Tniemy stopy procentowe

O ile kredytobiorcy frankowi nie mają powodu do radości, o tyle obniżka stóp procentowych o 0,5% z pewnością ucieszy kredytobiorców złotowych. To mniej więcej spadek raty o około 40 zł miesięcznie na każde 100 000 zł kredytu.

RPP tnie stopy procentowe

Zgodnie z przewidywaniami pomimo wysokiej inflacji Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe i to (podobnie jak inne kraje) od razu o 0,5%. tj. do
poziomu 1,00%. Jednocześnie Rada ustaliła następujący poziom pozostałych stóp
procentowych NBP:

▪ stopa lombardowa 1,50%;
▪ stopa depozytowa 0,50%;
▪ stopa redyskonta weksli 1,05%;
▪ stopa dyskonta weksli 1,10%.

Rynki spodziewały się, że prędzej czy później taka decyzja nastąpi, w związku z czym złoty utrzymywał zbliżone poziomy po decyzji, co przed nią. Co ciekawe, obserwatorzy raczej spodziewali się, że nadzwyczajne posiedzenie obniży o zaledwie 0,25%, a drugie cięcie zobaczymy na posiedzeniu 7-8 kwietnia. Tak się jednak nie stało. Euro w dalszym ciągu odbija się poniżej poziomu 4,50 zł, frank z kolei odbił się od 4,25 zł, ale już kilkukrotnie osiągnął ten poziom.

Ropa wciąż w dół

Kurs baryłki ropy spadł poniżej 28 dolarów. Minima z 2016 roku to 27,12 dolara, oznacza to, że jesteśmy bardzo blisko najtańszej ropy od kryzysu dotcomów z początku stulecia. Wraz z cenami ropy, w dół lecą waluty krajów eksportujących ropę, szczególnie tych, gdzie ropa naftowa jest istotnym elementem budżetu. Widać to szczególnie dobrze w naszej części świata w Norwegii i Rosji. Korona norweska w ciągu miesiąca straciła na wartości około 10%, a rubel ponad 15%.

Dobre dane z Polski

Dzisiaj poznaliśmy dane za luty na temat wzrostu wynagrodzeń oraz wzrostu zatrudnienia. Są one obecnie bardziej ciekawostką, gdyż od tego czasu w wielu branżach się trochę pozmieniało. Niemniej, dane wypadły bardzo przyzwoicie. Wynagrodzenia rosną o 7,7% w skali roku, zatrudnienie rośnie o 1,1%. Niby jest to niewielki wzrost, ale pamiętajmy, że jesteśmy w trendzie spadkowym, a ostatnie minima bezrobocia były rekordami od 30 lat.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – USA –  pozwolenia na budowę domów,

19:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Jak Covid-19 wpływa na sektor nieruchomości magazynowo-logitycznych?

Epidemia Covid-19 w pierwszej kolejności przerwała łańcuchy dostaw z Chin, które dziś powoli zaczynają się odbudowywać. Jednak przesunięcie się epicentrum epidemii do Europy powoduje ograniczenia w produkcji. Branża logistyczna robi wiele, aby zachować płynność. Wszyscy kierowcy przewożący towary – bez względu na narodowość – są zwolnieni z obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny obowiązującej przy wjeździe do Polski. Podobne wyjątki wprowadziła reszta krajów Unii. Wszystko w celu zminimalizowania zakłóceń w łańcuchach dostaw.

Największe załamanie popytu ze strony konsumentów wystąpiło w sektorze usług. Największych spadków możemy spodziewać się w branży motoryzacyjnej oraz w mniejszym stopniu elektronicznej i odzieżowej. Wszystkie trzy będą zmagać się zarówno z ograniczoną produkcją – spowodowaną zerwaniem międzynarodowych łańcuchów dostaw – jak i niższym popytem spowodowanym niepewnością i ograniczeniem wydatków ze strony konsumentów.

Są też sektory, które radzą sobie w obecnej kryzysowej sytuacji całkiem dobrze. Handel dobrami szybko zbywalnymi doświadcza wzmożonego popytu. Polacy robią zapasy na niepewne czasy, ale również kupują więcej w sklepach z powodu większej ilości czasu spędzanego w domu. Wzmożony popyt dotyczy leków, artykułów spożywczych oraz chemii gospodarczej. Popyt na żywność zaspokajany wcześniej przez restauracje, bary i stołówki jest teraz w całości zastępowany przez posiłki przygotowywane w domu oraz przez usługi „home delivery”.

E-commerce jak na razie wychodzi z obecnego kryzysu obronną ręką. Kurierzy deklarują, że ich działalność nie zwalnia; przejmują na siebie dodatkową obsługę klienta końcowego. InPost odpowiedział na wzmożone zainteresowanie paczkomatami wprowadzeniem dostaw do paczkomatów w weekendy. Amazon i firmy e-commerce organizują dodatkowe zmiany do obsługi zamówień.

Ważny czas trwania epidemii

Długoterminowe konsekwencje epidemii Covid-19 dla całości gospodarki i sektora magazynowego będą zależeć od tego, jak szybko sytuacja zostanie opanowana. Ważne będzie jakie wsparcie otrzymają firmy od rządu, aby zachować płynność. Niemal pewne jest, że rząd sięgnie po bezprecedensowe wsparcie dla przedsiębiorstw, by uniknąć przelewania się problemów w bezpośrednio dotkniętych branżach do innych sektorów gospodarki.

Perspektywy dla polskiej logistyki i magazynów są powiązane z sytuacją gospodarczą w kraju i u jej najważniejszych partnerów handlowych. Niemcy – które mają ogromny wpływ na koniunkturę w Polsce – czekają podobne wyzwania. Chiny wracają powoli do normalności po tym jak drakońskie metody pozwoliły na imponujące ograniczenie epidemii. Fabryki w Wuhan i innych miastach kraju otwierają się po przerwie. W tym tygodniu po raz pierwszy po czasowym zawieszeniu przyjedzie do Polski pociąg towarowy z Chin – z Taiyuan. Kraj Środka przeszedł jednak przez recesję w pierwszym kwartale 2020 a odbicie będzie ograniczone w najbliższych tygodniach przez niższy popyt z Europy – która jest obecnie w epicentrum epidemii.  Na całym świecie potrzebne będą odważne działania, by wyprowadzić gospodarkę na prostą po – miejmy nadzieję – krótkim skręcie.

Sektor magazynowy ma najsilniejsze fundamenty w sektorze nieruchomości, aby z obecnej sytuacji wyjść bez uszczerbku. Branże, które nadal powinny dobrze sobie radzić to sektor spożywczy, farmaceutyczny i wybrane segmenty e-commerce.

Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO

Fundusz AgriTech Hub inwestuje w Państwo Łąka

AgriTech Hub – fundusz venture capital, który wspiera w rozwoju innowacyjne projekty m.in. z sektora rolno-spożywczego, dokonał inwestycji w spółkę Państwo Łąka. Startup oferuje łąki antysmogowe, redukujące zanieczyszczenie powietrza.

W Polsce koszonych jest ponad 750 tysięcy ha trawników zlokalizowanych przy poboczach dróg. W silnikach kosiarek spalane jest 37 mln litrów paliwa rocznie, a pyły pochodzące z dróg stanowią w miastach do 50% zanieczyszczeń powietrza. W walce ze smogiem pomóc mogą odpowiednio skomponowane gatunkowo łąki kwietne, które pochłaniają niebezpieczne dla zdrowia pyły zawieszone i mają istotną przewagę nad trawnikami czy samymi drzewami. W promocję tej inicjatywy i jej realizację zaangażowany jest startup Państwo Łąka.

Na czele projektu stoi Maciej Podyma – pasjonat botaniki, aktywista na rzecz czystego powietrza i współzałożyciel Fundacji Łąka, która od kilku lat aktywnie działa i edukuje nt. korzyści ze zmiany trawników na łąki.

Moja przygoda z łąkami kwietnymi zaczęła się ponad 5 lat temu. Od tej pory staram się walczyć z trawnikowym szaleństwem. Na całym świecie trawniki zajmują ogromne obszary. Wymagają ciągłej opieki, koszenia, podlewania i nawozów. W Polsce wydajemy na to ponad 2 mld zł. Chcemy to zmienić, działając wspólnie zarówno z samorządami, politykami, instytucjami, jak i nauczycielami oraz właścicielami ogrodów. Działamy na wielu poziomach – edukując, przeprowadzając badania oraz oferując najlepszej jakości nasiona i usługi – mówi Maciej Podyma, założyciel firmy Państwo Łąka.

Pieniądze od inwestora przeznaczone zostaną głównie na przeprowadzenie badań nad opracowaniem innowacyjnej mieszanki nasion roślin łąkowych, którą z powodzeniem będzie można wysiewać w przestrzeniach miejskich oraz przy drogach.

Państwo Łąka to pierwsza spółka w portfolio naszego funduszu niosąca tak wyraźny społeczny pierwiastek, a przy tym bardzo perspektywiczna. Walka ze smogiem to obecnie wyzwanie, z którym mierzą się mieszkańcy miast i metropolii na całym świecie. W tym zakresie rynek odczuwa ogromną potrzebę innowacji. Łąki kwietne są prostym i jednocześnie bardzo skutecznym rozwiązaniem w walce z zanieczyszczonym powietrzem, a z punktu widzenia inwestora – również skalowalnym – mówi Marcin Woźniak, prezes AgriTech Hub.

Startup pod swoim szyldem prowadzi dwa brandy. Pierwszym z nich jest Pan Łąka (www.panlaka.pl), w ramach którego przeprowadzane są kompleksowe realizacje łąk kwietnych. Drugi, pod nazwą Pani Łąka (www.panilaka.pl), jest sklepem internetowy z autorskimi mieszankami nasion.

Inwestycja została przeprowadzona w ramach działania BRIdge Alfa, współfinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

MLP Group podsumowało wyniki finansowe za 2019 rok

MLP Group opublikowało skonsolidowane wyniki finansowe za 2019 r. W tym okresie  Grupa osiągnęła 140 mln zł przychodów, natomiast zysk netto wyniósł 129,4 mln zł, co oznacza wzrost o 40% w porównaniu do poprzedniego roku. Wartość kapitałów własnych (aktywów netto) zwiększyła się o 15,1% do 939 mln zł. Całkowita wybudowana powierzchnia magazynowa wzrosła natomiast do poziomu blisko 600 tys. m2. Zarząd MLP Group przewiduje, że niepewność gospodarcza wywołana koronawirusem w średniej i długiej perspektywie znacznie pobudzi sektor e-commerce, a co za tym idzie zwiększy się w istotny sposób zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową.

MLP Group pozostaje w fazie bardzo dynamicznego wzrostu. Przyspiesza zarówno ekspansję zagraniczną głównie na rynku niemieckim traktowanym jak strategiczny oraz rumuńskim i austriackim. Umacnia również swoją pozycję na rynku krajowym.

Grupa znajduje się w doskonałej sytuacji finansowej. Posiadamy bardzo dobrą strukturę kapitałową umożliwiającą realizację długofalowych celów strategicznych, własny bank ziemi zlokalizowany w atrakcyjnych lokalizacjach, wysoko wykwalifikowaną kadrę menedżerską. Wszystkie te czynniki oraz dodatkowo utrzymujące się duże zapotrzebowanie na nowoczesne powierzchnie magazynowe, powinny pozytywnie wpłynąć na realizację długofalowych celów strategicznych MLP Group – powiedział Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych, w 2019 roku uzyskał 140,0 mln zł przychodów, czyli podobnie jak w poprzednim roku. Uwzględniając jednak przychody uzyskane z czynszów z najmu, które są głównym źródłem przychodów z działalności podstawowej, Grupa osiągnęła 14% wzrost w odniesieniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Wpłynęło na to oddanie gotowej powierzchni w parkach MLP Czeladź, MLP Pruszków II, MLP Lublin, MLP Poznań West oraz MLP Bucharest. MLP Group zanotowało jednocześnie 180 mln zł zysku na działalności operacyjnej, co jest wynikiem o 19% lepszym niż rok wcześniej. Na znaczącą poprawę pozytywny wpływ miał zysk z aktualizacji wyceny nieruchomości inwestycyjnych, który wyniósł ponad 120 mln zł. Z kolei wynik netto wzrósł w ujęciu r./r. o 40% do 129,4 mln zł. Deweloper powierzchni magazynowych na koniec 2019 r. posiadał kapitały własne (aktywa netto) o wartości 938,6 mln zł, czyli o 15,1% wyższe niż wartości wykazane na koniec 2018 roku. Z kolei wartość nieruchomości inwestycyjnych wzrosła o 25% do 1,81 mld zł.

W 2019 r. deweloper realizował i miał w przygotowaniu projekty o łącznej powierzchni 237,8 tys. m2. Z tego zakończona została budowa 74,9 tys. m2. W efekcie na koniec minionego roku Grupa oferowała około 587 tys. m2 gotowej nowoczesnej powierzchni magazynowej. Poziom pustostanów był na bardzo niskim poziomie około 2,6%. Jednocześnie potencjał zabudowy na posiadanych gruntach wynosi ponad 1,3 mln m2, co oznacza możliwość podwojenia wielkości najmu. MLP Group posiada działki i szereg umów rezerwacyjnych na zakup nowych gruntów pod planowane parki logistyczne w Polsce, Niemczech i Austrii.

Celem strategicznym Grupy w 2020 r. jest stałe zwiększanie posiadanej powierzchni magazynowej.  „Widzimy duży potencjał do dalszego rozwoju. Niepewność gospodarcza wywołana koronawirusem w średniej i długiej perspektywie znacznie zwiększy sprzedaż sklepów internetowych kosztem zakupów w sklepach stacjonarnych, a co za tym idzie zwiększy się w istotny sposób zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową. W dobie zagrożenia konsumenci zdecydowanie więcej czasu spędzają w domach, a to spowoduje dynamiczny rozwój sektora e-commerce. Mimo to wzrost tendencji zakupowych w tym obszarze stanowi olbrzymie wyzwanie logistyczne.– dodał Radosław T. Krochta.

Zgodnie ze strategią „build & hold” MLP Group po zakończeniu budowy parków logistycznych utrzymuje je w swoim portfelu. Doceniają to najemcy, którzy przez cały okres współpracują z tymi samymi osobami odpowiadającymi za wysoką jakość świadczonych usług

Polskie teleKTG uzyskało ochronę patentową

Firma telemedyczna Nestmedic uzyskała patent na swój flagowy produkt Pregnabit. Przedmiotem patentu jest system teleKTG do monitorowania dobrostanu płodu i matki, którego częścią jest mobilne urządzenie KTG. Ochrona patentowa na to urządzenie będzie obowiązywała na terytorium Polski do 2032 roku.

Badanie KTG to „złoty standard” opieki okołoporodowej wykonywane u każdej kobiety w III trymestrze ciąży. Telemedyczny system Pregnabit umożliwia prowadzenie badań KTG w dowolnym miejscu i czasie, bez konieczności wizyty w szpitalu. Z systemu Preganbit korzystają pacjentki w Polsce i za granicą. W 2019 roku system posłużył do przeprowadzenia 3093 badań w Polsce.

Telemedyczny system Pregnabit
Telemedyczny system Pregnabit

– Przyznanie ochrony patentowej na system Pregnabit to bardzo ważne wydarzenie dla Nestmedic. Dokument ten formalnie potwierdza, że stworzona przez nas technologia jest unikatowa na skalę światową i uwiarygadnia nasz produkt w oczach obecnych i przyszłych kontrahentów. Uzyskany patent obejmuje terytorium Polski, a w najbliższych miesiącach planujemy kolejne zgłoszenia patentowe o zasięgu międzynarodowym, a także kontynuację starań o zapewnienie międzynarodowej ochrony naszych znaków towarowych. – komentuje Jacek Gnich, Prezes Nestmedic.

Nestmedic, aby ułatwić ciężarnym kobietom dostęp do teleKTG Pregnabit uruchomił możliwość  wypożyczania urządzeń Pregnabit za pośrednictwem strony internetowej. Kurier dostarczy je pod wskazany adres w ciągu 48 h. Koszt miesięcznego abonamentu to 199 zł. Usługa ta pozwoli ograniczyć liczbę wizyt w ośrodkach zdrowia, co jest szczególnie istotne w okresie zagrożenia epidemiologicznego.

Spada zainteresowanie frankowiczów sprawami polubownymi zgłaszanymi do Rzecznika Finansowego

Od 3 października ub.r. do 3 lutego br. do Rzecznika Finansowego trafiło prawie dwa razy więcej wniosków o postępowanie interwencyjne w sporach dot. kredytów walutowych niż rok wcześniej. Nastąpił wzrost ze 115 do 202. Jednocześnie zmniejszyło się zainteresowanie postępowaniem polubownym. Liczba pism spadła z 207 do 160. W latach 2016-2019 urząd wydał w sumie blisko 1700 istotnych poglądów w sporach sądowych frankowiczów z bankami. Prawnicy przewidują tendencję spadkową. I wyjaśniają, że nie trzeba wspierać się taką opinią w każdym przypadku, a oczekiwanie na nią znacznie wydłuża sprawę.

Biuro Rzecznika Finansowego odnotowało istotny wzrost liczby wniosków o postępowanie interwencyjne w sporach dotyczących kredytów walutowych. Od 3 października 2019 roku do 3 lutego 2020 roku do urzędu trafiły 202 takie sprawy. Dla porównania, dokładnie rok wcześniej było ich 115.

– Te statystyki pokazują, że coraz więcej osób jest świadomych możliwości wystąpienia do Rzecznika Finansowego. Ponadto rosnąca liczba pozwów generuje większą ilość takich zapytań – komentuje radca prawny Barbara Garlacz.

Jak stwierdza Marcin Jaworski z Biura Rzecznika Finansowego, osoby, które wcześniej nie podjęły żadnych kroków w związku ze swoimi kredytami, zostały zmobilizowane do działania korzystnym wyrokiem TSUE. Istotne znaczenie ma też dla nich pozytywnie kształtująca się linia orzecznicza w polskich sądach.

– Opinia Rzecznika Finansowego nie jest kluczowa dla rozstrzygnięcia sprawy sądowej. Często nie jest nawet dopuszczana przez sąd jako dowód. Przed wyrokiem TSUE trzeba było przekonywać sądy do tego, że określone klauzule były niedozwolone, a praktyki banku – nieuczciwe. Obecnie te kwestie nie są w zasadzie sporne, poza coraz mniej licznymi wyjątkami – przekonuje adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.

Widać mniejsze zainteresowanie drugim typem postępowania, tj. polubownym. Od 3 października ub.r. do 3 lutego br. wpłynęło do Rzecznika Finansowego 160 wniosków w takich sprawach. Z kolei rok wcześniej było ich 207.

– Ta zmiana nie jest zaskakująca. Klienci dostrzegli, że banki nie są skłonne do przedstawiania racjonalnych propozycji ugód. Obserwując sukcesy innych frankowiczów w bataliach sądowych, decydują się na skorzystanie ze ścieżki interwencyjnej. Spodziewam się, że po uzyskaniu argumentacji dot. swoich spraw kredytobiorcy będą coraz częściej decydowali się na występowanie na drogę sądową – mówi Marcin Jaworski.

Od 2016 r. do 2019 r. prawie 8-krotnie wzrosła liczba istotnych poglądów Rzecznika Finansowego w kwestii sporów sądowych dot. kredytów frankowych. W 2016 r. było ich 97, w 2017 roku – 326, w 2018 roku – 486, a w 2019 roku – 755. W tych latach odnotowano więc blisko 1700 zgłoszeń. – Suma jest bardzo niewielka, biorąc pod uwagę skalę zjawiska. W całej Polsce aktywnych kredytów jest ponad 450 tys., a razem z kredytami już spłaconymi prawie milion – stwierdza mec. Bartosiak.

– Zgłoszeń nie będzie przybywać w tempie proporcjonalnym do wzrastającej ilości spraw sądowych, gdyż sądy znają już tę tematykę. Wyraźnie zmierzają w kierunku stwierdzania nieważności umów frankowych. Na przestrzeni kilku lat należy spodziewać się lepszych propozycji ugodowych ze strony tych banków, które się sądzą. To oczywiście w dużej mierze będzie zależało od argumentów kredytobiorców i ich prawników – przewiduje Barbara Garlacz.

Jak podsumowuje ekspert z Kancelarii MBM Legal będzie coraz mniej wystąpień do Rzecznika Finansowego. Nie trzeba wspierać się istotnym poglądem w każdym przypadku, a oczekiwanie na to znacznie wydłuża czas trwania sprawy sądowej. Zanonimizowane opinie są jawne, więc w przypadku wielu umów można korzystać ze sporządzonych już dokumentów.

Warta z 692,2 mln zł zysku netto – najwyższy wynik w historii działalności

  • 692,2 mln zł zysku netto osiągnęły łącznie obie spółki Warty – majątkowa
    i życiowa – w 2019 r., osiągając najwyższy wynik w historii działalności.
  • Na rekordowym poziomie znajduje się także sprzedaż. W ubiegłym roku po raz pierwszy obie spółki łącznie przekroczyły poziom 7 mld zł składki przypisanej brutto.
  • ROE TUiR Warty wyniosło 29,6 proc., co jest najwyższym wynikiem na polskim rynku ubezpieczeń majątkowych w 2019 r.

Warta wypracowała doskonałe wyniki w 2019 r. Są one efektem skutecznego i profesjonalnego funkcjonowania wszystkich filarów działalności firmy, w tym m.in. dotyczących sprzedaży, produktów, obsługi klienta, wspartych praktycznym wykorzystaniem innowacyjnych rozwiązań i nowych technologii. W 2020 r. Warta m.in. planuje wdrożyć kolejny projekt wykorzystujący sztuczną inteligencję oraz wzmocnić swoją obecność w wybranych segmentach rynku.

Kluczowe wskaźniki sprzedaży:

  • Spółka majątkowa Warty osiągnęła w 2019 r. najwyższy poziom sprzedaży w swojej historii osiągając poziom ponad 6,0 mld zł składki przypisanej brutto, o 8,1 proc. wyższy niż w 2018 r.
  • Warta utrzymuje pozycję lidera pod względem wzrostu sprzedaży ubezpieczeń na życie ze składką regularną. Wzrost składki przypisanej brutto w spółce życiowej wyniósł 20,1 proc. r/r osiągając poziom 972,7 mln zł.
  • Łącznie obie spółki Warty zebrały w ubiegłym roku składkę w wysokości ponad 7,0 mld zł.

TUnZ_Warta_wynik_finansowy TUnZ_Warta_sprzedaż TUiR_Warta_wynik_finansowy TUiR Warta_sprzedaż–  2019 był wyjątkowym rokiem dla naszej firmy. Spółka majątkowa po raz pierwszy w historii przekroczyła 6 mld zł składki przypisanej brutto. Wraz ze sprzedażą ubezpieczeń na życie nasz przychód osiągnął ponad 7 mld zł. Wypracowaliśmy go,  uzyskując jednocześnie wyjątkową na tle rynku rentowność. Wynik netto spółki majątkowej wyniósł 660,2 mln zł, a wskaźnik ROE osiągnął poziom 29,6 proc., najwyższy na rynku ubezpieczeń majątkowych. Te informacje pokazują w jak dobrej kondycji znajduje się Warta rozpoczynając drugie stulecie swojej działalności – mówi Jarosław Parkot, Prezes Zarządu Warty i dodaje: Na obecną, wyjątkową pozycje Warty zapracowały wszystkie filary działalności firmy ubezpieczeniowej. Profesjonalna sieć sprzedaży i wyjątkowa współpraca z pośrednikami, doceniana jakość obsługi klienta na rynku czy kompleksowe i praktyczne produkty przełożyły się na szerokie zainteresowanie klientów ofertą Warty. Niezwykle ważną rolę w osiągnięciu tego sukcesu odgrywa nasz kompetentny i ambitny zespół pracowników oraz rozsądne podejście do wdrażania innowacji i wykorzystania nowych technologii w firmie. Mając takie zasoby patrzę z dużym optymizmem na kolejne lata dalszego rozwoju i umacnianie pozycji firmy na rynku.

Ubezpieczenia majątkowe – Big Data przekłada się na skuteczną taryfikację i wysoką rentowność

Przypis składki brutto spółki majątkowej wyniósł  w 2019 r. 6,0 mld zł i był wyższy o 8,1 proc. względem 2018 r. Ubezpieczenia dla klientów indywidualnych zebrały składkę o 6,8 proc. wyższą w porównaniu do 2018 r., osiągając poziom 4,4 mld zł. Składka z ubezpieczeń korporacyjnych wzrosła o 11,7 proc., osiągając poziom 1,7 mld zł.

2019 był kolejnym rokiem z rzędu, w którym Warta osiągnęła rekordowy poziom sprzedaży ubezpieczeń majątkowych. Jest to w dużej mierze efekt dalszego rozwoju narzędzi do taryfikacji, bazujących m.in. na rozwiązaniach analitycznych i Big Data. Umożliwiają one Warcie szybko i trafnie przygotować w pełni zindywidualizowaną składkę dla każdego klienta w oparciu o kilkaset parametrów. Te rozwiązania, wcześniej skutecznie działające w segmencie ubezpieczeń komunikacyjnych, są również stopniowo wykorzystywane w pozostałych ubezpieczeniach majątkowych.

– Dzięki wdrożonym technologiom i narzędziom Big Data Warta jest liderem rynku pod względem rozwiązań i modeli taryfikacji. Za ich pomocą możemy zaoferować potencjalnie nisko szkodowym klientom atrakcyjną cenę polisy, zachowując rentowność Warty na wyjątkowo wysokim poziomie. Tylko w 2019 roku ROE spółki majątkowej wzrosło do poziomu 29,6 proc. co jest bardzo wysokim wynikiem na tle rynku. Bieżący rok poświęcimy m.in. na dalsze rozwijanie narzędzi do analizy danych oraz rozwój oferty dla klientów z segmentu MŚP i korporacji – podkreśla Jarosław Parkot.

Zeszłoroczny, dynamiczny rozwój firmy w obszarze ubezpieczeń dla korporacji jest skutkiem poczynionych zmian m.in. w obszarze produktów i sprzedaży. Wykonane kroki już przyniosły efekt w postaci kilkunastoprocentowego wzrostu sprzedaży. Warta pracuje obecnie nad dalszym podniesieniem rentowności tej linii biznesowej poprzez m.in. odświeżenie wybranych produktów, rozwój systemu sprzedażowego oraz szersze wykorzystanie analizy danych w tym obszarze.

Likwidacja szkód – najwyższa jakość obsługi klienta

Majątkowa spółka Warty zlikwidowała w 2019 r. 521 tys. szkód  co przełożyło się na wypłatę klientom 3,4 mld zł w formie odszkodowań i świadczeń.

Warta kontynuuje wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, których kluczowym celem jest przyśpieszenie procesu likwidacji szkód i podniesienie jakości obsługi klienta. W 2019 r. firma wdrożyła m.in. Wirtualnego Asystenta – bota na infolinii działającego w oparciu o sztuczną inteligencję, który przyjmuje od klientów zgłoszenia szkód, istotnie ograniczając czas oczekiwania na połączenie z konsultantem.
W tym samym okresie Warta zakończyła również wdrażanie ponad 30 robotów, automatyzujących wewnętrzne procesy związane z zawarciem i obsługą umów ubezpieczeniowych. W 2020 r. Warta wdroży kolejne rozwiązanie bazujące na technologii sztucznej inteligencji – Rozpoznawanie Obrazu, które będzie wykorzystywane w ocenie i wycenie szkód komunikacyjnych

Efektem wdrożonych przez Wartę działań w obszarze likwidacji szkód jest m.in. osiągnięcie pozycji lidera w gronie ubezpieczycieli majątkowych uwzględnionych w sprawozdaniu Rzecznika Finansowego. To jedyne w pełni obiektywne zestawienie pokazujące, jak ubezpieczyciele radzą sobie z likwidacją szkód klientów.

– Wprowadzamy kolejne rozwiązania, które skutecznie skracają czas likwidacji szkód w Warcie
i podnoszą komfort naszych klientów. Sztuczna inteligencja na naszej infolinii praktycznie zlikwidowała kolejki do zgłoszenia szkody, co będzie miało szczególne znaczenie przy katastrofach naturalnych, takich jak huragany czy powodzie. Natomiast wprowadzony przez nas nowy model likwidacji szkód całkowitych skrócił średnio o 10 dni czas potrzebny na wypłacenie pełnego odszkodowania w sprawach tego typu. To pokazuje wymierne efekty naszej pracy. W bieżącym roku zrealizujemy kolejne projekty w innowacyjny sposób podnoszące jakość obsługi klienta. Jestem pewny, że nasz zaangażowany zespół oraz wykorzystanie nowoczesnych i praktycznych rozwiązań, zapewni nam utrzymanie wiodącej pozycji na rynku również w tej dziedzinie
– podkreśla Jarosław Parkot.

Ubezpieczenia życiowe – dynamiczny wzrost w ubezpieczeniach ze składką regularną

W 2019 r. Warta ponownie zwiększyła sprzedaż ubezpieczeń na życie. Życiowa spółka Warty zebrała 972,7 mln zł składki przypisanej brutto, co oznacza wzrost o 20,1 proc. względem 2018 r. Jest to efekt m.in. oparcia sprzedaży na produktach ze składką regularną, które osiągnęły poziom 771,2 mln zł, o 16,8 proc. wyższy niż 2018 r.

– Przykład Warty pokazuje, że można stabilnie rozwijać się na rynku ubezpieczeń na życie. Kolejny rok z rzędu osiągamy wysoki wzrost sprzedaży polis. To efekt rozsądnej decyzji o skupieniu uwagi na produktach ochronnych ze składką regularną i wprowadzeniu odpowiednich ubezpieczeń do oferty, odpowiadających różnym potrzebom naszych klientów. Rosnący przypis to również efekt pracy naszych agentów, zarówno życiowych jak i majątkowych. W efekcie, w 2019 r. sprzedaż produktów ze składką regularną wzrosła o niemal 17 proc., przy średniej dla rynku na poziomie 1,8 proc. W okresie 2016 do 2019 r. zwiększyliśmy przypis w tym segmencie ubezpieczeń o niemal 60 proc. – mówi Prezes Zarządu Warty i dodaje: W tym roku chcemy się skupić na wdrożeniu nowych, cyfrowych rozwiązań przyśpieszających proces sprzedaży polis, ich obsługi oraz wypłaty świadczeń. W tym celu będziemy m.in. rozwijać na kolejne produkty automatyczną ocenę ryzyka on-line oraz wdrażać kolejne roboty automatyzujące wewnętrzne procesy obsługi. Wprowadzimy również rozwiązanie, które pozwoli nam podpisywać umowy zdalnie, co będzie kolejnym, istotnym udogodnieniem dla klientów i agentów. Planujemy również dalszą rozbudowę oferty produktów życiowych, odpowiadających zmieniającym się potrzebom naszych klientów.

Wynik finansowy – rosnąca rentowność

Rosnąca sprzedaż przekłada się na bardzo dobre wyniki finansowe obu spółek Warty. Wynik techniczny spółki majątkowej w 2019 r. wyniósł 581,2 mln zł i był wyższy od osiągniętego w 2018 r. o 50,5 proc. Wysoki poziom na tle całego rynku utrzymuje również wynik finansowy nettoktóry osiągnął w ubiegłym roku 660,2 mln zł (wzrost w stosunku do roku 2018
o 40,9 proc.). To w efekcie przełożyło się m.in. na znacząco wyższy wskaźnik ROE w porównaniu do rynku ubezpieczeń majątkowych.

Wynik techniczny spółki życiowej wyniósł 51,4 mln zł co oznacza nieznaczny spadek o 1,2 proc. r/r, a wynik netto 32,0 mln zł (niższy o 7,0 proc. względem 2018 r.), co jest efektem m.in. poczynionych inwestycji w spółce życiowej.

Warta utrzymuje wysoki poziom bezpieczeństwa finansów klientów, czego dowodem są wskaźniki wypłacalności kształtujące się powyżej wymogów ustawowych. Obecny rating Warty przyznany przez Standard & Poor’s niezmiennie pozostaje na wysokim poziomie A+ z perspektywą stabilną. Warta jest jedynym z zarejestrowanych w Polsce ubezpieczycieli z tak wysoką oceną.

Rządy i banki centralne podejmują zdecydowane działania

Rządy i banki centralne ogłaszają coraz to większe plany w obliczu zagrożenia koronawirusem, które prowadzi do zastopowania gospodarek. Rynki są w poszukiwaniu punktu przegięcia, za którym wprowadzone środki zaradcze zrównoważą negatywne skutki zamykania szkół, restauracji i innych miejsc pracy. Jeszcze tam nie jesteśmy, ale dobrze, że decydenci już są gotowi na najgorsze.

To jest znacząca różnica między tym kryzysem, a wydarzeniami z 2008 r. Przede wszystkim banki centralne wprowadziły narzędzia, które mają przeciwdziałać temu, co może nastąpić, a nie naprawiać już wyrządzone szkody. Setki miliardów USD przeznaczone przez Fed na operacje repo, restart QE czy zapowiedziane wczoraj programy dostarczania pożyczek pod zastaw firmom i dealerom rynku pieniężnego nie są w tym momencie wymagane. W transakcjach repo Fed oferuje 1 bln USD dziennie, podczas gdy banki korzystają zaledwie z ułamka tych środków. Ale za dwa tygodnie sytuacja może się diametralnie zmienić i wówczas więcej banków i firm będzie zwracać się do banku centralnego o pomoc. Nie potrzeba kolejnego szoku i zastanawiania się, czy Fed pomoże, bo już tej pomocy udzielił. Podobne działania widzimy też po stronie Banku Anglii, Banku Japonii, EBC czy innych.

Wciąż nie odpowiada to jednak na szok gospodarczy związany z zastopowaniem aktywności i zamknięciem ludzi w domach. Środki fiskalne są równie, jeśli nie bardziej, ważne. Na szczęście i na tym polu widać determinację. Rząd USA szykuje już trzeci pakiet fiskalny, który w projektach urósł do 1,25 bln USD z potencjalnym przekazaniem 1000 USD na rękę każdemu obywatelowi. W Europie rozważana jest emisja wspólnego długu strefy euro, by ułatwić finasowanie biedniejszym państwom. Nikt już nie lekceważy zagrożenia, ale dla ustabilizowania rynków konieczne jest uzyskanie pewności, że te wszystkie działania wystarczą. A tej pewności nie ma, póki rozprzestrzenianie się wirusa nie zacznie słabnąc. Rynek akcji pozostanie huśtawką, a na rynku walutowym w cenie pozostaną bezpieczne przystanie.

W Polsce także widzimy zdecydowane działania. Na wczorajszym roboczym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe, w tym stopę referencyjną o 50 pb do 1 proc. W komunikacie potwierdzone poniedziałkowe zarządzenia Zarządu NBP o wprowadzeniu niestandardowych mechanizmów polityki pieniężnej (skup obligacji skarbowych, pożyczki dla banków kierowane na kredyty dla firm, wsparcie płynnościowe). Pakiet luzowania jest kompleksowy i sugeruje, że w najbliższym czasie nie zobaczymy dalszych obniżek. Zastosowanie niestandardowych narzędzi pokazuje też, że NBP także zawczasu szykuje się na pogorszenie sytuacji gospodarczej, dostarczając środki na wsparcie firm, ale też dbając o stabilizację rynku obligacji skarbowych, gdyby ten rynek znalazł się pod presja w związku ze wzrostem zadłużenia kraju. Daje to większe pole manewru dla rządu przy tworzeniu pakietu fiskalnego, którego szczegóły możemy poznać jeszcze dziś. Wczorajsze spotkanie rządu z prezydentem zostało odłożone po wykryciu koronawirusa o jednego z ministrów.

Stabilność EUR/PLN po decyzji RPP potwierdza nasze wcześniejsze przewidywania, że decyzja była zdyskontowana. Program skupu obligacji skarbowych nie jest typowym QE nakierowanym na wypychanie kapitału prywatnego z rynku długu, więc jego negatywny wpływ na złotego powinien być mniejszy. NBP staje się gwarantem, że ceny obligacji nie będą spadać w niekontrolowany sposób, co może nawet podnieść zaufanie do polskiego rynku. Mimo tego złoty dalej odzwierciedla nastroje na rynkach globalnych, gdzie jednak dominuje awersja do ryzyka i w tym kontekście nie można wykluczyć wyjścia EUR/PLN ponad 4,50.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Branża usług rozwojowych apeluje o pomoc rządu

Polska Izba Firm Szkoleniowych apeluje do Ministerstwa Rozwoju o włączenie do prac nad przygotowywanymi ułatwieniami dla przedsiębiorców. Potrzebne jest objęcie sektora usług rozwojowych pakietem osłonowym i uwzględnienie zgłoszonych propozycji do przygotowywanego projektu.

Polska Izba Firm Szkoleniowych zwraca uwagę na 1) konieczność uwzględnienia w pakiecie osłonowym rozwiązań dostosowanych do samozatrudnionych i mikro firm, współpracujących z przedsiębiorcami i osobami fizycznymi w realizacji usług rozwojowych.

Przewidywane wsparcie powinno uwzględniać skalę przepaści, przed którą stoi obecnie cały sektor składający się z ponad 70. tys. podmiotów, w których funkcjonuje – co ważne – w dużej części w formie samozatrudnienia, ponad 100 tys. osób. Wartość sektora, mierzona wartością sprzedaży w skali roku, szacowana jest na 6-10 mld zł. Znaczna część podmiotów wchodzących w jego skład w wyniku obecnej sytuacji utraciła zdolność generowania jakichkolwiek przychodów i nie posiada rezerw na przetrwanie. Już teraz widać, że zamrożenie przychodów będzie miało miejsce przez co najmniej kilka najbliższych miesięcy. Proponowane rozwiązania dot. odroczeń w płatnościach są oczywiście w pełni słuszne i potrzebne, jednak znacząco niewystarczające. Izba zaznacza, że 2) w stosunku do wielu podmiotów, wobec skali i nieodwracalności utraty przychodów, odroczenie terminów nie zapobiegnie groźbie upadłości i utraty źródeł bieżącego utrzymania dla tysięcy osób i ich rodzin.

Izba postuluje także o 3) uwzględnienie najprostszych form, przynajmniej częściowo umarzanych pożyczek, dostępnych dla mikro-, małych firm, w tym także samozatrudnionych.

Wymaga wyjaśnienia zakres interpretacji „przedsiębiorcy z ubezpieczeniem chorobowym, który w związku z koronawirusem nie może wykonywać działalności gospodarczej”. Usługi rozwojowe, w dominującym zakresie wiążą się ze zorganizowanymi formami edukacji w grupach różnej wielkości, co w aktualnej sytuacji oznacza praktyczne wstrzymanie realizacji tych usług. Następuje to z przyczyn zupełnie niezależnych, zatem prowadzące je firmy nie otrzymają ani zwolnienia lekarskiego, ani decyzji o kwarantannie czy izolacji. W związku z czym Izba wnioskuje 4) o rozszerzenie katalogu podstaw do zasiłku o decyzję zakazującą organizacji szkoleń z bezpośrednim udziałem osób.

Europa ma szansę dołączyć do innowacyjnego wyścigu. Największą nadzieją wcale nie są start-upy

0

Mimo dużej nierównowagi w wyścigu innowacyjnym – na korzyść Chin i Stanów Zjednoczonych – Europa wciąż ma szansę, żeby do niego dołączyć. Jak podkreśla Adam Czerniak z Polityka Insight, jej przewagą są głównie innowacyjne firmy – nie tylko start-upy, lecz również scale-upy, czyli średnie przedsiębiorstwa działające na większą skalę. To w nich tkwi duży potencjał, ale potrzebują wsparcia od Komisji Europejskiej, która do tej pory koncentrowała się głównie na początkujących przedsiębiorcach lub ochronie konsumentów.

Na świecie wyścig o innowacje jest dosyć nierówny, bo po jednej stronie mamy wielkie korporacje technologiczne, takie jak Amazon, Microsoft i Google, ale mamy też światowych gigantów e-commerce’u, jak AliExpress z Chin, który działa na innych zasadach niż amerykańskie techy, oraz mamy rzeszę bardzo małych firm start-upowych z wielu krajów, w tym także unijnych – mówi agencji Newseria Biznes Adam Czerniak, dyrektor ds. badań w Polityka Insight. – W tym wyścigu najważniejsze, przynajmniej z perspektywy członka Unii Europejskiej, są jednak firmy, które nazywamy scale-upami.

Scale-upy to firmy, które mają już za sobą etap początkowy i które – choć daleko im do amerykańskich gigantów – stale rozwijają skalę działalności, umacniając swoją pozycję na rynku i zatrudniając po kilkaset osób.

– Scale-upy w ramach Unii Europejskiej mają mocną pozycję. To one odpowiadają za wzrost firm technologicznych, bo zarówno ciągną za sobą start-upy, jak i są dostawcami rozwiązań technologicznych dla firm biznesowych z innych działów. Te firmy potrzebują dużego wsparcia ze strony Komisji Europejskiej – dodaje Adam Czerniak. – KE dotychczas koncentrowała się przede wszystkim na wspieraniu start-upów, czyli dostarczaniu kapitału dla najmniejszych firm, które teoretycznie są najbardziej innowacyjne i prężne. Nie zawsze jednak wiemy, czy model biznesowy start-upu się uda.

Drugim priorytetem Komisji Europejskiej była do tej pory ochrona konsumentów, czego przykładem może być wprowadzenie restrykcyjnych regulacji dotyczących ochrony danych osobowych. To w pewien sposób utrudnia firmom rozwój i konkurencję na globalnym rynku.

– Komisja Europejska nie zwracała uwagi na to, czy firmy, które są założone w Unii Europejskiej, mają w niej swoją siedzibę i płacą tu podatki, mają równy poziom konkurencyjny, równe wsparcie jak np. firmy spoza UE, które mają ciut mniejszy gorset regulacyjny – podkreśla dyrektor ds. badań w Polityka Insight.

Jak podkreśla, warto w ramach Komisji Europejskiej zastanowić się, w jaki sposób wspierać unijne firmy, by wyrównać ich możliwości konkurowania np. z chińskimi sklepami internetowymi, które wprowadzają towary na europejski rynek.

Kluczowe jest, żeby w tym wyścigu innowacyjnym Europa nie pozostała w tyle, by nie musiała wszystkich innowacji ściągać z zagranicy i by nie były one wymyślane właśnie w Chinach, Japonii czy Stanach Zjednoczonych, ale w krajach Unii Europejskiej – mówi Adam Czerniak. – Jest to ważne dlatego, że tam, gdzie tworzą się innowacje, mamy najwyższą wartość dodaną z tego tytułu, czyli mamy najszybszy przyrost PKB, mamy rentę innowatora, bo największe zyski  ma ten, kto wymyślił, a nie ten, kto później wdraża.

Zwłaszcza że – jak mówi dyrektor ds. badań w Polityka Insight – nie jest za późno, żeby firmy unijne mogły nadążyć w globalnym wyścigu.

– Muszą tylko znajdować swoje nisze i swoje miejsce w wyścigu o innowacje – podkreśla Adam Czerniak.

Polacy lubią pracować zdalnie. Przymusowy home office będzie sprawdzianem dla tego elastycznego modelu

2,5 mln Polaków jest zatrudnionych w branżach, w których mogą pracować zdalnie. Pracodawcy od blisko dwóch tygodni – w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa – mogą narzucić im taki obowiązek. Z badań Pracuj.pl wynika jednak, że taka elastyczna forma zatrudnienia już wcześniej była pożądana przez pracowników, z których aż 82 proc. postrzega ją pozytywnie. Dla wielu firm i menedżerów przymusowe home office będzie stanowić sprawdzian, który pokaże, na ile są gotowi do pracy w takim elastycznym modelu. Długofalowo obecna sytuacja może zaś przyczynić się do wzrostu popularności tej formy zatrudnienia.

Z szacunków firmy Antal wynika, że około 2,5 mln Polaków jest zatrudnionych w branżach, które mają możliwość pracy zdalnej. Od 8 marca obowiązuje specustawa dotycząca SARS-CoV-2, która przewiduje, że w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa pracodawcy mogą wysyłać pracowników na tzw. home office.

Taki zapis jest zgodny z Kodeksem pracy, który podaje, że to pracodawca ponosi odpowiedzialność za stan bezpieczeństwa i higieny pracy w zakładzie pracy (art. 207 par. 1), a pracownik ma obowiązek dostosowania się do wiążących poleceń pracodawcy – podkreśla cytowana w komunikacie Anna Jabłońska, dyrektor zarządzająca CWS, przewodnicząca Koalicji Bezpieczni w Pracy. – Jednocześnie praca zdalna czy też telepraca wymaga zgodnego oświadczenia woli stron, pracownika i pracodawcy, jednak na podstawie najnowszej ustawy jednostronne polecenie będzie wiążące.

Ustawa nie określa maksymalnego okresu wykonywania pracy zdalnej. To pracodawca podejmuje decyzje w tym zakresie.

– Może to być czas oznaczony, jednakże uzasadniony przeciwdziałaniem SARS-CoV-2. Jednocześnie należy wskazać, że art. 3 ustawy utraci moc po upływie 180 dni od dnia wejścia w życie ustawy. Wydaje się zatem, że czas, na jaki pracodawca może polecić pracownikowi wykonywanie pracy zdalnej, nie może wykraczać poza ten okres – wyjaśnia Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Praca zdalna stała się w tej chwili koniecznością, ale taka elastyczna forma zatrudnienia już wcześniej była pozytywnie oceniana – i pożądana – przez pracowników. Z tego też powodu coraz więcej firm daje taką możliwość zatrudnionym. Z badań Grupy Pracuj.pl wynika, że aż 82 proc. pracowników postrzega tę formę pracy pozytywnie, a 79 proc. chętniej aplikowało na oferty firm dających taką możliwość. Ponad połowa (59 proc.) preferuje też model mieszany, głównie w biurze, ale z możliwością wyboru innego miejsca pracy w razie potrzeby. Praca zdalna jest więc traktowana jako dodatkowy benefit oraz urozmaicenie codziennego rozkładu obowiązków. To też wyróżnik pracodawcy na tle innych – 57 proc. młodych pracowników (w wieku 25–34 lata) zdecydowanie woli pracować w firmie, która daje taką możliwość.

 Dla pracodawców to ważna wskazówka i pozytywny bodziec. Jednocześnie jednak zauważmy, że tylko co trzeci badany chciałby pracować całkowicie zdalnie. Tymczasem wiele firm czeka obecnie co najmniej kilka tygodni takiego funkcjonowania – podkreśla Konstancja Zyzik, Talent Acquistion & Capabilities Development Manager w Grupie Pracuj. – To dla menedżerów duży sprawdzian efektywności i koncentracji zespołów. Dla pracowników z kolei to szansa, by sprawdzić, jak dobrze radzą sobie z pracą zdalną, czy umieją wyłączyć bodźce i są gotowi w przyszłości rzeczywiście wykonywać sprawnie obowiązki w dowolnym miejscu.

Za największą zaletę pracy zdalnej Polacy uważają elastyczność (63 proc.) i brak konieczności tracenia czasu na dojazdy (62 proc.). Doceniają też możliwość łączenia pracy zawodowej z obowiązkami domowymi (wskazuje na nią aż 63 proc. kobiet). Jednocześnie Polacy dostrzegają też minusy tej formy pracy – połowa wskazywała potrzebę większej samodyscypliny, 45 proc. na ryzyko bycia rozpraszanym przez inne czynności domowe, a 36 proc. uważa, że praca zdalna zaciera granice między życiem zawodowym a prywatnym.

Eksperci firmy Antal podkreślają, że wystarczy kilka elementów, by praca w domu była efektywna i przebiegała sprawnie. Kluczowe jest m.in. przygotowanie sobie wydzielonego miejsca do pracy i narzędzi, które będą do niej potrzebne, a także zadbanie o rozwiązania, które umożliwią nam kontakt z przełożonymi i współpracownikami. Ważna jest również rutyna, czyli niezaczynanie dnia pracy w piżamie, tylko przygotowanie się tak, jakbyśmy mieli wyjść do biura. Osoby pracujące w domu nie powinny zapominać o regularnych przerwach, bo zbyt długa izolacja i brak odpoczynku mogą prowadzić do szybkiego wypalenia zawodowego.

Najbliższe tygodnie będą dla pracodawców i menedżerów sprawdzianem, który pokaże, na ile są gotowi do pracy w tym modelu. Z kolei w długiej perspektywie ta sytuacja, czyli masowe wysyłanie pracowników na home office w związku z koronawirusem, może mieć wpływ na modele organizacji działania firm.

– W długofalowej perspektywie można się spodziewać, że trwale wzrośnie zainteresowanie pracodawców oprogramowaniem, systemami i sprzętem umożliwiającymi bardziej elastyczne działania całych zespołów. Zdolność do pracy zdalnej, dobra organizacja pracy i umiejętności miękkie staną się także jeszcze ważniejszymi atutami pracowników – komentuje ekspertka Grupy Pracuj.

ZUS wesprze przedsiębiorców w walce ze skutkami pandemii. Firmy czekają też na rozwiązania ze strony rządu

Rząd pracuje nad specustawą, której celem jest ograniczenie wpływu pandemii koronawirusa na gospodarkę i firmy. Te najbardziej obawiają się zatorów płatniczych i problemów z płynnością. NBP ocenia, że ich sytuacja na razie jeszcze nie pogorszyła się znacząco, ale potrzebne są szybkie działania, które zmniejszą straty i ograniczą ryzyko upadłości. Mechanizmy pomocowe zastosował już ZUS, który umożliwi odroczenie płatności składek. Przedsiębiorcy apelują o rozwiązania, które pozwolą rozłożyć ciężar strat nie tylko na firmy, lecz także pracowników i rząd, bo żadna ze stron nie jest w stanie ponieść 100 proc. kosztów.

Według statystyk Światowej Organizacji Zdrowia liczba zarażonych koronawirusem SARS-CoV-2 na całym świecie wzrosła już do ponad 173 tys. osób w 152 krajach, a liczba zgonów przekroczyła 7 tys. W Polsce potwierdzono jak dotąd ponad 200 przypadków, ale Ministerstwo Zdrowia spodziewa się, że w przyszłym tygodniu liczba zakażonych będzie już czterocyfrowa.

– Z pandemią nie poradzi sobie ani rząd, pracodawcy, ani pracownicy. Każda ze stron musi współpracować i ponosić koszty. Jeżeli ze względu na koronawirusa stanie zakład pracy, trzeba będzie znaleźć rozwiązania, które zostaną podzielone między pracownika, pracodawcę a państwo. Pomoc państwa jest absolutnie konieczna, aczkolwiek firmy też się dokładają. Mamy już sygnały o takich, które przestawiają swoją produkcję na kombinezony ochronne, przekazywane potem nieodpłatnie do szpitali. To jest pospolite ruszenie. Mamy nadzieję, że za tym szybko pójdą rozwiązania prawne i finansowe, które ulżą wszystkim stronom poszkodowanym wirusem – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Rozprzestrzeniająca się epidemia stanowi też coraz poważniejsze zagrożenie dla polskiej gospodarki – podkreślił zarząd NBP po specjalnym poniedziałkowym posiedzeniu. Wskazał, że sytuacja płynnościowa większości podmiotów na razie jeszcze nie pogorszyła się znacząco, ale w niektórych sektorach jest to już widoczne. Przedsiębiorcy najbardziej boją się zatorów płatniczych i utraty płynności, część eksporterów już teraz nie otrzymuje należnych płatności od swoich kontrahentów zagranicznych, a działalność wielu firm jest ograniczona, np. wskutek przymusowej kwarantanny pracowników bądź konieczności pozostawania w domach. Na to nakłada się pogorszenie nastrojów, które prowadzi do ograniczenia zakupów towarów nieżywnościowych i usług oraz zakłócenia globalnych sieci podaży i inwestycji.

 Ważne jest, żeby w przypadku zamykania zakładów pracy, np. z powodu kwarantanny, znaleźć system podziału tych obciążeń, bo jasne jest, że nie da się przerzucić 100 proc. kosztów na państwo. Niemcy są pod tym względem dobrze przygotowane z punktu widzenia prawa pracy. Mają instytucje, na które można przenosić odpowiedzialność, rozkładać koszty między pracownika, który dostaje nieco mniejszą pensję, a firmę i państwo – mówi Maciej Witucki.

Radykalnym, ale skutecznym rozwiązaniem w ocenie NBP może też być umożliwienie firmom czasowego obniżenia wynagrodzeń pracowników, ale nie niżej niż płaca minimalna i na określony okres, przy obowiązku późniejszego wyrównania. To rozwiązanie ma być dla obu stron i tak korzystniejsze niż upadłość i bezrobocie.

Bank centralny zapowiedział skup obligacji skarbowych na rynku wtórnym i działania, które mają zapewnić płynność bankom, a Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała wczoraj o obniżce stóp procentowych o 0,5 pkt proc. w celu pobudzenia gospodarki. Specjalny pakiet rozwiązań, których celem jest ograniczenie wpływu pandemii koronawirusa na gospodarkę i firmy, zapowiedziała minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.

– Mamy już pierwsze informacje o tym, co rząd planuje w ramach programów pomocowych. Mówi się o pomocy de minimis, czyli o kredytach, ubezpieczeniach kredytów, a nawet ewentualnych umorzeniach kredytów dla przedsiębiorstw, które będą cierpiały z powodu płatności – mówi prezydent Konfederacji Lewiatan.

Jak podkreśla, istotne jest również, aby rząd uwzględnił w programie pomocowym osoby samozatrudnione, których jest w Polsce ok. 2 mln i bez wsparcia na poziomie państwa znajdą się w bardzo trudnej sytuacji.

Część postulatów uwzględnił już ZUS, który wczoraj wprowadził możliwość odroczenia płatności składek o trzy miesiące na wniosek płatnika. Dla składek za okres luty–kwiecień br. zostanie wprowadzony tryb uproszczony: jeden dokument z dołączonym oświadczeniem, w którym przedsiębiorca wskaże, jak koronawirus wpłynął na brak możliwości opłacenia przez niego należności. Dodatkowo ZUS zapowiedział też wstrzymanie części działań egzekucyjnych oraz zawieszenie i wydłużenie spłaty już zawartych układów ratalnych o trzy miesiące.

– Ważne jest też opóźnienie regulacyjne. Wszystkie nowe regulacje, które miały w najbliższym czasie wchodzić w życie, powinny być opóźnione o co najmniej sześć, a nawet dziewięć miesięcy. Na koniec marca firmy muszą zgłosić deklarację VAT, ale absolutnie nie będą w stanie tego wykonać w momencie, kiedy księgowi pracują zdalnie albo są całkiem wyłączeni ze względu na wirusa – mówi Maciej Witucki. – Kolejny element to zamrożenie trwających postępowań – zarówno podatkowych, kontrolnych, jak i spraw cywilnych. To ważne, aby rząd ogłosił, że jeśli zatrzymaliśmy kraj, to zatrzymujemy też wszystkie procedury prawne, które się w tym czasie toczą.

Większość organizacji eksperckich, które przedstawiły swoje propozycje do specustawy dotyczącej koronawirusa, postuluje również czasowe zwolnienie pracodawców na kilka miesięcy z obowiązku płacenia podatków, a także odroczenie obowiązku składania deklaracji podatkowych.

Zadowolenie klienta popłaca

Nie tylko kupno produktów w przystępnej cenie, ale również fachowe doradztwo, wsparcie posprzedażowe oraz przedłużenie gwarancji jakości i bezpieczeństwo użytkowania – to główne kryteria decyzji konsumenckich. Koncerny fabryczne i przedsiębiorstwa działające w Polsce w branży przemysłowej dostrzegają ten fakt. Kompleksowa i systemowa oferta sprawia, że zadowoleni klienci stają się lojalni i wracają po kolejne produkty. To potęguje zyski firm. Potwierdzają to dane statystyczne – przychody krajowej branży przemysłowej rosną w systematycznym tempie.Kluczowe motywy zakupowe_grafika ifm electronic Zadowolenie klientów_Bain&Company_grafika ifm electronic

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego o produkcji wytworzonej i sprzedanej na terenie Polski dla ponad 680 grup asortymentowych oraz wyrobów, z ważniejszych branż produkcji przemysłowej w 2018 roku, wynikało, że wartość ogółem wyrobów własnych producentów, sklasyfikowanych w sekcji produkty przetwórstwa przemysłowego oraz górnictwa i wydobywania, wyniosła aż 1 180 823 967 200 złotych. To wzrost w porównaniu do 2017 roku o 6,4%.

Mazowsze i Górny Śląsk na czele

Największy udział w tym segmencie miały działy: artykuły spożywcze – 16,6%, pojazdy samochodowe, przyczepy i naczepy – 11,7%, koks, brykiety i podobne paliwa stałe z węgla i torfu oraz produkty rafinacji ropy naftowej – 8,4%, wyroby z gumy i tworzyw sztucznych – 7,0%, metale – 6,3%, chemikalia i wyroby chemiczne oraz wyroby metalowe gotowe, z wyłączeniem maszyn i urządzeń – po 5,7%. Dla porównania najniższy udział – poniżej 0,5% – miały odzież, skóry i wyroby ze skór oraz rudy metali.

Natomiast w ujęciu regionalnym największy udział na poziomie 19,7% przypadł województwu mazowieckiemu, kolejne były śląskie – 16,5% wartości produkcji sprzedanej wyrobów ogółem, wielkopolskie – 12,8%, dolnośląskie – 8,4% oraz małopolskie – 7%. Całość polskiego przemysłu w gospodarce i PKB była w 2018 roku szacowana przez Eurostat na 22,3%. Według najnowszy danych GUS tylko w grudniu 2019 roku produkcja przemysłowa w Polsce wzrosła w ujęciu rocznym o 3,8%. Na te wskaźniki wpływ ma oczywiście popyt.

Moment decyzji

Wśród kluczowych motywów zakupowych eksperci wyróżniają sześć podstawowych kryteriów: cena, czas, bezpieczeństwo, jakość, emocje oraz prestiż.
Wszystkie z nich, według opinii konsumentów, są również bardzo istotnymi czynnikami przy wyborze produktów z branży przemysłowej i automatycznej. W negocjacjach handlowych ważna jest oczywiście cena, to jednak obecnie już tylko jeden z priorytetów, jakimi posługują się potencjalni klienci, podejmujący decyzję o wyborze konkretnego producenta i fabryki.

– Poszukiwanie kompleksowych i optymalnych rozwiązań prokonsumenckich to wyjście naprzeciw rynkowym oczekiwaniom i wymaganiom klientów. Standardem stała się produkcja kompatybilnych systemów specjalistycznych produktów przemysłowych. Zapewnienie gwarancji jakości, nie tylko na etapie powstawania wyrobów, ale również, gdy są one wykorzystywane już przez klientów, daje odbiorcom poczucie satysfakcji z dobrego wyboru – podkreśla Aleksandra Banaś, prezes zarządu katowickiej spółki ifm electronic.

Producent niczym psycholog

Z opracowań przygotowywanych przez specjalistów z branżowego portalu psychologiawbiznesie.pl wynika, że sposób podejmowania decyzji o zakupie produktu różni się w przypadku produktów nabywanych rutynowo i tak zwanych produktów problemowych. W zakres tych drugich wchodzą dobra nabywane sporadycznie, długookresowo, które ze względu na skomplikowaną często specyfikację techniczną muszą spełniać odpowiednie parametry.

Badania satysfakcji klientów sygnalizują, że decyzja o zakupie i samo dokonanie kupna produktu generuje u konsumenta poczucie ryzyka. To główny powód, na podstawie którego współczesne przedsiębiorstwa powinny podejmować działania zmierzające do minimalizacji takich zachowań. Stosowane są tu wielorakie rozwiązania: wydłużona gwarancja, testy, próby pomiarowe, a nawet możliwość zwrotu zakupionego towaru.

Zadowolenie popłaca

Kluczem jest jak najwyższa jakość usług przed i posprzedażowych, a nie samo dostarczenie klientowi wybranego produktu. Takie podejście według psychologów niweluje u klientów tak zwany dystans pozakupowy – konflikt psychiczny, który wynika z niepewności, co do trafności wyboru. Potwierdzają to przedstawiciele branży przemysłowej i automatycznej.
– Wybierając konkretny produkt, konsument chce uzyskać jak najlepszy efekt ekonomiczny, dlatego oczekuje również kompleksowego doradztwa. Czerpanie ze źródeł konsumenckich i wyciąganie wniosków z rynkowych opinii, to obecnie jeden z najistotniejszych aspektów funkcjonowania dużej firmy i długofalowego polepszania wyników sprzedaży – tłumaczy Aleksandra Banaś z ifm electronic.

Z badań rynkowych firmy konsultingowej Bain&Company wynika, że aż 98% klientów niezadowolonych z obsługi już nie wraca. 75% z nich wskazuje jako główny czynnik niedocenienie i brak odpowiedniej „opieki” na etapie analizowania oferty, 65% sygnalizuje złe doświadczenia z firmą w trakcie procesu sprzedaży. W ciągu połowy dekady przeciętna spółka handlowa utrzymuje 20% stałych klientów. Statystyki pokazują jednak, że jeżeli ta wartość wzrośnie o 5%, wówczas zysk firmy szybuje nawet do 55%. Zdaniem ekspertów w tym przypadku najistotniejszym kryterium jest właśnie zadowolenie klienta, który kładzie większy nacisk na swoje doświadczenia i kompleksowość oferty, a nie na jak najniższą cenę.

Stanowisko Krajowej Izby Klastrów Energii ws. epidemii koronawirusa

W związku ze zwołaniem przez prezydenta Andrzeja Dudę posiedzenia Rady Gabinetowej, które będzie dotyczyć sytuacji epidemiologicznej w kraju, a w szczególności pakietu pomocowego dla przedsiębiorców, swoje stanowisko przedstawiła Krajowa Izba Klastrów Energii (KIKE). Izba zwraca uwagę na istotne obawy wszystkich firm, pracujących nad uruchomieniem farm fotowoltaicznych w Polsce. Epidemia koronawirusa i przedłużająca się przerwa w pracy chińskich fabryk, skutkuje widocznymi niedoborami towarów technologicznych oraz komponentów na całym świecie. Pękają łańcuchy dostaw, a ofiarami chińskiego wirusa padają nawet największe globalne korporacje. W odniesieniu do najnowszych informacji pochodzących od członków KIKE oraz analiz jej ekspertów, wiadomo, że w Polsce silnie odczuwalne skutki widać właśnie w branży fotowoltaicznej.  Zdaniem Alberta Gryszczuka, prezesa Krajowej Izby Klastrów Energii – Należy bardzo poważnie potraktować słowa prezydenta Andrzeja Dudy oraz premiera Mateusza Morawieckiego, iż epidemia niestety będzie miała konsekwencje rynkowe, a globalny kryzys odbije się negatywnie na stanie polskiej gospodarki. Aktualnie zadaniem rządzących jest zminimalizowanie skutków tej sytuacji.

Jako podmiot reprezentujący przedsiębiorców, Izba ma głęboką nadzieję, iż rząd faktycznie zrobi wszytko, aby po czasowym zawahaniu w kilku sektorach, nastąpiło finalne odbicie całego rynku.  Przedsiębiorcy liczą na współpracę w tym zakresie między prezydentem, premierem, Ministerstwem Rozwoju oraz Ministerstwem Klimatu. – Pozytywnie odbieramy inicjatywę rządu, odnośnie projektu specustawy dotyczącej rozwiązań dla gospodarki, w kwestii koronawirusa. W tym miejscu, zwracamy uwagę również na sektor OZE, a w szczególności, coraz szybciej rozwijającą się w Polsce, branżę fotowoltaiczną. To właśnie w tym obszarze funkcjonuje wielu małych i średnich przedsiębiorców z wyłącznie polskim kapitałem – dodaje Albert Gryszczuk.

Profilaktyczne działanie teraz, może okazać się nie tylko skuteczne w praktyce, ale też – co równie ważne – pozwoli zaoszczędzić znaczną części kosztów zapowiadanej pomocy państwa dla przedsiębiorców poszkodowanych w wyniku konsekwencji koronawirusa. Założyć można, że środki zaoszczędzone dzięki szybkiemu działaniu prezydenta oraz rządu, będą mogły zostać przeznaczone na inne ważne cele.

Chińska branża fotowoltaiczna spodziewa się, że produkcja ogniw i modułów wróci do wcześniejszego poziomu dopiero w drugiej połowie tego roku. Ograniczenie produkcji, czy nawet tymczasowe zamykanie całych fabryk, dotknęło chińskich producentów modułów fotowoltaicznych, którzy łącznie odpowiadają za około 70 proc. światowej produkcji. Mamy do czynienia ze zdarzeniem nieoczekiwanym, o daleko idących skutkach. Inwestorzy i deweloperzy farm fotowoltaicznych narażeni są na brak możliwości terminowego dokończenia projektów. Stąd potrzeba doraźnego przesunięcia terminu dostarczenia energii elektrycznej, w ramach systemu aukcyjnego URE, na 2021 rok.

Analizując sytuację od strony czysto prawnej, należy oceniać ją jako zdarzenie o charakterze siły wyższej, zatem konieczna i ze wszech miar uzasadniona może być interwencja ustawodawcy. Zgodnie z aktualnie obwiązującym stanem prawnym, instalacja fotowoltaiczna, która nie zdąży wyprodukować i sprzedać energii elektrycznej, w ramach systemu aukcyjnego, w przewidzianym dla niej maksymalnie 24-miesięcznym terminie, eliminowana jest na 3 lata z możliwości uczestnictwa w aukcjach. Ponadto, traci ona wniesioną kaucję. Wobec takiego stanu rzeczy, pomoc państwa może okazać się konieczna, aby inwestorów uchronić przed upadłością, a jeden z najszybciej rozwijających się obszarów odnawialnych źródeł energii w Polsce – przed silną recesją. Warto dodać, że niedawno termin rozpoczęcia sprzedaży (w ramach systemu aukcyjnego) pierwszej energii elektrycznej został przedłużony – dla instalacji fotowoltaicznych – z 18 do 24 miesięcy. Nastąpiło to w wyniku nowelizacji ustawy o OZE z 19 lipca zeszłego roku. Dodatkowo nowelizacja ta wydłużyła okres obowiązywania aukcyjnego systemu wsparcia do 30 czerwca 2039. Wynika z tego, że nawet przesuniecie terminu na rozpoczęcie sprzedaży poza listopad 2020 roku, nie będzie wiązało się z koniecznością skracania maksymalnego 15-letniego okresu wsparcia dla instalacji (przed wspomnianą nowelizacją wsparcie mogło być udzielone maksymalnie do 31 grudnia 2035 r.). Warto szybko wprowadzić wskazane rozwiązanie, aby z wyprzedzeniem zapobiec negatywnym konsekwencjom epidemii. Zwłaszcza, że mamy do czynienia z sytuacją szczególną. Jej ogólnoświatowy zasięg stawia pod znakiem zapytania realne wykonanie obowiązku w obecnym ustawowym terminie. Jak podają międzynarodowi analitycy, w Państwie Środka moduły wytwarza większość producentów, w tym m.in. trzej najwięksi producenci na świecie – Jinko Solar, JA Solar i Trina Solar. Wiadomo, że ten ostatni musiał wstrzymać produkcję w jednej ze swoich fabryk, przynajmniej do połowy tego miesiąca.  Fabryki ogniw i modułów fotowoltaicznych znajdują się m.in. w mieście Wuhan, a więc w epicentrum koronawirusa.

Samochody elektryczne. Kiedy podbiją świat?

Wielu największych producentów samochodowych planuje w ciągu najbliższych kilkunastu lat całkowicie przestawić się na produkcję samochodów elektrycznych. Będzie to duży krok w kierunku znacznego zmniejszenia ilości CO2, emitowanego teraz przez środki transportu. Jednak wzmożona produkcja samochodów z napędem elektrycznym nie sprawi, że zdominują one w szybkim tempie drogi na całym świecie. Czy będą to samochody klasycznie ładowane z gniazdka, czy z silnikiem wodorowym, będą potrzebować odpowiedniej infrastruktury. Możliwość inwestycji w infrastrukturę wspierającą działanie elektromobilnej floty na drogach zależy od zamożności państwa i społeczeństwa. To także wskaźnik, który wpływa na możliwość zakupu nowych samochodów przez obywateli. W mniej rozwiniętych regionach ta infrastruktura nie powstanie szybko – a po drogach będą jeździły starsze modele samochodów, z silnikami spalinowymi.

– Przewidując dominację samochodów elektrycznych na świecie trzeba rozmawiać o konkretnych rejonach geograficznych. W niektórych miastach w Chinach i Holandii już dziś samochody elektryczne są istotnym elementem całego transportu drogowego. Z drugiej strony w mniej rozwiniętych regionach, takich jak Afryka czy Azja Środkowa, te procesy będą zachodziły nieco dłużej – powiedział serwisowi eNewsroom Aleksander Rzepecki,  menadżer do spraw pojazdów elektrycznych w Mercedes-Benz Polska. – W naszej polskiej rzeczywistości powszechne pojawienie się samochodów elektrycznych na ulicach zajmie kilka kolejnych lat. Natomiast na to, żeby zdominowały one ruch, potrzebnych jest kilkanaście lub dwadzieścia lat. Samochody sprzedawane dzisiaj jako nowe – czyli w większości oczywiście diesle oraz samochody benzynowe – za 10-15 lat wciąż będą się poruszać po naszych drogach. Więc nawet jeżeli sprzedaż samochodów elektrycznych zdominuje inne typy napędów – minie jeszcze kilkanaście lat, zanim z naszych dróg znikną samochody spalinowe – przewiduje Rzepecki.

Polacy wolą płatności mobilne. Chętnie też korzystają z innowacyjnych rozwiązań w bankowości i e-handlu

E-handel jest coraz bardziej innowacyjny. W centrach logistycznych Amazona roboty pakują zamówienia, a drony dostarczają je odbiorcom. W Estonii zamówione towary z pobliskich sklepów spożywczych są dostarczane klientom przez roboty. Z kolei w Polsce popularność zyskują nowoczesne formy płatności, nad którymi pracują innowacyjne firmy i start-upy. 

– Polska jest liderem nie tylko w Europie, ale i na świecie pod względem różnego rodzaju płatności – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Damian Gwiazdowski, przedstawiciel firmy Shoper. – Gotówka powoli odchodzi do lamusa, a w Polsce przestaje się korzystać nawet z kart płatniczych. Coraz częściej korzystamy z płatności smartwatchem. Ciągle też pojawiają się nowe metody płatności, jak Blik albo płatności odroczone. Klienci mają możliwość rozbicia płatności na raty już w momencie złożenia zamówienia, bez pośrednictwa innych instytucji. 

Polacy bardzo chętnie korzystają z nowości w branży finansowej. W IV kwartale 2019 roku polskie banki miały 13,7 mln klientów mobilnych. To wzrost o 0,6 mln w porównaniu z IV kwartałem 2018 roku. Z tej grupy 6,5 mln logowało się do swoich kont wyłącznie za pomocą urządzeń mobilnych. Wzrosła również liczba osób używających Blika. Na koniec 2019 roku korzystało z niego prawie 4,5 mln użytkowników. Tymczasem pod koniec I półrocza zeszłego roku liczba ta była o ponad milion mniejsza.

Według opublikowanego pod koniec 2019 roku raportu Mastercard Polacy są liderami regionu w zakresie korzystania z bankowości mobilnej (81 proc.), online (63 proc.) oraz płatności mobilnych (52 proc.). Wszystkie wskaźniki są znacznie powyżej średniej dla Europy Środkowo-Wschodniej. Nowości chętnie są też u nas przyjmowane w e-handlu.

– Przyszłość e-handlu będzie opierała się na prostocie procesu zakupowego. Istotne będzie wykorzystanie różnego rodzaju systemów rekomendacji opartych na analizie Big Data. Z kolei sztuczna inteligencja będzie podpowiadała konsumentom towary i usługi, którymi w inny sposób by się nie zainteresowali – ocenia ekspert. – Ważna jest też prostota samego procesu składania zamówienia. Trzeba je oprzeć na prostych metodach płatności i dostawy. Z jednej strony będą one polegać na płatności za pomocą jednego kliknięcia, a z drugiej na prostocie wybrania miejsca docelowego dostawy. Istotna będzie prostota zwrotów i wymiany towarów.

Polacy coraz chętniej korzystają także z szybszych i wygodniejszych zakupów online. Polski start-up Szopi umożliwia dowóz towarów spożywczych do klienta w ciągu jednej godziny. Jest to możliwe, ponieważ zatrudnia wyspecjalizowanych shopperów, którzy odwiedzają najpopularniejsze sklepy na rynku i tworzą listę zakupową dla klienta. Jesienią, w wyniku przejęcia za 35 mln euro rozwijanej przez AmRest platformy Pizza Portal, nad Wisłą zadebiutowała platforma zakupowa Glovo. Pozwala kupować, odbierać i wysyłać dowolny produkt w tym samym mieście w czasie krótszym niż godzina. Obecnie funkcjonuje w 15 największych miastach w Polsce.

Fintech PayPo, obsługujący płatności odroczone, nawiązał w lutym współpracę z Media Expert. To kolejny, obok m.in. Answear, Allegro czy 4F, duży partner start-upu. Spółka planuje do końca 2020 roku obsłużyć transakcje warte łącznie minimum 0,5 mld zł.

– Bardzo lubimy usprawnienia, które ułatwiają zakupy. Firmy także coraz częściej proponują klientom coraz bardziej innowacyjne rozwiązania. Dla przykładu, eobuwie uruchomiło usługę esize.me, w której możemy zeskanować swoją stopę i dobrać najbardziej wygodne, najlepiej dopasowane obuwie – wskazuje Damian Gwiazdowski.

Koronawirus to wyzwanie dla firm logistycznych – komentarz eksperta/DHL Parcel

Pandemia koronawirusa to wyzwanie dla niemal wszystkich sektorów polskiej gospodarki. W związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa Ministerstwo Rozwoju – we współpracy z Głównym Inspektorem Sanitarnym – przygotowało zalecenia dla przedsiębiorców z branży transportowej i logistycznej.  Dotyczą one zachowania podstawowych zasad higieny i ograniczenia bezpośredniego kontaktu z drugą osobą (mycie rąk wodą z mydłem lub ich dezynfekcja, zachowanie bezpiecznej odległości od rozmówcy, promowanie kontaktu za pomocą urządzeń teleinformatycznych, dokonywanie płatności bezgotówkowych). Jak firmy radzą sobie z tymi zobowiązaniami?

Komentarz Pawła Pawlika, kierownika działu BHP DHL Parcel, eksperta Koalicji Bezpieczni w Pracy:

W związku z epidemią koronawirusa, również w naszej organizacji pojawiła się konieczność wprowadzenia szczególnych środków ostrożności. Mają one na celu ochronę zdrowia oraz zapewnienie bezpieczeństwa naszym pracownikom i klientom. 

W DHL Parcel mamy opracowane precyzyjne plany awaryjne dotyczące wszystkich obszarów naszej działalności. Dzięki temu w znacznym stopniu uniezależniliśmy się operacyjnie od czynników zewnętrznych. Posiadamy mocną sieć obiektów operacyjnych, które pokrywają terytorialnie całą Polskę. Każdy z nich jest dostosowany do przejęcia w razie potrzeby obsługi dodatkowych przesyłek. Obecnie, jesteśmy przygotowani na różne scenariusze. Jeśli zajdzie potrzeba wyłączenia z procesu operacyjnego wybranej jednostki, mamy procedury awaryjne, które pozwolą nam sprawnie przeprowadzić takie działania z zachowaniem najwyższej jakości świadczonych przez nas usług.

Stosujemy wzmożone środki ostrożności. Wszystkie jednostki operacyjne zostały wyposażone m.in. w środki dezynfekujące oraz termometry bezdotykowe. Prowadzimy również kampanię edukacyjną dla pracowników oraz działania komunikacyjne skierowane do menedżerów. Nasi kurierzy otrzymali także szczegółowe instrukcje dotyczące zachowania środków ostrożności. W przypadku pracowników biurowych, wprowadziliśmy szereg rozwiązań dotyczących pracy zdalnej, ograniczyliśmy organizację spotkań i podróży służbowych do minimum. Podjęliśmy również działania w zakresie monitoringu i postępowania z osobami, które odbyły podróż zagraniczną. Do tej pory nie odnotowaliśmy żadnego przypadku zachorowania w zespole DHL Parcel. Jednak wiemy, że w obecnej sytuacji kluczowe są działania prewencyjne.

Ponadto na bieżąco monitorujemy pojawiające się komunikaty Głównego Inspektora Sanitarnego oraz Ministerstwa Zdrowia dotyczące występowania koronawirusa w naszym kraju i podejmujemy zdecydowane działania.

Kearney ocenia wpływ pandemii koronawirusa na gospodarkę

Pandemia koronawirusa wywołującego chorobę COVID-19 już dziś pogrąża branżę turystyczną, rozrywkową i gastronomiczną na całym świecie. Jednak gałęzi gospodarki, które są szczególnie narażone na wyzwania związane z epidemią jest znacznie więcej. Eksperci globalnej firmy doradczej Kearney, w specjalnym raporcie Odpowiedzialne działanie menadżerów w dobie COVID-19, analizują w jaki sposób epidemia wpływa na globalne łańcuchy dostaw i wzrost gospodarczy na świecie. Wskazują także, jakie działania podjęte przez menadżerów firm mogą pomóc ograniczyć wpływ pandemii na biznes.

Z raportu Kearney Odpowiedzialne działanie menadżerów w dobie COVID-19 wynika, że szczególnie narażone na wyzwania związane z wirusem są branże oparte na przemieszczaniu się ludzi i usługach, a także te, które w momencie pojawienia się nowego globalnego zagrożenia borykały się już z problemami. Istnieją branże, które nie odczują tak mocnego, negatywnego wpływu pandemii na swoją działalność.

Karolina Leśkiewicz, manager w Kearney: Branże, które są szczególnie narażone na utratę biznesu ze względu na COVID-19 to przede wszystkim turystyka, usługi, sektor finansowy, handel detaliczny (np. elektronika, art. gospodarstwa domowego) i HoReCa. Te sektory są oparte w dużej mierze na fizycznym kontakcie, przemieszczaniu się ludzi lub angażowaniu ich w wolnym czasie. Ze względu na konieczność ograniczenia interakcji i podróży oraz możliwe problemy z logistyką i łańcuchem dostaw przewidujemy, że wskazane branże najmocniej odczują skutki pandemii w najbliższym czasie.

Porozrywane łańcuchy dostaw

Globalny zasięg epidemii i wprowadzane przez kolejne rządy kontrole, restrykcje i ograniczenia doprowadziły do zachwiania równowagi w światowym handlu i mocno nadwyrężyły łańcuchy dostaw. Ostateczna skala kryzysu, w jakim znalazła się zglobalizowana gospodarka, wciąż pozostaje niewiadomą, ale już dziś widać, gdzie pojawiły się największe napięcia i ryzyka.

Jakub Dudzic, konsultant w Kearney: COVID-19 wyraźnie odciska swoje piętno na łańcuchach dostaw. Zaczynając od produkcji przemysłowej, która wyraźnie spowolniła (szczególnie w Chinach będących „fabryką świata”). Boryka się ona z brakami kadrowymi spowodowanymi m. in. niedostateczną liczbą maseczek ochronnych wymaganych do pracy oraz przymusowymi kwarantannami pracowników. Ponadto, ograniczenia w przemieszczaniu się spowodowały drastyczny spadek popytu (a co za tym idzie cen) na transport lądowy i powietrzny, powodując ich paraliż. Sytuacji nie pomaga również fakt, iż niektóre kraje planują wprowadzenie – bądź już wprowadziły – embarga na wybrane grupy produktów (np. medycznych i farmaceutycznych).

Czas próby dla menadżerów

Pandemia jest testem zdolności poszczególnych firm do efektywnego działania w nowych, zmiennych warunkach. Od przygotowania i zaangażowania konkretnych menadżerów zależeć będzie to, na ile uda się załagodzić negatywny wpływ epidemii na działalność firm. Z raportu Kearney wynika m.in., że kluczowe dla zapewnienia ciągłości biznesu jest efektywne wspieranie pracy zdalnej pracowników. W tym względzie pomocna okazuje się technologia, która dostarcza wielu narzędzi i kanałów do wykorzystania w bieżącej komunikacji.

Krystian Kamyk, dyrektor w Kearney: Dzisiejsza sytuacja jest chwilą próby dla menadżerów niemal każdej organizacji. Empatia, kultura organizacyjna, zgranie zespołu i doskonałość w zarządzaniu zmianą i komunikacją, które w spokojnych czasach w niektórych firmach schodziły na drugi plan, dzisiaj decydują o tym, czy firma jest zdolna utrzymać tempo działalności czy nie. Wśród naszych klientów są tacy, którzy niemal z dnia na dzień i bez uszczerbku na efektywności przełączyli na pracę zdalną większość swojej załogi biurowej oraz tacy, którzy wolą minimalizować pracę zdalną, ponieważ jest dla ich organizacji czymś nietypowym. Podobnie jest z relacjami z klientami. Te firmy, które inwestowały w wielokanałowość i swoje produkty i usługi sprzedają dzisiaj zarówno w punktach fizycznych jak i w aplikacjach mobilnych i sklepach internetowych, relatywnie mniej odczuwają problem dzisiejszej nadzwyczajnej sytuacji. Pozostali, u których nadal dominowały punkty fizyczne, zastanawiają się jak utrzymać relacje z klientami. Podobny model ma zastosowanie w każdej branży – nawet w produkcji. Jeśli firma zainwestowała w przeszłości w automatyzację swoich linii produkcyjnych, dzisiaj mniej jest narażona na nieobecności pracowników spowodowane chorobą, kwarantanną lub ograniczeniem przemieszczania się. Pandemia COVID-19 na pewno doprowadzi do istotnej transformacji modeli pracy, wykorzystania przestrzeni biurowej, ale też przemyślenia priorytetów dla inicjatyw rozwoju kanałów samoobsługowych i automatyzacji działalności.

Przyszłość controllingu, czyli automatyzacje w budżetowaniu

Automatyzacja dotyka coraz większej liczby obszarów naszego życia. Nie inaczej jest w przypadku zawodów w świecie finansów, gdzie wyspecjalizowane systemy informatyczne stały się niezbędnikami w pracy controllerów i analityków.

Przez kilka ostatnich lat przedsiębiorstwa zmagają się z dwoma coraz większymi wyzwaniami w obszarze controllingu: rosnącymi kosztami pracy oraz trudnością w pozyskaniu (a także utrzymaniu) należycie wykwalifikowanych pracowników. To sprawiło, że osoby odpowiedzialne za finanse w firmach – zmuszone rosnącymi trudnościami i kosztami – szukają rozwiązania dla swoim problemów w obszarze IT. Co naturalne, próbują oni zastąpić pracę ludzką działaniem odpowiednich systemów i algorytmów informatycznych.

Budżetowanie i prognozowanie to procesy, w których istnieje spory potencjał optymalizacji z wykorzystaniem możliwości współczesnej technologii informacyjnej. Odpowiednio zaprojektowane i wdrożone narzędzia wspierające zadania wykonywane przez controllerów i właścicieli budżetu pozwalają wyeliminować manualne czynności nie dostarczające wartości dodanej. Co więcej, automatyzacje w budżetowaniu eliminują ryzyko wielu błędów ludzkich.

Automatyzacja budżetowania i raportowania – make or buy?

Co w ogóle dają automatyzacje w budżetowaniu? Najogólniej rzecz ujmując, opierają się one na przeniesieniu konsolidacji, kalkulacji i przetwarzaniu danych planistycznych z arkusza kalkulacyjnego do wielowymiarowych lub relacyjnych baz danych. Wczytanie danych z formatek budżetowych do bazy SQL, Access czy OLAP pozwala łatwiej nimi operować i lepiej radzić sobie z dużymi wolumenami. Z uwagi na to, że praca z danymi budżetowymi bezpośrednio na formularzach bazy danych jest wysoce niekomfortowa konieczna jest także budowa interfejsu umożliwiającego generowanie i import formatek oraz przygotowywanie raportów budżetowych.

Przedsiębiorstwa, które chcą wykorzystać – przedstawione pokrótce – możliwości dostarczane przez rozwiązania IT w controllingu mają dwie drogi. Chodzi o wariant: make oraz buy.

Zacznijmy od przedstawienia pierwszego z nich – make. Jest to nic innego jak samodzielne projektowanie i tworzenie automatyzacji przez dział controllingu. Takie projekty najczęściej realizowane są jako wewnętrzne inicjatywy controllerów bez większego wsparcia ze strony działu IT. Wszystko dlatego, że wiele osób z zawodów finansowych stara się poszerzać wiedzę techniczną, widząc w niej potencjał do usprawnienia swej codziennej pracy. To właśnie controllerzy i analitycy stanowią większość uczestników szkoleń obejmujących programowanie VBA czy współpracę arkusza kalkulacyjnego z bazami SQL. Połączenia automatyzacji VBA oraz przetwarzania w bazie SQL lub Access jest najczęściej stosowanym podejściem do usprawnień raportowania i budżetowania implementowanym samodzielnie przez przedsiębiorstwa. Kreując tego typu usprawnienia kontrolerzy już dawno weszli w obszary zarezerwowane jeszcze do niedawna jedynie dla ekspertów z obszaru IT.

W tym miejscu należy też wspomnieć o minusach podejścia make. Wymienić można m.in. pewną niedoskonałość samodzielnie tworzonych narzędzi (co prawda usprawniają one procesy w controllingu, ale daleko im do profesjonalnych systemów). Jest także dość duże ryzyko związane z transferem kompetencji, czyli w momencie odejścia z firmy pracownika tworzącego dane rozwiązanie istnieje ryzyko, że nowi pracownicy nie poradzą sobie ze stworzonymi usprawnieniami w warstwie technicznej.

Specjalistyczne systemy do budżetowania i raportowania

Drugą drogą dla przedsiębiorstw jest wariant buy. Takie rozwiązanie polega na wyborze i wdrożeniu gotowego systemu posiadającego wbudowane funkcjonalności automatyzujące pracę w procesie controllingu. Poszukując na rynku gotowego systemu i porównując możliwości narzędzi proponowanych przez poszczególnych dostawców warto zwrócić uwagę na to w jaki sposób dane rozwiązanie może wspierać automatyzację. W tym miejscu warto zauważyć, iż systemy do budżetowania to oddzielna klasa rozwiązań IT – systemy klasy Business Intelligence czy nawet moduły controllingowe systemów ERP nie posiadają funkcjonalności kompleksowo wspierających przebieg procesów budżetowania i prognozowania.

Do największych plusów rozwiązania typu buy należy zaliczyć możliwość szybkiego wdrożenia usprawnień dla controllerów, a także wykorzystanie doświadczeń dostarczanych przez zewnętrzne podmioty. Równie ważne jak możliwości systemu są kompetencje firmy realizującej wdrożenie – doskonała znajomość produktu oraz doświadczenie w realizacji podobnych projektów pozwolą optymalnie wykorzystać możliwości systemu do rozwiązania specyficznych problemów firmy.

Co do minusów ścieżki buy, należy wymienić konieczność poniesienia kosztów licencyjnych nowego oprogramowania.

Podsumowanie

Świat controllerów i analityków – tak jak w przypadku innych obszarów życia – coraz mocniej łączy się z obszarem współczesnej technologii informacyjnej. To dobrze dla firm. Tak jak zaznaczyłem we wstępie, mają one obecnie spore kłopoty z kosztami pracy i znalezieniem odpowiednich pracowników. Odpowiednie systemy informatyczne mogą znacznie ułatwić wykonywanie obowiązków osobom odpowiedzialnym za budżetowanie i prognozowanie.

Autor: Mariusz Sumiński, Dyrektor Zarządzający FlexiSolutions

Więcej o roli controllingu w handlu

Controlling w retailu. Dlaczego to must have?

Każdy przedsiębiorca zastanawia się jak osiągnąć postawione cele operacyjne i strategiczne swojej firmy. Wprowadzenie systemu controllingowego w organizacji jest kluczowym elementem, który umożliwia osiągnięcie tych celów. Controlling to proces zarządzania polegający na planowaniu, monitorowaniu wykonania planów i wprowadzaniu korekt. Istnieje wiele rodzajów controllingu. Jednym z nich jest controlling sprzedaży, którego zadania obejmują:

  • maksymalizację dochodów ze sprzedaży;
  • ustalanie celów sprzedażowych;
  • planowanie i budżetowanie przychodów ze sprzedaży;
  • monitorowanie wykonania budżetów;
  • optymalizację kosztów dystrybucji i działów sprzedaży;
  • koordynację działań związanych z produktami.

Narzędzia controllingu sprzedaży można podzielić według czasowego zasięgu ich oddziaływania na operacyjne i strategiczne. Popularne metody strategiczne to:

  • analiza luki strategicznej – dostosowanie strategii do oczekiwań rynkowych i ich przewidywanych zmian;
  • analiza scenariuszowa – prognozowanie różnych możliwych sytuacji i ich prawdopodobieństwa;
  • metody portfelowe – optymalne zarządzanie portfelem produktów, identyfikacja obszarów przewagi konkurencyjnej.

Równie ważne jest wykorzystanie systemów klasy Business Intelligence, które automatyzują proces raportowania i wspierają controlling sprzedaży. Takie systemy, wzbogacone o zaawansowaną analitykę, uczenie maszynowe i sztuczną inteligencję, stają się kluczowe dla nowoczesnych biznesów. Umożliwiają one lepsze decyzje, targetowanie ofert marketingowych i zarządzanie cenami. Rozwiązania Business Intelligence mogą zwiększyć przewagę konkurencyjną i poprawić zarządzanie biznesem poprzez analizę danych. Szczegóły dotyczące tych rozwiązań można znaleźć w darmowym e-booku „Analityka danych w branży Retail” od Comarch.

Podatnik ma prawo do przeprowadzenia dowodu przeciwnego

Organy podatkowe nie mogą opierać niekorzystnych dla podatników decyzji jedynie na urzędowych dokumentach, jednocześnie nie dopuszczając dowodów przeciwnych. Wyrokiem z 8 listopada 2019 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie uchylił decyzję organu podatkowego, określającą podatnikowi wysokość zobowiązania akcyzowego, bo organ ten nie uwzględnił przy jej wydawaniu dowodów przedstawionych przez podatnika (sygn. akt I SA/Kr 1000/19).

Zgodnie z art. 194 § 1 i 2 Ordynacji podatkowej sporządzone przez organy władzy publicznej, i inne jednostki, dokumenty są dowodem na to, co zostało w tych dokumentach stwierdzone. Jednakże, jak stanowi § 3 tego artykułu, nic nie stoi na przeszkodzie, by przeprowadzić dowód przeciwko takim dokumentom.

Wezwanie do korekty deklaracji po 4 latach od nabycia

W lutym 2014 r. podatnik złożył deklarację podatkową w zakresie podstawy opodatkowania i kwoty akcyzy z tytułu dokonanego wewnątrzwspólnotowego nabycia samochodu. Dołączył do niej opinię rzeczoznawcy majątkowego, która wraz z dokumentacją fotograficzną pojazdu miała potwierdzać jego uszkodzony stan, a co za tym idzie – uwiarygodnić ustaloną ze zbywcą cenę sprzedaży auta.

Ponad 4 lata później naczelnik urzędu skarbowego wezwał podatnika do skorygowania deklaracji poprzez podwyższenie podstawy opodatkowania w ramach dokonanego nabycia pojazdu. Organ w listopadzie 2017 r. otrzymał dokument z niemieckiego urzędu celnego, który stwierdzał, że urząd ten przy weryfikacji wartości celnej auta zanegował wykazaną na rachunku kwotę nabycia auta, jako za niską, i jednocześnie wskazał kwotę wyższą.

Wartość celna to jedno, a rzeczywista – drugie

Podatnik odpowiedział naczelnikowi, że nie ma czego korygować, bo podstawa opodatkowania wykazana w złożonej deklaracji nie była oparta na wartości celnej pojazdu powiększonej o należne cło, a o wycenę jego wartości przez biegłego rzeczoznawcę, zatwierdzoną następnie przez funkcjonariusza celnego. Organ pozostał obojętny na tę argumentację i w sierpniu 2019 r. ustalił podatnikowi zobowiązanie w podatku akcyzowym w wyższej kwocie, w oparciu o wartość celną określoną przez niemiecką administrację celną.

Ustalenia niemieckiego urzędu czyniły zakup nonsensem

Wezwany do korekty nabywca auta odwołał się od tej decyzji. Stał na stanowisku, że NUS nie wziął pod uwagę, iż administracja niemiecka tendencyjnie i w sposób nieprawdopodobny zawyżyła wartość pojazdu, podczas gdy samochód posiadał znaczące uszkodzenia. Zdaniem podatnika tylko wycena dokonana przez rzeczoznawcę uwzględniająca zarówno te uszkodzenia, jak i ówczesne uwarunkowania na polskim rynku obrotu samochodami jest w stanie oddać jego prawidłową wartość. Ustalenia wartości pojazdu poczynione przez niemiecką izbę celną w sposób oczywisty czyniły zakup samochodu w tej cenie nonsensem.

Dokument niemiecki to też dokument urzędowy

Dyrektor izby administracji skarbowej jako organ odwoławczy podtrzymał decyzję NUS. Organ zaznaczył, że zgodnie z Ordynacją podatkową naczelnik zobowiązany był zebrać i wyczerpująco rozpoznać cały materiał dowodowy. Dyrektor, powołując się na treść art. 194 § 1 i § 2 O.p., bronił zasadności włączenia do materiału dowodowego dokumentu z niemieckiego urzędu celnego, przemawiającego za wyższą wartością nabytego samochodu. Jednocześnie zarzucił podatnikowi, że ten w żaden sposób nie udowodnił podnoszonych przez siebie uszkodzeń pojazdu, dokonanych napraw, zakupu części.

Pominięcie pozostałych dowodów w sprawie

Podatnik zaskarżył tę decyzję. Zarzucił organom pominięcie przy ustalaniu podstawy opodatkowania pozostałych dowodów w sprawie. W szczególności zwrócił uwagę na powołany przez sam organ, art. 194 O.p. i fakt, że organy nie wykonały zawartej w tym przepisie dyspozycji § 3, która dopuszcza w postępowaniu podatkowym przeprowadzenie dowodu przeciwnego. Jak podniósł podatnik, organy przyjęły podstawę opodatkowania jedynie w oparciu o dokument niemieckiego organu celnego, podczas gdy NUS otrzymał też opinię rzeczoznawcy oraz dokumentację fotograficzną potwierdzającą, że wartość przedmiotowego auta nie może odpowiadać zwykłej wartości rynkowej.

Co na to sąd?

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie uchylił zaskarżoną przez podatnika decyzję organu. Sąd zwrócił uwagę m.in. na przepis art. 210 § 1 pkt 6 O.p., zgodnie z którym decyzja organu powinna zawierać uzasadnienie faktyczne i prawne, a § 4 tego przepisu nakazuje, by to uzasadnienie faktyczne wskazywało fakty, które organ uznał za udowodnione, dowody, którym dał wiarę i jednocześnie wskazywało przyczyny, z jakich innym dowodom organ ten nie dał wiary. Tylko decyzja spełniająca te wymogi może czynić zadość fundamentalnym zasadom postępowania podatkowego, nakazującym prowadzić je w sposób budzący zaufanie do organów oraz w sposób logiczny i przekonujący strony wyjaśniać przesłanki podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Zdaniem WSA w Krakowie decyzje organów podjęte w tej sprawie nie spełniają tych wymogów.

Sąd wskazał, że mimo iż NUS dopuścił przedłożoną przez podatnika opinię rzeczoznawcy określającą wartość importowanego pojazdu, to nie została ona wzięta pod uwagę ani w rozważaniach organu pierwszej, ani drugiej instancji. Dlatego też w niniejszej sprawie organy nie dokonały prawidłowego ustalenia stanu faktycznego i nie wyjaśniły wszystkich jej okoliczności. Stąd też nie mogły wiarygodnie i jednoznacznie ustalić podstawy opodatkowania podatkiem akcyzowym.

„Twierdzenie DIAS w odpowiedzi na skargę, że przedmiotowa opinia (…) nie mogła stanowić dowodu przeciwko dokumentowi organu niemieckiego, jest całkowicie niezasadne, gdyż jak wskazano powyżej, po pierwsze zalegała w aktach sprawy (…) po drugie właśnie była wskazywana przez Skarżącego jako dowód przeciwny” (wyrok z 08.11.2019 r., sygn. akt I SA/Kr 1000/19).

(Nie)praworządność w administracji publicznej

W przypadku jednego podatnika i jednego pojazdu organy podatkowe sięgną do kieszeni nabywcy jednorazowo. Ale co z przedsiębiorcami handlującymi autami bądź też innymi towarami na szerszą, masową skalę? Czy przedsiębiorcy w obliczu subiektywnych, nie spełniających wymogów prowadzenia postępowań podatkowych działań fiskusa skazani są na tzw. domiar podatkowy, a tym samym zmniejszenie rentowności dokonywanej transakcji czy też, jak w tej sprawie, całkowite pozbawienie jej sensu? Opisana wyżej sprawa pokazuje jednak, że warto walczyć o swoje i nie poddawać się niekorzystnym, subiektywnym i – jak widać – wydawanym również w sprzeczności z prawem decyzjom organów podatkowych. Jak orzekł WSA w Krakowie:

„…równie istotne, jak przestrzeganie zasady prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie do organów jest przestrzeganie zasady przekonywania (…) Prawidłowe uzasadnienie decyzji jest jednym z istotnych warunków wpływających na umocnienie praworządności w administracji publicznej…” (sygn. akt I SA/Kr 1000/19).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Koronawirus wpływa na polski rynek pracy tymczasowej

Zmniejszyło się zatrudnienie nowych pracowników w produkcji, logistyce i handlu – najważniejszych odbiorcach pracy tymczasowej, zamknięta jest granica Polski z Ukrainą. Właściciele agencji mają nadzieję, że sytuacja się ustabilizuje, kiedy wirus zostanie opanowany.

Ograniczenia w funkcjonowaniu miejsc publicznych i panika związana z koronawirusem z dnia na dzień zmieniła sytuację na polskim rynku pracy. Firmy wstrzymują nabór, skracają czas pracy i odwołują kontrakty. Agencje pracy tymczasowej obawiają się strat finansowych i wypatrują zatrzymania epidemii.

– Duży niepokój jaki towarzyszy rozprzestrzenianiu się wirusa niestety nie działa dobrze na rynek. Wyraźne zmniejszanie zatrudnienia w firmach zauważamy już od jakiegoś czasu, teraz ta tendencja gwałtownie się nasiliła – mówi Michał Podulski, wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ), największej tego typu organizacji branżowej w Polsce oraz dyrektor ds. sprzedaży w agencji pracy tymczasowej THR Sp. z o.o. – Niestety, jedyne co możemy zrobić, to czekać.

Firmy skracają czas pracy

Pracownicy tymczasowi są zatrudniani głównie w handlu, logistyce i przy produkcji. Wiele firm działających w tej drugiej branży od dłuższego czasu dotykają przestoje, bo ich działalność produkcyjna oparta jest na chińskich komponentach, które przestały być dostarczane z powodu epidemii.

– Fabryki ograniczają produkcję, a więc także i nabór pracowników w naszych agencjach – mówi Michał Podulski.

W firmach nie ma co prawda masowych zwolnień, ale sytuacja doprowadziła do zmian w organizacji czasu pracy. Optymalnym i opłacalnym wyjściem dla firm okazało się jego skrócenie, w niektórych miejscach z pięciu do dwóch dni roboczych. Klienci agencji pracy tymczasowej są świadomi tego, że zwolnieni ludzie mogą nie wrócić do pracy, nawet kiedy sytuacja na świecie ulegnie już poprawie, więc wolą podtrzymywać zatrudnienie.

– Kolejną kwestią jest to, że polski rynek pracy tymczasowej opiera się m.in. na pracownikach sprowadzanych zza granicy. Wirusowa panika wzmaga obawy przed ich zatrudnianiem – mówi Rafał Dryla, CEO w agencji pracy tymczasowej GP People.

Iwona Szmitkowska, prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia, Prezes Work Service SA dodaje: – Spodziewamy się okresowego spowolnienia w branży, wcześniej czy później jednak sytuacja wróci do normy. Trzeba mieć też na uwadze to, że jeśli firmy teraz ograniczają zatrudnianie, to po opanowaniu sytuacji epidemiologicznej, będą potrzebować więcej rąk do pracy, żeby odrobić straty.

Ukraińcy i polskie opiekunki na celowniku

Kolejnym wyzwaniem zamknięcie granicy Polski z Ukrainą. Polscy pracodawcy zatrudniający Ukraińców stoją przed problemem, bo obcokrajowcy nie mogą wjeżdżać do naszego kraju. Przedsiębiorcy mają jednak nadzieję, że przestój będzie okresowy.

– Nie boimy się exodusu pracowników do domów na Ukrainę. Myślę, że ci, którzy są w Polsce będą tu dalej pracować. Problem może być z tymi, którzy właśnie wyjechali na wakacje, czy po wizę. Przez zamknięte granice mogą nie wrócić. Mamy jednak nadzieję, że blokada będzie przejściowa i potrwa maksymalnie miesiąc – mówi Maciej Kopaczyński, wiceprezes SAZ oraz prezes LAXO Group, firmy zajmującej się delegowaniem personelu technicznego i usługami opieki nad starszymi osobami w Niemczech.

Ponieważ wirus coraz bardziej się rozprzestrzenia również w Niemczech, gdzie przy opiece osób starszych pracuje tysiące opiekunek z Polski, firmy je delegujące mają wdrożone procedury bezpieczeństwa, które mogą uruchomić w razie podejrzenia zarażenia.

– Korzystamy też ze sprawdzonych przewoźników, którzy wprowadzili zaostrzone standardy bezpieczeństwa i higieny podczas swoich przewozów. Są to karty klientów, dezynfekowanie i ozonowanie autobusów – mówi Maciej Kopaczyński.

I dodaje, że choć w Niemczech koronawirus jest dłużej niż w Polsce, to liczba opiekunek tam wyjeżdżających nie zmniejszyła się.

46 na świecie, 25 w regionie – Polska w tegorocznym Indeksie Wolności Gospodarczej

Polska utrzymała swoją globalną pozycję w Indeksie Wolności Gospodarczej. Tegoroczny wskaźnik dla naszego kraju wyniósł 69,1 pkt, co – podobnie jak przed rokiem – plasuje nasz kraj na 46 miejscu w rankingu światowym, ale dopiero na 25 pozycji w zestawieniu regionalnym. Tak wynika z Indeksu Wolności 2020 Heritage Foundation i Wall Street Journal, który zaprezentowała Fundacja Warsaw Enterprise Institute, wyłączny polski partner światowego raportu. Celem Indeksu jest ranking państw i ocena polityki ich rządów pod kątem wolności gospodarczej. Według tegorocznej edycji Polska pozostaje w grupie państw „umiarkowanie wolnych”.

Sumaryczny wskaźnik Polski poprawił się o 1,3 pkt, w stosunku do poprzedniego roku. Wzrost wynika w głównej mierze z poprawy wyników w kategorii rzetelność państwa (+14,8) oraz fiskalizm (+5,8). Jednocześnie zanotowano spadek w zakresie warunków dla biznesu (-2,8), rynku pracy (-1,9) oraz skuteczności sądów (-1,2).

Ocena Polski jest tylko nieznacznie niższa od regionalnej średniej (69,8 pkt), ale zdecydowanie powyżej średniej światowej (61,6 pkt).

Warto zaznaczyć, że polska gospodarka wspina się w szeregach „umiarkowanie wolnych” państw od ponad dekady. Postępowi temu towarzyszył stały wzrost PKB w ciągu ostatnich pięciu lat, napędzany gwałtownie rosnącą konsumpcją prywatną i inwestycjami. To sprawiło, że Polska jest obecnie ósmą gospodarką w Unii Europejskiej.

W tegorocznym indeksie na uwagę zasługuje wyższy odczyt w zakresie prawa własności (+0,8) oraz w kategorii handel (+0,4). Gorzej natomiast wypadliśmy w obciążeniach podatkowych (-0,2), co w dalszym ciągu negatywnie wpływa na warunki prowadzenia i rozwoju biznesu.

Wśród kluczowych wyzwań autorzy indeksu wskazują na niedobory na rynku pracy (szczególnie w kluczowych sektorach jak budownictwo czy IT) oraz dalszą konieczność wyrównania poziomu rozwoju między biedniejszym wschodnim regionem kraju a bardziej zamożnym i uprzemysłowionym zachodem Polski.

W komentarzu do tegorocznych odczytów autorzy zwracają również uwagę na nadmiernewydatki rządowe, a także na niewydolność wymiaru sprawiedliwości.Wśród krajów europejskich w czołówce plasują się: Szwajcaria, Irlandia, Wielka Brytania,Dania, Estonia, Gruzja.

W rankingu porównano 45 kraje europejskie, z czego zdecydowanawiększość jest co najmniej „umiarkowanie wolna”.

W Europie są tylko 2 gospodarki o bardzo ograniczonej wolności gospodarczej: Grecja oraz Ukraina („mostly unfree”). Podobnie jak w poprzednich latach, autorzy indeksu nie wyróżniligospodarek, gdzie wolność jest tłumiona („ repressed”). Analizowana jako całość Europa wdalszym ciągu zmaga się z wieloma barierami politycznymi które wpływają na kondycjęgospodarczą regionu. Do głównych problemów można zaliczyć wysokie obciążenia podatkowe i koszty pracy oraz problemy finansów publicznych spowodowane latami ekspansji sektora publicznego oraz wysoki dług publiczny w wielu krajach europejskich.

W czołówce światowej rankingu, jako kraje w pełni wolne gospodarczo, znajdują sięniezmiennie: Singapur, Hong Kong, Nowa Zelandia, Szwajcaria oraz Australia, co jednocześnie plasuje je w czołówce najbogatszych państw na świecie. W badaniu brano pod uwagę 180 państw.

Indeks Wolności Gospodarczej – przygotowywany przez The Heritage Foundation i The WallStreet Journal od ponad 20 lat – stał się najbardziej popularnym rankingiem na świecie. Celem Indeksu Wolności Gospodarczej – od początku istnienia w 1995 roku – jestkatalogowanie państw według rozwiązań, polityk realizowanych w celu zwiększania wolności gospodarczej, a tym samym promowania rozwoju i pomnażania dobrobytu narodów. Wramach Indeksu Wolności Gospodarczej analizowane są rządy prawa (prawa własności, skuteczność sądów, rzetelność państwa); wielkość sektora publicznego (obciążenie podatkowe, fiskalizm, wydatki publiczne); efektywność regulacyjna (warunki dla biznesu, polityka monetarna, rynek pracy) oraz otwartość rynku (handel, inwestycje, finanse).

Regionalnej prezentacji Raportu – obejmującej porównanie Czech, Estonii, Gruzji, Litwy, Łotwy, Niemiec, Polski, Słowacji, Ukrainy oraz Węgier – dokonała Warsaw Enterprise Institute, fundacja ZPP, która jest strategicznym partnerem raportu w Polsce.

Komentarz prawny: Chcesz rozwiązać umowę przez koronawirusa? Sprawdź, co zrobić

Czy w momencie ogłoszenia stanu epidemii związanej z rozprzestrzenianiem się koronawirusa nadal obowiązuje stwierdzenie, że umów należy dotrzymywać? Jakie możliwości ma przedsiębiorca, który już teraz wie, że zawarte umowy nie przysłużą się jego działalności? Wątpliwości na temat rozwiązywania umów bądź zmian ich warunków rozwiewa mec. Agata Jaczyńska, senior associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Wielu przedsiębiorców prowadząc działalność gospodarczą zawarło umowy, które nie pozwalają na zmianę czy rozwiązanie umowy wobec wystąpienia siły wyższej, bez pociągania za sobą negatywnych konsekwencji. Ogłoszenie stanu epidemii Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 14 marca 2020 r. z pewnością można uznać jako siłę wyższą i chociaż teoretycznie nic to nie zmienia i nadal należy spodziewać się egzekwowania praw przez drugą stronę umowy bez względu na zaistniałą sytuację, istnieją pewne kroki prawne, które można w tej sytuacji podjąć.

Warto zauważyć, że zgodnie z kodeksem cywilnym i regułą rebus sic stantibus sąd może dokonać zmiany treści stosunku prawnego łączącego strony w razie zaistnienia okoliczności, których strony nie przewidziały podczas zawierania umowy. Powołanie się na tą klauzulę zasadne jest jeśli spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, gdyby spełniła świadczenie zgodnie z umową – komentuje Agata Jaczyńska, senior associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Może to dotyczyć czynszu najmu czy też innego świadczenia jak np. dostawy danych towarów po określonej cenie.
W razie powołania się na klauzulę, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy – dodaje Jaczyńska.

Jeśli sytuacja wymaga niezwłocznego działania, które polegałoby na uzyskaniu ingerencji sądu w istniejący stosunek prawny, zasadnym byłoby wystąpienie do sądu z wnioskiem o udzielenie zabezpieczenia roszczenia poprzez np. wstrzymanie obowiązku uiszczenia danego świadczenia umownego i np. jego zapłatę do depozytu sądowego na czas trwania postępowania lub jego częściowe uchylenie na czas trwania postępowania.

Wniosek o zabezpieczenie powinien zgodnie z procedurą cywilną zostać rozpatrzony w terminie nie dłuższym niż 7 dni od wpływu do sądu. Mimo, że odwołano większość rozpraw jawnych w sądach, posiedzenia w przedmiocie zabezpieczenia powinny się odbywać, gdyż wniosek taki może zostać rozpoznany na posiedzeniu bez udziału stron, a wydane orzeczenie doręczone zostanie drogą pocztową.

W określonym terminie od doręczenia postanowienia o udzieleniu zabezpieczenia uprawniony będzie zobowiązany do wniesienia pozwu w sprawie, w której wnosił o zabezpieczenie. Jednak orzeczone zabezpieczenie będzie obowiązywało na cały czas trwania procesu, co może uchronić przed negatywnymi konsekwencjami braku spełniania świadczenia przez jedną ze stron umowy w trudnym czasie.

Stanowisko PZWLP i ZPL – przeciwdziałanie skutkom epidemii COVID-19 w branży wynajmu aut i leasingu

Branże leasingu jak i wynajmu udowodniły kilkukrotnie w swej historii a ostatnio w trakcie kryzysu 2008-2010, że są przygotowane by  z sukcesem mierzyć się ze skutkami spowolnienia gospodarczego. Przedsiębiorstwa leasingowe zarówno te zrzeszone w Związku Polskiego Leasingu jak i te zrzeszone w  Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów dostarczają instrumenty finansowe – leasing, pożyczki inwestycyjne, krótkie i długoterminowe finansowanie wynajmu pojazdów i innych sprzętów dla ponad 800 tys. przedsiębiorców i przedsiębiorstw z których ponad 50% to firmy mikro o obrotach do 5 mln zł rocznie. Aktywne saldo naszego sektora przekracza 160 mld zł. Członkami Związku są zarówno firmy leasingowe i firmy wynajmu należące do największych grup bankowych w Polsce, mniejsze firmy leasingowe, firmy będące częścią grup producenckich, przedsiębiorstwa świadczące usługi zarządzania flotami pojazdów i najmu długoterminowego pojazdów osobowych i ciężarowych a także podmioty oferujące usługi rent a car (wypożyczalnie samochodów) czy car sharing’u.

Celem naszych działań w bieżącej sytuacji gospodarczej w Polsce jest umożliwienie naszym klientom prowadzenia działalności po ustaniu zagrożenia epidemicznego. Oznacza to, że działania, które prowadzimy są nakierowane na takie potraktowanie klientów, którzy znajdą się w sytuacji utrudniającej bieżącą i regularną obsługę umów, by pozostawić w ich dyspozycji finansowane przedmioty. Działania te obejmują (na wniosek klienta lub w wyniku decyzji leasingodawcy) m.in.:

  • odroczenie w czasie wynikającej z zawartych umów finansowania konieczności spłaty rat w części kapitałowej lub kapitałowo-odsetkowej lub kapitałowo-serwisowej (w przypadku umów leasingu operacyjnego z obsługą i serwisem),
  • odstąpienie od stosowania odsetek karnych w związku z odroczeniem spłat rat,
  • odstąpienie od stosowania części opłat i prowizji zawartych w tabelach opłat i prowizji
  • elastyczne wydłużanie i dostosowanie okresów finasowania i okresów wynajmu,
  • dostosowanie działań windykacyjnych rozpoczętych przed okresem spowolnienia dla podmiotów, które ucierpiały w skutek epidemii.

Jest pewne, że wsparcie naszych klientów odbije się również na sytuacji finansowej branży leasingowej i branży wynajmu pojazdów oraz wymagać będzie natychmiastowego działania dla dotarcia do bardzo dużej grupy podmiotów (włącznie z koniecznością zmian i aneksowania obowiązujących umów).

W związku z powyższym wnioskujemy o:

  1. Uwzględnienie klientów leasingu i wynajmu w programach pomocowych oferowanych dla kredytobiorców np.:
    1. w programach gwarancji oferowanych przez Bank Gospodarstwa Krajowego; wnioskuje się o włączenie klientów firm leasingowych/wynajmu pojazdów do rozszerzonego pakietu gwarancji deminimis i wsparcia finansowego opartego na projektach unijnych
    2. dopłatach do odsetek od restrukturyzowanych umów.
  1. Udostepnienie źródeł płynności finansowej dla tych leasingodawców, firm wynajmu długoterminowego i zarządzających flotami, firm branży rent a car i car sharing’u, którzy zdecydują się o takie wsparcie wystąpić do Banku Gospodarstwa Krajowego. Uruchomienie procedury występowania do BGK S.A. o rozpatrzenie wniosku o finansowanie portfela pozytywnie wpłynie na te podmioty, które nie mają wsparcia we własnych grupach bankowych i tych, które nie mogą w krótkim czasie uzyskać finansowania a dotknięte zostaną luką płynnościową wynikającą z czasowego zawieszenia spłat rat od klientów.
  2. Zmianę w Kodeksie Cywilnym formy zawierania i zmiany umów leasingu z pisemnej na dokumentową. Taka zmiana w sposób oczywisty ułatwi nam wdrożenie działań pomocowych dla naszych klientów w związku z COVID -19. Sprawi, że pomoc ta będzie mogła mieć dużo większą skalę, być szybsza i bardziej dopasowana do potrzeb poszczególnych korzystających a jej wdrożenie będzie istotnie prostsze szczególnie teraz, gdy wszyscy pracujemy główne zdalnie (aneksy zmieniające harmonogramy płatności, zmiany wysokości rat, wydłużenie umów leasingu i umów wynajmu itd.). Szybsze też będzie pozyskanie nowego finansowania, co będzie dla przedsiębiorców kluczowe. Utrzymanie formy pisemnej  wpłynie negatywnie na skalę pomocy jaką klientom mogą udzielić firmy leasingowe.
  3. Odroczenie – co najmniej do 1 stycznia 2021, wejścia w życie ustawy dotyczącej konsumentyzacji jednoosobowych działalności gospodarczych (JDG). Implementacja zmian dokumentowych, procesowych i systemowych pozwalająca wdrożyć zmiany wymuszone przez częściowe objęcie ochroną konsumencka JDG to zadanie dalece bardziej skomplikowane niż jedynie eliminacja zapisów abuzywnych. To duża rewolucja systemów transakcyjnych i istotne ryzyko zwieszenia kosztów leasingu / wynajmu – a tym samym spadek dostępności tego finansowania dla JDG – co zaś jest ewidentnie niekorzystne w sytuacji spodziewanych problemów płynnościowych. Przedmiotowe zmiany dotyczą całego rynku i z pewnością przedsiębiorcy mają teraz inne wyzwania i nie mają zasobów by dokonywać  adekwatnego przemodelowania swoich relacji z JDG.
  4. Podatkowe zrównanie pożyczek finansujących środki trwałe z kredytem bankowym. W chwil obecnej rezerwy uprawdopodobnione lub odpisane należności z tytuły pożyczek udzielanych poza systemem bankowym nie mogą być kosztem uzyskania przychodów pożyczkodawców. Jednocześnie pożyczki takie, w tym udzielane przez spółki leasingowe, stanowią istotną bo blisko 15% część systemu finasowania przedsiębiorców przez branżę leasingową. Oczywiście branża dołoży wszelkich starań by adresować do swych klientów adekwatne i możliwe działania pomocowe. Postulowana zmiana, zdecydowanie pomogła by wygospodarować dodatkową zdolność do zwiększania skali tej pomocy. Jednocześnie brak jest podstaw do traktowania banków (dla banków jest to koszt podatkowy) inaczej niż innych pożyczkodawców.
  5. Zwracamy również uwagę w imieniu firm rent a car na konieczność reakcji podmiotów publicznych jakimi są porty lotnicze na ulgowe potraktowanie najemców lokali, w których prowadzone są operacje wynajmu i zwrotu pojazdów. Całkowite zatrzymanie ruchu na lotniskach spowodowało całkowite zatrzymanie ich działalności, wnosimy więc o czasowe zaniechanie obciążania kosztami najmu lokali i powierzchni parkingowych na lotniskach.

Przewodniczący Komitetu Wykonawczego ZPL

Andrzej Krzemiński

InPost Abonamenty – nowość!

Jeżeli prowadzisz sklep internetowy, to z pewnością wiesz, że jednym z jego najistotniejszych filarów jest logistyka. Dla klientów sprawna i szybka wysyłka zamówionego produktu jest równie ważna, jak jego cena. Mając to na uwadze, Inpost kieruje atrakcyjną ofertę do właścicieli sklepów internetowych. Abonamenty kurierskie, gdyż o nich mowa, to gwarancja jednej umowy zarówno dla paczek kurierskich, jak i paczkomatowych.

Kurier czy paczkomat – jak zamawiają klienci?

Preferencje klientów się zmieniają – dziś sklepy internetowe cieszą się większym zaufaniem, mogą też pochwalić się coraz większa liczbą zamówień. A jakie formy dostawy wybierają klienci sklepów internetowych? Postanowiła to sprawdzić Izba Gospodarki Elektronicznej. Z przygotowanego przy jej współpracy przez Gemius raportu „E-commerce w Polsce w 2019” wynika, że klienci wciąż najchętniej wybierają przesyłki kurierskie dostarczane bezpośrednio do domu lub pracy. Na drugim miejscu znalazł się odbiór zamówionych produktów w paczkomacie.

Ponieważ to właśnie kurier i przesyłki dostarczane do paczkomatów cieszą się największym zainteresowaniem wśród nabywców, firma InPost zdecydowała, że ułatwi przedsiębiorcom nadawanie przesyłek. W ten sposób powstały Abonamenty Kurierskie.

InPost Abonamenty

Czym są InPost Abonamenty?

Abonamenty Kurierskie to rozwiązanie stworzone z myślą o całej branży e-commerce, które zastąpiło dotychczas dostępne w ofercie InPost Pakiety Kurierskie. Klienci, którzy skorzystają z abonamentu, mogą liczyć na szereg korzyści. Poza uproszczeniem formalności (obowiązuje tylko jedna umowa dla paczek paczkomatowych i kurierskich), przedsiębiorcy otrzymują też gwarancję ceny przez cały okres trwania umowy. Do tego InPost gwarantuje szybką dostawę paczek do odbiorców lub wskazanych paczkomatów.

W ramach Abonamentów Kurierskich właściciele sklepów internetowych mogą też liczyć na dodatkowe korzyści. To m.in. promocyjne ceny na usługę COD, czyli przesyłki za pobraniem. Dodatkowo otrzymają oni dostęp do dedykowanej opieki posprzedażowej i skorzystają z darmowych pojazdów kurierskich, gdy zgłoszą taką potrzebę. Abonamenty Kurierskie to rozwiązanie pozbawione dodatkowych kosztów – opłata paliwowa jest wliczona w cenę abonamentu.

Komu dedykowane są Abonamenty Kurierskie? Zostały one stworzone z myślą m.in. o właścicielach sklepów internetowych, którzy nadają przesyłki każdego dnia. Jeżeli chcesz poznać więcej korzyści płynących z wyboru oferty przygotowanej przez firmę InPost, przejdź do strony https://inpost.pl/abonamenty.

Ile kosztuje przesyłka kurierska?

Koszt dostawy zamówionych w sklepie internetowym przesyłek najczęściej przerzucany jest na klienta. W interesie przedsiębiorcy jest jednak, by przesyłki kurierskie dostarczane do paczkomatu czy rozwożone przez kuriera były jak najtańsze. Ile kosztuje przesyłka kurierska w ramach Abonamentów Kurierskich oferowanych przez InPost? Firma wprowadziła zasadę, zgodnie z którą im więcej paczek przedsiębiorca wysyła, na tym korzystniejsze ceny może liczyć.

Abonamenty Kurierskie dostępne są w dwóch wariantach. Pierwszy z nich to abonamenty na 12 miesięcy. Klienci mogą wybierać wśród następujących pakietów:

  • Mini Firma 300

To abonament dedykowany przedsiębiorcom, którzy dopiero co założyli sklep internetowy i zdobywają klientów. Ile kosztuje przesyłka kurierska i ile można ich wysłać w ramach opłaty? Abonament Kurierski kosztuje 300 zł netto za 20 do 50 paczek miesięcznie, które kurier będzie dostarczał pod wskazany przez klienta adres lub do paczkomatu. Ceny paczek paczkomatowych zaczynają się od 8,94 zł, a ceny przesyłek kurierskich od 11,70 zł.

  • Midi Firma 600

Abonament dedykowany przedsiębiorcom rozwijającym swoją działalność w branży e-commerce to przede wszystkim Midi Firma 600. W jego ramach właściciele e-sklepów mogą wysłać w miesiącu od 50 do 100 paczek w cenie 600 zł netto. Ceny przesyłki kurierskiej objętej abonamentem zaczynają od 8,69 zł w przypadku paczek paczkomatowych i od 11,29 zł za paczki kurierskie, które kurier dostarczy pod wskazany przez nadawcę adres.

  • Maxi Firma 1200

To abonament stworzony z myślą o przedsiębiorcach z większymi potrzebami logistycznymi, którzy co miesiąc rozsyłają dużą ilość paczek. W ramach pakietu Maxi Firma 1200 klient może nadać od 100 do 200 paczek w ciągu miesiąca. Koszt abonamentu wynosi 1200 zł netto, a ceny za nadanie pojedynczej paczki kształtują się następująco: od 8,44 zł za paczkę, którą kurier dostarczy do paczkomatu, oraz od 10,71 zł za paczki kurierskie, które są dowożone do adresata.

  • Multi Firma 2400

Sklepy internetowe, które nadają co miesiąc przesyłki kurierskie w liczbie powyżej 200, mogą skorzystać z pakietu Multi Firma 2400. Ile kosztuje przesyłka kurierska w tym abonamencie? Cena paczki paczkomatowej zaczyna się od 8,19 zł, a paczki kurierskiej od 10,23 zł. Cena pakietu to z kolei 2400 zł netto miesięcznie. To najkorzystniejszy cenowo pakiet wśród wszystkich Abonamentów Kurierskich oferowanych przez firmę InPost.

Dostępne są również InPost Abonamenty na 24 miesiące. Ofertowo nie odbiegają one jednak od abonamentów na 12 miesięcy. Z drugiej strony firma InPost nie przewiduje w ich przypadku żadnych kar za rezygnację z umowy przez klienta – ma on prawo zrobić to w każdym momencie. W ten sposób InPost udowadnia, że doskonale rozumie specyfikę prowadzenia działalności gospodarczej w branży e-commerce. Więcej informacji na temat Abonamentów Kurierskich znaleźć można na stronie https://inpost.pl/abonamenty-dla-firm.

InPost Abonamenty

Jak zapakować paczkę?

Szybka i tania przesyłka to nie wszystko, na co zwracają uwagę klienci – równie ważne jest opakowanie. Od sposobu zabezpieczenia paczki zależy, czy dotrze ona do odbiorcy w nienaruszonym stanie. Jak prawidłowo zapakować paczkę? Przede wszystkim wielkość opakowania powinna być dostosowana do zawartości przesyłki. To prosty sposób, by zminimalizować pustą przestrzeń w kartonie. Dodatkowo do dyspozycji przedsiębiorców są tzw. wypełniacze (np. wióry styropianowe, folia bąbelkowa, worki powietrzne), których warto użyć, by wypełnić wolną przestrzeń.

InPost, który stworzył Abonamenty Kurierskie, oferuje swoim partnerom dostęp do opakowań i materiałów eksploatacyjnych, dzięki którym pakowanie towaru jest jeszcze łatwiejsze. W aplikacji Manager Paczek InPost przedsiębiorcy mogą zamówić m.in.: pudełka o różnej wielkości, koperty, foliopaki i etykiety. Produkty te zakupić można w przystępnych cenach. Wykorzystanie dostarczanych przez InPost materiałów eksploatacyjnych pozwala jeszcze sprawniej realizować zamówienia składane przez klientów w sklepie internetowym.

Sytuacja pandemii to test przywództwa i lekcja pokory

Obecna sytuacja to przede wszystkim test przywództwa. Pokazuje nasze przygotowanie, myślenie długoterminowe i przewidywanie, a także elastyczność działania, gotowość uczenia się i wychodzenia poza schemat.

Bycie w niepewności rodzi więcej stresu niż bycie w strachu. Osoby, które posiadają dobrze rozwiniętą tolerancję niepewności zachowają spokój i będą lepiej funkcjonować. Zatem, co wpływa na tolerancję niepewności? Między innymi, takie czynniki, jak: przewidywanie skutków, branie odpowiedzialności za własne działania, umiejętność szybkiego dostosowania się do zmieniających się warunków, umiejętność zachowania zimnej krwi przy jednoczesnej szybkiej zmianie perspektywy, umiejętność radzenia sobie z pojawiającymi się przeszkodami, odporność psychiczna. To pokazuje, w jaki sposób zarządzamy swoją wewnętrzną siłą. Osoby, które dostrzegają w tej sytuacji możliwości, są otwarte na wyzwania, posiadają samodyscyplinę i dobre nawyki będą lepiej radzić sobie w tych
i każdych innych okolicznościach.

Sytuacja pandemii to również lekcja pokory. Pokazuje nam czym przy wirusie jest zasięg władzy, wiedzy i  sprawczości którą posiadamy jako ludzie. W obliczu siły wyższej jesteśmy bezbronni i słabsi niż nam się dotąd wydawało. Jest to również czas na zatrzymanie się, wzięcie oddechu i przyjrzenie się relacjom międzyludzkim, relacji z samym sobą oraz temu, jak na co dzień dbamy o wellbeing. Bez wzmacniania źródła wewnętrznej siły łatwo poddać się negatywnym emocjom, takim jak: strach, zobojętnienie czy poczucie rezygnacji. Zachowajmy spokój, kontrolujmy emocje. Teraz ważna jest roztropność i umiejętność podejmowania świadomych decyzji. To sprawdzian naszego świadomego przywództwa – podsumowuje Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista w zakresie HR
i psychologii międzykulturowej.

O ekspercie:

Katarzyna Richter – międzynarodowy specjalista w zakresie HR i psychologii międzykulturowej z ponad z 10-letnim stażem. Pracowała z przedstawicielami ponad 100 narodowości, doradzając w zakresie komunikacji międzykulturowej oraz rekrutacji. W swojej karierze zrekrutowała blisko 1000 specjalistów. Doświadczenie w zakresie najwyższych standardów obsługi klienta, rekrutacji i employer brandingu zdobywała pracując dla światowych potentatów lotniczych takich jak: Emirates, Etihad czy Qatar Airways. Autorka przewodnika kariery „Life After Flying”. Katarzyna Richter doradza również w sektorze MSP, pomagając im w budowaniu silnej pozycji poprzez employer branding. Wspiera ich swoim wieloletnim doświadczeniem oraz organizuje międzynarodowe wyjazdy z cyfrowym detoksem dla kadr zarządzających. Jest również wykładowcą i autorką licznych publikacji o tematyce podróży, HR i komunikacji międzykulturowej w biznesie, a także założycielką firmy szkoleniowo – doradczej Deal with Culture.

Amazon i Facebook z największych potencjałem podczas i po epidemii?

Po wczorajszej sesji na amerykańskiej giełdzie, podczas której ponownie przeważały niedźwiedzie, dziś obserwujemy próbę uspokojenia nastrojów. Indeks S&P 500 zyskuje ponad 2 proc., Nasdaq rośnie o prawie 1,8 proc., a przemysłowy Dow Jones zyskuje 0,75 proc. W kontekście ostatnich wydarzeń można powiedzieć, że sytuacja jest bardzo spokojna.

Szukając ciekawych okazji i dobrych firm po obecnej przecenie zespół analityków Wedbush zwraca uwagę na takie spółki jak Amazon i Facebook. Podano w komunikacie, że tych dwóch gigantów internetowych było dobrze pozycjonowanych w perspektywie długoterminowej. AMZN ma wyjątkową pozycję, aby zdobyć znaczący udział w rynku w wyniku zmian zachowań konsumentów od momentu wybuchu epidemii. Od tego czasu nastąpił nieoczekiwany wzrost popytu ze strony osób pozostających w domu. Stąd też wzrost udziału w rynku powinien przyspieszyć, ponieważ konsumenci są coraz zależni od AMZN. To z kolei powinno przynieść korzyści Amazonowi i jego inwestorom przez kilka następnych lat — dodali analitycy Wedbush. Cenę docelową ustalono na poziomie 2325 USD.

Facebook z kolei prawdopodobnie zaobserwował znaczny wzrost zaangażowania użytkowników, a tym samym wzrost liczby wyświetleń reklamy w wyniku wybuchu epidemii. Ten pozytywny impet powinien trwać przynajmniej przez pozostałą część pierwszego kwartału na wielu najważniejszych obszarach geograficznych. W rezultacie oczekiwania konsensusu rynkowego wydają się zbyt konserwatywne. Akcje powinny ogólnie zachowywać się lepiej niż szerszy rynek w tym okresie globalnej niestabilności i ma dobrą pozycję do wzrostów po ustąpieniu spadków. Cena docelowa została ustalona na 250 USD.

Pozytywną rekomendację otrzymało również Electronic Arts. Spółka z branży gamingowej i pozostali wydawcy gier są zdaniem analityków MKM Partners najmniej narażeni na negatywny wpływ epidemii koronawirusa, a nawet są beneficjentami kwarantanny. Zdaniem MKM akurat spółka EA jest najtańszą według wyceny. Cena docelowa dla akcji Electronic Arts została ustalona na poziomie 120 USD, przy obecnej cenie równej niecałym 90 USD.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Rezerwa Federalna ścina stopy do zera. Rynek akcji i kurs dolara reagują

Gwałtowne rozprzestrzenianie się koronawirusa – powodujące szerokie zakłócenia w gospodarce i wywołujące groźbę globalnej recesji – sprawiło, że światowe banki centralne podejmują decyzje o agresywnych obniżkach stóp procentowych, chcąc ograniczyć wpływ koronawirusa na ich gospodarki.

Amerykańska Rezerwa Federalna była jednym z pierwszych kluczowych banków centralnych, który w obliczu obecnego kryzysu zdrowia publicznego zdecydował się zapobiegawczo ściąć stopy procentowe. 3 marca Rezerwa Federalna niespodziewanie ogłosiła ścięcie stopy fed funds o 50 punktów bazowych. 15 marca Fed również zdecydował się wyprzedzić swój harmonogram spotkań i obciął stopy procentowe o 100 pb. Tym samym stopy powróciły do przedziału 0-0,25%, gdzie znalazły się po ostatnim kryzysie finansowym z roku 2008 (Wykres 1).

O ile rynek spodziewał się redukcji stóp procentowych o zbliżonej skali, to jednak decyzja Fed była niespodzianką (zaplanowane spotkanie banku centralnego miało odbyć się w tę środę). Chęć wyprzedzenia sytuacji wyraźnie przeważyła nad obawami, że tak duża skala cięcia może wywołać panikę wśród konsumentów.

Wykres 1: Docelowy poziom stopy fed funds w USA (2007 – 2020)

Docelowy poziom stopy fed funds w USA
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 16/03/2020

Oprócz wspomnianej wyżej obniżki stóp procentowych, Rezerwa Federalna zdecydowała się również wprowadzić szereg innych rozwiązań, mających na celu wsparcie gospodarki Stanów Zjednoczonych. Wiele z tych narzędzi zostało użytych przy okazji ostatniego kryzysu finansowego z roku 2008. Bank centralny ponownie uruchomił między innymi program luzowania ilościowego. W jego ramach Rezerwa Federalna dokona skupu aktywów o wartości 700 mld dolarów, z czego 500 mld stanowić będą amerykańskie obligacje skarbu państwa, a resztę papiery wartościowe zabezpieczone hipoteką (MBS). Fed obniżył również stopę tzw. okna dyskontowego, w ramach którego banki komercyjne mogą korzystać z krótkoterminowych pożyczek w nadzwyczajnej sytuacji. Stopę tę obniżono o 125 pb., do 0,25%, a okres pożyczek został wydłużony z overnight do 90 dni. Do zera ścięto również stopę rezerw obowiązkowych. Fed jednocześnie ogłosił współpracę z kilkoma innymi kluczowymi bankami centralnymi w kontekście dolarowych linii swapowych na poprawionych warunkach. Ostatnie opisane działania powinny złagodzić napięcia w kontekście płynności, które były wyraźnie widoczne na rynkach pod koniec ubiegłego tygodnia.

Biorąc pod uwagę jak poważna jest obecna sytuacja, niedzielna „bazooka” ogłoszona przez Fed nie była dużym zaskoczeniem – zakładaliśmy, że bank centralny zetnie stopy procentowe o 100 punktów bazowych podczas spotkania zaplanowanego na ten tydzień. Od obniżki stóp procentowych 3 marca liczba zakażeń koronawirusem poza Chinami wyraźnie wzrosła: z 12 746 do 101 592 (z 124 do 4 663 w samych tylko Stanach Zjednoczonych)*. Oznacza to, że ponad 50% wszystkich dotychczasowych przypadków zakażenia koronawirusem odnotowano poza Chinami*. Pomimo działań banku centralnego z 3 i 15 marca, amerykański rynek akcji kontynuował wyprzedaż, podobnie zresztą jak indeksy z całego świata. Indeksy Dow Jones oraz S&P 500 obecnie znajdują się na poziomie o ok. 30% niższym niż w połowie lutego (Wykres 2). Tego typu zachowanie rynku akcji przywodzi na myśl krach z 2008 roku.

Wykres 2: Indeksy S&P 500 oraz Dow Jones Industrial Average (luty ‘20 – marzec ‘20)

Indeksy S&P 500 oraz Dow Jones Industrial Average
Źródło: Refinitiv Data: 17/03/2020

W świetle dramatycznej wyprzedaży na amerykańskim rynku akcji i prawdopodobieństwa wystąpienia globalnej recesji, którą naszym zdaniem spowoduje wirus, decyzja o obniżce stóp procentowych do zera jest w naszej ocenie jak najbardziej uzasadniona. Inne banki centralne w ostatnich tygodniach również podejmowały decyzje o gwałtownym rozluźnianiu polityki pieniężnej: Bank Anglii, Bank Kanady czy Europejski Bank Centralny to zaledwie kilka z wielu banków centralnych, które ścinały stopy procentowe, ogłaszały inne (często niekonwencjonalne) środki mające wesprzeć lokalne gospodarki lub reagowały na sytuację stosując obie metody. Sądzimy, że te banki centralne, które mają pole do obniżki stóp procentowych do zera, będą to robić, wprowadzając również dodatkową płynność na rynek.

Kluczowym problemem stojącym obecnie przed Rezerwą Federalną jest fakt, że bank centralny niemalże w całości zużył bardziej konwencjonalne narzędzia, którymi dysponował. Decydenci z FOMC wydają się wyraźnie niechętni do obniżania stóp procentowych w USA poniżej zera. Zgodnie ze słowami przewodniczącego Jerome’a Powella, Fed „nie uważa, żeby ujemne stopy procentowe [banku centralnego] mogły być właściwą odpowiedzią polityki [monetarnej] tu w Stanach Zjednoczonych”. Uważamy więc, że bank centralny skupi się na dostarczaniu płynności sektorom amerykańskiej gospodarki, które są najbardziej narażone na kryzys. Może to oznaczać rozszerzenie katalogu aktywów skupowanych w ramach programu QE na bardziej ryzykowne aktywa takie jak obligacje przedsiębiorstw czy nawet akcje.

Reakcją inwestorów na ogłoszenie ze strony Rezerwy Federalnej była wyprzedaż dolara amerykańskiego, który zakończył wczorajszy dzień wyraźnym osłabieniem w parze z euro. Dolar nadal jednak pozostaje postrzegany jako preferowana waluta safe-haven, którą inwestorzy wybierają w niespokojnych czasach. Widać to było w ubiegłym tygodniu, kiedy dolar wyraźnie umocnił się w relacji tak do głównych walut, jak i złotego (Wykres 3). Ze względu na to, że dolar pozostaje najbardziej płynną walutą świata, naszym zdaniem inwestorzy w najbliższym czasie mogą faworyzować amerykańską walutę. Stany Zjednoczone są również mniej zależne od popytu zewnętrznego niż inne kraje, których waluty uznawane są za bezpieczne. Proces transmisji wirusa w USA zdaje się również przebiegać nieco mniej agresywnie niż w niektórych krajach strefy euro, aczkolwiek przynajmniej w części ma to prawdopodobnie związek z ograniczoną liczbą przeprowadzanych testów na obecność koronawirusa. Brak historycznego precedensu, który stanowiłby punkt odniesienia dla obecnej sytuacji sprawia jednak, że prognozowanie zmian na rynku walutowym zarówno w krótkim, jak i długim okresie obecnie jest niezwykle trudne.

Wykres 3: Kurs USD/PLN & USD/EUR (09/03/20 – 17/03/20)

Kurs USD
Źródło: Refinitiv Data: 17/03/2020
*ostatnie dane podane w niniejszym raporcie dotyczą stanu na dzień 16/03/20
– źródło: Worldometer (Worldometers.info)

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Zolkiewicz & Partners: Koronawirus a rynki

1) Z pewnością strach przed koronawirusem zmniejszy przychody w branży turystycznej. W Europie szczególnie mocno odbije się to na dochodach uzyskanych z tej gałęzi gospodarki we Włoszech oraz Francji. Zmniejszony będzie również ruch na lotniskach. Z tego powodu w I Q 2020 należy spodziewać się słabszych wyników linii lotniczych oraz biur podróży. Inwestorzy dyskontują obecne spodziewane, gorsze wyniki spółek z tych sektorów. Zaburzenia w łańcuchach produkcji dotkną przez krótki czas przede wszystkim firmy ze „starej gospodarki” np. firmy motoryzacyjne.

2) Z obecnej małej paniki korzystają spółki, które mogą poprawić swoje finansowe wyniki w przypadku realizacji negatywnego scenariusza rozprzestrzeniania się wirusa. Przykładem są niektóre firmy farmaceutyczne oraz produkujące sprzęt ochronny i dezynfekujący. W przypadku wielu spółek należy sobie postawić pytanie na ile trwała może być poprawa ich wyników i czy na pewno uzasadnia ona podwojenie lub potrojenie się wycen tych firm w ostatnim czasie.

3) W długim terminie ludzie nadal będą się bogacić, więcej podróżować oraz częściej korzystać z oferty linii lotniczych. Z tego powodu dobrze zarządzane spółki z tych branży będą wstanie podwoić swoje zyski w perspektywie kolejnej dekady. Również rozwój firm zgrupowanych w akronimie ABC (AI, Big Data and Cloud) nadal będzie postępował. W przypadku rozsądnie wycenianych, wzrostowych spółek z tego sektora obecne przeceny mogą być dobrą okazją do zakupów dla długoterminowego inwestora.

4) Obecne przeceny pozwalają inwestorom zaktualizować swoje „listy zakupów” o kolejne spółki, których obecna cena stała się znacznie bardziej atrakcyjna niż jeszcze na początku roku.

5) Koronawirus ma znacznie dłuższy od innych patogenów okres bezobjawowej inkubacji. Z tego powodu większość Państw i służb wydawała się nieprzygotowana. Wierzę jednak, iż ludzie w obliczu zagrożenia potrafią działać – i że kolejne kraje obecnie znacznie szybciej podejmą odpowiednie działania po odnotowaniu pierwszych przypadków.

6) Istnieje ryzyko, iż koronawirusa nie uda się opanować – i zostanie on z nami na wiele lat – podobnie jak wirus zwykłej grypy. Scenariusz ten jest dla krajów rozwiniętych mniej straszny niż wielu osobom się wydaje. Śmiertelność u osób poniżej 60 roku życia bez innych chorób jest znikoma. W razie potrzeby w fabrykach oraz miejscach usługowych pracownicy będą pracować w maskach i rękawiczkach i przy zaostrzonym rygorze sanitarnym jednak łańcuchy dostaw w światowej gospodarce zostaną szybko przywrócone. Pomimo licznych obiecujących doniesień – realny termin komercyjnej dostępności szczepionki to kilka lat. Wydaje się, 5%-20% spadki indeksów giełdowych są wystarczające by zdyskontować nawet najbardziej negatywny scenariusz.

Autorem komentarza jest Piotr Żółkiewicz, zarządzający funduszem Zolkiewicz & Partners Inwestycji w Wartość FIZ

Największa przecena na Wall Street od roku 1987. Obniżka stóp procentowych w Polsce

Za nami kolejny dzień załamanie rynku akcji, przeceny ropy naftowej i generalnej ucieczki od ryzyka. Przed nami prawdopodobnie kolejny dzień chaotycznego odbicia, który jednak w żadnym razie nie mówi, że najgorsze minęło. Trwa huśtawka w oczekiwaniu na przekonujące decyzje na polu fiskalnym, gdyż banki centralne zdały się już wykonać swoją część pracy. Oprócz RRP, ale to może zostać bardzo szybko nadgonione.

Sesja na Wall Street z 12 marca utraciła tytuł największej przeceny od 1987 r. na rzecz wczorajszych notowań. Główne indeksy spadły o ok. 12 proc. przy mieszance obaw o rozprzestrzenianie się wirusa, ryzyka upadłości firm i generalnego dążenia do upłynnienia środków. Nie pomogła ogromna „bazooka” od Fed ani przyłączenie się do luzowania innych banków centralnych. Odniesienia ze sfery fiskalnej okazały się nieprzekonywujące, choć dają nadzieję na odpowiednią odpowiedź władz na kryzys. Ministrowie finansów strefy euro ustalili, że przeznaczą ok. 1 proc. PKB m.in. na gwarancje rządowe, poprawienie płynności i odroczenia spłat podatków. Liderzy G7 jeszcze są przed rozmową (możliwe dziś), a w USA rozgorzała dyskusja o trzecim pakiecie fiskalnym wartym 750 mld USD. Władze krajowe muszą pokazać, że panują nad wirusem, albo chociaż są gotowe niwelować wszystkie jego ekonomiczne skutki. Bez tego nie ma mowy o odwrocie nastrojów na rynkach.

Wygląda na to, że Narodowy Bank Polski nie zamierza pozostawać w tyle z odpowiedzią monetarną na zagrożenia związane z pandemią koronawirusa. W poniedziałek wieczorem zarząd NBP zapowiedział skup obligacji skarbowych na rynków wtórnym (odpowiednik QE), wprowadzenie kredytu wekslowego dla banków w celu refinansowania kredytów udzielanych przez banki firmom (TLTRO) oraz zamierz przeprowadzać regularne aukcje repo. Ponadto zarząd rekomenduje Radzie Polityki Pieniężnej obniżkę stóp procentowych, podniesienie oprocentowania rezerw do stawki referencyjnej oraz zniesienie bufora ryzyka systemowego z 3 proc. do 0 proc. Dziś o 12:00 rozpoczyna się techniczne, jednodniowe posiedzenie RPP, zatem z decyzja o luzowaniu polityki nie trzeba czekać do kwietnia. Zaproponowane narzędzia byłyby stanowczą odpowiedzią na zagrożenia i powinny wzmocnić wiarygodność banku centralnego. Obniżki stóp procentowych – prawdopodobnie o 50 pb – są tutaj najmniej znaczącym elementem. W obliczu szykowanego pakietu fiskalnego wspierającego polskie firmy istotne jest wprowadzenie narzędzi stabilizujących rynek długu (QE), a jednocześnie konieczne jest podtrzymanie akcji kredytowej w sytuacji, gdy banki komercyjne ucierpią na obniżce stóp procentowych (TLTRO).

Dla złotego, zapowiedź szerokiego luzowania monetarnego w teorii powinna być negatywna, ale w obecnych warunkach, kiedy wszyscy luzują i różnice w polityce monetarnej się zacierają, czynnik ten nie powinien odgrywać istotnej roli. Jeśli NBP obawia się odpływu kapitału z polskiego rynku długu, to presja na PLN z tego kierunku nie jest związana z polityką banku centralnego. Obniżka stóp procentowych jest już dawno zdyskontowana i generalnie wahania oczekiwań nie mają większego wpływu na złotego. Netto nie zdziwiłbym się, gdyby reakcja NBP na kryzys została odebrana pozytywnie, o ile rządowy pakiet fiskalny wzbudzi przekonanie, że gospodarka jest chroniona przed skutkami koronawirusa najlepiej, jak to jest możliwe. Wcześniej jednak złoty będzie pod kontrolą paniki panującej na globalnych rynkach i będzie podatny na nerwowo ruchy. Tak, jak dziś rano, kiedy przełożenie potkania prezydenta Dudy z rządem w sprawie pakietu fiskalnego zostało przełożone z powodu wykrycia wirusa o jednego z ministrów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs euro zbliża się do 4,50. Stabilizacja na kryptowalutach

Inwestorzy po raz kolejny wycofują środki z polskiej waluty. Traci ona na wartości, podobnie jak zresztą inne waluty naszego regionu. Straty korony czeskiej są nawet mocniejsze, ale to zasługa obniżki stóp procentowych.

Euro zbliża się do 4,50

Ostatnie dni są wyjątkowo trudne dla polskiej waluty. Jeszcze wczoraj pisaliśmy o poziomie 4,40 zł, teraz mamy odbicia od 4,49 zł. Patrząc na ponad 10-groszowy wzrost od poniedziałkowego otwarcia, można spodziewać się, że kolejna istotna negatywna informacja o koronawirusie na rynku wypchnie kurs euro powyżej 4,50 zł. Zmienność dotyczy oczywiście również pozostałych walut. Frank szwajcarski nie tylko przebił 4,20 zł ale zbliża się do 4,25 zł. Dolar przekroczył 4,05 zł. Nawet funt pomimo swojej ostatniej słabości idzie w górę.

Stabilizacja na kryptowalutach

W ciągu tygodnia kurs bitcoina spadał w przedziale pomiędzy 8000 a 4000 dolarów. Teraz stabilizuje się w przedziale 5000-5500 dolarów. Patrząc jednak na ten rozstrzał, słowo stabilizacja może być pewnym nadużyciem. Jak widać kryptowaluty, przynajmniej na tym etapie okazały się bardzo słabą inwestycją alternatywną.

Czesi obniżają stopy procentowe

Czeski Bank Narodowy to kolejna instytucja, która analizując długoterminowe prognozy gospodarcze postanowiła obniżyć stopy procentowe. Podobnie jak USA i Wielka Brytania uczyniła to o 0,5%. Główna stopa procentowa wynosi obecnie 1,75%. Decyzja ta odbiła się od razu na kursie korony czeskiej, która tylko wczoraj straciła 4% na wartości względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Koronawirus a przedszkole i szkoła. Problemy rodziców i placówek oświatowych

Od dnia 12 marca 2020 r. przez okres dwóch tygodni zostały zawieszone zajęcia dydaktyczno-wychowawcze w placówkach oświatowych oraz w żłobkach i klubach dziecięcych na terenie całego kraju. Już wcześniej działalność części placówek została zawieszona na podstawie decyzji samorządów. Oznacza to, że działalność żłobków, przedszkoli i szkół została czasowo ograniczona. Dotyczy to zarówno placówek publicznych, jak i niepublicznych. Ich zamknięcie jest związane z istniejącym zagrożeniem epidemiologicznym i ma na celu ograniczanie rozprzestrzeniania się koronawirusa. Wiążą się z tym jednak liczne problemy praktyczne – zarówno z punktu widzenia rodziców, jak i samych placówek.

Opieka nad dzieckiem – czym się różni rodzic „na etacie” od tego z własnym biznesem?
Specustawa z dnia 2 marca 2020 r. daje ubezpieczonym (np. pracownikom i przedsiębiorcom) dodatkowe uprawnienia związane z opieką nad dziećmi do lat 8, w sytuacji, gdy z powodu koronawirusa zamknięta zostanie szkoła, przedszkole, żłobek lub klub dziecięcy. W takim przypadku rodzicowi, który jest zwolniony od pracy w celu sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem przysługuje zasiłek opiekuńczy w wysokości 80 proc. podstawy wymiaru, za okres nie dłuższy niż 14 dni. Jest to dodatkowy zasiłek w stosunku do świadczenia, które pracownicy w zwykłych okolicznościach mogą otrzymywać w związku z nieprzewidzianym zamknięciem placówki, do której uczęszcza dziecko. Istotne jest, że dodatkowy zasiłek nie wlicza się do maksymalnego okresu zasiłkowego (60 dni), mającego zastosowanie w przypadku „zwykłego” nieprzewiedzianego zamknięcia placówki, które nie ma związku z obecną sytuacją i ryzykiem rozprzestrzeniania się koronawirusa. Istotnym jest również, że ustawodawca posługuje się terminem „ubezpieczony”, zatem przepisy powinny być interpretowane również pod kątem osób prowadzących działalność gospodarczą na tzw. samozatrudnieniu.

Kolejną możliwością, z jakiej mogą skorzystać rodzice, jest praca zdalna. Może mieć to szczególne znaczenie w przypadku dzieci powyżej 8 roku życia, za opiekę nad którymi nie przysługuje zasiłek opiekuńczy. Zgodnie z art. 3 specustawy, w celu przeciwdziałania COVID-19 pracodawca może polecić pracownikowi wykonywanie, przez czas oznaczony, pracy określonej w umowie o pracę, poza miejscem jej stałego wykonywania (praca zdalna). Konieczność zajęcia się dzieckiem w przypadku prewencyjnego zamknięcia placówki oświatowej, do której dziecko na co dzień uczęszcza, może uzasadniać wydanie takiego polecenia przez pracodawcę. Oczywiście pracownik może wystąpić z wnioskiem o możliwość wykonywania pracy zdalnie, niemniej jednak nie będzie on wiążący dla pracodawcy. Zasady wykonywania pracy w formie zdalnej (np. rozliczanie wyników, ewidencjonowanie godzin) powinny zostać ustalone przez pracodawcę i pracowników. Zasadniczo zalecanym jest by takie zasady uwzględnione zostały w regulacjach wewnętrznych.

Pensja dla nauczycieli – bez uszczerbku dla portfela?

W związku z tym, że nauczyciele nie będą prowadzić zajęć, pojawiają się pytania o ich wynagrodzenie. Zgodnie ze stanowiskiem Związku Nauczycielstwa Polskiego, zastosowanie powinien znaleźć w tym przypadku art. 81 § 1 Kodeksu pracy, który stanowi, że pracownikowi za czas niewykonywania pracy, jeżeli był gotów do jej wykonywania, a doznał przeszkód z przyczyn dotyczących pracodawcy, przysługuje wynagrodzenie wynikające z jego osobistego zaszeregowania, określonego stawką godzinową lub miesięczną. Jeżeli taki składnik wynagrodzenia nie został wyodrębniony przy określaniu warunków wynagradzania – 60 proc. wynagrodzenia. W każdym przypadku wynagrodzenie to nie może być jednak niższe od wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę. W tym czasie pracodawca może jednak powierzyć pracownikowi inną odpowiednią pracę, za której wykonanie przysługuje wynagrodzenie przewidziane za tę pracę (art. 81 § 3 k.p.). Przykładowo, dyrektor placówki może polecić nauczycielom przygotowanie materiałów dydaktycznych do samodzielnej pracy uczniów w domu bądź przeprowadzenie zajęć w formie zdalnej. Na tym polu mogą się jednak pojawić problemy z równym dostępem uczniów do tych dodatkowych e-materiałów, związane z potencjalnym brakiem odpowiedniego sprzętu oraz Internetu po stronie szkół lub dzieci.

Placówki prywatne – czy możemy liczyć na zwrot czesnego?

Specustawa nie przewiduje żadnych dodatkowych reguł dla placówek prywatnych, w tym związanych z możliwością otrzymania wsparcia od państwa. Oznacza to, że w przypadku zawieszenia zajęć pracownicy powinni otrzymać wynagrodzenie, zgodnie z zasadami opisanymi powyżej. Nie można jednak wykluczyć, że rodzice dzieci będą żądali zwrotu części czesnego za okres zamknięcia placówki, podczas którego musieli zapewnić opiekę nad dziećmi w inny sposób. Zasady rozliczeń powinna w takim razie regulować umowa pomiędzy rodzicami a daną placówką, jej regulamin lub ustalenia poczynione przez rodziców i kierownictwo w związku z aktualną sytuacją. Może to stawiać w niekorzystnej sytuacji osoby prowadzące niepubliczne żłobki, przedszkola lub szkoły.

Organizacja roku szkolnego – wakacje w czerwcu czy dopiero w lipcu?

Dotychczas nie ogłoszono żadnych decyzji związanych ze zmianą organizacją roku szkolnego (np. jego przedłużeniem) bądź przeprowadzeniem zaplanowanych egzaminów. Należy jednak śledzić doniesienia w tym zakresie, ponieważ na mocy specustawy Minister Edukacji Narodowej może wyłączyć stosowanie niektórych przepisów w odniesieniu do wszystkich lub niektórych jednostek systemu oświaty, w szczególności w zakresie przeprowadzania postępowania rekrutacyjnego, oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów, przeprowadzania egzaminów, organizacji roku szkolnego i organizacji pracy tych jednostek, a także wprowadzić w tym zakresie odrębne unormowania, tak aby zapewnić prawidłową realizację celów i zadań tych jednostek.

Epidemia: już teraz przedsiębiorcy mogą starać się o odroczenie lub umorzenie podatków

Przedsiębiorcy, którzy już teraz odczuli finansowe skutki epidemii koronowirusa, nie muszą czekać na nową spec ustawę, ale już dziś mogą starać się o odroczenie terminu płatności podatku lub umorzenie swoich należności podatkowych. Wnioski można składać przez platformę ePUAP.   

Podatnicy nie muszą czekać na nowe regulacje. Zgodnie z przepisami Ordynacji podatkowej na wniosek podatnika organy podatkowe mogą odroczyć termin płatności podatku lub rozłożyć zapłatę podatku na raty; odroczyć lub rozłożyć na raty zapłatę zaległości podatkowej wraz z odsetkami za zwłokę lub odsetki od nieuregulowanych w terminie zaliczek na podatek; umorzyć w całości lub w części zaległości podatkowe, odsetki za zwłokę lub opłatę prolongacyjną.

Jak wynika z informacji zamieszczonej na stronie Ministerstwa Finansów „W sytuacji negatywnych skutków finansowych dla przedsiębiorców wynikających z epidemii koronawirusa urzędy skarbowe będą brać pod uwagę te szczególne okoliczności przy rozpatrywaniu wniosków dotyczących przyznania ulg w spłacie zobowiązań podatkowych (odroczenia terminu płatności, rozłożenia na raty, umorzenia zaległości podatkowych itp)”.

Kiedy i jak składać wniosek?

Należy pamiętać, że podatnicy, którzy wnoszą o umorzenie podatku przed upływem jego terminu płatności, nie mogą skutecznie tego uzyskać. „Wniosek o umorzenie zaległości podatkowej, odsetek lub opłaty prolongacyjnej złóż najwcześniej dzień po terminie płatności podatku” – wyjaśnia adwokat Jarosław Ziobrowski z kancelarii Ziobrowski Tax & Law. Zaległością podatkową jest podatek niezapłacony w określonym terminie, a także niezapłacona w terminie zaliczka lub rata podatku.

Odmiennie wniosek o odroczenie terminu płatności podatku należy złożyć jeszcze przed terminem płatności podatku. Podatnik może również prosić o rozłożenie zapłaty podatku na raty. „Ważne, że w takim przypadku odsetki za zwłokę w zapłacie zaległości podatkowych zastępuje opłata prolongacyjna, która jest aż o połowę niższa od podstawowej stawki odsetek i wynosi obecnie 4%” – tłumaczy adwokat Dominika Kupisz z kancelarii prawno-podatkowej TaxUp. Nie ustala się opłaty prolongacyjnej, gdy przyczyną odroczenia terminu płatności lub rozłożenia płatności na raty jest wypadek losowy. „To daje organom skarbowym pewną furtkę do całkowitego odstąpienia od pobierania dodatkowych opłat, oznaczałoby to, iż poza samym podatkiem przedsiębiorca nie będzie już płacił odsetek za zwłokę.” – kontynuuje mecenas Dominika Kupisz.

Istotne jest to, że organ podatkowy związany jest treścią wniosku w tym sensie, że nie może zastosować innej ulgi niż ta, o którą prosi podatnik. „Jeżeli podatnik wnosi o rozłożenie na raty, organ podatkowy nie może zastosować odroczenia terminu płatności podatku czy też – chociaż jest to rozwiązanie korzystniejsze dla podatnika – umorzyć zaległości podatkowej” dodaje Jarosław Ziobrowski.

Podobnie rzecz ma się w sytuacji, gdy z wniosku podatnika wynika, że chce on umorzenia zaległości w części – organ podatkowy nie może wyjść poza granice wniosku i umorzyć zaległość w całości. Przyznając ulgę, organ może natomiast nie uwzględnić wniosku w całości i np. skrócić termin odroczenia wskazany we wniosku czy też umorzyć zaległości w kwocie niższej niż wnioskowana.

W składanych wnioskach podatnicy powinni formułować alternatywne żądania. Mogą np. wnosić o umorzenie zaległości lub jej rozłożenie na raty albo też o rozłożenie na raty, lub odroczenie terminu płatności. Organ podatkowy w ramach uznania administracyjnego zadecyduje o „wyborze” jednej z wnioskowanych ulg. Złożenie wniosku o zastosowanie ulgi uznaniowej wraz z załącznikami nie podlega opłacie skarbowej.

Urząd powinien w ciągu miesiąca załatwić sprawę natomiast jeśli jest trudniejsza w ciągu 2 miesięcy. Niestety w praktyce trwa to znacznie dłużej. Jeśli we wniosku zostaną wykryte braki, organ podatkowy wezwie wnioskodawcę o ich uzupełnienie w terminie 7 dni. Jeśli braki nie zostaną usunięte, wniosek nie zostanie rozpatrzony. Wniosek składamy papierowo lub elektronicznie, wykorzystując ePUAP. Wniosek powinien zawierać: imię i nazwisko/pełną nazwę firmy, dane adresowe/ adres siedziby albo miejsca prowadzenia działalności, numer identyfikacji podatkowej, nazwę organu podatkowego oraz adres, zakres żądania, uzasadnienie, podpis, załączniki.

Fotowoltaika i energetyka wiatrowa to dwa najszybciej rozwijające się w Polsce sektory OZE. Ich rozwój może też przyspieszyć elektromobilność

Obecnie fotowoltaika i energetyka wiatrowa to dwa segmenty odnawialnych źródeł energii, które notują najszybszą dynamikę rozwoju, choć w dalszej perspektywie istotny udział w miksie mogą zyskać biogazownie i biopaliwa, których potencjał pozostaje wciąż niewykorzystany. Rosnący udział energii z OZE będzie jednak wymagać sposobów jej magazynowania i zarządzania, który nie zdestabilizuje całego systemu elektroenergetycznego – ocenia dr Grzegorz Wisz z Podkarpackiego Klastra Energii Odnawialnej. Duże nadzieje w obszarze rozwoju odnawialnych źródeł i magazynowania energii wiążą się też z powszechnieniem samochodów elektrycznych. 

– Polska stawia w tej chwili na OZE, m.in. technologie związane z fotowoltaiką i energetyką wiatrową, przy czym duża, profesjonalna energetyka wiatrowa ma być sytuowana w postaci morskich farm na Bałtyku, które nie będą zaburzały infrastruktury, krajobrazu, jakości życia. Trzeba też wspomnieć o biopaliwach i o biogazowniach, którymi nasycenie w Polsce jest jeszcze niewystarczające i tutaj też jest potencjał do wzrostu – mówi dr Grzegorz Wisz.

Jak ocenia, w dłuższej perspektywie to właśnie biogazownie mogą stanowić istotną część miksu energetycznego, ale w tej chwili największą dynamikę rozwoju spośród odnawialnych źródeł notują właśnie energetyka wiatrowa (około 2025 roku polskie farmy wiatrowe na Bałtyku zaczną produkować energię, według rządowych planów docelowo ma być w nich zainstalowane 10 GW mocy) oraz fotowoltaika, napędzana głównie rządowymi programami Energia Plus, Czyste Powietrze, AgroEnergia i Mój Prąd.

Ten ostatni jest jednym z największych w Europie programów finansowania mikroinstalacji fotowoltaicznych, a ubiegłoroczny, pierwszy nabór zapoczątkował boom – NFOŚiGW sfinansował w nim ponad 27 tys. instalacji PV o mocy zainstalowanej 152 MW, przeznaczając na to 132 mln zł. W połowie stycznia ruszył drugi nabór, a do wykorzystania jest wciąż około 90 proc. z budżetu opiewającego na 1 mld zł.

– Widzimy już też wykorzystywanie paneli fotowoltaicznych w nietypowy sposób. Pojawiają się rozwiązania zintegrowane z budynkami, korzystamy z instalacji prosumenckich. Widać też szybki rozwój w obszarze prosumenckim po stronie przedsiębiorców, którzy część energii produkują na własne potrzeby. To duży wkład w mix energetyczny, dzięki czemu możemy efektywnie zarządzać energią produkowaną z OZE, która – jak wiadomo –  jest niestabilnym źródłem, a więc każdy producent, który zarządza swoimi zasobami, jest pożądanym uczestnikiem transformującego się systemu energetycznego – mówi dr Grzegorz Wisz.

Jak podaje Instytut Energetyki Odnawialnej, fotowoltaika jest najszybciej rozwijającym się sektorem OZE w Polsce. Według SolarPower Europe dzięki instalacjom wybudowanym w 2019 roku Polska znajdzie się na piątym miejscu w Europie pod względem przyrostu nowych mocy w PV, zaraz za Hiszpanią, Niemcami, Holandią i Francją.

Obecnie w fotowoltaice jest już zainstalowane ok. 1,2 MW. Wciąż dominują mikroinstalacje, ale do sieci przyłącza się coraz więcej farm fotowoltaicznych realizowanych w systemie aukcji OZE. Rozwijane są także duże farmy fotowoltaiczne o mocach 5–50 MW z myślą o wejściu na rynek energii bez systemu wsparcia, pojawiają się też pierwsze umowy na sprzedaży energii typu PPA. IEO prognozuje, że potencjał fotowoltaiki w Polsce jest co najmniej 100 razy większy od jej obecnego wykorzystania, a już w tym roku ta technologia może stać się drugą najważniejszą mocą w Polsce („Rynek fotowoltaiki w Polsce 2019”).

Jak wynika z projektu Krajowego planu na rzecz energii i klimatu na lata 2021–2030 (KPEiK)  – który w końcówce grudnia Ministerstwo Aktywów Państwowych przekazało do Komisji Europejskiej – w tej chwili ok. 77 proc. energii elektrycznej w Polsce jest wytwarzane z węgla kamiennego i brunatnego. W kolejnych latach jego udział ma sukcesywnie spadać (do 60 proc. w 2030 roku). Równocześnie Polska będzie stawiać na dywersyfikację nośników energii, zwiększając udział OZE do 21 proc. w miksie energetycznym do 2025 roku (przy średniej unijnej 32 proc.).

– Mówiąc o strategii rozwoju OZE, trzeba całościowo spojrzeć na obecny mix energetyczny. Na pewno kluczowe będzie dynamiczne zarządzanie energią, pozwalające na przemieszczanie zasobów, którymi już dysponujemy, a w kontekście dokładania do systemu niestabilnych źródeł odnawialnych musimy mieć nad tym pełną kontrolę. Przy obecnej, bardzo dużej dynamice wzrostu instalacji OZE, zwłaszcza fotowoltaicznych, możemy w pewnym momencie napotkać barierę w postaci destabilizacji całego systemu, co będzie niebezpieczne i zahamuje dalszy rozwój – mówi dr Grzegorz Wisz.

Duże nadzieje w obszarze rozwoju odnawialnych źródeł i magazynowania energii wiążą się też z elektromobilnością. W długofalowej perspektywie pojazdy elektryczne mogłyby być zasilane energią ze słońca, a ich rozpowszechnienie umożliwiłoby wykorzystywanie akumulatorów jako rozproszonych magazynów energii. Akumulator w przeciętnym elektryku może przechowywać 20–50 kWh energii, co zaspokoiłoby zapotrzebowanie przeciętnego gospodarstwa domowego na dwa do pięciu dni.

– W tej chwili najnowszą technologią są ogniwa litowo-jonowe. Pozwalają na zgromadzenie i dostarczenie odpowiedniej ilości energii, która pozwala napędzać pojazdy elektryczne. Niestety tutaj barierą wciąż jest dostępność stacji ładowania. Dlatego też istotną rolę może odegrać infrastruktura kolejowa – ta może być rdzeniem, kręgosłupem, który pozwoli na budowanie punktów ładowania wokół już istniejącej infrastruktury przesyłowej. W połączeniu z transportem kolejowym może się to stać elementem spajającym transport multimodalny – mówi dr Grzegorz Wisz z Podkarpackiego Klastra Energii Odnawialnej.

Opiekunka na wagę złota. Rekordowy wzrost stawki niań

Średnia stawka godzinowa niań wzrosła w 2019 roku o 2,86 zł w stosunku do 2018 roku i wyniosła 15,59 zł. To o 73% większy wzrost niż w roku poprzednim (o 1,65 zł) i największy od 2013 roku – wynika z danych serwisu Niania.pl. Na wzrost stawki niań wpływa konkurencyjność ogłoszeń. Od lat zauważalny jest deficyt niań na rynku, to rodzice muszą walczyć o opiekunki dla swoich pociech, a nie odwrotnie.

Z raportu serwisu Niania.pl „Rynek niań w Polsce w 2019 roku” wynika, że stawka godzinowa niań w kraju wzrosła od 2018 roku średnio o 2,86 zł. Wzrost stawki opiekunek odnotowano na poziomie całego kraju, województw oraz ich największych miast. Po części wzrost stawki dla niań może sugerować, że istnieje wysokie zapotrzebowanie na tego typu usługi, a jednocześnie popyt nadal przewyższa podaż.Opiekunka na wagę złota

„Z roku na rok rodzice są skłonni płacić nianiom coraz więcej. Zdaje się to odzwierciedlać rywalizację o nianie. Nie chodzi jedynie o to, że wciąż jest mniej niań poszukujących pracy niż rodziców poszukujących niani – choć to rzeczywiście się nie zmienia. Istotny jest również fakt, że rodzice pragną zatrudnić jak najlepszą w ich oczach osobę, więc są w stanie zapłacić za to więcej” – tłumaczy Monika Perkowska, ekspert Niania.pl, psycholog
i terapeuta dzieci i młodzieży.

Najwyższy wzrost stawki niań

W 2019 roku stawka godzinowa niań w Polsce wynosiła średnio 15,59 zł netto (wzrost o 2,86 zł w stosunku do 2018 roku). To największy wzrost od kilku lat. Od 2013 roku rokrocznie zarobki niań wzrastały średnio o 1,04 zł – od braku wzrostu w 2017 roku po 2,86 zł w 2019 roku.

„Pracodawcy coraz bardziej doceniają kompetentnego, godnego zaufania pracownika i zdają sobie sprawę, iż coraz trudniej takiego znaleźć. Nie inaczej sytuacja ma się w przypadku rodziców poszukujących opiekunki, którą zatrudnią do opieki nad ich dzieckiem. Nacisk na doświadczenie i odpowiedzialność kandydata jest tym większy i zrozumiały, że chodzi o powierzenie niani najważniejszej dla rodziców osoby. Wydaje się więc logiczne, że rodzice są skłonni walczyć o możliwie najlepszą kandydatkę na opiekunkę, również poprzez oferowanie wyższej stawki. Tym samym wpływają na wzrost zarobków niań” – tłumaczy Monika Perkowska.

Różnice w skali województw

Na najwyższe zarobki mogą liczyć opiekunki w województwach takich jak: mazowieckie (średnio 18,33 zł), dolnośląskie (16,23 zł) oraz pomorskie (15,50 zł). Najniższe stawki godzinowe obowiązują w podlaskim (12,57 zł), podkarpackim (12,75 zł) oraz lubelskim (12,92 zł).

„Na stawki w poszczególnych województwach wpływać może ogólny stan rynku pracy w danym rejonie. Im więcej rodziców potrzebuje wsparcia w opiece nad pociechami, tym większe będą oferować stawki” – komentuje Monika Perkowska.

Warto zauważyć, że w największym mieście każdego województwa średnia stawka opiekunki jest wyższa niż w całym województwie. W Warszawie nianie zarabiają średnio 19,04 zł za godzinę, we Wrocławiu 17,22 zł, zaś w Gdańsku 16,25 zł. Ta zależność obowiązuje też w tych częściach kraju, w których stawki niań są najniższe. W Białymstoku stawka za godzinę opieki nad dzieckiem wzrasta do 12,79 zł, w Rzeszowie 13,50 zł, zaś w Lublinie do 13,41 zł.

Jedynym wyjątkiem są województwa warmińsko-mazurskie i kujawsko pomorskie, gdzie nianie zarabiają tyle samo w skali województwa, co jego największego miasta, odpowiednio: 12,97 zł w Olsztynie i 13,40 zł w Bydgoszczy. Szczegółowe dane dotyczące każdego z województw i miast zostały zobrazowane na poniższej mapie.

„Wydaje się naturalne, że na najwyższe stawki mogą liczyć nianie podejmujące się pracy w dużych miastach, gdzie dochodzi do kumulacji ludności. Dodatkowo migranci z całego województwa czy nawet kraju, pozbawieni pomocy rodziny, decydują się na zatrudnienie obcej osoby. Wówczas nianie są na wagę złota i dlatego ich stawki ciągle rosną” – podsumowuje Monika Perkowska.

Polskie społeczeństwo jednym z najszybciej starzejących się na świecie. Problemem chce zająć się utworzona właśnie Fundacja Biedronki

Co czwarty mieszkaniec Polski ukończył już 60 lat, a w 2050 roku osoby starsze będą stanowić 40,4 proc. polskiego społeczeństwa. Wyzwaniem będzie zapewnienie im jak najlepszych warunków życia i opieki – zwłaszcza że sytuacja zdrowotna i materialna seniorów już teraz jest trudna. Przeciwdziałaniem ubóstwu, niedożywieniu i wykluczeniu społecznemu seniorów zajmie się nowo utworzona przez największą sieć handlową w kraju Fundacja Biedronki. W tym roku przeznaczy na ten cel 50 mln zł, w kolejnych – do 20 mln euro. Pierwszym projektem fundacji będą karty przedpłacone na zakupy, które trafią do 10 tys. osób starszych.

– Seniorzy w Polsce zmagają się dzisiaj z bardzo wieloma deficytami i problemami. Pierwszym jest w większości przypadków brak wystarczających środków finansowych. Drugim problemem jest brak szacunku i brak poczucia właściwego dla siebie miejsca w społeczeństwie, życzliwości i więzi społecznych. Stąd właśnie trzeci deficyt, czyli brak kontaktów społecznych – a wiemy, że samotność jest niszcząca również w wymiarze fizycznego samopoczucia – mówi agencji Newseria Biznes socjolog, prof. dr hab. Anna Giza-Poleszczuk.

Z danych i prognoz Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że co czwarty Polak (24,8 proc.) ukończył już 60 lat. W 2050 roku osoby starsze mają natomiast stanowić już 40,4 proc. ogółu społeczeństwa. Polska jest jednym z najszybciej starzejących się społeczeństw na świecie, dlatego wyzwaniem jest zapewnienie osobom starszym jak najlepszych warunków życia i opieki.

– Polskie społeczeństwo starzeje się bardzo szybko i za 20–30 lat seniorzy będą stanowić już nawet 40 proc. ludności. Jednak problemami związanymi ze starzeniem się trzeba zająć się już dziś – podkreśla Katarzyna Scheer, prezes zarządu Fundacji Biedronki.

W tej chwili – jak wynika z badań GUS – ponad 27 proc. seniorów określa swój stan zdrowia jako zły lub bardzo zły. Jeszcze większy problem stanowi ich sytuacja materialna: 17,2 proc. seniorów deklaruje, że nie było w stanie skorzystać z porady lekarskiej ze względów finansowych, a blisko 12 proc. gospodarstw domowych z osobami powyżej 60 lat określa swoją sytuację materialną jako złą.

– Starsze osoby coraz mniej rzeczy są w stanie zapewnić sobie same. Na przykład mają coraz mniej środków, ponieważ leki są coraz droższe, więc zostaje im mniej na jedzenie, ale też coraz trudniejszym przedsięwzięciem jest dla nich wyjście do sklepu i zrobienie sobie zakupów – mówi socjolog, prof. Anna Giza-Poleszczuk.

Na pomocy osobom starszym skupi się założona właśnie Fundacja Biedronki. Pierwszym projektem, który zrealizuje we współpracy z Caritas Polska, jest program „Na codzienne zakupy”. W tym roku zostanie nim objętych 10 tys. potrzebujących seniorów. Od kwietnia br. do stycznia 2021 roku będą oni otrzymywać wsparcie finansowe w wysokości 100 zł lub 150 zł miesięcznie na karcie przedpłaconej, którą będzie można płacić za zakupy w sklepach sieci Biedronka.

– Karty trafiają do potrzebujących seniorów za pośrednictwem diecezjalnych Caritas. Można nimi płacić za żywność, środki czystości, kosmetyki itd. Ustaliliśmy pewną granicę dochodową i zależy nam, żeby dotrzeć z pomocą do ludzi mieszkających zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, bo tam oferta pomocy jest mniejsza niż w większych ośrodkach. Karty są co miesiąc doładowywane kwotą 100–150 zł i można nimi płacić w Biedronce. Dzięki temu jej posiadacz na zakupach będzie się czuł jak każdy inny klient – mówi Katarzyna Scheer, prezes zarządu Fundacji Biedronki.

Ten program jest kontynuacją działań prowadzonych już wcześniej w całej Polsce przez sieć Biedronka i Caritas.

– Pierwszy efekt, który już widać, jest taki, że seniorzy mogą się lepiej odżywiać – kupują więcej wartościowych odżywczo rzeczy, więcej nabiału, mięsa, owoców i warzyw. Z drugiej strony dzięki temu, że dostają na kartę dodatkowe środki, mogą np. wykupić leki na receptę albo okulary korekcyjne. To jest więc wymierna pomoc finansowa – mówi Katarzyna Scheer.

Fundacja Biedronki stawia też mocny akcent na wolontariat. Seniorzy objęci programem pomocowym mogą liczyć na opiekę wolontariusza Caritas, który pomoże im w zakupach albo potowarzyszy w codziennych zajęciach. W ramach współpracy obu instytucji będą również mogli uczestniczyć w dodatkowych aktywnościach, np. wspólnych wyjściach czy wyjazdach, które mają służyć wzmacnianiu więzi społecznych i przeciwdziałaniu samotności.

– Fundacja Biedronki ma nieść pomoc seniorom, przyczyniać się do poprawy jakości ich życia, żeby żyło im się godnie, żeby nie byli dotknięci samotnością, czuli się zaopiekowani. Szczególną wagę będziemy przykładać do promowania i rozwoju wolontariatu, ponieważ starszych osób jest tak dużo, że w zasadzie nie da się do nich dotrzeć z realną pomocą bez zaangażowania dość dużej grupy ludzi – mówi Katarzyna Scheer.

Przeciwdziałanie ubóstwu, niedożywieniu, samotności i wykluczeniu społecznemu wśród osób starszych to główny cel nowo powstałej Fundacji Biedronki. Będzie ona dysponować w bieżącym roku budżetem 50 mln zł. W kolejnych latach jej fundator – czyli Jeronimo Martins Polska – planuje przeznaczać na ten cel od 7,5 mln do 20 mln euro rocznie.

– W 2020 roku blisko 15 mln zł przeznaczymy na karty przedpłacone dla seniorów. W przyszłym roku ta kwota będzie uzależniona od projektów, które fundacja zamierza zrealizować i które zatwierdzi rada. Docelowo możemy dojść nawet do 20 mln euro rocznie – mówi Pedro Soares dos Santos, prezes zarządu grupy Jeronimo Martins. – Pomaganie osobom starszym będzie kwestią bardzo ważną w społeczeństwie, które szybko się starzeje.

Podkreśla, że sieć Biedronka obchodzi w tym roku 25-lecie i powołanie fundacji jest nie tylko sposobem uczczenia tej daty, lecz także wzmocnienia więzi społecznych oraz wypracowywania takich rozwiązań, które odpowiadają na wyzwania lokalnej społeczności i niosą realną pomoc potrzebującym.

– Bardzo ważne jest, aby zwrócić społeczeństwu wszystko to, co ono dało nam. Do tej pory staramy się pomagać ludziom poprzez prowadzoną działalność, ceny, ofertę, poprzez demokratyzowanie dostępu do dobrej jakościowo żywności, ale czujemy, że to wciąż za mało, że musimy zrobić jeszcze jeden krok naprzód. I to jest właśnie ten krok: bezpośrednia pomoc ludziom, którzy jej potrzebują, a swoje już przeżyli – mówi Pedro Soares dos Santos.

39 proc. firm z sektora MŚP dostrzega negatywne skutki epidemii. Aż 70 proc. deklaruje, że w czarnym scenariuszu będzie w stanie poradzić sobie na rynku

0

Już na początku marca polskie firmy dotkliwie odczuły skutki pandemii koronawirusa. W co trzeciej widoczny był spadek sprzedaży i produkcji. Blisko 38 proc. przyznało, że jest zmuszonych z tego powodu podnieść koszty prowadzenia działalności, a 28 proc. zauważyło spadek płynności finansowej. Co więcej, 1/3 firm obawia się, że rozprzestrzeniająca się pandemia będzie im szkodzić również przez kolejne trzy miesiące. W największym stopniu na straty narażone są m.in. transport, turystyka i gastronomia. Jednak aż 70 proc. firm z sektora MŚP deklaruje, że w czarnym scenariuszu będzie w stanie poradzić sobie na rynku – wynika z badania przeprowadzonego przez IMAS International na zlecenie Rzetelnej Firmy – partnera Krajowego Rejestru Długów.

– Epidemia koronawirusa ma wpływ na polskie firmy. Już w pierwszym tygodniu marca 39 proc. małych i średnich przedsiębiorstw deklarowało, że ta sytuacja znacząco wpływa na ich działalność. Przede wszystkim odbija się na kosztach jej prowadzenia, co zadeklarowało 37,5 proc. firm. Około 1/3  najmniejszych przedsiębiorstw zanotowała ograniczenie sprzedaży i produkcji. Z kolei dla 27,5 proc. małych firm problemem jest zmniejszenie płynności finansowej – mówi agencji Newseria Biznes Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

Zgodnie z najnowszymi statystykami WHO liczba zarażonych koronawirusem SARS-CoV-2 na całym świecie wzrosła już do prawie 170 tys. osób w 148 krajach, a liczba zgonów sięga 6,5 tys. W Polsce potwierdzono jak dotąd 150 przypadków, lecz Ministerstwo Zdrowia i rząd spodziewają się, że w przyszłym tygodniu liczba zakażonych będzie już czterocyfrowa. Aby zahamować rozprzestrzenianie się wirusa, tydzień temu zamknięte zostały m.in. szkoły i placówki oświatowe, teatry, muzea i kina. Odwołano wszystkie imprezy masowe, a od niedzieli Polska zamknęła granice dla obcokrajowców, wstrzymany został również międzynarodowy i krajowy ruch lotniczy i kolejowy.

Globalna pandemia już w tej chwili mocno odbija się na gospodarce. Pikują światowe giełdy, a ograniczenia w przepływie osób i towarów przyczyniły się do spadków produkcji i nowych zamówień. Niemal z dnia na dzień ucierpiało wiele branż, z których najdotkliwiej m.in. transport, turystyka czy gastronomia.

– Generalnie problem narasta, wiąże się m.in. z trudnościami w dostawach półproduktów z Chin, co wstrzymuje produkcję polskich przedsiębiorstw. Kierowcy ograniczają wyjazdy z obawy o własne zdrowie, turyści odwołują wyjazdy, zmniejsza się liczba zleceń – mówi Adam Łącki.

Negatywne skutki pandemii koronawirusa polskie firmy odczuły już na początku marca. 37,5 proc. z nich przyznało, że jest zmuszonych z tego powodu podnieść koszty prowadzenia działalności. W co trzeciej widoczny był spadek sprzedaży i produkcji, a 27,5 proc. zauważyło spadek płynności finansowej – wynika z badania przeprowadzonego przez IMAS International na grupie 206 podmiotów MŚP dla Rzetelnej Firmy działającej pod patronatem Krajowego Rejestru Długów.

Co trzecia firma w Polsce obawia się również, że rozprzestrzeniająca się epidemia może mieć wpływ na jej działalność w ciągu kolejnych trzech miesięcy – głównie poprzez spadek sprzedaży i brak rąk do pracy.

– W związku z narastającą epidemią SARS-CoV-2 polscy przedsiębiorcy obawiają się przede wszystkim spadku sprzedaży – deklaruje tak ponad 57 proc. małych i średnich firm. Kolejne obawy dotyczą braku ludzi i rąk do pracy (51 proc.) w związku z kwarantanną czy chorobą, która może dotknąć dużą liczbę pracowników. Około 30 proc. deklaruje także ograniczenie bądź zupełne wstrzymanie inwestycji. Z kolei w mniejszym stopniu firmy obawiają się wzrostu kosztów (35 proc.), który będzie towarzyszyć prowadzeniu działalności w tych trudnych czasach – mówi Adam Łącki.

Co istotne, znaczący odsetek polskich firm deklaruje jednak, że – jeżeli sytuacja będzie się pogarszać – są w stanie przez stosunkowo długi czas zachować płynność i utrzymać się na rynku.

– Zapytaliśmy firmy, jak długo będą w stanie prowadzić działalność i nie zbankrutować, gdyby epidemia koronawirusa rozprzestrzeniała się w coraz większym stopniu. 11 proc. zadeklarowało, że są w stanie utrzymać się przez miesiąc, 19 proc. deklaruje, że dadzą sobie radę w tych trudnych warunkach przez trzy miesiące. 24 proc. firm deklaruje natomiast , że są w stanie prowadzić działalność przez sześć miesięcy, a 26 proc. poradzi sobie przez 12 miesięcy, a nawet i dłużej – mówi Adam Łącki.

Jak podkreśla, problemy firm związane z epidemią koronawirusa zaczynają się nawarstwiać, ale przedsiębiorcy starają się zabezpieczyć przed jej negatywnymi skutkami – choćby przed brakami kadrowymi. Tam, gdzie tylko jest to możliwe, wprowadzają pracę zdalną i uruchamiają procedury dotyczące zasad przestrzegania higieny.

– Pracodawcy starają się w tej chwili wypełniać zalecenie rządu, aby możliwie jak największą liczbę pracowników kierować do pracy w domu, na tzw. home office. Oczywiście w niektórych branżach jest to możliwe, np. w przypadku programistów i branży informatycznej. W innych, jak np. w branży produkcyjnej czy niektórych usługach, są ku temu duże ograniczenia. Także w firmach, które prowadzą działalność – nazwijmy to – biurową, nie wszystkich pracowników można przenieść do tego trybu pracy. W części przedsiębiorstw np. księgowe muszą pozostać na miejscu, ponieważ pracują na specjalnym oprogramowaniu i ich praca poza firmą jest po prostu niemożliwa – wskazuje Adam Łącki.

Z badania Rzetelnej Firmy wynika, że są też przedsiębiorcy, którzy wskazali na pozytywy aktualnej sytuacji. Około 15 proc. deklaruje, że ich sprzedaż i produkcja w ostatnim czasie wzrosły.

– Sytuacja może się dynamicznie zmieniać. W przypadku transportu międzynarodowego autobusy praktycznie zostały uziemione, nie jeżdżą, nie ma kogo wozić, jest też coraz mniej zamówień dla frachtu międzynarodowego. Te branże na pewno czekają trudne chwile, podobnie jak turystykę. Jednak są też takie, które w tych trudnych czasach radzą sobie lepiej. Około 15 proc. przedsiębiorców deklaruje, że w tym czasie sprzedaje i produkuje więcej. Dla nich jest to lepszy czas, dzięki któremu będą mogli także lepiej regulować swoje należności – mówi Adam Łącki.

W połowie marca przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała uruchomienie unijnego funduszu o wartości 37,3 mld euro, którego środki mają złagodzić wpływ pandemii koronawirusa na unijną gospodarkę. Pieniądze będą pochodziły z polityki spójności, wstępnie do Polski ma trafić ok. 7,4 mld euro. W piątek dyrektor generalny KE ds. gospodarczych Maarten Verwey poinformował z kolei, że z powodu pandemii strefa euro najprawdopodobniej wpadnie w tym roku w recesję. Nad pakietem rozwiązań, które mają zabezpieczyć polskie firmy przed skutkami spowolnienia wywołanego pandemią, pracuje już także Ministerstwo Rozwoju.

– Za wcześnie jeszcze, by odnieść się do pomocy, jaką rząd obiecał małym i średnim przedsiębiorstwom. Trudno powiedzieć, jak długo i w jaki sposób  rzeczywiście będzie mógł im pomóc, aby mogli działać i regulować swoje należności na czas. Na pewno w tych trudnych czasach zalecałbym, żeby lepiej weryfikować wiarygodność płatniczą swoich kontrahentów przed zawarciem kontraktu. Dodatkowo monitorować także tych, których firma obsługuje już od dłuższego czasu, ponieważ sytuacja może się dynamicznie zmieniać – przestrzega Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

Badanie przeprowadzono przez IMAS International w pierwszym tygodniu marca 2020 roku na próbie 206 przedsiębiorstw z sektora MŚP na zlecenie Rzetelnej Firmy, która działa pod patronatem Krajowego Rejestru Długów i jest częścią Kaczmarski Group.

Telemedycyna rewolucjonizuje opiekę zdrowotną. Robot zaopiekuje się chorymi z koronawirusem, a domowy stetoskop zdiagnozuje zapalenie płuc

Telemedycyna staje się coraz bardziej dostępna. Robot tego typu posłużył do bezpiecznej dla personelu medycznego opieki nad pierwszym amerykańskim pacjentem z koronawirusem. Szpitalne oddziały już dziś mogą też montować moduły, które zamieniają zwykły telewizor w platformę telemedyczną. Zaprojektowany przez polski start-up domowy, inteligentny stetoskop może z kolei z 80-proc. skutecznością zdiagnozować zapalenie płuc.

– StethoMe to elektroniczny stetoskop do domowego użytku. Ten produkt stosujemy w domu tak jak każdy termometr, gdy trzeba zbadać płuca, np. gdy nasze dziecko kaszle i chcemy wiedzieć, czy powinniśmy udać się do lekarza, czy nie – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Paweł Elbanowski, dyrektor operacyjny i współzałożyciel StethoMe.

Domowy stetoskop za pomocą algorytmów sztucznej inteligencji analizuje dźwięki w płucach, po czym wyświetla komunikaty na zintegrowanym monitorze. Urządzenie oraz oprogramowanie opracowano w całości w Polsce, a samo przeprowadzenie badania nie wymaga żadnej wiedzy z zakresu medycyny.

– Nasze urządzenie stosujemy tak jak zwykły stetoskop. Nagrywamy dźwięk, który jest przesyłany do lekarza wraz z dodatkowymi informacjami, czyli patologiami, które zostały wykryte w układzie oddechowym – wyjaśnia Paweł Elbanowski.

Jak twierdzą twórcy tego rozwiązania, inteligentny stetoskop jest trzykrotnie bardziej skuteczny w diagnozowaniu zapalenia płuc niż lekarz pierwszego kontaktu. Urządzenie cechuje się 80-proc. skutecznością, podczas gdy lekarze rodzinni poprawnie interpretują tę chorobę średnio w 25 proc. przypadków. Postawienie przy jego użyciu wstępnej diagnozy pozwala więc znacznie skrócić czas, jaki mija od pojawienia się niepokojących objawów do wdrożenia właściwego leczenia.

– Nasze rozwiązanie chcemy umiejscowić w domu tak, aby pacjenci nie musieli chodzić do lekarza, tylko mogli zrobić nagrania w domu i wysłać je do specjalisty przy użyciu telemedycyny. Nasze algorytmy sztucznej inteligencji wyślą zaś do lekarza informację, jakie nieprawidłowości zostały znalezione w układzie oddechowym – zapewnia dyrektor operacyjny w StethoMe.

Tymczasem opieka telemedyczna jest realizowana coraz sprawniej, zarówno dzięki urządzeniom wyręczającym lekarza w pierwszym kontakcie z pacjentem, jak i rozwiązaniom prawnym umożliwiającym przeprowadzanie wizyt bez odwiedzania przychodni. Nie bez znaczenia pozostają także kwestie bezpieczeństwa personelu medycznego w przypadku postępowania z pacjentami cierpiącymi na choroby zakaźne.

Pierwszy amerykański pacjent, u którego potwierdzono zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2, był w dużej mierze obsługiwany w Providence Regional Medical Center w Everett w stanie Waszyngton przez robota telemedycznego Vici z InTouch Health. Był on wykorzystywany przede wszystkim w procesie komunikacji z nim. Ponadto robot przeprowadzał badania osłuchowe serca i płuc przy użyciu cyfrowego stetoskopu. InTouch TV to z kolei rozwiązanie, które może zmienić obraz funkcjonowania oddziałów intensywnej terapii. Dzięki podłączanemu przez port HDMI modułowi wyposażonemu w mikrofon i kamerę z zoomem każdy telewizor na szpitalnej sali może stać się portalem telezdrowia.

– Chcemy wejść na rynek telemedyczny po to, aby ułatwić pacjentom dostęp do służby zdrowia. Z jednej strony odsiać niepotrzebne wizyty osób, które są zdrowe i nie powinny udawać się do lekarza, a z drugiej strony ułatwić osobom przewlekle chorym, które muszą ciągle monitorować swój stan zdrowia, komunikację z lekarzem i bieżący dostęp do diagnozy czy też informacji o ich stanie zdrowia i zaleceniach lekarskich – mówi Paweł Elbanowski.

Według analityków z Global Market Insights światowy rynek telemedycyny był w 2018 roku wyceniany na 38,3 mld dol. W latach 2019–2025 utrzyma średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 19 proc.

Stan nadzwyczajny

W czwartek (12.30.2020) Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła stan pandemii w związku z niekontrolowanym globalnym rozprzestrzenieniem się koronawirusa. Reakcja rządów poszczególnych krajów na rozprzestrzenienie się koronawirusa staje się coraz bardziej zdecydowana. Stan zagrożenia epidemiologicznego został wprowadzony w Polsce. Stany Zjednoczone wprowadziły stan nadzwyczajny.

Poza tym, na nadzwyczajnym posiedzeniu w niedzielę Fed obciął stopy procentowe do 0,00-0,25 pkt. Ostatni raz taki poziom odnotowany był w grudniu 2015 r. Swoje działania Fed tłumaczył konsekwencjami pandemii koronawirusa, która zakłóciła aktywność gospodarczą. Fed obniżył również do 0 stopę rezerw obowiązkowych dla zwiększenia podaży kredytu w gospodarce. Uruchomiono też program skupu aktywów o wartości 700 mld USD, z czego 500 mld USD zostanie przeznaczone na nabycie papierów skarbowych, a 200 mld USD na papiery dłużne zabezpieczone kredytami hipotetycznymi.

W ubiegłym tygodniu GPW w Warszawie, podobnie jak wielu innych rynków, zaliczyło bardzo mocny spadek. Indeks szerokiego rynku WIG stracił na wartości w ciągu tygodnia 21,69%. Notowania największych spółek (tworzących indeks WIG20) zaliczyły spadek o 22,60%. Indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień podobnie: sWIG80 straci na wartości 18,92%, a mWIG40 spadł nieco mocniej o 21,13%.

Nadchodzący tydzień nie będzie zbyt bogaty na dane makroekonomiczne. We wtorek (17.03.2020) poznamy dane o sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych. W środę (18.03.2020) poznamy dane o zatrudnieniu i wynagrodzeniu w Polsce. W czwartek (19.03.2020) nadejdzie kolej na dane o Polskiej produkcji przemysłowej. Natomiast w piątek (20.03.2020) poznamy dane o sprzedaży detalicznej w Polsce.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Skutki gospodarcze koronawirusa na świecie

Sytuacja epidemiologiczna na świecie już ma, a będzie miała coraz większe konsekwencje ekonomiczne. Zatrzymanie gospodarki w krajach dotkniętych największymi zachorowaniami widocznie obniżyło wartość spółek na giełdzie. Papierkiem lakmusowym światowej ekonomii od lat są ceny ropy. Widzimy już dzisiaj, że w związku z epidemią koronawirusa ceny za baryłkę poszybowały w dół. Możemy więc spodziewać się coraz większej wyprzedaży na giełdach. Eksperci wskazują na to, że podczas epidemii najbardziej ucierpi parę konkretnych branż. To przede wszystkim branża turystyczna: odwołane loty i wycieczki są zagrożeniem dla działalności hoteli, restauracji, przewoźników, muzeów i biur podróży. Epidemia dotknie również branżę rozrywkową. Spektakle, eventy, konferencje, koncerty – te wszystkie wydarzenia zatrudniały tysiące ludzi i miały znaczący wpływ na gospodarkę. Zagrożony jest także przemysł.

– Branże, które z wielu stron świata sprowadzają części do swoich produktów, będą miały niedługo poważne problemy. Obserwujemy wielkie przestoje w transporcie półproduktów. Ten problem dotknie w szczególności producentów maszyn, elektroniki i samochodów. Brak nawet jednego półproduktu powoduje, że cała produkcja staje – powiedział serwisowi eNewsroom Adam Czerwiński, starszy analityk w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – W tym czasie firmy wciąż będą ponosić koszty pracy, która jest włożona w produkcję. Z punktu widzenia zdrowia publicznego najbardziej zagrożona jest jednak inna branża – produkcja leków. Kraje Azji Południowo-Wschodniej, przede wszystkim Chiny i Indie, są ogromnymi producentami leków i półproduktów farmakologicznych. Nawet 40% produkcji substancji czynnych na świecie pochodzi właśnie z Chin. Przy tak dużych przestojach w produkcji, jakie obserwujemy w Chinach, będziemy mieli potężne opóźnienia w dostawach. To poskutkuje niedoborem leków. Jednak wszelkie liczby, podawane przez instytuty badawcze, należy traktować z dużą dozą niepewności. Sytuacja epidemiologiczna na świecie jest w tej chwili bardzo niepewna. Tą niepewnością obarczone są również wszystkie liczby i wyliczenia – wskazuje Czerwiński.