Pandemia koronawirusa i handel w internecie

Na handel internetowy pandemia ma wpływ od samego początku, a mimo to wciąż nie jest jasne, czy e-commerce na całej sytuacji straci, wyjdzie z niej obronną ręką czy może nawet urośnie. Czy sezon letni okaże się rewolucyjny dla handlu?

Zagrożenie koronawirusem przybrało groźne rozmiary dosłownie w przededniu święta Chińskiego Nowego Roku. Tradycyjnie jest to czas, gdy wielu Chińczyków wyjeżdża na wakacje, odwiedza rodzinę i robi typowe świąteczne zakupy. Co roku powstają z tego powodu zatory w dostawach. Doświadczeni sprzedawcy i obyte w sieci marki, wiedząc o tym, robią zapasy i przygotowują się zawczasu na ten stan. Jednak w tym roku koronawirus doprowadził do drastycznego zamrożenia dostaw już na początku roku.

Dało się też zauważyć przesunięcie w wyborach konsumenckich w kierunku artykułów pierwszej potrzeby. Alibaba i JD.com jako piersze platformy e-handlu na świecie odnotowały w magazynach brak masek medycznych i środków higieny. Ale braki nie dotyczyły tylko maseczek.

W związku z czasowym zamknięciem wielu chińskich fabryk firmy na całym świecie odnotowały kłopoty z uzupełnianiem zapasów. W Niemczech 41 proc. sprzedawców internetowych zapytanych przez Niemieckie Towarzystwo Handlowe (HDE) stwierdziło, że już odczuwa spadek popytu. Co druga firma e-commerce oczekuje spadku sprzedaży i zysków z powodu wąskich gardeł w dostawach.

Sposoby na handel mimo epidemii

We wszystkich krajach dotkniętych pandemią handel odnotowuje trudności. Konsumenci mniej myślą o zakupach sprzętu czy ubrań, ale już w branży spożywczej czy w serwisach rozrywkowych (jak platformy streamingowe czy serwisy gier online) widać boom. Przyciągającym klientów rozwiązaniem mogą okazać się dostawy realizowane przez drony i roboty – to na razie kwestia przyszłości, ale już całkiem niedalekiej. Notowana na giełdzie Nasdaq chińska firma EHang, która rozwija autonomiczne latające taksówki, użyczyła swoich pojazdów powietrznych, by dostarczały leki do szpitali w dotkniętych epidemią obszarach Chin.

Na naszym rodzimym gruncie sieci gastronomiczne i spożywcze starają się przeskoczyć do sieci, by nie tracić klientów. Nie każdy jednak dysponuje odpowiednio sprawnym systemem obsługi zamówień online ani ma dostęp do odpowiednio rozwiniętego zaplecza logistycznego, by nie zostać przysypanym piętrzącymi się zamówieniami.

Szanse na wzrost sprzedaży

Ryzyko zarażenia się w zatłoczonych miejscach jest spore, toteż klienci częściej decydują się na zakupy online. Przykłady z chińskiego rynku są optymistyczne dla branży e-commerce: sklep JD.com odnotował czterokrotny wzrost sprzedaży artykułów spożywczych, takich jak ryż i mąka, w porównaniu do tego samego okresu z ubiegłego roku. Od początku lutego odnotowano także ponad 222 miliony pobrań ze sklepu internetowego Apple w Chinach, co stanowi wzrost o 40 proc. w porównaniu ze średnią z 2019 r.

W mocno dotkniętych pandemią Włoszech zakupy konsumenckie przez internet w lutym odnotowały wzrost o ponad 80 proc. Jak podaje Nielsen, sprzedaż w ostatnim tygodniu lutego wzrosła o 30 pp w stosunku do poprzedniego tygodnia. Na plusie, z dwucyfrowym wynikiem, były również dyskonty i supermarkety. Większy popyt na sprzedaż żywności nie dotyczy jednak wszystkich sklepów. Negatywny trend dotknął wielkopowierzchniowych hurtowni, w których zaopatrują się hotelarze i restauratorzy.

Liczba osób objętych przymusową kwarantanną będzie w najbliższych tygodniach w Polsce i w Europie rosła. Naturalne więc, że osoby unikające kontaktów z innymi, z własnej woli lub z racji wymogów kwarantanny, będą raczej robić zakupy online niż odwiedzać sklepy.

– Branża handlowa musi zdywersyfikować kanały dystrybucji i to nie tylko na czas epidemii. Rozbudowany system sprzedaży w internecie w razie potrzeby może stać się podstawowym źródłem dochodu. Nawet, gdy wirusowa panika minie, mogą pojawić się kolejne zjawiska, które uczynią tradycyjny handel mniej opłacalnym, jak już wcześniej wprowadzone niehandlowe niedziele czy szybki wzrost płac w branży wynikający z podniesienia pensji minimalnej – tłumaczy Bartosz Górecki, Brand Manager merce.com.

Czy szykuje się przełom w handlu?

Zazwyczaj na świecie jest tak, że gdy jedni idą w górę, inni spadają. W czasie pandemii rośnie sprzedaż produktów pierwszej potrzeby, a spada popyt na dobra luksusowe. Nikt nie kupuje luksusowego samochodu czy sukni od projektanta w czasie kwarantanny. Spadek zainteresowania kosztownymi produktami przeciągnie się prawdopodobnie na czas kryzysu ekonomicznego wywołanego przez koronawirusa. Już teraz mówi się o gigantycznych stratach w branży diamentów, które straciły na wartości o ponad ⅓ w stosunku do początku roku.

Sytuacja może się zmienić wraz z wejściem w kolejny sezon. Gdy ludzie przywykną do kwarantanny i zakupów online, sezon wiosenny tego roku może być pierwszym w historii handlu, gdy kanał cyfrowy przebije zakupy stacjonarne. Wiosenne sukienki, rowery czy letnie opony praktycznie wszyscy kupimy w internecie.

– Już teraz widzimy próby pobudzania sprzedaży. Robią to nie tylko firmy, których biznes został ograniczony z powodu zamknięcia galerii handlowych i placówek stacjonarnych. Sprzedawcy prowadzą wielokanałowe kampanie, które zachęcają do pozostania w domu i przejścia ze swoimi zakupami do internetu. Sklepy internetowe przełamują bariery, które do tej pory były głównym blokerem: oferują darmowe wysyłki bez limitów zamówienia, wydłużają prawo zwrotu. Zwiększane są również zasoby w kanałach komunikacji zdalnej, gdzie konsultanci zapewniają pełne wsparcie. Obecna sytuacja wymusi też wiele inwestycji na firmach, które zdecydują się przenieść duży ciężar swojej sprzedaży do internetu – ocenia Bartosz Górecki z merce.com.

Terytorialsi przechodzą chrzest bojowy. Żołnierze są gotowi wspierać Policję w kontrolowaniu osób poddanych kwarantannie

Żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej są gotowi, by wspierać Policję w kontrolowaniu, czy osoby objęte kwarantanną przebywają w swoich domach, i udzielaniu im niezbędnej pomocy. Od środy terytorialsi uruchomili też zdalny punkt pomocy psychologicznej dla takich osób. Za pośrednictwem infolinii i chatu wsparcia udzielają psychologowie pełniący służbę w WOT. W zadania, które mają zapobiec rozprzestrzenianiu się SARS-CoV-2, zaangażowanych jest obecnie 1,8 tys. terytorialsów. Dla młodej, niespełna czteroletniej formacji obecna sytuacja stanowi pierwszy tak poważny sprawdzian.

 Wojska Obrony Terytorialnej pozostają w gotowości do wsparcia Policji w zakresie kontroli osób objętych kwarantanną w związku z przeciwdziałaniem rozprzestrzenianiu się koronawirusa – deklaruje w informacji przesłanej agencji Newseria Biznes ppłk Marek Pietrzak, rzecznik WOT.

Osoby przebywające na kwarantannie – pod groźbą kary grzywny do 5 tys. zł – nie mogą opuszczać swoich domów. Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że zdecydowana większość stosuje się do tego zakazu. Przestrzegania zasad kwarantanny pilnuje Policja – funkcjonariusze w porozumieniu ze służbami sanitarnymi codziennie sprawdzają, czy osoby nią objęte przebywają w domach i czy nie potrzebują pomocy. W te działania mają zostać włączeni także żołnierze WOT.

 Uruchomienie tego wsparcia nastąpi niezwłocznie po wydaniu decyzji przez ministra obrony, na wniosek ministra spraw wewnętrznych i administracji – mówi ppłk Marek Pietrzak.

Od środy 18 marca dowództwo WOT uruchamia także zdalny punkt pomocy psychologicznej dla osób, które przebywają w kwarantannie. Jego działania będą oparte na żołnierzach-psychologach pełniących służbę w WOT, a pomoc psychologiczna będzie udzielana poprzez bezpłatną, całodobową infolinię i w formie czatu.

Żołnierze WOT niemal od początku wspierają działania służb i władz samorządowych w zakresie zapobiegania rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Zostali skierowani m.in. do mierzenia temperatury podróżnym na lotniskach, uszczelniania granic wspólnie ze Strażą Graniczną oraz transportu sprzętu medycznego.

 Aktualnie do zadań związanych z przeciwdziałaniem epidemii koronawirusa zostało skierowanych 1,8 tys. żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej i 140 jednostek sprzętu. W realizacji tych zadań biorą udział żołnierze wszystkich 16 brygad – mówi ppłk Marek Pietrzak.

Od 12 marca model działania WOT zmienił się ze szkoleniowego na przeciwkryzysowy. To oznacza, że żołnierze zostali postawieni w stan gotowości, a w tej chwili każdy z nich musi liczyć się z pilnym wezwaniem i koniecznością stawiennictwa w jednostce w ciągu 12 godzin. W przypadku 1,2 tys. żołnierzy służb medycznych WOT ten czas jest krótszy – muszą być gotowi do działania w ciągu maksymalnie 6 godzin.

– Do zadań, które mają ograniczyć skutki koronawirusa, są delegowani żołnierze posiadający stosowne uprawnienia. Są to ratownicy medyczni, pielęgniarki, farmaceuci i żołnierze z uprawnieniami KPP [kwalifikowana pierwsza pomoc – red.]. Ci żołnierze otrzymali do swojej dyspozycji niezbędne wyposażenie medyczne i mogą zostać wykorzystani m.in. do odciążenia cywilnych służb medycznych albo do segregacji pacjentów zgłaszających się do placówek medycznych – mówi ppłk Marek Pietrzak.

Rzecznik WOT podkreśla, że na ten moment głównym zadaniem terytorialsów jest jednak wsparcie służb sanitarnych i organów samorządu w zakresie zaopatrywania w żywność i leki osób potrzebujących, w tym objętych kwarantanną.

 Wsparcie będzie kierowane do najbardziej potrzebujących, w szczególności: do rodzin personelu medycznego zaangażowanego w zapobieganie rozprzestrzenianiu się koronawirusa, kombatantów, weteranów działań poza granicami państwa, osób starszych, powyżej 60. roku życia, osób niepełnosprawnych, samotnie wychowujących dzieci i poddanych kwarantannie. We wszystkich brygadach WOT zostali wyznaczeni koordynatorzy ds. dystrybucji żywności z ośrodków pomocy społecznej. Dane kontaktowe koordynatorów zostały przekazane z BOT do wskazanych podmiotów – mówi ppłk Marek Pietrzak.

Co mogą zrobić przedsiębiorcy w obliczu siły wyższej epidemii koronawirusa

Jak informuje Światowa Organizacja Zdrowia, pandemie grypy mogą trwać miesiące, a nawet lata. Dotykają dużej części populacji, co powoduje znaczne obciążenie dla służby zdrowia i innych podstawowych usług, co z kolei może prowadzić do znacznych strat gospodarczych (www.euro.who.int). Co w tej sytuacji czeka przedsiębiorcę, którego działalność została zamknięta lub – co najmniej – poddana kwarantannie?

Siła wyższa to w prawie cywilnym okoliczność egzoneracyjna, czyli wyłączająca odpowiedzialność za czyn. Zgodnie z doktryną prawa i orzecznictwem aby móc powołać się na wystąpienie siły wyższej zjawisko to musi charakteryzować się łącznie: zewnętrznością, niemożliwością jego przewidzenia i zapobieżenia jego skutkom. Potwierdza to postanowienie Sądu Najwyższego z 16 września 2011 r.: „…za siłę wyższą uznaje się zdarzenie, które jest zewnętrzne, niemożliwe do przewidzenia i któremu nie można było zapobiec” (sygn. akt IV CSK 77/11).

Czynnik siły wyższej powoływany jest w sytuacji gdy podmiot zobowiązany nie wykonał ciążącego na nim obowiązku, a sprawy, w których się na nią powołuje, dotyczą bezpośrednio lub pośrednio roszczeń majątkowych.

Zewnętrzne, niemożliwe do przewidzenia i zapobieżenia

Czy więc szerzącą się obecnie w Polsce i na świecie epidemię koronawirusa przedsiębiorcy, dla obrony swoich interesów, mogą nazywać siłą wyższą? Epidemia koronawirusa od 11 marca 2020 r., na mocy oświadczenia Światowej Organizacji Zdrowia (ang. World Health Organization, WHO), przemieniła się w światową pandemię. Zgodnie z zamieszczoną na stronie WHO definicją pandemii, a dokładnie pandemii grypy, to ogólnoświatowa epidemia wywołana przez nowego wirusa grypy, na który ludność ludzka ma niewielką lub mniejszą niż dotąd odporność. Pandemie grypy są niemożliwe do przewidzenia. Mogą być łagodne lub powodować ciężkie choroby lub zgony (www.euro.who.int).

Sama WHO potwierdziła zatem, że na całym świecie, a więc i w Polsce, wystąpiło zdarzenie niemożliwe do przewidzenia. Co do cechy zewnętrzności, to panująca epidemia w obecnej sytuacji przedsiębiorców również spełnia tę przesłankę, bowiem zrodziła się i ma swoje źródło poza siedzibą i strukturami organizacyjnymi ich przedsiębiorstw. A o tym, że przedsiębiorcy nie mieli i nie mają możliwości jej zapobieżenia potwierdziło odgórne ogłoszenie 13 marca 2020 r. przez władze państwa stanu zagrożenia epidemiologicznego na terenie całego kraju (Dz.U. 2020 poz. 433).

Sytuacja prowadzących działalność gospodarczą

Wskazanym rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 13 marca 2020 r., na terenie całego kraju wprowadzono wprost ograniczenia w funkcjonowaniu części zakładów pracy oraz w prowadzeniu określonych form działalności gospodarczej, głównie związanych z gromadzeniem się ludności. Ale skutki wprowadzenia stanu zagrożenia epidemicznego oddziałują na znacznie szerszy krąg przedsiębiorców, niż ten wskazany w rozporządzeniu. Mowa przede wszystkim o ograniczeniu w przemieszczaniu się, które dotyczy samych przedsiębiorców i może mieć negatywny wpływ na podejmowane przez nich przedsięwzięcia, zawierane kontrakty, czy wykonanie ciążących na nich zobowiązań, ale obejmuje przede wszystkim całą ludność, a więc potencjalnych klientów, czy kontrahentów tych przedsiębiorców. Przedsiębiorcy tracą więc podwójnie, a nawet potrójnie, bo nie dość, że zostali ograniczeni w bieżącej sprzedaży swoich towarów i usług oraz zahamowani w rozwoju swojej działalności, to jeszcze nikt nie zwolni ich z wykonania, mimo aktualnej sytuacji, ciążących zobowiązań wobec kontrahentów i państwa.

Co w takich okolicznościach może zrobić przedsiębiorca? Czy obowiązek wykonania ciążącego na nim zobowiązania umownego zostaje zawieszony? Co może zrobić przedsiębiorca, który pobrał zaliczkę na zakup towaru do realizacji zlecenia, a którego zrealizować nie może? I co z kontrahentem, który takiego zlecenia i zaliczki udzielił?

Co może przedsiębiorca?

W obliczu siły wyższej, jaką jest pandemia koronawirusa i ogłoszonego w kraju stanu zagrożenia epidemicznego, przedsiębiorca może, powołując się na tę okoliczność, czasowo zawiesić spełnienie ciążącego na nim wobec kontrahenta zobowiązania bądź całkowicie się z niego zwolnić. Może wycofać się z przyjętego zlecenia, zwracając pobraną zaliczkę, a w obliczu niemożności jej zwrotu, zobowiązać się do jej zwrotu w określonym terminie, bez ponoszenia dodatkowych obciążeń w postaci np. kar umownych.

Za powyższym stwierdzeniem przemawiają jasno regulacje Kodeksu cywilnego, a przede wszystkim przepis art. 495 § 1, który obwarowuje jedynie, że jeśli jedno ze świadczeń wzajemnych stało się niemożliwe do spełnienia w wyniku okoliczności, za które żadna ze stron umowy nie ponosi odpowiedzialności, np. wskutek sprzeczności możliwości wykonania zobowiązania z przepisami wprowadzonymi w celu walki z epidemią, strona która miała je spełnić powinna zwrócić tylko świadczenie, które otrzymała od drugiej strony.

Ale druga strona też może

Tu następuje całościowe wyjaśnienie pełni uprawnień przedsiębiorcy. Bowiem tak, jak może on, powołując się na wystąpienie siły wyższej, zwolnić się ze spełnienia świadczenia w całości lub części (art. 495 § 2), tak druga strona może żądać zwrotu świadczenia, które już spełniła, a w braku możliwości jego zwrotu, żądać wypłaty za nie ekwiwalentu. Oczywiście na tle dokonywanych rozliczeń mogą powstać spory. Odrębną kwestią jest, jak będą je rozstrzygać sądy w oparciu o wykładnię przepisów szczególnych. Za to na gruncie regulacji cywilnoprawnych, zastosowanie w tej sytuacji znajdzie reguła rebus sic stantibus, wyrażona w art. 3571 Kodeksu cywilnego:

„Jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy. Rozwiązując umowę sąd może w miarę potrzeby orzec o rozliczeniach stron, kierując się zasadami określonymi w zdaniu poprzedzającym” (Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93, ze zm.).

Jak widać, nadzwyczajna zmiana stosunków, a za powód takiego stanu faktycznego należy uznać wystąpienie siły wyższej w postaci ogólnoświatowej pandemii koronawirusa, może doprowadzić w braku porozumienia stron do sądowego rozwiązania umów łączących przedsiębiorcę z innymi przedsiębiorcami, kontrahentami, czy klientami. To właśnie reguła rebus sic stantibus służyć może w tych okolicznościach przedsiębiorcom do zmiany sposobu wykonania ciążących zobowiązań umownych, a nawet do całkowitego się od nich uwolnienia. Skorzystanie z tego przepisu wymaga jednak przejścia drogi sądowej, jeśli strony umowy nie dojdą w tym zakresie do porozumienia.

Czy pracodawca może nie wypłacić pensji?

Powyższa reguła nie ma jednak zastosowania do stosunków pracy. Co prawda pracodawca może, powołując się na siłę wyższą, próbować w ugodowy sposób starać się wytłumaczyć pracownikom brak terminowej wypłaty wynagrodzeń, niemniej naraża się przy tym na sankcje w postaci grzywny od 1 000 zł do 30 000 zł, jaką przewiduje za nieterminową płatność art. 282 § 1 Kodeksu pracy. Reguły tej ochrony stosunku pracy nie będą miały zastosowania do umów o dzieło i umów zlecenia, przy których zlecający będzie się mógł powołać na nadzwyczajną zmianę okoliczności.

Siłę wyższą pracodawca może jednak wziąć za podstawę rozwiązania stosunku pracy z pracownikiem. Powodem wypowiedzenia umowy może być w obecnej sytuacji utrata płynności finansowej. Poza tym dalsze pogłębianie zobowiązań finansowych pracodawcy wobec pracowników mogłoby spowodować utratę nie tylko wypłacalności, ale i np. nieruchomości stanowiącej zakład pracy, a jak orzekł Sąd Najwyższy w wyroku z 12 lutego 2019 r.:

„…zadziałanie siły wyższej i zniszczenie zakładu pracy stanowiącego placówkę zatrudnienia dla załogi, jest przyczyną dotyczącą pracodawcy, gdyż uniemożliwia mu spełnienia podstawowego obowiązku wynikającego z treści stosunku pracy, to jest zapewnienia pracownikowi możliwości wykonywania pracy zgodnie z zawartą umową” (sygn. akt II PK 283/17).

Trzecia strona medalu

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wypowiedział się po raz pierwszy na temat siły wyższej – nazywanej wówczas z języka francuskiego force majeure – w 1968 r., w sprawie 4/68 Schwarzwaldmilch (wyrok z 11.07.1968 r., EU:C:1968:41, s. 385). Wówczas orzekł, że: „Powołując się na force majeure importer musi wykazać, iż nie był w stanie importować towaru w przewidzianym okresie z powodu nadzwyczajnych okoliczności będących poza jego kontrolą, których skutków nie mógł przewidzieć pomimo zachowania wszelkiej wymaganej staranności, jak tylko za cenę nadmiernych kosztów”.

Zatem przedsiębiorcy, którzy będą chcieli uwolnić się od ciążących na nich obowiązków wobec kontrahentów, fiskusa, czy innych podmiotów, muszą pamiętać, że to na nich spoczywać będzie ciężar wykazania, iż do niespełnienia tych obowiązków doszło w wyniku siły wyższej, czyli okoliczności za którą nie oni ponoszą odpowiedzialność. W przeciwnym razie kontrahenci, fiskus oraz inne podmioty mogą domagać się spełnienia swoich roszczeń na podstawie art. 471 K.c., stanowiącego że:

„Dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi”.

Przedsiębiorca może więc nie wykonać przyjętego zlecenia, powołując się na siłę wyższą, która mu to uniemożliwiła, ale zlecający może domagać się jego wykonania lub naprawienia wynikłej wskutek niewykonania szkody, wskazując na brak jej wystąpienia, np. podnosząc, że przedsiębiorca mógł przewidzieć nadchodzące skutki epidemii, czy też mógł zorganizować pracę zdalną. Na tych samych zasadach kontrahenci, fiskus i inne podmioty mogą dochodzić odpowiedzialności odszkodowawczej, jeśli ich interes ucierpi przez niespełnienie ciążącego na przedsiębiorcy zobowiązania.

Warto sprawdzić stan swoich zobowiązań

Panująca na świecie pandemia koronawirusa, jak i obowiązujący w Polsce stan zagrożenia epidemicznego, przynoszą ogromne straty dla całej gospodarki, nie omijając przy tym tworzących ją przedsiębiorców. Bez wątpienia są to więc zdarzenia wypełniające znamiona siły wyższej, na którą przedsiębiorcy mogą się powoływać chcąc uwolnić się w części lub całości od ciążących na nich zobowiązaniach umownych. Jednocześnie powinni mieć świadomość, że druga strona tych umów nie musi przystawać na te działania.

Dlatego już teraz warto sprawdzić stan swoich zobowiązań, przeprowadzić audyt umów wzajemnych, celem przeanalizowania sytuacji prawnej, w jakiej się znajduje i w jakiej wkrótce, w obliczu postępującej pandemii koronawirusa, może się znaleźć.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kurs złotego najniżej od wielu lat. Co się dzieje?

Narasta ryzyko drastycznego osłabienia złotego. Niestety realizuje się czarny scenariusz, bliźniaczo podobny w swych przyczynach do tego z 2008 r., ale o sile zwiększonej przez koronawirusa. Nadzieje możemy mieć tylko z jednego powodu.

– To powtórka scenariusza sprzed dwunastu lat, gdy panicznie wzrósł popyt na dolara – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Ten popyt wywołał olbrzymie przetasowania na rynku walut, a jedną z ofiar był złoty. Niestety podobną sytuację mamy obecnie, a to uderzy w realną gospodarkę.

Działania banków centralnych są bogatsze o lekcję z 2008 r., jednak na rynku jest dużo strachu, a najbliższe dni mogą być bardzo turbulentne dla złotego.

9 marca za dolara trzeba było płacić 3,79 zł, średni kurs dolara wzrósł do 4,24 zł, to oznacza zmianę aż o 45 groszy.

Fatalne są nastroje wśród frankowiczów. Szwajcarska waluta w ciągu miesiąca podrożała o 6,4 proc. Średni kurs franka wzrósł do 4,35 zł.

– Małym pocieszeniem jest to, że złoty – podobnie jak inne waluty rynków wschodzących – wchodzi w ten okres z innego poziomu. Są one wycenione poniżej oczekiwań, natomiast w 2008 r. były skrajnie przewartościowane, a dotyczyło to zwłaszcza polskiej waluty – komentuje ekspert XTB.

Prezydent Konfederacji Lewiatan: Kilka kolejnych miesięcy pod znakiem bardzo silnego spowolnienia gospodarczego. Koszty kryzysu dla polskiej gospodarki sięgną kilkudziesięciu miliardów złotych

– Patrząc na inne kraje, nastawiałbym się raczej na dwa miesiące niż dwa tygodnie ograniczeń, i to przyjmując pozytywny scenariusz, w którym wirus zostanie wreszcie opanowany dzięki izolacji kraju – mówi Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan. To będzie mieć bardzo poważne skutki dla firm. Tym bardziej że szczyt zachorowań wciąż jest przed nami. Kryzys, który dotknął już m.in. transport, hotelarzy i restauratorów, prędzej czy później uderzy też w firmy produkcyjne.

 Mamy już pierwsze scenariusze finansowe, które zakładają, że koszty kryzysu dla polskiej gospodarki, dla polskiego PKB sięgną kilkudziesięciu miliardów złotych, mówi się o około 40 mld zł. Patrząc na inne rynki, np. w Chinach, sprzedaż samochodów spadła już o 92 proc., co stanowi bardzo duży problem. Na dziś najważniejsze jest zdrowie Polaków, natomiast w najbliższych kilku miesiącach pojawi się kwestia bardzo dużego spowolnienia gospodarczego – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Wczoraj minister finansów podpisał rozporządzenie w sprawie rozwiązania bufora ryzyka systemowego. Jest to dodatkowy kapitał utrzymywany przez banki na wypadek określonego ryzyka. Dzięki temu do gospodarki zostanie uwolnione 30 mld zł, co pozwoli uchronić banki przed kryzysem i rozkręci akcję kredytową dla firm.

– Szacujemy, że efektem tego będzie podniesienie PKB o 0,5 proc. w ciągu dwóch i pół roku – podkreślił w komunikacie minister finansów Tadeusz Kościński.

Branże, które jako pierwsze i w największym stopniu ucierpiały wskutek kryzysu wywołanego epidemią koronawirusa, to m.in. transport, hotelarstwo i turystyka. Ze stratami musi liczyć się też handel, bo od 14 marca br. w Polsce obowiązuje stan zagrożenia epidemiologicznego, a rząd zadecydował o ograniczeniu funkcjonowania centrów i galerii handlowych, w których czynne pozostały tylko apteki, sklepy spożywcze, drogerie i pralnie. Według Polskiej Rady Centrów Handlowych straty będą ogromne i dotkną zarówno zarządców, najemców, jak i ochronę czy firmy eventowe. Straty liczą także kina, teatry oraz właściciele restauracji, kawiarni i pubów, w których zakazane jest spożywanie posiłków na miejscu. Zamówienia można składać tylko na wynos lub z dowozem.

– Trzeba oczekiwać, że lada chwila kryzys uderzy też w firmy produkcyjne, a największa fala zachorowań jest wciąż przed nami. Nie wiemy, na ile spowoduje ona zamykanie zakładów pracy ze względu np. na kwarantannę pracowników – mówi Maciej Witucki. – W praktyce epidemia będzie mieć wpływ na wszystkie firmy w polskiej gospodarce. Pytanie, jakie pojawią się środki pomocowe. Mamy pierwsze sygnały i konkretne propozycje rządu. Mamy nadzieję, że one rzeczywiście zaspokoją potrzeby przedsiębiorstw i pracowników, tych osób, które zostaną zablokowane na kwarantannie bądź ze względu na zamknięcie zakładów pracy.

W środę premier Mateusz Morawiecki przedstawił wstępne założenia tzw. tarczy antykryzysowej, która ma zamortyzować skutki pandemii koronawirusa dla przedsiębiorstw i gospodarki. Rządowy pakiet rozwiązań – które mają być teraz przekładane na teksty konkretnych ustaw – obejmuje m.in.: dopłaty do 40 proc. pensji (do wysokości średniego wynagrodzenia w gospodarce) dla pracowników zagrożonych redukcją etatów, wakacje kredytowe i mikropożyczki dla firm, które nie będą zwalniać pracowników, możliwość automatycznego przedłużenia firmowego kredytu obrotowego, odroczenia płatności składek do ZUS oraz zaliczek na podatek PIT, CIT i VAT czy płatności za media oraz wynagrodzenia „postojowe” dla osób na umowach cywilnoprawnych i samozatrudnionych (80 proc. minimalnego wynagrodzenia). Poza tym przewidziane jest także wsparcie służby zdrowia kwotą 7,5 mld zł oraz 30 mld zł na inwestycje publiczne. Rządowy pakiet antykryzysowy ma kosztować w sumie 212 mld zł, czyli ok. 9,2 proc. krajowego PKB.

W najmniejsze firmy natychmiast uderza brak obrotów, sprzedaży i płynności. Dalej są firmy większe i średnie, które być może mają jeszcze jakieś zapasy, oraz firmy produkcyjne. Jeżeli na hali produkcyjnej pojawi się koronawirus, to zostanie ona zamknięta – mówi Maciej Witucki.

Polskie wsie mogą mieć nowoczesne systemy oczyszczania ścieków. Rozwiążą problem nie tylko braku kanalizacji, lecz także niedoborów wody

Poziom skanalizowania polskich wsi wynosi nieco ponad 40 proc. i jest wciąż niewystarczający. Rozwiązaniem problemu mogą być pasywne systemy oczyszczania ścieków typu „constructed wetlands”, zaproponowane przez firmę RDLS – spółkę spin-off Uniwersytetu Warszawskiego. Instalacje tego typu naśladują naturalne procesy zachodzące na terenach bagiennych, pracując w odpowiednio zaprojektowanym i kontrolowanym układzie. Zaletą instalacji jest niski koszt budowy oraz eksploatacji. Tymczasem oczyszczenie ścieków i ponowne wykorzystanie wody może być kluczowe w walce z  problemem jej niedoborów. Polska jest jednym z krajów zagrożonych jego występowaniem.

– Pasywne systemy oczyszczania ścieków typu „constructed wetlands” są alternatywą dla konwencjonalnych oczyszczalni. Charakteryzują je: prosta obsługa, odporność na zmiany ilości dostarczanych ścieków i zmienny ładunek zanieczyszczeń oraz konkurencyjne koszty wynikające z braku m.in konieczności napowietrzania i mieszania jak w przypadku tradycyjnych oczyszczalni ścieków – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Krzysztof Poszytek z uniwersyteckiej spółki spin-off, RDLS.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2018 roku do sieci kanalizacyjnej było w całej Polsce przyłączonych 70,8 proc. gospodarstw. W miastach dostęp do kanalizacji miało 90,3 proc. gospodarstw, a na terenach wiejskich zaledwie 41,3 proc. Dla porównania, w 2008 roku poziom zapewnienia dostępu do kanalizacji wynosił w całym kraju 61 proc., z czego w miastach 85,5 proc, a na wsiach 22,5 proc.

Pasywne systemy oczyszczania ścieków proponowane przez firmę RDLS, będącą spółką spin-off UW, naśladują naturalne procesy oczyszczania zachodzące w siedliskach bagiennych. Oczyszczanie ścieków bytowych odbywa się w filtrach gruntowych za pomocą mikroorganizmów zasiedlonych w rozwiniętym systemie korzeni i kłączy roślin wodnych i wodolubnych. Taki układ pozwala na skuteczne oczyszczenie ścieków. To rozwiązanie ekologiczne, w którym nie stosuje się dodatkowych związków chemicznych.

– Ścieki, które dopływają do systemu, przesiąkają kolejno przez odpowiednie filtry gruntowe, w tym poziome i pionowe. Tam odpowiednio zachodzące procesy biochemiczne powodują degradację związków organicznych oraz asymilację i zatrzymanie azotu, fosforu i metali ciężkich.– wskazuje ekspert.

Instalacja nie emituje odoru, a jej praca jest stabilna w ciągu całego roku ze względu na zlokalizowanie systemów w gruncie. Systemy można łatwo rozbudowywać o kolejne zbiorniki i filtry gruntowe, dzięki czemu w przyszłości można zwiększyć ilość dopływających ścieków. Oczyszczona woda nadaje się do ponownego wykorzystania. Może być więc użyta bezpośrednio w miejscu, w którym pracuje oczyszczalnia, lub odprowadzona do pobliskiego cieku wodnego.

– Woda po procesach oczyszczenia może być wykorzystana do różnych zabiegów agrotechnicznych. Może być z powodzeniem stosowana przez rolników do nawadniania pól lub przez mieszkańców do nawadniania ogródków. W większych miejscowościach może być również wykorzystywana na przykład do spłuczek w miejskich toaletach – wyjaśnia Krzysztof Poszytek.

Polska jest jednym z krajów zagrożonych występowaniem deficytów wody. Z danych Global Compact Network Poland wynika, że na jednego mieszkańca przypada w naszym kraju rocznie około 1,8 tys. metrów sześciennych wody. To 2,5-krotnie mniej, niż wynosi średnia europejska. Proponowane pasywne systemy oczyszczania ścieków mają być przeznaczone przede wszystkim dla miejscowości oddalonych od istniejącej sieci kanalizacyjnej, ale instalacje te sprawdzą się również na terenie ośrodków letniskowych, osiedli mieszkaniowych, hoteli, szkół, urzędów czy jednostek wojskowych.

W tym roku w miejscowości Białka w województwie lubelskim (gmina Dębowa Kłoda) zostanie wybudowana jedna z największych tego typu oczyszczalni w Europie. Obsłuży ona około 1,8 tys. mieszkańców. Oczyszczalnia została zaprojektowana przez naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, natomiast inwestycja jest realizowana przez konsorcjum RDLS z czeską firmą Dekonta.

Przecena złotego

Na rynkach robi się coraz ciekawiej, o ile oczywiście nie czekają nas zakupy większych kwot walut obcych. Euro za 4,60 zł z pewnością budzi sporo emocji, u niektórych są one pozytywne. Gorzej jest z frankiem, bowiem znacznie więcej Polaków ma potrzebę kupna.

Szaleństwo na złotym

Wczoraj pisaliśmy o przebijaniu poziomu 4,50 zł przez kurs euro względem złotego. Dzisiaj nad ranem zobaczyliśmy krótkie przebicie poziomu 4,60 zł. Sytuacja wygląda analogicznie na innych walutach. Frank osiągnął 4,35 zł przypominając najgorsze czasy, bo o wystrzale kursu franka 1 stycznia 2015 roku. Dolar trafił przez moment na 4,25 zł. Ostatni raz tak drogie euro widzieliśmy tuż po kryzysie 2008 roku. Frank jest najdroższy od 2015 roku. Dolar zbliża się do szczytów z 2016 roku. Powodem tak drogich walut franka i dolara jest też relacja tych walut do euro, znajdują się blisko istotnych maksimów.

Gdzie jest dno?

Wczoraj baryłka ropy spadła do 25 dolarów na giełdzie w Londynie, Nowy York pokazał kwotowanie po 21 dolarów. W obydwóch przypadkach są to najniższe poziomy od 2003 roku. Nasuwa się więc pytanie, o to jak głęboko może spaść cena. Pamiętajmy, że w tym czasie koszty wydobycia rosły. Cena ta w dalszym ciągu pokrywa koszty dwóch najaktywniejszych w tym zamieszaniu graczy, czyli Rosji i Arabii Saudyjskiej. Nie zmienia to faktu, że deficyt obu tych państw może być absurdalny w tym roku bo budżet wymaga znacznie wyższych kursów. Co ciekawe, na całej sytuacji waluta Arabii Saudyjskiej w przeciwieństwie do rubla prawie wcale nie traci. Warto zwrócić uwagę, że pomimo bardzo atrakcyjnych cen zapasy wcale znacząco nie rosną.

Nieaktualne dane z Polski

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat produkcji przemysłowej w Polsce. W lutym rosła rok do roku o 4,9%. To jednocześnie bardzo dobra i w sumie niemal nieistotna informacja. Dobra, bo to wynik znacznie powyżej oczekiwań 1,6%. Nieistotna, bo pewne kluczowe rzeczy się zmieniły i dane sprzed rozpoczęcia kwarantanny w wielu firmach i przerwą na opiekę nad dziećmi nie są szczególnie wiarygodne.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Ponad pół miliona za nowy dom. Średni koszt budowy wzrósł o 15% rok do roku

Koszty budowy domu rosną, a średni metraż zmniejsza się. Zmieszczenie się w planowanych kosztach budowy to duże wyzwanie, któremu w 2019 roku sprostało tylko 32% inwestorów. Nowy „Raport o budowie domów w Polsce” Oferteo.pl.

 Średnia cena budowy przekroczyła pół miliona

Według danych Oferteo.pl, największego polskiego portalu łączącego poszukujących usług z ich dostawcami, przeciętny koszt budowy domu w 2019 roku szacowany był na 532 tys. zł. To o prawie 70 tys. zł więcej niż rok wcześniej. Wyniki te są szczególnie ciekawe, biorąc pod uwagę, że średni metraż budowanego domu się zmniejszył. W ubiegłym roku niemal trzy razy częściej niż rok wcześniej inwestorzy decydowali się na budowę najmniejszych domów o powierzchni nieprzekraczającej 100 m2.

Wycena budowy domu do stanu końcowego przed startem inwestycji w poszczególnych województwach
mazowieckie 500 000 zł
podlaskie 460 000 zł
dolnośląskie 450 000 zł
śląskie 450 000 zł
zachodniopomorskie 440 000 zł
warmińsko-mazurskie 440 000 zł
łódzkie  430 000 zł
kujawsko-pomorskie 400 000 zł
pomorskie 400 000 zł
świętokrzyskie 390 000 zł
lubuskie 380 000 zł
opolskie 380 000 zł
lubelskie 350 000 zł
wielkopolskie 350 000 zł
małopolskie 350 000 zł
podkarpackie 340 000 zł

 

Z analizy Oferteo.pl wynika, że najwięcej środków pochłaniała budowa domów na terenie województwa mazowieckiego. Średnie koszty wyniosły tam 500 tys. zł. Inwestorzy, którzy chcieli wybudować dom w województwie podlaskim, musieli być gotowi na wydatek w wysokości średnio 460 tys. zł. W czołówce najdroższych znalazły się także województwa śląskie oraz dolnośląskie. Najkorzystniejsza cenowo w tej chwili wydaje się budowa w województwach małopolskim, wielkopolskim, podkarpackim i lubelskim.

Koszty rzeczywiste wyższe niż szacowaneO ile realne koszty przerosły prognozowane

W przypadku aż 68% badanych koszty budowy okazały się wyższe niż przewidywane. Dla większości z nich (56%) dodatkowe wydatki stanowiły między 11 a 25% początkowo zakładanej sumy. Co czwarty inwestor musiał pokryć do 10% nieprzewidzianych wydatków. Wygląda więc na to, że dołożenie dodatkowej sumy podczas budowy jest niemal pewne.

Najczęściej niewłaściwie przewidujemy koszty robocizny (46% przypadków), w drugiej kolejności zaskakują nas ceny materiałów (41%).

Budowa domu to proces pochłaniający ogromne środki. Dla wielu z nas jest to największa inwestycja w życiu, przy czym aż 57% domów, które powstały w 2019 roku, zostało sfinansowanych ze środków pochodzących z kredytu. Warto więc poszukać możliwości obniżenia kosztów budowy. Porównując oferty różnych ekip budowlanych, projektantów lub dostawców materiałów, jesteśmy w stanie znaleźć opcję odpowiadającą nam nie tylko pod względem jakości, ale również cenykomentuje Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl.

Jak obniżyć koszty budowy?

Co robić, aby zaoszczędzić na budowie i jakie rozwiązania wybierać, żeby ostateczne koszty nas nie przytłoczyły? Oto pięć istotnych kwestii.

  1. Głównym czynnikiem wpływającym na koszty jest lokalizacja. Oczywiście im mniejsza i mniej popularna miejscowość, tym tańsza będzie budowa.
  2. Najtańszym rozwiązaniem jest dom parterowy. Jeśli jednak potrzebujemy więcej przestrzeni, lepiej będzie zdecydować się na parter z poddaszem użytkowym niż budować dodatkowe piętro. Takie rozwiązanie pozwala oszczędzić średnio 55 tys. zł.
  3. Drewniane domy są tańsze niż te budowane w tradycyjnej technologii. W zależności od wybranego metrażu, w przypadku domów do 100 m2 – nawet o 40 tys. zł. Różnice zacierają się wraz ze wzrostem metrażu – do ok. 12 tys. zł w przypadku największych domów.
  4. Budowa garażu generuje dodatkowe, bardzo znaczące koszty. To wydatek nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.
  5. Przygotowany wspólnie z architektem indywidualny projekt wiąże się z wyższymi kosztami już na starcie inwestycji, ale dzięki niemu można mieć większą pewność, że dom będzie idealnie spełniał indywidualne potrzeby.

Metodologia badania

Przedstawione w „Raporcie o budowie domów w Polsce” dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w styczniu 2020 roku metodą CAWI na próbie 660 osób, które w 2019 roku budowały dom.

Branża szkoleniowa: „Tarcza Antykryzysowa” nie ochroni przedsiębiorców

Zdaniem Polskiej Izby Firm Szkoleniowych przedstawione przez rząd propozycje działań w ramach „Tarczy Antykryzysowej” są niewystarczające i jedynie odroczą problemy przedsiębiorców. Zagrożonych jest 70 tys. podmiotów i 100 tys. osób, szczególnie tych pracujących w formie samozatrudnienia.

Polska Izba Firm Szkoleniowych od zeszłego tygodnia kieruje na ręce Minister Rozwoju swoje propozycje wsparcia przedsiębiorców i apeluje o bezpośrednie włączenie do prac nad przygotowywanym programem ochronnym.

Branża szkoleniowa jest konsekwentnie pomijana w rozmowach. Tymczasem jej wartość, szacowana na 6-10 mld zł, jest taka sama jak np. sektorów sportowego czy reklamowego[1]. Sytuacja już teraz jest dramatyczna. Znaczna część podmiotów wchodzących w jego skład w wyniku obecnej sytuacji straciła przychody na poziomie lub blisko 100 proc. Szacujemy, że branża bez odpowiedniego wsparcia nie przetrwa dłużej niż 2-3 miesiące – mówi Piotr Piasecki, Prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych.

Polska Izba Firm Szkoleniowych apeluje o kontynuowanie prac nad pakietem osłonowym i włączeniu do nich przedstawicieli branży szkoleniowej i doradczej. Ponadto uważa za konieczne zwiększenie wymiaru wsparcia dla samozatrudnionych i mikro firm, które są najbardziej zagrożone upadkiem. Co więcej, w stosunku do wielu podmiotów, wobec skali i nieodwracalności utraty przychodów, odroczenie terminów nie zapobiegnie ryzyku upadłości, dlatego Izba postuluje o uwzględnienie najprostszych form, przynajmniej częściowo umarzanych pożyczek, dostępnych dla mikro-, małych firm, w tym także samozatrudnionych. Wnioskuje również o rozszerzenie katalogu podstaw do zasiłku o decyzję zakazującą organizacji szkoleń z bezpośrednim udziałem osób. Polska Izba Firm Szkoleniowych oczekuje rozwiązań pozwalających przedsiębiorcom realnie zatrzymać swoich pracowników i podwykonawców.

[1] Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego, 2019 oraz Raport o Rynku Reklamy i Mediów, przygotowanego przez analityków Publicis Groupe, 2020.

9 na 10 przedsiębiorców zakłada pogorszenie wyników finansowych przez wpływ koronawirusa na prowadzoną działalność

90% firm wdraża procedury przeciw COVID 19. Tyle samo spodziewa się pogorszenia wyników finansowych na koniec roku.

Skutki pandemii COVID 19 odczuwalne są praktycznie przez wszystkie przedsiębiorstwa prowadzące działalność w Polsce. Spadek sprzedaży dotknął już ponad 80% firm, a 62% boryka się ze zwiększoną absencją pracowników. Jednocześnie biznes aktywnie włącza się w zwalczanie epidemii poprzez wprowadzanie nowych procedur bezpieczeństwa, często bardziej restrykcyjnych niż zalecenia GIS. Perspektywy nie napawają jednak optymizmem – 9 na 10 przedsiębiorców zakłada pogorszenie wyników finansowych na koniec roku.

infografika_koronawirus a biznesWyniki ankiety przeprowadzonej w dniach 13-17 marca przez Francusko-Polską Izbę Gospodarczą wśród polskich i francuskich przedsiębiorców prowadzących działalność w naszym kraju pokazują, że  aż 98% z nich odczuwa skutki epidemii koronawirusa w swojej codziennej pracy. Najbardziej dotknięta jest sprzedaż, która zmniejszyła się u ponad 80% badanych przedsiębiorstw. Większość firm nie jest w stanie określić skali spadków, jednak co czwarty ankietowany szacuje, że przekroczyła ona 15%.  Zwiększona absencja związana z wykorzystywaniem urlopów, czy zwolnień na opiekę nad dziećmi wpływa na pracę 62% badanych firm. Nieco lepiej wygląda sytuacja w obszarze logistyki i łańcucha dostaw. 34% przedsiębiorstw ma problemy z otrzymywaniem na czas zamówionych produktów od poddostawców, 18% zgłasza braki na stanach magazynowych, co piąta firma ma problemy w obszarze transportu krajowego, a u 8% występują utrudnienia w eksporcie. Turystyka, gastronomia, handel, czy przewozy lotnicze, to tylko kilka sektorów, które w tym momencie ponoszą ogromne straty związane z przestojem i brakiem klientów, a nie wiemy ile jeszcze taki stan potrwa i jak szybko uda się odbudować zaufanie społeczeństwa do np. zagranicznych podróży. Pamiętajmy również o tysiącach firm pracujących dla biznesu, zajmujących się obsługą biura, cateringiem, organizacją szkoleń, targów, usługami marketingowymi, które z każdym dniem tracą kolejnych klientów i zamówienia. – mówi Monika Constant, Dyrektor Generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej.

Mobilizacja firm w zakresie walki z koronawirusem

Praktycznie wszyscy respondenci wprowadzili nowe procedury bezpieczeństwa mające na celu ochronę swoich pracowników i klientów. Wiele z tych regulacji wykracza poza zalecenia rządu i Głównego Inspektora Sanitarnego, co świadczy o odpowiedzialnym podejściu do prowadzenia biznesu. Ponad 90% przedsiębiorstw przeszło na tryb pracy zdalnej na stanowiskach biurowych, a także anulowało wszelkie bezpośrednie spotkania zastępując je telekonferencjami i rozwiązaniami cyfrowymi. 75% organizacji wprowadziło zakaz odbywania podróży służbowych, a także udziału w szkoleniach i konferencjach. 2/3 ankietowanych firm stawia na edukację i prowadzi akcje dotyczące zachowania zasad bezpieczeństwa i higieny przeciw zakażeniu koronawirusem. Niewiele, bo tylko jedna na 10 firm zdecydowała się na ograniczenie czasu pracy, czy wysyłanie pracowników na płatny urlop. Biznes zareagował szybko i odpowiedzialnie podejmując działania nie tylko wobec swoich pracowników, ale również klientów, dostawców i bezpośrednich partnerów. Widać tutaj mobilizację na wszystkich szczeblach organizacji, od zarządu do szeregowych pracowników. – mówi Monika Constant.

Spadek wyników finansowych trudny do oszacowania

Firmy na ten moment nie potrafią ocenić w jakim stopniu epidemia wpłynie na tegoroczne wyniki. Wszystko zależy od tego, czy wprowadzone zostaną nowe obostrzenia i jak długo trwać będzie stan zagrożenia epidemicznego na terenie Polski i pozostałych krajów, z którymi polska gospodarka jest blisko związana. Obniżenia prognoz spodziewa się jednak ponad 90% ankietowanych. Co druga firma zakłada, że powrót do normalnej aktywności nastąpi najpóźniej z początkiem czerwca, 19% wskazuje na koniec lipca, a 9% zakłada powrót do sytuacji sprzed epidemii w jeszcze późniejszym terminie. Jednym z największych problemów, na który zwracają uwagę przedsiębiorcy, jest kwestia płynności finansowej. 55% firm przewiduje opóźnienia w płatnościach od klientów, a co druga spodziewa się anulacji już dokonanych zamówień. 40% firm prognozuje, że będzie miało problem z realizacją dotychczasowych zleceń w terminie, a 20% zakłada zmniejszenie produkcji. Przedłużająca się epidemia będzie miała według respondentów również wpływ na rynek pracy. Już teraz ponad 45% przedsiębiorstw prognozuje wstrzymanie rekrutacji, a 30% zamrożenie podwyżek. Widać jednak dużą mobilizację firm jeśli chodzi o utrzymanie obecnych miejsc pracy. Kłopoty z wypłacaniem pensji, czy redukcję etatów przewiduje mniej niż 20% ankietowanych. Największym wyzwaniem jest jednak utrzymywanie relacji biznesowych i pozyskiwanie klientów. W dobie pracy zdalnej i ograniczeń związanych z przemieszczaniem, ponad 70% przewiduje znaczne trudności w kontaktach z klientami i partnerami, co przekłada się na wynik finansowy. Wśród odpowiedzi pojawiło się również kilka optymistycznych akcentów, zakładających mocne odbicie po ustabilizowaniu sytuacji i wzmożoną aktywność mającą na celu nadgonienie obecnych strat. Firmy spodziewają się dużego spowolnienia produkcji i sprzedaży oraz pogorszenia wyników finansowych, ale relatywnie krótkotrwałego kryzysu, który w opinii większości firm skończy się najpóźniej w drugim kwartale br. Obecna sytuacja najprawdopodobniej zmieni sposób funkcjonowania firm i wpłynie na jeszcze większą cyfryzację pracy oraz dystrybucji. Globalny charakter kryzysu może ponadto stać się szansą na zwiększenie współpracy międzynarodowej zwłaszcza w kluczowych dla całego świata obszarach. – mówi Michał Dybuła, Główny Ekonomista BNP Paribas Bank Polska S.A.

Potrzebna pomoc publiczna

Spadek zamówień, kłopoty z logistyką, czy w przypadku niektórych branż całkowite wstrzymanie sprzedaży i jakiejkolwiek działalności biznesowej, to straty nie tylko dla poszczególnych przedsiębiorstw, ale również realna groźba recesji. Ankietowani zwrócili uwagę na kilka kluczowych obszarów, w których wsparcie instytucji publicznych pozwoli na zachowanie płynności finansowej i zmniejszy negatywne konsekwencje dla gospodarki. Jednym z nich jest kwestia zmniejszenia lub rozłożenia w czasie obciążeń fiskalnych i socjalnych (60% wskazań). Kolejną formą wsparcia mogłyby być niskooprocentowane pożyczki, czy obniżka stóp procentowych przez NBP (33% i 22% wskazań). Przedsiębiorstwa wskazują również na potrzebę przesunięcia terminu na złożenie deklaracji CIT-8, czy raportowania schematów podatkowych (MDR) oraz odłożenia w czasie przepisów nakładających na przedsiębiorców dodatkowe obowiązki, jak choćby nową matrycę stawek VAT, konieczność informowania o zapłacie na rachunki spoza białej listy, czy PPK. – mówi Joanna Jaroch Pszeniczna, Wicedyrektor Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej. Problemem stają się też wymogi dotyczące podpisywania dokumentów, w momencie gdy upoważniony reprezentant znajduje się za granicą i nie ma możliwości szybkiego powrotu. Firmy zwracają również uwagę na system sądownictwa, który musi działać szybko i sprawnie w przypadku procesów restrukturyzacyjnych. Obecna sytuacja z pewnością będzie mieć negatywny wpływ na wiele branż i w istotny sposób wpłynie na wyniki oraz płynność gotówkową. W tym kontekście wczorajsze zapowiedzi rządu są pozytywnym sygnałem, poczekajmy jednak na konkretne projekty, które zostaną wdrożone. Obecne rozwiązania dostępne w przepisach podatkowych pozwalające np. wystąpić z wnioskiem o odroczenie płatności podatkowych są bowiem niewystarczające. – mówi Paweł Toński, Managing Partner w firmie Crido.

Jakie pozytywne wnioski wyciągną firmy z kryzysu

Firmy już teraz patrzą w przyszłość i starają się wyciągnąć konstruktywne wnioski z obecnego kryzysu. 64% z nich deklaruje, że to doświadczenie pozwoli na rozwinięcie w organizacji różnych form pracy zdalnej. 45% przedsiębiorstw deklaruje przygotowanie nowych procedur antykryzysowych, które pozwolą na szybsze dostosowanie się do podobnych sytuacji. Część firm wdrażać będzie również rozwiązania cyfrowe zarówno dla procesów wewnętrznych (42%), jak i zewnętrznych (32%), a także postawi na rozwój kanałów sprzedaży on-line.

Badanie „Wpływ koronawirusa na działalność firm w Polsce” zostało przeprowadzone przez Francusko-Polską Izbę Gospodarczą wśród firm stowarzyszonych i skierowane było do Prezesów, Dyrektorów Generalnych, Finansowych i Prawnych. Udział w nim wzięło 118 przedsiębiorstw działających w Polsce, z czego 35% to firmy polskie, 58% francuskie, a 7% z kapitałem pochodzącym z innych krajów. Połowa respondentów reprezentowała firmy zatrudniające do 50 osób, 29%  to średnie przedsiębiorstwa (51 – 500 pracowników), a 23 % do firmy zatrudniające powyżej 500 osób. 58% firm biorących udział w badaniu świadczy usługi B2B, 25% zajmuje się sprzedażą w segmencie B2B i B2C, a 15% respondentów to firmy produkcyjne.

Europejski Bank Centralny: od “cokolwiek będzie konieczne” do “dajcie to”

Co się stało: Wczoraj wieczorem, po nadzwyczajnym posiedzeniu rady zarządzającej, EBC ogłosił nowy tymczasowy program zakupu aktywów o wartości 750 mld EUR (około 6% PKB strefy euro) do końca roku – lub w razie potrzeby dłużej – w odpowiedzi na Wybuch COVID-19. Uwzględnione zostaną wszystkie aktywa w ramach APP (Asset Purchase Programmes – Programy Zakupu Aktywów), a zakupy będą realizowane w elastyczny sposób (tzn. możliwe jest wcześniejsze sfinansowanie włoskiego długu). EBC postanowił także rozszerzyć zakres aktywów kwalifikujących się do zakupu na niefinansowe papiery dłużne przedsiębiorstw oraz złagodzić standardy zabezpieczeń, aby umożliwić bankom pozyskiwanie środków na większą część ich aktywów, w tym na wierzytelności przedsiębiorstw.

Wielkość ma znaczenie: Program Pandemicznych Zakupów Ratunkowych (PEPP) zostanie uzupełniony miesięcznymi zakupami w wysokości 20 mld EUR QE (luzowania ilościowego) i 120 mld EUR ogłoszonych w zeszłym tygodniu, dzięki czemu całkowita kwota zakupów na pozostałą część roku wyniesie 1,1 bln EUR, czyli ponad 110 mld EUR miesięcznych zakupów aktywów. Oczywiście, w ramach programu reinwestycyjnego EBC będzie również kontynuował wymianę zapadających papierów wartościowych. Umieszczając to w kontekście historycznym: miesięczne zakupy netto QE osiągnęły szczytowy poziom około 85 mld EUR w 2016 r. (zob. wykres poniżej). Zwiększy to cały zasób APP, który zgromadził już 2,6 bln EUR aktywów, o 40%.

Bez limitów: Biorąc pod uwagę tak gwałtowny wzrost miesięcznych zakupów, EBC zasadniczo pożegnał się z limitem emitenta wynoszącym 33% – który jest limitem narzuconym samemu sobie, aby nie posiadać więcej niż jednej trzeciej długu danego kraju. Nie jest to oficjalna decyzja o zniesieniu tego limitu, ale uważamy, że jest to formalność, która powinna nastąpić w krótkim czasie po wdrożeniu przez EBC komunikatu PEPP. Tymczasem klucz kapitałowy zostanie na razie utrzymany, ale będzie stosowany w sposób „elastyczny”, co pozwoli na tymczasowe odstępstwa. Wreszcie, EBC stwierdził, że jest „w pełni przygotowany” do zwiększenia programu „o tyle, o ile będzie to konieczne i tak długo, jak będzie to konieczne” i jest gotów „zbadać wszystkie opcje i wszystkie ewentualności, aby wesprzeć gospodarkę w tym szoku”. Dlatego też w przypadku dalszego znacznego pogorszenia się warunków finansowych należy spodziewać się, że w najbliższym czasie zostaną ogłoszone dodatkowe niekonwencjonalne i kreatywne środki polityczne.

Zamknięcie spreadu: Chociaż ogłoszenie nie wzbudziło większego optymizmu rynkowego po stronie instrumentów kapitałowych – kontrakty futures wzrosły tylko nieznacznie (0,5 do 2%) – to rynki obligacji są jednak bardzo zadowolone z ogłoszenia EBC, przy czym spread dla Włoch jest niższy o +85 pb, dla Grecji niższy o 155 pb, a wszystkie inne spready również spadają w tempie dwucyfrowym (dla 10 letnich terminów zapadalności).

Tymczasowe problemy z zaopatrzeniem? Pomimo serii kryzysów fiskalnych, rozszerzenie PSPP i wprowadzenie PEPP może tymczasowo ograniczyć podaż obligacji skarbowych dostępnych na rynku, przynajmniej do momentu uruchomienia bodźców fiskalnych – których planowane emisje netto były już wcześniej niskie lub wręcz ujemne, co z pewnością będzie zmniejszając ich rentowność. Według szacunków EBC poprzednie QE (poluzowanie polityki pieniężnej) obniżyło benchmark 10-letnich obligacji niemieckich o 100 pb, a efekt ten prawdopodobnie nasili się wraz z nowymi programami. Jednak większość krajów zapowiedziała już ogromne pakiety fiskalne na ponad 100 mld euro bez gwarancji, 1 100 mld euro z gwarancjami, co wskazuje na prawidłowy dobór wielkości przez EBC ex post.

Rysunek 1: Miesięczne zakupy netto w ramach QE (skala lewa, mld EUR) vs. akcje QE (skala prawa, mld EUR)

miesięczne zakupy w ramach qe
Źródło: Refinitiv, Allianz Research, Euler Hermes

Allianz Research, dział badań ekonomicznych Euler Hermes

Pracodawcy RP apelują do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o wdrożenie specjalnych rozwiązań w związku z sytuacją na rynku pracy

Pracodawcy RP zaapelowali do Minister Rodziny Pracy i Polityki o niezwłoczne wprowadzenie rozwiązań wspierających pracodawców i pracowników z uwagi na problemy rynku pracy wywołane przez pandemię koronawirusa. Eksperci postulują m.in. automatyczne odnawianie pozwoleń na pracę pracowników z zagranicy oraz ułatwienia w zakresie medycyny pracy i BHP.

Ograniczenia związane z zagrożeniem koronawirusem nie tylko utrudniają funkcjonowanie firm, ale wręcz uniemożliwiają zatrudnianie pracowników, co dotyczy również cudzoziemców. Problemem są też warunki zawierania umów w formie elektronicznej, a także wygasająca ważność badań profilaktycznych medycyny pracy, czy konieczność przeprowadzania okresowych szkoleń BHP.

W związku z tym Pracodawcy RP apelują o możliwość automatycznego odnawiania legalnego prawa do pobytu i pracy dla pracowników z zagranicy, szczególnie z Ukrainy, którzy utracą w najbliższym czasie prawo do legalnego zatrudnienia w ramach obowiązującej uproszczonej procedury zatrudniania czy innego sposobu ich zatrudnienia na czas określony. Innym ułatwieniem dla rynku pracy byłoby odstąpienie od obowiązku posługiwania się kwalifikowanym podpisem elektronicznym przy zawieraniu umów na odległość.

Pracodawcy RP postulują też warunkowe dopuszczenie do pracy przy komputerze osób bez badania wstępnego i skierowanie ich na badania po 3 miesiącach. Ponadto, obowiązek ograniczenia dużych skupiska osób wpływa na możliwość przeprowadzania okresowych szkoleń BHP. Dlatego w ocenie Pracodawców RP najlepszym rozwiązaniem będzie przeprowadzanie szkoleń za pomocą środków komunikacji elektronicznej przy udostępnieniu niezbędnych materiałów szkoleniowych, bez konieczności osobistego stawiennictwa na szkoleniu.

Czy czeka nas załamanie rynku dzierżawy hotelowej i wynajmu krótkoterminowego

Ostatnie dni, w których odbyliśmy wiele rozmów z właścicielami firm, inwestorami, funduszami, przedstawicielami sieci hotelowych, dzierżawcami, dostawcami, itp. pokazały, że jak dotąd nie widać żadnej paniki na rynku. Być może jest to kwestia wciąż początkowego etapu nakazu zamknięcia niektórych obiektów, a może dobrych kompetencji, którymi wykazują się nasi partnerzy. Widać natomiast duże zaniepokojenie związane z nieznaną dotąd sytuacją, która przyniesie skutki niewiadomej skali. W której każdy dzień, a czasem nawet godzina przynosi nowe wiadomości, jak i rozwiązania.

Większość hoteli zdecydowała się zamknąć działalność w najbliższych tygodniach z powodów bezpieczeństwa, jak i po prostu ze względu na brak gości. Przy czym, właścicielom apartamentów na wynajem krótkoterminowy, czy restauratorom i placówkom gastronomicznym przyszedł z pomocą rząd poprzez wydanie oficjalnych zakazów. Pomimo braku codziennej działalności operacyjnej, wiele obiektów skupia się dziś na obsłudze rezerwacji i dokonywaniu w nich zmian oraz podtrzymaniu relacji z klientami, by móc sprawnie wrócić do ich obsługi po odwołaniu zagrożenia epidemiologicznego. Restauracje i inne punkty gastronomiczne wydają natomiast posiłki na wynos lub realizują zamówienia z dostawą, starając się w ten sposób zarabiać na swoje utrzymanie.

Kluczem do minimalizacji strat w najbliższych tygodniach czy miesiącach może okazać się wcześniejsze dobre zarządzanie obiektem poprzez utrzymywanie zdrowej rentowności usług i przepływów pieniężnych, odkładanie środków na fundusz remontowy, inwestycyjny itp., które nie tylko pozwalają stworzyć poduszkę finansową w trudnej chwili, ale również wskazują, że właściciel czy zarządzający obiektem działa nie tylko w płaskim horyzoncie, ale myśli perspektywicznie. Obawiam się jednak, że wiele obiektów, nie tylko tych mniejszych, zlokalizowanych na rynkach regionalnych, które nie były wystarczająco dobrze zarządzane, nie generowały co roku odpowiedniej ilości środków i walczyły o przetrwanie w normalnych warunkach w sytuacji kryzysowej będzie zmuszonych do zakończenia działalności. Mam na myśli przede wszystkim takie placówki, dla których na przykład wyzwaniem była już niesprzyjająca wypoczynkowi pogoda w sezonach, nie mówiąc już o poważniejszych utrudnieniach w działalności.

Z aktualnych rozmów i naszej pracy przy różnego rodzaju projektach wynika, że podstawowym problemem większości przedsiębiorców działających w hotelarstwie jest brak zrozumienia specyfiki tej branży i jej złożoności. Niezależnie od tego, czy mówimy o dużych obiektach miejskich, pensjonatach w regionach, czy jednostkach oferujących wynajem krótkoterminowy możemy wskazać te same braki. Przede wszystkim brakuje realnych biznesplanów, podejścia analitycznego i krytycznego do planowania, zrozumienia rynku, trendów i otoczenia konkurencyjnego, czy nawet elementarnej wiedzy, jak obliczyć rentowność produktu, usługi albo przedsięwzięcia. To wszystko sprawia, że w niesprzyjającej sytuacji, nie wspominając już o epidemii, wiele obiektów szybko ląduje pod tzw. kreską. Dlatego ważne jest, żeby każdą inwestycję dobrze zaplanować, a jeśli inwestorowi brakuje doświadczenia w branży powinien skorzystać z pomocy specjalistów, którzy posiadają odpowiednia wiedzę i mogą ją przekazać. W przypadku funkcjonujących obiektów warto natomiast zdecydować się na audyt strategiczny i operacyjny.

Z naszych informacji, zebranych na podstawie prowadzonych dyskusji i analiz wynika jednak, że jeśli uda się opanować sytuację do końca kwietnia, czy do połowy maja i zostaną zniesione ograniczenia jest szansa, że w czasie wakacji obiektom hotelowym uda się zarobić na bieżącą działalność. Przy czym, celowo nie używam tu stwierdzenia „odrobić straty”, ponieważ produkt hotelowy, jak i gastronomiczny określa się często angielskim „perishable goods” – niemożliwe jest (bez strat) odłożenie w czasie użytkowania produktu. Oznacza to, że nie sprzedany dzisiaj pokój raczej nie zarobi jutro dwukrotnie więcej, aby pokryć stratę.

U doświadczonych inwestorów można zauważyć dziś dwa podejścia. Pierwsze to spowolnienie procesów na pewien okres, do momentu kiedy będzie można ocenić, jak wygląda rynek i jego perspektywy po kilku najbliższych tygodniach. Drugie to oczekiwanie przez potencjalnych inwestorów z innych sektorów na możliwość dokonywania oportunistycznych zakupów, związanych z brakiem płynności obiektów lub też chęcią upłynnienia aktywów hotelowych przez właścicieli.

Wśród dzierżawców hotelowych widać pierwsze oznaki potencjalnych kłopotów. Brak zainteresowania lub odkładanie w czasie decyzji o wdrażaniu nowych projektów. Zdarza się, że niektórzy mówią wprost – nie będziemy już oferować dzierżaw w nie dającej się przewidzieć przyszłości ze względu na ryzyko finansowe.

Największy kłopot z klientami mogą mieć apartamenty serwisowane, czy lokale na wynajem krótkoterminowy, ponieważ poprzednie sytuacje kryzysowe pokazywały, że w niepewnych czasach podróżujący szukają możliwie najbezpieczniejszych przystani, jakimi są hotele działające pod uznanymi markami. W takich obiektach obłożenie i przychody także spadną, ale proporcjonalnie nie w tak dużym stopniu, jak w mniejszych placówkach noclegowych. Firmy nie będą również raczej wysyłać pracowników w podróże służbowe do obiektów oficjalnie nieskategoryzowanych ze względu na bezpieczeństwo.

Czy czeka nas więc załamanie rynku dzierżawy hotelowej lub wynajmu krótkoterminowego? W obecnej chwili jakakolwiek prognoza to wróżenie z fusów. Z przewidywaniami tego typu musimy jeszcze zaczekać. Wszystko zależy od tego, jak długo potrwa obecna sytuacja, jakie obostrzenia i zmiany przepisów ona przyniesie, kiedy zostaną otwarte granice i zniesiony zakaz lotów. I jak duża będzie skala przetasowań na rynku. W tym, wyjątkowym czasie chcemy nadal wspierać branżę hotelową i inwestycyjną na wszystkich płaszczyznach i służyć pomocą.

Autor: Andrzej Szymczyk, Associate Director Hospitality Department w Walter Herz

Szaleństwo zakupów nieruchomości zaraz się skończy

Portal RynekPierwotny.pl postanowił przeprowadzić dwukrotnie – teraz i dwa lata temu – badanie sondażowe, w którym zapytano deweloperów o to, jaki według nich jest udział transakcji gotówkowych na mieszkaniowym rynku pierwotnym. Wypowiedzi deweloperów dały jasną odpowiedź.

Z danych, które udało się uzyskać, jednoznacznie wynika, że udział zakupów gotówkowych u zdecydowanej większości deweloperów osiągnął poziom 40, maksymalnie 50%.

Oznacza to, że w ciągu dwóch lat udział zakupów nowych lokali mieszkalnych bez udziału kredytów hipotecznych, miał charakter zdecydowanie progresywny i zwiększył się w tym czasie o co najmniej 10 pp.podkreśla Jarosław Jędrzyński, analityk portalu RynekPierwotny.pl.

Powyższe informacje pozwalają na wyciągnięcie interesujących wniosków. Pierwszy to fakt, że polska mieszkaniówka jest pod względem transakcji gotówkowych absolutnym ewenementem w skali światowej. Natomiast drugi, potwierdza wręcz doskonałą koniunkturę na pierwotnym rynku mieszkaniowym.

Ogłoszona niedawno pandemia koronawirusa może jednak odcisnąć piętno na branży deweloperskiej. Już obecnie widzimy jej negatywny wpływ na inne sektory gospodarki, jak chociażby branżę finansową czy surowcową. Co w dalszej perspektywie może oznaczać jedno: załamanie światowej gospodarki oraz wejście jej w recesję.

W tej sytuacji bardzo trudno sobie wyobrazić, aby w najbliższych tygodniach, a następnie miesiącach, nie nastąpił spadek popytu gotówkowo-inwestycyjnego – głównego motoru zakupowej prosperity w ostatnich latach na pierwotnym rynku mieszkaniowymdodaje ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Oczywiście na obecną chwilę trudno mówić o konkretnych liczbach dotyczących skali ewentualnych spadków transakcji, czy też o zmianach w cennikach deweloperskich. Warto jednak podkreślić, że jak to zazwyczaj bywa w czasach spowolnienia lub kryzysu, to gotówka będzie najbardziej pożądanym aktywem.

Dolar na niepewne czasy. Indeks amerykańskiej waluty najwyższy od 15 lat!

Z jednej strony strach przed ryzykiem, a z drugiej strony nadzwyczajne działania Rezerwy Federalnej decydują o tym, że amerykańska waluta coraz mocniej zyskuje na wartości. Dziś dolar osiągnął historyczny szczyt. W najbliższych tygodniach może bić kolejne rekordy.

Strach przed następstwami wirusa COVID-19 zatrząsł rynkami gospodarczymi. Inwestorzy odwrócili się najbardziej ryzykownych instrumentów finansowych. Rekordowe straty ponosiły giełdy we wszystkich częściach świata.

Na wartości zyskuje za to dolar (USD). Po pierwsze dlatego, że podobnie jak frank szwajcarski, jen czy złoto należy do tzw. bezpiecznych przystani, czyli aktywów, na które rośnie popyt inwestorów, gdy na rynkach panuje niepokój. W przeciwieństwie do dolara nie wszystkie „bezpieczne przystanie” biją rekordy, gdy na świecie dominuje strach przed pandemią. Wspomniane złoto wyceniano już ostatnio na ok. 1700 USD za uncję, tymczasem dziś, ulegając istotnym wahaniom, kosztowało ok. 1480 USD za uncję, bo inwestorzy wolą mieć pod ręką gotówkę niż kruszec.

Do obecnego popytu na amerykańską walutę przyczyniła się także Rezerwa Federalna, obniżając stopy procentowe w USA i ogłaszając wart 700 mld dolarów program, z którego 500 mld USD ma przeznaczyć na skup obligacji skarbowych. Podniosło to rentowność amerykańskich obligacji, a tym samym wzbudziło zainteresowanie inwestorów.

Najwyższy indeks w historii

O tym, jak bardzo dolar zyskał na wartości, może świadczyć zestawianie z np. dolarem australijskim, który dziś był najsłabszy w relacji ze swoim amerykańskim odpowiednikiem od 2003 r. Jeszcze gorzej wypada w takim porównaniu funt. Brytyjska waluta jest dziś tak słaba wobec dolara, jak nie była od 1985 r.

– Najpełniej aktualną siłę dolara oddaje jego indeks wg światowej agencji Bloomberg, który porównuje notowania amerykańskiej waluty z innymi, w tym także walutami krajów wschodzących, czyli m.in. Polski. Wspomniany indeks wzbił się dziś do najwyższego poziomu od czasu jego utworzenia w 2005 r. – informuje Bartosz Grejner, analityk portalu Cinkciarz.pl.

Czy złoty obroni barierę z 2000 r.?

Polska waluta nie należy instrumentów, którymi inwestorzy interesują się w dobie strachu przed ryzykiem. M.in. dlatego dziś dolar w relacji do złotego jest najsilniejszy od połowy 2016 r., kiedy osiągnął poziom ok. 4,28 zł.

Niemniej jednak do wartości sprzed czterech lat brakuje już tylko kilka groszy. – Dalsze utrzymywanie się niepewności w związku z koronawirusem, które raczej w ciągu dwóch miesięcy nie zniknie, może powodować przesuwanie się kursu USD/PLN w stronę szczytów wartości z 2000 r., czyli ok. 4,74 zł, a nawet dalej w kierunku psychologicznej granicy 5,00 zł – zakłada analityk portalu Cinkciarz.pl. – Dopóki rynki finansowe nie będą w stanie oszacować, kiedy negatywny wpływ koronawirusa na gospodarki się zakończy, dopóty wzmacniający się dolar i osłabiająca się kondycja złotego mogą pozostać aktualnym tematem i problemem polskiej waluty.

Przedsiębiorcy pilnie potrzebują rozwiązań w kwestii danin publicznych

W związku z trudną sytuacją, spowodowaną wybuchem pandemii koronawirusa, przedsiębiorcy potrzebują szybkich i konkretnych rozwiązań – dlatego Pracodawcy RP apelują do Rządu o niezwłoczne działania, dzięki którym uda się utrzymać gospodarkę w możliwie najlepszej kondycji.

Pracodawcy RP apelują do Rządu o przyjęcie bez zbędnej zwłoki kluczowych rozwiązań dla biznesu, mogących ograniczyć negatywne skutki ekonomiczne:

  • złagodzenie terminów podatkowych i sprawozdawczych,
  • wyłączenie stosowania sankcji za niewywiązanie się z obowiązków ustawowych w terminie,
  • szerszy zakres i ułatwienie proceduralne odroczenia terminu płatności zaliczek na podatek dochodowy,
  • skrócenie terminów weryfikacji rozliczeń w podatku VAT i dokonanie zwrotów nadwyżki podatku na rachunki bankowe przedsiębiorców bez zbędnej zwłoki,
  • umożliwienie odroczenia terminów składania i rozliczania rocznego podatku dochodowego na III kwartał br.,
  • zawieszenie terminu naliczania odsetek podatkowych od 1 marca 2020 do 30 września br.,
  • złagodzenie rygorów dot. kosztów uzyskania przychodów poprzez np. możliwość rozliczenia kar umownych,
  • zawieszenie terminów do raportowania MDR (schematów podatkowych) począwszy od 1 marca 2020 do 30 września br.,
  • wstrzymanie procedowania nowelizacji ustawy deweloperskiej wprowadzającej fundusz deweloperski,
  • zawieszenie administracyjnych postępowań sankcyjnych i wyjaśniających,
  • wydłużenie terminów związanych z dematerializacją akcji,
  • umożliwienie rozliczenia ew. straty za 2020 r. w rozliczeniu za rok 2019,
  • umożliwienie przesunięcie terminów płatności podatku od nieruchomości,
  • wprowadzenie ulg w podatkach dochodowych i VAT oraz w składkach na ZUS,
  • bezzwłoczne uwolnienie środków zgromadzonych na rachunkach VAT,
  • wstrzymanie stosowania mechanizmu podzielonej płatności.

Choć Rząd zapowiedział, że przedstawi specustawę dla gospodarki i biznesu do końca bieżącego tygodnia, to są obszary, w których potrzebne są rozwiązania niecierpiące zwłoki. „Jednym z tych obszarów jest bez wątpienia kwestia zapewnienia płynności firm. Obecną sytuację można porównać do zatrzymania krążenia u pacjenta – ważne jest pompowanie krwi, czyli zapewnienie firmom płynności, aby nie nastąpiły trwałe zmiany w organizmie, np. niedotlenienie mózgu. W gospodarce takie ‘niedotlenienie’ to zatory płatnicze, a w ich konsekwencji – bankructwa. Liczymy na szybkie wprowadzenie i skonkretyzowanie instrumentów wsparcia płynności” – podkreśla dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP.

„Oprócz standardowych instrumentów finansowych, istotną rolę mogą tu odegrać strumienie regulowania danin publicznych. Należy unikać sytuacji, w której z jednej strony od rządu szłoby wsparcie płynnościowe, a z drugiej strony przedsiębiorca musiałby płacić daniny publiczne. Ten obieg jest zbędny w chwili, gdy istotą sprawy jest zachowanie płynności” – mówi ekspert Pracodawców RP.

Proponowane zmiany, choć niewątpliwie daleko idące, należy uznać w obecnej sytuacji za niezbędne. Ogłoszone przez Rząd rozwiązania w postaci odroczenia płatności i rozłożenia zobowiązań publicznych na raty należy uznać za niewystarczające. Należy pamiętać, że są to rozwiązania, które obowiązują obecnie i są realizowane na wniosek zainteresowanego podmiotu. Taki tryb rodzi ryzyko nieuwzględnienia wniosku, jak również znacząco wydłuża procedury. Rozważenia i analizy wymaga kwestia, aby zakres możliwości odraczania danin był szerszy i nie powodował przynajmniej jałowego obiegu tak potrzebnej obecnie gotówki.

Sytuacja gospodarcza spowodowała, że przedsiębiorcy potrzebują zmian tu i teraz, chociażby z uwagi na zbliżający się termin składania zeznań podatkowych dla większości podatników CIT (31 marca). W celu szybszego wprowadzenia odpowiednich rozwiązań warto, aby Minister Finansów skorzystał ze swoich szczególnych kompetencji i rozważył wydanie interpretacji ogólnej przepisów prawa np. w zakresie kosztów uzyskania przychodów czy przesłanek przyznawania ulg w spłacie zobowiązań podatkowych.

Pracodawcy RP

Apel pracodawców do Rządu w sprawie zakazu handlu w niedziele

My, przedsiębiorcy zrzeszeni w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców z uwagi na trwający stan zagrożenia epidemiologicznego, apelujemy o pilne zniesienie ustawy o zakazie handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni. Przemawiają za tym względy bezpieczeństwa zdrowotnego oraz konieczność odbudowy gospodarki po kryzysie epidemiologicznym.

Współczesna Polska i świat jeszcze nigdy nie stała wobec zagrożenia epidemicznego, którego doświadczamy obecnie. Epidemia koronawirusa wywołuje i będzie wywoływać w najbliższym czasie głęboki kryzys we wszystkich dziedzinach życia. W szczególności dotknięta zostanie gospodarka. Rząd musi podjąć wszelkie działania by zmniejszyć skutki nadchodzącej recesji w Naszym Kraju.

Epidemia koronawirusa wywołała głęboki kryzys w handlu oraz w innych obszarach gospodarki. Zamknięte centra handlowe czy centra usługowe już dziś pozbawione są klientów. Przedsiębiorstwom handlowym (np. sklepom specjalistycznym, meblowym, czy handlującym elektroniką) spadają obroty lub nie generują one ich wcale. Spodziewany jest dalszy głęboki spadek produkcji i sprzedaży we wszystkich branżach, co z kolei przełoży się na spadek siły nabywczej obywateli a w konsekwencji zmniejszenie konsumpcji. Należy podjąć wszelkie działania, które będą stymulowały produkcję i handel, utrzymanie miejsc pracy oraz popyt. Umożliwienie handlu w dodatkowy i dla wielu branż kluczowy dzień tygodnia jest i będzie bezdyskusyjnie czynnikiem temu sprzyjającym.

Musimy zaznaczyć, że bezzwłoczne uchylenie ustawy spowoduje nie tylko szybkie zniwelowanie negatywnych zjawisk w gospodarce. Przyczyni się również do zmniejszenia ryzyka rozprzestrzeniania się wirusa COVID 19. W II połowie marca spożywcze sklepy detaliczne są zatłoczone, co jest skutkiem zachowań konsumentów obawiających się braku towarów na rynku. Niestety, wysokie natężenie klientów w jednym czasie sprzyja ryzyku rozprzestrzenianiu się wirusa, jak i zwiększa ryzyko dla pracowników sklepów. Powoduje również problemy z równomiernym zapewnieniem dostaw towarów i chwilowe częste braki na półkach sklepowych. Placówki handlowe muszą również podejmować działania wynikające z realiów epidemii. Obsługa klientów jest wolniejsza, wdrażane są procedury służb sanitarnych przez pracowników sklepów czy ich dostawców. Dopuszczenie handlu w dodatkowy dzień tygodnia, pozwoliłoby równomiernie rozłożyć natężenie ruchu klientów oraz zapewnić stałą dostępność wszystkich produktów.

Dotychczasowe analizy pokazały, że ustawa już wcześniej przynosiła negatywne skutki dla handlu – zwłaszcza hurtowego – a w konsekwencji dla całej gospodarki. Jej zniesienie pozwoli na zwiększenie natężenia handlu w okresie kryzysu i następującej po nim recesji. Pozwoli nam to utrzymać miejsca pracy zarówno bezpośrednio w sektorze handlu jak i w sektorach powiązanych. Przyczyni się to do poprawy ogólnej sytuacji panującej w polskiej gospodarce.

Jeszcze przed wprowadzeniem ustawy eksperci ZPP i OFP, opierając się na doświadczeniach innych państw wskazywali, że wprowadzenie ograniczeń w niedzielnym handlu będzie wiązało się ze znacznymi zwolnieniami w tym sektorze oraz brakiem poprawy sytuacji małych sklepów. Prognozy te się sprawdziły. Dane GUS pokazały w pierwszym roku działania ustawy spadek liczby pracowników najemnych zatrudnionych w sektorze. Z kolei Biuro Analiz Sejmowych wykazało, że małym podmiotom spadają przychody nawet o 30 procent! W związku z zakazem handlu tracą również przedsiębiorcy z branż pokrewnych i powiązanych. Właściciele punktów usługowych i rozrywkowych w centrach handlowych, czy właściciele samych centrów handlowych są pierwszymi, którzy doświadczyli negatywnych skutków tej ustawy. Jej negatywne efekty zostaną jeszcze pogłębione w nadchodzącym okresie a skutki fiskalne są dla budżetu państwa już dziś porażające!

Nieskrępowany handel był i jest podstawą funkcjonowania zdrowego obrotu gospodarczego. Konsumpcja była także głównym czynnikiem, który pozwolił Polsce przejść przez miniony kryzys ekonomiczny suchą stopą. Z tych względów ZPP i OFP od początku zabiegały o pozostawienie decyzji o otwieraniu sklepów w gestii właścicieli i dobrowolnego wypracowania najlepszego harmonogramu pracy wspólnie przez pracodawców i pracowników dla każdej firmy oddzielnie. Aby osiągnąć społeczne cele ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele, rekomendowaliśmy również dokonanie zmiany w kodeksie pracy poprzez wprowadzenie do niego przepisu gwarantującego każdemu pracownikowi dwie wolne niedziele w miesiącu.

Biorąc pod uwagę powyższe, my przedsiębiorcy, kupcy, producenci, zrzeszeni w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców apelujemy o jak najszybsze wycofanie ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele.

Federacja Przedsiębiorców Polskich proponuje rządowi rozwiązania, by ratować polskie firmy

W obecnej sytuacji epidemiologicznej warto skupić się na bezpieczeństwie pracowników i płynności finansowej przedsiębiorstw. Federacja Przedsiębiorców Polskich zaproponowała rządowi konkretne zmiany legislacyjne, które ułatwiłyby działanie polskim firmom podczas kryzysu. FPP wzięła również pod uwagę bezpieczeństwo zdrowotne i finansowe pracowników – jednym z głównych postulatów jest zapewnienie wypłaty na chorobowym w wysokości 100% wynagrodzenia. Dzięki temu chore osoby, które martwią się o swój budżet, będą mogły bezpiecznie zostać w domu. W propozycji FPP znajdują się także rozwiązania dla pracodawców zatrudniających osoby niepełnosprawne, co ma na celu ochronę ich miejsc pracy. Dla polskiej gospodarki ważna jest także ochrona pracujących u nas obcokrajowców. Ich umowy o pracę wymagają w tym momencie ciągłego przedłużania i uzyskiwania pozwoleń na pobyt. FPP proponuje, by dla dobra pracowników i przedsiębiorców znieść te wymagania. Obok ochrony praw pracowniczych Federacja proponuje także konkretne rozwiązania, mające pomóc firmom w zachowaniu płynności finansowej.

– Zaproponowaliśmy rządowi ważne rozwiązania dla gospodarki, takie jak zabezpieczenie zamówień publicznych. Chcemy ograniczenia kar grożących za niewykonanie zlecenia, gdy nie zostanie ono zrealizowane ze względu na istniejące zagrożenie koronawirusem – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Zwróciliśmy również uwagę na to, że są takie sytuacje, kiedy zatrudnieni do wykonania zamówienia przedsiębiorcy wykonają zamówienia, bo ze względu na koronawirusa to zamawiający zmienił jego zakres. Ochrona prawna i finansowa przedsiębiorstw powinna pomóc przetrwać takie sytuacje. Dbając o zdrowie publiczne i zarobki Polaków zaproponowaliśmy także proste zmiany rejestracyjne, które doprecyzowują zasady pracy zdalnej i telepracy. Mamy nadzieję, że rząd skorzysta z naszych propozycji. Jeżeli pójdzie w innym kierunku, nasza gospodarka może znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji – ostrzega Kowalski.

„Tarcza antykryzysowa” i luźna polityka pieniężna

Narodowy Bank Polski dołączył do grona banków centralnych rozluźniających politykę pieniężną w obliczu kryzysu zdrowotnego związanego z epidemią koronawirusa.

We wtorek RPP podjęła decyzję o obniżce stóp procentowych. Stopa referencyjna została ścięta o 50 punktów bazowych, tym samym znalazła się na poziomie 1% – najniższym w historii. Obniżka stóp procentowych była pierwszym tego typu działaniem Rady od 2015 roku.

Wykres 1: Referencyjna stopa procentowa NBP (2010 – 2020)

referencyjna stopaŹródło: Refinitiv Datastream: Data: 18/03/2020

Wtorkowa decyzja RPP była dość niezwykła. Decyzję Rada podjęła podczas posiedzenia jednodniowego, a nie jak to zwyczajowo ma miejsce – na zakończenie dwudniowych posiedzeń decyzyjnych RPP. Sugeruje to, że Rada zdecydowała się działać od razu, stwierdzając, że czekanie trzy tygodnie do kolejnego standardowego posiedzenia decyzyjnego byłoby błędem. W naszej ocenie jest to pozytywna informacja, w kontekście tego, że pogarszająca się z dnia na dzień sytuacja w kontekście koronawirusa wymaga natychmiastowych działań.

W kontekście spotkania warto zwrócić uwagę, że informacja o decyzji nadeszła stosunkowo późno – tuż przed godziną 16. Zazwyczaj decyzję ws. stóp procentowych ogłaszano dwie-trzy godziny wcześniej. O tym, dlaczego decyzja została podjęta o tak późnej godzinie możemy tylko spekulować. Niewykluczone, że miało to związek nie tylko z wagą tej decyzji w obecnej sytuacji, ale i prawdopodobnym brakiem jednomyślności wśród decydentów – poglądy członków Rady są bowiem mocno zróżnicowane.

Oprócz zmiany stopy referencyjnej, RPP obniżyła stopę lombardową o 100 pb. (do 1,5%), z kolei stopę redyskonta weksli o 70 pb. (do 1,05%). RPP podała też stopę dyskonta weksli (1,1%). Bez zmian pozostała natomiast stopa depozytowa (0,5%).

Co ważne, chcąc wspierać akcję kredytową, decydenci wyraźnie (z 3,5% do 0,5%) obniżyli również stopę rezerw obowiązkowych. Wzrosło natomiast ich oprocentowanie – z 0,5% do poziomu stopy referencyjnej, czyli 1%.

Działania te stanowią krok drugi. Przed nimi, jeszcze w poniedziałek, Zarząd NBP podjął decyzję o wprowadzeniu kilku dodatkowych środków mających wspomóc gospodarkę w trudnym dla niej okresie, rekomendując jednocześnie Radzie obniżkę stóp. Środki te to:

  • operacje repo,
  • zakup obligacji skarbowych na rynku wtórnym „na dużą skalę”,
  • wprowadzenie kredytu wekslowego dla banków.

Poniedziałkowe działania Narodowego Banku Polskiego są podobne do tych podjętych przez inne banki centralne w ostatnich tygodniach. Szczególnie ciekawe jest novum w postaci skupu obligacji, który można określić mianem „polskiego QE”, jak i ostatnia z wymienionych miar, która przypomina program dłuższych ukierunkowanych operacji refinansujących (TLTRO) EBC. Powyższe środki ogłoszone przez Zarząd NBP mają wspomóc płynność sektora bankowego, rynku obligacji oraz przedsiębiorstw i wraz z wtorkowymi działaniami Rady Polityki Pieniężnej mają na celu złagodzenie szoku dla gospodarki związanego z koronawirusem.

Bezpośrednia reakcja złotego na decyzję RPP nie była negatywna, co można powiązać z tym, że obniżenie stóp procentowych było oczekiwane przez rynek. Złoty wprawdzie we wtorek zakończył dzień osłabieniem w relacji do euro, jednak skala słabości polskiej waluty była wyraźnie niższa niż dzień wcześniej, w czym prawdopodobnie pomogło uspokojenie rynkowych nastrojów po poniedziałkowej panice, którą dobrze było widać na amerykańskim rynku akcji.

Kurs EUR/PLN we wtorek znalazł się stosunkowo blisko psychologicznej granicy 4,50, w środę  z kolei przekroczył ten poziom (Wykres 2).

Wykres 2: Kurs EUR/PLN (2010 – 2020) kurs euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 18/03/20

Ostatnie działania Narodowego Banku Polskiego oceniamy pozytywnie. Mimo, że ich wpływ na równoczesny spadek popytu i podaży najpewniej będzie ograniczony, to jednak działania te wydają się niezbędne do złagodzenia szoku, szczególnie dla przedsiębiorstw. Głębokie cięcie stóp procentowych budzi jednocześnie kontrowersje, zwłaszcza w kontekście obecnie wysokiej inflacji oraz sytuacji frankowiczów, którym działania Narodowego Banku Polskiego nie pomogą (a w kontekście zachowania złotego, który w przypadku braku obniżki stóp powinien być mocniejszy – wręcz przeciwnie).

Co tyczy się jednak pierwszej kwestii, komunikat po wtorkowym posiedzeniu Rady stwierdza, że: „[…] aktualne prognozy wskazują na wzrost prawdopodobieństwa szybszego niż oczekiwano w marcowej projekcji obniżenia się inflacji w bieżącym roku oraz kształtowania się inflacji poniżej celu inflacyjnego NBP w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej.”. Tego typu oczekiwania w kontekście szoku z jakim mamy obecnie do czynienia wydają się nam jak najbardziej racjonalne.

Skuteczność obniżek stóp procentowych jest poddawana w wątpliwość zwłaszcza w kontekście „wakacji” od spłaty rat określonych kredytów, które ogłosił ostatnio Związek Banków Polskich w związku z epidemią koronawirusa.

Sądzimy jednak, że biorąc pod uwagę sytuację, jest to dobry krok, który po pierwsze: daje rynkowi wyraźny, uspokajający sygnał, że bank jest gotowy do podjęcia wszelkich niezbędnych działań, po drugie – docelowo powinien być pomocny w sytuacji, w której sytuacja obywateli, a zwłaszcza firm, pogorszy się. Kredyty, nawet w przypadku zawieszenia (które, w zależności od banku ma odbywać się na różnych warunkach), nadal pozostaną bowiem do spłaty.

Oczywiście, w kontekście groźby istotnego załamania sytuacji gospodarczej w Polsce w związku z koronawirusem, nie może obyć się bez odpowiedniej polityki rządu. W środę otrzymaliśmy informacje o tego typu działaniach w ramach tzw. „tarczy antykryzysowej”. Łączna szacowana wartość ogłoszonych planów to około 212 mld zł, czyli niemal 10% PKB Polski. Kwota ta nie składa się jednak z samych wydatków. Istotna część pakietu to pomoc płynnościowa – w tym ze strony NBP. Część kwoty stanowi też wartość odroczonych spłat rat kredytów w ramach wspomnianych wyżej „wakacji kredytowych”.

W kontekście „tarczy” ma zostać wdrożone 5 filarów pomocy, oferujących wsparcie:
1) pracownikom,

2) przedsiębiorstwom,

3) służbie zdrowia,

4) systemowi finansowemu,

Piątym filarem ma być zwiększenie inwestycji publicznych.

Na filar pierwszy przeznaczone ma zostać 30 mld zł, z czego wydatki mają zabrać ok. 80% tej kwoty, reszta ma obejmować wsparcie płynnościowe. W  kontekście pomocy dla pracowników kluczowe są dopłaty do wynagrodzeń dla części pracujących. Drugi filar ma wynieść 73,2 mld zł, z czego jednak wydatki stanowić mają ok. 7%. Nacisk w tym kontekście kładzie się na pomoc płynnościową firmom. Kluczowymi środkami obok pomocy bezpośredniej, często skierowanej do konkretnych rodzajów firm, są gwarancje kredytowe dla małych i średnich firm, jak i pomoc płynnościowa dla dużych podmiotów.

Na wsparcie służby zdrowia rząd ma przeznaczyć 7,5 mld zł, z czego większość środków ma zostać skierowana na walkę z koronawirusem, z kolei w ramach wsparcia inwestycji publicznych o wartości 30 mld zł – ma powstać specjalny fundusz, który ma koncentrować się na rozwijaniu krajowej infrastruktury. Co do czwartego filaru, którego wartość to 70,3 mld zł – w jego ramach system finansowy otrzyma dodatkową płynność – w głównej mierze stoi za tym część ogłoszonych ostatnio działań NBP. W ramach tego filaru działania regulacyjne podejmą też KNF i Ministerstwo Finansów.

Mimo, że nie wszystkie wymienione powyżej działania będą generowały koszty dla państwa, skala ogłoszonych działań jest znaczna i w ich kontekście nie uda się uniknąć dodatkowego pogorszenia parametrów fiskalnych. Jednak w obecnej sytuacji, która może zakończyć się nawet recesją, w naszej ocenie nie powinno to blokować podejmowania tego typu decyzji. Im więcej zdecydowanych działań zostanie podjętych na tym etapie, tym bardziej wzrosną szanse na to, że polska gospodarka będzie w stanie lepiej przetrwać kryzys związany z koronawirusem i szybciej powrócić do normalności.

Działania polskich decydentów ogłoszone w tym tygodniu uznajemy za dobry wstęp. O ile nie spodziewamy się w najbliższym czasie kolejnych zmian stóp procentowych, to jednak nie można wykluczyć, że potencjalne pogorszenie sytuacji w kontekście koronawirusa wywoła kolejne działania decydentów, tak monetarnych, jak i fiskalnych. Obecna sytuacja to proces, do którego rządy i banki centralne będą dostosowywać się na bieżąco.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Czego potrzebują pracownicy w czasach pandemii?

Wydarzenia ostatnich dni pokazały nam, że nie wszystko jesteśmy w stanie kontrolować, a świat wokół nas potrafi być nieprzewidywalny. Codzienna rutyna wychodzenia do pracy, zajmowania się przyziemnymi obowiązkami została zachwiana. I tak jak „Nikt nie spodziewał się Hiszpańskiej Inkwizycji!”, tak nikt nie spodziewał się, że wirus z odległych Chin wpłynie na sposób naszej pracy i jej przyszłość. O tym, czego potrzebują pracownicy w czasach pandemii, pisze Malwina Puchalska-Kamińska, psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Wszyscy pracujemy inaczej

Pracownicy medyczni i służb porządkowych są obciążeni dużą ilością pracy oraz ryzykiem utraty zdrowia. Lekarze, pielęgniarki, którzy wychodzą z domów na dyżury nie mają pewności, że po skończonej pracy spokojnie do nich wrócą. Istnieje duże ryzyko, że w każdej chwili mogą zostać objęci kwarantanną. Niektórzy biorą ze sobą ubrania na zapas i na wszelki wypadek żegnają się z rodzinami tak, jakby mieli się zobaczyć z bliskimi  dopiero za kilkanaście dni. Dyskomfort, choć innego rodzaju, odczuwają również pracownicy, którzy wykonują swoją pracę w domach. Nie wszyscy potrafią się odnaleźć w trybie „home office”. Niektórym jest o tyle trudniej, że obok zadań do wykonania muszą opiekować się jeszcze dziećmi.

Są i tacy, którzy ze względu na charakter pracy, nie mogą przenieść się do domowych biur, m.in.: pracownicy sklepów, transportu, branży budowlanej itd. Mimo że nie walczą bezpośrednio z wirusem, codziennie są narażeni na zachorowanie. Do tego wiele osób martwi się o swoją przyszłość zawodową. Nikt nie wie, jak będzie wyglądał świat po pandemii i w jakim stopniu firmy zostaną dotknięte krachem na giełdzie.

Czego potrzebują pracownicy?

Odpowiedź jest prosta – wsparcia. Jak radzą sobie z tym organizacje? W komunikacji, którą otrzymali polscy pracownicy, można wyróżnić dwa wyraźne nurty: wspierający i kontrolujący. W niektórych firmach pracownicy usłyszeli od swoich przełożonych słowa świadczące o trosce i dbaniu o zdrowie pracowników. W komunikacji wyraźnie zaznaczono, że w sytuacji kryzysowej najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo pracowników. Jeżeli było to możliwie, pracownicy byli zachęcani do pracy z domu. W niektórych firmach zadbano również o to, by ludzie mieli odpowiedni sprzęt i narzędzia do pracy on-line. Zgodnie z teorią wsparcia organizacyjnego pracownicy, postrzegający swoje miejsce pracy jako wspierające, są bardziej przychylni wobec swoich organizacji i skłonni inwestować większy wysiłek w wykonywane zadania. Taka strategia podejścia do pracowników jest więc nie tylko humanistyczna, co po prostu opłacalna w dłuższej perspektywie. Inną godną opisania praktyką jest zaproszenie pracowników do inicjatywy, w której ci mogą mieć poczucie sensu i celowości swojej pracy. Dbanie o sens pracy jest coraz większą potrzebą pracowników. W obecnej sytuacji szczególnie sensowne wydają są działania, które pozwalają pracownikom angażować się w dbanie o zdrowie ludzi i walkę ze skutkami epidemii. Przykład? Jedna z firm, znany producent odzieży sportowej, przestawił produkcję w jednej ze swoich szwalni na odzież ochronną dla personelu medycznego. Parę dni temu głośno było także o inicjatywie trójmiejskich punktów gastronomicznych #gastrompomaga, które przekazują posiłki dla personelu szpitalnego, pracującego teraz bez wytchnienia.

Co z drugim nurtem komunikacji? W niektórych organizacjach pracownicy zamiast wyrazu troski otrzymali wyłącznie wyraźne nakazy i zakazy dotyczącego tego, jak należy pracować oraz w jaki sposób ich praca będzie obecnie kontrolowana. W przekazie „z góry” niektórzy pracownicy otrzymali informacje, że praca zdalna możliwa będzie jedynie w wyjątkowych przypadkach, bez podawania uzasadnienia takiej decyzji. Oczywiście jasne informacje w sytuacji kryzysowej są bardzo potrzebne, natomiast sposób ich przekazywania ma również znaczenie dla motywacji pracowników. Jeżeli pracodawca ma przekonanie, że pracownikom nie można ufać, to zgodnie ze znanym z psychologii społecznej zjawiskiem samospełniającego się proroctwa, ma sporę szansę odczuć konsekwencje takiego przekonania. Do tego jeżeli pracownicy mają poczucie niesprawiedliwego traktowania (brak informacji o powodach decyzji zakazu pracy zdalnej może być odczytywany jako niesprawiedliwość), istnieje duże prawdopodobieństwo, że ci będą podejmować się zachowań kontrproduktywnych, a więc działać na szkodę pracodawcy.  Jeżeli pracownik ma poczucie, że szef mu nie ufa, a firma nie dba o jego zdrowie, to nie ma motywacji, by pracować z zaangażowaniem.

Dbałość o innych potrzebą naszych czasów

Badania, które Adamshick przeprowadził w Akademii Wojskowej w USA. Polecił oficerom porangować cechy skutecznego przywódcy. Okazało się, że najwyżej ocenione zostały przez wojskowych takie cechy, jak: troska i dbałość o innych. To badanie, jak też wiele innych z nurtu badań nad współczesnym przywództwem, pokazuje, że zamiast autorytarnych i kontrolujących szefów, ludzie potrzebują i doceniają troskę. Nie tylko, by czuć się dobrze, ale i po to, by móc dobrze pracować.

Malwina Puchalska-Kamińska, psycholog, Uniwersytet SWPS

Jak zarządzać firmą w kryzysie?

Pandemia koronawirusa oddziałuje na każdą branżę, powodując wielomilionowe straty oraz chaos w funkcjonowaniu firm. W Polsce wprowadzony został stan zagrożenia epidemicznego, wobec czego większość przedsiębiorstw zdecydowała się na wprowadzenie trybu pracy zdalnej. Część firm z sektora usług musiała zamknąć drzwi przed klientami. Z globalnego badania firmy doradczej Deloitte „Crisis Management Survey” wynika, że 86 proc. organizacji wierzy, że są wystarczająco lub bardzo dobrze przygotowane na wypadek kryzysu, ale większość z nich nie miała okazji przetestować tego przekonania. Zdaniem ekspertów Deloitte warto, by przedsiębiorstwa wykorzystały 5 praktycznych wskazówek dotyczących skutecznego zarządzania kryzysowego. To pozwoli zminimalizować negatywne skutki światowego kryzysu wewnątrz organizacji.

Ponad czterech na pięciu respondentów (84 proc.) twierdzi, że ich organizacje posiadają plan zarządzania kryzysowego, który został przygotowany jako osobna strategia obok innych działań w zakresie utrzymania ciągłości funkcjonowania. Jedna trzecia (31 proc.) organizacji posiadających plan kryzysowy twierdzi, że ostatnie kryzysy miały negatywny wpływ na finanse, w przypadku organizacji bez takiej strategii odsetek ten wynosi aż 47 proc.

Do kryzysu dochodzi, gdy organizacje nie mają gotowego sposobu postępowania w danej sytuacji, który pasowałby do skali zjawiska. Procedury można stosować w sytuacjach stałych, znanych i powtarzalnych. W czasie kryzysu zarządy nie mogą polegać na sprawdzonych rozwiązaniach, muszą podejmować decyzje i kierować przepływem informacji w zupełnie nowej, nieprzetestowanej wcześniej sytuacji. Aż 26 proc. ankietowanych Deloitte zapytanych o to, czego nauczył ich ostatni kryzys w firmie i co, by zmienili, odpowiedziało, że zrobiliby więcej, aby lepiej zidentyfikować potencjalne scenariusze kryzysowe.

5 wskazówek dotyczących zarządzania kryzysowego

Tak samo, jak nie ma lekarstwa na nowo powstałą chorobę, tak również nie ma sprawdzonej strategii na zupełnie nowy, spowodowany koronawirusem, charakter kryzysu, w jakim obecnie znajduje się gospodarka. Jego globalna skala sprawia, że każda firma indywidualnie musi zmierzyć się z wyzwaniami, przed jakimi się znajdzie w tym trudnym okresie. Ponad 80 proc. organizacji uważa, że są wystarczająco lub nawet bardzo dobrze przygotowane na wypadek kryzysu. Większość przyznaje przy tym, że nie miała okazji tego sprawdzić. W stawieniu czoła wielu niewiadomym z pewnością będą pomocne praktyczne wskazówki dotyczące organizacji sztabu kryzysowego oraz panowania nad chaosem. Dotyczą one szybkości reakcji na sytuację kryzysową, powołania zespołu kryzysowego, umiejętnej komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej, określenia roli lidera oraz zarządzania emocjami.

Wektor czasu

W każdym kryzysie na początku pojawia się chaos. Zarówno pracownicy, jak i kadra zarządzająca są przytłoczeni napływem informacji. Miernikiem dobrego zarządzania kryzysowego jest czas, czyli to, jak szybko z kryzysu wyjdziemy oraz wypracujemy mechanizmy podejmowania decyzji czy przepływu informacji. Pozwolą one zbudować pewne ramy funkcjonowania, dzięki czemu każda następna decyzja będzie trafniejsza. Dla firm, zarządów i sztabów kryzysowych prawdziwym egzaminem dojrzałości jest to, jak szybko uda się opanować pierwszy szok. – Na pewno mamy do czynienia zarówno w firmach, jak i w skali całego kraju z sytuacją kryzysową. Kryzys zaczyna się wtedy, kiedy kończą się procedury. Wtedy, kiedy nie możemy oczekiwać, że prezes firmy czy ktokolwiek inny wyciągnie z szuflady gotowy sposób postępowania w danej sytuacji, który jeszcze dodatkowo pasowałby do skali zjawiska, z którym mamy do czynienia. To, w jaki sposób zareagujemy, nie polega na korzystaniu z gotowych rozwiązań, ale na podejmowaniu decyzji i kierowaniu przepływem informacji dostosowanym do nowej sytuacji, której nigdy wcześniej nie testowaliśmy – wyjaśnia Jakub Bojanowski, partner, lider usług Risk Advisory, Deloitte.

Sztab kryzysowy

Sztaby kryzysowe powinny być powoływane natychmiast po zaistnieniu kryzysu. W ich składzie powinny znaleźć się osoby, które mają wiedzę o firmie, odpowiednie narzędzia do jej kontrolowania, rozumieją, w jaki sposób zarządzać oraz są w stanie szybko i racjonalnie analizować informacje, a następnie na ich podstawie podejmować decyzje. 24 proc. ankietowanych Deloitte uważa, że efektywne przywództwo i wydawanie decyzji jest największym wyzwaniem w zarządzaniu kryzysowym.  – Do zadań sztabu należy m.in. analiza ryzyka, tj. przewidywanie potencjalnych zagrożeń, wyprzedzanie faktów i tworzenie alternatywnych scenariuszy postępowania. Zespół roboczy powinien umieć sprawnie podejmować decyzje, w sposób proaktywny kontrolować sytuację i szybko reagować na zmieniające się czynniki. Nowe informacje napływają cały czas, dlatego konieczne jest, by jego członkowie byli w nieustannym kontakcie z kluczowymi pracownikami i kierownikami – mówi Jakub Bojanowski.

Warto zauważyć podstawową różnicę między działaniem sztabu kryzysowego a zarządu pracującego w normalnych warunkach. Chodzi o brak możliwości polegania na intuicji, która bazuje na doświadczeniach i jest często wykorzystywana w procesach decyzyjnych. Nie można polegać na intuicji w obliczu sytuacji, która do tej pory się nie wydarzyła. W kryzysie podejmujemy decyzje na bazie danych i na krótki okres. Ważne, aby zespół nie obawiał się zmieniać wcześniejszych ustaleń oraz zadawać pytań i dyskutować. Działanie sztabu powinno planować się na dni, a nawet tygodnie.

Zarządzanie informacją

Natłok informacji jest jednym z wyzwań, z którymi sztab kryzysowy musi sobie poradzić. Kluczowa jest weryfikacja informacji, która leży w jego kompetencji. Co więcej, na zespole spoczywa także całkowita odpowiedzialność (ale też ryzyko) za ich wiarygodność. Potrzebna jest więc odwaga, aby podjąć decyzję ze wszystkimi jej konsekwencjami oraz śledzić jej skutki.

Strony rządowe są źródłami, które sztaby mogą traktować jako wiarygodne informacje. Nie ma natomiast sensu weryfikować przekazów medialnych, które nie mają wpływu na funkcjonowanie firmy.

– Przedsiębiorstwa powinny gromadzić tylko te informacje, które są ważne z perspektywy ich działalności. Pamiętać należy również o formie komunikacji z pracownikami. Powinna być ona ciągła, systematyczna oraz prowadzona w sposób zrozumiały, a więc zawierać krótkie, precyzyjne komunikaty. Skuteczne zarządzanie informacją pozwoli na ograniczanie poczucia zagrożenia zdrowotnego i ekonomicznego, co w konsekwencji umożliwi ciągłości działania – podkreśla płk dr Piotr Potejko, doradca Zarządu Deloitte ds. Bezpieczeństwa.

Rola lidera

Często można się spotkać z tezą, że to prezes zarządu lub lider podejmuje ostateczną decyzję. Organizacja wypracowuje pewne plany i strategie, ale dopóki nie zostaną zatwierdzone przez lidera, nie mają mocy sprawczej. Warto zdawać sobie sprawę, że takiej osoby może zabraknąć, ponieważ będzie np. poddana kwarantannie. W konsekwencji istnieje ryzyko paraliżu firmy. Dlatego lider powinien postrzegać swoją rolę jako osoby, która wytwarza procesy, kulturę zarządzania, propaguje pewne postawy, a nie osoby, która podejmuje decyzje. Na wszystkich poziomach – nie tylko lidera – ważne jest, aby funkcjonowała instytucja zastępcy, tzw. second-in-command. Kwestia sukcesji jest jedną z kluczowych decyzji, którą trzeba podjąć na samym początku działań zespołu kryzysowego.

Zarządzanie emocjami

Nie możemy zapominać o czynniku ludzkim. Niewiedza, strach, panika, poczucie nieprzydatności, niepokój, niepewność, nieprzewidywalność, lęk, chaos – wszystkie te emocje i stany są typowe dla kryzysowych sytuacji. Ważne jest, aby utrzymywać stałą komunikację z pracownikami, jasno określać zadania, przedstawiać precyzyjny plan działania, ale przede wszystkim przekazywać informacje w sposób precyzyjny, spokojny i opanowany. Komunikować należy tylko te informacje, co do których mamy pewność. Informowanie o bliżej nieokreślonych planach może wprowadzić dodatkowy chaos, którego przecież chcemy uniknąć.

Dolar pozostaje zielony

Brak wiary w skuteczność działań monetarnych i fiskalnych i nieuchronność globalnej recesji przynoszą morze czerwieni na rynki finansowe z jedynym dolarem pozostającym po zielonej stronie, gdyż inwestorzy poszukują płynności w walucie rezerwowej siata. W ostatnim zrywie szefowa EBC Christine Lagarde podejmuje się powtórzyć manewr Mario Draghiego z 2012 r. – Whatever it takes 2.0.

„EBC nie będzie tolerował żadnego ryzyka dla płynnej transmisji swojej polityki pieniężnej we wszystkich jurysdykcjach strefy euro.” – można było przeczytać w komunikacie z nocy po nadzwyczajnej telekonferencji Rady Prezesów. EBC zdecydował się zwiększyć program skupu aktywów o dodatkowe 750 mld EUR do końca 2020 r. EBC na razie nie narusza tzw. capital key, tj. utrzymywania proporcji skupowanych obligacji skarbowych według udziałów państw w kapitałach EBC, ale nie wyklucza zniesienia limitu zaangażowania w obligacje konkretnej emisji (ponad 33 proc.), a także dopuszcza kupno papierów Grecji. Poza obligacjami EBC zamierza skupować papiery korporacyjne, a także łagodzi warunki akceptowania instrumentów finansowych, tym samym zwiększając pulę papierów możliwych do skupu. Program EBC jest bez wątpienia nakierowany na wsparcie całościowe gospodarki, nie tylko banków. Ma na celu stabilizację rynku obligacji skarbowych, ale także pozwoli uzyskać finansowanie przedsiębiorstwom pod zastaw papierów korporacyjnych. Wspominane na początku zdanie z komunikatu przypomina słynne „whatever it takes” wypowiedziane przez poprzedniego prezesa EBC Mario Draghiego w 2012 r. i tak jak wtedy ma pokazać, że bank centralny jest gotowy na wszystko, by ratować UE. To mocne stanowisko, które ma szanse przynieść opamiętanie na rynki finansowe. Dzisiejszy rajd obligacji skarbowych państw strefy euro sugeruje, że ruch EBC działa. To powinno też wspierać EUR względem walut ryzykownych, gdyż nowy pakiet QE zdejmuje z unijnej waluty premię za ryzyko z tytułu niewypłacalności państw członkowskich. W strefie euro uwaga przenosi się teraz na politykę fiskalną i działania na rzecz opanowania pandemii.

Nadal jednak królem pozostaje USD i to nie tylko w ramach rynku walutowego. Panuje podwyższona niepewność o to, jak głębokie będzie załamanie globalnej gospodarki przez przymusowe zamkniecie ludzi w domach i zatrzymanie aktywności gospodarczej. Nie ma też zaufania w skuteczność działań fiskalnych, które tylko podnoszą obawy o pęczniejące zadłużenie. Wczorajsze morze czerwieni na rynku akcji, walut i surowców sugeruje, że godziwa wartość aktywów przestała być brana pod uwagę, a rządzi ucieczka w płynność, gdzie wybierany jest USD. Dane dotyczące przyrostu nowych przypadków zachorowań w Europie i USA nie wskazują na wyhamowywanie, rynki będą wyceniać najgorszy scenariusz. A kolejne dni będą przynosić coraz to nowe informacje o pogarszającej się sytuacji ekonomicznej (jak dziś rano niemiecki Ifo, a po południu zapewne i indeks Fed z Filadelfii).

Ucieczka od wszystkiego dziś rano silnie uderza w złotego, który na moment znalazł się powyżej 4,61 za euro. Szybko spadek w kolejnych minutach sugeruje interwencję, ale na razie to tylko domysły. Na rynku nie brakuje opinii, że rządowy pakiet antykryzysowy (3 proc. PKB wydatków budżetowych) i ekspansja monetarna NBP gwarantują słabość złotego. Osobiście wątpię w takie wytłumaczenie. Skoro wszystkie kraje pędzą w tym samym kierunku (recesji), hojność i szybkość reakcji władz fiskalnych i monetarnych jest zaleta, a nie wadą dla waluty. Odbicie cen obligacji w strefie euro i umocnienie EUR po decyzji EBC z nocy to potwierdza. Próbując oczyścić złotego od wpływu globalnej presji na wyprzedaż obligacji skarbowych (wczoraj rentowności polskich obligacji 10-letnich wzrosły o ponad 30 pb), uważam, że bardziej szkodliwe były słowa prezesa NBP Glapińskiego, który przedstawił nowe prognozy zakładające spowolnienie gospodarcze TYLKO do 1,7-2,0 proc. w 2020 r. Potrafię zrozumieć, że bank centralny chce widzieć pełen sukces w swoich działaniach, ale rozwój sytuacji na świecie nie pozwala aż na taki optymizm. Komentarze prezesa mogły wzbudzić wątpliwości, czy NBP rzeczywiście zdaje sobie sprawę z sytuacji. Mam nadzieję, że przyszłymi działaniami bank centralny udowodni, że ma lepszy ogląd sytuacji i przez to uchroni złotego przed niepotrzebnymi wahaniami.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Koronawirusowy vis maior – czy w związku z pandemią przedsiębiorca może zasadnie powołać się na siłę wyższą

W 1997 roku w wyniku powodzi stulecia zostały zalane między innymi 23 budynki sądów. Z oczywistych względów te sądy nie były w stanie funkcjonować do czasu usunięcia skutków powodzi. Pomijając olbrzymią tragedię spowodowaną ówczesną powodzią, z prawnego punktu widzenia był to klasyczny przykład siły wyższej. Czy tak samo jest z obecną pandemią koronawirusa?

W obliczu pandemii koronawirusa wielu przedsiębiorców zadaje sobie pytanie, czy niewykonanie umowy przez nich lub przez ich kontrahenta będzie prawnie uzasadnione. Pytanie to jest ze wszech miar słuszne. Rzesza przedsiębiorców, jeśli nie już, to za chwilę będzie stała przed takim pytaniem. Inną płaszczyzną związaną z epidemią koronawirusa jest płaszczyzna prawnoprocesowa ergo, czy pandemia ma wpływ lub może mieć wpływ na toczące się już postępowania sądowe, w ramach których przedsiębiorcy dochodzą swoich roszczeń.

Siła wyższa kontra wykonanie umowy

Kwestie wpływu takiego zdarzenia, jak pandemia wirusa i związanych z tym ograniczeń wprowadzanych przez władze państwowe, a więc ogólnie wpływu na stosunki kontraktowe zdarzeń o charakterze siły wyższej, często są regulowane w umowach. Zazwyczaj zapisy takie są traktowane po macoszemu, gdyż strony umowy wychodzą z założenia, iż i tak w toku wykonywania umowy zapisy te pozostaną martwe. Jeśli jednak stosowne zapisy w tym względzie w umowie istnieją i są skonstruowane należycie, wtedy strony umowy wiedzą, jak to wpłynie na ich zobowiązania i czy zgodnie z kontraktem dane zdarzenie należy w ogóle traktować jako siłę wyższą.

Powstaje jednak pytanie, co w sytuacji, gdy umowa milczy na temat siły wyższej. Kodeks cywilny na temat vis maior wypowiada się w bardzo nielicznych miejscach, zarazem nie definiując tego pojęcia. Przede wszystkim jednak wskazuje w art. 121 pkt 4, iż bieg przedawnienia nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu, co do wszelkich roszczeń, gdy z powodu siły wyższej uprawniony nie może ich dochodzić przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw danego rodzaju – przez czas trwania przeszkody. Przepis ten jednak nie mówi za wiele o kwestii wykonania umów lub skutków ich nie wykonania z powołaniem się na siłę wyższą.

Należy mieć w tym względzie na uwadze dwa przepisy. Po pierwsze zgodnie z art. 471 „Dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi.”. Zatem, jeśli strona umowy nie może jej wykonać z przyczyn, za które odpowiedzialności nie ponosi, bo na przykład zakład produkcyjny został w całości objęty kwarantanną i nie pracuje, to druga strona nie może z tytułu niewykonania umowy przez właściciela tego zakładu wysuwać względem niego stosownych roszczeń. Natomiast jeśli dany przedsiębiorca może normalnie działać, bo na przykład jego zobowiązanie polega na wykonaniu dzieła w postaci jakiegoś pisemnego projektu, a sam nie jest ani zarażony ani nie jest objęty kwarantanną, to oczywiście nie będzie mógł się powołać na fakt istnienia pandemii uzasadniając niewykonanie przez siebie umowy. Każda taka sytuacja będzie musiała być oceniana indywidualnie. Jeszcze raz należy jednak przestrzec, że sam fakt istnienia pandemii koronawirusa nie jest wystarczającą przesłanką samą w sobie uzasadniającą niewykonanie umowy.

Innym przepisem kodeksu cywilnego, który warto mieć na względzie jest art. 3571 (tzw. klauzula rebus sic stantibus), w myśl którego „jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy. Rozwiązując umowę sąd może w miarę potrzeby orzec o rozliczeniach stron, kierując się zasadami określonymi w zdaniu poprzedzającym.”. Przepis ten również będzie miał zastosowanie do wielu sytuacji wywołanych epidemią koronawirusa. Aktualna epidemia kwalifikuje się jako nadzwyczajna zmiana stosunków. Jeśli przy okazji w związku z tą nadzwyczajną zmianą stosunków wykonanie zobowiązania umownego byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, to wtedy otworzy się droga do skorzystania z dobrodziejstwa analizowanej normy prawnej. Należy jednak pamiętać, że zastosowanie powyższej instytucji wymaga ingerencji sądu. Aby zatem zmienić wysokość świadczenia lub w ogóle rozwiązać umowę, konieczne będzie wystąpienie ze stosownym wnioskiem do właściwego sądu.

Wpływ koronawirusa na postępowanie sądowe

Wartym rozważenia jest także wpływ pandemii na bieg roszczeń lub toczenie się postępowań cywilnych. Przywołany już wyżej art. 121 pkt 4 Kodeksu cywilnego wskazuje, iż bieg przedawnienia nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu, co do wszelkich roszczeń, gdy z powodu siły wyższej uprawniony nie może ich dochodzić przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw danego rodzaju – przez czas trwania przeszkody. Również w przypadku tej instytucji należy zalecić dużą dozę ostrożności z nadmiernie optymistycznym powoływaniem się na nią w dobie pandemii. Instytucja ta ma charakter wyjątkowy. W doktrynie wskazuje się, iż jej zastosowanie dotyczy takich przypadków, jak katastrofy naturalne (np. powodzie), działania zbrojne, zamachy terrorystyczne, akty władzy. Chodzi przede wszystkim o takie sytuacje, gdzie fizycznie dana osoba jest odcięta od dostępu do sądu. W obecnej sytuacji można zakładać, że izolacja określonej osoby z powodu zarażenia lub nakaz zostania w domu w ramach kwarantanny, mogłyby być poczytywane jako akty władzy, które stanowią siłę wyższą w rozumieniu analizowanej normy prawnej. Tu również każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie. Bez wątpienia sam w sobie fakt istnienia zagrożenia epidemicznego nie powoduje zawieszenia biegu terminów przedawnienia roszczeń. Warto także wskazać, iż w dotychczasowym dorobku orzecznictwa Sądu Najwyższego znaleźć można wyroki takie jak ten z 8 marca 2012 roku (sygn. akt V CSK 165/11), w myśl którego „Skutki w postaci poważnej choroby wywołanej wypadkiem drogowym zawinionym przez innego uczestnika ruchu nie mogą być uznane za działanie siły wyższej, ani też nie można cech takiej siły przypisać zdarzeniu (nieprawidłowemu zachowaniu uczestnika ruchu drogowego) które obrażenia te wywołało. Żadne z nich nie wykazuje odpowiedniej przemożności, nie jest nieuchronne, ani nadzwyczajne i niemożliwe do przewidzenia.”. Jak wynika z powyższego orzeczenia nawet sama w sobie poważna choroba nie kwalifikuje się jako siła wyższa. Należy także pamiętać, iż definiowanie siły wyższej na gruncie art. 121 pkt 4 kodeksu cywilnego następuje przez sąd w ramach danej sprawy. To, że strony w umowie w określony sposób zdefiniowały, czym jest siła wyższa, nie oznacza w żadnym razie, iż jak się ona w rozumieniu umowy zmaterializuje, to automatycznie nastąpi zawieszenie biegu terminu przedawniania roszczenia.

W myśl art. 173 Kodeksu postępowania cywilnego „Postępowanie ulega zawieszeniu z mocy prawa w razie zaprzestania czynności przez sąd wskutek siły wyższej.”. Na dzień tworzenia niniejszej publikacji sądy działają. Oczywiście są określone ograniczenia (na przykład możliwość korzystania z czytelni akt tylko w wyjątkowych sytuacjach, rozprawy są odwoływane na najbliższe tygodnie), jednak na dzień dzisiejszy w żadnym razie nie można mówić, iż z mocy prawa nastąpiło zaprzestanie czynności przez sąd, a tym samym iż postępowania cywilne uległy zawieszeniu. Biura podawcze w sądach działają, tak samo jak poczta polska, także możliwość złożenia pozwu lub pisma procesowego istnieje.

Ostrożnie z vis maior

Reasumując należy przestrzec przed stosowaniem i powoływaniem się na siłę wyższą tylko z tego powodu, iż panuje epidemia i wprowadzony jest stan zagrożenia epidemicznego. Takie zachowanie może okazać się bardzo kosztowne, jeśli sąd dojdzie do wniosku, że pomimo epidemii umowa mogła być wykonana bez zakłóceń lub pozew mógł zostać złożony w sądzie. Jeśli przedsiębiorca już teraz widzi, że z powodu pandemii ma lub może mieć olbrzymie problemy z realizacją zobowiązania umownego należy uważnie przemyśleć możliwość zastosowania dobrodziejstwa wynikającego z klauzuli rebus sic stantibus określonej w art. 3571 Kodeksu cywilnego. Należy spodziewać się, iż przepis ten, dotychczas stosowany niezwykle rzadko, stanie się w najbliższych tygodniach lub miesiącach bardzo często wykorzystywaną instytucją prawną. Każdy przedsiębiorca, który w obecnej sytuacji ma problemy z wykonaniem zobowiązania, a którego kontrahent nie godzi się na żadne ulgowe traktowanie, powinien rozważyć drogę prawną na gruncie art. 3571 kodeksu cywilnego. Należy pamiętać, iż na chwilę obecną sam w sobie fakt istnienia pandemii nie oznacza ogólnego istnienia w kraju siły wyższej i możliwości powoływania się na nią w każdej sytuacji. Wszelkie przypadki będą indywidualnie rozpatrywane przez sądy.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Pakiet “Tarcza antykryzysowa” wymaga uzupełnienia

Zaproponowany przez rząd pakiet zwany Tarczą antykryzysową to krok
w pożądanym kierunku, ale niewystarczający. Mimo dużej kwoty, jaką ministrowie przeznaczą na tzw. działania osłonowe, wiele branż, w tym targowa, MICE czy turystyczna mogą być narażone np. na trudności z zaspokajaniem zobowiązań, co w dalszej perspektywie uniemożliwi firmom rozwój. Potrzebne jest bezzwrotne wsparcie finansowe, które pozwoli „wyzerować” licznik zobowiązań i zapewnić płynność finansową działającym m.in. w naszej branży małym i średnim przedsiębiorstwom – uważa Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego.

Proponowane wsparcie dla małych i średnich przedsiębiorstw (MSP) jest niedostateczne. Głównie z powodu zwiększającej się puli niezaspokajanych zobowiązań.

– Przez kolejne tygodnie będą narastać długi przedsiębiorstw. Nawet jeśli przetrwają one kryzys, to zobowiązania, jakie pozostaną do spłacenia po prolongatach składek ZUS, podatków czy zaciągniętych kredytach spowoduje, że firmy, które (jeśli w ogóle) wyjdą z kryzysu, nie będą w stanie zarobić na spłatę zadłużenia, ani tym bardziej nie będą w stanie się rozwijać. Oznacza to, że prędzej czy później ich istnienie zostanie ponownie zagrożone – przewiduje Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Jej zdaniem, decydenci powinni zaproponować dziś szersze rozwiązania:
– Potrzebne jest bezzwrotne wsparcie finansowe, które pozwoli „wyzerować” licznik zobowiązań i zapewnić płynność finansową, aby MSP, na których opiera się polska gospodarka, nadal mogły funkcjonować. I aby cała nasza gospodarka mogła wrócić na ścieżkę rozwoju.

Podane propozycje wsparcia z pakietu „Tarcza Antykryzysowa” są, według Beaty Kozyry, dość konkretne. Proponowana kwota pakietu – 212 mld zł to, jak zauważa, ogromne pieniądze.
– Jednak filar skierowany do przedsiębiorców to jedynie działania osłonowe w postaci:

  • odsunięcie płatności ZUS i rozłożenie składek na ZUS na raty – po danym terminie trzeba będzie wszystko spłacić
  • odroczenie spłat rat kredytów i leasingu – po danym terminie trzeba będzie wszystko spłacić
  • mikropożyczki do 5 tys. zł – który trzeba będzie spłacić
  • dla przedsiębiorców, którzy udowodnią spadek obrotów / straty spowodowane koronawirusem, państwo gwarantuje 40 proc. pokrycia wynagrodzenia pracowników do wys. średniego wynagrodzenia w gospodarce – z czego przedsiębiorca, który na chwilę obecną nie ma żadnego źródła przychodu, ma zapłacić pozostałą cześć wynagrodzenia?
  • specjalne świadczenie w wysokości połowy minimalnego wynagrodzenia, czyli 1300 złotych brutto dla osób, które nie mogą pracować i nie zarabiają z powodu wprowadzonych przez rząd ograniczeń (np. w barach czy restauracjach) lub dlatego, że ich firmy z powodu koronawirusa zawiesiły działalność – wygląda na to, że jedynym wyjściem z sytuacji jest zawieszenie przez firmy działalności. A przeżycie pracownika za kwotę 1 300 zł brutto wydaje się nierealne.

Prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego wyraża jednak nadzieję, że Tarcza Antykryzysowa to pierwsza propozycja rządu dla przedsiębiorców.

– Pakiet powinien zostać uzupełniony o dodatkowe instrumenty wsparcia. Wierzymy, że opinie środowisk gospodarczych, także nasze, zostaną wzięte przez stronę rządową pod uwagę w toku dalszych prac i ostateczny kształt Tarczy Antykryzysowej zapewni naszym branżom możliwość dalszej egzystencji i rozwoju – podsumowuje Beata Kozyra.  

Straty, jakie w związku z epidemią koronawirusa i odwoływanymi przez nią imprezami, branża targowa oszacowała na 150 mln złotych miesięcznie. O podjęcie niezbędnych działań apelowała już do premiera i do minister Jadwigi Emilewicz. Przedstawiciele sektora targowego, w ramach utworzonego z branżami turystyczną i MICE Sztabu Kryzysowego, uczestniczyli ostatnio m.in. w spotkaniach z reprezentantami władzy i instytucji finansowych, podczas których przedstawiali propozycje konkretnych rozwiązań w obliczu zaistniałej sytuacji. Wartość polskiej branży targowej i wystawienniczej szacuje się na ok. 3 mld złotych. Na rynku tym operuje ponad 500 firm, a zatrudnienie w branży znajduje kilkadziesiąt tysięcy osób. Polska Izba Przemysłu Targowego zrzesza m.in. organizatorów targów i operatorów obiektów targowo-konferencyjnych w Polsce (m.in. Międzynarodowe Targi Poznańskie, Targi Kielce, Targi w Krakowie, Warszawskie Centrum EXPO XXI), dostawców usług projektowania, budowy i wyposażania stoisk targowych, transport i spedycję targową czy firmy marketingowe, IT.

Koronakryzys w 5 fazach. Zobacz, co czeka Twoją firmę

Jesteśmy w końcówce trzeciej fazy kryzysu wywołanego przez koronawirusa, gdy – przy pełnych burzach wewnętrznych – firmy powoli są zmuszone do komunikowania swoich problemów na zewnątrz. To teraz ważyć się będą losy wielu z nich. Komunikacja odegra tu kluczową rolę. Takie są wnioski z analiz dokonanych przez specjalizującą się w komunikacji kryzysowej agencję Alert Media Communications.

Według analizy Alert Media Communications (na podstawie ostatnich tygodni pracy agencji dla firm przygotowujących się na koronakryzys lub już nim dotkniętych) od momentu pojawienia się w mediach informacji o wirusie z Wuhan narasta kryzys, który można podzielić na pięć faz. Obecnie większość firm stoi w obliczu fazy czwartej, w której sprawność zarządzania i komunikowania będzie miała krytyczne znaczenie dla przebiegu fazy piątej, wypełnionej wielkimi emocjami konsumentów, prawdopodobnymi zwolnieniami, a nawet bankructwami, ale i wzmocnieniem tych firm, które wykażą się unikalną sprawnością zarządzania.

Koronakryzys to termin używany przez Alert Media Communiactions już od lutego br. na określenie komunikacyjnego trzęsienia ziemi, jakie zaczęło się w styczniu na Dalekim Wschodzie i w zaledwie kilka tygodni wdarło się w życie nawet najmniejszych firm nad Wisłą. „To już jest największy kryzys obecnego stulecia. Jego specyfika jest taka, że w równym stopniu co na immunologii, jeśli nie nawet w większym, opiera się na percepcji. To percepcja, strach, emocje wywołują fakty ogałacające półki ze sklepów, a lokale usługowe z klientów” – powiedział Adam Łaszyn, prezes Alert Media Communications i dodał: „Pierwsze firmy widzące rosnące zagrożenie zgłosiły się do nas dosyć wcześnie, już w lutym. Wdrażane działania w kilku różnych branżach pozwoliły nam na systematykę i zaobserwowanie mechanizmów o uniwersalnym charakterze. Stąd wzięło się tych 5 faz. Przewidujemy, że dwie z nich – chociaż dopiero przed nami – w praktyce są pewne, zgodnie ze znanymi nam od lat prawidłowościami, jakimi rządzą się kryzysy. Rozumienie tych mechanizmów może bardzo pomóc – zwłaszcza w uniknięciu błędów, które są głównym paliwem kryzysów. Bo im więcej firm lepiej sobie poradzi w tej sytuacji, tym mniejsze skutki dotkną krajową gospodarkę – to jest zatem w interesie nas wszystkich”.Koronawirus w 5 fazach_infografika_AMC

FAZA 1. – ŚWIT. Styczeń 2020.

Firmy dowiadują się, że jest problem. Nie wiedzą jeszcze, czy on ich dotyczy. Jedynie więc absorbują informacje, najczęściej z niewielką uwagą: „Coś w Chinach, coś w mediach”. Niektóre z nich wprowadzają pierwsze korekty bieżącej działalności, wynikające bezpośrednio lub pośrednio z destabilizacji rynku chińskiego (surowce, rynek dostaw, reakcje rynku finansowego). Pojawiają się pierwsze oznaki dekoniunktury oraz „pandemicznych” emocji, wynikających z doniesień medialnych o dramatach na statkach wycieczkowych. Pod koniec pierwszej fazy rośnie niepokój wynikający z ewidentnej już destabilizacji rynków Chin, Japonii, Korei i innych państw Azji Południowo-Wschodniej.

FAZA 2. – PIERWSZA KREW. Styczeń/luty 2020.

Równolegle do infekowania gospodarki europejskiej koronawirus dociera na nasz kontynent. Także polskie firmy muszą podejmować pierwsze decyzje koronakryzysowe – ograniczenie wyjazdów służbowych czy spotkań zewnętrznych. Powstają pierwsze sztaby zajmujące się problemem, ale – jak obserwowaliśmy – to wciąż poziom zarządzania na najwyższym szczeblu top managementu i to raczej w zamkniętych kręgach. Komunikacja w tej sprawie tylko wewnątrz firm i rzadko schodząca poniżej poziomu managerów. W sprawniejszych firmach (np. pod wpływem rekomendacji zewnętrznych) już powstają jednak pierwsze Sztaby Kryzysowe lub Zespoły Szybkiego Reagowania.

FAZA 3. – ILUMINACJA. Luty/marzec 2020

Dla zarządzających firmami jasne się staje, że „mamy problem” i to raczej duży oraz długotrwały. Koronakryzys poprzez efekt pośredni dotyka już bowiem realnie i wpływa na bieżącą działalność. Komunikacja schodzi do poziomu pracownika, ale wciąż zostaje w firmach jako wewnętrzna, gdzie się intensyfikuje (plakaty, zakazy, nakazy, edukacja, pierwsza praca zdalna itp.). Komunikaty zewnętrzne są bardzo rzadkie. Z jednej strony firmy dotyka atomizacja problemów, ponieważ każdy pracownik wracający z Azji czy Włoch tworzy problem, a do tego dochodzą też Niemcy – główny partner handlowy. Z drugiej strony ten kryzys się globalizuje – nadciągająca dekoniunktura jest już oczywista. W mniejszej lub większej panice powstają analizy „jak to wpłynie na nas” i plany ratunkowe. Jeśli w jakiejś firmie jeszcze nie powstał Sztab Kryzysowy – można się spodziewać trudnej przyszłości takiej spółki.

Obecnie mamy koniec Fazy 3. i początek 4. Fazy Czwarta i Piąta to przewidywania w niniejszej analizie.

FAZA 4. – ESKALACJA. Marzec/kwiecień 2020

Wszystko zmieniło pojawienie się koronawirusa w Polsce, co skutkowało drastycznymi decyzjami Rządu. Zmusiło to do zmian organizacji wewnętrznej właściwie wszystkie firmy. W każdej pojawiła się intensywna i wielopoziomowa komunikacja wewnętrzna. Powoli problemy wylewają się na zewnątrz, a to z kolei oznacza konieczność uruchamiania komunikacji zewnętrznej. Po szybkości jej uruchamiania (np. na profilach FB w reakcji na decyzje Rządu) już dzisiaj widać poziom sprawności firm. Interesariusze (klienci, partnerzy) będą coraz silniej domagać się informacji o tym, co firma robi, dlaczego czegoś nie ma lub czegoś nie robi, jak zapewnia bezpieczeństwo. Wielu pracowników korzysta już z możliwości pracy zdalnej, siedzi z dziećmi w domu. Rosną napięcia wewnętrzne dot. różnych warunków pracy, problemów z pracą zdalną lub brakiem pracy. Rosnąca grupa pracowników będzie na kwarantannie, a w skrajnych przypadkach – w szpitalu. W mediach pojawią się informacje o zakażeniu pracowników i koronawirus będzie wiązany z markami. To w tej fazie najsilniej swą moc przejawi zasada: „nie masz drugiej szansy na swą pierwszą reakcję”. Ta pierwsza reakcja skonfiguruje sposób postrzegania firm w ich konkretnym koronakryzysie.

FAZA 5. – ZENIT. Kwiecień/maj 2020

Po tąpnięciu w połowie marca sytuacja wcale nie tak szybko powróci do normy. W przypadku wielu firm nie wróci już nigdy. W Fazie 4. wiele z nich popełni w komunikacji zewnętrznej karygodne błędy, które skupią gniew interesariuszy widoczny najpierw w mediach społecznościowych (fale hejtu), a potem rozdmuchany przez tradycyjne media. To powodować będzie spadek zaufania pogłębiający kryzys, także wewnętrznie potęgowany przez pogłębiającą się dekoniunkturę. Pojawią się zwolnienia pracowników i bankructwa. Wyróżniają się firmy o spektakularnie dobrej komunikacji kryzysowej. Przede wszystkim jednak poradzą sobie dobrze firmy, które obronią się organizacyjnie i… unikną pojawienia się na pierwszym planie zainteresowania publicznego. Takie zainteresowanie medialne tworzą przede wszystkim spektakularne błędy, których akurat tym firmom uda się uniknąć. Kryzys lubi ciszę. Na przebieg Fazy 5. duży wpływ będą mieć trzy parametry. Pierwszy to wynik mobilizacji społecznej i państwowej w działaniach mających powstrzymać pandemię w kraju. Drugi to ewentualna pomoc państwa dla pracodawców i pracobiorców. Trzeci – wybory prezydenckie, o ile termin nie zostanie przesunięty. W piątej fazie zdecyduje się, czy kryzys nadal będzie eskalował, czy zacznie się zmniejszać – w skali kraju i wymiarze poszczególnych firm.

Z analizy Alert Media Communications wynikają WNIOSKI, które pokazują, że o przejściu każdej z firm przez narastający koronakryzys zdecydują dwa aspekty:

  1. Wewnętrzna sprawność organizacyjna – synergia w zarządzaniu problemami, wyzwaniami biznesowymi i komunikacją wewnętrzną;
  2. Komunikacja zewnętrzna – sposób reakcji firmy na zainteresowanie zewnętrznych interesariuszy począwszy od partnerów handlowych, przez sieci społecznościowe, po tradycyjne media. Największe znaczenie będą tu miały błędy w komunikacji w mediach tradycyjnych i społecznościowych.

Żeby ocenić pakiet antykryzysowy dla gospodarki, potrzebne są konkrety

Duży zawód spotkał dziś tych, którzy – słuchając rządowej narracji o tym, jak to polski rząd wyznacza innym kierunki działania – oczekiwali gradu konkretów i rozwiązań dla swoich firm. Prawda jest bowiem taka, że więcej propozycji było znanych jeszcze przed weekendem.

Do końca tygodnia mamy poznać propozycje przepisów, na których opierać będzie się pakiet osłonowy dla przedsiębiorców i pracowników. Kwota 212 mld zł robi wrażenie – jednak jak zostanie podzielona? Poza 7,5 mld zł na zdrowie i 30 mld zł na specjalny fundusz inwestycji publicznych, nie wiadomo. Stanowczo zbyt wiele pytań i za mało odpowiedzi – nie tego oczekiwali przedsiębiorcy i pracownicy.

Z punktu widzenia biznesu kluczowe jest wsparcie płynności finansowej tych przedsiębiorców, którzy odnotowują istotny spadek aktywności – mniej klientów, wycofujący się kontrahenci, spadek zamówień, spadek produkcji, mniejsze zapotrzebowanie na usługi. Tutaj otrzymaliśmy zatrważająco mało konkretów. Zaangażowanie takich instytucji jak PFR, ARP czy BGK to oczywistość i nie potrzeba konferencji prasowej do tego, żeby wiedzieć, iż znajdą się one na pierwszej linii frontu pomagania przedsiębiorcom. Z konkretów wiemy, że będą odraczane zobowiązania kredytowe – to jednak decyzja sektora bankowego, nie władz. Przedsiębiorcy będą mogli liczyć na preferencyjne pożyczki, kredyty i wsparcie de minimis na zasadach bardziej korzystnych niż dotychczas. Zaproponowano pomoc dla leasingobiorców w sektorze transportowym, lecz mamy nadzieję, iż nie tylko ta branża będzie mogła skorzystać ze specjalnych rozwiązań. Ważne dla przedsiębiorców będących wykonawcami zamówień publicznych jest to, iż mają wobec nich nie być stosowane twarde zapisy kontraktowe dotyczące kar umownych – jeśli w związku z koronawirusem nie będą w stanie wykonać zamówienia na czas.

Podczas konferencji zabrakło konkretnych zapowiedzi rozwiązań w odniesieniu do kwestii podatkowych. Wspomniano o możliwości skorzystania z instrumentów odroczenia płatności, rozłożenia na raty oraz ewentualnego umorzenia zobowiązań podatkowych na wniosek podatnika. Są to rozwiązania istniejące obecnie w Ordynacji podatkowej. Niestety dotychczas decyzje w tym zakresie były wydawane uznaniowo, najczęściej były to decyzje odmowne. Potrzebne są więc w tym zakresie konkretne rozwiązania ze wskazaniem jasnych przesłanek, z których wynikać będzie, że podmiotom, które ucierpiały w związku z epidemią należy przyznać ulgę. Niezbędne jest ograniczenie uznaniowości urzędniczej w tym zakresie. Ponadto postulowane przez przedsiębiorców, księgowych i doradców podatkowych odroczenie terminów składania wszelkich deklaracji, zeznań podatkowych, sprawozdań i raportów należy uznać za absolutnie konieczne. Kwestie te powinny zostać jednoznacznie uregulowane w zapowiadanej przez Rząd specustawie z rozwiązaniami dla gospodarki i biznesu.

W obliczu utrudnionego funkcjonowania przedsiębiorstw oraz biur rachunkowych i służb finansowo-księgowych, całkowicie nie do zaakceptowania byłaby bowiem sytuacja, w której podatnicy ponosiliby negatywne konsekwencje niedotrzymania właściwych terminów.

W celu ograniczenia negatywnych skutków finansowych istotne jest również odroczenie terminów poboru podatków. Potrzebne są również rozwiązania pozwalające rozliczyć straty poniesione przez przedsiębiorców w związku z epidemią. Istotne jest złagodzenie rygorów dot. kosztów uzyskania przychodów poprzez np. możliwość rozliczenia kar umownych. Zasadne byłoby również umożliwienie rozliczenia straty za rok 2020 w rozliczeniu za rok 2019. W celu wprowadzenia szybkich rozwiązań Minister Finansów powinien wydać interpretację ogólną w tym zakresie.

Trudno zaproponowane rozwiązania uznać za tarczę, która ma ochronić polski rynek pracy przed skutkami koronawirusa i nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym. Dopłaty do pensji to zdecydowanie za mało. To działania jedynie doraźne, a rynek pracy potrzebuje konkretnych reform. Konta czasu pracy, elastyczne formy zatrudnienia, skoordynowana polityka migracyjna to są regulacje na czas kryzysu. Najwidoczniej rządzącym zabrakło odwagi, aby do walki z kryzysem wytoczyć ciężkie działa. Ale machanie szabelką może okazać się dla rynku pracy niewystarczające.

Pakiet fiskalny dotyczący inwestycji publicznych nie jest ani najlepszym ani nowoczesnym rozwiązaniem. Jest wręcz przestarzały. Obecnie jesteśmy na etapie szoku podażowego, szczególnie w branży budowlanej. Cierpi ona na brak pracowników, sprzętu. Jeszcze przed kryzysem drożejące mieszkania oraz rosnące wartości nowych przetargów świadczyły, że ceny zaczynają niebezpiecznie szybować w górę. Dlatego priorytetem powinno być zapewnienie płynności wszystkim firmom oraz docelowo redukcja tzw. klina podatkowo-składkowego. Musi to być jednak scenariusz pisany na co najmniej dwa, trzy lata. Opracowany na długą walkę ze spowolnieniem, a być może nawet recesją. Nie może to być rozwiązanie skonstruowane pod presją wyborczej kampanii i nadchodzących wyborów prezydenckich. Musimy każdą publiczną złotówkę wydać jak najlepiej, a nie jak najprędzej, byle do 10 maja gdy Polacy spotkają się przy wyborczych urnach.

Dlatego opracowując plan działań należy pamiętać, że za rok i dwa też trzeba będzie zaplanować finanse publiczne, a budżet nie jest workiem bez dna.

Ponadto z uwagi na ograniczenia w funkcjonowaniu sądów i organów administracji, jak również trudności w kontaktach przedsiębiorców z ich profesjonalnymi pełnomocnikami i biurami księgowymi, za niezbędne należy uznać wprowadzenie odpowiednich rozwiązań w zakresie terminów procesowych i materialnych. W celu zagwarantowania obywatelom i przedsiębiorcom realizacji ich praw i obowiązków  zasadne byłoby zawieszenie biegu terminów procesowych oraz przesunięcie terminów materialnych, które nie podlegają przywróceniu. Należy również rozważyć zawieszenie prowadzonych obecnie postępowań administracyjnych, sądowych i sądowo-administracyjnych, w których stronami są przedsiębiorcy, ponieważ brak czynnego udziału w postępowaniu może skutkować negatywnymi rozstrzygnięciami.

Reasumując, potrzebne są konkrety. Czekamy do końca tygodnia, kiedy mają się one pojawić, żeby rzetelnie ocenić i zaproponować ewentualne poprawki. Wszystkim nam zależy na tym, aby przedsiębiorcy i pracownicy przetrwali ten trudny czas.

Pracodawcy RP

MEDCAMP S.A. – Genxone wprowadza do oferty testy wykrywające obecność SARS-Cov-2

MEDCAMP S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, otrzymała informację od swojej spółki portfelowej – Genxone S.A. – o zamiarze rozpoczęcia przez ten podmiot, jako pierwszy prywatny w Polsce, działania w zakresie wykonywania badań genetycznych w kierunku wykrywania koronawirusa SARS-Cov-2 (COVID-19). Genxone S.A. planuje wykonywać badania we współpracy ze swoim strategicznym partnerem – spółką Diagnostyka Sp. z o.o., która jest obecnie największą siecią laboratoriów diagnostycznych w Polsce.

W dniu 16 oraz 17 marca 2020 r. Genxone S.A. i Diagnostyka Sp. z o.o. zawarły aneksy do umowy o współpracy pomiędzy tymi spółkami, zgodnie z którymi Diagnostyka Sp. z o.o. zobowiązała się wprowadzić do swojej oferty testy Genxone wykrywające obecność SARS-Cov-2 (COVID-19) przy użyciu metody Real Time RT-PCR. Po rozpoczęciu epidemii koronawirusa na świecie Genxone S.A. opracowała i wdrożyła w swoim laboratorium wszystkie niezbędne procedury konieczne do przeprowadzania testów wykrywających obecność SARS-Cov-2 (COVID-19), zgodne ze standardami i wytycznymi WHO. Genxone S.A. posiada potencjał diagnostyczny, naukowo-badawczy i organizacyjny do przeprowadzenia testów wykrywających obecność SARS-Cov-2 (COVID-19).

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z naszej inwestycji w Genxone. Pokładamy duże nadzieje w  rozwoju tej spółki i liczymy, że to dopiero początek dobrych informacji, które będziemy mogli przekazywać rynkowi.” – komentuje Cezary Ziarkowski, Prezes Zarządu Spółki MEDCAMP S.A.

Spółka zamierza zaoferować w pierwszej kolejności badania osobom, które nie wykazują objawów klinicznych choroby, a także nie były narażone na kontakt z osobami zakażonymi SARS-Cov-2 oraz chorymi na COVID-19. Test wykonywany przez Genxone S.A. jest zaprojektowany zgodnie z zaleceniami WHO i umożliwia on wykrywanie 3 genów w pojedynczej reakcji Real-Time PCR: gen E, gen N i genRdRP. Stwarza to możliwość wykrycia wirusów z grupy beta-koronowirusów (gen E) oraz identyfikację wirusa SARS-Cov-2 (gen N i RdRP). Tak zaprojektowany test gwarantuje podwójne potwierdzenie w przypadku zakażenia, jak również zmniejsza ryzyko uzyskania wyników fałszywie negatywnych w przypadku wykrycia tylko jednego targetu dla SARS-Cov-2. Zmniejsza to tym samym ryzyko otrzymania wyników wątpliwych, w przypadku których istnieje konieczność powtórki weryfikującej (powtórnego pobrania i/lub sekwencjonowania).

Genxone S.A. jest spółką portfelową MEDCAMP S.A. i działa w branży biotechnologicznej. Podmiot ten świadczy usługi diagnostyki genetycznej w oparciu o technologię sekwencjonowania nanoporowego. W 2018 r. Spółka utworzyła Laboratorium Genetyki Molekularnej, a w 2019 r. uzyskała status NZOZ. Od 2019 r. jednym z akcjonariuszy Genxone S.A. jest Diagnostyka Sp. z o.o. – największa sieć laboratoriów diagnostycznych w Polsce, która w tym roku podpisała ze spółkę umowę współpracy. Spółka Genxone S.A. planuje debiut na rynku NewConnect w pierwszej połowie 2020 r.

MEDCAMP S.A. podpisał w ostatnim czasie z TOROX EKO Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych porozumienie inwestycyjne, na mocy którego zwiększy swoje zaangażowanie w Genxone S.A. z 15,9% do ponad 50% w kapitale zakładowym. Medcamp S.A. nabędzie akcje po cenie nie niższej niż 6,90 zł za jedną akcję.

W akcjonariacie MEDCAMP S.A. ujawniła się też notowana na rynku NewConnect spółka JR HOLDING ASI S.A., która posiada 2.620.000 akcji Spółki stanowiących 10,02% udziału w kapitale zakładowym oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA.

MEDCAMP S.A. to spółka notowana na rynku NewConnect od 2007 r., która zajmuje się realizowaniem innowacyjnych projektów medycznych oraz biotechnologicznych, ze szczególnym uwzględnieniem genetyki.

JR HOLDING ASI S.A. inwestuje w spółki biotechnologiczne

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., dokonała zakupu akcji notowanej na rynku NewConnect spółki Medcamp S.A. Podmiot ten działa w branży biotechnologicznej i jest akcjonariuszem zmierzającej na rynek NewConnect spółki Genxone S.A., która planuje wprowadzić do oferty testy wykrywające obecność koronawirusa SARS-Cov-2 (COVID-19).

 

Emitent podpisał z Moonrock Enterprise S.A. umowę, której przedmiotem jest zakup przez JR HOLDING ASI S.A. 2.620.000 akcji spółki Medcamp S.A. Stanowią one 10,02% udziału w kapitale zakładowym tego podmiotu oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA. Medcamp S.A. to spółka notowana na rynku NewConnect od 2007 r., która zajmuje się realizowaniem innowacyjnych projektów medycznych oraz biotechnologicznych, ze szczególnym uwzględnieniem genetyki. Jedną z jej spółek portfelowych jest Genxone S.A., która planuje wykonywać badania we współpracy ze swoim strategicznym partnerem – spółką Diagnostyka Sp. z o.o., będącą obecnie największą siecią laboratoriów diagnostycznych w Polsce. Genxone S.A. i Diagnostyka Sp. z o.o. zawarły aneksy do umowy o współpracy pomiędzy tymi spółkami, na podstawie których Diagnostyka Sp. z o.o. zobowiązała się wprowadzić do swojej oferty testy Genxone wykrywające obecność SARS-Cov-2 (COVID-19) przy użyciu metody Real Time RT-PCR. Po rozpoczęciu epidemii koronawirusa na świecie Genxone S.A. opracowała i wdrożyła w swoim laboratorium wszystkie niezbędne procedury konieczne do przeprowadzania testów wykrywających obecność SARS-Cov-2 (COVID-19), zgodne ze standardami i wytycznymi WHO. Genxone S.A. posiada potencjał diagnostyczny, naukowo-badawczy oraz organizacyjny do przeprowadzenia testów wykrywających obecność SARS-Cov-2 (COVID-19). Zarząd JR HOLDING ASI S.A. uważa, że inwestycja w Medcamp S.A. wpisuje się w obecną strategię rozwoju i będzie miała pozytywny wpływ na wyniki finansowe Spółki.

 

„Decyzja o inwestycji w Medcamp S.A. została poprzedzona głębokimi analizami jej biznesu oraz potencjału do dalszego wzrostu. Podmiot ten jest istotnym akcjonariuszem Genxone S.A., która poinformowała, że planuje jako pierwszy prywatny podmiot w Polsce podjąć działania w zakresie wykonywania badań genetycznych w kierunku wykrywania koronawirusa SARS-Cov-2 (COVID-19). W tym zakresie spółka ta będzie współpracowała ze swoim partnerem strategicznym i zarazem największą siecią laboratoriów diagnostycznych w Polsce – Diagnostyka Sp. z o.o. Genxone S.A. działa w bardzo perspektywicznej branży biotechnologicznej i może zanotować wysoki wzrost skali biznesu, a ponadto chce zadebiutować w najbliższym czasie na rynku NewConnect. Inwestycja w Medcamp S.A. wpisuje się w założenia naszej strategii rozwoju i jestem przekonany, że uda nam się wygenerować na niej bardzo dobrą stopę zwrotu.” – podkreśla January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

 

Medcamp S.A. podpisał z TOROX EKO Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych porozumienie inwestycyjne, na mocy którego zwiększy swoje zaangażowanie w Genxone S.A. z 15,9% do ponad 50% w kapitale zakładowym. Medcamp S.A. nabędzie akcje po cenie nie niższej niż 6,90 zł za jedną akcję.

 

Genxone S.A. to spółka działająca w branży biotechnologicznej, która swoją działalność rozpoczęła w 2016 r., a jej założycielami są dr Michał Kaszuba oraz profesor Uniwersytetu w Kopenhadze Łukasz Krych. Obecnie jest to jedyna w Polsce spółka, która wykonuje badania oraz testy diagnostyczne z wykorzystaniem technologii sekwencjonowania nanoporowego (NGS) w oparciu o licencję udzieloną przez Oxford Nanopore Technologies. Genxone S.A. swoje usługi świadczy głównie w obszarze diagnostyki genetycznej oraz w przemyśle spożywczym, weterynarii czy rolnictwie. W 2018 r. spółka utworzyła Laboratorium Genetyki Molekularnej, a w 2019 r. uzyskała status NZOZ. Od 2019 r. jednym z akcjonariuszy Genxone S.A. jest Diagnostyka Sp. z o.o. – największa sieć laboratoriów diagnostycznych w Polsce, która w tym roku podpisała ze spółkę umowę współpracy. Spółka Genxone S.A. planuje debiut na rynku NewConnect w pierwszej połowie 2020 r.

Bardzo dużo dzieje się także w innym projekcie biotechnologicznym JR HOLDING ASI S.A. Spółka portfelowa Adelante Sp. z o.o., która jest zaangażowana w przedsięwzięcie polegające na wdrożeniu terapii leczenia stwardnienia rozsianego, podpisała list intencyjny z prof. dr hab. Marcinem Markiem Majką, będącym Kierownikiem Zakładu Transplantologii i Kierownikiem Pracowni Bank Tkanek i Komórek Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum. Jego celem jest współpraca naukowo-badawcza w realizacji eksperymentu medycznego pt.: „Autologiczny transfer komórek macierzystych szpiku kostnego w terapii stwardnienia rozsianego (SM) oraz jego komercyjnego wdrożenia w terapii chorób autoimmunologicznych oraz innych schorzeń o nieznanej etiologii w tym stwardnienia zanikowego bocznego (SLA)”. Strony w celu realizacji przedsięwzięcia zamierzają podjąć współpracę z Uniwersyteckim Szpitalem Dziecięcym w Krakowie, Pracownią Bank Tkanek i Komórek Zakładu Transplantologii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie oraz SPZOZ Szpitalem Uniwersyteckim w Krakowie.

W dniu 18 marca 2020 r. odbyło się też Nadzwyczajne Zgromadzenie Wspólników Adelante Sp. z o.o., na którym podwyższono kapitał zakładowy Spółki. Nowi inwestorzy Spółki dokonają wpłat za udziały w łącznej wysokości 4,2 mln zł, co zapewni jej środki na realizację przedsięwzięcia, polegającego na wdrożeniu terapii leczenia stwardnienia rozsianego.

„Jestem bardzo zadowolony z dynamiki rozwoju projektu realizowanego przez Adelante Sp. z o.o. Wszystkie działania są prowadzone zgodnie z przyjętym harmonogramem. Spółka odbyła także Zgromadzenie Wspólników, które zatwierdziło podwyższenie kapitału zakładowego. Kwota pozyskanych środków ma wynieść 4,2 mln zł, co pozwoli na realizację zaplanowanych działań w ramach naszego przedsięwzięcia.” – zakończył Prezes Ciszewski.

W ostatnim czasie JR HOLDING ASI S.A. poinformowała o podpisaniu przez spółkę portfelową Adelante Sp. z o.o. umowy z Dr n. med. Wojciechem Orłowskim, której przedmiotem jest wspólny rozwój projektu i wdrożenie w ośrodkach leczniczych terapii stwardnienia rozsianego. Współpraca będzie odbywać się pomiędzy Dr n. med. Wojciechem Orłowskim i Adelante na zasadach wyłączności w zakresie wykorzystania w terapii stwardnienia rozsianego w najszerszym możliwie zakresie metody autologicznego transferu komórek macierzystych szpiku kostnego oraz związanego z tą metodą patentu uzyskanego przez Doktora oraz wykorzystania w terapii stwardnienia rozsianego praw własności przemysłowej i autorskich praw majątkowych, które przysługują Doktorowi. Adelante wraz Dr n. med. Wojciechem Orłowskim zamierzają uzyskać w przyszłości patent pt. „Cell product for treating autoimmune diseases” oraz inne patenty opracowane w ramach realizacji zawartej umowy, a także wdrożyć terapię stwardnienia rozsianego w komercyjnym leczeniu klinicznym w oparciu o ww. metodę, patenty, inne prawa własności przemysłowej, majątkowe prawa autorskie, know-how, wiedzę i doświadczenie. Strony będą także dążyły do rozwoju terapii stwardnienia rozsianego autologicznym transferem komórek macierzystych szpiku kostnego oraz terapii innych schorzeń w tym schorzeń autoimmunologicznych.

Do podstawowych obowiązków Doktora Orłowskiego wynikających z umowy należy m.in. koordynowanie projektu i doradztwo w zakresie jego rozwoju w tym terapii stwardnienia rozsianego autologicznym transferem komórek macierzystych szpiku kostnego oraz komercyjnego wprowadzania jej w ośrodkach leczniczych na terenie Polski oraz zagranicą. Z kolei Adelante jest odpowiedzialne za zapewnienie niezbędnego wsparcia organizacyjnego, marketingowego, finansowego i prawnego dla projektu, zapewnienie usług pomocniczych dla jego realizacji oraz podpisanie umów z laboratoriami, bankami tkanek i komórek, ośrodkami leczniczymi i innymi podmiotami.

Terapia polega na leczeniu stwardnienia rozsianego autologicznym przeszczepem komórek macierzystych szpiku kostnego. Przechodzi ona testy kliniczne, które zostaną uzupełnione o dodatkowe niezbędne dane oraz uzyska dopuszczenie do zastosowania jako zabiegi lecznicze wykonywane zgodnie ze wskazaniami, które wynikają z aktualnej wiedzy medycznej. Dzięki zastosowaniu terapii wszystkie osoby chore na stwardnienie rozsiane, które uczestniczyły w terapii, zostały bezpiecznie i skutecznie leczone, z wysokim stopniem obniżenia skali niepełnosprawności spowodowanej chorobą w ocenie neurologicznej (≥ 50%). Dodatkowo, w ramach projektu, prowadzone będą dalsze badania nad wykorzystaniem zastosowanych w terapii rozwiązań w leczeniu innych chorób, w tym autoimmunologicznych.

JR HOLDING ASI S.A. opublikowała w listopadzie ub. roku strategię rozwoju na lata 2020-2022, która przewiduje wyjście z segmentu nieruchomościowego i reinwestycję środków w nowe projekty inwestycyjne z obszaru odnawialnych źródeł energii, gier komputerowych oraz nowych technologii, zwłaszcza sztucznej inteligencji. Spółka planuje także przenieść notowania na rynek główny GPW w Warszawie. JR HOLDING ASI S.A. będzie prezentowała wartość portfela inwestycyjnego poprzez kwartalną aktualizację wyceny aktywów, w szczególności aktywów notowanych na giełdzie. Ambicją Zarządu Spółki jest osiągnięcie do końca 2022 r. aktywów o wartości 1 mld zł.

W portfelu inwestycyjnym JR HOLDING ASI S.A. znajduje się obecnie kilka spółek publicznych. Jedną z nich jest notowana na rynku NewConnect Columbus Energy S.A. będąca liderem na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. JR HOLDING S.A. jest także akcjonariuszem Setanta S.A. – spółki notowanej na Głównym Rynku GPW w Warszawie, która jest w trakcie połączenia z wydawnictwem gier komputerowych ALL IN! GAMES Sp. z o.o. Kolejną spółką portfelową z rynku NewConnect jest ONE MORE LEVEL S.A. będąca producentem gier komputerowych, która pracuje obecnie nad swoją największą produkcją – grą „Ghostrunner”. Innym podmiotem portfelowym JR HOLDING ASI S.A. jest spółka z rynku NewConnect – Thunderbolt S.A. Podmiot ten buduje globalną platformę szkoleniowo-edukacyjną TopLevelTennis.com, na której zamieszczane będą nagrania z największymi światowymi gwiazdami tenisa ziemnego. JR HOLDING ASI S.A. jest także akcjonariuszem notowanej na rynku NewConnect Spółki Premium Fund S.A., która nabyła 100% udziałów Mousetrap Games Sp. z o.o. działającej w branży gier mobilnych. JR HOLDING ASI S.A. posiada też akcje notowanej na rynku NewConnect spółki Synerga.fund S.A., która posiada 8% udziałów w spółce ALL IN! GAMES Sp. z o.o. oraz podpisała Term Sheet, zgodnie z którym będzie odpowiadała za marketing i skalowanie terapii na świecie oraz budowę globalnej marki Adelante i produktu oraz terapii.

Horrendalne zarobki w branży IT to mit. Wynagrodzenia wahają się od 4 do 10 tys. zł na rękę w zależności od stażu

Od 4 tys. zł na rękę na stanowisku juniora do 10 tys. zł dla seniorów – taki jest rozstrzał płac w branży IT, która w Polsce jest zdecydowanie zdominowana przez mężczyzn, stanowiących aż 90 proc. zatrudnionych – wynika z tegorocznego „Badania społeczności IT 2020”.  To przede wszystkim programiści, a ponad połowa jest skupiona tylko w trzech województwach. Autorzy raportu wskazują również, że zatrudnionych w IT przybywa w szybkim tempie, a polski rynek dojrzewa i zmierza w kierunku modelu z krajów zachodnich.

 Programista, który zarabia 15 tys. zł na rękę, to jest mit, który wynika pewnie z tego, że wiele firm publikuje mocno zawyżone widełki, nieodpowiadające rzeczywistym płacom – mówi agencji Newseria Biznes Adam Kukołowicz, współzałożyciel Bulldogjob.

Branża IT jest postrzegana jako ta, która oferuje jedne z najwyższych wynagrodzeń. Tymczasem – jak wynika z przeprowadzonego na początku tego roku „Badania społeczności IT 2020” – to tylko część prawdy.

– W naszym badaniu pytaliśmy o rzeczywiste płace, które programiści i specjaliści IT dostają na rękę. Większość zarabia dużo mniej. Dla juniora, czyli osoby początkującej, jest to około 4 tys. zł, dla mida, czyli osoby z pewnym doświadczeniem – od 6 do 8 tys. zł. Dopiero seniorzy, czyli ci najbardziej doświadczeni, zarabiają powyżej 10 tys. zł na rękę, co odpowiada mniej więcej 15 tys. zł na umowę o pracę – wyjaśnia Adam Kukołowicz.

Na najlepsze płace w branży IT mogą liczyć specjaliści pracujący w Warszawie (średnia prawie 9,5 tys. zł). Na najniższe zarobki muszą z kolei przygotować się pracownicy IT w takich miastach jak Rzeszów, Lublin czy Szczecin. W zależności od lokalizacji różnica w wynagrodzeniu może wynosić nawet 40 proc.

Większość (60 proc.) specjalistów IT pracuje na podstawie umowy o pracę, drugą najpopularniejszą formą jest współpraca B2B (27 proc.). jednak również zatrudnieni na podstawie umów cywilnoprawnych w dużej części mogą też liczyć np. na płatny urlop, co pokazuje, że są traktowani podobnie do pracowników etatowych.

Badanie pokazuje też, że polska branża IT to przede wszystkim programiści (56,7 proc.). 13 proc. zadeklarowało pracę na stanowisku administratora lub DevOpsa, a blisko 10 proc. określiła się jako QA/tester. Branża jest też zdecydowanie zdominowana przez mężczyzn, którzy stanowią 90 proc.

– Ta liczba nie zmienia się znacząco, co jest trochę zaskakujące, ponieważ widać bardzo wiele inicjatyw, które mają na celu ściągnięcie kobiet do branży IT – mówi Adam Kukołowicz.

Zdecydowana większość specjalistów IT w Polsce to ludzie młodzi – średnia wieku to 30 lat, ale blisko 1/4 ma mniej niż 25 lat. Gros jest skupionych w dużych miastach i aglomeracjach w trzech województwach: mazowieckim, małopolskim i dolnośląskim – pracuje w nich aż 52 proc. polskich specjalistów IT. Ponad 73 proc. przedstawicieli branży ukończyło studia wyższe, a blisko 12 proc. wciąż jest w ich trakcie. Dominuje ścieżka kariery rozpoczynająca się od kierunków technicznych (64 proc.) oraz ścisłych (24 proc.), które dają podstawowe zaplecze do zawodu. Aż 99,5 proc. pracowników IT posługuje się też językiem angielskim, który jest podstawą funkcjonowania w tej branży.

 Widać też, że w branży IT jest wiele nowych osób, które dopiero zaczynają z nią swoją przygodę. Ponad połowa z 5,5 tys. przebadanych przez nas osób ma staż poniżej czterech lat, co pokazuje, że ludzi w IT przybywa w dużym tempie – mówi współzałożyciel Bulldogjob.

Jak podkreśla, badania obalają też stereotyp, że informatycy są zamkniętą i mało towarzyską grupą pracowników.

– Programiści kolegują się z innymi pracownikami i ten aspekt ludzki w pracy jest dla nich bardzo ważny. 20 proc. stwierdziło nawet, że kluczowym czynnikiem jest dla nich to, z kim pracują. Jednak najważniejszym powodem i motywacją, dla której ludzie chcą być w tej czy innej firmie, są możliwości rozwoju – wskazuje Adam Kukołowicz.

Głównym językiem programowania, który spaja całe IT, jest SQL, którym posługuje się jednak tylko 58 proc. specjalistów. To zaskakujące o tyle, że nie tylko programiści, ale też analitycy czy testerzy muszą wykorzystywać SQL w swojej codziennej pracy. Dalej na liście najpopularniejszych języków programowania niezmiennie od lat plasują się JavaScript (54 proc.), Java (45 proc.) oraz Python (32 proc.).

– W Polsce, przez to, że więcej osób zajmuje się systemami biznesowymi, bardziej popularna jest Java. Przekłada się to również na fakt, że popularność JavaScriptu w Polsce jest mniejsza niż na Zachodzie. Podobnie jest też w przypadku Pythona, który zdobywa tam bardzo dużą popularność – szczególnie przez to, że w coraz większym stopniu mamy do czynienia z zastosowaniami AI czy machine learning, gdzie ten język odgrywa kluczową rolę – mówi Adam Kukołowicz.

Współzałożyciel Bulldogjob podkreśla jednak, że i w Polsce udział Pythona i JavaScriptu, czyli języka wysokopoziomowego, webowego, będzie się zwiększać, co wynika z faktu, że polski rynek IT dojrzewa i zmierza w kierunku modelu zachodniego.

S&P: Kryzys wywołany koronawirusem będzie mieć krótkotrwały charakter. Obniżki stóp procentowych mogą być mieczem obosiecznym w walce z recesją

Szacowany spadek PKB dla strefy euro ukształtuje się w tym roku w przedziale -0,5 do -1 proc., ale spowolnienie powinno mieć krótkotrwały charakter – prognozuje S&P Global Ratings. Według analityków trzeba spodziewać się tymczasowego ograniczenia akcji kredytowej, a jakość portfela kredytowego banków się pogorszy, ale większość z nich pozostanie bezpieczna. – Inicjatywy banków centralnych, takie jak obniżanie stóp procentowych, mogą też być obosiecznym i ostatecznie mniej skutecznym mieczem do walki z recesją – zauważa analityk S&P Michał Selbka. 

– Czas obecnej pandemii SARS-CoV-2 jest bardzo niefortunny w obliczu i tak spodziewanego spowolnienia gospodarczego oraz kryzysu na rynku ropy naftowej i załamania się cen tego surowca – podkreśla w komentarzu dla agencji Newseria Biznes Michał Selbka, główny analityk agencji S&P Global Ratings odpowiedzialny za ocenę ryzyka krajowego sektora bankowego (BICRA) dla Polski.

S&P szacuje, że nagłe zahamowanie wzrostu gospodarczego, spowodowane przez SARS-CoV-2, doprowadzi w tym roku do globalnej recesji – dla strefy euro szacowany spadek PKB kształtuje się w przedziale -0,5 do -1 proc. Stany Zjednoczone także pozostaną bez gospodarczego wzrostu.

– Na tę chwilę oceniamy jednak, że choć jest to nagłe i bardzo znaczące spowolnienie, powinno mieć charakter krótkotrwały. Oczywiście wciąż pozostaje wiele niewiadomych dotyczących tempa rozprzestrzeniania się koronawirusa, rodzaju działań podejmowanych przez państwa, ale przede wszystkim okresu ich trwania oraz realnej efektywności polityki pomocowej dla gospodarki – mówi Michał Selbka.

Jak podkreśla, po stronie banków trzeba spodziewać się przynajmniej tymczasowego ograniczenia akcji kredytowej oraz dalszego pogorszenia ich rentowności – zwłaszcza w obliczu obniżania stóp procentowych i niższej zdolności kredytowej pożyczkobiorców.

 Długotrwały okres bardzo niskich stóp procentowych doprowadził zarówno do pewnego zamaskowania prawdziwej zdolności kredytowej wielu słabszych pożyczkobiorców, jak i jakości portfela banków. SARS-CoV-2 może częściowo stać się katalizatorem. W ostatnich latach niskie stopy procentowe miały też istotny wpływ na wzrost cen nieruchomości w wielu państwach europejskich – mówi Michał Selbka.

W raporcie „COVID-19 Countermeasures May Contain Damage To Europe’s Financial Institutions For Now” S&P przewiduje, że jakość portfela kredytowego banków pogorszy się na skutek obecnego kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa. Jednak większość z nich zbudowała w ostatnich latach wystarczające bufory kapitałowe, dlatego powinny pozostać bezpieczne – o ile bieżąca sytuacja nie przeobrazi się w długotrwałą recesję. Analitycy wskazują też, że dla banków kluczowa w przezwyciężeniu obecnego kryzysu może okazać się digitalizacja – zarówno po stronie operacyjnej, jak i w relacjach z klientami.

We wtorek Rada Polityki Pieniężnej po raz pierwszy od pięciu lat zdecydowała się na zmianę stóp procentowych, które pozostawały na niezmienionym poziomie od 2015 roku. Główna stopa referencyjna została obniżona o 0,5 pkt proc. do rekordowo niskiego poziomu 1 proc., co w uzasadnieniu RPP ma między innymi zmniejszyć obciążenia po stronie kredytobiorców.

– Inicjatywy banków centralnych, takie jak obniżanie stóp procentowych, mogą być obosiecznym i ostatecznie mniej skutecznym mieczem do walki z recesją – zauważa jednak Michał Selbka.

W związku z pogorszeniem prognoz gospodarczych i nastrojów na rynkach finansowych – połączonych z dużymi obniżkami cen ropy naftowej na globalnym rynku – banki centralne istotnie poluzowały w ostatnich dniach politykę pieniężną. Amerykański Fed obniżył stopy niemal do zera, uruchomił skup aktywów i zwiększył skalę płynności na rynku finansowym. Europejski Bank Centralny, ze względu na ujemny poziom stóp procentowych, poluzował warunki monetarne, m.in. zwiększając skalę operacji zasilających w płynność oraz zwiększając skalę skupu aktywów.

 W obecnej sytuacji kryzysowej Komisja Europejska zadeklarowała akceptację pomocy państwowej dla prywatnych spółek. Niektóre centralne banki, jak EBC, tymczasowo obniżyły wymogi kapitałowe i płynnościowe dla banków komercyjnych, co ważne, odsuwając zagrożenie interwencji wobec np. kapitału podporządkowanego czy hybrydowego. Również antycykliczne bufory kapitałowe (CCyB) banków – wymagane w niektórych państwach w okresie niedawnego, bardzo dobrego cyklu koniunkturalnego – mogą teraz zostać wykorzystane, czyli obniżone, zgodnie z ich pierwotnym założeniem – mówi Michał Selbka.

Premier Mateusz Morawiecki przedstawił wczoraj wstępne założenia tzw. tarczy antykryzysowej, która ma zamortyzować skutki pandemii koronawirusa dla przedsiębiorstw i gospodarki. Pozytywnie ocenił poniedziałkowe zapowiedzi Narodowego Banku Polskiego, który będzie prowadził skup obligacji skarbowych na rynku wtórnym w ramach strukturalnych operacji otwartego rynku oraz operacje zasilające sektor bankowy w płynność poprzez transakcje repo.

– Oprócz roli banku centralnego w zapewnianiu płynności sektora kluczowe wydają się być bodźce oraz wsparcie ze strony polityki fiskalnej – szczególnie w krótszym i średnim terminie. Możliwymi do wykorzystania narzędziami są np. kredyty pomostowe, gwarancje kredytowe, bezpośrednie subsydia czy odroczenia podatków korporacyjnych. One nie tylko mogą zahamować wzrost bezrobocia oraz liczbę upadłości firm, ale pośrednio poprawiają też jakość kredytów oraz obciążenia kapitałowe w sektorze bankowym – mówi ekspert.

Jak podkreśla, poziom upadłości spółek z pewnością wzrośnie – szczególnie tych, które miały problemy jeszcze przed rozpoczęciem pandemii, ale będzie to uzależnione m.in. od regionu i sektora gospodarki (np. branża transportowa, turystyczna lub surowcowa mogą znaleźć się w stosunkowo najcięższej sytuacji) oraz okresu i charakteru środków podjętych przez państwa w celu walki z rozprzestrzenianiem się koronawirusa.

 W celu tymczasowego odciążenia kredytobiorców banki we Włoszech czy w Polsce już wprowadziły możliwość wakacji kredytowych, czyli odroczenia rat kapitałowych o trzy, a nawet sześć miesięcy dla klientów detalicznych i małych lub średnich przedsiębiorstw. Podjęte działania powinny zapobiec niektórym niewypłacalnościom, szczególnie w obliczu mocnych środków użytych przez państwa w walce z SARS-CoV-2, o ile nie będziemy mieli do czynienia z wystąpieniem długiego okresu głębszej recesji – podkreśla główny analityk agencji S&P Global Ratings odpowiedzialny za ocenę ryzyka krajowego sektora bankowego dla Polski.

Rząd wprowadza tarczę antykryzysową o wartości 212 mld zł. Przedsiębiorcy nie są usatysfakcjonowani

212 mld zł wspomoże polskich przedsiębiorców. Rząd zaprezentował w środę plan wsparcia dla firm, którym z powodu pandemii spadną przychody. – Obecny kryzys może uderzyć w Polskę mocniej niż kryzys sprzed parunastu lat. Chodzi o to, żeby wyhamować epidemię, nie hamując gospodarki – ostrzegł premier. Przedsiębiorcy, oceniając propozycje pomocowe, podkreślają, że rząd i prezydent nie doceniają skali problemu.

Premier Mateusz Morawiecki i prezydent Andrzej Duda zapowiedzieli, że do końca tygodnia przygotowany zostanie szereg ustaw, które w podziale na pięć obszarów wspomogą gospodarkę, a przede wszystkim rynek pracy. Jak przyznał prezydent, uniemożliwi to zachowanie zrównoważonego budżetu. Na pakiet ratunkowy sam rząd przeznaczy ponad 60 mld zł. Wspomniane filary pomocy to bezpieczeństwo pracowników, finansowanie przedsiębiorstw, ochrona zdrowia, wzmocnienie systemu finansowego i wzmocnienie inwestycji publicznych.

Pierwszy z nich pochłonie 30 mld złotych. Obejmie m.in.: dofinansowanie elastycznego zatrudnienia, przesunięcie płatności za media, finansowanie postojowego dla umów cywilnoprawnych i samozatrudnionych, dodatkowy zasiłek opiekuńczy dla osób, które opiekują się dzieckiem do 12. roku życia na okres 14 dni, wakacje kredytowe, wakacje od obowiązków administracyjnych, ochrona konsumentów i pożyczkobiorców, wydłużenie elastycznego czasu pracy, dodatkowe wsparcie osób niepełnosprawnych.

– Firmom, które spełnią kryteria związane ze spadkiem obrotów i zarejestrują stratę finansową, państwo będzie mogło pokrywać 40 proc. wynagrodzenia do wysokości wynagrodzenia średniego w gospodarce krajowej. Drugie 40 proc. pokrywa pracodawca. Co najmniej drugie 40 proc., bo to zależy od woli pracodawców i ich możliwości finansowych. Jestem przekonany, że parę milionów osób, może nawet 3 lub 4 mln, będzie bezpieczniejsze na rynku pracy – podkreślił Mateusz Morawiecki

Także osoby samozatrudnione lub pracujące na umowę-zlecenie lub umowę o dzieło będą mogły skorzystać ze wsparcia w postaci do 80 proc. minimalnego wynagrodzenia, co ma im pozwolić przetrwać czas zastoju w zleceniach.

– W ramach pierwszego filaru trudno jest wskazać element godny krytyki – jest on wprost obliczony na utrzymanie zatrudnienia i zabezpieczenie stopy życiowej milionów pracowników. W perspektywie najbliższych tygodni jego rezultatem będzie wsparcie popytu – podkreśla Związek Przedsiębiorców i Pracodawców. – Sprawiedliwy wydaje się być układ, w ramach którego największy – równy – ciężar wypłaty wynagrodzeń w firmach szczególnie dotkniętych skutkami pandemii spadnie na państwo i przedsiębiorców. Również wsparcie przewidziane dla osób samozatrudnionych oraz pracujących na podstawie umowy-zlecenia czy umowy o dzieło zasługuje na aprobatę.

Na wsparcie firm przeznaczono ponad 73 mld zł. To głównie środki płynnościowe: gwarancje, kredyty, kapitał, ubezpieczenia i dopłaty, odroczenie lub rozłożenie składek ZUS bez opłat, brak kar za opóźnienia w przetargach publicznych, brak kar za opóźnienia w przetargach publicznych, automatyczne przedłużenie bankowych kredytów obrotowych czy rozliczenie całej tegorocznej straty w przyszłym roku. Małe firmy mają otrzymać m.in bezzwrotną pożyczkę do 5 tys. zł, jeśli w ciągu sześciu miesięcy nie zwolnią pracowników.

Ten filar pakietu pomocowego jest znacznie bardziej krytycznie oceniany przez przedsiębiorców.

Przede wszystkim przedstawiony pakiet nie zawiera skutecznego narzędzia sprawnie wspierającego płynność najmniejszych podmiotów. System gwarancji jest oczywiście pożądany, jednak wciąż będzie on polegać na ułatwianiu podmiotom uzyskania kredytów na warunkach rynkowych. Nie stanowi zatem odpowiedzi na problemy firm, które z dnia na dzień utraciły istotną część swoich przychodów. Całkowicie nieprzystającym do skali potrzeb instrumentem są też mikropożyczki w wysokości do 5 tys. zł. W naszym przekonaniu konieczne jest uruchomienie specjalnej linii tanich, łatwo i szybko dostępnych pożyczek dla najmniejszych firm. Powinny one wynosić maksymalnie 15 proc. przychodu firmy za ostatni rok, lecz nie więcej niż 300 tys. zł – dodaje ZPP.

Firmy zgłaszają także zastrzeżenia co do propozycji odroczenia płatności składek ZUS.

Odsuwanie płatności ZUS i innych na trzy miesiące dla firm, które już widzą, że będą walczyć o życie co najmniej do końca roku, oraz kumulowanie im tych płatności na maj i czerwiec to nawet nie jest plaster na krwawiąca ranę – podkreśla dr Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan.

Jak podkreśla, brakuje całego szeregu rozwiązań, które umożliwią firmom funkcjonowanie. Są to m.in. zawieszenie terminów procesowych, przedłużenie oświadczeń o zatrudnieniu cudzoziemców, uwolnienie środków z kont split payment VAT oraz zabezpieczenia przed odpowiedzialnością za niezrealizowanie umów.

Zdaniem Piotra Araka, dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego, to właśnie dwa pierwsze filary – czyli ochrona pracowników i narzędzia dla firm – są najważniejszą częścią projektu, bo zapewnią małym firmom i samozatrudnionym płynność finansową, a co za tym idzie – środki do życia rodzinom.

Najważniejszymi elementami „pięciopaku gospodarczego” są bez wątpienia: finansowanie wynagrodzenia pracowników przez państwo podczas postoju ekonomicznego, wakacje kredytowe, przesunięcie terminu płatności danin publicznych i rocznej deklaracji podatkowej oraz wprowadzenie dodatkowego zasiłku opiekuńczego – ocenia Piotr Arak. – Dzięki tym działaniom uda się uchronić gospodarstwa domowe przed gwałtownym pogorszeniem sytuacji materialnej, a gospodarkę przed nadmiernym spadkiem popytu wewnętrznego. Kluczowa na tym etapie jest ochrona miejsc pracy, bo cały czas musimy zakładać, że szok, z którym mamy do czynienia, może mieć charakter czasowy. Bardzo ważne będą także gwarancje finansowe i kredyty preferencyjne obsługiwane przez Polski Fundusz Rozwoju we współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, Agencją Rozwoju Przemysłu i Korporacją Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Te działania zabezpieczą działalność przedsiębiorstw na czas spowolnienia i trudności wynikających z pandemii – zaznacza.

W środę minister rozwoju Jadwiga Emilewicz przedstawiła również propozycje rozwiązań dla poszczególnych branż, które najmocniej odczuwają skutki epidemii.

– Dla branży turystycznej mamy szczególne rozwiązania. Przede wszystkim wydłużenie do 180 dni możliwości zwrotu za niezrealizowane wycieczki. To samo dotyczy branży transportowej. Według oceny rządu nawet około 25–30 proc. firm może stracić możliwość spłaty rat leasingowych. Dlatego przedsiębiorcy otrzymają instrument umożliwiający refinansowanie umów leasingowych – podkreśliła.

Nanosrebro nadzieją implantologii. Polscy naukowcy opracowali implant laryngologiczny z antybakteryjną powłoką

Antybakteryjne działanie nanosrebra pozwoli uniknąć zakażeń będących poważnym powikłaniem po operacji wszczepienia implantu. Naukowcy z AGH opracowali pierwszy implant laryngologiczny z tworzywa polimerowego pokrytego cienką warstwą srebra. Będzie on dla pacjentów szansą na szybszą rekonwalescencję po operacji. Proces rynkowego wdrożenia i objęcia rozwiązania refundacją potrwa jednak jeszcze kilka lat. Jak dotąd urządzenie wszczepiano pacjentom w ramach badania klinicznego.

– Otoimplant to proteza ucha środkowego o działaniu bakteriobójczym. Jest wykonana z polimeru medycznego i zawiera nanocząstki srebra. Jej zadaniem jest odtworzenie łańcucha kosteczek słuchowych, często zniszczonego w przebiegu chorób, urazów, wad wrodzonych. Drugą funkcją protezy jest eliminacja bakterii i grzybów pojawiających się często w przebiegach stanów zapalnych – mówi agencji Newseria Innowacje dr hab. inż. Magdalena Ziąbka z Wydziału Inżynierii Materiałowej i Ceramiki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Mimo że materiały stosowane we współczesnej implantologii wykazują dużą biokompatybilność, problemem wciąż pozostają zakażenia bakteryjne po wszczepieniu implantu. W stomatologii najczęściej stosowanym materiałem jest tytan. Naukowcy z Agharkar Research Institute z powodzeniem zmodyfikowali powierzchnię implantu, osadzając na niej cienką warstwę nanosrebra. Powłoka zapewniała kontrolowane uwalnianie srebra do 22 dni, utrzymując długotrwałe działanie przeciwbakteryjne. Ludzkie komórki fibroblastów dziąseł mogą namnażać się w pobliżu wszczepów pokrytych nanosrebrem, co sprawia, że implant jest w pełni biokompatybilny.

Rozwiązania, które są szansą dla stomatologii, są również oczekiwanymi technologiami w otolaryngologii.

– Na rynku wyrobów medycznych otolaryngologicznych jest bardzo dużo rozwiązań. Jednakże wszystkim tym rozwiązaniom brakuje naszego pomysłu, czyli funkcji bakteriobójczej. Implanty dostępne powszechnie są metaliczne. Nasz implant jest zbudowany z tworzywa polimerowego. Zapewniamy więc lekkość konstrukcji, a dodatkowo nanocząstki srebra eliminują bakterie – wyjaśnia ekspertka.

Implant laryngologiczny opracowany przez naukowców z AGH może przyczynić się do znacznego skrócenia okresu rekonwalescencji pacjentów poddanych zabiegowi jego wszczepienia. Stosowanie nanosrebra, którego działanie bakteriobójcze zostało już potwierdzone, przyczyni się ponadto do znacznej redukcji podawania antybiotyków w okresie okołooperacyjnym. Na pełne wdrożenie rozwiązania trzeba będzie jednak jeszcze poczekać.

– Samo wprowadzenie wyrobu jest bardzo trudne, ponieważ musimy dążyć do uzyskania certyfikatu wyrobu medycznego i w dalszej konsekwencji starać się, by wprowadzić go na listę wyrobów refundowanych, dzięki czemu będzie bardziej dostępny dla szerszego grona pacjentów. Projekt jest na etapie wdrożeniowym, otoimplant został wszczepiony sześciu pacjentom, którzy borykali się z niedosłuchem. U wszystkich z nich odnotowano subiektywną poprawę słuchu – mówi dr hab. inż. Magdalena Ziąbka.

Według analityków z Market Research Future światowy rynek implantów medycznych będzie notował do roku 2023 roczne wzrosty sięgające 7,5 proc.

„Tarcza antykryzysowa” – oto jak rząd chce ratować polskie firmy

Prezes Rady Ministrów:

  • 73 mld na finansowanie przedsiębiorstw i rolowanie rat kredytów (wakacje kredytowe) – takie same rozwiązanie będą chcieli wypracować z przedsiębiorstwami zaopatrującymi w gaz/prąd itp. (będą wypracowywać przez ten tydzień).
  • Odroczenie płatności ZUS do czerwca (bez opłaty prolongacyjnej).
  • Możliwość odliczenia od przyszłorocznego CITu całej straty z powodu koronawirusa (do 5 mln zł) + utrzymanie CITu na tym samym poziomie.
  • Uruchomienie dodatkowych środków z Polskiego Funduszu Rozwoju na dokapitalizowanie firm.

Prezes NBP:

  • System bankowy jest dobrze zaopatrzony w kapitał i bezpieczny.
  • Bank centralny jest silny i nie ma powodów do niepokoju.
  • NBP wraz z RPP po raz pierwszy sięgnął po niestandardowe narzędzia, podejmując cały pakiet:

– obniżono stopy procentowe

– obniżono koszty obsługi kredytów przez przedsiębiorców

– zasilanie banków w płynność poprzez operacje „repo”  – nie ma możliwości żeby banki utraciły płynność

– otwarto na wielką skalę skup obligacji skarbowych na rynku wtórnym – w celu utrzymania płynności tego obiegu (pierwsza aukcja 19.03)

– uruchomienie kredytu wekslowego (wspieranie przez NBP „taniego”  kredytowania przedsiębiorstw przez banki)

-obniżono stopę rezerwy obowiązkowej z 3,5% do 0,5%

– podniesienie oprocentowania rezerwy obowiązkowej do poziomu stopy referencyjnej

Minister Rozwoju p. Emilewicz:

  • Nowe ubezpieczenia handlowe.
  • Fundusz dopłat w BGK do odsetek od kredytów.
  • Szczególne rozwiązania dla branży turystycznej (szczególnie małe i średnie firmy) poprzez wydłużenie do 180 dni okres zwrotu pieniędzy za niezorganizowane wyjazdy.
  • Szczególne rozwiązania dla branży transportowej wspólnie z Agencją Rozwoju Przemysłu przygotowano nowy instrument związany z refinansowaniem leasingów.
  • Odroczenie innych należności publicznoprawnych.
  • Zniesiono zakaz handlu w niedzieli w zakresie możliwości zaopatrywania sklepy w niedziele (będzie też ustawa w tej kwestii).
  • Rozmawiamy z branżą handlową o „wakacjach czynszowych”

 Dodatkowo Premier powiedział, że wszystkie omówione działania mają znaleźć odzwierciedlenie w jednej ustawie. Przewidywany czas ukazania się projektu to końcówka tego tygodnia.

Stay at home trade – nowa moda na Wall Street

Helicopter money to nic innego jak bezpośrednie przekazywanie pieniędzy obywatelom na ich rachunki. W Polsce takie helicopter money od rządu to np. program 500+, gdzie również otrzymuje się wpływ na konto ze względu na posiadanie dziecka. Obecnie helicopter money może być wdrożone dla osób pracujących, które pracę mogą tymczasowo stracić przez epidemię koronawirusa.

Informacje, które się wczoraj pojawiły, mówią o tym, że administracja prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa szykuje program wsparcia na kwotę 1 bln dolarów. W ramach tych działań każdy Amerykanin miałby dostać np. 1000 USD. W najczarniejszym scenariuszu bezrobocie w USA może wynieść aż 20 proc., stąd prace nad programem pomocy na tak wielką kwotę.

Wall Street jednak jak na razie nie reaguje wzrostami na te informacje, być może czekając na finalne ich potwierdzenie i wprowadzenie nowego prawa. Indeks Dow Jones Industrial Average traci dziś prawie 6 proc., indeks S&P 500 spada o około 5 proc., a Nasdaq o niecałe 4 proc. Zmienność jest wciąż duża i taka może pozostawać, stąd po takich spadkach, niewykluczone są wzrosty o podobnej skali.

W Nowym Jorku dziś pojawiła się dziś pozytywna rekomendacja dla Domino’s Pizza. Cena docelowa została ustanowiona na poziomie 351 USD, czyli o około 17 proc. wyżej, niż bieżąca cena rynkowa. Podana przez Longbow Research cena jest niższa niż średnia na Wall Street na poziomie 367,50 USD. Łącznie sieć pizzerii ma 14 rekomendacji kupna, 12 trzymaj i 1 sprzedaj.

Podczas dzisiejszej sesji pozytywnie wyróżniają się akcje spółki Amazon, rosnąc o prawie 1 proc. Z kolei Walmart rośnie o prawie 6 proc., Costco o prawie 2 proc., a Netflix o ponad 3 proc. UBS zwyżkuje o prawie 3,5 proc. Widać zatem, że inwestorzy bardziej zdecydowanie kupują akcje spółek, które zajmują się sprzedażą detaliczna, dostarczaniem produktów i przesyłek oraz streamingiem.
Pisaliśmy o nich również w poprzednich komentarzach, jako „nowa moda” na Wall Street, którą określa się jako „stay at home trade”. Ponieważ marzec dobiega końca, kluczowe będą wyniki za pierwszy kwartał i skala rozbieżności względem oczekiwań.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

PKN ORLEN rekomenduje dywidendę na wysokim poziomie

Zarząd PKN ORLEN zarekomendował wypłatę dywidendy za 2019 r. na poziomie 3 zł na akcję.  Poziom ten odzwierciedla stabilną sytuację finansową Spółki i efekty realizowanych obecnie inwestycji we wszystkich obszarach działalności. Finalną decyzję o wysokości dywidendy podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie.

– Nasza polityka dywidendowa zakłada systematyczną wypłatę dywidendy. Wysokość dywidendy uzależniona jest od osiąganych wyników, sytuacji makro, sytuacji płynnościowej oraz planów inwestycyjnych Grupy ORLEN. Dobre wyniki finansowe w połączeniu z niskim poziomem zadłużenia Grupy pozwalają na podzielenie się zyskiem z naszymi akcjonariuszami. Dlatego zdecydowaliśmy się zarekomendować Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy na poziomie 3 zł na akcję – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W 2019 roku Koncern utrzymywał dobrą sytuację finansową. Zadłużenie netto spadło o (-) 3,2 mln PLN (r/r) do poziomu 2,4 mld PLN na koniec 2019 r., a dźwignia finansowa utrzymywała się na bezpiecznym poziomie 6,3%.

Bank Pocztowy podnosi limit płatności bez konieczności podawania kodu PIN do 100 złotych w transakcjach zbliżeniowych

Bank Pocztowy podwyższył limit płatności  dla transakcji zbliżeniowych kartą Mastercard bez konieczności podawania kodu PIN do 100 złotych. Pierwotnie limit płatności bez PIN miał zostać podniesiony w polskim sektorze bankowym pod koniec 2020 roku. W związku z rozprzestrzeniającą się pandemią koronawirusa Komisja Nadzoru Finansowego zaapelowała o przyśpieszenie prac. Rezygnacja z płatności gotówką na rzecz kart płatniczych to działanie profilaktyczne, mające na celu zmniejszenie prawdopodobieństwa zakażenia wirusem.

Sylwia Kosidło Bank Pocztowy web
Sylwia Kosidło, Dyrektor Departamentu Kart Płatniczych i Bankowości Elektronicznej Banku Pocztowego

Pocztowy Gotowy, dzięki czemu Klienci Banku mogą już płacić zbliżeniowo kartami Mastercard bez podawania PIN do 100 złotych. Podwyższona kwota transakcji dotyczy kart debetowych i kredytowych Mastercard.

Trwają prace, by w możliwie najbliższym czasie podwyższyć limit także dla kart VISA.

– Bank Pocztowy podwyższył kwotę limitu dla transakcji zbliżeniowych do 100 zł w ślad za podjętymi działaniami organizacji kartowych. Niemniej jednak istotne jest również wdrożenie zmian przez wszystkich akceptantów płatności kartowych, aby terminal płatniczy nie wymuszał kodu PIN dla transakcji zbliżeniowych do 100 złmówi Sylwia Kosidło, Dyrektor Departamentu Kart Płatniczych i Bankowości Elektronicznej Banku Pocztowego.

MOL Norge odkrył ropę i gaz na Morzu Północnym

MOL Norge AS, będąca w całości własnością MOL Group oraz jej partnerzy joint venture, odkryli ropę i gaz na złożu morskim położonym około 200 km na zachód od Stavanger w norweskiej części Morza Północnego.

Odwiert poszukiwawczy w ramach koncesji 820S, został wywiercony na maksymalną głębokość 2,652 metrów pod poziomem morza, gdzie odnaleziona została ropa i gaz w różnych formacjach. Testy wykazały 3 463 baryłek ekwiwalentu ropy dziennie. Szacuje się, że wydobywalne zasoby z głównej formacji wynoszą od 12 do 71 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej.

Wartość komercyjna tego odkrycia zostanie oszacowana po zakończeniu dodatkowych prac technicznych.

MOL Norge AS ma 40% udziałów w koncesji 820S i jest jej operatorem, partnerami są Lundin Norway AS (40%), Wintershall Dea Norge AS (10%) oraz Pandion Energy AS (10%).

Grupa MOL weszła na rynek Norweski w 2015 roku, poprzez 100% przejęcie udziałów w Ithaca Petroleum Norge. Wiercenia rozpoczęły się w 2018 r., po tym jak operator osiągnął stan gotowości w rekordowym czasie i bez komplikacji, w tej ściśle regulowanej branży.

„Tarcza antykryzysowa” – 212 mld zł, podzielone na 5 filarów

Rząd wprowadził pakiet pomocowy dla przedsiębiorców. „Tarcza antykryzysowa” związana ze skutkami epidemii koronawirusa sięgnie 212 mld zł. 

  1. Filar – ochrona pracowników (przed utratą miejsc pracy):
  • dopłata do 40% do wynagrodzenia pracowników do wysokości średniego wynagrodzenia w przypadku przedsiębiorców którzy spełnią kryteria starty. Przedsiębiorca musi pokryć sam co najmniej 40%,
  • osoby samozatrudnione/na zleceniu/um. o dzieło – do 80% minimalnego wynagrodzenia będzie pokrywane przez rząd,
  • przedłużenie zasiłku opiekuńczego dla osób opiekujących się dziećmi do 8 roku życia (jeśli szkoły nadal będą zamknięte),
  • prolongata rat kredytowych/odciążeń mediów,
  • ustawa antylichwiarska,
  • walka z rosnącymi cenami (m. in. za pośrednictwem UOKiK).
  1. Filar – dla przedsiębiorców:
  • Gwarancje kredytowe,
  • Zapewnienie płynności,
  • Mikro pożyczki do 5 000 zł,
  • Leasing operacyjny dla sektora transportowego i spedycji ,
  • Rozwiązania o charakterze gwarancyjnym, płynnościowym (zapewnianie przez instytucje rozwojowe).
  1. Filar – wsparcie dla służby zdrowia:
  • Modernizacja bazy szpitalnej i infrastruktury medycznej.
  1. Filar – funkcjonowanie sektora finansowego:
  • Zapewnienie bezpieczeństwa lokat, środków, depozytów,
  • Współpraca z NBP (on ma też swój odrębny pakiet),
  • Mechanizmy zabezpieczające.
  1. Filar – inwestycji publicznych:
  • Impuls inwestycyjny ze strony państwa,
  • Fundusz na 30 mld zł (modernizacja szkół, cyfryzacja, ochrona środowiska, energetyka, drogi, kolej).

Nie będzie nowych środków od UE.

Kwestie zawarte w filarach będą wprowadzane rozporządzeniami/ustawami jeszcze w tym tygodniu.

Rząd i Prezydent nie doceniają skali zagrożenia gospodarki – komentarz do propozycji pakietu osłonowego

Szumnie ogłaszany pakiet osłonowy to chyba najbardziej oczekiwany przez przedsiębiorców projekt rządowy od lat 90-tych. W takich sytuacjach władza ma tylko jedną szansę – ogłosić coś co uspokoi rynki i da firmom przekonanie, że ktoś panuje nad sytuacją i wie co robić. Od tego, czy pracodawcy i pracownicy spojrzą z choćby minimalnym optymizmem na swoją przyszłość, zależy czy będziemy mieli do czynienia faktycznie z recesją i jak głęboka ona będzie. Te nastroje zdecydują, czy właściciele firm skupią się na rozważaniu wariantu bankructwa czy raczej przeznaczą wszystkie siły i środki na ratowanie swoich przedsiębiorstw. Od tego zależy czy pracownicy zaczną oszczędzać ile się da, czy raczej zdecydują się realizować zakupy, które napędzą gospodarkę po spowolnieniu. Dlatego w ostatnich dniach słyszeliśmy ze świata zapowiedzi bezprecedensowych środków, podejmowanych przez różne kraje. Oni wykorzystali tą jedyną szansą, żeby powiedzieć: zrobimy wszystko co trzeba, żeby ochronić swoją gospodarkę i nie boimy się działać odważnie, bo czas jest nadzwyczajny.

Na podstawie zapowiedzi, które zaprezentowano przed chwilą na konferencji po Radzie Gabinetowej można wyciągnąć dwa wnioski. Albo Rząd i Prezydent nie doceniają skali zagrożenia gospodarki albo nie mają pomysłu co mogli by w tej sytuacji zrobić. W to drugie, jako organizacja pracodawców, nie możemy uwierzyć. Przekazaliśmy do Rządu konkretny pakiet propozycji zebranych w szerokich konsultacjach z kilkuset firmami. Zatem, jeżeli te propozycje zostały wykorzystane w tak okrojonej formie jak ogłoszono, najwyraźniej mamy do czynienia z bagatelizowaniem skali zagrożenia.

Najkonkretniejsza propozycja to modyfikacja istniejących już przepisów o przestoju ekonomicznym i obniżonym czasie pracy. Jest to postulat Lewiatana. Firmy o obniżonych obrotach, stracie z ostatnich miesięcy, mogą liczyć na dopłatę do 40% wynagrodzenia przeciętnego dla pracownika, o ile same zapłacą drugie 40%. Pracownicy otrzymają zatem maksymalnie 80% średniej. Jednak ważne jest żeby przestoju ekonomicznego, czy obniżonego czasu pracy, nie wprowadzać układem zbiorowym. To spowoduje, że przepis stanie się martwy. W najlepszej sytuacji będą musiały upłynąć miesiące zanim uda się do tego doprowadzić.

Odsuwanie płatności ZUS i innych na za 3 m-ce – dla firm, które już widzą, że będą walczyć o życie co najmniej do końca roku – oraz kumulowanie im tych płatności na maj i czerwiec to nawet nie jest plaster na krwawiąca ranę.

Zabrakło całego szeregu rozwiązań, które są oczekiwane tu i teraz, żeby firmy mogły w ogóle funkcjonować:

  • zawieszenie terminów procesowych
  • zawieszenia obowiązku badań lekarskich dla pracowników, skoro nie działa medycyna pracy
  • przedłużenie oświadczeń o zatrudnieniu cudzoziemców
  • uwolnienia środków z kont split payment VAT
  • odsunięcia podatków sankcyjnych
  • zabezpieczenia przed odpowiedzialnością za niezrealizowanie umów

Brakuje też realnych rozwiązań, dających wsparcie firmom z branż, które już dziś znalazły się na granicy upadłości. Gwarancje i wakacje kredytowe nie wystarczą. Ważne jest również, że ogłoszona kwota 212 mld złotych wydaje się imponująca, ale pytanie ile z tego faktycznie trafi do pracowników i przedsiębiorców – mówi Grzegorz Baczewski, Dyrektor Generalny w Konfederacji Lewiatan.

ZUS wprowadza pakiet rozwiązań dla przedsiębiorców w związku z koronawirusem

Zakład Ubezpieczeń Społecznych wprowadził pierwsze rozwiązania mające złagodzić problemy z płynnością polskich przedsiębiorstw w związku z epidemią koronawirusa.

Jeśli firma z powodu epidemii ma problemy, by zapłacić bieżące składki lub należności wynikające z zawartej już z ZUS umowy o rozłożenie zadłużenia na raty bądź odroczenie terminu płatności, możliwe jest skorzystanie z uproszczonych form pomocy:

  • odroczenia o 3 miesiące terminu płatności składek za okres od lutego do kwietnia 2020 r.,
  • zawieszenia na 3 miesiące realizacji umowy zawartej z ZUS, w której termin płatności rat bądź składek wyznaczono w okresie od marca do maja 2020 r., i tym samym wydłużenia o 3 miesiące terminu realizacji zawartej umowy.

Aby skorzystać z ulg należy złożyć odpowiedni wniosek w tej sprawie. We wniosku trzeba wskazać, w jaki sposób epidemia koronawirusa wpłynęła na sytuację finansową firmy i brak możliwości terminowego opłacenia należności. Następnie będzie trzeba uzupełnić dokumentację o dodatkowe dokumenty dotyczące pomocy publicznej. Więcej informacji oraz szczegóły procedury znajdują się na stronie internetowej ZUS.

Jeżeli w ciągu 3 miesięcy sytuacja finansowa przedsiębiorstwa nie ulegnie poprawie, będzie możliwość wystąpienia z wnioskiem o renegocjację zawartej umowy.

Dodatkowo ZUS planuje wstrzymanie działań egzekucyjnych – na należności od lutego do kwietnia 2020 r. wobec aktywnych płatników, którzy do końca stycznia 2020 r. nie zalegali z opłacaniem składek.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców podkreśla, że zaproponowane działania są absolutnie niewystarczające. Odroczenie terminu płatności składek oznacza, że za trzy miesiące przedsiębiorcy zostaną obarczeni podwójnymi kosztami składek, co może mieć fatalny wpływ na tempo przywracania polskiej gospodarki do stanu normalności po kryzysie.

Mikro przedsiębiorstwa, w których płatnik jest jednocześnie ubezpieczonym, powinny mieć możliwość zawieszenia płatności składek za okres od lutego br. na okres od 2 miesięcy z możliwością przedłużenia tego okresu. Czas zawieszenia nie byłby wliczany w okres składkowy.

Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP zauważa – Jeśli, ktoś chce wyłożyć mikro i mały biznes, to niech dalej lansuje pomysły “odroczenia płatności ZUS”. Wówczas ci, którzy przetrwają teraz, mogą paść pod ciężarem skumulowanych długów w czasie odbudowy gospodarki. ZUS dla mikro i małych firm należy zawiesić do czerwca (bez wliczania tego w okres składkowy.

Jednocześnie wskazujemy, że już sam czas ograniczenia terminów odroczeń i zawieszeń proponowanych przez ZUS jedynie na miesiące luty – kwiecień br. budzi poważne wątpliwości. Perturbacje związane z stanem zagrożenia epidemiologicznego, mogą mieć wpływ na działanie firm w znacznie dłuższym okresie.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych powinien również ponosić całkowity koszt wypłacania wynagrodzenia chorobowego dla pracowników poddanych obowiązkowej kwarantannie od 1 dnia trwania kwarantanny.

Toyota zawiesza produkcję w większości europejskich fabryk w związku z pandemią koronawirusa

W związku z coraz szybszym rozprzestrzenianiem się pandemii koronawirusa w Europie, a także jej wpływem na społeczeństwo i gospodarkę, Toyota Motor Europe (TME) wprowadza szeroką gamę środków mających na celu ograniczenie wzrostu zachorowań. Jednocześnie firma chce zapewnić swoim klientom bezpieczeństwo i należyty poziom obsługi.

Toyota przekazuje wyrazy współczucia dla wszystkich na całym świecie, którzy od początku pandemii stracili bliskich w wyniku choroby, a także dla tych, którzy w inny sposób zostali dotknięci w związku z szerzeniem się koronawirusa. Jednocześnie pragniemy wyrazić ogromne uznanie i szacunek dla pracowników medycznych i przedstawicieli władz publicznych, którzy dzień i noc pracują na pierwszej linii w walce z pandemią.

Wszystkie decyzje podejmujemy, kierując się względami bezpieczeństwa naszych pracowników i interesariuszy oraz tych, którzy już dziś mierzą się z tym kryzysem. Robimy wszystko, by inicjować stosowne działania w odpowiednim czasie w tej niezwykle szybko zmieniającej się sytuacji. Będziemy nadal podejmować decyzje na podstawie wytycznych otrzymywanych od władz publicznych w każdym kraju i regionie.

Podstawowe środki ostrożności

We wszystkich obiektach Toyoty w całej Europie zostały wprowadzone procedury zgodne z rekomendacjami podmiotów odpowiedzialnych za zdrowie publiczne, które mają na celu ograniczenie lub spowolnienie rozprzestrzeniania się koronawirusa. Dotyczą one nadzwyczajnych standardów higienicznych, przekazywania informacji, organizacji pracy zdalnej z domu dla pracowników biurowych, ograniczeń w przemieszczaniu się, odwoływania lub przekładania spotkań i wydarzeń oraz ograniczania kontaktów międzyludzkich.

Produkcja

Wzrost zachorowań na COVID-19 w kolejnych krajach i regionach Europy powoduje, że odpowiednie władze zarządzają zamykanie większości obiektów, punktów usługowych i zakładów.

W związku z tym Toyota Motor Europe zdecydowała o sukcesywnym zawieszaniu produkcji większości swoich fabryk w Europie. Dotyczy to zarówno zakładów produkujących samochody, jak i silniki oraz przekładnie. Fabryki wstrzymają produkcję do odwołania.

Decyzja o wstrzymaniu produkcji dotyczy następujących zakładów:

  • Toyota Motor Manufacturing France (TMMF) w Onnaing – produkcja została zawieszona
  • Toyota Motor Manufacturing UK (TMUK) w Burnaston i Deeside – od 18 marca
  • Toyota Peugeot Citroen Automobiles (TPCA) w Kolinie w Czechach – od 19 marca
  • Toyota Motor Manufacturing Poland (TMMP) w Wałbrzychu i Jelczu-Laskowicach – od 18 marca
  • Toyota Motor Manufacturing Turkey (TMMT) w Sakarya – od 21 marca

Pozostałe działania

Procesy produkcyjne ważne dla społeczeństwa, takie jak zapewnienie ciągłości dostaw części zamiennych do samochodów naszych klientów, będą kontynuowane ze względu na to, że jest to kwestia bezpieczeństwa publicznego. Nadal prowadzone będą również działania i projekty kluczowe dla płynnego wznowienia produkcji oraz dla przyszłych działań fabryk, jednak liczba uczestniczących w nich pracowników zostanie ograniczona do minimum. Dotyczy to przede wszystkim projektowania nowych samochodów.