[DEPESZA] Branża leasingowa chce minimalizować skutki pandemii. Jednym z pomysłów jest wideoweryfikacja klientów

0

Branża leasingowa odnotowała wzrost na poziomie 0,4 proc. w zakresie udzielonego finansowania za pierwsze dwa miesiące roku. W marcu firmy odczuwały już wpływ pandemii koronawirusa, podobnie jak przedsiębiorstwa, które korzystają z ich usług. Z myślą o nich wprowadzono m.in. możliwość odroczenia spłaty zobowiązań leasingowych. Jednocześnie firmy wprowadzają też możliwość zdalnego zawierania i aneksowania umów leasingowych przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii. Brak kontaktu z handlowcem zapewni bezpieczeństwo i ciągłość obsługi klientów, a to jest kluczowe dla całej gospodarki. Wideoweryfikację klientów wprowadziła już Idea Getin Leasing.

Ciągłość działania branży leasingowej jest istotna o tyle, że dostarcza ona instrumenty finansowe (leasing, pożyczki inwestycyjne, krótko- i długoterminowe finansowanie wynajmu pojazdów i innych sprzętów) dla ponad 800 tys. przedsiębiorstw, z których ponad 50 proc. to mikrofirmy o obrotach do 5 mln zł rocznie. Udział firm leasingowych w finansowaniu inwestycji, zwłaszcza MŚP, rośnie z roku na rok. Przedsiębiorstwa sięgają po ten instrument, ponieważ jest to szybkie źródło pozyskania finansowania niezbędnych im pojazdów i urządzeń, a poza tym elastyczne, z uproszczonymi procedurami i dające korzyści podatkowe.

Wśród rozwiązań, które mają wesprzeć klientów firm leasingowych w tej trudnej sytuacji, jest m.in. umożliwienie restrukturyzacji bieżących zobowiązań na okres nawet do sześciu miesięcy. Ponadto część podmiotów w sektorze stosuje już narzędzia, które mają uprościć kontakt z nowymi i dotychczasowymi klientami. Możliwość zdalnego podpisywania umów wprowadziła Idea Getin Leasing.

W ten sposób dostosowujemy się do aktualnych ograniczeń oraz wychodzimy naprzeciw technologicznym oczekiwaniom naszych klientów i partnerów. Wśród nich w szybkim tempie przybywa ludzi nastawionych na dokonywanie transakcji w kanałach cyfrowych za pomocą przenośnego komputera czy smartfona, oczekujących spersonalizowanych ofert i decyzji kredytowych w czasie rzeczywistym – mówi Lech Stabiszewski, członek zarządu Idea Getin Leasing.

Nowy proces podpisywania umów w spółce odbywa się za pośrednictwem wideoweryfikacji, czyli bez bezpośredniego kontaktu klienta z handlowcem. Do zawarcia umowy niezbędne są jedynie np. laptop z kamerą, dostęp do internetu i telefon komórkowy. Dzięki wykorzystaniu jednej z popularnych aplikacji do komunikacji online klient może zawrzeć umowę leasingu, pożyczki, najmu lub kredytu na wybrany sprzęt z dowolnego miejsca w całej Polsce i bez konieczności wychodzenia z domu.

– W ten sposób umożliwiamy firmom realizację wcześniejszych planów bądź np. przebranżowienie i przygotowanie się na powrót do normalnej działalności po zniesieniu ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa – podkreślają przedstawiciele Idea Getin Leasing.

Z pomocą leasingu firmy najchętniej finansują zakup nowych aut – ten segment ma blisko 50-proc. udział w całym rynku. Dlatego też w ramach dodatkowych udogodnień Idea Getin Leasing w kanale online proponuje klientom także możliwość zakupu i finansowania sprzętów ze swojego serwisu aukcyjnego, a w Auto Katalogu SAMAR (autokatalog.pl) w II połowie kwietnia pojawią się auta dostępne od ręki w specjalnych ofertach kilkudziesięciu dealerów z całej Polski.

Również w tym przypadku klienci będą mogli zakupić auto i podpisać nową umowę, np. leasingową czy najmu, w kanale zdalnym przy wykorzystaniu wideoweryfikacji, a następnie auta będą bezpiecznie dostarczane pod domy w całej Polsce, pod wskazany przez klienta adres – podkreśla Robert Bendlewski, dyrektor Departamentu Pojazdów Idea Getin Leasing.

Auto Katalog SAMAR to wirtualny salon samochodowy, w którym użytkownik może przeglądać ponad 250 tys. zdjęć aut i 300 galerii wnętrz 360 st. albo stworzyć 55 tys. różnych kombinacji porównań wybranych pojazdów.

– Prezentujemy 53 marki i 432 modele samochodów, a wsparciem klientów w wyborze finansowania jest tekstowy livechat i pomoc konsultanta online. Kolejnym krokiem rozwoju platformy będzie m.in. zaoferowanie użytkownikom gotowych do natychmiastowego odbioru aut, których specjalne warunki finansowania zostały przygotowane we współpracy z dealerami z całej Polski – dodaje Robert Bendlewski.

Praca zdalna codziennością dla 2/3 pracujących Polaków. Jej największymi zwolennikami są mężczyźni

Ponad 60 proc. Polaków przynajmniej część swoich obowiązków wykonuje zdalnie – wskazuje Barometr Providenta. Wielu z nich przyzwyczaiło się już do tej zmiany i nawet woli pracować z domu niż w biurze. Co ciekawe, więcej zwolenników home office jest wśród mężczyzn. Polacy doceniają przede wszystkim to, że nie tracą czasu i pieniędzy na dojazdy do pracy oraz mogą pracować w wygodnym domowym stroju. Jako wadę wskazują brak kontaktu z innymi ludźmi i integracji ze współpracownikami.

Według Barometru Providenta wśród zalet pracy zdalnej dominuje oszczędność czasu na dojazdy. Odpowiedziało tak trzech na pięciu badanych, a ponad połowa wskazała na zaoszczędzone w ten sposób pieniądze. Polacy doceniają także możliwość oderwania się od gwarnego biura (45,5 proc.) oraz możliwość pracy w domowym stroju (40 proc.).

– Jako główny minus pracy zdalnej osoby badane określiły brak kontaktów z ludźmi, czyli brak aspektu socjalnego, brak możliwości wypicia szybkiej wspólnej kawy w kuchni, wymienienia krótkiej informacji na korytarzu czy odbycia krótkiego spotkania. Przenieśliśmy się bardzo mocno na telefony i aplikacje, które umożliwiają nam kontakt – podkreśla Karolina Łuczak, kierownik biura prasowego i komunikacji wewnętrznej Provident Polska.

Na taką wadę wskazało 86,5 proc. badanych. Polacy narzekają także na problemy z koncentracją spowodowane dużą liczbą bodźców, jak np. włączony telewizor czy pracujący obok partner/partnerka. Rozprasza ich także konieczność opieki nad dziećmi czy wykonywania innych domowych obowiązków.

– Oczywiście łatwo jest mówić: zorganizujmy sobie w domu kącik do pracy i zaplanujmy szczegółowo rozkład dnia. Starajmy się faktycznie tego dotrzymać, ale rzeczywistość często bywa trudna i nie zawsze da się tego dokonać – mówi Karolina Łuczak.

W badaniu Providenta ponad połowa respondentów deklaruje, że w domu ma wygospodarowane miejsce do pracy. Z kolei co piąty badany wskazuje na trudności z rozplanowaniem dnia pracy i koniecznością wykonania domowych obowiązków

Mimo to zdecydowanie więcej osób preferuje pracę z domu niż w biurze (40,7 proc. vs. 33,6 proc.). Wśród zwolenników takiej formy przeważają mężczyźni.

– Dla prawie połowy z nich to lepszy sposób na pracę niż wykonywanie obowiązków zawodowych w biurze. Jest to zbieżne z wynikami badań UN Global Compact, które wskazują na trudniejszą sytuację kobiet pracujących z domu, ponieważ to one częściej niż mężczyźni są odpowiedzialne także za wspieranie edukacji dzieci i zajmowanie się domem – wskazuje Anna Karasińska, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska.

– Około 40 proc. badanych podczas pracy w domu gotuje. Wiele osób w tym czasie sprząta lub pierze. Widać więc, że wykorzystujemy ten czas na domowe obowiązki. Tylko 22 proc. badanych mówi, że pracując z domu, koncentruje się w tym czasie wyłącznie na zawodowych obowiązkach i nie ma żadnych rozpraszaczy – podkreśla Karolina Łuczak.

Wyniki Barometru Providenta wskazują na to, że praca zdalna jest efektywna i wydajna. Takiego zdania jest 56 proc. badanych. Podobny odsetek ankietowanych podkreśla, że jest to formuła współpracy co najmniej w równym stopniu lub nawet bardziej opłacalna dla pracodawcy w porównaniu z obowiązkami wykonywanymi stacjonarnie.

Polacy rewolucjonizują domową klimatyzację. Innowacyjne urządzenie pobierze energię w nocy i uwolni ją w ciągu dnia

Pandemia koronawirusa może spowodować, że pierwsze upały większość z nas będzie musiała spędzić w domu. W takim przypadku nieoceniona może się okazać klimatyzacja. Urządzenia do niej mogą już być kontrolowane przez smartfona, są też dostępne klimatyzatory zasilane energią słoneczną. Opracowany przez polskich inżynierów akumulator energii chłodu pozwoli pobierać energię w nocy i uwolni ją w ciągu dnia. Dzięki temu zużycie będzie liczone według korzystniejszej, nocnej taryfy. Jak szacują producenci, aż 70 proc. kosztów energii elektrycznej w miesiącach letnich wynika  właśnie z użytkowania klimatyzacji.

– Akumulator energii chłodu, jak mówi sama nazwa, akumuluje energię w postaci lodu. Jest to o tyle innowacyjne rozwiązanie, że nikomu wcześniej nie udało się odspajanie lodu od elementu, na którym się gromadził. Powodowało to straty i obniżenie sprawności urządzenia, natomiast dzięki procesowi odrywania się lodu od naszego wymiennika mamy tę przewagę nad innymi tego typu urządzeniami, że nasze utrzymuje sprawność niemal cały czas na tym samym poziomie wydajności – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jan Soczewka, prezes i założyciel firmy Mar-Bud.

Nakładane przez rząd restrykcje związane z pandemią koronawirusa są przedłużane. To może oznaczać, że pierwsze upalne dni będzie trzeba spędzić w domu. Z pomocą mogą wówczas przyjść klimatyzatory, które są coraz bardziej innowacyjne. Można już włączyć je w system inteligentnego domu i kontrolować za pomocą aplikacji mobilnej, można także już wybierać pośród klimatyzacji zasilanych energią słoneczną.

Obniżanie kosztów chłodzenia pomieszczeń jest istotne, gdyż według danych firmy Mar-Bud nawet do 70 proc. zużycia energii elektrycznej w budynkach w okresie letnim wynika właśnie z użytkowania klimatyzacji. Integracja tych urządzeń z systemami magazynowania chłodu pozwala przenieść zużycie energii z godzin szczytu na godziny nocne. Dzięki temu jest ono liczone według tańszej taryfy.

– Urządzenie działa w cyklu dobowym i generalnie przynosi zysk w dwóch obszarach: jeden to właśnie jego wyższa sprawność przez to, że pracuje w nocy, w niższych temperaturach, a drugi to niższy koszt jednostkowy energii elektrycznej, która jest tańsza w nocy – wyjaśnia Jan Soczewka.

Urządzenie działa po podłączeniu go do istniejącej instalacji klimatyzacyjnej na zasadzie plug-and-play. W pracy wykorzystuje ten sam czynnik chłodzący co główna instalacja. Co ważne, magazyn jest kompatybilny ze wszystkimi znanymi systemami chłodzenia przemysłowego, które wykorzystują wodę lodową. Urządzenie jest innowacyjne w skali świata.

– Sterujemy nim online, dzięki czemu przy zestawieniu bardzo dużej liczby urządzeń, np. tysiąca czy więcej, możemy wykorzystać energię, której będzie brakowało w sieci. Latem, przy najwyższych temperaturach mamy niedobory energii. Wtedy możemy zastosować nasze urządzenie i nie korzystać z tzw. pierwotnych źródeł energii. Pozwala ono również na tzw. ścinanie pików. Nie pobiera energii wtedy, kiedy zapotrzebowanie jest najwyższe, w okresie wysokich temperatur zewnętrznych – dodaje prezes firmy Mar-Bud.

Z raportu TechSci Research wynika, że światowy rynek klimatyzatorów był w 2017 roku wyceniany na 121 mld dol. Do 2023 roku ma osiągnąć wartość 231 mld dol. Z kolei analitycy Fortune Business Insights ocenili globalny wolumen tego rynku na 14 mln urządzeń w 2018 roku. Do 2026 roku ma być ich 19,4 mln.

Historyczne porozumienie producentów ropy

W Niedzielę Wielkanocną Państwa OPEC+ podjęły kolejną próbę zażegnania kryzysu, który został wywołany przez sprzeciw Meksyku, który swoje wydobycie chciał ograniczyć o 100 tys. b/d a nie proponowane 400 tys. b/d. Takie stanowisko wynikało z faktu, że Prezydent Andres Manuel Lopez Obrador za kluczowy projekt swojej kadencji uznaje podniesienie wydobycia to 2,5 mln b/d do końca 2024 roku. Na początku 2020 roku wydobycie wynosiło około 1,7 mln b/d a eksport około 1,2 mln b/d. Plany wzrostu wydobycia zakładają m.in. że państwowa spółka Pemex uruchomi w tym roku dwa razy więcej szybów niż w 2019 roku. Strategiczny cel intensywnego zwiększania produkcji kłóci się oczywiście z partycypacją w ostrej redukcji wydobycia przez OPEC+.

Uczestnictwo Meksyku w porozumieniu wisiało na włosku, ale trwający kilkadziesiąt godzin impas w końcu został wczoraj przełamany. Meksyk dostał zgodę na obniżenie produkcji o jedynie 100 tys. b/d. Sprawia, to, że:

w maju i czerwcu OPEC+ ograniczy wydobycie o 9,7 mln b/d (a nie 10 mln jak wcześniej zakładano) od lipca do końca roku cięcie będzie wynosić 7,7 mln b/d w pierwszym kwartale redukcja będzie mieć wartość 5,7 mln b/d.

Punktem referencyjnym dla cięcia wydobycia jest październik 2018 roku. W ostatnim miesiącu trwania wojny cenowej wiele państw OPEC uruchomiło wolne moce produkcyjne, co sprawia, że od obecnych pułapów cięcie wynosi mniej więcej 12,5 mln b/d.

Dodatkowo, na rynku pojawiają się informacje, że państwa spoza OPEC+: USA, Norwegia, Indonezja i Kanada ograniczą wydobycie o łącznie 4 do 5 mln b/d. Zresztą okazuje się, że to Stany Zjednoczone mają przejąć na siebie redukcję, której unika Meksyk. Część ważnych konsumentów surowca (USA, Indie, Japonia, Korea Płd.) zapowiedziało też, że przyczynią się do równoważenia rynku ropy także poprzez zwiększenie swoich rezerw strategicznych surowca. Mówi się, że skala zakupów ma wynieść około 3 mln b/d. Więcej informacji na ten temat International Energy Agency ma podać w środę.

W Poniedziałek Wielkanocny przed południem baryłka WTI jest wyceniana na 23 USD. Pokazuje, to, że inwestorzy liczyli na więcej ze strony OPEC+ i nowych sojuszników a poprzeczka oczekiwań przed negocjacjami była bardzo wysoko postawiona. Zresztą jedyny moment w trakcie wideokonferencji, kiedy ceny rosły, to ten, w którym pojawiły się nieprawdziwe pogłoski o możliwym cięciu o 20 mln b/d. Należy pamiętać, że obecnie skala zapaści popytu na surowiec może sięgać 30 mln b/d. Wysiłki państw wydobywających ropę nie są w stanie zapobiec gigantycznej nadpodaży i przyrostowi zapasów, ale sprawią, że nie grozi w tej chwili trwały spadek do kilkunastu dolarów za baryłkę. Perspektywy rynku w drugiej połowie roku, gdy globalna aktywność gospodarcza zacznie nabierać wigoru po kwarantannie wyglądają korzystniej. Odbicie cen WTI powyżej 40 USD w IV kwartale i dalsze wzrosty w roku 2021 jawią się jako realny scenariusz.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Polskie firmy w marcu przekazały ponad 100 milionów wsparcia na walkę z COVID-19

W marcu polski biznes przekazał na walkę z koronawirusem ponad 100 mln zł w gotówce lub przelewem. Do tego, należy doliczyć pomoc przekazaną w formie rzeczowej m.in. w formie żywności lub sprzętu. Właśnie ukazał się raport podsumowujący społeczną odpowiedzialność biznesu w Polsce w czasie kryzysu.

Ponad 100 dużych i średnich firm i niezliczona ilość małych firm pokazało siłę w obliczu kryzysu, jaki dotknął całą naszą gospodarkę. Dla biznesu to szczególnie trudny czas, bo nie każdego stać na utrzymanie firmy w czasie przestoju. Jednak jak się okazuje chęć pomocy jest silniejsza. Kiedy służba zdrowia apeluje o pomoc, polscy przedsiębiorcy nie pozostają na te apele obojętni.

Sektor przemysłowy największym wsparciem

Najliczniej reprezentowanym sektorem wśród firm, które w marcu udzieliły wsparcia w walce z epidemią, jest sektor przemysłowy: to aż 42% firm. Największą kwotę wsparcia finansowego dla służby zdrowia przekazał PKN Orlen. Kwota jednorazowego dofinansowania wyniosła ponad 60 mln złotych.

Wyżywienie dla personelu medycznego

Nie można zapomnieć o małych przedsiębiorstwach, które również dokładają swoją cegiełkę do podbudowywania sytuacji służby zdrowia. Pracowników ochrony zdrowia intensywnie wspierała także gastronomia przekazując posiłki dla pracowników szpitali. To drugi najliczniej reprezentowany sektor, który w marcu udzielił pomocy medykom, szpitalom i pacjentom.

Zaraz obok niego plasuje się sektor informacji i komunikacji, do którego zaliczone zostały m.in. firmy produkujące gry czy firmy IT. Obecne na liście są również firmy z sektora finansowego i bankowego, które na pomoc przekazały ponad 23 mln złotych.

O kondycji polskiego biznesu

W badaniu biznesowego wsparcia służby zdrowia uwzględniono 102 firmy, które w marcu zdecydowały się pomóc. Najczęściej przedsiębiorcy decydowali się na przekazanie pomocy finansowej w kwocie między 1 mln a 5 mln złotych. Drugą najczęściej przekazywaną sumą są wartości od 500 tys. do 1 mln złotych.

Raport w całości można bezpłatnie pobrać na stronie markethub.pl. Ponieważ codziennie powstają nowe inicjatywy i dołączają kolejne firmy,  na początku maja ukaże się aktualizacja raportu.

#MieszkanieDlaMedyka – jak można pomóc?  

Personel medyczny jest szczególnie narażony na zakażenie koronawirusem. Lekarze, ratownicy, pielęgniarki i pozostali pracownicy szpitali codziennie ryzykują zdrowiem nie tylko swoim, ale również bliskich i rodzin. To właśnie z myślą o nich powstała inicjatywa #MieszkanieDlaMedyka, zorganizowana przez pośredników w obrocie nieruchomościami.

Wynajem w potrzebie

Walczą na pierwszej linii frontu w szpitalach, placówkach medycznych, często również na ulicy. W pracy przeżywają stres, bo mogą zarazić się w każdym momencie. A potem wracają do domu – i znów się martwią, czy nie narażają bliskich na niebezpieczeństwo. Tak wygląda codzienność medyków w trakcie pandemii COVID-19. Wychodząc naprzeciw ich potrzebom branża nieruchomości promuje akcję, dzięki której mieszkania i lokale zostaną nieodpłatnie udostępnione pracownikom służby zdrowia.

Jak można pomóc?

Dysponujesz miejscami noclegowymi? Udostępniając swoje mieszkanie – umeblowane i niezamieszkane – możesz wesprzeć personel medyczny w tym trudnym czasie. Wystarczy wypełnić formularz na stronie http://mieszkaniedlamedyka.pl w zakładce “zgłoś mieszkanie”, uzupełniając podstawowe informacje o nieruchomości – miejscowość, dzielnicę, ulicę, metraż. Organizatorzy akcji skontaktują się z Tobą, gdy znajdą grupę potrzebujących medyków. Udostępnienie mieszkania nastąpi na podstawie umowy użyczenia lokalu, której wzór można pobrać ze strony. Pomaganie jeszcze nigdy nie było tak proste.

Szczytny cel

Inicjatywa #MieszkanieDlaMedyka cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem, między innymi dzięki wsparciu agencji pośrednictwa, mediów i portali nieruchomości, w tym RynekPierwotny.pl oraz GetHome.pl. Na apel organizatorów odpowiedziało wiele osób. Ogłoszeń z każdym dniem przybywa, a w mediach społecznościowych powstają grupy pomagające w wymianie informacji, kto potrzebuje mieszkania i kto je oferuje. W ten sposób akcja dotrze do większego grona odbiorców.

Medycy oczywiście nie zapłacą za swój pobyt. Zarówno pośrednicy, jak i osoby prywatne, wstrzymują pobieranie wynagrodzenia przy transakcjach wspierających personel medyczny, chcąc w ten sposób pomóc tym, którzy na co dzień dbają o nasze bezpieczeństwo.

Handel znalazł się na poważnym zakręcie. Ruch w sklepach i na stacjach paliw jest coraz mniejszy

Najnowsze dane z rynku pokazują, że pomiędzy III a IV tygodniem tzw. narodowej kwarantanny ruch w sieciach handlowych zmniejszył się o ponad 14 proc. Z kolei w całym badanym okresie spadł aż o 55 proc. W tym samym czasie na stacjach paliw odnotowano nieco mniejsze spadki – odpowiednio o 4,5 proc. i o blisko 48 proc. Tak wyglądają wnioski z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud oraz UCE RESEARCH, przygotowanego na podstawie obserwacji prawie 930 tys. dorosłych Polaków, a także ponad 20 tys. obiektów handlowych.

Pomiędzy III a IV tygodniem tzw. narodowej kwarantanny ruch w sklepach sieci handlowych obniżył się aż o 14,2 proc. Marcin Lenkiewicz z aplikacji BLIX wyjaśnia, że jest to związane z wprowadzaniem coraz ostrzejszych obostrzeń. Polacy robią większe zakupy raz w tygodniu, a intensywność ruchu rozkłada się właściwie na cały dzień i noc, gdy są otwarte niektóre placówki. Z kolei Maciej Ptaszyński z Polskiej Izby Handlu stwierdza, że zmniejszyła się częstotliwość wizyt, ale radykalnie wzrosła wielkość typowego koszyka zakupowego. Ona ma fundamentalny wpływ na utrzymanie wysokości obrotów w handlu spożywczym.

– Nie oceniam sanitarnej zasadności form ograniczenia ruchu w sklepach. Natomiast z biznesowego punktu widzenia, handel znalazł się na poważnym zakręcie. Przychody sukcesywnie spadają i to w okresie przedświątecznym. Straci na tym dostawa, transport i logistyka. W tych warunkach ceny zostaną obniżone w celu redukcji strat. I równie szybko wzrosną, bo skończy się towar w kilku asortymentach – mówi dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Od I do IV tygodnia tzw. narodowej kwarantanny ruch w sklepach zmalał aż o 55 proc. (I vs II tydzień – spadek o 48,5 procent, I vs III tydzień – o 47,6 proc.). Zdaniem Huberta Majkowskiego z międzynarodowej agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland, sytuację ratuje to, że wielu konsumentów zaczęło robić zakupy online. Ponadto niektóre sklepy rozszerzyły działalność na całą dobę. Dodatkowo cześć z nich wprowadza nowe rozwiązania, np. zamawianie art. poprzez aplikacje i odbiór w placówkach.

– W tej trudniej rynkowo sytuacji warto szczególnie zwrócić uwagę na to, jak reagują sieci na zaistniałą sytuację. Przykładem są projekty typu click&collect. Klienci zamawiają produkty online i odbierają je w specjalnych punktach przy sklepach, bez wchodzenia do środka. Ciekawym rozwiązaniem jest też współpraca Carrefoura z kurierami Glovo, którzy dowożą produkty zamówione poprzez aplikację pod drzwi konsumentów – relacjonuje Marcin Lenkiewicz.

Na stacjach paliw też nie jest dobrze. Patrząc na wyniki od III do IV tygodnia tzw. narodowej kwarantanny ruch spadł o 4,5 proc. – Właściwie trzeba powiedzieć, że wizyty klientów są ograniczone do minimum. Gastronomia działa w bardzo wąskim zakresie i tylko na wynos. Prognozy przewidują jeszcze głębsze zmniejszenie ruchu w związku z zakazem wstępu do lasów i z apelami o pozostanie w domach na Wielkanoc – informuje Krzysztof Romaniuk z Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

Analiza wykazała również, że w całym badanym okresie ubyło aż o 47,6 proc. wizyt na stacjach paliw (I vs II tydzień – spadek o 43,3 procent, a I vs III – o 45,1 proc.). – W omawianym okresie ruch samochodów osobowych obniżył się o około 60 procent, a ciężkiego transportu – o 25 proc. Ewentualne dalsze ograniczenia w przemieszczaniu się spowodują jeszcze głębsze spadki sprzedaży samych paliw, jak również artykułów pozapaliwowych – dodaje ekspert z POPiHN.

Wyniki pochodzą z cyklicznie wydawanego raportu firmy technologicznej Proxi.cloud i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH. Monitoring był prowadzony od 9 marca do 5 kwietnia br. Łącznie obserwowano zachowania blisko 933 tys. dorosłych Polaków. Działaniami objęto 23 największe sieci handlowe (ponad 16,7 tys. sklepów) i 8 ogólnopolskich brandów stacji paliw (blisko 3,5 tys. obiektów) we wszystkich 16 województwach.

Branża spożywcza: Wielkanoc przyniesie kolejny, choć mniejszy wzrost sprzedażowy, ale przyszłość jest niepewna

Zbliżające się święta wielkanocne oznaczają dla producentów kolejny wzrost zamówień na produkty spożywcze. Wszystko wskazuje na to, że nie będzie on tak gwałtowny, jak w marcu i mniejszy niż w latach ubiegłych w analogicznym okresie. Firmy już teraz obawiają się o swoją przyszłość, w tym przede wszystkim o utrzymanie łańcucha dostaw i ciągłości biznesowej, ceny i dostępność surowców. Nie wiadomo też, jaki los czeka produkty spoza tzw. podstawowego koszyka żywnościowego, czyli np. słodycze i przekąski.

O wpływie pandemii koronawirusa na rynek słodyczy oraz na całą branżę spożywczą mówi Arkadiusz Drążek, dyrektor handlowy w firmie Brześć, produkującej słodycze i przekąski.

Po pierwszym boomie sprzedażowym, który obserwowaliśmy w połowie marca wraz z początkiem narodowej kwarantanny, czeka nas kolejny wzrost zapotrzebowania na produkty spożywcze związany z Wielkanocą. Wszystko wskazuje na to, że nie będzie on jednak tak gwałtowny. Po pierwsze, większość z nas spędzi święta w okrojonym gronie, mając na uwadze rekomendacje rządowe, by nie odwiedzać bliskich. Oznacza to więc rozsądne zakupy, ograniczoną liczbę produktów i potraw wielkanocnych. Po drugie, wiele branż już teraz odczuwa negatywne skutki pandemii koronawirusa, co przełożyło się na pogorszenie sytuacji na rynku pracy i tym samym spadek w dochodach gospodarstw domowych. To, jak i obawa o przyszłość, poskutkują prawdopodobnie oszczędniejszymi niż dotychczas wydatkami na zakupy spożywcze. Potwierdza to zresztą badanie Nielsena przeprowadzone z końcem marca. Zgodnie z jego wynikami, prawie 60 proc. ankietowanych Polaków przewiduje, że obecna sytuacja epidemiologiczna wpłynie na ilość kupowanych produktów[1].

Zakłady produkcyjne w obawie przed przestojami

Na tę chwilę sytuacja producentów branży spożywczej jest ogólnie rzecz ujmując stabilna. To, z czym obecnie mierzą się firmy w naszej branży, to na pewno wdrażanie kolejnych wytycznych GIS dla przedsiębiorstw i pracowników. Akurat w przypadku naszej firmy nie jest to mocno odczuwalne, jako że zakłady produkcyjne w branży spożywczej charakteryzują się podwyższonym poziomem higieny, a obecna sytuacja sprawiła też, że staramy się być o dwa kroku do przodu, jeśli chodzi o zalecenia dotyczące ostrożności i pracy w bezpiecznych warunkach. Głównie dlatego, że jak większość firm, obawiamy się ogniska koronawirusa w zakładzie, boimy się o zdrowie i bezpieczeństwo naszych pracowników i ich bliskich. Nie mówiąc już o tym, że może to mieć bardzo poważne i odczuwalne konsekwencje w postaci przestojów bądź zatrzymania procesu produkcyjnego. Obawiają się tego zwłaszcza przedsiębiorstwa z sektora MŚP, które na samym rynku słodyczy mają i tak niełatwo, biorąc pod uwagę dużą konkurencję.

Przyszłość pod znakiem zapytania

Ciężko przewidzieć, co przyniosą kolejne tygodnie i miesiące dla rynku słodyczy oraz dla całej branży spożywczej. Dlaczego? Sytuacja epidemiologiczna jest bardzo dynamiczna, a zachowania konsumenckie dość nieprzewidywalne. Wynika to z faktu, że nie mamy tu punktu odniesienia, nie mierzyliśmy się nigdy wcześniej z podobnym zjawiskiem. Planowanie i zarządzaniem łańcuchem dostaw staje się obecnie dla całej branży sporym wyzwaniem. Na tę chwilę mamy zakontraktowane kluczowe surowce, ale nie wiemy, jak będzie wyglądać ich dostępność oraz ceny w niedalekiej przyszłości. Już teraz mówi się np. o załamaniu cen mleka czy jaj. Nie jest też tajemnicą, że głównym zainteresowaniem konsumentów będą w nadchodzącym czasie cieszyć się przede wszystkim produkty z tzw. podstawowego koszyka zakupowego, choć warto też pamiętać o wyrobach o długim terminie ważności, służących za tzw. suchy prowiant. Stawia to pod znakiem zapytania dalsze losy słodyczy i przekąsek. Z jednej strony, nie są one wliczane do wspomnianego, podstawowego koszyka żywnościowego, ale z drugiej strony, ostatnie tygodnie pokazały, że Polacy zaopatrują się w słodkości i przekąski w ramach zapasów jedzenia, właśnie z uwagi na ich długi termin przydatności.

[1] http://poradnikhandlowca.com.pl/artykuly/nielsen-zachowania-konsumentow-przed-swietami/

Ubezpieczenie produktem pierwszej potrzeby w kryzysie

  • Rozwiązania antykryzysowe dotyczące rynku ubezpieczeń powinny uwzględniać jego specyfikę – brak opłaty składki może w skrajnym przypadku spowodować opóźnienia w wypłacie odszkodowań.
  • Przedsiębiorcy borykający się z problemami z tytułu przestoju nie powinni rezygnować z ubezpieczeń.
  • Zawieszenie działalności zwiększa ryzyko szkód.

Gwałtowna zmiana sposobu życia i ograniczenie, a w wielu przypadkach całkowite zatrzymanie, działalności niektórych sektorów gospodarki spowodowane przez pandemię koronawirusa, będzie miało poważne konsekwencje. W związku z tym rząd oraz poszczególne urzędy i samorządy proponują różne rozwiązania mające zminimalizować ewentualne straty finansowe przedsiębiorców i konsumentów, w postaci np. tarczy antykryzysowej. Część postulowanych ulg czy zmian dotyczy także rynku ubezpieczeń. O czym warto pamiętać, analizując możliwości?

Sektor ubezpieczeń jest specyficznym elementem rynku finansowego, którego charakterystykę należy brać pod uwagę przy opracowywaniu poszczególnych projektów. Trzeba przede wszystkim pamiętać, że składka wpłacana przez ubezpieczających jest podstawą jego funkcjonowania, tworzy swego rodzaju fundusz, z którego wypłacane są odszkodowania, a ubezpieczyciele tak naprawdę jedynie nim zarządzają. Wszelkie pojawiające się propozycje powinny zatem uwzględniać zachowanie płynności i stabilności poszczególnych towarzystw. Również temu celowi przyświecają rekomendacje Polskiej Izby Ubezpieczeń. Trzeba pamiętać, że masowy brak płatności składek może w skrajnym wypadku doprowadzić do opóźnień w wypłacie odszkodowań, czy nawet je uniemożliwić – zauważa Łukasz Zoń, Prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych.

Na wprowadzenie w życie konkretnych proponowanych rozwiązań w tym obszarze będziemy musieli zapewne jeszcze poczekać, a w międzyczasie przedsiębiorcy podejmują już stosowne kroki mające zapewnić im ograniczenie ponoszonych wydatków do niezbędnego minimum. Dlaczego nie powinny wśród nich znaleźć się ubezpieczenia?

Ubezpieczenie może okazać się podstawą odbudowy potencjału zarówno w czasie, jak i po pandemii

Podstawowym czynnikiem, o którym nie wolno zapominać, jest fakt, że wraz z zawieszeniem bądź ograniczeniem działalności ryzyko powstania szkód w majątku wcale nie maleje. Czasami wręcz rośnie. Owszem, z jednej strony zmniejsza się ewentualność wypadków i zdarzeń wynikających z działalności operacyjnej, czyli m.in. spowodowanych przez pracowników i klientów. Jednak z drugiej strony, wzrasta ryzyko szkód spowodowanych żywiołami, czynnikami atmosferycznymi czy awariami mediów, jak dopływ prądu lub wody. Brak pracowników w siedzibie firmy może uniemożliwić szybkie wykrycie usterki i podjęcie odpowiednich działań ograniczających rozmiar szkód. Dlatego nie warto ograniczać zakresu ani rezygnować z ochrony oferowanej przez ubezpieczenia. Co z tego, że zaoszczędzimy na koszcie składki, która stanowi promile, czy nawet ułamek promila posiadanego majątku, jak potem nie będziemy mieli środków na remont czy odbudowę budynku po np. zalaniu.

Mienie firmy, czyli wszelkie budynki i sprzęty, obok kadry pracowniczej, są podstawą odbudowy potencjału ekonomicznego i płynności finansowej przedsiębiorstwa. Dlatego w sytuacji kryzysowej nie warto szukać oszczędności poprzez ograniczanie lub znoszenie ich ochrony. Zwłaszcza że w przyszłości odtworzenie programu ubezpieczenia na tych samych warunkach, także cenowych, może nie być możliwe. Trzeba też pamiętać, że istotą rynku ubezpieczeń jest zapewnienie wsparcia w trudnych chwilach, dlatego ubezpieczyciele są otwarci na negocjacje i pomoc przedsiębiorcom w przetrwaniu sytuacji kryzysowej. Swoją pomoc, ze zdwojoną siłą świadczą także brokerzy ubezpieczeniowi – dodaje Łukasz Zoń.

Jeszcze niedawno niektóry przedsiębiorcy podchodzili niechętnie do ubezpieczeń mienia albo kupowali ograniczoną ochronę, biorąc część ryzyk na siebie, często argumentując to faktem, że stać ich na samodzielne pokrycie ewentualnych strat. Jednak mając przed sobą widmo recesji, takie podejście może okazać się wysoce nierozsądne. Przedsiębiorcy mogą nie mieć już wolnych środków finansowych z powodu przestoju.

O przestoju trzeba poinformować

Brak rezygnacji z polisy to jednak tylko jeden z elementów zapewnienia skutecznej ochrony ubezpieczeniowej w czasie przestoju. O fakcie zawieszenia działalności lub jej ograniczenia zawsze trzeba uprzedzić ubezpieczyciela. Niektórzy zastrzegają sobie, że spod ich ochrony jest wyłączone mienie, które nie było użytkowane przez określony czas. Wtedy należy uzgodnić z towarzystwem dodatkowe warunki gwarantujące ciągłość ochrony. Zweryfikować powinno się także miejsce ubezpieczenia, czyli adres, pod jakim znajduje się lub jest przechowywane mienie. Jest to szczególnie istotne, jeżeli firma decyduje się na przestawienie na pracę zdalną i pozwoli pracownikom zabrać część sprzętów do domu.

Źródło: Stowarzyszenie Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych

Przedsiębiorcy leasingowi apelują do Ministra Finansów

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami branża leasingowa pracuje nad wdrożeniem pakietu osłonowego dla swoich klientów, aby umożliwić odroczenie spłaty zobowiązań leasingowych. Jak się okazuje nie każdy z przedsiębiorców może być takimi wakacjami leasingowymi objęty bez konsekwencji podatkowych.

Problem dotyczy m.in. naszych klientów, którzy kiedyś pomogli wyjść z problemów innym przedsiębiorcom i zgodzili się przejąć w formie cesji ich umowy leasingu – zauważa Andrzej Krzemiński, przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu.

Zgodnie z przepisami podatkowymi w umowach leasingu  zawartych począwszy od 2013 roku, dopuszcza się możliwość przekazania praw i obowiązków wynikających z umowy na innego przedsiębiorcę (tzw. cesja umowy leasingu) pod warunkiem, że inne postanowienia umowy nie ulegały zmianie.

W naszej opinii przepisy w tym zakresie należy interpretować w ten sposób, że w przypadku zmiany strony umowy (cesja umowy leasingu), jeżeli nie dochodzi do zmiany innych postanowień umowy, a jedynie zmiany strony i wstąpienia jej w prawa i obowiązki dotychczasowego korzystającego, zasady podatkowego rozliczania takiej umowy powinny odbywać się tak, jakby się nic nie zmieniło. Jeżeli bowiem dochodzi do przeniesienia praw i obowiązków na inny podmiot, nie dochodzi do przerwania biegu sama umowa leasingu, a jedynie do zastąpienia jednej strony tej umowy przez inny podmiot. Takie rozumienie przepisów potwierdza także uzasadnienie do nowelizacji, która nadała przedsiębiorcom tego typu uprawnienia – podkreśla Andrzej Krzemiński.

Jednak organy skarbowe rozumieją ten przepis inaczej i interpretują przepisy w ten sposób, że nie powinno dochodzić do zmiany innych postanowień umowy nie tylko w momencie, w którym następuje zmian stron umowy, ale także później w trakcie dalszego jej trwania.

Tym samym jeżeli przykładowo do cesji umowy leasingu doszło w 2018 roku i w związku z dzisiejszą sytuacja kryzysową umowa ta miałaby np. zostać aneksowana w celu wprowadzenia do niej wakacji leasingowych, wówczas po aneksowaniu takiej umowy przestanie ona, w interpretacji organów skarbowych, mieć charakter umowy leasingu i konsekwencji leasingobiorca starci prawo do nabycia, po za kończeniu umowy leasingu, przedmiotu po cenie wynikającej z warunków umowy cesji.

Z podobną sytuacją będziemy mieli do czynienia z umowami leasingu, których przedmiotem są samochody osobowe o wartości przekraczającej 150 tys. zł, które zostały zawarte do dnia 31 grudnia 2018 roku, a które obecnie miałyby być przedmiotem aneksowania. Zgodnie z przepisanymi obowiązującymi od 2019 roku w przypadku zmiany lub odnowienia tego typu umów, istnieje ryzyko, że przedsiębiorcy stracą uprawnieninia do pełnego zaliczenia rat leasingowych do kosztów podatkowych.

Brzmienie tego przepisu budzi wiele wątpliwości, bowiem ustawodawca nie zdecydował się na doprecyzowanie jakie zmiany w umowach mogą doprowadzić do utraty praw nabytych. Także Minister Finansów, który zapowiedział wydanie w tej sprawie objaśnień podatkowych, takich objaśnień nie wydał.

Dlatego też dzisiaj stoimy przed niezwykle pilną potrzebą wyjaśnienia przedsiębiorcom, czy decydując się na wakacje leasingowe zachowają dotychczasowe prawa, czy będą jednak obciążeni dodatkowymi kosztami podatkowymi? –  podkreśla Andrzej Krzemiński.

Agencja S&P i rating Polski. Załamanie kryptowalut

Wielki Piątek jest świętem w wielu krajach, nie zmienia to faktu, że na ten dzień przypada aktualizacja ratingu kredytowego Polski. Gdyby doszło do obniżki powinno się to odbić negatywnym echem zarówno na złotym, jak i na kosztach obsługi długu.

Ocena agencji na koniec tygodnia

Dzisiaj poznamy opinie agencji ratingowej S&P na temat ryzyka kredytowego Polski. Agencje ratingowe mocno przespały aktualizację ratingów w trakcie poprzedniego kryzysu i mogą mieć teraz presję, by szybciej reagować. Z drugiej strony, z punktu widzenia Polski dobrze by było, żeby jeszcze ten przegląd przynajmniej odbył się bez obniżki zarówno ratingu, jak i perspektywy na przyszłość. Spadek ratingu to nie tylko słabsza waluta, ale również wyższa rentowność obligacji, a to się przekłada na realne straty budżetu. Będzie on musiał płacić bowiem wyższe odsetki od rolowanego długu.

Załamanie kryptowalut 

Dzisiaj od rana bitcoin wyraźnie traci. Zaczynał dzień powyżej 7300 dolarów, obecnie znajduje się już wyraźnie poniżej poziomu 7000 dolarów. To samo działo się na innych kryptowalutach. Część analityków wiąże ten spadek z przedświątecznymi wypłatami. Nie zmienia to faktu, że bitcoin w dalszym ciągu znajduje się w trendzie wzrostowym po marcowym gwałtownym załamaniu notowań.

Bezrobocie w Kanadzie

W marcu stopa bezrobocia wzrosła w Kanadzie z 5,6% na 7,8%. Warto jednak zwrócić uwagę, że to tylko część danych. Zmiana zatrudnienia pokazuje jednak gorszy obraz. W całej Kanadzie ubyło milion miejsc pracy, czyli co 20 miejsce uległo likwidacji. Wskaźnik bezrobocia jest oczywiście różny dla różnych grup wiekowych i wśród młodzieży wynosi już powyżej 16%. Co ciekawe, pomimo tych złych danych dolar kanadyjski nie tracił wczoraj. Inwestorzy spodziewali się bowiem bardzo złych odczytów. Warto zwrócić uwagę, że oczekiwania analityków tworzone są z pewnym wyprzedzeniem w związku z tym, fakt, że dane są gorsze od oczekiwań sprzed kilku dni nie znaczy, że inwestorzy nie skorygowali w tym czasie swoich szacunków.

Dzisiaj święto w wielu krajach, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Plan na #PowrotyDoPracy: Działania w zakresie zapobiegania i ograniczenia pandemii w sektorze produkcji

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przedstawił wczoraj plan powrotu do pracy całej gospodarki, a w szczególności branż, których działanie zostało ograniczone na skutek rządowych obostrzeń.

ZPP apeluje o bezzwłoczne wdrożenie planu powrotu Polaków do pracy. Najbogatsze państwa Unii Europejskiej zaplanowały już stopniowe znoszenie restrykcji i wybudzanie gospodarki po świętach. Z danych OECD wynika, że straty Polski w wyniku lockdownu, mogą sięgnąć 28 proc. wartości naszego PKB. To byłby jeden z najgorszych wyników w grupie państw rozwiniętych. Jeżeli Polacy natychmiast nie wrócą do pracy, to obie Tarcze i miliardy na stymulowania gospodarki zostaną zaprzepaszczone. Nie stać nas na to.

Prezentujemy Państwu rekomendacje ZPP dla sektora produkcji przemysłowej w zakresie przeciwdziałania zarażeniu wirusem CODIV-19. Opracowanie bazuje na sprawdzonych praktykach i doświadczeniach wdrożonych na świecie przez firmę Procter&Gamble.

Każde przedsiębiorstwo i każdy zarząd, najlepiej znający realia swojej firmy, znajdzie tu odpowiednie dla siebie rozwiązania i zalecenia, które pomogą zwiększyć bezpieczeństwo pracowników i znacząco ograniczyć ryzyko zarażenia koronawirusem.

Rekomendujemy wykorzystywać już dziś następujące rozwiązania:

1. Prowadzenie regularnych kampanii informacyjnych dla pracowników oraz firm zewnętrznych – poprzez maile, ekrany TV, tablice na ogrodzeniu; nagłośnienie na zewnątrz fabryki w celu przekazywania komunikatów policji.

2. Rozdzielanie części zakładów produkcji w celu wyeliminowania kontaktu pomiędzy pracownikami.

3. Podział pracowników fabryki z poszczególnych zmian na kilka podzespołów – dla każdego z nich różne godziny rozpoczęcia i zakończenia pracy, osobne miejsca, w których pracownicy oczekują na rozpoczęcie pracy.

4. Wyznaczone osobne wejście oraz wyjście z pracy w celu wyeliminowania możliwości kontaktu pracowników z różnych podzespołów.

5. Wdrożenie nowego systemu wejścia/wyjścia z pracy pracowników agencji pracy tymczasowej w celu wyeliminowania zgromadzeń przed wejściem na teren firmy.

6. Wdrożenie dodatkowych zabezpieczeń stanowisk pracy przy liniach produkcyjnych.

7. Komunikacja miejska: zmiana organizacji przystanków autobusowych oraz rozkładu jazdy autobusów; wdrożenie autobusów dedykowanych wyłącznie dla poszczególnych podzespołów.

8. Ograniczenie liczby osób przebywających w pomieszczeniach wspólnych w celu zapewnienia odpowiedniego odstępu (m.in. kantyna pracownicza, pokoje śniadań, palarnia).

9. Zapewnienie dla każdego działu dedykowanego, osobnego pokoju śniadań oraz toalety.

10. Wprowadzenie procesu pomiaru temperatury termometrem bezdotykowym, a następnie za pomocą kamery termowizyjnej.

11. Ograniczenie liczby gości wchodzących na teren zakładu tylko do koniecznych oraz ich monitorowanie (wprowadzenie procedury samooceny medycznej oraz pomiar temperatury termometrem bezdotykowym w zainstalowanej budce).

12. Wprowadzenie procedury minimalizującej kontakt kierowców ciężarówek w centrach dystrybucji z pracownikami ochrony i ekipy sprzątającej (m.in. dystans 1,5 m, instalacja budek, dezynfekcja rąk po każdym kontakcie z dokumentami, rękawiczki jednorazowe dla kierowców, oddzielne strefy oczekiwania dla kierowców).

13. Instalacja intercomów we wszystkich budkach ochrony na terenie fabryki, w punkcie odbioru przesyłek oraz w mail room w celu umożliwienia kontaktu bez konieczności bezpośredniej interakcji, wszelkie przesyłki dostarczane wyłącznie w jednym centralnym punkcie odbioru.

14. Zapewnienie środków do dezynfekcji indywidualnych miejsc pracy (wdrożony harmonogram z listą punktów do dezynfekcji przed rozpoczęciem pracy – na produkcji oraz w biurach). Zwiększona częstotliwość sprzątania, regularnie wycierane poręcze, przyciski w windzie i inne powierzchnie wspólne.

15. Zwiększenie liczby stacji z płynem do dezynfekcji oraz liczby dyspenserów z ręcznikami papierowymi w toaletach (zastąpienie suszarek ręcznikami papierowymi).

16. Zmiana wszystkich spotkań na zdalne.

17. Wdrożenie polityki pracy z domu dla pracowników, dla których jest to możliwe.

18. Wsparcie pracowników w opiece nad dziećmi w wieku szkolnym.

19. Ograniczenie spotkań i zgromadzeń – wdrożona zasada co najmniej 1,5 metrowej odległości pomiędzy pracownikami (m.in. w miejscach oczekiwania na rozpoczęcie pracy wprowadzone oznaczenia wizualne miejsc, w których powinni stać pracownicy).

20. Wprowadzona zasada – rezygnacja z uścisku dłoni przy powitaniach.

21. Odwołanie spotkań i szkoleń oraz wdrożenie szkoleń online tam, gdzie są one konieczne.

22. Wprowadzenie grafiku korzystania ze stołówki pracowniczej oraz zmiana zasad wydawania posiłków: m.in. wyeliminowanie płatności gotówką, wprowadzenie gotowych, zafoliowanych zestawów, zastąpienie solniczek i pieprzniczek saszetkami.

23. Zmiana zasad pracy np. administracji personalnej: wdrożenie zdalnej pomocy.

24. Ograniczenie podróży służbowych.

25. Codzienne wirtualne spotkania z partnerami biznesowymi w celu zapewnienia wdrożenia przez nich tych samych procedur oraz informowania na bieżąco o wszystkich zmianach i procesach.

26. Zmiana zasad funkcjonowania sklepików firmowych: zamknięcie sklepu stacjonarnego i umożliwienie dostawy do domów pracowników.

27. Zabezpieczenie odpowiedniej ilości maseczek ochronnych dla pracowników oraz szkolenie z korzystania z maseczek.

28.Wypracowana procedura na wypadek wystąpienia podejrzenia choroby zakaźnej udostępniona wszystkim przełożonym innych + wyodrębnienie pokoju izolacji.

29. Wymiana mebli na modele umożliwiające szybką dezynfekcje.

30. Dodatkowe stacje dezynfekujące w pomieszczeniu kierowców i magazynu; zakaz korzystania z toalety i prysznica dla kierowców przez pracowników; zminimalizowanie kontaktu z kierowcami (dokumentacja dostaw dostarczana drogą mailową, kluczyki kierowców pakowane w jednorazowe woreczki foliowe, stosowanie rękawiczek jednorazowych); w przypadku potrzeby wyjścia pracowników na zewnątrz, kierowca zobligowany jest do pozostania w samochodzie.

Liczymy, że rozsądne zastosowanie części lub całości powyższych wytycznych pozwoli zapewnić bezpieczeństwo oraz jego poczucie pracownikom, a zakładom przemysłowym, umożliwili nieprzerwaną zdolność produkcyjną.

#PowrotyDoPracy

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców
przy współpracy z Procter & Gamble

 

Do pobrania: #PowrotyDoPracy: Działania w zakresie zapobiegania i ograniczenia pandemii w sektorze produkcji

 

Aplikacje typu fleeceware groźne także dla właścicieli iPhone’ów

Badacze z firmy Sophos znaleźli ponad 30 aplikacji typu fleeceware dostępnych w oficjalnym sklepie Apple App Store. Zazwyczaj są to proste narzędzia, które mają wiele darmowych lub tanich odpowiedników, np. edytory zdjęć, horoskopy czy skanery kodów QR. Niebezpieczne programy mają już łącznie ponad 3,6 mln pobrań.[1] Ich zainstalowanie może drogo kosztować – po kilku dniach obciążają użytkowników subskrypcjami o wartości nawet kilku tysięcy złotych lub obowiązkowymi zakupami w aplikacji.

„Darmowe” programy za kilka tysięcy

Z aplikacji typu fleeceware można korzystać za darmo tylko w okresie próbnym. Po nim naliczane są wysokie opłaty za subskrypcję – nawet ponad 40 zł na tydzień, czyli około 2000 zł rocznie. Do tego często dochodzą obowiązkowe opłaty za zakupy w aplikacji, bez których nie działa ona prawidłowo. Wbrew powszechnemu przekonaniu użytkowników, subskrypcji nie anuluje samo usunięcie aplikacji.

Fleeceware

Po raz pierwszy Sophos ostrzegał przed fleeceware we wrześniu ubiegłego roku, gdy taki schemat działania odkryto w aplikacjach na system Android.[2] W styczniu br. firma znalazła kolejnych 20 niebezpiecznych programów, które ze sklepu Google Play pobrało prawie 600 mln użytkowników.[3] Teraz zagrożeni są także użytkownicy systemu iOS. Proceder jest przy tym bardzo opłacalny – wiele aplikacji typu fleeceware znajduje się wśród najbardziej dochodowych programów w App Store (np. zajmujący 11. miejsce Zodiac Master Plus).

Legalne, ale nieuczciwe

Aplikacje zachęcają fałszywymi pięciogwiazdkowymi recenzjami i agresywnymi reklamami, m.in. w popularnych serwisach społecznościowych, takich jak YouTube, Instagram czy TikTok. Oficjalnie nie są uznawane za nielegalne i pozornie nie stanowią zagrożenia, bo nie zawierają złośliwego kodu. Ich działanie jest jednak nieuczciwe, gdyż wykorzystują zaufanie i nieuwagę użytkowników, ukrywając informacje o opłatach „drobnym drukiem” w pomijanych zazwyczaj regulaminach.

– Czujność należy zachować już podczas wybierania aplikacji. Decydujmy się na te, które znamy, a dokładnie sprawdzajmy szczególnie te, o których dowiedzieliśmy się z reklamy. Starannie czytajmy wszelkie informacje dotyczące regulaminu i warunków subskrypcji, nie podawajmy też pochopnie danych swojej karty kredytowej. Jeśli już zainstalowaliśmy aplikację tego typu pamiętajmy, że aby anulować opłaty nie wystarczy usunąć programu. Listę swoich aktywnych subskrypcji oraz szczegółowe wskazówki jak je unieważnić znajdziemy na stronie Apple App Store oraz Google Play – radzi Łukasz Formas, Kierownik zespołu inżynierów w firmie Sophos.

[1] Źródło: https://sensortower.com/ios/rankings/top/iphone/us/all-categories?date=2020-01-11

[2] https://news.sophos.com/en-us/2019/09/25/fleeceware-apps-overcharge-users-for-basic-app-functionality/

[3] https://news.sophos.com/en-us/2020/01/14/fleeceware-apps-persist-on-the-play-store/

Działania na rzecz wsparcia firm rodzinnych w Unii Europejskiej – Przeciwdziałanie skutkom COVID-19

European Family Businesses (EFB), organizacja zajmująca się lobbowaniem na rzecz firm rodzinnych w Parlamencie Europejskim, przygotowała oficjalne stanowisko i zalecenia w sprawie COVID-19, które mają na celu pomoc firmom rodzinnym nie tylko przetrwać obecną pandemię, ale również wystosowała szereg postulatów, wymagających pilnej interwencji Parlamentu Europejskiego w koordynacji z państwami członkowskimi, by przywrócić maksymalnie efektywne funkcjonowanie firm rodzinnych w krajach UE. COVID-19 wpływa na nasz świat już od ponad 3 miesięcy, a my jako gospodarki krajów europejskich wciąż nie jesteśmy nawet bliscy poznania daty, kiedy będziemy mogli wrócić do „normalnego” funkcjonowania.  Instytut Biznesu Rodzinnego pozostaje w dialogu z przedsiębiorcami rodzinnymi, dla których ważne jest, by postulaty zgłaszane przez EFB miały jak największe poparcie.

Globalny problem wymaga globalnego rozwiązania

W komunikacie EFB przeczytamy, że europejskie społeczeństwa i gospodarki z pewnością będą musiały stawić czoła temu niezwykłemu wyzwaniu, ale to działania na szczeblu UE będą miały kluczowe znaczenie dla przyszłości rodzinnych firm, w tym polskich, które krytycznie odnoszą się do tarczy antykryzysowej zaproponowanej przez polski rząd. Jak dotąd państwa członkowskie w UE reagowały szybko w wielu aspektach nadzwyczajnej sytuacji związanej z koronawirusem, jednak działania te wydają się nieskoordynowane. W rezultacie sytuacja pozostaje trudna dla wielu krajów. Kluczowym według EFB obszarem, w którym Komisja Europejska powinna pilnie podjąć działania, jest przywrócenie swobodnego przepływu towarów i usług w Europie oraz otwarcie granic państw członkowskich w celu promowania bezpiecznego przepływu towarów w całej Europie, oczywiście w sposób bezpieczny i zgodny z zaleceniami służb medycznych. Zamykanie granic i nieskoordynowane podejście państw członkowskich w tym obszarze budzi obawy co do przyszłości firm rodzinnych. Umożliwienie swobodniejszego przepływu towarów przez granice Państw umożliwi firmom tworzenie niezbędnych produktów, naprawę pozrywanych ogniw łańcucha dostaw, przeciwdziałanie drastycznie spadającej ilości zapasów surowców i półproduktów do produkcji związanej w dużej mierze z niemal całkowitym wstrzymaniem dostaw z Chin. W obliczu obecnej sytuacji nadzwyczajnej otwarcie granic państw UE da szansę na przetrwanie firmom rodzinnym.

Niezwykle istotne według EFB jest również umożliwienie swobodnego przepływu w UE pracowników pracującym poza granicami swojego kraju. W wielu krajach UE w obliczu obecnych restrykcji i zamkniętych granic brakuje w niektórych sektorach rąk do pracy stałej oraz sezonowej. W krajach silnie uzależnionych od turystyki problem ten nasili się dopiero w lecie.tłumaczenia

Kraje UE muszą mówić wspólnym głosem

Według EFB konieczne jest stworzenie wspólnego standardu określającego, kto może podróżować w krajach strefy Schengen, i musi to nastąpić jak najszybciej. Może to obejmować dowód braku zakażenia COVID-19 lub inne środki, takie jak wzmożone testy na granicach.

Ponadto UE musi zezwolić krajowym organom celnym na zaakceptowanie odroczenia płatności na rzecz rządu wszelkich opłat celnych za kwiecień i maj. W celu szybkiego zatwierdzenia wniosków o odroczenie organy celne potrzebują teraz obszernych zabezpieczeń UE.

Skuteczne wdrożenie postanowień: powinno być szybkie i łatwe dla państw, instytucji i firm

Abstrahując od krytycznie przyjętej tarczy antykryzysowej w Polsce, w całej Europie rządy były niezwykle aktywne w swoich propozycjach ekonomicznych rozwiązań do wybuchu COVID-19. Społeczność biznesowa z zadowoleniem przyjęła wiele z tych rozwiązań, jednak wdrożenie wielu z tych polityk trwa zbyt długo. Pieniądze nie są przekazywane wystarczająco szybko. Tarcze antykryzysowe w krajach UE obiecują, że pieniądze zostaną dostarczone w późniejszym terminie i przekazane przedsiębiorcom, jednak bez szybkiego wdrożenia takich środków nadzwyczajnych i natychmiastowego przepływu pieniędzy wiele firm jest poważnie zagrożonych upadkiem.

Zdaniem EFB w obliczu globalnej sytuacji kryzysowej, takiej jak COVID-19, Komisja Europejska musi zadbać o ograniczenie biurokracji, aby zapewnić szybkie działania. Komisja Europejska musi zadbać o to, by rządy bez wahania wdrażały swoje działania w zakresie polityki kryzysowej oraz aby były one zgodne z potrzebami przedsiębiorstw, zanim będzie za późno. Nadszedł czas, aby rządy były proaktywne. Komisja Europejska powinna zadbać o wsparcie rządów w podejmowaniu tych działań i powinna zostać wdrożona gwarancja, że działanie w dobrej wierze nie zostanie ukarane.

Oprócz tego należy zachęcać banki i inne instytucje finansowe do jak najłatwiejszego udostępniania narzędzi i zasobów finansowych. W wyjątkowych okolicznościach normalne procedury składania wniosków muszą zostać usprawnione. Firmy, aby przetrwać pilnie potrzebują gotówki już, a nie za 2 miesiące. Lokalne banki komercyjne nie zmieniły swojej polityki ryzyka i zasad kwalifikacji, więc odpowiednie wsparcie nie może dotrzeć do MŚP. Niezabezpieczone pożyczki lub wsparcie finansowe nie zostaną w takich bankach udzielone.

Ponadto należy zniechęcać banki do wycofywania umów kredytowych. Firmy potrzebują zapewnienia, szczególnie w tych trudnych czasach, że przekroczenie stanu konta jest możliwe i bezpieczne. Sektor bankowy musi odgrywać swoją rolę w ratowaniu firm i gospodarek.

Wsparcie dla wszystkich firm: Firmy średniej wielkości są mocno zaniedbywane

Mimo, iż rządy krajowe tworzą przepisy prawne w celu zaspokojenia potrzeb różnych rozmiarów przedsiębiorstw, to konsekwentnie zaniedbywane w całej Europie, są średniej wielkości przedsiębiorstwa. Ponieważ wiele środków wsparcia koncentruje się wyłącznie na mikro i małych przedsiębiorstwach oraz samozatrudnionych lub dużych przedsiębiorstwach, średnie przedsiębiorstwa nie mają dobrze sprofilowanego wsparcia.

EFB wzywa Komisję Europejską do zapewnienia szczególnego wsparcia w celu zaspokojenia szczególnych potrzeb średnich przedsiębiorstw w czasach kryzysu. Środki te mogą obejmować przekierowanie nieprzydzielonych funduszy strukturalnych w celu wsparcia zagrożonych przedsiębiorstw.

Przyszłość: strategia wyjścia z kryzysu

COVID-19 to pierwszy w historii kryzys, w którym musieliśmy intensywnie skupić się na działaniach tymczasowych. Do tej pory podjęto wiele działań wspierających przedsiębiorstwa i gospodarkę w celu rozwiązania krótkoterminowych problemów, takich jak przepływy pieniężne w firmach i utrzymanie miejsc pracy. Utrzymanie tych działań pozostaje kluczowe, jednak musimy teraz skupić się na perspektywie średnio- i długoterminowej.

UE i państwa członkowskie muszą teraz określić, w jakich okolicznościach i w jaki sposób państwa członkowskie powinny zrestartować swoje gospodarki. Nie można oddzielać celów zdrowotnych od ekonomicznych, nie w dłuższej perspektywie. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby ta krótkoterminowa recesja nie stała się depresją długoterminową.

Komisja Europejska powinna opracować skoordynowane podejście do motywowania i zachęcania ludzi do bezpiecznego powrotu do pracy w celu wznowienia działalności gospodarczej. Powinno to rozpocząć się od Komisji, w porozumieniu z państwami członkowskimi, zalecającej praktyczne ramy i wytyczne wyjaśniające, w jaki sposób pracownicy mogą bezpiecznie wrócić do pracy.

Zagwarantowałoby to, że kluczowe branże będą mogły bezpiecznie wznowić działalność, gwarantując bezpieczeństwo pracowników. Pracownicy mogą obawiać się powrotu do pracy, dlatego pracodawcy muszą być wyposażeni w środki ochrony swoich pracowników, zarówno w trakcie pracy, ale i w drodze do i z pracy. Muszą zaistnieć odpowiednie urządzenia pomiarowe i sprzęt bezpieczeństwa, a także dystans społeczny w miejscu pracy, aby choroba nie miała szans na rozprzestrzenienie się.

Ponadto kolejnym ważnym narzędziem pomagającym w zrestartowaniu naszych gospodarek będą nowe wieloletnie ramy finansowe, aby przedsiębiorstwa mogły planować w perspektywie długoterminowej. Jest sprawą najwyższej wagi, aby przedsiębiorstwom udzielano pomocy w planowaniu przyszłości, ponieważ prawdopodobnie będą one pracowały przy ograniczonych zasobach.

W obliczu zagrożenia związanego z COVID-19 Europa musi pozostać zjednoczona i współpracować w celu wypracowania skutecznych rozwiązań i proaktywnego wdrażania tych rozwiązań. Nie można zapominać o znaczeniu przedsiębiorstw i społeczności przedsiębiorców przy planowaniu przyszłości. EFB chce odgrywać aktywną rolę w regeneracji Europy po wybuchu pandemii COVID-19.

Firmy rodzinne w Polsce potrzebują zdecydowanego wsparcia ze strony UE. Fundamentalne działania mające na celu określenie terminu wprowadzenia „lockdown” i zapewnienie bezpiecznego powrotu do pracy są potrzebne na wczoraj. Niezwykle ważne jest również zapewnienie bezpieczeństwa w obszarach poszczególnych ogniw łańcucha dostaw firm rodzinnych. Wspólne stanowisko UE w obszarze zasad funkcjonowania przepływu towarów i dóbr przez strefę Schengen również dałoby firmom dodatkowy wachlarz biznesowych możliwości. 14% polskich firm rodzinnych eksportuje swoje produkty w Europie. Przywracanie harmonii gospodarki, oczywiście zgodnie z zaleceniami służb medycznych, powinno się zacząć już. Wiele firm nie może dłużej czekać, bo niedługo nie będzie ich na to stać na tak długo trwający przestój. Z drugiej strony niezwykle istotna jest teraz idea zjednoczonej Unii Europejskiej, która współpracując i wznosząc się ponad nacjonalizmy ma szansę na szybki powrót do odbudowania gospodarki. W Polsce mamy 828 tys. firm, które mówi o sobie, że są firmami rodzinnymi. W UE firm rodzinnych wg Jerzego Buzka jest ponad 11 milionów, zatrudniających ok. 60% ludzi w sektorze prywatnym i generujących ok 60% PKB. Stawka jest zatem ogromna – komentuje dr Adrianna Lewandowska, doradca ds. strategii i sukcesji, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego.

Izolacja stymuluje rynek płatności odroczonych

Marzec był rekordowym miesiącem jeśli chodzi o liczbę transakcji
e-commerce opłaconych odroczonymi płatnościami PayU Monedo „Płacę później” – pokazują dane Kreditech, dostawcy rozwiązania. Według danych firmy liczba transakcji z odroczonym terminem płatności była w marcu 2020 dwukrotnie większa, niż rok wcześniej i o 30 proc. wyższa niż w lutym br. Był to rekordowy miesiąc w historii usługi. Liczba transakcji w których klienci wykorzystują mechanizm odroczonej płatności od Monedo jest już niemal równa liczbie transakcji z wykorzystaniem usługi POS Raty (umożliwiającej sfinansowanie zakupów pożyczką ratalną).

Kreditech wraz z PayU są pionierami usługi odroczonych płatności w Polsce. Rozwiązanie PayU Monedo „Płacę później” jest dostępne dla internautów od września 2017 roku. Wybierając taką formę płatności przez PayU w danym sklepie konsument może odroczyć moment poniesienia faktycznego kosztu zakupu o 30 dni. W tym czasie może dokonywać innych zakupów w dowolnej liczbie i w razie konieczności zwracać je. Po 30 dniach opłaca faktycznie zrealizowane zakupy, albo może rozłżyć ten koszt na 6 wygodnych rat.

Krzysztof Komosa, Dyrektor Zarządzający Kreditech w Polsce tłumaczy, że na wzrost popularności płatności odroczonych w okresie narodowej kwarantanny wpływ miały przede wszystkim dwa czynniki. Po pierwsze konsumenci pozbawieni możliwości robienia zakupów w wielu sklepach stacjonarnych naturalnie przenieśli się do e-commerce. – W przypadku dokonywania wielu transakcji i zakupu różnorodnych produktów, np. odzieży, gdzie można spodziewać się również dużego odsetka zwrotów i wymian, płatności odroczone są dla kupującego bardzo dobrym narzędziem zarządzania budżetem i bieżącą płynnością, który nie blokuje gotówki – komentuje Krzysztof Komosa.

Obserwujemy, że liczba odroczonych płatności rośnie w coraz większej liczbie sklepów, gdzie ta usługa była dostępna wcześniej, ale klienci z niej nie korzystali. Widać wyraźnie, że to zainteresowanie ze strony konsumentów wpływa na rosnącą popularność tej formy płacenia za zakupy w e-commerce – mówi Komosa.

Raport: Koronawirus a strach przed dotykaniem. Ponad połowa osób zrezygnowała z korzystania z urządzeń publicznych

COVID-19 zdemolował sposób, w jaki działa społeczeństwo i gospodarka. Groźny wirus ma również wpływ na naszą interakcję ze światem zewnętrznym. Eksperci z firmy Symetria UX przeprowadzili badanie, mające sprawdzić, jak korzystamy z urządzeń znajdujących się w przestrzeni publicznej. Okazuje się, że strach skutecznie zniechęcił nas do wypłacania pieniędzy z bankomatów, kupowania kawy w automatach czy korzystania z samoobsługowych kas biletowych.

Symetria UX, poznańska agencja badawczo-projektowa, która dla firm z całego świata świadczy usługi z zakresu user i customer experience, zrealizowała badanie, które objęło łącznie 230 Polaków. 193 osoby uczestniczyły w badaniu ilościowym metodą CAWI, natomiast 37 wzięło udział w zdalnych badaniach jakościowych w narzędziu RespoTeam. Wszystko po to, aby zrozumieć, jak korzystamy z ekranów dotykowych oraz innych urządzeń samoobsługowych, do niedawna cieszących się ogromną popularnością. Badacze zadali sobie podstawowe pytanie: jak koronawirus wpływa na naszą interakcję z otoczeniem?infografika-ekrany-dotykowe

Zrozumieć strach

Naukowcy z amerykańskiego Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych (NIAID) po licznych badaniach ustalili, że czas półtrwania wirusa na urządzeniach wykonanych ze stali nierdzewnej wynosi blisko 6 godzin, natomiast w przypadku powierzchni plastikowych możemy mówić nawet o 7 godzinach. Jednak nie oznacza to, że po upływie tego czasu możemy czuć się bezpieczni, ponieważ w poszczególnych próbach COVID-19 wykryto najpóźniej po upływie trzech dni. – Choroba ta wciąż skrywa przed nami wiele tajemnic, a te budzą obawy i w konsekwencji strach. Ludzie, podobnie jak zwierzęta, unikają tego, co wywołuje w nich lęk lub niepewność. Ten mechanizm pozwolił nam przetrwać, a teraz, jako projektanci, musimy stawić mu czoła – zauważa Piotr Chwiedziewicz, Marketing Manager w Symetria UX.

Nim stanie się w szranki z takim przeciwnikiem, należy dobrze się przygotować, poznając go na wskroś. Dlatego zespół Symetrii postanowił wziąć pod lupę nasze dotychczasowe przyzwyczajenia związane z obsługą ekranów dotykowych zlokalizowanych w przestrzeni publicznej, jak i tych osobistych, które zazwyczaj nosimy w kieszeniach. – Wyniki tej analizy skonfrontowaliśmy ze zmianami wywołanymi wybuchem epidemii, aby zidentyfikować nowe zachowania użytkowników oraz główne obawy związane z korzystaniem z dotykowych interfejsów – tłumaczy Monika Banach, UX Team Leader w Symetrii.

Unikamy nie tylko ludzi, ale i urządzeń

Na początek Symetria UX postanowiła sprawdzić, z jakich urządzeń dotychczas korzystaliśmy najchętniej. Żółty plastron lidera otrzymał bankomat (78%), na podium znalazły się również kasa samoobsługowa (65%) i paczkomat (52%). Nieco mniej popularne były biletomaty (32%), automaty do pobierania numerków kolejkowych (22%) oraz ekspresy do kawy usytuowane w miejscach publicznych, np. na stacjach benzynowych (7%).

Pogłębiona analiza wykazała ciekawą korelację. Mianowicie korzystanie z poszczególnych urządzeń z ekranami dotykowymi uzależnione jest od wieku badanych. Wśród osób starszych, czyli takich, które osiągnęły minimum 50 lat, większą popularnością cieszą się bankomaty oraz automaty do pobierania numerka kolejkowego. Natomiast im młodsze osoby badaliśmy, tym wykazywały one większą chęć do korzystania z paczkomatów – dodaje Monika Banach.

Pojawienie się koronawirusa drastycznie wpłynęło nie tylko na to, jak pracujemy czy wypoczywamy, lecz również na sposób wykonywania przez nas podstawowych czynności. Doskonale widać to w raporcie Symetrii.

Polityka izolacji społecznej ma jeden podstawowy cel – to ograniczenie mobilności mieszkańców danego terenu, dzięki czemu możemy zahamować rozprzestrzenianie się wirusa. Ponieważ taka praktyka stosowana jest również w Polsce, gdzie dodatkowo wspierana jest systemem kontroli publicznej i srogimi karami finansowymi, także i tu zaowocowało to spadkiem mobilności. Cierpią na tym wszelkie urządzenia, które znajdują się w przestrzeni publicznej i wyposażone są z ekran do obsługi dotykowej. Jak twierdzą eksperci Symetria UX, ogólnie można przyjąć, że częstotliwość korzystania z urządzeń ogólnodostępnych spadła o ponad połowę.

Dotychczas tak popularne we wszelkich miejscach publicznych, tj. na dworcach, w centrach handlowych czy stacjach paliwowych, ekspresy do kawy, odnotowały spadek zainteresowania o 14%. Podobnie w przypadku automatów do pobierania numerków (17%) czy bankomatów (23%),.

Czas epidemii to również doskonałe środowisko do rozwoju fobii społecznych. Ludzie, obawiając się zarażenia, unikają kontaktu, np. z obsługą sklepu, zamieniając kasjera na samoobsługową kasę. Dzięki temu zjawisku nieco mniejszy regres zaobserwowano w przypadku wspomnianych kas samoobsługowych czy biletomatów. – Przestałem z nich korzystać ponieważ nie mam zaufania, że są dezynfekowane. Brakuje im rozwiązań technicznych, np. takich, by automatycznie dezynfekowały ekran, np. poprzez jonizowanie go – przyznaje Łukasz, uczestnik zdalnego badania fokusowego w RespoTeam.

Osoby, które korzystają obecnie z urządzeń z ekranami dotykowymi w przestrzeni publicznej, zachowują większe środki ostrożności niż miało to miejsce przed pojawieniem się wirusa.

W przypadku wciąż mało znanej nam choroby najskuteczniejszym sposobem na zachowanie bezpieczeństwa jest izolacja. Nie zawsze jednak jest ona możliwa. Jakie działania prewencyjne podejmują Polacy, korzystając z urządzeń samoobsługowych? Najwięcej, bo niemal 7 na 10 respondentów, wskazało na zachowanie większej odległości od osób stojących w kolejce do urządzenia. Na drugim miejscu uplasowała się natychmiastowa dezynfekcja rąk (55%). – W dobie epidemii staram się używać rękawiczek jednorazowych podczas korzystania z pinpadów, bankomatów, ekranów – przyznaje Joanna, uczestniczka zdalnego badania fokusowego.

Do niedawna niewiele osób, stojąc np. w kolejce do bankomatu, zachowywało się inaczej niż wcześniej. Trzy czwarte respondentów przyznało, że korzystając z urządzeń dotykowych w przestrzeni publicznej nie stosowało takich środków bezpieczeństwa jak teraz. Tylko 17% uczestników badania zachowuje je na takim samym poziomie, co przed epidemią.

Obecna sytuacja związana z dynamicznym rozwojem pandemii i wynikające z tego ograniczenia, których źródłem jest presja społeczna, czy działania legislacyjne, podejmowane przez rząd, wpłynęły w znacznym stopniu na ograniczenie korzystania z urządzeń dotykowych w przestrzeni publicznej.

Z urządzeń dotykowych korzystamy dziś dużo rzadziej, lecz nie wynika to wyłącznie z obaw przed zakażeniem koronawirusem. Do takiego stanu rzeczy przyczynia się również fakt, że mniej wychodzimy z domu. Chętnie korzystamy również z alternatywnych usług, odpowiadających na tę samą potrzebę. Kurierzy zastąpili paczkomaty, a zamiast płacić gotówką, posługujemy się płatnościami zbliżeniowymi, nie ma więc potrzeby chodzić do bankomatu. A jeżeli już musimy się tam wybrać, to podejmujemy większe kwoty – tłumaczy Radosław Pawlak, UX Researcher z Symetrii.

Brudna prawda o smartfonach

Jak podaje amerykański tygodnik społeczno-polityczny Time, powołując się na naukowców z University of Arizona, telefon komórkowy jest 10 razy brudniejszy niż deska sedesowa. Mimo to uczestnicy badania Symetrii bardziej obawiają się zakażenia koronawirusem podczas korzystania urządzeń znajdujących się w miejscach publicznych (87%). W przypadku urządzeń osobistych takie obawy wyraziło zaledwie 49% respondentów.

Mówiąc o strachu, należy podkreślić, że osoby starsze, a za takie uważamy ludzi, którzy ukończyli 50. rok życia, mają nieco mniejsze obawy przed zakażeniem wirusem, a w związku z tym przykładają nieco mniejszą wagę do środków bezpieczeństwa podczas korzystania z ekranów dotykowych w miejscach publicznych. Również przed epidemią osoby te rzadziej stosowały środki bezpieczeństwa – zwraca uwagę ekspert Symetrii.

Jakie środki wobec tego podejmują Polacy, aby chronić swoje zdrowie, korzystając z osobistych urządzeń wyposażonych w ekrany dotykowe? Okazuje się, że nie robimy zbyt wiele, głównie ograniczamy korzystanie ze smartfonów poza domem oraz dezynfekujemy urządzenia, a także dłonie. Niemniej środki ostrożności w przypadku urządzeń osobistych są rzadziej stosowane niż w przypadku urządzeń ogólnodostępnych.

Na pewno wpływ na to ma również brak jednoznacznej informacji od producentów urządzeń, która precyzyjnie określałaby, jak możemy je czyścić, nie narażając się na utratę gwarancji. Mimo że większość sprzedawanych dziś smartfonów posiada pewne rozwiązania, które mają czynić je wodoodpornymi, to autoryzowane serwisy producenta zastrzegają, że zachlapanie może grozić utratą gwarancji, przez co wspomniana odporność na ciecz to czysto teoretyczna zaleta – zauważa Radosław Pawlak.

Nie bez znaczenia jest również aspekty psychologiczny. Wiele osób uważa, że skoro jesteśmy jedynymi osobami, które mają styczność z naszym smartfonem to czy istnieją jakiekolwiek szanse na to, że na jego powierzchni znalazł się niebezpieczny wirus? – Przeprowadzone badania wykazały, że powierzchnie smartfonów są pokryte bakteriami i wirusami, w tym również takimi, które mogą powodować poważne infekcje – mówi Judy Guzman-Cottrill, ekspert od chorób zakaźnych z Oregon Health & Science University. A przecież telefony są często trzymane blisko oczu, nosa i ust, gdzie zarazki mogą łatwo dostać się do organizmu.

Nowa era projektowania

Do niedawna mocnym trendem w projektowaniu był nacisk na ekologię, korzystanie z materiałów przyjaznych środowisku lub pochodzących z recyklingu. Kryzys epidemiologiczny przyczynił się do powstania nowego kierunku, który w najbliższych latach będzie zyskiwać na znaczeniu. – Projektanci stoją dziś przed ogromnym wyzwaniem. Wiele produktów i usług trzeba wymyślić od nowa, tak żeby ich odbiorcy nie bali z nich korzystać. W niektórych przypadkach wystarczy wdrożenie niewielkich zmian, w innych będzie konieczna całkowita transformacja. Ogromną rolę odegrają tutaj zarówno materiały, takie jak miedź, które skracają życie patogenów, jak i nowe rozwiązania technologiczne, eliminujące konieczność dotykania urządzeń lub automatyzujące ich dezynfekcję – tłumaczy Piotr Chwiedziewicz z Symetrii.

Doskonałym przykładem wykorzystania technologii do eliminacji zbędnego kontaktu z urządzeniem jest aplikacja pozwalająca na bezdotykowe otwieranie paczkomatów. – Korzystałam z ekranu dotykowego przy odbieraniu paczki za pośrednictwem Inpost, teraz przestawiłam się na aplikację mobilną, która pozwala odebrać paczkę przy użyciu telefonu – mówi Anna, uczestniczka badania jakościowego.

Pandemia koronawirusa zmusza nas do rewizji nawyków. Widać to szczególnie w dużych miastach, gdzie strach przed zakażeniem jest największy. Swoje piętno COVID-19 odcisnął zarówno na gospodarce, jak i społeczeństwie. Firmy, jak i instytucje państwowe, z trwającego kryzysu z pewnością wyciągną ważne lekcje, a trwałe zmiany wydają się nieuniknione. Raport Symetrii wskazuje na potrzebę nowego podejścia do tworzenia infrastruktury oraz urządzeń umieszczanych w miejscach publicznych. Nadrzędnym celem jest niedopuszczenie do wybuchu podobnego kryzysu w przyszłości.

Po szczycie OPEC+ jest zgoda i redukcja. Co to oznacza dla rynku ropy?

Niedawni przeciwnicy pogodzeni, ale nadpodaż jest przesądzona.
Koronawirus wymaże pięć lat wzrostu konsumpcji ropy. By walczyć o zrównoważenie rynku – OPEC+ zdecydował o początkowym ścięciu wydobycia o 10 mln b/d. Oznacza to jego redukcję o 22 proc.

Przedstawiono także harmonogram zarządzania produkcją na najbliższy rok.
Ma ono iść w parze z redukcją wydobycia w innych państwach (USA, Brazylia, Kanada, Norwegia), łącznie o 5 mln b/d. Nie ma informacji, jak do tych oczekiwań odnoszą się wymienione kraje. Decyzje mają zapaść w Wielki Piątek, na szczycie G-20.

Delegaci zgodzili się, że perspektywy rynku są bardzo trudne, a fundamenty najgorsze w historii. OPEC zakłada, że globalna gospodarka skurczy się w 2020 roku o 1,1 proc. Jeszcze w marcu prognozowano dynamikę światowego PKB na poziomie 2,4 proc. rok do roku. Załamanie wzrostu ma odzwierciedlenie w projekcjach popytu na ropę. Szacunki Rystad Energy mówią, że popyt jest obecnie 27,5 mln b/d niższy niż przed epidemią. Zapotrzebowanie na benzynę w USA jest najniższe od lat 90., a trzeci największy konsument ropy – Indie – ograniczyły konsumpcję o 70 proc.

W rezultacie OPEC przyjmuje, że w najgorszym II kwartale popyt ma załamać się średnio o 12 mln b/d, a w całym roku aż o 6,8 mln b/d. Średnioroczne zapotrzebowanie na ropę w 2019 roku wyniosło minimalnie ponad 100 mln b/d. Będzie to pierwszy spadek popytu od Globalnego Kryzysu Finansowego, ale będzie on jednocześnie wyraźnie potężniejszy, bo aż o 6,8 proc. rok do roku.

By walczyć z nadpodażą surowca OPEC+ podjął następujące kroki:

  • w maju i czerwcu produkcja zostanie obniżona o 10 mln b/d względem obecnych poziomów
    ·        od lipca do końca roku skala redukcji wyniesie 8 mln b/d
    ·        w pierwszym kwartale 2021 cięcie ma wynieść 6 mln b/d.

Skuteczność cięć ma zależeć od wysiłków Arabii Saudyjskiej i Rosji. Oba państwa mają obniżyć ilość pompowanej każdego dnia ropy do około 8,5 mln baryłek.
Reakcja rynków jest daleka od euforii. Kurs WTI spadał w czwartek ponad 10 proc. i notowania wracały do punktu, w którym były tydzień wcześniej, gdy Donald Trump ogłosił światu, że producenci ropy ograniczą mocno jej wydobycie.

Przyjęte rozwiązanie nie gwarantuje, że rynek uniknie w drugim kwartale gigantycznej nadpodaży. Jednocześnie fakt, że ograniczenie w kolejnych miesiącach będzie mniej rygorystyczne – wydłuży absorpcję potężnych zapasów surowca, które właśnie są akumulowane. Przypomnijmy, że tylko w ubiegłym tygodniu zapasy w USA podniosły się o rekordowe 15,2 mln baryłek. Przytoczone już wyliczenia Rystad Energy mówią o popycie niemal 30 mln b/d niższym niż przeciętnie. Kwiecień będzie prawdopodobnie miesiącem największej nadprodukcji, a ograniczenia mają zacząć obowiązywać od maja. W konsekwencji, przez kolejne trzy tygodnie zapasy ropy mogą odnotować potężny przyrost.

Nie wolno także zapominać, że piętą achillesową porozumienia OPEC+ była jego niska skuteczność. W przeszłości liczni producenci chronicznie nie wypełniali przyjętych na siebie zobowiązań. W ostatnich ośmiu miesiącach poprzedniego porozumienia OPEC+ Rosja ani razu nie ścięła wydobycia tak mocno, jak było to ustalone. Jedynie połowa z dwudziestu sygnatariuszy realizowała cel w momencie zerwania negocjacji. Jeszcze gorzej statystyka ta wygląda dla państw spoza kartelu. Na dziesięć państw – jedynie mniejsi gracze, tj. Azerbejdżan i Oman, wypełniali założenia. Problemy z tym obok Rosji miały również Kazachstan i Meksyk. Zresztą opór drugiego z tych państw przed akceptacją wymaganej redukcji wydobycia na szczycie 9 kwietnia pokazuje, że będzie koordynacja wydobycia będzie bardzo trudna i będzie budzić zastrzeżenia. Tym bardziej, że obejmie też szereg państw, które dotychczas nie koordynowały z OPEC wydobycia (o ile przyłączą się do porozumienia).

Iran, Libia i Wenezuela ponownie są zwolnione z redukcji wydobycia ze względu na produkcję bardzo niską na historycznym tle. Każde z tych państw będzie dążyć do zwiększenia produkcji. Szczególnie duże ryzyko istnieje w przypadku pogrążonej w wojnie domowej Libii, która wydobywa niewiele, a w ubiegłym roku przeciętnie pompowała prawie milion baryłek każdego dnia. Generał Haftar zdaje sobie sprawę, że musi wznowić dostawy ropy na rynki światowe, by zapewnić finansowanie i uspokoić nastroje swojej armii.

Średnioroczny popyt na ropę wg EIA i jego prognoza OPEC dla 2020 roku

Średnioroczny popyt na ropę wg EIA i jego prognoza OPEC dla 2020 roku
Źródło: EIA, OPEC

Bartosz Sawicki, DM TMS Brokers

To będą pierwsze tak nietypowe święta. Msze i spotkania rodzinne głównie online

Dla wielu Polaków Wielkanoc to przede wszystkim najważniejsze święto kościelne. Ponad połowa z nas bierze udział w Triduum Paschalnym, nieco mniej w niedzielnej rezurekcji. Ze względu na pandemię koronawirusa w głównych uroczystościach w tym roku Polacy będą uczestniczyć online. Takie też będą często śniadania wielkanocne z rodzinami.  – Chodzi o to, żebyśmy nie odpuścili, żebyśmy przeżywali tę Wielkanoc tak, jak możemy – podkreśla ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski.

 Te święta będą zupełnie inne. Kościół przestrzega zarówno zarządzeń służb sanitarnych, jak i władz państwowych, a wszystko w trosce o dobro, zdrowie i życie człowieka. Dlatego kiedy wychodzą kolejne zarządzenia, to również ze strony Konferencji Episkopatu Polski przypominamy o tym, żeby ich przestrzegać. One wpłyną całkowicie na przeżywanie tego czasu, to będą te same święta, ale nie takie same święta – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski.

W corocznych badaniach CBOS mniej więcej połowa Polaków podkreśla, że Wielkanoc to dla nich ważne przeżycie religijne. Świadczy o tym deklarowane przywiązanie do kościelnych uroczystości. Ponad połowa społeczeństwa bierze zazwyczaj udział w Triduum Paschalnym, rekolekcjach wielkopostnych, drodze krzyżowej czy gorzkich żalach. Na niedzielną rezurekcję o świcie chodzi prawie 50 proc. Polaków. W tym roku udział w tych uroczystościach i nabożeństwach będzie głównie zdalny.

Z pomocą przychodzą środki społecznego przekazu i media, które pomagają w modlitwie. Transmisje mszy świętych i nabożeństw biją rekordy popularności i oglądalności, bo ludzie mają potrzeby duchowe i łączą się w ten sposób ze wspólnotą Kościoła – mówi ks. Paweł Rytel-Andrianik.

Obecne rozporządzenia przewidują, że w zgromadzeniach religijnych może uczestniczyć tylko pięć osób, nie licząc księdza i innych osób sprawujących w tym czasie posługę. W związku z tym episkopat wydał dyspensę od obowiązku uczestnictwa na mszy świętej w niedziele w kościele.

Owocnie święta przeżywamy wewnętrznie – przekonuje rzecznik Konferencji Episkopatu Polski. – Transmisja mszy świętej, wspólne śniadanie wielkanocne i pobłogosławienie pokarmów oraz modlitwa z papieżem Franciszkiem to  trzy elementy, które pozwolą dobrze przeżyć tegoroczną Wielkanoc w domu.

Episkopat zachęca też do kontynuowania corocznych tradycji, ale w nieco zmienionej formie.

– Zachęcamy, by w Wielki Piątek adorować krzyż u siebie w domu. W Wielką Sobotę przygotowujemy koszyk wielkanocny z pisankami i pokarmami. Wiemy, że nie będzie możliwe poświęcenie tego w kościołach ze względu na stan epidemii i ograniczenia, ale może to zrobić głowa rodziny podczas śniadania wielkanocnego – wyjaśnia ks. Paweł Rytel-Andrianik

Badania CBOS co roku pokazują, że Polacy przede wszystkim traktują Wielkanoc jako święta rodzinne. Dla zdecydowanej większości to okazja do spotkań w większym gronie. Trudno im sobie wyobrazić święta bez święcenia pokarmów i dzielenia się jajkiem przy wielkanocnym stole. W tym roku wiele osób będzie jednak musiało spędzić ten czas samotnie lub w bardzo ograniczonym gronie najbliższej rodziny.

Zachęcamy do tego, aby w Niedzielę Wielkanocną stworzyć wirtualny stół wielkanocny – robić zdjęcia tam, gdzie jesteśmy, czy krótkie filmy i przesłać bliskim jako znak naszej duchowej łączności – mówi rzecznik KEP. – Chodzi o to, żebyśmy nie odpuścili, żebyśmy przeżywali tę Wielkanoc tak, jak możemy. W związku z tym, że to są tak wyjątkowe święta, to będą przez lata wspominane i dlatego trzeba zawalczyć, żeby jak najlepiej je przeżyć.

Biznes mocno włączył się w walkę z SARS-CoV-2. Wsparcie jest już liczone w setkach milionów złotych

0

Cały czas wydłuża się lista firm, które choć same ucierpiały finansowo w wyniku pandemii SARS-CoV-2 i związanych z nią ograniczeń, włączają się w pomoc dla szpitali i medyków. W walce z koronawirusem szeroki front tworzą firmy państwowe oraz prywatne, zarówno duże, jak i te z sektora MŚP. Kwota bezpośredniego wsparcia sięga już kilkuset milionów złotych. Przyjmuje ono wymiar zarówno materialny, jak i finansowy, a jedną z najbardziej pożądanych form pomocy jest zakup sprzętu medycznego i środków ochrony osobistej, których placówkom dramatycznie brakuje.

Dostępność respiratorów, testów diagnostycznych i środków ochrony osobistej – takich jak maseczki, jednorazowe rękawiczki i żele do dezynfekcji – to w tej chwili jeden z największych problemów w walce z pandemią koronawirusa. Szpitale dotkliwie odczuwają ich braki. Dlatego biznes – choć sam ucierpiał w wyniku pandemii i związanych z nią ograniczeń – w dużym stopniu włączył się do pomocy, przekazując znaczące kwoty na walkę z SARS-CoV-2.

Kiedy podjęliśmy decyzję o pomocy dla służby zdrowia, nie mieliśmy świadomości, jak ogromne są potrzeby. Dopiero kiedy skontaktowaliśmy się z placówkami medycznymi, żeby się dowiedzieć, czego najbardziej potrzebują, i dotarły do nas lista potrzeb, apele o pomoc, a także mnóstwo podziękowań za naszą inicjatywę, zrozumieliśmy, w jak trudnej sytuacji są polscy medycy – stwierdza Robert Abramczuk, prezes Posnet Polska, producenta urządzeń fiskalnych.

Firma Posnet w ostatnich dniach przeznaczyła milion złotych na wsparcie placówek służby zdrowia w walce z koronawirusem. Pomoc spółki trafiła do szpitali w Warszawie, Tomaszowie Lubelskim, Puławach i Przemyślu. Spółka kupiła dla medyków 300 tys. maseczek ochronnych, 10 tys. kombinezonów medycznych, 10 tys. przyłbic ochronnych i 10 przenośnych respiratorów, które trafią na wyposażenie najbardziej potrzebujących szpitali. Wybór zakupionego sprzętu został ustalony wspólnie z placówkami medycznymi, dlatego odpowiada na ich największe potrzeby. Posnet we własnym zakresie zorganizował też zakup sprzętu medycznego w Polsce i za granicą oraz jego międzynarodowy transport.

– Wierzę, że zakupiony przez nas sprzęt medyczny i środki ochrony podniosą bezpieczeństwo pracowników służby zdrowia i przyczynią się do opanowania epidemii – mówi prezes Posnetu.

W ramach akcji „Jesteśmy Razem. Pomagamy” pozytywne przykłady działania firm w czasie walki z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2 pokazują duże zaangażowanie społeczne biznesu. Na liście są już m.in. Drutex, Dr Irena Eris, LPP, Budimex, CCC, Mago, Putka, Topex, Deichmann, a kwota bezpośredniego wsparcia sięga już kilkunastu milionów złotych.

W walce z pandemią koronawirusa szeroki front tworzą zarówno firmy państwowe, jak i prywatne. Pomoc przybiera wymiar finansowy, jak i rzeczowy. Przykładowo, dzięki funduszom przekazanym przez firmę Drutex zostało zmodernizowane i doposażone Pomorskie Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy w Gdańsku, aby lepiej służyć hospitalizowanym zarażonym koronawirusem. Firma CCC z kolei w swoich szwalniach rozpoczęła produkcję ochraniaczy na obuwie, które są przystosowane do ochrony personelu medycznego.

W ramach akcji HASHWzywamyPosiłki firmy gastronomiczne i sieci restauracyjne wspierają ratowników, lekarzy i pielęgniarki, którzy nie opuszczają szpitali przez kilkanaście godzin i tworzą pierwszy front w walce z wirusem, organizując im dostawę gotowych posiłków. Część firm – w tym np. Allegro i Grupa PKP – wprowadziła pakiet działań antykryzysowych, aby pomóc mniejszym przedsiębiorcom w walce ze skutkami pandemii.

Nasze wsparcie jest wyrazem głębokiego szacunku i podziwu dla ludzi, którzy niosąc pomoc innym, narażają własne życie i stoją na pierwszej linii walki z koronawirusem, czyli dla pracowników służby zdrowia – zaznacza Robert Abramczuk.

Z badania przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia dla Forum Odpowiedzialnego Biznesu wynika, że zdaniem sześciu na dziesięciu pracowników ich firmy prowadzą wystarczające działania wspierające otoczenie w związku z pandemią koronawirusa. Najlepiej oceniani są pod tym względem mikroprzedsiębiorcy – w ich przypadku odsetek pozytywnych opinii wyniósł ok. 70 proc., podczas gdy w średnich (250–499 zatrudnionych) było to 52 proc., a w dużych (ponad 500 pracowników) – 58 proc.

Zawieszenie zajęć dla studentów wydłużone. Niektóre uczelnie już gotowe do przeprowadzenia egzaminów i rekrutacji online

Pandemia koronawirusa sprawiła, że życie przeniosło się do sieci. Także życie szkolne i akademickie, a zgodnie z najnowszym rozporządzeniem – taka sytuacja potrwa przynajmniej do 26 kwietnia. Decyzją rządu egzaminy maturalny i ósmoklasistów zostały przesunięte najprawdopodobniej na drugą połowę czerwca. Sytuacja wciąż jest niejasna w przypadku studentów. – Nasza uczelnia jest przygotowana na każdą ewentualność, włącznie z egzaminowaniem i przeprowadzaniem obron prac w trybie zdalnym – zapowiada dr Małgorzata Kluska-Nowicka, wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

– W związku z przedłużeniem zawieszenia zajęć dla uczelni wyższych i w konsekwencji dla studentów, podobnie jak w ostatnich trzech tygodniach, nic się nie zmienia. Dalej działamy w trybie zdalnym, co dotyczy zarówno kształcenia, jak też obsługi studentów – mówi agencji Newseria Biznes dr Małgorzata Kluska-Nowicka, wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Już od blisko miesiąca uczelnie i szkoły przeniosły zajęcia do świata wirtualnego. To w sieci odbywają się lekcje i wykłady, a większość działów pracuje zdalnie. Niektóre uczelnie udzielają w sieci porad prawnych i prowadzą przez internet także zajęcia sportowe. Już wiadomo, że taka sytuacja potrwa co najmniej do 26 kwietnia – tak wynika z najnowszego rozporządzenia rządu. Część szkół wyższych, niezależnie od rządowych obostrzeń, sama zdecydowała, że zajęcia będą odbywały się online znacznie dłużej. Władze Uniwersytetu Warszawskiego podjęły decyzję, że zajęcia będą odbywały się online do połowy maja. Jednak  większość uczelni jest do takiej sytuacji przygotowana.

– Dzięki mobilizacji naszych wykładowców, jak również naszych studentów w znakomitej większości nasze zajęcia są realizowane z powodzeniem w trybie zdalnym. Jestem pozytywnie zaskoczona, jak szybko nasi wykładowcy i studenci odnaleźli się w nowej rzeczywistości. Takie narzędzia jak Moodle, Zoom czy Hangouts stały się naszą dydaktyczną codziennością. Dzięki nim spotykamy się w wirtualnych salach, w których prowadzimy zajęcia, a materiały do zajęć dostarczamy studentom na platformie Moodle – wskazuje dr Małgorzata Kluska-Nowicka.

W sieci dostępne są podręczniki i potrzebne materiały. Uczelnie starają się przenieść do wirtualnego świata wszystkie zajęcia, także dla studentów medycyny. W Stanach Zjednoczonych np. studenci medycyny wykorzystują HoloLens Microsoftu na wirtualnych zajęciach anatomii. To wszystko ma sprawić, żeby przerwa w klasycznej edukacji była jak najmniej uciążliwa.

– Nasza uczelnia jest przygotowana na każdą ewentualność, włącznie z egzaminowaniem i przeprowadzaniem obron prac w trybie zdalnym. I gdyby było to potrzebne, tak właśnie będą się odbywać zaliczenia i obrony – podkreśla wicekanclerz WSB w Poznaniu.

Decyzją rządu egzaminy maturalny i ósmoklasistów zostały przesunięte i odbędą się najprawdopodobniej w drugiej połowie czerwca. Z myślą o maturzystach część uczelni prowadzi powtórki materiałów. W czasie pandemii niektóre przeniosły zajęcia do internetu, jak np. WSB, która organizuje webinaria, czyli wykłady online, prowadzone przez nauczycieli języka polskiego i matematyki. Z danych uczelni wynika, że takie zajęcia mają nawet wyższą frekwencję niż te prowadzone tradycyjnie. Dlatego też WSB rekrutację na nowy rok akademicki przeprowadzi online.

– Prócz zajęć w trybie zdalnym prowadzimy również rekrutację na studia na nowy rok akademicki. Oczywiście proces ten kandydaci i nasi pracownicy również realizują zdalnie, bez konieczności przychodzenia do biura rekrutacji – mówi dr Małgorzata Kluska-Nowicka. – Wszyscy mamy nadzieję, że w październiku będziemy mogli spotkać się z naszymi studentami w murach naszej uczelni. Gdyby jednak sytuacja tego wymagała, zajęcia będą realizowane zdalnie i jesteśmy na to gotowi.

Czy rynek nieruchomości na wynajem czeka kryzys?

Czy osoby inwestujące w nieruchomości mają się czego obawiać w kontekście pandemii i związanego z nim kryzysu gospodarczego? Jaka prognoza dotyczącą inwestycji w mieszkania przeznaczone na wynajem jest najbardziej prawdopodobna?

Obecnie – wiosną 2020 roku – żyjemy w zamrożeniu, sytuacji absolutnie nieprzewidywalnej i nietypowej. Nic dziwnego, że snujemy liczne domysły, również te dotyczące inwestycji w nieruchomości. Warto jednak uzbroić się w zdrowy rozsądek i rozważyć wszystkie opcje na podstawie faktów, a nie emocjonalnego podejścia. W końcu chodzi o finanse, a te z uczuciami nie idą w parze.

Każdy potrzebuje dachu nad głową

Jeszcze do niedawna prognozy dla rynku nieruchomości były bardzo optymistyczne. Rok 2020 miał być prawie tak samo dobry jak 2019. I nagle wszystko się zmieniło. Przez pandemię COVID-19, a właściwie z powodu przymusowej izolacji, tracą prawie wszystkie branże – również rynek nieruchomości. Jak zatem może wyglądać sytuacja w 2020 roku?

Nie dysponując szklaną kulą, pozostaje nam oprzeć się na faktach i w oparciu o nie spróbować ustalić możliwy scenariusz na przyszłość. W czasie epidemii i w pierwszych miesiącach po niej należy się zapewne spodziewać ograniczenia wydatków związanych z potrzebami, które wykraczają poza te najważniejsze. Jednak dach nad głową jest potrzebą podstawową! A to dobra wiadomość dla osób wynajmujących nieruchomości długoterminowo.

– Jeżeli kupiłeś mieszkanie w dużym mieście, gdzie zawsze będzie więcej pracy niż w mniejszych miejscowościach, to o ciągłość najmu możesz być spokojny. W takiej sytuacji wynajmujący, którzy planowali zakup mieszkania, mogą odłożyć te plany na jakiś czas, a Ty możesz liczyć na dłuższy najem. Każdy przecież musi gdzieś mieszkać – mówi Marta Bocheńska-Pachuta z firmy Baransu, zajmującej się zakupem i przygotowywaniem nieruchomości na wynajem na zlecenie klientów.

Poza tym na odłożenie decyzji o zakupie własnego mieszkania wpłyną też w znacznej mierze trudności z uzyskaniem kredytu. Banki mogą zaostrzyć kryteria, zwiększając wymagany udział własny i wysokość minimalnych dochodów niezbędnych do otrzymania pozytywnej decyzji kredytowej. A to oznacza, że mieszkania na wynajem będą potrzebne.

Dobry produkt zawsze się obroni

Choć może to zabrzmieć okrutnie, to jednak – pandemia stanowi idealne kryterium weryfikacyjne dla wszystkich, którzy już kupili mieszkanie z przeznaczeniem na wynajem długoterminowy. Pierwsza i najważniejsza sprawa to lokalizacja.

– Kawalerka w centrum Warszawy prawie nigdy nie będzie stała pusta. Może będzie trzeba zmniejszyć czynsz, a może jedno mieszkanie będzie zamieszkiwać więcej osób, ale szanse na jego wynajem są zdecydowanie większe, niż w przypadku kilkupokojowego mieszkania w małym miasteczku – uważa Marta Bocheńska-Pachuta.

Kolejna sprawa to relacje z najemcami. Jeśli dobrze ich wybraliśmy, to jest szansa, że pozostaną z nami na dłużej. Mieszkania w centralnych dzielnicach wynajmują często osoby pracujące np. w korporacjach czy bankach, a więc głównie ci, którzy chcą mieć dobry dojazd do pracy w centrum. Pracownicy najbardziej poszukiwanych branż – informatycy i inżynierowie zostaną najpewniej najmniej dotknięci kryzysem. Dobrze zatem wiedzieć co nieco o życiu zawodowym wynajmujących i takie pytania zadawać jeszcze przed podpisaniem z nimi umowy.

Jeśli między właścicielami nieruchomości a najemcami istnieje dobra komunikacja, to jest szansa, że o ewentualnych kłopotach z pracą dowiesz się wcześniej. Będzie czas na przygotowanie oferty lub dyskusję o wysokości czynszu. Nawet, jeśli będziesz musiał go obniżyć, to nie pozostaniesz z niczym. Jeżeli kupiłeś dobre mieszkanie w dobrej cenie, to pomimo zmniejszonego wpływu z najmu zarobisz np. nie 8%, a 4%, co nadal oznacza wyższy zysk niż z lokaty bankowej.

Kto straci na nieruchomościach?

Przejdźmy teraz do możliwych negatywnych konsekwencji kryzysu spowodowanego pandemią. Pierwszą już przedstawiliśmy. To ewentualne mniejsze zyski, spowodowane koniecznością obniżenia czynszu.

Druga to wzrost liczby mieszkań na rynku. Osoby, które stawiały dotychczas na najem krótkoterminowy, przerzucą się raczej na opcję długoterminową. Jako, że mniejsze fundusze i strach przed chorobą spowodują zapewne znaczne zmniejszenie ruchu turystycznego, „krótkoterminowcy” zauważą spadek liczby rezerwacji. Poza tym przekształcenie mieszkania z jednej formy na drugą jest bardzo łatwe, więc dość szybko na rynku pojawi się większa konkurencja. Dojdą nowe mieszkania w korzystnych lokalizacjach i cenach.

Trzecia sprawa to problemy inwestorów, którzy chcieliby kupić mieszkanie na wynajem. Jako że część starych klientów może mieć trudności z utrzymaniem regularnej spłaty kredytów, a banki będą musiały podjąć działania celem regulacji zobowiązań (nawet kosztem ustępstw), to możemy się spodziewać, że nowi kredytobiorcy nie otrzymają łatwo pieniędzy na inwestycje. Obostrzenia będą duże, a zdolność kredytowa zainteresowanych stopnieje. Jednym słowem, o kredyt może być trudniej.

Procedury kredytowe mogą trwać dłużej niż przed kryzysem. Obecnie są praktycznie wstrzymane ze względu na ograniczenia w poruszaniu się, a praca bardzo wielu pracowników z domu nie ułatwia funkcjonowania żadnego banku. Wykonuje się tylko czynności najważniejsze, zapewniające przetrwanie instytucji. Dlatego należy oczekiwać, że kupujący znacznie dłużej poczekają na decyzję kredytową, a sprzedający – na uzyskanie niezbędnych zaświadczeń.

Jak zmienić kryzys w okazję?

Jeśli planowałeś zakup nieruchomości, w szczególności za gotówkę, to mówiąc krótko – „kupuj, gdy leje się krew”. Choć niczego nie można być pewnym, to jednak istnieje duże prawdopodobieństwo, że ceny mieszkań spadną, podaż będzie większa od popytu i o atrakcyjne mieszkanie w dobrej lokalizacji będzie zdecydowanie łatwiej.

Pamiętaj, że dobry produkt – w naszym przypadku mieszkanie do najmu – zawsze się sprzeda. W lepszych czasach za więcej, w gorszych za mniej, ale zawsze gwarantuje przypływ pieniędzy. Skoro ludzi nie będzie stać na zakup, będą wynajmować. Wynajmować co? Twoje mieszkanie!

A jeśli już masz mieszkanie, które dopiero zamierzasz przeznaczyć na wynajem? Przeczekaj kwarantannę (nawet z zaciśniętymi zębami) lub spróbuj wystawić ofertę wynajmu, ale w niższej cenie. Przede wszystkim jednak przyjrzyj się swojemu produktowi. Może czas przestoju warto wykorzystać na jego uatrakcyjnienie? Dokładnie je posprzątaj, wynieś wszystkie niepotrzebne rzeczy, odmaluj, wymień zniszczone lub bardzo przestarzałe sprzęty.

– Dobrym pomysłem może być homestaging. Atrakcyjne elementy wyposażenia wnętrza bez trudu znajdziemy i zamówimy przez internet. Jeśli chcemy współpracować z architektem lub projektantem, większość szczegółów uzgodnimy zdalnie. Ewentualnie możemy zdecydować się na samodzielne przeprowadzenie małego remontu. Na koniec warto wykonać dobre, naprawdę dobre zdjęcia – podpowiada właścicielka Baransu. – Na wynajęcie być może będzie trzeba trochę poczekać, ale dzięki odpowiedniemu przygotowaniu, twoje mieszkanie będzie stanowiło atrakcyjną ofertę – dodaje.

Jakie z tego wnioski? Nieruchomości to wciąż najlepsza możliwa opcja inwestycyjna. Zyski z dobrego produktu są czasem wyższe, czasem niższe, ale zawsze pewne. W przeciwieństwie do giełdy, gdzie należy spodziewać się ogromnych spadków i wycofywania kapitału, zapotrzebowanie na nieruchomości w dłuższej perspektywie zawsze jest stałe.

Po kilkumiesięcznym szoku i fazie niepewności – jeśli pandemia zostanie opanowana i nie pojawi się inne zagrożenie – za około rok wszystko powinno wrócić do normy. A przecież ostatnio „normą” był rynek bardzo dobry dla sprzedającego.

Na razie jednak trendy się odwróciły. Teraz to kupujący będą dyktowali warunki i w najbliższych miesiącach ceny nieruchomości mogą spadać. Zatem kupujący mieszkania na wynajem, szczególnie Ci dysponujący gotówką, mogą powoli zacząć rozglądać się za okazją.

[aktualizacja] 5G na razie przegrywa z koronawirusem. Opóźnienia w aukcjach na częstotliwości w wielu krajach UE

Aukcja 5G w Polsce także została zawieszona. Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej poinformował, że w związku z przepisami ustawy z dnia 31 marca 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U.2020 poz. 568) bieg terminu składania ofert wstępnych w ogłoszonej w dniu 6 marca 2020 r. aukcji na cztery rezerwacje częstotliwości z zakresu 3480-3800 MHz został zawieszony.

Pandemia koronawirusa może zahamować rozwój sieci 5G na świecie. Odwołano targi Mobile World Congress 2020, na których technologia ta miała oficjalnie zadebiutować, opóźnione są także aukcje na częstotliwości dla sieci 5G. Tymczasem na rozwój nowej technologii czeka zwłaszcza segment fintech. Dzięki upowszechnieniu się technologii 5G oraz rozwiązań z zakresu otwartej bankowości klienci będą mogli przejąć pełną kontrolę nad swoim finansami i zarządzać nimi w pełni elastycznie, wymieniając informacje pomiędzy wieloma instytucjami.

– Same transakcje płatnicze nie wymagają przyspieszenia, ale dzięki 5G banki mogą wprowadzać wideokonferencje 3D dla swoich klientów, dzięki czemu zmniejszy się liczba placówek. Dzięki AR i VR w sieciach detalicznych będzie można oglądać, przebierać i ubierać się wirtualnie w domu, płatność będzie tylko częścią tej całości. To jest kierunek, w którym będziemy szli. 5G jest potrzebne do usług, które będą generowały płatności – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Janusz Diemko, niezależny konsultant rynku płatniczego.

Unia Europejska wdrożyła szereg działań, które mają przyspieszyć cyfryzację społeczeństwa, w tym również sektora finansowego. Zgodnie z celami ustanowionymi w ramach Europejskiego kodeksu łączności elektronicznej do końca 2020 roku każdy z krajów członkowskich zobowiązał się do uruchomienia sieci 5G przynajmniej w jednym mieście. Z uwagi na panującą pandemię koronawirusa cele te mogą się okazać jednak niemożliwe do spełnienia. Najpierw odwołano jedną z największych imprez na świecie – Mobile World Congress, która niemal w całości byłaby poświęcona technologii 5G. W poszczególnych krajach członkowskich przesuwane są także aukcje na częstotliwości 3400–3800 MHz dla nowej sieci, m.in. w Hiszpanii i Francji.

W Polsce aukcja 5G została ogłoszona przez Urząd Komunikacji Elektronicznej. Termin na składanie ofert wstępnych upływa 23 kwietnia, a rzecznik UKE potwierdza, że nie ma planów przedłużania tego terminu. Tymczasem technologia ta jest bardzo oczekiwana na rynku. Postanowienia zawarte w kodeksie stwarzają fintechom podstawy do rozpoczęcia szeroko zakrojonych prac nad wdrożeniem usług bankowych funkcjonujących w ramach infrastruktury sieciowej piątej generacji.

Z punktu widzenia innowatorów z sektora finansowego równie istotne było uchwalenie dyrektywy PSD2, która wprowadziła koncepcję otwartej bankowości. Zgodnie z jej założeniami banki funkcjonujące na europejskim rynku muszą udostępnić interfejsy programistyczne aplikacji (API), aby umożliwić wymianę informacji o klientach z dostawcami zewnętrznych usług. Wdrożenie PSD2 uwalnia dane konsumenckie na użytek aplikacji, które mogą wykorzystać je np. do konsolidacji rachunków z kilku banków w jednej usłudze bądź inicjowania transakcji za pośrednictwem zewnętrznego oprogramowania.

– Otwarta bankowość powinna wprowadzić kolejne usługi, np. możliwość podłączenia wszystkich rachunków pod jeden login. Są firmy, które robią credit scoring i dzięki zgodzie klienta umożliwią dostęp do historii transakcji na rachunku łatwiejsze, szybsze i być może tańsze kredyty. To może być częścią ID. Zamiast robić przelewy, żeby się zidentyfikować, dokonam transakcji albo się zaloguję i przez otwartą bankowość potwierdzę cyfrową tożsamość szybciej, sprawniej i wygodniej – wyjaśnia ekspert.

Zgodnie z najnowszymi informacjami Komisji Nadzoru Finansowego na polskim rynku funkcjonuje obecnie sześć rodzimych fintechów ze zgodą na realizację usług w ramach otwartej bankowości, z czego aż trzy specjalizują się w płatnościach internetowych: PayPro, PayU oraz Blue Media. Oprócz tego zgody KNF-u otrzymała firma Banqware, twórcy platformy banqUP pozwalającej bankom i fintechom na dostęp do wielu europejskich API, operator platformy pożyczkowej Kontomatik oraz spółka Ramp Link specjalizująca się w technologii blockchain.

– Firmy są gotowe do świadczenia tych usług teraz. Myślę, że za rok–dwa będziemy widzieli coraz więcej przykładów użytecznego wykorzystywania PSD2 dla klientów. Jest już polskie API, banki długo dyskutowały i debatowały, jak je wprowadzić. Boją się za bardzo otworzyć, żeby nie tracić jakiejś części biznesów. Na innych rynkach idzie to szybciej. Jesteśmy gotowi, tylko otwarta bankowość nie jest jeszcze w pełni wdrożona przez banki i firmy, żeby  umożliwić nam te same możliwości, co na innych rynkach – podsumowuje Janusz Diemko.

Realizacja założeń PSD2 może być dopiero początkiem rewolucyjnych zmian, jakie czekają współczesną bankowość. Stowarzyszenie Emerging Payments Association opublikowało dokument „The Future of Payments Regulation. Voices of the EPA”, w którym opisuje propozycje wdrożenia dyrektywy PSD3. Propozycja EPA zakłada m.in. możliwość stworzenia cyfrowej tożsamości oraz przerzucenie na dostawcę usług decyzji o wdrożeniu bądź zaniechaniu korzystania z narzędzi do silnego uwierzytelniania użytkowników.

Według analityków z firmy Allied Market Research wartość globalnego rynku otwartej bankowości w 2018 roku wyniosła 7,3 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie ona do 43,15 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 24,4 proc.

5G na razie przegrywa z koronawirusem. Opóźnienia w aukcjach na częstotliwości w wielu krajach UE

Pandemia koronawirusa może zahamować rozwój sieci 5G na świecie. Odwołano targi Mobile World Congress 2020, na których technologia ta miała oficjalnie zadebiutować, opóźnione są także aukcje na częstotliwości dla sieci 5G. Tymczasem na rozwój nowej technologii czeka zwłaszcza segment fintech. Dzięki upowszechnieniu się technologii 5G oraz rozwiązań z zakresu otwartej bankowości klienci będą mogli przejąć pełną kontrolę nad swoim finansami i zarządzać nimi w pełni elastycznie, wymieniając informacje pomiędzy wieloma instytucjami.

– Same transakcje płatnicze nie wymagają przyspieszenia, ale dzięki 5G banki mogą wprowadzać wideokonferencje 3D dla swoich klientów, dzięki czemu zmniejszy się liczba placówek. Dzięki AR i VR w sieciach detalicznych będzie można oglądać, przebierać i ubierać się wirtualnie w domu, płatność będzie tylko częścią tej całości. To jest kierunek, w którym będziemy szli. 5G jest potrzebne do usług, które będą generowały płatności – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Janusz Diemko, niezależny konsultant rynku płatniczego.

Unia Europejska wdrożyła szereg działań, które mają przyspieszyć cyfryzację społeczeństwa, w tym również sektora finansowego. Zgodnie z celami ustanowionymi w ramach Europejskiego kodeksu łączności elektronicznej do końca 2020 roku każdy z krajów członkowskich zobowiązał się do uruchomienia sieci 5G przynajmniej w jednym mieście. Z uwagi na panującą pandemię koronawirusa cele te mogą się okazać jednak niemożliwe do spełnienia. Najpierw odwołano jedną z największych imprez na świecie – Mobile World Congress, która niemal w całości byłaby poświęcona technologii 5G. W poszczególnych krajach członkowskich przesuwane są także aukcje na częstotliwości 3400–3800 MHz dla nowej sieci, m.in. w Hiszpanii i Francji.

W Polsce aukcja 5G została ogłoszona przez Urząd Komunikacji Elektronicznej. Termin na składanie ofert wstępnych upływa 23 kwietnia, a rzecznik UKE potwierdza, że nie ma planów przedłużania tego terminu. Tymczasem technologia ta jest bardzo oczekiwana na rynku. Postanowienia zawarte w kodeksie stwarzają fintechom podstawy do rozpoczęcia szeroko zakrojonych prac nad wdrożeniem usług bankowych funkcjonujących w ramach infrastruktury sieciowej piątej generacji.

Z punktu widzenia innowatorów z sektora finansowego równie istotne było uchwalenie dyrektywy PSD2, która wprowadziła koncepcję otwartej bankowości. Zgodnie z jej założeniami banki funkcjonujące na europejskim rynku muszą udostępnić interfejsy programistyczne aplikacji (API), aby umożliwić wymianę informacji o klientach z dostawcami zewnętrznych usług. Wdrożenie PSD2 uwalnia dane konsumenckie na użytek aplikacji, które mogą wykorzystać je np. do konsolidacji rachunków z kilku banków w jednej usłudze bądź inicjowania transakcji za pośrednictwem zewnętrznego oprogramowania.

– Otwarta bankowość powinna wprowadzić kolejne usługi, np. możliwość podłączenia wszystkich rachunków pod jeden login. Są firmy, które robią credit scoring i dzięki zgodzie klienta umożliwią dostęp do historii transakcji na rachunku łatwiejsze, szybsze i być może tańsze kredyty. To może być częścią ID. Zamiast robić przelewy, żeby się zidentyfikować, dokonam transakcji albo się zaloguję i przez otwartą bankowość potwierdzę cyfrową tożsamość szybciej, sprawniej i wygodniej – wyjaśnia ekspert.

Zgodnie z najnowszymi informacjami Komisji Nadzoru Finansowego na polskim rynku funkcjonuje obecnie sześć rodzimych fintechów ze zgodą na realizację usług w ramach otwartej bankowości, z czego aż trzy specjalizują się w płatnościach internetowych: PayPro, PayU oraz Blue Media. Oprócz tego zgody KNF-u otrzymała firma Banqware (platforma zapewniająca podmiotom trzecim szybką i bezpieczną integrację z różnymi bankowymi API z całej Europy. Silnik technologiczny banqUP upraszcza złożoność API bankowych, dzięki czemu podmiot trzeci otrzymuje nie tylko dostęp do danych bankowych, ale również ich analizę), operator platformy pożyczkowej Kontomatik oraz spółka Ramp Link specjalizująca się w technologii blockchain.

– Firmy są gotowe do świadczenia tych usług teraz. Myślę, że za rok–dwa będziemy widzieli coraz więcej przykładów użytecznego wykorzystywania PSD2 dla klientów. Jest już polskie API, banki długo dyskutowały i debatowały, jak je wprowadzić. Boją się za bardzo otworzyć, żeby nie tracić jakiejś części biznesów. Na innych rynkach idzie to szybciej. Jesteśmy gotowi, tylko otwarta bankowość nie jest jeszcze w pełni wdrożona przez banki i firmy, żeby  umożliwić nam te same możliwości, co na innych rynkach – podsumowuje Janusz Diemko.

Realizacja założeń PSD2 może być dopiero początkiem rewolucyjnych zmian, jakie czekają współczesną bankowość. Stowarzyszenie Emerging Payments Association opublikowało dokument „The Future of Payments Regulation. Voices of the EPA”, w którym opisuje propozycje wdrożenia dyrektywy PSD3. Propozycja EPA zakłada m.in. możliwość stworzenia cyfrowej tożsamości oraz przerzucenie na dostawcę usług decyzji o wdrożeniu bądź zaniechaniu korzystania z narzędzi do silnego uwierzytelniania użytkowników.

Według analityków z firmy Allied Market Research wartość globalnego rynku otwartej bankowości w 2018 roku wyniosła 7,3 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie ona do 43,15 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 24,4 proc.

Pomoc prawna dla lekarzy i podmiotów leczniczych

Nawet najlepszy lekarz może popełnić błąd, podobnie zresztą jak pozostali przedstawiciele brany medycznej. Niestety, pomimo zachowania należytej staranności i działania zgodnie z obowiązującymi regułami, może czasami dojść do sytuacji, w której pracownik szpitala lub kliniki zostanie pozwany przez niezadowolonego pacjenta oraz jego bliskich.

  1. Wsparcie prawne dla lekarzy i innych pracowników medycznych
  2. Na co zwrócić uwagę przy wyborze prawnika?
  3. Sprawy cywilne przeciwko lekarzom
  4. Pomoc w sprawie karnej dla podmiotu leczniczego

W tego typu sprawach należy jak najszybciej znaleźć kancelarię, która ma wiedzę i doświadczenie w obronie lekarzy oraz podmiotów leczniczych, gdyż w przeciwnym razie trudno będzie samemu zadbać o dobre imię.

Wsparcie prawne dla lekarzy i innych pracowników medycznych

Na szczęście zarówno lekarz, pielęgniarka, diagnosta, jaki i dentysta oraz pozostali pracownicy szpitali zawsze mogą skorzystać z pomocy prawnika, który w przypadku sprawy cywilnej lub karnej zajmie się reprezentacją. Zdecydowanie zwiększa to szanse na załatwienie sprawy zgodnie z oczekiwaniami podmiotu leczniczego. Trzeba jednak pamiętać, że w przypadku branży medycznej każda sprawa może być inna, więc wymaga odpowiedniego zaangażowania ze strony kancelarii.

Na co zwrócić uwagę przy wyborze prawnika?

Jeżeli zastanawiasz się nad wybraniem kancelarii adwokackiej, która zajmie się sprawami związanymi z prawem medycznym lub dotyczy personelu pracującego w służbie zdrowia, musisz zwrócić uwagę na to, aby wybrać taką, która rzeczywiście się w tym specjalizuje. O ile bez żadnego problemu można dotrzeć do prawników obeznanych w prawie spadkowym lub rodzinnym, to branża medyczna jest bardziej skomplikowana. Nic więc dziwnego, że wiele osób narzeka na trudności ze znalezieniem dobrego prawnika. Przed nawiązaniem współpracy upewnij się, że wybrana kancelaria prowadziła w przeszłości podobne sprawy i może pochwalić się sukcesami. Podczas rozmowy z przedstawicielem kancelarii zapytaj, czy jej pracownicy zapewnią wsparcie oraz ochronę w przypadku procesów karnych, wystąpienia roszczeń cywilnych lub spraw odwołujących się do odpowiedzialności zawodowej. Kancelaria powinna zapewnić między innymi obronę przed sądami (zarówno arbitrażowymi, jak i administracyjnymi), Sądem Najwyższym, NFZ, Rzecznikiem Praw Pacjenta oraz pozostałymi jednostkami.

Sprawy cywilne przeciwko lekarzom

W większości przypadków obrona w sprawach cywilnych prowadzonym przeciwko lekarzom i pozostałym zawodom medycznym potrzebna jest ze względu na rzekome naruszenia praw pacjenta, nieświadome wyrządzenie szkody lub nienależyte wykonanie obowiązków. Zanim jednak Kancelaria adwokacka w Rzeszowie będzie mogła przygotować skuteczną linię obrony, jej przedstawiciel musi zapoznać się ze wszystkimi szczegółami sprawy. Dzięki takiemu podejściu każda sprawa traktowana jest indywidualnie, co pozwala idealnie dobrać plan i strategię związaną z dalszymi postępowaniami. Pamiętaj, że sprawy procesowe mogą ciągnąć się naprawdę długo, dlatego zdecydowanie należy unikać działań pod wpływem emocji. Wystarczy jednak zdać się na specjalistę w tym zakresie prawa, aby zrobił on wszystko, co możliwe, aby zabezpieczyć interesy klienta. Popularna kancelaria z Rzeszowa, która wielokrotnie prowadziła obronę lekarzy oraz podmiotów leczniczych ma doświadczenie między innymi w przypadku następujących spraw:

  • obrona przed roszczeniami odszkodowawczymi, które dotyczą błędów lekarskich,
  • obrona przed roszczeniami w związku z naruszeniem praw pacjenta (obejmuje to również prawo do tajemnicy informacji, prawo do dostępu do dokumentacji medycznej oraz odmowę zgody na udzielanie świadczeń),
  • pomoc w przypadku roszczeń wynikających ze stosunku pracy,
  • wsparcie w razie wystąpienia naruszenia dóbr osobistych lekarza lub innego pracownika medycznego,
  • obrona przed roszczeniami argumentowanymi niewykonaniem umowy.

Pamiętaj jednak, że każda sprawa jest inna. Zamiast więc szukać wskazówek w internecie, skontaktuj się z prawnikiem i opisz mu swój problem. Dzięki temu zaoszczędzisz czas, a jednocześnie zyskasz pewność, że otrzymane informacje mają podstawy prawne i możesz je wykorzystać na swoją korzyść.

Pomoc w sprawie karnej dla podmiotu leczniczego

Osoby pracujące na stanowiskach medycznych oprócz pozwów cywilnych narażane są również na postępowania karne oraz sprawy gospodarcze. W takim przypadku również należy wybrać kancelarię, która ma niezbędne doświadczenie i będzie mogła odpowiednio poprowadzić sprawę. Wiele przydatnych porad znajdziesz na stronie https://jakubowskazawada.com/obrona-lekarzy-i-podmiotow-leczniczych/, gdzie opisano liczne sytuacje, w których obrona w sprawach karnych może być potrzebna. Można je podzielić na trzy podstawowe obszary: zarządzanie podmiotem leczniczym, udzielanie świadczeń zdrowotnych oraz czynności okołolekarskie. Chociaż tego typu sprawy są szczególnie trudne, wsparcie kancelarii daje ci największe szanse na ich wygranie. Zamiast więc wpadać w panikę, lepiej powierzyć swoją przyszłość dobremu prawnikowi.

Praca zdalna – prawa i obowiązki pracodawcy i pracownika

Ustawa z 2 marca br. wprowadziła nieznaną dotychczas w polskim prawodawstwie definicję pracy zdalnej. Co powinien zapewnić pracodawca? Czy także samochód i zwrot części kosztów za comiesięczne rachunki płacone za mieszkanie?

– Ustawa nie określa formy w jakiej pracodawca może polecić pracę zdalną pracownikowi, dlatego należy wnioskować, że to może się odbyć w dowolny sposób, również w formie ustnej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Warszawski, radca prawny w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Jednak w interesie obu stron jest formalne przekazanie takiego polecenia, co najprościej można zrobić wysyłając służbowego maila.

Na jak długi okres może być zlecona praca zdalna? Ustawa tego nie przesądza, to już zależy od decyzji pracodawcy. Nie może to być okres dłuższy niż 80 dni. Jednak ten czas może ulec zmianie, poprzez jego skrócenie lub wydłużenie.

Co pracodawca powinien zapewnić pracownikowi, ponieważ jest to niezbędne do pracy zdalnej? O ile w przypadku telepracy pracodawca ma obowiązek zapewnić sprzęt do wykonywania takiej pracy, to przy pracy zdalnej ustawa nie reguluje tych kwestii, pozostawiono to do uzgodnienia pomiędzy pracownikiem i pracodawcą. Dobrym standardem jest, że pracodawca zapewnia sprzęt komputerowy z potrzebnym oprogramowaniem.

Jak daleko idące mogą być oczekiwania pracowników? Czy firma powinna zapewnić samochód, do wykorzystania przez pracownika?

– To zależy od charakteru wykonywanej pracy, gdy samochód jest potrzebny pracownikowi do wykonywania pracy, pracodawca powinien to zapewnić – wyjaśnia mec. Łukasz Warszawski.

Praca w domu to także dodatkowe koszty dla pracownika, związane z rachunkami za mieszkanie. Jeżeli warunki domowe czy rodzinne utrudniają wykonanie pracy zdalnej, to pracownik może zwrócić się do pracodawcy o wyznaczenie innego miejsca pracy, które będzie spełniało także warunki bhp. Jednak ustawa nie rozstrzyga kwestii związanych z takimi dodatkowymi kosztami ponoszonymi przez pracownika.

– To również pozostawiono uzgodnieniom stron, a dobrą praktyką byłaby zgoda pracodawcy na częściową partycypację w powstałych kosztach, ponoszonych przez pracownika, związanych np. ze zwiększonymi wydatkami na energię elektryczną wyjaśnia prawnik z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Kolejny program FED. Kolejna fala optymizmu na Wall Street

Główne amerykańskie indeksy giełdowe zwyżkują w czwartek po południu o ponad 2 proc. Sentyment na rynku akcji zdecydowanie poprawił się po zapowiedzi kolejnych działań Rezerwy Federalnej, tym razem na polu stanowym. Łącznie od dołka ustanowionego 23 marca, indeks S&P 500 wzrósł już o prawie 30 proc.

Co takiego tym razem zaproponowała amerykańska Rezerwa Federalna? Będzie to nowy pakiet stymulacyjny, udzielający pożyczek w wysokości do 2,3 bln USD, mających na celu wsparcie gospodarstw domowych i pracodawców każdej wielkości oraz zwiększenie zdolności rządów stanowych i lokalnych do świadczenia kluczowych usług podczas pandemii koronawirusa. Jak powiedział przewodniczący Rezerwy Federalnej Jerome Powell, najwyższym priorytetem w USA musi być zaradzenie kryzysowi zdrowia publicznego, opieka nad chorymi i ograniczenie dalszego rozprzestrzeniania się wirusa. Dodał, że rolą FEDu jest zapewnienie jak największej stabilności w tym okresie ograniczonej działalności gospodarczej, a dzisiejsze działania pomogą zapewnić, że ewentualne ożywienie będzie możliwie jak najbardziej energiczne. Dodajmy, że marcu Fed obniżył docelowy zakres stopy funduszy federalnych o 100 p.b. do 0-0,25 proc. i uruchomił ogromny program luzowania ilościowego o wartości 700 miliardów dolarów.

Dobre nastroje utrzymują się również po tygodniowych danych z rynku pracy USA. Liczba Amerykanów ubiegających się o zasiłek dla bezrobotnych spadła do 6,6 milionów w tygodniu zakończonym 4 kwietnia z rekordowego poziomu 6,8 milionów w poprzednim tygodniu. Suma zgłoszeń w ciągu ostatnich trzech tygodni wyniosła prawie 17 milionów. Zatwierdzony przez Biały Dom i Kongres pakiet 2,2 bln USD, który zwiększył płatności dla bezrobotnych do 600 USD tygodniowo przez okres do czterech miesięcy, prawdopodobnie przyczynił się do wzrostu liczby roszczeń.

Dziś na Wall Street pojawiły się również dwie rekomendacje dla spółki McDonald’s. W obydwu podniesiono poziom ceny docelowej. Analitycy Cowen wyznaczyli nową cenę docelową na poziomie 190 USD ze 180 USD przy średniej na poziomie 201,45 USD. Również Bank of America zwiększył poziom ceny docelowej do 195 USD ze 180 USD i podtrzymał rekomendację kupna. MCD ma 29 rekomendacji kupuj, 8 trzymaj i 0 sprzedaj.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Gospodarka Polski otrzyma istotne wsparcie w walce ze skutkami pandemii koronawirusa

Pod kątem informacji z Polski, środa była jednym z najciekawszych dni w ostatnich tygodniach. Jakie informacje poznaliśmy, co one oznaczają i jak zareagował na nie rynek?

Zacznijmy od Narodowego Banku Polskiego. Wczoraj, w trakcie spotkania decyzyjnego Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o obniżce stóp procentowych: kluczowa, stopa referencyjna została obniżona o 50 punktów bazowych do poziomu 0,50% (Wykres 1). Pozostałe stopy procentowe również zostały obniżone o 50 pb. W konsekwencji, stopa lombardowa znalazła się na poziomie 1,00%, stopa depozytowa 0,00%, stopa redyskontowa weksli 0,55%, z kolei stopa dyskontowa weksli 0,60%.

Wykres 1: Stopa referencyjna NBP (2005 – 2020)

Stopa referencyjna NBP
Źródło: Bloomberg Data: 09/04/2020

Nieoczekiwana-oczekiwana decyzja

Wczorajsza obniżka stóp procentowych nie była oczekiwana przez większość ekonomistów i analityków. Tak jak i my, konsensus zakładał, że RPP pozostawi stopy procentowe niezmienione. Jedynie 3 z 25 ekonomistów z sondażu Bloomberga spodziewało się ich cięcia, z czego tylko 2 z nich oczekiwało spadku stopy referencyjnej aż o 50 pb.

Mimo to, decyzji tej nie można nazwać w pełni nieoczekiwaną. Rynkowa wycena zmian stóp procentowych wskazywała, że rynek liczył na silne rozluźnienie polityki pieniężnej w przeciągu kilku najbliższych tygodni. Na podstawie wyceny kontraktów FRA 1×4 w PLN jesteśmy w stanie powiedzieć, że rynek w dniach poprzedzających wczorajsze spotkanie w horyzoncie jednego miesiąca spodziewał się spadku stopy WIBOR 3M o ok. 40-50 pb., czyli de facto skłaniał się w stronę cięcia stóp przez RPP właśnie o 50 pb. (Wykres 2).

Wykres 2: Implikowana zmiana stopy WIBOR 3M w horyzoncie miesięcznym na podstawie kontraktów FRA 1×4 w PLN [pb.] (01/03/19 – 07/04/20)

Implikowana zmiana stopy WIBOR 3M w horyzoncie miesięcznym na podstawie kontraktów FRA
Źródło: Bloomberg Data: 09/04/2020

Jak RPP uzasadnia tę decyzję? W komunikacie z wczorajszego spotkania znalazła się informacja o tym, że pomimo działań podjętych wcześniej przez bank centralny „utrzymuje się ryzyko spadku inflacji poniżej celu inflacyjnego NBP w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej”. Wypowiadając się na konferencji prasowej prezesa NBP i premiera, prezes Glapiński wspominał o ryzyku deflacji. Na tego typu ryzyko w kontekście załamania gospodarczego, jak widać, bank centralny nie pozostał obojętny.

Pozostałe działania NBP, działania rządu i PFR

Oprócz decyzji o obniżce stóp, polski bank centralny w ostatnim czasie podjął również inne działania. Jednym z nich jest uruchomienie (od 10 kwietnia) kredytu wekslowego, o którego wprowadzeniu informował Zarząd NBP w połowie marca.  Kluczową informacją w kontekście działań NBP jest jednak rozszerzenie katalogu skupowanych przezeń na rynku wtórnym aktywów. Wcześniej były to tylko obligacje Skarbu Państwa, teraz natomiast w komunikacie po spotkaniu pojawiła się informacja o zakupie „skarbowych papierów wartościowych oraz dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa”. Można tu rozróżnić dwie nowe kategorie. Po pierwsze, papiery o krótkim terminie, czyli bony skarbowe, o których podczas konferencji premiera i prezesa NBP, wspominał też prezes Glapiński. Po drugie – papiery gwarantowane przez Skarb Państwa. Zgodnie z tym, co sugerował prezes Glapiński chodzi tutaj o obligacje wyemitowane przez Polski Fundusz Rozwoju, które znajdą się w rękach banków.

Tego typu działania mają m.in. wspierać płynność na rynku wtórnym, jednak należy je też interpretować jako dość wyraźne wsparcie i dopełnienie działań rządowych, które wczoraj w trakcie konferencji prasowej zapowiedział premier Morawiecki. W ramach prezentacji projektu kolejnej tarczy antykryzysowej, tym razem „tarczy finansowej”, której wartość ma wynieść 100 mld zł wskazano, że wsparcie mają otrzymać mikrofirmy i duże przedsiębiorstwa (mają otrzymać po ok. 25 mld zł, z czego w przypadku dużych przedsiębiorstw pomoc ta ma obejmować kilka rodzajów finansowania), z kolei druga połowa ma trafić do małych i średnich firm. Co istotne, pula środków bezzwrotnych w ramach subwencji to 60 mld zł. Zgodnie z zapowiedziami firmy, które uzyskają pomoc i spełnią dodatkowe warunki będą mogły liczyć jednak na umorzenie nawet 75% subwencji.

Warto też wspomnieć, że dzień przed ogłoszeniem projektu tarczy finansowej ogłoszono zmiany w uchwalonej już wcześniej tarczy antykryzysowej, rozszerzające zakres pomocy o wartość szacowaną na ponad 11 mld zł. Patrząc na to, że jest to ok. 5% wartości przyjętej pierwotnie 31 marca br. tarczy oraz wczytując się w szczegóły zmian uznajemy je za kosmetyczne – w przeciwieństwie do zaprezentowanej wczoraj tarczy finansowej, którą oceniamy jako istotny krok. Wygląda na to, że decydenci wsłuchali się w krytyczne głosy, które pojawiły się w debacie publicznej zwracając się w stronę znacznej bezpośredniej pomocy przedsiębiorcom (której skala w ramach pierwszej tarczy zgodnie z publicznie wyrażanymi ocenami przez wielu przedsiębiorców była zbyt mała). Dodatkowo pozytywną zmianą jest też to, że tym razem ogłoszone założenia kolejnej tarczy są stosunkowo proste.

Skala nowych działań jest znaczna – sama tarcza finansowa ma odpowiadać wartości 4,5% polskiego PKB, co sprawia, że łączna wartość wsparcia z tytułu obu tarcz powinna wynieść ok. 15% PKB. Ze względu na ich zróżnicowanie, trudno jednoznacznie porównać działania między krajami mające wspierać gospodarki w obliczu koronawirusa, jednak wygląda na to, że obecnie polska „tarcza” nie odstaje od europejskich standardów.

Jak zareagował rynek?

W związku z tym, że pierwszą oficjalną informacją ze strony NBP, jaką otrzymaliśmy, była ta o obniżce stóp procentowych, rynek walutowy zareagował negatywnie i polski złoty doświadczył lekkiego osłabienia w parze z euro. Skala wyprzedaży waluty była jednak niewielka, a niedługo po decyzji – już w trakcie konferencji prasowej premiera Morawieckiego i prezesa Glapińskiego – złoty odrabiał straty, żeby zakończyć dzień w okolicy poziomu, na którym go rozpoczął (Wykres 3). Brak silniejszej, negatywnej reakcji w odpowiedzi na obniżkę stóp można powiązać z tym, że rynek i tak spodziewał się zmian stóp w perspektywie miesiąca oraz z tym, że działania rządu, NBP i PFR pozwolą na złagodzenie szoku dla gospodarki związanego z pandemią koronawirusa.

Wykres 3: Kurs EUR/PLN (08/04/20)

Kurs EUR
Źródło: Bloomberg Data: 09/04/2020

Wczoraj odnotowaliśmy również zwyżki na polskich obligacjach. Rentowność 10-letnich papierów skarbowych spadła z okolic 1,60% do 1,50%, kończąc dzień mniej więcej w połowie tej stawki. Wczorajszy dzień na minusie zakończył natomiast indeks WIG20, co należy wiązać przede wszystkim z załamaniem cen akcji banków (obniżka stóp procentowych godzi w ich rentowność), których waga w tym indeksie to ok. 25%. Większość pozostałych spółek z tego indeksu radziła sobie dobrze.

Co dalej?

Zakładając, że perspektywy gospodarcze kraju w kontekście skutków pandemii nie ulegną istotnemu pogorszeniu, w obecnej chwili nie spodziewamy się dalszych, znaczących kroków ze strony polskich decydentów. Ich ostatnie działania oraz retoryka sugerują, że gospodarka może liczyć na wsparcie. Jest to niezwykle ważne w kryzysowej sytuacji w jakiej obecnie znajduje się kraj.

Działania rządu nie pozostaną bez wpływu na sytuację fiskalną Polski. Niemniej w obecnej sytuacji, ze względu na to, że to PFR ma emitować dług potrzebny na sfinansowanie tarczy finansowej (zgodnie ze słowami prezesa PFR, Pawła Borysa emisja obligacji przez spółkę ma sfinansować 90% tarczy), działania te nie grożą przekroczeniem krajowych limitów zadłużenia. Dopiero po czasie PFR będzie musiał uzyskać częściowe wsparcie z budżetu w związku z umorzeniami subwencji, efekty te będą jednak odłożone na dalszy okres.

W normalnej sytuacji ten istotny wzrost emisji obligacji przełożyłby się negatywnie na koszty obsługi długu, jednak tutaj warto zwrócić uwagę, że papiery wyemitowane przez PFR będą miały gwarancje Skarbu Państwa – a zgodnie z wczorajszym komunikatem po spotkaniu banku centralnego papiery takie na rynku wtórnym będzie mógł skupować NBP. Działania NBP stanowią więc zabezpieczenie przed nadmiernym wzrostem kosztów, jaki bez tego wygenerowałaby nowa tarcza.

W zwykłych czasach można byłoby martwić się również o to, czy istotny wzrost zadłużenia i wyraźna koordynacja działań decydentów fiskalnych i monetarnych mających to umożliwić nie wpłynie negatywnie na percepcję Polski wśród inwestorów. I w normalnej sytuacji prawdopodobnie by tak było. Niemniej, uwzględniając to, gdzie obecnie się znajduje większość państw na świecie i ich gospodarek i obserwując wczorajszą reakcję rynków finansowych wygląda na to, że tego typu obawy w tym momencie nie są zasadne.

Czy działania decydentów nie przełożą się na słabość złotego?

Obniżki stóp procentowych i perspektywa wzrostu długu publicznego z zasady nie są pozytywne dla waluty. Niemniej, biorąc pod uwagę obecną sytuację, decydenci podejmują działania, które istotnie nie wyróżniają się negatywnie na tle tych podejmowanych przez inne państwa. Niewykluczone, że – paradoksalnie – docelowa reakcja rynku mogłaby być bardziej negatywna, gdyby działań tych nie ogłoszono. Dlatego ryzyko dla percepcji kraju i waluty związane z tym, że pomoc okazałaby się niewystarczająca do wsparcia gospodarki oceniamy jako wyższe niż ryzyko dla percepcji związane z podjęciem działań.

Złoty jest obecnie jedną z najniżej oprocentowanych walut na świecie, a rentowności polskich obligacji rządowych w tym roku odnotowały najniższe poziomy w historii. Patrząc na to, można by stwierdzić, że Polska stała się krajem nieatrakcyjnym do lokowania kapitału. Niemniej warto zwrócić uwagę, że nie żyjemy w próżni. Stopy procentowe w wielu krajach świata zostały ścięte do zera lub znajdują się w jego okolicy, a całe krzywe rentowności spadły o kilka poziomów. Nie sądzimy, żeby spadek stóp procentowych o 50 pb, który sprawia, że są one obecnie najniższe wśród kluczowych krajów regionu istotnie niekorzystnie wpłynął na zachowanie złotego. Różnice te naszym zdaniem nie są bowiem na tyle duże, aby istotnie przyćmić pozytywy, które charakteryzują złotego, czy też polską gospodarkę tak na tle znacznej części innych walut EM, jak i sporej części walut regionu. Zresztą obecnie niewykluczone, że inne banki centralne, które jeszcze mają jakiś „zapas” stóp procentowych (na przykład Narodowy Bank Czeski) podejmą się ich dalszej redukcji, chcąc jeszcze mocniej wesprzeć gospodarkę.

Sądzimy, że w najbliższym czasie zachowanie złotego będzie nadal zależało głównie od globalnego sentymentu. Uwzględniając jednak relatywnie dobre fundamenty gospodarcze kraju oraz w naszej ocenie – adekwatne działania decydentów w odpowiedzi na kryzys – jesteśmy jednak optymistyczni, że po przejściowych turbulencjach związanych z koronawirusem polski złoty w długim terminie będzie w stanie odrobić większą część strat wywołanych przez pandemię.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Tarcza 2.0 szansą dla gastronomii

Pierwsza „Tarcza antykryzysowa” nie spełniała oczekiwań podmiotów z sektora gastronomicznego. W ankiecie Stowarzyszenia „Przyszłość dla Gastronomii”, zaraz po jej ogłoszeniu, aż 80% członków oceniło propozycje w niej zawarte za niewystarczające. Jeden na pięciu pytanych (20%) sygnalizował, że przyjęte przepisy w ogóle go nie obejmują. Wczoraj branża dostrzegła światełko nadziei. Druga propozycja rządu – poszerzona o tarczę finansową dla firm – wygląda obiecująco i jeżeli zostanie przyjęta w proponowanej formie może rzeczywiście pomóc gastronomii.

Gastronomia należy do tych sektorów gospodarki, które są najbardziej dotknięte epidemią koronawirusa. Dane jednoznacznie wskazują, że sytuacja jest wyjątkowa. Z danych zebranych przez Stowarzyszenie „Przyszłość dla Gastronomii” wynika, że ponad połowa restauratorów musiała zamknąć lokale lub zawiesić działalność. Co więcej, 45% członków grupy Stowarzyszenia na Facebooku zadeklarowało, że prowadzi dostawę na wynos.

Należy jednak podkreślić, że nie zawsze takie rozwiązania pozwalają na ekonomiczne przetrwanie firmy. Punkty gastronomiczne, pomimo zawieszenia działalności, zmuszone są do ponoszenia wydatków stałych takich jak m.in. pensje pracowników, koszty utrzymania i najmu lokali. Bez wsparcia ze strony rządu branża gastronomiczna stanie przed realnym zagrożeniem recesji. Trzymamy kciuki za szybkie wprowadzenie nowych rozwiązań do  „Tarczy antykryzysowej”. Dzięki niej mamy szansę na to, że po powrocie do normalności będziemy mogli odbudowywać nasze firmy, a nie zamiatać zgliszcza – mówi Maciej Kotecki, pomysłodawca inicjatywy łączącej sektor oraz założyciel Stowarzyszenia „Przyszłość dla Gastronomii”.

O tym, jak bardzo trudności łączą, świadczą również przykłady powstających inicjatyw – restauratorzy wzajemnie się wspierają, pomaga im też społeczeństwo. Wielu Polaków rezygnuje z gotowania w domu i stawia na świąteczne potrawy wprost z lokalnych restauracji.

Black Red White stawia czoła kryzysowi

Nowe propozycje rządu, zawarte w tzw. tarczy finansowej, to realne wsparcie dla dużych firm. Dzięki nim i zakończonej w 2019 roku restrukturyzacji Black Red White liczy, że uda się znacząco ograniczyć skutki epidemii.

Najnowsze rozwiązania zaproponowane 8 kwietnia przez premiera Mateusza Morawieckiego oraz szefa NBP Adama Glapińskiego zakładają rozwiązania wspierające płynność firm zatrudniających powyżej 250 osób. W ich ramach będzie możliwe uzyskanie wsparcia kredytowego w wysokości nawet 1 mld zł na przedsiębiorstwo, z czego część środków będzie wsparciem bezzwrotnym. Maksymalna wartość programu dla dużych firm ma wynieść 25 mld zł, natomiast zakładana kwota środków bezzwrotnych może osiągnąć wartość 12 mld zł. Dzień po ogłoszeniu tarczy finansowej odbyła się wideokonferencja premiera Mateusza Morawieckiego z przedsiębiorcami, w której wziął m.in. udział Dariusz Formela, prezes Black Red White.

– To istotne uzupełnienie dotychczasowych rozwiązań proponowanych w ramach Tarczy antykryzysowej. Od początku zwracaliśmy uwagę na to, że duże firmy zatrudniające po kilka tysięcy osób muszą zostać wsparte płynnościowo, aby ograniczyć skalę kryzysu. Cieszę się, że zostało to uwzględnione. Mam nadzieję, że dzięki tym rozwiązaniom i przebytej w 2019 r restrukturyzacji znacząco ograniczymy skutki kryzysu– twierdzi Dariusz Formela, prezes zarządu Black Red White SA.

W 2019 roku firma przeszłą gruntowną restrukturyzację i optymalizację wielu procesów produkcyjnych i usługowych. Dzięki temu wypracowała 100 mln PLN tzw. zysku EBITDA. Tym samym przygotowała się na trudniejsze czasy i jest w stanie utrzymać się co najmniej przez najbliższe 6 miesięcy.

W ostatnich tygodniach była zmuszona nie przedłużyć kilkudziesięciu umów, ale na razie nie podejmuje żadnych drastycznych kroków. Na ten moment zgodnie z obowiązującymi przepisami wszyscy pracownicy mają zmniejszony wymiar etaty o 20 % (4/5 etatu). Firma chce w ten sposób uniknąć zwolnień dużej liczby osób i utrzymać jak najwięcej miejsc pracy. Pomóc mają w tym nowe rozwiązania zaproponowane przez rząd w traczy finansowej.

Kryzys, wywołany pandemią wirusa SARS-Cov-2, przyniesie w kwietniu spadek sprzedaży krajowej BRW o 80 proc. a eksportu nawet o 95 proc. W grupie Black Red White pracuje dziś 7,5 tys. osób, kolejne 2,5 tys. osób jest zatrudnionych w firmach stowarzyszonych.

Polacy w czasie epidemii – problemy z organizacją pracy w izolacji

4 na 10 pracowników wymienia ograniczoną i utrudnioną komunikację z ludźmi
w czasie pracy oraz brak wyraźnych granic między czasem wolnym a zawodowym jako najważniejsze uciążliwości, w czasie pracy podczas izolacji –  wynika z najnowszego barometru SW Research Polacy w czasie epidemii.

Co czwarty zatrudniony Polak wymienia zmianę trybu pracy ze stacjonarnej na zdalną jako jeden ze stosowanych środków zapobiegawczych w trakcie epidemii. Wśród tej grupy jedynie 3 na 10 wskazuje na zupełny brak uciążliwości związanych z dostosowaniem
się do nowych okoliczności.

wykres 1Zarówno pracodawcy, jak i pracownicy na ogół bardzo poważnie potraktowali zalecenia Ministra Zdrowia dotyczącego nakazu pracy zdalnej, o ile nie wymaga tego charakter wykonywanej pracy. Na tle wymienianych środków ostrożności stosowanych w czasie pandemii badani nie wyróżniają w szczególny sposób pracy zdalnej, co może świadczyć
o szybkim przystosowaniu się do zmian w trybie pracy i uznania ich za całkowicie naturalne –
komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes SW Research.

A co jest najbardziej uciążliwe podczas pracy zdalnej? Wydaje się, że problemem nie jest ani brak dostępu do szybkiego internetu ani brak odpowiedniego sprzętu – te elementy wskazywane były przez badanych jako najmniej deficytowe. Polscy pracownicy skarżą
się przede wszystkim (41% wskazań) na dwa zupełnie inne i jednocześnie niezależne od siebie zjawiska. Pierwszy problem to ogólny brak kontaktu z ludźmi, brak bezpośrednich rozmów i spotkań. Komunikacja ze współpracownikami w zasadzie ogranicza się do tele lub videokonferencji.

Drugim, równie ważnym aspektem pracy zdalnej, na który narzekają pracownicy jest przenikanie się życia zawodowego i prywatnego. Brak łatwego wyznaczenia granicy między czasem wolnym i zawodowym często prowadzi do problemów z koncentracją, skupieniem się w czasie pracy (39% wskazań).wykres 2

Okazuje się, że większości z nas bardzo łatwo wpaść w pułapkę „tak bardzo atrakcyjnej” pracy zdalnej. Zapewne nie wpadną w nią pracownicy mający z nią wcześniejsze doświadczenie, ale większość zatrudnionych szybko zorientowała się, że praca zdalna oznacza umiejętność narzucenia sobie samodyscypliny, o którą niełatwo w domowych warunkach – komentuje wiceprezes SW Research.  Nagle okazuje się, że zwolnienie z obowiązku dojazdu do i z pracy powoduje, że pracownik rozpoczyna pracę o godzinę wcześniej, a kończy ją o godzinę później. Przy optymistycznym założeniu, że w międzyczasie nie zajmie się obiadem, porządkami czy opieką nad dziećmi – uzupełnia Zimolzak.

Metodologia badania

Badanie zostało zrealizowane w dniach 31.03 – 1.04.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI). W ramach badania przeprowadzono 1006 ankiet z użytkownikami SW PANEL. Projekt będzie miał charakter cykliczny, pomiary będą realizowane co dwa tygodnie na czas trwania epidemii.

Wpływ COVID-19 na rynek inwestycji, fuzji i przejęć

W związku z COVID-19 firmy planują restrukturyzacje, co znacząco wpłynie na wzrost liczby przejęć. Te jednak powinny być przeprowadzane ostrożnie. Jak wynika z najnowszego badania TMF Group, około jedna piąta takich transakcji wygenerowała dodatkowe koszty rzędu milionów dolarów. Powodem tak dużych strat były nieefektywne procesy prowadzenia tych operacji.

Chociaż przejęcie może być bardzo atrakcyjną okazją biznesową, niezależne badanie zlecone przez TMF Group wykazało, że 34 proc. kadry kierowniczej wyższego szczebla z firm private equity oraz 27 proc. specjalistów z korporacji posiadających doświadczenie w zakresie przejęć przyznało, że ich ostatnie transgraniczne transakcje nie spełniły oczekiwań. Zdaniem 24 proc. i 19 proc. pytanych menedżerów reprezentujących oba sektory znaczący wpływ na to miały kosztochłonne opóźnienia.

Tam, gdzie opóźnienia spowodowały wzrost kosztów, zdecydowana większość przedstawicieli sektora private equity (92 proc.) stwierdziła, że transakcje kosztowały ich 10 lub więcej procent niż ich zakładana wartość. Blisko jedna trzecia menedżerów (30 proc.) powiedziała, że było to ponad 16 proc. W przypadku korporacji liczba menedżerów przyznających, że opóźnienia w realizacji transakcji przejęć powodowały wzrost kosztów, była podobna do tych w sektorze private equity. 85 proc. menedżerów odpowiadających za przejęcia z ramienia korporacji twierdziło, że opóźnienia wygenerowały w ich przypadku wzrost kosztów o 10 proc., a 38 proc. menedżerów, że wartości transakcji wzrosły z tego powodu o 16 i więcej procent. Biorąc pod uwagę fakt, że większość tych transakcji została wyceniona na ponad 50 mln. dolarów, a niektóre z nich na ponad miliard dolarów, przełożyło się to na straty idące w miliony liczone w amerykańskiej walucie.

Wyniki badania pojawiają się w czasie, gdy na rynku obserwuje się trzykrotny, licząc od 2016 roku, wzrost rocznego wolumenu transakcji typu spin-off i carve-out. Pojawienie się COVID-19 ograniczy wolumeny transakcji w najbliższym czasie, ale stworzy szczególne okazje dla nabywców dysponujących dużą gotówką, ponieważ w okresie znacznej niepewności, dotknięte kryzysem firmy chcą lub będą chciały zrestrukturyzować swoją działalność.

– „Spodziewamy się znaczącego spadku liczby transakcji w najbliższym czasie, ale niewątpliwie pojawią się duże możliwości dla bogatych korporacji i firm private equity. Te ostatnie dysponowały pod koniec zeszłego roku rekordową ilością środków, które mogą zainwestować” – mówi Dagmara Witt-Kuczyńska, p.o. dyrektora zarządzającego na Polskę, lider Księgowości i Podatków na obszar CEE w TMF Group. „Chęć pozbycia się jednostek biznesowych i innych aktywów w miarę rozwoju sytuacji związanej z COVID-19 jest nieunikniona, ponieważ zarządy na całym świecie starają się upraszczać swoją działalność i zmniejszać ryzyko. Ale wraz z niepewnością przychodzi też mniejsza elastyczność finansowa, a co za tym idzie dodatkowa presja, aby każda operacja sprzedaży i zakupu części biznesu była przeprowadzona optymalnie”.

Badanie nastrojów na rynku nieruchomości w związku z Covid-19

Savills w związku z pandemią koronawirusa, wykazało, że respondenci z 67% krajów oceniają wpływ pandemii na rynek nieruchomości na poziomie umiarkowanie negatywnym, podczas gdy 29% badanych określa go jako bardzo negatywny.   

Celem nowego cyklu badań firmy doradczej Savills jest przegląd nastrojów na globalnym rynku nieruchomości, na podstawie bieżącej oceny sytuacji na rynku inwestycyjnym i rynku najmu, dokonanej przez szefów działów badań i analiz Savills z 24 kluczowych regionów.

Poniżej przedstawiamy najważniejsze informacje płynące z badania oraz komentarze ekspertów. Prezentowane wyniki dotyczą badania przeprowadzonego w dniach 27-31 marca 2020 roku.

Aktywność inwestycyjna

Aktywność transakcyjna to jedna z pierwszych ofiar wstrząsu spowodowanego przez pandemię wirusa wywołującego chorobę Covid-19. Spadki wolumenów transakcji inwestycyjnych odnotowano w większości sektorów nieruchomości na całym świecie. Największe dotyczyły sektorów handlowego i hotelowego, w których aktywność inwestorów zmniejszyła się w ponad 80% krajów uwzględnionych w badaniu.

Ceny nieruchomości

Wpływ pandemii na wartości kapitałowe może osiągnąć istotny wymiar – według analityków firmy Savills ceny utrzymują się na stabilnym poziomie w połowie sektorów. W przypadku nieruchomości biurowych, logistycznych i mieszkaniowych więcej krajów wskazuje na stabilność cen niż na ich spadek. W przypadku sektora handlowego, który odczuwał wpływ zmian strukturalnych jeszcze przed wybuchem pandemii, spadki dotyczyły aż 82% rynków. Wartości nieruchomości handlowych pozostały na niezmienionym poziomie tylko w Chinach, Malezji, Wietnamie i Portugalii. Na tym tle pozytywnie wyróżnia się sektor logistyczny, w którym dynamika aktywności inwestycyjnej nie zmieniła się lub wzrosła na 57% rynków, a zmniejszyła się w 43% krajów. W obecnej sytuacji nie dziwi z kolei fakt, że wartości nieruchomości i aktywność transakcyjna w zakresie obrotu obiektami z segmentu opieki zdrowotnej utrzymują się na stabilnym poziomie.

Finansowanie dłużne

Sytuacja na globalnych rynkach finansowania dłużnego jest zróżnicowana. Dostępność i warunki finansowania dłużnego pogorszyły się w szczególności w krajach europejskich i Ameryki Północnej, a zwłaszcza w USA i Wielkiej Brytanii. Relatywnie dobry dostęp do źródeł finansowania i korzystne warunki jego uzyskania nadal można uzyskać na rynkach wschodzących takich jak Indonezja, Czechy, Tajwan i kraje Bliskiego Wschodu.

Popyt na rynkach najmu

Pracownicy wielu firm na całym świecie pracują obecnie zdalnie, ale póki co nie wpłynęło to bardzo negatywnie na zainteresowanie powierzchnią biurową ze strony najemców. Umiarkowany spadek popytu odnotowano w 70% krajów, a bardzo duży w zaledwie 13% z nich. Popyt w sektorach nieruchomości mieszkaniowych również zmniejszył się w umiarkowanym stopniu. Najbardziej dotkliwe skutki dotyczą sektora hotelowego – aż 95% dyrektorów działów badań firmy Savills wskazuje na gwałtowny spadek popytu w swych krajach wskutek ograniczeń dotyczących podróży międzynarodowych i przemieszczania się wewnątrz krajów. W podobnej sytuacji znalazł się sektor nieruchomości handlowych – popyt ze strony najemców gwałtownie zmniejszył się w 74% krajów. Trendowi spadkowemu oparły się logistyka i opieka zdrowotna.

Czynsze

Zmiany popytu nie wszędzie znalazły jeszcze pełne odzwierciedlenie w wysokości stawek czynszu, które pozostały na dotychczasowym poziomie w 51% krajów i sektorów. Nie dotyczy to jednak sektorów handlowego i hotelowego – czynsze gwałtownie spadły odpowiednio w 30% i 63% analizowanych krajów. Najemcy powierzchni handlowych mogą liczyć na korzystne warunki najmu w 86% krajów. Natomiast odsetek krajów oferujących atrakcyjne warunki wynajęcia powierzchni biurowej oraz logistycznej wynosi odpowiednio ponad 50% i 23%.

Paul Tostevin, dyrektor działu badań globalnych w firmie Savills, powiedział: „Przeprowadzone przez nas badanie uwzględnia opinie moich współpracowników z działu badań na całym świecie, którzy codziennie komunikują się z wieloma klientami. Ich zdaniem wstrząs związany z pandemią Covid-19 wywiera bardzo silny wpływ na globalne rynki nieruchomości. Respondenci z 67% krajów wskazują na umiarkowanie negatywne skutki, a 29% na poważne.

Przewidujemy, że w krótkiej perspektywie wartości kapitałowe nieruchomości i czynsze zaczną odzwierciedlać spadki aktywności inwestycyjnej oraz popytu wśród najemców. Covid-19 stanowi wyzwanie krótkofalowe, ale niektóre trendy takie jak rozwój handlu internetowego i zmiany modelu pracy mogą przyspieszyć, a to może mieć długofalowe skutki dla rynków”.

Mat Oakley, dyrektor działu badań rynków nieruchomości komercyjnych w Savills w Wielkiej Brytanii i Europie, dodaje: „Z naszych obserwacji w Wielkiej Brytanii i Europie kontynentalnej wynika, że rozpoczęte już transakcje są realizowane, ale większość nowych zostanie raczej wstrzymana na najbliższych kilka miesięcy. Wśród kupujących inwestorzy zainteresowani najlepszymi aktywami będą nadal zmotywowani do działania, ale możliwy jest także duży wzrost popytu ze strony inwestorów oportunistycznych. Ze względu na ograniczenie inwestycji deweloperskich do niezbędnych, w przyszłości mogą wystąpić ograniczenia podaży”.

Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz w Savills w Polsce, podsumowuje: “Sytuacja na polskim rynku nieruchomości nie odbiega istotnie od tego co obserwujemy w innych krajach. Wyraźnie widoczna jest wzmożona ostrożność uczestników rynku w kontekście zawierania długoterminowych zobowiązań w postaci najmu powierzchni komercyjnych jak i zakupów inwestycyjnych. Ograniczenie aktywności ma miejsce również po stronie podażowej rynku inwestycyjnego, gdzie część podmiotów wstrzymuje proces sprzedaży na bliżej nieokreślony czas, przyjmując strategię „czekaj i obserwuj”. Wyraźne spadki wolumenów będą jednak widoczne dopiero w statystykach za drugi i prawdopodobnie kolejne kwartały bieżącego roku.

Sytuacja jest bardzo dynamiczna, wiele podmiotów jest w trakcie rewizji strategii na najbliższe tygodnie i miesiące, a konsekwencje podejmowanych obecnie działań mogą być odczuwalne w kolejnych latach. Niewątpliwie zmianie uległ już sposób w jaki pracujemy, robimy zakupy i spędzamy czas wolny, a być może część z tych zmian w różnej formie zostanie z nami na dłużej i odmieni nasze dotychczasowe przyzwyczajenia. Wszystko to nie pozostanie bez wpływu na rynek nieruchomości.

Osobiście, z ogromną nadzieją na przyszłość obserwuję sytuację w takich krajach jak Chiny czy Korea Południowa, która powoli wraca do normy, również w kontekście rynku nieruchomości, gdzie pracownicy znów zaczęli przychodzić do biur, sklepy się otwierają, a aktywność transakcyjna nabiera rozpędu.”

Dobre wyniki deweloperów za I kw. ze spowolnieniem w tle

W pierwszym kwartale br. statystyki sprzedażowe deweloperów notowanych na GPW (rynek podstawowy i Catalyst) w pełni potwierdziły stan kontynuacji sprzedażowego boomu na pierwotnym rynku mieszkaniowym. Niestety w sytuacji wybuchu globalnego kryzysu pandemicznego, radykalnie pogarszającego perspektywy krajowej gospodarki, stan obecny należy uznać za moment przesilenia koniunkturalnego w rodzimej mieszkaniówce.

Obiecujący początek roku

Już od dość dawna, a przynajmniej od początku najnowszej prosperity na pierwotnym rynku mieszkaniowym, wyniki sprzedaży notowanych na GPW głównych tuzów deweloperki mieszkaniowej z trzech pierwszych miesięcy roku okazywały się niezawodnym wskaźnikiem koniunktury na pozostałą część roku. Niestety, tym razem przyjętej tradycji raczej na pewno nie stanie się zadość.

Zaprezentowane właśnie raporty deweloperów mieszkaniowych notowanych na GPW za pierwszy kwartał br., jednoznacznie sugerują, że ubiegłoroczne odrodzenie koniunktury sprzedażowej nie było przypadkowe. Wprawdzie wynik kontraktacji mieszkań od stycznia do marca br. okazał się nieco gorszy od wyniku ostatniego, rewelacyjnego kwartału 2019 r., ale już licząc rok do roku uległ wyraźnej poprawie o blisko 4 proc. W normalnych warunkach można by to uznać za świetny prognostyk na cały bieżący rok, tyle tylko, że obecne warunki rynkowe z normalnością mają niestety niewiele wspólnego.

Dobre wyniki deweloperów za I kw.Rosnąca konkurencja na czele stawki

Tradycyjnie bardzo wysoką, wręcz imponującą sprzedażą przy stabilnej dynamice pochwalili się „trzej tenorzy” krajowej deweloperki mieszkaniowej: Dom Development, Atal i Murapol, którzy po raz kolejny w pełni potwierdzili swą wiodącą na rynku rolę.

Tymczasem olimpijską wręcz formę na początku roku zaprezentowały Budimex Nieruchomości oraz Victoria Dom, których dynamika sprzedaży w stosunku do analogicznego okresu ub. roku (104,2% i 62,5%) może budzić respekt, podobnie jak i wolumeny sprzedaży dochodzące już do 600 lokali. Wyraźnie obie spółki ujawniają ambicje dołączenia do wąskiego grona ścisłej czołówki branżowej.

Z kolei kilka mniej znaczących wyników, komunikujących liczony rok do roku regres sprzedaży, może być pokłosiem początków hamowania popytu w marcu i nie wpływa na ogólne zdecydowanie pozytywne wrażenie. W sumie prezentowana stawka notowanych na GPW spółek deweloperskich znalazła w pierwszym kwartale tego roku amatorów na 6241 wybudowanych przez siebie lokali mieszkalnych, wobec 6018 zakontraktowanych w analogicznym okresie ub. roku i 7083 w poprzednim, czyli ostatnim kwartale 2019 roku.

Przesądzone przesilenie koniunktury

Niestety w obecnym stanie rzeczy trudno oczekiwać, aby tak dobra passa deweloperów mogła być kontynuowana w kolejnych miesiącach. Zapewne w bieżącym kwartale za sprawą pandemii koronawirusa nastąpi bezprecedensowe spowolnienie sprzedaży nowych mieszkań. Trudno też oczekiwać, aby zabiegi firm deweloperskich umożliwiających rezerwacje czy nabycia lokali w sposób zdalny zasadniczo zmieniły sytuację. Na dziś dzień pierwszorzędną kwestią jest obraz rynku po ustąpieniu zarazy oraz przewidywany okres czas, który zajmie przywracanie go do normalności.

W tej chwili pozytywną informacją z rynku jest fakt, że wirus nie wystraszył całkowicie osób kupujących. W dalszym ciągu wg danych portalu RynekPierwotny.pl klienci szukają i pytają o mieszkania. Oczywiście przyglądają się temu co się dzieje i analizują istniejącą sytuację, jednakże nie porzucili intencji zakupowych.

Spowolnienie staje się faktem, jednak trudno wyrokować jaki ostatecznie będzie miało charakter. Na bardziej konkretne wnioski przyjdzie jednak poczekać do początku października, czyli prezentacji sprzedaży deweloperów za III kw. br. Jesienią przynajmniej z grubsza będą również znane szkody, jakie pandemia wyrządzi całej gospodarce, a więc także bardziej prawdopodobne perspektywy podnoszenia jej do pionu.

Summa summarum w tegorocznym marcu dała znać o sobie nieubłagana rynkowa cykliczność, niestety tym razem w sposób wyjątkowo nagły i bezprecedensowy. Uczestnikom rodzimego rynku nieruchomości mieszkaniowych nie pozostaje nic innego, jak tylko pogodzić się ze zmianą trendu z hossy na bessę, czy z boomu na spowolnienie, a wiec przygotować na okresowe pogorszenie koniunktury, skutkujące m.in. spadkiem wolumenów sprzedaży nowych mieszkań w przewidywalnej perspektywie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

CMSG: potrzebny nowy plan finansowy państwa na lata 2020-2022

Nowy Wieloletni Plan Finansowy Państwa, nowelizacja ustawy budżetowej, większe zaufanie administracji do biznesu i konieczność wsparcia dla firm bez względu na ich wielkość – to zdaniem ekspertów Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej przy Radzie Przedsiębiorczości (CMSG) jedne z najważniejszych wyzwań obecnej polityki społeczno-gospodarczej.

Opinia ekspertów CMSG ws. najważniejszych działań w zakresie polityki społeczno-gospodarczej w odpowiedzi na pandemię koronawirusową:

Najważniejsze problemy gospodarki:

  • wiele firm znalazło się  w stanie zagrożenia w wyniku ograniczeń administracyjnych, a nie zwykłego cyklu koniunkturalnego,
  • wzrost upadłości przedsiębiorstw, wzrost bezrobocia oraz pogorszenie stanu finansów publicznych są nieuniknione. Ważne jest ograniczenie ryzyka skali każdego z tych zjawisk w najbliższych kwartałach,
  • program wsparcia powinien objąć firmy bez względu na ich wielkość,
  • kryteria ekonomiczne zakwalifikowania do instrumentów wsparcia (np. spadek przychodów) powinny odnosić się do dłuższego okresu, a nie dotyczyć jednego lub dwóch miesięcy, jak to jest teraz,
  • niezbędne jest większe zaufanie administracji do przedsiębiorców i wynikające z tego uproszczenie procedur oraz przyznawanie wsparcia w oparciu o oświadczenie (z weryfikacją oświadczeń po ustaniu kryzysu),
  • potrzebne są dedykowane, dłuższe programy wsparcia dla niektórych branż, które nawet po zniesieniu ograniczeń będą bardzo powoli wracały do sytuacji sprzed kryzysu (np. branża turystyczna),
  • konieczne jest określenie ścieżki wycofywania się państwa z ograniczeń administracyjnych (powodujących wstrzymanie działalności gospodarczej),
  • trzeba myśleć o scenariuszu polityki gospodarczej wychodzącym poza rok 2020, o działaniach sprzyjających powrotowi gospodarki na ścieżkę długookresowego wzrostu,
  • programy wsparcia muszą być adekwatne do skali i struktury, ale nie mogą naruszać bezpieczeństwa finansów publicznych – nie mogą podważać wiarygodności i kształtu reguł oraz ram fiskalnych,
  • konieczne jak najpilniejsze przystąpienie do prac nad nowelizacją ustawy budżetowej na rok 2020, przebudowa jej struktury tak, aby środki na wydatki o niestrategicznym charakterze były przesuwane na walkę o przetrwanie firm i miejsc pracy,
  • potrzebny również nowy Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2020-2022.

Bezpieczeństwo zdrowotne nie istnieje bez bezpieczeństwa ekonomicznego. To firmy i ich pracownicy stanowią bazę dochodów na finansowanie zadań publicznych państwa. Bez firm i pracowników bezpieczeństwo zdrowotne państwa nie będzie mogło być realizowane w długim okresie. Z kolei bezpieczeństwo ekonomiczne nie istnieje bez bezpieczeństwa finansów publicznych. W 2019 roku działające w Polsce przedsiębiorstwa zapłaciły ok. 50 mld zł CIT, ale to tylko ułamek faktycznych obciążeń podatkowo-składkowych nałożonych na przedsiębiorstwa i ich pracowników. Łącznie składki ZUS, NFZ oraz PIT dla firm w roku 2019 wyniosły ok. 300 mld zł. W 2020 roku prawdopodobny łączny spadek dochodów od firm wyniesie wiele dziesiątek miliardów złotych. Ten ubytek dochodów publicznych nie może być trwały.

Przedsiębiorstwa, które nie mogą pracować bez wsparcia będą masowo zwalniać pracowników. Szereg firm nie może pracować w normalnym trybie, a ich przychody gwałtownie spadają. Jeśli chcemy ograniczyć zwolnienia i zachować potencjał firm do szybkiej odbudowy po zakończeniu pandemii, potrzebujemy zdecydowanych działań rządu. Należy ułatwić firmom zachowanie płynności finansowej oraz umożliwić zmniejszenie kosztów stałych w okresie obniżenia lub braku dochodów.

To nie jest czas na skomplikowane programy i uznaniowe kryteria. Programy pomocowe przyjęte w rządowej tzw. Tarczy Antykryzysowej nie nadążają za skalą kryzysu:

– automatyczne zwolnienie ze składek ZUS dotyczy tylko mikroprzedsiębiorstw; są one bardzo ważne z punktu widzenia zatrudnienia (40% pracujących w sektorze przedsiębiorstw niefinansowych przypada na mikroprzedsiębiorstwa), ale o sile gospodarki decydują średnie i duże firmy. Pomimo, że przypada na nie mniej niż połowa pracujących, to odpowiadają one za ponad 60% łącznej produkcji. Co więcej, o ile zamknięcie i ponowne otwarcie mikroprzedsiębiorstwa może być kwestią dni, to wznowienie pracy dużej firmy trwa znacznie dłużej lub może nie być możliwe. Łącznie ze zwolnieniem małych firm z połowy składek ZUS oba rozwiązania są kosztowne fiskalnie (ponad 15 mld zł według szacunków rządowych), ale mało efektywne – te środki trafią zarówno do firm, które całkowicie musiały zamknąć działalność z powodu pandemii, jak i do tych, które funkcjonują bez zmian,

– dopłaty do etatów z Funduszu Pracy i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych adresowane do większych firm są znacznie bardziej skomplikowane i czasochłonne. Zgodnie z rządowymi założeniami, z tych rozwiązań może skorzystać ok. 2 mln osób; przy założeniu, że będą to przede wszystkim małe i średnie firmy oznacza to ponad 15 tys. wniosków do urzędów pracy w ciągu najbliższych tygodni. Dodatkowym problemem jest kryterium spadku obrotów – różnice między momentem wystawienia faktury (czyli zarejestrowaniem przychodu) a faktyczną płatnością, które będzie stanowiło pułapkę dla wielu firm,

– postojowe dla samozatrudnionych i osób na umowach cywilnoprawnych jest obarczone tymi samymi problemami. Według założeń rządowych będzie to wymagało złożenia przez zamawiających wniosków dla ponad 800 tys. kontrahentów, które następnie będzie musiał rozpatrzyć ZUS. W tym przypadku kryterium spadku przychodów będzie jeszcze większą pułapką, stawiając samozatrudnionych przed dylematem: czy wystawiać rachunek za marzec i liczyć na zapłatę, czy prosić kontrahenta o wystąpienie z wnioskiem o postojowe.

Szczegółowe propozycje rozwiązań:

  1. Aby ratować miejsca pracy, pozwólmy przedsiębiorcom, by sami szybko ocenili swoją sytuację, a weryfikację ocen przez urzędy zostawmy na później. Zamiast czekać na decyzje urzędników, lepiej stworzyć warunki do samodiagnozy przedsiębiorstw. Te firmy, które pracują normalnie, niech płacą składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Jednocześnie tym, którzy widzą, że teraz nie dadzą rady pozwólmy przesunąć składki za wybrane miesiące (maks. 3) na IV kw. 2020 roku lub rozłożyć na raty. By ta opcja nie była nadużywana, proponujemy zachęcić firmy do nieprzesuwania płatności, premiując ich opłacanie na bieżąco 10-procentową zniżką. Jednocześnie proponujemy od razu zadeklarować jasne warunki umorzenia dla najbardziej dotkniętych firm. W IV kw. będziemy wiedzieli dużo więcej o stanie gospodarki. Firmy, które przez 3 miesiące nie zarabiały, nie będą w stanie spłacić zaległych podatków. Dlatego proponujemy, żeby firmy, które w okresie X 2019-IX 2020 doświadczyły spadku przychodów o 25% w stosunku do poprzedniego roku miały umorzone zaległości ZUS za pracowników, których nie zwolnili. Takie rozwiązania porządkują pomoc dla przedsiębiorstw – najmniejsze zostaną w pełni zwolnione z ZUS, natomiast większe będą miały bodźce do normalnego płacenia składek w postaci 10-procentowej premii. Jednocześnie w system będzie wbudowany mechanizm pozwalający pomóc najbardziej dotkniętym firmom wyjść po kryzysie na prostą.
  2. W interesie państwa jest nie tylko wspieranie miejsc pracy, ale i firm, które rzetelnie płaciły podatki. Dlatego proponujemy, by każda firma mogła otrzymać gwarantowane przez rząd pożyczki odpowiadające wielkości podatku CIT i PIT jeszcze przed odliczeniem ulg inwestycyjnych. Pożyczki dostarczyłyby banki na bazie ewidencji podatkowej, byłyby one sekurytyzowane przez NBP, ew. gwarantowane przez skarb państwa. Takie rozwiązanie premiowałoby firmy, które w normalnych czasach były rentowne, inwestowały i nie nadużywały optymalizacji podatkowych. Dodatkowym kryterium mogłaby być także tzw. biała lista podatników.
  3. Budowa nowoczesnej gospodarki wymaga dynamicznego środowiska start-upów. Ponieważ firmy te nie zatrudniają wielu osób ani siłą rzeczy nie płaciły podatków w zeszłych latach, należy zdiagnozować ich specjalne potrzeby w kontekście ewentualnych instrumentów wsparcia.
  4. Niestety nie wszystkie miejsca pracy uda się utrzymać. Firmy, których działalność jest ograniczona muszą samodzielnie podejmować decyzje, jak dostosować się do tej kryzysowej sytuacji. Nie należy przymuszać firm, aby w sytuacji zatrzymania lub ograniczenia działalności za wszelką cenę utrzymywały zatrudnienie korzystając ze wsparcia państwa, wykorzystując własne rezerwy płynnościowe i zwiększając zadłużenie. W niektórych przypadkach transformacja firmy do działalności o mniejszych rozmiarach może być ekonomicznie lepszym rozwiązaniem. W wielu przypadkach, po kryzysie pewne firmy nie będą miały szans na efektywne funkcjonowanie w obecnej skali. W pewnych sytuacjach potrzebne są instrumenty wspierające firmy w szybszej restrukturyzacji zatrudnienia niż okres wypowiedzenia. Takie restrukturyzacje mogłyby być wspierane zasiłkami dla bezrobotnych, rozłożeniem odpraw na dłuższy okres lub wsparcia tych odpraw instrumentami finansowymi. Dlatego obok wspierania firm, którego podstawowym celem jest utrzymanie potencjału produkcyjnego gospodarki, należy dopracować instrumenty pomocy dla osób, które z powodu koronawirusa utraciły możliwość pracy. Wprowadzone przez rząd postojowe dla osób samozatrudnionych i umów cywilnoprawnych jest w naszej ocenie zbyt skomplikowanym instrumentem. Proponujemy zastąpienie go świadczeniem skierowanym dla osób, które w 2019 roku pracowały, ale w chwili obecnej nie posiadają stałego dochodu (nie są na etacie, nie otrzymują renty bądź emerytury), które będzie przyznawane na 3 miesiące na podstawie oświadczenia i rozliczone razem z rocznym zeznaniem PIT za 2020 rok w kwietniu 2021 r., zgodnie ze schematem:

– dla osób, których przychody w całym 2020 roku spadły o 25% w stosunku do 2019 roku, będzie to pomoc bezzwrotna,

– osoby, których dochody w 2020 roku będą nie niższe niż w 2019 roku, pobrane świadczenie zwrócą przy rozliczeniu PIT za 2020 rok, czyli w kwietniu 2021 roku,

– osoby, których dochody spadną o mniej niż 25%, będą musiały zwrócić część świadczenia,

– w całości świadczenie będą musiały zwrócić osoby, które w 2020 roku osiągną dochód powyżej 85 tys. zł, czyli przekroczą drugi próg dochodowy.

Prostsze kryterium pozwoli na szybsze udzielenie wsparcia bez konieczności pilnego weryfikowania przez ZUS kilkuset tysięcy wniosków! Jednocześnie proponujemy, aby osoby, które wystąpiły o postojowe na dotychczasowych warunkach, automatycznie otrzymały proponowane przez nas świadczenie.

  1. Uwolnienie płynności w podatku VAT. VAT jest podatkiem, w którym przedsiębiorcy są pośrednikiem, ale znacząco wpływa on na płynność w rozliczeniach. Proponujemy czasowe zawieszenie regulacji w zakresie obowiązkowego mechanizmu Split payment oraz uwolnienie środków z rachunków VAT i skrócenie czasu weryfikacji zwrotów z 60 do maksymalnie 14 dni. Można ponadto rozważyć rozszerzenie możliwości stosowania metody kasowej w rozliczeniach VAT, aby uniknąć dodatkowego obciążania podatników, którzy nie otrzymają płatności za wystawione faktury. W celu zabezpieczenia przed nadużyciami można ograniczyć ten instrument do podatników z tzw. białej listy.
  2. Wycofanie się rządu z zapowiedzianego bardzo dużego wzrostu płacy minimalnej w latach 2021 i 2022. Wzrost płacy minimalnej do poziomu 2,6 tysiąca jeszcze przed kryzysem, w połączeniu z silnym osłabieniem kursu złotego, objawi się już w 2020 r. wzrostem inflacji. Biorąc pod uwagę nieunikniony wzrost bezrobocia, dalszy nieuzasadniony ekonomicznie wzrost płacy minimalnej doprowadzi do dodatkowego wzrostu bezrobocia wśród pracowników z niskimi kwalifikacjami.
  3. Szybkie przekierowanie 7,5 mld euro z funduszy UE – jako możliwości przyznanej przez Komisję Europejską – na finansowanie zwiększonych wydatków w służbie zdrowia oraz na wsparcie dla firm i pracowników.
  4. Przesunięcie w czasie wprowadzenia tzw. podatku cukrowego. Utrzymanie tego podatku ukazuje niekonsekwencję rządu, skoro z drugiej strony zdecydowano się na wstrzymanie wprowadzenia podatku od sprzedaży detalicznej.
  5. Już teraz należy myśleć o stworzeniu warunków do szybkiej odbudowy polskiej gospodarki po zakończeniu pandemii. Można wskazać co najmniej takie obszary wymagające głębokich reform:

– praca zdalna i cyfryzacja – ograniczenia spowodowane koronawirusem wymuszają improwizowane rozwiązania, takie jak telepraca czy zdalne załatwianie spraw w urzędach; często wiąże się to z naginaniem istniejących przepisów. Dlatego po zakończeniu pandemii zamiast wracać do poprzedniego stanu należy dostosować prawo do nowej rzeczywistości,

– deregulacja – wyzwaniem powiązanym z cyfryzacją jest deregulacja i ograniczenie obowiązków administracyjnych. Aby gospodarka weszła na nowy poziom, nie wystarczy przenieść istniejących regulacji w cyfrową rzeczywistość – trzeba zweryfikować wcześniej, które zobowiązania i ograniczenia są zbędne,

– finanse publiczne – gwarantem stabilności państwa i gospodarki jest dobry stan finansów publicznych. Wstrząs wywołany przez koronawirusa doprowadzi do gwałtownego pogorszenia tego stanu, dlatego po zakończeniu pandemii konieczny będzie prorozwojowy przegląd wydatków publicznych i podatków w celu ograniczenia deficytu sektora finansów publicznych z powrotem do poziomu poniżej 3 procent PKB. Ramy fiskalne zawierają odpowiednie klauzule wyjścia w przypadku wprowadzenia konstytucyjnych stanów nadzwyczajnych. Ale w interesie wszystkich, zarówno pracowników jak i przedsiębiorców, leży, aby nie naruszać na dłuższą metę ram fiskalnych i nie  doprowadzić do ich zniesienia,

– opodatkowanie pracy – choć obecnie wyzwaniem jest ograniczenie wzrostu bezrobocia, to w perspektywie najbliższych lat (w sytuacji szybko starzejącego się społeczeństwa) znacznie ważniejszym będzie wciągnięcie na rynek pracy osób biernych zawodowo. Punktem wyjścia powinno być obniżenie obciążeń podatkowych osób o niskich dochodach; opodatkowanie osoby zarabiającej połowę przeciętnego wynagrodzenia w Polsce jest obecnie jednym z najwyższych w OECD.

– sądownictwo – nowoczesna gospodarka wymaga efektywnych i niezależnych sądów. Szczególnie istotne dla przedsiębiorstw jest uproszczenie i skrócenie – wydłużających się w ostatnich latach – postępowań w zakresie prawa gospodarczego i prawa pracy.

„Zawarte w nowych instrumentach kryterium spadku przychodów tylko w jednym miesiącu stawia wiele firm i osób samozatrudnionych przed dylematem – wystawić fakturę i mieć nadzieję, że kontrahent zapłaci, czy nie wystawiać i aplikować o pomoc państwa? Jednocześnie, jeżeli punktem odniesienia jest tylko jeden miesiąc, stworzy to możliwość nadużyć poprzez przesuwanie płatności przez firmy i osoby, które wcale nie ucierpiały na pandemii, ale mają dobre układy ze swoimi kontrahentami. Dlatego pomoc rozliczać powinniśmy po fakcie, w oparciu nie o jeden miesiąc, a np. o dane za cały rok – i na tej podstawie umarzać zobowiązania najbardziej dotkniętych osób i firm, jednocześnie od pozostałych wymagając zwrotu pomocy, która dla nich byłaby po prostu wsparciem płynnościowym” – mówi dr Aleksander Łaszek, Główny Ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.

„Potrzebne jest maksymalne wyeliminowanie uznaniowości przy rozpatrywaniu wniosków o subwencje i inne instrumenty, ale też – co równie ważne – przy ich umarzaniu. Tu potrzebne są procedury i jasne kryteria. Trzeba też ograniczyć ryzyko trwałego wzrostu etatyzacji gospodarki, czym grozi inwestycyjne zaangażowanie się PFR w średnie i duże firmy. Konieczne jest też nakreślenie scenariusza makro, ze szczególnym uwzględnieniem wpływu monetyzacji długu na wskaźniki ekonomiczne takie jak bilans NBP, dług publiczny czy inflacja” – mówi dr Janusz Jankowiak, Główny Ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

„Naszym głównym przesłaniem jest, aby instrumenty były prostsze. Obecnie mamy plątaninę rozwiązań i kryteriów. Nadal nie jest rozstrzygnięta kwestia nakładania się różnych instrumentów – czy jeżeli firma korzysta z jednego rozwiązania, to czy może korzystać też z drugiego? Należy to szybko uregulować, dla przejrzystości i możliwości oceny kosztów budżetowych” – mówi dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP.

Autorami opinii są eksperci CMSG w składzie: prof. Elżbieta Adamowicz z Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH, prof. Stanisław Gomułka – Główny Ekonomista Business Centre Clubu, dr Janusz Jankowiak – Główny Ekonomista Polskiej Rady Biznesu, dr Aleksander Łaszek – Główny Ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju, Piotr Soroczyński – Główny Ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej oraz dr Sławomir Dudek – Główny Ekonomista Pracodawców RP i koordynator grupy.

Upadające firmy i obywatele zagrożeni biedą – bez pomocy państwa nie przetrwamy pandemii

Kłopoty finansowe związane z epidemią koronawirusa mają dwie strony. Z jednej to kłopoty pracowników – którzy z uwagi na brak umowy o pracę nie mogą liczyć na wypłatę zasiłków podczas kwarantanny lub choroby. Z drugiej strony to kłopoty firm, które przez brak płynności finansowej nie są w stanie wypłacić wynagrodzeń nieobecnym pracownikom. W tej sytuacji osoby zatrudnione na umowy cywilnoprawne mogą zmierzyć się z brakiem środków do życia, a małe i średnie firmy stoją przed groźbą szybkiego bankructwa. Przedsiębiorcom i obywatelom musi więc pomóc państwo oraz sektor bankowy.

– Coraz więcej pracowników choruje, przebywa na kwarantannie, opiekuje się dziećmi, które nie mogą pójść do szkoły. Brak załogi pracowniczej oznacza, że straciliśmy już wszystkie narzędzia, przy pomocy których sami moglibyśmy przezwyciężyć kryzys gospodarczy związany z zagrożeniem epidemicznym – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Dostaję informacje od małych, średnich i dużych przedsiębiorców, że dadzą radę wypłacić wynagrodzenia w tym miesiącu, może nawet w następnym. Ale w trzecim miesiącu sytuacji epidemicznej już tych wynagrodzeń nie zapłacą. Są przedsiębiorcy, którzy chcą zawiesić działalność gospodarczą, bo nie mają pracowników. W wielu firmach ubytek załogi jest już na poziomie 80%. Bez ingerencji państwa, bez pomocy prawnej i finansowej, nie mamy możliwości obrony przed tą sytuacją – ostrzega Kowalski.

Ekspert o pułapkach kryterium przychodowego. Będzie strata, ale ZUS płacić trzeba

Rządowa „tarcza antykryzysowa” przewiduje zwolnienie z opłacania składek ZUS za trzy miesiące: marzec, kwiecień oraz maj. Mogą z tego skorzystać przedsiębiorcy, którzy prowadzili działalność gospodarczą przed 1 lutego 2020 roku. Drugim, znacznie bardziej kontrowersyjnym obostrzeniem dla przedsiębiorców, jest kryterium osiągniecia przychodu nie wyższego niż 15 681 PLN, co nie jest właściwym miernikiem kondycji finansowej przedsiębiorstwa.

Zgodnie z przepisami „tarczy” może się bowiem okazać, że zwolnienia z ZUS nie otrzymają przedsiębiorcy, którzy zanotowali w marcu straty. Należy podkreślić, że ustawodawca wskazał na przychód w myśl ustawy o podatku dochodowym, który nie oddaje prawidłowo obrazu płynności finansowej firmy. Przedsiębiorca, który nie ponosi żadnych kosztów prowadzenia działalności lub są one w jego przypadku znikome, ma więc możliwość skorzystania ze zwolnienia, jeśli jego przychód nie przekroczył 15 681 PLN, gdzie jednocześnie jego dochód może być na poziomie 15 000 PLN, bo ma niewielkie koszty prowadzenia działalności.

Natomiast łatwo wyobrazić sobie przykład osoby, która prowadzi mały sklep, ma przychód w wysokości 20 000 PLN, ale koszty prowadzenia działalności na poziomie 18 000. Jej dochód wynosi w tej sytuacji 2 000 PLN, nie otrzyma więc zwolnienia z zapłaty składek ZUS. Co więcej – może się okazać, że ktoś wykazuje stratę, ale jego przychód będzie przekraczał wyznaczony limit i nie kwalifikuje się do zwolnienia ze składek. Powyższe zapisy są deprymujące dla firm. Oczywiście nigdy nie będzie możliwości, aby zadowolić wszystkich, ale w tym przypadku niezadowolenie można było zminimalizować.

Należy wskazać, że firmy, które zatrudniają pracowników, również mogą skorzystać ze zwolnienia ZUS, jeśli liczba osób zgłoszonych do ubezpieczenia społecznego na dzień 29.02.2020 r. jest mniejsza niż 10. Planowane jest także zwolnienie małych przedsiębiorstw, zatrudniających do 49 osób, z połowy wysokości składek

W dodatku na zwolnienie z ZUS mogą liczyć wyłącznie firmy, które powstały przed 1 lutego tego roku. Oznacza to, że działalności założone po tej dacie nie mogą ubiegać się o zwolnienie z opłat. W tej sytuacji nasuwa się pytanie – czy zdaniem ustawodawcy te firmy nie mają problemów? Czy ich sytuacja jest inna niż działalności powstałych przed lutym tego roku? Rozpoczynając działalność, niejednokrotnie na samym jej początku, przedsiębiorcy ponoszą straty. Koszty początkowe są dużym obciążeniem dla nowo założonych firm. Ich sytuacja może być dużo gorsza niż tych, które już jakiś czas działają na rynku i mają środki na pokrycie strat wynikających z przestoju spowodowanego pandemią COVID-19.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

PGE zamyka projekty spoza podstawowej działalności

Zarząd PGE Polskiej Grupy Energetycznej podjął decyzję o zamykaniu projektów o niezadowalającej stopie zwrotu, w szczególności niezwiązanych bezpośrednio z podstawową działalnością Grupy, oraz zobowiązał wszystkie spółki z Grupy PGE do działań optymalizacyjnych i racjonalizacyjnych.

Podjęta przez Zarząd PGE decyzja wynika z zapowiadanego przez Wojciecha Dąbrowskiego, prezesa Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej, przeglądu projektów prowadzonych w Grupie PGE pod kątem ich zasadności, rentowności, efektywności i przydatności.

„Zarząd zobowiązał wszystkie spółki z Grupy PGE do niezwłocznego podjęcia działań optymalizacyjnych i racjonalizacyjnych oraz skoncentrowania się na zadaniach bezpośrednio związanych z prowadzoną działalnością w uzgodnieniu z PGE Polską Grupą Energetyczną S.A.” – informuje Wojciech Dąbrowski, prezes Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Zarząd PGE polecił także, aby spółki z Grupy PGE dążyły do zwiększenia wysokości marż, ograniczały wydatki szkoleniowe oraz dokonały przeglądu projektów sponsorskich pod kątem ich zasadności i wartości wizerunkowej dla Grupy PGE.

Jednocześnie Zarząd PGE zastrzega, że ograniczenia nie dotyczą wsparcia finansowego systemowej pomocy szpitalom i placówkom medycznym w walce z COVID-19 prowadzonej przez administrację rządową.

Decyzja Zarządu związana jest z wynikami analizy korzyści projektów realizowanych w Grupie PGE oraz zmianami zachodzącymi w otoczeniu gospodarczym, społecznym i biznesowym branży energetycznej. Zarząd PGE kierował się przede wszystkim wynikami finansowymi i operacyjnymi Grupy Kapitałowej PGE za 2019 r., w szczególności wynikiem netto, który wyniósł 3,9 mld zł, notowaniami giełdowymi akcji PGE na Giełdzie Papierów Wartościowych, a także negatywnym wpływem epidemii koronawirusa na sytuację gospodarczą w Polsce i na świecie, ze szczególnym uwzględnieniem konsumpcji energii elektrycznej.

Jednocześnie Zarząd podtrzymuje realizację zapowiadanych działań, czyli utrzymanie pozycji lidera w Polsce w energetyce wiatrowej na lądzie, również dzięki przejęciom, a także osiągnięcie pozycji lidera w energetyce wiatrowej na morzu. Grupa PGE chce również umacniać ciepłownictwo i rozwijać ten obszar, by utrzymać pozycję lidera na tym rynku. Na najbardziej zaawansowanym etapie przygotowania do realizacji jest projekt budowy nowej Elektrociepłowni Czechnica.

Obecnie finalizowane są prace na budowie lądowych farm wiatrowych o łącznej mocy ponad 97 MW. Projekt pozwoli zwiększyć moc zainstalowaną farm wiatrowych PGE o 18 proc. do 647 MW.

Równolegle realizowany jest projekt rozwoju morskich farm wiatrowych. Plany Grupy PGE to osiągnięcie mocy 2,5 GW do 2030 roku. PGE realizuje także Program PV, który zakłada wybudowanie instalacji fotowoltaicznych o łącznej mocy 2,5 GW do 2030 roku. Grupa PGE kontynuuje również prace związane z budową dwóch nowych bloków gazowo-parowych o łącznej mocy 1400 MW w Elektrowni Dolna Odra. Planuje także zwiększać liczbę Instalacji Termicznego Przetwarzania Odpadów, które pozwalają na produkcję energii elektrycznej i ciepła z odpadów, a jednocześnie rozwiązują problem z ich zagospodarowaniem. Grupa PGE stawia również na magazynowanie energii i zagospodarowanie ubocznych produktów spalania (UPS), co oznacza zintensyfikowanie działań na rzecz gospodarki obiegu zamkniętego.

Pandemia uprościła wykorzystanie nowoczesnych form udziału w zgromadzeniach wspólników spółek z ograniczoną odpowiedzialnością

Nowelizacją Kodeksu spółek handlowych (KSH) z dniem 3 września 2019 roku wprowadzono możliwość udziału wspólników w zgromadzeniach wspólników spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, w tym w corocznych zwyczajnych zgromadzeniach wspólników za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej (art. 2341 KSH).

Patrycja Wieczorek, Radca  Prawny w Dziale Prawa Handlowego i Obrotu Międzynarodowego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy
Patrycja Wieczorek, Radca  Prawny w Dziale Prawa Handlowego i Obrotu Międzynarodowego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy

Stworzona przez ustawodawcę możliwość nie oznaczała jednak, że wspólnicy funkcjonujących spółek z o.o. uzyskali automatyczne prawo odbycia najbliższego rocznego zwyczajnego zgromadzenie wspólników lub zgromadzenie nadzwyczajnego np. w formie wideokonferencji. Podstawową zasadą rządzącą elektronicznymi zgromadzeniami wspólników (identycznie jak miało to miejsce w przypadku walnych zgromadzeń spółek akcyjnych) był wymóg przewidzenia takiej możliwości i szczegółowego doprecyzowania procedury w umowie spółki.

Z tej przyczyny właściciele spółek zainteresowani skorzystaniem z możliwości odbywania zgromadzeń za pośrednictwem środków elektronicznego porozumiewania się powinni byli zawczasu podjąć aktywność i przeprowadzić odpowiednie działania zmierzające  do wprowadzenia do umów ich spółek zapisów dających taką możliwość, jednocześnie ustalając szczegółową treść postanowień umowy spółki dotyczących tej materii w sposób najbardziej im odpowiadający i dostosowany do specyfiki działania danej spółki, umożliwiający sprawne i zapewniające poszanowanie uprawnień wspólników przeprowadzenie obrad zgromadzenia.

Trwająca epidemia wybuchła w newralgicznym dla większości spółek z o.o. okresie zamknięcia roku, wiążącym się z koniecznością odpowiedniego przygotowania i zatwierdzenia dokumentów sprawozdawczych zamykających rok (przede wszystkim sprawozdania finansowego i sprawozdania z działalności). Proces ten kończy w każdej spółce z o.o. zwołanie przez zarząd zwyczajnego zgromadzenia wspólników, które powinno odbyć się co do zasady do końca czerwca roku następującego po roku obrotowym, podczas którego organ właścicielski przede wszystkim dokonuje zatwierdzenia dokumentów sprawozdawczych, dysponuje zyskiem i zatwierdza działalność organu zarządzającego w poprzednim roku obrotowym poprzez udzielenie jego członkom absolutorium. Wybuch epidemii w tym okresie wymusił poszukiwanie rozwiązań umożliwiających zgodne z prawem zamknięcie roku bez fizycznego spotykania się wspólników spółki w celu podjęcia stosownych uchwał.

Epidemia odsłoniła, że pomimo istnienia takiej możliwości od 3 września 2019 roku, niewielka liczba spółek z o.o., w tym nawet spółek z udziałem Skarbu Państwa czy jednostek samorządu terytorialnego, zdecydowała się lub zdążyła wprowadzić do swoich aktów wewnętrznych odpowiednie regulacje umożliwiające przeprowadzenie w sposób elektroniczny zgromadzeń wspólników. O ile bardzo wiele spółek funkcjonujących w obrocie korzystało z istniejących już wcześniej przy wprowadzeniu odpowiedniej regulacji wewnętrznej możliwości podejmowania uchwał przez zarządy czy rady nadzorcze za pomocą środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, o tyle organy właścicielskie spółek z o.o., być może z braku odpowiedniego poinformowania, w niewielkim zakresie wdrożyły te rozwiązania.

Zmuszony realiami, naprzeciw problemowi wyszedł ustawodawca wprowadzając w ostatecznie uchwalonej przez Sejm w dniu 31 marca 2020 r. ustawie o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw („Ustawa COVID-19”), dwojakie rozwiązania, które mają zmierzać od umożliwienia spółkom z o.o. zamknięcia roku w czasie pandemii w sposób zapewniający bezpieczeństwo zdrowotne wspólników.

Po pierwsze, ustawodawca w Ustawie COVID – 19 zastrzegł możliwość odroczenia terminu na sporządzenie rocznych dokumentów finansowych oraz odbycie zwyczajnych zgromadzeń poza 30 czerwca, które to odroczenie może nastąpić na podstawie rozporządzenia wydanego przez Ministra Finansów (art. 15zzh ust. 1 pkt 1) Ustawy COVID-19). Zgodnie z od razu wydanym na tej podstawie Rozporządzeniem Ministra Finansów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie określenia innych terminów wypełniania obowiązków w zakresie ewidencji oraz w zakresie sporządzenia, zatwierdzenia, udostępnienia i przekazania do właściwego rejestru, jednostki lub organu sprawozdań lub informacji terminy te zostały przedłużone o 3 miesiące z wyjątkiem spółek prowadzących działalność, do której stosuje się przepisy ustaw, o których mowa w art. 1 ust. 2 ustawy z dnia 21 lipca 2006 r. o nadzorze nad rynkiem finansowym, dla których termin ten wynosi 2 miesiące.

Po drugie, ustawodawca wprowadził, nowelizując art. 2341 KSH, możliwość udziału w zgromadzeniu wspólników spółki z o.o. przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej jako zasadę. Oznacza to, że zgromadzenie w tej formie można przeprowadzić już także jeżeli umowa spółki nie przewiduje takiej możliwości. Wystarczy aby jej nie zabraniała.

Pierwotny projekt Ustawy COVID-19, skierowany do Sejmu 26 marca 2020 roku w zakresie spółek z o.o. zakładał jedynie rozszerzenie możliwości podejmowania na odległość uchwał organów zarządzających i nadzorczych spółek. Autorzy projektu w ramach autopoprawki z dnia 27 marca 2020 r. rozszerzyli te możliwości także na organy właścicielskie spółek z o.o.

W uzasadnieniu powołanej autopoprawki wskazano, że „potrzeba wprowadzenia projektowanych przepisów stanowi kontynuację, a przez to też systemową konsekwencję, uregulowania możliwości odbywania przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej posiedzeń rad nadzorczych oraz zarządów spółek kapitałowych, wykonywania na tych posiedzeniach prawa głosu. Nawiązuje do istniejących regulacji z art. 2341 KSH w spółce z o.o. i art. 4065 KSH w spółce akcyjnej. Projekt nie tylko wprowadza w sposób trwały możliwość udziału w zgromadzeniach przy pomocy środków komunikacji elektronicznej. W przeciwieństwie istniejącego dzisiaj stanu normatywnego projekt dopuszcza wspomnianą możliwość z mocy prawa (ex lege), a nie zaś z mocy umowy albo statutu spółki (ex contractu). Nie jest to jednak forma obowiązkowa. Tym samym nie wyklucza się prawa do udziału w zgromadzeniu w formie tradycyjnej. O możliwości udziału w posiedzeniu z wykorzystaniem komunikacji elektronicznej będzie decydował zwołujący to zgromadzenie, czyli z reguły zarząd spółki”.

O ile samo rozwiązanie, jak każde inne zmierzające do poprawy funkcjonowania spółek w nowoczesnej rzeczywistości należy ocenić pozytywnie, o tyle trzeba się pochylić nad szczegółami pisanych pod presją czasu przepisów, aby na ich podstawie móc w prawidłowy sposób przeprowadzić zgromadzenia na odległość nie narażając się na późniejsze kwestionowanie podjętych na nim uchwał z uwagi na błędy proceduralne.

Po pierwsze, zgodnie ze znowelizowanym brzmieniem art. 2341 KSH o udziale w zgromadzeniu wspólników przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej (co należy rozumieć zgodnie z powołaną treścią uzasadnienia projektu jako możliwość, a nie nakaz wzięcia udziału w zgromadzeniu w tej formie, niemniej redakcja przepisu mogła być w tym zakresie bardziej precyzyjna), postanawia zwołujący to zgromadzenie. Z tym zapisem skorelowano nowelizację art. 238 KSH dodając do niego § 3, zgodnie z którym w przypadku, gdy udział w zgromadzeniu wspólników następuje (ponownie w mojej ocenie należy odczytywać jako możliwość) przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, w zawiadomieniu należy dodatkowo zamieścić informacje o sposobie uczestniczenia w tym zgromadzeniu, wypowiadania się w jego trakcie, wykonywania na nim prawa głosu oraz wniesienia sprzeciwu od podjętej wówczas uchwały bądź uchwał.

Z powyższego jasno wynika, że na zwołującym zgromadzenie, czyli co do zasady na zarządzie, ciąży obowiązek prawidłowego sformułowania zawiadomienia o zwołaniu zgromadzenia, aby można było skorzystać ze środków porozumiewania się na odległość. Z przepisu wynika, że jeżeli taka informacja nie pojawi się w zawiadomieniu (w przypadku formalnego zwołania zgromadzenia w trybie art. 238 KSH) nie będzie takiej możliwości.

Kwestią do interpretacji, która w mojej ocenie może budzić pewne wątpliwości, będzie wykorzystanie środków komunikacji elektronicznej w przypadku zgromadzeń odbywających się w trybie art. 240 KSH tzn. bez formalnego zwołania. Wydaje się, że w takim wypadku możliwość udziału w zgromadzeniu w tym trybie powinna być wspólną, jednomyślną decyzją wspólników odbywających zgromadzenie bez formalnego zwołania (w takim przypadku konieczna jest obecność 100% kapitału zakładowego i brak sprzeciwu żadnego ze wspólników co do jego odbycia), a nie decyzją podmiotu inicjującego (zwołującego) zgromadzenie bez zachowania wymogów formalnych zwołania określonych w art. 238 KSH. Wydaje się, że spółka powinna zadbać o to, aby kwestia tego typu została doprecyzowana w regulaminie, który będzie regulował udział w zgromadzeniu za pomocą środków komunikacji elektronicznej, o którym więcej poniżej.

Ustawodawca zrezygnował z zasady, że szczegółowe regulacje dotyczące udziału w zgromadzeniu wspólników przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej powinny zostać uregulowane w umowie spółki, cedując obowiązek ustalenia takich szczegółowych zasad w regulaminie, który w danej spółce ma przyjąć rada nadzorcza, zaś w jej braku wspólnicy.

Jednocześnie ustawodawca umożliwił przyjęcie takiego regulaminu w drodze uchwały podjętej na piśmie bez odbycia zgromadzenia, bezwzględną większością głosów. Takie postanowienie należy uznać za właściwe, ponieważ uniknięto absurdu, iż wspólnicy mogliby wziąć udział w zgromadzeniu za pomocą komunikacji na odległość, ale uprzednio musieliby się spotkać w celu przyjęcia regulaminu takich obrad.

Można postawić pytanie co w sytuacji, gdy wspólnicy wbrew regulacji nie przyjmą wskazanego regulaminu a podejmą uchwały z wykorzystaniem trybu porozumiewania się na odległość. Ustawodawca nie rozstrzygnął tej kwestii. W mojej ocenie podjęcie uchwał przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej pomimo braku przyjęcia regulaminu, o którym mowa w znowelizowanym art. 2341 KSH samo w sobie nie powinno stanowić przesłanki uchylenia lub stwierdzenia nieważności uchwały, niemniej kwestia ta może podlegać różnym ocenom, do czasu ukształtowania się stanowiska doktryny lub orzecznictwa i w najlepiej rozumianym interesie spółek i wspólników powinni oni zadbać o przyjęcie odpowiedniego regulaminu, który będzie zawierał precyzyjne i jasne postanowienia w jaki sposób przeprowadzić obrady z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej i podjąć uchwały, zapewniając jednocześnie wszystkim wspólnikom równy udział, możliwość zabrania głosu, zgłaszania wniosków formalnych a także zgłaszania sprzeciwów wobec podjętych uchwał, zidentyfikować wspólników i zapewnić bezpieczeństwo komunikacji elektronicznej.

Na gruncie poprzedniego brzmienia art. 2341 KSH wskazywano w doktrynie, że wprowadzeniu możliwości brania udziału w zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej nie towarzyszy odejście od tradycyjnej koncepcji zgromadzenia, które musi być zlokalizowane w określonym miejscu i nie można przyjąć, że takie zgromadzenie ma charakter wirtualny. Nie ma podstaw aby inny wniosek wysnuć na podstawie regulacji wprowadzonych Ustawą COVID-19

Miejscem odbycia zgromadzenia powinno być zatem nadal wyznaczone w zawiadomieniu o jego zwołaniu miejsce na terytorium RP, zgodne z KSH i umową spółki, stanowiące centrum obrad, w którym powinien znajdować się co najmniej przewodniczący i protokolant (tak przyjmowano w piśmiennictwie na gruncie przepisów o walnych zgromadzeniach akcjonariuszy), a regulacja prawna wskazuje, że inni wspólnicy mogą wziąć w nim udział za pomocą środków komunikacji elektronicznej.

Nadal także udział w takim zgromadzeniu wspólników może odbywać się osobiście bądź przez pełnomocnika, który będzie mógł połączyć się z miejscem odbywania zgromadzenia za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej. W takim przypadku, spółka powinna jednak otrzymać pełnomocnictwo od wspólnika w formie pisemnej z odpowiednim wyprzedzeniem.

Reasumując, zmienione pod wpływem pandemii regulacje umożliwiły spółkom, które nie zdążyły bądź z jakiś przyczyn nie uznały za konieczne, wprowadzenia możliwości udziału w zgromadzeniach wspólników za pomocą środków komunikacji elektronicznej do swoich umów, przeprowadzenie zgromadzeń w ten sposób na podstawie wewnętrznego regulaminu przyjmowanego przez radę nadzorczą lub wspólników, co należy ocenić pozytywnie. Niemniej wspólnicy przed podjęciem uchwał w tym trybie powinni zadbać o przyjęcie regulaminu o jasnej i precyzyjnej treści, a nowe regulacje nie umożliwiają odejścia od podstawowych reguł rządzących zgromadzeniem wspólników, do których należy zasada, że odbywa się ono w określonym miejscu na terytorium RP.

mec. Patrycja Wieczorek, Radca  Prawny w Dziale Prawa Handlowego i Obrotu Międzynarodowego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Cezary Piekarski dyrektorem globalnego pionu cyberobrony i zarządzania zagrożeniami banku Standard Chartered

Cezary Piekarski został powołany na stanowisko dyrektora globalnego pionu cyberobrony i zarządzania zagrożeniami banku Standard Chartered. Tym samym dołączył do ścisłego kierownictwa obszaru bezpieczeństwa technologicznego tej instytucji finansowej, działającej na 60 rynkach. Jednocześnie bank buduje w swoim warszawskim centrum usług nowy zespół odpowiedzialny za tworzenie strategii obrony organizacji przed cyberatakami, tzw. Purple Team.

24/7/365 przeciw cyberatakom

W ramach nowo powierzonej roli, Cezary Piekarski odpowiada m.in. za bezpieczeństwo infrastruktury informatycznej i sieci, ochronę przed złośliwym oprogramowaniem, monitoring i analitykę bezpieczeństwa oraz nadzór nad centrum operacji bezpieczeństwa, które działa w trybie 24/7/365. Pracując w Warszawie, kieruje również zespołem ekspertów zlokalizowanych w Singapurze, Malezji, Indiach, Polsce i Wielkiej Brytanii.

Cezary Piekarski jest menedżerem z kilkunastoletnim doświadczeniem w zakresie bezpieczeństwa technologicznego. Do grona pracowników Standard Chartered, jednego z wiodących banków międzynarodowych, dołączył w styczniu 2019 roku. Jego zadaniem było wówczas zarządzanie globalnym zespołem ds. przeciwdziałania szkodliwemu oprogramowaniu oraz wzmocnienie kompetencji banku w obszarze cyberbezpieczeństwa przez rekrutacje doświadczonych ekspertów z polskiego rynku. Od połowy minionego roku kierował również zespołem ds. technologii i innowacji, który powstał w ramach globalnego centrum usług biznesowych Standard Chartered w Warszawie. Doświadczenie zdobywał on także w banku Millenium, w którym pełnił funkcję dyrektora ds. bezpieczeństwa. W Deloitte kierował natomiast projektami związanymi z transformacją obszaru bezpieczeństwa dla klientów z Europy Środkowej i innych lokalizacji.

„Cyberprzestępczość to zjawisko przybierające na sile i coraz bardziej złożone, a cyberprzestępcy atakują w coraz bardziej wyszukany sposób. Aby móc skutecznie chronić nasz bank przed takimi atakami, stale rozwijamy nasze kompetencje w zakresie bezpieczeństwa technologicznego w oparciu o wysokiej klasy specjalistów. Jestem przekonany, że dzięki wiedzy, doświadczeniu i umiejętnościom przywódczym, Cezary Piekarski wniesie istotny wkład we wzmacnianie cyberobronności naszego banku”, mówi Mark Strange, globalny szef pionu bezpieczeństwa technologicznego w Standard Chartered. „W ciągu ostatnich 15 miesięcy zbudowaliśmy w Warszawie globalne centrum kompetencyjne, które stanowi bardzo istotny element naszej zdolności do zapobiegania i odpierania cyberataków. Tworzy je ponad 100 doświadczonych ekspertów. Odpowiadają oni m.in. za ochronę przed złośliwym oprogramowaniem, wykrywanie zagrożeń i testy penetracyjne. W ich zakres kompetencji wchodzi również zarządzanie tożsamością, dostępami czy też ryzykiem i kontrolą, analizy śledcze oraz centrum operacji bezpieczeństwa. Należy podkreślić, że mamy w tej chwili jeden z najsilniejszych, o ile nie najsilniejszy zespół ds. cyberbezpieczeństwa w Polsce. Niemniej planujemy dalszy rozwój centrum kompetencyjnego w oparciu o wysokiej klasy polskich specjalistów”, dodaje Strange.

Purple Team w Warszawie

W warszawskim biurze Standard Chartered trwają rekrutacje m.in. do nowo powstającego zespołu odpowiedzialnego za ochronę danych (data privacy). Bank tworzy też „Purple Team”. To stosowane w branży cyberbezpieczeństwa określenie jednego z trzech obszarów odpowiedzialnych za odporność organizacji na cyberataki.

Pozostałe dwa to „Red Team” oraz „Blue Team”, które już istnieją w strukturach warszawskiego centrum kompetencji ds. cyberbezpieczeństwa Standard Chartered. Pierwszy z nich testuje efektywność zabezpieczeń przez przeprowadzanie symulacji ataków z wykorzystaniem narzędzi i technik stosowanych przez cyberprzestępców. W rezultacie identyfikuje zagrożenia i tzw. podatności, czyli luki w systemach, które mogą wykorzystać atakujący. Drugi z kolei odpowiada za ochronę organizacji zarówno przed realnymi atakami ze strony cyberprzestępców, jak i symulacjami prowadzonymi przez „Red Team”.

Zadaniem „Purple Team” jest zestawienie taktyk obronnych stosowanych przez „Blue Team” z zagrożeniami i podatnościami zidentyfikowanymi przez „Red Team”. W efekcie tego powstaje skuteczna strategia obrony organizacji przed cyberatakami. Jednocześnie rozwijane są istniejące zespoły. Standard Chartered poszukuje m.in. specjalistów z doświadczeniem w operacyjnej stronie funkcjonowania „Red Team”.

Sytuacja specjalistów i menedżerów w sektorze produkcyjnym podczas pandemii Covid-19

51% pracodawców z sektora produkcyjnego deklaruje prowadzenie nowych procesów rekrutacyjnych na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie. Tylko 3% informuje o planach większych zwolnień w ramach tej grupy zawodowej.

„Puls rynku pracy specjalistów i menedżerów”, badanie Antal przeprowadzone na niemal 300 firmach z sektora produkcyjnego i handlowego na przełomie marca i kwietnia b.r. wskazuje, że pracodawcy nadal zatrudniają przedstawicieli średniej i wyższej kadry. Jednocześnie, unikają pochopnych decyzji w zakresie zwolnień pracowniczych.

„Zarządzający przedsiębiorstwami mają świadomość, że zatrudnianie nowych i utrzymanie na pokładzie obecnych pracowników pozwoli im realizować strategię i wyjść z wielu trudnych sytuacji obronną ręką. W przypadku zakładów produkcyjnych to zatrudnieni inżynierowie decydują o ciągłości produkcji” – komentuje Roman Zabłocki menedżer odpowiedzialny strategicznie za zespoły Engineering & Operations oraz Sales & Marketing w Antal.

Specjaliści i menedżerowie wciąż niezbędni

Ponad połowa badanych firm (51%) deklaruje, że planuje nadal prowadzić rekrutacje na nowe stanowiska – w tym 46% zamierza zachować ich liczbę na niezmienionym poziomie. Specjalistów i menedżerów dynamicznie poszukują przedsiębiorcy zwłaszcza z branży Transport, spedycja i logistyka.

„Branża logistyczna najczęściej jest pierwszym barometrem gospodarki w kontekście przepływu towarów i planów kolejnych zamówień. Na podstawie specjalistycznych danych podejmowane są kolejne kroki, co do dalszego funkcjonowania przedsiębiorstw. Zamykanie granic nie tylko Polski, ale także sąsiadujących państw zdecydowanie spowolniło ruch tranzytowy, a spadająca liczba zamówień w niektórych obszarach wręcz go zatrzymała. Natomiast inną sytuację widzimy w firmach kurierskich i biznesie e- commerce – w tych obszarach branża logistyczna notuje olbrzymie wzrosty. Odzwierciedla to wynik badania wskazujący, że 40% firm prowadzi podobną liczbę nowych procesów rekrutacyjnych, do tej sprzed epidemii” mówi Dominik Pekról, Regional Manager Antal Engineering
& Operations.

Jednocześnie zdecydowana większość badanych organizacji (77%) nie planuje żadnych zwolnień wśród kadry średniego i wyższego szczebla. Pojedyncze zwolnienia nieprzekraczające 10% zatrudnionych są deklarowane przez jedynie co piątą firmę, a większe zwolnienia planuje jedynie 3% przedsiębiorstw. Na najbardziej radykalne kroki decydują się częściej organizacje z branży motoryzacyjnej (6%).

„Wielu dostawców TIER1 w związku z ogłoszonym zatrzymaniem montażu samochodów w Europie zdecydowało się na wstrzymanie produkcji lub w znacznym stopniu ją ograniczyło. W konsekwencji niemal co trzecia firma motoryzacyjna planuje redukcję zatrudnienia. 6% badanych deklaruje zwolnienia przekraczające 10% z obecnie zatrudnionych specjalistów i menedżerów. Większość organizacji jednak nie planuje na obecną chwilę zwolnień. Zarządzający za wszelką cenę chcą utrzymać kadrę, w związku z tym decydują się na zmniejszenie wymiaru czasu pracy, redukcję wynagrodzenia czy ograniczenie benefitów. Nie znając dokładnych prognoz gospodarczych – nie podejmują pochopnych decyzji o zwolnieniu pracowników. Są świadomi tego jak trudne jest pozyskanie pożądanego specjalisty czy menedżera. Z Chin napływają do nas optymistyczne sygnały
o ożywieniu gospodarki po epidemii, co wskazuje na bardzo szybki wzrost zamówień, z perspektywą powrotu do poziomu z grudnia 2019 roku”– komentuje Dominik Pekról, Regional Manager Antal Engineering & Operations.

Wyzwania w czasie pandemii

Najwięcej respondentów (60%) wskazują, że wyzwaniem dla ich działalności jest zapewnienie bezpiecznych warunków pracy w czasie pandemii Covid-19. Niemal połowa firm (43%) chce również dostosować zakres obowiązków pracowników do wymogów jakie niesie za sobą praca zdalna. Również dostosowanie technologiczne w tym aspekcie jest ważne dla co trzeciej organizacji.

„Zakłady produkcyjne mierzą się z koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa pracy w zupełnie nowych warunkach i ograniczeniach instytucjonalnych. Biura – z koniecznością zarządzania pracą zdalną i dostarczeniem nowych technologii. Pracodawcy coraz częściej decydują się na audyty BHP czy badania komunikacji wewnętrznej i przepływu kluczowych informacji podczas obowiązkowej izolacji” – podsumowuje Roman Zabłocki menedżer odpowiedzialny strategicznie za zespoły Engineering & Operations oraz Sales & Marketing w Antal.

Większość respondentów badania Antal mierzy się obecnie z wieloma wyzwaniami związanymi z wprowadzeniem nowych procedur oraz zapewnieniem odpowiednich warunków do pracy dla swoich pracowników. Firmy zarówno z obszaru produkcji farmaceutycznego, jak i spożywczego czy kosmetycznego ze względu na wcześniejsze standardy zapewniły swoim pracownikom odpowiednie warunki pracy niemal od razu. Dla wielu jednak organizacji dodatkowe zabezpieczenia, materiały higieniczne, mniejsza liczba osób na zmianach, większa liczba przezbrojeń na liniach produkcyjnych, a także zmiana organizacji transportu spowodowały zdecydowany wzrost kosztów – dodaje Roman Zabłocki.

O badaniu

Badanie na próbie 284 firm z sektora handlu i produkcji zostało przeprowadzone metodą CATI w dniach 1-7 kwietnia 2020 roku.