Bartosz Tomczyk: W obliczu epidemii branża finansowa powinna stawiać na innowacje

Nie ma wątpliwości co do tego, że inwestorzy nie są przygotowani merytorycznie do radzenia sobie z problemami powodowanymi przez epidemię koronawirusa. Poziom ryzyka na rynkach finansowych i kapitałowych wzrósł radykalnie a zachodzące na nich zjawiska są coraz trudniejsze do przewidzenia. Wiadomo, że ucierpią linie lotnicze i sieci hoteli, których akcje już zanurkowały na światowych giełdach o kilkadziesiąt procent. Wpływ na branże spożywczą i gastronomiczną będzie zróżnicowany. Mniej konsumentów będzie przychodzić do restauracji i dużych sklepów spożywczych ale z pewnością nie przestaną jeść. Stwarza to nieoczekiwane szanse dla całej branży e-commerce, w tym dla firm dostarczających posiłki i zakupy.

Ustawa w sprawie szczególnych rozwiązań związanych z koronawirusem wprowadza szereg rozwiązań takich jak możliwość pracy zdalnej, wypłatę różnego rodzaju zasiłków, zmiany w prawie budowlanym a nawet dotyczącym ochrony zabytków. Weszło w życie dużo rozwiązań dotyczących regulacji pracy służby zdrowia i branży farmaceutycznej. W ustawie nie ma natomiast ani słowa o sektorze finansowym.

Tymczasem to właśnie banki są szczególnie narażone na konsekwencje obecnej sytuacji. Zakłócenia w łańcuchach dostaw oraz ewentualna konieczność zawieszenia działalności przez wiele przedsiębiorstw wpłynie na ich sytuację finansową i możliwość regulowania zobowiązań. W razie potrzeby Narodowy Bank Polski będzie musiał zapewnić płynność bankom komercyjnym poprzez operacje rynku pieniężnego.

Wpływ epidemii na szeroko pojętą branżę Fintech też jest wyceniany przez inwestorów negatywnie. W ciągu ostatniego miesiąca akcje dwóch gigantów – firm Visa i Mastercard potaniały odpowiednio o 25 i 30%. Klienci tych firm szczególnie często płacili kartami za podróże. Spadek przychodów z tego tytułu prawdopodobnie zostanie jednak skompensowany poprzez wzrost wpływów ze sprzedaży online. Płatności kartami mają w tym segmencie szczególnie wysoki udział. Patrząc długoterminowo, najważniejszym czynnikiem, jakiego mogą się obawiać firmy finansowe jest spowolnienie gospodarki jako całości.

Podobnie, ale nieco inaczej, będzie wyglądać sytuacja na rynku drobnych pożyczek konsumenckich. Spowolnienie gospodarcze nie musi wpłynąć na spadek popytu na kredyty. Może być wręcz odwrotnie, klienci mogą być częściej zmuszeni do korzystania z rozwiązań pozabankowych. Jednak z całą pewnością można spodziewać się pogorszenia wskaźników dotyczących szkodowości. Inwestorzy widzą te problemy. Na przykład cena akcji amerykańskiego giganta Curo Group spadła w ostatnich dniach o ponad 40%. Jednak takie podejście inwestorów wydaje się być okazją rynkową.

Firmy pożyczkowe prawdopodobnie wyjdą z obecnej sytuacji bez szwanku. W porównaniu z bankami, mają znacznie większą zdolność do radzenia sobie w sytuacjach związanych z podwyższonym ryzykiem. Na przykład zastosowanie algorytmów używających sztucznej inteligencji do oceny ryzyka kredytowego ogranicza koszty administracyjne i skokowo obniża ilość niespłacanych kredytów. Niewielkie zatrudnienie oraz automatyzacja kluczowych procesów umożliwiają technologicznym firmom finansowym korzystanie ze zdalnej pracy oraz kontakt z klientami za pomocą internetu. Niewątpliwie obniża to ryzyko działalności w okresie epidemii. Tymczasem tradycyjny sektor bankowy boryka się z wieloma problemami. Dalsze cięcie stóp procentowych przez banki centralne może tylko te problemy pogłębić. Wyceny banków na giełdach prawdopodobnie będą spadać. Na tym tle inwestycja w walory nowoczesnych i dynamicznych firm pożyczkowych może być ciekawą alternatywą.

Autor: Bartosz Tomczyk – Przewodniczący Rady Nadzorczej w firmie Provema

Trzy „R” cyberbezpieczeństwa firmy – o czym trzeba pamiętać, gdy zespół pracuje zdalnie?

Według raportu World Economic Forum (WEF) cyberataki to jedno z pięciu największych zagrożeń w 2020 roku.[1] Dotyczy to również firm: według badań aż 44% przedsiębiorstw ponosi z tego powodu straty finansowe.[2] Jednocześnie w Polsce w ubiegłym roku tylko 35% podmiotów komercyjnych posiadało strategię ochrony przed cyberzagrożeniami.[3] Kwestie te nabierają znaczenia zwłaszcza teraz, gdy duża część kadry, z obawy o zdrowie, pracuje z domu. Przedsiębiorcy powinni pamiętać o trzech elementach: ryzyku, reputacji oraz ransomware.

Co grozi polskim firmom?

Rosnąca liczba urządzeń podłączonych do internetu i wymierzonych w nie ataków oraz popularyzacja rozwiązań chmurowych czy pracy zdalnej to dla firm nowe źródła ryzyka. Według raportu CERT największym spośród cyberzagrożeń dla polskich firm jest ransomware[4] złośliwe oprogramowanie blokujące dostęp do systemu komputerowego lub szyfrujące zapisane w nim dane, a następnie żądające okupu za ich przywrócenie. Może to na długo sparaliżować wszelką działalność przedsiębiorstwa.

Straty nie tylko finansowe

Firmy mają obowiązek starannego zabezpieczenia wrażliwych danych, szczególnie osobowych. Ich wyciek może skutkować odpowiedzialnością prawną i karami lub stratami finansowymi. Koszty cyberataków ponoszone przez firmy w 2019 roku wzrosły do 4,6 mln dolarów.[5] Według przewidywań WEF do 2021 roku cyberprzestępczość będzie kosztować gospodarki światowe już 6 mld dolarów.[6] Straty powodowane są nie tylko przestojami i zakłóceniami w funkcjonowaniu firm. Znaczenie ma również utrata reputacji i wizerunku, a więc zaufania oraz lojalności klientów czy kontrahentów, kluczowych dla funkcjonowania każdego biznesu.

Minimalizowanie ryzyka

Każde przedsiębiorstwo powinno umożliwiać pracownikom bezpieczne łączenie się z systemami i zasobami firmy przez sieć VPN[7] oraz kontrolować udostępniane zasoby. Kluczowym elementem ochrony jest ocena ryzyka i jego minimalizowanie. Dlatego firmy powinny mieć jasny plan działania na wypadek ataku czy naruszenia poufności danych. Pozwoli to na szybkie zareagowanie i zminimalizowanie strat. Ważna jest też edukacja kadry w zakresie środków ostrożności i podejrzanych działań, a szczególnie wiadomości email, które powinny wzbudzić ich czujność.

– W związku z zagrożeniem epidemią koronawirusa i zaleceniami rządowymi wiele osób przechodzi na pracę zdalną. Dla firm ważna staje się więc kwestia cyberbezpieczeństwa – zasoby muszą być dostępne dla pracujących z domu, ale jednocześnie dobrze chronione. Ryzyko wzrasta, gdy brakuje zabezpieczeń, ale też gdy te istniejące są niedopasowane. Dlatego ważne jest wprowadzenie rozwiązań dostosowanych do zasobów i możliwości firmy. Wbrew powszechnej opinii nie muszą one dużo kosztować, nie wymagają też całego sztabu pracowników IT. Dobry dostawca zapewni przy tym doradztwo, serwis czy całodobowe zdalne wsparcie techniczne i proaktywne monitorowanie infrastruktury. Pozwoli to na zmniejszenie ryzyka, szybką reakcję i niwelowanie negatywnych skutków ataków – wskazuje Mateusz Macierzyński, IT Services Portfolio Manager w firmie Konica Minolta.

[1] Raport World Economic Forum: http://www3.weforum.org/docs/WEF_Global_Risk_Report_2020.pdf

[2] Raport PwC „Ruletka po Polsku”: https://www.pwc.pl/pl/pdf/publikacje/2018/cyber-ruletka-po-polsku-raport-pwc-gsiss-2018.pdf

[3] Raport Instytutu Kościuszki „Wyzwania w cyberprzestrzeni”: https://ik.org.pl/wp-content/uploads/wyzwania-w-cyberprzestrzeni.-przyklady-rozwiazan-zagrozenia-regulacje.pdf

[4] Raport CERT „Krajobraz bezpieczeństwa polskiego internetu”: https://www.cert.pl/wp-content/uploads/2019/05/Raport_CP_2018.pdf

[5] Raport PwC „Ruletka po Polsku”: https://www.pwc.pl/pl/pdf/publikacje/2018/cyber-ruletka-po-polsku-raport-pwc-gsiss-2018.pdf

[6] Raport World Economic Forum: http://www3.weforum.org/docs/WEF_Global_Risk_Report_2020.pdf

[7] Wirtualna sieć prywatna, (ang. virtual private network), która szyfruje dane przesyłane między komputerem a siecią.

Rośnie liczba wniosków o interpretację IP BOX. Nawet 80% interpretacji jest prawidłowa.

Przez cały czas rośnie liczba wniosków do Ministerstwa Finansów z prośbą o wydanie indywidualnej interpretacji przepisów prawa podatkowego w zakresie IP Box. Od początku stycznia do końca lutego 2020 roku wydano więcej interpretacji niż w całym roku 2019. Większość z nich była prawidłowa.

Z danych zawartych w elektronicznym Systemie Informacji Podatkowej (https://sip.mf.gov.pl/) wynika, że w styczniu 2020 roku Ministerstwo Finansów wydało już 148 interpretacji podatkowych w zakresie IP Box, natomiast od 1 do 29 lutego interpretacji tych wydano 166, co daje razem 314 interpretacji, podczas gdy w całym roku 2019 było ich 224. Największa liczba wniosków dotyczy zapytań związanych z oprogramowaniem komputerowym.

IP Box polega na opodatkowania dochodów uzyskanych z wytworzonych lub ulepszonych kwalifikowanych praw własności intelektualnej w wysokości 5%.Ulgi typu IP Box obowiązują w wielu krajach (m.in. w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Holandii, Francji). Podatnicy pytają w interpretacjach czy w ich sytuacji możliwe jest zastosowanie stawki opodatkowania 5% podstawy opodatkowania od osiągniętego w ramach pozarolniczej działalności gospodarczej kwalifikowanego dochodu z kwalifikowanych praw własności intelektualnej lub czy już w zeznaniu rocznym za rok 2019 mogą rozliczyć dochód uzyskany ze sprzedaży kwalifikowanego prawa własności intelektualnej (autorskiego prawa do programu komputerowego) z uwzględnieniem stawki podatku dochodowego wynoszącej 5%, a następnie od początku roku 2020 odprowadzać zaliczki na podatek dochodowy od osób fizycznych od dochodu uzyskiwanego ze sprzedaży kwalifikowanego prawa własności intelektualnej (autorskiego prawa do programu komputerowego) z uwzględnieniem stawki podatku dochodowego wynoszącej 5%.

Ponad 80% wniosków rozpatrzonych prawidłowo

Większość ze złożonych wniosków zostaje rozpatrzona prawidłowo, a interpretacji ocenionych negatywnie było w styczniu i lutym ok. 16-20%. W pierwszym miesiącu roku 2020 na wydanych 148 interpretacji 30 stanowiska podatników były nieprawidłowe lub częściowo nieprawidłowe, natomiast w lutym na 166 interpretacji Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej nie zgodził się z podatnikami 28 razy.

Do najczęstszych powodów uznania stanowiska podatnika za nieprawidłowe jest niespełnianie wymogów formalnych oraz brak prowadzonej osobnej ewidencji zdarzeń gospodarczych lub nie prowadzenie jej na bieżąco. Jak wyjaśnia adwokat Jarosław Ziobrowski z kancelarii Ziobrowski Tax&Law „podatnicy mają obowiązek prowadzenia wyodrębnionej ewidencji dla wszystkich operacji finansowych związanych z uzyskiwaniem dochodów z kwalifikowanego IP. Przepisy o IP Box nie narzucają jednak podatnikom konkretnej formy ewidencjonowania zdarzeń. Mimo wszystko dla celów obliczenia dochodu z kwalifikowanego IP istotne jest, by ewidencja ta była prowadzona w sposób należyty. Musi ona umożliwiać wykazanie w rocznym zeznaniu podatkowym łącznej sumy przychodów, kosztów podatkowych, dochodów, strat, dochodów podlegających opodatkowaniu stawką 5% oraz dochodów, które w tym przypadku nie podlegają preferencyjnemu opodatkowaniu”.

Zasady działania ulgi IP Box

Ulga podatkowa IP Box dotyczy podatników prowadzących działalność badawczo-rozwojową. Uprawnieni podatnicy prowadzący tego typu działalności mogą skorzystać z preferencyjnego opodatkowania dochodów uzyskanych z wytworzonych lub ulepszonych kwalifikowanych praw własności intelektualnej i płacić podatek PIT i CIT w wysokości 5%. Żeby jednak uzyskać ulgę, oprócz prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej, podatnik musi spełnić kilka wymagań:

  • wytworzyć kwalifikowane IP w ramach prowadzonej działalności;
  • prowadzić odrębną ewidencję zdarzeń gospodarczych, w tym wszystkich operacji finansowych związanych z dochodami z kwalifikowanych IP;
  • osiągać dochód z kwalifikowanego IP podlegający opodatkowaniu w Polsce;
  • ponieść koszty w związku z wytworzeniem, rozwijaniem lub ulepszaniem kwalifikowanego IP.

Prawidłowa interpretacja – przykład

Nawet w przypadku spełnienie powyższych wymogów warto uzyskać indywidualną interpretację  podatkową. Zalecenie wystąpienia z wnioskiem o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej znalazło się w broszurze informacyjnej dotyczącej IP Box wydatnej przez Ministerstwo Finansów.

Jedną z pozytywnych interpretacji uprawniających do skorzystania z niższej stawki podatkowej otrzymał podatnik, który wystąpił z prośbą o stanowisko w sprawie zastosowania ulgi IP Box w przypadku wytwarzania oprogramowania klasy enterprise dla klientów z branży budowlanej. Podatnik wykazał, iż nie ma ograniczonego obowiązku podatkowego w Polsce, prowadzi właściwą ewidencję operacji finansowych (inną niż księga przychodów i rozchodów) pozwalającą wyodrębnić poszczególne kwalifikowane prawa własności intelektualnej, a w ramach prowadzonej działalności ponosi koszty i osiąga dochody. Po dokładnym rozpatrzeniu charakteru działalności gospodarczej prowadzonej przez podatnika organ podatkowy uznał, iż działalność ta ma charakter badawczo-rozwojowy i spełnia wszystkie wymogi prawne do skorzystania z ulgi IP Box.

Jak dodaje adwokat Jarosław Ziobrowski „podatnicy nieprowadzący ksiąg rachunkowych powinni dysponować wyodrębnionymi ewidencjami dla projektów dotyczących kwalifikowanego IP, sporządzonymi np. w formie arkuszy kalkulacyjnych i potwierdzającymi wydatki dotyczące projektu kwalifikowanego IP na koniec każdego miesiąca, a nie na koniec roku, gdyż taka dokumentacja nie zostanie uznana przez organ podatkowy”.

Informatycy i programiści stanowią duży odsetek podatników uprawnionych do skorzystania z 5% PIT i CIT, dlatego że w wielu przypadkach wytwarzają utwory podlegające ochronie prawnej w myśl art. 74 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Preferencja IP Box dotyczy jednak tylko przedsiębiorców – nie mogą z niej skorzystać twórcy oprogramowania, wzorów czy patentów zatrudnieni na podstawie umów o pracę.

Wyniki finansowe Grupy Agora w 4. kwartale 2019 r.

W ostatnim kwartale 2019 r. Grupa Agora ponownie zwiększyła przychody. Istotnie wzrosły jej wpływy reklamowe, zwłaszcza w internecie i z reklamy zewnętrznej, a także przychody ze sprzedaży wydawnictw. Świetne wyniki odnotowała też działalność kinowa, dzięki konsekwentnej rozbudowie sieci Helios. Rok 2019 Grupa Agora zakończyła nie tylko z sukcesami w rozwoju oferty premium i perspektywicznymi akwizycjami, ale też z rekordowymi przychodami kin Helios, biznesu filmowego oraz spółek Yieldbird i HRlink.

Na wyniki Grupy Agora w 2019 r. istotnie wpłynęło wejście w życie standardu MSSF 16. W celu zachowania porównywalności danych niniejsza informacja przedstawia dane bez uwzględnienia wpływu MSSF 16. Więcej o efektach wdrożenia MSSF 16 przez Grupę Agora można znaleźć w sprawozdaniu finansowym.

W 4. kw. 2019 r. całkowite przychody Grupy Agora wyniosły 378,2 mln zł i były wyższe o ponad 9% w porównaniu z analogicznym okresem 2018 r. Zwiększyły się przede wszystkim wpływy reklamowe Grupy – o niemal 14% do 187,9 mln zł dzięki wzrostowi tej kategorii przychodów w spółce Yieldbird, a także w segmentach Reklama Zewnętrza – za sprawą rozwoju oferty Premium Citylight i Digital (w tym nośników zakupionej w lipcu 2019 r. platformy Move TV) oraz Film i Książka – głównie w sieci kin Helios. Spadek wpływów reklamowych odnotowały jedynie Prasa i Radio, odpowiednio z uwagi na trendy rynkowe i ograniczenie liczby wydawanych tytułów oraz niższe przychody ze sprzedaży czasu antenowego w stacjach innych nadawców.

W sieci Helios nieznacznie niższe były przychody ze sprzedaży biletów do kin w kwocie 79,1 mln zł, natomiast zwiększyły się wpływy ze sprzedaży barowej. W 4. kw. 2019 r., zgodnie z danymi Boxoffice.pl, w multipleksach Heliosa zakupiono blisko 4,3 mln biletów, czyli niemal tyle samo, co przed rokiem1.

W ostatnim kwartale 2019 r. wzrosły też wpływy Agory ze sprzedaży wydawnictw, zwłaszcza publikacji Wydawnictwa Agora oraz subskrypcji treści w serwisie Wyborcza.pl. Na koniec 2019 r. liczba prenumerat cyfrowych „Gazety Wyborczej” wyniosła już blisko 218 tys. Grupa odnotowała również wyższe przychody z pozostałej sprzedaży, głównie za sprawą szybko rozwijającej się działalności gastronomicznej, a także istotny wzrost wpływów z działalności filmowej, związany z większą liczbą nowych tytułów w dystrybucji kinowej. Oprócz tego w omawianym okresie zmniejszyły się przychody ze sprzedaży usług poligraficznych Grupy Agora – w efekcie zamknięcia w połowie 2019 r. 2 z 3 drukarni oraz spadku wolumenu zamówień.

W 2019 r. całkowite przychody Grupy Agora wyniosły 1 249,7 mln zł i były o 9,5% wyższe od tych odnotowanych w 2018 r.

Koszty operacyjne netto Grupy Agora w 4. kw. 2019 r. zwiększyły się o ponad 7% do 355,1 mln zł. Ich wzrost związany był z działalnością rozwojową i dotyczył segmentów notujących wyższe przychody – Internet, Film i Książka oraz Reklama Zewnętrzna. Spadek wydatków operacyjnych nastąpił natomiast w biznesach o niższych wpływach – w Prasie (która od 3. kw. 2019 r. obejmuje także zrestrukturyzowaną działalność poligraficzną) i Radiu. Ograniczenia te zostały wprowadzone w trosce o pozytywny wynik tych segmentów lub w reakcji na trendy rynkowe. Dzięki tak pojętej dyscyplinie kosztowej Grupa Agora dba o poziom swoich wyników operacyjnych. W całym 2019 r. koszty operacyjne Grupy były wyższe o 8,1% i stanowiły 1 232,3 mln zł.

Dzięki rezultatom wypracowanym w 4. kw. 2019 r.2 zysk Grupy Agora na poziomie EBITDA wzrósł o 14,7% do kwoty 54,5 mln zł, a w całym 2019 r. był on wyższy o 16,7% i wyniósł 114,8 mln zł. Jednocześnie w obu okresach Grupa odnotowała zysk na poziomie EBIT – w 4. kw. 2019 r. na poziomie 23,1 mln zł oraz 17,4 mln zł w całym 2019 r., a także zysk netto – odpowiednio w kwocie 12,2 mln zł i 9,6 mln zł. Natomiast zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniósł 11,5 mln zł w ostatnim kwartale 2019 r. oraz 6,9 mln zł w 2019 r.3. Co istotne, rok 2019 był najlepszym w historii pod względem przychodów i wyniku na poziomie EBITDA dla działalności kinowej Heliosa i spółki Yieldbird. Rekordowe wpływy odnotowały w nim też HRlink i NEXT FILM, a zysk na poziomie EBITDA – segment Reklama Zewnętrzna oraz pion Gazeta.pl.Wyniki finansowe Grupy Agora w 4. kwartale 2019 r.

Grupa Agora intensywnie pracuje nad realizacją założeń strategicznych na lata 2018-2022, w szczególności nad przyspieszeniem rozwoju i wzrost skali grupy kapitałowej. Jednym z tych działań był zakup w lutym 2019 r. 40% udziałów w Eurozet Sp. z o.o., nadawcy drugiego pod względem zasięgu programu radiowego w Polsce i zagwarantowanie spółce możliwości objęcia 100% udziałów, w przypadku gdyby okazało się to korzystne. W październiku Agora złożyła wniosek do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o wyrażenie zgody na nabycie pozostałych 60% udziałów spółki Eurozet i czeka na decyzję w tej sprawie. Transakcja ta może zmienić pozycję Grupy Agora na rynku nadawców radiowych – byłaby to największa akwizycja medialna w historii spółki. Agora dokonała także inwestycji w segmencie rozwiązań B2B, kupując w 2019 r. kolejne udziały w czeskiej spółce ROI Hunter i zostając większościowym udziałowcem HRlink Sp. z o.o.

Kolejnymi ważnymi kierunkami rozwoju w perspektywie strategicznej Grupy Agora są cyfryzacja oraz rozwój usług i produktów premium. Dzięki zakupowi udziałów w Piano Group Sp. z o.o. rozwijającej platformę Move TV, AMS zrobił kolejny krok w budowie portfolio cyfrowych nośników i usług oraz wzmocnił swoją pozycję w perspektywicznym obszarze DOOH. Ofertę subskrypcyjną z kolejnymi sukcesami rozbudowują „Gazeta Wyborcza” i Radio TOK FM. Na koniec 2019 r. liczba subskrypcji treści Wyborcza.pl sięgnęła blisko 218 tys. (wzrost o prawie 28% w stosunku do końca 2018 r.), wskaźnik ARPU wyniósł 14 zł4 (wzrost o 37% r/r), a udział przychodów cyfrowych „Gazety Wyborczej” wzrósł do 24,0%. Jednocześnie segment Prasa ogranicza portfolio wydawnictw papierowych5, co jest odzwierciedleniem intensywnego rozwoju koncepcji digital first i skupienia się na cyfryzacji w tym obszarze. Zwiększyła się także liczba sprzedanych dostępów Premium TOK FM – na koniec grudnia 2019 r. przekroczyła ona 20 tys. To wzrost o 20% od marca 2019 r., a przez ostatnie 2 lata baza subskrybentów podcastów stacji zwiększyła się o 100%.

Warto pamiętać, że pomimo intensywnych działań rozwojowych i akwizycji dokonanych przez Agorę w 2019 r., spółka podzieliła się zyskiem ze swoimi akcjonariuszami – wypłata dywidendy w kwocie prawie 23,3 mln zł nastąpiła na początku sierpnia ub.r.

Źródło danych: skonsolidowane sprawozdanie finansowe wg MSSF, 4 kw. i cały 2019 r.

Przypisy:

1 Dane w ujęciu Boxoffice.pl – w 4. kw. 2019 r. liczba biletów sprzedanych w kinach sieci Helios wyniosła blisko 4,3 mln, co oznacza ich spadek o 0,1% w porównaniu z 4. kw. 2018 r. Liczba biletów sprzedanych w polskich kinach w omawianym okresie zmniejszyła się o 2,2% w porównaniu z ub.r. i wyniosła blisko 18,5 mln biletów. W ujęciu kalendarzowym w 4. kw. 2019 r. liczba biletów sprzedanych w kinach sieci Helios w wyniosła 4,3 mln, co oznacza spadek o 4,4% w porównaniu z 4. kw. 2018 r. Więcej informacji – skonsolidowane sprawozdanie finansowe wg MSSF, 4 kw. i cały 2019 r.

2 Warto pamiętać, że w 4. kw. 2019 r. wyniki Grupy obciążył odpis aktualizujący wartość aktywów, związany z segmentem Internet – jego wpływ na wynik netto Agory S.A. to około 12,7 mln zł, na skonsolidowany wynik netto Grupy Agora to około 6,5 mln zł, a na skonsolidowany wynik operacyjny na poziomie EBIT to ok. 7,4 mln zł. W analogicznym okresie 2018 r. Agora również dokonała odpisów aktualizujących wartość aktywów (w segmencie Internet – 7,5 mln zł i w segmencie Prasa – 2,3 mln zł) oraz odpisu należności od RUCH S.A. objętych przyspieszonym postępowaniem układowym (w wysokości 4,0 mln zł) – łączny wpływ tych odpisów na skonsolidowany wynik operacyjny stanowił 14,1 mln zł. Dodatkowo, w 2018 r. pozytywny wpływ na wynik Grupy na poziomie EBIT miał zysk ze sprzedaży nieruchomości w Gdańsku i w Warszawie w wysokości 13,9 mln zł, a na wynik netto zysk ze sprzedaży udziałów spółki Stopklatka S.A. w wysokości 26,7 mln zł. Negatywnie zaś na poziom wyniku netto wpłynął odpis na przeterminowane należności od RUCH S.A. zagrożone prawdopodobieństwem nieściągalności w wysokości 20,3 mln zł, odpis aktualizujący wartość aktywów spółki GoldenLine w wysokości 6,9 mln zł oraz odpisy aktualizujące wartość czasopism w wysokości 2,3 mln zł.

3 W 2019 r. EBITDA Grupy prezentowana zgodnie ze standardem MSSF 16 wyniosła 190,2 mln zł, a w 4. kw. 2019 r. 74,8 mln zł. Grupa odnotowała zysk na poziomie EBIT zarówno w 4. kw. 2019 r., jak i w całym 2019 r., który wyniósł odpowiednio – 25,1 mln zł oraz 24,7 mln zł. Zysk netto stanowił 19,1 mln zł w 4. kw. 2019 r., a w całym 2019 r. 6,0 mln zł. Pozytywny wpływ na wynik netto Grupy prezentowany w tym ujęciu miały różnice kursowe wynikające z zastosowania standardu MSSF 16.

4 Dotyczy prenumerat sprzedawanych bezpośrednio w serwisie Wyborcza.pl.

5 W 2019 r. Spółka podjęła decyzję o zaprzestaniu regularnego wydawania tytułów „Opiekun” oraz „Kuchnia”.

Niskie ceny ropy na dłużej: kto jest zagrożony?

Negatywny wpływ na wzrost gospodarczy rośnie wraz z pozostawaniem cen ropy poniżej 45 USD za baryłkę. W szczególności ucierpią na tym gospodarki eksportujące ropę naftową (zob. Rysunek 1), przy czym Euler Hermes prognozuje, że Ekwador i Kolumbia stracą ponad -1 p.p. wzrostu realnego PKB ze względu na spadek cen ropy na poziomie 10 USD za baryłkę. Natomiast Meksyk, Rosja i Zjednoczone Emiraty Arabskie stracą ponad -0.5 p.p. Wpływ niższych cen ropy na Arabię Saudyjską będzie bardziej ograniczony, na poziomie -0.2 p.p. przy cenach ropy spadających o 10 USD za baryłkę z powodu wyższych wolumenów eksportu i zapasów, co w dużym stopniu zrównoważy negatywne skutki obniżonych dochodów i pewnych oszczędności budżetowych. Odwrotnie importerzy energii, zwłaszcza kraje Strefy Euro, USA, Indie, Chiny lub Brazylia – one skorzystają z niższych cen ropy, ponieważ to stymuluje realną siłę nabywczą gospodarstw domowych, chociaż efekt ten może być częściowo osłabiony przez skłonność gospodarstw domowych do oszczędzania, znaczącą w niektórych z tych krajów, zwłaszcza w kontekście wysokiej niepewności.

Niższe ceny ropy powodują również pogorszenie bilansów budżetowych oraz bilansów obrotów bieżących głównych eksporterów ropy: tylko Rosja i Zjednoczone Emiraty Arabskie mają próg opłacalności eksportu ropy przy cenie na poziomie około 30 USD za baryłkę.

Dziewięć głównych krajów eksportujących ropę naftową z regionu Zatoki Perskiej i Wspólnoty Niepodległych Państw ma fiskalny próg rentowności eksportu ropy powyżej 45 USD za baryłkę (zob. Rysunek 2). Tylko Rosja i Zjednoczone Emiraty Arabskie mają rentowność sprzedaży ropy do poziomu około 30 USD za baryłkę. Z tego powodu, jeżeli ceny ropy pozostaną na dłużej poniżej 45 USD za baryłkę, to zwłaszcza Bahrajn i Oman – które już odnotowują duże, bliźniaczo podobne deficyty od spadku cen ropy w 2014 r. – a także Kazachstan, mogą odnotować wzrost swoich deficytów do poziomów, które mogą wytrącić z równowagi inwestorów i spowodować presję na wyprzedaż ich walut. Bahrajn i Oman prawdopodobnie w razie potrzeby otrzymają pomoc finansową od innych krajów Zatoki Perskiej w celu obrony powiązania swoich walut z USD, ponieważ bogatsi sąsiedzi będą starać się uniknąć efektu domina, uderzającego także w powiązanie ich walut z USD. Kazachstan ponownie może zostać zmuszony przez rynki do istotnej dewaluacji, jak to się stało w 2015 r. W tym przypadku, efekt domina może rozprzestrzenić się na Azerbejdżan – który również odnotował ogromną dewaluację w 2015 r. – chociaż dzisiaj jest w lepszej pozycji wyjściowej niż wtedy. W większości krajów Zatoki Perskiej i w Rosji, bilans fiskalny oraz bilans zewnętrzny pozostaną pod kontrolą przez następne 12 miesięcy ze względu na wystarczające aktywa w swoich odpowiednich PFM – państwowych funduszach majątkowych (inwestycyjnych). Rosja może jednak doświadczyć deprecjacji rubla o 10-15% już w 2020 r., jeżeli średnia cena ropy spadnie poniżej 45 USD za baryłkę.

Rządzący lub firmy w Bahrajnie, Omanie i Kazachstanie wkrótce mogą zmierzyć się z problemami w obsłudze swojego zadłużenia

Ogólne zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne jest zdefiniowane jako suma bilansu obrotów bieżących i wymagalnego zadłużenia zewnętrznego w ciągu następnych 12 miesięcy. W Bahrajnie ta suma wynosi 180% wszystkich aktywów FX (walutowych) posiadanych przez bank centralny i PFM (zob. Rysunek 3), co oznacza, że władze lub firmy mogą szybko napotkać problemy w obsłudze zadłużenia w przypadku, gdy finansowanie zewnętrzne stanie się trudniej dostępne. W Omanie i Kazachstanie odpowiednie wskaźniki wyglądają bardziej komfortowo, na poziomie około 50%. Należy jednak zauważyć, że aktywa zagraniczne Kazachstanu obejmują tylko 10 mld USD w oficjalnych rezerwach FX i 61 mld USD w posiadaniu PFM. W przeszłości, kraj niechętnie korzystał z aktywów PFM w celu ratowania sektora bankowego znajdującego się w trudnej sytuacji. Dlatego istnieje także ryzyko, że rolowanie zadłużenia zewnętrznego stanie się trudne zwłaszcza dla firm z sektora prywatnego w Kazachstanie.

Rysunek 1. Wpływ trwałego (po roku) spadku ceny ropy o 10 USD za baryłkę na wzrost GDP

Wpływ trwałego spadku ceny ropy
Źródło: Euler Hermes

Rysunek 2. Ceny ropy potrzebne do zbilansowania rachunku fiskalnego i rachunku obrotów bieżących (USD za baryłkę)

Ceny ropy potrzebne do zbilansowania rachunku fiskalnego i rachunku obrotów bieżących
Źródła: IMF, Allianz Research

Rysunek 3. Ogólne potrzeby finansowania zewnętrznego (% rezerw walutowych i aktywów w posiadaniu państwowych funduszy inwestycyjnych)

Ogólne potrzeby finansowania zewnętrznego
Źródła: IMF, Allianz Research

Autorzy analizy:

Ana Boata, Szef Badań Makroekonomicznych Euler Hermes

Manfred Stamer, Starszy Ekonomista Euler Hermes

Polski rynek telewizyjny rywalizuje o widzów z platformami VoD. Przed ekran mają ich przyciągnąć nowe technologie i coraz wyższa rozdzielczość transmisji

0

W Japonii telewizja NHK ogłosiła, że część igrzysk olimpijskich w Tokio będzie transmitować w rozdzielczości 8K. Także w Polsce coraz więcej nadawców przygotowuje się do transmisji 8K, standardem są programy realizowane w 4K. – Nasz kraj jest bardzo rozwiniętym i nowoczesnym rynkiem telewizyjnym. Mamy usługi telewizyjne absolutnie na światowym poziomie pod względem jakości obrazu czy standardu HDTV – przekonuje Jarosław Kordalewski, wiceprezes zarządu Platformy Canal+.

Rynek telewizyjny w Polsce bardzo się zmienia w ostatnich latach, zmienia się technologia, pojawiają się nowi gracze, nowy sposób prezentacji treści. W Polsce to jest przede wszystkim wejście telewizji 4K dzięki Canal+, czyli duża technologiczna i rynkowa zmiana, ale także coraz więcej treści audio-wizualnych, telewizyjnych w internecie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jarosław Kordalewski.

Przeciętny Polak przed telewizorem spędza około czterech godzin dziennie. Odbiornik telewizyjny znajduje się w niemal 95 proc. domów. Z raportu Grabyo „Value of Video Report 2020″ wynika, że połowa badanych płaci abonament telewizyjny, nieco więcej osób – za usługi streamingowe. Choć coraz częściej telewizję zastępują urządzenia mobilne czy komputer, to telewizja wciąż trzyma się mocno. W dużej mierze dzięki wprowadzanym nowinkom technologicznym.

Polska należy do liderów technologicznych na świecie, zarówno jeśli chodzi o jakość obrazu, jak i o standard HDTV. Nawet jeżeli porównamy się z krajami regionu, Rumunią, Węgrami, Słowacją czy Czechami, to polski rynek się wyróżnia. Mamy bardzo wysoki procent kanałów nadawanych w HDTV względem SD – wskazuje Jarosław Kordalewski.

Pod koniec 2019 roku na świecie, jak wynika ze statystyk Eutelsatu, dostępnych było ok. 190 kanałów 4K Ultra HD (wzrost o 20 proc. w ciągu roku). Ponad 90 z nich można oglądać drogą satelitarną, 95 zaś w formie telewizji internetowej lub kablowej. Drogą naziemną transmitowane są dwa kanały 4K UHD. Liderem jest Europa z 86 kanałami w 33 językach, także w języku polskim. Na świecie coraz więcej wydarzeń jest transmitowanych w rozdzielczości 8K, już wiadomo, że jedna z japońskich telewizji będzie tak transmitować igrzyska. Do nowej technologii przygotowuje się też coraz więcej polskich nadawców.

Również w porównaniu z Europą Zachodnią jesteśmy na tym samym poziomie. Struktura rynku jest w niej trochę inna, w Niemczech jest np. więcej kanałów kablowych, telewizja satelitarna jest raczej typu free-to-air, a nie płatna. Ale z punktu widzenia technologii nie ma znaczących różnic pomiędzy Polską a innymi rynkami europejskimi – przekonuje ekspert.

Telewizję zmieniają nie tylko nowe technologie, ale i zmieniające się upodobania widzów, którzy coraz częściej wybierają krótkie formy, podobne do tych oglądanych w internecie. Za tymi zmianami muszą też podążyć nadawcy.

Dzisiaj mamy z jednej strony właśnie te krótkie formy telewizyjne, takie jak właśnie w mediach społecznościowych, ale też z drugiej strony formaty typu talk show, produkcje sportowe na żywo, ale ze studiem, z publicznością, tak jak program Liga+ Extra” – mówi wiceprezes zarządu Platformy Canal+.

Z telewizją coraz mocniej konkurują też serwisy VoD. Z badania Mindshare Polska wynika, że codziennie lub prawie codziennie korzysta z nich blisko 40 proc. polskich internautów, a co trzeci płaci za dostęp do platform.

Zarówno VoD, jak i telewizja działają na tym samym rynku, konkurujemy o ten sam czas widza. W tym sensie jesteśmy po tej samej stronie barykady. Tak że jakość naszych usług, produkcji telewizyjnej i programów nas wszystkich działających na tym rynku wpływa na to, żeby czas oglądalności rósł i żeby telewizja i treści audiowizualne były ciągle atrakcyjną formą spędzania wolnego czasu. Z tego punktu widzenia bardziej współpracujemy ze sobą, niż konkurujemy – podkreśla Jarosław Kordalewski.

W producentów wieprzowiny najpierw uderzył afrykański pomór świń, teraz koronawirus. Radzą kupować mięso certyfikowane

Od sześciu lat problemem polskiego rolnictwa jest afrykański pomór świń wśród dzików. Od początku roku zanotowano tysiąc takich przypadków. Teraz kłopoty branży może pogłębić pandemia koronawirusa, która skutkuje wstrzymaniem transportu. Branża zachęca do kupowania mięsa z certyfikatem. Mięso z systemem jakości może pochodzić również od drobnych producentów. Musi tylko być pozyskiwane z hodowli ras znanych w Polsce przed 1956 rokiem i karmione paszami bez GMO.

Jakość polskiej wieprzowiny jest doskonała. Tę jakość powinny oczywiście potwierdzać certyfikaty jakości. Mamy już i unijne, i krajowe systemy jakości żywności, w których mogą uczestniczyć producenci. Są to  jakości i certyfikaty weryfikowane przez sprawdzone jednostki certyfikujące, a nie znaki uznaniowe, jakimi są zapewnienia, że jest to najlepszej jakości wieprzowina, a konsument nie ma żadnej gwarancji, czy tak jest – mówi Izabela Byszewska, prezes Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego.

Unia Europejska premiuje żywność wysokiej jakości od 1992 r., ale dopuszcza też tworzenie krajowych systemów jakości, notyfikowanych jako takie przez Komisję Europejską. W Polsce są dwa takie systemy: Integrowana Produkcja, która jest bardziej zbliżona do rolnictwa ekologicznego niż do produktów regionalnych i tradycyjnych oraz system jakości „Jakość Tradycja” Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego oraz Związku Województw RP.

„Jakość Tradycja” to jedyny krajowy system certyfikujący produkty regionalne i tradycyjne. Konsument kupujący wieprzowinę z jego certyfikatem ma gwarancję, że kupuje produkt najwyższej jakości. Jednostka certyfikująca sprawdza bowiem cały proces produkcji, mówiąc potocznieod pola do stołu, czyli sprawdza surowiec, sprawdza warunki hodowli – podkreśla Izabela Byszewska

„Od pola do stołu – kujawsko-pomorska wieprzowina. Tucz bez GMO” jest też projektem producentów północnej Polski. Producenci wieprzowiny założyli również organizację Wieprz Polski, która ma pomóc w promowaniu produktów tradycyjnych najwyższej jakości.

W naszym systemie produkty wieprzowe pochodzą z najlepszego surowca wytwarzanego w sposób tradycyjny, w niewielkich gospodarstwach. Świnie są żywione tradycyjnie, receptury na wyroby wędliniarskie są sprawdzone, wielowiekowe i oczywiście zgodnie z regulaminem naszego systemu. Nie ma w nich żadnej chemii, polepszaczy, konserwantów. Naszym zdaniem to jest właśnie gwarancją jakości – podkreśla prezes Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego.

Hodowcy obawiają się teraz, w związku z epidemią koronawirusa, dostępności do rynków, na które wieprzowina była eksportowana, a w związku z ASF kupowania jej w Polsce.

Uważamy, że nie trzeba ulegać panice i nie jeść mięsa wieprzowego. Mamy polską wieprzowinę dobrej jakości. Są też inne systemy krajowe jakości i systemy unijne, które też tę jakość potwierdzają, nie tylko „Jakość Tradycja”. Zależy nam więc na tym, żeby przekonać konsumentów, żeby nie bali się wieprzowiny, ponieważ nasza wieprzowina jest naprawdę bardzo dobra – zapewnia Izabela Byszewska.

Bezzasadna jest też panika związana z afrykańskim pomorem świń. Wprawdzie epidemia wśród dzików trwa już szósty rok, ale u świń ryzyko choroby jest już ograniczone.

Ostatnio minister rolnictwa potwierdził, że od października nie było w Polsce żadnego zachorowania na ASF, więc nie jest to taki straszny problem. Nie należy więc się obawiać, kupowani produktów wieprzowych. Wręcz przeciwnie, zachęcamy do kupowania. Jest to kampania finansowana przez Fundusz Promocji Mięsa Wieprzowego. Na ten fundusz promocji składają się wszyscy producenci mięsa wieprzowego właśnie po to, żeby wykorzystać te fundusze na promowanie dobrej polskiej wieprzowiny wśród konsumentów – tłumaczy ekspertka.

Zapewnia też, że w systemie „Jakość Tradycja” jest prawie 400 produktów ze znakiem, w tym bardzo duża część, około 200 produktów, wyrobów z wieprzowiny.

Certyfikowane produkty stanowią bardzo duży procent. Do tego musimy dodać produkty, które są certyfikowane w systemach ekologicznych, bo też jest bardzo dużo wyrobów wędliniarskich, wyrobów mięsnych, wyrobów wieprzowych, które mają certyfikat ekologiczny – wylicza Izabela Byszewska. – Oczywiście są to nasze sztandarowe produkty zarejestrowane w Unii Europejskiej jako chronione oznaczenie geograficzne i chroniona nazwa pochodzenia oraz gwarantowana tradycyjna specjalność. Tam mamy wyroby wieprzowe, kabanosy, kiełbasę myśliwską, kiełbasę piaszczańską, kiełbasę lisiecką, więc mamy znakomitej jakości wyroby. Chciałabym uczulić konsumentów na to, żeby patrzyli na certyfikaty, bo certyfikat jest gwarancją jakości – dodaje prezes Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego.

Zachęca też producentów mięsa do certyfikowania swoich wyrobów, bo nie jest to trudne.

Rolnik aplikujący do systemu „Jakość Tradycja” lub przetwórca aplikujący do tego systemu, musi przede wszystkim wykazać, że surowiec jest z ras hodowanych u nas przed 1956 rokiem. Hodowla jest też tradycyjna, czyli tradycyjne żywienie, bez pasz zawierających GMO. To wszystko jest sprawdzane przez inspektorów jednostki certyfikującej – tłumaczy Izabela Byszewska.

Sprawdzana jest też receptura, czyli sam wyrób. W systemie biorą udział wyłącznie produkty cechujące się tradycyjnym składem lub tradycyjnym sposobem wytwarzania, a za produkt tradycyjny uważa się taki, który cechuje co najmniej 50-letnia historia produkcji. Nie ma więc mowy o  dodatkach, chemii, polepszaczach, ani dodatkach pasz z GMO.

Proces sprawdzania nie trwa długo. Każdy producent indywidualnie umawia się z inspektorami jednostek certyfikujących. Mamy zarejestrowanych i uznanych przez ministra rolnictwa pięć jednostek certyfikujących, które sprawdzają żywność i trwa to nie więcej niż miesiąc od momentu aplikowania do systemu i certyfikowania produktu – zapewnia Izabela Byszewska, prezes Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego.

System „Jakość Tradycja” Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi uznał za krajowy system jakości żywności w 2007 r.

Coraz więcej firm w Polsce przestawia się na odnawialne źródła energii. Wedel przechodzi w 100 proc. na energię wiatrową

0

Choć coraz większa liczba firm przestawia się w Polsce na energię z odnawialnych źródeł, to muszą się one mierzyć z licznymi wyzwaniami. Dostęp do OZE na polskim rynku nadal jest ograniczony, a cena zielonej energii wyższa. Jednak w dłuższej perspektywie przejście na OZE jest opłacalne  zarówno ze względów środowiskowych, jak i finansowych, bo firma zyskuje gwarancję stałych dostaw zielonej energii po określonej cenie. Na taki krok zdecydował się właśnie Wedel, który od marca korzysta w 100 proc. z energii wiatrowej dostarczanej przez TAURON. 

– Przedsiębiorstwa muszą zastanowić się nad tym, w jaki sposób jak najszybciej, w związku ze zmianami klimatu, przejść na energię odnawialną. W Polsce mamy ograniczony dostęp do takiego rodzaju energii, więc jest to pierwsze duże wyzwanie. Drugim są finanse, bo energia z OZE jest w tej chwili droższa od konwencjonalnej. Z kolei zagrożenia środowiskowe, przed którymi stoimy wszyscy, nie pozostawiają wątpliwości. Nie powinniśmy już rozpatrywać tego w kategorii wyzwań, ale w kategorii „być albo nie być” – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Herman, dyrektor zarządzający LOTTE Wedel.

Zmiany klimatyczne oraz poczucie odpowiedzialności społecznej i środowiskowej sprawiają, że coraz więcej firm chce mieć wpływ na to, z jakich źródeł pochodzi wykorzystywana przez nie energia. Dlatego też w ostatnim czasie sporo przedsiębiorstw zobowiązało się zwiększyć udział energii z OZE. Należą do nich m.in. PepsiCo, CanPack, 3M, Browary KP, McDonald’s, a na odnawialne źródła przesiadają się nawet koncerny motoryzacyjne – BMW Group, General Motors i Mercedes. Teraz dołączył do nich także LOTTE Wedel – legendarne czekoladowe przedsiębiorstwo przestawia się na energię pochodzącą w 100 proc. z wiatru.

– Efekt cieplarniany wywołuje produkcja energii ze źródeł konwencjonalnych. Decydując się na korzystanie z energii odnawialnej, chcemy dołożyć swoją cegiełkę w minimalizowaniu zmian klimatycznych – mówi Maciej Herman. – Nie ukrywam, że nie ma tutaj korzyści finansowych – wręcz przeciwnie, ta energia w tej chwili jeszcze jest w Polsce droższa od energii konwencjonalnej. Jednak nie możemy stosować tutaj wyłącznie perspektywy finansowej, ale również kryteria ogólnospołeczne, które akurat w tym przypadku są najważniejsze – podkreśla Maciej Herman.

W długiej perspektywie przesiadka na OZE jest jednak dla firm opłacalna. Nie tylko ze względu na korzyści środowiskowe i wizerunkowe, lecz także na finansowe. Cena energii  zwłaszcza dla przedsiębiorstw produkcyjnych  jest kluczowym elementem działalności i głównym kosztem. Jej wzrost nawet o kilka procent jest mocno odczuwalny. W kontekście aktualnych turbulencji na rynku energii, rosnących cen prądu i uprawnień do emisji CO2 – firma zyskuje więc gwarancję stałych dostaw zielonej energii po określonej cenie.

Wedel, na mocy zawartej właśnie umowy, przez kolejne trzy lata będzie korzystać z zielonej energii dostarczanej przez TAURON Sprzedaż w ramach oferty EKO Premium. Do końca 2022 roku spółka dostarczy 51 GWh energii ze źródeł odnawialnych do warszawskiej siedziby Wedla, co zagwarantuje ciągłość produkcji.

Oferta EKO Premium od 2010 roku – czyli od momentu włączenia jej do portfolio – cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem klientów biznesowych TAURON-a.

– Rokrocznie mamy coraz większe zapotrzebowanie, w ubiegłym roku sprzedaliśmy niemal całą produkcję z własnych źródeł odnawialnych do klientów końcowych. W tym roku spodziewamy się podwoić tę ilość. To tylko potwierdza zasadność i konieczność Zielonego Zwrotu TAURON-a – mówi Tomasz Lender, wiceprezes zarządu TAURON Sprzedaż ds. sprzedaży na rynku biznesowym.

W ramach EKO Premium spółka oferuje certyfikowaną energię, która pochodzi wyłącznie z OZE – przede wszystkim z elektrowni wodnych i farm wiatrowych Grupy TAURON.

– Dajemy pełną dowolność co do wyboru źródła energii i jego lokalizacji. Każdy z klientów może samodzielnie zadecydować, skąd ma pochodzić zużywana przez niego energia – mówi Tomasz Lender.

– Grupa TAURON zaoferowała nam bardzo atrakcyjny, ekologiczny produkt, który daje nam pewność, że energia, której używamy w naszej fabryce, będzie w 100 proc. pochodzić właśnie ze źródeł odnawialnych – podkreśla Maciej Herman.

Milionowe inwestycje w polskie innowacje kosmiczne. Kluczowa jest współpraca branży z naukowcami

Polski rząd aktywnie wspiera przeszło 300 firm i start-upów uczestniczących w rozwoju sektora kosmicznego. Pomóc ma w tym m.in. wdrożenie programu Horyzont Europa na lata 2021–2027, który ma ułatwić specjalistom z Europy Wschodniej uczestnictwo w europejskich programach kosmicznych. Dużą rolę odgrywają także dotacje rynkowe – rząd przeznaczy 250 mln zł na składkę do Europejskiej Agencji Kosmicznej, a Narodowe Centrum Badań i Rozwoju zainwestuje w obiecujące projekty z sektora kosmicznego. – Przemysł kosmiczny staje się jednym z głównych kół zamachowych rozwoju cywilizacyjnego – mówi wicepremier Jarosław Gowin.

– NCBR zainwestowało w innowacyjne produkty z sektora kosmicznego, co wkrótce powinno się przełożyć na konkretne produkty o równie dużej skuteczności jak te, którymi sektor kosmiczny w Polsce może się już poszczycić. Przypomnę chociażby fakt, że amerykański łazik, który wylądował na Marsie, wyposażony jest w polską aparaturę, podobnie jak chiński sputnik, który bada ciemną stronę Księżyca – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jarosław Gowin, wiceprezes Rady Ministrów, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

W ramach konkursu Szybka Ścieżka „Technologie kosmiczne” organizowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przyznano 15 nagród pieniężnych o łącznej wartości przeszło 143 mln zł. Jego nadrzędnym celem było wyłonienie firm, które będą godnie reprezentować polską myśl technologiczną na arenie międzynarodowej, m.in. w ramach Europejskiej Agencji Kosmicznej. Uczestnicy konkursu musieli opracować programy badawczo-rozwojowe oraz plany wdrożeniowe nowych technologii, m.in. z zakresu satelitarnej obserwacji Ziemi, infrastruktury satelitarnej czy robotyki kosmicznej.

Wyróżnione firmy otrzymały na realizację swoich zadań od 1,5 do ponad 33 mln zł, a najwyższe świadczenie pozyskało konsorcjum SatRevolution i Politechniki Wrocławskiej, które przeznaczy je na rozwój systemu obrazowania Ziemi przy wykorzystaniu konstelacji satelitów REC.

– Mamy kilka silnych ośrodków naukowych, jeżeli chodzi o badania nad kosmosem. Teraz ważne jest, żeby zbudować pomost między nimi a firmami – wskazuje Jarosław Gowin.

Działania na rzecz zdynamizowania rozwoju polskiego sektora kosmicznego prowadzi także Polska Agencja Kosmiczna, która pod koniec 2019 roku podpisała z NASA porozumienie o współpracy przy rozwoju projektów skupionych wokół eksploracji kosmosu. Elementem współpracy będzie m.in. wymiana doświadczeń z dziedziny robotyki kosmicznej czy wsparcie przy wdrażaniu rynkowych rozwiązań opartych na technologii kosmicznej.

– Przemysł kosmiczny wszędzie na świecie, i wierzę, że również w Polsce, staje się jednym z głównych kół zamachowych rozwoju cywilizacyjnego – przekonuje wicepremier.

Według analityków z firmy Research and Markets wartość globalnego rynku technologii kosmicznych w 2018 roku wyniosła 360 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie ona do 558 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5,6 proc.

Najgorszy dzień dla giełd od dziesięcioleci lub w ogóle w historii

Szefowa EBC Christine Lagarde wyszła wczoraj do walki, w której z góry była skazana na przegraną, ale i tak mogła zaprezentować się dużo lepiej. Rynki kurczowo trzymały się oczekiwań niemożliwego, a kombinacja rozczarowania i obaw związanych z koronawirusem przyniósł najgorszy dzień dla giełd od dziesięcioleci lub w ogóle w historii. Wciąż jest miejsce na śmiałe działania fiskalne i monetarne, ale pieniądze nie mogą zatrzymać ryzyka. Czynnik strachu wciąż jest obecny.

Nie można powiedzieć, że EBC nieodpowiednio odpowiada na ryzyka dla płynności w europejskim systemie finansowym. Otrzymaliśmy ogromny pakiet nakierowany na zwiększenie akcji kredytowej poprzez rozszerzenie mechanizmu długoterminowego finansowania po bardzo niskim „koszcie” (oprocentowanie do -0,75 proc.) oraz zwiększenie skupu aktywów skupionego na obligacjach korporacyjnych. Ale od strony zadbania o ustabilizowanie nastrojów rynkowych decyzja EBC była porażką. Bank zaniechał obniżki stóp procentowych i niezależnie jak bardzo bezużyteczne byłoby cięcie stopy depozytowej o 10 pb (konsensus), brak obniżki wzbudził oczekiwania, że EBC jest u kresu swoich możliwości. Obecna sytuacja wymaga pokazania przez najważniejsze instytucje, że ich zasoby są nieskończone i w ten sposób nie pozostawiać nawet najmniejszego pola do wątpliwości, które lawinowo mogą przynieść krwawą rzeź na rynki. Brak zdecydowania w decyzji EBC, ale też przekazie prezes Lagarde podczas konferencji prasowej tylko dołożyły się do nerwowości rynkowej.

Uważam, że EBC nie zrozumiał zadania, jakie miał wczoraj przed sobą. I choć można pójść w stronę argumentacji, że oferując zbyt wiele EBC pozwoliłby na dalszą opieszałość europejskich rządów, to taki hazard na nastrojach rynkowych jest nieodpowiedzialny. Wczorajsza interwencja Fed w postaci zaoferowania do 1,5 bln USD płynności w operacjach repo w tym tygodniu i do 1 bln w każdym kolejnym tygodniu jest synonimem „wszystko muszę robić sam”.

Szukając jednak tej połowy szklanki, w której jest woda, stwierdzam, że dobrze, że decydenci robią cokolwiek. Dzisiejsze decyzje RBA, Norges Banku i Banku Japonii pokazują (choć trochę za późno), że banki czuwają. To wciąż za mało i należy oczekiwać aktywizacji po stronie polityki fiskalnej, by chociaż zminimalizować obawy o trwałość szkód wyrządzonych przez szok podażowy w gospodarce realnej. Panika rynkowa opiera się na trzech nogach: płynnościowej, ekonomicznej i biologicznej. Banki centralne łamią pierwszą i pomagają nadkruszyć drugą (programy pożyczkowe), ale tutaj potrzeba więcej po stronie bezpośrednich wydatków budżetowych. ZA to trzecia pozostaje nietknięta, biorąc pod uwagę na jak wczesnym stadium epidemii są Europa i USA.

Z perspektywy rynku akcji po każdym silnym tąpnięciu przychodzi moment odbicia, ale ostrożnie z polowaniem na dołki, gdyż aktualizacje dotyczące wpływu i zasięgu koronawirusa jeszcze nie raz mogą zachwiać nastrojami. Awersja do ryzyka pozostaje, choć wkroczyliśmy w fazę niepewności, gdzie nie ma prostych odpowiedzi, co jest bezpieczne, a co nie. Najmocniej przekonuje się o tym złoto, gdzie ważniejsze od utrzymywania kruszcu w portfelach jest odzyskiwanie płynności pod uzupełninie depozytów zabezpieczających na pozycjach na innych instrumentach. Na rynku walutowym perspektywy ścieżki stóp procentowych przestają mieć znaczenie, za to liczy się wielkość rynku. USD wraca do łask jako bezpieczna przystań nr 1, nawet jeśli za tydzień Fed dokona kolejnej obniżki stóp procentowych o co najmniej 75 pb. Popyt na EUR, JPY i CHF pozostanie kosztem ryzykownych walut surowcowych i rynków wschodzących. Wczorajszy skok EUR/PLN pod 4,40 dowodzi, że niechęć do ryzyka i presja na luzowanie polityki monetarnej nie omija już nikogo.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Europejski Bank Centralny wprowadza nadzwyczajne środki

W odpowiedzi na pandemię COVID-19, która hamuje już i tak mocno nadwyrężony wzrost gospodarczy, m.in. poprzez zerwanie łańcuchów dostaw i zahamowanie aktywności gospodarczej, Europejski Bank Centralny wprowadza zestaw nadzwyczajnych środków.

Nadzwyczajne środki obejmują: dodatkowy program długookresowych operacji refinansujących, z czego część z nich po bardzo preferencyjnej stopie procentowej, oraz dodatkowy program skupu papierów wartościowych. Są to działania służące zwiększeniu płynności w strefie euro, a więc umożliwiające prowadzenie stymulacji fiskalnej przez kraje. Narzędzia te – chociaż nie są ukierunkowane na polski rynek – mogą pomóc przedsiębiorstwom, w których łańcuchu dostaw znajdują się polskie firmy.

Prezeska ECB, Christine Lagarde jednoznacznie wskazała na konieczność wspólnych działań na świecie, na naturalny priorytet impulsu fiskalnego, ale nie rozstrzygając o kierunkach interwencji. Kraje spoza strefy euro powinny monitorować i analizować konsekwencje oraz oceniać na własną rękę, które z obszarów gospodarki będą potrzebować szczególnego wsparcia. Kongres USA pracuje nad pakietem wsparcia dla gospodarki, ale dokładny zestaw instrumentów nie jest jeszcze znany.

Na polskim rynku z kolei sygnalizuje się, że spowolnienie będzie sprzyjać obniżeniu inflacji (m.in. z powodu spadku popytu na wiele rodzajów usług oraz spadku cen paliw) i wzrostu, ale jednocześnie prezes NBP jednoznacznie wskazuje, że perspektywy wzrostu trochę się pogorszą, ale nie obawia się recesji.

Sonia Buchholtz, ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan

Co każdy przedsiębiorca powinien wiedzieć w związku z Ustawą COVID -19

USTAWA z dnia 2 marca 2020r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych  (Dz.U. 2020 poz. 373) (dalej „Ustawa”).

Przyjęta w trybie pilnym i opublikowana niezwłocznie po jej uchwaleniu,  w dniu 7 marca  2020 r. Ustawa określa zasady zapobiegania oraz zwalczania zakażenia wirusem SARS-CoV-2 określonego w Ustawie znanym na całym świecie skrótem COVID-19.

Poniżej omawiamy najważniejsze z punktu widzenia przedsiębiorcy, regulacje wprowadzone Ustawą, które mogą wpłynąć bezpośrednio na działalność każdego podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą w Polsce.

  1. Polecenia zastępujące decyzje administracyjne podlegające natychmiastowemu wykonaniu, bez możliwości odwoławczych;

Zgodnie z art. 11 Ustaw, w przypadku pojawienia się konieczności podjęcia działań zwalczających COVID-19, Prezes Rady Ministrów może, na wiosek wojewody, wydać przedsiębiorcom – osobom prawnym i jednostkom nie posiadającym osobowości prawnej – polecenia w drodze decyzji administracyjnej, które będą podlegać natychmiastowemu wykonaniu z chwilą ich doręczenia lub ogłoszenia.

Należy podkreślić, że każdorazowe polecenie/decyzja nie będzie wymagać uzasadnienia.

Zadania określone taką decyzją (poleceniem) będą finansowane ze środków budżetu państwa i realizowane na podstawie umowy zawartej z przedsiębiorcą. Należy założyć szybki tryb negocjacji umowy z przedsiębiorcą, w której to umowie zostaną określone wszystkie lub zasadnicze elementy pozwalające na realizację polecenia.  W przypadku odmowy podpisania umowy, zadanie będzie wykonywane na podstawie decyzji w trybie natychmiastowym. Wszelkie prace o charakterze planistycznym związane z realizacją powierzonych zadań będą finansowane ze środków własnych przedsiębiorcy i jak się wydaje powinny być uwzględnione w warunkach umowy.

W sytuacjach nagłych i uzasadnionych, gdy nie będzie czasu ani warunków na ogłoszenie lub przesłanie polecenia,  polecenie będzie mogło być wydawane w formach szczególnych czyli:  ustnie, telefonicznie za pomocą środków komunikacji elektronicznej, a także  za  pomocą innych środków łączności. W takim nagłym przypadku polecenia (decyzje) powinny, jak tylko będzie to możliwe, zostać utrwalone na piśmie w postaci protokołu lub podpisanej przez stronę adnotacji/ notatki dotyczącej treści i warunków polecenia.

  1. Wyłączenie działania regulacji ustawowych w zakresie: prawa budowlanego, zagospodarowania przestrzennego, ochrony i opieki nad zabytkami;

W celu przeciwdziałania COVID-19 Ustawa  w art. 12 Ustawy przewiduje wyłączenie stosowania przepisów ustawy z dnia 7 lipca 1994r. Prawo Budowlane (Dz.U. z 2019 poz. 1186 ze zm.) oraz ustawy z dnia 27 marca 2003 o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (Dz.U. z 2020  poz. 293 ze zm.), a także ustawy z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (Dz.U. z 2020 r. poz. 282 ze zm.) w sytuacji konieczności projektowania i budowy, a także remontu oraz rozbiórki obiektów budowlanych, w tym także w przypadku konieczności zmiany sposobu użytkowania obiektów budowlanych.

Należy także odnotować, iż w przypadku konieczności poszerzenia bazy do udzielania świadczeń zdrowotnych, czyli w przypadku konieczności budowy, bądź adaptacji istniejących budynków na potrzeby służby zdrowia Ustawa przewiduje możliwość pominięcia, oprócz procedur wynikających z przytoczonych powyżej regulacji prawnych, także wszelkich przepisów wydanych na podstawie art 22 ust 3 , 4 i 4a ustawy z dnia 15 kwietnia 2011r. o działalności leczniczej. A zatem wymogów dotyczących w szczególności warunków:
ogólno-przestrzennych, sanitarnych, instalacyjnych, wymagań, jakim powinny odpowiadać pomieszczenia i urządzenia podmiotu wykonującego działalność leczniczą, w tym systemów teleinformatycznych lub systemów łączności podmiotu wykonującego działalność leczniczą. Rezygnacja w sytuacjach nadzwyczajnych z ustawowych wymogów dotyczących pomieszczeń, w których wykonywana jest działalność lecznicza dotyczy także usług leczniczych świadczonych dla osób pozbawionych wolności jak i jednostek budżetowych oraz jednostek wojskowych.

  1. Wyłączenie odpowiedzialności przewoźników lotniczych kolejowych i drogowych, a także zarządzających lotniskami i dworcami za szkody wyrządzone w związku z działaniami władz publicznych mającymi na celu przeciwdziałanie COVID-19;

Warto także podkreślić szczególną sytuację przewoźników wynikającą z regulacji Ustawy. Otóż zgodnie z artykułem 14 Ustawy, zniesiona zostaje odpowiedzialność przewoźników lotniczych, kolejowych i drogowych, a także zarządzających lotniskami i dworcami za wszelkie szkody wyrządzone w związku z działaniami władz publicznych mającymi na celu przeciwdziałanie COVID-19, w wyniku którego przewóz stanie się niemożliwy. Ustawodawca sięga w ustępie 2 art. 14 Ustawy do definicji „okoliczności nadzwyczajnych” określonej w przepisach Rozporządzenia (WE) 261/2004  Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 11 lutego 2004r., a także uznaje  za taką okoliczność wszelkie uzasadnione działania mające na celu przeciwdziałanie COVID-19.

  1. Zawieszenie stosowania przepisów o zamówieniach publicznych;

Ustawa w Art. 6 wyłącza stosowanie przepisów o zamówień publicznych do zamówień, których przedmiotem są towary lub usługi niezbędne do przeciwdziałania COVID -19, a zachodzi wysokie prawdopodobieństwo szybkiego i niekontrolowanego rozprzestrzeniania się choroby lub gdy wymaga tego ochrona zdrowia publicznego. Także w przypadku usług, dostaw lub robót budowlanych udzielanych w związku z zapobieganiem lub zwalczaniem epidemii na obszarze, na którym ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego lub stan epidemii wyłącza się stosowanie przepisów o zamówieniach publicznych.

Autor: Grażyna Kuźma, radca prawny, partner w Taylor Wessing w Warszawie

Uwaga: Niniejszy artykuł został przygotowany jako informacja ogólna.  Nie ma na celu udzielania porad prawnych ani nie może takiej porady prawnej zastąpić.

Tłumacze medyczni zwierają szyki w walce z koronawirusem

Szybko rozprzestrzeniająca się epidemia koronawirusa to już problem globalny. Koronawirus z Chin, który ochrzczono wstępnie 2019-nCoV, a następnie SARS-CoV-2, wywołuje chorobę o nazwie COVID-19. Pandemia koronawirusa będzie prawdopodobnie najważniejszym wyzwaniem stojącym przed Europą i światem w tym roku. Na ten moment nie mamy leku na koronawirusa czy szczepionki zapobiegającej zakażeniu.

Polska i świat walczą z koronawirusem

Badania nad lekiem, który może okazać się skuteczny na koronawirusa to proces obserwowany z wielkim zainteresowaniem przez ludzi na całym świecie. Informacje o pojawiających się nowinkach czy lekach nowej generacji lotem błyskawicy obiegają światową, wielojęzyczną opinię publiczną. Polscy naukowcy we współpracy z ośrodkami zagranicznymi w ramach projektu Agencji Badań Medycznych zajmują się przygotowaniem preparatu do szczepień.

Tłumacze medyczni łączą siły

W związku z pandemią koronawirusa, krakowskie Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. powołało specjalna grupę tłumaczy medycznych, którzy są do dyspozycji w przypadku konieczności wykonywania tłumaczeń wielojęzycznych tekstów naukowych, wyników badań laboratoryjnych, czy innych dokumentów związanych z diagnostyką i opieką medyczną. Wyselekcjonowani tłumacze mogą pracować nad przekładem tekstów medycznych o różnym stopniu skomplikowania.

Tłumaczenie medyczne i farmaceutyczne

W przypadku tłumaczeń medycznych szczególnie ważna jest specjalistyczna terminologia, dlatego też realizacja tego typu przekładów powinna być powierzana wyłącznie osobom z długoletnim doświadczeniem i poświadczonym wykształceniem medycznym. Każde słowo ma tu wyjątkowe znaczenie, gdyż od ich poprawności zależy zdrowie czy nawet życie pacjentów. Na podstawie tłumaczonych dokumentów podejmowane są dalsze działania. Odgrywają zatem istotną rolę w terapii, znacząc niemal tyle co lekarz. Wobec zagrożenia musimy reagować, musimy być gotowi by nieść pomoc  – wyjaśnia Katarzyna Tkaczenko – ekspert Biura Tłumaczeń 123 Sp. z o.o.

Ministerstwo Zdrowia ostrzega: Zagrożenie narasta, a wraz z nim nasz niepokój, wywołany m.in. niewiedzą o tym, co wydarzy się dalej. Kiedy słyszysz komunikaty dotyczące zdrowia lub innych ważnych spraw, które wpłyną na Twoje decyzje, powinieneś być pewnym, jakie jest znaczenie konkretnych sformułowań. Branża medyczna posługuje się specyficznym językiem i terminologią, która może sprawiać czasami kłopoty nawet rodzimym użytkownikom języka.

Rzeź na giełdach, ropa tanieje, kurs franka szwajcarskiego najwyżej od ponad 3 lat

Panika na rynkach jest coraz wyraźniejsza. Oprócz strachu przed koronawirusem mamy próbę sił na rynku ropy, co tylko podnosi niepokój. Nic dziwnego, że pieniądze płyną do bezpieczniejszych inwestycji, co z kolei szkodzi złotemu.

Szwajcarska waluta znów drożej

Frank szwajcarski osiągnął dzisiaj poziom 4,12 zł. To ponad 20 groszy wzrostu od początku roku i najwyższy wynik od ponad 3 lat. Tak wysoki poziom jest wynikiem dwóch składowych. Z jednej strony relatywnie słabego złotego, z drugiej, co ważniejsze, najsłabszego od niemal 5 lat euro względem franka. Kumulacja tych dwóch czynników wywołanych strachem o eskalację wirusa powoduje, że kredytobiorcy frankowi przechodzą teraz trudne chwile, a patrząc na rozwój sytuacji wcale nie musi być lepiej.

Dalsze spadki ropy

Dzisiaj na otwarciu znowu traci ropa naftowa. Analitycy jako powód wskazują próbę sił między Rosją a Arabią Saudyjską. Jeżeli oba supermocarstwa pod kątem wydobycia surowca nie dogadają się dość szybko, ceny ropy mogą wkrótce przebić poniedziałkowy dołek. Warto zwrócić uwagę, że ciągłe zwiększanie wydobycia przy kosztach jakie są ponoszone, niedługo nie tylko nie będzie rentowne, ale zbijając ceny tylko powiększa się deficyt budżetowy. Jest oczywiście szansa, że niskie ceny wymuszą ograniczenie produkcji. Z ważnych producentów najszybciej z rynku powinna wycofywać się Wielka Brytania i Brazylia, mające koszty operacyjne wydobycia blisko obecnych cen, nie mówiąc już nawet o pozyskiwaniu nowych miejsc.

Rzeź na giełdach

Jeżeli ktoś wykorzystał niskie ceny akcji, by tanio kupić aktywów, musiał źle znieść dzisiejszy poranek. Główne indeksy giełdowe straciły w ciągu niewiele ponad dwóch tygodni około 30% swojej wartości. Obniżki są częściowo efektem wyśrubowanych poziomów, z drugiej strony jednak prognozy gospodarcze sugerują, że spółki te przyniosą znacznie mniejsze zyski, co usprawiedliwia przynajmniej częściowo przeceny.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

13:45 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Jak wprowadzić pracę zdalną i efektywnie pracować z domu?

61 proc. zatrudnionych chciałoby mieć możliwość pracy zdalnej – wynika z badania „Confidence Index” przeprowadzonego w IV kwartale 2019 r. przez firmę rekrutacyjną Michael Page. Mimo wszystko home office nie jest jeszcze standardem. Wiele firm, które mogą prowadzić biznes poza biurem, wzbrania się przed wprowadzeniem elastycznego trybu pracy. Jednak ze względu na obecną sytuację w Polsce i na świecie, niektóre organizacje chętniej skłaniają się ku takiemu rozwiązaniu lub stoją przed koniecznością wysłania pracownika na home office. Czy wszystkie przedsiębiorstwa, które mogą pracować zdalnie, są na to gotowe? W jaki sposób firmy powinny się do tego przygotować i wreszcie –  jak można efektywnie pracować z domu? Komentuje Wojciech Pintal z Michael Page.

Home office pożądany wśród pracowników

Coraz więcej pracowników oczekuje możliwości wykonywania pracy poza biurem. Z badania Michael Page „Confidence Index” wynika, że na początku 2019 r. na ten czynnik zwracało uwagę 52 proc. respondentów, a w 2018 r. 50 proc. z nas uważało, że możliwość pracy z domu stanowi ważny aspekt zatrudnienia. Wśród Polaków perspektywa home office najwięcej zwolenników znajduje wśród młodych pracowników, którzy oczekują również odmiennego podejścia do sposobu zarządzania pracą niż wielu ich kolegów z dłuższym stażem.

Jak wprowadzić pracę zdalną i zarządzać takim zespołem?

  1. Zapewnienie sprzętu i narzędzi do pracy

Pierwszym krokiem niezbędnym do wdrożenia home office w biurze jest zapewnienie każdemu pracownikowi podstawowego sprzętu wyposażonego w programy, z których korzystał na co dzień w biurze lub dostępu online do firmowego środowiska pracy. Dzięki temu będzie mógł np. szybko się komunikować z zespołem i przeprowadzać telekonferencje. Dobrze jest również upewnić się, że każdy pracownik ma w swoim domu warunki do pracy oraz stałe i szybkie łącze internetowe.

Warto pamiętać, że pracownik, który korzysta z home office, nadal jest formalnie w pracy. To oznacza, że firmy powinny zadbać o jego bezpieczeństwo i higienę miejsca pracy. Pracodawca odpowiada za swoich pracowników, bo przecież wykonywanie obowiązków służbowych w domu, to w dalszym ciągu praca – komentuje Wojciech Pintal, Talent Development Business Partner w Michael Page.

  1. Skuteczne zarządzanie produktywnością

Wielu pracodawców wstrzymuje się przed wprowadzeniem pracy zdalnej z obawy przed obniżeniem produktywności pracowników i jakości ich pracy. Czy ich obawy są słuszne?

Co oczywiste, nie wszystkie osoby mogą mieć naturalne predyspozycje do dobrego zarządzania własnym czasem i samodzielnej organizacji zadań lub po prostu mogą lepiej czuć się pracując z biura. Jeśli znamy dobrze swoich pracowników, wiemy kto może wymagać większego wsparcia w tym zakresie i tym osobom warto pomóc w przygotowaniu planu zadań oraz na bieżąco sprawdzać ich postępy. Dojrzałe zespoły i pracownicy, którzy przyzwyczajeni są do brania odpowiedzialności za pracę, zazwyczaj nie mają problemu z przestawieniem się na home office, a miejsce wykonywania pracy nie wpływa na jakość zadań – co więcej mogą być jeszcze bardziej efektywni. W związku z tym, pierwszym krokiem do wdrożenia pracy zdalnej powinno być właściwe przygotowanie zespołów i managerów: odpowiednia komunikacja, wyznaczenie jasnych zasad funkcjonowania takiego trybu oraz zapewnienie wszystkich, że jest to normalny dzień pracy, tylko w nieco innych warunkach. Warto pamiętać, że mikrozarządzanie nie sprawdza się w przypadku rozproszonych zespołów. To znaczy, że managerowie powinni dać odpowiedzialnym i sprawdzonym pracownikom więcej elastyczności i swobody, kontrolować ich zadania rzadziej, a raczej skupić się na efekcie końcowym, który jest wspólnym celem zespołu. Swoje wolne moce powinni za to przenieść na osoby, które mniej znają lub, które ewidentnie potrzebują wsparcia w odnalezieniu się w takich okolicznościach – komentuje Wojciech Pintal z Michael Page.

Dla pracowników nieprzyzwyczajonych do pracy zdalnej, taki tryb wykonywania obowiązków również może stanowić wyzwanie. Jak zatem efektywnie pracować z domu?

  1. Poinformuj bliskich, że to nie jest dzień wolny

Członkowie rodziny, zwłaszcza ci, którzy nie są przyzwyczajeni do pracy poza miejscem zatrudnienia, mogą nie rozumieć idei home office. Warto poinformować ich o tym, że jest to standardowy dzień pracy i poprosić o zapewnienie warunków, które umożliwią Ci realizację obowiązków.

  1. Zorganizuj sobie miejsce pracy

Poza zapewnieniem przez pracodawcę sprzętu, warto zorganizować sobie miejsce pracy
w domu. Przygotuj biurko, odpowiednie oświetlenie, wygodne krzesło. Zadbaj wcześniej
o zakupy, dzięki czemu nie będziesz musiał przerywać pracy, wychodząc po napoje, czy jedzenie.

  1. Samodyscyplina i organizacja

Rozpoczynając dzień pracy w domu, rozpisz listę zadań, które musisz wykonać w pierwszej kolejności i sukcesywnie je realizuj. Warto od czasu do czasu dać znać przełożonemu, na jakim etapie pracy jesteś lub czym się zajmujesz.

Do zalet pracy zdalnej niewątpliwie należy oszczędność czasu i samodzielny podział pracy. Mimo to również wśród pracowników możemy spotkać osoby niechętnie nastawione do tego typu wykonywania obowiązków. Niekomfortowo w takiej sytuacji mogą czuć się na przykład osoby z dłuższym stażem pracy, które przyzwyczaiły się, że ich działania są lub były koordynowane w zupełnie inny sposób  i skrupulatnie nadzorowane. Zawsze warto jednak spróbować, bo każda większa zmiana zaczyna się od jednostki. Bez względu na model pracy ważne jest jednak, by mieć na uwadze fakt, że praca z domu nie zwalnia nas z konieczności terminowego wywiązywania się z zadań – dodaje Wojciech Pintal
z Michael Page.

Plusy i minusy pracy z domu

Z badania Michael Page przeprowadzonego w 2018 r. wynika, że 6 na 10 polskich pracowników ma możliwość realizowania swoich obowiązków zdalnie. Niemal taki sam odsetek ankietowanych (61 proc.) pod koniec 2019 r. przyznał, że chciałby od czasu do czasu pracować z domu. W związku z tym nie trudno zauważyć, że wprowadzenie home office może zwiększyć atrakcyjność firmy na rynku pracy. Czas ograniczony na dojazdy do biura może być przeznaczony rodzinie i bliskim, co również poprawia work-life balance pracowników.

Ponadto home office w wielu przypadkach korzystnie wpływa na produktywność i samodzielność zespołów, co może w przyszłości ograniczyć liczbę managerów i zredukować koszty związane z utrzymaniem biura. Kluczem do efektywnej pracy z domu jest stała komunikacja z zespołem i odpowiedni podział zadań. Dla osób wykonujących pracę zdalną to również świadectwo kredytu zaufania od pracodawcy, z którego większość osób chce jak najlepiej się wywiązać. W długoterminowej perspektywie, źle zarządzona praca zdalna może osłabiać jednak integrację zespołów. Pracownicy, którzy rzadko widują się w biurze, mogą nie mieć bliskich relacji, co również może wpływać na ograniczenie lub, w skrajnych przypadkach, brak pracy zespołowej i tworzenie barier w kontaktach. Dlatego jest to wyzwanie dla managerów, którzy zarządzając takim zespołem, muszą jasno wyznaczać cele oraz niezwykle uważnie dbać o relacje między pracownikami, na przykład przez wprowadzanie wirtualnych eventów, które pozwolą pracownikom rozmawiać ze sobą na tematy inne niż zawodowe. Optymalnym rozwiązaniem jest wprowadzenie zasady ograniczonej pracy z domu, czyli home office w wybrane dni, wtedy zachowana zostanie równowaga, a relacje w zespole nie będą zagrożone – komentuje Wojciech Pintal.

****

O badaniu Confidence Index

Confidence Index to cykliczny sondaż przeprowadzany przez Michael Page, który bada nastroje wśród osób poszukujących pracy w wybranych krajach w Europie, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, Azji oraz Australii. Badanie mierzy poziom optymizmu kandydatów na stanowiskach specjalistycznych i managerskich w odniesieniu do szans na znalezienie nowej pracy, przewidywanego czasu trwania poszukiwań, oczekiwań wobec własnej sytuacji zawodowej i sytuacji gospodarczej kraju oraz powodów, które skłoniły ich do zmiany miejsca zatrudnienia. Badanie jest prowadzone online wśród kandydatów, którzy aplikowali na ofertę pracy za pośrednictwem strony Michael Page.

TBS-y budują z roku na rok coraz więcej mieszkań

TBS-y dzięki rządowemu wsparciu mają pomóc w realizacji kolejnej fazy programu Mieszkanie Plus. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, ile mieszkań te instytucje wybudowały przez cały miniony rok.

Towarzystwa budownictwa społecznego od początku swojej działalności, czyli połowy lat 90 – tych wybudowały ponad 100 000 mieszkań. Z roku na rok, liczba lokali posiadanych przez TBS-y powoli wzrasta (dzięki nowym inwestycjom). Rząd w przyszłości zamierza wesprzeć te instytucje poprzez program Mieszkanie Plus. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, ile mieszkań TBS-y wybudowały bez dodatkowego wsparcia w 2019 r.

Towarzystwa budownictwa społecznego są jedną z tych grup inwestorów mieszkaniowych, dla których Główny Urząd Statystyczny regularnie podaje wyniki inwestycyjne. Według danych GUS, liczba mieszkań ukończonych przez TBS-y w ostatnich latach wyglądała następująco:

  • 2009 r. – 3 600
  • 2010 r. – 3 129
  • 2011 r. – 1 980
  • 2012 r. – 1 146
  • 2013 r. – 1 308
  • 2014 r. – 1 715
  • 2015 r. – 1 265
  • 2016 r. – 1 340
  • 2017 r. – 1 486
  • 2018 r. – 1 510
  • 2019 r. – 2 472

Uwagę zwraca wynik z 2019 roku, który okazał się znacznie lepszy od wcześniej notowanych wartości. Jest to efekt wzrostu liczby mieszkań, które TBS-y rozpoczęły w 2017 r. (1690). Analogiczne wyniki towarzystw budownictwa społecznego z dwóch kolejnych lat były już gorsze (odpowiednio: 1284 – 2018 r. oraz 1515 – 2019 r.). Właśnie dlatego można przypuszczać, że w 2020 r. i 2021 r. liczba oddawanych do użytku mieszkań społecznych znów zmaleje.

Ciekawie prezentuje się również klasyfikacja miast na prawach powiatu i powiatów, w których przez cały 2019 r. TBS-y ukończyły najwięcej mieszkań. Mowa o następujących lokalizacjach:

  • Szczecin – 369
  • Poznań – 362
  • Wrocław – 117
  • Kalisz – 112
  • Leszno – 96
  • Gdańsk – 90
  • Toruń – 88
  • wyszkowski – 78
  • oławski – 76
  • polkowicki – 76

Powyższe dane wskazują, że aktywność towarzystw budownictwa społecznego jest skupiona w zaledwie kilku dużych i średnich miastach na prawach powiatu.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Coface: Epidemia koronawirusa spowolni polską gospodarkę w 2020 r.

Rozprzestrzeniający się od końca 2019 roku koronawirus ma duży wpływ na gospodarkę światową. Na epidemii ucierpiała głównie gospodarka Chin, gdzie pojawiły się pierwsze zakażenia wirusem. Dzisiaj wiele miast i miejscowości chińskich znajduje się pod stałym nadzorem, obowiązuje w nich kwarantanna – są zamknięte dla przyjeżdżających i wyjeżdżających. To znacząco spowalnia chińską gospodarkę. Wirus – rozprzestrzeniając się na kraje europejskie i amerykańskie – ma ekonomiczny wpływ na coraz więcej państw. Dotyka również Polski – chociaż poziom zachorowań i kwarantann nie wpływa jeszcze szczególnie na produkcję i handel w granicach kraju.

– Chiny są zaledwie na dwudziestym miejscu wśród głównych odbiorców naszego eksportu. Natomiast wiele polskich firm importuje dobra pośrednie do dalszej produkcji właśnie z Chin. W branży komputerowej i elektronicznej udział importu z Chin wynosi aż 40% – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Na kolejnym miejscu mamy branżę tekstylno-odzieżową, z udziałem 37%, a dalej surowce niemetaliczne (20%) oraz maszyny i urządzenia (14%). W obecnej chwili największe zagrożenie dla polskiej gospodarki widzimy w przerwanych łańcuchach dostaw w przypadku tych branż. Kolejne ogniska koronawirusa – które już są widoczne w Europie Zachodniej, zwłaszcza we Włoszech – mogą przyczynić się do spadku eksportu z Polski. Włochy są na 5. miejscu wśród głównych odbiorców polskiego eksportu. Ich sytuacja gospodarcza może zagrozić całemu Eurolandowi, wpływając również na mniejszy popyt ze strony gospodarki niemieckiej. Zakładając więc, że wpływ COVID-19 na gospodarkę może być całkiem spory, należy oczekiwać spowolnienia wzrostu polskiej gospodarki do około 3% – zapowiada Sielewicz.

Koronawirus na cyfrowej mapie Polski

Koronawirus rozprzestrzenia się w tempie, które zaskakuje. Droga występowania i przemieszczania się wirusa zatacza coraz szersze kręgi. Z pomocą przychodzą rozwiązania pozwalające na wizualizację i analizę danych na cyfrowych mapach (GIS), które pozwalają na monitorowanie rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych w czasie rzeczywistym. Obrazowanie w ten sposób występowania wirusa COVID-19 jest czytelne dla wszystkich, nawet dla osób bez specjalistycznej wiedzy technicznej. Powstało kilka rodzajów aplikacji. Jedną z nich opracował polski oddział Esri.

– Mapowanie epidemii i pandemii to praktyka stosowana przez „kartografów” od kilku wieków, a jej początki sięgają czasów, gdy ludzkość walczyła z takimi chorobami jak cholera, żółta febra czy dżuma. Obecnie dzięki wykorzystaniu odpowiedniego oprogramowania (GIS) i możliwości szybkiego przesyłania danych za pomocą internetu, organizacje zajmujące się ochroną zdrowia mogą z dużą dokładnością przewidzieć, gdzie w następnej kolejności dojdzie do rozprzestrzenienia się epidemii. Budowanie modeli predykcyjnych jest o tyle prostsze, że wśród łatwo dostępnych informacji znajdują się dane spisowe, trasy samolotów i statków, a nawet treści z mediów społecznościowych. – powiedział Piotr Walenko z Esri Polska.COVID-19_mapa

Koronawirus na mapach

Na potrzeby monitorowania obecnej pandemii powstało kilka aplikacji mapowych, które zostały opracowane m.in. przez WHO, Uniwersytet Johnsa Hopkinsa, czy earlyAlert. Podobną mapę opracował także polski oddział firmy Esri, która jest jednym z największych producentów systemów informacji geograficznej (GIS). Polska aplikacja, podaje m.in. bieżące informacje o miejscach, w których doszło do zarażenia, lokalizacje szpitali zakaźnych czy liczbę ludności w województwach i powiatach.

Technologie vs. epidemia

Cztery lata temu Amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (Centers for Disease Control and Prevention) wykorzystały system informacji geograficznej firmy Esri do monitorowania rozprzestrzeniania się wirusa Zika. Na potrzeby przeprowadzenia analiz określono pięć czynników, które wpływały na rozmnażanie się komara Aedes odpowiedzialnego za przenoszenie choroby. To pozwoliło na wytypowanie miejsc, gdzie owad miał najlepsze warunki do rozwoju.  Po zestawieniu tych danych z danymi ze spisu powszechnego można było zidentyfikować populacje najbardziej narażone na zakażenie i podjęcie środków zaradczych.

O tym, że mapowanie rozprzestrzeniania się chorób to coraz ważniejszy element walki z epidemiami może świadczyć działalność firmy Metabiota, która od 2008 roku zgromadziła i uporządkowała dane o 2 400 epidemiach. Firma opracowała aplikację do śledzenia rozprzestrzeniania się chorób, która dostępna jest dla wszystkich, ale jej głównym elementem strategii biznesowej jest dostarczanie rzetelnych informacji dla takich instytucji jak CDC czy Amerykańska Agencja Rozwoju Międzynarodowego (Agency for International Development)

Wykorzystując zbierane w czasie rzeczywistym dane, firma jest w stanie określić czas i miejsce prawdopodobieństwa wybuchu epidemii oraz krótkoterminową prognozę rozwoju takiej choroby jak koronawirus. Metabiota zaproponowała też sposób na mierzenie „strachu” związanego z nastawieniem społeczeństwa do patogenu. Aby obliczyć ten poziom, naukowcy łączą istniejące dane dotyczące epidemii, takie jak poziom zachorowań i śmiertelności i wprowadzają je do specjalnie opracowanego algorytmu. Dane dostępne dla opinii publicznej są dość ogólne i określają poziom „strachu” przed  koronawirusem jako wysoki.

Fundusze PE zwiększyły inwestycje w Polsce; obawy o wzrost gospodarczy ograniczą liczbę nowych transakcji

  • Inwestycje funduszy PE w Polsce wzrosły do ok. €1,5 mld w 2019 r. z €1,1 mld rok wcześniej.
  • Obawy o wzrost gospodarczy oraz wysokie wyceny spółek negatywnie wpłynęły na liczbę transakcji; fundusze dokonały inwestycji w 29 spółek, co stanowi spadek o ok. 25% r/r.
  • Kryzys związany z rozprzestrzenianiem się koronawirusa może ograniczać liczbę nowych przejęć; fundusze wstrzymywać się będą z inwestycjami w branże najbardziej dotknięte przez kryzys, takie jak transport, turystyka oraz sektor przemysłowy.

Łączna wartość inwestycji dokonanych przez fundusze private equity w Polsce wzrosła do około 1,5 mld euro w 2019 roku z 1,1 mld euro rok wcześniej, wynika z danych zgromadzonych przez firmę doradczą Bain & Company na podstawie transakcji, których wartość została ogłoszona. Jednocześnie liczba przejęć dokonanych przez fundusze spadła w Polsce o ponad 25% z powodu oczekiwań spowolnienia gospodarczego i utrzymujących się wysokich wycen spółek.

W ubiegłym roku fundusze dokonały inwestycji w 29 spółek w Polsce w porównaniu z około 40 transakcjami zakupu w 2018 roku. Największym zainteresowaniem cieszył się sektor handlu detalicznego, dóbr konsumenckich i ochrony zdrowia, jak również spółki technologiczne.

– W ubiegłym roku widzieliśmy pierwsze oznaki pogorszenia nastrojów wśród inwestorów zarówno w Polsce jak i na świeciepowiedział Jacek Poświata, Partner i Dyrektor Zarządzający Bain & Company Poland/CEE. – Wzrosły obawy o tempo wzrostu gospodarczego, co wraz z wysokimi wycenami spółek na rynku prywatnym przełożyło się na spadek liczby transakcji. Obecna pogłębiająca się sytuacja kryzysowa na świecie dodatkowo wzmacnia te negatywne trendy na rynku.

Bain & Company spodziewa się, że kryzys związany z rozprzestrzenianiem się koronawirusa może ograniczać liczbę nowych przejęć. Fundusze wstrzymywać się będą z inwestycjami przede wszystkim w spółki z sektorów najbardziej dotkniętych przez kryzys takich jak transport i turystyka, oraz spółki przemysłowe, które są uzależnione od dostaw z Chin. Ponadto, narastające obawy inwestorów dotyczące dalszego osłabienia tempa wzrostu gospodarczego mogą przyspieszyć decyzje niektórych funduszy o wyjściu z inwestycji.

Wpływ koronawirusa to aktualnie poważny czynnik ryzyka, który trzeba uwzględnić na etapie badania spółki. Robiąc due diligence przejmowanych firm, analizujemy, jak epidemia przełoży się na tempo wzrostu gospodarczego w Polsce i na świecie, jak wpłynie na daną branżę i w jakim stopniu dana firma jest odporna na te zawirowania powiedział Poświata.

Pogarszająca się koniunktura gospodarcza oznacza, że funduszom coraz trudniej będzie powtórzyć wysokie stopy zwrotu z inwestycji, osiągane w ciągu ostatniej dekady w dużej mierze za sprawą silnego wzrostu cen aktywów. Inwestorzy powinni teraz bardziej skupić się na poprawie rentowności w spółkach portfelowych, twierdzą eksperci Bain & Company.

Jak wynika z danych, na wzrost łącznej wartości inwestycji funduszy w Polsce w porównaniu z rokiem 2018 główny wpływ miały dwie znaczące transakcje – przejęcie terminalu przeładunkowego DCT Gdańsk przez konsorcjum Polskiego Funduszu Rozwoju, PSA International i IFM Global Infrastructure Fund, oraz nabycie pakietu akcji producenta płyt meblowych Pfleiderer Group przez większościowego udziałowca Strategic Value Partners.

Bain & Company szacuje, że około 75% inwestycji zrealizowanych przez fundusze w Europie Środkowo-Wschodniej w ubiegłym roku miało miejsce w pięciu branżach: usługowej, handlowej, produktów konsumenckich, przemysłowej i technologicznej. Rosnące zainteresowanie branżą technologiczną dotyczy zwłaszcza spółek związanych z rozwojem oprogramowania i tworzeniem rozwiązań cyfrowych, gromadzeniem i analizą danych, utrzymaniem infrastruktury IT oraz cyberbezpieczeństwem.

Pomimo oczekiwań spowolnienia gospodarczego oraz utrzymujących się rekordowo wysokich wycen spółek, na polskim rynku PE nadal więcej było kupujących niż sprzedających. W porównaniu do 29 transakcji kupna, w ubiegłym roku fundusze przeprowadziły 16 transakcji sprzedaży aktywów, w większości przypadków do inwestorów strategicznych.

– Wysokie wyceny spółek na rynku prywatnym mogą zachęcać fundusze do wychodzenia z inwestycji. Można się spodziewać, że liczba transakcji sprzedaży w porównaniu do transakcji kupna w 2020 roku wzrośnie, chyba że potencjalne spowolnienie gospodarcze spowoduje istotne obniżenie wycen. Z drugiej strony, na rynku jest z roku na rok coraz więcej pieniędzy na inwestycje, więc rośnie presja na przejęcia, zwłaszcza jeśli pojawia się naprawdę atrakcyjna firma – powiedział Poświata.

Zdaniem ekspertów Bain & Company wraz ze wzrostem portfeli regionalnych funduszy private equity na znaczeniu będą zyskiwać transakcje sprzedaży spółek między funduszami. Przykładem jest ubiegłoroczna sprzedaż przez Abris Capital Partners firmy poligraficznej CheMeS funduszowi Innova Capital, czy też wcześniejsza sprzedaż sieci handlowej Żabka przez Penta Investments do Mid Europa Partners, a później do CVC Capital Partners.

Fundusze odgrywać będą również coraz większą rolę w konsolidacji branż w regionie. Dotyczyć to będzie zarówno przejęć kolejnych spółek przez same fundusze, jak i fuzji przeprowadzanych przez ich spółki portfelowe.

Przykładem jest przejęcie w 2018 roku polskiej spółki Velvet Care przez fundusz Abris, właściciela rumuńskiej spółki produkująca papier toaletowy Pehart Tec, z zamiarem połączenia obu firm. W tym roku Velvet Care przejął kluczowego gracza w branży w Czechach – spółkę Moracell.

Raport Bain & Company dotyczący globalnego rynku funduszy PE dostępny jest na stronie:

https://www.bain.com/insights/topics/global-private-equity-report/

Sądny dzień euro. Giełdy na czerwono

Pogrom na rynkach akcji trwa dalej, a świeży katalizator do paniki bierze się z ogłoszonego przez prezydenta Trumpa zakazu podróży z Europy. Groźba jeszcze większych zakłóceń dla globalnej gospodarki wymaga zdecydowanej reakcji. Czy dziś będzie EBC na taką stać?

Zdecydowanie większy efekt przyniosłyby działania na polu polityki fiskalnej, czego zwolennikiem jest także prezes EBC Christine Lagarde. Bezpośrednie wsparcie finansowe oddziałów medycznych w walce z kryzysem czy pomoc dla branż najmocniej dotkniętych załamaniem popytu, ale też pokazanie społeczeństwu, że państwo nie jest bezsilne. Niezależnie od tego rolą banku centralnego jest zapewnić, że pomimo ograniczonych narzędzi jest w stanie silnie odpowiedzieć na wyzwania w postaci poluzowania warunków finansowych i kredytowych, jak również przeciwdziałać panice rynkowej.

EBC może obniżyć stopy procentowe, wprowadzić programy płynnościowe zapewniające finansowanie dla małych i średnich przedsiębiorstw, rozszerzyć program skupu aktywów albo coś zupełnie niespodziewanego. Rynek liczy na obniżkę stopy depozytowej o 10 pb do -0,60 proc. i EBC musi ugiąć się pod tą presja, jeśli nie chce wzbudzić spekulacji, że bank osiągnął dolny próg dla polityki stóp procentowych. Zwiększenie operacji refinansowych jest kanałem, który EBC najmocniej może wpłynąć na gospodarkę realną. QE ma zatwardziałych przeciwników w Radzie Zarządzającej EBC, ale obecna sytuacja wymaga agresywnych posunięć, więc zwiększenie miesięcznego skupu obligacji nie jest wykluczone.

Im więcej EBC ogłosi, tym większe będzie uderzenie w EUR. Przy pełnym dyskoncie obniżki o 10 pb i oczekiwaniach na rozszerzenie programów płynnościowych poprzeczka dla gołębich zaskoczeń jest zawieszona wysoko, ale nie poza zasięgiem. EUR może się osłabić w obliczu śmiałych deklaracji (np. cięcie stopy depozytowej o 15 pb, zwiększenie QE do 40 mld EUR), choć w ogólnym rozrachunku inwestorzy nie pozbędą się świadomości ograniczeń, jakim podlega EBC. Samodzielna interwencja EBC, tj. bez skoordynowanego wsparcia w działaniach rządów państw strefy euro, nie wystarczy do ustabilizowania nastrojów na rynkach finansowych przy podtrzymywanych obawach o koronawirusa. W rezultacie niewykluczone, że po wstępnym osłabieniu EUR powróci popyt na walutę w ramach dotychczas realizowanego odpływu kapitału w stronę bezpiecznych przystani i kontynuowanej redukcji strategii carry-trade finansowanych pożyczkami w EUR.

Jak ważna jest rola państwa, przekonaliśmy się w nocy, kiedy orędzie prezydenta Trumpa skupiło się na zakazie przyjmowania podróżnych z Europy, natomiast prawie nic nie usłyszeliśmy o szczegółach nowego pakietu ratunkowego, m.in. o cięciu podatku o wynagrodzeń. Trump jest ograniczony decyzją Kongresu, który jednak musi działać szybciej, gdyż Wall Street nie czeka. Dziś może czerwieni przelewa się przez globalny rynek akcji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

7 kluczowych działań, które mogą pomóc zminimalizować skutki koronawirus COVID-19 w firmie

W obliczu globalnego zagrożenia tylko dobrze przygotowane firmy będą w stanie zapewnić ochronę swoich pracowników, a także ciągłość działania biznesu.

Żadne zagrożenie nie jest odosobnionym, pojedynczym, zamkniętym incydentem, ale koronawirus COVID-19 jest wyjątkowy pod każdym względem. Kryzys rozpoczął się od razu od szerokiego zasięgu, a przez to, że nadal niewiele wiadomo o samym wirusie i jego rozprzestrzenianiu, towarzyszy temu duża doza niepewności. Jest to sytuacja znacznie wykraczająca poza doświadczenie większości liderów biznesu – mediana kadencji dyrektora generalnego wynosi pięć lat, a ostatnią epidemią, o podobnej skali i zagrożeniu, był kryzys wywołany przez SARS w 2003 r. SARS zainfekował ponad 8 000 osób, a epidemia trwała dziewięć miesięcy. W znacznie krótszym czasie koronawirus COVID-19 zainfekował już ponad dziesięć razy więcej ludzi i rozprzestrzenia się błyskawicznie.

Jak zminimalizować skutki koronawirusa w firmie?

Kluczem do zarządzania każdym kryzysem jest przygotowanie. Oto lista siedmiu działań, które powinny podjąć kadry kierownicze, aby zminimalizować negatywne skutki obecnego kryzysu, wywołanego przez koronawirus.

1. Zidentyfikuj miejsce pobytu pracowników, ustal zasady podróży

Pierwszym priorytetem jest ustalenie, gdzie dokładnie pracuje Twój zespół i ilu pracowników przebywa na terytoriach dotkniętych lub podatnych na zagrożenia. Czy konieczne jest przeniesienie pracowników? A może praca z domu? Zaplanowane podróże muszą zostać poddane ocenie i być przełożone, bądź anulowane.

W firmie powinny istnieć jasne zasady postępowania w przypadku nieobecności z powodu choroby lub opieki nad krewnymi, procedury zgłaszania choroby i ograniczeń podróży. Powinieneś także ustalić zasady na wypadek zamknięcia szkół, co będzie bardzo ważne dla pracujących rodziców. Istotną kwestią są też podatki: jeśli pracownicy są zmuszeni przebywać za granicą dłużej niż planowano, a następnie podlegają opodatkowaniu, jakie zasady mają obowiązywać? Wreszcie, bądź przygotowany na ciągłe odświeżanie i aktualizowanie tych zasad w miarę rozwoju okoliczności.

2. Zrewiduj swoje plany kryzysowe i zapewnienia ciągłości działania biznesu

Każda dobrze zarządzana firma ma plan kryzysowy. Wiadomo jednak, że rzeczywistość zawsze jest inna niż teoria. Na przykład plan na wypadek wystąpienia epidemii jednej z azjatyckich organizacji wyznaczył jedno z europejskich miast jako miejsce ewakuacji pracowników i ich rodzin, ale… loty z Chin do miasta zostały zawieszone wkrótce po wybuchu epidemii.

Ogólne plany kryzysowe muszą być dostosowane do konkretnych wyzwań związanych z epidemią. Jeśli na przykład duża liczba pracowników musi pracować zdalnie przez jakiś czas, czy jest wystarczająca przepustowość technologii, aby sobie z tym poradzić? Jak praca z domu dużej liczby pracowników wpłynie na funkcjonowanie całej firmy? Jaka jest procedura aktualizacji zasad podróży i spotkań? Jak będzie zarządzana komunikacja z pracownikami?

Podczas każdego kryzysu największym zmartwieniem dla kadry zarządzającej jest szybkie gromadzenie dokładnych informacji. Jaki będzie przepływ informacji podczas obecnego kryzysu?

3. Oceń łańcuch dostaw

Dokładne zrozumienie łańcucha dostaw pomoże ujawnić wszelkie potencjalne luki w zabezpieczeniach. Oznacza to, że zaczynamy od najbardziej krytycznych produktów i wychodzimy daleko poza dostawców pierwszego i drugiego rzędu, aż po surowce, jeśli to możliwe. Na przykład, jeśli twoje produkty zawierają komponent z kraju, który jest odizolowany, czy istnieje zapas wtórny? Plany kryzysowe mogą szybko napotkać trudności, jeśli wirus nadal będzie się rozprzestrzeniał.

4. Zidentyfikuj potencjalne słabe punkty

Kim są zespoły i osoby, od których zależą krytyczne procesy lub usługi? Czy masz wybranych pracowników o odpowiednich umiejętnościach, którzy w razie potrzeby mogliby wkroczyć na kluczowe stanowiska? Centra obsługi klientów i centra usług wspólnych są potencjalnie narażone, jeśli wirus będzie się nadal rozprzestrzeniał – czy można podjąć kroki w celu zmniejszenia liczby interakcji międzyludzkich, takich jak praca zmianowa czy praca zdalna?

5. Zapewnij odpowiednią komunikację

Pracodawcy zazwyczaj znają najlepsze sposoby komunikacji ze swoimi pracownikami, ale w przypadku koronawirusa dezinformacja i chaos informacyjny są dużym wyzwaniem. Twoi pracownicy (i pozostali interesariusze) będą szukać od ciebie zapewnienia, że są chronieni i że firma jest przygotowana na ten kryzys.

Przywództwo należy postrzegać jako źródło prawdy – zgodnie z Barometrem zaufania Edelman 2020 zaufanie do biznesu jest większe niż rządów czy mediów. Kluczem jest spójność i dokładność przesyłania wiadomości, podobnie jak wiarygodność zarządzających. Twoi pracownicy muszą wiedzieć, że ich bezpieczeństwo jest Twoim priorytetem.

6. Przeanalizuj scenariusze

Z powodu dużej niepewności rozwoju sytuacji spowodowanej przez koronawirus COVID-19, która może potrwać nawet kilka miesięcy, planowanie scenariuszy jest kluczowym narzędziem do testowania gotowości. Jakie są najlepsze i najgorsze scenariusze i czy firma jest w stanie sobie z tym poradzić? Jaki może być wpływ w dłuższej perspektywie, na przykład na kapitał obrotowy lub umowy bankowe, a nawet czynsze za sklepy i restauracje, jeśli miejsca publiczne są zamknięte? O tego typu kwestiach musisz rozmawiać z zespołem ds. finansów.

Firmy w niektórych sektorach mogą zaobserwować znaczny wzrost popytu, jeśli znaczna część populacji spędza więcej czasu w domu niż w pracy. Czy przedsiębiorstwa są na to przygotowane? Supermarkety ograniczają różnorodność produktów, gromadzą zapasy artykułów spożywczych i opracowują plany kryzysowe.

7. Pamiętaj też o innych zagrożeniach

Koronawirus COVID-19 nie jest jedynym zagrożeniem na horyzoncie, a organizacje są najbardziej narażone na kryzys właśnie wtedy, gdy coś odciąga ich uwagę. Inne ryzyka nadal pozostają niebezpieczne dla Twojej firmy. Na przykład cyberbezpieczeństwo powinno zawsze mieć najwyższy priorytet.

Nie wiemy, co mogą przynieść następne tygodnie i miesiące. Jeśli Światowa Organizacja Zdrowia zmieni status obecnej epidemii COVID-19 na pandemię, działania prewencyjne zmienią się w aktywną ochronę pracowników i biznesu, aby utrzymać działalność przedsiębiorstw. Mogą wystąpić krajowe ograniczenia w zakresie przemieszczania się i gromadzenia ludzi, a organizacje będą musiały być elastyczne, aby właściwie reagować.

Jaki wpływ na globalną gospodarkę będzie miał koronawirus COVID-19?

Jest to bardzo trudne do precyzyjnego oszacowania na tym etapie. Uważa się, że epidemia SARS kosztowała około 40 mld dolarów. Ekonomista, który dokonał tych obliczeń, twierdzi, że koronawirus COVID-19 może kosztować trzy lub cztery razy więcej. Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył swoje szacunki dotyczące globalnego wzrostu, a Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju przewiduje, że globalny wzrost może zostać zmniejszony o połowę w wyniku wirusa. Jesteśmy świadkami zakłóceń w łańcuchach dostaw, a jeśli wirus będzie się nadal rozprzestrzeniał, wkrótce możemy zaobserwować powszechne zamykanie szkół i miejsc pracy, zarówno dobrowolne, jak i przymusowe.

Struktura inwestorów na rynkach GPW w 2019 r.

  • W 2019 r. inwestorzy indywidualni wygenerowali 12 proc. obrotów na Głównym Rynku (GR) akcji GPW (tyle samo co rok wcześniej). Inwestorzy zagraniczni odpowiadali za 63 proc. obrotów (+4 p.p. rdr), a instytucjonalni – za 25 proc. (-4 p.p. rdr)
  • Na rynku NewConnect prym nadal wiodą inwestorzy indywidualni, których udział w obrotach wzrósł o 3 p.p. rdr do poziomu aż 86 proc. Spadł udział inwestorów instytucjonalnych do 11 proc. (-3 p.p. rdr). Udział inwestorów zagranicznych nie zmienił się w stosunku do 2018 r. i wyniósł 3 proc.
  • Na rynku kontraktów terminowych w 2019 r. inwestorzy indywidualni z udziałem 47 proc. w obrotach (-1 p.p. rdr) odgrywali największą rolę. Udział inwestorów instytucjonalnych utrzymał się na poziomie 35 proc. rdr, a inwestorów zagranicznych wzrósł o 1 p.p. rdr do 18 proc.

Główny Rynek GPW

W 2019 r. na Głównym Rynku akcji GPW to inwestorzy zagraniczni mieli największy udział w obrocie. Wyniósł on 63 proc., o 4 p.p. więcej w porównaniu z poprzednim rokiem.
W II półroczu 2019 r. inwestorzy zagraniczni odpowiadali za 66 proc. obrotów, o 5 p.p. więcej niż w pierwszej połowie 2019 r. i jest to największy udział tej grupy inwestorów w ostatnich dziesięciu latach. Udział krajowych inwestorów instytucjonalnych w II półroczu 2019 r. wyniósł 23 proc., o 3 p.p. mniej niż w I połowie roku i o 6 p.p. mniej niż w całym 2018 r. Udział inwestorów indywidualnych na Głównym Rynku akcji GPW spadł w drugiej połowie 2019 r. do 11 proc. w obrotach, co w stosunku do analogicznego okresu w 2018 r. jest poniżej o 1 p.p.

W II półroczu 2019 r. wśród krajowych instytucji na pierwszym miejscu znalazły się animatorzy (udział na poziomie 37 proc.), na drugim TFI (27 proc.), na trzecim OFE (13 proc.).

Tabela 1. Struktura inwestorów na Głównym Rynku akcji (w proc.)Struktura inwestorów na Głównym Rynku akcji

Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

NewConnect

Na rynku NewConnect to inwestorzy indywidualni odpowiadali za największy udział w obrocie wynoszący aż 86 proc. Oznacza to wzrost o 3 p.p. wobec 2018 r. Inwestorzy zagraniczni wygenerowali 3 proc. obrotów, tyle co w 2018 r., a instytucjonalni – 11 proc. (o 3 p.p. mniej rdr). W II półroczu 2019 r. wśród instytucji krajowych na NewConnect dominowały TFI, które odpowiadały za 52 proc. obrotów akcjami (wzrost o 5 p.p. rdr).

Tabela 2. Struktura inwestorów na rynku NewConnect (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku NewConnect

Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Rynek Instrumentów Pochodnych

Krajowi inwestorzy indywidualni odegrali wiodącą rolę na rynku derywatów w 2019 r. Ich udział w wolumenie obrotów kontraktami terminowymi kształtował się w 2019 r. na poziomie 47 proc., a opcjami – 43 proc. Udział inwestorów zagranicznych wzrósł o 1 p.p. rdr do 18 proc. na kontraktach i o 2 p.p. na opcjach – do 28 proc. Inwestorzy instytucjonalni utrzymali udział w obrotach kontraktami terminowymi na poziomie 35 proc. rdr, a na opcjach zwiększyli o 1 p.p. rdr do 29 proc. łącznego wolumenu obrotów tymi instrumentami. W II półroczu 2019 r. animatorzy odpowiadali za 54 proc. obrotów kontraktami, a na opcjach za 42 proc. wśród wszystkich instytucji krajowych. Udział inwestorów zagranicznych i indywidualnych na rynku produktów strukturyzowanych wyniósł odpowiednio: 50 proc. i 48 proc.

Tabela 3. Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowych (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowychŹródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Tabela 4. Struktura inwestorów na rynku opcji (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku opcji Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Tabela 5. Struktura inwestorów na rynku produktów strukturyzowanych (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku produktów strukturyzowanychŹródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Catalyst

Na rynku Catalyst główną rolę w obrotach obligacjami odgrywają instytucje krajowe (62 proc. w 2019 r. wobec 59 proc. w 2018 r.). Inwestorzy indywidualni w 2019 r. byli odpowiedzialni za 37 proc. obrotów, co oznacza spadek wobec 2018 r. o 4 p.p.

Tabela 6. Struktura inwestorów na rynku obligacji (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku obligacjiŹródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Szczegółowe wyniki badania dotyczącego udziału inwestorów w obrotach instrumentami finansowymi zostały opublikowane na stronie internetowej GPW: https://www.gpw.pl/analizy.

Giełda przeprowadziła badanie udziału różnych grup inwestorów (inwestorzy zagraniczni, krajowi instytucjonalni oraz krajowi indywidualni) w obrotach instrumentami finansowymi na parkiecie w 2019 r. Zgodnie z przyjętą metodologią udziały poszczególnych grup inwestorów bazują na wynikach ankiety, na którą odpowiadają krajowe biura maklerskie, a także na danych o obrotach zdalnych członków giełdy. Działalność animatorów oraz zarządzanie portfelem klientów zostało potraktowane jako działalność krajowych inwestorów instytucjonalnych. W badaniach uwzględniono obroty sesyjne realizowane na GPW. Dane roczne obliczono na podstawie danych półrocznych.

Koronawirus – wszystko, co trzeba wiedzieć o relacjach pracownik-pracodawca

Pracodawcy i pracownicy muszą zmierzyć się z licznymi wyzwaniami wynikającymi z coraz częstszych przypadków zakażenia koronawirusem. Jakie mają oni prawa i obowiązki?

Barbara Kochańska-Mierzejewska, Senior Payroll Manager w MDDP Outsourcing
Barbara Kochańska-Mierzejewska, Senior Payroll Manager w MDDP Outsourcing

W dniu 8 marca 2020 r. weszła w życie ustawa z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz. U. z 2020 r., poz. 374).

Regulacja ta, poza wprowadzeniem szczegółowych procedur w zakresie zasad i trybu zapobiegania oraz zwalczania zakażenia koronawirusem i rozprzestrzeniania się choroby zakaźnej u ludzi, odnosi się również do sytuacji pracowników i pracodawców w przypadku wystąpienia czy też możliwości wystąpienia koronawirusa.

Praca zdalna

Zgodnie z art. 3 ustawy, w celu przeciwdziałania zakażeniu koronawirusem pracodawca może polecić pracownikowi wykonywanie pracy określonej w umowie o pracę poza miejscem jej stałego wykonywania (praca zdalna). Polecenie takie może być wydane na czas oznaczony.

Przepisy nie określają zasad i warunków wykonywania pracy w takim trybie (za wyjątkiem telepracy zdefiniowanej w Kodeksie pracy), a zatem to do pracodawcy należy każdorazowe, indywidualne rozstrzyganie każdego przypadku i dobór odpowiednich narzędzi (zarówno od strony technicznej jak i prawnej), które powinny zapewnić zgodność wykonywania pracy zdalnej z przepisami prawa pracy.

Odrębna kwestią jest to, że nie każdy rodzaj pracy kwalifikuje się do trybu zdalnego. Wykonywanie pracy poza biurem możliwe jest między innymi w zawodach takich jak księgowy, tłumacz, grafik czy programista. W wielu branżach wymagających osobistej obecności w miejscu pracy ustawa nie będzie mieć zastosowania. Trudno bowiem wyobrazić sobie, że kasjer, pracownik firmy kurierskiej czy gabinetu kosmetycznego wykonuje pracę zdalnie, pomimo że osoby te w wysokim stopniu mogą być narażone na kontakt z koronawirusem.

Dodatkowy zasiłek opiekuńczy

Na podstawie art. 4 „specustawy”, w przypadku zamknięcia z powodu koronawirusa żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola lub szkoły do których uczęszcza dziecko, ubezpieczonemu zwolnionemu od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki nad dzieckiem do lat 8, przysługuje dodatkowy zasiłek opiekuńczy za okres nie dłuższy niż 14 dni.

Zasiłek nie wchodzi do „puli” podstawowego zasiłku opiekuńczego. Aby go otrzymać, wystarczy złożyć pracodawcy oświadczenie, którego wzór publikuje na swojej stronie internetowej ZUS. Standardowy druk Z-15, służący do dokumentowania prawa do „zwykłego” zasiłku opiekuńczego nie ma tutaj zastosowania.

Możliwość zastosowania obowiązkowej hospitalizacji, kwarantanny lub nadzoru epidemiologicznego

W celu zapobiegania szerzeniu się zakażeń koronawirusem, państwowy powiatowy inspektor sanitarny lub państwowy graniczny inspektor sanitarny może zastosować wobec osób chorych albo osób podejrzanych o zachorowanie obowiązkową hospitalizację. Ponadto wobec osób zdrowych, które miały styczność z osobami chorymi, przez okres nie dłuższy niż 21 dni, licząc od ostatniego dnia styczności z osobami chorymi, będzie można zastosować obowiązkową kwarantannę lub nadzór epidemiologiczny, jeżeli tak postanowią organy inspekcji sanitarnej.

Za czas kwarantanny ubezpieczonemu będzie przysługiwało wynagrodzenie chorobowe lub zasiłek chorobowy, co w potwierdził ZUS. Wynika to z przepisów o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa, albowiem traktują one równoważnie „zwykłą” niezdolność do pracy z powodu choroby z niemożnością wykonywania pracy w wyniku decyzji wydanej przez właściwy organ albo uprawniony podmiot na podstawie przepisów o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.

Autorka: Barbara Kochańska-Mierzejewska, Senior Payroll Manager w MDDP Outsourcing

Jak postępować w przypadku stwierdzenia zachorowania pracownika na koronawirusa?

W związku z stwierdzeniem wśród pracowników Lewiatana przypadku zachorowania a koronawirusa, podjęliśmy ścisłą współpracę ze służbami sanitarnymi. Poniżej zamieszczamy uzyskane przez nas informacje, które mogą okazać się przydatne dla pracodawców, w przypadku pozytywnej weryfikacji COVID-19 u pracownika.

Kogo poinformować o przypadku zachorowania?

  1. Skontaktuj się z właściwą (adres miejsca pracy) powiatową stacją sanitarno-epidemiologiczną (PSSE) i poinformuj, że jesteś pracodawcą osoby, u której zdiagnozowano wirusa. SANEPID powinien skontaktować się z firmą, ale ze względu na nadzwyczajne obłożenie pracą, warto ten kontakt przyspieszyć.
  2. Poinformuj pracowników o zdiagnozowanym przypadku i ustal, które osoby miały bezpośredni kontakt z osobą zakażoną w okresie występowania u niej objawów choroby (kaszel, gorączka, duszności). 

Kogo dotyczy kwarantanna i jak ją zorganizować?

  1. Wytypuj pracowników, którzy mieli kontakt z osobą zakażoną, przy czym zwróć uwagę, że:
    • według SANEPID-u osoba taka zaraża wyłącznie w okresie występowania objawów (kaszel, gorączka, duszności),
    • SANEPID określi dokładnie okres, w którym kontakt był groźny i poprosi o ograniczenie listy wyłącznie do osób, które miały kontakt z chorym w tym czasie,
    • potrzebna jest informacja o rodzaju kontaktu (np. spotkanie, praca w jednym pokoju, wspólny lunch, korzystanie ze wspólnej kuchni, toalety itp.).
  2. Sporządzając listę osób na potrzeby SANEPID-u, zawrzyj w niej następujące informacje: imię i nazwisko, adres zamieszkania, numer telefonu (najlepiej komórkowego), ewentualnie inne dane kontaktowe, opis formy kontaktu z osobą zakażoną.
  3. Przekaż pilnie listę z wszystkimi informacjami do właściwego PSSE.
  4. Po otrzymaniu listy, SANEPID oceni ryzyko wynikające z rodzaju kontaktu i zdecyduje o ewentualnym zarządzeniu kwarantanny domowej u wybranych osób. SANEPID z osobami wytypowanymi będzie się kontaktował bezpośrednio. Zalecany okres kwarantanny domowej to 14 dni od ostatniego kontaktu z osobą zakażoną. Kwarantanna obejmuje wszystkich członków rodzinny wytypowanych osób. 

Co z osobami, które nie mają objawów i nie są objęte kwarantanną?

  1. Wirus pozostaje aktywny przez 48h, ale warto zarządzić profilaktycznie dezynfekcję miejsca pracy. Dezynfekcję należy zlecić komercyjnie, SANEPID nie oferuje wsparcia w tym zakresie.
  2. Rozważ zamknięcie miejsca pracy lub ograniczenie obsady do minimum i przejście na pracę zdalną, przynajmniej do czasu dezynfekcji. Osoby, które miały bezpośredni kontakt z zakażonym i członkowie ich rodzin powinny podjąć kwarantannę domową, jeszcze przed otrzymaniem decyzji SANEPIDU.
  3. Rozważ zaoferowanie wsparcia osobom objętym kwarantanną domową w zakresie zaopatrzenia w żywność i inne niezbędne produkty. SANEPID dopuszcza dostawy „pod drzwi” bez osobistego kontaktu.
  4. Poinformuj pracowników, żeby mierzyli sobie temperaturę i obserwowali, czy nie występują u nich objawy. W przypadku wystąpienia objawów, powinni natychmiast skontaktować się z właściwymi służbami, zgłosić się do testów do SANEPID-u lub na oddział zakaźny szpitala. W Warszawie warto przekazać bezpośredni numer telefonu do SANEPID(tel. 606-108-040), gdzie w przyspieszonym trybie zgłasza się potrzebę objęcia bezpośrednim nadzorem.
  5. Upewnij się, że wszyscy pracownicy otrzymali następujący komunikat: OSOBY, KTÓRE NIE MAJĄ OBJAWÓW NIE POWINNY ZGŁASZAĆ SIĘ DO TESTÓW. Zostaną odesłane bez ich wykonania testów, a zwiększą ryzyko zachorowania.
  6. Osoby nie wskazane do kwarantanny, nie muszą powstrzymywać się kontaktu z innymi, ani ograniczać takiego kontaktu w przypadku członków rodzin. Dla bezpieczeństwa warto jednak zalecić im podjęcie działań prewencyjnych. Nie mają też obowiązku informowania przedszkoli, szkół i innych instytucji.
  7. Według SANEPID-u mydło i ciepła woda uszkadza otoczkę lipidową i skutecznie neutralizuje wirusa. Osoby stosujące się do wskazań higienicznych znacząco ograniczyły więc ryzyko zakażenia. 

Kogo informować i w jaki sposób?

  1. Rozważ poinformowanie kontrahentów i innych instytucji współpracujących z firmą, zwłaszcza tych, które uczestniczyły w spotkaniach z udziałem Twoich pracowników, ale pamiętaj, że ryzyko dotyczy tylko bezpośredniego kontaktu z osobą zakażoną.
  2. Przekazuj informacje w sposób rzeczowy, unikaj niedomówień oraz ryzyka błędnej interpretacji.

Koronawirus zagraża realizacji projektów unijnych

  • Obecnie z unijnym dofinansowaniem realizowanych jest ponad 60 tys. projektów o łącznej wartości 451,6 mld zł.
  • Beneficjenci projektów, szczególnie tych realizowanych przy wsparciu Europejskiego Funduszu Społecznego, w ciągu najbliższych tygodni poważnie odczują skutki związane z koronawirusem. Mamy do czynienia z siłą wyższą, która wymaga ponadstandardowych działań.
  • Konfederacja Lewiatan postuluje przygotowanie pakietu rozwiązań niwelujących negatywne skutki finansowe i organizacyjne związane z obecną sytuacją, które dotyczyć będę beneficjentów.

– Problemem będzie realizacja projektów zgodnie z zakładanymi terminami oraz osiągnięcie wskaźników. Najbardziej dotkliwe skutki dotyczą projektów z udziałem osób, zakładające wszelkie formy wsparcia w postaci szkoleń i innych usług rozwojowych odbywających się w formie stacjonarnej, staży, praktyk, wizyt studyjnych oraz projektów, w których przewidziano spotkania z udziałem wielu uczestników (m.in. konferencje, kongresy, konsultacje) – mówi Małgorzata Lelińska, zastępczyni dyrektorki departamentu funduszy europejskich Konfederacji Lewiatan.

Zagrożone są także projekty dotyczące współpracy i mobilności ponadnarodowej (w tym wymiany studenckie, staże międzynarodowe). Ze względu na dezorganizację pracy szkół i uczelni także projekty tych podmiotów nie będą realizowane zgodnie z planem.

Konfederacja Lewiatan postuluje przygotowanie pakietu rozwiązań niwelujących negatywne skutki finansowe i organizacyjne związane z obecną sytuacją, które dotyczyć będę beneficjentów, w tym m.in.:

  1. elastyczne podejście instytucji do rozliczania wydatków, które już zostały poniesione lub wynikają z długoterminowych kontraktów, w tym kwalifikowanie kosztów stałych związanych z utrzymaniem biur i zespołów projektowych, ale także wydatków poniesionych w związku z przygotowaniem wydarzeń, które w projektach nie dojdą ostatecznie do skutku (np. szkolenia, konferencje),
  2. wprowadzenie szybkich i prostych procedur dotyczących zawieszania projektów i wstrzymywania okresu ich realizacji,
  3. możliwość (na wniosek beneficjenta) zmiany okresów rozliczeniowych,
  4. możliwość (na wniosek beneficjenta) wydłużenia okresu realizacji projektów oraz kwalifikowania wydatków (także w tych przypadkach, w których okres realizacji był narzucony kryteriami wyboru w konkursach),
  5. weryfikację zakresu projektów i elastyczne wprowadzanie zmian, np. co do formy wsparcia (np. zmiana z formy stacjonarnej na zdalną),
  6. możliwość renegocjacji zakładanych wskaźników projektów (także tych narzucanych kryteriami wyboru w konkursach).

W przypadku przedłużania się i nasilania negatywnych zjawisk związanych z koronawirusem proponujemy podjęcie kroków na poziomie europejskim w celu wydłużenia okresu kwalifikowalności wydatków w programach operacyjnych finansowanych ze środków perspektywy 2014-2020.

Prawie co trzecia Polka miała trudności z powrotem do pracy po urlopie macierzyńskim

Większość kobiet doświadczyła w swoim życiu różnych przeszkód związanych z pogodzeniem pracy z wychowaniem dzieci. Jak wynika z badań prawie co trzecia Polka miała trudności z powrotem po urlopie macierzyńskim na zajmowane stanowisko. W tym trudnym momencie wsparcie może okazać pracodawca.

Kobiety aktywne zawodowo chcą się realizować w pracy, ale też nie chcą, by im coś umknęło w życiu rodzinnym. Dzień Mamy w przedszkolach nie jest organizowany o godz. 17, tylko z reguły przed południem, a zawsze może się okazać, że akurat wtedy musi się odbyć jedno z tych spotkań, którego nie można przełożyć. Nic więc dziwnego, że w badaniu „Kobiety na rynku pracy. Kompetencje i różnorodność” przeprowadzonym przez Hays w ubiegłym roku 72% uczestniczek wskazało jako główną przeszkodę w pogodzeniu obu tych stref na konieczność wyboru między zaangażowaniem w życie rodzinne lub zawodowe.

Angażowanie się w 100% w obowiązki zawodowe i w życie rodzinne bywa wyczerpujące w dłuższej perspektywie. By się doszczętnie nie wypalić, warto korzystać z możliwości, które oferuje pracodawca, a w ostateczności zawsze można pomyśleć o zmianie pracy, która ułatwi pogodzenie tych dwóch obszarów.

Benefity dla pracujących rodziców

Powrót do pracy bywa dla kobiet szczególnie trudny nie tylko ze względu na długą rozłąkę z dzieckiem w ciągu dnia, ale też z przyczyn logistycznych. W badaniu Hays wiele kobiet (68%) skarżyło się właśnie na zbyt krótki czas przebywania z bliskimi. Prawie połowa (48%) wskazała na brak ułatwień ze strony pracodawcy, np. w postaci nieelastycznych godzin pracy. Wśród uczestniczek badania ok. 30% miało trudności z powrotem po urlopie macierzyńskim na zajmowane stanowisko oraz odczuwało brak przychylności ze strony pracodawców i przełożonych.

Część pracodawców stara się jednak ułatwić życie pracującym rodzicom. Oferują elastyczne godziny pracy, dają możliwość pracy zdalnej czy nawet dofinansowują opiekę nad dzieckiem. A koszt zatrudnienia opiekunki do dziecka to niemały wydatek, przykładowo w województwie mazowieckim to ok. 3000 zł (na podstawie kalkulatora Sedlak & Sedlak opublikowanym na portalu praca.olx.pl).

W niektórych przedsiębiorstwach istnieje możliwość pozyskania dofinansowania na wyjazd na kolonie lub firmy same organizują wyjazdy dla dzieci pracowników. Z kolei w większości firm, gdzie jest dodatkowa opieka medyczna, można skorzystać z pakietów rozszerzonych dla pozostałych członków rodziny. Kobiety zatrudnione w Grupie OLX również mogą liczyć na wsparcie.

Oprócz spełniania przepisów prawa Grupa OLX jako pracodawca daje młodym rodzicom dofinansowanie do żłobka. W firmie mieści się pokój rodzica i dziecka do wykorzystania np. przez karmiące mamy. W zespołach, w których charakter pracy na to pozwala, można korzystać z elastycznych godzin pracy oraz home office. Dofinansowujemy wyjazdy dzieci na kolonie i raz w roku organizujemy dzień rodzinny. Bierzemy udział w międzynarodowej akcji „Dwie godziny dla rodziny”, a na Dzień Dziecka i na święta dzieci pracowników otrzymują prezenty – opisuje Paulina Rezmer, Senior PR Specialist OLX.

Ubiegłoroczne doświadczenia związane ze strajkiem w placówkach edukacyjnych pokazują również, że wiele firm pozwala na przychodzenie do pracy z dzieckiem, a nawet organizuje dla nich zajęcia dodatkowe w miejscu pracy. Co okazało się dla tych przedsiębiorstw korzystnym rozwiązaniem – minimalizując stres związany z niecodzienną sytuacją, umożliwiono rodzicom realizowanie swoich obowiązków służbowych.

Oczekiwania młodych kobiet wobec rynku pracy

Młode pokolenie, już za chwilę wchodzące na rynek pracy, kieruje się w życiu uczuciami i pasjami. Według ubiegłorocznych badań „Do garów czy za stery? Jak dzisiejsze studentki widzą swoją przyszłość?” przeprowadzonych przez Platformę Pracodawców RP, wśród studentów z małych ośrodków akademickich – zarówno dla studiujących kobiet, jak i mężczyzn – najważniejszymi wartościami w życiu są założenie rodziny, miłość i dobry stan zdrowia. Blisko dla 1/3 badanych ważne jest zarabianie na własnej pasji.

Te wyniki pokrywają się z rezultatami badań przeprowadzonych na potrzeby raportu OLX Praca. Know How 2019, z których wynika, że młodzi ludzi bez względu na branżę, w której pracują, cenią podobne wartości i na pierwszym miejscu stawiają rodzinę i zdrowie – dodaje Paulina Rezmer.

Z kolei najważniejszą cechą idealnej pracy jest dla studentek możliwość rozwoju i zdobywania nowych umiejętności. Młode kobiety w głównej mierze oczekują od pracodawców spokojnego środowiska pracy. Ważne są dla nich dogodny dojazd do pracy oraz elastyczne godziny pracy. Dla 39% uczestniczek badania istotna była również możliwość szybkiego awansu. Tylko dla co piątej studentki znaczenie miał prestiż pracodawcy.

Kobiety chcą godzić życie zawodowe z życiem prywatnym. Pytane o to, co chciałyby mieć za 5 lat, odpowiadają, że dobrą pracę (88,3%). Jednocześnie blisko 70% uczestniczek badania chciałaby mieć już wówczas męża, a 43,5% dziecko. Co ciekawe, jeśli chodzi o oczekiwane wynagrodzenie w ciągu pięciu lat, to studentki podają kwotę średnio o 23% niższą od mężczyzn.

Rozszerzony pakiet opieki medycznej, elastyczny czas pracy, możliwość pracy zdalnej, żłobek czy przedszkole w firmie oraz dofinansowanie opieki nad dzieckiem to najpowszechniejsze benefity dla pracujących rodziców. Jeśli pracodawca ma do zaoferowania dodatki dla pracujących mam, to powinien się nimi chwalić. Dla kobiet będzie to sygnał, że firma o nie dba i chce im ułatwić start w nowej pracy czy powrót po urlopie macierzyńskim.

Fiskus odmówił tłumaczowi zastosowania 50% kosztów uzyskania przychodu

Przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą w zakresie tłumaczeń z języka angielskiego otrzymuje z tytułu przetłumaczonych i rozpowszechnianych dalej dzieł tantiemy. Wystąpił on do organu podatkowego o interpretację, czy uzyskiwane z nich wpływy może ujmować jako dochody z praw autorskich oraz zastosować podwyższone 50% koszty uzyskania przychodu.

Zgodnie z art. 2 ust. 1 Ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83, ze zm.) przeróbka cudzego utworu, a zwłaszcza jego tłumaczenie podlega ochronie prawa autorskiego. Twórcy mogą stosować w ramach uzyskiwanych z nich przychodów 50% podwyższone koszty uzyskania przychodu, o czym stwierdza art. 22 ust. 9 pkt 3 Ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz.U. 1991 nr 80, poz. 350, ze zm.). Natomiast, jak wynika z treści art. 22 ust. 12 pkt 3 tej ustawy, te 50% koszty nie mają zastosowania do przychodów uzyskiwanych z pozarolniczej działalności gospodarczej.

Przychody z tantiem

Prowadzący działalność tłumaczeniową oraz nauczania języka angielskiego przedsiębiorca po przetłumaczeniu książki, zgodnie z zawartym z wydawnictwem kontraktem, otrzymuje wynagrodzenie od sprzedanych egzemplarzy książki, należne mu z tytułu udzielonej wydawnictwu licencji. Zastrzegł sobie również prawo do udzielania takiej licencji na wykorzystanie jego dzieła także przez inne podmioty. Otrzymywane tantiemy rozlicza w ramach prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej.

Przedsiębiorca wystąpił do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z wnioskiem o potwierdzenie, że uzyskiwane tantiemy może rozliczać także poza prowadzoną działalnością, jako osiągane z praw autorskich, i jednocześnie zastosować wyższe, 50% koszty uzyskania przychodu. Twórca powołał się na ustawę o podatku dochodowym od osób fizycznych, a dokładnie na art. 18 tej ustawy, który stanowi, że przychodem z praw majątkowych są w szczególności wpływy z praw autorskich i pokrewnych, a więc i obejmujące sprzedaż tych praw. A przepis art. 22 ust. 9 pkt 3 ww. ustawy stwierdza wyraźnie, że koszty uzyskania przez twórców przychodów ze źródeł, jakimi są prawa autorskie lub rozporządzania tymi prawami, ustala się w wysokości 50% uzyskanego przychodu, przy pomniejszeniu go o potrącone składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe oraz składki na ubezpieczenia chorobowe.

Organ miał inne zdanie

Dyrektor KIS uznał stanowisko twórcy za nieprawidłowe. Stwierdził, że uzyskiwane przez niego przychody z tantiem należy przypisać do pozarolniczej działalności gospodarczej, co wyklucza możliwość rozliczania ich poza działalnością gospodarczą i jednocześnie pozbawia możliwości skorzystania z 50% kosztów uzyskania przychodów. Jak zawarł w swej interpretacji organ:

„…przychody Wnioskodawcy z tytułu tantiem uzyskanych w związku z dziełami stworzonymi w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, stanowią przychody określone w art. 14 w zw. z art. 10 ust. 1 pkt 3 ww. ustawy, tj. przychody ze źródła pozarolnicza działalność gospodarcza. W konsekwencji do przychodów tych nie mogą mieć zastosowania 50-procentowe koszty uzyskania przychodów” (interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 27 stycznia 2020 r., sygn. 0115-KDWT.4011.19.2019.2.WM).

Tantiemy to przychód z praw majątkowych

Tylko że przepis art. 14 ust. 1 ustawy o PIT jako przychód z działalności pozarolniczej kwalifikuje „kwoty należne, choćby nie zostały faktycznie otrzymane”. Trudno zgodzić się z fiskusem, że taka definicja bardziej odpowiada definicji przychodów uzyskiwanych z będących efektem realizacji praw majątkowych tantiem. Przepis art. 18 ustawy o PIT stwierdza bowiem, że przychodem ze źródła: prawa majątkowe są w szczególności przychody z praw autorskich, a jak stanowi art. 86 ust. 3 Prawa autorskiego (Dz.U. 1994 nr 24, poz. 83, ze zm.), do praw autorskich zaliczają się tantiemy, czyli wynagrodzenie przysługujące twórcy z tytułu ponownego wykorzystania, wprowadzonego już do obrotu dzieła jego autorstwa.

Co więcej, inny organ podatkowy już w 2013 r. wyraźnie wytłumaczył podatnikowi, że nie może on traktować tantiem za przychód z prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej, bo:

„…uzyskanie tantiem wykonawczych mieści się w zakresie źródła przychodów z praw majątkowych (…) i z tego względu nie jest to przychód z działalności gospodarczej (…) jeśli dane przychody mogą być zaliczone do źródeł wymienionych w art. 10 ust. 1, 2 i 4-9 cyt. ustawy, to nie są one zaliczane do przychodów z działalności gospodarczej” (interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Poznaniu z 2 grudnia 2013 r., sygn. ILPB1/415-996/13-4/AP).

Organy interpretują prawo tak, jak im wygodniej

Jak widać, gdy w grę wchodzi walka o pieniądze, które fiskus może zatrzymać, podatnicy często zderzają się z niekorzystnymi, a nawet – wydawać by się mogło – nielogicznymi, sprzecznymi ze sobą interpretacjami organów, które robią wszystko, by kasa Skarbu Państwa pęczniała. Gdy podatnik chciał rozliczać przychody z tantiem w działalności gospodarczej, fiskus uznał, że są to przychody z praw majątkowych (sygn. ILPB1/415-996/13-4/AP), a gdy poza nią, celem skorzystania z 50% kosztów ich uzyskania, organ podatkowy stwierdził, że jest inaczej (sygn. 0115-KDWT.4011.19.2019.2.WM).

Podatnikom pozostaje przystać na niekorzystną dla nich, dokonaną przez organy interpretację przepisów lub podejmować walkę o ochronę swojego majątku. I walkę tę podejmują skutecznie, najczęściej z pomocą kancelarii prawnych, specjalizujących się w sporach z organami podatkowymi. Jak wynika z opublikowanego 2 stycznia 2019 r. raportu Najwyższej Izby Kontroli, w objętym raportem okresie I kwartału 2018 r. sądy administracyjne uchyliły aż 55% interpretacji indywidualnych wydanych przez organy podatkowe. 130 z tych interpretacji uznano za rozbieżne. Dlatego może też dziwić, że artyści, twórcy coraz częściej przenoszą, możliwą do przeniesienia, część swojej działalności za granicę, a nawet całkowicie zmieniają rezydencję podatkową.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Mazowieckie składowiska odpadów pełne nieprawidłowości

Część zarządzających składowiskami odpadów na Mazowszu nie wywiązuje się z obowiązku przekazywania urzędowi marszałkowskiemu rzetelnie wypełnionych zestawień zbiorczych. To rodzi pytania dotyczące bezpieczeństwa tego typu obiektów oraz zgodności ich działania z obowiązującym prawem. 

Jak wynika z raportu Warszawskiego Forum Samorządowego „Kryzys śmieciowy na Mazowszu – jak walczyć z plagą dzikich wysypisk”, dotychczasowe wypełnienie składowisk odpadów komunalnych na Mazowszu (stan na 31 grudnia 2018 r.), wraz z warstwami izolacyjnymi, kształtuje się na poziomie 74 proc. – uwzględniając 14 z 17 składowisk. Brak możliwości wzięcia pod uwagę wszystkich obiektów wynika z nieścisłościach w „zbiorczych zestawieniach danych o rodzajach i ilościach odpadów, o sposobach gospodarowania nimi w instalacjach i urządzeniach służących do odzysku i unieszkodliwiania odpadów”.

Zarządzający obiektami w Rachocinie i Warce nie dostarczyli do urzędu marszałkowskiego pełnych zestawień zbiorczych. Z kolei w zestawieniu dotyczącym składowiska w Kobiernikach pojawiły się sprzeczne dane. Wynika z niego bowiem, że pojemność zapełniona obiektu jest większa od pojemności całkowitej. Dodatkowo, według tychże informacji, składowisko nadal dysponuje pojemnością pozostałą do składowania odpadów.

Jak podkreśla Michał Michałowski z Inicjatywy Nowe Horyzonty, tego rodzaju nieścisłości wymagają rzeczowego wyjaśnienia. – Nie jest wykluczone, że w wymienionych w raporcie przypadkach doszło do pomyłki ze strony zarządców składowisk. Jednak nieprawidłowości, które znalazły się w zestawieniach, powinny zostać dokładnie sprawdzone. Musimy mieć wszyscy świadomość tego, że od bezpieczeństwa tego typu instalacji zależy nie tylko kondycja naszego otoczenia, ale także nas samych. Odpady, których liczba z roku na rok systematycznie rośnie, wymagają zagospodarowania i ten stan się nie zmieni. Dlatego dążenie do efektywnego systemu, w którym odpady w odpowiednich proporcjach są odzyskiwane, spalane w przystosowanych do tego obiektach oraz składowane w zgodzie z obowiązującymi przepisami i troską o środowisko, jest absolutnym priorytetem – mówi Michał Michałowski.

Dzikie wysypiska – stan na koniec roku (bez likwidowanych w ciągu roku) Wypełnienie składowisk na MazowszuPożary składowisk i wysypisk

Tymczasem, prawdziwą plagą w ostatnich latach są pożary – zarówno legalnych składowisk, jak i dzikich wysypisk. Co więcej, nawet część obiektów działających na Mazowszu zgodnie z prawem, płonęło kilkukrotnie. – Wciąż nieuczciwe osoby decydują się, pomimo grożących kar, na nielegalne unieszkodliwienie odpadów. W ten sposób powstają dzikie wysypiska bądź mamy do czynienia z katastrofalnym dla okolicznych mieszkańców paleniem śmieci w nieprzystosowanych do tego miejscach. Nie są to odpowiednie spalarnie, a trujące i dewastujące naturę pułapki. Nieuchronność kary wobec takich osób może zmniejszyć skalę procederu, a co za tym idzie, premiować uczciwych przedsiębiorców – mówi Cezary Holdenmajer, prezes Centrum Monitoringu Rozwoju Warszawy.

Rozwiązaniem z pewnością jest wprowadzenie obowiązku zainstalowania na składowiskach odpadów monitoringu wizyjnego, który musi być wysokiej jakości – tak by zapewniał przez całą dobę zapis obrazu i identyfikację osób przebywających w tym miejscu. Niestety, dopiero od 22 lutego 2021 r. pomieszczenie, w którym przechowywany będzie nośnik z obrazem, powinno stanowić odrębną strefę pożarową.

Potencjał rozwoju internetowego handlu żywnością jest ogromny. Konieczne zmiany w systemie dostaw

Zakupy robione w sposób zautomatyzowany przez lodówki to wciąż science fiction. W najbliższych latach będzie się rozwijał model subskrypcyjny. Koszyki zakupów będą tworzone przez analizy Big Data i same sklepy. Wystarczy usprawnić sposoby dostaw lub zatrudnić wyspecjalizowanych shopperów.

– Coraz więcej Polaków kupuje w internecie żywność, ale z danych firmy GfK wynika, że zakupy te stanowią tylko ok. 1 proc. ogólnego obrotu w e-handlu. Izba Gospodarki Elektronicznej i Mobile Institute szacują natomiast, że obrót w branży  FMCG w Polsce wynosi ok. 0,7 proc. całego rynku – wylicza  Damian Gwiazdowski, account manager w Shoper Premium.

Zdaniem przedstawiciela Shopera, firmy dostarczającej gotowe rozwiązania dla sklepów internetowych, istnieje duże pole do zagospodarowania przez nowe lub istniejące już sklepy, które chcą wejść w e-biznes lub go rozwijać na większą skalę.

– Szacowana wartość rynku spożywczego w Polsce to 300 mld zł, jest więc jeszcze bardzo duży kawałek tortu do zjedzenia. Na razie mamy kilku dużych graczy, którzy już od kilku lat sprzedają w internecie żywność. Są to np. Auchan, Carrefour, Piotr i Paweł, E.Leclerc. Mamy też kilku nowych graczy, np. start-up  Szopi – mówi ekspert

W portalu Szopi można zamawiać zakupy z kilku dyskontów o każdej porze dnia i nocy, ale czas dostawy oraz obsługa klienta, mimo że są możliwe codziennie od 9 do 23, zależą od dostępności dostawców i godzin otwarcia supermarketów.

– Szopi jakiś czas temu został przejęty przez włoskiego potentata branży, który wdrożył innowacyjny model dostarczania towarów do klienta. Polega on na zatrudnianiu profesjonalnych shopperów, którzy nawet w ciągu godziny potrafią dowieźć zamówione produkty do klienta – wyjaśnia Damian Gwiazdowski.

Ekspert Shopera przypomina też, że Carrefour w ciągu ostatnich kilku miesięcy wszedł w alians z Allegro i produkty spożywcze także można już kupić na tym portalu.

– Coraz więcej ludzi zaczyna kupować żywność w internecie. Największym wyzwaniem dla branży jest logistyka, ponieważ większość klientów chciałaby, żeby towar został do nich dostarczony tego samego dnia. Wymaga to od firm budowania mikrocentrów logistycznych w różnego rodzaju miejscach w kraju.  Żywność przez internet można więc zamówić tylko i wyłącznie w największych miastach – podkreśla  Damian Gwiazdowski.

Jego zdaniem budowa stref logistycznych w różnego rodzaju miejscowościach pozwala na pozyskanie wielu klientów, którzy bez takich inwestycji nie mają szans na zamawianie produktów żywnościowych online. To wymaga jednak pracy i inwestycji.

– Mamy coraz większą bazę klientów, którzy są zainteresowani zakupami żywności w internecie, ale nadal nie mamy sieci logistycznej rozwiniętej w wystarczającym stopniu, żeby firmy, które sprzedają dobra szybko zbywalne online, były w stanie dostarczyć towar każdemu klientowi zainteresowanemu zrobieniem zakupów – dodaje.

Zakupy nieprędko więc będą robiły się same, choć niektóre firmy chwalą się inteligentnymi urządzeniami, które potrafią zamawiać brakujące produkty do domu.

– Perspektywa, że lodówka zamówi za nas masło albo inny towar, to bardziej wizja z filmów science fiction, które powstały kilka lat temu, niż rzeczywistego postępu technologicznego. Idziemy w trochę innym kierunku. Myślę, że bardziej będziemy stawiać na model subskrypcyjny, czyli klienci będą mogli zamówić w sklepie towary, które kurier będzie dowoził im codziennie w postaci półproduktów albo gotowych dań, ponieważ nasz koszyk zakupowy artykułów żywnościowych w 90 proc. jest taki sam w każdym tygodniu – wyjaśnia  Damian Gwiazdowski.

Potwierdzają to badania Izby Gospodarki Elektronicznej i Mobile Institute, z których wynika, że choć Polacy mają zwyczaj robić zakupy raczej spontanicznie, to już 1/3 osób, kupując online, wyrabia sobie nawyk ich planowania. To pozwala na wyciągnięcie wniosku, że zakupy spożywcze online sprzyjają zarządzaniu budżetem i kontrolowaniu koszyka zakupowego.

– Możemy więc zrobić sobie listy zakupowe poprzez różnego rodzaju analizy Big Data i sztuczną inteligencję, a sklepy będą mogły nam podpowiedzieć, w jaki sposób zbudować koszyk zakupów. Później poprzez odpowiednio rozwinięty system logistyczny towary te zostaną do nas dostarczone – prognozuje ekspert Shopera.

Coraz więcej skarg ws. kopiowania dokumentów przez banki

Do Urzędu Ochrony Danych Osobowych docierają kolejne skargi dotyczące kopiowania dokumentów tożsamości przez instytucje finansowe. Tylko w styczniu i na początku lutego br. wpłynęło ich nieznacznie mniej niż w ciągu całego 2018 roku. Jednak, jak przekonują eksperci, banki mogą legalnie sporządzać tego typu kopie. O stosowaniu określonych środków bezpieczeństwa mówi ustawa o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Pomimo to, banki powinny przy tym pamiętać o analizie oraz weryfikacji, czy taka czynność jest niezbędna. Stanowisko Prezesa UODO nie ma charakteru wiążącego, a sądy mogą mieć inne zdanie w tej sprawie. Tymczasem na ten rok zaplanowane są liczne kontrole w bankach.

W 2018 roku do UODO wpłynęło ok. 10 skarg ws. kopiowania dokumentów tożsamości przez instytucje finansowe. Rok później było ich już 2 razy więcej. Natomiast tylko na początku tego roku, w ciągu niespełna półtora miesiąca, odnotowano już 8 takich zgłoszeń.

– Trzeba wyraźnie powiedzieć, że banki mają możliwość kopiowania dokumentów tożsamości. Ale jest to legalne tylko wtedy, kiedy wynika wprost z rangi przepisów, np. w przypadkach określonych w ustawie o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmowi. Nie jest to jednak równoznaczne z takim obowiązkiem – podkreśla Adam Sanocki, rzecznik prasowy UODO.

Powyższa ustawa wskazuje, kiedy powinny być zastosowane środki bezpieczeństwa. Jak zaznacza Agata Szeliga, radca prawny z Sołtysiński Kawecki & Szlęzak, obowiązek ten pojawia się wobec dotychczasowych i nowych klientów, którzy chcieliby założyć konto. W przypadku pierwszej grupy są to np. okazjonalne przelewy na kwotę przekraczającą równowartość 1000 euro czy transakcje okazjonalne o równowartości co najmniej 15 tys. euro. Natomiast, kiedy mówimy o otwierających rachunek, bank nie ma żadnych danych do rozpoznania ryzyka i jego oceny. A fundamentem przeprowadzenia tej analizy jest ustalenie tożsamości klienta i jej weryfikacja.

– Klient zawsze może zapytać o podstawę żądania przez bank kopii dokumentu tożsamości. Powinien to zrobić, zwłaszcza jeśli ma wątpliwości dotyczące przetwarzania jego danych osobowych. Administrator danych musi posiadać podstawę prawną do ich przetwarzania – mówi adwokat Karolina Brzezińska z Kancelarii Drzewiecki, Tomaszek i Wspólnicy.

Z kolei Adam Sanocki podkreśla stanowisko Prezesa UODO ws. kopiowania dokumentów tożsamości. Za każdym razem, gdy dany podmiot zamierza to zrobić na podstawie art. 34 ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmowi, powinien poprzedzić swoją decyzję analizą i zweryfikowaniem, czy rzeczywiście taka czynność jest niezbędna. Musi to być zgodnie z zasadami celowości i minimalizacji, o których jest mowa w art. 5 ust. 1 lit b i c RODO, czyli ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych.

– Jeżeli dane są zbierane na potrzeby rozpoznania czy oceny ryzyka prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu, to nie mogą być przetwarzane do innych celów, np. marketingowych. Natomiast zasada minimalizacji oznacza, że dane powinny być adekwatne, stosowne oraz ograniczone do tego, co niezbędne do celów, w których są przetwarzane. Zgodnie z tym, standardowo wystarczające powinno być skopiowanie jednego dokumentu tożsamości, a nie kilku z nich – komentuje radca prawny z Sołtysiński Kawecki & Szlęzak.

Jak zaznacza mecenas Brzezińska, pozyskiwanie danych osobowych poprzez kserowanie dokumentu tożsamości może mieć na celu zachowanie bezpieczeństwa środków ulokowanych w banku i zapobiegnięcie działaniom na szkodę jego klientów. W ten sposób minimalizuje się możliwości wyłudzenia kredytów przez osoby, których tożsamości nie da się ustalić. Ponadto, mogą zdarzyć się sytuacje, kiedy dochodzi do zakładania rachunków bankowych tylko w celu dokonywania oszustw czy procederu tzw. prania brudnych pieniędzy. Brak dysponowania przez bank kserokopią dokumentu tożsamości posiadacza konta może w takiej sytuacji utrudnić ewentualną weryfikację takiej osoby.

– Prezes UODO podkreśla, że art. 112 b Prawa bankowego pozwala przetwarzać do celów prowadzonej działalności bankowej informacje zawarte w dokumentach tożsamości osób fizycznych. Przepis ten jednak nic nie mówi o tym, że banki mogą sporządzać kopie dowodów tożsamości. Dlatego też takie postępowanie niemal przy każdej czynności budzi wątpliwości organu nadzorczego – dodaje Adam Sanocki.

Jak podkreśla mecenas Brzezińska, zgodnie ze stanowiskiem Prezesa UODO, powoływanie się banków na art. 112 b ustawy Prawo bankowe nie jest już zawsze wystarczającą podstawą do sporządzania kopii dokumentów tożsamości. Prezes UODO nie zakwestionował legalności kopiowania dowodów tożsamości. Stwierdził on jedynie, że powinno to mieć jednak charakter ograniczony. W związku z tym, że Prezes UODO wypowiedział się w tej sprawie stosunkowo niedawno, to nie można określić jaka będzie praktyka banków, a w konsekwencji także sądów w tej kwestii. W świetle dotychczasowej linii orzeczniczej, kopiowanie dokumentów tożsamości było uznawane za czynność techniczną, a także jeden ze sposobów zbierania danych osobowych

– Zaprezentowane przez UODO stanowisko formalnie nie ma charakteru wiążącego. Jest wyrazem przyjętej przez Urząd wykładni obowiązujących przepisów prawa, którą urząd będzie się kierował w prowadzonych przez siebie postępowaniach administracyjnych – podkreśla Adam Sanocki.

Według Agaty Szeligi, takie stanowisko jest bardzo ogólne. Sądy lub inne organy mogą nie podzielać poglądu Prezesa UODO. Jeżeli bank wykaże w konkretnej sprawie, że spełnione zostały przesłanki wskazane w ustawie czy innych przepisach, to ma duże szanse obronić swoje stanowisko przed tym organem lub sądem. Ekspert podkreśla, że instytucja nadzorcza może też zmienić zdanie. W związku z tym należy kontrolować, czy Prezes UODO nie zajął odmiennego od uprzedniego stanowiska.

– Praktyka nadmiernego kopiowania dokumentów tożsamości jest znana Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych. I właśnie ta kwestia będzie przedmiotem kontroli sektorowej w bankach w 2020 roku. Ma to związek z licznymi sygnałami zgłaszanymi do UODO, dużym zainteresowaniem społecznym oraz coraz częściej pojawiającymi się zagrożeniami – informuje rzecznik Sanocki.

Czynności kontrolne mogą odbywać się w godzinach od 6.00 do 22.00. Kontrolerzy mają m.in. prawo wglądu do dokumentów, oględzin np. miejsc i urządzeń, żądania złożenia wyjaśnień. Mogą również przesłuchiwać pracowników. W przypadku stwierdzenia naruszenia przepisów, możliwe są m.in. kary finansowe. One mają być nie tylko skuteczne i odstraszające, ale i proporcjonalne. Dlatego przy ich wymierzaniu Prezes UODO musi brać pod uwagę aż 11 różnych czynników. Istotne są m.in. charakter, waga i czas trwania naruszenia.

– Do tej pory nie spotkałam się z nadużywaniem art. 34 ust. 4 Ustawy do kopiowania dokumentów tożsamości. Oczywiście, nie można wykluczyć, że wystąpią jednostkowe przypadki, wynikające z nadgorliwości pracowników. Bank jednak powinien mieć wytyczne dla personelu, w jaki sposób należy przeprowadzać analizę celowości i minimalizacji, wraz z przykładami postępowania w najczęściej występujących przypadkach – podsumowuje ekspert z Kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak.

Polska liderem w delegowaniu pracowników do krajów Unii Europejskiej. Nowe zasady delegacji obciążą jednak przedsiębiorców

Od 30 lipca będzie obowiązywać nowa dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady UE dotycząca delegowania pracowników w ramach świadczenia usług w krajach Unii Europejskiej. Najważniejsze zmiany dotyczą  wynagrodzenia i okresu delegowania, a dla polskich firm oznaczają konieczność dostosowania się do nowych przepisów i wyższe koszty. – Dyrektywa jest adresowana wyłącznie do przyjmujących państw członkowskich, ale to na pracodawcach będzie ciążyć odpowiedzialność za przestrzeganie zasad panujących w tych państwach – informują eksperci stowarzyszenia Inicjatywa Mobilności Pracy.

Pracownicy delegowani to osoby wysłane przez firmy z kraju członkowskiego Unii Europejskiej do pracy w innym kraju przez pewien okres, aby świadczyć usługi za granicą w imieniu pracodawcy – wyjaśnia dr Marcin Kiełbasa, prawnik, ekspert Inicjatywy Mobilności Pracy oraz adiunkt w Katedrze Prawa Gospodarczego, Publicznego i Prawa Pracy Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. – Charakterystyczną cechą delegowania jest tymczasowość świadczenia usług, w odróżnieniu od tzw. pracowników migrujących, czyli tych, którzy wyjeżdżają na stałe, żeby zamieszkać w danym państwie członkowskim.

Pracownicy delegowani wyjeżdżają za granicę w ramach tzw. swobody świadczenia usług w Unii Europejskiej. W praktyce odbywa się to w różnej formie: firma zatrudniająca pracowników w Polsce deleguje ich w ramach kontraktu, który realizuje dla odbiorcy za granicą, albo w ramach tzw. delegowania wewnątrzkorporacyjnego – czyli spółka matka w Polsce do spółki córki w innym kraju lub odwrotnie – albo w wyniku tzw. udostępnienia pracowników przez agencję czy przedsiębiorstwo pracy tymczasowej.

Polska jest unijnym liderem w zakresie delegowania pracowników. Obrazuje to liczba wydanych poświadczeń A1, czyli dokumentów określających, któremu ustawodawstwu w zakresie ubezpieczenia społecznego podlega pracownik.

– Według najnowszych danych z 2018 roku spośród prawie 3 mln wydanych poświadczeń A1 na polskie firmy przypada ich ponad 605 tys., więc jest to prawie 30 proc. wszystkich poświadczeń A1 i wszystkich pracowników delegowanych w obrębie całej Unii Europejskiej – informuje dr Marcin Kiełbasa.

Jak podaje Inicjatywa Mobilności Pracy, z raportu Komisji Europejskiej „Posting of workers. Report on A1 Portable Documents issued in 2018” wynika, że od 2011 roku liczba wydawanych poświadczeń A1 stale rośnie. Gwałtowny wzrost nastąpił w 2017 roku, a w 2018 roku wyniósł on około 6 proc. Wśród państw, w których był on najbardziej widoczny, są Hiszpania, Polska i Słowacja. Spadek liczby wydanych poświadczeń A1 o jedną trzecią w porównaniu z 2017 rokiem odnotowała Słowenia.

Według unijnych danych w 2018 roku w czołówce państw wydających (poświadczających) formularze A1 państw członkowskich były Polska (605 785 formularzy) i Niemcy (475 704 formularzy), co stanowi łącznie około 36 proc. wszystkich wydanych poświadczeń A1 w Unii Europejskiej. Trzecie miejsce pod względem liczby wydanych formularzy A1 zajęła Hiszpania, a dalej uplasowały się: Włochy, Belgia, Słowacja, Słowenia, Francja, Austria i Holandia, które łącznie wydały ponad 100 tys. formularzy.

– Mobilność zawodowa w ramach Unii Europejskiej, w porównaniu np. ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki, ma jeszcze pewien obszar do rozwoju – ocenia ekspert Inicjatywy Mobilności Pracy. – Ale w ramach tej mobilności, która jest realizowana w granicach Unii Europejskiej, Polacy są liderami.

Jak podkreśla ekspert, wciąż jednak istnieją bariery swobody przepływu pracowników na terenie Wspólnoty.

– Część z państw przyjmujących traktuje delegowanie jako tzw. dumping socjalny, czyli zaniżanie standardów pracy w celu osiągania jak największego zysku. Takie protekcjonistyczne podejście niektórych państw, głównie chodzi o państwa tzw. starej Unii, wyraża się w agresywnych kontrolach przedsiębiorstw i wysokich karach nawet za najmniejsze pomyłki administracyjne czy wreszcie w tworzeniu wokół przedsiębiorców delegujących klimatu sugerującego, że pozbawiają zatrudnienia pracowników lokalnych. To mija się z prawdą. W rzeczywistości pracownicy delegowani wypełniają lukę kompetencyjną na rynku docelowym, czyli we Francji, w Belgii, w Niemczech – uważa dr Marek Kiełbasa.

Po 30 lipca tego roku delegowanie pracowników będzie trudniejsze, a polskie firmy będą musiały uporać się z procedurami administracyjnymi i wyższymi kosztami. Najważniejsze zmiany dotyczą wynagrodzenia oraz czasu delegacji i wiążą się często z niepewnością. Jak podaje Inicjatywa Mobilności Pracy, państwa członkowskie będą musiały zapewnić, że pracownik delegowany na ich terytorium otrzyma od swojego zagranicznego pracodawcy wynagrodzenie wyliczone w sposób wynikający z prawa, układów zbiorowych pracy i zwyczaju – obowiązujących w miejscu wykonywania pracy. Nie chodzi tylko o wysokość wynagrodzenia, ale także o jego konstrukcję (składniki). Pracodawcy są zobowiązani poznać te zasady – będzie to łatwiejsze, jeśli wynikają one z przepisów prawa lub powszechnie obowiązujących układów zbiorowych pracy, ale możliwa jest sytuacja, że w danym regionie, branży lub zawodzie obowiązują układy zbiorowe pracy, których publikacja nie jest obowiązkowa.

– Pracodawców czeka mitręga administracyjno-prawna, zanim zorientują się, co wchodzi w skład wynagrodzenia, bo oprócz minimalnych stawek płac mogą to być również elementy charakterystyczne dla danego państwa przyjmującego – uściśla dr Marcin Kiełbasa. – Druga kwestia to tzw. kumulatywne obliczanie okresów delegowania. Nowa dyrektywa wprowadza maksymalny okres delegowania do 12 miesięcy, podczas gdy wcześniej nie był on dookreślony. Będzie można go przedłużyć do 18 miesięcy. Może się zdarzyć, że pracownik delegowany po raz pierwszy na dwa miesiące, ale na zastępstwo, np. po 11 miesiącach pracy poprzednika, przekroczy termin 12 miesięcy i będzie objęty przepisami dotyczącymi warunków zatrudnienia państwa przyjmującego. To jest również problem dla pracodawcy, bo to on będzie musiał kontrolować, jak długo dana osoba przebywa za granicą, w jakim charakterze, oraz ocenić, jak należy określić warunki zatrudnienia.

Jak podkreśla ekspert, pewne wątpliwości w nowych zasadach delegowania pracowników budzi również rozszerzenie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy o kwestie ujęte w ordynacji podatkowej oraz przekazywanie przez PIP informacji na zewnątrz, czyli do organów państw przyjmujących, do których Polacy będą delegowani przez polskie firmy. Wysuwany jest również postulat, aby przepisy dotyczące delegowania pracowników objęły kraje spoza Unii Europejskiej.

– Liczba pracowników delegowanych i zatrudnionych przez polskie firmy z tzw. państw trzecich stale rośnie i będzie dalej rosła – zaznacza dr Marcin Kiełbasa. – Na polskim rynku brakuje rąk do pracy, więc rozwiązanie kwestii delegowania pracowników w ustawie oceniam jako sensowne i trafne.

Polacy są określani jako technation. Naukowcom i firmom brakuje jednak często odwagi w podejmowaniu ryzyka

Innowacje dają szansę na zwiększenie konkurencyjności zarówno na rynku polskim, jak i zagranicznym. Coraz więcej przedsiębiorców chce więc wdrażać nowe technologie. Sprzyjają temu rozwiązania prawne, ulgi podatkowe i pieniądze z programu Horyzont 2020, które jeszcze można wykorzystać. Kluczowa jest współpraca naukowców z instytucjami państwowymi i biznesem. – Nie da się rozwinąć innowacji bez publicznych instytucji –  podkreśla Piotr Dardziński, prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz.

– Już jesteśmy technation. Po pierwsze, mamy bardzo wielu Polaków na świecie, którzy działają w najlepszych zespołach innowacyjnych. Po drugie, coraz częściej ci Polacy nie tylko wyjeżdżają z kraju, ale i do niego wracają. Również w Polsce bardzo dużo się zmieniło w środowisku wspierającym ludzi innowacyjnych. Zmieniły się zasady podatkowe, dzisiaj można płacić niższe podatki, jeśli inwestuje się w badania i rozwój – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Dardziński, prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz.

Rozwojowi innowacyjności w Polsce mogą sprzyjać m.in. reforma szkolnictwa wyższego stawiana za wzór przez Komisję Europejską oraz powstanie Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej. Także fundusze europejskie i nowelizacja ustawy o zasadach realizacji programów w zakresie polityki spójności w aktualnej perspektywie finansowej 20142020, która upraszcza zasady ubiegania się o dotacje unijne.

– Po dużej reformie naukowcy przekonali się, że powinni zajmować się także innowacjami, współpracować z biznesem. Powstały nowe instytucje i organizacje. Nie da się rozwinąć innowacji bez publicznych instytucji – podkreśla Piotr Dardziński.

Istotą wprowadzanych zmian jest usunięcie barier związanych z działalnością innowacyjną oraz stworzenie skutecznych mechanizmów wspierania nowatorskich rozwiązań w praktyce.

– W poprzedniej kadencji uchwalono dwie ustawy o innowacyjności, ustawę o IP Boksie, wprowadzono też wiele rozwiązań, które sprowadzają się do jednego: jeśli inwestujesz w B+R, czyli w badania, albo uzyskujesz przychody z efektów tych badań, to płacisz niższe podatki. I to się po prostu opłaca – twierdzi prezes Łukasiewicza.

Duża ustawa zwiększa wysokość ulgi podatkowej na działalność badawczo-rozwojową, rozszerza katalog kosztów kwalifikowanych do ulgi B+R, umożliwia korzystanie z ulgi B+R dla części przedsiębiorstw działających poza Specjalnymi Strefami Ekonomicznymi oraz wydłuża do 2023 roku wyłączenia tzw. podwójnego opodatkowania spółek kapitałowych i spółek komandytowo-akcyjnych zaangażowanych w działalność B+R. Ułatwia też finansowanie start-upów.

Jednak w Polsce w dalszym ciągu są także pewne bariery w rozwoju innowacyjności.

– To, czego najbardziej mi brakuje i co jest dla mnie czasami zaskakujące, to brak odwagi w podejmowaniu ryzyka. Chciałbym, żeby szczególnie naukowcy mieli więcej chęci zmieniania rzeczywistości wokół nich – mówi Piotr Dardziński. – Wszyscy jesteśmy bardzo ostrożni, a innowacje, technologie wymagają odwagi, chęci podejmowania ryzyka. Wydawało się, że w naszym kodzie kulturowym polskości było to wpisane, ale trochę chyba się zgubiliśmy.

Jedną z instytucji wspierających innowatorów jest właśnie Sieć Badawcza Łukasiewicz, która łączy instytuty badawcze tak, aby nad konkretnymi projektami naukowcy pracowali w konsorcjach.

– Łukasiewicz to 4,5 tys. inżynierów, którzy odpowiedzą na każdą potrzebę zdefiniowaną czy to przez start-up, czy przez dużą firmę. To są powody, dla których mówię, że już jesteśmy technologiczni, a będziemy w przyszłości jeszcze mocniejsi – zapowiada prezes Sieci.

W kwietniu Sieć Badawcza Łukasiewicz będzie obchodziła pierwszą rocznicę działalności. W tym czasie stała się trzecią największą siecią badawczą w Europie, w skład której wchodzi 8 tys. pracowników i 36 instytutów badawczych z kilkuset laboratoriami w 11 miastach. Od grudnia jest członkiem EARTO, największej grupy lobbującej na rzecz instytucji badawczo-rozwojowych w Europie. Szanse na pozyskiwanie międzynarodowych grantów i partnerów gospodarczych stają się więc coraz większe.

Polski start-up szykuje platformę do przetwarzania danych pochodzących z ludzkiego genomu. Analiza informacji genetycznych może pomóc m.in. w walce z koronawirusem

Analiza dużych zbiorów danych usprawni badania z zakresu genomiki. Mogą być one kluczowe chociażby w kontekście walki z rozprzestrzeniającą się na całym świecie epidemią koronawirusa. Polska firma rozwija platformę genomową opartą na sztucznej inteligencji. Rozwiązanie proponowane przez Polaków pozwala opracowywać duże zbiory danych w krótkim czasie i sporządzać na ich podstawie wąsko sprofilowane analizy.

– Nasz genom składa się z dużej ilości danych. Jeżeli zaczynamy go analizować i przetwarzać na dużą skalę, to trafiamy na ścianę związaną z możliwością obróbki tych danych. My implementujemy technologię open source’owe, które są dobrze znane w świecie Big Data, do tego typu danych genomicznych, przy okazji optymalizując niektóre z przetworzeń po to, żeby można było bardziej efektywnie zadawać pewne pytania albo w ogóle zacząć je zadawać, bo do tej pory nie było takiej możliwości – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Rafał Małanij, współzałożyciel Zettagene.

Opracowana przez polską firmę platforma genomowa iGAP opiera się na  zoptymalizowanych algorytmach zapytań, dzięki czemu odzwierciedla specyfikę danych genomowych i umożliwia efektywne opracowywanie danych. Zdefiniowany model danych umożliwia opracowywanie informacji pochodzących z różnych źródeł w ujednoliconym środowisku. Dostęp do danych jest elastyczny i pozwala na łączenie zestawów różnych wariantów czy przedziałów genomowych.

– Analiza danych genomicznych to jest przyszłość. Wiemy, że będzie tych danych coraz więcej – przekonuje Rafał Małanij. – My skupiamy się na twardej technologii pod spodem, dostarczamy platformę do przetwarzania danych.

Analiza danych genomowych może rozwiązać wiele problemów współczesnej medycyny. Lenovo, największy na świecie producent superkomputerów i komputerów osobistych, współpracuje z gigantem układów elektronicznych Intelem i chińską firmą BGI zajmującą się naukami przyrodniczymi, aby przyspieszyć analizę genomu koronawirusa. Dostarczana przez informatycznych gigantów technologia wesprze naukowców w badaniu toksyczności, trybu przenoszenia i interakcji między patogenami a nosicielami. Usprawni to badania epidemiologiczne i projektowanie szczepionek. Jest to niezbędne do opracowania lepszych metod diagnostycznych i skutecznych szczepionek lub innych środków ochronnych, takich jak immunoterapia.

Tymczasem Polacy chcą dotrzeć do instytutów badawczych, które dążą do tego, by przetwarzać informacje genetyczne szybciej i  efektywniej.

– Nasi odbiorcy to przede wszystkim duża farma i narodowe programy sekwencjonowania. Zatem generalnie każdy instytut badawczy, który przetwarza powyżej 5–10 tys. genomów i chce to robić w sposób uporządkowany – wskazuje współzałożyciel Zettagene.

Analitycy MarketsandMarkets prognozują, że globalny rynek genomiki osiągnie do 2024 roku wartość 35,7 mld dol. W 2019 roku było to 18,9 mld dol.

Parawan reklamowy z logo firmy

Niezależnie od tego, jakiego rodzaju usługi planujesz świadczyć podczas wakacji, wysokiej jakości parawan reklamowy z nadrukiem z pewnością ułatwi ci dotarcie do nowych klientów. Jest to świetna reklama, która oprócz tego, że poinformuje osoby postronne o twojej ofercie, to dodatkowo ma praktyczne zastosowanie.

  1. Dlaczego warto zamówić parawan plażowy z logo?
  2. Ile kosztuje parawan z nadrukiem?
  3. Pozostałe artykuły reklamowe przydatne na plaży

Inwestycja w porządny parawan posłuży ci przez wiele lat i zapewni świetną reklamę. Sprawdź więc, gdzie zlecić wykonanie takich materiałów, abyś był zadowolony z zakupu.

Dlaczego warto zamówić parawan plażowy z logo?

Wszystkie parawany produkowane są z wysokiej jakości materiałów, co przekłada się na doskonałą jakość. Materiał, na którym przygotowywane są nadruki to poliester o gramaturze 115 gr/m2. Dodatkowo są one obszywane specjalną żyłką, która charakteryzuje się wysoką elastycznością. Firma odpowiedzialna za produkcję parawanów gwarantuje krótkie terminy realizacji oraz atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Parawany są zakończone kijkami o długości 100 centymetrów. Mają one specjalnie zaostrzone końce, dzięki czemu łatwo rozstawisz je w dowolnym miejscu.

Ile kosztuje parawan z nadrukiem?

Ceny parawanów zaczynają się od niecałych 30 złotych, a kończą na 177 zł. Wszystko tak naprawdę zależy od ilości paneli, które składają się na gotowy parawan. Standardowo klienci wybierają rozwiązania składające się z od 4 do 6 paneli. Dzięki zastosowaniu indywidualnych grafik, każdy klient może zamówić parawan idealnie odpowiadający jego potrzebom. Zazwyczaj firmy decydują się na nadruki w jednym z trzech wariantów:

  • parawany z nadrukiem w formie napisu,
  • parawany reklamowe z logo firmy,
  • parawany ze zdjęciem dostarczonym przez klienta.

Pozostałe artykuły reklamowe przydatne na plaży

Nowoczesny parawan reklamowy cieszy się dużym zainteresowaniem wśród klientów, którzy szukają taniej i skutecznej formy reklamy. Firma zajmująca się ich przygotowywaniem posiada w ofercie również wiele innych rozwiązań, dlatego warto od razu pomyśleć o pozostałych artykułach reklamowych. Dostępne są między innymi windery (specjalne flagi o ciekawym designie), leżaki, roll-upy, banery, rękawy lotnicze i inne rozwiązania wspierające działania marketingowe. Jeżeli nie wiesz, które z nich warto wykorzystać dla promowania marki, możesz skontaktować się z pracownikiem, który – wykorzystując wieloletnie doświadczenie w branży – wybierze odpowiednie artykuły reklamowe dla twojego biznesu.

Bank Anglii zdecyduje się na kolejną obniżkę stóp procentowych?

W środę rano Bank Anglii ogłosił obniżkę stóp procentowych o 50 punktów bazowych. Był to ruch wyprzedzający, mający na celu ochronę gospodarki Wielkiej Brytanii przed ryzykiem związanym z epidemią koronawirusa.

Decydenci brytyjskiego banku centralnego podjęli jednogłośną decyzję o obniżeniu stóp procentowych do poziomu 0,25%. Jest to poziom, na którym stopy znalazły się niedługo po brytyjskim referendum ws. Brexitu i jednocześnie najniższy poziom w historii. Decyzja BoE nadeszła w następstwie analogicznego, również niespodziewanego, ruchu ze strony amerykańskiej Rezerwy Federalnej, który nastąpił w poprzedni wtorek. Brytyjscy decydenci decyzję ws. stóp mieli podjąć dopiero podczas spotkania zaplanowanego na za dwa tygodnie. Oprócz obniżki stóp, Bank Anglii ogłosił również nowy program, który ma na celu wsparcie banków komercyjnych w udzielaniu pożyczek dla przedsiębiorstw. Skoncentruje się on przede wszystkim na zapewnieniu wystarczającej płynności małym i średnim przedsiębiorstwom w Wielkiej Brytanii. Bank centralny obniżył też bufor antycykliczny z 1% do 0%, co według BoE powinno uwolnić nawet 190 mld funtów, które brytyjskie banki będą mogły pożyczyć przedsiębiorstwom.

W oświadczeniu towarzyszącemu decyzji bank stwierdził, że przedsięwzięte środki „pomogą brytyjskim przedsiębiorstwom i gospodarstwom domowym przetrwać okres zaburzenia gospodarczego, który najpewniej będzie związany z Covid-19”. W trakcie konferencji prasowej w następstwie decyzji, przewodniczący Banku Anglii, Mark Carney ostrzegł, że wirus prawdopodobnie „istotnie osłabi” aktywność w brytyjskiej gospodarce w nadchodzących miesiącach, wywołując szok ekonomiczny zarówno po stronie podaży, jak i popytu. Carney w swojej wypowiedzi jednocześnie podkreślił jednak, że w jego ocenie wstrząs powinien mieć jednak charakter tymczasowy i nie być tak drastyczny jak ten z czasów ostatniego kryzysu finansowego.

Funt brytyjski początkowo zareagował tak, jak można się było tego spodziewać. Nagła obniżka stóp procentowych doprowadziła do natychmiastowej wyprzedaży waluty Wielkiej Brytanii, sprowadzając kurs GBP/PLN w dół o ok. 0,6% po godzinie 7:00 czasu brytyjskiego (8:00 w Polsce). Niedługo później funt jednak odrobił wszystkie straty kończąc konferencję prasową umocnieniem w relacji do złotego, jak i do głównych walut (Wykres 1). O ile rynek nie spodziewał się, że decyzja Banku Anglii ws. stóp procentowych zostanie podjęta akurat dziś, to jednak sama decyzja niezupełnie zaskoczyła inwestorów – zwłaszcza uwzględniając pogłoski z zeszłego tygodnia o możliwym ruchu wyprzedzającym ze strony BoE. Inwestorzy spodziewali się, że w marcu dojdzie do cięcia stóp procentowych, obniżka o 50 pb. była w większości wyceniana przez rynek. Powyższy fakt wyjaśnia brak bardziej długotrwałej i silniejszej reakcji brytyjskiej waluty na informację o dzisiejszej decyzji BoE. Inwestorzy wydawali się również uspokojeni przez to, że Bank Anglii i rząd zdają się koordynować działania w celu ograniczenia negatywnego wpływu wirusa na brytyjską gospodarkę. Kilka godzin po decyzji BoE, brytyjski minister finansów, Rishi Sunak, przy okazji prezentacji projektu budżetu, ogłosił pakiet wspierający brytyjską gospodarkę w kontekście koronawirusa. Na wsparcie gospodarki Wielka Brytania ma przeznaczyć 30 mld funtów.

Wykres 1: Kurs GBP/PLN (11/03/20)

Bank Anglii niespodziewanie ściął stopy procentowe o 50 pb.Źródło: Refinitiv Data: 11/03/2020

Szybkość z jaką została podjęta decyzja brytyjskiego banku centralnego sugeruje, że decydenci chcą nieco wyprzedzić tok wydarzeń i zapewnić odpowiednie wsparcie, zanim tempo wzrostu nowych zakażeń w Zjednoczonym Królestwie zgodnie z oczekiwaniami zacznie przyspieszać. Póki co w Wielkiej Brytanii odnotowano ponad 450 przypadków zakażenia koronawirusem. Zakażona została między innymi brytyjska wiceminister zdrowia Nadine Dorries.

W następstwie dzisiejszych ogłoszeń ze strony BoE jesteśmy zdania, że Bank Anglii wyraźnie chce zostawić sobie otwartą furtkę w kwestii możliwości dalszego rozluźnienia polityki monetarnej w najbliższych tygodniach. Prezes BoE, Mark Carney stwierdził, że bank centralny podejmie „wszelkie niezbędne dalsze kroki” w celu ochrony gospodarki i systemu finansowego Wielkiej Brytanii. Prezes Banku Anglii zaznaczył również, że bank dysponuje „dodatkową przestrzenią w ramach polityki [monetarnej]”, jak i „wieloma narzędziami”, aby przeciwdziałać negatywnym skutkom wirusa. Sądzimy, że może to obejmować zarówno dodatkowe obniżki stóp, rozszerzenie programu luzowania ilościowego banku, jak i dalsze działania nastawione na wspieranie małych i średnich przedsiębiorstw.

Obecnie jesteśmy zdania, że już podczas najbliższego spotkania decyzyjnego za dwa tygodnie, Bank Anglii zdecyduje się na kolejną obniżkę stóp procentowych, tym samym ścinając stopy procentowe do zera. Biorąc pod uwagę krótki okres uważamy jednak, że funt powinien radzić sobie względnie dobrze w relacji do dolara amerykańskiego – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Rezerwa Federalna ma znacznie szersze pole do obniżania stóp procentowych. Osłabienie brytyjskiej waluty w parze z euro jest jednak możliwe, w związku z tym, że zakres w jakim Europejski Bank Centralny może podjąć się podobnych działań co Fed i BoE jest znacznie bardziej ograniczony. Zachowanie funta brytyjskiego w relacji do złotego będzie zależało od tego, jak kształtować się będzie kurs EUR/GBP oraz od tego, czy polski złoty nadal będzie charakteryzował się względną odpornością na negatywne informacje związane z koronawirusem.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Po korekcie obligacje ponownie zyskują na wartości

Na rynku obligacji ponownie możemy zaobserwować wzmożony popyt na dług wielu krajów. Rozszerzająca się epidemia koronawirusa pociąga za sobą odpowiednie działania rządów poszczególnych państw, w tym decyzje o zamknięciu szkół, kin, teatrów, odwołaniu imprez masowych itp. To z kolei może spowodować bardzo szybkie spowolnienie w wielu gospodarkach, co w konsekwencji może prowadzić do zdecydowanego działania banków centralnych w stronę luzowania polityki monetarnej.

Amerykański Fed, Bank Australii, Bank Kanady, Bank Anglii — wszystkie te instytucje tną stopy procentowe, a obligacje tych krajów są rozchwytywane. W Polsce również coraz poważniej mówi się o możliwym luzowaniu polityki monetarnej, aby wspierać przedsiębiorców i pracowników, którzy najbardziej odczują ekonomiczne skutki epidemii wirusa. Masowe oczekiwania odnośnie gołębiego tonu banków centralnych, w tym jutro Europejskiego Banku Centralnego, utrzymują ceny obligacji blisko rekordowych poziomów.

Rentowność z kolei znajduje się przy historycznych minimach. W środę oprocentowanie amerykańskich 10-latek wynosiło 0,722 proc, co oznacza wzrost z 0,32 proc. w poniedziałek. Na amerykańskich rynku długu pojawiła się bardzo duża zmienność, zwłaszcza po słowach prezydenta Trumpa, który ogłosił pakiet pomocowy dla firm i ich pracowników — w tym cięcie podatków. W tym czasie również nastąpiły zmiany na niemieckim rynku długu. Rentowność 10-latek wzrosła z -0,9 proc. do -0,76 proc. Z kolei w Polsce obserwowaliśmy największy zwrot, który przyspieszył po ogłoszeniu zamknięcia placówek oświatowych i kulturowych. Rentowność polskich 10-latek skoczyła od początku tygodnia z 1,34 do 1,68 proc.

Stąd też spread względem obligacji USA wzrósł aż do poziomu 96 p.b., co jest najwyższym wynikiem od listopada 2017 r. Z kolei względem 10-latek Niemiec spread wzrósł do 245 pkt i znajduje się w ostatnim przedziale wahań między 260 a 225 pkt. Dane makroekonomiczne z Polski schodzą na tę chwilę na drugi plan, a najważniejsze pojawią się pod koniec marca i w kwietniu. Wtedy też poznamy, ile polską gospodarkę kosztowało zamknięcie szkół i innych instytucji, co finalnie będzie mieć wpływ na PKB, a to na decyzje RPP i ponownie na rynek długu.

Departament Zarządzania Aktywami, Copernicus Capital TFI S.A.

Rynek powierzchni biurowych w Krakowie

  • W 2019 roku w Krakowie oddano do użytku 157 800 mkw. powierzchni biurowych w 16 budynkach.
  • Popyt brutto wyniósł 266 700 mkw. i był blisko 28% wyższy niż w analogicznym okresie 2018 roku.
  • Sektor usług informatycznych odpowiadał za 45% zawartych transakcji, co czyni go najbardziej aktywnym sektorem.
  • Stopa pustostanów na koniec roku wyniosła 10,7%, co oznacza wzrost o 2,2% w porównaniu z końcem 2018 roku.
  • Stawki bazowe czynszów dla najlepszych lokalizacji w centrum Krakowa wynoszą obecnie 15 EUR/mkw., co stanowi wzrost o 3,4% w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Kraków nadal utrzymuje pozycję lidera na regionalnych rynkach biurowych. W ostatnich dwunastu miesiącach do użytku oddano 16 budynków o łącznej powierzchni 157 800 mkw., dzięki czemu całkowity zasób powierzchni biurowych wyniósł 1,42 miliona mkw. Największymi projektami oddanymi do użytku były Tischnera Office (Cavatina, 32 800 mkw.), V.Offices (AFI Europe, 21 650 mkw.) oraz Fabryczna Office Park B2 (Inter-Bud, 16 500 mkw.).

Dobra sytuacja na rynku powierzchni biurowych sprzyja rozwojowi przedsiębiorstw z branży nieruchomości komercyjnych. Zeszłorocznym liderem jest firma Cushman&Wakefield, której wolumen transakcji wyniósł prawie 85 tys. mkw. (w 31 umowach najmu), zajmując tym samym 26% rynku. Jest to już drugi raz w ostatnich trzech latach, kiedy firma zdobywa pierwsze miejsce będąc najbardziej aktywną agencją doradczą na rynku najmu powierzchni biurowych w Krakowie.

Popyt powierzchni biurowych w Krakowie

W ostatnim roku aktywność na rynku najmu w Krakowie osiągnęła rekordowy poziom. W 2019 roku najemcy zawarli umowy najmu o łącznej powierzchni 266 700 mkw., co przekłada się na wzrost o 28% w stosunku do rekordowego roku 2018 i jest największą wartością od początku prowadzenia statystyk na krakowskim rynku biurowym. Nowe umowy stanowiły 55% wszystkich transakcji a renegocjacje i ekspansje odpowiednio 33% i 12%. Warto też dodać, że 37% wszystkich zawartych umów stanowiły umowy przednajmu.

Motorem napędowym rynku biurowego w Krakowie jest popyt firm z sektora usług SSC/BPO, głównie w segmencie Business Services oraz IT, ale również R&D. Od niemalże 2 lat do grona strony popytowej dołączyli również operatorzy powierzchni coworkingowych. Firmy planujące rozwój w stolicy Małopolski doceniają przede wszystkim dostępność talentów, rozpoznawalność Krakowa, postrzeganego jako sprawdzona marka i destynacja biznesowa z doskonałym zapleczem biurowym, a także stabilność i przewidywalność tego rynku – mówi Dariusz Madej, Senior Negotiator, ‌‌Cushman‌ ‌&‌ ‌Wakefield.

Największymi transakcjami najmu na krakowskim rynku biurowym, podpisanymi w ostatnich 12 miesiącach były: umowa przednajmu 19 300 mkw. w budynkach B2 i B3 kompleksu Fabryczna Office Park przez UBS, renegocjacja umowy przez Motorola Solutions System w budynkach Green Office A,B,C o łącznej powierzchni 17 100 mkw. oraz transakcja Sabre w budynku Tischnera Office o łącznej powierzchni 16 000 mkw.

Najbardziej aktywnym sektorem w Krakowie był sektor usług informatycznych – najemcy ci odpowiadali za blisko 45% wszystkich zawartych transakcji.

Stopa pustostanów powierzchni biurowych

Stopa pustostanów na koniec roku wyniosła 10,7%, co oznacza wzrost o 2,2% w porównaniu z końcem 2018 roku. Zwiększenie dostępności powierzchni biurowej jest spowodowane wysoką wartością nowej podaży odnotowaną w tym okresie. Wzrost wakatu jest widoczny także w wartości wskaźnika absorpcji netto, który na koniec roku wyniósł 113 500 mkw. i był o ponad 40 000 niższy niż nowa podaż w tym okresie.

Popyt na powierzchni biurowe pod koniec roku osiągnął rekordowy poziom 266 700 mkw. i był wyższy o ponad 28% w stosunku do tego z 2018 roku. Ponadto, w ostatnich czterech latach na rynku biurowym w Krakowie przybywało średnio ponad 160 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej rocznie i ta powierzchnia była błyskawicznie wchłaniana przez rynek utrzymując wskaźnik powierzchni niewynajętej na poziomie 9-11% – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, ‌ ‌Cushman‌ ‌&‌ ‌Wakefield.

Czynsze powierzchni biurowych w Krakowie

Stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe wzrosły o 3,4% na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy. Obecnie wynoszą 15 EUR/mkw./miesiąc. Najwyższe czynsze są osiągalne w projektach zlokalizowanych w centralnej części Krakowa, w lokalizacjach oferujących bardzo dobrą komunikację transportem publicznym. Na skutek ograniczonej podaży w centrum oraz dużego zainteresowania najemców tego typu lokalizacją prognozuje się dalszą presję na wzrost stawek czynszu w najbliższych 12 miesiącach.

Prognozy dla powierzchni biurowych w Krakowie

W najbliższych miesiącach Kraków będzie najbardziej aktywnym miastem pod względem ilości powierzchni planowanej do oddania do użytku. W budowie pozostaje ponad 257 500 mkw., z czego ponad 187 700 mkw. w 17 projektach jest planowana do oddania w 2020 roku.

W bieżącym roku Kraków cały czas będzie utrzymywać swoją pozycję jako największy rynek dla sektora usług dla biznesu i to właśnie ten sektor będzie odpowiadał za znaczną część popytu na powierzchnie biurowe. Według naszych prognoz wskaźnik dostępnej powierzchni w kolejnych 12 miesiącach będzie się utrzymywał na zbliżonym poziomie do tego zarejestrowanego w 2019 roku. Największym zainteresowaniem najemców nadal cieszyć się będą planowane projekty zlokalizowane w centrum przy Rondzie Mogilskim i Rondzie Grzegórzeckim oraz w dzielnicy Grzegrzółki – dodaje Jan Szulborski.

Przy poziomie nowej podaży zbliżonym do 2019 roku, najemcy cały czas będą mieli szerokie spektrum dostępnej powierzchni do wyboru poza centrum miasta. Już w 2020 roku w Krakowie zostaną oddane do użytku takie projekty jak Unity Center czy kolejne fazy High 5ive bud. B, Wadowicka 3, Tertium Business Park, Podium Park, Zabłocie Business Park, Equal Business Park czy Fabryczna Office Park. Obecnie brak jest jakichkolwiek czynników zewnętrznych, które mogłyby zaburzyć wzrost aktywności najemców, który obserwujemy od 2012 roku – dodaje Dariusz Madej.

Zbliża się termin zgłoszenia beneficjentów rzeczywistych – czyli jakie obowiązki wynikają z ustawy AML

13 kwietnia br. mija termin, w którym zgodnie z zapisami Ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu z dnia 1 marca 2018, należy dokonać zgłoszenia beneficjentów rzeczywistych spółek do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych. Kogo należy zgłosić, kto powinien tego dokonać i jaka jest rola instytucji obowiązanych w zakresie AML (Anti-Money Laundering)?

Aktualizacja (12.03.2020): Sytuacja związana z obowiązkowym wpisywaniem się firm do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych najprawdopodobniej ulegnie zmianie, gdyż przesunięcie terminu pojawiło się wśród propozycji Ministerstwa Rozwoju w ramach opracowywanego właśnie w związku z koronawirusem pakietu osłonowego dla przedsiębiorców. 

Czym jest Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych?

Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych działa od 13 października 2019 roku. Został wprowadzony Ustawą o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, co z kolei jest implementacją dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2015/849 z 20 maja 2015 r. w sprawie zapobiegania wykorzystywaniu systemu finansowego do prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu.

Nowo powstająca spółka ma 7 dni od momentu wpisania do KRS na zgłoszenie do CRBR. Skąd zatem data 13 kwietnia 2020 roku? Termin ten wynika z półrocznego okresu przejściowego po uruchomieniu rejestru. Dotyczy to spółek, które istniały wcześniej, czyli widniały w KRS przed 13 października 2019 roku.

Generalnie rejestr ma powodować, że przestępcom lub potencjalnym przestępcom trudniej będzie się ukryć w skomplikowanych strukturach powiązań spółek i grup kapitałowych.

Co warto podkreślić, dostęp do rejestru jest otwarty dla każdego i bezpłatny, co umożliwia kontrolę informacji przez otoczenie spółek. Jawność ma przyczynić się do zwiększenia przejrzystości operacji finansowych, obrotu gospodarczego i podmiotów w nim uczestniczących. Tym samym ma podnieść zaufanie do rynku finansowego.

Kim jest Beneficjent Rzeczywisty?

Termin ten pojawił się w polskiej ustawie jako implementacja określania „ultimate beneficial owner” obecnego w unijnej dyrektywie.

Najprościej rzecz ujmując beneficjentem rzeczywistym jest osoba fizyczna sprawująca bezpośrednią lub pośrednią  kontrolę nad spółką. Kontrola ta opiera się na posiadanych uprawnieniach, które wynikają z okoliczności prawnych lub faktycznych, które umożliwiają wywieranie decydującego wpływu na czynności lub działania podejmowane przez spółkę.

O czym pamiętać przy zgłoszeniu do CRBR?

Przede wszystkim należy pamiętać, że wpis do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych jest obowiązkowy. Podmioty do tego zobligowane zapisami Ustawy, które nie dokonają wpisu we wskazanym terminie mogą liczyć się ze znacznymi sankcjami. Kara finansowa może sięgać nawet miliona złotych.

Zatem osoby uprawione do reprezentowania spółek jawnych, komandytowych, komandytowo-akcyjnych, z ograniczoną odpowiedzialnością oraz akcyjnych (poza tymi  notowanymi na giełdzie) dla ich dobra powinny wywiązać się z obowiązku we wskazanym terminie.

Zgłoszeniu podlegają nie tylko dane identyfikacyjne beneficjenta rzeczywistego, ale także dane spółki, jak i jej uprawionego reprezentanta, dokonującego wpisu. W przypadku beneficjenta należy podać: imię i nazwisko, obywatelstwo, państwo zamieszkania, PESEL (lub datę urodzenia, jeśli dana osoba nie posiada numeru PESEL), a także informacje o wielkości i charakterze udziału lub uprawnieniach mu przysługujących.

Obowiązki instytucji obowiązanych

Instytucje obowiązane to kolejny istotny termin wynikający z Ustawy AML. To szeroka i zróżnicowana grupa, w skład której wchodzą firmy, instytucje, organizacje i stowarzyszenia oraz indywidualni przedsiębiorcy. Zgodnie z zapisami są one  zobligowane do realizacji szeregu zadań w odniesieniu do przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu.

Jedną z instytucji obowiązanych jest biegły rewident. W jego przypadku obowiązki wynikające z Ustawy AML zaczynają się jeszcze przed podjęciem współpracy z klientem. Biegły jest zobowiązany do przeprowadzenia oceny ryzyka klienta, m.in. poprzez identyfikację i weryfikację beneficjenta rzeczywistego. W przypadku negatywnej oceny ryzyka klienta, bądź gdy nie ma możliwości ustalenia beneficjenta rzeczywistego, biegły nie nawiązuje stosunków gospodarczych z klientem, bądź rozwiązuje te już podjęte.

Taka ocena klienta nie jest dokonywana jedynie na początku współpracy, ale musi być kontynuowana i aktualizowana w trakcie współpracy. Biegły jest obowiązany prowadzić stały monitoring informacji o kliencie oraz o stosunku gospodarczym między nim, jako instytucją obowiązaną, a klientem.

W przypadku zidentyfikowania okoliczności wzbudzających podejrzenie prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu, instytucja obowiązana przekazuje te informacje do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. Współdziałanie z GIIF jest obowiązkiem instytucji obowiązanej. To właśnie GIFT sprawuje kontrolę wykonania przez instytucje obowiązane obowiązków w zakresie AML. W przypadku, gdy podejrzenia wypełniają dyspozycję art. 299 Kodeksu karnego, biegły zgłasza ten fakt także do prokuratury.

Biegli rewidenci, podobnie jak inne instytucje obowiązane, są zobowiązani także do wdrożenia czynności o charakterze organizacyjnym wewnątrz firm audytorskich. Dotyczą one m.in. opracowania wewnętrznych procedur AML, wskazania osób odpowiedzialnych za obszar AML, przeprowadzania szkoleń dla pracowników oraz archiwizowania dokumentów związanych z wykonywaniem obowiązków wynikających z Ustawy.

W przypadku naruszeń Ustawy przez instytucję obowiązaną możliwe jest nałożenie na nią kary administracyjnej. Może być to kara finansowa liczona nawet w milionach złotych, ale także cofnięcie koncesji lub zezwolenia albo wykreślenie z rejestru działalności regulowanej.

Autorem komentarza jest Kamil Walczuk, Biegły Rewident, współzałożyciel Polskiej Grupy Audytorskiej – pierwszej krajowej sieci firm audytorskich

Jak EBC będzie walczył z epidemią koronawirusa?

W najbliższych godzinach uwaga rynków finansowych spocznie na spotkaniu Europejskiego Banku Centralnego. Jakie kroki podejmą decydenci?

Po tym, jak amerykańska Rezerwa Federalna i Bank Anglii zdecydowały się na nadzwyczajne obniżki stóp procentowych o 50 punktów bazowych w odpowiedzi na epidemię koronawirusa, inwestorzy będą obserwować, na wdrożenie jakich środków w odpowiedzi na ryzyko wynikające z nowej epidemii zdecyduje się bank centralny strefy euro.

Spotkanie decyzyjne Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego odbędzie się już w ten czwartek. W kontekście spotkania dość powszechnie oczekuje się rozluźnienia polityki pieniężnej banku centralnego. Sądzimy, że obniżka stóp procentowych jest wysoce prawdopodobna, jak również możliwe jest ogłoszenie dodatkowych środków mających przeciwdziałać ekonomicznym skutkom koronawirusa. Zagrożenia wynikające z epidemii nie dotyczą już tylko faktu, że gospodarki strefy euro są w dużym stopniu zależne od popytu zewnętrznego. Agresywne rozprzestrzenianie się wirusa w krajach strefy euro może wywołać szok popytowy, przekładający się na ujemny wzrost PKB w pierwszym kwartale 2020 roku wśród części kluczowych gospodarek strefy euro. Po tym, jak rząd Włoch w weekend ogłosił decyzję o kwarantannie obejmującej większość północnych prowincji, na początku tygodnia ogłoszono kwarantannę całego kraju. Sądzimy, że Włochy z wysokim prawdopodobieństwem wpadną w techniczną recesję, notując ujemny wzrost w pierwszym kwartale br.

Podstawowym problemem Europejskiego Banku Centralnego, który odróżnia sytuację tej instytucji od jej odpowiedników w Stanach Zjednoczonych oraz w Wielkiej Brytanii, jest niemal zupełny brak przestrzeni do obniżania stóp procentowych. Stopa depozytowa Europejskiego Banku Centralnego znajduje się już teraz głęboko poniżej zera (-0,5%). Wydaje się, że w konsekwencji prawdopodobnej obniżki tej stopy procentowej o 10 punktów bazowych znajdzie się ona blisko wartości granicznej, do której stopy procentowe mogą zejść, zanim ich negatywny wpływ na sytuację sektora bankowego przewyższy korzyści z ich obniżki. Sądzimy, że podczas najbliższego spotkania bank centralny będzie musiał zachować szczególną ostrożność, aby osiągnąć jak najwięcej korzyści ze swoich działań.

Nasze oczekiwania są zgodne z oczekiwaniami rynku – spodziewamy się, że w czwartek Europejski Bank Centralny zdecyduje się na obniżenie stopy depozytowej o 10 pb., do poziomu -0,6%. Oprócz tego sądzimy, że decydentom będzie zależało na tym, aby ich działania nie były przesadne. Naszym zdaniem zdecydują się oni na zrobienie minimum oczekiwanego przez rynek, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że bank centralny nie dysponuje obecnie zbyt szerokim zestawem narzędzi, z jakich może skorzystać. Sądzimy, że bank niechętnie zwiększy program QE o nie więcej niż 10 mld EUR (podnosząc obecną wartość skupowanych aktywów do 30 mld EUR miesięcznie). Byłby to powrót do tempa, w jakim EBC skupował aktywa przez większość 2018 roku (Wykres 1). O ile taka decyzja nie powinna mieć zbyt istotnego wpływu na gospodarkę strefy euro, to tego typu jednoznaczny komunikat zasugerowałby rynkom, że bank centralny jest gotowy i zdolny do podjęcia działań, jeśli sytuacja nadal by się pogarszała.

Wykres 1: Aktywa skupowane miesięcznie przez EBC w ramach programu QE (2014 – 2020)

Aktywa skupowane miesięcznie przez EBC w ramach programu QE
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 09/03/2020

Przewodnicząca EBC, Christine Lagarde, najpewniej również będzie chciała podkreślić, że bank centralny jest gotowy zapewnić dodatkową płynność strefie euro, zwłaszcza sektorom najbardziej dotkniętym epidemią koronawirusa. Spodziewamy się zatem, że Europejski Bank Centralny rozszerzy program tanich pożyczek dla banków, czyli ukierunkowanych długoterminowych operacji refinansujących (TLTRO). Możliwe, że w tym kontekście EBC ogłosi wyraźne polepszenie warunków udzielania pożyczek bankom krajowym, o ile instytucje kredytowe objęte tym programem będą w łagodniejszy sposób podchodzić do sytuacji małych i średnich przedsiębiorstw, które prawdopodobnie najmocniej odczują skutki nowej epidemii. Przykładem takich działań może być większa wyrozumiałość banków w podejściu do obsługi zadłużenia i odraczanie spłaty długu. Odroczenie tego typu dla części kredytobiorców ogłosiły ostatnio Włochy.

Oprócz opisanych wyżej środków oczekujemy również, że Lagarde ogłosi ostrą obniżkę prognozy EBC dotyczącej wzrostu gospodarczego w strefie euro w 2020 roku z wcześniej szacowanego poziomu 1,1%, wymieniając również koronawirus jako największe zagrożenie dla globalnej gospodarki w krótkim terminie. Przewodnicząca EBC najpewniej po raz kolejny odniesie się również do polityki fiskalnej, stwierdzając, że bank centralny nie jest w stanie działać w pojedynkę, wspierając gospodarkę wspólnego bloku, i że państwa członkowskie powinny odegrać swoją rolę, zwiększając wydatki rządowe. Jak wspominaliśmy jednak w naszym raporcie o nadzwyczajnej obniżce stóp procentowych Rezerwy Federalnej, podstawowym problemem, jaki stoi obecnie przed bankami centralnymi jak i przed ministrami finansów, jest to, że nawet wspólne działania z zakresu polityki monetarnej i fiskalnej mogą odnieść ograniczone skutki w przypadku, gdy mierzą się z kryzysem zdrowotnym. Obniżki stóp procentowych i zwiększone wydatki nie „stworzą szczepionki” i najpewniej nie będą zbyt pomocne w zwalczaniu szoku podażowego wywołanego przez wirusa. Powyższa kwestia może przełożyć się na ograniczenie zakresu działań, jakie decydenci ogłoszą podczas jutrzejszego spotkania. Uważamy, że bank centralny skupi się na kwestii utrzymania dostępu do finansowania, szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które są najbardziej narażone na szok związany z koronawirusem. Sądzimy, że możliwość wprowadzenia na poziomie regulacyjnym większej wyrozumiałości w egzekwowaniu długów przez banki, które ułatwiłyby dostęp do finansowania małym i średnim firmom, czy nawet ukierunkowane pożyczki będą stanowić większe wsparcie dla gospodarki niż cięcia stóp procentowych czy zwiększenie programu QE. Oprócz zawartych powyżej oczekiwań, sądzimy też, że przekaz mający wywrzeć presję na europejskie rządy i skłonić je do rozluźnienia polityki fiskalnej w czwartek wybrzmi głośniej niż kiedykolwiek.

Co tyczy się perspektyw euro, sądzimy, że waluta ta jest dobrze umocowana do dalszej aprecjacji w stosunku do dolara amerykańskiego w nadchodzących miesiącach. Rezerwa Federalna ma większe pole do obniżek stóp procentowych niż Europejski Bank Centralny. Nawet jeśli EBC w czwartek ogłosi środki przewyższające oczekiwania rynku – co naszym zdaniem się nie stanie – Fed podczas spotkania w przyszłym tygodniu najpewniej obetnie stopy procentowe o co najmniej 25 pb. (obecna wycena kontraktów fed funds futures sugeruje, że rynek spodziewa się cięcia rzędu 50-75 pb.). Tym samym jeszcze bardziej zmniejszy się dotychczas istotna różnica w poziomach stóp procentowych między Stanami Zjednoczonymi a strefą euro, co jest zdecydowanie pozytywną informacją dla euro. W związku z oczekiwaniami dotyczącymi spadku stóp procentowych w USA, kurs EUR/USD doświadczył ostatnio istotnego wzrostu, co przełożyło się również na spadek pary USD/PLN do najniższego poziomu od lipca (Wykres 2).

Wykres 2: Kurs USD/EUR & USD/PLN (luty ‘20 – marzec ‘20)

Kurs USD
Źródło: Refinitiv Data: 11/03/2020

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Niespodzianka z Wysp

Anglosasi najwyraźniej mają inną koncepcję prowadzenia polityki monetarnej niż RPP. Brytyjczycy postanowili nie czekać z założonymi rękami i obniżyli stopy procentowe od razu o 0,5%. Najwyraźniej prognozy danych makroekonomicznych gwałtownie się pogarszają i postanowili działać z wyprzedzeniem.

Dolar odrabia straty

Ostatnie dwa tygodnie były bardzo trudne dla posiadaczy dolarów. Amerykańska waluta leciała w dół z kilku powodów. Po pierwsze i chyba najważniejsze, jest to strach przed dalszymi obniżkami stóp procentowych. Skoro Rezerwa Federalna (bardzo lubiąca otwartą komunikację z rynkiem) zdecydowała się na nadzwyczajną obniżkę stóp procentowych i to od razu o 0,5%, to znaczy, że można spodziewać się dalszych ruchów. Drugim powodem była bardzo wysoka wartość dolara, co w połączeniu z obniżką stóp procentowych dało bardzo silny impuls. Nie bez znaczenia jest też poziom emocji na rynkach, który powoduje, że niektóre reakcje są niewspółmierne do bodźców.

Mała stabilizacja

Po zamieszaniu z poniedziałku, kiedy to na otwarciu rynki gwałtownie spadły, a notowania w niektórych krajach były zawieszane, dalej mamy zwiększoną zmienność na wielu instrumentach i walutach. Trochę odzyskała ropa, ale po skali spadków było widać, że jest przestrzeń na drobne odbicie. Dalej bardzo źle wyglądają giełdy, które wciąż są blisko wielomiesięcznych minimów. Większość indeksów zbliża się również do dołków z 2016, a niektóre indeksy jak WIG20 pokazują najniższy poziom od kilkunastu lat.

Niespodzianka z Wysp

Bank Anglii podobnie (jak koledzy za oceanem) podjął decyzję, że nie warto czekać do najbliższego planowanego posiedzenia skoro i tak wiedzą, co chcą zrobić. Na nadzwyczajnym posiedzeniu obniżono stopy procentowe z 0,75% do 0,25%. Decyzja była jednogłośna, żaden z 9 członków gremium się nie wstrzymał. Co ciekawe, podobnie jak w przypadku niespodziewanej obniżki w USA inwestorzy przyjęli to bardzo spokojnie. Tutaj funt wręcz zyskuje po tej decyzji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl