Kolejny program FED. Kolejna fala optymizmu na Wall Street

Główne amerykańskie indeksy giełdowe zwyżkują w czwartek po południu o ponad 2 proc. Sentyment na rynku akcji zdecydowanie poprawił się po zapowiedzi kolejnych działań Rezerwy Federalnej, tym razem na polu stanowym. Łącznie od dołka ustanowionego 23 marca, indeks S&P 500 wzrósł już o prawie 30 proc.

Co takiego tym razem zaproponowała amerykańska Rezerwa Federalna? Będzie to nowy pakiet stymulacyjny, udzielający pożyczek w wysokości do 2,3 bln USD, mających na celu wsparcie gospodarstw domowych i pracodawców każdej wielkości oraz zwiększenie zdolności rządów stanowych i lokalnych do świadczenia kluczowych usług podczas pandemii koronawirusa. Jak powiedział przewodniczący Rezerwy Federalnej Jerome Powell, najwyższym priorytetem w USA musi być zaradzenie kryzysowi zdrowia publicznego, opieka nad chorymi i ograniczenie dalszego rozprzestrzeniania się wirusa. Dodał, że rolą FEDu jest zapewnienie jak największej stabilności w tym okresie ograniczonej działalności gospodarczej, a dzisiejsze działania pomogą zapewnić, że ewentualne ożywienie będzie możliwie jak najbardziej energiczne. Dodajmy, że marcu Fed obniżył docelowy zakres stopy funduszy federalnych o 100 p.b. do 0-0,25 proc. i uruchomił ogromny program luzowania ilościowego o wartości 700 miliardów dolarów.

Dobre nastroje utrzymują się również po tygodniowych danych z rynku pracy USA. Liczba Amerykanów ubiegających się o zasiłek dla bezrobotnych spadła do 6,6 milionów w tygodniu zakończonym 4 kwietnia z rekordowego poziomu 6,8 milionów w poprzednim tygodniu. Suma zgłoszeń w ciągu ostatnich trzech tygodni wyniosła prawie 17 milionów. Zatwierdzony przez Biały Dom i Kongres pakiet 2,2 bln USD, który zwiększył płatności dla bezrobotnych do 600 USD tygodniowo przez okres do czterech miesięcy, prawdopodobnie przyczynił się do wzrostu liczby roszczeń.

Dziś na Wall Street pojawiły się również dwie rekomendacje dla spółki McDonald’s. W obydwu podniesiono poziom ceny docelowej. Analitycy Cowen wyznaczyli nową cenę docelową na poziomie 190 USD ze 180 USD przy średniej na poziomie 201,45 USD. Również Bank of America zwiększył poziom ceny docelowej do 195 USD ze 180 USD i podtrzymał rekomendację kupna. MCD ma 29 rekomendacji kupuj, 8 trzymaj i 0 sprzedaj.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Gospodarka Polski otrzyma istotne wsparcie w walce ze skutkami pandemii koronawirusa

Pod kątem informacji z Polski, środa była jednym z najciekawszych dni w ostatnich tygodniach. Jakie informacje poznaliśmy, co one oznaczają i jak zareagował na nie rynek?

Zacznijmy od Narodowego Banku Polskiego. Wczoraj, w trakcie spotkania decyzyjnego Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o obniżce stóp procentowych: kluczowa, stopa referencyjna została obniżona o 50 punktów bazowych do poziomu 0,50% (Wykres 1). Pozostałe stopy procentowe również zostały obniżone o 50 pb. W konsekwencji, stopa lombardowa znalazła się na poziomie 1,00%, stopa depozytowa 0,00%, stopa redyskontowa weksli 0,55%, z kolei stopa dyskontowa weksli 0,60%.

Wykres 1: Stopa referencyjna NBP (2005 – 2020)

Stopa referencyjna NBP
Źródło: Bloomberg Data: 09/04/2020

Nieoczekiwana-oczekiwana decyzja

Wczorajsza obniżka stóp procentowych nie była oczekiwana przez większość ekonomistów i analityków. Tak jak i my, konsensus zakładał, że RPP pozostawi stopy procentowe niezmienione. Jedynie 3 z 25 ekonomistów z sondażu Bloomberga spodziewało się ich cięcia, z czego tylko 2 z nich oczekiwało spadku stopy referencyjnej aż o 50 pb.

Mimo to, decyzji tej nie można nazwać w pełni nieoczekiwaną. Rynkowa wycena zmian stóp procentowych wskazywała, że rynek liczył na silne rozluźnienie polityki pieniężnej w przeciągu kilku najbliższych tygodni. Na podstawie wyceny kontraktów FRA 1×4 w PLN jesteśmy w stanie powiedzieć, że rynek w dniach poprzedzających wczorajsze spotkanie w horyzoncie jednego miesiąca spodziewał się spadku stopy WIBOR 3M o ok. 40-50 pb., czyli de facto skłaniał się w stronę cięcia stóp przez RPP właśnie o 50 pb. (Wykres 2).

Wykres 2: Implikowana zmiana stopy WIBOR 3M w horyzoncie miesięcznym na podstawie kontraktów FRA 1×4 w PLN [pb.] (01/03/19 – 07/04/20)

Implikowana zmiana stopy WIBOR 3M w horyzoncie miesięcznym na podstawie kontraktów FRA
Źródło: Bloomberg Data: 09/04/2020

Jak RPP uzasadnia tę decyzję? W komunikacie z wczorajszego spotkania znalazła się informacja o tym, że pomimo działań podjętych wcześniej przez bank centralny „utrzymuje się ryzyko spadku inflacji poniżej celu inflacyjnego NBP w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej”. Wypowiadając się na konferencji prasowej prezesa NBP i premiera, prezes Glapiński wspominał o ryzyku deflacji. Na tego typu ryzyko w kontekście załamania gospodarczego, jak widać, bank centralny nie pozostał obojętny.

Pozostałe działania NBP, działania rządu i PFR

Oprócz decyzji o obniżce stóp, polski bank centralny w ostatnim czasie podjął również inne działania. Jednym z nich jest uruchomienie (od 10 kwietnia) kredytu wekslowego, o którego wprowadzeniu informował Zarząd NBP w połowie marca.  Kluczową informacją w kontekście działań NBP jest jednak rozszerzenie katalogu skupowanych przezeń na rynku wtórnym aktywów. Wcześniej były to tylko obligacje Skarbu Państwa, teraz natomiast w komunikacie po spotkaniu pojawiła się informacja o zakupie „skarbowych papierów wartościowych oraz dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa”. Można tu rozróżnić dwie nowe kategorie. Po pierwsze, papiery o krótkim terminie, czyli bony skarbowe, o których podczas konferencji premiera i prezesa NBP, wspominał też prezes Glapiński. Po drugie – papiery gwarantowane przez Skarb Państwa. Zgodnie z tym, co sugerował prezes Glapiński chodzi tutaj o obligacje wyemitowane przez Polski Fundusz Rozwoju, które znajdą się w rękach banków.

Tego typu działania mają m.in. wspierać płynność na rynku wtórnym, jednak należy je też interpretować jako dość wyraźne wsparcie i dopełnienie działań rządowych, które wczoraj w trakcie konferencji prasowej zapowiedział premier Morawiecki. W ramach prezentacji projektu kolejnej tarczy antykryzysowej, tym razem „tarczy finansowej”, której wartość ma wynieść 100 mld zł wskazano, że wsparcie mają otrzymać mikrofirmy i duże przedsiębiorstwa (mają otrzymać po ok. 25 mld zł, z czego w przypadku dużych przedsiębiorstw pomoc ta ma obejmować kilka rodzajów finansowania), z kolei druga połowa ma trafić do małych i średnich firm. Co istotne, pula środków bezzwrotnych w ramach subwencji to 60 mld zł. Zgodnie z zapowiedziami firmy, które uzyskają pomoc i spełnią dodatkowe warunki będą mogły liczyć jednak na umorzenie nawet 75% subwencji.

Warto też wspomnieć, że dzień przed ogłoszeniem projektu tarczy finansowej ogłoszono zmiany w uchwalonej już wcześniej tarczy antykryzysowej, rozszerzające zakres pomocy o wartość szacowaną na ponad 11 mld zł. Patrząc na to, że jest to ok. 5% wartości przyjętej pierwotnie 31 marca br. tarczy oraz wczytując się w szczegóły zmian uznajemy je za kosmetyczne – w przeciwieństwie do zaprezentowanej wczoraj tarczy finansowej, którą oceniamy jako istotny krok. Wygląda na to, że decydenci wsłuchali się w krytyczne głosy, które pojawiły się w debacie publicznej zwracając się w stronę znacznej bezpośredniej pomocy przedsiębiorcom (której skala w ramach pierwszej tarczy zgodnie z publicznie wyrażanymi ocenami przez wielu przedsiębiorców była zbyt mała). Dodatkowo pozytywną zmianą jest też to, że tym razem ogłoszone założenia kolejnej tarczy są stosunkowo proste.

Skala nowych działań jest znaczna – sama tarcza finansowa ma odpowiadać wartości 4,5% polskiego PKB, co sprawia, że łączna wartość wsparcia z tytułu obu tarcz powinna wynieść ok. 15% PKB. Ze względu na ich zróżnicowanie, trudno jednoznacznie porównać działania między krajami mające wspierać gospodarki w obliczu koronawirusa, jednak wygląda na to, że obecnie polska „tarcza” nie odstaje od europejskich standardów.

Jak zareagował rynek?

W związku z tym, że pierwszą oficjalną informacją ze strony NBP, jaką otrzymaliśmy, była ta o obniżce stóp procentowych, rynek walutowy zareagował negatywnie i polski złoty doświadczył lekkiego osłabienia w parze z euro. Skala wyprzedaży waluty była jednak niewielka, a niedługo po decyzji – już w trakcie konferencji prasowej premiera Morawieckiego i prezesa Glapińskiego – złoty odrabiał straty, żeby zakończyć dzień w okolicy poziomu, na którym go rozpoczął (Wykres 3). Brak silniejszej, negatywnej reakcji w odpowiedzi na obniżkę stóp można powiązać z tym, że rynek i tak spodziewał się zmian stóp w perspektywie miesiąca oraz z tym, że działania rządu, NBP i PFR pozwolą na złagodzenie szoku dla gospodarki związanego z pandemią koronawirusa.

Wykres 3: Kurs EUR/PLN (08/04/20)

Kurs EUR
Źródło: Bloomberg Data: 09/04/2020

Wczoraj odnotowaliśmy również zwyżki na polskich obligacjach. Rentowność 10-letnich papierów skarbowych spadła z okolic 1,60% do 1,50%, kończąc dzień mniej więcej w połowie tej stawki. Wczorajszy dzień na minusie zakończył natomiast indeks WIG20, co należy wiązać przede wszystkim z załamaniem cen akcji banków (obniżka stóp procentowych godzi w ich rentowność), których waga w tym indeksie to ok. 25%. Większość pozostałych spółek z tego indeksu radziła sobie dobrze.

Co dalej?

Zakładając, że perspektywy gospodarcze kraju w kontekście skutków pandemii nie ulegną istotnemu pogorszeniu, w obecnej chwili nie spodziewamy się dalszych, znaczących kroków ze strony polskich decydentów. Ich ostatnie działania oraz retoryka sugerują, że gospodarka może liczyć na wsparcie. Jest to niezwykle ważne w kryzysowej sytuacji w jakiej obecnie znajduje się kraj.

Działania rządu nie pozostaną bez wpływu na sytuację fiskalną Polski. Niemniej w obecnej sytuacji, ze względu na to, że to PFR ma emitować dług potrzebny na sfinansowanie tarczy finansowej (zgodnie ze słowami prezesa PFR, Pawła Borysa emisja obligacji przez spółkę ma sfinansować 90% tarczy), działania te nie grożą przekroczeniem krajowych limitów zadłużenia. Dopiero po czasie PFR będzie musiał uzyskać częściowe wsparcie z budżetu w związku z umorzeniami subwencji, efekty te będą jednak odłożone na dalszy okres.

W normalnej sytuacji ten istotny wzrost emisji obligacji przełożyłby się negatywnie na koszty obsługi długu, jednak tutaj warto zwrócić uwagę, że papiery wyemitowane przez PFR będą miały gwarancje Skarbu Państwa – a zgodnie z wczorajszym komunikatem po spotkaniu banku centralnego papiery takie na rynku wtórnym będzie mógł skupować NBP. Działania NBP stanowią więc zabezpieczenie przed nadmiernym wzrostem kosztów, jaki bez tego wygenerowałaby nowa tarcza.

W zwykłych czasach można byłoby martwić się również o to, czy istotny wzrost zadłużenia i wyraźna koordynacja działań decydentów fiskalnych i monetarnych mających to umożliwić nie wpłynie negatywnie na percepcję Polski wśród inwestorów. I w normalnej sytuacji prawdopodobnie by tak było. Niemniej, uwzględniając to, gdzie obecnie się znajduje większość państw na świecie i ich gospodarek i obserwując wczorajszą reakcję rynków finansowych wygląda na to, że tego typu obawy w tym momencie nie są zasadne.

Czy działania decydentów nie przełożą się na słabość złotego?

Obniżki stóp procentowych i perspektywa wzrostu długu publicznego z zasady nie są pozytywne dla waluty. Niemniej, biorąc pod uwagę obecną sytuację, decydenci podejmują działania, które istotnie nie wyróżniają się negatywnie na tle tych podejmowanych przez inne państwa. Niewykluczone, że – paradoksalnie – docelowa reakcja rynku mogłaby być bardziej negatywna, gdyby działań tych nie ogłoszono. Dlatego ryzyko dla percepcji kraju i waluty związane z tym, że pomoc okazałaby się niewystarczająca do wsparcia gospodarki oceniamy jako wyższe niż ryzyko dla percepcji związane z podjęciem działań.

Złoty jest obecnie jedną z najniżej oprocentowanych walut na świecie, a rentowności polskich obligacji rządowych w tym roku odnotowały najniższe poziomy w historii. Patrząc na to, można by stwierdzić, że Polska stała się krajem nieatrakcyjnym do lokowania kapitału. Niemniej warto zwrócić uwagę, że nie żyjemy w próżni. Stopy procentowe w wielu krajach świata zostały ścięte do zera lub znajdują się w jego okolicy, a całe krzywe rentowności spadły o kilka poziomów. Nie sądzimy, żeby spadek stóp procentowych o 50 pb, który sprawia, że są one obecnie najniższe wśród kluczowych krajów regionu istotnie niekorzystnie wpłynął na zachowanie złotego. Różnice te naszym zdaniem nie są bowiem na tyle duże, aby istotnie przyćmić pozytywy, które charakteryzują złotego, czy też polską gospodarkę tak na tle znacznej części innych walut EM, jak i sporej części walut regionu. Zresztą obecnie niewykluczone, że inne banki centralne, które jeszcze mają jakiś „zapas” stóp procentowych (na przykład Narodowy Bank Czeski) podejmą się ich dalszej redukcji, chcąc jeszcze mocniej wesprzeć gospodarkę.

Sądzimy, że w najbliższym czasie zachowanie złotego będzie nadal zależało głównie od globalnego sentymentu. Uwzględniając jednak relatywnie dobre fundamenty gospodarcze kraju oraz w naszej ocenie – adekwatne działania decydentów w odpowiedzi na kryzys – jesteśmy jednak optymistyczni, że po przejściowych turbulencjach związanych z koronawirusem polski złoty w długim terminie będzie w stanie odrobić większą część strat wywołanych przez pandemię.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Tarcza 2.0 szansą dla gastronomii

Pierwsza „Tarcza antykryzysowa” nie spełniała oczekiwań podmiotów z sektora gastronomicznego. W ankiecie Stowarzyszenia „Przyszłość dla Gastronomii”, zaraz po jej ogłoszeniu, aż 80% członków oceniło propozycje w niej zawarte za niewystarczające. Jeden na pięciu pytanych (20%) sygnalizował, że przyjęte przepisy w ogóle go nie obejmują. Wczoraj branża dostrzegła światełko nadziei. Druga propozycja rządu – poszerzona o tarczę finansową dla firm – wygląda obiecująco i jeżeli zostanie przyjęta w proponowanej formie może rzeczywiście pomóc gastronomii.

Gastronomia należy do tych sektorów gospodarki, które są najbardziej dotknięte epidemią koronawirusa. Dane jednoznacznie wskazują, że sytuacja jest wyjątkowa. Z danych zebranych przez Stowarzyszenie „Przyszłość dla Gastronomii” wynika, że ponad połowa restauratorów musiała zamknąć lokale lub zawiesić działalność. Co więcej, 45% członków grupy Stowarzyszenia na Facebooku zadeklarowało, że prowadzi dostawę na wynos.

Należy jednak podkreślić, że nie zawsze takie rozwiązania pozwalają na ekonomiczne przetrwanie firmy. Punkty gastronomiczne, pomimo zawieszenia działalności, zmuszone są do ponoszenia wydatków stałych takich jak m.in. pensje pracowników, koszty utrzymania i najmu lokali. Bez wsparcia ze strony rządu branża gastronomiczna stanie przed realnym zagrożeniem recesji. Trzymamy kciuki za szybkie wprowadzenie nowych rozwiązań do  „Tarczy antykryzysowej”. Dzięki niej mamy szansę na to, że po powrocie do normalności będziemy mogli odbudowywać nasze firmy, a nie zamiatać zgliszcza – mówi Maciej Kotecki, pomysłodawca inicjatywy łączącej sektor oraz założyciel Stowarzyszenia „Przyszłość dla Gastronomii”.

O tym, jak bardzo trudności łączą, świadczą również przykłady powstających inicjatyw – restauratorzy wzajemnie się wspierają, pomaga im też społeczeństwo. Wielu Polaków rezygnuje z gotowania w domu i stawia na świąteczne potrawy wprost z lokalnych restauracji.

Black Red White stawia czoła kryzysowi

Nowe propozycje rządu, zawarte w tzw. tarczy finansowej, to realne wsparcie dla dużych firm. Dzięki nim i zakończonej w 2019 roku restrukturyzacji Black Red White liczy, że uda się znacząco ograniczyć skutki epidemii.

Najnowsze rozwiązania zaproponowane 8 kwietnia przez premiera Mateusza Morawieckiego oraz szefa NBP Adama Glapińskiego zakładają rozwiązania wspierające płynność firm zatrudniających powyżej 250 osób. W ich ramach będzie możliwe uzyskanie wsparcia kredytowego w wysokości nawet 1 mld zł na przedsiębiorstwo, z czego część środków będzie wsparciem bezzwrotnym. Maksymalna wartość programu dla dużych firm ma wynieść 25 mld zł, natomiast zakładana kwota środków bezzwrotnych może osiągnąć wartość 12 mld zł. Dzień po ogłoszeniu tarczy finansowej odbyła się wideokonferencja premiera Mateusza Morawieckiego z przedsiębiorcami, w której wziął m.in. udział Dariusz Formela, prezes Black Red White.

– To istotne uzupełnienie dotychczasowych rozwiązań proponowanych w ramach Tarczy antykryzysowej. Od początku zwracaliśmy uwagę na to, że duże firmy zatrudniające po kilka tysięcy osób muszą zostać wsparte płynnościowo, aby ograniczyć skalę kryzysu. Cieszę się, że zostało to uwzględnione. Mam nadzieję, że dzięki tym rozwiązaniom i przebytej w 2019 r restrukturyzacji znacząco ograniczymy skutki kryzysu– twierdzi Dariusz Formela, prezes zarządu Black Red White SA.

W 2019 roku firma przeszłą gruntowną restrukturyzację i optymalizację wielu procesów produkcyjnych i usługowych. Dzięki temu wypracowała 100 mln PLN tzw. zysku EBITDA. Tym samym przygotowała się na trudniejsze czasy i jest w stanie utrzymać się co najmniej przez najbliższe 6 miesięcy.

W ostatnich tygodniach była zmuszona nie przedłużyć kilkudziesięciu umów, ale na razie nie podejmuje żadnych drastycznych kroków. Na ten moment zgodnie z obowiązującymi przepisami wszyscy pracownicy mają zmniejszony wymiar etaty o 20 % (4/5 etatu). Firma chce w ten sposób uniknąć zwolnień dużej liczby osób i utrzymać jak najwięcej miejsc pracy. Pomóc mają w tym nowe rozwiązania zaproponowane przez rząd w traczy finansowej.

Kryzys, wywołany pandemią wirusa SARS-Cov-2, przyniesie w kwietniu spadek sprzedaży krajowej BRW o 80 proc. a eksportu nawet o 95 proc. W grupie Black Red White pracuje dziś 7,5 tys. osób, kolejne 2,5 tys. osób jest zatrudnionych w firmach stowarzyszonych.

Polacy w czasie epidemii – problemy z organizacją pracy w izolacji

4 na 10 pracowników wymienia ograniczoną i utrudnioną komunikację z ludźmi
w czasie pracy oraz brak wyraźnych granic między czasem wolnym a zawodowym jako najważniejsze uciążliwości, w czasie pracy podczas izolacji –  wynika z najnowszego barometru SW Research Polacy w czasie epidemii.

Co czwarty zatrudniony Polak wymienia zmianę trybu pracy ze stacjonarnej na zdalną jako jeden ze stosowanych środków zapobiegawczych w trakcie epidemii. Wśród tej grupy jedynie 3 na 10 wskazuje na zupełny brak uciążliwości związanych z dostosowaniem
się do nowych okoliczności.

wykres 1Zarówno pracodawcy, jak i pracownicy na ogół bardzo poważnie potraktowali zalecenia Ministra Zdrowia dotyczącego nakazu pracy zdalnej, o ile nie wymaga tego charakter wykonywanej pracy. Na tle wymienianych środków ostrożności stosowanych w czasie pandemii badani nie wyróżniają w szczególny sposób pracy zdalnej, co może świadczyć
o szybkim przystosowaniu się do zmian w trybie pracy i uznania ich za całkowicie naturalne –
komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes SW Research.

A co jest najbardziej uciążliwe podczas pracy zdalnej? Wydaje się, że problemem nie jest ani brak dostępu do szybkiego internetu ani brak odpowiedniego sprzętu – te elementy wskazywane były przez badanych jako najmniej deficytowe. Polscy pracownicy skarżą
się przede wszystkim (41% wskazań) na dwa zupełnie inne i jednocześnie niezależne od siebie zjawiska. Pierwszy problem to ogólny brak kontaktu z ludźmi, brak bezpośrednich rozmów i spotkań. Komunikacja ze współpracownikami w zasadzie ogranicza się do tele lub videokonferencji.

Drugim, równie ważnym aspektem pracy zdalnej, na który narzekają pracownicy jest przenikanie się życia zawodowego i prywatnego. Brak łatwego wyznaczenia granicy między czasem wolnym i zawodowym często prowadzi do problemów z koncentracją, skupieniem się w czasie pracy (39% wskazań).wykres 2

Okazuje się, że większości z nas bardzo łatwo wpaść w pułapkę „tak bardzo atrakcyjnej” pracy zdalnej. Zapewne nie wpadną w nią pracownicy mający z nią wcześniejsze doświadczenie, ale większość zatrudnionych szybko zorientowała się, że praca zdalna oznacza umiejętność narzucenia sobie samodyscypliny, o którą niełatwo w domowych warunkach – komentuje wiceprezes SW Research.  Nagle okazuje się, że zwolnienie z obowiązku dojazdu do i z pracy powoduje, że pracownik rozpoczyna pracę o godzinę wcześniej, a kończy ją o godzinę później. Przy optymistycznym założeniu, że w międzyczasie nie zajmie się obiadem, porządkami czy opieką nad dziećmi – uzupełnia Zimolzak.

Metodologia badania

Badanie zostało zrealizowane w dniach 31.03 – 1.04.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI). W ramach badania przeprowadzono 1006 ankiet z użytkownikami SW PANEL. Projekt będzie miał charakter cykliczny, pomiary będą realizowane co dwa tygodnie na czas trwania epidemii.

Wpływ COVID-19 na rynek inwestycji, fuzji i przejęć

W związku z COVID-19 firmy planują restrukturyzacje, co znacząco wpłynie na wzrost liczby przejęć. Te jednak powinny być przeprowadzane ostrożnie. Jak wynika z najnowszego badania TMF Group, około jedna piąta takich transakcji wygenerowała dodatkowe koszty rzędu milionów dolarów. Powodem tak dużych strat były nieefektywne procesy prowadzenia tych operacji.

Chociaż przejęcie może być bardzo atrakcyjną okazją biznesową, niezależne badanie zlecone przez TMF Group wykazało, że 34 proc. kadry kierowniczej wyższego szczebla z firm private equity oraz 27 proc. specjalistów z korporacji posiadających doświadczenie w zakresie przejęć przyznało, że ich ostatnie transgraniczne transakcje nie spełniły oczekiwań. Zdaniem 24 proc. i 19 proc. pytanych menedżerów reprezentujących oba sektory znaczący wpływ na to miały kosztochłonne opóźnienia.

Tam, gdzie opóźnienia spowodowały wzrost kosztów, zdecydowana większość przedstawicieli sektora private equity (92 proc.) stwierdziła, że transakcje kosztowały ich 10 lub więcej procent niż ich zakładana wartość. Blisko jedna trzecia menedżerów (30 proc.) powiedziała, że było to ponad 16 proc. W przypadku korporacji liczba menedżerów przyznających, że opóźnienia w realizacji transakcji przejęć powodowały wzrost kosztów, była podobna do tych w sektorze private equity. 85 proc. menedżerów odpowiadających za przejęcia z ramienia korporacji twierdziło, że opóźnienia wygenerowały w ich przypadku wzrost kosztów o 10 proc., a 38 proc. menedżerów, że wartości transakcji wzrosły z tego powodu o 16 i więcej procent. Biorąc pod uwagę fakt, że większość tych transakcji została wyceniona na ponad 50 mln. dolarów, a niektóre z nich na ponad miliard dolarów, przełożyło się to na straty idące w miliony liczone w amerykańskiej walucie.

Wyniki badania pojawiają się w czasie, gdy na rynku obserwuje się trzykrotny, licząc od 2016 roku, wzrost rocznego wolumenu transakcji typu spin-off i carve-out. Pojawienie się COVID-19 ograniczy wolumeny transakcji w najbliższym czasie, ale stworzy szczególne okazje dla nabywców dysponujących dużą gotówką, ponieważ w okresie znacznej niepewności, dotknięte kryzysem firmy chcą lub będą chciały zrestrukturyzować swoją działalność.

– „Spodziewamy się znaczącego spadku liczby transakcji w najbliższym czasie, ale niewątpliwie pojawią się duże możliwości dla bogatych korporacji i firm private equity. Te ostatnie dysponowały pod koniec zeszłego roku rekordową ilością środków, które mogą zainwestować” – mówi Dagmara Witt-Kuczyńska, p.o. dyrektora zarządzającego na Polskę, lider Księgowości i Podatków na obszar CEE w TMF Group. „Chęć pozbycia się jednostek biznesowych i innych aktywów w miarę rozwoju sytuacji związanej z COVID-19 jest nieunikniona, ponieważ zarządy na całym świecie starają się upraszczać swoją działalność i zmniejszać ryzyko. Ale wraz z niepewnością przychodzi też mniejsza elastyczność finansowa, a co za tym idzie dodatkowa presja, aby każda operacja sprzedaży i zakupu części biznesu była przeprowadzona optymalnie”.

Badanie nastrojów na rynku nieruchomości w związku z Covid-19

Savills w związku z pandemią koronawirusa, wykazało, że respondenci z 67% krajów oceniają wpływ pandemii na rynek nieruchomości na poziomie umiarkowanie negatywnym, podczas gdy 29% badanych określa go jako bardzo negatywny.   

Celem nowego cyklu badań firmy doradczej Savills jest przegląd nastrojów na globalnym rynku nieruchomości, na podstawie bieżącej oceny sytuacji na rynku inwestycyjnym i rynku najmu, dokonanej przez szefów działów badań i analiz Savills z 24 kluczowych regionów.

Poniżej przedstawiamy najważniejsze informacje płynące z badania oraz komentarze ekspertów. Prezentowane wyniki dotyczą badania przeprowadzonego w dniach 27-31 marca 2020 roku.

Aktywność inwestycyjna

Aktywność transakcyjna to jedna z pierwszych ofiar wstrząsu spowodowanego przez pandemię wirusa wywołującego chorobę Covid-19. Spadki wolumenów transakcji inwestycyjnych odnotowano w większości sektorów nieruchomości na całym świecie. Największe dotyczyły sektorów handlowego i hotelowego, w których aktywność inwestorów zmniejszyła się w ponad 80% krajów uwzględnionych w badaniu.

Ceny nieruchomości

Wpływ pandemii na wartości kapitałowe może osiągnąć istotny wymiar – według analityków firmy Savills ceny utrzymują się na stabilnym poziomie w połowie sektorów. W przypadku nieruchomości biurowych, logistycznych i mieszkaniowych więcej krajów wskazuje na stabilność cen niż na ich spadek. W przypadku sektora handlowego, który odczuwał wpływ zmian strukturalnych jeszcze przed wybuchem pandemii, spadki dotyczyły aż 82% rynków. Wartości nieruchomości handlowych pozostały na niezmienionym poziomie tylko w Chinach, Malezji, Wietnamie i Portugalii. Na tym tle pozytywnie wyróżnia się sektor logistyczny, w którym dynamika aktywności inwestycyjnej nie zmieniła się lub wzrosła na 57% rynków, a zmniejszyła się w 43% krajów. W obecnej sytuacji nie dziwi z kolei fakt, że wartości nieruchomości i aktywność transakcyjna w zakresie obrotu obiektami z segmentu opieki zdrowotnej utrzymują się na stabilnym poziomie.

Finansowanie dłużne

Sytuacja na globalnych rynkach finansowania dłużnego jest zróżnicowana. Dostępność i warunki finansowania dłużnego pogorszyły się w szczególności w krajach europejskich i Ameryki Północnej, a zwłaszcza w USA i Wielkiej Brytanii. Relatywnie dobry dostęp do źródeł finansowania i korzystne warunki jego uzyskania nadal można uzyskać na rynkach wschodzących takich jak Indonezja, Czechy, Tajwan i kraje Bliskiego Wschodu.

Popyt na rynkach najmu

Pracownicy wielu firm na całym świecie pracują obecnie zdalnie, ale póki co nie wpłynęło to bardzo negatywnie na zainteresowanie powierzchnią biurową ze strony najemców. Umiarkowany spadek popytu odnotowano w 70% krajów, a bardzo duży w zaledwie 13% z nich. Popyt w sektorach nieruchomości mieszkaniowych również zmniejszył się w umiarkowanym stopniu. Najbardziej dotkliwe skutki dotyczą sektora hotelowego – aż 95% dyrektorów działów badań firmy Savills wskazuje na gwałtowny spadek popytu w swych krajach wskutek ograniczeń dotyczących podróży międzynarodowych i przemieszczania się wewnątrz krajów. W podobnej sytuacji znalazł się sektor nieruchomości handlowych – popyt ze strony najemców gwałtownie zmniejszył się w 74% krajów. Trendowi spadkowemu oparły się logistyka i opieka zdrowotna.

Czynsze

Zmiany popytu nie wszędzie znalazły jeszcze pełne odzwierciedlenie w wysokości stawek czynszu, które pozostały na dotychczasowym poziomie w 51% krajów i sektorów. Nie dotyczy to jednak sektorów handlowego i hotelowego – czynsze gwałtownie spadły odpowiednio w 30% i 63% analizowanych krajów. Najemcy powierzchni handlowych mogą liczyć na korzystne warunki najmu w 86% krajów. Natomiast odsetek krajów oferujących atrakcyjne warunki wynajęcia powierzchni biurowej oraz logistycznej wynosi odpowiednio ponad 50% i 23%.

Paul Tostevin, dyrektor działu badań globalnych w firmie Savills, powiedział: „Przeprowadzone przez nas badanie uwzględnia opinie moich współpracowników z działu badań na całym świecie, którzy codziennie komunikują się z wieloma klientami. Ich zdaniem wstrząs związany z pandemią Covid-19 wywiera bardzo silny wpływ na globalne rynki nieruchomości. Respondenci z 67% krajów wskazują na umiarkowanie negatywne skutki, a 29% na poważne.

Przewidujemy, że w krótkiej perspektywie wartości kapitałowe nieruchomości i czynsze zaczną odzwierciedlać spadki aktywności inwestycyjnej oraz popytu wśród najemców. Covid-19 stanowi wyzwanie krótkofalowe, ale niektóre trendy takie jak rozwój handlu internetowego i zmiany modelu pracy mogą przyspieszyć, a to może mieć długofalowe skutki dla rynków”.

Mat Oakley, dyrektor działu badań rynków nieruchomości komercyjnych w Savills w Wielkiej Brytanii i Europie, dodaje: „Z naszych obserwacji w Wielkiej Brytanii i Europie kontynentalnej wynika, że rozpoczęte już transakcje są realizowane, ale większość nowych zostanie raczej wstrzymana na najbliższych kilka miesięcy. Wśród kupujących inwestorzy zainteresowani najlepszymi aktywami będą nadal zmotywowani do działania, ale możliwy jest także duży wzrost popytu ze strony inwestorów oportunistycznych. Ze względu na ograniczenie inwestycji deweloperskich do niezbędnych, w przyszłości mogą wystąpić ograniczenia podaży”.

Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz w Savills w Polsce, podsumowuje: “Sytuacja na polskim rynku nieruchomości nie odbiega istotnie od tego co obserwujemy w innych krajach. Wyraźnie widoczna jest wzmożona ostrożność uczestników rynku w kontekście zawierania długoterminowych zobowiązań w postaci najmu powierzchni komercyjnych jak i zakupów inwestycyjnych. Ograniczenie aktywności ma miejsce również po stronie podażowej rynku inwestycyjnego, gdzie część podmiotów wstrzymuje proces sprzedaży na bliżej nieokreślony czas, przyjmując strategię „czekaj i obserwuj”. Wyraźne spadki wolumenów będą jednak widoczne dopiero w statystykach za drugi i prawdopodobnie kolejne kwartały bieżącego roku.

Sytuacja jest bardzo dynamiczna, wiele podmiotów jest w trakcie rewizji strategii na najbliższe tygodnie i miesiące, a konsekwencje podejmowanych obecnie działań mogą być odczuwalne w kolejnych latach. Niewątpliwie zmianie uległ już sposób w jaki pracujemy, robimy zakupy i spędzamy czas wolny, a być może część z tych zmian w różnej formie zostanie z nami na dłużej i odmieni nasze dotychczasowe przyzwyczajenia. Wszystko to nie pozostanie bez wpływu na rynek nieruchomości.

Osobiście, z ogromną nadzieją na przyszłość obserwuję sytuację w takich krajach jak Chiny czy Korea Południowa, która powoli wraca do normy, również w kontekście rynku nieruchomości, gdzie pracownicy znów zaczęli przychodzić do biur, sklepy się otwierają, a aktywność transakcyjna nabiera rozpędu.”

Dobre wyniki deweloperów za I kw. ze spowolnieniem w tle

W pierwszym kwartale br. statystyki sprzedażowe deweloperów notowanych na GPW (rynek podstawowy i Catalyst) w pełni potwierdziły stan kontynuacji sprzedażowego boomu na pierwotnym rynku mieszkaniowym. Niestety w sytuacji wybuchu globalnego kryzysu pandemicznego, radykalnie pogarszającego perspektywy krajowej gospodarki, stan obecny należy uznać za moment przesilenia koniunkturalnego w rodzimej mieszkaniówce.

Obiecujący początek roku

Już od dość dawna, a przynajmniej od początku najnowszej prosperity na pierwotnym rynku mieszkaniowym, wyniki sprzedaży notowanych na GPW głównych tuzów deweloperki mieszkaniowej z trzech pierwszych miesięcy roku okazywały się niezawodnym wskaźnikiem koniunktury na pozostałą część roku. Niestety, tym razem przyjętej tradycji raczej na pewno nie stanie się zadość.

Zaprezentowane właśnie raporty deweloperów mieszkaniowych notowanych na GPW za pierwszy kwartał br., jednoznacznie sugerują, że ubiegłoroczne odrodzenie koniunktury sprzedażowej nie było przypadkowe. Wprawdzie wynik kontraktacji mieszkań od stycznia do marca br. okazał się nieco gorszy od wyniku ostatniego, rewelacyjnego kwartału 2019 r., ale już licząc rok do roku uległ wyraźnej poprawie o blisko 4 proc. W normalnych warunkach można by to uznać za świetny prognostyk na cały bieżący rok, tyle tylko, że obecne warunki rynkowe z normalnością mają niestety niewiele wspólnego.

Dobre wyniki deweloperów za I kw.Rosnąca konkurencja na czele stawki

Tradycyjnie bardzo wysoką, wręcz imponującą sprzedażą przy stabilnej dynamice pochwalili się „trzej tenorzy” krajowej deweloperki mieszkaniowej: Dom Development, Atal i Murapol, którzy po raz kolejny w pełni potwierdzili swą wiodącą na rynku rolę.

Tymczasem olimpijską wręcz formę na początku roku zaprezentowały Budimex Nieruchomości oraz Victoria Dom, których dynamika sprzedaży w stosunku do analogicznego okresu ub. roku (104,2% i 62,5%) może budzić respekt, podobnie jak i wolumeny sprzedaży dochodzące już do 600 lokali. Wyraźnie obie spółki ujawniają ambicje dołączenia do wąskiego grona ścisłej czołówki branżowej.

Z kolei kilka mniej znaczących wyników, komunikujących liczony rok do roku regres sprzedaży, może być pokłosiem początków hamowania popytu w marcu i nie wpływa na ogólne zdecydowanie pozytywne wrażenie. W sumie prezentowana stawka notowanych na GPW spółek deweloperskich znalazła w pierwszym kwartale tego roku amatorów na 6241 wybudowanych przez siebie lokali mieszkalnych, wobec 6018 zakontraktowanych w analogicznym okresie ub. roku i 7083 w poprzednim, czyli ostatnim kwartale 2019 roku.

Przesądzone przesilenie koniunktury

Niestety w obecnym stanie rzeczy trudno oczekiwać, aby tak dobra passa deweloperów mogła być kontynuowana w kolejnych miesiącach. Zapewne w bieżącym kwartale za sprawą pandemii koronawirusa nastąpi bezprecedensowe spowolnienie sprzedaży nowych mieszkań. Trudno też oczekiwać, aby zabiegi firm deweloperskich umożliwiających rezerwacje czy nabycia lokali w sposób zdalny zasadniczo zmieniły sytuację. Na dziś dzień pierwszorzędną kwestią jest obraz rynku po ustąpieniu zarazy oraz przewidywany okres czas, który zajmie przywracanie go do normalności.

W tej chwili pozytywną informacją z rynku jest fakt, że wirus nie wystraszył całkowicie osób kupujących. W dalszym ciągu wg danych portalu RynekPierwotny.pl klienci szukają i pytają o mieszkania. Oczywiście przyglądają się temu co się dzieje i analizują istniejącą sytuację, jednakże nie porzucili intencji zakupowych.

Spowolnienie staje się faktem, jednak trudno wyrokować jaki ostatecznie będzie miało charakter. Na bardziej konkretne wnioski przyjdzie jednak poczekać do początku października, czyli prezentacji sprzedaży deweloperów za III kw. br. Jesienią przynajmniej z grubsza będą również znane szkody, jakie pandemia wyrządzi całej gospodarce, a więc także bardziej prawdopodobne perspektywy podnoszenia jej do pionu.

Summa summarum w tegorocznym marcu dała znać o sobie nieubłagana rynkowa cykliczność, niestety tym razem w sposób wyjątkowo nagły i bezprecedensowy. Uczestnikom rodzimego rynku nieruchomości mieszkaniowych nie pozostaje nic innego, jak tylko pogodzić się ze zmianą trendu z hossy na bessę, czy z boomu na spowolnienie, a wiec przygotować na okresowe pogorszenie koniunktury, skutkujące m.in. spadkiem wolumenów sprzedaży nowych mieszkań w przewidywalnej perspektywie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

CMSG: potrzebny nowy plan finansowy państwa na lata 2020-2022

Nowy Wieloletni Plan Finansowy Państwa, nowelizacja ustawy budżetowej, większe zaufanie administracji do biznesu i konieczność wsparcia dla firm bez względu na ich wielkość – to zdaniem ekspertów Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej przy Radzie Przedsiębiorczości (CMSG) jedne z najważniejszych wyzwań obecnej polityki społeczno-gospodarczej.

Opinia ekspertów CMSG ws. najważniejszych działań w zakresie polityki społeczno-gospodarczej w odpowiedzi na pandemię koronawirusową:

Najważniejsze problemy gospodarki:

  • wiele firm znalazło się  w stanie zagrożenia w wyniku ograniczeń administracyjnych, a nie zwykłego cyklu koniunkturalnego,
  • wzrost upadłości przedsiębiorstw, wzrost bezrobocia oraz pogorszenie stanu finansów publicznych są nieuniknione. Ważne jest ograniczenie ryzyka skali każdego z tych zjawisk w najbliższych kwartałach,
  • program wsparcia powinien objąć firmy bez względu na ich wielkość,
  • kryteria ekonomiczne zakwalifikowania do instrumentów wsparcia (np. spadek przychodów) powinny odnosić się do dłuższego okresu, a nie dotyczyć jednego lub dwóch miesięcy, jak to jest teraz,
  • niezbędne jest większe zaufanie administracji do przedsiębiorców i wynikające z tego uproszczenie procedur oraz przyznawanie wsparcia w oparciu o oświadczenie (z weryfikacją oświadczeń po ustaniu kryzysu),
  • potrzebne są dedykowane, dłuższe programy wsparcia dla niektórych branż, które nawet po zniesieniu ograniczeń będą bardzo powoli wracały do sytuacji sprzed kryzysu (np. branża turystyczna),
  • konieczne jest określenie ścieżki wycofywania się państwa z ograniczeń administracyjnych (powodujących wstrzymanie działalności gospodarczej),
  • trzeba myśleć o scenariuszu polityki gospodarczej wychodzącym poza rok 2020, o działaniach sprzyjających powrotowi gospodarki na ścieżkę długookresowego wzrostu,
  • programy wsparcia muszą być adekwatne do skali i struktury, ale nie mogą naruszać bezpieczeństwa finansów publicznych – nie mogą podważać wiarygodności i kształtu reguł oraz ram fiskalnych,
  • konieczne jak najpilniejsze przystąpienie do prac nad nowelizacją ustawy budżetowej na rok 2020, przebudowa jej struktury tak, aby środki na wydatki o niestrategicznym charakterze były przesuwane na walkę o przetrwanie firm i miejsc pracy,
  • potrzebny również nowy Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2020-2022.

Bezpieczeństwo zdrowotne nie istnieje bez bezpieczeństwa ekonomicznego. To firmy i ich pracownicy stanowią bazę dochodów na finansowanie zadań publicznych państwa. Bez firm i pracowników bezpieczeństwo zdrowotne państwa nie będzie mogło być realizowane w długim okresie. Z kolei bezpieczeństwo ekonomiczne nie istnieje bez bezpieczeństwa finansów publicznych. W 2019 roku działające w Polsce przedsiębiorstwa zapłaciły ok. 50 mld zł CIT, ale to tylko ułamek faktycznych obciążeń podatkowo-składkowych nałożonych na przedsiębiorstwa i ich pracowników. Łącznie składki ZUS, NFZ oraz PIT dla firm w roku 2019 wyniosły ok. 300 mld zł. W 2020 roku prawdopodobny łączny spadek dochodów od firm wyniesie wiele dziesiątek miliardów złotych. Ten ubytek dochodów publicznych nie może być trwały.

Przedsiębiorstwa, które nie mogą pracować bez wsparcia będą masowo zwalniać pracowników. Szereg firm nie może pracować w normalnym trybie, a ich przychody gwałtownie spadają. Jeśli chcemy ograniczyć zwolnienia i zachować potencjał firm do szybkiej odbudowy po zakończeniu pandemii, potrzebujemy zdecydowanych działań rządu. Należy ułatwić firmom zachowanie płynności finansowej oraz umożliwić zmniejszenie kosztów stałych w okresie obniżenia lub braku dochodów.

To nie jest czas na skomplikowane programy i uznaniowe kryteria. Programy pomocowe przyjęte w rządowej tzw. Tarczy Antykryzysowej nie nadążają za skalą kryzysu:

– automatyczne zwolnienie ze składek ZUS dotyczy tylko mikroprzedsiębiorstw; są one bardzo ważne z punktu widzenia zatrudnienia (40% pracujących w sektorze przedsiębiorstw niefinansowych przypada na mikroprzedsiębiorstwa), ale o sile gospodarki decydują średnie i duże firmy. Pomimo, że przypada na nie mniej niż połowa pracujących, to odpowiadają one za ponad 60% łącznej produkcji. Co więcej, o ile zamknięcie i ponowne otwarcie mikroprzedsiębiorstwa może być kwestią dni, to wznowienie pracy dużej firmy trwa znacznie dłużej lub może nie być możliwe. Łącznie ze zwolnieniem małych firm z połowy składek ZUS oba rozwiązania są kosztowne fiskalnie (ponad 15 mld zł według szacunków rządowych), ale mało efektywne – te środki trafią zarówno do firm, które całkowicie musiały zamknąć działalność z powodu pandemii, jak i do tych, które funkcjonują bez zmian,

– dopłaty do etatów z Funduszu Pracy i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych adresowane do większych firm są znacznie bardziej skomplikowane i czasochłonne. Zgodnie z rządowymi założeniami, z tych rozwiązań może skorzystać ok. 2 mln osób; przy założeniu, że będą to przede wszystkim małe i średnie firmy oznacza to ponad 15 tys. wniosków do urzędów pracy w ciągu najbliższych tygodni. Dodatkowym problemem jest kryterium spadku obrotów – różnice między momentem wystawienia faktury (czyli zarejestrowaniem przychodu) a faktyczną płatnością, które będzie stanowiło pułapkę dla wielu firm,

– postojowe dla samozatrudnionych i osób na umowach cywilnoprawnych jest obarczone tymi samymi problemami. Według założeń rządowych będzie to wymagało złożenia przez zamawiających wniosków dla ponad 800 tys. kontrahentów, które następnie będzie musiał rozpatrzyć ZUS. W tym przypadku kryterium spadku przychodów będzie jeszcze większą pułapką, stawiając samozatrudnionych przed dylematem: czy wystawiać rachunek za marzec i liczyć na zapłatę, czy prosić kontrahenta o wystąpienie z wnioskiem o postojowe.

Szczegółowe propozycje rozwiązań:

  1. Aby ratować miejsca pracy, pozwólmy przedsiębiorcom, by sami szybko ocenili swoją sytuację, a weryfikację ocen przez urzędy zostawmy na później. Zamiast czekać na decyzje urzędników, lepiej stworzyć warunki do samodiagnozy przedsiębiorstw. Te firmy, które pracują normalnie, niech płacą składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Jednocześnie tym, którzy widzą, że teraz nie dadzą rady pozwólmy przesunąć składki za wybrane miesiące (maks. 3) na IV kw. 2020 roku lub rozłożyć na raty. By ta opcja nie była nadużywana, proponujemy zachęcić firmy do nieprzesuwania płatności, premiując ich opłacanie na bieżąco 10-procentową zniżką. Jednocześnie proponujemy od razu zadeklarować jasne warunki umorzenia dla najbardziej dotkniętych firm. W IV kw. będziemy wiedzieli dużo więcej o stanie gospodarki. Firmy, które przez 3 miesiące nie zarabiały, nie będą w stanie spłacić zaległych podatków. Dlatego proponujemy, żeby firmy, które w okresie X 2019-IX 2020 doświadczyły spadku przychodów o 25% w stosunku do poprzedniego roku miały umorzone zaległości ZUS za pracowników, których nie zwolnili. Takie rozwiązania porządkują pomoc dla przedsiębiorstw – najmniejsze zostaną w pełni zwolnione z ZUS, natomiast większe będą miały bodźce do normalnego płacenia składek w postaci 10-procentowej premii. Jednocześnie w system będzie wbudowany mechanizm pozwalający pomóc najbardziej dotkniętym firmom wyjść po kryzysie na prostą.
  2. W interesie państwa jest nie tylko wspieranie miejsc pracy, ale i firm, które rzetelnie płaciły podatki. Dlatego proponujemy, by każda firma mogła otrzymać gwarantowane przez rząd pożyczki odpowiadające wielkości podatku CIT i PIT jeszcze przed odliczeniem ulg inwestycyjnych. Pożyczki dostarczyłyby banki na bazie ewidencji podatkowej, byłyby one sekurytyzowane przez NBP, ew. gwarantowane przez skarb państwa. Takie rozwiązanie premiowałoby firmy, które w normalnych czasach były rentowne, inwestowały i nie nadużywały optymalizacji podatkowych. Dodatkowym kryterium mogłaby być także tzw. biała lista podatników.
  3. Budowa nowoczesnej gospodarki wymaga dynamicznego środowiska start-upów. Ponieważ firmy te nie zatrudniają wielu osób ani siłą rzeczy nie płaciły podatków w zeszłych latach, należy zdiagnozować ich specjalne potrzeby w kontekście ewentualnych instrumentów wsparcia.
  4. Niestety nie wszystkie miejsca pracy uda się utrzymać. Firmy, których działalność jest ograniczona muszą samodzielnie podejmować decyzje, jak dostosować się do tej kryzysowej sytuacji. Nie należy przymuszać firm, aby w sytuacji zatrzymania lub ograniczenia działalności za wszelką cenę utrzymywały zatrudnienie korzystając ze wsparcia państwa, wykorzystując własne rezerwy płynnościowe i zwiększając zadłużenie. W niektórych przypadkach transformacja firmy do działalności o mniejszych rozmiarach może być ekonomicznie lepszym rozwiązaniem. W wielu przypadkach, po kryzysie pewne firmy nie będą miały szans na efektywne funkcjonowanie w obecnej skali. W pewnych sytuacjach potrzebne są instrumenty wspierające firmy w szybszej restrukturyzacji zatrudnienia niż okres wypowiedzenia. Takie restrukturyzacje mogłyby być wspierane zasiłkami dla bezrobotnych, rozłożeniem odpraw na dłuższy okres lub wsparcia tych odpraw instrumentami finansowymi. Dlatego obok wspierania firm, którego podstawowym celem jest utrzymanie potencjału produkcyjnego gospodarki, należy dopracować instrumenty pomocy dla osób, które z powodu koronawirusa utraciły możliwość pracy. Wprowadzone przez rząd postojowe dla osób samozatrudnionych i umów cywilnoprawnych jest w naszej ocenie zbyt skomplikowanym instrumentem. Proponujemy zastąpienie go świadczeniem skierowanym dla osób, które w 2019 roku pracowały, ale w chwili obecnej nie posiadają stałego dochodu (nie są na etacie, nie otrzymują renty bądź emerytury), które będzie przyznawane na 3 miesiące na podstawie oświadczenia i rozliczone razem z rocznym zeznaniem PIT za 2020 rok w kwietniu 2021 r., zgodnie ze schematem:

– dla osób, których przychody w całym 2020 roku spadły o 25% w stosunku do 2019 roku, będzie to pomoc bezzwrotna,

– osoby, których dochody w 2020 roku będą nie niższe niż w 2019 roku, pobrane świadczenie zwrócą przy rozliczeniu PIT za 2020 rok, czyli w kwietniu 2021 roku,

– osoby, których dochody spadną o mniej niż 25%, będą musiały zwrócić część świadczenia,

– w całości świadczenie będą musiały zwrócić osoby, które w 2020 roku osiągną dochód powyżej 85 tys. zł, czyli przekroczą drugi próg dochodowy.

Prostsze kryterium pozwoli na szybsze udzielenie wsparcia bez konieczności pilnego weryfikowania przez ZUS kilkuset tysięcy wniosków! Jednocześnie proponujemy, aby osoby, które wystąpiły o postojowe na dotychczasowych warunkach, automatycznie otrzymały proponowane przez nas świadczenie.

  1. Uwolnienie płynności w podatku VAT. VAT jest podatkiem, w którym przedsiębiorcy są pośrednikiem, ale znacząco wpływa on na płynność w rozliczeniach. Proponujemy czasowe zawieszenie regulacji w zakresie obowiązkowego mechanizmu Split payment oraz uwolnienie środków z rachunków VAT i skrócenie czasu weryfikacji zwrotów z 60 do maksymalnie 14 dni. Można ponadto rozważyć rozszerzenie możliwości stosowania metody kasowej w rozliczeniach VAT, aby uniknąć dodatkowego obciążania podatników, którzy nie otrzymają płatności za wystawione faktury. W celu zabezpieczenia przed nadużyciami można ograniczyć ten instrument do podatników z tzw. białej listy.
  2. Wycofanie się rządu z zapowiedzianego bardzo dużego wzrostu płacy minimalnej w latach 2021 i 2022. Wzrost płacy minimalnej do poziomu 2,6 tysiąca jeszcze przed kryzysem, w połączeniu z silnym osłabieniem kursu złotego, objawi się już w 2020 r. wzrostem inflacji. Biorąc pod uwagę nieunikniony wzrost bezrobocia, dalszy nieuzasadniony ekonomicznie wzrost płacy minimalnej doprowadzi do dodatkowego wzrostu bezrobocia wśród pracowników z niskimi kwalifikacjami.
  3. Szybkie przekierowanie 7,5 mld euro z funduszy UE – jako możliwości przyznanej przez Komisję Europejską – na finansowanie zwiększonych wydatków w służbie zdrowia oraz na wsparcie dla firm i pracowników.
  4. Przesunięcie w czasie wprowadzenia tzw. podatku cukrowego. Utrzymanie tego podatku ukazuje niekonsekwencję rządu, skoro z drugiej strony zdecydowano się na wstrzymanie wprowadzenia podatku od sprzedaży detalicznej.
  5. Już teraz należy myśleć o stworzeniu warunków do szybkiej odbudowy polskiej gospodarki po zakończeniu pandemii. Można wskazać co najmniej takie obszary wymagające głębokich reform:

– praca zdalna i cyfryzacja – ograniczenia spowodowane koronawirusem wymuszają improwizowane rozwiązania, takie jak telepraca czy zdalne załatwianie spraw w urzędach; często wiąże się to z naginaniem istniejących przepisów. Dlatego po zakończeniu pandemii zamiast wracać do poprzedniego stanu należy dostosować prawo do nowej rzeczywistości,

– deregulacja – wyzwaniem powiązanym z cyfryzacją jest deregulacja i ograniczenie obowiązków administracyjnych. Aby gospodarka weszła na nowy poziom, nie wystarczy przenieść istniejących regulacji w cyfrową rzeczywistość – trzeba zweryfikować wcześniej, które zobowiązania i ograniczenia są zbędne,

– finanse publiczne – gwarantem stabilności państwa i gospodarki jest dobry stan finansów publicznych. Wstrząs wywołany przez koronawirusa doprowadzi do gwałtownego pogorszenia tego stanu, dlatego po zakończeniu pandemii konieczny będzie prorozwojowy przegląd wydatków publicznych i podatków w celu ograniczenia deficytu sektora finansów publicznych z powrotem do poziomu poniżej 3 procent PKB. Ramy fiskalne zawierają odpowiednie klauzule wyjścia w przypadku wprowadzenia konstytucyjnych stanów nadzwyczajnych. Ale w interesie wszystkich, zarówno pracowników jak i przedsiębiorców, leży, aby nie naruszać na dłuższą metę ram fiskalnych i nie  doprowadzić do ich zniesienia,

– opodatkowanie pracy – choć obecnie wyzwaniem jest ograniczenie wzrostu bezrobocia, to w perspektywie najbliższych lat (w sytuacji szybko starzejącego się społeczeństwa) znacznie ważniejszym będzie wciągnięcie na rynek pracy osób biernych zawodowo. Punktem wyjścia powinno być obniżenie obciążeń podatkowych osób o niskich dochodach; opodatkowanie osoby zarabiającej połowę przeciętnego wynagrodzenia w Polsce jest obecnie jednym z najwyższych w OECD.

– sądownictwo – nowoczesna gospodarka wymaga efektywnych i niezależnych sądów. Szczególnie istotne dla przedsiębiorstw jest uproszczenie i skrócenie – wydłużających się w ostatnich latach – postępowań w zakresie prawa gospodarczego i prawa pracy.

„Zawarte w nowych instrumentach kryterium spadku przychodów tylko w jednym miesiącu stawia wiele firm i osób samozatrudnionych przed dylematem – wystawić fakturę i mieć nadzieję, że kontrahent zapłaci, czy nie wystawiać i aplikować o pomoc państwa? Jednocześnie, jeżeli punktem odniesienia jest tylko jeden miesiąc, stworzy to możliwość nadużyć poprzez przesuwanie płatności przez firmy i osoby, które wcale nie ucierpiały na pandemii, ale mają dobre układy ze swoimi kontrahentami. Dlatego pomoc rozliczać powinniśmy po fakcie, w oparciu nie o jeden miesiąc, a np. o dane za cały rok – i na tej podstawie umarzać zobowiązania najbardziej dotkniętych osób i firm, jednocześnie od pozostałych wymagając zwrotu pomocy, która dla nich byłaby po prostu wsparciem płynnościowym” – mówi dr Aleksander Łaszek, Główny Ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.

„Potrzebne jest maksymalne wyeliminowanie uznaniowości przy rozpatrywaniu wniosków o subwencje i inne instrumenty, ale też – co równie ważne – przy ich umarzaniu. Tu potrzebne są procedury i jasne kryteria. Trzeba też ograniczyć ryzyko trwałego wzrostu etatyzacji gospodarki, czym grozi inwestycyjne zaangażowanie się PFR w średnie i duże firmy. Konieczne jest też nakreślenie scenariusza makro, ze szczególnym uwzględnieniem wpływu monetyzacji długu na wskaźniki ekonomiczne takie jak bilans NBP, dług publiczny czy inflacja” – mówi dr Janusz Jankowiak, Główny Ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

„Naszym głównym przesłaniem jest, aby instrumenty były prostsze. Obecnie mamy plątaninę rozwiązań i kryteriów. Nadal nie jest rozstrzygnięta kwestia nakładania się różnych instrumentów – czy jeżeli firma korzysta z jednego rozwiązania, to czy może korzystać też z drugiego? Należy to szybko uregulować, dla przejrzystości i możliwości oceny kosztów budżetowych” – mówi dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP.

Autorami opinii są eksperci CMSG w składzie: prof. Elżbieta Adamowicz z Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH, prof. Stanisław Gomułka – Główny Ekonomista Business Centre Clubu, dr Janusz Jankowiak – Główny Ekonomista Polskiej Rady Biznesu, dr Aleksander Łaszek – Główny Ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju, Piotr Soroczyński – Główny Ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej oraz dr Sławomir Dudek – Główny Ekonomista Pracodawców RP i koordynator grupy.

Upadające firmy i obywatele zagrożeni biedą – bez pomocy państwa nie przetrwamy pandemii

Kłopoty finansowe związane z epidemią koronawirusa mają dwie strony. Z jednej to kłopoty pracowników – którzy z uwagi na brak umowy o pracę nie mogą liczyć na wypłatę zasiłków podczas kwarantanny lub choroby. Z drugiej strony to kłopoty firm, które przez brak płynności finansowej nie są w stanie wypłacić wynagrodzeń nieobecnym pracownikom. W tej sytuacji osoby zatrudnione na umowy cywilnoprawne mogą zmierzyć się z brakiem środków do życia, a małe i średnie firmy stoją przed groźbą szybkiego bankructwa. Przedsiębiorcom i obywatelom musi więc pomóc państwo oraz sektor bankowy.

– Coraz więcej pracowników choruje, przebywa na kwarantannie, opiekuje się dziećmi, które nie mogą pójść do szkoły. Brak załogi pracowniczej oznacza, że straciliśmy już wszystkie narzędzia, przy pomocy których sami moglibyśmy przezwyciężyć kryzys gospodarczy związany z zagrożeniem epidemicznym – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Dostaję informacje od małych, średnich i dużych przedsiębiorców, że dadzą radę wypłacić wynagrodzenia w tym miesiącu, może nawet w następnym. Ale w trzecim miesiącu sytuacji epidemicznej już tych wynagrodzeń nie zapłacą. Są przedsiębiorcy, którzy chcą zawiesić działalność gospodarczą, bo nie mają pracowników. W wielu firmach ubytek załogi jest już na poziomie 80%. Bez ingerencji państwa, bez pomocy prawnej i finansowej, nie mamy możliwości obrony przed tą sytuacją – ostrzega Kowalski.

Ekspert o pułapkach kryterium przychodowego. Będzie strata, ale ZUS płacić trzeba

Rządowa „tarcza antykryzysowa” przewiduje zwolnienie z opłacania składek ZUS za trzy miesiące: marzec, kwiecień oraz maj. Mogą z tego skorzystać przedsiębiorcy, którzy prowadzili działalność gospodarczą przed 1 lutego 2020 roku. Drugim, znacznie bardziej kontrowersyjnym obostrzeniem dla przedsiębiorców, jest kryterium osiągniecia przychodu nie wyższego niż 15 681 PLN, co nie jest właściwym miernikiem kondycji finansowej przedsiębiorstwa.

Zgodnie z przepisami „tarczy” może się bowiem okazać, że zwolnienia z ZUS nie otrzymają przedsiębiorcy, którzy zanotowali w marcu straty. Należy podkreślić, że ustawodawca wskazał na przychód w myśl ustawy o podatku dochodowym, który nie oddaje prawidłowo obrazu płynności finansowej firmy. Przedsiębiorca, który nie ponosi żadnych kosztów prowadzenia działalności lub są one w jego przypadku znikome, ma więc możliwość skorzystania ze zwolnienia, jeśli jego przychód nie przekroczył 15 681 PLN, gdzie jednocześnie jego dochód może być na poziomie 15 000 PLN, bo ma niewielkie koszty prowadzenia działalności.

Natomiast łatwo wyobrazić sobie przykład osoby, która prowadzi mały sklep, ma przychód w wysokości 20 000 PLN, ale koszty prowadzenia działalności na poziomie 18 000. Jej dochód wynosi w tej sytuacji 2 000 PLN, nie otrzyma więc zwolnienia z zapłaty składek ZUS. Co więcej – może się okazać, że ktoś wykazuje stratę, ale jego przychód będzie przekraczał wyznaczony limit i nie kwalifikuje się do zwolnienia ze składek. Powyższe zapisy są deprymujące dla firm. Oczywiście nigdy nie będzie możliwości, aby zadowolić wszystkich, ale w tym przypadku niezadowolenie można było zminimalizować.

Należy wskazać, że firmy, które zatrudniają pracowników, również mogą skorzystać ze zwolnienia ZUS, jeśli liczba osób zgłoszonych do ubezpieczenia społecznego na dzień 29.02.2020 r. jest mniejsza niż 10. Planowane jest także zwolnienie małych przedsiębiorstw, zatrudniających do 49 osób, z połowy wysokości składek

W dodatku na zwolnienie z ZUS mogą liczyć wyłącznie firmy, które powstały przed 1 lutego tego roku. Oznacza to, że działalności założone po tej dacie nie mogą ubiegać się o zwolnienie z opłat. W tej sytuacji nasuwa się pytanie – czy zdaniem ustawodawcy te firmy nie mają problemów? Czy ich sytuacja jest inna niż działalności powstałych przed lutym tego roku? Rozpoczynając działalność, niejednokrotnie na samym jej początku, przedsiębiorcy ponoszą straty. Koszty początkowe są dużym obciążeniem dla nowo założonych firm. Ich sytuacja może być dużo gorsza niż tych, które już jakiś czas działają na rynku i mają środki na pokrycie strat wynikających z przestoju spowodowanego pandemią COVID-19.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

PGE zamyka projekty spoza podstawowej działalności

Zarząd PGE Polskiej Grupy Energetycznej podjął decyzję o zamykaniu projektów o niezadowalającej stopie zwrotu, w szczególności niezwiązanych bezpośrednio z podstawową działalnością Grupy, oraz zobowiązał wszystkie spółki z Grupy PGE do działań optymalizacyjnych i racjonalizacyjnych.

Podjęta przez Zarząd PGE decyzja wynika z zapowiadanego przez Wojciecha Dąbrowskiego, prezesa Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej, przeglądu projektów prowadzonych w Grupie PGE pod kątem ich zasadności, rentowności, efektywności i przydatności.

„Zarząd zobowiązał wszystkie spółki z Grupy PGE do niezwłocznego podjęcia działań optymalizacyjnych i racjonalizacyjnych oraz skoncentrowania się na zadaniach bezpośrednio związanych z prowadzoną działalnością w uzgodnieniu z PGE Polską Grupą Energetyczną S.A.” – informuje Wojciech Dąbrowski, prezes Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Zarząd PGE polecił także, aby spółki z Grupy PGE dążyły do zwiększenia wysokości marż, ograniczały wydatki szkoleniowe oraz dokonały przeglądu projektów sponsorskich pod kątem ich zasadności i wartości wizerunkowej dla Grupy PGE.

Jednocześnie Zarząd PGE zastrzega, że ograniczenia nie dotyczą wsparcia finansowego systemowej pomocy szpitalom i placówkom medycznym w walce z COVID-19 prowadzonej przez administrację rządową.

Decyzja Zarządu związana jest z wynikami analizy korzyści projektów realizowanych w Grupie PGE oraz zmianami zachodzącymi w otoczeniu gospodarczym, społecznym i biznesowym branży energetycznej. Zarząd PGE kierował się przede wszystkim wynikami finansowymi i operacyjnymi Grupy Kapitałowej PGE za 2019 r., w szczególności wynikiem netto, który wyniósł 3,9 mld zł, notowaniami giełdowymi akcji PGE na Giełdzie Papierów Wartościowych, a także negatywnym wpływem epidemii koronawirusa na sytuację gospodarczą w Polsce i na świecie, ze szczególnym uwzględnieniem konsumpcji energii elektrycznej.

Jednocześnie Zarząd podtrzymuje realizację zapowiadanych działań, czyli utrzymanie pozycji lidera w Polsce w energetyce wiatrowej na lądzie, również dzięki przejęciom, a także osiągnięcie pozycji lidera w energetyce wiatrowej na morzu. Grupa PGE chce również umacniać ciepłownictwo i rozwijać ten obszar, by utrzymać pozycję lidera na tym rynku. Na najbardziej zaawansowanym etapie przygotowania do realizacji jest projekt budowy nowej Elektrociepłowni Czechnica.

Obecnie finalizowane są prace na budowie lądowych farm wiatrowych o łącznej mocy ponad 97 MW. Projekt pozwoli zwiększyć moc zainstalowaną farm wiatrowych PGE o 18 proc. do 647 MW.

Równolegle realizowany jest projekt rozwoju morskich farm wiatrowych. Plany Grupy PGE to osiągnięcie mocy 2,5 GW do 2030 roku. PGE realizuje także Program PV, który zakłada wybudowanie instalacji fotowoltaicznych o łącznej mocy 2,5 GW do 2030 roku. Grupa PGE kontynuuje również prace związane z budową dwóch nowych bloków gazowo-parowych o łącznej mocy 1400 MW w Elektrowni Dolna Odra. Planuje także zwiększać liczbę Instalacji Termicznego Przetwarzania Odpadów, które pozwalają na produkcję energii elektrycznej i ciepła z odpadów, a jednocześnie rozwiązują problem z ich zagospodarowaniem. Grupa PGE stawia również na magazynowanie energii i zagospodarowanie ubocznych produktów spalania (UPS), co oznacza zintensyfikowanie działań na rzecz gospodarki obiegu zamkniętego.

Pandemia uprościła wykorzystanie nowoczesnych form udziału w zgromadzeniach wspólników spółek z ograniczoną odpowiedzialnością

Nowelizacją Kodeksu spółek handlowych (KSH) z dniem 3 września 2019 roku wprowadzono możliwość udziału wspólników w zgromadzeniach wspólników spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, w tym w corocznych zwyczajnych zgromadzeniach wspólników za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej (art. 2341 KSH).

Patrycja Wieczorek, Radca  Prawny w Dziale Prawa Handlowego i Obrotu Międzynarodowego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy
Patrycja Wieczorek, Radca  Prawny w Dziale Prawa Handlowego i Obrotu Międzynarodowego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy

Stworzona przez ustawodawcę możliwość nie oznaczała jednak, że wspólnicy funkcjonujących spółek z o.o. uzyskali automatyczne prawo odbycia najbliższego rocznego zwyczajnego zgromadzenie wspólników lub zgromadzenie nadzwyczajnego np. w formie wideokonferencji. Podstawową zasadą rządzącą elektronicznymi zgromadzeniami wspólników (identycznie jak miało to miejsce w przypadku walnych zgromadzeń spółek akcyjnych) był wymóg przewidzenia takiej możliwości i szczegółowego doprecyzowania procedury w umowie spółki.

Z tej przyczyny właściciele spółek zainteresowani skorzystaniem z możliwości odbywania zgromadzeń za pośrednictwem środków elektronicznego porozumiewania się powinni byli zawczasu podjąć aktywność i przeprowadzić odpowiednie działania zmierzające  do wprowadzenia do umów ich spółek zapisów dających taką możliwość, jednocześnie ustalając szczegółową treść postanowień umowy spółki dotyczących tej materii w sposób najbardziej im odpowiadający i dostosowany do specyfiki działania danej spółki, umożliwiający sprawne i zapewniające poszanowanie uprawnień wspólników przeprowadzenie obrad zgromadzenia.

Trwająca epidemia wybuchła w newralgicznym dla większości spółek z o.o. okresie zamknięcia roku, wiążącym się z koniecznością odpowiedniego przygotowania i zatwierdzenia dokumentów sprawozdawczych zamykających rok (przede wszystkim sprawozdania finansowego i sprawozdania z działalności). Proces ten kończy w każdej spółce z o.o. zwołanie przez zarząd zwyczajnego zgromadzenia wspólników, które powinno odbyć się co do zasady do końca czerwca roku następującego po roku obrotowym, podczas którego organ właścicielski przede wszystkim dokonuje zatwierdzenia dokumentów sprawozdawczych, dysponuje zyskiem i zatwierdza działalność organu zarządzającego w poprzednim roku obrotowym poprzez udzielenie jego członkom absolutorium. Wybuch epidemii w tym okresie wymusił poszukiwanie rozwiązań umożliwiających zgodne z prawem zamknięcie roku bez fizycznego spotykania się wspólników spółki w celu podjęcia stosownych uchwał.

Epidemia odsłoniła, że pomimo istnienia takiej możliwości od 3 września 2019 roku, niewielka liczba spółek z o.o., w tym nawet spółek z udziałem Skarbu Państwa czy jednostek samorządu terytorialnego, zdecydowała się lub zdążyła wprowadzić do swoich aktów wewnętrznych odpowiednie regulacje umożliwiające przeprowadzenie w sposób elektroniczny zgromadzeń wspólników. O ile bardzo wiele spółek funkcjonujących w obrocie korzystało z istniejących już wcześniej przy wprowadzeniu odpowiedniej regulacji wewnętrznej możliwości podejmowania uchwał przez zarządy czy rady nadzorcze za pomocą środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, o tyle organy właścicielskie spółek z o.o., być może z braku odpowiedniego poinformowania, w niewielkim zakresie wdrożyły te rozwiązania.

Zmuszony realiami, naprzeciw problemowi wyszedł ustawodawca wprowadzając w ostatecznie uchwalonej przez Sejm w dniu 31 marca 2020 r. ustawie o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw („Ustawa COVID-19”), dwojakie rozwiązania, które mają zmierzać od umożliwienia spółkom z o.o. zamknięcia roku w czasie pandemii w sposób zapewniający bezpieczeństwo zdrowotne wspólników.

Po pierwsze, ustawodawca w Ustawie COVID – 19 zastrzegł możliwość odroczenia terminu na sporządzenie rocznych dokumentów finansowych oraz odbycie zwyczajnych zgromadzeń poza 30 czerwca, które to odroczenie może nastąpić na podstawie rozporządzenia wydanego przez Ministra Finansów (art. 15zzh ust. 1 pkt 1) Ustawy COVID-19). Zgodnie z od razu wydanym na tej podstawie Rozporządzeniem Ministra Finansów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie określenia innych terminów wypełniania obowiązków w zakresie ewidencji oraz w zakresie sporządzenia, zatwierdzenia, udostępnienia i przekazania do właściwego rejestru, jednostki lub organu sprawozdań lub informacji terminy te zostały przedłużone o 3 miesiące z wyjątkiem spółek prowadzących działalność, do której stosuje się przepisy ustaw, o których mowa w art. 1 ust. 2 ustawy z dnia 21 lipca 2006 r. o nadzorze nad rynkiem finansowym, dla których termin ten wynosi 2 miesiące.

Po drugie, ustawodawca wprowadził, nowelizując art. 2341 KSH, możliwość udziału w zgromadzeniu wspólników spółki z o.o. przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej jako zasadę. Oznacza to, że zgromadzenie w tej formie można przeprowadzić już także jeżeli umowa spółki nie przewiduje takiej możliwości. Wystarczy aby jej nie zabraniała.

Pierwotny projekt Ustawy COVID-19, skierowany do Sejmu 26 marca 2020 roku w zakresie spółek z o.o. zakładał jedynie rozszerzenie możliwości podejmowania na odległość uchwał organów zarządzających i nadzorczych spółek. Autorzy projektu w ramach autopoprawki z dnia 27 marca 2020 r. rozszerzyli te możliwości także na organy właścicielskie spółek z o.o.

W uzasadnieniu powołanej autopoprawki wskazano, że „potrzeba wprowadzenia projektowanych przepisów stanowi kontynuację, a przez to też systemową konsekwencję, uregulowania możliwości odbywania przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej posiedzeń rad nadzorczych oraz zarządów spółek kapitałowych, wykonywania na tych posiedzeniach prawa głosu. Nawiązuje do istniejących regulacji z art. 2341 KSH w spółce z o.o. i art. 4065 KSH w spółce akcyjnej. Projekt nie tylko wprowadza w sposób trwały możliwość udziału w zgromadzeniach przy pomocy środków komunikacji elektronicznej. W przeciwieństwie istniejącego dzisiaj stanu normatywnego projekt dopuszcza wspomnianą możliwość z mocy prawa (ex lege), a nie zaś z mocy umowy albo statutu spółki (ex contractu). Nie jest to jednak forma obowiązkowa. Tym samym nie wyklucza się prawa do udziału w zgromadzeniu w formie tradycyjnej. O możliwości udziału w posiedzeniu z wykorzystaniem komunikacji elektronicznej będzie decydował zwołujący to zgromadzenie, czyli z reguły zarząd spółki”.

O ile samo rozwiązanie, jak każde inne zmierzające do poprawy funkcjonowania spółek w nowoczesnej rzeczywistości należy ocenić pozytywnie, o tyle trzeba się pochylić nad szczegółami pisanych pod presją czasu przepisów, aby na ich podstawie móc w prawidłowy sposób przeprowadzić zgromadzenia na odległość nie narażając się na późniejsze kwestionowanie podjętych na nim uchwał z uwagi na błędy proceduralne.

Po pierwsze, zgodnie ze znowelizowanym brzmieniem art. 2341 KSH o udziale w zgromadzeniu wspólników przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej (co należy rozumieć zgodnie z powołaną treścią uzasadnienia projektu jako możliwość, a nie nakaz wzięcia udziału w zgromadzeniu w tej formie, niemniej redakcja przepisu mogła być w tym zakresie bardziej precyzyjna), postanawia zwołujący to zgromadzenie. Z tym zapisem skorelowano nowelizację art. 238 KSH dodając do niego § 3, zgodnie z którym w przypadku, gdy udział w zgromadzeniu wspólników następuje (ponownie w mojej ocenie należy odczytywać jako możliwość) przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, w zawiadomieniu należy dodatkowo zamieścić informacje o sposobie uczestniczenia w tym zgromadzeniu, wypowiadania się w jego trakcie, wykonywania na nim prawa głosu oraz wniesienia sprzeciwu od podjętej wówczas uchwały bądź uchwał.

Z powyższego jasno wynika, że na zwołującym zgromadzenie, czyli co do zasady na zarządzie, ciąży obowiązek prawidłowego sformułowania zawiadomienia o zwołaniu zgromadzenia, aby można było skorzystać ze środków porozumiewania się na odległość. Z przepisu wynika, że jeżeli taka informacja nie pojawi się w zawiadomieniu (w przypadku formalnego zwołania zgromadzenia w trybie art. 238 KSH) nie będzie takiej możliwości.

Kwestią do interpretacji, która w mojej ocenie może budzić pewne wątpliwości, będzie wykorzystanie środków komunikacji elektronicznej w przypadku zgromadzeń odbywających się w trybie art. 240 KSH tzn. bez formalnego zwołania. Wydaje się, że w takim wypadku możliwość udziału w zgromadzeniu w tym trybie powinna być wspólną, jednomyślną decyzją wspólników odbywających zgromadzenie bez formalnego zwołania (w takim przypadku konieczna jest obecność 100% kapitału zakładowego i brak sprzeciwu żadnego ze wspólników co do jego odbycia), a nie decyzją podmiotu inicjującego (zwołującego) zgromadzenie bez zachowania wymogów formalnych zwołania określonych w art. 238 KSH. Wydaje się, że spółka powinna zadbać o to, aby kwestia tego typu została doprecyzowana w regulaminie, który będzie regulował udział w zgromadzeniu za pomocą środków komunikacji elektronicznej, o którym więcej poniżej.

Ustawodawca zrezygnował z zasady, że szczegółowe regulacje dotyczące udziału w zgromadzeniu wspólników przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej powinny zostać uregulowane w umowie spółki, cedując obowiązek ustalenia takich szczegółowych zasad w regulaminie, który w danej spółce ma przyjąć rada nadzorcza, zaś w jej braku wspólnicy.

Jednocześnie ustawodawca umożliwił przyjęcie takiego regulaminu w drodze uchwały podjętej na piśmie bez odbycia zgromadzenia, bezwzględną większością głosów. Takie postanowienie należy uznać za właściwe, ponieważ uniknięto absurdu, iż wspólnicy mogliby wziąć udział w zgromadzeniu za pomocą komunikacji na odległość, ale uprzednio musieliby się spotkać w celu przyjęcia regulaminu takich obrad.

Można postawić pytanie co w sytuacji, gdy wspólnicy wbrew regulacji nie przyjmą wskazanego regulaminu a podejmą uchwały z wykorzystaniem trybu porozumiewania się na odległość. Ustawodawca nie rozstrzygnął tej kwestii. W mojej ocenie podjęcie uchwał przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej pomimo braku przyjęcia regulaminu, o którym mowa w znowelizowanym art. 2341 KSH samo w sobie nie powinno stanowić przesłanki uchylenia lub stwierdzenia nieważności uchwały, niemniej kwestia ta może podlegać różnym ocenom, do czasu ukształtowania się stanowiska doktryny lub orzecznictwa i w najlepiej rozumianym interesie spółek i wspólników powinni oni zadbać o przyjęcie odpowiedniego regulaminu, który będzie zawierał precyzyjne i jasne postanowienia w jaki sposób przeprowadzić obrady z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej i podjąć uchwały, zapewniając jednocześnie wszystkim wspólnikom równy udział, możliwość zabrania głosu, zgłaszania wniosków formalnych a także zgłaszania sprzeciwów wobec podjętych uchwał, zidentyfikować wspólników i zapewnić bezpieczeństwo komunikacji elektronicznej.

Na gruncie poprzedniego brzmienia art. 2341 KSH wskazywano w doktrynie, że wprowadzeniu możliwości brania udziału w zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej nie towarzyszy odejście od tradycyjnej koncepcji zgromadzenia, które musi być zlokalizowane w określonym miejscu i nie można przyjąć, że takie zgromadzenie ma charakter wirtualny. Nie ma podstaw aby inny wniosek wysnuć na podstawie regulacji wprowadzonych Ustawą COVID-19

Miejscem odbycia zgromadzenia powinno być zatem nadal wyznaczone w zawiadomieniu o jego zwołaniu miejsce na terytorium RP, zgodne z KSH i umową spółki, stanowiące centrum obrad, w którym powinien znajdować się co najmniej przewodniczący i protokolant (tak przyjmowano w piśmiennictwie na gruncie przepisów o walnych zgromadzeniach akcjonariuszy), a regulacja prawna wskazuje, że inni wspólnicy mogą wziąć w nim udział za pomocą środków komunikacji elektronicznej.

Nadal także udział w takim zgromadzeniu wspólników może odbywać się osobiście bądź przez pełnomocnika, który będzie mógł połączyć się z miejscem odbywania zgromadzenia za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej. W takim przypadku, spółka powinna jednak otrzymać pełnomocnictwo od wspólnika w formie pisemnej z odpowiednim wyprzedzeniem.

Reasumując, zmienione pod wpływem pandemii regulacje umożliwiły spółkom, które nie zdążyły bądź z jakiś przyczyn nie uznały za konieczne, wprowadzenia możliwości udziału w zgromadzeniach wspólników za pomocą środków komunikacji elektronicznej do swoich umów, przeprowadzenie zgromadzeń w ten sposób na podstawie wewnętrznego regulaminu przyjmowanego przez radę nadzorczą lub wspólników, co należy ocenić pozytywnie. Niemniej wspólnicy przed podjęciem uchwał w tym trybie powinni zadbać o przyjęcie regulaminu o jasnej i precyzyjnej treści, a nowe regulacje nie umożliwiają odejścia od podstawowych reguł rządzących zgromadzeniem wspólników, do których należy zasada, że odbywa się ono w określonym miejscu na terytorium RP.

mec. Patrycja Wieczorek, Radca  Prawny w Dziale Prawa Handlowego i Obrotu Międzynarodowego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Cezary Piekarski dyrektorem globalnego pionu cyberobrony i zarządzania zagrożeniami banku Standard Chartered

Cezary Piekarski został powołany na stanowisko dyrektora globalnego pionu cyberobrony i zarządzania zagrożeniami banku Standard Chartered. Tym samym dołączył do ścisłego kierownictwa obszaru bezpieczeństwa technologicznego tej instytucji finansowej, działającej na 60 rynkach. Jednocześnie bank buduje w swoim warszawskim centrum usług nowy zespół odpowiedzialny za tworzenie strategii obrony organizacji przed cyberatakami, tzw. Purple Team.

24/7/365 przeciw cyberatakom

W ramach nowo powierzonej roli, Cezary Piekarski odpowiada m.in. za bezpieczeństwo infrastruktury informatycznej i sieci, ochronę przed złośliwym oprogramowaniem, monitoring i analitykę bezpieczeństwa oraz nadzór nad centrum operacji bezpieczeństwa, które działa w trybie 24/7/365. Pracując w Warszawie, kieruje również zespołem ekspertów zlokalizowanych w Singapurze, Malezji, Indiach, Polsce i Wielkiej Brytanii.

Cezary Piekarski jest menedżerem z kilkunastoletnim doświadczeniem w zakresie bezpieczeństwa technologicznego. Do grona pracowników Standard Chartered, jednego z wiodących banków międzynarodowych, dołączył w styczniu 2019 roku. Jego zadaniem było wówczas zarządzanie globalnym zespołem ds. przeciwdziałania szkodliwemu oprogramowaniu oraz wzmocnienie kompetencji banku w obszarze cyberbezpieczeństwa przez rekrutacje doświadczonych ekspertów z polskiego rynku. Od połowy minionego roku kierował również zespołem ds. technologii i innowacji, który powstał w ramach globalnego centrum usług biznesowych Standard Chartered w Warszawie. Doświadczenie zdobywał on także w banku Millenium, w którym pełnił funkcję dyrektora ds. bezpieczeństwa. W Deloitte kierował natomiast projektami związanymi z transformacją obszaru bezpieczeństwa dla klientów z Europy Środkowej i innych lokalizacji.

„Cyberprzestępczość to zjawisko przybierające na sile i coraz bardziej złożone, a cyberprzestępcy atakują w coraz bardziej wyszukany sposób. Aby móc skutecznie chronić nasz bank przed takimi atakami, stale rozwijamy nasze kompetencje w zakresie bezpieczeństwa technologicznego w oparciu o wysokiej klasy specjalistów. Jestem przekonany, że dzięki wiedzy, doświadczeniu i umiejętnościom przywódczym, Cezary Piekarski wniesie istotny wkład we wzmacnianie cyberobronności naszego banku”, mówi Mark Strange, globalny szef pionu bezpieczeństwa technologicznego w Standard Chartered. „W ciągu ostatnich 15 miesięcy zbudowaliśmy w Warszawie globalne centrum kompetencyjne, które stanowi bardzo istotny element naszej zdolności do zapobiegania i odpierania cyberataków. Tworzy je ponad 100 doświadczonych ekspertów. Odpowiadają oni m.in. za ochronę przed złośliwym oprogramowaniem, wykrywanie zagrożeń i testy penetracyjne. W ich zakres kompetencji wchodzi również zarządzanie tożsamością, dostępami czy też ryzykiem i kontrolą, analizy śledcze oraz centrum operacji bezpieczeństwa. Należy podkreślić, że mamy w tej chwili jeden z najsilniejszych, o ile nie najsilniejszy zespół ds. cyberbezpieczeństwa w Polsce. Niemniej planujemy dalszy rozwój centrum kompetencyjnego w oparciu o wysokiej klasy polskich specjalistów”, dodaje Strange.

Purple Team w Warszawie

W warszawskim biurze Standard Chartered trwają rekrutacje m.in. do nowo powstającego zespołu odpowiedzialnego za ochronę danych (data privacy). Bank tworzy też „Purple Team”. To stosowane w branży cyberbezpieczeństwa określenie jednego z trzech obszarów odpowiedzialnych za odporność organizacji na cyberataki.

Pozostałe dwa to „Red Team” oraz „Blue Team”, które już istnieją w strukturach warszawskiego centrum kompetencji ds. cyberbezpieczeństwa Standard Chartered. Pierwszy z nich testuje efektywność zabezpieczeń przez przeprowadzanie symulacji ataków z wykorzystaniem narzędzi i technik stosowanych przez cyberprzestępców. W rezultacie identyfikuje zagrożenia i tzw. podatności, czyli luki w systemach, które mogą wykorzystać atakujący. Drugi z kolei odpowiada za ochronę organizacji zarówno przed realnymi atakami ze strony cyberprzestępców, jak i symulacjami prowadzonymi przez „Red Team”.

Zadaniem „Purple Team” jest zestawienie taktyk obronnych stosowanych przez „Blue Team” z zagrożeniami i podatnościami zidentyfikowanymi przez „Red Team”. W efekcie tego powstaje skuteczna strategia obrony organizacji przed cyberatakami. Jednocześnie rozwijane są istniejące zespoły. Standard Chartered poszukuje m.in. specjalistów z doświadczeniem w operacyjnej stronie funkcjonowania „Red Team”.

Sytuacja specjalistów i menedżerów w sektorze produkcyjnym podczas pandemii Covid-19

51% pracodawców z sektora produkcyjnego deklaruje prowadzenie nowych procesów rekrutacyjnych na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie. Tylko 3% informuje o planach większych zwolnień w ramach tej grupy zawodowej.

„Puls rynku pracy specjalistów i menedżerów”, badanie Antal przeprowadzone na niemal 300 firmach z sektora produkcyjnego i handlowego na przełomie marca i kwietnia b.r. wskazuje, że pracodawcy nadal zatrudniają przedstawicieli średniej i wyższej kadry. Jednocześnie, unikają pochopnych decyzji w zakresie zwolnień pracowniczych.

„Zarządzający przedsiębiorstwami mają świadomość, że zatrudnianie nowych i utrzymanie na pokładzie obecnych pracowników pozwoli im realizować strategię i wyjść z wielu trudnych sytuacji obronną ręką. W przypadku zakładów produkcyjnych to zatrudnieni inżynierowie decydują o ciągłości produkcji” – komentuje Roman Zabłocki menedżer odpowiedzialny strategicznie za zespoły Engineering & Operations oraz Sales & Marketing w Antal.

Specjaliści i menedżerowie wciąż niezbędni

Ponad połowa badanych firm (51%) deklaruje, że planuje nadal prowadzić rekrutacje na nowe stanowiska – w tym 46% zamierza zachować ich liczbę na niezmienionym poziomie. Specjalistów i menedżerów dynamicznie poszukują przedsiębiorcy zwłaszcza z branży Transport, spedycja i logistyka.

„Branża logistyczna najczęściej jest pierwszym barometrem gospodarki w kontekście przepływu towarów i planów kolejnych zamówień. Na podstawie specjalistycznych danych podejmowane są kolejne kroki, co do dalszego funkcjonowania przedsiębiorstw. Zamykanie granic nie tylko Polski, ale także sąsiadujących państw zdecydowanie spowolniło ruch tranzytowy, a spadająca liczba zamówień w niektórych obszarach wręcz go zatrzymała. Natomiast inną sytuację widzimy w firmach kurierskich i biznesie e- commerce – w tych obszarach branża logistyczna notuje olbrzymie wzrosty. Odzwierciedla to wynik badania wskazujący, że 40% firm prowadzi podobną liczbę nowych procesów rekrutacyjnych, do tej sprzed epidemii” mówi Dominik Pekról, Regional Manager Antal Engineering
& Operations.

Jednocześnie zdecydowana większość badanych organizacji (77%) nie planuje żadnych zwolnień wśród kadry średniego i wyższego szczebla. Pojedyncze zwolnienia nieprzekraczające 10% zatrudnionych są deklarowane przez jedynie co piątą firmę, a większe zwolnienia planuje jedynie 3% przedsiębiorstw. Na najbardziej radykalne kroki decydują się częściej organizacje z branży motoryzacyjnej (6%).

„Wielu dostawców TIER1 w związku z ogłoszonym zatrzymaniem montażu samochodów w Europie zdecydowało się na wstrzymanie produkcji lub w znacznym stopniu ją ograniczyło. W konsekwencji niemal co trzecia firma motoryzacyjna planuje redukcję zatrudnienia. 6% badanych deklaruje zwolnienia przekraczające 10% z obecnie zatrudnionych specjalistów i menedżerów. Większość organizacji jednak nie planuje na obecną chwilę zwolnień. Zarządzający za wszelką cenę chcą utrzymać kadrę, w związku z tym decydują się na zmniejszenie wymiaru czasu pracy, redukcję wynagrodzenia czy ograniczenie benefitów. Nie znając dokładnych prognoz gospodarczych – nie podejmują pochopnych decyzji o zwolnieniu pracowników. Są świadomi tego jak trudne jest pozyskanie pożądanego specjalisty czy menedżera. Z Chin napływają do nas optymistyczne sygnały
o ożywieniu gospodarki po epidemii, co wskazuje na bardzo szybki wzrost zamówień, z perspektywą powrotu do poziomu z grudnia 2019 roku”– komentuje Dominik Pekról, Regional Manager Antal Engineering & Operations.

Wyzwania w czasie pandemii

Najwięcej respondentów (60%) wskazują, że wyzwaniem dla ich działalności jest zapewnienie bezpiecznych warunków pracy w czasie pandemii Covid-19. Niemal połowa firm (43%) chce również dostosować zakres obowiązków pracowników do wymogów jakie niesie za sobą praca zdalna. Również dostosowanie technologiczne w tym aspekcie jest ważne dla co trzeciej organizacji.

„Zakłady produkcyjne mierzą się z koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa pracy w zupełnie nowych warunkach i ograniczeniach instytucjonalnych. Biura – z koniecznością zarządzania pracą zdalną i dostarczeniem nowych technologii. Pracodawcy coraz częściej decydują się na audyty BHP czy badania komunikacji wewnętrznej i przepływu kluczowych informacji podczas obowiązkowej izolacji” – podsumowuje Roman Zabłocki menedżer odpowiedzialny strategicznie za zespoły Engineering & Operations oraz Sales & Marketing w Antal.

Większość respondentów badania Antal mierzy się obecnie z wieloma wyzwaniami związanymi z wprowadzeniem nowych procedur oraz zapewnieniem odpowiednich warunków do pracy dla swoich pracowników. Firmy zarówno z obszaru produkcji farmaceutycznego, jak i spożywczego czy kosmetycznego ze względu na wcześniejsze standardy zapewniły swoim pracownikom odpowiednie warunki pracy niemal od razu. Dla wielu jednak organizacji dodatkowe zabezpieczenia, materiały higieniczne, mniejsza liczba osób na zmianach, większa liczba przezbrojeń na liniach produkcyjnych, a także zmiana organizacji transportu spowodowały zdecydowany wzrost kosztów – dodaje Roman Zabłocki.

O badaniu

Badanie na próbie 284 firm z sektora handlu i produkcji zostało przeprowadzone metodą CATI w dniach 1-7 kwietnia 2020 roku.

Sytuacja na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych

Bez względu na to, czy mamy do czynienia z Polską, Holandią, Niemcami, czy Hiszpanią, wszystkie europejskie rynki nieruchomości komercyjnych znajdują się obecnie pod wielką presją. Najpoważniej dotyka ona segment handlowy, co będzie wymagać redefinicji strategii biznesowych najemców i właścicieli centrów, tak aby zminimalizować problemy z płynnością finansową teraz i w przyszłości. To wnioski z najnowszego raportu MVGM „COVID-19 Property management impact”, analizującego kondycję rynków nieruchomości w 10 europejskich krajach, w których działa MVGM.

MVGM podsumowało i przeanalizowało możliwe konsekwencje i scenariusze rozwoju sytuacji na rynkach nieruchomości handlowych, biurowych i magazynowych w Polsce, Holandii, Belgii, Hiszpanii, Portugalii, Czechach, na Słowacji, w Rumunii, Niemczech i Luksemburgu.

Każdy z rynków narodowych ma swoją specyfikę i właściwości, dlatego trudno je porównywać. Związane jest to z ich odmienną dojrzałością, dynamiką rozwoju, czy różnymi cechami poszczególnych segmentów. Pewne efekty kryzysu są jednak wspólne dla wszystkich. Takim przykładem jest sektor handlowy, którego ogólna kondycja zależy od szeregu zmiennych, m.in. poziomu siły nabywczej, penetracji zakupów online, czy stopnia nasycenia powierzchnią handlową. Jedno jest jednak bezsprzeczne – to właśnie ten sektor boryka się obecnie z największymi trudnościami we wszystkich krajach, w których jesteśmy obecni. Możemy więc obserwować innych, wymieniać się wiedzą i wypracować wspólne, europejskie rozwiązania. – Virginie de Baere, Dyrektor Zarządzająca, MVGM Poland

Najemcy mogą nie mieć dokąd wracać

W większości przeanalizowanych krajów otwarte są tylko sklepy mające w swojej ofercie produkty pierwszej potrzeby oraz apteki. Wyjątkiem jest Holandia, gdzie rząd nie nakazał ograniczenia działalności większości sklepów. Mimo to wiele dużych sieci, jak np. H&M, zdecydowało o tymczasowym zamknięciu swoich salonów. Liczba odwiedzających centra handlowe (footfall) spadła drastycznie.

W Holandii najemcy i właściciele centrów doszli do porozumienia, na mocy którego sklepy mogą m.in. zapłacić czynsz z trzytygodniowym opóźnieniem bez obawy o naliczanie kar umownych i odsetek. Z tych zapisów nie mogą natomiast korzystać najemcy, którzy nie mieli 25-procentowego spadku obrotów. Mimo to właściciele, podobnie jak w dziewięciu pozostałych krajach, obawiają się o swoją płynność finansową. Jest to związane z faktem, że podobnie jak w Polsce, rządy nie przykładają wystarczającej uwagi do wprowadzenia regulacji, które będą chronić ich interesy. W dłuższej perspektywie czasu możemy mieć więc do czynienia z falą bankructw, co niekorzystnie odbije się też na kondycji biznesowej najemców, którzy nie będą mieli dokąd wracać. – Virginie de Baere, Dyrektor Zarządzająca, MVGM Poland

Równocześnie, jak zwraca uwagę MVGM, rośnie sprzedaż online (dla przykładu Hiszpania zanotowała wzrost o 12,5% r-d-r), a w miarę jak aktualna sytuacja będzie się przedłużać, stopień penetracji zakupów internetowych będzie coraz wyższy. To wymusi na centrach handlowych dostosowanie się do nowej rzeczywistości szybciej, niż wcześniej prognozowano.

Repozycjonowanie centrów czy zmiana ich funkcji, o której rynek mówił już wcześniej, prawdopodobnie nabierze innego znaczenia. Wszyscy uczymy się teraz funkcjonować w całkiem nowych realiach rynkowych i otrząsamy się z pierwszego szoku. Przed nami bardzo ważna lekcja do odrobienia – przygotowanie strategii biznesowych na moment, kiedy wszyscy wrócimy do „normalności”. – Virginie de Baere, Dyrektor Zarządzająca, MVGM Poland

Bez wsparcia rządu ciężko będzie odbudować polskie targi

Chcielibyśmy widzieć „światełko w tunelu” – Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego – tak mówi o rozwiązaniach, jakie pojawiają się w nowej wersji Tarczy Antykryzysowej. Jej zdaniem, stanowią one kolejny krok we właściwym kierunku, ale wciąż niewystarczający, aby zapewnić branży  funkcjonowanie i szybki powrót do normalności.

Odpowiadając na reakcje polskich przedsiębiorców na przyjętą w zeszłym tygodniu tzw. Tarczę Antykryzysową, rząd przedstawił nowe propozycje rozwiązań.

– Kolejne ułatwienia, które przynosi Tarcza 2.0., takie jak możliwość wnioskowania o zwolnienie z połowy składek ZUS przez najbliższe trzy miesiące firmom zatrudniającym do 49 osób oraz wydłużenie tzw. postojowego dla osób samozatrudnionych oraz osób, które pracowały na podstawie umów cywilnoprawnych do 3 m-cy, czy podwyższenie świadczenia postojowego do wysokości 80% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę to niewątpliwie kolejny krok we właściwym kierunku – mówi Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego i dodaje, że chciałaby widzieć w nich „światełko w tunelu”.

– Branża targowa coraz bardziej odczuwa skutki spowodowane pandemią koronawirusa. Wiele firm musiało już zwolnić pracowników, a nad pozostałymi nadal wisi widmo redukcji
i, jeśli pomoc rządu zakończy się w tym miejscu, większość z nich – np. oferujących usługi dla targów takie jak projektowanie i budowanie stoisk czy spedycja i transport targowy, będzie zmuszona ogłosić upadłość
– opisuje obecną sytuację branży targowej Beata Kozyra i pyta: – Bo z czego przedsiębiorca ma płacić nawet obniżone pensje i składki ZUS swoich 10, 20 czy 40 pracowników, kiedy nie ma przychodów? A nie ma ich od ponad 2 miesięcy.

Prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego wskazuje, że w nowelizacji znalazło się wiele nowych zapisów, jednak wciąż brakuje satysfakcjonujących przedsiębiorców rozwiązań, m.in. takich jak:

  1. Zwolnienie z ZUS na 6 m-cy (dodanie 3 m-cy do obecnego rozwiązania) firm zatrudniających do 49 pracowników.
  2. Odblokowanie rachunków bankowych spleet payment do końca roku 2020.
  3. Automatyczny, obligatoryjny zwrot w terminie do 30 dni nadpłaconego VAT-u przez US, na podstawie informacji w deklaracji VAT za m-c marzec/kwiecień/maj 2020 – bez potrzeby składania specjalnego podania.
  4. Skrócenie czasu i uproszczenie procedur rozpatrywania wniosków pomocowych w ZUS, US, UP, czy BGK.
  5. Prolongata do końca roku płatności z tytułu deklaracji VAT, PIT, CIT, zaliczek na podatek dochodowy, płatności z tytułu rocznych deklaracji PIT, zwrot wszelkich świadczeń nadpłaconych lub nadliczonych, widocznych w deklaracjach w ciągu maksimum 30 dni od złożenia deklaracji.

Według Beaty Kozyry, niezbędne byłoby również wsparcie finansowe rządu dla przedsiębiorstw, które chciałaby wystawiać się na targach. Jak zauważa, wielu wystawców w pierwszej kolejności będzie ratować swoje biznesy i ciąć koszty, mi.in rezygnując z udziału w targach, a przecież to właśnie targi mogłyby pomóc im wrócić go gry.

– Zdajemy sobie sprawę, że budżet Polski nie jest z gumy, ale nadzwyczajne sytuacje wymagają teraz nadzwyczajnych działań. Jeśli dzisiaj rząd nie wyciągnie do nas ręki, to spadek wpływu do budżetu od polskich firm będzie dużo większy niż ewentualny deficyt wynikający z większej niż obecnie oferowanej pomocy rządu poszkodowanym przez koronawirusa firmom – przewiduje Beata Kozyra. Jej zdaniem, kiedy doda się do tego zasiłki dla setek tysięcy nowych bezrobotnych, straty Państwa będą dużo większe niż pomoc finansowa, którą rząd mógłby dzisiaj zaoferować, spełniając postulaty przedsiębiorców branży targowej.

– Organizatorzy targów robią wszystko, aby od jesieni ruszyć z organizacją swoich imprez.   Bez dodatkowego wsparcia części  firm z branży, uda się przetrwać, jednak niezmiernie ciężko będzie odbudować polskie targi, liżąc głębokie rany, jakie przemysłowi targowemu zadał koronawirus. A co z setkami pozostałych firm targowych? Co miesiąc firmy branży targowej odnotowują 150 mln strat! Bez pomocy rządu, czyli spełnienia powyższych postulatów, branża targowa będzie bardzo osłabiona i może stać się łatwym kąskiem dla zachodniej konkurencji – ostrzega prezes Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zwraca jednocześnie uwagę, że firmom z tej branży, obok spełnienia powyższych postulatów dotyczących przedsiębiorstw wielu sektorów gospodarki, zależy również na wypracowaniu przez rząd, wspólnie z Polską Izbą Przemysłu Targowego (jedyną oficjalną organizacją zrzeszającą firmy działające w branży targowej w Polsce) specjalnej pomocy sektorowej. – Jej celem byłoby uratowanie 100 letniej tradycji polskich targów, które przez ponad wiek były wizytówką naszego kraju, dźwignią polskiego eksportu – tak zewnętrznego, jak i wewnętrznego – podsumowuje Beata Kozyra.

RPP tnie stopy procentowe. Rosną zapasy ropy. Rosyjski rubel ostro w dół

Wbrew oczekiwaniom analityków RPP zadziałała proaktywnie i obniżyła stopy procentowe już teraz, nie czekając na pogorszenie sytuacji. Złoty przyjął to wyjątkowo spokojnie.

Rada obniża stopy procentowe

Na wczorajszym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej doszło do niespodziewanej obniżki stóp procentowych. Patrząc na zachowanie rynków i otaczającą nas sytuację, decyzja ta jest jak najbardziej uzasadniona. Analitycy spodziewali się jednak pozostawienia stóp na niezmienionych poziomach z powodu dotychczasowego zachowania RPP. Miała ona tendencje do próby przeczekiwania problemów i działania post factum a nie pro aktywnie. Spadek stóp procentowych o 0,5% to również dobra wiadomość dla kredytobiorców. Niższe odsetki nie zawsze pojawią się od razu, aczkolwiek perspektywa niższego oprocentowania kredytów pozwoli z pewnością trochę odetchnąć.

Złoty mocny mimo obniżek stóp procentowych

Złoty zachowywał się bardzo spokojnie pomimo obniżek stóp procentowych. Zwyczajowo, gdy stopy procentowe spadają, waluta się osłabia. Wynika to z faktu, że inwestorzy trzymający pieniądze w relatywnie bezpiecznych obligacjach opartych o stopę procentową nagle otrzymują informację o spadku rentowności inwestycji. W takiej sytuacji część z nich zamyka swoje pozycje inwestycyjne i sprzedają walutę. Dlaczego teraz tak nie było? Racjonalna polityka monetarna RPP zwiększyła zaufanie do polskiej gospodarki. W rezultacie pomimo delikatnych wzrostów cen walut z początku dnia złoty nadal się umacnia. Cena euro wynosi tylko lub aż 4,53 zł, frank kosztuje 4,29 zł, a dolar 4,17 zł.

Rosną zapasy ropy

Wczorajsze dane z USA pokazały, że gwałtownie rosną zapasy ropy naftowej. Dzieje się tak pomimo istotnego spadku liczby wież wiertniczych w USA. Po samych danych ropa zachowywała się stabilnie, jednakże wieczorem niespodziewanie podskoczyła ponownie w okolice 33-34 dolarów. Wraz z odbiciem na ropie w górę idzie również rosyjski rubel, jako waluta silnie powiązana z cenami surowców energetycznych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Odstępne a rozliczenie VAT

Przedsiębiorcy w toku prowadzonej działalności często mierzą się z koniecznością wcześniejszego rozwiązania umowy. W tego typu przypadkach umowy najczęściej przewidują różne sposoby rozliczenia pomiędzy stronami. Do najczęstszych zaliczyć można odstępne, zwrot zadatku, kary umowne czy rekompensatę za wcześniejsze rozwiązanie umowy. Ustalenie charakteru tych świadczeń na potrzeby podatkowe jest bardzo ważne, ponieważ determinuje prawidłowość rozliczenia podatków. Jest to istotne zwłaszcza z perspektywy podatku od towarów i usług.

Odstępne

Zgodnie z art. 396 Kodeksu cywilnego strony mogą zastrzec możliwość odstąpienia od umowy za zapłatą odstępnego. Kwestia kwalifikacji takiego odstępnego nie jest do końca jasna. W szczególności należy zawsze odpowiedzieć na pytanie, czy jest to odszkodowanie/kara umowna, czy wynagrodzenie za zrzeczenie się pewnych uprawnień.

WSA w Gliwicach w wyroku z dnia 23 maja 2018 r., sygn. III SA/Gl 159/18, zwrócił uwagę, że w takim przypadku świadczeniem usług jest akceptacja dla odstąpienia od zawarcia umowy sprzedaży bez podania przyczyny za zapłatą ustalonej kwoty, zwłaszcza w sytuacji, gdy kwestia odstąpienia została uregulowana w samej umowie. WSA uznał, że w takich sytuacjach rezygnacja z umowy nie jest efektem samowolnych decyzji, a kwota odstępnego nie może być traktowana jako rekompensata/kara umowna.

Podobne stanowisko zajął Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w Interpretacji indywidualnej z 14 maja 2018 r., sygn. 0113-KDIPT1-3.4012.216.2018.3.JM, gdzie dodatkowo podkreślił, że dostawa towarów będzie podlegała opodatkowaniu VAT wtedy, gdy przedsiębiorca działa w ramach transakcji w charakterze podatnika VAT. Z uwagi na to, iż dostawa towarów była związana z działalnością gospodarczą, odstępne również będzie kwalifikowane jako związane z opodatkowaną działalnością VAT.

Podsumowując, jeżeli możliwość odstąpienia od umowy i kwota odstępnego została ustalona w umowie i nie jest związana ze szkodą dla jednej strony, tj. jedna strona ma możliwość odstąpienia od umowy, druga strona otrzyma odstępne (wynagrodzenie), to w takich przypadkach wypłata odstępnego powinna być opodatkowana VAT i udokumentowana fakturą.

Zwrot zadatku a VAT

Kolejną kwestią obecną w rozliczeniach przedsiębiorców zawartą w szczególności w umowach przedwstępnych są regulacje dotyczące zadatku. Zgodnie z art. 394 § 1 Kodeksu cywilnego w razie niewykonania umowy przez jedną ze stron podmiot otrzymujący zadatek może go zatrzymać, a podmiot dający zadatek może żądać jego zwrotu w podwójnej wysokości.

WSA w Krakowie w wyroku z dnia 30 października 2019 r., sygn. akt I SA/Kr 856/19, wskazał, że zwrot zadatku w podwójnej wysokości związany z rozwiązaniem umowy przedwstępnej stanowi czynność opodatkowaną podatkiem od towarów i usług. WSA wskazał, że zapłata podwójnej kwoty zadatku wynikającego z umowy przedwstępnej jest wynagrodzeniem za nieskorzystanie przez niego z uprawnienia do zawarcia umowy przyrzeczonej.

Z kolei Dyrektor Izby Skarbowej w Poznaniu w interpretacji z dnia 6 listopada 2015 r., nr ILP1/4512-1-685/15-2/AP, wskazał, że zatrzymany zadatek pełni funkcję odszkodowawczą i jako taki nie podlega opodatkowaniu VAT.

Podsumowując, zasadniczo zadatek nie jest opodatkowany VAT z uwagi na jego odszkodowawczy charakter, chyba że jego wypłata wynika ze skorzystania przez jedną ze stron z prawa do rezygnacji. Wówczas mamy do czynienia z odpłatnością w formie zadatku za czynności opodatkowane VAT. Przykładowo powyższe można opisać na przykładzie firmy dokonującej rezerwacji usług hotelowych, płacącej na ten cel zadatek. W sytuacji, gdy firma zrezygnuje i nie dojdzie do świadczenia usługi, hotel poniesie szkodę i na jej poczet zatrzyma zadatek – jako odszkodowanie, bez konieczności opodatkowania VAT. Jeżeli jednak w takiej umowie ustalone zostałoby, że hotel wypłaca podwójną kwotę zadatku w sytuacji, gdy na prośbę hotelu podatnik skorzysta z prawa do rezygnacji, wówczas jest to odpłatność za świadczenie w postaci rezygnacji z umowy.

Rekompensata za wcześniejsze rozwiązanie umowy

Wyroki sądów administracyjnych i interpretacje organów podatkowych wskazują, że zapłata z tytułu wcześniejszego rozwiązania umowy za zgodą stron (dotyczy to m.in. umów najmu lub dzierżawy) stanowi wynagrodzenie za usługę, która polega na wyrażeniu zgody na odstąpienie od umowy i jako takie powinno zostać opodatkowane VAT (NSA w wyroku z dnia 11 maja 2017 r., sygn. akt I FSK 819/15 czy Dyrektor KIS w interpretacji z dnia 4 lipca 2017 r., nr 0111-KDIB3-2.4012.180.2017.1.SR).

Podsumowując, w przypadku rekompensat, inaczej niż w przypadku zadatku, stanowisko organów podatkowych i sądów administracyjnych jest już ukształtowane i wskazuje na konieczność opodatkowania takiego rodzaju zakończenia umowy. Dlatego każdorazowo podatnik w trakcie zawierania umowy powinien wziąć pod uwagę aktualne stanowisko organów podatkowych i sądów tak, aby w sposób prawidłowy ukształtować relacje z kontrahentem i zapewnić bezpieczeństwo podatkowe dla późniejszych rozliczeń wynikających z umowy. Dobrą praktyką w tym zakresie jest skonsultowanie umów z doradcami podatkowymi, którzy – znając przepisy oraz aktualną praktykę orzeczniczą i interpretacyjną – pomogą zidentyfikować zagadnienia podatkowe i pokierują rozliczeniami związanymi z umową.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Nest Bank wdraża pakiet pomocowy BGK

W związku z sytuacją epidemiologiczną w Polsce Bank Gospodarstwa Krajowego udostępnił przedsiębiorcom z segmentu mikro, małych i średnich firm nowe, korzystniejsze warunki gwarancji de minimis. Dzięki nim kredyty dla mikro i małych firm będą bardziej dostępne i korzystniejsze. Nowe warunki są właśnie wdrażane w Nest Banku.

Nest Bank od dawna aktywnie uczestniczy w programie gwarancji de minimis realizowanym przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Program ma na celu zwiększenie dostępu do finansowania dla firm z sektora MŚP oraz zapewnienie rozwiązań kredytowych dla przedsiębiorców z krótką historią kredytową lub nieposiadających wystarczającego majątku na zabezpieczenie kredytu.

W celu zmniejszenia skutków pandemii COVID-19 Bank Gospodarstwa Krajowego wprowadził zmiany zasad obejmowania kredytów gwarancjami de minimis. Nest Bank zdecydował się wdrożyć te zmiany w trybie pilnym. Dzięki temu zakres gwarancji zwiększy się z 60 do 80% kwoty kredytu. Okres zabezpieczenia kredytu obrotowego wydłuży się z 27 do 39 miesięcy. Nest Bank nie będzie pobierał prowizji za udzielenie gwarancji. Prowizja nie jest pobierana również dla udzielonych wcześniej gwarancji, których kolejna opłata rocznicowa przypada w okresie od 19 marca 2020 r. do 31 grudnia 2020 r.

– Specjalizujemy się w obsłudze mikro i małych firm, znamy ich potrzeby i dlatego od dawna udostępniamy im kredyty z gwarancjami. Gwarancje de minimis wspierają firmy posiadające krótką historią kredytową oraz te, które nie posiadają wystarczającego majątku na zabezpieczenie kredytu. W tej trudnej sytuacji związanej z pandemią COVID-19 tego typu wsparcie jest szczególnie ważne. Często daje ono szanse najmniejszym firmom na przetrwanie lub dostosowanie się do nowych warunków poprzez inwestycję w zmianę profilu działalności. Kredyty z gwarancjami w Nest Banku udzielamy w szybkim procesie z uproszczonymi formalnościami. Dzięki temu firma może otrzymać decyzję kredytową bez wychodzenia z domu (telefonicznie), nawet w 5 minut – mówi Agnieszka Porębska-Kość, Członek Zarządu Nest Banku.

Z gwarancji będą mogły skorzystać firmy, które na dzień 1 lutego 2020 roku nie miały zaległości w ZUS, US. Zmiany będą obowiązywać do 31 grudnia 2020 r. z możliwością ich przedłużenia. Wdrożenie warunków szczególnych gwarancji w bankach udzielający kredytów z zabezpieczeniem gwarancją de minimis zależy od decyzji tych banków.

W wirtualnej klasie Cisco Webex

W obliczu zamknięcia większości szkół w Europie z powodu rozprzestrzeniania się koronawirusa, Cisco i IBM pomagają uczniom i nauczycielom w kontynuowaniu nauki i nauczania na odległość.

W ciągu ostatnich kilku tygodni Cisco i IBM podjęły wspólną inicjatywę stworzenia bezpłatnych wirtualnych klas dla uczniów dotkniętych zamknięciem szkół w Europie. Celem tego projektu jest nie tylko łączenie nauczycieli i uczniów poprzez interaktywne zajęcia online, ale także pomaganie im w efektywniejszym korzystaniu z technologii.

„W całej Europie uczniowie, nauczyciele i rodzice dostosowują się do wirtualnego uczenia się. Jesteśmy dumni, że nasza współpraca z IBM pomaga setkom tysięcy studentów w dalszym kształceniu się i rozwijaniu ich umiejętności” – powiedziała Wendy Mars, prezes Cisco na Europę, Bliski Wschód, Afrykę i Rosję (EMEAR).

Wirtualne klasy obsługiwane przez Cisco Webex umożliwiają nauczycielom prowadzenie i nagrywanie konferencji wideo, udostępnianie treści edukacyjnych z ich ekranów, komunikowanie się z uczniami w różnych aplikacjach i uzyskiwanie od nich informacji zwrotnych w czasie rzeczywistym.

Aby pomóc nauczycielom i uczniom w dostosowaniu się do tego nowego formatu w klasie, ponad 3000 przeszkolonych wolontariuszy IBM – którzy również wykonują telepracę z domu za pomocą Cisco Webex – podzieli się swoją wiedzą. Wolontariusze IBM zapewniają nauczycielom sesje szkoleniowe i wsparcie w czasie rzeczywistym, pomagając im w adaptacji narzędzia i jak najlepszym  jego wykorzystaniu.

„Jako pracownicy IBM, codziennie dzielimy się wiedzą i doświadczeniem ze społecznością. Wyzwania takie jak to, z którym wszyscy się dziś zmagamy, z COVID-19, dają nam szansę na to, aby technologia i wolontariat miały realny wpływ na przyszłość naszego społeczeństwa i na edukację naszych dzieci” – powiedział Martin Jetter, Senior Vice President & Chairman, IBM Europe.

Inicjatywa została już uruchomiona w wielu krajach europejskich – m.in. w: Austrii, Czechach, Niemczech, Finlandii, Włoszech, Holandii, Polsce, Słowacji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Do tej pory program dotarł z pomocą do co najmniej 200 000 uczniów w ponad 2000 szkół w całej Europie.

„W tych trudnych czasach kluczowe znaczenie ma utrzymanie ciągłości edukacji naszych dzieci. Przeznaczyliśmy odpowiednie środki na sprzęt niezbędny dla nauczycieli i uczniów. Wiemy jednak, że sam sprzęt nie wystarczy, że potrzebujemy również ekspertów, którzy pomogą nam w nauczaniu na odległość. Dlatego tak bardzo doceniamy wkład naszych partnerów. Ich pomoc w tym obszarze jest znamienna. Zapewniają nauczycielom indywidualne wsparcie przy nauce nowych technologii i przestawieniu się na nauczanie online. Wierzę, że wyjdziemy z tego kryzysu, m.in. z większą świadomością znaczenia partnerstwa i cyfryzacji” – powiedział Marek Zagórski, Minister Cyfryzacji w Polsce.

We Włoszech inicjatywa pomogła wielu studentom odzyskać poczucie pewności. „Martwiłem się, że nie ukończę roku i nie zdam egzaminu końcowego. Ukończenie programu nauczania daje mi dodatkowe bezpieczeństwo” – zauważyła 17-letnia Gabriele, studiująca w Rzymie we Włoszech.

W Madrycie ponad 100 000 nauczycieli prowadzi już wirtualne zajęcia z pomocą wyszkolonych wolontariuszy. „Codziennie korzystamy z Webexu podczas wirtualnych spotkań i narzędzie to okazało się bardzo pomocne w tym kryzysie. Doceniamy to, że przedstawiciel IBM pomaga naszym 191 nauczycielom i 2500 studentom” – powiedział Javier Martínez Arjona, dyrektor szkoły średniej Antonio Machado z Madrytu w Hiszpanii.

Ciągłość jest szczególnie ważna, gdy uczniowie zbliżają się do kolejnego etapu edukacji. Enrique Morillo del Río, nauczyciel matematyki w szkole średniej José García Nieto dodaje: „Większość moich studentów ma zamiar rozpocząć studia na uniwersytecie. Teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebują swoich nauczycieli, którzy ich wesprą. Dzięki technologii jesteśmy w stanie kontynuować nauczanie  na najwyższym poziomie”.

„Są rzeczy w życiu, które muszą działać nieprzerwanie w tych trudnych czasach. Zrobimy wszystko, aby wesprzeć firmy, rządy i społeczności: tych, na których życie wpłynęła ta pandemia, i tych na pierwszej linii frontu. Jesteśmy zaszczyceni, że technologia Cisco Webex odgrywa rolę w łączeniu ludzi, czy to w edukacji, służbie zdrowia czy gospodarce” – dodaje Wendy Mars.

Cisco i IBM starają się rozszerzyć ten projekt na resztę Europy, aby pomóc nauczycielom w zapewnieniu ciągłości w swoich klasach i wspierać edukację uczniów.

Gdy tarcza nie wystarcza – sposoby na utrzymanie płynności finansowej w 2020 r.

31 marca uchwalono zapisy tzw. tarczy antykryzysowej, która ma wesprzeć przedsiębiorców w minimalizowaniu strat biznesowych w związku z pandemią koronawirusa. Rządowe propozycje są skierowane głównie do mikro- i małych firm oraz stanowią rozwiązania doraźne, przez co nie trafiają w długoterminowe potrzeby biznesu. Obecnie głównym wyzwaniem jest konieczność utrzymania płynności finansowej i ochrona miejsc pracy. Firmy, dla których propozycje zawarte w rządowej specustawie są niewystarczające, mogą sięgnąć po rozwiązania zabezpieczające ich tegoroczny wynik finansowy. Zaliczymy do nich m.in. weryfikację kosztów poniesionych w przeszłości i odzyskanie nadpłat lub ulgi podatkowe.

Wiele firm wciąż jest w trakcie procesu reorganizacji oraz próbuje rozwiązywać najpilniejsze problemy, takie jak brak ciągłości w łańcuchu dostaw, spadki sprzedaży, ograniczenia produkcji czy braki kadrowe. W tym gorącym okresie podatnicy oczekują upraszczania procedur, minimalizowania formalności i szybkiego podejmowania decyzji przez organy państwowe. Dla przedsiębiorców, których płynność finansowa jest zagrożona, czas odgrywa kluczową rolę. Niezależnie od wsparcia rządu w ramach tarczy antykryzysowej, mają oni do dyspozycji inne rozwiązania, które pomogą wygenerować oszczędności i wpłyną na poprawę przychodów jeszcze w bieżącym roku. Najbardziej efektywne opisujemy poniżej.

Rozliczenie ulgi B+R za 2019 rok

Dobrą wiadomością dla firm prowadzących działalność badawczo-rozwojową jest wydłużenie terminu składania deklaracji CIT-BR lub PIT-BR o dwa miesiące – do 31 maja. Jeśli do tej pory nie skorzystały one z ulgi B+R w podatku dochodowym, zyskały czas, aby odpowiednio przygotować się do jej rozliczenia. Z tej szansy powinny skorzystać szczególnie firmy z branży chemicznej, farmaceutycznej, spożywczej i produkcji opakowań, które notują obecnie zwiększone zapotrzebowanie na swoje produkty. W obliczu niedoborów kadrowych przedsiębiorcy wprowadzają zmiany technologiczne, np. modyfikują maszyny i linie produkcyjne, aby zwiększyć produktywność. Opracowują również nowe procesy i produkty, dzięki czemu mogą odpowiedzieć na zapotrzebowanie rynku. Część firm na pewien czas zupełnie zmieniła swój profil produkcyjny i przestawiła się np. na produkcję maseczek, rękawiczek, odzieży ochronnej, żeli antybakteryjnych czy płynów dezynfekujących.

– W przypadku wprowadzania nowych produktów lub w ramach ulepszania dotychczasowych procesów  możemy mieć do czynienia z podjęciem działań badawczo-rozwojowych. Wówczas aktywność przedsiębiorcy kwalifikuje się do ulgi B+R, która pozwala mu na dwukrotne odliczenie od podatku poniesionych kosztów kwalifikowanych. Najpierw, poprzez ujęcie ich jako kosztu uzyskania przychodu, a następnie odpisanie 100 proc. tego samego wydatku od podstawy opodatkowania. W zależności od wielkości nakładów na działania B+R, późniejsze oszczędności mogą wynieść nawet kilkaset tysięcy złotych – zauważa Tomasz Stańczyk, konsultant w Dziale Innowacji, Ulgi Dotacji w Ayming Polska.

Korekty CIT

Nie wszyscy płatnicy PIT lub CIT mają świadomość, że w dowolnym momencie mogą złożyć korektę zeznania podatkowego w celu rozliczenia ulgi B+R do pięciu lat wstecz. To rozwiązanie jest szczególnie atrakcyjne w przypadku roku podatkowego 2018, w którym ulga B+R zaczęła obowiązywać w pełnym wymiarze i od tego momentu umożliwia odliczenie 100 proc. kosztów kwalifikowanych. Z tej szansy powinni skorzystać szczególnie ci przedsiębiorcy, którzy znają już mechanizm działania ulgi, ale dotychczas rozliczyli ją tylko raz. Warto ponownie przeanalizować swoje działania badawczo-rozwojowe, by móc wygenerować oszczędności podatkowe. W przypadku złożenia korekty przedsiębiorca otrzyma zwrot nadpłaconego podatku w przeciągu kilku miesięcy.

Odroczenie wpłat i weryfikacja daniny lokalnej

W ramach tarczy antykryzysowej gminom przyznano specjalne uprawnienia w zakresie podatku od nieruchomości. Lokalne organy prawodawcze mogą wprowadzać zwolnienia z opłat za część roku 2020. Rada gminy ma również prawo przedłużyć termin płatności rat podatku od nieruchomości za kwiecień, maj i czerwiec maksymalnie do 20 września bieżącego roku. Po stronie gmin leży opracowanie zasad, w oparciu o które podatnicy będą mogli korzystać z tej preferencji. Ustawodawca wskazał jedynie, iż zwolnienie może zostać przyznane przedsiębiorcom, „których płynność finansowa uległa pogorszeniu w związku z ponoszeniem negatywnych konsekwencji ekonomicznych z powodu COVID-19”.

Płatnicy daniny lokalnej mogą skorzystać z dodatkowej możliwości wygenerowania oszczędności, jaką daje weryfikacja prawidłowości rozliczeń z gminą. Zgodnie z przepisami ordynacji podatkowej, mają prawo złożyć korektę deklaracji podatkowej do 5 lat wstecz. Przeprowadzenie weryfikacji dotychczasowych opłat może przynieść znaczne oszczędności. Z analiz Ayming wynika, że 44 proc. przedsiębiorstw w Polsce odprowadza zawyżony podatek od nieruchomości. W przypadku największych podmiotów – tj. płacących więcej niż 3 mln zł podatku rocznie – odsetek ten wynosi aż 71 proc. dodaje Przemysław Smoczyński, kierownik projektu w Dziale Podatków i Opłat Lokalnych w Ayming Polska.

Weryfikacja kosztów ZUS

Pod koniec marca pracodawcy otrzymali od ZUS-u zawiadomienie o wysokości stopy procentowej składki wypadkowej w nowym okresie rozliczeniowym, która będzie obowiązywać przez rok. Każdy przedsiębiorca może zweryfikować poprawność jej wyliczenia, aby upewnić się, że ustalona stawka nie jest zbyt wysoka. Częstym powodem zawyżenia zobowiązań z tytułu składki wypadkowej są nieprawidłowe dane przekazane
w informacji ZUS IWA, na przykład dotyczące liczby wypadków czy liczby osób ubezpieczonych. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości w deklaracji, płatnik składek powinien samodzielnie skorygować ZUS IWA w terminie 7 dni. Może również sprawdzić poprawność wyliczenia dotychczasowych kosztów składki wypadkowej do 5 lat wstecz i odzyskać ewentualne nadpłaty.

– Innym sposobem na znaczne obniżenie zobowiązań do ZUS jest minimalizacja warunków zagrożenia w przedsiębiorstwie. Środowisko pracy ma największy wpływ na wysokość opłat z tytułu składki wypadkowej. Do najpowszechniejszych czynników podwyższających składkę zaliczymy hałas, pyły, drgania mechaniczne, substancje chemiczne, promieniowanie oraz mikroklimat zimny lub gorący. W sytuacji, w której obecnie wiele przedsiębiorstw stosuje wymuszony i często ograniczony tryb funkcjonowania, jest to dobry moment, aby rozpocząć projektowanie działań zmierzających do poprawy warunków pracy. Minimalizacja czynników zagrożenia i zadbanie o prawidłową ocenę środowiska pracy może przełożyć się na zmniejszenie stopy procentowej składki wypadkowej w kolejnym okresie rozliczeniowym, czyli na wymierne oszczędności dla pracodawcy – wyjaśnia Michał Wawrzynowski, ekspert ds. BHP w Obszarze Kosztów Pracy w Ayming.

Komentarz branżowy: Jak pandemia zmieni polski przemysł spożywczy?

Ważną przewagą branży spożywczej jest to, że bazuje głównie na krajowym surowcu, dostarczanym przez polskich rolników. W rezultacie pandemia koronawirusa w krajach azjatyckich oraz w Europie nie przerwała łańcuchów dostaw. Dodatkowo, produkcja surowców rolnych oraz artykułów żywnościowych jest w Polsce wyższa od konsumpcji wewnętrznej, co jest istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa żywnościowego kraju. Pod tym względem cały sektor rolno-spożywczy można uznać za krytyczną część polskiej infrastruktury.

Nie oznacza to jednak, że nie ma żadnego negatywnego wpływu pandemii na krajowy sektor spożywczy. Polska znaczną część produkcji sprzedaje na rynki zagraniczne. Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów w ubiegłym roku w eksporcie żywności odnotowano kolejny rekord. Jego wartość wyniosła 31,4 mld euro i była wyższa o 6% w relacji rocznej. Jak pokazują dane GUS, przychody z eksportu stanowią ok. 25% łącznych przychodów krajowych firm spożywczych oraz ok. 7% w przypadku przedsiębiorstw, zajmujących się handlem hurtowym żywnością. Wszelkie zawirowania w eksporcie, jeśli są poważne, powodują więc negatywne skutki dla poszczególnych podsektorów polskiej branży spożywczej.

Z powodu pandemii w większości krajów Unii został zamknięty sektor gastronomiczny i hotelowy lub jego działalność została mocno ograniczona. A jest to istotna część europejskiej gospodarki, zarówno pod względem wartości, jak i dynamiki wzrostu. W 2018 r. łączne wydatki gospodarstw domowych na te usługi w 27 krajach UE (bez Polski) wyniosły ok. 700 mld euro (ta kwota dotyczy całości wydatków w ramach wskazanych usług, a nie tylko na żywność). W ciągu pięciu lat wartość wydatków zwiększyła się o 16%. Unijny sektor HoReCa jest ważnym odbiorcą dla polskiego przemysłu spożywczego. W rezultacie, pod wpływem ograniczeń związanych z pandemią, gwałtownie spadł popyt zagraniczny w przypadku niektórych produktów żywnościowych. Dotyczy to głównie mięsa, ale odczuwa to również część firm mleczarskich. Tylko te dwie branże odpowiadają za 40% przychodów polskiego sektora spożywczego oraz za 32% eksportu żywności z Polski.

Na rynku krajowym w najbliższym okresie na branżę spożywczą będą miały wpływ również ograniczenia wprowadzone w ramach walki z pandemią, m.in. są to zmiany w dostępie do sklepów spożywczych oraz rekomendacja, by pozostać w domu. W rezultacie krajowy popyt na produkty żywnościowe przed świętami może być słabszy niż oczekiwała tego branża jeszcze miesiąc temu. Warto wspomnieć, że akcja „Zostań w domu na Święta”, jest obecnie prowadzona w dużej części państw Unii Europejskiej.

Poza powyższym, z branży dochodzą również sygnały o wydłużeniu terminów spływu należności za dostarczone produkty. Dotyczy to zarówno rynków zagranicznych, jak i krajowego.

To wszystko powoduje, że najbliższe miesiące to czas niepewności oraz dynamicznych zmian sytuacji na rynku spożywczym i przynajmniej dla części branży spożywczej będą wyzwaniem. A należy pamiętać, że produkcją spożywczą w Polsce zajmuje się ponad 15 tys. firm, należących głównie do rodzimego kapitału. Tylko ok. 4 tys. to firmy zatrudniające powyżej 9 osób.

Ciężko dziś oceniać jak silne mogą być reperkusje dla krajowej branży spożywczej. Dużo zależy od czasu trwania tych trudniejszych uwarunkowań rynkowych, w których muszą obecnie funkcjonować przedsiębiorstwa. Można się jednak spodziewać, że spadek przychodów w niektórych podsektorach oraz niższa rentowność będą sprzyjały konsolidacji przedsiębiorstw. To może uderzać przede wszystkim w mniejsze, słabsze kapitałowo podmioty. Dotyczyć to może szczególnie takich branż jak mięso, gdzie jednym z najważniejszych czynników sukcesu dla przetwórcy jest dostęp do bazy surowcowej. Z kolei ochrona producentów żywca przed negatywnym wpływem zawirowań na rynku żywności wymaga dużego zaangażowania kapitałowego po stronie przetwórców.

Ale obecny czas może również stanowić wstęp do nowego otwarcia na unijnym rynku żywności.

Niektóre kraje takie Czechy czy Austria planują powoli zmniejszać ograniczenia związane funkcjonowaniem np. sektora usług. Myślą o tym również Niemcy, nasz najważniejszy zagraniczny odbiorca żywności. Można spodziewać się, że wraz z poprawą sytuacji epidemicznej w innych krajach Unii, również pozostałe państwa będą odmrażały swoje gospodarki.

Zapotrzebowanie na żywność może więc wzrosnąć w Europie. W tej sytuacji ważne jest, aby polski sektor produkcji żywności był do tego przygotowany pod względem produkcyjnym oraz kapitałowym. To oznacza, że należy dołożyć wszelkich starań, aby w jak największym stopniu uchronić potencjał produkcyjny w obecnym okresie. Dzięki temu możliwa będzie szybka odpowiedź na ewentualny wzrost popytu w innych państwach w przyszłości.

Autor komentarza: Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego Santander Bank Polska

Covid-19: Europejski sektor budowlany wymaga pilnych działań

Przedstawiciele europejskiego sektora budowlanego wzywają do podjęcia pilnych działań w kierunku ochrony zdrowia pracowników, wsparcia działalności gospodarczej oraz przyspieszenia procesu odbicia gospodarki.

We wspólnej deklaracji RICS i inne wiodące organizacje europejskie reprezentujące sektor budowlany, którego wartość stanowi 9% PKB UE i w którym zatrudnionych jest ponad 16 milionów Europejczyków, wzywają instytucje europejskie oraz europejskie państwa członkowskie do podjęcia skoordynowanych działań w celu:

  • Wdrożenia wymaganych i adekwatnych do sytuacji środków ochrony zdrowia i bezpieczeństwa, protokołów postępowania oraz wytycznych przy jednoczesnym aktywnym zaangażowaniu wszystkich interesariuszy, umożliwiając pracodawcom zagwarantowanie wymaganego poziomu ochrony pracowników.
  • Wsparcia łańcucha dostaw w procesie budowlanym poprzez uruchomienie środków umożliwiających skuteczne funkcjonowanie wewnętrznego rynku UE. W tym kontekście RICS z zadowoleniem przyjął komunikat Komisji Europejskiej w sprawie implementacji ‘zielonych pasów’ ruchu zgodnie z wytycznymi dotyczącymi środków zarządzania granicami.
  • Wprowadzenia szeroko zakrojonych programów wsparcia i bodźców finansowych. Działania te nie mogą ograniczać się jedynie do wybranych sektorów o znaczeniu strategicznym lub politycznym, które mogą wymagać pełnego zakresu pomocy; musi być skierowane do pracodawców także z innych kluczowych sektorów, takich jak budownictwo, którzy również muszą uzyskać pełną uwagę i wsparcie ze strony władz.
  • Zmniejszenie obciążeń administracyjnych i obwarowań w zakresie wdrażania przez pracodawców środków tymczasowego bezrobocia.
  • Efektywny łańcuch dostaw w budownictwie ma kluczowe znaczenie dla utrzymania ciągłości działalności przy zachowaniu odpowiednich warunków zdrowia i bezpieczeństwa. Dlatego niezbędne jest zapewnienie swobodnego przepływu produktów budowlanych, sprzętu i usług, z pełnym poszanowaniem instrukcji wydanych przez organy zdrowia publicznego.

Na koniec, podpisujące się pod deklaracją organizacje zwracają się do Komisji Europejskiej z apelem o rozpoczęcie dialogu, gdy tylko pozwolą na to okoliczności, w kierunku wspólnej identyfikacji i wdrożenia odpowiednich środków mających na celu ograniczenie pogorszenia się koniunktury gospodarczej i ułatwienie szybkiego wznowienia pełnej aktywności w sektorze.

„W obliczu kryzysu wywołanego Covid-19 pragniemy powtórzyć nasze zobowiązanie do wspierania w działaniach władz publicznych, a także poświęcenie się naszemu najbardziej fundamentalnemu zasobowi, jakim jest dobro naszych profesjonalistów.

Wzywamy władze publiczne do wzięcia pod uwagę skali zakłóceń w sektorze budowlanym i do podjęcia wszelkich możliwych działań celem zapobieżenia, by przewidywane spowolnienie gospodarcze przekształciło się w historycznych rozmiarów krach o daleko idących konsekwencjach społecznych” – Sander Scheurwater, dyrektor ds. komunikacji i spraw zewnętrznych RICS w Europie.

VMware umożliwia Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu prowadzenie studiów online w czasach pandemii

Obecna sytuacja związana z COVID-19 sprawiła, że pracownicy akademiccy i studenci muszą pozostać w domach. Czy to oznacza, że większość uczelni musiała przerwać nauczenie? Nie w czasach gdy do komunikacji potrzebne jest tylko stabilne połączenie z Internetem. Na całym świecie uniwersytety przechodzą na nauczanie online. Wśród nich polskie uczelnie m.in. Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu, która udostępnia swoim studentom wirtualne laboratoria.

Gdy dwa lata temu prestiżowy magazyn Times zapytał przedstawicieli najważniejszych światowych uczelni wyższych co myślą o edukacji online, tylko 24 proc. z nich przyznało, że taka forma edukacji może stać się podstawą kształcenia. Dla 63 proc. przebadanych zdalna edukacja miała do 2030 r. stać się stałym punktem oferty edukacyjnej, ale tylko w formie dodatkowych zajęć. Dzisiaj, kryzysowa rzeczywistość weryfikuje te opinie i to w najbardziej dotkliwy sposób.

Innowacyjna edukacja w czasach pandemii

Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu to największa niepubliczna uczelnia na Dolnym Śląsku. Dzięki nowoczesnym technologiom stosowanym przez uczelnię studenci mają okazję uczyć się pracy w zaawansowanych środowiskach teleinformatycznych oraz na specjalistycznym oprogramowaniu. Dzięki technologiom VMware, amerykańskiego dostawcy oprogramowania i wsparciu polskiej firmy Advatech, WSB we Wrocławiu utrzymała ciągłość tych działań edukacyjnych.

Na naszej uczelni cenimy sobie interakcję, żywą dyskusję i bezpośredni kontakt. Wszyscy jesteśmy teraz jednak w sytuacji wyjątkowej, w której musimy się na nowo odnaleźć mówi Piotr Spychała, Wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu. Nasze motto brzmi: pomagamy rozumieć świat – innowacyjni, przyjaźni, praktyczni. W myśl tej idei wykorzystujemy nowoczesne rozwiązania technologiczne m.in. od firmy VMware. Dzięki nim nasi studenci mogą dalej studiować w bezpiecznych dla siebie warunkach, w domu, z wykorzystaniem Internetu – dodaje.

Uczelnia od dawna wykorzystuje technologię VDI (Virtual Desktop Infrastructure), opartą o rozwiązanie VMware Horizon. Dzięki temu, że rozwiązanie to jest funkcjonującym już standardem dla sal laboratoryjnych – w bardzo krótkim czasie możliwe było udostępnienie zasobów na zewnątrz i oddanie studentom do swobodnej dyspozycji tych samych wirtualnych desktopów, z których korzystali na co dzień na uczelnie. W takich okolicznościach jak dzisiaj daje to studentom i wykładowcom dostęp do akademickich systemów z dowolnego miejsca na świecie.

Kształt cyfrowej edukacji

Decyzją władz uczelni większość zajęć odbywa się obecnie online z wykorzystaniem różnorodnych platform e-learningowych. Są to zarówno wykłady jak i ćwiczenia. Laboratoria, które wymagają dostępu do specjalistycznych systemów i aplikacji były jednak sporym wyzwaniem. Dzięki technologii VMware Horizon użytkownicy mają pełen, zdalny dostęp do kilkuset wirtualnych stanowisk komputerowych z systemami Windows i Linux. Cały ten system został podzielony na odpowiednie pule zasobowe, umożliwiające nauczenie z różnych specjalizacji.

Przy wykorzystaniu technologii VMware praktycznie wszystkie stanowiska laboratoryjne działają w kompletnie wirtualnym środowisku, zapewniając obsługę użytkowników w każdej nawet najbardziej nietypowej sytuacji – mówi Paweł Kołodko, Dyrektor Działu IT Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu. Studenci i wykładowcy wykorzystując jedynie przeglądarkę na swoich komputerach, tabletach lub telefonach uzyskują możliwość zdalnego dostępu do laboratoriów praktycznie z dowolnego miejsca – dodaje.

Dostęp do wirtualnych desktopów uczelnia zapewnia studentom w trybie całodobowym, przez cały tydzień. Prowadzący zajęcia korzystają także z modułu HelpDesk, z pomocą którego uzyskują szybki dostęp do pulpitu danego studenta oraz możliwość podjęcia interakcji z nim (przejęcia myszki, zdalnej pomocy etc.) i szybkiej pomocy podczas prowadzenia zajęć. Część przedmiotów prowadzona jest z wykorzystaniem aplikacji do telekonferencji. W tym wypadku możliwe jest uruchomienie aplikacji Teams bezpośrednio na pulpicie zdalnym.

Wdrożenie na miarę ciągłości biznesowej

Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu od lat korzysta z wdrożonych przez Advatech zaawansowanych rozwiązań wirtualizacyjnych od VMware. Samo rozwiązanie VDI w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu oparte jest o stos technologii: VMware vSphere, VMware vSAN, a także technologię NVIDIA GRID oraz przełączniki Dell Technologies.

Wirtualizując laboratoria akademickie kilku polskich uczelni jeszcze parę lat temu nie spodziewaliśmy się oczywiście takiego rozwoju wypadków i to w takim tempie. Planowaliśmy oczywiście udostępnianie wirtualnych maszyn studentom, aby mogli mieć dostęp do specjalistycznego oprogramowania z domu i móc przygotowywać się do zajęć, ale rozwój wydarzeń dobitnie pokazał, że elastyczność rozwiązań wirtualnych oraz definiowanych programowo potrafi wręcz czynić cuda w najmniej spodziewanych momentach – komentuje Paweł Chrobak, kierownik działu wirtualizacji w firmie Advatech.

Stworzone środowisko do nauki online jest w pełni funkcjonalne, włącznie z wymagającymi aplikacjami graficznymi do wizualizacji prowadzonych ćwiczeń i symulacji. Komunikacja na linii student-wykładowca jest szyfrowana odpowiednimi certyfikatami SSL, co zmniejsza ryzyku wycieku wrażliwych danych.

Analiza najnowszych danych o rozwoju epidemii

Kilka ostatnich dni w Polsce to stabilizacja liczby potwierdzonych nowych zachorowań (około 400 przypadków dziennie). Polska, pomimo szeregu podjętych działań, nie osiągnęła jeszcze dziennego szczytu – epidemia charakteryzuje się powolnym przyrostem, jednak kształt krzywej nadal wykazuje cechy wzrostu wykładniczego. Sytuacja w niektórych krajach uległa znacznej poprawie, można wyróżnić kilka trendów rozwoju epidemii.

Powolny wzrost, jednak brak wyraźnych oznak zmian trendu

Polska, Irlandia, Szwecja i Rumunia hamują rozwój wirusa. Mimo niskich wzrostów oraz relatywnie małej liczby chorych, kształty krzywych ciągle przejawiają cechy wzrostu wykładniczego. Jeśli przez kilka kolejnych dni Polska utrzyma dzienne przyrosty na stabilnym poziomie, przełamanie trendu wykładniczego będzie zdecydowanie widoczne. Wiele zależy od naszego zachowania podczas świąt Wielkiej Nocy.

Duże wzrosty oraz wyraźnie negatywna prognoza

W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii oraz Francji duże liczby chorych oraz duże dzienne wzrosty – to przekłada się na zdecydowanie negatywną prognozę rozwoju sytuacji. Do tego grona dołącza również Rosja – tu nadał łączna liczba chorych nie jest bardzo duża, jednak tempo i kształt wzrostu są bardzo niepokojące.covid-19-cykl-5-20200408-krzywe-5_USA

Istotna poprawa utrzymana przez kilka – kilkanaście dni

Austria, Norwegia, Czechy i Szwajcaria stanowczo ograniczyły rozwój choroby. Odpowiadające tym krajom krzywe wzrostu przedstawiają „wypadnięcie” z trendu wykładniczego – stan powielony przez kilka – kilkanaście dni.covid-19-cykl-5-20200408-krzywe-2_AUSTRIA

Umiarkowana poprawa w trakcie ostatnich 2-3 dni

We Włoszech, Niemczech i Hiszpanii nadal identyfikuje się wielu nowych chorych. Mimo to, dzienne przyrosty przestały rosnąć – to bardzo dobry znak, który daje nadzieję na powolne wygaszenie pandemii.  Dużo zależy od odpowiedzialnego zachowania społeczeństw. Pomimo poprawy, wiele ograniczeń jest nadal utrzymywanych. Podobną efekty osiągnęła Portugali, choć tu skala zachorowań jest znacznie mniejsza.covid-19-cykl-5-20200408-krzywe-3_HIszpania

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 08.04.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Cisza przed burzą na niemieckim rynku pracy

Z początkiem marca wydawało się, że kryzys gospodarczy wywołany przez Covid-19 nie dotknął niemieckiego rynku pracy, gdy bezrobocie zanotowało niewielki spadek w porównaniu z poprzednim miesiącem. Analitycy Allianz i Euler Hermes uważają, że nie wolno jednak dać się zwieść ostatnim danym, które wyglądają jak „cisza przed burzą”, która gwałtownie zakończy cud niemieckiego rynku pracy.

Ostatnie statystyki rynku pracy z datą graniczną na 12 marca nie odzwierciedlają jeszcze coraz bardziej agresywnych środków ograniczających rozprzestrzenianie pandemii wprowadzanych w kolejnych dniach miesiąca. W związku z tym, szybki wzrost bezrobocia w Niemczech w kwietniu i maju jest wręcz przesądzony. Rzeczywisty zakres zakłóceń gospodarczych będzie widoczny przede wszystkim w liczbie pracowników, którzy przeszli na Kurzarbeit, czyli skrócony czas pracy, która w nadchodzących miesiącach powinna pozostawić daleko w tyle wielkości obserwowane podczas wielkiego kryzysu finansowego. Już w drugim kwartale 2020 r., nie tylko wartość szczytowa z połowy 2009 r. wynosząca 1,5 mln, ale także ostatnie szacunki rządowe 2,35 mln pracowników na Kurzarbeit, mogą zostać przekroczone. W Allianz i Euler Hermes szacujemy, że silne załamanie gospodarki w 1. poł. 2020 r. może narazić na ryzyko nawet 12 mln miejsc pracy w Niemczech.

Zakres pogorszenia się sytuacji na rynku pracy jest ściśle powiązany z czasem trwania obostrzeń.

W celu spowolnienia rozprzestrzeniania się wirusa Covid-19 działalność gospodarcza w Niemczech została w dużej mierze zatrzymana. Głęboka – ale relatywnie bardziej tymczasowa – recesja à la 2008/09 będzie nieunikniona, ale to długość blokady określi spadek wzrostu gospodarczego, a także pogorszenie rynku pracy. Korzystając z doświadczenia Chin, w naszym podstawowym scenariuszu, ekonomiści Allianz i Euler Hermes przygotowali model szoku gospodarczego, z pełną blokadą obowiązującą jeden miesiąc, a także dwa miesiące, jak również przy założeniu, że wdrożone działania ograniczające rozprzestrzenianie pandemii okażą się sukcesem, następującym po nim częściowym ożywieniem gospodarczym w kształcie litery U. W końcu, wprawdzie „efekty dogadania” są pewne, podmioty gospodarcze będą prawdopodobnie w pierwszej kolejności konsumować i inwestować z pewną dozą ostrożności, podczas gdy niektóre łańcuchy dostaw mogą wymagać naprawy. Uwzględniliśmy również łagodzące efekty zastosowania politycznych petard. 

Tabela 1: Bezrobocie w Niemczech w różnych scenariuszach gospodarczych

Bezrobocie w Niemczech w różnych scenariuszach gospodarczych
Źródło: Refinitiv, Allianz Research

W scenariuszu podstawowym gospodarka niemiecka prawdopodobnie skurczy się o -1,8% w 2020 r. w przypadku jej zatrzymania na jeden miesiąc i o całe -5%, jeżeli przerwa potrwa dwa miesiące (Tabela 1). Nawet w przypadku takiego względnie krótkiego bezruchu stopa bezrobocia odnotuje pierwszy wyraźny wzrost od początku lat dwutysięcznych, przebijając przynajmniej tymczasowo poziom 6%. To oznacza koniec niezwykłego biegu rynku pracy w Niemczech przez ostatnie 15 lat, który odnotował obniżenie stopy bezrobocia o ponad połowę od 2006 r. – z 10,8% do 5% w 2019 r. – i który nie drgnął ani w czasie wielkiego kryzysu finansowego, ani kryzysu związanego z długiem państwowym w strefie euro. Mimo wzrostu bezrobocia w 2020 r. – ze stratami przede wszystkim skoncentrowanymi na sektorze handlowym, a także sektorze usług – zatrudnienie powinno pozostać w znacznym stopniu na stabilnym poziomie w naszym scenariuszu podstawowym.

Przedłużający się kryzys może pozostawić głębsze blizny na niemieckim rynku pracy

W podstawowym scenariuszu opracowanym przez Allianz i Euler Hermes wyłania się duże ryzyko pogorszenia sytuacji. Nie można wykluczyć przedłużającego się kryzysu zdrowotnego z ewentualnymi ponownymi zakażeniami. To oznaczałoby, że granice pozostaną zamknięte i górę wezmą przejściowe środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii. Im dłuższa przerwa w gospodarce, tym trudniejsze ponowne uruchomienie silnika wzrostu i większe prawdopodobieństwo zmaterializowania się gwałtownego pogorszenia sytuacji. W takim scenariuszu szacujemy, że niemiecki PKB zmniejszy się o -7%, a stopa bezrobocia wzrośnie do ponad 7% w 2020 r. z liczbą osób bezrobotnych przekraczającą 3 miliony.

Autor analizy: Katharina Utermöhl, Starsza Ekonomistka na Europę, Allianz

Czy polskie szkoły zdały egzamin z nauczania przez internet?

Wśród rodziców posiadających dzieci w wieku szkolnym, 39% badanych przyznało, że ich pociechy mają zorganizowane nauczanie online ze wszystkich przedmiotów szkolnych, a 45% stwierdziło, że tylko niektóre zajęcia szkolne prowadzone są przez internet. Zdalne nauczanie może utrudniać brak rozwiązań technologicznych – 90% rodziców uważa, że niektórzy uczniowie nie mają odpowiednich narzędzi do nauki przez internet – takie wnioski płyną z sondażu przeprowadzonego pod koniec marca 2020 r. przez InsightOut LAB na zlecenie firmy NEXERA.

Technologia, co uczy

Od 25 marca br. zgodnie z rozporządzeniem MEN, polskie szkoły mają obowiązek nauczania na odległość. Wcześniej, w związku z zamknięciem szkół i placówek edukacyjnych, tylko zalecano, aby zorganizować uczniom zajęcia online. Kilka dni po wprowadzeniu takiego obowiązku, na zlecenie firmy NEXERA zapytano rodziców o doświadczenia ich dzieci związane z przejściem na zdalny tryb nauki. Okazuje się, że mniej niż 4 na 10 uczniów ma zorganizowane internetowe nauczanie ze wszystkich przedmiotów, a 45% tylko z części.

Rodzice zostali zapytani również o to, z jakich programów/narzędzi korzystają nauczyciele prowadzący internetowe lekcje. 45% z nich wskazało na platformy webinarowe lub e-learningowe, do których szkoła posiada dostęp. Wg 38% respondentów do nauki online wykorzystywane są media społecznościowe (Facebook, Messenger, Youtube), a 35% wskazało, że prowadzenie zajęć odbywa się za pomocą programów do komunikacji i telekonferencji (np. Skype, Microsoft Teams, Google Hangout). Wg co piątego rodzica (21%) zajęcia online odbywają się za pomocą dedykowanych internetowych serwisów edukacyjnych – pokazują wyniki sondażu NEXERY.

Wprowadzenie nauczania online to dla wielu szkół zupełnie nowe wyzwanie, z którym niespodziewanie przyszło się mierzyć dyrektorom, nauczycielom, jak również rodzicom i uczniom. Wielu z nich nie miało możliwości odpowiednio przygotować się do nowej sytuacji, w tym wyposażyć się w rozwiązania cyfrowe. Wg 89% respondentów to internet uznawany jest za podstawowe narzędzie do nauki online. Jednocześnie aż 90% badanych przyznało, że nie wszystkie dzieci posiadają niezbędne narzędzia do zdalnego trybu nauczania, takie jak komputer czy laptop na własne potrzeby, jak również dostęp do szybkiego i stabilnego łącza. Na internetowej mapie Polski nadal widnieją tzw. „białe plamy”, czyli miejsca, które nie są podłączone do szerokopasmowej sieci. Rozwijanie infrastruktury telekomunikacyjnej jest podstawą do tego, aby przeciwdziałać wykluczeniu cyfrowemu i wyrównywać szansę w dostępie do edukacji online – komentuje Paweł Biarda, Członek Zarządu ds. Sprzedaży i Rozwoju Biznesu w firmie NEXERA.

Internetowe rewolucje w edukacji

Czterech na dziesięciu badanych (43%) jest zdania, że polscy uczniowie są gotowi na naukę online. Nieco mniej optymistycznie oceniani są pod tym kątem nauczyciele oraz szkoły – analogicznie 35% i 28% badanych uważa, że są oni przygotowani na to, aby prowadzić zdalne nauczanie.

Ponadto, 54% rodziców przyznało, że niezależnie od epidemii koronawirusa ich dziecko codziennie lub prawie codziennie wykorzystuje internet do samodzielnej nauki. Jednocześnie 75% badanych stwierdziło, że dzieci powinny mieć więcej zajęć, które pokażą im w jaki sposób można korzystać
z internetu – wynika z sondażu NEXERY.

– Możemy przypuszczać, że nauczanie online będzie odgrywało coraz większą rolę w systemie edukacji – zwłaszcza biorąc pod uwagę, to jak wielu uczniów na co dzień wykorzystuje internet do tego, aby czerpać i poszerzać swoją wiedzę. Warunkiem rozwoju tego modelu nauczania jest powstanie szerokopasmowej sieci internetowej na terenie całego kraju, zwłaszcza w tych regionach, gdzie nie było to dotąd możliwe, czyli mniejszych miejscowościach i wsiach. Dzięki temu możemy otworzyć mieszkańcom i dzieciom z tych obszarów nowe możliwości – nie tylko do nauki, ale również pracy zdalnej, czy rozrywki – komentuje Paweł Biarda z firmy NEXERA.

Nota metodologiczna:

Sondaż NEXERY – badanie zostało zrealizowane przez InsightOut Lab na zlecenie operatora telekomunikacyjnego firmę NEXERA. W celu zebrania wywiadów wykorzystano metodę CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu Ariadna. Badanie przeprowadzono między 27 a 30 marca 2020 r. na grupie 2098 osób.

Sprzedaż biznesu w drugim i trzecim tygodniu pandemii spadła o jedną trzecią

Ogarnięta pandemią gospodarka hamuje. Jak bardzo, pokazuje spadek liczby raportów pobieranych z bazy Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. W pierwszym tygodniu kwarantanny rynek sprawdził wiarygodność płatniczą 22 proc. osób i firm mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. W dwóch kolejnych był to już spadek przekraczający 30 procent – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Zamknięte sklepy, nie działające firmy i ograniczona liczba klientów lub też ich całkowity brak sprawiły, że część firm zmniejszyła sprzedaż lub też zupełnie ją zawiesiła. Spadła liczba transakcji z konsumentami, zamarły lub spowolniły transakcje B2B. Skalę spadku widać po średniej liczbie raportów pobieranych z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Raporty pokazują wiarygodność płatniczą i są potrzebne wszędzie tam gdzie oferujący usługę czy towar z odroczonym terminem płatności chce się upewnić, że kupuje partner, który nie ma przeterminowanych długów i tym samym rodzi mniejsze ryzyko, że nie zapłaci podjętych zobowiązań. Zapytania sprawdzające wiarygodność płatniczą składają do BIG InfoMonitor m.in. operatorzy telewizji kablowej, dostawcy internetu, telekomy, leasing, faktoring, firmy pożyczkowe, banki, franczyzodawcy oraz przedsiębiorstwa z różnych branż weryfikujące swoich partnerów biznesowych.

biznes w czasach pandemii koronawirusa
Źródło: BIG InfoMonitor

– W pierwszym tygodniu ograniczeń w działaniu biznesu, wywołanych przez pandemię, czyli między 16 a 22 marca, liczba sprawdzonych klientów zmniejszyła się w porównaniu z analogicznym okresem minionego roku o 22 proc., a w kolejnych tygodniach już o ponad 30 proc. Na przełomie marca i kwietnia było to 32 proc. – informuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Rosnące z roku na rok zainteresowanie tego typu sposobem upewniania się co do rzetelności klientów konsumentów i firm, oznacza, że w praktyce spadek ten jest bardziej drastyczny. Wynika zarówno z unieruchomienia firm jak i ograniczeń w zakupach jakie zaczynają narzucać sobie klienci. W badaniu zrealizowanym przez 4P dla BIG InfoMonitor oszczędniejsze gospodarowanie budżetem już zapowiada połowa Polaków.

– W tych trudnych i dynamicznie zmieniających się okolicznościach zamierzamy prezentować Państwu cotygodniowy wskaźnik zapytań z bazy rejestru BIG InfoMonitor. Aktywność naszych klientów sprawdzających czy ich potencjalny klient nie ma długów i czy można mu zaufać, oferując towar lub usługi z odroczonym terminem płatności, dobrze ilustruje poziom aktywności, a obecnie blokadę jakiej gospodarka doświadcza z powodu pandemii – mówi Sławomir Grzelczak.

W całym zeszłym roku przedsiębiorcy zweryfikowali w rejestrze BIG InfoMonitor wiarygodność płatniczą blisko 7,5 mln osób i prawie 1,6 mln firm, co oznacza, że zapytali o niemal co piątego pełnoletniego Polaka i o ponad połowę działających na rynku firm.

Nowotwory krwi atakują coraz częściej. W Polsce pacjenci wciąż czekają na nowoczesne metody diagnostyczne i innowacyjne terapie celowane

Nowotwory krwi i szpiku występują coraz częściej, ale dla wielu z nich są już opracowane innowacyjne terapie celowane. Są one wymierzone w konkretną mutację genetyczną, odpowiedzialną za pojawienie się choroby, i przynoszą zdecydowaną poprawę wyników leczenia. Do takich schorzeń zaliczają się m.in. ostra białaczka szpikowa czy rzadko występująca mastocytoza. Kluczem jest odpowiednia, wychodząca poza zakres podstawowych badań diagnostyka, która pozwoli wyodrębnić grupę chorych, u których można zastosować nowoczesne leki celowane. – Bardzo nam zależy na tym, aby nowe terapie, które w sposób niebudzący wątpliwości wydłużają czas przeżycia chorych na ostrą białaczkę szpikową, były dostępne również dla polskich pacjentów – mówi prof. Agnieszka Wierzbowska z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Według szacunków Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zachorowań na nowotwory układu krwiotwórczego i chłonnego w ciągu ostatnich 30 lat wzrosła ponad dwukrotnie. Zalicza się do nich m.in. ostra białaczka szpikowa.

– Ostra białaczka szpikowa to jeden z najbardziej agresywnych nowotworów układu krwiotwórczego. Dlatego ważne jest, żeby czas od momentu jej rozpoznania do włączenia leczenia był jak najkrótszy. W ostatnich kilku latach dokonał się gigantyczny przełom w leczeniu ostrej białaczki szpikowej dzięki wprowadzeniu nowych terapii celowanych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Agnieszka Wierzbowska, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

To choroba, na którą cierpią przede wszystkim osoby dorosłe, a ryzyko wzrasta wraz z wiekiem – większość zachorowań przypada po 60. roku życia. Jej objawami związanymi z niedokrwistością są najczęściej postępujące osłabienie, zmęczenie, obniżenie tolerancji wysiłku, u osób starszych może to być też zaostrzenie dolegliwości wieńcowych czy niewydolności krążenia. Sygnałem alarmowym mogą być również krwawienia z nosa czy dziąseł przy czyszczeniu zębów oraz przedłużające się infekcje.

Choroba atakuje szpik kostny, którego zadaniem jest produkcja komórek krwi i – jak wskazuje nazwa – zazwyczaj przebiega w sposób ostry: jej początek jest nagły, objawy mają burzliwy przebieg, a pacjent wymaga jak najszybszego wdrożenia leczenia.

– Komórki białaczkowe bardzo szybko się namnażają, wobec czego nie możemy czekać z diagnozą. W tej chwili jesteśmy w stanie postawić rozpoznanie w ciągu jednego dnia, co wymaga oczywiście badania szpiku. Jednak musimy precyzyjnie określić typ białaczki i rokowania, a w tym celu konieczne są specjalistyczne badania genetyczne. Są one bardzo istotne, ponieważ mamy leki celowane, „inteligentne”, które działają na określone zaburzenia genetyczne i u części pacjentów możemy je zastosować – mówi prof. Grzegorz Helbig z Kliniki Hematologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

– Oprócz podstawowych metod diagnostycznych, takich jak badanie cytologiczne szpiku i badanie immunofenotypowe, które zajmują stosunkowo niewiele czasu, a ich  wyniki są dostępne w ciągu jednego dnia, żeby właściwie leczyć młodych chorych na ostrą białaczkę szpikową, potrzebujemy również szeregu dodatkowych badań molekularnych oceniających genetykę tej białaczki, bo jest to choroba niezwykle zróżnicowana – dodaje prof. Agnieszka Wierzbowska.

Dla lekarza bardzo istotna jest więc informacja, z jakim podtypem ma do czynienia, aby móc wybrać dla pacjenta indywidualną, spersonalizowaną terapię. A tych jest coraz więcej. Stale pojawiają się nowe leki rejestrowane zarówno przez amerykańską Agencję Żywności i Leków, jak i  Europejską Agencję Leków.

– Bardzo nam zależy, aby te nowoczesne terapie, które bez żadnych wątpliwości wydłużają czas przeżycia chorych na ostrą białaczkę szpikową, były dostępne również w Polsce. Możliwość ich zastosowania u polskich pacjentów zależy od dwóch czynników: od refundacji leku, ale również od dostępności metod diagnostycznych, które pozwolą wyodrębnić właściwą grupę chorych. Dlatego tak ważna jest współpraca pomiędzy diagnostą laboratoryjnym i lekarzem, bo wszyscy pracujemy na rzecz tego samego pacjenta – dodaje prof. Agnieszka Wierzbowska.

Diagnostyka musi być zarówno szybka, żeby terapię można było wdrożyć niemal od razu, jak i wiarygodna, niezależnie od tego, w jakim ośrodku w Polsce została przeprowadzona. Stąd dla lekarzy duże znaczenie ma ujednolicenie standardów diagnostyki i certyfikacja odpowiedzialnych za nią laboratoriów.

– Zostały wręczone certyfikaty dla polskich laboratoriów diagnostycznych dotyczące oznaczenia mutacji FLT3 i oznaczenia allelic ratio. To ogromna radość dla lekarzy, dlatego że certyfikacja laboratoriów w Polsce świadczy o tym, że w prawie wszystkich jednostkach, które do tego procesu przystąpiły, oznaczanie danej mutacji odbywa się tą samą metodą, zgodnie z tym samym protokołem, obejmuje ściśle określone krótkie ramy czasowe. Jednocześnie wyniki pomiędzy tymi laboratoriami są porównywalne. Pacjent, który ma oznaczenie wykonane w danym laboratorium, może być leczony w innym ośrodku – mówi kierownik Katedry i Kliniki Hematologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Prof. Grzegorz Helbig dodaje, że nawet jeśli pacjent wyjedzie za granicę, wynik ten będzie uznawany. Ma bowiem „pieczęć” Polskiej Grupy ds. Leczenia Białaczek – znak jakości.

– Ważne, żeby wszystkie ośrodki w Polsce postępowały z pacjentami w ten sam sposób. W tej chwili większość ośrodków w Polsce wykonuje badania w ciągu 72 godzin, więc dostęp do nich jest bardzo szybki – dodaje.

– Jednym z największych osiągnięć dokonanych przez diagnostów jest wystandaryzowanie tzw. szybkiej diagnostyki dla obydwu mutacji FLT3: tandemowej duplikacji oraz mutacji punktowej D835. Jest to związane z wymogami, które współczesna medycyna niesie, czyli dąży się do leczenia spersonalizowanego, celowanego, opartego na leczeniu konkretnych mutacji, które powodują chorobę. Leczenie inhibitorami FLT3 jest już dostępne na świecie, jako pierwsze zostało wprowadzone w krajach Europy i w USA, natomiast w Polsce ciągle czekamy na jego refundację. Jednak najważniejsze jest to, że dzięki wytężonej pracy diagnostów zostały już zaś wprowadzone standardy diagnostyczne i jesteśmy gotowi do podjęcia się diagnostyki, która umożliwi kwalifikację pacjentów, żeby leczyć w ten sposób – mówi dr n. med. Marta Libura z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – Certyfikacja laboratoriów w kontekście diagnostyki FLT3 jest kluczowa, ponieważ za chwilę, kiedy ta terapia wejdzie do Polski, pacjent będzie mieć możliwość szybkiej diagnostyki i wdrożenia tej terapii.

Lekarze podkreślają, że ujednolicona diagnostyka ma ogromne znaczenie w leczeniu wielu chorób krwi, szczególnie tych o niespecyficznych objawach. Dotyczy to nie tylko ostrej białaczki szpikowej, lecz także m.in. mastocytozy. Charakteryzuje się ona nadmierną liczbą  mastocytów, czyli komórek tucznych, najczęściej  zlokalizowanych w skórze, co przyczynia się do powstania charakterystycznych plam. Mówimy wówczas o mastocytozie skórnej. Bywa jednak, że choroba dotyczy narządów wewnętrznych. W przypadku mastocytozy układowej komórki tuczne gromadzą się w szpiku kostnym, śledzionie, wątrobie, przewodzie pokarmowym czy też w węzłach chłonnych.

– Mastocytoza występuje bardzo rzadko. Jej diagnoza jest bardzo trudna i wymaga koordynacji pracy bardzo wielu specjalistów. 80 proc. pacjentów jako pierwsze objawy ma wysypkę na skórze, wobec czego najczęściej trafia do dermatologa. Drugą grupą są pacjenci, u których występują objawy alergii. Szczególnie istotne jest tutaj wystąpienie reakcji uczuleniowej po ukąszeniu przez owada błonkoskrzydłego. Pacjent trafi do alergologa. Do hematologa będzie skierowany w bardzo późnym okresie. Ważna jest świadomość lekarza pierwszego kontaktu, jak i lekarzy innych specjalizacji, że mogą to być pierwsze objawy mastocytozy i pacjent powinien mieć przeprowadzoną diagnostykę hematologiczną, która pozwoli na ostateczne potwierdzenie rozpoznania i wdrożenie właściwego leczenia – mówi prof. Grzegorz Helbig.

– W mastocytozie, podobnie jak w wielu nowotworach układu krwiotwórczego, również dokonał się postęp terapeutyczny, dostępne są nowe leki i terapie celowane. U podłoża tej choroby także leżą pewne zaburzenia genetyczne, które można w sposób celowany zablokować, zahamować i przynieść poprawę wyników leczenia pacjenta – mówi prof. Agnieszka Wierzbowska.

Postęp w leczeniu pacjentów hematologicznych, w tym m.in. z ostrą białaczką szpikową i mastocytozą, był przedmiotem obrad IX edycji Hematology Experts Forum (HEF), które odbyło się w lutym w Warszawie. Wydarzenie każdego roku gromadzi ekspertów z całej Polski i gości ze świata.

ŹRÓDŁA:

„Hematologia onkologiczna – aspekty kliniczne, ekonomiczne i systemowe”, Warszawa 2015, https://izwoz.lazarski.pl/fileadmin/user_upload/Raport_Hematologia.pdf.

Meir Wetzler, John C. Byrd, Clara D. Bloomfield, „Ostra i przewlekła białaczka szpikowa”, s. 738747.

„Acute myeloid leukaemia as a cause of acute ischaemic heart disease”, NCBI, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2557149/ [Dostęp: 13.03.2020].

„Adult Acute Myeloid Leukemia Treatment (PDQ®)”, NCBI, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/books/NBK65939/HASHCDR0000257990__136 [Dostęp: 13.03.2020].

Magdalena Lange, Iwona Flisiak, Monika L. Kapińska-Mrowiecka, Andrzej Kaszuba, Joanna Maj, Lidia Rudnicka, Małgorzata Sokołowska-Wojdyło, „Mastocytoza. Rekomendacje diagnostyczno-terapeutyczne Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego”.

Tegoroczne należności za składki na ubezpieczenia społeczne można bezkosztowo odroczyć lub rozłożyć na raty. Z rozwiązania mogą skorzystać wszystkie firmy

Przedsiębiorcy, którzy w związku z koronawirusem mają trudności z terminowym opłaceniem składek, mogą wnioskować o odroczenie terminu płatności. Należności można też rozłożyć na raty. Dla tych, które dotyczą 2020 roku, nie będzie naliczana opłata prolongacyjna. Jeśli właściciel firmy złoży wniosek przed terminem płatności składek, nie poniesie żadnych kosztów związanych z ulgą. To rozwiązanie, z którego mogą skorzystać wszyscy płatnicy, bez względu na wielkość firmy, czyli także ci, którzy nie mogą ubiegać się o zwolnienie z obowiązku opłacania składek na ubezpieczenia społeczne. Dotychczas do ZUS wpłynęło blisko 5 tys. wniosków.

– W ramach tarczy antykryzysowej zostały wdrożone rozwiązania związane z możliwością odroczenia terminu płatności lub rozłożenia na raty bez opłaty prolongacyjnej. Dotyczy to należności z bieżącego roku, czyli stycznia i kolejnych miesięcy – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agata Wiśniewska-Półtorak, dyrektor Departamentu Realizacji Dochodów w Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Tarcza antykryzysowa umożliwia przedsiębiorcom odroczenie terminu płatności składek na ubezpieczenia społeczne lub rozłożenie ich na raty. Wszyscy, którzy ze względu na pandemię koronawirusa mają problemy z terminowym płaceniem składek, mogą złożyć taki wniosek do ZUS. Nie ma przy tym znaczenia wielkość przedsiębiorstwa czy od kiedy prowadzona jest działalność. To oznacza, że na to ułatwienie mogą załapać się firmy, które nie spełniają warunków koniecznych dla zwolnienia z obowiązku opłacania składek. Co więcej, rozwiązanie to można łączyć z innymi ulgami i świadczeniami, które wprowadza tarcza antykryzysowa – zwolnieniem ze składek czy świadczeniem postojowym.

– Jeżeli płatnicy składek mają problemy z lat ubiegłych, mogą również wnioskować do nas o rozłożenie tych należności na raty nawet z odroczonym terminem płatności. Do takich rozwiązań według ogólnych zasad będzie naliczana opłata prolongacyjna, ale dla należności powstałych w bieżącym roku – już nie – podkreśla Agata Wiśniewska-Półtorak.

Jak wskazuje przedstawicielka ZUS, kilkadziesiąt tysięcy przedsiębiorców ma zobowiązania z ubiegłych lat rozłożone na raty. Jak wynika z danych zakładu, co roku rośnie liczba wniosków o udzielenie ulgi w spłacie zadłużenia. O ile w 2015 roku średnio co miesiąc wpływało nieco ponad 4 tys. wniosków, o tyle w 2018 roku już blisko 6 tys. Łącznie tylko w 2018 roku ZUS udzielił zgody 55,7 tys. płatników.

– Jeżeli ktoś miał zobowiązania, które miał rozłożone na raty z lat ubiegłych, w takiej sytuacji istniała możliwość np. zawieszenia spłaty układu ratalnego. Skierowaliśmy do naszych przedsiębiorców takie uproszczone zawieszenie spłaty układu ratalnego na trzy miesiące – mówi dyrektor Departamentu Realizacji Dochodów w ZUS.

Co istotne, składki na ubezpieczenia społeczne można odroczyć lub rozłożyć na raty bez konieczności uiszczenia opłaty prolongacyjnej.

– Ważne jest, kiedy złożymy wniosek o taką ulgę. Jeżeli złożymy go przed terminem płatności, nie będziemy naliczać żadnych odsetek za zwłokę – dodaje ekspertka.

Z danych ZUS wynika, że do 8 kwietnia do 19:00 przedsiębiorcy złożyli nieco ponad 4,8 tys. wniosków o ulgi – odroczenie składek czy rozłożenie zaległości na raty.

– Wnioski o ulgę są bardzo proste i dostępne na Platformie Usług Elektronicznych. Zachęcamy płatników, którzy nie mają jeszcze takiego profilu, żeby założyli go i w szybki sposób przekazali do nas wnioski, a my będziemy je niezwłocznie obsługiwać – mówi Agata Wiśniewska-Półtorak.

Od października wzrosną opłaty za prąd. Inwestycja w fotowoltaikę może pomóc firmom w kryzysie zaoszczędzić na rachunkach

0

Pandemia koronawirusa uderza w małe i średnie firmy, które zaczęły już szukać oszczędności i możliwości obniżenia bieżących kosztów utrzymania, jak rachunki za media czy prąd. Te ostatnie będą w kolejnych miesiącach rosły, m.in. przez planowaną od października opłatę mocową, ale możliwość zastopowania podwyżek stwarza inwestycja we własne mikroźródło energii. Dzięki instalacji fotowoltaicznej firma może produkować energię na własne potrzeby, ograniczając przy tym wydatki i zyskując korzyści podatkowe. Istniejące na rynku instrumenty pozwalają sfinansować taką inwestycję nawet bez angażowania kapitału obrotowego przedsiębiorstwa.

Ograniczenia wprowadzane w stanie epidemii przynoszą straty firmom. Korzystają one z rządowych narzędzi osłonowych, ale i same szukają oszczędności i możliwości obniżenia kosztów utrzymania, takich jak opłaty za media czy energię elektryczną. Zwłaszcza ta ostatnia pozycja – przez duży wzrost cen energii na przestrzeni ostatnich miesięcy – jest istotna w budżetach firm. Ceny na polskim rynku należą do najwyższych w Europie i będą nadal rosły, m.in. ze względu na opłatę mocową, której pobieranie rozpocznie się za sześć miesięcy.

Możliwość ograniczenia rachunków za energię stwarza inwestycja we własne mikroźródło. Dzięki instalacji fotowoltaicznej firma może produkować energię na własne potrzeby, tnąc wydatki w nadchodzących miesiącach. Co więcej, istniejące na rynku instrumenty pozwalają sfinansować taką inwestycję bez angażowania kapitału obrotowego przedsiębiorstwa. W tym celu firma może skorzystać np. ze specjalnej, dedykowanej oferty finansowania zakupu instalacji PV, przygotowanej przez leasingodawcę we współpracy z dostawcą tej technologii.

– Fotowoltaika w takiej formie finansowania to najlepszy wybór dla wszystkich firm i gospodarstw rolnych w obecnych czasach. Zapewnia oszczędności na długie lata i to już od pierwszego miesiąca pracy bezpiecznej i bezawaryjnej elektrowni słonecznej – mówi Mariusz Lach, dyrektor komunikacji i marketingu firmy Concept Energy, która dostarcza usługi z zakresu projektowania i montażu instalacji fotowoltaicznych dla sektora przedsiębiorstw.

Polski rynek fotowoltaiki przeżywa w tej chwili boom, który napędziły m.in. nowelizacja ustawy o OZE zmieniająca definicję prosumenta, ujednolicenie stawki podatku VAT na instalacje fotowoltaiczne, a także fakt, że energia ze słońca jest znacząco tańsza niż ze źródeł tradycyjnych. Przyczynił się do tego także spadek cen urządzeń fotowoltaicznych. Według danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych na początku marca br. moc zainstalowana fotowoltaiki w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym wyniosła 1596,5 MW, co oznacza wzrost o 124 MW w porównaniu do poprzedniego miesiąca i blisko 190-proc. przyrost w skali roku.

Wybór sposobu finansowania inwestycji fotowoltaicznej ma kluczowe znaczenie dla możliwości kwalifikowania kosztów po stronie klienta. Firma ma do wyboru leasing operacyjny bądź pożyczkę. W pierwszym przypadku cała rata leasingowa netto jest wliczana w koszty działalności, natomiast wynikający z niej VAT podlega rozliczeniu. Koszty związane z amortyzacją instalacji fotowoltaicznej pozostają po stronie leasingodawcy.

– W przypadku pożyczki kosztem jest jedynie część odsetkowa, co z kolei kompensowane jest przez możliwość amortyzacji leżącej po stronie pożyczkobiorcy. Pożyczka jest szczególnie interesującym rozwiązaniem dla tzw. małego podatnika, ponieważ w przypadku instalacji o wartości poniżej 50 tys. euro uzyskuje on możliwość jednorazowej amortyzacji – wyjaśnia Romuald Mendelak, dyrektor ds. rozwoju rynku maszyn i urządzeń w Idea Getin Leasing.

Jak podkreśla, wybór autoryzowanego dostawcy instalacji przyspiesza i ułatwia akceptację wniosku o finansowanie, a także otwiera możliwość wydłużania jego okresu nawet do 84 miesięcy.

– Proponujemy przedsiębiorcy 25 lat gwarancji pozyskiwania darmowej energii oraz tarczę podatkową dla jego firmy. Instalacje montujemy już w 14 dni, więc cały proces oszczędzania zacznie się naprawdę szybko. Minimalny wkład własny wynosi już od 5 proc. wartości inwestycji, a raty spłacają się z bieżących oszczędności na kosztach energii elektrycznej – przekonuje Mariusz Lach z Concept Energy.

Sprzedaż biznesu spadła aż o 1/3 przez pandemię koronawirusa. Firmy znacznie rzadziej sprawdzają wiarygodność płatniczą swoich kontrahentów i klientów

0

Pandemia koronawirusa dotkliwie odbija się na kondycji firm, które muszą mierzyć się ze spadkiem liczby klientów, mniejszymi przychodami i zatorami płatniczymi. Przedsiębiorstwa, minimalizując ryzyko problemów z terminową płatnością, zwykle zawczasu sprawdzają swojego potencjalnego kontrahenta w bazie informacji gospodarczej. W ubiegłym roku w rejestrze BIG InfoMonitor firmy zweryfikowały wiarygodność płatniczą blisko 7,5 mln osób i prawie 1,6 mln przedsiębiorstw. W tej chwili takich zapytań jest znacząco mniej – statystyki BIG pokazują, że aktywność polskiego biznesu w drugim i trzecim tygodniu pandemii spadła aż o 1/3.

 W pierwszym tygodniu ograniczeń w działaniu biznesu wywołanych przez pandemię, czyli między 16 a 22 marca, liczba sprawdzonych klientów zmniejszyła się w porównaniu z analogicznym okresem minionego roku o 22 proc., a w kolejnych tygodniach już o ponad 30 proc. Na przełomie marca i kwietnia było już to 32 proc. – informuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Raporty BIG pokazują wiarygodność płatniczą. Są potrzebne wszędzie tam, gdzie oferujący usługę czy towar z odroczonym terminem płatności chce się upewnić, że ma do czynienia z wiarygodnym i wypłacalnym klientem. Takie raporty z baz BIG pobierają nie tylko przedsiębiorstwa z różnych branż weryfikujące swoich partnerów biznesowych, ale także m.in. operatorzy telewizji kablowej, dostawcy internetu, telekomy, leasing, faktoring, firmy pożyczkowe i banki.

W całym 2019 roku przedsiębiorcy zweryfikowali w rejestrze BIG InfoMonitor wiarygodność płatniczą blisko 7,5 mln osób i prawie 1,6 mln firm, co oznacza, że zapytali o niemal co piątego pełnoletniego Polaka i o ponad połowę przedsiębiorstw działających na polskim rynku. Jeszcze przed wybuchem kryzysu z bazy Rejestru Dłużników BIG – zawierającej przeszło 84,7 mln informacji gospodarczych – takie raporty były pobierane średnio co 1,5 sekundy. Obecnie ich liczba znacząco zmalała – co odzwierciedla, jak mocno wyhamował rynek.

– Aktywność naszych klientów sprawdzających, czy ich potencjalny klient nie ma długów i czy można mu zaufać, oferując towar lub usługi z odroczonym terminem płatności, dobrze ilustruje poziom aktywności, a obecnie blokadę, jakiej gospodarka doświadcza z powodu pandemii – mówi Sławomir Grzelczak. – W tych trudnych i dynamicznie zmieniających się okolicznościach zamierzamy prezentować cotygodniowy wskaźnik zapytań z bazy rejestru BIG InfoMonitor.

Zamknięte sklepy i przedsiębiorstwa, ograniczona liczba klientów albo ich całkowity brak przyczyniły się do tego, że duża część firm zmniejszyła sprzedaż bądź zawiesiła ją całkowicie. Piętno na gospodarce odcisnęła kwarantanna, ale powoli dochodzi do tego kolejny element. Firmy i konsumenci przestraszeni finansowymi konsekwencjami pandemii już myślą o oszczędnościach. Podczas gdy pod koniec marca w badaniu dla BIG InfoMonitor ścięcie wydatków deklarował co drugi konsument, tak na początku kwietnia taki plan ma już sześciu na dziesięciu. Kryzys wywołany pandemią w największym stopniu dotknął m.in. handel i branżę spożywczą, turystyczną, hotelarską i eventową. Straty liczą również restauratorzy, właściciele kawiarni i pubów oraz firmy transportowe, których działalność została mocno ograniczona w związku z sytuacją epidemiologiczną, co z kolei przekłada się na rosnące zaległości sektora.

Kryzys spotęguje jedną z największych bolączek firm, zwłaszcza małych i średnich, którą są zatory płatnicze, bo wywołują efekt domina. Przedsiębiorstwa, które nie dostają zapłaty w terminie, same nie mają środków, żeby opłacić swoich kontrahentów i pracowników. W obecnych realiach, kiedy firmy mają ograniczone przychody i liczbę klientów, zatory stwarzają duże ryzyko bankructwa. Z badań wykonanych dla BIG InfoMonitor wynika, że o swoją płynność obawia się siedem na dziesięć firm. Już na początku pandemii co trzecie mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwo usłyszało od swoich odbiorców, że z powodu koronawirusa nie zapłacą w terminie.

Branża motoryzacyjna dotkliwie odczuwa skutki pandemii koronawirusa. Zanotuje w tym roku dwucyfrowe spadki sprzedaży

0

Branża motoryzacyjna dotkliwie odczuwa skutki pandemii koronawirusa. Zanotuje w tym roku dwucyfrowe spadki sprzedaży 1

Według danych Instytutu SAMAR w marcu liczba zarejestrowanych aut osobowych i dostawczych do 3,5 tony spadła o prawie 40 proc. w porównaniu z marcem ubiegłego roku. To najgorszy wynik od siedmiu lat. Jak podkreśla PR manager Volvo, widoczne w statystykach spadki sprzedaży są również spowodowane specyfiką polskiego rynku, którego wielkość jest mierzona nie według zamówień, lecz liczby rejestracji. Tymczasem w tej chwili klienci odkładają w czasie odbiory nowych samochodów, a wiele urzędów nie pracuje i nie przyjmuje wniosków rejestracyjnych. Koncern spodziewa się jednak, że w maju sytuacja zacznie powoli wracać do normy, choć branża motoryzacyjna i tak nie uniknie spadków.

 Marzec był jeszcze mocny, ponieważ rozpoczął się z pełną prędkością sprzedażową. Wpływ pandemii koronawirusa był widoczny dopiero w drugiej połowie miesiąca. Spodziewam się, że kwiecień pod względem sprzedaży będzie słabszy dla całej branży. Natomiast w okolicach maja, jeżeli pandemia przestanie przyspieszać i miniemy punkt kulminacyjny, to przy utrzymaniu procedur bezpieczeństwa salony znowu zaczną odzyskiwać ruch. Ludzie będą kontynuować zakupy, nie tylko samochodów, i w całej gospodarce rozpocznie się powrót do normalności – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Stanisław Dojs, PR manager Volvo Car Poland.

Najnowsze statystyki Instytutu SAMAR pokazują, że pandemia koronawirusa boleśnie uderzyła w branżę motoryzacyjną. Tegoroczny marzec pod względem popytu był najgorszy od 2013 roku. Liczba zarejestrowanych aut osobowych i dostawczych o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony spadła o prawie 40 proc. (do niecałych 40 tys. sztuk) w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. W porównaniu do lutego spadek sięgnął 21 proc. Spadki sprzedaży są spowodowane głównie strachem klientów przed odwiedzaniem salonów, zamknięciem lub ograniczeniem działalności wielu punktów sprzedaży, zawieszeniem produkcji fabryk samochodów, a także obawami przed kryzysem gospodarczym, któremu towarzyszy nagły wzrost bezrobocia.

Jak podkreśla PR manager Volvo, nadal spływają zamówienia na nowe samochody. Salony i dealerzy wciąż funkcjonują i zbierają zamówienia, ale kontaktują się z klientami telefonicznie, mailowo lub poprzez wideoczaty.

 Widzimy wyraźnie, że klienci nie rezygnują z zakupu samochodów, tylko odkładają odbiór gotowych samochodów. Niektórzy chcą, aby nowe auto podstawić im pod dom, inni po prostu stwierdzają, że odbiorą go w późniejszym terminie. To oczywiście powoduje, że w statystykach one nie będą widoczne, bo samochód bez rejestracji nie figuruje jako sprzedany. To też powoduje, że płynność sprzedaży w drugiej połowie marca i w kwietniu, który zapewne też będzie jeszcze dotknięty pandemią, będzie istotnie zaburzona. Jednak później spodziewam się, że marki – zwłaszcza z segmentu premium, takie jak Volvo – zaczną bardzo szybko odrabiać straty, a wielu klientów, którzy planowali kupić samochód, nie zrezygnuje z tego – mówi Stanisław Dojs.

Volvo na tle całego rynku wypada stosunkowo dobrze – marka rozpoczęła ten rok na dużym plusie, notując w styczniu i lutym blisko 30-proc. wzrost sprzedaży. Także jej wyniki za pierwszą połowę marca były jeszcze dobre, ale w końcówce miesiąca był już widoczny istotny spadek sprzedaży.

Na świecie w pierwszych dwóch miesiącach tego roku Volvo odnotowało spadek sprzedaży o blisko 10 proc. Wyniki w dół pociągnął zwłaszcza chiński rynek, który jest jednym z najważniejszych dla wszystkich marek motoryzacyjnych. Sprzedaż tam spadła o 80 proc.

– W lutym tamtejszy rynek praktycznie zamarł i pociągnął wszystkie dane w dół. Marzec z 10-proc. spadkiem był z kolei miesiącem, w którym Chiny zaczęły się odradzać. Z kolei w Europie w bardzo wielu krajach, m.in. w Hiszpanii i we Włoszech, decyzją rządów zamknięto wszystkie salony samochodowe. Polska jest jeszcze w tej unikalnej sytuacji, że nadal zakup samochodu jest możliwy z zachowaniem pewnych procedur bezpieczeństwa. Spodziewamy się, że rozwój sytuacji w Europie i Polsce będzie mieć łagodniejszy przebieg, zatem i powrót do normalności nastąpi szybciej – mówi ekspert.

Jak podkreśla, w tej chwili sytuacja w Chinach powoli wraca do normy. Klienci wracają do otwartych salonów i domykają transakcje zakupu, które zostały przerwane przez pandemię koronawirusa. Podobnie – tyle że z około dwumiesięcznym opóźnieniem – powinien zachować się też europejski rynek.

 To będzie z pewnością rok spadków dla całej naszej branży i rozłożą się one nierównomiernie. Marki premium, takie jak Volvo, stracą mniej, inne stracą bardzo dużo. Bardzo surowe normy CO2 są dodatkowym obostrzeniem, przez które producenci aut nie będą w stanie szybko nadrobić tych strat – mówi Stanisław Dojs. – Nasza marka prawdopodobnie zakończy ten rok z wynikiem podobnym do zeszłorocznego, choć może pojawić się niewielki spadek. Przypuszczam, że z kolei w całej branży będą to spadki dwucyfrowe. Z pewnością branża motoryzacyjna ucierpiała, natomiast są takie sektory, które w tej chwili w ogóle zamarły. Nasza na szczęście w pewnej formie kontynuuje płynność biznesu.

Instytut SAMAR ocenia, że spadki będą się utrzymywać również w kolejnych miesiącach, a na koniec tego roku sprzedaż samochodów o DMC do 3,5 tony spadnie w porównaniu z ubiegłym o 24 proc. do 475 tys. egzemplarzy.

Blisko połowa miejsc pracy przestanie istnieć w ciągu 20 lat. Do tej zmiany trzeba zacząć przygotowywać najmłodszych

W wielu branżach najbardziej poszukiwane zawody lub specjalizacje nie istniały jeszcze kilka lat temu, a tempo zmian przyspieszy. Uniwersytet Oksfordzki podaje, że 47 proc. dzisiejszych miejsc pracy zostanie wyeliminowanych w ciągu następnych 20 lat. Nawet  65 proc. dzieci rozpoczynających naukę w szkole podstawowej będzie pracować w zawodach, które nawet jeszcze nie istnieją. Tylko rozwijanie nowych kompetencji jest szansą na sukces na przyszłym rynku pracy. Pomocne mogą być w tym pozornie zwykłe zabawki, takie jak przygotowywane przez polski start-up urządzenie muzyczne do nauki podstaw programowania i matematyki.

– Musicon to urządzenie, które odpowiada na światowe trendy edukacyjne, rozwijając kompetencje przyszłości. Przygotowujemy dzieci na wyzwania przyszłości, bo nie wiemy, jakie będą zawody za 10–20 lat. Wiemy natomiast, jak można się do tego przygotować, żeby nadążyć za światem i żeby dzieci były przygotowane do życia w świecie, którego nie znamy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Kamil Laszuk, współzałożyciel start-upu M sp. z o.o.

Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Oksfordzkim wykazało, że 47 proc. dzisiejszych miejsc pracy zostanie wyeliminowanych w ciągu następnych 20 lat. Wkrótce większość tego, co wiemy o świecie, przestanie być prawdą. Obecnie obiektywnie dobre stanowiska pracy zostaną albo całkowicie zautomatyzowane, albo znacznie zdewaluowane. To oznacza, że dzieci muszą nabyć nowe umiejętności, bo tylko wówczas będą mogły skutecznie konkurować na rynku pracy.

Światowe Forum Ekonomiczne szacuje, że nawet 65 proc. dzieci rozpoczynających naukę w szkole podstawowej będzie pracować w zawodach, które nawet jeszcze nie istnieją. Tylko rozwijanie kompetencji przyszłości zwiększy ich szanse – to nie tylko nauka kodowania, lecz także logicznego i twórczego myślenia czy umiejętność współpracy z innymi. Takie zdolności można wytrenować nie tylko w szkole, ale i w domu, a pomocne mogą się okazać pozornie zwykłe zabawki.

– Musicon to urządzenie w pełni analogowe, wykonane z drewna. To jest taki analogowy komputer, trochę pozytywka, katarynka, ale ma dużo więcej możliwości – przekonuje ekspert. – Dzieci w interakcji z Musiconem programują, komponują, uczą się matematyki, uczą się współpracy w grupie. To urządzenie muzyczne rozwija holistycznie wiele umiejętności, a muzyka jest zapalnikiem.

Na rynku są już dostępne klocki, które ożywają poprzez odpowiednio zaprogramowaną muzykę i dźwięki. Nie brakuje też robotów, które wykonają nie tylko najprostsze polecenia. W przypadku przedszkolaków program Think & Learn Code-a-Pillar uczy podstawowych poleceń i sposobu ich łączenia w sekwencji. Bloki kodujące to segmenty gąsienicy, które są połączone ze sobą za pośrednictwem portów USB. To tylko przykłady urządzeń, które zajmują najmłodszych, a przy okazji uczą ich kodowania czy związków przyczynowo-skutkowych.

Polski Musicon także przygotowuje dzieci do kompetencji przyszłości, działa jednak na wiele zmysłów.

– Urządzenie angażuje wiele zmysłów, wykorzystujemy w nim polisensoryczność. I przez to, że dziecko naraz widzi, dotyka i słyszy, jest w stanie bardziej wejść w proces edukacyjny, więcej zapamiętać, więcej się nauczyć. Wszystko to dzieje się poprzez zabawę i interakcję, która jest naturalna dla dzieci – tłumaczy Kamil Laszuk.

Musicon może być domową zabawką, sprawdza się jednak przede wszystkim w grupie – w przedszkolach czy szkołach. Urządzenia te są już na wyposażeniu w szkołach w Polsce, Singapurze, Hiszpanii i USA. Najlepiej służą w edukacji dzieci w wieku 3–12 lat. Jak przekonuje współzałożyciel M sp. z o.o., urządzenie może też pełnić funkcję terapeutyczną.

– W Musiconie drzemią ogromne pokłady możliwości wspierania terapii dzieci, czy to ze spektrum autyzmu, czy z innymi dysfunkcjami – twierdzi ekspert.

Poznaj siłę Amazon i dowiedz się, jak skutecznie budować przewagę konkurencyjną na tej platformie

Wzrost sprzedaży o połowę w czasie pandemii? Nic prostszego. eCommerce to prawdziwy joker w talii kart przedsiębiorców – zmienia zasady gry i ratuje pikującą sprzedaż. Klienci firmy Nethansa odnotowali blisko 50% wzrost obrotów w marcu. Jak tego dokonali? O tym można dowiedzieć się z akademii Nethansy. Sopocki startup startuje z cyklem bezpłatnych szkoleń online. Pierwsza z 4 lekcji rozpocznie się już 9 kwietnia. Obecność obowiązkowa!

Eksperci z Nethansy zgodnie twierdzą, że to doskonały moment na to, aby chwycić byka za rogi i wykorzystać powstałe okoliczności, jako trampolinę, która pomoże rozwinąć sprzedaż. Z analiz firmy płynie jeden wniosek – sprzedaż w internecie kwitnie. Klienci współpracujący z sopockim startupem, odnotowali w marcu 45% wzrost w porównaniu ze styczniem i 28% w konfrontacji z lutym. To doskonale obrazuje, że podczas kryzysu handel online rozpędza się i rośnie w siłę, a Amazon może być ratunkiem dla wszystkich sieci stacjonarnych, które utraciły dochody.

Zdajemy sobie sprawę, że wielu przedsiębiorców prowadzących sklepy, obecnie zmaga się z dużym wyzwaniem. Chcemy pomóc! Dlatego dzielimy się bezcenną wiedzą na temat sprzedaży na największym marketplace świata, Amazonie. Pokażemy rozwiązania, które pozwolą Ci wyjść z kryzysu obronną ręką. Epidemia COVID-19 to równie wielkie zagrożenie dla biznesu, a dla tych, którzy będą przygotowani to również wielka szansa. Poznaj siłę Amazon i dowiedz się, jak skutecznie budować przewagę konkurencyjną na tej platformie, która otwiera drzwi prowadzące na niemal każdy rynek – mówi Sacha Stockem, prezes i założyciel firmy Nethansa.

Od czego zacząć? Najlepiej od początku!

Korzystając ze swojego doświadczenia i eksperckiej wiedzy, firma postanowiła zrealizować cykl praktycznych szkoleń, które mają pokazać polskim przedsiębiorcom, jak skutecznie wykorzystać Amazon, jako kanał sprzedaży na dziś i na jutro.

Bezpłatny program edukacyjny w formie akademii online w ramach której eksperci podzielą się swoją wiedzą o tym, jak skutecznie sprzedawać na Amazon, rozpocznie się już 9 kwietnia 2020. Kolejne warsztaty odbędą się 16, 23 i 30 kwietnia. By wziąć w nich udział, wystarczy wejść na stronę internetową Nethansa.clickmeeting.pl i wypełnić formularz rejestracji. Warto się pospieszyć, ponieważ ilość miejsc jest limitowana i o udziale decyduje kolejność zgłoszeń.wspierajmy-polski-handel-daty

To nie tylko dobra okazja dla eCommercowych świeżaków, to również idealny moment dla eCommerców chcących zwiększyć swoją sprzedaż. – Postanowiliśmy ratować polski handel i edukować na temat Amazon, by rodzime przedsiębiorstwa wyszły z kryzysu obronną ręką. Dlatego zapraszamy na cykl szkoleń online, które sprawią, że spojrzysz na obecną sytuację jak na szansę na rozwój swojego biznesu  – mówi Sascha Stockem.

Nethasa od wielu lat zajmuje się wspieraniem producentów i resellerów w realizacji skutecznej sprzedaży za pośrednictwem platformy Amazon. W tym celu firma opracowała oparty o sztuczną inteligencję autorski system Clipperon. Stworzone przez sopocką spółkę algorytmy potrafią bardzo skutecznie przewidzieć trendy cenowe, wykorzystując dane zgromadzone w Amazonie. System umożliwia tworzenie analiz zawierających m.in. prognozę obrotu oraz estymację zysku, informację o konkurencji oraz ranking sprzedaży produktu w swojej kategorii.

W czasach kryzysu nikt nie powinien lekceważyć siły, jaką jest amerykański serwis zakupowy. Amazon to 48 razy większy rynek niż cały polski sektor e-commerce, co czyni go doskonałym miejscem ekspozycji produktów. To również obecnie najtańszy i najprostszy sposób dotarcia do zagranicznych konsumentów i poszerzenia grona klientów o osoby z takich państw jak Niemcy czy Hiszpania, które w wyniku globalnej pandemii zostały uwięzione we własnych w domach.

Zapisy na bezpłatne internetowe szkolenia Nethansy odbywają się pod tym linkiem:
https://nethansa.clickmeeting.pl/

Ekonomiści przy Radzie Przedsiębiorczości monitorują polską gospodarkę

Przy Radzie Przedsiębiorczości powstało Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej (CMSG). To grupa ekonomistów, która będzie wspierać Radę w dialogu ze stroną rządową o naprawie polskiej gospodarki. CMSG będzie regularnie ankietować polskich przedsiębiorców – badając m.in. wykorzystanie instrumentów tzw. tarcz antykryzysowych, oraz zbierać i analizować dla Rady Przedsiębiorczości dane ekonomiczne z kraju i zagranicy. Partnerem naukowym CMSG jest Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

CMSG tworzą: prof. Elżbieta Adamowicz z Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH, dr Sonia Buchholtz – ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan, prof. Stanisław Gomułka – Główny Ekonomista Business Centre Clubu, dr Janusz Jankowiak – Główny Ekonomista Polskiej Rady Biznesu, dr Stefan Kawalec z Capital Strategy, dr Łukasz Kozłowski – Główny Ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, dr Aleksander Łaszek – Główny Ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju, Piotr Soroczyński – Główny Ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej oraz dr Sławomir Dudek – Główny Ekonomista Pracodawców RP  i koordynator grupy.

CMSG będzie dwa razy miesięcznie prowadzić badania ankietowe przedsiębiorstw, analizując bieżącą sytuację ekonomiczną przedsiębiorstw oraz wpływ koronawirusa na ich decyzje i funkcjonowanie. Taką częstotliwość badań uznano za stosowną z uwagi m.in. na dynamiczne zmiany legislacyjne i ekonomiczne w Polsce. „Będziemy też monitorować korzystanie z instrumentów przewidzianych w tzw. tarczy i jej kolejnych odsłonach. Będziemy także zbierać propozycje rozwiązań, które zdaniem samych przedsiębiorstw byłyby najlepsze w obecnej sytuacji” – informuje dr Sławomir Dudek.

„Nasza grupa ma formułę Think-Netu – w tej sieci, w ramach wymiany poglądów i na podstawie analiz, będziemy formułować opinie i ekspertyzy dla Rady Przedsiębiorczości. Posłużą następnie Radzie i jej poszczególnym członkom do dialogu ze stroną rządową – naszym celem jest doprowadzenie do udzielania polskiemu biznesowi skutecznego i pożądanego wsparcia” – wyjaśnia koordynator CMSG. Szczegółowe zdania grupy to:

  • monitorowanie wskaźników gospodarczych, sytuacji przedsiębiorstw i rynku pracy (w tym badania ankietowe przedsiębiorstw),
  • monitorowanie sytuacji finansów publicznych,
  • monitorowanie programów gospodarczych w innych krajach,
  • przedstawianie rekomendacji w zakresie działań wspierających bezpieczeństwo ekonomiczne i bezpieczeństwo finansów państwa,
  • przedstawienie rekomendacji działań „pokryzysowych” służących odbudowie i rozwojowi przedsiębiorczości i polskiej gospodarki jako całości.

Partnerem naukowym CMSG jest Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH w Warszawie, zajmujący się m.in. badaniami koniunktury gospodarczej w Polsce już od prawie 35 lat. Pierwsze badania ankietowe firm przemysłowych w Polsce wprowadził właśnie IRG SGH – w 1986 roku. Wyniki tych badań służyły  monitoringowi sytuacji polskiej gospodarki w czasach kryzysu w trakcie transformacji od gospodarki socjalistycznej do gospodarki rynkowej na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku.

Nowa tarcza finansowa. Pracodawcy z nadzieją patrzą na program bezzwrotnych dotacji dla firm

Premier Mateusz Morawiecki i prezes NBP Adam Glapiński przedstawili kolejne propozycje wsparcia dla gospodarki w ramach tarczy finansowej.

Jak podkreślił premier, Tarcza finansowa jest nową inicjatywą rządu, która razem z Tarczą antykryzysową sięgnie swoim rozmiarem ponad 300 mld zł. „Nowa Tarcza jest tak skonstruowana, żeby bardzo szybko przekazać środki na ratowania miejsc pracy” – wyjaśnił Mateusz Morawiecki.

Szef rządu podkreślił, że aby skorzystać z pomocy, firmy będą musiały spełnić tylko dwa warunki. Pierwszy to utrzymanie działalności, drugi to niezwalnianie pracowników. „Prostota jest bardzo ważną cechą naszego rozwiązania” – powiedział premier.

Jak wyjaśnił Mateusz Morawiecki, przedsiębiorcy nie będą musieli także wypełniać wielu zaświadczeń czy dokumentów. „Wystarczy oświadczenie” – zaznaczył premier. „Wszystko będzie się działo on-line” – dodał.

Program bezzwrotnych w 75% dotacji dla firm na ochronę przedsiębiorstw i utrzymanie zatrudnienia może okazać się skutecznym instrumentem chroniącym naszą gospodarkę przed negatywnymi skutkami COVID-19. Wątpliwości może budzić podział środków ze względu na wielkość firm, w szczególności relatywnie niewielka kwota przeznaczona dla dużych przedsiębiorstw, które zatrudniają w naszym kraju ponad 3 mln pracowników. To właśnie tam znajduje się znacząca część cennych miejsc pracy, które decydują o wysokiej pozycji konkurencyjnej naszej gospodarki.

Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński zaznaczył, że zrobi wszystko, aby kryzys był dla Polski możliwie łagodny. Jak podkreślił, środki uruchamiane w ramach Tarczy finansowej są olbrzymie i w ciągu 2-3 tygodni dotrą do przedsiębiorców.

Szef NBP wyjaśnił, że bank centralny nie finansuje rządowych wydatków. Jak zapewnił, współdziałanie NBP z rządem dotyczące realizacji programu pomocowego polega przede wszystkim na zapewnieniu „oddechu” finansowego dla spółek.

Teraz potrzebne są szczegółowe rozwiązania. Wsparcie finansowe jest ważne, ale ciągle wiele branż czeka na przyjaźniejsze przepisy prawne, które pozwolą im lepiej funkcjonować.

Zaskakująca obniżka stóp procentowych w Polsce

Dziś, na jednodniowym posiedzeniu, Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o dalszym cięciu stóp procentowych w naszym kraju. Jest to już druga obniżka o 50 punktów bazowych, która ma na celu pomóc w przezwyciężeniu negatywnych skutków dla gospodarki podczas epidemii COVID-19.

Stopa referencyjna spadła więc do 0,5 proc. z 1,00 proc. Jest to ruch, który poniekąd był wyceniany przez rynek stopy procentowej, ale niekoniecznie już dziś. Tym samym potencjał do dalszych obniżek stóp procentowych mógł już zmaleć, ale miejsce do cięcia jeszcze teoretycznie jest. To działanie wraz z operacjami rynkowymi NBP ma przede wszystkim za zadanie obniżyć oprocentowanie i koszt kapitału. W rezultacie również może to utrzymywać niskie oprocentowanie polskich obligacji i wspierać wzrost ich cen. To dobra informacja na rynku długu dla inwestorów, którzy kupują polskie obligacje.

W komunikacie NBP mogliśmy przeczytać dodatkowo, że “NBP będzie nadal – oprócz operacji podstawowych – prowadził operacje zasilające sektor bankowy w płynność poprzez transakcje repo. Jednocześnie NBP będzie prowadził operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych oraz dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa na rynku wtórnym w ramach strukturalnych operacji otwartego rynku.”

Już dziś rentowność polskich 10-latek spadła z 1,61 proc. do 1,56 proc. Powyższe działania NBP i RPP mogą spowodować, że oprocentowanie prędko nie wzrośnie, co jest dobre w kontekście rosnących potrzeb pożyczkowych kraju. Dodatkowo spadek cen obligacji będzie ograniczony ze względu na aktywne zakupy ze strony NBP.

Choć dzisiejsza decyzja była zaskakująca, to dla rynku była dobra i pozytywna. Lepiej reagować zdecydowanie i ewentualnie później korygować swoje decyzje, niż  odwlekać w czasie decyzje, które mogą pomóc gospodarce.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Grupa ROBYG zakontraktowała 588 lokali w Q1 2020

W pierwszym kwartale 2020 roku Grupa ROBYG zakontraktowała 588 lokali netto w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu i planuje uznać w przychodach 420 lokali. Potencjał sprzedażowy spółki na kolejne kwartały jest wysoki – obecnie w ofercie znajduje się ponad 1700 lokali, a zasoby gruntów umożliwiają wybudowanie około 17 500 mieszkań. Ponadto ROBYG uruchomił VIDEO CHAT i podpis elektroniczny – dzięki czemu klienci mogą kupić mieszkanie bez wychodzenia z domu.

„Epidemia koronawirusa była najbardziej nieprzewidywanym zdarzeniem, które ma wpływ na całą gospodarkę – stąd wyniki pierwszego półrocza będą determinowane przez dalszy rozwój tej sytuacji. Mamy nadzieję, że rynek mieszkaniowy nie odczuje większych zmian – jednak natychmiast dostosowaliśmy się do sytuacji – wdrożyliśmy procedury bezpieczeństwa i umożliwiliśmy klientom zdalny zakup mieszkania. Uruchomiliśmy VIDEO CHAT i podpis elektroniczny. Uzupełnia on system usług internetowych i telefonicznych. W ten sposób klienci mogą prowadzić umówione spotkania z przedstawicielami biur sprzedaży. Terenowe biura Grupy ROBYG działają w systemie dyżurów i ograniczyły liczbę klientów do umówionych spotkań. Za pośrednictwem video czatu można bez wychodzenia z domu zapoznać się z ofertą na wybrany lokal spośród ponad 1700 mieszkań w każdym z 3 miast: Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Połączenie video chat z ROBYG jest realizowane za pośrednictwem bezpłatnej, dedykowanej aplikacji, która nie wymaga instalacji żadnego oprogramowania po stronie klienta. Natomiast na bezpłatnej dla klientów platformie można skorzystać z podpisu elektronicznego i zawierać umowy rezerwacyjne na mieszkania” – powiedział Eyal Keltsh, wiceprezes zarządu ROBYG SA.

Grupa ROBYG odnotowała w 2019 roku przychody w wysokości 1,12 mld zł. Zysk netto wyniósł 202 mln zł, a zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej 178 mln zł. W 2019 Grupa miała w budowie 5900 lokali w 3 miastach i zainwestowała w bank ziemi w 4 miastach – Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu ponad 330 mln zł – dzięki czemu ma potencjał budowy około 16.500 mieszkań. W analizowanym okresie ROBYG wprowadził do sprzedaży 3215 mieszkań.

W 2019 roku Grupa ROBYG zakontraktowała 2570 lokali netto1 w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Oznacza to przekroczenie celu założonego na rok 2019 na poziomie około 2300 lokali. Grupa ROBYG uznała w przychodach około 2850 lokali.

Grupa ROBYG to 21 000 sprzedanych lokali i ponad 63 000 zadowolonych klientów. Grupa ROBYG osiągnęła w 2019 roku 20% sprzedaży z rekomendacji klientów. W ramach ROBYG CLUB dzięki rekomendacjom można otrzymywać atrakcyjne nagrody lub korzystać z kart rabatowych w sklepach. Mniej niż 5% lokali w ofercie to lokale gotowe – oznacza to, że klienci kupują mieszkania na bardzo wczesnym etapie inwestycji.

ROBYG wprowadził do oferty nowy format mieszkań – mikroapartamenty Modern Space w sąsiedztwie projektu City Sfera w warszawskich Włochach. W 2 budynkach Modern Space znajdą się 402 lokale o metrażach od 17 – 39 m2. Modern Space to nowoczesny charakter i elegancka forma, które gwarantują komfort użytkowania. Na parterze planowane są lokale usługowe i sklepy, a na pierwszym piętrze przestrzeń przeznaczona m.in. na Centrum Medyczne. Recepcja z portierem, monitoring i ochrona zapewnia bezpieczeństwo, a strefa ogólnodostępnych usług: pralnia, suszarnia, fitness, strefa biurowa oznaczają wyższy standard inwestycji i stanowią o jej atrakcyjności dla klientów. Lokalizacja w pobliżu ośrodków biznesowych to także wyjątkowa okazja inwestycyjna. Możliwość wykończenia pod klucz i odpisania podatku VAT to kolejne atuty Modern Space. To doskonała inwestycja pod względem lokowania kapitału – pierwsza oferta mieszkań w Warszawie, w najbardziej poszukiwanym małym metrażu, z tak wysokim standardem budynku i pakietem usług dodatkowych.

1 Nie uwzględniając rezygnacji na projekcie Young City 2 z powodu przedłużających się procedur administracyjnych