Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Przy podtrzymywanej niepewności o przyszłość negocjacji handlowych USA-Chiny ryzyka dla globalnych rynków pozostają asymetryczne z większą wrażliwością na negatywne informacje, które mogą wpłynąć na pogorszenie perspektyw wzrostu gospodarczego. W tym kontekście będą też oceniane napływające dane o aktywności gospodarczej. Indeksy PMI z Eurolandu i USA oraz sprzedaż detaliczna z Wielkiej Brytanii i Kanady będą warte uwagi.

Przyszły tydzień: minutki FOMC, sprzedaż domów/PMI/zamówienia na dobra trwałe z USA, PMI z Eurolandu, Ifo z Niemiec, sprzedaż detaliczna z Wlk. Bryt./Kanady, produkcja/handel z Polski, PKB/CPI z Japonii, wybory w Australii

Stany Zjednoczone

Po ostatnich odczytach danych z USA wygląda, że dolar jest odporny na negatywne zaskoczenia (patrz: sprzedaż detaliczna), a pośrednio chroni go ucieczka w USD jako oazy bezpieczeństwa w okresach awersji do ryzyka. Mimo to namnożenie się rozczarowujących wyników będzie podsycać wątpliwość o stabilność ożywienia i w końcu uderzy w dolara relatywnie do innych bezpiecznych walut (JPY, CHF). W kolejnym tygodniu rynek skupi uwagę na danych o sprzedaży domów (wt, czw), PMI (czw) i zamówieniach na dobra trwałe (pt). W protokole po majowym posiedzeniu FOMC (śr) interesująca będzie ocena trendów inflacyjnych, w szczególności na ile Fed wierzy w „przejściowy” charakter czynników osłabiających inflację.

Strefa euro

Wstępne odczyty majowych indeksów PMI z Eurolandu (czw) mogą być istotnym determinantem ogólnego klimatu na rynkach. Z jednej strony jest możliwe, że przemysł pokaże skromną poprawę w ramach opóźnionego efektu silniejszych odczytów z Chin w marcu. Z drugiej strony ożywiony spór handlowy USA-Chiny może podnosić obawy firm o perspektywy globalnego ożywienia. Stąd dane mogą być źródłem zaskoczeń. To samo tyczy się niemieckiego indeksu Ifo (czw). Otrzymamy też protokół z ostatniego posiedzenia EBC (czw), ale nie spodziewamy się niespodzianek. Euro będzie wrażliwe na odczyty wyraźnie odbiegające od prognoz.

Wielka Brytania

Z Wielkiej Brytanii otrzymamy CPI (śr) i sprzedaż detaliczną (pt). Podwyżka cen energii przez regulatora wpłynie na podbicie CPI do 2,2 proc. r/r przy stabilizacji inflacji bazowej, zatem z raport nie będzie jastrzębim impulsem dla BoE. Sprzedaż już w marcu była mocna w związku ze świętami, ale też przez asekuracyjne gromadzenie zapasów na wypadek chaotycznego brexitu. To zachowanie może się negatywnie odbić na danych kwietniowych. W międzyczasie funt pozostaje pod presją, gdyż urealnia się wizja braku postępów w temacie brexitu nawet do jesieni.

Polska

W Polsce mamy główną paczkę kwietniowych danych z rynkiem pracy (wt), produkcją przemysłową (śr) i sprzedażą detaliczną (czw). W danych o aktywności oczekujemy zaburzeń związanych z Wielkanocą, tj. słabsza produkcja, ale silniejsza sprzedaż. Dla złotego dane dalej mają znaczenie drugorzędne, biorąc pod uwagę deklarowaną bierność RPP. Ryzykiem pozostają nastroje zewnętrzne.

Japonia

Jest mało realne, aby szacunki PKB (pon) lub CPI (pt) z Japonii mogły zachwiać statusem jena jako bezpiecznej przystani. Po PKB oczekuje się powrotu do kwartalnego spadku (-0,1 proc. k/k) w oparciu o globalne zahamowanie wymiany handlowej. Inflacja bazowa, która w kwietniu ma wynieść 0,6 proc. r/r), daleko jest od poziomów mogących skłonić Bank Japonii do zmiany nastawienia. Sądzimy, że JPY pozostaje największym beneficjentem napięć rynkowych.

Australia

W najbliższy weekend Australia idzie do wyborów, by wybrać siódmego premiera na przestrzeni 12 lat. Spodziewane zwycięstwo Partii Pracy jest oceniane jako początek nieodpowiedzialnej polityki fiskalnej, stąd AUD już znajduje się pod presją. W następnym tygodniu nie ma kluczowych danych, za to uwagę skupi przemówienie prezesa RBA Lowe’a, gdzie rynek będzie szukał wskazówek, czy w czerwcu możemy spodziewać się obniżki stopy procentowej. Słowa Lowe’a będą decydować o kierunku dla AUD.

Nowa Zelandia

Z Nowej Zelandii otrzymamy sprzedaż detaliczną (wt) i bilans handlowy (pt). Jest bardziej prawdopodobne, że dane będą słabe, jednak biorąc pod uwagę, że RBNZ dopiero co jest po obniżce stopy procentowej i nie szykuje się prędko do kolejnej, dane musiałyby naprawdę zaskoczyć, by wpłynąć na wciąż gołębie oczekiwania rynku.

Kanada

W Kanadzie marcowa sprzedaż detaliczna (śr) będzie testem sentymentu po mieszanych danych z poprzednich dni. CAD potrzebuje dobrego impulsu z gospodarki krajowej, by wyrwać się z przeciwstawnego oddziaływania czynników zewnętrznych. Twarde stanowisko Trumpa wobec Chin podnosi obawy, że podobna taktyka może być ponownie użyta w negocjacjach z Kanadą. Z drugiej strony loonie znajduje wsparcie w wysokich cenach ropy w związku ze nasileniem ryzyka politycznego na Bliskim Wschodzie. Bez mocnych danych CAD pozostanie w defensywie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Marsh Global Insurance Market Index Q1 2019: rekordowy wzrost cen ubezpieczeń

Marsh opublikował wyniki cyklicznego raportu Global Insurance Market Index. Poniżej prezentujemy kluczowe trendy rynkowe obserwowane w pierwszym kwartale 2019 r.:

  • Średnie ceny ubezpieczeń wzrosły o 3%, co stanowi największy dotychczas zanotowany wzrost stawek (od 2012 r.).
  • Pierwszy kwartał 2019 r. kontynuuje wzrostowy trend cen ubezpieczeń.
  • Drugi kwartał z rzędu zakończono ze wzrostem stawek ubezpieczeniowych we wszystkich regionach na świecie, co spowodowane było wyższymi cenami ubezpieczeń majątkowych i D&O.
  • Region Pacyfiku ponownie odnotował największy, ponad 10% wzrost cen, utrzymując tendencję wzrostową z ostatnich ośmiu kwartałów. W Wielkiej Brytanii i Europie kontynentalnej wzrost stawek wyniósł 2%.
  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń majątkowych wzrosły średnio o blisko 5%, przekraczając nieznacznie stawki obserwowane w ostatnich czterech kwartałach. Ceny ubezpieczeń od następstw nieszczęśliwych wypadków spadły natomiast średnio
    o prawie 1%, kontynuując tendencję spadkową, utrzymującą się od 2013 roku.
  • Średnie ceny ubezpieczeń finansowych i profesjonalnych wzrosły o blisko 6%. Wzrost cen dotyczył wszystkich regionów na świecie, głównie za sprawą wyższych stawek ubezpieczeń D&O.

Pomimo odnotowania największego w historii Indexu średniego wzrostu cen ubezpieczeń, możliwości rynkowe dla większości produktów i regionów nadal pozostają wysokie.

„W Polsce obserwujemy niezmienność stawek w ubezpieczeniach majątkowych, dotyczy to oczywiście Klientów bezszkodowych. Klienci szkodowi jak zawsze musza się liczyć ze wzrostem stawek – odpowiednio do wskaźnika szkodowości i wyniku technicznego na danym rachunku. Aktualny jest także trend w ubezpieczeniach dla trudnych branż (drewniana, chemiczna), które spotykają się z dużo wyższymi stawkami i zdecydowanie mniejsza ofertą rynkową „– podsumowuje Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego, Marsh Polska.

„W przypadku ubezpieczeń  finansowych naszych polskich klientów obserwujemy bardzo podobną tendencję, jak w Raporcie Marsh GIMI Q1 2019. Największy wzrost stawek widzimy w ubezpieczeniach OC członków władz (D&O), szczególnie, jeżeli polisy zawierane są na rynkach Europy Kontynentalnej i londyńskich. Tendencja wzrostu stawek polis D&O jest już też obserwowana w polisach D&O plasowanych przez polskich ubezpieczycieli, których trend światowy w żaden sposób nie omija. Wzrost stawek idzie w parze z zaostrzoną oceną ryzyka D&O. Istotną przyczyną wzrostu kosztów polis jest szkodowość, która wpłynęła na limitowanie pojemności ubezpieczycieli D&O, wycofywanie się wybranych rynków z oferowania tego ubezpieczenia, zaostrzoną oceną ryzyka. Ta sytuacja na rynku powoduje niestety opóźnienia w procesach ofertowania i plasowania programów.

Podobne wzrosty stawek widzimy w ubezpieczeniach ryzyk bankowych i transakcyjnych (M&A), gdzie szkodowość bardzo podobnie, negatywnie dla nas i klientów wpłynęła na procesy plasowania tych polis. Akurat w przypadku ubezpieczeń procesów M&A, główną przyczyną szkodowości było znaczące w ostatnim 1-1,5 roku rozszerzenie zakresów ochrony polis transakcyjnych i bardzo elastyczna ocena ryzyka, co wpłynęło na wzrost szkodowości, a to przekłada się i będzie w mojej opinii przekładać na coraz bardziej rosnące koszty” – dodaje Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) i PEMA (fuzje i przejęcia).

Mariusz Grendowicz przewodniczącym rady nadzorczej Aviva TUnŻ

Mariusz Grendowicz został powołany na przewodniczącego rady nadzorczej Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie SA. Jest pierwszym niezależnym członkiem rady nadzorczej Avivy w Polsce, który objął stanowisko jej przewodniczącego. Zastąpił na tym stanowisku Maurice’a Tullocha, który w marcu został prezesem Aviva plc w Londynie.

Mariusz Grendowicz przewodniczącym rady nadzorczej Aviva TUnŻ
Mariusz Grendowicz przewodniczącym rady nadzorczej Aviva TUnŻ

Mariusz Grendowicz wchodzi w skład rady nadzorczej Aviva TUnŻ od 2012 roku – przewodniczy Komitetowi Ryzyka Rady Nadzorczej i do momentu objęcia stanowiska przewodniczącego był członkiem Komitetu Audytu. Jest też członkiem rady nadzorczej Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń Ogólnych SA. Ma duże doświadczenie jako niezależny członek rad nadzorczych spółek, głównie w sektorze finansowym.

W latach 2013-14 był prezesem Polskich Inwestycji Rozwojowych. Wcześniej był czołowym menedżerem bankowym – jako prezes BRE Banku (obecnie mBank) w latach 2008-2010, wiceprezes Banku BPH (2001-2006) oraz członek zarządu, a następnie country manager ABN Amro Bank w Polsce (1997-2001).

Karierę w bankowości rozpoczął w Londynie, gdzie pracował w latach 1983-1992 (ANZ Bank i Citibank). Później pracował też w ING Banku na kierowniczych stanowiskach w Warszawie, a następnie jako wiceprezes ING w Budapeszcie (1992-1997).

Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego i studiów bankowych w Wielkiej Brytanii. Ma dyplom The Chartered Institute of Bankers w Londynie.

X, Y i Z – trzy pokolenia pracowników – trzy różne grupy problemów

  • Wśród prawie 16,5 mln pracujących znajdują się przedstawiciele trzech różnych pokoleń – X, Y i Z.
  • Każde pokolenie ma inne potrzeby zdrowotne, naprzeciw którym powinni wyjść pracodawcy.
  • Wybierając grupowe ubezpieczenie zdrowotne, przedsiębiorcy powinni zadbać o zestaw konsultacji i badań profilaktycznych odpowiedni dla każdej grupy wiekowej.

Zmieniająca się struktura demograficzna naszego społeczeństwa powoduje, że w coraz większej liczbie firm zatrudnieni są przedstawiciele aż trzech różnych pokoleń. Pod koniec zeszłego roku populacja osób pracujących wynosiła według GUS prawie 16,5 mln osób[1]. 68 tys. z nich to przedstawiciele najmłodszego pokolenia – Z, czyli osób urodzonych po roku 2000. Równolegle z nimi pracują przedstawiciele dwóch starszych pokoleń – Y i X, którzy stanowią odpowiednio 31,5% i 68% ogółu pracujących. Każde z tych pokoleń charakteryzuje się nie tylko różnym podejściem do wykonywania obowiązków, ale też ma odmienne problemy zdrowotne, którym w ramach medycyny pracy powinni sprostać pracodawcy.

Jednym z rozwiązań pozwalających skutecznie zarządzić niejednolitymi potrzebami medycznymi pracowników, jest zapewnienie im kompleksowej ochrony zdrowotnej w ramach medycyny pracy. Oprócz świadczeń przewidzianych w ramach ustawowo wymaganych badań okresowych i kontrolnych warto zapewnić im również pracownicze programy profilaktyczne, zapewniające dostęp do konsultacji i testów pozwalających wykryć i zwalczyć schorzenia najpowszechniejsze wśród danych grup wiekowych. Dlatego wybierając grupowe ubezpieczenie zdrowotne, pracodawcy powinni wnikliwie sprawdzić, czy oferta obejmuje świadczenia profilaktyczne odpowiednie dla struktury wiekowej zatrudnionych – zauważa Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.

Pokolenie X

Rola przedstawicieli tego pokolenia, tzw. Pokolenia PRL -u, czyli osób urodzonych pomiędzy 1961 a 1983 rokiem, w ostatnich latach znacząco wzrosła. Zmieniło się też podejście firm do pracowników 50+. Niskie bezrobocie oraz wysokie zazwyczaj kompetencje tych osób sprawiły, że są oni bardzo pożądaną przez pracodawców grupą. Ich pozyskanie i utrzymanie w przedsiębiorstwie jest niekiedy większym wyzwaniem w porównaniu z przedstawicielami młodszych pokoleń. Należy zatem odpowiednio o nich zadbać, m.in. wychodząc naprzeciw ich potrzebom zdrowotnym.

Do najczęstszych problemów, z jakimi boryka się ta grupa wiekowa, należą problemy kardiologiczne i onkologiczne. W związku z tym pracodawcy powinni zapewnić im sprawny dostęp do takich lekarzy specjalistów jak kardiolog, onkolog, ginekolog czy urolog oraz odpowiednich badań profilaktycznych, m.in. różnego rodzaju USG i EKG oraz badań poziomów markerów nowotworowych. Co więcej, warto też zadbać o pakiet dodatkowych usług wspierających pracownika w razie wykrycia choroby takich jak teleopieka kardiologiczna czy pomoc onkopsychologa.

Pokolenie Y – Millenialsi

Zapewnienie skutecznej ochrony osobom urodzonym w latach 1984 – 2000 może stanowić czasem jeszcze większe wyzwanie dla firm. Pokolenie Y jest pierwszym pokoleniem, które boryka się z większą liczbą problemów zdrowotnych niż ich rodzice i prawdopodobnie będzie żyło od nich krócej. Ponad połowa z nich ma przewlekłe problemy zdrowotne. Dotyczą one przede wszystkim kwestii neurologicznych i onkologicznych, ale także kardiologicznych oraz ortopedycznych wynikających z nabytych wad postawy. Pracodawcy powinni zatem zadbać, żeby osoby te miały ułatwiony dostęp nie tylko do tych samych programów profilaktycznych co ich starsi koledzy z pracy, ale również zapewnioną stałą opiekę neurologiczną i ortopedyczną. Nie bez znaczenia jest także fakt, że ok. 20% przedstawicieli tego pokolenia boryka się z stresu-nerwicy/”>zaburzeniami psychicznymi jak depresja czy nerwica lękowa, o które również trzeba zadbać.

Pokolenie Z

Najmłodszym pokoleniem wchodzącym na rynek pracy są osoby urodzone po roku 2000, nazywane czasem pokoleniem internetowym. Z jednej strony dbają one o zdrowie lepiej niż pokolenie Y, ale poprzez uzależnienie od technologii, prowadzą one w znacznej większości siedzący tryb życia, co ma odzwierciedlenie w problemach zdrowotnych. Dlatego do głównych ich problemów podobnie jak w przypadku Millenialsów należą nabyte wady postawy. Drugą kwestią, o którą ich pracodawcy powinni zadbać, jest profilaktyka zwalczania wad wzroku, czyli zapewnienie regularnego dostępu do konsultacji i badań okulistycznych. W ich przypadku również istotną kwestią jest odpowiednia opieka psychologiczna i przezwyciężanie stresu-nerwicy/”>problemów nerwicowych i depresyjnych.

Choć część problemów zdrowotnych poszczególnych pokoleń jest wspólna, to jednak każde z nich wymaga indywidualnego podejścia. Konstruując program ochrony dla pracowników, oprócz zróżnicowania wiekowego zatrudnionych, pracodawcy powinni mieć też na uwadze rodzaj wykonywanej przez nich pracy. Przykładowo, pracownikom wykonującym prace fizyczne warto też zapewnić pomoc w przezwyciężeniu następstw urazów, w postaci m.in. dostępu do rehabilitacji – dodaje Xenia Kruszewska z SALTUS Ubezpieczenia.

Autor: SALTUS Ubezpieczenia

[1] Aktywność ekonomiczna ludności Polski, IV kwartał 2018 r., Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2019.

Kurs franka najwyżej od początku kwietnia i to nie koniec

Frank szwajcarski, jedna z baczniej obserwowanych walut w Polsce, przez dwa minione tygodnie podrożał w zestawieniu ze złotym o ok. 2 proc. Kurs CHF wzbił się ponad 3,81 zł, osiągając poziom, który ostatnio obserwowaliśmy na początku kwietnia br. Niestety, frank wkrótce może być jeszcze droższy – pisze Daniel Kostecki, główny analityk Conotoxia Ltd.

Do franka traci nie tylko nasza rodzima waluta, ale także amerykański dolar czy euro. W dwa tygodnie CHF umocnił się w relacji do EUR o ok. 1,5 proc., a w relacji do USD o ok. 1,6 proc. Dlaczego?

Jednym z głównych powodów ostatniej aprecjacji szwajcarskiej waluty mogą być nie tyle czynniki wewnętrzne, ile zewnętrzne, w tym zaostrzenie retoryki w wojnie handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Podniesienie ceł na chińskie produkty wraz z brakiem postępów w rozmowach prowadzą do zwiększenia obaw inwestorów z jednej strony o dalszą eskalację konfliktu handlowego, a z drugiej o wzrost gospodarczy na świecie. To z kolei podnosi niepewność i wzmaga strach, a ten powodować może powrót kapitału w stronę bezpiecznego franka.

Według danych dotyczących międzynarodowej pozycji inwestycyjnej netto, które publikuje Międzynarodowy Fundusz Waluty, Szwajcaria zaangażowała więcej kapitału za granicą niż inwestorzy zagraniczni w Szwajcarii. Zatem w okresie zwiększonej niepewności na rynkach finansowych kapitał, wracając do kraju, z którego pochodzi, w większej kwocie wpłynie do Szwajcarii, niż z niej wypłynie, co finalnie może przekładać się na siłę franka.

Nawet wypowiedzi Thomasa Jordana, szefa banku centralnego Szwajcarii, nie doprowadziły ostatnio do wyhamowania wzrostu wartości waluty. Chociaż szef SNB mówił o tym, że obecna polityka monetarna z ujemnymi stopami procentowymi będzie prowadzona tak długo, jak to będzie konieczne ze względu na wciąż niskie oczekiwania inflacyjne. Co więcej, w opinii SNB frank szwajcarski ma wciąż wysoką wartość, a bank centralny jest gotów interweniować celem jego osłabienia, gdy tylko będzie to konieczne.

W konsekwencji kurs CHF/PLN może nadal znajdować się w przedziale 3,85-3,73, a pokonanie górne bariery staje się w tym momencie coraz bardziej prawdopodobne, ponieważ niepokój na światowych rynkach wciąż się utrzymuje.

Edyta Sadowska nowym prezesem zarządu oraz dyrektorem generalnym platformy nc+

Rada nadzorcza ITI Neovision S.A. powołała Edytę Sadowską na stanowisko prezesa zarządu oraz dyrektora generalnego platformy nc+ ze skutkiem od dnia 1 czerwca 2019 roku. Edyta Sadowska zastąpi na stanowisku Manuela Rougeron, który dołączył do firmy w grudniu 2013 roku.

Manuel Rougeron do końca lipca tego roku pozostanie specjalnym doradcą zarządu platformy nc+, a z dniem 1 sierpnia 2019 roku dołączy do zespołu CANAL+ International w Paryżu i obejmie stanowisko Executive Vice President na rynki Azji i Pacyfiku. Zostanie również powołany w skład rady nadzorczej platformy nc+.

Edyta Sadowska, platforma nc+
Edyta Sadowska, platforma nc+

Edyta Sadowska od lutego 2018 roku była członkiem zarządu platformy nc+ na stanowisku wiceprezesa zarządu ds. programowych.

Wcześniej była związana m.in. z Ringier Axel Springer Polska, gdzie zajmowała stanowisko prezesa zarządu spółki. Następnie jako członek zarządu połączonych struktur Grupy Onet-RAS Polska (Ringier Axel Springer, Onet.pl, Media Impact Polska) odpowiadała za budowę oraz realizację strategii rozwoju i transformacji cyfrowej największych tytułów prasowych i mediów online.

Manuel Rougeron
Manuel Rougeron

Manuel Rougeron rozpoczął swoją profesjonalną karierę zawodową w 1995 roku w Unifrance Film International. W 1998 roku został członkiem Komitetu Organizacyjnego piłkarskich Mistrzostw Świata we Francji, a rok później dołączył do zarządu TPS. W 2003 roku objął stanowisko dyrektora zarządzającego MULTIVISION / TPSVOD. W styczniu 2007 roku zaczął pracę w CANAL+ International jako dyrektor ds. programowych. W 2009 roku został dyrektorem wykonawczym w VSTV, przedstawicielstwie CANAL+ International w Wietnamie. Następnie, przed dołączeniem do platformy nc+ na stanowisko wiceprezesa ds. programowych, był dyrektorem zarządzającym w CANAL+ Caledonia.

Poziom bezrobocia w Polsce już nie spadnie

Tylko cztery kraje w UE mają niższe bezrobocie od Polski. Stopa bezrobocia nie będzie już spadać, choć firmom brakuje pracowników. To dlatego, że mamy bardzo niską aktywność zawodową, co program 500+ pogłębia.

– Uważam, że rynek pracy znajduje się obecnie w stanie równowagi, a to oznacza, że stopa bezrobocia będzie się utrzymywała na stabilnym poziomie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Krystian Jaworski starszy ekonomista Credit Agricole Bank Polski.

Według metodologii UE stopa bezrobocia w Polsce wynosi tylko 3,4 proc. Niższa jest w Czechach, Holandii, Niemczech i na Węgrzech.

Natomiast stosując metodologię GUS, stopa bezrobocia w 2018 r. wynosiła 5,8 proc. W ocenie ekonomistów Credit Agricole będzie taka sama w tym i przyszłym roku. Różnice pomiędzy GUS a Eurostatem wynikają m.in. z tego, że do urzędów pracy zgłaszać się niepracujący, aby zachować dostęp do bezpłatnej służby zdrowia, co jeszcze nie oznacza, że szukają pracy.

– Potencjał do spadku stopy bezrobocia będzie bardzo ograniczony – ocenia ekspert Credit Agricole Bank Polski. – To dlatego, że stopa aktywności zawodowej pozostaje na niskim poziomie.

Obniżenie wieku emerytalnego zmniejsza stopę aktywności zawodowej. Wpływ programu 500+ też nie jest pod tym względem pozytywny.

Zarobimy więcej, zapłacimy mniej. Szykuje się reforma systemu podatkowego

Po raz kolejny dostaliśmy potwierdzenie, że w Polsce będzie żyło się lepiej. Pensja minimalna wzrośnie bardziej niż wynika z ustawy, a podatek dochodowy spadnie, by zmniejszyć narzut na koszty pracy.

Płaca minimalna w górę

Ostatnio płaca minimalna w naszym kraju gwałtownie rośnie. Jeżeli utrzymamy ustawowy wskaźnik, to w przyszłym roku pójdzie w górę o 95 zł i osiągnie wartość 2345 zł. Jednak już teraz mówi się o tym, że średnia płaca w gospodarce rośnie jeszcze szybciej. Gdyby zatem płaca minimalna wzrosła zgodnie z parametrem “tylko” o 4,3%, wynosiłaby mniejszą część wynagrodzenia średniego niż obecnie. W tej sytuacji rząd rozważa większą podwyżkę. Warto zwrócić uwagę, że płaca minimalna to nie tylko podwyżki dla najgorzej zarabiających. To także wzrost opłat i podatków rozliczanych od tej wartości. Ekonomiści wskazują również na fakt, że jest to cios w szarą strefę i w zjawisko ustalania na umowie minimalnej pensji, a następnie wypłacania reszty “pod stołem”.

Rynek pracy w USA uspokaja

Zgodnie z przewidywaniami części analityków, ostatnie dane o zwiększonej liczbie zasiłków dla bezrobotnych nie utrzymały się przez kolejne siedem dni. W tym tygodniu wniosków było 212 tysięcy, wobec 228 tysięcy w zeszłym. Oczywiście nie znaczy to, że od teraz będzie tylko lepiej. Warto natomiast zwrócić uwagę, że połączony wpływ dwóch odczytów, czyli zgodnych z oczekiwaniami informacji z rynku pracy oraz lepszego od oczekiwań indeksu FED z Filadelfii, spowodował, że dolar jest najdroższy względem euro od kilku tygodni. Podobnie ma się sytuacja w relacji do złotego, gdyż nasza waluta jest silnie związana z europejską.

Czy nadchodzi reforma podatkowa?

Minister Finansów Teresa Czerwińska, w wywiadzie dla Super Expressu, potwierdziła potrzebę reformy systemu podatkowego w obszarze podatku dochodowego. Wskazuje również na konieczność zwiększania inwestycji przez Polskę, co delikatnie mówiąc nie jest spójne z obecną strategią rządu, wyraźnie stawiającą na konsumpcję. W rozmowie pojawiły się również standardowe już kwestie: uszczelnienie systemu i redukcja klina podatkowego. Najwyraźniej istnieje rozwiązanie, w którym zapłacimy mniej, a państwo będzie miało więcej dzięki kolejnemu “uszczelnieniu”. Gdyby ten manewr się udał, byłoby to z pewnością korzystne dla budżetu, a co za tym idzie dla złotego, będącego pod lekką presją zwiększonych wydatków socjalnych w ostatnim czasie.

Dzisiaj dzień wolny w Norwegii, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Urzędnicy dostrzegli zalety e-Administracji

Polska administracja publiczna stawia na szybki i nowoczesny kontakt z petentem. Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2018 roku aż 96,6 proc. urzędów, samorządów itd. udostępniało swoje usługi przez Internet. Liderami w tym podsumowaniu są Urzędy Marszałkowskie. Wszystkie poszły drogą digitalizacji.

W raporcie GUS czytamy, że 71,0 proc. jednostek korzystało z dostępu do Internetu za pomocą stałego łącza w technologii DSL. Wśród korzyści wynikających z jej zastosowania trzy czwarte badanych wskazywało na skrócenie czasu realizacji usług. Wykorzystanie szerokopasmowych łączy jest podstawowym warunkiem istnienia sprawnej  e-Administracji. W zeszłym roku dostęp do sieci poprzez łącze w technologii DSL najczęściej  deklarowały urzędy gmin – 75,1 proc. Jednostki administracji rządowej preferowały dostęp do sieci globalnej poprzez inne  szerokopasmowe łącza stałe – 91,1 proc. Coraz powszechniejsze staje się korzystanie  z Internetu za pomocą technologii mobilnych. Ten rodzaj dostępu deklarowało 70,5 proc. urzędów w Polsce. Kto z nas chociaż raz w życiu nie spędził kilku godzin na osobistym załatwianiu spraw urzędowych? Na staniu w kolejce po odbiór dokumentów, zaświadczeń itd. W cyfrowym świecie większość spraw można odhaczyć sprzed ekranu komputera. Do ideału jeszcze daleko, ale tzw. papierologia powoli odchodzi do lamusa. Rozwój e-Administracji dzieje się na naszych oczach, nie wszyscy jednak to dostrzegają lub dają się do tego przekonać – komentuje Bartosz Gadzimski, z firmy hostingowej Zenbox.

W dobie upowszechniania technologii cyfrowych, jednostki administracji publicznej czynią starania, aby jak najwięcej spraw można było załatwić online, pomijając osobisty kontakt. W 2018 r. 96,6 proc. jednostek administracji publicznej oferowało usługi elektroniczne dla obywateli. Najwięcej podmiotów świadczyło e-usługi w obszarze spraw obywatelskich (81,9 proc.). Czynności, które kilka lat temu zajmowały nam niezliczone godziny teraz możemy wykonać w kilka minut. Mam tu na myśli np. złożenie wniosku o nowy dowód osobisty, zawiadomienie o sprzedaży samochodu czy dopisanie się do rejestru wyborców – mówi Bartosz Gadzimski. Przełomem w Polsce była platforma ePUAP i możliwość założenia Profilu Zaufanego. Użytkownik Internetu może w ten sposób szybko i łatwo potwierdzać swoją tożsamość i elektronicznie podpisywać dokumenty oraz prowadzić korespondencję z podmiotami publicznymi.

Digitalizacja dotyka nie tylko osoby pragnące załatwiać sprawy w urzędach. Udogodnienia wynikające z korzystania z mobilnego dostępu do Internetu powodują  potrzebę wyposażania pracowników w odpowiednie urządzenia. Dane Głównego Urzędu Statystycznego mówią, że  w 2018 r. 80,5 proc. jednostek administracji publicznej zapewniało swoim pracownikom urządzenia przenośne pozwalające na mobilne łączenie się z Internetem w celach służbowych.

Paweł Jackowski w zarządzie LARTIQ TFI

LARTIQ TFI rozszerza zespół zarządzający aktywami i jednocześnie wzmacnia zarząd. Do Towarzystwa dołącza Paweł Jackowski – będzie pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu nadzorującego proces inwestycyjny. Bezpośrednio będzie mu podlegał pion zarządzania aktywami.

– Wzmacniamy zarząd i zespół inwestycyjny LARTIQ TFI w poczuciu odpowiedzialności za powierzone nam środki finansowe. Efektywne zarządzanie aktywami jest dla nas podstawą do budowania zaufania naszych klientów. Jestem przekonany, że wieloletnie doświadczenie Pawła Jackowskiego stworzy kolejne, nowe możliwości dla Towarzystwa i naszych klientów – powiedział Jakub Rajchman, członek zarządu LARTIQ TFI.

– Moim priorytetem będzie wdrożenie zespołowego modelu zarządzania aktywami, który pozwoli na lepsze wykorzystanie wiedzy i talentu zarządzających. Planuję wzmocnienie części analitycznej i uruchomienie nowych, innowacyjnych produktów. Skupimy się także na zwiększeniu kontroli ryzyka i optymalizacji portfeli, a także wprowadzeniu najlepszych standardów w systemie komunikacji z klientami funduszy. – dodał Paweł Jackowski.

Paweł Jackowski jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, gdzie w 1996 roku uzyskał tytuł magistra na Wydziale Handlu Zagranicznego. Od 1994 roku posiada licencję maklera papierów wartościowych. W latach 1994-2000 pracował w Biurze Maklerskim BGŻ S.A., początkowo w Wydziale Operacji Giełdowych, a od 1997 roku na stanowisku kierownika Zespołu Inwestycji Własnych Biura. Od 2001 do 2003 roku był zatrudniony w Powszechnym Towarzystwie Emerytalnym BPH CU WBK S.A. na stanowisku tradera akcji. W latach 2003-2006 pracował w Bankowym Domu Maklerskim PKO BP S.A. jako specjalista w Zespole Zarządzania Portfelem. W latach 2006-2008 pracował w TFI Opera na stanowisku zarządzającego funduszami, a następnie wicedyrektora w Departamencie Zarządzania Aktywami. W 2009 r. rozpoczął pracę w TFI Allianz, gdzie do marca 2012 r. zajmował stanowisko zarządzającego funduszami. Z IPOPEMA TFI oraz IPOPEMA Asset Management związany od kwietnia 2012 r. do sierpnia 2014 roku, zajmował stanowisko Dyrektora Biura Portfeli Akcyjnych i Zastępcy Dyrektora Inwestycyjnego. Od grudnia 2014 r. do grudnia 2018 r. w Domu Maklerskim TMS Brokers S.A. odpowiadał za uruchomienie usługi zarządzania aktywami, pełnił funkcję Dyrektora Departamentu Zarządzania Aktywami oraz Członka Zarządu.

Centralny Rejestr Faktur – nowe narzędzie kontroli przedsiębiorców

Polski aparat skarbowy niedługo dostanie nowe narzędzie do walki z nadużyciami podatkowymi. Będzie nim Centralny Rejestr Faktur, który ma zostać utworzony już 1 lipca. Jakie dane będą w nim gromadzone i czy na przedsiębiorców spadną w związku z tym kolejne obowiązki?

Piotr Ciszewski, ekspert podatkowy w firmie inFakt
Piotr Ciszewski, ekspert podatkowy w firmie inFakt

Komisja Europejska 1.12.2010 roku wydała dokument zwany „Zieloną Księgą” w sprawie przyszłości podatku VAT. Określała ona zalecenia, które były niezbędne do prostszego oraz wydajniejszego rozliczania podatku od towarów i usług. Dodatkowo jednym z narzędzi, które miało na celu zminimalizowanie oszustw podatkowych, miał być system monitorujący wszystkie faktury w zestawieniu z rozliczeniami dokonanymi przez przedsiębiorców z tytułu podatku VAT.

Takim narzędziem będzie w Polsce Centralny Rejestr Faktur. Jest to narzędzie umożliwiające sprawdzanie poprawności wystawiania faktur, analizy i wykrywanie karuzel podatkowych oraz eliminację między innymi tzw. pustych faktur, czyli dokumentujących fikcyjne transakcje. Dodatkowo CRF ma usprawnić oraz przyspieszyć kontrole podatkowe.

W Centralnym Rejestrze Faktur aparat skarbowy będzie gromadził wszystkie dane przesyłane w strukturach JPK oraz deklaracji VAT, a w późniejszym czasie dane przesyłane w nowej strukturze JPK_VDEK. Na podstawie tych informacji szef Krajowej Administracji Skarbowej będzie weryfikował dane na potrzeby związane z kontrolą. Sprawdzane będą rozliczenia, puste faktury, błędy. Obecnie przepisy nie wymieniają definicji błędu. W praktyce będzie chodziło o wszystkie uchybienia „utrudniające” analizę danych. Sankcje, np. mandat lub zablokowanie firmowych kont, będą uzależnione od wagi przestępstwa.

Warto podkreślić, że podatnicy nie będą mieć żadnych dodatkowych obowiązków związanych z Centralnym Rejestrem Faktur. Natomiast wprowadzenie narzędzia ułatwi oraz przyspieszy procedury kontrolne, przez co można się spodziewać ich wzmożonej liczby. W mojej opinii CRF jest kolejnym krokiem do wprowadzenia JPK_VDEK oraz eliminacji deklaracji VAT. W zamyśle ustawodawcy JPK_VDEK ma uprościć rozliczenia podatku od towarów i usług. Nowy plik odzwierciedli dane przesyłane obecnie w deklaracjach VAT oraz w pliku JPK_VAT. Dodatkowo będzie zawierał dane, które są potrzebne do analizy rozliczeń tego podatku i jego kontroli.

W mojej opinii bez CRF nie powstałaby nowa struktura JPK, ponieważ nie wiadomo byłoby, w jaki sposób kontrolować przesyłane dane.

Najem: podatnik musi wystawiać fakturę za usługę, mimo że faktycznie jej nie świadczy

Zasadniczo podatnicy są zobowiązani do wystawienia faktury dokumentującej dokonaną sprzedaż towaru lub usługi. Z uwagi na przepis art. 2 pkt 22 ustawy o VAT sprzedaż ta powinna być odpłatna. Przede wszystkim faktura powinna jednak dokumentować rzeczywiste zdarzenie gospodarcze. W wydanej 19 kwietnia 2019 r. interpretacji indywidualnej organ podatkowy na gruncie tej samej ustawy stwierdził, że podatnik może świadczyć usługę, mimo że faktycznie jej nie świadczy (interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, sygn. 0111-KDIB3-2.4012.44.2019.1.AZ).

W lipcu 2018 r. wynajmujący zawarł ze spółką z o.o. umowę najmu lokalu z przeznaczeniem na prowadzenie działalności gospodarczej na okres 5 lat. Zaledwie po miesiącu od przekazania lokalu najemca zgłosił zastrzeżenia co do jego stanu, który miał się różnić od tego, w jakim najemca widział go podczas oględzin przed zawarciem umowy najmu. W październiku 2018 r. spółka złożyła oświadczenie o odstąpieniu od umowy najmu, a w grudniu 2018 r. odesłała wynajmującemu fakturę VAT bez księgowania.

Wynajmujący stanął na stanowisku, że odstąpienie od umowy nie ma podstaw prawnych i uznał je za bezskuteczne. Wystąpił do organu podatkowego o potwierdzenie, że nie musi on kumulować kolejnych, comiesięcznych obowiązków VAT, skoro najemca zaprzestał płacenia czynszu, nie korzysta z lokalu ani nie rozpoczął w nim nawet prowadzenia jakiejkolwiek działalności. Powołując się na treść przepisów ustawy o VAT oraz interpretacji indywidualnej, wydanej przez inny organ podatkowy w podobnej sprawie, uznał, iż nie można wystawiać faktury VAT za usługę nie świadczoną. To dokumentowałoby bowiem nierzeczywiste zdarzenie gospodarcze, powodując przy tym konieczność wystawiania faktur VAT, a następnie korygowania deklaracji VAT wstecz za okresy, w których powstawał obowiązek podatkowy z tytułu czynszu najmu. To z kolei wiązałoby się z koniecznością zapłaty odsetek od zaległości podatkowych.

Najmu nie ma, ale fakturę wystawiać trzeba

Organ podatkowy uznał stanowisko wynajmującego za nieprawidłowe. Jednym z głównych tego powodów była sama wypowiedź wynajmującego o tym, że mimo wypowiedzenia umowy najmu przez najemcę, uznał je za bezskuteczne. Nie miało więc zdaniem organu decydującego znaczenia, czy wystawiana w opisanych przez wynajmującego okolicznościach faktura dokumentowałaby rzeczywiste zdarzenie gospodarcze, czyli najem lokalu.

„Postępowanie najemcy, który zaprzestał płacić czynsz najmu, nie rozpoczął również prowadzenia w lokalu jakiejkolwiek działalności i fizycznie nie korzysta z lokalu oraz zwrócił fakturę VAT bez księgowania, nie przesądza o tym, że umowę najmu skutecznie zakończono, tym bardziej że wypowiedzenie tej umowy przez najemcę, jak twierdzi Wnioskodawca, było pozbawione jakichkolwiek podstaw faktycznych i prawnych. Fakt, że najemca nie konsumuje usługi w postaci najmu, nie ma większego znaczenia w sprawie, gdyż lokal pozostawiony jest do jego dyspozycji i nie doszło do skutecznego rozwiązania stosunku najmu przez jego wypowiedzenie. Zatem z przedstawionego we wniosku opisu sprawy wynika, że w przedmiotowej sprawie pomiędzy Wnioskodawcą a najemcą nadal istnieje więź o charakterze zobowiązaniowym, która na gruncie ustawy o VAT wypełnia definicję świadczenia usług w rozumieniu art. 8 ust. 1 ustawy o VAT” (sygn. 0111-KDIB3-2.4012.44.2019.1.AZ).

Nie ma najmu, nie ma faktury

W niemal identycznej sprawie kilka lat wcześniej organ podatkowy stwierdził zupełnie odwrotnie. Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie, w interpretacji z 30 grudnia 2013 r. (sygn. IPPP1/443-1213/13-2/MP), zgodził się, że w obliczu opuszczenia lokalu przez najemcę, usługa najmu nie jest faktycznie przez wynajmującego świadczona. Stąd wystawianie faktur nie odzwierciedlałoby rzeczywistego zdarzenia gospodarczego.

W sprawie tej najemca również, mimo trwania wiążącej umowy najmu, wyprowadził się z lokalu, nie płacił czynszu, odesłał fakturę wynajmującemu bez księgowania, a wynajmujący wypowiedzenie umowy najmu uznał za bezskuteczne. Organ poinformował, że umowa najmu stanowi w takich warunkach jedynie podstawę do dochodzenia swoich roszczeń o zapłatę na drodze postępowania cywilnego. Właśnie na tę interpretację powołał się wnioskodawca w omawianej sprawie.

Konieczne odzwierciedlenie zaistniałego zdarzenia gospodarczego

W 2017 r. jeden z podwykonawców robót budowlanych świadczący usługę budowlaną na rzecz głównego wykonawcy wystąpił do organu podatkowego z zapytaniem, czy może wystawić fakturę za wykonane prace inwestorowi, w obliczu braku zapłaty wynagrodzenia przez wykonawcę. Inwestor nie negował faktu, iż doszło do bezpodstawnego wzbogacenia na jego rzecz, poprzez wykonanie tej usługi przez podwykonawcę. Inwestor chciał jedynie, by fakturę opiewającą na żądaną kwotę podwykonawca wystawił jemu, korygując jej wcześniejsze wystawienie głównemu wykonawcy.

Jednak wówczas fiskus nie wyraził na to zgody. Nawet w wydawałoby się oczywistej sprawie, gdzie przedsiębiorca mógł uzyskać zaspokojenie swej wierzytelności od dłużnika uznającego swój dług, organ stwierdził: „Wnioskodawca nie może wystawić dla Inwestora faktury VAT dokumentującej czynności wykonanych na rzecz Wykonawcy (…) Faktura taka nie odzwierciedlałaby zaistniałego zdarzenia gospodarczego, nie potwierdzałaby wykonania określonych czynności na rzecz Inwestora, a jedynie roszczenia Wnioskodawcy z tytułu należnej mu części wynagrodzenia (…)” (interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 21.11.2017 r., sygn. 0112-KDIL1-1.4012.357.2017.1.RW).

Jak więc takie stanowisko fiskusa ma się do sytuacji, gdy w omawianej sprawie wynajmujący wystawiałby najemcy fakturę „nieodzwierciedlającą zaistniałego zdarzenia gospodarczego”? Czy nie odzwierciedlałoby jedynie roszczenia właściciela lokalu z tytułu należnego mu wynagrodzenia?

Hipokryzja i ignorancja

Dla podatników, a przede wszystkim przedsiębiorców, najbardziej bolesne w całej sprawie jest to, że to organy podatkowe stoją tak bacznie na straży rzetelności faktur. Zarzut, że przedstawiona przez przedsiębiorcę faktura nie dokumentuje rzeczywistego zdarzenia gospodarczego, jest najchętniej używany przez organy w celu wysunięcia wobec przedsiębiorcy oskarżenia o udział w karuzeli VAT. A interpretowanie procesów gospodarczych i prawa w sposób nakłaniający podatników do wystawiania faktur niedokumentujących rzeczywistego zdarzenia jest nakłanianiem do złamania tego prawa.

„(…) faktury VAT pełnią fundamentalną rolę na gruncie tego podatku. (…) Nie można uznać za prawidłową fakturę, gdy sprzecznie z jej treścią wykazuje ona zdarzenie gospodarcze, które w ogóle nie zaistniało…” (wyrok NSA z 02.10.2013 r., sygn. I FSK 1475/12).

„Nie sposób bowiem przyjąć, że podatnik odliczający podatek z takiej faktury nie jest świadomy swojego oszukańczego działania czy nadużycia prawa, skoro wystawieniu tego rodzaju faktury nie towarzyszy w ogóle żadna dostawa towaru lub świadczenie usług przez podmiot ją wystawiający, ani żaden inny (obrót istnieje tylko na fakturze)…” (wyrok NSA z 19.03.2015 r., sygn. I FSK 2205/13).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Zmiany w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną i Prawie telekomunikacyjnym

Prośby o kolejne zgody na przetwarzanie danych osobowych i zmiany w procedurach wewnętrznych podmiotów świadczących usługi on-line to wynik nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną i Prawa telekomunikacyjnego. Wiele firm będzie musiało ponownie przeprowadzić analizę zgodności swoich działań z obowiązującym prawem oraz zmienić zasady przyjęte przy wdrażaniu RODO. Krajowe wymagania okazały się, wbrew oczekiwaniom, bardziej rygorystyczne niż unijne rozporządzenie. Na które nowe przepisy warto zwrócić szczególną uwagę? Wskazuje dr hab. Bogdan Fischer, Partner, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Od kilku dni obowiązuje ustawa wdrażająca RODO, tj. ustawa o zmianie niektórych ustaw w związku z zapewnieniem stosowania RODO. Ze względu na niewielką ilość przepisów przejściowych, większość zasad ma zastosowanie od 4 maja br., również te odnoszące się do usług on-line.

Zmiany w uśude a zasada minimalizacji

Podczas prac projektowych nad nowym kształtem ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (uśude) zakładano usunięcie szeregu dotychczasowych przepisów, w tym art. 18 ust. 1-4. Ostatecznie tego nie uczyniono i artykuł 18 ust. 1-2 zawiera katalog danych niezbędnych do realizacji usługi. W rzeczywistości przetwarzanie niektórych z nich, takich jak  np. numer PESEL, może naruszać zasadę minimalizacji, czyli przetwarzania przez administratora tylko adekwatnego, ograniczonego katalogu danych.

dr hab. Bogdan Fischer, Partner, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy
dr hab. Bogdan Fischer, Partner, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy

Traktowanie przepisu uśude jako zwalniającego z konieczności dokonywania odpowiedniej oceny w przypadku kontroli może być ryzykowne i należy być w tym przypadku ostrożnym. Dla przetwarzania innych danych dotyczących usługobiorcy, a które nie są niezbędne do świadczenia usług drogą elektroniczną wymagana jest zgoda. Według artykułu 18 ust. 4 stanowi ona podstawę przetwarzania  danych dla celów reklamy, badania rynku oraz zachowań i preferencji użytkowników z przeznaczeniem wyników tych badań na potrzeby polepszenia jakości świadczonych usług. Dlatego nie może być bez niej mowy np. o profilowaniu dla przyznania rabatu, czy oferowania zgodnej z preferencjami reklamy w oparciu o inne wcześniej dopuszczone przez RODO podstawy profilowania, np. uzasadniony interes administratora – mówi dr hab. Bogdan Fischer, Partner, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy. Zgoda będzie konieczna wbrew brzmieniu art. 22 RODO nawet wówczas, gdy kategoryzowanie nie prowadzi do automatycznego podjęcia decyzji – dodaje.

Nowy wymiar zgody

W dotychczasowym orzecznictwie polskiego organu ds. ochrony danych osobowych zgoda była traktowana w takich przypadkach jako jedna z podstaw przetwarzania danych, ale nie jedyna. Pojawienie się wymogu uzyskiwania zgody poprzez kolejne wyskakujące okienka wydaje się być nadmierne (kosztowne i uciążliwe), kiedy możliwe jest zastosowanie innego rozwiązania, np. gdy jest ona potrzebna do zawarcia lub wykonania umowy, a także wykonania obowiązków prawnych ciążących na administratorze – wskazuje dr hab. Bogdan Fischer, Partner, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Wymóg zgody użytkownika – będącego osobą fizyczną – na przetwarzanie informacji pozostawiono również w art. 161 ust. 3 Prawa telekomunikacyjnego (PT). Ma ona zastosowanie do innych danych niż wymienione w tym przepisie w ust. 2. Ponadto, nie zawiera on katalogu danych, co oznacza, że zgoda jest konieczna do przetwarzania wszystkich informacji o użytkowniku.

Twarde wymagania odnośnie zgody w uśude i PT muszą być uwzględniane w procedurach wewnętrznych, rodząc poza dodatkowymi kosztami dla usługodawców, konieczność rozwiązywania praktycznych i formalnych problemów np. w przypadku cofnięcia zgody. Nadmierność oczekiwanych, ale i koniecznych do wyrażenia zgód, jest również odczuwana przez każdego użytkownika i w rzeczywistości może prowadzić do uśpienia jego czujności i wrażliwości na zagrożenia – mówi dr hab. Bogdan Fischer, Partner, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Warto dodać, że w świetle nowych przepisów warunki udzielenia zgody pozostają takie same, a każdy użytkownik w dowolnym momencie może cofnąć wcześniej udzieloną zgodę bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji.

Nie jest łatwo utrzymać optymizm

Najnowsze doniesienia związane z negocjacjami handlowymi USA-Chiny dają podstawy, by ponownie rozniecić awersję do ryzyka. Ponadto napięcia geopolityczne na Bliskim Wchodzie dodają powodów do nerwowości. W piątek ryzykiem jest, na ile inwestorzy będą obawiać się wydarzeń dwóch następnych dni?

Krótko panował entuzjazm wynikający z doniesień, że prezydent Trump panuje odroczyć wprowadzenie wyższych ceł na samochody sprowadzane z UE i Japonii. Nie jestem zaskoczony, a moje uzasadnienie przedstawiałem we wczorajszym komentarzu. Przestrzegałem też, że nastroje są na tyle kruche, że wciąż łatwiej będzie o pogorszenie sentymentu i dziś mamy tego dowód. Według komentarzy z chińskich mediów w piątek Pekin może nie być zainteresowany kontynuowaniem negocjacji, gdyż nie widzi „szczerości” w podejściu prezydenta USA Donalda Trumpa. Jest to reakcja na decyzję Waszyngtonu o wpisaniu na czarną listę chińskiej spółki technologicznej. Chociaż to wciąż nie wyklucza ostatecznego porozumienia (np. na szczycie G20 pod koniec czerwca), ale póki to nie nastąpi, rynki narażone są na nowe oznaki zaostrzenia sporu, gdyż żadna ze stron zdaje się nie chcieć łatwo ustąpić. Z perspektywą dwóch kolejnych dni, kiedy to rynki może nie funkcjonują, ale politycy bywają aktywni, strachliwe myśli inwestorów mogą ogarnąć piątkowy handel.

Rynki dodatkowo śledzą wydarzenia na Bliskim Wschodzie i interakcje USA z Iranem. Arabia Saudyjska oskarża Teheran o udział w akcjach sabotażowych na saudyjskie tankowce, a w spór angażuje się prezydent Trump. Prezydent USA twierdzi, że nie chce iść na wojnę, ale nie powstrzymało go to przed wysłaniem wojsk w rejon Zatoki Perskiej. Iran twierdzi, że nie szuka konfliktu, ale zamierza bronić swoich interesów. Trudno powiedzieć, w którym kierunku sprawy podążą, ale na razie dokłada to powodów do obaw do mieszanki czynników ryzyka. Podnosi też zmienność na rynku ropy naftowej, gdyż konflikt zbrojny jest zagrożeniem dla podaży, ale spór USA-Chiny podnosi wątpliwości o siłę popytu na ropę w przyszłości.

Kto się stęsknił za brexitowym bałaganem? Ja nie, ale dołujący funt wymaga komentarza. Ulatują ostatnie nadzieje, że najbliższe tygodnie przyniosą postępy w pracach nad umową wyjścia z UE. Międzypartyjne rozmowy rządu z laburzystami zostały zerwane, a Partia Pracy nie zamierza popierać projektu porozumienia w obecnej formie. W rezultacie głosowanie nad umową (po 3 czerwca) przyniesie kolejną klęskę premier May. Według wczorajszych informacji May otrzymała ultimatum ze swojej partii, według którego po przegranym głosowaniu odejdzie. To jednak oznacza, że Partia Konserwatywna przez kolejne 2-3 miesiące będzie zajęta wyborem nowego lidera partii i premiera. A następca May prędzej będzie orędownikiem ostrzejszego stanowisk wobec UE, co nie wróży dobrze przyszłym negocjacjom. I funtowi również.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Inwestorzy niewrażliwi na zmiany klimatu

W badaniu przeprowadzonym przez RICS wśród blisko 4 tys. przedstawicieli branży nieruchomości na świecie 38% respondentów stwierdziło, że zagrożenia związane ze zmianami klimatu nie są dla nich ważne bądź istotne.

Kwestie odpowiedzialnego inwestowania oraz wpływu nieruchomości, technologii i infrastruktury na przyszłość naszej planety to tematy przewodnie tegorocznego szczytu RICS ‘World Built Environment Forum’, który odbył się w Nowym Jorku (13-14 maja 2019).

Marcene Mitchell, Senior Manager ds. Climate Business z International Finance Corporation (grupa Banku Światowego):

„Rozmaite wyzwania, z którymi w XXI wieku muszą się zmagać ludzie oraz miasta wymagają wspólnych, międzynarodowych i innowacyjnych działań. Podczas tegorocznego szczytu ‘World Built Environment Forum’ RICS liderzy sektorów związanych z nieruchomościami oraz środowiskiem naturalnym spotkali się, aby zastanowić się wspólnie nad kluczową rolą jaką pełnimy w tej łamigłówce. Jestem dumna z tego, że mogłam uczestniczyć w tak ważnym wydarzeniu”.

Simon Rubinsohn, główny analityk ekonomiczny RICS:

Simon Rubinsohn_RICS Chief Economist (2)
Simon Rubinsohn

„Choć zagrożenia związane ze zmianami klimatu i odporność na te zmiany środowiska naturalnego mają dla inwestorów coraz większe znaczenie, przeprowadzone przez nas badanie pokazuje, że musi jeszcze upłynąć trochę czasu zanim kwestie te będą traktowane jako powszechne kryteria inwestycyjne. Niemała część respondentów z całego świata, a dokładnie 38% z nich, twierdzi bowiem, że omawiana kwestia „nie jest ważna” lub „nie ma znaczenia” w ich bieżącej działalności inwestycyjnej. Niemniej jednak coraz częstsze przekonanie o tym, że budynki o wysokiej wydajności energetycznej stanowią atrakcyjną inwestycję sugeruje, że istnieje solidny fundament, na którym można budować świadomość istoty postępu w zakresie zrównoważonego rozwoju”.

Podczas zakończonego właśnie szczytu ‘World Built Environment Forum 2019’ RICS omówiony został m.in. rosnący wpływ zmian klimatu na częstotliwość i intensywność skrajnych zjawisk pogodowych. Ed Walter, globalny CEO oraz Billy Grayson, dyrektor wykonawczy ds. zrównoważonego rozwoju i wydajności gospodarki instytutu Urban Land przedstawili wyniki najnowszych badań na temat tego, jakie miejsce w strategiach inwestycyjnych przygotowywanych przez menedżerów zarządzających inwestycjami zajmują zagrożenia klimatyczne.

Parag Khanna z kolei, w przemówieniu inaugurującym Szczyt RICS, stwierdził:

„Miasta krajów rozwiniętych i rozwijających się pełnią coraz większą rolę w zakresie ogólnego zdrowia, bogactwa i szczęścia mieszkańców planety. W tym kluczowym historycznie momencie zachodzi paląca potrzeba innowacyjnego, ambitnego, kompleksowego podejścia do takich kwestii, jak szybki wzrost liczby osób migrujących oraz zmian klimatycznych – w tym zakresie istotną rolę mają do odegrania zarówno sektor prywatny, jak i publiczny. Bardzo cieszę się z szansy uczestniczenia w tej istotnej dla przyszłości naszego świata dyskusji”.

Długi wobec operatorów telekomunikacyjnych przekraczają już 1,3 mld zł

Polacy lubią rozmawiać przez telefon, porozmawiajmy więc o długach za te rozmowy. A jest o czym, zaległości za nieuregulowane rachunki wystawiane przez firmy telekomunikacyjne wzrosły przez rok o jedną szóstą i przekraczają już 1,3 mld zł. Tyle ma do zwrotu 372 tys. konsumentów i firm. Największa pojedyncza zaległość – ponad milion złotych należy do firmy, rekord osoby prywatnej to 189 tys. zł – obie kwoty pochodzą z Mazowsza – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor przygotowanych z okazji Światowego Dnia Telekomunikacji i Społeczeństwa Informacyjnego.

Według badania Urzędu Komunikacji Elektronicznej* 9 proc. społeczeństwa korzysta z telefonii stacjonarnej. W przypadku telefonów komórkowych do 100 proc. brakuje już niewiele, bo ma je 93,1 proc. Polaków. Zapewne niewiele mniej osób jest też przekonanych, że nie da się funkcjonować bez telefonu, a mimo to wielu ryzykuje zepsucie dobrych relacji z firmami telekomunikacyjnymi i nie płaci rachunków.

Liczba dłużników telekomunikacyjnych, na koniec kwietnia br., wyniosła prawie 372 tys. Łącznie są oni winni ponad 1 333 mln zł. Za tą zawrotną sumą stoją przede wszystkim konsumenci, których jest ponad 337 tys. i mają niemal 995 mln zł przeterminowanych płatności wobec telekomów. Z kolei do ponad 34 tys. firm należy 339 mln zł długu. Choć kwota suma zaległości jest wysoka, nadal rośnie. W ciągu roku zwiększyła się o 185,6 mln zł. O 21 505 przybyło również dłużników, głównie za sprawą konsumentów, bo akurat liczba niepłacących firm zmniejszyła się o 3 010.

Średnia wartość długu osób to obecnie 2 944 zł, a firm 9 935 zł. To sporo biorąc pod uwagę, że z badania UKE wynika, iż średnie miesięczne wydatki na telefon wynoszą niespełna 50 zł. Niepłacący rachunków muszą jednak brać pod uwagę, że gdy nie wywiązują się z terminów firma dodaje do długu udzielone wcześniej rabaty na oferowaną taryfę czy telefon, a na poczet zaległości nalicza wszystkie płatności, które klient powinien uregulować do końca trwania umowy. Może również doliczyć opłatę karną za opóźnienie. W rezultacie dwa nieopłacone rachunki, które wynoszą średnio 49,9 zł miesięcznie, mogą uruchomić lawinę zaległości.

Na listę dłużników można trafić szybciej niż myślisz

Osobę niepłacącą rachunków operator telefonii komórkowej może wpisać do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor jeśli w grę wchodzi co najmniej 200 zł, firmę gdy 500 zł, a opóźnienie wynosi min. 30 dni. Zwykle dzieje się to później, bo na 30 dni przed wpisem wierzyciel musi jeszcze listownie uprzedzić dłużnika o takim zamiarze. W piśmie informuje, że jeśli dług nie zostanie spłacony to adresat znajdzie się w rejestrze. Wysłanie takiego pisma może też zlecić BIG-wi i ten zrobi to w imieniu wierzyciela. Jeśli pismo pozostaje bez reakcji, klient ma za sobą spalone mosty nie tylko w firmie, w której narobił długów, ale również w innych. Weryfikując rzetelność płatniczą potencjalnych klientów do rejestru zaglądają również banki, firmy pożyczkowe, operatorzy telewizji kablowych i wiele innych firm. One również mogą niesolidnemu dłużnikowi odmówić sprzedaży usług, czy towaru. Nie ma wątpliwości, że na takie informacje szczególnie czułe będą pozostałe telekomy, które mają w zwyczaju sprawdzać w Rejestrze Dłużników BIG czy zainteresowany daje radę regulować inne zobowiązania. Jeśli nie, to nie ma mowy o wręczeniu mu abonamentu z telefonem, czy tabletem, z wiarą, że spłaci to w ciągu kolejnych dwóch, trzech lat. Niesolidnemu dłużnikowi pozostanie więc zakup usług przedpłaconych, lub wniesienie kaucji. Tymczasem jak można zakładać z danych UKE, klienci wolą abonamenty, stanowią one 2/3 umów.

I w pracy i w domu – nie da się żyć bez telefonu

Z raportu zaprezentowanego na koniec listopada 2018 przez UKE* wynika, że Polacy w większości korzystają ze smartfonów. Z telefonii stacjonarnej jedyne 9 proc. Większość badanych posiada telefon stacjonarny z przyzwyczajenia. Dotyczy to również firm, bo blisko 80 proc., odchodzi już od telefonii stacjonarnej. Ponad 70 proc. posiadaczy telefonów komórkowych korzysta z usługi Internetu w telefonie, najczęściej w formie abonamentu. Internet mobilny w telefonie wykorzystywany jest głównie do przeglądania stron, portali społecznościowych oraz poczty elektronicznej. 36,8 proc. użytkowników Internetu w telefonie ma zainstalowaną aplikację bankową, z której korzysta zazwyczaj kilka razy w tygodniu. Płatności zbliżeniowej telefonem dokonuje z kolei trzech na dziesięciu (30 proc.) posiadaczy aplikacji bankowej.

Ankietowani zdecydowanie docenili też fakt, że opłaty za rozmowy na terenie Unii Europejskiej zrównały się z krajowymi, dlatego niemal 90 proc. osób skorzystało z roamingu podczas podróży po Europie.

Niebotyczne zaległości na Śląsku i Mazowszu

Długi wobec operatorów telekomunikacyjnych przekraczają już 1,3 mld zł

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Najwięcej dłużników telekomunikacyjnych mieszka na Śląsku – 55,4 tys., ich łączny dług również jest najwyższy, bo sięga 194 mln zł. Na drugie miejsce, jeszcze rok temu należące do Dolnego Śląska, wspięło się Mazowsze. Nieopłacone rachunki telefoniczne zgłoszone do BIG InfoMonitor ma tu ponad 42,5 tys. osób, kwota zaległości wynosi 193,7 mln zł. Na trzecim miejscu jest Dolny Śląska z liczbą 40,6 tys. dłużników i długiem 141,3 mln zł. Najmniej osób i firm niepłacących operatorom telekomunikacyjnym zamieszkuje Podlasie oraz Świętokrzyskie i Opolszczyznę.

Średnia wartość zadłużenia telekomunikacyjnego przypadająca na jedną osobę i firmę wynosi obecnie 3 584 zł i jest o 309 zł wyższa niż przed rokiem. Najwyższą średnią zaległość mają klienci telekomów z Mazowsza i Małopolski – odpowiednio 4 560 zł i 4 174 zł. Zdecydowanie zawyżają ją firmy, które choć są w mniejszości, to przeciętnie mają 9 935 zł zaległości, podczas gdy na osobę prywatną wypada 2 944 zł.

Młodzi nie płacą najczęściej

Dane zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor wskazują, że najwięcej osób niepłacących rachunków ma między 25 a 34 lata – 88 964 z osób, choć niewiele mniej ma od 35 do 44 lat – 83 268 osób. Koniec końców osoby w wieku od 25 do 44 lat stanowią połowę dłużników telekomunikacyjnych wśród osób fizycznych. Jeśli chodzi o płeć, to w prawie każdym przedziale wiekowym dominują panowie, wyjątek stanowią osoby po 65 roku życia, gdzie jest więcej pań niepłacących rachunków za telefon.

Długi wobec operatorów telekomunikacyjnych przekraczają już 1,3 mld zł 2

Długi wobec operatorów telekomunikacyjnych przekraczają już 1,3 mld zł 3

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Ponad milion złotych – rekord firmy z Mazowsza

Największe długi względem operatorów komórkowych odnotowano na Mazowszu. Rekord należy do firmy, na temat której w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor znajduje się 89 informacji gospodarczych o zaległościach wobec telekomów – w sumie wynoszą one 1 088 964 zł. Z kolei rekord osoby prywatnej to 189 296 zł, złożyło się na niego 12 informacji gospodarczych o zaległościach w telekomach. Dług należy do 60-letniego mieszkańca również województwa mazowieckiego.

Rekordowe zaległości firm względem telekomów

Długi wobec operatorów telekomunikacyjnych przekraczają już 1,3 mld zł 4

Rekordowe zaległości konsumentów w firmach telekomunikacyjnych

Długi wobec operatorów telekomunikacyjnych przekraczają już 1,3 mld zł 5

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

*UKE – Badanie opinii publicznej w zakresie funkcjonowania rynku usług telekomunikacyjnych oraz preferencji konsumentów – listopad 2018

Czas na regulacje nad podwyżkami czynszów?

Jesteśmy świadkami szybkiego wzrostu czynszów, jakie muszą płacić najemcy prywatnych mieszkań. Takie zjawisko można zauważyć przede wszystkim na terenie największych miast. W 2018 r. przeciętny czynsz za wynajem mieszkania (M1, M2, M3) z sześciu polskich metropolii wzrósł o 4% (Kraków) – 13% (Łódź). Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl najemców irytuje to, że czynsze już od dłuższego czasu rosną szybciej niż inflacja. Dlatego rodzą się różne pomysły i propozycje związane z dodatkową regulacją poziomu czynszów. Zwolennicy takich rozwiązań powołują się między innymi na przykład naszych zachodnich sąsiadów. W tym kontekście warto jednak zdawać sobie sprawę, że opinie co do regulowania czynszów w Niemczech są podzielone.

Ustawa o ochronie praw lokatorów ogranicza podwyżki …

Propozycje dotyczące ustawowej regulacji czynszów w Polsce, dość często pomijają fakt, że już teraz obowiązują przepisy ograniczające tempo podwyżek. Są one zawarte w ustawie z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. 2001 nr 71 poz. 733). Wbrew temu, co sądzi wiele osób, ustawa z 21 czerwca 2001 r. reguluje również zasady najmu prywatnych mieszkań, a nie tylko lokali należących do zasobu mieszkaniowego gminy.

Ustawa o ochronie praw lokatorów wskazuje, że możliwe są co najwyżej dwie podwyżki czynszowe rocznie. Termin wypowiedzenia aktualnej wysokości czynszu powinien wynosić przynajmniej 3 miesiące. Właściciel lokalu (również prywatnego) może tylko w uzasadnionych przypadkach dokonać podwyżki, która skutkuje przekroczeniem przez czynsz poziomu 3,00% wartości odtworzeniowej mieszkania rocznie lub następuje z poziomu wyższego niż 3,00% wartości odtworzeniowej mieszkania. Wartość odtworzeniową lokum ustala się jako iloczyn jego powierzchni użytkowej oraz wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 mkw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych (aktualizowanego raz na pół roku).

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl problem dotyczący obowiązujących przepisów jest trojaki. Po pierwsze, wielu najemców i wynajmujących w ogóle o nich nie wie. Po drugie, te regulacje nie są do końca precyzyjne. Pozwalają one bowiem wynajmującemu na podwyżki w celu osiągnięcia bliżej niesprecyzowanego „godziwego zysku” (patrz art. 8a ust. 4b pkt 2 ustawy o ochronie praw lokatorów). Po trzecie, ustawowe ograniczenia skali podwyżek czynszu nie dotyczą umów najmu okazjonalnego.

Niemiecki hamulec czynszowy wzbudza spore kontrowersje

Konstrukcja obowiązujących w naszym kraju przepisów sprawia, że zasadność podwyżek czynszu dość często jest badana przez sądy. Niektórzy zwolennicy mocniejszej ingerencji państwa w rynek najmu postulują wprowadzenie bardziej bezpośrednich rozwiązań. Często wykorzystywany jest przykład Niemiec. Ten kraj nawet jak na warunki europejskie cechuje się wysoce uregulowanym cenowo rynkiem najmu. Ze względu na duże polityczne i społeczne znaczenie wynajmu, w Niemczech już od dawna funkcjonuje system lustra czynszowego (niem. Mietspiegel). Pozwala on na łatwe porównanie czynszu za wynajem danego mieszkania do średniej stawki z danej okolicy. Stawki publikowane przez samorząd w ramach lustra czynszowego wykorzystuje się m.in. do określenia tego, czy wynajmujący wyzyskuje lokatora.

Pomimo istnienia systemu lustra czynszowego i ustawowego ograniczenia podwyżek czynszów (max. o 20% przez 3 lata), niemiecki rząd w 2015 r. na terenie 313 miast wprowadził dodatkowe ograniczenie. Mowa o tak zwanym hamulcu czynszowym (niem. Mietpreisbremse) ograniczającym poziom czynszu w nowych umowach do stawki nieprzekraczającej lokalnej średniej o więcej niż 10%. Nowe przepisy wzbudziły jednak spore kontrowersje, a we wrześniu 2017 r. berliński sąd uznał je za niezgodne z Ustawą Zasadniczą Republiki Federalnej Niemiec.

W naszych warunkach problemem jest niska podaż lokali

Przykład Niemiec w kontekście regulacji poziomu czynszów bez wątpienia jest bardzo ciekawy. Okazuje się bowiem, że wprowadzenie hamulca czynszowego nie spowolniło tempa wzrostu czynszów. To dobra lekcja również dla polskich polityków, ponieważ pokazuje ona, że ustawodawstwo bywa bezradne wobec procesów rynkowych. W przypadku Niemiec, szybki wzrost czynszów stanowi efekt długoletniego utrzymywania się liczby budowanych mieszkań na poziomie mniejszym od wymaganego. Warto również wziąć pod uwagę wpływ masowej imigracji (nie tylko w latach 2015 – 2016).

Jak wskazuje portal RynekPierwotny.pl w naszym kraju nie mamy do czynienia ze zbyt małą aktywnością inwestorów mieszkaniowych. Problemem pozostaje natomiast niewydolny system eksmisji. Sprawia on, że wielu właścicieli mieszkań w ogóle rezygnuje z wynajmu albo dolicza do czynszu swoistą premię za ryzyko. Takie zjawisko związane z obawami o trudną eksmisję niepłacącego lokatora występowało na długo przed niedawnym przyspieszeniem wzrostu czynszów (na wskutek podwyżek płac oraz imigracji zarobkowej). Niestety można oczekiwać, że ryzyko wynajmu w ocenie wielu osób wzrośnie, ponieważ 21 kwietnia 2019 r. wprowadzono niekorzystną dla właścicieli prywatnych mieszkań zmianę kodeksu postępowania cywilnego (patrz art. 1046 par. 4 KPC).

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Świetna kondycja polskiego rynku gastronomicznego

Według raportu GfK „Rynek gastronomiczny w Polsce 2018” odsetek Polaków odwiedzających punkty gastronomiczne wzrósł w roku 2018 w porównaniu z rokiem poprzednim o ponad 20 proc., osiągając najwyższy poziom od dziesięciu lat. Również średnie wydatki po raz pierwszy przekroczyły poziom 100 złotych na osobę.

Świetna kondycja polskiego rynku gastronomicznego

Rynek gastronomiczny pozostaje w dobrej kondycji od ponad dekady będąc jedną z lepiej rozwijających się branż na polskim rynku. Przez ostatnie trzy lata jego wartość wzrosła o ponad 30% podczas gdy liczba punktów gastronomicznych o 7%. Nastroje w branży są więc bardzo dobre – i nie ma co się dziwić. Od kilku lat stale rośnie odsetek konsumentów, którzy odwiedzają horecę i w roku 2018 było ich już 60% – liczba ta oznacza, że ciągle istnieje jeszcze pole do dalszego rozwoju – komentuje Szymon Mordasiewicz, Commercial Director Consumer Panel Poland w GfK. Wraz z rosnącymi wynagrodzeniami rosną wysokości opłacanych w restauracjach rachunków co powoduje, że także przyszłe perspektywy co do przychodów są coraz lepsze. W roku 2018 pomagały bez wątpienia czynniki zewnętrzne takie jak, pogoda czy Mundial.

Wpływ wykształcenia i zasobności portfela

Do najpopularniejszych typów lokali odwiedzanych przez Polaków należą niezmiennie pizzerie, do których uczęszczała w 2018 roku 1/3 klientów gastronomii. Kolejne w rankingu typy lokali odwiedzanych przez Polaków to restauracje, puby i piwiarnie, bary fast food i kawiarnie. Restauracje chętniej odwiedzają ludzie starsi, do pubów i barów z kebabem chodzą głównie młodzi mężczyźni. Fast foody są często odwiedzane przez młodzież.

Gospodarstwa domowe o dochodzie powyżej 6000 złotych netto najchętniej odwiedzają kawiarnie i bary/lunch bary. Natomiast gospodarstwa o dochodzie poniżej 3000 złotych netto najczęściej stołują się w barach typu fast food. Kawiarnie i restauracje cieszą się największą popularnością u osób z wykształceniem wyższym.

Budżety domowe barierą dalszego wzrostu

Najczęściej wskazywaną barierą jadania poza domem jest brak funduszy w budżecie domowym na tego typu aktywność (48 proc.), a co czwarta osoba nieodwiedzająca lokali gastronomicznych uważa także, że posiłki przygotowywane w domu są smaczniejsze i zdrowsze. 18 proc. respondentów nie chodzi do lokali gastronomicznych, bo sami lubią gotować i lubią też wiedzieć z jakich składników posiłki są przygotowywane (czego nie gwarantuje restauracja lub bar). Na brak czasu by odwiedzać lokale gastronomiczne wskazuje 11 proc. respondentów.

Główne powody korzystania z oferty gastronomicznej

Spotkania ze znajomymi oraz spontaniczne wizyty są nadal najczęstszymi okazjami do odwiedzania punktów gastronomicznych – czyni tak odpowiednio 51 proc. i 48 proc. respondentów. Kolejną popularną okazją jest odwiedzanie lokali w celu zakupu szybkiej przekąski, bądź w czasie podróży. Ponad połowa Polaków korzystających z gastronomii, lokale gastronomiczne odwiedza w towarzystwie męża/żony lub partnera/partnerki. Dokładnie taki sam odsetek badanych jako towarzystwo wybiera przyjaciół albo znajomych.

Ranking punktów sieciowych

McDonald’sW badaniu zapytano respondentów o to jakie punkty gastronomiczne odwiedzili w przeciągu ostatnich 12 miesięcy. Według raportu liderem pośród odwiedzających lokale gastronomiczne jest restauracja McDonald’s, na drugim miejscu uplasowało się KFC a na trzecim Pizza Hut. Kolejne pozycje zajmują: Stop Cafe  i Burger King. Najważniejsza obserwacja jest taka, że pomimo, że McDonald i KFC są wciąż najczęściej odwiedzanymi sieciami to częstotliwość odwiedzin spadła o 8 punktów procentowych rok do roku, a w tym samym czasie dokładnie o tyle samo punktów procentowych rośnie odsetek konsumentów odwiedzających pizzerie. – podsumowuje Mordasiewicz.

***

O badaniu

Raport Rynek Gastronomiczny w Polsce 2018 został przygotowany na podstawie 1000 wywiadów na reprezentatywnej próbie Polaków w wieku 15+; badanie typu Omnibus – wywiady bezpośrednie CAPI (lipiec 2018), dla wybranych pytań N=3000, 3 fale badania typu Omnibus (lipiec, sierpień i wrzesień 2018) oraz 584 wywiadów z właścicielami/kierownikami całorocznych punktów gastronomicznych (lipiec – sierpień 2018).

Adaptacja do zmian klimatu to wspólne wyzwanie dla państw i firm

Postępująca zmiana klimatu będzie miała coraz większy wpływ na życie na ziemi. Spowodowana zarówno działaniem człowieka, przede wszystkim emisją dwutlenku węgla do atmosfery, jak i czynnikami naturalnymi – stała się w obecnym dziesięcioleciu niezaprzeczalnym faktem. Eksperci wzywają polityków, by w swoich działaniach zaczęli brać pod uwagę przyszłe skutki podwyższenia temperatury na ziemi.

– Te zmiany będą determinowały to, w jaki sposób będziemy się rozwijali i jak będzie się rozwijała gospodarka – powiedział serwisowi eNewsroom Michał Kobosko, szef polskiego oddziału Atlantic Counsil – Najistotniejszym problemem, przed którym staniemy w przyszłości, będą ruchy ludów i migracje. Życie na wielu terenach stanie się niemożliwe, ze względu na zbyt wysoką temperaturę lub podwyższenie poziomu wód. Całe społeczeństwa zaczną migrować, w poszukiwania miejsca do życia. Na takie zmiany powinny już teraz przygotowywać się wszystkie państwa na świecie. Musimy się zastanowić, jak zmienić sposób funkcjonowania gospodarek i społeczeństw, by odpowiedzieć na takie ryzyko – podkreślił Kobosko.

Wdrożenie 5G będzie wymagać dużej dbałości o cyberbezpieczeństwo. Operatorzy muszą wypracować odpowiednie standardy

Wdrożenie 5G będzie wymagać dużej dbałości o cyberbezpieczeństwo. Operatorzy muszą wypracować odpowiednie standardy 1

Wielkimi krokami zbliża się wdrożenie sieci 5G, która ma zapoczątkować nową rewolucję technologiczną i stworzyć możliwości ultraszybkiej komunikacji. Eksperci podkreślają jednak, że fundamentalną kwestią w kontekście 5G jest cyberbezpieczeństwo i na każdym etapie wdrażania nowej technologii operatorzy muszą zadbać o najwyższe standardy. Bardzo ważne jest też budowanie świadomości użytkowników końcowych oraz efektywna współpraca firm technologicznych z administracją publiczną. – W przypadku 5G trzeba najpierw wypracować standardy, a dopiero potem wdrażać całą sieć – podkreśla Ryszard Hordyński z Huawei Polska.

– Budowa sieci 5G oznacza wkroczenie w zupełnie nowy etap rozwoju łączności i usług cyfrowych na polskim i europejskim rynku. Dzięki niej będziemy mogli nie tylko swobodnie przesyłać ogromne liczby danych, które już dzisiaj powoli blokują internet, lecz także uruchomić całkiem nowe usługi dla administracji czy biznesu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Nad wdrożeniem piątej generacji sieci komórkowej pracują największe globalne koncerny. 5G ma zapoczątkować kolejny etap rewolucji technologicznej. Będzie oferować ultraszybką komunikację i większą pojemność sieci. Podczas gdy 4G LTE pozwala na dostęp do internetu z przepustowością liczoną w megabajtach, sieć 5G stworzy możliwość przesyłania danych z prędkością co najmniej kilku gigabajtów na sekundę, a czas opóźnienia transmisji skróci się z kilkudziesięciu do kilku milisekund. Dzięki temu możliwe będzie upowszechnienie usług takich, jak telemedycyna, internet rzeczy, samochody autonomiczne czy rozwiązań z obszaru smart cities.

Zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej do 2020 roku kraje członkowskie Unii Europejskiej powinny uruchomić technologię 5G w co najmniej jednym dużym mieście, natomiast do 2025 roku – zapewnić szerokie pokrycie. Resort cyfryzacji podaje, że sieć piątej generacji wymaga nowych częstotliwości i ogromnych inwestycji w infrastrukturę, które szacuje na 11,3–20,3 mld zł.

Eksperci podkreślają też, że fundamentalną kwestią w kontekście 5G jest cyberbezpieczeństwo, a operatorzy na każdym etapie wdrażania nowej technologii muszą zadbać o najwyższe standardy.

Budowa 5G i cyberbezpieczeństwo w ramach budowy tejże sieci to przede wszystkim trzy filary, o których musimy pamiętać. Po pierwsze, bezpieczeństwo infrastruktury, którą budujemy dla 5G. Po drugie, bezpieczeństwo urządzeń końcowych, które będziemy użytkowali w ramach nowej sieci. I trzecie, chyba najważniejsze i najpoważniejsze wyzwanie, to budowanie świadomości użytkownika końcowego i administracji, w jaki sposób bezpiecznie wykorzystywać sieć 5G do nowych usług – mówi Michał Kanownik.

To bardzo ważne, żeby właśnie teraz wypracować odpowiednie standardy związane z wdrożeniem 5G, żeby nie powtórzyła się sytuacja jak w przypadku 4G. Ta technologia już działa, a teraz się zastanawiamy, czy standardy były właściwie wdrożone. W przypadku 5G właśnie trzeba zrobić odwrotnie – najpierw wypracować standardy, a dopiero potem wdrażać całą sieć – dodaje Ryszard Hordyński, dyrektor ds. strategii komunikacji w firmie Huawei.

Jak podkreśla, w kwestii cyberbezpieczeństwa kluczowa jest współpraca pomiędzy sektorem publicznym a prywatnym. Pierwsza wyznacza standardy, procedury i ramy legislacyjne, natomiast firmy technologiczne mogą dzielić się swoim doświadczeniem na tym polu z różnych państwa.

My działamy w 170 krajach świata i mamy doświadczenia z różnych sieci, różnych instalacji, różnych środowisk. Jesteśmy kopalnią wiedzy na temat tego, jak może wyglądać zapobieganie zagrożeniom w cyberprzestrzeni. Ale oczywiście nie należy tego traktować bezkrytycznie – od tego jest właśnie administracja rządowa czy regulatorzy, żeby wybrać z tego najlepsze dla siebie wskazówki – mówi Ryszard Hordyński.

Firmy technologiczne mogą również wspierać działania dotyczące cyberbezpieczeństwa w postaci edukacji albo inwestycji, np. w centra badań i rozwoju.

Huawei robi to w podobnym modelu, czyli inwestujemy w edukację, współpracujemy z szeregiem uczelni, gdzie dostarczamy sprzęt i organizujemy wykłady. Po drugie, inwestujemy w centra ds. cyberbezpieczeństwa, do których zarówno nasi klienci, jak i przedstawiciele administracji rządowej mogą przyjść, zobaczyć, jak działa cały nasz proces i poszczególne urządzenia. Co najważniejsze, inwestujemy w nasz proces technologiczny tak, żeby wszystko, co produkujemy i dostarczamy na rynek, było jak najlepiej zabezpieczone z perspektywy cyberbezpieczeństwa – podkreśla Ryszard Hordyński.

Dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w Ministerstwie Cyfryzacji Robert Kośla ocenia, że do zwiększenia poziomu cyberbezpieczeństwa – także w kontekście 5G – przyczynią się przepisy, które weszły w życie w sierpniu ubiegłego roku.

Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa umożliwia zidentyfikowanie usług, które są kluczowe dla działania państwa w kilku sektorach: energii, dostaw wody i usług cyfrowych. Technologia 5G – podobnie jak technologia 4G czy 3G – wymaga zastosowania rozwiązań, które zwiększają zarówno odporność na ataki sieciowe, jak i ochronę informacji przetwarzanych w tej technologii – mówi Robert Kośla.

Wejście w życie ustawy o KSC umożliwia m.in. identyfikowanie operatorów usług kluczowych, czyli tych podmiotów, które świadczą kluczowe usługi w oparciu o systemy informatyczne i ich zakłócenie mogłoby spowodować problemy w funkcjonowaniu państwa. Aktualnie trwa 360 postępowań administracyjnych dotyczących uznania określonego podmiotu za operatora usługi kluczowej. Dotychczas takim statusem objęto 68 podmiotów, w tym 19 w sektorze finansów, 8 w sektorze usług cyfrowych.

– Na operatorów usług kluczowych ustawa nakłada szereg obowiązków. Przede wszystkim powinni oni oszacować ryzyko dla poszczególnych sektorów. Co więcej, w oparciu o szacowanie ryzyka muszą wypracować metody ochrony przed tymi zagrożeniami, a po roku od wejścia w życie decyzji o uznaniu ich za operatorów usług kluczowych powinni przeprowadzić audyt sprawdzający, czy rzeczywiście te działania są skuteczne – mówi Robert Kośla.

Połowa Polaków styka się z dezinformacją w sieci. To może mieć ogromne znaczenie dla zbliżających się wyborów

Treści udające rzetelne dziennikarstwo, farmy trolli czy pseudoanonimowe ataki na polityczną konkurencję stają się w sieci coraz częstsze i powszechniejsze. Już ponad połowa Polaków przyznaje, że spotkała się z dezinformacją w internecie – wynika z raportu Pracowni Badań Społecznych NASK. Zdaniem internautów co trzecia informacja jest zmanipulowana. Jednocześnie dwie trzecie badanych nigdy nie weryfikuje wiarygodności informacji lub robi to sporadycznie. Takie wyniki budzą niepokój szczególnie przed wyborami. Konieczna jest edukacja internautów, czemu ma służyć serwis bezpiecznewybory.pl.

– Dezinformacja i manipulacja w sieci to problem poważny. Ponad połowa respondentów przyznaje się do tego, że z tym zjawiskiem miała do czynienia w ostatnich miesiącach czy tygodniach. Stosunkowo duża grupa osób nie potrafi na to pytanie odpowiedzieć, a tylko co czwarty mówi, że z takim zjawiskiem się nie zetknął – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Bochenek, dyrektor Pionu Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego NASK.

Z raportu Pracowni Badań Społecznych NASK „Bezpieczne wybory. Badanie opinii o (dez)informacji w sieci” wynika, że niemal co czwarty Polak manipulacje w sieci dostrzega codziennie lub kilka razy w tygodniu. Najczęściej są to fake newsy (ok. 30 proc.), trolling (15,6 proc.) czy fałszywe konta internetowe (blisko 15 proc.).

– Jedną z najważniejszych informacji wynikających z badania jest to, że internauci nie są w stanie odróżnić opinii od faktu, a mimo to nie sprawdzają wiarygodności treści zamieszczonych w sieci – mówi Agnieszka Ładna z Pracowni Badań Społecznych NASK, współautorka badania.

Tylko 4,5 proc. badanych potrafiło prawidłowo rozróżnić fakt od opinii. Jednocześnie 37 proc. nigdy nie sprawdza, czy informacje, które czytają w sieci, są wiarygodnie. Co trzeci robi to sporadycznie, a zaledwie co czwarty – stosunkowo często. Oceniając wiarygodność newsów, internauci zwracają uwagę na informacje o źródłach i to, czy informacja pochodzi z medium, któremu ufają (po ok. 46 proc.). Co trzeciemu wystarcza, że publikują ją osoby, do których mają zaufanie.

– Polscy internauci mają stosunkowo duże zaufanie do internetu, gorzej wypada zaufanie do sondaży wyborczych. 8 proc. badanych przesyła informacje dalej, nawet jeśli jest w stanie rozróżnić, która jest fake newsem – mówi Agnieszka Ładna.

Z badania NASK wynika, że 56 proc. Polaków ma zaufanie do treści znalezionych w internecie, jednocześnie szacują, że średnio 30 proc. treści internetowych jest sfałszowana lub zmanipulowana. Prawie dwie trzecie badanych dostrzega zjawisko dezinformacji w internecie, które ma na celu wpływanie na wynik wyborów.

– Wszystkim zależy na tym, aby wybory przebiegły w sposób niezakłócony i żeby ten wybór, jakikolwiek on będzie, był wyborem możliwie najbardziej świadomym, a na pewno nie zmanipulowanym przez nieprawdziwe informacji – podkreśla Marcin Bochenek. – Czym innym jest ostry spór polityczny, a czym innym przekazywanie informacji, które po prostu budują nieprawdziwą świadomość u wyborcy. Nikt nie lubi być manipulowany, więc odkrycie wyborcy, że wykonał wyboru w oparciu o nieprawdziwe przesłanki, może być doświadczeniem traumatycznym.

Analiza „Fake news – dezinformacja w świecie nowych mediów” wskazuje, że w latach 2006–2017 pracownicy Massachusetts Institute of Technology przeanalizowali 126 tys. wpisów na Twitterze, zarówno fałszywych, jak i prawdziwych. Okazało się, że fake newsy docierają do odbiorców sześciokrotnie szybciej niż informacje prawdziwe. Przed wyborami prezydenckimi w USA na Twitterze powstały fałszywe konta, które służyły do rozpowszechniania informacji o kampanii wyborczej. Za ich pośrednictwem wysłano do internetu ponad 18 proc. wszystkich postów, więc mogło to mieć wpływ na ostateczny wynik wyborów.

Fake newsy mogły także wpłynąć na wynik referendum w sprawie brexitu. Dwa dni przed głosowaniem w sieci pojawił się film mający być dowodem na to, jak łatwo nielegalni imigranci mogą przekroczyć Kanał La Manche. Film okazał się zmanipulowany, ale mógł zachęcić do głosowania za opuszczeniem UE.

– W Polsce również tego typu zjawiska mają miejsce. Możemy się spodziewać, że w wyborach do Europarlamentu i w następnych wyborach będą pojawiały się na jeszcze większą skalę – ocenia Marcin Bochenek.

Dlatego konieczna jest edukacja internautów, dzięki której staną się oni bardziej świadomi technik manipulacji w sieci. Ma w tym pomóc portal bezpiecznewybory.pl, gdzie oprócz podstawowych informacji o higienie korzystania z internetu można się dowiedzieć, jak weryfikować autentyczność profili społecznościach i wiarygodność informacji oraz jak zgłaszać przypadki nadużyć w sieci.

– Można znaleźć studium przypadku, gdzie prowadzimy analizę na konkretnym przykładzie dezinformacji. Każdy może sprawdzić, w jaki sposób powinno się zbadać, z czym mamy do czynienia, w jaki sposób zbadać źródło, jak poznać, że ta informacja ma charakter dezinformacji. Myślę, że najlepszy sposób to pokazywanie przykładów – tłumaczy Krzysztof Silicki, zastępca dyrektora NASK ds. cyberbezpieczeństwa i innowacji.

Serwis został stworzony przez NASK przed ubiegłorocznymi wyborami samorządowymi. Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego zyskał nowe treści.

– Są tam również informacje dla komitetów wyborczych, Krajowego Biura Wyborczego, mediów i organizacji pozarządowych. Z racji tego, że NASK specjalizuje się w temacie cyberbezpieczeństwa, prowadzimy zespół CSIRT NASK na poziomie krajowym, więc porady w serwisie dotyczą także tego, jak się zabezpieczyć przed takimi zjawiskami jak phishing – mówi Krzysztof Silicki.

Branża chemiczna stawia na inwestycje przyjazne dla środowiska. Nowe rozwiązania pozwalają oszczędzać surowce

Branża chemiczna stawia na inwestycje przyjazne dla środowiska. Nowe rozwiązania pozwalają oszczędzać surowce 2

Recykling chemiczny to innowacyjna metoda, w której odpady z tworzyw sztucznych – przy zastosowaniu procesów termochemicznych – są ponownie przekształcane w surowce do nowej produkcji. Tę technologię rozwija BASF. W ramach pilotażu przetwarza różne rodzaje plastiku, które nie mogą być poddane tradycyjnemu recyclingowi mechanicznemu. Firma podkreśla, że dzięki temu wpisuje się w koncepcję gospodarki o obiegu zamkniętym. Zrównoważony rozwój to również cel fabryki katalizatorów w Środzie Śląskiej.

Fabryka katalizatorów samochodowych w Środzie Śląskiej to największy należący do BASF zakład tego typu, który wytwarza katalizatory najnowszej generacji, spełniające coraz surowsze normy emisji spalin Euro VI/6. Właśnie trwa jego rozbudowa, podczas której firma dba również o to, aby ograniczyć wpływ na środowisko naturalne, m.in. poprzez redukcję zużycia energii.

– W Środzie Śląskiej produkujemy najnowszej generacji katalizatory, które przyczyniają się do tego, aby samochody emitowały jak najmniej szkodliwych związków do atmosfery. Jest to szczególnie ważne w naszym kraju, gdzie mocno walczymy o jakość powietrza. Wpisuje się to w nasza strategię, bo jednym z jej kluczowych elementów jest właśnie wspieranie Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ. Tworzymy produkty i rozwiązania, które pozytywnie przyczyniają się do zrównoważonego rozwoju, ale staramy się również tworzyć wartość dodaną dla społeczeństwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Byczkowska, dyrektor zarządzająca firmy BASF Polska.

Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ nakreślone do 2030 r. adresują najważniejsze, globalne problemy. Dla biznesu ważny jest zwłaszcza Cel 12, który dotyczy zrównoważonej produkcji i konsumpcji, m.in. poprzez zmniejszenie zużycia surowców oraz skali degradacji środowiska. ONZ podaje, że jeśli zgodnie z prognozami globalna populacja wzrośnie do 9,6 mld ludzi w 2050 roku, to będziemy już potrzebować bogactw naturalnych trzykrotnie przekraczających obecne zasoby planety.

Dyrektor zarządzająca BASF Polska podkreśla, że Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ są filarem przyjętej w ubiegłym roku strategii firmy. Plany na nadchodzące lata w tym zakresie obejmują m.in. wzrost biznesu bez zwiększania emisji dwutlenku węgla do środowiska.

To za działania na rzecz zrównoważonego rozwoju oraz tworzenie wartościowych miejsc pracy koncern dostał podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach nagrodę „Inwestor bez granic”.

– Jesteśmy tym wyróżnieniem ogromnie zaszczyceni. Zdajemy sobie sprawę z tego, że grono inwestorów zagranicznych w Polsce jest liczne, więc fakt, że kapituła doceniła akurat naszą firmę, jest dla nas bardzo ważny – mówi Katarzyna Byczkowska.

Jako firma działająca w branży chemicznej BASF wpisuje się w koncepcję gospodarki obiegu zamkniętego (GOZ), zgodnie z którą produkty, materiały i surowce powinny pozostawać w gospodarce tak długo, jak jest to możliwe, a odpady – jeżeli już powstaną – powinny być traktowane jako surowce wtórne, które można przetworzyć i ponownie wykorzystać.

– Przykładem produktu wpisującego się w GOZ jest ecovio, nasze tworzywo biodegradowalne, z którego można produkować m.in. worki na śmieci czy zakupy, woreczki na owoce, kubki jednorazowe czy rolniczą folię do ściółkowania. Dzięki biodegradowalności te produkty same rozkładają się w przyrodzie, choć najlepiej, jeśli są zebrane i odpowiednio składowane. W takich warunkach w kilka tygodni rozkładają się do postaci kompostu, który można następnie wykorzystać jako nawóz – mówi Marek Jagieła, dyrektor Działu Sprzedaży Chemii Przemysłowej i Działu Rozwoju Rynku w BASF Polska.

Jak podkreśla, w koncepcję gospodarki obiegu zamkniętego wpisują się nie tylko produkty, lecz także wszystkie procesy produkcyjne w BASF. Surowce, które powstają jako produkt odpadowy w jednej fabryce, są wykorzystywane w innej jako cenny surowiec, co powoduje ich optymalne zagospodarowanie. Dzięki temu produkcja nie generuje produktów ubocznych ze szkodą dla środowiska, a firma ogranicza zużycie surowców i miliony euro rocznie.

Co istotne, BASF planuje wytwarzanie produktów z tworzyw sztucznych poddanych recyklingowi chemicznemu (w ramach pilotażowego projektu ChemCycling). To innowacyjny sposób ponownego wykorzystania odpadów z tworzyw sztucznych, które nie są poddawane recyklingowi. Tego rodzaju odpady są zwykle transportowane na składowisko lub spalane, dzięki czemu można odzyskać energię. Natomiast recykling chemiczny oferuje inną alternatywę: odpady z tworzyw sztucznych można wykorzystywać do produkcji gazu syntezowego lub olejów dzięki procesom termochemicznym. Powstałe w ten sposób surowce są używane do nowej produkcji. We współpracy z klientami z różnych sektorów BASF rozwija już pilotażowe produkty.

– Recykling chemiczny to forma uzupełniania recyklingu, który znamy – segregacji odpadów albo składowania ich na wysypiskach. Zbieramy tworzywa sztuczne, których nie da się zrecyklować i przetwarzamy je w procesach termochemicznych na cenne surowce, takie jak olej popirolityczny czy gazy. Dzięki temu ograniczamy składowanie tworzyw sztucznych oraz ich spalanie. Ograniczamy również liczbę tworzyw, które trafiają do środowiska. Zamiast tego zamieniamy je w cenne surowce, które wykorzystywane są ponownie w procesach produkcyjnych – mówi Marek Jagieła.

GOZ jest jednym z priorytetów polityki Unii Europejskiej. Odpowiada na takie wyzwania, jak wyczerpywanie się surowców naturalnych, wzrost ich cen oraz zanieczyszczenie i eksploatacja środowiska. Według Parlamentu Europejskiego przejście na gospodarkę obiegu zamkniętego przyniesie europejskim przedsiębiorstwom 600 mld euro oszczędności, przyczyni się do zredukowania odpadów oraz emisji gazów cieplarnianych o 2–4 proc. rocznie i powstania w UE 2 mln nowych miejsc pracy.

Już ponad 40 proc. Polaków cierpi na różnego rodzaju alergie. Jedyną skuteczną metodą leczenia jest immunoterapia alergenowa, czyli odczulanie

Już ponad 40 proc. Polaków cierpi na różnego rodzaju alergie. Jedyną skuteczną metodą leczenia jest immunoterapia alergenowa, czyli odczulanie 3

Ponad 40 proc. Polaków cierpi na choroby alergiczne, przy czym ok. 10 proc. stanowią ciężkie jej postacie. Skala ich występowania dramatycznie zwiększa się z każdym rokiem. Lekarze przypominają, że jedyną metodą, która może wyleczyć pacjenta z alergii, jest immunoterapia alergenowa, czyli odczulanie. Leczenie polega na zwalczaniu przyczyny choroby, a nie tylko na łagodzeniu objawów. Zastosowanie immunoterapii również skutecznie zapobiega rozwojowi astmy oskrzelowej i ciężkich postaci innych chorób alergicznych. Eksperci zaznaczają, że przyszłością w leczeniu alergii jest połączenie immunoterapii alergenowej z leczeniem biologicznym, stosowanym zwykle w przypadku cięższych i nieuleczalnych schorzeń.

Alergie stanowią dzisiaj bardzo duży problem ze względu na bardzo dużą częstość występowania. Badania epidemiologiczne z naszego kraju pokazują, że ponad 40 proc. ogólnej populacji cierpi na jakieś schorzenia alergiczne, z czego ok. 10 proc. stanowią te poważniejsze, jak astma, atopowe zapalenie skóry czy ciężkie zapalenie alergiczne nosa i zatok – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Marek Jutel z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, członek zarządu Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej.

Jak podaje Polskie Towarzystwo Alergologiczne, co kilka lat następuje podwojenie liczby chorych. Choroby alergiczne są często określane mianem epidemii XXI wieku. Cierpią na nie zarówno dzieci, jak i dorośli, którzy za młodu nie mieli symptomów.

– U dzieci najczęściej występuje alergia pokarmowa z manifestacją skórną, atopowe zapalenie skóry, z czasem rozwija się alergiczny nieżyt błony śluzowej nosa i astma oskrzelowa. U dorosłych dominują te dwie ostatnie jednostki chorobowe, z kolei atopowe zapalenie skóry jest rzadsze – mówi prof. Maciej Kupczyk, Klinika Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

– Alergiczny nieżyt nosa wywołują alergeny, które mogą mieć różną postać. W najmłodszych grupach wiekowych są to zwykle pyłki traw, drzew, roztocza kurzu domowego, sierści zwierząt, mogą to być również pleśnie. Bardzo rzadko alergeny pokarmowe w wieku dziecięcym mogą powodować alergię wziewną. Mało jest dowodów na to, że mąka, która przy pracach kuchennych jest obecna w powietrzu, wywołuje alergiczny nieżyt nosa, natomiast dzieje się tak np. u osób zawodowo trudniących się piekarstwem – dodaje prof. Marek Kulus, prezydent Polskiego Towarzystwa Alergologicznego.

Skłonność do chorób alergicznych jest w dużym stopniu dziedziczna. Jeżeli cierpią na nią oboje rodzice, prawdopodobieństwo, że dziecko również będzie alergikiem, wynosi ponad 60 proc. Jednak do rozwoju alergii przyczynia się również zmieniające się środowisko i czynniki cywilizacyjne, np. dym papierosowy, środki chemiczne czy smog zawierający spaliny. Także długotrwała ekspozycja na duże stężenia silnych alergenów, np. roztocza kurzu domowego czy sierść kota, może doprowadzić do rozwoju alergii, zwłaszcza przy obecności predyspozycji genetycznych.

Objawami alergii są m.in. świąd, łzawienie i pieczenie oczu, zaczerwienienie spojówek, katar, niedrożność nosa, kichanie, duszność, kaszel, świszczący oddech, pokrzywka, wyprysk, obrzęk jamy ustnej i gardła, spadek ciśnienia, nudności, bóle brzucha, wymioty i biegunka. Ciężką reakcją alergiczną jest anafilaksja, która bezpośrednio zagraża życiu. Należy podkreślić, że długotrwałe objawy alergii są uciążliwe i znacznie obniżają jakość życia pacjentów.

Niektórzy pacjenci cierpią na alergiczny nieżyt nosa tylko przez kilka tygodni w roku. Tak jest w przypadku uczulenia na pyłek brzozy, kiedy mniej więcej od połowy kwietnia do 10 maja mamy sezon pylenia. Jest to jednak schorzenie związane z bardzo poważnym defektem immunologicznym, który z czasem – jeżeli jest nieleczony lub niewłaściwie leczony – może prowadzić do tych ciężkich schorzeń, jak astma czy atopowe ciężkie zapalenie skóry – podkreśla prof. Marek Jutel.

Pacjenci, którzy mają alergiczny nieżyt błony śluzowej nosa, mają też wielokrotnie wyższe ryzyko rozwoju astmy oskrzelowej – dodaje prof. MaciejKupczyk.

Najpopularniejszą metodą rozpoznania alergii są testy skórne lub śródskórne oraz badanie krwi, w którym określa się wysokości stężenia IgE. Z kolei w przypadku astmy podstawowym badaniem umożliwiającym jej rozpoznanie jest spirometria. Jeżeli diagnoza się potwierdzi, lekarz powinien wdrożyć odpowiednie leczenie. Jego podstawą jest unikanie ekspozycji na alergeny, po przez usuwanie ich ze swojego otoczenia, o ile to jest możliwe. Alergolodzy mają do dyspozycji szeroki wachlarz metod tradycyjnej farmakoterapii, które opierają się na leczeniu objawów i redukcji nasilenia stanu zapalnego, nie zwalczając przy tym przyczyny choroby.

Mamy do dyspozycji leki z różnych grup – takie, które łagodzą objawy, leki przeciwzapalne, glikokortykosteroidy albo ich pochodne, stosowane dzisiaj w formie preparatów, które są dla pacjentów bezpieczne. Wstrzymują przewlekłe zapalenie, więc działają trochę lepiej niż leki przeciwhistaminowe, które łagodzą objawy tylko przez 24 godziny. Natomiast jeżeli chcemy zadziałać na przyczynę związaną z defektem immunologicznym, to musimy zastosować immunoterapię alergenową, która jest jedynym leczeniem aktywnym – mówi prof. Marek Jutel.

Immunoterapia, inaczej odczulanie, polega na podawaniu alergenów, na które organizm ma uzyskać tolerancję. Leczenie podawane jest w różnych formach: w postaci szczepionek podawanych iniekcyjnie (SCIT) lub podjęzykowo: w kroplach lub jako tabletki (SLIT). Terapię stosuje się od 3 do 5 lat, co w porównaniu z leczeniem objawowym, które zwykle jest wieloletnie, a nawet może towarzyszyć pacjentowi do końca życia, jest okresem bardzo krótkim. W przypadku immunoterapii podjęzykowej znacznie wzrasta compliance pacjenta, gdyż dzięki niej może prowadzić normalne życie i przyjmować leczenie samodzielnie w domu, będąc pod kontrolą lekarza alergologa. Polscy pacjenci nie mają dostępu do tej formy podania terapii ze względu na brak refundacji.

– Ten proces trwa zwykle kilka lat. Poza tym, że mamy spadek objawów, czyli pacjent ma mniejsze nasilenie dolegliwości, to jest to obecnie jedyne przyczynowe leczenie alergii – mówi prof. Maciej Kupczyk. – Immunoterapia istotnie zmniejsza ryzyko progresji alergii i rozwoju nowych uczuleń. Jeśli pacjent ma alergiczny nieżyt nosa i uda nam się zastosować immunoterapię, to badania sugerują, że ryzyko rozwoju astmy maleje o 50 proc. To jest bardzo dużo z punktu widzenia jakości życia pacjenta i wydatków na ochronę zdrowia.

Immunoterapia zapobiega w znakomitej większości przypadków rozwojowi astmy oskrzelowej i ciężkich postaci innych chorób alergicznych. Jak podkreśla prof. Marek Jutel, jest stosowaną od dawna i sprawdzoną formą terapii. Przyszłością w leczeniu alergii jest natomiast połączenie immunoterapii alergenowej z leczeniem biologicznym, stosowanym zwykle w przypadku cięższych i nieuleczalnych schorzeń.

To są najczęściej przeciwciała, które eliminują jeden konkretny mechanizm, odpowiedzialny np. za przewlekłe zapalenie alergiczne – mówi prof. Marek Jutel. – Może się wydawać, że objawy alergii nie są tak ciężkie jak w przypadku schorzeń, które mogą prowadzić do inwalidztwa czy nawet śmierci pacjenta, ale mechanizmy są właściwie podobne. My korzystamy szeroko z doświadczeń kolegów onkologów, immunologów, reumatologów – właściwie stosujemy podobne terapie, tylko trochę w innej formie i z powodu innych objawów.

– Czasami mamy problemy z dostępnością niektórych form terapii. Proces dopuszczania niektórych leków biologicznych jest dosyć długi. Nie wiem, czy udałoby się go skrócić, ale bardzo bym sobie tego życzył – mówi prof. Marek Kulus.


Materiał powstał w ramach kampanii edukacyjnej „Zerwij z alergią – wybierz zdrowie”, pod patronatem Polskiego Towarzystwa Alergologicznego, partnerem jest ALK-Abello.

Zerwij z alergią, wybierz zdrowie.

Cenniejsze prezenty komunijne trzeba zgłosić do fiskusa. Od darowizn podatek nigdy się nie przedawnia

Cenniejsze prezenty komunijne trzeba zgłosić do fiskusa. Od darowizn podatek nigdy się nie przedawnia 4

Formalnie każdy prezent komunijny jest darowizną i może podlegać opodatkowaniu – przypomina Marta Ignasiak, doradca podatkowy w kancelarii prawnej SDZLEGAL SCHINDHELM. Wysokość podatku zależy od rodzaju prezentu i stopnia pokrewieństwa z obdarowującym. Cenniejsze upominki warto zgłosić do fiskusa. Zwłaszcza że obowiązek podatkowy od darowizn nigdy się nie przedawnia, co oznacza, że fiskus może się upomnieć o zaległy podatek w każdym momencie.

– Przed podjęciem decyzji o tym, czy opodatkować jakikolwiek prezent, trzeba się zastanowić, czy stanowi on darowiznę. Jedyną definicją jest ta z prawa cywilnego, która mówi, że jest to przysporzenie kosztem własnego majątku. Formalnie każdy prezent mógłby być tak rozumianą darowizną, bez względu na to, czy mówimy tutaj o rowerze, telefonie czy o pieniądzach, udziałach, akcjach, certyfikatach inwestycyjnych. Tak więc formalnie każdy prezent komunijny mógłby stanowić darowiznę, która mogłaby być opodatkowana – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marta Ignasiak, doradca podatkowy w kancelarii prawnej SDZLEGAL SCHINDHELM.

Jak wynika z badania Barometr Providenta, najpopularniejszym prezentem komunijnym są pieniądze (60 proc.). 40 proc. deklaruje, że wręczy sprzęt elektroniczny: laptopy lub smartfony. Warto jednak pamiętać o tym, by te cenniejsze prezenty zgłosić fiskusowi. Limity ulgi łatwo przekroczyć, zwłaszcza w przypadku osób formalnie niespokrewnionych z dzieckiem. Wysokość opodatkowania zależy od stopnia pokrewieństwa.

– W przypadku najbliższej rodziny – rodzice, rodzeństwo – mówimy o tzw. pierwszej grupie podatkowej. Takie darowizny nie są opodatkowane aż do kwoty 9 tys. zł, z tym że jest to kwota w okresie 5-letnim, czyli trzeba by zsumować wszystkie prezenty otrzymane przez ostatnie 5 lat od danej osoby. Jeżeli nie przekraczają w przypadku tej najbliższej rodziny 9 tys. zł, a w przypadku nieco dalszej – 4 tys. zł, to wtedy podatku nie ma – tłumaczy Marta Ignasiak.

Pierwsza grupa podatkowa to tzw. grupa zero. Każda darowizna w ramach tej grupy podatkowej może być zwolniona z konieczności płacenia podatku. W sytuacji, gdy kwota przekracza kwotę wolną – 9 637 zł, trzeba powiadomić naczelnika urzędu skarbowego w ciągu 6 miesięcy od chwili otrzymania darowizny i udokumentować darowiznę np. dowodem wpłaty. Druga grupa podatkowa to np. bratanek albo siostrzeniec, wuj i ciotka oraz mąż siostry, szwagier lub mąż siostry męża, a kwota wolna od podatku wynosi 7 276 zł. W trzeciej grupie, do której zalicza się osoby niespokrewnione, podatku nie trzeba płacić od prezentu do wartości 4 902 zł.

Podatek dla pierwszej grupy przy darowiźnie do 10 278 zł wyniesie 3 proc., w przypadku darowizny wyższej będzie to 308,30 zł. + 5 proc. nadwyżki ponad kwotę 10 278 zł. Przy darowiźnie powyżej 20 556 zł podatek wyniesie 822,20 zł + 7 proc. nadwyżki ponad 20 556 zł. W przypadku drugiej grupy progi podatkowe wynoszą: 7 proc., 9 proc. i 12 proc, a w trzeciej odpowiednio 12, 16 i 20 proc. kwoty darowizny.

Jak przypomina ekspertka, prezent nie zawsze musi być traktowany jako darowizna.

– Nieodpłatne świadczenie jest to koncepcja używana na potrzeby podatku dochodowego, nie podatku od spadków i darowizn. Konia z rzędem temu, kto byłby w stanie w każdym przypadku wyjaśnić, czy mamy do czynienia właśnie z darowizną, czy może już z nieodpłatnym świadczeniem. W niektórych rodzinach przyjmuje się, że taki prezent na komunię jest swoistą odpłatnością za uroczysty obiad – wskazuje Marta Ignasiak.

Według jeszcze innej interpretacji przepisów prezent można potraktować jako przysporzenie, jak jednak ocenia ekspertka, najbezpieczniej jest potraktować prezent jako darowiznę i po przekroczeniu określonej wartości zgłosić i opodatkować.

– Większość tych prezentów pewnie nie przekroczy ustawowych progów, stąd szansa na taką kontrolę ze strony fiskusa moim zdaniem jest niewielka. Więcej jest pracy urzędu skarbowego niż ewentualnego pożytku, ale nie można tego wykluczyć – mówi Ignasiak.

Co istotne, obowiązek podatkowy w zakresie podatku od darowizn praktycznie się nie przedawnia.

– Jeżeli po wielu latach podczas jakiejkolwiek kontroli ktoś się powoła na to, że otrzymał darowiznę i tego nie zgłosił, nie zapłacił podatku, a zostały przekroczone ustawowe progi, to urząd skarbowy stosuje karną stawkę 20 proc. do takiej darowizny. Z tego punktu widzenia warto przynajmniej się zastanowić, czy którykolwiek z otrzymanych prezentów nie przekraczał tych limitów, które są przyjęte dla bezpodatkowej darowizny – radzi Marta Ignasiak.

Biochipy to przyszłość medycyny. Przyspieszą proces tworzenia skutecznych i tanich leków oraz pomogą przewidzieć ich działania niepożądane

Biochipy to przyszłość medycyny. Przyspieszą proces tworzenia skutecznych i tanich leków oraz pomogą przewidzieć ich działania niepożądane 5

Biochipy mogą zrewolucjonizować procedury badań i dopuszczania leków do użycia. Znacznie obniżą też koszty, co sprawi, że nawet leki najnowszej generacji będę dostępne po znacznie niższych cenach. Naukowcy zaprojektowali urządzenia do hodowli mikroprzepływowej, które obrazują mikroarchitekturę i naśladują funkcje żywych narządów ludzkich. Dzięki stworzeniu systemu połączonych ze sobą mikrochipów funkcjonujących jak ludzki organizm można zaś dokładnie odwzorować zachowanie organów w odpowiedzi na stosowane leki.

– Biochip to miniaturowe urządzenie wielkości szkiełka mikroskopowego, w którym możemy przeprowadzić hodowlę tkanek zwierzęcych albo ludzkich dowolnego typu, tkanki prawidłowej, albo nowotworowej i z wykorzystaniem tej wyhodowanej tkanki przeprowadzić testy różnych substancji aktywnych potencjalnych leków. Jest on tak prosty w wykorzystaniu jak klasyczny preparat mikroskopowy, możemy go umieścić pod mikroskopem, obserwować zjawiska, które zachodzą w tkance w czasie rzeczywistym – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr inż. Roman Szafran z Politechniki Wrocławskiej.

Naukowcy zaadaptowali metody wytwarzania mikrochipów komputerowych do zaprojektowania urządzeń do hodowli mikroprzepływowej, które obrazują funkcje żywych narządów ludzkich, w tym płuc, jelit, nerek, skóry, szpiku kostnego. Te mikrourządzenia, tzw. „Organs-on-Chips”, stanowią potencjalną alternatywę dla tradycyjnych testów na zwierzętach. Każdy układ narządów składa się z przezroczystego elastycznego polimeru o rozmiarze komputera, który zawiera wydrążone kanały mikroprzepływowe wyłożone żywymi komórkami specyficznymi dla ludzkiego narządu, połączonymi ze sztucznym układem naczyniowym z ludzkimi komórkami śródbłonkowymi.

– Modele tkankowe możemy wyprowadzić bezpośrednio z komórek człowieka, w ten sposób prowadzimy testy na tkankach ludzkich, a nie na zwierzęcych. A druga możliwość to terapie spersonalizowane, gdzie pobieramy komórki od pacjenta w niewielkiej ilości, możemy tutaj wykorzystać np. komórki CTC – cyrkulujące komórki nowotworowe, jeżeli mówimy tutaj o terapiach onkologicznych, i z niewielkiej liczby kilkuset komórek wyprowadzić zmianę nowotworową na chipie, która następnie może nam posłużyć do doboru optymalnej metody leczenia – przekonuje ekspert.

W Instytucie Wyss z Bostonu naukowcy odwzorowali około 15 różnych narządów ludzkich na chipach. Pierwszym z nich było płuco, urządzenie wielkości dysku z dwoma kanałami: wypełniony powietrzem górny kanał wyłożony ludzkimi komórkami nabłonkowymi pęcherzyków oraz dolny kanał wyłożony komórkami naczyń krwionośnych i przepływający przez niego roztwór zawierający białe krwinki. Aby dokładniej modelować biologię człowieka, naukowcy naśladowali również ruch oddechowy. Był to jednak dopiero pierwszy krok do stworzenia całego systemu połączonych mikrochipów, do złudzenia przypominających funkcjonowanie całego ludzkiego organizmu.

Dzięki zdolności do przyjmowania i łączenia różnych typów komórek i tkanek tworzących ludzkie narządy mikrochipy pozwalają zbadać funkcjonowania narządów ludzkich i naśladować stany chorobowe specyficzne dla człowieka, identyfikują też nowe cele terapeutyczne. Odtwarzają istotne interfejsy, aby zbadać proces dostarczania leków, a także odkrycia nowych leków. Chipy mogą być również używane do hodowli żywego mikrobiomu przez dłuższy czas w bezpośrednim kontakcie z żywymi ludzkimi komórkami, aby sprawdzić, jak wpływają na zdrowie człowieka.

Wykonanie badań klinicznych zajmuje lata, a pojedynczy związek może kosztować ponad 2 mld dol. Cały proces często nie pozwala przewidzieć ludzkich reakcji, ponieważ tradycyjne modele zwierzęce nie odzwierciedlają ludzkiej patofizjologii. Biochipy są więc rozwiązaniem.

– Jeśli chodzi o procedurę dopuszczenia nowych substancji leczniczych do obrotu, to jest ona wieloetapowa i bardzo kosztowna. Jeśli uda nam się z wykorzystaniem takiego mikrosystemu czy takiego modelu tkankowego na chipie przyspieszyć tę procedurę w ten sposób, że wyeliminujemy albo na wczesnym etapie substancje, które są szkodliwe, albo jeżeli dopuścimy do dalszych etapów substancje, które mogą być potencjalnymi lekami, a które np. byłyby wykluczone na etapie badań na zwierzętach, to niewątpliwie nam to może przyspieszyć całą ścieżkę dopuszczenia nowych substancji leczniczych do obrotu – przekonuje dr inż. Roman Szafran.

Nadchodzi cyfrowa rewolucja. Polskie firmy mają szansę być liderami w Przemyśle 4.0

Nadchodzi cyfrowa rewolucja. Polskie firmy mają szansę być liderami w Przemyśle 4.0 6

Przyszłością przemysłu są inteligentne fabryki. Maszyny same będą się komunikować i podejmować decyzje, udział ludzi w całym systemie zostanie zaś ograniczony do niezbędnego minimum. Każdy etap produkcji będzie współzależny od poprzedniego, wszystko dzięki komunikacji między maszynami oraz maszynami i ludźmi. Powołana właśnie oficjalnie do życia Platforma Przemysłu Przyszłości to dla polskich firm szansa na włączenie się w cyfrową transformację.

– Jak będzie wyglądać przemysł przyszłości? Zmiany, których doświadczamy, mają charakter rewolucyjny. I jak w każdej rewolucji trudno jednoznacznie odpowiedzieć, jak ta przyszłość będzie wyglądała. Można powiedzieć, że na pewno będzie w sposób bardzo istotny wykorzystywać dane, będzie dane przetwarzać w informacje, informacje w wiedzę, a wiedzę w biznes – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Andrzej Soldaty, prezes zarządu Platformy Przemysłu Przyszłości.

Rewolucja przemysłu 4.0 opiera się na przyjęciu nowych technologii w celu stopniowej automatyzacji procesu produkcji. To innowacyjne technologie, których zastosowanie w przemyśle będzie rozwijane z dnia na dzień – m.in. robotyka oparta na współpracy, sztucznej inteligencji, rzeczywistości wirtualnej, symulacji procesów czy  inteligencji operacyjnej. W praktyce fabryki przyszłości będą wyglądać zupełnie inaczej – zamiast ludzi przy taśmach cały proces produkcji będzie się odbywał automatycznie. Maszyny same będą się ze sobą komunikować, a urządzenia będą całkowicie automatyczne, np. wózki same wybiorą najlepszą drogę i trasę po hali produkcyjnej.

Pociąga to za sobą potrzebę posiadania systemów, które obsługują i zarządzają informacjami  dla technologii informacyjnych, a także budynków i systemów ruchu. Taka koncepcja przemysłu 4.0 stanowi znaczący skok dla większości organizacji, stąd wymaga odpowiednich przygotowań.

– To, co nazywamy w tej chwili cyfrowym bliźniakiem, czyli przygotowanie i wręcz uruchomienie produkcji w chmurze, w świecie wirtualnym, potem będzie realizowane w przemyśle już w fizycznej formie w systemie rozproszonym. Realizacja poszczególnych komponentów wcale nie będzie się odbywać w fabrykach, tylko czasami, w cudzysłowie, np. na zapleczu sklepu obuwniczego będą produkowane już elementy obuwia, które zostaną zaprojektowane wcześniej przez klienta, zanim do tego sklepu przyjdzie – przekonuje Andrzej Soldaty.

Z badania „Odkrywanie Przemysłu 4.0” Shell Lubricants wynika, że 88 proc. polskich przedsiębiorstw ma świadomość, że innowacje przyczyniają się do oszczędności. Zdecydowana większość obawia się jednak, że istniejący sprzęt nie będzie kompatybilny z nowymi technologiami, chce też skorzystać z wiedzy specjalistów i z ich pomocą wprowadzać nowe rozwiązania. Obecnie rozwiązania Przemysłu 4.0 wprowadzają przede wszystkim największe firmy. Gorzej wygląda sytuacja w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw.

Raport „Smart Industry Polska 2018”, przygotowany przez Siemens we współpracy z Ministerstwem Przedsiębiorczości i Technologii, wskazuje, że aż 60 proc. przedsiębiorstw z sektora MŚP w ogóle nie zna koncepcji Przemysłu 4.0, a w strategii uwzględnia ją zaledwie ok. 15 proc. Odpowiedzią na nadchodzącą rewolucję 4.0 ma być Fundacja Platforma Przemysłu Przyszłości. Będzie wspierać transformację cyfrową w zakresie procesów, produktów i modeli biznesowych, a przede wszystkim ma być łącznikiem między firmami a tymi, którzy dostarczają rozwiązania.

– Polskie firmy mają bardzo duży potencjał, żeby za parę lat stały się liderami w zakresie Przemysłu 4.0, ale istnieje wiele barier, zależnych nie tylko od firm, lecz także od otoczenia, od regulacji prawnych, od infrastruktury, od mechanizmów wsparcia finansowego. Zadaniem Platformy Przemysłu Przyszłości będzie skuteczna pomoc w pokonywaniu tych barier poprzez wprowadzanie rozwiązań na poziomie i centralnym, i regionalnym, tworzenie mechanizmów wsparcia dla przedsiębiorstw, ukierunkowywanie w działalności doradczej poprzez rozpoczynanie działalności szkoleniowej – podkreśla Soldaty.

Docelowo platforma ma budować odpowiednie środowiska, proponować rozwiązania technologiczne, zarządzać wiedzą i innowacjami. Dostarczy też przedsiębiorstwom niezbędnej wiedzy, by mogły skutecznie wdrażać nowe rozwiązania. Dzięki systemowemu wsparciu polskie firmy mają w miarę szybko przejść drogę cyfrowej rewolucji i skutecznie rywalizować na świecie.

– Celem długofalowym jest doprowadzenie do stworzenia ekosystemu przemysłu przyszłości, czyli zintegrowania przedsiębiorstw w nowym modelu biznesowym, modelu współpracy, w modelu zwinnego reagowania na możliwości rynkowe i modelu lepszego budowania, pozycjonowania w międzynarodowych łańcuchach wartości – przekonuje Andrzej Soldaty.

Platforma Przemysłu Przyszłości będzie miała siedzibę w Radomiu. Ruszyła już witryna internetowa platformy, natomiast płynne rozpoczęcie aktywnej działalności fundacji nastąpi w III kwartale 2019 roku.

Wódka jest najczęściej promowanym alkoholem mocnym przez sieci handlowe

Wódka jest zdecydowanie najczęściej promowanym alkoholem mocnym przez sieci handlowe. W pierwszym kwartale br. pojawiła się 13 606 razy w gazetkach, czyli o 222 razy mniej niż w analogicznym okresie 2018 roku. Drugie miejsce w tegorocznym zestawieniu ma whisky, która też zanotowała spadek – z 4563 do 4129 promocji. Z kolei w przypadku rumu, znajdującego się na trzeciej pozycji, nastąpił wzrost aktywności – z 776 do 820 akcji promocyjnych. Następna w rankingu jest brandy. Ten trunek widocznie zmniejszył swój udział w gazetkach – z 730 do 572 promocji. Warto dodać, że sieci częściej promują gin. W 2018 roku pojawił się w publikacjach 289 razy, a ostatnio – 357. Dane pochodzą z zasobów Hiper-Com Poland, a komentujący je eksperci zwracają uwagę na związek z Wielkanocą. Ruchome święto wpływa na planowanie akcji sprzedażowych i zakupów. Ponadto pod koniec pierwszego z analizowanych okresów wprowadzono ograniczenie handlu w niedziele, co również miało wpływ na ww. sytuację.wódka alkohol

Z analizy wynika, że sieci handlowe najczęściej promują wódkę spośród wszystkich alkoholi mocnych. W okresie od stycznia do marca 2019 roku zrobiły to 13 606 razy. To mniej niż rok wcześniej, kiedy takich akcji było 13 828. Karina Gręda, Country Manager z Hiper-Com Poland, podkreśla, że wódka zawsze miała silną pozycję na tym rynku. Nieznaczny spadek promocji wynika z faktu, że sieci handlowe chcą wypromować także inne trunki, które są u nas mniej popularne, ale popyt na nie z każdym rokiem rośnie.

– To nie jest duży spadek, biorąc pod uwagę okoliczności. W marcu ub. roku został wprowadzony zakaz handlu w niedziele. Kolejna różnica dotyczy Wielkanocy, która poprzednio wypadła 1-2 kwietnia. To oznacza, że konsumenci przygotowywali się do świąt jeszcze w marcu, a więc w pierwszym kwartale 2018 roku. Dla sieci i producentów mogła to być okazja do promowania właśnie wódki – komentuje Karol Kamiński, Dyrektor Zarządzający Grupą AdRetail.

Drugim najczęściej promowanym alkoholem mocnym jest whisky. Podobnie jak wódka, też rzadziej pojawiała się w gazetkach. W pierwszym kwartale br. wystąpiła  tam 4129 razy, natomiast rok wcześniej – 4563 razy. Jak stwierdza Karina Gręda, ten trunek ostatnio stał się bardzo modny i Polacy piją go coraz więcej. Jednak widoczny jest nieznaczny spadek promocji, co spowodowane jest ogólnym zmniejszeniem tego typu działań.

– Brązowy alkohol zyskał popularność wśród Polaków jako bardziej elegancki i prestiżowy trunek niż typowa wódka. Jest chętniej wręczany jako upominek, zwłaszcza w kontaktach biznesowych. Nawet jeśli w najbliższym gronie niektórzy najbardziej lubią pić wódkę, to na eventach branżowych chętniej sięgają po whisky. Ten alkohol może też często pojawiać się na spotkaniach przedświątecznych lub typowo biznesowych. Natomiast spadek liczby promocji nastąpił z tych samych powodów, co w przypadku wódki – przekonuje Karol Kamiński.

W opinii Sebastiana Starzyńskiego, prezesa Instytutu Badawczego ABR SESTA, gdyby dane dotyczyły nie trzech, a czterech miesięcy, to dynamika promocji whisky byłaby podobna do wódki lub nawet nieznacznie wyższa. W tym przypadku widać efekt Wielkanocy, przypadającej w różnych terminach. Ekspert zaznacza, że dystrybutorzy pracują nad tym, aby whisky była coraz bardziej powszechnym alkoholem. Jednak tego celu jeszcze nie osiągnęli i stąd wynika wpływ przesunięcia świąt.

– Analiza potwierdza trwałość preferencji konsumenckich w stosunku do wódki i whisky. Ta pierwsza jest niejako synonimem polskiego kontaktu z alkoholem, uroczystego i zwyczajnego. Whisky z kolei jest implantowane do kultury picia mocnych trunków. Swego czasu była swoistym symbolem zmiany nawyków życia. Dziś jest to zaakceptowany trunek lepszy, wystarczająco powszechny i utrwalony wśród tych, których na to stać – mówi dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Na trzecim miejscu znajduje się rum, który zanotował wzrost liczby promocji. W pierwszym kwartale ub. roku sieci podjęły takich działań 776, a 12 miesięcy później już – 820. Jak wskazuje Sebastian Starzyński, to i tak ok. pięciokrotnie mniej akcji niż w przypadku whisky. W związku z tym mogą pojawiać się anomalie w porównaniu z innymi, mniej popularnymi alkoholami. Według eksperta, jednym z powodów wzrostu jest większa intensywność działań promocyjnych w styczniu i lutym br. Już w marcu było ich mniej niż w poprzednim roku. Zatem efekt przesunięcia Wielkanocy zadziałał tu wyłącznie w okresie jednego miesiąca.

– Rum robi wielką karierę jako składnik drinków oraz ponczu. To jest pochodna zmiany kulturowej, nie tylko w spożyciu trunków, ale i w przyrządzaniu potraw, spędzania wolnego czasu czy podkreślania różnic generacyjnych. Przykładowo, starsze pokolenia chętnie dodają do lodów koniak, a młodsi konsumenci korzystają z rumu – zauważa dr Faliński.

Czwartą lokatę w tym zestawieniu zajmuje brandy. W 2019 roku w gazetkach pojawiła się 572 razy, a rok wcześniej – 730. Jak wskazuje prezes Starzyński, spadek promocji widoczny jest w marcu, a w dwóch wcześniejszych miesiącach był zdecydowanie mniejszy. Można się zatem spodziewać, że w kwietniu ta kategoria powróci do poziomu z ubiegłego roku.

Dr Andrzej Maria Faliński
Dr Andrzej Maria Faliński

– Brandy przestaje być utożsamiana z koniakiem, choć jest jego tańszą odmianą. Jesteśmy zamożniejsi i zamiast sięgnąć po ten pierwszy trunek, kupujemy ten drugi, który pozostał signum czegoś lepszego, ceremonialnego. Często więc nie wypada zastąpić go brandy. Ta sytuacja wymaga promocji i należy spodziewać się wzrostu takich akcji związanych z tym alkoholem – przekonuje dr Maria Andrzej Faliński.

W gazetkach sieciowych częściej promowany był gin. W 2018 roku pojawił się 289 razy, a ostatnio – 357. Na kolejnych miejscach znalazły się koniak (spadek z 229 do 210) oraz tequila (z 137 na 131). Zestawienie zamykają inne alkohole, wśród których znajdują się absynt i sake. W tym przypadku nastąpiło zwiększenie działań promocyjnych, z 10 do 12 wystąpień.

– Absynt i sake to produkty mody na wielokulturowość. Ich rynki są minimalne i promocja ma raczej charakter kompensujący spadki w droższych alkoholach, np. w koniakach i whisky. Sieciom skrócono czas pracy, zatem racjonalne jest wspieranie sprzedaży tego, co klienci kupują najczęściej, czyli wódki. Warunki nie są sprzyjające sieciom. Mam na myśli zapowiedzi niektórych środowisk, że podejmą walkę z tymi trunkami, antyalkoholową postawę Kościoła czy nieprzyjazne oświadczenia polityków. Ponadto obowiązują restrykcyjne przepisy, a jednak widzimy ostentacyjne promowanie tych produktów – podsumowuje prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Analizie zostały podane mocne alkohole, tj. brandy, koniak, gin, rum, tequila, whisky, wódka oraz inne trunki alkoholowe, jak absynt i sake. Materiały zebrano z dyskontów, hipermarketów, supermarketów i sieci convenience. Dane dotyczą pierwszych kwartałów 2018 i 2019 roku.

BNP Paribas Bank Polska po I kw. 2019 r.

IV Zlot Sukcesorów [7-9.06.2019]

Sukcesorzy firm rodzinnych z całej Polski po raz czwarty zbierają się na Zlocie Sukcesorów. IV edycja wydarzenia odbędzie się w dn. 7-9 czerwca br. w Osadzie Karbówko Wellness & SPA (Ciechocin, k. Torunia). Jest do wyjątkowe wydarzenie organizowane dla sukcesorów firm rodzinnych, czyli młodego pokolenia, które jest przed, w trakcie lub po przejęciu sterów w rodzinnych biznesach. Wydarzenie skierowane jest do przedsiębiorców w wieku od 25 lat. Celem Zlotu jest dzielenie się motywacją, wiedzą i doświadczeniem związanym z prowadzeniem coraz lepszej firmy oraz z niełatwym procesem, jakim jest zmiana pokoleniowa. Zlot Sukcesorów jest cyklicznie organizowany przez samych sukcesorów, a w tym roku odbędzie się już czwarta edycja wydarzenia!Cover Sukcesorzy 1200 x 628 universal

Hasło IV edycji Zlotu Sukcesorów „Firmy Rodzinne liderem na rynku pracy?”

Dla kogo jest to wydarzenie?

dla sukcesorów, którzy przejęli firmę po swojej rodzinie

✔ dla sukcesorów szykujących się do przejęcia sterów w rodzinnym biznesie

✔ dla sukcesorów, którzy wybrali inną drogę lub wahają się co dalej

✔ dla zaangażowanych w firmę rodzinną żony/mężów/partnerów/partnerki sukcesorów

Krótka historia Zlotu

Wszystko zaczęło się od przyjaźni Oli i Ani, które chciały częściej się spotykać, ale praca w firmach rodzinnych to wyrzeczenia, które każdy z nas dobrze zna. Połączyły przyjemne z pożytecznym i zorganizowały I Zlot Sukcesorów w firmie rodzinne RENEX (Włocławek). Kolejny, II Zlot Sukcesorów odbył się w Olandii (Wielkopolska). Natomiast III Zlot Sukcesorów miał miejsce się w Villa Verde (Zawiercie). Podczas Zlotów pomagamy najbardziej potrzebującym. Szkolimy się w różnych dziedzinach i bawimy się podczas magicznych wieczorów…

Więcej informacji oraz rejestracja na stronie: sukcesorzy.pl

Bitcoin zyskuje na wojnach handlowych

Nieoczekiwanym wygranym w wojnach handlowych pomiędzy USA i Chinami jest bitcoin. Na początku maja kosztował 5 tys. USD, a w połowie miesiąca cena wzrosłą do 8 tys. USD.

Przyczyną jest sytuacja w Chinach. – Najpierw dużo się mówiło o tym, że Chiny mogą zakazać wykopywania bitcoina ze względów ekologicznych, bo proces ten pochłania bardzo dużo energii elektrycznej, a szacuję się, że połowa tej kryptowaluty powstaje właśnie w Chinach – wyjaśnia w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jeżeli taką działalność trzeba będzie przenieść do innych krajów, to koszty wzrosną, czyli lepiej mieć tego bitcoina teraz.

Inna przyczyna wzrostów wynika z obaw o skutki wojny handlowej. Chińskie gospodarstwa domowe mogą się obawiać spadku wartości chińskiej waluty.Przy osłabieniu juana chiński eksport odzyska część swojej opłacalności obniżonej z powodu wprowadzenia ceł przez USA, czyli taki może być cel rządu Chin.

– Alternatywą dla mających oszczędności może być dolar, złoto, albo właśnie bitcoin, bo kryptowalutę łatwo wytransferować z Chin, czego nie można powiedzieć o złocie i dolarze – mówi ekspert XTB.

Wpływ zmiany pokoleniowej na ubezpieczenia na życie

Mobilność, stały dostęp do nowych technologii, współdzielenie, skłonność do częstych zmian – tak żyje pokolenie Z, czyli tzw. Post-millenialsi. Oczekują oni szybkich rozwiązań odpowiadających na ich bieżące potrzeby. Nie przywiązują się do miejsc ani rzeczy. Dlatego nie należą do lojalnych konsumentów. Przed zakładami ubezpieczeniowymi stoi więc duże wyzwanie. Jak przekonać młodych ludzi, którzy żyją z dnia na dzień, że warto zabezpieczyć na przyszłość nie tylko siebie, ale także swoich bliskich? Wpływ nowego pokolenia na ofertę ubezpieczeń na życie był jednym z tematów poruszanych podczas VII Kongresu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Polacy nie ubezpieczają się na życie

Polski rynek ubezpieczeń na życie jest obecnie w trudnej sytuacji. Raport „Dojrzałość finansowa Polaków”, przygotowany przez Nationale Nederlanden w 2017 r., pokazuje, że na ubezpieczenie na życie decyduje się jedynie 26% osób w wieku 20-50 lat. Czy wraz z wejściem w dojrzałość pokolenia Z kondycja „życiówki” może się pogorszyć?

Postęp technologiczny – większe wyzwanie niż zmiana pokoleniowa

Paneliści biorący udział w debacie „Nowe pokolenie klientów – wyzwanie dla ubezpieczeń na życie” podczas Kongresu PIU zgodzili się, że zdecydowanie większym wyzwaniem niż sama zmiana pokoleniowa jest postęp technologiczny. Młodzi ludzie z reguły żyją chwilą. Jednak w momencie, kiedy wchodzą w dojrzałość i zakładają rodziny, ich podejście się zmienia. Jednak, by w przyszłości Post-millenialsi byli zainteresowani tego typu polisami, oferta musi być dla nich atrakcyjna. Sam produkt oraz kanały jego dystrybucji powinny zostać dopasowane do ich potrzeb i stylu życia, a ten opiera się w dużym stopniu na technologii i Internecie.

Nie tylko produkt, ale i kanał dystrybucji dopasowany do potrzeb

Post-millenialsi dopiero wkraczają w dorosłość. Nie myślą jeszcze o zabezpieczeniu na przyszłość swoich bliskich. Mimo to, branża ubezpieczeniowa, wzorem banków, powinna już teraz zastanowić się, jak zainteresować pokolenie Z ubezpieczeniami na życie. Należy wziąć pod uwagę, że są to osoby, które oczekują prostych i szybkich rozwiązań dostępnych online, najlepiej w kanałach mobilnych. Myślę, że kluczem do sukcesu może okazać się elastyczność oraz personalizacja, zarówno samej oferty, jak i komunikacji z klientami, aby jak najlepiej dopasować się do ich indywidualnych.

Sektor bankowy – źródło dobrych praktyk

Podczas panelu podkreślona została rola polskiego sektora bankowego dla całej branży usług finansowych, który jest obecnie jednym z najbardziej innowacyjnych na świecie. Może więc stanowić dla firm ubezpieczeniowych źródło dobrych praktyk w zakresie digitalizacji komunikacji z konsumentami oraz prowadzenia z nimi dialogu, zanim wejdą na rynek pracy. Nawiązanie kontaktu z pokoleniem Z odpowiednio wcześnie jest istotne nie tylko z perspektywy pozyskania klienta na przyszłość. Post-millenialsi już teraz mają duży wpływ na decyzje zakupowe w swoich domach. Dotyczy to także ubezpieczeń.

Edukacja – rola agentów

W związku z tym warto zainwestować w edukację. Z raportu „The future of insurance. Bye-Bye Boomers, Hello Digital Natives”, opracowanego przez InVEST oraz Applied Systems w 2015 r., wynika, że aż 2/3 badanych Post-millenialsów ma małą wiedzę o ubezpieczeniach. Nieoceniona będzie tu rola agentów ubezpieczeniowych. Przedstawiciele pokolenia Z odczuwają potrzebę konsultowania z nimi swoich decyzji odnośnie wyboru odpowiedniej polisy. Zadeklarowało tak aż 96% respondentów. Ponad połowie (55%) zależy na osobistym spotkaniu. Przy czym przez spotkanie rozumieją też rozmowę poprzez popularne komunikatory online. Aż 94% ankietowanych oczekuje odpowiedzi na swoje pytania w ciągu jednej doby, natomiast 82% możliwości kontaktu przez Internet. Biorąc pod uwagę, że pokolenie Z w komunikacji często posługuje się obrazkami, dobrym rozwiązaniem może okazać się prezentacja korzyści płynących z zakupu danego produktu w innowacyjny sposób.

Dodatkowo, szansą dla ubezpieczycieli mogą okazać się rosnące możliwości w zakresie oceny indywidualnego ryzyka. Przykładowo, postęp medycyny, zwłaszcza w zakresie sekwencjonowania ludzkich genomów, daje szansę na bardziej precyzyjną estymację zagrożenia zachorowania na wybrane choroby. Im większa świadomość ryzyka, tym większa może okazać się skłonność do ubezpieczania się.

Rynek magazynowy w 1 kwartale 2019 r.

Interesujące zmiany na największych rynkach magazynowych w Polsce: Polska Centralna dogania pod względem całkowitej podaży Górny Śląsk, Dolny Śląsk wkrótce przebije Poznań. Całkowite zasoby powierzchni magazynowej w kraju zbliżają się do 16,5 mln, a deweloperzy nie zwalniają tempa – na koniec marca w całym kraju budowano 2 mln. mkw. powierzchni magazynowej. Stabilny, choć niższy w porównaniu do I kw. 2018 r. popyt, w miesiącach styczeń – marzec br. na poziomie 878 tys. mkw., utrzymuje rynek w bardzo dobrej formie, a rozwój infrastruktury otwiera go na nowe lokalizacje – to główne wnioski płynące z najnowszego raportu „Rynek magazynowy w 1 kwartale 2019 r.” przygotowanego przez firmę doradczą AXI IMMO.

Popyt: Polska Centralna obecnymi najemcami stoi, nowe umowy królują we Wrocławiu

W I kwartale 2019 r. podpisano umowy na najem 878 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. Wynik ten jest o 24% niższy niż w rekordowym I kwartale 2018 r., mimo to za sprawą rozwoju e-commerce i nowym inwestycjom należy do najwyższych podsumowań kwartalnych w ostatniej dekadzie.  Nowe umowy najmu i ekspansje stanowiły 67% popytu w badanych miesiącach. 

Anna Głowacz, Dyrektor Działu Industrial w AXI IMMO
Anna Głowacz, Dyrektor Działu Industrial w AXI IMMO

Najwięcej powierzchni magazynowej w okresie styczeń – marzec 2019 r. wynajęte zostało w regionie Warszawy – 232,2 tys. mkw. Doskonały rezultat – 222,5 tys. mkw. wynajętej powierzchni odnotował rynek Polski Centralnej, jednak należy zaznaczyć, iż w 70% został on wygenerowany przez umowy przedłużające najem klientów obecnych w regionie. Za to warty podkreślenia jest wysoki wynik Dolnego Śląska – podpisano tam kontrakty na najem 181,4 tys. mkw. z bardzo wysokim, sięgającym 94% udziałem nowych umów i ekspansji. – wyjaśnia Anna Głowacz, Dyrektor Działu Industrial w AXI IMMO.

W całym kraju w strukturze popytu dominują operatorzy logistyczni (46%), sieci handlowe (21%), e-commerce (19%) i klienci z sektora motoryzacyjnego (9,5%). Rynek niezmiennie pozostaje pod silnym wpływem e-handlu, który nie tylko generuje popyt, ale wpływa również na dywersyfikację formatów nieruchomości wybieranych przez najemców, w tym wzrost zainteresowania miejskimi magazynami obsługującymi logistykę ostatniej mili.

Podaż: Podaż stolicy przekroczyła 4 mln mkw., Polska Centralna dogania Górny Śląsk, a rozpędzony Wrocław wkrótce zdystansuje Poznań

Całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej na koniec I kw. 2019 r. wyniosła 16,5 mln mkw. Od stycznia do końca marca br. oddanych do użytkowania zostało 585,8 tys. mkw., co oznacza wzrost o 86% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (314 tys. mkw.). Największym rynkiem pozostaje region Warszawy (ponad 4 mln mkw.). Jak podają eksperci AXI IMMO w czołówce lokalizacji magazynowych w minionym kwartale zaobserwowano interesującą zmianę:

Dzięki wysokiej aktywności deweloperów na rynku Polski Centralnej w minionych kwartałach całkowite zasoby powierzchni magazynowej w Łodzi i okolicach przekroczyły 2,7 mln i tym samym bardzo zbliżyły się do podaży Górnego Śląska wynoszącej 2,75 mln. W minionych miesiącach sporo nowych inwestycji, bo 101,8 tys. mkw. oddano również na Dolnym Śląsku, a kolejne 275 tys. mkw. znajduje się w budowie  –  przewidujemy, że w najbliższych kwartałach łączne zasoby tego rynku będą wyższe od podaży Poznania. – komentuje Anna Głowacz, Dyrektor Działu Industrial w AXI IMMO.

Pod względem nowej podaży w miesiącach styczeń – marzec 2019 prym wiodła Polska Centralna (26% podaży kraju). Szczególną uwagę w raporcie AXI IMMO przykuwają dane dotyczące wolumenu oddanej do użytkowania powierzchni na rynkach Polski Wschodniej, na które przypadło w okresie od stycznia do marca 20,1% nowej podaży (120,4 tys. mkw.) Analitycy AXI IMMO wyraźnie zaznaczają jednak w raporcie, że dotyczy on w całości ukończenia budowy centrum logistycznego Zalando Lounge pod Olsztynkiem. Znaczny udział w nowej podaży kraju, na poziomie 17,4% odnotował Dolny Śląsk.

 

Zgodnie za raportem AXI IMMO na koniec marca 2019 w całym kraju w budowie było 2 mln. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. Najwięcej w budowie pozostaje na terenie Górnego Śląska (560 tys. mkw.) i Polski Centralnej (530 tys. mkw.).

 

Wskaźnik pustostanów: Projekty spekulacyjne i relokacje dużych klientów szczególnie zauważalne w Poznaniu i Polsce Centralnej

W I kwartale 2019 roku średni współczynnik powierzchni niewynajętej wyniósł 4,7%, co oznacza zmianę o 0,5 p. proc. w porównaniu do pustostanu na koniec 2018 r. – czytamy w raporcie AXI IMMO. Największe wzrosty wskaźników pustostanów w przeciągu minionego kwartału odnotowano w Polsce Centralnej (z 5,3% do 7,2%). Z kolei najwięcej wolnej powierzchni dostępnej od zaraz znajduje się w Poznaniu – stanowi ona 8,7% zasobów regionu.

Wysoki współczynnik powierzchni niewynajętej w Poznaniu jest konsekwencją relokacji dużych klientów oraz oddania w ciągu ostatnich kilku kwartałów kolejnych powierzchni spekulacyjnych. W najbliższych kwartałach podobnego zjawiska spodziewamy się również w Polsce Centralnej – wyjaśnia Anna Głowacz z AXI IMMO.

Stawki czynszów: Dalsze wzrosty. Koszty budowy i rynek inwestycyjny zmniejszą możliwości negocjacyjne najemców

Jak czytamy w raporcie AXI IMMO, większość lokalizacji magazynowych w minionym kwartale wpisała się w delikatny trend wzrostowy w zakresie stawek czynszów. Największe wzrosty czynszów w porównaniu do analogicznego okresu 2018 roku odnotowano na rynkach Wrocławia i Trójmiasta, jednak stawki w tych regionach wciąż nie odstają od średniej rynkowej (odpowiednio 2.7 – 2.9 euro/mkw. oraz 2.6 – 2.9 euro/mkw.). W I kw. 2019 najatrakcyjniejsze stawki efektywne najemcy mogli uzyskać w okolicach Warszawy i Poznania (2,1 – 2,5 euro/mkw.).

Najemcy, którym kończą się umowy najmu podpisane 3-5 lat temu muszą mieć na uwadze, że w aktualnych warunkach rynkowych stawki czynszu porównywalne do tych z bieżącej umowy, zwłaszcza w nowych projektach, będą trudne do uzyskania. Ze względu na wzrost kosztów budowy oraz zainteresowanie produktami magazynowymi wśród uczestników rynku inwestycyjnego zmniejszyła się elastyczność w zakresie ustalania stawek bazowych za wynajem powierzchni magazynowych.

Prognozy: Stabilizacja i bezpieczny optymizm

W raporcie podsumowującym I kwartał na rynku nieruchomości magazynowych eksperci AXI IMMO zwracają uwagę, że rok 2019 będzie okresem spowolnienia gospodarczego dla krajów europejskich, co w pewnym stopniu może odbić się na kondycji rynku nieruchomości magazynowych. Zauważają jednak, iż prognozy co do wzrostu PKB Polski w 2019 i 2020 r. są pozytywne (na poziomie odpowiednio 4,2% i 3,6%), a to w połączeniu z wysokim udziałem inwestycji związanych z rozwojem sektora e-commerce w kraju daje stabilną perspektywę dla sektora.

Ze względu na niską dostępność pracowników, w głównych hubach logistycznych kraju zarówno deweloperzy, jak i najemcy będą poszukiwać nowych, atrakcyjnych pod względem infrastruktury drogowej oraz rynku pracy lokalizacji. Przykładem są planowane projekty w takich miejscowościach jak Olsztyn, Rzeszów czy Świebodzin.

W zakresie dostępności powierzchni magazynowej duże zmiany zauważalne będą zwłaszcza w Centralnej Polsce, gdzie powstaje wiele wielkometrażowych inwestycji i planowane są relokacje dużych najemców. W większości lokalizacji w kraju wiodący będzie trend stabilizacji lub dalszego wzrostu stawek czynszowych w nadchodzących kwartałach.

W nadchodzących miesiącach na rynku inwestycyjnym zainteresowanie produktami magazynowymi będzie się utrzymywało na dotychczasowym, relatywnie wysokim poziomie.  Lokując swój kapitał inwestorzy wciąż koncentrować się będą na obiektach typu prime i dobrze wynajętych inwestycjach w miastach.

Zmiany w upadłości konsumenckiej już w 2019 roku?

Dnia 14 maja bieżącego roku Rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy Prawo upadłościowe. W przypadku przegłosowania tejże ustawy w sejmie, a następnie opublikowania w Dzienniku Ustaw, dłużnicy zyskają poważne oręże do walki z problemami natury finansowej. Skoro zmiana przepisów z 31 grudnia 2014 roku umożliwiła tysiącom dłużników na umorzenie zobowiązań, to trzeba się spodziewać, że zbliżająca nowelizacja kilkukrotnie pomnoży ten wynik.

Upadłość konsumencka 2019” ma zmienić w ogromnej mierze zasady, na podstawie których sąd wyda postanowienie o ogłoszeniu upadłości. Obecnie obowiązujące przepisy dopuszczają taką ewentualność, gdy dłużnik stał się osobą niewypłacalną. Dodatkowo, niewypłacalność nie mogła powstać na skutek umyślnego działania lub rażącego niedbalstwa. Dłużnik nie mógł też dopuścić się pogłębiania tego stanu celowo lub rażąco niedbale. Oprócz tychże okoliczności sądy weryfikowały m.in. to, czy dłużnik miał obowiązek złożenia wniosku o upadłość w przeszłości (dotyczy byłych przedsiębiorców) lub czy występuje wobec dłużnika stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądowym skarga pauliańska.

Upadłość konsumencka po nowelizacji ma być dostępna dla osób, wobec których występuje jedynie stan niewypłacalności. Przyczyny tego stanu nie będą weryfikowane na etapie składania wniosku o ogłoszenie upadłości. Będą miały istotne znaczenie w kontekście planu spłaty wierzycieli, których dotychczas mógł być ustalony na maksymalnie 36 miesięcy. Jeśli wobec dłużnika zostanie upadłość konsumencka na nowych zasadach, to ewentualna wina umyślna lub rażące niedbalstwo będą wpływały na wydłużenie okresu spłaty (do 84 miesięcy).

Kolejną istotną zmianą będzie możliwość skorzystania z uproszczonej procedury, która będzie przewidziana dla osób niebędących przedsiębiorcami i nieposiadającymi majątku. Projekt przewiduje również możliwość zawarcia układu przez dłużnika z wierzycielami, lecz pod nadzorem doradcy restrukturyzacyjnego. Doradca będzie nadzorował przebieg całego procesu, co ma zdecydowanie ograniczyć udział sądu w tego typu postępowaniach.

Nowelizacja nie przewiduje możliwości umorzenia zobowiązań takich jak: alimenty, odszkodowanie na osobie, grzywna, czy wierzytelność niewskazana we wniosku o ogłoszenie upadłości. Katalog wierzytelności, z których dłużnik docelowo może uzyskać oddłużenie będzie zatem ten sam.

Polska gospodarka wciąż zachwyca

Kolejny odczyt wzrostu PKB pokazuje, że zachodnie instytucje nie doceniły naszego potencjału wzrostowego. Rośniemy o ponad 3 punkty procentowe szybciej niż kraje eurolandu, co pozwala nam wyraźnie skracać dystans do starszych członków UE.

Polska gospodarka wciąż zachwyca

Wzrost PKB Polski, zgodnie ze wstępnymi danymi, wynosi 4,6%, czyli 0,1% powyżej oczekiwań analityków. Nie są to już wyniki 5-procentowe, ale w porównaniu do państw zachodnich, to dalej bardzo dobry rezultat. Średni wynik strefy euro to 1,2%, co oznacza, że obecnie gonimy Europę w tempie ponad 3% rocznie. Wątpliwym jest, by taka nadwyżka utrzymywała się stabilnie przez następne lata. Warto jednak pamiętać, że już w 2017 roku osiągnęliśmy 70% średniej unijnej. Gdyby mimo wszystko udało się utrzymać takie tempo przez jakiś czas, to szybko pojawi się okazja do świętowania kolejnej okrągłej wartości (a tym samym zbliżenia się do państw i gospodarek “starej Unii”).

Stopy procentowe bez zmian

Zgodnie z oczekiwaniami, ani Rada Polityki Pieniężnej, ani Narodowy Bank Rumunii nie zmieniły wczoraj stóp procentowych. W przypadku rumuńskiego rona decyzja ta była większą niespodzianką dla rynków. Ze względu na ponownie rosnącą inflację część inwestorów liczyła, że dojdzie do podwyżek stóp lub ruch ten zostanie wyraźnie zasygnalizowany. Ze względu na zawiedzione nadzieje RON stracił na wartości około 0,4%.

Spadek produkcji przemysłowej w USA

Wczorajsze dane zza oceanu okazały się zdecydowanie słabsze od oczekiwań. Zaczęło się o 14:30 od sprzedaży detalicznej, która zamiast wzrosnąć o 0,2%, spadła o tą samą wartość. Następnie o 15:15 zobaczyliśmy produkcję przemysłową. W tym przypadku, zamiast oczekiwanego braku zmian, zauważyliśmy spadek o 0,5% w ujęciu miesięcznym. O godzinie 16:00 okazało się, że zapasy ropy wcale nie spadają, a wyraźnie rosną. W rezultacie byliśmy świadkami szybkiej, około 1,5 groszowej przeceny dolara względem złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – wskaźnik inflacji bazowej,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

PPK w TFI Allianz

Grupa Allianz rozpoczyna oferowanie Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK). Zarządzaniem i prowadzeniem PPK zajmie się Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych Allianz.

Robert Hoerberg, Prezes Zarządu TFI Allianz
Robert Hoerberg, Prezes Zarządu TFI Allianz

– Od ponad 15 lat wspieramy Polaków w inwestycjach i gromadzeniu oszczędności. Teraz poszerzamy naszą ofertę o Pracownicze Plany Kapitałowe, kolejne narzędzie do budowania bezpieczeństwa finansowego na emeryturze. – mówi Robert Hoerberg, Prezes Zarządu TFI Allianz.

Z datą 15 maja br. TFI Allianz zostało wpisane do ewidencji PPK prowadzonej przez Polski Fundusz Rozwoju. Grupa Allianz Polska, w skład której wchodzi TFI, zarządza obecnie ponad 80 Pracowniczymi Planami Emerytalnymi o wartości ponad 500 mln zł. Produkty emerytalne m.in. IKE i IKZE są od lat obecne w jej portfolio. Towarzystwo korzysta z globalnej ekspertyzy spółek z Grupy Allianz – PIMCO i Allianz Global Investors, których aktywa łącznie dają 5. pozycję wśród największych zarządzających aktywami na świecie (aktywa około 2 bln euro). Strategiczna współpraca z globalnymi spółkami inwestycyjnymi daje dostęp do globalnej ekspertyzy i umożliwia podejmowanie lepszych decyzji inwestycyjnych.

– Oczekujemy, że takie wyjątkowe zaplecze ma przełożenie na atrakcyjne wyniki inwestycyjne i stabilność aktywów klientów.– mówi Robert Hoerberg.

Atrakcyjne koszty zarządzania i brak opłat w pierwszym roku trwania PPK

Zarządzane przez TFI Allianz Pracownicze Plany Kapitałowe opierają się na 8 subfunduszach, które wchodzą w skład Allianz Plan Emerytalny Specjalistyczny Fundusz Inwestycyjny Otwarty. Polityki inwestycyjne subfunduszy będą dostosowywane do wieku uczestnika, tak aby zminimalizować ryzyko utraty środków w miarę zbliżania się do 60. roku życia. Subfundusze oferują atrakcyjne koszty zarządzania, a w pierwszym roku trwania PPK, opłaty nie będą pobierane.

Pełne wsparcie dla przedsiębiorców

Allianz mocno uprościł proces wdrażania i obsługi administracyjnej PPK wykorzystując do tego narzędzia on-line i nowe intuicyjne procedury. Efektem jest odciążenie pracodawcy na każdym z etapów, od zawarcia umowy do codziennej obsługi pracowników. Oferowana platforma do obsługi PPK pozwala na integrację z wiodącymi systemami kadrowo-płacowymi.

TFI zapewnia wsparcie merytoryczne i instrukcję wdrożeniową dla osób obsługujących PPK po stronie pracodawcy. Dotyczy to także komunikacji z pracownikami i korzystania z platform on-line.

Komfort dla pracowników

Pracownicy posiadający PPK będą mogli obsługiwać swoje konto poprzez platformę internetową, aplikację, a także w 50 placówkach Allianz w całej Polsce. Przygotowana platforma internetowa Allianz24 umożliwia bieżący dostęp do rachunku PPK oraz pozostałych produktów inwestycyjnych z oferty TFI Allianz. Za jej pośrednictwem można samodzielnie zarządzać zgromadzonymi środkami, modyfikować dane i uprawnienia i składać dyspozycje wypłaty środków.

-Prostota w usługach finansowych jest obecnie jednym z ważniejszych czynników decydujących o sukcesie. Projektując rozwiązania dla naszych klientów szczegółowo badamy potrzeby użytkowników. Zdecydowaliśmy się na stworzenie systemy do obsługi PPK o pełnej funkcjonalności i jednoczesne zapewnienie obsługi w placówkach Allianz, tak aby każdy z naszych klientów mógł korzystać z produktów zgodnie ze swoimi upodobaniami. – mówi Rafał Szwabo – Dyrektor ds. Planów Emerytalnych.

Dodatkowe benefity

Zachęcając do oszczędzania i inwestowania TFI Allianz oferuje uczestnikom PPK nabywanie indywidualnych produktów emerytalnych (IKE, IKZE) i jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych z obniżoną opłatą za zarządzanie. Uczestnicy PPK mogą też nabywać ubezpieczenie AC na preferencyjnych warunkach.

Miliony internautów, miliardy odsłon – większość z nas nie wyobraża sobie życia bez Internetu

Polak bez Internetu żyć nie może. W kwietniu br. 28,2 mln naszych rodaków odpaliło swoje komputery, laptopy i smartfony żeby serfować po sieci. Według danych Gemius PBI przeciętny internauta spędzał w necie ponad półtorej godziny dziennie.

Internetowe wahadło tym razem wskazało na większą aktywność płci brzydkiej. W zeszłym miesiącu online było 14,3 mln mężczyzn i 13,9 mln kobiet.  Do cyberświata wchodziliśmy przede wszystkim za pośrednictwem smartfonów (23,8 mln internautów) oraz komputerów osobistych i laptopów (22,6 mln). Najrzadziej przeglądamy zasoby sieci na tabletach (3,5 mln). Sieć służy nam przede wszystkim do pracy, rozrywki, nauki. Korzystamy z niej w miejscu pracy, ale jednak głównie w domu. Gdy zamykamy za sobą drzwi od mieszkania i włączamy w umyśle „tryb prywatności” odpalając komputer i logując się do świata wirtualnego liczymy na bezkres odprężenia, wiedzy oraz dobrej zabawy. Sprawdzamy co dzieje się na świecie, jaka będzie pogoda, jak radzi sobie nasza ulubiona drużyna piłkarska lub czy pojawiła się jakaś promocja na ciekawy asortyment. Do odhaczenia na liście „must do” po wejściu do cyberświata jest sprawdzenie maila. Odpisanie na przychodzące wiadomości, wysłanie korespondencji do znajomego, przesłanie fotki – to obowiązek dla większości Polaków serfujących po sieci – komentuje wyniki Bartosz Gadzimski, właściciel firmy hostingowej Zenbox.

Raport Gemius PBI odnotowuje w kwietniu wielki wzrost zainteresowania witrynami dotyczącymi edukacji. Autorzy badania dopatrują się tu zależności z trwającym w poprzednim miesiącu strajku nauczycieli. Tuż przed jego rozpoczęciem portale tego typu były dwukrotnie częściej odwiedzane niż serwisy informacyjne (blisko 70 mln do 28,8 mln odsłon). A czego jeszcze poszukujemy? Dla wielu z nas liczy się np. dostęp do szybkiej porady medycznej. Oczywiście nie profesjonalnej i fachowej, a opartej raczej o doświadczenia i opinie innych internautów. Niewiele mniej z nas nie ma ochoty na tracenie czasu w bankowych kolejkach i ceni sobie wygodę bankowości elektronicznej. Według zestawienia GUS w zeszłym roku co czwarty użytkownik sieci przyznawał się do regularnego umieszczania w Internecie swoich zdjęć, tekstów lub filmów. Prawie co czwarty Polak ma w głowie także poważniejsze czynności przed ekranem komputera takie jak odsyłanie wypełnionych formularzy urzędowych lub pozyskiwanie informacji ze stron urzędów lub instytucji publicznych. Internet jest nam po prostu niezbędny do codziennego życia. Nie zmienimy tego czy nam się to podoba czy nie – podsumowuje Gadzimski.

Łącznie w kwietniu Polacy wykonali 55,8 mld odsłon stron internetowych.

Branża cyfrowa: Wdrożenie 5G niezbędne w cyfryzacji gospodarki

Uproszczenie formalności przy inwestycjach związanych z budową sieci 5G, jakie zakłada rządowy projekt dotyczący wdrożenia szerokopasmowego internetu, to dobry sygnał dla polskiej branży nowoczesnych technologii – ocenia prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. Zdaniem sektora cyfrowego 5G nie tylko pozwoli na rozwinięcie się nowych produktów i usług cyfrowych, ale będzie to ważny impuls dla inwestycji w wielu dziedzinach gospodarki oraz setki tysięcy nowych miejsc pracy.

Michał Kanownik, Prezes Cyfrowej Polski
Michał Kanownik, Prezes Cyfrowej Polski

Jak zauważa Cyfrowa Polska, przygotowana przez resort cyfryzacji tzw. megaustawa likwidując bariery administracyjne i prawne pomoże w rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej. A to oznacza lepszy zasięg i powszechniejszy dostęp do szerokopasmowego internetu. – Dla konsumentów 5G oznacza dostęp do nowych, bardziej innowacyjnych produktów i usług. To także nowy rozdział w rozwoju innowacji i usług, np. w segmencie smart urządzeń dla domów, autonomicznie sterowanych samochodów, systemy zarządzania komunikacją publiczną czy wreszcie inteligentne rozwiązania dla całych miast. Ale trzeba pamiętać, że wdrożenie tej sieci to nie tylko kolejne gadżety, a konkretne korzyści dla całej polskiej gospodarki – mówi prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik. I podkreśla, że jak pokazują szacunku, do 2015 r. dzięki wdrożeniu 5G w Polsce może powstać około 570 tysięcy nowych miejsc pracy. – 5G to także wielka szansa na wzrost wszystkich sektorów gospodarki, od motoryzacji, finansów, mediów i rozrywki, służby zdrowia, bezpieczeństwa, po transport publiczny czy produkcję – dodaje Michał Kanownik.

Ministerstwo Cyfryzacji, które jest autorem projektu ocenia, że dzięki megaustawie obywatele będą mieli pewność, że przepisy w zakresie natężenia pola elektromagnetycznego są przestrzegane. Temu mają służyć przepisy zwiększające poziom kontroli, sprawozdawczości i przejrzystości działań operatorów oraz budowany obecnie system SI2PEM – darmowa aplikacja, dzięki której każdy będzie mógł sprawdzić natężenie pola koło domu albo miejsca pracy. – Wraz z wdrażaniem 5G należy podnosić świadomość społeczeństwa. Bo jak pokazuje doświadczenie części państw Unii – np. Francji – dyskusji o PEM towarzyszą często hasła populistyczne, niepoparte badaniami, a wprowadzające dezinformację oraz wiele obaw. Dlatego potrzebna jest merytoryczna dyskusja o ewentualnych zagrożeniach i sposobach ich przeciwdziałania – zaznacza prezes Cyfrowej Polski. – W związku z tym, że rzeczywistość cyfrowa coraz bardziej wkracza w nasze życie, należy też szerzyć edukację o cyberbezpieczeństwie. Jest to wspólne wyzwanie dla państwa i biznesu – dodaje.

Inflacja wyższa od oczekiwań

  • Inflacja na poziomie 2,2% r/r, pod koniec roku powyżej celu inflacyjnego
  • Możliwy początek gry na podwyżkę stóp procentowych
  • Stabilna sytuacja budżetu państwa
Tomasz Pawluć, Zarządzający Funduszami Dłużnymi Union Investment TFI
Tomasz Pawluć, Zarządzający Funduszami Dłużnymi Union Investment TFI

Polski rynek długu został zaskoczony wyjątkowo wysokim odczytem inflacji na poziomie 2,2% w ujęciu r/r opublikowanym 30 kwietnia. Wartość podana przez GUS przekroczyła nie tylko znacząco medianę przewidywań analityków (wynosiła ona 1,8%), ale też była wyższa niż najwyższe prognozowane wartości (na poziomie 2,1%). Nie znamy jeszcze szczegółowych przyczyn takiego wzrostu inflacji, gdyż dopiero w przyszłym tygodniu GUS opublikuje szczegółowe dane z podziałem na kategorie. Spodziewamy się, że głównymi przyczynami były czynniki pozabazowe: wzrost cen żywności i paliw. Jednak już teraz rynki mają pewność, że środek celu inflacyjnego, ustalony na poziomie 2,5%, zostanie przekroczony, a inflacja pod koniec roku może sięgnąć 3,0%.

Tak wysoki odczyt inflacji i spowodowane nim oczekiwania mogą zmotywować zwolenników podwyżek stóp procentowych w Radzie Polityki Pieniężnej do większej aktywności. Rynek z kolei może zacząć grę na podwyżkę stóp. Szybki odczyt inflacji został opublikowany tuż przed długim weekendem, w czasie którego brakowało na rynku płynności, co spotęgowało efekt wyprzedaży obligacji skarbowych. Na początku bieżącego tygodnia sytuacja się uspokoiła, jednak spread pomiędzy cenami 10 letnich obligacji polskich i niemieckich sięgnął wartości powyżej 300 punktów bazowych Tak wysokie poziomy widziane były ostatnio pod koniec maja 2018 roku. Część uczestników rynku potraktowała tak głęboką przecenę jako okazję do zakupu. Uważam, że większość podmiotów zagranicznych była niedoważona w polskie obligacje skarbowe, co również pomogło rynkowi.

Stosunkowemu uspokojeniu sytuacji na rynku długu pomogło także przenoszenie kapitału z rynków akcji na rynki obligacji. Choć zjawisko to wystąpiło głównie w skali globalnej po sygnałach eskalacji wojny handlowej USA – Chiny, to częściowo skorzystał na nim także polski rynek długu.

Sytuacja polskiego budżetu państwa jest stabilna, 72% potrzeb finansowych już jest pokrytych. 9 maja odbyła się aukcja zamiany obligacji, której wyniki były pozytywne, chociaż skala niezbyt wielka: inwestorzy zgłosili popyt na obligacje o wartości 5,8 mld zł, a sprzedany został dług o wartości 4,2 mld zł.

Osłabienie na rynkach akcji

  • Obawy przed eskalacją wojny handlowej USA – Chiny
  • Wyniki spółek w pierwszym kwartale poniżej oczekiwań
  • Spadek udziału Polski w indeksach rynków rozwijających się

Maciej Kik, Zarządzający funduszami akcji w Union Investment TFI
Maciej Kik, Zarządzający funduszami akcji w Union Investment TFI

Obserwujemy wyraźne osłabienie sentymentu inwestorów do akcji. Główną przyczyną są obawy przed eskalacją napięć pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Chinami po zapowiedzi prezydenta Donalda Trumpa o podniesieniu ceł importowych na towary z Chin. Choć pogorszenie nastrojów ma przyczyny globalne, to szybko przeniosło się do Polski, w której spadki są głębsze niż na rynkach zagranicznych.

Sytuacji w Polsce nie pomagają słabsze od oczekiwań wyniki raportowane przez spółki po pierwszym kwartale roku. Najgorsza sytuacja jest w sektorze energetycznym i wśród banków. W przypadku spółek energetycznych widać efekty wzrostu kosztów co przy stabilnych cenach prądu odbija się na ich wynikach, szczególnie widoczne było to w wynikach największej grupy czyli PGE. Z kolei kursy wszystkich banków zareagowały negatywnie po wyjątkowo złych wynikach Idea Banku. Jego sytuacja jest tak niefortunna, że konieczne będzie dofinansowanie. Inwestorzy spodziewają się, że zaangażowany w ten proces będzie Bankowy Fundusz Gwarancyjny, a niezbędne kwoty będą na tyle duże, że wymuszą podwyżkę składek na BFG wpłacanych przez wszystkie banki w dłuższym okresie, co odbije się negatywnie na ich wynikach w kolejnych kwartałach.

Stosunkowo lepiej radzą sobie spółki z indeksów mWIG40 i sWIG80. Po pierwsze sektory energetyki i bankowy mają w nich mniejszy udział, a po drugie jest wśród nich stosunkowo więcej spółek z branży np.: gier komputerowych. Te z kolei doskonale sobie radzą i prezentują bardzo dobre wyniki.

Sytuacji na polskim rynku akcji nie pomagają planowane zmiany w strukturze indeksu MSCI Emerging Markets. Zwiększy się w nim udział Chin i dołączy do niego Arabia Saudyjska i Argentyna. To będzie skutkowało spadkiem udziału pozostałych krajów, w tym Polski. Na pewno wywoła to podaż akcji polskich spółek ze strony funduszy pasywnych, które będą musiały dostosować struktury swoich aktywów do składu indeksu. Być może pojawi się także podaż ze strony funduszy aktywnych. Warto pamiętać, że wiele polskich spółek cechuje tak niska płynność, że fala wyprzedaży może zachwiać ich kursami.

Trudno ocenić, czy wspomniany efekt zmiany struktury indeksu dopiero będzie miał wpływ na polską giełdę, czy już obserwujemy jego pierwsze oddziaływanie. Nie widać jednocześnie czynników, które miałyby odwrócić trend słabych wyników prezentowanych przez spółki. To ostatnie zjawisko uważamy za najbardziej niepokojące i mogące mieć wpływ na polski rynek w kolejnych kwartałach.

Leasing staje się dźwignią inwestycji w Unii Europejskiej

Rynek leasingu odpowiada za ważną część inwestycji w Unii Europejskiej. Według ostatnich danych Eurostatu za 2017 rok, w całej Wspólnocie inwestycje sektora publicznego i prywatnego wyniosły 3,1 biliona euro. W tym samym roku – jak podaje federacja europejskich firm leasingowych Leaseurope – wartość nowo wydzierżawionych przedmiotów wyniosła 342,4 mld euro w 22 państwach Unii. Oznacza to, że wartość udzielonego w 2017 roku leasingu stanowiła ponad 11 proc. wartości inwestycji dokonanych w całej UE.

Największy polski leasingodawca PKO Leasing udzielił w 2018 roku finansowania na ponad 9,2 mld zł, osiągając w ten sposób 11,2 proc. udziału w rynku. Udzielone przez spółkę finansowanie wzrosło w ubiegłym roku o 13,7 proc.

Według danych Eurostatu, w ciągu minionej dekady jedynie Szwecja, Austria i Niemcy zwiększyły udział inwestycji w relacji do PKB w porównaniu z 2007 rokiem, natomiast w 24 z 28 państw członkowskich stosunek inwestycji do PKB zmalał. Europejski Bank Centralny przyznaje, że rosnący popyt na formę finansowania, jaką jest leasing świadczy o wzroście znaczenia pozabankowego finansowania gospodarki.

Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.
Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.

Polska branża leasingowa przez ostatnie kilka lat rozwijała się bardzo dynamicznie. Skala sfinansowanych nią inwestycji wzrosła w przeciągu 20 lat prawie dziesięciokrotnie. Istnieje kilka czynników, które wpłynęły na dynamikę branży – dobra sytuacja gospodarcza, wysokie tempo wzrostu PKB, niskie stopy procentowe, bardzo dobra sytuacja polskich przedsiębiorstw oraz absorbcja środków unijnych. Ubiegłoroczny spektakularny wzrost wysunął polski rynek leasingu na piątą pozycję w Unii Europejskiej za Wielką Brytanią, Niemcami, Francją i Włochami, a przed Szwecję i Holandię, których PKB jest większy niż PKB naszego kraju. Oznacza on również, że niemal co trzeci złoty wydany w 2018 roku na inwestycje pochodził z leasingu – podkreśla Paweł Pach, prezes PKO Leasing.

Leasing coraz bardziej popularny w Unii Europejskiej i w Polsce

Dynamicznie rośnie wartość udzielonego finansowania poprzez leasing, które staje się dogodną dźwignią dla inwestycji, szczególnie w przypadku młodych, wzrostowych, małych oraz najmniejszych podmiotów gospodarczych, a także startupów.

Choć europejska Wspólnota ma za sobą ponad dwa lata silnej poprawy koniunktury, inwestycje w relacji do jej PKB są wciąż na niższym poziomie niż przed wielkim globalnym kryzysem finansowym. Potrafiły je zwiększyć jedynie Szwecja, Austria i Niemcy, a poziom sprzed kryzysu wyrównała także Belgia. W 24 z 28 państw członkowskich, w tym także w Polsce, stosunek inwestycji do PKB się obniżył.

Rynek leasingu dynamicznie rośnie, a już teraz odpowiada za ważną część inwestycji w Unii Europejskiej. Według danych Eurostatu za 2017 rok, w całej Wspólnocie inwestycje sektora publicznego i prywatnego wyniosły 3,1 biliona euro. W tym samym roku – jak podaje federacja europejskich firm leasingowych Leaseurope – wartość nowo wydzierżawionych aktywów wyniosła 342,4 mld euro w 22 państwach Unii. Oznacza to, że wartość udzielonego w 2017 roku leasingu stanowiła ponad 11 proc. wartości inwestycji dokonanych w całej UE. Gdyby dołączyć sześć pozostałych państw, dla których nie ma danych porównawczych, wynik ten zapewne byłby jeszcze lepszy. Dla porównania, w 2017 roku banki ze strefy euro udzieliły przedsiębiorstwom kredytów o wartości nieco przekraczającej 100 mld euro, gdy tymczasem z całej puli udzielonego leasingu 69 proc., a więc ponad 236 mld euro trafiło do przedsiębiorstw.

Europejski rynek leasingu w okresie poprawy koniunktury osiągał wysoką dynamikę wzrostu. W latach 2014-2015 roczne wzrosty nowo udzielanego finansowania w tej formie sięgały 8 proc., by w 2016 roku przekroczyć 10 proc., a w 2017 roku zbliżyć się do 16 proc. W wielu krajach – podobnie jak w Polsce – leasing staje się coraz częściej rozważaną przez przedsiębiorców alternatywą dla pozyskania finansowania na inwestycje z innych źródeł – zwraca uwagę Paweł Pach, prezes zarządu PKO Leasing.

Finansowanie leasingiem najszybciej rośnie w tych krajach, gdzie kryzys najmocniej dotknął gospodarkę, a sektor bankowy zmaga się wciąż z dużymi wolumenami złych kredytów. Wysoką dynamikę osiąga w Grecji, we Włoszech, Portugalii, na Węgrzech, Litwie i Łotwie. Polskie firmy leasingowe udzieliły w 2018 roku finansowania na 82,6 mld zł, czyli o 21,8 proc. więcej niż rok wcześniej, będąc pod względem dynamiki rynku w europejskiej czołówce. Największym polskim leasingodawcą jest PKO Leasing, który udzielił finansowania na ponad 9,2 mld zł, osiągając w ten sposób 11,2 proc. udziału w rynku. Udzielone przez PKO Leasing finansowanie wzrosło w ubiegłym roku o 13,7 proc.