Kosmiczne badania rynkowe, czyli o wykorzystaniu danych ze zdjęć satelitarnych w badaniach rynkowych

Czy można w ciągu kilku godzin odpowiedzieć na pytanie, ile jest inwestycji budowlanych na terenie całego miasta, kraju, kontynentu, a nawet całej kuli ziemskiej? W jaki sposób najszybciej policzyć wszystkie wieżowce, farmy wiatrowe czy konkretne uprawy na określonym obszarze? Dziś, dzięki zdjęciom z satelitów powstają narzędzia umożliwiające szybkie zliczenie dowolnych zasobów, które są możliwe do zaobserwowania z kosmosu.

Firmy, które chcą skutecznie budować swoją przewagę konkurencyjną, muszą doskonale znać rynek, na którym funkcjonują oraz jego składowe, czyli popyt, działania konkurencji czy systemy sprzedaży. Część z tych informacji mogą dostarczyć analizy oparte na zdjęciach satelitarnych.

Dostęp do informacji z satelitów niegdyś był domeną światowych supermocarstw. Dziś ich uwolnienie, czyli umożliwienie przeszukiwania i analizowania danych z satelitów online, powoduje dynamiczny wzrost liczby startupów zarabiających na analizie danych z kosmosu. Informacje, jakich dostarczają satelity w kontekście badań rynkowych są wyjątkowo cenne dla przedsiębiorstw.

Zdjęcia z satelitów już od lat z powodzeniem wykorzystywane są w meteorologii, badaniu zmian klimatycznych, budownictwie, urbanistyce czy rolnictwie. Teraz właściwie wszyscy mogą mieć dostęp do aktualnych, w świetnej rozdzielczości zdjęć satelitarnych, dotyczących dowolnego miejsca na Ziemi. Okazuje się, że analizy rynkowe, które jeszcze do niedawna były skomplikowane i drogie, dzięki informacjom z kosmosu mogą być znacznie łatwiejsze do przeprowadzenia.

Widoczne jak na dłoni

Firmy wkrótce nie będą w stanie ukryć się przed konkurencją, organami regulacyjnymi lub służbami kontroli – mówi Mark Johnson, współzałożyciel Descartes Labs, startupu wykorzystującego w swojej działalności zdjęcia satelitarne. Przedsiębiorstwa muszą zdać sobie sprawę, że ich tradycyjna przewaga konkurencyjna w postaci informacji na wyłączność, wkrótce może być dostępna dla wszystkich – dodaje.

Firma ta opracowała m.in. model, który, niezależnie od warunków pogodowych, umożliwia wykrywanie nowych inwestycji budowlanych. Dzięki zgromadzeniu danych na temat liczby rozpoczętych budów można np. ocenić trendy wpływające na rozwój infrastruktury na określonym obszarze w czasie rzeczywistym. Do niedawna tego typu analiza była bardzo droga – zebranie danych dotyczących poszczególnych rynków musiało odbywać się w sposób tradycyjny, czyli z poziomu gruntu i było bardzo czasochłonne.

Dziś zainteresowane podmioty mogą zlecić analizę rynku pod kątem nowych inwestycji budowlanych na określonym obszarze i w danym czasie. Informacje dotyczące tego, ile się buduje, gdzie i kiedy, mogą być kluczowe dla decyzji biznesowych firm, które np. produkują materiały budowlane, wykończeniowe czy meble. Takie informacje będą także cenne pod kątem monitoringu rynku pracy czy analizy cen nieruchomości.

Cenne informacje

Wiedza jest dziś walutą, a jest tym bardziej cenna, im bardziej ekskluzywna. Zdjęcia z satelitów są dziś dostępne dla każdego, kto ma dostęp do internetu. Jednak aby przeprowadzić zaawansowaną analizę na ich podstawie, po pierwsze trzeba posiadać profesjonalną wiedzę, a po wtóre – dysponować odpowiednią mocą obliczeniową – mówi Maciej Litewski, marketing manager z polskiej firmy CloudFerro, która jest operatorem chmurowym platformy CREODIAS, udostępniającej dane z europejskich satelitów Sentinel. Obserwujemy, że pojawia się coraz więcej firm i startupów, które tworzą produkty i usługi wykorzystujące dane z kosmosu. Są to nie tylko różnego rodzaje specjalistyczne aplikacje dotyczące upraw rolnych, wód i lasów, ale także analizy związane z działalnością przemysłową i komercyjną, które są szczególnie istotne dla podmiotów uczestniczących w danym rynku – mówi Maciej Litewski.

Problem z danymi satelitarnymi jest taki, że są one „nieporęczne” do pracy. Każdego dnia z satelitów spływają ogromne ilości surowych informacji, które powinny być przetworzone, ustandaryzowane i wstępnie wyselekcjonowane, aby mogły być następnie wykorzystywane przez analityków. Potrzebują one także potężnej infrastruktury. W przypadku niektórych analiz, mowa jest o ogromnych repozytoriach, umożliwiających obróbkę dziesiątek czy nawet setek terabajtów danych.

Blisko 15 petabajtów danych

Jeśli chodzi o moc obliczeniową, platforma CREODIAS jest dostępna w specjalnie zaprojektowanej infrastrukturze chmurowej. Wyszukiwanie i przeglądanie zdjęć jest możliwe z poziomu zwykłego zalogowanego użytkownika. Jednak aby przeglądać i generować duże repozytoria danych, potrzebna jest zdecydowanie większa przestrzeń obliczeniowa. Dla klientów instytucjonalnych oferujemy możliwość korzystania z gotowych narzędzi analitycznych, dostępnych w chmurze – wyjaśnia Maciej Litewski z CloudFerro. Dziś CREODIAS to blisko 15 petabajtów danych oraz przyjazne środowisko pracy, umożliwiające korzystanie z narzędzi do analizy zdjęć satelitarnych – dodaje.

Wspomniana wcześniej firma Descartes Labs opracowała również system umożliwiający szybką identyfikację fizycznych zasobów turbin wiatrowych na całym świecie w ciągu zaledwie kilu godzin. Można sobie tylko wyobrazić, ile mogłoby trwać wykonanie takiej analizy w sposób tradycyjny i ilu badaczy musiałoby uczestniczyć w takim projekcie.

Tego typu informacje, związane z rynkiem, zawsze były cenne. Dziś, kiedy ich zdobycie jest łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej, z pewnością można spodziewać się dynamicznego rozwoju rynku analiz gospodarczych opartych na informacjach z satelitów. Inne zadania, możliwe do zrealizowania przy wykorzystaniu zaawansowanych analiz zdjęć satelitarnych, to wykrywanie potencjalnych niedoborów żywności, monitoring miejsc wydobycia ropy naftowej czy lokalizowanie nielegalnych połowów.

Wszystko ma swoją cenę

Optymizm wokół perspektywy porozumienia handlowego USA-Chiny podsyca rajd na rynku akcji, pozwala na odbicie cen ropy naftowej, ale na rynku walutowym zmiany są mniej jednoznaczne. Zyskuje chiński juan, ale też i dolar amerykański na wzroście rentowności długu USA. Wciąż nie widać szerokiego odchodzenia od bezpiecznych przystani na rzecz bardziej ryzykownych walut.

Kolejny dzień i kolejne informacje dotyczące rozmów handlowych USA-Chiny, które podsycają optymizm rynkowy. Tym razem paliwem do wzrostów indeksów stały się doniesienia Financial Times, według których USA rozważają zniesienie ceł nałożonych na warte 112 mld USD towary z Chin, które obowiązują od 1 września w wysokości 15 proc. Jest to jeden z głównych postulatów Pekinu w ostatniej rundzie rozmów i może decydować o skłonności strony chińskiej do jakichkolwiek innych ustępstw. Tutaj jednak pojawia się pierwszy problem: kto od kogo będzie żądał więcej? Wiemy, że prezydentowi Trumpowi najbardziej zależy na odblokowaniu eksportu towarów rolnych do Chin, gdyż potrzebuje głosów farmerów w przyszłorocznych wyborach. Jak na razie Chiny wykręcają się od zwiększenia zakupów, tłumacząc się brakiem popytu, ale równie dobrze może to być gra na czas w oczekiwaniu na decyzję w sprawie zniesienia ceł. A to, że administracja USA rozważa zniesienie ceł, jeszcze nie oznacza, że do tego dojdzie. Dla Trumpa byłoby to okazanie uległości, kiedy jeszcze kilka miesięcy temu straszył ekonomicznym zniszczeniem Chin. Alternatywnie USA mogą zażądać więcej deklaracji dotyczących ochrony własności intelektualnej lub zwiększenia (jeszcze nierealizowanych) zakupów towarów rolnych. Wszystko ma swoją cenę, a z doniesień FT nie wiemy, kto jest w stanie i ile zapłacić.

Rynki pozostają jednak w trybie „szklanka jest w połowie pełna”, co pomaga poprawiać rekordy na Wall Street. Wycofanie ceł przez USA wyraźnie odmieniło relacje z Chinami, a z globalnej gospodarki zdjęło ogromny czynnik niepewności. Osobiście dalej jednak obawiam się, że podstawy dla panującego optymizmu są niestabilnym zlepkiem nadziei pozbawionych konkretów. A biorąc pod uwagę zagubienie trendów na rynku walutowym, wydaje mi się, że w swoich wątpliwościach nie jest osamotniony. USD/CNY testuje 7,0 pierwszy raz od sierpnia, ale już na AUD nie widać dynamicznego umocnienia. Rynek wciąż podtrzymuje siłę CHF, JPY i złota, choć zażegnanie wojen handlowych powinno wyganiać kapitał z bezpiecznych przystani. Nawet USD zdołał wczoraj się umocnić, choć w teorii powinien tracić na spadku awersji do ryzyka. To, że wczoraj wzrost optymizmu w większym stopniu przełożył się na wzrost rentowności obligacji skarbowych USA (pozytywne dla USD) niż na odpływ w stronę ryzykownych walut, sugeruje, że na rynku jest dużo sprzecznych poglądów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Badanie Cisco: Działy IT chętnie wdrażają rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji i sieci intuicyjnej

Jak wynika z najnowszego badania Cisco, maksymalizacja wartości biznesu stanowi główny priorytet działów IT. Oznacza to potrzebę zwiększenia poziomu innowacji oraz dostosowania działań w zakresie technologii do założeń strategii biznesowych. W badaniu Cisco wzięło udział ponad 2000 liderów IT i specjalistów ds. sieci.

Chcąc zmaksymalizować wartość biznesu, firmy sięgają po rozwiązania z zakresu sieci intuicyjnej, a także inwestują w sztuczną inteligencję. Liderzy IT wierzą, że nowe technologie bezprzewodowe, sztuczna inteligencja oraz Internet rzeczy będą miały największy wpływ na rozwój sieci w ciągu najbliższych pięciu lat.

Sieć jest kluczowa dla współczesnego biznesu. Niezależnie od tego, czy chodzi o zwiększenie produktywności pracowników, poprawę doświadczeń klienta, czy ochronę danych, sieć stanowi podstawę sukcesu. Jednocześnie sieć znajduje się w centrum największej ewolucji od czasu powstania Internetu, tworząc szansę dla liderów IT i ich zespołów na innowacje. Cisco zapytało ponad 2000 liderów IT i specjalistów ds. sieci o to, jakie priorytety nadają inwestycjom, a także o obecny stan ich sieci.

„Dziś zespoły IT zarządzają złożonymi sieciami o krytycznym znaczeniu dla firm. Sieci te stają się coraz bardziej wydajne w dostarczaniu złożonych danych. Jednak wykorzystanie tych danych do optymalizacji procesów, zwiększenia poziomu bezpieczeństwa lub wpływu sieci na biznes, wymaga nowych narzędzi. Dlatego zespoły IT wdrażają rozwiązania z zakresu sieci intuicyjnej, sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Biznes tego oczekuje” – mówi Scott Harrell, starszy wiceprezes i dyrektor generalny w Cisco Enterprise Networking. „Sztuczna inteligencja pomoże zespołom IT przerwać status quo. Implementując analitykę predykcyjną i działania z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, zespoły IT oprócz utrzymywania obecnego stanu projektów, zaczną również wprowadzać innowacje biznesowe”.

Kluczowe wnioski z badania Global Networking Trends Report and Survey:

Liderzy IT przewidują, że w ciągu najbliższych pięciu lat, nowe technologie bezprzewodowe, Internet rzeczy, działania z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, wykrywanie zagrożeń i naprawianie wyrządzonych przez nie szkód, będą miały największy wpływ na ich strategię i architekturę sieciową.

Na szczycie listy priorytetów globalnych liderów IT i specjalistów ds. sieci znajduje się maksymalizacja wartości biznesowej IT i jak najlepsza odpowiedź na potrzeby biznesu.

  • Prawie 40% liderów IT wskazało maksymalizację wartości biznesowej IT jako główny priorytet. Cel ten znalazł się wyżej niż uproszczenie operacji, zwiększenie produktywności pracowników i ograniczenie naruszeń bezpieczeństwa.
  • Liderzy i specjaliści ds. sieci uważają, że do osiągnięcia tego celu niezbędne są inwestycje w technologie z zakresu sztucznej inteligencji. Prawie 50% specjalistów ds. sieci wierzy, że większe wykorzystanie analityki i AI pomoże w stworzeniu idealnej sieci.

Nadchodzi sieć intuicyjna, która umożliwia organizacjom rozbudowę w oparciu o własne, zdefiniowane programowo zasoby.

  • 41% uczestników badania twierdzi, że posiada przynajmniej jedną instancję sieci definiowanej programowo w ramach co najmniej jednej domeny sieciowej.
  • Tylko 4% respondentów uważa, że sieci w ich organizacjach nie są już jedynie definiowane programowo, a stały się intuicyjne. Jednak 35% sądzi, że w ciągu najbliższych dwóch lat będą one w pełni intuicyjne.
  • Gdy uczestnicy badania zostali poproszeni o umiejscowienie na skali Cisco Digital Network Readiness Model sieci działającej w ich organizacji, tylko 28% uznało, że znajduje się ona na poziomie, który można nazwać „skupionym na usługach” lub „intuicyjnym”. Jednak na pytanie o to, na jakim poziomie rozwoju wykorzystywana przez nich sieć znajdzie się za dwa lata, 78% uczestników badania odpowiedziało, że przejdzie z etapu sieci definiowanej programowo do skupionej na usługach i intuicyjnej.

Liderzy IT oraz specjaliści ds. sieci są gotowi na wdrożenie sztucznej inteligencji i automatyzacji.

  • Tylko 18% liderów IT postrzega brak dojrzałości AI jako przeszkodę na drodze do modernizacji sieci. Problem ten znalazł się najniżej na liście czynników wzbudzających obawy uczestników badania.
  • W ciągu najbliższych dwóch lat, 72% respondentów planuje wykorzystać sztuczną inteligencję do prognozowania lub zalecania napraw.
  • 94% respondentów uważa, że w ciągu dwóch lat w ich organizacji będzie funkcjonowała sieć rozległa definiowana programowo (SD-WAN). Ponadto, 47% właścicieli SD-WAN planuje w tym czasie dysponować siecią WAN wykorzystującą sztuczną inteligencję.

Specjaliści z działów operacji IT mają problem z przejściem z fazy reaktywnej do proaktywnej, co ogranicza możliwość lepszego dostosowania się do realiów rynkowych.  

  • Ponad 75% liderów IT i specjalistów ds. sieci uważa, że ich organizacje nie są zoptymalizowane pod kątem predykcyjnym i biznesowym. Brak proaktywności zespołów IT może wynikać z faktu, że dużo czasu poświęcają one na utrzymywanie obecnego stanu sieci. 73% zespołów IT poświęca na to ponad połowę czasu.
  • Kolejną barierą na drodze do większej proaktywności i optymalizacji działań pod kątem biznesu jest struktura silosowa. 29% organizacji wskazało potrzebę koordynacji działań z innymi zespołami IT jako najbardziej czasochłonną działalność operacyjną. Ponadto, 27% badanych przedsiębiorstw uznało, że model silosowy i operacyjne podejście do poszczególnych domen sieciowych wstrzymuje je przed modernizacją sieci.

Liderzy IT i specjaliści ds. sieci obawiają się różnić w zakresie umiejętności technicznych.

  • Liderzy i specjaliści ds. sieci wierzą, że ich zespoły są w stanie stawić czoła przyszłym wyzwaniom związanym z siecią. Około 30% liderów IT twierdzi, że ich zespoły są wyjątkowo dobrze przygotowane, aby sprostać wszystkim potrzebom zaawansowanej sieci. Kolejne 40% uważa, że są one dobrze przygotowane, a tylko 7% sądzi, że nie są przygotowane.
  • Jednak deficyt odpowiednich umiejętności wciąż stanowi barierę dla ponad 1/4 zespołów IT. 27% liderów IT wskazało brak niezbędnych kwalifikacji jako główną przeszkodę utrudniającą wdrożenie zaawansowanych sieci.
  • 22% liderów IT wskazuje przekwalifikowanie i zdobywanie nowych umiejętności jako priorytet niezbędny dla wypełnienia luki w zakresie umiejętności technicznych.

Źródła dodatkowe:

  • Wpis na blogu Scotta Harrella „Budowanie sieci przyszłości – napędzanej przez sztuczną inteligencję”
  • Strona raportu i badania – Global Networking Trends Report and Survey
  • Narzędzie do oceny stopnia gotowości sieci – Intent-based Networking Assessment Tool

Wyniki finansowe Alior Banku za Q3 2019 r

W III kwartale bieżącego roku Alior Bank wypracował 957 mln zł przychodu i 125 mln zł zysku netto. Po wyłączeniu rezerwy związanej z wyrokiem TSUE odnośnie zwrotu części opłat i prowizji przy przedterminowej spłacie kredytów konsumpcyjnych, przychody wynoszą 1,06 mld zł i są na poziomie zbliżonym do analogicznego okresu ubiegłego roku. Kwartalny zysk netto bez uwzględnienia wpływu tej rezerwy (83 mln zł) wyniósłby 208 mln zł (wzrost o 17 proc. r/r). Koszty działania banku wyniosły 372 mln zł i są o 10% niższe względem analogicznego okresu roku ubiegłego. Współczynnik TIER1 na najwyższym poziomie od trzech lat – 13,37%, co oznacza 819 mln zł nadwyżki kapitałów powyżej wymogów regulacyjnych.

Kończymy prace nad strategią na lata 2020-2022. Planowane zmiany umożliwią nam odbudowanie przychodów po spadku wynikającym z dostosowania się do wyroku TSUE. W obszarze klienta biznesowego naszym priorytetem pozostaje dalszy wzrost w preferowanych branżach przy jednoczesnym zmniejszeniu poziomu ryzyka – mówi Krzysztof Bachta, prezes zarządu Alior Banku. – Mocno skupiamy się na budowaniu trwałej i aktywnej relacji zarówno z klientami indywidualnymi, jak i biznesowymi, automatyzujemy procesy i rozwijamy technologię, która ma im ułatwiać codzienne bankowanie. Doceniamy lojalnych i aktywnych klientów, dlatego wprowadzamy dla nich produkty na preferencyjnych, korzystnych zasadach. Te działania to klucz do dalszego organicznego wzrostu i zwiększania przychodów – dodaje Krzysztof Bachta.

Do końca 2019 roku bank planuje utrzymać marżę odsetkową na poziomie 4,5%, obniżyć wskaźnik kosztów do przychodów do poziomu 41% (42,8% obecnie) oraz koszty ryzyka do 2,3% (obecnie 2,4%), a także zwiększyć wolumen kredytów brutto do poziomu co najmniej 5 mld zł (wykonanie po  trzech kwartałach
to 3,9 mld zł).

Najważniejsze wyniki finansowe za trzeci kwartał 2019 roku:

  • 957 mln zł przychodu (-2,6% r/r).
  • Wzrost współczynników kapitałowych. TIER1 najwyższy od trzech lat: 13,37% (+56 p.b. od początku roku), czyli 819 mln zł nadwyżki kapitałów powyżej progów regulacyjnych. TCR na poziomie 16,24%.
  • Zysk netto 125 mln zł. Znaczący wpływ rezerwy związanej z wyrokiem TSUE (-83 mln zł).
    Bez uwzględnienia rezerwy: 208 mln zł (+17% r/r). Wskaźnik ROE w III kw.’19 na poziomie 7,4 % (12,3% bez uwzględnienia rezerwy).
  • Znaczny spadek kosztów działania r/r o 10% do poziomu 372 mln zł w III kw.’19 (z 411 mln zł
    w III kw.’18). Wskaźnik C/I w III kw’19. na poziomie 38,9% (spadek o 3 p.p. w porównaniu z III kw.’18).
  • Marża odsetkowa netto (NIM) banku w analizowanym okresie wyniosła 4,39% (-0,28 p.p. r/r).
    Bez uwzględnienia rezerwy: 4,63%, co stanowi wynik porównywalny do III kw.’18, kiedy wskaźnik osiągnął 4,67%.
  • Widoczny wzrost wyniku odsetkowego w ujęciu narastającym r/r o 6,6% (z 2 284 mln zł na koniec
    III kw.’18 do 2 435 mln zł na koniec III kw.’19), pomimo znacznego wpływu rezerwy związanej
    z wyrokiem TSUE (-45 mln zł)
  • Wzrost wolumenów kredytowych zgodny z planem, realizowany w strategicznych obszarach (segment mikroprzedsiębiorstw, pożyczka gotówkowa oraz kredyty hipoteczne).

Stabilna pozycja kapitałowa

Alior Bank zachowuje wysoką efektywność kosztową. Koszty działania banku w III kwartale 2019 roku wyniosły 372 mln zł i były niższe o 10% względem analogicznego okresu roku ubiegłego, kiedy wynosiły 411 mln zł. W analizowanym okresie wskaźnik C/I wyniósł 38,9% (spadek o 3 p.p. w porównaniu z III kw.’18). W III kwartale 2019 roku bank odnotował spadek kosztów ryzyka o 0,51 p.p. w porównaniu do wyników I półrocza 2019 roku (uroczniony wynik trzeciego kwartału to 2,08%, wobec urocznionej wartości CoR dla I półrocza na poziomie 2,59%). Roczny koszt ryzyka całego 2019 r. planujemy na poziomie poniżej 2,3%.

Współczynniki kapitałowe zachowują solidny bufor powyżej minimów regulacyjnych. Łączny współczynnik kapitałowy (TCR) wyniósł 16,24% wobec 15,29% w analogicznym okresie ubiegłego roku, a współczynnik kapitału TIER1 wzrósł odpowiednio: 13,37% wobec 12,17% rok wcześniej. Bank posiada 819 mln zł nadwyżki kapitałowej.

To kolejny kwartał Alior Banku z tak dobrą efektywnością kosztową. Podobnie jak w pierwszym półroczu tego roku, utrzymaliśmy jeden z najniższych wskaźników C/I w polskim sektorze bankowym. Jednocześnie osiągnęliśmy jeden z najwyższych wskaźników TIER1 od początku istnienia Alior Banku. Tak znaczna nadwyżka kapitałowa świadczy o wysokim poziomie bezpieczeństwa banku i jest efektem działań podejmowanych przez zarząd w okresie ostatnich dziewięciu miesięcy – mówi Tomasz Biłous, wiceprezes zarządu Alior Banku odpowiedzialny za finanse.

Ryzyko kredytowe pod kontrolą

Alior Bank podjął działania mające na celu zmianę profilu ryzyka kredytowego, ze szczególnym uwzględnieniem obszaru klienta biznesowego. W trakcie 2019 roku bank dokonał szerokiego przeglądu aktywów i procesów. Wyznaczył nowe priorytety i rozpoczął wewnętrzną transformację obszaru ryzyka.

Zmiana profilu ryzyka kredytowego to działania przynoszące efekty w dłuższym okresie i z pewnością będą one istotnym elementem naszej nowej strategii – mówi Marek Szcześniak, wiceprezes zarządu Alior Banku odpowiedzialny za ryzyko. – Reorganizacja linii bankowości korporacyjnej, którą prowadzimy, przynosi już efekty. W przyszłym roku nasz portfel będzie lepiej zdywersyfikowany branżowo, jak i z punktu widzenia koncentracji pojedynczych ekspozycji. Z kolei w segmencie klienta indywidualnego jakość portfela jest lepsza niż jeszcze rok temu – dodaje.

W III kwartale 2019 roku poziom pokrycia rezerwami dla kredytów z rozpoznaną przesłanką utraty wartości (NPL) w segmencie klienta biznesowego wyniósł 49,38%, co stanowi przyrost o 5,2 p.p. względem analogicznego okresu ubiegłego roku. W segmencie klienta indywidualnego wskaźnik ten również wzrósł do poziomu 66,53%. – Dobra jakość nowej akwizycji oraz wzmożona prewencja w pracy ze starym portfelem będą powodować obniżanie CoR z każdym kolejnym rokiem – podsumowuje Marek Szcześniak.

Segment detaliczny: rozwój kanałów zdalnych, budowanie trwałej relacji

Liczba klientów detalicznych wzrosła o 106 tys. pomiędzy III kwartałem 2018 i 2019 roku (z uwzględnieniem klientów z przejętego SKOK Jaworzno) i wynosi obecnie 4,1 mln.

Zauważalnie wzrosło znaczenie ROR oraz pożyczki gotówkowej jako produktów akwizycyjnych. Liczba nowych klientów otwierających Konto Jakże Osobiste w Alior Banku osiągnęła na koniec III kwartału bieżącego roku 30,7 tys. osób i była o 16% wyższa względem analogicznego okresu roku ubiegłego. Jeszcze lepszy przyrost osiągnęła pożyczka gotówkowa. Liczba nowych klientów indywidualnych korzystających
z pożyczki wzrosła w badanym okresie o 43% i na koniec III kwartału 2019 roku osiągnęła liczbę 13,3 tys. osób.

Alior Bank odnotował także wzrost sprzedaży produktów w kanałach zdalnych. Sprzedaż pożyczki gotówkowej w tych kanałach wzrosła o 40% r/r, a rachunków osobistych i kont oszczędnościowych
o 14% r/r. Widoczne jest także rosnące zainteresowanie klientów bankowością mobilną. W III kwartale 2018 roku odnotowano 247 tys. użytkowników aplikacji mobilnych Alior Banku i T-Mobile Usługi Bankowe. Obecnie jest to już 398 tys. W ciągu roku wzrost ten sięgnął aż 60%.

Klient biznesowy: wzrost bezpiecznej sprzedaży w zautomatyzowanym procesie kredytowym

W bankowości dla firm wzrosło uproduktowienie oraz liczba klientów z główną relacją. Liczba klientów biznesowych (małe, średnie i duże przedsiębiorstwa), z uwzględnieniem klientów Alior Leasing, wyniosła
w III kwartale 2019 roku 32,8 tys.

Dane pokazują, że Alior Bank staje się coraz częściej bankiem pierwszego wyboru dla klienta z segmentu mikroprzedsiębiorstw. Liczba wszystkich klientów mikro na koniec analizowanego okresu wyniosła
181,5 tys. (vs. 151,3 tys. w III kw.’18, wzrost 20% r/r). Co ważne, aż 56 tys. z nich w III kwartale 2019 roku płaciła składki ZUS oraz podatki za pośrednictwem konta w Alior Banku.

Udział kanałów zdalnych w pozyskiwaniu nowych klientów z obszaru mikroprzedsiębiorstw wzrósł w III kwartale 2019 roku do poziomu 33%. Wzrost nowej sprzedaży odbywa się przy jednoczesnym wzroście bezpieczeństwa akcji kredytowej. W raportowanym okresie aż 90% nowej sprzedaży mikro posiada pokrycie gwarancjami Banku Gospodarstwa Krajowego.

Wykorzystanie PSD2

W III kwartale 2019 roku bank otrzymał zgodę Komisji Nadzoru Finansowego na działanie jako TPP (Third Party Provider). Oprócz dostosowania się do wymogów nowej regulacji bank ma możliwość dalszego rozwoju  nowych usług cyfrowych dla klientów.

W związku z możliwościami, jakie daje otwarta bankowość, Alior Bank planuje jeszcze w tym roku wprowadzić uproszczony proces kredytowy. Dzięki informacjom o rachunkach klienta w innych bankach, starający się o kredyt w Alior Banku jeszcze szybciej otrzyma decyzję o udzieleniu finansowania. Następnym krokiem będzie wdrożenie integratora rachunków klientów w innych bankach. To rozwiązanie pozwoli na wykorzystanie wiedzy o kliencie w celu zaproponowania mu korzystnej oferty pożyczki gotówkowej. Możliwa będzie także automatyczna spłata pożyczki z innego konta.

Nowa odsłona Kantoru Walutowego

W lipcu 2019 roku Alior Bank udostępnił klientom nowy serwis Kantoru Walutowego. Jego użytkownicy otrzymali szereg nowych funkcjonalności, m.in. możliwość wysłania prośby o przelew bez kopiowania numeru swojego rachunku, podziału płatności między znajomych, przesyłania przelewów na numer telefonu czy adres e-mail odbiorcy. Do oferty została wprowadzona karta wielowalutowa obsługującą płatności w blisko 160 walutach oraz możliwość zakupu ubezpieczeń turystycznych PZU „Pomoc w podróży”. We wrześniu 2019 roku udostępniono aplikację mobilną Kantoru Walutowego dla systemów iOS oraz Android. Co ważne, została ona stworzona w ramach wewnętrznych struktur banku.

W sierpniu 2019 roku padł rekord obrotów Kantoru Walutowego – sprzedaż wzrosła o 31% względem analogicznego okresu roku 2018. Liczba zamawianych kart wielowalutowych w III kwartale 2019 wzrosła o ponad 200% w porównaniu do II kwartału tego samego roku. Ponadto, od momentu wdrożenia aplikacji (początek września) blisko 20% wszystkich przelewów w kantorze wykonywanych jest za pomocą aplikacji mobilnej.

Kolejny krok we współpracy z Grupą PZU

W trzecim kwartale 2019 roku Alior Bank wraz z PZU uruchomiły platformę internetową Cash, za pośrednictwem której pracownicy firm objętych programem mają szybki dostęp do pożyczek on-line przy jednoczesnym ograniczeniu formalności. W ramach pilotażu z pożyczek udzielanych za pośrednictwem platformy może korzystać obecnie ponad 10 tysięcy pracowników Grupy PZU. W najbliższych tygodniach platforma będzie udostępniana innym pracodawcom.

Alior Bank przygotował również ofertę dla uczestników Pracowniczych Planów Kapitałowych w TFI PZU. Pracownicy oszczędzający w programie mogą liczyć m.in. na atrakcyjne warunki prowadzenia Konta Jakże Osobistego i korzystania z karty debetowej oraz wyższe oprocentowanie na lokacie terminowej.

Bank nadal rozwija współpracę z Grupą PZU w zakresie sprzedaży ubezpieczeń. Jeszcze w 2017 roku udział produktów PZU w sprzedaży ubezpieczeń przez bank był jednocyfrowy. Obecnie ok. 50% składki pozyskanej w Alior Banku pochodzi z produktów Grupy PZU.

Eesti Energia: wyniki finansowe za III kwartał pod silnym wpływem restrukturyzacji produkcji energii

W III kwartale br. przychody Eesti Energia wzrosły do 206 mln euro, co stanowi wzrost o 3% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Wynik netto spadł o 20,4 mln euro, w efekcie czego w III kwartale strata netto wyniosła 9,5 mln euro.

– Na wynik III kwartału negatywnie wpłynęły w szczególności przedłużające się prace konserwacyjne w elektrowni Auvere oraz szeroko zakrojona restrukturyzacja produkcji energii. Negatywny wpływ na wyniki miała wyłącznie produkcja energii z łupków bitumicznych. Wszystkie inne obszary działalności były rentowne, a wyniki lepsze od przewidywanych – powiedział Andri Avila, dyrektor finansowy i członek zarządu Eesti Energia.

Elektrownia w Auvere wyprodukowała około 300 GWh energii elektrycznej mniej niż planowano. W efekcie całkowita produkcja energii elektrycznej była znacznie niższa, co spowodowało utratę przychodów. – Jednocześnie amortyzacja i koszty odsetek tylko dla samego obiektu w Auvere w trzecim kwartale to 10 mln euro – wyjaśnił Avila.

General Electric, wykonujący prace w Auvere w ramach serwisu gwarancyjnego, zadeklarował zakończenie prac konserwacyjnych do połowy IV kwartału. Zgodnie z zawartą umową, straty powstałe w okresie gwarancji zostaną zrekompensowane przez głównego wykonawcę, z którym prowadzone są negocjacje.

Drugim czynnikiem o charakterze nadzwyczajnym było dostosowanie procesów wielkoskalowej produkcji energii i liczby pracowników do warunków rynkowych. W swoich działaniach spółka wzięła pod uwagę oczekiwania państwa dotyczące zapewnienia zdolności do wytwarzania energii elektrycznej na poziomie jej średniego zużycia w Estonii do 2023 r. Fundusz pomocy osobom, które straciły pracę oraz inne rozwiązania to koszt ponad 4 mln euro.

W III kwartale br. Eesti Energia wytworzyła 951 GWh energii elektrycznej, czyli o 56% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Spadek produkcji był spowodowany przede wszystkim wyższą ceną uprawnień do emisji CO2, która wzrosła o 43% do 26,9 euro za tonę. Spadek produkcji dotyczy wyłącznie części produkcji, w której paliwem są łupki bitumiczne. Natomiast produkcja energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych wzrosła ponad trzykrotnie do 241 GWh rocznie. Udział energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych i alternatywnych wyniósł 41% całkowitej produkcji (średnia kwartalna).

Imponujące projekty, rekordowe transakcje i wielkie najmy – taki był 2019 rok dla Ghelamco w Polsce

Rok 2019 był dla Ghelamco rekordowy pod wieloma względami. Firma ma w budowie m.in. 4 wysokościowce na warszawskiej Woli o łącznej powierzchni 170 tys. mkw., 400 tys. mkw. inwestycji w przygotowaniu, a także rekordowe transakcje na swoim koncie: sprzedaż wieży Warsaw Spire za kwotę 386 mln euro oraz spektakularne najmy w The Warsaw HUB i Warsaw UNIT. Jednak Ghelamco odnosi sukcesy nie tylko na polu komercyjnym – w tym roku firma zrealizowana również cały szereg otwartych wydarzeń kulturalnych i rozrywkowych dla mieszkańców Warszawy. 

Rekordowa transakcja

W lipcu tego roku Ghelamco, wraz z Madison International Realty, sfinalizowało rekordową transakcję na polskim rynku biurowym – sprzedaż swojego flagowego projektu, a zarazem najsłynniejszego polskiego biurowca, wieży Warsaw Spire. Liczący 49 kondygnacji i 65 tys. mkw. powierzchni biurowej obiekt został kupiony przez Immofinanz za kwotę 386 mln euro. Wcześniej dwa pozostałe budynki kompleksu (B i C) kupił od Ghelamco fundusz CA Immo za łączną sumę ponad 200 mln euro.

Zbudowany przez Ghelamco Warsaw Spire to wciąż najwyższy i największy biurowiec w Polsce, a także jedyny w historii polskiego rynku nieruchomości projekt uhonorowany najbardziej prestiżową statuetką w branży – MIPIM Awards.

Dobrze sprzedane

W tym roku również dwa inne biurowce Ghelamco znalazły nowych właścicieli. Pierwszy z nich, zlokalizowany w samym sercu biznesowego centrum Warszawy i liczący ponad 16 tys. mkw. biurowiec Wronia 31, został przejęty przez LaSalle Investment Management. Obiekt może się poszczycić certyfikatem BREEAM z oceną Outstanding na etapie Post Construction, a także tytułem najbardziej zielonego budynku w Europie Środkowo-Wschodniej w prestiżowym konkursie BREEAM Awards 2019. Drugi ze sprzedanych biurowców to .big – kameralny obiekt o powierzchni 10 tys. mkw. w krakowskiej dzielnicy Dębniki. Wartość obu transakcji przekroczyła 100 mln euro.

Cztery wieże

Firma Ghelamco ma obecnie w budowie aż 4 wysokościowce: 3 w ramach kompleksu The Warsaw HUB (wieża hotelowa 86 m i dwie biurowe 130 m, 113 tys. mkw. najmu) oraz liczący 202 m wysokości i 57 tys. mkw. powierzchni Warsaw UNIT. Wszystkie z nich powstają w samym sercu nowego centrum biznesowego Warszawy – na Woli, przy rondzie Daszyńskiego. Dostarczą one w sumie na rynek 170 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, hotelowej i usługowo-handlowej. Budynki będzie wyróżniać wysokiej klasy nowoczesna architektura i dbałość o ekologiczne rozwiązania, m.in. Warsaw UNIT będzie posiadał niespotykaną w Polsce elewację typu Dragon Skin na części fasady, a The Warsaw HUB zostanie połączony podziemnym tunelem ze stacją metra, a także wyposażony w pojemny, niezależny parking rowerowy.

Komercyjny sukces

The Warsaw HUB już dziś może poszczycić się stopniem komercjalizacji sięgającym 80%. Tylko w tym roku podpisane umowy najmu sięgną sumy blisko 40 tys. mkw.! Swoją główną siedzibę w wieżowcu będzie mieć m.in. Getin Noble Bank, który zajmie 18,5 tys. mkw. – to jedna z największych transakcji na polskim rynku biurowym podpisana w tym roku! Do grona najemców dołączyły w ostatnich miesiącach także takie firmy jak Atradius (1500 mkw.), GATX Rail Poland (1500 mkw.), Elanco Animal Health (3700 mkw.), McDonals’s i WeWork. Swoje siedziby lub lokale będą tu także miały m.in. Standard Chartered, The Heart Warsaw, Biedronka, Zdrofit, Rossmann czy Olimp. W kompleksie znajdą się także hotele Crowne Plaza (pierwszy w Polsce) i Holiday Inn Express należące do InterContinental Hotels Group (IHG). Inwestycja zostanie ukończona w I połowie 2020 roku.

Strategiczny najemca

W czerwcu Ghelamco pozyskało strategicznego najemcę dla swojego kolejnego flagowego projektu – Warsaw UNIT. Firma ubezpieczeniowa Warta wynajęła blisko 20 tys. mkw. na 11. najwyższych piętrach biurowca. Umowa została podpisana na okres 10 lat. Była to jedna z największych transakcji najmu w tym roku. Wieżowiec będzie oddany do użytku na początku 2021 r.

Nowy projekt handlowy

Na początku tego roku Ghelamco rozpoczęło budowę swojego kolejnego parku handlowego – Prochowni Łomianki. Nowy projekt zlokalizowany jest tuż za północną granicą Warszawy, w Łomiankach. Powierzchnia budynku wyniesie około 5300 mkw. W parku znajdą się m.in. supermarket, apteka, a także sklepy odzieżowe, z artykułami dla dzieci zoologiczny oraz z elektroniką. Planowany termin ukończenia to grudzień tego roku.

Przywrócona perła architektury

W Polsce Ghelamco jest znane głównie ze swoich szklanych wieżowców i nowoczesnych budynków biurowych, ale jest też projekt, który zajmuje szczególne miejsce w portfolio firmy – Foksal 13/15.

W historycznym centrum Warszawy Ghelamco kończy jeden z najbardziej niezwykłych projektów w historii rewitalizacji zabytków w Polsce – kompleksową restaurację dwóch ponad 120-letnich kamienic, którym przywrócony został oryginalny wygląd fasad i wnętrz z końca XIX wieku. Jest to jeden z najbardziej prestiżowych adresów w Polsce. Foksal 13/15 zapewni swoim przyszłym mieszkańcom liczne komfortowe udogodnienia, w tym strefę SPA, salę fitness, pokoje gościnne, podziemny parking, przestronne tarasy na dachu oraz usługi concierge. Obie rezydencje mieszczą łącznie 55 luksusowych apartamentów o powierzchni od 47 do 260 mkw.

W tym roku Ghelamco rozpoczęło realizację jeszcze jednej inwestycji z sektora nieruchomości premium – Flisac Apartamenty Powiśle. Będzie to apartamentowiec o nowoczesnym charakterze, powstający w najmodniejszej obecnie części Warszawy – na Powiślu, w sąsiedztwie odremontowanych bulwarów i topowych restauracji, z widokiem bezpośrednio na Wisłę.

Deweloper zaangażowany społecznie

Ghelamco skupia się nie tylko na komercyjnej działalności, ale jest także firmą zaangażowaną w aktywizację lokalnej społeczności oraz działania kulturalne i miastotwórcze. Sztandarowym przykładem tego jest plac Europejski, który deweloper stworzył dla mieszkańców Warszawy. W ramach swojej przestrzeni Ghelamco przez cały rok organizuje cykle wydarzeń kulturalnych, sportowych i rozrywkowych, które przyciągają rzesze ludzi w każdym wieku – w 2019 r. wzięło w nich udział ponad 35 tys. osób. Zimą działa tu bezpłatne lodowisko, wiosną – warsztaty ogrodnicze na Dzień Ziemi, a podczas Nocy Muzeów mieszkańcy mogą wraz z przewodnikami miejskimi odkrywać tajemnice placu Europejskiego i Warsaw Spire. Latem na świeżym powietrzu otwiera się kino letnie, które trzy razy w tygodniu wyświetla filmy fabularne, dokumentalne i bajki dla dzieci. Można również wziąć udział w imprezach sportowych (Ghelamco Boules Cup) lub odwiedzić działającą przez cały rok galerię plenerową Art Walk. Są też liczne inne imprezy okolicznościowe – plac tętni życiem przez cały rok!

Obowiązkowy Split Payment od 1 listopada 2019 r. – rozwiązania praktyczne

Obowiązkowy Split Payment, który wchodzi w życie 1 listopada 2019 r., stanowi nie lada wyzwanie dla większości przedsiębiorców. Pomimo tego, iż Ministerstwo Finansów uważa, że wykładnia nowych przepisów jest jednoznaczna i nie powinna stwarzać problemów przedsiębiorcom, to jednak sami zainteresowani są już innego zdania. Na podatnika, który nie wywiąże się z obowiązku dokonania podzielonej płatności, organ podatkowy nałoży decyzją sankcje VAT w wysokości 30% kwoty podatku na fakturze. Ponadto grozić mu będzie także odpowiedzialność karno-skarbowa.

Jak się przygotować?

Po pierwsze należy przeanalizować, czy firma w ogóle kwalifikuje się do stosowania Mechanizmu Podzielonej Płatności (zwanego dalej: MPP lub Split Payment) na wystawianych fakturach VAT. Otóż obowiązkowy MPP będzie dotyczył wyłącznie sprzedaży w obrocie krajowym tych towarów i usług, o których mowa w nowym załączniku nr 15 do ustawy VAT. Dotyczy to zatem m.in. tych towarów i usług, które do tej pory były objęte tzw. odwrotnym obciążeniem (faktura bez stawki VAT) oraz tzw. towarów wrażliwych (np. paliwa, wyroby stalowe). Firmy powinny zatem dokładnie przeanalizować dodany załącznik 15 i zweryfikować, czy dokonują sprzedaży wskazanych w nim towarów lub usług. W tym celu przedsiębiorca może posłużyć się klasyfikacją PKWiU.

Należy również przypomnieć, że MPP będzie miał zastosowanie tylko wówczas, jeśli kwota sprzedaży na fakturze VAT przekroczy 15 tys. zł (lub równowartość w walucie obcej), a faktura będzie dokumentowała dostawę towarów lub świadczenie usług z załącznika 15. Każda taka faktura powinna być oznaczona wyrazami „Mechanizm Podzielonej Płatności”. Z tym że zasada ta będzie miała również zastosowanie do faktury dokumentującej jednocześnie sprzedaż towarów lub usług, które zostały wymienione w załączniku nr 15, jak również pozostałych, niewymienionych w tym załączniku. W takim przypadku wystarczająca dla objęcia faktury obowiązkowym MPP będzie łączna kwota sprzedaży brutto na fakturze (powyżej 15 tys. zł), bez względu na wartość brutto towaru czy usługi z załącznika nr 15 (np. 2 tys. zł). Natomiast kupujący będzie zobowiązany zapłacić przy użyciu MPP tylko wartość towarów lub usług z załącznika, a w odniesieniu do towarów spoza załącznika Split Payment będzie dobrowolny.

Rozliczenia w walucie obcej

Dla wielu firm utrudnieniem może być także stosowanie MPP dla rozliczeń transakcji krajowych w walutach obcych. Jest to istotna zmiana, ponieważ dobrowolna wersja Split Payment obowiązująca od 2018 r. dotyczyła wyłącznie płatności złotówkowych. Od 1 listopada 2019 r. płatność za fakturę VAT na dostawę z załącznika 15 wystawioną w walucie obcej i zawierającą kwotę VAT wyrażoną w PLN powinna być dokonana dwuetapowo. Wartość netto z faktury powinna trafić na rachunek walutowy sprzedawcy, natomiast wartość VAT na rachunek VAT dopisany do rachunku podstawowego prowadzonego w PLN. Oznacza to, że prawidłowe zastosowanie się nabywcy do MPP będzie możliwe tylko wówczas, gdy wystawca faktury wskaże dwa rachunki bankowe służące do zapłaty należności – walutowy oraz w PLN. Ułatwieniem może być przejście na rozliczenia w PLN, choć z wielu względów biznesowych płatności walutowe mogą okazać się korzystniejsze.

Zaliczki i przedpłaty

Kłopotliwe może okazać się dokonywanie tzw. przedpłat czy zaliczek za dostawę towarów lub wykonanie usługi. Obowiązkowy MPP będzie miał wówczas zastosowanie w przypadku:

  1. przedpłat na 100% wartości zamówienia, jeżeli wartość zamówienia objętego przedpłatą przekroczy 15 tys. zł (lub równowartość w walucie obcej) albo
  2. przedpłat częściowych, jeżeli całkowita wartość zamówienia brutto przekroczy 15 tys. zł (lub równowartość w walucie obcej).

W obu przypadkach sprzedawca powinien poinformować nabywcę o obowiązku opłacenia przedpłaty przy użyciu MPP. Obowiązek ten może zostać spełniony poprzez wystawienie faktury pro forma lub faktury zaliczkowej zawierającej wyrazy „Mechanizm Podzielonej Płatności”. Jednocześnie ten sam komentarz powinien się znaleźć na fakturze końcowej dokumentującej daną transakcję. Nabywca dokonujący płatności w MPP powinien udowodnić, że zapłacona zaliczka (przedpłata) dotyczy konkretnej faktury.

Informowanie nabywcy o błędach

Celem Ustawodawcy było, aby transakcja objęta MPP została każdorazowo opłacona przy użyciu rachunku VAT. Oznacza to, że nawet jeśli na sprzedawcy będzie ciążył obowiązek wystawienia faktury z MPP, to brak takiego oznaczenia nie zwolni nabywcy z obowiązku dokonania płatności przy użyciu Split Payment. Co istotne, nabywca będzie narażony na sankcje nawet wówczas, jeśli otrzyma wadliwie wystawioną fakturę, tj. bez komentarza MPP, i opłaci ją z pominięciem Split Payment. Sankcje obejmą również sprzedawcę z powodu niedopełnienia obowiązku prawidłowego oznaczenia faktury. Podatnik powinien zatem wdrożyć odpowiedni sposób postępowania na wypadek wystawienia wadliwej faktury m.in. poprzez wystawienie faktury korygującej zawierającej wyrazy „MPP” oraz niezwłoczne poinformowanie nabywcy o obowiązku dokonania płatności na rachunek VAT.

Na co jeszcze należy zwrócić uwagę?

Pogorszenie płynności finansowej w firmie to nie jedyna konsekwencja wprowadzenia obowiązkowego MPP. Oprócz wskazanych już sankcji VAT i na gruncie KKS, podatnik, który pomimo ciążącego na nim obowiązku nie dokona zapłaty za pomocą MPP, będzie pozbawiony możliwości zaliczenia takiego wydatku do kosztów podatkowych, przy czym ograniczenia w podatkach dochodowych zaczną obowiązywać dopiero z początkiem 2020 r. Niemniej jednak już teraz przedsiębiorcy powinni przeprowadzić gruntowny audyt swoich rozliczeń w celu zmniejszenia ryzyka podatkowego w zakresie VAT i podatku dochodowego, jakie niesie za sobą obowiązkowy Split Payment.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Cyfryzacja firmy szansą na rozwój

Procesy realizowane w formie elektronicznej to konieczność w rzeczywistości cyfrowej. Takie podejście stwarza szansę na osiągnięcie lepszej efektywności i zwiększenie konkurencyjności.

Digitalizacja obejmuje wszystkie dziedziny życia i gospodarki. Trudno wyobrazić sobie dzisiaj świat bez mobilnych rozwiązań jak e-mail, komunikatory internetowe, smartfony czy laptopy. Zmienia się środowisko pracy, zacieśniają wzajemne powiązania przedsiębiorstw i klientów. Konsumenci najczęściej oczekują możliwości komunikacji z wybranym dostawcą za pośrednictwem internetu. Tam też szukają też nowych partnerów biznesowych.

– Bez cyfrowej strategii biznes nie może efektywnie się rozwijać. Obecnie sprawne zarządzanie przedsiębiorstwem każdej wielkości wymaga nowoczesnych narzędzi, wspomagających przetwarzanie i analizę informacji – uważa Mateusz Macierzyński, menedżer ds. systemów ITS w firmie Konica Minolta.Ucyfrowienie wniosło rewolucyjne zmiany w społeczeństwach i gospodarkach, a firmy, aby sprostać rosnącym wyzwaniom, powinny szukać nowatorskich rozwiązań.

Polska na tle Europy

Komisja Europejska od 2015 roku monitoruje konkurencyjność cyfrową państw członkowskich. W opublikowanym za 2019 rok raporcie dotyczących indeksu gospodarki cyfrowej i społeczeństwa cyfrowego (DESI) Polska zajęła 25 miejsce wśród 28 krajów, wyprzedzając Grecję, Bułgarię i Rumunię.[1] Co prawda, w ciągu ostatnich kilku lat wynik naszego kraju poprawił się, ale wzrosła też średnia w całej Unii Europejskiej. Dlatego Polsce nie udało się awansować w rankingu ogólnym.

Jeśli chodzi o wdrażanie technologii cyfrowej w przedsiębiorstwach, Polska zajmuje 26 miejsce wśród krajów UE. Sprzedaż w internecie prowadzi 12% firm sektora małych i średnich przedsiębiorstw. To więcej niż w poprzednim badaniu DESI, ale nadal poniżej unijnej średniej, która wynosi 17%. Średnio 7% obrotów MŚP stanowi sprzedaż internetowa. Z elektronicznych narzędzi wymiany informacji korzysta 26% przedsiębiorstw. Tutaj nastąpił postęp, bo w 2016 roku wskaźnik ten miał 21%.

Wśród kluczowych osiągnięć naszego kraju autorzy raportu wyróżniają cyfrową transformację opieki zdrowotnej. Uwagę przyciągnął pilotażowy projekt e-recept i skierowań elektronicznych oraz system elektronicznych zwolnień chorobowych. Od 1 stycznia 2020 e-recepty staną się obowiązkowe w całym kraju, rok później taki wymóg ma również dotyczyć skierowań elektronicznych. Z raportu wynika też, że większy wysiłek w cyfryzację powinna włożyć administracja. Pod względem cyfrowych usług publicznych Polska zajmuje 23 miejsce w UE, znacznie poniżej średniej unijnej. Dlatego zapewne z usług administracji elektronicznej aktywnie korzysta tylko połowa użytkowników internetu w Polsce.

Cyfryzacja szansą na rozwój

Digitalizacja jest procesem złożonym. Wymaga od kierujących przedsiębiorstwem określenia wizji i celu. W proces zmian muszą być też zaangażowani pracownicy, którzy nowe rozwiązania będą wykorzystywać. Dotyczy to właściwie każdego podmiotu, niezależnie od jego wielkości. Konica Minolta proponuje firmom rozwiązanie Workplace Hub – składa się na nie sprzęt, oprogramowanie oraz zestaw usług. Dostępne w ramach tego systemu autorskie narzędzia Workplace Go i Workplace Doc zapewniają zautomatyzowane przetwarzanie informacji i dokumentów oraz digitalizację i usprawnienie wybranych procesów biznesowych. Oprogramowanie to może być zintegrowane z systemami finansowo-księgowymi, sprzedażowymi, a także kadrowo-płacowymi. – Workplace Hub to prawdziwy wirtualny pracownik, który w cyfrowym świecie biznesu odnajduje się jak nigdy. Kompleksowo i proaktywnie łączy usługi IT, sprzęt i oprogramowanie w jeden sprawny organizm. Workplace Hub rozwiąże skomplikowane kwestie z zakresu bezpieczeństwa cyfrowego, czy digitalizacji, co ważne w obecnej sytuacji rynku pracy, gdzie przedsiębiorstwom nie jest łatwo zatrudnić wykwalifikowanego informatyka. – dodaje Mateusz Macierzyński z Konica Minolta. Dzięki Workplace Hub nawet małe i średnie firmy zyskują dostęp do narzędzi obecnych do tej pory głównie w największych przedsiębiorstwach.

Każda zmiana, w tym cyfryzacja, powinna wynikać z konkretnych potrzeb biznesowych. Ułatwia to wybór adekwatnych rozwiązań, które następnie będą prowadzić do realizacji wyznaczonego celu. Inwestowanie w technologię cyfrową pozwala optymalizować procesy, które staną się szybsze i bardziej wydajne. Firmy zyskują nowe możliwości rozwoju oraz czas, który mogą spożytkować na poprawę konkurencyjności.

[1] https://ec.europa.eu/digital-single-market/en/desi

Drutex z rekordem sprzedaży

Październik był dla Drutexu rekordowym miesiącem w historii firmy pod względem wielkości sprzedaży. Wiodący producent stolarki okienno-drzwiowej w Europie w minionym miesiącu odnotował ponad 100 mln zł przychodu. Bieżący rok od początku jest bardzo pomyślny dla firmy, a pierwsze trzy kwartały br. spółka zamyka z ok. 10% wzrostem sprzedaży.

– Nasza sprzedaż z miesiąca na miesiąc jest coraz lepsza. Po raz pierwszy w historii w ciągu jednego miesiąca odnotowaliśmy obrót przekraczający 100 mln zł. Był to jednocześnie wynik o 10% lepszy niż w październiku ubiegłego roku, który był dotychczas rekordowym miesiącem dla firmy. Przychody i wyniki finansowe jedynie potwierdzają, że Drutex jest w doskonałej kondycji. Rozwijamy się we właściwym kierunku, inwestujemy w potencjał produkcyjny, zaplecze technologiczne, nowe działy produkcyjne, jesteśmy świetnie zorganizowani i wydajni jak nigdy dotąd, co ma swoje konsekwencje w coraz lepszych wynikach i większej efektywności działania. Mamy świetnych, zmotywowanych i zaangażowanych ludzi, dzięki którym jesteśmy w stanie osiągać doskonałe rezultaty, które jeszcze rok temu wydawały się nierealne. Jeszcze w zeszłym roku myśleliśmy, że jesteśmy u granic możliwości produkcyjnych. W tym roku powierzchnia pod dachem się nie zwiększyła, a realizujemy więcej i szybciej umacniając swoją pozycję na międzynarodowym rynku stolarki – powiedział Leszek Gierszewski, twórca i prezes Drutex S.A.

Stabilna pozycja firmy, silne fundamenty i konsekwentna strategia działania są podstawą dynamicznego rozwoju spółki. W tegorocznym rankingu magazynu Forbes, Drutex znalazł się na 46 pozycji wśród 100 największych prywatnych firm w Polsce, co jest nie lada osiągnięciem. Drutex to przedsiębiorstwo zbudowane w 100% na polskim kapitale, z fabryką w Polsce, technologiami opartymi na polskiej myśli konstruktorskiej, co decyduje o jego sukcesie w kraju i za granicą. Co ważne, firma nie spoczywa na laurach i realizuje kolejne śmiałe inwestycje. Tylko w tym roku zainwestowała ponad 70 mln zł w innowacyjne maszyny, urządzenia i rozwiązania technologiczne. Drutex uruchomił własny dział wtryskarek, na który składają się nowoczesne wtryskarki Engel i wysokiej klasy roboty przemysłowe, które zapewniają najwyższą jakość, lepszy poziom produkcji i są kolejnym krokiem firmy w budowaniu strategii przemysłu 4.0. opartej na automatyzacji i robotyzacji produkcji. Jednocześnie firma rozbudowuje chemię i ekstruzję na potrzeby własnej produkcji stolarki okienno-drzwiowej z PVC.

Leszek Gierszewski
Leszek Gierszewski, Prezes Drutex S.A.

Drutex, to wiodący producent okien, drzwi i rolet w Europie. Firma, w ciągu prawie 35 lat stała się marką rozpoznawalną nie tylko w Polsce, ale niemal na całym świecie. Jej dynamiczny rozwój stał się możliwy dzięki stabilnym fundamentom opartym w 100% na polskim kapitale. Strategię zorientowaną na najwyższej jakości produktów, najnowocześniejszej technologii oraz proinwestycyjnej polityce, od samego początku wcielał w życie twórca tego okiennego giganta Leszek Gierszewski. Dzisiejsza pozycja Drutexu nie byłaby możliwa, gdyby nie zadowolenie i uznanie klientów, których firma liczy już kilka milionów i z każdym rokiem ta liczba bardzo szybko rośnie. Drutex jest dziś postrzegany jako jeden z najlepszych ambasadorów polskiego przemysłu na świecie.

System zbiórki i recyklingu odpadów opakowaniowych do poprawki. Do lipca 2020 roku muszą zostać uchwalone nowe przepisy

System zbiórki i recyklingu odpadów opakowaniowych do poprawki. Do lipca 2020 roku muszą zostać uchwalone nowe przepisy 1

Co trzeci Polak w ogóle nie segreguje śmieci. Ci, którzy to robią, często segregują w niewłaściwy sposób. Dodatkowo część z prawidłowo posegregowanych odpadów i tak nie trafia do recyklingu. Nowe przepisy, nad którymi pracuje Ministerstwo Środowiska, mają zmienić ten stan rzeczy. Potrzebna jest jednak współpraca producentów, samorządów i samych mieszkańców. A także, jak podkreśla Magdalena Dziczek z Eko-Pak, innowatorów, którzy stworzyliby bardziej przyjazne środowisku opakowania.

– Trudno jest nam określić dokładną masę wytwarzanych odpadów komunalnych, bo czytając różne raporty, dowiadujemy się, że jest to od 11 do 13 mln ton – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Dziczek, członek zarządu Związku Pracodawców Eko-Pak. – Nie wiemy też, ile w odpadach komunalnych mamy tworzyw sztucznych, ile papieru, ile szkła. System przez to też jest nieszczelny, bo jeżeli każdy sprawozdaje trochę inaczej albo te dane są niespójne i niekorygowane na poziomie sprawozdań, to jest obawa, że te odpady być może gdzieś wyciekają.

Jest to zadanie zarówno dla producentów, organizacji odzysku odpadów, gmin, jak i samych mieszkańców. Z badań ARC Rynek i Opinia oraz Forum Odpowiedzialnego Biznesu wynika, że Polacy wciąż mają problem z właściwą segregacją odpadów. Tylko dwie trzecie deklaruje, że w ogóle segreguje odpady. Jeszcze mniej, bo 58 proc. uważa, że działanie to ma sens. Poprawnie na wszystkie pytania dotyczące selektywnej zbiórki odpadów odpowiedziało zaledwie 15 proc. ankietowanych. Trzy czwarte nigdy nie słyszało o śladzie węglowym ani nie jest świadomych, że metalowych czy plastikowych opakowań nie trzeba myć przed wyrzuceniem – zużywa się wówczas niepotrzebnie wodę.

Producenci wprowadzający opakowania na rynek z kolei już teraz są zobowiązani do pokrywania części kosztów zbiórki odpadów, a do połowy 2020 roku powinny zostać uchwalone przepisy wprowadzające unijną dyrektywę, która zobowiązuje ich do opłacania całości kosztów netto zbiórki i przygotowania do recyklingu odpadów, które produkują. Mają one wejść w życie najpóźniej od 2023 roku.

– Mówimy też o różnych aktach wykonawczych, które będą przez Komisję Europejską opracowywane i publikowane, dotyczące np. projektowania opakowań – mówi Magdalena Dziczek. – KE teraz mierzy się z zadaniem, w jaki sposób stworzyć wytyczne dla produkcji opakowań, żeby przede wszystkim zabezpieczały należycie produkt pod względem bezpieczeństwa żywności, a jednocześnie pozwalały na zwiększenie recyklingu.

Jak podkreśla, to kwestia nie tylko zmiany opakowań na nadające się do recyklingu, lecz także skuteczne zbieranie ich po wykorzystaniu produktu i poddawanie ponownemu użyciu lub przetworzeniu. Jeśli nadające się do przetworzenia materiały trafią do odpadów zmieszanych lub środowiska, to w większości – nawet pozbierane i posegregowane – nie będą się już nadawały do odzysku wskutek zanieczyszczenia. Maksymalny odsetek tych opakowań, które będzie można jeszcze poddać recyklingowi, wynosi 6 proc.

– Z drugiej strony część tych opakowań, które nawet trafiły do strumienia selektywnej zbiórki, na sortowni jest traktowana jako zanieczyszczenia i odpada z tego strumienia przekazywanego do recyklingu, np. dlatego że są zbyt drobne. Jakiś produkt został zapakowany w jednorazowej porcji dla dziecka i to już dyskwalifikuje takie opakowanie z recyklingu, mimo że potencjalnie się do niego nadaje – wyjaśnia członek zarządu związku Eko-Pak. – Myślę, że duża jest rola producentów i organizacji odzysku, żeby tak stworzyć mechanizm rozszerzonej odpowiedzialności producenta, żeby te opakowania opłacało się jednak wysortowywać i przekazywać do recyklingu, a niekoniecznie w prostszym mechanizmie do spalania.

Ministerstwo Środowiska pracuje nad projektem ustawy, która wdrożyłaby unijną dyrektywę odpadową. Obecnie trwają konsultacje z przedsiębiorcami. Według założeń resortu pieniądze od koncernów miałyby zostać podzielone na dwa strumienie, z których jeden trafiałby, jak obecnie, do organizacji odzysku, a drugi do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, który rozdysponowałby je między te gminy, które dobrze sobie radzą z segregacją i odzyskiem odpadów.

Kondycja zbrojeniówki uzależniona od kontraktów. Duże szanse stwarza program modernizacji polskiej armii

Kondycja zbrojeniówki uzależniona od kontraktów. Duże szanse stwarza program modernizacji polskiej armii 2

Przemysł obronny ma duże przełożenie na krajową gospodarkę, generując kilkanaście procent PKB, dochody z podatków i tysiące miejsc pracy. – W nadchodzących latach jego kondycja w dużym stopniu będzie jednak uzależniona od kontraktów i realizacji modernizacji Sił Zbrojnych – podkreśla prof. Paweł Soroka. Polskie firmy nie są w stanie zrealizować wszystkich programów modernizacyjnych, ale wyzwaniem jest zapewnienie ich maksymalnego udziału w tym procesie i współpraca z zagranicznymi dostawcami.

Kondycja polskiego przemysłu obronnego jest mocno zróżnicowana. Polska Grupa Zbrojeniowa skupia podstawowy potencjał i w jej skład wchodzą przedsiębiorstwa będące w różnej kondycji. W lepszej są te, które mają zamówienia, jak np. Huta Stalowa Wola, z którą zawarto w ostatnim czasie szereg poważnych umów na dostawy samobieżnych dział Krab i na moździerze Rak. W dobrej sytuacji są też te zakłady, które produkują sprzęt przeciwlotniczy, m.in. systemy Poprad czy rakiety Grom. Tam, gdzie są zamówienia, kondycja spółek z sektora przemysłu obronnego jest lepsza – mówi agencji Newseria Biznes prof. Paweł Soroka, kierownik Zakładu Bezpieczeństwa Narodowego Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, koordynator Polskiego Lobby Przemysłowego.

Jak podkreśla, na rynku z powodzeniem funkcjonuje też kilkadziesiąt małych, prywatnych firm, które tworzą innowacyjne rozwiązania z zakresu obronności. Obok nich w tym sektorze przemysłu działają również zagraniczne koncerny, które przejęły w Polsce m.in. dawne zakłady WSK Świdnik czy PZL Mielec, oraz zaplecze badawczo-rozwojowe, które tworzą głównie instytuty wojskowe lub cywilne związane z Polską Grupą Zbrojeniową.

W dużo gorszej sytuacji znajdują się stocznie Marynarki Wojennej. W ocenie ekspertów jest to najbardziej zaniedbany rodzaj Sił Zbrojnych RP, a będące na jej wyposażeniu wysłużone jednostki mają ponad 50 lat lub są niesprawne i powoli wycofywane. Program modernizacji de facto nie jest realizowany, a stoczniom brakuje kontraktów. Ostatnim dużym zamówieniem był wdrożony już do służby niszczyciel min Kormoran II, złożone zostało też zamówienie na dwa kolejne, ale w prywatnej stoczni Remontowa Shipbuilding, (dawna Stocznia Północna).

Z kolei zakłady Bumar-Łabędy, które się specjalizowały w produkcji czołgów, i był taki czas w okresie Układu Warszawskiego, że rocznie produkowały ich około 300, miały pewne kontrakty na przełomie XX i XXI wieku. Później był m.in. kontrakt malezyjski na dostawy czołgów PT-91. Ten się skończył i zakłady są w trudnej sytuacji. Jednak MON zawarł już z nimi umowę na modernizację czołgów T-72 z elementami do poziomu PT-91, tak więc kondycja tych zakładów się niedługo poprawi – mówi prof. Paweł Soroka.

Zdaniem eksperta sytuacja przemysłu będzie się poprawiać wraz z kolejnymi zamówieniami z wojska lub też partnerstwami z zagranicznymi producentami sprzętu. Od tego zależy też kondycja zaplecza badawczo-rozwojowego

Jeśli są zamówienia, to są też potrzebne prace badawczo-rozwojowe na rzecz tych zamówień. Prototypy i wstępne badania są finansowane przez NCBiR, ale czasem chodzi o modernizację uzbrojenia, unowocześnianie pewnych elementów. Takie prace też są w Polsce prowadzone, chociażby w związku ze wspomnianymi czołgami T-72. Ośrodkiem badawczo-rozwojowym działającym na rzecz branży pancerno-samochodowej jest OBRUM w Gliwicach, który na pewno w tej modernizacji będzie brał udział. Z kolei przy modernizacji czołgów Leopard dużo będą miały do zrobienia Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne w Poznaniu, które też wchodzą w skład PGZ – mówi prof. Paweł Soroka.

Dobra sytuacja przemysłu obronnego jest o tyle istotna, że ma ona duże przełożenie na krajową gospodarkę. Zbrojeniówka jest dużym sektorem, który generuje kilkanaście procent PKB, pociągając za sobą korzyści w postaci miejsc pracy i dochodów z podatków. Specyfiką przemysłu obronnego jest również to, że powstaje w nim wiele innowacji i technologii, które trafiają następnie do sektora cywilnego.

– Wyzwanie polega na tym, żeby tych kilkanaście programów modernizacji Sił Zbrojnych zostało zrealizowanych z maksymalnym udziałem polskiego przemysłu i żeby on sobie z tym poradził – podkreśla prof. Paweł Soroka. – Całego uzbrojenia nie da się zrobić w Polsce, niektóre systemy musimy kupować zza granicy, jak w przypadku samolotów F-35 czy systemu obrony przeciwlotniczej średniego zasięgu Wisła. Tutaj ważna jest kwestia offsetu: chodzi o to, żeby polski przemysł obronny partycypował w tych zamówieniach, żeby pewne elementy do tych systemów uzbrojenia były robione w Polsce.

Jak podkreśla, przykładem mogą być zakłady Rosomak w Siemianowicach Śląskich.

Produkują one kołowe transportery opancerzone. To jest konstrukcja fińska, ale w dużym stopniu spolonizowana. Coraz więcej elementów do Rosomaków produkuje polski przemysł obronny. To jest dobry przykład, żeby właśnie w tym kierunku pójść. Z kolei polski przemysł też musi być przygotowany, żeby ten offset zaabsorbować – mówi ekspert UJK w Kielcach.

W ubiegłym roku resort obrony zawarł umowy na dostawę sprzętu wojskowego o wartości ponad 13 mld zł, z czego niemal 6 mld zł, czyli 41 proc., trafiło do krajowych zakładów – wynika z informacji przedstawionej przez MON sejmowej Komisji Obrony Narodowej w czerwcu br.

Z tym powinien się wiązać także transfer technologii i to na tym nam szczególnie powinno zależeć. Przykładowo technologie związane z systemem Wisła czy z F-35 są bardzo nowoczesne i chodzi o to, żeby zagraniczni producenci, dostawcy uzbrojenia przynajmniej częścią tych technologii się podzielili, zwłaszcza chodzi o technologie, które są związane z eksploatacją tego sprzętu. Ona może trwać 25 do 30 lat, a sprzęt po drodze może być modernizowany, więc chodzi o to, żeby brały w tym udział polskie firmy – podkreśla prof. Soroka.

Potrzebne wielomiliardowe inwestycje w transformację polskiej energetyki. Środków na ten cel nie powinno zabraknąć

Potrzebne wielomiliardowe inwestycje w transformację polskiej energetyki. Środków na ten cel nie powinno zabraknąć 3

Polska energetyka w blisko 80 proc. opiera się na węglu. Według rządowych strategii w kolejnych latach jego udział ma sukcesywnie spadać, do 60 proc. w 2030 roku, przy równoczesnym zwiększaniu udziału odnawialnych źródeł, do 27 proc. w 2030 roku. Transformacja energetyczna to jednak proces obliczony na dziesięciolecia, wymagający stabilnych ram prawnych i przede wszystkim wielomiliardowego finansowania. – Jeżeli tylko zostaną podjęte trudne decyzje odnośnie do skierowania sektora energetycznego na odpowiedni tor, środki na ten cel na pewno się znajdą – mówi Anna Chmielewska, zastępca dyrektora EBOR.

– Transformacja energetyczna będzie kosztowała setki miliardów i to jest ogromne wyzwanie dla całej gospodarki. W skali globalnej tych środków jest naprawdę dużo – mówi agencji Newseria Biznes Anna Chmielewska, zastępca dyrektora European Bank for Reconstruction and Development.

Cele klimatyczne UE zakładają, że do 2030 roku emisja gazów cieplarnianych zostanie zredukowana minimum o 40 proc. w stosunku do poziomu z 1990 roku, do tego czasu ma też zostać osiągnięty 27-proc. udział OZE w unijnym miksie energetycznym.

Ramy dla transformacji polskiego sektora energetycznego wyznaczą będąca w trakcie przygotowania „Polityka Energetyczna Polski do 2040 roku” oraz „Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu do 2030 roku” (KPEiK), negocjowany z Komisją Europejską. Dziś ok. 77 proc. energii elektrycznej w Polsce jest wytwarzane z węgla kamiennego i brunatnego. Długoterminowe strategie zakładają, że w kolejnych latach jego udział ma sukcesywnie spadać do 60 proc. w 2030 roku. Równocześnie Polska będzie stawiać na dywersyfikację nośników energii, zwiększając udział OZE – z obecnego poziomu 14 proc. do ok. 27 proc. w 2030 roku oraz ok. 50 proc. do 2040 roku.

Transformacja polskiej energetyki to jednak proces obliczony na dziesięciolecia, wymagający stabilnych ram prawnych i przede wszystkim wielomiliardowego finansowania.

 Konieczne jest zarówno finansowanie kapitałowe, jak i dłużne, które od lat stanowi podstawę finansowania inwestycji infrastrukturalnych. Tutaj mamy zarówno sektor bankowy, jak i emisje zielonych obligacji, tzw. sustainability bonds, a grono inwestorów się poszerza. Mamy także inwestorów kapitałowych w formie funduszy infrastrukturalnych i środki europejskie. Tak więc jeżeli tylko zostaną podjęte trudne decyzje odnośnie do skierowania sektora energetycznego na odpowiedni tor, to środki na sfinansowanie tej transformacji na pewno się znajdą – zapewnia Anna Chmielewska.

Propozycja przedstawiona przez Komisję Europejską w maju ub.r. zakłada, że nowa unijna siedmiolatka na lata 2021–2027 nie będzie już co prawda tak hojna dla Polski, która ma otrzymać o 25 proc. mniej na politykę spójności, jednak finansowanie transformacji energetycznej wciąż pozostaje jednym z unijnych priorytetów i środków na ten cel nie zabraknie.

Alternatywą może być też m.in. szybko rosnący rynek zielonych obligacji (green bonds), finansujących projekty związane z ekologią, ochroną środowiska czy poprawą jakości powietrza. Od kilku lat z powodzeniem emitują je już samorządy i miasta takie, jak Oslo czy Sztokholm. Polska – jako pierwszy kraj na świecie – już w 2016 roku wyemitowała zielone obligacje na kwotę 750 mln euro na sfinansowanie ulg i dotacji dla firm wytwarzających zieloną energię. W ubiegłym roku dokonała kolejnej emisji zielonych obligacji o wartości 1 mld euro, która spotkała się z olbrzymim zainteresowaniem rynku (jak podało MF, inwestorzy chcieli kupić papiery o wartości aż 3,25 mld euro).

Z danych KPMG i DNB Banku wynika, że globalna wartość zielonych obligacji wyniosła w 2018 roku 167,3 mld dol. (wzrost z 162,1 mld dol. rok wcześniej). Szacunki rynkowe mówią, że w tym roku będzie to już 250 mld dol.

– Mechanizmy wsparcia regulacyjnego pomagają maksymalnie wykorzystać finansowanie dłużne. Pozwala to zapewnić pewną przewidywalność ram prawnych i przepływów gotówkowych. Wobec tego pomagają sfinansować inwestycje w sposób szybki i efektywny kosztowo, tym samym przyczyniając się do jak najniższego kosztu energii dla odbiorców końcowych – mówi Anna Chmielewska.

Jak podkreśla, dodatkiem jest także wsparcie ze strony instytucji międzynarodowych, chociaż one rzadko finansują tego typu inwestycje samodzielnie.

Zwykle pełnią rolę mobilizatora dla finansowania zewnętrznego w celu przekonania, że wystarczająco bezpiecznie jest zainwestować w dany projekt – mówi Anna Chmielewska.

W kolejnych latach istotnym elementem finansowania inwestycji energetycznych na dużą skalę będą także raczkujący w Polsce rynek mocy oraz aukcje OZE.

– Jako EBOR sfinansowaliśmy pierwszą dużą farmę wiatrową w Potęgowie, która korzysta z systemu aukcyjnego. Widzimy coraz większe zainteresowanie innych banków finansowaniem w tej formule. Jest to system zbliżony do systemów w innych krajach, które są dobrze bankowalne i pomagają osiągnąć jak najniższe ceny dla odbiorcy końcowego – podkreśla Anna Chmielewska. – To samo dotyczy rynku mocy. Tu jesteśmy dopiero na początku drogi, ale tym, co ważne w każdym systemie wsparcia, jest jego przewidywalność i wiara rynku w to, że on będzie trwał w niezmienionej formie.

Warszawa szykuje duże zmiany dla kierowców. Możliwa większa strefa płatnego parkowania i wyższe opłaty za postój

Warszawa szykuje duże zmiany dla kierowców. Możliwa większa strefa płatnego parkowania i wyższe opłaty za postój 4

Stolica to jedno z najbardziej zakorkowanych miast w Europie. Warszawski ZDM chce walczyć z korkami i smogiem, dlatego szykuje szereg zmian dla kierowców. Latem 2020 roku – w związku z rozszerzeniem strefy płatnego parkowania – nowe parkomaty mają się pojawić na ulicach Woli i Pragi-Północ. Równolegle wzrośnie również opłata za postój i kary za parkowanie bez jej uiszczenia. Docelowo stołeczna SPPN ma rozrosnąć się aż o 120 proc. Ratusz liczy, że zachęci to kierowców do przesiadki do miejskiej komunikacji.

– Łącznie odbędzie się blisko 20 spotkań w formie warsztatów, na których ulica po ulicy proponujemy mieszkańcom nową organizację ruchu, tak aby była optymalna, jeśli chodzi o potrzeby społeczności lokalnej. Zakładamy, że konsultacje skończymy 10 listopada, potem około 2 miesiące zajmie rozpatrzenie wszystkich uwag, które można zgłaszać również pocztą tradycyjną czy przez adres mailowy. Mniej więcej na przełomie grudnia i stycznia zapadnie decyzja co do ewentualnego rozszerzenia strefy – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Puchalski, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie. – Rozmawiamy o terenie Woli do granic określonych ul. Prymasa Tysiąclecia i Pragi, z pominięciem Szmulek i okolic pl. Hallera.

ZDM planuje rozszerzenie Strefy Płatnego Parkowania Niestrzeżonego na terenie stolicy. Chce objąć nią te obszary, które będą w największym stopniu narażone na deficyt miejsc parkingowych. Na Woli strefa miałaby objąć obszar pomiędzy al. Prymasa Tysiąclecia a ul. Okopową i Towarową. Na prawym brzegu Wisły są to tereny pomiędzy al. Solidarności a ul. 11 Listopada i Ratuszową oraz od Targowej do al. Tysiąclecia i ul. Radzymińskiej, a także ulice w bezpośrednim sąsiedztwie ZOO.

– Pojawiła się petycja od mieszkańców, którzy w trakcie spotkań na Pradze prosili o rozszerzenie strefy jeszcze o obszar Szmulek. Jeśli tych głosów będzie więcej, prawdopodobnie po analizie rozszerzymy jej zakres o ten właśnie obszar – zapowiada Łukasz Puchalski. – W kolejnych latach chcielibyśmy przeprowadzić podobne konsultacje dla Żoliborza, Ochoty i części Mokotowa.

Jak podkreśla, rozszerzenie SPPN ma służyć przede wszystkim mieszkańcom Pragi i Woli. Uruchomienie nowych stacji to dla nich duże ułatwienie, ale z drugiej strony powoduje deficyt miejsc parkingowych.

 Mieszkańcy przede wszystkim oczekują ochrony przed pojazdami, które najeżdżają dzielnicę, przede wszystkim Wolę, co ma też związek z pracownikami pobliskich biurowców – mówi Łukasz Puchalski.

Kierowcy z innych dzielnic korzystają bowiem z ulic w pobliżu stacji, aby zaparkować samochód i przesiąść się do metra. Wąskie uliczki szybko zapełniają się pozostawionymi na cały dzień samochodami, utrudniając znalezienie miejsca okolicznym mieszkańcom. Wprowadzenie płatnego parkowania ma ochronić te tereny przed nadmierną liczbą parkujących samochodów. Mieszkańcy będą mogli parkować na nich bez dodatkowych opłat po wykupieniu abonamentu. ZDM testowo wprowadzi też nowe rozwiązanie, które ma ułatwić im znalezienie postoju w pobliżu miejsca zamieszkania.

 W ramach nowej organizacji ruchu dla strefy płatnego parkowania na Woli i na Pradze-Północ przygotowaliśmy pionierskie rozwiązanie – dopuszczamy parkowanie niewyznaczone. W strefie każde miejsce parkingowe musi być wyznaczone, a pozostałe miejsca wyeliminowane jako niemożliwe do parkowania, ponieważ nie można pobrać na nich opłat. Natomiast teraz wprowadzamy nową kombinację znaków i w tego typu miejscach nie będziemy eliminować parkowania. Dopuścimy je, ale tylko dla mieszkańców posiadających abonament – mówi Łukasz Puchalski.

W obecnym kształcie warszawska strefa płatnego parkowania działa od 2013 roku. O jej rozszerzenie apelowali do władz miasta mieszkańcy (na Pradze wniosek w tej sprawie podpisało ponad 1 tys. osób), radni oraz władze Woli i Pragi-Północ. Ostateczna decyzja o rozszerzeniu SPPN należy do Rady m.st. Warszawy. Jeśli radni zdecydują się na rozszerzenie strefy, parkomaty na ulicach Woli i Pragi-Północ pojawią się w 2020 roku.

 Chcielibyśmy wdrażać zmiany w organizacji ruchu w okresie wakacyjnym. To jest okres, w którym mamy w Warszawie najmniej samochodów i wszystkie utrudnienia związane z wprowadzaniem nowej organizacji ruchu będą najmniej uciążliwe dla mieszkańców – mówi dyrektor Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie.

Rozszerzenie SPPN to nie jest jedyna zmiana, jaką warszawski magistrat szykuje dla kierowców. Jak poinformował w ubiegłym tygodniu na konferencji prezydent stolicy Rafał Trzaskowski, równolegle od lata przyszłego roku wzrosną też stawki za parkowanie. Pierwsza godzina postoju ma kosztować 3,9 zł, druga – 4,6 zł, trzecia – 5,5 zł, a każda kolejna – 3,9 zł. Wzrosną również kary za parkowanie bez wniesienia opłaty (do maksymalnej kwoty 250 zł albo 170 zł w przypadku uiszczenia kary w ciągu 7 dni od daty wezwania).

Docelowo do 2023 roku warszawska strefa płatnego parkowania ma rozszerzyć się o 125 proc. i siedem nowych obszarów (m.in. na Mokotowie, Żoliborzu, Woli, w Porcie Praskim i Śródmieściu Południowym). Zmiany mają się przyczynić do ograniczenia emisji i poprawy jakości powietrza w stolicy.

Kompetencje przyszłości to nie tylko umiejętności cyfrowe. Aby przygotować się do pracy w nowo tworzonych zawodach, potrzebna jest kreatywność

Kompetencje przyszłości to nie tylko umiejętności cyfrowe. Aby przygotować się do pracy w nowo tworzonych zawodach, potrzebna jest kreatywność 5

Niemal 20 proc. osób pracuje w zawodach, które w 2030 roku mogą przestać istnieć. W wielu branżach najbardziej poszukiwane zawody lub specjalizacje nie istniały dziesięć, a nawet pięć lat temu, a tempo zmian przyspiesza. Dlatego tak istotna jest nauka nowych, cyfrowych umiejętności i interdyscyplinarne podejście do przedmiotów. Możliwość kreatywnego rozwiązywania problemów daje metoda STEAM. Dzięki niej uczniowie mogą napisać grę czy zaprogramować urządzenie od początku do samego końca, czyli opracować pomysł, stworzyć prototyp, wypróbować go i udoskonalić.

– Metoda STEAM łączy nauki ścisłe, inżynierię, sztukę i matematykę tak, żeby pokazać, że nauka powinna być wielowątkowa. Powinna łączyć wiele dziedzin w sposób kreatywny i uczyć poprzez doświadczenie, tworzenie wspólnych projektów, a nie tylko podręcznikowe rozwiązywanie zadań. Programowanie jest jedną z umiejętności, której uczymy nie po to, żeby tylko programować, ale żeby poczuć się sprawczym i odpowiedzialnym za tworzenie nowych technologii – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Van Anh Dam, współzałożycielka szkoły programowania Kids Code Fun.

Przyszłością edukacji jest STEAM (ang. Science, Technology, Engineering, Mathematics, czyli nauka, technologia, inżynieria, matematyka), która łączy różne umiejętności i naukę wielu przedmiotów. W Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat liczba doktorantów STEAM wzrosła ponad dwukrotnie do prawie 700 tys. Jednocześnie jednak studenci wiedzą niewiele o psychologicznym, ekonomicznym czy etycznym wymiarze ich pracy. Tymczasem nowe podejście ma łączyć naukę i sztukę, uczyć interdyscyplinarnego podejścia, widzieć zależności tam, gdzie pozornie ich nie ma.

Jednym z narzędzi w STEAM jest programowanie, nazywane kluczową umiejętnością przyszłości.

– Umiejętności, których wymaga programowanie, czyli kreatywność, analityczne myślenie, ale również trochę cierpliwości do tworzenia i niezniechęcanie się błędami, a także odwaga do eksperymentowania, to jest coś, co można wypracować na zajęciach. I absolutnie nie jest tak, że trzeba być świetnym z matematyki czy z informatyki, żeby móc zacząć programować – przekonuje Van Anh Dam.

Raport „Future of Skills. Employment in 2030” wskazuje, że nawet 35 proc. dzisiejszych miejsc pracy jest zagrożonych komputeryzacją w ciągu najbliższych 20 lat. Częściej poszukiwane będą też dodatkowe umiejętności: interpersonalne, poznawcze czy systemowe. Bardziej odporne na automatyzację będą prace kreatywne. W 2030 roku jedną z bardziej pożądanych umiejętności będzie zaś programowanie.

– Programowanie rozwija umiejętności empatii, planowania i analizowania, na czym polega problem – tłumaczy Van Anh Dam. – Nie chodzi tylko o kompetencje techniczne, lecz także kompetencje poznawcze, analizowanie, rozumienie, rozbijanie problemu na małe elementy i kompetencje społeczne, czyli prezentowanie, empatia dla użytkownika, który będzie korzystał z tego, co stworzymy – dodaje.

Akademia Kids Code Fan w Polsce prowadzi kursy pierwszego stopnia z programowania np. w języku JavaScript dla dzieci w wieku 11–13 lat. W ramach zajęć uczą się m.in. pisać autorską grę czy instrukcje dla robotów. Do szkoły najczęściej trafiają dzieci 8–10-letnie, w starszym wieku kontynuują naukę już na bardziej zaawansowanych kursach. Obecnie tylko w Warszawie na zajęcia uczęszcza prawie sto dzieci.

– Dzieci uczą się nowych technologii, wykorzystywać je w kreatywny sposób. Szybko wychodzi im samo konsumowanie tego, co jest dostępne – oglądanie, granie, ale tworzenie wymaga więcej cierpliwości i kreatywności, samodzielnej pracy. Mogą się tego szybko uczyć, bo mają mniej obaw przed popełnianiem błędów – wskazuje Van Anh Dam podczas wywiadu w Centralnym Domu Technologii, którego Kids Code Fun jest partnerem merytorycznym.

Z badania EU Kids Online, przeprowadzonego przy wsparciu Fundacji Orange na grupie uczniów polskich szkół, wynika, że zdecydowana większość dzieci w Polsce nigdy nie stworzyła niczego za pomocą aplikacji mobilnej, jest mało kreatywna, rzadko wykorzystuje cyfrowe narzędzia. Zadania przyszłości nie będą zależeć tak bardzo od znajomości faktów czy znajomości wzorów, ale będą wymagały współpracy z innymi ludźmi. To współpraca będzie przewagą konkurencyjną, podobnie jak umiejętność wyjścia poza szablon.

– Szkoła uczy dzieci, że powinny dawać dobre odpowiedzi, ale one są jeszcze na tyle młode i jeszcze mają w sobie tę ciekawość i odwagę, że nie boją się popełnić błędu, przestawić jakiś bloczek czy zmienić linijkę kodu. To jest ta różnica pod względem tempa uczenia się między dziećmi a dorosłymi, że dzieci nie boją się aż tak popełniać błędów. A bez popełniania błędów nie jesteśmy w stanie nauczyć się korzystania z nowych technologii, programowania czy jakichkolwiek innych umiejętności – mówi współzałożycielka Kids Code Fun.

Polacy chcą przeszczepiać bakterie jelitowe. To szansa dla chorych na wiele schorzeń

Polacy chcą przeszczepiać bakterie jelitowe. To szansa dla chorych na wiele schorzeń 6

Kolonizacja jelit chorego mikroflorą pobraną z kału dawcy może uratować życie dziesiątkom tysięcy osób cierpiących na infekcję clostridium difficile. To też ogromna szansa dla osób zmagających się z chorobą Leśniowskiego-Crohna oraz schorzeniami o podłożu neurologicznym, takimi jak padaczka. W Polsce powstanie ośrodek specjalizujący się w pozyskaniu i selekcji dawców oraz przygotowywaniu preparatów do wlewek.

– Human Biome Institute to przyszła spółka, która powstanie w ciągu najbliższych 2–3 miesięcy. Będzie się ona zajmować udostępnianiem i przetwarzaniem kału zdrowych ludzi, czyli bakterii jelitowych, które będą pochodziły od zdrowych dawców. Posłużą do celów leczniczych początkowo dla osób z clostridium difficile. Ta choroba trapi co najmniej 12 tys. osób rocznie w Polsce, z czego wiele niestety umiera. Metoda, którą proponujemy, ma aż 93 proc. skuteczności. To znaczy nie ma lepszego leku, a pozostałe leki są bardzo daleko w tyle. Można ratować ludzkie życie właściwie jutro, jeżeli tylko takie projekty ruszą – mówi agencji Newseria Innowacje dr n. med. Jarosław Biliński z Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Choć mikroflora jelitowa może być ratunkiem dla chorujących na wiele przypadłości, to do tej pory problemem było pozyskanie odpowiedniego dawcy, którego kał może posłużyć jako materiał do przygotowania preparatu dla biorcy. Potencjalni dawcy badani są pod kątem zakażeń, zwyczajów żywieniowych, przyjmowanych leków, trybu życia i przebytych chorób. Do niedawna WUM, który jako jeden z kilku ośrodków w Polsce dokonywał takich przeszczepów, otrzymywał preparaty wyłącznie w ramach badania naukowego realizowanego przez Centrum Medycyny Zapobiegawczej i Rehabilitacji w Warszawie.

– Do tej pory nie wiadomo było, skąd niektóre choroby się biorą, dlaczego ktoś ma tendencje do otyłości, ktoś do alergii, ktoś do nowotworów. Okazuje się, że najprawdopodobniej za to właśnie odpowiadają bakterie jelitowe. A mamy ich w organizmie 10 razy więcej niż komórek, które budują nasze ciało. One ściśle współgrają z naszym układem odpornościowym. Dobrych bakterii musi być tyle, ile trzeba, a nic nie zastąpi ich tak dobrze, jak przeszczepienie ich od zdrowego człowieka – mówi dr n. med. Jarosław Biliński.

Przeszczep mikrobioty jelitowej (FMT) jest już sprawdzoną i zarejestrowaną procedurą w leczeniu infekcji clostridium difficile. Duże nadzieje związane z jej zastosowaniem łączone są także z leczeniem nieswoistych zapaleń jelit, a zwłaszcza choroby Leśniowskiego-Crohna (CD). Naukowcy dowiedli już, że mikrobiota pacjentów z NZJ jest inna niż u zdrowych ludzi. Kolonizacja jelit dobrą mikrobiotą pozwala zasiedlić je bakteriami, które mają działanie przeciwzapalne i działają uszczelniająco na błonę śluzową. Tym samym odwracają one proces zapalny i destrukcję jelita przez układ odpornościowy.

Mikroflora jelitowa może mieć też wpływ na przebieg chorób neurologicznych. W czasopiśmie World Journal of Gastroenterology opisany został przypadek 22-letniej pacjentki z chorobą Crohna ze współistniejącą od 17 lat epilepsją. Wskazaniem do przeprowadzenia przeszczepu bakterii kałowych leczonej w szpitalu Uniwersytetu Medycznego w Nankinie pacjentki było nieskuteczne leczenie CD. Po przeprowadzeniu FMT udało się uzyskać zarówno remisję choroby podstawowej, jak i padaczki. Podczas 20 miesięcy obserwacji FMT udowodnił swoją skuteczność w zapobieganiu nawrotom drgawek po odstawieniu leków przeciwpadaczkowych. Odkrycie to potwierdza przypuszczenia co do istotnej relacji między działaniem jelit a pracą mózgu.

– Dzięki grantom naukowym wytworzyliśmy własne technologie i proponujemy coś nowego. Coś, co będzie akceptowalne dla pacjentów i tak naprawdę na Zachodzie zaczyna być wielkim boom – podkreśla ekspert.

Polski szpital jest w trakcie rozmów, których finałem ma być stworzenie europejskiej koalicji mikrobiomu w ramach grantu COST Action. Konsorcjum ma zrzeszać naukowców z całej Europy, którzy pracują nad problemem badań nad FMT. Korzyścią dla Polaków ma być wymiana wiedzy i doświadczeń z zespołami z zagranicy. Dla zagranicznych partnerów będzie to okazja do wdrożenia badań klinicznych, które w Polsce jest łatwiejsze, niż np. w Niemczech.

– Od stycznia uruchomimy produkcję, zaczniemy produkować pierwsze leki. Będą mogły być dostępne w połowie przyszłego roku, czyli to już jest bardzo bliska perspektywa. Mamy zespół, mamy technologię, mamy materiał, mamy sprzęt, jesteśmy właściwie na ostatnim etapie. Myślę, że można się spodziewać w połowie przyszłego roku już efektów w postaci wyruszenia na rynek i udostępnienia tego pacjentom – zapowiada Jarosław Biliński.

Według analityków Research and Markets rynek przeszczepów mikrobioty jelitowej osiągnie w USA do 2025 roku wartość 150 mln dol. W 2018 roku wartość ta nie przekraczała 100 mln dol. Stany Zjednoczone generują 50 proc. globalnych przychodów na rynku procedur FMT.

Uczenie maszynowe wkracza do branży bankowej. Pomaga w prognozowaniu finansów i oferowaniu lepszych usług klientom

Uczenie maszynowe wkracza do branży bankowej. Pomaga w prognozowaniu finansów i oferowaniu lepszych usług klientom 7

Wykorzystanie algorytmów uczenia maszynowego może zrewolucjonizować sektor finansowy. Banki coraz śmielej inwestują w systemy chmurowe oraz aplikacje wykorzystujące sztuczną inteligencję do analizy dużych zasobów informacji. Dzięki nim mogą przeprowadzać dokładniejsze prognozy finansowe oraz oferować produkty, które będą lepiej dopasowane do potrzeb poszczególnych klientów. Dodatkowo zwiększą bezpieczeństwo przeprowadzanych transakcji.

– Nowe technologie takie jak np. sztuczna inteligencja czy uczenie maszynowe znajdują coraz szersze zastosowanie. Sektor finansowy nadaje się doskonale do ich wykorzystania, ponieważ finanse operują na danych i na liczbach – mówi agencji Informacyjnej Newseria Innowacje Bartek Ostrowski, szef działu finansów w firmie UBS.

Sztuczna inteligencja nie bez powodu fascynuje branżę finansową. Algorytmy wykorzystujące mechanizmy uczenia maszynowego mogą w czasie rzeczywistym analizować duże zasoby informacji, które spływają np. z giełdy, i błyskawicznie reagować na wahania kursów akcji, maksymalizując zyski i minimalizując straty inwestorów.

Po rozwiązania tego typu sięgnęli m.in. przedstawiciele Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, którzy wspólnie będą pełnić pieczę nad rozwojem systemu GPW Data. Projekt zakłada stworzenie repozytorium oraz narzędzi, które będą wspierały podejmowanie decyzji finansowych przy wykorzystaniu algorytmów sztucznej inteligencji w procesie analizy oraz przetwarzania danych pozyskiwanych na rynku finansowym.

Po sztuczną inteligencję sięgnęła również giełda Nasdaq, która we współpracy z firmą Cryptoindex wprowadziła index kryptograficzny CIX100. Inwestorzy znajdą w nich informacje na temat 100 najważniejszych kryptowalut funkcjonujących na rynku. Każda z nich jest poddawana gruntownej analizie za pośrednictwem algorytmów sztucznej inteligencji, które analizują transakcje przeprowadzane na kluczowych giełdach kryptowalutowych, a także doniesienia prasowe publikowane w portalach branżowych oraz mediach społecznościowych.

– Decyzje inwestycyjne nie są podejmowane tylko przez roboty; jeśli spojrzeć na globalne rynki, to obecnie za większością transakcji nadal stoi człowiek. Niemniej użycie sztucznej inteligencji zdecydowanie pozwala analitykom na efektywniejszą pracę – wyjaśnia ekspert.

Analitycy z Deutsche Bank Research w raporcie „Artificial intelligence in banking” przyjrzeli się innemu aspektowi fintechowych sztucznych inteligencji. Dostrzegli oni potencjał algorytmów uczenia maszynowego jako narzędzia do skutecznej weryfikacji tożsamości uczestników rynku finansowego. Pierwsze narzędzia tego typu powoli wdraża się na polskim rynku.

Bank PKO BP eksperymentuje z nowatorskim systemem motywowania pracowników, który wykorzystuje algorytm rozpoznawania obrazu do analizy mimiki użytkownika. Sztuczna inteligencja od PKO BP opracowana przez start-up Quantum CX zlicza, jak często pracownik uśmiecha się podczas rozmowy z klientem, dzięki czemu ci najbardziej życzliwi mają szansę na zdobycie nagród motywacyjnych. Tego typu narzędzia rodzą jednak etyczne obiekcje. Na wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich Główny Inspektor Pracy zbada sprawę liczenia uśmiechów, czy nie narusza prywatności i godności pracowników banku.

Z kolei firma Provema wykorzystała algorytmy sztucznej inteligencji w procesie analizy sytuacji finansowej klientów. Oprogramowanie automatyzuje proces oceny ryzyka finansowego i znacząco go przyspiesza – dzięki zastosowaniu technologii uczenia maszynowego firma skróciła czas analizy dokumentów z 3 minut do 4 sekund.

– Sztuczna inteligencja nie jest bez wad. Są badania, które pokazują, że algorytmy stworzone przez sztuczną inteligencję mogą mieć zakodowane myślenie stereotypowe czy pewne uprzedzenia. Jedynie połączenie wiedzy i doświadczenia człowieka ze wsparciem, jakie niesie sztuczna inteligencja, może przynieść lepsze rezultaty i pomóc w uniknięciu błędów – twierdzi Bartek Ostrowski.

Według firmy badawczej Research and Markets wartość globalnego rynku fintechów do 2023 roku wzrośnie do blisko 306 mld dol. W najbliższych latach ma on się rozwijać w tempie ponad 22 proc. w skali roku.

Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q3 2019 – raport ADP

Firmy Nowoczesnej Gospodarki, czyli przedsiębiorstwa stale wdrażające innowacyjne rozwiązania, zakończyły III kw. 2019 r. z 5,07 proc. wzrostem zatrudnienia (vs III kw. 2018 r.). O ich sile stanowiły przedsiębiorstwa zatrudniające poniżej 500 pracowników, które w tym okresie przyjęły do pracy aż o 8,6 proc. więcej osób niż w III kw. 2018 r. – wynika z najnowszego raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q3 2019” opracowanego przez ADP Polska. Chociaż w ujęciu kwartalnym zauważalne jest wyhamowanie dynamiki wzrostu zatrudnienia, to niezmiennie w innowacyjnych firmach jest ona wyższa od ogółu rynku. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w okresie lipiec-wrzesień przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zwiększyło się o 2,6 proc. (vs III kw. 2018 r.). W wyniku tego Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki wyniósł 107,87[1].

– Od III kwartału 2018 r. zarówno firmy Nowoczesnej Gospodarki, jak i ogół rynku zatrudniają z coraz mniejszą dynamiką wzrostu. Największym wyzwaniem, które z miesiąca na miesiąc narasta, jest niedobór pracowników. Na koniec września mieliśmy do czynienia z najniższą od 29 lat stopą bezrobocia, wynoszącą 5,1 proc. Dla polskich pracodawców kluczowe są również rosnące koszty prowadzenia biznesu, związane z np. dużą konkurencją w kwestii oferowanych wynagrodzeń, obowiązkiem wprowadzenia PPK, czy wzrostem płacy minimalnej – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Produkcja wyhamowuje

Chociaż dynamika wzrostu zatrudnienia w całej Nowoczesnej Gospodarce wciąż utrzymuje się powyżej 5 proc., zachowując tym samym dystans do ogółu rynku, to jednak w sektorze produkcyjnym awangardy biznesu odnotowano najniższy od 2014 r. rezultat. W III kw. 2019 r. firmy produkcyjne zwiększyły zatrudnienie o zaledwie 3,89 proc. (vs III kw. 2018 r.). W największym stopniu przyczyniły się do tego duże firmy produkcyjne, które w tym okresie zwiększyły zatrudnienie o 3,61 proc. (vs III kw. 2018 r.).zmiany zatrudnienia

Mimo że Polska jest liderem w Unii Europejskiej w przyznawaniu legalnego prawa pobytu cudzoziemcom[2], to jednak nie rzutuje to na wzrost dynamiki zatrudnienia w firmach produkcyjnych. Wręcz przeciwnie. Nasi wschodni sąsiedzi są coraz mniej zainteresowani pracą w Polsce. Głównie ze względu na polepszającą się sytuację gospodarczą na Ukrainie oraz rosnące zainteresowanie pracą w Czechach i Słowacji. Szansą dla krajowych firm może okazać się natomiast Brexit i możliwy powrót części polskich emigrantów. Dlatego już teraz należy przygotowywać odpowiednie warunki do ich efektywnej asymilacji w kraju – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Małe firmy usługowej zatrudniają najdynamiczniej

W III kw. 2019 r. najbardziej zaskoczyły małe firmy usługowe, które w tym okresie zwiększyły zatrudnienie aż o 9,58 proc. (vs III kw. 2018 r.). Jest to najlepszy rezultat od I kw. 2012 r., kiedy dynamika wzrostu wynosiła 17,2 proc. W dużych firmach usługowych natomiast dynamika zatrudnienia nieznacznie wyhamowała (+4,45 proc. vs III kw. 2018 r.). Warto zauważyć, iż dystans między małymi i dużymi firmami wyniósł rekordowe 5,13 p.p.

zmiany zatrudnienia 2To już kolejny raport ADP, z którego wynika, że znacznie lepiej z wyzwaniami rynkowymi radzą sobie przedsiębiorstwa usługowe Nowoczesnej Gospodarki. Często to właśnie te firmy, w przeciwieństwie do produkcji, oferują swoim pracownikom szeroki wachlarz benefitów, jasną ścieżkę kariery, a także atrakcyjne warunki finansowe. Według najnowszych badań „Monitor Rynku Pracy”[3], główną motywacją Polaków do podejmowania decyzji zawodowych w ostatnim kwartale była właśnie chęć rozwoju
tłumaczy Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki

O tym, że przedsiębiorstwa Nowoczesnej Gospodarki lepiej radzą sobie z wyzwaniami rynku świadczy również rosnący Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki. Miernik ten bazuje na analizie różnicy w poziomie zatrudnienia w przedsiębiorstwach Nowoczesnej Gospodarki i ogółu rynku. W III kw. 2019 r. innowacyjne przedsiębiorstwa zatrudniły o 5,07 proc. więcej osób niż w analogicznym okresie 2018 r., z kolei ogół rynku o 2,6 proc. W wyniku tego Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki wyniósł 107,87
(+2,47 pkt).

[1] Metodologia opracowywania Wskaźnika bazuje na analizie różnicy w poziomu zatrudnienia w firmach Nowoczesnej Gospodarki oraz ogółu rynku. Dane do obliczenia wskaźnika gromadzone są na podstawie analiz własnych ADP oraz ogólnodostępnych źródeł (np. raportów Głównego Urzędu Statystycznego). Wartość bazowa wskaźnika wynosząca 100 przypada na 1.01.2019 r. Dane aktualizowane są w ujęciu kwartalnym.

[2] First residence permits issued in the EU Member States remain above 3 million in 2018, Eurostat, https://ec.europa.eu/eurostat/documents/2995521/10189082/3-25102019-AP-EN.pdf/95e08bc8-476d-1f7d-a519-300bdec438cb [dostęp: 29.10.2019 r.].

[3] Monitor rynku pracy – 34 edycja, Randstad, http://info.randstad.pl/monitor-rynku-pracy-34 [dostęp: 29.10.2019 r.].

Prawa i obowiązki podatkowe osoby prawnej powstałe w wyniku podziału spółki

Ordynacja podatkowa w art. 93c wprowadza zasadę sukcesji generalnej w przypadku podziału osoby prawnej w sytuacji, gdy majątek osoby prawnej dzielonej stanowi zorganizowaną część przedsiębiorstwa. W takich przypadkach osoby prawne przejmujące lub osoby prawne powstałe w wyniku podziału wstępują z dniem podziału lub z dniem wydzielenia we wszelkie przewidziane w przepisach prawa podatkowego prawa i obowiązki osoby prawnej dzielonej pozostające w związku z przydzielonymi im w planie podziału składnikami majątku (art. 93c ust. 1 Ordynacji podatkowej). Kwestia sukcesji generalnej praw i obowiązków w przypadku podatków nie jest do końca uregulowana w ustawach, dlatego stanowi przedmiot sporów podatników z fiskusem.

Pojęcie praw i obowiązków

Przepis art. 93c znajduje zastosowanie w przypadku jakiegokolwiek podziału majątku osoby prawnej. Ustawodawca nie definiuje jednak pojęcia „praw i obowiązków podatkowych”. Niemniej należy wskazać, że prawa i obowiązki będące przedmiotem sukcesji powinny być możliwe do przypisania do zorganizowanej części przedsiębiorstwa. Nie będą przedmiotem sukcesji prawa i obowiązki związane z działalnością podmiotu dzielonego (por. wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z dnia 23 lutego 2018 r., sygn. I SA/Kr 1310/17).

Z przejęcia ogółu praw i obowiązków wynika, że podmiot przejmujący kontynuuje niejako działalność w zakresie zorganizowanej części przedsiębiorstwa. Do podobnych konstatacji doszedł Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 31 stycznia 2019 r. (sygn. II FSK 256/17), wskazując, iż: „Następstwo prawne pod tytułem ogólnym oznacza wstąpienie w sytuację prawną spółki dzielonej, a więc oznacza to kontynuowanie przez spółkę powstałą w wyniku podziału przez wydzielenie biegu terminu jako terminu nieprzerwanego w rozumieniu art. 22 ust. 4a ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych”.

Konkretyzacja zdarzeń

Sądy administracyjne wskazują, że przedmiotem sukcesji mogą być jedynie prawa i obowiązki, które uległy konkretyzacji do daty podziału (przykładowo wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z dnia 26 czerwca 2017 r., sygn. I SA/Kr 453/17). Decydujące znaczenie ma więc okoliczność, czy dane prawo lub obowiązek powstało i istniało przed dniem wydzielenia. Stwierdzenie to jest bardzo istotne i służy jako punkt wyjścia do analizy konsekwencji podatkowych podziału. Innymi słowy, przedmiotem sukcesji mogą być wyłącznie tzw. stany otwarte, czyli prawa i obowiązki, które pozostają w związku z przenoszoną zorganizowaną częścią przedsiębiorstwa i na dzień podziału nie zostały rozliczone przez spółkę dzieloną, czyli nie uległy konkretyzacji (por. wyrok WSA z dnia 23 lutego 2018 r., sygn. I SA/Kr 1310/17).

Konsekwencje podatkowe – podatki dochodowe, VAT

Poza konsekwencjami opodatkowania samej czynności podziału po stronie spółki dzielonej, przejmującej, jak również udziałowców/akcjonariuszy podmioty dokonujące podziału muszą przed dokonaniem transakcji przeanalizować wiele istotnych aspektów podatkowych. Wśród zagadnień, które wywołują szereg wątpliwości, należy wymienić prawidłowe rozliczenie przychodów i kosztów uzyskania przychodu w podatku dochodowym. W zależności od rodzaju transakcji koszty i przychody mogą być różnie klasyfikowane. Warto w tym zakresie zrobić inwentaryzację transakcji w firmie, aby poprawnie zaklasyfikować transakcje. Przy okazji należy spojrzeć także na sposób ujęcia na potrzeby zarówno podatku dochodowego, jak i VAT korekt sprzedaży oraz zakupu.

W sytuacji przeniesienia aktywów trwałych pojawia się kolejny problem związany z ich amortyzacją. Ustalenie metody amortyzacji oraz wartości początkowej może powodować pewne problemy, jednak wydaje się, że ta materia jest stosunkowo najlepiej uregulowana w ustawie.

Kolejne zagadnienia koncentrują się wokół podatku od towarów i usług. Jednym z nich jest rozliczenie zrealizowanej sprzedaży do celów podatku VAT, w tym zaliczek. Przedsiębiorcom trudności sprawia przede wszystkim ustalenie podmiotu, który powinien opodatkować daną transakcję. Kolejny problem związany z VAT, to odliczenie podatku naliczonego, które to uprawnienie związane z zorganizowaną częścią przedsiębiorstwa powinno co do zasady podążać za ZCP.

Kolejny problem wiąże się ze składaniem deklaracji podatkowych, a przede wszystkim z korektą już złożonych deklaracji. Mogą pojawić się bowiem przypadki, że po dniu podziału powstanie obowiązek złożenia określonych deklaracji, w tym zeznań podatkowych, wykazów czy informacji dotyczących działalności wydzielanej części majątku prowadzonej przed dniem podziału.

Podsumowanie

Z uwagi na szeroki zakres konsekwencji podatkowych podziału związanych zarówno z samym podziałem, jak i kwestiami podatkowo-operacyjnymi po podziale, warto tego typu transakcje każdorazowo przeprowadzać z udziałem doświadczonych doradców. Pozwala to nie tylko zaoszczędzić pieniądze na późniejsze konsultacje, ale także znacząco ogranicza ryzyko podatkowe oraz daje komfort zarządzającym, że żaden istotny element transakcji podziału, ale także tematów podatkowych towarzyszących podziałowi, nie zostanie pominięty.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wyniki ID Logistics po III kwartale 2019 r.

Grupa ID Logistics, jeden z europejskich liderów logistyki kontraktowej, podsumowuje III kwartał i pierwsze 9 miesięcy 2019 roku.

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny Grupy ID Logistics, komentuje: „Po raz kolejny odnotowaliśmy dobry poziom przychodów, i to dokładnie w tych samych obszarach, co we wcześniejszych kwartałach. Obecnie siłą napędową naszej firmy jest międzynarodowa ekspansja, szczególnie w Holandii, Niemczech, Polsce, Rumunii i Rosji. Zgodnie z przyjętym modelem biznesowym, wyzwaniem będzie teraz dla nas kontrola kosztów licznych start-upów i szybkie doprowadzenie ich do rozwoju. Dzięki tym zmianom będziemy mogli stać się wiodącym dostawcą usług w każdym z tych krajów i dostarczymy naszym klientom rzeczywiście ogólnoeuropejskie rozwiązania logistyczne”.

DYNAMIKA WZROSTU UTRZYMANA W TRZECIM KWARTALE

W III kwartale rozwój organiczny ID Logistics utrzymał się na stałym poziomie. Firma odnotowała wzrost przychodów o 8 proc. (9,7 proc. w ujęciu like-for-like) do 384,2 mln EUR.

We Francji, rynku macierzystym, przychody ID Logistics zwiększyły się o 1,9 proc. i wyniosły 180 mln EUR. Na ten wynik największy wpływ miały nowe kontrakty, rozpoczęte w 2018 i na początku 2019 roku.

W bardzo szybkim tempie wzrosły natomiast przychody Grupy ID Logistics z działalności na rynkach międzynarodowych, o 13,9 proc. (17,7 proc. w ujęciu like-for-like) do poziomu 204,2 mln EUR. Udział nowych kontraktów, rozpoczętych w latach 2018/2019 i pozytywne efekty cenowe oraz wolumenowe zrównoważyły wpływ wahań kursów walut i zakończenia działalności w Republice Południowej Afryki (od września br.). Po raz kolejny, do osiągnięcia tak dobrych wyników przyczyniła się działalność Grupy ID Logistics w Europie.

W ciągu pierwszych 9 miesięcy br., przychody ID Logistics wzrosły o 8,9 proc. (10,5 proc. w ujęciu like-for-like) do poziomu 1,128 mld EUR.

NOWE KONTRAKTY

W III kwartale Grupa ID Logistics utrzymała dobre tempo rozwoju działalności biznesowej i brała udział w różnych przetargach. Firma wygrała i podpisała wiele nowych kontraktów. We Francji Cora, pionier masowej sprzedaży detalicznej, wybrała ID Logistics do zarządzania z magazynu w Lurdes przepływami towarów konsumpcyjnych we wschodniej części kraju. Od 2020 roku ten magazyn o powierzchni 37 tys. mkw. będzie zatrudniał ok. 100 pracowników odpowiadających za obsługę dostaw do 44 hipermarketów. We Francji ID Logistics rozpoczął też współpracę z Mapa Spontex, wiodącym producentem rękawic i gąbek. W Paryżu zostanie otwarty magazyn o powierzchni 12 tys. mkw., dedykowany operacjom co-packingu, skąd realizowanych będzie rocznie ponad 2 mln zamówień B2B i B2C. W Brazylii ID Logistics podpisał kontrakt z Estée Lauder, amerykańskim gigantem kosmetycznym. Operator będzie odpowiadać za zarządzanie obsługą magazynową perfum oraz kosmetyków do makijażu i pielęgnacji włosów marek Estée Lauder, MAC, Jo Malone i Clinique. Nowe centrum dystrybucyjne w Serra (Espirito Santo) zostanie wyposażone w automatyczny przenośnik do przygotowywania zamówień indywidualnych. Rozpoczęcie działalności operacyjnej nastąpi w marcu 2020 roku.

ID LOGISTICS W POLSCE

Sylwia Dunn, business development director, ID Logistics Polska
Sylwia Dunn, business development director, ID Logistics Polska

„W Polsce utrzymaliśmy bardzo dobre tempo rozwoju. Koniec roku 2019 oraz początek 2020 będą dla nas okresem niezwykle aktywnym i pełnym wyzwań, jeśli chodzi o działania operacyjne. Już teraz przygotowujemy się do uruchomienia czterech centrów dystrybucyjnych. Łączna wartość nowej powierzchni magazynowej to ponad 100 tys. mkw., dodatkowo zatrudnimy ponad 1000 pracowników. Rozpoczynamy współpracę z nowym klientem.  I tym samym rozszerzamy naszą działalność w Polsce o branżę kosmetyczną, której specyfika wymaga rozwiniętej na szeroką skalę obsługi magazynowej typu e-commerce. W najbliższych miesiącach widzimy realne perspektywy pozyskania kolejnych kontraktów w nowych dla ID Logistics w Polsce sektorach” zapowiada Sylwia Dunn, business development director, ID Logistics Polska.

PERSPEKTYWY ROZWOJU BIZNESU

ID Logistics spodziewa się utrzymania stabilnego poziomu wzrostu organicznego, z ukierunkowaniem na międzynarodową ekspansję, realizację nowych kontraktów oraz utrzymanie wysokiej jakości oferty.

Dlaczego najwięcej ofert pracy dla opiekunek seniorów jest w Niemczech?

Masz doświadczenie w opiece nad osobą starszą pośród swoich bliskich i planujesz przekuć tę wiedzę i umiejętności na grunt zarobkowy? A może pracujesz już od jakiegoś czasu w takim właśnie zawodzie i zastanawiasz się, gdzie – poza Polską – możesz szukać zatrudnienia? Na najlepsze zarobki z pewnością można liczyć w Skandynawii i za zachodnią granicą, dlatego jeśli posiadasz podstawową znajomość któregoś z języków europejskich, to warto pomyśleć o takim właśnie rozwiązaniu. W tym artykule skupimy się głównie na ofertach pracy w Niemczech i wyjaśnimy, dlaczego właśnie w tym kraju zapotrzebowanie na ten zawód jest wysokie.

Sytuacja demograficzna Niemiec

Nasz zachodni sąsiad to kraj, w którym społeczeństwo należy do jednych z najszybciej starzejących się w Europie. W tym niechlubnym zestawieniu Niemcy plasują się na trzeciej pozycji, wyprzedzone przez Grecję i Włochy. Oznacza to, że co piąty Niemiec jest seniorem. Ze względu na różne sytuacje życiowe, nie każda rodzina może sobie pozwolić na to, by osobiście otoczyć opieką chorą babcię, ciocię lub rodziców, do których zawitała jesień życia. W takich okolicznościach najbliżsi postanawiają zatrudnić opiekunkę, która roztoczy ochronny parasol nad potrzebującym pomocy członkiem rodziny. Zgodnie z niemiecką kulturą i mentalnością, osoby starsze powinny być otoczone opieką w domu, gdzie czują się najbezpieczniej i najlepiej – jest to tzw. ambulante Pflege. System państwowej pomocy długoterminowej oferuje seniorom świadczenia finansowe przeznaczone właśnie na opiekę domową, a wysokość dofinansowania jest uzależniona od stopnia potrzeb osoby starszej.

Opieka nad osobami starszymi – praca w Niemczech

Powyższe czynniki powodują, że pracy w zawodzie opiekunki osób starszych z pewnością nie brakuje. Wiele Polek postanawia podjąć tego typu zatrudnienie, właśnie za zachodnią granicą. Jest to podyktowane głównie czynnikami finansowymi, ponieważ możliwość zarabiania w korzystniejszej walucie – w tym przypadku Euro – jest dla wielu świetnym sposobem na zastrzyk gotówki. Dodatkowo Niemcy, Dania, Szwajcaria, Holandia i Wielka Brytania, to kraje europejskie, w których opiekunki osób starszych mogą liczyć na największe zarobki. Spośród tych krajów, Niemcy cieszą się największą popularnością, głównie ze względu na położenie. W wielu polskich miastach znajdują się  bezpośrednie połączenia autokarowe do Niemiec, dzięki którym w kilka godzin można dotrzeć do kraju nad Menem. Przykładowo, odległość z Krakowa do Berlina wynosi 600 km, z Poznania do Frankfurtu nad Menem 750 km, co nie jest dużo w porównaniu do odległości między Warszawą a stolicą Danii – Kopenhagą (ponad 1000 km), którą trzeba pokonać samolotem lub samochodem i statkiem.

Jeżeli podobnie jak wiele innych osób poszukujesz pracy jako opiekunka osób starszych w Niemczech, to podsyłamy rzetelne źródło z ofertami pracy: https://promedica24.com.pl/oferty-pracy/praca-w-niemczech/. Koniecznie się z nim zapoznaj.

Tomasz Bochenek nowym Dyrektorem Generalnym Oracle Polska

Od 1 listopada 2019 roku funkcję Dyrektora Generalnego Oracle Polska sprawuje Tomasz Bochenek – jest on także Dyrektorem Sprzedaży Technologii Oracle dla rynku polskiego.

Tomasz Bochenek – Dyrektor Generalny Oracle Polska
Tomasz Bochenek – Dyrektor Generalny Oracle Polska

Tomasz Bochenek jest związany z branżą IT od 28 lat, początkowo na rynku polskim a w ostatnich 14 latach na rynkach Europy Centralnej i Wschodniej oraz w Rosji. Przed dołączeniem do zespołu Oracle pracował przez prawie 20 lat w firmie Microsoft, gdzie rozpoczął pracę jako dyrektor generalny polskiego oddziału, następnie objął stanowisko wiceprezydenta ds. sprzedaży i marketingu w regionie Europy Centralnej i Wschodniej a potem stanął na czele nowoutworzonej grupy odpowiedzialnej za biznes konsumencki w tym regionie.

W ostatnich czterech latach pracował w Rosji, gdzie pełnił obowiązki dyrektora generalnego. Na wcześniejszym etapie kariery pracował na stanowiskach kierowniczych w firmach IBM i Compaq Computer. Swój wolny czas przeznacza na realizacje pozostałych pasji: narciarstwa, żeglarstwa i gry w tenisa.

„Z radością witam Tomasza Bochenka na stanowisku Country Leadera Oracle w Polsce” – komentuje Abdul Rahman Al Thehaiban, Senior Vice President Oracle i szef regionu MEA & CEE. „Tomasz posiada ogromne doświadczenie w kierowaniu zespołami, jakie zdobył w czasie swojej długiej kariery w firmach branży IT. Życzę mu wielu sukcesów na nowym stanowisku i dalszego umacniania pozycji Oracle w Polsce, zwłaszcza w zakresie rozwiązań chmurowych, które są przyszłością informatyki biznesowej. Jednocześnie serdecznie dziękuję Piotrowi Witczyńskiemu, który przez ostatni rok sprawował funkcję Dyrektora Generalnego Oracle w Polsce”.

5 największych mitów o intranetach

Intranet jest platformą, która na rynku pojawiła się już wiele lat temu. Do tej pory zdążyło narosnąć wokół niego wiele mitów. Niestety przyczyną takiego stanu rzeczy jest najczęściej nieprawidłowo przeprowadzone wdrożenie lub niewłaściwy dobór funkcji z potrzebami firmy. Przedstawiamy i obalamy 5 najczęstszych mitów o intranetach.

Intranety to systemy nieefektywne i przestarzałe

mit_intranet_1

Chociaż rozwój możliwości intranetów na przestrzeni ostatnich kilku lat był bardzo duży, nadal można się spotkać z opinią, że są one systemami przestarzałymi. O tym, że ich zastosowanie znajduje zasadność świadczy najlepiej fakt, iż największe międzynarodowe korporacje, cały czas wprowadzają tego typu rozwiązania w swoje struktury. Niestety bardzo często zapomina się o tym, że intranet wymaga stałego aktualizowania, by na bieżąco odpowiadać potrzebom pracowników. Jeśli nie będą wdrażane przydatne dla użytkowników usprawnienia, bardzo szybko stanie się on systemem przestarzałym i nieefektywnym. Analogicznie stanie się w przypadku braku aktualizacji systemu.

Kolejnym dowodem na potwierdzenie tezy, że jest to narzędzie nowoczesne, jest powstanie intranetu 2.0 czy intranetu społecznościowego. Posiada on cechy mediów społecznościowych, co znacznie go uatrakcyjnia i usprawnia komunikację wewnętrzną.

Intranet sprawdzi się wyłącznie w dużych firmach i korporacjach

To jeden z największych mitów dotyczących intranetów. Nierzadko to właśnie mniejsze firmy czerpią największe korzyści z wdrożenia tego typu aplikacji. Mowa tu o usprawnieniu szeregu procesów czy redukcji ponoszonych kosztów. Najlepiej zależności te widoczne są na przykładzie zastosowania systemów intranetowych w instytucjach administracji publicznej.

Prawidłowo dopasowany do przedsiębiorstwa intranet sprawdzi się, bez względu na jego wielkość.

Duża liczba funkcji to lepszy intranet

mit_intranet_2

Często wydaje się, że sprawne działanie intranetu zapewni duża liczba wdrożonych do niego funkcji. W rzeczywistości najważniejszą kwestią jest ich odpowiednie dostosowanie względem wymagań i specyfiki danej firmy. Dlatego kluczowa staje się analiza przedwdrożeniowa, która zagwarantuje odpowiednią optymalizację. Warto nadmienić, że duża liczba nieużywanych i nieprzydatnych opcji wprowadza jedynie chaos.

Intranet służy wyłącznie do przechowywania plików

Jedną z funkcji intranetu jest możliwość agregowania plików, jednak opcji jest o wiele więcej. Wraz z rosnącymi potrzebami oraz coraz większą automatyzacją procesów, wprowadzane są rozwiązania, które  pozytywnie wpływają na pracę całej kadry pracowniczej – niezależnie od działu czy zajmowanego stanowiska. Obecnie najczęściej wprowadzanymi udogodnieniami są te związane z dzieleniem się wiedzą, budowaniem relacji między pracownikami (również na poziomie bardziej prywatnym), narzędzia pracy dla działu HR, zarządzanie projektami czy budżetami.

Zespół specjalistów IT jest niezbędny do zarządzania intranetem

Może się wydawać, że skoro mamy do czynienia z dużym systemem informatycznym to, do jego zarządzania niezbędna jest wiedza i doświadczenie z zakresu IT. To mit, który wiele przedsiębiorstw powstrzymuje przed zdecydowaniem się na wdrożenie intranetu. Współczesne systemy intranetowe skoncentrowane są na potrzebach użytkowników. Prosty i przyjazny panel bardzo często nie odbiega od sposobu obsługi podstawowych oprogramowań komputerowych. Rzetelna firma wdrożeniowa powinna pomimo prostoty systemu zaproponować swoim klientom odbycie szkoleń czy tutoriali. Przygotowanie tego typu zapewni dokładne zapoznanie się z systemem oraz jego funkcjami, nawet osobom, które dotychczas nie spotykały się z podobnymi rozwiązaniami.

To jedynie część mitów, które krążą wokół tematu systemów intranetowych. Chcesz poznać pełną listę lub praktyczne wskazówki dotyczące wdrażania, sposobu zarządzania oraz rozbudowy platform intranetowych? Pobierz całkowicie bezpłatny e-book INTRANET: Skuteczna komunikacja wewnętrzna w organizacji.

najczestszemitynatematintranetow

Aż 80 proc. seniorów chce zostawić mieszkanie bliskim

Z ostatniego badania opinii przeprowadzonego przez Fundusz Hipoteczny DOM wynika, że większość seniorów chce zostawić mieszkanie bliskim. Aż 64 proc. emerytów przyznało, że zostawi nieruchomość dzieciom (64 proc.), wnukom (9 proc.), małżonkowi (2 proc.), rodzeństwu (1 proc.) lub dalszej rodzinie (4 proc.).[1] Badanie potwierdza, że wielu seniorów wciąż postrzega rentę dożywotnią jako rozwiązanie skierowane przede wszystkim do osób samotnych, borykających się z problemami finansowymi.

Fundusz Hipoteczny DOM zapytał o opinię ponad 600 emerytów zamieszkujących miasta powyżej 100 tys. osób. Aż 71 proc. seniorów przyznało, że zamieszkiwana nieruchomość jest ich własnością. Co trzeci emeryt mieszka samotnie (34 proc.), pozostali żyją w gospodarstwie dwuosobowym (50 proc.) lub trzyosobowym (7 proc.). Aż 91 proc. seniorów przyznało, że słyszało o rencie dożywotniej lub hipotece odwróconej. Blisko 40 proc. jest jednak zdania, że jest to rozwiązanie dla osób, które nie mają spadkobierców.

– Wyniki naszego badania opinii są spójne z doświadczeniami, które zdobyliśmy w ciągu dziesięciu lat funkcjonowania na polskim rynku. Większość seniorów chciałaby zostawić mieszkanie dzieciom, wnukom lub komuś z rodziny. Tak odpowiedziało łącznie 80 proc. ankietowanych. Dla większości z nich renta dożywotnia jest rozwiązaniem dedykowanym osobom, które nie mają dzieci i innych spadkobierców. Pozostałe 20 procent jeszcze nie wie kto będzie w przyszłości dziedziczył ich lokum lub nie ma zdania w tej kwestii. To spory odsetek. Jeśli przyjmiemy, że w Polsce żyje obecnie ok. 9,5 mln osób w wieku 60+ to blisko 2 miliony z nich stanowi grupę potencjalnie zainteresowaną skorzystaniem z renty dożywotniej – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Dla kogo jeszcze renta dożywotnia?

Większość seniorów uważa, że renta dożywotnia to dobre rozwiązanie dla osób, które nie mają spadkobierców (39 proc.). Co piąty ankietowany (19 proc.) twierdzi, że renta dożywotnia jest dobrą ofertą dla osób długożyjących, które mogłyby korzystać ze świadczeń wypłacanych przez fundusz hipoteczny w długiej perspektywie czasu. – Wiedza na temat renty dożywotniej sukcesywnie rośnie. Coraz więcej seniorów zaczyna racjonalnej podchodzić do oferty funduszy hipotecznych. Zastanawiające jest również to, że w naszym badaniu żaden z seniorów nie wskazał zamiany mieszkania na mniejsze jako sposobu na poprawę swojej sytuacji finansowej. Scenariusz zamiany mieszkania jest często promowany, jednak ja uważam, i nasze badania oraz wyliczenia to potwierdzają, że to nie jest racjonalne rozwiązanie z punktu widzenia seniora mieszkającego w mieszkaniu, a może być jedynie słuszne w przypadku przeprowadzki z domu do budynku wielorodzinnego.– mówi Robert Majkowski.

Wielu emerytów oceniło, że renta dożywotnia może być dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy borykają się z dużymi problemami finansowymi i ledwo wiążą przysłowiowy „koniec z końcem”. Tak odpowiedziało 16 proc. respondentów. – To jeden ze smutnych wniosków, z którymi spotykamy się w codziennej pracy. Wśród pobudek, które wpływają na podjęcie decyzji o podpisaniu umowy są problemy finansowe, a nawet długi. Pozytywna strona jest taka, że pomagamy seniorom wydostać się z tych tarapatów finansowych. Z poprzedniego badania opinii, które przeprowadziliśmy w ubiegłym roku wynikało, że dzięki rencie dożywotniej ponad połowa naszych klientów spłaciła długi lub inne zobowiązania – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Badania CATI przeprowadzone przez Fundusz Hipoteczny DOM S.A. w październiku 2019 roku na próbie 625 osób w wieku 65+ zamieszkałych w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców.

Rośnie liczba bankrutujących eksporterów w meblarstwie, transporcie i produkcji tworzyw sztucznych

W pierwszych trzech kwartałach 2019 r. liczba upadłości i restrukturyzacji przedsiębiorstw w Polsce zwiększyła się zaledwie o 1,2%. Jednak w najbliższych miesiącach będzie ich coraz więcej, zwłaszcza w trzech branżach.

Szczegółowe dane kwartalne wskazują, że już od drugiej połowy tego roku sytuacja płynnościowa przedsiębiorstw ulega pogorszeniu.

– Podczas gdy jeszcze w pierwszej połowie tego roku odnotowano stabilizację liczby ogłoszonych upadłości i restrukturyzacji to jedynie w trzecim kwartale liczba postępowań zwiększyła się o ponad 4% w porównaniu z trzecim kwartałem ubiegłego roku – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej. – W ostatnim kwartale jak i w 2020 r. liczba upadłości będzie wzrastać, to konsekwencja pogarszającej się sytuacji na rynkach zagranicznych.

Jak wynika z raportu Coface, coraz więcej upadłości i restrukturyzacji zdarzać się będzie zwłaszcza w trzech branżach, wśród producentów mebli, producentów tworzyw sztucznych i w transporcie.

Wśród firm doświadczających trudnej sytuacji płynnościowej nadal dużą popularnością cieszą się postępowania restrukturyzacyjne, których udział wyniósł już niemal 44%.

Sektor biurowy w Polsce – było dobrze, jest jeszcze lepiej

Zmiany w polskim sektorze biur następują nie tylko w aspekcie ilościowym, ale też jakościowym. Na rynku rośnie zainteresowanie projektami wielofunkcyjnymi, zwiększa się też udział powierzchni flex, które są interesującą opcją także dla dużych najemców.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na polskim rynku biurowym na koniec III kwartału 2019 r.

Popyt – liczy się jakość, a nie ilość

Do końca września 2019 roku najemcy podpisali w Polsce umowy na 1,2 mln mkw. powierzchni, co jest rezultatem o 15% lepszym niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Doskonały wynik odnotowały główne rynki poza Warszawą, gdzie firmy wynajęły prawie 515 000 mkw. biur, czyli o 23% więcej niż między pierwszym a trzecim kwartałem 2018 roku. Jest to w dużej mierze zasługą Krakowa. Popyt sięgnął tam 234 000 mkw., co stanowiło 45% zapotrzebowania na biura na rynkach regionalnych.

Rozwój polskiego rynku biurowego powinniśmy analizować nie tylko w odniesieniu do jego rosnącej skali, ale też jakości dostarczanej powierzchni. Coraz więcej najemców interesuje się wynajmem biura w projektach typu mixed-use, które niejednokrotnie powstają jako rezultat rewitalizacji dużych postindustrialnych kompleksów. Przykładem jest UBS w Krakowie, który postanowił przenieść się do wielofunkcyjnego projektu Fabryczna City. Dynamicznie rozwija się również sektor elastycznych przestrzeni do pracy, kierujących swoją ofertę także do dużych, międzynarodowych korporacji. Od stycznia do końca września 2019 roku operatorzy flex wynajęli blisko 27 000 mkw. w największych miastach poza Warszawą, co już jest 12% wzrostem w porównaniu do całego ubiegłego roku. – Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL

Największą umową tego roku oraz historycznie największą na polskim rynku, był przednajem mBank w Mennica Legacy Tower na prawie 46 000 mkw. Kolejnymi spektakularnymi transakcjami było również odnowienie najmu Orange Polska w Miasteczku Orange na blisko 45 000 mkw oraz T-Mobile na 27 400 mkw w budynku Marynarska 12. Z kolei do największych transakcji zawartych poza Warszawą w okresie pomiędzy pierwszym a trzecim kwartałem 2019 roku należą: przednajem UBS na 19 300 mkw. w kompleksie Fabryczna Office Park, odnowienie najmu Motorola Solutions Systems Polska na 17 100 mkw. w Green Office, przednajem Sabre na 16 000 mkw. w Tischnera Office, odnowienie i ekspansja jednego z technologicznych gigantów – 12 700 mkw. w Quattro Business Park oraz odnowienie i ekspansja Akamai na 11 500 mkw. w Vinci Office Building (wszystkie umowy zawarte w Krakowie).

Warto też podkreślić zmiany w strukturze popytu na rynkach regionalnych, gdzie podobnie jak w Warszawie, rośnie udział umów przednajmu. W okresie od stycznia do końca września tego roku wyniósł on 33%, co oznacza, że prawie 168 000 mkw. stanowiły przednajmy. Na ten moment jest to o 33% wyższa wartość w porównaniu do całego 2018 roku. – Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL

Podaż – regiony idą po więcej

Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLLWysoki popyt na biura napędza aktywność deweloperów. Pomiędzy pierwszym a trzecim kwartałem tego roku do użytku oddano prawie 460 000 mkw. z czego aż 315 000 mkw. poza Warszawą. Największy ukończony obiekt to kompleks biurowy Business Garden w Poznaniu (II faza, 46 000 mkw.)

Polska goni Europę pod kątem zasobów powierzchni biurowej, które aktualnie wynoszą już prawie 11 mln mkw. Na Warszawę przypada blisko 5,6 mln mkw., a główne rynki regionalne oferują ok. 5,3 mln mkw. powierzchni. Wysoka aktywność deweloperów jest obserwowana we wszystkich największych miastach, m.in. w Łodzi, która w ostatnich dniach przekroczyła poziom 500 000 mkw. zasobów biurowych. Na rynku biurowym w Polsce w budowie pozostaje kolejnych 1,7 mln mkw., a 900 000 mkw. na głównych rynkach regionalnych. Najbardziej aktywni są deweloperzy w Krakowie, Trójmieście i Wrocławiu. Znaczący wzrost aktywności zanotowały również Katowice, dzięki decyzji TDJ Real Estate o rozpoczęciu budowy wieży .KTW II. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Największym powstającym obecnie biurowcem jest Varso w Warszawie (110 000 mkw. powierzchni biurowej), a poza stolicą Business Garden we Wrocławiu (II faza) o całkowitej powierzchni najmu 70 000 mkw.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Średni poziom pustostanów w Polsce to 8,7%, co oznacza ponowny spadek w porównaniu do II kwartału tego roku. W Warszawie 8,2% istniejących zasobów biurowych pozostaje do wynajęcia, a w głównych miastach regionalnych – 9,1%. Najniższym współczynnikiem powierzchni niewynajętej cechuje się Trójmiasto (4,8%), a najwyższym Łódź (12,1%). Pięć miast zanotowało spadki indeksu rok do roku: Warszawa, Katowice, Kraków, Lublin, Szczecin oraz Trójmiasto.

W związku z rosnącymi kosztami budowy (zarówno materiałów jak i pracy) odnotowano wzrosty czynszów na niektórych rynkach biurowych w Polsce. W I-III kw. 2019 r. zmiany stawek zarejestrowano w: Krakowie (13,5-15,5 € / mkw. / miesiąc), Katowicach (13,6-14,5 € / mkw. / miesiąc), Poznaniu (13,6-15 € / mkw. / miesiąc), Łodzi (12- 14 €/ mkw. / miesiąc) i Wrocławiu (13,5-14,8 € / mkw. / miesiąc). Obecnie najwyższe czynsze transakcyjne charakteryzują Kraków (13,5 – 15,5 € / mkw. / miesiąc). W nadchodzących kwartałach mogą nastąpić kolejne niewielkie zmiany.

Z kolei w szerokim centrum Warszawy czynsze dla najlepszych nieruchomości wynoszą od 17 do 24 euro za mkw. miesięcznie, a poza nim od 11 do 15 euro za mkw. miesięcznie.

Zaburzenia psychiczne chorobą XXI wieku

Jednym z efektów rozwoju współczesnej cywilizacji i wszechobecnego stresu są problemy psychiczne, które dotykają coraz więcej osób. Według raportu Komisji Europejskiej z 2018 roku, prawie 15 proc. Polaków zmaga się z zaburzeniami psychicznymi.[1] Badania wykazują, że zarówno w Polsce, jak i w innych krajach, coraz więcej osób w wieku akademickim doświadcza takich problemów. Wśród najczęściej występujących znajdują się zaburzenia osobowości, nerwice, problemy zdrowotne oraz ze snem czy różnego rodzaju uzależnienia. 

Zaburzenia psychiczne chorobą XXI wieku?

Autorzy badania z Columbia University wskazują, że obecnie aż 35 proc. studentów cierpi na co najmniej jedno zaburzenie psychiczne, a najczęstszymi są depresja i stany lękowe. Jednak wielu z nich nie szuka pomocy lub zaniedbuje plany leczenia. Okazuje się, że tylko 15 do 20 proc. z chorych korzysta z pomocy specjalistów.[2] Wszechobecny stres towarzyszący młodym ludziom negatywnie wpływa na ich rozwój społeczny. Ma to bowiem duży związek z  presją, jaka jest na nich wywierana. Badania wykazują, że studenci częściej borykają się z zaburzeniami osobowości i innymi chorobami, niż osoby niestudiujące, będące w tym samym wieku.[3]

Oddalenie się od domu rodzinnego, nowa organizacja nauki, konfrontacja z wyobrażeniami na swój temat oraz próba adaptacji w nowej grupie, to trudności, z jakimi młodzi spotykają się, zaczynając etap edukacji wyższej. Chcąc odnosić sukcesy, sprostać wymaganiom, często nałożonych przez rodziców oraz wykładowców, stawiają sobie ciągle nowe cele. Myśląc o swojej przyszłości i ich pozycji na rynku pracy, często decydują się na łączenie pracy ze studiami czy próbują swoich sił w przedsiębiorczości. Stresogenne może być również niezrozumienie ich świata przez pracodawców i krzywdzące przekonania na temat młodszych pokoleń. Studenci, co wydaje się być charakterystyczne dla tej kategorii wiekowej, realizując swoje cele, dążąc do rozwoju, nie potrafią zaakceptować popełnianych błędów, negatywnie odbierają krytykę, a słowo „porażka” brzmi dla nich jak tragedia życiowa – zauważa dr Aleksandra Stankiewicz, trener biznesu, coach i wykładowca Państwowej Uczelni im. Stefana Batorego. Sprawy zdecydowanie nie ułatwiają portale społecznościowe, kreujące wizję idealnego świata oraz konieczność osiągnięcia spektakularnego sukcesu zawodowego. Niezbędna jest zatem edukacja na temat zdrowia psychicznego – dodaje.

Jak to wygląda na lokalnym podwórku?

Państwowa Uczelnia im. Stefana Batorego wie, jak ważne jest dobre przygotowanie studentów do wejścia na rynek pracy. Dlatego też w programie nauczania kładziemy duży nacisk na wiedzę i zajęcia praktyczne, które pozwalają studentom stawiać pierwsze kroki w życiu zawodowym i zdobywać doświadczenie. Dzięki temu są w stanie szybciej znaleźć pracę i nie mają problemów z adaptacją w nowym środowiskupodkreśla Aleksandra Stankiewicz.

Ogólnopolska ankieta dotycząca zdrowia psychicznego realizowana w ramach kampanii Parlamentu Studentów RP potwierdza, że studenci często nie są w stanie stawić czoła piętrzącym się obowiązkom. Większość zapytanych żaków odpowiedziała, że źle, bądź przeciętnie radzi sobie z codziennym stresem.[4] Tym samym ze statystyk opracowanych przez WHO wynika, że już od 20 roku życia najczęściej diagnozuje się zachorowania na depresję.[5]

Uczelnia jest w stanie pomóc

Brak siły, apatia, trudności w nawiązywaniu relacji czy nieradzenie sobie ze stresem i problemami życia codziennego, to najczęstsze objawy rozwijających się Uczelnie, chcąc wyjść naprzeciw i dbać o zdrowie psychiczne swoich studentów, zakładają poradnie psychologiczne bądź nawiązują współpracę z zewnętrznymi gabinetami specjalistycznymi, które oferują swoje wsparcie.

Obok zajęć kierunkowych, przywiązujemy też dużą uwagę do prowadzenia zajęć z komunikacji oraz umiejętności interpersonalnych, które przygotowują naszych studentów do porozumiewania się w miejscu pracy, radzenia sobie z trudnościami zarówno tymi z życia codziennego jak i w środowisku pracy. Zajęcia te uczą także, jak rozwiązywać konflikty. Dodatkowo organizujemy spotkania coachingowe, które dają możliwość rozwoju zasobów osobistych i wzmocnienie poczucia własnej wartości. Ponadto na uczelni odbywają się warsztaty, gdzie studenci mają możliwość poznać techniki pracy ze stresem oraz elementami mindfulness.  opowiada dr Aleksandra Stankiewicz z Państwowej Uczelni im. Stefana Batorego.

Odpowiednie podejście szkół wyższych odgrywa znaczącą rolę w dbaniu o kondycję psychiczną młodych ludzi.

Nasza uczelnia ma na uwadze zdrowie psychiczno-społeczne studentów, dlatego regularnie odbywają się tu prowadzone przez psychologa zajęcia. Bardzo istotną rolę odgrywa także kontakt ze strony wykładowców – czujemy się zaopiekowani, dzięki czemu łatwiej jest nam się odnaleźć w akademickiej rzeczywistości. W mojej ocenie świadomość na temat zaburzeń i chorób studentów zwiększa się, spotykamy się z coraz większym zrozumieniem, co osobom z problemami ułatwia „wyjście z cienia” i poszukiwanie pomocy – mówi studentka i ambasadorka Państwowej Uczelni im. Stefana Batorego, Anna Lewandowska.

[1]  https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/prawie-100-milionow-europejczykow-cierpi-na-problemy-psychiczne/

[2] https://www.fakt.pl/kobieta/zdrowie-i-fitness/coraz-wiecej-studentow-ma-problemy-ze-zdrowiem-psychicznym/dke27nj

[3] http://istotnie.pl/kondycja-psychiczna-studentow-sie-o-martwic

[4] https://psrp.org.pl/wsparcie-psychologiczne-studentow-na-uczelniach/

[5] https://kobieta.onet.pl/zdrowie/profilaktyka/depresja-atakuje-swiat-w-polsce-choruje-juz-co-10-osoba-infografika/s730f0m

Sprzedajesz samochód? Pamiętaj o tych obowiązkach

Obowiązkiem każdego kierowcy jest posiadanie ubezpieczenia OC, natomiast wiele osób dla własnego komfortu decyduje się także na wykupienie polisy AC. Czasem właściciel pojazdu decyduje się jednak na jego sprzedaż, mimo wykupionej na dłuższy czas polisy. Co dzieje się zatem z ubezpieczeniami po zbyciu samochodu?

Polisa OC po transakcji sprzedaży

Ubezpieczenie OC jest obowiązkowe, więc konieczne jest zachowanie zasady ciągłości, gdyż nawet niewielkie przerwy w obowiązywaniu tej polisy, mogą skutkować sporymi karami finansowymi. Z tego także względu, zgodnie z prawem polisa OC jest przypisywana do pojazdu, więc po jego sprzedaży, ubezpieczenie przechodzi na poczet nabywcy. Oznacza to, że wszelkie prawa, ale i obowiązki z tytułu takiej umowy, przechodzą na kupującego. Obydwie strony mogą się porozumieć odnośnie do wypowiedzenia umowy przez kupującego, dzięki czemu sprzedawca może odebrać część opłaconych, ale niewykorzystanych składek, o czym więcej przeczytasz na stronie https://najtaniejuagenta.pl/zwrot-skladki-oc-odzyskasz-pieniadze-ubezpieczenia/.

Co istotne – sprzedający nie może jednak żądać tego od nabywcy, więc takie ustalenia wynikają już jedynie z porozumienia obu stron transakcji. W myśl przepisów poprzedni właściciel ma 14 dni na zgłoszenie sprzedaży auta i przekazanie danych nabywcy, firmie ubezpieczeniowej, w której wykupił polisę OC. W przeciwnym razie ubezpieczyciel może przedłużyć polisę czy żądać opłaty za składki. W takich sytuacjach obie strony transakcji odpowiadają za zaległości solidarnie i z reguły to ubezpieczyciel ustala od kogo domaga się zapłaty.

Zatrzymanie OC po poprzednim właścicielu

Jeżeli nabywca uzna, że warunki danego ubezpieczenia OC są dla niego korzystne, ma pełne prawo pozostać przy tej polisie. W przypadku nieuregulowanych wcześniej płatności, standardowo płaci on za kolejne miesiące obowiązywania umowy – musi się też liczyć z tym, że ubezpieczyciel będzie się domagał pokrycia kosztów ewentualnych zaległości w niezapłaconych ratach (od dnia przeniesienia własności).

W samej umowie zmieniane są dane posiadacza pojazdu, natomiast jej okres obowiązywania pozostaje bez zmian. Warto pamiętać, że przy sprzedaży samochodu, firma ubezpieczeniowa może również dokonać ponownej kalkulacji i ustalić wyższą składkę dla nowego kierowcy, jeżeli posiada on mniejsze zniżki lub został zakwalifikowany jako właściciel o większym ryzyku spowodowania wypadku. Jeśli nabywca uzna, że oferta nie jest dla niego korzystna, to w każdej chwili może wypowiedzieć umowę i związać się z innym ubezpieczycielem.

Co dzieje się z ubezpieczeniem AC?

Przywiązujesz jeszcze większą wagę do bezpieczeństwa? Zobacz ubezpieczenie AC https://najtaniejuagenta.pl/. Z uwagi na nieobowiązkowy charakter polisy AC, przy transakcjach sprzedaży obejmują ją nieco inne zasady. Tego typu ubezpieczenie nie przechodzi automatycznie na nabywcę i w praktyce jedynie nieliczne firmy oferują w ogóle możliwość przekazania takiej polisy przez sprzedającego. Poprzedni właściciel może natomiast skontaktować się z ubezpieczycielem w sprawie zwrotu pieniędzy za ten okres umowy ubezpieczenia AC, która nie zostanie wykorzystana z powodu sprzedaży pojazdu.

Inflacja w Polsce spowalnia. Euro najtańsze od lipca

Kolejny raz kurs euro ustanowił najniższy poziom od lipca, niewiele brakuje by sięgnąć nawet do poziomów najniższych od 2018 roku. Warto jednak pamiętać, że złoty jest mocno wrażliwy na ryzyka w Europie, zatem może się okazać, że w negatywnym scenariuszu szybko pożegnamy te poziomy.

Euro odbija się od 4,25 zł

Pod nieobecność inwestorów z Polski, w piątek 1 listopada, na parach powiązanych ze złotym wcale nie wiało nudą.  Euro potaniało do poziomu niemal 4,25 zł. Dolar z kolei otarł się o 3,80 zł. Frank zatrzymał się przed 3,85 zł. We wszystkich trzech przypadkach są to najniższe poziomy od lipca. Umacnianie się złotego jest wynikiem wyciszania się ryzyk związanych zarówno z sytuacją w Polsce, jak i w regionie. Brexit się oddalił, wybory w Polsce nie przyniosły niespodzianki a na horyzoncie brakuje większych problemów. Przynajmniej na razie.

Inflacja w Polsce spowalnia

Zgodnie z oczekiwaniami tempo wzrostu cen wyniosło we wrześniu 2,5%. Było ono dokładnie zgodne z oczekiwaniami rynków. Jest również równe celowi inflacyjnemu. Był to też jeden z powodów ostatniego umocnienia się złotego.

Indeksy PMI dla przemysłu

Dane okazały się lepsze od oczekiwań, ale w dalszym ciągu, obiektywnie rzecz biorąc, nie są dobre. Wynik poniżej 50 punktów sugeruje recesję, zawiera bowiem przewagę odpowiedzi negatywnych nad pozytywnymi. Dla całej Unii jest to niecałe 46 punktów. Dla Niemiec, będących główną siłą napędową, pomimo poprawy, wynik ledwo przekracza 42 punkty. Inwestorzy jednak raczej uciekali od euro. Widać to było wyraźnie na głównej parze walutowej EURUSD.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

 

Maciej Przygórzewski – główny ekspert walutowy w Internetowykantor.pl

Ostatnie dni przyniosły osłabienie dolara amerykańskiego. Co kryje się za tą słabością?

Zeszłotygodniowa „jastrzębia obniżka” stóp procentowych Rezerwy Federalnej nie przełożyła się na poprawę notowań dolara amerykańskiego. Dane ekonomiczne ze świata w ostatnim czasie mają nieco lepszy wydźwięk, zwłaszcza porównując ze słabymi oczekiwaniami sprzed kilku tygodni. Póki co, pierwszym efektem tej zmiany była poprawa sentymentu, która nie sprzyjała USD – w ubiegłym tygodniu dolar amerykański osłabił się w parze ze wszystkimi walutami G10 poza dolarem kanadyjskim. Dobrą passę mają również waluty rynków wschodzących: gorzej radziły sobie jedynie peso chilijskie i rand południowoafrykański, czyli waluty krajów dotkniętych problemami wewnętrznymi.

Teraz, gdy spotkania głównych banków centralnych są już albo za nami albo też raczej nie przyniosą istotnych zmian w najbliższej przyszłości, uwagę rynków powinny przykuć przede wszystkim dane gospodarcze.

PLN

Miniony tydzień przyniósł umocnienie polskiego złotego. PLN był najlepiej radzącą sobie spośród głównych walut regionu. W minionym tygodniu nie było jednak zbyt dużo istotnych informacji z Polski, a te które się pojawiły nie wbudziły zbyt dużego zainteresowania. Poznaliśmy jedynie dane o inflacji CPI, która zgodnie z oczekiwaniami konsensusu w październiku znalazła się na poziomie 2,5%, czyli w samym środku celu inflacyjnego NBP.

W ciągu najbliższych kilku dni szczególną uwagę przykuje środowa decyzja RPP, jednak ani my, ani konsensus nie spodziewamy się modyfikacji stóp procentowych. Podczas spotkania raczej nie dojdzie też do zmiany retoryki banku centralnego.

GBP

Spadek ryzyka Brexitu bez umowy ma pozytywny wpływ na brytyjską walutę. W ostatnim tygodniu funt szterling reagował jednak głównie na słabość dolara amerykańskiego.

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, brytyjscy politycy doszli do wniosku, że do rozwiązania kwestii Brexitu niezbędne jest przeprowadzenie ponownych wyborów parlamentarnych. Odbędą się one 12 grudnia. Z uwagi na sporą przewagę Partii Konserwatywnej w sondażach przedwyborczych naszym scenariuszem bazowym jest wygrana Torysów ze stosunkowo pewną większością. Pozwoli to na przeprowadzenie uporządkowanego Brexitu na warunkach ustalonych w najnowszej wersji Withdrawal Agreement wynegocjowanej przez Borisa Johnsona. W przypadku realizacji takiego scenariusza można spodziewać się dalszego umocnienia funta brytyjskiego. Należy jednak zaznaczyć, że w przypadku poprzednich wyborów sondaże niedoszacowały poparcia dla Partii Pracy. Nie można zatem wykluczyć scenariusza, w którym po raz kolejny żadna z brytyjskich partii nie uzyska samodzielnej większości w tamtejszym parlamencie.

 

EUR

W przypadku strefy euro sądzimy, że wspólną europejską walutę mogą wspierać wydarzenia na co najmniej dwóch różnych frontach. Po pierwsze, w ostatnim czasie na plus zaskakują odczyty twardych danych makroekonomicznych ze wspólnego bloku. Kwartalna dynamika PKB w III kwartale br. oraz najnowsze dane o inflacji bazowej okazały się lepsze od stosunkowo niskich oczekiwań rynku. Pesymizm konsensusu przed publikacją odczytów można powiązać ze słabymi odczytami indeksów opartych na wynikach ankiet (m.in. indeksów aktywności biznesowej PMI) – a zatem tych publikacji, w których istotną rolę odgrywa element subiektywności. Po drugie, w strefie euro coraz silniej odzywają się głosy decydentów namawiające do bardziej ekspansywnej polityki fiskalnej, która miałaby dopełniać politykę monetarną Europejskiego Banku Centralnego.

Poparcie dla większej stymulacji fiskalnej w strefie euro wyraziła również nowa przewodnicząca EBC, Christine Lagarde, kontynuując w tym zakresie opinię wyrażoną przez Mario Draghiego. Słabe odczyty danych z niemieckiego przemysłu jak i wyraźnie rosnące poparcie dla populistów w wyborach do parlamentów niektórych landów sugerują, że szanse na rozluźnienie polityki fiskalnej w Niemczech zdają się rosnąć. Naszym zdaniem jakiekolwiek istotne informacje dotyczące tej kwestii mogą przyczynić się do aprecjacji euro w relacji do głównych walut.

 

USD

W zeszłym tygodniu Rezerwa Federalna zdecydowała się na kolejną obniżkę stóp procentowych, co było zgodne z oczekiwaniami konsensusu. Rynki nie przewidziały jednak, że decydenci z FOMC jasno stwierdzą, że chcą poczekać z kolejnymi zmianami w polityce monetarnej, chyba, że dojdzie do gwałtownego spowolnienia amerykańskiej gospodarki. Decydenci jednak puścili oko również do “gołębi”, sugerując, że próg przy przekroczeniu którego FOMC zdecydowałby się na podniesienie stóp procentowych znajduje się na nawet wyższym poziomie niż można by oczekiwać wcześniej. Bank centralny sugeruje, że będzie skłonny rozważyć zacieśnienie polityki monetarnej dopiero wtedy, gdy dostrzeże jasny sygnał wskazujący na występowanie znacznej presji inflacyjnej w USA.

Rynki jednak zignorowały “jastrzębią obniżkę” stóp procentowych Fedu. Ich uwagę przykuły natomiast lekkie złagodzenie dotychczasowego napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, ogólna poprawa w światowych danych makroekonomicznych oraz odsunięcie perspektywy tzw. Brexitu bez umowy. Lepsze nastroje inwestorów przełożyły się na umocnienie aktywów uznawanych za ryzykowne i przyczyniły się do deprecjacji dolara amerykańskiego.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Grupa Santander inwestuje ponad 1,7 miliarda złotych w Ebury

Banco Santander został strategicznym inwestorem w Ebury, które m.in. zdobyło w ostatnich latach pozycję lidera niezależnego sektora międzynarodowych rozliczeń dla firm w Polsce. Łącznie inwestycja Santandera wyniesie 350 milionów funtów, tj. ponad 1,7 miliarda złotych.

Obecni właściciele Ebury, łącznie z założycielami i osobami zarządzającymi pozostaną w strukturze udziałowej i będą aktywnie uczestniczyć w dalszej jego ekspansji, wspartej dodatkowym kapitałem.

– Powiązanie dużego, działającego globalnie banku ze zwinnym fintechem oznacza, że możemy zaoferować naszym klientom to co najlepsze z obu tych kultur. Będą oni mogli skorzystać z naszej technologii, współpracują z jedną z najważniejszych instytucji finansowych na świecie. Nowy kapitał, który pozyskujemy od Santandera i od obecnych udziałowców pozwoli nam na inwestycje i rozwój a także na kontynuację wzrostu biznesu, jednocześnie przy zachowaniu naszej zwinnej kultury biznesowej – skomentowali transakcję Juan Lobato i Salvador García, którzy dziesięć lat temu założyli Ebury.

Ebury specjalizuje się pełnym zakresie usług wymiany walut oraz usług płatniczych, i posiada szeroką bazę klientów: małych i średniej wielkości firm, średniej wielkości korporacji i banków, a także niebankowych instytucji finansowych.

Zgodnie z warunkami transakcji, Banco Santander obejmie 50,1% udziałów w Ebury za cenę 350 milionów funtów szterlingów (tj. ponad 1,7 miliarda złotych), z czego 70 milionów funtów (niemal 350 milionów złotych) zasili kapitały własne Ebury. Środki te zostaną przeznaczone na kontynuację szybkiego rozwoju Ebury oraz jego wejście na nowe rynki, przede wszystkim Ameryki Łacińskiej oraz Azji. Do rady dyrektorów Ebury dołączy w roli przewodniczącego pan Sergio Rial, prezes zarządu Banco Santande Brasil. Na brazylijskim rynku Grupa Santander ma dominującą rolę, z 26% udziałami rynkowymi.

Banco Santander podał, że w średnim okresie czasu stopa zwrotu z inwestycji w Ebury (RoIC) będzie wyższa niż 25% w 2024 r.

– Małe i średnie firmy (MŚP) są główną siłą napędową wzrostu gospodarczego na świecie. Tworzą one nowe miejsca pracy, zapewniając w krajach rozwijających się 60% miejsc pracy i tworząc 40% ich PKB. MŚP stają się międzynarodowe i Santander jest naturalnie predysponowanym bankiem, aby pełnić wiodącą rolę w tym procesie. Przez partnerstwo z Ebury, Santander będzie mógł zaoferować szybki i efektywny dostęp do produktów i usług dla przedsiębiorców z małych i średniej wielkości firm, które wcześniej były zarezerwowane tylko dla większych korporacji – powiedziała Ana Botín, prezes zarządu Grupy Santander.

Obecnie Ebury zatrudnia 900 pracowników w 22 biurach w 19 krajach, prowadząc efektywną działalność dzięki nowoczesnej platformie technologicznej. Od założenia w 2009 r. do inwestycji Grupy Santander spółka pozyskała dotąd 134 miliony dolarów finansowania.

Ebury realizowało w ciągu ostatnich 3 lat średnioroczny wzrost przychodów ze sprzedaży na poziomie 40%, a tylko w samym 2018 r. zrealizowała płatności o wartości 16,7 miliardów funtów (tj. ponad 80 miliardów złotych) już dla 43 tysięcy przedsiębiorstw z całego świata. Z kolei Santander obecnie obsługuje ponad 4 miliony klientów biznesowych, z których 200 tysięcy prowadzi biznes w wielu krajach.

Pozyskanie tak silnego partnera jakim jest Banco Santander to duże wzmocnienie dla Ebury, a dokapitalizowanie realnie wzmocni naszą ofertę towarzyszenia polskim firmom w ich szybkiej ekspansji na zagranicznych rynkach. Umowa w sprawie inwestycji największego banku z Grupy Santander w Ebury zakłada kontynuację naszego modelu działalności, w tym koncentracji na obsłudze małych i średniej wielkości przedsiębiorstwach. Dla nas najważniejsze są potrzeby naszych partnerów – przedsiębiorców i już dziś mogę powiedzieć, że dzięki połączeniu sił już wkrótce będziemy mogli zaoferować polskim eksporterom i importerom kolejne usługi, realnie wspierające ich działalność za granicą – komentuje Jakub Makurat, Country Manager Ebury na Polskę, Czechy i Słowację, menedżer zarządzający polskim biurem Ebury od początku jego działalności.

Ebury będzie kontynuować swoją działalność biznesową jako niezależny podmiot. Będzie przy tym wspierane przez Santandera również w ramach jego kompetencji w skalowaniu i rozwijaniu biznesów, w które dotychczas zainwestował ten bank. Przykładem takiej inwestycji jest Gatnet, jego spółka zależna z Brazylii. Po sukcesie na rodzimym brazylijskim rynku, firma ta pracuje obecnie nad globalną platformą usług rozliczeniowych dla kart płatniczych. Swoją ekspansję rozpoczęła od Meksyku, aby następnie rozwijać się w Ameryce Łacińskiej i Europie.

– Po pozyskaniu kilkudziesięciu tysięcy przedsiębiorców jako klientów na całym świecie – w tym wspieraniu na co dzień niemal dwóch tysięcy polskich firm i zrealizowania dla nich transakcji walutowych na kwotę ponad 5,5 mld złotych ­­– nikt już nie ma cienia wątpliwości, że nasz „fintechowy” model wspierania przedsiębiorców wyznacza nowe standardy dla branży usług finansowych w segmencie międzynarodowych rozliczeń. Znając możliwości Grupy Santander, a także szczegóły prac naszego działu badań i rozwoju oraz zespołu technologicznego zapewniam, że wkrótce zaproponujemy przedsiębiorcom bardzo ciekawe rozwiązania, dopasowane dokładnie do ich potrzeb – zapowiada Jakub Makurat.

Japan Tobacco International otwiera w Warszawie Globalne Centrum Usług Biznesowych. Zatrudni ponad 850 osób

Grupa Japan Tobacco International ogłosiła dziś utworzenie Globalnego Centrum Usług Biznesowych w Warszawie. Dzięki tej decyzji, w ciągu najbliższych trzech lat JTI Polska przyjmie do pracy ponad 850 kolejnych pracowników, a całkowite zatrudnienie w firmie przekroczy 3000 osób. Proces rekrutacji będzie wsparty szeroko zakrojoną kampanią promocyjną, podkreślającą najlepsze standardy i warunki pracy oferowane wszystkim pracownikom przez JTI.

Pracownicy Centrum będą odpowiedzialni za wsparcie eksperckie oraz zarządzanie procesami transakcyjnymi wielu obszarów międzynarodowej działalności Grupy JTI, takich jak m.in. finanse, marketing i sprzedaż, ludzie i kultura organizacyjna, badania i rozwój, sprawy prawne i regulacyjne oraz globalny łańcuch dostaw.

“Warszawa jest fantastycznym miejscem dla naszego nowego centrum biznesowego. Zespół doskonale wykształconych i utalentowanych pracowników umożliwi dalszy rozwój Grupy JTI w skali globalnej. Polska dysponuje bardzo dobrą infrastrukturą, jest krajem przewidywalnym i zorientowanym na przyszłość. Jestem przekonany, że szeroka oferta, obejmująca m.in. możliwości rozwoju zawodowego, hojny pakiet wynagrodzeń oraz wygodną lokalizację biura w centrum Warszawy, pozwoli nam przyciągnąć najlepszych kandydatów. Skala działalności JTI w Polsce jest naprawdę duża, a teraz jeszcze poszerzamy nasze perspektywy rozwoju” – powiedział Paulo Lopes, dyrektor generalny warszawskiego Centrum. Paolo Lopes jest Portugalczykiem, ekonomistą z 20-letnim doświadczeniem w Grupie JTI.

Globalne Centrum Usług Biznesowych jest kolejną strategiczną inwestycją JTI w Polsce. Tylko w tym roku firma weszła na rynek papierosów elektronicznych z marką Logic Compact oraz rozpoczęła produkcję nowatorskich wyrobów tytoniowych Ploom Tech w swoim kompleksie nowoczesnych fabryk w Starym Gostkowie koło Łodzi. Całkowita wartość inwestycji Grupy JTI w Polsce w ostatniej dekadzie przekroczyła już 800 mln dolarów.        

“To niesamowita radość móc ogłaszać kolejną strategiczną inwestycję JTI w Polsce w tak krótkim czasie. Jesteśmy zachwyceni umiejscowieniem Globalnego Centrum Usług Biznesowych JTI w Warszawie. Ta decyzja z pewnością wpłynie na podtrzymanie znakomitego trendu rozwojowego JTI Polska. Jesteśmy przecież najszybciej rosnącą firmą tytoniową na krajowym rynku, w tym roku zostaliśmy uznani pracodawcą nr 1 w prestiżowym rankingu Top Employers Polska, a do tego jako jedyni produkujemy w naszym kraju nowatorskie wyroby tytoniowe. Centrum JTI w Warszawie to kolejny kamień milowy nie tylko dla naszych pracowników, ale i całej polskiej gospodarki. Bardzo się cieszymy, że możemy w ten sposób przyczyniać się do dalszego rozwoju naszego kraju” – powiedział Andrzej Skubiszewski, Prezes Zarządu JTI Polska.

W celu wsparcia rekrutacji do Centrum, JTI inauguruje zakrojoną na szeroką skalę kampanię promocyjną. Będzie ona bazować na haśle #JoinTheIdea. Przez najbliższe miesiące firma będzie docierać do potencjalnych kandydatów za pomocą licznych kanałów komunikacji, przede wszystkim przez media społecznościowe.

Jak poprawnie rozliczyć ulgę B+R w pięciu krokach i kto powinien być zaangażowany w cały proces

Z raportu Ayming Polska „Ulga B+R. Małymi krokami do większej innowacyjności” wynika, że przedsiębiorstwa postrzegają poszczególne etapy rozliczenia ulgi na badania i rozwój raczej jako łatwe. Dla 28 proc. firm, które choć raz skorzystały z ulgi, najbardziej problematyczna była dokumentacja działalności B+R. Tylko 15 proc. ankietowanych wskazało, że identyfikacja działalność B+R sprawiła im kłopot, a dla 19 proc. najtrudniejsza okazała się ewidencja kosztów. Tymczasem eksperci Ayming wskazują, że najwięcej błędów przy rozliczaniu ulgi B+R jest popełnianych właśnie na tych dwóch ostatnich etapach. Za główny powód można wskazać brak wsparcia inżynierów na początku procesu.

W przypadku identyfikacji działalności badawczo-rozwojowej firmy najczęściej opierają się na dokumentacji finansowej, całkowicie pomijając analizę techniczną. Takie działanie niesie wysokie ryzyko dokonania nieuzasadnionych odpisów podatkowych lub odliczenia zaledwie części poniesionych kosztów. Z kolei w przypadku ewidencjonowania księgowego kosztów wyzwaniem dla przedsiębiorstw jest brak szczegółowych wytycznych odnośnie sposobu prowadzenia ewidencji i konieczność spełnienia wymogów opisanych w definicji działalności badawczo-rozwojowej. Jak zatem prawidłowo rozliczyć ulgę B+R i jakich błędów unikać? Eksperci Ayming opisują pięć głównych kroków związanych z tym procesem wraz z najczęstszymi nieprawidłowościami.

Identyfikacja B+R nie tylko przez finansistę

Wśród 44 proc. przebadanych firm to dział rozwoju lub dział B+R odpowiada za identyfikację działalności B+R. W przypadku 38 proc. respondentów to zadanie przypada działom księgowym lub finansowym, które często nie dysponują odpowiednią wiedzą techniczną. Jednak do optymalnego zidentyfikowania działalności B+R, a w dalszym kroku – do pełnego i prawidłowego rozliczenia ulgi, niezbędne jest połączenie wiedzy podatkowej i prawniczej z wiedzą techniczną (np. inżynierów i informatyków).

Z doświadczenia Ayming wynika, że najwięcej nieprawidłowości i przeoczeń pojawia się właśnie na etapie identyfikacji działalności B+R. Analizy przeprowadzane wyłącznie przez dział rozwoju zazwyczaj całkowicie pomijają działalność B+R, która jest wykonywana w ramach standardowych projektów, jak np. zmiana receptury wyrobów czy wprowadzanie ulepszeń do już istniejących usług lub procesów. A to skutkuje pominięciem dużej części kosztów. Z kolei działy księgowe lub finansowe często kwalifikują do ulgi wszystkie działania B+R, które są ewidencjonowane na kontach księgowych. Tymczasem nie zawsze zawierają się one w ustawowej definicji działalności badawczo-rozwojowej. Może to skutkować rozliczeniem niewłaściwych kosztów – zauważa inżynier Paweł Perzyński, ekspert ds. ulgi B+R w Ayming Polska.

Koszty kwalifikowane dokładnie opisane

Z ośmiu kategorii kosztów uznanych przez ustawodawcę za kwalifikowane do ulgi B+R, największą część w przedsiębiorstwach stanowią koszty osobowe (rozlicza je 94 proc. badanych firm). Na drugim miejscu (91 proc.) znajdują się materiały i surowce, zaś najrzadziej firmy rozliczają odpłatne korzystanie z aparatury naukowo-badawczej (28 proc.). Należy pamiętać, że rozliczane w ramach ulgi koszty muszą pokrywać się ze wskazanym w ustawie CIT/PIT rodzajami kosztów kwalifikowanych. Przeprowadzenie szczegółowej analizy pozwala na odrzucenie tych wydatków, które nie są objęte preferencją podatkową.

W przypadku kosztów osobowych można rozliczyć koszty zatrudnienia pracownika na podstawie umowy o pracę lub współpracy w oparciu o umowę cywilnoprawną. Kwalifikowane jest wynagrodzenie zasadnicze, wynagrodzenie za godziny nadliczbowe, dodatki czy też premie oraz inne koszty związane z zatrudnieniem danej osoby. Podstawą do kalkulacji kosztów jest prowadzona co miesiąc ewidencja czasu pracy poświęconego na działalność badawczo-rozwojową. Przedsiębiorca musi określić proporcję czasu pracy (liczbową lub procentową) faktycznie poświęconego na działania B+R w stosunku do ogólnego czasu pracy w danym miesiącu. Często spotykaną nieprawidłowością jest automatyczne kwalifikowanie całych MPK lub Cost Center, na których zaksięgowano koszty osobowe – tłumaczy inżynier Karolina Łukasik, Starszy Konsultant w Dziale Innowacji, Ulg i Dotacji w Ayming Polska.

Ewidencja księgowa odpowiednio wydzielona

Podatnicy zamierzający odliczyć ulgę B+R są zobowiązani do wyodrębnienia kosztów kwalifikowanych w swojej ewidencji księgowej. Z raportu Ayming Polska wynika, że 19 proc. firm korzystających z ulgi ocenia ten etap rozliczenia za problematyczny. Jako przyczynę można wskazać fakt, że przepisy ustawy o podatku dochodowym i ustawy o rachunkowości nie zawierają szczegółowych wytycznych odnośnie sposobu prowadzenia ewidencji księgowej. Przyjmuje się, że wystarczy ująć te koszty w odrębnej ewidencji pomocniczej prowadzonej dla celów rachunkowych, np. na kontach pozabilansowych do ksiąg pomocniczych. Ważne, aby zastosowany sposób wyodrębnienia umożliwiał zidentyfikowanie kosztów kwalifikowanych odnoszących się do prowadzonych działań B+R.

Z ewidencji zużycia kosztów kwalifikowanych poświęconych na B+R musi wynikać, że koszty zostały przypisane wyłącznie do działalności B+R. Jednym z najczęściej rozliczanych kosztów kwalifikowanych są koszty osobowe, przy opisywaniu których trzeba zachować szczególną dokładność. Ewidencja czasu pracy powinna być deklarowana kierownikowi przez pracownika, który wskazuje, ile czasu poświęcił na prace B+R. W przypadku używania materiałów i surowców do projektów B+R, ich ewidencja powinna być odpowiednio powiązana z kosztami nabycia (fakturami), a w przypadku stosowania kosztu uśrednionego należy zweryfikować algorytmy, które są w tym celu używane – wyjaśnia Marek Dalka, Menedżer Działu Innowacji, Ulg i Dotacji w Ayming Polska.

Dokumentacja prowadzona na bieżąco

Dokumentowanie działalności badawczo-rozwojowej jest jednym z podstawowych obowiązków podatnika chcącego skorzystać z ulgi B+R. Tymczasem z badania wynika, że 28 proc. firm korzystających z ulgi ocenia przygotowanie takiej dokumentacji jako problematyczne. Może to wynikać z faktu, że sposób opisu projektów badawczo-rozwojowych nie jest ustalony przez ustawodawcę, nie tłumaczą go również indywidualne interpretacje podatkowe. To, jak firma będzie dokumentować swoje działania badawczo-rozwojowe, jest jej indywidualną decyzją. Warto, aby dokumentacja prac B+R była prowadzona na bieżąco i opisywała
w merytoryczny sposób działania podatnika w zakresie projektów badawczo-rozwojowych.

– Najlepszą metodą na prawidłowe udokumentowanie działań B+R jest posługiwanie się kartą projektu. Powinna opisywać wszystkie prowadzone działania w sposób na tyle szczegółowy, aby w przypadku weryfikacji przez urząd skarbowy nie pojawiły się żadne wątpliwości, że dane zadanie było niezbędne w całym procesie badawczo-rozwojowym. Najczęstszym błędem przy wypełnianiu karty projektu jest nieodpowiednie zdefiniowanie celu, który jest bardzo ogólny i pozbawiony jakichkolwiek parametrów technicznych. Opis efektu końcowego powinien odpowiadać celowi projektu, wyzwaniom badawczym oraz ryzykom i nie może być oderwany od wcześniejszych opisów w karcie projektu – zaznacza Wojciech Popardowski, Kierownik Projektu w Dziale Innowacji, Ulg i Dotacji w Ayming Polska

 

Weryfikacja fiskusa – trzeba się przygotować

Z raportu Ayming Polska wynika, że niemal połowa firm rozliczających ulgę B+R ma doświadczenia związane z przeprowadzeniem czynności sprawdzających lub kontroli przez urzędy skarbowe. Jest to standardowa procedura, wynikająca z deklaratywnego charakteru rozliczenia ulgi. Z doświadczenia Ayming wynika, że działania podejmowane przez fiskus najczęściej przybierają formę czynności sprawdzających. Podatnicy są proszeni m.in. o przedstawienie ewidencji czasu pracy pracowników biorących udział w pracach badawczo-rozwojowych, kart wynagrodzeń, pełnej dokumentacji projektów badawczo-rozwojowych czy też potwierdzeń zakupu materiałów i surowców, sprzętu specjalistycznego lub nabycia usługi kwalifikowanej do ulgi.

– W gestii kontrolowanego leży skompletowanie i sprawdzenie dokumentacji z obszaru objętego weryfikacją. Warto przed rozpoczęciem czynności sprawdzających poprawić wykryte nieprawidłowości w złożonej deklaracji, uzasadniając dokonane zmiany.  Każdy przedsiębiorca powinien przechowywać dokumenty ściśle powiązane z realizowanymi projektami badawczo-rozwojowymi oraz z odnoszącymi się do nich wydatkami przez ustawowy okres pięciu lat. Do najczęstszych błędów należy brak wszystkich faktury i umów, nieprawidłowo przygotowana ewidencja czasu pracy pracowników zaangażowanych w B+R oraz brak wyodrębnienia kosztów kwalifikowanych w ewidencji zgodnie z ustawą o rachunkowości – wyjaśnia Michał Barszcz, Kierownik Projektu w Dziale Innowacji, Ulg i Dotacji w Ayming Polska.

Zawsze patrz na jasną stronę życia

Nadzieja na lepsze jutro nie umiera, a optymizm uparcie stara się przebić na powierzchnię. Paliwem na starcie nowego tygodnia jest wiara w postępy rozmów handlowych USA-Chiny oraz ta część piątkowych danych z USA, która była solidna. Nie jest to jednak pomocna wiadomość dla USD.

Dwa motywy przewodnie pozostały po październiku: USA i Chiny są bliżej porozumienia (pierwszej fazy), a Fed jest coraz dalej podwyżek stóp procentowych. W obniżkach też planuje zrobić sobie przerwę, ale przy niekorzystnym zwrocie w danych zawsze może zareagować. Zatem albo Fed będzie dla USD neutralny, albo dostarczy negatywnego impulsu. Z kolei optymizm wokół przebiegu negocjacji handlowych osłabia rolę dolara jako bezpiecznej przystani.

Pomimo powyższego, zmiany na rynku walutowym nie są spektakularne. W skali tygodnia NZD, SEK, NOK i AUD zyskały do USD ponad 1 proc., ale mówimy tu przeważnie od odreagowaniu silnego niedowartościowania. Na bardziej zrównoważonych rynkach (EUR/USD, USD/JPY) nie widać przekonania do zdecydowanej „przesiadki” z dolara na inne waluty. Ma to związek z tym, że niezależnie jak chciałoby się budować argumentację na sprzedaż USD, obrona także nie jest bez amunicji. Piątkowy raport NFP przypomniał, że rynek pracy w USA jest zdrowy, a zatrudnienie rośnie szybciej od oczekiwań. ISM dla przemysłu wprawdzie odbił od 10-letniego minimum słabiej niż się spodziewano, ale przynajmniej recesja w sektorze nie pogłębia się. Poza tym przemysł stanowi mały fragment gospodarki (12 proc.) i z wnioskami trzeba się wstrzymać do publikacji ISM dla usług (wtorek). Ogólnie gospodarka USA wciąż prezentuje się relatywnie lepiej niż np. Chiny czy strefa euro.

Z resztą postępy w rozmowach handlowych to osobliwy temat. Od kilkunastu dni co ruch pojawiają się komentarze oficjeli z Pekinu i Waszyngtonu, którzy zapewniają, że rozmowy idą w dobrym kierunku i pierwsze porozumienie może zostać podpisane już w listopadzie. Gdy jednak zainteresowanie schodzi na kwestie anulowania/odroczenia ceł mających wejść w życie do końca roku, wówczas nastaje cisza. A to kluczowa kwestia, która z dnia na dzień może doprowadzać do ponownego ochłodzenia stosunków. Na razie jednak na rynkach wygrywa nadzieja, że wszystko będzie w porządku i można kierować kapitał w ryzykowne aktywa. Indeksy giełdowe poprawią szczyty i o tym mówi się najgłośniej. Ale złoto, JPY i CHF nie obserwują dynamicznej przeceny. Tak, jakby część uczestników rynku dalej zachowywała ostrożność. Obie strony nie mogą mieć jednocześnie racji.

Dziś rano otrzymaliśmy naprawdę zły odczyt PMI z polskiego sektora przemysłowego. W październiku wskaźnik nieoczekiwanie spadł do 45,6 z 47,8 i konsensusie 48,1 (TMS: 48,2). Wynik jest najgorszy od 10 lat. Zapaść przemysłu wytwórczego w Eurolandzie zaczyna odbijać się na nastrojach polskich przedsiębiorców. Mimo to EUR/PLN pozostaje dość stabilny przy 4,2520. Bierze się to stąd, że: 1) jeden odczyt nie odmieni prędko polityki RPP, która neutralnego nastawienia zawsze może bronić silną postawą konsumpcji wspartej programami socjalnymi. 2) Złoty już dawno nie miał epizodu, kiedy dane były istotnym determinantem jego zmienności. Albo inwestorzy grają pod istotny czynnik ryzyka (jak np. wyrok TSUE), albo patrzą na lokalny rynek przez pryzmat generalnego sentymentu do rynków wschodzących. Dane nie powinny być jednak całkowicie ignorowane i jest możliwe, że przynajmniej zapalają światło ostrzegawcze obok złotego. Uważamy, że złoty zapędził się w swoim umocnieniu i widzimy fundamentalny poziom równowagi EUR/PLN bliżej 4,27/4,28.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

CANAL+ finalizuje zakup 70 proc. udziałów w Kino Świat

ITI Neovision S.A., operator CANAL+ w Polsce, sfinalizował zakup większościowego pakietu 70 proc. udziałów w Kino Świat sp. z o.o., wiodącego dystrybutora filmów w Polsce. Dzięki zawartej umowie, CANAL+ rozwinie nowy obszar działalności biznesowej, zyskując prawa do dystrybucji katalogu Kino Świat zawierającego ponad 2000 godzin filmów kinowych i telewizyjnych (1200 produkcji).

CANAL+ inwestuje w polski rynek filmowy od prawie 25 lat, co czyni z nas lidera płatnej telewizji premium. Kino Świat jest natomiast wiodącym dystrybutorem treści, który od 19 lat buduje swoją silną pozycję na niezwykle wymagającym lokalnym rynku. Doświadczenie produkcyjne CANAL+, zaplecze biznesowe i międzynarodowy zasięg naszej marki pozwolą na dalsze rozwijanie katalogu treści Kino Świat oraz rozszerzenie zasięgu dystrybucji – Edyta Sadowska, prezes zarządu i dyrektor generalna CANAL+ w Polsce.

Mniejszościowy pakiet udziałów pozostanie w rękach dotychczasowych właścicieli – Tomasza Karczewskiego i Marcina Piaseckiego, którzy pozostaną w zarządzie spółki i będą brali aktywny udział w kierowaniu i dalszym rozwijaniu Kino Świat.

Jesteśmy oczywiście dumni z tego, co do tej pory udało nam się osiągnąć dzięki pracy naszej i naszego zespołu. Jednocześnie głęboko wierzymy, że jeśli chcemy nadal rozwijać Kino Świat, sięgać po nowe obszary działania i podejmować jeszcze większe wyzwania, to będzie to możliwe tylko z partnerem posiadającym takie doświadczenie oraz tak silną pozycję na lokalnym i globalnym rynku, jak CANAL+. Będziemy nadal pracować w gronie przyjaciół, których mamy w tej organizacji od wielu lat  – Tomasz Karczewski, członek zarządu Kino Świat.

Do zarządu spółki Kino Świat powołano jednocześnie nowych członków. Frederic Berardi, wiceprezes zarządu i dyrektor finansowy CANAL+ objął stanowisko prezesa zarządu Kino Świat. Marta Pałucka, zastępca dyrektora finansowego CANAL+ oraz Anna Limbach-Uryn, dyrektor programowa CANAL+ objęły w Kino Świat stanowiska wiceprezesów.
Powołana została również pięcioosobowa rada nadzorcza spółki. Przewodniczącą rady została Edyta Sadowska, prezes zarządu i dyrektor generalna CANAL+ w Polsce, a wiceprzewodniczącą Agnieszka Gotlibowska-Horoszczak, dyrektor działu prawnego CANAL+. W skład rady nadzorczej powołana została również Anna Marsh, dyrektor zarządzająca StudioCanal oraz Paweł Karczewski, prezes zarządu Blue Dot sp. z o.o. i Piotr M. Krawczyński, partner zarządzający Synerium sp. z. o.o.

Zgodę na zawarcie umowy przejęcia większościowego pakietu 70 proc. udziałów wyraził Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Deloitte: Działy prawne nieufne wobec technologii

Prawie połowa działów prawnych na świecie w 2018 r. nie odnotowała wzrostu budżetu i zaobserwowała stagnację w zatrudnieniu. Dodatkowo 63 proc. dyrektorów tych departamentów (Chief Legal Officer, CLO) uważa, że powtarzające się zadania i ograniczenia w zarządzaniu danymi uniemożliwiają im wytworzenie dodatkowej wartości w organizacjach. Jak zauważają autorzy opracowania „Tech Bytes Part I”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, inwestycje w nowe rozwiązania technologiczne nie tylko pozwolą zmniejszyć koszt pracy działów prawnych, ale także poprawią ich wydajność.

Analiza Tech Bytes analizuje problemy, z którymi na co dzień borykają się prawnicy. Ma także pomóc szefom zespołów zwiększyć wydajność i dostosować strategię prawną do potrzeb organizacji.

Dyrektorzy działów prawnych mają podzielone opinie na temat rozwoju technologicznego w branży. Jak wykazało badanie Deloitte, jedynie 40 proc. ankietowanych uważa, że nowe rozwiązania oraz outsourcing mogą zwiększyć efektywność ich zespołów. Jednocześnie, z innego badania firmy doradczej „Going beyond risk and compliance” wynika, że 56 proc. działów prawnych zainwestowało już w nowoczesne systemy właśnie w tym celu. – Branża prawnicza stoi w obliczu wyzwań, które niesie za sobą postęp technologiczny. Co chwilę na rynku pojawiają się kolejne rozwiązania pozwalające zaoszczędzić czas pracowników oraz zwiększyć ich efektywność. Ważnym jest, aby już dziś maksymalnie wykorzystać te narzędzia, które mamy w zasięgu ręki – mówi Daniel Martyniuk, Partner, Lider doradztwa technologicznego w Deloitte.

Potencjalne korzyści

Wśród szefów działów prawnych przekonanie o istotności zmian technologicznych nie jest wysokie. Aż 65 proc. z nich deklaruje, że ich departament w większym stopniu skoncentrowany jest na zarządzaniu ryzykiem niż na możliwościach rozwoju. Prawie dwie trzecie (63 proc.) przyznaje natomiast, że powtarzające się zadania i ograniczenia w zarządzaniu danymi uniemożliwiają im tworzenie wartości dla ich organizacji. Mimo to 50 proc. uważa, że automatyzacja procesów oraz ich przekonstruowanie pozwoli na redukcję kosztów oraz poprawę efektywności działań. Zdaniem prawników, do rozwiązań technologicznych, które wzmocnią ich działy, należą te, które pomogą mierzyć kluczowe wskaźniki efektywności (Key Performance Indicators, KPI). – 87 proc. naszych ankietowanych przewiduje, że w ciągu najbliższych trzech lat to właśnie wskaźniki KPI będą wykorzystywane przez korporacyjne działy prawne do śledzenia i raportowania swoich wyników. Jednak, aby osiągnąć korzyści, które niesie wdrożenie nowych rozwiązań technologicznych, dyrektorzy prawni muszą najpierw opracować strategię dostosowaną do koncepcji pracy przedsiębiorstwa oraz prawny model działań. Następnie, korzystając z posiadanych danych, badać potencjalne programy bezpośrednio wspierające pracę dyrektorów, a co za tym idzie, całych działów – mówi Wojciech Sygnowski, Partner, Lider obszaru integracji systemów oraz robotyki i inteligentnej automatyzacji, Deloitte.

Technologiczna mapa drogowa

Zdaniem ekspertów Deloitte, żeby sięgnąć po rozwiązania technologiczne, dyrektorzy prawni muszą najpierw ocenić jakie problemy przed nimi stoją. – Osiągnięcie założonych celów rozwojowych firmy nie jest możliwe bez uzyskania odpowiedzi na kilka prostych pytań: jak pracownicy zarządzają własnym czasem, jakie zadania są w tym momencie realizowane oraz jakie dane lub technologie dział posiada. Wśród niezbyt popularnych, ale przydatnych rozwiązań technologicznych, jest m.in. planowanie czasu pracy całego zespołu z wykorzystaniem systemów. Dzięki temu jasne będzie jakie zadania mają pracownicy, kto nadzoruje ich wykonanie i ile czasu zajmuje ich realizacja. Tym samym dział będzie lepiej zorganizowany, a więc efektywniejszy – mówi Jan Jarmul, Radca prawny, Partner w Kancelarii Deloitte Legal.

Następnym krokiem do usprawnienia pracy działów prawnych w przedsiębiorstwach jest uświadomienie sobie przez dyrektorów korzyści, jakie niesie ze sobą implementacja nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Wśród nich jest efektywniejsze zarządzanie zespołami i ich bieżącymi sprawami. Pozwala to także na wykorzystanie narzędzi e-discovery, czyli nowoczesnych systemów poszukiwania, zabezpieczania i analizowania danych, oraz sprawniejsze kierowanie systemami do oceny globalnego ryzyka i compliance. Aby to osiągnąć potrzebny jest dalszy rozwój i wdrażanie rozwiązań technologicznych pozwalające na automatyzację procesów. Są to m.in.: sztuczna inteligencja, która niebawem może wyręczyć ludzi w przygotowywaniu prostych ustandaryzowanych dokumentów, jak np. klauzuli o zachowaniu poufności. Kolejną technologią, która ma szanse w przyszłości jeszcze efektywniej wesprzeć procesy w organizacjach jest chmura obliczeniowa. Coraz więcej usług i programów jest oferowanych np. w modelu SaaS (software as a service), co pozwala na skuteczne uruchamianie aplikacji na serwerach innych firm, eliminując potrzebę posiadania rozbudowanej pamięci wewnętrznej. Również technologia blockchain może być używana w celu polepszenia efektywności działań prawnych, ponieważ umożliwia skuteczne rejestrowanie transakcji między stronami oraz jest odporna na cyberataki.

Wdrożenie i dostosowanie

Podczas implementacji nowych rozwiązań technologicznych CLO muszą skoncentrować swoją uwagę na dwóch podstawowych obszarach: skupieniu wokół siebie doświadczonego zespołu technologicznego i grupy entuzjastów pozytywnie nastawionych do zachodzących zmian. Działania te pozwolą skuteczniej przekonywać najbardziej konserwatywne osoby do zmiany ich sposobu pracy. – Dystansowanie się  pracowników do zmian to jedna z najpowszechniejszych barier postępu technologicznego. Podstawowym problemem jest najczęściej brak komunikacji. Bez informowania o korzyściach płynących ze zmian, nie ma możliwości, aby pracownicy je zaakceptowali. Z biegiem czasu przed branżą prawną będą pojawiać się nowe wyzwania oraz potrzeba kolejnych modyfikacji działania poszczególnych systemów. Warto jednak pamiętać, że nadmierne zmiany mogą uczynić niektóre rozwiązania mniej intuicyjnymi dla ich użytkowników – mówi Jan Jarmul, Radca prawny, Partner w Kancelarii Deloitte Legal.

Wysyłamy coraz mniej listów

Od stycznia do czerwca br. klienci Poczty Polskiej wysłali o 7% mniej listów niż w analogicznym okresie 2018 roku. Operator od lat notuje spadki. Wpływa na to głównie rozwój Internetu, telefonii cyfrowej i mediów społecznościowych. Eksperci prognozują, że korzystanie z tradycyjnej formy kontaktu będzie coraz rzadsze. Zjawisko kurczenia się rynku widoczne jest też w innych państwach europejskich, gdzie średnio w rocznym okresie wynosi ok. 5%. Choć bywają też większe spadki, np. w Skandynawii czy Holandii zdarzały się znacznie przekraczające 10%. Tymczasem nasza poczta, ratując sytuację upatruje szansę w rozwoju elektronicznych kanałów komunikacji.

Sytuacja w kraju…

Z danych Poczty Polskiej wynika, że liczba listów zmniejsza się sukcesywnie. W pierwszym półroczu 2019 roku największy operator na naszym rynku zanotował spadek w wysokości 7% w porównaniu do analogicznego okresu 2018 roku. Największe spadki dotyczą listów zwykłych.

– Ten wynik nie powinien stanowić żadnego zaskoczenia. Tradycyjny list w kopercie w czasach cyfrowych technologii nie jest typowym sposobem komunikowania się. Jeszcze kilka lat temu instytucje publiczne stosowały taką formę komunikacji, ale dzisiaj coraz częściej same urzędy wykorzystują korespondencję elektroniczną. Należy prognozować, że korzystanie z papierowej formy kontaktu będzie nadal maleć – komentuje dr Anna Adamus-Matuszyńska, socjolog i wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

W Polsce w latach 2007-2016 zmalała o 25% liczba listów tradycyjnych, co podkreśla Justyna Siwek, rzecznik Poczty Polskiej. I dodaje, że tendencja ta utrzyma się w kolejnych latach. Wpływ na to ma rozwój Internetu, telefonii cyfrowej i mediów społecznościowych. W coraz większym stopniu w strumieniu listów będą obecne przesyłki reklamowe i nadawane w tej formie drobne towary e-commerce.

– Młode pokolenie woli szybsze formy komunikowania się, jakimi są telefony. One mają liczne aplikacje pozwalające na przesłanie dokumentów, zdjęć, listów w wersji elektronicznej itp. Starsze pokolenie w znaczącej części nie lubi Poczty Polskiej, bo kojarzy ją z niską jakością obsługi klienta, oddziedziczoną po przeszłym ustroju – dodaje dr Adamus-Matuszyńska.

… i za granicą

Kurczenie się rynku dotyczy nie tylko Polski. Jak wskazuje Justyna Siwek, europejscy operatorzy mają do obsłużenia coraz mniej tradycyjnych listów. W 2017 roku średni spadek liczby takich przesyłek w państwach europejskich to 4,6%, rok wcześniej wyniósł 5,2%. Średnioroczne tempo spadku liczby listów obsługiwanych przez europejskich operatorów utrzymuje się na poziomie ok. 5% już od ponad dekady. Chociaż w niektórych krajach, np. w Skandynawii czy Holandii, zdarzały się spadki znacznie przekraczające 10% rocznie.

– Dynamiczny rozwój gospodarki cyfrowej ma wpływ na wiele obszarów, m.in. na rynek usług logistycznych. Bardzo szybko rośnie popyt na usługi KEP, ale jednocześnie kurczy się rynek przesyłek listowych. I prawdopodobnie będzie coraz mniejszy, bo bardziej dążymy do tego, żeby wysyłać dokumenty elektronicznie. Tak jest łatwiej, wygodniej i bardziej ekologicznie. Jednak ten rynek nigdy nie zostanie wyeliminowany. Zawsze będzie istniała potrzeba tego, żeby listy docierały w tradycyjnej postaci, w tzw. twardej kopii – stwierdza dr hab. Arkadiusz Kawa, dyrektor Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytutu Logistyki i Magazynowania (Ł-ILiM).

W wielu państwach UE zapobiegano spadkom wolumenów listowych prowadzeniem aktywnej polityki cenowej. Rzecznik Poczty Polskiej zaznacza, że dzięki temu nie malała tak szybko wartość rynku listowego. Jednocześnie państwa europejskie zdecydowały się na wspieranie swoich operatorów. Jak dodaje prof. Kawa, takiej pomocy udzielano w różnych krajach, szczególnie we Francji. W Polsce, choć PP jest operatorem wyznaczonym, to nie ma nakazów, żeby korzystać z tych usług. Kilka lat temu kontrakt na obsługę sądów i prokuratur wygrała przecież konkurencja.

– Są różne formy udzielanej pomocy pocztom narodowym. Obejmują zarówno wprowadzanie barier konkurentom, zawieranie kontraktów z państwem i administracjami lokalnymi, przyjmowanie rozwiązań z zakresu preferencji podatkowych, finansowanie konkretnych usług publicznych realizowanych przez poczty, jak też udziału państw w programach inwestycyjnych – wskazuje Justyna Siwek.

Z kolei dyrektor Ł-ILiM zwraca uwagę na działania zagranicznych odpowiedników naszej poczty. One, wiedząc, że rynek pocztowy będzie się kurczył, poszukały nowych możliwości i postawiły na firmy kurierskie. W efekcie poczta francuska jest właścicielem DPD, brytyjska – GLS-u, a niemiecka – DHL-u. Nasz operator tego nie zrobił. Być może nie miał ku temu mechanizmów, ale też warunki rynkowe były inne.

Pocztowe kierunki

– Najpopularniejsze kraje, do których najczęściej nadają przesyłki nasi klienci to Niemcy, Wielka Brytania, USA, Francja i Czechy. Natomiast do adresatów w Polsce najwięcej przesyłek przychodzi z Niemiec, Chin, Wielkiej Brytanii, Holandii, Francji, Turcji, Malezji oraz Tajwanu – informuje rzecznik Poczty Polskiej.

Według dr Adamus-Matuszyńskiej, chcąc wiedzieć, dlaczego klienci wysyłają przesyłki właśnie do tych państw, trzeba przeprowadzić badania. Ekspert zaznacza, że Niemcy dla Polski to najważniejszy partner biznesowy, ale także kraj, w którym wielu rodaków ma rodziny. W Wielkiej Brytanii czy USA mieszka bardzo liczna Polonia, co też sprzyja częstotliwości nadawania przesyłek. Dziwić mogą Francja i Czechy, ale może to wynikać przede wszystkim z kontaktów biznesowych.

– Poczta widzi potencjał w elektronicznych kanałach komunikacji. Rozbuduje ofertę e-usług i postawi na rozwój związany z e-commerce. To odpowiedź na bardzo duże wzrosty przesyłek e-commercowych. Dostosowujemy naszą sieć logistyczną nie tylko do opracowania listów, ale przede wszystkim do obsługi paczek i przesyłek paletowych – mówi rzecznik Siwek.

Zdaniem prof. Kawy, dużą szansą dla Poczty Polskiej mogą być e-doręczenia. Jak zaznacza dyrektor Ł-ILiM, prace nad nimi trwają w ministerstwach. Autorzy pomysłu chcą, żeby przesyłki wysyłane elektronicznie przez administrację (np. sądy) miały taką samą ważność jak dokumenty papierowe. Operatorem wówczas musiałaby być firma dysponująca odpowiednim zapleczem informatycznym i ciesząca się dużym zaufaniem publicznym. Mówi się właśnie o narodowym dostawcy, będącym częścią Skarbu Państwa. Zarówno PP, jak i Ł-ILiM są organizacjami współpracującymi z Ministerstwem Cyfryzacji, Ministerstwem Przedsiębiorczości i Technologii oraz Urzędem Komunikacji Elektronicznej przy tym projekcie.

– Nadal na liczbę korzystających z Poczty Polskiej może mieć wpływ stereotypowy wizerunek tej instytucji. Wydaje się, że operator, pomimo licznych zmian, wciąż nie poradził sobie z negatywnymi skojarzeniami. W oddziałach pocztowych nadal są boksy z szybami, oddzielającymi pracownika od klienta, co nie sprzyja budowaniu zaufania i dobrych relacji. W określonych dniach, a czasami o konkretnych godzinach, są duże kolejki, które zniechęcają do korzystania z usług – podsumowuje dr Adamus-Matuszyńska z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Seniorzy nadrobili zaległości i mają ich już ponad 8,8 mld zł

Starają się, nie wyobrażają sobie, że czegoś można nie zapłacić, rozrzutność zdarza się im sporadycznie, a jednak coś nie wychodzi. W trzy lata liczba niesolidnych dłużników po 64 roku życia wzrosła o prawie jedną trzecią, a ich przeciętne przeterminowane zobowiązanie o połowę. Seniorzy w zmianach zaległości zdystansowali młodsze pokolenia, wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK. Średnio na jednego z 365,5 tys. niesolidnych dłużników w wieku 65 plus przypada obecnie 24 175 zł niespłaconych rachunków, rat kredytów i pożyczek.  Udział niesolidnych dłużników w najstarszej grupie wiekowej wciąż jednak jest dużo niższy niż w młodszych pokoleniach, choć nie pomagają im choroby, kredyty, wydatki na rodzinę, zakupoholizm i samotność.  

Przeciętne zaległości osób po 64 roku życia rosły w ostatnich trzech latach najszybciej. Średnia wartość niespłacanych przez nich zobowiązań podwyższyła się równo połowę z 16 070 zł do 24 175 zł w sytuacji, gdy średnia zaległość ogółu wzrosła o jedną trzecią, z 20 665 zł do 27 413 zł. Kolejna grupa wiekowa w tym zestawieniu, czyli najmłodsi odnotowali w tym czasie wzrost przeterminowanych płatności o 46 proc., a następne pokolenie, co również nie rokuje seniorom najlepiej, to 55-64 latkowie, z 41 proc. wzrostem. – Seniorzy w szybkim tempie zmniejszają dystans do młodszych pokoleń, niestety w mało atrakcyjnej kategorii. Jednym z powodów takiego obrotu sprawy mogą być nierówno rosnące wpływy na konta pracowników i emerytów – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Seniorzy nadrobili zaległości i mają ich już ponad 8,8 mld zł

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK

Gdy w 2016 r. podwyżki wynagrodzeń dochodziły do 4 proc., waloryzacja emerytur sięgała 0,24 pkt. proc. niewiele lepiej było w kolejnym roku. Sytuacja poprawiła się nieco od 2018, ale nadal dynamika wzrostu płac jest co najmniej dwa razy wyższa niż emerytur.

– Z pewnością nie pomaga też utrzymująca się dysproporcja pomiędzy emerytami a ogółem społeczeństwa jeśli chodzi o udział wydatków w dochodzie rozporządzalnym. Jak podaje GUS, w ub.r. w przypadku ogółu społeczeństwa wydatki pochłaniały 70,1 proc. dochodu, a w budżecie emerytów niemal 75 proc. – dodaje Sławomir Grzelczak. Dla przypomnienia w 2016 r. było to odpowiednio 76,7 proc. versus 80,7 proc.

Zaległości ma co 19. emeryt i co 9. „jeszcze młody”

Nie dość, że pogłębiają się kłopoty osób, które już wpadły w tarapaty, to znacząco rośnie też liczba nowych niesolidnych dłużników w wieku 65 plus. W ciągu trzech lat w całym społeczeństwie ich odsetek wzrósł o 22 proc., a wśród seniorów o prawie 29 proc. z 284,6 tys. do 365,5 tys. Gorszy wynik mieli jedynie 45-54 latkowie, których przez trzy lata przybyło o ponad 29 proc. Ostatecznie jednak wciąż najstarsze pokolenie dzieli spory dystans do młodszych, jeśli chodzi o rozpowszechnienie opóźnionych płatności. W sytuacji gdy kłopoty z płatnościami są udziałem co 19. seniora, w całym społeczeństwie opóźnioną spłatę bieżących zobowiązań ma już co 11. osoba, a wśród 35-54 latków więcej niż co 9.

Seniorzy nadrobili zaległości i mają ich już ponad 8,8 mld zł 2

 Źródło: BIG InfoMonitor, BIK 

Gorzej nie jest dlatego, że doświadczonym życiem emerytom pomaga dyscyplina w zarządzaniu budżetem, o którą z wiekiem łatwiej.

Seniorzy nadrobili zaległości i mają ich już ponad 8,8 mld zł 3

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK

Jak pokazują badania Quality Watch wykonane na zlecenie BIG InfoMonitor za rozrzutnych postrzega się bowiem jedynie dwóch na 100 seniorów, podczas gdy w całym społeczeństwie myśli tak o sobie co dziesiąty rodak. Wśród osób po 64 roku życia również mniej osób niż wśród ogółu Polaków sygnalizuje, że ma problemy, by związać koniec z końcem. Kłopoty z przeżyciem od pierwszego do pierwszego ma 13 proc. w wieku 65 plus wobec 21 proc. wszystkich badanych.

Choroby, kredyty, pomoc rodzinie, zakupoholizm i samotność

Co najbardziej przeszkadza najstarszym w unikaniu finansowych kłopotów? Na listę głównych przyczyn braku pieniędzy seniorzy zgłaszają wydatki na leczenie (59 proc. w tej grupie wiekowej wobec 36 proc. u wszystkich), kredyty konsumpcyjne (36 proc. v 23 proc.), których rata przerasta możliwości spłaty oraz pomoc rodzinie (20 proc. v 13 proc. wszyscy). Warto też wspomnieć o zakupoholizmie do którego seniorzy przyznają się częściej niż inne pokolenia (6 proc. v 4 proc. wszyscy). – Zbyt wysokie kredyty nie zawsze są brane na rzeczy wyłącznie dla siebie, ale również dla rodziny, której trzeba pomóc. Do tego dochodzą nierzadko tysiące złotych pożyczone na przedmioty sprzedawane na prezentacjach, których celem jest wyłudzenie pieniędzy od osób, które na nie przychodzą. Gdy dołączy się zakupoholizm, który jest sposobem na samotność i spędzanie czasu, to mimo, że osoby starsze są dalekie od życia ponad stan przepis na problemy jest gotowy – mówi Sławomir Grzelczak.

A samotność ma też dodatkowy wymiar finansowy. Prowadzenie w pojedynkę gospodarstwa domowego jest bardziej kosztowne, bo bez względu na liczbę domowników zawsze istnieją stałe koszty, które złożone na barki jednej osoby są trudniejsze do udźwignięcia. Tymczasem po ukończeniu 65 roku życia, co trzecia osoba mieszka samotnie, a po ukończeniu 80 lat już połowa. W całym społeczeństwie jednoosobowe gospodarstwa domowe stanowią 22 proc.

Rekord pobiło małżeństwo z Mazowsza kwotą 26,6 mln zł

W grupie niesolidnych dłużników seniorów inaczej niż w pozostałych grupach wiekowych przeważają kobiety – 52 proc., ale wśród 10 rekordzistów więcej jest mężczyzn. Na czele zadłużonych znajduje się małżeństwo z Mazowsza, które ma 26,6 mln zł zaległości, na trzecim miejscu jest 65 letnia kobieta z Dolnego Śląska z kwotą 25,8 mln zł, a czwarty jest 66 letni mężczyzna, który nie uregulował 16,7 mln zł zobowiązań. Top 10 zamyka mężczyzna w wieku 68 lat z zaległościami na ponad 10,2 mln zł.

Seniorzy nadrobili zaległości i mają ich już ponad 8,8 mld zł 4

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK

Największa liczba dłużników, którzy ukończyli 64 rok życia zamieszkuje na Śląsku, Mazowszu, Dolnym Śląsku oraz w Wielkopolsce. Dokładnie tak samo przedstawia się początek wojewódzkiego zestawienia dla wszystkich niesolidnych dłużników, bez względu na wiek.

Seniorzy nadrobili zaległości i mają ich już ponad 8,8 mld zł 5

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK 

Jeśli weźmie się pod uwagę odsetek osób z problemami finansowymi w grupie wiekowej pow. 64 lat oraz wśród wszystkich dorosłych Polaków, to widać pewne różnice w zachowaniu pomiędzy mieszkańcami poszczególnych województw, ale nie są one znaczące. Okazuje się m.in., że emeryci wypadają nieco gorzej niż wszyscy mieszkańcy w woj. śląskim, czy też w woj. pomorskim. Lepiej natomiast niż reszta osób spłacają zobowiązania na Podlasiu.

Opóźniona płatność, zaległość – to rachunek, faktura, rata kredytu czy pożyczki niespłacana pow. 30 dni od wyznaczonego terminu na kwotę min. 200 zł wobec jednego wierzyciela.

Badanie zrealizowane na zlecenie BIG InfoMonitor przez Quality Watch, techniką komputerowo wspomaganych wywiadów internetowych (CAWI) na reprezentatywnej próbie 1296 dorosłych mieszkańców Polski, listopad 2018 r.

Certyfikat Oponiarski – jak wygląda certyfikacja i audyt serwisów oponiarskich

Z inicjatywy Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO) prowadzony jest audyt serwisów oponiarskich. Jego celem jest certyfikacja warsztatów, by ich klienci mogli świadomie wybrać profesjonalną i bezpieczną obsługę oponiarską. Audytu dokonuje firma TUV SUD, specjalizująca się w certyfikacji i inspekcji. Audytorzy współpracowali z PZPO przy tworzeniu listy audytowej, według której prowadzona jest certyfikacja. Dzięki tak ścisłej współpracy można mieć pewność, że wybór ocenianych elementów jest podparty nie tylko doświadczeniem i wiedzą wulkanizatorską – zostały one dobrane także pod względem możliwości ich rzetelnej weryfikacji. TUV SUD z uwagą podchodzi do projektu certyfikacji, podkreślając, jak duży może mieć wpływ na bezpieczeństwo na polskich drogach. 

–  Nikt w Polsce nie zajmował się dotychczas tym segmentem serwisów. Należy zwrócić uwagę, że opona jest jedynym elementem łączącym pojazd z powierzchnią, po której się porusza.Stąd tak ważne jest zwrócenie uwagi na bezpieczeństwo obsługi koła, a co za tym idzie – na bezpieczeństwo kierowców i pasażerów – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Nytko, manager sekcji mobility w TUV SUD. – Audyt, który przeprowadzamy pod standardy Polskiego Związku Oponiarskiego, zawiera się w kilku segmentach. Oceniamy zaplecze techniczne warsztatu oponiarskiego oraz biuro obsługi klienta. Prowadzimy też weryfikację umiejętności i wiedzy kadry, która pracuje w serwisie. Jest to szczególnie istotne, gdyż często w serwisach oponiarskich zatrudnieni są pracownicy sezonowi. Większość naszego czasu w warsztacie spędzamy jednak na sprawdzaniu narzędzi. Weryfikujemy ich stan techniczny, terminowość kontroli przez odpowiednie służby, certyfikaty i homologacje. Jedynie naprawa narzędziami, które są certyfikowane, homologowane i okresowo sprawdzane, jest naprawą skuteczną – podkreśla Nytko.

Czy deweloperzy obawiają się mniejszego popytu?

Wiele wskazuje na to, że szczytowy moment mieszkaniowego boomu jest już za nami. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak deweloperzy widzą perspektywy popytu na nowe mieszkania.

Dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że w 2015 r. krajowi deweloperzy sprzedali 57 076 mieszkań. Analogiczne wyniki z lat 2016 – 2018 były znacznie lepsze (odpowiednio: 63 595 lokali, 67 223 lokale oraz 81 221 lokali). Wiele wskazuje jednak na to, że popyt dotyczący mieszkań z rynku pierwotnego będzie powoli słabł wraz z pogarszającą się koniunkturą gospodarczą. Warto sprawdzić, czy krajowi deweloperzy podzielają taką opinię. Interesującą odpowiedzią na pytanie o nastroje deweloperów są wyniki badania przeprowadzonego niedawno przez NBP.

Narodowy Bank Polski w swoim corocznym raporcie podsumowującym sytuację rynku mieszkaniowego, opublikował wyniki ciekawej ankiety przeprowadzonej wśród deweloperów. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl to badanie dotyczyło między innymi spodziewanych zmian popytu. Deweloperzy ankietowani przez NBP, następująco prognozowali zmiany sprzedaży nowych mieszkań w drugiej połowie 2019 r. (względem pierwszej połowy roku):

  • wzrost sprzedaży wynoszący powyżej 10% – 16% odpowiedzi
  • wzrost sprzedaży wynoszący do 10% – 14% odpowiedzi
  • stabilizacja sprzedaży na zbliżonym poziomie – 56% odpowiedzi
  • spadek sprzedaży wynoszący do 10% – 8% odpowiedzi
  • spadek sprzedaży wynoszący powyżej 10% – 6% odpowiedzi

Jeżeli natomiast chodzi o prognozę popytową dla 2020 r. (w porównaniu do 2019 r.), to odpowiedzi inwestorów były następujące:

  • wzrost sprzedaży wynoszący powyżej 10% – 13% odpowiedzi
  • wzrost sprzedaży wynoszący do 10% – 15% odpowiedzi
  • stabilizacja sprzedaży na zbliżonym poziomie – 53% odpowiedzi
  • spadek sprzedaży wynoszący do 10% – 11% odpowiedzi
  • spadek sprzedaży wynoszący powyżej 10% – 7% odpowiedzi

Wg portalu RynekPierwotny.pl powyższe wyniki sugerują, że branża deweloperska spodziewa się utrzymania dobrej koniunktury rynkowej w 2020 r. Warto dodać, że 37% deweloperów ankietowanych przez NBP oczekuje w przyszłym roku wzrostu cen nowych mieszkań o mniej niż 10%. Jedna dziesiąta inwestorów spodziewa się, że wzrosty cen będą większe. Aż 46% ankietowanych deweloperów sądzi, że w przyszłym roku ceny nowych „M” wreszcie się ustabilizują.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Banki inwestują w nowy rodzaj placówek. Zamiast tradycyjnych oddziałów powstają przestrzenie coworkingowe

Banki inwestują w nowy rodzaj placówek. Zamiast tradycyjnych oddziałów powstają przestrzenie coworkingowe 8

W 2024 roku elastyczna powierzchnia biurowa na świecie może przekroczyć 10 mln mkw. – wynika z prognoz JLL. Tylko w Warszawie w ciągu dwóch najbliższych lat powstanie 18,6 tys. stanowisk pracy do wynajęcia. Już teraz polska stolica wyprzedza pod tym względem Barcelonę czy Berlin. Banki również tworzą elastyczne biura, gdzie można nie tylko porozmawiać z doradcą i załatwić sprawy finansowe, lecz także spotkać się z kontrahentem czy wypić kawę. Santander Bank Polska otworzył na polskim rynku nowy format placówek Work/Cafe.

W Warszawie udział powierzchni elastycznych w ogólnych powierzchniach biurowych wynosi około 2,5 proc. Ten wskaźnik jest dość spory w porównaniu do innych stolic europejskich. W Berlinie czy w Barcelonie jest to udział do 2 proc., natomiast w Amsterdamie jest to poziom zbliżony do 5 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Marlena Piszczan-Gromada odpowiedzialna za nowe formaty i model biznesowy z Santander Bank Polska.

Elastyczne powierzchnie biurowe, które łączą kilka funkcji w jednej przestrzeni, to jeden z dominujących trendów na polskim rynku biurowym. Z raportu CBRE „Rynek biur elastycznych w Polsce 2019” wskazuje, że najczęściej to biura coworkingowe, biura serwisowane oraz inkubatory. Znaczenie elastycznych powierzchni biurowych będzie rosnąć – tylko w Warszawie w ciągu dwóch lat powstanie 18,6 tys. stanowisk pracy do wynajęcia. W 2020 roku rynek przekroczy poziom 200 tys. mkw. elastycznej powierzchni biurowej, a w 2021 roku będzie to już niemal 250 tys. mkw. Tylko w 2019 roku podaż powierzchni elastycznej w Warszawie przekroczyła 150 tys. mkw. Na świecie – jak wynika z prognoz JLL – w ciągu pięciu lat na 20 największych europejskich rynkach biurowych elastyczna powierzchnia biurowa może wzrosnąć z obecnych 3,5 do niemal 10 mln mkw.

– To nie jest tylko miejsce, gdzie można przyjść, popracować, lecz także przestrzeń, gdzie można nawiązać relacje biznesowe, pozyskać nowych klientów, rozwinąć swoje własne kompetencje poprzez udział w różnego typu eventach. Na rynek wkraczają millenialsi, którzy mają nieco inne oczekiwania dotyczące samej pracy, coraz więcej mamy start-upów, coraz więcej osób pracuje jako wolni strzelcy, osoby zatrudnione nie na etat, ale do realizacji konkretnych projektów. W tej chwili każdy może pracować w dowolnym miejscu na świecie. – tłumaczy Marlena Piszczan-Gromada.

Zalety elastycznej powierzchni biurowej doceniają również banki. Klienci zamiast wizyty w oddziale banku coraz częściej wybierają kontakt elektroniczny. Już 17 mln osób regularnie korzysta z bankowości internetowej, a 11 mln – z mobilnej (dane za PRNews). Zwłaszcza dla młodszego pokolenia cyfryzacja i kontakt online są ważniejsze niż wizyta w tradycyjnej placówce.

Generalna tendencja jest taka, że rośnie liczba transakcji w kanałach zdalnych, a klienci udają się do oddziałów z najbardziej specjalistycznymi potrzebami. Dla tych klientów wartością dodaną będą inne usługi, dlatego banki poszukują różnych możliwości nie tylko stricte związanych z produktami bankowymi, lecz także dywersyfikują klientów, żeby również ich zachęcić do tego typu placówek. – ocenia ekspertka.

Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że na koniec lutego 2019 roku zatrudnienie w bankowości wynosiło 161 tys. osób. W rekordowym 2008 roku było to ponad 181 tys. osób. Zamykane są także placówki banków, a w ubiegłym roku ich liczba zmalała o 527.

Placówki bankowe będą dalej istnieć, ale o zmienionym profilu. Nie będzie tak jak w tej chwili jednego uniwersalnego formatu, ale zostanie on dopasowany w zależności od potrzeb klientów. – tłumaczy Piszczan-Gromada.

Santander Bank Polska otworzył we wrześniu pierwszą w Polsce placówkę Work/Cafe, czyli połączenie placówki bankowej, kawiarni i przestrzeni coworkingowej. Jest to miejsce wymiany pomysłów i doświadczeń. Na świecie Santander prowadzi już niemal 50 takich oddziałów.

Oprócz kawiarni dostępne są miejsca do pracy, Wi-Fi, drukarki czy kabiny do rozmów telefonicznych. Dodatkowo mamy strefy do odpoczynku, tzw. chilloutowe. Klienci Santander Bank Polska mogą zarezerwować sale na indywidualne spotkania biznesowe. W dedykowanej aplikacji dla Work/Cafe klienci mają możliwość umówienia się z doradcą na spotkanie o określonej porze, a w kawiarni po okazaniu karty otrzymują 30-proc. zniżkę na wszystkie produkty. – wymienia Marlena Piszczan-Gromada.