PPK jako system nagradzania pracowników

W Polsce aktualnie brakuje pracowników. Według badania przeprowadzonego przez Work Service ponad połowa firm w Polsce ma problem z pozyskaniem osób do pracy. Jak wynika z sondażu Głównego Urzędu Statystycznego pod koniec czerwca 2018 roku było 165 tys. nieobsadzonych stanowisk. Pracodawcy walczą o pracowników oferując im oprócz podstawowych świadczeń różnego rodzaju benefity. Czy oferta PPK, która jest prywatnym sposobem oszczędzania zatrudnionego ale z udziałem m.in. pracodawcy będzie jednym z nich?  

Rynek pracodawcy, który aktualnie przekształcił się w rynek pracownika spowodował, że przedsiębiorstwa w różny sposób starają się uatrakcyjnić ofertę pracy dla potencjalnego pracownika. Karnety na siłownię, świadczenia medyczne, bony na zakupy to tylko niektóre z nich.

– Teraz może dojść jeszcze jeden. Jestem przekonany, że oferta oszczędzania w PPK i składek płaconych przez pracodawców, może przyciągnąć wielu kandydatów. Oszczędzanie, partycypowanie w oszczędzaniu na przyszłość jest bardzo popularne szczególnie w Europie Zachodniej. Prym wiodą Holandia, Islandia, Irlandia czy kraje skandynawskie. Polska w tych rankinkach jest niestety na szarym końcu. PPK mogą zmienić sytuację w zakresie oszczędzania własnych środków na przyszłość. Jeśli pracodawcy będą wyraźnie komunikować, że u nich w firmie program może być realizowany i został zgromadzony odpowiedni budżet to zyskają w ten sposób nowe narzędzie pomocne w procesach rekrutacyjnychwyjaśnia prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

PPK ma trochę inny charakter. PPK to prywatny sposób oszczędzania zatrudnionego uwzględniający udział pracodawcy i państwa. Uzbieraną kwotę można przeznaczyć na emeryturę, mieszkanie, ale także na poratowanie zdrowia. Przystępując do programu jesteśmy właścicielami składek już na początku oszczędzania.

prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami
prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami

– Co ważne środki zgromadzone na rachunku PPK nie podlegają egzekucji sądowej ani administracyjnej (poza alimentami), a także istnieje możliwość dziedziczenia aktywów. Przy łącznej wpłacie 3,5%, PW i udziale państwa uczestnik przez okres 40 lat pracy może uzbierać około 100 000 PLN. Program startuje już 1 lipca 2019 r. – tłumaczy prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

Dlatego pracodawcy, którzy zapiszą w budżecie maksymalną stawkę płaconą w imieniu swoich pracowników mogą zyskać najlepszych pracowników. Trzeba im tylko uświadomić zalety oszczędzania, pokazać kwoty, które mogą zyskać w taki sposób.

To może być znakomite narzędzie dla pracodawców, dla ich działów HR, żeby zintensyfikować proces rekrutacji.

Nationale-Nederlanden PTE w ewidencji PPK, pokazuje ofertę

Nationale-Nederlanden Powszechne Towarzystwo Emerytalne może już ruszać z ofertą dla pracodawców na prowadzenie i zarządzanie PPK – zostało wpisane do ewidencji PPK prowadzonej przez Polski Fundusz Rozwoju. Nationale-Nederlanden PTE będzie pobierać niższe niż przewidziane w ustawie opłaty za zarządzanie PPK. W przypadku funduszu zdefiniowanej daty 2025 – będzie to zaledwie 0,2 proc., a w pozostałych funduszach 0,42 proc. w skali roku.

Polski Fundusz Rozwoju wpisał Nationale-Nederlanden PTE do ewidencji PPK. To niezbędny warunek do prowadzenia Pracowniczych Planów Kapitałowych. Firmy, które na koniec 2018 roku zatrudniały ponad 250 pracowników, będą miały obowiązek uruchomienia PPK najpóźniej w październiku br.

Wpis do ewidencji PPK formalnie umożliwia przedstawienie oferty i rozpoczęcie wdrażania PPK u pracodawców. W ewidencji mogą znaleźć się instytucje finansowe, które mają odpowiednie doświadczenie w zakresie zarządzania funduszami, posiadają kapitał własny w wysokości co najmniej 25 mln zł oraz utworzą odpowiednią liczbę funduszy zdefiniowanej daty. Nationale-Nederlanden PTE od 20 lat zarządza największym pod względem wartości aktywów (obecnie około 39 mld zł) Otwartym Funduszem Emerytalnym. Ma jeden z najlepszych zespołów inwestycyjnych na rynku – co potwierdzają długoterminowe wyniki funduszy. Już w styczniu – jako pierwsza instytucja finansowa w Polsce – zarejestrowało 8 funduszy zdefiniowanej daty niezbędnych do prowadzenia Pracowniczych Planów Kapitałowych.

Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE
Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE

– Wpis do ewidencji prowadzonej przez PFR umożliwia nam przedstawienie oferty na prowadzenie PPK. Chcemy zachęcić Polaków do oszczędzania z myślą o przyszłej emeryturze. PPK to najlepszy i najbardziej opłacalny, z istniejących na rynku, programów długoterminowego oszczędzania. Dlatego zdecydowaliśmy się wprowadzić niższe niż zapisane w ustawie opłaty za zarządzanie PPK. W funduszu zdefiniowanej daty 2025, czyli tym, który jest szczególnym funduszem w naszej ofercie, ze względu na brak możliwości inwestycji w akcje od 2026 roku, nasza opłata to tylko 0,2 proc. – mówi Grzegorz Chłopek, prezes Nationale-Nederlanden PTE – w pozostałych funduszach opłata wyniesie 0,42 proc., a więc również niżej niż przewiduje to ustawa – dodaje.

Dodatkowo opłata za zarządzanie we wszystkich funduszach zdefiniowanej daty do 30 czerwca 2020 roku została obniżona do 0,01 proc., a opłata za wynik nie będzie pobierana do końca br.

Oprócz niższych opłat za zarządzanie funduszami Nationale-Nederlanden PTE zaoferuje pracodawcom także pomoc przy wdrożeniu i obsłudze PPK, m. in. w ramach integracji z systemem kadrowo-płacowym, wsparcia pracodawców na etapie wdrożeniowym i powdrożeniowym oraz akcji informacyjnych dla pracowników firmy. Będzie również wspierać wszystkie procesy obsługowe przez własny Portal PPK, niezależnie od posiadanego systemu kadrowo-płacowego w firmie.

Pracownicze Plany Kapitałowe to program mający zachęcić Polaków do długoterminowego oszczędzania na emeryturę. Głównym założeniem jest współuczestniczenie w oszczędzaniu pracownika, pracodawcy oraz państwa. Do PPK zapisani zostaną wszyscy pracownicy pomiędzy 18 a 55 rokiem życia, za których odprowadzane są składki na ubezpieczenia społeczne. Jednocześnie w dowolnym momencie mogą oni zrezygnować z uczestnictwa w programie.

Globalne rynki akcji pod presją ryzyka

Michał Milewski, Zarządzający Funduszami Union Investment TFI
Michał Milewski, Zarządzający Funduszami Union Investment TFI
  • Eskalacja wojny handlowej USA – Chiny
  • Niepokój na Bliskim Wschodzie
  • Niższe tempo wzrostów wyników spółek amerykańskich

Globalne rynki akcji w ostatnich dniach były pod presją pogłębienia napięć w stosunkach handlowych Stanów Zjednoczonych z Chinami. Inwestorzy oczekują na rozwój sytuacji, ale nie widać nastrojów optymistycznych.

Dobre odczyty wskaźników makroekonomicznych w Stanach Zjednoczonych dostarczyły inwestorom chwilowego optymizmu. Nominalnie PKB w USA wzrósł o 5%, co było bardzo wysokim wynikiem. Wskaźniki wyprzedzające koniunktury w USA nadal spadały, ale dynamika tych spadków była już mniejsza.

Wyniki amerykańskich spółek po pierwszym kwartale roku pokazały wzrosty, ale mniejszej skali niż w poprzednich okresach. Przeciętnie przychody spółek rosły o 5%, ale zysk netto tylko o 2%, co wskazuje na problemy z utrzymywaniem rentowności. Inwestorzy oczekują podobnie słabszego niż historycznie drugiego kwartału, odbicia w trzecim i powrotu do solidnych wzrostów dopiero w ostatnim kwartale 2019 roku.

Nastroje na rynkach są słabe także pod wpływem eskalacji konfliktu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Efekty napięć są już odzwierciedlone w wysokich cenach ropy naftowej, ale obawy inwestorów są głębsze i sięgają nawet scenariuszy uwzględniających rozwiązania militarne. W takim przypadku należałoby się spodziewać kolejnych drastycznych podwyżek cen ropy, co wyjątkowo negatywnie wpłynie na gospodarki rozwijające się i rozbudzi oczekiwania inflacyjne.

Urząd skarbowy przedłużał zwrot VAT tylko po to, by go przedłużyć

Organ, przedłużając termin zwrotu VAT przedsiębiorcy, nie musi wykazywać istnienia dowodów przemawiających za niezasadnością zwrotu. Musi natomiast wykazać, że istnieją okoliczności decydujące o potrzebie dalszej weryfikacji. Uprawnienie do przedłużania zwrotu podatku nie może być traktowane jako prewencyjne upoważnienie do opóźniania realizacji praw podatnika – orzekł w wyroku z 20 marca 2019 r. Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. akt I FSK 97/19).

Na mocy art. 87 ust. 2 ustawy o podatku od towarów i usług należny podatnikowi zwrot VAT, czyli zwrot nadwyżki podatku naliczonego nad kwotą podatku należnego, powinien nastąpić w terminie 60 lub 25 dni od dnia złożenia przez niego rozliczenia. Jednak jeśli zasadność zwrotu wymaga dodatkowego zweryfikowania, naczelnik urzędu skarbowego może ten termin wydłużyć (Dz.U. 2004 nr 54, poz. 535, ze zm.). Art. 274b § 1 Ordynacji podatkowej precyzuje, że gdy przed podjęciem lub w trakcie przeprowadzania czynności sprawdzających zasadność zwrotu VAT okaże się, że nie będą one mogły zostać zakończone w terminie zwrotu, organ podatkowy może postanowić o przedłużeniu tego terminu właśnie do czasu zakończenia tych czynności (Dz.U. 1997 nr 137, poz. 926, ze zm.).

Dla fiskusa czas to pojęcie względne

W styczniu 2017 r. jedna ze spółek z o.o. złożyła w urzędzie skarbowym deklarację dla podatku od towarów i usług za grudzień 2016 r., wykazując w niej nadwyżkę naliczonego VAT nad należnym w wysokości blisko 61 tys. zł. Wraz z deklaracją VAT-7 wniosła o dokonanie zwrotu VAT na jej rachunek bankowy w terminie 25 dni.

Naczelnik urzędu skarbowego zwrotu nie dokonał. W maju 2017 r., a więc znacznie później niż 25 dni, jak również dużo później niż we wskazanym w art. 87 ust. 2 ustawy o VAT terminie 60-dniowym, wydał postanowienie o przedłużeniu terminu na zwrot do 24 sierpnia 2017 r. W uzasadnieniu powołał się na konieczność przeprowadzenia czynności sprawdzających w zakresie dokonywanych przez spółkę dostaw na rzecz podmiotów spoza Unii Europejskiej.

Postanowienie o przedłużeniu wydane bez uzasadnienia i po terminie

31 maja 2017 r. spółka wniosła zażalenie do Dyrektora Izby Administracji Skarbowej. Wśród jego podstaw podniosła m.in. nienależyte uzasadnienie postanowienia w zakresie konieczności dodatkowego zweryfikowania zasadności zwrotu VAT, jak i wydania postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu już po jego upływie.

Dowolność weryfikacji w rozsądnym terminie

DIAS podtrzymał moc postanowienia wydanego przez naczelnika urzędu skarbowego. Stwierdził, że organ zmuszony był do weryfikacji transakcji u kontrahentów spółki. Jako że ci nie udzielili wszystkich odpowiedzi na żądania organu w terminie, ten zmuszony był przedłużyć czynności sprawdzające, a więc i sam termin zwrotu VAT. Co najważniejsze, zdaniem organu odwoławczego wskazany w art. 87 ust 2 ustawy o VAT termin zwrotu nie ma charakteru bezwzględnego, bowiem organ podatkowy ma prawo zweryfikować zasadność tego zwrotu, a sam przepis nie określa w ogóle przesłanek weryfikacji. Wg DIAS wyznaczenie przez organ dodatkowego terminu na weryfikację uzasadnione było obiektywnymi, niezależnymi od niego okolicznościami, a sam dodatkowy termin jest terminem rozsądnym.

Złamanie przez organy trzech podstawowych zasad postępowania podatkowego

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie 12 września 2018 r. przychylił się do wniesionej przez spółkę skargi. Jak ustalił sąd, postanowienia organów obu instancji nie zawierają wyjaśnienia, na jakiej podstawie urząd skarbowy powziął wątpliwości co do zasadności zwrotu podatku. Organ nie uzasadnił tego w sposób jasny i precyzyjny. Jako podstawę przedłużania zwrotu VAT spółce, naczelnik urzędu skarbowego wskazał jedynie konieczność przeprowadzenia dodatkowej weryfikacji i brak możliwości pełnego zbadania wszelkich okoliczności faktycznych, a samej czynności sprawdzania kontrahentów spółki nie można uznać za „uzasadnione wątpliwości”.

„Słusznie podniesiono w skardze, że postanowienie przedłużające termin wnioskowanego przez skarżącą zwrotu, powinno wskazywać przyczyny dokonywania dodatkowej weryfikacji zasadności tego zwrotu i je uzasadniać. Podkreślić należy, że powodem niedokonania zwrotu nie może być tylko sam fakt wydania postanowienia. Takie postępowanie narusza bowiem podstawowe zasady procedury podatkowej (…): działania organu na podstawie przepisów prawa, prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie do organów oraz wyjaśnienia zasadności przesłanek, którymi kieruje się organ przy załatwieniu sprawy” (sygn. akt III SA/Wa 3431/17).

Organy muszą wytłumaczyć, dlaczego uznały, że istnieje potrzeba dalszej weryfikacji

Sąd nie odniósł się wprost do podniesionego przez skarżącą zarzutu wydania postanowienia o przedłużeniu zwrotu VAT już po jego upływie. Zauważył jednak, że od czasu, gdy spółka złożyła wniosek o zwrot, do czasu podjęcia pierwszych czynności wyjaśniających przez urząd skarbowy z końcem marca 2017 r. upłynęły blisko trzy miesiące. Następnie do maja 2017 r. czekał ze skierowaniem wniosku do innego urzędu o udzielenie informacji nt. wywozu towarów poza granice UE. Dopiero po wszczęciu kontroli podatkowej w sierpniu 2017 r. wystąpił do skarżącej o przedstawienie ksiąg podatkowych.

„W tej sytuacji trafnie zarzucono w skardze, że już ta korelacja zdarzeń, tj. dokonywanie wybiórczych czynności w blisko trzymiesięcznych odstępach, a zatem wtedy gdy dobiega końca termin przedłużenia zwrotu – jest podstawą do wniosku, że przesłanki przedłużenia mają charakter wyłącznie pozorny. Służą zatem jedynie przedłużeniu zwrotu podatku VAT, a nie rzeczywistej weryfikacji zasadności zwrotu” (sygn. akt III SA/Wa 3431/17).

Przedłużanie zwrotu VAT nie rozstrzyga o jego zasadności, a jedynie ją bada

DIAS wniósł skargę kasacyjną od tego wyroku, podnosząc, że WSA dokonał błędnej wykładni przepisów art. 87 ust. 2 ustawy o VAT i 274b § 1 Ordynacji podatkowej. Zdaniem DIAS zwrot „zasadność zwrotu wymaga dodatkowego zweryfikowania” nie oznacza konieczności wskazania szczegółowych dowodów potwierdzających wątpliwości organu, a jedynie rodzi obowiązek poinformowania podatnika o dodatkowej weryfikacji. Organ nie musi wykazywać istnienia wątpliwości co do zasadności zwrotu, a podejmować czynności w celu jej zbadania. W postępowaniu tym organ nie rozstrzyga bowiem o zasadności zwrotu.

Przedłużanie zwrotu VAT jest wyjątkiem, nie może być stosowane prewencyjnie

NSA nie dopatrzył się błędów w orzeczeniu WSA. Jak stwierdził, WSA przyznał, że organ nie musi wykazywać istnienia dowodów uzasadniających nienależność zwrotu. Wskazał natomiast organom, że wydając postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu, muszą wykazać, że istnieją okoliczności determinujące potrzebę dalszej jego weryfikacji. WSA dokonał trafnej interpretacji art. 87 ust. 2 ustawy o VAT, że przedłużanie terminu zwrotu podatku ma charakter wyjątkowy, stanowiąc istotną ingerencję w prawo podatnika do odzyskania nadwyżki VAT, będącym fundamentem konstrukcji tego podatku. Dlatego też korzystanie z tej instytucji wymaga wyczerpującego uzasadnienia, rozwiewającego wątpliwości podatnika co do zasadności ingerencji w jego prawo. Organy podatkowe powinny wskazać, co wzbudziło ich wątpliwości i wytłumaczyć, dlaczego ich zdaniem konieczne jest przeprowadzenie dalszej weryfikacji. W przeciwnym razie podatnik może odnieść wrażenie, że działania organów mają jedynie charakter prewencyjny, a to nie usprawiedliwia przedłużającego się odroczenia realizacji jego praw.

Zdaniem NSA sposób sformułowania przez organ uzasadnienia postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu nie spełnia wymogów zarówno materialnoprawnych, jak i procesowych tego aktu. Oddalając skargę kasacyjną organu, NSA stwierdził: „Analiza uzasadnienia spornego postanowienia potwierdza zatem, że nie zawiera ono jakiejkolwiek wzmianki o wątpliwościach determinujących przedłużenie terminu zwrotu podatku. O ile znany jest przebieg czynności samego organu i ich ogólnie nakreślony cel (…) o tyle brak jest wyjaśnień, co w istocie wzbudziło podejrzenia NUS i z jakich względów konieczne jest dalsze badanie prawidłowości transakcji, a także jakie konkretnie okoliczności faktyczne wymagają sprawdzenia” (wyrok NSA z 20 marca 2019 r., sygn. akt I FSK 97/19).

Sprawne odzyskiwanie VAT i reprezentacja przedsiębiorców w sporach z fiskusem

Orzeczenie NSA, jak i poprzedzający je wyrok WSA kolejny raz potwierdzają, że urzędnicy skarbowi traktują instytucję przedłużenia terminu zwrotu VAT nie jako instytucję wyjątku od mającej pierwszeństwo reguły zwrotu, a jako środek do przetrzymywania należnych przedsiębiorcom pieniędzy. Codzienne ryzyko i trudy prowadzenia działalności gospodarczej swoją drogą, a urzędnicze życie swoją. A nikomu oprócz fiskusa ta zwyczajowa już opieszałość w realizacji fundamentalnego dla podatku VAT prawa podatnika nie służy. Rozstrzyganiem sporów na tym tle latami zawalone są sądy. Nawet Skarb Państwa cierpi, będąc zmuszonym do ponoszenia kosztów prowadzenia tych sporów. Oczywiście najcięższe konsekwencje ponoszą przedsiębiorcy. Jak podkreślił Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu w wyroku z 9 listopada 2017 r.: „(…) organ podatkowy podnosząc fakt zaprzestania działalności gospodarczej przez Skarżącą, zapomniał o tym, że wstrzymał zwroty VAT Skarżącej opiewające na wysokie kwoty, co mogłoby być kluczowym czynnikiem finansowym uniemożliwiającym prowadzenie dalszej działalności gospodarczej” (sygn. akt I SA/Wr 203/17).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

5 trendów technologicznych w branży automotive

Branża motoryzacyjna to bez wątpienia jeden z obszarów, które stawiają największe wyzwania przed światem IT. Innowacyjne technologie sprawiają, że rynek automotive może zmienić się nie do poznania na przełomie następnych kilkunastu lat. Inżynierowie pracujący nad nowymi rozwiązaniami dla kierowców mają znaczenie więcej do zaproponowania niż rozwój elektromobilności i systemy bezpiecznego parkowania.

„Przemysł samochodowy przechodzi obecnie rewolucyjne zmiany, głównie za sprawą cyfrowej transformacji zmieniającej tradycyjny model biznesowy i podążających za nią najnowszych technologii, takich jak łączność, systemy wspomagania jazdy, elektromobilność czy sztuczna inteligencja. Dzięki możliwościom, jakie dają najnowsze sieci telekomunikacyjne, Big Data czy Mobile Edge Computing, możemy przypuszczać, że już wkrótce będzie możliwa całkowicie autonomiczna jazda samochodem, rozumianym jako platforma do przemieszczania się oferująca wiele usług, w tym komunikacji i interakcji ze światem na szeroką skalę” – powiedział Piotr Krzysztofik, prezes GlobalLogic Polska i Chorwacja.

Eksperci GlobalLogic przedstawiają zestawienie pięciu trendów motoryzacyjnych, które będą w powszechnym użyciu na przełomie kilkunastu następnych lat. Wszystkie poniższe technologie oparte są o oprogramowanie z takich obszarów, jak przemysł 4.0 (Industry 4.0), rozszerzona rzeczywistość (AR, Augmented Reality) oraz Internet rzeczy (IoT, Internet of Things).

Wyświetlacze ciekłokrystaliczne LCD i AR

Ta technologia jest już powszechna we współczesnych pojazdach, będąc rynkowym standardem. Obecnie konsumenci oczekują tego, aby ekrany dotykowe LCD w autach charakteryzowały się przede wszystkim dużą rozdzielczością. Wyświetlacze stają się coraz lepsze, tańsze i obsługują coraz więcej funkcji, stanowiąc wielki panel informacyjny. W ciągu najbliższych lat standardem w produkcji nowoczesnych aut stanie się wykorzystanie szyby przedniej jako głównego miejsca wyświetlania wszystkich informacji, czyli rozwiązanie o nazwie Head Up Display (HUD). Pozwoli to kierowcom prowadzić auto i jednocześnie sprawdzać dane bez konieczności odrywania oczu od drogi, co zmaksymalizuje bezpieczeństwo kierowcy i pasażerów. Do wyświetlania informacji będą wykorzystywane także boczne szyby, które docelowo mają zastąpić lusterka.

W tym punkcie warto wspomnieć o możliwościach, jakie daje zastosowanie w samochodach technologii rzeczywistości rozszerzonej (ang. augmented reality, AR). Wykorzystujące ją interaktywne platformy symulacyjne mają za zadanie wyświetlanie kierowcy informacji na przedniej szybie pojazdu na temat wszelkich zdarzeń na drodze, takich jak: wtargnięcie pieszych na jezdnię czy zachowanie bezpiecznej odległości do poprzedzającego samochodu. Przewagą rozwiązania nad tradycyjnymi multimedialnymi systemami samochodowymi jest wyświetlanie informacji na przedniej szybie w taki sposób, aby kierowca mógł patrzeć w kierunku jazdy, nie spuszczając wzroku na wyświetlacz.

Czarne skrzynki i nowe systemy wspomagania w samochodach

Kolejną nowością, która w najbliższych latach stanie się standardem w produkcji pojazdów, jest zaopatrzenie samochodów w obowiązkowe czarne skrzynki. Nowe przepisy dotyczące systemów bezpieczeństwa w samochodach (opracowywane obecnie przez Komisję Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów Parlamentu Europejskiego) zaczną obowiązywać najpóźniej w 2022 roku. W związku z tym producenci aut w najbliższej przyszłości będą zmuszeni zaopatrywać samochody w czarne skrzynki rejestrujące ostatnie 20 sekund przed wypadkiem, a także inne rozwiązania: system wykrywania pieszych na drogach, blokady uruchomienia pojazdu przez pokładowe „alkomaty”, automatyczne dostosowanie prędkości pojazdu do obowiązujących w danym miejscu ograniczeń (tzw. system ISA), zaawansowane systemy wspomagania kierowcy.

Komunikacja V2X

Technologia komunikacji V2X (ang. vehicle-to-everything) to obecnie szybko rozwijający się segment w branży motoryzacyjnej. Rozwiązania oparte na tej technologii pozwalają na komunikowanie się pojazdu z dowolnym urządzeniem poprzez specjalne moduły transmisyjne, sensory ruchu drogowego i maszty radiowe. Istnieje zatem możliwość kontaktowania się samochodów między sobą (V2V, vehicle-to-vehicle), pojazdu z elementami infrastruktury, jak na przykład identyfikacji znaków drogowych (V2I, vehicle-to-infrastructure), pojazdu z siecią elektryczną (V2G, vehicle-to-grid), a także pojazdu z ludźmi (V2P, vehicle-to-people).

Carsharing, czyli usługi współdzielenia pojazdów

Usługa polega na odpłatnym udostępnianiu użytkownikom pojazdów przez operatora usługi. Dzięki aplikacjom mobilnym użytkownicy mają dostęp do floty pojazdów, które mogą wynajmować na minuty czy godziny. Carsharing działa w oparciu o te same zasady, które rządzą systemem rowerów miejskich czy wypożyczalni hulajnóg. Usługa carsharingu jest ściśle związana z rozwojem elekromobilności, a razem te dwa trendy tworzą podstawę motoryzacji przyszłości, opartej o nowe technologie. Jak wynika z raportu PwC „The five dimensions of automotive transformation”[1], w 2030 roku co trzeci kilometr przejechany w Europie będzie realizowany w formie współdzielenia.

Autonomiczna jazda

Auta potrafiące bez ingerencji kierowcy pokonywać wyznaczone trasy oraz poprawnie wykonywać manewry – hamowania, wymijania, parkowania – to już nie science fiction, ale realne możliwości nowoczesnych pojazdów testowane przez gigantów branży motoryzacyjnej. Upowszechnienie się autonomicznej jazdy to kwestia następnych kilkunastu lat. Wszystko dzięki technologiom pozwalającym utrzymać odpowiednią odległość od poprzedzającego pojazdu (tempomat adaptacyjny, Adaptive Cruise Control), asystenci pasa ruchu utrzymujący samochód pomiędzy liniami na jezdni (Lane Centering), asystenci parkowania, dzięki którym auto samo potrafi wybrać miejsce na postój i bez pomocy kierującego wjechać w lukę pomiędzy pojazdami, czy systemy samoczynnego hamowania (Emergency Braking). Systemy te są określone jako ADAS, czyli Advanced Driver Assistance Systems. W dalszej perspektywie inteligentne samochody będą same parkować pod wskazanym przez właściciela adresem. To przyczyni się do zrewolucjonizowania myślenia o przestrzeni miejskiej – parkingi pod domami zostaną zastąpione przez parkhouse’y, w których auta będą pozostawiane na noc. Według prognoz KPMG tego typu technologie sprawią, że do 2025 r. 50 proc. indywidualnych właścicieli samochodów nie będzie chciało korzystać z auta jako właściciel, co przyczyni się do zrewolucjonizowania rynku motoryzacyjnego.

[1] Źródło: https://www.pwc.at/de/publikationen/branchen-und-wirtschaftsstudien/eascy-five-trends-transforming-the-automotive-industry_2018.pdf.

Liczba cudzoziemców ubezpieczonych w ZUS wzrosła pięciokrotnie w ciągu pięciu lat

Z najnowszych danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że już niemal 610 tys. cudzoziemców płaci składki w Polsce na ubezpieczenia społeczne[1]. To ponad pięć razy więcej, niż na początku 2014 roku. Grupą, której liczebność zmieniła się najbardziej są Ukraińcy – w ciągu pięciu lat ich liczba wzrosła niemal trzynastokrotnie. Zdaniem ekspertów Personnel Service, negatywne prognozy dotyczące napływu cudzoziemców nie sprawdzą się i pracowników z zagranicy nadal będzie przybywać.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service

– Polski rynek pracy cały czas bije rekordy. Liczba wakatów jest obecnie najwyższa od kilku lat, a bezrobocie najniższe od niemal 20 lat. Uzupełnieniu braków na rynku nie pomaga nawet wzrost płac, który wyniósł średnio około 700 zł w ciągu ostatnich czterech lat. Na podstawie najnowszych danych ZUS widzimy wyraźnie, że coraz więcej pracowników z zagranicy pracuje u nas legalnie. Jak przewidywaliśmy, obawy wzbudzone przez spadek liczby Ukraińców w końcówce 2018 były bezpodstawne. Było to tylko chwilowe odstępstwo od utrzymującej się tendencji wzrostowej. W pierwszym kwartale br. odnotowano wzrost o około 35 tys. – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy.

Nie tylko Ukraińcy

Ukraińcy, Białorusini, Mołdawianie i Hindusi to narodowości, których najwięcej przybyło na polskim rynku pracy w trakcie ostatnich pięciu lat – wynika ze wskazań ZUS. Pierwsze z trzech narodowości obejmuje uproszczona procedura zatrudniania – oznacza to, że pracodawca nie musi ubiegać się o czasochłonne pozyskiwanie zezwolenia na pracę. Proces zatrudnienia jest zdecydowanie łatwiejszy, dlatego firmy chętniej wybierają takich pracowników.

Liczba Ukraińców wzrosła aż trzynastokrotnie, z 35,5 tys. na początku 2014 roku do 454,5 obecnie. Białorusinów mamy obecnie pięć razy więcej – z 6,5 tys. do 36 tys. Liczba Mołdawian wzrosła niemal siedmiokrotnie, osiągając liczbę prawie 9 tys. Natomiast pracowników z Indii ubezpieczonych w ZUS mamy obecnie ponad czterokrotnie więcej, niż w na początku 2014 roku i uzupełniają oni ponad 6 tys. wakatów na polskim rynku pracy.

– Szacujemy, że na koniec 2019 odnotujemy 25-30% wzrost liczby Ukraińców zarejestrowanych w ZUS w porównaniu do końcówki 2018 – dodaje Krzysztof Inglot.

Dane z ostatniego Barometru Imigracji Zarobkowej Personnel Service wskazują, że pracowników z Ukrainy zatrudnia obecnie co piąta firma, a z Białorusi mniej więcej co dziesiąta. Mołdawian ma w swojej załodze ok. 1% pracodawców. W badaniu były brane pod uwagę narodowości objęte uproszczoną procedurą zatrudniania.

[1] http://psz.zus.pl/kategorie/ubezpieczeni/ubezpieczenia-emerytalne-i-rentowe

Grupa AFORTI przedstawiła wyniki po I kw. 2019 roku

Ponad 203,78 mln zł skonsolidowanego przychodu netto ze sprzedaży i 295 tys. zł zysku netto w I kwartale 2019 roku wygenerowała Grupa AFORTI – holding finansowy świadczący usługi pożyczkowe, windykacyjne i faktoringowe dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw oraz zarządzający platformą wymiany walut online dla firm. Tym samym, w okresie zaledwie trzech pierwszych miesięcy 2019 roku, spółki zarządzane przez Klaudiusza Sytka osiągnęły wzrost na poziomie 103,95 proc. w porównaniu do I kwartału 2018 roku.

Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Aforti Holding
Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Aforti Holding

Przychody netto Grupy Aforti – sięgające poziomu 203,8 mln zł – są po I kwartale 2019 roku wyższe o 103,95 proc. od przychodów uzyskanych w analogicznym okresie roku poprzedniego. Jednocześnie, zysk netto po I kwartale br. wyniósł 295 tys. zł w odniesieniu do 717 tys. zł zanotowanych rok wcześniej. Zmiana ta wynika z dynamicznego rozwoju spółek wchodzących w skład Grupy Aforti, rozbudowy ich struktur oraz towarzyszącemu temu rosnącego zatrudnienia. Nie bez znaczenia pozostają także nakłady inwestycyjne związane z rozpoczęciem działalności Aforti Finance w Rumunii. W kwietniu spółka ta przyjęła pierwsze wnioski od przedsiębiorców o udzielnie pożyczek.Aforti Holding SA wyniki finansowe za IQ 2019

Przedstawione wyniki finansowe Grupa AFORTI osiągnęła dzięki stale rosnącemu zapotrzebowaniu sektora MSP na zewnętrzne finansowanie oraz profesjonalne wsparcie w   zarządzaniu procesami windykacyjnymi oraz faktoringowymi. Perspektywiczność branż, w których działają: Aforti Finance, Aforti Exchange, Aforti Collections i Aforti Factor dają Grupie wysoki potencjał wzrostu w kolejnych kwartałach 2019 roku.

Nasza aktywność na rynku finansowym przynosi wymierne korzyści finansowe, co potwierdzają pozytywne wyniki za I kwartał 2019 roku. Zgodnie ze strategią rozwoju przyjętą na najbliższe miesiąca i lata, stale pracujemy nad realizacją naszych ambitnych wyzwań i planów, jak chociażby – rozpoczęcie działalności leasingowej, ekspansja zagraniczna platformy wymiany walut online dla firm do co najmniej 7 nowych krajów, wśród których możemy wymienić: Czechy, Węgry, Chorwację, Serbię, Bośnię i Hercegowinę, Albanię oraz Macedonię,  rozwój sieci sprzedaży na terenie całej Polski, a także usprawnienie w zakresie technologii naszych procesów i produktów. Skuteczna realizacja strategii biznesowej powinna przełożyć się na wzmocnienie potencjału wzrostu Grupy AFORTI oraz jej wartość w kolejnych latach. Pierwszy kwartał tego roku pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość w kontekście dynamicznego rozwoju naszej Grupy. Pragnę przypomnieć, że prężnie budujemy zasięgi naszych usług poza granicami kraju– w minionym roku na rynku rumuńskim pojawiła się kolejna z naszych spółek – Aforti Finance.  Zauważamy już wymierne – w postaci znakomitych efektów sprzedażowych – efekty połączenia spółek LifeBelt i Aforti Collections, które od końca 2018 roku działają już pod marką Aforti. podsumowuje Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Aforti Holding.

Znaczącemu rozszerzeniu portfolio produktów i usług oferowanych mikro, małym i średnim przedsiębiorcom przez spółki z Grupy AFORTI będzie towarzyszyć rozwój nowych obszarów działalności, oparty m.in. na poszerzeniu portfela produktowego dla małych i średnich przedsiębiorców w zakresie leasingu. W tym celu AFORTI planuje powołać w ciągu najbliższych lat nową spółkę, ale niewykluczona jest także akwizycja istniejącego już podmiotu.

Tylko w I kwartale 2019 roku:

  • Wartość sprzedanych mikropożyczek przez Aforti Finance wyniosła 7,18 mln zł na koniec IQ 2019
  • Spółka stale rozwija swoje działania w zakresie udzielania pożyczek.
  • Na platformie wymiany walut online dla firm spółka Aforti Exchange wygenerowała 99,2 mln EUR obrotu względem 46,1 mln EUR w IQ 2018.
    • Dynamika wartości wymienionej waluty YoY w IQ 2018 względem IQ 2018 wyniosła na polskiej platformie 115,17
    • Spółka prowadzi działania mające na celu dalszy rozwój i wprowadzanie usług na rynkach zagranicznych.
  • Jednocześnie na rumuńskiej platformie spółka Aforti Exchange Romania zanotowała
    w IQ 2019 roku 30,8 mln EUR co w porównaniu do roku poprzedniego stanowi wzrost o 326,97 proc.
  • W spółce Aforti Factor, narastająco w pierwszym kwartale 2019 roku wartość sfinansowanych wierzytelności osiągnęła poziom 10,31 mln zł, co oznacza wzrost o 251,69 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim.
  • Spółka konsekwentnie prowadzi rozwój sieci sprzedaży, równolegle z rozbudową systemu online zarówno sprzedażowego, jak i analitycznego.
  • W wyniku nabycia w 2018 roku 76,9 proc. udziałów w lubelskiej spółce LifeBelt, specjalizującej się m.in. w masowej windykacji na zlecenie banków, firm pożyczkowych, telekomów oraz innych windykatorów, w perspektywie 2-3 lat, Aforti Collections systematycznie wzmacnia swój udział w rynku windykacji.
  • Wartość nominalna zleceń windykacyjnych pozyskanych przez Aforti Collections
    w I kwartale 2019 roku wyniosła 105,15 mln zł

    • Ponadto spółka systematycznie pracuje nad dywersyfikacją portfela Klientów, rozbudową call-center, rozwojem obsługi prawnej, a także rozbudową sieci sprzedaży.

Jak odkryć „talenty” podczas rekrutacji?

Czy jest sposób, aby trafnie zidentyfikować osoby o wysokim potencjale i niosące firmie wyłącznie same korzyści? Dr Robert Hogan, wybitny amerykański psycholog wskazał cechy osobowości na które należy zwrócić uwagę podczas rozmów kwalifikacyjnych.

Podczas rekrutacji od każdego kandydata usłyszymy, że jest komunikatywny
i zorientowany na cel, umie budować relacje z ludźmi, oraz zarządzać swoim czasem. Niestety to, że w poprzednim miejscu pracy odnosił sukcesy nie gwarantuje, że w kolejnej firmie również tak się stanie. Należy sprawdzić nie tylko jego indywidualne predyspozycje do pracy z danym produktem lub usługą, ale także cechy osobowości, które go motywują oraz, czy pasuje do zespołu, do którego ma dołączyć. Podczas rozmów rekrutacyjnych warto przede wszystkim szukać tzw. HIPO, czyli osób o wysokim potencjale, które przyniosą firmie wyłącznie same korzyści.

Osobowości HIPO – kto to taki?

W latach 80-tych XX wieku przez 3 lata prowadzono badania na grupie blisko
500 menadżerów reprezentujących rożne organizacje. Specjaliści zaobserwowali dwa typy zachowań, które całkowicie odmiennie wpływają na zarządzane firmą. W pierwszej grupie znalazły się osoby o wysokich umiejętnościach autopromocji, których celem jest osiągnięcie szybkiego sukcesu, wysokich zarobków, a ich praca skupiona jest na rozmowach telefonicznych (networking). Druga grupa to osoby, których zespół pracuje skutecznie, efektywnie i przynosi duże zyski dla firmy. Te osoby potrafią rozdzielać obowiązki, są blisko ze swoim zespołem/blisko ludzi, potrafią słuchać współpracowników, a przy tym są niezwykle skromne. Nie zajmują się autopromocją. Badanie wykazało,
że zaledwie 10% menadżerów posiada cechy obydwu grup.

Według dr Hogana osobowość HIPO jako człowieka sukcesu definiują 3 wymiary:

  • HIPO ma świadomość, jak zarządzać własną karierą i być dobrym pracownikiem danej firmy,
  • wyróżnia się na tle innych pracowników i jest postrzegany jako lidera,
  • potrafi zbudować zespół, który będzie osiągał ponadprzeciętne rezultaty (zyski dla firmy).

Skuteczność przywództwa polega zatem na umiejętności skutecznego kierowania zespołami w celu osiągania  satysfakcjonujących wyników.

Tajniki Metody Hogana

Metoda Hogana pozwala przewidzieć w jakiej organizacji i na jakim stanowisku osoba badana będzie odnosiła sukcesy, pokazuje jej wartości i preferencje, a także wskazuje jaką kulturę organizacyjną wokół siebie będzie tworzyć. Bada również tzw. „ciemną stronę mocy”, czyli wszystko to, co utrudnia danej osobie rozwój kariery zawodowej, ponieważ aż 90% managerów przed zbadaniem ich metodą Hogana nie było świadomych swoich zachowań, które przeszkadzają im w osiąganiu sukcesów w przyszłości. Dzięki Metodzie Hogana można ocenić potencjał konkretnej jednostki i przewidzieć, czy cechy jakie posiada sprzyjają byciu prawdziwym liderem.

4 cechy dobrego przywódcy

Osobowość lidera w pływa w 17-24%. na wynik finansowy firmy. Assessment Systems Polska powtarzając za dr Hoganem twierdzi, iż  prawdziwych liderów można porównać do najlepszych trenerów sportowych na świecie. Dobry przywódca potrafi stworzyć
i odpowiednio zarządzać zespołem tak, by osiągać bardzo dobre wyniki. Są dobrymi
i odpowiedzialnymi  strategami. Umieją wykorzystać nadarzające się szanse, jak również zachować spokój nawet w trudnych sytuacjach. Według dr Hogana kluczowe cechy, które powinien posiadać prawdziwy lider to: szczerość, sprawiedliwość w ocenianiu, kompetencje i świadomość podejmowanych decyzji.

Auta elektryczne w Polsce: bardzo dobry I kwartał. Lider w CEE

rejestracji, lider w CEE

W I kwartale br. w Polsce zarejestrowano 620 samochodów elektrycznych (w pełni i hybryd plug-in), o 79,7% więcej niż rok temu – wynika z najnowszych danych ACEA. Taki wynik to trochę ponad 4 promile całkowitej sprzedaży nowych aut osobowych w Polsce i dopiero 14. miejsce w Unii Europejskiej. Jednakże eksperci Exact Systems zwracają uwagę na barierę finansową, która sprawia, że obywateli krajów z niższym PKB nie stać na kupowanie drogich aut elektrycznych. Sytuacja może ulec zmianie już w 2022 roku, kiedy prawdopodobnie ceny pojazdów elektrycznych zrównają się z cenami swoich spalinowych odpowiedników.

Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój sprzedaży
Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój sprzedaży

Za nami bardzo dobry I kwartał, zarówno pod względem dynamiki sprzedaży, jak i wzrostu udziału aut elektrycznych w całości rejestracji. Wolumenowo plasujemy się na 14. pozycji w UE, jednak ponad nami jest szklany sufit. Na 13. miejscu znajduje się Finlandia z prawie trzykrotnie wyższą sprzedażą i ponad trzykrotnie wyższym PKB per capita. W czołowej 10 jedynie Portugalia ma PKB na poziomie nie przekraczającym 20 000 euro. Widać też wyraźny podział na Europę Zachodnią i resztę kontynentu. Obywateli biedniejszych państw nie stać na masowe kupowanie elektryków, dlatego w Polsce niezbędny jest system dopłat i zachęt podatkowych, które pomogą rozwijać ten rynek w okresie przejściowym, czyli zanim ceny napędów alternatywnych zrównają się ze spalinowymi. Istnieje obawa, że jeśli dynamika spadku cen ekoaut będzie niezadawalająca, wówczas regulator, w naszym przypadku UE, wprowadzi dodatkowe obciążenia na auta tradycyjne – mówi Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems.sprzedaż aut osobowych z alternatywnymi napędami

Polska liderem w CEE

Stowarzyszenie Europejskich Producentów Samochodów (ACEA) podało, że w I kwartale br. w Polsce zostało sprzedanych 620 nowych samochodów z napędem elektrycznym: 413 auta w pełni elektryczne (+177%) oraz 207 hybryd plug-in (+5,6%). Może cieszyć zarówno dynamika – ponad 79% r/r, jak i wzrost udziału w rejestracji wszystkich nowych osobówek, który w ciągu roku podskoczył z 2 do 4,4 promila (0,44%). Średnia unijna pozostaje ponad pięć razy wyższa (2,46%). Natomiast wolumen sprzedaży pozwolił Polsce zająć dopiero 14. miejsce w Unii Europejskiej. Pierwszą trójkę tworzą kolejno Niemcy, Wielka Brytania oraz Francja – w każdym z tych krajów w ciągu trzech pierwszych miesięcy br. zostało sprzedanych ponad 14 tys. aut elektrycznych. W regionie CEE Polska objęła pozycję lidera, wyprzedzając Węgry.[1]

Hybrydy nadal popularne

Jeśli już Polacy decydują się na auto z alternatywnym napędem to zdecydowanie częściej wybór pada na klasyczne hybrydy. Od początku roku w Polsce zostało ich zarejestrowanych 6046 (+5,3% r/r). Taki wynik daje nam dobre 6. miejsce w UE. Natomiast 4% udział aut hybrydowych w całkowitej sprzedaży nowych samochodów osobowych w I kwartale br. jest zbliżony do średniej Unii Europejskiej (4,6%).

Silniki benzynowe wypierają diesle

Ekomoda, afera Dieselgate oraz coraz wyższe standardy emisji spalin nie sprzyjają dieslom. Ich udział w łącznej sprzedaży nowych samochodów osobowych spada, zarówno w Polsce jak i w Unii Europejskiej. W naszym kraju w I kwartale br. diesle stanowiły 21,2% całkowitej sprzedaży nowych osobówek, rok temu – 23,2%. Zyskują na tym pojazdy z benzynowym silnikiem, których udział w rynku wzrósł do 72,5% (z 71,2%). W całej Unii udział diesli w całkowitej sprzedaży spadł z 37,9% do 32,2%, natomiast silników benzynowych wzrósł do 59,3% rejestracji (I kwartał 2018 – 55,5%).

Elektrorewolucja kwestią czasu

Jak podkreślają eksperci Exact Systems, przemysł motoryzacyjny mocno postawił na rozwój technologii dla aut o napędach alternatywnych. Skutkuje to wzrostem możliwości i osiągów przy jednoczesnym obniżaniu kosztów produkcji.

Jeśli ten trend się utrzyma, już za kilka lat ceny dużych aut elektrycznych zrównają się z cenami swoich tradycyjnych odpowiedników, co jest bardzo dobrym prognostykiem dla krajów takich jak Polska. Kiedy to nastąpi? Według mocno optymistycznych założeń Bloomberg New Energy Finance (BNEF), nawet w 2022 roku. Autorzy BNEF podają, że kluczowy jest tutaj koszt wytworzenia akumulatorów, które jeszcze w 2015 roku stanowiły 57% wartości elektroauta, a w 2025 będzie to zaledwie 20%[2]. I chociaż dużą rolę w tym procesie odegrają zmieniające się ceny surowców oraz skala popytu na nie, to upowszechnienie napędów elektrycznych staje się coraz bardziej prawdopodobne. A to wprowadzi elektromobilność na kolejny poziom – być może niedługo będziemy regularnie podróżować także elektrostatkami czy elektrosamolotami. Te drugie będą testowane już w tym roku m.in. przez magniX i Harbour Air   – podsumowuje Jacek Opala.

[1] https://www.acea.be/press-releases/article/fuel-types-of-new-cars-diesel-17.9-petrol-3.3-electric-40.0-in-first-quarte

[2] https://about.bnef.com/blog/bullard-electric-car-price-tag-shrinks-along-battery-cost/

Jak wypromować aplikację mobilną i utrzymać zaangażowanie jej użytkowników?

Według analityków eMarketer, korzystając ze smartfonów ludzie spędzają nawet 90 procent czasu używając aplikacji mobilnych zainstalowanych na smartfonach. Liczba ich pobrań w AppStore i Google Play stale rośnie i jak ustalili eksperci z firmy Statista do 2021 roku osiągnie poziom 258 miliardów. To przełoży się na znaczący wzrost przychodów firm, które tworzą aplikacje. Ten tort w 2020 roku ma być wart nawet 189 miliardów dolarów. Tyle właśnie mają wydać użytkownicy smartfonów na aplikacje oraz zakupy dokonywane w jej ramach.

Jak wynika z powyższego gra jest warta świeczki, ale warto pamiętać, że to wymagający i bardzo konkurencyjny rynek. O względy użytkowników smartfonów oraz ich portfele zabiega bardzo wielu deweloperów aplikacji.

Kluczowa w osiągnięciu sukcesu jest kwestia wartości dodanej, którą wnosi nowe oprogramowanie trafiające na platformy Google i Apple.

– Nowa aplikacja po prostu musi być na tyle potrzebna i ciekawa, aby użytkownik smartfona chciał z niej korzystać. A konkurencja jest ogromna, bowiem jak pokazuje badanie przeprowadzone przez App Annie przeciętny użytkownik smartfona ma na swoim urządzeniu zainstalowanych ponad 80 aplikacji. Ale co ciekawe, zwykle w przeciągu miesiąca wykorzystuje tylko połowę z nich – podkreśla Kamila Górna, Business Development Manager w firmie Infobip. – Te ignorowane lub zapomniane są na najlepszej drodze do tego, aby zniknąć, zarówno z pamięci telefonu jak i świadomości jego użytkownika – dodaje.

Decyzję o odinstalowaniu aplikacji podejmowane są najczęściej w trakcie pierwszych 30 dni od jej pobrania. Utrata użytkownika to zawsze bolesny cios dla dewelopera, oznacza bowiem realną stratę środków, jakie zainwestował w jego pozyskanie.

Jasno komunikuj wartość dodaną aplikacji

Przy wprowadzaniu aplikacji mobilnej na rynek kluczową miarą sukcesu jest liczba użytkowników, którzy aktywnie z niej korzystają. Niektórzy deweloperzy mogą ulegać pokusie przyjęcia jako wskaźnika liczby pobranych aplikacji, ale tak naprawdę dzisiaj dane te niewiele nam mówią. Najważniejsze jest to, co z nimi robią ludzie.

Skąd użytkownicy mają wiedzieć, jakie są możliwości danej aplikacji? Ich edukacja to zadanie dla twórcy rozwiązania. Przy czym należy pamiętać, aby przyjęta strategia komunikacji pomagała w jasnym zrozumieniu istoty działania aplikacji.

– Szczególnie dobrym przykładem jest tutaj aplikacja bankowa, nie wystarczy jedynie poinformować klientów, że bank oferuje taką formę dostępu do usług – zaznacza Kamila Górna. – Należy również pokazać, jak korzystanie z aplikacji realnie usprawni życie jej użytkowników. Czy będą mogli używać jej do płacenia w zastępstwie portfela? Czy znajdą w niej wszystkie usługi, które oferowane są w oddziałach bankowych? Od tego, w jaki sposób zaprezentujemy wartość aplikacji zależy to, jak aktywni będą jej użytkownicy – zauważa.

Promuj aplikację w kanałach offline i online

Aplikacje należą do świata Internetu, ale to nie znaczy, że deweloperzy i firmy, które zdecydowały się w nie zainwestować nie mogą skutecznie promować ich tradycyjnymi kanałami komunikacyjnymi. Szczególnie sprawdzają się tutaj działania prowadzone w oddziałach firm, zwłaszcza tych, które odwiedzają osoby, które mogą być potencjalnymi użytkownikami aplikacji. Sposobów na promocję jest wiele. Można np. okleić witryny, umieścić informację w strefie recepcji lub stworzyć ulotki informacyjne, z których klienci dowiedzą się szczegółowo, jakie funkcjonalności oferuje nasza aplikacja.

– Nie wolno zaniedbywać również własnych kanałów komunikacji online – strony internetowej oraz kont w serwisach społecznościowych. Można za ich pośrednictwem zaprezentować aplikację i jasno wytłumaczyć korzyści, jakie wynikają z jej wykorzystywania – mówi Kamila Górna.

Wykorzystuj filmy i obrazy

W kanałach online szczególnie ważną rolę odgrywa wideo. Trudno o lepszy sposób prezentacji funkcjonalności aplikacji niż na filmie, w którym pokazać zarówno filozofię jej działania, jak i wartość dodaną jaką ze sobą niesie. Dzięki temu można zainteresować użytkowników smartfonów zainstalowaniem aplikacji na swoich urządzeniach. Film promocyjny można odtwarzać np. w pętli na monitorach umieszczonych w recepcji, zamieścić w kanałach społecznościowych, na stronie internetowej oraz jako link w newsletterze.

Poza tym warto wykorzystać możliwości, jakie niesie ze sobą publikacja aplikacji w App Store i Google Play. Pamiętajmy, że to miejsce, w którym często użytkownik ostatecznie decyduje, czy zainstalować nasze oprogramowanie.

– Aby w jego głowie nie pojawiły się żadne wątpliwości warto zadbać o to, aby informacja na karcie aplikacji była czytelna i w skrócie wyjaśniała, jakie są najważniejsze funkcjonalności i korzyści z jej zainstalowania. Warto w tym miejscu umieścić zrzuty ekranu, aby objaśnić zasady działania aplikacji – radzi ekspert Infobip.

Dobrym pomysłem jest również stworzenie dedykowanej strony tzw. landing page, do której odsyłać możemy odbiorców kampanii promującej aplikację. Może to być swoiste centrum wiedzy na jej temat ze wszystkimi materiałami zebranymi w jednym miejscu. Mowa tu m.in. o filmie demonstracyjnym, dokumentacji oraz bieżących informacjach o nowych funkcjonalności i aktualizacjach. Mogą pojawić się tam również specjalne oferty, o ile aplikacja jest płatna lub użytkownicy w jej ramach mogą dokonywać zakupów.

Buduj świadomość wartości aplikacji i zaangażowanie

Samo pozyskanie użytkowników to dopiero pierwszy krok na drodze do sukcesu. W drugiej kolejności przychodzi czas na edukację i zachęcanie ich do wykorzystywania aplikacji najlepiej jak to tylko możliwe. Warto stworzyć plan komunikacji dla pierwszych 30 dni od zainstalowania aplikacji. Grupą docelową naszych działań powinni być oczywiście jej nowi użytkownicy.

Bezpośredni dostęp do nich zapewni nam sama aplikacja – można wykorzystać narzędzia komunikacji mobilnej takie jak SMS-y, powiadomienia PUSH oraz wbudowane wiadomości in-app. Komunikacja z użytkownikami może odbywać się np. poprzez wyskakujące okna z powiadomieniami lub w formie bannerów, które zwrócą uwagę na konkretne funkcjonalności aplikacji.

– Cały proces można zacząć od powitalnej wiadomości dostarczonej bezpośrednio na smartfon np. w formie powiadomienia wewnątrz aplikacji. Pozwoli nam to w naturalny sposób nawiązać łączność z użytkownikiem, który nie będzie zaskoczony kolejnymi komunikatami – radzi Kamila Górna. – Warto pamiętać, że naszym celem jest podtrzymanie i zwiększenie jego zaangażowania. Atrakcyjne mogą być m.in. informacje o nowych produktach i usługach, specjalne oferty, zaproszenia na wydarzenia itd. Ważne, żeby przesyłane wiadomości były istotne dla użytkowników i nie były kierowane do nich zbyt często – podkreśla ekspert Infobip.

Jeszcze inną skuteczną formą dotarcia do użytkowników przez kanał mobilny są powiadomienia PUSH, które mogą wyświetlać się na zablokowanym ekranie smartfona również wtedy, gdy nasza aplikacja jest wyłączona. Ich Istotą jest „wypchnięcie” ważnych informacji z naszej strony, a jednocześnie pobudzenie zaangażowania po stronie osób, które korzystają z aplikacji. Aby móc skorzystać z tego narzędzia powinniśmy najpierw uzyskać zgodę użytkowników na dostarczenie powiadomienia. W przypadku urządzeń iOS możemy poprosić wyrażenie jej w trakcie instalacji, natomiast dla urządzeń działających na platformie Android powiadomienia domyślnie są włączone.

Sektor nieruchomości przemysłowych rośnie w siłę

Wyniki najnowszego badania RICS, Poland Commercial Property Monitor, za I kw. 2019 r. wskazują na najlepsze jak dotąd prognozy wzrostu najmu i zainteresowania inwestorów zagranicznych dla nieruchomości przemysłowych w Polsce.

Według badania wzrost aktywności deweloperskiej z minionych lat nadal wywiera presję wzrostową na dostępność nowej powierzchni na rynku nieruchomości komercyjnych.

Mimo, że wskaźnik popytu ze strony najemców wciąż wykazuje względnie stałą tendencję wzrostową, dane za I kwartał sugerują, że wzrost ten jest niewystarczający, aby dotrzymać tempa wzrostowi podaży.

W rezultacie wskaźnik sentymentu najemców jest tylko nieznacznie pozytywny i wynosi +10 (w porównaniu do odnotowanego w poprzednim kwartale +18), co stanowi najdelikatniejszy odczyt w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Deklarowane w ankiecie liczby ukazują znaczne różnice w zakresie poszczególnych sektorów. Popyt na powierzchnie handlowe utrzymuje się aktualnie na względnie stałym poziomie, podczas gdy zapytania najemców o powierzchnię przemysłową gwałtownie rosną.

Dwunastomiesięczne prognozy najmu pozostają na najwyższym poziomie dla najlepszych nieruchomości przemysłowych i magazynowych, podczas gdy oczekiwania wobec najlepszych nieruchomości biurowych pozostają umiarkowanie pozytywne (mimo obniżki wskaźnika sentymentu względem IV kwartału). Pozostałe kategorie aktywów charakteryzują się raczej jednolitą perspektywą, z wyjątkiem drugorzędnych nieruchomości handlowo-usługowych, które charakteryzują się spadkiem czynszów.

Od strony inwestycji sektor przemysłowy przyciąga znaczny wzrost zapytań ze strony międzynarodowych nabywców, a +78% (saldo netto) respondentów odnotowuje ich wzrost (najsilniejszy odczyt od czasu wprowadzenia tej serii wskaźników w 2014 r.). Wzrost zainteresowania inwestorów wykazał również sektor biurowy, podczas gdy w sektorze nieruchomości handlowych zapytania inwestycyjne pozostały na zasadniczo płaskim poziomie.

W ciągu najbliższych dwunastu miesięcy przewiduje się wzrost wartości kapitałowych w sektorze nieruchomości przemysłowych o prawie 7%, podczas gdy prognozy dla nieruchomości biurowych wskazują na wzrost o 5%. Drugorzędne nieruchomości handlowe pozostaje jedyną kategorią charakteryzującą się ujemnymi prognozami dla 12 nadchodzących miesięcy; respondenci przewidują jednocześnie, że tendencja spadkowa utrzyma się w średnim okresie.

Piotr Kaszyński FRICS, Partner Zarządzający, Cresa Polska:

Piotr Kaszyński FRICS, Partner Zarządzający, Cresa Polska
Piotr Kaszyński FRICS, Partner Zarządzający, Cresa Polska

„Najnowsze wyniki ankiety RICS potwierdzają procesy zachodzące na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce oraz jego dużą atrakcyjność zarówno dla najemców, jak i inwestorów kapitałowych.

Sektor magazynowo-produkcyjny nadal stanowi jedną z głównych sił napędowych rynku nieruchomości komercyjnych w naszym kraju. W ostatnich trzech latach zasoby powierzchni magazynowo-produkcyjnej rosły w średniorocznym tempie blisko 18% i dotychczasowa dynamika wzrostu powinna się utrzymać w średnioterminowym horyzoncie czasowym. O wysokim popycie ze strony najemców świadczą wyniki za I kw. 2019 r., w którym wynajęto łącznie 967 500 mkw., co stanowiło ponad 28% średniego rocznego wolumenu transakcji najmu z ostatnich pięciu lat. Jednocześnie niski wskaźnik pustostanów, oscylujący od ponad roku wokół 5% (5,3% na koniec I kw. 2019 r.), jest potwierdzeniem równowagi pomiędzy popytem i podażą. Aktualna sytuacja na rynku zachęca inwestorów do lokowania kapitału w wynajętych nieruchomościach magazynowo-produkcyjnych. W 2018 r. zainwestowali oni w tym sektorze 1,85 mld euro, czyli blisko 26% całkowitego ubiegłorocznego wolumenu, który osiągnął rekordowy poziom 7,2 mld euro.

Dobre warunki ekonomiczne w ostatnich latach przekładają się również na wyniki polskiego rynku nieruchomości biurowych. W ciągu roku zasoby w tym segmencie powiększyły się o blisko 9% i na koniec I kw. 2019 r. wyniosły 10,67 mln mkw., z czego 51% przypada na rynek stołeczny. Pod względem wolumenu zawartych transakcji najmu biur pierwszy kwartał bieżącego roku był nieznacznie słabszy w porównaniu z ostatnimi dwoma latami (popyt w pierwszym kwartale wyniósł 18,3% wartości odnotowanej w 2018 r.). Biorąc jednak pod uwagę transakcje w toku, zainteresowanie najemców utrzymuje się na wysokim poziomie.

Na rynku nieruchomości handlowo-usługowych odnotowujemy nieznaczne spowolnienie. Po gwałtownym wzroście, sieci handlowe stawiają na optymalizację sklepów i dopasowywanie oferty do potrzeb klientów i zmieniającego się otoczenia biznesowego – w szczególności w kontekście wyzwań związanych z rozwojem sprzedaży internetowej. Pomimo stabilnego poziomu popytu, zasoby rynku powierzchni handlowej w Polsce cały czas rosną (obecnie wynoszą ponad 14,8 mln mkw. GLA, a w bieżącym roku powiększą się o kolejne 400 tys. mkw. GLA). Rośnie jednocześnie znaczenie małych obiektów handlowych, zwłaszcza lokalnych centrów handlowych typu convenience do 20 tys. mkw. GLA – stanowią one dwie trzecie podaży planowanej na najbliższe lata. Ponadto wzrost konkurencyjności na rynku handlowym wymusza wprowadzanie zmian jakościowych – stąd rosnąca popularność modernizacji, przebudów oraz nowych konceptów i formatów, które pozwolą przyciągnąć jak największą liczbę klientów.

Perspektywy rozwoju rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce wyglądają bardzo obiecująco, a szanse przeważają nad potencjalnymi zagrożeniami zewnętrznymi. Sporym wyzwaniem dla deweloperów będą jednak w najbliższym czasie rosnące koszty realizacji inwestycji. Może to spowodować przesunięcie w czasie realizacji niektórych projektów, szczególnie w lokalizacjach, gdzie trudno będzie zapewnić rentowność inwestycji poprzez podniesienie stawek czynszowych, uwzględniając, że przestrzeń do kompresji stóp kapitalizacji na rynku inwestycyjnym powoli się kurczy. Obecnie stopy kapitalizacji dla najlepszych budynków biurowych w Warszawie wynoszą 4,75%, a w miastach regionalnych oscylują w przedziale od 5,7% w Krakowie do 8,25% w Szczecinie. W przypadku obiektów magazynowych najlepsze stopy kapitalizacji mogą osiągnąć 6,5%, przy czym w wyjątkowych przypadkach schodzą poniżej tej wartości”.

Art Games Studio debiutuje na NewConnect

Spółka Art Games Studio, specjalizująca się w produkcji i dystrybucji gier na komputery stacjonarne,  zapowiedziała debiut na NewConnect na II połowę maja br.

Art Games Studio S.A. została założona w lipcu 2017 r. W planach Spółki znajduje się znaczące zwiększenie skali działalności, rozwój zespołu i poszerzenie portfolia wydawniczego o kilka nowych tytułów, których wydawcą będzie notowane na NewConnect Ultimate Games. To pierwsza spółka z Grupy Gaming Factory, skupiającej się na inwestowaniu w polską branże gier komputerowych, która zadebiutuje na giełdzie.

Głównym założeniem prowadzonej przez Art Games Studio działalności jest produkcja i dystrybucja nisko oraz średnio budżetowych i wysokomarżowych gier przez rozproszone, niewielkie zespoły deweloperskie. Dzięki temu maleje ryzyko operacyjne przy optymalnej reakcji na niespodziewane zdarzenia losowe, występujące podczas produkcji.

Wynik netto spółki na koniec 2018 roku wyniósł 326 100 PLN. Art Games Studio dynamicznie się rozwija, tworząc nowe zespoły deweloperskie i budując solidny fundament na przyszłość w nowych obszarach gamedevu.

Dotychczasowe produkcje – EarthWorms, Bad Dream: Fever czy Escape Doodland umożliwiły nam zdobycie niezbędnego doświadczenia. Mamy dzięki temu większą wiedzę na temat poszczególnych segmentów rynku. Jesteśmy zadowoleni z podjętych kroków przy produkcji tych tytułów, które generują dla Spółki systematyczne finansowanie. Debiut na rynku NewConnect to niezwykle ważny etap w naszej działalności. Wierzę, że upublicznienie akcji wpłynie na rozpoznawalność marki Art Games Studio w branży i zwiększy naszą wiarygodność dla potencjalnych kontrahentów. Pomoże to w dalszym rozwoju i kolejnych planach inwestycyjnych – ocenia Jakub Bąk, CEO Art Games Studio.

Studio pracuje obecnie nad ośmioma projektami, których jest twórcą lub współtwórcą. Najbliższe premiery zaplanowano na przełomie drugiego i trzeciego kwartału 2019. Wśród nich są: Spyhack, Unlucky7 i The Worst Day Ever – wszystkie na komputery stacjonarne.

W czwartym kwartale Art Games Studio planuje cztery premiery, w tym kontrowersyjną grę Faither, czyli symulator egzorcysty, który zostanie wydany na PC i konsolę Nintendo Switch. Kolejne tytuły to Toolboy – gra platformowa na Nintendo Switch oraz projekt na PC przygotowany w partnerstwie ze studiem WallRus z Rosji – When I Was Young – historia Amerykanina, który wyruszył na wojnę w Wietnamie, by odnaleźć brata. Rynek gier na Nintendo Switch cały czas rośnie, widzimy w nich ogromny potencjał sprzedażowy – przyznaje Jakub Bąk.

Choć przeważająca część działań prowadzona jest z polskimi twórcami, to jednym z naszych celów strategicznych jest także nawiązanie współpracy z partnerami z Europy, Azji i USA. Rynek azjatycki jest kuszący, szczególnie przez wzgląd na dużą liczbę graczy. Prowadzenie biznesu na innych rynkach traktujemy jednak bardziej jako dywersyfikację działalności, niż cel o najwyższym priorytecie w naszej strategii – dodaje Jakub Bąk.

Struktura każdego zespołu w Art Games Studio to 3-5 osób, w zależności od produkcji, którą się zajmuje. Część prac Spółka zleca do wykonania w ramach outsourcingu, a sama skupia się głównie na strategicznych decyzjach. Firma zakłada dalszy rozwój potencjału intelektualnego, poprzez zwiększanie liczby zespołów i rozbudowę obecnych. W planach do końca 2019 roku jest stworzenie kilku stacjonarnych zespołów w Warszawie i ich dalszy rozwój.

Niepewność przemawia za konsolidacją notowań

Wojna handlowa USA z Chinami pozostanie na pierwszym miejscu wśród czynników istotnych dla rynków finansowych, choć prawdopodobne jest, że w najbliższym czasie nie otrzymamy żadnych nowych informacji lub zapowiedzi nowych działań. Nie zwalnia to inwestorów z poczucia niepewności, która będzie przemawiać za konsolidacją notowań.

Wczoraj rynek z zadowoleniem przyjął informację, że prezydent USA Trump zamierza opóźnić o 6 miesięcy wprowadzenie wyższych ceł na samochody importowane z UE i Japonii. Czy zatem w kwestii polityki handlowej można liczyć na pozytywne wieści z Białego Domu? Przestrzegałbym przed budowaniem nadmiernego optymizmu. Decyzja nie była tak zaskakująca, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Po pierwsze Trump miał czas do 18 maja na podjęcie decyzji, więc musieliśmy otrzymać jakąś deklarację. Po drugie cisza w tym temacie w ostatnim czasie wyraźnie sugeruje, że Biały Dom chce skupić całą uwagę na sporze z Chinami. A skoro tak, to oczywistym rozwiązaniem jest odsunąć negocjacje z UE i Japonią na później. A biorąc pod uwagę, że Trump rzadko (jeśli nigdy) nie daje nikomu za nic, szantaż wyższych ceł powróci. Z resztą dziś Bloomberg już donosi, że wraz z odroczeniem Trump oferuje UE i Japonii czas na ograniczenie eksportu aut. Wątpię, aby UE i Japonii tak łatwo ustąpiły.

W rezultacie dość sceptycznie podchodzę do ostatniego mini-rajdu ryzyka i uważam, że z obecnego położenia wciąż łatwiej jest o pogorszenie sentymentu. Nie nastąpi to bez pretekstu, więc póki w temacie sporów handlowych panuje cisza, rynki mogą ciągnąć konsolidację. Klimat niepewności będzie jednak odbijał się na odbiorze danych makro ze świata i słabsze odczyty będą teraz ostrzej oceniane i mocniej odbijać na sentymencie.
Sądzę, że trzymanie się bezpiecznych przystani JPY i CHF ma większy sens niż wyprzedzające ustawianie się na skok apetytu na ryzyko. JPY i CHF nie powinny łatwo oddać zdobytego pola. USD może nadganiać, choć prędzej względem walut ryzykownych, głównie AUD, NZD i walut rynków wschodzących (jak TRY). Zaprzepaszczone zostały szanse na mocniejszy ruch w górę EUR, wojny handlowe przerzucają uwagę na EBC (który pozostanie gołębi), a odgrzebany konflikt Włochy vs KE stanowi dodatkową premię za ryzyko. W ostatnich dniach przypomniał też o sobie bałagan wokół brexitu, co ponownie czyni GBP nieatrakcyjnym.

Na rynku złotego mamy uspokojenie i przerwanie fali wzrostowej EUR/PLN. Konsolidacja na rynkach bazowych ma tutaj większe znaczenie niż lepszy do prognoz odczyt PKB z Polski za I kw. O tym, jak czynniki krajowe mają drugorzędny charakter dla waluty, świadczy też fakt, że od wczorajszego popołudnia zyskuje, mimo że przekaz z konferencji po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej nie był przychylny aprecjacji. Prezes NBP Adam Glapiński odrzucił tezę, że inflacja bazowa przeszła do trendu wzrostowego. Rada jest gotowa przeczekać wzrost CPI nawet do 3,5 proc. pod koniec tego roku, bo oczekuje, że później spadnie. W efekcie dla Glapiński najbardziej realnym scenariuszem pozostaje utrzymanie stóp procentowych bez zmian do końca kadencji RPP. Rynek zbytnio się słowami prezesa NBP nie przejmuje, gdyż generalne przeświadczenie jest takie, że RPP nie zrobi nic, póki EBC nie przejdzie do podwyżek stóp procentowych. A skoro to drugie jest w najbliższych miesiącach mało prawdopodobne, tak i polityka pieniężna w Polsce będzie pozostawać w zamrożeniu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

MŚP kiepskie w innowacjach

Aż 63 proc. polskich MŚP w ogóle nie wprowadza innowacji – wynika z badania Bibby MSP Index. Te nieliczne, które to robią, decydują się głównie na innowacja technologiczne i w IT, procesowe, produktowe (nowy asortyment) i organizacyjne. Przyczyny takiego stanu rzeczy można upatrywać w dostępie do źródeł finansowania.

Przedsiębiorcy, którzy w badaniu Bibby MSP Index zadeklarowali, że wprowadzają u siebie innowacje, robią to przede wszystkim (83 proc.) finansując się ze środków własnych, z reguły mocno ograniczonych. Co czwarty przedsiębiorca wykorzystuje na innowacje kredyty bankowe, a co piąty – fundusze unijne i leasing.

– Przy tak silnej konkurencji zewnętrznej i geometrycznie rosnącym postępie technologicznym trzeba przyznać, że poziom innowacji pozwala MŚP co najwyżej na utrzymanie dotychczasowej pozycji rynkowej, aniżeli na ekspansję technologiczną – komentuje dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego. – Środki własne nie są tak znaczące, aby można było rozwijać działy badawczo-rozwojowe, a część z nich jest jeszcze „zamrażana” w postaci rezerwy na ewentualne opóźnione płatności czy też niepewność regulacji zewnętrznych.

Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services
Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services

– Dziwi niski odsetek wskazań faktoringu jako źródła finansowania innowacji – mówi Jerzy Dąbrowski, dyrektor generalny Bibby Financial Services. – Być może przedsiębiorcy traktują te środki jako własne, bo też rzeczywiście mówimy tu o narzędziu przyspieszającym spływ płatności od klientów. Patrząc jednak na faktoring szerzej, dostrzegamy jego rolę nie tylko w udrażnianiu gospodarki, ale również w zwielokrotnianiu liczby cyklów gospodarczych. A to oznacza, że faktoring przyczynia się do powiększania obrotów generowanych przez całą gospodarkę.

Pomimo alarmujących wypowiedzi ekspertów, wzrost polskiej gospodarki wciąż opiera się na konsumpcji. Dlatego tak istotne jest kształtowanie proinnowacyjnych postaw wśród przedsiębiorców. W publikowanych co roku przez Komisję Europejską tablicach wyników innowacji Polska plasuje się na szarym końcu. W 2018 roku zajęła miejsce czwarte od końca; słabsze w innowacjach są tylko Rumunia, Bułgaria i Chorwacja (European Innovation Scoreboard 2018). Na czele zestawienia znajduje się Szwecja, Dania i Finlandia. W skali całej UE udział MŚP wprowadzających innowacje zmalał w ciągu ostatnich dziesięciu lat, jednak należy spodziewać się pozytywnej zmiany tego trendu. Niebagatelne znaczenie mieć będzie dalsze upowszechnianie się łączności szerokopasmowej oraz wzrost inwestycji venture capital i private equity, czyli ogólnie – kapitału podwyższonego ryzyka.

Prowadzona obecnie na szczeblu rządowym polityka innowacyjności to połączenie działań w sferze nauki, biznesu i administracji. Jednak żaden centralny program nie zastąpi przedsiębiorcy, który ma dobry pomysł na unowocześnienie swojego biznesu. I nie chodzi tu tylko o kosztowne nowe technologie produkcji, ale także zmiany w obsłudze klienta, innowacje marketingowe, czy efektywność energetyczną.

– Polskie firmy świetnie utrzymują się na powierzchni i do perfekcji mają opanowane zasady pływania przy zmiennym wietrze, ale nie mają warunków do planowanie wypraw na inne morza i oceany tudzież poprawiania parametrów technicznych swojej jednostki pływającej, korzystając z obecnych bądź co bądź pomyślnych wiatrów gospodarczych podsumowuje dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego. – W tym sensie jest to strata szansy na rozwój i ekspansję ze względu na zbyt duże koszty zabezpieczania obecnych ryzyk i mało stabilne perspektywy pogodowe.

Przychody Eesti Energia w I kwartale wzrosły do rekordowego poziomu 283 mln euro

Przychody ze sprzedaży Eesti Energia w I kwartale br. osiągnęły rekordowy poziom 282,6 mln euro, co stanowi wzrost o 54 mln (czyli 24%) w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Grupa odnotowała także wzrost udziału produkcji energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych i alternatywnych do 25% miksu energetycznego.

Zysk EBITDA w I kwartale 2019 r. wzrósł o 9% do 83,8 mln euro, a zysk netto spadł o 77% do 9,5 mln euro. Przychody Eesti Energia ze sprzedaży energii elektrycznej i ropy łupkowej wzrosły głównie ze względu na wzrost cen rynkowych. Według Andri Avila, dyrektora finansowego i członka zarządu Eesti Energia, zysk netto spadł głównie z dwóch powodów:
Zazwyczaj podatek dochodowy od dywidend jest odprowadzany w drugim kwartale, ale tym razem został zapłacony w pierwszym. Zobowiązanie podatkowe z tego tytułu wyniosło 14,3 mln euro. Na rentowność wpłynął również prawie trzykrotny wzrost cen uprawnień do emisji CO2 w porównaniu z pierwszym kwartałem 2018 r. – wyjaśnił Avila.

Średnia cena rynkowa energii elektrycznej w Estonii wzrosła w I kwartale o 14% do 48 euro za megawatogodzinę, głównie ze względu na niższy poziom wody w nordyckich zbiornikach wodnych. Wzrost cen na rynku energii elektrycznej wynikał również z wyższych cen uprawnień do emisji CO2, które znacznie wzrosły w ujęciu rocznym i miały duży wpływ na koszt produkcji energii elektrycznej z paliw kopalnych. Średnia cena rynkowa prawa do emisji CO2 w ujęciu kwartalnym wyniosła 22 euro za tonę.

Wzrosty produkcji i kolejne inwestycje Grupy

Produkcja energii ze źródeł odnawialnych wzrosła w ujęciu rok do roku, na co miały wpływ przejęcie międzynarodowego producenta energii wiatrowej Nelja Energia oraz korzystne warunki wiatrowe. Udział energii elektrycznej wytwarzanej z odnawialnych i alternatywnych źródeł w łącznym wolumenie produkcji wzrósł średnio o 25% w ujęciu kwartalnym, zbliżając Grupę do realizacji strategicznego celu osiągnięcia 40% do 2022 roku.

Dzięki zwiększonej dostępności zakładów naftowych, w I kwartale Eesti Energia wyprodukowała rekordowo dużo oleju łupkowego, bo aż 125 tys. ton. Zakład naftowy wykorzystujący technologię Enefit 280 był w stanie przekroczyć zakładane cele produkcyjne, co pozwala firmie z optymizmem planować ekspansję w przemyśle naftowym.

Znaczna część inwestycji poczynionych w I kwartale, bo aż 15 mln euro, to wydatki na sieć elektroenergetyczną. Dzięki inwestycjom udział sieci odpornej na warunki atmosferyczne wzrósł do 67%, a liczba nowych umów o przyłączenie do sieci podpisanych przez Elektrilevi (spółka Eesti Energia świadcząca usługi przesyłu energii) wzrosła w tym kwartale o ponad tysiąc. Przychody z działalności dystrybucyjnej spadły z powodu obniżenia cen usług dystrybucji energii elektrycznej o 8,4% na początku roku. Dzięki obniżce stawki przez Elektrilevi, w portfelach konsumentów pozostało prawie 8 mln euro więcej.

Enefit w Polsce i w regionie Morza Bałtyckiego

Poza Estonią Eesti Energia obecna jest również w Polsce, na Litwie i Łotwie oraz w Szwecji i Finlandii, gdzie działa pod marką Enefit. W Polsce działalność Enefit opiera się przede wszystkim na sprzedaży energii elektrycznej i gazu ziemnego na terenie całego kraju za pośrednictwem kanału partnerskiego (oferta skierowana do małych i średnich przedsiębiorstw) oraz własnego zespołu handlowego (oferta dla dużych firm). Ponadto działalność Enefit obejmuje również sektor energii odnawialnej, w tym m.in. sprzedaż instalacji fotowoltaicznej skierowaną do MŚP czy zakup energii od wytwórców źródeł odnawialnych. W 2019 r. Enefit zamierza skupić się na rozwoju polskiego rynku umów sprzedaży energii typu Corporate PPA oraz dalej poszerzać swoją ofertę w zakresie OZE.

16 startupów przejdzie pierwszą akcelerację MIT Enterprise Forum CEE

9 maja rozpoczęła się 1. edycja programu MIT Enterprise Forum CEE. Spośród niemal 300 zgłoszeń akcelerator wybrał 16 startupów z Polski, Czech i Bułgarii.  Wśród nich znaleźli się m.in. twórcy aplikacji, której celem jest ochrona zdrowia przed zanieczyszczeniami z powietrza, technologii zwalczania bakterii patogennych za pomocą bakteriofagów czy platformy wykorzystującej sztuczną inteligencję do pozyskiwania i rekrutacji talentów z branży IT. Przez 3 miesiące startupy przejdą kompleksowy proces akceleracji we współpracy z polskimi i międzynarodowymi przedsiębiorstwami, a pięć najlepszych zespołów weźmie udział w tygodniowym Bootcamie w Bostonie!

Celem akceleracji MIT Enterprise Forum CEE jest wsparcie najbardziej innowacyjnych startupów naukowo-technologicznych z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej poprzez połączenie ich potencjału z wiedzą i zasobami dużych przedsiębiorstw z branży finansowej, ubezpieczeniowej, energetycznej oraz life science, a także doświadczeniem mentorów, którzy osiągnęli spektakularne sukcesy w biznesie międzynarodowym. Do pierwszej edycji programu, oprócz młodych przedsiębiorstw z Polski, zakwalifikowały się zespoły z Czech oraz Bułgarii.

– Choć z założenia skupiamy się na akceleracji startupów technologicznych z Europy Środkowo-Wschodniej, jesteśmy również otwarci na ciekawe i innowacyjne technologie z innych części świata. Do obecnej edycji programu aplikowały m.in. zespoły z USA czy Nigerii. To pokazuje, że oferta wsparcia dla startupów, którą oferuje polski ekosystem, jest zauważana i coraz bardziej atrakcyjna dla młodych przedsiębiorców tak naprawdę z całego świata – powiedział Łukasz Owczarek, Head of Acceleration w MIT Enterprise Forum CEE.

Startupy, które zakwalifikowały się do programu MIT Enterprise Forum CEE zyskują nie tylko szansę współpracy z czołowymi, międzynarodowymi przedsiębiorstwami i przejście akceleracji zgodnie z modelem 24 kroków zdyscyplinowanej przedsiębiorczości rozwiniętym przez Williama Aulet’a, profesora  Massachusetts Institute of Technology (MIT), ale również możliwość globalnego networkingu, konsultacji z prawnikami, rzecznikami patentowymi oraz coachami sprzedaży, a także nawiązania relacji biznesowych z potencjalnymi partnerami czy inwestorami z USA.

PONIŻEJ PRZEDSTAWIAMY LISTĘ STARTUPÓW, KTÓRE ZAKWALIFIKOWAŁY SIĘ DO PROGRAMU, WRAZ Z OPISEM TECHNOLOGII, KTÓRE ROZWIJAJĄ

  • Air Solution: Aplikacja mobilna (AirLief), której celem jest ochrona zdrowia przed zanieczyszczeniami w powietrzu. Firma rozpoczęła również produkcję maseczek antysmogowych i prototypów linii czujników jakości powietrza zarówno do użytku outdoorowego, jak i w budynkach.
  • AISens: Zapewnia precyzyjne pomiary ruchomości stawów w czasie rzeczywistym. Dzięki Sensorom Orthyo terapia jest bardziej bezpieczna i efektywna, co znacząco ułatwia proces fizjoterapii.
  • ChallengeRocket: Platforma wykorzystująca sztuczną inteligencję do pozyskiwania i rekrutacji talentów z branży IT.
  • Intelliseq: Automatyczny system do szybkiej i precyzyjnej analizy informacji genetycznej z możliwością generowania raportów klinicznych dla wielu wątków diagnostycznych.
  • Phage Armour: Technologia zwalczania bakterii patogennych, w tym szczepów opornych na antybiotyki, za pomocą bakteriofagów, dedykowana m.in. branży weterynaryjnej i firmom zajmującym się produkcją zwierzęcą.
  • me: Innowacyjne technologie zwiększające efektywność sprzedaży i obsługi mikroubezpieczeń poprzez aplikację mobilną lub stronę www.
  • ROIVENUE ™: Kompleksowe rozwiązanie dla marketerów, integrujące dane reklamowe, CRM i analitykę internetową w jednym miejscu, pozwalające uzyskać większy zwrot z inwestycji w kampanie marketingowe.
  • Runvido: Aplikacja pomagająca biznesowi komunikować się z klientem w bardziej efektywny sposób dzięki przypisaniu do obrazów statycznych materiałów video, które można odtwarzać za pomocą aplikacji w telefonie.
  • Sovigo: System celowanego dostarczania leków w chorobach zapalnych jelit ograniczający jednocześnie ich działanie na zdrową tkankę.
  • Spectral Games: Aplikacja wyświetlająca hologramy 3D, która pomaga pracownikom krok po kroku wykonać skomplikowane procedury techniczne, w tym działania montażowe, serwisowe lub związane z kontrolą jakości.
  • Simetrical Al.: Oferuje usługi kredytowe API Credit Cloud dla klientów w dowolnym kontekście zakupowym poprzez zwiększenie ich poziomu dostępności.
  • Tensorflight: Przeprowadzanie automatycznych i natychmiastowych inspekcji nieruchomości dzięki wykorzystaniu systemu rozpoznawania obiektów na zdjęciach satelitarnych i lotniczych.
  • Telmedico: Platforma telemedyczna, która przez 24 godziny na dobę oferuje e-konsultacje lekarskie, dzięki czemu możliwe jest wczesne rozpoznanie choroby i podjęcie efektywnego leczenia.
  • UnifiedAPI: Wsparcie dla dużych firm w integrowaniu się ze startupami, co pozwala na szybsze i tańsze tworzenie nowych rozwiązań.
  • 3dBody: Skaner 3D wspomagający fizjoterapeutów w zwiększeniu skuteczności diagnostyki i leczenia schorzeń układu mięśniowo-szkieletowego oraz w monitorowaniu postępów terapii.
  • 1000 reaitlies: Narzędzie ułatwiające pracę zdalną terenowym pracownikom przemysłowym, wykorzystując rozszerzoną rzeczywistość i okulary smart glass.

 

MIT Enterprise Forum CEE już otworzył rekrutację do jesiennej edycji programu. Młodzi przedsiębiorcy zainteresowani udziałem w projekcie mogą składać aplikacje za pośrednictwem strony internetowej mitefcee.org do 30 czerwca 2019 roku.

Partnerami głównymi programu są Adamed – firma farmaceutyczno-biotechnologiczna, która powstała na bazie polskiej myśli naukowej i własnych patentów oraz MCX – trzon silnej grupy wyspecjalizowanych spółek, w skład której wchodzą m.in. spółki z obszaru rozwiązań teleinformatycznych oraz energii odnawialnej.

Partnerami wspierającymi są LINK4, Nationale-Nederlanden, MDI Energia SA, Sollers Consulting, PZU oraz Vetasi, Partnerami merytorycznymi – Autoryzowane Centrum Szkoleniowe Sandler Training  – Twarowski & Posmyk, CRIDO, kancelaria patentowa EUPATENT.PL, Extended Tools, Novismo,  TaxLab oraz Hasik Rheims & Partners. Organizacjami wspierającymi akcelerację są CMS Law.Tax, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej oraz Stowarzyszenie Organizatorów Ośrodków Innowacji i Przedsiębiorczości w Polsce (SOOIPP).

Realizacja programu wspierana jest grantem przyznanym Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach Działania 2.5 POIR Programy Akceleracyjne.

CVI umacnia zespół i pozycję w Europie Środkowowschodniej

CVI sukcesywnie kontynuuje strategię dalszego rozszerzania swojej obecności
w całym regionie Europy Środkowowschodniej. W marcu do zespołu tej niezależnej polskiej firmy inwestycyjnej dołączyła Gabriella Kindert, która zdobywała doświadczenie tworząc oraz prowadząc zespoły inwestycyjne
we wschodnioeuropejskich oddziałach BNP Paribas Asset Management oraz NN Investment Partners.

Gabriella Kindert, Senior Advisor CVI
Gabriella Kindert, Senior Advisor CVI

Gabriella będzie w CVI pełnić funkcję niezależnego Senior Advisora i skupi się
na doradztwie strategicznym oraz umacnianiu rozpoznawalności CVI jako jednego
z głównych graczy na rynku prive debt w Europie Środkowowschodniej.

„Ambitnie podchodzimy do umacniania naszej pozycji wiodącego inwestora na rynku private debt w Europie Środkowowschodniej, rozszerzania bazy inwestorów oraz bycia rozpoznawalnym dzięki naszemu nowatorskiemu podejściu do pomiaru i monitorowania ryzyka związanego z ESG w regionie. Dlatego cieszymy się, że Gabriela zdecydowała się podjąć wyzwanie i wnieść do CVI swoje bogate doświadczenie zdobyte przy realizowaniu różnych strategii inwestycyjnych private debt w Europie.” – mówi Rafał Lis, Partner Zarządzający CVI Dom Maklerski.

Gabriella ma ponad 20 lat międzynarodowego doświadczenia w zarządzaniu portfelami inwestycyjnymi. Poprzednio związana była z NN Investment Partners w Hadze, gdzie zajmowała stanowisko Globalnego Managera ds. Pożyczek oraz Kredytów Alternatywnych i zarządzała aktywami o wartości 24 miliardów euro, zwiększając zarówno wartość samych aktywów, jak i rozpoznawalność marki firmy. Obecnie swoje stanowisko w CVI łączy
z innymi niezależnymi pozycjami menadżerskimi, m.in. z byciem członkiem rady nadzorczej Mizuho Europe NV oraz niezależnym ekspertem Unii Europejskiej oceniającym wiodące projekty z sektora Fintech.

„Od początku byłam pod wrażeniem profesjonalizmu, poświęcenia i pasji zespołu CVI. Firma ma bardzo interesującą ofertę pod względem wartości na rynku private debt,
a także uznaną markę i dobrze zdefiniowane kanały inicjacji. Uważam, że obecnie Europa Środkowowschodnia oferuje korzystniejsze możliwości rynkowe niż Europa Zachodnia.
Po ostatnim kryzysie luka kredytowa była jednolita w całej Europie, ale obecnie w Europie Zachodniej wiele nowych inicjatyw już ją wypełniło, podczas gdy w Europie Środkowowschodniej wiele obszarów jest jeszcze niezagospodarowanych.”
– stwierdza Gabriella Kindert, Senior Advisor CVI.

Jak Polacy postrzegają CV?

Kto najczęściej pisze i wysyła CV? Jak często dostosowujemy treść życiorysu do konkretnych ofert? Z jakich źródeł korzystamy, tworząc CV? Na co zwracać uwagę, przystępując do rekrutacji? Na te i inne pytania odpowiada najnowszy raport „Na drodze do dobrego CV. Jak kandydaci tworzą życiorysy”. Raport towarzyszy premierze Kreatora CV od Pracuj.pl.

Co w raporcie?

  • Dane liczbowe, infografiki, komentarze ekspertów
  • Kto i jak często korzysta z CV w rekrutacji
  • W jakich sytuacjach aktualizujemy życiorys
  • Kto dostosowuje CV pod konkretne oferty pracy
  • Jakie elementy życiorysu są najważniejsze
  • Źródła wykorzystywane przy pisaniu CV

CV – opowieść o sobie

Świat pracy się zmienia. Jak zwracają uwagę eksperci, kandydaci i rekruterzy coraz chętniej korzystają z nowych aplikacji czy programów wspomagających zarządzanie pracą. Technologie nie pozostają bez wpływu na rekrutację – tylko w ubiegłym roku z urządzeń mobilnych pochodziło ponad 6 mln aplikacji o pracę na Pracuj.pl.

Rafał Nachyna
Rafał Nachyna,
Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl

A jednak coś w świecie HR pozostaje niezmienne – istotna rola curriculum vitae. Życiorys kandydata jest jednym z filarów procesu rekrutacyjnego w większości branż i specjalizacji. Zawartość CV, sposób jego prezentacji i trafne dopasowanie naszych umiejętności do potrzeb rekrutera decyduje w wielu przypadkach o zaproszeniu na rozmowę kwalifikacyjną. Temu tematowi poświęciliśmy badanie „Na drodze do dobrego CV”, które towarzyszy premierze nowego Kreatora CV Pracuj.pl – mówi Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl

Kto i jak często sięga po CV

Posiadanie CV to dla uczestników rynku pracy oczywistość – wynika z badań Pracuj.pl. Jego regularna aktualizacja – już jednak nie. Jak przyznają badani, motywacją do odświeżenia życiorysu jest dla nich najczęściej podjęcie nowej pracy.

Według badań posiadanie CV deklaruje aż 92% badanych Polaków. Pod tym względem widać jednak wyraźne różnice pod kątem np. poszczególnych grup wiekowych czy osób na różnych szczeblach edukacji.

Mniej oczywista od posiadania życiorysu okazuje się jego aktualizacja – w ciągu ostatniego roku aktualizowało go 47% badanych, a w ciągu półrocza – zaledwie 29%. Najbardziej aktywna pod tym względem była grupa wiekowa 18-24 lat, w której w ciągu roku od badania CV aktualizowało 86% respondentów.

CV – niezmienne czy dopasowane pod ofertę

Nie każda oferta jest warta zmian w CV – tak przynajmniej twierdzą specjaliści badani przez Pracuj.pl. Najczęściej modyfikują oni życiorys, gdy ogłoszenie ich szczególnie interesuje.​

Czy badani zmieniają treść CV w zależności od oferty pracy, na którą aplikują? Pod tym względem respondenci Pracuj.pl dzielą się na trzy grupy dość podobne pod względem wielkości. Ogółem 2 na 3 badanych stara się przynajmniej czasem zmieniać treść CV pod konkretną ofertę.

Badani są także mocno podzieleni, jeśli chodzi o ocenę sposobu przygotowania CV. 54% badanych skłania się ku tworzeniu życiorysu według określonych schematów, wygodnych dla rekruterów.  46% uważa, że CV inne niż pozostałe zwiększa prawdopodobieństwo, że rekruter zwróci na nas uwagę.

A jaka jest perspektywa rekruterów? Z ich opinii wynika, że życiorys powinien być dostosowany do specyfiki branży i obowiązków związanych z konkretnym stanowiskiem. Jednak w tak rozumianej personalizacji najczęściej nie chodzi o szalone pomysły – tylko o czytelność i jasny układ dokumentu, zgodny z poszukiwanymi przez rekruterów informacjami – komentuje Agata Dzierlińska, HR Biznes Partner w Grupie Pracuj.

Proces przygotowania CV

Specjaliści badani przez Pracuj.pl pozytywnie oceniają swoją wiedzę na temat uzupełniania CV. Chętnie korzystają jednak z pomocy dodatkowych materiałów i źródeł, które ułatwiają przygotowanie dokumentu.

Po jakie narzędzia sięgają więc specjaliści, przygotowując CV? Ich preferencje są zróżnicowane, ale uwagę zwraca przewaga artykułów z poradami, gotowych szablonów i kreatorów CV nad np. znajomymi i rodziną.

Czy tworzenie CV sprawia specjalistom trudności? Według badań Pracuj.pl rzadko oceniają ten proces jako trudny (18%) lub szczególnie czasochłonny (29%). Jednocześnie jednak jako ciekawy ocenia go tylko 36% badanych.

Dla niektórych grup specjalistów napisanie CV może się wydawać oczywistością. Jednak stworzenie życiorysu potrafi być dużym wyzwaniem np. dla osób, które dopiero wchodzą na rynek pracy lub na niego wracają. Według badań Pracuj.pl to właśnie one najczęściej wiążą tworzenie CV z negatywnymi emocjami. Dlatego tak ważne, by dysponowali narzędziami, które ułatwiają ten proces. Nasz Kreator CV wspiera rekrutowanych m.in. poprzez wbudowanego w niego asystenta użytkownika, który pomaga np. uzupełnić poziomy znajomości języków obcych, podpowiada jak opisać umiejętności oraz zainteresowania.
— dodaje Agata Dzierlińska.

Układ życiorysów tworzonych przez Kreator pozwala na wyeliminowanie błędów, które kandydaci popełniają najczęściej i na które zwracają uwagę rekruterzy – m.in. nieprzejrzysty układ treści, pomijanie istotnych danych (np. kontaktowych czy o zakresie obowiązków), brak informacji o kompetencjach czy osiągnięciach.

Nowe podejście do kontraktów – jak digitalizacja zmienia umowy?

Nawet 95%[1] informacji biznesowych jest przechowywanych na papierze. Dla wielu firm relacje służbowe nadal nierozerwalnie związane są z procesem przetwarzania fizycznych dokumentów, który absorbuje jednak dużo czasu i zasobów. Cyfrowe systemy zarządzania umowami umożliwiają skrócenie tego procesu o 50%, zwiększenie odsetka odnawianych kontraktów o 25%, a nawet dwuprocentowy wzrost przychodów[2].

Dokumenty wyzwaniem dla biznesu

Wśród największych wyzwań związanych z procesami biznesowymi 66% przedsiębiorców wymienia ograniczenie wydatków, 39% – redukcję błędów i opóźnień, a 30% – ograniczenie zużywanego papieru[3]. Jednocześnie 53% firm przyznaje, że nie traktuje danych jak swoich aktywów[4].

Mateusz Macierzyński, menedżer ds. systemów ITS w firmie Konica Minolta
Mateusz Macierzyński, menedżer ds. systemów ITS w firmie Konica Minolta

Wiele organizacji przechowuje papierowe umowy, a jednocześnie wykonuje cyfrowe kopie i ręcznie wprowadza ich treść np. do Excela. Wraz ze wzrostem liczby kontraktów proces ten staje się jednak uciążliwy, zwiększa się liczba błędów i opóźnień, giną dokumenty. Łatwo przeoczyć terminy obowiązywania umów czy zmiany prawne, co prowadzi do niepotrzebnych kosztów, a nawet kar za nieprzestrzeganie przepisów. Fizyczne dokumenty wymagają też archiwum, które zajmuje dużo miejsca i czasu potrzebnego na ręczne szukanie potrzebnych informacji – wskazuje Mateusz Macierzyński, menedżer ds. systemów ITS w firmie Konica Minolta.

Digitalizacja poprawi relacje, zyski i bezpieczeństwo

Cyfrowe zarządzanie umowami standaryzuje sposób ich sporządzania oraz realizacji. System automatycznie przypomina o konieczności zatwierdzenia, zmiany, anulowania czy przedłużenia umowy oraz informuje pracowników o wszelkich modyfikacjach. Archiwum cyfrowe w jednym miejscu przechowuje wszystkie dokumenty związane z kontraktami, takie jak e-maile czy protokoły, co ułatwia kontrolę i ocenę umów pod względem wartości lub czasu trwania. Pomaga to nie tylko przyspieszyć procesy i odciążyć pracowników, ale też poprawić relacje z kontrahentami.

Cyfrowe zarządzanie kontraktami zwiększa efektywność i oszczędza zarówno środki, jak i czas pracowników. Systemy autoryzacji użytkowników redukują wysokie – w przypadku fizycznego archiwum – ryzyko dostępu do umów przez osoby nieupoważnione. Oczywiście każda organizacja jest inna, kluczowe jest więc dokładne poznanie i uwzględnienie jej środowiska pracy oraz procesów. Umiejętna digitalizacja może jednak przekształcić przetwarzanie umów z uciążliwego administracyjnego obowiązku w strategiczne narzędzie, które zmniejszy ryzyko strat i koszty oraz ułatwi zwiększenie zysków – mówi

Nawet 95%[1] informacji biznesowych jest przechowywanych na papierze. Dla wielu firm relacje służbowe nadal nierozerwalnie związane są z procesem przetwarzania fizycznych dokumentów, który absorbuje jednak dużo czasu i zasobów. Cyfrowe systemy zarządzania umowami umożliwiają skrócenie tego procesu o 50%, zwiększenie odsetka odnawianych kontraktów o 25%, a nawet dwuprocentowy wzrost przychodów[2].

Dokumenty wyzwaniem dla biznesu

Wśród największych wyzwań związanych z procesami biznesowymi 66% przedsiębiorców wymienia ograniczenie wydatków, 39% – redukcję błędów i opóźnień, a 30% – ograniczenie zużywanego papieru[3]. Jednocześnie 53% firm przyznaje, że nie traktuje danych jak swoich aktywów[4].

Wiele organizacji przechowuje papierowe umowy, a jednocześnie wykonuje cyfrowe kopie i ręcznie wprowadza ich treść np. do Excela. Wraz ze wzrostem liczby kontraktów proces ten staje się jednak uciążliwy, zwiększa się liczba błędów i opóźnień, giną dokumenty. Łatwo przeoczyć terminy obowiązywania umów czy zmiany prawne, co prowadzi do niepotrzebnych kosztów, a nawet kar za nieprzestrzeganie przepisów. Fizyczne dokumenty wymagają też archiwum, które zajmuje dużo miejsca i czasu potrzebnego na ręczne szukanie potrzebnych informacji – wskazuje Mateusz Macierzyński, menedżer ds. systemów ITS w firmie Konica Minolta.

Digitalizacja poprawi relacje, zyski i bezpieczeństwo

Cyfrowe zarządzanie umowami standaryzuje sposób ich sporządzania oraz realizacji. System automatycznie przypomina o konieczności zatwierdzenia, zmiany, anulowania czy przedłużenia umowy oraz informuje pracowników o wszelkich modyfikacjach. Archiwum cyfrowe w jednym miejscu przechowuje wszystkie dokumenty związane z kontraktami, takie jak e-maile czy protokoły, co ułatwia kontrolę i ocenę umów pod względem wartości lub czasu trwania. Pomaga to nie tylko przyspieszyć procesy i odciążyć pracowników, ale też poprawić relacje z kontrahentami.

Cyfrowe zarządzanie kontraktami zwiększa efektywność i oszczędza zarówno środki, jak i czas pracowników. Systemy autoryzacji użytkowników redukują wysokie – w przypadku fizycznego archiwum – ryzyko dostępu do umów przez osoby nieupoważnione. Oczywiście każda organizacja jest inna, kluczowe jest więc dokładne poznanie i uwzględnienie jej środowiska pracy oraz procesów. Umiejętna digitalizacja może jednak przekształcić przetwarzanie umów z uciążliwego administracyjnego obowiązku w strategiczne narzędzie, które zmniejszy ryzyko strat i koszty oraz ułatwi zwiększenie zysków – mówi Mateusz Macierzyński.

[1] Źródło: The Institute of Financial Operations (IFO), Aberdeen Group

[2] Sirma Enterprise Systems, What you need to know about Contract Management, https://www.sirmaenterprise.com/what-you-need-to-know-about-contract-management/

[3] Źródło: Comspec Consulting & Konica Minolta, Improving and automating business operations through information management – a benchmarking survey, 2018.

[4] Źródło: NewVantage Partners’ 2019 Big Data and AI Executive Survey. W badaniu uczestniczyły 64 osoby z branży technologicznej i biznesowej reprezentujące m.in. American Express, Ford Motor, General Electric, General Motors i Johnson & Johnson.

.

[1] Źródło: The Institute of Financial Operations (IFO), Aberdeen Group

[2] Sirma Enterprise Systems, What you need to know about Contract Management, https://www.sirmaenterprise.com/what-you-need-to-know-about-contract-management/

[3] Źródło: Comspec Consulting & Konica Minolta, Improving and automating business operations through information management – a benchmarking survey, 2018.

[4] Źródło: NewVantage Partners’ 2019 Big Data and AI Executive Survey. W badaniu uczestniczyły 64 osoby z branży technologicznej i biznesowej reprezentujące m.in. American Express, Ford Motor, General Electric, General Motors i Johnson & Johnson.

Finansowanie private debt dostępne także dla MŚP

Jak podaje raport PARP[1] najczęstszą formą finansowania inwestycji przez małe i średnie przedsiębiorstwa w Polsce są środki własne. Co jednak w przypadku gdy niewielka firma nie posiada kapitału na dalszy rozwój, a banki nie chcą jej udzielić kredytu? Częstym rozwiązaniem wciąż pozostają pożyczki ze strony rodziny i znajomych. Przedsiębiorcy nie mają zwykle świadomości, że korzystne dla nich formy finansowania mogą pochodzić z sektora pozabankowego. Przykładem jest private debt, czyli finansowanie dłużne, które dzięki działającym niszowo funduszom stało się dostępne także dla sektora MŚP [1].

Według danych PARP w Polsce działa ponad 72 tys. małych i średnich przedsiębiorstw, które razem tworzą 19 proc. polskiego PKB. W sektorze MŚP pracuje 2,8 mln osób, a jego nakłady inwestycyjne to ponad 82 mld złotych. Jest to obszar gospodarki z dużym potencjałem, dlatego powinien mieć szanse rozwoju, podobnie jak sektor firm największych. Najczęstszym czynnikiem hamującym rozwój MŚP jest brak kapitału. Problem nie zawsze rozwiązuje finansowanie bankowe. Jak podają wyniki badania CBM Indicator z 2018 roku[2], 6 proc. małych i 8 proc. średnich firm spotkało się z odmową udzielenia kredytu. Najczęstszymi przyczynami były: negatywna ocena ryzyka, brak wymaganych zabezpieczeń, zbyt wysoka kwota kredytu, brak historii kredytowej. Znacznie większa liczba firm w ogóle nie ubiega się o kredyt bankowy, wiedząc, że nie będzie w stanie sprostać warunkom stawianym przez banki. Potwierdzają to publikacje NBP mówiące o „zniechęconym kredyto(nie)biorcy”[3]. Czy zatem mniejsze firmy skazane są jedynie na pożyczki od rodziny lub niepewny kredyt?

Środki na rozwój MŚP oferuje sektor pozabankowy

Na rynku dostępnych jest wiele alternatywnych rozwiązań, w ramach których spółka może pozyskać kapitał. Jednym z nich jest private debt, czyli finansowanie dłużne oferowane przez wyspecjalizowane podmioty z sektora pozabankowego. Jest to forma pośrednia między kredytem a pozyskaniem inwestora. Nie wymaga oddawania części udziałów w firmie, a akceptowalne formy zabezpieczeń są dużo bardziej elastyczne niż w przypadku kredytu bankowego. Finansowanie tego typu wiąże się co prawda z wyższym kosztem, ale i tak pozostaje atrakcyjną formą, zwłaszcza dla firm z sektora MŚP oraz branż, które nie mogą pozyskać środków w inny sposób. Największą zaletą private debt jest jego elastyczność. Proces decyzyjny jest krótszy, a warunki są każdorazowo indywidualnie negocjowane.

– Oferta ta jest mocno zindywidualizowana, mówi się, że wręcz „szyta na miarę” i dostosowana do potrzeb konkretnego podmiotu. Inwestor stara się zrozumieć model biznesowy, doradza w zakresie strategii i optymalizacji procesów w firmie. Pomaga również ułożyć system raportowania, co sprawia, że również do zarządu informacje spływają w sposób bardziej usystematyzowany niż dotychczas – mówi Krystyna Kalinowska, dyrektor inwestycyjny w Podlaskim Funduszu Kapitałowym, który wspiera małe i średnie podmioty.

Choć rozwiązań w zakresie finansowania jest na rynku bardzo wiele, to nie zawsze spełniają one oczekiwania lub możliwości firmy ubiegającej się o środki. W ofertach banków można znaleźć stosunkowo nisko oprocentowany kredyt, jednak jego koszty dla małych firm są zazwyczaj wyższe. Uzyskanie kredytu wiąże się też z dużymi formalnościami, historia działalności nie może być zbyt krótka, a branża zbyt ryzykowna, konieczne są także określone formy zabezpieczeń. Emisja obligacji wymaga z kolei zaangażowania wyspecjalizowanej firmy doradczej. Zgromadzenie wielu inwestorów jest przy tym dużo trudniejsze niż pozyskanie jednego partnera jakim jest fundusz. Emisja generuje też zwykle koszty, które przynajmniej częściowo są ponoszone również w przypadku nieuplasowania jej w całości. Kolejną alternatywą, może być inwestor finansowy w postaci funduszu venture capital. Oznacza to jednak konieczność przyjęcia do grona wspólników nowego podmiotu.  Co więcej, inwestor wchodzi do spółki na czas określony, zwykle do 5-7 lat. Po upływie tego czasu decyduje się na sprzedaż swoich udziałów, co najczęściej oznacza zbycie całej firmy lub debiut na giełdzie. Z tych powodów nie każda firma jest gotowa na taki krok. Ponadto finansowanie ze strony większości funduszy venture capital zarezerwowane jest przede wszystkim dla innowacyjnych startupów i nie zawsze jest dostępne dla tradycyjnych firm prowadzących działalność np. produkcyjną lub handlową.

Kto może skorzystać z oferty private debt?

Finansowanie private debt dla sektora MŚP to oferta niszowa na polskim rynku. Większość funduszy oferuje rozwiązania adresowane do dużych przedsiębiorstw, starających się o kapitał w wysokości od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów złotych. Znacznie trudniej jest znaleźć propozycję kierowaną do mniejszych podmiotów. – Im większe kwoty finansowania tym wyższy zysk osiąga fundusz. Małe transakcje wiążą się z dużym nakładem pracy i ryzyka, przy mniejszym zwrocie. Nie są więc atrakcyjne dla funduszy dysponujących dużym kapitałem. Sektor MŚP to jednak spory potencjał, dlatego postanowiliśmy się skoncentrować właśnie na nim, oferując finansowanie w przedziale 400 tys. – 1,5 mln złotych – tłumaczy Krystyna Kalinowska z Podlaskiego Funduszu Kapitałowego.

Według raportu CBM Indicator w latach 2018 – 2019 plany inwestycyjne miało 59 proc. małych i 73 proc. średnich firm. Wiele z nich może mieć jednak problem z pozyskaniem środków na realizację swoich celów. Wówczas wartym rozważenia rozwiązaniem staje się finansowanie dłużne typu private debt. Kierowane jest ono do firm, które planują swój rozwój, ale powszechnie dostępne produkty finansowe typu: kredyt, leasing czy faktoring nie są dla nich dostępne lub są niewystarczające, bądź  niedopasowane do ich potrzeb. Przy private debt liczy się przede wszystkim stabilny, realny, dobrze rokujący biznes, nawet jeśli jego wymiar jest bardzo tradycyjny. Elastyczność tego rozwiązania sprawia, że może być ono traktowane zarówno jako jedyne źródło finansowania, jak i uzupełnienie np. kredytu bankowego.

Oferta finansowania typu private debt adresowana jest do kilku grup przedsiębiorców. Przede wszystkim są to szybko rozwijające się podmioty z ustabilizowaną pozycją na rynku, które potrzebują kapitału na dalszy rozwój. Może to wynikać na przykład z długiego cyklu konwersji gotówki, który generuje duże zapotrzebowanie na kapitał obrotowy. Branża nie jest, aż tak istotna, ważne jest natomiast, aby sprzedaż była realizowana na wysokich marżach, powyżej 30 proc. Druga ważna grupa to tzw. firmy w opałach. Dotychczas wiodło im się znakomicie, ale z różnych przyczyn nastąpiło pogorszenie wyników, a przez to ograniczenie kredytowania ze strony banków. Finansowanie private debt umożliwia im odbudowanie pozycji i powrót na ścieżkę wzrostu. Trzecią grupą są firmy działające sezonowo lub realizujące zlecenia w formie kontraktów długoterminowych. W ich przypadku problematyczne bywają zaplanowane etapowo rozliczenia i konieczność znalezienia środków na pokrycie kosztów pomiędzy poszczególnymi etapami.

Private debt to rozwiązanie, które wypełnia istotną lukę w finansowaniu firm w sektorze MŚP. Pozwala przedsiębiorstwom zachować płynność finansową, zarówno w momentach gdy przeżywają bardzo intensywny rozkwit, jak i wtedy, gdy dopada je przejściowy kryzys.

Podlaski Fundusz Kapitałowy jest jednym z najstarszych funduszy venture capital działających w Polsce. Fundusz został utworzony w 1995 roku, w ramach Polsko-Brytyjskiego Programu Rozwoju Przedsiębiorczości. Od tamtej pory zrealizował kilkadziesiąt inwestycji na łączną kwotę ok. 45 mln zł, z sukcesem finalizując wiele transakcji. Fundusz oferuje przedsiębiorstwom finansowanie typu venture capital oraz private debt. Maksymalna kwota zaangażowania w jeden podmiot to 1,5 mln PLN. Z finansowania mogą korzystać  startupy, generujące pierwsze przychody ze sprzedaży, jak również firmy będące w fazie dalszego rozwoju i ekspansji.

[1] https://www.parp.gov.pl/component/publications/publication/raport-o-stanie-sektora-msp-w-polsce-2018
[2] https://zbp.pl/wydarzenia/archiwum/wydarzenia/2018/czerwiec/mikro-male-i-srednie-przedsiebiorstwa-o-uslugach-finansowych
[3] http://www.nbp.pl/publikacje/materialy_i_studia/ms310.pdf

Chile – jak radzi sobie gospodarka i waluta kraju opartego na miedzi

Z czym w Polsce kojarzy się Chile? M.in. z kopalnią miedzi Sierra Gorda. O tym jak istotna jest miedź dla gospodarki tego południowoamerykańskiego kraju i peso chilijskiego dowiemy się z najnowszego komentarza Ebury.

Od początku 2016 roku peso chilijskie (CLP) doświadczało zdecydowanej aprecjacji. Aczkolwiek wraz z końcem 2017 roku i szerokim umocnieniem dolara amerykańskiego, waluta Chile doświadczyła spadku kursu o około 15% względem USD, notując dużo łagodniejszy spadek w parze z polskim złotym. Peso chilijskiemu zdecydowanie ciążył zeszłoroczny spadek cen miedzi, której produkcja jest jednym z istotnych filarów chilijskiej gospodarki. Dotychczas w 2019 roku chilijska waluta uzyskała jednak trochę wsparcia dzięki wyższym stopom procentowym Centralnego Banku Chile.

USD/CLP & PLN/CLP (maj ’18 – maj ’19)

USD CLP & PLN CLPŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 13/05/2019

Produkcja miedzi jest jednym z najważniejszych źródeł przychodów z eksportu w chilijskiej gospodarce. Eksport surowca zaspokaja około 50% popytu zewnętrznego na towary z Chile oraz odpowiada za jedną piątą PKB kraju. Jednym z czynników, które odpowiadały za zeszłoroczny spadek cen surowca były obawy o spowolnienie gospodarcze w Chinach, które są jednym z największych odbiorców surowca na świecie. Zważywszy na istotną rolę, jaką miedź odgrywa w chilijskiej gospodarce, nie dziwi, że na przestrzeni ostatnich lat zachowanie peso chilijskiego zależało w dużej mierze od zmian cen surowca.

Kurs CLP/USD oraz ceny miedzi na LME (2012 – 2019)

Kurs CLP USD oraz ceny miedziŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 13/05/2019

W czwartym kwartale ubiegłego roku gospodarka Chile doświadczyła ekspansji rzędu 3,6% w ujęciu rocznym, notując jednocześnie wysoki poziom wzrostu w ujęciu kwartalnym (1,3%). Boom był spowodowany przede wszystkim zwiększoną produkcją przemysłu wydobywczego, a także wzrostem inwestycji. O 3,6% przyspieszyły również wydatki gospodarstw domowych. W kwietniu Centralny Bank Chile jedynie nieznacznie obniżył prognozy dynamiki PKB. Decydenci dostrzegają zagrożenia, jednak pozostają dość optymistyczni względem perspektyw chilijskiego wzrostu gospodarczego – szacowany wzrost w 2019 r. znajduje się na poziomie 3-4%, w porównaniu z poprzednio zakładanym poziomem 3,25-4,25%.

Wzrost PKB Chile w ujęciu rocznym (2014 – 2019)

Wzrost PKB Chile w ujęciu rocznymŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 01/05/2019

Gospodarka Chile w oczach Ebury

Niedawne ożywienie gospodarcze w Chile pozwoliło bankowi centralnemu na rozpoczęcie cyklu zacieśniania polityki monetarnej. W listopadzie i styczniu decydenci Centralnego Banku Chile podnieśli stopy procentowe o 25 punktów bazowych w konsekwencji czego referencyjna stopa procentowa wzrosła do 3%. Członkowie banku centralnego stwierdzili, że klimat makroekonomiczny „wydaje się nadal wspierać stopniowe ograniczenie stymulacji monetarnej”. Można zatem oczekiwać, że w Chile przed końcówką 2019 roku może dojść do kontynuacji zacieśniania polityki monetarnej, wszystko jednak zależeć będzie od sytuacji w gospodarce, szczególnie inflacji.

Pod koniec 2018 roku wskaźnik cen konsumentów wzrósł do poziomu przekraczającego 3%, aczkolwiek od tamtej pory inflacja utrzymywała się w okolicach dolnej granicy widełek celu inflacyjnego (2-4%). Niedawne spowolnienie inflacji sprawiło, że wzrosły realne stopy procentowe w Chile, co jest dość dobrym sygnałem, z powodu którego peso najpewniej otrzyma wsparcie. Wspomniane realne stopy procentowe w Chile wynoszą obecnie około 1%.

Uwzględniając to, że realne stopy procentowe są dodatnie, a gospodarka powinna radzić sobie dość dobrze, pozostajemy optymistami względem losów CLP i oczekujemy, że w 2019 roku waluta Chile umocni się w parze z dolarem amerykańskim i większością globalnych walut.

Naszym zdaniem nawet pomimo ostatniej eskalacji konfliktu na linii USA-Chiny, porozumienie między mocarstwami powinno zostać osiągnięte. Jeśli tak się stanie, jeden z istotniejszych zewnętrznych elementów dla przyszłości CLP przestanie zagrażać perspektywom waluty.

Autorzy: analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach na najniższym poziomie od 12 lat

Globalny raport Aon 2019 „Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach” identyfikuje wyzwania, z którymi mierzą się organizacje w zakresie oceny oraz reagowania na tradycyjne i nowo powstałe ryzyka.

Ekonomiczne i globalne problemy handlowe stanowią wyzwanie dla organizacji i ich zdolności do odpowiedniego inwestowania w przygotowanie i ochronę działalności – jak wynika z badania Aon „Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach” 2019.

„Firmy różnej wielkości mają problemy z ustaleniem priorytetów w zakresie zarządzania ryzykiem w obliczu tak wielu zmian i niepewności” – powiedział Rory Moloney, dyrektor generalny Global Risk Consulting. „To, co kiedyś było sprawdzoną strategią ograniczania ryzyka – wykorzystywanie przeszłości do przewidywania przyszłości – jest teraz wyzwaniem, a w połączeniu z bardziej konkurencyjną gospodarką światową składa się na najniższy w historii poziom przygotowania do ryzyka. W rezultacie planowanie zarządzania ryzykiem musi przyjąć inny kształt niż w przeszłości”.

Aon, wiodąca globalna firma świadcząca profesjonalne usługi dotyczące ryzyka oraz rozwiązań w zakresie emerytury i zdrowia, co dwa lata bada tysiące osób odpowiedzialnych za zarządzanie ryzykiem w 60 krajach i 33 branżach, aby zidentyfikować kluczowe ryzyka i wyzwania, przed którymi stoją ich organizacje.

W badaniu „Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach” z 2019 roku respondenci wskazali spowolnienie gospodarcze jako najważniejsze ryzyko. Na drugim miejscu znalazła się utrata reputacji marki, co wynika z możliwych poważnych konsekwencji wpadki korporacji, która może wydarzyć się na platformach społecznościowych o każdej porze dnia i nocy. Przyspieszone tempo zmian czynników rynkowych wynikające ze wzrostu polityki protekcjonistycznego handlu międzynarodowego, w tym rosnąca aktywność regulacyjna i napięcia geopolityczne, to ryzyko, które z 38. miejsca w poprzednim badaniu wskoczyło do pierwszej trójki najważniejszych obaw na liście w 2019 roku.

Aon uzyskał odpowiedzi na badanie „Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach” jesienią 2018 roku, w czasie ogromnej niestabilności na całym świecie, napędzanej przez spadki na giełdzie, spory dotyczące polityki handlowej, agresywne działania regulacyjne, masowe wycofywania produktów, aktywny cykl katastrof naturalnych o niszczycielskich konsekwencjach, dalekosiężne ataki cybernetyczne i skandale korporacyjne. Te szersze zagrożenia makroekonomiczne – w połączeniu z szybkością zmian technologicznych – przyczyniają się do wzrostu znaczenia nowych zagrożeń, które mogą zakłócić łańcuchy dostaw i ogólne operacje biznesowe. W rezultacie jedna trzecia spośród 15 największych zagrożeń to nowe pozycje na liście, w tym m.in. przyspieszone tempo zmian czynników rynkowych i geopolitycznych oraz przełomowe technologie i innowacyjność.

Osoby odpowiedzialne za zarządzanie ryzykiem zgłaszają najniższy od 12 lat poziom gotowości na ryzyko, ponieważ wiele z najistotniejszych zagrożeń, takich jak spowolnienie gospodarcze i rosnąca konkurencja, są nieubezpieczalne. W konsekwencji należy rozważyć zarządzanie ryzykiem jako przeciwieństwo transferu ryzyka, aby złagodzić te zagrożenia i chronić organizacje przed potencjalną niestabilnością.

„Zmiany w tegorocznych wynikach badania wskazują, że funkcja osoby zarządzającej ryzykiem musi ewoluować, aby zarządzanie ryzykiem mogło osiągnąć najkorzystniejszy poziom dla przedsiębiorstwa” – dodaje Moloney. „Takie działanie, w połączeniu z wykorzystaniem danych i analiz prognostycznych, które mogą generować przydatne informacje, pomoże firmom chronić ich zyski, jednocześnie dostosowując organizacje do przyspieszonych zmian i wahań gospodarczych”.

Pozostałe kluczowe wnioski:

  • Zwiększa się liczba starszych pracowników na rynku pracy – ryzyko to zmieniło pozycję w rankingu z 37. miejsca w 2017 roku na 20. w 2019. Przewiduje się, że do 2022 roku zajmie 13. miejsce. Ogólnie rzecz biorąc, starzenie się populacji w połączeniu z niedoborem siły roboczej nie tylko zmienia kierunki społecznego i gospodarczego rozwoju kraju, lecz także powoduje niestabilność w ramach organizacji.
  • Ryzyko zmian klimatycznych przesunęło się w rankingu z 45. miejsca w 2017 roku na 31. w 2019, ponieważ częstotliwość i dotkliwość klęsk żywiołowych przyczyniają się do wzrostu obaw o ich wpływ na gospodarkę światową.
  • Ataki cybernetyczne/naruszenia danych zajmują szóstą pozycję w rankingu i przewiduje się, że w 2022 r. staną się trzecim najważniejszym ryzykiem. Zagrożenia cybernetyczne nadal zajmują pierwsze miejsce wśród respondentów z Ameryki Północnej. Po raz pierwszy przewiduje się, że to ryzyko znajdzie się na liście top 10 w krajach Ameryki Łacińskiej. Prognozy wskazują także, że w Europie cyberzagrożenia wskoczą z ósmego na czwarte miejsce, a na Bliskim Wschodzie i w Afryce z ósmego na drugie.
  • Przełomowe technologie i innowacyjność budzą wśród respondentów coraz większy niepokój, awansując w globalnym rankingu z 20. pozycji w 2017 roku na 14. w 2019. Ryzyko to jest wymieniane wśród 10 największych zagrożeń w przypadku 50% wszystkich branży.

Profile uczestników w badaniu Aon „Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach” 2019 obejmowały małe (poniżej 1 mld USD), średnie (1 mld USD – 15 mld USD) i duże (powyżej 15 mld USD) organizacje, w tym respondentów z firm prywatnych, organizacji publicznych i rządowych, a także podmioty non-profit. Pełny raport jest dostępny na stronie www.aon.com/2019GlobalRisk.

Pożyczki w branży poligraficznej – skuteczniejsze wykorzystanie funduszy UE

Oczekiwanie na spóźniony przelew funduszy unijnych spędza sen z powiek wielu przedsiębiorcom w branży poligraficznej. Rozwiązaniem, które może przyjść firmom z pomocą w tym trudnym okresie są dotacje ze wsparciem finansowania zewnętrznego. Coraz większą popularność zdobywają w tym względzie pożyczki. Dlaczego? Wyjaśnia Anita Grygorowicz, Szef Zespołu Vendorskiego w Siemens Financial Services.

O wartości unijnych dotacji przekonało się już wiele firm poligraficznych w Polsce. To między innymi dzięki inwestycjom sfinansowanym za ich pomocą polska branża poligraficzna jest jednym z najszybciej rozwijających się sektorów przemysłu przetwórczego. W tym momencie – jak wskazuje raport „Rynek Poligraficzny i opakowań z nadrukiem w Polsce”, przygotowany przez Polskie Bractwo Kawalerów Gutenberga, KPMG oraz Uniwersytet Warszawski – zajmuje już siódme pod względem wielkości miejsce w Europie. Eksport w branży poligraficznej w latach 2011-2016 wzrósł ponad dwukrotnie, a zaplanowane przez ponad 65 proc. firm inwestycje na najbliższe 2-3 lata pozwalają stwierdzić, że rynek będzie dalej się rozwijał. W 71 proc. przypadków planowane inwestycje dotyczyć będą zakupu maszyn i urządzeń, a dużą rolę w ich finansowaniu odegrają ponownie fundusze z UE, pochodzące z programów Inteligentny Rozwój, Program Polska Wschodnia oraz z programów regionalnych. Dzięki nim firmy ubiegające się o dotacje mogą sfinansować nawet 70 proc. inwestycji.

Programy funduszy europejskich, w których firmy z branży poligraficznej mogą ubiegać się o dotacje:

  1. Program Operacyjny Inteligentny Rozwój

Krajowy program jednofunduszowy, finansowany wyłącznie ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego (EFRR).

CEL: zbudowanie gospodarki opartej na wiedzy, utworzenie bogatego i konkurencyjnego działu nauki oraz efektywnych instytucji otoczenia biznesu, umożliwiających inteligentny rozwój gospodarczy kraju.

  1. Program Polska Wschodnia: dotyczy 5 województw: lubuskie, podkarpackie, podlaskie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie.

CEL: wzrost konkurencyjności tego makroregionu.

  1. Programy regionalne

Programy Operacyjne koncentrują się na potrzebach danego województwa. Priorytety znacząco się różnią w zależności od tego, gdzie inwestycja jest realizowana.

Jednak na drodze do pełnego wykorzystania możliwości jakie dają środki unijne stoi nie do końca efektywny system ich rozdzielania. W niektórych wypadkach z tego powodu beneficjent może nie otrzymać funduszy na czas, co przełoży się na duże koszty związane na przykład z koniecznością wstrzymania inwestycji. Jak zatem najlepiej ubiegać się o dopłaty z UE, by wykorzystać szansę jaką one dają?

Skuteczne wykorzystanie funduszy UE z finansowaniem zewnętrznym

W jaki sposób opóźnienia w wypłacie środków – sięgające nawet roku – mogą wygenerować straty finansowe dla przedsiębiorstwa? Za przykład może posłużyć sytuacja, gdy firma jest w trakcie budowy pomieszczenia, w którym ma się znaleźć duża maszyna drukarska, już zainwestowała w budowę oraz zapłaciła zadatki na zakup maszyny. Brak funduszy na zakup urządzenia wywołuje reakcję łańcuchową – powoduje przestój w pracach budowlanych, co z kolei generuje koszty związane z zabezpieczeniem robót, wynagrodzeniem robotników oraz zamrożeniem części kapitału. To oznacza także stracone szanse biznesowe, między innymi ze względu na niezrealizowane zamówienia.

Wiele firm w takiej sytuacji posiłkuje się własnymi rezerwami gotówki, co jest działaniem dosyć ryzykownym, ponieważ szybko topniejące fundusze postawią firmę przed trudnym zadaniem pozyskania finansowania w krótkim czasie, często wiążącym się z dużymi kosztami. Będzie to szczególnie dotkliwe w przypadku firm mikro, które stanowią ponad 90 proc. podmiotów z branży poligraficznej. Sytuację zaognia rosnący problem z terminowym pozyskiwaniem należności od kontrahentów – w 2018 r. 31 proc. firm z branży poligraficznej wskazało, że problem z regulowaniem ich faktur na czas staje się coraz większy.

Dlatego przy planowaniu inwestycji warto zrezygnować z inwestowania środków własnych i rozważyć pożyczkę jako wkład przy ubieganiu się o środki unijne oraz finansowanie pomostowe (umożliwia utrzymanie płynności finansowej firmy do czasu otrzymania refundacji poniesionych wydatków). Pożyczki to zyskująca na popularności metoda finansowania zakupu maszyn i urządzeń – w 2018 r. wartość udzielonych w ten sposób funduszy wzrosła o 21 proc., a w 2019 r. ma według prognoz wynieść ponad 15 proc. Taka forma finansowania pozwala firmie zabezpieczyć pieniądze na inwestycje, przy jednoczesnym utrzymaniu płynności finansowej, co w przypadku nieterminowego przelewu funduszy UE z urzędu jeszcze bardziej zyskuje na znaczeniu.

Co więcej, wykorzystanie pożyczki jako wkładu własnego przy ubieganiu się o środki unijne daje firmie znacznie większe pole manewru w wypadku nieoczekiwanych wydarzeń, jak chociażby awaria sprzętu i związana z tym konieczność jego naprawy. Stanowi także pewną poduszkę finansową w kontekście wzrostu kosztów operacyjnych związanych z rosnącymi wynagrodzeniami pracowników. Firmy poligraficzne mogą spodziewać się takiej sytuacji, bowiem tempo wzrostu płac w tej branży zbliżone jest do całego przemysłu przetwórczego – według ostatnich dostępnych danych z 2017 r. wyniosło ono 5,1 proc. Co więcej – jak wynika z raportu KPMG i Polskiego Bractwa Kawalerów Gutenberga – aż 42 proc. przedsiębiorstw z branży poligraficznej uważa, że zwiększy zatrudnienie w 2019 roku.

Dla mikro i małych firm to dobre rozwiązanie również ze względu na dużą kapitałochłonność inwestycji w maszyny drukarskie. Ich koszt przekracza nawet 8,6 mln zł, podczas gdy 70 proc. firm poligraficznych w Polsce ma przychody roczne na poziomie niższym niż 10 mln zł. To także rozwiązanie, które dobrze pasuje do sposobu, w jaki wypłacane są fundusze unijne. Dotacja może zostać wypłacona dopiero po nabyciu nowego sprzętu, dlatego konieczne jest, by już na początku dysponować pełną kwotą wymaganą do sfinansowania inwestycji. Po otrzymaniu dotacji firma zwraca pożyczkodawcy wartość przyznanych funduszy, a następnie regularnie spłaca pozostałą należną kwotę w formie rat, zgodnie z ustalonym harmonogramem.

W jaki sposób wybrać najlepszą pożyczkę?

Jednym z pierwszych kroków jakie warto podjąć przed wyborem instytucji finansowej udzielającej pożyczek jest przeanalizowanie  doświadczenia poszczególnych podmiotów. To kryterium zyskuje na znaczeniu szczególnie w sytuacji, gdy fundusze unijne są wykorzystywane do realizacji dużo większych projektów niż te, na które firmy mogłyby sobie pozwolić bez dofinansowania. Dotacje potrafią sięgać nawet 70 proc. ceny netto maszyny, co często wymaga posiłkowania się przez firmy pożyczkami pomostowymi, które pomogą przejść przez trudny czas między realizacją płatności a otrzymaniem spłaty z dotacji.

Ważny jest również odpowiednio dopasowany okres finansowania, który uwzględni możliwości finansowe firmy. Im dłuższy czas spłaty rat, tym większa szansa na to, by nabyć najnowocześniejsze środki do produkcji za korzystną cenę. Dlatego warto szukać firm, które oferują finansowanie nawet na 10 lat. Ze względu na wspomnianą już dużą wartość inwestycji w branży poligraficznej, firma udzielająca pożyczki powinna mieć możliwość zasilenia klienta znaczącym kapitałem. Warto również zwrócić uwagę na to, by decyzje kredytowe na znaczne sumy były podejmowane na poziomie lokalnym, gdyż proces uzyskania finansowania będzie znacznie szybszy i prostszy.

Istotną kwestią jest również biegłość pożyczkodawcy w realizacji zakupu przedmiotu. Każdy dostawca proponuje inne warunki płatności, często wymagając dużych zaliczek przed wyprodukowaniem maszyny. Stąd doświadczenie i elastyczność firmy jest kluczowa na tym finalnym etapie transakcji.

Sprzedaż pożyczek pozabankowych w kwietniu 2019 r.

Z najnowszej analizy, która powstała w oparciu o dane z firm pożyczkowych raportujących do BIK wynika, że w kwietniu 2019 r. w porównaniu do kwietnia 2018 r. firmy pożyczkowe:

  • udzieliły mniej pożyczek w ujęciu wartościowym (-4,5%), jak i w ujęciu liczbowym (-3,2%);
  • łącznie w kwietniu 2019 r. udzieliły finansowania na kwotę 562 mln zł, przyznając 220,3 tys. pożyczek;
  • średnia wartość udzielonej w kwietniu pożyczki wyniosła 2 554 zł i była niższa od średniej wartości udzielonej pożyczki w kwietniu 2018 r. o (-1,4%).

W okresie styczeń – kwiecień 2019 r. firmy pożyczkowe:

  • przyznały o (-2,6%) mniej pożyczek niż w analogicznym okresie zeszłego roku;
  • odnotowały spadek wartości udzielonego finansowania o (-4,5%);
  • łącznie w czterech pierwszych miesiącach ub. r. firmy pożyczkowe udzieliły 882,0 tys. pożyczek na kwotę 2,253 mld zł;
  • 42% wartości udzielonych pożyczek było na kwoty powyżej 5 000 zł, które w ujęciu liczbowym stanowiły 11% sprzedaży;
  • w ujęciu liczbowym dominowały pożyczki do kwoty 1 tys. zł, stanowiąc 40% liczby udzielonych w tym okresie pożyczek;
  • w ujęciu wartościowym, pożyczki udzielone na kwoty poniżej 1 000 zł, miały 9% udział w sprzedaży.

Dodatnia dynamika liczby udzielanych pożyczek w okresie styczeń – kwiecień 2019 r. dotyczyła jedynie pożyczek niskokwotowych (< 1 tys. zł) i wynosiła (+6,8%) oraz wysokokwotowych (> 5 tys. zł), w przypadku których wyniosła ona (+1,9%). Najwyższą ujemną dynamikę w ujęciu liczbowym w okresie czterech pierwszych miesięcy 2019 r. w porównaniu do analogicznego okresu z poprzedniego roku odnotowały pożyczki z przedziału kwotowego 1,5 do 2 tys. zł (-13,8%).

Dynamika PKB będzie wygasać. Inflacja będzie jeszcze wyższa

Oparcie wzrostu gospodarczego na konsumpcji krajowej powoduje, że pozostajemy relatywnie mało wrażliwi na słabą koniunkturę w Europie. Jest to jednak krótkowzroczna strategia. Deficyt pracowników, rosnące ceny żywności oraz drożejąca ropa naftowa, niewątpliwie wpłyną na wzrost inflacji w najbliższych miesiącach.

W świetle opublikowanej przez GUS informacji sygnalnej, dynamika PKB w I kwartale 2019 r. wyniosła 4,6% r/r (realna, jednakowa dla danych wyrównanych i nie), podczas gdy przed rokiem mieliśmy do czynienia ze wzrostem rzędu 5,2%. Odsezonowane dane kwartalne cechują się w ostatnim czasie względnie dużymi wahaniami. Dzisiejszy wynik, 1,4% q/q (wyrównany sezonowo) mieści się w wysokich przedziałach obserwowanych w 2017 i 2018, i jest wyraźnie lepszy niż wynik z IV kwartału 2018 (0,5% q/q). Niska dynamika na koniec ubiegłego roku stała się więc korzystnym punktem odniesienia.

Komunikat potwierdza to, że dynamika PKB będzie wygasać. Jak dotąd, odbywa się to jednak bardzo powoli, niejako wbrew innym źródłom, w tym np. PMI. Za stabilność tego wzrostu w dużym stopniu odpowiada jego oparcie na konsumpcji krajowej, dzięki czemu pozostajemy relatywnie mało wrażliwi na słabą koniunkturę w Europie. Warto mieć jednak świadomość, że długookresowo powinien on być oparty na inwestycjach, przede wszystkim prywatnych. Bardziej szczegółowej informacji o źródłach wzrostu w I kwartale GUS dostarczy dopiero za dwa tygodnie.

W kwietniu br. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 2,2% r/r i zarazem o 1,1% m/m. Zmianom nie uległy również dynamiki cen składowych koszyka, w tym żywność (3,3% r/r, 1,0% m/m) oraz cen paliw (8,5% r/r). W horyzoncie miesiąca ceny usług wzrosły ponad dwukrotnie silniej niż ceny towarów – 3,6% vs. 1,7%, sygnalizując trwałe deficyty zasobów wykwalifikowanej pracy. Mało prawdopodobna jest zmiana tendencji – zwłaszcza, że wzrosty wynagrodzeń pod koniec 2018 roku były absorbowane przez przedsiębiorstwa, a taki stan rzeczy nie może trwać długo.

Szybko rosnąca inflacja nie jest zjawiskiem obserwowanym w ostatnim czasie. Trudno jednak spodziewać się powrotu do poziomów z przełomu 2018/2019, biorąc pod uwagę czynniki takie jak sucha wiosna, która znajdzie przełożenie w cenach żywności (zwraca uwagę już teraz obserwowany silny wzrost cen warzyw), wzrost cen mięs na rynkach globalnych w obliczu wybuchu afrykańskiego pomoru świń czy dynamikę konfliktu wokół ropy naftowej. Szeroki strumień jednorazowych transferów publicznych będzie przejściowo niwelował ten efekt – przynajmniej dla niektórych grup konsumentów.

Komentarz Soni Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

FPP uważa, że wypłata chorobowego zbyt obciąża przedsiębiorców

Federacja Przedsiębiorców Polskich proponuje wprowadzenie zmian w systemie ubezpieczeń społecznych, mających na celu zwiększenie jego efektywności i odciążenie pracodawców. Jedną z takich zmian miałoby być przełożenie na ZUS obowiązku wypłaty pensji, gdy pracownik znajduje się na zwolnieniu chorobowym. Obecnie do 33 dnia choroby obowiązek ten musi wypełnić pracodawca – co w ubiegłym roku kosztowało polskich przedsiębiorców ponad 7 miliardów złotych. FPP chce, by ZUS wypłacał chorobowe od pierwszego dnia zwolnienia – co nie tylko odciążyłoby przedsiębiorców, lecz także zapewniłoby systemowi większą kontrolę nad korzystaniem ze zwolnień chorobowych.

– Po wprowadzeniu takich zmian pracodawcy częściej korzystaliby z form zatrudnienia pracowniczego. Wypłata wynagrodzenia chorobowego jest istotnym obciążeniem, zniechęcającym do zawierania umów o pracę – powiedziała serwisowi eNewsroom Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Pracownicy mieliby większe szanse na uzyskanie umowy o pracę, a zarazem ich składka byłaby pokrywana przez pracodawcę. Nie stanowiłoby to nadmiernego obciążenia po stronie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, gdyż z innych rozwiązań o charakterze systemowym, proponowanych przez FPP, miałby te środki w odpowiedni sposób rekompensowane – podkreśla Spytek-Bandurska.

Najtańsze OC, AC, NNW – ranking kwiecień 2019 r.

Kwiecień to kolejny miesiąc, w którym sprawdziliśmy koszty polis komunikacyjnych. Warto dowiedzieć się, która firma najtaniej sprzedawała takie ubezpieczenia.

Podobnie jak w poprzednich miesiącach, zasady rankingu polis komunikacyjnych pozostały niezmienne. W dalszym ciągu były badane cztery kategorie (ubezpieczenia OC, pakiety OC + NNW, pakiety OC + AC oraz pakiety OC + AC + NNW). Kwietniowy ranking nadal uwzględniał ubezpieczycieli, których dotyczyła odpowiednio duża liczba kalkulacji wykonanych przez użytkowników Ubea.pl (w ciągu wcześniejszych 30 dni). Każdy analizowany zakład ubezpieczeń uzyskał ocenę wynoszącą od 0,00 punktów do 5,00 punktów. „Najniższy wynik oznacza, że dany ubezpieczyciel we wszystkich pojedynczych porównaniach (uwzględniających tę firmę), niestety ulokował się na ostatniej pozycji. Towarzystwo ubezpieczeń uzyskujące najwyższą liczbę punktów (5,00 pkt.), musiałoby zająć pierwsze miejsce w każdej kalkulacji z jego udziałem. Ubezpieczyciele zwykle notują wyniki wynoszące od około 2,00 punktów do około 4,00 punktów. Nasz kwietniowy ranking potwierdził tę prawidłowość” – tłumaczy Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Największe zainteresowanie wzbudzają oczywiście te zakłady ubezpieczeń, które na początku nowego kwartału „uzbierały” największą liczbę punktów. Mowa o następujących ubezpieczycielach:

  • You Can Drive – 4,18 pkt. w rankingu polis OC
  • Link4/You Can Drive – po 3,97 pkt. w rankingu pakietów OC + NNW
  • Link4 – 4,37 pkt. w rankingu pakietów OC + AC
  • Aviva – 4,36 pkt. w rankingu pakietów OC + AC + NNW

Porównanie wyników rankingowych z marca oraz kwietnia 2019 r. wskazuje, że doszło do dość ciekawych zmian. Mianowicie w kategorii pakietów OC + NNW marka You Can Drive awansowała na pierwsze miejsce. Tym samym konieczne było sklasyfikowanie dwóch rankingowych zwycięzców: Link4 (brak zmian względem marca) oraz You Can Drive (awans o jedną pozycję). Na uwagę zasługuje także sytuacja z kategorii OC + AC. Mowa o zastąpieniu Avivy na pierwszej pozycji przez Link4. Kolejny ciekawy przypadek dotyczy głównej kategorii, czyli polis OC bez pakietowych dodatków. „Warto zwrócić uwagę, że ubezpieczyciele zajmujący dwa niższe miejsca na podium (Link4 oraz Benefia) uzyskali dokładnie tyle samo punktów. Podobne sytuacje zdarzają się dość często, bo różnice cenowe pomiędzy trzema – czterema mocno konkurującymi ubezpieczycielami są znikome” – zauważa Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Barometr cenowy Ubea.pl nie uwzględnia miesięcznych zmian średniej składki OC z różnych firm i ogranicza się tylko do badania przeciętnej ceny OC dla całego rynku. Właśnie dlatego w ramach rankingu warto sprawdzić, jak zmieniał się średni koszt obowiązkowej ochrony oferowanej przez poszczególnych ubezpieczycieli. Zmiany dotyczące kwietnia 2019 r. były następujące:

  • Aviva – wzrost o 3,8% względem marca 2019 r.
  • Benefia – spadek o 9,2% względem marca 2019 r.
  • Generali – spadek o 1,9% względem marca 2019 r.
  • Gothaer – spadek o 1,8% względem marca 2019 r.
  • Link4 – spadek o 5,1% względem marca 2019 r.
  • MTU24 – spadek o 2,1% względem marca 2019 r.
  • Proama – spadek o 3,0% względem marca 2019 r.
  • UNIQA – spadek o 2,3% względem marca 2019 r.
  • You Can Drive – wzrost o 1,5% względem marca 2019 r.

Powyższe wyniki potwierdzają, że w kwietniu br. na rynku OC przeważały spadki. Nie były one jednak na tyle duże, żeby zupełnie skompensować wpływ marcowych podwyżek. „Spośród dziewięciu analizowanych ubezpieczycieli, tylko dwóch (Benefia oraz Link4) w kwietniu znacząco obniżyło średni koszt OC. Mowa o spadkach przekraczających granicę błędu statystycznego związanego z ewentualną zmiennością próby kierowców, których kalkulacje analizuje Ubea.pl” – podsumowuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Ubea ranking kwiecień 19 -16.05 – infografika

Źródło: Ubea.pl

Ponad 316 biur podróży ma długi. Wzrosła kwota niezapłaconych przez nie zobowiązań

Ponad 316 biur podróży ma długi. Wzrosła kwota niezapłaconych przez nie zobowiązań 1

Liczba zadłużonych biur podróży nadal jest spora – wynika z danych ERIF BIG SA. Obecnie w bazie znajdują się informacje o 316 zadłużonych touroperatorach. Wprawdzie jest to mniej niż przed rokiem, ale jeszcze w 2016 roku było ich 255. Zatem na przestrzeni kilku ostatnich lat widać tendencję wzrostową. Na dodatek rośnie też kwota niespłaconych zobowiązań biur podróży, która sięga już prawie 5 mln zł. Aby zapewnić sobie bezpieczeństwo w trakcie wypoczynku, klienci powinni dokładnie sprawdzić biuro, w którym zamierzają wykupić wakacyjny wyjazd.

 W Polsce mamy obecnie 316 zadłużonych biur podróży, które mają problemy finansowe. Jest to nieco mniejsza liczba niż przed rokiem, kiedy mieliśmy informację o 390 biurach podróży z problemami finansowymi. Niemniej jednak, patrząc z perspektywy lat, ta liczba rośnie – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Furmaniak, kierownik zespołu ds. rozwoju produktów operacyjnych z ERIF BIG SA.

Statystyki biura informacji gospodarczej ERIF pokazują, że na początku maja br. łączne zadłużenie biur podróży wyniosło ponad 4,7 mln zł. To o 4 proc. więcej niż w ubiegłym roku (4,5 mln zł). Od 2016 roku – kiedy w bazie ERIF BIG były dane o 255 biurach podróży posiadających długi – liczba zadłużonych podmiotów znacząco wzrosła.

– Należy też zwrócić uwagę na wartość negatywnych zobowiązań, która niestety rośnie. Obecne zadłużenie biur podróży sięga łącznie już prawie 5 mln zł. Średnie zadłużenie biura podróży dopisanego do naszej bazy to około 15 tys. zł. Touroperator rekordzista ma długi sięgające 340 tys. zł. Jest to wartość, która zdecydowanie powinna sygnalizować, że dany przedsiębiorca ma poważne problemy finansowe – mówi Jarosław Furmaniak.

Zadłużone biura podróży mają na swoim koncie wiele niezapłaconych w terminie rachunków, wśród których najczęściej dominują opłaty za rachunki telefoniczne (łączne zadłużenie z tego tytułu to prawie 1,7 mln zł), opłaty z tytułu umowy ubezpieczenia (długi na niespełna 1,1 mln zł) czy rat umów leasingowych (blisko 750 tys. zł zaległości).

– Szczególną uwagę trzeba zwrócić na nieopłacone składki ubezpieczeniowe. Biura podróży mają obowiązek wykupywania ubezpieczeń, które m.in. pozwalają na powrót klientów z zagranicy w sytuacji, kiedy touroperator ogłosi upadłość – mówi Jarosław Furmaniak.

Najbardziej narażeni na skorzystanie z oferty zadłużonego biura podróży są mieszkańcy województwa małopolskiego i śląskiego. W obu tych regionach jest najwięcej (bo po 45) zadłużonych biur podróży.

– Niechlubne podium uzupełnia województwo mazowieckie, gdzie mamy 39 zadłużonych biur podróży – mówi Jarosław Furmaniak. – W pozostałych regionach jest ich po kilka, kilkanaście. Natomiast należy zwrócić uwagę na to, że duża część biur sprzedaje swoje usługi online. Dlatego bez względu na województwo i miejsce rejestracji danego biura, warto sprawdzić jego sytuację finansową przed wykupieniem wycieczki lub wczasów.

Jak podkreśla ekspert, konsumenci nie powinni do końca czuć się bezpiecznie i przy wyborze touroperatora powinni sprawdzać m.in. jego sytuację płatniczą. Każda informacja o niezapłaconych w terminie zobowiązaniach, którą można znaleźć w rejestrach BIG-ów, może być dla każdego klienta sygnałem ostrzegawczym, że touroperator może mieć większe kłopoty finansowe. W sytuacji, gdy na miejscu wypoczynku okaże się, że biuro ogłosiło upadłość, możemy mieć problem z powrotem do kraju.

– Kondycję biura podróży można sprawdzić bardzo szybko, w trzech prostych krokach. Po pierwsze, wchodzimy na serwis www.infokonsument.pl, dokonujemy prostej rejestracji i podajemy NIP danego biura podróży. Po chwili mamy już raport dotyczący jego sytuacji finansowej. Co ważne, możemy to zrobić także za pomocą swojego smartfona – wyjaśnia Jarosław Furmaniak z ERIF BIG SA. – Warto sprawdzić, czy wybrane biuro podróży nie ma długów, aby mieć pewność, że zawieramy umowę z wiarygodnym przedsiębiorstwem i na wakacjach cieszyć się tym, co najważniejsze – bliskością rodziny i wypoczynkiem – zamiast przejmować się negatywnymi skutkami zawarcia umowy z niesolidną firmą.

PKP Cargo otworzy w tym roku biuro w Chinach. To strategiczny kierunek rozwoju spółki

PKP Cargo otworzy w tym roku biuro w Chinach. To strategiczny kierunek rozwoju spółki 2

Do końca tego roku PKP Cargo otworzy swoje przedstawicielstwo w Chinach. – Zdecydowaliśmy się na bezpośrednią obecność na tamtejszym rynku, bo to przyniesie wymierne korzyści dla spółki – podkreśla prezes Czesław Warsewicz. Przewoźnik połączy także wszystkie 27 terminali przeładunkowych w ramach jednej spółki. Ich integracja ułatwi zarządzanie, pozwoli oszczędzić koszty i zasoby oraz przedstawić klientom lepszą ofertę. Oba te działania służą strategicznym celom, czyli rozwojowi PKP Cargo w obszarze transportu intermodalnego i w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku.

Powołaliśmy spółkę PKP Cargo Terminale jako odpowiedź na realizację strategii zaakceptowanej przez radę nadzorczą i przyjętej w listopadzie ubiegłego roku. Ma to na celu przede wszystkim poprawę oferty kierowanej do klienta. Spółka będzie integrować wszystkie 27 terminali należących do PKP Cargo, co spowoduje lepsze zarządzanie i lepsze wykorzystanie naszego potencjału. Pozwoli też zaoferować kompleksową, lepszą usługę naszym klientom – mówi agencji Newseria Biznes Czesław Warsewicz, prezes PKP Cargo.

Do kolejowego przewoźnika należy 18 terminali masowych, 7 intermodalnych oraz 2 łączone, gdzie mogą być przeładowywane zarówno kontenery, jak i towary luzem. Po konsolidacji wszystkie 27 podmiotów będzie mieć wspólny zarząd, a cały proces ma również m.in. poprawić ich sytuację finansową. Spółka będzie też inwestować w ich rozbudowę i kadrę, jeżeli będzie mieć to uzasadnienie rynkowe.

Poprzez lepsze zarządzanie całością jesteśmy w stanie zaoferować krótszy czas dowozu, szybszy czas przeładunku i dostarczenia towaru do klienta. To jest efekt dodany tej integracji, który podniesie konkurencyjność naszej oferty – uzasadnia Czesław Warsewicz.

Terminale Sp. z o.o. będzie miała siedzibę w Medyka-Żurawica. Będzie to największa w Polsce i jedna z największych w Europie spółek zarządzających terminalami lądowymi.

Widzimy korzyści w dwóch obszarach: kosztowym i produktowym. W pierwszym z nich dostrzegamy oszczędność dzięki spójnej polityce zakupowej podmiotu i optymalizacji kosztów, szczególnie administracyjnych, związanych z zarządzaniem tyloma jednostkami, ponieważ ta integracja ma spowodować utworzenie jednego organizmu z 27 rozproszonych podmiotów. Z kolei w obszarze produktowym upatrujemy szansy zaoferowania klientom lepszej siatki połączeń i możliwości przewozowych. To z kolei przełoży się na wymierne zwiększenie zainteresowania przeładunkiem i przewozami ładunków poprzez nasze terminale i pociągi – mówi Czesław Warsewicz.

Integracja terminali ma się przyczynić do rozwoju spółki w obszarze transportu intermodalnego. Ten w Polsce szybko rośnie – w ubiegłym roku przewieziono w ten sposób 1 259 tys. jednostek ładunkowych, co oznacza ponad 16-proc. wzrost rok do roku. PKP Cargo już w tej chwili jest liderem segmentu intermodalnego, z 54-proc. udziałem w tym rynku.

Ekspansja międzynarodowa i transport intermodalny to dwa główne kierunki rozwoju Grupy PKP Cargo na nadchodzące lata zapisane w strategii do 2023 roku. Kolejowy przewoźnik zamierza się rozwijać przede wszystkim w obszarze Trójmorza oraz w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku. W tym celu m.in. rozbudowuje terminal Małaszewicze, położony ok. 5 km od przejścia granicznego w Terespolu na granicy z Białorusią. Tędy przejeżdża 80 proc. pociągów na trasie Europa–Azja. To najważniejszy terminal kolejowy na NJS w Europie, który – ze względu na strategiczne położenie – jest kluczowy dla międzynarodowego rozwoju grupy. Wzrost przewozów Nowym Jedwabnym Szlakiem i wymiany z Chinami jest powodem, dla którego PKP Cargo otwiera swoje bezpośrednie przedstawicielstwo w Państwie Środka.

Chcemy być obecni bezpośrednio na tym rynku. Tego oczekują klienci. Stąd też do końca roku chcemy mieć przedstawicielstwo bądź otworzyć spółkę bezpośrednio w Chinach – zapowiada prezes PKP Cargo w rozmowie przeprowadzonej podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Jak podkreśla, decyzja jest podyktowana względami ekonomicznymi, bo ruch kolejowy między UE i Azją w ostatnich latach rośnie bardzo dynamicznie. W 2016 roku takich pociągów było 1,7 tys., natomiast w ubiegłym roku – już 6,3 tys.

Widać, jak ogromna jest dynamika i wzrost zapotrzebowania na usługę przewozów kolejowych. Bezpośrednia obecność na tamtejszym rynku przyniesie wymierne korzyści dla spółki, spowoduje zwiększenie masy ładunków, które są realizowane przez PKP Cargo – podkreśla Czesław Warsewicz. – Rok do roku wielkość pociągów przeładowanych w Małaszewiczach wzrosła o ok. 70 proc. To z pewnością pokryje koszt funkcjonowania tego biura i przyniesie dodatkowe przychody.

Głównym celem przedstawicielstwa PKP Cargo w Chinach będzie szukanie ładunków, organizacja przewozów od drzwi do drzwi (door-to-door) oraz reprezentowanie interesów spółki na rynku dalekowschodnim.

Polska stała się jedną wielką strefą inwestycji. Z zachęt inwestycyjnych korzystają teraz też małe i średnie firmy

0

Polska stała się jedną wielką strefą inwestycji. Z zachęt inwestycyjnych korzystają teraz też małe i średnie firmy 3

Zlikwidowanie bariery, która powodowała, że małe i średnie przedsiębiorstwa nie mogły korzystać z dobrodziejstw zwolnień podatkowych, to największa zaleta ustawy o wspieraniu nowych inwestycji – mówi Przemysław Sztandera, prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Obowiązująca od września ub.r. regulacja umożliwiła MŚP skorzystanie ze wsparcia, które do tej pory było w zasięgu jedynie dużych zagranicznych inwestorów i stworzyła samorządom możliwość rozwinięcia regionalnej gospodarki. Jak podkreśla prezes PSSE, zmieniła też rolę specjalnych stref ekonomicznych, wymuszając na nich bardziej aktywne poszukiwanie nowych inwestorów i ściślejszą współpracę z samorządami.

Nowa ustawa o wspieraniu inwestycji wprowadziła bardzo wiele zmian. Przede wszystkim rozszerzyła obszar działalności stref – cała Polska stała się jedną wielką strefą inwestycji. To oznacza, że inwestor może inwestować na dowolnym gruncie, gdzie mu najwygodniej, choć oczywiście są pewne wyłączenia. Nie ma już konieczności wcielania tego terenu inwestycyjnego w obszar działalności strefy. To powoduje, że decyzję o udzieleniu wsparcia wydajemy w tydzień, maksymalnie dwa – podczas gdy w poprzednim reżimie prawnym wydanie zezwolenia, włącznie z procesem wcielenia terenów do strefy, trwało kilka miesięcy – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Sztandera, prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Ustawa o wspieraniu nowych inwestycji zmieniła zasady działania specjalnych stref ekonomicznych. Te obejmowały 14 wydzielonych administracyjnie obszarów, które stanowiły 0,08 proc. powierzchni kraju. Regulacja rozszerzyła obszar, na którym możliwe jest uzyskanie zachęt inwestycyjnych do całego terytorium Polski.

Zgodnie z ustawą pomoc publiczna do realizacji nowych inwestycji (utworzenie nowego zakładu produkcyjnego albo reinwestycje) jest realizowana m.in. w formie zwolnienia z podatków CIT oraz PIT przez okres od 10 do 15 lat. Warunkiem uzyskania wsparcia jest spełnienie kryteriów ilościowych i jakościowych, uzależnionych m.in. od wielkości przedsiębiorstwa i branży, a także lokalizacji oraz typu inwestycji. Nowe przepisy obowiązują w pełni od września ubiegłego roku, a ich głównym celem jest stymulowanie wzrostu inwestycji prywatnych.

Prezes Pomorskiej SSE podkreśla, że ustawa otworzyła możliwość wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorstw, które poprzednio były z niego wykluczone przez długie procedury, wysoki próg kapitałowy i ograniczenia terytorialne (żeby skorzystać z ulg, trzeba było fizycznie działać na terenie SSE albo wcielić dany teren inwestycyjny do strefy). W praktyce to wsparcie było do tej pory dostępne tylko dla dużych zagranicznych inwestorów.

Konieczność wcielenia terenów inwestycyjnych do strefy była główną barierą, która hamowała rozwój inwestycji w poprzedniej ustawie. Dzięki zmianom uwalnia się coraz więcej terenów inwestycyjnych, są one też coraz bardziej atrakcyjne. Także gminy uaktywniły się, jeżeli chodzi o przygotowanie potencjalnych działek inwestycyjnych – mówi Przemysław Sztandera.

Dzięki odejściu od ograniczeń terytorialnych MŚP nie muszą fizycznie przenosić działalności do strefy i inwestować z dala od swojego obszaru działania. Prezes Pomorskiej SSE ocenia, że zlikwidowanie bariery, która powodowała, że małe i średnie przedsiębiorstwa nie mogły korzystać z dobrodziejstw zwolnień podatkowych, to właśnie największa zaleta nowej ustawy.

Niedawno wręczaliśmy decyzję o wsparciu dla średniej firmy rodzinnej. Właściciel tej firmy powiedział, że przez wiele lat obserwował, jak duże międzynarodowe koncerny wchodzące do Polski otrzymują pomoc od Skarbu Państwa w postaci np. zwolnień podatkowych czy dofinansowania inwestycji. Natomiast on, rozwijając tę rodzinną firmę, żadnego wsparcia od państwa nie dostawał. W końcu doczekał się czasów, kiedy on i jego firma tego wsparcia się doczekali – mówi Przemysław Sztandera.

Ustawa o wspieraniu inwestycji była mocno wyczekiwana przez MŚP, ale również samorządy, dla których jest szansą na rozwój regionalnej gospodarki. Regulacja zmieniła też rolę 14 specjalnych stref ekonomicznych, które obecnie pełnią rolę koordynatorów i regionalnych centrów obsługi inwestorów. Wymusiła na nich również m.in. aktywne poszukiwanie nowych inwestorów oraz ściślejszą współpracę z samorządami i szkolnictwem.

Poprzednio SSE były administratorami, urzędami, które skupiały się na wydaniu zezwoleń. Po zmianie przepisów zaczęły pełnić aktywną rolę w poszukiwaniu inwestorów, dystrybuowaniu wiedzy na temat tego, co się zmieniło. W związku z tym musiały nawiązać ścisłą współpracę z samorządami, gminami, szkolnictwem. Jest to taka koordynacja między inwestorem, gminą, szkołami zawodowymi i samorządem, wsparcie w nawiązywaniu relacji i rozwiązywaniu różnych problemów – mówi Przemysław Sztandera.

Co istotne, rząd zdecydował nie uchylać poprzedniej ustawy o specjalnych strefach ekonomicznych, żeby zagwarantować dotychczasowe prawa dla przedsiębiorców realizujących inwestycje na ich terenie (do 2026 roku). Wszystkie nowe inwestycje obejmie już nowa ustawa.

Decyzja o wsparciu dla inwestora jest podejmowana przez zarządzających specjalnymi strefami ekonomicznymi na danym terenie. Dlatego przedsiębiorca, który chce inwestować i skorzystać z ulg, musi zgłosić odpowiedni wniosek do spółki zarządzającej SSE właściwą dla danego obszaru. Następnie jest on weryfikowany pod kątem kryteriów jakościowych i ilościowych. Jeżeli je spełni, otrzymuje wsparcie ułatwiające rozwój biznesu.

Dzięki nowej ustawie mamy bardzo ambitne plany. Zamierzamy zwiększyć liczbę wydawanych decyzji w porównaniu do lat poprzednich. Od momentu wprowadzenia nowej ustawy wydaliśmy już 16 takich decyzji, z czego 50 proc. właśnie dla małych i średnich przedsiębiorstw. Liczymy, że w tym roku wydamy łącznie około 40 decyzji na łączną kwotę inwestycji ok. 1 mld zł – zapowiada Przemysław Sztandera.

Ubiegły rok PSSE zamknęła z wynikiem 25 nowych inwestorów i 531,5 mln zł deklarowanych inwestycji. Udało się stworzyć 764 nowe miejsca pracy oraz utrzymać 3 570 etatów. W planach na ten rok jest m.in. dalsza rewitalizacja Wyspy Ostrów, która ma się przekształcić w oparty na innowacjach hub stoczniowy, uruchomienie kolejnego programu akceleracyjnego dla start-upów i prace nad powołaniem Stoczniowego Centrum Kształcenia Zawodowego, które będzie kształcić kadry na potrzeby Przemysłu 4.0 w przemyśle stoczniowym.

Ponad 5 mln emerytów i rencistów dostało już 13. emeryturę z ZUS. Do końca maja dodatkowe świadczenie dostaną już wszyscy uprawnieni

Ponad 5 mln emerytów i rencistów dostało już 13. emeryturę z ZUS. Do końca maja dodatkowe świadczenie dostaną już wszyscy uprawnieni 4

Już ok. 5,1 mln osób otrzymało 13. emeryturę. Łącznie dodatkowe świadczenie ma otrzymać blisko 10 mln osób, z czego 8,3 mln z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Do końca maja 13. emerytura łącznie z podstawowym świadczeniem powinna się znaleźć na rachunku wszystkich świadczeniobiorców bądź zostać dostarczona przez listonosza – podkreśla Paweł Jaroszek, członek zarządu ZUS. Koszt wypłaty jednorazowych świadczeń to 10,8 mld zł, zdecydowaną większość, bo ok. 8,5 mld zł, pokryje ZUS.

 Wypłata 13. emerytury odbywa się bez konieczności złożenia jakiegokolwiek wniosku. Jest przyznawana automatycznie wszystkim osobom, które na koniec kwietnia miały ustalone prawo do świadczeń i trafi do nich łącznie ze świadczeniami majowymi – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Jaroszek, członek zarządu ZUS. – Rolnicy ubezpieczeni w KRUS-ie taką emeryturę otrzymają z KRUS-u.

Jednorazowe świadczenie pieniężne, tzw. 13 emeryturę, dostaną wszystkie osoby, które na 30 kwietnia 2019 roku miały ustalone prawo do emerytury lub renty i takie świadczenie pobierały. ZUS wypłaci pieniądze także tym osobom, którym świadczenia zostaną przyznane nieco później, np. w czerwcu, o ile prawo do ich wypłaty będzie obejmowało 30 kwietnia 2019 roku.

– 13. emerytura jest dodatkowym jednorazowym świadczeniem w wysokości 1,1 tys. zł brutto, więc kwota na naszym koncie bankowym czy dostarczona przez listonosza będzie pomniejszona o należny podatek i będzie wynosiła niespełna 900 zł netto – wylicza Paweł Jaroszek.

Z 13. emerytury pobierana jest zaliczka na podatek dochodowy i składka na NFZ. Najczęściej do wypłaty będzie to 888,00 zł, po odjęciu kwoty zaliczki na podatek dochodowy. Na wysokość kwoty, którą emeryt dostanie do ręki, wpływ ma przede wszystkim to, czy świadczenie emerytalno-rentowe jest zwolnione z opodatkowania (wówczas zaliczka jest zmniejszona o 46,33 zł), czy wypłacane jest osobie, która nie podlega ubezpieczeniu zdrowotnemu w Polsce.

Jednorazowe świadczenie pieniężne ZUS wypłaca razem z przysługującym świadczeniem i w ustalonym terminie płatności. Dotychczas dodatkową emeryturę z ZUS otrzymało ok. 5,1 mln osób. 20 i 25 maja dotrze do kolejnych ponad 3 mln.

– 13. emerytura wypłacana jest przez Zakład łącznie z należnymi świadczeniami, a te świadczenia wypłacane są każdego 1, 5, 6, 10, 15, 20 i 25 każdego miesiąca. Do tego czasu 13. emerytura łącznie z podstawowym świadczeniem powinna się znaleźć na rachunku świadczeniobiorcy bądź zostać dostarczona przez listonosza – zapewnia Paweł Jaroszek.

Świadczenie będzie przysługiwało w sumie ponad 9,8 mln osobom – ok. 6,96 mln emerytów i 2,62 mln rencistów, w tym 282 tys. rencistów socjalnych oraz 100 tys. osób na świadczeniach bądź zasiłkach przedemerytalnych. Łącznie wypłata 13. emerytury będzie kosztowała 10,8 mld zł, z czego 8,5 mld zł pokryje ZUS.

Z końcem czerwca straci ważność część białych certyfikatów. Nieprzedłużenie ich terminu może kosztować społeczeństwo 300 mln zł

Z końcem czerwca straci ważność część białych certyfikatów. Nieprzedłużenie ich terminu może kosztować społeczeństwo 300 mln zł 5

Trwa dyskusja, czy ustawodawca powinien przedłużyć termin obowiązywania białych certyfikatów z piątego przetargu z 2017 roku, których ważność upływa 30 czerwca tego roku. Po tym czasie nie będą one już przedstawiać żadnej wartości. KAPE szacuje, że spowoduje to koszty społeczne o wartości około 300 mln zł. Utrata ważności świadectw dla firm będzie oznaczać de facto utratę majątku, a poniesione koszty zostaną przerzucone na końcowych odbiorców energii, którzy zapłacą je w wyższych rachunkach.

– Dziś system białych certyfikatów działa prawidłowo, zgodnie z założeniami. Pewne kłopoty dotyczą rozstrzygnięć we wcześniejszych przetargach, w szczególności w piątym przetargu. Mamy z niego bardzo wiele białych certyfikatów, które nie mogą znaleźć nabywców na Towarowej Giełdzie Energii –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Koc, dyrektor zarządzający Krajowej Agencji Poszanowania Energii.

Białe certyfikaty to świadectwa efektywności energetycznej, wydawane za oszczędność energii uzyskaną w wyniku planowanego przedsięwzięcia modernizacyjnego. Innymi słowy, firma, która planuje inwestycję ukierunkowaną na obniżkę zużycia energii, może starać o wydanie BC. Stanowią one element systemu wsparcia efektywności energetycznej, dla firm są formą dofinansowania inwestycji tego typu. Przedsiębiorstwo może wykorzystać je do zrealizowania własnych obowiązków wynikających z ustawy o efektywności energetycznej (sprzedawcy gazu ziemnego, energii elektrycznej oraz ciepła są zobligowani do pozyskania i umorzenia określonej liczby takich świadectw albo uiszczenia opłaty zastępczej) bądź odsprzedać je na Towarowej Giełdzie Energii i w ten sposób częściowo zrekompensować koszty poniesione na inwestycje proefektywnościowe.

Założenia systemu były takie, żeby dużą część działań i inwestycji w zakresie wzrostu efektywności energetycznej zrealizować na czysto rynkowych zasadach, czyli w taki sposób, aby były opłacalne z ekonomicznego punktu widzenia. To rynek regulował, czy inwestycja miała być realizowana czy nie, uwzględniając, czy generuje ona określone oszczędności w kosztach energii – mówi Dariusz Koc.

Z danych URE wynika, że dotychczas w pięciu przetargach przyznano 1 323 007 świadectw, z których 705 626 umorzono do końca grudnia 2018 roku. Jednak od dłuższego czasu trwa w Polsce dyskusja, czy ustawodawca powinien przedłużyć termin obowiązywania białych certyfikatów z piątego przetargu (z 2017 roku), których ważność upływa 30 czerwca br. Po tym czasie nie będą przedstawiać już żadnej wartości.

Jest w tej chwili duży problem z zaległymi świadectwami z piątego przetargu. Jest ich ok. 400 tys. One są dziś warte ok. 630 mln zł. Ten koszt będzie musiał zostać pokryty z opłaty zastępczej. W momencie, kiedy byłyby umorzone i ich wartość przedłużona, mogłyby one być sprzedane dużo taniej, co wygenerowałoby dla rynku ok. 230 mln zł oszczędności – mówi Dariusz Koc.

Ekspert KAPE podkreśla, że utrata ważności części białych certyfikatów z końcem czerwca spowoduje określone koszty społeczne. Podmioty, które poniosły wydatki na przygotowanie audytów energetycznych, wniosków o wydanie BC oraz zapłaciły podatek VAT związany z ich przygotowaniem, nie odniosą z tego żadnych korzyści. Te wydatki nie zostaną im w żaden sposób zrekompensowane, gdy BC stracą ważność. W efekcie swoje straty przerzucą w całości na przysłowiowych Kowalskich. Innymi słowy, odbiorcy końcowi poniosą te wydatki w rachunkach za energię.

– My oceniamy te koszty społeczne na około 300 mln zł związanych tylko z tym, że wartość BC z piątego przetargu nie zostanie przedłużona. 230 mln zł wyniesie koszt umorzenia tych certyfikatów. Cała reszta to są koszty poboczne, związane z wykonaniem audytów, podatkiem VAT etc. – mówi Dariusz Koc. – W tej chwili toczy się walka, żeby przedłużyć termin certyfikatów z piątego przetargu.

Co istotne, odbiorcy końcowi poniosą dodatkowe koszty nie tylko w wyższych rachunkach za energię, lecz także w cenie każdej kupowanej usługi czy produktu, do którego wytworzenia zużyto energię elektryczną, ciepło czy gaz ziemny.

Ekspert KAPE podkreśla, że koszty społeczne powiększą się jeszcze o środki nieefektywnie wydane przez URE na weryfikację kilku tysięcy audytów i wniosków oraz na wydanie świadectw, które nie znajdą nabywców. Co równie istotne, wygaśnięcie BC będzie oznaczać dla firm de facto utratę majątku. Tym samym mocno ucierpi wiarygodność organów administracji państwowej, Ministerstwa Energii, Towarowej Giełdy Energii i spółek energetycznych, a państwo wyśle jasny sygnał, że nie liczy się z interesami firm, które są ważnym uczestnikiem obrotu świadectwami na TGE.

Izotop hel-3 może oznaczać rewolucję w energetyce. Największe mocarstwa przygotowują się do wydobycia go z Księżyca

Izotop hel-3 może oznaczać rewolucję w energetyce. Największe mocarstwa przygotowują się do wydobycia go z Księżyca 6

Hel-3, przez naukowców nazywany kosmicznym pierwiastkiem, może całkowicie zrewolucjonizować energetykę. Wykorzystywany jako paliwo w reakcji fuzji termojądrowej pozwoli na produkcję czystej energii – bez dwutlenku węgla i radioaktywnych odpadów. Dodatkowo 70 proc. energii zostaje w procesie przekształcone na energię elektryczną. Choć na Ziemi tego pierwiastka brakuje, to szacuje się, że złoża na Księżycu mogą zaspokoić zapotrzebowanie na energię na 250 lat.

– Hel-3 przypomina Hel-4, choć jest znacznie bardziej pożądany, m.in. w medycynie, przy urządzeniach, które sprawdzają bezpieczeństwo na lotniskach, i w różnych takich miejscach, gdzie trzeba zadbać o bezpieczeństwo. Trochę się różni od zwykłego helu, bowiem w jądrze nie ma jednego neutronu – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Mateusz Borkowicz z Centrum Nauki Kopernik.

Choć hel-3 jest bliskim krewnym helu-4, ma znacznie szersze zastosowanie. Może być wykorzystany do budowy czujników neutronów. Obecnie nawet 80 proc. dostępnego na rynku helu-3 wykorzystuje się w detektorach, dzięki którym można np. wykryć bomby walizkowe. Pozwala też osiągać bardzo niskie temperatury – np. CERN wykorzystuje go przy procesie schładzania Wielkiego Zderzacza Hadronów. Jest nieoceniony przy ocenianiu wielkości złóż ropy naftowej i niezastąpiony w medycynie, m.in. poprawia widoczność zdjęć rentgenowskich.

Najważniejszym zastosowaniem w przyszłości może być jednak wykorzystywanie go jako paliwo w reakcji fuzji termojądrowej.

– Może wykorzystamy go jako bardzo bezpieczne paliwo, które wytworzy bardzo dużo energii elektrycznej i dzięki temu taka energia będzie nie dość, że czysta, to w 70 proc. przekształcona na energię elektryczną. To więc bardzo wydajne źródło energii – przekonuje Mateusz Borkowicz.

Wydajność procesu z wykorzystaniem helu-3 jest niemal dwukrotnie większa niż w przypadku elektrowni atomowych (ok. 37 proc.) i znacznie przewyższą tę z elektrowni węglowych (ok. 45 proc.). To możliwe dzięki powstaniu pozytywnie naładowanego protonu wodoru, którego energia może być bezpośrednio zmieniona w energię elektryczną, bez marnotrawienia jej na podgrzewanie wody i do produkcji czy uruchomienia turbin, które dopiero wytworzą prąd. W przyszłości hel-3 mógłby napędzać statki kosmiczne i znacznie ułatwiłby eksplorację kosmosu.

Problem jedynie w tym, że hel-3 oprócz tego, że niezwykle cenny, jest też na wyczerpaniu, przynajmniej na Ziemi. Na Księżycu – według szacunków – jest milion, a nawet kilka milionów ton tego izotopu. Indyjska agencja kosmiczna podaje, że według jej obliczeń, złoża wystarczą na zaspokojenie energetycznych potrzeb Ziemi nawet na 250 lat.

– Na Księżycu jest taka szczątkowa atmosfera, która składa się właśnie z helu. Być może ten hel pochodzi z rozkładu jakichś cięższych pierwiastków, z rozpadów promieniotwórczych gdzieś wewnątrz Księżyca w skałach albo też, co bardziej możliwe, z wiatru słonecznego. Nasze Słońce wyrzuca z siebie mnóstwo naładowanych cząstek, to tzw. wiatr słoneczny, tam znajdziemy właśnie hel i być może stąd właśnie się wziął – tłumaczy ekspert Centrum Nauki Kopernik.

Pierwsze próbki helu-3 z Księżyca przewieźli astronomowie programu Apollo jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku. Amerykańska Agencja Kosmiczna (NASA) opracowała już koncepcję wydobycia helu-3 z powierzchni Księżyca. Na początku 2019 roku chiński łazik Yutu-2 pobrał próbki gruntu. To na razie jednak dopiero początek. Brakuje jeszcze odpowiedniego sprzętu.

– Jeżeli chodzi o wydobywanie różnego rodzaju pierwiastków czy wydobywanie jakiegokolwiek paliwa, wiąże się to ze znacznie większym ryzykiem niż wydobywanie jakiegokolwiek innego pierwiastka na Ziemi, bo będziemy to robić na Księżycu. Gdybyśmy wykorzystali do tego roboty, to oczywiście, tutaj bezpieczeństwo będzie na o wiele wyższym poziomie. Pytanie tylko, kiedy będziemy mieli taką technologię – mówi Mateusz Borkowicz.

Na skalę przemysłową wydobycie helu-3 z Księżyca jest na razie mało prawdopodobne. Wraz z rozwojem technologii będzie się to jednak stopniowo zmieniać. Eksperci nie mają wątpliwości, że wkrótce wykorzystywany na Ziemi izotop będzie pochodził z Księżyca.

– Przez prawie 50 lat nie było nas na Księżycu. Wysyłaliśmy oczywiście bezzałogowe pojazdy, ale niewielkie, a my chcemy wydobywać stamtąd hel, więc to na pewno odległa przyszłość. Ale myślę, że w przyszłości możemy korzystać właśnie z takiego czystego paliwa do produkcji energii elektrycznej i to paliwo będzie pochodziło z Księżyca – ocenia Mateusz Borkowicz.

Polskie urządzenie wykryje raka na podstawie oddechu. Dzięki niemu możliwe będą diagnozy na wczesnym etapie choroby

Polskie urządzenie wykryje raka na podstawie oddechu. Dzięki niemu możliwe będą diagnozy na wczesnym etapie choroby 7

Diagnozowanie nowotworów na podstawie oddechu zrewolucjonizuje system badań przesiewowych. Dzięki niewielkiemu urządzeniu opracowywanemu przez Polaków badanie przesiewowe może trwać zaledwie kilka minut i być wykonane przez każdego lekarza. Dzięki temu lawinowo może wzrosnąć wykrywalność raka na wczesnym etapie choroby. Rak jest jedną z najczęstszych przyczyn śmierci na świecie. Przewiduje się, że z roku na rok zapadalność na chorobę będzie rosła.

– Opracowujemy laserowe urządzenie do wykrywania markerów chorobowych, w szczególności markerów raka w powietrzu wydychanym z płuc. Pierwsze wyniki, które mamy, są optymistyczne i być może urządzenie w niedługim czasie, tzn. w ciągu kilku lat, powstanie – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. Tadeusz Stacewicz z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Z danych Międzynarodowej Agencji Badania nad Rakiem wynika, że w samym tylko 2018 roku diagnozę nowotworu usłyszało ponad 18 mln ludzi, zaś ponad 9,5 mln z jego powodu zmarło. Pojawia się jednak coraz więcej szans na szybsze diagnozowanie raka. Polscy naukowcy są w trakcie opracowywania laserowego urządzenia do wykrywania markerów m.in. raka w powietrzu wydychanym z płuc. Badanie z wykorzystaniem tego sprzętu wyglądałoby podobnie, jak sprawdzanie poziomu alkoholu w wydychanym powietrzu.

– Pobiera się próbkę powietrza, po czym przez tę próbkę powietrza przepuszcza się wiązkę lasera w specjalny sposób, który powoduje, że urządzenie staje się odpowiednio czułe. Ta wiązka lasera jest odpowiednio przygotowana, także sygnał, który na wyjściu tej wiązki po przejściu przez próbkę otrzymujemy, niesie informacje, czy są tam markery chorobowe i czy są w niebezpiecznym stężeniu – wyjaśnia prof. Tadeusz Stacewicz.

Jeśli sprzęt pomyślnie przejdzie testy i pojawi się w gabinetach lekarskich, może zrewolucjonizować podejście do badań przesiewowych w kierunku nowotworów. Dzięki upowszechnieniu dostępu do badań i szybkiej procedurze ich przeprowadzania urządzenie mogłoby umożliwić zdiagnozowanie dużo większej liczby chorych już na wczesnym etapie. To dawałoby im większą szansę na wyleczenie.

Docelowo urządzenie ma osiągnąć rozmiary na tyle małe, by mogło się zmieścić na biurku w gabinecie lekarskim i być połączone z laptopem. Jak na razie wykonano kilkadziesiąt próbnych pomiarów. Tak niewielka baza danych jest jeszcze niewystarczająca, by móc oceniać skuteczność rozwiązania. Tymczasem na świecie wykrywanie markerów nowotworowych na podstawie analizy oddechu postrzegane jest jako bardzo obiecujące rozwiązanie.

– Podobne badania są prowadzone w wielu laboratoriach na świecie w krajach o wysoko rozwiniętej technologii. Stany Zjednoczone, Niemcy, Francja, Holandia itd. My nad tego rodzaju urządzeniami pracujemy już od przeszło 10 lat, wspólnie z Instytutem Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej. Tam znajdują się prototypy innych sensorów markerów chorobowych w wydychanym powietrzu, ale nie dotyczyły one markerów raka. Ten projekt skończy się w 2021 roku. Wtedy będzie wiadomo, czy metoda działa – mówi ekspert.

W ramach finansowanego przez Unię Europejską programu SniffPhone powstała specjalna aplikacja mobilna przeznaczona do wykrywania raka żołądka, również na podstawie analizy oddechu. Materiał jest zbierany za pomocą niewielkiego urządzenia, które łączy się ze smartfonem. Sama analiza odbywa się w oparciu o działanie nanomateriałowych czujników chemicznych, które zbierają dane na temat lotnych związków organicznych.

SniffPhone otrzymał w listopadzie ubiegłego roku Nagrodę Innowacji Komisji Europejskiej za najbardziej innowacyjny projekt. Prototypy zostały rozesłane wśród partnerów medycznych projektu i są wykorzystywane do dalszych badań klinicznych.

– W Polsce, przy naszej populacji rzędu 35–36 mln, żeby skutecznie przeciwdziałać rakowi, należy robić przeszło 7 mln testów rocznie. Gdyby projekt zakończył się sukcesem, to mielibyśmy prawdziwe badania przesiewowe. Wykrywalibyśmy raka skutecznie z dużym wyprzedzeniem, co podniosłoby znacznie szanse wyleczenia wielu osób – mówi prof. Tadeusz Stacewicz.

Według raportu GLOBOCAN 2018 Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (WHO) w 2025 roku liczba zachorowań na nowotwory wzrośnie do ponad 19 mln, a w 2035 r. do 24 mln rocznie.

Czynsze i stopy kapitalizacji na rynkach nieruchomości komercyjnych w Europie

  • W ujęciu kwartalnym czynsze wzrosły w sektorze nieruchomości biurowych, handlowych i logistycznych
  • Tempo wzrostu czynszów spowalnia, co świadczy o dojrzałej fazie cyklu na rynku nieruchomości
  • Odpowiednia strategia zarządzania aktywami kluczowym czynnikiem zapewniającym większy zwrot z inwestycji
  • Więcej rynków odnotowuje wzrosty niż kompresję stóp kapitalizacji

Z najnowszego raportu „DNA of Real Estate”, opublikowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield, wynika, że tempo kompresji stóp kapitalizacji na europejskich rynkach nieruchomości komercyjnych spowolniło w pierwszym kwartale 2019 roku.

W pierwszym kwartale br. nieznacznie więcej rynków odnotowało wzrost stóp kapitalizacji w stosunku do poprzedniego okresu, co świadczy o późnej fazie obecnego cyklu inwestycyjnego. Wskaźniki te wzrosły łącznie w siedmiu sektorach nieruchomości poszczególnych miast w porównaniu z zaledwie pięcioma w czwartym kwartale ubiegłego roku i spadły tylko na 16 rynkach wobec 44 w czwartym kwartale. Większość wzrostów w pierwszym kwartale zarejestrowano w sektorze handlowym – średnie stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości handlowych w Europie wzrosły w tym czasie o 2 pb do 4,20%.

Stopy kapitalizacji w sektorze nieruchomości biurowych i logistycznych ulegały dalszej kompresji, aczkolwiek w wolniejszym tempie niż w poprzednich kwartałach – zarówno w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym. Dla budynków biurowych zmniejszyły się o 1 pb do 4,35% (spadek o 14 pb r/r), a dla nieruchomości logistycznych zmalały o 4 pb do 5,68% w porównaniu ze spadkiem o 20 pb w czwartym kwartale i o 42 pb w ujęciu rocznym. Świadczy to o utrzymującym się popycie na aktywa logistyczne wśród inwestorów, którzy rywalizują o najlepsze obiekty.

Nigel Almond, dyrektor działu badań rynków kapitałowych w firmie Cushman & Wakefield
Nigel Almond, dyrektor działu badań rynków kapitałowych w firmie Cushman & Wakefield

Nigel Almond, dyrektor zespołu ds. analiz danych w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „Kompresja stóp kapitalizacji w minionym kwartale dotyczyła głównie sektorów nieruchomości biurowych i logistycznych oraz rynków semi-core – w szczególności Włoch i Hiszpanii oraz krajów Europy Środkowo-Wschodniej takich jak Czechy i Polska.

Niewiele rynków odnotowało wzrosty. Stopy kapitalizacji wzrosły o 25 pb dla nieruchomości zarówno handlowych, jak i biurowych w Moskwie – częściowo wskutek podwyżki głównej stopy procentowej wprowadzonej przez bank centralny pod koniec ubiegłego roku, a także z powodu osłabienia popytu inwestycyjnego i dewaluacji rosyjskiego rubla”.

Rynki inwestycyjne znajdują się obecnie na późnym etapie cyklu, ale na rynkach najmu obserwujemy dalsze pozytywne zmiany. Średnie czynsze w najlepszych budynkach w Europie wzrosły kwartał do kwartału we wszystkich sektorach, przede wszystkim w biurowym (o 0,7%), ale także logistycznym (0,5%) i handlowym (0,3%). Z kolei w ujęciu rocznym stawki czynszowe wzrosły za wynajem powierzchni zarówno biurowej (+3%), jak i logistycznej (+2,6%), natomiast spadły ponownie w obiektach handlowych (-0,4%).

W przypadku budynków biurowych na większości głównych rynków europejskich odnotowano w ciągu kwartału nieznaczny wzrost czynszów bądź praktycznie zerowy, jak na przykład w Wielkiej Brytanii, we Francji oraz w krajach nordyckich i Beneluksu. Wyjątkiem były Niemcy, gdzie średni ważony wzrost stawek czynszowych w największych miastach wyniósł 2,6%, przy czym ze względu na duży popyt ze strony najemców koszty najmu wzrosły najbardziej w Berlinie (+6,1%) i we Frankfurcie (+2,4%). Niski wskaźnik powierzchni niewynajętej i silny popyt przekładają się na dalszy wzrost czynszów w Berlinie, które w ujęciu rocznym wzrosły o prawie 14,8%.

Czynsze za wynajem powierzchni handlowych ponownie wzrosły, aczkolwiek tylko na kilku rynkach, w tym w Lionie (w Strefie A o 12% do 2800 euro za m kw. rocznie) dzięki poprawie nastrojów wśród sieci handlowych, którą zaobserwowano także w innych miastach Francji. Rosnący popyt ze strony marek luksusowych przekłada się na dalszy wzrost czynszów we Włoszech, między innymi w Rzymie, gdzie stawki czynszowe wzrosły o 4,2% do 12 500 euro za m kw. rocznie. Bukareszt także odnotował wzrost czynszów (o 6,4% do 50 euro za m kw. miesięcznie) z powodu ograniczonej nowej podaży.

Almond konkluduje: „Według prognoz czynsze będą nadal rosły, aczkolwiek w wolniejszym tempie niż dotychczas i w porównaniu z czwartym kwartałem wzrosną do końca roku na mniejszej liczbie rynków. Wysokie stawki czynszowe mogą zahamować popyt w wielu najlepszych lokalizacjach, co będzie świadczyło o dojrzałej fazie cyklu na rynkach nieruchomości. Przewidujemy jednak wzrost w lokalizacjach charakteryzujących się bardziej ograniczoną podażą.

Wpływ branży e-commerce przejawia się w spowolnieniu wzrostu czynszów za wynajem powierzchni handlowych w Europie. Ze względu na to, że ceny uwzględniają już wzrost stawek czynszowych w większości sektorów, możliwości dalszej kompresji stóp kapitalizacji są niewielkie, a większy zwrot z inwestycji może zapewnić odpowiednia strategia zarządzania aktywami”.

Soren Rodian Olsen, Partner, Dyrektor, Grupa Rynków Kapitałowych, Cushman & Wakefield Polska
Soren Rodian Olsen, Partner, Dyrektor, Grupa Rynków Kapitałowych, Cushman & Wakefield Polska

Soren Rodian Olsen, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych w Polsce, Cushman & Wakefield, dodaje: „W Europie Środkowo-Wschodniej obserwujemy nadal niewielki wzrost czynszów, a zwłaszcza stawek efektywnych netto za wynajem powierzchni biurowych i logistycznych w niektórych regionach. Kompresja stóp kapitalizacji dla nieruchomości biurowych i logistycznych widoczna na największych rynkach europejskich dotyczy także Europy Środkowo-Wschodniej, która nawet przeciwstawia się trendowi w sektorze handlowym, gdzie stopy kapitalizacji będą nadal malały w przypadku najlepszych aktywów”.

Europa atakowana ze swojego podwórka

Jak wynika z najnowszej analizy zagrożeń przeprowadzonej przez F5 Labs[1], Europa jest celem większej liczby ataków przeprowadzanych z jej własnego terenu niż jakikolwiek inny region świata. Większość ataków jest inicjowana z adresów IP zlokalizowanych w Holandii, a w dalszej kolejności, z tych znajdujących się w Stanach Zjednoczonych, Chinach, Rosji i Francji.

Europejskie systemy są atakowane z adresów IP z całego świata. Krajem, z którego pochodziło najwięcej ataków, okazała się Holandia. Na kolejnych miejscach pierwszej dziesiątki znalazły się: Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja, Francja, Iran, Wietnam, Kanada, Indie i Indonezja. Warto zauważyć, że z Holandii pochodziło 1,5-krotnie więcej ataków na systemy europejskie niż ze Stanów Zjednoczonych i Chin łącznie, a także 6-krotnie więcej niż z Indonezji.

Najczęściej wykorzystywane w atakach sieci (ASN) i dostawcy usług internetowych

Trzy sieci, z których wykryto najwięcej ataków (holenderska sieć HostPalace Web Solutions, francuska – Online SAS i NForce Entertainement z Holandii) to dostawcy usług hostingowych, którzy regularnie pojawiają się na sporządzanych przez F5 Labs listach sieci najczęściej używanych przez cyberprzestępców[2].

72% wszystkich zarejestrowanych w raporcie numerów ASN[3] reprezentuje dostawców usług internetowych, pozostałe 28% to dostawcy usług hostingowych. W ramach przeprowadzonych badań analitycy F5 Labs wskazali też 50 adresów IP, które są najczęściej wykorzystywane do atakowania celów w Europie.[4] Z tą listą powinni zapoznać się przedsiębiorcy i sprawdzić dzienniki swoich sieci pod kątem połączeń z wyszczególnionymi w niej adresami IP. Ze względów bezpieczeństwa adresom tym powinni się również przyjrzeć właściciele sieci.

Najczęściej atakowane porty

Dzięki analizie najczęściej atakowanych portów, ekspertom z F5 Labs udało się określić typ systemów, które znajdują się na celowniku cyberprzestępców. Najczęściej atakowany port w Europie (port 5060) wykorzystywany jest w telefonii internetowej do komunikacji za pośrednictwem telefonów i systemów wideokonferencyjnych. Jak wynika z analiz ruchu związanego z atakami ukierunkowanymi na określoną lokalizację, port ten regularnie jest celem intensywnych ataków w trakcie globalnych konferencji dyplomatycznych, takich jak niedawne ważne szczyty Donalda Trumpa z Kim Dzong Unem[5] i Władimirem Putinem[6].

Skuteczne zabezpieczenie

Według ekspertów F5 firmy powinny nieustannie skanować swoje systemy i porty pod kątem zewnętrznych luk w zabezpieczeniach, a każdy system narażony na zewnętrzne ataki na porty najczęściej wybierane przez przestępców, powinien być traktowany priorytetowo przy konfiguracji zapory lub zarządzaniu lukami w zabezpieczeniach.

„Administratorzy sieci i inżynierowie zabezpieczeń powinni przejrzeć dzienniki sieci pod kątem połączeń z adresami IP, z których najczęściej pochodzą ataki. W przypadku ich wykrycia, należy zgłosić nadużycie właścicielom sieci o danym numerze ASN i dostawcom usług internetowych, aby mogli oni wyłączyć systemy przestępców” — mówi Sara Boddy, dyrektor ds. badania zagrożeń w F5 Labs.

Kłopotliwe może być prowadzenie dużych czarnych list, podobnie jak blokowanie adresów IP, które należą do puli adresów określonego dostawcy usług internetowych. Mogą one bowiem zapewniać dostęp do Internetu w miejscach zamieszkania klientów atakowanej firmy. „W takich przypadkach systemem atakującym najprawdopodobniej jest zainfekowane urządzenie IoT, którego właściciele nie zdają sobie sprawy z zagrożenia i nie mają możliwości jego usunięcia” – dodaje Sara Boddy.

Zablokowanie ruchu z całej sieci o konkretnym numerze ASN lub od określonego dostawcy usług internetowych mogłoby uniemożliwić współpracę użytkowników z daną firmą. W takim przypadku lepszym rozwiązaniem będzie zablokowanie wyłącznie dostawcy usług internetowych obsługującego kraj, z którym dane przedsiębiorstwo nie współpracuje w oparciu o geolokalizację na poziomie kraju.

###

50 najczęściej atakujących sieci (numerów ASN) od największej do najmniejszej liczby ataków.

ASN ASN Organization Country Industry
133229 HostPalace Web Solution PVT LTD Netherlands Hosting
12876 Online S.a.s. France Hosting
43350 NForce Entertainment B.V. Netherlands ISP
16276 OVH SAS France Hosting
36352 ColoCrossing United States ISP
4134 Chinanet China ISP
50113 MediaServicePlus LLC Russia ISP
56005 Henan Telcom Union Technology Co., LTD China Hosting
45899 VNPT Corp Vietnam ISP
17974 PT Telekomunikasi Indonesia Indonesia ISP
4837 CNCGROUP China169 Backbone China ISP
44244 Iran Cell Service and Communication Company Iran ISP
3462 Data Communication Business Group Taiwan ISP
7552 Viettel Corporation Vietnam ISP
197207 Mobile Communication Company of Iran PLC Iran ISP
58271 FOP Gubina Lubov Petrivna Ukraine Hosting
8048 CANTV Servicios Venuzuela ISP
4766 Korea Telecom South Korea ISP
12880 Information Technology Company (ITC) Iran ISP
18403 The Corporation for Financing & Promoting Tech… Vietnam ISP
6739 Vodafone Ono, S.A. Spain ISP
45090 Shenzhen Tencent Computer Systems Company Limited China ISP
9121 Turk Telekom Turkey ISP
206792 IP Khnykin Vitaliy Yakovlevich Russia ISP
23650 CHINANET jiangsu province backbone China ISP
9829 National Internet Backbone India ISP
31549 Aria Shatel Company Ltd Iran ISP
8151 Uninet S.A. de C.V. Mexico ISP
49877 RM Engineering LLC Russia Hosting
12389 PJSC Rostelecom Russia ISP
9299 Philippine Long Distance Telephone Company Philippines ISP
4812 China Telecom (Group) China ISP
4808 China Unicom Beijing Province Network China ISP
8452 TE Data Norway ISP
16125 UAB Cherry Servers Lithuania Hosting
29073 Quasi Networks LTD. Netherlands Hosting
60999 Libatech SAL Lebanon ISP
31034 Aruba S.p.A. Italy Hosting
9498 BHARTI Airtel Ltd. India ISP
7922 Comcast Cable Communications, LLC United States ISP
44050 Petersburg Internet Network ltd. Russia ISP
60781 LeaseWeb Netherlands B.V. Netherlands Hosting
42590 Telemost LLC Ukraine Hosting
393406 Digital Ocean, Inc. United States Hosting
43754 Asiatech Data Transfer Inc PLC Iran Hosting
23969 TOT Public Company Limited Thailand ISP
18881 TELEFÔNICA BRASIL S.A Brazil ISP
16509 Amazon.com, Inc. United States Hosting
55577 Atria Convergence Technologies pvt ltd India ISP
4230 CLARO S.A. Brazil ISP

 

Note: The Quasi Networks (a known bulletproof hosting provider that did not respond to abuse complaints), ASN 29073 has been “unassigned” as of March 24th, 2019.

Organizations should check their network logs for connections from these IP addresses, and the owning networks should investigate these IP addresses for abuse. The networks of these IPs show up in the top attacking ASN’s list, but these top attacking IP’s are unique to Europe except for 2: 62.210.83.136 and 46.166.151.117.

Source IP ASN Organization ASN ISP Country
23.249.175.100 ColoCrossing 36352 Net3 United States
42.51.231.67 Henan Telcom Union Technology Co., LTD 56005 CNISP-Union Technology (Beijing) Co. China
194.63.142.249 MediaServicePlus LLC 50113 MediaServicePlus LLC Russia
37.49.231.160 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
37.49.231.132 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
62.210.84.142 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
185.53.88.46 Vitox Telecom 209299    Estonia
185.254.122.17 UGB Hosting OU 206485 Russia
37.49.231.188 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
167.114.1.144 OVH SAS 16276 OVH Hosting Canada
185.40.4.42 MediaServicePlus LLC 50113 MediaServicePlus LLC Russia
62.210.83.56 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
167.114.208.173 OVH SAS 16276 OVH Hosting Canada
37.49.231.187 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
62.210.86.106 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
62.210.86.117 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
62.210.88.58 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
62.210.83.104 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
37.49.231.236 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
37.49.231.122 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
62.210.83.136 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
176.119.7.170 FOP Gubina Lubov Petrivna 58271 FOP Gubina Lubov Petrivna Ukraine
216.170.120.176 ColoCrossing 36352 Net3 United States
185.107.83.129 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
185.107.80.62 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
185.107.80.153 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
46.166.142.35 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
192.227.220.213 ColoCrossing 36352 ColoCrossing United States
46.166.187.179 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
185.107.80.31 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
46.166.187.2 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
210.124.164.133 Korea Telecom 4766 LG DACOM Corporation Republic of Korea
46.166.139.6 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
167.114.174.232 OVH SAS 16276 OVH Hosting Canada
46.166.187.4 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
185.53.88.71 Vitox Telecom 209299    Estonia
62.210.84.176 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
46.166.148.3 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
149.56.45.214 OVH SAS 16276 OVH Hosting Canada
62.210.86.103 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
37.49.231.77 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
46.166.142.27 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
46.166.187.177 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
137.74.180.145 OVH SAS 16276 OVH SAS France
178.215.173.22 Telemost LLC 42590 Telemost LLC Ukraine
37.49.231.159 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
62.210.142.89 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
62.210.84.136 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
46.166.151.117 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
62.210.84.153 Online S.a.s. 12876 Free SAS France

 Top 20 attacked ports and services

top

[1] Analitycy F5 Labs we współpracy z firmą Baffin Bay Networks zajmującą się analizą zagrożeń podjęli się zbadania globalnego środowiska ataków, aby lepiej zrozumieć zagrożenia w poszczególnych regionach, wyodrębnić wspólne cechy przestępców i powtarzające się atakowane porty oraz wskazać elementy unikalne. W serii przeprowadzonych badań przeanalizowano ataki, które miały miejsce w tym samym 90-dniowym okresie w Europie, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Australii. Wnioski z badania F5 Labs zostały wyciągnięte na podstawie analizy ruchu związanego z atakami ukierunkowanymi na europejskie adresy IP w okresie od 1 grudnia 2018 r. do 1 marca 2019 r.

[2] https://www.f5.com/labs/search._hunt_for_IoT

[3] Autonomous System – zbiór adresów IP pod wspólną administracyjną kontrolą, ze spójną routing policy

[4] https://www.f5.com/labs/articles/threat-intelligence/regional-threat-perspectives–europe

[5] https://www.f5.com/labs/articles/threat-intelligence/russian-attacks-against-singapore-spike-during-trump-kim-summit

[6] https://www.f5.com/labs/articles/threat-intelligence/cyber-attacks-spike-in-finland-before-trump-putin-meeting

Grupa Kapitałowa Plast-Box po I kw. 2019 r.

Pierwsze trzy miesiące 2019 roku przyniosły Grupie Plast-Box, giełdowemu producentowi opakowań z tworzyw sztucznych, 87,5% wzrost zysku netto do blisko 2,5 mln zł, w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Było to możliwe dzięki znacznemu zwiększeniu skali działania wskutek zrealizowanej w grudniu 2018 roku akwizycji oraz poprawie rentowności. Przychody Grupy w I kwartale br. urosły o 32,5%, do 53,2 mln zł. Grupa kapitałowa wypracowała w tym okresie 6,2 mln zł EBITDA, co oznacza ponad 68 – procentowy wzrost rok do roku.

Wyraźna poprawa wyników w pierwszym kwartale w porównaniu do 2018 roku wskazuje na to, że kluczowe spółki z Grupy rozwijają się zgodnie z planem, a zakończony pod koniec ubiegłego roku proces porządkowania struktury Grupy przynosi oczekiwane oszczędności.

W ujęciu jednostkowym, słupska spółka jako podmiot dominujący w grupie kapitałowej Plast-Box, w pierwszym kwartale br. podniosła przychody o 8,6% uzyskując wartość 38,5 mln zł, a także osiągnęła 1,0 mln zysku netto wobec 0,4 mln w roku ubiegłym. Ponadto wypracowała marżę EBITDA na poziomie 4,1 mln zł, przy stopie EBITDA wynoszącej 10,7%.

Grzegorz Pawlak PTS Plast-Box S.A.
Grzegorz Pawlak Prezes Zarządu Plast-Box S.A.

Bieżący rok rozpoczął się dla nas bardzo dobrze. Realizowaliśmy przyjętą strategię i wypracowaliśmy solidne wyniki, co potwierdza, że obraliśmy właściwy kierunek rozwoju – mówi Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A. – Proces transformacji w naszej Grupie przekłada się na poprawę jakości przychodów i zwiększanie efektywności, co w perspektywie długoterminowej zwiększy zdolność grupy do generowania zysków – podkreśla.

Zdecydowaną większość przychodów Grupa Kapitałowa Plast-Box osiąga ze sprzedaży produktów na rynkach zagranicznych. Od stycznia do marca  2019 roku udział przychodów ze sprzedaży eksportowej w strukturze sprzedaży wyniósł 55,8%. W I kwartale bieżącego roku Grupa odnotowała dynamiczny wzrost przychodów zarówno w kraju jak i zagranicą. W Polsce zanotowała 47,6% wzrost sprzedaży do 23,5 mln z 15,9 mln zł, a na rynkach Unii Europejskiej 13,4% wzrost do 17,8 mln zł z 15,7 mln zł. Największymi unijnymi rynkami zbytu w I kwartale 2019 r. były kraje: Francja, Wielka Brytania, Holandia, Austria, Dania, Niemcy. Równocześnie sprzedaż na rynkach wschodnich również wykazała się dużą dynamiką rosnąc o ponad 39% r/r.

Nasze działania wymagają nie tylko koncentracji na zyskach dziś, ale przede wszystkim strategicznego, długofalowego rozwoju. Dlatego rozszerzamy grupy asortymentowe sprzedaży w Polsce i zagranicą, inwestujemy w rozwój i integrację Grupy, a także dywersyfikujemy źródła przychodów poprzez wchodzenie w nowe rynki – komentuje G. Pawlak.

Plast-Box realizuje sprzedaż B2B w ponad 30 krajach Europy, zaopatrując w opakowania przede wszystkim branżę spożywczą, a także podmioty oferujące wyroby chemiczne dla gospodarstw domowych, firm remontowych i budowlanych. Grupa kapitałowa Plast-Box zarządza 7 spółkami  zlokalizowanych w Polsce, na Ukrainie i Białorusi. Do Grupy należą 3 zakłady produkcyjne, dwa w Polsce (Słupsk, Urszulin) i jeden na Ukrainie (Czernihów). Plast-Box istnieje od 1983 r., a od 2004 r. akcje spółki są notowane na GPW.

Tradycyjna reklama odchodzi do lamusa. Przyszłość należy do Internetu

Mówi się, że reklama jest dźwignią handlu. Co jednak, jeśli na tę reklamę brakuje pieniędzy? Według „Raportu o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce” z 2018 r. przygotowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości aż 99% polskich firm stanowią mikroprzedsiębiorstwa (96,2%) oraz małe firmy (2,8%) – ich budżety są bardzo skromne i nie pozwalają im wydawać na reklamę tyle, ile by chciały. Promować swoje produkty i usługi jednak trzeba – w końcu nic nie sprzeda się samo, a konkurencja nie śpi. Jakie działania podejmują zatem wspomniane firmy, aby się promować? Odpowiedzi na to pytanie daje raport z badań przeprowadzonych przez SWPS Consulting na zlecenie ING Banku Śląskiego.

Budżet ogranicza

Mikrofirmy i małe przedsiębiorstwa bardzo rzadko inwestują w reklamę telewizyjną i radiową. Wynika to oczywiście z tego, że jest ona stosunkowo droga, a środki tych firm są mocno ograniczone. Jeżeli wykupują one reklamę w prasie, to jest to zwykle prasa lokalna. Zdarza im się także przygotowywać materiały drukowane, takie jak ulotki, foldery, które mogą rozkolportować w miejscach uczęszczanych przez konsumentów.

Strona internetowa najważniejsza

Dla wielu tych przedsiębiorstw szczególnie ważne jest rzecz jasna promowanie się w sieci. „Polskie mikrofirmy i małe firmy w 85% są obecne w internecie. Wykorzystują przede wszystkim stronę www do zaprezentowania siebie i swojej oferty. Dostrzegają również Facebooka. Widać, że młodsza grupa przedsiębiorców (25–34 lata) jest na nim zdecydowanie aktywniejsza […]. Starsi przedsiębiorcy w mediach społecznościowych nie odnajdują się już tak sprawnie jak młodzi. W związku z tym tu jest trochę wyższy procent firm, które stawiają głównie na stronę www” – informuje w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Magdalena Tyszkiewicz z SWPS Consulting.

Przyszłość należy do reklamy w internecie

Ponad 60% mikrofirm i małych przedsiębiorstw wydaje pieniądze na reklamę internetową. Ponieważ najważniejsza jest dla nich ekspozycja firmy na stronie www, bardzo często wybierają formaty reklamowe, które do niej odsyłają, np. banery. Trzeba w tym miejscu zauważyć, że na rynek wchodzi nowe pokolenie konsumentów, któremu świat wirtualny towarzyszy od urodzenia i które czuje się w nim jak ryba w wodzie. Tradycyjna reklama może do tych osób skutecznie nie trafiać. Dlatego nawet jeśli obecnie niektóre firmy mogą jeszcze ignorować znaczenie reklamy w internecie, już niedługo inwestowanie w nią będzie właściwie koniecznością. W szczególności dotyczy to reklamy w mediach społecznościowych.

Pomocne media społecznościowe

Pojawienie się mediów społecznościowych w ogóle było dla drobnych przedsiębiorców swego rodzaju przełomem. Pozwoliły im one bowiem w łatwy i praktycznie darmowy sposób docierać z informacjami o swoich produktach oraz usługach do obecnych i przyszłych klientów, a także prowadzić z tymi klientami komunikację. Zwłaszcza że sami konsumenci tego typu działań ze strony firm często oczekują. To, że jesteśmy w mediach społecznościowych tak aktywni, bardzo mocno mniejszym przedsiębiorstwom zatem pomaga – kiedyś możliwości dotarcia do klientów były dla nich o wiele, wiele skromniejsze.

Brakuje wiedzy

Z przeprowadzonych badań wynika również, że mikrofirmy i małe przedsiębiorstwa dostrzegają znaczenie pozycjonowania i Google Ads. Niestety dla siebie nie wykorzystują jednak dostatecznie ich potencjału. Faktem jest, że duża część firm nie ma po prostu wystarczającej wiedzy na temat tego, jak skutecznie się w sieci (zresztą nie tylko w sieci) promować i z jakich narzędzi warto korzystać.

Niebagatelne opinie

Okazuje się też, że badane przedsiębiorstwa szczególnie mocno stawiają na marketing szeptany, ważne są dla nich rekomendacje klientów, pozwalające poszerzać ich grono. Nic dziwnego, skoro aż 85% z nas przed zakupem produktu sprawdza jego recenzje i opinie na jego temat. Poza tym firmy, których klienci chętnie dzielą się swoim zdaniem w internecie, cieszą się większym zaufaniem konsumentów. (Dla samego przedsiębiorstwa tego typu informacje są zaś o tyle istotne, że może ono dzięki nim ulepszać swoje produkty i usługi). „99,9% badanych przedsiębiorców zgadza się ze stwierdzeniem, że dobre opinie o ich firmach pomagają im w działalności. Jest to dla nas świetne potwierdzenie tego, że takie akcje jak »Dobry głos dla firm« mają sens i że dzięki dobrym opiniom małe firmy zyskują więcej klientów […]. Ważne jest, aby Polacy doceniali to, co te firmy dla nas robią, i dzielili się pozytywnymi opiniami o nich w internecie” – mówi Anna Witecka, senior marketing expert w ING Banku Śląskim.

Ministerstwo Finansów jak Wielki Brat obserwuje, słucha i karze

Skuteczne uszczelnianie systemu podatkowego będzie coraz bardziej uzależnione od informatyzacji i digitalizacji rozliczeń oraz kontaktów z organami podatkowymi.

A oto bilans 15 lat unijnego VAT-u w Polsce wg opracowanej przez doradców podatkowych z CRIDO „Kroniki 15 lat unijnego VAT-u w Polsce”: 552 wyroki TSUE w zakresie VAT, z czego 43 dotyczące polskiego podatku od towarów i usług (ptu), 60 uchwał NSA dotyczących ptu, ponad 20 tysięcy wyroków NSA i ponad 41 tysięcy WSA dotyczących ptu, ponad 160 tysięcy interpretacji indywidualnych wydanych przez Ministra Finansów w sprawach ptu, 35 nowelizacje dyrektyw VAT-owskich i 60 ustawy o ptu.

W 2008 r. polscy podatnicy VAT zyskali prawo do składania w drodze elektronicznej m.in. deklaracji VAT-7 i informacji podsumowującej (VAT-UE). Był to pierwszy, istotny krok w kierunku informatyzacji systemu VAT.

Rok 2010 przyniósł kolejne sygnały szybko nadciągającej digitalizacji systemu podatkowego, m.in. Polska jako pierwszy kraj w UE przygotowała projekt zmian wprowadzających przyjazne podatnikom e-fakturowanie. W ten trend wpisał się nawet NSA, który w 2010 potwierdził, że podatnik może wystawiać faktury za pomocą programów komputerowych, wysyłać je pocztą elektroniczną w postaci plików PDF, a odbiorca może je wydrukować i odliczyć z nich VAT.

Krokiem milowym było wprowadzenie w 2016 JPK-ów – w pierwszej kolejności dla dużych przedsiębiorstw. Po tych pierwszych doświadczeniach z JPK-ami, w 2017 postępująca informatyzacja raportowania VAT wkroczyła w kolejny etap – od 1 stycznia obowiązek raportowania danych w formie Jednolitego Pliku Kontrolnego objął małych i średnich przedsiębiorców. Było to też działanie istotne z perspektywy walki z luką podatkową w VAT i podążało za wcześniejszymi propozycjami, choćby Rady Konsultacyjnej przy Ministrze Finansów z 2015 roku obejmujących m.in. wprowadzenie centralnego rejestru faktur, mechanizmu podzielonej płatności, ograniczenia płatności gotówkowych czy eliminacji rozliczeń kwartalnych.

– Można żartobliwie powiedzieć, że Ministerstwo Finansów obecnie zamienia się w Wielkiego Brata, kontroluje niemal każdy przejaw aktywności przedsiębiorcy, głównie po to, aby dużo skuteczniej walczyć z nieprawidłowościami w rozliczaniu podatku VAT – mówi w rozmowie z MarketNews24 Roman Namysłowski, partner zarządzający odpowiedzialny za zespół podatkowy w CRIDO.

Do tego dochodzi udział systemu bankowego, który monitoruje nasze operacje na rachunkach bankowych i typuje czy któreś z operacji nie prowadzą do wyłudzeń.

– Dalsza informatyzacja i digitalizacja rozliczeń oraz kontaktów z organami podatkowymi jest nieunikniona. To element uszczelniania systemu podatkowego. – Od tego nie uciekniemy i do tego podatnicy muszę się odpowiednio przygotować – mówi ekspert z CRIDO.

Wojna handlowa rozgorzała na dobre, a w niej dyskusja ekonomistów dotycząca ceł

Donald Trump wprowadził 25 proc. cła na import z Chin. Zapłacą za to konsumenci. Ale w jakim stopniu obciąży ich wojna handlowa?

– Wojna handlowa rozgorzała na dobre, a w niej dyskusja ekonomistów dotycząca ceł: o tym kto w rzeczywistości płaci cła i kto ponosi ich koszty. Donald Trump przekonuje, że to Chiny płacą cła, a Stany Zjednoczone są beneficjentem, ponieważ do amerykańskiego budżetu wpływają dodatkowe miliardy dolarów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Trump w swej retoryce posunął się nawet tak daleko, że zapowiedział zakupy interwencyjne od amerykańskich rolników, których produktów rolnych teraz nie będą kupować Chiny.

Przeciwnicy prezydenta zarzucają mu brak znajomości podstaw ekonomii. Bo za cła zapłaci amerykański konsument.

Cło w Stanach Zjednoczonych płaci importer. Zwykle w tym przypadku jest to firma wyspecjalizowana w załatwianiu spraw administracyjno-celnych. Taka firma obciąża wyższymi kosztami dystrybutora, który sprowadza produkty z Chin. Dystrybutor zwiększone koszty będzie próbował przenieść na konsumenta.

Jednak nie ma tu prostej odpowiedzi kto poniesie koszty ceł. Bo producent z Chin może się obawiać, że importerzy z USA zainteresują się towarami z innych krajów, jak choćby Wietnam. Zwłaszcza, że na amerykańskim rynku jest duża konkurencja i konsument zrezygnuje z produktu, który jest droższy.

– Badania naukowe dotyczyły przypadku wielu krajów, które podnosiły lub obniżały cła – wyjaśnia dr P.Kwiecień. – I pokazują, że w większości przypadków zmiany ceł absorbowane są przez obniżenie marży przez producenta, czyli bliżej prawdy jest D.Trump.

Chińczycy będą musieli obniżyć ceny, a wzrost ceł w mniejszym stopniu odczują konsumenci.

Natomiast w światowej gospodarce pojawią się negatywne skutki podwyższonej niepewności o nieoptymalnej alokacji zasobów.