Dystans społeczny czy maseczka – Polacy zaskoczeni nowymi regulacjami dot. środków ochrony przed COVID-19

Tylko 14% Polaków przewidywało, że obowiązek zasłaniania nosa i ust w miejscach ogólnodostępnych zostanie zniesiony z końcem maja – wynika z najnowszego barometru nastrojów konsumenckich „Polacy w czasie epidemii”, zrealizowanego przez agencję badawczą SW Research.

W Polsce od 20 kwietnia wprowadzane są kolejne etapy tzw. odmrażania gospodarki i życia codziennego Polaków. Na koniec kwietnia otwarte zostały lasy i parki, a z początkiem maja wznowiły funkcjonowanie hotele i centra handlowe. Trzeci etap procesu nastąpił 18 maja. Reaktywowały się restauracje, bary i kawiarnie w formie możliwości konsumpcji na miejscu oraz pojawiła się możliwość pójścia do fryzjera i kosmetyczki. Kolejne ograniczenia mają zostać zniesione 30 maja. Przestaną obowiązywać również limity osób w sklepach, na targu, poczcie i w restauracjach, a także możliwe będą zgromadzenia i wesela do 150 osób. W przestrzeni otwartej pojawi się zatem możliwość wyboru: albo dystans społeczny albo maseczka.

Wprowadzane i zapowiadane zmiany zaskoczyły obywateli. W połowie maja tylko 14% osób przewidywało, że obowiązek zasłaniania ust i nosa w miejscach ogólnodostępnych zostanie zniesiony w przeciągu dwóch tygodni. Ponad połowa Polaków uważa, że koniec epidemii nastąpi nie wcześniej niż za 3 miesiące (58%).  Mimo tak wysokiego odsetka osób przekonanych o tym, że jeszcze długo przyjdzie nam czekać na koniec epidemii, to nie koronawirus jest największą obawą w społeczeństwie. Czego zatem najbardziej obawiają się Polacy w związku z pandemią? Zestawiając dane z czterech pomiarów obserwujemy, że Polacy najbardziej boją się o gospodarkę i zwiększającą się liczbę zachorowań w Polsce. Widać znaczący spadek obaw związanych z zarażeniem się koronawirusem. Polacy nadal bardziej lękają się o zdrowie swoich bliskich (Pomiar IV – 46% wskazań, Pomiar III – 50%, Pomiar II – 59%, Pomiar I – 61%) niż o swoje własne (Pomiar IV – 29% wskazań, Pomiar III – 32%, Pomiar II – 39%, Pomiar I – 42%). Obawa dotycząca niewydolności służby zdrowia utrzymuje się od poprzedniego pomiaru na tym samym poziomie (Pomiar IV i III – 40%).167_1

Polacy nie spodziewali się, że obowiązek zasłaniania nosa i ust w miejscach ogólnodostępnych zostanie zniesiony 30 maja. Pomimo prognoz Polaków przewidujących, że epidemia koronawirusa będzie nam towarzyszyła jeszcze przez długie miesiące, widoczny jest trend spadkowy wyników dotyczących obaw Polaków przed zarażeniem się COVID-19. Fala optymizmu może być związana ze stopniowym wprowadzaniem kolejnych etapów odmrażania gospodarki – komentuje Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research. Dość szybki powrót do normalności znanej sprzed epidemii, otwieranie się coraz większej liczby miejsc usługowych, kulturalnych i rozrywkowych oraz znoszenie obostrzeń dotyczących stosowania maseczek w przestrzeni publicznej prowadzi do odczucia, że koronawirus nie jest już bezpośrednim, lecz pośrednim wrogiem Polaków., Można powiedzieć, że wirus w swoisty sposób „zmutował” z zagrożenia medycznego w zagrożenie ekonomiczne i w świadomości społecznej zaskutkuje oczekiwanymi podwyżkami cen produktów i usług, zauważa Zimolzak.

Ta stopniowa zmiana w percepcji koronawirusa objawia się też w lekkim osłabieniu dotychczasowego reżimu sanitarnego w codziennych sytuacjach. Ponad ¾ Polaków jako środek ochrony przed koronawirusem często i dokładnie myje ręce (istotny spadek, Pomiar III – 82%). Zmalała również liczba osób, które korzystają z płynów dezynfekujących i środków odkażających (Pomiar IV – 60%, Pomiar III – 64%). Polacy rzadziej stosują izolację – istotnie zmalał odsetek osób, które jako środek bezpieczeństwa wybierają niewychodzenie z domu bez konieczniej potrzeby (Pomiar IV – 58%, Pomiar III – 66%).  Wraz ze zmniejszeniem się stopnia stosowanej izolacji, istotnie obniżyło się przestrzeganie przez Polaków regulacji dotyczącej zasłaniania nosa i ust przy wychodzeniu z domu – 71% Polaków stosuje maseczki ochronne, istotnie mniej niż w Pomiarze III (Pomiar III – 75%).167_2

Spadek poczucia zagrożenia zarażeniem się koronawirusem wpłynął na zmniejszenie stosowania środków bezpieczeństwa. Zapowiedziane od 30 maja zniesienie obowiązku zakrywania nosa i ust w przestrzeni otwartej pozostawia pytanie – czy Polacy wybiorą dystans społeczny, czy pozostaną przy maseczkach? – komentuje Zimolzak. Kolejne tygodnie pokażą, czy powrócimy do społecznego funkcjonowania sprzed epidemii pomimo ciągłego przyrostu zachorowań na SARS-CoV-2 w Polsce, czy może jednak pewne środki bezpieczeństwa pozostaną w naszym codziennym życiu. Kolejne pomiary pozwolą sprawdzić, czy dokładne mycie rąk i korzystanie z płynów dezynfekujących zakorzeni się w zwyczajach Polaków pomimo zniesienia większości obostrzeń.

Metodologia badania

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 13-19.05.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W badaniu zebrano 1002 ankiety z reprezentatywną próbą grupy Polaków. Badanie ma charakter cykliczny, prezentowane wyniki pochodzą ze wszystkich czterech pomiarów (Pomiar I – 31.03-01.04.2020, N=1006; Pomiar II – 15-17.04.2020, N=1000; Pomiar III – 29.04-04.05.2020, N=1003).

Badanie z udziałem przedstawicieli wyższych kadr kierowniczych: przestarzałe technologie i brak umiejętności jako czynniki utrudniające transformację cyfrową i modernizację IT

Organizacje dążą obecnie do przekształcania swojej działalności i rewolucjonizowania obsługi klienta, dlatego transformacja cyfrowa znajduje się na szczycie listy priorytetów większości przedstawicieli wyższych kadr kierowniczych. Szacuje się, że w latach 2020–2023 wydatki w tym obszarze mogą zbliżyć się do kwoty 7,4 bln dolarów (skumulowany roczny wskaźnik na poziomie 17,5%).  Według najnowszego badania danych branżowych, opublikowanego przez firmę Veeam® Software, lidera w dziedzinie rozwiązań do tworzenia kopii zapasowych, który dostarcza oprogramowanie Cloud Data Management™, prawie połowa światowych organizacji doświadcza na drodze do transformacji trudności, które wynikają z zawodnych, przestarzałych technologii. Co więcej, 44% ankietowanych wymienia brak umiejętności lub wiedzy informatycznej jako kolejną przeszkodę na drodze do sukcesu.  Przedstawiciele prawie wszystkich firm przyznali ponadto, że doświadczają przestojów, a awaria 1 na 10 serwerów jest przyczyną niespodziewanych przerw każdego roku. Co ważne, są to problemy, które utrzymują się przez wiele godzin i generują koszty liczone w setkach tysięcy dolarów. To wskazuje na pilną potrzebę modernizacji ochrony danych i skupienia się na ciągłości biznesowej w celu wspierania transformacji.

Na potrzeby raportu firmy Veeam „Data Protection Trends” za rok 2020 https://go.veeam.com/wp-data-protection-trends-2020 zbadano sytuację ponad 1500 globalnych przedsiębiorstw, aby zrozumieć ich obecne podejście do ochrony danych i zarządzania nimi oraz dowiedzieć się, jak oceniają swoją gotowość na stojące przed nimi wyzwania informatyczne — w tym zdolność reakcji na zmiany popytu i zakłócenia w świadczeniu usług — oraz możliwość realizacji bardziej ambitnych celów, związanych z modernizacją IT i transformacją cyfrową.

„Technologia zmienia się i nieustannie rozwija przekształcając sposób, w jaki prowadzimy naszą działalność — zwłaszcza w obecnych czasach, gdy wszyscy wykonujemy pracę na nowe sposoby.  Transformacja cyfrowa sprawia, że musimy zawsze śledzić zmieniające się środowisko IT, aby wiedzieć, jak firmy radzą sobie ze swoimi rozwiązaniami, wyzwaniami i realizacją celów” — mówi Danny Allan, dyrektor ds. technicznych i wiceprezes ds. strategii produktowej w firmie Veeam.  „Wspaniale jest widzieć globalne dążenie do stosowania technologii, które są w stanie zapewniać bogatsze wrażenia użytkownika, jednak piętą achillesową nadal wydaje się być sposób ochrony danych i zarządzania nimi w chmurze hybrydowej.  Aby chronić dane, musimy porzucić dotychczasowe przestarzałe rozwiązania na rzecz wyższego poziomu inteligencji. Musimy być w stanie przewidywać potrzeby i odpowiadać na zmieniające się wymagania.  Jak wynika z naszych danych, jeżeli liderzy firm przeoczą ten fakt i nie podejmą stosownych działań, prawdziwa transformacja po prostu nie nastąpi”.

Decydujące znaczenie ochrony i dostępności danych

Respondenci przyznali, że dane przenoszone za pośrednictwem systemów IT stały się sercem i duszą większości organizacji, dlatego nie powinno dziwić to, jak ważna stała się „ochrona danych” w zespołach IT: obejmująca nie tylko tworzenie kopii zapasowych i przywracanie danych, ale także poszerzanie możliwości biznesowych. Mimo to wiele organizacji (40%) wciąż polega na starszych systemach ochrony danych, nie zdając sobie w pełni sprawy z negatywnego wpływu, jaki może to mieć na ich działalność. Zdecydowana większość (95%) organizacji doświadcza nieoczekiwanych przestojów, a średni czas trwania takiego przestoju wynosi 117 minut (prawie dwie godziny).

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w organizacjach 51% danych otrzymuje priorytet „wysoki”, a nie „normalny”. Szacuje się, że godzina przestoju aplikacji o „wysokim” priorytecie generuje koszt 67 651 dolarów, podczas gdy w przypadku aplikacji o priorytecie „normalnym” koszt ten wynosi 61 642 dolarów.  Przy tak niewielkiej dysproporcji pomiędzy „wysokim” a „normalnym” priorytetem (zarówno pod względem ilości danych, jak i kosztów przestoju) jasne jest, że „wszystkie dane mają znaczenie”, a przestoje są niedopuszczalne w każdej części dzisiejszych środowisk.

„Ochrona danych jest teraz ważniejsza niż kiedykolwiek, aby pomagać organizacjom w dalszym zaspokajaniu ich operacyjnych potrzeb związanych z IT — przy jednoczesnym dążeniu do transformacji i modernizacji IT. Dane ulegają obecnie rozpraszaniu w centrach przetwarzania i chmurach obliczeniowych w następstwie współdzielenia plików, wspólnych pamięci masowych, a nawet platform opartych na SaaS. Starsze narzędzia, zaprojektowane z myślą o tworzeniu kopii zapasowych lokalnych plików i aplikacji, nie radzą sobie w świecie hybrydowym czy wielochmurowym. W efekcie ich obecność generuje koszty i blokuje zasoby, jednocześnie narażając dane na ryzyko” — zwraca uwagę Allan.

Transformacja cyfrowa a chmura

Przedsiębiorstwa mają świadomość, że muszą nadal czynić postępy w zakresie modernizacji IT i transformacji cyfrowej, aby sprostać nowym wyzwaniom swoich branż. Jak wynika z informacji zwrotnych zawartych w raporcie, najbardziej istotne zagadnienia związane z nowoczesną strategią ochrony danych są uzależnione od wykorzystania różnych możliwości opartych na chmurze: zdolności organizacji do odzyskiwania danych po awarii za pośrednictwem usługi świadczonej w chmurze (54%) oraz zdolności do przenoszenia obciążeń lokalnych do chmury (50%) i przenoszenia obciążeń z jednej chmury do drugiej (48%).  Połowa przedsiębiorstw zdaje sobie sprawę, że chmura ma do odegrania kluczową rolę w dzisiejszej strategii ochrony danych i — najprawdopodobniej — stanie się jeszcze bardziej istotna w przyszłości.  Aby uzyskać należycie zmodernizowany plan ochrony danych, przedsiębiorstwa potrzebują kompleksowego rozwiązania, które będzie zdolne wspierać zarządzanie danymi przechowywanymi w chmurze, wirtualnymi i fizycznymi w odniesieniu do dowolnej aplikacji, dowolnych danych i dowolnej chmury obliczeniowej.

Jak podkreśla Allan: „Rozpoczynając modernizację infrastruktury już w 2020 roku, organizacje mają nadzieję na kontynuację trendu transformacji i zwiększenie skali wykorzystania chmury. Starsze rozwiązania miały na celu ochronę danych w fizycznych centrach przetwarzania, jednak są one na tyle złożone i nieaktualne, że kosztują dziś więcej pieniędzy, czasu, zasobów i zachodu, niż się spodziewano. Nowoczesne zabezpieczenia, jakie zapewniają np. rozwiązania Cloud Data Management firmy Veeam, wykraczają daleko poza tworzenie kopii zapasowych. Cloud Data Management stanowi proste, elastyczne i niezawodne rozwiązanie, które pozwala na oszczędność kosztów i zasobów, dzięki czemu można je przeznaczyć na przyszły rozwój. Ochrona danych nie może być już ściśle powiązana z dedykowanym, lokalnym i fizycznym środowiskiem, a przedsiębiorstwa muszą mieć dostęp do elastycznych opcji licencjonowania, aby łatwo przechodzić na środowiska hybrydowe lub wielochmurowe”.

Inne ważne wnioski z raportu firmy Veeam „Data Protection Trends” za rok 2020:

  • Wyzwaniem nr 1, które będzie miało wpływ na organizacje z Europy Wschodniej w ciągu najbliższych 12 miesięcy, są zagrożenia cybernetyczne (23%). Jako kluczowe przeszkody na okres najbliższych 12 miesięcy wymieniono także brak umiejętności we wdrażaniu technologii (26%) i wdrażanie regulacji prawnych (26%).
  • Brak personelu do pracy nad nowymi inicjatywami (30%) uznano za największe wyzwanie z punktu widzenia organizacji zajmujących się ochroną danych w rejonie Europy Wschodniej. Wspomniano również o braku budżetu na nowe inicjatywy (27%) i braku widoczności wyników operacyjnych (18%).
  • Ponad połowa (51%) globalnych respondentów uważa, że transformacja cyfrowa może pomóc ich organizacjom w zmianie oblicza obsługi klienta. Blisko połowa ankietowanych przyznaje, że może ona przekształcić operacje biznesowe (48%) i przyczynić się do zmniejszenia kosztów (47%).
  • Mniej niż jedna czwarta (23%) globalnych organizacji określa swoje dążenia do realizacji inicjatyw i celów na rzecz transformacji jako „dojrzałe” lub „w pełni wdrożone”.
  • Prawie jedna trzecia (30%) globalnych organizacji jest obecnie na wczesnym etapie wdrażania lub planowania transformacji cyfrowej.
  • Dwie piąte (40%) respondentów z Europy Wschodniej stwierdziło, że poprawa niezawodności kopii zapasowych jest czynnikiem, dla którego ich organizacja powinna zmienić swoje podstawowe rozwiązanie w zakresie tworzenia kopii zapasowych. 35% respondentów wskazało przejście z ochrony danych w siedzibie firmy na usługi w chmurze, a 33% zmniejszenie kosztów oprogramowania lub sprzętu oraz ujednolicenie wspólnego rozwiązania do tworzenia kopii zapasowych.
  • Prawie jedna czwarta (23%) danych globalnych organizacji podlega replikacji i pozwala zachować ciągłość biznesową/zdolność do przywracania po awarii za pośrednictwem dostawcy usług przetwarzania w chmurze. Ponad jedna piąta (21%) danych w organizacjach na całym świecie nie jest replikowana lub objęta strategią zachowania ciągłości biznesowej/zdolności do przywracania po awarii.
  • Ponad jedna czwarta (27%) danych globalnych organizacji ma swoją kopię zapasową w chmurze dzięki dostawcy usługi Backup as a Service (BaaS). 14% danych w organizacjach na całym świecie nie ma w ogóle kopii zapasowej.
  • Ponad dwie piąte (43%) globalnych organizacji planują w ciągu najbliższych dwóch lat zacząć korzystać z kopii zapasowych w chmurze, zarządzanych przez dostawcę usług BaaS.

Informacje o raporcie

Na początku 2020 roku firma Veeam zleciła firmie Vanson Bourne, czołowemu partnerowi badawczemu w sektorze technologicznym, przeprowadzenie kompleksowego badania online wśród 1 550 losowo wybranych liderów firm i osób decyzyjnych ds. informatycznych w 22 różnych krajach w tym 193 respondentów z Republiki Czeskiej, Węgier, Polski i Rosji (określanych jako Rosja i region Europy Wschodniej). Pozostało kraje objęte badaniem to: Argentyna, Australia, Austria, Belgia, Bliski Wschód, Brazylia, Chiny, Francja, Holandia, Indie, Irlandia, Japonia, Kanada, Meksyk, Niemcy, Nowa Zelandia, Szwajcaria, Turcja, USA, Wielka Brytania i Włochy.

Konferencja VeeamON 2020 przenosi się w tym roku do sieci, gdzie pozwoli w dniach 17–18 czerwca bezpłatnie i z dowolnego miejsca poprawić strategię przetwarzania danych w chmurze.  Wydarzenie podzielono na dwa dni interaktywnych spotkań na żywo, dzięki którym firmy mogą lepiej wykorzystać potencjał swoich danych dzięki produktom i rozwiązaniom firmy Veeam oraz przyspieszyć realizację planów na rzecz transformacji cyfrowej. Uczestnicy zdobędą najnowsze informacje, wysłuchają ciekawych wystąpień i uzyskają dostęp do ponad 30 paneli dyskusyjnych, aby doskonalić swoje umiejętności i odkrywać nowe możliwości rozwiązań Cloud Data Management.  Uczestnicy będą również mogli zobaczyć na żywo koncert Keitha Urbana.  Bezpłatnej rejestracji można dokonać pod adresem http://www.veeam.com/veeamon/register.

Polskie software house’y liczą straty, ale patrzą w przyszłość z nadzieją

Związek Pracodawców Usług IT w Polsce (Software Development Association Poland) SoDA, przygotował narzędzie służące raportowaniu strat projektowych związanych z COVID-19. Analiza zebranych odpowiedzi (n=117) wykazała straty rzędu 52 849 000 PLN, włączywszy utratę projektu, zmniejszenie zakresu i opóźnienie decyzji projektowych.

Autorzy raportu SoDA zapytali ankietowanych, aby ocenili wpływ koronawirusa na prowadzenie firmy w perspektywie 12 miesięcy. Odpowiedzi są najczęściej negatywne, z tendencją do bazowania prognozy w oparciu o bieżący wpływ koronawirusa na firmę (bieżące straty i negatywne doświadczenia wpływają na długoterminowe przewidywania).

Przedstawiciele SoDA interpretują te dane jako sygnał, że branża IT została dotknięta ekonomicznymi skutkami pandemii w trakcie pierwszych dni od wprowadzenia obostrzeń w Polsce związanych z koronawirusem. Ankietowani wykazują niepokój związany z rozwojem sytuacji ekonomicznej w lecie 2020, ale autorzy raportu zauważają również pierwsze sygnały poszukiwania nowych rozwiązań wspierających prowadzenie biznesu. Opierając się o tę interpretację, rekomendują firmom usługowym IT skupienie się na zaufaniu i komunikacji.

Dane i metodologia

Czasowa dystrybucja zgłoszonych odpowiedzi. Czerwona linia określa ilość zgłoszonych odpowiedzi. Niebieska linia określa sumaryczne straty zgłoszone na osi czasu
Rys. 1. Czasowa dystrybucja zgłoszonych odpowiedzi. Czerwona linia określa ilość zgłoszonych odpowiedzi. Niebieska linia określa sumaryczne straty zgłoszone na osi czasu. Większość odpowiedzi pochodzi z trzeciego tygodnia wprowadzenia obostrzeń w Polsce (kwarantanna została wprowadzona pomiędzy 10 a 12 marca).

Dane były zbierane z użyciem metodologii CAWI za pomocą przygotowanego kwestionariusza pozwalającego na zgłoszenie strat projektowych lub wykazanie, że takich strat nie ma. Dodatkowo, ankietowani mogli uzupełnić swoje wyniki opcjonalnym komentarzem, w którym mogli dokonać interpretacji tych wyników i przedstawić własny punkt widzenia.

Wykazane straty

Całkowita suma wykazanych strat wynosi 52 849 000 PLN. Spośród tych strat, 38 659 000 PLN zostało oznaczonych jako utrata projektu.

Rys 2. przedstawia wykazane straty w postaci histogramu podzielonego po zakresach wartości wykazanej straty. Najwięcej strat wykazano w przedziale 100 000 – 500 000 PLN.

Rys 3. i Rys 4. pokazują relacje pomiędzy branżą projektu/klienta a wykazanymi stratami. Dwie branże wykazujące największe straty to, w kolejności, Travel & Hospitality oraz Retail & eCommerce.

Straty były oznaczone za pomocą czterech kategorii:

  • utrata projektu
  • zmniejszenie zakresu projektu
  • przesunięcie projektu w czasie
  • obniżenie wynagrodzenia za projekt

Ankietowani mogli dla pojedynczej straty wybrać więcej niż jedną kategorię.

Rys 5. przedstawia podział strat z uwzględnieniem wyżej wymienionych kategorii. Utrata projektu była wykazywana jako najczęstsza z czterech opcji.

Histogram przedstawiający dystrybucję strat projektowych podzielonych na przedziały wartości straty
Rys 2. Histogram przedstawiający dystrybucję strat projektowych podzielonych na przedziały wartości straty.
Całkowite straty w projektach IT w podziale na branżę projektu
Rys 3. Całkowite straty w projektach IT w podziale na branżę projektu/klienta.
Mapowanie poszczególnych zgłoszonych strat na branżę projektu
Rys 4. Mapowanie poszczególnych zgłoszonych strat na branżę projektu/klienta. Zgłoszone straty zaznaczone są w skali logarytmicznej.
Rys. 5. Podział strat z uwzględnieniem kategorii strat
Rys. 5. Podział strat z uwzględnieniem kategorii strat. Dla tego wykresu, spośród wielokrotnych odpowiedzi na pytanie wybrano pierwszą pasującą do następującego porządku (utrata projektu, zmniejszenie zakresu projektu, obniżenie wynagrodzenia za projekt, przesunięcie projektu w czasie)

Wykazane nastroje

W badaniu pytano o dwie perspektywy. Pierwsze pytanie sprawdzało dotychczasowy wpływ COVID-19 na biznes (Rys 6.), drugie z nich prosiło o ocenę wpływu koronawirusa na biznes w perspektywie 12 miesięcy (Rys 7.)

Podział ankietowanych ze względu na dotychczasowy wpływ COVID-19 na ich biznes
Rys 6. Podział ankietowanych ze względu na dotychczasowy wpływ COVID-19 na ich biznes.
Dwunastomiesięczna perspektywa firm dotycząca wpływu koronawirusa na działanie firmy. 1 oznacza negatywny wpływ, 10 oznacza pozytywny wpływ
Rys 7. Dwunastomiesięczna perspektywa firm dotycząca wpływu koronawirusa na działanie firmy. 1 oznacza negatywny wpływ, 10 oznacza pozytywny wpływ.

Wnioski, interpretacja i podsumowanie

Rekomendacje branżowe

  • Pielęgnuj kontakt ze swoimi klientami i wspieraj ich przejście na komunikację zdalną z Tobą. Może okazać się, że ich doświadczenie i komfort w pracy zdalnej będzie sporo mniejsze niż Twoje, więc bądź na to otwarty.
  • Możliwe, że będziemy świadkami nowej epoki dla branży IT, w której zaufanie będzie najbardziej docenianym towarem. Transformacja cyfrowa została przyśpieszona. W tym momencie jeszcze ważniejszą kwestią jest bycie odpowiedzialnym i spolegliwym dla osób, które będą korzystać z Twoich usług.
  • W chaotycznym systemie pojawiają się nowe szanse. Rozważ dywersyfikację źródeł informacji i zacznij angażować się w działania i społeczności w otoczeniu Twojego biznesu.

Strata w kontekście

Nie znając głębiej branży usług IT, można by powiedzieć, że jest to przecież najprostsza branża do zarządzania podczas pandemii koronawirusa. Można byłoby posłużyć się argumentem, że ze względu na możliwość pracy zdalnej i duże umiejętności techniczne pracowników, software houses (firmy zajmujące się usługami IT) mogłyby nie odczuć skutków pandemii.

Jednakże należy też zauważyć, że cała branża IT, a w szczególności branża usługowa IT to branże specyficzne, charakteryzujące się z jednej strony szybkim wzrostem, ale z drugiej strony funkcjonujące jako pochodna gospodarki jako całości. To, co zaobserwowaliśmy w danych to faza “zamrożenia” pandemii COVID-19.

Wykazana w raporcie strata to 52 849 000 PLN – która jest dużą wartością, biorąc pod uwagę ilość zgłoszonych strat (75, co stanowiło 65 proc. odpowiedzi). Aby dokładniej zrozumieć wartość tej liczby, przedstawiamy trzy perspektywy:

Rozmiar rynku: Usługi IT w Polsce w 2018 roku były wycenione pomiędzy 12.37[1] and 15[2] miliardów PLN. W tym kontekście, powyższa strata odzwierciedla 0.35 proc. całego rynku. Gdyby jednak wziąć pod uwagę ilość wykazanych strat (76 z 117) oraz liczbę firm tworzących oprogramowanie w Polsce (800 – 900)[3], powyższa wartość mogłaby być dużo wyższa. Rozsądnym przypuszczeniem byłoby założenie strat w wielkości minimum 3.5 proc. rynku o wartości rzędu pół miliarda PLN.

Pensje i zatrudnienie: Ponieważ większość kosztów rozwoju oprogramowania to koszty ludzi zaangażowanych w powstawanie projektów informatycznych, straty również wpłyną na zatrudnienie. Gdyby zdarzyło się, że firmy będą miały problemy z odpowiednią reakcją mającą na celu utrzymanie zatrudnienia i talentu, powyższa strata odpowiada około 5700 typowym pensjom programisty[4].

Podatki: Strata ta oznacza również zmniejszenie wpływów do skarbu państwa o blisko 50 proc. wartości straty (oszacowane na około 29.5 million PLN). Oszacowanie opiera się na następujących wyliczeniach:

  • 12 milionów PLN VAT (strata * 23)
  • ~1.5 miliona PLN CIT (w uproszczeniu 19 lub 9 proc.) * 15 proc. marża
  • Do 16 milionów PLN: Podatek dochodowy, ZUS (UoP ok. 40) (strata * 75 proc. kosztów pracowniczych * 40 proc.)

Powyższe perspektywy rzucają nieco światła na rozmiar wykazanej straty. Z drugiej strony, należy zaznaczyć, że w tym momencie nie należy wyciągać z powyższych danych żadnych długofalowych trendów. Okres “zamrożenia” minął i nowa rzeczywistość rozwija się przed nami w czasie rzeczywistym.

Nastawienie na przyszłość

Pojawiają się również sygnały sygnalizujące nowe szanse w erze cyfryzacji, która właśnie zaczęła przyśpieszać, jak zauważyła część z ankietowanych w swoich odpowiedziach. Niektóre firmy zanotowały nowe leady sprzedażowe, a spośród pozostałych, większość firm podchodzi do problemu pandemii bezpośrednio, z uwagą, ale bez nadmiernej paniki.

Niektórzy z ankietowanych zauważają spowolnienie procesów decyzyjnych. Należy jednak zauważyć, że procesy decyzyjne są osobnym bytem od adopcji technologii i mogą one nie być zgodne ze sobą na różnych etapach pandemii.

W tej nowej rzeczywistości, spodziewamy się, że coraz więcej projektów IT będzie tworzonych w staranny i przemyślany sposób, a klienci będą coraz bardziej angażować się w etapy ich powstawania ze względu na skrócenie dystansów wynikające z większego doświadczenia w komunikacji zdalnej.

Uwagi końcowe

Jak już zaznaczono powyżej, potrzeba więcej danych aby rozpoznać skalę i skutki pandemii COVID-19. Niniejszy raport jest raportem częściowym i w przyszłości będziemy podejmować więcej badań nad tym tematem.

Autorzy

Software Development Association Poland (SoDA, https://www.sodapl.com/):

  • Michał Moroz (Makimo, https://makimo.pl/)
  • Konrad Weiske (Spyrosoft, https://spyro-soft.com/)
  • Konrad Weiske (SoDA)
  • Justyna Piechowicz (SoDA)

[1] Oszacowanie rozmiaru całego rynku pochodzi z raportu ITwiz Best 100 Report (2018): 25% usług spośród 49,5 miliardów PLN: Największe firmy IT w Polsce w roku 2018 – ranking ITwiz Best100 [PL]

[2] Oszacowanie rozmiaru całego rynku pochodzi z raportu Computerworld TOP200 Report (2018): 25% usług spośród 60 miliardów PLN: Computerworld TOP200 Edycja 2019 [PL]

[3] Oszacowanie dostarczone przez Talent Alpha (https://talent-alpha.com/), bazowane na analizie firm, które promują się w Internecie (z wyłączeniem osób samozatrudnionych), wsparte przez inne publicznie dostępne źródła.

[4] 9158 PLN net B2B Mid/programista kosztu obliczonego na postawie raportu Bulldogjob.pl Bulldogjob.pl IT report 2020 [PL].

Hakerzy fałszując firmowe maile wyłudzają pieniądze z funduszy inwestycyjnych

Cyberprzestępcy podszywają się pod dyrektorów generalnych oraz finansowych wysyłając fałszywe maile z prośbami o realizację przelewów finansowych. To coraz popularniejszy sposób ataków na przedsiębiorstwa w czasie pandemii – ostrzegają analitycy firmy Check Point. Dzięki metodzie hakerzy zdołali wykraść m.in. 1,3 mln dolarów z trzech funduszy private equity oraz oszukać znane kluby piłkarskie.

Przeniesienie pracy biurowej do domu zainspirowało cyberprzestępców. Opracowali oni metodę oszustwa wykorzystującego fakt, że firmy coraz częściej komunikują się jedynie w oparciu o pocztę elektroniczną. Tak powstał nowy model oszustw nazwany „BEC” – ostrzegają badacze z firmy Check Point.

„BEC” to skrót od „business email compromise”, co oznacza naruszenie poczty biznesowej. Jest to typ oszustwa wykorzystujący e-maile podszywające się pod wiadomości przełożonych, w celu wyłudzenia przelewu pieniężnego lub poufnych danych. Zarówno eksperci Check Pointa jak i FBI uważają, że głównymi celami oszustw BEC są firmy private equity i venture capital, ponieważ hakerzy zdają sobie sprawę, że dla tego typu spółek potężne transfery pieniężne nie są niczym nietypowym.

W tym roku analitycy Check Pointa rozwikłali schemat, w którym cybergang „Florentine Banker” wyłudził ok. 1,3 mln dolarów, dzięki fałszowaniu korespondencji między trzema spółkami private equity. Przez miesiące „bankierzy florenccy” dokładnie badali wiadomości trzech spółek, a następnie zaczęli tak manipulować korespondencjami, by przejmować przelewy na wysokie sumy w strategicznych momentach. Interwencja ze strony firmy Check Point spowodowały odzyskanie ponad połowy kwoty, którą hakerzy starali się wykraść. Reszta bezpowrotnie zniknęła z kont ofiar.

„BEC” znany jest również w środowisku… piłkarskim

Podobną technikę zastosowali hakerzy przejmujący korespondencję pomiędzy klubami piłkarskimi PSG oraz Boca Juniors. Za pomocą modyfikacji przesyłanych e-maili przestępcy zdołali przekierować środki na inne konto, w rezultacie pół miliona Euro trafiło na rachunek w Meksyku, przechodząc po drodze przez nowojorski CitiBank.
Analogicznie wyglądała sytuacja przy spłacie ostatniej raty za transfer Stefana de Vrija, przechodzącego z Feyenoordu Rotterdam do Lazio Rzym. Wykorzystując scamming, przestępcy przejęli dwa miliony Euro, które powinny trafić na konto holenderskiego klubu. Sprawa wyszła na jaw dopiero, gdy klub z Rotterdamu wysłał upomnienie w sprawie zaległości ostatniej raty.

Jak to działa?

Oszustwo „BEC” rozpoczyna się shakowania poczty e-mail i wykorzystania fałszywej wiadomości pochodzącej od cyberprzestępców podających się za dyrektorów finansowych, dyrektorów generalnych bądź partnerów biznesowych. Żądając pozornie autentycznej płatności, cyberprzestępcy proszą pracownika działu finansów o transfer pieniężny lub zdeponowanie czeków. Niczego nieświadomy pracownik, będąc przekonanym o autentyczności wiadomości od przełożonego (adres email zgodny z oryginalnym), automatycznie dokonuje płatności pod wskazany przez hakerów nr konta. Cała procedura oparta jest na inżynierii społecznej i wymaga od przestępców internetowych wielomiesięcznych przygotowań, polegających na monitorowaniu i badaniu korespondencji firmowej oraz zwyczajów panujących w organizacji.BEC-1

Oszustwa BEC są najczęściej przeprowadzane przez jedną osobę, jednak ostatnio badacze z firmy Check Point zauważyli, że działania te stają się coraz bardziej wyrafinowane i często mogą być klasyfikowane jako przestępczość zorganizowana.

– Jesteśmy w trakcie poważnej zmiany paradygmatu aktywności hakerów. Przestępcy starają się wykorzystywać obecnie najsłabsze ogniwa pracy zdalnej. Oszustwa typu „BEC” spostrzegamy jako część szerszego trendu mówi Wojciech Głażewski, zarządzający polskim oddziałem firmy Check Point. – Firmy i organizacje dokonujące transferów dużych sumy pieniężnych, powinny zdawać sobie sprawę, że mogą znajdować się w kręgu zainteresowania cyberprzestępców.

W związku z rosnącą popularnością metody „BEC” Check Point rekomenduje kilka zasad bezpieczeństwa, które mogą pomóc w uniknięciu potencjalnego oszustwa:

Po pierwsze należy włączyć w poczcie biznesowej uwierzytelnianie wieloskładnikowe, co powinno utrudnić dostęp do poczty e-mail pracowników. Po drugie rekomenduje się dokładne sprawdzenie adresów e-mail i nieotwieranie żadnych wiadomości pochodzących z nieznanych lub wyglądających podejrzanie adresów. Trzecim punktem jest dokonywanie weryfikacji przelewu np. przez kontakt telefoniczny. Ostatnią rekomendacją jest przesyłanie dalej, a nie odpowiadanie na e-maile biznesowe. Przekazując wiadomość e-mail, należy ręcznie wpisać poprawny adres e-mail lub wybrać go z książki adresowej, co zapewni wpisanie właściwego adresu e-mail adresata.

Odwiedzalność obiektów handlowych osiąga już prawie 93%

W czwartym tygodniu szerszych otwarć obiekty handlowe zanotowały odwiedzialność na poziomie od 68 do aż 93% w stosunku do analogicznego okresu sprzed roku.  Rekordowy wynik padł 25 maja, na dzień przed Dniem Matki.

Polska Rada Centrów Handlowych zaprezentowała wyniki odwiedzalności na bazie danych z 87 obiektów handlowych w Polsce, których powierzchnia najmu stanowi ¼ całości rynku. W okresie od 25 do 31 maja, dane kształtowały się średnio na poziomie od 68 do 93%, w zależności od dnia, wielkości obiektu czy regionu. Najwyższy wynik zanotowano w poniedziałek 25 maja – średnio 93% odwiedzalności sprzed roku, najniższy padł w sobotę 30 maja – średnio 68%. Otwarcie gastronomii i usług w dalszym ciągu przekłada się na wzmożony ruch w obiektach handlowych.

Z uwagą śledzimy poziomy odwiedzalności w kolejnych tygodniach i co nas cieszy wykazują one tendencje wzrostowe. Klienci najchętniej odwiedzali obiekty handlowe w poniedziałek 25 maja. To pokazuje, że konsumenci przychodzą do galerii w określonym celu, na przykład, aby kupić prezenty na Dzień Matki. Przed epidemią COVID-19 centra handlowe były miejscami spotkań, odpoczynku i rozrywki. Mamy nadzieję, że wkrótce znowu będą tętnić życiem – podkreśla Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager, PRCH.

– Czekamy na dane po 6 czerwca, kiedy to swoją działalność będa mogły rozpocząć kina, sale zabaw czy kluby fitness. W tej chwili najważniejszy jest powrót do kompleksowej oferty obiektów handlowych z zachowaniem najwyższych norm bezpieczeństwa. Nasza branża zdaje sobie sprawę jak ważne jest zdrowie klientów i pracowników, dlatego też powstała kampania społeczna: Bezpieczeństwo – kupuję to! pod hasztagiem #kupujebezpiecznie, która ma edukować i promować prawidłowe zachowania podczas zakupów – dodaje Radosław Knap, dyrektor generalny PRCH.

Najwyższą średnią odwiedzalność (od poniedziałku do soboty) odnotowano tym razem w regionach: Południowym (80%), Południowo-Zachodnim (78%), a najniższą w regionie Północnym (61%).Odwiedzalność obiektów handlowych osiąga już prawie 93% (1)

Eiffage Immobilier poszukuje partnera inwestycyjnego

Firma deweloperska Eiffage Immobilier Polska nawiązała współpracę z firmą doradczą Savills, której zadaniem będzie znalezienie partnera inwestycyjnego do budowy kompleksu obejmującego 453 mieszkań na instytucjonalny wynajem zlokalizowanego w Warszawie oraz kolejnych projektów z tego sektora, w ramach których powstanie 2300 mieszkań w pięciu z największych miast w Polsce.

PRogress Spot Warsaw_Eiffage Immobilier_low res

Firma Eiffage Immobilier Polska na działce przy ul. Postępu 5a na warszawskim Mokotowie planuje budowę projektu PRogress Spot Warsaw (16 191 m kw. powierzchni użytkowej), którego ukończenie przewidziane jest na pierwszy kwartał 2023 roku. Kolejne inwestycje, obejmujące łącznie 2300 mieszkań na instytucjonalny wynajem, oprócz Warszawy, planowane są również w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku.

„Liczba mieszkańców Warszawy stale rośnie i według prognoz do 2030 roku zwiększy się o 66 000 osób. Rosnące koszty zakupu nieruchomości oraz zmiany w podejściu do najmu mieszkań tworzą sprzyjające warunki do rozwoju sektora najmu instytucjonalnego. To znakomity moment, który inwestorzy mogą wykorzystać, by wejść na ten rynek lub by poszerzyć swój aktualny portfel nieruchomości z segmentu PRS” – powiedział Kamil Kowa, członek zarządu Savills w Polsce i dyrektor działu Corporate Finance & Valuation.

„Polska posiada jedną z największych w Europie luk podażowych na rynku nieruchomości mieszkaniowych. Pandemia Covid-19 dodatkowo potwierdziła jego stabilność na tle pozostałych rynków nieruchomości. Ten projekt to szansa dla inwestorów, by współpracować z jedną z największych na świecie firm budowlanych” – powiedział Aurelio Di Napoli, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w segmencie nieruchomości operacyjnych w Savills.

Gospodarka się odmraża, ale 1/4 firm nie przewiduje odbudowania sytuacji finansowej do stanu sprzed pandemii przez najbliższy rok

18 proc. przedsiębiorstw zadeklarowało, że powróciło już do sytuacji finansowej sprzed pandemii –  wynika z V fali badania kondycji firm przeprowadzonego pod koniec maja przez Polski Instytut Ekonomiczny i Polski Fundusz Rozwoju. Ale jednocześnie 24 proc. badanych nie było w stanie określić, kiedy nastąpi pełna odbudowa ich sytuacji finansowej, wskazując terminy dłuższe niż rok. Tylko 35 proc. firm deklaruje spadek liczby nowych zamówień w porównaniu do końca kwietnia – to o 6 pkt. proc. mniej niż w połowie maja. W dalszym ciągu stabilizuje się także sytuacja na rynku pracy, gdzie zaledwie 5 proc. przedsiębiorców planuje redukcję zatrudnienia.

Prawie połowa przebadanych przedsiębiorstw (49 proc.) stwierdziła w badaniu, że ich sytuacja finansowa nie uległa zmianie w wyniku odmrażania kolejnych gałęzi gospodarki. 31 proc. firm, przede wszystkim z sektora produkcyjnego, zadeklarowało poprawę ich sytuacji. 10 proc. przedsiębiorstw uznaje, że ich sytuacja wręcz się pogorszyła (głównie przedstawiciele branży handlowej).

Kluczowe dla polskiej gospodarki będzie teraz to, w jakim tempie będziemy odbudowywać straty – wyjaśnia Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Dotychczasowe wyniki naszych badań ankietowych wskazują, że mimo ekstremalnie trudnych warunków do prowadzenia biznesu, pojawia się stopniowa poprawę sytuacji przedsiębiorstw. Widać to także po wznowieniach działalności firm: w okresie od końca kwietnia do końca maja dokonało go 28,7 tys. przedsiębiorstw. To ponad dwa razy więcej niż liczba zawieszonych działalności w analogicznym okresie, co jest rzadko spotykaną sytuacją.Gospodarka się odmraża

Firmy coraz lepiej oceniają swoją płynność finansową

Odsetek firm, które oceniają swoją płynność finansową jako wystarczającą, aby przetrwać okres powyżej 3 miesięcy, wzrósł z poziomu 39 proc. w połowie kwietnia do 54 proc. na koniec maja. Posiadanie płynności finansowej umożliwiającej działanie powyżej 3 miesięcy deklaruje 70 proc. dużych podmiotów.

Dane z kolejnych badań sektora przedsiębiorstw potwierdzają, że najtrudniejszy moment w gospodarce był w kwietniu, a obecnie następuje stopniowy wzrost aktywności gospodarczej. Najważniejsze są informacje o poprawie stabilności finansowej firm i małej liczbie przedsiębiorstw rozważających zwolnienia pracowników – wyjaśnia Paweł Borys, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju SA.Gospodarka się odmraża 2

Firmy coraz częściej planują zwiększenie zatrudnienia

Jeszcze na początku kwietnia aż 28 proc. badanych przedsiębiorstw deklarowało redukcję poziomu zatrudnienia, a tylko 2 proc. planowało jego zwiększenie. W najnowszej, V fali badania kondycji firm zwolnienia planuje już tylko 5 proc. firm, podczas gdy w połowie maja taką potrzebę sygnalizowało jeszcze 8 proc. Dwukrotnie wzrósł za to odsetek firm chcących zwiększyć liczbę pracowników: z 7 proc. do 14 proc.Gospodarka się odmraża 3

W pierwszej fali badania obniżenie wynagrodzeń pracowników deklarowała połowa ankietowanych firm. Odsetek ten systematycznie maleje: udział przedsiębiorstw planujących utrzymanie dotychczasowego poziomu wynagrodzeń wzrósł z 36 proc. na początku kwietnia do 78 proc. na koniec maja. Obniżki planuje już tylko 9 proc. firm.

Postępujące odmrażanie gospodarki wpływa na sytuację na rynku pracy, co widać w systematycznie spadającym odsetku firm planujących redukcję zatrudnienia czy obniżki wynagrodzeń. Jednocześnie wiele firm wdrożyło we wcześniejszych miesiącach procesy zwolnień i redukcji płac. W maju 1 na 10 firm dokonała zwolnień, po tym jak 12 proc. firm zastosowało taką strategię w kwietniu. Co więcej, w ubiegłym miesiącu 14 proc. firm obniżało wynagrodzenia pracowników, po tym jak na koniec kwietna takie działania deklarowało 19 proc. badanych firm – tłumaczy Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Nota metodologiczna:

Badanie Polskiego Instytutu Ekonomicznego oraz Polskiego Funduszu Rozwoju przeprowadzone przez IBRiS w dniach 26-29 maja 2020 r. wśród właścicieli firm lub osób decyzyjnych w przedsiębiorstwach na temat ich sytuacji i planów po nastaniu w Polsce epidemii koronawirusa.

Badanie przeprowadzono za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych (CATI) na próbie losowo-kwotowej obejmującej 406 firm, w 4 kategoriach wielkości i 3 sektorach branżowych. Na podstawie tej próby możemy przeprowadzić wnioskowanie o populacji polskich przedsiębiorstw przy poziomie ufności 0,95, a błąd szacunku wskaźników struktury wyniesie 5 proc.

Cykl ABC Windykacji. Co to jest windykacja online?

Tylko 27 proc. respondentów biorących udział w badaniu SW Research zrealizowanym na zlecenie Związku Przedsiębiorstw Finansowych w ramach kampanii „Windykacja? Jasna Sprawa” wiedziało, w jaki sposób firma windykacyjna może ich wesprzeć w spłacie zadłużenia.[1] Co dziesiąty ankietowany zapytany o konkretne narzędzia, które mogą pomóc w spłacie zaległych należności, wskazał na możliwość spłaty długu przez Internet, bez konieczności wychodzenia z domu. Co to jest windykacja online? Dlaczego jej znaczenie rośnie?

Z badania opinii przeprowadzonego na zlecenie Ministerstwa Cyfryzacji wynika, że 80 proc. Polaków korzysta z Internetu.[2] Blisko 90 proc. ankietowanych twierdzi, że dzięki dostępowi do sieci ich życie jest łatwiejsze. Dotyczy to nie tylko codziennej komunikacji, pozyskiwania informacji, edukacji czy bankowości, ale szeregu innych spraw, które przez Internet można załatwić szybciej i prościej.

– Cytowane badanie, zlecone przez resort cyfryzacji, zostało zrealizowane rok temu. Dziś na świecie wciąż panuje pandemia koronawirusa, dlatego też sądzę, że liczba aktywnych użytkowników Internetu, ale również i spraw, które załatwiamy w sieci może być znacznie większa. Branża windykacyjna jeszcze przed pandemią oferowała możliwość spłaty zadłużenia online za pośrednictwem specjalnie przygotowanych do tego, bezpiecznych serwisach internetowych, bez konieczności wychodzenia z domu – mówi Andrzej Roter, Prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Czym jest zatem windykacja online? Zazwyczaj sformułowanie to dotyczy kilku obszarów. Po pierwsze osoba zadłużona może spłacić swoje zadłużenie online poprzez specjalne serwisy internetowe, które zostały stworzone przez niektóre firmy windykacyjne. Wszystko to z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. W takich systemach klient firmy, która obsługuje jego zadłużenie, może sprawdzić szczegóły swojego zadłużenia i przebieg danej sprawy, wybrać termin spłaty oraz ustalić wysokość rat. Najczęściej może również zapoznać się z treścią ugody przygotowanej przez firmę windykacyjną oraz zatwierdzić ją (przy uprzedniej weryfikacji np. kodem wysłanym poprzez SMS). Plusem takiego rozwiązania jest to, że system internetowy jest dostępny z każdego miejsca i w każdym momencie, gdyż działa przez całą dobę, 7 dni w tygodniu. Jest również dostępny z każdego urządzenia: komputera stacjonarnego, laptopa, tabletu czy smartfona. Firma windykacyjna posiadająca takie rozwiązania informuje swoich klientów o możliwości skorzystania z takiego serwisu do obsługi zadłużenia.

Sformułowanie „windykacja online” może odnosić się również do serwisu internetowego, dzięki któremu przedsiębiorca może samodzielnie odzyskiwać należności. Specjalnie zaprojektowana platforma windykacyjna umożliwia m.in. wysyłanie przypomnień o płatności w różnych formach (m.in. e-mail, czy SMS). Często jest skomunikowana z programem księgowym danej firmy, dzięki czemu pobiera aktualne informacje na temat wystawianych faktur oraz płatności. Najpierw weryfikuje, które są po terminie oraz do których klientów należy wysłać przypomnienie.

[1] Badanie opinii przeprowadzone przez SW Research na zlecenie ZPF w połowie 2019 roku. Próba = 1000 osób powyżej 18 roku życia.

[2] https://www.gov.pl/web/cyfryzacja/internet-ulatwia-zycie-polakom

Zasady i tryb prowadzenia kontroli celno–skarbowej

Od 1 marca 2017 r. w wyniku reformy administracji skarbowej doszło do wyodrębnienia dwóch rodzajów kontroli podatników. Pierwszym z nich jest kontrola podatkowa prowadzona przez Naczelnika Urzędu Skarbowego uregulowana w przepisach Ordynacji podatkowej. Drugi rodzaj to kontrola celno-skarbowa, wykonywana na podstawie przepisów ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej.

Zakres kontroli celno-skarbowej

Kontroli celno-skarbowej podlega przede wszystkim przestrzeganie przepisów prawa podatkowego. Ponadto w art. 54 ustawy o KAS wskazane zostały inne kontrolowane obszary, do których należy w szczególności przestrzeganie prawa dewizowego, celnego oraz innych przepisów w zakresie przywozu i wywozu towarów, a także regulujących urządzanie i przeprowadzanie gier losowych, posiadania automatów do gier hazardowych oraz przepisów o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Ponadto ustawa o KAS wskazuje szczególne miejsca i przedmioty podlegające kontroli celno-skarbowej. Są to m.in. paliwa w zbiorniku przewozowym, produkcja i handel automatami do gier, przesyłki pocztowe, ruch drogowy.

Zakres kontroli celno-skarbowej jest bardzo szeroki i obejmuje tematykę zarówno z zakresu przepisów prawa podatkowego, jak i innych przepisów wykorzystywanych w ocenie ustawodawcy najczęściej do popełniania nadużyć i uszczuplania dochodów skarbowych.

Tryb prowadzenia kontroli celno-skarbowej

Miejscem kontroli jest w zależności od potrzeb siedziba kontrolowanego, miejsce prowadzenia lub przechowywania ksiąg rachunkowych oraz każde inne miejsce związane z działalnością kontrolowanego. Ponadto kontrola może być prowadzona w urzędzie celno-skarbowym, na przejściu granicznym czy w oddziałach celnych urzędów celno-skarbowych.

Warto podkreślić, że szeroki jest nie tylko zakres właściwości rzeczowej, lecz także właściwości miejscowej. Zgodnie z art. 61 ustawy o KAS urząd celno-skarbowy może wykonywać swoją kontrolę na obszarze całego terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Pierwszym etapem kontroli celno-skarbowej jest jej wszczęcie na podstawie upoważnienia do przeprowadzenia kontroli. Datą rozpoczęcia kontroli jest dzień doręczenia upoważnienia podatnikowi.

Zasadniczo kontrola powinna być zakończona bez zbędnej zwłoki, nie później niż w ciągu trzech miesięcy od jej rozpoczęcia. Należy jednak pamiętać, że organ celno-skarbowy może przedłużyć ten termin z ważnych przyczyn. Ustawa nie zawiera przepisu wyznaczającego maksymalny okres kontroli, dlatego mogą się zdarzyć sytuacje, w których przedsiębiorcy są kontrolowani miesiącami, a nawet latami.

Formalnym zakończeniem kontroli jest dostarczenie podatnikowi wyników kontroli lub protokołu (m.in. w przypadku gier hazardowych, paliw czy refundacji wywozowych).

Uprawnienia kontrolującego i obowiązki kontrolowanego

Ramy kontroli celno-skarbowej wyznaczone są przez prawa i obowiązki zarówno urzędnika prowadzącego kontrolę, jak i podatnika. Podatnik, u którego prowadzona jest kontrola, powinien na żądanie organu umożliwić wstęp do siedziby oraz innych pomieszczeń firmy, lokalu mieszkalnego, udzielić pisemnych lub ustnych wyjaśnień i informacji, okazać dokumenty finansowe, a także inne związane z działalnością gospodarczą, sporządzić odpisy, kopie, wyciągi, umożliwić dokonanie oględzin, przesłuchania, w tym także pracowników podatnika i świadków, umożliwić pobranie próbek towarów. Kontrolujący ma także prawo do dokonania analizy i badania towarów, surowców i półproduktów.

Ponadto kontrolowany powinien umożliwić wgląd w dokumenty, udzielić wsparcia technicznego, przedstawić na żądanie tłumaczenia dokumentów, przeprowadzić na żądanie spis z natury, udostępnić w niezbędnym zakresie środki łączności, zapewnić warunki do wykonywania czynności przez organ. Kontrolujący są także uprawnieni do przeprowadzenia rewizji, przeszukania osób, kontroli przesyłek pocztowych, zatrzymania pojazdów i innych środków przewozu oraz kontroli znajdującego się w nich paliwa.

Dodatkowo w kontrolę celno-skarbową może zostać zaangażowany kontrahent kontrolowanego, poprzez wezwanie do udostępnienia dokumentów, informacji, wyjaśnień, ksiąg rachunkowych. Przepis nie dotyczy tylko bezpośrednich kontrahentów.

Po kontroli…

Najbardziej pożądanym przez podatnika scenariuszem zakończenia kontroli celno-skarbowej jest brak stwierdzenia nieprawidłowości. W przypadku, gdy organ stwierdzi nieprawidłowości, podatnik ma możliwość dokonania korekty rozliczeń. Jeżeli tego nie zrobi lub organ podatkowy nie uwzględni złożonej przez niego korekty, kontrola celno-skarbowa przekształca się w postępowanie podatkowe.

Co zrobić, jeżeli kontrola się właśnie rozpoczyna?

Z pewnością nie należy wpadać w panikę. W pierwszej kolejności warto skontaktować się z doradcą podatkowym, który powinien dokonać analizy obszaru objętego kontrolą, a następnie wyspecyfikować tematy, które mogą być przedmiotem dalszych pytań. Dobrą praktyką jest także udzielanie krótkich i konkretnych odpowiedzi na wezwanie organu. W większości przypadków to wystarczy, a jeżeli kontrolujący będzie miał dodatkowe pytania, to z pewnością dopyta. Zbyt rozbudowane odpowiedzi mogą być wskazówką dla organu w zakresie dalszej kontroli. Warto też uzgodnić z doradcą podatkowym strategię na kontrolę podatkową, gdyż od tego zależy dalsza współpraca z kontrolującymi, a także zakres udzielanych informacji i wynik kontroli. Dobrą praktyką jest także poinformowanie innych pracowników o wszczętej kontroli podatkowej, ograniczenie kontaktu kontrolujących z innymi pracownikami (np. poprzez wydzielenie odrębnego pokoju) oraz ustalenie zasad kontaktu kontrolujący – kontrolowany i reprezentacji kontrolowanego w toku kontroli.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Co i jak negocjować w czasie pandemii? Poradnik dla firm

Przedłużająca się pandemia i wynikające z niej wyhamowanie gospodarki znacząco utrudniają przedsiębiorcom spłatę zobowiązań. Firmy zmagają się z problemem właściwej realizacji umów zawartych z bankami, ubezpieczycielami, firmami leasingowymi i faktoringowymi czy umowami najmu. Wiele z nich można jednak renegocjować lub zmienić. Eksperci podpowiadają jak zrobić to w praktyce.

Gospodarcze perturbacje w dobie koronawirusa przełożyły się na skokowy wzrost liczby przedsiębiorców zgłaszających problem z płynnością finansową i realizacją bieżących umów. W odpowiedzi na te sygnały, rząd wprowadza kolejne rozwiązania w postaci rozporządzeń oraz szczególnych ustaw. Przedsiębiorcy nie zawsze wiedzą jednak jak efektywnie z nich skorzystać, by chronić finanse swojego biznesu. – Wiele narzędzi można zastosować niemal od ręki. Ważne jest, aby właściciele firm wiedzieli, że w ich zasięgu jest kilka rozwiązań, które mogą uratować budżety firm – mówi Małgorzata Anisimowicz, doradca restrukturyzacyjny i prezes zarządu PMR Restrukturyzacje.

Powołanie się na siłę wyższą

Jedną z przesłanek wyłączających odpowiedzialność dłużnika jest możliwość powołania się na wystąpienie tzw. siły wyższej. W dużym skrócie, chodzi o zdarzenia zewnętrzne, niemożliwe do przewidzenia oraz zapobieżenia, a za takie można uznać np. stan epidemiologiczny wywołany koronawirusem. – Niezależnie od treści klauzuli znajdującej się w umowie, strona nie realizująca umowy lub nienależycie wykonująca umowę, powinna udowodnić, że wskutek działania siły wyższej wyniknęły u niej znaczące utrudnienia, np. w zapłacie czynszu przy umowie najmu – mówi Marek Kochański, radca prawny w kancelarii FKK Fluder Klocek Kochański Adwokaci i Radcowie Prawni S.K.A.

Modyfikacja umów ze względu na nadzwyczajną zmianę stosunków

Zgodnie z przepisem art. 357 (1) Kodeksu cywilnego, dłużnik może zwrócić się do sądu, z wnioskiem o uregulowanie wysokości jego świadczenia, w sposób uwzględniający nowe realia gospodarcze. Przykładowym rozstrzygnięciem może być zmiana w zakresie sposobu wykonania umowy, zmiana wysokości świadczenia, a nawet rozwiązanie umowy. – Nadzwyczajną zmianę stosunków stanowi zdarzenie, które przez swoje oddziaływanie zniweczyło pierwotne kalkulacje stron i którego nie dało się przewidzieć – nawet przy zachowaniu najwyższej staranności – podkreśla Marek Kochański, radca prawny w kancelarii FKK.

Z perspektywy dłużnika kluczowe jest jednak udowodnienie związku przyczynowego pomiędzy nadzwyczajnym charakterem zmian stosunków (wystąpieniem stanu epidemiologicznego w Polsce) a tym, że zmiana ta niesie ze sobą nadmierną trudność w spełnieniu świadczenia lub grozi jednej ze stron rażącą stratą. Ciężar udowodnienia przesłanek uzasadniających sądową ingerencję spoczywa na tym podmiocie, który się jej domaga.

Przesłanki zmian w umowach najmu

Ograniczenia w funkcjonowaniu przedsiębiorstw wpłynęły również na ustawodawstwo ingerujące w stosunki prawne między przedsiębiorcami. Jednym z przykładów jest czasowe zawieszenie wykonywania praw i obowiązków z umów najmu w galeriach wielkopowierzchniowych w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia działalności w tego typu obiektach. – Aby jednak skorzystać z narzędzia, najemca w terminie 3 miesięcy od ustania zakazu, musi złożyć wynajmującemu ofertę przedłużenia umowy najmu o kolejnych 6 miesięcy. W innym wypadku wynajmujący będzie mógł dochodzić należności za okres objęty zakazem handlu od najemcy. Pomimo otwarcia galerii nie mają one jednak  tego samego potencjału jak w momencie zawarcia umowy, patrząc przez pryzmat ilości osób odwiedzających galerie. Z tego względu wszelkie próby ze strony najemców (odstąpienie, złożenie innej oferty przedłużenia) są asumptem do wszczęcia rozmów w sprawie obniżenia czynszu – zauważa Małgorzata Anisimowicz, prezes zarządu PMR Restrukturyzacje.

Kompleksowe rozwiązanie w postaci restrukturyzacji

Niezależnie od skuteczności powołania się na instytucję siły wyższej czy klauzulę rebus sic stantibus (nadzwyczajnej zmiany stosunków) oraz ilości zobowiązań istniejących po stronie dłużnika, najbardziej efektywnym rozwiązaniem dla przedsiębiorcy może okazać się skorzystanie z narzędzi przewidzianych prawem restrukturyzacyjnym. – Przeprowadzenie właściwych działań naprawczych pozwoli dłużnikowi na wynegocjowanie odpowiednich warunków spłaty jego zobowiązań przy maksymalnej ochronie wartości ekonomicznej przedsiębiorstwa, tym bardziej, że firma może wówczas liczyć na wsparcie doradców restrukturyzacyjnych i doświadczonych negocjatorów, rozumiejących oczekiwania i specyfikę poszczególnych grup wierzycieli. Działania restrukturyzacyjne, poza zaspokojeniem wierzytelności, wstrzymują również egzekucje wierzytelności,  chronią przed agresywną windykacją i ratują kluczowe zasoby – wskazuje Małgorzata Anisimowicz. Prezes zarządu PMR Restrukturyzacje dodaje, że szczególne dostosowanie przepisów prawa restrukturyzacyjnego do negatywnych skutków COVID-19 uwzględnia również przyjęty przez rząd projekt ustawy wprowadzający pozasądowe uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne. Prowadzi ono do zatwierdzenia układu z wierzycielami i chroni kluczowe umowy oraz majątek przedsiębiorstwa, poprzez zawieszenie egzekucji wierzytelności.

Instrumenty prawa restrukturyzacyjnego przewidują również szereg narzędzi o charakterze ochronnym, które w istotny sposób wpływają na funkcjonowanie zawartych umów. Już samo otwarcie jednego z czterech postępowań restrukturyzacyjnych powoduje, że wierzytelności powstałe przed dniem jego otwarcia zostają objęte układem z mocy prawa.

Dobra strona sanacji

W przypadku postępowania sanacyjnego ustawodawca dopuścił możliwość odstąpienia od „toksycznych” umów. Aby odstąpienie doszło do skutku niezbędne jest pozyskanie zgody zarządcy oraz sądu. Ponadto sama umowa musi mieć charakter umowy wzajemnej (gdzie świadczenie jednej ze stron odpowiada świadczenie drugiej), a charakter świadczenia drugiej strony jest niepodzielny (w przypadku charakteru podzielnego, odstąpienie może dotyczyć części umowy, która miała być realizowana po otwarciu postępowania sanacyjnego). Tym sposobem przedsiębiorstwo w postępowaniu sanacyjnym może skutecznie odstąpić od umowy najmu (coraz częściej zawieranego na czas określony, bez możliwości wypowiedzenia), dzierżawy, leasingu, zlecenia, umowy o roboty budowlane czy też umowy sprzedaży.

Negocjacje, czyli siła mediacji

Bez względu na mnogość dostępnych narzędzi prawnych, strony zawsze powinny rozważyć drogę negocjacji, która pozwoli im osiągnąć porozumienie. Wypracowany konsensus może polegać na odroczeniu terminu wymagalności roszczenia o spełnienie świadczenia, rozłożeniu świadczenia na raty czy wyłączeniu obowiązku osobistego spełnienia świadczenia przez dłużnika.

Niezależnie od dobrej woli drugiej strony, w czasie kryzysu z pewnością warto gromadzić dowody wskazujące na niemożliwość lub znaczną trudność w wykonaniu poszczególnych zobowiązań powstałych w związku z wystąpieniem epidemii (np. faktur i innych dokumentów finansowych czy korespondencji z osobami trzecimi). W ten sposób, przedsiębiorcy uzyskują możliwość skutecznego dowodzenia swoich racji w toku negocjacji z drugą stroną.

Promocja do wyczerpania zapasów

Narracja restartu globalnej gospodarki napędza rajd ryzykownych aktywów i przyćmiewa średnioterminowe czynniki ryzyka. Pęd ku wymazaniu marcowego załamania jest silny w obliczu wciąż niedowartościowanych aktywów, a przy zwiększonej płynności po masowym luzowaniu banków centralnych. Podążanie z nurtem będzie trwać do czasu, aż ignorowanie zagrożeń stanie się niemożliwe. Na razie jednak na wszystko jest wymówka.

Zaczynam patrzeć na rynki jak na supermarket, która ofertuje ogromne przeceny na wszystkie produkty do wyczerpania zapasów. Niższa cena jest tak kusząca, że klienci starają się kupić jak najwięcej, próbując zdążyć przed innymi, czasami nie zastanawiając się nad jakością produktu lub jego przydatnością. Promocja to promocja i trzeba brać. Po załamaniu rynków z marca i panicznej ucieczce od ryzyka, sporo aktywów oderwało się od swoich fundamentów. W niektórych przypadkach fundamenty „dogoniły” wyceny, ale w większości niedowartościowanie utrzymało się, nawet pomimo odbicia w kolejnych tygodniach. Do tego dochodzi wizja silnego odbicia ożywienia wraz z reaktywowaniem aktywności gospodarczej oraz kwestia wykorzystania rozmnożonej płynności w związku z luzowaniem polityki monetarnej. Pieniądz musi pracować i kupuje ryzyko, gdyż tak podpowiada motyw przewodni dla rynkowych nastrojów. A na stroje są dobre, po wyceny rosną. Rynki się zapętlają, nie bacząc na czynniki ryzyka.

A może jednak inwestorzy zdają sobie sprawę z zagrożeń, ale jednocześnie są w stanie uzasadnić ich neutralny wpływ na rynki? Dla przykładu, spór USA-Chiny będzie miał znaczenie, dopiero gdy dojdzie do zerwania umowy handlowej Pierwszej Fazy. Do tego czasu werbalne pogróżki i sankcje na osoby i instytucje są jedynie próbą sił, która z ekonomicznego punktu widzenia niewiele zmienia. Czy Chiny albo USA są gotowe całkowicie zerwać relacje handlowe? Inwestorzy zdają się w to wątpić, kiedy wszyscy potrzebują towarów od wszystkich do odbudowy po kryzysie.

Wygląda też na to, że inwestorzy bagatelizują ryzyko drugiej fali zachorowań na COVID-19, mimo że docierają sygnały z niektórych krajów i amerykańskich stanów o odbiciu w dziennej liczbie nowych przypadków zachorowań. Jednak z perspektywy rynków nie tyle liczy się liczba chorych, co reakcja władz. Masowy lockdown okazał się silnie szkodliwy ekonomicznie i krytycznie oceniany przez społeczeństwo. Przy dokonywanym luzowaniu zakazów i zapewnieniach o odpowiednim przygotowaniu opieki medycznej w przypadku drugiej fali zakażeń rządy będą mniej chętne ponownie stopować gospodarkę. Nie mówić już o politycznych kosztach przyznania się do błędu z poluzowaniem restrykcji. Inwestorzy zdają się wchodzić w zakład, że cokolwiek przyniesie druga fala zachorowań, szkody ekonomiczne nie będą tak poważne, jak te, które się już dokonały. Gorzej być nie może, zatem można kupować.

A co, jeśli w przypadku drugiej fali społeczeństwo samo narzuci sobie lockdown dla ochrony własnego zdrowia? Szczerze w to wątpię, a mnogość protestów w USA pokazuje, jak ludzie podchodzą do przestrzegania zasady dystansu społecznego. Interpretacja rynków jest tutaj brutalna i finalnie przemawia za podtrzymaniem rajdu ryzyka. Z jednej strony niepokoje społeczne w USA uderzają w dolara, nadszarpując jego status bezpiecznej przystani i wypychając kapitał w stronę innych aktywów. Z drugiej groźby Trumpa, że wyprowadzi wojska na ulice i zapowiedzi wprowadzenia godziny policyjnej umniejszają ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa. Tak, czy inaczej mamy bodziec do kupowania ryzyka.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Łódź i Gdańsk „gwiazdami” na rynku biurowym. Podsumowanie maja

Maj przyniósł na rynku biurowym w Polsce wyczekiwaną stabilizację. Jak pokazują dane REDD, w ciągu ostatnich czterech tygodni widać było spowolnienie przyrostu wolnej powierzchni biurowej do wynajęcia. Obecnie wynosi ona 2.4 mln m kw. W skali kraju jest to wzrost dostępnej powierzchni w granicach 30 tys. m kw. „Gwiazdami” rynku okazały się Łódź i Gdańsk.

– Analizując bilans nowowynajętych i zwolnionych powierzchni na rynkach regionalnych możemy zaobserwować pozytywne zamknięcie miesiąca w Łodzi i Gdańsku, gdzie zwolnione biura zostały w całości zaabsorbowane przez nowe umowy najmu. Podobny bilans zanotowano w Sopocie, Gdyni i Lublinie – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Największy negatywny bilans zaobserwowano natomiast w Warszawie, Katowicach i Poznaniu. Na tych trzech rynkach strona podażowa została zasilona dodatkową powierzchnią 19.3 tys. kw. i 114 modułami biurowymi, które nie zostały zbilansowane przez popyt.REDD1 (1)

Średnio ponad 28 modułów biurowych zasila podaż każdego tygodnia

Od końca marca bilans modułów biurowych nieprzerwanie przechyla się na stronę podażową, która w szczytowym tygodniu kwietnia została zasilona 115 modułami biurowymi, które nie zostały zaabsorbowane przez popyt.REDD2png

– Choć dalej na minusie, w maju wyniki charakteryzują się wyższą stabilnością. Obserwacja kolejnych 4-8 tygodni będzie kluczowa dla oceny trendu. Szczególnie że ostatnie tygodnie to wyraźny wzrost liczby zawieranych transakcji najmu – podsumowuje Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.REDD3

W Europie nawet 60 mln pracowników odczuje skutki epidemii

Blisko 60 mln aktywnych zawodowo mieszkańców Europy odczuje negatywne konsekwencje wynikające z epidemii COVID-19 i wprowadzonych ograniczeń. Wśród nich można wymienić m.in. zwolnienie, obniżenie pensji lub zmniejszenie wymiaru czasu pracy – wynika z analiz międzynarodowej firmy McKinsey, która prześledziła możliwe scenariusze w Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Eksperci Personnel Service wskazują, że jeśli przeanalizuje się wskaźniki podawane przez niezależne od siebie instytucje z poszczególnych państw, ta liczba jest jeszcze większa.

Zajmująca się doradztwem firma McKinsey przeanalizowała możliwy wpływ trwającej epidemii na rynek pracy w Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Z danych wynika, że co czwarty pracownik może odczuć skutki epidemii w postaci m.in. obniżenia wynagrodzenia, zmniejszenia wymiaru czasu pracy czy nawet zwolnienia. Zdaniem analityków McKinsey, bezrobocie w UE może wzrosnąć w 2021 roku do ponad 11% (ok. 20 mln bezrobotnych), jeśli utrzymają się m.in. zasady dystansowania społecznego. To oznacza wzrost o niemal 4 pp. w porównaniu do stopy bezrobocia z marca 2020 roku, kiedy liczba osób bez pracy wyniosła ok. 14 mln. Warto jednak zaznaczyć, że w marcu skutki koronawirusa nie były jeszcze zbyt odczuwalne. Mimo to, w porównaniu do lutego, liczba bezrobotnych wzrosła o 250 tys., a jeśli realny stałby się scenariusz firmy McKinsey z bezrobociem na poziomie 11%, oznaczałoby to, że pracę w Europie straci kolejne 6 mln osób.

W Polsce pracę straci nawet 2 mln osób

Choć 6 mln potencjalnych bezrobotnych w Unii Europejskiej to dużo, sumując dane z poszczególnych krajów można otrzymać wynik kilka razy wyższy. Firma Personnel Service już w marcu szacowała, że do końca trwania stanu epidemicznego, tylko w Polsce pracę może stracić nawet 2 mln pracowników, a bezrobocie może osiągnąć poziom 10%. Na utratę pracy najbardziej są narażone osoby zatrudnione w ramach umowy zlecenia, szczególnie w branżach handlowej, usługowej i HoReCa.

Ten czarny scenariusz mógłby się spełnić, jeśli ograniczenia nałożone na przedsiębiorców byłyby kontynuowane w kolejnych miesiącach. Tarcza Antykryzysowa nie jest bowiem w stanie odpowiedzieć na wszystkie potrzeby polskich firm. To jedynie kropla w morzu potrzeb. Na szczęście wdrażane są kolejne etapy odmrażania gospodarki. Nie można się jednak łudzić, że rynek nie odczuje skutków prawie trzech miesięcy dużych ograniczeń – zaznacza Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service, ekspert ds. rynku pracy.

Niemcy, Francja, Wielka Brytania czy Polska – gdzie są największe obawy o rynek pracy?

Analiza sytuacji w ujęciu europejskim jest o tyle trudna, że szacunki dotyczące możliwego bezrobocia przeprowadzają różne instytucje, opierające się na różnej metodologii. Tym niemniej, warto przyjrzeć się kilku najbardziej jaskrawym przykładom ze Starego Kontynentu. W Wielkiej Brytanii Urząd Odpowiedzialności Budżetowej przewiduje, że bez pracy może zostać 2 mln osób, a bezrobocie osiągnie pułap 10%. W Niemczech ekonomiści z firm Allianz i Euler Hermes podają, że w najgorszym scenariuszu zagrożone może być nawet 12 mln miejsc pracy. Z kolei we Francji minister pracy Muriel Pénicaud poinformowała, iż ponad 10 mln pracowników sektora prywatnego znajdzie się na tymczasowym bezrobociu.

Bezrobocie w wybranych krajach Europy w 2019 roku (Eurostat)
Kraj Stopa bezrobocia Liczba osób bezrobotnych
Niemcy 3,2% 1 374 000
Francja 8,5% 2 506 000
Wielka Brytania (poza UE) 3,8% 1 269 000
Polska 3,3% 558 000

 

Sumując dane o potencjalnych zwolnieniach w poszczególnych europejskich krajach, okazuje się, że szacunki firmy McKinsey są całkiem pozytywne.

To dosyć zrozumiała sytuacja. Po pierwsze, dokonując analizy na poziomie krajowym, można wziąć pod uwagę większą liczbę zmiennych i danych, dzięki czemu szacunki stają się bardziej szczegółowe. Po drugie, rządy i instytucje krajowe wolą być gotowe na czarny scenariusz, niż lekceważyć zagrożenie. Z kolei analizy obejmujące całą UE opierają się na pewnych uproszczeniach i uogólnieniach. Dla przykładu, portal statista.com zakłada wzrost bezrobocia o maksymalnie kilka punktów procentowych dla prawie wszystkich krajów UE – wyjaśnia Krzysztof Inglot.

Ukraina odczuwa boleśnie skutki kryzysu

Przytłaczające informacje dotyczące bezrobocia docierają także zza wschodniej granicy Polski. Z danych State Employment Service of Ukraine wynika, że tylko w jednym tygodniu kwietnia zarejestrowano ponad 36 tys. bezrobotnych. Szef Ukraińskiej Izby Handlowo-Przemysłowej Hennadij Czyżykow potwierdził z kolei, że na Ukrainie w ciągu miesiąca (między marcem a kwietniem) mogło przybyć nawet ok. 1-1,3 mln bezrobotnych, a poziom bezrobocia wzrósł do ok. 13,7-15,4%, co byłoby najwyższym wynikiem od 15 lat w tym kraju.

Ukraina ma podwójny problem. Pogarszająca się sytuacja ekonomiczna w kraju jest spowodowana zarówno spadkiem liczby miejsc pracy i wieloma zwolnieniami, ale także powrotami osób zatrudnionych w innych krajach Europy i świata. Z tego względu szacunki dotyczące bezrobocia mogą gwałtownie wrastać, tym bardziej, że w krajach takich jak Polska, gdzie do niedawna pracowało ponad 1,2 mln Ukraińców, na zajmowane przez nich miejsca pracy coraz częściej zgłaszają się Polacy. Pracownicy z Ukrainy są jednak nadal potrzebni pracodawcom w Polsce, dlatego cieszymy się, że rząd uwzględnił nasz postulat, by na czas epidemii wydłużyć automatycznie pozwolenia na prace dla Ukraińców – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Dane KGP: W czasie pandemii drogówka wystawiła o ponad 40% mniej mandatów niż rok wcześniej

W Polsce o 41% spadła liczba mandatów wystawionych przez policjantów ruchu drogowego. Od lutego do kwietnia br. takich kar było przeszło 1,036 mln, a w analogicznym okresie ub.r. – prawie 1,760 mln. Ostatnio najwięcej wymierzyli ich funkcjonariusze KWP w Katowicach, natomiast najmniej – KWP w Gorzowie Wielkopolskim. Z kolei analizując dane procentowe, widać, że największy spadek nastąpił na obszarze KWP w Rzeszowie, gdzie wystawiono o 52% mandatów mniej niż w u.br. Według danych GITD, urządzenia będące w dyspozycji CANARD, zarejestrowały o przeszło 150 tysięcy mniej naruszeń dotyczących przekroczenia dopuszczalnej prędkości.

W całym kraju policjanci ruchu drogowego nałożyli od 1 lutego do 30 kwietnia br. ponad 1,036 mln mandatów. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że to o 41% mniej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Wówczas liczba takich kar wyniosła blisko 1,760 mln.

– Do spadku liczby mandatów przyczyniła się przede wszystkim powszechnie zastosowana izolacja społeczna. Spowodowała ona zdecydowanie mniejszy ruch pojazdów, zwłaszcza autostradowy i miejski. Ponadto policjanci nie prowadzili tak szeroko zakrojonych akcji typu trzeźwe poranki itp. Bardziej skupiali się na koronawirusie, a kontrole odbywały się dość wyrywkowo – komentuje Agata Gajos, dyrektor zarządzająca Stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego.

Od lutego do kwietnia najwięcej mandatów zostało wystawionych przez KWP w Katowicach – 104 891 (w analogicznym okresie 2019 roku ¬– 183 044). Dalej znalazły się KWP w Bydgoszczy – 94 329 (165 050), KSP w Warszawie – 94 000 (133 083), KWP w Poznaniu – 90 735 (167 717) oraz KWP we Wrocławiu – 76 676 (129 241). Z kolei najmniej takich kar zostało wystawionych przez KWP w Gorzowie Wielkopolskim – 20 449 (38 121). Kolejne miejsca w tym zestawieniu należą do KWP: w Opolu – 30 523 (60 041), w Szczecinie – 39 030 (77 713), w Kielcach – 40 991 (58 488) oraz w Olsztynie – 42 562 (74 349).

– Na drogach było tyle samo funkcjonariuszy, co w ubiegłym roku, a może nawet jeszcze więcej. Jednak mieli oni dodatkowe zadania, m.in. związane z kwarantanną. Z naszych obserwacji wynika, że ruch był zdecydowanie mniejszy od 15 marca do końca kwietnia. Od początku maja jednak natężenie zaczęło wracać do normy – podkreśla kom. Robert Opas z Komendy Głównej Policji.

Zestawiając dane procentowe z analizowanych okresów, widać, że największy spadek liczby wystawionych mandatów miał miejsce na obszarze KWP w Rzeszowie ¬– o 52% (ze 119 348 do 57 039). Dalej znalazły się obszary KWP w Szczecinie ¬¬¬– o 50%, KWP w Opolu ¬– o 49%, a KWP w Gorzowie Wielkopolskim oraz w KWP Poznaniu – o 46%. Natomiast na drugim krańcu widzimy KWP w Białymstoku – 21% (z 74 396 do 59 005). Następne są tereny KSP w Warszawie – 29%, KWP w Kielcach – 30%, w Łodzi – 35% oraz KWP w Gdańsku – 36% (z 90 156 do 57 877).

– W analizowanych okresach spadły niemal wszystkie statystyki, sporo zmniejszyły się te dot. wypadków, zabitych, rannych czy nietrzeźwych kierowców. Wyjątkiem są przekroczenia prędkości o ponad 50 km/h w obszarze zabudowanym, co oznacza zatrzymanie prawa jazdy. W tym roku mamy wzrost takich przypadków o ok. 24%, z ok. 17 300 do 21 500, przy czym porównujemy okresy od stycznia do drugiej połowy maja – mówi kom. Robert Opas.

Z kolei jak wynika z danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, od lutego do kwietnia br. urządzenia będące w dyspozycji CANARD, zarejestrowały 334 260 naruszeń przekroczenia dopuszczalnej prędkości. W analogicznym okresie ubiegłego roku takich zdarzeń było 484 790. W piętnastu województwach spadła liczba tego typu sytuacji, a w lubelskim nieznacznie wzrosła – z 17 060 do 17 340.

– Niewielki ruch i coraz lepsza pogoda wręcz zachęcały do łamania przepisów. Ponadto niektórym kierowcom wydawało się, że nic im nie grozi. Sądzili, że policjantów jest mniej na drogach, bo mają inne zadania. Część osób stwierdziła, że w takich warunkach można jeździć nawet 200 km/h w mieście. Tym samym znacznie wzrosło ryzyko śmierci na drogach. Dla mnie to zaskakujące zachowanie, bo przecież nikt nie chce trafić do szpitala, zwłaszcza w takim okresie. Ale ludzie nie myślą o konsekwencjach – opisuje ekspert Stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego.

GITD informuje, że od lutego do kwietnia br. najwięcej naruszeń przekroczenia dopuszczalnej prędkości zanotowały urządzenia w województwie mazowieckim – 75 870 (w analogicznym okresie 2019 roku – 112 490). Dalej znalazły się śląskie – 42 540 (49 440) i wielkopolskie – 27 680 (35 540). Natomiast najmniej takich przypadków było w opolskim – 6 430 (7640), warmińsko-mazurskim – 6 830 (10 730) oraz świętokrzyskim – 9 960 (12 880). Jak podkreśla Agata Gajos, proponowano, żeby na czas epidemii ograniczyć prędkość dopuszczalną. Takie decyzje zapadły w niektórych krajach. W Polsce tego nie zrobiono.

– W ciągu dwóch ostatnich miesięcy epidemia koronawirusa na pewno pochłonęła mniej ofiar niż polskie drogi. I to jest przerażające. Robimy, co możemy, ale jesteśmy tylko jedną z instytucji, która o to dba. Ponadto głównym problemem jest mentalność kierowców. Część z nich, kiedy widzi policjanta czy fotoradar, jedzie zgodnie z przepisami. A 100-200 metrów dalej już to wygląda zupełnie inaczej. To oczywiście nie ma większego sensu. Od nas samych – kierowców zależy w największym stopniu bezpieczeństwo na drogach. Pamiętajmy, że na to, co robimy za kierownicą patrzą m.in. nasze dzieci, które najprawdopodobniej będą się wzorować na tych zachowaniach – podsumowuje kom. Opas.

Reputacja, efektywność i dobre praktyki, czyli słów kilka o zdalnej rekrutacji

Kiedy „TO już się skończy”, nastanie… „The New Normal” – nowa, postpandemiczna rzeczywistość, w której będziemy musieli przeorganizować wiele procesów biznesowych. Rynek pracy się zmienił, a w wyniku redukcji w niektórych branżach, pojawiły się szanse na pozyskanie nowych talentów. Jednak sam proces rekrutacji trzeba ustawić na nowo i przeprowadzić go zdalnie.

Analitycy już teraz próbują przewidzieć, w którym kierunku będą podążać zmiany funkcjonowania biznesu. Pandemia z pewnością pozwoliła pracodawcom i pracownikom oswoić się z pracą zdalną. Jednak to, co okazało się stosunkowo proste do wdrożenia w codziennej pracy, w sytuacjach szczególnych – jak rekrutacja, już takie nie jest. Co powinni zrobić pracodawcy, aby nowe formy rekrutacji były bardziej przyjazne dla kandydatów i efektywne dla firmy? Rozwiązaniem są: strategiczne podejście oraz odpowiednie narzędzia wspomagające rekrutację.

Pamiętaj o swojej reputacji

Choć wiele mówi się o końcu ery pracownika, reputacja pracodawcy to wartość, której nie wolno niszczyć nieprzemyślanymi decyzjami. Proces rekrutacji prowadzony w nowej rzeczywistości to także świadectwo dla pracodawcy – na ile przystosował się do nowej rzeczywistości i jak prowadzi komunikację z pracownikami.

„Przede wszystkim trzeba jasno i konkretnie wyjaśnić nowe zasady rekrutacji, która – dla bezpieczeństwa kandydatów i pracowników – jest często realizowana zdalnie. Prowadzenie rozmów z kandydatami online nie jest nowością, nowa jest skala tego zjawiska i konieczność szybkiej reakcji pracodawców. Choć wiele słyszymy o redukcjach zatrudnienia, branże takie jak: IT, farmacja, medycyna, e-commerce – intensywnie rekrutują” – wyjaśnia Paweł Wysocki, Prezes Zarządu firmy Quercus Sp. z o.o., eksperta w zakresie wdrażania rozwiązań SAP w HR.

W tej chwili, w związku z redukcjami w niektórych branżach, na rynku pojawiło się więcej kandydatów do pracy. Chcąc ich przekonać do swojej oferty, pracodawca musi otwarcie komunikować zasady rekrutacji, oczekiwania oraz wymagania stawiane przed kandydatem. W dobrym tonie jest też obecnie podanie widełek płacowych.

Rekrutuj efektywnie

Zmiana metody rekrutacji może w niektórych przypadkach wpłynąć na jej efektywność, w końcu musimy nauczyć się funkcjonować w nowej rzeczywistości. Zresztą dotyczy to w równej mierze pracodawców, jak i kandydatów do pracy.

„Jeszcze pół roku temu mówiąc o skuteczności procesu rekrutacji, skupialiśmy się przede wszystkim na candidate experience, a więc na doświadczeniach kandydata związanych z całym procesem. Obecnie większy nacisk kładziemy na efektywność techniczną, czyli na taki dobór narzędzi komunikacji, który pozwoli na bezproblemowe przeprowadzenie niezbędnych rozmów, w zdecydowanej większości przypadków – wideokonferencji” – podkreśla ekspert Quercus.

Pracodawcy muszą pamiętać, że do rozmów online trzeba się przygotować inaczej niż do tych bezpośrednich. Zwykle oznacza to więcej pytań, które pozwolą uzyskać pełny obraz kandydata. Podczas rozmowy zdalnej z jednej strony mogą umknąć pewne niuanse widoczne w czasie rozmowy twarzą w twarz, z drugiej – trzeba założyć (bo najczęściej tak jest), że każda ze stron będzie podwójnie spięta. Po pierwsze dlatego, że to rozmowa kwalifikacyjna, po drugie – jest prowadzona zdalnie, za pośrednictwem wideo, a nie każdy lubi widzieć siebie na ekranie.

Nowa rzeczywistość – dobre praktyki

Narzędzia, które pozwalają na zdalne przeprowadzenie procesu rekrutacji zyskują na znaczeniu, a wiele firm upatruje w nich szansę zarówno na skuteczne pozyskanie pracowników, jak i na zbudowanie przewagi konkurencyjnej.

Rekrutacja to nie tylko sama rozmowa. To proces, który zaczyna się w momencie powstania potrzeby zatrudnienia nowej osoby; następnymi etapami tego procesu są: publikacja ogłoszenia, analiza zgłoszeń, przeprowadzanie rozmów i wybór pracownika. „Wszystkie te etapy można przeprowadzić zdalnie i w dodatku za pomocą jednego narzędzia. W IT dostępne są takie zaawansowane rozwiązania. Przykładem jest np. SuccessFactors Recruiting, moduł stworzony po to, aby umożliwić strategiczną, skuteczną i kompleksową realizację procesu rekrutacji za pomocą jednego narzędzia pozwalającego – i to jest ogromna zaleta kompleksowych rozwiązań IT w rekrutacji – na standaryzację oceny kandydatów, a tym samym na wybór pracownika w oparciu o zobiektywizowane dane” – twierdzi Paweł Wysocki.

Prezes Zarządu Quercus podkreśla jednak, że nawet najnowocześniejsze narzędzie nie poprawi wyników rekrutacji, jeśli kandydaci nie otrzymają odpowiednich informacji, jak proces będzie przebiegał i w jaki sposób powinni się do niego przygotować.

„Dobrą praktyką jest poinformowanie kandydatów o tym, za pośrednictwem jakich narzędzi będzie przeprowadzona rekrutacja, kiedy, o której godzinie. Osoba ubiegająca się o pracę powinna otrzymać informacje, z jakiego adresu/loginu/nicka będziemy się z nią kontaktować oraz ile czasu może potrwać taka rozmowa. Jeżeli przewidujemy testy – zaznaczmy to w mailu. Jeśli potrzebne będą dodatkowe akcesoria – również o tym napiszmy” – podpowiada.

Nowa rzeczywistość będzie się wiązać z szeregiem zmian, z którymi musimy się zmierzyć w najbliższym czasie. Jednak, choć każda zmiana oznacza stres i na początku jest trudna, w ostatecznym rozrachunku okazuje się korzystna. Pod warunkiem, że się do niej odpowiednio przygotujemy. Zdalnie prowadzony proces rekrutacji, oparty o obiektywne przesłanki, może okazać się o wiele skuteczniejszą formą znajdowania najlepszych kandydatów, która zapewni firmie takie talenty, jakie są jej potrzebne do stabilnego rozwoju i realizacji wytyczonych celów.

Zdalna rozmowa o pracę – o czym powinien pamiętać kandydat:

  1. Zapoznaj się z wytycznymi dotyczącymi rozmowy, jakie otrzymałeś od pracodawcy.
  2. Nie spóźnij się, chwilę przed rozpoczęciem rozmowy przetestuj połączenie.
  3. Nie dzwoń pierwszy – to pracodawca powinien skontaktować się z Tobą. Jeśli jest opóźnienie dłuższe niż kwadrans – zadzwoń pod numer podany w e-mailu ze szczegółami rekrutacji i zapytaj, czy zaszły jakieś zmiany.
  4. Przygotuj otoczenie: sprawdź, co znajduje się za Tobą i posprzątaj. Jeśli z tyłu znajduje się biblioteczka, zadbaj o to, aby widoczne były odpowiednie, budujące Twój wizerunek pozycje (jednak takie, które faktycznie posiadasz, nie twórz fałszywej rzeczywistości).
  5. Ubierz się tak, jak na rozmowę kwalifikacyjną (nie zapomnij o dole ubrania – na wypadek, gdybyś podczas połączenia wideo musiał wstać).
  6. Zmień krzesło z „kręconego” na zwykłe – będzie Ci łatwiej zachować odpowiednią pozycję.
  7. Wyłącz wszystkie urządzenia, które mogą Cię (i rekrutera) rozpraszać, a więc: telewizor, radio, telefony.
  8. A przede wszystkim – przygotuj się do rozmowy.

SAP SuccessFactors Recruiting – najważniejsze funkcjonalności:

  1. Możliwość prowadzenia rekrutacji na całym świecie (200 krajów, 46 języków) zgodnie z obowiązującymi przepisami (m.in. RODO).
  2. Zautomatyzowany proces zamieszczania ofert pracy w wielu źródłach na całym świecie.
  3. Duża skuteczność marketingowa opublikowanych ogłoszeń (dobre pozycje w wyszukiwarkach).
  4. Narzędzia umożliwiające samoobsługę podczas zgłaszania kandydatury.
  5. Narzędzia umożliwiające rekrutację wewnętrzną.
  6. Narzędzia analityczne ułatwiające selekcję kandydatów w oparciu o ustandaryzowane przesłanki.
  7. Narzędzia umożliwiające mobilną współpracę (responsywna witryna umożliwiająca odpowiadanie na ogłoszenia z poziomu smartfona).
  8. Bezpieczne i zgodne z prawem tworzenie baz kandydatów z podziałem na kategorie.
  9. Zarządzanie danymi kandydata.
  10. Szybki pomiar skuteczności procesu rekrutacji.

Najniższy w historii wskaźnik PMI dla Polski, co to oznacza?

W kwietniu odnotowano najniższy w historii Polski odczyt wskaźnika PMI, czyli indeksu, który pokazuje jakie są nastroje menedżerów przedsiębiorstw. Spadł on do poziomu ok. 35 punktów – gdzie 50 uważa się za barierę między pesymizmem a optymizmem. Ten wyniki jest niższy nawet niż podczas poprzedniego kryzysu finansowego, z lat 2008-2009. Jednocześnie nasza gospodarka wysyła sprzeczne komunikaty. Z jednej strony mamy dramatyczny spadek wskaźnika PMI. Z drugiej, w ostatnim tygodniu kwietnia w niewielu przypadkach dochodziło do zawieszenia działalności gospodarczych. Mało tego, okazało się, że więcej było jej wznowień. To odwrócenie wcześniejszego trendu. W ostatnim tygodniu marca zawieszono rekordową liczbę działalności gospodarczych.

– Być może jest to znak, że pierwsze programy pomocowe wprowadzone przez rząd działają – powiedział serwisowi eNewsroom Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Przedsiębiorcy nie zawieszają swoich działalności, a nawet je wznawiają. Jesteśmy obecnie w takim momencie, kiedy najważniejsza jest ochrona polskiej gospodarki. Konieczne jest zatrzymanie bankructw firm i zatrzymanie zwolnień pracowników. Jeżeli ten kryzys potrwa jeszcze 2-3 miesiące – czyli okaże się zjawiskiem przejściowym, a kraj wyjdzie z niego z wysokim bezrobociem – wówczas straty będą odbudowywane przez kilka następnych lat. Jeśli uda nam się jednak zahibernować rynek pracy i zatrzymać falę zwolnień – wówczas szybciej wrócimy do normalnego stanu naszej gospodarki i właściwego jej wzrostu – przewiduje Sawulski.

ORLEN coraz bliżej przejęcia spółki RUCH

PKN ORLEN obejmie 65 proc. akcji RUCH i będzie większościowym inwestorem, odpowiedzialnym za rozwój spółki. Warunki przeprowadzenia transakcji ustalone zostały pomiędzy zaangażowanymi podmiotami w ramach umowy inwestycyjnej. PKN ORLEN otrzymał też zgodę UOKiK na realizację transakcji.

– Zgodnie z zapowiedziami realizujemy procesy akwizycyjne, które uzupełniają biznesowe działania PKN ORLEN i przyczynią się do zwiększania zysków w długiej perspektywie. Wchodzimy w kolejny etap pozyskania aktywów spółki RUCH, które wpisują się w nasze strategiczne plany dotyczące rozwoju sieci detalicznej. Chcemy maksymalnie wykorzystać biznesowe synergie, tak aby zwiększać wartość obu spółek i poszerzać ofertę dla naszych klientów – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Zgodnie z umową inwestycyjną, PKN ORLEN ma stać się akcjonariuszem większościowym RUCH z pakietem 65 proc., a pozostałymi akcjonariuszami będą PZU i PZU Życie oraz Alior Bank. Dodatkowo Alior Bank zobowiązał się do umorzenia wierzytelności RUCH w wysokości 87,5 mln zł. Ponadto, warunkiem realizacji transakcji będzie prawomocne stwierdzenie przez sąd wykonania układów RUCH z wierzycielami w ramach dwóch przyspieszonych postępowań układowych.

Częścią umowy inwestycyjnej jest Plan Restrukturyzacji RUCH, który opiera się na dwóch kluczowych założeniach: rozwoju spółki w kierunku nowoczesnej sprzedaży FMCG oraz rozwoju usług kurierskich, przy optymalizacji dotychczasowej działalności.

Zgodnie ze strategią, PKN ORLEN planuje otwarcie punktów sprzedaży detalicznej i gastronomii w lokalizacjach poza stacjami paliw, co stanowi platformę do generowania synergii z RUCH. Przyniesie to korzyści w postaci poszerzenia bazy klientów, zapewnienia szerszej oferty i dostępności oraz synergii zakupów towarów i usług.

Zakładana strategia wpisuje się w trendy rozwoju sprzedaży detalicznej w Europie Środowo-Wschodniej. Na tym rynku widoczna jest stabilizacja wzrostu konsumpcji paliw, przy jednoczesnym zwiększeniu konkurencji w jakości obsługi, asortymencie, usługach oraz poprawie standardów operacyjnych. Analizy rynkowe przeprowadzone przez PKN ORLEN wskazały na potencjał rozwoju formatu poza stacjami paliw z wykorzystaniem aktywów spółki RUCH.

PKN ORLEN złożył spółce RUCH warunkową ofertę finansowania w związku z zamiarem przejęcia kontrolnego pakietu akcji spółki już 11 kwietnia 2019 r. Decyzję poprzedziło badanie due dilligence spółki i wypracowanie kierunków działań restrukturyzacyjnych. Od tego czasu prowadzone były działania związane m.in. z przyjęciem i zatwierdzeniem układów restrukturyzacyjnych (co było jednym z warunków udzielenia spółce finansowania przez PKN ORLEN). W międzyczasie powstał szczegółowy Plan Restrukturyzacji spółki oraz wynegocjowano umowę inwestycyjną z pozostałymi partnerami w tym przedsięwzięciu. Zawarcie umowy inwestycyjnej oraz wydanie przez Prezesa UOKiK zgody na objęcie przez PKN ORLEN kontroli nad RUCH pozwala kontynuować proces.

Shell rośnie w Krakowie. 4100 specjalistów i nowe zadania

Shell Business Operations Kraków zatrudnia już ponad 4100 specjalistów. Przez pierwsze cztery miesiące 2020 roku do zespołu jednego z 5 centrów operacyjnych Shell na świecie dołączyło 250 nowych osób, z czego 100 na nowo utworzone stanowiska pracy. Do zadań centrum dołączyły działania wspierające rozwój sieci stacji paliw na całym świecie. Ponadto Shell realizuje w Krakowie globalne projekty z zakresu analizy technicznych danych eksploracyjnych. Centrum mimo epidemii koronawirusa rekrutuje nowe osoby.

Wzrost w nowych okolicznościach

Shell Business Operations Kraków jest jednym z 5 centrów operacyjnych Shell na świecie. Wspiera operacje koncernu w zakresie m.in. finansów, raportowania, obsługi klientów, logistyki, zakupów, komunikacji czy marketingu. Dzięki jego rozwojowi Polska osiągnęła pozycję trzeciego największego rynku Shell w Europie pod względem zatrudnienia.

Zespół centrum w Krakowie przekroczył liczbę 4100 specjalistów, umacniając się na pozycji kluczowego pracodawcy w Małopolsce. Od początku 2020 do końca kwietnia do Shell Business Operations dołączyło 250 osób. W efekcie centrum stworzyło w tym roku blisko 100 nowych wysokiej klasy miejsc pracy (wzrost zatrudnionych netto).

Pandemia koronawirusa to duże wyzwanie pod kątem organizacyjnym i biznesowym dla wszystkich pracodawców i pracowników. Jednocześnie jednak w sektorze operacji biznesowych obserwujemy dużą mobilizację i sprawność w dostosowywaniu się do wymuszonych przez pandemię zmian. 2020 rok przyniósł kolejne nowe zadania i obszary rozwoju dla naszego krakowskiego centrum. Kontynuujemy tę ścieżkę pomimo nowych okoliczności. 80 spośród nowo zatrudnionych specjalistów dołączyło do nas już w drugim kwartale br. Rekrutacje odbywają się w modelu zdalnym, podobnie jak wdrożenie nowych pracowników do pracy – mówi Agnieszka Pocztowska, dyrektor generalna Shell Business Operations Kraków.

Obecnie Shell Business Operations Kraków prowadzi rekrutacje na stanowiska m.in. specjalistów ds. podatków, zarządzania danymi, analityki biznesowej, zakupów i marketingu.

4100 zdalnych „biurek” w kilka dni

Zespół Shell Business Operations Kraków od połowy marca pracuje zdalnie – na ten model przestawiło się ponad 95% jego kadry. Biura w Shell Energy Campus pozostają otwarte w celu realizowania krytycznych potrzeb biznesowych, przy zachowaniu ścisłych rygorów sanitarnych. Przechodząc na nowe warunki pracy, centrum zachowało pełną płynność i ciągłość prowadzonych procesów. Jak zauważa Agnieszka Pocztowska, w szybkim przestawieniu się na nowy model pracy pomogły doświadczenia wynikające z międzynarodowego charakteru działalności centrum, w tym realizacji globalnych projektów.

Narzędzia pracy zdalnej były w Shell stosowane od lat, a wirtualne zespoły to codzienność dla wielu naszych pracowników. Niemniej jednak, błyskawiczna adaptacja naszej ponad 4100-osobowej zbiorowości pracowników do nowych warunków, budzi w nas ogromną dumę. Bardzo istotne było zapewnienie pracownikom odpowiednich narzędzi do pracy poza biurem, gdyż nowa rzeczywistość integruje pracę z przestrzenią prywatną. Z jednej strony to kwestie „twarde”, takie jak sprzęt komputerowy: dodatkowy monitor, klawiatura, czasem router. Z drugiej czynniki związane z edukacją na temat ergonomicznej organizacji pracy w warunkach domowych czy też bezpieczeństwa i higieny pracy, także aspektów związanych ze zdrowiem psychicznym i radzeniem sobie ze stresem. W tym ostatnim obszarze prowadzimy warsztaty na temat zarządzania emocjami, oferujemy również wsparcie psychologów – mówi Agnieszka Pocztowska.

Nowe globalne role: inżynierowie i marketingowcy

Shell rozwija obecnie w Krakowie m.in. dział Technical Asset Operations, jednostkę wyjątkową w skali Polski i Europy. Zajmuje się ona wsparciem procesów wydobywczych ropy i gazu, w tym zarządzaniem technicznymi danymi eksploracyjnymi. Eksperci odpowiadają ponadto za przygotowanie i monitoring zużycia urządzeń wspierających funkcjonowanie rafinerii, platform i turbin. W skład zespołu wchodzą m.in. geolodzy, geofizycy, petrofizycy, mechanicy maszyn czy specjaliści ds. wizualizacji danych, łączący kompetencje IT z inżynierskimi. Pełnią oni kluczowe role w zwiększeniu efektywności i bezpieczeństwa procesów wydobywczych m.in. w Stanach Zjednoczonych, Anglii, Norwegii, Szkocji, Holandii, Azji czy Afryce.

W 2020 roku w Shell Business Operations Kraków ruszył rozwój działu nowego działu Retail, linii biznesowej wspierającej rozwój sieci paliwowej koncernu globalnie oraz sprzedaż produktów na stacjach. Zadaniem zespołu jest także ulepszanie doświadczeń klientów sieci. W nowym zespole mają się znaleźć specjaliści z obszarów Customer Experience, CRM i Digital. Poszukiwani będą przede wszystkim doświadczeni eksperci na poziomie seniorskim i menedżerskim. Centrum rozwija także dział Creative Solutions, pełniący rolę wewnętrznej agencji kreatywnej w globalnych strukturach Shell. Jego zespół jest odpowiedzialny za tworzenie szerokiej gamy projektów kreatywnych, wykorzystywanych międzynarodowo, m.in. kampanii zintegrowanych, treści cyfrowych, social media czy prezentacji.

80% energii ze źródeł odnawialnych

Jak podkreśla Agnieszka Pocztowska, ważnym filarem działalności Shell w Krakowie jest funkcjonowanie zgodne z zasadami zrównoważonego rozwoju biznesu. Firma regularnie mierzy efekty wprowadzanych w tym zakresie projektów.

Działania proekologiczne angażują setki pracowników Shell w Krakowie. Razem z nimi wdrożyliśmy program 3R Lifestyle (Reduce-Reuse-Recycle). Na przykład, dzięki promocji komunikacji rowerowej w ramach akcji ‘Cycle to Work Challenge’ zredukowaliśmy w zeszłym roku o 2 tony emisję CO2. Dzięki akcji ‘Paper Challenge’ zmniejszyliśmy w tym samym czasie liczbę generowanych odpadów o 20%. Wreszcie, projekt ‘Zero Waste Food’ pozwolił na przekształcanie 100% odpadów ze stołówek w naszym kampusie w biogaz. To nasz wspólny zespołowy wkład w kształtowanie lepszej jakości życia w Krakowie – komentuje Agnieszka Pocztowska.

Aż 80% energii elektrycznej generowanej w krakowskim Shell Energy Campus pochodzi ze źródeł odnawialnych. Ponadto firma współpracuje m.in. z władzami Krakowa i organizacją UN Global Compact Network Poland w kwestii poprawy jakości powietrza w mieście.

20 języków, 50 narodowości

Międzynarodowa skala działalności Shell w Krakowie odzwierciedla się w jej wielokulturowej i różnorodnej kadrze. Firma zatrudnia w stolicy Małopolski ponad 700 cudzoziemców, reprezentujących ponad 50 narodowości, a projekty biznesowe realizowane są w 20 językach. Do zespołu w Krakowie należy ponad 30 osób z orzeczeniem niepełnosprawności. Kwestie różnorodności widoczne są także w strukturze menedżerskiej centrum – aż 67% osób zajmujących stanowiska kierownicze w Shell w Krakowie stanowią kobiety.

Pandemia przeniosła wiosenne zakupy do internetu

Już nie awaryjne zakupy w sieci, a prawdziwa zmiana nawyków stoi za wiosennym rozwojem polskich sklepów internetowych – wynika z danych zebranych przez Shoper. Kwietniowe wzrosty sprzedaży na platformie były jeszcze wyższe niż w marcu mimo luzowanych obostrzeń i stopniowego oswajania pandemii.

O 122 proc. więcej wydali w kwietniu kupujący w sklepach na platformie Shoper w porównaniu z kwietniem 2019 r. Wzrost był nawet wyższy od analogicznego skoku w marcu, również imponującego, o 94 proc. Dane z ponad 14 tys. sklepów korzystających z oprogramowania Shoper pokazują też, które sektory e-handlu pociągnęły sprzedażowe statystyki do góry.Pandemia przeniosła wiosenne zakupy do internetu

Zostaliśmy w domu, kupujemy w sieci

Największe wzrosty liczby transakcji odnotowano w kategorii Delikatesy, czyli głównie w internetowych sklepach z asortymentem spożywczych. W marcu było to 295 proc. więcej niż w marcu 2019 r., w kwietniu analogicznie 374 proc. więcej. Warto przy tym mieć na uwadze, że sprzedaż online do niedawna stanowiła zaledwie jednoprocentowy wycinek przychodów branży FMCG, więc sklepy e-grocery mają ogromną przestrzeń do wzrostów.

W kwietniu preferencje kupujących nieco się zmieniły, widać, że wiosna przyszła na dobre a wraz z nią prace w ogrodzie, remonty i rekreacja na świeżym powietrzu. Największe wzrosty liczby transakcji (poza zakupami spożywczymi) odnotowały branże Dom i Ogród (+173 proc. w porównaniu z kwietniem 2019), Komputery (+133 proc.), Zdrowie i Uroda (+126 proc.) oraz Sport i Podróże (+107 proc.). W marcu największymi wzrostami liczby transakcji cieszyły się branże Zdrowie i Uroda, Dzieci, Upominki i akcesoria.Pandemia przeniosła wiosenne zakupy do internetu 2

– Wyniki drogerii online wywindowała w górę sprzedaż żeli antybakteryjnych i maseczek. Za to skok w branży dziecięcej ewidentnie koreluje ze wzrostem zapotrzebowania na nowe zabawki w domu, który pojawił się nagle wraz z zamknięciem przedszkoli.
Kwietniowe rekordy świadczą z kolei, że powoli dostosowujemy się do nowej normalności. Urządzamy i remontujemy swoje mieszkania, skoro mamy w nich teraz spędzać więcej czasu niż kiedyś. Nabywamy nowe komputery, by jednego wspólnego nie trzeba było już dzielić między pracę zdalną a lekcje online. Przestawiamy się też na spędzania wolnego czasu przede wszystkim aktywnie na łonie natury. Fakt, że wzrosty dotyczą wszystkich branż dowodzi zaś, że nie kupujemy w sieci tylko awaryjnie, a czynimy z niej podstawowe miejsce robienia zakupów – ocenia Oliwia Tomalik, Marketing Manager Shoper.

Sklepy otwierają e-sklepy

Za część powyższych wzrostów wartości sprzedaży i liczby transakcji na platformie Shoper odpowiada większa niż przed rokiem liczba sklepów, które na niej działają.

Wśród nich najwięcej przybyło sklepów spożywczych. W kategorii Delikatesy w I kwartale 2020 r. powstało o 26 proc. więcej niż w pierwszym kwartale 2019 r. Duże przyrosty są również w branżach Upominki i Akcesoria (+21 proc), Książki Multimedia, oraz Zdrowie i Uroda (po 20 proc.).Pandemia przeniosła wiosenne zakupy do internetu 3

– Nowych sklepów internetowych przybywa obecnie w każdej branży, ale najszybciej dzieje się to tam, gdzie pandemia ograniczyła zarobki sprzedawców i przechodzą oni na sprzedaż online. Gdy posiada się już zaplecze organizacyjne i infrastrukturę, dodanie internetowego kanału dystrybucji w modelu SaaS, który wykorzystuje Shoper, może zająć zaledwie kilka dni – zauważa Oliwia Tomalik.

Wypowiedzenie oc po zakupie – co musisz wiedzieć?

Kupiliśmy samochód, a razem z nim w pakiecie otrzymaliśmy ubezpieczenie OC. Nie jest powiedziane, że musimy na nim poprzestać. Co więcej – mamy pełne prawo do tego, żeby z niego zrezygnować. To nic trudnego, wystarczy kilka minut.

Ubezpieczenie OC, to obowiązek każdego kierowcy. Nie możemy wyjechać na jezdnię, bez aktualnej polisy, a jeśli ktoś się odważy to musi liczyć się z ewentualnym wysokim mandatem (nawet 4 tys.). Nie zmienia to jednak faktu, że możemy chcieć zrezygnować z naszej obecnej polisy. Powodów może być kilka, od tej zwykłej – prozaicznej: zapomnieliśmy wypowiedzieć umowę i ona przedłużyła się na kolejny rok, tym samym zapewne jest na gorszych warunkach, przez nieco bardziej skomplikowaną – kupiliśmy auto z OC, a wcale tego nie chcieliśmy.

O czym należy pamiętać?

Przede wszystkim o tym, że z jednej strony możemy wypowiedzieć OC w dowolnym momencie, ale z drugiej nie później niż na jeden dzień przed końcem umowy. W innej sytuacji nasza umowa przedłuży się automatycznie na kolejny rok.

Kolejny krok, to wypełnienie formularza. Możemy to zrobić albo bezpośrednio na stronie naszego ubezpieczyciela, albo w generatorze np. na stronie wypowiadamoc.pl Później taki dokument musimy wydrukować i własnoręcznie podpisać.

W zasadzie jesteśmy już o jeden krok od zakończenia naszej przygody z obecnym OC. Bo teraz wydrukowany i podpisany druk musimy dostarczyć do ubezpieczyciela. Albo zrobimy to osobiście, albo pocztą, możemy także elektronicznie – faksem lub skanem (pamiętając o podpisie). Bardzo ważne jest to, że musimy zachować potwierdzenie złożenia dokumentu, który będzie dowodem podczas ew. kontroli.

Pamiętaj!

W momencie wypowiedzenia umowy ulega ona rozwiązaniu. Co to znaczy? Aby móc wyjechać na ulicę musimy mieć nową polisę. W innym przypadku nie możemy wyjechać na ulicę.  Warto zastanowić się nad rezygnacją z OC, które otrzymaliśmy wraz z kupionym samochodem. Dlaczego? Ponieważ ubezpieczyciel ma prawo na przeliczenie składki od nowa, na podstawie naszych danych. Tym samym może okazać się, że będziemy musieli dopłacić. Dlatego warto znaleźć coś nowego – nowe OC zawsze jest równoznaczne z tym, że będzie ono tańsze.

Jednak, aby mieć pewność, że wybraliśmy najtańszą opcję dobrze ją porównać. Do tego dobrze jest wykorzystać dostępne w internecie porównywarki, które w szybki sposób podadzą nam kilkanaście ofert różnych ubezpieczycieli ułożone od najtańszej. Całość możesz sfinalizować przez internet, zapłacić online, a umowę otrzymasz na mail.

Jeśli zainteresował Cię ten temat więcej dowiesz się pod tym adresem https://wypowiadamoc.pl/wypowiedzenie-oc-po-poprzednim-wlascicielu-auta-co-musisz-wiedziec

Globalna potrzeba redefinicji podstaw kapitalizmu. właściciele największych polskich i europejskich firm spotkali się, by porozmawiać o kryzysie Covid-19

Sytuacja ekonomiczna dotknęła naszych firm. Marzenie o długowieczności trzeba teraz skonfrontować z wyzwaniami ważnymi tu i teraz. Zmiana łańcuchów dostaw, zwiększenie poziomu efektywności, szukanie oszczędności. Moc decyzji, które trzeba podjąć natychmiast. Jak robią to inni właściciele, co możemy uznać za najlepsze praktyki na czas chaosu i trwającego kryzysu? – tymi słowami otworzyła Family Business Week inicjatorka kongresu dr Adrianna Lewandowska, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego. – Najbliższe 5 dni poświęcone będzie w stu procentach na znalezienie najlepszych scenariuszy antykryzysowych dla polskich firm rodzinnych. Do dyskusji włączyli się eksperci z całego świata oraz właściciele największych firm w Europie – dodaje dr Lewandowska.

Kryzys Covid-19 to realna i globalna potrzeba redefinicji podstaw kapitalizmu.

– Dobra przedsiębiorczość rodzinna powinna stać się wzorem do naśladowania dla całej gospodarki. Firmy rodzinne są nastawione na „odporność”. Podczas gdy korporacje dążą do dynamicznego wzrostu, rentowności, w firmach rodzinnych to stabilność jest najważniejsza. Dopiero później jest koncentracja na rentowności, a dalej na wzroście. Właściciele rodzinnych firm nie zajmują się gwałtownym podwojeniem wartości firmy. Co 30 lat rodzinny przedsiębiorca chce przekazać firmę następnemu pokoleniu i to jest jego główny cel. Stabilność. Sytuacja, w jakiej jesteśmy, zmusza nas do redefinicji podstaw kapitalizmu. Wszystkiego w nim było za dużo, zysku, zadłużenia. Covid to tylko unaocznił. Czeka nas globalna dyskusja o zmianie modelu myślenia i jestem przekonany, że powinniśmy pójść śladami firm rodzinnych, wtedy mamy szanse zbudować stabilniejszą gospodarkę – komentuje prof. Peter May, Family Business Consulting, który od lat pomaga budować strategię i sukcesję w największych firmach rodzinnych i rodzinach biznesowych w Niemczech.

Ewald Raben, Prezes Grupy Raben na Family Business Week: Ten kryzys skończy się za 2-4 tygodnie, może za 3 miesiące, ale kiedyś się skończy. Troska o klienta, teraz, zaprocentuje w przyszłości.

Jednym z przedsiębiorców, któremu koronawirus dał się we znaki, jest Ewald Raben, właściciel i prezes Grupy Raben, krajowy lider w branży TSL, dający zatrudnienie ponad 10 000 pracownikom. – Taki kryzys jak ten mamy średnio raz na 80-100 lat. Trudno jest się na takie coś przygotować – skomentował Ewald Raben. Przedsiębiorca zapytany, czy mając dzisiejszą wiedzę, zrobiłby cokolwiek inaczej w kontekście obecnej sytuacji oznajmił: – Mając taką wiedzę jak dzisiaj, nie wiem, czy szczególnie przygotowywałbym się do tego kryzysu inaczej, może wyhamowałbym część podjętych inwestycji – dodał Raben. Jako kluczowy aspekt przeciwdziałania kryzysu szef firmy Raben wskazał wątek dobrej komunikacji. Nie tylko ze swoimi pracownikami, których wielu pracuje teraz w trybie zdalnym „home office”, ale również ze swoimi kontrahentami, którzy również znaleźli się w trudnej sytuacji. – Klient musi mieć pełną informację o naszych działaniach, musi wiedzieć, że cały czas działamy, że przewozimy i przewieziemy wszystkie ich przesyłki, że zrobimy to bezpiecznie – komentuje Raben. Prezes Raben wskazał, że w przeciwieństwie do kilku dużych graczy z branży zdecydował się, że nie będzie podnosił cen usług, by odrobić straty związane z koronawirusem. – Ten kryzys skończy się za 2-4 tygodnie, może za 3 miesiące, ale kiedyś się skończy. Finalnie nasz klient doceni to, że zadbaliśmy o niego w tym trudnym czasie – dodaje Ewald Raben.

W swojej wypowiedzi nawiązał również, że wiele firm z jego branży nie przetrwa kryzysu z trzech powodów. Po pierwsze ze względu na zbyt bierną reakcję na kryzys i chęć przeczekania go przez wielu właścicieli firm transportowych, a po drugie poprzez nowe prawo unijne, tzw. „pakiet mobilności”. Trzecim powodem, który wskazał prezes Grupy Raben, jest nadpodaż firm i miejsc magazynowych w Polsce w stosunku do faktycznego zapotrzebowania rynku. Pierwszych widocznych w branży negatywnych skutków kryzysu Ewald Raben spodziewa się za ok. miesiąc. Czekają nas wkrótce pierwsze upadki, sprzedaże i konsolidacja.

Do kwestii sprzedaży firm, która niewątpliwie czeka w najbliższym czasie wiele podmiotów odniósł się podczas Family Business Week Wojciech Jezierski, Partner w Abris Capital Partners – Firmę możesz musieć albo chcieć sprzedać. Gdy musisz, celem jest wzmocnienie jej lub uratowanie. Gdy chcesz, celem jest znalezienie partnera lub maksymalizacja ceny. Niezależnie od tego, każda dobra firma ma swoją cenę, nawet w kryzysie – skomentował Jezierski.

Wiesław Podraza, właściciel Sanplast S.A. na Family Business Week: Czym dłużej będą trwały ograniczenia, tym głębsze zmiany nastąpią w społeczeństwie i ich nawykach zakupowych.

Podczas Family Business Week głos zabrał również jeden z najbogatszych Polaków, właściciel firmy rodzinnej SANPLAST S.A., wiodącego producenta wyposażenia łazienek w Europie, Wiesław Podraza. Koronawirus mocno ograniczył sprzedaż również w jego firmie. Położona w małej miejscowości fabryka należy do jednego z największych pracodawców w regionie. Aby nikogo nie zwalniać, Wiesław Podraza broni się przed skutkami koronawirusa w sposób tożsamy dla wartości firm rodzinnych – sięgając do własnych buforów finansowych. Firma ograniczając koszty zmniejszyła produkcję, pracując przez 4, a nie 5 dni w tygodniu. Bardzo pomogły również firmie zgromadzone zapasy materiałów i surowców. Zdecydowanych zmian potrzebował również model sprzedaży w firmie SANPLAST. – Internet, Internet, Internet. Im dłużej będą trwały obostrzenia związane z ograniczeniem pracy, poruszania się, wyjazdów itd., tym większe i trwalsze zmiany zajdą w społeczeństwie. Myślę, że ta normalność, którą znamy, będzie od teraz trochę inna. Ludzie uświadomią sobie, że wiele zawodów, które było, jest niepotrzebnych. Wiele zakupów, które do tej pory robiliśmy jak np. tekstylia, również nie są niezbędne, da się bez nich żyć – komentuje Wiesław Podraza. – Ludzie mają w obecnej sytuacji czas i z punktu widzenia zakupów mogą przemyśleć wiele rzeczy, w tym te mające na celu racjonalizację ich jakości i warunków życia – dodaje Podraza. Właściciel SANPLAST zauważa duży wzrost liczby dokonywanych remontów mieszkań i domów w czasach koronawirusa, w tym w naturalny sposób również łazienek. Jako bardzo duże wyzwanie związane z handlem Internetowym Wiesław Podraza zauważa konieczność uproszczenia oferty i samego w sobie produktu, tak by w wielu gospodarstwach domowych, bez większej wiedzy technicznej, a wsparty odpowiednią instrukcją, klient mógł samodzielnie dokonać montażu czy wymiany oferowanych przez jego firmę produktów. Edukacja klienta i przeciwdziałanie lękowi przed zmianą, jaką w wielu przypadkach jest np. remont, będzie w najbliższym czasie kluczowa.

Jakie powinno być dobre przywództwo podczas Covid-19? Szczere porady od właścicieli takich firm jak Dobra Kaloria, Victorinox, Auchan czy COBI S.A.

Kryzys, którego nikt z nas się nie spodziewał, wymaga redefinicji już nie tylko modelu biznesowego. W parze ze zmianami w firmie, ramię w ramię idą zmiany w modelu przywództwa.

– Decyzje, które podejmujemy obecnie, stanowią o tym, jaką kulturę organizacyjną będziemy mieli po wyjściu z tej sytuacji. Jak weryfikuje się nasze przywództwo, jakim zespołem jesteśmy, jak kształtujemy podwaliny pod zarządzanie przez wartości. Firmy, które potrafią pozostać wierne swoim wartościom, tworzą podwaliny pod pokoleniowe dziedzictwa – mówi dr Adrianna Lewandowska.

Robert Podleś, Założyciel i CEO COBI S.A., największego producenta klocków konstrukcyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej na Family Business Week:

– Gdy wybuchła epidemia Covid-19 poczułem straszną samotność w decyzjach. Napisałem list do załogi, długi list. Został przyjęty bardzo dobrze. Wtedy podjęliśmy decyzję, że idziemy tą drogą. Mamy znowu wzrosty – komentuje Robert Podleś. – Choć kwiecień był bardzo trudnym miesiącem, to maj już lepszy. W liście do załogi, przedstawiłem bardzo personalny komunikat, w którą stronę będzie zmierzała firma. Wyliczyłem, że jesteśmy w stanie funkcjonować przez ok. 3,5 miesiąca, bez żadnego przychodu i zwalniania nikogo. Podjąłem ryzyko, że funkcjonujemy, licząc na to, że będą napływać do nas przychody zza granicy. W Polsce, jak tylko rozpoczęła się epidemia, kontrahenci natychmiast przestali płacić. Płacili za to Czesi, Wielka Brytania, USA, co pozwoliło nam odetchnąć. W kwietniu wzrósł nam eksport – dodaje Robert Podleś.

W swoich decyzjach właściciel polskiego potentata zabawek czuł się bardzo osamotniony, niepewność kryzysu była jedną z najtrudniejszych chwil w zawodowej karierze.  – Poczułem konieczność otwarcia się przed wszystkimi moimi pracownikami, przedstawiłem swój punkt widzenia na przyszłość firmy. Była niepewność. Jednak zespół poszedł za mną. To się sprawdziło. Gdy pracownicy są lojalni wobec firmy – firma musi być lojalna wobec nich. Wychodzimy na prostą, a kryzys nas wzmocnił. – kończy opowieść Robert Podleś.

Jak przewodzić w kryzysie, gdy trzeba myśleć o przyszłości? Dwa pokolenia rodziny Kubara, właścicieli marki Dobra Kaloria, o przywództwie w czasie kryzysu podczas Family Business Week:

Panika w mediach, które przez połowę marca i sporą część kwietnia przez 24 godziny na dobę nie mówiły o niczym innym niż koronawirus, nie była optymistyczna dla Marka Kubara, którego rodzinna firma zatrudnia kilkadziesiąt osób. – Zagrożenie było duże, wystarczyłoby, że jeden z naszych pracowników by zachorował i firma nagle stanęłaby na okres dwóch tygodni. Podobnie w przypadku, gdyby jeden z naszych dostawców miał taką sytuację. Wstrzymane byłyby dostawy, a my musielibyśmy stanąć z produkcją. Straszne chwile – mówi Marek Kubara, nestor firmy Kubara sp. z o.o. właściciela marki Dobra Kaloria.

– Miewałem już w swojej karierze kryzysy. Z dnia na dzień straciłem 70% rynku. Przeżyłem. Miałem wokół siebie grupę ludzi, którzy mnie wtedy wpierali. Dziś mam poczucie, że mam mocny zarząd, więc tym bardziej wierzę w to, że sobie poradzimy. Życie przynosi nam momenty, które nas weryfikują. Zweryfikowaliśmy siebie w zarządzie i nasze relacje z pracownikami. Po tym kryzysie wiem, że z takim zespołem nasza firma jest w stanie przetrwać wiele – kończy Marek Kubara

Strach przed kryzysem nie powinien zachwiać tym, co w firmach rodzinnych najważniejsze – pierwiastkiem rodzinności.

– Nie ma silnych firm rodzinnych bez silnych rodzin biznesowych. Jeśli szukać pozytywnych stron czasu pandemii, to jedną z nich jest to, że rodziny biznesowe zaczynają ze sobą rozmawiać. Młode pokolenie ma coraz więcej do powiedzenia w obszarach, które dziś stały się naturalne, jak np. digitalizacja czy wirtualne zespoły, a seniorzy chętniej ich słuchają. Jednak ważny też jest wątek tych członków rodziny, którzy nie są zaangażowani w firmę. Wzmacnianie relacji, budowanie rutyn, które umacniają więzi rodzinne – to podstawa, by uchronić biznesowe rodziny przed kryzysem – komentuje dr Adrianna Lewandowska, inicjatorka Family Business Week, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego

Odporność rodziny właścicielskiej i firmy rodzinnej w czasach Covid-19: Bogusław Kowalski, założyciel i Prezes Zarządu GRAAL S.A. na Family Business Week:

– Gdy zatrudnia się ponad 2500 osób, odpowiedzialność jest ogromna. Gdyby założyć, że średnio jedna rodzina składa się z 4 osób, to jesteśmy odpowiedzialni jako firma i rodzina, za prawie 10 000 osób. Odporność w czasach kryzysu jest zatem niezwykle ważna. Mam to szczęście, że produkty, które oferuje GRAAL na rynku, czyli ryby, pomagają budować naturalną odporność. Jeżeli jako rodzina biznesowa kierujemy się wartościami, które przyświecały nam przez te wszystkie lata prowadzenia biznesu, to w momencie lockdownu jesteśmy w stanie przetrwać, a nawet się wzmocnić jako firma i jako rodzina. Każde z moich pięciorga dzieci, pracujących w firmie sukcesorów, mimo wielu utrudnień wykazuje wielkie zaangażowanie w swoje działania, co jest dla mnie jako nestora, bardzo budujące. Gdy rodzina trzyma się razem, jest w stanie przetrwać niejeden kryzys – komentuje Bogusław Kowalski.

Jako polska firma rodzinna swój biznes od początku opieramy na sile relacji – tak wewnątrz firmy, jak i z naszymi partnerami. Głęboko wierzę, że to one budują biznes, a czasy Covid-19 tylko mnie w tym utwierdziły. Przykładem może tu być pomoc, której udzielaliśmy naszym dostawcom w Chinach w pierwszych chwilach po wybuchu pandemii. Jestem pod wrażeniem zaangażowania naszych pracowników w akcje pomocowe na rzecz polskich placówek zdrowia czy zjednoczenia się branży handlowo-usługowej na rzecz solidarnej ochrony miejsc pracy polskich firm. To wszystko jest możliwe dzięki sile relacji. Pokazuje, że bycie fair wobec naszego otoczenia pozwala nam tu i teraz radzić sobie z największymi przeciwnościami. Głęboko wierzę, że takie podejście zaprocentuje też w niedalekiej przyszłości. To świadomy wybór biznesowy – trzymając się razem łatwiej przetrwamy kryzys – mówi Marek Piechocki, prezes zarządu LPP.

O swoje otoczenie biznesowe w czasie pandemii dba też Partner Strategiczny Family Business Week, Bank BNP Paribas. – Świat mierzy się dziś z kryzysem o trudnych do przewidzenia długofalowych skutkach. Gospodarka to system naczyń połączonych, a kryzys wywołany rozwojem pandemii dotyka absolutnie wszystkich. Właścicielom firm towarzyszy w tym trudnym momencie wiele emocji, w tym zwłaszcza niepewność o pracowników, przyszłość biznesów, często budowanych latami, a w przypadku tych rodzinnych – tworzonych przez kolejne pokolenia – mówi Jerzy Śledziewski, Wiceprezes Zarządu Banku BNP Paribas, odpowiedzialny za Obszar Bankowości Korporacyjnej i Obszar Bankowości MŚP. – W tym trudnym czasie jeszcze bardziej ważne jest, aby być jeszcze bliżej we współpracy z partnerami, komunikować się, dzielić doświadczeniami i wspierać. To czas jeszcze większej solidarności. Nasi doradcy już w pierwszych dniach, po wprowadzeniu okresu izolacji, kontaktowali się z większością klientów informując, że jesteśmy dostępni, gotowi do pomocy i przygotowani do pracy zdalnej, w tym elektronicznej możliwości zawierania umów, dostarczania dokumentów. Ostatnio także, jako pierwsi na rynku podaliśmy, że mamy ofertę dla klientów – we współpracy z Autenti – wraz z kwalifikowanym podpisem ze zdalną certyfikacją nowych użytkowników. Szeroko zaangażowaliśmy się w programy pomocowe wspierające firmy dotknięte skutkami kryzysu. Zaoferowaliśmy firmom kompleksowe wsparcie na wielu płaszczyznach. Przykładowo, umożliwiliśmy im skorzystanie z Tarczy Finansowej PFR, a także zapewniliśmy możliwość skorzystania z gwarancji na łącznie 10 mld zł w ramach współpracy z BGK. Co ważne, szeroko ruszyliśmy z działaniami edukacyjnymi tak wewnątrz, jak i na zewnątrz. Dotychczas w naszych webinariach, także tych z PFR, czy innymi partnerami uczestniczyło już prawie 8 tysięcy klientów. Dodatkowo rozszerzyliśmy wachlarz funkcjonalności w bankowości zdalnej, by uprościć i przyspieszyć procedury, przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa. Dlatego w ofercie dla klientów indywidualnych i przedsiębiorców mamy m.in. możliwość elektronicznego podpisywania dokumentów, w tym także zawarcia umowy leasingu. Szczególnie teraz otwarte, proaktywne, partnerskie wyjście i wsparcie są szczególnie ważne dla przedsiębiorców i mam nadzieję, że działania podejmowane przez Bank BNP Paribas będą dla nich wsparciem, na którym będą mogli się oprzeć, aby efektywnie wyjść z wyzwań związanych z epidemią COVID i skutecznie rozwijać biznes w szybko zmieniającym się otoczeniu.

Jak podczas kryzysu Covid-19 zachować balans życia zawodowego i rodzinnego, gdy pracuje i żyje się z mężem. Paulina Żurowska-Wrzesińska, Wiceprezes ALTOM na Family Business Week:

Z mężem podeszliśmy do tego wyzwania zadaniowo i od samego początku ustaliliśmy między nami podział działań w firmie i w domu. Obszary odpowiedzialności zawodowej wynikały z naszej bieżącej pracy w firmie i dziedzin, którymi zarządzamy. Określiliśmy też partnerski podział obowiązków domowych, tak by każde z nas wiedziało, jakie spoczywają na nim zadania dotyczące życia i dnia codziennego. Po drugie postawiliśmy na częstą rozmowę, wzajemne zrozumienie, wykazywanie się cierpliwością i empatią oraz jasne określanie w czym potrzebujemy pomocy. Wiemy, że nie ma oczywistości i zamiast oczekiwać, że współmałżonek się domyśli, że mógłby mnie w czymś wesprzeć wyraźnie mówiliśmy sobie wzajemnie z czym się borykamy. To bardzo pomogło w okiełznaniu emocji i szybkim reagowaniu na rodzące się problemy i frustracje. Trzymaliśmy się także dobowego podziału dnia i wyznaczyliśmy sztywne godziny rozpoczęcia pracy, przerw na wspólną kawę czy obiad, a także kiedy tę pracę kończymy oraz kiedy bierzemy się za porządki domowe. To sprawiło, że działamy jak dobrze naoliwiony tandem – mówi Paulina Żurowska Wrzesińska, z ALTOM.

Czy mogę być liderem online? Jak zarządzać zespołem zdalnie? Czy to różni się od zarządzania „normalnie”?

– Wychodzę z założenia, że lider daje swoje świadectwo wtedy, gdy umie nim pozostać w każdych okolicznościach i znaleźć, zwłaszcza w trudnych czasach, szans na wzmocnienie i wsparcie zespołu. Podzieliłam kanały komunikacji ze mną na telefoniczny, sms, komunikator, mail i videokonferencje ze względu na charakter i priorytet omawianej sprawy. Minimum raz w tygodniu miałam videokonferencje z managerami z mojego zespołu, by nawiązać z nimi kontakt wizualny, zapytać o emocje, samopoczucie, nastawienie, obawy i wszystkie inne sprawy nie związane z pracą, a które mają mocny wpływ na realizację zadań i ich skupienie na celu. Czasami samo moje zainteresowanie i możliwość wygadania się już było dla moich managerów oczyszczeniem i odczuciem, że są bezpieczni, że jestem z nimi. Wielokrotnie dali mi to odczuć, w tym trudnym czasie, za co im bardzo dziękuję – komentuje Żurowska-Wrzesińska.

Czy będąc skazanym tylko na swoją obecność jako para zarówno w biznesie jak i w domu jesteśmy zagrożeni ujawnieniem konfliktów? Jak wyjść z domu po kilku miesiącach silniejszym?

– Otworzyć się na członków rodziny, na rozmowę z nimi, na fakt, że nie są ze stali (choć być może na co dzień noszą taką maskę), mówić prosto z serca prostymi słowami: kocham cię, zależy mi na tobie, martwię się o ciebie czy wszystko będzie dobrze, przetrwamy to razem. Rodzącą się frustrację od razu komunikować, a trudne sprawy rozwiązywać i nie pozwalać im się eskalować i przybierać na sile –kończy sukcesorka firmy ALTOM.

Każdy dzień z Tygodnia Przedsiębiorczości Rodzinnej poświęcony był innemu obszarowi funkcjonowania i dylematom, jakie stoją teraz przed rodzinami biznesowymi. Pierwszy dzień to kontekst Firmy, drugi Przywództwa, trzeci Majątku, czwarty Rodziny i Własności, a piąty to Globalne Otoczenie Firmy Rodzinnej. – W każdej z tych perspektyw zawarte są inne dylematy, o zweryfikowanie których powinien zatroszczyć się właściciel biznesu, by maksymalnie zniwelować skutki kryzysu w swojej firmie, a nawet poszukać nowych dróg rozwoju. Family Business Week to tydzień, który w pełni poświęciliśmy przyszłości firm rodzinnych – kończy wypowiedź Adrianna Lewandowska.

Family Business Week organizowany był przez Instytut Biznesu Rodzinnego, Centrum Wiedzy o Firmach Rodzinnych. Partnerem Strategicznym wydarzenia był BNP Paribas – Bank zmieniającego się świata. Wydarzenie całkowicie odbyło się w formie online. www.familybusinessweek.pl

W Polsce kilkaset osób cierpi na rzadką chorobę wywołującą obrzęki i ból. Szansą dla chorych jest innowacyjna terapia zarejestrowana w Europie

Trudny do zniesienia ból, deformacje twarzy i obrzęki narządów wewnętrznych, w tym krtani, które stwarzają ryzyko uduszenia – z takimi objawami zmagają się pacjenci cierpiący na dziedziczny obrzęk naczynioruchowy. W Polsce jest ich zaledwie kilkuset, ale szacuje się, że mniej więcej drugie tyle wciąż pozostaje niezdiagnozowanych. Chorzy z ciężkim przebiegiem doświadczają w ciągu roku nawet do kilkudziesięciu zagrażających życiu napadów tej choroby, a okresy między atakami przepełnione są strachem i niepokojem. Szczególnie dotyczy to pacjentów z najcięższym przebiegiem, u których dochodzi do obrzęków krtani czy twarzy. W Europie niedawno zarejestrowano innowacyjny lek, który może zapobiegać atakom. W Polsce ruszyła kampania edukacyjna, która ma zwiększyć świadomość dotyczącą tej choroby i zwrócić uwagę na problemy pacjentów, którzy się z nią zmagają.

– Dziedziczny obrzęk naczynioruchowy to choroba uwarunkowana genetycznie, w której przez brak pewnego białka pojawiają się obrzęki, obejmujące m.in. skórę. Towarzyszy im silny ból, może dochodzić do deformacji twarzy i innych części ciała. Ten stan jest chwilowy, trwa trzy–pięć dni, ale bardzo obciążający dla pacjenta. Co najważniejsze, może dochodzić też do obrzęków krtani czy w obrębie jamy brzusznej. Wtedy pojawiają się silne dolegliwości bólowe i jest to stan bezpośrednio zagrażający życiu – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Aleksandra Kucharczyk z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii, Alergologii i Immunologii Klinicznej w Centralnym Szpitalu Klinicznym MON – Wojskowym Instytucie Medycznym.

Dziedziczny obrzęk naczynioruchowy (hereditary angioedema, HAE) zalicza się do chorób rzadkich. Według najbardziej aktualnych danych z krajowego rejestru w 2016 roku w Polsce było 341 pacjentów z tą chorobą. Rejestr nie obejmuje jednak wszystkich ośrodków prowadzących terapię HAE. Dodatkowo to schorzenie jest bardzo trudne do zdiagnozowania: średnio mija do 13 lat od pierwszego ataku do postawienia właściwej diagnozy.

W Polsce nie mamy dokładnej epidemiologii. Zbiór pacjentów, którzy aktualnie są rejestrowani w ośrodku w Krakowie, wynosi około 400. Jeśli weźmiemy pod uwagę epidemiologię światową, wydaje się, że w Polsce przynajmniej połowa pacjentów jest niezdiagnozowana – precyzuje dr n. med. Aleksandra Kucharczyk.

HAE jest chorobą wynikającą z niedoboru białka C1 inhibitora, której objawem są bolesne i niebezpieczne obrzęki skóry, górnych dróg oddechowych oraz żołądka i jelit. Przebieg ataków jest bardzo zróżnicowany. W 60 proc. są to bardzo bolesne i uciążliwe obrzęki jamy brzusznej. Szczególnie niebezpieczne są dla chorych obrzęki w obrębie dróg oddechowych, które wiążą się z wysokim (30-proc. w przypadku braku leczenia) ryzykiem śmierci wskutek uduszenia. Szacuje się, że około 50 proc. pacjentów z HAE doświadczy w swoim życiu przynajmniej jednego takiego ataku z obrzękiem krtani.

Takie ataki są nieprzewidywalne, towarzyszy im ogromny ból, strach przed śmiercią i obawy przed uduszeniem, jeżeli obrzęk obejmuje drogi oddechowe. Z kolei przy zewnętrznych obrzękach (np. twarzy) może dochodzić do całkowitej deformacji części ciała, której dotyczą. Występowaniu ataków sprzyjają m.in. stres, przyjmowanie niektórych leków, urazy fizyczne czy infekcje.

U większości pacjentów z HAE czas wolny od nawracających ataków wynosi mniej niż 12 miesięcy, chociaż chorzy pozbawieni leczenia zapobiegawczego mogą doświadczać ataków średnio nawet co 7–14 dni. U pacjentów z ciężkim przebiegiem HAE takie napady mogą pojawiać się nawet dwa razy w tygodniu. Osoby, których choroba jest kontrolowana, mogą unikać ataków nawet przez dekadę. Co istotne, nieprzewidywalność i częstość ataków nie pozwala chorym na normalną pracę czy edukację, wpływa na ich codzienne funkcjonowanie oraz relacje rodzinne i towarzyskie. Intensywność i specyfika objawów choroby często może skutkować depresją.

W leczeniu stosuje się terapie doraźne, ukierunkowane na łagodzenie ostrych ataków. W ramach refundacji w Polsce są aktualnie dostępne trzy preparaty stosowane doraźnie.

Obecnie leczenie w Polsce wygląda w ten sposób, że możemy dawać pacjentom bardzo nowoczesne i dobre leki na leczenie napadów. Jeśli więc chory ma obrzęk, to podajemy lek, dzięki czemu szybciej znika albo nie dochodzi do jego rozwijania się. Jednak nie mamy dostępu do leków stosowanych w profilaktyce długoterminowej. Jest to terapia, w której podając stale lek, nie dopuszczamy do tego, żeby te obrzęki się pojawiały. To słuszne podejście, aby nie narażać pacjentów na doświadczanie bólu, cierpienia i strachu – mówi dr n. med. Aleksandra Kucharczyk.

Jeszcze do niedawna nie było terapii celowanej, ukierunkowanej na zapobieganie nawracającym napadom. Ostatnio to się zmieniło dzięki pojawieniu się nowych terapii, w tym pierwszego na świecie przeciwciała monoklonalnego stosowanego w leczeniu HAE. Takie podejście terapeutyczne skierowane jest zwłaszcza do grupy pacjentów z częstymi, zagrażającymi życiu atakami choroby.

– Terapia profilaktyczna umożliwia leczenie zapobiegawcze nawracających obrzęków naczynioruchowych. Mam pod opieką dwóch pacjentów, którzy w ramach badań klinicznych byli niedawno leczeni zarejestrowanym preparatem w zapobieganiu napadów obrzęku. To osoby, które miały niezwykle ciężki przebieg choroby, praktycznie nie funkcjonowały, nie mogły pracować ze względu na częste obrzęki. W tej chwili jeden z nich nie ma już w ogóle obrzęków, właściwie od pierwszego podania leku normalnie funkcjonuje i pracuje. Drugi przypadek to pacjentka, a kobiety często mają cięższy przebieg tej choroby, która w dalszym ciągu ma napady, ale są one bardzo rzadkie – mówi dr n. med. Aleksandra Kucharczyk.

W dniu 16 maja, z inicjatywy Międzynarodowego Stowarzyszenia Pacjentów HAE International, ustanowiono Światowy Dzień HAE. W Polsce wystartowała kampania edukacyjna „HAE. Walczyć o oddech, wytrzymać ból”, która ma zwiększyć świadomość dotyczącą tej choroby i zwrócić uwagę na problemy pacjentów, którzy się z nią zmagają. Akcja jest inicjatywą samych pacjentów ze Stowarzyszenia Pięknie Puchnę, a jej partnerami są Instytut Praw Pacjentów i Edukacji Zdrowotnej oraz Krajowe Forum na rzecz terapii chorób rzadkich ORPHAN. Mecenasem kampanii jest firma Takeda.


VV-MEDCOM-20039, maj 2020

Źródło/Opracowano na podstawie:

Lumry WR. Overview of epidemiology, pathophysiology, and disease progression in hereditary angioedema. Am J Manag Care 2013; 19: s. 103-10.

Bork K, Hardt J, Schicketanz KH, Ressel N. Clinical studies of sudden upper airway obstruction in patients with hereditary angioedema due to C1 esterase inhibitor deficiency. Arch Intern Med 2003; 163: 1229-35.

Obtułowicz K. Current status of diagnosis, registry and management of hereditary angioedema (HAE) in Poland. Alergologia Immunologia 2016; 13(3-4): 19-21.

Weller K, Magerl M, Peveling-Oberhag A, Martus P, Staubach P, Maurer M1. The Angioedema Quality of Life Questionnaire (AE-QoL) – assessment of sensitivity to change and minimal clinically important difference. Allergy. 2016; 71(8): 1203-9.

Fouche AS, Saunders EFH, Craig T. Depression and anxiety in patients with hereditary angioedema. Ann Allergy Asthma Immunol 2014; 112(4): 371-5.

Porębski G i in. Postępowanie w dziedzicznym obrzęku naczynioruchowym z niedoboru inhibitora C1 – stanowisko Sekcji HAE Polskiego Towarzystwa Alergologicznego. Część II: leczenie i zapobieganie napadom, monitorowanie choroby i postępowanie w sytuacjach szczególnych. Alergologia Polska – Polish Journal of Allergology 2018; 5(2): 109–120.

https://haeday.org/ [data dostępu maj 2020].

Poprawa nastrojów wzmacnia złotego

Spadek ryzyka postrzeganego przez rynki oznacza, że inwestorzy uciekają od bardzo drogiego dolara, a to zaczyna pomagać złotemu i niweluje niekorzystny wpływ obniżki stóp procentowych. Jeżeli ktoś zdecyduje się na zagraniczne wakacje, to stają się tańsze.

Eskalowały zamieszki na ulicach amerykańskich miast. W USA rosną nierówności ekonomiczne, które w rezultacie pandemii i niestety – także polityki Fed). Cały czas aktualne są też napięcia na linii Waszyngton – Pekin. Jednak na rynkach nie robi to wrażenia. Na Wall Street panuje niezmącony optymizm. Pomaga to też złotemu.

– Inwestorzy przez pewien czas omijali rynki wschodzące, koncentrując się na aktywach w Stanach Zjednoczonych, w mniejszym stopniu w Europie – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Rynki wschodzące są biorcami kapitału globalnego, inwestorzy obawiali, że każdy kolejny wstrząs okaże się dla tych krajów bardzo niebezpieczny, ale najgorsze scenariusze nie sprawdziły się. Dlatego inwestorzy znów zauważyli, że aktywa na rynkach wschodzących są dość tanie.

Najgorsze momenty słabnącego złotego są prawdopodobnie już za nami. Prawdopodobnie nie powrócą w najbliższych miesiącach poziomy 4,60 za euro, 4,30 zł za dolara, 4,35 zł za franka szwajcarskiego.

Z początkiem tygodnia kurs dolara spadł nawet poniżej 4,00 zł.

– Docelowo będziemy poniżej 4,00 zł za dolara, ponieważ jest to nadal przewartościowana waluta, a w szczycie niepokojów był przewartościowany najbardziej w historii – ocenia ekspert XTB. – Gdy strach ustępuje nie ma podstaw dla tak mocnego dolara.

Kurs euro powinien ustabilizować się na poziomie 4,40 zł, a kurs franka na poziomie nieco ponad 4,00 zł.

Czy wakacje będą tanie, dla tych którzy wyjadą poza Polskę? Wprawdzie kurs euro czy dolara jest wyższy niż rok temu, ale niższe są ceny na stacjach paliw, a branża turystyczna będzie kusiła różnymi ofertami.

W okresie pandemii częściej sięgamy po zdrowe produkty o długim terminie ważności

W czasie pandemii rośnie sprzedaż naturalnych produktów spożywczych o długim terminie ważności. Na popularności zyskują suche artykuły spożywcze, ale też produkty prozdrowotne. Taki trend sprzyja producentom suszonych owoców, którzy już przed koronawirusem dynamicznie zwiększali sprzedaż. Eksport śliwki kalifornijskiej do Polski od sierpnia 2019 do marca 2020 roku wzrósł prawie dwukrotnie. – Konsumenci częściej wybierają produkty, które w naturalny sposób pomagają im zachować zdrowie – mówi Kevin Verbruggen z California Prune Board i podkreśla, że suszone śliwki mają między innymi dobroczynny wpływ na układ trawienny.

– Bez wątpienia koronawirus wywiera ogromny wpływ na wielu kupujących, konsumentów i przedsiębiorstwa na całym świecie. W przypadku śliwki kalifornijskiej na wielu rynkach obserwujemy znaczny wzrost sprzedaży – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kevin Verbruggen, European Marketing Director w California Prune Board (CPB).

Z danych Nielsena wynika, że w ostatnich tygodniach więcej kupujemy produktów zdrowotnych oraz suchych artykułów spożywczych. Na tym trendzie korzystają producenci suszonych owoców. Dane CPB z USA, Japonii czy Włoch wskazują, że w okresie pandemii konsumenci chętniej sięgali po takie artykuły.

 Konsumenci wybierają produkty, które w naturalny sposób pomagają im zachować zdrowie. Zależy im też na produktach, które można dłużej przechowywać w domu, dlatego istotny wzrost sprzedaży odnotowały m.in. mrożonki. Ten trend jest korzystny dla śliwki kalifornijskiej, która z uwagi na swój długi termin przydatności do spożycia może być przechowywana w domu nawet przez rok – wskazuje ekspert.

Już dane za okres sprzed pandemii wskazują, że w Polsce zainteresowanie śliwkami kalifornijskimi rośnie. Od sierpnia 2019 do marca 2020 roku wolumen eksportu tych owoców z USA wzrósł o 97 proc., zaś jego wartość – o 84 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku obrotowego California Prune Board. Taka tendencja, w opinii ekspertów CPB, powinna utrzymać się także w kolejnych miesiącach.

 Wierzymy, że suszone owoce mają w sobie potencjał w zakresie rozwoju biznesowego. Szczególnie biorąc pod uwagę możliwe problemy ze świeżymi owocami. Radzilibyśmy zatem wszystkim sprzedawcom, którzy przewidują ewentualne problemy z dostawami lub wzrostem cen świeżych owoców, aby zrobili zapasy i odpowiednio wyeksponowali owoce suszone – tłumaczy Kevin Verbruggen.

Do sukcesu sprzedażowego śliwek kalifornijskich przyczynia się rosnąca świadomość konsumentów na temat właściwości odżywczych tych owoców. Garść suszonych śliwek może być jedną z pięciu zalecanych do spożycia dziennych porcji warzyw i owoców. Owoce te można spożywać w ramach zróżnicowanej i zbilansowanej diety oraz zdrowego stylu życia.

– Suszone śliwki są bogate w błonnik. Według badań codzienne spożycie 100 gramów przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania jelit. Suszona śliwka jest także źródłem witaminy K i manganu, które pomagają w zachowaniu zdrowych kości. Poza tym są źródłem witaminy B6 i miedzi, które z kolei mają wpływ na prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego – mówi ekspert z California Prune Board.

Ponadto zawarty w suszonych śliwkach mangan chroni komórki przed stresem oksydacyjnym, a potas pomaga utrzymywać właściwe ciśnienie we krwi.

Zaletą śliwek kalifornijskich jest także ich uniwersalność – mogą być spożywane jako przekąska, a także używane w kuchni do przyrządzania zarówno dań na słodko, jak i na słono – mówi Kevin Verbruggen.

Biura podróży i ich klienci nie są chronieni w wystarczającym stopniu. Wątpliwości budzi długi okres na zwrot pieniędzy czy voucher zamiast gotówki

– Przepisy w obecnym kształcie nie chronią ani interesów organizatorów turystyki, ani samych podróżnych – ocenia Paweł Wójcik, adwokat Kancelarii RWW.legal Rusin Wójcik. Specustawa wprowadziła regulacje, zgodnie z którymi rozwiązanie umowy jest skuteczne dopiero po 180 dniach. Biuro podróży ma tyle dni na zwrot wpłaconych przez klienta środków, częściej jednak organizatorzy proponują podróżnym voucher do realizacji na poczet przyszłych imprez turystycznych w ciągu roku.

 Nowe przepisy zaproponowały, że klient może przyjąć od organizatorów turystyki voucher na organizację imprezy turystycznej, którego wartość jest nie mniejsza niż wpłacone środki. Jednak jest to pomoc iluzoryczna. Klient może być zainteresowany zwrotem pieniędzy, a nie imprezą turystyczną, która może, ale nie musi się odbyć w przyszłości. Poza tym budzi też zdziwienie odroczenie terminu zwrotu wpłaconych środków na okres 180 dni – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Wójcik, adwokat z Kancelarii RWW.legal Rusin Wójcik.

Zgodnie ze specustawą rozwiązanie umowy turystycznej jest skuteczne dopiero po 180 dniach. Dopiero od tego momentu biuro podróży ma 14 dni na zwrot pieniędzy.

Podróżni mogą przecież przez te 180 dni potrzebować środków, które wpłacili, bądź też mogliby chcieć wyjechać gdzieś w Polsce, już bez pośrednictwa organizatora imprezy turystycznej, a w tej sytuacji te środki są zamrożone. Jest też wątpliwe, czy w przyszłości będzie możliwe uzyskanie zwrotu tych środków pieniężnych – mówi ekspert.

Teoretycznie podróżni mają prawo wybierać między zwrotem gotówki lub voucherem na poczet przyszłych imprez turystycznych. Praktyka pokazuje jednak, że część biur podróży odmawia zwrotu wpłaconych zaliczek.

– Organizator imprezy turystycznej wskazuje np., że te środki nie mogą zostać zwrócone, bo zostały już przekazane kontrahentom. Proponuje wówczas organizację innej imprezy turystycznej – tłumaczy adwokat z Kancelarii RWW.legal Rusin Wójcik. – Trudno mieć pretensje do samych organizatorów, którzy walczą o przeżycie w tych trudnych warunkach, w jakich się znaleźli i których nie można było przewidzieć. Natomiast faktem jest, że sięgają oni po różne rozwiązania i propozycje, a czasami nawet przymusowe, to jest żądają od podróżnych tego, żeby wpłacone środki pieniężne zostały przeznaczone na inną imprezę turystyczną, albo też naliczają bezprawnie koszty, które nie były przewidziane umową.

Ta sytuacja pokazuje, że w obecnej sytuacji ani interesy organizatorów, ani ich klientów nie są odpowiednio chronione.

Przedsiębiorcy, organizując imprezę turystyczną, sami muszą zawierać umowy z innymi dostawcami usług, np. hotelarskich. Te podmioty również nie zwracają im środków pieniężnych, więc nie jest to tylko wina firm, które organizują imprezy turystyczne – podkreśla Paweł Wójcik.

Problem leży również w tym, że w obecnej sytuacji osobom poszkodowanym przez biura podróży trudno jest dochodzić swoich roszczeń na drodze prawnej.

Wszelkie terminy procesowe zostały przez ustawę covidowską zamrożone, więc nawet gdyby podróżny chciał dochodzić zwrotu przed sądem, to obecnie jest to niemożliwe do czasu, aż te przepisy pozwolą na prowadzenie postępowań sądowych. Nie ma więc najlepszego rozwiązania. Można oczywiście wzywać organizatora turystyki do zwrotu środków pieniężnych, można próbować się z nim porozumieć, natomiast trudno przewidzieć, kiedy rozwiązania sądowe będą możliwe – podkreśla ekspert Kancelarii RWW.legal Rusin Wójcik.

Efekty pandemii widoczne w wyszukiwarce Google. Praca zdalna, zwolnienia i e-zakupy wśród najpopularniejszych haseł

0

W ostatnich tygodniach życie codzienne i zawodowe Polaków przeniosło się do sieci. Tam również szukamy informacji, jak sobie radzić z nową rzeczywistością. Statystyki wyszukiwarki Google pokazują, że wśród najpopularniejszych haseł są te związane z pracą zdalną, zwolnieniami czy zasiłkami dla bezrobotnych. Z kolei przedsiębiorcy masowo szukają informacji o rządowej pomocy w ramach tzw. tarczy antykryzysowej albo uczą się zakładać sklepy internetowe.

– Efekty pandemii koronawirusa są doskonale widoczne w zapytaniach do wyszukiwarki Google. W okamgnieniu życie dużej części Polaków przeniosło się do internetu, a w rezultacie szybko pojawiały się zapytania związane z pracą zdalną. Ich liczba w tym okresie wzrosła o 270 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Michał Protasiuk, Media Research Manager CEE w Google.

Rozprzestrzenianie się koronawirusa SARS-CoV-2 spowodowało, że w marcu wiele firm zamknęło swoje siedziby, a pracownicy zostali oddelegowani na home office. Wielu z nich pracuje z domów do dzisiaj. To niemała grupa, bo ok. 2,5 mln Polaków jest zatrudnionych w branżach, które mają możliwość pracy zdalnej. Choć taka elastyczna forma była popularna jeszcze przed pandemią, dla wielu osób przymusowe przeniesienie miejsca pracy do domu stanowiło wyzwanie, na co wskazują wspomniane statystyki Google.

Więcej jest zapytań o aplikacje do spotkań online, ale również o koncerty i spowiedzi online – wymienia ekspert. – W danych wyszukiwarki widoczne są też symptomy spowolnienia gospodarczego. Pojawia się wiele zapytań dotyczących zwolnień grupowych czy zasiłków dla bezrobotnych. Z drugiej strony przedsiębiorcy korzystają z wyszukiwarki, żeby poznać szczegóły programów pomocowych, zwolnień ze składek ZUS-u czy pożyczek na swoją działalność.

W czasie kryzysu wywołanego pandemią SARS-CoV-2 rekordowy wzrost popularności zanotowało hasło „pomoc dla przedsiębiorców” (wzrost wyszukiwań o 10 360 proc.). Polacy zdecydowanie częściej szukali też informacji o „pożyczkach”, a przedsiębiorcy – o „tarczy antykryzysowej” (wzrost o 1812 proc.). Z kolei hasło „zwolnienie” było wpisywane w Google o 435 proc. częściej, a „zwolnienie grupowe” – o 449 proc.

Statystyki najpopularniejszej wyszukiwarki pokazują, że do strefy online przeniosło się nie tylko zawodowe, ale i codzienne życie Polaków, w tym robienie zakupów. Frazy „sklep online” i „sklep internetowy” były wyszukiwane częściej odpowiednio o 148 i 73 proc.

 E-commerce zajmuje tu szczególne miejsce, bo wzrosła liczba wyszukiwań różnorodnych sklepów oferujących sprzedaż przez internet. Co więcej, Polacy stali się bardziej wymagającymi klientami, oczekując, że niemal wszystkie produkty będą mogli kupić z dostawą we wskazane miejsce – mówi Michał Protasiuk. – Wyszukiwarka Google była też masowo wykorzystywana w celu sprawdzania ograniczeń i obostrzeń związanych z zakupami w sklepach tradycyjnych. Pojawiało się wiele zapytań dotyczących godzin otwarcia sklepów – w szczycie pandemii ich liczba wzrosła o 99 proc. – a także godzin dla seniorów, sklepów całodobowych czy też kolejek do sklepów.

Jak podkreśla, trend migracji konsumentów do sieci wyczuli przedsiębiorcy, którzy w ślad za nimi zaczęli przenosić swoje biznesy do internetu. Część z nich była do tego zmuszona, aby w okresie obostrzeń epidemiologicznych móc dalej prowadzić działalność. Stąd w wyszukiwarce Google pytanie „jak założyć sklep internetowy” zanotowało wzrost liczby wyszukiwań o ponad 45 proc. Szybciej natomiast przyrastało hasło „biznes online” wpisywane przez Polaków o 67 proc. częściej.

Rynek aut elektrycznych po pandemii czeka dynamiczny wzrost. Pomoże w tym Komisja Europejska [DEPESZA]

Pandemia koronawirusa spowodowała krótkotrwałe problemy zarówno w produkcji, jak i sprzedaży samochodów elektrycznych. Po chwilowym załamaniu rynek czeka jednak dynamiczny wzrost. Zahamowane zostały natomiast inwestycje w infrastrukturę ładowania. W ich odmrożeniu pomoże wsparcie Komisji Europejskiej w ramach strategii walki z gospodarczymi skutkami pandemii SARS-CoV-2. – Odporność elektromobilnej części sektora samochodowego na kryzys wynika z ciągłego wzrostu zainteresowania pojazdami elektrycznymi – uważa Rafał Czyżewski, prezes GreenWay Polska.

– W opartej na logistyce just-in-time produkcji samochodów zakłócenie dostaw przełożyło się na  zakłócenie produkcji. Dodatkowo bardzo istotne było zamknięcie istotnej części gospodarki oraz naturalne ograniczenie popytu, a to z kolei w oczywisty sposób wpłynęło na spadki sprzedaży – tłumaczy Rafał Czyżewski.

Jak wskazują autorzy raportu opublikowanego przez firmę konsultingową Accenture, aż o 20 proc. spadła w lutym 2020 roku światowa sprzedaż samochodów osobowych. Z kolei według Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów sprzedaż nowych aut w krajach UE spadła w kwietniu o 76 proc. Tymczasem BloombergNEF zauważa, że mniejszy kryzys zanotuje rynek aut elektrycznych. W tym przypadku spadek ma sięgnąć 18 proc. Co więcej, w długoterminowej perspektywie analityków BNEF auta elektryczne czekają teraz dwie dekady bardzo dynamicznego rozwoju.

– Odporność elektromobilnej części sektora samochodowego na kryzys wynika z ciągłego wzrostu zainteresowania pojazdami elektrycznymi oraz z wprowadzenia na rynek nowych modeli samochodów. W Europie ważną rolę odgrywa polityka zielonego ładu i działania wspierające rozwój elektromobilności, zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym. Dla tej młodej branży to właśnie kontynuacja takich działań jest kluczowa dla jej dalszego wzrostu – wskazuje prezes GreenWay Polska.

Choć w długoterminowym ujęciu sytuacja związana z pandemią koronawirusa nie zakłóci rozwoju sektora aut elektrycznych, to jej skutki wpływające na chwilowe spowolnienie widoczne są już teraz. Zahamowana została nie tylko produkcja samochodów w fabrykach, lecz także realizacja inwestycji w infrastrukturę do ich obsługi. GreenWay Polska planowała w tym roku zainstalować około 50 stacji dużej mocy oraz 50 stacji normalnej mocy. Pandemia koronawirusa zmusiła firmę do redukcji tych planów o 30 proc.

– Wraz z rozpoczęciem pandemii musieliśmy ograniczyć budowę nowych stacji ładowania. W pierwszej kolejności istotne było bezpieczeństwo i zdrowie naszych pracowników i podwykonawców. W ślad za – mamy nadzieję – tymczasowym spadkiem tempa rozwoju rynku nastąpiła też konieczność zrewidowania naszych planów związanych z rozwojem sieci i odsunięcia niektórych inwestycji na kolejne lata – mówi Rafał Czyżewski.

Frans Timmermans, przewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej ds. Europejskiego Zielonego Ładu, w oświadczeniu dotyczącym szczytu klimatycznego COP26 w Glasgow zaznaczył, że KE nie będzie rezygnować z realizacji prac nad dokumentami, które zbliżą Europę do neutralności energetycznej. Zapowiedział, że komisja jeszcze we wrześniu przedstawi plany, które umożliwią zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku nawet o 55 proc. w porównaniu z sytuacją z 1990 roku. Oznacza to, że rozwój elektromobilności nadal będzie wspierany przez Unię.

– Bardzo nas cieszą zapowiedzi Komisji Europejskiej, że zwiększenie nakładów na transformację energetyczną, w tym na elektromobilność, ma być jednym z elementów działań przeciwdziałających skutkom kryzysu wywołanego COVID-19 – komentuje prezes GreenWay Polska.

Według analityków z Research and Markets rynek aut elektrycznych zanotuje w tym roku tylko chwilowy spadek, a do 2023 roku jego wartość wzrośnie z 23,33 mld dol. do 37,22 mld dol.

Czy potencjalna druga fala pandemii zagrozi sektorowi produkcyjnemu?

Spadek produkcji w sektorze motoryzacyjnym w marcu i maju może zmienić typową krzywą aktywności w 2020 r. Odbicie może nastąpić w miesiącach letnich – wynika z najnowszego raportu Colliers International “COVID-19 & Industrial Production – The Spring Relevance”, w którym omówiono znaczenie poszczególnych miesięcy dla sektora produkcyjnego w regionie EMEA, a także zaprezentowano perspektywy na nadchodzące kwartały.

Wkrótce po wybuchu pandemii COVID-19 znaczna część zakładów produkcyjnych w całej Europie, podobnie jak wiele firm z innych sektorów, zaprzestała działalności. Po pierwsze dlatego, aby chronić pracowników przed rozprzestrzenianiem się wirusa, a po drugie, by przygotować się na przewidywany spadek popytu. Większość z nich wznowiła już działalność, jednak niektóre podmioty nie powróciły do pełnej wydajności. Stało się tak z kilku powodów: aby przestrzegać wytycznych dotyczących zdrowia i bezpieczeństwa pracowników lub, w niektórych przypadkach, w wyniku spadku popytu na niektóre produkty, ze względu na nagromadzenie wyprodukowanych towarów, lub oczekiwania na materiały i komponenty potrzebne do produkcji.

– Przeanalizowaliśmy, jak poważnie dotknięty został sektor przemysłowy w całym regionie EMEA w okresie marzec-maj. W obliczu tego, że duża część gospodarek w regionie EMEA została zamrożona, powrót wielu firm do pełnej działalności będzie wymagał czasu (co najmniej roku, jeśli prognozy wzrostu gospodarczego wg Międzynarodowego Funduszu  Walutowego spełnią się) – mówi Kevin Turpin, dyrektor regionalny ds. badań rynku na Europę Środkowo-Wschodnią w Colliers International.

Europejskie cykle produkcyjne współgrają ze sobą. W większości przypadków październik i listopad,  wyróżniają się jako najbardziej aktywne miesiące dla większości analizowanych krajów. Tuż za nimi są: marzec i okres od maja do lipca.

Znaczenie marca i maja

Po oszacowaniu ryzyka i dostosowaniu działań do nowych realiów (obejmujących również przepisy BHP) wiele firm wznowiło działalność w maju 2020 r., jednak nie w pełnej wydajności. Sytuacja w sektorze produkcyjnym może mieć poważne konsekwencje dla sektora nieruchomości. Za wcześnie jest jednak, aby przewidywać jakie. Niektóre firmy straciły najbardziej dochodowe miesiące.

Marzec i maj to jedne z najbardziej aktywnych miesięcy produkcyjnych w ciągu roku – marzec jest drugim miesiącem pod względem wielkości produkcji we Włoszech, Hiszpanii i Czechach oraz najważniejszym w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Belgii i Austrii. Kwiecień ma mniejsze znaczenie pod względem produkcji z powodu przypadających wówczas świąt wielkanocnych.

Najbardziej pracowite miesiące dla sektora motoryzacyjnego

W branży motoryzacyjnej, która jest jedną z podstawowych gałęzi przemysłu europejskiego i generuje prawie 1 na 9 miejsc pracy w produkcji, marzec jest najbardziej pracowitym miesiącem w roku dla Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Polski i Rumunii. W Hiszpanii i we Włoszech maj jest najważniejszym miesiącem pod względem produkcji w branży motoryzacyjnej. Konieczność nadrobienia spadków w produkcji w marcu i maju może zmienić typową krzywą aktywności w 2020 r. Odbicie może nastąpić w miesiącach letnich, które do tej pory nie były tak aktywne. Ryzyko drugiej fali COVID-19 jest bardzo realne, więc producenci będą musieli się na nią przygotować oraz liczyć się z ograniczeniem produkcji w równie aktywnych pod względem produkcji miesiącach – październiku i listopadzie.

Perspektywy

Okres wiosenny jest dla sektora produkcyjnego ważny (z wyjątkiem kwietnia lub miesiąca wielkanocnego), ale to październik i listopad są najbardziej aktywne. Oznacza to, że potencjalne uderzenia drugiej fali zachorowań COVID-19 w późnych miesiącach jesiennych lub wczesnozimowych mogą być jeszcze bardziej dotkliwe. Chociaż nikt nie jest w stanie tego przewidzieć, warto wziąć pod uwagę taki scenariusz i wynikające z niego ryzyka. W związku z tym, można spodziewać się zwiększenia produkcji w miesiącach letnich oraz składowania większej liczby wyprodukowanych towarów niż zwykle, jak również potrzeby bardziej elastycznych umów najmu w tych trudnych czasach i przy niepewnej przyszłości.

– Nowa rzeczywistość wymagająca przechowywania większej liczby wyprodukowanych towarów  może prowadzić do wzrostu zapotrzebowania na opcje magazynowania krótkoterminowego, przynajmniej tymczasowo – mówi Silviu Pop, dyrektor Działu Badań Rynku w Colliers International w Rumunii.

Dodatkowo może to zmotywować firmy do poszukiwania lokalizacji magazynowych w pobliżu swoich zakładów.

– W Polsce widzimy cały czas zainteresowanie ze strony firm produkcyjnych do inwestowania na  naszym terenie w związku ze „skracaniem łańcuchów dostaw”.  To podejście może się przyczynić do inwestycji w regionie CEE, a szczególnie w Polsce, która charakteryzuje się bardzo dużą podażą terenów inwestycyjnych, dostępem do pracowników oraz znakomitym położeniem względem rynków docelowych – mówi Maciej Chmielewski, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International.

Kredyt na innowacje technologiczne na nowych warunkach już dostępny

Bank Gospodarstwa Krajowego od 1 czerwca przyjmuje wnioski o kredyt na innowacje technologiczne na znacznie korzystniejszych zasadach. Tarcza antykryzysowa wprowadziła ułatwienia w zasadach ubiegania się o premię technologiczną. Są to: zniesienie wymogu innowacyjności w skali kraju, poszerzony katalog kosztów kwalifikowalnych oraz zniesienie limitu dofinansowania wynoszącego 6 mln zł. Dzięki temu więcej firm będzie mogło się ubiegać o dotację.

Kredyt na innowacje technologiczne, inaczej premia technologiczna, to dotacja oferowana przez BGK, skierowana do sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw – czyli takich, które zatrudniają mniej niż 250 osób. Warunkami uzyskania dotacji są: wdrożenie przez firmę innowacyjnej technologii, którą przedsiębiorca kupi lub która wynika z jego prac badawczo-rozwojowych oraz wykazanie się zdolnością kredytową.

Obecny nabór jest siódmym w historii kredytu na innowacje technologiczne, ale pierwszym na nowych zadach. BGK razem z resortem funduszy i polityki regionalnej zdecydował o skróceniu szóstego naboru, który trwał do 31 maja, i jak najszybszym uruchomieniu wsparcia już na nowych, korzystniejszych zasadach. Nabór wniosków potrwa od 1 czerwca do 30 grudnia 2020 roku.

„Z uwagi na pandemię wprowadziliśmy szereg znaczących, powiedziałbym nawet rewolucyjnych zmian, które mają na celu ułatwić przedsiębiorcom uzyskanie dotacji” – powiedział Tomasz Burczyński, dyrektor Biura Kredytu Technologicznego BGK.

Pierwszą jest zniesienie wymogu innowacyjności. Do tej pory technologia podlegająca dotacji z BGK musiała prowadzić do wytworzenia nowych lub znacznie ulepszonych produktów lub usług w skali Polski. W VII naborze wniosków skala krajowa jest wprawdzie dodatkowo punktowana, jednak wystarczy że przedsiębiorca wykaże, iż oferowane przez niego produkty lub usługi będą innowacją w prowadzonej przez niego firmie.

Istotną zmianą jest zniesienie górnego limitu przyznanego dofinansowania, który do tej pory wynosił 6 mln zł. Wysokość dofinansowania zależy od miejsca realizacji inwestycji oraz wielkości firmy. To szczególne ułatwienie dla firm, które planują duże przedsięwzięcia.

Rozszerzony został też katalog wydatków kwalifikowalnych, czyli takich, które podlegają refundacji. Od 1 czerwca premia technologiczna sfinansuje również wydatki poniesione na uzyskanie, walidację i ochronę patentów oraz innych wartości niematerialnych i prawnych, a także koszty transportu zakupionych maszyn i urządzeń oraz innych środków trwałych. Jest też możliwość pokrycia z premii technologicznej wydatków na materiały i prace budowlane, w tym przebudowę, a także adaptację budynków.

„Siódmy konkurs sam w sobie jest innowacyjny w stosunku do sześciu dotychczas przeprowadzonych, ze względu właśnie na te kolosalne zmiany. W mojej ocenie one mogą dużo +zamieszać+ jeżeli chodzi o rynek dotacyjny i mam nadzieję, że jak do tej pory ta dotacja była +hitem+, tak nim pozostanie” – stwierdził Tomasz Burczyński.

Premia technologiczna to kredyt, który spłaci w całości lub części kredyt inwestycyjny udzielany przez banki komercyjne współpracujące z BGK. Warunkiem koniecznym jest posiadanie przez firmę zdolności kredytowej.

W pierwszym etapie bank komercyjny ocenia zdolność kredytową przedsiębiorstwa. Konieczne jest uzyskanie z tego banku promesy udzielenia kredytu technologicznego lub podpisanie z bankiem komercyjnym warunkowej umowy kredytu technologicznego.

Jeżeli wniosek zostanie oceniony pozytywnie, przedsiębiorca składa elektronicznie wniosek o dofinansowanie do BGK. Jeśli ocena jest pozytywna, BGK przyznaje promesę premii technologicznej. Przedsiębiorca podpisuje umowę kredytu z bankiem komercyjnym, a następnie umowę z BGK o dofinansowanie projektu.

„Przedsiębiorca może zacząć realizować inwestycję już dzień po złożeniu wniosku o dofinansowanie w BGK – czyli jeszcze przed uzyskaniem promesy premii technologicznej. Oczywiście do czasu uzyskania promesy z BGK robi to na własne ryzyko, niemniej jednak może realizować inwestycję i wielu przedsiębiorców tak robi” – zauważył Tomasz Burczyński.

Operatorem programu Kredyt na Innowacje Technologiczne jest Bank Gospodarstwa Krajowego we współpracy z Ministerstwem Funduszy i Polityki Regionalnej. Wsparcie jest finansowane z funduszy europejskich z Programu Inteligentny Rozwój 2014 – 2020.

W poprzednich naborach do BGK wpłynęły 1942 wnioski o premię technologiczną na łączną kwotę ponad 6 mld zł. BGK wystawił 775 promes premii technologicznej na łączną kwotę 2,7 mld zł.

Podsumowanie maja na rynkach. Pomimo nerwowości inwestorów, indeksy wciąż pięły się w górę

Maj na rynkach był dużo mniej spektakularny niż kwiecień. Widoczna była większa nerwowość inwestorów, która wynikała z obaw o tempo dochodzenia gospodarek do pełnej sprawności. Nie bez znaczenia były również pojawiające się poboczne kwestie polityczne, jak wzrost napięcia na linii USA – Chiny, wynikające zarówno z polityki Chin wobec Hong-Kongu, jak również trwającej w Stanach Zjednoczonych kampanii wyborczej.

Pomijając jednak wspomnianą nerwowość, indeksy w dalszym ciągu pięły się w górę. Amerykański S&P 500 zyskał w maju 4,53%, wychodząc powyżej poziomu 3000 punktów. Jeszcze lepiej spisał się amerykański Nasdaq, który zyskał 6,75%, zachowując niecałe 400 punktów do poziomu historycznego szczytu. Dość podobnie wyglądała sytuacja krajowych indeksów. Najlepiej spisał się sWIG80, który w maju wzrósł o 6,21%, najlepiej oparł się również podwyższonej zmienności. Średnie spółki zyskały 2,52%, zaś duże 4,49%. Wynik byłby jeszcze lepszy, gdyby nie spadki kursów banków pod koniec miesiąca, spowodowane dość niespodziewaną obniżką stóp procentowych w ostatnim tygodniu miesiąca. WIG – banki od początku roku stracił już 41%. Jednym z lepszych indeksów na rynku był WIG Games, który po kwietniowych wzrostach o 31%, w maju dołożył do tego kolejne 14%. Stopa zwrotu z tego indeksu od początku roku wynosi już 62%, wliczając w to silne załamanie na przełomie lutego i marca.

Wyniki produkcji przemysłowej, jak i sprzedaży detalicznej były dużo słabsze niż oczekiwania analityków

Maj był okresem, w którym zaczęły pojawiać się pierwsze odczyty twardych danych gospodarczych za kwiecień, czyli pełny miesiąc zamknięcia gospodarki. Zarówno wyniki produkcji przemysłowej, jak i sprzedaży detalicznej były dużo słabsze niż oczekiwania analityków. Spadek produkcji przemysłowej o 24,7%, wobec prognoz na poziomie 10-11%, statystycznie cofnął krajową produkcję o kilka lat. Dużym zaskoczeniem był również tak silny spadek konsumpcji, spowodowany zarówno zamknięciem gospodarki, jak i zmianą nawyków konsumpcyjnych Polaków. Z danych za maj znamy już finalne odczyty indeksów PMI. Krajowy indeks dla sektora przemysłu wyniósł 40,6 punktów. Dalej jest to jeden ze słabszych odczytów w historii, ale widać duży progres po kwietniowym odczycie 31,9 punktów. Był on zauważalnie lepszy niż oczekiwane 36 punktów. Widoczne jest powolne otwieranie się gospodarki, niepokoi jednak spadek nowych zamówień oraz spadki zatrudnienia. Widzimy również powolną odbudowę europejskiego przemysłu, gdzie indeks dla całej strefy euro wyniósł w maju 39,6 punktów.

Podsumowując, widoczny jest powolny powrót gospodarek na ścieżkę wzrostu, jest on jednak wolniejszy niż oczekiwano, biorąc pod uwagę skalę programów wsparcia, jak i tempo otwierania poszczególnych gospodarek. Najwolniej powracać do normy będzie zapewne tempo konsumpcji prywatnej. Analizując dane wydatków z kart bankowych, w maju widoczny był zauważalny progres w stosunku do kwietnia, jakkolwiek osiągnięte poziomy dalekie są do tych z początku roku. Czynnikiem decydującym może być, obecna i potencjalna sytuacja na rynku pracy. Z uwagi na poziom elastyczności krajowego zatrudnienia, pełne efekty cięć dokonywanych przez firmy widoczne będą dopiero za kilka miesięcy.

Maj zakończył się dość optymistycznie dla inwestorów

Powiedzenie „Sell in may and go away” nie miało w tym miesiącu racji bytu. Prawdopodobnie, podobnie jak maj, czerwiec będzie dość nerwowym miesiącem, kluczowe będzie tempo dochodzenia gospodarek do pełnej sprawności oraz ewentualny wzrost napięć politycznych. Zakładając brak zaostrzenia sytuacji związanej z pandemią, czynnik ten sam w sobie nie powinien wywoływać podwyższonej nerwowości. Kluczowe mogą okazać się za to kolejne informacje o postępach prac nad nową szczepionką, gdyż część inwestorów ma w dalszym ciągu z tyłu głowy widmo drugiej fali zachorowań. Do miesięcy wakacyjnych nie podchodziłbym już jednak z tak bezkrytycznym optymizmem. Wyniki spółek za II kwartał mogą inwestorów bardzo negatywnie zaskoczyć, co może wywołać korektę ostatnich wzrostów.

Autor komentarza: Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group.

Nowe „hipoteki” już mocno potaniały?

Ostatnie obniżki stóp procentowych NBP mocno wpłynęły na koszty nowych kredytów mieszkaniowych. Warto sprawdzić, jak takie średnie koszty zmieniły się w marcu oraz kwietniu 2020 r.

Krajowe banki dość powoli aktualizują oprocentowanie kredytów mieszkaniowych. Stopa referencyjna takich kredytów, która jest oparta na stawce WIBOR 3M lub WIBOR 6M, zazwyczaj zmienia się co 3 miesiące lub co 6 miesięcy (na koniec kwartału). To oznacza, że kwietniowe statystyki dotyczące oprocentowania „hipotek” powinny już częściowo uwzględniać obniżkę stóp procentowych NBP z 18 marca 2020 r. Eksperci RynekPierwotny.pl sprawdzili, czy marcowa decyzja RPP rzeczywiście jest widoczna w statystykach.

W przypadku nowych kredytów „złotówkowych”, Narodowy Bank Polski podaje zarówno średnie oprocentowanie, jak i Rzeczywistą Roczną Stopę Oprocentowania (RRSO). Przez ostatni rok takie wskaźniki zmieniały się następująco:

  • maj 2019 r. – średnie oprocentowanie = 4,27%/RRSO = 4,65%
  • czerwiec 2019 r. – 4,25%/4,64%
  • lipiec 2019 r. – 4,30%/4,68%
  • sierpień 2019 r. – 4,29%/4,70%
  • wrzesień 2019 r. – 4,37%/4,81%
  • październik 2019 r. – 4,37%/4,82%
  • listopad 2019 r. – 4,35%/4,78%
  • grudzień 2019 – 4,34%/4,80%
  • styczeń 2020 r. – 4,35%/4,79%
  • luty 2020 r. – 4,33%/4,75%
  • marzec 2020 r. – 4,26%/4,71%
  • kwiecień 2020 r. – 3,93%/4,41%

Kwietniowe dane dotyczące średniego oprocentowania i RRSO nowych kredytów mieszkaniowych wskazują, że obydwie te wartości spadły o około 0,3 punktu procentowego (w odpowiedzi na marcową obniżkę WIBOR-u 3M oraz WIBOR-u 6M wynoszącą około 0,5 punktu procentowego).

Warto również sprawdzić, jak na marcową decyzję Rady Polityki Pieniężnej zareagowało średnie oprocentowanie trwających umów kredytu mieszkaniowego (w PLN). Informacje na temat takiej przeciętnej stawki oprocentowania wyglądają następująco:

  • maj 2019 r. – średnie oprocentowanie = 3,67%
  • czerwiec 2019 r. – 3,71%
  • lipiec 2019 r. – 3,67%
  • sierpień 2019 r. – 3,67%
  • wrzesień 2019 r. – 3,72%
  • październik 2019 r. – 3,69%
  • listopad 2019 r. – 3,73%
  • grudzień 2019 – 3,70%
  • styczeń 2020 r. – 3,68%
  • luty 2020 r. – 3,74%
  • marzec 2020 r. – 3,69%
  • kwiecień 2020 r. – 3,59%

Powyższe dane wskazują, że posiadacze „starszych” kredytów mieszkaniowych w PLN będą musieli dłużej poczekać na obniżki oprocentowania i wysokości rat.

Ropa czeka na decyzję o przyspieszonym posiedzeniu OPEC+

Ceny ropy Brent i WTI mniej więcej pozostają w miejscu w poniedziałek, bujane przez generalnie pozytywne nastroje rynkowe z jednej strony i oznaki napięć na linii USA-Chiny z drugiej. Dodatkowym czynnikiem stały się rzekome plany członków OPEC i państw sprzymierzonych zwołania posiedzenia w tym tygodniu, aby przedyskutować przedłużenie obowiązujących cięć wydobycia (aktualna umowa kończy się w czerwcu).

Według raportów Bloomberg’a, powołującego się na delegatów z kartelu, OPEC+ może dziś zdecydować czy przenieść spotkanie na 4 czerwca, kilka dni wcześniej niż początkowo planowano. W grę wchodzi przedłużenie umowy od 1 do 3 miesięcy. Niezależnie od daty tego spotkania – negocjacje będą skoncentrowane wokół stanowiska Moskwy i Rijadu. Rosja wcześniej informowała, że ​​chciałaby rozpocząć łagodzenie cięć w przyszłym miesiącu (jak pierwotnie uzgodniono w kwietniu), chociaż oba kraje (Arabia Saudyjska i Rosja) zobowiązały się do ścisłej koordynacji.

Według innych źródeł niektórzy członkowie kartelu preferują podejmować krótkoterminowe działania dotyczące cięć podaży z uwagi na szybko zmieniającą się sytuację gospodarczą. Wcześniejsze spotkanie OPEC+ zapewniłoby grupie producentów większą elastyczność w zakresie zmiany obecnych limitów produkcji, ponieważ członkowie zazwyczaj już w pierwszym tygodniu czerwca decydują o lipcowych planach eksportu ropy.

Według szacunków firmy Kpler, zajmującej się analizą danych, OPEC+ i jej sojusznicy osiągnęli jak dotąd wysoki wskaźnik realizacji zobowiązań cięcia wydobycia – na poziomie 92%.

Jak dotąd wydaje się, że bezprecedensowe cięcia ostatecznie przyniosły sukces w stabilizacji rynku i pomogły zrównoważyć szok popytowy wywołany pandemią Covid-19. Od dołka w kwietniu ceny ropy wzrosły o blisko 90%. Z drugiej strony zbyt pospieszne uwalnianie produkcji może generować przesadną nadpodaż na dopiero co ponownie uruchamianej aktywności gospodarczej na świecie.

Konrad Białas, DM TMS Brokers

Rynki z coraz większym optymizmem patrzą w przyszłość. Możliwy dalszy wzrost EUR/USD

Kolejne państwa zaczynają łagodzić restrykcje związane z pandemią. Poprawa sytuacji w tym kontekście zaczyna być widoczna w danych – to dobry sygnał dla rynków. W związku z oczekiwanym przez nas wdrożeniem działań pomocowych przez Komisję Europejską i EBC, spodziewamy się dalszego umacniania się euro w relacji do dolara amerykańskiego.

W ubiegłym tygodniu obserwowaliśmy wyraźne wzrosty aktywów ryzykownych, wspierane przez optymizm związany z oczekiwanym pobudzeniem sytuacji gospodarczej w następstwie odmrożenia gospodarek.

W tym tygodniu dla rynków istotny będzie piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy w maju, który powinien pokazać wyraźne pogorszenie sytuacji w relacji do tej obserwowanej miesiąc wcześniej. Oprócz danych, warto będzie obserwować czwartkowe posiedzenie EBC, które będzie jednym z kluczy do zachowania rynku walutowego w tym tygodniu.

PLN

Wbrew oczekiwaniom – naszym, jak i ekonomistów ankietowanych przez agencję Bloomberg – Rada Polityki Pieniężnej w zeszłym tygodniu zdecydowała się ściąć stopy procentowe. Nieoczekiwana obniżka przełożyła się na krótkotrwałą wyprzedaż polskiego złotego, jednak w związku z poprawą globalnego sentymentu polska waluta zakończyła tydzień na sporym plusie.

Ten tydzień rozpoczęliśmy pozytywnie: z jednej strony złoty kontynuuje umocnienie, odrabiając straty po decyzji RPP, z drugiej strony mocno in plus zaskoczyły dzisiejsze dane PMI dla przemysłu. Odczyt na poziomie 40,6 pkt w maju nie oznacza oczywiście, że sytuacja jest dobra – tym bardziej, że, podobnie jak w przeszłości, wskaźnik jest zawyżony przez subindeks opisujący czas dostaw. Niemniej dane te można traktować jako pierwszą jaskółkę zwiastującą, że – o ile restrykcje związane z pandemią nie zostaną wznowione – polska gospodarka stopniowo wróci na właściwe tory.

Sądzimy, że w krótkim terminie na złotego w największym stopniu powinny wpływać wahania globalnego sentymentu. Równocześnie nie oczekujemy, żeby ostatnia decyzja RPP miała doprowadzić do istotnego, trwałego osłabienia polskiej waluty. Kalendarz ekonomiczny dla Polski w tym tygodniu jest niemal pusty. Dwudniowe spotkanie RPP zostało odwołane, a na kolejne (znów jednodniowe) spotkanie przyjdzie nam czekać do 16 czerwca. Mamy nadzieję, że tym razem doczekamy się po nim konferencji prasowej.

EUR

Komisja Europejska w zeszłym tygodniu przedstawiła plan wsparcia gospodarek UE poprzez granty i pożyczki, których łączna wartość ma wynieść 750 mld euro. Jeśli zostanie on zaakceptowany przez kraje członkowskie, będzie stanowił spory dodatek do rozwiązań pomocowych, które już weszły w życie. Oczekujemy, że również Europejski Bank Centralny dołoży kolejną porcję wsparcia poprzez rozszerzenie pandemicznego programu skupu aktywów (PEPP) z 750 mld do 1,25 biliona euro – takiego ogłoszenia spodziewamy się w czwartek. Powyższe działanie powinno poprawić sytuację na europejskim rynku długu i ułatwić Komisji Europejskiej emisję obligacji na finansowanie programu odbudowy. W krótkim okresie oczekujemy kontynuacji umocnienia euro w relacji do dolara amerykańskiego.

USD

W kwietniu dochody osobiste w USA wzrosły o 10,5%, co stanowi największy miesięczny wzrost tego wskaźnika w historii odczytów. Wzrost ten należy powiązać z wprowadzeniem w USA obfitych pakietów pomocowych w postaci zasiłków dla bezrobotnych i innych świadczeń. Obostrzenia wprowadzone w związku z pandemią sprawiły jednak, że możliwość wydania tych pieniędzy została ograniczona – dane dotyczące wydatków pokazały spadek o kilkanaście procent. Ten przymusowy wzrost oszczędności Amerykanów można rozpatrywać jednak pozytywnie, jeśli uznamy, że środki te reprezentują odroczoną konsumpcję, która będzie mogła być zrealizowana wraz ze zniesieniem środków prewencyjnych.

Dochody i wydatki osobiste w USA [% m/m] (2005 – 2020)

Dochody i wydatki osobiste w USAŹródło: Refinitiv Datastream Data: 01/06/2020

O ile oczekuje się, że raport opisujący sytuację amerykańskiego rynku pracy w maju, który poznamy w piątek, będzie ponury, bardziej bieżące dane z rynku pracy pokazują poprawę sytuacji. Dane z czwartku pokazały, że łączna liczba osób pobierających zasiłek dla bezrobotnych nieoczekiwanie spadła o blisko 3,9 mln.

Naszym zdaniem, w kontekście zachowania dolara amerykańskiego w kolejnych tygodniach kluczowe jest to czy ostatnia deprecjacja waluty wynika wyłącznie ze wzrostu rynkowego apetytu na ryzyko, czy może chodzić też o inny czynnik. Ekspansywna polityka monetarna, jak i fiskalna w USA prowadzona na skalę znacznie większą niż w większości innych krajów wspiera amerykańską gospodarkę – pytanie jednak czy m.in. ogromny wzrost bazy monetarnej nie stanowi również obciążenia dla waluty Stanów Zjednoczonych.

 

GBP

Uwzględniając to, że koronawirusowe restrykcje są łagodzone, sądzimy, że w kontekście gospodarczym najgorsze już za nami i dane z Wielkiej Brytanii będą stopniowo pokazywać oznaki poprawy sytuacji. Pierwsze z nich – w postaci kluczowych odczytów indeksów PMI – już to sugerują.

 

Na pierwszy plan wysuwają się jednak negocjacje ws. Brexitu. Oczekujemy, że brytyjski rząd w czerwcu wystąpi o (i uzyska) wydłużenie okresu przejściowego o rok, w związku z tym, że  będzie musiał skupić się na doprowadzeniu do porządku sytuacji w Wielkiej Brytanii po pandemii. Naszym zdaniem po tym, jak niepokój związany z ryzykiem braku porozumienia z UE wygaśnie, funt brytyjski powinien doświadczyć wzrostu do poziomów uzasadnionych przez sytuację fundamentalną.

 

CHF

W związku z poprawą sentymentu rynkowego, frank szwajcarski, podobnie jak inne waluty safe haven, w ostatnim czasie radzi sobie słabo: w zeszłym tygodniu był jedną z najgorzej radzących sobie walut G10. Para EUR/CHF przebiła kolejną psychologiczną granicę, przekraczając 1,07 i dochodząc do najwyższego poziomu od pierwszych dni lutego.

 

Dane o nastrojach, które poznaliśmy w ubiegłym tygodniu były mieszane, jednak kluczowy indeks wskaźników wyprzedzających koniunkturę w Szwajcarii publikowany przez instytut KOF pokazał niepokojący i nieoczekiwany spadek do poziomu zaledwie 52,3 pkt w maju, tj. najniższego w historii odczytów. Sugeruje to, że szwajcarską gospodarkę czekają trudne czasy.

W związku ze świętem państwowym,  nie poznaliśmy dziś danych o depozytach na  żądanie, które obrazują skalę interwencji szwajcarskiego banku centralnego. Ostatnie sygnały sugerują jednak, że w celu ograniczenia siły szwajcarskiej waluty bank centralny pozostanie aktywny na rynku. W trakcie wydarzenia organizowanego przez UBS w poprzednim tygodniu, prezes SNB, Thomas Jordan po raz kolejny określił franka mianem “wysoko wycenianego” i nie wykluczył silniejszego łagodzenia polityki pieniężnej – nawet w formie redukcji stóp procentowych.

W tym tygodniu poznamy szereg danych makroekonomicznych ze Szwajcarii. Najbardziej aktualne odczyty (za maj), które obejmą dane PMI dla przemysłu oraz dane o inflacji konsumenckiej, zostaną opublikowane odpowiednio we wtorek i czwartek. Oprócz nich, w środę poznamy dane o PKB w pierwszym kwartale. Będą to jednak dane mocno wsteczne, stąd też ich wartość dla rynku najpewniej będzie bardzo ograniczona. Mimo wielu publikacji zaplanowanych na ten tydzień sądzimy, że to globalny sentyment pozostanie kluczowym czynnikiem determinującym zachowanie franka szwajcarskiego w najbliższych dniach.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Ministerstwo Rozwoju: nowe prawo powinno pobudzić zainteresowanie zamówieniami publicznymi

1 stycznia 2021 r. wchodzi w życie nowe Prawo zamówień publicznych, które reguluje zasady funkcjonowania rynku zamówień publicznych w naszym kraju. „Zawiera ono cały szereg rozwiązań, które sprawią, że rynek ten będzie mógł dać impuls dla gospodarki i stanie się dobrym narzędziem do rozwoju dla przedsiębiorców” – powiedział ekspert Ministerstwa Rozwoju Przemysław Grosfeld na trzecim webinarium Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości oraz Ministerstwa Rozwoju w ramach cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu”. Ustawa usuwa najważniejsze bariery, które ograniczały zainteresowanie małych i średnich firm przetargami publicznymi.

„Z powodu stanu epidemii wielu przedsiębiorców może się znaleźć lub już jest w trudnej sytuacji przez utratę zleceń. Mamy więc nadzieję, że rozwiązania, które zaproponowaliśmy w nowym prawie, spowodują, że firmy te odnajdą swoje miejsce na rynku przetargów publicznych” – stwierdził Grosfeld.

Udział rynku zamówień publicznych w polskim PKB wynosi 10 proc. W ostatnich kilku latach jego wartość stanowiła ok. 200 mld zł. „Mimo, że rynek jest duży, część wykonawców obawia się tego sektora” – zaznaczył. Chodzi zwłaszcza o małych i średnich przedsiębiorców. Według eksperta potencjalnych wykonawców zniechęca ilość i wysokość kar umownych za niedotrzymanie zapisów umów oraz takie warunki zamówienia, jak np. płatność dokonywana dopiero po zrealizowaniu całości, a także nierównowaga w traktowaniu stron umowy, objawiająca się przerzucaniem największego ryzyka na wykonawców czy brak elastyczności umów, których nie można zmienić nawet wtedy, kiedy zachodzą nieprzewidziane okoliczności.

„To powodowało, że wykonawcy albo rezygnowali ze startu w publicznych przetargach, albo znacząco podwyższali ceny. W efekcie nie dochodziło do zawarcia umowy i wykonania ważnych inwestycji – tłumaczył przedstawiciel ministerstwa. – Wierzę, że nowe rozwiązania będą stanowiły o atrakcyjności tego rynku w przyszłości” – zaznaczył.

Bardzo istotną zmianą jest umieszczenie w ustawie Prawo zamówień publicznych katalogu klauzul abuzywnych (zakazanych) mówiących o tym, czego umowy o zamówieniach publicznych nie mogą zawierać. Wykluczają one m.in. zapisanie w umowie odpowiedzialności wykonawcy za opóźnienie, chyba, że jest to uzasadnione okolicznościami lub zakresem zamówienia. „Dzisiaj w wielu umowach wykonawcy są obarczani karami umownymi, jeżeli spóźnią się z wykonaniem zamówienia, nawet, jeśli nie było to z ich winy, tylko wystąpiły obiektywne, zewnętrzne przyczyny” – powiedział Grosfeld. Według nowego prawa ukarany może być tylko ten wykonawca, które bezpośrednio zawinił.

Umowa nie może też przewidywać kar za takie zachowania wykonawcy, które nie były związane z przedmiotem umowy, ani za okoliczności, za które jest odpowiedzialny wyłącznie zamawiający (np. realizacja umowy nie powiodła się, ponieważ zamawiający dostarczył wadliwe oprogramowanie).

Nowe przepisy zawierają też klauzule, które obowiązkowo mają znaleźć się w każdej z umów dotyczących zamówień publicznych. Przede wszystkim powinna być w nich zapisana maksymalna wysokość kar umownych, których zamawiający może dochodzić od wykonawcy. Obecnie nie ma takiego limitu.

Planowany termin zakończenia prac ma być określony w tygodniach, miesiącach lub latach, np. w ciągu 6 miesięcy, w ciągu 2 lat – bez sztywnej daty. Zapobiegnie to sytuacji, kiedy realizacja umowy rozpocznie się np. z dwumiesięcznym opóźnieniem z obiektywnych przyczyn, a wykonawca i tak jest zobowiązany do zakończenia prac w zapisanym w umowie terminie np. do 10 października.

Wprowadzone też zostaną nowe zasady obowiązkowych waloryzacji. „Wykonawcy nie powinni być obarczani jako jedyni ryzykiem wahania cen na rynku. Przy umowach dłuższych niż rok powinny być wprowadzone zapisy, że strony podzielą się ryzykiem wzrostu cen materiałów, ale też ich spadku” – zaznaczył Grosfeld.

Odpowiedzią na potrzeby małych i średnich firm jest wprowadzenie obowiązku zaliczek lub częściowych płatności po wykonaniu pewnego etapu prac w umowach dłuższych niż 12 miesięcy. Wykonawca może liczyć na to, że dostanie część wynagrodzenia wcześniej niż na koniec umowy. Ostatnia transza nie może być wyższa niż 50 proc. wartości umowy, a zaliczka mniejsza niż 5 proc.

Wśród nowych zapisów ustawowych znalazła się również możliwość szybkiego, polubownego rozwiązywania sporów za pomocą sądu polubownego przy Prokuraturze Generalnej i innych ośrodków mediacyjnych. Pozwoli to uniknąć kosztownego oraz długotrwałego postepowania sądowego.

Podczas webinarium zostały omówione także zapisy tzw. ustawy covidowej i planowane zmiany w prawie mające ułatwić wykonawcom realizującym zamówienia publiczne wywiązanie się z zawartych umów. Wskutek epidemii wielu z nich miało trudności z dochowaniem terminów, z powodu np. zakłóceń w łańcuchu dostaw, ograniczenia w dostępie do materiałów i transportu.

Kolejne webinarium z cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” odbędzie się we wtorek, 2 czerwca i będzie dotyczyło pożyczek płynnościowych dla przedsiębiorców – taniego źródła finansowania w okresie kryzysu.

Więcej informacji oraz szczegółowy harmonogram bezpłatnych webinariów: www.parp.gov.pl/tarcza.

Partnerami cyklu jest jedenaście instytucji, odpowiedzialnych za wybrane obszary tarczy. W ich gronie znajduje się Ministerstwo Finansów, Krajowa Administracja Skarbowa, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju, Urząd Zamówień Publicznych, Bank Gospodarstwa Krajowego, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

Czy branża budowlana wychodzi z kryzysu?

Według najświeższych prognoz, najtrudniejszy moment ekonomiczny związany z pandemią COVID-19 jest już za nami. Wraz z kolejnymi etapami odmrażania gospodarki, poszczególne firmy wracają do wcześniejszego funkcjonowania. O tym, jak radzi sobie branża budowlana, opowiada prezes firmy Awilux – Marek Sprengel.

Okres kwarantanny był dla wielu firm związanych z branżą budowlaną wyjątkowo trudnym czasem. Spadek ilości zamówień, utrudnienia związane z transportem międzynarodowym oraz obostrzenia wpływające na pracę zakładów produkcyjnych nie odbiły się na przedsiębiorstwach bez echa.

Początek pandemii był momentem trudnym dla pracodawców i pracowników. Musieliśmy zadać sobie wiele pytań oraz przewartościować dotychczasowe podejście do pracy. W Awilux postawiliśmy przede wszystkim na ludzi i na ich ochronę przed konsekwencjami pandemii. Chcieliśmy w pierwszej kolejności zapewnić im spokój, zarówno finansowy, jak i psychiczny. Nie chcieliśmy żegnać się z wykwalifikowanymi członkami zespołu i choć za nami trudne miesiące bez dodatkowych premii, wszyscy pracownicy wykazali się zrozumieniem dla tej sytuacji. To pozwoliło nam wspólnie przetrwać moment kryzysowy dla całej branży – mówi prezes Awilux, Marek Sprengel.

Produkcja na start

Wraz z nadejściem maja wiele firm odnotowało wzrost zamówień. W przypadku firmy Awilux w większości są to zamówienia napływające z zagranicy, gdzie rynki już wróciły do funkcjonowania sprzed pandemii.

– Możemy wyraźnie zauważyć, że rynki Beneluksu, do których dostarczamy 1/3 naszych rozwiązań, zaczęły normalizować pracę. Również rynek niemiecki się ożywił, ale warto zaznaczyć, że i na naszym rodzimym podwórku, pomimo różnych negatywnych informacji, kontynuowanych jest wiele inwestycji. Na chwilę obecną odnotowujemy ponowny wzrost liczby zamówień, jednak może to być związane z kumulacją zamówień, które miały zostać złożone w marcu i w kwietniu, ale w związku z kwarantanną zostały czasowo wstrzymane – mówi Marek Sprengel.

Prezes firmy Awilux zauważa również, że w trakcie pierwszych tygodni pandemii spadek sprzedaży na polskim rynku był mniejszy niż na rynkach eksportowych. – Według moich obserwacji spadek zamówień na polskim rynku mieścił się w granicach spadków sezonowych, które nasza branża odnotowuje rokrocznie – w różnych miesiącach – czasem w marcu, w innym roku w maju – co jest zależne od pogody czy rozkładu długich weekendów. Obecny wzrost obrotów śledzimy z kolei pod kątem tego, z jakich rynków spływają zamówienia – dodaje Marek Sprengel.

Wyzwanie inwestora

Coraz głośniejsze stają się głosy dotyczące zmian na rynku nieruchomości. Inwestorzy zastanawiają się nad zmianą kompaktowych mieszkań na inwestycje z dużymi tarasami lub dostępem do terenów zielonych, ponieważ właśnie ilość i jakość przestrzeni we wnętrzach i najbliższym otoczeniu okazały się być niezwykle istotne podczas panującej kwarantanny.

– Można już zauważyć, że inwestycje podmiejskie zaczęły znacznie zwiększać swoją wartość, a kolejne prognozy mówią o tym, że będziemy odchodzić od budownictwa wielorodzinnego na rzecz domów wolnostojących lub osiedli domków jednorodzinnych. Jest to jednak trend, którego realizacja może zająć nieco więcej czasu – prognozuje prezes firmy Awilux.

Aktualnie nie można jeszcze mówić o zakończeniu pandemii, dlatego w zakładach pracy nadal obowiązują wszelkie ograniczenia i środki bezpieczeństwa. Przestrzeganie zasad higieny oraz dystansu społecznego, a także zamknięcie hal produkcyjnych dla osób postronnych stały się już ogólnie przyjętą normą. Wraz z odmrażaniem gospodarki firma Awilux postanowiła z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa ponownie otworzyć swój showroom. Każdego dnia odwiedza go coraz więcej inwestorów myślących o rozpoczęciu lub kontynuacji budów.

40 lat CNN – pierwszej całodobowej telewizji informacyjnej na świecie

40 lat temu, 1 czerwca 1980 roku ruszył pierwszy na świecie całodobowy kanał informacyjny – Cable News Network (CNN) założony przez Teda Turnera. Tego dnia, o godz. 17.00 prezenterzy David Walker i Lois Hart przedstawili widzom pierwsze wiadomości, rozpoczynając tym samym nową erę w historii telewizji informacyjnej.

Przyjęty przez CNN format – telewizji nadającej informacje przez całą dobę sprawdził się i jest obecnie naśladowany przez kanały newsowe na całym świecie. Amerykańska stacja zaczęła zdobywać popularność i zaufanie widzów dzięki relacjom na żywo, w których specjalizowała się od początku istnienia. Kanał zasłynął z relacjonowania m.in. takich wydarzeń jak katastrofa promu kosmicznego Challenger, I wojna w Zatoce Perskiej czy atak na WTC. W ciągu tych czterdziestu lat CNN nieustannie się rozwijało, stając się organizacją medialną funkcjonującą na wielu platformach, której stale aktualizowane treści, tworzone przez zespoły redakcyjne raportujące 24/7, każdego miesiąca docierają do setek milionów ludzi. W czasie pandemii COVID-19, w marcu 2020 roku CNN w digitalu zarejestrowało największą liczbę odbiorców w całej historii swojej działalności oraz spośród innych serwisów informacyjnych – aż 259 milionów unikalnych użytkowników z całego świata.

„W dniu debiutu CNN 1 czerwca 1980 roku Ted Turner zadeklarował: Pomijając problemy z satelitami, nie przestaniemy działać, dopóki świat się nie skończy. Z pewnością Ted nie mógł przewidzieć, że w momencie 40. rocznicy, w dobie koronawirusa, CNN będzie musiało zmierzyć się z niektórymi z największych wyzwań związanych z przekazywaniem widzom informacji w całej historii swojej działalności. Jednak jego niezachwiana wiara oraz nieustanne zaangażowanie stacji w dostarczanie wiadomości całemu światu, wciąż brzmią prawdziwie. Dzisiaj globalna społeczność potrzebuje dziennikarzy jeszcze bardziej niż w przeszłości. Coraz więcej ludzi wybiera CNN, aby uzyskać odpowiedzi czy zaczerpnąć najświeższych informacji. Właśnie teraz, 40 lat od momentu uruchomienia stacji, jej rola w dostarczaniu faktów jest ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej” – Jeff Zucker, Chairman w WarnerMedia News & Sports oraz President CNN Worldwide.

„Pierwsze lata funkcjonowania CNN ­– kiedy to małe zespoły często pracowały w niebezpiecznych i niewiarygodnie trudnych warunkach, nieustannie śledząc fakty – zdecydowanie wpisują się w DNA stacji. W trakcie dziesięcioleci działalności, przekraczaliśmy granice techniczne, odkrywaliśmy nowe rozwiązania oraz sposoby pracy, aby utrzymać się na czele w zbieraniu i przekazywaniu informacji, a jednocześnie pokazać odbiorcom sedno przedstawianych historii. Ten zapał w ogromnej mierze pomógł nam także w relacjonowaniu kryzysu wywołanego pandemią COVID-19 i przede wszystkim – jest podstawą tego, co reprezentuje CNN również dzisiaj” – Mike McCarthy, Executive Vice President oraz General Manager CNN International.

Kamienie milowe w historii CNN:

  • 1 czerwca 1980 r. – CNN jako pierwsza stacja na świecie rozpoczyna nadawanie całodobowego kanału informacyjnego, docierając do 1,7 miliona gospodarstw domowych korzystających z usług telewizji kablowej
  • 1 stycznia 1982 r. – w Nowy Rok startuje CNN2 , który następnie przekształca się w CNN Headline
  • Wrzesień 1985 r. – CNN International rozpoczyna 24-godzinną transmisję na Europę
  • Grudzień 1985 r. – CNN odnotowuje pierwszy dochodowy rok działania
  • 28 stycznia 1986 r. – CNN jest jedyną stacją, która prowadzi transmisję na żywo z nieudanego startu i katastrofy promu Challenger
  • Maj 1989 r. – CNN transmituje na żywo niepokoje w Chinach i powstanie studentów na placu Tiananmen
  • Listopad 1989 r. – CNN przedstawia nagranie z ważnego w historii upadku muru berlińskiego
  • Styczeń 1991 r. – CNN jako jedyna stacja relacjonuje na żywo z Bagdadu w noc, w której rozpoczyna się wojna z Irakiem. Transmisja zebrała rekordową publiczność w USA i na całym świecie liczącą prawie 1 miliard osób – największą widownię w wydarzeniu pozasportowym w historii telewizji
  • Listopad 1991 r. – CNN International emituje pierwsze regularne programy na żywo z biura CNN w Londynie
  • Sierpień 1995 r. – CNN wprowadza CNN.com, multimedialny serwis informacyjny w internecie, z działem redakcyjnym raportującym 24h/7 i stale aktualizującym wiadomości wzbogacone o wideo, nagrania dźwiękowe, zdjęcia, mapy i tekst
  • Marzec 1997 r. – CNN uruchamia lokalny kanał CNN en Español
  • Styczeń 2002 r. – CNN International startuje z CNNArabic.com, arabskojęzyczną stroną internetową z siedzibą w nowym biurze w Dubaju
  • Luty 2003 r. – com wprowadza międzynarodową witrynę internetową CNN.com International Edition. Portal w języku angielskim udostępnia globalnej publiczności najważniejsze wiadomości ze świata
  • Wrzesień 2009 r. – uruchomienie aplikacji CNN na iPhone’a

Lepsze nastroje w kraju

Poznaliśmy odczyty indeksów PMI dla głównych państw gospodarek europejskich. Powoli wracamy w odczytach w okolice racjonalnych poziomów, a nie tych wynikających z paniki.

Złoty znów mocny

Piątkowe dane nie zrobiły wrażenia na złotówce. Pomogły natomiast dzisiejsze indeksy PMI. Ankietowani patrzą w przyszłość znacznie bardziej optymistycznie, niż sądzili analitycy. Wynik wyniósł 40,6 pkt, to aż 5 pkt powyżej oczekiwań. W rezultacie od rana złoty umocnił się już o 2 grosze  względem euro i znajduje się blisko swoich najmocniejszych poziomów ostatnich miesięcy.

Koniunktura w Europie

Poznaliśmy dzisiaj również indeksy koniunktury z głównych gospodarek europejskich. Co interesujące, Francuzi spodziewają się lepszych wyników niż Niemcy, a to ostatnimi laty raczej gospodarka Niemiec miała znacznie lepsze wyniki niż francuska. Obie gospodarki mają jednak dalej wskazania recesywne. Dobrze podsumowuje to łączny indeks dla strefy euro, który wciąż jest poniżej 40 pkt, a to dopiero 50 punktów pokazuje równowagę pomiędzy rozwojem a recesją.

Jeszcze niższe wydobycie w USA

Poznaliśmy w piątek dane na temat liczby wież wiertniczych w USA. Spadła ona do 222 sztuk. To najniższy poziom od spadku po kryzysie z 2008 roku. Efektem tych danych był kolejny wzrost cen ropy naftowej, która poszła w górę w piątek o 2,5 dolara za baryłkę. Warto zwrócić uwagę, że wzrost cen następuje z jednej strony w wyniku korekty gwałtownych spadków z kwietnia, z drugiej w wyniku spadku wydobycia. To ostatnie ma miejsce pomimo specyficznej uczciwości państw kartelu OPEC.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Kinga Piecuch obejmuje stanowisko Enterprise Industry Lead na Europę Środkowo-Wschodnią w Microsoft

Od 1 czerwca Kinga Piecuch dołącza do Microsoft CEE i będzie kierować zespołem branżowych ekspertów odpowiedzialnych za rozwój sprzedaży do kluczowych przedsiębiorstw w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Obejmując funkcję Enterprise Industry Lead wraz ze swoim zespołem (Industry Sales Team) będzie odpowiedzialna za wsparcie klientów we wszystkich krajach regionu CEE na drodze cyfrowej transformacji. Zajmie się współtworzeniem i realizacją strategicznych projektów wraz z lokalnymi zespołami sprzedażowymi. Kinga Piecuch będzie również umacniać współpracę z innymi działami firmy takimi jak organizacja partnerska czy dział Service i zapewniać efektywne współdziałanie z zespołami regionu EMEA i centralą firmy. Jednym z kluczowych obszarów jej pracy będzie także pomoc klientom w regionie w wykorzystaniu potencjału rozwoju, jaki niesie za sobą dostęp do usług w chmurze z pierwszego regionu przetwarzania danych zlokalizowanego w Polsce oraz partnerstwo z Chmurą Krajową.

Przez ponad 5 lat Kinga Piecuch była dyrektorem zarządzającym SAP Polska, a od połowy 2019 roku była odpowiedzialna za globalną organizację partnerską i rynek SMB w Europie Środkowo-Wschodniej. W tym czasie zajmowała się między innymi wspieraniem przedsiębiorstw działających w Polsce w obszarze wdrażania rozwiązań chmurowych, co znacznie przyczyniło się do zrównoważonego rozwoju biznesu w dynamicznie rozwijającej się polskiej gospodarce.

Kinga Piecuch znalazła się w pierwszej 10 najbardziej wpływowych kobiet na polskim rynku, a jej głos należy do znaczących w obszarze debaty o różnorodności i równouprawnieniu w Polsce.

Spadają ceny energii, polski węgiel mocno nieopłacalny

Od początku kryzysu spowodowanego epidemią koronawirusa obserwujemy zmniejszenie zużycia energii. Maleje konsumpcja prądu, a cena baryłki ropy na światowych rynkach drastycznie spada. Spadek wartości surowców energetycznych wskazuje na rynkową antycypację kolejnych kwartałów – gospodarka przygotowuje się na dużą recesję. Za gorszym rokiem dla nieodnawialnych źródeł energii stoi także rozwój polityki klimatycznej. Unia Europejska, mimo kryzysu, nie zwalnia w realizacji planów Energetyki Zielonego Ładu. Wzrost popularności inwestycji w odnawialne źródła energii widać również w Polsce. Ma to znaczący wpływ na opłacalność wydobywania węgla.

– W Polsce obserwujemy wzrost importu energii z zagranicy, która jest tańsza niż nasza krajowa – wytwarzana na węglu. Widać także bardzo mocny rozwój zielonej energii, na przykład w oparciu o instalacje prosumenckie. Coraz więcej osób korzysta z energii, którą sami wytwarzają – na przykład za pomocą paneli słonecznych – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – W polskiej branży energetycznej jest również coraz więcej wielkoskalowych źródeł odnawialnych, takich jak wiatr czy fotowoltaika. Te elementy będą grały ważną rolę w ustalaniu przyszłej ceny energii. Są one bowiem konkurencyjne w porównaniu z głównym nurtem polskiej energetyki, czyli węglem kamiennym i brunatnym. Przez politykę klimatyczną oraz przez brak inwestycji – węgiel staje się mocno niekonkurencyjny – podsumowuje Roszkowski.

Mozliwe scenariusze nowej rzeczywistości biurowej

Platforma współpracy czy miejsce izolacji? Zacieśnianie więzi między pracownikami, a może większe postawienie na pracę zdalną w rozproszonych biurach flex? O wszystkim zdecyduje krzywa stabilizacji epidemii, choć już teraz w komentarzach wielu pracodawców pojawia się opinia, że jeśli chodzi o pracę grupową i przestrzeń do kreatywnych spotkań, biuro jest miejscem nie do zastąpienia.

Ostatnie dwa miesiące uwypukliły społeczną rolę biur w naszym życiu, tak zawodowym, jak i prywatnym. Home office jest mile widzianym przez pracowników benefitem, ale w sytuacji, kiedy jest on kwestią indywidualnych wyborów, a nie przymusową izolacją. Dlatego dla większości pracodawców kluczowe jest teraz sprawne „odmrożenie” przestrzeni biurowych i stopniowe udostępnianie ich pracownikom. Tempo przeprowadzenia tego procesu i jego ostateczny efekt będzie zależał jednak od tego, jak szybko zacznie wygasać epidemia. – Jakub Zieliński, Lider Zespołu Doradztwa ds. Środowiska Pracy, JLL

Możliwe scenariusze redefinicji biura

1. Młot, czyli spłaszczenie krzywej zachorowań

Wydaje się to być najbardziej oczekiwany scenariusz, kiedy po początkowym szybkim wzroście zachorowań krzywa się spłaszcza i stopniowo wracamy do normy. Obecnie obserwujemy rosnące poczucie bezpieczeństwa, które skłania wielu z nas, aby opuszczać swoje domowe biura i wracać do tzw. normalności. Jeśli ten trend się utrzyma, to możemy spodziewać się przyspieszenia zmian w kierunku wprowadzania elastycznych metod pracy do naszej codzienności już na stałe. – tłumaczy Jakub Zieliński

W praktyce będzie to oznaczać możliwość częstszego wykorzystywania home office, ale w przypadku zadań wymagających pracy indywidualnej i w skupieniu. Biuro natomiast będzie traktowane jako bezpieczne miejsce spotkań i współpracy. Mniejsza kontrola nad pracownikami, z którą pracodawcy mieli do czynienia przez ostatnie dwa miesiące, była prawdziwym testem naszej produktywności. Fakt, że ten test zdaliśmy bardzo dobrze, może zachęcić część firm do dawania większej swobody swojemu zespołowi i częstszego nagradzania za rezultaty.

2. Nawracająca kwarantanna

To alternatywny scenariusz, który będzie prawdopodobny tak długo, jak długo nie zostanie wynaleziona szczepionka przeciwko SARS-CoV-2. W tym scenariuszu możemy doświadczać naprzemiennie wdrażania ścisłych restrykcji, a następnie ich luzowania w cyklach. To z kolei wpłynie na nasze postrzeganie ekosystemu środowiska pracy, w którym praca z biura dla wielu nadal będzie stanowić pierwszy wybór, choć w nieco innym modelu niż teraz.
W tym scenariuszu możliwy jest wzrost zainteresowania biurami flex, które w większości będą służyć pracy indywidualnej w ergonomicznych warunkach. Dla wielu z nas bowiem działanie w modelu home office jest na dłuższą metę frustrujące. To z kolei będzie wymagać zarządzania rozproszonymi zespołami, co nie będzie możliwe bez dalszych inwestycji w nowoczesne technologie. Dotyczy to również rozwiązań PropTech, które pomogą sprawnie zarządzać elastycznymi biurami i zwiększą bezpieczeństwo ich użytkowników. dodaje Jakub Zieliński

3. Druga fala

To zdecydowanie najbardziej pesymistyczny scenariusz, choć i on podkreśla konieczność udostępnienia pracownikom biur.

W tej opcji jednak będą one traktowane jako miejsca do pracy indywidualnej w komfortowych, ergonomicznych warunkach, lecz prym będzie wiódł dystans społeczny. W tym przypadku konieczne będzie wdrożenie rotacji pracowników na powierzchni biurowej w długiej perspektywie czasowej, tak aby było możliwe utrzymanie dystansu fizycznego pomiędzy poszczególnymi osobami. podsumowuje Jakub Zieliński

Dopasowanie przestrzeni do zmieniających się zasad i norm społecznych oraz sposobów funkcjonowania ludzi w przestrzeni publicznej, będzie wymagać redefinicji tego, jak postrzegamy przestrzeń biurową i w jaki sposób z niej korzystamy.

Natomiast bez względu na to, o którym scenariuszu nowej rzeczywistości mówimy, elementem każdego z nich jest biuro. Pamiętajmy jednak, że powrót do niego to nie wyścig. W całym procesie chodzi o to, aby zapewnić firmie pole manewru i umożliwić odpowiednio szybką reakcję na sytuację epidemiczną, gdy ta ulegnie zmianie. Dlatego pracownicy powinni wracać do biur stopniowo. Jesteśmy teraz w punkcie, w którym nie ma miejsca na półśrodki, stąd też wdrożenie odpowiedniej strategii powrotów będzie wymagać czasu. – Anna Bartoszewicz-Wnuk, Dyrektor Działu Doradztwa ds. Miejsca Pracy, JLL