InPost – lider nowoczesnej logistyki w Polsce – informuje, że od z początkiem kwietnia 2020 roku stanowisko wiceprezesa zarządu i dyrektora zarządzającego odpowiedzialnego za rynek polski objął Marcin Rosati. Doświadczenie i wysokie kompetencje Marcina Rosati pomogą firmie w sprawnej realizacji strategii opartej na technologicznym rozwoju i silnym wsparciu kluczowych obszarów organizacji.
Marcin Rosati z handlem i rynkiem elektroniki użytkowej związany jest od 1997 roku. Doświadczenie zdobywał m.in. w firmach Philips Polska – gdzie odpowiadał za wprowadzenie na rynek z sukcesem pierwszej cyfrowej telewizji satelitarnej Wizja TV – oraz Samsung Polska, jako dyrektor sprzedaży i marketingu. W 2006 roku dołączył do grupy Media-Saturn, obejmując stanowisko członka zarządu odpowiedzialnego za zakupy, a w maju 2014 roku został mianowany prezesem zarządu Media Saturn Holding Polska. Wcześniej pracował w bankowości, w tym w Banku Handlowym SA oraz HSBC Investment Bank w Londynie.
„Ostatnie lata to dla InPost czas intensywnego i dynamicznego wzrostu, zarówno pod względem biznesowym, jak i organizacyjnym. Misją firmy jest uzyskanie pozycji niekwestionowanego lidera logistycznego w Polsce i ciągłego wyznaczanie trendów w branży. Dla osiągnięcia zamierzonych celów potrzebne są nie tylko wyjątkowe pomysły, ale przede wszystkim świetni ludzie i fachowcy. Stawiamy na najlepszych, dlatego z satysfakcją informujemy, że Marcin Rosati dołącza do naszego zespołu. Jestem przekonany, że doświadczenie i kompetencje Marcina pomogą nam w realizacji wszystkich biznesowych planów” – mówi Rafał Brzoska, prezes InPost.
W kolejnym pakiecie pomocowym, tzw. tarczy 2.0, którym zajmuje się Sejm, znalazł się długo oczekiwany przez branżę leasingową przepis usprawniający proces zawierania umów leasingu i ich późniejszego aneksowania, czyli możliwość zawierania i zmieniania umów w formie dokumentowej.
Wątpliwości budzi jednak fakt, że daje on takie uprawnienia jedynie Agencji Rozwoju Przemysłu oraz jej spółce zależnej. Klienci innych firm leasingowych dalej nie będą mogli zawierać czy zmieniać umowy, np. z wykorzystaniem e-maila – zwracają uwagę Związek Polskiego Leasingu i Konfederacja Lewiatan.
W procedowanym aktualnie projekcie ustawy o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 tzw. Tarcza 2.0 znalazła się możliwość zawierania i zmieniania umów w formie dokumentowej, a nie jak dotychczas obligatoryjnie w formie pisemnej pod rygorem nieważności.
– Zastrzeżenia nasze, co do tej regulacji budzi jedynie fakt, że daje ona uprawnienia w tym zakresie jedynie Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP S.A.) oraz spółce zależnej ARP S.A, co sprawia, że jedynie klienci tej Grupy będą objęci takim usprawnieniem jak możliwość zawarcia, czy zmiany umowy np. z wykorzystaniem e-maila – mówi Andrzej Krzemiński, przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu. Tego typu rozwiązanie zaburzy konkurencyjność na rynku, a dodatkowo wpłynie na to, że część klientów będzie mogła zawrzeć, czy zmienić umowę bez konieczności bezpośredniego kontaktu z firmą leasingową, a pozostała część nie będzie miała takiej możliwości, co w dzisiejszych czasach stanu epidemii nie wydaje się być najwłaściwszym rozwiązaniem – dodaje Andrzej Krzemiński.
Niestety, nie przewidziano konsultacji publicznych tego projektu, co uniemożliwiło nam zgłoszenie uwag przed jego skierowaniem do Sejmu RP. Z tych właśnie względów podejmujemy aktualnie działania mające na celu zwrócenie uwagi na ten problem przez Parlament – podkreśla Andrzej Krzemiński.
Problemy z globalnymi łańcuchami dostaw podczas epidemii koronawirusa mogą wpłynąć na przyszłe sposoby zarządzania produkcją. Branże, które opierały się na dostawach części i półproduktów z innych krajów, mają teraz kłopot z wykonaniem zleceń i zamówień. Problem ten dotyka między innymi jednej z najbardziej kluczowych dla zdrowia publicznego branży – farmaceutyki i branży lekowej. Duża część substancji aktywnych, używanych przy produkcji leków, produkowana jest w krajach azjatyckich. Konsekwencją tego jest niedobór leków i produktów higienicznych na rynkach europejskich, gdy w Azji dzieje się coś niedobrego. Rządy dotkniętych przez epidemie krajów zaczynają się w tym orientować. Ich reakcje na aktualne problemy zwiastują, że w globalne łańcuchy dostaw mogą być w przyszłości dużo krótsze.
– Świat, w którym znajdziemy się po pandemii, będzie wyglądał inaczej. Część krajów będzie się starać o to, by strategiczne branże były we władaniu państwowym – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – W obecnych warunkach widzimy bardzo silne działania protekcjonistyczne. Poszczególne rządy nabierają świadomości, że należy bronić lokalnego biznesu. Rząd Niemiec już zapowiedział, że nie będzie dopuszczał do przejęć niemieckich firm przez zagraniczny kapitał. Takie działania mogą prowadzić do nacjonalizacji części przedsiębiorstw. Trend globalizacji produkcji, z którym mieliśmy do czynienia w ostatnich latach, może częściowo zaniknąć. Globalne łańcuchy dostaw będą wyglądać zupełnie inaczej po zakończeniu się pandemii koronawirusa – przewiduje Kubisiak.
PAP i GovTech Polska uruchamiają aplikację #FakeHunter, czyli nowe narzędzie do walki w sieci z dezinformacją o koronawirusie. Za pomocą tej aplikacji każdy internauta będzie mógł zgłosić wątpliwą treść do sprawdzenia, a następnie otrzymać wiarygodną, zweryfikowaną odpowiedź.
Na początku marca Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła, że pojawieniu się koronawirusa (SARS-CoV-2), towarzyszy ogromnych rozmiarów „infodemia”, czyli globalny zalew informacji. Niektóre z nich są prawdziwe, inne nie. Razem tworzą mieszankę wybuchową, która wywołuje wśród ludzi dezorientację i panikę.
W czasie pandemii fałszywe doniesienia na temat choroby COVID-19, często powielane przez środki masowego przekazu i media społecznościowe stają się wyjątkowo groźne. Od tego, czy ludzie będą kierować się informacją potwierdzoną w wiarygodnych źródłach, czy też ulegać dezinformacji zależy zdrowie i życie milionów osób i firm nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.
Dlatego Polska Agencja Prasowa i GovTech wdrażają projekt #FakeHunter – społeczny system weryfikacji treści publikowanych w Internecie, którego celem jest demaskowanie nieprawdziwych wiadomości dotyczących SARS-CoV-2. Integralną częścią programu jest specjalna aplikacja, za pomocą której, każdy internauta będzie mógł zgłosić wątpliwą treść do sprawdzenia, a następnie otrzymać wiarygodną odpowiedź, zweryfikowaną przez społecznych liderów opinii oraz ekspertów PAP. Wszystkie weryfikowane doniesienia wraz z werdyktami znajdą się w specjalnym serwisie połączonym z aplikacją #FakeHunter.
„Po specjalnej akcji rekrutacyjnej do pomocy w walce z dezinformacją dołączyło ponad 300 wolontariuszy. Część już została przeszkolona w sprawdzaniu faktów i korzystaniu z systemu. Razem z zespołem ekspertów PAP będą weryfikować przesyłane przez internautów, budzące wątpliwości, informacje o koronawirusie. Projekt jest otwarty, można powiedzieć, że to dopiero pierwsza faza rozwoju całego systemu” – tłumaczy prezes zarządu PAP Wojciech Surmacz.
„#FakeHunter to odważny krok w walce z dezinformacją. Projekt ma na celu walkę ze wspólnym wrogiem w obliczu infodemii. Do udziału w akcji i używania naszego narzędzia zachęcamy wszystkich internautów i dziennikarzy, by wspólnie stawić czoła temu wyzwaniu” – podkreśla pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech Justyna Orłowska.
Wtyczka do pobrania i zainstalowania aplikacji #FakeHunter znajduje się na stronie https://fakehunter.pap.pl/. Partnerami projektu są Demagog, DO OK, Objectivity, Amazon Web Services.
Polska Agencja Prasowa to największa agencja informacyjna w Polsce. Zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. Przez całą dobę, 7 dni w tygodniu 250 dziennikarzy i 40 fotoreporterów przygotowuje serwisy informacyjne, z których korzystają media, instytucje, urzędy państwowe i przedsiębiorcy.
Program GovTech Polska jest realizowany przez Zespół działający w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów pod patronatem Premiera. Zespół odpowiada za międzyresortowe projekty w dziedzinie innowacji, nowych technologii oraz cyfryzacji. Jego celem jest budowa nowoczesnego Państwa wspólnie z innowatorami: przedsiębiorcami, start-upami, środowiskiem naukowym oraz samymi obywatelami. Zespół skupia także społeczność innowatorów chcących wspólnie przyczynić się do budowy nowoczesnego, cyfrowego państwa.
Ochrona zatrudnienia, zmniejszenie obciążeń i zachowanie płynności finansowej w firmach to główne cele pakietu projektów ustaw, które składają się na tzw. tarczę antykryzysową. Wśród ulg uchwalonych przez rząd znajdują się nowe przepisy dotyczące zmian w rozliczeniach podatku dochodowego od osób fizycznych PIT. Z kwoty 1000 do 2000 złotych, wzrósł limit zwolnienia z PIT od wartości konkretnych świadczeń finansowanych ze środków Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych (ZFŚS) lub funduszy związków zawodowych.
Pandemia koronawirusa i towarzyszące jej ograniczenia uniemożliwiają normalne funkcjonowanie większości firm w Polsce. Pracodawcy, podobnie jak pracownicy, potrzebują konkretnych rozwiązań. Jednym zależy na utrzymaniu zespołów i zapewnieniu płynności finansowej, drugim na utrzymaniu pracy i środków składających się na domowy budżet. Nowe przepisy, wprowadzone w ramach tarczy antykryzysowej, dwukrotnie zwiększające limit zwolnienia z podatku dochodowego świadczeń z ZFŚS, to rozwiązanie, które pomaga obu stronom.
Pracodawca, wybierając świadczenia dla zatrudnionych, w pierwszej kolejności powinien przyjrzeć się kwestii rozliczenia podatku dochodowego i ZUS. Zgodnie z prawem wszystko, co firma oferuje pracownikowi stanowi przychód ze stosunku pracy i w związku z tym podlega opodatkowaniu. Istnieją jednak pewne odstępstwa – zwolnione z opodatkowania są świadczenia pieniężne i rzeczowe, np. przedpłacone karty podarunkowe czy paczki wielkanocne finansowane przez pracodawcę ze środków ZFŚS lub funduszy związków zawodowych do określonej kwoty. Dobrą wiadomością zarówno dla pracodawców jak i pracowników jest to, że dotychczasowa kwota zwolnienia, która wynosiła 1000 złotych, została zwiększona aż dwukrotnie – do wysokości nieprzekraczającej 2000 złotych w 2020 i 2021 roku. Warto także przypomnieć o tym, że na początku tego roku, po raz pierwszy od wielu lat, została także podniesiona wartość odpisu na ZFŚS o 321 zł na pracownika zatrudnionego w warunkach normalnych. W praktyce oznacza to zwiększenie odpisu do kwoty 1550,26 zł. Co więcej, podniesione zostały jeszcze dwa limity istotne z punktu widzenia pracodawcy – dotyczące zwolnienia z PIT od zapomóg wypłacanych przez organizacje związkowe oraz wolnych od PIT zapomóg otrzymywanych w przypadku indywidualnych zdarzeń losowych finansowanych poza ZFŚS czy finduszy związkowych. Pierwszy został podniesiony z 1 do 3 tys. zł. Drugi zaś z 6 do aż 10 tys. zł – powiedziała Katarzyna Turska, Dyrektor ds. Zarządzania Zasobami Ludzkimi w Sodexo Benefits and Rewards Services Polska.
Świadczenia socjalne w praktyce
Obowiązek tworzenia ZFŚS spoczywa na jednostkach budżetowych i samorządowych zakładach budżetowych. Ponadto według stanu na 1 stycznia 2020 roku dotyczy on także firm zatrudniających co najmniej 50 pracowników w przeliczeniu na pełne etaty lub jeśli z wnioskiem o utworzenie funduszy wystąpiła zakładowa organizacja związkowa – dotyczy to przedsiębiorstw zatrudniających od 20 do 50 osób.
Środki odkładane w ramach ZFŚS muszą być gromadzone przez pracodawcę na osobnym rachunku bankowym i wykorzystane na wsparcie socjalne pracowników. Firmy, które w tym wyjątkowym czasie planują docenić i zmotywować pracowników wykorzystując w tym celu ZFŚS muszą pamiętać, że zgodnie z obowiązującym prawem wartość świadczeń finansowanych z tego funduszu powinna być zróżnicowana i uzależniona od sytuacji rodzinnej, materialnej i życiowej zatrudnionych. Warunki przeznaczania środków pochodzących z ZFŚS na poszczególne cele i rodzaje działalności socjalnej pracodawca określa w regulaminie – wyjaśniła Katarzyna Turska z Sodexo Benefits and Rewards Services Polska.
Realne wsparcie domowego budżetu
Dane rynkowe wskazują, że w ostatnim czasie ceny towarów i usług konsumpcyjnych istotnie wzrosły. To bez wątpienia odbija się na kondycji domowych budżetów. Dlatego też w ramach świadczeń, finansowanych ze środków z ZFŚS, warto sięgać po te, które realnie pomogą pracownikom, czyli te, z których będą mogli oni skorzystać w czasie pandemii i obowiązującego trendu #zostańwdomu i #pracujzdromu oraz po zakończeniu kwarantanny. Przykładem świadczenia pieniężnego, pozwalającego skorzystać ze zwiększonego nową ustawą zwolnienia z PIT do 2000 zł na pracownika są karty podarunkowe. Opłaty związane z zakupem, zasileniem i obsługą takich kart podlegają zwolnieniu z podatku VAT. Karta to uniwersalne, nowoczesne i elastyczne rozwiązanie, które obdarowanym daje swobodę wyboru oraz wygodę użytkowania, a pracodawcy możliwość wielokrotnego doładowywania. Kartami można płacić online, a także zbliżeniowo. Jest to istotne dla wielu osób, które unikają płatności gotówkowych, wypłat z bankomatów czy dotykania przycisków terminali, aby ograniczyć przenoszenie wirusa SARS-CoV-2.
Praca zdalna budzi skrajne uczucia, lecz ostatnie wydarzenia związane z pandemią koronawirusa pokazały, że taki tryb wykonywania zadań rewelacyjnie się sprawdza. Żeby jednak tak było, każdy pracodawca powinien zatroszczyć się o jak najlepsze warunki dla każdego pracownika. Równie istotne jest to, aby zdalnie wykonywane zadań było przeprowadzone z zachowaniem najważniejszych zasad bezpieczeństwa, w czym pomaga VPN. Co to takiego? Jakie może mieć zastosowanie w firmie?
Czy praca zdalna jest w Polsce popularna?
Na tle innych krajów Unii Europejskich (w ponad połowie z nich), gdzie 20 procent pracowników zatrudnionych jest w formie zdalnej, nasz kraj wypada blado. Według raportu Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP) Polska jest wśród państw, w których odsetek osób pracujących zdalnie jest najniższy, tak samo, jak między innymi w Bułgarii, Włoszech czy Niemczech. Najbardziej przychylnie do tego podchodzą (powyżej 30 proc. zatrudnionych) Amerykanie, Duńczycy, Szwedzi i Holendrzy.
Ten stan się jednak zmienia, co szczególnie widać w niektórych branżach, gdzie praca przed komputerem wypełnia praktycznie cały 8-godzinny czas. Tak jest zwłaszcza wśród programistów, nie dziwi więc, że rynek IT przoduje w zmianach dotyczących pracy zdalnej. Obecna niespodziewana sytuacja sprawiła, że nawet najbardziej sceptyczni pracodawcy musieli zmienić nawyki, zalecając to też swoim pracownikom. Jeśli i my jesteśmy w takiej sytuacji, powinniśmy (jak jeszcze tego nie zrobiliśmy) zainteresować się tematyką VPN. To zapobiegnie sytuacji, że do wrażliwych danych będą miały dostęp niepowołane osoby.
VPN – jak to działa?
Dla wielu osób praca zdalna prawie niczym się nie różni od tej, która wykonywana jest w biurze. Pokutuje przekonanie, że przecież robi się praktycznie to samo: używa edytorów tekstowych, arkuszy kalkulacyjnych, korzysta z internetu itd. To tylko częściowo prawda, gdyż komputery osobiste nie bywają odpowiednio zabezpieczone, co rodzi zagrożenie dla całej firmy – jej pracowników, zasobów, tajemnic zawieranych umów itd. Chcąc mieć spokój i pewność, że nikt nie ma prawa dostępu do tego, co poufne, powinniśmy zainwestować w dobry VPN – Virtual Private Network, czyli wirtualną prywatną sieć. VPN pozwala zachować prywatność online, ale jak to działa?
Najlepiej opisać to tym, jak standardowo korzystamy z internetu. Gdy to robimy, przypisywany jest nam indywidualny adres IP, dzięki któremu możemy – przy pomocy dostawcy internetu – przeglądać zasoby sieci. Każdy z właścicieli stron może zbierać dane na temat naszej aktywności, sprawdzając nie tylko lokalizację, ale też historię kliknięć. Takie informacje stanowią łakomy kąsek dla różnych osób. Mogą być łatwo sprzedane, lub – co gorsza – przechwycone przez hakerów, którzy zyskują tym samym łatwy dostęp do tajnych informacji.
Połączenie VPN rozwiązuje ten problem, ponieważ nasz adres IP zostaje ukryty. Nie widzą go więc również właściciele stron, które przeglądamy. Mają jedynie dostęp do IP należącego do sieci VPN. Nie mogą więc przypisać do konkretnej osoby danej aktywności na stronie.
VPN – co dodatkowo potrafi?
Nie dziwi więc, że VPN szczególnie sprawdza się w przypadku wykonywania pracy zdalnej. Dzięki temu zabezpieczeniu nie ma ryzyka ataku przez hakerów, niezależnie, czy korzystamy z sieci domowej, czy publicznej. VPN można stosować na każdym urządzeniu z dostępem do internetu, a więc nie tylko na komputerze, ale też na telefonie i smartfonie.
Ale to nie wszystko, ponieważ z VPN korzysta się również w innych celach, zwłaszcza by ominąć geoblokady czy zmienić adres IP na zagraniczny. W niektórych krajach, gdzie panuje cenzura w internecie, prywatna sieć VPN pozwala ominąć takie blokady. Dobrze więc zastanowić się, czy to, co zamierzamy robić, nam nie zaszkodzi.
Żebyśmy się zrozumieli – korzystanie z internetu nigdy w 100% nie będzie bezpieczne, nawet jak zdecydujemy się na sieć VPN. Jednocześnie, to rozwiązanie w ogromnym stopniu ogranicza ataki cyberprzestępców, możemy więc być pewni, że zdecydowana większość planowanych włamań do naszego firmowego serwera zakończy się klapą.
Upadłość firmy, czy nawet próba ogłoszenia upadłości w przypadku osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą, bardzo często kończyła się fiaskiem lub nie w pełni zadowalała upadłego. Ogłoszenie upadłości przez profesjonalny podmiot występujący w powszechnym obrocie gospodarczym wiąże się z koniecznością spełnienia określonych warunków. Po pierwsze, przedsiębiorstwo musi być w stanie niewypłacalności. Po drugie, musi posiadać co najmniej dwóch wierzycieli. Po trzecie, dłużnik powinien mieć majątek o wartości wystarczającej na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego i częściową spłatę wierzycieli.
Upadłość przedsiębiorcy, który prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, nie jest zjawiskiem popularnym mimo tego, że ma on obowiązek złożenia wniosku o upadłość w konkretnym terminie, a brak takiego działania skutkuje określonymi sankcjami. Z tego też względu doszło do nowelizacji prawa upadłościowego, która w pewnym sensie uatrakcyjniła upadłość na tzw. zasadach ogólnych.
Nowe uprawnienia syndyka
Zmiany, które weszły w życie w dniu 24 marca 2020 r. mają na celu, aby przyspieszyć całą procedurę. Ma temu służyć m.in. wyposażenie syndyka w dodatkowe uprawnienia. Zmieni się bowiem sposób zgłaszania wierzytelności przez wierzycieli w toku postępowania. Do nowelizacji były one kierowane do sądu upadłościowego, który następnie przekazywał je syndykowi. Proces przekazywania tychże zgłoszeń w wielu przypadkach trwał miesiącami. Po 24 marca 2020 r. wierzyciele będą wysyłali zgłoszenia bezpośrednio do syndyka. Istotne jest również, że wierzyciele zgłaszali wierzytelności nawet i kilka miesięcy po ogłoszeniu upadłości. Mimo tego, że winno to nastąpić w terminie 30 dni od dnia obwieszczenia postanowienia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Obecnie, spóźnione zgłoszenie będzie wiązało się z opłatą.
Przedsiębiorca jak konsument
Upadłość spółki z o.o. wiąże się z likwidacją majątku spółki. Podobnie jest w przypadku upadłości przedsiębiorcy będącego osobą fizyczną z tą jednak różnicą, że w przypadku utraty nieruchomości, którą ten faktycznie zamieszkiwał, mogą zostać wydane mu środki na najem innego lokalu mieszkalnego na okres od roku do dwóch lat. Do momentu nowelizacji zasada ta była kojarzona jedynie z upadłością konsumencką.
Ograniczono też możliwości zajęcia dochodów upadłego jednoosobowego przedsiębiorcy. Syndyk nie może dokonać zajęcia jego dochodów w takim wymiarze, aby pozbawić go jakichkolwiek środków na bieżące utrzymanie. O tym, w jakim stopniu dojdzie wyłączenia dochodu upadłego z masy upadłości będzie decydował sąd.
Należy też pamiętać, że osoba fizyczna będzie mogła uzyskać oddłużenie w toku postępowania bez konieczności ustanowienia planu spłaty wierzycieli. Warunkiem jest jednak brak zdolności do spłaty jakichkolwiek kwot, np. poprzez utratę zdrowia. Przed zmianą przepisów plan spłaty wierzycieli wobec przedsiębiorcy był elementem obligatoryjnym w postępowaniu upadłościowym.
—
Autorem artykułu jest doradca restrukturyzacyjny Filip Kozik z kancelarii KL Law Polska Sp. z o.o. specjalizujący się w sprawach z zakresu upadłości i restrukturyzacji firm.
Obecna sytuacja zmusza wiele osób do ograniczenia kontaktów z innymi ludźmi i pozostania w domach, czego efektem jest ogromny wzrost popularności narzędzi do współpracy, takich jak Cisco Webex. Świadczy o tym fakt, że w marcu odbyły się aż 73 miliony spotkań za pośrednictwem tej platformy.
„Wykorzystanie Webexa wzrosło 2,5 raza w Ameryce Północnej i Południowej, cztery razy w Europie i 3,5 raza w regionie Azjii i Pacyfiku. Jest to wynik zwiększonego zainteresowania usługą wśród klientów korporacyjnych, ale również wzrostu popularności nauki zdalnej i telemedycyny” – mówi Sri Srinivasan, starszy wiceprezes i dyrektor generalny, Cisco Collaboration.
Wzrost wykorzystania platformy Cisco Webex w liczbach:
W marcu z Cisco Webex skorzystało aż 324 miliony użytkowników, czyli ponad dwa razy więcej niż w styczniu.
Liczba nowych rejestracji wyniosła 240 tysięcy na dobę.
Jednego dnia odbywało się 4,2 miliona spotkań, czyli ponad dwukrotnie więcej niż podczas szczytowych momentów przed pandemią.
W marcu odbyły się spotkania trwające w sumie 14 miliardów minut, czyli ponad dwa razy więcej niż w lutym.
„Skala z jaką są obecnie wykorzystywane narzędzia do współpracy jest niezwykła. Robimy wszystko, aby nadążyć za zapotrzebowaniem. Nasi specjaliści ciężko pracują, aby organizacje, które muszą funkcjonować w tym trudnym okresie, mogły pozostać w kontakcie, działać efektywnie i bezpiecznie” – mówi Chuck Robbins, prezes Cisco.
Wprowadzenie „okienka dla seniorów” od 1 kwietnia już w pierwszym dniu zmieniło rytm pracy w tradycyjnych sąsiedzkich sklepach za rogiem. Najnowsze dane dostarczone przez system M/platform pokazują, że średnie obroty w godz. 10:00-12:00 spadały nawet o 15%, podczas gdy tuż po godz. 12:00 wzrastały o 25%. Z tych samych danych wynika, że zaobserwowany tydzień temu trend robienia dużych zakupów w małych sklepach nie tylko się utrzymuje, ale coraz bardziej umacnia – kupujemy tam już o 20% rzadziej, ale średnia wartość koszyka wzrosła o 44%.
Nowe zasady związane z obowiązującym w Polsce stanem epidemicznym dotyczące m.in. robienia zakupów zostały ogłoszone we wtorek 31 marca, a weszły w życie już dzień później, wprowadzając m.in. ograniczenie liczby klientów w sklepie do trzech osób na stanowisko kasowe oraz okienko pomiędzy godz. 10:00 a 12:00 przeznaczone wyłącznie dla osób, które ukończyły 65. rok życia.
Firma Comp Platforma Usług S.A., będąca operatorem ogólnopolskiego programu Promo+ we współpracy z Comp Centrum Innowacji, dostawcą systemu M/platform umożliwiającego świadczenie usług wsparcia sprzedaży dla sklepów handlu tradycyjnego, jak co tydzień zbadała bieżącą sprzedaż produktów w segmencie tradycyjnym. Wnioski po raz kolejny zaskakują. Takich zmian w dziennych cyklach sprzedaży nigdy wcześniej nie odnotowano.
Spadek obrotów podczas „okienka dla seniorów” – największy w sobotę
Z dnia na dzień coraz wyraźniej widoczny jest spadek obrotów między godz. 10:00 a 12:00. Dotychczas typowy dzień roboczy w małych sklepach charakteryzował się dwoma okresami intensywnej sprzedaży: 10:00-12:00 oraz 14:00-18:00, przy czym w piątki (które charakteryzują się średnim obrotem o 20% wyższym niż inne dni robocze) popołudniowe godziny intensywnego ruchu przedłużają się zwykle aż do godz. 19:00. Udział zakupów robionych podczas porannego szczytu 10:00-12:00 w typowym dniu roboczym wynosi ok. 15% całodziennych obrotów badanych sklepów. Po wprowadzeniu najnowszych regulacji, wartość ta spadała codziennie od pierwszego dnia, osiągając w piątek 3 kwietnia poziom 11,5%, czyli o 23% mniej niż zwykle.
Spadek obrotów najbardziej widoczny był w sobotę 4 kwietnia, która jest tradycyjnie dniem największych zakupów w małych sklepach spożywczych (o 28% więcej niż w przeciętny dzień roboczy), a w dodatku szczyt zakupów przypada na godziny przed- i okołopołudniowe – prawie 1/3 całego dziennego obrotu przypada na godz. 10:00-14:00, z czego przedział 10:00-12:00 odpowiada za niemal 17%. W sobotę, 4 kwietnia łączne obroty badanych sklepów detalicznych podczas „okienka dla seniorów” wynosiły zaledwie 12,5% dziennego obrotu, czyli o 1/4 mniej od obrotów w analogicznym okresie tydzień wcześniej.
Zamiast przerwy obiadowej, szczyt obrotów – skrajności znów w sobotę
Klienci, którzy nie mogą robić zakupów między 10:00 a 12:00 tłumnie ruszyli do sklepów zaraz po godz. 12:00. We wszystkie badane dni wyraźnie widać było wzrost obrotów tuż po „okienku”. Przedział między godz. 12:00 a 14:00 jest tradycyjnie (z wyjątkiem soboty) okresem mniej intensywnego ruchu w sklepach, po którym następuje drugi szczyt popołudniowy. Przez pierwsze trzy dni po wprowadzeniu nowych obostrzeń obroty w badanych sklepach skokowo wzrastały tuż po godz. 12:00, osiągając wzrost godzina do godziny na poziomie od 19% w środę aż do 40% w piątek. Ten intensywny ruch podczas przerwy obiadowej nakładał się na szczyt popołudniowy, przez co obroty podwyższone w stosunku do analogicznego okresu z poprzedniego tygodnia, utrzymywały się przynajmniej do godz. 17:00.
Najgorętszym momentem w całym minionym tygodniu była sobota 4 kwietnia między godz. 12:00 a 13:00, kiedy to obroty były o 1/4 większe (25%) niż w analogicznym okresie tydzień wcześniej, natomiast skokowy wzrost godzina do godziny osiągał niespotykany pułap +58%.
Sprzedaż podczas „okienka” gwałtownie spadła. Dawniej był to okres największych obrotów w ciągu dnia. Teraz przesunął się o dwie godziny. Skokowy wzrost o 58% tuż po godz. 12:00 oznacza ogromne kolejki. Te dane są wyraźnym sygnałem dla młodszych konsumentów – unikajcie zakupów w południe, unikajcie największych kolejek, szczególnie w soboty. Większe kolejki to większe ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa. Najlepiej przyjść na zakupy wcześnie ran. – komentuje Tomasz Jasinkiewicz, wiceprezes Comp Platforma Usług S.A.
Duże zakupy w małych sklepach – nowy trend się umacnia
W danych z systemu M/platform można również zauważyć pogłębiający się trend robienia dużych zakupów w małych sklepach. Liczba paragonów, a zatem częstotliwość wizyt, spadła w ubiegłym tygodniu o kolejne 4%, osiągając poziom o 20% niższy niż w lutym. Utrzymujące się podwyższone obroty wzrosły o kolejne 6%, dochodząc do pułapu 16% powyżej średniej tygodniowej z lutego. Te wysokie obroty i rzadsze wizyty w sklepach przełożyły się na kolejny skokowy wzrost wartości koszyka z 31% do 44% powyżej średniej z lutego. To, co w zeszłym tygodniu było zaskoczeniem, przekształca się wyraźnie w stabilny trend, świadczący o tym, że w dobie epidemii COVID-19 małe sąsiedzkie sklepy za rogiem zmieniają swą rolę.
Od trzech tygodni obserwujemy silny trend – kupujemy w sklepach tradycyjnych coraz rzadziej, już o 20%, a nasz średni koszyk jest coraz większy, już o 44%. W dobie koronawirusa małe sklepy stają się głównym źródłem zaopatrzenia dla wielu z nas. Nowe ograniczenia wyraźnie ten trend umacniają. Te rzadsze i większe zakupy oznaczają skrócenie czasu przebywania w sklepie, co pomaga w walce z koronawirusem. W celu dalszego skrócenia tego czasu coraz więcej małych sklepów „za rogiem” przechodzi na model „zamów i odbierz”. Nie wszystkie z nich mają do tego stosowne narzędzia, dlatego też już w tym tygodniu uruchamiamy na M/platform nową ogólnopolską usługę, dzięki której klienci mogą przekazywać swoje listy zakupowe do ulubionego sklepu za rogiem. Będzie to usługa całkowicie bezpłatna zarówno dla detalistów, jak i konsumentów. To jest nasz wkład w walkę z koronawirusem – mówi Tomasz Jasinkiewicz.
—
Badaniami objęto próbkę n = 4634 reprezentatywnych sklepów z segmentu handlu tradycyjnego, wybranych spośród sklepów, które przystąpiły do programu Promo+. Analizę opracował dział analityki Comp Centrum Innowacji, dostawcy systemu M/platform, na zlecenie Comp Platforma Usług S.A., operatora usługi Promo+.
19 mln Polaków korzysta z mediów społecznościowych, aogłoszenia video z ofertą pracy są o 230% częściej otwierane niż te w formie tradycyjnej publikacji. Koronawirus wstrzymał na chwilę cały świat, ale działalność większości branż toczy się dalej. To dobry moment na zmianę podejścia do rekrutacji i wdrożenia bardziej innowacyjnych rozwiązań nie tylko na czas pandemii.
To, co było przewidywaniem na kolejne lata w przeciągu kilku tygodni zaczęło być wdrażane w wielu firmach. Obecna sytuacja w kraju zmusiła pracowników do dokonania zmian
i przystosowania się do nowych warunków i dostępnych możliwości. Zaplanowane rozmowy rekrutacyjne zostały przeniesione do Internetu, a HR-owcy zaczęli coraz więcej myśleć
o innowacyjnych narzędziach wykorzystywanych w procesie pozyskiwania nowych pracowników. Jak każda zmiana, i ta wymagała pewnej elastyczności i umiejętności dopasowania się do nowych warunków.
Rekrutacja w obliczu pandemii
Wyjątkowe sytuacje wymagają od nas pewnej elastyczności, umiejętności dostosowania się do nowych warunków. Realizacja procesów rekrutacyjnych z udziałem nowoczesnych technologii nie jest co prawda niczym nadzwyczajnym, a wręcz jest już bardzo popularna. Videorekrutacje i ATS (aplicant tracking systems) to narzędzia, które na dobre przyjęły się
w środowisku Human Resources. Cyfrowe narzędzia rekrutacyjne potrafią wyszukać odpowiednich kandydatów w sieci, porównać CV wybranych osób oraz zweryfikować ich obecność w mediach społecznościowych. Mogą też przeprowadzić testy i oceny kompetencji oraz zarekomendować najlepszych kandydatów do pracy. Dzięki tym rozwiązaniom procesy rekrutacyjne przebiegają krócej i są bardziej efektywne. Według firmy FYTE, powiązanej kapitałowo z Morgan Philips Group, specjalizującej się w cyfrowej rekrutacji, ogłoszenia video są ponad 230% częściej otwierane w porównaniu do tradycyjnych form publikacji.
Czas automatyzacji procesów rekrutacyjnych
Programy wykorzystywane do videorekrutacji jeszcze nigdy nie były tak potrzebne, jak dziś. Umożliwiają one nie tylko rozmowę z kandydatem przy użyciu kamery, ale również automatyzację procesu rekrutacji poprzez nagrywanie pytań rekrutera oraz zarejestrowanie odpowiedzi kandydatów w formie filmików.
Videorekrutacja pozwala zaoszczędzić czas przy rekrutacjach wysokowolumenowych oraz sprawdza się doskonale jako narzędzie do screeningu kandydatów przy rekrutacjach wieloetapowych. Kandydatom również zaoszczędza czas, umożliwiając przejście całości lub części spotkań rekrutacyjnych w zaciszu swojego domu o najdogodniejszej porze.
-Oprócz pytań rekrutacyjnych coraz częściej wykorzystywane są również gry na urządzenia mobilne. Nowoczesne narzędzia poprawiają jakość oceny potencjalnego kandydata i zapewniają równie cenne informacje z zakresu psychodiagnostyki, co metody klasyczne, poza tym umożliwiają dotarcie i zaangażowanie nawet 15 razy więcej kandydatów niż np. Targi pracy. Dodatkową zaletą jest to, że wyniki rekrutacji uzyskujemy w ciągu kilku minut – mówi Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista w zakresie HR i psychologii międzykulturowej.
Social media w rekrutacji
Jak pokazuje badanie przeprowadzone przez Wearesocial.com i Hootsuite „Digital 2020”
aż 19 mln Polaków korzysta z mediów społecznościowych, na co przeznaczają średnio
2 godziny dziennie. 16 mln korzysta z Facebooka, 1,25 mln z Twittera, a 3,7 mln z LinkedIn. Dlatego nic dziwnego, że social media zaczęły odgrywać coraz większą rolę w procesie rekrutacji. Do tej pory najczęściej wykorzystywanymi kanałami do pozyskania nowych pracowników były te media społecznościowe, które z założenia mają charakter bardziej zawodowy, czyli LinkedIn i GoldenLine.
– Za pośrednictwem takich kanałów rekruterzy mogą nawiązać kontakt z kandydatem spełniającym określone kryteria. Dodatkowo jest to kanał, za pośrednictwem którego firmy mogą dzielić się informacjami związanymi z działalnością swojej firmy oraz o trwającej rekrutacji na określone stanowiska. Dodatkowo coraz częściej rekruterzy w poszukiwaniu nowych kandydatów przeszukują Facebooka, Instagram i blogi branżowe – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista w zakresie HR i psychologii międzykulturowej.
Webinaria – alternatywa dla szkoleń
W wyniku pandemii liczne konferencje i szkolenia dla praktyków HR zostały odwołane, przeniesione na inny termin lub przekształcone w spotkania online. Dlatego też chcąc dalej inwestować w swój rozwój i wymianę doświadczeń warto sprawdzić ofertę dostępnych webinariów.
– Pozwalają one na wymianę doświadczeń i wiedzy oraz poznania ciekawych metod wykorzystywanych w procesach rekrutacji. Dodatkowo jest to okazja do spotkania się
z innymi osobami, co pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie. Z racji tego, że podczas pandemii wiele osób czuje strach i niepewność wzrost roli wellbeing jako formy redukcji stresu i wzmacniania odporności psychicznej pracowników zyskał obecnie na szczególnym znaczeniu. – podsumowuje Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z zakresu HR
i psychologii międzykulturowej.
Firmy rodzinne, chcąc trwać, działają systemowo. Zarządzanie kryzysowe w czasie COVID-19. Rekomendacje Instytutu Biznesu Rodzinnego po rozmowach z właścicielami firm rodzinnych i prywatnych z Niemiec i Polski.
Instytut Biznesu Rodzinnego (IBR), pod kierunkiem dr Adrianny Lewandowskiej, doświadczonego doradcy ds. strategii i sukcesji, w ciągu ostatnich tygodni rozprzestrzeniania się koronawirusa i światowej pandemii, podjął się zadania rzetelnego zdiagnozowania problemów i obaw właścicieli firm rodzinnych oraz opracowania rekomendacji, które mogą być użyteczne dla rodzinnych biznesów. – Rzetelne podejście do diagnozy sytuacji wymaga, by pomyśleć po pierwsze o tym, co można zrobić na rzecz firm rodzinnych, by systemowo wzmocnić sytuację, a po drugie by odpowiedzieć sobie również na pytanie, co właściciele firm rodzinnych mogą czy powinni zrobić, by poprawić swoją sytuację – mówi dr Adrianna Lewandowska.
W obszarze wsparcia zewnętrznego dla firm rodzinnych Instytut Biznesu Rodzinnego pozostaje w dialogu z partnerem zagranicznym, organizacją European Family Businesses (EFB), która zajmując się lobbowaniem na rzecz firm rodzinnych w Parlamencie Europejskim przygotowała oficjalne stanowisko i zalecenia w sprawie COVID-19, które mają na celu pomóc firmom rodzinnym, nie tylko przetrwać obecną pandemię, ale również wystosowała szereg postulatów, wymagających pilnej interwencji Parlamentu Europejskiego w koordynacji z państwami członkowskimi, by przywrócić maksymalnie efektywne funkcjonowanie firm rodzinnych w krajach (szczegóły w zakresie tych prac opublikowane zostaną jeszcze w tym tygodniu).
W obszarze zwiększania efektywności wewnętrznej, warto przeanalizować systemowe podejście do zarządzania firmą rodzinną. W ciągu ostatnich tygodni Instytut Biznesu Rodzinnego, a także eksperci z partnerskiej sieci w Niemczech analizujący sytuację w rodzinnych firmach w całej Europie, przeprowadzili łącznie setki rozmów z właścicielami firm, którzy są bardzo świadomi tego, że obecny stan wymaga zdecydowanej reakcji.
– W sytuacji, gdy krzyżują się tak naprawdę dwie logiki: ta, która nakazuje zwiększanie dystansu, zachowanie bezpieczeństwa, ochronę zdrowia, bliskich i ta, która logicznie każe wskazywać na konsekwencję przestojów, zamkniętych firm, przedłużającego się oczekiwania na zmianę, stajemy przed wyzwaniem bardzo interdyscyplinarnego spojrzenia na sytuację. Kompleksowość zarządzania zrobiła się wielowymiarowa, jak chyba nigdy do tej pory. Sytuacja zrobiła się tak trudna, że to, co dziś aktualne, jutro już aktualne nie jest. Jednak mimo to, zebraliśmy dla przedsiębiorców kilka myśli, dzieląc się również doświadczeniem naszych przyjaciół z Niemiec, m.in. prof. Petera Maya i prof. Sabine Rau, które, jak ufamy, okażą się przydatne w zarządzaniu firmą rodzinną – dodaje dr Adrianna Lewandowska
Realistyczny optymizm – punktem wyjścia dla biznesu
Zacznijmy od tego, że sama koncentracja na trudnościach nie wystarczy. Nie pomagają nagłówki tytułów wieszczących, że większości firm rodzinnych nie będzie, że jak państwo nie pomoże teraz, to za chwilę nie będzie komu pomagać. Truizmem jest twierdzenie, że sytuacja jest wyjątkowo trudna. Jednak nieustanne podkreślanie dramatyzmu, to droga donikąd.
Warto przytoczyć przykład najczęściej tytułowanego w historii US Navy admirała Jamesa Stockdale – (odznaczony m.in. „Medal of Honor”), który pytany o to, jak przetrwać w ekstremalnych okolicznościach, wskazał na tzw. realistyczny optymizm, który pozwala z jednej strony zachować wiarę w nadejście lepszego jutra i jednocześnie podejmować niezbędne, niezwykle trudne decyzje oparte o realistyczną ocenę aktualnej sytuacji. Na realistyczny optymizm wpływają dwie składowe:
Realizm – „The discipline to confront the brutal facts of your current realities” – konieczność zderzenia się z „brutalnymi faktami”, których ignorowanie może doprowadzić do szybkiej i nieuchronnej zagłady. Przyjęcia działań, które są niezbędne do przeżycia i zachowania sił do dalszej walki.
Optymizm – „Retain faith that you will prevail, regardless of difficulties” – zachowanie wiary w odzyskanie wolności i ostateczne zwycięstwo. Podniesienie się z kryzysu, przebudowanie możliwości działania, poszukiwanie nowych szans niezbędnych do realizacji śmiałej wizji lepszej przyszłości.
Ten realistyczny optymizm jest szczególnie teraz niezwykle potrzebny. Firmy rodzinne z racji swojej filozofii działania i wartości, na których się opierają, tworzą przedsięwzięcia biznesowe na pokolenia. Długowieczność jest rytmem, w którym realizują swoje zadania. Prowadząc biznes rodzinny, jej właściciele mają zawsze przed sobą jeden, główny i zasadniczy cel – trwałość firmy przez lata, gdyż budują ten biznes na pokolenia. Temu celowi są zazwyczaj podporządkowane wszystkie decyzje strategiczne. Może się zmieniać profil działania, model biznesowy, forma aktywności, a nawet portfel spółek, ale ten jeden cel zasadniczy ciągle trwa. W bardzo wielu firmach rodzinnych jest tak również dzisiaj.
– Dziś przyszło się zatrzymać, by pomyśleć mocniej niż dotychczas o teraźniejszości. Kryzysy są immanentną cechą gospodarki, nieczęsto jednak pojawiają się Czarne Łabędzie. Te zmieniają obraz mocno i nie można kreślić scenariuszy przyszłości, bo żaden z nich nie będzie trafiony. Przyszłość jest nieznana, jednak są pewne zasady, o których warto pamiętać, bo te są wspólne dla firm, które przechodzą turbulencje i wychodzą z nich mocniejsze – mówi dr Adrianna Lewandowska.
Kryzys jest immanentną cechą gospodarki. COVID-19 to jednak Czarny Łabędź.
Czarnych Łabędzi, czyli wydarzeń, które spadają na nas nagle i odciskają ogromne piętno na naszym życiu, było w ostatnich 100 latach co najmniej kilka. Należą do nich wybuch I wojny światowej, dojście Hitlera do władzy, zamachy z 11 września czy upadek Lehman Brothers. Do tej niechlubnej listy dołączy niewątpliwie koronawirus. Takie kryzysy bardzo zmieniają obraz i trudno jest przewidywać, co będzie, gdy miną. Zadaniem rodziny właścicielskiej, a przede wszystkim właściciela firmy polega na nabieraniu odporności. Ciągłym.
Rys. 1. Cykl nabierania odporności w firmie rodzinnej
4 sposoby reagowania firm prywatnych na koronawirusa
W Polsce i Niemczech na co dzień obserwujemy różne reakcje właścicieli firm w czasie panującej pandemii. Abstrahując od polityki, rekomendacji rządowych czy nawet zakazów prowadzenia określonej formy działalności w czasie COVID-19, można wyodrębnić 4 najczęściej spotykane reakcje właścicieli firm na obecną sytuację.
Aktywna reakcja to plan wyjścia z sytuacji najczęściej firm małych i działających w skali mikro. Na profesjonalnej reakcji, wskazującej na duże doświadczenie zarządcze, są firmy nieposiadające czynnika rodzinności. Tak zachowują się, czy powinny się zachowywać, wszystkie korporacje. Jednak firmy rodzinne, które myślą wciąż o zachowaniu długowieczności, nie zatrzymują się na podejściu profesjonalnym. Idą krok dalej w kierunku podejścia systemowego.
Rys. 2. Reakcje właścicieli firm w czasie pandemii.
Aby wygrać z kryzysem należy działać systemowo – sześć najważniejszych obszarów
Większość rekomendacji, które można znaleźć obecnie w dyskursie publicznym w zakresie wychodzenia z trudnej sytuacji, skupia się na obszarze stricte biznesowym. To dość oczywiste biorąc pod uwagę, jak mocno większość firm narażona jest na utratę płynności finansowej. Gdy się ją traci, cała reszta jest już konsekwencją. Jednakże analizy wskazujące na to, co oprócz samego wątku biznesowego pozwala rodzinom biznesowym przezwyciężać najtrudniejsze kryzysy i budować swoje firmy na pokolenia, każe spojrzeć na firmę rodzinną bardziej systemowo.
Rys. 3. Sześć obszarów działania systemowego w firmie rodzinnej.
Firma w kontekście rynkowym
Pierwszy obszar, który powinien zostać poddany analizie, to kontekst stricte firmowy. Mimo iż większość poniższych powinno podlegać bieżącej i ciągłej diagnozie, jednak często nie ma w firmach wdrożonego controllingu zarządczego, czy planowania scenariuszowego, które w tej chwili staje się niezbędne. Analizę systemową warto więc rozpocząć diagnozą sytuacji firmowej.
Najważniejsze pytania, na które bezwzględnie powinien znać odpowiedź właściciel firmy
Z jakim spadkiem przychodów musimy się liczyć w najbliższych 1, 2, 3, 6 miesiącach?
Czy mamy opracowane różne scenariusze?
Czy mamy płynność finansową, aby przejść ten kryzys? Czy ją monitorujemy wystarczająco szczegółowo?
Czy grozi nam wypowiedzenie jakiś linii kredytowych? Jeśli tak, jak możemy temu zapobiec?
Które koszty możemy zredukować, jednak tak, by nie naruszyć naszych wartości i zachowywać się etycznie?
Którzy dostawcy będą mieli dłuższe problemy z dostarczaniem towaru do nas?
Którzy klienci mogą mieć trudności i jakie to będzie miało konsekwencje dla nas?
Czy mamy jakieś alternatywne rynki zbytu? Czy możemy zdefiniować nowe segmenty docelowe?
Czy możemy wykorzystać ten kryzys do nauki? Jakiej?
Jakie nowe idee możemy wprowadzić, by wykorzystać czas, jaki mamy?
Kontekst indywidualny właściciela
Mówiąc o firmie rodzinnej, system rozszerza się na właścicieli firmy. Nie chodzi więc wyłącznie o „uzdrowienie” firmy, ale również o sprawdzenie, jakie jest indywidualne położenie poszczególnych członków rodziny właścicielskiej. Być może to również obszar wymagający wsparcia.
Kto z naszej rodziny nuklearnej (lub rozszerzonej) zagrożony jest personalnie najbardziej: zdrowotnie, ekonomicznie, emocjonalnie, społecznie?
Kto ze względu na swoje obowiązki pełnione w firmie potrzebuje szczególnego wsparcia? Jakiego? Kto może mu takiego wsparcia udzielić?
Co każdy z nas może zrobić, by przyczynić się do przezwyciężenia kryzysu? Jak możemy określić nasze indywidualne role? Zadania?
Jak wygląda mój osobisty stan finansowy na chwilę obecną? Od kiedy mogłyby zacząć się moje osobiste finansowe problemy spowodowane tym, że nie będę w stanie spłacić bieżących zobowiązań? Jakie mogę podjąć środki prewencyjne, by to się nie stało?
Kontekst rodziny właścicielskiej
Najważniejszą siłą (a czasem największą słabością) może być rodzina stojąca za danym biznesem. Z badań prowadzonych przez Instytut Biznesu Rodzinnego wiemy, że istnieje bezpośredni związek między silnymi rodzinami biznesowymi, w których pielęgnowane są więzi, relacje, wzajemny dialog a efektywnością biznesową. Ważne jest więc w analizie systemowej firmy rodzinnej spojrzeć na obszar samej rodziny właścicielskiej.
Jak możemy zapewnić wymagany w chwili obecnej dystans (w spotkaniach), a jednocześnie dać naszej rodzinie poczucie, że wszyscy jesteśmy ze sobą emocjonalnie blisko?
Jak zapewniamy komunikację w naszej rodzinnej? Na co dzień, na niedziele, na czas świąt?
Jak możemy mimo dystansu wzmacniać więzi rodzinne? Dbać o relacje?
Jak możemy jako rodzina aktywnie wspierać innych, dalszych członków naszej rodziny (zakupy, apteka, ew. wizyty u lekarza itp.)?
Kto z dalszej rodziny może potrzebować naszej pomocy?
Jak organizujemy nasze codzienne życie, aby nie dopuścić do pojawienia się stresu i lęku lub, gdy ten się pojawi, by go zminimalizować (np. przez wprowadzenie codziennych, małych rutyn, rozdzielanie zadań, wspólne odtwarzanie muzyki, czytanie wnukom via skype, wspólne oglądanie filmów, wspólną modlitwę, medytację, rozmowy itp.)?
Kontekst przywództwa
Sytuacje takie jak ta, wymagają dobrego przywództwa. Opartego na transparentnych zasadach, jasnym przekazie, a także bliskości z pracownikami, którzy również przeżywają swoje niepokoje czy lęki. Decyzje, które zapadają, wpływają na kulturę organizacyjną, której kształt się weryfikuje właśnie w czasach próby. I co ważniejsze, teraz podejmowane decyzje, to, czy opierają się na wartościach, a także sposób ich komunikowania, a pozostaną na długo w DNA firm.
Czy pomimo dystansu społecznego, który musimy zachowywać w czasie epidemii, potrafimy dobrze i skutecznie wykonywać zadania związane z zarządzaniem?
Czy wdrożyliśmy wszystkie możliwe dla firmy warianty cyfrowe, abyśmy mogli nadal prowadzić firmę (zarządzanie z domu, praca zdalna, ochrona danych, spotkania online, rzeczywistość wirtualna itp.)?
W jaki sposób zapewniamy, by podejmowane, niezbędne działania, które niwelują skutki kryzysu były zgodnie z naszymi wartościami?
W jaki sposób promujemy zachowania prozespołowe, „solidarnościowe” na rzecz naszych pracowników?
Jak dbamy o komunikację z pracownikami, którzy również mogą odczuwać strach i lęk?
Jak zarządzamy tymi emocjami? Jak je niwelujemy?
Kontekst majątku
Sytuacja taka jak ta, wymaga, by rodzina właścicielska przyjrzała się również swojemu stanowi posiadania. Z perspektywy rodziny, nie firmy. Gdyby trzeba było realizować najtrudniejsze firmowo scenariusze, jak jesteśmy przygotowani jako osoby fizyczne na trudny czas. Jak ewentualna restrukturyzacja albo zgłoszenie upadłości mogłoby wpłynąć na majątki osobiste. Taka analiza również jest niezbędna do przeprowadzenia.
Jaka jest nasza obecna sytuacja majątkowa? Czy któryś z członków rodziny ma trudniejszą sytuację finansową? Czy wynika ona z obecnej sytuacji?
Czy mamy wyznaczone osoby z rodziny, które dywersyfikują nasz majątek? Analizują sytuację gospodarczą i szukają wariantów na zachowanie bezpieczeństwa finansowego naszej rodziny?
Czy podział obowiązków w zakresie zarządzania majątkiem rodzinnym jest dokonany i zaakceptowany? Czy wprowadzono Konstytucję rodzinną / Ład rodzinny, który określa reguły związane z zarzadzaniem majątkiem?
Czy osoby pracujące na rzecz rozwoju majątku są w stanie obecnie pracować?
Czy nasz ład korporacyjny jest odpowiednio opracowany i działa na czas kryzysu? Czy mamy zapewnione kanały komunikacji między radą nadzorczą a zarządem?
Jak informujemy nieaktywnych członków rodziny o potencjalnych trudnościach finansowych?
Czy kryzys jest dla nas jakąś szansą? Jeśli tak, czy możemy go wykorzystać (dezinwestycja, inwestycje)?
Kontekst otoczenia
Środowisko firm rodzinnych jednoznacznie ocenia, że tarcza antykryzysowa nie jest wystarczająco skuteczna, tym bardziej dlatego, że nie obejmuje średnich i dużych firm. Warto jednak przeanalizować wszelkie możliwe opcje i na bieżąco śledzić sytuację. I odwrotnie przeanalizować, gdzie jako firma możemy się włączyć i jakie inicjatywy wesprzeć.
Jakie wsparcie rządowe jest dostępne dla poszczególnych oddziałów naszej firmy?
Czy mamy prawników, z którymi możemy rozmawiać o korzystnych dla naszej firmy, dostępnych rozwiązaniach? Czy wiemy, skąd możemy czerpać inspiracje na temat możliwych rozwiązań?
Jakie dodatkowe zadania może podjąć teraz nasza firma na rzecz wspólnego dobra? Ochrony zdrowia? Produkcji środków potrzebnych do walki ze skutkami epidemii?
Jak możemy zaangażować się społecznie? Czy są akcje społeczne, które wpisują się w nasze wartości i w które chcielibyśmy / moglibyśmy się zaangażować? Czy może sami będziemy inicjatorami jakiś potrzebnych społecznie działań?
– Reasumując: działając systemowo, zwiększamy uważność na każdą integralną część systemu rodzinnej firmy! To właśnie ta integralność, spójność i wierność wartościom, które ważne są dla systemów: rodziny, indywidualnego podejścia każdego z właścicieli, przywództwa w firmie, zarządzania firmą w kontekście decyzji rynkowych oraz majątku, stanowi o potencjale firmy nie tylko na przetrwanie kryzysu, ale na to, co jest immanentną cechą firm rodzinnych, czyli dążenie do wielopokoleniowości.
Wielu doświadczonych ekspertów ze wszystkich branż uruchomiło dedykowane wsparciu przedsiębiorcom linie telefoniczne, także Instytut Biznesu Rodzinnego. Przestawiliśmy się z wyjazdów na telekonferencje, bo cały czas jest w nas wiara, że ten czas można wykorzystać twórczo, najpierw na pewne wyjście z kryzysu, z horyzontem dalszego długodystansowego marszu – dodaje dr Adrianna Lewandowska, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego
Kwestia ochrony pracowników służby zdrowia stała się kluczowym elementem w walce z koronawirusem. Zarażenie jednego pracownika ochrony zdrowia doprowadza do wyłączenia całych oddziałów szpitalnych. W odpowiedzi na obecną sytuację spółka Holo4Labs opracowała, wykorzystujące rozszerzoną rzeczywistość (Augumented Reality), oprogramowanie Holo4Triage. Nowy produkt zmniejszy ryzyko zakażenia się wirusem chroniąc w ten sposób kluczowy personel medyczny oraz przyspieszy proces diagnozy.
Technologia Rozszerzonej Rzeczywistości (AR), poprzez połączenie możliwości gogli Microsoft HoloLens drugiej generacji z oprogramowaniem Holo4Triage, usprawni przeprowadzenie wywiadu medycznego oraz zmniejszy ryzyko zarażenia personelu będącego na pierwszej linii ognia w walce z COVID–19. Lekarz lub inny wykfalifikowany pracownik ochrony zdrowia zakładając gogle może przeprowadzić wywiad, zeskanować dokumentację lub np. dowód osobisty nie dotykając ich czy głosowo wprowadzić do systemu dane o temperaturze i innych objawach pacjenta. Wszystko to z wykorzystaniem bezkontaktowego interfejsu głosowego i innych sensorów wbudowanych w urządzenie.
Rozwiązanie Holo4Triage ma za zadanie pomóc w rejestracji i obsłudze pacjentów podejrzanych o przenoszenie chorób zakaźnych, takich jak rozprzestrzeniający się obecnie koronawirus. System jest przygotowany, żeby wesprzeć mobilność pracowników przede wszystkim w szpitalach i centrach kryzysowych. Jednak korzystać z niego mogą również jednostki policji, straży pożarnej, straży granicznej czy wojska. Rozwiązanie Holo4Triage wykorzysujące gogle HoloLens II od Microsoft uzupełnia aplikacja mobilna dla pacjentów pozwalająca zebrać wywiad czy poinformować osobę będącą na kwarantannie o wynikach przeprowadzonych testów. – To co jeszcze kilka lat temu wydawało się technologią przyszłości, dziś może realnie pomóc nam w ratowaniu życia i ograniczaniu pandemii. Chroniąc personel medyczny chronimy samych siebie, a nowoczesne narzędzia takie jak Holo4Triage są najlepszą formą bezpiecznej diagnozy zapewniając pacjentowi odpowiedni poziom usług oraz zabezpieczając lekarza czy diagnostę przed bezpośrednim narażeniem na dany patogen – podsumowuje Paweł Gawkowski, CEO Holo4Labs. – Holo4Triage to urządzenie do użytku osobistego, nikt go z nikim nie współdzieli, więc nie ma ryzyka przeniesienia infekcji przez proste współużytkowanie klawiatury czy myszy komputerowej przy wprowadzaniu danych – dodaje Gawkowski.
Korzystanie ze zdobyczy najnowszych technologii ma jeszcze jeden pozytywny wymiar. Użycie takiego rozwiązania przez personel medyczny zajmujący się zagrożeniami epidemiologicznymi zmniejsza ich stres, a co za tym idzie, ryzyko błędu, który mógłby wkraść się w trakcie procedury diagnostycznej. Ten psychologiczny aspekt jest szalenie istotny, gdy wprowadza się nowe procedury i gdy personel pracuje pod dużym obciążeniem. Moduł procedur krok–po–kroku pozwala mniej doświadczonym lub przemęczonym pracownikom służby zdrowia na dokładne przejście przez procedury bez pominięcia żadnego elementu. Bardziej doświadczeni diagności mogą dzięki temu skupić się na innych pilnych zadaniach wiedząc, że nad poprawnością procesu czuwa system, który nie pozwala pominąć żadnego kroku.
Oprogramowanie ma także pomagać w szybkiej rejestracji poprzez zrobienie zdjęcia pacjentowi i zeskanowanie dokumentu tożsamości bez konieczności brania go do rąk. Dane te następnie trafią do systemu szpitalnego skracając w ten sposób czas rejestracji pacjenta. Technologia umożliwi także sprawdzanie statusu personelu, obłożenie sal pacjentami czy dostępność aparatu diagnostycznego. Analizując wciąż zmieniającą się sytuację Sztuczna Inteligencja zasugeruje optymalne wykorzystanie zasobów danego oddziału.
Rozwiązanie opracowała doświadczona firma, która od lat pracuje nad oprogramowaniem wykorzystywanym w laboratoriach na całym świecie. Spółka Holo4Labs tworzy zaawansowane interfejsy rozszerzonej rzeczywistości od 2017 roku. Jako część technologicznej grupy kapitałowej TenderHut, spółka korzysta także z potencjału i doświadczeń programistów realizujących projekty informatyczne. W ubiegłym roku Holo4Labs – rozwiązanie dla laboratoriów – uzyskało tytuł Innowacji Roku 2019 podczas prestiżowego konkursu Emerging Europe w Londynie.
Koronawirus zatrzymał świat i wywołuje zamieszanie na światowych rynkach. Jego wpływ oceniany jest także pod kątem branży nieruchomości, która przez ostatnie lata notowała wyjątkowe wzrosty. Piotr Tarkowski, ekspert rynku nieruchomości uspokaja: „aktualne dane spływające z Azji sugerują, że po okresowym spowolnieniu sytuacja unormuje się, a ceny mieszkań wrócą na dotychczasowe tory.”
Jak zaznacza Tarkowski, jednoznaczna prognoza sytuacji na rynku nie jest jeszcze możliwa w obecnym momencie (przełom marca i kwietnia). Warto jednak powstrzymać się od emocji, by przeanalizować dotychczasowe kryzysy, z którymi musiała zmierzyć się gospodarka. Dobrze też pamiętać, że rynek nieruchomości jest znacznie bardziej odporny na panikę niż giełda, a nauczony doświadczeniem, na kryzysy nie reaguje gwałtownie.
– Historia największych epidemii XXI wieku pokazuje, że wywołany przez nie gospodarczy szok miał jedynie krótkotrwały charakter, a rynki nieruchomości szybko wracały do równowagi. – argumentuje Piotr Tarkowski –Jak wynika z opracowania Zillow Economic Research już po 9 miesiącach od wybuchu epidemii SARS, wskaźniki zatrudnienia oraz cen nieruchomości w Hong Kongu (kraju, który najmocniej odczuł skutki SARS) wróciły do trendów sprzed kryzysu. Podobny rozwój sytuacji można było zaobserwować w przypadku epidemii MERS oraz wirusa H1N1.
Aktualne dane z Chin, Japonii oraz Korei Południowej pokazują, że sytuacja stabilizuje się. W tym pierwszym państwie, już 9 tygodniu po wybuchu epidemii, rzeczywistość zaczyna się normalizować.
– Oznaki poprawy widoczne są także na rynku nieruchomości. – mówi Tarkowski – Jak wynika z opracowania Capital Economics liczba transakcji w największych chińskich miastach sięgnęła już blisko 50% tych zeszłorocznych (dla porównania w połowie lutego obroty stanowiły niespełna 2% tych z 2019 roku). W przypadku Korei Południowej i Japonii, sytuacja prezentuje się podobnie. Po gwałtownym spadku aktywności gospodarczej, obserwujemy pierwsze oznaki normalizacji. Widać ją chociażby w rosnącej liczbie transakcji na rynku nieruchomości.
Wprowadzenie przez polski rząd tzw. tarczy antykryzysowej wiąże się z drukiem pieniędzy, a co za tym idzie – wzrostem inflacji i cen. Narodowy Bank Polski dokonuje skupu obligacji skarbowych od banków komercyjnych. Płaci za nie „wirtualnymi” pieniędzmi, które są generowane w formie cyfrowego zapisu, a następnie trafiają w formie przelewu na rachunek sprzedającego. W Polsce to nowość, choć tego typu operacje już od lat prowadzone są przez banki centralne USA, Japonii czy Strefy Euro.
– Jak na razie NBP wykreował w ten sposób nieco ponad 10 miliardów złotych.– mówi Piotr Tarkowski – W relacji do bazy monetarnej krążącej po Polsce jest to relatywnie niewiele, bo ok. 4%. Prawdopodobnie procent ten będzie jeszcze rósł. W tej sytuacji, inflacja jest nieunikniona.
Według wstępnych szacunków, liczba transakcji na polskim rynku nieruchomości w marcu i kwietniu może spaść przynajmniej o połowę. Piotr Tarkowski uważa jednak, że mniejsza liczba kupujących wcale nie musi przełożyć się na obniżenie cen.
– Zarówno klienci jak i deweloperzy wstrzymali dalsze decyzje i żadna ze stron nie znajduje się jeszcze pod presją. – mówi Tarkowski. – Analizując lokalne i ogólnopolskie serwisy pod koniec marca, mediana cen mieszkań oferowanych na sprzedaż praktycznie niczym nie różniła się od tej sprzed miesiąca. Obniżek nie widać ani w Warszawie, ani we Wrocławiu, ani w Trójmieście.
Zwraca też uwagę na to, że dalszy rozwój sytuacji zależy przede wszystkim od tego, kiedy gospodarka stanie na nogi.
– Po zawierusze, jaka czeka nas w II kwartale, drugie półrocze może zaprowadzić ceny nieruchomości na kolejne wyżyny. – twierdzi Piotr Tarkowski – Przyczynią się do tego miliardy złotych wpompowane na rynek przez NBP oraz rekordowo niskie stopy procentowe. Po ich ostatniej obniżce zdolność kredytowa statystycznej polskiej rodziny zwiększyła się o ok. 15%. Jednocześnie lokaty bankowe i obligacje stały się jeszcze mniej atrakcyjne niż dotychczas.
Zdaniem eksperta najbardziej realny wydaje się scenariusz „węgierski”, który trwa już od kilku lat. Na Węgrzech stopa referencyjna została obniżona do zaledwie 0,5 %, a kredyt na mieszkanie jest powszechnie dostępny. W tej sytuacji ceny nieruchomości wciąż pną się w górę.
–Jest więc bardzo prawdopodobne, że część osób, w obliczu taniego kredytu, wysokiej inflacji i braku alternatywy, zainwestuje w nieruchomości. – mówi Piotr Tarkowski
Piotr Tarkowski
Autor, od kilkunastu lat związany z branżą, jest ekspertem rynku nieruchomości miesięcznika Manager. Jego teksty publikowane są również na łamach innych mediów (m.in. Dziennika Gazety Prawnej i Gazety Finansowej).
Telekonferencje zamiast spotkań służbowych, w tym też z kandydatami ubiegającymi się o pracę. To jedna z rekomendacji Polskiego Forum HR dla swoich członków jeszcze sprzed tzw. narodowej kwarantanny. Jak podkreślają eksperci, rozmowy zdalne stanowią codzienność w wielu rekrutacjach, ale teraz zyskają na popularności. Jednak część naborów obejmuje testy manualne. Epidemia sprawi, że branża poniesie straty, ale w tym momencie trudno oszacować ich skalę. Dziś można spodziewać się za to wydłużenia procesów rekrutacyjnych. A tradycyjnych spotkań nie da się całkowicie wyeliminować, bo są konieczne przy podpisywaniu umów. Branża potrzebuje przyszłościowych zmian.
Jeszcze przed tzw. narodową kwarantanną Polskie Forum HR wydało zalecenia dla swoich członków, tj. największych firm rekrutacyjnych w kraju. Jak informuje Natalia Bogdan, prezes zarządu Jobhouse, zarekomendowano m.in. zastępowanie spotkań służbowych, również z kandydatami, telekonferencjami. Jej zdaniem, w dobie technologii rozmowy online nie odbiegają standardem od tych prowadzonych face to face, a mogą znacznie ograniczyć ryzyko zakażenia koronawirusem. Wprowadzenie ich w każdej firmie wydaje się w obecnej sytuacji konieczne.
– Do tej pory pierwsze kontakty online wynikały przede wszystkim z tego, że kandydat jest dobrem rzadkim i bardzo krótko dostępnym dla agencji. Ponadto aplikujący oczekuje szybkiej odpowiedzi zwrotnej. Musieliśmy dostosować się do jego wymagań i przejść jako branża do takiego sposobu rekrutacji – opisuje Iwona Szmitkowska, prezes Work Service.
Natomiast Ewelina Glińska-Kołodziej, dyrektor operacyjny Trenkwalder, stwierdza, że rozmowy zdalne to już codzienność w wielu rekrutacjach. Pierwszy etap naboru coraz częściej odbywa się telefonicznie lub za pośrednictwem Skype’a. Zdaniem eksperta, taka forma będzie niewątpliwie zyskiwała na popularności. Stanie się tak nie tylko z uwagi na działania prewencyjne w związku z zagrożeniem koronawirusem. To również usprawnienie rekrutacji i oszczędność czasu kandydatów oraz konsultantów.
Z kolei prezes Szmitkowska podkreśla, że są nabory na podstawowe stanowiska, gdzie trzeba sprawdzić zdolności manualne potencjalnego pracownika. Wtedy konieczne jest spotkanie, żeby przeprowadzić testy, najczęściej w zakładzie danej firmy.
– Zdalne rozmowy rekrutacyjne były wybierane dotychczas w określonych sytuacjach. To np. nabór na stanowiska specjalistyczne i managerskie, gdy kandydaci pochodzili z różnych miejsc w Polsce i spoza niej. Ponadto była to forma preferowana przez rodaków pracujących w Wielkiej Brytanii, którzy poszukiwali możliwości powrotu do aktywności zawodowej w ojczyźnie. Większość branży HR jest już przygotowana do takiej formy naboru – informuje Mateusz Żydek, rzecznik prasowy Randstad Polska.
Zdaniem Natalii Bogdan, obecna sytuacja wpłynie na branżę rekrutacyjną i działalność agencji zatrudnienia, a straty będą duże. Szczególnie odczują to firmy, które delegują pracowników za granicę. Ze spadkiem liczby zamówień muszą się też liczyć agencje pracy tymczasowej i podmioty prowadzące rekrutacje, zwłaszcza dla branży transportowej, logistycznej, turystycznej i eksportowej. Ale nie tylko, wiele firm przygotowuje się do restrukturyzacji i cięć kosztów – mnóstwo projektów rekrutacyjnych jest zamrożonych.
– Nigdy nie rekrutujemy dla siebie. Zawsze działamy na zlecenie klienta. Gospodarka spowolniła, to oczywiste, ale nie jest tak, że wszystko stanęło i nic się nie dzieje. W marcu przyjechali pracownicy z Indonezji czy Ukrainy. Rekrutowani są też Polacy w różnych miejscach. Jednak wszystko odbywa się na mniejszą skalę – zaznacza prezes Szmitkowska.
Natomiast Mateusz Żydek podkreśla, że ograniczenie planów rekrutacyjnych w części firm wynika z zaburzenia globalnego łańcucha dostaw, decyzji administracyjnych rządu związanych z rozwojem epidemii oraz niepewnej sytuacji gospodarczej w najbliższych miesiącach. Ale są branże, które zwiększają zapotrzebowanie na pracowników. To m.in. sektor logistyczny, centra dystrybucyjne obsługujące e-commerce oraz firmy produkujące komponenty, które mogą stanowić alternatywę dla towarów dostarczanych z Azji. Tak też jest w przypadku producentów żywności długoterminowej, środków czystości i higieny, branży spirytusowej, handlu, a także firm oraz hurtowni farmaceutycznych. Zdaniem eksperta, ich wzmożone potrzeby w kwestii zatrudnienia nowych kadr mogą pomóc zrównoważyć efekt ograniczenia procesów rekrutacyjnych w innych sektorach.
– Dzisiaj trudno jednak stwierdzić, jak długo potrwa pandemia. Ze względu na tempo rozprzestrzeniania się koronawirusa możemy założyć, że będzie to co najmniej kilka miesięcy. W obecnej sytuacji rozmowy zdalne to konieczność, firmy rekrutacyjne powinny także rozważyć wykonywanie wszystkich obowiązków w ten sposób. Niezależnie od indywidualnych decyzji ws. pracy z domu, pracodawcy powinni przypominać zatrudnionym o konieczności regularnego mycia rąk oraz czyszczenia i wietrzenia pomieszczeń, w których wykonują obowiązki zawodowe – mówi prezes zarządu Jobhouse.
Jak stwierdza Ewelina Glińska-Kołodziej, możemy spodziewać się wydłużenia procesów rekrutacyjnych wymagających zachowania pełnej ostrożności. Z kolei Iwona Szmitkowska zwraca uwagę na obowiązujące prawo. Nawet jeśli rozmowy rekrutacyjne i testy odbędą się na odległość, to i tak nieuniknione jest spotkanie. Przepisy nie pozwalają na podpisanie umów o pracę i umów-zlecenia z cudzoziemcami zdalnie. Prezes Work Service podkreśla, że w przeszłości branża już zgłaszała potrzebę zmian w tym zakresie. Dziś wiele różnych dokumentów można podpisać w ten sposób i są one honorowane, np. w banku. Taka modyfikacja w kontekście pracy tymczasowej czy kodeksu pracy byłaby pozytywnym wynikiem obecnej sytuacji. Ale to już leży w gestii legislatora.
Pandemia koronawirusa może być katalizatorem dla wzrostu liczby osób pracujących zdalnie – wynika z badania przeprowadzonego przez Colliers International na grupie 3000 pracowników biurowych z 25 krajów. Według wstępnych analiz, aż 82% osób chciałoby pracować z domu przez jeden lub więcej dni w tygodniu po wygaśnięciu pandemii COVID-19.
W badaniu „Praca z domu w czasie pandemii COVID-19” międzynarodowa firma doradcza Colliers International zapytała osoby, których profesje wymagają pracy z biura o ich doświadczenia związane z przejściem na pracę zdalną z powodu pandemii koronawirusa (COVID-19).
Wstępne wnioski z badania pokazują, że:
82% respondentów chciałoby pracować zdalnie przez jeden lub więcej dni w tygodniu po wygaśnięciu pandemii COVID-19.
71% osób, które przed pandemią COVID-19 nigdy nie pracowały z domu, chciałoby w przyszłości pracować zdalnie chociaż raz w tygodniu.
53% badanych uważa, że ich produktywność nie zmieniła się z powodu pracy z domu, 24% uważa, że ich produktywność wzrosła, zaś tylko 2% respondentów uważa, że ich produktywność spadła.
Największy wzrost produktywności deklarują osoby reprezentujące branże usług finansowych, profesjonalnych i technologii. Największy spadek produktywności deklarują osoby z sektora prawnego, pracownicy oświaty i zatrudnieni w branży badań.
55% badanych uważa, że może wykonać pracę indywidualną, wymagającą koncentracji, lepiej lub o wiele lepiej pracując w domu.
76% respondentów uważa, że mimo pracy zdalnej i fizycznego dystansu, nadal ma dobry kontakt z członkami swojego zespołu. Jednakże 58% twierdzi, że dużo lepiej potrafią współpracować z innymi z biura niż z domu.
Chris McLernon, dyrektor generalny Colliers International w regionie EMEA
Chris McLernon, dyrektor generalny Colliers International w regionie EMEA, komentując badanie, stwierdził, że jego wstępne wyniki wskazują, iż pandemia koronawirusa przyczyni się do zasadniczych zmian w sposobie pracy w przyszłości.
– Właśnie przechodzimy największy w historii test pracy zdalnej. Jego wyniki będą miały znaczący wpływ na to, jak będziemy pracować w przyszłości – mówi Chris McLernon. – Zrozumienie, jak pracownicy postrzegają pracę z domu w tym pełnym wyzwań czasie, jest kluczowe. Badanie przeprowadzone przez zespół Workplace Advisory Colliers International daje nam dostęp do unikalnych, globalnych danych, na podstawie których będziemy mogli przygotować rekomendacje dotyczące krótkoterminowych usprawnień dla tej formy pracy i długoterminowych następstw takiego rozwiązania. Już teraz jest dla nas jasne, że wiele osób akceptuje pracę z domu i w przyszłości chciałoby ją w pewny stopniu kontynuować przez część tygodnia, nawet gdy będą mogły wrócić do biur – dodaje.
Zaproszenie do ankiety
Badanie „Praca z domu w czasie pandemii COVID-19” będzie prowadzone do końca kwietnia, a jego całościowe wyniki zostaną zaprezentowane w pogłębionym raporcie.
Ankieta to pierwsza część wieloetapowego badania Colliers, którego celem jest zrozumienie, jak praca z domu w trakcie pandemii COVID-19 przełoży się na potrzeby związane z przestrzenią biurową w dłuższej perspektywie i jak w krótkim terminie można ją usprawnić.
Jan Jaap Boogaard, szef działu Workplace Advisory Colliers w regionie EMEA
– Znaleźliśmy się w sytuacji zarówno wyjątkowej, jak i pełnej wyzwań, która stwarza okazję do przeanalizowania sposobu, w jaki pracujemy. Powinniśmy wykorzystać ją do zbadania, jakie rozwiązania się sprawdzają, a jakie nie i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Właśnie dlatego, prowadzimy badanie dotyczące pracy zdalnej – mówi Jan Jaap Boogaard, szef działu Workplace Advisory Colliers w regionie EMEA. – Już na podstawie pierwszych wyników, mamy kilka ciekawych spostrzeżeń. Większość badanych wskazała, że ich produktywność podczas pracy z domu się nie zmieniła. Ponad 70% osób, które przed COVID-19 nigdy nie pracowały z domu, w przyszłości chciałoby chociaż raz w tygodniu pracować zdalnie. Będzie to miało znaczący wpływ na zapotrzebowanie firm na powierzchnie biurowe – zaznacza.
Otoczenie ma znaczenie
Dane ze wstępnych wyników badania wskazują na chęć kontynuacji elastycznej pracy w pewnym zakresie po wygaśnięciu pandemii COVID-19. W sumie 49% respondentów chciałoby w ciągu tygodnia pracować od jednego do dwóch dni zdalnie, podczas gdy 32% badanych chciałoby pracować zdalnie przez trzy lub więcej dni, a 19% chciałoby pracować zdalnie krócej niż jeden dzień.
Znaczną różnicę preferencji widać między osobami, które dopiero w ostatnim czasie zaczęły pracę z domu, a osobami, które już wcześniej pracowały przez kilka tygodni z domu. Wśród tych respondentów, którzy już od czterech tygodni pracują w domu z powodu COVID-19, tylko 7% chciało wrócić do codziennej pracy z biura po wygaśnięciu pandemii. W przypadku osób, które dopiero od tygodnia pracują z domu, 22% chciałoby pracować w biurze przez cały tydzień po wygaśnięciu COVID-19.
Badanie wykazało również, że doświadczenia związane z pracą z domu różniły się w zależności od tego, czy dana osoba ma w domu dzieci czy współlokatorów. 33% respondentów stwierdziło, że w trakcie pracy z domu są bardziej rozproszeni, a jako główną przyczynę tego stanu podawali dzieci, następnie innych domowników i zwierzęta. Osoby mieszkające same i te, które mieszkają z małżonkiem lub partnerem wykazywały najniższy spadek produktywności.
Respondenci najczęściej pracują w specjalnie przeznaczonych do tego pomieszczeniach (39%), następnie w salonach (32%), sypialniach (17%) i kuchniach (15%). Większość osób mieszkających samotnie na miejsce pracy wybiera salon, natomiast większość osób posiadających dzieci pracuje w specjalnie przeznaczonym do tego pokoju.
Wstępne wyniki badania wykazały również, że osoby, które mieszkają ze współlokatorami częściej niż osoby mieszkające samotnie, z dziećmi czy z małżonkiem lub partnerem, chciałyby pracować z biura po wygaśnięciu pandemii COVID-19.
Zdaniem ekspertów to dobry moment, żeby aptekarze szeroko zadbali o kondycję swojego biznesu, np. oszczędzając na dostawie energii czy rachunkach telefonicznych. Optymalizacja biznesu zwiększy zysk teraz, a jednocześnie przyda się, jeśli dobra koniunktura zahamuje.
W Polsce działa obecnie ponad 13,5 tys. aptek i punktów aptecznych, tak wynika z danych IQVIA na koniec 2019 r. Większość z nich przeżywa obecnie oblężenie, co potwierdzają analizy sprzedaży. W marcu, czyli wraz z początkiem pandemii koronawirusa w Polsce, wartość sprzedaży na rynku farmaceutycznym wzrosła aż o 32.2% w stosunku do marca 2019 oraz o 26,3% w porównaniu z lutym (analizy PEX Pharma Sequence). Największy, bo blisko 50% wzrost odnotowano w segmencie leków bez recepty.
– Branża farmaceutyczna jest jedną z tych, które na koronawirusie nie tracą, a wręcz odnotowują jeszcze lepsze wyniki. Dobry biznesowo czas warto wykorzystać w celu maksymalizacji zysków, a także zabezpieczenia firmy na trudniejsze chwile. Skutki nadchodzącego spowolnienia gospodarczego mogą bowiem odczuć wszystkie przedsiębiorstwa. Przewaga branż, takich jak farmaceutyczna polega na tym, że już teraz mogą pomyśleć o optymalizacji działań i szukaniu oszczędności bez ponoszenia konsekwencji biznesowych. Część z nich można wykonać zdalnie, bez wychodzenia z domu, co jest bardzo istotne w dobie minimalizowania ryzyka rozprzestrzeniania się koronawirusa – mówi Katarzyna Bienias – Head Small & Medium Enterprises w Axpo Polska.
Właściciele aptek oraz magazynów farmaceutycznych powinni więc być teraz otwarci na zmiany, które pomogą im w maksymalizacji zysków i znalezieniu oszczędności na trudniejsze czasy. Pierwszym krokiem może być przejrzenie comiesięcznych rachunków i obcięcie zbędnych kosztów.
Poniżej przedstawiamy 3 proste pomysły na optymalizację kosztów, których dokonamy z domu
Telefon
Większość aptek musi być w stałym kontakcie z hurtowniami oraz – w razie problemów – z klientami. Każda ma więc podpisane umowy z operatorami telefonicznymi, które często z wygody i braku czasu są jedynie co jakiś czas odnawiane. Większość została podpisana lata temu, a od tego czasu na rynku mogło pojawić się wiele konkurencyjnych ofert. Jest to zatem dobry czas na dopasowanie usług telefonicznych do potrzeb apteki. Oszczędności w tej kwestii mogą być spore, zwłaszcza gdy sieć aptek zdecyduje się na jednego operatora. Obecnie wiele firm proponuje także nowym klientom nawet pół roku usług za darmo, co także może pomóc przetrwać trudny okres.
Energia
To samo dotyczy rachunków za media. Lodówki, podświetlane standy, mocne oświetlenie – to wszystko może generować olbrzymie koszty w aptece. Warto poznać alternatywy dla obecnego dostawcy energii, tym bardziej że do dyspozycji mamy nie tylko standardowe opcje. Na przykład dzięki zamianie sprzedawcy można teraz obniżyć miesięczne koszty nawet o 20% ze względu na najniższe od miesięcy ceny na giełdzie.
– Właściciele aptek powinni szukać stabilnego i wiarygodnego partnera, który zapewni firmie indywidualne podejście, wysoką jakość obsługi i bezpieczeństwo. Warto skorzystać teraz z niskich cen energii oferowanych przy zmianie dostawcy i zabezpieczyć dostawy nawet na kilka lat w stałej cenie na cały okres umowy, szczególnie że można to zrobić bezpiecznie online. Ceny energii elektrycznej osiągają obecnie poziomy sprzed 2 lat- czyli takie, jakie były przed drastycznym okresem podwyżek z ostatnich lat. To dobry czas, żeby przyjrzeć się ofertom na rynku i wybrać najlepszą dla siebie – przy okazji można np., jak w Axpo, uzyskać darmową i zdalną analizę kosztów dystrybucji (kolejna oszczędność), potencjału na panele fotowoltaiczne i dostać w standardzie zieloną energię. Indywidualną ofertę można poznać bez wychodzenia z domu, eksperci telefonicznie i za darmo przeprowadzają wszystkie analizy i formalności, a umowa podpisywana jest online – dodaje Katarzyna Bienias.
Internet
Praktycznie każde przedsiębiorstwo, także farmaceutyczne pracuje obecnie w trybie online. Podobnie jak w przypadku umów z operatorami telefonicznymi, także oferta dostawcy internetu może być już nieco przestarzała i warto poświęcić czas, aby poszukać nowej. Przykładowo, różnica między ceną internetu światłowodowego o prędkości 1 Gb/s między dwoma czołowymi dostawcami wynosi teraz nawet 30%. Być może najbardziej opłacalną opcją okaże się jednak skorzystanie z pakietu i połączenie usług telefonicznych z tymi internetowymi od jednego operatora.
***
Apteki i magazyny farmaceutyczne to niejedyne firmy, które dobrze sobie radzą w dobie pandemii. Hurtownie spożywcze, firmy kurierskie, piekarnie, rolnicy czy producenci żywności także powinni w taki sposób zarządzić miesięcznymi kosztami, aby szybko nie stracić odnotowywanych w tym momencie zysków.
Na rynku znów panuje lepsza atmosfera do inwestycji bardziej ryzykownych. Widać odbicie zarówno na giełdach, jak i surowcach energetycznych. Pytanie, czy to wiara w korzystny rozwój sytuacji, czy korekta przeceny z powodu strachu.
Apetyt na ryzyko powoli wraca
Po serii słabszych dni inwestorzy znów rozpoczynają inwestować. Widać to dobrze chociażby po giełdach, surowcach energetycznych, czy kryptowalutach. Najwyraźniej tak niskie wyceny tworzą okazję do zarobku pomimo dużej niepewności. Na walutach ta odwilż jest znacznie mniej widoczna, o czym świadczy chociażby pewien barometr ryzyka w naszym regionie jakim jest para EURCHF. Frank znów się umacnia względem euro, co świadczy o tym, że ryzyko eskalacji problemów wciąż jest wysokie.
Polskie stopy procentowe
Dzisiaj poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych w Polsce. Szansa na obniżkę jest na razie relatywnie mała. Patrząc na kondycję gospodarki ryzyko inflacji, oprócz oczywiście żywności, jest teraz relatywnie niewielkie. Jednak z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że obniżka stóp procentowych to dalsze osłabianie i tak słabego już polskiego złotego. O ile w przypadku euro jest to wyjątkowo korzystne dla eksporterów, o tyle już nie dla osób, które importują. Z oczywistych powodów taka decyzja nie jest mile widziana przez kredytobiorców frankowych.
Węgrzy utrzymali stopy procentowe
Wczorajsze posiedzenie Banku Węgier nie spowodowało zmian stóp procentowych. Ruch ten był zgodny z oczekiwaniami, główna stopa procentowa na Węgrzech wynosi 0,9% i na razie jest i tak jedną z najniższych wśród państw w tym regionie. Forint Węgierski zareagował umocnieniem, co sugeruje, że część inwestorów zakładała możliwość obniżki stóp procentowych.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl
Posiadanie domu lub mieszkania poza granicami rodzimego kraju jest dla większości osób synonimem luksusu i czymś praktycznie nieosiągalnym. Pozostaje to dla nich jedynie odległym pragnieniem i marzeniem, którego prawdopodobnie nigdy nie zrealizują. Jednak dla części z nas, marzenie to jest dobrze zaplanowaną i opłacalną inwestycją, która jest doskonałym sposobem na zabezpieczenie swojego majątku.
Ceny domów i mieszkań w Hiszpanii są bardzo atrakcyjne.
Finalny koszt nieruchomości jest często niższy niż w przypadku inwestycji w większych miastach w Polsce. Zakup nieruchomość w słonecznej Hiszpanii do doskonałe rozwiązanie dla ludzi świadomych tego, iż inwestycja w dom lub mieszkanie poza granicami rodzimego kraju jest wyjątkowo opłacalna.
Apartament lub dom zlokalizowany w pobliżu Morza Śródziemnego to idealne rozwiązanie dla każdej osoby, która pragnie posiadać nieruchomość w pełnym słońcu nad wodą. Hiszpania jest idealnym wyborem, gdyż sytuacja gospodarcza tego kraju sprzyja wszelkiego rodzaju inwestycjom. Na cenę obiektu ma wpływ nie tylko jego powierzchnia i stan wykończenia, ale też lokalizacja, w jakiej się znajduje. Hiszpania to kraj, w którym zdecydowanie warto kupować mieszkania i domy, a rynek nieruchomości jest tam wyjątkowo obfity w atrakcyjne w oferty w przystępnych cenach.
Cała procedura zakupu nieruchomości w Hiszpanii stanie się dzięki naszej pomocy nieskomplikowana i intuicyjna. Decydując się na kupno mieszkania czy apartamentu na terenie Unii Europejskiej, nie należy się obawiać zawiłości skomplikowanych procedur i formalności. Wystarczy wybrać wymarzony region, zastanowić się jak powinien wyglądać nasz dom lub mieszkanie i pozwolić naszej firmie poprowadzić się przez całą procedurę związaną z zakupem nieruchomości. Przeprowadzimy cały proces zakupu nieruchomości za Ciebie!
Koszt utrzymania nieruchomości w Hiszpanii różnią się w zależności od lokalizacji obiektu oraz jego rodzaju. Średnie opłaty roczne związane z utrzymaniem wynoszą około 500-1000 euro, a 200-300 euro należy dodatkowo zapłacić za podatek od nieruchomości. Ceny są często równe lub niższe w porównaniu do kosztu opłat w większych miastach w Polsce (w zbliżonym metrażu nieruchomości).
Coraz więcej osób decyduje się na zakup nieruchomości w Hiszpanii. Niektórzy chcą posiadać dom lub mieszkanie dla swoich własnych potrzeb, lub też pragną dokonać zakupu jako inwestycji w celu wynajmu. Niezależnie od celu zakupu, inwestycja w nieruchomości w tym kraju to doskonałe i opłacalne rozwiązanie. Możemy zagwarantować, iż zakup we współpracy z nami (https://casaensol.pl/) będzie bezproblemowy i prosty!
Wysoki poziom przychodów ze sprzedaży równy 336,1 mln zł
Wzrost kosztów operacyjnych o 4,2% do 181,1 mln zł w 2018 r.
Wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) na poziomie 53,9% w skali roku
Wypłata dywidendy w 2019 r. w wysokości 133,5 mln zł (tj. 3,18 zł dywidendy na akcję)
Grupa Kapitałowa GPW wypracowała w 2019 r. przychody ze sprzedaży w wysokości 336,1 mln zł, zysk netto równy 119,3 mln zł oraz zysk EBITDA na poziomie 193,2 mln zł. Koszty operacyjne w 2019 r. wyniosły 181,0 mln zł, a wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) ukształtował się na poziomie 53,9%.
W IV kw. 2019 r. GK GPW wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie 80,3 mln zł. Zysk netto ukształtował się na poziomie 11,2 mln zł. Wynik EBITDA wyniósł 41,2 mln zł. Koszty operacyjne wyniosły 47,4 mln zł.
– Cały rok 2019 poświęciliśmy na realizację celów postawionych w ramach strategii #GPW2022. Widzimy już pierwsze efekty, które cieszą oraz wzmacniają nasze fundamenty do dalszego rozwoju. Pracujemy nad inicjatywami strategicznymi oraz wspólnie z uczestnikami rynku aktywnie działamy nad wdrażaniem Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego. Jednocześnie, w świetle pandemii koronawirusa, uruchomiliśmy i skutecznie stosujemy procedury pracy w nadzwyczajnej sytuacji w celu zapewnienia bezpieczeństwa pracowników GK GPW, stabilności działania rynków regulowanych, umożliwienia inwestorom stałego dostępu do aktualnych informacji i podejmowania na podstawie nich świadomych decyzji inwestycyjnych, a emitentom – utrzymania płynności – mówi Marek Dietl, prezes zarządu GPW.
2019 r. był czasem dużych wyzwań na rynkach finansowych w Polsce i w Europie. Był to jednak także okres kontynuacji rozwoju GK GPW. W ubiegłym roku GK GPW odnotowała rekordowy obrót energią elektryczną na poziomie 228,9 TWh, co oznacza tym samym wzrost o 1,3% rdr. Wzrost wolumenów obrotów o 2,0% rdr miał także miejsce na rynku gazu, gdzie wartość ta ukształtowała się na rekordowym poziomie 146,1 TWh. W dalszym stopniu sprzedaż danych dynamicznie rosła. Efekty działań w tym zakresie są widoczne w przychodach z tej linii biznesowej, które wzrosły o 7% rdr, tym samym osiągając poziom 47,9 mln zł.
W 2019 r. wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na GPW spadła o 6,3% rdr. Na Głównym Rynku akcji zadebiutowało siedem spółek (w tym pięć przeniesień notowań z NewConnect na Główny Rynek akcji), a na rynku NewConnect zadebiutowało 15 spółek.
Dla GPW tworzenie wartości dla akcjonariuszy jest najwyższym priorytetem. Wymierną realizacją tego priorytetu jest m.in. regularne dzielenie się zyskami z akcjonariuszami. W sierpniu 2019 r. wypłacono 3,18 zł dywidendy na akcję. Stopa dywidendy w dniu odcięcia prawa do dywidendy wyniosła 8,2%.
Realizacja strategii #GPW2022
Do kluczowych osiągnięć w 2019 roku GPW zalicza uruchomienie projektów technologicznych związanych z budową własnej platformy transakcyjnej oraz budowę systemu GPW Data, w ramach którego będą toczyć się prace nad nowymi rozwiązaniami z zakresu danych rynkowych. W ubiegłym roku GPW uruchomiła również program crowdfundigowy adresowany do brokerów zajmujących się crowdfundingiem i crowdinvestingiem, który jest pierwszym etapem prac w drodze do uruchomienia Private Market. Ponadto, w 2019 r. GPW uruchomiła Program Pokrycia Analitycznego oraz wsparcia technologicznego dla domów maklerskich. Wystartował także program Akademii GPW Growth, którego celem jest wsparcie rozwoju małych i średnich firm.
W ubiegłym roku GPW pracowała również nad poszerzeniem swojej oferty produktowej. Dzięki współpracy z partnerami na rynkach GPW zostały wprowadzone nowe ETFy, produkty strukturyzowane, instrumenty pochodne oraz indeks WIG-ESG, który jest odpowiedzią na coraz większe zapotrzebowanie inwestorów na spółki uwzględniające w swoim rozwoju kryteria równoważnego rozwoju. W ramach inicjatyw międzynarodowych, GPW wraz z partnerami wprowadziła na rynek indeks CEE Plus. Z kolei na początku marca 2020 r., zgodnie z harmonogramem, GK GPW uruchomiła pilotaż Rynku Towarów Rolno-Spożywczych (RTRS), prowadzony przez Towarową Giełdę Energii, oraz pozyskała pierwszego jego członka – Dom Maklerski BOŚ, który pośredniczy w zawieraniu i rozliczaniu transakcji w zakresie obrotu pszenicą.
– W strategii rozwoju GK GPW na lata 2018-2022 założyliśmy szerokie wykorzystanie nowych technologii i wdrożenie innowacyjnych rozwiązań na prowadzonych przez nas rynkach oraz dywersyfikację przychodów dzięki tym działaniom. W 2019 r. przychody ze sprzedaży danych GK GPW sięgnęły rekordowego poziomu – blisko 50 mln zł. Większość tej kwoty pochodzi od podmiotów zagranicznych, co pokazuje jak duży potencjał ma dziś informacja i właściwy sposób zarządzania nią. To właśnie nasza aktywność w obszarze technologicznym jest fundamentem pod dalszy wzrost przychodów ze sprzedaży danych i rozwój kolejnych linii biznesowych – zaznacza Marek Dietl.
Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za IV kw. 2019 r. i cały 2019 r.
Zysk netto
Zysk netto Grupy GPW w IV kw. 2019 r. wyniósł 11,2 mln zł, w porównaniu do 37,1 mln zł rok wcześniej. W całym 2019 r. Grupa wypracowała wynik netto na poziomie 119,3 mln zł, o 35,0% mniej niż w 2018 r. Spadek zysku netto w ujęciu rocznym, to efekt niższych przychodów ze sprzedaży zarówno na rynku finansowym jak i towarowym, jak również wzrostu kosztów operacyjnych o 4,2% rdr. W IV kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży odnotowały spadek o 2,7% w stosunku do ubiegłego kw., natomiast koszty operacyjne wzrosły o 31,2% kdk. Wynik netto w 2019 r. jest także obciążony rezerwą zawiązaną w kwocie 15,5 mln zł, z tytułu potencjalnego zobowiązania wynikającego z podatku VAT w spółce zależnej IRGiT. Rezerwa została utworzona w ciężar kosztów finansowych.
RYNEK FINANSOWY
Przychody z rynku finansowego
W IV kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 43,6 mln zł, co oznacza spadek względem poprzedniego roku o 9,3% oraz o 6,0% kdk. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 54,4% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW, w porównaniu do 56,3% w III kw. 2019 r. i 54,4 rok wcześniej. W całym 2019 r. przychody z rynku finansowego wyniosły 185,0 mln zł, o 3,6% mniej niż w 2018 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW stanowił 55,0% wobec 55,3% rok wcześniej. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji. W 2019 r. przychody Grupy GPW sięgnęły 336,1 mln zł, o 3,1% mniej niż w 2018 r.
Obsługa obrotu na rynku finansowym
W IV kw. 2019 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 27,1 mln zł, w porównaniu do 30,6 mln zł rok wcześniej. Jest to jednocześnie spadek o 9,3% w stosunku do III kw. 2019 r. W całym 2019 r. przychody z obsługi obrotu w segmencie finansowym wyniosły 117,5 mln zł i spadły o 5,5% wobec 2018 r. Spadek przychodów z obsługi obrotu na rynku finansowym w ujęciu rocznym jest w dużym stopniu związany ze spadkiem przychodów z obrotu na rynku akcji o -7,1% w porównaniu do roku 2018. Spadek przychodów z obrotu akcjami i innymi instrumentami o charakterze udziałowym wynika przede wszystkim ze spadku wartości obrotów w transakcjach sesyjnych na Głównym Rynku o 6,3% rdr. W tym samym czasie wartość transakcji pakietowych spadła o 49,8% tj. o 3,8 mln zł.
Obsługa emitentów
W IV kw. 2019 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 4,3 mln zł, w porównaniu do 5,0 mln zł w III kw. 2019 r. i 5,7 mln zł w IV kw. 2018 r. W całym 2019 r. przychody z obsługi emitentów stanowiły 5,8% całkowitych przychodów Grupy GPW i wyniosły 19,6 mln zł, wobec 22,8 mln rok wcześniej. Spadek przychodów z tego tytułu jest związany ze spadkiem wartości emisji IPO w stosunku do roku 2018 r. oraz mniejszą liczbą notowanych spółek. Łączna wartość ofert IPO na obu rynkach akcji wyniosła 76 mln zł w 2019 r., wobec 346 mln zł w 2018 r. Natomiast wartość SPO w 2019 r. wyniosła 8,2 mld zł, w porównaniu z 5,3 mld zł w 2018 r., jednak w 2019 r. wystąpiła jedna emisja na kwotę 7,3 mld zł. Przychody z opłat za notowanie spadły o 2,3 mln zł w całym 2019 r. w porównaniu z rokiem wcześniejszym i ukształtowały się na poziomie 17,5 mln zł. Przychody z opłat za wprowadzenia wyniosły 2,2 mln zł w 2019 r. w porównaniu do 3,1 mln zł rok wcześniej.
Sprzedaż informacji
Przychody ze sprzedaży informacji w IV kw. 2019 r. osiągnęły najwyższy w historii poziom 12,2 mln zł, co oznacza wzrost o 3,5% rdr i wzrost o 6,3% względem III kw. 2019 r. W całym 2019 r. przychody z tego segmentu również ukształtowały się na rekordowym poziomie 47,9 mln zł, co oznacza wzrost o 7,0% względem 2018 r. i stanowi 14,3% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW. W 2019 r. pozyskano 9 nowych klientów na dane non display, 9 odbiorców danych przetworzonych oraz 2 podmioty kalkulujące indeksy z wykorzystaniem danych GPW. Odnotowano również dalszy szybki wzrost sprzedaży danych WIBOR jak również wzrost liczby abonentów danych GPW i TGE.
RYNEK TOWAROWY
Przychody z rynku towarowego
W ostatnim kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 36,0 mln zł, o 10,1% mniej niż rok wcześniej i o 0,2% mniej niż w III kw. 2019 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy w IV kw. 2019 r. wyniósł 44,8%. W całym 2019 r. przychody z rynku towarowego wyniosły 149,9 mln zł, co oznacza spadek o 2,4% w stosunku do roku 2018 i przekłada się na 44,6% udziału w całkowitych przychodach Grupy. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.
Obsługa obrotu na rynku towarowym
Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w IV kw. 2019 r. wyniosły 18,3 mln zł, co oznacza spadek o 11,9% rdr oraz o 2,5% kdk. W całym 2019 r. przychody z obrotu na rynku towarowym wyniosły 75,2 mln zł odnotowując spadek o 4,3%. Przychody z obrotu energią wyniosły 4,9 mln zł w ostatnim kw. 2019 r., co oznacza spadek o 13,8% rdr i jednocześnie wzrost o 2,8% kdk. W całym 2019 r. przychody z tego tytułu wyniosły 16,3 mln zł, o 11,2% mniej niż rok wcześniej. Przychody z obrotu gazem sięgnęły 12,1 mln zł w 2019 r., co oznacza wzrost w stosunku do roku ubiegłego o 12,3%. Natomiast w IV kw. przychody z obrotu gazem odnotowały spadek o 1,5% rdr, rosnąc tym samym o 5,1% w stosunku do III kw. i kształtując się na poziomie 3,4 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia spadły w 2019 r. o 9,6% rdr i wyniosły 34,2 mln zł. W IV kw. 2019 r. przychody z tego obszaru wyniosły 6,7 mln zł, co oznacza spadek o 22,4% rdr oraz o 11,8% kdk. Spadek przychodów z obrotu prawami majątkowymi związany jest z wygaśnięciem certyfikatów kogeneracyjnych z końcem 2018 r. i całkowitym ich umorzeniem do 30 czerwca 2019 r. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w 2019 r. wyniosły 12,5 mln zł, w porównaniu do 11,5 mln zł w 2018 r., co oznacza wzrost o 8,4% rdr. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od aktywności członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji. Na koniec 2019 r. status członka Rynku Towarów Giełdowych miało 78 spółek, w porównaniu do 72 na koniec 2018 r.
Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia
W IV kw. 2019 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 5,1 mln zł, o 16,8% mniej niż rok wcześniej i 18% mniej niż w III kw. 2019 r. W całym 2019 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 27,8 mln zł, o 3,1% mniej niż rok wcześniej. Spadek przychodów z tytułu prowadzenia RŚP wynika w głównej mierze ze spadku przychodów z kogeneracji w związku z zakończeniem systemu 30 czerwca 2019 r.
Rozliczenie transakcji
Przychody z rozliczenia transakcji w IV kw. 2019 r. wyniosły 12,4 mln zł o 4,6% mniej niż rok wcześniej i o 14,0% więcej niż w III kw. 2019 r. W całym 2019 r. rozliczanie transakcji przyniosło Grupie 46,3 mln zł przychodów, czyli o 0,9% więcej niż rok wcześniej. Wzrost przychodów z tego tytułu wynika ze wzrostu wolumenów obrotu na rynkach prowadzonych przez TGE.
s
Koszty działalności operacyjnej
W IV kw. 2019 r. koszty działalności operacyjnej GK GPW wyniosły 47,4 mln zł, wobec 42,4 mln zł w analogicznym okresie przed rokiem, co oznacza wzrost o 11,6% rdr i o 31,2% kdk. W 2019 r. koszty operacyjne wyniosły 181,1 mln zł, wobec 173,8 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 4,2% rdr. W 2019 r. wskaźnik C/I wzrósł do 53,9% z 50,1% w 2018 r.
Wzrost kosztów operacyjnych w 2019 r. był przede wszystkim efektem wzrostu amortyzacji o 5,1 mln zł do poziomu 36,9 mln zł,
Grupa odnotowała także wzrost kosztów osobowych i innych kosztów osobowych łącznie o 13,1% rdr, tj. o 9 mln zł do poziomu 77,8 mln zł,
Koszty usług obcych wzrosły o 8,9% rdr, tj. o 3,9 mln zł i wyniosły 48,5 mln zł.
Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności
W IV kw. 2019 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności, czyli spółek stowarzyszonych KDPW S.A. i CG S.A. oraz współkontrolowanej PAR S.A., wyniósł 1,9 mln zł, podobnie jak w analogicznym okresie przed rokiem. W 2019 r. zysk z tego tytułu wyniósł 11,3 mln zł, wobec 10,6 mln zł w roku wcześniejszym, co oznacza wzrost rdr o 6,7%. Na udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności miały wpływ przede wszystkim wyniki KDPW oraz zakończenie negatywnej kontrybucji za sprawą sprzedaży Aquis Exchange. W 2019 r. zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 11,4 mln zł w porównaniu do 11,2 mln zł rok wcześniej. Na koniec 2019 r. udział w stracie spółki PAR wyniósł 0,6 mln zł, w porównaniu do 0,2 mln zł w roku wcześniejszym.
POLCOVID-19 – tak nazywa się aplikacja stworzona przez polskich naukowców, m.in. z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, której głównym celem jest pomoc Polakom w lepszej identyfikacji ryzyka koronawirusa i wsparcie rządzących w działaniach prewencyjnych. Internetowe narzędzie pomaga zidentyfikować objawy zakażenia koronawirusem i wskazuje stopień ryzyka zakażenia na podstawie samooceny dokonywanej przez użytkowników. Głównym wyróżnikiem aplikacji jest unikalna mapa Polski wskazująca, w których rejonach jest najwięcej osób z objawami zakażenia.
Dostępna za pośrednictwem przeglądarki aplikacja POLCOVID-19 to efekt współpracy genetyków, immunologów i bioinformatyków związanych z polskimi ośrodkami badawczymi. Liderem projektu jest dr hab. Mirosław Kwaśniewski, kierownik Centrum Bioinformatyki i Analizy Danych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Zadaniem jego zespołu było opracowanie skutecznego narzędzia, które w czasie epidemii przysłuży się społeczeństwu i pozwoli każdej osobie w łatwy sposób zidentyfikować objawy mogące wskazywać na zakażenie koronawirusem, a co za tym idzie – wzmocni potrzebę pozostania w domu w celu uniknięcia zakażenia.
– Użytkownik wypełnia prosty kwestionariusz dotyczący m.in. ogólnego samopoczucia, objawów choroby lub ich braku, a także innych istotnych czynników, które mogą sprzyjać zakażeniu koronawirusem. Aplikacja podpowie, w której z czterech grup ryzyka dana osoba się znajduje: wysokiego, podwyższonego, możliwego czy umiarkowanego. Na tej podstawie POLCOVID-19 zaprezentuje rekomendacje dla danej osoby przygotowane na podstawie zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia, Ministerstwa Zdrowia i Głównego Inspektoratu Sanitarnego – zaznacza dr Karolina Chwiałkowska, współtwórczyni aplikacji. – Dzięki tym krokom każda osoba może skuteczniej zinterpretować swoje objawy, bardziej świadomie zabezpieczyć siebie i swoich najbliższych przeciw zakażeniu koronawirusem oraz dowiedzieć się więcej o możliwej profilaktyce.
Wirtualna mapa wskazuje ryzyko w najbliższej okolicy i statystyki dla jeszcze lepszej ochrony społeczeństwa
Na interpretacji objawów mogących wskazywać na zakażenie koronawirusem, możliwości aplikacji – w odróżnieniu od innych narzędzi tego typu – dopiero się zaczynają. Z anonimowych danych powstaje wirtualna mapa Polski, która pokazuje, jaki odsetek osób o najwyższym ryzyku zakażenia znajduje się w kraju lub – bardziej szczegółowo – w danym mieście lub powiecie. Użytkownik może zapoznać się także z rozkładem objawów chorobowych na interesującym go obszarze. W połączeniu z oficjalnymi danymi Ministerstwa Zdrowia o potwierdzonych testami przypadkach zakażenia, mapa przybliża najdokładniejszy obraz stanu zdrowia społeczności na danym terenie. POLCOVID-19 może zatem wesprzeć działania prewencyjne rządu i pozwolić na jeszcze lepsze planowanie działań jednostek i większych społeczności w trakcie trwającej epidemii. Jak podkreślają jej twórcy, najważniejszą rolą aplikacji jest stałe zwiększenie świadomości Polaków i wspieranie działań profilaktycznych poprzez promowanie idei „zostań w domu, by móc z niego wyjść jak najszybciej”.
– To ważne, by mieć świadomość, że w naszym najbliższym otoczeniu mogą być osoby o wysokim prawdopodobieństwie zakażenia wirusem, które nie zostały poddane testowi. Wówczas lepiej rozumiemy potrzebę izolacji lub szczególnej ostrożności. Z drugiej zaś strony – już niedługo część osób wróci do pracy po kwarantannie i zwiększy liczbę kontaktów z innymi. Dzięki aplikacji będzie można sprawniej organizować swoje codzienne życie i pracę – tłumaczy dr hab. Mirosław Kwaśniewski z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, założyciel IMAGENE.ME SA, ekspert w dziedzinie badań DNA i medycyny spersonalizowanej. – Dlatego zachęcamy wszystkich Polaków, by weszli na stronę polcovid.pl, założyli konto i poświęcili kilka minut na wypełnienie ankiety zgodnie ze stanem faktycznym. Dzięki wspólnemu działaniu możemy stworzyć w Polsce najdokładniejszą mapę zagrożenia koronawirusem w skali światowej. By to osiągnąć, jest konieczne, by ankietę wypełniło jak najwięcej osób.
Dane pomogą zwiększyć świadomość zagrożenia koronawirusem
Naukowcy podkreślają, że użytkownik może wypełniać kwestionariusz tak często, jak potrzebuje – albo codziennie, albo w przypadku wystąpienia nowych objawów czy zmiany samopoczucia. Dane zbierane przez aplikację POLCOVID-19 są całkowicie zanonimizowane, a mapa pokazuje je wyłącznie w skali powiatu lub miasta. Dzięki temu każdy może uzyskać wiedzę o sytuacji w swoim regionie bez informowania innych użytkowników o indywidualnych objawach. Naukowcy wykorzystają wyniki do dalszych analiz.
dr hab. Mirosław Kwaśniewski
– W tej kryzysowej sytuacji, która dotyka nas i naszych bliskich, jako naukowcy chcemy lepiej zrozumieć charakter tej choroby, aby skuteczniej radzić sobie z nią teraz i przygotować się na to, co przyniesie przyszłość.Dlatego zebrane, zanonimizowane dane dziś będą służyły Polakom, a następnie zostaną wykorzystane do analiz statystycznych i badań naukowych dotyczących oceny predyspozycji do zachorowania na COVID-19 i samego przebiegu choroby w polskim społeczeństwie – podsumowuje dr hab. Mirosław Kwaśniewski.
POLCOVID-19 jest dostępny bezpłatnie na stronie internetowej polcovid.pl, dlatego nie trzeba go instalować. Trwają prace nad wersją mobilną, która niedługo będzie dostępna w sklepach z aplikacjami dla systemów Android i iOS.
Europa zaczyna dzień od wygaszania apetytu na ryzyko, jaki narósł przez ostatnie dwa dni. Jakkolwiek wątpliwości popytu pojawiły się jeszcze wczoraj pod koniec sesji na Wall Street, dziś rano kubeł zimnej wody na głowy inwestorów wylewa Eurogrupa, która po wielogodzinnych rozmowach nie doszła do porozumienia w sprawie strategii łagodzenia wpływu pandemii na gospodarkę.
Szesnaście godzin spędzonych na rozmowach nie wystarczyło ministrom finansów UE, aby znaleźć konsensus dla planu odpowiedzi na wyzwania stawiane przez pandemię COVID-19. Kością niezgody stały się corona bonds, tj. wspólne obligacje państw UE. Takiego rozwiązania dla złagodzenia obciążeń fiskalnych życzą sobie Francja i państwa z południa Europy, które najmocniej ucierpiały na wybuchu epidemii. Przeciwne są Niemcy oraz inne kraje z bogatszej północy, które obawiają się, że emisja wspólnego długu pozostanie docelowym środkiem stwarzającym furtkę dla niżej ocenianych państw do taniego zadłużania się w przyszłości.
EUR/USD został zrzucony pod 1,0850, a awersja do ryzyka przetoczyła się przez inne klasy aktywów. Wstępny szok jest zrozumiały, nawet jeśli w końcowym rozrachunku spór między członkami UE nie oznacza jeszcze całkowitego fiaska w tworzeniu planu. Eurogrupa wróci do rozmów jutro. Jakkolwiek corona bonds mogą pozostać nieuzgodnionym elementem, można dalej liczyć, że kompromis zostanie osiągnięty w kwestii funduszu na pożyczki mitygujące ryzyko wzrostu bezrobocia, gwarancji rządowych pod inwestycje przedsiębiorstw (gry przyjdzie czas na odbudowę ożywienia), a także linie kredytowe z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego. Mimo to dzisiejszy brak porozumienia podnosi ryzyko, że UE będzie marnować czas na kłótnie, przez co jednak koszty walki z koronawirusem będą wyższe. Dla EUR potwierdzenie europejskiej solidarności jest kluczowe, gdyż brak skoordynowanych działań fiskalnych będzie szkodliwy zarówno dla waluty, jak i też dla oceny wiarygodności kredytowej biedniejszych krajów. Ostatnie czego strefa euro potrzebuje, to dodatkowego kryzysu zaufania do instrumentów dłużnych państw członkowskich.
Kwietniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej dla jej członków powinno być jednym z przyjemniejszych w najbliższym czasie. Oczekujemy, że po dzisiejszym spotkaniu nie dojdzie do zmian w polityce monetarnej. Od 17 marca, kiedy RPP dokonała obniżki stopy referencyjnej o 50 pb do 1 proc., a dodatkowo bank wprowadził inne narzędzia dla wsparcia gospodarki, nie otrzymaliśmy wiele twardych danych z gospodarki, które pomogłyby Radzie ocenić skalę szkód wywołanych epidemią koronawirusa i paraliżem aktywności gospodarczej. Jakkolwiek przedstawianie w połowie marca przez prezesa NBP Adama Glapińskiego prognozy gospodarcze można obecnie uznać za wyjątkowo optymistyczne, wprowadzonymi narzędziami Rada zyskała czas, aby zebrać jak najwięcej danych przed kolejną decyzją. Rozwój epidemii w kraju i na świecie jest sprawą dynamiczną, tak samo jak rodząca się dyskusja o momencie poluzowania zakazów dotyczących działalności gospodarczej i wychodzenia z domu. Za miesiąc (lub później) Rada być może będzie miała większe przekonanie, czy wprowadzone narzędzia są wystarczające dla wsparcia gospodarki, czy potrzeba czegoś więcej. Osobiście nie uważam, aby dalsze obniżki stóp procentowych są najlepszą drogą. Choć niezaprzeczalnie złagodziłoby to obciążenia kredytowe, ryzykiem jest pogorszenie sytuacji krajowych banków, co osłabi ich skłonność do udzielania kredytów, co będzie negatywnie rzutować na akcje kredytową w przyszłości. RPP ma do dyspozycji inne narzędzia (np. pożyczki dla banków nakierowane na kredyty dla firm), które teraz skuteczniej poprawią sytuację finansową przedsiębiorstw. Nie sądzę, aby Polska, jako bądź co bądź gospodarka wschodząca, może sobie pozwolić na sprowadzeni głównej stopy procentowej do zera (lub do 0,50 proc.). Choć słabszy złoty może okazać się korzystnym czynnikiem dla polskich eksporterów (o ile odbudują się rynki zbytu), zbyt niskie stopy procentowe rodzą ryzyko podwyższonej zmienności kursu złotego, co dla nikogo nie będzie dobre. Rada musi mieć to na wadze przy przyszłych decyzjach.
Rada Ministrów w ramach rozszerzenia tzw. tarczy antykryzysowej przyjęła 7 kwietnia 2020 r. projekt kolejnej ustawy mającej na celu przeciwdziałanie negatywnym skutkom epidemii wirusa SARS-CoV-2. Zakłada on m.in. przedłużenie legalnego pobytu cudzoziemców przebywających w Polsce na podstawie ruchu bezwizowego lub wiz Schengen. Projekt przewiduje także wydłużenie okresu ważności kart pobytu oraz tymczasowych zaświadczeń tożsamości cudzoziemca.
Przyjęty 7 kwietnia przez Radę Ministrów projekt ustawy* zawiera dodatkowe szczególne rozwiązania dla cudzoziemców przebywających w Polsce. Pierwsze weszły w życie 31 marca a ich szczegóły można znaleźć na stronie Urzędu do Spraw Cudzoziemców.
Projekt nowej ustawy dotyczy cudzoziemców, którzy w dniu ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego 14 marca 2020 r. przebywali w Polsce na podstawie:
wizy Schengen,
wizy wydanej przez inne państwo obszaru Schengen (w tym wizy długoterminowej uprawniającej do pobytu w okresie przekraczającym 90 dni),
dokumentu pobytowego wydanego przez inne państwo obszaru Schengen,
w ramach ruchu bezwizowego,
wizy długoterminowej wydanej przez inne państwo członkowskie Unii Europejskiej niebędące państwem obszaru Schengen, jeżeli zgodnie z przepisami prawa Unii Europejskiej uprawnia ona do pobytu na terytorium Polski,
dokumentu pobytowego wydanego przez inne państwo członkowskie Unii Europejskiej niebędące państwem obszaru Schengen, jeżeli zgodnie z przepisami prawa Unii Europejskiej uprawnia ona do pobytu na terytorium Polski.
Pobyt tych osób będzie uważany za legalny od dnia następującego po ostatnim dniu legalnego pobytu wynikającego z ww. wiz, dokumentów lub ruchu bezwizowego, do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii – w zależności, który obowiązywał jako ostatni.
Powyższe rozwiązanie zakłada, że wydłużenie legalności pobytu będzie następować z mocy prawa. Nie będzie konieczne składanie żadnych wniosków ani wydawanie zezwoleń czy dokumentów.
Pozwoli to na dalszy legalny pobyt w Polsce cudzoziemcom, którzy z różnych przyczyn związanych z epidemią wirusa SARS-CoV-2 nie mogą opuścić jej terytorium oraz tych, którzy chcą w dalszym ciągu realizować cel pobytu, w tym wykonywanie pracy. Wspomniany przepis umożliwia bowiem cudzoziemcom wykonywanie pracy w oparciu o posiadanie zezwolenia na pracę, zezwolenia na pracę sezonową oraz oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy, które na mocy już obowiązujących przepisów ulegają lub ulegną przedłużeniu z mocy prawa.
Dzięki opisywanemu rozwiązaniu cudzoziemcy nie będą zmuszeni w przyszłości do składania jakichkolwiek wniosków o udzielenie zezwoleń pobytowych aby móc bez przeszkód opuścić terytorium Polski.
Projekt przewiduje również przedłużenie z mocy prawa okresów ważności kart pobytu oraz tymczasowych zaświadczeń tożsamości cudzoziemca (TZTC – dokumenty wydawane cudzoziemcom ubiegającym się o udzielenie ochrony międzynarodowej), jeżeli ich koniec wypadałby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Okres ważności tych dokumentów ulegnie przedłużeniu do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni. Rozwiązanie to jest istotne z uwagi na czasowe zawieszenie bezpośredniej obsługi klientów przez urzędy wojewódzkie i Urząd do Spraw Cudzoziemców z powodu epidemii koronawirusa. Umożliwi cudzoziemcom posługiwanie się tymi dokumentami do czasu, gdy stanie się możliwe wydanie nowych.
*Projekt ustawy o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 został przekazany do Sejmu RP. Tekst projektu dostępny jest w druku sejmowym nr 330 na stronie internetowej: www.sejm.gov.pl.
Pandemia koronawirusa może oznaczać wzrost liczby postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych. Dostosowanie prawa restrukturyzacyjnego do pandemii – m.in. automatyczne otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego i wstrzymanie egzekucji tylko na skutek złożenia wniosku – pozwoli większej liczbie przedsiębiorców skorzystać z tych instrumentów. – W przeciwnym wypadku czeka nas paraliż sądów – ocenia Piotr Zimmerman z Kancelarii Zimmerman i Wspólnicy.
– Czeka nas wysyp wniosków o upadłość i postępowanie restrukturyzacyjne. To nieuniknione. Już dzisiaj wiemy, że żaden system pomocy nie spowoduje, że przedsiębiorstwa i cała gospodarka wyjdą suchą nogą z kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa. Późnym latem i wczesną jesienią na pewno będą dziesiątki, jeśli nie setki wniosków o upadłość i restrukturyzację, bo to jedyne wyjście, jakie pozostanie przedsiębiorcom – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Zimmerman, radca prawny w Kancelarii Zimmerman i Wspólnicy, doradca restrukturyzacyjny w Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja SA.
Z ankiety przeprowadzonej wśród firm skupionych w Pracodawcach RP w dniach 30–31 marca wynika, że 93 proc. z nich odnotowało spadek przychodów w związku z pandemią. Z tego jedna trzecia straciła między 26 a 50 proc. przychodów, a prawie jedna czwarta – od 51 do 75 proc. W marcu 30 proc. firm przeprowadziło zwolnienia, a taki plan na kolejne trzy miesiące ma aż 66,5 proc.
Zdaniem eksperta, patrząc już na dzisiejszą sytuację firm, widać, że konieczne są zmiany w prawie restrukturyzacyjnym i ich dostosowanie do obecnej sytuacji epidemicznej.
– Kiedy nastąpi lawinowy wysyp wniosków o restrukturyzacje, sądy po prostu sobie nie poradzą z otwieraniem postępowań. Dlatego jeśli sytuacja nadal będzie się pogarszała i ten stan epidemii będzie trwał przez jeszcze miesiąc czy dwa, to konieczne będzie wprowadzenie takich rozwiązań jak automatyczne otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego i wstrzymanie egzekucji tylko na skutek złożenia wniosku, żeby każdy, kto pójdzie do sądu, uzyskał automatyczną ochronę – wskazuje Piotr Zimmerman.
Jak wynika z danych Coface, w 2019 roku ogłoszono 1019 postanowień o upadłości i restrukturyzacji firm w Polsce – o 4,5 proc. więcej niż w roku 2018. Wśród wszystkich rodzajów postępowań najwięcej ogłoszono upadłości – 574, co stanowi 56 proc. wszystkich postępowań. Łączna liczba postępowań restrukturyzacyjnych wzrosła do 445.
– W trakcie restrukturyzacji przedsiębiorca jest traktowany jako zagrożony niewypłacalnością. W związku z tym w ciągu najbliższych tygodni na pewno należałoby się pochylić nad dostosowaniem prawa restrukturyzacyjnego do obecnej trudnej sytuacji, nad przyspieszeniem możliwości jego zastosowania, wprowadzeniem instrumentów, które pozwolą większej liczbie przedsiębiorców skorzystać z tych instrumentów, mimo niedowładu ze strony sądów – przekonuje doradca restrukturyzacyjny.
Polskie firmy mogą skorzystać z postępowania o zatwierdzenie układu, przyspieszonego postępowania układowego, postępowania układowego i postępowania sanacyjnego. Obecnie, jak podaje Coface, wśród postępowań restrukturyzacyjnych najwięcej jest przyspieszonych postępowań układowych, które stanowią 67 proc. wszystkich postępowań. Systematycznie spada liczba postępowań układowych i sanacyjnych.
– Stan epidemii w żaden sposób nie zwalnia od obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Jeżeli firma stała się niewypłacalna, to ma obowiązek taki wniosek złożyć, nawet jeżeli sytuacja ta nie jest wywołana jej wewnętrznymi problemami, tylko zewnętrzną sytuacją – podkreśla Piotr Zimmerman.
26 proc. pracowników obawia się, że straci pracę w ciągu kolejnych sześciu miesięcy – wynika z nowej edycji badania „Monitor Rynku Pracy” Instytutu Badawczego Randstad. To najsilniejsze obawy w historii tych analiz, czyli od 10 lat. Najmniej o swoją zawodową przyszłość boją się osoby pracujące na etacie na czas nieokreślony, najbardziej – osoby zatrudnione na umowach cywilnoprawnych oraz na umowach o pracę, ale na czas określony. Gdyby ich obawy miały się spełnić, bez pracy pozostałoby 3,6 mln osób. – Liczymy, że ten czarny scenariusz się nie sprawdzi, ale nie spodziewam się mniejszej liczby bezrobotnych niż 2,5 mln osób do końca tego roku – komentuje wyniki badania Łukasz Komuda, ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.
– Kluczowy wskaźnik analizowany w badaniu „Monitor Rynku Pracy”, czyli obawa o utratę pracy, wyniósł 26 proc. Taki odsetek pracowników obawia się, że w nadchodzących sześciu miesiącach może utracić zatrudnienie. Dla porównania, od III kwartału 2010 roku, odkąd jest prowadzona ta analiza, najwyższy poziom lęku o utratę pracy wynosił 13 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Komuda, ekspert rynku pracy z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.
Jak wynika z badań przeprowadzonych pod koniec marca, bardziej pesymistycznie nastawione są kobiety oraz osoby młode, w przedziale wiekowym 18–29 lat. Największe obawy mieli mieszkańcy centralnej Polski oraz pracownicy branży hotelarskiej, gastronomicznej, handlu, branży finansowej i ubezpieczeniowej.
– Pośród zawodów, których przedstawiciele sygnalizowali największy lęk, mieliśmy zarówno te niewymagające wysokich kwalifikacji, takie jak kasjerzy, sprzedawcy czy robotnicy niewykwalifikowani, jak i top menedżerów, którzy również zgłaszają obawę, że za chwilę ich miejsce pracy może przestać istnieć albo ze względu na poważne redukcje czy reorganizacje mogą znaleźć się w sytuacji poszukujących nowego pracodawcy – wyjaśnia Łukasz Komuda. – Najmniejszy lęk jest w budownictwie, edukacji i IT, co chyba nie jest zaskoczeniem. Drugi i trzeci z tych sektorów są zdominowane przez usługi publiczne, publicznego pracodawcę, gdzie stabilność jest zdecydowanie większa.
Obawy uzależnione są również od tego, na podstawie jakiej umowy dana osoba jest zatrudniona. Jak wyjaśnia ekspert, najspokojniejsi są pracownicy na umowie o pracę na czas nieokreślony, ale mimo to odsetek wśród nich i tak jest wysoki i wynosi 17 proc. Wśród osób zatrudnionych na umowy-zlecenia lub umowy o dzieło wynosi on 43 proc., a wśród pracujących na etacie na czas określony – 39 proc.
– Gdyby ich obawy się potwierdziły, to pracę straciłoby około 3,6 mln ludzi w ciągu sześciu miesięcy. Oczywiście wszyscy mamy nadzieję, że tak się nie stanie i skok bezrobocia będzie zdecydowanie mniejszy. Niemniej nie prognozowałbym mniejszego wzrostu bezrobocia niż sięgający do 2,5 mln ludzi do końca 2020 roku – zastrzega ekspert FISE. – Tu wystarczy prosta kalkulacja – jeżeli połowa samozatrudnionych, przekraczając ten odsetek lękających się o utratę zleceń, i jedna dziesiąta wszystkich etatowców straciłaby pracę, to byłoby właśnie około 2,5–2,6 mln ludzi.
Z danych GUS wynika, że na koniec lutego 2020 roku, czyli przed pojawieniem się koronawirusa w Polsce, liczba zarejestrowanych bezrobotnych wynosiła niecałe 920 tys. Jak podkreśla Łukasz Komuda, to pokazuje, że spodziewane tempo wzrostu bezrobocia będzie bezprecedensowe. Dotychczasowe kryzysy gospodarcze, nawet jeśli wiązały się z redukcją zatrudnienia, były bardziej rozłożone w czasie.
– Teraz mówimy o tąpnięciu, które następuje od końcówki marca przez cały kwiecień, dlatego że cały czas mamy restrykcje, które są jeszcze bardziej zaostrzane, jeśli chodzi o swobodę poruszania się. To wpływa na sposób funkcjonowania firm oraz przychody zarówno producentów, jak i dystrybutorów i sprzedawców – mówi ekspert FISE.
Ten kryzysowy czas – jego zdaniem – wskazuje też na słabości elastycznego rynku pracy, do którego dążyli zarówno pracodawcy, jak i pracownicy, a który sprawdzał się w okresie dobrej koniunktury.
– W tej chwili widzimy w całej rozciągłości koszty takiego rozwiązania. Nie trzeba zrywać żadnej umowy, po prostu zleceniobiorcy, zarówno samozatrudnieni, jak i zatrudnieni na umowy cywilnoprawne zwyczajnie nie otrzymują kolejnych zleceń. To już ma miejsce. Negatywne nastroje i fakt, że istotnej części pracowników obniżają się dochody, powodują u nich lęk i gotowość do tego, żeby godzić się na gorsze warunki pracy – mówi Łukasz Komuda.
Tego również obawiają się pracownicy. 41 proc. Polaków odczuwa strach przed obniżeniem pensji.
Badanie Randstad wskazuje, że znacznie obniżył się również optymizm związany z szansą na nową pracę. 52 proc. badanych odpowiedziało, że w przypadku utraty obecnej pracy w ciągu sześciu miesięcy znajdą nową – tak samo dobrą lub lepszą. Na początku marca ten odsetek wynosił 70 proc. Mimo wszystko trzech na czterech respondentów wierzy, że przez pół roku znajdzie jakąkolwiek inną pracę.
Zgodnie z badaniem Barometr Providenta przeprowadzonym w lutym na tegoroczne Święta Wielkanocne Polacy zamierzali wydać średnio 637 zł, czyli o 74 zł więcej niż przed rokiem. W związku z rozwojem pandemii koronawirusa w marcowym badaniu tylko 30 proc. zapowiedziało, że utrzyma założony wcześniej budżet. Prawie połowa Polaków zamierza ciąć świąteczne wydatki. Deklarują tak przede wszystkim seniorzy.
Zaledwie w ciągu kilku tygodni badanie na temat wielkanocnych planów Polaków stało się nieaktualne. Według lutowego Barometru Providenta nieco ponad połowa respondentów planowała wydać do 500 zł, kolejne 17 proc. – między 500 a 1 tys. zł. Średni budżet świąteczny wynosił wówczas niecałe 640 zł i był nieco wyższy od ubiegłorocznego. W marcu większość badanych zadeklarowała, że zrewiduje swoje wydatki.
Z powodu pandemii koronawirusa pierwotnie założone budżety utrzyma niecałe 30 proc. badanych.
– Zmiana świątecznych planów zrewidowała nasze wydatki. Niemal połowa z badanych zadeklarowała, że wyda na Wielkanoc mniej, niż zamierzała. Najczęściej o cięciach w budżecie myślą seniorzy. Prawie 58 proc. z nich twierdzi, że poniesie niższe koszty – podkreśla Karolina Łuczak, kierownik biura prasowego i komunikacji wewnętrznej Provident Polska.
To niejedyna zmiana, jaką na Polakach wymusiła pandemia koronawirusa. Inne są teraz nasze plany na spędzenie świątecznych dni. 43 proc. badanych spędzi ten czas w domu – z rodziną lub samotnie. Prawie 25 proc. będzie świętować z rodziną, ale zdalnie, dzięki wykorzystaniu technologii. 10 proc. Polaków deklaruje, że ich świąteczne plany nie zmienią się z powodu sytuacji epidemiologicznej.
Barometr Providenta pokazał, że Polacy są przywiązani do tradycji, dlatego w tym roku najbardziej będzie im brakować zwyczaju święcenia pokarmów, który z powodu pandemii został zawieszony.
– Dla 78 proc. badanych to ważna tradycja wielkanocna – mówi Karolina Łuczak. – Pamiętajmy jednak, że wiele zwyczajów można kultywować, nie wychodząc z domu. Dzieci na pewno chętnie przygotują kolorowe pisanki.
Polacy nie zamierzają za to zrezygnować z domowych porządków, które są trwale związane z przygotowaniami do świąt.
W lutowej edycji badania respondenci wskazali, że na świątecznym stole będą dominować tradycyjne potrawy. Polacy nie wyobrażają sobie Wielkanocy bez żurku (57 proc.) lub barszczu białego (41 proc.) oraz jajek (75 proc.) i białej kiełbasy (prawie 50 proc.). Wyjątkowo przywiązani do tradycyjnych smaków są przedstawiciele najstarszego pokolenia.
– Międzypokoleniowe różnice w smaku najbardziej widać na przykładzie ciast. Najstarsi preferują tradycyjnego podczas Wielkanocy mazurka. Młodzi wolą makowca, którego przygotowujemy także na gwiazdkę – dodaje ekspertka z Provident Polska.
Możliwość w pełni zdalnego diagnozowania schorzeń w dobie pandemii koronawirusa byłaby nieoceniona. Tego typu innowacyjne systemy są jednak dopiero opracowywane. Polacy zaprojektowali kamerę rejestrującą pracę fałd głosowych w technologii slow motion, co pozwoli na lepszą diagnostykę aparatu mowy, a w przyszłości – stawianie diagnozy nawet na odległość. Zebrane przez urządzenie dane mogą posłużyć jako punkt wyjścia do opracowywania profili biometrycznych ludzkiego głosu.
– Nasze urządzenie potrafi nagrać fałdy głosowe z prędkością nawet 3,2 tys. klatek na sekundę. Dzięki temu jesteśmy w stanie bardzo dokładnie przeanalizować pracę fałdów głosowych i bardzo szybko wykryć najdrobniejsze zaburzenia tej pracy sygnalizujące powstanie pierwszych schorzeń krtani, a potem szybko poddać je rehabilitacji i usunąć – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Marcin Just, prezes DiagNova Technologies.
Zestaw do zaawansowanego badania krtani opracowany przez polskich ekspertów przeznaczony jest zwłaszcza do diagnozowania osób, które zawodowo pracują głosem, czyli śpiewaków, lektorów czy nauczycieli. Umożliwia badanie dysfonii, na skutek której człowiek przestaje używać swojego głosu w celach zawodowych.
– Możemy wykrywać wszelkie zmiany organiczne w obrębie krtani, ale również zmiany czynnościowe. Nasze urządzenie może wykrywać wszelkie zmiany typu onkologicznego, czyli po prostu poprawiać diagnostykę onkologiczną. W tej chwili nasz produkt jest jedynym tego typu rozwiązaniem na świecie. Jest to nowa technologia – zapewnia Marcin Just.
Jednak na rynku medycznym już od dłuższego czasu są dostępne sztywne endoskopy umożliwiające zapisywanie obrazu w jakości HD. Przewagą polskiego rozwiązania nad dotychczas używanymi aparatami jest zastosowanie kamery ALI Cam-HS1, która umożliwia rejestrowanie rzeczywistych nagrań slow motion realizowanych w trybie High Speed. Dają one dużo lepsze możliwości diagnostyczne niż dotychczas stosowana technologia stroboskopowa. Zgodność urządzenia z oprogramowaniem DiagnoScope Specjalista pozwala natomiast na przeprowadzenie pełnej diagnostyki kimograficznej, włącznie z parametryzacją ruchu fałdów głosowych i generowaniem fonowibrogramów. To z kolei daje punkt wyjścia do jeszcze bardziej zaawansowanej diagnostyki.
– Mamy tu do czynienia np. z biometrią głosową. Dzięki naszemu urządzeniu będziemy mogli zdecydowanie dokładniej zmierzyć to, co dzieje się w krtani, a dzięki temu być może w przyszłości lepiej diagnozować ludzi zdalnie. Możliwe będzie również wprowadzenie kontroli dostępu do obszarów chronionych czy w jakikolwiek inny sposób wspomaganie kryminalistyki dzięki lepszemu poznaniu zjawisk zachodzących w krtani – zapowiada prezes DiagNova Technologies.
Biometria głosowa może być również stosowana m.in. w procesie uwierzytelniania, np. przelewów bankowych. Wzorzec głosu jest unikalny dla każdej osoby, co oznacza że można dla niego stworzyć model matematyczny. Urządzenie proponowane przez polskich inżynierów jest jednak na razie przeznaczone do zastosowania w gabinetach lekarskich.
– Badanie prowadzone jest wyłącznie u lekarza. Polega ono na wprowadzeniu do gardła pacjenta tzw. optyki sztywnej. Jest to zasadniczo badanie bezkontaktowe i nie jest nieprzyjemne dla pacjenta. Dzięki wprowadzeniu tej optyki jesteśmy w stanie zobaczyć fałdy głosowe, które są trochę głębiej ukryte, a dzięki tak dużej liczbie klatek na sekundę możemy bardzo precyzyjnie zobrazować pracę tych fałdów głosowych, a diagnoza może być postawiona praktycznie natychmiast, w ciągu 15 minut – wyjaśnia Marcin Just.
Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że dodatkowe finansowanie szpitali na zwalczanie epidemii COVID-19 musi obejmować również środki na dodatkowe koszty ponoszone przez podwykonawców usług niezbędnych do funkcjonowania szpitali. FPP apeluje do szpitali, aby zawierały z firmami aneksy uwzględniające dodatkowe koszty osobowe i materiałowe. Wśród realizowanych przez zewnętrzne podmioty działań są działania bezpośrednio związane z procesem opieki medycznej nad pacjentem. Również koszty obsługi szpitali w zakresie utrzymania czystości, dezynfekcji, prania czy cateringu istotnie wzrosły w wyniku pandemii SARS-COV-2.
Firmy realizujące kontrakty ponoszą znacznie wyższe koszty, by wyposażyć pracowników wykonujących czynności w bezpośrednim otoczeniu pacjenta. Muszą oni być zabezpieczeni podobnie jak lekarze oraz dodatkowo dezynfekować wszystkie powierzchnie kilkadziesiąt razy dziennie. Dlatego FPP postuluje, by wielokrotnie większe nakłady były uwzględnione w kontraktach publicznych – w ramach ich waloryzacji. Należy ponadto odblokować strumień płatności podwykonawcom przez anulowanie art. 54 ustawy o podmiotach leczniczych i finansowanie za pośrednictwem kredytów w BGK.
„Mało kto zauważa istotne usługi, jakie są cały czas realizowane w szpitalach przez firmy prywatne na podstawie kontraktów publicznych. Te usługi wymagają takich samych zabezpieczeń, jak w przypadku personelu medycznego. Salowe, sanitariusze, osoby , piorące bieliznę szpitalną, przygotowujące posiłki są równie narażone na zakażenie, jednak codziennie ofiarnie wypełniają swoje obowiązki. Koszty firm świadczących te usługi – ze względu na ryzyko zakażenia SARS-COV-2 – wzrosły kilkukrotnie. Dotyczy to zarówno zabezpieczeń i wynagrodzeń pracowników, absencji z powodu epidemii, jak również lawinowego zwiększenia poziomu dezynfekcji wykonywanej w szpitalach. Dostawy środków czystości i dezynfekcji wzrosły o kilkaset procent. Jednak szpitale nadal płacą za usługi według wcześniej zawartych, wieloletnich kontraktów. Taka sytuacja jest nieakceptowalna – należy natychmiast zwaloryzować wszystkie kontrakty i odblokować płatności na rzecz podwykonawców, którzy muszą na bieżąco regulować wynagrodzenia pracownikom i płacić za zwiększone dostawy środków higienicznych oraz środków ochrony osobistej” – komentuje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).
Bez usług pomocowych przy pacjencie, usług mycia i dezynfekcji powierzchni i pzredmiotów, przygotowywania posiłków i innych rodzajów wsparcia, stan pancjentów i higieny w szpitalach może ograniczyć skuteczność wysiłków lekarzy. Wiele tych usług jest zlecanych w trybie zamówień publicznych. Przepisy Prawa zamówień publicznych (PZP) stanowią, że umowa może być zmieniona, m.in. w przypadku wystąpienia nieprzewidzianych okoliczności. Ta podstawa upoważnia więc do zmiany umow w zwiazku epidemią. Ustawa o przeciwdziałaniu COVID-19 powinna jednak pójść dalej. Konieczne jest wprowadzenie obowiązku zmieniania umów, w tym pokrycia zwiększonych kosztów wykonania zamówień na usługi towarzyszące leczeniu. Jeżeli umowy nie będą zmienione, wszystkie te usługi będą wykonywane na niewystarczającym poziomie. Cena tego zaniechania będzie znacznie wyzsza, niż zwiększenie nakładów.
Nie mniej istotne jest wsparcie płynności finasnowej wykonawcow. Obecnie wykonawcy nie mogą sięgać po np. faktoring, ponieważ obowiązuje wymóg uzyskania zgody organu założycielskiego podmiotu leczniczego na cesję wierzytelności. W praktyce wykonawca nie może przenieść wieczytelnosci, co – wobec długich terminów zapłaty w lecznictwie – blokuje ich płynność finasnową. Dlatego konieczna jest także gruntowna zmiana art. 54 ustawy o działalności leczniczej – tak, aby cecja wierzytelności była dopuszczalna.
Usługi salowych i sanitariuszy są integralną częścią procesu terapeutycznego. Usługi żywienia zbiorowego oraz pralnicze wspomagają proces leczenia i przyczyniają się do szybszej rekonwalescencji pacjentów. To pracownicy firm zewnętrznych dbają o stan sanitarno-epidemiologiczny pomieszczeń szpitali, o to by pacjenci przebywali w sterylnych warunkach i mieli pomoc przy podstawowych czynnościach – tj. toaleta, transport na badania itd. Dbają o dostawy posiłków uwzględniających wszystkie zalecenia lekarzy, jak również o pościel, w której pacjenci śpią.
Nakłady, które muszą być przeznaczone na służbę zdrowia, muszą uwzględniać także potrzebę zakupu usług od podmiotów, które wspierają procesy lecznicze. Tak, aby mogły one uzyskać środki na opłacenie pracowników, którzy z oddaniem pracują na rzecz pacjentów oraz na zwiększone koszty zużycia materiałów ochrony osobistej oraz materiałów higienicznych.
Przyjęta przez Sejm tzw. „Tarcza Antykryzysowa” jest dziurawa i niewystarczająca. Boleśnie przekonują się o tym przedsiębiorcy, którzy muszą dziś zawieszać lub wręcz zamykać swoją działalność oraz pracownicy, którzy tracą pracę. Ewidentnie przekonany jest już o tym sam rząd, który dziś zaproponował jej korektę – wciąż dalece nieprzystającą do realnych potrzeb „zamkniętej” gospodarki.
Tydzień temu, 30 marca b.r., ogłosiłem pięciopunktowe „minimum gospodarcze”, szczegółowo skonsultowane nie tylko z moimi ekspertami gospodarczymi, ale również z dziesiątkami polskich pracowników i pracodawców. Dziś przedstawiam jego rozwiniętą wersję, uzupełnioną o precyzyjne kalkulacje, obejmujące źródła finansowania wydatków w nim zawartych.
PO PIERWSZE – PRAWDZIWE PENSJE
Musimy chronić wypłacalność ludzi. Rozwiązania rządowe w tym zakresie są skomplikowane i nieczytelne. Kompensacja pensji w założeniu rządowym wymaga pokrywania przez pracodawców znacznej części wynagrodzeń pracowników. Jakim cudem? Przecież znaczna część przedsiębiorców całkowicie utraciła już środki finansowe. To państwo powinno przejąć wynagrodzenia wszystkich pracowników do wysokości pełnej płacy minimalnej, proporcjonalnie do stanu finansowego firmy. Oznacza to, że jeśli przedsiębiorstwo całkowicie utraciło dochody, pensje jego pracowników państwo przejmuje w całości. Jeśli utrata dochodów jest częściowa, wtedy państwo bierze na siebie wypłaty pensji proporcjonalnie do tej utraty. Takie rozwiązanie powinno działać przynajmniej przez sześć miesięcy. Po zakończeniu kryzysu firmy powinny zwracać otrzymane wsparcie na dogodnych warunkach – w wysokości 50%, jeśli utrzymały zatrudnienie, lub w pełnej wysokości jeśli zwolniły pracownika.
PO DRUGIE – 2 080 ZŁOTYCH DLA BEZROBOTNYCH I SAMOZATRUDNIONYCH
Koronabezrobotnym, czyli wszystkim osobom, które utraciły pracę wskutek obecnego kryzysu, lub musiały zawiesić działalność gospodarczą, trzeba zapewnić środki do życia. Pakiet rządowy nie przewiduje żadnej rekompensaty osobom, którzy byli zatrudnieni na podstawie umowy o pracę. Czy rządzący naprawdę nie widzą, czy tylko udają, że w Polsce za chwilę jak bumerang wróci problem wysokiego bezrobocia? Ta sytuacja nie jest zawiniona ani przez firmy, ani przez pracowników, dlatego uważamy, że konieczne jest czasowe podwyższenie zasiłku dla bezrobotnych z 823 zł do wysokości 2080 zł, czyli 80% płacy minimalnej. Takie świadczenie powinno być wypłacane wszystkim bezrobotnym przez sześć miesięcy, zaczynając od kwietnia. Wypłata świadczeń nie może być obarczona żadnymi dodatkowymi warunkami, oprócz stwierdzenia faktu pozostawania aktualnie bez pracy. Każde inne biurokratyczne ograniczenie przyczyni się do dramatycznego wzrostu ubóstwa w Polsce.
PO TRZECIE – TANI KREDYT
Płynność finansowa firm jest dziś sprawą kluczową dla utrzymania zatrudnienia. Przedsiębiorcy muszą mieć możliwość opłacania swoich pracowników i kontrahentów, dlatego konieczna jest natychmiastowa akcja kredytowa dla tych z nich, którzy przeżywają trudności. W tym celu instytucje takie jak Bank Gospodarstwa Krajowego, Polski Fundusz Rozwoju i Agencja Rozwoju Przemysłu powinny zacząć udzielać gwarancji na kredyty, które dzięki temu staną się dostępne. Akcja kredytowa musi zostać uruchomiona jeszcze przed połową kwietnia, żeby powstrzymać zwalnianie pracowników, czy ogłaszanie upadłości przez firmy, którym epidemia uniemożliwiła działalność. Kredyty powinny być wypłacane w dwóch transzach – pierwszej, nieoprocentowanej i drugiej, oprocentowanej na 0,5%, gwarantowanej w 85%.
PO CZWARTE – PÓŁ ROKU BEZ PODATKÓW
Pobieranie jakichkolwiek danin od przedsiębiorców, którzy stracili dochody powinno zostać odroczone na sześć miesięcy. Po tym czasie należy zaproponować elastyczny sposób ich spłaty, lub częściowego umorzenia. Obciążanie dziś daninami przedsiębiorców, którzy stracili możliwości produkcyjne, doprowadzi do zwalniania ludzi i upadłości firm.
PO PIĄTE – KOŁO RATUNKOWE DLA SAMORZĄDÓW
Ze względu na dramatyczną utratę wpływów przez samorządy, rząd powinien przekazać dodatkową transzę środków dla samorządów terytorialnych, między innymi przez zwiększenie subwencji ogólnej. Samorządy są właścicielami szkół, szpitali, przychodni, ośrodków pomocy społecznej. Już dziś wspierają przedsiębiorców, choćby przez odraczanie czynszów. To samorządy są dziś na pierwszej linii frontu walki ze skutkami epidemii, dlatego wsparcie dla niech musi być bezwarunkowe. Rząd nie może decydować o tym, w jaki sposób władze lokalne będą tymi pieniędzmi dysponować.
Powyższe propozycje należy sfinansować za pomocą pilnej emisji „koronaobligacji” Skarbu Państwa, a także poprzez poczynienie odpowiednich oszczędności w środkach przekazywanych dziś mediom publicznym, IPN, KRRiT czy Polskiej Fundacji Narodowej. Należy solidarnie ograniczyć budżety Kancelarii Rady Ministrów, Kancelarii Prezydenta, poszczególnych ministerstw. Podobne obostrzenia powinny obowiązywać w spółkach skarbu państwa, które w tym trudnym dla Polski czasie nie powinny nawet myśleć o wypłacaniu sobie nagród.
Wszystkie kraje od USA po strefę Euro zwiększają dziś swoje zadłużenie. W Polsce ten wskaźnik jest stosunkowo niski. Partia rządząca korzystała z koniunktury, ale nie czyniła oszczędności. Oczywiście trzeba to powiedzieć jasno: zadłużenie samo w sobie nie jest niczym dobrym, ale koszt tego długu będzie nieproporcjonalnie niższy od kosztu odbudowy gospodarki, jeśli dziś doprowadzimy do upadku firm, popadania ludzi w ubóstwo i utratę płynności finansowej przez samorządy.
JAK FINANSOWAĆ POMOC?
Moi doradcy przeanalizowali budżet na 2020 r. Nierealne dziś założenie wzrostu PKB o 3,7% zaktualizowali na przykre, lecz niestety realistyczne założenie spadku o 5% . Z uwagi na odroczenia lub obniżenia danin, a także na konieczność przekazania dodatkowych środków z PIT do samorządów, założyli odpowiednie zmniejszenie dochodów budżetu i zwiększenie wydatków na pomoc dla firm i obywateli.
Z tych wyliczeń wynika deficyt budżetu w wysokości ok. 120 miliardów złotych w 2020 roku. Przy uwzględnieniu środków unijnych, które pozostają w naszej dyspozycji z poprzedniego budżetu UE, a które możemy wydawać przez kolejne trzy lata, pozostaje do sfinansowania 90 miliardów zł poprzez emisję obligacji Skarbu Państwa.
Emisja obligacji skarbowych spowoduje wzrost współczynnika długu do PKB do 52%, wciąż znacząco poniżej konstytucyjnego progu 60% zadłużenia Państwa. Dla porównania: Niemcy obecnie są zadłużone na 63%, a średnia Unii Europejskiej to 82%.
Należy przypomnieć, że kwota 90 miliardów złotych długu jest równa mniej więcej dwuletniemu kosztowi programu 500+, wraz z rocznym programem trzynastej emerytury. Dla przykładu na budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego planowano wydać ponad 100 miliardów złotych. Ta inwestycja w obecnej sytuacji nie ma znaczenia strategicznego.
Dodatkowo uważamy, że Spółki Skarbu Państwa powinny natychmiast wstrzymać finansowanie działań niezwiązanych z działalnością statutową. Oznacza to między innymi przekazanie w tym roku pełnej dywidendy Ministrowi Finansów. Każda złotówka jest dziś ważna dla budżetu państwa.
Ze specjalnej edycji raportu „Monitor Rynku Pracy” zrealizowanego przez Instytut Badawczy Randstad, wynika, że 26% pracowników ryzyko utraty posady ocenia jako duże. To blisko 1/5 więcej niż przed ogłoszeniem pandemii.
Obecna sytuacja jest kompletnie nowa zarówno dla pracodawców, jak i dla pracowników. Nie mamy żadnych doświadczeń jak w tym okresie się zachowywać, jak prowadzić firmę, jak pracować. To jest jednym z powodów lęku jaki odczuwają pracownicy, którzy obawiają się o przyszłość swojego miejsca pracy, jak i pracodawcy, którzy nie wiedzą, jak potoczą się losy ich firmy.
Wyniki badań pokazują wyraźnie, że większe obawy dotyczące utraty pracy mają osoby pracujące na umowy zlecenia i na umowy terminowe. Jest to o tyle uzasadnione, że zakończenie współpracy z takimi osobami jest dla pracodawcy stosunkowo proste i nie pociąga za sobą kosztów związanych z odprawami.
Przyszłość polskiego rynku pracy zależy od tego jak długo będzie trwać epidemia oraz zakresu działań osłonowych dla przedsiębiorców, jakie będą podejmowane przez rząd. Bez wsparcia państwa wiele firm nie przetrwa zmniejszenia lub braku zamówień i zerwanych łańcuchów dostaw.
Wzrost pesymizmu dotyczącego możliwości znalezienia pracy jest w tej sytuacji uzasadniony, szczególnie, że z rynku pracy płyną zapowiedzi zwolnień. Wiele osób ma też osobiste doświadczenia, które wskazują na problemy pracodawców. Okres 6 miesięcy na znalezienie nowej pracy może być faktycznie zbyt krótki, w sytuacji gdy nie jest wiadomo jak będzie przebiegać epidemia i jak długo potrwają ograniczenia wprowadzone przez rząd w celu zapobiegania jej rozprzestrzeniania. Trudno też przewidzieć, jak będzie wyglądał rynek pracy po zakończeniu epidemii. Prawdopodobnie nie wróci w skali 1 do 1 do stanu ze stycznia 2020 r, ale można prognozować że stopniowo kolejne branże, choć w różnym tempie, będą odbudowywały swój potencjał. Dla części pracowników będzie to oznaczało konieczność przyjęcia, choćby okresowo, pracy za niższą niż dotychczas stawkę lub na innym stanowisku i w innej branży.
Tarcza antykryzysowa przewiduje m.in. możliwość okresowego obniżenia pracownikom wynagrodzenia za pracę przy przestoju ekonomicznym czy czasowe obniżenie wymiaru pracy. Dla wielu pracowników, szczególnie tych niżej wynagradzanych, to rozwiązanie wiąże się z obawą o utrzymanie dotychczasowego poziomu życia, co jest w pełni zrozumiałe. Warto jednak podkreślić, choć nie było to przedmiotem badania, że patrząc choćby na wysokość zasiłków dla bezrobotnych, jest to rozwiązanie korzystniejsze o ile pozwoli na zapobiegnięcie likwidacji przedsiębiorstwa czy istotnemu ograniczeniu zatrudnienia. Po stronie pracodawców rozwiązania te wiążą się z ograniczeniem możliwości rozwiązywania umów o pracę w dłuższej perspektywie, co również wpływa na ostrożność firm w aplikowaniu o dofinansowanie.
Bezrobocie może wzrosnąć do 15 proc., a dynamika PKB do ujemnej wartości 6 proc. To są jednak czarne scenariusze. Jakie scenariusze uważane są za najbardziej prawdopodobne, jak drastycznie odczujemy skutki pandemii?
Technicznie z recesją mamy do czynienia, gdy PKB spada przez dwa miesiące. I to wydaje się przesądzone, ale jakie będą wyniki polskiej gospodarki może bardzo zależeć od IV kwartału. Są też ekonomiści, którzy uważają, że z recesją mamy do czynienia, jeżeli w ciągu 12 miesięcy bezrobocie wzrasta o ponad 1,5 proc., a tego scenariusza nie da się uniknąć.
– Sytuacja zmienia się z dnia na dzień, a prognozy ciągle ulegają pogorszeniu – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Negatywne uderzenie dotyczy podaży, bo wiele firm ogranicza produkcję, ale też i popytu, który jest szczególnie ważny dla PKB. Należy spodziewać się, że popyt konsumencki będzie się szybko obniżał, ze względu na sytuację finansową gospodarstw domowych. Wstrzymywane są inwestycje, a więc mamy w gospodarce wiele zakłóceń, z którymi w Polsce nie mieliśmy do czynienia od początku lat 90. XX wieku, a na świecie od czasów II wojny światowej.
Jeszcze niedawno wydawało się, że spowolnienie będzie oznaczało, że tempo wzrostu PKB spadnie do 3 proc. Oceny ekonomistów bardzo zmieniły się w ciągu zaledwie kilku tygodni.
– Teraz oceniam, że to nie będzie wzrost o 3 proc., ale spadek PKB w 2020 r. o ponad 3%, przy stopniowym spadku inflacji, i powrót do wzrostu ok 2,5% w 2021 r. – wyjaśnia ekspert XTB. – To jednak bardzo zależy od tego czy w drugiej połowie roku zaczniemy odrabiać potężne straty, a taką mam jeszcze nadzieję.
Przy takim scenariuszu mielibyśmy w ciągu dwóch lat nieduży spadek PKB, co jednak będzie bardzo dużą stratą.
– Ta strata będzie nie do odrobienia, a może być gorzej, bo obecnie tworzone scenariusze są obarczone bardzo dużym błędem – przyznaje P.Kwiecień.
Bardzo ważna będzie skala upadłości firm, powodująca efekt domina. Natomiast tempo wzrostu bezrobocia wyznaczać będzie skalę ograniczenia konsumpcji.
Mudita – polska firma technologiczna, założona przez Michała Kicińskiego, współtwórcę firmy CD Projekt, wspólnie z lekarzami z Fundacji Badań i Rozwoju Nauki, zaprojektowała prosty i niedrogi w produkcji wentylator dla pacjentów z COVID-19. Breath ma za zadanie dostarczać tlen do płuc pacjenta w sytuacji, gdy jego życie jest zagrożone, a lekarz nie ma możliwości skorzystania z profesjonalnego respiratora. Mudita szuka teraz partnerów, którzy pomogą w produkcji urządzenia.
Mudita, znana do tej pory z prac nad pierwszym polskim minimalistycznym telefonem, postanowiła wesprzeć służbę zdrowia w trudnym czasie walki z epidemią. Mając na pokładzie doświadczony zespół inżynierów, elektroników, mechaników i programistów, podjęła współpracę z transplantologiem dr hab. Michałem Wszołą, dr Dominikiem Drobińskim, anestezjologiem pracującym w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie i innymi lekarzami oraz personelem medycznym z Fundacji Badań i Rozwoju Nauki. Razem uruchomili projekt pod roboczą nazwą Breath, aby pomóc szpitalom, które nie dysponują wystarczającą liczbą respiratorów. W ciągu tygodnia inżynierowie skonstruowali prototyp prostego w obsłudze i niedrogiego w produkcji wentylatora.
Firma Mudita poszukuje partnerów, którzy przyłączą się do projektu i pomogą w wyprodukowaniu urządzenia. Zaprasza do kontaktu na adres: [email protected].
“Jako firma technologiczna mamy dziś możliwość wsparcia lekarzy lokalnie w Polsce i na świecie. To wyścig z czasem, ale postanowiliśmy działać” – mówi Michał Kiciński, założyciel Mudity.
Breath ma za zadanie dostarczać tlen do płuc pacjenta w sytuacji, gdy jego życie jest zagrożone, a lekarz nie ma możliwości skorzystania z profesjonalnego respiratora. W obecnej sytuacji szpitale często nie dysponują wystarczającą ich liczbą, a dokupienie nowego sprzętu jest trudne ze względu na jego wysokie koszty i ograniczoną dostępność.
Firma zdecydowała się oprzeć konstrukcję wentylatora na worku AMBU – to prosty zestaw do resuscytacji i wentylacji oddechowej, który jest na wyposażeniu każdej jednostki medycznej. Może dostarczać pacjentowi dodatkową ilość tlenu, jeśli jest podłączony do jego źródła, np. butli. Jest to jednak urządzenie manualne – wentylacja pacjenta wymaga więc, aby lekarz, pielęgniarka lub ratownik medyczny uciskał worek siłą mięśni. Przy zwiększającej się liczbie pacjentów z COVID-19 nie jest możliwe, aby personel medyczny mógł pomóc w ten sposób każdemu choremu, który tego wymaga.
Mudita opracowała mechanizm, który uciskając worek AMBU, wtłacza tlen do płuc chorego. Lekarz nie musi robić tego manualnie, może natomiast ustawić parametry takie jak objętość powietrza wtłaczanego do płuc czy częstotliwość uciskania. Czujniki ciśnienia na bieżąco kontrolują mechanizm uciskający worek AMBU.
Na podstawie projektu przygotowanego wspólnie z lekarzami, inżynierowie z firmy Mudita stworzyli już w pełni funkcjonalny, pierwszy model urządzenia. Obecnie trwają przygotowania do uzyskania koniecznych certyfikacji oraz produkcji na masową skalę.
Adrian Krupowicz, szef zespołu inżynierów w firmie Mudita przygotował dla pozostałych osób zaangażowanych w projekt filmik pokazujący ich rozwiązanie i sposób jego działania – Mudita postanowiła go opublikować i na bieżąco informować o postępach w projekcie – na stronie internetowej firmy Mudita powstaje dedykowany mu serwis.
przed nami, jej negatywne skutki odczuwa prawie każdy, kto prowadzi firmę. Niemal każdy przedsiębiorca w kraju wobec dużej niepewności co do okresu trwania epidemii podejmuje decyzje, które mają go uchronić w przyszłości przed negatywnymi konsekwencjami kryzysu wywołanego epidemią. Przedsiębiorcy chcieliby, w tak skrajnie trudnej dla siebie sytuacji, móc liczyć na jakąkolwiek pomoc ze strony Państwa.
Dariusz Maszczyk, Doradca Restrukturyzacyjny, Członek Zarządu SIW Doradcy Restrukturyzacyjni Sp. z o.o.
Wprowadzona na początku kwietnia tarcza antykryzysowa pomimo mnogości rozwiązań nie znalazła jednak uznania przedsiębiorców. Jak wynika z opinii naszych klientów, które znalazły również potwierdzenie w opiniach organizacji skupiających pracodawców w Polsce, główne zarzuty dotyczą:
terminu udzielenia pomocy; pomimo zatrzymania sprzedaży już w połowie marca, pierwsze możliwości zawnioskowania o pomoc pojawiły się dopiero 01 kwietnia, a niektóre formy pomocy pomimo ich uchwalenia wciąż nie są możliwe do zawnioskowania,
wykluczeniu dużych przedsiębiorstw z bezpośrednich programów wsparcia,
skomplikowania i niejednoznaczności zapisów w przepisach oraz wnioskach dotyczących poszczególnych form pomocy,
długiego okresu rozpatrywania wniosków – nasi klienci, którym udało się, dzięki naszej pomocy, zawnioskować o dostępne formy wsparcia już 1 kwietnia na chwilę obecną nie mają żadnych decyzji w tym zakresie, nikt nie potrafi odpowiedzieć czy pomoc nadejdzie i kiedy zostanie przekazana przedsiębiorcy,
niedostatecznej ilości środków oraz zakresu pomocy bezpośredniej, w przypadku przestoju zakładu pomoc Państwa w proponowanej wysokości jest niewystarczająca, skorzystanie z pomocy uzależnione jest z dodatkowych warunków (dopłaty z FGŚP)
dla form pomocy z puli starosty: dofinansowanie wynagrodzeń pracowników MŚP czy też dofinansowanie części kosztów prowadzonej działalności gospodarczej – aktualnie brak możliwości aplikowania o środki, dodatkowo niejednoznaczne sformułowania: „Starosta może przyznać dofinansowanie … w kwocie nie przekraczającej…” potęgują niepewność co do terminu, decyzji organu i wysokości dofinansowania,
źle zaadresowanej pomocy, np. z pomocy (zwolnienie z ZUS na 3 miesiące) skorzysta mikro przedsiębiorca, który nie odczuł negatywnie skutków kryzysu, zaś nie skorzysta przedsiębiorca większy, nawet jeżeli jego biznes stanie.
Niemal każdy przedsiębiorca w tej sytuacji waży, czy ma szanse na pomoc Państwa, kiedy, i w jakiej wysokości, czy nie lepszym rozwiązaniem będzie trwałe ograniczenie kosztów przez m.in. redukcje zatrudnienia. Prawie każdy porzucił myśli o inwestycjach. Głównym celem zarządzających jest utrzymanie płynności przedsiębiorstw umożliwiającej bieżące regulowanie zobowiązań.
Kryzys wywołany przez epidemię, podobnie jak choroba ludzi, dotknie najmocniej przedsiębiorstwa o obniżonej płynności, czyli takie, które przy dużym zadłużeniu, nie mają dostatecznej poduszki płynnościowej w postaci zasobów pieniężnych czy dostępnych linii kredytowych. W naszej ocenie może to dotyczyć nawet 30 procent wszystkich przedsiębiorstw.
W tej sytuacji, biorąc pod uwagę również osobistą odpowiedzialność osób zarządzających, warto przeanalizować złożenie wniosku o wszczęcie postępowania restrukturyzacyjnego. W sytuacji, gdy pomimo wprowadzonych samodzielnie środków, takich jak redukcje kosztów, ograniczenie zatrudnienia, wykorzystanie dostępnych środków pomocowych, firma nie będzie w stanie wypracować cash flow umożliwiającego przetrwanie firmy w okresie zastoju wywołanego epidemią, otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego może być jedyną szansą na uratowanie przedsiębiorstwa.
W polskim prawie są dostępne różne warianty postępowań restrukturyzacyjnych. Nasi specjaliści doradzają klientom konkretne, optymalne rozwiązania w zależności od sytuacji w jakiej dana firma się znajduje.
Zalety postępowania restrukturyzacyjnego są bezsporne, podkreślić należy:
postępowanie restrukturyzacyjne ma zawsze pierwszeństwo przed upadłościowym,
daje szansę i czas na naprawę przedsiębiorstwa, poprzez jego oddłużenie bez konieczności składania wniosku o upadłość,
daje możliwość zawarcia układu z wierzycielami,
w zależności od formy daje przedsiębiorstwu narzędzia umożliwiające wstrzymanie egzekucji a nawet odstąpienia od zawartych umów,
pozwala na poprawę płynności przedsiębiorstwa poprzez dostosowanie planu spłaty zobowiązań do możliwości ekonomicznych przedsiębiorstwa,
daje ochronę dla osób zarządzających przed odpowiedzialnością osobistą w przypadku wystąpienia przesłanek do ogłoszenia upadłości.
W najbliższym czasie spodziewamy się fali wniosków restrukturyzacyjnych oraz upadłości firm, które pomimo podjętych działań nie poradziły sobie w tym trudnym okresie.
Autor: Dariusz Maszczyk, Doradca Restrukturyzacyjny, Członek Zarządu SIW Doradcy Restrukturyzacyjni Sp. z o.o.
Na rynku NewConnect zadebiutowały akcje producenta gier SimFabric
Wartość wprowadzonych akcji wyniosła 17,5 mln złotych*
SimFabric jest 378. Spółką notowaną na NewConnect oraz 4. debiutem na tym rynku w 2020 r.
Debiut po raz pierwszy w historii GPW odbył się w formie online
7 kwietnia 2020 roku na rynku NewConnect zadebiutowała spółka zależna PlayWay – SimFabric, producent gier i symulatorów na komputery i urządzenia mobilne. Do alternatywnego systemu obrotu wprowadzono 5.469.000 akcji serii A o łącznej wartości 17,5 mln złotych*. W związku z panującą pandemią koronawirusa w kraju, debiut SimFabric odbył się wirtualnie, za pośrednictwem kanału GPW na YouTube.
– Debiut SimFabric jest historycznym wydarzeniem dla naszej giełdy, ponieważ odbył się całkowicie online. Niezmiernie cieszymy się, że w czasie dużej zmienności na rynku mamy spółki, które nie tylko radzą sobie z nowymi wyzwaniami, ale również stawiają na dalszy rozwój. Dzisiejszy debiut pokazuje, że giełda w pełni działa. Arkusze są pełne zleceń, a spółki debiutują. Witamy nowego emitenta i życzymy sukcesów na nowej ścieżce rozwoju – mówi Marek Dietl, prezes zarządu GPW.
Powstała w 2016 r. SimFabric S.A. jest spółką zależną PlayWay, tworzy symulatory i gry komputerowe na komputery PC oraz urządzenia mobilne (iOS, Android). Od 2018 roku jest certyfikowanym producentem i wydawcą gier na konsole: Nintendo Switch, PS4 i Xbox One. W 2019 roku SimFabric w drodze przekształcenia kapitałowego stał się Spółką Akcyjną.
*poziom kursu odniesienia ustalony na poziomie ceny sprzedaży większości akcji serii A
Epidemia COVID-19 spowodowała, że niepewność Polaków o pracę jest najwyższa od 10 lat. Ze specjalnej edycji raportu „Monitor Rynku Pracy” zrealizowanego przez Instytut Badawczy Randstad wynika, że 26% pracowników ryzyko utraty posady ocenia jako duże. To blisko o 1/5 więcej niż przed ogłoszeniem pandemii.
Wśród obaw wskazywanych przez Polaków w związku z pandemią koronawirusa najczęściej wymienia się zmniejszenie wynagrodzenia (41%). Na taką odpowiedź najczęściej wskazywali mieszkańcy północnych i zachodnich regionów kraju (44%) oraz miast od 50 do 200 tys. mieszkańców (47%). Duży strach przed takim działaniem pracodawcy wskazują osoby w wieku od 50 do 64 lat (45%).
Co 4 Polak obawia się zwolnienia z firmy, w której jest obecnie zatrudniony. Najczęściej są to osoby zamieszkujące centralną część kraju (28%), wsie w obrębie aglomeracji (30%) oraz w wieku od 18 do 29 lat (30%). Na możliwość utraty zatrudnienia najczęściej wskazywali niewykwalifikowani robotnicy (37%), pracownicy biurowi i administracyjni (34%) oraz inżynierowie (33%). W podziale na branże zwolnień najbardziej obawiają się pracownicy finansów i ubezpieczeń (40%), przemysłu oraz komunikacji i IT (po 30%).
16% zatrudnionych boi się, że przedsiębiorstwo, w którym pracują, może zostać zlikwidowane. Największy odsetek osób, które wskazały taką możliwość, zamieszkuje północny region Polski oraz miasta od 20 do 50 tys. mieszkańców (po 21%). Dużo większe obawy pod tym względem wykazują kobiety (22%) niż mężczyźni (11%). W podziale na grupy wiekowe największy lęk związany z likwidacją zakładu pracy odczuwają osoby pomiędzy 30 a 39 rokiem życia (15%).
W środę 8 kwietnia Alan Beroud, prezes Zarządu Szybkiej Kolei Miejskiej Sp. z o.o. i Zbigniew Konieczek, prezes Zarządu NEWAG S.A. podpisali umowę na dostawę nowego taboru dla warszawskiej SKM. Zgodnie z jej postanowieniami do końca listopada 2022 roku na torach stołecznej aglomeracji pojawi się 21 „Impulsów” drugiej generacji produkowanych przez nowosądecką spółkę.
„To dobra wiadomość dla mieszkańców stolicy i podwarszawskich miejscowości, zwłaszcza tych dojeżdżających codziennie do pracy. Wiemy, jak bardzo czekają na te pociągi. Nowe Impulsy 2 z Newagu pozwolą zwiększyć komfort ich codziennego podróżowania, a nam wzmocnić linie SKM cieszące się największym zainteresowaniem pasażerów” – powiedział Alan Beroud, prezes Zarządu Szybkiej Kolei Miejskiej. „Planujemy także wykorzystać nowy tabor, po zakończeniu prac remontowych i modernizacyjnych w obrębie Warszawskiego Węzła Kolejowego, do uruchomienia kolejnych połączeń” – dodał.
„W 2012 roku dostarczyliśmy pierwsze pojazdy Impuls wyprodukowane przez NEWAG S.A. właśnie dla SKM Warszawa. Dzisiaj, po 8 latach, kontynuując naszą współpracę, możemy dostarczyć pojazdy nowej generacji – Impuls 2. Mamy nadzieję, że EZT Impuls 2, cieszące się wysoką niezawodnością i bezpieczeństwem, spełnią oczekiwania pasażerów stolicy” – mówi Zbigniew Konieczek, prezes Zarządu NEWAG S.A.
Zgodnie z harmonogramem przedstawionym przez producenta, dwa pierwsze pociągi dotrą do Warszawy w początkiem 2022 roku. Umowa przewiduje, że stołeczny przewoźnik najpóźniej do końca listopada 2022 roku otrzyma 21 pojazdów: 15 pięcioczłonowych oraz 6 czteroczłonowych. Będą one stacjonowały na terenie nowoczesnego zaplecza SKM na warszawskich Odolanach. Umowa obejmuje także przeszkolenie pracowników w zakresie ich obsługi oraz wykonywanie wszelkich niezbędnych przeglądów i napraw przez okres siedmiu lat.
Nowe elektryczne zespoły trakcyjne w barwach Szybkiej Kolei Miejskiej zostaną wyposażone w monitoring, nowoczesny system informacji pasażerskiej, automaty biletowe, hotspot Wi-Fi, ładowarki USB oraz ratujące życie defibrylatory AED. Każdy z pojazdów będzie klimatyzowany i w pełni dostosowany do potrzeb osób z ograniczoną możliwością poruszania się.
Agencja marketingu mobilnego Spicy Mobile i operator aplikacji dla kierowców Yanosik przedstawiają wyniki badania dotyczącego wpływu epidemii na ruch w miastach oraz zwyczaje zakupowe.
Wyniki z sześciu największych miast w Polsce są jednoznaczne – ruch samochodowy wyraźnie zmalał. Świadczy o tym wzrost średniej prędkości, który można wytłumaczyć mniejszymi korkami. Najbardziej zmianę w natężeniu ruchu drogowego mogą odczuć kierowcy poruszający się po warszawskich ulicach. W stolicy średnia prędkość wzrosła bowiem o 28% z 40 km/h do 51 km/h. Na potrzeby analizy porównano średnią prędkość w dniu ogłoszenia epidemii w Polsce, czyli z 20 marca, z ubiegłorocznym wynikiem dla tego samego okresu. Dane pochodzą z systemu Yanosik (aplikacja nawigacyjna na telefony komórkowe).
Sporą zmianę w ruchu odczuli też kierowcy w Poznaniu. W stolicy Wielkopolski średnia prędkość na drodze wzrosła bowiem aż o 25% z 40 km/h do 50 km/h. Nawet w trakcie epidemii ruch samochodowy nie zelżał natomiast w Łodzi – średnia prędkość w tym mieście wzrosła jedynie o 7% do 46 km/h.
Dalsze analizy pokazują wzrost ruchu przed dyskontami spożywczymi i marketami budowlanymi. W dniu ogłoszenia stanu epidemii w Polsce liczba zatrzymań przed sklepami popularnych sieci budowlanych wzrosła o 26%, a największy ruch odnotowano między godziną 11.00 a 16.00. Wynika to zapewne z poszukiwania maseczek, rękawiczek czy środków do dezynfekcji, ale i wykorzystania czasu w domu na wykonanie remontu lub drobnych napraw. Co nie dziwi, Polacy ruszyli też masowo do dyskontów spożywczych, robiąc zakupy 20 marca dużo wcześniej niż zwykle (szczyt ruchu koło południa a nie w godzinach wieczornych).
Ciekawych danych dostarczają też wyniki pasywnego pomiaru na urządzeniach mobilnych firmy Spicy Mobile. Według nich zasięg aplikacji zakupowych między lutym a marcem wzrósł o 20%, a licząc od stycznia o 38% (pod uwagę wzięto dane od 16 do 29 marca 2020 i dla analogicznego okresu w styczniu i lutym). Podwoiło się też korzystanie z aplikacji dowożących jedzenie, jak np. Pyszne.pl.
W przyjętej przez rząd „Ustawie o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych” (tzw. specustawa koronawirusowa) znalazły się zapisy o możliwości polecenia pracownikowi wykonywania tzw. pracy zdalnej. Eksperci inFakt wyjaśniają, na czym polegają nowe zmiany.
Kiedy pracodawca może zlecić pracownikowi pracę zdalną?
Jednym z podstawowych elementów stosunku pracy jest tzw. podległość służbowa określona w Kodeksie pracy. Polega ona na możliwości jednostronnego wskazania przez pracodawcę rodzaju i godzin pracy lub też miejsca wykonywania zadań. – Co do zasady takie ustalenia są dokonywane w umowie o pracę. Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy pracodawca jest uprawniony do czasowej zmiany zadań. Dzieje się tak np. w czasie nieobecności innego pracownika, w przypadku zlecenia pracy wykraczającej ponad jej ustalony wymiar, np. godzin nadliczbowych przy niespodziewanie dużym zleceniu od klienta, a także gdy zachodzi potrzeba pracy z innego miejsca, np. podróży służbowej do siedziby klienta – mówi Ewelina Włodarczyk, ekspert ds. kadrowo-płacowych w firmie inFakt.
Nakaz wykonywania przez pracownika pracy w domu mieści się w granicach dopuszczalnych poleceń służbowych pod warunkiem, że rodzaj pracy na to pozwala. – Jeśli pracownik nie chce wykonać polecenia służbowego nakazującego pracę w domu bez podania rzeczowych argumentów uzasadniających taką odmowę, pracodawca ma prawo potraktować to jako naruszenie obowiązków pracowniczych – wskazuje Ewelina Włodarczyk. – W konsekwencji odmowa wykonywania pracy w domu może być powodem uzasadniającym rozwiązanie umowy o pracę.
Inaczej należy potraktować przypadek, gdy rodzaj pracy lub sytuacja mieszkaniowa pracownika nie pozwalają na wykonywanie pracy w trybie zdalnym. Wówczas pracownik nie powinien ponosić negatywnych konsekwencji. – Należy zatem uznać, że w takiej sytuacji pracodawca powinien zwolnić pracownika z obowiązku świadczenia pracy na czas, w którym chciałby, aby ten nie pojawiał się w siedzibie firmy – mówi ekspertka inFakt. – Za ten okres pracownikowi przysługuje wynagrodzenie.
Jakie rozwiązania wprowadza specustawa?
Na podstawie art. 3 „specustawy koronawirusowej” pracodawca może polecić pracownikowi wykonywanie pracy określonej w umowie o pracę poza miejscem jej stałego wykonywania przez określony czas. Jest to tzw. praca zdalna, mająca za zadanie przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się koronawirusa.
Zgodnie z brzmieniem ustawy za „przeciwdziałanie COVID-19” rozumie się wszelkie czynności związane ze zwalczaniem zakażenia, zapobieganiem rozprzestrzenianiu się, profilaktyką oraz zwalczaniem skutków choroby. Zatem przesłanki polecenia pracownikowi pracy zdalnej są szerokie i w praktyce każdy pracodawca, choćby ze względu na profilaktykę, może to zrobić.
Sposób wnioskowania o pracę zdalną
Specustawa nie wskazuje formy, w jakiej pracodawca ma polecić pracownikowi wykonywanie pracy zdalnej. W związku z tym polecenie takie może zostać wydane przez pracodawcę w dowolnej formie, również ustnie. Dla zachowania celów dowodowych rekomenduje się zawarcie z pracownikiem porozumienia w formie pisemnej, które będzie stanowić załącznik do umowy o pracę. Warto podkreślić, że decyzja o poleceniu pracy zdalnej leży wyłącznie w gestii pracodawcy. Pracownik może oczywiście o to wnioskować, ale nie wiąże to w żaden sposób pracodawcy. Co równie istotne, pracodawca sam podejmuje decyzję, w stosunku do których pracowników wyda polecenie wykonywania pracy zdalnie.
Zgodnie ze stanowiskiem Państwowej Inspekcji Pracy i wyjaśnieniami zawartymi na jej stronie internetowej, ustawa nie określa maksymalnego okresu wykonywania pracy zdalnej. Decyzja w tym zakresie również należy do pracodawcy – może to być czas oznaczony, jednakże uzasadniony przeciwdziałaniem COVID-19. Jednocześnie należy wskazać, że art. 3 ustawy utraci moc po upływie 180 dni od dnia jej wejścia w życie. Wydaje się zatem, że czas, na jaki pracodawca może polecić pracownikowi wykonywanie pracy zdalnej, nie może wykraczać poza wspomniany okres – wyjaśnia PIP.
Praca zdalna a telepraca
„Praca zdalna” jest pojęciem szerszym niż „telepraca” – w rozumieniu specustawy polega ona po prostu na wykonywaniu pracy poza miejscem jej stałego wykonywania na polecenie pracodawcy i w celu przeciwdziałania COVID-19.
Telepracą jest natomiast wykonywanie pracy regularnie poza zakładem pracy, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej, za pośrednictwem których pracownik przedstawia efekty pracy swojemu pracodawcy. Najprostszym przykładem jest praca wykonywana na komputerze poza zakładem pracy, a następnie przesyłana pracodawcy za pośrednictwem poczty elektronicznej.
Praca zdalna może natomiast polegać na tym, że pracownik świadczy powierzoną mu pracę np. w domu bez użycia środków komunikacji elektronicznej (komputera czy internetu). Przykładowo pracownik w domu może analizować dokumenty, odręcznie pisać opinie oraz przekazywać pracodawcy rezultaty pracy.
W sytuacji pracy zdalnej wynagrodzenie nie zmienia się. – Praca zdalna polega po prostu na zmianie miejsca wykonywania obowiązków, ale jest świadczona, dlatego należy się dotychczasowe wynagrodzenie – podkreśla Ewelina Włodarczyk.
Jak dokumentuje się pracę zdalną?
Jest to kwestia uzgodnień pomiędzy pracodawcą a pracownikiem. Kwestii tej nie reguluje też Kodeks pracy, który wskazuje, że pracownik jest obowiązany wykonywać pracę sumiennie i starannie oraz stosować się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy, jeżeli nie są one sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę.
Pracodawca nie ma również obowiązku stworzenia regulaminu pracy zdalnej, gdyż przepisy nie przewidują tego typu formy wykonywania pracy. Dla zachowania ostrożności pracodawca może poinformować pracownika, że warunki zatrudnienia w pozostałym zakresie nie ulegają żadnym zmianom.
Warto również dodać, że świadczenie pracy w formie zdalnej w celu przeciwdziałania COVID-19 nie stanowi telepracy w myśl przepisów k.p. Co do zasady przyjmuje się, że wymiar pracy zdalnej nie powinien przekraczać połowy etatu, aby nie narazić się na zarzut wykonywania pracy na warunkach telepracy. Świadcząc pracę zdalnie, pracownik nie jest związany obowiązującymi godzinami pracy tak jak w przypadku telepracy, może więc dowolnie dobierać godziny wykonywanej pracy. Pracodawca natomiast nie odpowiada za ewentualny wypadek przy wykonywaniu pracy zdalnej w domu przez pracownika w przeciwieństwie do wykonywania pracy w warunkach telepracy.
Rynki wschodzące (RW) odnotowały rekordowe odpływy kapitałowe w ciągu ostatnich kilku tygodni, co pociągnęło za sobą bardzo mocną deprecjację ich walut oraz wyzwoliło ograniczenia w płynności w odniesieniu do najsłabszych gospodarek z tej grupy.
W ostatnich dniach odpływy znacznie przyspieszyły, zaś waluty zareagowały odpowiednio, zwłaszcza w krajach będących eksporterami surowców i tych, które wdrożyły ogólne blokady, aby walczyć z pandemią Covid-19. Rynki zaczęły ustalać ceny w sytuacji ryzyk związanych z kryzysem wywołanym przez gwałtowne zatrzymanie gospodarki: spready, instrumenty korporacyjne lub państwowe, klasa inwestycyjna lub wysoka stopa wzrostu znajdują się obecnie w pobliżu lub powyżej poziomu spreadów gospodarek wschodzących osiągniętych w trakcie kryzysu na rynku kredytów hipotecznych typu subprime. Szok finansowy może nasilić się w przyszłości, dochodząc do 35% PKB, wówczas to odpływy kapitałowe z rynków wschodzących przekroczą poziom notowany w trakcie kryzysu w latach 2008-09 (zob. Rysunek 1). Wiąże się to głównie z mocnymi wyprzedażami akcji w Azji (Tajwanie, Tajlandii i Korei Południowej), Brazylii oraz obligacji w RPA (zob. Rysunek 2). Ostatnio, obligacje w twardych walutach RW nie skorzystały z odbicia w aktywach obarczonych ryzykiem. Możliwości animowania rynku pozostają ograniczone. Wydaje się, że wiele segmentów rynku twardej waluty RW wyczerpało się wbrew obligacjom korporacyjnym klasy inwestycyjnej w USD i EUR. Nie korzystają one z banków centralnych jako nabywcy ostatniej szansy. Wraz ze wzrostem potrzeb finansowych w obliczu wpływu gospodarczego kryzysu dostęp emitentów RW do rynków międzynarodowych wygląda bardzo słabo.
Rynki wschodzące mają nierówne możliwości walki z pandemią. Im ich możliwości są mniejsze, tym dłużej będzie trwać powstrzymywanie jej rozprzestrzeniania. Eksperci Euler Hermes uważają, że Nigeria, Ukraina, Argentyna, Rumunia i Indie znajdują się w najgorszej sytuacji. Mając na uwadze rozwój kryzysu związanego z Covid-19, większość rynków wschodzących wdrożyło ogólnokrajowe lub częściowe blokady ze względu na ich bardzo słabe systemy opieki zdrowotnej. Jednak rynki wschodzące mają nierówne możliwości walki z pandemią. Patrzymy na dwa główne wskaźniki: (1) obliczamy średnią odpowiednich wskaźników zdrowotnych WHO, począwszy od adekwatności zasobów ludzkich i gotowości na wypadek sytuacji wyjątkowej, do systemów nadzoru i jakości reakcji w zakresie zdrowia publicznego, i (2) korzystamy z Indeksu Podatności na Zarażenie Rand Corporation (zob. Rysunek 3). W związku z tym wynika, że to Nigeria, Ukraina, Argentyna, Rumunia i Indie znajdują się w najgorszej sytuacji.
Im dłuższe powstrzymywanie rozprzestrzeniania epidemii, tym głębsza recesja. Czechy, Słowacja, Meksyk, Brazylia, Argentyna, Tajlandia, Indie, Nigeria i Republika Południowej Afryki odnotują głęboką recesję w świecie rynków wschodzących. Niektóre rynki wschodzące wyeksponowały źródła podatności na recesję jeszcze przed kryzysem Covid-19 (zawyżona wartość walut, zależność od przychodów/eksportu ropy naftowej/turystyki, brak pola manewru). Teraz pandemia prezentuje potrójny szok gospodarczy – handlowy, finansowy i konsumpcyjny – na dokładkę wyzwanie w obszarze polityki zdrowotnej. W szczególności ostra korekta cen akcji i znaczące umocnienie się dolara, a także ogólny trend rozszerzania spredów korporacyjnych i państwowych przyczyniły się do zauważalnego zacieśnienia warunków monetarnych i finansowych. Blokady oznaczają znaczący wstrząs popytu krajowego toteż eksperci Euler Hermes szacują, że będzie on kosztował między 1,5 p.p. a 3,0 p.p. rocznego wzrostu PKB w zależności od ich długości (zob. Rysunek 4). Kraje takie jak Czechy, Słowacja, Meksyk, Brazylia, Argentyna, Tajlandia, Indie, Nigeria i Republika Południowej Afryki odnotują głęboką recesję w świecie rynków wschodzących.
Ekonomiście Euler Hermes nie przewidują całorocznej recesji we wschodzących gospodarkach azjatyckich, ale uderzenie we wzrost powinno być największe od czasu azjatyckiego kryzysu finansowego, przekraczające uderzenie globalnego kryzysu finansowego. Ze względu na połączenie niskiego wzrostu kluczowych partnerów handlowych, odpływy kapitałowe, niskie ceny surowców i środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii wywierające presję na popyt krajowy spodziewany ogólny wzrost PKB wschodzących gospodarek azjatyckich wyniesie +3.1% w 2020 r. wobec +5.2% w 2019 r. Ponieważ wstrząs będzie głównie koncentrował w 1. poł., prognozujemy częściowe ożywienie koniunktury w drugiej połowie roku oraz wzrost PKB we wschodzących gospodarkach azjatyckich do poziomu +5.2% w 2021 r. (tj. powrót do poziomu z 2019 r.). W 2020 r., najbardziej dotknięte będą Indie, Malezja, Tajlandia, Hongkong i Singapur (przy czym trzy ostatnie odnotują ujemny wzrost przez cały rok). Indie mogą starać się prześliznąć przez kryzys, biorąc pod uwagę ograniczoną politykę ułatwiającą swobodę działania oraz kwestie finansowe i społeczne, które już ciążyły na popycie krajowym.
Wszystkie główne wschodzące gospodarki europejskie wdrażały środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii przez co najmniej cztery tygodnie, co – jak się oczekuje – obniży popyt krajowy (w szczególności wydatki konsumenckie, ale także inwestycje) o około jedną trzecią w tym okresie. Zmniejszy to wzrost regionalny o -1,7 p.p. do +0,9% w 2020 r. jako całości, przy założeniu, że środki ograniczające zostaną stopniowo zniesione w ciągu dwóch miesięcy od zakończenia ogłoszonego okresu obowiązywania, tak aby nastąpiło ożywienie gospodarek w 2. poł. roku. Szok popytowy będzie niższy w Rosji (spadek wzrostu o -1,1 p.p. do +0,8%), ponieważ silniejszy wzrost wolumenu w sektorze naftowym wraz z nasilonymi wydatkami publicznymi będą wspierały popyt. Z kolei wzrost Turcji i gospodarek państw Europy Środkowej należących do UE spadnie o ponad -2 p.p. w 2020 r., ponieważ konsumpcja prywatna i inwestycje były kluczowymi czynnikami napędowymi wzrostu w ostatnich latach, a brak turystyki będzie również odgrywał swoją rolę w wielu krajach. W alternatywnym scenariuszu, gdy środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii zostaną przedłużone do dwóch miesięcy w całym regione (ze stopniowym znoszeniem w ciągu dwóch miesięcy po zakończeniu okresu ich obowiązywania i ożywieniem gospodarczym w 2 poł.), szok popytowy będzie znacznie cięższy, redukując całoroczny PKB w 2020 r. o dalsze -1,2 p.p. w Rosji, -2 p.p. średnio w gospodarkach państw Europy Środkowej i -2,5 p.p. w Turcji.
Środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii wprowadzono również w państwach Bliskiego Wschodu. Jednomiesięczna blokada zredukuje roczny regionalny wzrost średnio o -2 p.p., popychając cały region w całoroczną recesję (-0,2% prognozowane na 2020 r.). Na rynkach Rady Współpracy Krajów Zatoki Perskiej blokada nakłada się na szok w zakresie cen ropy naftowej. Arabia Saudyjska, która zwiększyła wzrost wolumenu w sektorze naftowym, a także wydatki rządowe, odczuje w mniejszym stopniu skutki recesji (-0.6 pp). W przypadku dwumiesięcznej blokady roczny regionalny wzrost powinien obniżyć się o kolejne -1,5 p.p. do -2,5 p.p.
Ponieważ Covid-19 rozwija się teraz w Afryce, niektóre kraje już wdrożyły środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii. Według prognoz jednomiesięczna blokada zredukuje wzrost regionalny o -1,3 p.p. do +0,5% w 2020 r. Dwumiesięczna blokada powinna obniżyć roczny wzrost o kolejne -2 p.p. lub mniej więcej o taką wartość.
W Ameryce Łacińskiej recesja jest nieunikniona ze względu na potrójny szok: 1 – szok w zakresie handlu z Chinami i cen surowców (Brazylia, Chile i Peru), 2 – szok dotyczący cen ropy naftowej (Kolumbia, Meksyk, Ekwador), i w końcu, 3 – równie mocny szok związany ze środkami ograniczającymi rozprzestrzenianie epidemii praktycznie we wszystkich gospodarkach. Uważamy, że takie środki są jedynym możliwym rozwiązaniem w regionie, w którym nakłady na służbę zdrowia pozostają w tyle za krajami OECD, a dynamika wzrostu już była słaba w największych gospodarkach. Ogólnie, oczekujemy spadku -1,5%, z wyjątkiem Wenezueli, w 2020 r., po niskim wzroście +0.7% w 2019 r. Gospodarka prawie wszystkich największych krajów skurczy się w tym roku. Spodziewamy się, że ożywienie nastąpi w 2. poł. roku oraz przewidujemy dodatni wzrost na poziomie +1.7% w Ameryce Łacińskiej w 2021 r.
Reszta świata robi „wszystko, co w jej mocy”, ale czy RW mogą sobie na to także pozwolić? Kilka RW miało lepsze warunki wyjściowe w porównaniu do 2008 r., ale wciąż bardziej ograniczone pole manewru, aby dalej pobudzać gospodarkę bez negatywnych efektów wtórnych. Niekonwencjonalne polityki są mniej dostępne na rynkach wschodzących, zwłaszcza w zakresie instrumentów kredytowych i częściowego bezrobocia, mające na celu ochronę sektora prywatnego. Wpływ na miejsca pracy i upadłości będzie wysoki. Należy również mieć na uwadze fakt, że wzrost zadłużenia i skorzystanie z poluzowania polityki pieniężnej na rynkach wschodzących (np. w Republice Południowej Afryki) stworzy opór, ryzyka związane z wypłacalnością i stres wiarygodności na wizerunkach banków centralnych w bardziej dotkliwy sposób niż na półkuli północnej. Ryzyka stagflacji w 2. poł. 2020 r. będą wymagać kontroli.
W porównaniu z 2008 r. wschodzące gospodarki azjatyckie generalnie borykają się z obecnym kryzysem w mniej solidnych warunkach wyjściowych. Dla większości gospodarek dług publiczny i deficyty są większe, niż były w 2008 r. (chociaż nadal na przyzwoitym poziomie w większości przypadków), a dynamika wzrostu już zwalniała w 2019 r. Pozytywnym aspektem jest to, że obraz potrzeb w zakresie finansowania zewnętrznego napawa większym optymizmem, z bardziej korzystnym saldem rachunku bieżącego dla kilku gospodarek. Bez względu na warunki wyjściowe, koordynacja polityki fiskalnej i pieniężnej we wschodzących gospodarkach azjatyckich została agresywnie złagodzona. Ma to na celu pomóc gospodarkom w prześlizgnięciu się przez kryzys, ale jest mało prawdopodobne, aby w rezultacie udało się uniknąć recesji technicznej w większości przypadków. W większości gospodarek realne stopy procentowe są już bliskie zera (a nawet ujemne). Nie zniechęciło to wszystkich głównych banków centralnych we wschodzących gospodarkach azjatyckich do obniżki stóp procentowych, dzięki przestrzeni dla stóp procentowych dokonanej przez Rezerwę Federalną w USA i prawdopodobnym siłom deflacyjnym wraz z pogrążaniem się gospodarki światowej w recesji. Ogólnie mówiąc, wciąż istnieje pole manewru w polityce fiskalnej we wschodzących gospodarkach azjatyckich (z wyjątkiem Chin, Indii i Malezji, stosunkowo), i większość wykorzystała je do ogłoszenia znaczących fiskalnych pakietów pobudzających gospodarkę. Szacujemy, że pogorszenie równowagi fiskalnej w głównych wschodzących gospodarkach azjatyckich może być zróżnicowane od -1 p.p. do -11 p.p. w 2020 r. Wartość może być większa w szczególności dla Tajwanu, Indonezji i Filipin.
Wschodzące gospodarki europejskie, które znajdowały się w centrum kryzysu z lat 2008-09 ze względu na duże zaburzenia równowagi makroekonomicznej w regionie, dzisiaj mają znacznie lepsze warunki wyjściowe, z wyjątkiem Turcji. Jednak swoboda w zakresie konwencjonalnej polityki monetarnej jest w regionie ograniczona, ponieważ stopy procentowe już znajdują się znacznie poniżej stóp inflacji. Ale większe gospodarki w regionie mają pole manewru w polityce fiskalnej i ogłosiły fiskalne instrumenty pobudzające gospodarkę, choć tylko Rumunia (1,2% PKB), Polska (9%) i Czechy (18%) podały kwoty. Rozmiar pakietów dwóch ostatnich krajów powinien być wystarczający, aby poradzić sobie z oddziaływaniem połączonych szoków Covid-19 na handel i finansowanie, a także dwumiesięczny okres stosowania środków ograniczających rozprzestrzenianie epidemii. Jednak finansowanie tych instrumentów na rynkach międzynarodowych może okazać się trudne dla wielu krajów, ponieważ inwestorzy uciekli do bezpiecznych przystani, co zostało odzwierciedlone w dużych odpływach kapitału i rosnących spreadach. W konsekwencji banki centralne Polski, Rumunii i Chorwacji zaczęły skupować obligacje państwowe (luzowanie ilościowe). Spodziewane jest, że Czechy i prawdopodobnie Węgry pójdą w ich ślady. To jednak stwarza istotne ryzyko negatywnych efektów drugiej rundy. Inflacja może gwałtownie wzrosnąć w 2021 r., kiedy kryzys się skończy, a banki centralne wycofają się z poluzowania polityki pieniężnej.
W Ameryce Łacińskiej polityki monetarne pomogą złagodzić skutki, ale nie zapobiegną recesji: banki centralne w Brazylii, Meksyku, Chile, Peru i Kolumbii już obniżyły stopy, aby wesprzeć działalność. Inflacja powinna pozostać pod kontrolą ze względu na silnie ograniczony popyt i niższe ceny surowców. Po drugie, w Ameryce Łacińskiej swoboda budżetowa jest nierównomiernie rozłożona, a wskaźniki długu publicznego w relacji do PKB wzrosną prawie wszędzie. Argentyna i Brazylia mają bardzo niską przestrzeń fiskalną. W Kolumbii, Chile i Peru, a nawet w Meksyku, rządy mogą działać w bardziej znaczący sposób. Jednak wszędzie, niższe dochody budżetowe ze względu na niższe ceny ropy naftowej, ograniczyły działalność i budżetowe środki stymulacyjne będą przyczyniać się do zwiększenia zadłużenia publicznego. Na koniec, chociaż wrażliwość na zmiany sytuacji międzynarodowej została w ostatniej dekadzie zmniejszona w Ameryce Łacińskiej, w regionie pozostały słabe powiązania. Argentyna już prowadzi rozmowy o restrukturyzacji, ponieważ nie będzie w stanie zaspokoić swoich potrzeb finansowych w tym roku i powinna znaleźć się nawet w gorszym położeniu pośród nastawienia risk-off na rynkach (gospodarka powinna skurczyć się -4%). Na Ekwador będzie oddziaływać szok związany z cenami ropy naftowej i jest on następnym najsłabszym ogniwem, który prawdopodobnie ogłosi moratorium na spłatę zadłużenia. Brazylia i Meksyk pozostają na naszej liście obserwacyjnej ze względu na ich spóźnione reakcje polityczne, które sprowadzają się do wdrożenia surowych środków ograniczających rozprzestrzenianie epidemii z potencjałem do poważnego ograniczenia gospodarki.
Międzynarodowa reakcja polityczna: wsparcie zewnętrzne (G20) byłoby kluczowe w zakresie wstrzymania spłat niektórych długów i uwzględnienia większych wydatków budżetowych na zaspokojenie potrzeb związanych z opieką zdrowotną. Rynki wschodzące jeszcze nie były brane pod uwagę przez decydentów politycznych, ponieważ wciąż debatowali o tym, jak duża będzie pomoc fiskalna i monetarna, zwłaszcza w Chinach, Europie i USA. Jednak, rynki finansowe przypomniały obserwatorom o czyhających ryzykach i kilka działań podjęto w ostatnim tygodniu, wykorzystując położenie G20, instytucje Breton Woods, a także sieć banków centralnych w celu złagodzenia rozmiarów szoku oddziałującego na rynki wschodzące. Po pierwsze, ministrowie finansów i przedstawiciele banków centralnych G20 zobowiązali się podjąć działania w zakresie zadłużenia krajów o niskich dochodach i przekazać pomoc rynkom wschodzącym w ramach planu walki z pandemią Covid-19. Rynki wschodzące potrzebowałyby co najmniej 2,5 bln USD. Ministrowie i bankierzy z głównych uprzemysłowionych i wschodzących gospodarek przyjęli z zadowoleniem pakiet pomocy Banku Światowego w wysokości 160 mld USD do wykorzystania w ciągu kolejnych 15 miesięcy w celu wsparcia swoich krajów członkowskich.
Spośród 189 członków Międzynarodowego Funduszu Walutowego 85 poprosiło MFW o pomoc finansową od początku epidemii koronawirusa – ta liczba wniosków o pomoc finansową nie ma precedensu w 75-letniej historii funduszu. Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy mogłyby poluzować brak płynności w gospodarkach wschodzących, które odnotowały odpływ kapitału w wysokości 83 mld USD. Po drugie, Rezerwa Federalna działa jak bank centralny dla świata, starając się zapewnić globalnemu systemowi finansowemu płynność w USD, której potrzebuje w celu uniknięcia blokady. Fed ustanowił tymczasowy instrument z przyrzeczeniem odkupu, aby umożliwić zagranicznym bankom centralnym zamianę posiadanych skarbowych papierów wartościowych na gotówkę. Nowojorski Fed stwierdza, że ma ponad 200 posiadaczy rachunków, z zagranicznymi bankami centralnymi i władzami monetarnymi, stanowiących zdecydowaną większość. Jednak nowemu instrumentowi brakuje czegoś, co zapewniają swapy walutowe: chociaż umożliwia zagranicznym bankom centralnym upłynnienie ich zasobów skarbowych papierów wartościowych i otrzymanie dolarów, nie przyczynia się do powiększenia rezerw. Obserwatorzy zorientowani w sprawie wymieniają potencjalny instrument o wartości 5 bln USD.
Pytanie brzmi: czy to jest wystarczające? Moratorium na spłatę dwustronnych długów państwowych w ramach Klubu Paryskiego, a także linie swap w celu zaspokojenia potrzeb walut obcych, i nowa alokacja MFW o wartości 500 mld USD specjalnych praw ciągnienia dla krajów rozwijających się mogą być konieczne obok już ogłoszonych inicjatyw. Wierzymy, że w niektórych przypadkach MFW będzie nalegał na posiadaczy obligacji na rozłożenie obciążeń jako warunek dodatkowych pożyczek dla krajów będących w potrzebie. Będzie to forma redukcji wartości państwowych euroobligacji dla pewnych krajów granicznych. Ten kryzys stawia również ważne pytania finansistom o wzrost rynków wschodzących: jaką rolę mogłyby odegrać Chiny w złagodzeniu części długu względem tych gospodarek? Czy już powinniśmy zawiązać komitet restrukturyzacyjny w Klubie Paryskim? Czy istniejące instytucje są wystarczające?
Co mogłoby pójść źle? Niektóre rynki wschodzące są wysoce uzależnione od międzynarodowych rynków kapitałowych w zakresie finansowania wzrostu (wysokie deficyty obrotów bieżących, duży udział zadłużenia zewnętrznego) i mogą nie posiadać instytucji o wystarczających środkach (mała przestrzeń fiskalna) lub wiarygodności, aby pójść o krok dalej ze swoim eksperymentem (luzowanie ilościowe, monetyzacja zadłużenia). Jeżeli kryzys będzie współmierny do tego, co widzimy w Chinach, Europie i USA, eksperymentowanie może być albo ograniczone (i recesja, i zaciskanie pasa ostrzejsze), albo tak czy inaczej doprowadzone do końca, wiodąc do poważnych obaw podczas fazy wyjścia. Czy zobaczymy strukturalną falę niespłaconych zobowiązań w świecie wschodzących gospodarek? Czy zobaczymy hiperinflację w niektórych gospodarkach? Nieposkromione waluty?
Gdyby kryzys dotyczący płynności przekształcił się w kryzys zadłużeniowy, dużymi rynkami wschodzącymi najbardziej narażonymi na obniżenie ratingów i późniejsze nieregulowanie zobowiązań państwowych lub korporacyjnych byłyby: Argentyna, Turcja, Republika Południowej Afryki, Meksyk, Chile, Pakistan, Indonezja, Malezja, Rumunia i Polska. W rzeczy samej, refinansowanie długu stało się większym wyzwaniem dla tych najbardziej zadłużonych: około 250 mld USD z tytułu kwoty głównej obligacji korporacyjnych i państwowych jest wymagalnych w 2020 r., rekordowy poziom. Ponad 20% obligacji RW znajduje się w obrocie po zaniżonej cenie (> 1000 p.b.), analogicznie do sytuacji, jaka miała miejsce w 2009 r. Nie można wykluczyć fali niespłacania zobowiązań (państwowych i korporacyjnych) w szczytowym momencie kryzysu, lub w następujących po kryzysie miesiącach, a niektóre kraje są bardziej od innych narażone na ryzyko przymusowego skorzystania z pomocy finansowej MFW, w szczególności Republika Południowej Afryki. Ponadto pewna liczba rynków granicznych (RG) i rynków rozwijających się znajdzie się na pierwszej linii kryzysu w nadchodzących tygodniach. Obejmują one producentów ropy naftowej (Oman, Bahrajn, Kazachstan, Algierię, Nigerię, Ekwador) oraz kraje już potrzebujących pomocy (Sudan, Zimbabwe, Wenezuela, wszystkie trzy) i bardziej ogólnie, rynki RG z największym zapotrzebowaniem brutto na finansowanie zewnętrzne: Mozambik, Białoruś, Tunezja, Sri Lanka, Bahrajn, Ukraina i Zambia. Kraje te mogą również potrzebować pomocy MFW lub w rezultacie nie zdołają regulować swoich zobowiązań.
Nadciągający kryzys polityczny jako dodatek do kryzysu opieki zdrowotnej, kryzysu finansowego i gospodarczego. Kryzys opieki zdrowotnej, kryzys finansowy i gospodarczy może także stać się kryzysem politycznym w kilku krajach, w których zidentyfikowano polityczną niestabilność. Kraje, które już skłaniały się ku autorytaryzmowi, wykorzystają kryzys do zniesienia wszelkich mechanizmów gwarantujących zachowanie równowagi politycznej, jakie jeszcze pozostały. Kalendarz wyborczy na lata 2020-21 jest przepełniony w kluczowych RW, a ostatnie wyniki wyborów pokazały wzrost nieliberalnych liderów. Ten kryzys może bardziej zintensyfikować rozgrywki polityczne na wrażliwych rynkach wschodzących.
W Ameryce Łacińskiej napięcia społeczne mogłyby zostać ponownie wzniecone, gdyby walka z kryzysem nie powiodła się i gdyby zbyt wiele osób w trudnej sytuacji zostało pozostawionych bez pomocy. Najsilniejsze protesty wybuchłyby w krajach o niskiej dynamice wzrostu, znacznych nierównościach społecznych i słabej mobilności społecznej, ale w których nowe rządy zdołałyby wykorzystać niezadowolenie polityczne na swoją rzecz. Chociaż w tym przypadku wysokie zaufanie udzielone takim liderom i ich zespołom uległoby osłabieniu, głównie w Brazylii i Meksyku. Taki scenariusz oznaczałby powrót do politycznej niestabilności w dwóch największych gospodarkach w regionie, który zniszczyłby nie tylko gospodarki, ale także instytucje, i mógłby oznaczać nagły wzrost ryzyka politycznego dla przedsiębiorstw. Mogłoby to skutkować walką o władzę pomiędzy rządami centralnymi i władzami lokalnymi, i potencjalnie pogłębić polityki nacjonalistyczne w Meksyku oraz zwiększyć ryzyko odwołania prezydenta w Brazylii. Całkowite i długotrwałe blokady na kluczowych rynkach eksporterów surowców, takich jak Chile, Peru lub nawet Brazylia, które są wiodącymi eksporterami niektórych surowców, mogłyby nie tylko spowodować presję prowadzącą do spadku cen, ale nawet przerwać światowe dostawy miedzi, rudy żelaza lub pewnych towarów rolno-spożywczych.
Wyjście z kryzysu może okazać się powolne i powodujące inflację, zważywszy na wyższe uzależnienie od przepływów handlowych, turystycznych i niższą wiarygodność banków centralnych.
Systemy opieki zdrowotnej znajdujące się pod presją mogą domagać się długotrwałego ograniczenia kontaktu między ludźmi (dystansowania społecznego), skutkującego niższymi wpływami turystycznymi wykraczającymi poza czerwiec ze względu na zamknięcie granic. Jest to kluczowy punkt stresu dla większości gospodarek wschodzących, w których wpływy z turystyki stanowią ponad 20% PKB (Hongkong, Meksyk) i ponad 10% PKB (Turcja, Argentyna, Indie, Republika Południowej Afryki). Oprócz ewentualnie wolniejszego przywrócenia popytu krajowego i otwarcia granic, ożywienie gospodarcze może być wolniejsze, biorąc pod uwagę presje inflacyjne (dwucyfrowe stopy inflacji do końca roku) wywołane przez silne deprecjacje walut. Dlatego uważamy, że wzrost pozostanie poniżej potencjału w 2021 r. na poziomie +4%.
Rysunek 1. Epizody odpływów skalowane według PKB (% PKB, skumulowane przepływy dzienne od 21 stycznia, całkowity portfel nierezydentów)
Źródło: IMF, Allianz Research
Rysunek 2. Całkowite przepływy portfela według regionów, mld USD
Źródło: Zasoby krajowe, Bloomberg, IIF
Rysunek 3. Średnia wskaźników zdrowotnych WHO i Indeks Podatności na Zarażenie Rand Corporation
Źródło: WHO, Allianz Research
Rysunek 4. Oczekiwania realnego wzrostu PKB na rynkach wschodzących
Źródło: WHO, Allianz Research
Rysunek 5. Wymóg finansowania zewnętrznego brutto (% rezerw walutowych i aktywów przechowywanych w państwowych funduszach majątkowych)
Źródło: Różne źródła, Allianz Research
Rysunek 6. Dług państwowy i przedsiębiorstw niefinansowych denominowany w walucie obcej (% PKB)
Źródło: IIF, różne źródła, Allianz Research
AUTORZY ANALIZY
LUDOVIC SUBRAN Główny Ekonomista Euler Hermes
ALEXIS GARATTI Szef Badań Ekonomicznych Euler Hermes
ANA BOATA Szef Badań Makroekonomicznych Euler Hermes
Po ostatnich stratach znów kilka lepszych dni dla polskiej waluty. W dalszym ciągu jednak polska waluta jest na bardzo wysokich poziomach i nie zanosi się, żebyśmy szybko się z nimi pożegnali.
Dobry początek tygodnia dla złotego
Od wczoraj złoty wyraźnie odrabia straty. W szczytowym momencie euro potaniało aż o 6 groszy, a teraz (nawet pomimo odbicia) znajduje się tuż poniżej 4,54 zł. Frank szwajcarski staniał do 4,29 zł. Czy to dobry moment, by podkupić waluty pod kredyty hipoteczne? Wielu Polaków zadaje sobie to pytanie. Na parze EURCHF widać odrobinę uspokojenia. Dlaczego ta para jest taka ważna? Jest to swoisty barometr strachu na rynku. Gdy inwestorzy czują strach, przenoszą swoje środki w bezpieczne miejsca, a przynajmniej takie, które uchodzą za bezpieczne. W rezultacie, gdy rośnie ryzyko na rynku, frank nieproporcjonalnie mocniej drożeje niż euro. Jeżeli sytuacja ma eskalować można się spodziewać kolejnych wyskoków ceny franka.
Kolejne dobre dni na giełdach
W ciągu dwóch tygodni główny niemiecki indeks DAX skoczył w górę niemal 25%. Wzrosty na innych europejskich parkietach również zbliżają się do 20%. Jest to oczywiście w dalszym ciągu wyraźnie poniżej tego, co przed spadkami, ale odbicie sięga już niemal połowy tamtych spadków. Inwestorzy uznali, że jest źle, ale nie aż tak, jak dotychczas sądzono.
Korekta na dolarze
Dzisiaj od rana niespodziewanie na wartości traci dolar amerykański względem euro. Ruch ten dodatkowo napędza umocnienia złotego. Pieniądze, które płyną do Europy są najwyraźniej wymieniane na inne waluty, stąd umacnianie się oprócz złotego innych walut naszego regionu. Mowa tutaj chociażby o koronie czeskiej i forincie. Waluty te oczywiście wyraźniej umacniały się względem dolara niż euro.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl
Mniejsza początkowo skala strat na tle innych regionów
Kraje Europy Środkowej są regionem, który w ocenie Euler Hermes powinien lepiej poradzić sobie ze wstrząsem gospodarczym, niż inne rynki wschodzące. Nie obędzie się jednak bez strat (-1,7% PKB Europy Środkowej), ale niższych wobec ich skali: -2,6% w Ameryce Łacińskiej, -1,8% w Azji, -2% na Bliskim Wschodzie. Tylko w Afryce spodziewane jest -1,4% (uwzględnione Nigeria i RPA). Założeniem prognozy tych strat dla dynamiki PKB są środki ograniczające trwające tylko 1 miesiąc. Może to być warunek trudny do spełnienia, stąd istotna jest także odporność i zasoby tych rynków w dłuższej perspektywie – zarówno na polu rozprzestrzeniania się choroby i jej zapobieganiu (m.in. wskaźniki efektywności służby zdrowia) jak i uzależnienia od finansowania zewnętrznego, kluczowego w sytuacji spadku wartości walut, tak charakterystycznego dla wszystkich sytuacji kryzysowych. Dostępność i będą decydujące dla odpowiedzi na pytanie jak szybko – czy raczej jak długo będzie trwał kryzys w danym kraju z omawianej grupy.
Podjęte działania powinny być skuteczne, chociaż mogą być kosztowne – mogą wywołać kryzys drugiej rundy
Warto zaznaczyć, iż kraje Europy Środkowej są (jako cała grupa) obecnie w lepszej sytuacji wyjściowej, niż miało to miejsce w czasie kryzysu lat 2007-2008. Pomimo tego, iż operacje na stopach procentowych są utrudnione (gdyż znajdują się znacznie poniżej stóp inflacji), to najsilniejsze gospodarki regionu mają pole manewru w polityce fiskalnej i ogłosiły pierwsze wersje planów pobudzenia swoich gospodarek. Nie wszystkie z nich oszacowały ich koszt, w tej grupie Polska z kosztem pakietu rządowego na poziomie 9% PKB jest wyprzedzona przez Czechy, gdzie ma on wartość 18% PKB. W obydwu przypadkach ich rozmiar – wartość powinien być wystarczający, aby poradzić sobie z oddziaływaniem połączonych szoków Covid-19 na handel i finansowanie, a także dwumiesięczny okres stosowania środków ograniczających rozprzestrzenianie epidemii. Tym niemniej ich finansowanie na rynkach międzynarodowych może okazać się trudne – zaczął się już odpływ kapitału i wzrosły spready, w konsekwencji Narodowy Bank Polski (a także m.in. banki centralne Rumunii i Chorwacji) już zaczęły skupować obligacje państwowe (czyli luzowanie ilościowe), a kolejne kraje pójdą w ich ślady. Stwarza to ryzyko negatywnych efektów drugiej rundy – gwałtowny wzrost inflacji w 2021 i wycofanie się banków centralnych z poluzowania polityki pieniężnej.
Kryzys płynności może przerodzić się w kryzys zadłużeniowy – zagrożenie gospodarek o największych potrzebach pożyczkowych, w tym Polski
Refinansowanie długu stało się większym wyzwaniem dla tych spośród najbardziej zadłużonych gospodarek wschodzących: wymagalne w 2020 roku jest około 250 mld USD z tytułu kwoty głównej obligacji korporacyjnych i państwowych państw z tej grupy. W efekcie ponad 20% obligacji rynków wschodzących znajduje się w obrocie po zaniżonej cenie (> 1000 p.b.), analogicznie do sytuacji, jaka miała miejsce w 2009 r. Nie można wykluczyć fali niespłacania zobowiązań (państwowych i korporacyjnych) w szczytowym momencie kryzysu, lub w następujących po kryzysie miesiącach, a niektóre kraje są bardziej od innych narażone na ryzyko przymusowego skorzystania z pomocy finansowej MFW. Wydaje się, że wiele segmentów rynku twardej waluty rynków wschodzących wyczerpało się wbrew obligacjom korporacyjnym klasy inwestycyjnej denominowanym w USD i EUR. Nie korzystają one z banków centralnych (tak jak chociażby kraje strefy euro) jako nabywcy ostatniej szansy. Wraz ze wzrostem potrzeb finansowych w obliczu wpływu kryzysu gospodarczego dostęp emitentów z rynków wschodzących do rynków międzynarodowych wygląda więc bardzo niepewnie. Sytuację utrudnia fakt, iż już pewna liczba innych rynków – granicznych jak i wschodzących znajdzie się na podobnej linii kryzysu w najbliższych tygodniach lub już potrzebuje pomocy MFW. Spośród 189 członków Międzynarodowego Funduszu Walutowego 85 poprosiło MFW o pomoc finansową od początku epidemii koronawirusa – ta liczba wniosków o pomoc finansową nie ma precedensu w 75-letniej historii funduszu