze zastosowanie na całym świecie. Znalazło się w finale konkursu Healing Solutions For Tourism Challenge, wyprzedzając ponad 1 tys. zespołów ze 100 krajów świata.

– Po wygranej trochę przeprojektowaliśmy urządzenie, dzięki czemu może mieć zastosowanie również w miejscach publicznych, gdzie jest duża przepustowość ludzi, czyli w hotelach, lotniskach, muzeach, szkołach, ale też wszystkich innych obiektach, w których takie odkażanie sprawiłoby, że zapobiegniemy rozprzestrzenianiu się wirusa i innych drobnoustrojów. Brama została zaprojektowana nie tylko do walki z koronawirusem, ale również z wszystkimi innymi bakteriami i wirusami, z którymi możemy się spotkać teraz i w przyszłości – wyjaśnia adiunkt Politechniki Śląskiej.

Tymczasem zarówno zespoły naukowe i prywatni konstruktorzy poszukują kolejnych rozwiązań pozwalających walczyć z rozprzestrzenianiem się nowego koronawirusa.

Urząd Miasta w Radomsku został wyposażony w bramkę sanitarną, która w bezdotykowy sposób (z użyciem kamery termowizyjnej) bada temperaturę ciała, a następnie dezynfekuje dłonie i buty osoby wchodzącej do ratusza. Brytyjska firma Stretch Structures oferuje bramy sanitarne w formie kilkumetrowego tunelu. Może on posłużyć do odkażania osób wchodzących np. na stadion, terminal lotniczy czy do centrum handlowego, a także całego pojazdu wjeżdżającego na dany teren. Z kolei Zbigniew Dobkowski, innowator ze Świdnika, na co dzień pracujący jako stomatolog, uzyskał patent w USA na bramę dekontaminacyjną opartą na działaniu promieniowania UVC. Obecnie trwają prace nad prototypem urządzenia, w którym odkażanie trwałoby około 30 sekund.

– Poza maseczkami, środkami do dezynfekcji rąk i bezpieczną odległością od drugiej osoby to kolejny krok w kierunku prewencji i zabezpieczenia ludzi. Na pewno przyczyni się do tego, żeby ludzie poczuli się bezpieczniej, byli bezpieczniejsi i sektory takie jak turystyka wróciły do normalności, a władze i osoby decyzyjne, ale też turyści, przekonali się do podróżowania i korzystania z miejsc publicznych. Nasza brama została stworzona po to, żeby pomagać ludziom – mówi dr. inż. Magdalena Bogacka.

95 proc. firm z powodu pandemii zmieniło priorytety technologiczne. Innowacje pozwolą wyjść z kryzysu wywołanego przez SARS-CoV-2

Jeszcze nigdy nacisk na osoby zarządzające działami IT na całym świecie nie był większy niż w czasie pandemii. To od ekspertów technologicznych zależy, czy firmy poradzą sobie z kryzysem wywołanym przez koronawirusa. Aż 81 proc. z nich twierdzi, że SARS-CoV-2 stworzył największą presję technologiczną dla ich firm – wynika z badania AppDynamics. Organizacje potrzebują technologów, aby wprowadzić innowacje. W ten sposób mogą najskuteczniej i najszybciej reagować na obecny kryzys.

Pandemia SARS-CoV-2 wpływa na działy technologiczne na całym świecie w sposób dotychczas niewyobrażalny. Technologowie muszą zmierzyć się z największym kryzysem gospodarczym od pokoleń, w przeciwnym wypadku – ich firmy mogą przestać istnieć.

Z badania AppDynamics „The Agents of Transformation Report” wynika, że 81 proc. technologów twierdzi, że koronawirus wywołał największą presję technologiczną dla ich organizacji. Priorytety technologiczne zmieniły się w 95 proc. firm, a 88 proc. technologów twierdzi, że priorytetem stała się obsługa klienta cyfrowego. Jednocześnie zdaniem 66 proc. badanych pandemia obnażyła słabości wdrożonej strategii cyfrowej. Jak jednak wskazuje raport, w większości przypadków wpłynęła ona na firmy motywująco. Ponad 70 proc. technologów twierdzi, że projekty transformacji cyfrowej, których zatwierdzenie zwykle trwa dłużej niż rok, zostały zakończone w ciągu kilku tygodni. Tylko nieco mniej przyznaje, że udało się wdrożyć projekty transformacji cyfrowej w ciągu kilku tygodni, a nie lat – jak w okresie przed pandemią. W części organizacji zostały zaś wdrożone innowacje wcześniej uznawane za niepotrzebne.

– Eksperci technologiczni wspomagają swoje firmy w wysuwającej się dziś na pierwszy plan potrzebie. Teraz odpowiedzialność spoczywa na liderach biznesu, by zrobić wszystko co w ich mocy, aby wyposażyć ich w odpowiednie narzędzia i wsparcie, by mogli dostarczać klientom i pracownikom najwyższej klasy doświadczenia cyfrowe – przekonuje Danny Winokur, dyrektor generalny AppDynamics.

Zdaniem ekspertów AppDynamics wpływ SARS-CoV-2 na biznes będzie długotrwały. Nie wszystko wróci do normy – sposób, w jaki korzystamy z usług i aplikacji cyfrowych, zmieni się na długo. Firmy docenią korzyści płynące z pracy zdalnej i uelastycznią podejście do pracownika. Poza pracą ludzie częściej będą komunikować się przez wideo, część wybierze np. wirtualne siłownie zamiast tych tradycyjnych..

Jednocześnie technolodzy przewidują, że po pandemii firmy położą większy nacisk na bezpieczeństwo aplikacji i odzyskiwanie danych po awarii. Większe będą też inwestycje w nowe rozwiązania. Duża rola spoczywa na technologach – blisko 80 proc. z nich jest zdania, że pandemia oddzieli silne technicznie zespoły od słabszych.

– Od umiejętności, wizji i przywództwa „agentów transformacji” będzie zależeć, czy firmy będą w stanie stosunkowo łagodnie przejść przez te trudne czasy, a nawet wyjść z nich silniejsze – twierdzi Danny Winokur.

Korepetytorzy na celowniku ZUS i Urzędów Skarbowych

Rynek zajęć online podczas pandemii koronawirusa przeżywał rozkwit. Wykorzystanie dostępnych narzędzi komunikacji zdalnej umożliwiło świadczenie konsultacji i korepetycji z zachowaniem dystansu społecznego. Rynek kursów online wzrósł o kilka tysięcy procent.

Ale czy wszyscy świadczący usługi zdalne pamiętali o odprowadzeniu składek i zgłoszeniu prowadzonej działalności?

Odprowadzenie danin społecznych i skarbowych jest obowiązkiem, każdego podmiotu świadczącego usługi. Czy instytucje przeprowadzające kontrole wykorzystają swoje uprawnienia i będą masowo analizować konta bankowe osób świadczących takie usługi ? O tym przekonamy się zapewne jeszcze w tym roku.

Nasze anonimowe źródło w jednym z poznańskich urzędów mówi, że w planie kontroli na drugie półrocze 2020 r. znajduje się weryfikacja osób świadczących usługi korepetycji online.

Czy rezygnacja z działalności zarobkowej to jedyne wyjście dla korepetytorów indywidualnych?

Możliwość realizacji zajęć, korepetycji, szkoleń i kursów z wykorzystaniem narzędzi online z pewnością zagoszczą w naszych przyzwyczajeniach na dłużej. Takie rozwiązanie oszczędza nasz czas na dojazd, obniża koszty pozyskania wiedzy, daje również możliwość zachowania dystansu społecznego. Świat powoli zaczyna wracać do normalnej aktywności, ale wiele przyzwyczajeń i trendów pozostanie z nami na dłużej.

Czy jest zatem możliwość legalnego świadczenia usług online przez osoby nieprowadzące działalności gospodarczej?

Pierwsze rozwiązanie to własnoręczna buchalteria prowadzona przez korepetytorów i wykładowców wykorzystując możliwość wykonywania działalności nierejestrowanej. Osiągnięte w ten sposób przychody należy we własnym zakresie doliczyć do corocznej deklaracji PIT.

Drugie rozwiązanie to platforma edukacyjna wspierajmysie.pl, na której każdy zarejestrowany korepetytor czy wykładowca może wybrać opcje „rozliczaj mnie”. Takie rozwiązanie gwarantuje, że za przychody uzyskane podczas udzielania lekcji platforma odprowadzi za korepetytorów podatki i opłaci ZUS. Dzięki temu korepetytorzy mogą skupić się na prowadzeniu zajęć wiedząc, że resztę zrobi za nich platforma.

„Na platformie wspierajmysie.pl korepetytor może przede wszystkim zarządzać kalendarzem swoich aktywności związanych z prowadzeniem zajęć – mówi Mirosław Januszewski, prezes Zarządu CWA S.A., właściciela platformy. – Odpowiadając na zapotrzebowanie rynku i sygnały zgłaszane od korepetytorów, uruchomiliśmy dodatkowy moduł kompleksowego rozliczania korepetytora, zapewniając pełną przejrzystość świadczonych przez nich usług”.

Wzrost branży szkoleń online o klika tysięcy procent w połączeniu z szarą strefą daje wybuchową mieszankę patologii w realizacji podstawowych praw konsumenckich.

„Każdy kij ma dwa końce” cena i jakość a prawa konsumenckie. 

Z jednej strony kuszące jest zapłacić za lekcje 30% taniej przelewając 25 zł za godzinną konwersacje z „wykwalifikowanym lektorem” na wskazany przez korepetytora rachunek bankowy. (Korepetytor poznany kilkanaście minut wcześniej na grupie w portalu społecznościowym).

Ale co w przypadku, gdy klient chce dochodzić swoich praw gdyż :

a) lekcja się nie odbyła,

b) poziom nauczyciela nie był zgodny z deklarowanym,

c) zakres prowadzonych zajęć był inny niż oferowany,

tu zaczynają się schody.

W przypadku zakupu lekcji w „szarej strefie” klient pozbywa się skutecznego narzędzia do wyegzekwowania swoich praw np. że usługa powinna być zrealizowana zgodnie z ofertą. Klienci również wykorzystują szarą strefę do wyłudzania lekcji metodą na „nie zapłacę jak nie dasz mi paragonu” lub „proszę o zwrot całej kwoty albo doniosę na ciebie do US”.

Rzecznik MŚP wnioskuje o umożliwienie przedsiębiorcom w restrukturyzacji korzystanie ze wsparcia przewidzianego przez ustawę o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców proponuje we wniosku do Wiceprezes Rady Ministrów – Minister Rozwoju i Ministra Sprawiedliwości, aby umożliwić przedsiębiorcom w restrukturyzacji korzystanie ze wsparcia przewidzianego ustawą z dnia 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2.

Ustawa z 16 kwietnia 2020 r. dała możliwość przedsiębiorcom prowadzącym działalność gospodarczą na terytorium Polski uzyskanie wsparcia niezbędnego dla utrzymania i kontynuacji prowadzonej działalności gospodarczej, zagrożonej na skutek ekonomicznych następstw dla przedsiębiorcy, wynikających z wprowadzonych na podstawie odrębnych przepisów zakazów oraz ograniczeń w celu zapobiegania, przeciwdziałania i zwalczania zakażenia wirusem SARS-CoV-2 oraz rozprzestrzeniania się choroby wywołanej tym wirusem (COVID-19). Wsparcie może być przyznane w szczególności w formie pożyczek, gwarancji lub poręczenia oraz leasingu lub innych instrumentów związanych z finansowaniem prowadzonej działalności gospodarczej, na warunkach rynkowych. Wsparcie może być również udzielone w formie innych zwrotnych finansowych instrumentów dłużnych, o ile strony umowy tak postanowią.

Przepis art. 2 ust. 3 ustawy wskazuje jednak, że ustawy nie stosuje się do przedsiębiorców, wobec których ogłoszono upadłość, oraz przedsiębiorców, wobec których otwarte zostało postępowanie restrukturyzacyjne. W przypadku przedsiębiorców, względem których złożono wnioski w powyższych postępowaniach, do czasu ich prawomocnego rozpatrzenia procedura udzielenia wsparcia określona w ustawie ulega zawieszeniu.

Rzecznik MŚP w piśmie do Wiceprezes Rady Ministrów – Minister Rozwoju i Ministra Sprawiedliwości wskazał, że obecne brzmienie powyższego przepisu pozbawia przewidzianego nią wsparcia przedsiębiorców w restrukturyzacji, a więc tych przedsiębiorców, którzy w sposób właściwy i terminowo zareagowali na swoją sytuację finansową, wszczęli formalną procedurę restrukturyzacji sądowej i podjęli przewidziane prawem środki celem uniknięcia upadłości oraz ratowania swojego przedsiębiorstwa. Nie wydaje się więc celowe pozbawianie tej grupy możliwości uzyskania wsparcia mającego rekompensować skutki wystąpienia pandemii COVID-19. Pozbawienie tej grupy możliwości wsparcia przewidzianej Specustawą nie tylko osłabia podmioty już i tak słabe, ale także zniechęca do korzystania ze ścieżki restrukturyzacyjnej, co może przyczynić się w przyszłości do zwiększenia ryzyka upadłości.

Na podstawie propozycji wypracowanej przez członków Zespołu roboczego ds. upadłości i restrukturyzacji Rzecznik MŚP zwrócił się z pytaniem, czy są możliwe zmiany legislacyjne, które umożliwiłyby przedsiębiorcom w restrukturyzacji skorzystanie z tej pomocy, równocześnie pozostawiając ograniczenie dla przedsiębiorców, wobec których ogłoszono upadłość lub, którzy zgłosili wniosek o ogłoszenie upadłości.

6 czerwca do Warszawy przybyły jednocześnie dwa samoloty czarterowe z ukraińskimi pracownikami

Dwa czartery z łącznie 186 ukraińskimi pracownikami na pokładzie przybyły jednocześnie na lotnisko Chopina 6 czerwca. Oba loty czarterowe zostały zorganizowane przez agencję zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal we współpracy z Międzynarodowymi Liniami Lotniczymi Ukrainy. Gremi Personal wcześniej informowała o przylocie jednego czarteru planowanym na 6 czerwca.

Organizacja dwóch czarterów jednocześnie stała się koniecznym rozwiązaniem, które firma zmuszona była zastosować w związku z zaostrzeniem przepisów prawnych dotyczących lotów czarterowych w czasie kwarantanny. Według rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 29 maja 2020r. na pokładzie wszystkich statków powietrznych, w tym także samolotów czarterowych, można przewozić nie więcej pasażerów niż wynosi połowa maksymalnej liczby miejsc. Owo rozporządzenie pojawiło się po tym, jak Gremi Personal zamówiła drugi lot czarterowy, o czym publicznie informowano w polskiej i ukraińskiej prasie.

6 czerwca do Warszawy przybyły jednocześnie dwa samoloty czarterowe z ukraińskimi pracownikami (1)Gremi Personal to odpowiedzialna firma. Cenimy sobie naszą reputację i zawsze rzetelnie wypełniamy zobowiązania wynikające z zawartych z nami umów. Moglibyśmy odwołać czarter, ale pomimo poniesionych przez nas strat ekonomicznych, zamówiliśmy od razu dwa loty czarterowe, aby rzetelnie wypełnić nasze zobowiązania wobec polskich przedsiębiorstw i naszych pracowników”, oświadczył właściciel agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal Evgenij Kirichenko. – Dla pracowników Gremi Personal przelot był bezpłatny, jak obiecywała wcześniej firma. Ponadto Gremi Personal zorganizowała pobyt pracowników w uruchomionych przez siebie ośrodkach kwarantanny, w celu odbycia obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny.”

„Oczywistym jest, że zaostrzenie przepisów dotyczących podróży lotniczych jest niezbędnym środkiem, który polski rząd podjął w celu zapewnienia ochrony zdrowia społeczeństwa w okresie pandemii. I absolutnie rozumiemy, że jest to uzasadnione w przypadku regularnych lotów, których pasażerowie mogą następnie naruszać zasady kwarantanny. Ale zastosowanie tych norm w przypadku lotów czarterowych nie jest do końca uzasadnione. Po pierwsze, należy uwzględnić czynnik ekonomiczny. Biorąc pod uwagę dotkliwy brak ukraińskiej siły roboczej, loty czarterowe pozostają jedynym sposobem na szybkie i bezpieczne uzupełnienie deficytów kadrowych. Po drugie, wszyscy przybyli za pośrednictwem naszych czarterów przechodzą obowiązkową 14-dniową kwarantannę, pod oficjalnym nadzorem polskich władz i koordynatorów Gremi Personal w ośrodkach kwarantanny zorganizowanych przez naszą firmę. Ponadto wszyscy przybyli ukraińscy pracownicy są objęci pełnym ubezpieczeniem zdrowotnym, w tym na wypadek zachorowania na COVID-19. Dlatego też jesteśmy przekonani, że polski rząd jak zawsze ze zrozumieniem odniesie się do rozwiązania tego problemu i jak najszybciej zrewiduje zapis dotyczący ograniczenia liczby pasażerów, szczególnie w przypadku lotów czarterowych”- podkreśla stanowisko firmy Tomas Bogdevic, dyrektor generalny Gremi Personal.

Jak już wcześniej informowaliśmy, pierwszy lot czarterowy zorganizowany przez Gremi Personal przybył do Polski 24 maja ze 179 pracownikami z Ukrainy na pokładzie. W tej chwili pracownicy odbywają obowiązkową 14-dniową kwarantannę. Nikt z pracowników nie uskarża się na stan zdrowia.

Nie trzeba będzie składać wniosków o umorzenie mikropożyczki

Mikropożyczka dla przedsiębiorców w wysokości 5000 złotych jest jednym ze sztandarowych elementów ustaw antykryzysowych. Według ostatnich zapowiedzi rządu jej umorzenie będzie możliwe bez składania wniosków. Eksperci inFakt pozytywnie oceniają tę zmianę. Ich zdaniem pomoże to uniknąć przedsiębiorcom konieczności spłaty pożyczki wraz z odsetkami.

Obowiązujące jeszcze przepisy stanowią, że mikropożyczka, która została udzielona przedsiębiorcy z Powiatowego Urzędu Pracy, może zostać umorzona po trzech miesiącach nieprzerwanego prowadzenia działalności gospodarczej. Dodatkowym warunkiem jest złożenie właściwego wniosku.

Niedawno pojawiła się kolejna poprawka do tzw. Tarczy Antykryzysowej 4.0, która mówi, że przedsiębiorca będzie miał możliwość umorzenia mikropożyczki bez składania żadnego wniosku. Informacje o tym, czy działalność nadal jest prowadzona, Powiatowe Urzędy Pracy weryfikowałyby na podstawie danych z Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Poprawkę można znaleźć na stronach sejmowych w druku nr 390 w art. 15zzd, ust. 7. Zamiar wprowadzenia tej zmiany został potwierdzony 2 czerwca przez minister Marlenę Maląg na konferencji prasowej w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim.

Zaproponowane rozwiązanie pomoże „zapominalskim” oraz zdejmuje z nich ten tak naprawdę zbędny obowiązek. Urzędy pracy mogą z łatwością sprawdzić, czy dany przedsiębiorca wywiązał się z obowiązku nieprzerwanego prowadzenia działalności przez 3 miesiące – mówi Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt. Należy również zaznaczyć, że w obecnym stanie prawnym niezłożenie wniosku o umorzenie w terminie 14 dni po 3 miesiącach od udzielenia pożyczki, wiąże się z tym, że należy ją zwrócić. Część przedsiębiorców zapewne przegapiłaby ten termin, co skutkowałoby koniecznością spłaty pożyczki wraz z odsetkami.

Aktualnie przyznanych zostało 1,17 mln mikropożyczek na łączną kwotę 5,83 mld złotych[1]. Najwięcej wniosków rozpatrzonych pozytywnie w stosunku do ogółu złożonych odnotowano w województwach: warmińsko-mazurskim (85%), łódzkim i zachodniopomorskim (po 83%). Najmniej – w woj. mazowieckim (49%) i małopolskim (60%)[2].

Mikropożyczka wciąż dostępna

O pożyczkę w wysokości maksymalnie 5 tysięcy złotych wciąż można się starać w odpowiednich dla prowadzonej działalności gospodarczej Powiatowych Urzędach Pracy. Można ją przeznaczyć na bieżące koszty związane z prowadzoną działalnością, czyli m.in. na opłacenie podatków, składek ZUS, na towary, materiały lub czynsz. Warunkiem uzyskania pożyczki jest założenie działalności przed 1 kwietnia 2020 roku.

[1] Dane Kancelarii Prezesa Rady Ministrów na 3 czerwca 2020 roku

[2] Dane Ministerstwa Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej na 1 czerwca 2020 roku

EBC zwiększa druk pieniądza

Europejski Bank Centralny nie pozostaje pasywny w ramach walki z kryzysem. Specjaliści mają wątpliwości co do długofalowych konsekwencji obecnych działań, ale rynki przyjmują je optymistycznie.

Drukarki mogą więcej

Na wczorajszym posiedzeniu podjęto decyzję o zwiększeniu skali programu skupu aktywów w ramach nadzwyczajnego wsparcia w obliczu pandemii. Wzrost jest imponujący z 600 miliardów na 1,35 biliona euro. Warto również zwrócić uwagę, że już teraz wydłużono ten projekt do czerwca 2021. W rezultacie na rynek w ciągu najbliższego roku trafią 2 biliony euro w ramach skupu aktywów. Czy to dużo? Omawiana kwota to 2,5 raza więcej niż w zeszłym roku wyniosły dochody budżetu Niemiec. Wczoraj euro zyskiwało względem dolara, ale nie wiadomo, czy to zasługa dobrego odebrania informacji od inwestorów (którzy zamierzają na tym pakiecie zarobić), czy raczej to efekt słabości USA.

Ropa naftowa dalej zyskuje

Po wczorajszych danych w górę szła dalej ropa naftowa. Czarne złoto zyskuje wraz z poprawiającą się perspektywą dla gospodarki. Skoro zalejemy rynek pieniędzmi to pewnie coś się z tego powodu wydarzy. Na podstawie tego spodziewany jest większy popyt na ropę, a oczekiwania większego popytu powodują wzrost cen. Nie może zatem dziwić, że baryłka notowana w Londynie po raz kolejny przebija 40 dolarów.

Spada liczba wniosków dla bezrobotnych w USA

Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych powoli wraca w stronę standardowych wartości. Mamy pierwsze wskazanie poniżej 2 milionów wniosków od wyskoku w górę tego parametru. Dolar traci na wartości, ale dane te zbiegły się w czasie z informacją z EBC, że drukarki zwiększają ponad dwukrotnie tempo druku pieniądza. Oczywiście przysłowiowego druku, bo to tylko zapis na rachunkach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – stopa bezrobocia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy Tarcza 4.0 będzie dla przedsiębiorców niedźwiedzią przysługą?

W czwartek Sejm uchwalił tzw. Tarczę 4.0. Pracodawcy RP oceniają zawarte w niej zapisy dotyczące prawa pracy, ochrony firm przed przejęciem przez podmioty spoza Unii Europejskiej oraz podatków.

Prawo pracy

Tarcza 4.0. to kolejny duży pakiet zmian prawnych, który tym różni się od pozostałych, że zawiera wiele rozwiązań w obszarze prawa pracy. Można je ocenić pozytywnie, aczkolwiek pojawia się obawa, czy nie będą one dla pracodawców przysłowiową niedźwiedzią przysługą. Niektóre przepisy są niejasne, inne nadmiernie skomplikowane, a jeszcze inne de facto już funkcjonują. Niemniej jednak ich celem ma być przede wszystkim ograniczenie kosztów po stronie firm, co może przyczynić się do ochrony miejsc pracy.

Należy również zaznaczyć, że przepisy nie przewidują szeregu najbardziej kontrowersyjnych rozwiązań, które znalazły się w pierwotnej wersji projektu, takich jak chociażby tzw. zwalnianie e-mailem. Tym samym w Tarczy pozostały głównie rozwiązania niebudzące aż takich wątpliwości. Dotyczy to m.in. ograniczenia wysokości odpraw do 10-krotności minimalnego wynagrodzenia, możliwości szybkiego wypowiedzenia umowy o zakazie konkurencji oraz zniesienia obowiązków związanych z zfśs. Jednak również i te kwestie wymagają doprecyzowania.

Za słuszne uznajemy także doprecyzowanie przepisów o pracy zdalnej, co miało na celu wyeliminowanie dotychczas występujących wątpliwości. Warto zauważyć, że posłowie zdecydowali o usunięciu przepisu dotyczącego odpowiedzialności w zakresie BHP. Nowa regulacja zawiera też wiele niejasnych sformułowań przez co nadal może wywoływać problemy interpretacyjne. Co więcej, już pojawiają się sygnały o ewentualnych roszczeniach ze strony pracowników świadczących pracę zdalnie w związku z korzystaniem z prywatnego sprzętu, gdyż kwestia ekwiwalentu nie została ostatecznie uregulowana. Ponadto z punktu widzenia pracodawców ważne jest to, czy te przepisy będą miały wyłącznie charakter czasowy, czy też na stałe wejdą do naszego porządku prawnego. W tym kontekście istotne będzie wdrożenie do Kodeksu pracy pracy zdalnej jako nowej formy świadczenia pracy, odmiennej od funkcjonującej już telepracy.

W przepisach przewidziano też możliwość wysyłania pracowników na zaległy urlop w wymiarze do 30 dni. Zwracamy jednak uwagę na to, że już teraz zgodnie z interpretacją Sądu Najwyższego można to zrobić. Stąd również zaproponowane ograniczenie wymiaru urlopu zaległego jest bezzasadne. To wyważanie otwartych drzwi. Powstaje pytanie czy te drzwi nie zostaną zamknięte, gdy ustawa przestanie już obowiązywać. Czy wówczas pracodawcy również będą mogli wysyłać pracowników na zaległy urlop? Uważamy również, że pracodawca powinien mieć możliwość skierowania pracownika na połowę przysługującego mu urlopu bieżącego, tak jak zapisano to w pierwotnej wersji projektu. Tego rodzaju rozwiązania ograniczą tzw. kumulację urlopów i odpowiadają na aktualne oczekiwania pracodawców. Co więcej, urlop jest mniejszym złem niż chociażby przestój ekonomiczny z Tarczy antykryzysowej, który dla pracownika oznacza obniżkę pensji.

Zgodnie z Tarczą 4.0. pracodawcy będą mogli wprowadzić przestój ekonomiczny lub obniżyć wymiar czasu pracy również bez ubiegania się o dofinansowanie z FGŚP. Konieczne będzie jednak zawarcie porozumienia ze stroną społeczną, zanotowanie odpowiedniego spadku obrotów oraz „istotnego wzrostu obciążenia funduszu wynagrodzeń” – tu pojawiają się schody. Sposób jego wyliczenia jest dość skomplikowany, co może stanowić barierę dla pracodawców w korzystaniu z tego rozwiązania. Wprowadzenie dodatkowego kryterium tylko wywoła chaos i utrudni zrozumienie już i tak problematycznych przepisów Tarczy antykryzysowej i jej kolejnych wersji. Dlatego postulujemy usunięcie tej przesłanki z przepisów.

Za zasadne uznajemy także wprowadzenie możliwości uzyskania dofinansowania (z FGŚP do wysokości 40 proc. przeciętnego) do wynagrodzeń pracowników, którzy nie zostali objęci przestojem, przestojem ekonomicznym ani obniżonym wymiarem czasu pracy. Dobrze, że również w odniesieniu do tej grupy zatrudnionych zaproponowano mechanizm wsparcia. Ponadto zgodnie z ustawą poszerzony zostanie krąg uprawnionych do świadczenia postojowego. Wsparciem zostaną objęci też przedsiębiorcy, którzy prowadzą działalność gospodarczą i jednocześnie podlegają ubezpieczeniu z innego tytułu. Dotyczy to znacznej grupy przedsiębiorców MŚP, głównie z branży finansowej, handlowej, usługowej.

Intencja ustawodawcy i kierunek działania są dobre. Obawiamy się jednak, że po uchwaleniu Tarczy 4.0. pracodawcy będą się jeszcze bardziej gubić w gąszczu obowiązujących regulacji i wprowadzanych rozwiązań pomocowych. Szeroki wachlarz oferowanego wsparcia dla firm powinien być jednocześnie prosty i przystępny w formie dla zwykłego przedsiębiorcy. Mnogość instrumentów nie jest bowiem równoznaczna z ich skutecznością.

Ochrona przed przejmowaniem firm przez podmioty spoza UE

W ustawie uwzględniono przepisy rozszerzające ochronę przedsiębiorców przed przejęciem przez podmiot zagraniczny (spoza Unii Europejskiej lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego) poprzez rozbudowanie uchwalonej w lipcu 2015 r. ustawy o kontroli niektórych inwestycji. Proponuje się objęcie ochroną podmiotów prowadzących działalność w kilkudziesięciu obszarach (m.in. działalności gospodarcze związane z: energią elektryczną, gazem, paliwami, telekomunikacją, przetwórstwem żywności, produkcją leków, chemikaliów i nawozów, materiałami wybuchowymi, bronią i amunicją oraz wyrobami technologii o przeznaczeniu wojskowym lub policyjnym oraz dotyczącą opracowywania oprogramowania (w tym elektrownie, paliwa, zaopatrzenie w wodę, zaopatrzenie w gotówkę, płatności kartą, szpitale, sprzedaż leków na receptę, transport drogą powietrzną, kolejową, morską lub żeglugą śródlądową, transport drogowy i publiczny oraz zaopatrywanie w żywność)). Ochronie podlegają podmioty, których przychód ze sprzedaży produktów lub usług na terytorium RP przekroczył równowartość 10 mln euro. Organem kontroli w przypadku prób przejęcia przedsiębiorców ma być UOKiK. Działania zmierzające do przejęcia podejmowane bez zgłoszenia i zgody UOKiK będą podlegały karze do 50 mln zł. Nowe rozwiązania dotyczące kontroli przejęć spółek mają obowiązywać przez 2 lata.

Dotychczas obowiązujące przepisy w dużo węższym zakresie zapewniały ochronę przed przejęciem zagranicznym – rozporządzenie wydane na podstawie ustawy zawierało listę, stanowiącą załącznik do rozporządzenia, wskazującą wprost na to, które podmioty podlegają ochronie. Rozporządzenie z grudnia 2019 r. zawiera zaledwie 9 takich podmiotów. Dodatkowo, to w rozporządzeniu określa się organ, który podejmuje decyzję o ewentualnej zgodzie na transakcję, tymczasem w projektowanych przepisach kompetencje te posiada UOKiK.

Przepisy dotyczące ochrony przed przejęciami nie zasługują na poparcie. Są zdecydowanie zbyt daleko idące i mogą negatywnie odbić się na rozwoju społeczno-gospodarczym. Odcinanie przedsiębiorstw od zagranicznego kapitału i know-how może skutkować nawet ich upadłością. Problematyczne jest również ograniczenie możliwości inwestowania do podmiotów wyłącznie z obszaru UE/EOG, ponieważ wyłącza to wielu istotnych dla Polski inwestorów z państw takich jak Stany Zjednoczone, Republika Korei, Japonia oraz Wielka Brytania – która opuściła UE. Stąd należy przychylić się do postulatu zgłoszonego przez Radę Przedsiębiorczości, aby – jeśli te przepisy mają w ogóle wejść w życie – dokonać ograniczenia zakresu ich obowiązywania, skrócenia czasu ich obowiązywania (z 24 do 12 miesięcy od wejścia w życie) oraz poszerzenia katalogu podmiotów mogących inwestować w przedsiębiorstwa do tych, które mają swoje siedziby w państwach OECD.

Podatki

Oprócz wprowadzenia dodatkowych ulg (zwolnienie z podatku od darowizn, dochodowego) w przypadku przekazania darowizn na przeciwdziałanie COVID-19 podmiotom wykonującym działalność leczniczą czy też na rzecz placówek oświatowych, w ustawie przewidziano kilka rozwiązań ułatwiających prowadzenie działalności i mogących poprawić płynność finansową przedsiębiorstw.

Ustawa przewiduje również wydłużenie terminów na raportowanie schematów podatkowych. Terminy wskazane w dziale III rozdziału 11a ustawy Ordynacja podatkowa nie rozpoczynają się a rozpoczęte podlegają zawieszeniu w okresie od dnia 31 marca 2020 r. do trzydziestego dnia następującego po dniu odwołania stanu zagrożenia epidemicznego i stanu epidemii ogłoszonego w związku z COVID-19. Przesunięcie terminów jest w obecnej sytuacji niewątpliwie korzystnym rozwiązaniem, biorąc w szczególności skomplikowanie przepisów o MDR i nieustające wątpliwości dot. tego kto i jakie czynności ma w praktyce raportować.

Ustawa wprowadza również ułatwienia w skorzystaniu z tzw. ulgi na złe długi przy zatorach płatniczych przez podatników ponoszących negatywne konsekwencje ekonomiczne z powodu COVID-19, w tym wprowadzenie ulgi dla podatników, którzy na 2020 r. wybrali uproszczoną formę wpłacania zaliczek na podatek dochodowy. Problemem może okazać się interpretacja warunku do skorzystania z ulgi, bowiem przepisy nie wskazują kryteriów, jakimi należy się kierować przy ocenie, czy poniesiono negatywne konsekwencje z powodu epidemii.

Istotnym w naszej ocenie rozwiązaniem jest umożliwienie podatnikom uwzględniania w kosztach uzyskania przychodów kar umownych i odszkodowań zapłaconych, jeżeli wada dostarczonych towarów, wykonanych robót i usług oraz zwłoka w dostarczeniu towaru wolnego od wad lub zwłoka w usunięciu wad towarów, albo wykonanych robót i usług, powstała w związku ze stanem zagrożenia epidemicznego lub stanem epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19. Dotychczas stanowisko organów administracji skarbowej w tym zakresie było dla podatników niekorzystne i co do zasady kary umowne nie mogły być zaliczane do kosztów.

Na uwagę zasługuje poprawka zgłoszona i przyjęta w toku prac sejmowej Komisji Finansów Publicznych, zgodnie z którą dopłaty do oprocentowania kredytów bankowych nie stanowią przychodu w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz przepisów o podatku dochodowym od osób prawnych. Mając na względzie cel działań osłonowych i potrzebę wsparcia przedsiębiorców w dobie kryzysu, podobne rozwiązanie powinno zostać wprowadzone jako ogólna zasada w odniesieniu do pozostałych instrumentów przewidzianych w tarczach antykryzysowych i tarczy finansowej. Za niezasadne należy bowiem uznać opodatkowanie środków wypłacanych w związku ze skutkami epidemii, których przeznaczeniem jest utrzymanie miejsc pracy i zapobieganie fali upadłości.

W obszarze prawa podatkowego wciąż niestety brakuje rozwiązań postulowanych przez przedsiębiorców od początku lockdownu. Mając na względzie skutki ekonomiczne epidemii COVID-19 i znaczące pogorszenie lub utratę płynności finansowej przedsiębiorstw, należało przede wszystkim wprowadzić odpowiednie rozwiązania w zakresie podatku VAT, które pozwoliłyby na szybsze dokonywanie zwrotów nadwyżki podatku naliczonego nad należnym. W tym zakresie Ministerstwo Finansów wydało co prawda rekomendacje skierowane do organów podatkowych, jednakże przedsiębiorcy zwracają uwagę, iż nie dostrzegają wyraźnego przyspieszenia w rozpatrywaniu wniosków o dokonanie zwrotu.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Procesowe podejście w biznesie – Szymon Churski

Czym jest organizacja procesowa?

Najogólniej rzecz ujmując, proces to w uproszczeniu sekwencja następujących po sobie działań i decyzji (warunków) prowadzących do osiągnięcia konkretnego celu, np. dostarczenia usługi o wymaganych przez klienta parametrach. W innym ujęciu, proces można zdefiniować również jako łańcuch wartości, w którym każde kolejne działanie w procesie powinno dodawać wartość (koncepcja przedstawiona przez M. Porter).

Mając na uwadze podział organizacyjny, proces to sekwencja zadań, które przecinają komórki struktury organizacyjnej, aby dawać w wyniku jak najwięcej wartości dla klienta. Niektóre z tych wartości stanowią bezpośrednią korzyść dla klienta – odbiorcy usług, inne mają znaczenie pośrednie. Rozwinę to dalej.

Organizacja procesowa w usługach profesjonalnych

Organizacja procesowa jest koncepcją dosyć znaną, a w branży usług profesjonalnych (np. outsourcing księgowości lub kadr i płac) z sukcesem zaimplementowaną w podmiotach działających jako SSC lub BPO. W MDDP Outsourcing również znamy ten model działania, choć go nie powielamy. Zdecydowaliśmy się pójść własną drogą, w której to zastosowanie szablonowej organizacji procesowej było jedynie teoretycznym punktem wyjścia do wypracowania naszego własnego modelu.

Nie startowaliśmy od najczęściej spotykanej struktury funkcyjnej (silosowej), w której zarządzanie koncentruje się na planowaniu i realizacji zadań poszczególnych komórek organizacyjnych. Według niej, klasyczne jednostki organizacyjne np. reprezentujące linie usług (audyt, podatki) realizują wyłącznie swoje cele – choć w domyśle wspierają zespół outsourcingu księgowego. W tego typu modelach ważniejsza jest efektywność poszczególnych funkcji niż efektywność całego procesu (suma poszczególnych efektywności może nie dawać równie wysokiej efektywności całego procesu). Wykonują własne budżety, realizują własne projekty, mierzą KPI, ale nie rozumieją i nie identyfikują się z celami całego procesu. Nałożenie na taką strukturę procesów nie przyniosłoby oczekiwanych korzyści.

W naszym przypadku postąpiliśmy zupełnie inaczej. Przyjmując nasze założenia wejściowe (lub inaczej kluczowe wymagania) w zakresie efektywności, jakości, dostępnego wsparcia technologicznego i na koniec skalowalności, przystąpiliśmy do zaprojektowana zupełnie nowych procesów. W dalszych krokach przystąpiliśmy do identyfikowania i zapewnienia koniecznych do ich obsługi zasobów, w tym kompetencji zespołów, rozwiązań informatycznych oraz technicznych(np. tak teoretycznie banalna sprawa jak wydajność skanerów). To nie istniejące komórki organizacyjne wyznaczają przebieg procesu lub poziom jego wspierania (np. zakres zadań w każdej komórce), lecz odwrotnie, to proces narzucał wymagania poszczególnym zespołom.

Definiowałem wcześniej, że proces to seria działań i decyzji prowadzących do osiągnięcia oczekiwanego wyniku. Analizując nasz proces (procesy), zwróciliśmy uwagę, że zadania z jednej dziedziny mogą być wykonywane w różnych nie występujących bezpośrednio po sobie krokach procesu, dlatego należało je sklasyfikować i zgrupować. Z kolei grupując zadania w procesie wg wymaganych do ich realizacji kompetencji zidentyfikowaliśmy zespoły kompetencyjne. W końcu inne kompetencje wymagane są w zespole przetwarzającym dokumenty, a inne np. w zespole ds. podatków.. Wiedząc jaką rolę w procesie pełni dany zespół i jakie kwalifikacje powinni mieć jego członkowie, można było skupić się na budowaniu zespołów.

W ten sposób wypracowaliśmy fundament, na bazie którego możemy świadczyć w pełni nowoczesne usługi księgowe, kadrowe i płacowe. Model, który odpowiednio wdrożony i stosowany, jest skalowalny do firm na różnych etapach ich rozwoju oraz konfigurowalny do potrzeb ich specyfiki branżowej czy korporacyjnej i który przynosi fundamentalne w naszej branży korzyści.

Elementy kontroli wewnętrznej

W każdej organizacji różnymi środkami można wprowadzać rozwiązania dotyczące kontroli jakości prac. Jednak to organizacja procesowa sprzyja kontroli automatycznej, nie wymagającej osobnego definiowania i egzekwowania. Ponieważ w procesie zadania przekazywane są od jednego zespołu do drugiego na bieżąco (z minuty na minutę, w znacznym stopniu dzięki systemom informatycznym), to również na bieżąco są kontrolowane. Zespół odbierający wynik pracy od poprzedniego zespołu, automatycznie zwraca uwagę na ewentualne błędy. Dbając o tempo i jakość własnej pracy, nie może dopuścić do przyjmowania wadliwych wyników prac, a tym bardziej ich stałego i samodzielnego korygowania. Dzięki temu niepotrzebne są dodatkowe środki czy procedury, choć oczywiście mogą one wzmocnić skuteczność kontroli. Pisząc o dodatkowych środkach pomijam kulturę organizacyjną i środowisko pracy (np. pracę projektową, focus roomy itp.), które również nas wyróżniają i które sprzyjają pracy zespołowej oraz skutecznemu rozwiązywaniu problemów.

Osobnym zagadaniem do omówienia jest wsparcie aplikacyjne (systemy informatyczne) do takiego modelu pracy. Kluczowe w tym zakresie okazać się mogą np. systemy typu workflow, dzielone zasoby plików, systemy do organizacji pracy wykorzystujące koncepcję kanban itd., które współpracę  zespołów mocno automatyzują (brak konieczności wysyłania mail) i pozwalają realizować proces na bieżąco.

Stałe doskonalenie się (Continuous improvement)

Ponieważ w procesowej organizacji pracy prowadzenie bieżących ustaleń, np. wyjaśnianie potencjalnych błędów, jest rzeczą naturalną, to równie naturalnie zespoły spotykają się, aby podsumować współpracę w dłuższym okresie. Powtarzające się nieefektywności lub trudności, które wykryła kontrola wewnętrzna, stają się przedmiotem dalszej dyskusji, co prowadzi do powstawania rozwiązań przyczyniających się usprawniania pracy (w tym do eliminacji powstawania błędów) w sposób systemowy, a nie doraźny. Konsekwencją takich spotkań może być wypracowanie natychmiastowego usprawnienia lub powołanie zespołu wzbogaconego np. o ekspertów IT, do przygotowania bardziej kompleksowego rozwiązania.

Choć naturalnie w każdej organizacji można próbować promować takie zachowania, to w organizacji procesowej tego typu inicjatywy są uruchamiane oddolnie.

Rozwój zespołu

Prowadzenie pełnej księgowości, dla spółek z różnych branż, notowanych na giełdach papierów wartościowych, holdingów, korporacji wymaga połączenia wiedzy z wielu dziedzin. Pozostaje jedynie taką wiedzę zapewnić, skompletować, wypracować. Wybierając drogę do zapewnienia wymaganych kompetencji trzeba odpowiedzieć na kilka, ostatecznie dość podstawowych pytań.

  • Czy jeden lider zespołu może podjąć próbę bycia ekspertem we wszystkich tych osobnych dziedzinach?
  • Czy może jednocześnie być fachowcem w zakresie masowego procesowania dokumentów i ich digitalizacji (w tym technologii OCR, skanerów masowych, systemów workflow), a także sprawnie, ale i skrajnie rzetelnie, przygotować sprawozdanie skonsolidowane lub giełdowe, albo odzyskać VAT?
  • Ile czasu zajmie wyedukowanie poprzez „organiczny” rozwój pracownika w tych dziedzinach, aby osiągnąć poziom ekspercki i z czystym sumieniem pracę takiego specjalisty zaoferować klientom?
  • Czy pracownicy faktycznie chcą jednocześnie być ekspertami „od wszystkiego”, czy może księgowy chce być certyfikowanym księgowym (biegły rewident, ACCA), entuzjasta ds. podatków doradcą podatkowym, a miłośnik organizacji pracy i technologii np. certyfikowanym project managerem?

Powyższe specjalizacje są przykładowe – dekompozycja procesów może być głębsza i tym samym specjalizacji może być więcej. Zależy to od potrzeb danej firmy i zdolności danej organizacji do absorbcji zmian.

Jedno można przyjąć jako pewnik: pracownicy chcą być ekspertami. Zadaniem pracodawcy jest przemyślenie i wybranie metody, która będzie prowadziła do stałego podnoszenia ich wiedzy, doświadczenia, a może i kwalifikacji. Rozwój pracowników musi być zharmonizowany z celami biznesowymi pracodawcy, dlatego w naszym przypadku dylematów nie było. Tworząc organizację procesową, jak już wspominałem wcześniej, jednocześnie zdecydowaliśmy się na konkretną metodę rozwijania wiedzy pracowników w zespołach kompetencyjnych. Dokładnie wiemy jakie kompetencje (i na jakich szczeblach kariery pracowników) wymagane są w naszej organizacji,  orazjak zarządzać systemem ocen, kiedy dziedzina oceny nie jest zbyt szeroka. W ten sposób uniknęliśmy dublowania kompetencji w odseparowanych zespołach i uzyskaliśmy możliwość dzielenia się nimi (czyli doświadczeniami, wypracowanymi interpretacjami, rozumieniem poszczególnych przepisów) ze wszystkimi klientami na równi wysokim poziomie. Dzięki takiemu podejściu klient nie musi liczyć na szczęście, aby trafić „w ręce” zespołu z lepszymi kompetencjami.

Rozdział obowiązków (Segregation of duties)

Kontrole wewnętrzne są tylko jednym z elementów całego systemu zapewniania jakości obsługi. Ważne również są mechanizmy zapobiegania nieprawidłowościom, czy wręcz nadużyciom sprowadzające się odseparowania konfliktowych obowiązków, wykonywanych w ramach jednego pełnego procesu (lub obszaru procesowego), np.:

  • żaden pracownik lub grupa pracowników nie powinna być uprawniona do jednoczesnego spowodowania i ukrywania błędu (np. ktoś, kto nie dopilnował kontroli należności nie powinien mieć możliwość konwersji takich należności na złe długi);
  • żaden pracownik lub grupa pracowników nie powinien łączyć takich obowiązków jak np. wnioskowanie i akceptacja lub wprowadzanie i autoryzacja (wprowadzanie rachunków bankowych i akceptacja płatności, zakładanie dostawcy i akceptacja faktur dostawcy itd.).

Osiągnięcie zerowego poziomu konfliktów uprawnień jest z pewnością trudne. Tym trudniejsze im mniejszy jest zespół. Jednak w przypadku współdziałania wielu wyspecjalizowanych zespołów (nazywam je również procesowymi), osiąga się wysoki poziom separacji konfliktów, bez sztucznych działań. Organizacja procesowa, poprzez rozdystrybuowanie obowiązków, pozwala samoistnie wykrywać błędy (zaniechania itp.), na różnych, również wczesnych, etapach procesowania transakcji. Pozwala także minimalizować występowanie błędów, niepoprawności w np. przeprowadzanych transakcjach, prowadzonych zapisach księgowych, a finalnie w samych księgach i przepływie środków finansowych.

Oczywiście każda organizacja może być mniej lub bardziej zorganizowana procesowo. Głębokość dekompozycji procesów wpływa na poziom specjalizacji, czyli liczbę zespołów procesowych, a ta z kolei wpływa wprost na możliwość zaadresowana poszczególnych konfliktów uprawnień (poprzez strukturę procesową). Warto dodać, że separacja zadań oparta na strukturze procesowej jest odporna na rotację pracowników czy niedostępności pracowników.

W organizacji, w której jeden zespół wykonuje większość zadań samodzielnie, również można wprowadzać separację zadań np. nadając właściwe uprawnienia do wykonania poszczególnych operacji w systemach informatycznych. Takie rozwiązanie ma jednak swoje ograniczenia – może wymagać zbyt wielu etatów, aby pokryć wszystkie reguły separacji, a przy tym brak jednego z pracowników (np. z powodu urlopu czy zwolnienia lekarskiego) czyniłyby utrzymanie takiego schematu zmorą, a nie korzyścią. Przykładowo, jeżeli zdeleguje się jedną czynność na konkretną osobę, to jej brak prowadzi do turbulencji w obsłudze całego procesu, a zastępstwa i redundancje zwykle nie pomagają, ponieważ często zastępujący pracownik nie czuje się „właścicielem” tematu. Odpowiednio wysoki jest jednocześnie poziom ryzyka – zwykle jeden kierownik (lider) odpowiada za całość procesowanych operacji i wydaje polecenia członkom swojego zespołu, a tym samym w jednych rękach utrzymuje wszystkie działania i decyzje, które wg istoty separacji zadań mogą być w konflikcie.

Zamiast mechanizmów prewencyjnych, można wprowadzić kontrole detekcyjne i mechanizmy zastępcze (np. compensating controls, reguła czterech oczu, alerty itp.). Wszystko wymaga zdrowego rozsądku. W naszym przypadku postawiliśmy głównie na prewencję i do tego wykorzystaliśmy zalety organizacji procesowej. Przyniosło to poziom kontroli zgodny z przyjętymi przez nas wytycznymi. Założyliśmy, że nawet ambitny księgowy, kierujący całym licznym zespołem, może mieć trudność w kontroli ryzyk i dostrzeganiu potencjalnych zagrożeń w ewidencji dokumentów księgowych.  W naszym modelu posiada on ten komfort, że ryzyka i kontrole są rozdystrybuowane między wieloma zespołami. Dzięki temu odpowiedzialność jest zdefragmentowana na mniejsze jej komponenty i poprzez to zdecydowanie bardziej przejrzysta do zarządzania (np. rozliczania, egzekwowania).

Sądy będą bronić konsumentów nawet zaocznie – analiza wyroku TSUE z komentarzem Rzecznika Finansowego

W określonych sytuacjach, jeżeli pozwany konsument nie stawi się na rozprawie, sąd powinien dokonać najwyższych starań w stwierdzeniu ewentualnych nieuczciwych praktyk przedsiębiorcy działającego na rynku finansowym. Wskazuje na to wczorajszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który w „polskiej sprawie” określił szereg czynności, które powinien wykonać krajowy wymiar sprawiedliwości przed wydaniem orzeczenia. Zdaniem Rzecznika Finansowego, to niezwykle ważne stanowisko z perspektywy konsumentów, zapewnia bowiem lepszą ochronę tym osobom, które nie znają swoich praw lub obawiają się ich dochodzić ze względu na koszty sądowe.

Zgodnie z obowiązującym artykułem 339 Kodeksu Postępowania Cywilnego, sąd wydaje wyrok zaoczny, gdy pozwany nie stawia się na rozprawę. Taka sytuacja z naturalnych przyczyn utrudnia, a nawet uniemożliwia pozwanemu skuteczną obronę – okoliczności przedstawione przez powoda uznaje się bowiem za prawdziwe, chyba że budzą uzasadnione wątpliwości lub zostały przytoczone w celu obejścia prawa. Do tej pory w praktyce oznaczało to, że im bardziej zwięzłe informacje przedstawił przedsiębiorca, tym mniejsza była szansa na wystąpienie „uzasadnionych wątpliwości”.

Do wczoraj, w takich przypadkach polski sąd nie miał wielu podstaw do zbadania z urzędu nieuczciwego charakteru warunków umowy, a warto zaznaczyć, że do stwierdzenia nieuczciwości niektórych zapisów konieczne jest przecież zazwyczaj dogłębne zbadanie sprawy. Dotychczas było o to trudno, skoro nieobecność konsumenta podczas rozprawy działała de facto na jego niekorzyść. Wczorajszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości w „polskiej” sprawie, w której zwracano uwagę na te kwestie, powinien to zmienić, ponieważ potwierdził on, że nierówność między konsumentem a przedsiębiorcą może zostać zrównoważona jedynie przez aktywne działania sądu – zaznacza dr hab. Mariusz Golecki, Rzecznik FinansowyTaka nierówność faktycznie była zauważalna i nie dotyczy wyłącznie tej sprawy. Na przestrzeni lat wielu konsumentów pozwanych przez banki np. za niepłacenie odsetek kredytowych, w ogóle nie decydowało się na obronę i stawienie w sądzie, ze względu na niską świadomość swoich praw, nieznajomość praktyk bankowych czy w związku z obawami przed wysokimi kosztami takich działań.

Zdaniem ekspertów z biura Rzecznika Finansowego, analiza wczorajszego wyroku pozwala sądzić, że zmieni się wiele dotychczasowych praktyk podejmowanych przez lokalne sądy w takich sytuacjach. Trybunał podtrzymał bowiem dotychczasową linię orzeczniczą zakresu ochrony przyznanej konsumentowi w ramach dyrektywy 93/13, obejmującą sytuacje, w których konsument jest nieświadomy swoich praw lub rezygnuje z podniesienia ich ze względu na wysokie koszty postepowania przed sądem. Oznacza to w praktyce, że nawet w sytuacji, gdy konsument objęty ochroną wynikającą z dyrektywy w takich przypadkach, nie stawia się na rozprawie, sąd rozpatrujący spór dotyczący umowy o kredyt konsumencki, powinien przeprowadzić środki dowodowe konieczne do zbadania potencjalnie nieuczciwego charakteru warunków umowy.

Właśnie taka sprawa, skierowana ostatecznie do Trybunału Sprawiedliwości, była rozpatrywana przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. Sąd wskazywał, że nie posiada umowy stanowiącej podstawę spornej wierzytelności, podpisanej przez obie strony umowy, lecz jedynie kopię umowy ramowej nieopatrzonej podpisem pozwanego – wyjaśnia dr Ewa Skibińska z Biura Rzecznika Finansowego.W ocenie Trybunału, w takiej sytuacji nie można uznać, że sąd krajowy „dysponuje informacjami dotyczącymi stanu prawnego i faktycznego”. Zatem ten sąd powinien zobowiązać przedsiębiorcę do przedstawienia dokumentu lub dokumentów stanowiących podstawę jego żądania, aby mieć możliwość – pomimo braku stawiennictwa konsumenta – sprawdzenia warunków umownych, na których przedsiębiorca oparł swoje roszczenie, w razie wątpliwości co do nieuczciwego ich charakteru tych warunków.

Trybunał stwierdził, że w odmiennym przypadku skuteczna ochrona sądowa konsumenta, przewidziana w prawie Unii, nie byłaby zagwarantowana.

Przedłużenie ważności dokumentów – nowe rozporządzenie UE już obowiązuje

Z powodu aktualnej sytuacji podyktowanej pandemią koronawirusa, przewoźnicy i osoby zainteresowane mogą nie być w stanie dopełnić niezbędnych formalności lub procedur wymaganych niektórymi przepisami, związanymi z odnawianiem, bądź przedłużeniem ważności certyfikatów, świadectw, licencji, zezwoleń, czy też przeprowadzić działania niezbędne do utrzymania ich ważności. Te same okoliczności wpływają na pracę właściwych organów państw członkowskich, które mogą nie wypełnić swoich obowiązków wynikających z prawa Unii i nie zapewniać tym samym, aby odpowiednie wnioski złożone przez przewoźników zostały rozpatrzone przed upływem mających zastosowanie terminów. Z tego powodu zostało stworzone rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2020/698 z dnia 25 maja 2020 r., ustanawiające szczególne środki tymczasowe w związku z epidemią COVID-19, dotyczące odnawiania lub przedłużania ważności niektórych certyfikatów i świadectw, licencji i zezwoleń oraz przesunięcia poszczególnych okresowych kontroli i szkoleń w wybranych obszarach prawodawstwa dotyczącego transportu, które obowiązuje od dziś tj. 4 czerwca 2020 r.

Z nowego rozporządzenia wynika automatyczne przedłużenie ważności najważniejszych dokumentów transportowych, takich jak: świadectwo kwalifikacji zawodowej, prawo jazdy, kod 95, badania okresowe tachografu, kart do tachografów, przeglądów technicznych, licencji wspólnotowych, zabezpieczenia finansowego, czy certyfikatów bezpieczeństwa. Do tej pory wybrane Państwa indywidualnie wprowadzały na swoim terytorium wyjątki od terminów ważności dokumentów. Niestety, pomimo wydanych wcześniej oficjalnych zaleceń KE brakowało solidnych podstaw prawnych do stosowania odstępstw, dotyczących upływu terminu ważności dokumentów w przypadku tras międzynarodowych. Od dziś jednak ma to się zmienić za sprawą nowego Unijnego rozporządzenia. Akt ten obowiązuje bezpośrednio na terytorium wszystkich państw członkowskich od 4 czerwca 2020 roku z uwzględnieniem zasady retroakcji, co wynika z faktu, iż większości przypadków dotyczy przedłużenia ważności dokumentów, które straciły lub stracą ważność od początku pandemii, aż do końca wakacji. Warto podkreślić, że proces legislacyjny został zrealizowany w niespełna miesiąc.

Jakie dokumenty i do kiedy zostają przedłużone w całej UE?JAKIE DOKUMENTY I DO KIEDY ZOSTAJĄ PRZEDŁUŻONE W CAŁEJ UE

Czy zasady w poszczególnych państwach mogą się różnić?

Zasady w poszczególnych Państwach mogą się różnić, ale nie będzie to miało negatywnego wpływu na przewozy międzynarodowe. W przypadku wybranych dokumentów państwa członkowskie, które nie odnotowały opóźnień i utrudnień, np. przy wydawaniu kart kierowców, mogą o tym fakcie poinformować KE i w ten sposób dla kierowcy z tego kraju nie będzie stosowane automatyczne przedłużenie poszczególnych dokumentów. Ważną kwestią jest natomiast, że nawet jeśli w takim państwie będzie kontrolowany kierowca z zagranicznej firmy, to kontrolujący ma obowiązek uwzględnić, że w państwie firmy tego kierowcy takie przedłużenia mogły zostały przyjęte. KE będzie publikować w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej decyzje poszczególnych krajów, o niestosowaniu przedłużeń ważności poszczególnych dokumentów.

Ponadto przewidziana została możliwość wydłużenia okresów, w których dokumenty pozostają ważne (po uprzedniej zgodzie KE) – to rodzaj zabezpieczenia w razie pogłębienia pandemii. Przytoczone przepisy pomogą rozwiązać często sporne dotychczas sytuacje i ułatwić wykonywanie przewozów międzynarodowych.

Materiał przygotował Mateusz Włoch, Grupa INELO.

Źródło: https://eur-lex.europa.eu/legal-content/pl/TXT/?uri=CELEX:32020R0698

Kurs złotego do euro i dolara: prognoza długoterminowa analityków Ebury

Początkowa faza załamania aktywności gospodarczej w Polsce i kluczowych globalnych ośrodkach powoli przemija. Powrót sytuacji do normy sprzyja odrabianiu strat przez waluty emerging markets – wśród których znajduje się polski złoty. Sądzimy, że dalsze umocnienie polskiej waluty powinno jednak przebiegać stopniowo, jak i, że skala umocnienia złotego w relacji do dolara amerykańskiego będzie większa niż w parze z euro.

Początek 2020 roku dla polskiego złotego można określić mianem burzliwego. Ograniczona deprecjacja złotego w parze z euro w styczniu i lutym przerodziła się w gwałtowną wyprzedaż w marcu (Wykres 1). Istotnie osłabiły się także inne waluty emerging markets. Licząc od początku roku do minimalnego punktu, jaki złoty w relacji do euro osiągnął w drugiej połowie marca, polska waluta straciła ok. 8%. Skala deprecjacji złotego była zbliżona do tej notowanej przez waluty dwóch innych kluczowych krajów regionu, czyli korony czeskiej i forinta węgierskiego. W ostatnim czasie złoty jednak odrobił część dotychczasowych strat. Miało to związek z poprawą rynkowych nastrojów, która przełożyła się na umocnienie walut emerging markets. Zmienność na parach EUR/PLN i USD/PLN pozostaje znaczna.

Wykres 1: Kurs EUR/PLN oraz USD/PLN

Wykres Kurs EUR-PLN oraz USD-PLN
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 05/06/20

Pandemia COVID-19 nie oszczędziła Polski. Do tej pory łącznie odnotowano ponad 25 tysięcy potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem, z czego ponad 1100 osób zmarło. Reakcja polskiego rządu na kryzys zdrowotny była szybka. 13 marca ogłoszono, że następnego dnia na terenie kraju wprowadzony zostanie „stan zagrożenia epidemicznego”, który 20 marca przeobraził się w „stan epidemii”. W związku z zagrożeniem zdrowia publicznego władze zaleciły pozostanie w domach oraz ograniczenie do minimum aktywności, które nie są niezbędne do funkcjonowania.

Polska uruchomiła środki prewencyjne stosunkowo wcześnie, a ograniczenia wprowadzone w życie były relatywnie restrykcyjne w porównaniu z wieloma innymi krajami w Europie. Tym samym aktywność gospodarcza w kraju doświadczyła załamania. Pierwsze tego oznaki były widoczne w niestandardowych danych: o zużyciu energii elektrycznej oraz o natężeniu transportu. Niedługo potem zanurkowały indeksy opisujące nastroje i aktywność biznesową, sugerując trudności zarówno w bieżącej chwili, jak i w przyszłości.

Odczyt PKB Polski w pierwszym kwartale dostarczył nam bardziej kompleksowych szacunków dotyczących rzeczywistej skali załamania gospodarki Polski. Dynamika wzrostu PKB obniżyła się z 3,2% w ujęciu rocznym notowanym w IV kw. ubiegłego roku do 2,0% w I kw. 2020 r. (Wykres 2). W ujęciu kwartalnym PKB spadło o 0,4%.

Dane za drugi kwartał z pewnością pokażą znacznie większą skalę załamania, głównie w związku z tym, że to w większości na ten okres przypadł lockdown. I to właśnie w tym czasie niekorzystne procesy w gospodarce – takie jak wzrost bezrobocia – zaczęły istotnie przybierać na sile. Kwietniowe dane wskazują na wyraźne pogorszenie sytuacji na rynku pracy. Dane za następne miesiące najpewniej pokażą dalszy, utrzymujący się i rozłożony w czasie wzrost stopy bezrobocia.

Wykres 2: Dynamika PKB Polski (2010 – 2020)

Wykres Dynamika PKB Polski
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 05/06/20

Polskie władze podjęły skoordynowane kroki w celu wsparcia gospodarki w dobie kryzysu, zapewniając pomoc przedsiębiorstwom i gospodarstwom domowym. Łączna wartość środków w ramach dwóch kluczowych przyjętych pakietów jest szacowana na około 312 mld złotych, co stanowi równowartość mniej więcej 15% PKB kraju. W relacji do wielkości gospodarki jest to jeden z największych pakietów pomocowych wśród krajów Unii Europejskiej. Programy uruchomione przez Polskę nie polegają jednak wyłącznie na wydatkach. Niemal ćwierć środków przeznaczonych na walkę z kryzysem stanowi wsparcie dla systemu finansowego. Reszta obejmuje bezpośrednie zapomogi, dotacje, pożyczki, gwarancje kredytowe oraz inne środki. Niemniej, pakiety te w naszej ocenie stanowią spore wsparcie.

Obiecująco wygląda zwłaszcza „tarcza finansowa”, która skupia się na dotacjach dla firm. Program zachęca do podtrzymywania działalności i utrzymania zatrudnienia. W przypadku części firm, aż 75% kwoty to bezzwrotna pomoc – pod warunkiem spełnienia określonych wymogów.

Powyżej wspomnieliśmy jedynie o kluczowych pakietach. W ostatnich tygodniach przyjęto dodatkowe środki, które mają wspierać gospodarkę. Proces znajdowania i wdrażania kolejnych rozwiązań nadal trwa.

Rozluźnianie polityki fiskalnej wiąże się z wyraźnym wzrostem potrzeb pożyczkowych. Z kolei emisja dodatkowego długu musi zostać zaabsorbowana przez rynek w kontekście raczej niesprzyjającej sytuacji globalnej. Aby zapewnić stabilność na rynku długu, Narodowy Bank Polski uruchomił program skupu aktywów. Początkowo postanowiono o skupie obligacji skarbowych, jednak niedługo później rozszerzono katalog skupowanych aktywów o bony skarbowe oraz obligacje gwarantowane przez Skarb Państwa. Rozszerzenie programu nastąpiło w związku z tym, że część nadzwyczajnych działań związanych z pandemią finansowana jest poprzez emisje obligacji Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) i Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK). W związku ze sposobem emisji, wpływ na zadłużenie państwa, liczone zgodnie z metodologią krajową, będzie bardziej ograniczony i rozłożony w czasie.

Skala skupu aktywów przez NBP jest znaczna. Od momentu wprowadzenia tego programu polski bank centralny – zgodnie ze słowami prezesa Adama Glapińskiego – skupił aktywa o wartości 90,77 mld PLN. Teoretycznie tego typu działania nie powinny sprzyjać złotemu, jednak sądzimy, że potencjalnie negatywne efekty są mniej więcej zbalansowane przez postrzeganie programu jako dopełniającego działania pomocowe ze strony rządu. Wstępne, dość agresywne tempo w jakim prowadzony jest skup interpretujemy jako podjęcie działań na dużą skalę w momencie dużego zapotrzebowania na takowe w kontekście wzrostu emisji oraz wyższej rynkowej presji i oczekujemy stopniowego zmniejszania skali zakupów w przyszłości.

Oprócz wprowadzenia programu QE, Narodowy Bank Polski obniżył również stopy procentowe. Stopa referencyjna została zredukowana łącznie o 140 punktów bazowych. Obecnie znajduje się ona na poziomie 0,1%, najniższym w historii (Wykres 3). Bank centralny wdrożył również szereg innych rozwiązań, obcinając między innymi stopę rezerw obowiązkowych z 3,5% do 0,5% oraz przywracając kredyt wekslowy. Ten ostatni ma umożliwić bankom tanie refinansowanie kredytów dla przedsiębiorstw z sektora niefinansowego, jednak rozwiązanie to nie wydaje się szczególnie popularne wśród banków.

Prognoza długoterminowa analityków Ebury

  EUR/PLN USD/PLN
Q3-2020 4,40 3,89
E-2020 4,35 3,82
Q1-2021 4,35 3,78
E-2021 4,32 3,66

 

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Jak zareagował rynek na rozszerzenie programu PEPP przez Europejski Bank Centralny?

W czwartek po południu Europejski Bank Centralny (EBC) ogłosił modyfikacje w swoim nadzwyczajnym programie zakupów w czasie pandemii. W reakcji spadły rentowności obligacji skarbowych krajów strefy euro, zwłaszcza tych peryferyjnych, a euro umocniło się w relacji do dolara. Rozszerzenie programu PEPP spowodowało także spadek kursu USD/PLN, pomimo wczorajszej słabości złotego.

Jeszcze przed spotkaniem decyzyjnym banku inwestorzy zgodnie oczekiwali, że decydenci EBC rozszerzą obecny zakres nadzwyczajnego programu zakupów w czasie pandemii (Pandemic Emergency Purchase Programme – PEPP). Nie było to nic dziwnego, zważywszy na to, że przy zachowaniu obecnego tempa skupu aktywów w jego ramach, program PEPP wyczerpałby się do października. Rozszerzenie programu o 600 mld euro było jednak większe niż oczekiwaliśmy zarówno my, jak i rynek. W konsekwencji decyzji EBC pułap programu dobił do poziomu aż 1,35 bln euro. Tak jak oczekiwaliśmy, program został też przedłużony. Dotychczasową datą jego zakończenia miał być koniec 2020 roku, wczoraj ogłoszono jednak, że program będzie trwał co najmniej do końca czerwca 2021 roku. Europejski Bank Centralny ogłosił również, że zamierza reinwestować spłaty kapitału z zapadających obligacji co najmniej do końca 2022 roku.

W naszej ocenie, czwartkowe działania EBC jasno wskazują, że decydenci nie zamierzają tolerować jakiekolwiek dalszego wzrostu rentowności europejskich obligacji skarbowych. To pokłosie faktu, że nawet w obliczu wprowadzenia na rynek dodatkowej stymulacji monetarnej na ogromną skalę w marcu, u szczytu pandemii, rentowności wielu krajów strefy euro, zwłaszcza tych peryferyjnych (szczególnie Włoch) pozostawały podwyższone w relacji do poziomów sprzed pandemii. Dla krajów takich jak wspomniane Włochy, które zmagają się z wysokim poziomem długu publicznego jest to istotny problem.

Niższe rentowności obligacji skarbowych krajów strefy euro powinny, naszym zdaniem, dać rządom większy komfort i pozwolić na wzrost wydatków w celu wsparcia krajowych gospodarek.

Na konferencji prasowej po spotkaniu decyzyjnym EBC, uwagę przykuły szczególnie zaktualizowane projekcje PKB. Zgodnie z aktualną, bazową prognozą bank centralny spodziewa się, że gospodarka strefy euro doświadczy recesji rzędu 8,7% w 2020 roku – jest to poziom bliski średniemu z widełek spadku o 5-12%, czyli prognozy, którą w kwietniu przedstawiła Lagarde. Zgodnie z oczekiwaniami banku centralnego, gospodarka strefy euro w 2021 r. doświadczy ożywienia, aczkolwiek o niższej skali niż oczekiwany tegoroczny spadek: PKB w przyszłym roku ma wzrosnąć o 5,2%, z kolei w 2022 r. o 3,3% (Wykres 1).

Wykres 1: Projekcje EBC dotyczące wzrostu PKB strefy euro (%) [czerwiec 2020]

Kurs USDPLN – USDEUR
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 04/06/2020

Reakcja rynków finansowych była zgodna z tym, czego można się było spodziewać w takiej sytuacji. Rentowności obligacji skarbowych krajów strefy euro w bezpośrednim następstwie decyzji spadły o kilka-kilkanaście punktów bazowych – wyraźnie spadały szczególnie rentowności obligacji krajów peryferyjnych, takich jak Włochy, Grecja, Hiszpania i Portugalia. Na ogłoszenia EBC pozytywnie zareagowało również euro, które w pierwszym odruchu zyskało 0,6% w relacji do dolara amerykańskiego, aby ostatecznie zakończyć dzień wzrostem rzędu 0,9%. Dynamika wzrostu od czasu samej decyzji była większa, natomiast w ujęciu dnia zmiana była niższa, ze względu na słabość, jaką europejska waluta wykazywała wcześniej. Zmiana ta znalazła również odzwierciedlenie w kursie USD/PLN, który – pomimo wczorajszej słabości złotego – zakończył dzień spadkiem (Wykres 2).

Pozostajemy optymistycznie nastawieni względem perspektyw euro (w parze m.in. z dolarem amerykańskim, ale nie z polskim złotym). Sądzimy, że w związku z uruchomieniem szeroko zakrojonej stymulacji fiskalnej i monetarnej strefa euro powinna wyjść z recesji szybciej niż gospodarka USA.

Wykres 2: Kurs USD/PLN & USD/EUR (03/06/20 – 05/06/20)

Projekcje EBC dotyczące wzrostu PKB strefy euro
Źródło: Refinitiv Data: 05/06/2020

Pomimo znacznego rozszerzenia pułapu swoich zakupów, sądzimy, że Europejski Bank Centralny nie posiada już zbyt wielu narzędzi, które mógłby wykorzystać. Jedną z możliwości jest rozszerzenie katalogu zakupów o tzw. „śmieciowe” obligacje, czyli takie, które nie posiadają ratingu inwestycyjnego. Prezes Lagarde zapewniła, że kwestia ta nie była tematem dyskusji decydentów podczas ostatniego spotkania decydentów, niemniej naszym zdaniem może ona być jednym z tematów następnego posiedzenia decyzyjnego w lipcu, jeśli sytuacja gospodarcza ulegnie pogorszeniu – obecnie jednak nie zakładamy takiego scenariusza.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

NBP: Na rynku przybyło 51 mld zł w gotówce

Ponad 50 miliardów złotych przybyło w obiegu w Polsce w ciągu czterech pierwszych miesięcy 2020 roku. Według danych naszego banku centralnego, w analogicznym okresie ubiegłego roku było to ponad 7 miliardów złotych. Polacy zrywali długoterminowe depozyty, a wpływ na to miała panika wywołana pandemią koronawirusa. Do ludzi masowo docierały także pogłoski o tym, że rząd zabierze środki z ich rachunków. Jak przekonują eksperci, w obecnej sytuacji zyskuje NBP, a przejściowy powrót do gotówki nie powstrzyma rozwoju płatności bezgotówkowych. Znawcy tematu prognozują, że część środków zacznie stopniowo wracać do banków.

Według danych NBP, od początku stycznia do końca kwietnia br. wartość obiegu w Polsce zwiększyła się o 50,8 mld zł, tj. o 21,3%. Natomiast w analogicznym okresie ubiegłego roku był to wzrost wynoszący 7,1 mld zł, czyli 3,2%. Zdaniem Roberta Łaniewskiego, prezesa Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego, przyrost gotówki w pierwszych czterech miesiącach był na niespotykaną skalę. Ekspert powołuje się na zestawienia podaży pieniądza publikowane przez NBP. Z nich wynika, że m.in. zrywano lokaty, czyli długoterminowe depozyty powyżej dwóch lat. Przyczyną pierwotną była panika wywołana pandemią i chęć posiadania przez Polaków swoich oszczędności w domach.

– Do mnie również docierały informacje, że rząd w ciągu kilku dni zabierze 30% środków z rachunków bankowych. To możliwe, bo tak zrobił Cypr podczas drugiego kryzysu w strefie euro. Tylko to specyficzny kraj – tzw. raj podatkowy. Jednak u nas taki scenariusz jest mało prawdopodobny, raczej na poziomie promili. Ale część ludzi mogła się wystraszyć tych plotek, bo rządzący są w stanie bardzo szybko przeforsować w zasadzie dowolną decyzję. Zadziałał więc strach – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Jak podkreśla dr hab. Paweł Marszałek, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, kierownik Katedry Pieniądza i Bankowości UEP, w trudnych czasach ludzie preferują mieć gotówkę, a także złoto, dzieła sztuki itp. Coś namacalnego daje pewność, że gdyby zawiodły bankomaty czy systemy bankowości elektronicznej, to zostaje się z czymś konkretnym. Zawsze w okresach wojen, epidemii i zmian pojawia się problem braku zaufania do mechanizmów i systemu państwa, w tym finansowego. Traci się oszczędności, jak np. przy tzw. reformie monetarnej w 1950 roku. Zdaniem eksperta, dążenie do posiadania gotówki jest więc działaniem wbrew pozorom racjonalnym.

– Panika powoduje również rosnące obawy przed ewentualną niewypłacalnością i upadkami banków, co w Polsce jest ogromną rzadkością. W ostatnich tygodniach nie zaobserwowano żadnych oznak załamania systemu bankowego w naszym kraju, a jednak wielu Polaków postanowiło mieć oszczędności bliżej siebie. Wypłacania gotówki nie można łączyć z poziomem zaufania do sektora bankowego, na które składa się wiele czynników. Rekordowo niskie stopy procentowe nie motywują obywateli do trzymania środków na rachunkach bankowych – analizuje prezes Łaniewski.

W Polsce banki mają więcej pieniędzy, niż mogą wykorzystać. Ta nadpłynność sprawiła, że systemowo nic strasznego się nie stało, co podkreśla Marek Zuber. Jak zaznacza ekspert, NBP od razu zapowiedział, że jest w stanie dostarczyć na rynek tyle gotówki, ile potrzeba. I takie zwiększenie podaży pieniądza w tej chwili obserwujemy. Jeśli jednak z banku odpływają pieniądze, to potencjalnie jest jakieś ryzyko. I to na pewno nie jest optymalna sytuacja.

– Pieniądz gotówkowy kosztuje gospodarkę około 1% PKB. Rocznie to nawet kilkanaście miliardów zł kosztów z tytułu emisji i zarządzania. Im więcej pieniądza bezgotówkowego w gospodarce, tym korzystniej dla niej. On w obrocie, tzn. w transakcjach realizowanych w punktach handlowo-usługowych, jest nie tylko tańszy, ale również łatwiejszy w użyciu, bezpieczniejszy, wygodniejszy, a co najważniejsze w ostatnim czasie, bardzo higieniczny względem banknotów i monet – dodaje prezes FROB.

Według prof. Marszałka, płatności bezgotówkowe w Polsce mają się całkiem dobrze. Nawet przejściowy powrót do gotówki nie zatrzyma tego trendu. W obecnej sytuacji na pewno zyskuje bank centralny, bo rosną wpływy z senioratu (tzw. renta emisyjna). Jednak nie wiadomo, czy w przyszłości ta gotówka będzie używana, czy zostanie wycofana z obiegu.

– Jeżeli Polacy kupowali produkty za wypłaconą gotówkę, to dla gospodarki nie ma to większego znaczenia. Natomiast z punktu widzenia sklepikarza koszty są niższe, nie musi płacić prowizji związanej z płatnościami kartą. Oczywiście coś później trzeba zrobić z tymi pieniędzmi. Ale zwłaszcza w mniejszych sklepach wciąż milej widziana jest gotówka. Natomiast na poziomie dużych placówek rosną wydatki związane z przewozem takich środków. Jednak nie sądzę, żeby były one wyższe od prowizji za płacenie kartami – informuje Marek Zuber.

Jak prognozuje Robert Łaniewski, część gotówki z tzw. obrotu powróci na rachunki bankowe. Stanie się to po uspokojeniu nastrojów związanych z pandemią. Ekspert jednak podkreśla, że jeśli utrzyma się niski poziom stóp procentowych, to Polacy zaczną szukać alternatywnych inwestycji wobec lokat. To mogą być np. nieruchomości. Natomiast Marek Zuber przewiduje, że środki będą stopniowo wracać do banków. Przeszkodzić w tym mogą kolejne pogłoski o planach rządu w sprawie zabierania oszczędności, np. na pokrycie zadłużenia. Ale takie plotki nie powinny się odrodzić.

– W kwestiach dot. gotówki dużo zależy od polityki samych banków. Ale generalnie tendencje obiegu pieniężnego będą powiązane z ogólnym poziomem aktywności gospodarczej. Może faktycznie wystąpić pewien trend, że Polacy będą trzymać oszczędności w domach, jeśli w ogóle będą je mieli – podsumowuje kierownik Katedry Pieniądza i Bankowości UEP.

Rynek nieruchomości biurowych w czasie pandemii COVID-19

Rynek biurowy powoli otrząsa się z pandemii COVID-19. Ostatnie tygodnie to wyraźny wzrost liczby zawieranych transakcji najmu – wynika z danych firmy REDD. Jak pokazuje raport „Rynek nieruchomości biurowych w czasie pandemii COVID-19”, w maju widać już było spowolnienie przyrostu wolnej powierzchni biurowej do wynajęcia. 

Dostawca danych o rynku nieruchomości firma REDD jako pierwsza w Polsce podsumowała wpływ pandemii COVID-19 na rynek biurowy. W raporcie pokazano liczby za okres 01.03.2020-31.05.2020.

Od momentu pojawienia się w Polsce pierwszego przypadku COVID-19 obserwowaliśmy szybko rosnące zasoby dostępnej powierzchni biurowej, które w szczytowym momencie zwiększyły się o ponad 180 tys. m kw.

W sumie zasoby dostępnej powierzchni biurowej w Polsce w budynkach oddanych oraz komercjalizowanych w budowie wyniosła (na dzień 31.05.2020)  2.40 mln mkw. RAPORT2

Warszawa najspokojniejsza

W ciągu ostatnich trzech miesięcy najlepiej radziła sobie Warszawa. Na rynku w stolicy nie obserwowaliśmy tak dużych tendencji wzrostowych. Stołeczne wskaźniki wolnych powierzchni od trzech miesięcy nie przekraczają granic 1.01 – 1.04 mln mkw.RAPORT4

Przybyło małych modułów biurowych

Od dziewięciu tygodni obserwujemy rosnący bilans zwolnionych modułów biurowych. Od początku marca na rynku biurowym w całej Polsce pojawiło się 456 wolnych modułów biurowych, które nie zostały zaabsorbowane przez stronę popytową.RAPORT3

Mimo iż w Warszawie skokowo nie zwiększyły się zasoby wolnej powierzchni biurowej to widać inny trend. W stolicy rośnie liczba wolnych modułów biurowych.RAPORT4

Analizując rynek warszawski, należy jednak przywołać wyraźny trend spadkowy powierzchni wolnych modułów biurowych. Od początku kwietnia średnia powierzchnia wolnego biura w stolicy zmniejszyła się o  ponad 8 proc. i wynosi obecnie 484.84 mkw.RAPORT5

Liczba wolnych małych modułów biurowych rosła także na rynkach regionalnych, co potwierdza tendencję.RAPORT6

Dobry znak

– Choć dalej na minusie, w maju dane REDD pokazały pojawiającą się wyższą stabilność. Obserwacja kolejnych 4-8 tygodni będzie kluczowa dla oceny trendu. Szczególnie że jest jeszcze jeden dobry znak. Ostatnie tygodnie to wyraźny wzrost liczby zawieranych transakcji najmu – podsumowuje Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.RAPORT7

Biura stoją  puste coraz dłużej

Według REDD Index – wskaźnika pokazującego, jak długo powierzchnie dostępne do wynajęcia pozostają puste –  biura czekają na najemcę w całej Polsce średnio przez 228 dni.  To wzrost wskaźnika prawie o 10 dni w porównaniu z początkiem maja.Rynek biurowy szykuje się na „nową rzeczywistość”

Co dalej? Rynek biurowy szykuje się na „nową rzeczywistość”

– Jak pokazują nasze dane, część najemców powierzchni biurowej, nie widzą szans na powrót w składzie sprzed koronawirusa, a dodatkowo z oszczędności i niepewności, zaczyna renegocjować umowy. Firmy zastanawiają się, jak ciąć koszty. Chcą obniżyć stawkę najmu, zrezygnować z części wynajmowanej powierzchni albo chociaż móc ją podnająć, ale umowy często są wieloletnie i negocjacje są niezwykle trudne – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

– W ostatnich latach na rynku obserwowaliśmy inwestycyjny boom wynikający ze wzrostu gospodarczego i to nie tylko w Warszawie, ale i na rynkach regionalnych takich jak Wrocław, Kraków czy Katowice. Do tej pory relacja popytu i podaży była raczej wyrównana, i choć dziś prognozowanie, co będzie za kilka, kilkanaście miesięcy, to wróżenie z fusów, ta relacja może zostać zachwiana – podsumowuje Piotr Smagała z REDD.

Na 31 maja 2020 zasoby powierzchni biurowych wynosiły w Polsce 12.30 mln mkw. Utrzymał się przy tym trend wzmocnienia rynków regionalnych.  W samej Warszawie zasoby biurowe przekroczyły 6.7 mln mkw.

Moment powstania obowiązku podatkowego w VAT u małego podatnika

W podatku od towarów i usług obowiązuje zasada, zgodnie z którą obowiązek podatkowy powstaje w momencie dokonania dostawy towarów lub świadczenia usług. Ustawa przewiduje jednak pewne wyjątki od tej zasady generalnej. Jednym z nich jest instytucja małego podatnika, czyli podmiotowe określenie podatników, którzy mogą korzystać z pewnych preferencji. Są jednak pewne ograniczenia, o których podatnicy powinni pamiętać. W szczególności bardzo istotne zmiany dotyczą daty powstania obowiązku podatkowego.

Kogo zalicza się jako małego podatnika?

Mały podatnik to podatnik podatku od towarów i usług, w przypadku którego wartość sprzedaży nie przekroczyła w poprzednim roku podatkowym kwoty stanowiącej równowartość 1,2 mln euro. W przypadku podmiotów prowadzących przedsiębiorstwo maklerskie, zarządzających funduszami inwestycyjnymi, alternatywnymi funduszami inwestycyjnymi, agentów czy zleceniobiorców kwota ta wynosi 45 tys. euro i dotyczy prowizji lub innej postaci wynagrodzenia. Kwotę tę przelicza się na złote na pierwszy dzień października poprzedzającego roku w zaokrągleniu do 1 000 zł. Powyższe ograniczenie w zakresie kwoty sprzedaży ma na celu limitację podmiotów mogących skorzystać z tych przepisów, przez co więksi podatnicy nie będą mogli z tej preferencji skorzystać.

Mały podatnik może rozliczać się metodą kasową. Warto zaznaczyć, że wybór tej metody nie jest obowiązkiem, lecz prawem podatnika. Dlatego powinien on zawiadomić właściwego naczelnika urzędu skarbowego o chęci skorzystania z tej metody. Rozliczając się metodą kasową, deklaracje VAT składa się kwartalnie. Metodę tę należy kontynuować minimum 12 miesięcy, a chcąc z niej zrezygnować, należy o tym zawiadomić właściwego naczelnika urzędu skarbowego.

Ponadto podatnik po przekroczeniu w danym kwartale progów umożliwiających korzystanie ze statusu małego podatnika i rozliczanie się metodą kasową, powinien od miesiąca następującego po tym kwartale stosować zasady ogólne określania obowiązku podatkowego.

Obowiązek podatkowy – mały podatnik

Metoda kasowa oznacza, że obowiązek podatkowy u małych podatników powstaje co do zasady z dniem otrzymania całości lub części zapłaty albo z upływem 180 dnia począwszy od daty dostawy lub świadczenia usługi. Obowiązek podatkowy zależy więc od otrzymania środków pieniężnych, co stanowi znaczne uproszczenie dla podatników i pomaga zachować lepszą płynność finansową. W przypadku metody kasowej tracą na znaczeniu daty dokonania dostawy lub wykonania usługi.

Pierwszy przypadek wymieniony powyżej dotyczy dokonania dostawy towarów lub świadczenia usług na rzecz czynnych podatników VAT. W takim przypadku VAT należny rozpoznajemy w miesiącu otrzymania płatności, czyli de facto otrzymania VAT od kontrahenta. W efekcie nie ma przesunięcia pomiędzy miesiącem powstania obowiązku podatkowego a miesiącem otrzymania należnych środków, w tym także VAT.

Druga opcja dotyczy pozostałych kontrahentów, niebędących podatnikami VAT. Zatem ustawodawca zdecydował się na rozróżnienia pomiędzy sprzedażą na rzecz określonych rodzajów kontrahentów. W praktyce gospodarczej powyższy zapis oznacza, że podatnik powinien ustalić status swojego kontrahenta, na rzecz którego dokonywana jest dostawa towarów czy świadczenie usług. Decyzja o kwalifikacji kontrahenta powinna zostać podjęta w dacie dokonania dostawy lub świadczenia usługi, a późniejsze zmiany np. w zakresie rejestracji nie mają na nią wpływu.

Powyższe zasady dotyczą czynności wykonanych w okresie, kiedy podatnik był tzw. małym podatnikiem. Wynika to bezpośrednio z treści art. 21 ust. 2 ustawy o VAT. Zatem możemy mieć do czynienia z sytuacją, gdy pomimo tego, że podatnik nie jest już małym podatnikiem, to rozlicza się metodą kasową, ponieważ czynności zostały wykonane w czasie, kiedy miał prawo do takiego rozliczenia. Zatem pomimo że data dostawy czy data wykonania usługi straciły na znaczeniu, to ustawodawca zdecydował się na uzależnieniu możliwości korzystania z metody kasowej właśnie od tych dat.

Na marginesie warto dodać, że otrzymanie częściowej płatności powoduje powstanie obowiązku podatkowego tylko do tej części. Oznacza to, że w sytuacji, gdy podatnik nie otrzyma całości środków, nie będzie w przypadku metody kasowej zobowiązany do rozliczenia całego VAT. Może to prowadzić do dodatkowej pracy administracyjnej związanej z prawidłowym rozliczeniem podatku, jednak w praktyce generuje oszczędności dla podmiotów korzystających z metody kasowej.

Czynności nieodpłatne

W przypadku metody kasowej rozliczania podatku od towarów i usług pojawia się kwestia opodatkowania czynności nieodpłatnych wynikających z przepisów ustawy o VAT (art. 7 ust. 2 oraz art. 8 ust. 2). Art. 21 ust. 1 ustawy o VAT odnosi się do konkretnego rodzaju podatnika – małego podatnika, wskazując, że obowiązek podatkowy powstaje w dacie otrzymania całości lub części płatności. W przypadku czynności nieodpłatnych brak jest płatności, a więc wydawać by się mogło, że obowiązek podatkowy w zakresie takich czynności również nie powstanie.

Wyłączenia

Na zakończenie warto zwrócić uwagę na wyłączenia, czyli kwestie, które nie podlegają metodzie kasowej, pomimo że mały podatnik z niej korzysta. Zasady ustalania szczególnej daty obowiązku podatkowego u małych podatników nie mają zastosowania w przypadku transferu bonów jednego przeznaczenia określonego w art. 8a ust. 1 oraz ust. 3 ustawy o VAT, transakcji wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów czy przemieszczenia towarów do magazynu konsygnacyjnego w celu ich późniejszej dostawy. W takich przypadkach mali podatnicy powinni korzystać z zasad ogólnych rozpoznawania obowiązku podatkowego w VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Protesty w USA przybierają na sile

Masowe protesty w Stanach Zjednoczonych, spowodowane policyjnym zabójstwem czarnoskórego George’a Floyda, przybierają na sile. Amerykanie domagają się systemowych zmian, które zakończyłyby brutalność policji w stosunku do czarnoskórych mieszkańców kraju. Tragiczna śmierć Floyda to kolejne zabójstwo – dokonane przez policję na nieuzbrojonym, nieagresywnym Afroamerykaninie. 25 maja w Minneapolis George Floyd został zatrzymany pod zarzutem użycia fałszywego banknotu. Jeden z policjantów przybyłych na wezwanie klęczał na jego szyi przez ponad osiem minut, aż Floyd zmarł z powodu uduszenia. Krótko po tym we wszystkich stanach wybuchły zamieszki, tłamszone przez policję. Mimo pokojowych postulatów – protestujący w wielu miastach spotykają się z brutalnością policji, rozganiającej zgromadzenia przy użyciu gazu pieprzowego i gumowych kul. Sytuacji nie deeskalują wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, podszyte rasizmem i zapowiedziami stanu wojennego. Od narracji Trumpa odcinają się jednak kolejni politycy i szeryfowie policji.

– Działania Donalda Trumpa oceniane są jako eskalowanie przemocy. Coraz powszechniej odcinają się od nich szefowie policji – którzy podlegają władzom lokalnym, a także politycy. Również z partii republikańskiej, z sekretarzem obrony na czele – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Firlej, dziennikarz i producent filmowy z USA– Jako jeden z pierwszych w opozycji do prezydenta stanął szef policji z Arlington w stanie Virginia, miasta sąsiadującego z Waszyngtonem. Za nim podążyło wielu szeryfów i funkcjonariuszy policji, a także gubernatorów, senatorów i urzędników – również tych z gabinetu Trumpa. Sekretarz obrony sprzeciwił się pomysłowi prezydenta o rozlokowaniu wojska w miastach, które są ogarnięte protestami – stwierdził, że obecna sytuacja nie uzasadnia takiej reakcji. Zdecydowana większość protestów jest bowiem pokojowa, mimo incydentów grabieży i niszczenia mienia. Reakcja amerykańskich władz na protesty będzie kluczowa dla walki o sprawiedliwość rasową. Protestujący domagają się zaprzestania brutalnych interwencji policyjnych oraz równego traktowania czarnoskórej społeczności. Co czwarty podejrzany zastrzelony przez amerykańską policję jest czarnoskóry, podczas gdy Afroamerykanie stanowią niespełna 14% mieszkańców USA. W Minneapolis, miejscu śmierci Floyda, czarnoskórzy stanowią 20% mieszkańców – a doświadczają brutalności policji siedem razy częściej niż biali – relacjonuje statystyki Firlej.

Europejski Bank Centralny pozytywnie zaskoczył rynki

Europejski Bank Centralny ogłosił większe od oczekiwań rozszerzenie ratunkowego programu skupu aktywów PEPP, tym samym dalej ograniczając premię za ryzyko na europejskim rynku długu i dokładając się do odbicia euro. EUR/USD zdyskontował w pełni wpływ decyzji EBC, ale wciąż jest pole do wzrostów, jeśli czynniki dolarowe pomogą. Na przykład dzisiejszy raport NFP.

EBC pod wodzą Christine Lagarde, to nowy, niezwlekający z działaniami EBC. W porównaniu do przeszłego ociągania się w podejmowaniu kluczowych decyzji, wczorajsze ustalenia Rady Zarządzającej banku były zdecydowane i śmiałe. Mimo że rynek oczekiwał zwiększenia portfela skupu aktywów w ramach pandemicznego programu PEPP, to zakomunikowana kwota 600 mld EUR przebiła rynkowy konsensus. Co więcej, EBC zdecydował się utrzymać dodatkowy skup aktywów do połowy 2021 r. (wcześniej ustalono koniec 2020 r.). Luzowanie ilościowe będzie się odbywać obok standardowego QE w wysokości 20 mld EUR/mies. powiększonego o dodatkowe 120 mld do końca roku. Gdy PEPP się zakończy, środki z zapadających obligacji będą reinwestowane co najmniej do końca 2022 r. Tym samym EBC dał jasny sygnał, że zamierza walczyć z defragmentacją na rynku długu co najmniej przez 2,5 roku i powstrzymywać przed pojawieniem się negatywnej presji na obligacjach m.in. Włoch czy Hiszpanii. Strefa euro otrzymała bardzo ważne wsparcie w procesie odbudowy ożywienia po kryzysie COVID-19, gdyż inwestorzy będą bardziej chętni uczestniczyć w aukcjach długu publicznego.

EUR także skorzystało na decyzji EBC. Jako waluta bloku w swojej wycenie musi uwzględniać premię za ryzyko wszystkich aktywów w niej denominowanych. Jednak zwiększenie PEPP nie powinno przekładać się na dalsze umocnienie euro. Jakkolwiek stabilizacja rynku długu (a dokładnie nastawienia inwestorów do niego) jest ważnym czynnikiem, nie jest jedynym. Ostatni rajd EUR/USD miał kilka źródeł, w tym wysokie nadziej związane z wartym 750 mld EUR funduszem naprawczym UE. W tym przypadku nadal nie ma końcowych rozstrzygnięć, a europejska polityka słynie z tego, że o porozumienia trudno, a do kompromisów dochodzi na ostatnią chwilę. Nawet jeśli umocnienie EUR dotychczas odbywało się w prostej linii, nie musi być tak zawsze. Ponadto EUR/USD to także obraz nastawienia inwestorów do dolara i nie można zapominać, że spora część rajdu to skutek słabości USD. Słabości wynikającej czy to z poprawy apetytu na ryzyko, masowego luzowania Fed, dyskonta protestów w USA. Oczywistym jest, że w połączeniu tych wszystkich czynników wzrosty EUR/USD wydają się uzasadnione, ale trzeba pamiętać, że decyzje EBC i nadzieje na zgodę polityczną w UE nie obronią wysokich poziomów EUR/USD, jeśli rynki nawiedzi schłodzenie nastrojów. Na rynku walutowym zmienność działa w obie strony.

Dziś uwaga skupi się na raporcie z rynku pacy USA, gdzie implikacje dla USD powinny być odwrócone. Konsensus zakłada spadek zatrudniania w sektorze pozarolniczym o 7,5 mln osób, co będzie drugim najgorszym wynikiem w historii po 20,5 mln utraconych miejsc pracy w kwietniu. Stopa bezrobocia ma wzrosnąć do 19,1 proc., ale wynik może być niższy, jeśli więcej Amerykanów zdecyduje się przerwać aktywne poszukiwanie pracy. USA potrzebują odwrócenia trendu na rynku pracy, by określić ekonomiczny punkt odbicia, co jest istotne dla odbudowy zaufania biznesu i konsumpcji. Jednak dla rynków raport NFP ma odpowiedzieć na pytanie, czy dane będą na tyle dobre, aby wspierać realizowany rajd ryzykownych aktywów. W efekcie lepsze od prognoz odczyty powinny wzmocnić odpływ kapitału z USD w stronę innych walut.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Te marki dominują we flotach przedsiębiorstw z sektora MŚP

Blisko 1/5 przedsiębiorców z sektora MŚP wskazuje Volkswagena jako dominującą markę pojazdów w swoich firmowych flotach – wynika z badania zrealizowanego w I kwartale 2020 roku na zlecenie Carefleet S.A. Co istotne, w zestawieniu przygotowanym przez Instytut Keralla Research Volkswagen jest jedyną marką, która uzyskuje wynik niemal dwukrotnie wyższy niż kolejne, popularne marki: Ford oraz Mercedes.

Zrealizowane na zlecenie Carefleet S.A. badanie pokazuje, że we flotach firm z sektora MŚP występują pojazdy bardzo różnych marek. Przedsiębiorcy zapytani o to, jakie marki dominują w ich służbowych flotach, wymieniają aż 26 brandów, przy czym najwięcej respondentów (19 proc.) wskazuje Volkswagena. Samochody produkowane przez niemiecki koncern z siedzibą w Wolfsburgu są szczególnie popularne wśród przedsiębiorstw produkcyjnych oraz podmiotów posiadających floty liczące powyżej 50 pojazdów. Na kolejnych miejscach w zestawieniu znalazły się samochody takich marek jak: Ford, Mercedes, Skoda, Opel oraz Fiat.

Czym jeździ sektor MŚP – marki samochodów, które dominują we flotach małych i średnich firm – wyniki badania*

Jakie marki dominują we flotach przedsiębiorstw z sektora MŚP
*Żródło: Badanie Keralla Research na zlecenie Carefleet S.A, 1Q2020 r. Nie sumuje się do 100 proc. – odpowiedź wielokrotna.

Wśród innych marek wskazanych przez przedsiębiorców jako dominujące w ich firmowych flotach znalazły się m.in. Honda, Mitsubishi, Land Rover, Porsche, Suzuki, Jaguar, Seat, Alfa Romeo oraz Lexus.

– We flotach małych i średnich przedsiębiorstw możemy znaleźć pojazdy praktycznie wszystkich marek dostępnych na polskim rynku. Jak wynika z naszych badań, dla 46 proc. przedstawicieli firm z sektora MŚP najważniejszą cechą idealnego samochodu służbowego jest niski koszt jego eksploatacji, 43 proc. przedsiębiorców zwraca uwagę na preferencyjne warunki zakupu auta, a nieco ponad 29 proc. bierze pod uwagę dotychczasowe pozytywne doświadczenia z daną marką – mówi Bartosz Olejnik, dyrektor sprzedaży i marketingu w Carefleet S.A. – Warto jednocześnie zauważyć, że ponad połowa polskich firm z sektora MŚP kupuje używane samochody, wybierając często marki droższe, ale postrzegane jako niezawodne, stąd dużym zainteresowaniem cieszą się różne modele Mercedesów, Fordów i Volkswagenów. Coraz częściej mali i średni przedsiębiorcy wybierają także nowe samochody wyższej klasy, finansowane w formie wynajmu długoterminowego. W przeciwieństwie np. do zakupu aut za gotówkę lub na kredyt, rozwiązanie to otwiera przedsiębiorcom dostęp do pojazdów, na których zakup nie koniecznie by się zdecydowali ze względu na cenę – dodaje.

Jak wynika z badania Carefleet na marki Fiat oraz Renault istotnie częściej wskazują przedsiębiorcy zatrudniający do 9 pracowników. Z kolei samochody sygnowane logo Skoda przeważają we flotach firm produkcyjnych i handlowych.

O badaniu:

Skaner MŚP, realizowany przez Instytut Keralla Research, to projekt badań prowadzonych wśród mikro, małych i średnich przedsiębiorstw od 2009 roku. Próba jest ogólnopolska, reprezentatywna, wynosi N = 500. Błąd pomiaru +- 4 proc., poziom ufności 95 proc. Próba oddaje strukturę firm MŚP; badanie uwzględnia reprezentację firm mikro – zatrudniających do 9 osób. W badaniu biorą udział wyłącznie firmy prywatne, prowadzące aktywną działalność zarobkową (wyłączony z badań jest sektor publiczny, firmy państwowe, podmioty w stanie zawieszenia lub upadłości likwidacyjnej, fundacje, stowarzyszenia, organizacje pożytku publicznego itp.). Respondentami są osoby odpowiedzialne lub współodpowiedzialne za zarządzanie firmą.

Rosnące bezrobocie kolejnym tematem wykorzystywanym przez hakerów

Wraz ze wzrostem bezrobocia podczas pandemii rośnie liczba podań o pracę i wysyłanych CV. Niestety nie wszystkie z nich są rzeczywistymi dokumentami potencjalnych pracowników. Eksperci firmy Check Point alarmują, że w załącznikach CV może kryć się groźne złośliwe oprogramowanie!

Pod koniec maja CNN poinformował, że ponad 40 milionów Amerykanów złożyło wniosek o zasiłek dla bezrobotnych z powodu utraty pracy w wyniku kryzysu koronawirusowego. Aż 1 na 4 dotychczas pracujących Amerykanów ubiegało się o status bezrobotnego – to najwyższy odsetek w historii, większy od tego w czasach wielkiego kryzysu lat 30. XX wieku.

Jak informuje Check Point, z powodu wysokiej stopy bezrobocia ludzie stali się bardziej podatni na oszustwa internetowe i ataki phishingowe, próbujące wykorzystać m.in. motyw pakietów pomocowych. Ogólna liczba ataków za pośrednictwem malware’u wzrosła aż a o 16%, a coraz popularniejszym trendem stają się fałszywe pliki CV.

Tego typu zainfekowane dokumenty CV są rozsyłane przez cyberprzestępców do różnych firm. Gdy ofiary otwierają załączone pliki, aplikacja prosi ich o „włączenie treści”, która instaluje na komputerze ofiary malware ZLoader, będący trojanem bankowym zaprojektowanym w celu kradzieży danych uwierzytelniających i innych poufnych informacji. Dzięki skradzionym danym złośliwe oprogramowanie pozwala hakerom połączyć się z bankiem ofiary i dokonywać nielegalnych transakcji finansowych – ostrzega Check Point.

Zdaniem analityków Check Pointa aż 1 na 450 zidentyfikowanych złośliwych plików wykorzystywany jest do oszustw typu CV scam, co stanowi podwojenie tego typu scenariuszów ataku w ciągu ostatnich 2 miesięcy.bezrobocie kolejnym tematem wykorzystywanym przez hakerów

– Bezrobocie wciąż rośnie, natomiast cyberprzestępcy pracują coraz intensywniej. Używają CV, aby zdobyć cenne informacje, szczególnie w odniesieniu do naszych finansów i bankowości. Zachęcam wszystkich, którzy otwierają wiadomość e-mail z załączonym CV, aby zastanowili się dwa razy. Swoich decyzji możemy później żałować – mówi Omer Dembinsky, kierownik ds. Analizy danych w Check Point.

Specjaliści firmy Check Point zauważyli ponadto krążące drogą mailową złośliwe formularze zwolnień lekarskich. Dokumenty, używając nazw takich jak „COVID -19 FLMA CENTER.doc”, zainfekowały ofiary tym złośliwym oprogramowaniem IcedID, atakującym banki, dostawców kart płatniczych, dostawców usług mobilnych, a także witryny handlu elektronicznego. IcedID na celu oszukać użytkowników, aby podali swoje dane uwierzytelniające na fałszywych stronach, które są następnie wysyłane na serwer osoby atakującej. W treści maila lub tytule znajduje się najczęściej tekst: Poniżej znajduje się nowy formularz wniosku pracownika o urlop w ramach Ustawy o urlopie rodzinnym i lekarskim (FMLA).

Wiadomości e-mail zostały wysłane z różnych domen, takich jak „medical-center.space”, aby zachęcić ofiary do otwarcia złośliwych załączników.

Check Point zaobserwował w maju średnio 158.000 ataków związanych z koronawirusem tygodniowo. W ciągu ostatnich 4 tygodni zarejestrowano kolejne 10 704 nowe domeny dotyczące koronawirusa, z czego 256 było złośliwych, natomiast 1744 zostały uznane za podejrzane.bezrobocie kolejnym tematem wykorzystywanym przez hakerów 2

Rynek biurowy zwolnił, ale jego perspektywy nie są złe

Po tym, jak firmy sprawnie przestawiły tryb pracy na zdalny, dziś możemy obserwować kolejne fale powrotów do biur. Po okresie stagnacji, widoczne jest też większe zainteresowanie powierzchniami biurowymi. Najemcy wykazują chęć renegocjacji warunków najmu, jak również rearanżacji zajmowanych powierzchni. Należy przy tym zauważyć, że jeszcze bardziej wzrosła rola lokalizacji przy wyborze nieruchomości.

Generalnie na kształt rynku biurowego najsilniej wpływają dziś dwie tendencje, tj. dążenie do optymalizacji kosztów w celu redukcji ryzyka finansowego oraz starania zmierzające do zapewnienia możliwie największego bezpieczeństwa osobom powracającym do biur.

Od samego początku kwarantanny mieliśmy do czynienia z wysoką aktywnością najemców, którzy zwracali się do wynajmujących z zapytaniami o obniżki czynszów. Jeżeli chodzi o naszych klientów rzadko spotykaliśmy się jednak z sytuacją, by firmy chciały zrywać umowy najmu lub w drastyczny sposób zmniejszać powierzchnię biurową, by ograniczyć wydatki. Pomocne były w tym na pewno wcześniej wdrożone rozwiązania płynnościowe, jak możliwość przesunięcia płatności i harmonogramów, czy rozłożenie na raty oraz czasowa obniżka czynszu, a także redukcje i podnajmy powierzchni.

Sporej części firm lockdown jednak nie przeszkodził w realizacji planów. Nie tylko nie wdrożyły żadnych procedur związanych z redukcją kosztów, ale sprawnie domykały procesy związane z relokacją swoich biur lub podjęte wcześniej renegocjacje umów najmu.

Powszechna weryfikacja zapotrzebowania na biura

Trzeba natomiast przyznać, że większość najemców jest teraz dużo bardziej ostrożna w podejmowaniu decyzji. Firmy uważnie przyglądają się wszystkim pozycjom kosztowym. Wdrażają projekty weryfikacyjne pod kątem zapotrzebowania na powierzchnie, opierając się na założeniach dotyczących nowego sposobu funkcjonowania i trybu pracy. Jakie będą ich realne potrzeby będzie można się jednak przekonać w kolejnej fazie, kiedy ludzie wrócą do biur i ujawnią się nowe nawyki oraz oczekiwania pracowników. Dodatkowo, sytuacja jest wciąż dynamiczna. W kolejnych miesiącach liczne firmy ucierpią jeszcze z powodu wstrzymania zleceń czy zamówień od klientów.

Spodziewamy się większej liczby renegocjacji i optymalizacji wydatków niż dotychczas, w przeważającej mierze związanych z poszukiwaniem oszczędności. Może to przynieść większą popularność obiektom biurowym w lokalizacjach poza centrum oraz wzrost zainteresowania biurami typu flex, które muszą po załamaniu rynku zmienić nieco swoją formułę. Nie będzie jednak wyprowadzek z biur na dużą skalę.

Mieliśmy do czynienia z zagrożeniem, którego nikt się nie spodziewał. Teraz powoli zmienia się sposób myślenia o pracy w przestrzeniach biurowych, bo podobna sytuacja może się powtórzyć. Firmy zastanawiają się nad przemodelowaniem, zarówno samych biur, w których trzeba dziś zapewnić więcej przestrzeni, jak i prognozują zmiany związane z nową organizacją pracy. W wielu przypadkach powierzchnie zostaną przeprojektowane, a szczególny nacisk położony będzie na bezpieczeństwo i higienę.

Biura niezbędne do interakcji  i pracy zespołowej

Wymogi wiążące się z ochroną osobistą oraz utrzymaniem dystansu pomiędzy stanowiskami pracy sprawiają, że biura funkcjonować będą teraz w innych trybach godzinowych i cyklach miesięcznych. W ten sposób powstaną nowe modele biznesowe w zarządzaniu powierzchnią biurową. Wiele firm zdecyduje się prawdopodobnie na rozpraszanie struktur i większe znaczenie zyska system łączący pracę biurową z pracą zdalną.

Należy jednak przyznać, że COVID-19 nie przyniósł nic nowego, przyspieszył jedynie istniejące już wcześniej trendy. Dla firm z sektora IT home office nie jest przecież nowością. Już wcześniej w dużym stopniu, nie tylko ta branża właśnie tak pracowała. W zależności jednak od profilu firmy praca zdalna jest mniej lub bardziej efektywnym rozwiązaniem. Niemniej, dziś pewne jest, że będzie coraz szerzej praktykowana. Mówi się o 30 proc. osób, które już na stałe będą pracowały z domu.

Lepszy przepływ informacji i stopień interakcji można jednak często uzyskać dzięki obecności zespołów w biurze. Jest to szczególnie ważne w przypadku terminowych projektów i skomplikowanych zadań. Tradycyjne biuro jako miejsce spontanicznej wymiany myśli będzie więc nadal odgrywało główną rolę. Bardziej prawdopodobne wydaje się zatem utrzymanie biur, które są siedzibami firm i mniejszych oddziałów lokalnych, które uzupełnione zostaną stanowiskami pracy świadczonej zdalnie.

Obecna sytuacja przyczyni się również do przyśpieszenia digitalizacji wielu procesów, a co za tym idzie także zmiany sposobu świadczenia usług. Coraz większe znaczenie w planowaniu będzie miało też wykorzystanie zaawansowanych aplikacji na smartfony, które pomagają usprawnić funkcjonalność biur i komunikację między pracownikami.

Nieunikniony spadek popytu

Jeśli zaś chodzi o chłonność rynku, moim zdaniem spadnie popyt na biura i wzrośnie poziom pustostanów w Polsce. Dzięki temu wiele krajowych rynków biurowych zyska balans i złapie rozsądne wskaźniki, co tylko je uzdrowi. Do marca bieżącego roku segment biurowy rozwijał się bowiem w nienotowanym wcześniej tempie. Padały kolejne rekordy dotyczące popytu i podaży. Skutki wywołanego przez COVID-19 kryzysu odczuły natomiast najbardziej centra handlowe i hotele. Biura nie ucierpiały tak dotkliwie.

Długofalowo jednak także rynek biurowy będzie musiał zmierzyć się z dużym spadkiem popytu. Zmieni się też zasadniczo strategia wyboru lokalizacji przez najemców. W tej chwili decyzje związane z wynajęciem nowego biura, czy przedłużeniem umowy najmu są najczęściej przez firmy odsuwane w czasie.

Recesja nie ominie naszego kraju, ale w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej może nie być tak silna, jak w strefie euro. Dlatego w dłuższej perspektywie spowolnienie gospodarcze nie powinno mieć większego wpływu na atrakcyjność inwestycyjną naszego rynku. Polska pozostanie interesująca dla inwestorów lokujących kapitał w segmencie nieruchomości komercyjnych, co jest tym bardziej prawdopodobne jeśli weźmiemy pod uwagę wysoką rentowność obiektów zlokalizowanych w naszym kraju.

Rozwój uzależniony od finansowania inwestycji

Dużym wyzwaniem dla całego sektora będzie natomiast finansowanie inwestycji. Realizowane dziś projekty mają już wsparcie finansowe i mogą się pochwalić zaawansowanym poziomem komercjalizacji. Jak trudne będzie zdobycie finansowania dla kolejnych inwestycji dopiero się okaże. Bardzo wyraźnie widoczne jest bowiem zaostrzanie polityki kredytowej przez banki, a nawet wstrzymywanie finansowania. To zapewne odbije się na wynikach rynku w kolejnych kwartałach, jeśli sytuacja nie wróci do normy. Tym bardziej, że sektor nieruchomości komercyjnych, w dużym stopniu finansowany z kredytów, nie może liczyć w Polsce na alternatywne źródła finansowe, jak przedsięwzięcia inicjowane w innych krajach.

I w tym właśnie upatruję główne źródło trudności dla branży i dalszego rozwoju rynku biurowego. Jeśli banki zablokują dopływ kapitału na inwestycje, jego rozwój zostanie zatrzymany. Nie ma natomiast dużego kłopotu z realizacją bieżących projektów. W Polsce budowy nie zostały ustawowo zamknięte, jak we Włoszech, czy Hiszpanii. Prace budowlane, choć w ograniczonym zakresie, prowadzone są nieprzerwanie. Także ze względu na ciepłą zimę. Na tempo budów duży wpływ miał natomiast powrót do domu pracowników zza wschodniej granicy i ograniczony zakres funkcjonowania urzędów.

Autor: Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz

Klabater S.A. podpisał z Inverge Studios umowę na wydanie gry Effie

Notowany na NewConnect Klabater S.A. podpisał umowę z hiszpańskim Inverge Studios na wydanie gry Effie. Firma przeniesie tytuł z PC i wyda grę na platformach Xbox oraz Switch.

Effie to przepięknie narysowana, wysoko oceniona i nagrodzona licznymi wyróżnieniami przygodowa gra akcji 3D stworzona na silnikiu Unreal. Gra łączy w sobie elementy z wielu gatunków takie jak: zręcznościowa walka, elementy platformowe i logiczne łamigłówki z eksploracją otwartego wykreowanego z wizją świata. Gracz podczas rozgrywki może przeżyć wyjątkową przygodę, pomagając głównemu bohaterowi w odzyskaniu utraconej młodości i stawieniu czoła złej czarownicy. Inspiracją dla twórców gry były takie uznane produkcje jak Ratchet & Clank, Rime, Abzu, czy Yooka-Laylee.

Podobnie jak w przypadku portingu i wydania gry Big Pharma, tak i teraz zaczynamy pracę ze sprawdzoną rynkowo grą przenosząc ją na kolejne platformy. Jestem przekonany, że użytkownicy konsol Xbox i Switch chętnie sięgnął po ten dobry tytuł i zagrają w Effie z przyjemnością. To także kontynuacja naszej strategii powiększania back katalogu wydawniczego na konsole, która jak do tej pory świetnie się sprawdza w połączeniu z dużymi premierami na PC – ocenia Michał Gembicki, członek zarządu, Klabater S.A.

Wielkość sprzedaży eksportowej polskiej żywności wróci do poziomu sprzed epidemii dopiero pod koniec 2021 r.

  • Z powodu pandemii w br. możliwy jest spadek eksportu żywności z Polski o ok. 8%.
  • Sprzedaż zagraniczna może wrócić do poziomu sprzed kryzysu w trzecim lub czwartym kwartale 2021 r. Odbudowie eksportu powinna sprzyjać konkurencyjność cenowa i jakościowa polskich artykułów rolno-spożywczych.

Produkcja żywności należy do sektorów najmniej wrażliwych na wahania cykliczne gospodarki, co powinno przynajmniej częściowo zabezpieczać polskich producentów przed skutkami recesji – wskazują autorzy raportu: „Szok. I co dalej? Ścieżki eksportu żywności z Polski w czasie recesji wywołanej epidemią COVID-19”, przygotowanego na zlecenie Santander Bank Polska przez SpotData. Jak pokazują dane historyczne, o ile każdy punkt procentowy spadku PKB u partnerów handlowych obniża dynamikę eksportu ogółem z Polski o 2,5 pkt proc., o tyle w przypadku żywności jest to 1,4 pkt proc., a w sektorze sprzętu transportowego to aż 6,5 pkt proc.

Analizę wpływu pandemii utrudnia fakt, iż silne i gwałtowne osłabienie popytu eksportowego na niektóre artykułu rolno-spożywcze zarejestrowane od marca nie zostało wywołane przez załamanie się gospodarki w krajach będących naszymi partnerami handlowymi. Był to skutek administracyjnego zablokowania części kanałów sprzedaży. Obecnie kraje Unii Europejskiej uruchamiają stopniowo zamknięte branże, jednak skutki gospodarcze walki z koronawirusem mogą być odczuwalne jeszcze przez długi czas.

Wśród szans długookresowych stojących przed polskimi producentami autorzy raportu upatrują możliwości awansu w łańcuchach dostaw w warunkach cięcia kosztów przez zachodnich producentów. Podobny efekt wystąpił podczas poprzedniej recesji w Europie, kiedy polski eksport mocno rósł pomimo spadającego popytu konsumpcyjnego w Europie Zachodniej.

– Wraz z „odmrażaniem” gospodarek innych krajów popyt na żywność powinien rosnąć. Jednak to, jak szybko będzie postępował ten wzrost w dużej mierze zależy od kształtowania się dochodów konsumentów w tych państwach. Presja kosztowa w gospodarstwach domowych w krajach UE może paradoksalnie pomóc polskim eksporterom żywności ­­– komentuje Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego Santander Bank Polska.

Scenariusze dla eksportu żywności

Projekcja przeprowadzona przez autorów raportu wskazuje, że w bazowym scenariuszu eksport żywności z Polski wyniesie w 2020 r. ok. 28,9 mld euro, co będzie oznaczało spadek o 8 proc. rok do roku.

– Biorąc pod uwagę, że Światowa Organizacja Handlu (WTO) prognozuje spadek aktywności handlowej na świecie rzędu 15-35 proc. widać, że w przypadku sprzedaży żywności z Polski może on przebiegać ścieżką znacznie łagodniejszą niż cały handel międzynarodowy – mówi Ignacy Morawski, dyrektor SpotData.

wykres 3AW bazowym scenariuszu eksport polskiej żywności wróci do poziomu sprzed kryzysu w trzecim lub czwartym kwartale 2021 r.  Rozkład ryzyk jest asymetryczny i wyraźnie przechylony w dół. Wynika to z faktu, że – zgodnie z opiniami wielu epidemiologów – utrzymuje się ryzyko nawrotu epidemii i ewentualnego przywracania kwarantanny społecznej.

Z punktu widzenia wrażliwości poszczególnych branż w ramach produkcji żywności na zmiany PKB u partnerów handlowych sektorami najmocniej narażonymi są producenci mięsa nieprzetworzonego, różnych wyrobów gotowych oraz ryb. Z kolei branżami najmniej narażonymi są producenci przetworów z mięsa, producenci wyrobów z czekolady oraz producenci wyrobów mącznych.wykres 4

Obecnie obserwowane osłabienie popytu na rynkach zagranicznych uderzyło głównie w eksport mięsa wołowego oraz drobiowego, a po części też w przemysł mleczarski. W wyniku zmian na poziomie rynku światowego cierpi z kolei sprzedaż wieprzowiny. Tylko te cztery wymienione sektory odpowiadały w 2019 r. za prawie 25% wartości eksportu żywności.

Zagrożenia i szanse

Wśród istotnych długookresowych ryzyk dla sektora autorzy raportu wymieniają tendencje protekcjonistyczne, które mogą pojawić się w niektórych krajach rozwiniętych. Wskazują, że już dziś niektórzy politycy mówią o zmniejszeniu udziału importu w dostawach żywności. Dotknięte kolejnym wstrząsem społeczeństwa zachodnie mogą wywierać coraz większą presję na politykach, by ograniczyli możliwości importowania tańszych towarów.

Co ważne, polskie firmy mają już spore doświadczenie w funkcjonowaniu szybko zmieniającej się rzeczywistości na rynkach zagranicznych. Jak pokazała ostatnia dekada, kryzysy mogą w dłuższym okresie wychodzić polskim firmom na dobre. Firmy z Polski są konkurencyjne cenowo oraz jakościowo, co pozwala im awansować w łańcuchach dostaw w czasach, gdy duże koncerny szukają oszczędności.

Pełny raport „Szok. I co dalej? Ścieżki eksportu żywności z Polski w czasie recesji wywołanej epidemią COVID-19” można pobrać ze strony: https://www.santander.pl/korporacje/rozwiazania-sektorowe/przemysl-spozywczy

Proptech w służbie bezpieczeństwa

Od kilku lat na polskim rynku nieruchomości komercyjnych w sektorze magazynowym trwa wdrażanie kolejnych rozwiązań z zakresu proptech. Wśród tych najbardziej popularnych znajduje się m.in. automatyczne sterowanie oświetleniem, systemy odczytu tablic rejestracyjnych czy monitorowania mediów, a także szerokorozumiana automatyzacja produkcji czy robotyzacja. Postęp technologiczny, a wraz z nim zdobywanie kolejnych rozwiązań usprawniających i czyniących pracę ludzi bardziej wydajną to już nie science-fiction. To właśnie proptech umożliwił sektorowi magazynowemu mniej dotkliwie odczuć skutki pandemii w porównaniu do pozostałych gałęzi rynku nieruchomości. W jaki sposób systemy komputerowe, rozbudowane sieci internetowe, aplikacje internetowe, wykorzystanie technologii AI i VR czy dronów zmienia otaczającą nas rzeczywistość? Jak rozwiązania Proptech mogą pomagać firmom w szybszym powrocie do czasów sprzed pandemii?

Celem cyfrowej rewolucji jest ułatwienie ludzkiej pracy. Sprawienie, aby była, wygodniejsza i wydajniejsza. Automatyzacja, rozumiana przez zwiększenie kontroli bezpieczeństwa i higieny pracy w czasie możliwych zagrożeń życia czy pandemii, pozwala technologii przejąć lub usprawnić część operacji, za które dotychczas odpowiedzialny był człowiek.

Rozwój sieci 5G, a za tym upowszechnienie robotyzacji procesów biznesowych, AI oraz machine learningu z pewnością wpłyną na strukturę osób zatrudnionych w samych magazynach. W wyniku rewolucji technologicznej, niektóre zawody będą wymierać na rzecz wzrostu zapotrzebowania na pracowników IT, serwisantów, absolwentów mechatroniki czy innych, których rola i znaczenie będzie rosnąć wprost proporcjonalne do następujących zmian. To naturalny cykl, któremu historycznie poddawany jest rynek pracy. Spodziewamy się, że w najbliższych pięciu latach na rynku pojawią się zupełnie nowe zawody, które w wyniku rozwoju cyfryzacji będą niezbędne do sprawnego i bezusterkowego zarządzania pracą w samym magazynie i jego otoczeniu – mówi Anna Głowacz, Dyrektor Działu Industrial w AXI IMMO.

Proptech w czasie pandemii

Rozwiązania z zakresu szeroko rozumowanego proptechu były wdrażane w mniejszym lub większym stopniu przez głównych graczy na rynku magazynowym. Co więcej bez niektórych z nich nie sposób myśleć dziś o nowoczesnych obiektach logistycznych i produkcyjnych. W obliczu pandemii, część z rozwiązań pozwoliło na wzrost bezpieczeństwa i kontroli w centrach logistycznych. Wśród najważniejszych znajdują się:

  • Automatyzacja procesu udzielania dostępu do nieruchomości

W ramach tego rozwiązania system rozpoznaje numery rejestracyjne samochodów. Usprawnia to przepływ towarów na magazynie w sytuacji zwiększonej rotacji wywołanej zmianą modelu zakupów (e-commerce). Dodatkowo system umożliwia wydanie bezdotykowych przepustek dla gości i pracowników. W sytuacji ewentualnego zarażenia koronawirusem jednego z pracowników na terenie parku, istnieje możliwość szybkiej identyfikacji innych osób przebywających w tym samym czasie na danej powierzchni. Właściciele nieruchomości mają również możliwość udostępniania pomieszczeń bez fizycznego pojawiania się na terenie nieruchomości czy zablokowania dostępu do części nieruchomości czy wjazdu na jej teren.

  • Singu FM

Program oferuje możliwość zarządzania harmonogramem dostępu do nieruchomości poprzez system zaproszeń wskazujący konkretne godziny, w których możliwa jest dostawa towaru. Klient otrzymuje dodatkową informację na temat czasu rozładunku/załadunku czy obłożenia doków. Rozwiązanie usprawnia łańcuch dostaw gwarantując ich płynność.

  • Systemy zarządzania i monitoringu stanu nieruchomości

Zdalny dostęp do monitoringu nieruchomości usprawnia proces usuwania ewentualnych awarii i prowadzenia prac naprawczych. Zarządcy mogą szybciej zidentyfikować miejsce usterki przez co czas potrzebny na jej odnalezienie i naprawę jest krótszy. System oferuje także możliwość wysłania powiadomienia o aktualnej sytuacji na terenie nieruchomości (np. o ograniczonym dostępie do obiektu). Dodatkowo system zarządzania pracy pozwala określić ile osób obecnie znajduje się w halach, włączając w to pracowników zatrudnionych tymczasowo.

  • Szkolenia z domu

Platformy e-learningowe stały się źródłem dodatkowych szkoleń z zakresu BHP. Podczas videokonferencji lub w postaci prezentacji pracownicy mogą zapoznać się z nowymi wytycznymi dotyczącymi bezpieczeństwa i higieny pracy.

  • Czujniki ruchu

Smart systemy oświetlenia eliminują konieczność ręcznego uruchamiania świateł. Ponadto coraz więcej magazynów wykorzystuje oświetlenie LED, które dodatkowo obniża koszty eksploatacyjne.

  • Medtech

Niektóre obiekty zostały wyposażone w system zdalnego pomiaru temperatury ciała. Dodatkowo na  terenie centrum magazynowego zainstalowano bezdotykowe dozowniki środków dezynfekujących.

Proptech usprawniający pracę brokerów

Rozwiązania z zakresu proptech usprawniają również pracę agencji doradczych. Jednym z rozwiązań stosowanych na świecie jest technologia blockchain. W czasie pandemii strony transakcji mogą zdalnie podpisać umowę najmu. Ponadto w ramach podpisywania dokumentów online istnieje możliwość przesyłania zgłoszeń dotyczących np. obniżki/prolongaty terminu zapłaty czynszu bez konieczności wymiany tradycyjnej korespondencji czy wystawianie FV online. Kolejnym rozwiązaniem jest usprawnienie rozmów dotyczących potencjalnych zmian metrażu zajmowanego przez poszczególnych najemców, a także zarządzania budżetem nieruchomości z uwzględnieniem potencjalnych zmian warunków najmu ze względu na koronawirusa.

Za pośrednictwem aplikacji mobilnych agent może także zaoferować najemcy możliwość wirtualnego spaceru po nieruchomości, ewentualnie e-viewingu po wcześniejszym umówieniu się z zarządcą nieruchomości.

Nieodległa przyszłość

Wykorzystanie dostępnych obecnie rozwiązań cyfrowych, a także planowany kolejny skok technologiczny każą nam przewidywać, że wykorzystywane dziś do przenoszenia czy dostarczania przesyłek kurierskich drony mogą zostać używane do dezynfekcji pomieszczeń np. poprzez dodatkowe wyposażenie w środki dezynfekujące czy lampy z promieniami UV. Dodatkowo rozwój automatyzacji pozwoli na usprawnienie kolejnych procesów logistycznych i transportowych. Do samoobsługowych magazynów dołączą obecnie testowane rozwiązania autonomicznych samochodów ciężarowych czy statków powietrznych.

Świat zmierza w kierunku rozwiązań smart. Nie spodziewamy się, że grozi nam całkowita automatyzacja i robotyzacja, ponieważ to nadal od człowieka zależy stopień i zakres pracy, która będzie wykonywania za niego. Technologia ma służyć przede wszystkim rozwojowi każdej dziedziny życia. Widoczne jest to zwłaszcza w czasie kryzysów. Spodziewamy się, że firmy, które już dziś zainwestowały w automatyzację dużo łagodniej odczuwają skutki pandemii i szybciej powrócą do normalnej pracy. Dla przykładu, w magazynach w pełni bezobsługowych praca, pomimo pandemii, wykonywana jest bez żadnych przerw – dodaje Anna Głowacz.

Zagrożenia

Wśród potencjalnych zagrożeń wynikających z zastosowania rozwiązań proptechowych wymienia się większy poziom inwigilacji pracowników, a co za tym idzie zwiększenie dyscypliny pracy, a także samo bezpieczeństwo sieci. Potencjalne awarie mogą skutkować utratą kontroli nad funkcjonowaniem systemu, w tym np. nad dostępem do firmowych serwerów, które mogą być celem ataków hackerskich. Dlatego należy w odpowiedni sposób zabezpieczyć dostęp nie tylko do firmowych, ale także prywatnych urządzeń połączonych z siecią.

Niemniej, jednym z najważniejszych obowiązków ludzi jest dbanie o własne bezpieczeństwo, dlatego w przypadku pandemii rozprzestrzeniających się drogą kropelkową należy unikać powierzchni, w których panuje zwiększona wilgoć czy pamiętać, aby na powierzchniach ogólnodostępnych starać się nie dotykać twarzy. Podstawowymi zasadami powinny być zachowanie odpowiedniej odległości od innych osób, bezwzględna dezynfekcja rąk i powierzchni wspólnych, a także ograniczenie w przemieszczaniu się z obowiązkiem nakrywania ust i nosa.

Accenture liderem dostawców profesjonalnych usług w chmurze w 2020 r. wg IDC MarketScape

  • Accenture zostało uznane przez IDC MarketScape za najlepszego dostawcę usług w chmurze obliczeniowej na świecie. Firma silnie pozycjonuje się jako lider – wyprzedzając tym samym konkurentów.
  • Firma uzyskała najlepszy wynik w kategorii kompetencje i doświadczenie (capabilities).
  • Accenture ma na koncie ponad 30 000 zrealizowanych projektów, a ich wartość sięgnęła 11 miliardów dolarów w roku finansowym FY19.

IDC oceniło rynek za pomocą modelu IDC MarketScape, dostarczającego ilościową i jakościową analizę parametrów, które pozwalają określić pozycję rynkową każdego z dostawców usług chmurowych. Ocena ta opiera się na kompleksowym badaniu i zestawie kryteriów, które w największym stopniu determinują sukces dostawców profesjonalnych usług cloudowych, zarówno w perspektywie krótkoterminowej, jak
i długoterminowej.

W raporcie oceniono 14 największych integratorów IT świadczących profesjonalne usługi w chmurze na całym świecie. Zakres tej analizy obejmował zarówno doradztwo w obszarze IT, jak i integrację systemów – profesjonalne usługi w zakresie planowania, projektowania i budowy zarówno hybrydowych, jak multichmurowych modeli dostarczania i utrzymania usług.

Atuty Accenture w tym obszarze obejmują zarówno innowacyjną strategię i konstrukcję rozwiązań, jak i możliwość wykorzystania technologii chmury obliczeniowej u klientów. Dodatkowe atuty wymienione w raporcie to m.in:

  • Platformy ukierunkowane na aplikacje: aby pomóc klientom w opracowaniu rozwiązania opierającego się na chmurze obliczeniowej, które najlepiej odpowiada ich unikalnym, strategicznym potrzebom biznesowym, Accenture uruchomiło platformę myNav. Platforma pomaga firmom w obniżeniu ryzyka, kosztów i skrócenia czasu potrzebnego do osiągnięcia strategicznych celów biznesowych podczas korzystania z chmury.
  • Innowacje: Accenture konsekwentnie rozwija swoją ofertę, jednocześnie skalując i integrujące istniejące usługi. Opracowuje również nowe usługi w celu dostosowania ich do preferencji nabywców w obszarze chmur branżowych i horyzontalnych.
  • Wzrost: Od momentu rozpoczęcia działalności w tym obszarze ok. 12 lat temu,Accenture zdobyło duże doświadczenie we wdrażaniu usług chmury obliczeniowej dla swoich klientów, z którego korzysta do dziś.

Mamy imponujący, liczący globalnie 85 500 osób zespół doświadczonych ekspertów, którzy mają za sobą 30 500 zrealizowanych projektów w chmurze obliczeniowej. Do dyspozycji klientów jest ponad 60 centrów obsługi w 40 krajach, w tym dedykowane centrum obsługi w Polsce. Współpracujemy ze wszystkimi wiodącymi dostawcami rozwiązań chmurowych takimi jak Microsoft, Google oraz AWS. Wyróżnienie ze strony IDC dowodzi, że Accenture jest liderem w dziedzinie usług profesjonalnych w chmurze, a co ważniejsze, pomaga klientom uniknąć niepewności i przyspieszyć wzrost wartości firmy” – mówi Mariusz Chudy, Managing Director, Intelligent Cloud & Infrastructure, Accenture.

Dodatkowo Accenture zostało wyróżnione wśród dostawców technologii za jakość w dostarczaniu rozwiązań chmurowych.

2019 Microsoft Digital Transformation Partner of the Year – Accenture otrzymało od Microsoft międzynarodowe wyróżnienie i tytuł partnera w obszarze cyfryzacji. Firma miała największy wpływ na przyspieszenie transformacji cyfrowej klientów. Ponadto w 2019 roku Accenture i Microsoft utworzyły grupę Accenture-Microsoft Business Group, która koncentruje się m.in. na pomocy klientom w migracji do Microsoft Azure, optymalizacji procesów biznesowych za pośrednictwem Microsoft Dynamics 365 oraz usprawnieniu pracy za pośrednictwem Microsoft 365.

„Efektywny i szybki rozwój Polskiej Doliny Cyfrowej nie byłby możliwy bez dwóch kluczowych elementów: potencjału i kompetencji ludzi oraz możliwości, które zapewnia technologia. Zespoły takie jakie Accenture-Microsoft Business Group są dowodem na to, że wsparcie dla klientów i partnerów na każdym etapie procesu wdrożenia poszczególnych rozwiązań technologicznych w organizacji jest nie tylko oczekiwane, ale też doceniane, a w rezultacie może się przełożyć na realne korzyści biznesowe dla całej firmy” – mówi Paweł Jakubik, Członek Zarządu ds. Transformacji Cyfrowej, Microsoft Polska.

Google Cloud 2019 Partner – W 2019 roku Google Cloud uznał Accenture partnerem roku w kategorii “Industry Solutions Partner of the Year”. Dodatkowo Accenture oraz Google Cloud utworzyły grupę Accenture Google Cloud Business Group (AGBG), która ma na celu pomagać firmom w jak najlepszym wykorzystaniu technologii Google Cloud, aby zapewnić klientom najwyższą jakość obsługi i przyspieszyć ich transformację cyfrową.

„Zespół Accenture od kilku lat rozwija wiedzę i doświadczenie w zakresie technologii chmurowych. Jestem przekonana, że to jeden z najlepszych partnerów zarówno do migracji własnego data center do środowisk chmurowych jak i projektowania platform uczenia maszynowego. Już teraz w Polsce wspólnie tworzymy duże centra kompetencji, które pozwalają przedsiębiorstwom korzystać z wsparcia polskojęzycznych ekspertów, posiadających odpowiednie certyfikaty techniczne Google Cloud” – mówi Magdalena Dziewguć, dyrektor rozwoju biznesu Google Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej.

Dodatkowo, Amazon Web Services (AWS) uznał Accenture jednym z najlepszych partnerów konsultingowych na świecie i tym samym przyznał Accenture tytuł „Premier Consulting Partner”, potwierdzając doświadczenie zespołu w zarządzaniu projektami i wdrażaniu rozwiązań dla klientów AWS. Ponadto AWS i Accenture utworzyły grupę Accenture AWS Business Group, aby wspierać firmy w osiąganiu założonych celów biznesowych oraz przyspieszać tempo innowacji klientów.

Accenture, w porównaniu z poprzednim raportem, znacznie umocniło swoją pozycję na rynku. Z jednej strony Accenture umocniło pozycję lidera dystansując się od pozostałych firm, zwłaszcza w zakresie kompetencji i doświadczeń. Z drugiej strony w porównaniu do raportu z 2018 roku Accenture uzyskało największy udział w rynku uzyskując największy wzrost w zakresie usług chmurowych.

Accenture zatrudnia w Polsce ponad 2000 wyspecjalizowanych ekspertów zajmujących się transformacjami chmurowymi oraz nowoczesnymi technologiami. Firma jest pionierem wdrożeń technologii chmurowych w obszarze bankowości, wspierała powstanie sektorowego standardu migracji do chmury publicznej – PolishCloud.

Accenture zajmuje pierwsze miejsca w tak prestiżowych zestawieniach usług chmurowych jak: ranking Gartnera, Everest Group czy wspomniany w komunikacie IDC MarketScape. Jest też liderem wśród dostawców chmury publicznej takich jak Microsoft Azure, AWS i Google.

Jak wybrać najlepszą giełdę kryptowalut?

Jak wiadomo czasami szukamy różnych alternatyw zarobku. W dzisiejszych czasach mamy ich bardzo dużo – głównie za sprawą dość mocno rozwiniętego Internetu.

Zapewne niektórzy słyszeli o czymś takim jak giełdy kryptowalut. Warto wiedzieć czym kierować się przy ich wyborze. Powinniśmy trzymać się kilku istotnych zasad, aby później nie okazało się, że zostaliśmy oszukani, a tak wielokrotnie się zdarza. Jakie zatem to zasady i czym się kierować?

Giełda kryptowalut – jak wybrać?

Przede wszystkim musimy zadbać o nasze bezpieczeństwo, dlatego za każdym razem, gdy wchodzimy na jakąś giełdę sprawdzamy czy dana strona posiada uwierzytelnianie dwuskładnikowe. Kolejny równie istotny aspekt to opłaty transakcyjne. Jedne giełdy proponują nam wyższe opłaty transakcyjne, a inne niższe. Ważne jest, aby dokładnie przemyśleć czy jest to opłacalne.

Ponadto jeden z najważniejszych aspektów przy wyborze giełdy to jej reputacja. Powinna ona mieć dobrą ocenę wśród klientów, a ponadto być dla nich przyjazna. Dodatkowo nie może sprawiać klientom żadnych problemów, gdyż wtedy automatycznie spadnie reputacja. Przed rozpoczęciem jakichkolwiek działań na danej giełdzie warto zorientować się jaka jest o niej opinia w Internecie np. na jakimś forum. Co więcej ważny aspekt to również ilość dostępnych walut. Na jednej platformie będzie ich więcej, a na innej mniej. Dla niektórych większa ilość to atut, a dla innych osób będzie to pewnego rodzaju zbędny element.

Giełda kryptowalut – plusy i minusy

Zastanówmy się teraz jakie są plusy i minusy giełd kryptowalut w Internecie. Przede wszystkim za największy plus możemy uznać to, że waluty na nich się znajdujące to w wielu przypadkach środek płatniczy. Ponadto możemy, dzięki nim dokonywać transakcji międzynarodowych. Zazwyczaj w takich przypadkach mamy łatwość inwestycji na samym początku przygody. Z czasem może robić się nieco trudniej. Dodatkowo za sprawą giełd możemy zarobić. Taki przychód możemy traktować jako zarobek stały lub dodatkowy w zależności od naszych indywidualnych preferencji.

Skupmy się teraz na wadach giełd kryptowalutowych. Pierwsza i najważniejsza z nich to oszustwa. Może nie zdarzają się zbyt często, jednak powinniśmy uważać, aby nie zostać oszukanym. Ponadto wiele z nich jest po prostu niestabilna, najprościej mówiąc – jednego dnia możemy dużo zarobić, a innego jeszcze więcej stracić.

Wiele razy zdarzają się nieodwracalne transakcje lub brak możliwości zwrotu środków. Dodajmy, że jest to często uzależnione od tego, którą giełdę wybierzemy. Dlatego za tak istotną sprawę uważa się odpowiedzialny wybór giełdy. Co więcej czasami na giełdach można zobaczyć działalność przestępczą, jednak jest to zdecydowanie rzadkie zjawisko i raczej zwykły użytkownik go nie doświadczy. Jeśli szukamy pewnej i przede wszystkim bezpiecznej giełdy kryptowalut powinniśmy wejść na stronę: gielda-kryptowaluty.pl. Otrzymamy tutaj nie tylko wszystkie niezbędne informacje, a ponadto możemy być pewni, że wszystko jest w pełni bezpieczne.