ZUS wesprze przedsiębiorców w walce ze skutkami pandemii. Firmy czekają też na rozwiązania ze strony rządu

Rząd pracuje nad specustawą, której celem jest ograniczenie wpływu pandemii koronawirusa na gospodarkę i firmy. Te najbardziej obawiają się zatorów płatniczych i problemów z płynnością. NBP ocenia, że ich sytuacja na razie jeszcze nie pogorszyła się znacząco, ale potrzebne są szybkie działania, które zmniejszą straty i ograniczą ryzyko upadłości. Mechanizmy pomocowe zastosował już ZUS, który umożliwi odroczenie płatności składek. Przedsiębiorcy apelują o rozwiązania, które pozwolą rozłożyć ciężar strat nie tylko na firmy, lecz także pracowników i rząd, bo żadna ze stron nie jest w stanie ponieść 100 proc. kosztów.

Według statystyk Światowej Organizacji Zdrowia liczba zarażonych koronawirusem SARS-CoV-2 na całym świecie wzrosła już do ponad 173 tys. osób w 152 krajach, a liczba zgonów przekroczyła 7 tys. W Polsce potwierdzono jak dotąd ponad 200 przypadków, ale Ministerstwo Zdrowia spodziewa się, że w przyszłym tygodniu liczba zakażonych będzie już czterocyfrowa.

– Z pandemią nie poradzi sobie ani rząd, pracodawcy, ani pracownicy. Każda ze stron musi współpracować i ponosić koszty. Jeżeli ze względu na koronawirusa stanie zakład pracy, trzeba będzie znaleźć rozwiązania, które zostaną podzielone między pracownika, pracodawcę a państwo. Pomoc państwa jest absolutnie konieczna, aczkolwiek firmy też się dokładają. Mamy już sygnały o takich, które przestawiają swoją produkcję na kombinezony ochronne, przekazywane potem nieodpłatnie do szpitali. To jest pospolite ruszenie. Mamy nadzieję, że za tym szybko pójdą rozwiązania prawne i finansowe, które ulżą wszystkim stronom poszkodowanym wirusem – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Rozprzestrzeniająca się epidemia stanowi też coraz poważniejsze zagrożenie dla polskiej gospodarki – podkreślił zarząd NBP po specjalnym poniedziałkowym posiedzeniu. Wskazał, że sytuacja płynnościowa większości podmiotów na razie jeszcze nie pogorszyła się znacząco, ale w niektórych sektorach jest to już widoczne. Przedsiębiorcy najbardziej boją się zatorów płatniczych i utraty płynności, część eksporterów już teraz nie otrzymuje należnych płatności od swoich kontrahentów zagranicznych, a działalność wielu firm jest ograniczona, np. wskutek przymusowej kwarantanny pracowników bądź konieczności pozostawania w domach. Na to nakłada się pogorszenie nastrojów, które prowadzi do ograniczenia zakupów towarów nieżywnościowych i usług oraz zakłócenia globalnych sieci podaży i inwestycji.

 Ważne jest, żeby w przypadku zamykania zakładów pracy, np. z powodu kwarantanny, znaleźć system podziału tych obciążeń, bo jasne jest, że nie da się przerzucić 100 proc. kosztów na państwo. Niemcy są pod tym względem dobrze przygotowane z punktu widzenia prawa pracy. Mają instytucje, na które można przenosić odpowiedzialność, rozkładać koszty między pracownika, który dostaje nieco mniejszą pensję, a firmę i państwo – mówi Maciej Witucki.

Radykalnym, ale skutecznym rozwiązaniem w ocenie NBP może też być umożliwienie firmom czasowego obniżenia wynagrodzeń pracowników, ale nie niżej niż płaca minimalna i na określony okres, przy obowiązku późniejszego wyrównania. To rozwiązanie ma być dla obu stron i tak korzystniejsze niż upadłość i bezrobocie.

Bank centralny zapowiedział skup obligacji skarbowych na rynku wtórnym i działania, które mają zapewnić płynność bankom, a Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała wczoraj o obniżce stóp procentowych o 0,5 pkt proc. w celu pobudzenia gospodarki. Specjalny pakiet rozwiązań, których celem jest ograniczenie wpływu pandemii koronawirusa na gospodarkę i firmy, zapowiedziała minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.

– Mamy już pierwsze informacje o tym, co rząd planuje w ramach programów pomocowych. Mówi się o pomocy de minimis, czyli o kredytach, ubezpieczeniach kredytów, a nawet ewentualnych umorzeniach kredytów dla przedsiębiorstw, które będą cierpiały z powodu płatności – mówi prezydent Konfederacji Lewiatan.

Jak podkreśla, istotne jest również, aby rząd uwzględnił w programie pomocowym osoby samozatrudnione, których jest w Polsce ok. 2 mln i bez wsparcia na poziomie państwa znajdą się w bardzo trudnej sytuacji.

Część postulatów uwzględnił już ZUS, który wczoraj wprowadził możliwość odroczenia płatności składek o trzy miesiące na wniosek płatnika. Dla składek za okres luty–kwiecień br. zostanie wprowadzony tryb uproszczony: jeden dokument z dołączonym oświadczeniem, w którym przedsiębiorca wskaże, jak koronawirus wpłynął na brak możliwości opłacenia przez niego należności. Dodatkowo ZUS zapowiedział też wstrzymanie części działań egzekucyjnych oraz zawieszenie i wydłużenie spłaty już zawartych układów ratalnych o trzy miesiące.

– Ważne jest też opóźnienie regulacyjne. Wszystkie nowe regulacje, które miały w najbliższym czasie wchodzić w życie, powinny być opóźnione o co najmniej sześć, a nawet dziewięć miesięcy. Na koniec marca firmy muszą zgłosić deklarację VAT, ale absolutnie nie będą w stanie tego wykonać w momencie, kiedy księgowi pracują zdalnie albo są całkiem wyłączeni ze względu na wirusa – mówi Maciej Witucki. – Kolejny element to zamrożenie trwających postępowań – zarówno podatkowych, kontrolnych, jak i spraw cywilnych. To ważne, aby rząd ogłosił, że jeśli zatrzymaliśmy kraj, to zatrzymujemy też wszystkie procedury prawne, które się w tym czasie toczą.

Większość organizacji eksperckich, które przedstawiły swoje propozycje do specustawy dotyczącej koronawirusa, postuluje również czasowe zwolnienie pracodawców na kilka miesięcy z obowiązku płacenia podatków, a także odroczenie obowiązku składania deklaracji podatkowych.

Zadowolenie klienta popłaca

Nie tylko kupno produktów w przystępnej cenie, ale również fachowe doradztwo, wsparcie posprzedażowe oraz przedłużenie gwarancji jakości i bezpieczeństwo użytkowania – to główne kryteria decyzji konsumenckich. Koncerny fabryczne i przedsiębiorstwa działające w Polsce w branży przemysłowej dostrzegają ten fakt. Kompleksowa i systemowa oferta sprawia, że zadowoleni klienci stają się lojalni i wracają po kolejne produkty. To potęguje zyski firm. Potwierdzają to dane statystyczne – przychody krajowej branży przemysłowej rosną w systematycznym tempie.Kluczowe motywy zakupowe_grafika ifm electronic Zadowolenie klientów_Bain&Company_grafika ifm electronic

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego o produkcji wytworzonej i sprzedanej na terenie Polski dla ponad 680 grup asortymentowych oraz wyrobów, z ważniejszych branż produkcji przemysłowej w 2018 roku, wynikało, że wartość ogółem wyrobów własnych producentów, sklasyfikowanych w sekcji produkty przetwórstwa przemysłowego oraz górnictwa i wydobywania, wyniosła aż 1 180 823 967 200 złotych. To wzrost w porównaniu do 2017 roku o 6,4%.

Mazowsze i Górny Śląsk na czele

Największy udział w tym segmencie miały działy: artykuły spożywcze – 16,6%, pojazdy samochodowe, przyczepy i naczepy – 11,7%, koks, brykiety i podobne paliwa stałe z węgla i torfu oraz produkty rafinacji ropy naftowej – 8,4%, wyroby z gumy i tworzyw sztucznych – 7,0%, metale – 6,3%, chemikalia i wyroby chemiczne oraz wyroby metalowe gotowe, z wyłączeniem maszyn i urządzeń – po 5,7%. Dla porównania najniższy udział – poniżej 0,5% – miały odzież, skóry i wyroby ze skór oraz rudy metali.

Natomiast w ujęciu regionalnym największy udział na poziomie 19,7% przypadł województwu mazowieckiemu, kolejne były śląskie – 16,5% wartości produkcji sprzedanej wyrobów ogółem, wielkopolskie – 12,8%, dolnośląskie – 8,4% oraz małopolskie – 7%. Całość polskiego przemysłu w gospodarce i PKB była w 2018 roku szacowana przez Eurostat na 22,3%. Według najnowszy danych GUS tylko w grudniu 2019 roku produkcja przemysłowa w Polsce wzrosła w ujęciu rocznym o 3,8%. Na te wskaźniki wpływ ma oczywiście popyt.

Moment decyzji

Wśród kluczowych motywów zakupowych eksperci wyróżniają sześć podstawowych kryteriów: cena, czas, bezpieczeństwo, jakość, emocje oraz prestiż.
Wszystkie z nich, według opinii konsumentów, są również bardzo istotnymi czynnikami przy wyborze produktów z branży przemysłowej i automatycznej. W negocjacjach handlowych ważna jest oczywiście cena, to jednak obecnie już tylko jeden z priorytetów, jakimi posługują się potencjalni klienci, podejmujący decyzję o wyborze konkretnego producenta i fabryki.

– Poszukiwanie kompleksowych i optymalnych rozwiązań prokonsumenckich to wyjście naprzeciw rynkowym oczekiwaniom i wymaganiom klientów. Standardem stała się produkcja kompatybilnych systemów specjalistycznych produktów przemysłowych. Zapewnienie gwarancji jakości, nie tylko na etapie powstawania wyrobów, ale również, gdy są one wykorzystywane już przez klientów, daje odbiorcom poczucie satysfakcji z dobrego wyboru – podkreśla Aleksandra Banaś, prezes zarządu katowickiej spółki ifm electronic.

Producent niczym psycholog

Z opracowań przygotowywanych przez specjalistów z branżowego portalu psychologiawbiznesie.pl wynika, że sposób podejmowania decyzji o zakupie produktu różni się w przypadku produktów nabywanych rutynowo i tak zwanych produktów problemowych. W zakres tych drugich wchodzą dobra nabywane sporadycznie, długookresowo, które ze względu na skomplikowaną często specyfikację techniczną muszą spełniać odpowiednie parametry.

Badania satysfakcji klientów sygnalizują, że decyzja o zakupie i samo dokonanie kupna produktu generuje u konsumenta poczucie ryzyka. To główny powód, na podstawie którego współczesne przedsiębiorstwa powinny podejmować działania zmierzające do minimalizacji takich zachowań. Stosowane są tu wielorakie rozwiązania: wydłużona gwarancja, testy, próby pomiarowe, a nawet możliwość zwrotu zakupionego towaru.

Zadowolenie popłaca

Kluczem jest jak najwyższa jakość usług przed i posprzedażowych, a nie samo dostarczenie klientowi wybranego produktu. Takie podejście według psychologów niweluje u klientów tak zwany dystans pozakupowy – konflikt psychiczny, który wynika z niepewności, co do trafności wyboru. Potwierdzają to przedstawiciele branży przemysłowej i automatycznej.
– Wybierając konkretny produkt, konsument chce uzyskać jak najlepszy efekt ekonomiczny, dlatego oczekuje również kompleksowego doradztwa. Czerpanie ze źródeł konsumenckich i wyciąganie wniosków z rynkowych opinii, to obecnie jeden z najistotniejszych aspektów funkcjonowania dużej firmy i długofalowego polepszania wyników sprzedaży – tłumaczy Aleksandra Banaś z ifm electronic.

Z badań rynkowych firmy konsultingowej Bain&Company wynika, że aż 98% klientów niezadowolonych z obsługi już nie wraca. 75% z nich wskazuje jako główny czynnik niedocenienie i brak odpowiedniej „opieki” na etapie analizowania oferty, 65% sygnalizuje złe doświadczenia z firmą w trakcie procesu sprzedaży. W ciągu połowy dekady przeciętna spółka handlowa utrzymuje 20% stałych klientów. Statystyki pokazują jednak, że jeżeli ta wartość wzrośnie o 5%, wówczas zysk firmy szybuje nawet do 55%. Zdaniem ekspertów w tym przypadku najistotniejszym kryterium jest właśnie zadowolenie klienta, który kładzie większy nacisk na swoje doświadczenia i kompleksowość oferty, a nie na jak najniższą cenę.

Stanowisko Krajowej Izby Klastrów Energii ws. epidemii koronawirusa

W związku ze zwołaniem przez prezydenta Andrzeja Dudę posiedzenia Rady Gabinetowej, które będzie dotyczyć sytuacji epidemiologicznej w kraju, a w szczególności pakietu pomocowego dla przedsiębiorców, swoje stanowisko przedstawiła Krajowa Izba Klastrów Energii (KIKE). Izba zwraca uwagę na istotne obawy wszystkich firm, pracujących nad uruchomieniem farm fotowoltaicznych w Polsce. Epidemia koronawirusa i przedłużająca się przerwa w pracy chińskich fabryk, skutkuje widocznymi niedoborami towarów technologicznych oraz komponentów na całym świecie. Pękają łańcuchy dostaw, a ofiarami chińskiego wirusa padają nawet największe globalne korporacje. W odniesieniu do najnowszych informacji pochodzących od członków KIKE oraz analiz jej ekspertów, wiadomo, że w Polsce silnie odczuwalne skutki widać właśnie w branży fotowoltaicznej.  Zdaniem Alberta Gryszczuka, prezesa Krajowej Izby Klastrów Energii – Należy bardzo poważnie potraktować słowa prezydenta Andrzeja Dudy oraz premiera Mateusza Morawieckiego, iż epidemia niestety będzie miała konsekwencje rynkowe, a globalny kryzys odbije się negatywnie na stanie polskiej gospodarki. Aktualnie zadaniem rządzących jest zminimalizowanie skutków tej sytuacji.

Jako podmiot reprezentujący przedsiębiorców, Izba ma głęboką nadzieję, iż rząd faktycznie zrobi wszytko, aby po czasowym zawahaniu w kilku sektorach, nastąpiło finalne odbicie całego rynku.  Przedsiębiorcy liczą na współpracę w tym zakresie między prezydentem, premierem, Ministerstwem Rozwoju oraz Ministerstwem Klimatu. – Pozytywnie odbieramy inicjatywę rządu, odnośnie projektu specustawy dotyczącej rozwiązań dla gospodarki, w kwestii koronawirusa. W tym miejscu, zwracamy uwagę również na sektor OZE, a w szczególności, coraz szybciej rozwijającą się w Polsce, branżę fotowoltaiczną. To właśnie w tym obszarze funkcjonuje wielu małych i średnich przedsiębiorców z wyłącznie polskim kapitałem – dodaje Albert Gryszczuk.

Profilaktyczne działanie teraz, może okazać się nie tylko skuteczne w praktyce, ale też – co równie ważne – pozwoli zaoszczędzić znaczną części kosztów zapowiadanej pomocy państwa dla przedsiębiorców poszkodowanych w wyniku konsekwencji koronawirusa. Założyć można, że środki zaoszczędzone dzięki szybkiemu działaniu prezydenta oraz rządu, będą mogły zostać przeznaczone na inne ważne cele.

Chińska branża fotowoltaiczna spodziewa się, że produkcja ogniw i modułów wróci do wcześniejszego poziomu dopiero w drugiej połowie tego roku. Ograniczenie produkcji, czy nawet tymczasowe zamykanie całych fabryk, dotknęło chińskich producentów modułów fotowoltaicznych, którzy łącznie odpowiadają za około 70 proc. światowej produkcji. Mamy do czynienia ze zdarzeniem nieoczekiwanym, o daleko idących skutkach. Inwestorzy i deweloperzy farm fotowoltaicznych narażeni są na brak możliwości terminowego dokończenia projektów. Stąd potrzeba doraźnego przesunięcia terminu dostarczenia energii elektrycznej, w ramach systemu aukcyjnego URE, na 2021 rok.

Analizując sytuację od strony czysto prawnej, należy oceniać ją jako zdarzenie o charakterze siły wyższej, zatem konieczna i ze wszech miar uzasadniona może być interwencja ustawodawcy. Zgodnie z aktualnie obwiązującym stanem prawnym, instalacja fotowoltaiczna, która nie zdąży wyprodukować i sprzedać energii elektrycznej, w ramach systemu aukcyjnego, w przewidzianym dla niej maksymalnie 24-miesięcznym terminie, eliminowana jest na 3 lata z możliwości uczestnictwa w aukcjach. Ponadto, traci ona wniesioną kaucję. Wobec takiego stanu rzeczy, pomoc państwa może okazać się konieczna, aby inwestorów uchronić przed upadłością, a jeden z najszybciej rozwijających się obszarów odnawialnych źródeł energii w Polsce – przed silną recesją. Warto dodać, że niedawno termin rozpoczęcia sprzedaży (w ramach systemu aukcyjnego) pierwszej energii elektrycznej został przedłużony – dla instalacji fotowoltaicznych – z 18 do 24 miesięcy. Nastąpiło to w wyniku nowelizacji ustawy o OZE z 19 lipca zeszłego roku. Dodatkowo nowelizacja ta wydłużyła okres obowiązywania aukcyjnego systemu wsparcia do 30 czerwca 2039. Wynika z tego, że nawet przesuniecie terminu na rozpoczęcie sprzedaży poza listopad 2020 roku, nie będzie wiązało się z koniecznością skracania maksymalnego 15-letniego okresu wsparcia dla instalacji (przed wspomnianą nowelizacją wsparcie mogło być udzielone maksymalnie do 31 grudnia 2035 r.). Warto szybko wprowadzić wskazane rozwiązanie, aby z wyprzedzeniem zapobiec negatywnym konsekwencjom epidemii. Zwłaszcza, że mamy do czynienia z sytuacją szczególną. Jej ogólnoświatowy zasięg stawia pod znakiem zapytania realne wykonanie obowiązku w obecnym ustawowym terminie. Jak podają międzynarodowi analitycy, w Państwie Środka moduły wytwarza większość producentów, w tym m.in. trzej najwięksi producenci na świecie – Jinko Solar, JA Solar i Trina Solar. Wiadomo, że ten ostatni musiał wstrzymać produkcję w jednej ze swoich fabryk, przynajmniej do połowy tego miesiąca.  Fabryki ogniw i modułów fotowoltaicznych znajdują się m.in. w mieście Wuhan, a więc w epicentrum koronawirusa.

Samochody elektryczne. Kiedy podbiją świat?

Wielu największych producentów samochodowych planuje w ciągu najbliższych kilkunastu lat całkowicie przestawić się na produkcję samochodów elektrycznych. Będzie to duży krok w kierunku znacznego zmniejszenia ilości CO2, emitowanego teraz przez środki transportu. Jednak wzmożona produkcja samochodów z napędem elektrycznym nie sprawi, że zdominują one w szybkim tempie drogi na całym świecie. Czy będą to samochody klasycznie ładowane z gniazdka, czy z silnikiem wodorowym, będą potrzebować odpowiedniej infrastruktury. Możliwość inwestycji w infrastrukturę wspierającą działanie elektromobilnej floty na drogach zależy od zamożności państwa i społeczeństwa. To także wskaźnik, który wpływa na możliwość zakupu nowych samochodów przez obywateli. W mniej rozwiniętych regionach ta infrastruktura nie powstanie szybko – a po drogach będą jeździły starsze modele samochodów, z silnikami spalinowymi.

– Przewidując dominację samochodów elektrycznych na świecie trzeba rozmawiać o konkretnych rejonach geograficznych. W niektórych miastach w Chinach i Holandii już dziś samochody elektryczne są istotnym elementem całego transportu drogowego. Z drugiej strony w mniej rozwiniętych regionach, takich jak Afryka czy Azja Środkowa, te procesy będą zachodziły nieco dłużej – powiedział serwisowi eNewsroom Aleksander Rzepecki,  menadżer do spraw pojazdów elektrycznych w Mercedes-Benz Polska. – W naszej polskiej rzeczywistości powszechne pojawienie się samochodów elektrycznych na ulicach zajmie kilka kolejnych lat. Natomiast na to, żeby zdominowały one ruch, potrzebnych jest kilkanaście lub dwadzieścia lat. Samochody sprzedawane dzisiaj jako nowe – czyli w większości oczywiście diesle oraz samochody benzynowe – za 10-15 lat wciąż będą się poruszać po naszych drogach. Więc nawet jeżeli sprzedaż samochodów elektrycznych zdominuje inne typy napędów – minie jeszcze kilkanaście lat, zanim z naszych dróg znikną samochody spalinowe – przewiduje Rzepecki.

Polacy wolą płatności mobilne. Chętnie też korzystają z innowacyjnych rozwiązań w bankowości i e-handlu

E-handel jest coraz bardziej innowacyjny. W centrach logistycznych Amazona roboty pakują zamówienia, a drony dostarczają je odbiorcom. W Estonii zamówione towary z pobliskich sklepów spożywczych są dostarczane klientom przez roboty. Z kolei w Polsce popularność zyskują nowoczesne formy płatności, nad którymi pracują innowacyjne firmy i start-upy. 

– Polska jest liderem nie tylko w Europie, ale i na świecie pod względem różnego rodzaju płatności – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Damian Gwiazdowski, przedstawiciel firmy Shoper. – Gotówka powoli odchodzi do lamusa, a w Polsce przestaje się korzystać nawet z kart płatniczych. Coraz częściej korzystamy z płatności smartwatchem. Ciągle też pojawiają się nowe metody płatności, jak Blik albo płatności odroczone. Klienci mają możliwość rozbicia płatności na raty już w momencie złożenia zamówienia, bez pośrednictwa innych instytucji. 

Polacy bardzo chętnie korzystają z nowości w branży finansowej. W IV kwartale 2019 roku polskie banki miały 13,7 mln klientów mobilnych. To wzrost o 0,6 mln w porównaniu z IV kwartałem 2018 roku. Z tej grupy 6,5 mln logowało się do swoich kont wyłącznie za pomocą urządzeń mobilnych. Wzrosła również liczba osób używających Blika. Na koniec 2019 roku korzystało z niego prawie 4,5 mln użytkowników. Tymczasem pod koniec I półrocza zeszłego roku liczba ta była o ponad milion mniejsza.

Według opublikowanego pod koniec 2019 roku raportu Mastercard Polacy są liderami regionu w zakresie korzystania z bankowości mobilnej (81 proc.), online (63 proc.) oraz płatności mobilnych (52 proc.). Wszystkie wskaźniki są znacznie powyżej średniej dla Europy Środkowo-Wschodniej. Nowości chętnie są też u nas przyjmowane w e-handlu.

– Przyszłość e-handlu będzie opierała się na prostocie procesu zakupowego. Istotne będzie wykorzystanie różnego rodzaju systemów rekomendacji opartych na analizie Big Data. Z kolei sztuczna inteligencja będzie podpowiadała konsumentom towary i usługi, którymi w inny sposób by się nie zainteresowali – ocenia ekspert. – Ważna jest też prostota samego procesu składania zamówienia. Trzeba je oprzeć na prostych metodach płatności i dostawy. Z jednej strony będą one polegać na płatności za pomocą jednego kliknięcia, a z drugiej na prostocie wybrania miejsca docelowego dostawy. Istotna będzie prostota zwrotów i wymiany towarów.

Polacy coraz chętniej korzystają także z szybszych i wygodniejszych zakupów online. Polski start-up Szopi umożliwia dowóz towarów spożywczych do klienta w ciągu jednej godziny. Jest to możliwe, ponieważ zatrudnia wyspecjalizowanych shopperów, którzy odwiedzają najpopularniejsze sklepy na rynku i tworzą listę zakupową dla klienta. Jesienią, w wyniku przejęcia za 35 mln euro rozwijanej przez AmRest platformy Pizza Portal, nad Wisłą zadebiutowała platforma zakupowa Glovo. Pozwala kupować, odbierać i wysyłać dowolny produkt w tym samym mieście w czasie krótszym niż godzina. Obecnie funkcjonuje w 15 największych miastach w Polsce.

Fintech PayPo, obsługujący płatności odroczone, nawiązał w lutym współpracę z Media Expert. To kolejny, obok m.in. Answear, Allegro czy 4F, duży partner start-upu. Spółka planuje do końca 2020 roku obsłużyć transakcje warte łącznie minimum 0,5 mld zł.

– Bardzo lubimy usprawnienia, które ułatwiają zakupy. Firmy także coraz częściej proponują klientom coraz bardziej innowacyjne rozwiązania. Dla przykładu, eobuwie uruchomiło usługę esize.me, w której możemy zeskanować swoją stopę i dobrać najbardziej wygodne, najlepiej dopasowane obuwie – wskazuje Damian Gwiazdowski.

Koronawirus to wyzwanie dla firm logistycznych – komentarz eksperta/DHL Parcel

Pandemia koronawirusa to wyzwanie dla niemal wszystkich sektorów polskiej gospodarki. W związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa Ministerstwo Rozwoju – we współpracy z Głównym Inspektorem Sanitarnym – przygotowało zalecenia dla przedsiębiorców z branży transportowej i logistycznej.  Dotyczą one zachowania podstawowych zasad higieny i ograniczenia bezpośredniego kontaktu z drugą osobą (mycie rąk wodą z mydłem lub ich dezynfekcja, zachowanie bezpiecznej odległości od rozmówcy, promowanie kontaktu za pomocą urządzeń teleinformatycznych, dokonywanie płatności bezgotówkowych). Jak firmy radzą sobie z tymi zobowiązaniami?

Komentarz Pawła Pawlika, kierownika działu BHP DHL Parcel, eksperta Koalicji Bezpieczni w Pracy:

W związku z epidemią koronawirusa, również w naszej organizacji pojawiła się konieczność wprowadzenia szczególnych środków ostrożności. Mają one na celu ochronę zdrowia oraz zapewnienie bezpieczeństwa naszym pracownikom i klientom. 

W DHL Parcel mamy opracowane precyzyjne plany awaryjne dotyczące wszystkich obszarów naszej działalności. Dzięki temu w znacznym stopniu uniezależniliśmy się operacyjnie od czynników zewnętrznych. Posiadamy mocną sieć obiektów operacyjnych, które pokrywają terytorialnie całą Polskę. Każdy z nich jest dostosowany do przejęcia w razie potrzeby obsługi dodatkowych przesyłek. Obecnie, jesteśmy przygotowani na różne scenariusze. Jeśli zajdzie potrzeba wyłączenia z procesu operacyjnego wybranej jednostki, mamy procedury awaryjne, które pozwolą nam sprawnie przeprowadzić takie działania z zachowaniem najwyższej jakości świadczonych przez nas usług.

Stosujemy wzmożone środki ostrożności. Wszystkie jednostki operacyjne zostały wyposażone m.in. w środki dezynfekujące oraz termometry bezdotykowe. Prowadzimy również kampanię edukacyjną dla pracowników oraz działania komunikacyjne skierowane do menedżerów. Nasi kurierzy otrzymali także szczegółowe instrukcje dotyczące zachowania środków ostrożności. W przypadku pracowników biurowych, wprowadziliśmy szereg rozwiązań dotyczących pracy zdalnej, ograniczyliśmy organizację spotkań i podróży służbowych do minimum. Podjęliśmy również działania w zakresie monitoringu i postępowania z osobami, które odbyły podróż zagraniczną. Do tej pory nie odnotowaliśmy żadnego przypadku zachorowania w zespole DHL Parcel. Jednak wiemy, że w obecnej sytuacji kluczowe są działania prewencyjne.

Ponadto na bieżąco monitorujemy pojawiające się komunikaty Głównego Inspektora Sanitarnego oraz Ministerstwa Zdrowia dotyczące występowania koronawirusa w naszym kraju i podejmujemy zdecydowane działania.

Kearney ocenia wpływ pandemii koronawirusa na gospodarkę

Pandemia koronawirusa wywołującego chorobę COVID-19 już dziś pogrąża branżę turystyczną, rozrywkową i gastronomiczną na całym świecie. Jednak gałęzi gospodarki, które są szczególnie narażone na wyzwania związane z epidemią jest znacznie więcej. Eksperci globalnej firmy doradczej Kearney, w specjalnym raporcie Odpowiedzialne działanie menadżerów w dobie COVID-19, analizują w jaki sposób epidemia wpływa na globalne łańcuchy dostaw i wzrost gospodarczy na świecie. Wskazują także, jakie działania podjęte przez menadżerów firm mogą pomóc ograniczyć wpływ pandemii na biznes.

Z raportu Kearney Odpowiedzialne działanie menadżerów w dobie COVID-19 wynika, że szczególnie narażone na wyzwania związane z wirusem są branże oparte na przemieszczaniu się ludzi i usługach, a także te, które w momencie pojawienia się nowego globalnego zagrożenia borykały się już z problemami. Istnieją branże, które nie odczują tak mocnego, negatywnego wpływu pandemii na swoją działalność.

Karolina Leśkiewicz, manager w Kearney: Branże, które są szczególnie narażone na utratę biznesu ze względu na COVID-19 to przede wszystkim turystyka, usługi, sektor finansowy, handel detaliczny (np. elektronika, art. gospodarstwa domowego) i HoReCa. Te sektory są oparte w dużej mierze na fizycznym kontakcie, przemieszczaniu się ludzi lub angażowaniu ich w wolnym czasie. Ze względu na konieczność ograniczenia interakcji i podróży oraz możliwe problemy z logistyką i łańcuchem dostaw przewidujemy, że wskazane branże najmocniej odczują skutki pandemii w najbliższym czasie.

Porozrywane łańcuchy dostaw

Globalny zasięg epidemii i wprowadzane przez kolejne rządy kontrole, restrykcje i ograniczenia doprowadziły do zachwiania równowagi w światowym handlu i mocno nadwyrężyły łańcuchy dostaw. Ostateczna skala kryzysu, w jakim znalazła się zglobalizowana gospodarka, wciąż pozostaje niewiadomą, ale już dziś widać, gdzie pojawiły się największe napięcia i ryzyka.

Jakub Dudzic, konsultant w Kearney: COVID-19 wyraźnie odciska swoje piętno na łańcuchach dostaw. Zaczynając od produkcji przemysłowej, która wyraźnie spowolniła (szczególnie w Chinach będących „fabryką świata”). Boryka się ona z brakami kadrowymi spowodowanymi m. in. niedostateczną liczbą maseczek ochronnych wymaganych do pracy oraz przymusowymi kwarantannami pracowników. Ponadto, ograniczenia w przemieszczaniu się spowodowały drastyczny spadek popytu (a co za tym idzie cen) na transport lądowy i powietrzny, powodując ich paraliż. Sytuacji nie pomaga również fakt, iż niektóre kraje planują wprowadzenie – bądź już wprowadziły – embarga na wybrane grupy produktów (np. medycznych i farmaceutycznych).

Czas próby dla menadżerów

Pandemia jest testem zdolności poszczególnych firm do efektywnego działania w nowych, zmiennych warunkach. Od przygotowania i zaangażowania konkretnych menadżerów zależeć będzie to, na ile uda się załagodzić negatywny wpływ epidemii na działalność firm. Z raportu Kearney wynika m.in., że kluczowe dla zapewnienia ciągłości biznesu jest efektywne wspieranie pracy zdalnej pracowników. W tym względzie pomocna okazuje się technologia, która dostarcza wielu narzędzi i kanałów do wykorzystania w bieżącej komunikacji.

Krystian Kamyk, dyrektor w Kearney: Dzisiejsza sytuacja jest chwilą próby dla menadżerów niemal każdej organizacji. Empatia, kultura organizacyjna, zgranie zespołu i doskonałość w zarządzaniu zmianą i komunikacją, które w spokojnych czasach w niektórych firmach schodziły na drugi plan, dzisiaj decydują o tym, czy firma jest zdolna utrzymać tempo działalności czy nie. Wśród naszych klientów są tacy, którzy niemal z dnia na dzień i bez uszczerbku na efektywności przełączyli na pracę zdalną większość swojej załogi biurowej oraz tacy, którzy wolą minimalizować pracę zdalną, ponieważ jest dla ich organizacji czymś nietypowym. Podobnie jest z relacjami z klientami. Te firmy, które inwestowały w wielokanałowość i swoje produkty i usługi sprzedają dzisiaj zarówno w punktach fizycznych jak i w aplikacjach mobilnych i sklepach internetowych, relatywnie mniej odczuwają problem dzisiejszej nadzwyczajnej sytuacji. Pozostali, u których nadal dominowały punkty fizyczne, zastanawiają się jak utrzymać relacje z klientami. Podobny model ma zastosowanie w każdej branży – nawet w produkcji. Jeśli firma zainwestowała w przeszłości w automatyzację swoich linii produkcyjnych, dzisiaj mniej jest narażona na nieobecności pracowników spowodowane chorobą, kwarantanną lub ograniczeniem przemieszczania się. Pandemia COVID-19 na pewno doprowadzi do istotnej transformacji modeli pracy, wykorzystania przestrzeni biurowej, ale też przemyślenia priorytetów dla inicjatyw rozwoju kanałów samoobsługowych i automatyzacji działalności.

Przyszłość controllingu, czyli automatyzacje w budżetowaniu

Automatyzacja dotyka coraz większej liczby obszarów naszego życia. Nie inaczej jest w przypadku zawodów w świecie finansów, gdzie wyspecjalizowane systemy informatyczne stały się niezbędnikami w pracy controllerów i analityków.

Przez kilka ostatnich lat przedsiębiorstwa zmagają się z dwoma coraz większymi wyzwaniami w obszarze controllingu: rosnącymi kosztami pracy oraz trudnością w pozyskaniu (a także utrzymaniu) należycie wykwalifikowanych pracowników. To sprawiło, że osoby odpowiedzialne za finanse w firmach – zmuszone rosnącymi trudnościami i kosztami – szukają rozwiązania dla swoim problemów w obszarze IT. Co naturalne, próbują oni zastąpić pracę ludzką działaniem odpowiednich systemów i algorytmów informatycznych.

Budżetowanie i prognozowanie to procesy, w których istnieje spory potencjał optymalizacji z wykorzystaniem możliwości współczesnej technologii informacyjnej. Odpowiednio zaprojektowane i wdrożone narzędzia wspierające zadania wykonywane przez controllerów i właścicieli budżetu pozwalają wyeliminować manualne czynności nie dostarczające wartości dodanej. Co więcej, automatyzacje w budżetowaniu eliminują ryzyko wielu błędów ludzkich.

Automatyzacja budżetowania i raportowania – make or buy?

Co w ogóle dają automatyzacje w budżetowaniu? Najogólniej rzecz ujmując, opierają się one na przeniesieniu konsolidacji, kalkulacji i przetwarzaniu danych planistycznych z arkusza kalkulacyjnego do wielowymiarowych lub relacyjnych baz danych. Wczytanie danych z formatek budżetowych do bazy SQL, Access czy OLAP pozwala łatwiej nimi operować i lepiej radzić sobie z dużymi wolumenami. Z uwagi na to, że praca z danymi budżetowymi bezpośrednio na formularzach bazy danych jest wysoce niekomfortowa konieczna jest także budowa interfejsu umożliwiającego generowanie i import formatek oraz przygotowywanie raportów budżetowych.

Przedsiębiorstwa, które chcą wykorzystać – przedstawione pokrótce – możliwości dostarczane przez rozwiązania IT w controllingu mają dwie drogi. Chodzi o wariant: make oraz buy.

Zacznijmy od przedstawienia pierwszego z nich – make. Jest to nic innego jak samodzielne projektowanie i tworzenie automatyzacji przez dział controllingu. Takie projekty najczęściej realizowane są jako wewnętrzne inicjatywy controllerów bez większego wsparcia ze strony działu IT. Wszystko dlatego, że wiele osób z zawodów finansowych stara się poszerzać wiedzę techniczną, widząc w niej potencjał do usprawnienia swej codziennej pracy. To właśnie controllerzy i analitycy stanowią większość uczestników szkoleń obejmujących programowanie VBA czy współpracę arkusza kalkulacyjnego z bazami SQL. Połączenia automatyzacji VBA oraz przetwarzania w bazie SQL lub Access jest najczęściej stosowanym podejściem do usprawnień raportowania i budżetowania implementowanym samodzielnie przez przedsiębiorstwa. Kreując tego typu usprawnienia kontrolerzy już dawno weszli w obszary zarezerwowane jeszcze do niedawna jedynie dla ekspertów z obszaru IT.

W tym miejscu należy też wspomnieć o minusach podejścia make. Wymienić można m.in. pewną niedoskonałość samodzielnie tworzonych narzędzi (co prawda usprawniają one procesy w controllingu, ale daleko im do profesjonalnych systemów). Jest także dość duże ryzyko związane z transferem kompetencji, czyli w momencie odejścia z firmy pracownika tworzącego dane rozwiązanie istnieje ryzyko, że nowi pracownicy nie poradzą sobie ze stworzonymi usprawnieniami w warstwie technicznej.

Specjalistyczne systemy do budżetowania i raportowania

Drugą drogą dla przedsiębiorstw jest wariant buy. Takie rozwiązanie polega na wyborze i wdrożeniu gotowego systemu posiadającego wbudowane funkcjonalności automatyzujące pracę w procesie controllingu. Poszukując na rynku gotowego systemu i porównując możliwości narzędzi proponowanych przez poszczególnych dostawców warto zwrócić uwagę na to w jaki sposób dane rozwiązanie może wspierać automatyzację. W tym miejscu warto zauważyć, iż systemy do budżetowania to oddzielna klasa rozwiązań IT – systemy klasy Business Intelligence czy nawet moduły controllingowe systemów ERP nie posiadają funkcjonalności kompleksowo wspierających przebieg procesów budżetowania i prognozowania.

Do największych plusów rozwiązania typu buy należy zaliczyć możliwość szybkiego wdrożenia usprawnień dla controllerów, a także wykorzystanie doświadczeń dostarczanych przez zewnętrzne podmioty. Równie ważne jak możliwości systemu są kompetencje firmy realizującej wdrożenie – doskonała znajomość produktu oraz doświadczenie w realizacji podobnych projektów pozwolą optymalnie wykorzystać możliwości systemu do rozwiązania specyficznych problemów firmy.

Co do minusów ścieżki buy, należy wymienić konieczność poniesienia kosztów licencyjnych nowego oprogramowania.

Podsumowanie

Świat controllerów i analityków – tak jak w przypadku innych obszarów życia – coraz mocniej łączy się z obszarem współczesnej technologii informacyjnej. To dobrze dla firm. Tak jak zaznaczyłem we wstępie, mają one obecnie spore kłopoty z kosztami pracy i znalezieniem odpowiednich pracowników. Odpowiednie systemy informatyczne mogą znacznie ułatwić wykonywanie obowiązków osobom odpowiedzialnym za budżetowanie i prognozowanie.

Autor: Mariusz Sumiński, Dyrektor Zarządzający FlexiSolutions

Więcej o roli controllingu w handlu

Controlling w retailu. Dlaczego to must have?

Każdy przedsiębiorca zastanawia się jak osiągnąć postawione cele operacyjne i strategiczne swojej firmy. Wprowadzenie systemu controllingowego w organizacji jest kluczowym elementem, który umożliwia osiągnięcie tych celów. Controlling to proces zarządzania polegający na planowaniu, monitorowaniu wykonania planów i wprowadzaniu korekt. Istnieje wiele rodzajów controllingu. Jednym z nich jest controlling sprzedaży, którego zadania obejmują:

  • maksymalizację dochodów ze sprzedaży;
  • ustalanie celów sprzedażowych;
  • planowanie i budżetowanie przychodów ze sprzedaży;
  • monitorowanie wykonania budżetów;
  • optymalizację kosztów dystrybucji i działów sprzedaży;
  • koordynację działań związanych z produktami.

Narzędzia controllingu sprzedaży można podzielić według czasowego zasięgu ich oddziaływania na operacyjne i strategiczne. Popularne metody strategiczne to:

  • analiza luki strategicznej – dostosowanie strategii do oczekiwań rynkowych i ich przewidywanych zmian;
  • analiza scenariuszowa – prognozowanie różnych możliwych sytuacji i ich prawdopodobieństwa;
  • metody portfelowe – optymalne zarządzanie portfelem produktów, identyfikacja obszarów przewagi konkurencyjnej.

Równie ważne jest wykorzystanie systemów klasy Business Intelligence, które automatyzują proces raportowania i wspierają controlling sprzedaży. Takie systemy, wzbogacone o zaawansowaną analitykę, uczenie maszynowe i sztuczną inteligencję, stają się kluczowe dla nowoczesnych biznesów. Umożliwiają one lepsze decyzje, targetowanie ofert marketingowych i zarządzanie cenami. Rozwiązania Business Intelligence mogą zwiększyć przewagę konkurencyjną i poprawić zarządzanie biznesem poprzez analizę danych. Szczegóły dotyczące tych rozwiązań można znaleźć w darmowym e-booku „Analityka danych w branży Retail” od Comarch.

Podatnik ma prawo do przeprowadzenia dowodu przeciwnego

Organy podatkowe nie mogą opierać niekorzystnych dla podatników decyzji jedynie na urzędowych dokumentach, jednocześnie nie dopuszczając dowodów przeciwnych. Wyrokiem z 8 listopada 2019 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie uchylił decyzję organu podatkowego, określającą podatnikowi wysokość zobowiązania akcyzowego, bo organ ten nie uwzględnił przy jej wydawaniu dowodów przedstawionych przez podatnika (sygn. akt I SA/Kr 1000/19).

Zgodnie z art. 194 § 1 i 2 Ordynacji podatkowej sporządzone przez organy władzy publicznej, i inne jednostki, dokumenty są dowodem na to, co zostało w tych dokumentach stwierdzone. Jednakże, jak stanowi § 3 tego artykułu, nic nie stoi na przeszkodzie, by przeprowadzić dowód przeciwko takim dokumentom.

Wezwanie do korekty deklaracji po 4 latach od nabycia

W lutym 2014 r. podatnik złożył deklarację podatkową w zakresie podstawy opodatkowania i kwoty akcyzy z tytułu dokonanego wewnątrzwspólnotowego nabycia samochodu. Dołączył do niej opinię rzeczoznawcy majątkowego, która wraz z dokumentacją fotograficzną pojazdu miała potwierdzać jego uszkodzony stan, a co za tym idzie – uwiarygodnić ustaloną ze zbywcą cenę sprzedaży auta.

Ponad 4 lata później naczelnik urzędu skarbowego wezwał podatnika do skorygowania deklaracji poprzez podwyższenie podstawy opodatkowania w ramach dokonanego nabycia pojazdu. Organ w listopadzie 2017 r. otrzymał dokument z niemieckiego urzędu celnego, który stwierdzał, że urząd ten przy weryfikacji wartości celnej auta zanegował wykazaną na rachunku kwotę nabycia auta, jako za niską, i jednocześnie wskazał kwotę wyższą.

Wartość celna to jedno, a rzeczywista – drugie

Podatnik odpowiedział naczelnikowi, że nie ma czego korygować, bo podstawa opodatkowania wykazana w złożonej deklaracji nie była oparta na wartości celnej pojazdu powiększonej o należne cło, a o wycenę jego wartości przez biegłego rzeczoznawcę, zatwierdzoną następnie przez funkcjonariusza celnego. Organ pozostał obojętny na tę argumentację i w sierpniu 2019 r. ustalił podatnikowi zobowiązanie w podatku akcyzowym w wyższej kwocie, w oparciu o wartość celną określoną przez niemiecką administrację celną.

Ustalenia niemieckiego urzędu czyniły zakup nonsensem

Wezwany do korekty nabywca auta odwołał się od tej decyzji. Stał na stanowisku, że NUS nie wziął pod uwagę, iż administracja niemiecka tendencyjnie i w sposób nieprawdopodobny zawyżyła wartość pojazdu, podczas gdy samochód posiadał znaczące uszkodzenia. Zdaniem podatnika tylko wycena dokonana przez rzeczoznawcę uwzględniająca zarówno te uszkodzenia, jak i ówczesne uwarunkowania na polskim rynku obrotu samochodami jest w stanie oddać jego prawidłową wartość. Ustalenia wartości pojazdu poczynione przez niemiecką izbę celną w sposób oczywisty czyniły zakup samochodu w tej cenie nonsensem.

Dokument niemiecki to też dokument urzędowy

Dyrektor izby administracji skarbowej jako organ odwoławczy podtrzymał decyzję NUS. Organ zaznaczył, że zgodnie z Ordynacją podatkową naczelnik zobowiązany był zebrać i wyczerpująco rozpoznać cały materiał dowodowy. Dyrektor, powołując się na treść art. 194 § 1 i § 2 O.p., bronił zasadności włączenia do materiału dowodowego dokumentu z niemieckiego urzędu celnego, przemawiającego za wyższą wartością nabytego samochodu. Jednocześnie zarzucił podatnikowi, że ten w żaden sposób nie udowodnił podnoszonych przez siebie uszkodzeń pojazdu, dokonanych napraw, zakupu części.

Pominięcie pozostałych dowodów w sprawie

Podatnik zaskarżył tę decyzję. Zarzucił organom pominięcie przy ustalaniu podstawy opodatkowania pozostałych dowodów w sprawie. W szczególności zwrócił uwagę na powołany przez sam organ, art. 194 O.p. i fakt, że organy nie wykonały zawartej w tym przepisie dyspozycji § 3, która dopuszcza w postępowaniu podatkowym przeprowadzenie dowodu przeciwnego. Jak podniósł podatnik, organy przyjęły podstawę opodatkowania jedynie w oparciu o dokument niemieckiego organu celnego, podczas gdy NUS otrzymał też opinię rzeczoznawcy oraz dokumentację fotograficzną potwierdzającą, że wartość przedmiotowego auta nie może odpowiadać zwykłej wartości rynkowej.

Co na to sąd?

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie uchylił zaskarżoną przez podatnika decyzję organu. Sąd zwrócił uwagę m.in. na przepis art. 210 § 1 pkt 6 O.p., zgodnie z którym decyzja organu powinna zawierać uzasadnienie faktyczne i prawne, a § 4 tego przepisu nakazuje, by to uzasadnienie faktyczne wskazywało fakty, które organ uznał za udowodnione, dowody, którym dał wiarę i jednocześnie wskazywało przyczyny, z jakich innym dowodom organ ten nie dał wiary. Tylko decyzja spełniająca te wymogi może czynić zadość fundamentalnym zasadom postępowania podatkowego, nakazującym prowadzić je w sposób budzący zaufanie do organów oraz w sposób logiczny i przekonujący strony wyjaśniać przesłanki podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Zdaniem WSA w Krakowie decyzje organów podjęte w tej sprawie nie spełniają tych wymogów.

Sąd wskazał, że mimo iż NUS dopuścił przedłożoną przez podatnika opinię rzeczoznawcy określającą wartość importowanego pojazdu, to nie została ona wzięta pod uwagę ani w rozważaniach organu pierwszej, ani drugiej instancji. Dlatego też w niniejszej sprawie organy nie dokonały prawidłowego ustalenia stanu faktycznego i nie wyjaśniły wszystkich jej okoliczności. Stąd też nie mogły wiarygodnie i jednoznacznie ustalić podstawy opodatkowania podatkiem akcyzowym.

„Twierdzenie DIAS w odpowiedzi na skargę, że przedmiotowa opinia (…) nie mogła stanowić dowodu przeciwko dokumentowi organu niemieckiego, jest całkowicie niezasadne, gdyż jak wskazano powyżej, po pierwsze zalegała w aktach sprawy (…) po drugie właśnie była wskazywana przez Skarżącego jako dowód przeciwny” (wyrok z 08.11.2019 r., sygn. akt I SA/Kr 1000/19).

(Nie)praworządność w administracji publicznej

W przypadku jednego podatnika i jednego pojazdu organy podatkowe sięgną do kieszeni nabywcy jednorazowo. Ale co z przedsiębiorcami handlującymi autami bądź też innymi towarami na szerszą, masową skalę? Czy przedsiębiorcy w obliczu subiektywnych, nie spełniających wymogów prowadzenia postępowań podatkowych działań fiskusa skazani są na tzw. domiar podatkowy, a tym samym zmniejszenie rentowności dokonywanej transakcji czy też, jak w tej sprawie, całkowite pozbawienie jej sensu? Opisana wyżej sprawa pokazuje jednak, że warto walczyć o swoje i nie poddawać się niekorzystnym, subiektywnym i – jak widać – wydawanym również w sprzeczności z prawem decyzjom organów podatkowych. Jak orzekł WSA w Krakowie:

„…równie istotne, jak przestrzeganie zasady prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie do organów jest przestrzeganie zasady przekonywania (…) Prawidłowe uzasadnienie decyzji jest jednym z istotnych warunków wpływających na umocnienie praworządności w administracji publicznej…” (sygn. akt I SA/Kr 1000/19).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Koronawirus wpływa na polski rynek pracy tymczasowej

Zmniejszyło się zatrudnienie nowych pracowników w produkcji, logistyce i handlu – najważniejszych odbiorcach pracy tymczasowej, zamknięta jest granica Polski z Ukrainą. Właściciele agencji mają nadzieję, że sytuacja się ustabilizuje, kiedy wirus zostanie opanowany.

Ograniczenia w funkcjonowaniu miejsc publicznych i panika związana z koronawirusem z dnia na dzień zmieniła sytuację na polskim rynku pracy. Firmy wstrzymują nabór, skracają czas pracy i odwołują kontrakty. Agencje pracy tymczasowej obawiają się strat finansowych i wypatrują zatrzymania epidemii.

– Duży niepokój jaki towarzyszy rozprzestrzenianiu się wirusa niestety nie działa dobrze na rynek. Wyraźne zmniejszanie zatrudnienia w firmach zauważamy już od jakiegoś czasu, teraz ta tendencja gwałtownie się nasiliła – mówi Michał Podulski, wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ), największej tego typu organizacji branżowej w Polsce oraz dyrektor ds. sprzedaży w agencji pracy tymczasowej THR Sp. z o.o. – Niestety, jedyne co możemy zrobić, to czekać.

Firmy skracają czas pracy

Pracownicy tymczasowi są zatrudniani głównie w handlu, logistyce i przy produkcji. Wiele firm działających w tej drugiej branży od dłuższego czasu dotykają przestoje, bo ich działalność produkcyjna oparta jest na chińskich komponentach, które przestały być dostarczane z powodu epidemii.

– Fabryki ograniczają produkcję, a więc także i nabór pracowników w naszych agencjach – mówi Michał Podulski.

W firmach nie ma co prawda masowych zwolnień, ale sytuacja doprowadziła do zmian w organizacji czasu pracy. Optymalnym i opłacalnym wyjściem dla firm okazało się jego skrócenie, w niektórych miejscach z pięciu do dwóch dni roboczych. Klienci agencji pracy tymczasowej są świadomi tego, że zwolnieni ludzie mogą nie wrócić do pracy, nawet kiedy sytuacja na świecie ulegnie już poprawie, więc wolą podtrzymywać zatrudnienie.

– Kolejną kwestią jest to, że polski rynek pracy tymczasowej opiera się m.in. na pracownikach sprowadzanych zza granicy. Wirusowa panika wzmaga obawy przed ich zatrudnianiem – mówi Rafał Dryla, CEO w agencji pracy tymczasowej GP People.

Iwona Szmitkowska, prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia, Prezes Work Service SA dodaje: – Spodziewamy się okresowego spowolnienia w branży, wcześniej czy później jednak sytuacja wróci do normy. Trzeba mieć też na uwadze to, że jeśli firmy teraz ograniczają zatrudnianie, to po opanowaniu sytuacji epidemiologicznej, będą potrzebować więcej rąk do pracy, żeby odrobić straty.

Ukraińcy i polskie opiekunki na celowniku

Kolejnym wyzwaniem zamknięcie granicy Polski z Ukrainą. Polscy pracodawcy zatrudniający Ukraińców stoją przed problemem, bo obcokrajowcy nie mogą wjeżdżać do naszego kraju. Przedsiębiorcy mają jednak nadzieję, że przestój będzie okresowy.

– Nie boimy się exodusu pracowników do domów na Ukrainę. Myślę, że ci, którzy są w Polsce będą tu dalej pracować. Problem może być z tymi, którzy właśnie wyjechali na wakacje, czy po wizę. Przez zamknięte granice mogą nie wrócić. Mamy jednak nadzieję, że blokada będzie przejściowa i potrwa maksymalnie miesiąc – mówi Maciej Kopaczyński, wiceprezes SAZ oraz prezes LAXO Group, firmy zajmującej się delegowaniem personelu technicznego i usługami opieki nad starszymi osobami w Niemczech.

Ponieważ wirus coraz bardziej się rozprzestrzenia również w Niemczech, gdzie przy opiece osób starszych pracuje tysiące opiekunek z Polski, firmy je delegujące mają wdrożone procedury bezpieczeństwa, które mogą uruchomić w razie podejrzenia zarażenia.

– Korzystamy też ze sprawdzonych przewoźników, którzy wprowadzili zaostrzone standardy bezpieczeństwa i higieny podczas swoich przewozów. Są to karty klientów, dezynfekowanie i ozonowanie autobusów – mówi Maciej Kopaczyński.

I dodaje, że choć w Niemczech koronawirus jest dłużej niż w Polsce, to liczba opiekunek tam wyjeżdżających nie zmniejszyła się.

46 na świecie, 25 w regionie – Polska w tegorocznym Indeksie Wolności Gospodarczej

Polska utrzymała swoją globalną pozycję w Indeksie Wolności Gospodarczej. Tegoroczny wskaźnik dla naszego kraju wyniósł 69,1 pkt, co – podobnie jak przed rokiem – plasuje nasz kraj na 46 miejscu w rankingu światowym, ale dopiero na 25 pozycji w zestawieniu regionalnym. Tak wynika z Indeksu Wolności 2020 Heritage Foundation i Wall Street Journal, który zaprezentowała Fundacja Warsaw Enterprise Institute, wyłączny polski partner światowego raportu. Celem Indeksu jest ranking państw i ocena polityki ich rządów pod kątem wolności gospodarczej. Według tegorocznej edycji Polska pozostaje w grupie państw „umiarkowanie wolnych”.

Sumaryczny wskaźnik Polski poprawił się o 1,3 pkt, w stosunku do poprzedniego roku. Wzrost wynika w głównej mierze z poprawy wyników w kategorii rzetelność państwa (+14,8) oraz fiskalizm (+5,8). Jednocześnie zanotowano spadek w zakresie warunków dla biznesu (-2,8), rynku pracy (-1,9) oraz skuteczności sądów (-1,2).

Ocena Polski jest tylko nieznacznie niższa od regionalnej średniej (69,8 pkt), ale zdecydowanie powyżej średniej światowej (61,6 pkt).

Warto zaznaczyć, że polska gospodarka wspina się w szeregach „umiarkowanie wolnych” państw od ponad dekady. Postępowi temu towarzyszył stały wzrost PKB w ciągu ostatnich pięciu lat, napędzany gwałtownie rosnącą konsumpcją prywatną i inwestycjami. To sprawiło, że Polska jest obecnie ósmą gospodarką w Unii Europejskiej.

W tegorocznym indeksie na uwagę zasługuje wyższy odczyt w zakresie prawa własności (+0,8) oraz w kategorii handel (+0,4). Gorzej natomiast wypadliśmy w obciążeniach podatkowych (-0,2), co w dalszym ciągu negatywnie wpływa na warunki prowadzenia i rozwoju biznesu.

Wśród kluczowych wyzwań autorzy indeksu wskazują na niedobory na rynku pracy (szczególnie w kluczowych sektorach jak budownictwo czy IT) oraz dalszą konieczność wyrównania poziomu rozwoju między biedniejszym wschodnim regionem kraju a bardziej zamożnym i uprzemysłowionym zachodem Polski.

W komentarzu do tegorocznych odczytów autorzy zwracają również uwagę na nadmiernewydatki rządowe, a także na niewydolność wymiaru sprawiedliwości.Wśród krajów europejskich w czołówce plasują się: Szwajcaria, Irlandia, Wielka Brytania,Dania, Estonia, Gruzja.

W rankingu porównano 45 kraje europejskie, z czego zdecydowanawiększość jest co najmniej „umiarkowanie wolna”.

W Europie są tylko 2 gospodarki o bardzo ograniczonej wolności gospodarczej: Grecja oraz Ukraina („mostly unfree”). Podobnie jak w poprzednich latach, autorzy indeksu nie wyróżniligospodarek, gdzie wolność jest tłumiona („ repressed”). Analizowana jako całość Europa wdalszym ciągu zmaga się z wieloma barierami politycznymi które wpływają na kondycjęgospodarczą regionu. Do głównych problemów można zaliczyć wysokie obciążenia podatkowe i koszty pracy oraz problemy finansów publicznych spowodowane latami ekspansji sektora publicznego oraz wysoki dług publiczny w wielu krajach europejskich.

W czołówce światowej rankingu, jako kraje w pełni wolne gospodarczo, znajdują sięniezmiennie: Singapur, Hong Kong, Nowa Zelandia, Szwajcaria oraz Australia, co jednocześnie plasuje je w czołówce najbogatszych państw na świecie. W badaniu brano pod uwagę 180 państw.

Indeks Wolności Gospodarczej – przygotowywany przez The Heritage Foundation i The WallStreet Journal od ponad 20 lat – stał się najbardziej popularnym rankingiem na świecie. Celem Indeksu Wolności Gospodarczej – od początku istnienia w 1995 roku – jestkatalogowanie państw według rozwiązań, polityk realizowanych w celu zwiększania wolności gospodarczej, a tym samym promowania rozwoju i pomnażania dobrobytu narodów. Wramach Indeksu Wolności Gospodarczej analizowane są rządy prawa (prawa własności, skuteczność sądów, rzetelność państwa); wielkość sektora publicznego (obciążenie podatkowe, fiskalizm, wydatki publiczne); efektywność regulacyjna (warunki dla biznesu, polityka monetarna, rynek pracy) oraz otwartość rynku (handel, inwestycje, finanse).

Regionalnej prezentacji Raportu – obejmującej porównanie Czech, Estonii, Gruzji, Litwy, Łotwy, Niemiec, Polski, Słowacji, Ukrainy oraz Węgier – dokonała Warsaw Enterprise Institute, fundacja ZPP, która jest strategicznym partnerem raportu w Polsce.

Komentarz prawny: Chcesz rozwiązać umowę przez koronawirusa? Sprawdź, co zrobić

Czy w momencie ogłoszenia stanu epidemii związanej z rozprzestrzenianiem się koronawirusa nadal obowiązuje stwierdzenie, że umów należy dotrzymywać? Jakie możliwości ma przedsiębiorca, który już teraz wie, że zawarte umowy nie przysłużą się jego działalności? Wątpliwości na temat rozwiązywania umów bądź zmian ich warunków rozwiewa mec. Agata Jaczyńska, senior associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Wielu przedsiębiorców prowadząc działalność gospodarczą zawarło umowy, które nie pozwalają na zmianę czy rozwiązanie umowy wobec wystąpienia siły wyższej, bez pociągania za sobą negatywnych konsekwencji. Ogłoszenie stanu epidemii Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 14 marca 2020 r. z pewnością można uznać jako siłę wyższą i chociaż teoretycznie nic to nie zmienia i nadal należy spodziewać się egzekwowania praw przez drugą stronę umowy bez względu na zaistniałą sytuację, istnieją pewne kroki prawne, które można w tej sytuacji podjąć.

Warto zauważyć, że zgodnie z kodeksem cywilnym i regułą rebus sic stantibus sąd może dokonać zmiany treści stosunku prawnego łączącego strony w razie zaistnienia okoliczności, których strony nie przewidziały podczas zawierania umowy. Powołanie się na tą klauzulę zasadne jest jeśli spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, gdyby spełniła świadczenie zgodnie z umową – komentuje Agata Jaczyńska, senior associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Może to dotyczyć czynszu najmu czy też innego świadczenia jak np. dostawy danych towarów po określonej cenie.
W razie powołania się na klauzulę, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy – dodaje Jaczyńska.

Jeśli sytuacja wymaga niezwłocznego działania, które polegałoby na uzyskaniu ingerencji sądu w istniejący stosunek prawny, zasadnym byłoby wystąpienie do sądu z wnioskiem o udzielenie zabezpieczenia roszczenia poprzez np. wstrzymanie obowiązku uiszczenia danego świadczenia umownego i np. jego zapłatę do depozytu sądowego na czas trwania postępowania lub jego częściowe uchylenie na czas trwania postępowania.

Wniosek o zabezpieczenie powinien zgodnie z procedurą cywilną zostać rozpatrzony w terminie nie dłuższym niż 7 dni od wpływu do sądu. Mimo, że odwołano większość rozpraw jawnych w sądach, posiedzenia w przedmiocie zabezpieczenia powinny się odbywać, gdyż wniosek taki może zostać rozpoznany na posiedzeniu bez udziału stron, a wydane orzeczenie doręczone zostanie drogą pocztową.

W określonym terminie od doręczenia postanowienia o udzieleniu zabezpieczenia uprawniony będzie zobowiązany do wniesienia pozwu w sprawie, w której wnosił o zabezpieczenie. Jednak orzeczone zabezpieczenie będzie obowiązywało na cały czas trwania procesu, co może uchronić przed negatywnymi konsekwencjami braku spełniania świadczenia przez jedną ze stron umowy w trudnym czasie.

Stanowisko PZWLP i ZPL – przeciwdziałanie skutkom epidemii COVID-19 w branży wynajmu aut i leasingu

Branże leasingu jak i wynajmu udowodniły kilkukrotnie w swej historii a ostatnio w trakcie kryzysu 2008-2010, że są przygotowane by  z sukcesem mierzyć się ze skutkami spowolnienia gospodarczego. Przedsiębiorstwa leasingowe zarówno te zrzeszone w Związku Polskiego Leasingu jak i te zrzeszone w  Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów dostarczają instrumenty finansowe – leasing, pożyczki inwestycyjne, krótkie i długoterminowe finansowanie wynajmu pojazdów i innych sprzętów dla ponad 800 tys. przedsiębiorców i przedsiębiorstw z których ponad 50% to firmy mikro o obrotach do 5 mln zł rocznie. Aktywne saldo naszego sektora przekracza 160 mld zł. Członkami Związku są zarówno firmy leasingowe i firmy wynajmu należące do największych grup bankowych w Polsce, mniejsze firmy leasingowe, firmy będące częścią grup producenckich, przedsiębiorstwa świadczące usługi zarządzania flotami pojazdów i najmu długoterminowego pojazdów osobowych i ciężarowych a także podmioty oferujące usługi rent a car (wypożyczalnie samochodów) czy car sharing’u.

Celem naszych działań w bieżącej sytuacji gospodarczej w Polsce jest umożliwienie naszym klientom prowadzenia działalności po ustaniu zagrożenia epidemicznego. Oznacza to, że działania, które prowadzimy są nakierowane na takie potraktowanie klientów, którzy znajdą się w sytuacji utrudniającej bieżącą i regularną obsługę umów, by pozostawić w ich dyspozycji finansowane przedmioty. Działania te obejmują (na wniosek klienta lub w wyniku decyzji leasingodawcy) m.in.:

  • odroczenie w czasie wynikającej z zawartych umów finansowania konieczności spłaty rat w części kapitałowej lub kapitałowo-odsetkowej lub kapitałowo-serwisowej (w przypadku umów leasingu operacyjnego z obsługą i serwisem),
  • odstąpienie od stosowania odsetek karnych w związku z odroczeniem spłat rat,
  • odstąpienie od stosowania części opłat i prowizji zawartych w tabelach opłat i prowizji
  • elastyczne wydłużanie i dostosowanie okresów finasowania i okresów wynajmu,
  • dostosowanie działań windykacyjnych rozpoczętych przed okresem spowolnienia dla podmiotów, które ucierpiały w skutek epidemii.

Jest pewne, że wsparcie naszych klientów odbije się również na sytuacji finansowej branży leasingowej i branży wynajmu pojazdów oraz wymagać będzie natychmiastowego działania dla dotarcia do bardzo dużej grupy podmiotów (włącznie z koniecznością zmian i aneksowania obowiązujących umów).

W związku z powyższym wnioskujemy o:

  1. Uwzględnienie klientów leasingu i wynajmu w programach pomocowych oferowanych dla kredytobiorców np.:
    1. w programach gwarancji oferowanych przez Bank Gospodarstwa Krajowego; wnioskuje się o włączenie klientów firm leasingowych/wynajmu pojazdów do rozszerzonego pakietu gwarancji deminimis i wsparcia finansowego opartego na projektach unijnych
    2. dopłatach do odsetek od restrukturyzowanych umów.
  1. Udostepnienie źródeł płynności finansowej dla tych leasingodawców, firm wynajmu długoterminowego i zarządzających flotami, firm branży rent a car i car sharing’u, którzy zdecydują się o takie wsparcie wystąpić do Banku Gospodarstwa Krajowego. Uruchomienie procedury występowania do BGK S.A. o rozpatrzenie wniosku o finansowanie portfela pozytywnie wpłynie na te podmioty, które nie mają wsparcia we własnych grupach bankowych i tych, które nie mogą w krótkim czasie uzyskać finansowania a dotknięte zostaną luką płynnościową wynikającą z czasowego zawieszenia spłat rat od klientów.
  2. Zmianę w Kodeksie Cywilnym formy zawierania i zmiany umów leasingu z pisemnej na dokumentową. Taka zmiana w sposób oczywisty ułatwi nam wdrożenie działań pomocowych dla naszych klientów w związku z COVID -19. Sprawi, że pomoc ta będzie mogła mieć dużo większą skalę, być szybsza i bardziej dopasowana do potrzeb poszczególnych korzystających a jej wdrożenie będzie istotnie prostsze szczególnie teraz, gdy wszyscy pracujemy główne zdalnie (aneksy zmieniające harmonogramy płatności, zmiany wysokości rat, wydłużenie umów leasingu i umów wynajmu itd.). Szybsze też będzie pozyskanie nowego finansowania, co będzie dla przedsiębiorców kluczowe. Utrzymanie formy pisemnej  wpłynie negatywnie na skalę pomocy jaką klientom mogą udzielić firmy leasingowe.
  3. Odroczenie – co najmniej do 1 stycznia 2021, wejścia w życie ustawy dotyczącej konsumentyzacji jednoosobowych działalności gospodarczych (JDG). Implementacja zmian dokumentowych, procesowych i systemowych pozwalająca wdrożyć zmiany wymuszone przez częściowe objęcie ochroną konsumencka JDG to zadanie dalece bardziej skomplikowane niż jedynie eliminacja zapisów abuzywnych. To duża rewolucja systemów transakcyjnych i istotne ryzyko zwieszenia kosztów leasingu / wynajmu – a tym samym spadek dostępności tego finansowania dla JDG – co zaś jest ewidentnie niekorzystne w sytuacji spodziewanych problemów płynnościowych. Przedmiotowe zmiany dotyczą całego rynku i z pewnością przedsiębiorcy mają teraz inne wyzwania i nie mają zasobów by dokonywać  adekwatnego przemodelowania swoich relacji z JDG.
  4. Podatkowe zrównanie pożyczek finansujących środki trwałe z kredytem bankowym. W chwil obecnej rezerwy uprawdopodobnione lub odpisane należności z tytuły pożyczek udzielanych poza systemem bankowym nie mogą być kosztem uzyskania przychodów pożyczkodawców. Jednocześnie pożyczki takie, w tym udzielane przez spółki leasingowe, stanowią istotną bo blisko 15% część systemu finasowania przedsiębiorców przez branżę leasingową. Oczywiście branża dołoży wszelkich starań by adresować do swych klientów adekwatne i możliwe działania pomocowe. Postulowana zmiana, zdecydowanie pomogła by wygospodarować dodatkową zdolność do zwiększania skali tej pomocy. Jednocześnie brak jest podstaw do traktowania banków (dla banków jest to koszt podatkowy) inaczej niż innych pożyczkodawców.
  5. Zwracamy również uwagę w imieniu firm rent a car na konieczność reakcji podmiotów publicznych jakimi są porty lotnicze na ulgowe potraktowanie najemców lokali, w których prowadzone są operacje wynajmu i zwrotu pojazdów. Całkowite zatrzymanie ruchu na lotniskach spowodowało całkowite zatrzymanie ich działalności, wnosimy więc o czasowe zaniechanie obciążania kosztami najmu lokali i powierzchni parkingowych na lotniskach.

Przewodniczący Komitetu Wykonawczego ZPL

Andrzej Krzemiński

InPost Abonamenty – nowość!

Jeżeli prowadzisz sklep internetowy, to z pewnością wiesz, że jednym z jego najistotniejszych filarów jest logistyka. Dla klientów sprawna i szybka wysyłka zamówionego produktu jest równie ważna, jak jego cena. Mając to na uwadze, Inpost kieruje atrakcyjną ofertę do właścicieli sklepów internetowych. Abonamenty kurierskie, gdyż o nich mowa, to gwarancja jednej umowy zarówno dla paczek kurierskich, jak i paczkomatowych.

Kurier czy paczkomat – jak zamawiają klienci?

Preferencje klientów się zmieniają – dziś sklepy internetowe cieszą się większym zaufaniem, mogą też pochwalić się coraz większa liczbą zamówień. A jakie formy dostawy wybierają klienci sklepów internetowych? Postanowiła to sprawdzić Izba Gospodarki Elektronicznej. Z przygotowanego przy jej współpracy przez Gemius raportu „E-commerce w Polsce w 2019” wynika, że klienci wciąż najchętniej wybierają przesyłki kurierskie dostarczane bezpośrednio do domu lub pracy. Na drugim miejscu znalazł się odbiór zamówionych produktów w paczkomacie.

Ponieważ to właśnie kurier i przesyłki dostarczane do paczkomatów cieszą się największym zainteresowaniem wśród nabywców, firma InPost zdecydowała, że ułatwi przedsiębiorcom nadawanie przesyłek. W ten sposób powstały Abonamenty Kurierskie.

InPost Abonamenty

Czym są InPost Abonamenty?

Abonamenty Kurierskie to rozwiązanie stworzone z myślą o całej branży e-commerce, które zastąpiło dotychczas dostępne w ofercie InPost Pakiety Kurierskie. Klienci, którzy skorzystają z abonamentu, mogą liczyć na szereg korzyści. Poza uproszczeniem formalności (obowiązuje tylko jedna umowa dla paczek paczkomatowych i kurierskich), przedsiębiorcy otrzymują też gwarancję ceny przez cały okres trwania umowy. Do tego InPost gwarantuje szybką dostawę paczek do odbiorców lub wskazanych paczkomatów.

W ramach Abonamentów Kurierskich właściciele sklepów internetowych mogą też liczyć na dodatkowe korzyści. To m.in. promocyjne ceny na usługę COD, czyli przesyłki za pobraniem. Dodatkowo otrzymają oni dostęp do dedykowanej opieki posprzedażowej i skorzystają z darmowych pojazdów kurierskich, gdy zgłoszą taką potrzebę. Abonamenty Kurierskie to rozwiązanie pozbawione dodatkowych kosztów – opłata paliwowa jest wliczona w cenę abonamentu.

Komu dedykowane są Abonamenty Kurierskie? Zostały one stworzone z myślą m.in. o właścicielach sklepów internetowych, którzy nadają przesyłki każdego dnia. Jeżeli chcesz poznać więcej korzyści płynących z wyboru oferty przygotowanej przez firmę InPost, przejdź do strony https://inpost.pl/abonamenty.

Ile kosztuje przesyłka kurierska?

Koszt dostawy zamówionych w sklepie internetowym przesyłek najczęściej przerzucany jest na klienta. W interesie przedsiębiorcy jest jednak, by przesyłki kurierskie dostarczane do paczkomatu czy rozwożone przez kuriera były jak najtańsze. Ile kosztuje przesyłka kurierska w ramach Abonamentów Kurierskich oferowanych przez InPost? Firma wprowadziła zasadę, zgodnie z którą im więcej paczek przedsiębiorca wysyła, na tym korzystniejsze ceny może liczyć.

Abonamenty Kurierskie dostępne są w dwóch wariantach. Pierwszy z nich to abonamenty na 12 miesięcy. Klienci mogą wybierać wśród następujących pakietów:

  • Mini Firma 300

To abonament dedykowany przedsiębiorcom, którzy dopiero co założyli sklep internetowy i zdobywają klientów. Ile kosztuje przesyłka kurierska i ile można ich wysłać w ramach opłaty? Abonament Kurierski kosztuje 300 zł netto za 20 do 50 paczek miesięcznie, które kurier będzie dostarczał pod wskazany przez klienta adres lub do paczkomatu. Ceny paczek paczkomatowych zaczynają się od 8,94 zł, a ceny przesyłek kurierskich od 11,70 zł.

  • Midi Firma 600

Abonament dedykowany przedsiębiorcom rozwijającym swoją działalność w branży e-commerce to przede wszystkim Midi Firma 600. W jego ramach właściciele e-sklepów mogą wysłać w miesiącu od 50 do 100 paczek w cenie 600 zł netto. Ceny przesyłki kurierskiej objętej abonamentem zaczynają od 8,69 zł w przypadku paczek paczkomatowych i od 11,29 zł za paczki kurierskie, które kurier dostarczy pod wskazany przez nadawcę adres.

  • Maxi Firma 1200

To abonament stworzony z myślą o przedsiębiorcach z większymi potrzebami logistycznymi, którzy co miesiąc rozsyłają dużą ilość paczek. W ramach pakietu Maxi Firma 1200 klient może nadać od 100 do 200 paczek w ciągu miesiąca. Koszt abonamentu wynosi 1200 zł netto, a ceny za nadanie pojedynczej paczki kształtują się następująco: od 8,44 zł za paczkę, którą kurier dostarczy do paczkomatu, oraz od 10,71 zł za paczki kurierskie, które są dowożone do adresata.

  • Multi Firma 2400

Sklepy internetowe, które nadają co miesiąc przesyłki kurierskie w liczbie powyżej 200, mogą skorzystać z pakietu Multi Firma 2400. Ile kosztuje przesyłka kurierska w tym abonamencie? Cena paczki paczkomatowej zaczyna się od 8,19 zł, a paczki kurierskiej od 10,23 zł. Cena pakietu to z kolei 2400 zł netto miesięcznie. To najkorzystniejszy cenowo pakiet wśród wszystkich Abonamentów Kurierskich oferowanych przez firmę InPost.

Dostępne są również InPost Abonamenty na 24 miesiące. Ofertowo nie odbiegają one jednak od abonamentów na 12 miesięcy. Z drugiej strony firma InPost nie przewiduje w ich przypadku żadnych kar za rezygnację z umowy przez klienta – ma on prawo zrobić to w każdym momencie. W ten sposób InPost udowadnia, że doskonale rozumie specyfikę prowadzenia działalności gospodarczej w branży e-commerce. Więcej informacji na temat Abonamentów Kurierskich znaleźć można na stronie https://inpost.pl/abonamenty-dla-firm.

InPost Abonamenty

Jak zapakować paczkę?

Szybka i tania przesyłka to nie wszystko, na co zwracają uwagę klienci – równie ważne jest opakowanie. Od sposobu zabezpieczenia paczki zależy, czy dotrze ona do odbiorcy w nienaruszonym stanie. Jak prawidłowo zapakować paczkę? Przede wszystkim wielkość opakowania powinna być dostosowana do zawartości przesyłki. To prosty sposób, by zminimalizować pustą przestrzeń w kartonie. Dodatkowo do dyspozycji przedsiębiorców są tzw. wypełniacze (np. wióry styropianowe, folia bąbelkowa, worki powietrzne), których warto użyć, by wypełnić wolną przestrzeń.

InPost, który stworzył Abonamenty Kurierskie, oferuje swoim partnerom dostęp do opakowań i materiałów eksploatacyjnych, dzięki którym pakowanie towaru jest jeszcze łatwiejsze. W aplikacji Manager Paczek InPost przedsiębiorcy mogą zamówić m.in.: pudełka o różnej wielkości, koperty, foliopaki i etykiety. Produkty te zakupić można w przystępnych cenach. Wykorzystanie dostarczanych przez InPost materiałów eksploatacyjnych pozwala jeszcze sprawniej realizować zamówienia składane przez klientów w sklepie internetowym.

Sytuacja pandemii to test przywództwa i lekcja pokory

Obecna sytuacja to przede wszystkim test przywództwa. Pokazuje nasze przygotowanie, myślenie długoterminowe i przewidywanie, a także elastyczność działania, gotowość uczenia się i wychodzenia poza schemat.

Bycie w niepewności rodzi więcej stresu niż bycie w strachu. Osoby, które posiadają dobrze rozwiniętą tolerancję niepewności zachowają spokój i będą lepiej funkcjonować. Zatem, co wpływa na tolerancję niepewności? Między innymi, takie czynniki, jak: przewidywanie skutków, branie odpowiedzialności za własne działania, umiejętność szybkiego dostosowania się do zmieniających się warunków, umiejętność zachowania zimnej krwi przy jednoczesnej szybkiej zmianie perspektywy, umiejętność radzenia sobie z pojawiającymi się przeszkodami, odporność psychiczna. To pokazuje, w jaki sposób zarządzamy swoją wewnętrzną siłą. Osoby, które dostrzegają w tej sytuacji możliwości, są otwarte na wyzwania, posiadają samodyscyplinę i dobre nawyki będą lepiej radzić sobie w tych
i każdych innych okolicznościach.

Sytuacja pandemii to również lekcja pokory. Pokazuje nam czym przy wirusie jest zasięg władzy, wiedzy i  sprawczości którą posiadamy jako ludzie. W obliczu siły wyższej jesteśmy bezbronni i słabsi niż nam się dotąd wydawało. Jest to również czas na zatrzymanie się, wzięcie oddechu i przyjrzenie się relacjom międzyludzkim, relacji z samym sobą oraz temu, jak na co dzień dbamy o wellbeing. Bez wzmacniania źródła wewnętrznej siły łatwo poddać się negatywnym emocjom, takim jak: strach, zobojętnienie czy poczucie rezygnacji. Zachowajmy spokój, kontrolujmy emocje. Teraz ważna jest roztropność i umiejętność podejmowania świadomych decyzji. To sprawdzian naszego świadomego przywództwa – podsumowuje Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista w zakresie HR
i psychologii międzykulturowej.

O ekspercie:

Katarzyna Richter – międzynarodowy specjalista w zakresie HR i psychologii międzykulturowej z ponad z 10-letnim stażem. Pracowała z przedstawicielami ponad 100 narodowości, doradzając w zakresie komunikacji międzykulturowej oraz rekrutacji. W swojej karierze zrekrutowała blisko 1000 specjalistów. Doświadczenie w zakresie najwyższych standardów obsługi klienta, rekrutacji i employer brandingu zdobywała pracując dla światowych potentatów lotniczych takich jak: Emirates, Etihad czy Qatar Airways. Autorka przewodnika kariery „Life After Flying”. Katarzyna Richter doradza również w sektorze MSP, pomagając im w budowaniu silnej pozycji poprzez employer branding. Wspiera ich swoim wieloletnim doświadczeniem oraz organizuje międzynarodowe wyjazdy z cyfrowym detoksem dla kadr zarządzających. Jest również wykładowcą i autorką licznych publikacji o tematyce podróży, HR i komunikacji międzykulturowej w biznesie, a także założycielką firmy szkoleniowo – doradczej Deal with Culture.

Amazon i Facebook z największych potencjałem podczas i po epidemii?

Po wczorajszej sesji na amerykańskiej giełdzie, podczas której ponownie przeważały niedźwiedzie, dziś obserwujemy próbę uspokojenia nastrojów. Indeks S&P 500 zyskuje ponad 2 proc., Nasdaq rośnie o prawie 1,8 proc., a przemysłowy Dow Jones zyskuje 0,75 proc. W kontekście ostatnich wydarzeń można powiedzieć, że sytuacja jest bardzo spokojna.

Szukając ciekawych okazji i dobrych firm po obecnej przecenie zespół analityków Wedbush zwraca uwagę na takie spółki jak Amazon i Facebook. Podano w komunikacie, że tych dwóch gigantów internetowych było dobrze pozycjonowanych w perspektywie długoterminowej. AMZN ma wyjątkową pozycję, aby zdobyć znaczący udział w rynku w wyniku zmian zachowań konsumentów od momentu wybuchu epidemii. Od tego czasu nastąpił nieoczekiwany wzrost popytu ze strony osób pozostających w domu. Stąd też wzrost udziału w rynku powinien przyspieszyć, ponieważ konsumenci są coraz zależni od AMZN. To z kolei powinno przynieść korzyści Amazonowi i jego inwestorom przez kilka następnych lat — dodali analitycy Wedbush. Cenę docelową ustalono na poziomie 2325 USD.

Facebook z kolei prawdopodobnie zaobserwował znaczny wzrost zaangażowania użytkowników, a tym samym wzrost liczby wyświetleń reklamy w wyniku wybuchu epidemii. Ten pozytywny impet powinien trwać przynajmniej przez pozostałą część pierwszego kwartału na wielu najważniejszych obszarach geograficznych. W rezultacie oczekiwania konsensusu rynkowego wydają się zbyt konserwatywne. Akcje powinny ogólnie zachowywać się lepiej niż szerszy rynek w tym okresie globalnej niestabilności i ma dobrą pozycję do wzrostów po ustąpieniu spadków. Cena docelowa została ustalona na 250 USD.

Pozytywną rekomendację otrzymało również Electronic Arts. Spółka z branży gamingowej i pozostali wydawcy gier są zdaniem analityków MKM Partners najmniej narażeni na negatywny wpływ epidemii koronawirusa, a nawet są beneficjentami kwarantanny. Zdaniem MKM akurat spółka EA jest najtańszą według wyceny. Cena docelowa dla akcji Electronic Arts została ustalona na poziomie 120 USD, przy obecnej cenie równej niecałym 90 USD.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Rezerwa Federalna ścina stopy do zera. Rynek akcji i kurs dolara reagują

Gwałtowne rozprzestrzenianie się koronawirusa – powodujące szerokie zakłócenia w gospodarce i wywołujące groźbę globalnej recesji – sprawiło, że światowe banki centralne podejmują decyzje o agresywnych obniżkach stóp procentowych, chcąc ograniczyć wpływ koronawirusa na ich gospodarki.

Amerykańska Rezerwa Federalna była jednym z pierwszych kluczowych banków centralnych, który w obliczu obecnego kryzysu zdrowia publicznego zdecydował się zapobiegawczo ściąć stopy procentowe. 3 marca Rezerwa Federalna niespodziewanie ogłosiła ścięcie stopy fed funds o 50 punktów bazowych. 15 marca Fed również zdecydował się wyprzedzić swój harmonogram spotkań i obciął stopy procentowe o 100 pb. Tym samym stopy powróciły do przedziału 0-0,25%, gdzie znalazły się po ostatnim kryzysie finansowym z roku 2008 (Wykres 1).

O ile rynek spodziewał się redukcji stóp procentowych o zbliżonej skali, to jednak decyzja Fed była niespodzianką (zaplanowane spotkanie banku centralnego miało odbyć się w tę środę). Chęć wyprzedzenia sytuacji wyraźnie przeważyła nad obawami, że tak duża skala cięcia może wywołać panikę wśród konsumentów.

Wykres 1: Docelowy poziom stopy fed funds w USA (2007 – 2020)

Docelowy poziom stopy fed funds w USA
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 16/03/2020

Oprócz wspomnianej wyżej obniżki stóp procentowych, Rezerwa Federalna zdecydowała się również wprowadzić szereg innych rozwiązań, mających na celu wsparcie gospodarki Stanów Zjednoczonych. Wiele z tych narzędzi zostało użytych przy okazji ostatniego kryzysu finansowego z roku 2008. Bank centralny ponownie uruchomił między innymi program luzowania ilościowego. W jego ramach Rezerwa Federalna dokona skupu aktywów o wartości 700 mld dolarów, z czego 500 mld stanowić będą amerykańskie obligacje skarbu państwa, a resztę papiery wartościowe zabezpieczone hipoteką (MBS). Fed obniżył również stopę tzw. okna dyskontowego, w ramach którego banki komercyjne mogą korzystać z krótkoterminowych pożyczek w nadzwyczajnej sytuacji. Stopę tę obniżono o 125 pb., do 0,25%, a okres pożyczek został wydłużony z overnight do 90 dni. Do zera ścięto również stopę rezerw obowiązkowych. Fed jednocześnie ogłosił współpracę z kilkoma innymi kluczowymi bankami centralnymi w kontekście dolarowych linii swapowych na poprawionych warunkach. Ostatnie opisane działania powinny złagodzić napięcia w kontekście płynności, które były wyraźnie widoczne na rynkach pod koniec ubiegłego tygodnia.

Biorąc pod uwagę jak poważna jest obecna sytuacja, niedzielna „bazooka” ogłoszona przez Fed nie była dużym zaskoczeniem – zakładaliśmy, że bank centralny zetnie stopy procentowe o 100 punktów bazowych podczas spotkania zaplanowanego na ten tydzień. Od obniżki stóp procentowych 3 marca liczba zakażeń koronawirusem poza Chinami wyraźnie wzrosła: z 12 746 do 101 592 (z 124 do 4 663 w samych tylko Stanach Zjednoczonych)*. Oznacza to, że ponad 50% wszystkich dotychczasowych przypadków zakażenia koronawirusem odnotowano poza Chinami*. Pomimo działań banku centralnego z 3 i 15 marca, amerykański rynek akcji kontynuował wyprzedaż, podobnie zresztą jak indeksy z całego świata. Indeksy Dow Jones oraz S&P 500 obecnie znajdują się na poziomie o ok. 30% niższym niż w połowie lutego (Wykres 2). Tego typu zachowanie rynku akcji przywodzi na myśl krach z 2008 roku.

Wykres 2: Indeksy S&P 500 oraz Dow Jones Industrial Average (luty ‘20 – marzec ‘20)

Indeksy S&P 500 oraz Dow Jones Industrial Average
Źródło: Refinitiv Data: 17/03/2020

W świetle dramatycznej wyprzedaży na amerykańskim rynku akcji i prawdopodobieństwa wystąpienia globalnej recesji, którą naszym zdaniem spowoduje wirus, decyzja o obniżce stóp procentowych do zera jest w naszej ocenie jak najbardziej uzasadniona. Inne banki centralne w ostatnich tygodniach również podejmowały decyzje o gwałtownym rozluźnianiu polityki pieniężnej: Bank Anglii, Bank Kanady czy Europejski Bank Centralny to zaledwie kilka z wielu banków centralnych, które ścinały stopy procentowe, ogłaszały inne (często niekonwencjonalne) środki mające wesprzeć lokalne gospodarki lub reagowały na sytuację stosując obie metody. Sądzimy, że te banki centralne, które mają pole do obniżki stóp procentowych do zera, będą to robić, wprowadzając również dodatkową płynność na rynek.

Kluczowym problemem stojącym obecnie przed Rezerwą Federalną jest fakt, że bank centralny niemalże w całości zużył bardziej konwencjonalne narzędzia, którymi dysponował. Decydenci z FOMC wydają się wyraźnie niechętni do obniżania stóp procentowych w USA poniżej zera. Zgodnie ze słowami przewodniczącego Jerome’a Powella, Fed „nie uważa, żeby ujemne stopy procentowe [banku centralnego] mogły być właściwą odpowiedzią polityki [monetarnej] tu w Stanach Zjednoczonych”. Uważamy więc, że bank centralny skupi się na dostarczaniu płynności sektorom amerykańskiej gospodarki, które są najbardziej narażone na kryzys. Może to oznaczać rozszerzenie katalogu aktywów skupowanych w ramach programu QE na bardziej ryzykowne aktywa takie jak obligacje przedsiębiorstw czy nawet akcje.

Reakcją inwestorów na ogłoszenie ze strony Rezerwy Federalnej była wyprzedaż dolara amerykańskiego, który zakończył wczorajszy dzień wyraźnym osłabieniem w parze z euro. Dolar nadal jednak pozostaje postrzegany jako preferowana waluta safe-haven, którą inwestorzy wybierają w niespokojnych czasach. Widać to było w ubiegłym tygodniu, kiedy dolar wyraźnie umocnił się w relacji tak do głównych walut, jak i złotego (Wykres 3). Ze względu na to, że dolar pozostaje najbardziej płynną walutą świata, naszym zdaniem inwestorzy w najbliższym czasie mogą faworyzować amerykańską walutę. Stany Zjednoczone są również mniej zależne od popytu zewnętrznego niż inne kraje, których waluty uznawane są za bezpieczne. Proces transmisji wirusa w USA zdaje się również przebiegać nieco mniej agresywnie niż w niektórych krajach strefy euro, aczkolwiek przynajmniej w części ma to prawdopodobnie związek z ograniczoną liczbą przeprowadzanych testów na obecność koronawirusa. Brak historycznego precedensu, który stanowiłby punkt odniesienia dla obecnej sytuacji sprawia jednak, że prognozowanie zmian na rynku walutowym zarówno w krótkim, jak i długim okresie obecnie jest niezwykle trudne.

Wykres 3: Kurs USD/PLN & USD/EUR (09/03/20 – 17/03/20)

Kurs USD
Źródło: Refinitiv Data: 17/03/2020
*ostatnie dane podane w niniejszym raporcie dotyczą stanu na dzień 16/03/20
– źródło: Worldometer (Worldometers.info)

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Zolkiewicz & Partners: Koronawirus a rynki

1) Z pewnością strach przed koronawirusem zmniejszy przychody w branży turystycznej. W Europie szczególnie mocno odbije się to na dochodach uzyskanych z tej gałęzi gospodarki we Włoszech oraz Francji. Zmniejszony będzie również ruch na lotniskach. Z tego powodu w I Q 2020 należy spodziewać się słabszych wyników linii lotniczych oraz biur podróży. Inwestorzy dyskontują obecne spodziewane, gorsze wyniki spółek z tych sektorów. Zaburzenia w łańcuchach produkcji dotkną przez krótki czas przede wszystkim firmy ze „starej gospodarki” np. firmy motoryzacyjne.

2) Z obecnej małej paniki korzystają spółki, które mogą poprawić swoje finansowe wyniki w przypadku realizacji negatywnego scenariusza rozprzestrzeniania się wirusa. Przykładem są niektóre firmy farmaceutyczne oraz produkujące sprzęt ochronny i dezynfekujący. W przypadku wielu spółek należy sobie postawić pytanie na ile trwała może być poprawa ich wyników i czy na pewno uzasadnia ona podwojenie lub potrojenie się wycen tych firm w ostatnim czasie.

3) W długim terminie ludzie nadal będą się bogacić, więcej podróżować oraz częściej korzystać z oferty linii lotniczych. Z tego powodu dobrze zarządzane spółki z tych branży będą wstanie podwoić swoje zyski w perspektywie kolejnej dekady. Również rozwój firm zgrupowanych w akronimie ABC (AI, Big Data and Cloud) nadal będzie postępował. W przypadku rozsądnie wycenianych, wzrostowych spółek z tego sektora obecne przeceny mogą być dobrą okazją do zakupów dla długoterminowego inwestora.

4) Obecne przeceny pozwalają inwestorom zaktualizować swoje „listy zakupów” o kolejne spółki, których obecna cena stała się znacznie bardziej atrakcyjna niż jeszcze na początku roku.

5) Koronawirus ma znacznie dłuższy od innych patogenów okres bezobjawowej inkubacji. Z tego powodu większość Państw i służb wydawała się nieprzygotowana. Wierzę jednak, iż ludzie w obliczu zagrożenia potrafią działać – i że kolejne kraje obecnie znacznie szybciej podejmą odpowiednie działania po odnotowaniu pierwszych przypadków.

6) Istnieje ryzyko, iż koronawirusa nie uda się opanować – i zostanie on z nami na wiele lat – podobnie jak wirus zwykłej grypy. Scenariusz ten jest dla krajów rozwiniętych mniej straszny niż wielu osobom się wydaje. Śmiertelność u osób poniżej 60 roku życia bez innych chorób jest znikoma. W razie potrzeby w fabrykach oraz miejscach usługowych pracownicy będą pracować w maskach i rękawiczkach i przy zaostrzonym rygorze sanitarnym jednak łańcuchy dostaw w światowej gospodarce zostaną szybko przywrócone. Pomimo licznych obiecujących doniesień – realny termin komercyjnej dostępności szczepionki to kilka lat. Wydaje się, 5%-20% spadki indeksów giełdowych są wystarczające by zdyskontować nawet najbardziej negatywny scenariusz.

Autorem komentarza jest Piotr Żółkiewicz, zarządzający funduszem Zolkiewicz & Partners Inwestycji w Wartość FIZ

Największa przecena na Wall Street od roku 1987. Obniżka stóp procentowych w Polsce

Za nami kolejny dzień załamanie rynku akcji, przeceny ropy naftowej i generalnej ucieczki od ryzyka. Przed nami prawdopodobnie kolejny dzień chaotycznego odbicia, który jednak w żadnym razie nie mówi, że najgorsze minęło. Trwa huśtawka w oczekiwaniu na przekonujące decyzje na polu fiskalnym, gdyż banki centralne zdały się już wykonać swoją część pracy. Oprócz RRP, ale to może zostać bardzo szybko nadgonione.

Sesja na Wall Street z 12 marca utraciła tytuł największej przeceny od 1987 r. na rzecz wczorajszych notowań. Główne indeksy spadły o ok. 12 proc. przy mieszance obaw o rozprzestrzenianie się wirusa, ryzyka upadłości firm i generalnego dążenia do upłynnienia środków. Nie pomogła ogromna „bazooka” od Fed ani przyłączenie się do luzowania innych banków centralnych. Odniesienia ze sfery fiskalnej okazały się nieprzekonywujące, choć dają nadzieję na odpowiednią odpowiedź władz na kryzys. Ministrowie finansów strefy euro ustalili, że przeznaczą ok. 1 proc. PKB m.in. na gwarancje rządowe, poprawienie płynności i odroczenia spłat podatków. Liderzy G7 jeszcze są przed rozmową (możliwe dziś), a w USA rozgorzała dyskusja o trzecim pakiecie fiskalnym wartym 750 mld USD. Władze krajowe muszą pokazać, że panują nad wirusem, albo chociaż są gotowe niwelować wszystkie jego ekonomiczne skutki. Bez tego nie ma mowy o odwrocie nastrojów na rynkach.

Wygląda na to, że Narodowy Bank Polski nie zamierza pozostawać w tyle z odpowiedzią monetarną na zagrożenia związane z pandemią koronawirusa. W poniedziałek wieczorem zarząd NBP zapowiedział skup obligacji skarbowych na rynków wtórnym (odpowiednik QE), wprowadzenie kredytu wekslowego dla banków w celu refinansowania kredytów udzielanych przez banki firmom (TLTRO) oraz zamierz przeprowadzać regularne aukcje repo. Ponadto zarząd rekomenduje Radzie Polityki Pieniężnej obniżkę stóp procentowych, podniesienie oprocentowania rezerw do stawki referencyjnej oraz zniesienie bufora ryzyka systemowego z 3 proc. do 0 proc. Dziś o 12:00 rozpoczyna się techniczne, jednodniowe posiedzenie RPP, zatem z decyzja o luzowaniu polityki nie trzeba czekać do kwietnia. Zaproponowane narzędzia byłyby stanowczą odpowiedzią na zagrożenia i powinny wzmocnić wiarygodność banku centralnego. Obniżki stóp procentowych – prawdopodobnie o 50 pb – są tutaj najmniej znaczącym elementem. W obliczu szykowanego pakietu fiskalnego wspierającego polskie firmy istotne jest wprowadzenie narzędzi stabilizujących rynek długu (QE), a jednocześnie konieczne jest podtrzymanie akcji kredytowej w sytuacji, gdy banki komercyjne ucierpią na obniżce stóp procentowych (TLTRO).

Dla złotego, zapowiedź szerokiego luzowania monetarnego w teorii powinna być negatywna, ale w obecnych warunkach, kiedy wszyscy luzują i różnice w polityce monetarnej się zacierają, czynnik ten nie powinien odgrywać istotnej roli. Jeśli NBP obawia się odpływu kapitału z polskiego rynku długu, to presja na PLN z tego kierunku nie jest związana z polityką banku centralnego. Obniżka stóp procentowych jest już dawno zdyskontowana i generalnie wahania oczekiwań nie mają większego wpływu na złotego. Netto nie zdziwiłbym się, gdyby reakcja NBP na kryzys została odebrana pozytywnie, o ile rządowy pakiet fiskalny wzbudzi przekonanie, że gospodarka jest chroniona przed skutkami koronawirusa najlepiej, jak to jest możliwe. Wcześniej jednak złoty będzie pod kontrolą paniki panującej na globalnych rynkach i będzie podatny na nerwowo ruchy. Tak, jak dziś rano, kiedy przełożenie potkania prezydenta Dudy z rządem w sprawie pakietu fiskalnego zostało przełożone z powodu wykrycia wirusa o jednego z ministrów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs euro zbliża się do 4,50. Stabilizacja na kryptowalutach

Inwestorzy po raz kolejny wycofują środki z polskiej waluty. Traci ona na wartości, podobnie jak zresztą inne waluty naszego regionu. Straty korony czeskiej są nawet mocniejsze, ale to zasługa obniżki stóp procentowych.

Euro zbliża się do 4,50

Ostatnie dni są wyjątkowo trudne dla polskiej waluty. Jeszcze wczoraj pisaliśmy o poziomie 4,40 zł, teraz mamy odbicia od 4,49 zł. Patrząc na ponad 10-groszowy wzrost od poniedziałkowego otwarcia, można spodziewać się, że kolejna istotna negatywna informacja o koronawirusie na rynku wypchnie kurs euro powyżej 4,50 zł. Zmienność dotyczy oczywiście również pozostałych walut. Frank szwajcarski nie tylko przebił 4,20 zł ale zbliża się do 4,25 zł. Dolar przekroczył 4,05 zł. Nawet funt pomimo swojej ostatniej słabości idzie w górę.

Stabilizacja na kryptowalutach

W ciągu tygodnia kurs bitcoina spadał w przedziale pomiędzy 8000 a 4000 dolarów. Teraz stabilizuje się w przedziale 5000-5500 dolarów. Patrząc jednak na ten rozstrzał, słowo stabilizacja może być pewnym nadużyciem. Jak widać kryptowaluty, przynajmniej na tym etapie okazały się bardzo słabą inwestycją alternatywną.

Czesi obniżają stopy procentowe

Czeski Bank Narodowy to kolejna instytucja, która analizując długoterminowe prognozy gospodarcze postanowiła obniżyć stopy procentowe. Podobnie jak USA i Wielka Brytania uczyniła to o 0,5%. Główna stopa procentowa wynosi obecnie 1,75%. Decyzja ta odbiła się od razu na kursie korony czeskiej, która tylko wczoraj straciła 4% na wartości względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Koronawirus a przedszkole i szkoła. Problemy rodziców i placówek oświatowych

Od dnia 12 marca 2020 r. przez okres dwóch tygodni zostały zawieszone zajęcia dydaktyczno-wychowawcze w placówkach oświatowych oraz w żłobkach i klubach dziecięcych na terenie całego kraju. Już wcześniej działalność części placówek została zawieszona na podstawie decyzji samorządów. Oznacza to, że działalność żłobków, przedszkoli i szkół została czasowo ograniczona. Dotyczy to zarówno placówek publicznych, jak i niepublicznych. Ich zamknięcie jest związane z istniejącym zagrożeniem epidemiologicznym i ma na celu ograniczanie rozprzestrzeniania się koronawirusa. Wiążą się z tym jednak liczne problemy praktyczne – zarówno z punktu widzenia rodziców, jak i samych placówek.

Opieka nad dzieckiem – czym się różni rodzic „na etacie” od tego z własnym biznesem?
Specustawa z dnia 2 marca 2020 r. daje ubezpieczonym (np. pracownikom i przedsiębiorcom) dodatkowe uprawnienia związane z opieką nad dziećmi do lat 8, w sytuacji, gdy z powodu koronawirusa zamknięta zostanie szkoła, przedszkole, żłobek lub klub dziecięcy. W takim przypadku rodzicowi, który jest zwolniony od pracy w celu sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem przysługuje zasiłek opiekuńczy w wysokości 80 proc. podstawy wymiaru, za okres nie dłuższy niż 14 dni. Jest to dodatkowy zasiłek w stosunku do świadczenia, które pracownicy w zwykłych okolicznościach mogą otrzymywać w związku z nieprzewidzianym zamknięciem placówki, do której uczęszcza dziecko. Istotne jest, że dodatkowy zasiłek nie wlicza się do maksymalnego okresu zasiłkowego (60 dni), mającego zastosowanie w przypadku „zwykłego” nieprzewiedzianego zamknięcia placówki, które nie ma związku z obecną sytuacją i ryzykiem rozprzestrzeniania się koronawirusa. Istotnym jest również, że ustawodawca posługuje się terminem „ubezpieczony”, zatem przepisy powinny być interpretowane również pod kątem osób prowadzących działalność gospodarczą na tzw. samozatrudnieniu.

Kolejną możliwością, z jakiej mogą skorzystać rodzice, jest praca zdalna. Może mieć to szczególne znaczenie w przypadku dzieci powyżej 8 roku życia, za opiekę nad którymi nie przysługuje zasiłek opiekuńczy. Zgodnie z art. 3 specustawy, w celu przeciwdziałania COVID-19 pracodawca może polecić pracownikowi wykonywanie, przez czas oznaczony, pracy określonej w umowie o pracę, poza miejscem jej stałego wykonywania (praca zdalna). Konieczność zajęcia się dzieckiem w przypadku prewencyjnego zamknięcia placówki oświatowej, do której dziecko na co dzień uczęszcza, może uzasadniać wydanie takiego polecenia przez pracodawcę. Oczywiście pracownik może wystąpić z wnioskiem o możliwość wykonywania pracy zdalnie, niemniej jednak nie będzie on wiążący dla pracodawcy. Zasady wykonywania pracy w formie zdalnej (np. rozliczanie wyników, ewidencjonowanie godzin) powinny zostać ustalone przez pracodawcę i pracowników. Zasadniczo zalecanym jest by takie zasady uwzględnione zostały w regulacjach wewnętrznych.

Pensja dla nauczycieli – bez uszczerbku dla portfela?

W związku z tym, że nauczyciele nie będą prowadzić zajęć, pojawiają się pytania o ich wynagrodzenie. Zgodnie ze stanowiskiem Związku Nauczycielstwa Polskiego, zastosowanie powinien znaleźć w tym przypadku art. 81 § 1 Kodeksu pracy, który stanowi, że pracownikowi za czas niewykonywania pracy, jeżeli był gotów do jej wykonywania, a doznał przeszkód z przyczyn dotyczących pracodawcy, przysługuje wynagrodzenie wynikające z jego osobistego zaszeregowania, określonego stawką godzinową lub miesięczną. Jeżeli taki składnik wynagrodzenia nie został wyodrębniony przy określaniu warunków wynagradzania – 60 proc. wynagrodzenia. W każdym przypadku wynagrodzenie to nie może być jednak niższe od wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę. W tym czasie pracodawca może jednak powierzyć pracownikowi inną odpowiednią pracę, za której wykonanie przysługuje wynagrodzenie przewidziane za tę pracę (art. 81 § 3 k.p.). Przykładowo, dyrektor placówki może polecić nauczycielom przygotowanie materiałów dydaktycznych do samodzielnej pracy uczniów w domu bądź przeprowadzenie zajęć w formie zdalnej. Na tym polu mogą się jednak pojawić problemy z równym dostępem uczniów do tych dodatkowych e-materiałów, związane z potencjalnym brakiem odpowiedniego sprzętu oraz Internetu po stronie szkół lub dzieci.

Placówki prywatne – czy możemy liczyć na zwrot czesnego?

Specustawa nie przewiduje żadnych dodatkowych reguł dla placówek prywatnych, w tym związanych z możliwością otrzymania wsparcia od państwa. Oznacza to, że w przypadku zawieszenia zajęć pracownicy powinni otrzymać wynagrodzenie, zgodnie z zasadami opisanymi powyżej. Nie można jednak wykluczyć, że rodzice dzieci będą żądali zwrotu części czesnego za okres zamknięcia placówki, podczas którego musieli zapewnić opiekę nad dziećmi w inny sposób. Zasady rozliczeń powinna w takim razie regulować umowa pomiędzy rodzicami a daną placówką, jej regulamin lub ustalenia poczynione przez rodziców i kierownictwo w związku z aktualną sytuacją. Może to stawiać w niekorzystnej sytuacji osoby prowadzące niepubliczne żłobki, przedszkola lub szkoły.

Organizacja roku szkolnego – wakacje w czerwcu czy dopiero w lipcu?

Dotychczas nie ogłoszono żadnych decyzji związanych ze zmianą organizacją roku szkolnego (np. jego przedłużeniem) bądź przeprowadzeniem zaplanowanych egzaminów. Należy jednak śledzić doniesienia w tym zakresie, ponieważ na mocy specustawy Minister Edukacji Narodowej może wyłączyć stosowanie niektórych przepisów w odniesieniu do wszystkich lub niektórych jednostek systemu oświaty, w szczególności w zakresie przeprowadzania postępowania rekrutacyjnego, oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów, przeprowadzania egzaminów, organizacji roku szkolnego i organizacji pracy tych jednostek, a także wprowadzić w tym zakresie odrębne unormowania, tak aby zapewnić prawidłową realizację celów i zadań tych jednostek.

Epidemia: już teraz przedsiębiorcy mogą starać się o odroczenie lub umorzenie podatków

Przedsiębiorcy, którzy już teraz odczuli finansowe skutki epidemii koronowirusa, nie muszą czekać na nową spec ustawę, ale już dziś mogą starać się o odroczenie terminu płatności podatku lub umorzenie swoich należności podatkowych. Wnioski można składać przez platformę ePUAP.   

Podatnicy nie muszą czekać na nowe regulacje. Zgodnie z przepisami Ordynacji podatkowej na wniosek podatnika organy podatkowe mogą odroczyć termin płatności podatku lub rozłożyć zapłatę podatku na raty; odroczyć lub rozłożyć na raty zapłatę zaległości podatkowej wraz z odsetkami za zwłokę lub odsetki od nieuregulowanych w terminie zaliczek na podatek; umorzyć w całości lub w części zaległości podatkowe, odsetki za zwłokę lub opłatę prolongacyjną.

Jak wynika z informacji zamieszczonej na stronie Ministerstwa Finansów „W sytuacji negatywnych skutków finansowych dla przedsiębiorców wynikających z epidemii koronawirusa urzędy skarbowe będą brać pod uwagę te szczególne okoliczności przy rozpatrywaniu wniosków dotyczących przyznania ulg w spłacie zobowiązań podatkowych (odroczenia terminu płatności, rozłożenia na raty, umorzenia zaległości podatkowych itp)”.

Kiedy i jak składać wniosek?

Należy pamiętać, że podatnicy, którzy wnoszą o umorzenie podatku przed upływem jego terminu płatności, nie mogą skutecznie tego uzyskać. „Wniosek o umorzenie zaległości podatkowej, odsetek lub opłaty prolongacyjnej złóż najwcześniej dzień po terminie płatności podatku” – wyjaśnia adwokat Jarosław Ziobrowski z kancelarii Ziobrowski Tax & Law. Zaległością podatkową jest podatek niezapłacony w określonym terminie, a także niezapłacona w terminie zaliczka lub rata podatku.

Odmiennie wniosek o odroczenie terminu płatności podatku należy złożyć jeszcze przed terminem płatności podatku. Podatnik może również prosić o rozłożenie zapłaty podatku na raty. „Ważne, że w takim przypadku odsetki za zwłokę w zapłacie zaległości podatkowych zastępuje opłata prolongacyjna, która jest aż o połowę niższa od podstawowej stawki odsetek i wynosi obecnie 4%” – tłumaczy adwokat Dominika Kupisz z kancelarii prawno-podatkowej TaxUp. Nie ustala się opłaty prolongacyjnej, gdy przyczyną odroczenia terminu płatności lub rozłożenia płatności na raty jest wypadek losowy. „To daje organom skarbowym pewną furtkę do całkowitego odstąpienia od pobierania dodatkowych opłat, oznaczałoby to, iż poza samym podatkiem przedsiębiorca nie będzie już płacił odsetek za zwłokę.” – kontynuuje mecenas Dominika Kupisz.

Istotne jest to, że organ podatkowy związany jest treścią wniosku w tym sensie, że nie może zastosować innej ulgi niż ta, o którą prosi podatnik. „Jeżeli podatnik wnosi o rozłożenie na raty, organ podatkowy nie może zastosować odroczenia terminu płatności podatku czy też – chociaż jest to rozwiązanie korzystniejsze dla podatnika – umorzyć zaległości podatkowej” dodaje Jarosław Ziobrowski.

Podobnie rzecz ma się w sytuacji, gdy z wniosku podatnika wynika, że chce on umorzenia zaległości w części – organ podatkowy nie może wyjść poza granice wniosku i umorzyć zaległość w całości. Przyznając ulgę, organ może natomiast nie uwzględnić wniosku w całości i np. skrócić termin odroczenia wskazany we wniosku czy też umorzyć zaległości w kwocie niższej niż wnioskowana.

W składanych wnioskach podatnicy powinni formułować alternatywne żądania. Mogą np. wnosić o umorzenie zaległości lub jej rozłożenie na raty albo też o rozłożenie na raty, lub odroczenie terminu płatności. Organ podatkowy w ramach uznania administracyjnego zadecyduje o „wyborze” jednej z wnioskowanych ulg. Złożenie wniosku o zastosowanie ulgi uznaniowej wraz z załącznikami nie podlega opłacie skarbowej.

Urząd powinien w ciągu miesiąca załatwić sprawę natomiast jeśli jest trudniejsza w ciągu 2 miesięcy. Niestety w praktyce trwa to znacznie dłużej. Jeśli we wniosku zostaną wykryte braki, organ podatkowy wezwie wnioskodawcę o ich uzupełnienie w terminie 7 dni. Jeśli braki nie zostaną usunięte, wniosek nie zostanie rozpatrzony. Wniosek składamy papierowo lub elektronicznie, wykorzystując ePUAP. Wniosek powinien zawierać: imię i nazwisko/pełną nazwę firmy, dane adresowe/ adres siedziby albo miejsca prowadzenia działalności, numer identyfikacji podatkowej, nazwę organu podatkowego oraz adres, zakres żądania, uzasadnienie, podpis, załączniki.

Fotowoltaika i energetyka wiatrowa to dwa najszybciej rozwijające się w Polsce sektory OZE. Ich rozwój może też przyspieszyć elektromobilność

Obecnie fotowoltaika i energetyka wiatrowa to dwa segmenty odnawialnych źródeł energii, które notują najszybszą dynamikę rozwoju, choć w dalszej perspektywie istotny udział w miksie mogą zyskać biogazownie i biopaliwa, których potencjał pozostaje wciąż niewykorzystany. Rosnący udział energii z OZE będzie jednak wymagać sposobów jej magazynowania i zarządzania, który nie zdestabilizuje całego systemu elektroenergetycznego – ocenia dr Grzegorz Wisz z Podkarpackiego Klastra Energii Odnawialnej. Duże nadzieje w obszarze rozwoju odnawialnych źródeł i magazynowania energii wiążą się też z powszechnieniem samochodów elektrycznych. 

– Polska stawia w tej chwili na OZE, m.in. technologie związane z fotowoltaiką i energetyką wiatrową, przy czym duża, profesjonalna energetyka wiatrowa ma być sytuowana w postaci morskich farm na Bałtyku, które nie będą zaburzały infrastruktury, krajobrazu, jakości życia. Trzeba też wspomnieć o biopaliwach i o biogazowniach, którymi nasycenie w Polsce jest jeszcze niewystarczające i tutaj też jest potencjał do wzrostu – mówi dr Grzegorz Wisz.

Jak ocenia, w dłuższej perspektywie to właśnie biogazownie mogą stanowić istotną część miksu energetycznego, ale w tej chwili największą dynamikę rozwoju spośród odnawialnych źródeł notują właśnie energetyka wiatrowa (około 2025 roku polskie farmy wiatrowe na Bałtyku zaczną produkować energię, według rządowych planów docelowo ma być w nich zainstalowane 10 GW mocy) oraz fotowoltaika, napędzana głównie rządowymi programami Energia Plus, Czyste Powietrze, AgroEnergia i Mój Prąd.

Ten ostatni jest jednym z największych w Europie programów finansowania mikroinstalacji fotowoltaicznych, a ubiegłoroczny, pierwszy nabór zapoczątkował boom – NFOŚiGW sfinansował w nim ponad 27 tys. instalacji PV o mocy zainstalowanej 152 MW, przeznaczając na to 132 mln zł. W połowie stycznia ruszył drugi nabór, a do wykorzystania jest wciąż około 90 proc. z budżetu opiewającego na 1 mld zł.

– Widzimy już też wykorzystywanie paneli fotowoltaicznych w nietypowy sposób. Pojawiają się rozwiązania zintegrowane z budynkami, korzystamy z instalacji prosumenckich. Widać też szybki rozwój w obszarze prosumenckim po stronie przedsiębiorców, którzy część energii produkują na własne potrzeby. To duży wkład w mix energetyczny, dzięki czemu możemy efektywnie zarządzać energią produkowaną z OZE, która – jak wiadomo –  jest niestabilnym źródłem, a więc każdy producent, który zarządza swoimi zasobami, jest pożądanym uczestnikiem transformującego się systemu energetycznego – mówi dr Grzegorz Wisz.

Jak podaje Instytut Energetyki Odnawialnej, fotowoltaika jest najszybciej rozwijającym się sektorem OZE w Polsce. Według SolarPower Europe dzięki instalacjom wybudowanym w 2019 roku Polska znajdzie się na piątym miejscu w Europie pod względem przyrostu nowych mocy w PV, zaraz za Hiszpanią, Niemcami, Holandią i Francją.

Obecnie w fotowoltaice jest już zainstalowane ok. 1,2 MW. Wciąż dominują mikroinstalacje, ale do sieci przyłącza się coraz więcej farm fotowoltaicznych realizowanych w systemie aukcji OZE. Rozwijane są także duże farmy fotowoltaiczne o mocach 5–50 MW z myślą o wejściu na rynek energii bez systemu wsparcia, pojawiają się też pierwsze umowy na sprzedaży energii typu PPA. IEO prognozuje, że potencjał fotowoltaiki w Polsce jest co najmniej 100 razy większy od jej obecnego wykorzystania, a już w tym roku ta technologia może stać się drugą najważniejszą mocą w Polsce („Rynek fotowoltaiki w Polsce 2019”).

Jak wynika z projektu Krajowego planu na rzecz energii i klimatu na lata 2021–2030 (KPEiK)  – który w końcówce grudnia Ministerstwo Aktywów Państwowych przekazało do Komisji Europejskiej – w tej chwili ok. 77 proc. energii elektrycznej w Polsce jest wytwarzane z węgla kamiennego i brunatnego. W kolejnych latach jego udział ma sukcesywnie spadać (do 60 proc. w 2030 roku). Równocześnie Polska będzie stawiać na dywersyfikację nośników energii, zwiększając udział OZE do 21 proc. w miksie energetycznym do 2025 roku (przy średniej unijnej 32 proc.).

– Mówiąc o strategii rozwoju OZE, trzeba całościowo spojrzeć na obecny mix energetyczny. Na pewno kluczowe będzie dynamiczne zarządzanie energią, pozwalające na przemieszczanie zasobów, którymi już dysponujemy, a w kontekście dokładania do systemu niestabilnych źródeł odnawialnych musimy mieć nad tym pełną kontrolę. Przy obecnej, bardzo dużej dynamice wzrostu instalacji OZE, zwłaszcza fotowoltaicznych, możemy w pewnym momencie napotkać barierę w postaci destabilizacji całego systemu, co będzie niebezpieczne i zahamuje dalszy rozwój – mówi dr Grzegorz Wisz.

Duże nadzieje w obszarze rozwoju odnawialnych źródeł i magazynowania energii wiążą się też z elektromobilnością. W długofalowej perspektywie pojazdy elektryczne mogłyby być zasilane energią ze słońca, a ich rozpowszechnienie umożliwiłoby wykorzystywanie akumulatorów jako rozproszonych magazynów energii. Akumulator w przeciętnym elektryku może przechowywać 20–50 kWh energii, co zaspokoiłoby zapotrzebowanie przeciętnego gospodarstwa domowego na dwa do pięciu dni.

– W tej chwili najnowszą technologią są ogniwa litowo-jonowe. Pozwalają na zgromadzenie i dostarczenie odpowiedniej ilości energii, która pozwala napędzać pojazdy elektryczne. Niestety tutaj barierą wciąż jest dostępność stacji ładowania. Dlatego też istotną rolę może odegrać infrastruktura kolejowa – ta może być rdzeniem, kręgosłupem, który pozwoli na budowanie punktów ładowania wokół już istniejącej infrastruktury przesyłowej. W połączeniu z transportem kolejowym może się to stać elementem spajającym transport multimodalny – mówi dr Grzegorz Wisz z Podkarpackiego Klastra Energii Odnawialnej.

Opiekunka na wagę złota. Rekordowy wzrost stawki niań

Średnia stawka godzinowa niań wzrosła w 2019 roku o 2,86 zł w stosunku do 2018 roku i wyniosła 15,59 zł. To o 73% większy wzrost niż w roku poprzednim (o 1,65 zł) i największy od 2013 roku – wynika z danych serwisu Niania.pl. Na wzrost stawki niań wpływa konkurencyjność ogłoszeń. Od lat zauważalny jest deficyt niań na rynku, to rodzice muszą walczyć o opiekunki dla swoich pociech, a nie odwrotnie.

Z raportu serwisu Niania.pl „Rynek niań w Polsce w 2019 roku” wynika, że stawka godzinowa niań w kraju wzrosła od 2018 roku średnio o 2,86 zł. Wzrost stawki opiekunek odnotowano na poziomie całego kraju, województw oraz ich największych miast. Po części wzrost stawki dla niań może sugerować, że istnieje wysokie zapotrzebowanie na tego typu usługi, a jednocześnie popyt nadal przewyższa podaż.Opiekunka na wagę złota

„Z roku na rok rodzice są skłonni płacić nianiom coraz więcej. Zdaje się to odzwierciedlać rywalizację o nianie. Nie chodzi jedynie o to, że wciąż jest mniej niań poszukujących pracy niż rodziców poszukujących niani – choć to rzeczywiście się nie zmienia. Istotny jest również fakt, że rodzice pragną zatrudnić jak najlepszą w ich oczach osobę, więc są w stanie zapłacić za to więcej” – tłumaczy Monika Perkowska, ekspert Niania.pl, psycholog
i terapeuta dzieci i młodzieży.

Najwyższy wzrost stawki niań

W 2019 roku stawka godzinowa niań w Polsce wynosiła średnio 15,59 zł netto (wzrost o 2,86 zł w stosunku do 2018 roku). To największy wzrost od kilku lat. Od 2013 roku rokrocznie zarobki niań wzrastały średnio o 1,04 zł – od braku wzrostu w 2017 roku po 2,86 zł w 2019 roku.

„Pracodawcy coraz bardziej doceniają kompetentnego, godnego zaufania pracownika i zdają sobie sprawę, iż coraz trudniej takiego znaleźć. Nie inaczej sytuacja ma się w przypadku rodziców poszukujących opiekunki, którą zatrudnią do opieki nad ich dzieckiem. Nacisk na doświadczenie i odpowiedzialność kandydata jest tym większy i zrozumiały, że chodzi o powierzenie niani najważniejszej dla rodziców osoby. Wydaje się więc logiczne, że rodzice są skłonni walczyć o możliwie najlepszą kandydatkę na opiekunkę, również poprzez oferowanie wyższej stawki. Tym samym wpływają na wzrost zarobków niań” – tłumaczy Monika Perkowska.

Różnice w skali województw

Na najwyższe zarobki mogą liczyć opiekunki w województwach takich jak: mazowieckie (średnio 18,33 zł), dolnośląskie (16,23 zł) oraz pomorskie (15,50 zł). Najniższe stawki godzinowe obowiązują w podlaskim (12,57 zł), podkarpackim (12,75 zł) oraz lubelskim (12,92 zł).

„Na stawki w poszczególnych województwach wpływać może ogólny stan rynku pracy w danym rejonie. Im więcej rodziców potrzebuje wsparcia w opiece nad pociechami, tym większe będą oferować stawki” – komentuje Monika Perkowska.

Warto zauważyć, że w największym mieście każdego województwa średnia stawka opiekunki jest wyższa niż w całym województwie. W Warszawie nianie zarabiają średnio 19,04 zł za godzinę, we Wrocławiu 17,22 zł, zaś w Gdańsku 16,25 zł. Ta zależność obowiązuje też w tych częściach kraju, w których stawki niań są najniższe. W Białymstoku stawka za godzinę opieki nad dzieckiem wzrasta do 12,79 zł, w Rzeszowie 13,50 zł, zaś w Lublinie do 13,41 zł.

Jedynym wyjątkiem są województwa warmińsko-mazurskie i kujawsko pomorskie, gdzie nianie zarabiają tyle samo w skali województwa, co jego największego miasta, odpowiednio: 12,97 zł w Olsztynie i 13,40 zł w Bydgoszczy. Szczegółowe dane dotyczące każdego z województw i miast zostały zobrazowane na poniższej mapie.

„Wydaje się naturalne, że na najwyższe stawki mogą liczyć nianie podejmujące się pracy w dużych miastach, gdzie dochodzi do kumulacji ludności. Dodatkowo migranci z całego województwa czy nawet kraju, pozbawieni pomocy rodziny, decydują się na zatrudnienie obcej osoby. Wówczas nianie są na wagę złota i dlatego ich stawki ciągle rosną” – podsumowuje Monika Perkowska.

Polskie społeczeństwo jednym z najszybciej starzejących się na świecie. Problemem chce zająć się utworzona właśnie Fundacja Biedronki

Co czwarty mieszkaniec Polski ukończył już 60 lat, a w 2050 roku osoby starsze będą stanowić 40,4 proc. polskiego społeczeństwa. Wyzwaniem będzie zapewnienie im jak najlepszych warunków życia i opieki – zwłaszcza że sytuacja zdrowotna i materialna seniorów już teraz jest trudna. Przeciwdziałaniem ubóstwu, niedożywieniu i wykluczeniu społecznemu seniorów zajmie się nowo utworzona przez największą sieć handlową w kraju Fundacja Biedronki. W tym roku przeznaczy na ten cel 50 mln zł, w kolejnych – do 20 mln euro. Pierwszym projektem fundacji będą karty przedpłacone na zakupy, które trafią do 10 tys. osób starszych.

– Seniorzy w Polsce zmagają się dzisiaj z bardzo wieloma deficytami i problemami. Pierwszym jest w większości przypadków brak wystarczających środków finansowych. Drugim problemem jest brak szacunku i brak poczucia właściwego dla siebie miejsca w społeczeństwie, życzliwości i więzi społecznych. Stąd właśnie trzeci deficyt, czyli brak kontaktów społecznych – a wiemy, że samotność jest niszcząca również w wymiarze fizycznego samopoczucia – mówi agencji Newseria Biznes socjolog, prof. dr hab. Anna Giza-Poleszczuk.

Z danych i prognoz Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że co czwarty Polak (24,8 proc.) ukończył już 60 lat. W 2050 roku osoby starsze mają natomiast stanowić już 40,4 proc. ogółu społeczeństwa. Polska jest jednym z najszybciej starzejących się społeczeństw na świecie, dlatego wyzwaniem jest zapewnienie osobom starszym jak najlepszych warunków życia i opieki.

– Polskie społeczeństwo starzeje się bardzo szybko i za 20–30 lat seniorzy będą stanowić już nawet 40 proc. ludności. Jednak problemami związanymi ze starzeniem się trzeba zająć się już dziś – podkreśla Katarzyna Scheer, prezes zarządu Fundacji Biedronki.

W tej chwili – jak wynika z badań GUS – ponad 27 proc. seniorów określa swój stan zdrowia jako zły lub bardzo zły. Jeszcze większy problem stanowi ich sytuacja materialna: 17,2 proc. seniorów deklaruje, że nie było w stanie skorzystać z porady lekarskiej ze względów finansowych, a blisko 12 proc. gospodarstw domowych z osobami powyżej 60 lat określa swoją sytuację materialną jako złą.

– Starsze osoby coraz mniej rzeczy są w stanie zapewnić sobie same. Na przykład mają coraz mniej środków, ponieważ leki są coraz droższe, więc zostaje im mniej na jedzenie, ale też coraz trudniejszym przedsięwzięciem jest dla nich wyjście do sklepu i zrobienie sobie zakupów – mówi socjolog, prof. Anna Giza-Poleszczuk.

Na pomocy osobom starszym skupi się założona właśnie Fundacja Biedronki. Pierwszym projektem, który zrealizuje we współpracy z Caritas Polska, jest program „Na codzienne zakupy”. W tym roku zostanie nim objętych 10 tys. potrzebujących seniorów. Od kwietnia br. do stycznia 2021 roku będą oni otrzymywać wsparcie finansowe w wysokości 100 zł lub 150 zł miesięcznie na karcie przedpłaconej, którą będzie można płacić za zakupy w sklepach sieci Biedronka.

– Karty trafiają do potrzebujących seniorów za pośrednictwem diecezjalnych Caritas. Można nimi płacić za żywność, środki czystości, kosmetyki itd. Ustaliliśmy pewną granicę dochodową i zależy nam, żeby dotrzeć z pomocą do ludzi mieszkających zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, bo tam oferta pomocy jest mniejsza niż w większych ośrodkach. Karty są co miesiąc doładowywane kwotą 100–150 zł i można nimi płacić w Biedronce. Dzięki temu jej posiadacz na zakupach będzie się czuł jak każdy inny klient – mówi Katarzyna Scheer, prezes zarządu Fundacji Biedronki.

Ten program jest kontynuacją działań prowadzonych już wcześniej w całej Polsce przez sieć Biedronka i Caritas.

– Pierwszy efekt, który już widać, jest taki, że seniorzy mogą się lepiej odżywiać – kupują więcej wartościowych odżywczo rzeczy, więcej nabiału, mięsa, owoców i warzyw. Z drugiej strony dzięki temu, że dostają na kartę dodatkowe środki, mogą np. wykupić leki na receptę albo okulary korekcyjne. To jest więc wymierna pomoc finansowa – mówi Katarzyna Scheer.

Fundacja Biedronki stawia też mocny akcent na wolontariat. Seniorzy objęci programem pomocowym mogą liczyć na opiekę wolontariusza Caritas, który pomoże im w zakupach albo potowarzyszy w codziennych zajęciach. W ramach współpracy obu instytucji będą również mogli uczestniczyć w dodatkowych aktywnościach, np. wspólnych wyjściach czy wyjazdach, które mają służyć wzmacnianiu więzi społecznych i przeciwdziałaniu samotności.

– Fundacja Biedronki ma nieść pomoc seniorom, przyczyniać się do poprawy jakości ich życia, żeby żyło im się godnie, żeby nie byli dotknięci samotnością, czuli się zaopiekowani. Szczególną wagę będziemy przykładać do promowania i rozwoju wolontariatu, ponieważ starszych osób jest tak dużo, że w zasadzie nie da się do nich dotrzeć z realną pomocą bez zaangażowania dość dużej grupy ludzi – mówi Katarzyna Scheer.

Przeciwdziałanie ubóstwu, niedożywieniu, samotności i wykluczeniu społecznemu wśród osób starszych to główny cel nowo powstałej Fundacji Biedronki. Będzie ona dysponować w bieżącym roku budżetem 50 mln zł. W kolejnych latach jej fundator – czyli Jeronimo Martins Polska – planuje przeznaczać na ten cel od 7,5 mln do 20 mln euro rocznie.

– W 2020 roku blisko 15 mln zł przeznaczymy na karty przedpłacone dla seniorów. W przyszłym roku ta kwota będzie uzależniona od projektów, które fundacja zamierza zrealizować i które zatwierdzi rada. Docelowo możemy dojść nawet do 20 mln euro rocznie – mówi Pedro Soares dos Santos, prezes zarządu grupy Jeronimo Martins. – Pomaganie osobom starszym będzie kwestią bardzo ważną w społeczeństwie, które szybko się starzeje.

Podkreśla, że sieć Biedronka obchodzi w tym roku 25-lecie i powołanie fundacji jest nie tylko sposobem uczczenia tej daty, lecz także wzmocnienia więzi społecznych oraz wypracowywania takich rozwiązań, które odpowiadają na wyzwania lokalnej społeczności i niosą realną pomoc potrzebującym.

– Bardzo ważne jest, aby zwrócić społeczeństwu wszystko to, co ono dało nam. Do tej pory staramy się pomagać ludziom poprzez prowadzoną działalność, ceny, ofertę, poprzez demokratyzowanie dostępu do dobrej jakościowo żywności, ale czujemy, że to wciąż za mało, że musimy zrobić jeszcze jeden krok naprzód. I to jest właśnie ten krok: bezpośrednia pomoc ludziom, którzy jej potrzebują, a swoje już przeżyli – mówi Pedro Soares dos Santos.

39 proc. firm z sektora MŚP dostrzega negatywne skutki epidemii. Aż 70 proc. deklaruje, że w czarnym scenariuszu będzie w stanie poradzić sobie na rynku

0

Już na początku marca polskie firmy dotkliwie odczuły skutki pandemii koronawirusa. W co trzeciej widoczny był spadek sprzedaży i produkcji. Blisko 38 proc. przyznało, że jest zmuszonych z tego powodu podnieść koszty prowadzenia działalności, a 28 proc. zauważyło spadek płynności finansowej. Co więcej, 1/3 firm obawia się, że rozprzestrzeniająca się pandemia będzie im szkodzić również przez kolejne trzy miesiące. W największym stopniu na straty narażone są m.in. transport, turystyka i gastronomia. Jednak aż 70 proc. firm z sektora MŚP deklaruje, że w czarnym scenariuszu będzie w stanie poradzić sobie na rynku – wynika z badania przeprowadzonego przez IMAS International na zlecenie Rzetelnej Firmy – partnera Krajowego Rejestru Długów.

– Epidemia koronawirusa ma wpływ na polskie firmy. Już w pierwszym tygodniu marca 39 proc. małych i średnich przedsiębiorstw deklarowało, że ta sytuacja znacząco wpływa na ich działalność. Przede wszystkim odbija się na kosztach jej prowadzenia, co zadeklarowało 37,5 proc. firm. Około 1/3  najmniejszych przedsiębiorstw zanotowała ograniczenie sprzedaży i produkcji. Z kolei dla 27,5 proc. małych firm problemem jest zmniejszenie płynności finansowej – mówi agencji Newseria Biznes Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

Zgodnie z najnowszymi statystykami WHO liczba zarażonych koronawirusem SARS-CoV-2 na całym świecie wzrosła już do prawie 170 tys. osób w 148 krajach, a liczba zgonów sięga 6,5 tys. W Polsce potwierdzono jak dotąd 150 przypadków, lecz Ministerstwo Zdrowia i rząd spodziewają się, że w przyszłym tygodniu liczba zakażonych będzie już czterocyfrowa. Aby zahamować rozprzestrzenianie się wirusa, tydzień temu zamknięte zostały m.in. szkoły i placówki oświatowe, teatry, muzea i kina. Odwołano wszystkie imprezy masowe, a od niedzieli Polska zamknęła granice dla obcokrajowców, wstrzymany został również międzynarodowy i krajowy ruch lotniczy i kolejowy.

Globalna pandemia już w tej chwili mocno odbija się na gospodarce. Pikują światowe giełdy, a ograniczenia w przepływie osób i towarów przyczyniły się do spadków produkcji i nowych zamówień. Niemal z dnia na dzień ucierpiało wiele branż, z których najdotkliwiej m.in. transport, turystyka czy gastronomia.

– Generalnie problem narasta, wiąże się m.in. z trudnościami w dostawach półproduktów z Chin, co wstrzymuje produkcję polskich przedsiębiorstw. Kierowcy ograniczają wyjazdy z obawy o własne zdrowie, turyści odwołują wyjazdy, zmniejsza się liczba zleceń – mówi Adam Łącki.

Negatywne skutki pandemii koronawirusa polskie firmy odczuły już na początku marca. 37,5 proc. z nich przyznało, że jest zmuszonych z tego powodu podnieść koszty prowadzenia działalności. W co trzeciej widoczny był spadek sprzedaży i produkcji, a 27,5 proc. zauważyło spadek płynności finansowej – wynika z badania przeprowadzonego przez IMAS International na grupie 206 podmiotów MŚP dla Rzetelnej Firmy działającej pod patronatem Krajowego Rejestru Długów.

Co trzecia firma w Polsce obawia się również, że rozprzestrzeniająca się epidemia może mieć wpływ na jej działalność w ciągu kolejnych trzech miesięcy – głównie poprzez spadek sprzedaży i brak rąk do pracy.

– W związku z narastającą epidemią SARS-CoV-2 polscy przedsiębiorcy obawiają się przede wszystkim spadku sprzedaży – deklaruje tak ponad 57 proc. małych i średnich firm. Kolejne obawy dotyczą braku ludzi i rąk do pracy (51 proc.) w związku z kwarantanną czy chorobą, która może dotknąć dużą liczbę pracowników. Około 30 proc. deklaruje także ograniczenie bądź zupełne wstrzymanie inwestycji. Z kolei w mniejszym stopniu firmy obawiają się wzrostu kosztów (35 proc.), który będzie towarzyszyć prowadzeniu działalności w tych trudnych czasach – mówi Adam Łącki.

Co istotne, znaczący odsetek polskich firm deklaruje jednak, że – jeżeli sytuacja będzie się pogarszać – są w stanie przez stosunkowo długi czas zachować płynność i utrzymać się na rynku.

– Zapytaliśmy firmy, jak długo będą w stanie prowadzić działalność i nie zbankrutować, gdyby epidemia koronawirusa rozprzestrzeniała się w coraz większym stopniu. 11 proc. zadeklarowało, że są w stanie utrzymać się przez miesiąc, 19 proc. deklaruje, że dadzą sobie radę w tych trudnych warunkach przez trzy miesiące. 24 proc. firm deklaruje natomiast , że są w stanie prowadzić działalność przez sześć miesięcy, a 26 proc. poradzi sobie przez 12 miesięcy, a nawet i dłużej – mówi Adam Łącki.

Jak podkreśla, problemy firm związane z epidemią koronawirusa zaczynają się nawarstwiać, ale przedsiębiorcy starają się zabezpieczyć przed jej negatywnymi skutkami – choćby przed brakami kadrowymi. Tam, gdzie tylko jest to możliwe, wprowadzają pracę zdalną i uruchamiają procedury dotyczące zasad przestrzegania higieny.

– Pracodawcy starają się w tej chwili wypełniać zalecenie rządu, aby możliwie jak największą liczbę pracowników kierować do pracy w domu, na tzw. home office. Oczywiście w niektórych branżach jest to możliwe, np. w przypadku programistów i branży informatycznej. W innych, jak np. w branży produkcyjnej czy niektórych usługach, są ku temu duże ograniczenia. Także w firmach, które prowadzą działalność – nazwijmy to – biurową, nie wszystkich pracowników można przenieść do tego trybu pracy. W części przedsiębiorstw np. księgowe muszą pozostać na miejscu, ponieważ pracują na specjalnym oprogramowaniu i ich praca poza firmą jest po prostu niemożliwa – wskazuje Adam Łącki.

Z badania Rzetelnej Firmy wynika, że są też przedsiębiorcy, którzy wskazali na pozytywy aktualnej sytuacji. Około 15 proc. deklaruje, że ich sprzedaż i produkcja w ostatnim czasie wzrosły.

– Sytuacja może się dynamicznie zmieniać. W przypadku transportu międzynarodowego autobusy praktycznie zostały uziemione, nie jeżdżą, nie ma kogo wozić, jest też coraz mniej zamówień dla frachtu międzynarodowego. Te branże na pewno czekają trudne chwile, podobnie jak turystykę. Jednak są też takie, które w tych trudnych czasach radzą sobie lepiej. Około 15 proc. przedsiębiorców deklaruje, że w tym czasie sprzedaje i produkuje więcej. Dla nich jest to lepszy czas, dzięki któremu będą mogli także lepiej regulować swoje należności – mówi Adam Łącki.

W połowie marca przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała uruchomienie unijnego funduszu o wartości 37,3 mld euro, którego środki mają złagodzić wpływ pandemii koronawirusa na unijną gospodarkę. Pieniądze będą pochodziły z polityki spójności, wstępnie do Polski ma trafić ok. 7,4 mld euro. W piątek dyrektor generalny KE ds. gospodarczych Maarten Verwey poinformował z kolei, że z powodu pandemii strefa euro najprawdopodobniej wpadnie w tym roku w recesję. Nad pakietem rozwiązań, które mają zabezpieczyć polskie firmy przed skutkami spowolnienia wywołanego pandemią, pracuje już także Ministerstwo Rozwoju.

– Za wcześnie jeszcze, by odnieść się do pomocy, jaką rząd obiecał małym i średnim przedsiębiorstwom. Trudno powiedzieć, jak długo i w jaki sposób  rzeczywiście będzie mógł im pomóc, aby mogli działać i regulować swoje należności na czas. Na pewno w tych trudnych czasach zalecałbym, żeby lepiej weryfikować wiarygodność płatniczą swoich kontrahentów przed zawarciem kontraktu. Dodatkowo monitorować także tych, których firma obsługuje już od dłuższego czasu, ponieważ sytuacja może się dynamicznie zmieniać – przestrzega Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

Badanie przeprowadzono przez IMAS International w pierwszym tygodniu marca 2020 roku na próbie 206 przedsiębiorstw z sektora MŚP na zlecenie Rzetelnej Firmy, która działa pod patronatem Krajowego Rejestru Długów i jest częścią Kaczmarski Group.

Telemedycyna rewolucjonizuje opiekę zdrowotną. Robot zaopiekuje się chorymi z koronawirusem, a domowy stetoskop zdiagnozuje zapalenie płuc

Telemedycyna staje się coraz bardziej dostępna. Robot tego typu posłużył do bezpiecznej dla personelu medycznego opieki nad pierwszym amerykańskim pacjentem z koronawirusem. Szpitalne oddziały już dziś mogą też montować moduły, które zamieniają zwykły telewizor w platformę telemedyczną. Zaprojektowany przez polski start-up domowy, inteligentny stetoskop może z kolei z 80-proc. skutecznością zdiagnozować zapalenie płuc.

– StethoMe to elektroniczny stetoskop do domowego użytku. Ten produkt stosujemy w domu tak jak każdy termometr, gdy trzeba zbadać płuca, np. gdy nasze dziecko kaszle i chcemy wiedzieć, czy powinniśmy udać się do lekarza, czy nie – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Paweł Elbanowski, dyrektor operacyjny i współzałożyciel StethoMe.

Domowy stetoskop za pomocą algorytmów sztucznej inteligencji analizuje dźwięki w płucach, po czym wyświetla komunikaty na zintegrowanym monitorze. Urządzenie oraz oprogramowanie opracowano w całości w Polsce, a samo przeprowadzenie badania nie wymaga żadnej wiedzy z zakresu medycyny.

– Nasze urządzenie stosujemy tak jak zwykły stetoskop. Nagrywamy dźwięk, który jest przesyłany do lekarza wraz z dodatkowymi informacjami, czyli patologiami, które zostały wykryte w układzie oddechowym – wyjaśnia Paweł Elbanowski.

Jak twierdzą twórcy tego rozwiązania, inteligentny stetoskop jest trzykrotnie bardziej skuteczny w diagnozowaniu zapalenia płuc niż lekarz pierwszego kontaktu. Urządzenie cechuje się 80-proc. skutecznością, podczas gdy lekarze rodzinni poprawnie interpretują tę chorobę średnio w 25 proc. przypadków. Postawienie przy jego użyciu wstępnej diagnozy pozwala więc znacznie skrócić czas, jaki mija od pojawienia się niepokojących objawów do wdrożenia właściwego leczenia.

– Nasze rozwiązanie chcemy umiejscowić w domu tak, aby pacjenci nie musieli chodzić do lekarza, tylko mogli zrobić nagrania w domu i wysłać je do specjalisty przy użyciu telemedycyny. Nasze algorytmy sztucznej inteligencji wyślą zaś do lekarza informację, jakie nieprawidłowości zostały znalezione w układzie oddechowym – zapewnia dyrektor operacyjny w StethoMe.

Tymczasem opieka telemedyczna jest realizowana coraz sprawniej, zarówno dzięki urządzeniom wyręczającym lekarza w pierwszym kontakcie z pacjentem, jak i rozwiązaniom prawnym umożliwiającym przeprowadzanie wizyt bez odwiedzania przychodni. Nie bez znaczenia pozostają także kwestie bezpieczeństwa personelu medycznego w przypadku postępowania z pacjentami cierpiącymi na choroby zakaźne.

Pierwszy amerykański pacjent, u którego potwierdzono zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2, był w dużej mierze obsługiwany w Providence Regional Medical Center w Everett w stanie Waszyngton przez robota telemedycznego Vici z InTouch Health. Był on wykorzystywany przede wszystkim w procesie komunikacji z nim. Ponadto robot przeprowadzał badania osłuchowe serca i płuc przy użyciu cyfrowego stetoskopu. InTouch TV to z kolei rozwiązanie, które może zmienić obraz funkcjonowania oddziałów intensywnej terapii. Dzięki podłączanemu przez port HDMI modułowi wyposażonemu w mikrofon i kamerę z zoomem każdy telewizor na szpitalnej sali może stać się portalem telezdrowia.

– Chcemy wejść na rynek telemedyczny po to, aby ułatwić pacjentom dostęp do służby zdrowia. Z jednej strony odsiać niepotrzebne wizyty osób, które są zdrowe i nie powinny udawać się do lekarza, a z drugiej strony ułatwić osobom przewlekle chorym, które muszą ciągle monitorować swój stan zdrowia, komunikację z lekarzem i bieżący dostęp do diagnozy czy też informacji o ich stanie zdrowia i zaleceniach lekarskich – mówi Paweł Elbanowski.

Według analityków z Global Market Insights światowy rynek telemedycyny był w 2018 roku wyceniany na 38,3 mld dol. W latach 2019–2025 utrzyma średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 19 proc.

Stan nadzwyczajny

W czwartek (12.30.2020) Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła stan pandemii w związku z niekontrolowanym globalnym rozprzestrzenieniem się koronawirusa. Reakcja rządów poszczególnych krajów na rozprzestrzenienie się koronawirusa staje się coraz bardziej zdecydowana. Stan zagrożenia epidemiologicznego został wprowadzony w Polsce. Stany Zjednoczone wprowadziły stan nadzwyczajny.

Poza tym, na nadzwyczajnym posiedzeniu w niedzielę Fed obciął stopy procentowe do 0,00-0,25 pkt. Ostatni raz taki poziom odnotowany był w grudniu 2015 r. Swoje działania Fed tłumaczył konsekwencjami pandemii koronawirusa, która zakłóciła aktywność gospodarczą. Fed obniżył również do 0 stopę rezerw obowiązkowych dla zwiększenia podaży kredytu w gospodarce. Uruchomiono też program skupu aktywów o wartości 700 mld USD, z czego 500 mld USD zostanie przeznaczone na nabycie papierów skarbowych, a 200 mld USD na papiery dłużne zabezpieczone kredytami hipotetycznymi.

W ubiegłym tygodniu GPW w Warszawie, podobnie jak wielu innych rynków, zaliczyło bardzo mocny spadek. Indeks szerokiego rynku WIG stracił na wartości w ciągu tygodnia 21,69%. Notowania największych spółek (tworzących indeks WIG20) zaliczyły spadek o 22,60%. Indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień podobnie: sWIG80 straci na wartości 18,92%, a mWIG40 spadł nieco mocniej o 21,13%.

Nadchodzący tydzień nie będzie zbyt bogaty na dane makroekonomiczne. We wtorek (17.03.2020) poznamy dane o sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych. W środę (18.03.2020) poznamy dane o zatrudnieniu i wynagrodzeniu w Polsce. W czwartek (19.03.2020) nadejdzie kolej na dane o Polskiej produkcji przemysłowej. Natomiast w piątek (20.03.2020) poznamy dane o sprzedaży detalicznej w Polsce.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Skutki gospodarcze koronawirusa na świecie

Sytuacja epidemiologiczna na świecie już ma, a będzie miała coraz większe konsekwencje ekonomiczne. Zatrzymanie gospodarki w krajach dotkniętych największymi zachorowaniami widocznie obniżyło wartość spółek na giełdzie. Papierkiem lakmusowym światowej ekonomii od lat są ceny ropy. Widzimy już dzisiaj, że w związku z epidemią koronawirusa ceny za baryłkę poszybowały w dół. Możemy więc spodziewać się coraz większej wyprzedaży na giełdach. Eksperci wskazują na to, że podczas epidemii najbardziej ucierpi parę konkretnych branż. To przede wszystkim branża turystyczna: odwołane loty i wycieczki są zagrożeniem dla działalności hoteli, restauracji, przewoźników, muzeów i biur podróży. Epidemia dotknie również branżę rozrywkową. Spektakle, eventy, konferencje, koncerty – te wszystkie wydarzenia zatrudniały tysiące ludzi i miały znaczący wpływ na gospodarkę. Zagrożony jest także przemysł.

– Branże, które z wielu stron świata sprowadzają części do swoich produktów, będą miały niedługo poważne problemy. Obserwujemy wielkie przestoje w transporcie półproduktów. Ten problem dotknie w szczególności producentów maszyn, elektroniki i samochodów. Brak nawet jednego półproduktu powoduje, że cała produkcja staje – powiedział serwisowi eNewsroom Adam Czerwiński, starszy analityk w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – W tym czasie firmy wciąż będą ponosić koszty pracy, która jest włożona w produkcję. Z punktu widzenia zdrowia publicznego najbardziej zagrożona jest jednak inna branża – produkcja leków. Kraje Azji Południowo-Wschodniej, przede wszystkim Chiny i Indie, są ogromnymi producentami leków i półproduktów farmakologicznych. Nawet 40% produkcji substancji czynnych na świecie pochodzi właśnie z Chin. Przy tak dużych przestojach w produkcji, jakie obserwujemy w Chinach, będziemy mieli potężne opóźnienia w dostawach. To poskutkuje niedoborem leków. Jednak wszelkie liczby, podawane przez instytuty badawcze, należy traktować z dużą dozą niepewności. Sytuacja epidemiologiczna na świecie jest w tej chwili bardzo niepewna. Tą niepewnością obarczone są również wszystkie liczby i wyliczenia – wskazuje Czerwiński.

Komentarz prawny: Kto zapłaci za nieobecność w pracy z powodu kwarantanny lub izolacji?

Za czas nieobecności w pracy z powodu objęcia kwarantanną lub izolacją, pracownikowi przysługuje wynagrodzenie jak za czas choroby lub zasiłek chorobowy, wypłacony przez płatnika składek lub Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Świadczenie przez pierwsze 33 dni niezdolności do pracy wypłacane jest przez pracodawcę. Począwszy od 34 dnia, zasiłek wypłaca ZUS.

Decyzja o objęciu pracownika kwarantanną lub izolacją może zostać dostarczona pracodawcy również po okresie kwarantanny lub izolacji. Co istotne – nie zostały przewidziane żadne krótsze końcowe terminy na dostarczeniu takiej decyzji. W przypadku zasiłku chorobowego oznacza to, że taka decyzja może dostać dostarczona pracodawcy maksymalnie w ciągu sześciu miesięcy od ostatniego dnia okresu kwarantanny bądź izolacji – komentuje Adam Ziębicki, associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Jeżeli ze względu na zły stan zdrowia, wobec osoby objętej kwarantanną lub izolacją wydane zostanie orzeczenie o czasowej niezdolności do pracy z powodu choroby, taka osoba nabywa uprawnienie do ustalenia prawa i wypłaty świadczeń z tytułu choroby. Rodzicom dzieci do lat 8 przysługuje dodatkowy zasiłek opiekuńczy w wymiarze 14 dni, niezależnie od liczby dzieci wymagających opieki w związku z zamknięciem placówek opiekuńczo-edukacyjnych z powodu COVID-19.

Zasiłek ten nie wlicza się do limitu 60 dni pobierania zasiłku opiekuńczego w roku kalendarzowym. Należy podkreślić, że zasiłek opiekuńczy przysługuje jedynie w związku z nieprzewidzianym zamknięciem żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola lub szkoły. Oznacza to, że rodzicom nie zostanie wypłacony zasiłek w sytuacji gdy do placówki dalej są przyjmowane dzieci, a rodzic sam uzna, że nie wyśle dziecka. Zasiłek ten nie zostanie wypłacony również gdy placówka przyjmie dziecko, a następnie zażąda jego odbioru, ze względu na jego stan zdrowia. Analogiczna sytuacja nastąpi gdy placówka odmówi przyjęcia dziecka – dodaje Ziębicki.

Jeżeli powiatowy inspektor sanitarny lub państwowy graniczny inspektor sanitarny wydał decyzję o konieczności izolacji lub kwarantanny dziecka to rodzicowi przysługuje prawo do zasiłku opiekuńczego z powodu sprawowania opieki nad dzieckiem. W takim przypadku konieczność izolacji lub kwarantanny dziecka jest traktowana analogicznie jak choroba dziecka.

Obawy dotyczące pandemii wywołały eksplozję zmienności na rynku walutowym

Pogarszająca się sytuacja związana z rozprzestrzenianiem się koronawirusa istotnie zachwiała rynkami finansowymi w ubiegłym tygodniu. Na rynku walutowym dawno nie było widać takich wahań.

Dalszy wzrost liczby zachorowań na COVID-19, który doprowadził do zamknięcia Włoch i Hiszpanii, wstrząsnął globalnymi rynkami finansowymi. Wstępną reakcją był wzrost euro w parze z dolarem amerykańskim, co można powiązać z „wyparowaniem” amerykańskiej krzywej dochodowości i oczekiwaniami rynku względem dalszych obniżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną, aż do zera. Niepokojące wieści dotyczące transmisji wirusa w krajach strefy euro niedługo potem doprowadziły jednak do odwrócenia sytuacji na parze EUR/USD. Ostatecznie dolar obronił tytuł waluty safe-haven, umacniając się w relacji do każdej głównej waluty. Euro, frank szwajcarski i jen radziły sobie dość dobrze, jednak niewielkie zmiany tych walut w relacji do dolara amerykańskiego nie odzwierciedlały ogromnej zmienności widocznej na rynkach w ubiegłym tygodniu.

W najbliższych dniach uwaga inwestorów skupi się na nadzwyczajnych środkach, jakie podejmą rządy i banki centralne w celu złagodzenia ciosu, jaki koronawirus wymierzył w światową gospodarkę. W momencie pisania tego komentarza, Rezerwa Federalna zdecydowała się ściąć stopy procentowe do zera w trakcie nadzwyczajnego posiedzenia. W kolejnych dniach możemy spodziewać się podobnych ruchów ze strony tych banków centralnych, które jeszcze mają dodatnie stopy procentowe. Decydenci z pewnością wprowadzą również środki mające wspierać popyt, zatrudnienie oraz sytuację finansową małych i średnich przedsiębiorstw oraz gospodarstw domowych – zwłaszcza w strefie euro, która obecnie jest centrum kryzysu. Dane ekonomiczne, które poznamy w najbliższych dniach będą wyjątkowo przestarzałe, stąd rynki finansowe niemal na pewno zupełnie je zignorują.

PLN

W obliczu pandemii w zeszłym tygodniu polski złoty zachował się jak typowa waluta emerging markets, doświadczając silnej wyprzedaży w związku z rosnącą paniką inwestorów. W tym tygodniu poznamy dużo informacji z Polski, jednak w związku z pandemią koronawirusa inwestorzy nie powinni poświęcać im uwagi. Istotne powinny być jednak działania decydentów. Mimo ostatniego wzrostu inflacji w Polsce obecnie prawdopodobne wydaje się rozluźnienie polityki pieniężnej, zwłaszcza, że prezes NBP w piątek stwierdził, że zaproponuje RPP obniżenie stóp procentowych.

GBP

W zeszłym tygodniu Bank Anglii podjął decyzję o obcięciu stóp procentowych do poziomu 0,25%, podejmując jednocześnie szereg działań mających na celu ułatwić przepływ kredytu, starając się pomóc poprzez zapewnienie płynności zwłaszcza małym i średnim przedsiębiorstwom. Funt brytyjski niezbyt przejął się tą decyzją, zaliczył jednak wyjątkowo ciężki tydzień (względem zarówno euro, jak i dolara amerykańskiego) mierząc się z ucieczką od aktywów ryzykownych. Niemniej, sądzimy, że znaczące rozluźnienie polityki fiskalnej, ogłoszone w zeszłym tygodniu w ramach prezentacji nowego budżetu, jest zdecydowanie pozytywnym zjawiskiem w średnim okresie. Uważamy też, że funt, po ostatniej silnej wyprzedaży, jest wyraźnie niedowartościowany.

EUR

Na gospodarki strefy euro spadł całun niepewności w związku z kwarantanną w Hiszpanii i we Włoszech i działaniami podejmowanymi przez Francję. Dobrą wieścią jest to, że decydenci, tak monetarni, jak fiskalni reagują szybko. Po niefortunnej wypowiedzi Christine Lagarde z ostatniej konferencji prasowej po spotkaniu EBC dotyczącej spreadów, rozjaśniono ten komunikat. Bank centralny dał jasno do zrozumienia, że zapewni stabilność na rynku obligacji państwowych. Rządy państw członkowskich przygotowują pakiet bodźców fiskalnych i różnych innych form wsparcia gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, które mają pozwolić im przetrwać okres kwarantann i związanego z tym niższego popytu. Szczególnie istotnym jest zwłaszcza zobowiązanie Niemiec do udostępnienia firmom gwarantowanych przez państwo kredytów o wartości co najmniej 550 mld euro.

Połączenie moratoriów na spłatę kredytów, ekstremalnie niskich stóp procentowych i stymulacji fiskalnej jest zdecydowaną odpowiedzią na ekonomiczne i finansowe konsekwencje pandemii. Pozostając optymistami sądzimy, że gospodarki strefy euro po zakończeniu kwarantann będą w stanie prędko wrócić na właściwe tory.

USD

Dolar amerykański odwrócił swoją dotychczas słabą passę i w trakcie ubiegłego tygodnia zaczął istotnie zyskiwać, ponownie stając się preferowaną walutą dla inwestorów, którzy uciekają od ryzyka. Wpływ na to, prawdopodobnie miała również percepcja inwestorów w oczach których Stany Zjednoczone nie są dotknięte epidemią w takim stopniu jak Europa. Niemniej i dane dotyczące koronawirusa dla Stanów Zjednoczonych gwałtownie się pogarszają, pomimo bardzo ograniczonej liczby przeprowadzanych testów na obecność wirusa. W obliczu drastycznych środków podjętych przez Fed, czyli m.in. nadzwyczajnej obniżki stóp procentowych i ogłoszenia nowego skupu aktywów, w kolejnych dniach kluczowym będzie to, czy dolar amerykański zdoła kontynuować umocnienie oraz kiedy Stany Zjednoczone wzorem krajów europejskich wprowadzą bardziej restrykcyjne środki mające zapobiegać rozprzestrzenianiu się koronawirusa.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Jak koronawirus zmienił w tydzień to, jak pracujemy?

Gdy witaliśmy nowy rok nikt nie spodziewał się, że za niecałe trzy miesiące pojawi się wirus, który radykalnie zmieni to, jak pracujemy i jak się komunikujemy. Organizacje, które przygotowywały kilkuletnie strategiczne plany wdrażania bardziej mobilnych form pracy, wprowadzają te zmiany z dnia na dzień. Nawet w tych najbardziej konserwatywnych branżach pracownicy zostali wysłani na home office – do odwołania. Warto sobie uświadomić, że to, co się dzieje obecnie, to nie chwilowa zmiana, sposób działania na czas epidemii, ale rewolucja, która trwale zmieni sposoby zarządzania, style pracy i rolę przestrzeni biurowych. Umiejętność dostosowania się do nowych warunków będzie kluczowa w najbliższych tygodniach. Jak to zrobić? Radzi Karolina Dudek, Workplace Strategy Director w Forbis Group.

Gdy wszyscy jesteśmy uziemionymi cyfrowymi nomadami…

Wykonują pracę z domu lub z miejsca, w którym aktualnie się znajdują, przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii komunikacyjnych. Chętnie pracują w egzotycznych miejscach lub w coworkingach. Mobilni cyfrowi nomadzi. Jeszcze nie tak dawno wielu pracowników biurowych czytało o nich z podziwem i zazdrością. Home office w wielu firmach traktowany był jak benefit. W sytuacji zagrożenia epidemią koronawirusa większość organizacji wysłała wszystkich do domów, by pracowali zdalnie. W ciągu ostatniego tygodnia wszyscy staliśmy się uziemionymi cyfrowymi nomadami.
Ta nowa sytuacja wymaga szeregu szybkich działań operacyjnych takich jak dostosowanie i udostępnienie odpowiednich rozwiązań technologicznych oraz szkoleń z wykorzystania różnych środków komunikacji. Menedżerowie muszą nauczyć się zarządzania zespołami rozproszonymi i zbudować zaufanie. Członkowie zespołów natomiast – opanować trudną sztukę zarządzania swoją pracą i komunikacji online – podkreśla Karolina Dudek, Workplace Strategy Director w Forbis Group.

Działania operacyjne: technologia

Pierwszy krok dla większości organizacji to upewnienie się, że pracownicy mają odpowiednie wsparcie technologiczne, by wykonywać swoją pracę. Istotne są tu dwa aspekty. Z jednej strony to zapewnienie wszystkim laptopów i odpowiedniej mocy serwerów, by były w stanie obsłużyć wzmożony ruch, oraz telefonów komórkowych. Z drugiej strony to odpowiedni software. Poza pakietem MS Office i pocztą elektroniczną do koordynacji pracy zdalnej niezbędne są komunikatory do szybkiej i efektywnej wymiany informacji (Whatsapp), narzędzia do prowadzenia wideokonferencji (Skype, Zoom, Whereby) i narzędzia do zarządzania zadaniami (Slack, Asana, Trello, MS Teams). W wielu branżach istotne jest też udostępnienie specjalistycznych programów i systemów, na których na co dzień pracują członkowie zespołów.

Strategiczne plany wprowadzenia rozwiązań mobilnych wdrażane są z dnia na dzień. Dla organizacji to dodatkowe nieprzewidziane koszty, ale też duża szansa, by dokonać ogromnych zmian w krótkim czasie. W obecnej sytuacji wszyscy są zmotywowani i zdeterminowani, by zmiany wdrożyć szybko i z sukcesem – zaznacza ekspert Forbis Group.
Działania operacyjne: komunikacja, szkolenia, zarządzanie zmianą

Dla wszystkich to jednak zupełnie nowa sytuacja, do której nie mieli się czasu przygotować, dlatego bardzo ważne jest odpowiednie wsparcie pracowników wszystkich szczebli. Drugi krok to zatem przeprowadzenie szkoleń. Wszystkim trzeba wyjaśnić, jak mogą korzystać z narzędzi do pracy zdalnej. Oprócz omówienia obsługi interfejsu, dobrze również zadbać o to, by aktywnie kształtować nowe praktyki. Wiedzieć, gdzie kliknąć, by udostępnić ekran to jedno, a zrozumieć, jak można wykorzystać tę funkcję, by sprawnie omówić z kolegą opracowywany dokument, to zupełnie inna kwestia.

Dobrym pomysłem jest tworzenie zespołów wsparcia i wspólne opracowywanie dobrych praktyk pasujących do stylu pracy danej organizacji i działu. Warto też zachęcać do samodzielności w uczeniu się korzystania z różnych programów i poszukiwania odpowiedzi w Internecie na przykład na Youtube czy stronach producentów programów. Pracownicy działów IT będą mieli w najbliższych tygodniach wiele zapytań i problemów do rozwiązania. Będą przeciążeni pracą i niełatwo dostępni.

Zarządzanie zmianą w najbliższych tygodniach powinno obejmować informowanie o wprowadzanych zmianach, ale jednocześnie komunikacja powinna być poprowadzona tak, by tworzyć poczucie solidarności oraz budować atmosferę zaufania i wzajemnego wsparcia. Paradoksalnie w wielu zespołach już dziś widać, że można zaistniałą sytuację traktować jako ekscytujące wyzwanie, motywujące do skoordynowanego współdziałania – mówi Karolina Dudek, Forbis Group.

Działania operacyjne: zarządzanie zespołami rozproszonymi

Dla wszystkich menedżerów i dyrektorów, którzy stanęli w ostatnich dniach przed koniecznością wdrożenia zarządzania zespołami rozproszonymi, choć przez lata byli przyzwyczajeni do bezpośredniego nadzoru i bezpośredniej komunikacji, to jednak duże wyzwanie. Zarządzanie online wymaga innego stylu działania. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że należy komunikować więcej. Gdy wszyscy są w biurze, wiele informacji przekazywanych jest nieformalnie nawet przy automacie do kawy. W zespołach rozproszonych trzeba komunikować się w bardziej uporządkowany sposób. Warto też zachęcać pracowników do omawiania dłuższych kwestii telefonicznie lub przez Skype i przygotowania na koniec podsumowania tego, co zostało ustalone. To o wiele efektywniejsze niż wymiana wielu emaili.

Dobrą praktyką jest też podkreślanie tego, że komunikacja bezpośrednia jest pełniejsza: ton głosu, mina, postawa ciała stanowią uzupełnienie tego, co wyrażane jest za pomocą słów. Komunikacja online jest uboższa. Gdy brakuje tego uzupełniającego kontekstu, łatwiej o nieporozumienia.

Ważne jest stworzenie koncepcji rozdzielenia zadań i delegowania ich poszczególnym osobom z zespołu oraz opracowanie systemu raportowania z realizacji konkretnych działań. To istotne nie tylko dla samych menedżerów, lecz także dla członków zespołów, których zadania wymagają współpracy z innymi specjalistami. Wybranie odpowiednich narzędzi musi iść w parze z opracowaniem pomysłu na to, jak one będą wykorzystywane przez różne grupy osób.

Działania strategiczne, o których trzeba myśleć już dziś

Opisane powyżej działania mają zapewnić ciągłość operacyjną biznesu i w najbliższych tygodniach będą traktowane jako priorytetowe. Jednak równie ważne będzie przemyślenie strategii długoterminowych, ponieważ świat po koronawirusie nie będzie taki sam. Co się zmieni?

Na pewno zmieni się podejście do pracy zdalnej. Ćwiczenie, któremu wszyscy zostaliśmy poddani, sprawi, że w wielu organizacjach zostaną pokonane ograniczenia technologiczne. Wiele zespołów zacznie funkcjonować w trybie rozproszonym, nawet jeśli będzie się borykać z przejściowymi problemami. Obecne sytuacja wymusi również uregulowanie wreszcie „szarej strefy” związanej z pracą z domu niebędącej telepracą zarówno w Kodeksie pracy, jak i w przepisach BHP. Należy się w związku z tym, że dalej maleć będzie rola biur jako miejsc wykonywania indywidualnej pracy operacyjnej, a rosnąć będzie ich rola jako miejsc służących do budowania relacji społecznych, kontaktów z klientami, co od ponad dekady jest dającym się zauważyć trendem.

Wzrosną trwale budżety przeznaczane na technologię w organizacjach: na mobilne rozwiązania dla pracowników, pakiety narzędzi oraz szkolenia. Administracje rozbudują serwerownie, by obsłużyć wzmożony ruch.

Zmienią się oczekiwania co do standardów klimatyzacji, by zapewnić bezpieczne środowiska pracy. Najemcy będą wymagali, by w starszych budynkach, w których są zainstalowane systemy obsługujące kilka pięter, zostały wprowadzone unowocześnienia i niezależnie działające systemy. Organizacje planujące zmianę siedziby dołożą do listy kryteriów stosowanych przy wyborze budynku również bezpieczeństwo systemu klimatyzacji. Z tego samego względu będą być może ostrożniej podchodziły do kwestii przeniesienia części pracowników do przestrzeni coworkigowej.

Praca w czasach epidemii?

Nadchodzące tygodnie będą z pewnością trudnym czasem dla każdej organizacji. Wyzwanie przed którym wszyscy stanęliśmy – jak pracować i zapewnić ciągłość operacyjną w czasach epidemii? – to również szansa, którą warto dobrze wykorzystać. Dobrze zorganizowana praca zdalna może być bardziej efektywna niż praca stacjonarna. Konieczne jest jednak zaangażowanie i współpraca wszystkich zespołów, by wspólnie opracować nowe formuły działania.

I kw. 2020 na giełdach w cieniu pandemii

W połowie lutego pojawiło się pierwsze duże ognisko koronawirusa poza Chinami. Pierwsze zostały zaatakowane Włochy, skąd epidemia rozlała się na cały zachodni świat. W chwili pisania niniejszego komentarza coraz więcej krajów zamyka granice lub wprowadza znaczne ograniczenia przemieszczania się i spotykania. Rynki finansowe zaczęły wyceniać wystąpienie recesji. Banki centralne starając się przeciwdziałać konsekwencjom przestoju w swoich gospodarkach obniżały stopy procentowe lub zwiększały programy skupu aktywów. Wśród banków, które zareagowały były m. in.: Amerykański Fed (obniżka stóp procentowych o 50pb), Europejski Bank Centralny (program skupu aktywów), Bank Anglii, Australijski RBA oraz Norweski Bank Centralny. Narodowy Bank Polski nie zmienił stóp procentowych jednak jest bardzo prawdopodobne, że tak niebawem zrobi.

Spadki na giełdach i obniżki stóp procentowych doprowadziły do prawdziwej huśtawki na rynku obligacji państwowych. W lutym mieliśmy do czynienia z dynamicznymi wzrostami cen obligacji w zasadzie na całym świecie, natomiast na początku marca inwestorzy wyraźnie podzielili świat na dwie części: bezpieczną i ryzykowną. Obligacje krajów uznawanych za bezpieczne, takich jak USA, Niemcy, Japonia nadal zyskiwały, natomiast obligacje krajów rozwijających się i zadłużonych – dynamicznie traciły (w tym gronie była niestety Polska, ale również Włochy i inne kraje południa Europy).

Gorsza ocena inwestorów polskiego długu przez zagranicznych inwestorów jest typowa dla okresów wysokiej zmienności. W czasach paniki inwestorzy zagraniczni oceniają ryzyko inwestycyjne np. w polskie obligacje skarbowe wyżej niż w niemieckie stąd wyprzedają polski dług. Z punktu widzenia polskiego inwestora, inwestującego w złotym, polskie obligacje są nadal najbezpieczniejszą formą lokowania pieniędzy.

W cieniu pandemii

Na pierwszym kwartale roku cieniem położyło się widmo koronawirusa. Oprócz Chin kwarantanną zostają objęte kolejne państwa, w konsekwencji czego produkcja wielu towarów została wstrzymana, a łańcuchy dostaw uległy deregulacji. Znaczne ograniczenie aktywności gospodarczej znalazło odzwierciedlenie w spadkach giełdowych – indeks S&P500 w ubiegłym miesiącu stracił 8,2%. W lutym najgorzej wypadł sektor energetyczny, który zanotował spadek na poziomie 14,6%. Tuż za nim uplasowały się sektory finansowy z wynikiem -11,2%, użyteczności publicznej -9,9% oraz przemysłowy – 9,3%.

Biznes w ciężkich czasach

Trudna globalna sytuacja gospodarcza oraz ograniczenie działalności wielu przedsiębiorstw przełożyło się na obniżenie prognoz spółek oraz nerwowość inwestorów. Koronawirus może spowodować techniczną recesję w światowych gospodarkach, która może sprowadzić notowania wielu spółek na wieloletnie minimów. Historia jednak pokazuje, że w takiej sytuacji warto mieć w portfelu znane, stabilne światowe marki, ponieważ one najlepiej znoszą okres zawirowań rynkowych i często wychodzą z nich silniejsze.

Wprowadzenie kwarantanny oraz ograniczenie przepływu ludności do niezbędnego minimum skutkowało zanikiem ruchu turystycznego. Sytuacja ta dotknęła przede wszystkim Disney’a, który został zmuszony do zamknięcia niektórych parków rozrywki oraz Hiltona, którego sieć hoteli odnotowała niewielkie obłożenie. Koronawirus dał się we znaki także spółkom odzieżowym, takim jak Addidas czy VFCorporation – właściciela m.in. marki Vans, ponieważ popyt klientów na ich towary zszedł zdecydowanie na dalszy plan.

Z istotnych wydarzeń

  • Koncern Roche opracował test na wykrycie koronawirusa, który w trybie ekspresowym został zaakceptowany przez FDA (Amerykańską Agencję Żywności i Leków). Test od szwajcarskiego holdingu bije na głowę konkurentów, ponieważ pozwala na 10-krotnie szybsze wykonanie badania, dzięki czemu pozwala na przebadanie znacznie większej ilości próbek.
  • OPEC+ nie doszedł do porozumienia w sprawie limitów na wydobycie ropy. Od kwietnia każde z państw posiadających jej zasoby, będzie mogło wydobywać dowolną ilość. Arabia Saudyjska ogłosiła zamiar zwiększenia podaży oraz obniżenia ceny, co przełożyło się na globalny spadek cen tego surowca w okolice 30 USD za baryłkę, uważanego za próg rentowności.
  • W USA zaostrza się walka o fotel prezydenta. Michael Bloomberg oraz Elizabeth Warren odpadają z wyścigu. W grze pozostają były wiceprezydent USA Joe Biden oraz senator Bernie Sanders. Ostatecznie jednemu z nich przyjdzie zmierzyć się z Donaldem Trumpem jesienią tego roku.

Wirus na giełdach

Początek roku to dla rynków czas dużej zmienności, ostatecznie zakończonej głęboką korektą. Początkowe wzrosty zostały przerwane z powodu pandemii koronawirusa. W lutym wszystkie indeksy zaświeciły na czerwono. W spadkach prym wiodła Europa. Giełdy niemiecka i francuska zaliczyły ponad 8% spadki. WIG20, który zachował się jeszcze gorzej i stracił 14,4%, obecnie znajduje się na poziomach obserwowanych ostatni raz na początku tego wieku. Obawy widoczne są także na rynku australijskim, gdzie giełda zanotowała wynik na poziomie -7,5%.

Spadki dobrym momentem na inwestycje

Ze względu na środki ostrożności dążące do ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa większość pracowników przestawiło się na pracę zdalną, a pozostająca w domach młodzież chętnie korzysta z dobrodziejstw Internetu. Spółki zauważają ten trend i inwestują w centra danych. Google przeznaczy na ten cel 10 mld USD w Stanach Zjednoczonych, zaś Microsoft spogląda w stronę Indonezji.

Dowodem na to, że bieżąca sytuacja jest bardzo dobrym momentem na inwestycje, są także działania Intuit. Spółka dokonuje znacznego przejęcia w branży fintech. Przejmowana za 7 mld USD w gotówce i akcjach platforma Credit Karma daje klientom możliwość sprawdzenia swojego scoringu kredytowego czy porównania ofert pożyczek i kart kredytowych. Transakcja pozwoli na dalszą ekspansję spółki Intuit na rynku consumer finance.

Z istotnych wydarzeń

  • Sytuacja w Chinach wydaje się wracać do normalności. Apple ponownie otwiera chińskie iSpoty.
  • Qualcom prezentuje nowy chip przeznaczony dla 5G.
  • Adobe podaje bardzo dobre wyniki finansowe. Przychody w pierwszym kwartale pierwszy raz w historii spółki przekroczyły poziom 3 mld USD i wyniosły 3,09 mld USD, co oznacza wzrost o 19% w porównaniu do analogicznego okresu rok temu.
  • Wyniki kwartalne Salesforce lepsze od oczekiwań rynkowych. Przychody wzrosły 35% rok do roku. Spółka zwiększa prognozy na najbliższy rok fiskalny.
  • Etsy wprowadza nowy produkt na rynku reklam, który zmienia zasady gry – Offsite Ads. Spółka będzie publikować w sieci reklamy produktów sprzedawanych przez ich platformę, a sprzedawcy zapłacą jedynie wtedy, kiedy sprzedadzą coś dzięki nim. Nowa usługa została entuzjastycznie przyjęta przez inwestorów.

Stopy procentowe

Kraj Data 1M 3M 6M 1 rok 2 lata 5 lat 10 lat
Polska 12.03.2020 1,59% 1,59% 1,65% 1,00% 1,23% 1,54% 1,76%
Niemcy 12.03.2020 -0,63% -0,76% -0,83% -0,91% -0,99% -0,93% -0,77%
USA 12.03.2020 0,24% 0,30% 0,26% 0,33% 0,43% 0,58% 0,74%
Włochy 12.03.2020 -0,22% -0,07% 0,04% 0,29% 0,75% 1,26%

Źródło: Bloomberg.

Autor/Źródło: Copernicus Capital TFI S.A.

Rynek nieruchomości mocno odczuje skutki epidemii koronawirusa

Media donoszą o kolejnych ofiarach koronawirusa i rekordach dotyczących liczby nowych zachorowań – w takiej sytuacji rynek nieruchomości nie przyciąga szczególnej uwagi. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że zostanie on dotknięty przez skutki globalnej pandemii. Wcześniej analitycy spodziewali się, że koniec nieruchomościowego boomu będzie dość łagodny, o ile nie dojdzie do eskalacji jakiegoś bardzo poważnego ryzyka. Niestety wiele wskazuje na to, że właśnie wirus SARS-CoV-2 może być czynnikiem destabilizującym globalny rynek nieruchomości. Informacje, zebrane przez ekspertów RynekPierwotny.pl z krajów mocniej dotkniętych epidemią niż Polska potwierdzają okresowe załamanie sprzedaży mieszkań.

Szanghajski rynek skurczył się o ponad połowę

Przegląd nieruchomościowych skutków koronawirusa warto zacząć od Chin, czyli tego kraju, w którym rozwinęła się globalna pandemia. Eksperci zajmujący się rynkiem nieruchomości w Państwie Środka informują, że przez ostatni miesiąc był widoczny bardzo wyraźny spadek obrotów. Przykład może stanowić rynek mieszkaniowy w Szanghaju, czyli największym mieście Chińskiej Republiki Ludowej. Dane firmy Knight Frank wskazują, że od początku lutego do początku marca 2020 r. na szanghajskim rynku sprzedało się o 56% mniej nowych nieruchomości mieszkaniowych niż w analogicznym okresie minionego roku. Obniżka liczby transakcji względem pierwszego miesiąca 2020 r. była jeszcze większa (-65%).

Spadek sprzedaży „M” w Seulu jest rekordowy

Miesięczny spadek sprzedaży nowych mieszkań o dwie trzecie na pewno można nazwać rynkową katastrofą. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że wynik z Szanghaju wcale nie jest rekordowy. Jeszcze większy spadek aktywności odnotowano na innym bardzo ważnym rynku mieszkaniowym z Azji Wschodniej. Mowa o dziesięciomilionowym Seulu, który wciąż mocno odczuwa skutki epidemii koronawirusa. Lokalne media podają, że średnia dzienna liczba transakcji mieszkaniowych na seulskim rynku spadła o 90% (z 309 do 31). Niewiele mniejszy spadek liczby sprzedawanych mieszkań (o 80%) odnotowano na terenie całej Korei Południowej.

W stolicy mody popyt na lokale spadł już o 50%

Podążając tropem rynkowych spustoszeń dokonanych przez koronawirusa, warto również sprawdzić, jak wygląda sytuacja na terenie Mediolanu. Media podają, że osoby mieszkające we włoskiej stolicy mody straciły zainteresowanie zakupem lokum. Podobna sytuacja dotyczy również inwestorów czekających na dalszy rozwój sytuacji. Właśnie dlatego mediolański rynek nieruchomości, który dotychczas na tle Włoch wyróżniał się dobrą koniunkturą, obecnie przeżywa bardzo trudne chwile. Włoski instytut Scenari Immobiliari zajmujący się analizą rynku nieruchomości podaje, że liczba odwiedzin w mediolańskich mieszkaniach przeznaczonych na sprzedaż spadła o ponad połowę (względem analogicznego okresu 2019 r.).

Polski rynek także mogą czekać trudne chwile

Przytoczone wcześniej przykłady stanowią poważne ostrzeżenie dla polskiego rynku nieruchomości. Pokazują one bowiem, że szybki wzrost liczby wirusowych infekcji ma fatalny wpływ na popyt mieszkaniowy. Trudno się temu dziwić, bo warunki zagrożenia epidemiologicznego nie sprzyjają wizytom w mieszkaniach z rynku wtórnego lub biurach sprzedaży deweloperów. Warto również pamiętać o nastroju niepewności związanym ze zmniejszeniem się aktywności gospodarczej. Informacje dotyczące technicznej recesji, która może czekać polską gospodarkę w pierwszej połowie 2020 roku, na pewno nie zachęcają do zakupu mieszkania na kredyt. Wydaje się, że ewentualna obniżka stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego niewiele zmieni w tej kwestii.

Deweloperzy ankietowani przez portal RynekPierwotny.pl na razie dość ostrożnie wypowiadają się w kwestii rynkowych perspektyw na najbliższe kwartały. Wynika to z faktu, że wciąż nie wiemy, jaki scenariusz rozwoju epidemii zmaterializuje się w Polsce. Trudno jednak ukryć, że wśród sprzedawców mieszkań (również używanych) oraz nieruchomościowych inwestorów zapanowała uzasadniona nerwowość.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Polscy hotelarze uderzeni kryzysem wywołanym koronawirusem proszą rząd o ratunek

Hotelarze z Kołobrzegu we wspólnym liście opisującym dramatyczny stan branży w związku z koronawirusem zaapelowali do rządzących o wsparcie dla polskich przedsiębiorstw hotelarskich. W apelu przedstawili konkretne rozwiązania tej krytycznej sytuacji, do akcji lawinowo dołączają hotelarze z innych regionów Polski, jest ich już ponad 150. Obawiają się, że bez państwowej pomocy będą zmuszeni do zamykania obiektów i grupowych zwolnień.

Apel został skierowany do premiera Matusza Morawieckiego, minister rozwoju Jadwigi Emilewicz oraz ministra finansów Tadeusza Kościńskiego.

Połowa hoteli w kraju do zamknięcia i 500 tys. osób bez pracy

Jak tłumaczą sygnatariusze listu, Kołobrzeg zaraz po Warszawie oraz Małopolsce jest trzecim kierunkiem turystycznym w Polsce pod względem liczny udzielanych noclegów, gdzie zatrudnienie znajduje tysiące pracowników. Jednak z uwagi na ostatnie obostrzenia w związku z epidemią koronawirusa wprowadzonymi przez polski rząd, m.in. zamknięcia przejść granicznych, sytuacja hotelarzy staje się dramatyczna. Szczuje się, że spadek obłożenia w kołobrzeskich hotelach osiągnie poziom 90 proc. „Oznacza to, że będą zamykane hotele, a następnie przewidujemy poważne konsekwencje na lokalnych rynkach pracy. Aby temu zapobiec, w przypadku takich ograniczeń, uważamy, że czasowo koszty wynagrodzeń powinno przejąć państwo. Natomiast bez szerszego wsparcia rządu, konsekwencje będą dotkliwe, a wiele hoteli może nie przetrwać” – piszą w liście kołobrzescy hotelarze.

Problem nie dotyczy tylko Kołobrzegu. Branża hotelarska w Polsce szacuje, że w wyniku zamkniętych granic i wprowadzonych obostrzeń na terenie kraju, nawet połowa obiektów hotelowych w Polsce będzie musiała być zamknięta na czas kwarantanny. Wielu hotelarzy może jednak tego nie przetrwać, zarówno małe hotele jak i duże przedsiębiorstwa z kilkoma obiektami. W efekcie tego pracę może stracić nawet pół miliona pracowników. Mamy do czynienia z największym kryzysem współczesnego hotelarstwa. Polska branża hotelarska przetrwała wiele ciężkich sytuacji, ale żadna nie była aż tak krytyczna, jak ta z którą aktualnie, nam hotelarzom, przyszło się zmierzyć. Mamy do czynienia z największym kryzysem współczesnego hotelarstwa. Skala problemu jest niebywała, sytuacja polskich hoteli i hotelarzy z dnia na dzień staje się katastrofalna. Bez wsparcia państwa, rządu, czy też samorządu lokalnie, hotele w Polsce mają nikłe szanse po pierwsze na utrzymanie miejsc pracy, ale przede wszystkim na przetrwanie. Brak jakiejkolwiek pomocy do prowadzi po prostu do dewastacja branży turystycznej.– mówi Elżbieta Lendo, reprezentująca sygnatariuszy listu.

Konieczny Pakiet Osłonowy dla polskiego hotelarstwa

Hotelarze apelują do rządu o wprowadzenie zmian do wstępnych propozycji Pakietu Osłonowego, który miałby uratować rodzime przedsiębiorstwa z sektora hotelarskiego przed upadkiem. Co proponują? Po pierwsze aktualne opóźnienia w daninach nie powinny wyłączać wsparcia, a wśród konkretnych postulatów m.in. możliwości odroczenia terminu płatności składek na ZUS i podatków oraz ewentualne ulgi i umorzenia — a te powinny być wprowadzone niezwłocznie i w takim samym terminie rozpatrywane na podstawie prostych wniosków. Bo dziś, jak zauważają hotelarze, postępowania są skomplikowane, trwają wiele miesięcy i rzadko kończą się sukcesem oraz zasadniczo mają pozorny charakter. Hotelarze postulują także o możliwość zawieszenie płatności spłacania kredytów. Ich zdaniem nie powinno to objąć tylko operatorów hoteli, ale też inwestorów na tym rynku, bo problemy tych ostatnich też spowodują zamykanie hoteli. Zdaniem hotelarzy niezwłocznie powinny nastąpić też zwroty podatków, do których przedsiębiorcy mają prawo na podstawie złożonych już deklaracji. Ponadto, przedsiębiorcy z branży hotelarskiej oczekują czasowego zawieszenia płatności i wstrzymania egzekucji skarbowej bieżących podatków, składek i innych danin publicznych w branży hotelarskiej. „Liczymy też na preferencyjne i szybkie kredyty oraz pożyczki od banków i instytucji związanych z państwem, które zwiększą zagrożoną płynność” – apelują hotelarze.

Sygnatariusze apelu argumentują, że pomoc jest tym bardziej zasadna, że turystyka to ważna gałąź gospodarki dająca zatrudnienie ponad 1 mln osób w Polsce i stanowiąca 7 proc. polskiego PKB. A w samym województwie zachodniopomorskim to aż 10 proc. gospodarki i zatrudnienia w regionie, które jest jednocześnie pierwsze ze wszystkich w kraju pod względem liczby udzielanych noclegów. Inicjatorzy apelu mają obawy czy pomimo zapowiedzi wsparcie będzie miało charakter praktyczny. Akcję poparła nawet państwowa i giełdowa spółka hotelarska Interferie.

Ograniczone wsparcie finansowe, redukcja obciążeń i deregulacja receptą na gospodarcze skutki pandemii

Pandemia koronawirusa jest potężnym uderzeniem w światową gospodarkę, którego dokładnych skutków nie jesteśmy w stanie przewidzieć, dlatego trzeba już w tej chwili zapewnić bezpieczeństwo pracownikom i firmom – Związek Przedsiębiorców i Pracodawców formułuje dziesięć celów, które osiągnąć powinna specustawa gospodarcza przygotowywana przez Ministerstwo Rozwoju.

W opublikowanym dzisiaj dokumencie, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przedstawił szereg konkretnych propozycji mających zminimalizować negatywny wpływ pandemii na gospodarkę. Według ekspertów Związku, kluczowe jest, aby rozwiązania wprowadzane przez rząd miały charakter ponadbranżowy, uwzględniały w pierwszym etapie przede wszystkim mikro i małe firmy, a także były w jak najmniejszym stopniu oparte na bezpośrednim wsparciu finansowym.

– Nie unikniemy oczywiście dokonywania w jakiejś formie transferów finansowych – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP – Są one jednak rozwiązaniem na krótką metę, zapewniającym bieżącą płynność finansową w gospodarce. W dłuższej perspektywie powinniśmy skupić się na działaniach, które umożliwią nam możliwie szybkie przywrócenie gospodarki do stanu wyjściowego.

Związek proponuje nie tylko uruchomienie programu tanich, szybko i łatwo dostępnych kredytów obrotowych dla mikro i małych przedsiębiorców, lecz również szereg interwencji regulacyjnych dotyczących rozmaitych obszarów, takich jak prawo pracy, prawo działalności gospodarczej, czy przepisów proceduralnych w zakresie postępowań sądowych. Wśród konkretnych rozwiązań znajduje się m.in. wydłużenie terminu składania obowiązkowych sprawozdań, wprowadzenie mechanizmu rozłożenia w czasie kosztów najmu lokali przeznaczonych do prowadzenia działalności gospodarczej, czasowe zwolnienie wynagrodzeń z opodatkowania i oskładkowania, czy przynajmniej czasowego wyłączenia stosowania ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i niektóre święta.

– W ramach aktualnego porządku prawnego istnieje wiele przepisów utrudniających stosowanie się do zaleceń dotyczących postępowania w obliczu pandemii – podkreśla Marcin Nowacki, wiceprezes ZPP – Chodzi tu m.in. o wyłączenie możliwości sprzedaży określonych produktów na odległość, czy też brak przepisów wykonawczych do znowelizowanej ustawy o transporcie drogowym. Proponujemy zmiany również w tym zakresie.

Ostatecznie, eksperci Związku wskazują, że z uwagi na pandemię należałoby przemyśleć kierunek polityki gospodarczej i społecznej Polski. Konieczne staje się ograniczanie zbędnych, bądź nadmiernych wydatków socjalnych, a także rezygnacja z wyjątkowo kosztownych planów polonizacji firm.

Podsumowując dokument, autorzy podkreślają, że faktycznej skali zagrożenia wynikającego dla światowego systemu gospodarczego z pandemii koronawirusa nikt nie jest w stanie dokładnie przewidzieć. Jednocześnie, działania podjęte na tym etapie przez państwo powinny być szczególnie odważne i ambitne, tak by możliwe było jednocześnie złagodzenie tego gospodarczego szoku, jak i przygotowanie państwa do szybkiej odbudowy po okresie zapaści.

Propozycje rozwiązań do gospodarczej specustawy “antywirusowej”

Pandemia koronawirusa może mieć potężny wpływ nie tylko na system opieki zdrowotnej, lecz na całą gospodarkę. Wierzymy, że najważniejsze w tej chwili jest zapewnienie pracownikom i przedsiębiorcom poczucia bezpieczeństwa. Pierwszym z priorytetów, o który trzeba zadbać, jest oczywiście stan zdrowia publicznego i ograniczenie liczby zachorowań. Niemal równie istotne staje się pilne udzielenie pomocy zagrożonym firmom i pracownikom. Ostatecznie zaś, konieczna staje się deregulacja, która ułatwi odrobienie w gospodarce strat powstałych wskutek pandemii.

Wierzymy, że specustawa przygotowywana przez Ministerstwo Rozwoju powinna zawierać odważne rozwiązania, które pozwolą nam zminimalizować negatywne skutki tej nadzwyczajnej sytuacji.

W naszej ocenie muszą one spełniać trzy podstawowe kryteria.

Po pierwsze, powinny mieć charakter ponadbranżowy. Przestrzegamy rząd przed wprowadzaniem jakichkolwiek sektorowych programów wsparcia. Działanie punktowe nigdy nie jest bezpieczne z punktu widzenia równowagi rynkowej i może spowodować nieprzewidziane wcześniej zaburzenia i przepływ kapitału.

Po drugie, powinny być odpowiednio celowane. Na początkowym etapie priorytetowe jest zabezpieczenie firm najbardziej narażonych na ryzyka wynikające z pandemii, tj. mikro i małych. Ewentualne wsparcie dla podmiotów średnich i dużych powinno stanowić ewentualnie kolejny etap zapobiegania recesji.

Po trzecie, powinny być w możliwie minimalnym stopniu oparte na bezpośrednim wsparciu finansowym. Pewna interwencja w tym zakresie będzie konieczna z uwagi na potrzebę zabezpieczenia płynności gospodarki, jednak co do zasady rząd powinien skupić się na działaniach deregulacyjnych i ułatwiających dostosowanie się do nowych, znacznie trudniejszych niż do tej pory warunków prowadzenia działalności.

Przedstawiony poniżej pakiet działań spełnia wszystkie powyższe założenia. Wierzymy, że uwzględnienie go w projekcie gospodarczej specustawy sprawi, że polska gospodarka przetrwa ten kryzysowy czas w możliwie najlepszej kondycji.

CEL NR 1 – ZABEZPIECZENIE PŁYNNOŚCI FINANSOWEJ FIRM

PROBLEM: kwarantanny, praca zdalna, odwoływanie spotkań i podróży zagranicznych powodują, że firmy już przestają generować przychody pozwalające im choćby na pokrycie kosztów stałych prowadzenia działalności, wynagrodzeń pracowników na zwolnieniach lub kwarantannie, zobowiązań podatkowych od wystawionych faktur, z płatności za które są regulowane z dużym opóźnieniem albo wcale, składek na ZUS. Szczególnie dotkliwym problemem stają się również opłaty czynszowe

ROZWIĄZANIE: postulujemy uruchomienie programu tanich, łatwo i szybko dostępnych kredytów obrotowych dla mikro i małych przedsiębiorców. Jedyną dopuszczalną formą ich zabezpieczenia powinny być weksle. Maksymalne kwoty kredytów powinny być uzależnione od przychodów za rok 2019 (ew. 2018 w przypadku braku rozliczenia za ubiegły rok). Proponujemy, by wynosiły one 15 proc. przychodu za dany rok, lecz nie więcej niż 300 tys. zł dla jednej firmy. Z uwagi na nadzwyczajny charakter sytuacji, zasadne wydaje się również wstrzymanie na pewien okres (4 – 6 miesięcy) poboru zaliczek z tytułu podatku dochodowego dla mikro i małych firm. Dodatkowo proponujemy stworzenie mechanizmu rozłożenia w czasie kosztów najmu lokali wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej. Samorządy powinny być ponadto zachęcane do zwalniania z podatku od nieruchomości obiektów wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej, poprzez rekompensowanie im utraconych wpływów podatkowych z tego tytułu przez Skarb Państwa.

CEL NR 2 – ZAPEWNIENIE BEZPIECZEŃSTWA FINANSOWEGO PRACOWNIKOM

PROBLEM: w obliczu pandemii niektórzy pracownicy kierowani są do pracy w domu, inni często ograniczają swoją aktywność zawodową. W wielu przypadkach wiąże się to z uszczupleniem budżetów domowych. Uważamy, że w tej sytuacji konieczne jest, by w kieszeniach pracowników zostawało więcej pieniędzy.

ROZWIĄZANIE: postulujemy czasowe zwolnienie wynagrodzeń z podatku dochodowego oraz składek na ubezpieczenia społeczne. Wierzymy, że pozwoli to zmotywować zarówno pracowników (wyższe wynagrodzenie netto) jak i pracodawców (niższe koszty wynagrodzeń związane z brakiem konieczności opłacania części składek na ubezpieczenia społeczne) do wykorzystywania dostępnych rozwiązań, takich jak np. praca zdalna. Działaniem uzupełniającym powinno być unowocześnienie przepisów Kodeksu pracy i umożliwienie pracodawcom oraz pracownikom możliwie swobodnego ustalania trybu świadczenia pracy. Ponadto, Zakład Ubezpieczeń Społecznych powinien ponosić całkowity koszt wypłacania wynagrodzenia chorobowego dla pracowników poddanych obowiązkowej kwarantannie. Jest to szczególnie istotne w obliczu potencjalnego powrotu zza granicy ok. 100 tysięcy polskich obywateli, którzy mają zostać taką obowiązkową kwarantanną objęci.

CEL NR 3 – UMOŻLIWIENIE PRZEDSIĘBIORCOM SKUPIENIA NA FAKTYCZNYM PROWADZENIU DZIAŁALNOŚCI

PROBLEM: w warunkach kryzysu epidemiologicznego, przedsiębiorcy zmuszeni są do bieżącego „gaszenia pożarów”. Nie mają czasu ani zasobów potrzebnych do tego, by w pełni realizować skomplikowane obowiązki sprawozdawcze.

ROZWIĄZANIE: powinniśmy szukać wszelkich obszarów, w których możliwe jest biurokratyczne odciążenie firm. To dobry czas, by znieść jakiekolwiek ograniczenia w dostępie do najprostszej formy podatku dochodowego, czyli ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Taka zmiana wymagałaby wprowadzenia możliwości zmiany sposobu rozliczania PIT w trakcie trwania roku podatkowego. Dodatkowo, postulujemy wydłużenie terminu składania obowiązkowych sprawozdań, które przedsiębiorcy powinni przygotowywać w najbliższym okresie.

CEL NR 4 – ZABEZPIECZENIE FUNKCJONALNOŚCI SYSTEMU SĄDOWNICTWA

PROBLEM: z niepokojem obserwujemy, jak kolejne sądy ograniczają swoją działalność. Życie gospodarcze istotnie zwalnia, jednak nie zatrzymuje się. Przedsiębiorcy wciąż wchodzą w spory prawne. Dodatkowym kłopotem są terminy biegnące niezależnie od przestoju np. w pracy placówek pocztowych.

ROZWIĄZANIE: aby zagwarantować bezpieczeństwo uczestnikom postępowań, a także nie dokładać firmom dodatkowych obciążeń, apelujemy o wprowadzenie szczególnej, szybkiej ścieżki postępowań w sprawach gospodarczych. Powinna ona zakładać prowadzenie procesu z wykorzystaniem środków teleinformatycznych, według zasady dzień po dniu, i oparcie wyrokowania wyłącznie o środki dowodowe i okoliczności przywołane przez strony w pismach procesowych oraz wiedzę dostępną sądowi z urzędu. Dodatkowo uważamy, że zasadne byłoby wprowadzenie do kodeksu postępowania cywilnego, prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, oraz kodeksu postępowania administracyjnego specjalnych przepisów umożliwiających zawieszenie bądź przywrócenie terminów z uwagi na szczególne okoliczności wywołane pandemią koronawirusa.

CEL NR 5 – UDROŻNIENIE HANDLU

PROBLEM: rozwój pandemii powoduje, że rozsądną profilaktyką staje się ograniczanie aktywności poza domem. Niestety, polskie przepisy eliminują możliwość zaopatrywania się w niektóre produkty np. przez Internet. Dodatkowym problemem jest zakaz handlu w niedziele, który ogranicza możliwość zrobienia zakupów do sześciu dni w tygodni, tym samym zagęszczając ruch w placówkach i zwiększając ryzyko epidemiologiczne.

ROZWIĄZANIE: aby zapewnić bezpieczeństwo konsumentom, apelujemy o zniesienie, w maksymalnym możliwym zakresie, ograniczeń w sprzedaży określonych rodzajów produktów na odległość. Przede wszystkim należałoby umożliwić sprzedaż przez

Internet leków na receptę oraz alkoholu. Dodatkowo proponujemy, choćby przejściowe, wyłączenie stosowania ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i niektóre święta, tak by ruch w sklepach rozłożony był na maksymalną możliwą liczbę dni.

CEL NR 6: WSPARCIE POLSKIEJ PRODUKCJI ŚRODKÓW MEDYCZNYCH I LECZNICZYCH

PROBLEM: bieżąca sytuacja doskonale pokazuje, jak niebezpieczne jest uzależnienie dostępności produktów medycznych i leczniczych od dostaw z zewnątrz. Ograniczona podaż tych produktów stanowi istotny problem w świetle powstrzymywania dalszego rozwoju pandemii.

ROZWIĄZANIE: wziąwszy pod uwagę występujące już braki w dostępności niektórych towarów kluczowych z punktu widzenia walki z wirusem, potrzebne jest wsparcie krajowej produkcji leków i innych produktów medycznych, w szczególności innowacyjnych. Dlatego też to świetny moment, by powrócić do pomysłu refundacyjnego trybu rozwojowego i wdrożyć go w porozumieniu z krajowym przemysłem farmaceutycznym.

CEL NR 7: SZEROKIE WŁĄCZENIE BIZNESU W PROGRAM WALKI Z KORONAWIRUSEM

PROBLEM: mimo, że biznes jest odpowiedzialny i chce brać czynny udział w opanowywaniu rozwoju pandemii, w tej chwili przedsiębiorcy nie dysponują dostępem do baz danych wykorzystywanych przez administrację publiczną.

ROZWIĄZANIE: proponujemy upublicznienie zanonimizowanych baz danych, którymi dysponują organy administracji. W ten sposób możliwe stanie się faktyczne włączenie biznesu i naukowców w proces projektowania rozwiązań ukierunkowanych na zwalczanie pandemii.

CEL NR 8: ZAPEWNIENIE DOSTĘPNOŚCI BEZPIECZNEGO TRANSPORTU

PROBLEM: z uwagi na ryzyko epidemiologiczne, coraz więcej osób rezygnuje z korzystania z komunikacji miejskiej bądź stara się ograniczać obecność w środkach transportu takich jak tramwaj, autobus, czy metro. Atrakcyjną alternatywą wydaje się być jak najszerszy dostęp do usług przewozowych – niestety do tej pory brakuje rozporządzeń wykonawczych do znowelizowanej ustawy o transporcie drogowym.

ROZWIAZANIE: apelujemy o jak najszybsze przyjęcie rozporządzeń do nowelizacji ustawy o transporcie drogowym wyrównującej zasady funkcjonowania na rynku wszystkich podmiotów z tego sektora. Nie możemy dopuścić do tego, by brak przepisów wykonawczych ograniczał dostęp do usług przewozu w tym kryzysowym czasie.

CEL NR 9: RACJONALIZACJA WYDATKÓW PAŃSTWA

PROBLEM: gwałtownie rosnące koszty medyczne, jak i nieprzewidziane wydatki pomocowe dla firm i pracowników, przy jednoczesnym spowolnieniu gospodarczym, będą wymagały nowelizacji budżetu i zaciągania dodatkowych zobowiązań państwa. Nieuchronny jest deficyt budżetowy. W przyszłości może to znacznie spowolnić proces wychodzenia z coraz bardziej prawdopodobnej recesji. W dużej mierze będzie to oczywiście zasługa perturbacji finansowych związanych z epidemią, ale nie pomagają w tym ogromne zobowiązania wcześniej zaciągnięte przez państwo. Konieczna jest racjonalizacja polityki wydatkowej.

ROZWIĄZANIE: rząd powinien zrezygnować w obecnej sytuacji z dalszych, kosztownych planów polonizacyjnych i przejmowania zagranicznych, czy polskich firm. Nawet jeżeli w najbliższym czasie pojawi się sporo takich okazji, nie powinniśmy zaciągać nowych zobowiązań . Przeciwnie, należy przeprowadzić rzetelny audyt posiadanych już przez państwo, czy państwowe fundusze zasobów i wystawić na sprzedaż, te które nie przynoszą spodziewanych korzyści, czy wręcz wymagają dofinasowania z budżetu państwa. Dotyczy to również sektora energetycznego a w szczególności kopalń. Rząd powinien natychmiast zrewidować swoją dotychczasową politykę energetyczną , tak, żeby nie narażać budżetu na dalsze straty.

CEL NR 10: ZWIĘKSZENIE EFEKTYWNOŚCI POLITYKI SOCJALNEJ

PROBLEM: w obliczu nowych wyzwań państwa i koniecznych nowych wydatków w tym na cele pomocowe, konieczna jest ponowna rewizja polityki socjalnej i polityki płac minimalnych. Polska drastycznie zwiększając wydatki socjalne w ostatnich latach znalazła się w światowej czołówce państw jeżeli chodzi o wielkość wydatków socjalnych w relacji do siły nabywczej pieniądza. Rozbudowana siatka świadczeń będzie teraz nachodzić się z rozmaitymi programami pomocowymi, nie tylko poważnie komplikując system, ale też czyniąc go mało wydajnym i motywacyjnym.

ROZWIĄZANIE: należy wykorzystać ten okres na zdyscyplinowanie i usystematyzowanie dotychczasowej polityki społecznej. Po przeprowadzeniu dokładnej analizy obecnego systemu świadczeń, należy rozważyć zmianę obietnic związanych z podwyżkami płacy minimalnej zaplanowanymi do 2023 roku. Zrezygnować z wypłacania w kolejnych latach 13 i 14 emerytury. Skomasować wszystkie programy wsparcia rodzin i ustalić poziom maksymalnego świadczenia. Należy dążyć do racjonalizacji polityki społecznej, chociażby po przez rezygnację z opodatkowania emerytur i znaczącego zwiększenia kwoty wolnej od podatku w miejsce jednostkowych programów jak choćby zwolnienie z podatku dochodowego osób do 26 roku życia

W tej chwili nikt nie jest w stanie przewidzieć faktycznej skali zagrożenia wynikającego dla światowego systemu gospodarczego z pandemii koronawirusa. Niemożliwe jest również określenie z jakąkolwiek pewnością kierunku dalszego rozwoju sytuacji. Niezależnie od tego, państwo powinno już w tej chwili podjąć pilne działania ukierunkowane nie tylko na złagodzenie szoku

gospodarczego, który z pewnością nas czeka, ale też przygotowanie państwa do szybkiej odbudowy po okresie zapaści – przedstawiony pakiet działań służy temu właśnie celowi.

Panika na rynkach finansowych

Inwestorzy zaczynają wycofywać środki z rynków. Nie przenoszą ich już jednak tak chętnie jak wcześniej w inne miejsca. Dobrym dowodem na to są spadki, zarówno na obligacjach jak i złocie.

Euro przekracza 4,39 zł

Strach ma wielkie oczy. To właśnie on powoduje, że waluty i inwestycje uważane za bardziej ryzykowne tracą. Jak pokazuje praktyka, nie tylko te inwestycje spadają, ale te ryzykowne lecą w dół po prostu mocniej. Do ryzykownych w dalszym ciągu zalicza się niestety polskiego złotego. Warto zwrócić uwagę, że podobna tendencja dotyczy innych walut naszego regionu. Szczególnie słabo wypada korona czeska, która straciła w ciągu miesiąca niemal 9% na wartości względem euro, to ponad 2,5 raza większa strata niż polski złoty.

Giełdy w dół

DAX dzisiaj nad ranem pokazał poziom 8500 punktów. Jeszcze na początku miesiąca było to 13500 punktów. WIG20 spadł z 2100 punktów poniżej 1300 punktów. Lepiej wyglądają parkiety w USA. Tam przecena wyniosła z 9800 na 7400 punktów. Oznacza to, że owy lepszy wynik to strata około ¼ wartości zamiast ⅓ wartości w niecały miesiąc. Co ciekawe pieniądze te nie poszły na rynek obligacji, jak to miało dotychczas miejsce. Na rynku obligacji również mieliśmy korektę świadczącą o ucieczce kapitału. Rentowność obligacji rosła w ciągu ostatniego tygodnia o około pół procenta w zależności od kraju. Oznacza to, że inwestorzy realnie rozważają wychodzenie z rynku i czekanie.

Co z bezpiecznymi inwestycjami

Kupuj złoto mówili, idzie kryzys. W ciągu tygodnia cena tego kruszcu spadła z 1700 dolarów za uncję na 1500 dolarów za uncję. W dół idą też inne alternatywne inwestycje, za wyjątkiem franka szwajcarskiego. Z jakiegoś dziwnego powodu pomimo tego, że ludzie zadali sobie pytanie, dlaczego w trudnych czasach mają kupować złoto, nie zadają sobie go w przypadku kupowania waluty szwajcarskiej. Nie jest to dobra wiadomość dla kredytobiorców walutowych, którzy płacą już ponad 4,15 zł za franka.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Koronawirus: Nieśmiałe „zrobimy wszystko, co będzie konieczne” ze strony europejskich decydentów

W minionym tygodniu głos zabrali decydenci z poszczególnych krajów, ponieważ środki mające powstrzymać rozwój pandemii mogą kosztować od 0,7 do -3,0 punktu procentowego wzrostu PKB zależnie od kraju i stopnia wyłączeń w jego funkcjonowaniu. Obok działań mających zahamować rozprzestrzenianie się wirusa i zwiększyć wydolność krajowych systemów ochrony zdrowia, ogłoszone zostały – lub zostaną – środki z zakresu polityki fiskalnej i pieniężnej, począwszy od Włoch, przez Wielką Brytanię i Niemcy, a także przez Europejski Bank Centralny (EBC), które będą stanowić próbę złagodzenia istotnego spadku gospodarczego, jaki jest prawdopodobny w pierwszej połowie 2020 roku. Należy jednak podkreślić, że tego rodzaju działania będą jedynie wsparciem dla bilansów firm, narzędziem zmniejszającym negatywne skutki pandemii, mając zapobiegać rozwojowi poważnego kryzysu finansowego i/lub gwałtownemu wzrostowi liczby upadłości firm oraz bezrobocia. Na Rys. 1 podsumowano dotychczasowe działania podjęte w odpowiedzi na Covid19.

Włochy: pakiet fiskalny o wartości 25 mld EUR wygląda na duży, lecz w rzeczywistości zostanie w całości wykorzystany. Nasze bieżące prognozy dla Włoch przewidują na 2020 rok spadek wzrostu gospodarczego o -2,5%. Z tego powodu poziom długu publicznego Włoch może w kolejnym roku przekroczyć 140% PKB. Spread dla 10-letnich państwowych obligacji włoskich (10y BTP) może ulegać dalszemu zwiększeniu wraz z napływem niekorzystnych informacji dotyczących działalności gospodarczej (wskaźnik PMI, dane o produkcji przemysłowej, pierwsze szacunki dotyczące PKB) potwierdzających zakres wstrząsu w pierwszym półroczu 2020, dlatego zasadnicze znaczenie będą miały zastosowane przez EBC środki ochronne. Połowa pakietu została uruchomiona 13 marca, zaś reszta stanowi rezerwę; pakiet obejmuje: środki dezynfekcyjne przeznaczone do stosowania w sytuacji awaryjnej, a także (i) rekompensaty dla pracowników zmuszonych do czasowego powstrzymania się od pracy; (ii) fundusz gwarancyjny dla małych i średnich przedsiębiorstw; (iii) moratorium podatkowe i odroczenie spłat kredytów hipotecznych i innych (we współpracy z bankami prywatnymi); (iv) rekompensaty dla firm dotkniętych spadkiem obrotów o ponad 25%. Nie można wykluczyć, że konieczne będzie wydatkowanie części pakietu na sektor bankowości w dalszej części roku, jeżeli lokalne banki będą wciąż wykazywać wysokie wartości wskaźnika kredytów zagrożonych (NPL).

niemcy koronawirusSłowa kanclerz Niemiec Angeli Merkel, deklarującej, że „zrobimy wszystko, co będzie konieczne” wciąż nie stały się (jeszcze) raczej mottem Europy. Po pierwsze, Komisja Europejska poinformowała o utworzeniu niewielkiego funduszu inwestycyjnego dla UE w wysokości 25 mld EUR (0,2% PKB strefy euro), którego celem będzie wspieranie utrzymania płynności przez sektor prywatny oraz zwiększenie zdolności operacyjnych krajowych systemów ochrony zdrowia. Poluzowane zostaną również unijne i krajowe przepisy podatkowe, aby poszczególne kraje mogły zwiększyć wydatki na systemy opieki zdrowotnej i/lub zastosować ulgi podatkowe dla sektora prywatnego. Potrzebne byłoby jednak większe wsparcie fiskalne na szczeblu europejskim, które mogłoby pomóc w rozwiązaniu problemu ograniczonego pola manewru w sektorze podatkowym w różnych krajach, w tym między innymi we Włoszech – nawet jeżeli unijne przepisy podatkowe zostaną prawdopodobnie tymczasowo zawieszone. W chwili obecnej w polityce fiskalnej UE brak jednak koordynacji. Całość zsumowanych europejskich i krajowych działań podatkowych warta jest dziś zaledwie około 75 mld EUR (dla porównania, w listopadzie 2008 roku ogłoszono zastosowanie środków o wartości 200 mld EUR).

EBC nie może rozczarować. Prezes Lagarde już w ubiegłym tygodniu oświadczyła, że bank centralny dołączy do globalnego trendu w zakresie luzowania polityki. Biorąc pod uwagę istotny wzrost wartości euro i akceptację dla koordynacji polityki globalnej przewidujemy, że EBC obniży stopę depozytową o 10 punktów procentowych do poziomu -0,6%. Choć środki z zakresu kompleksowej polityki pieniężnej, takie jak obniżki stóp, mogą pomóc w zwiększeniu poziomu zaufania na rynku i zapobieganiu nieuzasadnionemu zaostrzaniu warunków finansowych, to raczej nie pomogą w rozwiązaniu problemów wynikających z zakłóceń w zakresie produkcji i łańcuchów dostaw, ani też nie przekonają ludzi do zwiększania wydatków, skoro ci mają obawy przed wychodzeniem z domów. Z tego powodu większość środków, jakie EBC obecnie ogłasza powinna koncentrować się na zapewnieniu wystarczającej płynności w rzeczywistej gospodarce, na przykład poprzez bardziej korzystne warunki w zakresie TLTRO wraz z zachętami w kierunku udzielania kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw. Rośnie również prawdopodobieństwo, że EBC zwiększy comiesięczne zakupy aktywów finansowych do poziomu 40 mld EUR miesięcznie i skoncentruje część zakupów w obszarze obligacji korporacyjnych w odpowiedzi na pogorszenie się spreadów kredytowych. Obniżenie kosztów kredytu powinno być czynnikiem skłaniającym banki do zwiększania lub wydłużania obowiązywania linii kredytowych. O wiele bardziej efektywnym rozwiązaniem byłoby natomiast przyjęcie przez rządy na przykład roli „pożyczkodawcy ostatniego ratunku” poprzez oferowanie programów z gwarancją publiczną, do których banki mogą uciekać się w celu ograniczenia własnego narażenia w związku z kredytami. Aby zwiększyć pole manewru, konieczne będzie pośrednie lub bezpośrednie podwyższenie limitu emitenta.

Wielka Brytania zrobi wszystko, co konieczne w celu ochrony firm. W ubiegłym tygodniu poinformowano o wdrożeniu pakietu fiskalnego o wartości 30 mld GBP (tj. 1,3% PKB) oraz o odważnym ruchu Banku Anglii. W dniu 11 marca, Wielka Brytania poinformowała o utworzeniu budżetu ekspansywnego, w ramach którego 7 mld GBP zostanie przeznaczone na wsparcie firm i osób fizycznych w radzeniu sobie z „tymczasowymi zakłóceniami” poprzez obniżki podatków, odroczenia spłaty kredytów oraz dotacje dla małych i średnich przedsiębiorstw. Rząd zobowiązał się: (i) zrekompensować małym i średnim firmom koszty ustawowych zasiłków chorobowych do 14 dni w maksymalnej wysokości 2 mld GBP; (ii) udzielić wsparcia w postaci dalszych kredytów w wysokości 1 mld GBP na rzecz małych i średnich przedsiębiorstw poprzez „Coronavirus Business Interruption Loan Scheme” [Program Kredytów z Tytułu Zakłóceń Spowodowanych przez Koronawirus], a także zagwarantować kredyty bankowe udzielone małym i średnim przedsiębiorstwom w kwotach do 1,2 mln GBP; (iii) pokryć straty banków w wysokości do 80%; (iv) stawki podatków od firm zostaną obniżone dla małych firm w sektorach handlu detalicznego, rozrywki oraz hotelowym (obniżka podatków w wysokości do 1 mld GBP) dla niemal połowy wszystkich obiektów biznesowych; (v) udzielić dotację gotówkową w całkowitej wysokości 2 mld GBP na rzecz małych firm; (vi) udzielić ulgi podatkowej dla przedsiębiorców w wysokości 3 mld GBP. Przyspieszone zostaną również wydatki związane z infrastrukturą: 27 mld GBP przeznaczone zostanie na budowę nowych dróg, zaś 5 mld GBP na realizację sieci szerokopasmowej w odległych obszarach kraju. Dodatkowe obniżenie stawki podatku od firm do 17% w kwietniu 2020 roku (z obecnych 19%) zgodnie z oczekiwaniami anulowano i zastąpiono zwiększeniem inwestycji w publiczny system ochrony zdrowia (NHS); ich wysokość ma odpowiadać 5 mld GBP i stanowić fundusz awaryjny przeznaczony na usługi publiczne.

Całkowity budżet przekroczył oczekiwania o około 10 mld GBP i powinien stanowić wsparcie dla wzrostu PKB o około 0,2 punktu procentowego w skali roku, rekompensując tym samym częściowo negatywne skutki wybuchu epidemii Covid-19, szczególnie w przypadku, gdy wdrożone zostaną działania zapobiegające rozprzestrzenianiu się pandemii. Utrzymano wzrost minimalnych wynagrodzeń (do ponad 10,50 GBP za godzinę), jednak zastosowano cięcie podatkowe w postaci wyższych progów ubezpieczenia krajowego. Zgodnie z oczekiwaniami, ulgę podatkową z tytułu działalności badawczo-rozwojowej (R&D) podwyższono z 12 do 15%.

Bank Anglii [Bank of England – BoE] połączył siły z jednostkami działającymi w trybie awaryjnym, aby zaradzić „tymczasowym, lecz istotnym zakłóceniom w zakresie łańcuchów dostaw oraz słabszej aktywności, która może być szkodliwa dla przepływów środków pieniężnych i zwiększać zapotrzebowanie na kredyty krótkoterminowe ze strony gospodarstw domowych oraz na kapitał obrotowy ze strony firm”. Skala tego działania okazała się większa niż oczekiwano: podjęto decyzję dotyczącą obniżki stóp procentowych o -50 punktów bazowych do 0,25% oraz wprowadzenia nowego programu Finansowania Terminowego dla małych i średnich przedsiębiorstw, którego wartość szacowana jest na 100 mld GBP, a który ma stanowić wsparcie w zakresie udzielanych kredytów. Bank Anglii zawiesił także na okres przynajmniej 12 miesięcy wymóg  tworzenia buforu antycyklicznego, mającemu przeciwdziałać zagrożeniom dla banków ze strony pożyczkobiorców brytyjskich (obniżenie do 0% z dotychczasowego 1% ekspozycji banków, oraz 2% planowanych wcześniej od grudnia 2020 roku).

Kanclerz Niemiec Angela Merkel zadeklarowała wolę zrobienia „wszystkiego, co będzie konieczne” w celu stawienia czoła kryzysowi, wcześniej poinformowała o nieśmiałym (zważywszy na skalę) utworzeniu  funduszu fiskalnego na kwotę około 12,4 mld EUR. Przewidywane środki mają pomagać firmom dotkniętym kryzysem w rozwiązywaniu problemów związanych z płynnością poprzez dostęp do kredytów KfW (państwowego Banku Rozwoju/Odbudowy) i gwarancji kredytowych. Rząd poluzował również ograniczenia dotyczące rekompensat pracowniczych z tytułu skrócenia czasu pracy („Kurzarbeit”). Rekompensaty pracownicze z tytułu skrócenia czasu pracy również są obecnie wypłacane również przez państwo, jeżeli już 10% pracowników ma  istotnie skrócony czas pracy (z wcześniejszego wymogu odpowiednio 1/3 pracowników). Władze zadeklarowały również zwiększenie inwestycji w okresie 2021-24, jednak to raczej nie pomoże gospodarce w krótkiej perspektywie. Wraz z postępującym spowolnieniem gospodarczym w Niemczech spodziewamy się znaczącego zwiększenia zakresu podejmowanych środków fiskalnych przez tamtejsze władze.

Rys. 1: Przegląd środków fiskalnych i monetarnych

Kraj Polityka monetarna Polityka fiskalna
Chiny ·  Zastrzyk w wysokości 1,2 tryliona RMB oraz 500 mld RMB kapitału na początku lutego

·  Obniżenie 3 lutego stóp procentowych (7-dniowej i 14-dniowej stopy rentowności operacji otwartego rynku)

·  17 lutego ogłoszono roczny średnioterminowy fundusz kredytowy (MLF) o wartości 200 mld RMB

·  Roczną podstawową stopę oprocentowania pożyczek (LPR) obniżono o 10 punktów bazowych do 4,05%, natomiast pięcioletnią LPR o 5 punktów bazowych do 4,75% z dniem 20 lutego

·  10 lutego uwolniono 300 mld RMB funduszy na rzecz banków w celu udzielania na preferencyjnych warunkach pożyczek na rzecz „dotkniętych firm kluczowych”

·    Obligacje władz lokalnych o wartości 848 mld RMB (122 mld USD)

·    Dotacje dla osób biorących udział w zapobieganiu i zwalczaniu epidemii zwolnione z podatku dochodowego

·    Zniesienie podatku VAT od podatników z takich branż, jak transport, catering i dostawy niezbędnych produktów codziennego użytku

·    2 marca lokalne władze poinformowały o planach redukcji podatków i opłat o łącznej wartości niemal 75 mld CNY (10,7 mld USD) dla firm dotkniętych skutkami epidemii

Włochy

 

 

 

cd. Włochy

 

·    Podwyższono zwolnienia podatkowe dla firm i gospodarstw domowych

·    Zawieszenie spłat kredytów hipotecznych dla osób fizycznych i gospodarstw domowych

·    Wsparcie podatkowe w wysokości 25 mld EUR, przy czym 2,5 mld EUR dostępne jest natychmiast

Francja ·  Zmiana harmonogramu spłat kredytów przy wsparciu Banku Francji ·    Wsparcie w zakresie płynności finansowej za pośrednictwem Publicznego Banku Inwestycyjnego (BPI)
Niemcy ·    Pakiet podatkowy w wysokości 12,4 mld EUR w ciągu najbliższych czterech lat
Wielka Brytania ·  Awaryjne obniżki stóp procentowych o 50 punktów bazowych do poziomu 0,25%

·  Wprowadzenie nowego programu Finansowania Terminowego wspierającego kredyty dla małych i średnich przedsiębiorstw w wysokości około 100 mld GBB

·  Obniżenie buforu kapitału antycyklicznego do 0% ekspozycji banków (z obecnego 1% oraz 2% planowanych na grudzień 2020 roku)  na okres przynajmniej 12 miesięcy

·    Spodziewana informacja dotycząca budżetu

·    Spodziewane obniżki podatków, wzrost wydatków na infrastrukturę, ochronę zdrowia i środki szczególne

USA ·   Awaryjne obniżenie stóp procentowych o połowę do poziomu od 1% do 1,25%

·   Zwiększenie operacji w zakresie otwartego rynku (repo) poprzez oferowanie 150 mld USD pożyczek overnight (wzrost o 50 mld USD w porównaniu z początkową propozycją)

·    Pakiet podatkowy w wysokości 8,3 mld USD
UE ·   Spodziewana obniżka przez EBC stóp depozytowych o minimum 10 punktów bazowych, bardziej korzystne warunki pożyczek TLTRO na rzecz banków oraz celowe wsparcie płynności na rzecz małych i średnich przedsiębiorstw

·   Możliwe jest zwiększenie miesięcznych zakupów QE do poziomu 40 mld EUR

·    Fundusz UE w wysokości 25 mld EUR w celu wsparcia płynności sektora prywatnego i systemów ochrony zdrowia

·    Poluzowane zostaną również przepisy i regulacje podatkowe UE

 

Źródła: Oficjalne raporty krajowe, Allianz Research

Czy branża budowlana będzie miała za co ruszyć na wiosnę?

  • Z Barometru EFL na I kw. 2020 r. wynika, że aż 40 proc. firm z branży budowlanej planuje więcej inwestować w najbliższych miesiącach.
  • Nowe inwestycje może jednak utrudniać fakt, że budownictwo znajduje się na trzecim miejscu pod względem sektorów gospodarki z największymi zaległościami wobec banków i partnerów biznesowych – dane BIG InfoMonitor.
  • Problemy z płynnością finansową tej branży potwierdzają analizy firmy faktoringowej eFaktor, z których wynika, że aż ¼ jej klientów to właśnie przedsiębiorstwa budowlane.

Chociaż w tym roku zima była łagodna i branża budowlana nie musiała mierzyć się z długimi przestojami w pracy, to dopiero teraz, wraz z nadejściem wiosny planowane będą kolejne projekty: zakupy sprzętu oraz udziały w przetargach. Jak wynika z Barometru EFL na I kw. roku, aż 40% firm budowlanych planowało więcej inwestować w najbliższych miesiącach, choć nie wiadomo czy planów nie pokrzyżuje koronawirus. Może się okazać, że decyzje administracyjne i kwarantanna uniemożliwią prace na budowach. Cele przedsiębiorców mogą zostać zweryfikowane także przez ciągle obecne problemy z płynnością finansową branży budowlanej. Banki obawiając się strat w związku z zawieszeniem spłat kredytów na czas epidemii będą jeszcze bardziej restrykcyjnie analizować wnioski o finansowanie z tzw. trudnych branż, do których należy budowlanka.

Branża budowlana na czarnej liście banków

Branża budowlana jest jedną z tych, które najczęściej borykają się z problemem z płynnością finansową. Przyczyną jest charakter działalności – konieczność współpracy z wieloma podwykonawcami oraz mierzenia się z często niesprzyjającymi okolicznościami biznesowymi, a także przyrody. To sprawia, że nie są ulubieńcami działów kredytowych w bankach. Potwierdzają to dane BIG InfoMonitor, z których wynika, że sektor ten znajduje się na niechlubnym, trzecim miejscu pod względem największych zaległości wobec banków i partnerów biznesowych.

Z tego też powodu branża budowlana zwykle nie może skorzystać z pomocy banków. Ich polityka nie dopuszcza możliwości udzielania finansowania firmom, które nie są stabilne finansowo. Przy planowaniu kolejnych inwestycji, przedsiębiorstwa budowlane muszą więc liczyć przede wszystkim na fundusze własne. Problem pojawia się, gdy kontrahenci zalegają z zapłatą faktur i środki takiej firmy zostają zamrożone nawet na kilka miesięcy. Przedsiębiorcy mają jednak jeszcze jedno rozwiązanie, jakim jest faktoring – mówi Aneta Radomska, dyrektor sprzedaży eFaktor.

Konkurencja nie śpi, aby się rozwijać – trzeba inwestować

Firmy budowlane nie mogą sobie pozwolić na czekanie bez końca na wpływy z opóźnionych płatności. Często jeden duży wygrany przetarg może zapewnić przedsiębiorstwu płynność finansową na wiele miesięcy, ale uczestnictwo w nim wymaga sporych nakładów finansowych. Dlatego też branża coraz częściej korzysta z usług faktoringowych, dzięki którym otrzymuje środki na dalszą działalność, bez konieczności czekania na spłatę zaległych faktur przez kontrahentów. Z danych firmy eFaktor wynika, że aż 25% jej klientów stanowią przedsiębiorstwa budowlane.

Współpraca z nami umożliwia im dalsze planowanie inwestycji bez obaw, że na którymś etapie zabraknie środków ze względu na opóźnienia u kontrahenta. Niestety podobnie jak banki, nie wszystkie firmy faktoringowe zgadzają się na finansowanie branży budowlanej. Jesteśmy jednym z nielicznych faktorów, którzy współpracują z tym sektorem, dlatego też od lat sporą grupę naszych klientów, aktualnie ¼, stanowią właśnie firmy budowlane (dokładnie 24%). Współczynnik realizacji wniosków faktoringowych dla klientów jest stabilny i powtarzalny. Na wiosnę spodziewamy się większego zainteresowania faktoringiem ze strony budowlańców – dodaje Aneta Radomska z eFaktor.

GPW przeprowadziła testową sesję w elektronicznym systemie obrotu – UTP

  • 14 marca na GPW odbyła się testowa sesja w systemie produkcyjnym UTP
  • Sesja została przeprowadzona we współpracy z Członkami Giełdy i przebiegła bez zakłóceń

W sobotę, 14 marca br. odbyła się testowa sesja w systemie UTP (elektroniczny system obrotu, na którym pracuje GPW). Wzięli w niej udział Członkowie Giełdy i Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych. Testy odbyły się według harmonogramu zgodnego z obowiązującym w inne dni sesyjne.

Dokładamy wszelkich starań, aby zwłaszcza w okresach zawirowań i większej zmienności na rynkach kapitałowych zapewniać bezpieczeństwo obrotu. Testową sesję planowaliśmy od dwóch miesięcy. Pierwotnie zakładaliśmy realizację jednego ze scenariuszy Planu Ciągłości Notowań, ale życie buduje własne scenariusze. Dostosowaliśmy więc testy do obecnej sytuacji i głównie weryfikowaliśmy parametry pojemnościowe systemu w reakcji na ostatnie sesje. Przede wszystkim jednak sprawdzaliśmy nasze procedury wewnętrzne i rozwiązania technologiczne do zdalnego prowadzenia naszej działalności. W najbliższym czasie właśnie w ten sposób, chroniąc pracowników i zachowując ciągłość działania, będziemy funkcjonowali. Wszystko zostało przeprowadzone sprawnie i zgodnie z planem. Wynik przeprowadzonego testu potwierdził, że jesteśmy odporni na obecne zawirowania, zarówno z technicznego, jak i organizacyjnego punktu widzenia – mówi Dariusz Kułakowski, Członek Zarządu GPW.