Ile za ile? Koszty budowy autostrad

Oceniając postępy w realizacji inwestycji drogowych w Polsce trzeba pamiętać, że parametry jezdne polskich autostrad są jednymi z najwyższych w Unii Europejskiej. Budowane są według najwyższych standardów technicznych i środowiskowych. Koszt budowy 1 km autostrady to nawet około 35 mln zł, jak wynika z autorskich obliczeń Multiconsult Polska na podstawie analizy kosztowej odcinka A1. Czy i dlaczego jest „tak drogo” oraz co wpływa na ostateczną cenę realizacji drogowych inwestycji? Eksperci Multiconsult Polska wyjaśniają w najnowszym raporcie o stanie polskich autostrad.

Ile to kosztuje?

Koszty budowy autostradWedług danych GUS w 2017 roku nakłady inwestycyjne na drogi publiczne w Polsce wyniosły ponad 24,13 mld zł. Co więcej, według danych GDDKiA w ramach realizacji PBDK 2014-2023 (z perspektywą do 2025 r.), ogłoszonych zostało już 176 postępowań przetargowych na roboty budowlane o łącznej długości 2257,9, km. Podpisano 165 umów na roboty budowlane o łącznej długości 2 122,1 km na kwotę ok. 70 mld zł[1].

Warto podkreślić, że gwałtowny wzrost cen materiałów, brak rąk do pracy oraz znacząco zwiększone zarobki pracowników, a także trudności logistyczne i niedoszacowane stare umowy wpłynęły na wzrost cen nowych kontraktów. Do tego cały czas mamy do czynienia z trudnymi relacjami kontraktowymi. W tym roku mieliśmy aż 10 zerwanych umów na budowy dróg. Ich przyczyny były prozaiczne – brak odpowiednich marż. Jeśli ceny materiałów wzrosły o kilkadziesiąt procent to firmy z marżami na poziomie 3-4 proc. nie były w stanie dotrzymać umów podpisanych kilka lat temu – wskazuje Jarosław Wielopolski, Prezes Multiconsult Polska.

Szacowanie kosztów budowy drogi zależy od jej charakteru – czy jest to autostrada, droga ekspresowa czy droga klasy GP. Każda ma szereg wymagań technicznych od najdroższych po umiarkowane. Do tego dochodzą: wykup gruntów – im bardziej zurbanizowane tereny, tym drożej, ukształtowanie terenu, wymagany przez zamawiającego plan oraz niweleta, liczba i rodzaj obiektów, w tym bardzo kosztownych związanych z ochroną środowiska czy wzmocnieniem podłoża.

Według autorskich obliczeń firmy Multiconsult Polska koszt budowy 1 km autostrady to 35 mln zł (na przykładzie A1 – odcinek C). Należy jednak brać pod uwagę, że nakłady finansowe różnią się od siebie w przypadku poszczególnych odcinków jednej trasy. Dobrym przykładem jest porównanie fragmentów autostrady A1 na Śląsku z tymi w okolicach Częstochowy i Łodzi. Odcinki w terenie mocno zurbanizowanym, górzystym i czasami ze szkodami górniczymi wymagały dużych nakładów finansowych. Koszt wybudowania 1 km fragmentów A1 Pyrzowice – Piekary Śląskie, Piekary Śląskie – Maciejów i Maciejów – Sośnica wynosił odpowiednio 99,9 mln, 51,0 mln, 135,7 mln zł netto. Natomiast odcinki autostrady A1 w woj. łódzkim i w okolicy Częstochowy w terenie stosunkowo płaskim, niezurbanizowanym wyniosły w przeliczeniu na 1 km: węzeł Kamieńsk (bez węzła) – węzeł Radomsko (z węzłem) – 27,9 mln zł netto, węzeł Radomsko – granica województw łódzkiego i śląskiego – 39,2 mln zł netto, Tuszyn (bez węzła) – węzeł Piotrków Południe (z węzłem) – 24,6 mln zł netto.

A co ze środowiskiem?

Koszt urządzeń ochrony środowiska w ramach budowy dróg szybkiego ruchu jest bardzo wysoki. Dotyczy to głównie przejść dla zwierząt. Instytut Badawczy Dróg i Mostów podaje, że łączna wartość nakładów finansowych budowy, przebudowy lub dostosowania wszystkich rodzajów przejść dla zwierząt, poniesionych w latach 1996-2016 wyniosła około 7 mld zł. Przygotowanie jednego takiego rozwiązania generuje ogromne koszty. Jak podaje Instytut, przeciętna budowa przejścia dla średnich i dużych zwierząt w GDDKiA wyniosła około 7,8 mln zł.

Multiconsult Polska przygotowuje koncepcje programowe dla trzech odcinków planowanej autostrady A2, od Mińska Mazowieckiego do granicy państwa. Na jednym fragmencie od Mińska Mazowieckiego do Siedlec, o długości około 37 km, planowane są do realizacji łącznie 54 przejścia, w tym 9 dla zwierząt dużych (w tym 3 górne), 6 dla zwierząt średnich (w tym 1 górne) oraz 17 przejść dla zwierząt małych i 22 przepusty dla płazów. Przykładowy szacowany koszt przejścia górnego dla dużych zwierząt (o szerokości użytkowej 70 m) na tej autostradzie może wynieść około 20-30 mln zł. Natomiast przejścia dolnego dla dużych zwierząt waha się między 9-10 mln zł. Jeśli w grę wchodzą długie estakady nad dolinami cieków to są to koszty jeszcze większe.

Przejścia dla zwierząt są niezbędne, aby zachować ciągłość korytarzy ekologicznych i szlaków migracji. Można wydać fortunę, a przejścia mogą okazać się nieskuteczne i niefunkcjonalne – mówi Joanna Borzuchowska, Koordynator Obszaru Środowiska, Multiconsult Polska.

Kluczowy jest więc odpowiedni dobór lokalizacji i parametrów przejść dla zwierząt oraz odpowiednie zagospodarowanie jego otoczenia. Istotnym elementem jest także przeprowadzany monitoring porealizacyjny w celu weryfikacji efektywności przejść dla zwierząt.

[1] https://www.gddkia.gov.pl/pl/aprint/32041/Programu-Budowy-Drog-Krajowych-na-lata-2014-2023-z-perspektywa-do-2025-r-najwazniejsze-liczby-z-dotychczasowej-realizacji

Branża cyfrowa chce przyśpieszenia prac nad cyfryzacją radia

Powołanie międzyresortowego zespołu ds. wdrożenia w Polsce cyfrowego radia, przyjęcie rozporządzenia, które określi minimalne wymagania techniczne dla cyfrowych odbiorników radiowych oraz opracowanie wspólnej, ogólnopolskiej koncepcji marketingowej promocji radia cyfrowego w Polsce – oto część postulatów, jakie polska branża cyfrowa kieruje do regulatorów rynku, w tym m.in. Ministerstwa Cyfryzacji, KRRiT oraz Polskiego Radia.

Związek Cyfrowa Polska, który zrzesza największe w Polsce firmy z branży nowoczesnych technologii opracował specjalny raport „DAB+: postęp cyfryzacji radia w Polsce na tle światowym i europejskim. Analiza sytuacji i rekomendacje”, który zwraca uwagę na  najważniejsze i najpilniejsze kwestie w drodze do wdrożenia w naszym kraju radia cyfrowego.

Korzyści z cyfryzacji radia

Zdaniem Związku, cyfryzacja radia powinna być elementem cyfrowej transformacji całego państwa. Dlatego – jak twierdzą autorzy raportu – Polska powinna iść śladem innych europejskich krajów i wdrożyć działania, które przyśpieszą ten proces w naszym kraju. Jak tłumaczy prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik, cyfrowe radio to nie tylko więcej miejsca w eterze czy lepsza jakość dźwięku, ale przede wszystkim szansa dla konsumentów na dostęp do nowoczesnych usług oferowanych w ramach darmowego sygnału cyfrowego. – Korzyści z radia cyfrowego z całą pewnością docenią słuchacze, ponieważ sygnał cyfrowy przyczyni się do bardziej urozmaiconej oferty oraz umożliwi dostęp do większej ilości informacji – mówi Michał Kanownik. I dodaje: – Poza tym skoro mamy aspiracje inwestowania w gospodarkę cyfrową, to cyfryzacja radia powinna być tego naturalną konsekwencją.

Z kolei dla przedsiębiorców z branży cyfrowej i nowoczesnych technologii cyfryzacja radia będzie szansą na dodatkowe zaistnienie na rynku poprzez oferowanie nowoczesnych, cyfrowych odbiorników radiowych.

Droga do cyfryzacji radia

Michał Kanownik, Prezes Cyfrowej Polski
Michał Kanownik, Prezes Cyfrowej Polski

Jak zwraca uwagę w swoim raporcie Cyfrowa Polska, aby przyśpieszyć proces cyfryzacji radia należy pilnie przyjąć rozporządzenie określającego minimalne wymagania techniczne dla cyfrowych odbiorników radiowych w technologii DAB+.  Dziś bowiem nie wszystkie dostępne w sprzedaży cyfrowe odbiorniki radiowe gwarantują, że konsumenci będą mogli odbierać w przyszłości sygnał cyfrowy. Powód? Zostały one bowiem wyprodukowane w technologii DAB. Tymczasem w Polsce, aby móc słuchać cyfrowego radia trzeba posiadać radioodbiornik wyposażony w nowocześniejszą technologię – DAB+. – Niewiedzę konsumentów wykorzystuje nieuczciwa konkurencja, która sprzedając odbiorniki w technologii DAB wprowadzają ich w błąd – przestrzega Michał Kanownik.

Autorzy raportu przy tej okazji zauważają, że pomimo braku obowiązywania standardów wymagań technicznych, liczba radioodbiorników cyfrowych w polskich gospodarstwach domowych, a przy tym i potencjalnych słuchaczy radia cyfrowego, systematycznie zwiększa się. Od 2013 r. do dziś ich łączna sprzedaż przekroczyła już ponad 100 tys. sztuk.  Producenci elektroniki przewidują, że ogłoszone w tym roku przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji konkursy na lokalne multipleksy radia cyfrowego, a co za tym idzie rozszerzenie oferty programowej, przyczynią się do znaczącego wzrostu popytu na cyfrowe radioodbiorniki.

W rekomendacjach dla rozwoju radia cyfrowego w naszym kraju, Cyfrowa Polska proponuje też powołanie specjalnego międzyresortowego zespołu roboczego z udziałem rynkowych ekspertów, którzy opracują wspólnie propozycję strategii wdrożenia radia cyfrowego w Polsce wraz z wyznaczeniem horyzontów czasowych oraz warunków granicznych, po których mogłoby nastąpić wyłączenie radia analogowego. W ocenie autorów raportu, trzeba też jak najszybciej określić priorytety budowania zasięgu nadawania radia cyfrowego oraz uwzględnić w pierwszej kolejności pokrycie sygnałem głównych samochodowych szlaków komunikacyjnych – autostrad, dróg ekspresowych, dróg krajowych.

Zadaniem przedstawicieli polskiej branży cyfrowej potrzebna jest również koncepcja marketingowa promocji radia cyfrowego, która byłaby stworzona i prowadzona wspólnie przez nadawców, producentów odbiorników, sprzedawców i organów administracji państwowej, jak np. resort cyfryzacji czy UKE.  Promocja radia cyfrowego powinna zostać zakwalifikowana jako kampania społeczna – zaznacza Cyfrowa Polska w raporcie.

Opóźnione przekształcenie użytkowania wieczystego nadal z niewiadomą

5 października 2019 r. mija rok od wejścia w życie ustawy o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów, która notabene doczekała się już trzech nowelizacji.

Prócz zasady, zgodnie z którą z dniem 1 stycznia 2019 r. prawo użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe przekształciło się w prawo własności, ustawodawca wprowadził instytucję tzw. opóźnionego przekształcenia w art. 13 omawianej ustawy.

Choć jej wprowadzenie miało wyeliminować problemy, jakie pojawiały się przy zastosowaniu dotychczasowych przepisów regulujących określone stany faktyczne związane z przekształceniem prawa użytkowania wieczystego w prawo własności, przyjęte brzmienie art. 13 wcale nie jest tak jednoznaczne i zero jedynkowe, jak zakładali autorzy ustawy.

Na pierwsze rzut oka wydaje się, że z treści przepisu wynika, iż w przypadku wzniesienia po dacie 1 stycznia 2019 r. na gruncie przeznaczonym do zabudowy na cele mieszkaniowe budynku mieszkalnego w rozumieniu ustawy, prawo użytkowania wieczystego tego gruntu przekształca się w prawo własności z dniem uostatecznienia się decyzji o pozwoleniu na użytkowanie tego budynku.

– Pierwsze zagadnienie, jakie wyłania się na tle omawianej regulacji, sprowadza się do ustalenia, czy warunkiem przekształcenia opóźnionego jest trwająca w dniu 1 stycznia 2019 roku budowa na gruncie. Część komentatorów stoi na stanowisku, iż istotnie trwająca i formalnie niezakończona z końcem 2018 r. budowa jest warunkiem niezbędnym, aby móc skorzystać z dobrodziejstwa art. 13. Stanowisko przeciwne zajęli jednak autorzy projektu ustawy, a także za wykładnią odmienną od przedstawionej opowiadają się urzędnicy mówi w rozmowie z MarketNews24 Aleksandra Karteczka, prawnik z kancelarii Zięba&Partners. – Twierdzą, że w dniu 1 stycznia 2019 roku grunt może być niezabudowany, ulec zabudowie w sposób określony w ustawie może w późniejszym czasie, relewantnym zaś momentem do zastosowania przepisu jest dzień uzyskania przez decyzję o pozwoleniu na użytkowanie budynku mieszkalnego. Skoro bowiem celem ustawy jest wyeliminowanie prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe, to wykładania przyjmująca warunek trwającej budowy w dniu 1 stycznia 2019 roku nie jest trafna, jako że nie realizuje postulatu wyeliminowania prawa użytkowania wieczystego w sposób w miarę kompleksowy, jak zakładano przy projektowaniu ustawy.

Kolejnym problematycznym zagadnieniem, z którym można się spotkać w praktyce jest kwestia zabudowy gruntu – ustawodawca nie posługuje się pojęciem nieruchomości w art. 13. W sytuacji, gdy dana działka gruntu jest jedyną działką objętą daną księgą wieczystą, problem ma znaczenie marginalne. Nie jest jednak oczywiste, jak należy postąpić w sytuacji, w której jedna księga wieczysta obejmuje kilka działek gruntu o różnej klasyfikacji w ewidencji gruntów, z których tylko jedna zostaje zabudowana w sposób określony w ustawie, a inwestor uzyskał decyzję o pozwoleniu na użytkowanie wzniesionego na niej budynku. Z uwagi na fakt, że inwestor posłużył się pojęciem gruntu, a nie nieruchomości, należy przyjąć, że tylko prawo użytkowania wieczystego tej zabudowanej działki gruntu może ulec przekształceniu w prawo własności, zaś pozostałe niezabudowane działki nie.

– W konsekwencji taką działkę należy odłączyć do nowozałożonej księgi wieczystej i wpisać w dziale II jako właściciela dotychczasowego użytkownika wieczystego – wyjaśnia A.Karteczka (Zięba&Partners).

Pracownicze Plany Kapitałowe w 10 pytaniach i odpowiedziach

Dane GUS dla I kwartału 2019 r. pokazują, że w Polsce na 8,9 mln emerytów i rencistów przypada 16,2 mln pracujących. W przyszłości te proporcje zmienią się jeszcze bardziej na niekorzyść systemu emerytalnego. Kołem ratunkowym ma być dla niego wprowadzenie rządowego programu Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK). Największe firmy (zatrudniające co najmniej 250 osób) zostały nim objęte od lipca 2019 r. Najpóźniej do 25 października br. są zobowiązane podpisać umowę o zarządzanie PPK, a do 12 listopada – zawrzeć umowę o prowadzenie PPK w imieniu pracowników. Czasu pozostało zatem niewiele, natomiast wątpliwości co do zasad działania programu wciąż jest dużo.

Problem związany z niewydolnością polskiego systemu emerytalnego nie jest nowy. Z raportu opublikowanego przez Komisję Europejską w kwietniu 2018 r. wynika, że czas przebywania Polaków na emeryturze znacząco się wydłuży. W 2056 r. przewidywany średni okres wyniesie 28 lat dla kobiet, a dla mężczyzn – 21,5 roku.
W 2016 r. było to odpowiednio 24 i 17 lat. Rządowy program Pracowniczych Planów Kapitałowych ma pomóc zabezpieczyć egzystencję Polaków po ukończeniu 60. roku życia dzięki gromadzeniu oszczędności w trakcie pracy zawodowej.

Wysokość wpłat do PPK

Zgodnie z zapowiedziami, wpłata podstawowa do PPK wyniesie 2 proc. wynagrodzenia od uczestnika programu i 1,5 proc. wynagrodzenia od podmiotu zatrudniającego. Uczestnik PPK, którego miesięczne wynagrodzenie uzyskiwane z różnych źródeł będzie równe lub niższe niż 120 proc. minimalnego wynagrodzenia w danym roku, będzie mógł dokonywać wpłaty podstawowej niższej niż 2 proc., ale nie mniejszej niż 0,5 proc.

Podmiot zatrudniający będzie mógł zadeklarować w umowie dokonywanie wpłaty dodatkowej w wysokości do 2,5 proc. Oznacza to, że pracodawca każdemu pracownikowi będzie dodawał przynajmniej 1,5 proc., ale nie więcej niż 4 proc. (wpłata podstawowa i dodatkowa). Uczestnik PPK będzie mógł także zadeklarować wpłatę dodatkową do 2 proc., co daje łącznie maksymalnie 4 proc. (wpłata podstawowa i dodatkowa).

Co należy wiedzieć o PPK?

Choć przed pracownikami stoi ważna decyzja, czy gromadzić oszczędności na emeryturę w ramach państwowego programu, wciąż wielu z nich nie wie, na czym polegają Pracownicze Plany Kapitałowe. Adwokat Robert Adamczyk zebrał 10 odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania.

  1. Czy uczestnictwo w Pracowniczym Planie Kapitałowym jest obowiązkowe?

Nie, z uczestnictwa w PPK można zrezygnować. Należy złożyć pracodawcy lub zleceniodawcy deklarację
o rezygnacji z dokonywania wpłat do systemu. Warto podkreślić, że pracodawca nie może namawiać osób zatrudnionych do rezygnacji z PPK. Jeśli by do tego doszło, grozi mu wysoka kara finansowa.

Jeśli wyrażamy chęć dołączenia do PPK i mamy od 18 do 54 lat, nie musimy nic robić. Każda osoba zatrudniona (na umowę o pracę lub na umowę zlecenie), która spełnia ustawowe kryteria, w tym podstawowe kryterium wieku, zostanie do PPK zapisana automatycznie, bez konieczności dopełnienia przez nią jakichkolwiek formalności. Osoby w wieku od 55 do 69 lat, które będą chciały przystąpić do PPK, muszą o to zawnioskować u pracodawcy lub zleceniodawcy. Natomiast osoby w wieku 70+ w ogóle nie będą włączane do systemu.

  1. Jak powinna wyglądać deklaracja o rezygnacji z PPK?

Deklaracja musi zostać złożona na piśmie i zgodnie ze wzorem, który znajduje się w rozporządzeniu Ministra Finansów. Wzór ten obowiązuje od 29 czerwca 2019 r. i zawiera:

  • imię (imiona) i nazwisko,
  • numer PESEL, a w przypadku osób nieposiadających numeru PESEL datę urodzenia,
  • serię i numer dowodu osobistego lub numer paszportu albo innego dokumentu potwierdzającego tożsamość w przypadku osób nieposiadających obywatelstwa polskiego,
  • nazwę podmiotu zatrudniającego,
  • oświadczenie uczestnika PPK o posiadaniu przez niego wiedzy o konsekwencjach złożenia deklaracji.

Deklarację o rezygnacji z PPK można pobrać pod tym linkiem: https://www.mojeppk.pl/pliki/repozytorium-plikow/materialy-do-pobrania/pdf/deklaracja_o_rezygnacji_z_dokonywania_wplat_do_ppk.pdf

  1. Do kiedy trzeba złożyć deklarację o rezygnacji z PPK?

Deklarację można złożyć w dowolnym terminie. Trzeba jednak pamiętać, że wpłaty do systemu zostaną zawieszone dopiero od miesiąca złożenia deklaracji. Nie można z PPK zrezygnować z datą wsteczną i ubiegać się o zwrot pieniędzy wpłaconych przed miesiącem złożenia rezygnacji.

  1. Czy można zrezygnować z PPK przed zapisaniem?

Tak, przepisy dopuszczają taką możliwość. Osoba, która zrezygnuje z dokonywania wpłat do systemu zanim jej pracodawca lub zleceniodawca utworzy u siebie PPK (zawrze umowę o prowadzenie PPK na rzecz osób zatrudnionych), w ogóle nie stanie się uczestnikiem programu. Dane takiej osoby nie będą figurować
w załączniku do umowy o prowadzenie PPK.

Jeżeli rezygnacja z dokonywania wpłat do PPK nastąpi po zawarciu przez podmiot zatrudniający umowy o prowadzenie PPK, wtedy pracownicy i współpracownicy staną się już uczestnikami systemu. Mogą wtedy jedynie zrezygnować z dokonywania wpłat. O takiej rezygnacji pracodawca i zleceniodawca musi powiadomić instytucję finansową, która prowadzi PPK. Ma na to 7 dni, licząc od daty złożenia rezygnacji przez uczestnika programu.

  1. Jak długo obowiązuje rezygnacja z PPK?

Rezygnacja obowiązuje przez 4 lata. Po upływie tego czasu, od 1 kwietnia danego roku wpłaty do PPK zostaną wznowione. W przypadku, gdy osoba, która zrezygnowała z oszczędzania w programie, chce zmienić swoją decyzję i złożyć wniosek o ponowne dokonywanie wpłat, wówczas poprzednia rezygnacja obowiązuje tylko do dnia jej odwołania.

Należy pamiętać, że po zmianie pracy nowy pracodawca ma obowiązek zapisania nowozatrudnionej osoby do PPK (co do zasady – po 3 miesiącach zatrudnienia). W takiej sytuacji należy złożyć deklarację o rezygnacji z PPK także u nowego podmiotu zatrudniającego.

  1. Co w sytuacji, gdy po 4 latach pracownik zapomni ponownie zrezygnować z PPK? Czy wpłaty będą potrącane bez jego wiedzy?

Nie, taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. W roku, na który przypadnie wznowienie wpłat do PPK, pracodawca ma obowiązek poinformować pracownika lub współpracownika o wznowieniu wpłat do systemu od 1 kwietnia. Informację tę musi przekazać najpóźniej do końca lutego. Oznacza to, że będzie jeszcze co najmniej miesiąc (marzec danego roku) na podjęcie decyzji. Jeżeli nie złożymy rezygnacji, zostaniemy ponownie zapisani do PPK, bez konieczności składania jakiegokolwiek wniosku.

  1. Ile razy można zrezygnować z PPK i ponownie do niego przystąpić?

Przepisy nie ograniczają liczby rezygnacji z PPK i liczby ponownego przystąpienia do programu. Częste rezygnacje i ponowne przystępowanie do PPK nie będą jednak dobrze służyły długoterminowemu gromadzeniu oszczędności. Lepiej zatem dobrze przemyśleć swój wybór i podjąć wyważoną decyzję
w zakresie uczestnictwa w tym systemie.

  1. Jakie są konsekwencje rezygnacji z uczestnictwa w PPK?

Wynagrodzenie osoby, która zrezygnuje z uczestnictwa w PPK, nie będzie pomniejszana o składki do PPK. Jednak z drugiej strony, nie uzyska ona tej części oszczędności, które uczestnikowi PPK musi sfinansować jego pracodawca lub zleceniodawca. Nie otrzyma też dopłat finansowanych przez państwo (250 zł jednorazowej wpłaty powitalnej i raz do roku 240 zł dopłaty rocznej). W długiej perspektywie oznacza to, że osoba rezygnująca z PPK nie zgromadzi dodatkowego kapitału, który może wykorzystać po ukończeniu 60 lat.

Na chwilę obecną nie wiadomo, jaka będzie przewidywana kwota gromadzonych oszczędności. Pieniądze
z PPK będą inwestowane, m.in. w akcje giełdowe. Jednak ustawa o PPK nie gwarantuje osiągnięcia określonej stopy procentowej zysku od zgromadzonych środków. Nie mamy również gwarancji zachowania pełnej kwoty wpłaconego kapitału.

  1. Czy można zdecydować się na pobieranie wpłat do PPK tylko od pracodawcy, a niepobieranie ich
    z własnych środków?

Nie, ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych mówi o wpłatach wykonywanych przez obie strony. Nie można zatem zdecydować się na wstrzymanie własnych wpłat i jednoczesne kontynuowanie wpłat przez podmiot zatrudniający. To samo dotyczy kwot finansowanych przez państwo – otrzymają je tylko te osoby, które same finansują wpłaty do PPK.

  1. Jeśli ktoś jest zatrudniony w dwóch firmach, czy może należeć do PPK w jednej z nich, a zrezygnować w drugiej? Czy uczestnicząc w PPK u obu pracodawców, otrzymamy podwójne dopłaty z pieniędzy państwowych?

Osoby mające równolegle kilka miejsc zatrudnienia, mogą dowolnie wybrać, czy będą uczestnikami PPK we wszystkich firmach, czy tylko w wybranej lub w wybranych. Mogą także złożyć rezygnację z uczestnictwa
w PPK we wszystkich miejscach zatrudnienia.

Niezależnie od tego, w ilu podmiotach jesteśmy uczestnikami PPK, otrzymamy tylko jedną wpłatę powitalną (250 zł) oraz tylko jedną w danym roku dopłatę roczną (240 zł).

Fiskus nie łagodzi stanowiska w sprawie podatku od mieszkań pracowniczych

Resort finansów przekonuje, że zapewnienie zakwaterowania pracownikom nie należy do obowiązków pracodawcy, określonych w przepisach prawa pracy. I wskazuje na wyrok NSA, który zmienił linię orzeczniczą ws. opodatkowania mieszkań pracowniczych. Z kolei zdaniem prawników, sytuacja jest bardziej skomplikowana. Nieodpłatne świadczenie może być uznane za przychód pracobiorcy pod warunkiem spełnienia odpowiednich przesłanek. Wskazał je Trybunał Konstytucyjny, ale i one podlegają różnym interpretacjom. Znawcy tematu twierdzą, że każdy przypadek należy odrębnie analizować. Przypominają również, że jedną z opcji jest podnoszenie wynagrodzeń. Dzięki temu zatrudnieni będą mogli sami wynajmować lokale.  

Niekorzystny kierunek

W listopadzie ubiegłego roku Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok, który drastycznie zmienił linię orzeczniczą. Jak zaznacza Aleksander Dyl z Kancelarii Ożóg Tomczykowski, stało się tak, mimo że przepisy nie uległy modyfikacjom. Ekspert zaznacza, że nawet Wojewódzkie Sądy Administracyjne, które do tej pory wydawały orzeczenia raczej korzystne dla pracobiorców, teraz inaczej podchodzą do tematu.

– Zagadnienie mieszkań pracowniczych czy szerzej – noclegów pracowników od dawna budzi kontrowersje, zaś stanowisko organów i sądów nie jest niestety jednolite i konsekwentne. Kwestie te nie są uregulowane w sposób precyzyjny. Kryteria uznania danego świadczenia za przychód, wypracowane w orzecznictwie, w tym Trybunału Konstytucyjnego, podlegają różnym interpretacjom – komentuje Wojciech Pławiak, radca prawny i doradca podatkowy, ekspert z BCC.

Według Aleksandra Dyla, sytuacja ws. opodatkowania mieszkań pracowniczych jest skomplikowana. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, wartość zakwaterowania pracowników do 500 zł miesięcznie jest traktowana jako przychód zwolniony z opodatkowania. Jednak orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego sugeruje, że w niektórych przypadkach świadczenie to w ogóle nie powinno stanowić przychodu.

– Naszym zdaniem, zmiana wykładni przez sąd ustawy o PIT jest konsekwencją ostatnio zauważalnej tendencji profiskalnej, prezentowanej przez organy podatkowe. Mieszkanie przekazywane pracownikowi nieodpłatnie może stać się dla niego przychodem ze stosunku pracy. Istotna jest m.in. miesięczna wartość udostępnianego noclegu. Do wysokości nieprzekraczającej 500 zł miesięcznie korzysta się ze zwolnienia. Ono ma zastosowanie do pracowników, których miejsce zamieszkania jest położone poza miejscowością, w jakiej znajduje się zakład pracy. Ponadto nie mogą oni korzystać z podwyższonych kosztów uzyskania przychodu – mówi Krzysztof Pałka z Działu Prawa Podatkowego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Trybunał w tle

Inne nieodpłatne świadczenia mogą być uznane za przychód pracownika, co podkreśla Paweł Jurek, rzecznik prasowy Ministra Finansów. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 8 lipca 2014 roku wskazał przesłanki, które muszą być łącznie spełnione w takiej sytuacji. Po pierwsze, pracownik wyraził zgodę na świadczenia, skorzystał z nich w pełni dobrowolnie. Po drugie, rozwiązanie to było w jego interesie, a nie pracodawcy, oraz przyniosło mu korzyść w postaci powiększenia aktywów lub uniknięcia wydatku, jaki musiałby ponieść. Po trzecie, ten zysk jest wymierny i przypisany indywidualnemu pracownikowi, nie jest dostępny w sposób ogólny dla wszystkich podmiotów.

– Wskazówki Trybunału właściwie określają istotę problemu. Na ich podstawie, w indywidualnej sytuacji należy określić, czy dane świadczenie w postaci mieszkania pracowniczego jest w większej mierze realizacją wymogów i interesów pracodawcy, czy też rzeczywistą, dobrowolną korzyścią pracownika. W mojej ocenie, w większości przypadków mieszkań pracowniczych przychód, w rozumieniu wskazanym przez TK, nie powstaje – stwierdza Wojciech Pławiak.

Jak dodaje ekspert z Kancelarii Ożóg Tomczykowski, właśnie na powyższych przesłankach opiera się większość orzeczeń w tej kwestii. Wskazywano, że skoro pracodawca organizuje takie mieszkanie, to chce, żeby pracownicy mieli bliżej do pracy i byli bardziej dyspozycyjni. Wnioskowano, że nie jest to świadczenie leżące w interesie zatrudnionych, którzy poza miejscem noclegu zapewnianym przez firmę, prowadzą własne gospodarstwo domowe. Mogliby w nim przebywać, gdyby nie wyraźne życzenie przełożonego. Ale właśnie ta przesłanka została inaczej zinterpretowana przez NSA. Stwierdzono, że w takiej sytuacji korzyść leży po obu stronach. To z kolei pozwala dojść do wniosku, że udostępnienie lokalu powinno być traktowane jako zdarzenie powodujące powstanie przychodu do opodatkowania. Dlatego ekspert nie jest przekonany, czy linia przyjęta przez sąd jest właściwa.

– Każda sytuacja powinna być odrębnie analizowana pod kątem skutków podatkowych. Przykładowo, jeśli pracownik jest oddelegowany do pracy poza siedzibą firmy lub wymaga relokacji bądź czasowego wykorzystania mieszkania w danej lokalizacji, to trudno przyjąć, że osiąga z tego tytułu korzyść – przychód. Konieczność zapewniania zakwaterowania wynika w głównej mierze z interesów pracodawcy. Gdyby nie wymogi miejsca pracy, pracownik nie interesowałby się zakwaterowaniem w danej miejscowości – zaznacza ekspert z BCC.

Z kolei Aleksander Dyl zwraca uwagę na pracowników wyższej kadry menedżerskiej. Jeśli taka osoba przyjeżdża z innego miasta, to standardowo otrzymuje mieszkanie dla siebie i rodziny, które jest opłacane przez pracodawcę. Taka nieruchomość jest przyznawana na równi z innymi dodatkami pozapłacowymi, bez których kandydat nie zdecydowałby się na podjęcie pracy w danym miejscu. Zatem powinna być uznawana za świadczenie nieodpłatne i tym samym – podlegać opodatkowaniu.

– Jeśli w umowie o pracę wprost wskazano mieszkanie służbowe jako jeden z dodatkowych benefitów, to wykazanie, iż nie stanowi ono przychodu dla pracownika, może być niemożliwe. Niemniej jednak np. przedstawiciele handlowi odbywają podróże po kraju. Nie mogą przewidzieć, gdzie w danym dniu będą nocować. Jeżeli za noclegi w hotelach otrzymują następnie zwrot, to nie powinien on stanowić dla nich przychodu – twierdzi ekspert z Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Poszukiwanie rozwiązań

Obecna sytuacja na rynku pracy sprawia, że część firm zapewnia bezpłatne mieszkania. Robią tak, aby zachęcić kandydatów do skorzystania z danej oferty zatrudnienia. Mogłoby to świadczyć o tym, że jest to działanie w interesie zatrudniającego, a nie pracownika.

– Ministerstwo Finansów nie podziela takiego stanowiska. Pracodawcy dysponują wieloma rodzajami pozapłacowych świadczeń, które mogą mieć wpływ na decyzje podejmowane przez kandydatów. Jako przykład takich powszechnie oferowanych pozapłacowych zachęt można wskazać udostępnienie samochodu do celów prywatnych czy abonamenty medyczne dla całej rodziny.  Nie oznacza to jednak, że takie korzyści nie będą przychodem ze stosunku pracy w rozumieniu ustawy o PIT– informuje Paweł Jurek.

Natomiast ekspert z Kancelarii Ożóg Tomczykowski przekonuje, że pracodawca może podwyższać pensje pracownikom zamiast udostępniać im mieszkania. Wówczas będzie miał pewność, co do prawidłowości swojego postępowania. Ale równie dobrze ma prawo dalej zapewniać zakwaterowanie i traktować jego wartość w części przekraczającej 500 zł miesięcznie jako część przychodu podlegającego opodatkowaniu. Niestety, tacy pracobiorcy będą w gorszej sytuacji od osób zatrudnionych w firmach traktujących udostępnienie mieszkania jako świadczenie niepowodujące powstania przychodu. Wynagrodzenie netto tych pierwszych będzie niższe o wartość podatku.

– Przy ocenianiu konsekwencji podatkowych udostępnionego mieszkania, należy się odnieść m.in. do charakteru pracy wykonywanej przez danego pracownika oraz okresu udostępnienia mu lokalu. Naszym zdaniem, dominującym stanowiskiem będzie traktowanie mieszkania dla pracownika jako dodatkowego przychodu. Oczywiście w sytuacji, w której wartość tego świadczenia przekracza ww. kwoty. Wpływ na to ma coraz szersza, nazwijmy to profiskalna wykładnia, prezentowana przez sądy i organy podatkowe – podsumowuje Krzysztof Pałka.

Liczba mieszkańców miast spada, liczba mieszkańców wsi rośnie

Ukazał się nowy raport demograficzny Głównego Urzędu Statystycznego. W wynikach badań widać trend, który może okazać się dużym problemem dla polskich miast. Znane już opinii publicznej statystyki wskazujące na zmniejszanie się liczby ludności w Polsce różnią się bowiem, kiedy podzielimy wyniki na miasta i wsie. Podczas, gdy liczba mieszkańców miast spada, liczba mieszkańców wsi rośnie. Nieznaczny wzrost populacji wsi na tle ogólnych statystyk nie dziwi. Eksperci tłumaczą go nową tendencją mieszczuchów, którzy przenoszą ognisko rodzinne na wieś – dojeżdżając do pracy w mieście. Jednak spadająca populacja miast martwi ekspertów. Polski Instytut Ekonomiczny porównał wyniki raportu GUSu ze swoimi badaniami, które przeprowadził na próbie 299 średnich i małych miast. Instytut badał liczbę wyludniających się miast. Uzyskane wyniki są dosyć niepokojące.

– Ponad połowa miast stwierdziła, że są miastem wyludniającym się – powiedziała serwisowi eNewsroom Katarzyna Dębkowska, kierowniczka zespołu foresightu gospodarczego w PIE. – W wielu województwach odsetek miast wyludniających się jest o wiele większy niż 50%. Na przykład województwo lubelskie, gdzie jest 65% takich wskazań oraz województwo łódzkie – gdzie 64% badanych miast stwierdziło, że są miastami wyludniającymi się. Mieszkańców przyciąga bardziej stolica województwa, lub stolica kraju – jak w przypadku Łodzi, skąd coraz więcej osób wyjeżdża do Warszawy. Jednak są również województwa, gdzie ten odsetek jest niski – jak pomorskie i zachodniopomorskie. Zmniejszająca się liczba mieszkańców jest niepokojącą tendencją dla polskich miast, które powinny pracować nad tym, by swoich mieszkańców zatrzymać. Jednak nawet najlepsze starania nie zmienią tego, że Polaków po prostu jest coraz mniej. Ta liczba spada z roku na rok – podkreśla Dębkowska.

Branża bukmacherska rośnie jak na drożdżach, Polacy obstawią coraz większe stawki

W 2018 roku szacowana wartość całego polskiego rynku bukmacherskiego wyniosła ok. 9 miliardów złotych. Firmy z zezwoleniami Ministerstwa Finansów walczą o klienta z operatorami offshore, a obciążenia fiskalne im tego nie ułatwiają. W pierwszym półroczu br. podatek od zakładów wzajemnych przekroczył 382 miliony złotych. W branży mówi się, że w ubiegłym roku tylko dwie firmy przyniosły zysk. Z kolei gracze często walczą o wygrane do kilku tysięcy zł, natomiast rekordowa wygrana w Fortunie to 2,4 miliona zł, a w STS-ie – ponad 1,2 miliona zł. Znawcy tematu prognozują dalszy wzrost rynku i liczą na ograniczanie szarej strefy. Ona systematycznie się kurczy, co wynika z analiz resortu finansów.  

Konkurencja i podatki

Około 9 miliardów złotych był warty cały rynek bukmacherski w Polsce w 2018 roku, co podkreśla Konrad Komarczuk, prezes Fortuny Online Zakłady Bukmacherskie. I dodaje, że tylko 60% z tego stanowiło legalną część. Ekspert przekonuje, że w ubiegłym roku zwiększyła się konkurencja wśród firm w naszym kraju. Te z licencją Ministerstwa Finansów rywalizują z operatorami offshore. A oni nie są zmuszeni do pobierania od klientów 12% podatku od stawki.

– W Irlandii podatek obrotowy, który w ogóle jest dosyć rzadko stosowany na świecie, wynosi 1% od przychodu, a u nas – 12%. Patrząc na wiele innych rynków, standardem są daniny naliczane jako różnica od płaconych stawek i wypłaconych wygranych. Wtedy mówimy o opodatkowaniu na poziomie 20-25%, a niekiedy jeszcze mniejszym. Gdyby u nas przełożyć wspomniane 12% na ten schemat z innych państw, to mielibyśmy podatek w wysokości aż 60% – wylicza Patryk Włodarski, prezes zarządu Cherry Online Polska.

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w pierwszym półroczu tego roku podatek od gier wyniósł 1,124  mld zł. Największą jego część, bo 382,186 mln zł, stanowiły zakłady wzajemne. Dalej znalazły się gry liczbowe (368,108 mln zł), kasyna (220,019 mln zł), loterie pieniężne (109,653 mln zł), e-kasyno (34,642 mln zł), salony gier na automatach (5,714 mln zł), loterie audiotekstowe (4,239 mln zł) i fantowe (7 tys. zł). Za cały poprzedni rok podatek od gier to 1,934  mln zł, a rok wcześniej – 1,657 mln zł. W tych okresach danina z zakładów wzajemnych stanowiła odpowiednio 622,847 mln zł oraz 407,367 mln zł. Wówczas to były kwoty mniejsze niż z gier liczbowych, wynoszące 713,941 mln zł i 695,165 mln zł.

– Ten rynek w Polsce na przestrzeni ostatnich lat intensywnie się rozwija. W ubiegłym roku obroty legalnie działających w Polsce bukmacherów wyniosły niemal 5,2 mld zł, z czego ok. 47% wygenerował STS. Cała branża odnotowała w 2018 roku wzrost o ponad 60% r/r. W pierwszym kwartale 2019 roku obroty operatorów z zezwoleniem Ministra Finansów wzrosły o ponad 32%, czyli do kwoty 1,6 mld zł – informuje Łukasz Borkowski, PR Manager z STS Zakłady Bukmacherskie.

Natomiast Fortuna zamknęła pierwszy kwartał br. wzrostem przychodów na poziomie 32% w porównaniu z analogicznym okresem w 2018 roku. Warto też dodać, że część firm bukmacherskich nie chce informować o swoich obrotach, zasłaniając się tajemnicą przedsiębiorstwa. Inne odpowiadają bardzo ogólnie, zaznaczając np. zdecydowany wzrost w analogicznych okresach bieżącego i ubiegłego roku. Są też podmioty, które prowadzą działalność zbyt krótko, aby dokonać takich porównań.

– W 2018 roku Polacy zostawili w zakładach wzajemnych na pewno ok. 1 mld zł. Jednak na wszystkie firmy bukmacherskie w naszym kraju tylko dwie były rentowne, one przyniosły zysk. Reszta generuje stratę, walcząc o swoje miejsce na rynku i płacąc ustanowione podatki. Jak się wszystko podliczy, to około 80 groszy od każdej złotówki trafia do Skarbu Państwa z przychodów spółek – opisuje Patryk Włodarski.

Stawka idzie w górę

2,4 mln zł to najwyższa wygrana wypłacona graczowi Fortuny w ciągu jednego dnia. Klienci tej firmy najczęściej walczą o wartości z przedziału od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Ale są też osoby grające o kwoty sięgające 600 tysięcy złotych na jednym kuponie. W STS-ie rekord został ustanowiony w marcu tego roku. Wówczas jeden z typujących postawił 76 zł, a wygrał ok. 1,25 mln zł. Na swoich kuponach miał m.in. spotkania FC Barcelona-Olympique Lyon, Manchester City-Schalke 04 Gelsenkirchen, czy Juventus Turyn-Atletico Madryt.

– Średnia wygrana nie jest miarodajna, bo klientów należy podzielić na tych, którzy grają za niskie i wysokie stawki. Jest także cała masa innych czynników wpływających na bilans gracza. W naszej promocji Najlepsze Kupony odnotowujemy największe wygrane netto. Rekord od lutego to 90 297,56 zł. Z kolei najwyższy trafiony kurs łączny wynosi 691,11 zł – mówi Maciej Stolarczyk z działu marketingu TOTALbet.

Natomiast Łukasz Seweryniak, marketing&operations director w TOTOLOTEK S.A. stwierdza, że kwota wygranych będzie rosła. Na rynku panuje bowiem trend, aby zakłady były prostsze, bardziej przyjazne, a klienci wygrywali więcej pieniędzy. Z kolei Patryk Włodarski zaznacza, że z sezonu na sezon wzrasta średnia obstawiana stawka. Kiedyś było to 30, później 40, a obecnie zbliża się do 50 zł. Według Macieja Stolarczyka, Polacy najczęściej typują piłkę nożną. Zakłady na tę dyscyplinę to ponad 60% obrotu na rynku bukmacherskim. Zainteresowanie rozgrywkami można uszeregować następująco – Ekstraklasa, Premier League, LaLiga, Serie A, Bundesliga. Różnice nie są duże, wszystkie ligi są chętnie wybierane.

– Gracze chętnie obstawiają również tenisa czy skoki narciarskie w sezonie zimowym. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się zakłady e-sportowe. To dziedzina, która notuje kilkucyfrowy wzrost. Ze względu na dużą i cały czas rosnącą liczbę rozgrywek, to niezwykle interesująca i perspektywiczna dyscyplina dla bukmacherów – dodaje Łukasz Borkowski.

Firmy rozszerzają ofertę związaną z wydarzeniami spoza świata sportu. Można typować np. zwycięzcę wyborów parlamentarnych czy zdobywcę Oskara. Natomiast Łukasz Kieza, Country Manager LV BET Zakłady Bukmacherskie, podkreśla, że wydarzenia polityczne, rozrywkowe lub społeczne raczej nie generują dużych obrotów. Dla bukmacherów to przede wszystkim aspekt PR-owy i możliwość dotarcia do klienta, który rzadziej korzysta z ich usług.

Dalszy rozwój

– W zeszłym roku cała legalna część polskiej branży bukmacherskiej wygenerowała obrót na poziomie 5,2 mld zł. Rok wcześniej było to 3,2 mld zł. Z szacunków Stowarzyszenia Graj Legalnie wynika, że sektor będzie dalej się rozwijał i w tym roku możliwe jest osiągnięcie obrotów na poziomie ponad 6 mld zł. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że szara strefa nadal odpowiada za nawet 60% rynku zakładów wzajemnych online – zaznacza ekspert STS-u.

Jak przekonuje Łukasz Kieza, rynek cały czas rośnie i każdy podmiot obecnie działający w Polsce będzie miał za 2019 rok dodatnie statystyki w rubryce dynamika wzrostu. W 2020 roku sytuacja może się już jednak zmienić, ponieważ licencje uzyskują kolejni bukmacherzy. Wśród nich będą tacy, którzy mają za sobą lata doświadczeń jako tzw. firmy offshore. Im będzie łatwiej zdobyć większy udział w obrotach polskiego rynku, z uwagi na rozpoznawalną markę oraz dobrą jakość produktu.

– W przyszłym roku mamy piłkarskie EURO, które powinno pozytywnie wpłynąć na wzrost obrotów firm bukmacherskich. Mistrzostwa Świata i Europy w piłce nożnej to zawsze jest najlepszy czas dla branży. Wydaje się, że rynek legalnych zakładów wzajemnych będzie cały czas rósł, wiele jednak zależy od skuteczności walki z szarą strefą. Niestety nadal dużo osób, często nieświadomie, gra u nielegalnych bukmacherów – stwierdza Paweł Majewski, dyrektor ds. marketingu w forBET Zakłady Bukmacherskie.

Z prowadzonych przez resort finansów analiz wynika, że systematycznie zmniejsza się szara strefa na rynku zakładów wzajemnych online, z poziomu 83,9% w 2015 r. do 47,2% w pierwszym kwartale 2019 r. Z kolei prognoza dochodów budżetu państwa z tytułu podatku od gier za 2019 r. zawarta jest w ustawie budżetowej. W tym przypadku mowa jest o kwocie prawie 2,1 mld zł. Jednak te rachuby przygotowywane są zbiorczo, a więc bez podziału na poszczególne rodzaje gier, w tym zakłady wzajemne.

Złoty stopniowo odreagowuje zamieszanie wywołane wyrokiem TSUE

Tylko wyjątkowo wysoki odczyt zatrudnienia w raporcie NFP zostawi miejsce do wątpliwości, czy Fed w październiku będzie kontynuował obniżki stóp procentowych. Dwa fatalne wyniki indeksów ISM obudziły strach przed recesją i może jeszcze za wcześnie na tak duże słowa, ale awersja do ryzyka na bazie globalnego spowolnienia staje się tematem numer 1, niezależnie od stanu sporu handlowego USA-Chiny.

W tym tygodniu indeksy ISM wyraźnie pokazały, że gospodarka USA nie jest zieloną wyspą i dosięga ją globalne spowolnienie. Jakkolwiek spadek wskaźnika dla przemysłu można tłumaczyć konsekwencjami zaostrzenia wojny handlowej z Chinami, tak dominujący sektor usługowy powinien być odporny na politykę celną wobec dóbr. Na poziomie 52,6 ISM dla usług wciąż świadczy o ożywieniu w sektorze, ale jednocześnie jest ponad 8 pkt niżej od szczytu z września 2018 r. i obecnie jest najniżej od trzech lat. Wzrost gospodarczy słabnie i nawet jeśli wciąż powinien być dodatni i bliski 2 proc., nie są to pozytywne informacje. Kolejna obniżka stóp procentowych Fed o 25 jest teraz dużo bardziej realna, nawet jeszcze w październiku. Przed posiedzeniem 30 października rynkowa wycena cięcia skoczyła do 85 proc. z niecałych 40 proc. dyskontowanych na początku tygodnia. Słabe odczyty ISM przede wszystkim odbierają argumentację jastrzębim członkom FOMC, którzy uważali, że gospodarka nie potrzebuje wsparcia. Jeśli prezes Powell wyczekuje chwili, kiedy forsowanie dalszego luzowania przyniesie najmniejsze podziały w Komitecie, teraz jest najlepszy moment.

Dziś przyjdzie się nam jeszcze zmierzyć z raportem z rynku pracy USA. Ostatnio dane straciły na znaczeniu, gdyż rynek pracy wciąż był mocny, a nawet i stopniowe słabnięcie tempa przyrostu zatrudnienia nie jest czymś osobliwym na tym etapie cyklu koniunkturalnego. Obecnie wystarczy miesięczny przyrost miejsc pracy na poziomie 100 tys., aby nie generować presji na wzrost stopy bezrobocia. Mimo to dużo niższy wynik przeleje czarę goryczy i przesądzi o obniżce Fed. Konsensus przed odczytem zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wynosi 145 tys. Choć to więcej niż w środę pokazał raport ADP, to trzeba pamiętać, że ADP informuje tylko o zmianie zatrudnienia w sektorze prywatnym. Dane NFP będą dodatkowo wzmocnione przez zatrudnienie przy spisie powszechnym, który we wrześniu powinien dostarczyć ok. 15 tys. miejsc. Ryzykiem dla odczytu są niepokojące sygnały z raportów ISM. Subindeks zatrudnienia w przemyśle na 46,3 był najniżej od stycznia 2016 r. W ważniejszych usługach cofnął się do 50,4, najniżej od lutego 2014 r. i niewiele powyżej granicy 50 pkt, oddzielającej wzrost od spadku zatrudnienia w sektorze. To zapewne już ustawiło nisko rynkowe oczekiwania, więc odczyt blisko 100 tys. nie powinien być już dla nikogo szokujący. Ale jeśli wejdziemy w dwucyfrowe wartości, USD będzie cierpiał.

Złoty stopniowo odreagowuje zamieszanie wywołane wyrokiem TSUE ws. kredytów frankowych. Choć orzeczenie TSUE przychyla się woli kredytobiorców chcących pozywać banki, nie implikuje natychmiastowej realizacji strat sektora bankowego i powstania negatywnej presji na złotego. Wyrok TSUE pozostawia wiele niewiadomych w postaci liczby nowych pozwów, tempa ich procesowania, a przede wszystkim interpretacji sądów w przypadku sprzeciwu konsumentów wobec unieważnienia umowy kredytowej. Zbudowana premia za ryzyko nie ma uzasadnienia do dalszego podtrzymania, gdyż ewentualna presja z tytułu domykania ryzyka walutowego przez banki będzie rozłożona na lata (wraz z zapadaniem wyroków w polskich sądach).

W odniesieniu do raportu NFP sądzę, że złoty powinien więcej zyskać na rozczarowujących danych, gdyż słabszy USD i oczekiwania na obniżkę Fed będą ważniejsze dla segmentu rynków wschodzących niż silniejsze obawy o recesję w USA. Odwracanie długich pozycji w USD/PLN powinno mieć największą siłę oddziaływania i pomóc w dalszym trawieniu pozytywnego wyroku TSUE.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polska branża elektroniczna: Nowe unijne przepisy spowodują, że w domach będzie więcej energooszczędnego sprzętu

Reprezentujący polską branżę elektroniczną Związek Cyfrowa Polska ocenia, że przyjęte przez Komisję Europejską rozporządzenia ws. ekoprojektowania urządzeń elektronicznych mogą przyśpieszyć proces wymiany sprzętu RTV i AGD w całej Unii przez konsumentów na bardziej energooszczędny. Konieczna będzie jednak kampania uświadamiająca zalety takich rozwiązań.

W nowych przepisach, które mają wejść w życie od 2021 r., Komisja Europejska główny nacisk kładzie na to, aby dostępne na rynku UE urządzenia elektroniczne były energooszczędne – zużywające mniej prądu i wody. Unijni urzędnicy oszacowali, że przyniesie to realne oszczędności na energii – nawet 167 terawatogodzin rocznie do 2030 r. oraz przyczyni się do redukcji emisji CO2 – o 46 mln ton. Na producentach będzie spoczywał również obowiązek, by wybrane produkty RTV, jak telewizory oraz AGD, np. pralki, suszarki, zamrażarki, lodówki wprowadzane na unijny rynek były możliwe do zreperowania, gdy się zepsują. Dla każdego typu sprzętu wyznaczono czas, w jakim producenci muszą zapewniać dla konsumentów bądź serwisów naprawy dostęp do części zamiennych urządzenia oraz do jego oprogramowania. Urządzenia mają być także tak projektowane, żeby było łatwiej jej przetwarzać, odzyskiwać lub poddawać recyklingowi.

Realne zyski środowiskowe – to wymiana sprzętu na lepszy technologicznie

Związek Cyfrowa Polska pozytywnie ocenia fakt, że Komisja Europejska poprzez nowe prawo promuje sprzęt RTV i AGD z najwyższą klasą efektywności energetycznej. W ocenie organizacji, jeśli nowe rozwiązania połączone będą z kampanią społeczną uświadamiającą korzyści wynikające z posiadania energooszczędnego sprzętu, to proces wymiany na tego typu urządzenia przyśpieszy. Jednak w działaniach unijnych urzędników widzi też pewną sprzeczność. Z jednej strony Komisja Europejska mówi o celach, jakimi są redukcja emisji dwutlenku węgla i oszczędność na energii, a z drugiej staje po stronie radykalnych środowisk prokonsumenckich, które chciałyby długoletnich, nawet 10-letnich gwarancji na te urządzenia. A żeby mówić o realnych zyskach środowiskowych konsumenci muszą co jakiś czas dokonywać wymiany urządzeń, aby korzystać z coraz to nowych, lepszych rozwiązań inżynieryjnych – energooszczędnych i mających mniej szkodliwy wpływ na środowisko – ocenia prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik. I dodaje: – Na szczęście konsumenci są coraz bardziej świadomi oszczędności, jakie wynikają z wymiany sprzętu na taki z większą klasą efektywności. Nie czekają aż sprzęt ulegnie awarii, tylko dokonują świadomej wymiany na lepszy – dodaje.

Michał Kanownik, Prezes Cyfrowej Polski
Michał Kanownik, Prezes Cyfrowej Polski

Michał Kanownik zauważa również, że nowe przepisy błędnie są potocznie nazywane „Prawem do naprawy”. – Dziś przecież żaden producent nie zabrania konsumentom naprawiania urządzeń. Każdy z nas ma do tego prawo. Błędnie zatem sugeruje się mówiąc o nowych przepisach jako „prawo do naprawy”, że podstawowe prawo, jakie ma konsument jest zagrożone – zauważa prezes Cyfrowej Polski.

Sprzeczność z obowiązkiem zbiórki ZSEE

Nowe przepisy – w ocenie Związku – stoją również w znacznej sprzeczności z obowiązkiem osiągania przez producentów rocznych limitów poziomów zbiórki zużytego sprzętu elektronicznego. W 2021 r., kiedy wejdą w życie nowe przepisy, zgodnie z innymi unijnymi regulacjami, producenci będą musieli zbierać aż 65 proc. masy sprzętu elektronicznego, który został wprowadzony do obrotu w Polsce. Jak podkreśla Cyfrowa Polska, przy założeniach Komisji Europejskiej, która chciałaby, by urządzenia elektroniczne były rzadziej wymieniane na nowe i dłużej służyły konsumentom, a więc aby rzadziej się ich pozbywano, trudniej będzie producentom osiągnąć takie limity.

W nowoczesnych domach stawiamy na ekologię. Polacy coraz chętniej instalują pompy ciepła i panele fotowoltaiczne

Polacy stawiają na pompy ciepła i panele fotowoltaiczne. To najpopularniejsze urządzenia służące do pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych, jakie instalują w domach. Z raportu Oferteo.pl wynika, że coraz więcej osób decyduje się na takie ekologiczne rozwiązania.

Instalujemy głównie pompy ciepła

Jakiego urządzenia Państwo poszukująJesień i początek sezonu grzewczego to moment, w którym co roku odżywa dyskusja na temat smogu, zanieczyszczenia powietrza, a przy okazji także kosztów związanych z ogrzewaniem. Aby przyczynić się do poprawy stanu środowiska w miastach oraz zmniejszyć koszty energii, Polacy coraz częściej decydują się na instalację w domu urządzeń umożliwiających pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych. Z badań przeprowadzonych przez Oferteo.pl wynika, że najczęściej stawiają oni na pompy ciepła. Takie rozwiązanie wybrała w ostatnim roku ponad połowa badanych. 41% zdecydowało się na instalację paneli fotowoltaicznych, a 7% – kolektorów słonecznych.

Pompy ciepła to rozwiązanie, które w ostatnich latach zdobywa coraz więcej zwolenników. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że są one tanim w eksploatacji i oszczędnym źródłem ciepła o długiej żywotności. Mogą być wykorzystywane do ogrzewania pomieszczeń oraz wody użytkowej, a ich rozmiary zbliżone są do niewielkiej lodówki. Ciepło przekazywane jest ze źródła dolnego (powietrza, gruntu, wody) do górnego dzięki wodzie, która krąży w instalacji centralnego ogrzewania.

Ogrzewamy budynki i wodę

Do czego ma służyc poszukiwane urządzenieWyniki badania Oferteo.pl, największego polskiego serwisu łączącego poszukujących usług z ich dostawcami, pokazują, że w ciągu ostatniego roku Polacy decydowali się na założenie instalacji OZE w domu głównie do ogrzewania zarówno budynku jak i wody. Taki powód wskazało aż 68% badanych. 15% poszukiwało urządzenia do chłodzenia, a podgrzewanie wody jako wyłączny cel wskazało 9% ankietowanych. Pozostałe 8% zainteresowane było tylko ogrzewaniem budynku.

OZE nie tylko w nowych domach

Ile lat ma domNa ekologiczne rozwiązania Polacy decydowali się często już na etapie budowy lub projektu. Odsetek takich zapytań wynosił odpowiednio 18 i 14%. Jednocześnie okazuje się, że urządzenia do pozyskiwania energii odnawialnej chętnie implementujemy również w istniejących budynkach. 27% wszystkich zapytań dotyczyło domów 6-letnich i starszych, a 38% zleceniodawców to właściciele domów maksymalnie 2-letnich.

Najczęściej (49% przypadków) zapytania dotyczyły budynków do 150 m2, a w 46% – od 150 do 300 m2. Zamieszkiwały je zwykle 3 lub 4 osoby (58%). Rzadziej były to rodziny 5–6-osobowe (20%), a także single i pary (18%).

Dlaczego pozyskiwać energię ze źródeł odnawialnych?

Niezależność i samowystarczalność energetyczna budynków staje się obecnie bardzo popularnym kierunkiem w budownictwie. Coraz więcej osób podejmuje decyzję o instalacji urządzeń służących do pozyskiwania energii z OZE. Najczęściej kierują się oni aspektami finansowymi oraz ekologicznymi.

Instalacja pompy ciepła lub paneli fotowoltaicznych to jednorazowy koszt od około 30 do nawet 70 tys. złotych. Taka cena odstrasza wielu inwestorów. Jednak oszczędności wynikające z wdrożenia tego typu rozwiązań pozwalają na zwrot inwestycji w ciągu kilkunastu lat. Ponadto biorąc pod uwagę, że koszty paliw nieodnawialnych (węgla, gazu) będą prawdopodobnie wzrastać, to czas ten może się nawet skrócić.

Coraz więcej osób decyduje się zostać prosumentem (czyli jednocześnie producentem oraz konsumentem wyprodukowanej energii) także z powodów ekologicznych. Potrzeba ograniczenia emisji szkodliwych dla zdrowia zanieczyszczeń powietrza oraz walka ze smogiem to tematy powracające co roku wraz z nadejściem sezonu grzewczego. Niektóre miasta zaczęły już podejmować realne działania w celu poprawy stanu powietrza. W Krakowie od 1 września bieżącego roku obowiązuje uchwała antysmogowa, która wprowadziła całkowity zakaz palenia węglem i drewnem. Za jego złamanie grozi grzywna w wysokości nawet do 5 000 zł.

Dofinansowanie

Wysoka cena instalacji to powód, który zmusza wiele chętnych osób do rezygnacji z ekologicznych rozwiązań w swoim domu. Niekoniecznie jednak musi tak być. Warto mieć świadomość, że samodzielna produkcja energii ze źródeł odnawialnych to inicjatywa bardzo mocno wspierana przez rząd. Istnieją liczne programy wsparcia prosumentów takie jak dotacje, ulgi podatkowe, nisko oprocentowane pożyczki.

Obecnie dostępne są następujące programy wsparcia:

  1. „Czyste powietrze” – program umożliwiający pomoc w formie dotacji lub pożyczki na montaż źródeł ciepła w budynkach. (2018–2029)
  2. „Mój prąd” – ogólnopolski rządowy program wsparcia finansowego inwestycji polegających na montażu instalacji fotowoltaicznych o mocy od 2 kW do 10 kW. (2019–2024)
  3.  „Prosument” – program skierowany do osób, które planują wykonanie małej instalacji lub mikroinstalacji OZE, produkującej prąd lub ciepło na własne potrzeby z możliwością sprzedaży nadwyżek energii.

Metodologia badań

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 26 tys. zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl od września 2018 roku do końca sierpnia 2019 roku przez osoby poszukujące urządzeń do pozyskiwania energii z odnawialnych źródeł.

Co czwarty młody Polak żyje ponad stan. Łączne długi osób poniżej 24 roku życia przekraczają 1 mld zł

Co czwarty młody Polak żyje ponad stan. Łączne długi osób poniżej 24 roku życia przekraczają 1 mld zł 1

W rejestrze dłużników figuruje obecnie 150 tys. młodych Polaków pomiędzy 18 a 24 rokiem życia. Łącznie mają do spłaty już ponad miliard złotych. Średnia zaległość na osobę przekracza w tej chwili 7 tys. zł i w ciągu ostatnich trzech lat wzrosła aż o połowę – wynika ze statystyk Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor. Badania przeprowadzone na zlecenie BIG pokazują z kolei, że co 4. młody Polak w wieku 18–24 lata przyznaje się do życia ponad stan, tracąc miesięcznie co najmniej 10 proc. swojego budżetu na zakup zbędnych rzeczy.

– W rejestrach InfoMonitora i Biura Informacji Kredytowej jest łącznie około 2,8 mln dłużników ze zobowiązaniami sięgającymi 76 mld zł. Na tym tle młodzi wyglądają całkiem nieźle, bo jest ich tylko 150 tys., a ich skumulowany dług wynosi 1 mld zł. Takich młodych osób między 18 a 24 rokiem życia jest dziś w Polsce 3 mln, przy czym około 1,23 mln idzie właśnie na studia – mówi Sławomir Grzelczak, prezes Biura Informacji Gospodarczej BIG InfoMonitor.

Jak pokazują statystyki, młodzi dość dobrze radzą sobie z finansami. Dane BIG InfoMonitor pokazują, że w gronie 3,1 mln osób między 18 a 24 rokiem życia niespłacone zobowiązania ma zaledwie ok. 150 tys. osób. To oznacza, że kłopoty finansowe ma raptem co dwudziesty młody Polak. Ich łączne zobowiązania przekraczają już jednak 1 mld zł, który niemal równo rozkłada się na przeterminowane zobowiązanie kredytowe (535 mln zł) i pozakredytowe (526 mln zł).

– Połowa z tego miliarda to długi o charakterze kredytowym, czyli zobowiązania w bankach. Druga połowa to zobowiązania pozakredytowe, czyli różnego rodzaju rachunki za gaz, wodę czy prąd albo niezapłacone rachunki za telefon komórkowy czy telewizję kablową – mówi Sławomir Grzelczak.

Co istotne, w ciągu ostatnich trzech lat (od czerwca 2016 roku do czerwca br.) w tej grupie wiekowej przybyło najmniej niesolidnych dłużników. Ich liczba zwiększyła się w tym czasie o 7 proc., podczas gdy ogólna liczba osób opóźniających spłatę kredytów i bieżących rachunków wzrosła o 22 proc.

Z drugiej strony młodzi, którzy już wpadną w kłopoty finansowe, powiększają swoje zaległości w znacznie szybszym tempie niż starsze pokolenia. W trzy lata zaległości 18–24-latków wzrosły prawie o połowę – podczas gdy w czerwcu 2016 roku średnia zaległość na osobę w tej grupie wiekowej wynosiła 4,9 tys. zł, tak obecnie dochodzi już do 7,1 tys. zł.

– Sytuacja ulega pogorszeniu. Widzimy to przede wszystkim po średniej kwocie zaległości na osobę, która w ciągu trzech lat zwiększyła się o 3 tys. zł. Widzimy to też po liście dłużników – rekordzistów, na której najbardziej zadłużona osoba z województwa lubelskiego ma do spłaty 3,5 mln zł długu, podczas gdy jeszcze niedawno było to ok. 1,9 mln zł – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Statystyki pokazują też, że w dziesiątce obecnych rekordzistów pojawiły się też aż cztery kobiety, podczas gdy przed rokiem była tylko jedna. Natomiast w podziale na województwa widać, że największe problemy ze spłatą swoich zobowiązań finansowych mają młodzi mieszkający w zachodniej i północnej części Polski oraz na Górnym Śląsku.

– Najwięcej dłużników jest w największych województwach, to proste przełożenie. My natomiast zwracamy uwagę również na to, ile osób w tej kategorii wiekowej 18–24 lata ma przeterminowane zobowiązania w przeliczeniu na 1 tys. mieszkańców. Pod tym względem dominują województwa Polski Zachodniej – lubuskie, zachodniopomorskie i dolnośląskie, tam jest około 70 zadłużonych osób na tysiąc mieszkańców w wieku 18–24 lat. Natomiast lepiej pod tym względem wypada wschodnia część Polski – w województwach takich jak świętokrzyskie, małopolskie czy podkarpackie te długi są najlepiej spłacane – mówi Sławomir Grzelczak.

Z badania Quality Watch przeprowadzonego na zlecenie BIG InfoMonitor wynika, że aż 25 proc. młodych Polaków w wieku 18–24 lata przyznaje się do życia ponad stan, tracąc miesięcznie co najmniej 10 proc. swojego budżetu na zakup rzeczy zbytecznych czy zbyt drogich. Najczęściej jest to sprzęt RTV i AGD (32 proc.), dalej plasuje się elektronika – prawie ¼ badanych przeznacza zbyt duże kwoty na komputery, tablety czy telefony. Dalej młodzi Polacy wskazują wakacyjne wyjazdy i samochód, a spory odsetek (17 proc.) przyznaje też, że nie oszczędza na prezentach dla swoich bliskich – przyjaciół, partnera czy rodziny. Jedynie 12 proc. osób do 24 roku życia deklaruje, że w ogóle nie traci pieniędzy na zbyt drogie zakupy.

– Młodzi wydają więcej, niż pozwalają im na to zarobki, również na różnego rodzaju kursy, na dodatkową edukację, co akurat uważam za pozytywne, bo jest to inwestycja w przyszłość. Rzeczywiście jest szansa, że tego typu wydatki zwrócą się w życiu dorosłym – mówi Sławomir Grzelczak.

Prezes BIG InfoMonitor podkreśla jednak, że życie ponad stan i nadmierne zadłużanie może skutkować wpisem do rejestru dłużników, co później znacznie utrudni np. zaciągnięcie kredytu na zakup własnego mieszkania.

– Jeżeli w naszych rejestrach banki czy firmy telekomunikacyjne widzą takiego dłużnika, to po prostu nie udzielają mu finansowania. Nie dadzą mu kolejnego telefonu czy dostępu do telewizji kablowej. Trzeba będzie płacić za różnego typu usługi gotówką i pożyczać od znajomych czy rodziny, co też nie zawsze jest możliwe, albo zdobywać jakieś droższe finansowanie, choćby od firm pożyczkowych. Dlatego lepiej mieć dobrą historię kredytową w BIK-u i w BIG InfoMonitorze, bo potem będzie łatwiej np. zaciągnąć kredyt hipoteczny na własne mieszkanie – mówi Sławomir Grzelczak.

Energia z pierwszych farm wiatrowych na Bałtyku ma popłynąć w 2027 roku. Ich budowa będzie jedną z największych inwestycji infrastrukturalnych w kraju

0

Energia z pierwszych farm wiatrowych na Bałtyku ma popłynąć w 2027 roku. Ich budowa będzie jedną z największych inwestycji infrastrukturalnych w kraju 2

Na ukończeniu są prace nad planem zagospodarowania obszarów morskich, który wskaże lokalizacje pod farmy wiatrowe na Bałtyku. Wstępne założenia wskazują trzy rejony i obszar o powierzchni ponad 2 tys. km². Potencjał polskich obszarów morskich jest ogromny. Jeżeli uda się osiągnąć zakładany w krajowej polityce wolumen 10 GW mocy zainstalowanych w farmach morskich, wówczas produkcja energii elektrycznej może sięgnąć 40 TWh w skali roku. To około 25 proc. całego krajowego zapotrzebowania na energię. Budowa wiatraków będzie jednym z największych przedsięwzięć infrastrukturalnych w kraju.

– Zniecierpliwienie w sektorze przemysłu morskiej energetyki wiatrowej jest uzasadnione. Wszyscy od 2010 roku czekamy, aż ruszy polski sektor energetyki na morzu. Liczymy, że to będzie połowa przyszłej dekady. Na przełomie 2025/2026 powinniśmy zobaczyć pierwsze projekty stawiane na wodach Bałtyku. Rząd zakłada, że prąd z tych farm popłynie w 2027 roku, może ten termin uda się nieco przybliżyć. Niemniej jednak z całą pewnością ta dekada upłynie pod znakiem przygotowań i uruchamiania realizacji projektów morskich farm wiatrowych w Polsce – mówi agencji Newseria Biznes Mariusz Witoński, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej.

Jak podkreśla, już samo przygotowanie projektów morskich farm wiatrowych jest procesem długotrwałym, który wymaga skomplikowanych i szeroko zakrojonych badań środowiskowych i długiego etapu rozpoznania warunków technicznych dla inwestycji na obszarach morskich.

– W polskich realiach de facto będzie to okres około 10-letni od momentu przystąpienia do prac koncepcyjnych aż do osiągnięcia gotowości danego projektu do fazy realizacji, czyli budowy pierwszych instalacji na obszarach morskich. Sam okres budowy farm wiatrowych o takiej skali, jakiej spodziewamy się na Bałtyku, powinien zamknąć się w perspektywie około 2–3 lat dla projektów rzędu 400–600 MW – mówi Mariusz Witoński.

Lokalizacje morskich farm wiatrowych wskaże plan zagospodarowania obszarów morskich, nad którym kończą się prace.

– Plan ten wskazuje obszar o powierzchni ponad 2 tys. km² pod lokalizację morskich elektrowni wiatrowych. Są to trzy rejony: położone na wschód i na północ od Ławicy Słupskiej, wschodni stok Ławicy Odrzańskiej oraz południowy stok Ławicy Środkowej. Farmy będą sytuowane w odległości powyżej 12 mil morskich od brzegu, co pozwoli chronić walory krajobrazowe polskiego wybrzeża, jednocześnie w pełni wykorzystując potencjał polskich obszarów morskich – mówi prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej.

Jeżeli uda się osiągnąć zakładany w krajowej polityce energetycznej wolumen 10 GW mocy zainstalowanych na morzu, produkcja energii elektrycznej może sięgnąć 40 TWh w skali roku. To około 25 proc. całego zapotrzebowania na energię elektryczną w skali kraju. Oznacza to, że w perspektywie nadchodzących lat morska energetyka wiatrowa będzie stanowić istotny element krajowego bezpieczeństwa energetycznego, zapewniający produkcję energii z OZE.

– Szacujemy, że na obszarach wskazywanych w projekcie planu zagospodarowania możliwe będzie ulokowanie 8–10 GW mocy zainstalowanych. To jest potężny potencjał produkcyjny, biorąc pod uwagę to, że cały polski system elektroenergetyczny to nieco ponad 40 GW. W związku z tym produktywność farm wiatrowych zlokalizowanych na morzu będzie niemal dwukrotnie wyższa od farm wiatrowych pracujących na lądzie. Spodziewamy się, że uzysk energii będzie rzeczywiście bardzo wysoki – mówi Mariusz Witoński.

Jak podkreśla, przy projektowaniu, budowie i obsłudze morskich farm wiatrowych trzeba wykorzystać potencjał polskich firm – rodzimego przemysłu morskiego, kablowego i maszynowego, który już w tej chwili jest przygotowany, aby zabezpieczyć łańcuch dostaw dla takich inwestycji. Wiele z nich już od lat doskonale radzi sobie na rynkach eksportowych, dostarczając komponenty morskich farm wiatrowych do Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Danii.

– To, ile będziemy w stanie wygenerować zielonego prądu z morskich farm wiatrowych, będzie zależało wprost od tego, w jakim stopniu uda się zrealizować nasze ambitne zamierzenia inwestycyjne. W Polsce nigdy tego typu projektów nie realizowaliśmy. To będzie naprawdę olbrzymi poligon inwestycyjny. Działania instalacyjne na morzu oraz obszarach nadmorskich będą realizowane przez okres 10–15, może nawet 20 lat. Skala tych realizacji wydaje się porównywalna jedynie z największymi projektami infrastrukturalnymi okresu 20-lecia międzywojennego – mówi Mariusz Witoński.

Wyzwaniem będzie nie tylko budowa farm wiatrowych na Bałtyku, ale i przygotowanie systemu elektroenergetycznego na przyjęcie wygenerowanej przez nie energii. To oznacza konieczność znaczących inwestycji po stronie Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Harmonogram tych inwestycji infrastrukturalnych, które mają przygotować polski system przesyłowy, powinien być skoordynowany z harmonogram realizacji morskich farm wiatrowych.

Młode firmy poszukują finansowania swojej działalności. 40 proc. z nich uzyskało takie wsparcie od instytucji państwowych

Młode firmy poszukują finansowania swojej działalności. 40 proc. z nich uzyskało takie wsparcie od instytucji państwowych 3

Większość start-upów finansuje się z własnych środków, ale 40 proc. z nich korzysta również ze środków PARP czy NCBR. Jest im trudno pozyskać wsparcie z sektora finansowego, ponieważ są to często projekty ryzykowne, ich potencjał komercjalizacyjny jest jeszcze nieznany i potrzebne są prace badawczo-rozwojowe. W Polsce szczególnie dynamicznie rozwija się sektor biotechnologii. Obecnie to ok. 300 firm i jednostek badawczych, z których większość to szybko rozwijające się młode spółki, tworzące innowacyjne rozwiązania. 

– Mamy kilka bardzo dobrych przykładów projektów urządzeń medycznych z obszaru biotechnologii, które pokazują, że w środowisku medycznym jest duże zainteresowanie tym obszarem. Mamy kilka aktywnych start-upów w tym ekosystemie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Włodzimierz Kuc, dyrektor Działu Inwestycji B+R w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

W Polsce działa ok. 300 firm i jednostek badawczych związanych z biotechnologią, z których większość to młode spółki, które dopiero się rozwijają i tworzą autorskie rozwiązania. Wiele z nich to firmy wsparte przez NCBR. Z raportu „Polskie start-upy” wynika, że większość początkujących firm finansuje działalność z własnych środków (68 proc.), to już 40 proc. deklaruje korzystanie ze wsparcia PARP i NCBR.

– Ciekawym projektem jest nowatorska igła do biopsji prostaty. Zespół z Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku uzyskał finansowanie z funduszu finansowanego przez NCBR. To  była koinwestycja dwóch funduszy, a następnie udało się uzyskać wsparcie z programu „Szybka ścieżka”. Inny przykład to gogle do leczenia wad wzroku, projekt wsparty z programu BRIdge Alfa – wymienia Włodzimierz Kuc.

NCBR przygotowało szereg konkursów, w ramach których firmy mogą się starać o dofinansowanie prac badawczo-rozwojowych. „Szybka ścieżka” pozwala rozpocząć proces badawczy już od wczesnych badań przemysłowych aż do osiągnięcia zaawansowanych prac rozwojowych. Dofinansowane mogą być także prace przedwdrożeniowe już po zakończeniu badań. To właśnie w ramach „Szybkiej ścieżki” może się rozwijać Bioceltix, który opracowuje weterynaryjne leki biologiczne oparte na mezenchymalnych komórkach macierzystych, czy SensDx, który opracował test do wykrywania wirusów i bakterii.

– Jest dużo projektów, które wymagają dużego nakładu, są najbardziej ryzykowne, nie uzyskają wsparcia inwestora prywatnego, gdyż ich potencjał komercjalizacyjny jest jeszcze nieznany i są potrzebne prace badawczo-rozwojowe. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju weźmie na siebie ciężar na tym etapie, gdzie ryzyko niepowodzenia projektu jest największe. Jesteśmy tak naprawdę firmą ubezpieczeniową, ubezpieczamy ryzyko naukowców – wskazuje dyrektor Działu Inwestycji B+R w NCBR.

Poziom wsparcia projektu w konkursie „Szybka  ścieżka” jest uzależniony od wielkości przedsiębiorstwa. Na największe wsparcie mogą liczyć mikro i mali przedsiębiorcy (do 80 proc.). Wsparcie można uzyskać również na prace przedwdrożeniowe, ściśle związane z realizowanym projektem – testy, certyfikaty, atesty. Do 16 grudnia przedsiębiorcy mogą składać wnioski o dofinansowanie w drugiej edycji konkursu z budżetem 1,05 mld zł.

Poza konkursami ze wsparcia NCBR będzie można korzystać także w ramach programu BRIdge Alfa, w którym centrum przeznaczyło ponad 2 mld zł na współfinansowanie najbardziej innowacyjnych projektów we wczesnej fazie rozwoju.

– Mamy przykład, gdzie fundusz zainwestował na bardzo, bardzo wczesnym etapie, ale później to wsparcie merytoryczne doprowadziło do takiego etapu rozwoju tego projektu, gdzie założyciele uzyskali kolejne wsparcie z programu „Szybka ścieżka” czy „Horyzont 2020”. I to pozwala im opracować ten produkt we współpracy z funduszem. Taka synergia pomiędzy profesjonalnymi zarządzającymi funduszem inwestycyjnym a naukowym zespołem, który aspiruje do globalnej firmy, która komercjalizuje nowe technologie w obszarze biotechnologii, to efekt, którego oczekujemy – tłumaczy ekspert.

Całkowity budżet wszystkich konkursów ogłaszanych przez NCBR w tym roku z funduszy europejskich w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój przekracza 4 mld zł. Młodzi przedsiębiorcy mogą korzystać też z innych programów na przyspieszenie rozwoju własnego biznesu i sfinansowanie firmy. Najczęściej są to instrumenty bezzwrotne, które nie wiążą się z oddawaniem udziałów.

– Start-upy z regionu Europy Środkowo-Wschodniej dzięki licznym programom uruchomionym w Polsce, takim jak ScaleUp, Poland Pride i fundusze, które zostały uruchomione dzięki programom NCBR-u czy PFR-u, przynoszą taki efekt, że jesteśmy ciekawym rynkiem. Możliwości finansowania w Polsce dzisiaj są wręcz wyjątkowe – podkreśla Włodzimierz Kuc.

Niedotlenienie w trakcie porodu zdarza się w Polsce częściej niż w UE. Kontrolowane obniżenie temperatury ciała noworodka zapobiegnie nieodwracalnym zmianom w mózgu

Niedotlenienie w trakcie porodu zdarza się w Polsce częściej niż w UE. Kontrolowane obniżenie temperatury ciała noworodka zapobiegnie nieodwracalnym zmianom w mózgu 4

Niedotlenienie okołoporodowe zdarza się średnio cztery razy na 1 tys. porodów i prowadzi do ciężkiej niepełnosprawności fizycznej i intelektualnej dziecka. Zapobiec im może hipotermia terapeutyczna, która polega na kontrolowanym obniżeniu temperatury ciała noworodka. Liczy się jednak czas, bo po sześciu godzinach zmiany w mózgu dziecka mogą być już nieodwracalne. Uniwersytet Medyczny w Poznaniu wspólnie z Grupą Generali wdrażają właśnie projekt, który pozwoli zastosować tę terapię już w trakcie transportu noworodka do szpitala. Projekt obejmie na razie trzy województwa, sprzęt trafi do karetek neonatologicznych w Poznaniu, Bydgoszczy i Zielonej Górze.

– Niedotlenienie okołoporodowe doprowadza do stanu, który nazywamy kwasicą metaboliczną i wiąże się ze zbyt małą ilością tlenu w tętnicach noworodka i zbyt dużym stężeniem dwutlenku węgla. W następstwie tych zmian niedotlenienie okołoporodowe doprowadza do ciężkiego uszkodzenia wielonarządowego – w tym przede wszystkim uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Jan Mazela z Katedry Neonatologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Niedotlenienie okołoporodowe to niewydolność oddechowa noworodka, która może wystąpić przed lub w trakcie porodu. Po przekroczeniu granicy 6 godzin od urodzenia zmiany powstałe w mózgu dziecka w wyniku niedotlenienia są już nieodwracalne. Mogą doprowadzić do niepełnosprawności fizycznej i intelektualnej, mózgowego porażenia dziecięcego, a w najgorszym wypadku również do śmierci.

W Polsce niedotlenienie okołoporodowe zdarza się średnio 4–6 razy na 1 tys. porodów. Ten wskaźnik jest wyższy niż średnia europejska, która waha się w przedziale 1–3.

– Kiedy dojdzie do niedotlenienia okołoporodowego, należy takiemu małemu pacjentowi zapewnić leczenie płynami dożylnymi i profilaktycznie zastosować terapię hipotermią. Badania wykazały, że to właśnie obniżenie temperatury ciała i temperatury mózgu może zapobiec dalszym uszkodzeniom komórek ośrodkowego układu nerwowego – mówi prof. Jan Mazela.

Wyniki leczenia dzieci dotkniętych niedotlenieniem okołoporodowym (tj. asfiksją) poprawia hipotermia terapeutyczna, która polega na kontrolowanym obniżeniu temperatury ciała noworodka. Jednak liczy się czas, w jakim takie leczenie zostanie wdrożone. Okno terapeutyczne to maksymalnie 6 godzin zanim zmiany w mózgu dziecka staną się nieodwracalne.

W Polsce jest tymczasem 28 ośrodków wyposażonych w stacjonarny sprzęt niezbędny do hipotermii terapeutycznej, gdzie noworodki mogą zostać poddane tej metodzie leczenia w trakcie hospitalizacji. Są to placówki o najwyższym stopniu referencyjności (III), położone w dużych miastach. To oznacza, że dzieci urodzone w mniejszych miejscowościach muszą dotrzeć do takiej placówki w kluczowych sześciu godzinach od porodu.

– Leczenie hipotermią jest bardzo specjalistyczną terapią, prowadzoną tylko przez wyspecjalizowane ośrodki, których w Polsce jest 28. Jeżeli dziecko rodzi się w miejscu, gdzie nie ma możliwości zastosowania takiego leczenia, to musi zostać do niego dowiezione. Terapia, aby była skuteczna, musi zostać rozpoczęta w ciągu 6 godzin. Dlatego najlepiej, aby została zastosowana już w transporcie, kiedy taki noworodek jedzie do ośrodka, gdzie można wdrożyć ją już stacjonarnie – precyzuje prof. Jan Mazela.

Na zastosowanie hipotermii terapeutycznej już w trakcie transportu noworodka do szpitala pozwoli wdrażany właśnie projekt, który jest efektem współpracy Generali Polska, Fundacji The Human Safety Net oraz Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Program obejmuje obecnie trzy województwa. W każdym województwie jedna karetka zostanie wyposażona w specjalistyczny sprzęt.

– Celem tej inicjatywy jest wsparcie transportu noworodków o system, który umożliwia hipotermię terapeutyczną. Dotyczy to przede wszystkim dzieci, które urodziły się jako wcześniaki, miały zbyt niską masę urodzeniową bądź właśnie tych, u których doszło do niedotleniania okołoporodowego. Hipotermia w trakcie transportu do ośrodka o wyższym stopniu referencyjności pozwala ograniczyć lub całkowicie wyeliminować skutki tego niedotlenienia – mówi prof. Ewa Wender-Ożegowska, prorektor ds. współpracy z zagranicą UM w Poznaniu.

W specjalistyczny sprzęt, ufundowany przez Generali i fundację The Human Safety Net zostaną wyposażone karetki neonatologiczne, które trafiły do trzech szpitali: w Poznaniu, Zielonej Górze oraz Bydgoszczy.

– Jesteśmy dumni, że Generali Polska może być częścią tego wyjątkowego projektu. Ubezpieczenia to nie tylko biznes, lecz także sposób myślenia o świecie i misja społeczna. Niezwykle ważne jest dla nas życie i zdrowie innych. W DNA Generali wpisana jest także pomoc, dlatego wraz z The Human Safety Net i Uniwersytetem Medycznym w Poznaniu postanowiliśmy połączyć siły, aby pomóc noworodkom, które rodzą się z niedotlenieniem. W Polsce możemy zrobić wiele dobrego w tym zakresie i realnie wpływać na lepszą przyszłość tych najbardziej bezbronnych – noworodków, zapobiegając ich niepełnosprawności, a nawet śmierci – mówi Andrea Simoncelli, prezes zarządu Generali Polska.

W ciągu roku od uruchomienia projektu lekarze i eksperci ocenią jego efektywność i sprawdzą, czy faktycznie skrócił się czas wdrożenia hipotermii terapeutycznej u noworodków, których stan tego wymagał. Natomiast po 18 miesiącach ocenią ich rozwój i sprawdzą, jak wpłynęło na niego wczesne zastosowanie tej metody leczenia.

– Bez odpowiedniego finansowania ze strony Generali ten projekt nie zostałby wprowadzony, a na pewno nie tak szybko. To wsparcie finansowe ma na celu zakup sprzętu i późniejsze szkolenia dla lekarzy, wprowadzenie odpowiedniej infrastruktury i dokumentacji, które pozwolą tę terapię prowadzić w sposób dokładny – mówi prof. Jan Mazela.

Jak podkreśla prezes Generali Polska Andrea Simoncelli, projekt prowadzony we współpracy z UM w Poznaniu i fundacją Human Safety Net jest częścią szerokiej, CSR-owej strategii grupy.

– Generali jest jednym z największych towarzystw ubezpieczeniowych na świecie, z czym wiąże się działanie w sposób społecznie odpowiedzialny. W krajach, w których prowadzimy działalność, naszym obowiązkiem jest wspieranie lokalnych potrzeb, w szczególności rodzin, które w przyszłości będą naszymi partnerami na całe życie – mówi Andrea Simoncelli.

Działalność fundacji The Human Safety Net, należącej do Grupy Generali, skupia się m.in. na wsparciu rodzin i zdrowia noworodków. Obecnie projekt fundacji realizowany jest w 20 z 50 krajów, w których działa Generali.

– Pomoc noworodkom to jeden z trzech obszarów naszej działalności. Dlatego jesteśmy zadowoleni, że w ramach programu, realizowanego w Polsce wspólnie z Ginekologiczno-Położniczym Szpitalem Klinicznym w Poznaniu, możemy szybko dotrzeć do coraz większej liczby dzieci, podnosząc szanse na ich skuteczne leczenie – mówi Emma Ursich, dyrektor Fundacji The Human Safety Net. – Na rzecz zdrowia noworodków działamy również m.in. w Czechach, na Węgrzech i oczywiście w Polsce. W każdym z tych krajów współpracujemy ze środowiskiem medycznym, aby rozpoznać potrzeby i zapewnić możliwie najlepszą opiekę nowo narodzonym dzieciom.

Niestabilność przepisów daje się we znaki przedsiębiorcom. Tylko przez ostatnie cztery lata prawo podatkowe było nowelizowane ponad 70 razy

Niestabilność przepisów daje się we znaki przedsiębiorcom. Tylko przez ostatnie cztery lata prawo podatkowe było nowelizowane ponad 70 razy 5

Stabilność regulacyjna to kluczowy czynnik wpływający na poziom inwestycji przedsiębiorstw. Tymczasem w ciągu ostatniej kadencji Sejmu prawo podatkowe było nowelizowane ponad 70 razy, energetyczne – 36 razy. Aż ¼ ustaw istotnych dla przedsiębiorców w ogóle nie była im znana przed wpłynięciem do Sejmu, a średnio jedna na trzy była uchwala w pośpiechu – podkreślają eksperci Pracodawców RP. Efektem jest chaos i dodatkowe, nieuwzględnione wcześniej po stronie przedsiębiorców koszty, które w największym stopniu uderzają w mały i średni biznes.

– Kluczową kwestią jest to, że w Polsce tworzy się bardzo dużo prawa, ta liczba z roku na rok jest coraz większa. Niektórzy przeliczają to na liczbę godzin, jaką przedsiębiorcy musieliby spędzić, żeby przeczytać te wszystkie projekty aktów prawnych. Ale nie idzie o ilość, ale jakość stanowionego prawa, które później nie podlega szerokiej interpretacji, jest omijane albo często są to wręcz martwe przepisy – mówi Arkadiusz Pączka, zastępca dyrektora generalnego Pracodawców RP.

Jak wynika z raportu „Podsumowanie VIII kadencji Sejmu RP”, opracowanego przez Pracodawców RP – w ciągu ostatnich czterech lat posłowie zgotowali podatnikom legislacyjny potop. W tym czasie ustawę o podatku dochodowym od osób fizycznych nowelizowano ponad 70 razy, prawo energetyczne – 36 razy, a telekomunikacyjne – 24 razy.

– Podsumowaliśmy VIII kadencję Sejmu w trzech obszarach, istotnych dla prowadzenia biznesu, czyli dla przedsiębiorców. To szeroko rozumiane prawo gospodarcze, prawo pracy i prawo podatkowe. Jest to ocena całej kadencji Sejmu – tworzenia przepisów, ich stosowania, ale także konsultacji społecznych, czyli tego, jak rząd konsultuje projektu ustaw ze stroną społeczną, organizacjami pozarządowymi. Można tutaj wskazać na szereg problemów, nazywamy je grzechami polskiej legislacji – mówi Arkadiusz Pączka.

Eksperci Pracodawców RP wzięli pod lupę ustawy przyjęte od listopada 2015 roku do sierpnia br., które miały największy wpływ na biznes. Jak wskazują, nowe przepisy zbyt często były uchwalane w pośpiechu i bez poszanowania zasad dialogu społecznego, co powodowało konieczność ciągłych poprawek.

Jak wynika z raportu, w pierwszym roku kadencji Sejmu nierzetelne konsultacje społeczne dotyczyły 39 proc. ustaw, w ostatnim ten odsetek wzrósł już do 57 proc. Nierzetelne konsultacje to najczęściej ich brak w ogóle albo skracanie ich terminu poniżej ustawowych 30 dni (w szczególnych przypadkach można skrócić ten czas do 21 dni).

– Rządzący w dużej mierze są przekonani o słuszności swoich propozycji. Dopiero później często okazuje się, że te przepisy są martwe albo przedsiębiorcy inaczej stosują się do tych regulacji – podkreśla Arkadiusz Pączka – Dlatego przyjmowanie uwag partnerów społecznych jest kluczowe, bo one często płyną od praktyków biznesu. Ważne, żeby przeprowadzać te konsultacje społeczne, rozmawiać z przedsiębiorcami i stroną związkową na temat projektowanych rozwiązań. Trzeba pamiętać, że my – jako Rada Dialogu Społecznego – możemy te projekty później zaskarżyć, występować o opinie także na forum międzynarodowym. I są takie projekty ustaw, które w naszej opinii są sprzeczne z aktualnymi przepisami prawa.

Eksperci wskazują, że ¼ ustaw istotnych dla przedsiębiorców w ogóle nie była im znana przed wpłynięciem do Sejmu. Co więcej, średnio jedna na trzy ustawy była uchwala w pośpiechu. Sztandarowym przykładem jest poselski projekt ustawy ustanawiającej dzień 12 listopada dniem wolnym od pracy. Wniesiono go do Sejmu pod koniec października, a przedsiębiorcy dopiero 7 listopada zyskali pewność, że mają się przygotować na dzień wolny za niecały tydzień.

Inny przykład to rządowy projekt ustawy zamrażającej ceny prądu – wniesiony do Sejmu krótko Wigilią Świąt Bożego Narodzenia i uchwalony podczas specjalnego, kilkugodzinnego posiedzenia Sejmu już 28 grudnia ub.r. Eksperci określają je mianem tzw. ustaw instant – gotowych do spożycia w ciągu kilku, najdalej kilkunastu dni od wniesienia ich do Sejmu.

– Zdarza się też dużo błędów legislacyjnych, które występują nawet po przyjęciu projektu ustawy przez Sejm. My często podnosimy te błędy, zwracamy uwagę na różne lapsusy językowe, które pojawiają się w projektach ustaw. Podnosimy też zarzut tajności projektów. Bywa, że o projekcie – który jako partnerzy społeczni powinniśmy otrzymać – dowiadujemy się dopiero z posiedzenia Sejmu, z Komisji Sejmowej – mówi Arkadiusz Pączka.

Jak podkreśla, efektem takiego trybu uchwalania nowych przepisów jest chaos, konieczność kryzysowego reagowania i dodatkowe, nieuwzględnione wcześniej koszty po stronie przedsiębiorców, które w największym stopniu uderzają w mały i średni biznes.

– Oni nie mają służb prawnych, nie mają szeregu prawników. Często jest tak, że po prostu księgowa informuje, że zmieniły się przepisy w tym i w tym obszarze i trzeba zmodyfikować działalność. A to oznacza koszty, o których przedsiębiorcy dowiadują się po fakcie. Oczywiście są duże firmy, które zatrudniają wyspecjalizowane kancelarie i one próbują dostosować się do obowiązujących regulacji. Ale często są to źle przemycone rozwiązania – mówi Arkadiusz Pączka.

Eksperci Pracodawców RP zwracają też uwagę na to, że w ostatnich czterech latach nowe przepisy często były uchwalane bez koncepcji ani jasnego celu tego działania. Świadczą o tym głębokie zmiany w projektach rządowych już na etapie prac sejmowych – czego przykładem są m.in. koleje ustawy o podatku handlowym i wielomiesięczne dyskusje na temat podatku jednolitego.

Większa przejrzystość i poszanowanie zasad dialogu społecznego przy uchwalaniu kolejnych przepisów są o tyle istotne, że stabilność regulacyjna to kluczowy czynnik wpływający na poziom inwestycji. Nieustanne poprawki i uchwalanie prawnych bubli utrudniają przedsiębiorcom ich planowanie, uderzając tym samym w całą gospodarkę.

Przedsiębiorcy chcieliby mieć stabilne prawo. Jeżeli otoczenie prawne jest przewidywalne i stabilne – to przedsiębiorcy wiedzą, jak planować swój biznes, i wiedzą, że można zainwestować. To dotyczy również inwestycji zagranicznych. Dzisiaj biznes dość łatwo alokować do innego kraju, gdzie otoczenie prawne jest na dużo wyższym poziomie niż w Polsce. Chcemy, żeby przedsiębiorcy z dużym wyprzedzeniem wiedzieli o kolejnych zmianach w prawie – zwłaszcza w prawie podatkowym, w prawie pracy czy w prawie gospodarczym. Wtedy łatwiej jest planować, rozważać potencjalne inwestycje i łatwiej jest tworzyć tę wartość dodaną dla całej gospodarki – podkreśla Arkadiusz Pączka, zastępca dyrektora generalnego Pracodawców RP.

Elektrownia jądrowa w Idaho posłuży nie tylko do produkcji energii, lecz także wodoru. Na pierwszą polską elektrownię jądrową zaczekamy jeszcze kilkanaście lat

Elektrownia jądrowa w Idaho posłuży nie tylko do produkcji energii, lecz także wodoru. Na pierwszą polską elektrownię jądrową zaczekamy jeszcze kilkanaście lat 6

Reaktory lekkowodne mogą posłużyć nie tylko do produkcji energii na potrzeby ciepłownictwa, lecz także zasilić proces elektrolizy w produkcji wodoru. Dzięki temu powstanie paliwo, które napędzi zeroemisyjny transport. Tego typu elektrownia atomowa powstanie najprawdopodobniej w Idaho. Tymczasem w Polsce wciąż nie działa żadna taka elektrownia. Pierwsza rozpocznie produkcję nie wcześniej, niż w 2033 roku, podczas gdy np. w Czechach energetyka jądrowa zaspokaja obecnie ponad jedną trzecią zapotrzebowania na energię.

– Pojawił się projekt pierwszej elektrowni jądrowej o mocy 700 MW. Elektrownia na 99 proc. powstanie w Idaho w Stanach Zjednoczonych. Najbliższe lata pokażą, czy rynek to kupi, czy będą zamówienia. Duża firma koreańska zainwestowała w to ponad miliard dolarów – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Ludwik Pieńkowski, prof. nadzw. na Wydziale Energetyki i Paliw Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Amerykański Departament Energii ogłosił niedawno, że Idaho National Laboratory będzie współpracować z FirstEnergy Solutions z siedzibą w Akron, a także z operatorami w Minnesocie i Arizonie. W ramach umowy FirstEnergy Solutions opracuje hybrydowy system energii z reaktorem lekkowodnym, który posłuży do produkcji wodoru. Reaktor zasili flotę transportu zbiorowego w Ohio.

– Technologia lekkowodna jest jedyną, która udowodniła, że może być przydatna dla energetyki. Wszystkie inne technologie nie udowodniły tego. Najbliżej były reaktory prędkie sodowe, ale nie mają takich osiągnięć, są za drogie. W tym przypadku wykorzystywana jest technologia lekkowodna, ale inaczej zorganizowana. Nie jest to jeden duży reaktor, a 12 małych, ale za to umieszczonych w jednym basenie, pod jednym dachem – wyjaśnia prof. Pieńkowski.

Reaktory lekkowodne mogą być wykorzystywane nie tylko do produkcji wodoru. Czeski konglomerat komunalny, Grupa ČEZ, współpracuje z NuScale Power nad stworzeniem nowej modułowej elektrowni jądrowej z reaktorem lekkowodnym, który będzie wykorzystywany do wytwarzania energii głównie na potrzeby ciepłownictwa. Projekt ten ma wzmocnić wykorzystanie nowych technologii w celu zaspokojenia rosnącego zapotrzebowania na energię zeroemisyjną.

Z danych Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej wynika, że już dziś w Czechach 34,5 proc. energii jest produkowane w elektrowniach jądrowych. W Polsce nie działa jeszcze żadna. Zgodnie z założeniami Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku pierwsza polska elektrownia atomowa ma zacząć działalność do 2033 roku. Pierwszy blok jądrowy ma mieć moc od 1 do 1,5 GW. Kolejnych pięć ma powstać w ciągu kolejnej dekady. Łącznie polska energetyka jądrowa ma mieć moc sięgającą od 6 do 9 GW.

Aby to się stało, niezbędne jest opracowanie modelu finansowania inwestycji oraz wybór technologii i wykonawcy projektu. Lokalizacja będzie natomiast determinowana głównie dostępem do wody chłodzącej. Potencjalne miejsca powstania polskich elektrowni jądrowych to tereny Wybrzeża lub Polski Centralnej.

– Polska powinna pójść w stronę programu odpowiedzialnego. Nie powinniśmy porzucać energetyki jądrowej. Trzeba stworzyć program rozliczalny, w którym byłyby konkretne zadania, pieniądze i cele do osiągnięcia. Prace powinny następować systematycznie, nie na zasadzie: szybka decyzja, przetarg i rozpoczęcie budowy. Tak nikt tego nie robi – zauważa ekspert z AGH.

Reakcje rynków na wyrok TSUE

Poznaliśmy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie kredytów frankowych. Jest on korzystny dla kredytobiorców, ale nie aż tak, jak część z nich miała nadzieję. Jak zareagowały rynki na wiadomość o kompromisowym wyroku?

Główne reakcje widzieliśmy na giełdzie. Akcje dużych banków najbardziej zaangażowanych w akcję kredytową we frankach szwajcarskich gwałtownie zmieniały swoją wartość, by finalnie zakończyć blisko punktu wyjścia. Dobrym przykładem jest Bank Millennium, którego akcje tuż po wyroku wzrosły do 6,1 złotego, następnie spadły złotówkę po czym wróciły w okolice 5,7 złotego. Najwięcej zyskał Getin Bank, który od rana jest ponad 10% na plusie. Cały indeks WIG Banki jest jednak po skokach w górę i w dół, podobnie jak wspomniany bank, blisko punktu wyjścia.

Na walutach czuć było pewne poczucie stabilizacji. Wyrok, który nie jest aż tak niekorzystny dla polskiego systemu bankowego jak sądzono, dał odetchnąć złotemu. Rano euro kosztowało 4,36 złotego, przez moment staniało nawet do 4,33 złotego, by odbić i zatrzymać się poniżej 4,35 złotego. Frank znajduje się dwa grosze poniżej dzisiejszego otwarcia na poziomie 3,97 złotego. Powodem przeceny jest również ruch na parze euro do franka co dowodzi ważności tej decyzji nie tylko dla naszego rynku krajowego. Głównym powodem zyskiwania przez złotego jest fakt, że inwestorzy byli przygotowani na gorszy scenariusz.

Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy Currency One, operatora serwisów Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Internetowe zakupy kończą 25 lat. Pięć przewidywań na najbliższe pięć lat e-handlu

  • W 1994 roku przeprowadzono pierwszą na świecie bezpieczną transakcję online przy użyciu karty bankowej[1].
  • Dzisiaj polski rynek e-commerce ma około 18 mln użytkowników i jest wart około 12 mld dolarów[2].
  • Prawie połowa polskich konsumentów (46 proc.) przyznaje, że zakupy online zajmują im znacznie mniej czasu niż kupowanie w sklepie tradycyjnym, a dla 42 proc. są również tańsze[3].
  • Sztuczna inteligencja, rosnąca świadomość konsumenta, social commerce i cyberbezpieczeństwo to obszary, które będą kształtować e-handel w nadchodzącej przyszłości.

Elektroniczny handel miał swój początek 25 lat temu, w sierpniu 1994 roku. Przedmiotem pierwszej bezpiecznej transakcji online, o której wiemy, był solowy album Stinga „Ten Summoner’s Tales”. Teraz, ćwierć wieku później, e-commerce zmieniło wszystko: sposób kupowania, podróży, jedzenia czy nawet prowadzenia biznesu. Życie konsumentów stało się zdecydowanie łatwiejsze. Jaka przyszłość teraz czeka e-handel?

  1. Nie tylko towar się liczy – także idea

Konsumenci będą zwracać uwagę nie tylko na to, co kupują, ale również wartości i wizje firm, które stoją za sprzedawanymi towarami. Istotne dla nich będzie również to, czy swoimi zakupami wspierają krajową gospodarkę, kulturę lub społeczności lokalne. Ponad dwie trzecie przedstawicieli polskiej Generacji Z (69 proc.) chętniej kupuje przedmioty od firm, które angażują się i wspierają inicjatywy społeczne, a połowa konsumentów w tym przedziale wiekowym jest w stanie zapłacić więcej za towar z uwagi na postawę oraz odpowiedzialność społeczną producenta[4].

  1. Sztuczna inteligencja, prawdziwe doświadczenie

Sztuczna inteligencja będzie częściej obecna w naszym codziennym życiu. Wraz z rosnącą ilością przetworzonych danych, algorytmy wykorzystujące AI stworzą coraz więcej możliwości, również w e-handlu. Już 78 proc. marek wdrożyło rozwiązania AI oraz VR lub planuje to zrobić do 2020 roku, aby lepiej służyć klientom[5]. Efektem są m.in. spersonalizowane rekomendacje produktów widoczne na stronach sklepów lub w newsletterach. Z czasem e-sklepy będą mogły zaoferować klientom także możliwość przymierzenia ubrań z pomocą wirtualnej rzeczywistości.

  1. Zakupy społecznościowe

Konsumenci wychowani w erze e-commerce czy m-commerce mają coraz większe oczekiwania – chcą, aby firmy wychodziły im naprzeciw i były tam, gdzie są klienci. A współczesna generacja konsumentów spędza ponad dwie godziny dziennie na portalach społecznościowych[6]. Social commerce to nie tylko ogłoszenia o sprzedaży lub kupnie używanych produktów, ale także możliwość kupowania oryginalnych towarów bezpośrednio z poziomu tych witryn. Czterech na dziesięciu użytkowników sieci sprawdza na portalu społecznościowym towar, który chce kupić w sklepie[7]. Wraz z rozwojem możliwości promocji produktów w mediach społecznościowych, jeszcze silniejsza ekspansja sklepów online do tej sfery jest tylko kwestią czasu.

  1. Okno na e-świat dla MŚP

Handel online niezmiennie oferuje małym i średnim przedsiębiorstwom niesamowite możliwości rozwoju. Wciąż jednak nie są one w pełni wykorzystywane – w Polsce tylko 13 proc. firm tego rozmiaru sprzedaje swoje produkty oraz usługi w sieci. Tymczasem, jak wynika z danych PayPal, podmioty sprzedające transgranicznie odnotowują znacznie większą dynamikę wzrostu (14,3 proc.) w porównaniu do tych, które działają tylko lokalnie (2 proc.)[8]. Potencjał rynku jest ogromny, szczególnie jeśli bierze się pod uwagę możliwość dotarcia do klientów z każdego zakątka świata ­– już w tym roku wartość globalnego e-handlu ma wynieść prawie 2 bln USD[9].

  1. Stała czujność

Bezpieczeństwo danych już teraz jest podstawą funkcjonowania e-handlu – z biegiem czasu będzie ono jeszcze istotniejsze dla obu stron transakcji. Wraz z rosnącą świadomością dotyczącą prywatności w sieci, akty prawne takie jak RODO czy PSD2 zapewniają konsumentom narzędzia do ochrony wrażliwych danych, jednocześnie dotkliwiej karząc sklepy za zaniedbania w zakresie cyberbezpieczeństwa. Kluczowe jednak będzie utrzymanie równowagi między wysokimi standardami bezpieczeństwa a komfortem korzystania z usług.

Jeszcze 25 lat temu nikt nie pomyślałby, że sklepy online będą mogły kiedykolwiek w pełni zastąpić tradycyjne. Jednak dzięki sztucznej inteligencji, wirtualnej rzeczywistości i najnowszym osiągnięciom technologii coraz bardziej zbliżamy się do przełomowego momentu. A nie czeka nas spowolnienie rozwoju rynku – wręcz przeciwnie, firmy będą tylko prześcigać się w udoskonalaniu procesu kupowania, aby usatysfakcjonować klientów.

[1] Shopify

[2] Forrester

[3] Gemius i Izba Gospodarki Elektronicznej

[4] Accenture & FashionBiznes.pl

[5] Oracle

[6] Statista

[7] Statista

[8] PayPal

[9] Statista

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – wrzesień 2019 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 26,3% rdr do 16,1 mld zł we wrześniu 2019 r.
  • Wzrost łącznej wartości obrotu akcjami na rynku NewConnect o 51,5% rdr do poziomu 174,1 mln zł we wrześniu 2019 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 14,4% rdr do poziomu 824,1 tys. szt. we wrześniu 2019 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 13,8% do poziomu 26,5 TWh we wrześniu 2019 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 38,5% rdr do 11,9 TWh we wrześniu 2019 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) na rynku spot o 93,4% rdr do 33,8 ktoe we wrześniu 2019 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 17,1 mld zł we wrześniu 2019 r., czyli o 32,1% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła we wrześniu 2019 r. o 26,3% rdr do poziomu 16,1 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła we wrześniu 2019 r. 768,8 mln zł, o 29,8% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec września 2019 r. wyniosła 57 320,30 pkt i była o 2,8% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect we wrześniu 2019 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 51,5% rdr do poziomu 174,1 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect we wrześniu wzrosła o 68,2% rdr i wyniosła 172,6 mln zł.

We wrześniu 2019 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 824,1 tys. szt., czyli o 14,4% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 0,2% rdr do poziomu 445,7 tys. szt., a wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 69,3% rdr do 229,9 tys. szt. We wrześniu 2019 r. obroty opcjami wzrosły o 56,4% rdr do poziomu 26,0 tys. szt.

We wrześniu 2019 r. zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 104,8% rdr do poziomu 144,2 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 25,6% rdr do 16,3 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 92,8 mld zł na koniec września 2019 r. wobec 83,1 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła we wrześniu 2019 r. o 78,8% rdr do poziomu 276,3 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła we wrześniu 2019 r. 18,4 mld zł wobec 40,5 mld zł rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym we wrześniu 2019 r. wyniósł 26,5 TWh, co oznacza spadek o 13,8% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 25,5% rdr do poziomu 2,7 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 16,7% rdr do poziomu 23,8 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł we wrześniu o 38,5% rdr do 11,9 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 72,7% do poziomu 1,5 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 43,6% rdr do poziomu 10,5 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł we wrześniu 2019 r. 1,7 TWh, co oznacza spadek o 57,5% rdr. Wrześniowe dane w tej linii biznesowej są jednak nieporównywalne rdr z uwagi na zakończenie notowań certyfikatów kogeneracyjnych, które nastąpiło w czerwcu 2019 r.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wzrósł o 93,4% rdr osiągając we wrześniu 2019 r. poziom 33,8 ktoe[3].

Kapitalizacja 409 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec września 2019 r. wyniosła 551,13 mld zł (126,01 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 458 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec września 2019 r. 1 112,6 mld zł (254,4 mld EUR).

Na rynku NewConnect we wrześniu tego roku zadebiutowały spółki: Carpathia Capital (wartość oferty 750 tys. zł), e-XIM IT (wartość oferty 44 tys. zł) oraz Red Dev Studio (wartość oferty 1,13 mln zł).

Na rynku Catalyst we wrześniu 2019 r. zadebiutowały obligacje miasta Zduńska Wola (wartość oferty 12,5 mln zł), miasta Sanok (wartość oferty 18 mln zł) oraz miasto Radomsko (wartość oferty 30 mln zł).

We wrześniu 2019 r. na GPW odbyły się 21 sesje giełdowe, w porównaniu do 20 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Płaca minimalna wzrośnie, czy to dobry pomysł?

Płaca minimalna stała się w Polsce już jakiś czas temu przedmiotem dyskusji, głównie w środowisku politycznym, ale też wśród pracodawców i pracowników. Jej wzrost obserwujemy nieprzerwanie niemal od 20 lat, a wpływ ma nie tylko na zwiększenie zasobności portfeli najmniej zarabiających. Niesie ze sobą o wiele większe skutki i choć zapowiedziano jej wyraźne podniesienie, to do poziomów zachodnioeuropejskich i tak nam wciąż daleko.

Wzrost coraz szybszy

Płaca minimalna na przestrzenni ostatnich dwóch dekad nie wzrosła tylko raz – w 2002 r. Ponieważ rok dwutysięczny wielu z nas pamięta, warto też sobie przypomnieć ile wtedy zarabiali ci najsłabiej opłacani. Było to około 700 złotych brutto. „Na rękę” pracownik dostawał trochę więcej niż 550 złotych za miesiąc pracy. Zestawienie tej kwoty z głośno wypowiedzianą już sumą 4000 brutto na koniec 2023 może więc robić piorunujące wrażenie. To jednak mimo wszystko 23 lata różnicy, czyli całe pokolenie, a przy okazji w tym czasie będziemy już niemal 20 lat w Unii Europejskiej. Po drodze pokonywaliśmy kolejne progi. W 2008 r. najniższą krajową ustalono na poziomie 1126 złotych, cztery lata później doszliśmy do poziomu 1500 złotych. Od stycznia 2020 osiągniemy poziom 2600 złotych. Płaca minimalna od lat oscyluje na poziomie niewiele ponad 40% średniej krajowej. Związki zawodowe dążą do tego, by sięgała przynajmniej jej połowy. Dziś, w zależności od miesiąca, średnia przekracza 5100 złotych brutto. Wydaje się zatem, że w przyszłym roku wyraźnie zbliżymy się do poziomu 50%. Wybiegając w 2023 i trzymając się tych założeń wyglądałoby na to, że będziemy zarabiać średnio 8000 zł brutto? Czy to realny poziom?

– Pensje w Polsce rosną ostatnio o około 7 procent rocznie. Jeśli ten wzrost zostanie utrzymany w najbliższych latach, to na początku 2024 roku przeciętne wynagrodzenie powinno wynosić 7200 brutto – wylicza Agnieszka Książek, dyrektor departamentu marketingu Vienna Life TU na Życie S. A. Vienna Insurance Group.

Unia – czyli dwa światy

Choć ceny w naszym kraju na tle starej Unii są wciąż zauważalnie niższe, to różnica nie jest już znacząca. Szczególnie, jeśli porównamy ceny z dużych polskich miast do tych za granicą. Widać to bardzo dobrze w wielkich marketach obecnych w całej Europie. W wielu przypadkach ceny są bardzo zbliżone. By jeszcze dobitniej pokazać jak to wygląda wystarczy przyjrzeć się kosztowi paliwa. Dużo podróżujemy po Europie, więc możemy to zestawić. Paliwo w Polsce (Pb95) kosztuje średnio 5 złotych za litr. Dla przykładu w Austrii  – 1.30 euro czyli 5.60, we Francji 10 eurocentów więcej. Różnice w najniższych wynagrodzeniach są dużo większe. I właśnie mieszkańcy Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Belgii, Holandii, Irlandii i Luksemburga dostają miesięcznie przynajmniej 1500 euro. Nasza płaca minimalna wynosi dziś 520 euro. Czyli mniej więcej tyle ile w Chorwacji, Czechach czy na Słowacji. W Grecji to prawie 700 euro, w Portugalii nieco więcej, na Malcie ponad 760, a Słoweńcy mają już gwarancję 890 euro miesięcznie.

– Polacy zarabiają coraz więcej, jednak niepokoi, że nie ma to większego odzwierciedlenia w gromadzonych oszczędnościach. Według danych Eurostatu przeciętne gospodarstwo domowe w Polsce w trzecim kwartale 2018 roku odłożyło 0,73 proc. swoich dochodów. Mniej oszczędzają tylko Hiszpanie i Portugalczycy, którzy są wręcz na minusie – dodaje Książek.

Pensja minimalna i jej wpływ na gospodarkę

Podwyżka dla pracowników to tylko początek, bo wiąże się ona z wieloma innymi aspektami. Wynagrodzenie obciążone jest kosztami, których pracownik nie widzi, bo nawet nie ma ich na umowie. Do wyliczeń przyjmijmy 2600 złotych, czyli kwotę pensji minimalnej z przyszłego roku. Pracownik na rękę dostanie 1877 złotych, a pracodawca zapłaci 3132. To koszt różnego rodzaju składek i podatków. Z każdej pensji minimalnej do państwa trafi więc 1255 złotych – prawie 200 złotych więcej niż w tym roku, a całkowity koszt pracodawcy wzrośnie o ponad 400.

– Pensja minimalna przekłada się także na wysokość wszelkiego rodzaju świadczeń i zasiłków, bo na jej podstawie są one wyliczane. Eksperci mówią także o znaczącym wpływie na wzrost cen. Inflacji nie da się jednak zaplanować. Można ją jedynie próbować przewidzieć. Dziś wynosi 2.9% i jest blisko górnej granicy akceptowanej przez Radę Polityki Pieniężnej – komentuje Agnieszka Książek.

Tekst powstał w ramach współpracy z ekspertami portalu edukacyjnego Viem.pl.

Wyrok TSUE to nie przycisk zagłady

Dziś o 9:30 Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyda orzeczenie w sprawie hipotek frankowych. W ostatnich dniach temat zelektryzował rynek złotego i czarne scenariusze były przerabiane na liczne sposoby. Sądzę jednak, że strach jest przesadzony, a może i spotęgowany potrzebą wygenerowania zmienności na przeważnie spokojnym rynku złotego.

Na rynku jest już tyle opinii na temat szczegółów i ewentualnych konsekwencji wyroku TSUE dla sektora bankowego i gospodarki, że nie będę ich powielał. Skupię się na tym, co może czekać złotego. Zgadzam się z opinią większości, że orzeczenie Trybunału nie będzie oznaczać natychmiastowych strat dla banków, czy zmusi ich do prędkiego pozbywania się transakcji zabezpieczających ryzyko kursowe związane z kredytami walutowymi. Cokolwiek negatywnego będzie wynikać z orzeczenia, prawdopodobnie skutki tego będą rozłożone w czasie na długo, a ewentualna ich skala będzie mniejsza niż wstępne obawy. Jestem w stanie zrozumieć strach Związku Banków Polskich, który mówił o stratach dla sektora bankowego dochodzących o 100 mld zł. Banki to zbyt poważne instytucje, by pozwalały sobie na niedoszacowanie ryzyka i w ich przypadku lepiej być gotowym na najgorszy scenariusz. Ale jednocześnie nie mogę dawać wiary tak wysokim liczbom, jeśli jest oczywistym, że wyrok TSUE nie zaoferuje jednego czerwonego przycisku zagłady, po naciśnięciu którego wszystkie frankowe umowy kredytowe zostaną natychmiast rozwiązane. Klienci muszą wyjść z inicjatywą złożenia pozwu, liczyć się z wielomiesięcznym procesem, jego kosztami i niepewnością wyroku. I nie zapominajmy o tym, że anulowanie umowy kredytowej oznacza konieczność zwrotu bankowi kwoty kredytu (pomniejszonej o już spłacone raty). Jeśli nie ma się wolnych kilkudziesięciu tysięcy franków albo nie chce się sprzedawać kredytowanego mieszkania, skłonność do złożenia pozwu będzie mniejsza.

No dobrze, ale jednak złoty osłabił się po informacji o terminie wyroku i pozostaje słaby, więc wyrok niesie jakieś ryzyko, prawda? Mój wewnętrzny cynizm pcha mnie w stronę tezy, że w każdej sytuacji rynki preferują zmienność nad stabilność, bo to na zmienności zarabia się pieniądze. Stąd lepiej jest rozegrać czynnik ryzyka poprzez wstępną reakcję i późniejsze odreagowanie niż zaniechać działania w oparciu o trzeźwą kalkulację. Ale jest też drugie wytłumaczenie, po którym są mniejsze szanse, że zostanę uznany za luantyka. Gdy ustalony został termin opublikowanie wyroku TSUE, możliwe stało się zawieranie transakcji zabezpieczających przed ewentualną deprecjacją złotego. Popyt na opcje walutowe EUR/PLN z zapadalnością za dwa tygodnie (licząc od 20 września) generował również presję na kurs spotowy. Popyt na opcje mógł brać się z chęci spekulacji, ale też konieczności zabezpieczenia ryzyka na innych aktywach złotowych (np. obligacjach). Ale to też oznacza, że osłabienie złotego z drugiej połowy września nie oznacza, że ryzyko negatywnego w skutkach wyroku nagle drastycznie wzrosło, a raczej może być skutkiem technicznych potrzeb uczestników rynku.

Jeśli tak było, to sam wyrok nie stanowi dodatkowego ryzyka dla złotego. Oczywiście nie można wykluczyć, że pierwsze nagłówki w serwisach informacyjnych będą celowo zawierały w sobie element szokującego przekazu, który stanie się pożywką dla spekulacyjnego uderzenia w złotego. Jednak po wstępnym szumie spodziewałbym się, że analiza szczegółów wyroku pozwoli na ostudzenia emocji, jak również przysłowiową „sprzedaż faktów”, która pozwoli złotemu na odreagowanie. Muszę jednak powtórzyć w tym miejscu, że pieniądze zarabia się na zmienności i z tego powodu czwartkowy handel może być chaotyczny, jeśli uczestnicy rynku uznają to za dobrą okazję do rozkręcania spirali strachu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zmiany w kredytach studenckich. Wnioski będzie można składać przez cały rok

0

Zmiany w kredytach studenckich. Wnioski będzie można składać przez cały rok 7

Kredyt studencki – ze względu na niskie oprocentowanie i długi okres spłaty – pozostaje najbardziej atrakcyjną formą finansowania zewnętrznego dla studentów i doktorantów. Od tego roku na studentów czekają ułatwienia – po pierwsze, nie muszą już składać wniosków do 20 października, bo nabór prowadzony jest w trybie ciągłym, po drugie, nie muszą już przygotowywać formularzy papierowych, bo mogą wnioskować online.

– Najważniejszą zmianą w kredytach studenckich wprowadzoną w 2019 roku jest możliwość składania wniosków w systemie ciągłym zamiast w akcjach kredytowych jak było dotychczas. Od złożenia wniosku bank ma 30 dni na podpisanie umowy, ewentualnie 60 dni, jeżeli przyczyna tego przesunięcia nie leży po stronie ani banku kredytującego, ani studenta – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Sawicki z Banku Gospodarstwa Krajowego.

Zgodnie z nowymi przepisami studenci i doktoranci mogą starać się o pomoc przez cały rok. Dotychczas wnioski w tej sprawie można było składać jedynie od 15 lipca do 20 października każdego roku, a umowę zawrzeć tylko do 31 grudnia. W przypadku kandydatów na studia umowa powinna zostać zawarta w ciągu 30 dni od złożenia zaświadczenia, które potwierdza status studenta lub doktoranta. Od tego roku łatwiej także jest złożyć wniosek. Dotychczas jedyną dopuszczalną formą składania dokumentów była forma papierowa. Teraz o kredyt można starać się bez wychodzenia z domu, jeśli wybrany bank udostępnił możliwość składania wniosku online

– O kredyt studencki mogą starać się studenci, którzy nie ukończyli 30. roku życia, oraz doktoranci, którzy nie ukończyli 35. roku życia. Ważne jest, żeby pamiętać, że dochód na osobę w rodzinie studenta w roku poprzedzającym nie może przekroczyć 2,5 tys. zł – przypomina Sawicki. – Kredyt studencki jest udzielony tylko raz na okres nauki, jest to 6 lat dla studentów, ewentualnie można przedłużyć taki kredyt o 4 lata na okres studiów doktoranckich.

Kredyt studencki jest wypłacany w comiesięcznych transzach w wysokości 400, 600, 800 lub 1000 zł przez 10 miesięcy w roku. Wysokość transzy można zmienić w trakcie trwania umowy.

– Kredyt studencki jest bardzo korzystny dla studenta ze względu na warunki spłaty. Przez 2 lata trwa karencja, więc spłatę kredytu rozpoczyna się w ciągu 2 lat po ukończeniu studiów. Odsetki, jakie student spłaca, wynoszą 0,5 stopy redyskonta Narodowego Banku Polskiego. Pozostałe odsetki umowne spłaca Bank Gospodarstwa Krajowego ze środków Funduszu Kredytów Studenckich – tłumaczy przedstawiciel BGK.

Koszty kredytu studenckiego są nieporównywalne do kredytów konsumpcyjnych. Oprocentowanie wynosi 1,2 stopy redyskonta Narodowego Banku Polskiego przy ok. 6–10 proc. przy standardowych kredytach gotówkowych.– Okres spłaty kredytu studenckiego wynosi dwukrotność czasu pobierania kredytu. Jeżeli student pobierał środki przez 40 miesięcy, spłaca przez 80 miesięcy w równych ratach miesięcznych. Kredyt studencki może być umorzony ze względu na bardzo dobre wyniki w nauce, ze względu na trudną sytuację życiową lub materialną – mówi Sawicki.

Bank Gospodarstwa Krajowego umarza 50 proc. kwoty kredytu tym studentom, którzy ukończą naukę w grupie do 1 proc. najlepszych absolwentów, 35 proc. w grupie 1,01–5 proc. najlepszych absolwentów i 20 proc. – w grupie od 5,01 proc. do 10 proc. najlepszych studentów.

– Aby uzyskać kredyt, student powinien udać się do jednego z banków, które mają podpisaną umowę o współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Obecnie jest to PKO BP, Pekao SA, Grupa SGB Bank oraz Bank Polskiej Spółdzielczości – wymienia Piotr Sawicki.

Sektor automotive coraz ważniejszy dla polskiej gospodarki. Generuje już 8 proc. PKB i stale rośnie

Sektor automotive coraz ważniejszy dla polskiej gospodarki. Generuje już 8 proc. PKB i stale rośnie 8

W Polsce cały sektor automotive rozwija się bardzo prężnie. To znaczący pracodawca i jedna z największych gałęzi gospodarki, która generuje ok. 8 proc. polskiego PKB. Przemysł motoryzacyjny przechodzi w tej chwili czwartą rewolucję przemysłową. Kluczowy wpływ na branżę mają technologie, które pozwalają optymalizować produkcję, oraz sztuczna inteligencja, napędzająca rozwój samochodów autonomicznych. Jak podkreślają eksperci, polska branża automotive nie ma wyboru i musi stawiać na innowacje, żeby utrzymać konkurencyjność w starciu z globalnymi graczami.

 Sektor motoryzacyjny w Polsce jest w bardzo dobrej kondycji. Generuje 8 proc. polskiego PKB i jednocześnie 21 proc. naszego eksportu. Natomiast jeżeli chcemy utrzymać wysoką pozycję w światowym łańcuchu dostaw, ten przemysł musi się ciągle rozwijać – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Kot, dyrektor sprzedaży Digital Industries w Siemens Polska.

Jak wynika z szacunków Polskiego Instytutu Ekonomicznego – w ubiegłym roku wartość polskiego eksportu motoryzacyjnego przekroczyła 31 mld euro. To jedna z największych gałęzi gospodarki i znaczący pracodawca. Za ok. 60 proc. całego sektora odpowiada eksport części i akcesoriów, co plasuje Polskę na 10 miejscu pod względem wielkości eksportu części na świecie. Producenci części (których według danych PAIiH działa w kraju około 1 tys.) zatrudniają w Polsce 147,4 tys. osób, co stanowi ponad 80 proc. miejsc pracy w całym przemyśle motoryzacyjnym.

 Branża automotive to dwa główne rodzaje firm. Pierwsza grupa to przedsiębiorstwa, które produkują samochody i podzespoły. Druga to wytwórcy urządzeń do produkcji, czyli linii przemysłowych, ciągów produkcyjnych, etc. Statystyki wskazują, że choć produkcja samochodów osobowych spada, to produkcja podzespołów rośnie. Nasza firma produkuje też urządzenia, dostarcza software i wszystko to, co jest potrzebne do produkcji podzespołów, więc rośniemy wraz z rynkiem – mówi Leszek Olejarz, wiceprezes AIUT.

Jak podkreśla, polskie firmy działające w obu obszarach muszą stawiać na innowacje, żeby dostosowywać się do zmieniającego rynku i utrzymać konkurencyjność. To powoduje prawdziwe zmiany na rynku.

– Jesteśmy w przełomowym momencie. Digitalizacja i sztuczna inteligencja rewolucjonizują naszą branżę, która z producenta aut staje się oferentem usług mobilności – dodaje dr Ewa Łabno-Falęcka, Dyrektor Komunikacji i Relacji Zewnętrznych, Mercedes-Benz Manufacturing Poland.

Branża motoryzacyjna przechodzi tzw. czwartą rewolucję przemysłową, którą napędzają cyfryzacja, nowe technologie i elektromobilność. Jednym z głównych trendów jest w tej chwili tzw. digital twin, czyli koncepcja cyfrowego bliźniaka.

 Polega ona na tym, że cały proces prototypowania samochodu – od planowania jego części aż po produkcję –odbywa się w przestrzeni wirtualnej. Takie podejście zdecydowanie obniża koszt całego procesu i skraca jego czas – mówi Michał Kot.

Koncepcja cyfrowego bliźniaka usprawnia pracę projektantów, inżynierów i techników serwisowych. Jest przeciwieństwem tradycyjnej metody prób i błędów stosowanej na prototypach, dzięki czemu pozwala uniknąć pułapek tradycyjnego projektowania. Stworzenie cyfrowego modelu produktu pozwala prawie bezkosztowo testować nowe wersje produktu czy modyfikacje rozwiązań technicznych.

Cyfrowy bliźniak znajduje to zastosowanie zarówno w projektowaniu samochodów, jak i ich podzespołów. Główną zaletą tej technologii w przemyśle są oszczędności. Według prognoz Gartnera do 2021 roku już nawet połowa dużych przedsiębiorstw przemysłowych będzie korzystała z rozwiązań w ramach digital twins, a ich zastosowanie pozwoli na zwiększenie wydajności nawet o 10 proc.

 Kolejny trend istotny dla rozwoju technologicznego w przemyśle samochodowym to tzw. virtual commissioning, czyli wirtualne uruchomienie. Pozwala na testowanie stanu samochodu czy stanu produkcji w komputerze, w przestrzeni wirtualnej. To skraca czas całego procesu, a przede wszystkim pozwala unikać błędów w praktyce, bo wszystko odbywa się w przestrzeni wirtualnej – mówi Michał Kot. – W przyszłości kluczowe dla sektora automotive będą też technologie oparte o internet rzeczy, czyli wymianę informacji pomiędzy czujnikami i poszczególnymi elementami samochodu a światem zewnętrznym. Pozwoli to np. połączyć komunikat o zużyciu paliwa z lokalizacją najbliższej stacji benzynowej i informacją o cenie benzyny.

Istotna dla rozwoju branży jest także sztuczna inteligencja. Mercedes już kilka lat temu na Salonie Motoryzacyjnym we Frankfurcie prezentował w pełni autonomiczną klasę S500 Hybrid, która przejechała ponad 100-kilometrową tzw. trasę Berthy Benz z Mannheim do Pforzheim, sprawnie pokonując po drodze ronda, przejścia dla pieszych, przejazdy kolejowe i skrzyżowania.

 Nowym przykładem jest tzw. moduł MB User Experience. Najprościej mówiąc, jest to system informacyjno-rozrywkowy, który opiera się na elementach sztucznej inteligencji, rozszerzonej rzeczywistości, 3D, obsługi głosowej, paneli dotykowych i gigabajtów pamięci RAM. Wystarczy komenda „Hi Mercedes” i system jest gotowy podnieść temperaturę w aucie czy podać informacje o prognozie pogody albo najlepszej pizzerii na trasie – mówi Ewa Łabno-Falęcka.

Dla rozwoju autonomicznych, połączonych pojazdów kluczowe będzie upowszechnienie sieci 5G, która zwiększy prędkość przesyłu danych nawet 100-krotnie.

 W rezultacie samochód stanie się prawdziwym mobilnym, autonomicznym, multimedialnym centrum komunikacji, informacji i rozrywki – mówi Ewa Łabno-Falęcka.

Wdrażanie nowoczesnych technologii w branży motoryzacyjnej i związane z tym wyzwania były jednym z tematów piątej edycji konferencji naukowo-technicznej Automotive, która odbyła się w Legnicy w dniach 26-27 września. Gospodarzami konferencji byli firma Siemens oraz Konfederacja Lewiatan Związek Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych.

W Polsce przybywa nowych firm biotechnologicznych. W tej branży na sukces rynkowy muszą czekać nawet kilka lat

W Polsce przybywa nowych firm biotechnologicznych. W tej branży na sukces rynkowy muszą czekać nawet kilka lat 9

Polska ma wiele atutów, takich jak wykwalifikowana kadra i zaplecze naukowo-badawcze, do tego by stać się jednym z liderów w dziedzinie life science. Znaczenie tego sektora podkreśla nawet rządowa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, a innowacyjnych spółek zajmujących się badaniami nad nowymi lekami i biotechnologią powstaje coraz więcej. Te na rynkowy sukces muszą czekać nawet kilka lat. Dlatego – jak podkreślają eksperci – ważne są również takie czynniki jak umiejętność radzenia sobie z porażkami oraz łączenie wiedzy i doświadczeń z różnych dziedzin.

Warunki dla rozwoju przedsięwzięć w dziedzinie life science są coraz lepsze. Jeszcze siedem lat temu to było praktycznie science fiction. W tej chwili uczelnie czują, że ten trzeci segment oprócz edukacji i nauki, czyli docieranie do gospodarki, jest bardzo ważny. Warunki do jego rozwoju są różne, czasami uczelnie są na to bardzo otwarte, zapewniając wsparcie w postaci własnych inkubatorów czy dedykowanych jednostek, które mają pomagać w ochronie własności intelektualnej, szukaniu partnerów czy budowaniu biznesplanu – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Bartłomiej Grobelski z Centrum Innowacji i Transferu Technologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Biotechnologia, która łączy m.in. medycynę, farmację, diagnostykę i telemedycynę z rozwiązaniami z zakresu IT i nowych technologii, jest jedną z najszybciej rozwijających się i najbardziej innowacyjnych branż polskiej gospodarki. W najbliższych latach Polski Fundusz Rozwoju zamierza przeznaczyć na ten sektor ok. 300 mln euro.

Polska ma wiele atutów, takich jak wykwalifikowana kadra i zaplecze naukowo-badawcze, do tego, by stać się jednym z liderów w dziedzinie life science. Innowacyjnych spółek zajmujących się badaniami nad nowymi lekami i biotechnologią powstaje coraz więcej. Część z nich odnosi międzynarodowe sukcesy i pozyskuje zagranicznych inwestorów. Na sukces rynkowy spółek z tego obszaru trzeba jednak czekać nawet kilka lat, ponieważ tyle trwają prace badawcze, badania laboratoryjne, certyfikacja i proces patentowania innowacyjnych rozwiązań.

Success story zdarzają się niezwykle rzadko. Mniej więcej co 7 lat w Łodzi jakiś start-up czy wynalazca buduje firmę, która rozwija się we własnym zakresie. W większości przypadków, po zderzeniu się z rzeczywistością, pojawia się rozczarowanie. Ale ci, którzy się jednak przemogą, spróbują własnych sił, znajdą inwestora, który pomoże im na starcie, odnoszą te sukcesy – mówi dr n. med. Bartłomiej Grobelski. – Dobrym przykładem jest firma Celther profesora Piotra Rieske, która zaczynała 12 lat temu i jest na dobrej ścieżce do stworzenia leku na nowotwory mózgu. W trakcie badań okazało się, że ich rozwiązania nadają się do opatrunków i dzisiaj mają świetnie prosperujący zakład produkcyjny. Inne przykłady to Proteon Pharmaceuticals czy Mabion, które też tu zaczynały i w tej chwili są dużymi firmami.

Jak podkreśla, dla start-upów, które dopiero raczkują w obszarze life science, warunkiem sukcesu jest umiejętność radzenia sobie z porażkami, które pojawiają się po drodze – zgodnie z zasadą „it’s okay to fail”, i dzielenie się swoimi doświadczeniami.

Warto wierzyć w siebie i mieć przekonanie, że to, co się robi, jest wartościowe. Jednocześnie trzeba wiedzieć, że nie zrobi się tego samemu. Jeżeli znajdzie się ktoś, kto zażąda 40 proc. własności nowej spółki za to, że zainwestuje własne środki czy znajdzie kanały dystrybucji, to można razem stworzyć coś wartościowego. Nie trzeba bać się podziału firmy, zaproszenia kogoś do stolika – mówi dr n. med. Bartłomiej Grobelski.

– W ciągu ostatniego roku kilkoro moich studentów założyło start-upy, więc widzę, od czego zależy ich sukces: otwarta głowa, odwaga, poszukiwanie przyjaciół w budowaniu multidyscyplinarnego zespołu, ponieważ sam student medycyny nie osiągnie sukcesu, jeżeli nie dogada się z kolegami z prawa, elektroniki, informatyki czy jakiegokolwiek innego działu inżynierii. Ale przede wszystkim trzeba znaleźć cel, który jest na tyle atrakcyjny, żeby zgromadzić taką drużynę wokół, i przekonać siebie i innych, że warto poświęcić swój czas i pewne ryzyko, również finansowe, dla osiągnięcia tego celu – dodaje dr hab. Zbigniew Nawrat, prof. IPS, prezydent Międzynarodowego Stowarzyszenia na Rzecz Robotyki Medycznej, dyrektor Instytutu Protez Serca Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im prof. Zbigniewa Religi.

Jak podkreśla, sektor life science wymaga połączenia wiedzy i doświadczenia z różnych dziedzin, m.in. inżynierii, medycyny, ekonomii, ale równie ważnym czynnikiem sukcesu jest oprawa medialna i promocyjna, uzyskanie społecznego wsparcia dla projektu.

Niestety, Polska nie jest najlepszym krajem, jeśli chodzi o poszukiwanie wsparcia finansowego, bo nie mamy milionerów rencistów, nie mamy kapitału dla takich odważnych przedsięwzięć. Ale poszukiwanie gdzieś daleko też wcale nie jest takie proste z wielu różnych względów. W związku z tym radzę te swoje działania budować sukcesywnie, cały czas dyskutując z potencjalnymi użytkownikami – mówi prof. Zbigniew Nawrat.

W tym ubiegłym tygodniu w Łodzi odbyła się konferencja EU-MED SUMMIT pierwsza w Polsce impreza dedykowana life science, skupiająca specjalistów, inwestorów, przedstawicieli biznesu, nauki i administracji. Jej organizatorzy podkreślają, że duże zainteresowanie rozwojem technologii w sektorze life science i inwestycjami w start-upy z tego sektora jest widocznie zarówno w Polsce, jak i na świecie. Jednak dotąd w Polsce nie było tak dużego wydarzenia, które skupiałoby międzynarodowych graczy chętnych, aby zaistnieć na tutejszym rynku. EU-MED SUMMIT, konferencja wspierana m.in. przez izraelską Grupę Shizim i Poland Biomed Ventures, ma wypromować polskie start-upy z tego sektora i przyciągnąć na polski rynek zagranicznych inwestorów.

Do obiegu trafił pierwszy w historii banknot o nominale 19 zł. Wyprzedał się w ciągu kilku godzin

Do obiegu trafił pierwszy w historii banknot o nominale 19 zł. Wyprzedał się w ciągu kilku godzin 10

Jedenasty z kolei banknot kolekcjonerski wyemitowany w Polsce oraz pierwszy w historii banknot o nominale 19 zł trafił do obiegu. Upamiętnia 100-lecie istnienia Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, nawiązując do daty jej utworzenia. To biały kruk dla kolekcjonerów, którzy wykupili cały nakład w oficjalnym sklepie internetowym NBP już w kilka godzin od uruchomienia sprzedaży.  

– Charakterystyczną cechą tego banknotu jest nominał 19 zł, który nawiązuje do roku utworzenia Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Banknot będzie rarytasem dla kolekcjonerów, można kupić go poprzez sieć oddziałów Narodowego Banku Polskiego w całym kraju, jak również poprzez sklep internetowy. Ale z wieści, które doszły nas już dzisiejszego przedpołudnia, wynika że cały nakład jest już wyprzedany. To tylko pokazuje, że naprawdę mamy do czynienia z białym krukiem – mówi Maciej Biernat, prezes zarządu Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

Banknoty kolekcjonerskie emitowane są z myślą o kolekcjonerach i numizmatykach, podkreślając ważne wydarzenia i wybitne postaci polskiej historii. Poza bogatą symboliką, od zwykłych różnią się także parametrami technicznymi i graficznymi – w tym liczbą i formą zabezpieczeń przed fałszerstwami, kolorystyką, wymiarami czy technikami druku.

Nowy banknot kolekcjonerski, który trafił do obiegu 2. października, upamiętnia 100-lecie istnienia Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, a jego nietypowa wartość nominalna nawiązuje do daty powołania PWPW, czyli 1919 roku. To jedenasty z kolei banknot kolekcjonerski wyemitowany w Polsce oraz pierwszy w historii banknot o nominale 19 zł.

– Emitentem jest Narodowy Bank Polski, a producentem oczywiście Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych. Ten banknot jest oczywiście poświęcony naszej historii. Przedstawia wizerunek Ignacego Jana Paderewskiego, ówczesnego premiera, który podpisał się pod dekretem powołującym Państwowe Zakłady Graficzne, których kontynuatorką jest PWPW. Na drugiej stronie znajduje się gmach wytwórni na tle współczesnej Warszawy. Jest to gmach historyczny, w tym roku obchodzimy 90-lecie istnienia tego obiektu. Przez cały ten czas nieprzerwanie – również w trakcie okupacji – odbywała się w nim produkcja walorów pieniężnych – mówi Maciej Biernat.

Obok wizerunku Ignacego Jana Paderewskiego wykonanego stalorytem – na przedniej stronie banknotu znajduje się stylizowany wizerunek Orderu Orła Białego oraz napis „niepodległa”, odwzorowany z rękopisów Józefa Piłsudskiego. Po prawej stronie – po raz pierwszy w polskich banknotach – zastosowano pasek holograficzny z wizerunkiem orła. Natomiast umieszczona w lewym dolnym rogu gałązka wawrzynu to opracowane w PWPW specjalne zabezpieczenie Umbra4Note.

Druga strona banknotu przedstawia gmach Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych na tle panoramy współczesnej Warszawy. Logotyp PWPW to zabezpieczenie optycznie zmienne – SPARK Live®, które w zależności od kąta obserwacji zmienia barwę z bordowej na fioletową.

– Nie słyszałem dotąd, żeby w historii emisji, wprowadzania do obiegu nowego banknotu kolekcjonerskiego był on wyprzedany w przeciągu dosłownie paru godzin od uruchomienia procesu sprzedaży, tak więc ten jest być może najbardziej pożądanym – mówi prezes PWPW Maciej Biernat.

Znajdujący się na banknocie ryt postaci Ignacego Jana Paderewskiego wykonał grafik PWPW Krystian Michalczuk, z kolei sam banknot zaprojektowała graficzka PWPW Justyna Kopecka. Jak podkreśla – prace nad nim trwały przez ostatni rok.

– To jest zawsze długotrwały proces. Zaczynamy od rozmów z Narodowym Bankiem Polskim i ustalamy m.in. jakiego typu elementy i zabezpieczenia mają się znaleźć na takim banknocie. Później jest żmudny proces przygotowania  tła zabezpieczonego oraz wklęsłodruków. Sam proces tworzenia portretu to około 2 miesięcy. Równolegle powstają tła offsetowe, które zawierają wiele elementów utrudniających fałszowanie banknotów – takich jak tła zabezpieczone, które są tworzone w specjalnie do tego przeznaczonych programach graficznych, mikroteksty o mikrodruki. To naprawdę bardzo  złożony proces nie tylko pod względem projektowym, ale przede wszystkim pod względem procesu produkcji – mówi Justyna Kopecka, grafik projektant w Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

Zarówno ten, jak i pozostałe wyemitowane dotąd banknoty kolekcjonerskie są w Polsce oficjalnym środkiem płatniczym i mogą być używane w obiegu pieniężnym.

Raport SWPS: Pracodawcy poszukują kompetencji miękkich u pracowników. Szczególnie przydatne są w branży gastronomicznej

Raport SWPS: Pracodawcy poszukują kompetencji miękkich u pracowników. Szczególnie przydatne są w branży gastronomicznej 11

W Polsce jest grupa około 3 mln osób w wieku 18-24 lata, a na uczelniach wyższych studiuje ponad 1,2 mln. Wielu z nich łączy naukę z pracą, rozpoczynają swoją ścieżkę zawodową już na pierwszym roku. Częstym wyborem jest dla nich gastronomia, w tym restauracje McDonald’s. Uniwersytet SWPS sprawdził, jakie kompetencje są w tej chwili najbardziej cenione na rynku pracy i jak wypadają pod tym względem pracownicy McDonald’s w porównaniu z innymi pracującymi studentami. 

– Niezależnie od branży, niezależnie od tego co produkują albo jakie usługi oferują – pracodawcy poszukują kompetencji miękkich. Okazuje się, że tym, czego potrzebują najbardziej jest umiejętność wkładania wysiłku w swoje działania, co jest dziś towarem deficytowym, bo żyjemy w relatywnie przyjemnych czasach dobrobytu. Dalej pojawiają się kwestie dotyczące efektywnego zarządzania emocjami swoimi i grupy – a więc łagodzenia konfliktów, rozwiązywania problemów – oraz kultura osobista – wymienia dr Ewa Jarczewska-Gerc z Uniwersytetu SWPS.

Wśród innych, wysoko cenionych kompetencji pracodawcy wymienili m.in. wymyślanie kreatywnych rozwiązań, inspirowanie ludzi do angażowania się w nowe aktywności, dbanie o estetykę wykonywanej pracy, podejmowanie się realizacji niewykonywanego wcześniej zadania czy życzliwość w relacjach ze współpracownikami i klientami. Wyniki badania pokazały też, że kompetencje, których oczekują pracodawcy, są zbieżne z tymi, które zdaniem rodziców powinna kształtować pierwsza praca.

– Młodzi ludzie coraz bardziej zwracają uwagę na możliwości rozwoju, które daje im pracodawca. My też przykładamy do tego dużą wagę. Właśnie uruchomiliśmy dwa projekty rozwojowe. Pierwszy to szkolenia językowe, w których weźmie udział prawie 1 tys. osób z naszej organizacji. Drugi projekt to 3-letnie studia licencjackie współtworzone z Akademią Leona Koźmińskiego w Warszawie, w których weźmie udział prawie 100 osób. Widzimy też, że coraz ważniejsze stają się szkolenia miękkie – w tym z kompetencji liderskich, kompetencji związanych z komunikowaniem, zarządzaniem ludźmi. My też stawiamy na nie w naszym programie rozwojowym – mówi Anna Borys-Karwacka.

Na zlecenie restauracyjnej sieci Uniwersytet SWPS sprawdził też jak pod względem kompetencji społeczno-zawodowych wypadają pracownicy McDonald’s na tle innych grup (zatrudnionych w innych sieciach gastronomicznych i niepracujących w ogóle). Wyniki pokazują, że pracownicy McDonald’s lepiej spełniają oczekiwania pracodawców pod względem wielu kompetencji i umiejętności. Oprócz większej wytrwałości, łatwiej zarządzają konfliktem w środowisku pracy, bez eskalowania negatywnych emocji. Potrafią łagodzić spory i są bardziej odważni – częściej potrafią zabrać głos na ważnym spotkaniu czy publicznie wyrazić swój sprzeciw. Lepiej radzą sobie tez z codziennymi sprawami, jak choćby wypełnienie zeznania podatkowego.

– Pracownicy McDonald’s w naszym badaniu uzyskali istotnie wyższe wyniki na tzw. skali samokontroli inicjującej. To zdolność efektywnego wdrażania swoich postanowień. Powoduje, że za deklaracją idzie konkretne działanie i tego faktycznie dziś pracodawcy oczekują. Można powiedzieć, że pracownicy McDonald’s to tzw. asertywni kierownicy, bowiem uzyskali istotnie wyższe wyniki niż pozostałe grupy, jeżeli chodzi o kwestie związane z zarządzaniem ludźmi, z elementem asertywności, umiejętności stawiania własnych granic – dodaje dr Ewa Jarczewska-Gerc z Uniwersytetu SWPS.

Według danych GUS, w Polsce na blisko 400 uczelniach studiuje 1,23 mln osób. Grupa 18-24-latków w Polsce liczy według GUS-u około 3 mln osób. Ci nierzadko rozpoczynają swoją ścieżkę zawodową już na początku studiów, zdobywając pierwsze doświadczenia. To – obok korzyści finansowych – pozwala też wykształcić kompetencje przydatne na dalszym etapie kariery.

Z początkiem października studenci rozpoczęli nowy rok akademicki i coraz więcej z nich decyduje się łączyć naukę z pracą. Wielu znajduje zatrudnienie w gastronomii, częstym wyborem miejsca pracy są dla młodych restauracje McDonald’s.

– Staramy się oferować naszym pracownikom spójny pakiet korzyści. Oprócz bazy, czyli umowy o pracę, oferujemy elastyczne godziny zatrudnienia, które pozwalają łączyć je z innymi zobowiązaniami, jak choćby studia w przypadku młodych osób. To jest również przyjazna, inkluzywna atmosfera oraz rozwój, czyli z jednej strony – możliwość awansu w ramach organizacji, a z drugiej możliwość nabycia kompetencji, które potem przydadzą się na rynku pracy, niezależnie od kierunku, w jakim pracownik zdecyduje się pójść dalej – mówi Anna Borys-Karwacka, dyrektor ds. korporacyjnych w McDonald’s.

Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego do 2050 roku na polskim rynku może brakować nawet 10 mln pracowników. Jednocześnie w Polsce jest bardzo duża grupa osób biernych zawodowo – dotyczy to ponad 40 proc. osób powyżej 15. roku życia. Pomimo rekordowo niskiego bezrobocia co czwarty Polak pracuje na niestabilnych umowach i nawet połowa pracowników w Polsce nie ma zagwarantowanego urlopu lub płatnych nadgodzin.

– McDonald’s oferuje bardzo duże wsparcie, jeśli chodzi o dyspozycyjność i elastyczne godziny pracy. Studiuję ratownictwo medyczne i zaczynałam na I roku studiów. Pracuję już dwa lata i mam świetne doświadczenia, bo mogę dopasować sobie grafik tak, żeby pracować i studiować, a nawet pojechać gdzieś na wakacje. Po pół roku dostałam awans na Lidera Gościnności ze względu na świetny kontakt z gośćmi. McDonald’s bardzo uczy też pracy zespołowej, można rozwinąć swoje kompetencje miękkie – mówi Maja Klauzińska, lider gościnności McDonald’s Polska.

Funkcjonowanie przestrzeni powietrznej nad Europą wymaga reorganizacji. Unia chce rozwijać oparty na technologii big data projekt wspólnego systemu kontroli lotów

Funkcjonowanie przestrzeni powietrznej nad Europą wymaga reorganizacji. Unia chce rozwijać oparty na technologii big data projekt wspólnego systemu kontroli lotów 12

Wdrożenie ujednoliconego systemu kontroli ruchu powietrznego nad Europą to jedno z najważniejszych wyzwań, przed jakimi stoi europejska branża lotnicza. Według Komisji Europejskiej w dobie nieustannie rosnącej liczby maszyn uczestniczących w ruchu lotniczym konieczne jest ograniczenie fragmentaryzacji europejskiej przestrzeni powietrznej, aby zwiększyć przepustowość przestrzeni powietrznej, obniżyć koszty zarządzania ruchem lotniczym i zredukować negatywny wpływ żeglugi lotniczej na środowisko naturalne. Jedno z europejskich centrów opartych na technologii big data powstanie w Polsce.

– Wiele rozwiązań jest już tak dalece zaawansowanych i opartych na sztucznej inteligencji oraz wirtualnych centrach, że jesteśmy w stanie świadczyć usługi niezależnie od miejsca. To jest przyszłość, która jest przed nami, a jednocześnie największe wyzwanie. Zarządzanie przestrzenią powietrzną to nie tylko lotnictwo cywilne, lecz także samoloty wojskowe i rzeczy związane z suwerennością czy konwencją chicagowską. Nie jesteśmy w stanie zarządzać przestrzenią powietrzną wyciągnąwszy wyłącznie lotnictwo cywilne – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Magdalena Jaworska, członek Performance Review Body.

W 2018 roku europejskie linie lotnicze wykonały 11 milionów lotów, spośród których co czwarty odbył się z co najmniej 15-minutowym opóźnieniem. O 25 proc. wzrosła także liczba opóźnień dłuższych niż pół godziny, a liczba odwołanych lotów w cyklu rocznym wzrosła o 35 proc. Problem ten będzie narastał, gdyż według Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych do 2037 roku liczba pasażerów lotniczych podwoi się i osiągnie wartość 8,2 mld w skali roku.

Komisja Europejska liczy na to, że stworzenie wspólnego systemu kontroli lotów pozwoli sprawniej zarządzać przestrzenią powietrzną i trzykrotnie zwiększy jej przepustowość względem stanu z 2004 roku. Ujednolicony system ma także obniżyć o połowę koszty zarządzania ruchem lotniczym, poprawić bezpieczeństwo podróżnych i zredukować o 10 proc. negatywny wpływ branży na stan środowiska naturalnego.

Choć prace nad projektem rozpoczęto już w 1999 roku, to według najnowszych prognoz wspólny system kontroli lotów ma szansę powstać dopiero w 2030–2035 roku. Wiąże się to z koniecznością modernizacji i ujednolicenia wszystkich systemów kontroli lotów stosowanych przez państwa członkowskie. Aby przyspieszyć ten proces, przedstawiciele branży lotniczej reprezentujący interesy 21 krajów członkowskich Unii Europejskiej podpisali deklarację o szybkim wdrożeniu rozwiązań technologicznych, które pozwolą sfinalizować projekt Jednolitej Europejskiej Przestrzeni Powietrznej.

– Mam nadzieję, że to jest przyszłość, którą jesteśmy w stanie zmierzyć w horyzoncie 5-letnim. Gdyby to, co zapisano w deklaracji, rzeczywiście zostało wdrożone, to jesteśmy w stanie wykonać pierwszy bardzo poważny krok, którego nie udało nam się wykonać w ciągu ostatnich lat – twierdzi ekspertka.

Deklarację podpisali m.in. przedstawiciele Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, którzy rozpoczynają prace nad zbudowaniem europejskiego centrum przetwarzania danych lotniczych. Będzie to jeden z sześciu ośrodków odpowiedzialnych za analizę zasobów big data pochodzących ze wszystkich systemów kontroli lotów na kontynencie. Zastąpią one lokalne, krajowe centra danych i będą przetwarzać dane na potrzeby optymalizacji całego ruchu lotniczego na terenie Europy.

Pieczę nad projektem Jednolitej Europejskiej Przestrzeni Powietrznej sprawuje Performance Review Body, ciało doradcze Komisji Europejskiej, które monitoruje m.in. wydajność krajowych systemów kontroli lotów i proces wdrażania systemów zintegrowanego zarządzania europejskim ruchem lotniczym.

– Natężenie ruchu lotniczego w pewnych obszarach Europy jest nieporównywalne z żadnym innym na świecie. To, co mamy w Europie, jest unikalne, ale z drugiej strony nie mamy granic, w związku z tym ten swobodny przepływ osób i towarów daje nam tę przewagę, którą, mam nadzieję, w końcu wykorzystamy na 1200 proc. z nowymi technologiami – przekonuje Magdalena Jaworska.

Według firmy badawczej Allied Market Research wartość globalnego rynku lotnictwa komercyjnego do 2022 roku wzrośnie do 209 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie 5,8 proc. w skali roku.

Co zmieni wyrok TSUE w sprawie frankowiczów?

profesor Witold Modzelewski, profesor nauk prawnych, ekonomista i były wiceminister finansów
profesor Witold Modzelewski, profesor nauk prawnych, ekonomista i były wiceminister finansów

Na początku października zapadnie wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, dotyczący kredytów we frankach szwajcarskich. Polskie sądy wiele razy przyznały rację pozywającym banki klientom, spodziewamy się więc pozytywnego dla poszkodowanych kredytobiorców wyroku TSUE. Zawarte w umowach kredytowych zapisy o waloryzacji i denominacji rat kredytów zostały uznane jako niezgodne z prawem, sądy usuwały więc z umów klauzule, które ich dotyczyły. Jeżeli Trybunał Sprawiedliwości przyzna rację polskim sądom, banki będą musiały rozliczyć się ze swoimi klientami na podstawie pozostałych, zgodnych z prawem części umów. Oznacza to, że dług „frankowiczów” zostanie na nowo policzony – tym razem z ominięciem nielegalnych klauzul o waloryzacji walutowej kredytu.

– Kredytobiorca będzie musiał zwrócić bankowi to, co mu pożyczono, a także odsetki i zawarte w umowie prowizje. Natomiast nie będzie obciążony kosztami wynikającymi z umocnienia się szwajcarskiej waluty – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych. – Zostaną na nowo ustalone zasady spłacania pozostałej kwoty kredytu. Kwota już zapłacona bankowi będzie podzielona na część, która się bankowi należała i na część, która nie powinna do niego trafić – bo wynikała z zastosowania klauzul niezgodnych z prawem. Ta kwota powinna zostać klientom zwrócona. Czym później ta restrukturyzacja kredytów zostanie zrealizowana, tym będzie to dla banków bardziej kosztowne. Okazuje się, że odkładanie tej sprawy w czasie, które miało miejsce przez ostatnie dziesięć lat, było ogromnym błędem strategicznym bankowców – wyjaśnia Modzelewski.

Bańka na rynku nieruchomości – analiza UBS

Badania UBS pokazują, że Monachium jest rynkiem mieszkaniowym, na którym obowiązują najbardziej zawyżone ceny na świecie, a niskie stawki zwiększają ryzyko związane z wystąpieniem bańki spekulacyjnej w strefie euro.

  • W ramach UBS Global Real Estate Bubble Index 2019 analizujemy ceny nieruchomości mieszkaniowych w 24 dużych miastach na całym świecie.
  • Londyn opuszcza terytorium zagrożone wystąpieniem bańki spekulacyjnej, za to Paryż i Frankfurt po raz pierwszy wchodzą do strefy ryzyka.
  • Ceny domów w popularnych dzielnicach Vancouver i Sydney gwałtownie spadły.

Zurych, 30 września 2019 roku – UBS Global Real Estate Bubble Index 2019, coroczna analiza prowadzone przez Chief Investment Office firmy UBS Global Wealth Management, wskazuje na ryzyko wystąpienia bańki spekulacyjnej lub znacznego przeszacowania na rynkach mieszkaniowych w połowie wszystkich ocenianych miast.

Ryzyko związane z wystąpieniem bańki spekulacyjnej wydaje się największe w Monachium, a następnie w Toronto, Hongkongu i Amsterdamie. Frankfurt, Vancouver i Paryż znajdują się również na terytorium ryzyka związanego z bańką spekulacyjną, podczas gdy zachwianie równowagi charakteryzuje Zurych, Londyn, San Francisco, Tokio i Sztokholm. Wyceny są przesadzone w Los Angeles, Sydney, Genewie i Nowym Jorku. Z kolei rynki nieruchomości w Singapurze, Bostonie i Mediolanie wydają się być wyceniane według wartości godziwej, podczas gdy Chicago pozostaje niedoceniane.

Madryt, Moskwa i Tel Awiw, po raz pierwszy uwzględnione w tegorocznej edycji badania, charakteryzują zawyżone ceny, a nieruchomości w Dubaju są godziwie wyceniane.

W ciągu ostatnich czterech kwartałów, poziom nierównowagi uległ gwałtownemu wzrostowi, szczególnie w strefie euro; Frankfurt i Paryż to dwa najbardziej znaczące nowe miasta dążące do strefy ryzyka związanego z możliwością wystąpienia bańki spekulacyjnej w porównaniu z rokiem ubiegłym. Natomiast ceny mieszkań w Vancouver, San Francisco, Sztokholmie i Sydney gwałtownie spadły. Londyński rynek nieruchomości znacznie się uspokoił, po raz pierwszy od czterech lat centrum finansowe wyszło z obszaru ryzyka związanego z bańką spekulacyjną. Z drugiej strony, wyniki indeksu w Nowym Jorku i Los Angeles są nieco niższe niż w ubiegłym roku, podczas gdy wyniki w Tokio i Singapurze pozostają prawie niezmienione.

Mark Haefele, Chief Investment Officer, UBS Global Wealth Management/Dyrektor ds. Inwestycji, UBS Global Wealth Management, mówi: „Na poziomie globalnym, niepewność gospodarcza posiada większe znaczenie od skutków spadku stóp procentowych związanych z popytem na mieszkania w mieście. Jednak w niektórych częściach strefy euro niskie stopy procentowe nadal pomagają we wprowadzaniu wycen nieruchomości na obszar ryzyka bańki spekulacyjnej.”

W analizowanych miastach wzrost cen skorygowany o inflację praktycznie zatrzymał się w ostatnich czterech kwartałach. Nieruchomości mieszkalne zostały docenione jedynie w Moskwie, Bostonie i miastach strefy euro. Frankfurt był jedynym miastem, które odnotowało dwucyfrowe wzrosty cen, powszechne na całym świecie w poprzednich latach. Z kolei w Sydney, Vancouver i Dubaju korekty wyniosły ponad 5 procent w porównaniu z poprzednim rokiem.

Claudio Saputelli, Head of Real Estate, UBS Global Wealth Management/ Dyrektor ds. Nieruchomości, UBS Global Wealth Management, mówi: „Ogólnoświatowe załamanie stóp procentowych nie przyniesie ratunku dla rynków mieszkaniowych. Oprocentowanie kredytów hipotecznych w wielu miastach nie jest już głównym wyzwaniem dla kupujących domy. Wiele gospodarstw domowych po prostu nie dysponuje środkami potrzebnymi do spełnienia kryteriów finansowania banków, co naszym zdaniem stanowi jedno z największych zagrożeń dla wartości nieruchomości w centrach miast.”

Matthias Holzhey, główny autor badania i szef Swiss Real Estate Investments w UBS Global Wealth Management, mówi: „Inwestorzy powinni zachować ostrożność, rozważając inwestycje w rynki mieszkaniowe na terytorium zagrożonym wystąpieniem bańki spekulacyjnej. Środki regulacyjne mające na celu ograniczenie dalszego wzrostu spowodowały już korekty na niektórych najbardziej przegrzanych rynkach. Przykładowo, spadły ceny realne we wszystkich czterech najważniejszych miastach z edycji 2016 UBS Global Real Estate Bubble Index. Średnio spadły one o 10% w stosunku do swoich maksymalnych wartości; nie widzimy szans, aby trend miał się odwrócić.”

Posiadanie nieruchomości mieszkaniowych w największych miastach świata było pewną drogą do akumulacji bogactwa. Jednak brak opłacalności ekonomicznej prowadzi do pogorszenia atrakcyjności wielu miast i sprzyja przeniesieniu miejsc pracy na przedmieścia. Czynniki sprzyjające nieruchomościom zlokalizowanym w miastach, w tym urbanizacja, rewolucja cyfrowa i ograniczenia sztucznej podaży, nadal utrzymują swoją dobrą pozycję, niemniej prawdziwa aprecjacja cen nie może być dłużej traktowana jako coś oczywistego.

UBS Global Real Estate Bubble Index 2019 UBS Global Real Estate Bubble Index

Perspektywy regionalne

Zasadnicze stopy ujemne w Szwajcarii

W Zurychu wyjątkowo niskie i wciąż spadające koszty finansowania przyczyniły się do wzrostu popytu, podobnie jak silny wzrost gospodarczy w tym regionie. Ceny mieszkań odbiegały od poziomu średniej krajowej, ale silna lokalna gospodarka łagodziła zwiększenie nierównowagi. Niemniej jednak rynek znajduje się na bardzo zawyżonym cenowo terytorium, a Zurych wykazuje najniższą rentowność najmu spośród wszystkich miast analizowanych w ramach niniejszego raportu. Z tego też względu, ujemne stopy procentowe są kluczem do utrzymania gotowości nabywców do płacenia za nieruchomości na obecnym poziomie.

Zurych wyprzedził Genewę zarówno pod względem ceny, jak i wyniku indeksu. Po wysokiej jednocyfrowej korekcie między 2013 a 2016 rokiem, rzeczywiste ceny w Genewie uległy stagnacji i pozostają poniżej szczytowych cen z końca 2012 roku. Rynek nieruchomości w Genewie jest przeszacowany, ale ponieważ jest on nienasycony, wysoki poziom cen jest uzasadniony w średnim okresie. Miasto nadal czerpie korzyści ze swojego międzynarodowego statusu i stabilności w świetle wzmożonych napięć politycznych na całym świecie.

Europa

Wyniki indeksu wzrosły we wszystkich miastach w strefie euro, jako skutek niskich stóp procentowych. Paryż i Frankfurt znajdują się obecnie na terytorium z możliwością wystąpienia ryzyka związanego z bańką spekulacyjną. W Madrycie i Mediolanie rynek mieszkaniowy odzyskuje siły, ale nadal wydaje się znajdować na wcześniejszych etapach cyklu. W przeciwieństwie do odpowiedników w strefie euro, wyniki indeksu dla Londynu i Sztokholmu spadły w ciągu ostatniego roku. Londyński rynek mieszkaniowy opuścił obszar ryzyka spekulacyjnego, ponieważ ceny uwzględniające poziom inflacji wykazują tendencję spadkową od szczytu z połowy 2016 roku.

USA

W przeprowadzonej przez nas analizie, wyniki indeksu nie wzrosły dla żadnego z amerykańskich miast po raz pierwszy od 2011 roku. Zmiany w przepisach i kwestie związane z przystępnością spowodowały, że ceny domów w Nowym Jorku były niższe od średniej krajowej. Podobnie problemy z przystępnością cenową, napięcia w handlu i malejący popyt zagraniczny na chwilę obecną ograniczyły wzrost cen mieszkań w San Francisco i Los Angeles. Boston nadal znajduje się na terytorium wartości godziwej i korzysta z atrakcyjności regionu dla biznesu i osób o wysokich dochodach. Chicago jest niedoceniane, ale nadal pozostaje daleko w tyle ze względu na rosnące wyzwania fiskalne.

Bliski Wschód

W ciągu ostatnich 30 lat w Tel Awiwie odnotowano najwyższy wzrost cen wśród miast, które omawiamy w tym raporcie. Ceny rosły prawie stale między 2003 a 2017 rokiem. Wzrost oprocentowania kredytów hipotecznych spowodował korektę. Ostatnio ceny w większości ustabilizowały się, ale miasto wciąż znajduje się na przeszacowanym terytorium. Ceny domów w Dubaju są bardzo zmienne. Od ostatniego szczytu w 2014 roku ceny zmalały o prawie 35%, a wartość indeksu gwałtownie spadła. Ceny powinny wkrótce znaleźć się na dolnym pułapie. Rynek znajduje się na obszarze wartości godziwej.

APAC

Dynamika rozpalonego rynku nieruchomości w Hongkongu utknęła w martwym punkcie. Słabsze perspektywy gospodarcze spowodowały ostudzenie nastrojów nabywców nieruchomości mieszkalnych. Jednakże rynek pozostaje na terytorium związanym z ryzykiem wystąpienia bańki spekulacyjnej. Do końca pierwszego kwartału 2019 roku ceny w Sydney były o 15% niższe niż w szczytowym momencie, a wzrost kredytów mieszkaniowych osiągnął rekordowo niski poziom. Krótki boom mieszkaniowy w Singapurze, trwający od połowy 2017 roku do połowy 2018 roku, dobiegł końca. Środki regulacyjne ograniczają oczekiwania dotyczące wzrostu cen i utrzymują rynek na terytorium o godziwej wartości.

Inflacja i stopy procentowe w Polsce. Glapiński uspokaja rynek

Podczas spotkania w październiku, Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%.

Podobnie jak w przypadku spotkania we wrześniu, wydźwięk komunikatu po spotkaniu RPP był dwojaki. Odzwierciedla on ogromną nierówność między informacjami z zewnątrz (które w większości są negatywne), a tymi z kraju, które pokazują, że sytuacja gospodarcza Polski cały czas jest dobra.

Podczas konferencji prasowej po spotkaniu, prezes RPP oraz towarzyszący mu członkowie Rady obecni na konferencji (prof. Ancyparowicz oraz prof. Żyżyński) nie sugerowali, żeby w najbliższym czasie miały nas czekać zmiany stóp procentowych.

Inflacja i stopy procentowe w Polsce (2009-2019)

Inflacja i stopy procentowe w Polsce
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 02/10/19

Dość dużym zainteresowaniem dziennikarzy podczas konferencji prasowej po spotkaniu RPP cieszyła się kwestia wyroku TSUE ws. frankowiczów, którego ogłoszenie ma odbyć się jutro w godzinach porannych. Prezes Glapiński uspokajał rynek, sugerując, że nie spodziewa się istotnych, negatywnych konsekwencji z tym związanych. Prezes NBP zwracał uwagę na dobrą kondycję banków, a także na fakt, iż wyrok będzie dotyczył jedynie kredytów indeksowanych (czyli istotnej, ale jednak części grupy kredytów frankowych) oraz na to, że jego konsekwencje nie będą automatyczne, a rozłożone w czasie (będzie on stanowił sugestię, jak działać mają polskie sądy – to one jednak nadal będą wydawały faktyczne wyroki ws. frankowiczów).

Wygląda na to, że retoryka prezesa Glapińskiego ws. TSUE oraz względnie jastrzębi ton (brak sugestii, że mogą czekać nas obniżki stóp procentowych) miały pozytywny wpływ na rynek. W trakcie konferencji prasowej (po 16) doszło bowiem do zauważalnego umocnienia polskiej waluty w relacji do euro – kurs EUR/PLN spadł poniżej poziomu 4,36 i znalazł się na najniższym poziomie od 20 września, kiedy to krajowa waluta gwałtownie osłabiła się w związku z informacją o planowanej dacie ogłoszenia wyroku TSUE.

Kurs EUR/PLN (02/10/2019)

Kurs EUR PLN
Źródło: Bloomberg Data: 02/10/19

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

IDM wprowadza jednolity standard weryfikacji klienta doświadczonego na rynku CFD

Izba Domów Maklerskich wprowadza dla krajowych domów maklerskich, swoich członków, jednolity standard weryfikacji wiedzy klienta doświadczonego na rynku CFD. Dla zwiększenia ochrony interesów klientów krajowych firm inwestycyjnych, Izba postuluje o przestrzeganie takich zasad przez wszystkie podmioty działające na rynku CFD w Polsce. W sierpniu br. Komisja Nadzoru Finansowego przychyliła się do postulatów Izby i uwzględniając specyfikę polskiego rynku, wprowadziła w ramach krajowej interwencji status klienta doświadczonego, który umożliwi inwestowanie na rynku CFD z wykorzystaniem dźwigni 1:100, przy zachowaniu ochrony właściwej klientowi detalicznemu.

Uznając potrzebę propagowania dobrych standardów działalności na rynku, jak również zwiększenia ochrony klientów, Izba Domów Maklerskich wprowadziła dla swoich członków standard jednolitej weryfikacji wiedzy klienta dotyczącej rynku instrumentów CFD. Członkowie IDM zobowiązani są do przeprowadzenia szkoleń dla klienta ubiegającego się o status klienta doświadczonego, według określonego przez Izbę zakresu wiedzy podzielonego na pięć bloków tematycznych oraz przeprowadzenia testu egzaminacyjnego kończącego szkolenie według opisanych w standardzie zasad. Taki proces, zakończony pozytywnym wynikiem tekstu, to element weryfikacji klienta przy zmianie jego statusu na klienta doświadczonego.

Rozwiązanie to ma na celu ochronę klientów detalicznych przy zachowaniu konkurencyjności krajowej branży maklerskiej. Standard został przygotowany przez ekspertów IDM i zatwierdzony przez Radę Domów Maklerskich. Izba przekazała również dokument do wiadomości Komisji Nadzoru Finansowego.

Interwencja krajowa na rynku CFD dla konkurencyjności branży maklerskiej i zwiększenia ochrony klienta detalicznego

Waldemar Markiewicz, Prezes Izby Domów Maklerskich
Waldemar Markiewicz, Prezes Izby Domów Maklerskich

Ostatnie rozwiązania wprowadzone na krajowym rynku CFD odpowiadają na potrzeby ochrony inwestorów indywidualnych i wyzwania rodzimej branży. Mamy nadzieję, że przede wszystkim zwiększy to bezpieczeństwo klientów i ich zaufanie do krajowych domów maklerskich pod nadzorem KNF, a także ograniczy odpływ klientów do firm spoza Unii Europejskiej i poprawi konkurencyjność krajowej branży domów maklerskich, mówi Waldemar Markiewicz, Prezes Izby Domów Maklerskich.

W sierpniu br. Komisja Nadzoru Finansowego przychyliła się do postulatów Izby i, uwzględniając specyfikę polskiego rynku, wprowadziła w ramach krajowej interwencji status klienta doświadczonego, którego uzyskanie umożliwia klientom detalicznym inwestycje na rynku CFD z wykorzystaniem dźwigni 1:100. Decyzja Komisji ma zapobiec odpływowi klientów krajowych do zagranicznych firm nieregulowanych lub niepodlegających przepisom ESMA.

Według badań Izby przeprowadzonych wraz ze środowiskami inwestorów w 2018 roku, połowa aktywnych i doświadczonych krajowych traderów, po wprowadzeniu interwencji produktowej ESMA, zdecydowała o przeniesieniu swojego rachunku maklerskiego do kraju spoza UE. Z krajowego rynku uciekali najbardziej aktywni klienci – inwestorzy doświadczeni, akceptujący wysokie ryzyko i chcący świadomie skorzystać z wysokiej dźwigni. Negatywne konsekwencje interwencji produktowej były w Polsce odczuwane również poprzez znaczący spadek obrotów krajowych firm inwestycyjnych. Członkowie IDM raportowali do UKNF, że obroty na instrumentach CFD spadły średnio o 50% w pierwszych miesiącach obowiązywania interwencji.

IDM za jednolitym standardem dla wszystkich podmiotów działających na rynku CFD w Polsce

Po wdrożeniu interwencji ESMA, Izba Domów Maklerskich zwracała uwagę wielokrotnie, że na polskim rynku pojawiły się już zagraniczne podmioty maklerskie, także spoza Unii Europejskiej, oferujące krajowym klientom detalicznym konkurencyjne warunki transakcyjne na rynku forex. Podmioty te często nie stosują się do regulacji unijnych, w tym interwencji ESMA, i pojawiają się wątpliwości dotyczące ich działań w świetle krajowych regulacji, co niesie ryzyko dla klientów detalicznych.

Mając na względzie wyzwania związane z nowymi rozwiązaniami wdrożonymi interwencją krajową, IDM uważa, że wszystkie podmioty działające na rynku CFD w Polsce powinny stosować jednolity standard przy weryfikacji klienta doświadczonego. W związku z tym, Izba przygotowała zakres merytoryczny testu weryfikacyjnego wraz z pytaniami oraz zobowiązała swoich członków do stosowania takiej samej procedury weryfikacyjnej. Dla dobra krajowych klientów, Izba postuluje o wdrożenie takiego ujednoliconego standardu na rynku CFD dla wszystkich działających w Polsce firm.

Dla ochrony klientów i zwiększania zaufania do rynku i polskich domów maklerskich, Izba zdecydowała się na wdrożenie wśród swoich członków jednolitego standardu weryfikacji doświadczenia klienta detalicznego. Chcemy, żeby inne podmioty oferujące polskim klientom usługi na rynku CFD również stosowały się do norm Izby, tak aby klient detaliczny miał jak najlepszą ochronę, dodaje Prezes Markiewicz.

Rada Polityki Pieniężnej utrzymała stopy procentowe

Podczas dzisiejszego spotkania Rada Polityki Pieniężnej utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie.

  • stopa referencyjna 1,50% w skali rocznej;
  • stopa lombardowa 2,50% w skali rocznej;
  • stopa depozytowa 0,50% w skali rocznej;
  • stopa redyskonta weksli 1,75% w skali rocznej;

Rynek liczy, że za rok możliwa jest obniżka stóp procentowych

Ostatnie dni przyniosły osłabienie polskiego złotego, jednak za ową słabość w największej części obwinia się negatywny sentyment do aktywów ryzykownych oraz – w ostatnim czasie – niepokój związany z konsekwencjami jutrzejszego wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE). Niemniej, to, w jaki sposób rynek zapatruje się na działania Narodowego Banku Polskiego również nie pozostaje bez wpływu na zachowanie krajowej waluty. Dobrym przykładem tej zależności jest sytuacja z sierpnia, kiedy to wraz z tym, jak rynek zaczął w pełni wyceniać obniżkę stóp procentowych w Polsce za rok, zwiększyła się negatywna presja na polską walutę.

Stawki kontraktów FRA 12×15 w PLN pokazują, że obecnie rynek spodziewa się spadku stóp procentowych o ok. 12 punktów bazowych w horyzoncie rocznym. Biorąc pod uwagę, że RPP historycznie nie podejmowała decyzji o cięciach w skali mniejszej niż 25 pb. rynkowa wycena może sugerować, że rynek szacuje, że jest ok. 50% szans na obniżkę stóp procentowych w Polsce za rok.

Stawki kontraktów FRA 12×15 w PLN (październik ‘18-październik ‘19)

Co rynek sądzi o przyszłości stóp procentowych w PolsceŹródło: Bloomberg Data: 02/10/19

Zmiany retoryki RPP mogą wpłynąć na zmiany oczekiwań inwestorów względem kształtowania się stóp w przyszłości, a to będzie oddziaływać na kurs złotego. Z tego też względu warto obserwować spotkania decyzyjne RPP i konferencje prasowe po spotkaniach. W polskiej gospodarce obecnie nie dzieje się nic nadmiernie niepokojącego, niemniej narastające zagrożenia zewnętrzne oraz ostatni spadek inflacji mogą wzmocnić gołębie skrzydło Rady.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,37-4,38. Para EUR/USD zakończyła wczorajszy dzień na plusie, zyskując po publikacji rozczarowujących danych z USA. Co tyczy się wieści ze strefy euro – wczorajsze, wstępne dane o inflacji we wrześniu pokazały spadek dynamiki cen. Inflacja CPI we wrześniu wyniosła 0,9%, tym samym znalazła się na najniższym poziomie od listopada 2016 roku. Inflacja bazowa wzrosła natomiast z poziomu 0,9% do 1%, od kilku dobrych lat nie oddalając się istotnie od poziomu 1%. Oba kluczowe indeksy dynamiki cen w strefie euro znajdują się obecnie w znacznej odległości od celu inflacyjnego EBC (poziom w okolicy, ale poniżej 2%) i nic nie wskazuje, żeby sytuacja w najbliższym czasie miała ulec istotnej zmianie. Sugeruje to utrzymanie luźnej polityki pieniężnej w strefie euro, co nie jest dobrą informacją dla euro.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,90-4,95. Wczorajsze dane PMI opisujące aktywność biznesową w brytyjskim przemyśle zaskoczyły na plus. Indeks wzrósł we wrześniu do poziomu 48,3 wobec oczekiwanego przez konsensus poziomu 47.

Dzisiejsze dane natomiast rozczarowały. Indeks PMI dla budownictwa odnotował wyraźny i niespodziewany spadek do poziomu 43,3, który pozostaje w niewielkiej odległości od minimum notowanego w czerwcu i przypomina poziomy, które obserwowaliśmy w 2009 roku. Informacja ta negatywnie przekłada się na zachowanie funta, jednak – z uwagi na ograniczone znaczenie sektora – uwaga rynku niedługo powinna przenieść się na jutrzejszą publikację odczytu aktywności w sektorze usług, który odpowiada za około 80% brytyjskiego PKB.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,00-4,02. Amerykańska waluta najpewniej umocniłaby się w parze z polskim złotym, gdyby nie popołudniowy odczyt bardzo słabych danych z USA.

Wczorajsza publikacja indeksu ISM dla amerykańskiego przemysłu pokazała zaskakujący i bardzo głęboki spadek wskaźnika aktywności w sektorze do najniższego poziomu od dekady. Tak słaby odczyt, którego zdecydowanie nie spodziewał się konsensus sugeruje, że niepokój w globalnym handlu przekłada się na sytuację przemysłu również w USA.

Indeks ISM dla przemysłu USA (prawa oś) i produkcja przemysłowa w USA (lewa oś) w latach 2011-2019

Indeks ISM dla przemysłu USAŹródło: Bloomberg Data: 01/10/19

Po nałożeniu wykresu produkcji przemysłowej w USA (ang. industrial production) i wspomnianego wykresu manufacturing ISM można wysnuć wniosek, że amerykański przemysł wpada w recesję. Niemniej, w tym miejscu należy zauważyć, że sygnały dotyczące skali słabości sektora nie są jednoznaczne – indeks PMI dla sektora zdaje się rysować dużo lepszy obraz sytuacji w amerykańskim przemyśle, a sama korelacja nie jest rzeczą niezmienną w czasie. Na potwierdzenie słabych informacji przyjdzie nam poczekać do 17 października, kiedy to poznamy dane o produkcji przemysłowej w USA we wrześniu.

KLUCZOWE WYDARZENIA

  • 16:00 – konferencja prasowa po spotkaniu RPP
  • 16:50 – przemawia John Williams z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Ładowarki samochodów elektrycznych na niemieckich stacjach Grupy ORLEN

Zgodnie z założeniami strategii Grupa ORLEN rozwija swoją sieć stacji pod kątem dostępności paliw alternatywnych. Na niemieckich stacjach Koncernu zlokalizowanych w Berlinie działają już dwie szybkie ładowarki o mocy 100 kW, a kolejne dwie zostaną uruchomione w najbliższych tygodniach w Hamburgu i Lubece. Tym samym Niemcy dołączają do Polski i Czech, w których funkcjonują już 43 szybkie stacje ładowania samochodów elektrycznych.

W zaktualizowanej w ubiegłym roku strategii zapowiadaliśmy przygotowanie naszej sieci do sprzedaży paliw alternatywnych. Pomimo, że w najbliższych dekadach podstawowym źródłem energii w transporcie będą paliwa kopalne, jako największa sieć w regionie, musimy być przygotowani na wzrost udziału innych źródeł napędu. Niemcy są dojrzałym rynkiem w kontekście elektromobliności, dlatego doświadczenia zebrane w tym kraju będą cenne na dalszym etapie rozwoju projektu zarówno w naszej polskiej, jak i czeskiej sieci – powiedział Jarosław Dybowski, Dyrektor Wykonawczy ds. Energetyki PKN ORLEN.

Na polskich stacjach Koncernu funkcjonuje obecnie 26 stacji szybkiego ładowania o mocy 50 i 100 kW, a kolejne są w fazie realizacji. Do końca tego roku stacje ładowania zostaną włączone do systemu informatycznego, natomiast w pierwszym półroczu 2020 zostanie przedstawiona komercyjna oferta ładowania samochodów. Na rynku czeskim, gdzie infrastruktura powstaje we współpracy z Grupą CEZ i E.ON, ładowarki działają obecnie na 17 stacjach Benzina. Ładowarki zainstalowane na stacjach Grupy ORLEN wyposażone są w złącza CHAdeMO, CCS a także Typ 2, obsługujące wszystkie typy samochodów elektrycznych dostępnych w Europie. Ponadto, w Polsce, Niemczech i Czechach działa sześć stacji ładowania obsługujących wyłącznie samochody Tesla, zrealizowanych we współpracy z amerykańskim producentem.

Na stacjach wchodzących w skład Grupy ORLEN dostępne są również inne paliwa alternatywne. Na niemieckich stajach Koncernu działają dwa punkty dla aut zasilanych wodorem, natomiast na 43 obiektach w Czechach można także tankować CNG.

Już jutro wyrok TSUE

Rada Polityki Pieniężnej znowu obraduje. Praktycznie wszyscy są przekonani, że decyzja w sprawie stóp procentowych może być tylko jedna – brak zmian. Jednakże w coraz bardziej chaotycznej rzeczywistości, która nas otacza, nie możemy zupełnie wykluczyć, że m.in. z powodu nacisków politycznych, polski regulator wreszcie zdecyduje się na obniżkę.

Niespodzianka za oceanem

Wczorajszy indeks ISM dla przemysłu zgodnie z konsensusem rynkowym miał oscylować w okolicach 50 punktów. Powodem takich przewidywań były wcześniejsze dobre dane cząstkowe. Jednak okazało się, że stanowiły one tylko wierzchołek góry lodowej, a ostateczny wynik zaskoczył wszystkich. Zamiast oczekiwanego 50,1 pkt ISM wykazał wartość 47,8 pkt. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. Dolar osłabił się względem euro o około pół centa. Tym samym wczoraj po południu byliśmy świadkami sytuacji, w której EUR drożało względem PLN, a USD taniał (dziś do południa kurs EUR/PLN wrócił do poziomów z wczorajszego poranka, czyli trochę powyżej 4,37 zł).

Decyzja (bez decyzji) Rady

Dzisiaj odbywa się kolejne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Zdaniem analityków nie należy spodziewać się zmiany stóp procentowych. Część obserwatorów krytykuje to gremium za brak decyzyjności. Faktycznie od ponad 4 lat (marzec 2015 r.) stopy pozostają na niezmienionym poziomie. Jednak należy też przyznać, że inflacja, po przejściowym epizodzie deflacyjnym, pozostaje obecnie bardzo blisko celu założonego przez regulatora. Nie jest tajemnicą, że na RPP wywierane są (z resztą w tej chwili doświadcza tego chyba każdy bank centralny) naciski polityczne. W krótkim okresie rządzący zainteresowani są bowiem obniżką stóp procentowych.

Już jutro wyrok TSUE

Już jutro Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej podejmie decyzję w sprawie “indeksowanych” kredytów frankowych. Główne ryzyko (szczególnie dla systemu bankowego) polega na tym, że może się okazać, że z umów kredytowych wykreślone zostaną tylko zapisy uznane przez Trybunał za nielegalne. W ten sposób w tej grupie długoterminowych pożyczek pojawi się dziwny produkt: kredyt złotowy oprocentowany jak frankowy (według stawki LIBOR). W tej sytuacji klient posiadający takie zobowiązanie, będzie płacił znacząco mniej niż konsumenci, którzy od razu zdecydowali się na kredyty w PLN. Trudno przesądzać o ostatecznym kształcie werdyktu (część ekspertów twierdzi, że istotne mogą być niuanse), ale jeśli będzie on bliski takiemu rozwiązaniu, to dla niektórych polskich banków może to być bardzo bolesna informacja (mówi się o kosztach rzędu nawet 60 mld zł).

Dzisiaj dzień wolny w Chinach, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
  • 16:00 – Polska – konferencja prasowa RPP po posiedzeniu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Value Media i telewizja TVN z pierwszą reklamą w telewizji hybrydowej

Value Media, jako pierwszy dom mediowy w Polsce, wykorzystuje innowacyjny format reklamowy Hybrid Broadcast Broadband TV. Po raz pierwszy komercyjnie użyto go w kampanii marki Almette w stacji TVN.

TestAlmette_ValueMediaTelewizja hybrydowa, inaczej HbbTV, to nowatorskie narzędzie, które pozwala na wyświetlanie takich samych treści jak na stronach www, bezpośrednio na ekranie telewizora. W Polsce mogą z niej już korzystać wszyscy użytkownicy naziemnej telewizji cyfrowej MUX, posiadający telewizory z opcją Smart TV i podłączeniem do internetu.

To ci widzowie jako pierwsi zobaczą najnowszą kampanię telewizyjną marki Almette (Hochland), wykorzystującą innowacyjny format reklamowy Hybrid Broadcast Broadband TV. Kampania HbbTV pod hasłem “Dom z natury” Almette prowadzona jest wspólnie przez Value Media i TVN. To pierwsza taka kampania w telewizji komercyjnej. Jej skuteczność i opłacalność dla reklamodawców, w ramach współpracy pod jednym dachem Group One, zmierzy natomiast agencja SalesTube.

Wykorzystanie w tej kampanii nowego formatu, daje nam możliwość analizowania jego efektów, a więc rozwijania Hybrid Broadcast Broadband TV i współtworzenia przyszłości reklamy telewizyjnej w Polsce. Od samego początku w Value Media, stawiamy na innowacje oraz rozwój technologiczny wewnątrz grupy i dlatego już dziś możemy oferować naszym klientom rozwiązania przyszłości, które wkrótce będą dominującym i integrującym telewizję ze światem online trendem” – mówi Kamil Wiszowaty, CEO Group One Media.

„HBB to bardzo obiecująca technologia. Będąc producentem treści korzystamy już z kanałów dystrybucji, które umożliwiają bezpośrednią interakcję z użytkownikiem, ale wprowadzenie takich funkcji w połączeniu z tradycyjnym sygnałem telewizyjnym daje nam ogromne możliwości, również zasięgowe. Bardzo się cieszę, że reklamodawcy doceniają nasze innowacyjne produkty” – mówi Maciej Maciejowski, członek zarządu TVN Discovery Polska odpowiedzialny za obszar digital.

Na każdym etapie kampanii zostaną zrealizowane badania świadomości marki, w których wezmą udział widzowie serwisu HbbTV TVN.  Przed jej startem emitowane było zaproszenie do wypełnienia ankiety na ekranie telewizorów. Druga fala badania będzie przeprowadzana tuż po jej zakończeniu. Dzięki temu będzie można zmierzyć wpływ poszczególnych elementów kampanii na wskaźniki marki takie jak świadomość, wizerunek i chęć zakupu oraz znajomość loterii “Dom z Natury” Almette.

Testowa kampania Almette z wykorzystaniem Hybrid Broadcast Broadband TV jest pierwszą komercyjną kampanią wykorzystująca ten innowacyjny format w Polsce.

Dla porównania, w Niemczech praktycznie wszystkie stacje telewizyjne mają swoje serwisy HbbTV, a zasięg tej usługi obejmuje 97% odbiorców. W innych krajach europejskich to także coraz powszechniejszy standard. Poza Europą, HbbTV jest obecna w Australii, Nowej Zelandii i w Korei Południowej. To duży krok ku digitalizacji telewizji, która w Polsce też już się dzieje. Technicznie jest to możliwe nie tylko w naziemnej telewizji cyfrowej ale także przesyłanej przez telewizje kablowe i satelitarne. Zasięg HbbTV jest więc możliwy w całym obecnym zasięgu telewizji liniowej, a to daje zupełnie nowe możliwości reklamowe” – dodaje Marcin Wiśniewski, Head of TV Group One Media.

Niezbędnym elementem do korzystania z nowego formatu jest podłączenie Smart TV do internetu. Dzięki temu w HbbTV można nie tylko podejrzeć ramówkę TV danej stacji, ale także transmitować video (zwiastuny filmów, programów i seriali), kupować produkty, uczestniczyć w ankietach i głosowaniach, a nawet oglądać dwa programy jednocześnie. Do obsługi serwisu HbbTV potrzebny jest tylko pilot telewizyjny. Cała treść hybrydowej telewizji jest transmitowana poprzez internet, w sygnale TV jest wysyłany tylko adres internetowy serwisu HbbTV.

Pierwszą telewizją jaka uruchomiła testowo HbbTV w Polsce był TVN (marzec 2012). Wdrożenie jej nastąpiło dopiero kilka miesięcy później w TVP podczas ME 2012. W swoim sprawozdaniu z wykorzystania wpływów abonamentowych za 2018 rok TVP podaje, że liczba  wyemitowanych odsłon wszystkich wersji aplikacji TV hybrydowej wyniosła 2,3 miliarda. Wg badań Gemius Traffic odsłony te zostały wygenerowane przez 2,04 mln unikalnych użytkowników (odbiorników TV), a przyjmując za GUS, że w gospodarstwie domowym znajdują się średnio 3,1 osoby, daje to ponad 6 mln użytkowników w Polsce. W 2012 roku było to 37 tysięcy a w 2015 roku już 1,2 mln odbiorników. Obecnie obok TVP, sygnał TV hybrydowej nadaje także: ESKA TV, Polo TV, VOX TV, Fokus TV i Stopklatka.

Kraków stolicą pracy coworkingowej

Stolica Małopolski nie ma sobie równych pod względem miejsc do pracy elastycznej wśród regionalnych rynków biurowych w Polsce – wynika z raportu CBRE „Rynek biur elastycznych w Polsce 2019”. Jest ich tam aż 3,9 tys., podczas gdy w zajmującym drugie miejsce Wrocławiu – 2,15 tys. Dodatkowo to w Krakowie buduje się najwięcej i już wkrótce przybędzie 1,7 tys. stanowisk. Jak wskazują eksperci CBRE, inwestorzy łakomym okiem patrzą na krakowski rynek, który w ciągu najbliższych lat powinien utrzymać obecne, dwucyfrowe tempo wzrostu.

Do miast regionalnych trend pracy w coworkingu zaczął przenikać dopiero w 2012 r., ale zaległości są bardzo szybko nadrabiane. Z elastycznych biur wciąż najchętniej korzystają startupy. Wrocław i Kraków to liderzy pod względem liczebności takich firm i skuteczności pozyskiwania funduszy na innowacyjne działalności. Duże znaczenie ma także kapitał ludzki – oba miasta mogą pochwalić się wyjątkowo wysoką jakością edukacji. Na przykład w Krakowie co roku kierunki ścisłe i informatyczne kończy kilkanaście tysięcy studentów, z których część zaczyna inicjować własne, innowacyjne biznesy i potrzebuje dla nich przestrzeni – mówi Konrad Szaruga, ekspert ds. elastycznych powierzchni biurowych, CBRE.

Łączna ilość powierzchni zajmowanej przez biura elastyczne w Krakowie to aż 23,4 tys. mkw., czyli ok. 3,9 tys. stanowisk pracy. Drugie miejsce zajmuje Wrocław, z 16,9 tys. mkw., a trzecie Katowice, niemal ex aequo z Trójmiastem – mają odpowiednio 7,1 tys. mkw. oraz 6,6 tys. mkw. Na tym nie koniec. Trend trafia na podatny grunt również na innych rynkach regionalnych.

Miasta regionalne jeszcze przed boomem

coworking w polscePrzestrzenie do elastycznej pracy rosną we wszystkich dużych miastach w Polsce, ale na razie żadne nie może porównywać się z Krakowem. I jeszcze przez pewien czas tak zostanie – wynika z danych CBRE. W stolicy Małopolski w budowie i planach na najbliższe 15 miesięcy jest aż 14,5 tys. mkw. powierzchni coworkingowej. To wynik m.in. intensywnego rozwoju Krakowa i rosnącego zapotrzebowania na miejsca do pracy. Z raportu PwC „Raport stanie polskich metropolii: Kraków”[1] wynika, że kapitał miasta rośnie niemal najszybciej w Polsce. Jak wskazują eksperci firmy, Kraków, obok Warszawy, jest najlepiej rozwiniętą polską metropolią, centrum wiedzy, edukacji i kultury. Rosnąca popularność miasta przejawia się m.in. w coraz wyższych cenach nieruchomości, dlatego więcej firm woli tutaj wynajmować, niż kupować przestrzenie biurowe.

Jednak nie tylko Kraków będzie rozwijał się pod kątem dostępnej przestrzeni do pracy elastycznej. W Poznaniu ma powstać 2,5 tys. mkw., a we Wrocławiu planowane jest kolejne centrum biznesowe na 1,5 tys. mkw.

Na razie regionalny rynek elastycznych powierzchni biurowych jest zdominowany przez krajowych operatorów niezależnych czy też wspieranych przez deweloperów. Ze względu na ich rosnące znaczenie i potencjał zaczynają stanowić łakomy kąsek dla zagranicznego kapitału, który bacznie obserwuje wszystkie istotne rynki w Polsce – dodaje Konrad Szaruga.

[1] https://www.pwc.pl/pl/pdf/raport-pwc-polskie-metropolie-krakow-2019.pdf

XI Warsztatowy Kongres Szefów Produkcji

Kongres Szefów Produkcji (5)

Serdecznie zapraszamy 11 i 12 grudnia 2019 r. do Poznania na XI edycję Certyfikowanego Kongresu dla Szefów Produkcji.

Tematem przewodnim będzie Rola kierownika produkcji w budowaniu synergii między ludźmi a technologią.

Pierwszy dzień to inspirujący Kongres, podczas którego 13 uznanych ekspertów i praktyków podzieli się doświadczeniami i dobrymi praktykami ze swoich hal produkcyjnych, odpowiadając na wiele ważnych pytań, m.in.:

  • Jakie dobrać i wdrożyć działania motywacyjne dla różnych grup pracowników na produkcji.
  • Jak przekazać pracownikowi negatywny feedback, tak żeby skorygować jego postępowanie, ale jednocześnie nie stracić pracownika.
  • Jak przełamać stereotypy i zbudować autorytet lidera w zespole.
  • Jak przygotować proces produkcji oraz zespół do wdrożenia nowych technologii w taki sposób, aby uniknąć błędów i zatrzymania produkcji.

Podczas tego spotkania przedstawiciele firmy Toyota Motor Manufacturing Poland Sp. z o.o. opowiedzą o wyzwaniach z jakimi musieli się zmierzyć w związku z produkcją silników do hybryd w Polsce oraz o swoim autorskim procesie rekrutacji, który uprościł selekcję kandydatów i wzmocnił markę pracodawcy.

Na wydarzeniu nie zabraknie również gościa specjalnego – kapitana drużyny Amp Footballu – Przemysława Świercza, który opowie o wpływie kapitana na sukcesy zespołu. Będzie to prawdziwy power speech!

Uzyskanie podczas wydarzenia informacje pozwolą pomyślnie zoptymalizować zarówno procesy produkcyjne w firmie, jak i te związane z zarządzaniem zasobami ludzkimi.

Drugiego dnia zapraszamy na istny tour po produkcji –  warsztaty ze zwiedzaniem hali produkcyjnej fabryki SKF.

Warsztaty poprowadzi Michał Rygiel, który poruszy temat efektywnej współpracy międzydziałowej na produkcji. Zapisani uczestnicy zdobędą wiedzę dotyczącą  zarządzania pracownikami oraz gospodarką magazynową działu UR.

Każdy uczestnik otrzyma prestiżowy Certyfikat poświadczający zdobyte umiejętności.

Spotkajmy się w Poznaniu!

Miejsce: Hotel Novotel |Poznań.
Więcej informacji o wydarzeniu znajdziecie Państwo na oficjalnej:

https://szefowie-produkcji.pl/
http://bit.ly/SzefowieProdukcji_zapisy

Brak dokumentacji remontowej a ustalenie wartości początkowej mieszkania wprowadzanego do ewidencji środków trwałych

Nabyte ponad 20 lat temu po ówczesnych cenach mieszkanie do remontu, przedsiębiorca chciał w 2019 r. wprowadzić do ewidencji środków trwałych działalności polegającej na wynajmie mieszkań i poddać amortyzacji. Nie zachował jednak żadnych faktur i rachunków poświadczających poniesione koszty niezbędne na remont, a zwiększające wartość mieszkania. Wystąpił więc do organu podatkowego z wnioskiem o potwierdzenie, czy ustalenia tej wartości może dokonać w oparciu o aktualną wartość rynkową nieruchomości, a dokładnie na podstawie cen obowiązujących w grudniu roku poprzedniego (interpretacja indywidualna z 26 sierpnia 2019 r., sygn. 0113-KDIPT2-1.4011.352.2019.1.KS).

Wykup mieszkania zastępczego od miasta

W 1995 r. wnioskodawca nabył od gminy miejskiej lokal mieszkalny położony w budynku wielomieszkaniowym z 1961 r., wraz z udziałem w częściach wspólnych. Następnie z uwagi na jego zły stan techniczny dokonał w nim znaczących remontów, w tym m.in. wymiany instalacji: elektrycznej, gazowej i wodno-kanalizacyjnej, a także okien, drzwi i pokrycia podłóg. Obciążające go remonty objęły także części wspólne budynku, również o charakterze istotnym, jak wymiana pionów wodno-kanalizacyjnych czy naprawa dachu. Nie zgromadził jednak dokumentów, które potwierdziłyby poczynione nakłady konieczne na remont lokalu, a tym samym zwiększające wartość mieszkania, a zapłacona w 1995 r. cena 6 400 zł stanowiła jedynie 70% dokonanej wówczas wyceny mieszkania. Gmina udzieliła bowiem 30% bonifikaty z uwagi na jednorazową zapłatę za wykup.

Mieszkanie amortyzowane jako środek trwały

W 2019 r. przedsiębiorca zamierzał wprowadzić przedmiotowe mieszkanie do ewidencji środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych jako środek trwały użytkowany w działalności gospodarczej z przeznaczeniem na wynajem. Do organu interpretacyjnego wystąpił z zapytaniem, jak we wskazanej sytuacji ustalić wartość początkową tego środka trwałego. Przedsiębiorca stał na stanowisku, że nie będzie nią cena, jaką wyznaczyła gmina w 1995 r., a cena rynkowa, ustalona w oparciu o metodę porównawczą środków trwałych tego samego rodzaju z grudnia roku poprzedniego. Zgodnie bowiem z art. 22g ust. 8 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych:

„Jeżeli nie można ustalić ceny nabycia środków trwałych lub ich części nabytych przez podatników przed dniem założenia ewidencji lub sporządzenia wykazu, o których mowa w art. 22n, wartość początkową tych środków przyjmuje się w wysokości wynikającej z wyceny dokonanej przez podatnika, z uwzględnieniem cen rynkowych środków trwałych tego samego rodzaju z grudnia roku poprzedzającego rok założenia ewidencji lub sporządzenia wykazu oraz stanu i stopnia ich zużycia” (Dz.U. 1991 nr 80 poz. 350, ze zm.).

W braku dokumentów podatnik może wycenić wartość sam

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w wydanej 26 sierpnia 2019 r. interpretacji indywidualnej przyznał rację przedsiębiorcy, że ustalenia do amortyzacji wartości początkowej środka trwałego będzie mógł dokonać w oparciu o ceny rynkowe tego samego rodzaju z grudnia roku poprzedzającego rok założenia ewidencji środków trwałych lub sporządzenia ich wykazu oraz stanu i stopnia ich zużycia.

„…ustalenie wartości początkowej środka trwałego w drodze wyceny dokonywanej przez podatnika ma charakter wyjątku od ogólnej zasady ustalania tej wartości na podstawie rzeczywistych, udokumentowanych wydatków poniesionych na nabycie środka trwałego. (…) Niemożność ustalenia wartości początkowej środka trwałego winna zatem dotyczyć tych sytuacji, w których podatnik nie posiada, bo nie musiał posiadać stosownych dokumentów stwierdzających wysokość poniesionych przez niego na nabycie i przystosowanie do używania wydatków (dotyczy np. nabycia określonego składnika majątku przed rozpoczęciem prowadzenia działalności gospodarczej, czy też przeznaczenia do działalności gospodarczej prywatnego składnika majątku). Taka sytuacja ma miejsce w rozpatrywanej sprawie” (sygn. 0113-KDIPT2-1.4011.352.2019.1.KS).

Podsumowanie

To korzystna interpretacja nie tylko dla przedsiębiorców trudniących się profesjonalnym najmem mieszkań, ale także dla „zwykłych” podatników. Amortyzacji poddać można bowiem lokal wynajmowany zarówno w ramach działalności gospodarczej, jak i na cele prywatne. Zatem każdy wynajmujący, który nie posiada dokumentów potwierdzających rzeczywiste wydatki poniesione na nabycie środka trwałego, może dokonać korzystnego dla siebie wprowadzenia go do amortyzacji, w oparciu o aktualną cenę rynkową. Z kolei amortyzacji mieszkania wykorzystywanego do wynajmu w ramach prowadzonej działalności gospodarczej można dokonywać, pod pewnymi warunkami, nawet w czasie, gdy nie jest wynajmowane.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polska 4. największym unijnym eksporterem do Niemiec

Już trzecią dekadę Niemcy zajmują 1. miejsce w polskim eksporcie i imporcie towarów oraz usług. W 2017 r. popyt odbiorców końcowych w Niemczech generował w Polsce 1,4 mln miejsce pracy – wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Nowe oblicze handlu Polski z Niemcami”. Zagraniczny popyt na niemieckie towary i usługi, w których zawarty jest polski komponent, odpowiedzialny był za blisko 29 proc. polskiego eksportu do Niemiec.

Niemcy są największym partnerem handlowym Polski od początku lat 90. XX wieku. Według danych GUS eksport za Odrę stanowił w 2018 roku 28,2 proc. polskiego eksportu towarów, a import – 22,4 proc. Nadwyżka w obrotach z Niemcami sięgnęła w 2018 r. 13,7 mld EUR. W pierwszych pięciu miesiącach 2019 roku Polska stała się szóstym partnerem handlowym Niemiec pod względem wielkości – komentuje Łukasz Ambroziak, analityk w Zespole Handlu Zagranicznego PIE. Wyprzedziliśmy Wielką Brytanię. Spośród państw unijnych, Niemcy miały większe obroty handlowe tylko z Holandią, Francją i Włochami.

W 2018 r. Polska, pod względem wielkości, była ósmym – po USA, Francji, Chinach, Holandii, Wielkiej Brytanii, Włoszech i Austrii – zagranicznym odbiorcą niemieckich towarów. W niemieckim eksporcie i imporcie usług Polska uplasowała się na dziesiątym miejscu. Popyt odbiorców końcowych w Niemczech kreował około 10 proc. wartości dodanej wytworzonej w Polsce (PKB) oraz ponad 9 proc. zatrudnienia i 8 proc. wynagrodzeń brutto. Z kolei popyt finalny w Polsce odpowiadał za około 1,2-1,3 proc. wartości dodanej, liczby pracujących i wynagrodzeń w Niemczech.Polska 4. największym unijnym eksporterem do Niemiec

Polska w globalnych łańcuchach dostaw. USA i Chiny na czele niemieckiego eksportu

Niemcy mają duże znaczenie w powiązaniach Polski z globalnymi łańcuchami wartości. Są one największym zagranicznym dostawcą półproduktów i usług dla polskiego eksportu, a także największym zagranicznym eksporterem polskiej wartości dodanej w postaci półproduktów i usług zawartych w niemieckim eksporcie towarów. Różnimy się jednak od pozostałych trzech państw Grupy Wyszehradzkiej. Niemcy eksportują relatywnie więcej polskiej wartości dodanej, niż ma to miejsce w przypadku pozostałych państw Grupy.

Polski eksport do Niemiec zależy w dużym stopniu od zagranicznego popytu na niemieckie towary i usługi, w których zawarty jest polski komponent. Według ostatnich dostępnych danych, popyt ten kreował blisko 29 proc. polskiego eksportu do Niemiec. Były one ważnym eksporterem polskiej wartości dodanej do USA, Chin, Wielkiej Brytanii i Włoch. Zmiany popytu importowego w tych krajach oddziałują zatem pośrednio na polski eksport do Niemiec – mówi Łukasz Ambroziak. Ma to szczególne znaczenie w dobie trwającej obecnie amerykańsko-chińskiej wojny handlowej czy też zbliżającej się daty wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.Polska 4. największym unijnym eksporterem do Niemiec 2

Szkocka firma inwestycyjna Baillie Gifford doceniła polski startup StethoMe

Szkocka firma inwestycyjna Baillie Gifford, zarządzająca aktywami o łącznej wartości ponad 260 miliardów dolarów, uznała StethoMe za polski startup o największym potencjale ekspansji. W ramach konkursu Baillie Gifford Discovery Competition zrealizowanego wspólnie z korporacyjną fabryką nowych biznesów The Heart oraz kancelarią prawną Bird&Bird, wyłoniono 17 najbardziej obiecujących polskich startupów. Rozwiązanie udostępniające domowy stetoskop, służący do kontroli stanu zdrowia układu oddechowego, otrzymało główną nagrodę w wysokości 10 tys. funtów.

StethoMe_fot. Marian Chrzan Sergiusz Sawin, The Heart_fot. Marian Chrzan Wojciech Radomski_fot. Marian ChrzanDo konkursu wybrano młode firmy z obszaru fintech, machine learning, cyberbezpieczeństwa czy internetu rzeczy, które zaprezentowały swoje rozwiązania 26 i 27 września w Krakowie i Warszawie. Wśród startupów biorących udział w konkursie znalazły się: Abyss Glass, Airly, Billon Group, Cyberus Labs, Digital Fingerprints, Elmodis, Findair, Husarion, Secfense, Indoorway, Infermedica, Nethone, Placeme, Sentione, Skriware, StethoMe i User.com.

Baillie Gifford to firma zarządzająca aktywami, która inwestowała w takich gigantów jak Amazon, Google, Tesla, Spotify czy Salesforce. Firma otworzyła biuro w Krakowie w maju 2018 r., gdzie zatrudnia 36 programistów współpracujących z zespołem IT firmy w Edynburgu.

Zorganizowaliśmy ten konkurs wspólnie z The Heart i kancelarią Bird & Bird, aby przyjrzeć się najlepszym spółkom polskiej branży technologicznej i zwiększyć ich bazę klientów. Możemy się sporo uczyć od tych firm, podpatrując, jak wykorzystują najnowsze technologie do rewolucjonizowania rynków i tworzenia zupełnie nowych produktów. Nasz zespół programistów w Krakowie i główny zespół IT w Edynburgu czerpie inspirację z ich dynamiki i wdrożonych procesów, które pozwalają szybko opracowywać i rozwijać produkty – mówi Derek Martin, dyrektor ds. technologii w Baillie Gifford. – Naszą uwagę zwrócił StethoMe, inteligentny stetoskop połączony ze smartfonem, którego rozwiązanie ma ogromny potencjał rozwoju – dodaje.

Często przy budowie własnych spółek wykorzystujemy rozwiązania polskich startupów. Widzimy ich rosnący potencjał oraz możliwość zagranicznej ekspansji. Zwycięstwo StethoMe w konkursie Baillie Gifford, który wspólnie zorganizowaliśmy, pokazuje jak duży potencjał drzemie w rozwiązaniach medtech. Współpraca z Baillie Gifford to ogromna szansa na rozwój i skalowanie produktu na inne rynki – komentuje Jędrzej Iwaszkiewicz, współzałożyciel The Heart.

Finały konkursu odbyły się w Krakowie 26 września oraz w Warszawie 27 września 2019 r. Do Polski przyjechał kilkunastoosobowy zespół Baillie Gifford, który na co dzień analizuje nowe technologie.

Z przyjemnością wspieramy ten konkurs. Od 2008 roku, czyli od otwarcia biura w Polsce, wspieramy innowacyjne firmy i pomagamy naszym klientom instytucjonalnym we wdrażaniu nowych technologii. To bardzo inspirujące, że udaje nam się znaleźć aż tyle innowacyjnych start-upów w Polsce – mówi Sławomir Szepietowski, szef warszawskiego biura kancelarii Bird & Bird.