Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. po I kw. 2019 r.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od maja 2015 r., miała ponad 211 tys. zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym w 1 kw. 2019 r. Cała Grupa Kapitałowa podtrzymuje wzrostowy trend w zakresie przychodów i zysków poprzez równoległy rozwój wszystkich linii biznesowych.

Spółka zanotowała w 1 kw. 2019 r. ponad 211 tys. zł skonsolidowanego zysku netto, podczas gdy rok wcześniej sięgnął on 187 tys. zł. Grupa Kapitałowa WEC zwiększa łączne przychody dzięki stałemu i zrównoważonemu wzrostowi przychodów w ramach poszczególnych segmentów biznesowych, a więc windykacji pakietów B2C, świadczeniu usług faktoringowych i udzielaniu pożyczek B2B. Emitent pracuje również intensywnie nad obsługą zakupionych portfeli wierzytelności. Zarząd Spółki chce nadal utrzymać wzrost przychodów i rentowności dzięki konsekwentnemu rozwojowi wszystkich linii biznesowych, co pozwoli na umacnianie pozycji rynkowej i budowanie wzrostu wartości Grupy.

„Grupa będzie stale dążyła do dywersyfikacji źródeł przychodów. Chcemy, aby spółki zależne posiadały coraz więcej klientów zewnętrznych spoza grupy. Jednocześnie Emitent kontynuuje działania zmierzające do zwiększania zysku na windykacji masowej oraz faktoringu przy co najmniej utrzymaniu poziomu przychodów w segmencie windykacji przedsiębiorstw.” – mówi Remigiusz Brzeziński, Prezes Zarządu Spółki Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. poinformowała w maju br. o wygraniu postępowania przetargowego na sprzedaż wierzytelności z tytułu umów sprzedaży usług dystrybucyjnych, należności pozostałych oraz odsetek prowadzonego przez polskiego dostawcę energii. Złożona przez Emitenta oferta została wybrana jako najkorzystniejsza, a całkowita wartość nominalna wierzytelności to ponad 2.509 tys. zł. Spółka dokonała już w przeszłości kilku transakcji z tym podmiotem.

„Jesteśmy zadowoleni, że udało nam się wygrać kolejny przetarg organizowany przez ten podmiot. Można powiedzieć, że nasza współpraca ma już charakter ciągły. Mamy nadzieję, że nowy pakiet będzie spłacał się równie dobrze jak poprzednie.” – dodaje Brzeziński.

Spółka zakończyła 2018 r. skonsolidowanym zyskiem netto w kwocie ponad 1,06 mln zł wobec 0,87 mln zł rok wcześniej. Zarząd Emitenta postanowił zarekomendować Zwyczajnemu Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy wypłatę dywidendy w wysokości 0,09 zł na jedną akcję z jednostkowego zysku netto za 2018 r., który wyniósł łącznie 1.068.670,51 zł. Będzie to tym samym już kolejny rok, w którym Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. podzieli się osiągniętym zyskiem ze swoimi Akcjonariuszami. Ostateczną decyzję dotyczącą podziału zysku za 2018 rok podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Spółki.

„Planujemy wypłacić dywidendę, aby jak co roku dzielić się zyskiem z naszymi inwestorami. Uważamy bowiem, że jest to polityka, dzięki której do spółki przyciągamy stały i zrównoważony kapitał, co ma dla nas duże znaczenie.” – podsumowuje Prezes Brzeziński.

Spółka realizuje plan ekspansji w zakresie nabywania wierzytelności masowych i jak dotąd dokonała zakupu pakietów wierzytelności konsumenckich o łącznej wartości nominalnej w kwocie ponad 20,86 mln zł. W ramach outsourcingu windykacyjnego wierzytelności masowych Emitent obsługuje pakiety o wartości nominalnej sięgającej 21,1 mln zł. Z kolei wartość nominalna obsługiwanych usługowo przez Spółkę wierzytelności B2B wynosi 99,61 mln zł. W ten sposób całkowita wartość posiadanych oraz obsługiwanych na zlecenie pakietów wierzytelności przekracza 141 mln zł, co świadczy o mocnej pozycji Grupy WEC w tej branży.

4,5 mld zł może w tym roku trafić z NCBR do polskich spółek. Firmy muszą spełnić tylko jeden warunek – muszą być innowacyjne

4,5 mld zł może w tym roku trafić z NCBR do polskich spółek. Firmy muszą spełnić tylko jeden warunek – muszą być innowacyjne 1

Wsparcie w wysokości 50 mld zł i ponad 10 tys. umów zawartych z beneficjentami – to bilans 10 lat działalności Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Tylko w tym roku NCBR ma do rozdysponowania kolejne 4,5 mld zł, z czego blisko połowę w ramach konkursu Szybka Ścieżka, która cieszy się największym zainteresowaniem przedsiębiorstw. O granty może się starać w zasadzie każda firma, głównym warunkiem jest jednak innowacyjność projektu i komponent badawczo-rozwojowy.

– Spektrum dziedzin, które wspomagamy naszymi środkami, jest ogromne. Udzielamy dużego wsparcia medycynie. Są to m.in. projekty związane z bioniczną ręką, bioniczną trzustką, ale również z potrzebną i bardzo popularną ostatnio medycyną spersonalizowaną, polegającą na dobieraniu terapii na podstawie kodów DNA. W energetyce uruchomiliśmy z kolei program Bloki 200+, który pozwoli połączyć nowoczesne, odnawialne źródła energii z tradycyjną energetyką, na której cały czas oparty jest nasz przemysł. Mamy również wiele uruchomionych projektów w edukacji, zarówno podstawowej, jak i w szkolnictwie wyższym. Przykładem jest robot, który w inteligentny sposób uczy programowania – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr inż. Wojciech Kamieniecki, p.o. dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Jak podkreśla, na przestrzeni ostatniej dekady NCBR przyznało różnym beneficjentom wsparcie w wysokości ok. 50 mld zł, co jest dużym zastrzykiem dla rozwoju polskiej gospodarki i innowacyjności. Spektrum firm, które mogą sięgnąć po te środki, jest praktycznie nieograniczone. Jedynym warunkiem, który trzeba spełnić, jest wysoka innowacyjność projektu i komponent badawczo-rozwojowy.

– Granty są uzyskiwane na podstawie konkursów, więc ten komponent jest weryfikowany, podobnie jak sama idea projektu – musi być nowatorski i unikalny w skali kraju. To nie może być powielanie czegoś innego, a jeżeli już, to z tak dużym współczynnikiem zmiany, że praktycznie wychodzi nowy projekt – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki.

NCBR prowadzi zarówno programy dopasowane do specyfiki różnych branż, jak i horyzontalne – o szerokim zakresie tematycznym. Największą popularnością cieszą się konkursy w ramach Szybkiej Ścieżki. Te mają również największą alokację środków – w tym roku jest to 2,2 mld zł, czyli blisko połowa środków, którymi dysponuje NCBR.

– Program Szybkiej Ścieżki polega na tym, że NCBR określa parametry projektu, ale bardzo ogólnie. Dofinansowanie musi się mieścić w skali od 1 do 200 mln zł, a po drugie – mieć ten komponent innowacji, współpracy przemysłu z jednostkami badawczo-rozwojowymi czy naukowymi albo z osobami, które są np. autorytetem w danej dziedzinie nauki, legitymują się jakimiś osiągnięciami i publikacjami, dają gwarancję, że czynnik rozwojowy będzie w danym projekcie mocno rozwijany. Natomiast dziedzina, z której ma pochodzić projekt, jest zupełnie dowolna – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki.

Od początku swojej działalności NCBR zawarło już ponad 10 tys. umów z beneficjentami – większość tego wsparcia popłynęła do małych i średnich firm.

– Gros środków przeznaczanych jest na wsparcie właśnie tego sektora, z ukierunkowaniem zwłaszcza na firmy średnie, jako że w naszym przekonaniu one dają największy impuls do postępu gospodarczego – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki.

Jak podkreśla, granty udzielane przez NCBR przede wszystkim mają się przyczyniać do tworzenia nowoczesnych, innowacyjnych projektów, które można szybko i skutecznie skomercjalizować.

– Sam proces komercjalizacji jest jednym z najtrudniejszych wyzwań na styku nauki z gospodarką – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki. – Te środki budują u przedsiębiorców świadomość, że badania są ważnym elementem przewagi konkurencyjnej na rynku. Mamy przykłady wielu beneficjentów, którzy po wdrożeniu z sukcesem projektów innowacyjnych postanowili dalej, już w oparciu o własne fundusze, tworzyć i rozwijać centra badawczo-rozwojowe. Te ośrodki rozwijają bazę naukowo-badawczą, co też ma duży wpływ na nowoczesność gospodarki i przewagę naszego kraju w skali międzynarodowej.

Pomorskie stawia na innowacyjną branżę stoczniową. Region chce przyciągać kolejne firmy z tego sektora

Pomorskie stawia na innowacyjną branżę stoczniową. Region chce przyciągać kolejne firmy z tego sektora 2

Potencjał sektora stoczniowego w Polsce dynamicznie się rozwija, a firmy działające w tej branży dostają zamówienia na coraz bardziej zaawansowane technologicznie produkty. Na gdańskiej Wyspie Ostrów – dzięki rewitalizacji terenów postoczniowych prowadzonej przez Pomorską Specjalną Strefę Ekonomiczną – powstaje nowoczesna infrastruktura, która ma zachęcać do inwestycji kolejne firmy z sektora morskiego. Powstawanie innowacji w branży napędzane jest także przez programy wsparcia dla start-upów i kształcenie kadr z zakresu automatyzacji i programowania.

Przemysł morski to jeden z najprężniej rosnących sektorów gospodarki na Pomorzu. Trójmiejskie stocznie produkują m.in. wysokospecjalistyczne jednostki dla sektora offshore, kontenerowce arktyczne, wieże wiatrowe i ekskluzywne jachty. Do sektora wkracza coraz więcej innowacji, czego przykładem jest m.in. gdyńska Stocznia Crist. W ostatnich latach zasłynęła dzięki nowoczesnym projektom, np. budowie największego na świecie promu hybrydowego, w którym baterie są ładowane za pomocą kabla zasilającego z obiektów nabrzeżnych.

Nowoczesny przemysł stoczniowy to kilka obszarów. Po pierwsze – projektowanie. Firmy z branży stoczniowej projektują nowoczesne rozwiązania, które są instalowane na statkach, wieżach offshore’owych czy innych, specjalistycznych jednostkach. Z drugiej strony, mówimy o technologii produkcji – tutaj szalenie istotna jest automatyzacja i robotyzacja. W tę stronę będzie się rozwijał przemysł. PSSE przyczynia się do tego, aby te nowoczesne technologie mogły być wdrażane przez firmy z branży stoczniowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Lulewicz, wiceprezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Wsparcie Przemysłu 4.0 i nowych technologii w branży stoczniowej to cel prowadzonej przez PSSE rewitalizacji Wyspy Ostrów. Jej front to leżący niemal w centrum Gdańska, dobrze skomunikowany obszar przemysłowy, graniczący bezpośrednio z 550-metrowymi nabrzeżami Kaszubskim i Trawlerowym oraz Stocznią Gdańsk. Rewitalizacja ma przystosować te tereny do prowadzenia nowoczesnej produkcji stoczniowej w oparciu o najnowsze technologie przemysłowe. W efekcie Wyspa Ostrów przekształci się w oparty na innowacjach hub stoczniowy.

Potencjał sektora stoczniowego w Polsce dynamicznie się rozwija. Widzimy to po zamówieniach realizowanych przez firmy działające na tym rynku. Dzięki rewitalizacji Wyspy Ostrów chcemy zwiększyć dostęp do nowoczesnej infrastruktury stoczniowej, żeby firmy mogły z niej korzystać. Jesteśmy po to, aby poprawiać warunki do produkcji stoczniowej – podkreśla Paweł Lulewicz. – Infrastruktura, która tu powstanie, zostanie zrewitalizowana zgodnie z oczekiwaniami klientów, którzy chcą realizować nowoczesne projekty wpisujące się w koncepcję Przemysłu 4.0.

Na przełomie marca i kwietnia ruszyła budowa płyty montażowej na Wyspie Ostrów – będzie to jedyna w Polsce konstrukcja przystosowana do budowy i wodowania dużych jednostek oraz wielkogabarytowych konstrukcji. Inwestycja szacowana na ok. 16,5 mln zł ma być ukończona w pierwszej dekadzie lipca. W tym samym miesiącu produkcję stoczniową oraz wież wiatrowych typu onshore i offshore uruchomi tam Stocznia Gdańsk.

– Infrastruktura na Wyspie Ostrów jest przygotowywana pod trzy obszary produkcji stoczniowej. Z jednej strony mówimy o produkcji jednostek pływających, z drugiej – o rozwiązaniach takich jak wieże wiatrowe, czyli dla branży offshore’owej. Trzeci segment to inne wielkogabarytowe konstrukcje stalowe, które ze względu na swoje wymiary i wagę powinny być wodowane. Unikatowość położenia Wyspy Ostrów polega na bezpośrednim dostępie do kanału żeglugowego. To umożliwia bezpośrednio po wyprodukowaniu transport drogą wodną gotowych wyrobów do klienta – mówi Paweł Lulewicz.

PSSE wspiera nowe technologie i działające w branży stoczniowej innowacyjne firmy m.in. poprzez Gdański Park Naukowo-Technologiczny i skoncentrowany na gospodarce morskiej Bałtycki Port Nowych Technologii, które stały się na Pomorzu ośrodkami stymulującymi rozwój innowacji. Z kolei programy akceleracyjne prowadzone przez PSSE łączą start-upy z dużymi firmami, czego efektem są całkiem nowe rozwiązania w branży stoczniowej. Przykładowo, w ramach Space3ac Intermodal Transportation ponad 20 start-upów zaprojektowało i wdrożyło nowe rozwiązania dla 11 przedsiębiorstw, w tym m.in. Lotosu, Orange, PZU Lab oraz portów w Gdańsku i Gdyni.

W polskiej branży stoczniowej trzeba mówić o Przemyśle 4.0, bo takie są trendy na świecie. Rozwój robotyzacji i automatyzacji jest nieunikniony. Jeżeli już w tej chwili nie zdynamizujemy przygotowań do tego, co nas czeka za chwilę, nie będziemy w stanie konkurować z najlepszymi gospodarkami świata. Dlatego PSSE z jednej strony realizuje projekty infrastrukturalne – ciężkie, stoczniowe tematy, ale w nowoczesnym wydaniu, a z drugiej strony pracujemy nad kształceniem nowych kadr, które będą w stanie obsługiwać roboty i inne skomplikowane urządzenia do produkcji stoczniowej – mówi wiceprezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Najbardziej poszukiwani na rynku pracy w województwach kujawsko-pomorskim i pomorskim są m.in. spawacze, elektrycy, ślusarze, mechatronicy, monterzy oraz operatorzy maszyn i urządzeń. PSSE regularnie bada zapotrzebowanie pracodawców na wykwalifikowane kadry i pełni rolę łącznika pomiędzy inwestorami a urzędami i szkołami, które wprowadzają kształcenie zawodowe i klasy patronackie. W lutym PSSE podpisała kolejną umowę z placówkami, które dopasują profile kształcenia do potrzeb inwestorów z branży morskiej.

Takie kadry na potrzeby Przemysłu 4.0 ma kształcić Stoczniowe Centrum Kształcenia Zawodowego – projekt edukacyjny PSSE, który powstaje na Wyspie Ostrów. Przyszli pracownicy przemysłu stoczniowego będą się uczyć na symulatorach, z wykorzystaniem nowoczesnego sprzętu i oprogramowania.

Wspieramy procesy kształcenia poprzez otwarcie kampusu szkoleniowego. W jego ramach udostępniamy nowoczesne roboty przemysłowe, na których zarówno młodzież, jak i osoby dorosłe będą mogły zdobywać i poszerzać kompetencje związane z programowaniem tych robotów. Te kompetencje następnie będą mogły zostać wykorzystane przez firmy z branży stoczniowej w nowoczesnych procesach produkcyjnych – mówi Paweł Lulewicz.

Ubiegły rok PSSE zamknęła z wynikiem 25 nowych inwestorów i 531,5 mln zł deklarowanych inwestycji. Udało się stworzyć 764 nowe miejsca pracy oraz utrzymać 3 570 etatów. W planach na ten rok jest m.in. uruchomienie kolejnego programu akceleracyjnego dla start-upów.

Od lipca program Rodzina 500+ będzie obejmował 6,8 mln dzieci. Nie wpłynął na dzietność, ale ma pozytywny wpływ na gospodarkę

Od lipca program Rodzina 500+ będzie obejmował 6,8 mln dzieci. Nie wpłynął na dzietność, ale ma pozytywny wpływ na gospodarkę 3

Statystyki GUS pokazują, że program Rodzina 500+ nie jest skutecznym narzędziem kształtowania polityki demograficznej, ale – jak podkreśla były minister finansów Stanisław Kluza – należy go pozytywnie oceniać w kontekście jego długoterminowego oddziaływania na gospodarkę i kształtowania polityki prorodzinnej państwa. Rodzina 500+ jest programem o charakterze sprawiedliwościowym, redystrybucyjnym i istotnie przekłada się na stabilny i zrównoważony rozwój gospodarczy – uważa ekonomista.

 Uważam, że program Rodzina 500+ istotnie przekłada się na stabilny i zrównoważony rozwój gospodarczy. Głównie dlatego, że oddziałuje w długim okresie. Po pierwsze, wpływa na bezpieczeństwo tych, którzy wychowują dzieci, co ma bardzo duże znaczenie ekonomiczne. To są pokolenia, które – jeżeli zostaną w Polsce – będą się przysparzać do ciągłości funkcjonowania naszej gospodarki. Po drugie, przekłada się to na kwestie związane z konsumpcją, wydatkami w gospodarce, a co za tym idzie – z podatkami – mówi agencji Newseria Biznes Stanisław Kluza, ekonomista, były minister finansów i przewodniczący KNF, założyciel Instytutu Debaty Eksperckiej i Analiz Quant Tank.

W kwietniu minęły trzy lata od wprowadzenia rządowego programu Rodzina 500+. Finansowym wsparciem – w wysokości nieopodatkowanych 6 tys. zł rocznie – zostało objętych blisko 2,6 mln rodzin i w sumie 3,6 mln dzieci (świadczenie przysługuje na drugie i każde kolejne dziecko w rodzinie). Podsumowując trzylecie działania programu, premier Mateusz Morawiecki podkreślał, że ma on charakter prorodzinny i propaństwowy, a do tej pory Skarb Państwa przeznaczył na niego już 67 mld zł.

W tym roku świadczenie Rodzina 500+ ma zostać rozszerzone (w ramach tzw. „piątki Kaczyńskiego”) i będzie przysługiwać także na pierwsze dziecko. Ustawę w tej sprawie prezydent Andrzej Duda podpisał 16 maja. To oznacza, że finansowe wsparcie obejmie już w sumie 6,8 mln dzieci w Polsce. Wnioski o świadczenie będzie można składać od 1 lipca br. i – jak informowała szefowa MRPiPS Elżbieta Rafalska – będzie kosztować budżet państwa dodatkowe ok. 20 mld zł rocznie.

Były przewodniczący KNF ocenia, że rząd słusznie nie zdecydował się na wprowadzenie kryterium dochodowego, które wyłączyłoby z programu osoby zamożne, osiągające ponadprzeciętne dochody.

Uważam, że nie powinno być progu, bo jest to związane z dzietnością oraz z pewną redystrybucyjną, sprawiedliwościową rolą państwa. To, czy 500 zł oznacza dla kogoś dużą czy relatywnie małą kwotę, nie powinno być więc żadnym kryterium. A jeżeli zwrócimy uwagę na to, że tych osób bardziej zamożnych jest niewiele, to po zsumowaniu wychodzi naprawdę mały ułamek wydatków w ramach tego programu – mówi Stanisław Kluza.

Ekonomista podkreśla, że programu Rodzina 500+ nie należy oceniać przez pryzmat wzrostu dzietności. Z danych GUS wynika, że w 2017 roku – kolejnym po wprowadzeniu świadczenia – liczba urodzeń wzrosła do 402 tys. (o 20 tys. więcej w stosunku do 2016 roku), jednak był to wzrost krótkotrwały. W ubiegłym roku liczba urodzeń ponownie spadła (o 3,5 proc.) – w Polsce urodziło się 388 tys. dzieci.

Obecnie w wiek produkcyjny, w którym jest możliwość posiadania dzieci, wchodzą osoby z pokoleń niżu demograficznego. To oznacza, że liczba osób, które mogłyby mieć dzieci, będzie z roku na rok coraz niższa – mówi Stanisław Kluza. – Po drugie, koszty życia i utrzymania są relatywnie coraz wyższe. Gdyby tego programu nie było, to dla wielu rodzin – w szczególności tych średnio uposażonych – koszt wychowywania dzieci byłby na tyle duży, że kwestie ekonomiczne stałyby się dużo większym dylematem.

Jak podkreśla Stanisław Kluza, z tego powodu program należy oceniać raczej w kontekście jego długoterminowego oddziaływania na gospodarkę i kształtowania polityki prorodzinnej państwa.

– Rodzina 500+ jest programem o charakterze sprawiedliwościowym, redystrybucyjnym. Osoby, które świadomie decydują się na wychowywanie dzieci, podejmują trud opiekuńczy, wychowawczy i przez 20 kolejnych lat ponoszą z tego tytułu bardzo duże wydatki. Beneficjentem tych wydatków nie są de facto tylko ci biologiczni rodzice, ale całe społeczeństwo – ponieważ ich dzieci płacą na emerytury wszystkich, stają się elementem całej gospodarki, a zatem ważne jest zrównoważenie korzyści i kosztów pomiędzy stronami – mówi ekonomista.

Styczniowe dane GUS pokazały też, że Rodzina 500+ ma pozytywny wpływ na rynek pracy. Na podstawie cyklicznych badań aktywności ekonomicznej BAEL i analizy dotyczącej aktywności zawodowej Polaków urząd podał, że program wpłynął na sytuację zawodową prawie 300 tys. rodziców dzieci korzystających ze świadczenia. Pod jego wpływem 76 tys. osób zaczęło pracę, a 75 tys. – zaczęło jej szukać. Natomiast odwrotne, negatywne przełożenie program miał na grupę 67 tys. rodziców, z których 34 tys. zadeklarowało, że przestało szukać pracy, a 33 tys. z niej zrezygnowało.

Przybywa zielonych autobusów w Polsce. W 2018 roku na ulice miast wyjechało 317 autobusów z alternatywnymi napędami

0

Przybywa zielonych autobusów w Polsce. W 2018 roku na ulice miast wyjechało 317 autobusów z alternatywnymi napędami 4

Sprzedaż ekologicznych autobusów miejskich dynamicznie rośnie. W ubiegłym roku na drogi polskich aglomeracji wyjechało 317 ekoautobusów, w tym 63 elektryki i 200 hybryd. – w połączeniach między miastami udział tych pojazdów jest niewielki, bo trudno je wykorzystywać na dalekich trasach – mówi Bogdan Kurys, wiceprezes firmy Sindbad. Jednak flota autokarów także staje się coraz bardziej ekologiczna. – Potrzeba wymiany sprzętu jest wymuszona, inaczej nie moglibyśmy realizować połączeń międzynarodowych – ocenia Kurys.

Norma Euro 6 to obecnie jedyna norma, która pozwala wjechać do dużych aglomeracji miejskich na Zachodzie. To wymusza wymianę sprzętu, bo inaczej nie moglibyśmy realizować połączeń międzynarodowych. To też będzie następowało w Polsce, w związku z tym inwestycje, które są czynione, idą w kierunku ekologii. Bardzo dużo jest rejestrowanych autobusów elektrycznych, hybrydowych i realizują połączenia miejskie i podmiejskie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bogdan Kurys, wiceprezes firmy Sindbad.

Rok 2018 był najbardziej ekologicznym w całej historii dla rynku autobusów miejskich. Dane PZPM i JMK wskazują, że ciągu roku pojawiło się 317 autobusów z alternatywnymi napędami, w tym 200 z napędem hybrydowym, 63 elektrobusy i 54 pojazdy z napędem gazowym. Łącznie od początku 2019 roku na ekonapęd jeździły 43 pojazdy (12 proc. z 351 wszystkich nowych autobusów). Dla porównania w 2016 tylko 2,2 proc. pojazdów miało alternatywny napęd, rok później – 7 proc., a w najlepszym pod tym względem 2018 roku – 11,7 proc.

Z danych PZPM i JMK wynika, że tylko od maja 2015 do stycznia 2019 roku liczba zarejestrowanych autobusów elektrycznych w Polsce sięgnęła 178 pojazdów. Obecnie portfel zamówień na autobusy elektryczne obejmuje 274 pojazdy, zarówno na etapie dostaw, jak i produkcji. Najwięcej autobusów elektrycznych jest zarejestrowanych w Zielonej Górze (45) Warszawie (31). Krakowie (26) i Jaworznie (24). Ich liczba będzie stopniowo rosnąć. Jak podkreślają eksperci, wśród autobusów turystycznych, jak i międzymiastowych oraz minibusów dominuje napęd diesla i w najbliższym czasie raczej się to nie zmieni.

Rozwojowi tej części rynku będą sprzyjać zapisy w Ustawie o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Zakładają one, że samorządy mają zlecać świadczenie usług komunikacji miejskiej takim firmom, w których udział autobusów zeroemisyjnych we flocie użytkowanych pojazdów sięgnie co najmniej 5 proc. od 2021 roku.

Miasta poczyniły duże inwestycje, kupują autobusy ze środków unijnych na potrzeby komunikacji miejskiej, ale również komunikacja podmiejska i dalekobieżna dynamicznie się rozwija – podkreśla Bogdan Kurys. – W związku z tym, jeśli 2018 rok był rokiem rekordowym pod względem rejestracji nowych pojazdów czy inwestycji w nowe autokary, to możemy też wnioskować, że wciąż istnieje zapotrzebowanie na te pojazdy.

Ministerstwo Infrastruktury przygotowało projekty ustaw, które mają odbudować efektywny system lokalnych połączeń autobusowych we wszystkich regionach Polski.

– Ubiegły rok był rekordowy pod względem rejestracji nowych autobusów w Polsce. To było ponad 2,7 tys. sztuk, z czego 370 pojazdów to były autokary turystyczne, a pozostałe to autokary miejskie, podmiejskie – mówi Bogdan Kurys.

Ubiegłoroczny wynik był o ponad 18 proc. wyższy niż przed rokiem. W tym roku było już nieco gorzej, ale w kwietniu – po czterech miesiącach spadków – rynek urósł o 5,8 proc. W rankingu marek (za okres styczeń – kwiecień 2019) przoduje Mercedes-Benz, MAN i Solaris.

Wolelibyśmy kupić polski produkt, jednak żaden polski producent nie produkuje autokarów turystycznych na trasy międzynarodowe spełniających nasze oczekiwania. Produkcja krajowa jest ukierunkowana na autokary miejskie, jesteśmy jednym z potentatów w tym zakresie. W związku z tym korzystamy z produktów zachodnich, to głównie autokary Setra – podkreśla wiceprezes firmy Sindbad.

Polską specjalnością eksportową stają się również miejskie autobusy elektryczne. Według danych Eurostatu, podawanych przez Polski Instytut Ekonomiczny, udział krajowych producentów w eksporcie tych pojazdów wyniósł w ubiegłym roku 36 proc. Druga Belgia ma niecałe 30 proc. Sprzedaliśmy za granicę 131 autobusów o napędzie elektrycznym za łączną kwotę 231,8 mln zł. Dla porównania, w 2017 roku były to 24 pojazdy warte niecałe 40 mln zł.

Coraz więcej zielonych autobusów w Polsce. W 2018 roku na ulice miast wyjechało 317 autobusów z alternatywnymi napędami

Coraz więcej zielonych autobusów w Polsce. W 2018 roku na ulice miast wyjechało 317 autobusów z alternatywnymi napędami 5

Sprzedaż ekologicznych autobusów miejskich dynamicznie rośnie. W ubiegłym roku na drogi polskich aglomeracji wyjechało 317 ekoautobusów, w tym 63 elektryki i 200 hybryd. – w połączeniach między miastami udział tych pojazdów jest niewielki, bo trudno je wykorzystywać na dalekich trasach – mówi Bogdan Kurys, wiceprezes firmy Sindbad. Jednak flota autokarów także staje się coraz bardziej ekologiczna. – Potrzeba wymiany sprzętu jest wymuszona, inaczej nie moglibyśmy realizować połączeń międzynarodowych – ocenia Kurys.

Norma Euro 6 to obecnie jedyna norma, która pozwala wjechać do dużych aglomeracji miejskich na Zachodzie. To wymusza wymianę sprzętu, bo inaczej nie moglibyśmy realizować połączeń międzynarodowych. To też będzie następowało w Polsce, w związku z tym inwestycje, które są czynione, idą w kierunku ekologii. Bardzo dużo jest rejestrowanych autobusów elektrycznych, hybrydowych i realizują połączenia miejskie i podmiejskie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bogdan Kurys, wiceprezes firmy Sindbad.

Rok 2018 był najbardziej ekologicznym w całej historii dla rynku autobusów miejskich. Dane PZPM i JMK wskazują, że ciągu roku pojawiło się 317 autobusów z alternatywnymi napędami, w tym 200 z napędem hybrydowym, 63 elektrobusy i 54 pojazdy z napędem gazowym. Łącznie od początku 2019 roku na ekonapęd jeździły 43 pojazdy (12 proc. z 351 wszystkich nowych autobusów). Dla porównania w 2016 tylko 2,2 proc. pojazdów miało alternatywny napęd, rok później – 7 proc., a w najlepszym pod tym względem 2018 roku – 11,7 proc.

Z danych PZPM i JMK wynika, że tylko od maja 2015 do stycznia 2019 roku liczba zarejestrowanych autobusów elektrycznych w Polsce sięgnęła 178 pojazdów. Obecnie portfel zamówień na autobusy elektryczne obejmuje 274 pojazdy, zarówno na etapie dostaw, jak i produkcji. Najwięcej autobusów elektrycznych jest zarejestrowanych w Zielonej Górze (45) Warszawie (31). Krakowie (26) i Jaworznie (24). Ich liczba będzie stopniowo rosnąć. Jak podkreślają eksperci, wśród autobusów turystycznych, jak i międzymiastowych oraz minibusów dominuje napęd diesla i w najbliższym czasie raczej się to nie zmieni.

Rozwojowi tej części rynku będą sprzyjać zapisy w Ustawie o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Zakładają one, że samorządy mają zlecać świadczenie usług komunikacji miejskiej takim firmom, w których udział autobusów zeroemisyjnych we flocie użytkowanych pojazdów sięgnie co najmniej 5 proc. od 2021 roku.

Miasta poczyniły duże inwestycje, kupują autobusy ze środków unijnych na potrzeby komunikacji miejskiej, ale również komunikacja podmiejska i dalekobieżna dynamicznie się rozwija – podkreśla Bogdan Kurys. – W związku z tym, jeśli 2018 rok był rokiem rekordowym pod względem rejestracji nowych pojazdów czy inwestycji w nowe autokary, to możemy też wnioskować, że wciąż istnieje zapotrzebowanie na te pojazdy.

Ministerstwo Infrastruktury przygotowało projekty ustaw, które mają odbudować efektywny system lokalnych połączeń autobusowych we wszystkich regionach Polski.

– Ubiegły rok był rekordowy pod względem rejestracji nowych autobusów w Polsce. To było ponad 2,7 tys. sztuk, z czego 370 pojazdów to były autokary turystyczne, a pozostałe to autokary miejskie, podmiejskie – mówi Bogdan Kurys.

Ubiegłoroczny wynik był o ponad 18 proc. wyższy niż przed rokiem. W tym roku było już nieco gorzej, ale w kwietniu – po czterech miesiącach spadków – rynek urósł o 5,8 proc. W rankingu marek (za okres styczeń – kwiecień 2019) przoduje Mercedes-Benz, MAN i Solaris.

Wolelibyśmy kupić polski produkt, jednak żaden polski producent nie produkuje autokarów turystycznych na trasy międzynarodowe spełniających nasze oczekiwania. Produkcja krajowa jest ukierunkowana na autokary miejskie, jesteśmy jednym z potentatów w tym zakresie. W związku z tym korzystamy z produktów zachodnich, to głównie autokary Setra – podkreśla wiceprezes firmy Sindbad.

Polską specjalnością eksportową stają się również miejskie autobusy elektryczne. Według danych Eurostatu, podawanych przez Polski Instytut Ekonomiczny, udział krajowych producentów w eksporcie tych pojazdów wyniósł w ubiegłym roku 36 proc. Druga Belgia ma niecałe 30 proc. Sprzedaliśmy za granicę 131 autobusów o napędzie elektrycznym za łączną kwotę 231,8 mln zł. Dla porównania, w 2017 roku były to 24 pojazdy warte niecałe 40 mln zł.

Coraz więcej Polaków dba o wygląd z wykorzystaniem medycyny estetycznej. Bez oceny stanu zdrowia same zabiegi mogą się okazać niewystarczające

Coraz więcej Polaków dba o wygląd z wykorzystaniem medycyny estetycznej. Bez oceny stanu zdrowia same zabiegi mogą się okazać niewystarczające 6

Zabiegi medycyny estetycznej w Polsce przestają być traktowane jako luksus, na który mogą sobie pozwolić tylko gwiazdy i osoby zamożne. Coraz więcej Polaków chce w ten sposób dbać o swój wygląd. Eksperci podkreślają jednak, że zabiegi medycyny estetycznej nie wystarczą, by robić to skutecznie. Niezbędne jest podejście holistyczne, obejmujące zarówno poprawę stanu skóry, jak i całego organizmu. Punktem wyjścia do wszelkich działań w tym zakresie powinna być precyzyjna ocena stanu zdrowia, na podstawie której lekarz jest w stanie ustalić indywidualne zalecenia dla każdego pacjenta. 

Badania przeprowadzone przez BCMM Badania Marketingowe na zlecenie Galderma Polska pokazują, że zabiegom bazującym na kwasie hialuronowym lub botoksie poddaje się obecnie 600 tys. Polaków, z czego 84 proc. stanowią kobiety. Polacy chcą wyglądać atrakcyjnie, często zapominają jednak, że podstawą dobrej prezencji jest zdrowie całego organizmu.

– To zdrowie decyduje o tym, czy wyglądamy świeżo, czy też w naszym organizmie coś się dzieje i wtedy wyglądamy na zmęczonych, skóra jest bardziej wiotka, jest więcej przebarwień, więcej naczyń i rozszerzonych porów – mówi agencji informacyjnej Newseria dr n. med. Piotr Niedziałkowski, specjalista chorób wewnętrznych i alergologii, dyplomowany lekarz medycyny estetycznej z Centrum Estetyki Medycznej w Warszawie.

Większość pacjentów zgłasza się do lekarzy medycyny estetycznej, żeby poddać się zabiegom poprawiającym stan ich skóry. Zdaniem eksperta znacznie skuteczniejsze jest jednak podejście holistyczne, zakładające przede wszystkim zadbanie o zdrowie całego organizmu. Takie podejście, określane przez dr n. med. Piotra Niedziałkowskiego mianem estetyki medycznej, obejmuje wszelkie działania medyczne prowadzące do ogólnego dobrostanu organizmu, czyli zarówno zabiegi na skórze, jak i procedury poprawiające działanie wnętrza organizmu.

– Do tego właśnie służą wszelkie działania estetyki medycznej, czyli ocena ogólnego stanu zdrowia (Profilaktyczne Bilanse Biologiczne – PBB), odpowiednie odżywianie, suplementacja i aktywność fizyczna. Bez tych działań wszelkie zabiegi medycyny estetycznej są bardzo krótkotrwałe, a nawet mogą się wiązać z wystąpieniem powikłań – mówi dr Piotr Niedziałkowski.

Podstawą działań podejmowanych w ramach estetyki medycznej jest ocena stanu zdrowia, która obejmuje wykonanie szczegółowych bilansów biologicznych określających precyzyjnie stan zdrowia pacjenta. Pierwszym krokiem jest wywiad, na podstawie którego lekarz zleca konkretne badania krwi, moczu, kału czy śliny. Na ich podstawie dokonuje oceny stanu biologicznego organizmu, może także przewidzieć możliwość wystąpienia pewnych chorób. Tego rodzaju badaniom powinny się poddać przede wszystkim osoby skarżące się na przewlekłe zmęczenie lub złe samopoczucie mimo poprawnych wyników badań standardowych, osoby obciążone wystąpieniem chorób takich jak nowotwory, zawały lub cukrzyca, przyjmujące leki hormonalne lub borykające się z nawracającymi infekcjami.

Ocena stanu zdrowia nie musi być wykonywana bardzo często, może być odbyć się raz na kilka lat. Badania, które przeprowadzamy, oceniają aktualny stan zdrowia. Wszelkie działania korygujące, medyczne, które prowadzimy, dają swoje efekty po kilku, kilkunastu miesiącach – mówi dr Piotr Niedziałkowski.

Na podstawie bilansu biologicznego lekarz ustala indywidualne zalecenia dla każdego pacjenta. Obejmują one dietę, suplementację, immunomodulację za pomocą odpowiednio dopasowanych probiotyków oraz zabiegi medycyny estetycznej. Pacjent otrzymuje wytyczne na rok, przy czym w tym czasie 2–3 razy powinien się zgłosić na wizyty kontrolne do lekarza prowadzącego. Zazwyczaj już po upływie 3–4 miesięcy stosowania się do wytycznych estetyki medycznej pacjenci zauważają odczuwalną poprawę stanu zdrowia.

– Niewielki procent osób ma mniejszą poprawę, zazwyczaj są to ci, którzy się nie stosują do zaleceń albo mają bardzo zaawansowane choroby. Ale u każdego z pacjentów, jeżeli stosuje się do zaleceń, widać poprawę, zarówno dotyczy to osób dorosłych, jak i dzieci – mówi dr Piotr Niedziałkowski.

Polski sektor kosmiczny rośnie w siłę. Naukowcy uczestniczą w misjach na Marsa, chcą także rozwiązać problem kosmicznych śmieci

Polacy są coraz silniejsi w branży kosmicznej. Stworzyli m.in. sprzęt do badania głębi powierzchni Marsa czy technologię pozwalającą na walkę z problemem kosmicznych śmieci. Ambicje światowych graczy branży kosmicznej skupiają się jednak na prywatyzacji lotów załogowych i badaniach pozwalających na dotarcie do genezy Układu Słonecznego.

– Rola polskich naukowców w odkrywaniu Kosmosu cały czas intensywnie wzrasta. My do tego wyścigu kosmicznego włączyliśmy się stosunkowo późno, jednak już widzimy, że polskie instytucje i naukowcy bardzo szybko nadrabiają straty, jeśli chodzi o naszych zachodnich i wschodnich kolegów. Jest wiele firm, również polskich, które włączają się do międzynarodowych projektów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Marek Krawczyk z KP Labs.

Polski sektor kosmiczny systematycznie rośnie w siłę. Od momentu przyjęcia do Europejskiej Agencji Kosmicznej liczba polskich podmiotów zarejestrowanych na portalu przetargowym ESA EMITS wzrosła ponad ośmiokrotnie i liczyła 420 podmiotów w 2018 r. W ciągu sześciu lat członkostwa Polski w ESA, polskie podmioty uzyskały pond 330 kontraktów na łączną kwotę prawie 100 mln euro. Polskie firmy są obecne już w największych misjach kosmicznych.

Sprzęt firmy Astronika uczestniczy w misji InSight, zajmującej się badaniem Marsa. Warszawskie przedsiębiorstwo zbudowało mechanizm „Kret HP3”, będący próbnikiem służącym do pomiaru strumienia ciepła na głębokości 5 metrów w marsjańskim gruncie. To jednak nie jest jedyna polska myśl techniczna obecna w przestrzeni kosmicznej.

– Pod koniec zeszłego roku polski satelita PW-Sat2 został wystrzelony na orbitę w celu przetestowania żagla deorbitacyjnego. Bardzo ciekawy eksperyment, nasza firma też miała w tym drobny udział. Zapewnialiśmy misji komputer pokładowy i oprogramowanie do tego komputera – mówi dr Marek Krawczyk.

Żagiel deorbitacyjny ma pozwolić na szybsze usunięcie satelity z orbity, gdy ten wykona już swoją pracę. Kwadratowa struktura oparta na czterech ramionach jest otwierana za satelitą. Taka operacja zwiększy powierzchnię satelity, a więc i jej opór aerodynamiczny. Pozwoli to na wyprowadzenie urządzenia poza orbitę i jego destrukcję przy wejściu w atmosferę. Rozwiązanie opracowane przez studentów Politechniki Warszawskiej pozwoli rozwiązać problem tzw. kosmicznych śmieci krążących w przestrzeni orbitalnej.

– Satelita PW-Sat2 zrobił pierwsze polskie zdjęcie satelitarne. Właśnie w tym celu na pokładzie satelity była zainstalowana prosta kamera, żeby monitorować, jak wygląda i jak zachowuje się ten żagiel, ale dzięki temu udało się uzyskać pierwsze satelitarne zdjęcie polskiego satelity. Trzeba pamiętać, że pierwsze polskie zdjęcie wykonał Mirosław Hermaszewski podczas misji. Jest to więc historyczne wydarzenie – zaznacza ekspert.

Eksploracja kosmosu wchodzi na kolejne, dotychczas nieosiągalne płaszczyzny. Należąca do Elona Muska firma SpaceX wystrzeliła na Międzynarodową Stację Kosmiczną statek Crew Dragon w ramach testowego lotu bezzałogowego przed planowanym na lipiec, kontraktowanym przez NASA lotem załogowym. Warto zaznaczyć, że dotychczas tylko agencje narodowe mogły wysyłać ludzi w kosmos. Ambicje badaczy kosmosu skupiają się jednak na badaniu kolejnych obiektów w przestrzeni pozaziemskiej.

– Japońska sonda kosmiczna Hayabusa-2 pobrała próbki z asteroidy Ryugu, to jest druga misja Hayabusa. W poprzedniej misji taka operacja napotkała wiele problemów, tym razem Japończykom udało się to w pełni. Przed misją Hayabusa stoją następne wyzwania – zrobienie sztucznego krateru na powierzchni Ryugu i pobranie próbek z dna tego krateru, także przyszłe tygodnie też będą owocowały w wiele ciekawych odkryć – przekonuje dr Marek Krawczyk.

Asteroida Ryugu wchodzi w skład Grupy Apolla, czyli grupy planetoid krążących po orbitach przecinających orbitę Ziemi i Wenus, a także Merkurego. Japońska sonda wylądowała na planetoidzie 22 lutego. Już po pobraniu próbek, 5 kwietnia, umieściła na Ryugu materiał wybuchowy, który spowodował powstanie krateru. Dzięki temu doświadczeniu będzie można zbadać, jak kształtował się Układ Słoneczny. Planetoida zawiera bowiem w swoich skałach ślady węgla i wody, które miały powstać w czasie tworzenia się Układu Słonecznego

Według analityków Research and Markets w 2018 roku światowy przemysł kosmiczny wyceniany był na kwotę 360 mld dol. Do 2026 roku jego wartość wzrośnie do 558 mld dol. Zdaniem analityków inwestycje USA, Chin, Rosji i Unii Europejskiej napędzą popyt na urządzenia takie jak nanosatelity czy pojazdy kosmiczne przeznaczone do wielokrotnego użytku.

Konsultantów telefonicznych coraz częściej zastępują roboty. Na wirtualne biura obsługi decydują się kolejne branże

Konsultantów telefonicznych coraz częściej zastępują roboty. Na wirtualne biura obsługi decydują się kolejne branże 7

Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje systemy głosowej obsługi klientów. Dzięki delegowaniu wirtualnym konsultantom prac niewymagających analizowania sytuacji problemowych, agenci będą się mogli skupić na dopasowywaniu usług do potrzeb klientów, a także obsłużyć znacznie więcej połączeń. Do 2022 roku jedna piąta rozmów z klientem będzie prowadzona przez roboty. Technologią interesują się także biznes, w tym firmy ubezpieczeniowe.

– Pracujemy obecnie nad projektem rozpoznawania mowy. Chcemy go wykorzystać w procesie przyjmowania zgłoszenia szkody w contact center. Większość szkód jest w tej chwili zgłaszanych kanałem telefonicznym, rozmowa trwa około 15 minut i duża część tej rozmowy to zbieranie danych. Proste wysłuchanie tego, co ma klient do powiedzenia i rejestrowanie tego w systemie. I tę część procesu chcemy zautomatyzować – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Rafał Stankiewicz, wiceprezes zarządu TUiR WARTA.

W wysłuchaniu klienta i zebraniu niezbędnych informacji żywego konsultanta z powodzeniem może zastąpić wirtualny robot. Dzięki zautomatyzowaniu procesu, pracownicy zyskają więcej czasu na rzeczywistą obsługę klienta i dobór odpowiednich usług pomocnych w likwidacji szkody. Program wykorzystywania voice botów w TUiR Warta jest obecnie na etapie pilotażu. Już około 10 proc. klientów towarzystwa ubezpieczeniowego rozmawia z robotem głosowym.

– W projekcie rozpoznawania mowy zbudowaliśmy wirtualnego konsultanta, który prowadzi rozmowę z klientem, zadaje mu pytania i słucha odpowiedzi. Następnie te odpowiedzi zamienia w dane, które zapisujemy w systemie. W kolejnym kroku konsultant prowadzi rozmowę z klientem w oparciu o te dane i organizuje usługi, organizuje pojazd zastępczy, organizuje warsztat – tłumaczy Rafał Stankiewicz.

Trend polegający na przekazywaniu części obsługi klienta automatom działającym w oparciu o sztuczną inteligencję jest dostrzegalny na całym świecie. 15 maja amerykańska firma Sparkcentral zaoferowała swoim klientom usługę Virtual Agent Framework. Stanowi to uzupełnienie platformy cyfrowej obsługi klienta. Usługa umożliwia wdrażanie wirtualnych agentów (chatbotów) we wszystkich kanałach kontaktu z klientem, takich jak czat, media społecznościowe czy połączenia głosowe. Przełączenie pracy żywego agenta na wirtualnego odbywa się jednym kliknięciem. Dzięki temu prostsze do wykonania zadania delegowane są sztucznej inteligencji. Po ich wypełnieniu rozmowa wraca do tego samego konsultanta, który od początku obsługiwał klienta. Sparkcentral współpracuje z firmami takimi, jak AXA, Western Union czy Netflix.

Warta pełną obsługę wirtualnych konsultantów wdroży w sierpniu tego roku. Tymczasem według analityków Gartnera do 2022 roku 20 proc. interakcji z klientami zostanie obsłużonych przez sztuczną inteligencję. 70 proc. kontaktów z klientem będzie natomiast wspomaganych tą technologią. Z kolei Global Market Insights przewiduje, że rynek inteligentnych asystentów przekroczy do 2024 roku wartość 11,5 mld dol. Coraz większe znaczenie będą zyskiwać wdrożenia w procesie obsługi klienta.

– Ta technologia na pewno pozwoli przyspieszyć proces, np. w sytuacjach, kiedy jest duża liczba zgłoszeń. My się uniezależnimy od liczby konsultantów, będziemy w stanie obsłużyć większą liczbę rozmów. A druga rzecz, bardzo istotny parametr, to to, że konsultanci nie będą się zajmowali tymi prostymi czynnościami polegającymi na zbieraniu danych, będą mieli więcej czasu, żeby zaoferować odpowiednią jakość obsługi, odpowiednie usługi klientowi, które pomogą mu zlikwidować szkodę – przekonuje wiceprezes zarządu TUiR WARTA.

Jak reklamują się małe firmy? Reklama w internecie, ale jaka?

Według badania przeprowadzonego na zlecenie ING Banku Śląskiego*, ponad 60% małych firm inwestuje w reklamę internetową, ale wiele z nich przyznaje jednocześnie, że brakuje im wiedzy o narzędziach i sposobach na skuteczną promocję swojej marki w sieci.

Firmy działające na rynku często zdają sobie sprawę, że o powodzeniu biznesu decyduje nie tylko dobre przygotowanie, pomysł i realizacja, ale również odpowiednia reklama. Nie zawsze jednak wystarcza na nią środków, więc warto poszukiwać alternatywnych sposobów na dotarcie do nowych klientów.

Polacy są bardzo przedsiębiorczy i twórczy, dlatego na naszym rynku jest wiele małych firm oferujących produkty tworzone z pasji. Niestety wiele z nich pozostaje niezauważonych, ponieważ przedsiębiorcom brakuje funduszy za zakup klasycznej przestrzeni reklamowej. Model rekomendacji produktów czy usług przez dotychczasowych klientów może być bardzo skuteczną alternatywą dla tradycyjnych reklam, dlatego w naszej kampanii Dobry Głos dla Firm chcemy inspirować do tego, aby wystawianie opinii było naturalną formą doceniania – komentuje Barbara Pasterczyk, Dyrektor Banku odpowiedzialna za komunikację marketingową w ING Banku Śląskim.

Strona www czy fanpage?

Nikogo już nie dziwi, że nawet małe firmy, aby pozyskiwać nowych klientów, muszą być obecne w Internecie. Jak wynika z badania SWPS, aż 85% firm deklaruje posiadanie strony www, a 75% prowadzi fanpage na Facebooku. Co ciekawe, wśród przedsiębiorców powyżej 55 roku życia, posiadanie strony internetowej deklaruje aż 94%, z czego tylko 44% prowadzi fanpage firmy na Facebooku. Na media społecznościowe wskazują młodsi przedsiębiorcy, między 25 a 34 rokiem życia, ale wśród nich wskazanie na promocję firmy przez Facebooka również nie przekracza 80%.

Reklama w internecie, ale jaka?

Na przestrzeni ostatniego roku 64% badanych przedsiębiorców inwestowało w reklamę w Internecie, z czego największą popularnością cieszyły się reklamy w mediach społecznościowych (75%), pozycjonowanie w wyszukiwarce internetowej (59%) oraz reklamy banerowe na różnych stronach internetowych (47%). Wielu przedsiębiorców przyznało jednak, że działania okazały się kosztowne, a przy tym mało skuteczne. Często powodem nieinwestowania w reklamy internetowe jest brak wiedzy o sposobie ich tworzenia.

Nie zawsze duży budżet i sprawne poruszanie się wśród dostępnych narzędzi reklamowych jest kluczem do sukcesu sprzedażowego. Czasami najlepszą reklamą może być opinia zadowolonego klienta. Świadczą o tym wyniki zleconego przez nas badania, jak i pozytywny odbiór teledysków, które dla firm nagrała w naszej akcji Dobry Głos dla Firm Katarzyna Nosowska – dodała Barbara Pasterczyk.

Opinie klientów najcenniejsze dla małych firm

Skoro nie reklamy w Internecie i w mediach, to w jaki sposób małe firmy radzą sobie na rynku? Okazuje się, że bardzo popularny wśród firm jest marketing szeptany. W przypadku 91% małych i 92% mikro firm, głównym narzędziem komunikacji produktów i usług jest tzw. marketing szeptany. Oprócz tego ok. 30% mikro i małych firm korzysta z materiałów drukowanych, czyli ulotek i folderów. Umiarkowaną popularnością cieszą się billboardy, a wśród małych firm widać popyt na działania telemarketingowe.

*badanie przeprowadzono na zlecenie ING Banku Śląskiego w kwietniu 2019 roku. W badaniu wzięło udział N=300 osób z mikro N=134 oraz małych przedsiębiorstw N= 166. Mikro przedsiębiorstwa to firmy zatrudniające poniżej 10 osób, a małe od 10 do 50 osób.

Grupa PMPG Polskie Media po I kwartale 2019 r.

Grupa PMPG odnotowała po pierwszym kwartale 2019 r. 12,15 mln zł przychodów ze sprzedaży towarów i produktów wobec 11,44 mln zł osiągniętych w pierwszym kwartale 2018 r. To o ponad 6% więcej niż w analogicznym okresie 2018 roku. Wzrost przychodów wynikał przede wszystkim z realizacji przez PMPG Polskie Media S.A. usług pośrednictwa sprzedaży na rzecz podmiotów spoza Grupy Kapitałowej, a także z uzyskania wyższych przychodów reklamowych na działalności tygodnika „Do Rzeczy”.

W minionym kwartale Grupa skupiła się na realizowaniu strategii transformacji marek Grupy PMPG (Wprost i Do Rzeczy) z papieru do Internetu. W I kwartale 2019 roku serwisy internetowe Grupy Wprost.pl oraz DoRzeczy.pl odnotowały kolejne wzrosty. Średniomiesięcznie łączna liczba użytkowników serwisu Wprost.pl zwiększyła się o 19% w stosunku do kwartału I roku poprzedniego, a liczba odsłon wzrosła o 38%. Z kolei liczba użytkowników serwisu DoRzeczy.pl wzrosła o 81%, a liczba odsłon o ponad 100%. W kolejnych kwartałach roku 2019 Grupa skupi się na dalszym rozwoju serwisów internetowych i poszerzaniu oferty reklamowej w Internecie.

W minionym kwartale PMPG Polskie Media S.A. rozpoczęła także Program skupu akcji własnych. Skup realizowany był dotychczas w terminie od 15 stycznia do 22 lutego br. W związku z publikacją wyników Grupy za I kwartał 2019 r. i zakończeniem okresu zamkniętego dla transakcji związanych z Programem skupu akcji własnych spółka wznowiła skup i realizować go będzie do połowy sierpnia br.

Skonsolidowany zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 5,8 mln zł. W związku jednak ze wzrostem kosztu własnego sprzedaży o 2 mln zł oraz kosztów sprzedaży o 2,1 mln zł, Grupa odnotowała stratę z działalności operacyjnej w wysokości 1,3 mln zł. Większe koszty sprzedaży przełożyły się na wzrost przychodów osiągniętych w I kwartale 2019 r.

Upadek koalicji w Austrii. OPEC chce windować ceny ropy

Opublikowane nagrania, w których pojawiają się wątki korupcyjne, zmusiły wicekanclerza Austrii Heinza-Christiana Strache do dymisji. Przyspieszone wybory zostały już zapowiedziane, ale otwartym pytaniem pozostaje, czy po głosowaniu będzie możliwe skonstruowanie większości parlamentarnej bez Partii Wolności.

Burza polityczna w Austrii

Wicekanclerz i szef koalicyjnej Austriackiej Partii Wolności został nagrany podczas dziennikarskiej prowokacji, a taśmy ujrzały światło dzienne w piątek. Sednem skandalu jest fakt, że uzgadniał przekazanie bardzo korzystnych państwowych kontraktów osobie podającej się za inwestorkę z Rosji. Miała to być forma rekompensaty za wsparcie w kampanii z 2017 roku. Jak nietrudno się domyślić, zmiany kadrowe w rządzie były błyskawiczne. Zastępca szefa rządu podał się do dymisji, a kanclerz Sebastian Kurz (z chadeckiej, sprzymierzonej formacji OeVP), oprócz wielu gorzkich słów, zapowiedział przyspieszone wybory parlamentarne. Na razie kursy walut reagują na te wydarzenia spokojnie. Niestety nie wygląda to tak beztrosko na austriackiej giełdzie, która od rana straciła 1%.

OPEC chce windować ceny ropy

Posiedzenie OPEC przebiegało pod dyktando utrzymania redukcji wydobycia. Docelowo ta strategia miałaby być realizowana nawet do końca 2019 roku. Celem jest utrzymanie wysokich cen surowca. Głównym reprezentantem tego postulatu była Arabia Saudyjska. Trochę inne podejście forsowali Rosjanie. Zachęcali do zmniejszania cięć, ale bez tworzenia nadmiaru surowca na rynku. Ostateczna decyzja kartelu zapadnie na czerwcowym spotkaniu. Reakcja rynków na prawdopodobną dłuższą redukcję wydobycia była łatwa do przewidzenia. Cena czarnego złota poszła w górę o dolara na baryłce na otwarciu giełdy.

Dobre nastroje konsumentów

Ostatnie dane pokazują jedną zadziwiającą prawidłowość. Po obu stronach Oceanu Atlantyckiego nastroje biznesu są znacznie gorsze niż konsumentów. O ile wzrost PKB, szczególnie w Europie, nie zachwyca, to przy wysokim poziomie zatrudnienia konsumenci aktualnie nie odczuwają tego problemu. Wojna handlowa również nie budzi wielkiego niepokoju. Istotnym staje się pytanie: jak długo może się utrzymać taka różnica w podejściu do przyszłości? Skoro zarządzający firmami przewidują recesję w nieodległej perspektywie, to może się to odbić na rynku pracy. W takim scenariuszu pozytywne odczyty, jak chociażby ostatni indeks Uniwersytetu Michigan (wskaźnik nastrojów konsumenckich), najwyższy od 2004 roku, mogą odejść do historii.

Dzisiaj dzień wolny w Kanadzie z okazji Dnia Zwycięstwa, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Esaliens TFI prezentuje ofertę PPK

Esaliens TFI jako jedna z pierwszych instytucji zaprezentowała swoją ofertę Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK) na portalu mojePPK.pl. Produkty emerytalne to od lat strategiczna linia biznesu Esaliens, obejmująca ponad 50% wszystkich zarządzanych środków. W portfolio klientów TFI znajduje się m.in. największy fundusz emerytalny świata.

Jacek Treumann, Członek Zarządu Esaliens TFI
Jacek Treumann, Członek Zarządu Esaliens TFI

Jesteśmy wśród pierwszych podmiotów, które dopełniły wszystkich formalności i wymogów związanych z PPK, co pozwala oficjalnie zaprezentować naszą ofertę na portalu prowadzonym przez PFR. Moment publikacji oferty to symboliczny etap we wprowadzeniu PPK – firmy mogą już oficjalnie rozpatrywać materiały i podejmować selekcję instytucji zarządzających, by w efekcie wybrać jedną z nich. Przy tym wyborze, oprócz zarządzania aktywami, niezmiernie ważne będą kompetencje organizacyjne – umiejętność prawnego i administracyjnego ułożenia procesu, tak aby płynnie funkcjonował nawet w firmach, które dopiero debiutują na tym polu i dotychczas nie miały praktyki w grupowym oszczędzaniu. Cieszy mnie, że możemy się pochwalić osiągnięciami w obu tych obszarach, co czyni z nas poważnego gracza na rynku PPK z potencjałem na wzmocnienie roli w czołówce segmentu rozwiązań emerytalnych. Mamy świadomość, że PPK będzie angażowało nie tylko pracodawcę, ale i pracowników. Dlatego nasza oferta jest zbilansowana i nakierowana na komfort obu stron. Przez 20 lat zbudowaliśmy ogromny kapitał zaufania wśród najbardziej wymagających pracodawców, w tym z branży finansowej, energetycznej czy farmaceutycznej, dla których doświadczenie i bezpieczeństwo, a także operacyjna elastyczność w obsłudze są kluczowe” – komentuje Jacek Treumann, Członek Zarządu Esaliens TFI.

Oferta Esaliens TFI obejmuje kompleksowe wsparcie firmy wprowadzającej PPK, w tym zarówno serwis pracodawcy, jak i usługi dla pracowników. Udogodnienia dla pracodawcy to m.in. konsultacje prawne oraz uruchomienie infolinii dedykowanej wszelkim kwestiom organizacyjnym związanym z programem, a także przygotowanie materiałów informacyjnych i marketingowych. Poza tym Esaliens proponuje pracodawcom specjalistyczną aplikację e-PPK, która pomoże w automatyzacji procesów związanych z PPK, nie angażując przy tym w nadmiernym stopniu kadr HR.

Pracownicy oszczędzający w PPK Esaliens TFI będą korzystali z serwisu Esaliens24, dostępnego 24/7. W jego ramach można monitorować bieżące informacje o swoim rachunku PPK oraz inne inwestycje w Esaliens TFI, a także składać wszelkie dyspozycje związane z PPK. Poza serwisem, Esaliens uruchomi również infolinię dla pracowników oraz cykliczne szkolenia dotyczące programu. Zarówno pracodawca jak i pracownicy będą mieli do dyspozycji dedykowanego w strukturach Esaliens opiekuna.

Środki zgromadzone w programie będą ulokowane zgodnie z treścią ustawy o PPK w 8 subfunduszach zdefiniowanej daty. Wraz z wiekiem oszczędzającego coraz większa część portfela będzie lokowana w aktywach o mniejszym ryzyku inwestycyjnym. Dzięki takiej strategii inwestycyjnej kapitał wraz ze zbliżającym się okresem wypłaty będzie w coraz większym stopniu chroniony.

„Zaprezentowaliśmy ramy naszej oferty, ale warto pamiętać, że jesteśmy przygotowani do dalszych rozmów w celu wypracowania indywidualnych rozwiązań, w tym szytego na miarę zakresu wsparcia operacyjnego pracodawcy. Przykładamy dużą atencję do zdiagnozowania potrzeb pracodawcy i pracowników oraz wypracowania takiego wdrożenia PPK, aby można było podsumować projekt jako dobrze zrealizowany. Zapraszamy do kontaktu z naszymi regionalnymi przedstawicielami” – mówi Przemysław Gawlak, Dyrektor Biura Sprzedaży i Rozwoju Planów Emerytalnych w Esaliens TFI.

Realny wzrost płac szybko wyhamuje

Najlepsze dla pracowników miesiące wzrostu wynagrodzeń mamy już za sobą. Realne wzrosty będą niższe z powodu mniejszych podwyżek i większej inflacji.

W marcu 2019 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto było wyższe o 5,7% r/r i wyniosło 5164,53 zł. Przeciętne wynagrodzenie w pierwszym kwartale 2019 r. wyniosło 4950,94 zł.

Wcześniej mieliśmy miesiące, gdy nominalny wzrost wynagrodzeń liczony r/r przekraczał 7 proc.

– 7 proc. wzrost wynagrodzeń jest nie do utrzymania, pomimo tego, że mamy 400 tys. nieobsadzonych miejsc pracy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Monika Fedorczuk, ekspert ds. rynku pracy Konfederacji Lewiatan.

Mniejsze wzrosty nominalne wynagrodzeń związane będą z wprowadzaniem Pracowniczych Planów Kapitałowych, które zacznie się w tym roku, a dotyczyć będzie najpierw największych przedsiębiorstw. Dla pracodawców wprowadzenie PPK oznacza odprowadzanie co najmniej 2 proc. składki liczonej od wynagrodzenia.

Natomiast realny wzrost wynagrodzeń będzie jeszcze bardziej ograniczony z powodu wzrostu inflacji.

– Przez wiele miesięcy wzrost wynagrodzeń nie był odbity przez przedsiębiorców poprzez wzrost cen, ale to się właśnie zmienia – ocenia M.Fedorczuk.

Ustawa o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej

Planowana nowelizacja ustawy o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej przewiduje także zmiany dotyczące kwestii sukcesyjnych w spółkach prawa handlowego.

Planowana zmiana ma umożliwić ustanowienie przedstawiciela do wykonywania praw w spółce handlowej po śmierci wspólnika, co ma na celu uchronienie spółek przed rozwiązaniem z chwilą śmierci wspólnika (w szczególności dotyczy to spółek osobowych, posiadających dwóch wspólników), a także minimalizowanie ryzyka powstania kryzysu decyzyjnego w spółce w trakcie trwania postępowania spadkowego.

– Taki przedstawiciel może zostać wskazany na trzy sposoby – mówi w rozmowie z MarketNews24 Joanna Karpiuk, radca prawny w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Po pierwsze, może zostać wskazany już w treści umowy/statutu spółki. Przedstawiciela może też wskazać sam wspólnik, o ile umowa spółki nie reguluje tej kwestii. Wówczas dla ważnego wyznaczenia przedstawiciela niezbędne jest pisemne oświadczenia wspólnika, pisemna zgoda przedstawiciela, a następnie pisemne zawiadomienie spółki o wyznaczeniu przedstawiciela. Wyznaczenie przedstawiciela możliwe jest także po śmierci wspólnika, a uprawnienie to przysługuje małżonkowi zmarłego wspólnika, spadkobiercy ustawowemu oraz testamentowemu, o ile przyjął spadek oraz zapisobiercy windykacyjnemu, o ile zapis przyjął. Do ważnego ustanowienia przedstawiciela wymagana jest zgoda uprawnionych, posiadających łącznie udział w wysokości co najmniej 70/100 w udziale po zmarłym wspólniku.

– Projektowane rozwiązanie należy ocenić pozytywnie, niemniej jednak nie rozwiązuje ono wszystkich problemów związanych z sukcesją biznesu, w szczególności nie gwarantuje trwałości oraz niepodzielności biznesu – ocenia mec. Joanna Karpiuk z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Jak technologia wspiera produkcję miodu i czy pszczoły polecą na Marsa?

Polska należy do ważnych graczy na rynku pszczelarstwa w Europie i na świecie. Wynika to z wytężonej pracy pszczół, ale też kreatywności i świadomości pszczelarzy oraz korzystania z technologii, jak system ULmonitor. Polski koncept stał się częścią projektu badawczego, który będzie prezentowany na… 70. Międzynarodowym Kongresie Astronautycznym w październiku 2019 w Waszyngtonie.

Rynek pszczelarstwa w dobrej kondycji

Produkcja miodu w Polsce w relacji rok do roku wzrosła aż o 46 proc. Według statystyk raportu Instytutu Ogrodnictwa Zakładu Pszczelnictwa w Puławach w 2017 roku produkcja miodu wyniosła 15,2 tys. ton, zaś w minionym roku 2018 – 22,3 tys. ton. Co więcej, Polska znajduje się wśród kluczowych dostawców miodu w Europie. Jak wynika z aktualnych danych Eurostatu nasi pszczelarze w Unii Europejskiej ustępują jedynie kolegom z Hiszpanii, Węgier, Niemiec i Rumunii. Kraje z Unii Europejskiej nie mogą jednak mierzyć się z największymi światowym potęgami – Chinami (ponad 502 tys. ton rocznie) czy Turcją (105 tys. ton).

Wśród regionów, w których produkcja miodu w Polsce jest największa, wymienić możemy Wielkopolskę:

  • Lubelskie – 3 392 t wyprodukowanych w roku 2018
  • Małopolskie – 2 128 ton
  • Mazowieckie – 2 052 ton
  • Wielkopolskie – 1 963 ton

Pszczoły potrzebują wsparcia

Hodowla pszczół i produkcja miodu w obiegowej opinii kojarzy się przede wszystkim z tradycyjnym rzemiosłem. Tymczasem coraz częściej w pasiece pojawiają się nowoczesne urządzenia, jak na przykład inteligentne miodarki, ułatwiające pracę pszczelarzy. Miód to nie jedyna korzyść, jaką przynosi działanie pszczół. Otóż owady te są kluczowe dla człowieka przede wszystkim jako zapylacze, dzięki którym mamy owoce, warzywa czy oleje jadalne. Pszczoły zapylają 80 proc. roślin jadalnych i zwiększają plony o 40 proc., bez użycia środków chemicznych. Tylko w Europie ponad 4 tys. odmian warzyw zależy od zapylania przez pszczoły i inne owady. Co trzecia łyżka pożywienia pokarmu trafia do naszych ust dzięki zapylaczom. Potrzebuje ich również większość innych roślin. Nowe technologie przyczyniają się do zgłębiania wiedzy o pszczołach, ich zachowaniach, chorobach czy potrzebach. W efekcie mogą przynieść rezultaty nie tylko ekologiczne, ale także korzyści dla rolników i producentów miodu. Przykładem jest ULmonitor – system opracowany przez Ryszarda Krzyśkę, prowadzącego niekomercyjną pasiekę w Poznaniu na Grunwaldzie.

ULmonitor oparty jest na nowatorskim rozwiązaniu, umożliwiającym rejestrację i bezprzewodowy przesył danych. Wykorzystuje umieszczane wewnątrz ula rejestratory wielkości karty kredytowej, stworzone przez polsko-francuską firmę Blulog.

Przekazują one kluczowe informacje przy wykorzystaniu internetu, technologii NFC czy fal radiowych. W wygodny sposób, na ekranie smartfona, komputera lub telewizora, można każdego dnia doglądać pszczół, obserwować i interpretować zmiany ciepła, wilgotności i wagi każdego ula, który objęto monitoringiem – wyjaśnia Jérémy Laurens, CEO w firmie Blulog.

Dzięki temu pszczela rodzina jest pod obserwacją cały rok. Zmiany trzech najważniejszych parametrów rodziny pszczelej są rejestrowane i archiwizowane w formie tabel i wykresów. Bez zbędnej ingerencji wewnątrz ula można otrzymać precyzyjne informacje o panujących w nim warunkach: temperatura z dokładnością do 0,1 stopni Celsjusza, wilgotność – do 5 proc. oraz waga z dokładnością do 100 gramów. Rój złożony z ok. 40-50 tys. pszczół jest spójnym, precyzyjnie działającym superorganizmem. Pszczoły utrzymują stałe warunki w różnych częściach ula, a wszelkie zmiany niosą określone informacje o kondycji i działaniach roju. Takie dane to cenne wiadomości dla pszczelarza, który może wykorzystać je do efektywnego zarządzania pasieką… także w mieście.

W mieście i… przestrzeni kosmicznej

Pszczoły w miastach mają paradoksalnie rewelacyjne warunki do życia. Nie są podtruwane pestycydami i mają o wiele bardziej urozmaicone menu. Bioróżnorodność jest dla nich lepsza, niż rolnicze monokultury. Dopływ pyłku przez cały sezon i staranna pielęgnacja powodują, że rodziny są zdrowe, w świetnej kondycji. Mamy miód doskonałej jakości, co potwierdzają badania, ale nie zabieramy pszczołom ich urobku. Jedynym ich zadaniem jest ciągła obecność w ekosystemie naszego miasta, a ostatnio także udział w badaniach naukowych – mówi Ryszard Krzyśka. Co ciekawe, już niedługo poznańskie pszczoły mogą czekać dwutygodniowe „wyprawy na Marsa”. Jak to możliwe?

Otóż system ULmonitor został włączony do pilskiego stanowiska badawczego LUNARES w ramach automatycznej kontroli testowej rodziny pszczelej w projekcie Noah’s Ark. Celem projektu jest badanie i rozwijanie samowystarczalnych mikroekosystemów do produkcji żywności i leków na pokładzie statków kosmicznych i w przyszłych koloniach pozaziemskich. ULmonitor wykorzystany zostanie do obserwacji, jak izolacja rodziny Apis mellifera (pszczoła miodna) umieszczonej w sztucznym środowisku wpływa na parametry wewnątrz ula, a tym samym na kondycję całej rodziny pszczelej. Noah’s Ark będzie przedstawiony na prestiżowym 70. Międzynarodowym Kongresie Astronautycznym w październiku 2019 roku w Waszyngtonie.

– Pszczoły w przyszłych koloniach pozaziemskich mogą być niezbędne jako zapylacze roślin oraz dostarczycielki substancji do celów spożywczych i medycznych. Biorąc pod uwagę ograniczenia przyszłych kolonii Marsa: sztuczne środowisko, mała powierzchnia, intensywność pracy ludzkiej, proces zajmowania się pszczołami powinien być jak najmniej wysiłkowy i maksymalnie autonomiczny – kontynuuje Ryszard Krzyśka.

Dane na temat aktywności roju i jego zachowania w nietypowych warunkach mogą mieć rozległe zastosowanie w wielu dziedzinach nauki, w tym w rozwoju systemów sztucznej inteligencji, ale także bezpośredniej produkcji rolniczej na Ziemi.

BioMaxima S.A. zwiększa sprzedaż eksportową i udział wyrobów w przychodach ogółem

BioMaxima S.A., notowany na NewConnect polski producent podłoży mikrobiologicznych, systemów do oznaczania lekowrażliwości, a także szerokiej gamy odczynników oraz sprzętu do diagnostyki in vitro, osiągnęła w 1 kw. 2019 r. przychody netto ze sprzedaży na poziomie skonsolidowanym w wysokości ponad 7,48 mln zł. Spółka notuje bardzo wysoką dynamikę wzrostu sprzedaży eksportowej i liczy, że uda jej się podtrzymać ten trend.

Na poziomie jednostkowym Emitent zanotował w pierwszym kwartale 2019 r. zysk EBITDA wynoszący 452 tys. zł, a jego przychody ze sprzedaży sięgnęły 6.958 tys. zł., przy stracie netto w wysokości 77 tys. zł. Największy wpływ na wyniki finansowe w ujęciu jednostkowym miało obniżenie generowanej marży z uwagi na ograniczoną ilość dni sprzedażowych w styczniu i marcu, wynikającą z przeprowadzanej inwentaryzacji, uruchomienie nowego systemu informatycznego ERP, a także występujących jeszcze jednorazowych kosztach związanych z rozruchem zakładu. BioMaxima S.A. rozpoczęła już rozbudowę swojej oferty produktowej umacniając w ten sposób jej pozycję jako lidera w segmencie mikrobiologii, co jest rezultatem przeprowadzonych w 2018 roku inwestycji. Spółka zakończyła już opracowanie oraz wdrożyła do produkcji nowe testy do kontroli czystości mikrobiologicznej i pozyskała również pierwsze zamówienia eksportowe od nowego klienta z Niemiec. Wzrost udziału wyrobów własnych w przychodach Emitenta do 58% w 1 kw. 2019 r. z 54% w 1 kw. 2018 r. jest wynikiem uruchamiania rozbudowanych mocy wytwórczych w produkcji testów do oznaczania lekooporności, które wpłyną pozytywnie na marżowość sprzedaży. Zarząd BioMaxima S.A. uważa, że przyjęte kierunki rozwoju oraz podejmowane działania przełożą się w długim okresie na istotną poprawę wyników finansowych.

Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima SA
Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima SA

„Uruchomienie nowego systemu informatycznego w pierwszym kwartale 2019 r. to końcowy etap rozpoczętego w 2017 roku ambitnego planu inwestycyjnego o wartości sięgającej 20 milionów złotych. Działają już nowe wydziały produkcyjne w zakładzie w Lublinie, rozpoczęliśmy także sprzedaż nowego asortymentu wprowadzanego dzięki nowym liniom produkcyjnym. W najbliższych kwartałach będziemy wdrażali kolejne nowe pozycje, zwiększając udział przychodów ze sprzedaży wyrobów w przychodach ogółem, co będzie miało wpływ na polepszenie rentowności dzięki wyższej marży uzyskiwanej ze sprzedaży wyrobów. Spodziewamy się szybkiej stabilizacji procesów logistycznych, wynikającej z tego zwiększonej wartości sprzedaży i poprawy wskaźników finansowych w nadchodzących okresach, co będzie miało miejsce również dzięki wpływom z dotacji w wysokości 4,1 mln zł oczekiwanym w drugim kwartale br.” – podkreśla Łukasz Urban, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

Spółka na poziomie skonsolidowanym osiągnęła w 1 kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży w kwocie 7.486 zł, a jej zysk EBITDA wyniósł 376 tys. zł. przy stracie netto na poziomie 176,5 tys. zł Największy wpływ na wynik Grupy Kapitałowej ma sezonowość rynku rumuńskiego w sektorze dominującej tam publicznej służby zdrowia, gdzie najlepszy wynik finansowy oczekiwany jest przez BioMaxima Clinical Srl w drugiej połowie roku.

BioMaxima S.A. w dalszym ciągu prowadzi rozbudowę sieci eksportowej i poprzez uczestnictwo w międzynarodowych targach nawiązuje nowe relacje handlowe. Dynamika wzrostu sprzedaży eksportowej po trzech miesiącach 2019 r. wyniosła 112%, a udział sprzedaży eksportowej w sprzedaży ogółem Emitent wyniósł 31,8%. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że sprzedaż eksportowa po 3 miesiącach 2019 r. była najwyższa w odniesieniu do analogicznych okresów poprzednich lat.

„Zwiększyliśmy wydajność produkcji, więc począwszy od pierwszego kwartału tego roku udało nam się zwiększyć obroty z istniejącymi zagranicznymi kontrahentami, szczególnie w segmencie krążków do oznaczania lekowrażliwości. Wkładamy też wiele wysiłku w rozbudowę naszej sieci dystrybutorskiej, tworząc coraz lepszą ofertę produktową, a także bierzemy systematycznie udział w licznych imprezach branżowych – na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy prezentowaliśmy ofertę BioMaxima w Brazylii, Niemczech, Dubaju oraz Singapurze.” – podsumowuje Prezes Urban.

W marcu br. Spółka podpisała informację pokontrolną w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020, Działanie 2.1 POIR, Projekt „Centrum Badawczo – Rozwojowe BioMaxima S.A.”, gdzie w wyniku kontroli nie stwierdzono nieprawidłowości oraz naruszeń prawa. BioMaxima S.A. oczekuje także na wpływ środków z rozliczenia dotacji 1.4 w kwocie 2,77 mln zł i jest w trakcie końcowego rozliczenia dotacji 3.7, z której oczekuje wpływu w wysokości 1,34 mln zł. W ten sposób Spółka powinna obniżyć zaangażowanie kredytowe o kwotę 4,1 mln zł, co zmniejszy tym samym poziom kosztów finansowych.

Najważniejsze czynniki wpływające na popularność cyfrowej reklamy zewnętrznej

Jak pokazują najnowsze badania, wydatki przeznaczone na reklamę zewnętrzną stale rosną i trend ten nadal będzie się utrzymywał. Według danych opublikowanych przez Magna i Zenith, w samych Stanach Zjednoczonych, między 2018 a 2021 przewiduje się wzrost wydatków o ponad 4 mld dolarów.

Wzrost wydatków przeznaczonych na reklamę zewnętrzną jest najlepszym dowodem na to, że DOOH jest coraz lepiej postrzeganym medium wśród reklamodawców i stanowi atrakcyjny kanał do komunikowania się z klientami. Dzięki nowym możliwościom, reklama OOH pozwala na wzbudzenie emocji i zaangażowanie odbiorcy, co przekłada się na lepszy i trwalszy odbiór treści.

Jakie czynniki wpływają na rosnący sukces medium OOH? Możemy wyróżnić trzy najważniejsze, które pokazują, dlaczego warto inwestować w reklamę zewnętrzną.

  1. Dynamiczny przekaz

Aby zrozumieć możliwości reklamy OOH zwróćmy się w stronę zmian, jakie zaszły w tym medium w przeciągu kilku ostatnich lat. Wyklejane billboardowe reklamy są coraz częściej zastępowane treściami video. Przejście ze statycznej reklamy do ruchomego obrazu jest oczywiście największą, ale nie jedyną zmianą. Cyfrowe reklamy oprócz dynamicznych spotów oferują nam możliwość zdalnego zarządzania parametrami kampanii. Korzystając z interfejsu API, nie ma żadnych ograniczeń dotyczących sposobu kreowania treści wyświetlanych na cyfrowych ekranach OOH. Spoty wyświetlane na nośnikach mogą być dynamicznie dostosowywane do potrzeb kampanii. Zarządzanie emisją reklamy DOOH w czasie rzeczywistym daje nam m.in.: możliwość pobierania różnego rodzaju wpisów pojawiających się w mediach społecznościowych, wiadomości, a nawet informacji na temat kursów wymiany walut czy zmian w kursowaniu lotów bądź innych środków komunikacji.

  1. Wygoda w zarządzaniu

Coraz więcej agencji reklamowych przechodzi na automatyzację w sposobie kupowania i sprzedawania mediów. Programowe kupowanie reklam wyświetlanych na cyfrowych ekranach jest nie tylko szybsze niż wcześniej ale wpływa również na wygodę i efektywność w kreowaniu kampanii. W praktyce oznacza to, że reklamodawca ma bardzo wiele możliwości w doborze miejsca i czasu wyświetlania spotów. Emisja kampanii DOOH oprócz geolokalizacji może być uzależniona również od wielu innych czynników  tj. pogoda, pora dnia, natężenie ruchu, natężenie alergenów w powietrzu itp. Co więcej, korzystanie z jednej platformy do planowania kampanii, oprócz możliwości zarządzania przebiegiem emisji wyświetlanych spotów, daje reklamodawcy dostęp do stałego monitoringu i wglądu w raporty z przebiegu kampanii.

  1. Zwiększony zasięg

Dynamiczny spot i możliwość zdalnego zarządzania parametrami kampanii to nie wszystko. DOOH pozwala reklamodawcom wyjść ze swoją kampanią poza ramy cyfrowego ekranu. Świetnym sposobem na zwiększenie skuteczności kampanii jest cross cyfrowej reklamy zewnętrznej z urządzeniami mobilnymi. Takie połączenie pozwala na wzrost zaangażowania wśród odbiorców w odbiór prezentowanych na ekranie treści. Potwierdza to IAB, według którego użytkownicy mobilni są o 48% bardziej skłonni do angażowania się w odbiór reklamy pojawiającej się na telefonie, z którą mieli już wcześniej styczność na cyfrowym ekranie zewnętrznym. Nie chodzi bowiem tylko o to, jak żywą i interesującą kreację reklamodawca przedstawi odbiorcom na dużym ekranie ale również, jak wykorzysta możliwość przypomnienia odbiorcy o zauważonej przez niego reklamie w równolegle prowadzonej kampanii mobilnej.

DOOH, czyli medium przyszłości

Cyfrowa reklama zewnętrzna cały czas się rozwija, oferując reklamodawcom coraz to nowsze rozwiązania. Dowolność w planowaniu terminu uruchomienia kampanii bez wcześniejszej rezerwacji nośników oraz możliwość zdalnego zarządzania parametrami reklamy DOOH podczas jej trwania sprawia, że cyfrowy outdoor będzie zyskiwał coraz większą popularność i stanie się jeszcze chętniej wybieranym medium.

Autor: Diana Polska – Marketing & PR Manager w MyLED, odpowiedzialna m.in. za public relations, budowanie komunikacji marketingowej firmy oraz kreowanie kampanii na nośnikach DOOH, dostosowanych do potrzeb klientów. Pasjonuje się innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi wykorzystywanymi w cyfrowej reklamie OOH oraz tworzeniem pozytywnego wizerunku marki.

Funt słabnie po rozpadzie rozmów May-Corbyn

W zeszłym tygodniu w centrum uwagi rynku walutowego po raz kolejny znalazł się Brexit, a funt brytyjski okazał się najgorzej radzącą sobie walutą G10.

Pod koniec ubiegłego tygodnia Theresa May ogłosiła, że wraz z nadejściem lata może ogłosić rezygnację ze stanowiska. Przewodniczący Partii Pracy, Jeremy Corbyn, zareagował na powyższą wiadomość wycofaniem się z negocjacji dotyczących Brexitu. Tymczasem konflikt handlowy na linii USA-Chiny pozostaje nierozwiązany. Część niepewności generowanej przez protekcjonizm Stanów Zjednoczonych zdołała jednak osłabnąć – gabinet prezydenta Trumpa ogłosił, że jakiekolwiek cła na import samochodów nie zostaną nałożone wcześniej niż za sześć miesięcy.

Zeszły tydzień był trudny również dla walut gospodarek wschodzących. Do niepewności związanej z konfliktem handlowym doszło rosnące napięcie polityczne między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Prawie wszystkie ważniejsze waluty EM doświadczyły wyprzedaży. Od deprecjacji uchował się jedynie rubel rosyjski, który był wspierany przez wyższe ceny ropy naftowej. Najgorzej radzącą sobie istotną walutą gospodarek wschodzących był real brazylijski – oprócz niepewności na arenie międzynarodowej waluta Brazylii cierpiała ze względu na słabsze dane makroekonomiczne.

Kalendarz ekonomiczny w nadchodzącym tygodniu jest dość ubogi. W najbliższych dniach największy wpływ na kwotowania najważniejszych par walutowych naszym zdaniem będzie miała polityka, a zwłaszcza jakiekolwiek wiadomości o relacjach w handlu międzynarodowym, Brexicie oraz wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego. Z kolei najważniejszą publikacją makro w najbliższym tygodniu będzie wstępny odczyt wskaźników aktywności biznesowej PMI w strefie euro, które poznamy już w czwartek.

PLN
Polski złoty zakończył ubiegły tydzień osłabieniem w relacji do euro i dolara amerykańskiego.

Wspominając o informacjach z Polski, które poznaliśmy ostatnio warto wspomnieć o trzech kwestiach. Po pierwsze, zgodnie ze wstępnymi danymi wzrost gospodarczy w Polsce w pierwszym kwartale roku wyniósł 4,6% w ujęciu rocznym i był nieznacznie wyższy od oczekiwanego. Jest to wysoki poziom ekspansji gospodarczej, który jest dość zbieżny z naszymi oczekiwaniami. Z uwagi na fakt, iż dane są wstępne nie wiemy co dokładnie stało za wyższym wzrostem. Szczegółowe szacunki poznamy na koniec miesiąca. W Polsce rośnie jednak nie tylko wzrost gospodarczy. Ostatnie dane o inflacji bazowej pokazały istotne przyspieszenie tej miary dynamiki cen. Na koniec ubiegłego roku inflacja bazowa wynosiła 0,6%, od początku tego roku nieprzerwanie rośnie, w kwietniu osiągając poziom 1,7% w ujęciu rocznym wobec 1,4% miesiąc wcześniej.

Wyraźny wzrost zarówno inflacji bazowej, jak i CPI może wspierać jastrzębi zwrot RPP, którego oczekujemy w okolicy końca roku. Prezes Glapiński cały czas powtarza, że stopy procentowe jeszcze długo powinny pozostać stabilne, jednak w Radzie zaczynają odzywać się głosy jastrzębi, które sugerują, że czas na podwyżkę może nadejść już wkrótce. Naszym zdaniem jeśli wzrost inflacji będzie kontynuowany i więcej członków RPP zacznie wspominać o możliwości podwyżek stóp procentowych, polska waluta powinna zyskiwać.

W tym tygodniu poznamy kolejne odczyty z Polski: wtorkowe dane z rynku pracy, środową dynamikę produkcji przemysłowej i czwartkowe dane o sprzedaży detalicznej. Odczyty nieco rozjaśnią nam kwestię tego, jak dobrze polska gospodarka radziła sobie w początkach drugiego kwartału.

GBP

Wiadomości związane z Brexitem przyćmiły pozytywne dane makroekonomiczne napływające z Wielkiej Brytanii. Brytyjski rynek pracy ma za sobą naprawdę dobry pierwszy kwartał – w pierwszych trzech miesiącach roku utworzono 100 tysięcy miejsc pracy. Optymistyczne dane gospodarcze okazały się jednak pozbawione większego znaczenia dla rynku w obliczu wiadomości o tym, że latem Theresa May zamierza ustąpić ze stanowiska. Upadek rozmów na linii May-Corbyn oraz rosnące prawdopodobieństwo, że Theresa May zostanie zastąpiona przez zwolennika „twardego” Brexitu, przyczyniły się do gwałtownego osłabienia szterlinga. Pod koniec tygodnia funt brytyjski doświadczył deprecjacji dochodzącej do 2% w relacji do pozostałych walut G10.

EUR

Publikacje makroekonomiczne w strefie euro nadal pozytywnie zaskakują konsensus ekonomistów. W ubiegłym tygodniu oczekiwania rynku przekroczyła dynamika cen – inflacja bazowa w strefie euro wyniosła 1,3% w ujęciu rocznym. O ile wskaźnik wzrostu cen nadal wypada poniżej celu inflacyjnego Europejskiego Banku Centralnego, to warto zwrócić uwagę, że ostatni odczyt inflacji w bloku walutowym jest najwyższy od dwóch lat. Trend wzrostowy w dynamice cen w strefie euro na pewno jest powodem do optymizmu dla Rady Prezesów EBC. Wyższa inflacja najpewniej ogranicza też prawdopodobieństwo, że bank centralny bloku walutowego zdecyduje się w najbliższym czasie wdrożyć pakiet stymulacyjny dla strefy euro. Mimo że wieści o wyższej inflacji są jednoznacznie pozytywnym sygnałem dla wspólnej europejskiej waluty, to nie miały one większego wpływu na kurs euro. Przez większość ubiegłego tygodnia waluta strefy euro utrzymała się w dość wąskim korytarzu wahań.

W najbliższym tygodniu czekamy na wstępne odczyty wskaźników aktywności biznesowej PMI w strefie euro. Jeżeli wspomniane dane okażą się lepsze od oczekiwań konsensusu, nie będziemy zaskoczeni jeśli kurs EUR w relacji do dolara amerykańskiego przekroczy poziom 1,13.

USD

Zeszły tydzień nie obfitował w istotne publikacje ze Stanów Zjednoczonych. W ostatnich dniach dolar amerykański reagował zatem przede wszystkim na wieści dotyczące konfliktu handlowego na linii USA-Chiny, jak i na wzrost napięcia w relacjach z Iranem. Rosnąca niepewność polityczna przyczyniła się do aprecjacji USD. Przez cały miniony tydzień dolar amerykański doświadczał stabilnego wzrostu w relacji do niemal wszystkich istotnych walut z wyjątkiem rubla rosyjskiego.

W najbliższym tygodniu również nie poznamy zbyt wielu danych makro z USA, które byłyby w stanie istotnie poruszyć rynkiem walutowym. Wyjątek stanowią tutaj “minutki” ze spotkania Rezerwy Federalnej, które zostaną opublikowane już w najbliższą środę. Na podstawie podsumowania dyskusji z posiedzenia FOMC będziemy mogli zweryfikować pogląd rynku, który z dość wysokim prawdopodobieństwem wycenia możliwość cięcia stóp procentowych przez Rezerwę Federalną podczas najbliższych spotkań. Nie przychylamy się do tej opinii.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

By odmówić przedsiębiorcy zwrotu VAT, fiskus zajął dwa wzajemnie sprzeczne stanowiska, a dla przedsiębiorcy wybrał to niekorzystne

Przedsiębiorca, który nie ma świadomości uczestnictwa w karuzeli VAT, dokonuje prawidłowych rozliczeń podatkowych dostawy. Stwierdzenie uczestnictwa przedsiębiorcy w karuzeli podatkowej nie jest wystarczające do zakwalifikowania go jako przestępcy, celowo dokonującego nieprawidłowych rozliczeń podatkowych. Zwłaszcza gdy same organy podatkowe takiego zamiaru przypisać mu nie potrafią. Dla obarczenia przedsiębiorcy odpowiedzialnością za błędne rozliczenie podatkowe konieczne jest ustalenie świadomego jego uczestnictwa w tzw. dostawie łańcuchowej – orzekł 4 marca 2019 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach (sygn. akt III SA/Gl 27/19).

Organ skarbowy, przeprowadzając u jednego z przedsiębiorców, zajmujących się dostawą oleju rzepakowego, kontrolę rzetelności deklarowanych podstaw opodatkowania oraz prawidłowości obliczania i wpłacania podatku od towarów i usług za okresy od lipca do grudnia 2013 r., stwierdził błędne zadeklarowanie przez niego nadwyżki podatku naliczonego nad należnym. Jako przyczynę organ przyjął ujęcie przez przedsiębiorcę w rozliczeniu wewnątrzwspólnotowych dostaw (WDT) części dostaw dokonanych na rzecz czeskich podmiotów i opodatkowanie ich 0% stawką VAT, podczas gdy faktycznie to on był odbiorcą dostaw na terenie Czech. Zatem nie przysługiwało mu prawo do obniżenia podatku należnego o podatek naliczony z tytułu zakupu oleju w Polsce.

Przedsiębiorca nabywał olej od polskiej firmy Y, którą wcześniej zweryfikował m.in. poprzez dokumenty rejestracyjne, zaświadczenie o braku zaległości podatkowych i opłacie składek ZUS i bazy technicznej. Następnie zlecał tej samej firmie jego transport do Czech bądź też transport dokonywany był bezpośrednio z firmy Z, od której Y sam nabywał olej. W rzeczywistości olej wracał do Polski, o czym przedsiębiorca nie wiedział. Organ odmówił prawa do odliczenia VAT z tytułu wewnątrzwspólnotowej dostawy nie tyle ze względu na udział przedsiębiorcy w karuzeli podatkowej, ile z uwagi na to, że to nie on, a firma Y dokonywała faktycznej dostawy WDT.

Niezakwestionowany i potwierdzony wywóz towaru za granicę

Przedsiębiorca nie zgodził się z takim stanowiskiem organu, które odmawia rzetelności dokonanych przez niego rozliczeń z powyższych względów, nie kwestionując jego uprawnienia do odliczenia podatku naliczonego z tego tylko tytułu, że realizował on wewnątrzwspólnotowe dostawy w warunkach „karuzeli podatkowej”. Podatnik powołał się bowiem na zeznania świadków, a także listy przewozowe, które były dowodem na to, że faktycznie zgodnie z umową dokonał wewnątrzwspólnotowej dostawy. Sam organ nie podważył dokumentacji potwierdzającej wywóz oleju do Czech, a wręcz przeciwnie, wywóz ten został potwierdzony przez czeskie władze podatkowe.

Przedsiębiorca przywołał Konwencję o umowie międzynarodowego przewozu drogowego towarów (CMR), która w art. 12 ust. 1 stanowi, że „Nadawca ma prawo rozporządzać towarem, a w szczególności zażądać od przewoźnika wstrzymania przewozu, zmiany miejsca przewidzianego dla wydania towaru…” (Dz.U. z 1962 r. nr 49, poz. 238, sprost. Dz.U z 1995 r. nr 69, poz. 352). W liście przewozowym to on każdorazowo widniał jako nadawca, stąd to on był odpowiedzialny za transport.

Dokument pominięty przez organ

Dodatkowo skarżący wskazał na aneks do umowy przewozu, którego organ w ogólne nie wziął pod uwagę, a który stanowił wyraźnie, że to przedsiębiorca przejmował na siebie ryzyko utraty lub uszkodzenia towaru już od momentu postawienia mu go do dyspozycji w punkcie wydania zbywcy. Zatem do faktycznego władztwa nad dostarczanym do Czech olejem doszło już w magazynie sprzedającego, dopiero później występującego w roli przewoźnika towaru, na zlecenie władającego już towarem przedsiębiorcy. W aneksie strony zawarły również, że to przedsiębiorca będzie ponosił koszt transportu.

Organ, mając do wyboru dwie oceny prawne, przyjął tę niekorzystną dla podatnika

Regulacja art. 7 ust. 8 ustawy o podatku od towarów i usług przewiduje, że: W przypadku gdy kilka podmiotów dokonuje dostawy tego samego towaru w ten sposób, że pierwszy z nich wydaje ten towar bezpośrednio ostatniemu w kolejności nabywcy, uznaje się, że dostawy towarów dokonał każdy z podmiotów biorących udział w tych czynnościach” (Dz.U. 2004 nr 54, poz. 535, ze zm.).

W wyroku z 21 kwietnia 2016 r. WSA w Gliwicach dokonał wykładni tego przepisu, stanowiąc, że „Mechanizmy oszustw podatkowych typu „karuzele podatkowe” wykorzystując konstrukcję transakcji łańcuchowych do celów sprzecznych z prawem, transakcjami łańcuchowymi w rozumieniu art. 7 ust. 8 ustawy VAT być nie mogą” (sygn. akt III SA/GL 2171/15). Uchylając tym wyrokiem zaskarżone przez przedsiębiorcę decyzje organów podatkowych, wskazał, że organ kontroli skarbowej, ustalając udział podatnika w karuzeli podatkowej, stwierdził zachowanie przez niego staranności kupieckiej w doborze kontrahentów, i nie zakwestionował jego prawa do odliczenia podatku naliczonego. Z kolei organ drugiej instancji, łamiąc zasady postępowania podatkowego, wziął pod uwagę jedynie negatywne dla sytuacji podatnika ustalenia organu pierwszej instancji. W toku postępowania odwoławczego nie rozpoznał sprawy ponownie, a milcząco zaakceptował fakt, że dokonane przez organ kontroli skarbowej ustalenia stanu faktycznego doprowadziły do dwóch sprzecznych i wzajemnie wykluczających się ocen prawnych – korzystnej i niekorzystnej dla podatnika, przy czym przyjął wersję dla podatnika niekorzystną.

Skarga kasacyjna fiskusa

Dyrektor Izby Skarbowej wniósł od tego wyroku skargę kasacyjną. Podniósł, że ustalenie braku świadomości podatnika co do jego uczestnictwa w karuzeli podatkowej, nie pozbawia organów możliwości zbadania prawidłowości dokonanego przez tego podatnika rozliczenia VAT w każdym innym aspekcie. Rozpatrujący skargę Naczelny Sąd Administracyjny zgodził się z organem, że w myśl art. 122 Ordynacji podatkowej ma on obowiązek podejmowania wszelkich niezbędnych działań w celu dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego i nie ma przy tym mowy o działaniu na korzyść lub niekorzyść podatnika.

NSA zwrócił sprawę gliwickiemu sądowi, zalecając, by przy ponownym jej rozpatrzeniu wziął pod uwagę fakt, iż organy nie kwestionowały prawa do odliczenia przez skarżącego podatku naliczonego z tytułu realizacji przez niego wewnątrzwspólnotowych dostaw w warunkach „karuzeli podatkowej”, a z powodu uznania, że biorąc udział w transakcjach łańcuchowych, błędnie rozliczył podatkowo sporne transakcje jako WDT zamiast dostawy krajowe.

„Sąd oceni, czy trafne jest spójne i jednoznaczne stanowisko organów, że firma M. S. A. w sposób nieprawidłowy rozpoznała dokonane transakcje jako wewnątrzwspólnotowe dostawy oleju rzepakowego i w sposób nieuprawniony odliczyła podatek naliczony, bowiem błędnie określiła miejsce świadczenia usług biorąc udział w transakcjach łańcuchowych” (I FSK 1605/16).

Nieprawidłowe i wzajemnie sprzeczne stanowiska organów

WSA, stosując się do zaleceń Naczelnego Sądu Administracyjnego, ponownie uznał skargę przedsiębiorcy za zasadną. Zdaniem składu orzekającego prezentowane w tej sprawie stanowiska organów są nie tylko nieprawidłowe, ale wręcz wzajemnie sprzeczne. Z jednej strony nie podważają dowodów w postaci zeznań i dokumentów potwierdzających wywóz przez przedsiębiorcę oleju do Czech, z drugiej fakt ten negują. Uchylając decyzje organów podatkowych pierwszej i drugiej instancji, sąd orzekł, że podatnik niemający świadomości co do swojego uczestnictwa w karuzeli podatkowej, nie ma również świadomości, że dokonuje jej podatkowego rozliczenia w sposób nieadekwatny.

„Tym samym podatnik dokonał rozliczenia podatkowego realizowanych transakcji olejem rzepakowym, zgodnie z prowadzoną działalnością i realizowanymi kontraktami. (…) Jeżeli zatem olej był transportowany do Czech pod nadzorem skarżącego, rozładowany w jego obecności, pobierano jego próbki, które poddawano wyrywkowo analizie jakościowej, posiada potwierdzenie odbioru towaru, potwierdzenie dostawy w CMR, to trudno podzielić pogląd organu, że nie dokonywał WDT. Ustalenia faktyczne, które potwierdzają wykorzystanie karuzeli podatkowej zorganizowanej przez inne podmioty niż podatnik, do oszukańczych działań nie mogą obciążać podatnika, którego świadomy udział w karuzeli wykluczono. Po to twórcy karuzeli tworzą pozory legalnej działalności, aby takie podmioty jak skarżący, nie mogły się w ich działaniach orientować” (sygn. akt III SA/Gl 27/19).

Wszystkie chwyty dozwolone

Zajęcie w niniejszej sprawie nieprawidłowych, wzajemnie sprzecznych stanowisk, w sytuacji dokonania korzystnej i niekorzystnej dla przedsiębiorcy oceny prawnej stanu faktycznego, umożliwiło organom wybranie tej niekorzystnej oceny. Fiskus musiał doprowadzić do takiego kuriozum. Taki był jego pomysł na uzasadnienie odmowy zwrotu VAT przedsiębiorcy. W innym przypadku musiałby go zwrócić. Z pewnością bowiem znane jest jego organom, bo liczące już 13 lat rozstrzygnięcie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z 12 stycznia 2006 r., stanowiące, że: „prawo podatnika dokonującego dostawy do odliczenia podatku naliczonego nie może ucierpieć tylko dlatego, że inna transakcja w łańcuchu dostaw, w której on uczestniczy, a o której nie ma świadomości, dokonana później lub wcześniej, stanowi oszustwo” (Wyrok w połączonych sprawach C-354/03, C-355 i C-484/03).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Brökelmann Polska z nowym zakładem w Opolu

Firma Brökelmann Polska zrealizuje nową inwestycję w Opolu. Nowoczesna zakład obróbki profili aluminiowych i stali m.in. dla branży motoryzacyjnej będzie miał 18 500 mkw. powierzchni magazynowo – produkcyjnej. Zakończenie budowy planowane jest na przełomie listopada i grudnia br. Dział BTS AXI IMMO wspierał klienta na poszczególnych etapach przygotowania inwestycji zarządza projektem i pełni nadzór inwestorski podczas budowy obiektu.

Brokelmann
Brokelmann

Firma Brökelmann Polska zajmuje się specjalistyczną obróbką profili aluminiowych i przetwórstwem stali. Jej głównymi klientami są wiodące marki producentów działających w branży samochodowej. Przedsiębiorstwo jest częścią koncernu Knauf Interfer. Na polskim rynku firma funkcjonuje od ponad 20 lat. Od 2011 roku ma swoją siedzibę w Opolu, na terenie Opolskiego Centrum Logistycznego.

Wraz z dynamicznym rozwojem firma zdecydowała się na budowę nowego, własnego obiektu w Opolu. Nowy zakład powstanie na 6 ha działce przy ul. Arka Bożki w Opolu. Nowa inwestycja będzie składała się z budynku produkcyjno-magazynowego o powierzchni 16 000 mkw. i biurowca o powierzchni 2 500 mkw.

Na etapie przygotowania inwestycji Dział BTS AXI IMMO wspierał klienta kompleksowo w procesie selekcji lokalizacji, konsultacjach technicznych, koordynacji prac projektowych oraz przeprowadzeniu przetargu na wybór generalnego wykonawcy. Obecnie pełni obowiązki koordynatora inwestycji oraz prowadzi z ramienia Brökelmann Polska nadzór inwestorski.

Firma Brökelmann Polska przy planowaniu nowego zakładu produkcyjnego chciała pozostać w Opolu, ze względu na pracowników i dobrą współpraca z lokalnym samorządem i instytucjami. Cieszę się, że udało się znaleźć odpowiednią działkę, gdzie w szczegółach została zaplanowana inwestycja. Nowy zakład pozwoli na zwiększenie możliwości produkcyjno-magazynowych firmy przy jednoczesnym wzroście efektywności przestrzeni operacyjnej i procesów produkcyjnych” – komentuje Marek Kosielski, Dyrektor Działu BTS w AXI IMMO.

Obecnie firma zatrudnia około 130 osób. Docelowo w nowej lokalizacji planuje zwiększyć zatrudnienie o 270 osób. Koszt realizacji inwestycji szacowany jest na 82 mln zł. Generalnym wykonawcą została  wybrana firma Adamietz ze Strzelec Opolskich.

Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną sprzeczna z RODO?

Od 4 maja obowiązuje w polskim prawie tzw. ustawa wprowadzająca. Znowelizowała ona m.in. Ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną (UŚUDE). Niezmienione w niej pozostały np. przepisy mówiące o konieczności uzyskania przez usługodawcę zgody od użytkownika w przypadku chęci wykorzystywania jego danych, które nie są niezbędne do świadczenia usług. Problem w tym, że może to być uznawane za niezgodne z RODO.

Zgoda nie zawsze konieczna

Już z dotychczasowych przepisów UŚUDE wynikało, że usługodawca, jeśli chce wykorzystywać m.in. w działaniach reklamowych dane użytkownika, które nie są niezbędne do świadczenia usług drogą elektroniczną, potrzebuje na to jego zgody. Na przykład sklep internetowy ma więc prawo korzystać w celach reklamowych bez otrzymanej zgody z historii zamówień klienta – są to bowiem dane, które były do świadczenia usług drogą elektroniczną niezbędne. Sytuacja jest bardziej skomplikowana w przypadku marketingu behawioralnego. Rzecz w tym, że dzięki plikom cookies są zbierane różne informacje o użytkowniku. Usługodawca może nie być zatem pewien, czy uzyskanie zgody jest konieczne.

Odpowiedzialność nie musi spoczywać na usługodawcy

„Zwracam uwagę na jeden aspekt. Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną dotyczy wyłącznie usługodawców. W praktyce bardzo często jest tak, że działania związane z profilowaniem, z przedstawieniem spersonalizowanej reklamy są wykonywane przez podmioty zewnętrzne, które same siebie widzą w roli administratorów. Tak że polecam mieć na uwadze i dokładnie przeanalizować cały proces tworzenia reklamy sprofilowanej i spersonalizowanej. Bo możliwe, że nie dotyczy on bezpośrednio usługodawcy, ale innego podmiotu, który jest odpowiedzialny za przetwarzanie danych osobowych, więc w ogóle nie będziemy mówili o problemie zgody” – stwierdza w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Milena Wilkowska, senior associate w kancelarii Maruta Wachta.

UŚUDE sprzeczna z RODO?

Warto przy tym zauważyć, że UŚUDE w obecnym kształcie budzi wątpliwości w kontekście obowiązującego już od roku RODO, które wprowadziło rewolucję w myśleniu administratorów danych osobowych. Spowodowało ono mianowicie stosowanie podejścia opartego na ryzyku (risk-based approach). Wiąże się to z tym, że administrator musi samodzielnie ocenić, którą z podstaw prawnych może w danym przypadku wykorzystać. Wydaje się, że rozporządzenie stosowane w polskim prawie w zakresie ochrony danych osobowych powinno opierać się właśnie na tej zasadzie. Oznaczałoby to, że administrator po przeprowadzeniu analizy dotyczącej tego, którą podstawę prawną wybrać, mógłby dojść do wniosku, że w danej sytuacji nie będzie najlepsza zgoda, wymagana przez UŚUDE, ale – np. prawnie uzasadniony interes. Nie da się więc wykluczyć, że ustawa ta zostanie w przyszłości zakwestionowana jako niezgodna z RODO.

Maczfit otwiera zakład produkcyjny i planuje podbój Europy

Nowa siedziba Maczfit to prawie 5 000 tys. m2 specjalnie wybudowanej przestrzeni, w której mieszczą się biura i hala produkcyjna. Każdego dnia przygotowywane jest kilkadziesiąt tysięcy posiłków. Ta najnowocześniejsza inwestycja branży cateringu dietetycznego znajduje się w podwarszawskim Szymanowie i kosztowała wiele milionów złotych. Funkcjonowanie rozpoczęła
w maju 2019r.

– W Polsce, jak nigdzie indziej na świecie, catering dietetyczny cieszy się ogromną popularnością. W innych krajach klienci mają znacznie bardziej ograniczone możliwości wyboru diet specjalnych i zróżnicowania kalorycznego. Stoimy na czele rynku europejskiego. Nowoczesny kompleks produkcyjny i centrum logistyczne Maczfit to projekt unikatowy na skalę globalną, jak również potwierdzenie naszej pozycji lidera branży cateringu dietetycznego w Polsce. Po kilkunastu miesiącach intensywnej pracy udało się stworzyć najwyższej klasy zakład, nie tylko spełniający restrykcyjne europejskie normy, ale też wdrażający zupełnie nowe rozwiązania w kwestii jakości i technologii. To pozwoli nam otworzyć się również na klientów z sąsiednich krajów. – mówi Maciej Lubiak, pomysłodawca i założyciel marki Maczfit

Zakład produkcyjny jakiego jeszcze w Europie nie było

Nieruchomość w której mieści się hala produkcyjna oraz biuro wraz z całą infrastrukturą techniczną ma łączną powierzchnię 5 000 tys. m2.  W nowej hali produkcyjnej zostały zainstalowane nowoczesne linie technologiczne i produkcyjne m.in. do odrębnego przygotowywania diet specjalnych, takich jak np. bezglutenowa, bez laktozy, czy Hypo–Hashimoto. Hala wyposażona jest w magazyn służący przechowywaniu produktów spożywczych, chłodnię dla gotowych do wyjazdu zestawów oraz centrum logistyczne, z którego wyjeżdżają posiłki do wszystkich klientów w blisko 300 miejscowościach w Polsce.

Najważniejsze założenie Maczfit to zapewnienie takiego samego smaku i jakości wszystkich przygotowywanych dań. Centralny zakład, w którym przygotowywane są posiłki trafiające do klientów z całego kraju, gwarantuje ścisłą kontrolę, dostosowaną do wysoko postawionych wewnętrznych norm jakości. Nowa hala produkcyjna nie jest jedyną inwestycją Maczfit w udoskonalaniu świadczonych usług. Wszystkie zachodzące procesy związane z zamówieniami i przygotowaniem jedzenia wykorzystują autorskie systemy MaczLogistic i MaczHub, stworzone specjalnie dla lidera branży. W najbliższym czasie zostanie również uruchomiona nowa platforma internetowa www.maczfit.pl, zawierająca jeszcze więcej informacji i pozwalająca na łatwiejsze zarządzanie zamówieniami.

Dzięki ambitnej inwestycji Maczfit jest już w stanie przygotować 20 tys,
5-daniowych pakietów na dobę, rocznie realizując ponad 30 mln posiłków i wciąż zachowywać wysokie standardy produkcji oraz jakości dań. Zapewnia to marce nie tylko pozycję niekwestionowanego lidera w Polsce i Europie, ale jest osiągnięciem
na skalę światową. Nowy zakład produkcyjny w znacznym wymiarze wpłynął także
na lokalny rynek pracy. Dotychczas zatrudnienie znalazło w nim ponad 250 osób.

Maciej Lubiak, pomysłodawca i założyciel marki Maczfit
Maciej Lubiak, pomysłodawca i założyciel marki Maczfit

– Nowa inwestycja to nie tylko miejsca pracy, to również cały szereg nowych technologii, których dotychczas nie wykorzystywała żadna firma. To nasze systemy logistyczne i przygotowane w oparciu o najlepsze praktyki user experience programy przetwarzające zamówienia. Dzięki skoordynowaniu wszystkich procesów, Maczfit może przyjąć większą liczbę zamówień, bez uszczerbku na czasie ich realizacji.
Ale to jeszcze nie wszystko.– mówi Maciej Lubiak, pomysłodawca i założyciel marki Maczfit.

Wyzwania w 2019 roku

Otwarcie nowej hali produkcyjnej zbiega się w czasie z uruchomieniem nowej platformy internetowych zamówień, która stanowi część intensywnego rozwoju marki. Niebawem oferta Maczfit poszerzy się również o kolejne programy dietetyczne, jednocześnie aktywnie pracując nad udoskonaleniem obecnego menu. Firma jest także w trakcie testowania nowych, ekologicznych rozwiązań m.in. opakowań biodegradowalnych, będących odpowiedzią na oczekiwania klientów.

Maczfit – sukcesu osiągnięty pracą organiczną

Maczfit jako jedyna firma z branży dowozi zestawy posiłków do prawie
300 miejscowości w całym kraju. Nad każdym daniem czuwa profesjonalny sztab kucharzy, dietetyków, managerów jakości i specjalistów zdrowego żywienia, którzy szukają inspirujących przepisów na całym świecie. Menu na tle konkurencji wyróżnia się doskonałym smakiem oraz restauracyjnym wyglądem dań. W ofercie jest
21 programów dietetycznych w kilku wariantach kalorycznych, a także soki typu cold press. Misją i celem firmy Maczfit jest wsparcie osób w codziennym zdrowym  odżywianiu i promocja zdrowego stylu życia. W zestawach dietetycznych znajduje się tylko to, co najlepsze i najzdrowsze we współczesnej kuchni, czyli najwyższej jakości składniki połączone w niebanalne kompozycje.

UseCrypt wykupiony przez LAZAR Vision Fund

Usecrypt, który stworzył zmieniający zasady mechanizm generowania klucza szyfrującego na urządzeniu użytkownika, eliminując pośredników (tzw. trzecią stronę) z procesu telekomunikacji, został przejęty przez amerykański fundusz LAZAR VISION FUND.

Sercem technologii Usecrypt – rozwiązania dedykowanego na komputery – jest opatentowana technologia szyfrowania informacji HVKM (Hybrid Virtual Key Management), gwarantująca brak technicznej możliwości dostępu do jakichkolwiek danych przez dostawcę chmury, producenta oprogramowania lub „pośredników” (np. dyrektorów i administratorów IT), którzy bardzo często mają wgląd w firmowe skrzynki mailowe i zasoby pracowników organizacji.

Usescrypt w grudniu ubiegłego roku ogłosił globalną ekspansję oraz nabycie 10% akcji przez funduszu LAZAR VISION FUND LP, otwierając pierwsze biuro w Nowym Jorku oraz kolejne oddziały w Tel-Awiwie i Nikozji. Dziś fundusz LAZAR zwiększa swoje zaangażowanie przekraczając próg 50% w kapitale spółki.  Wraz zez mianami właścicielskimi, do Rady Nadzorczej spółki dołączyło dwóch niezwykle doświadczonych inwestorów oraz ekspertów globalnego rynku IT – Yuval Rabin oraz Mike Mayer.

Yuval Rabin, partner w funduszu Lazar
Yuval Rabin, partner w funduszu Lazar

– Technologia Usecrypt tworzy nowe zasady telekomunikacji usuwając pośredników z tego procesu. Pierwotne prawo do prywatności oraz zdolność komunikacji stanowią podstawę człowieczeństwa. Usecrypt łączy te dwie własności – mówi Yuval Rabin, partner w funduszu Lazar, posiadający ponad 30-letnie doświadczenie w sprzedaży i wdrożeniach innowacyjnych systemów IT w USA, Europie Zachodniej oraz Izraelu. Yuval Rabin obecnie koncentruje się na wspieraniu spółek posiadających najbardziej innowacyjne technologie.

– W ostatnich latach aktywnie uczestniczyłem we wzroście firmy produkującej baterie elektryczne do samochodów, nabytej przez jeden z największych koncernów samochodowych. Inna spółka, w której jestem zaangażowany opracowała rozwiązania wydłużające żywotność satelitów krążących po orbicie. Produkty Usecrypt idealnie wpisują się w obecny trend decentralizacji usług.  Do tego spółka działa na jednym z trzech najszybciej rosnących rynków na świecie – cyberbezpieczeństwa – dodaje.

Drugim przedstawicielem funduszy, powołanym do RN jest Mike Mayer, wieloletni wiceprezes koncernu SAP, wcześniej przez długi czas pracujący dla amerykańskiego giganta ORACLE.

Test przedsiębiorcy. Jak rząd zbiera pieniądze na swoje obietnice

„Test przedsiębiorcy”, niezależnie czy jego wprowadzenie będzie miało charakter zmiany legislacyjnej, czy też zmiany sposobu stosowania prawa, może mieć fatalne skutki zarówno dla gospodarki, jak i dla dużej części przedsiębiorców – to podstawowy wniosek z raportu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców pt. „Test przedsiębiorcy. Jak rząd zbiera pieniądze na swoje obietnice”.

„Test przedsiębiorcy” miał być narzędziem służącym do weryfikacji, czy dany podmiot prowadzi rzeczywistą działalność gospodarczą, a co za tym idzie ma prawo do rozliczania się za pomocą liniowego PIT, a także korzystania z preferencji w zakresie składek na ubezpieczenia społeczne. Eksperci ZPP wskazują, że polityka informacyjna rządu w tym zakresie, zdefiniowana jest przez totalny chaos.

Cezary Kaźmierczak
Cezary Kaźmierczak

– Najpierw test pojawia się w jakiejś nieformalnej wypowiedzi wiceministra Świtały – przypomina Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP – Później resort dementuje tę informację i twierdzi, że nie ma w tej sprawie żadnego projektu. Następnie „test przedsiębiorcy” pojawia się w projekcie Wieloletniego Planu Finansowego Państwa po to, by być zastąpionym „uszczelnieniem klasyfikacji przychodów do źródła pozarolnicza działalność gospodarcza” w ostatecznym brzmieniu Planu. W międzyczasie minister Emilewicz i premier Morawiecki zarzekają się, że testu nie będzie. Przedsiębiorcy nie mają pojęcia czego się spodziewać.

Katalog niewiadomych nie zamyka się jednak wyłącznie w tym, czy test będzie wprowadzony. Wątpliwości budzi również potencjalna jego formuła, planowana przez pomysłodawców, czyli resort finansów. Z uwagi na mnogość zmian zarówno w medialnych przekazach przedstawicieli rządu, jak i w samym Wieloletnim Planie Finansowym Państwa, nie sposób jest dzisiaj stwierdzić, czy planowane jest (było?) wprowadzenie jakichkolwiek zmian legislacyjnych, czy „jedynie” zmiana sposobu stosowania już obowiązującego prawa. Podczas gdy minister Emilewicz twierdzi, że nie planuje się żadnych zmian legislacyjnych, w Wieloletnim Planie wprost napisane jest, że narzędziem które planuje się wykorzystać do uszczelnienia klasyfikacji przychodów do źródła „pozarolnicza działalność gospodarcza” jest m.in. zmiana ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Eksperci ZPP podkreślają, że niezależnie od wybranej metody, wprowadzenie testu będzie wiązało się z poważnymi konsekwencjami gospodarczymi i prawnymi.

Można stwierdzić nawet, że brak zmiany legislacyjnej byłby jeszcze groźniejszy, niż wprowadzenie nowych regulacji – twierdzi Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji Związku – W przypadku uchwalenia nowych przepisów, obowiązywałyby one od momentu ich wejścia w życie, bez możliwości zastosowania ich do okresów wstecznych. Podlegałyby ponadto procesowi konsultacji społecznych. Jeśli wybrany byłby wariant zmiany sposobu stosowania już obowiązujących regulacji, część przedsiębiorców mogłaby spodziewać się podważania ich deklaracji za okres do pięciu lat wstecz.

Zagrożenia związane z testem przedsiębiorcy niestety nie kończą się na samych konsekwencjach podatkowych i konieczności dopłacenia różnicy, między podatkiem obliczonym zgodnie ze skalą podatkową, a podatkiem liniowym. Stwierdzenie, że dany podmiot, kontrahujący z innym podmiotem, nie prowadził działalności gospodarczej, rodzi poważne skutki w zakresie podatku VAT, czy składek na ubezpieczenia społeczne, nie byłoby również obojętne z punktu widzenia karnoskarbowego. Gdyby zdecydowano się podważać rodzaj stosunku prawnego między dotychczasowymi kontrahentami i ustalać, że stosunek ten miał charakter stosunku pracy, test rodziłby również niemożliwe do przewidzenia komplikacje w zakresie prawa pracy.

– Pojawiłaby się konieczność rozliczania nieudzielonych urlopów, a „pracodawca”, czyli dotychczasowy kontrahent, odpowiadałby np. za nieodprowadzone składki i zaliczki na podatek, jako płatnik – podkreśla Cezary Kaźmierczak Skala zagrożeń jest ogromna, podczas gdy prawdopodobieństwo osiągnięcia zakładanego skutku finansowego oceniam jako niewielkie. Rząd twierdzi, że uzyska 1,2 mld zł, jednak wziąwszy pod uwagę deklarowany do tej pory kształt testu można łatwo wymyślić co najmniej kilka sposobów uniknięcia go. Przykład brytyjski pokazuje, że ściągnięcie w ten sposób pieniędzy z podatników wcale nie będzie tak proste, jak to sobie wyobrażają decydenci.

Grupa R22 notuje dwukrotny wzrost kwartalnego zysku netto

Grupa R22 osiągnęła rekordowe wyniki finansowe w III kwartale 2018/2019 r. obr., poprawiając zarówno przychody, jak i marżowość. Przychody wzrosły o 28 proc. i wyniosły 37,3 mln zł, skorygowana EBITDA wzrosła o 51 proc. i po raz pierwszy wyniosła ponad 10 mln zł, a zysk netto wyniósł 49 mln zł i był o 90 proc. wyższy niż rok wcześniej. Grupa kontynuuje międzynarodową ekspansję oraz rozwija portfolio usług i narzędzi automatyzujących procesy biznesowe.

Rok 2018/2019 jest okresem dynamicznego rozwoju R22 – zarówno w ujęciu operacyjnym, jak i finansowym. W tym czasie Grupa zdobyła pozycję lidera na rumuńskim rynku hostingu i domen, zainwestowała w perspektywiczne spółki technologiczne – User.com i Appchance, a z usług Grupy po raz pierwszy w historii korzystało ponad 250 tys. klientów. Równolegle do wzrostu skali działalności zespół prowadzi prace nad optymizacją oferty i budową synergii, co prowadzi do wzrostu ARPU i marżowości.

– Konsekwentnie pracujemy nad rozwojem Grupy, czego efektem są bardzo dobre dane finansowe. Poza kontynuacją wzrostu przychodów możemy pochwalić się rosnącą rentownością. Dzięki temu w III kwartale, po raz pierwszy w historii, wypracowaliśmy ponad 10 mln zł kwartalnej EBITDA. Na uwagę zasługuje również wysoki poziom generowanej gotówki, który umożliwia nam dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami. – mówi Jakub Dwernicki, prezes R22.

W III kwartale Grupa osiągnęła prawie 3 mln zł nadwyżki gotówkowej. Wyniki Grupy charakteryzuje wysoka konwersja zysku EBITDA do przepływów z działalności operacyjnej, która w III kwartale wyniosła prawie 100 proc. Jednocześnie Grupa poprawia wskaźnik dług netto / EBITDA, który na dzień 31 marca 2019 r. wynosił 1,6 (1,4 z wyłączeniem długu podporządkowanego).

W okresie dziewięciu miesięcy zakończonym 31 marca 2019 r., Grupa osiągnęła 105,5 mln zł przychodów i 27,1 mln zł skorygowanej EBITDA – wzrost o ponad 30 proc. Zysk netto wzrósł o ponad 50 proc. do 11,9 mln zł, a zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wzrósł o 71 proc. i wyniósł 8,3 mln zł.

R22 kontynuuje ekspansje zagraniczną i buduje lidera rynku hostingu i domen w Europie Środkowo-Wschodniej. 17 maja br. Grupa poinformowała o trzech kolejnych transakcjach o łącznej wartości 4,2 mln euro, które zostaną sfinansowane kredytem bankowym. Dzięki nim R22 umocniła się na pozycji lidera, dystansując pozostałych rynkowych graczy i osiągając prawie 25 proc. udziałów w lokalnym rynku. Łącznie rumuńskie spółki obsługują ponad 50 tys. klientów.

Jakub Dwernicki, prezes R22
Jakub Dwernicki, prezes R22

– Naszym celem jest utrzymanie tempa wzrostu i rozwój na kolejnych rynkach. W ciągu 2 lat chcemy podwoić skalę biznesu, co możliwe jest dzięki rozwojowi organicznemu oraz przejęciom na kolejnych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. – dodaje Jakub Dwernicki.

W marcu br. R22 podpisała umowę wykupu mniejszościowych udziałów w segmencie hostingu. Transakcja o łącznej wartości 13,6 mln euro zostanie przeprowadzona w dwóch etapach – pierwszy do końca czerwca i drugi maksymalnie do 11 lutego 2020 r.

Tempo wzrostu PKB w Polsce pozostaje silne

Miniony tydzień był bogaty w makroekonomiczne statystyki z polskiej gospodarki. GUS opublikował wstępny szacunek wzrostu krajowego PKB za I kwartał tego roku w wysokości 4,6% r/r i potwierdził przyśpieszenie wzrostu kwietniowej inflacji konsumenckiej do poziomu 2,2% r/r. Na razie wymienione statystyki nie mają wpływu na politykę pieniężną NBP. Na majowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe bez zmian, a na konferencji prasowej gubernator A. Glapiński powtórzył, że może sobie wyobrazić scenariusz, że stopy procentowe pozostaną stabilne aż do 2022 roku. Jednak opinia w tym zakresie w NBP nie jest jednolita. Jeżeli inflacja w ciągu roku zacznie wyraźnie rosnąć, zwiększy się szansa, że bank centralny jednak zdecyduje się na podniesienie stóp procentowych. Jednak do takiej sytuacji nie powinno dojść wcześniej niż w 2020 roku.

Strukturę PKB GUS poda na koniec maja, ale statystyki kwartalne pokazują, że głównym źródłem wzrostu pozostaje konsumpcja gospodarstw domowych. Inwestycje oraz bardzo prawdopodobnie także handel zagraniczny, również miały pozytywny wpływ na wyniki. Dynamika polskiej gospodarki zwolniła w I kwartale br., ale biorąc pod uwagę skalę ryzyk polityczno-gospodarczych, wciąż jest bardzo solidna. Wzrost PKB, w połączeniu z ekspansją fiskalną i rozgrzanym rynkiem pracy, powinien w najbliższych kwartałach generować kolejną presję inflacyjno-cenową.

Złoty pomimo pozytywnych danych z polskiej gospodarki w ubiegłym tygodniu się osłabił i w stosunku do euro w zeszły piątek był na poziomie 4,31 EUR/PLN. Eurodolar na koniec minionego tygodnia wynosił 1,12 EUR/USD.

Komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTA.

Podatek katastralny w Polsce: co musimy wiedzieć?

podatkiPodatek katastralny wzbudza w Polsce mnóstwo emocji wśród osób posiadających nieruchomości. W wielu krajach Unii Europejskiej został on już wprowadzony i funkcjonuje od wielu lat. W Polsce takie rozwiązanie wydaje się kwestią czasu, choć na razie żaden rząd nie odważył się na jego wprowadzenie, ponieważ konsekwencje społeczne są trudne do przewidzenia.

Co to jest podatek katastralny?

Podatek katastralny jest podatkiem od nieruchomości. Jego wysokość zależy od tego, ile dana nieruchomość jest warta. Im większa jest wartość nieruchomości, tym wyższy podatek, który należy opłacić. Z tego wynika, że najwięcej zapłaciłyby osoby mające nieruchomości w dużych miastach, np. w Warszawie. W przypadku mieszkania, którego wartość wynosi np. 500 tysięcy złotych, wysokość podatku katastralnego to 10 tysięcy złotych. Jak więc widać jest to kwota bardzo wysoka, zwłaszcza że obecnie wartość podatku od nieruchomości nie przekracza kilkuset złotych rocznie. Więcej szczegółowych danych na temat katastru znajduje się na stronie https://www.nntfi.pl/finanse-po-godzinach/podatek-katastralny.

Podatek katastralny w Polsce

W Polsce nie prowadzi się katastru, czyli ewidencji zawierającej dane o budynkach, gruntach oraz inne informacje niezbędne do określenia wartości nieruchomości. Z tego właśnie względu, jeśli taki podatek miałby być wprowadzony, konieczne byłyby czasochłonne i bardzo kosztowne prace. Pierwszym krokiem byłoby oszacowanie wartości poszczególnych nieruchomości, ponieważ tylko wtedy możliwe by było nałożenie podatku. Co więcej, każdy obiekt musiałby być wyceniony przez rzeczoznawcę majątkowego, a to wiąże się z dużymi kosztami. Sporządzona dokumentacja byłaby opublikowana, aby właściciele mieli możliwość odwołania od wydanej decyzji. Co więcej, wprowadzenie podatku katastralnego wymaga sporządzenia ustawy według projektu Ministra Finansów. Nietrudno przewidzieć, że rząd, który podejmie się nałożenia podatku katastralnego, szybko straci poparcie społeczeństwa, dlatego trudno przewidzieć, czy takie rozwiązania w ogóle będzie wprowadzone.

Podatek katastralny – dla kogo?

Podatek katastralny dotknąłby właściwie każdego Polaka, nie tylko właścicieli nieruchomości. Wzrost podatku wiązałby się z podniesieniem stawek, np. za wynajem czy dzierżawę. Na pewno byłoby to duże obciążenie dla budżetów domowych – przewiduje się nawet, że opłacenie podatku katastralnego pochłonęłoby kwotę równą rocznej pensji jednego z domowników. W polskiej rzeczywistości wprowadzenie tak wysokiej opłaty miałoby bardzo poważne konsekwencje.

Wady i zalety podatku katastralnego

Na największe profity z tytułu wprowadzenia podatku katastralnego mogą liczyć samorządy. To do nich spływać będą opłaty, co pozwoli na sfinansowanie bieżących potrzeb i inwestycji. Zaletą wprowadzenia podatku katastralnego będzie z pewnością pozytywny wpływ na rozwój obszarów miejskich, ponieważ będzie on wywierał presję na efektywniejsze zagospodarowanie przestrzeni.

Niestety podatek katastralny miałby katastrofalne skutki dla domowych budżetów. Wielu osób po prostu nie byłoby stać na jego opłacanie. Co więcej, takie opodatkowanie znacząco zwiększyłoby koszty wynajmu i dzierżawy nieruchomości, przez co ten sektor mógłby mocno ucierpieć.

Twarda retoryka, mocny dolar

Nowy tydzień otwieramy bez przełomowych informacji w temacie sporu handlowego USA-Chiny, choć twarda retoryka Donalda Trumpa na wielu frontach pomaga dolarowi się umocnić. Dalsza eskalacja nie jest wykluczona, ale inwestorzy zdają się czekać na silniejszy impuls. Wygranym dnia jest AUD, który z zadowoleniem przyjmuje wynik wyborów w Australii.

Po weekendzie nie ma progresu w negocjacjach handlowych USA-Chiny, ale nie ma też zaostrzenia. Przynajmniej bezpośredniego ze strony administracji USA, gdyż w odpowiedzi na zeszłotygodniowe wpisanie przez Departament Handlu Huawei na czarną listę kilka firm z USA zawiesiło współpracę z chińską spółką technologiczną. By załagodził napięcia chiński bank centralny uznał za stosowne przypomnieć, że ma wszelkie narzędzia i siły, by stabilizować kurs juana. Mamy sygnały, że sprawy nie idą w dobrym kierunku, ale też żadna ze stron nie wykonuje kolejnego bezprecedensowego posunięcia. Dla inwestorów oznacza to czas na złapanie oddechu i przegrupowanie w oczekiwaniu na silniejsze impulsy. To w głównej mierze zaczyna pomagać dolarowi, gdyż buduje się narracja twardej postawy USA nie tylko wobec Chin, ale na wielu frontach. W ostatnich dniach słyszeliśmy o groźbach wyższych ceł na samochody importowane z UE i Japonii; Trump angażuje się też w konflikt z Iranem. Nikt nie wydaje się bezpieczny i niezależnie jak w dłuższym okresie sprawy miałyby się rozwikłać dla gospodarki USA i polityki Fed, w obecnym klimacie dolar znów przyciąga do siebie.

Wbrew wskazaniom sondaży dotychczas rządząca Australią Koalicja Liberalno-Narodowa wygrała sobotnie wybory i z bardzo dużym prawdopodobieństwem uzyska większość w Izbie Reprezentantów. Wynik zdjął z Australii ryzyko wygranej Partii Pracy i wprowadzenia przez nią nowej polityki gospodarczej, która byłaby mniej przyjazna dla biznesu i osłabiłaby wzrost gospodarczy. AUD skoczył pod wpływem powyborczego entuzjazmu, choć trzeba przypomnieć, dlaczego pod koniec ubiegłego tygodnia znalazł się na czteromiesięcznych dołkach. Nie była to zasługa premii za ryzyko wyborcze, ale w głównej mierze słabość AUD brała się rosnących oczekiwań, że kolejny raz RBA nie powstrzyma się od obniżki stopy procentowej. Nieoczekiwany skok stopy bezrobocia w ubiegłym tygodniu i narastające obawy o perspektywy chińskiej gospodarki przechylają bilans ryzyk na rzecz luzowania polityki monetarnej. Powyborcza euforia może szybko minąć i w ogólnym klimacie może być bardzo trudno zbudować większy zapał do wzrostów AUD. W nocy otrzymamy minutki z majowego posiedzenia RBA a także przemawiać będzie prezes banku Lowe. Polityka monetarna ponownie wskoczy na pierwszy plan, a ostatnio nie służy to walucie.

Dziś kalendarz jest ubogi, gdyż ani minutki RPP ani indeks aktywności biznesu w rejonie Chicago nie powinny ruszyć rynkiem. Mamy kilka wystąpień bankierów centralnych z zainteresowaniem dla EUR, SEK, USD i GBP. Dalej w tygodniu nie ma zbyt wiele kluczowych danych. W protokole po majowym posiedzeniu FOMC (śr) interesująca będzie ocena trendów inflacyjnych, w szczególności na ile Fed wierzy w „przejściowy” charakter czynników osłabiających inflację. Wstępne odczyty majowych indeksów PMI z Eurolandu (czw) mogą być istotnym determinantem ogólnego klimatu na rynkach. Z jednej strony jest możliwe, że przemysł pokaże skromną poprawę w ramach opóźnionego efektu silniejszych odczytów z Chin w marcu. Z drugiej strony ożywiony spór handlowy USA-Chiny może podnosić obawy firm o perspektywy globalnego ożywienia. Stąd dane mogą być źródłem zaskoczeń. W Polsce mamy główną paczkę kwietniowych danych z rynkiem pracy (wt), produkcją przemysłową (śr) i sprzedażą detaliczną (czw). W danych o aktywności oczekujemy zaburzeń związanych z Wielkanocą, tj. słabsza produkcja, ale silniejsza sprzedaż. Dla złotego dane dalej mają znaczenie drugorzędne, biorąc pod uwagę deklarowaną bierność RPP.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Już ponad 120 spółek zadeklarowało lub uchwaliło dywidendę z zysku za 2018 rok

II kwartał, czyli okres już po publikacji rocznego sprawozdania to czas, w którym spółki, przy okazji wyników rocznych, deklarują wysokość wypłaty z zysku za ubiegły rok. Inwestycja w spółki wypłacające dywidendę w teorii stabilizuje wyniki portfela, gdyż łagodzi ona negatywne skutki zmienności giełdowej. W praktyce stopa dywidendy powinna być tylko jednym z czynników, który decyduje o inwestycji. Obecnie już ponad 120 spółek zadeklarowało lub uchwaliło dywidendę z zysku za 2018 rok. Jest to więc dobry moment na chwilę zastanowienia.

Standardowo informacja o dywidendzie wpływa pozytywnie na kurs spółki. Dzieje się tak, gdyż może to świadczyć o dobrej kondycji finansowej spółki i wiary zarządu w utrzymanie dynamiki zysków w przyszłości. Dodatkowo, część środków z dywidendy może być przez inwestorów reinwestowana w akcje spółki, co również wspiera kurs. W przypadku dużych, stabilnych spółek wypłata dywidendy jest często lepszą opcją niż zaangażowanie spółki w projekty obarczone wysokim ryzykiem, które mogą okazać się nierentowne.

Pytanie kiedy informacja o dywidendzie może nie wpływać dobrze na wzrost kursu?

Przede wszystkim wówczas, gdy rynek oczekiwał, na podstawie historycznych wypłat oraz deklaracji zarządu, znacząco wyższej wypłaty z zysku. Informacja o obniżce dywidendy zawsze jest sygnałem alarmowym dla inwestorów, również dlatego, że jest ona uwzględniona w bieżącej wycenie rynkowej. Innym przypadkiem może być sytuacja, gdy spółka decyduje się wypłacić dywidendę pomimo pilnych potrzeb inwestycyjnych, które były już wcześniej komunikowane. Takie zaskoczenia nie zawsze są pozytywne. Z ciekawym zagadnieniem mamy do czynienia w przypadku spółek wzrostowych. Informacja o wypłacie dywidendy może wówczas oznaczać, że spółka nie ma aktualnie ciekawych alternatyw inwestycyjnych i woli oddać zysk akcjonariuszom. To może czasem budzić obawy o przyszłą dynamikę wzrostu spółki. Często jest to naturalny proces, jednakże taka informacja może powodować negatywne reakcje inwestorów, którzy klasyfikowali spółkę jako silnie wzrostową. Połączenie regularnej wypłaty dywidendy i dynamicznego wzrostu często bywa ryzykowne i niesie ze sobą ryzyko nadmiernego zadłużenia lub niewykorzystania w pełni potencjału wzrostu. Tylko części spółek udaje się łączyć te dwa zagadnienia i nie jest to przypadek, że są one liderami swoich branż.  Ostatnia sytuacja, najbardziej skrajna, gdy spółka jest w słabej sytuacji finansowej i wypłata dywidendy może być traktowana jako próba wyciągnięcia środków ze spółki, zwłaszcza w przypadku występowania jednego dominującego akcjonariusza.

Na co trzeba zwrócić uwagę poszukując spółek dywidendowych?

Przede wszystkim na wszystkie czynniki związane z inwestycjami na rynku, jak perspektywy wzrostu, wycena, zadłużenie, płynność rynkowa spółki, inne czynniki ryzyka etc. Dopiero pełna analiza pozwoli nam ocenić atrakcyjność oferowanego poziomu dywidendy. W przypadku krajowego rynku płynność może okazać się kluczowa. W odróżnieniu od rynków rozwiniętych, w Polsce najwięcej spółek dywidendowych znajdziemy w gronie mniejszych podmiotów. Wiąże się z tym szereg ryzyk związanych z płynnością i zmiennością tego segmentu i musi również być brane pod uwagę przy ocenie atrakcyjności inwestycji. Również w gronie dużych podmiotów znajdziemy spółki dywidendowe, ale często musimy liczyć się z niższą stopą wypłaty z zysku, kosztem niższego ryzyka niesystematycznego.

Budując krajowy portfel spółek dywidendowych, warto skupić się na 4 segmentach rynku.

Pierwszym z nich są duże spółki finansowe, czyli banki i PZU. Są to stabilne spółki, a w niektórych przypadkach stopa dywidendy oscyluje w przedziale 6-7%, co jest już atrakcyjnym poziomem. Drugim segmentem są spółki paliwowe, które średnio oferują ok. 4% wypłaty z zysku. Trzecim z nich będą więksi deweloperzy giełdowi, którzy mają przed sobą jeszcze parę lat dobrej koniunktury na rynku, a równocześnie oferują bardzo wysokie stopy dywidendy, nawet przekraczające 10%. Tutaj już jednak warto zwracać uwagę na płynność. Ostatnim segmentem są wybrane większe spółki przemysłowe i handlowe, które łączą stosunkowo wysoką dynamikę zysków z sowitą wypłatą dywidendy. Portfel spółek dywidendowych przy założeniu niskiej rotacji może pełnić alternatywę dla portfela obligacji, dając równocześnie szansę na zysk ze zmiany ceny spółek. W przypadku dłuższego horyzontu inwestycyjnego zmienność rynkowa przestaje mieć tak silne znaczenie w ocenie ryzyka inwestycji, gdyż przy założeniu utrzymania spółki przez dłuższy okres, zakładając brak istotnych zdarzeń wpływających na ocenę określonej spółki, bieżące zmiany notowań nie mają tak dużego znaczenia. Taki portfel może okazać się też efektywny kosztowo i podatkowo, właśnie z powodu wysokiej rotacji i rzadszej realizacji zysków kapitałowych.

Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami w Vienna Life TuŻ S.A

Szczecin na mapie nowoczesnych usług biznesowych

Szczecin należy do grona dziesięciu najważniejszych ośrodków nowoczesnych usług dla biznesu w Polsce. Miasto ma duży potencjał inwestycyjny, o czym świadczyć może wzrost zatrudnienia w sektorze w ciągu ostatnich trzech lat, który wyniósł 47%. Obecnie działające tu 43 centra usług, zatrudniają̨ 5 600 osób, ale prognozy wskazują, że w 2025 roku może to być już 10 000 pracowników.

Miasto jest dynamicznym ośrodkiem, konkurencyjnym w zakresie obsługi szerokiego spektrum procesów biznesowych i rozwoju nowych technologii. – Szczecin buduje swoją pozycję na polskiej mapie nowoczesnych usług, które stają się̨ jednym z wyróżniających elementów jego krajobrazu gospodarczego. Rozwijający się w mieście sektor tworzą obecnie 43 centra usług zatrudniające 5600 osób. Wzrost zatrudnienia w tych jednostkach od początku 2016 r. wyniósł 47%. Oznacza to, że w okresie ostatnich 3 lat, w mieście powstało blisko 2 tys. nowych miejsc pracy w branży. Wzrost ten utrzyma się w kolejnych latach. Prognozujemy, że w 2025 roku liczba zatrudnionych w centrach usług biznesowych w Szczecinie sięgnie 10 000 pracowników – komentuje Janusz Górecki, szef zespołu badawczego ABSL.

Specjalizacje Szczecina

W Szczecinie funkcjonują centra usług z 11 państw. Poza polskimi podmiotami, największa część firm pochodzi z krajów nordyckich i Niemiec. Warto podkreślić, że Szczecin charakteryzuje się̨ najwyższym w Polsce udziałem firm z krajów nordyckich w strukturze zatrudnienia centrów usług. Podmioty z Danii, Szwecji, Norwegii czy Finlandii zatrudniają blisko 1/3 pracowników sektora w mieście (32%).

Największym pracodawcą z sektora są centra IT zatrudniające w Szczecinie 2,5 tys. osób, co oznacza 45% udział w strukturze zatrudnienia sektora w mieście (aż o 12 pp. więcej niż w skali całego kraju). Wartą podkreślenia specjalizacją szczecińskich centrów IT są usługi dla branży automotive – Szczecin pod względem liczby firm, które opracowują oprogramowanie dla tej branży jest znaczącym ośrodkiem w Polsce i Europie. Szczecińskie centra usług biznesowych rozwijają̨ się̨ nie tylko w zakresie poziomu zatrudnienia, ale też pod kątem zakresu i poziomu zaawansowania obsługiwanych procesów. Odchodzi się̨ od prostych procesów transakcyjnych na rzecz tych bardziej kompleksowych.

Dlaczego Szczecin? Talenty i czyste powietrze

Szybki rozwój usług biznesowych w mieście otwiera przed absolwentami uczelni wyższych nowe możliwości zawodowe, a specjalistów składnia do pozostania i rozwijania swojej kariery właśnie w stolicy województwa zachodniopomorskiego. Do Szczecina chętnie napływają̨ studenci z zagranicy, w tym głownie z Niemiec i Norwegii. Studiuje tu ponad 1 400 cudzoziemców. To ważna informacja dla przedsiębiorców poszukujących osób biegle posługujących się̨ w mowie i piśmie więcej niż̇ dwoma językami. W całym województwie zachodniopomorskim studiuje blisko 40 tys. osób o różnorodnych kompetencjach niezbędnych do pracy w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu. Szczecin to miasto, które wciąż̇ się̨ rozwija i rozszerza ofertę̨ edukacyjną wpływającą pozytywnie na poziom konkurencyjności miasta jako ośrodka nowoczesnych usług dla biznesu. Należy zaznaczyć, że szczeciński rynek pracy charakteryzują̨ niższe koszty operacyjne w porównaniu do większych ośrodków miejskich, w których rozwijają̨ się̨ centra usług w Polsce.

Jeśli przyjrzymy się bliżej jakości obsługiwanych procesów w szczecińskich centrach usług wspólnych, to zobaczymy, że powoli odchodzi się tu od prostych procesów transakcyjnych na rzecz tych bardziej kompleksowych. Prężnie rozwija się tu także sektor BPO. To też otwiera nowe możliwości zawodowe przed absolwentami zachodniopomorskich uczelni wyższych, a specjalistów z województwa skłania do pozostania w regionie – podkreśla Magdalena Gubska, team leader Professionals Randstad Polska. Należy zaznaczyć, że szczeciński rynek pracy charakteryzują̨ niższe koszty operacyjne w porównaniu do większych ośrodków miejskich, w których rozwijają̨ się̨ centra usług w Polsce.

Sukcesywnie poprawia się jakość życia jego mieszkańców. – Wyniki rankingów porównujących miasta w rożnych kategoriach i dane statystyczne potwierdzają, że w naszym mieście żyje się dobrze. Od dłuższego czasu obserwujemy wyraźny spadek poziomu bezrobocia, a to co nas wyróżnia na tle innych samorządów to racjonalnie prowadzona polityka finansowa i wysoki poziom bezpieczeństwa. Jesteśmy jednym z niewielu dużych polskich miast o bardzo dobrej jakości powietrza. Sprzyjają̨ temu tereny zielone czy rozbudowany system ścieżek rowerowych. Dobrze funkcjonująca oferta transportu publicznego, z nowoczesnymi autobusami i tramwajami pozwala naszym mieszkańcom wygodnie dojechać do pracy, bez korków – mówi Piotr Krzystek Prezydent Miasta Szczecin. Według danych GUS 18,5% powierzchni miasta zajmują̨ tereny zielone – lasy, parki, zieleńce i zieleń́ osiedlowa. Z kolei według danych zebranych przez Polski Alarm Smogowy, Szczecin należy do grupy 10 dużych polskich miast o najlepszej jakości powietrza. W ciągu ostatnich 6 lat sieć dróg rowerowych w mieście rozbudowano o 50%, uruchomiono także system rowerów miejskich, w ramach którego mieszkańcy miasta mogą̨ korzystać́ z 742 rowerów i 87 stacji.

Na wysoką jakość życia w mieście wpływa także bogata oferta kulturalna. Szczecin ma również dobrze rozwiniętą sieć hoteli i centrów konferencyjnych, co jest istotnym elementem dla inwestujących w mieście firm. Mieszkańcy Szczecina najbardziej doceniają̨ miasto w kategoriach: samorząd, środowisko i bezpieczeństwo. Działalność szczecińskiego samorządu zaliczana jest do grupy najlepiej ocenianych w Polsce. W Szczecinie znajduje się̨ wiele unikatowych w skali międzynarodowej obiektów, które zachęcają̨ turystów do wizyty w mieście, a także są̨ miejscem organizacji imprez kulturalnych.

Szczecin otwarty na nowe inwestycje

Szczecin wychodzi naprzeciw przedsiębiorcom, oferując im wszechstronne wsparcie na każdym etapie procesu inwestycyjnego. Odpowiadają̨ za to Wydział Zarządzania Projektami w Urzędzie Miasta Szczecin oraz Agencja Rozwoju Metropolii Szczecińskiej. Obsługa inwestorów na najwyższym poziomie w połączeniu z atrakcyjnym położeniem miasta i szerokim dostępem do kadry o wysokich kwalifikacjach sprawiają̨, że Szczecin jest bardzo interesującym miejscem dla działalności skupionych wokół nowoczesnych usług biznesowych.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Szczecinie sięgają 160 000 mkw., co daje miastu ósme miejsce pod względem wielkości rynku w Polsce. Kolejne 44 000 mkw. w budowie oznacza nowe możliwości rozwoju dla firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, na który obecnie przypada około 30% wynajętej powierzchni biurowej w mieście.

Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL
Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL

Rynek biurowy w Szczecinie jest najmniejszy wśród głównych aglomeracji w Polsce, jednak odznacza się znaczącym potencjałem rozwoju. Potwierdzeniem zapotrzebowania na nowoczesne biura w mieście jest jeden z najniższych poziomów pustostanów w istniejących projektach w Polsce, jak również wysoki stopień wynajęcia obecnie realizowanych projektów. Co więcej, stawki czynszu w Szczecinie pozostają̨ niezwykle atrakcyjne w porównaniu do największych lokalizacji biznesowych w kraju- dodaje Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL.

Młodzież masowo idzie na studia i wyjeżdża do dużych miast. Czy rynek pracy pomieści ich wszystkich?

Ogromna większość tegorocznych maturzystów wybiera się na studia wyższe, wynika z badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Chociaż tylko 3% z nich chce wyjechać w tym celu z Polski, z rodzinnego domu wyprowadzi się większość przyszłych studentów. To wynik migracji wewnętrznej, której skala jest dosyć duża w przypadku studiującej młodzieży. Tylko co czwarty maturzysta wybiera kierunek studiów osadzony w jego miejscowości. Większość wyjeżdża, by pobierać naukę w dużych miastach. Najczęściej jest to Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław i Poznań. Za taką decyzją stoją także marzenia maturzystów dotyczące zatrudnienia na rynku pracy, który jest większy i bardziej zróżnicowany w dużych metropoliach. Jednak badania wskazują, że część z nich będzie musiała te plany zweryfikować.

– Na rynku mamy dzisiaj niespełna 150 tysięcy nie obsadzonych miejsc pracy. Występują one głównie w tych zawodach, które nie wymagają wyższego wykształcenia – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, kierownik zespołu komunikacji Polskiego Instytutu Ekonomicznego i ekspert do sprawy rynku pracy. – Pomimo tego, że notujemy wciąż niż demograficzny, coraz więcej młodych osób chce podejmować prace wykwalifikowane, raczej te z kategorii białych kołnierzyków. Część tych osób będzie musiało zweryfikować swoje plany – ostrzega Kubisiak.

Ile pieniędzy Polska dostała od Unii Europejskiej

1 maja 2019 roku minęło dokładnie 15 lat od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Przez te lata Polska otrzymała z unijnych funduszy 100 miliardów euro. To więcej niż tegoroczny budżet naszego kraju.

Krzysztof Pawlak, dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak, dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Dla wielu ludzi członkostwo w Unii Europejskiej to już niemal normalność. Nie da się jednak ukryć, że zmiany, które nastąpiły w 2004 roku wywarły w kolejnych latach duży wpływ na wszystkie dziedziny życia gospodarczego i społecznego w naszym kraju.

Korzyści z członkostwa są niezaprzeczalne. Wystarczy spojrzeć na bilans wpłat i wypłat z unijnej kasy. W ciągu tych 15 lat Polska otrzymała netto, czyli po uwzględnieniu transferów wynikających z unijnych traktatów ponad 100 mld euro czyli po dzisiejszym kursie EUR/PLN ponad 430 mld złotych!!! Żeby uzmysłowić jak to duża kwota wystarczy spojrzeć na tegoroczny budżet Polski, który wynosi 387 mld złotych.

Ile dostaliśmy od Unii EuropejskiejOpracowanie własne na podstawie danych MF

Jak pokazuje powyższa grafika, największe wpływy netto nasz kraj uzyskał w 2014 roku i było to blisko 13 mld euro. W poprzednim roku uzyskaliśmy netto 11,3 mld. Początkowo spora nadwyżka wynikała z różnic rozwojowych naszego kraju względem innych krajów członkowskich. Te różnice ma eliminować fundusz spójności. W ramach niego Polska w budżecie na lata 2014-2020 otrzyma 82 mld euro. Poza tym 31 mld trafi do nas w ramach polityki rolnej. Kolejny budżet unijny na lata 2021-2027 jest ciągle negocjowany, ale już wiemy wstępnie, że Polska otrzyma znacznie niższe środki w ramach wspomnianych funduszy nawet o około 20%. Wynika to z coraz mniejszych różnic w rozwoju w stosunku do pozostałych członków UE.

Trzeba też przyznać, że Polska, patrząc ogólnie na całe te 15 lat, środki unijne wykorzystała w zadowalający sposób. Początkowo były spore trudności formalne, chociażby z wypełnieniem wniosków, z czasem jednak krajowe instytucje nabrały doświadczenia, a również świadomość społeczeństwa w kontekście istnienia różnych form pomocy z UE się zwiększyła co pozwoliło optymalnie wykorzystywać środki. Środki z funduszu spójności były wykorzystywane przede wszystkim na infrastrukturę, w tym drogi i autostrady. Dla przykładu w momencie wstępowania do UE autostrad mieliśmy raptem 500 km, podczas gdy dzisiaj jest już to 1630 km.

Narzekać nie będą też rolnicy. Miliardy euro, które trafiły w ramach dopłat bezpośrednich, pozwoliły znacznie unowocześnić polską wieś, hodowlę, czy uprawę roślin. Zwiększył się też znacznie eksport produktów do UE. Wzrósł niemal 5-krotnie.

Rok 2019 jest w UE rokiem wyborczym. Już 26 maja odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Waga tego wydarzenia jest dość spora. Ten organ Unii jako jedyny jest wybierany w bezpośrednich wyborach przez obywateli krajów członkowskich UE. Organ ten decyduje de facto o kształcie budżetu Unii. A jak wspominaliśmy powyżej ten póki co jest jeszcze negocjowany na lata 2021-2027. Ma to niebagatelne znaczenie w kontekście naszego kraju i tego jakie środki otrzymamy.

Parlament Europejski zatwierdza i kontroluje działanie prac Komisji Europejskiej. Przed tym organem odpowiada również szef Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi. Bez wątpienia można go nazwać jednym z najważniejszych organów zaraz po Radzie UE, który bez skrupułów potrafi reagować w przypadku naruszenia prawa człowieka czy innych wspólnotowych postanowień. Parlament liczy 732 członków wybieranych na 5 letnią kadencję w Polsce wybiera się 50 posłów.

Polacy chcą być w UE, według sondaży CBOS tak deklaruje ponad 90%, i doceniają korzyści bycia członkiem. Głównie chodzi o wzrost polskiej gospodarki i rosnącą jakość życia. Coraz więcej Polaków docenia też rolę Parlamentu Europejskiego i tym samym deklaruje większą chęć uczestniczenia w wyborach do tego organu.

Europejska gospodarka traci na smogu setki miliardów euro rocznie. Innowacje w energetyce pomogłyby zaoszczędzić 180 mld w ciągu 7 lat

Europejska gospodarka traci na smogu setki miliardów euro rocznie. Innowacje w energetyce pomogłyby zaoszczędzić 180 mld w ciągu 7 lat 8

Smog – zgodnie z szacunkami Komisji Europejskiej – odpowiada za ok. 10 proc. przedwczesnych zgonów na świecie i kosztuje unijną gospodarkę nawet 475 mld euro rocznie. Wdrożenie innowacyjnych technologii w energetyce może przynieść nawet 183 mld euro oszczędności w ciągu nadchodzących 7 lat. Są wśród nich niskoemisyjne systemy grzewcze, tzw. generacja rozproszona, elektromobilność i niskoemisyjny transport czy wykorzystanie odpadów jako surowca do produkcji energii. – To na nich będzie się opierała ewolucja systemu energetycznego, która pozwoli nam zrealizować cele w obszarze jakości powietrza – podkreśla Marcin Lewenstein, dyrektor ds. innowacji w InnoEnergy.

Nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę, ale koszty związane z zanieczyszczeniem powietrza, jego wpływem na naszą kondycję i kondycję miast, są gigantyczne. W oparciu o dane Komisji Europejskiej szacujemy, że jest to poziom od 200 do 700 mld euro rocznie. To są bardzo poważne starty dla europejskiej gospodarki – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Lewenstein, dyrektor ds. innowacji w InnoEnergy.

Według danych Komisji Europejskiej, przytaczanych w raporcie „Clean Air Challenge”, który został opracowany przez InnoEnergy we współpracy z Deloitte, smog może być przyczyną nawet 10 proc. przedwczesnych zgonów na świecie. Jedną z najbardziej poszkodowanych grup społecznych są młodzi – wraz ze wzrostem stężenia PM o 100 jednostek oczekiwana średnia długość życia dzieci do lat 5 ma się zmniejszać o ponad 2 lata. Szacuje się, że w Polsce co roku z powodu smogu umiera przedwcześnie ok. 40 tys. osób, a w całej Europie – dziesięciokrotnie więcej. To poważny problem zdrowotny, ale i gospodarczy. KE szacuje, że w latach 2018–2025 zanieczyszczenie powietrza będzie kosztować Unię Europejską 475 mld euro rocznie, co stanowi 2,9 proc. średniego rocznego PKB.

– Jest cały szereg technologii, które adresują problemy związane z jakością powietrza, może nie wprost, ale pośrednio mogą się przyczynić do poprawy sytuacji. Przykładowo, elektromobilność i rozwój zróżnicowanego transportu miejskiego, wytwarzanie energii elektrycznej i ciepła w rozproszonych źródłach, które są blisko odbiorców końcowych, czy wreszcie systemy zarządzania energią w budynkach. To są technologie, których wykorzystanie może przynieść bardzo poważne oszczędności w najbliższych latach – mówi Marcin Lewenstein.

Jak wynika z raportu „Clean Air Challenge”, wdrożenie tego typu technologii może przynieść Europie nawet 183 mld euro oszczędności w ciągu nadchodzących 7 lat. Dyrektor ds. innowacji w InnoEnergy wskazuje, że dla miast, które borykają się z konsekwencjami szybkiej urbanizacji, część tych rozwiązań i technologii przyniesie wymierne korzyści nie tylko w obszarze jakości powietrza. Przykładem jest efektywne zagospodarowanie odpadów, które mogą posłużyć jako surowiec do produkcji energii.

Poważnym problemem jest to, jak radzimy sobie z ogromnymi ilościami odpadów, które w miastach są efektem naszego korzystania z dóbr. Wykorzystanie odpadów w gospodarce obiegu zamkniętego może przyjmować różne formy, mówimy tu o recyclingu, lepszym wykorzystaniu zasobów, ale w niektórych przypadkach uzasadnione jest też wykorzystanie energetyczne odpadów. Nie chodzi tylko o produkcję ciepła, możliwa jest także produkcja energii elektrycznej czy paliw. Takie paliwa energetyczne mogą powstawać choćby w oparciu o odpady organiczne, ale też niektóre typy plastików czy RDF, którego mamy w Polsce nadwyżkę – mówi Marcin Lewenstein.

Przykładem takiego projektu jest Polygen, realizowany przy udziale InnoEnergy, w ramach którego opracowywana jest technologia wytwarzania syntetycznego gazu ziemnego, energii elektrycznej i ogrzewania z miejskich odpadów i biomasy. Energia powstająca w ten sposób może być dostarczana do domów i przedsiębiorstw i wykorzystywana np. w transporcie, co wpisuje się w koncepcję gospodarki w obiegu zamkniętym.

Innym projektem tego typu jest projekt CO2-SNG, który zakłada wykorzystanie dwutlenku węgla emitowanego podczas pracy elektrowni konwencjonalnych w mniejszej skali, np. w biogazowniach. Połączenie CO2 z wodorem produkowanym w procesie elektrolizy, czyli rozkładania wody na tlen i wodór, daje nadwyżkę energii, która najczęściej wiąże się z niezrównoważoną pracą odnawialnych źródeł energii. Ta technologia, którą nazywamy power-to-gas, może w perspektywie nadchodzących lat pomóc nam w lepszym wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii, a jednocześnie zapewnić spore ilości syntetycznych paliw, które możemy wykorzystywać w np. transporcie, ponieważ emisyjność wodoru czy gazu ziemnego jest dużo niższa niż benzyn czy diesla – mówi Marcin Lewenstein.

Jak podkreśla, istnieje również cały szereg prostych rozwiązań, które mogą być wykorzystywane zarówno w przedsiębiorstwach, jak i w gospodarstwach domowych w celu ograniczenia zużycia energii

To są lepsze systemy oświetleniowe, termoizolacja budynków, sprawniej działające systemy klimatyzacji i wentylacji, wykorzystanie pomp ciepła w domach i przemyśle, kolektory cieplne, a więc tańsza technologia pozyskiwania ciepła z energii słońca, czy wreszcie lokalne wykorzystanie biomasy, która może być z powodzeniem wykorzystywana jako paliwo zastępujące w pewnej mierze używane obecnie inne paliwa stałe – wylicza Marcin Lewenstein.

Dyrektor ds. innowacji w InnoEnergy ocenia, że największą bolączką i wyzwaniem w walce o czystsze powietrze jest to, że większość kosztów, które są powiązane ze złą jakością powietrza, nie obciąża podmiotów, które realnie ponoszą odpowiedzialność za zanieczyszczenia.

My wszyscy – jeżdżąc samochodami, ogrzewając domy i mieszkając w miastach – generujemy to zanieczyszczenie, a jednocześnie jego koszt nie jest w pełni przenoszony na cenę produktów i usług, z których korzystamy. Oznacza to, że biznes realizuje cele związane z ochroną jakości powietrza niejako przy okazji. Stąd kluczowe jest stworzenie zachęt, żeby biznes widział potrzebę inwestowania w jakość powietrza. Można sięgnąć po rozwiązania legislacyjne, różnego rodzaju formy dofinansowania czy wsparcia. Ogromne znaczenie będzie miało pójście w kierunku trendów i nowych rozwiązań w energetyce. To na nich będzie opierała się ewolucja systemu energetycznego, która pozwoli nam zrealizować cele w obszarze jakości powietrza – podkreśla Marcin Lewenstein.

Ponad 80 proc. młodych firm jest zainteresowanych współpracą z korporacjami. To dla nich szansa na dostęp do nowych technologii i działań marketingowych

Ponad 80 proc. młodych firm jest zainteresowanych współpracą z korporacjami. To dla nich szansa na dostęp do nowych technologii i działań marketingowych 9

Wsparcie mentoringowe i pomoc w komercjalizacji nowych rozwiązań to główne potrzeby młodych przedsiębiorstw. Rozwój może umożliwić im współpraca z korporacjami i dużym biznesem, a – jak wynika z badań Fundacji StartUp Poland – ponad 80 proc. start-upów jest otwartych na takie rozwiązanie. Naprzeciw potrzebom w tym zakresie wychodzi zainicjowany przez UPC Polska program THINK BIG, który wspiera młode firmy rozwijające swój biznes w oparciu o nowe technologie. W tegorocznej, już szóstej edycji zostaną wyłonione najlepsze rozwiązania, które wspierają cyfrową transformację.

– Mali przedsiębiorcy potrzebują wielu elementów, żeby się rozwijać, realizować swoje pomysły i ambicje. Oczekują od partnerów, zarówno dużych korporacji, jak i instytucji publicznych, wsparcia mentoringowego, wsparcia w promocji i marketingu, ale przede wszystkim w testowaniu swoich pomysłów i ich komercjalizacji. Duże korporacje są w stanie zaoferować to małym przedsiębiorcom – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jerzy Gołębiowski, dyrektor segmentu B2B w UPC Polska.

Jak wynika z ostatniego raportu Fundacji StartUp Poland, 82 proc. młodych, innowacyjnych firm deklaruje, że chce współpracować z korporacją. Co trzeci start-up chętny do współpracy z dużym biznesem widzi wartość zarówno w promowaniu swojej technologii przy pomocy partnera korporacyjnego, jak i wspólnej pracy nad rozwijaniem innowacji. Co więcej, 58 proc. młodych przedsiębiorców wskazuje mentoring jako najważniejsze źródło biznesowej wiedzy i networku.

Współpraca korporacji ze start-upem może być korzystna dla obu stron. Małe, innowacyjne spółki są często bardziej elastyczne, szybsze w działaniu, bardziej otwarte na ryzyko i co najważniejsze, są bliżej trendów technologicznych. Ich współpraca z dużym biznesem sprzyja nieszablonowemu i odważniejszemu myśleniu. Korporacje czerpią od start-upów nowe, innowacyjne rozwiązania, dzięki którym mogą szybciej się rozwijać, zdobywać nowe rynki i klientów oraz poprawiać wyniki finansowe – podkreśla Jerzy Gołębiowski.

Na potrzeby przedsiębiorstw w tym zakresie odpowiada zainicjowany sześć lat temu przez UPC Polska program THINK BIG, objęty patronatem Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii. Tegoroczna edycja programu wspiera przedsiębiorców rozwijających się w oparciu o nowe technologie oraz innowatorów społecznych, którzy przyczyniają się do rozwoju ekosystemu innowacji w Polsce.

Zainicjowaliśmy program THINK BIG, żeby wspierać przedsiębiorców, którzy mają ciekawe pomysły na rozwój swojego biznesu, a jednocześnie inspirujące rozwiązania, mogące wspierać rozwój innych, na przykład korporacji, przyczyniać się do rozwoju gospodarki cyfrowej, a także innowacji dla wyzwań społecznych. Takich przedsiębiorców chcemy znajdować, wspierać, promować i co najważniejsze, dawać im możliwość komercjalizacji swoich projektów wspólnie z innymi firmami, w tym również z UPC Polska – mówi Jerzy Gołębiowski.

Tegoroczna edycja THINK BIG koncentruje się wokół hasła Grow Smarter. Oznacza to, że poszukiwane są zwłaszcza te firmy, których rozwiązania odpowiadają na jedno z największych wyzwań, jakim jest cyfrowa transformacja biznesu. Tym samym – dzięki wykorzystaniu potencjału nowych technologii – mogą pomóc innym rosnąć szybciej i odważniej. Dodatkowo UPC Polska wspólnie z Fundacją Polskiego Funduszu Rozwoju wyłonią i nagrodzą najlepsze, oparte na nowych technologiach rozwiązania dla wyzwań społecznych (w obszarach takich jak edukacja, środowisko, wykluczenie cyfrowe i kultura), które przyczyniają się do poprawy jakości życia społeczeństwa.

– Poszukujemy przedsiębiorców, którzy wykorzystują najnowocześniejsze technologie, w tym dostęp do internetu i technologie cyfrowe, żeby wspierać transformację i cele społeczne. Będą oni oceniani w trzech kategoriach: THINK COSTUMER, THINK TRANSFORMATION i THINK SOCIAL, w których jury przyzna nagrody. Przedsiębiorcy mogą również liczyć na wsparcie marketingowe, promocyjne i mentoringowe, a także finansowe – podkreśla Jerzy Gołębiowski.

Aby wziąć udział w programie, trzeba do 30 czerwca br. wypełnić formularz dostępny na oficjalnej stronie THINK BIG (www.thinkbig.upc.pl). W pierwszym etapie wyłonionych zostanie 18 najlepszych rozwiązań (po 6 z każdej kategorii). Na przełomie lipca i sierpnia odbędzie się faza półfinałowa, w której zostanie wybranych 9 najlepszych projektów. Te wezmą udział w gali finałowej, na której ogłoszeni zostaną zwycięzcy. W porozumieniu z Fundacją Digital Poland jury przyzna również nagrodę dla korporacji, która odznaczyła się najbardziej inspirującą transformacją cyfrową.

Pula nagród finansowych tej edycji THINK BIG wynosi 105 tys. zł, zwycięzca każdej kategorii otrzyma 35 tys. zł. Wygrani w dwóch kategoriach biznesowych dostaną możliwość znalezienia się w raporcie „TOP 40 Enterprise Tech. Technologie, które zmieniają korporacje”, przygotowanym przez The Heart i UPC Polska THINK BIG: Grow Smarter.

Polski rynek ubezpieczeń nadrabia zaległości wobec bardziej rozwiniętych krajów. Pomaga w tym proces łączenia się firm w duże grupy

Polski rynek ubezpieczeń nadrabia zaległości wobec bardziej rozwiniętych krajów. Pomaga w tym proces łączenia się firm w duże grupy 10

Polska to rynek z dużym potencjałem, ale również z dużym niedoubezpieczeniem – ocenia Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes Gothaer TU S.A. Z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń wynika, że pod względem wartości składki przypisanej brutto Polska plasuje się dopiero na 14. pozycji w Europie i wciąż ma do nadgonienia duży dystans względem Wielkiej Brytanii czy Niemiec. Rodzimy rynek ubezpieczeniowy jest też w fazie dynamicznych zmian, a wiodącymi trendami są wszechobecna cyfryzacja i konsolidacja. W trakcie tego procesu jest też TU Gothaer, które lada moment pojawi się na rynku pod nowym brandem – Wiener Towarzystwo Ubezpieczeń SA Vienna Insurance Group.

– Polska jest dużym rynkiem ubezpieczeniowym. W ubiegłym roku zebraliśmy łącznie ponad 62 mld zł składki. Jednak Szwecja, gdzie mieszka czterokrotnie mniej osób, zbiera dwa razy większą składkę, a dwukrotnie mniejsza Holandia – pięć razy tyle, co Polska. Patrząc z innej perspektywy, na 50 mln polis, które polscy ubezpieczyciele wystawili w ubiegłym roku, ponad 30 mln to polisy samochodowe, ubezpieczenia OC bądź autocasco. Można więc wysnuć wniosek, że jeszcze długa droga przed nami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes Gothaer TU SA.

Wartość zebranych składek ubezpieczeniowych w 2018 roku wyniosła 62,2 mld zł z czego ubezpieczenia na życie stanowiły prawie 35 proc., a ubezpieczenia majątkowe około 65 proc. Na 40,5 mld zł składek z ubezpieczeń majątkowych w ubiegłym roku większość (23,5 mld zł) przypada na segment ubezpieczeń komunikacyjnych – pokazują statystyki Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Wynika z nich też, że pod względem wartości składki przypisanej brutto Polska jest dopiero 14. rynkiem w Europie, wyprzedzając Turcję, Portugalię i Czechy. Czołówkę zajmują Wielka Brytania, Francja i Niemcy, zaraz za nimi plasują się Włochy. Dla porównania, na największym, brytyjskim rynku ubezpieczyciele mieli w 2017 roku 283,6 mld euro składki przypisanej brutto (w Polsce – 14,4 mld euro).

– Patrząc na to, jak Polacy ubezpieczają swój majątek, możemy zauważyć raczej skupienie się na niskich sumach ubezpieczeniowych. To oznacza, że istnieje dość duża luka ubezpieczeniowa, czyli różnica pomiędzy wartością ekonomiczną danej rzeczy a kwotą, na którą ją ubezpieczamy. Ta oznacza realną stratę w przypadku wystąpienia szkody. Porównując krajowy rynek do rynków rozwiniętych, Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii, mamy więc co robić. Polska to rynek z dużym potencjałem, ale również z dużym niedoubezpieczeniem – ocenia Anna Włodarczyk-Moczkowska.

Prezes Gothaer TU SA zauważa również, że obecnie rynek ubezpieczeniowy jest w fazie dynamicznych zmian, a kluczowym trendem jest wszechobecna w ubezpieczeniach cyfryzacja. Wymuszają ją zmiany technologiczne i rosnące oczekiwania klientów, którzy preferują cyfrowe usługi i kanały kontaktu.

Cyfryzacja w ubezpieczeniach opiera się m.in. na wykorzystaniu zaawansowanej analizy danych i uczenia maszynowego, blockchain, automatyzacji i robotyki, nowych sposobów sprzedaży polis, wykorzystaniu sztucznej inteligencji i nowoczesnych aplikacji. Dzięki takim wdrożeniom ubezpieczyciele mogą tworzyć spersonalizowane usługi i produkty, lepiej szacować ryzyko i usprawniać proces likwidacji szkód. Ubiegłoroczny raport „Cyfryzacja sektora ubezpieczeń w Polsce”, przygotowany przez Accenture dla PIU, pokazuje przykład szwajcarskiej firmy Zurich Insurance Group, która dzięki technologii skróciła proces likwidacji szkód z 52 minut do zaledwie 5 sekund, co pozwoliło zaoszczędzić ok. 40 tys. roboczogodzin w ciągu roku.

– Cyfryzacja to przede wszystkim usprawnienia i automatyzacja procesów wewnątrz firmy. Od dwóch lat bardzo aktywnie podchodzimy do tematu robotyzacji. W tej chwili pracuje u nas 25 robotów, które wykonują powtarzalne i żmudne zadania. To pozwala motywować naszych pracowników do tego, żeby te procesy robotyzować i mieć dodatkowy czas na zajęcie się tematami, które są bardziej wymagające – mówi Anna Włodarczyk-Moczkowska.

Kilka ostatnich lat na polskim rynku ubezpieczeniowym upłynęło też pod znakiem kolejnego trendu – konsolidacji. Wynika ona m.in. z faktu, że proces cyfryzacji w ubezpieczeniach wymaga znaczących inwestycji.

– Rynek ubezpieczeń to statystyka, a statystyka potrzebuje skali. Konsolidują się zarówno małe, jak i duże podmioty, lokalne i międzynarodowe. Konsolidacja jest potrzebna wtedy, kiedy modele biznesowe wymagają wsparcia. W poszukiwaniu nowych rozwiązań, żeby nadążać za trendami, żeby być nowoczesnym ubezpieczycielem, który jest w stanie sprostać wymaganiom rynku i klientów, potrzebne jest silne zaplecze kapitałowe. To główny powód, dla którego zakłady ubezpieczeń się konsolidują – mówi Anna Włodarczyk-Moczkowska.

W trakcie tego procesu jest też TU Gothaer – 28 lutego tego roku została sfinalizowana transakcja sprzedaży 100 proc. udziałów spółki austriackiej Grupie Kapitałowej Vienna Insurance Group.

– To duża zmiana. Vienna Insurance Group, która podąża za strategią multibrandu, działa w ten sposób, że ma wiele marek na różnych rynkach, na których jest obecna. Tak jest również w Polsce, gdzie Grupa VIG obejmuje takie spółki, jak Compensa, InterRisk, Vienna Life. Teraz dołączamy my. Naturalną konsekwencją zmiany akcjonariusza jest to, że musimy zmienić nasze logo i nazwę. Markę Gothaer oddajemy naszemu poprzedniemu właścicielowi i startujemy z procesem rebrandingu. Właśnie wprowadziliśmy na rynek naszą nową markę, Wiener Towarzystwo Ubezpieczeń SA – mówi Anna Włodarczyk-Moczkowska.

Jak podkreśla, dołączenie do dużej grupy kapitałowej dla klientów oznacza przede wszystkim większe bezpieczeństwo, bo Vienna Insurance Group operuje na 25 rynkach, skupiając 50 zakładów ubezpieczeń. Z kolei przejęcie TU Gothaer wzmocni pozycję rynkową VIG w segmencie ubezpieczeń majątkowych (udział grupy wzrośnie w Polsce do 9 proc.). Przejmowana spółka dziś obsługuje ponad 700 tys. klientów i zarządza ponad 2 mln polis ubezpieczeniowych, w ubiegłym roku wygenerowała składkę w wysokości ok. 170 mln euro.

– Właśnie zakomunikowaliśmy zmianę nazwy, ale to cały proces. Musimy jeszcze uzyskać wszystkie niezbędne zgody oraz zarejestrować nową markę. Wówczas zaczniemy działać pod nową nazwą. Wszyscy nasi klienci i nasi partnerzy mogą się czuć bezpieczni – zmiana marki nie oznacza zmiany naszych zobowiązań czy zmiany w umowach, które zawarliśmy. Kontynuujemy naszą działalność, tylko dodajemy pozytywnej energii pod nowym brandem –podkreśla Anna Włodarczyk-Moczkowska.

80 proc. dużych firm angażuje się społecznie. Dla wielu staje się to ważnym elementem strategii

0

80 proc. dużych firm angażuje się społecznie. Dla wielu staje się to ważnym elementem strategii 11

Duże firmy angażują się w działania społecznej odpowiedzialności biznesu. Robi to już 80 proc. z nich. CSR zwiększa zaufanie do przedsiębiorstwa – 83 proc. przedstawicieli pokolenia Y uznaje, że sukces firmy powinien wykraczać poza wyniki finansowe. Zdecydowana większość uważa, że największe firmy mają odpowiedni potencjał, by rozwiązywać problemy gospodarcze i społeczne. Przykładem takiego przedsiębiorstwa, jest Benefit Systems. Firma jako pierwsza spółka publiczna z regionu Europy Środkowo-Wschodniej otrzymała tytuł B Corporation przyznawany organizacjom, które w strategie działalności trwale wpisują zasady społecznej odpowiedzialności biznesu.

– Rośnie społeczna odpowiedzialność biznesu, bo jak wskazują badania Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej, ponad 80 proc. respondentów uważa to za istotny element strategii firm i życia gospodarczego. W szczególności młodzi ludzie przywiązują do tego istotną wagę – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Izabela Walczewska-Schneyder, członek zarządu Benefit Systems.

Badanie „CSR w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej” wskazuje, że firmy angażują się w działania CSR ze względu m.in. na zwiększające się zaufanie wśród pracowników (35 proc.) i klientów (32 proc.). Blisko 40 proc. firm ma świadomość korzyści z prowadzenia działalności zgodnie z zasadami CSR. Potwierdzają to wyniki badania The 2018 Deloitte Millennial Survey. Dla 83 proc. badanych przedstawicieli pokolenia Y sukces przedsiębiorstwa powinien oznaczać coś więcej niż tylko wyniki finansowe. Dla 75 proc. międzynarodowe korporacje mają potencjał, by rozwiązać problemy społeczne czy te związane z ochroną środowiska.

– Dodatkowo Unia Europejska w ramach swoich wytycznych oraz ONZ z Celami Zrównoważonego Rozwoju również zachęcają czy wręcz zobowiązują firmy do raportowania niefinansowego, czyli mówienia o tym, jak wygląda u nich strategia zrównoważonego rozwoju – wskazuje Izabela Walczewska-Schneyder.

W raporcie Forum Odpowiedzialnego Biznesu „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki” jest już 1 549 praktyk zgłoszonych przez 229 firmy. W ciągu roku oznacza to ok. 30-proc. wzrost. Coraz więcej firm nie tylko angażuje się w dobre praktyki, lecz także rozwija całą strategię CSR. Tak robi m.in. Benefit Systems. Inicjatywy tej spółki zostały po raz pierwszy opisane w 17. edycji raportu.

– Benefit Systems to firma, w której odpowiedzialny rozwój jest wręcz wbudowany w model biznesowy. Jesteśmy operatorem kart MultiSport, odpowiadamy więc na istotny społeczny problem, który dotyczy niskiej aktywności fizycznej Polaków – podkreśla członek zarządu Benefit Systems.

Obecnie w Polsce z programu MultiSport korzysta ponad milion osób. Prawie 80 proc. użytkowników przyznaje, że karta motywuje ich do podejmowania aktywności fizycznej. A to istotna sprawa, bo brak ruchu Światowa Organizacja Zdrowia uznała za czwartą przyczynę śmiertelności na świecie.

– Z działaniami aktywizującymi fizycznie staramy się docierać do różnych grup społecznych. W zeszłym roku rozpoczęliśmy dwie nowe inicjatywy: to karta MultiSport Senior dla osób powyżej 60. roku życia, a także projekt Aktywne Szkoły MultiSport, w którym promujemy aktywność ruchową wśród uczniów szkół podstawowych – wymienia Izabela Walczewska-Schneyder.

Od 2015 roku Benefit Systems prowadzi też program filantropijno-wolontariacki Dobry MultiUczynek, który zachęca pracowników spółki do zgłaszania mikroprojektów wspierających osoby organizacje pozarządowe czy osoby potrzebujące. W ciągu trzech ostatnich lat pracownicy zrealizowali ponad 80 takich MultiUczynków. Od 2018 roku użytkownicy kart MultiSport mogą zgłaszać pomysły promujące aktywność fizyczną wśród lokalnych społeczności.

Pod koniec ubiegłego roku spółka Benefit Systems dołączyła do globalnego ruchu firm B Corp, otrzymując odpowiedni certyfikat. Potwierdza on społeczne zaangażowanie przedsiębiorstw w pięciu obszarach: ład korporacyjny, polityka zatrudnienia, wpływ na społeczności otaczające firmę, relacje z klientami i ochrona środowiska.

– Certyfikacja B Corp pokazuje, jaki wpływ mamy na świat. Organizacja B Lab, która prowadzi certyfikację, ma określone motto: Nie chodzi o to, żeby być najlepszym na świecie, ale żeby być najlepszym dla świata. W tej chwili jest blisko 2 800 firm z certyfikatem w 60 krajach świata. W Polsce i regionie Europy Środkowo-Wschodniej jesteśmy jedyną spółką publiczną, która uzyskała ten certyfikat – mówi Izabela Walczewska-Schneyder.

Członek RPP: nie obawiam się spowolnienia gospodarczego, a stopy procentowe być może będzie trzeba podnieść w II połowie tego roku

Członek RPP: nie obawiam się spowolnienia gospodarczego, a stopy procentowe być może będzie trzeba podnieść w II połowie tego roku 12

Przyspieszenie inflacji, zasygnalizowane przez Główny Urząd Statystyczny, może się okazać początkiem szybszego wzrostu cen, który skutkować będzie podniesieniem stóp procentowych jeszcze w tym roku. Zdaniem członka Rady Polityki Pieniężnej prof. Eugeniusza Gatnara taki scenariusz był do przewidzenia. Polskiej gospodarce nie zagraża rzekome spowolnienie światowych gospodarek, a PKB w naszym kraju przekroczy 4 proc. także w tym roku.

– Polska gospodarka jest w znakomitej formie. W ubiegłym roku rozwijaliśmy się najszybciej w Europie. Moje prognozy są takie, że w tym roku to tempo wzrostu nieco osłabnie, ale nieznacznie. Przewiduję, że to może być około 4 do 4,5 proc. wzrostu PKB w ciągu roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Eugeniusz Gatnar, członek Rady Polityki Pieniężnej. – Polska gospodarka, podobnie jak inne europejskie i światowe gospodarki, jest ciągnięta przez konsumpcję. Inwestycje też rosną, choć trochę wolniej, głównie za sprawą środków europejskich, ale przede wszystkim bardzo aktywnych polskich przedsiębiorców.

Zgodnie z odsezonowanymi danymi za marzec 2019 roku sprzedaż detaliczna w Polsce wzrosła o 6,1 proc. Średnia dla Wspólnoty w tym czasie wyniosła 2,9 proc., ale jeszcze wyższe wskaźniki odnotowano w Irlandii, Rumunii, Luksemburgu czy Chorwacji. Na początku maja konsumentów zaniepokoiła za to informacja o zdecydowanie wyższej niż w poprzednich miesiącach kwietniowej inflacji – według wstępnych danych GUS ceny wzrosły o 2,2 proc. W ostatnich latach wyższe wskazanie miało miejsce tylko w listopadzie 2017 roku (2,5 proc.). Taka dynamika to głównie „zasługa” cen żywności i paliw, najbardziej zmiennych i zarazem odpowiadających za ponad jedną trzecią wszystkich wydatków. Zdaniem prof. Gatnara taki rozwój wydarzeń był do przewidzenia.

Moim zdaniem za kilka miesięcy, w drugiej połowie roku, możemy osiągnąć cel inflacyjny, który wynosi 2,5 proc. To nie jest inflacja, której powinniśmy się obawiać, ale w porównaniu z tym, co mieliśmy w ostatnich latach, możemy mówić o wzroście cen, choć to jest chyba dla konsumentów wzrost niezauważalny. Taka inflacja nie jest dla gospodarki groźna. Natomiast przekroczenie celu będzie musiało zostać uwzględnione przez członków Rady Polityki Pieniężnej przy rozważaniu ewentualnego podwyższenia stóp procentowych – tłumaczy przedstawiciel RPP.

Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniała stóp od ponad czterech lat (marzec 2015 roku), a nie podnosiła ich od siedmiu (maj 2012 roku). Dzisiaj są one na historycznie najniższym poziomie. Stopa referencyjna wynosi 1,5 proc., co sprawia, że oprocentowanie kredytów jest niższe niż jeszcze np. dekadę temu.

To dla gospodarki jest z jednej strony dobrze, ale z drugiej strony zachęca naszych konsumentów do zadłużania się. Zawsze martwiłem się rosnącymi szybko kredytami konsumpcyjnymi i hipotecznymi. Ten wzrost jest niesamowicie dynamiczny i będzie prawdopodobnie w przyszłości stwarzał problemy jeśli chodzi o stabilność sektora bankowego – przestrzega prof. Eugeniusz Gatnar. – Rozważam taką możliwość, że stopy należałoby podnieść w sytuacji, kiedy inflacja przekroczy 2,5 proc. i będzie na ścieżce wzrostu. Głównie będą o tym decydowały czynniki związane z rynkiem pracy, nośnikami energii i żywnością.

Wzrost inflacji zwykle idzie w parze ze wzrostem PKB, a wyższe stopy procentowe hamują ten ostatni. Jednak w Polsce deflacja i niewielka inflacja w ostatnich latach towarzyszyły solidnemu rozwojowi gospodarczemu. Według szacunków ekonomistów w I kwartale polska gospodarka rozwijała się rok do roku o 4,5 proc., nieco słabiej niż przed rokiem, gdy wzrost wahał się w granicach od 4,9 proc. do 5,3 proc., dając roczną dynamikę na poziomie 5,1 proc. W porównywalnym tempie rosły tylko niewielkie gospodarki, takie jak Litwa, Łotwa, Malta, Irlandia czy Węgry. Cała strefa euro wzbogaciła się o 1,8 proc., podczas gdy Unia Europejska – o 1,9 proc. To nieco wolniej niż rok wcześniej, gdy w obu obszarach zanotowano wzrost o 2,4 proc.

 Część ekonomistów mówi o spowolnieniu gospodarczym w Europie i na świecie, czegoś takiego nie widzę. To raczej przejściowe osłabienie tempa wzrostu – mówi prof. Eugeniusz Gatnar. – Nie boję się spowolnienia. Wydaje mi się, że gospodarka światowa, przede wszystkim strefy euro, być może jest na etapie spowolnienia, związanego z cyklem koniunkturalnym, ale to nie jest recesja czy załamanie gospodarcze. Myślę, że polscy przedsiębiorcy, nawet jeżeli zauważają osłabienie popytu u swoich odbiorców w Europie Zachodniej, to szukają rynków zbytu na Dalekim Wschodzie czy w Ameryce Południowej. Dla polskiego eksportu nie widzę żadnych złych sygnałów płynących z zewnątrz.

Znaczenie krajów europejskich, zwłaszcza zachodnich, dla polskiego eksportu wciąż jest ogromne, zarówno ze względów kosztowych i logistycznych, jak i kulturowych. Jednak w ciągu roku można było zaobserwować jego zmniejszenie. O ile w styczniu i lutym 2018 roku 88 proc. wartości polskiego wywozu trafiło do krajów rozwiniętych – w tym 81,8 proc. do Unii Europejskiej, a 58,6 proc. do strefy euro, o tyle w analogicznym okresie 2019 roku udziały te spadły odpowiednio o 0,2 pkt proc., 0,7 pkt proc. i 0,6 pkt proc. Zmniejszyła się również waga Niemiec jako głównego odbiorcy – z 28,3 proc. do 27,9 proc.

wypowiedź z dn. 07.05.2019

Nanosatelity pozwolą przetestować innowacyjne panele słoneczne w kosmosie. W planach jest też budowa konstelacji nanosatelitarnej do monitorowania poziomu zanieczyszczeń

Nanosatelity pozwolą przetestować innowacyjne panele słoneczne w kosmosie. W planach jest też budowa konstelacji nanosatelitarnej do monitorowania poziomu zanieczyszczeń 13

Rośnie liczba polskich projektów realizowanych z wykorzystaniem nanosatelitów. Pierwsze jednostki pozwolą przeprowadzić obserwacje powierzchni Ziemi i przetestować nowatorskie systemy zasilania pojazdów kosmicznych. Za kilka lat powstanie pierwsza polska konstelacja nanosatelitarna. Dzięki budżetowej i stosunkowo nieskomplikowanej konstrukcji po miniaturowe satelity sięgają duże firmy, urzędy czy uniwersyteckie zespoły naukowe.

– OpenSat to projekt realizowany przez Fundację OpenSpace. Młodzi ludzie z Polski postanowili zbudować całkowicie amatorskiego nanosatelitę o wielkości 10x10x10 cm w standardzie CubeSat. Wspieramy ten projekt poprzez wykonywanie niektórych badań, lotów elektroniki na pokładach rakiet sondujących oraz wykonanie struktury takiego mikrosatelity, czyli jego całego metalowego szkieletu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Damian Mayer, prezes Near Space Technologies.

Zespół licealistów i studentów w ramach Openspace Foundation chce wysłać w przestrzeń kosmiczną pojazd wykonany w standardzie CubeSat, który pozwoli przeprowadzić test kilku nowatorskich technologii. Kluczowym zadaniem nanosatelity będzie sprawdzenie funkcjonowania perowskitowych ogniw fotowoltaicznych wykonanych przez wrocławską firmę Saule Technologies. Przetestowany zostanie także autorski komputer pokładowy wraz z podsystemami komunikacji, zasilania i kontroli orientacji oraz system pasywnej kontroli termicznej wykorzystujący włókna grafitowe.

– Projekt ma na celu przetestowanie nowych paneli fotowoltaicznych, które mogą być używane w kosmosie. To jest nowa technologia, która jeszcze w kosmos nie poleciała i jednym z celów satelity, który jest realizowany przez Fundację OpenSpace, jest właśnie przetestowanie tej technologii – wskazuje ekspert.

Od momentu wstąpienia do Europejskiej Agencji Kosmicznej polska branża kosmiczna zaczęła dynamicznie rosnąć w siłę, czego najlepszym dowodem jest wzrost zainteresowania badaniami z wykorzystaniem nanosatelitów. W połowie kwietnia swoją misję rozpoczął pierwszy polski satelita obserwacyjny Światowid od firmy SatRevolution, który spędzi na orbicie kilkanaście miesięcy. W tym czasie wykona serię zdjęć o wysokiej rozdzielczości, z dokładnością nawet do 50 cm na piksel.

Celem misji będzie przetestowanie systemu do analizy danych satelitarnych na potrzeby lokalnych urzędów. Badania przeprowadzone przez Światowida mają posłużyć do stworzenia map zanieczyszczenia, monitorowania w czasie rzeczywistym wilgotności powietrza, jakości gleby czy natężenia ruchu kołowego. SatRevolution na bazie tego nanosatelity chce także oprzeć projekt pierwszej konstelacji satelitów obserwujących REC. Pierwsze 16 jednostek ma rozpocząć swoją misję w 2022 roku, a do 2026 roku sieć ma rozwinąć się do 1 000 nanosatelitów.

Firma Near Space Technologies specjalizuje się w dostarczaniu budżetowych rozwiązań na potrzeby projektów near space. Pomogła powołać do życia kilka projektów naukowych realizowanych m.in. przez amatorskie zespoły astronautyczne. Inżynierowie Near Space Technologies współpracowali m.in. ze studentami z Politechniki Wrocławskiej przy opracowywaniu rakiety badawczej PoliWRocket zaprojektowanej z myślą o zawodach SpacePort America Cup.

– Rolą Near Space Technologies w projekcie OpenSat jest wsparcie go poprzez wykonanie struktury satelity, poprzez loty testowe elektroniki na pokładach naszych rakiet i odwzorowanie tak na dobrą sprawę trudnych warunków, które towarzyszą startowi rakiety tak, aby elektronika faktycznie to przetrwała – wymienia Damian Mayer.

Według analityków z firmy Future Market Insights wartość globalnego rynku małych satelitów w 2018 roku wyniosła 2,3 mld dol. Przewiduje się, że do 2028 roku wzrośnie ona do 8,9 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 13,5 proc.

Geoblockchain z nieograniczoną liczbą zastosowań. Może być wykorzystywany do śledzenia drogi produktów czy zawierania umów na odległość

Geoblockchain z nieograniczoną liczbą zastosowań. Może być wykorzystywany do śledzenia drogi produktów czy zawierania umów na odległość 14

Największe firmy na świecie inwestują w geoblockchain. Ze względu na zdolność do natychmiastowego rejestrowania transakcji oraz do pomocy w weryfikacji autentyczności produktu technologię stosują obecnie przede wszystkim firmy związane z handlem i e-commerce. Francuski supermarket Carrefour śledzi już kilkadziesiąt produktów w całym łańcuchu dostaw. Walmart wykorzystuje technologię blockchain do śledzenia przesyłek od swoich dostawców. Zdaniem ekspertów to jednak dopiero początek możliwości tej technologii. 

– Blockchain to stosunkowo nowa technologia zapisu danych nie w centralnej bazie danych, ale w systemie rozproszonym, czyli na różnych stacjach roboczych. Dodanie przedrostka to nic innego jak poszerzenie informacji o komponent związany z geografią, z lokalizacją, systemami informacji przestrzennej. Dodanie do rejestrów informacji pochodzących z czujników i sensorów IoT, pozwala sprawdzić nie tylko jakie towary zostały przekazane, lecz  także gdzie miało to miejsce i w jakich warunkach – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Piotr Walenko z Esri Polska.

Globalne korporacje wykorzystują technologię blockchain, ponieważ chcą przyspieszyć procesy biznesowe, zwiększyć przejrzystość i potencjalnie zaoszczędzić miliardy dolarów. Także technologię geoblockchain wykorzystuje coraz więcej firm na świecie. Choć początkowo na rozwiązanie stawiał przede wszystkim e-commerce, możliwości jej zastosowania są praktycznie nieograniczone. Przykładem może być Allianz, który testuje blockchain pod kątem różnych produktów. Jedna ze spółek, która sprzedaje ubezpieczenie od opóźnienia lotu, zastosowała inteligentną umowę, która inicjuje roszczenie, gdy tylko lot opóźni się o określony czas.

Jedna z firm piwowarskich prowadzi pilotaż, gdzie konsumenci przesyłają informacje o prawie jazdy do blockchainu, a następnie mogą zakupić piwo w automacie, skanując swój telefon.

– Geoblockchain w tym momencie jest wykorzystywany przez firmy takie jak Walmart np. do śledzenia konkretnych partii produktów. Produkty takie jak nabiał, które są wyprodukowane w mleczarni, transportowane są do hurtowni, a następnie z hurtowni do sklepów. Dzięki technologii geoblockchain Walmart może dokładnie śledzić każdą konkretną partię towaru w czasie rzeczywistym. Oznacza to, że jeśli są jakieś problemy z danym produktem, to nie ma potrzeby wymiany w sklepie całej dostawy, tylko tę konkretną partię – wskazuje Piotr Walenko.

Dzięki geoblockchain można na bieżąco kontrolować jakość swoich produktów i śledzić cały łańcuch produkcji. Firma Bumble Bee Foods używa technologii, aby zapewnić pełną przejrzystość łańcucha dostaw tuńczyka od rybaków łowiących ryby na południowym Pacyfiku po sklepy spożywcze w Stanach Zjednoczonych. W ten sposób buduje zaufanie do swoich produktów. Z kolei Cargill, rolniczy gigant, zaczął testować Hyperledger Sawtooth Intela jeszcze przed Świętem Dziękczynienia w 2017 roku, aby śledzić indyki w łańcuchu dostaw od gospodarstwa do supermarketu.

– Firma Porsche eksperymentuje z geoblockchainem, dając na określony czas użytkownikom uprawnienia dostępu do samochodu albo np. do otworzenia samego bagażnika. Firmy takie jak Amazon czy UPS testują geoblockchain, aby realizować bezpośrednie dostawy dronami do odbiorców, czyli do jednego danego konkretnego miejsca, do konkretnej osoby, która może być w ruchu, a użytkownik może w czasie rzeczywistym śledzić, gdzie jest jego przesyłka – mówi ekspert.

W przyszłości geoblockchain może też usprawnić carsharing. Zarządzający flotą mogą wykorzystywać możliwości lokalizacji geoblockchaina do śledzenia lokalizacji i stanu samochodów. Technologia może wkrótce całkowicie zastąpić GPS. Dodanie informacji geograficznej do technologii blockchain umożliwia śledzenie wszystkich transakcji. Pozwala też zawierać kontrakty i umowy na odległość, weryfikuje tożsamość i zwiększa bezpieczeństwo transakcji.

– Geoblockchain jest kolejnym etapem ewolucji, jeśli chodzi o lokalizację. Tokeny blockchain mogą zastąpić GPS. Chodzi np. o lepszą weryfikację, czy dana osoba faktycznie była w danym miejscu o danej porze, nawet w sytuacji gdy znajdowała się pod ziemią czy na obszarze gęsto zabudowanym. Pozwoli to na ograniczenie manipulacji związanych np. z wystawianiem niepochlebnych opinii o danym lokalu przez konkurencję czy minimalizację oszustw w takich grach jak np. Pokemon Go  – zaznacza ekspert.

Choć geoblockchain rozwija coraz więcej firm, to wciąż jeszcze jesteśmy na początku drogi. W Polsce technologia jest dopiero sprawdzana, pracują nad nią przede wszystkim start-upy.

– Są już firmy, które testują rozwiązania związane z geoblockchainem. Tauron podpisał w zeszłym roku umowę na zastosowanie tej technologii w swoich stacjach ładowania aut elektrycznych i w całym procesie elektromobilności. Biznes przygląda się zarówno gigantom, jak i pierwszym małym wdrożeniom i start-upom, więc myślę, że w ciągu roku, dwóch lat technologia wejdzie do powszechnego użycia – ocenia Piotr Walenko.

International Data Corp podaje, że łączne wydatki korporacyjne i rządowe na blockchain sięgną 2,9 mld dol. w 2019 roku, o 89 proc. więcej niż w 2018 roku. Do 2022 roku ma to już być 12,4 mld dol.