Omnichannel – symbiotyczna relacja z klientem to przyszłość bankowości?

Smartfon i tablet to już nie tylko gadżety. To niezbędne w codziennym życiu narzędzia, z którymi rosnąca liczba osób nie potrafi i nie chce się rozstawać. Zastępują nam kalendarz, odtwarzacz multimedialny, aparat fotograficzny i coraz częściej również portfel. Czy banki są gotowe na to by wykorzystać ten potencjał? Czy będą potrafiły wejść na wyższy poziom obsługi klienta i multichannel zastąpić bardziej kompleksowym podejściem omnichannel?

Jak wynika z badania TNS „Smartfonizacja Polaków” już 44 procent badanych ma telefon umożliwiający korzystanie z Internetu i rozmaitych aplikacji. Relatywnie rzadko używamy tych urządzeń do dzwonienia. – Przeciętny posiadacz smartfona rozmawia z jego pomocą zaledwie przez 12 minut i 6 sekund dziennie. Więcej czasu poświęca na przeglądanie stron internetowych – niemal 25 minut, korzystanie z social media – ponad 17 minut, a także słuchanie muzyki i gry – tłum – mówi Lubomir Stojek, Application Delivery Management, HP Software CEE. Jak przewiduje HP Software, do 2016 roku klient będzie się kontaktował ze swoim bankiem za pomocą telefonu średnio 20-30 razy w miesiącu, 7-10 razy z wykorzystaniem komputera lub tabletu i zaledwie raz, dwa razy w roku tradycyjnie, w oddziale.

Bank musi być online

Chociaż część klientów banków pozostaje przywiązana do placówek, bywamy w nich coraz rzadziej. Młodsze pokolenie wraca do oddziałów w takich sytuacjach, jak zaciąganie kredytów hipotecznych czy wyjątkowo ważne inwestycje. Na co dzień wymaga prostego dostępu do wszystkich funkcjonalności konta o każdej porze dnia i w każdym miejscu.

– Rozwój technologii i ich stałe upowszechnianie, a także wiążące się z tym zmiany w przyzwyczajeniach konsumentów to jedne z najważniejszych wyzwań dla współczesnych banków. Obsługa klienta staje się coraz bardziej złożonym procesem – wieloaspektowym i wieloskładnikowym, choćby ze względu na liczbę dostępnych kanałów komunikacji – mówi Mieczysław Groszek, wiceprezes Związku Banków Polskich i przewodniczący Rady Programowej IT@BANK 2014. – Procesy komunikacji oraz dystrybucji usług muszą się przenikać. Efektem powinna być taka koordynacja działań banku, by zapewnić klientowi jednolite doświadczenia we wszystkich kanałach – dodaje M. Groszek

Multichannel nie wystarcza

Do niedawna wydawało się, że odpowiedzią na to wyzwanie będzie podejście multichannel. Zgodnie z nim, większość banków stara się proponować klientowi dostęp do usług w różnych kanałach. Obecnie już nie tylko rozbudowana bankowość internetowa, ale także aplikacje na smartfony i tablety są na polskim rynku raczej obowiązującym standardem niż ekstrawagancją. Omnichannel to kolejny krok na drodze cyfrowej ewolucji. Zakłada taką integrację wszystkich kanałów i platform, by użytkownik nie musiał zastanawiać się czy dana usługa jest dostępna w ramach bankowości mobilnej, czy nie. Celem ma być jego maksymalny komfort, a wybór kanału powinien zależeć wyłącznie od indywidualnych preferencji.

– Klient oczekuje coraz częściej, by historia kontaktu z bankiem za nim „szła” bez względu na kanał. W niedalekiej przyszłości powinniśmy móc rozpocząć jakąś operację, komunikując się z bankiem przez telefon, a skończyć za pomocą bankowości internetowej, jeśli tylko tak będzie nam wygodniej – mówi Dariusz Żurakowski, dyrektor Departamentu Business Intelligence w BGŻ S.A.

Omnichannel to podejście „klientocentryczne” polegające na rozwinięciu bankowości wielokanałowej w taki sposób by zmaksymalizować prostotę, wygodę i bezpieczeństwo korzystania ze wszystkich dostępnych kanałów. Tak, jak zaciera się granica między zakupami online, a tradycyjnymi – klienci coraz częściej oglądają towar w sklepie, jednocześnie sprawdzając przy użyciu smartfona opinie na jego temat by ostatecznie kupić go w Internecie – tak coraz mniej zauważalny będzie podział na bankowość w oddziale, w Internecie i bankowość mobilną.

Przyszłość to everyday bank?

Obecnie przy użyciu telefonu realizujemy głównie proste transakcje. Banki rzadko wykorzystują ten kanał do sprzedaży. Karol Mazurek, dyrektor zarządzający w Accenture widzi przyszłą rolę banków jeszcze szerzej. – Omnichannel to element ewolucji do everyday banku, który pomaga nam załatwiać codzienne sprawy. Może być dostawcą usług i integratorem ofert, nie tylko w obszarze finansowym, sercem ekosystemu dostarczającego klientom różnego typu produktów – tłumaczy.

Część banków już stara się podążać w tym kierunku, choćby poprzez oferowanie swoim klientom rozmaitych zniżek w oparciu o geolokalizację. Czy zatem omnichannel jest przyszłością bankowości?  – Polski rynek jest już na to gotowy pod względem technologicznym. Banki są jednak dopiero na początku drogi i z pewnością cały sektor może wiele skorzystać analizując przykłady z innych branż, takich jak e-commerce. Bardzo prawdopodobne, że już za kilka lat integracja wszystkich kanałów będzie standardem, trzeba jednak pamiętać, że oprócz omnichannel jest szereg innych innowacyjnych trendów, które mogą nagle zacząć zmieniać rynek z niespodziewaną dynamiką – mówi Mieczysław Groszek, ZBP.

Wypowiedzi ekspertów pochodzą z panelu dyskusyjnego „Omnichannel”, który odbył się podczas konferencji IT@BANK 20.11.2014 r.

Assessment center – czy jest się czego bać?

Twój samolot rozbija się na środku pustyni. Nie masz z nikim łączności. Przed Tobą perspektywa mroźnej nocy we wraku lub wędrówki w nieznane w poszukiwaniu pomocy. To nie scenariusz nowego filmu z Tomem Cruisem, ale typowe zadanie z assessment center, czyli jednej z metod rekrutacji, która pozwala na wszechstronne sprawdzenie kandydata do pracy.

Oczywiście pierwszym etapem rekrutacji w przeważającej większości przypadków jest selekcja kandydatów na podstawie CV. Nie zawsze jednak osoba z najbogatszym życiorysem najlepiej nadaje się na określone stanowisko. Jednym z najskuteczniejszych sposobów na zweryfikowanie kompetencji, którymi chwalą się kandydaci, jest assessment center.

Czego się spodziewać?

Najczęściej z takiej metody korzystają duże korporacje, ale coraz częściej sięgają po nią także mniejsze firmy. To dlatego, że ma ona ogromną przewagę nad zwyczajną rozmową kwalifikacyjną. Wiele pytań zadawanych podczas rozmów można przewidzieć, przez co łatwiej się do nich przygotować. W efekcie trudno jest sprawdzić, jak kandydat radzi sobie w nowych sytuacjach, poznać jego metody działania i to, jak radzi sobie w zespole.

Natomiast assessment center daje taką możliwość. To nie tylko rozmowa, to przede wszystkim szereg różnorodnych zadań, zarówno bezpośrednio związanych z danym stanowiskiem, jak i bardziej ogólnych, dotyczących umiejętności miękkich.

W ramach assessment center zazwyczaj spotkać można trzy typy zadań: testy dotyczące kompetencji (np. testy językowe, testy na inteligencję) indywidualne zadania pisemne dla kandydatów (np. stworzenie planu działania w danej sytuacji) oraz zadania grupowe (zabawa w rozbitków, zadania negocjacyjne).

Jednym z popularnych zadań pisemnych dla kandydata jest tzw. koszyk zadań. Kandydat ma wcielić się w rolę osoby decyzyjnej w firmie, zapoznać się z kilkunastoma dokumentami dotyczącymi różnorodnych kwestii i na ich podstawie ułożyć plan działania. Zadanie jest dość skomplikowane: dokumenty zależą od siebie, niektóre dotyczyć mogą spraw prywatnych (np. mail od żony, że trzeba zamiast niej odebrać dzieci ze szkoły), inne zaś wymagają kontaktu z osobą, która przebywa na urlopie. Dodatkowo kandydat pracuje pod presją czasu. Pozwala to sprawdzić jak kandydat radzi sobie ze stresem, czy potrafi delegować zadania i ustalać priorytety oraz czy jego praca jest metodyczna.

Z kolei negocjacje to zadanie grupowe, gdzie kilku kandydatów musi wypracować wspólne rozwiązanie, zwykle dotyczące przyznania jednemu z nich dofinansowania. Każdy kandydat reprezentuje inną firmę lub jednostkę, której interesów musi bronić, ale przy zachowaniu zasad zdrowego rozsądku. Podczas tego zadania oceniane jest czy kandydat potrafi współpracować z innymi, czy proponuje różne rozwiązania oraz za jaką cenę jest w stanie zrezygnować ze swojego stanowiska.

– Wielu kandydatów sądzi, że w tym zadaniu muszą wygrać, by dostać jak najwięcej punktów. Jest to częsty błąd –  zapewnia Marta Buzalska, specjalistka z portalu kariery Care-er.pl. – Firmy najczęściej poszukują osób otwartych na dialog i innowacyjnych, nie zaś uparcie trwających przy własnym zdaniu. W przypadku assessment center bardzo przydają się wszelkie umiejętności, także te interpersonalne, dlatego warto uczestniczyć w szkoleniach i warsztatach, które np. rozwijają umiejętności miękkie lub uczą zarządzania czasem.

Jak się przygotować?

Do assessment center warto się przygotować, choć w tym przypadku kandydat powinien wykazać więcej inwencji, niż przygotowując się do „zwykłego” spotkania rekrutacyjnego.

Tak jak przed typową rozmową o pracę, przede wszystkim należy zapoznać się z informacjami o firmie i jej produktach lub usługach. To daje dużą przewagę i pozwala zachować pewność siebie w stresującej sytuacji. Samo to może jednak nie wystarczy, dlatego warto na przykład zainteresować się wydawnictwami branżowymi, by poznać aktualne trendy w dziedzinie związanej z ewentualną, nową pracą. Dobrze jest także poznać nazwiska ekspertów z branży, ich główne osiągnięcia i najpopularniejsze wypowiedzi.

Jeśli termin assessment center jest dość odległy, można wziąć pod uwagę udział w szkoleniu, niekoniecznie odpłatnym. Istnieje wiele ofert darmowych lub częściowo finansowanych z UE kursów, które mogą być prawdziwym asem w rękawie na rynku pracy. Aby szybko zorientować się w dostępnych na rynku kursach, warsztatach, czy konferencjach, warto wziąć pod uwagę portale związane z karierą, które w jednym miejscu zbierają tego typu informacje.

To, co może być dla kandydata najtrudniejsze, to samodzielne zweryfikowanie swoich umiejętności miękkich, podczas gdy w dużych firmach zgrany zespół i dobra komunikacja bardzo często są nie mniej istotne niż doświadczenie. Dlatego wybierając się na assessment center należy pamiętać, że poza twardą wiedzą, ważne będzie także kulturalne zachowanie, okazywanie zainteresowania i zaangażowania, a także otwartość na innych.

– Pracownik o ogromnej wiedzy, który nie umie współpracować z innymi i powoduje konflikty, może mniej przysłużyć się firmie niż osoba chętna do nauki, która dobrze czuje się w zespole – zauważa ekspert Care-er.pl.

Wiele firm organizuje także warsztaty lub spotkania dla osób zainteresowanych pracą (przykładem mogą być poznańskie WorkGate) – dlatego kandydaci powinni na bieżąco śledzić informacje ze swojej branży. Przede wszystkim należy jednak pamiętać, że najlepszy pracownik to taki, który łączy wiele różnych umiejętności, jest otwarty na współpracę i nastawiony na rozwój.

Apator rozważa współpracę strategiczną z innowacyjnymi firmami z branży

CEO Magazyn Polska

Apator, producent inteligentnych systemów opomiarowania, uważa prace nad tworzeniem nowych generacji produktów za kluczowe dla swojego rozwoju i konkurencyjności. Dlatego firma inwestuje we własne badania i rozważa przejęcia lub strategiczną współpracę z zagranicznymi przedsiębiorstwami, których prace badawcze mogą ją wspierać.

– Przyglądamy się kilku firmom technologicznym, które dysponują komplementarnymi technologiami z zakresu opomiarowania mediów mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Szostak, prezes zarządu, dyrektor generalny Apatora. – Jeśli udałoby się nam w nie zainwestować lub je przejąć, to zaowocowałby to nie tylko pojawieniem się nowego produktu, lecz także uzyskaniem dostępu do nowych rynków, które bazują na tych technologiach, których my jeszcze nie mamy. Pozyskalibyśmy wtedy również ludzi, którzy tworzą te produkty, a oni zasililiby nasze działy R&D.

O ile Apator rozważa tego typu akwizycje, o tyle żadnej konkretnej nie wskazuje. Na razie są one bowiem na etapie na tyle wczesnym, że nie ujęto ich nawet w budżecie spółki na przyszły rok. Jak podkreśla prezes, na przełomie roku nie będzie jeszcze wystarczających przesłanek do tego, żeby którąkolwiek z tych transakcji w nim ująć.

Analitycy, inwestorzy, którzy często nas odwiedzają, wiedzą o tym, że prowadzimy rozmowy z różnymi firmami, które podobają się nam z tych czy innych względów, na temat których uważamy, że szybciej pozwolą nam zrealizować strategię, którą opublikowaliśmy. Zatem rozmowy są prowadzone, ale jest jeszcze za wcześnie na konkrety – zastrzega.

W działach R&D (Research and Development, badania i rozwój) Apatora pracuje około 100 osób, które zajmują się wszystkimi typami liczników produkowanych przez spółkę: obsługują zarówno opomiarowanie energii elektrycznej, jak i opomiarowania gazu, wody i ciepła.

– Spółka w tej chwili jest na etapie industrializacji czy komercjalizacji technologii otwartych, które już są na rynku podkreśla Andrzej Szostak. – Musimy to zrobić, by chronić swój rynek i stwarzać sobie nowe szanse sprzedaży naszych produktów w kraju i za granicą.

Na rynku liczników inteligentnych, które nie tylko mierzą zużycie, lecz także analizują jakość dostarczanych mediów i przekazują te dane dystrybutorowi, nadążanie za rozwojem technologii jest konieczne, by sprostać konkurencji.

– Nasz portfel projektów po stronie R&D jest głównie wypełniony tego typu zadaniami oraz dostosowaniem tych otwartych technologii do wymogów klientów na poszczególnych rynkach, bo nie są to rozwiązania, które sprzedaje się z półki czy z pudełka informuje  prezes Apatora. – To są rozwiązania bardzo zindywidualizowane, które mimo że mają wspólną platformę technologiczną, muszą być skonfigurowane pod konkretnego klienta.

Prezes Apatora podkreśla, że spółka inwestuje we własne działy R&I. Liczy też na to, że wraz z transakcjami, które planuje zrealizować, oraz organizowaną współpracą z firmami zagranicznymi, możliwości przedsiębiorstwa będą lepiej wykorzystane.

 – Liczę na to, że inne zespoły, które mamy na uwadze, zasilą skład naszych zespołów. Mam też nadzieję, że będziemy coraz bliżej się przyglądać realizowanym przez nas procesom pod kątem tego, co możemy robić sami, a co może być przedmiotem outsourcingu  – zaznacza.

Rynek druku i ksero maleje o kilka procent rocznie

Kopiowanie i drukowanie dokumentów to dla firm spore wydatki. Nowe technologie pozwalają jednak ograniczyć je niemal o połowę. Dla producentów tradycyjnych urządzeń biurowych to poważne wyzwanie, ale też szansa na utrzymanie, a nawet zwiększenie udziałów w rynku.

– Borykamy się z tym, że rynek drukowania i kopiowania maleje mówi agencji informacyjnej Newseria Rafał Kozdryk, dyrektor handlowy Xerox Polska. – To jest około 3 proc. w skali roku. Dlatego musimy trochę odejść od tego modelu, który mieliśmy do tej pory i w regionie, i w Polsce, czyli od sprzedawania urządzeń i prostych usług z tym związanych.

W zamian Xerox, który ma w regionie ok. 28-proc. udział w rynku, chce oferować swoim klientom urządzenia oraz usługi pozwalające na optymalizację procesów związanych z dokumentami, zarządzania dokumentami. Nowy model to „Next Generation MPS”.

– Odchodzimy od tradycyjnych modeli, takich jak drukowanie czy kopiowanie, chyba że w formie usługi outsourcingowej, czyli z finansowaniem. Idziemy w stronę optymalizacji procesu pracy z dokumentami, zarządzania dokumentami i efektywności korzystania z dokumentów w formie elektronicznej zapowiada Rafał Kozdryk.

Unowocześnienie tradycyjnego obiegu dokumentów w firmie może oznaczać oszczędności dla przedsiębiorstw. Dotychczasowe metody polegające na powielaniu i rozsyłaniu papierów były bardzo kosztowne. Według szacunków Xeroksa usprawnienia dają tu realne oszczędności.

Kilka procent wydatków dużych przedsiębiorstw jest związanych z drukiem i kopiowaniem ocenia dyrektor handlowy Xerox Polska. – To jest sytuacja, która w przypadku dużych przedsiębiorstw przekłada się na bardzo duże pieniądze. W związku z tym Xerox już od dawna ma ofertę związaną z optymalizacją, ale nie tylko optymalizacją procesów, lecz także kosztów. To zaczyna się oczywiście audytem i wypracowaniem specyficznego modelu dla firmy, który pozwoli tej firmie oszczędzić pieniądze, a są to oszczędności nawet rzędu 40 proc.

Dla Xeroksa nowe rozwiązania dla firm to nie tylko szansa na utrzymanie się na rynku, lecz także na rozwój, i to w dwucyfrowym tempie.

Nasza strategia sprzedażowa w Polsce jest budowana na następne trzy lata. Zakłada jeden główny cel: musimy rosnąć dwucyfrowo – podkreśla dyrektor Rafał Kozdryk z Xerox Polska. – Pracujemy nad nową ofertą, pracujemy nad wsparciem pokrycia rynku i nad zespołami sprzedaży, wszystko po to, by można było ten wynik osiągnąć.

Przedsiębiorcy próbują obniżyć rachunki za prąd

0

Ceny energii w kolejnych latach będą rosły, wraz ze wzrostem zapotrzebowania na jej zużycie – wynika z szacunków różnych firm i instytucji. To skłania przedsiębiorców do szukania oszczędności. Pomóc może nie tylko zmiana dostawcy na tańszego, lecz także wdrażanie rozwiązań, które pozwolą ograniczyć zużycie prądu.

Jak podkreślają przedstawiciele spółki Elektromont, ceny energii w Polsce należą do najwyższych w Europie. Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na energię będą w dalszym ciągu szły w górę. Prognozy różnych firm i instytucji mówią o kilkuprocentowym wzroście rocznie.

Dlatego przedsiębiorcy szukają możliwości oszczędzania – ich świadomość w tym zakresie jest coraz większa.

Należy się zastanowić nad tym, czy nie wymienić źródeł światła. W perspektywie ponad 3 lat opłaca się zastosować oświetlenie wykorzystujące oprawy LED-owe. Musimy także zastanowić się nad instalacjami sterującymi tym oświetlenie, by dopasować je do warunków panujących na zewnątrz – wyjaśnia Jerzy Rymarowicz, wiceprezes zarządu Elektromont, spółki zajmującej się kompleksowymi usługami w zakresie instalacji elektrycznych.

Tylko regulacja oświetlenia uwzględniająca zmiany światła dziennego może dać oszczędność ponad 30 procent, wykorzystanie czujników ruchu może pozwolić na redukcję zużycia energii o 40 procent. Zastosowanie obu tych urządzeń pomoże zredukować pobór energii nawet o 50 procent. Jeśli dodatkowo sterowanie zegarowe, uzależnione od światła dziennego, przedsiębiorca połączy z działaniem żaluzji, ogrzewania, klimatyzacji czy wentylacji, oszczędności będą jeszcze większe.

Mamy sporo przykładów, choćby z rynku niemieckiego, na którym inwestorzy chcą to dzielić oświetlenie na sekcje, uzależniać je od oświetlenia zewnętrznego. Chcą sterować nim z zewnątrz, zdalnie, za pomocą telefonu – mówi Rymarowicz. – Możliwości oszczędzania jest wiele.

Dobrym sposobem jest też wymiana wyposażenia na bardziej efektywne energetycznie. Wymiana lodówki dla pracowników na model klasy energetycznej A++ pozwoli zaoszczędzić rocznie 55 procent energii.

Wśród innych przykładów firma Elektromont wymienia takie rozwiązania, jak montowanie kurtyn nocnych, które pozwolą zaoszczędzić energię np. w nocy, modernizacja systemów napędowych lub ich wymiana na silniki o podwyższonej sprawności. W zakładach produkcyjnych oszczędność w ciągu roku na jednym urządzeniu może sięgnąć 700 złotych. Jeśli wykorzystywanych jest więcej takich urządzeń, to firma może na tej operacji zaoszczędzić do kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Jak podkreśla Rymarowicz, wdrażanie nowoczesnych rozwiązań wiąże się z określonymi kosztami, jednak poczynione oszczędności dość szybko się zwracają.

Na podstawie analiz, które przeprowadzamy dla naszych inwestorów, możemy śmiało powiedzieć, że jeśli zastosujemy oświetlenie LED-owe, przy założeniu, że zakład pracuje w systemie trzyzmianowym, czyli oświetlenie świeci się cały czas, to stopa zwrotu zamyka się w trzech latach. Natomiast w przypadku kompensacji mocy biernej może się to zwrócić nawet po trzech miesiącach – wyjaśnia ekspert.

Jego zdaniem oszczędzanie energii najlepiej zacząć od analizy taryfy obowiązującej u dostawcy, z którego usług firma korzysta. Może się okazać, że na rynku dostępne są o wiele bardziej atrakcyjne oferty. Równie ważne jest ustalenie potrzeb i rozkładu zużycia energii, w czym pomóc może profesjonalny audyt.

Do 2018 roku globalny rynek leków wzrośnie do 1,3 bln dol.

Wartość globalnych wydatków na leki będzie rosnąć o 4-7 proc. rocznie, a w 2018 roku osiągnie poziom 1,28-1,31 bln dol. – prognozuje IMS Health. W Polsce popyt na farmaceutyki będzie się zwiększał szybciej niż na rynkach rozwiniętych, chociaż przewidywana dynamika nie przekroczy 4 proc. rocznie. Motorem wzrostu krajowego rynku będą szpitale z lekami terapeutycznymi stosowanymi w chorobach onkologicznych oraz zakaźnych.

Oczekujemy, że w 2018 roku liczony w cenach producenta globalny rynek leków osiągnie wartość 1,3 bln dolarów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Leoszkiewicz, specjalistka analiz w badającej rynek farmaceutyczny, biotechnologiczny i technologii medycznych firmie IMS Health. – W ciągu najbliższych pięciu lat średnioroczne tempo wzrostu ukształtuje się na poziomie od 4 proc. do 7 proc. Oczywiście nie będzie ono jednakowe w skali całego globu.

Do osiągnięcia prognozowanego wzrostu wartościowego w znacznym stopniu przyczynią się ten rok i następny. Powodem takich prognoz jest z jednej strony szeroko rozpowszechnione stosowanie leków specjalistycznych i innowacyjnych na rynkach rozwiniętych (USA, Japonia, Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Wielka Brytania, Kanada, Korea Południowa), z drugiej – rosnąca świadomość chorych w zakresie dostępu do leczenia w krajach rozwijających się dynamicznie (m.in. Polska, Chiny, Brazylia, Rosja, Indie). W tym czasie nie będziemy mieć też do czynienia ze znaczącym poziomem wygasania ochrony patentowej na światowych rynkach leków.

W kolejnych trzech latach wzrost będzie umiarkowany.

Zakładamy, że za 40 proc. rynku odpowiedzialne będą farmaceutyki specjalistyczne stosowane w takich obszarach terapeutycznych, jak choroby onkologiczne, układu oddechowego oraz zakaźne – precyzuje Leoszkiewicz. – W ciągu najbliższych pięciu lat do sprzedaży trafi około 200 nowych leków. Przemawia za tym fakt, że obecnie bardzo wiele cząsteczek liniowych [wykorzystywanych podczas projektowania farmaceutyków – red.] jest w ostatniej fazie badań klinicznych, z czego 25 proc. to substancje stosowane w chorobach nowotworowych. Zatem ten segment rynku – naszym zdaniem – będzie głównym motorem wzrostu na świecie.

IMS Health szacuje, że wprowadzenie nowych leków w onkologii tylko w 2018 roku może przynieść 100 mld dolarów. Dla porównania leki stosowane w leczeniu wirusowego zapalenia wątroby typu C wygenerują taką kwotę w ciągu pięciu lat objętych badaniem.

Polska zalicza się do rynków rosnących, których dynamika wzrostu bliska jest wynikom gospodarek wysoko rozwiniętych państw Unii Europejskiej.

Wydaje nam się, że krajowy rynek może rosnąć w tempie blisko 4 proc. rocznie – przypuszcza Leoszkiewicz. – W Polsce głównym motorem wzrostu będą szpitale z lekami terapeutycznymi stosowanymi w chorobach onkologicznych czy zakaźnych. Oczywiście szczegółowa dynamika będzie zależała od wielu czynników.

1 stycznia 2015 roku wchodzą w życie ustawy z tzw. pakietu onkologicznego. Zawarte w nim rozwiązania mają poprawić jakość i dostępność opieki zdrowotnej poprzez m.in. zniesienie limitów w leczeniu nowotworów, wykrywanie chorób we wczesnym stadium i zapewnienie dostępu do informacji o tym, gdzie pacjent najszybciej może uzyskać konieczne świadczenie zdrowotne.

Ta zmiana na pewno znacząco wpłynie na dynamikę – ocenia Katarzyna Leoszkiewicz z IMS Health.

Polski rynek farmaceutyczny, biotechnologiczny i technologii medycznych wyceniany jest na około 22 mld zł. 40 proc. zajmują na nim leki generyczne (zamienniki oryginalnych), tylko 35-40 proc. to produkty innowacyjne. Pozostałą część stanowią specyfiki z wolnego obrotu, sprzedawane bez recepty (OTC, z ang. Over The Counter Drugs, czyli leki bez recepty lekarskiej, w tym suplementy diety, które stanowią jedną z najszybciej rosnących kategorii). IMS Health szacuje, że w br. Polacy kupią o ok. 4 proc. więcej farmaceutyków niż w ubiegłym roku.

Polacy wśród społeczeństw najlepiej posługujących się językiem angielskim

Coraz więcej Polaków biegle posługuje się językiem angielskim. W rankingu English Proficiency Index Polska znalazła się na 6. miejscu, tuż za krajami skandynawskimi i Holandią. Z raportu inicjatora rankingu organizacji Education First wynika, że w niemal wszystkich krajach językiem angielskim zdecydowanie lepiej posługują się kobiety.

Według English Proficiency Index język angielski najlepiej opanowali mieszkańcy wszystkich krajów skandynawskich oraz Holandii. Na pierwszym miejscu znalazła się Dania. Polska zajęła szóste miejsce, wyprzedzając takie kraje, jak Niemcy czy Szwajcaria. W stosunku do poprzedniej edycji badania Polska poprawiła swoją pozycję o dwa miejsca.

W ciągu ostatnich trzy lata, czyli od momentu kiedy zaczęliśmy prowadzić ten ranking, Polska nieustannie poprawia swoją pozycję. Sam ranking jest bardzo skorelowany z rozwojem gospodarczym, różnymi indeksami rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, penetracją internetu i łatwością robienia biznesu. Te wszystkie zależności bardzo dobrze widać – mówi Piotr Majdan, country manager Education First, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

W trzeciej edycji rankingu EPI Polska zajmowała 8. miejsce, a wyprzedzała ją m.in. Austria. W 2014 roku Austria spadła na siódme miejsce. Obecnie regiony o najsłabszych kompetencjach w zakresie znajomości języka angielskiego to Bliski Wschód oraz Azja Południowo-Wschodnia. Ranking zamykają takie kraje, jak Libia, Arabia Saudyjska, Irak oraz Kambodża.

W krajach, w których łatwość zakładania firmy czy prowadzenia przedsiębiorstwa, opodatkowanie, system fiskalny są proste, tam ludzie najlepiej mówią w języku angielskim. Polska zachowuje te proporcje, kraje skandynawskie mają te systemy najłatwiejsze. Bardzo się cieszę z tego, że Polska do tej grupy dołącza – mówi Piotr Majdan.

Wyniki są zróżnicowane ze względu na wiek i płeć. Najlepiej angielskim posługują się ludzie młodzi. Widać to szczególnie w Polsce. Niemal we wszystkich krajach poddanych badaniu językiem angielskim znacznie lepiej posługują się kobiety niż mężczyźni. Polska nie jest w tym przypadku wyjątkiem.

English Proficiency Index to największy międzynarodowy ranking, którego celem jest zmierzenie stopnia znajomości języka angielskiego w krajach, w których nie jest to język urzędowy. W tym roku badanie zostało przeprowadzone po raz czwarty. W tej edycji wzięło udział ponad 750 tys. osób powyżej 18. roku życia. Ranking uwzględnia 63 kraje z całego świata.

Griffin Real Estate negocjuje zakup dwóch biurowców na rynku wtórnym poza Warszawą. W stolicy inwestuje w centrum Jupiter i historyczną halę Koszyki

0

CEO Magazyn Polska

Griffin Real Estate finalizuje zakup dwóch biurowców w miastach regionalnych. Spółka inwestuje również w Katowicach, gdzie w miejscu Supersamu wybuduje biura i sklepy. Podobną przestrzeń stworzy w warszawskiej hali Koszyki, i choć odbudowa tego miejsca rozpoczęła się niecałe dwa miesiące temu, to lokale w obiekcie są już w 1/3 wynajęte. 

Jesteśmy w tej chwili w trakcje kupowania dwóch biurowców w dwóch miastach regionalnych. Nie mogę powiedzieć na razie nic więcej, ale niedługo będziemy to ogłaszać – zaznacza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Przemysław Krych, prezes Griffin Real Estate.

Deklaruje jednocześnie, że jego firma, w zależności od stopnia opłacalności, będzie inwestować zarówno w budowy obiektów od zera, jak i w zakup gotowych budynków.

Kryterium to miało też decydujące znaczenie przy nadawaniu kształtu inwestycji w Katowicach. Inwestor prowadzi tam przebudowę Supersamu, przedwojennej hali targowej. Tam obok powierzchni handlowej Griffin postawił na przestrzeń biurową zamiast wcześniej planowanego kilkusalowego kina.

Czysta kalkulacja pokazała, że jesteśmy w stanie więcej zarobić na biurach niż na kinie ocenia Przemysław Krych. – Dlatego zdecydowaliśmy, że tę powierzchnię, którą mieliśmy wcześniej przeznaczoną na kino, przerobimy na biuro i w wyniku tego będziemy mieli 5 tys. mkw. powierzchni biurowej. Jak widać z rozmów, które prowadzimy w tej chwili z najemcami, jest duże zainteresowanie i wydaje się nam, że to poprawi zdecydowanie ekonomikę tego przedsięwzięcia.

Griffin Real Estate specjalizuje się w inwestycjach nietypowych. Do dewelopera należy m.in. wrocławski dom towarowy Renoma, zbudowany w latach 30., jeden z największych i najbardziej luksusowych domów handlowych przedwojennej Europy. W połowie października rozpoczęła się z kolei odbudowa warszawskiej hali Koszyki.

Inwestycja ma zostać otwarta w II kwartale 2016 roku i będzie miała 21 tys. mkw. powierzchni najmu.

– Wszystko przebiega bardzo dobrze – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Przemysław Krych, prezes Griffin Real Estate. – Jesteśmy zadowoleni, nie mamy żadnych opóźnień w budowie, także leasing idzie bardzo dobrze. W części handlowej jesteśmy na poziomie około 30 proc., to samo w części office&HASH39;owej, więc to jest bardzo dobry wynik jak na ten etap.

W tym roku Griffin nabył warszawskie centrum handlowe Jupiter oraz przylegające doń tereny. W sumie ponad 4 ha gruntów na granicy Śródmieścia i Woli. W 2019 ma tam stać nowa inwestycja.

– Pracujemy nad planem miejscowym, bo jeszcze go nie ma, tam jest studium informuje prezes Griffin Real Estate. – To jest obiekt, w którym będziemy się realizować, ale jest to projekt na lata 2017-2018.

NIK i Bank Światowy wspólnie o bezpiecznych drogach

Najwyższa Izba Kontroli i Bank Światowy chcą współpracować przy podnoszeniu bezpieczeństwa ruchu drogowego. Obie instytucje mają podobne wnioski i rekomendacje. O tym, jak przekonać polskie władze do ich realizacji, prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski dyskutował z Mariną Wes, szefową Biura Banku Światowego w Europie i Azji Centralnej.

Eksperci Banku Światowego, podobnie jak autorzy raportu NIK o bezpieczeństwie ruchu drogowego, za kluczowe uznają zidentyfikowanie jednego ośrodka odpowiedzialnego za całość przedsięwzięć na rzecz bezpiecznych dróg. Nie mniej ważne jest stabilne finansowanie takich działań. Obie instytucje dostrzegają też szansę na ograniczenie najpoważniejszych wypadków i kolizji w poprawie infrastruktury drogowej.

Eksperci Banku Światowego o poprawie bezpieczeństwa ruchu drogowego

Soames Job, ekspert Banku Światowego ds. międzynarodowego bezpieczeństwa drogowego, wskazał jako dobry przykład dla Polski rozwiązania przyjęte przez Szwecję. Oba kraje są podobne pod względem geograficznym. Szwedzi postawili na model dróg 2+1. To, co zrobili, polegało na poświęceniu w przypadku dróg czteropasmowych jednego pasa ruchu. W efekcie powstały drogi trzypasmowe z dwoma pasami w jednym kierunku i jednym w przeciwnym (wymiennie). Jezdnie z obu stron otoczone zostały ochronnymi barierami oraz wyraźnie od siebie oddzielone. Od 1990 roku przebudowano w Szwecji w ten sposób 2200 km dróg. Dodatkowo zaostrzono limity prędkości i położono nacisk na ich przestrzeganie. – Te działania przyniosły niesamowite rezultaty – komentuje Job. I podaje twarde liczby: śmiertelność w wyniku wypadków na drogach 2+1 spadła o ponad 90 procent.

Przebudowa dróg to jednak kosztowne i czasochłonne przedsięwzięcie. Radosław Czapski, koordynator Banku Światowego ds. transportu i infrastruktury, zwrócił uwagę na przypadki manipulowania przez inwestorów argumentem bezpieczeństwa drogowego. – Dlatego tak ważne jest istnienie jednego organu koordynującego, który będzie monitorował, planował, weryfikował i pilnował realizacji wszelkich działań na rzecz poprawy bezpieczeństwa ruchu – uważa Czapski. Dzięki temu państwo nie będzie trwoniło pieniędzy i czasu na niepotrzebne inwestycje.

Wnioski i rekomendacje Banku Światowego oraz NIK są podobne. Obie instytucje chcą współpracować przy ich promowaniu. – Łatwiej będzie nam przekonać decydentów w Polsce do niezbędnych zmian, kiedy będziemy mówili jednym głosem – zauważył podczas spotkania z przedstawicielami Banku prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski. Reprezentująca w naszym kraju BŚ Marina Wes zaprosiła na początek ekspertów z Najwyższej Izby Kontroli do udziału w spotkaniach dotyczących podnoszenia poziomu bezpieczeństwa na drogach. Eksperci Banku wezmą z kolei udział w planowanym przez NIK panelu ekspertów, który poprzedzi kontrolę zapewnienia bezpieczeństwa pieszym i rowerzystom. Obie instytucje chcą też współpracować przy projektach edukacyjnych dla użytkowników i zarządców dróg.

Spółki Grupy Azoty rozpoczynają wspólne pozyskiwanie pieniędzy na inwestycje. Niewykluczone są przejęcia

0

CEO Magazyn Polska

Skonsolidowana Grupa Azoty rozważa rozwój zarówno organiczny, jak i poprzez przejęcia na rynkach zagranicznych. Ponad półtora roku po połączeniu czterech dużych spółek chemicznych zakończyły się już pierwsze etapy integracji. Teraz Grupa pracuje nad wspólnym modelem finansowania inwestycji, strategią rozwoju oraz programem poprawy operacyjnej Azoty PRO, który ma przynieść 300 mln zł oszczędności rocznie.

Takie proste działania, które były do przeprowadzenia w ciągu kilku tygodni czy miesięcy po konsolidacji, zostały już zrobione. W tej chwili wyrazem naszej konsolidacji są projekty w trzech obszarach. Po pierwsze wieloletni wspólny model finansowania inwestycji, co oznacza to, że będziemy razem jako grupa pozyskiwać pieniądze na inwestycje na rynku od 2015 roku – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria podczas Chemical Industry Forum Adam Leszkiewicz, prezes spółki Grupa Azoty Zakłady Azotowe Kędzierzyn.

Leszkiewicz dodaje, że cała Grupa Azoty zaczyna też wdrażać wspólny plan optymalizacji operacyjnej o nazwie Azoty PRO – Program Doskonałości Operacyjnej. W jego ramach koncern będzie szukał oszczędności oraz dążył do osiągnięcia lepszych wskaźników sprawności instalacji przemysłowych. Do 2017 r. program ma przynieść grupie 300 mln zł rocznie.

Trzeci element restrukturyzacji to stworzenie strategii inwestycyjnej oraz związanej z rozwojem Grupy. Leszkiewicz podkreśla, że w grę wchodzi nie tylko rozwój organiczny, lecz także przejęcia na rynkach zagranicznych spółek działających we wszystkich kluczowych dla Grupy Azoty sektorach. Największe grupy produktowe w ofercie Azotów to m.in. nawozy, tworzywa sztuczne, alkohole OXO i plastyfikatory.

I w Europie, i poza nią pojawiają się różne okazje, które analizujemy, a w stosownym czasie, jeżeli te projekty będą nabierać jakiegoś konkretnego kształtu, będziemy o nich informować rynek – podkreśla Leszkiewicz.

Rozwój, w tym również ewentualne przejęcia, mają być finansowane głównie za pośrednictwem banków. Leszkiewicz podkreśla, że takie założenie znajdzie się w budowanym modelu finansowym. Już teraz kierowana przez niego spółka Grupa Azoty ZAK zdobywa środki z państwowego Banku Gospodarstwa Krajowego. Pod koniec października spółka zawarła umowę na 256 mln zł kredytu terminowego na budowę elektrociepłowni, a wcześniej BGK sfinansował też uruchomienie ciągłej produkcji plastyfikatorów nieftalanowych.

Głównie w kredycie upatrujemy swojej szansy i na tym się skupiamy. Analizujemy w tej chwili oferty otrzymane od banków i wybierzemy najlepszy model. Zobaczymy, co w tych ofertach jest, bo być może będą tam pewne propozycje czy podpowiedzi i narzędzia warte zastosowania w naszej grupie – dodaje Leszkiewicz.

Xerox chce rosnąć dwucyfrowo. Ma w tym pomóc zarządzanie dokumentami

CEO Magazyn Polska

Kopiowanie i drukowanie dokumentów to dla firm spore wydatki. Nowe technologie pozwalają jednak ograniczyć je niemal o połowę. Dla producentów tradycyjnych urządzeń biurowych to poważne wyzwanie, ale też szansa na utrzymanie, a nawet zwiększenie udziałów w rynku.

– Borykamy się z tym, że rynek drukowania i kopiowania maleje mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Rafał Kozdryk, dyrektor handlowy Xerox Polska. – Rocznie około kilku procent, mówi się, że 3 proc. Dlatego musimy trochę odejść od tego modelu, który mieliśmy do tej pory i w regionie, i w Polsce, czyli odchodzimy od modelu sprzedawania urządzeń i ewentualnie prostych usług wokół tego.

W zamian Xerox, który ma w naszym regionie ok. 28-proc. udział w rynku, chce oferować swoim klientom urządzenia oraz usługi pozwalające na optymalizację procesów związanych z dokumentami i zarządzaniem nimi. Nowy model działania to „Next Generation MPS”.

– Odchodzimy od tradycyjnych zadań, jak drukowanie, kopiowanie, chyba że w formie usługi outsourcingowej, czyli z finansowaniem. Idziemy w stronę optymalizacji procesu pracy z dokumentami, zarządzania nimi i efektywności korzystania z dokumentów w formie elektronicznej zapowiada Rafał Kozdryk.

Unowocześnienie tradycyjnego obiegu dokumentów w firmie może oznaczać oszczędności dla przedsiębiorstw. Dotychczasowe metody polegające na powielaniu i rozsyłaniu papierów były bardzo kosztowne. Według szacunków Xeroksa usprawnienia dają tu realne oszczędności.

Kilka procent wydatków dużych przedsiębiorstw jest związanych z drukiem i kopiowaniem ocenia dyrektor handlowy Xerox Polska. – To jest sytuacja, która w przypadku dużych przedsiębiorstw przekłada się na bardzo duże pieniądze. W związku z tym Xerox już od dawna ma ofertę związaną z optymalizacją, ale nie tylko optymalizacją procesów, lecz także kosztów. To zaczyna się oczywiście audytem i wypracowaniem jakiegoś specyficznego modelu dla firmy, który pozwali jej oszczędzić pieniądze i to są oszczędności nawet rzędu 40 proc.

Dla Xeroksa nowe rozwiązania dla firm to szansa nie tylko na utrzymanie się na rynku, lecz także na rozwój, i to w dwucyfrowym tempie.

Nasza strategia w Polsce jest budowana na następne trzy lata, jeżeli chodzi o sprzedaż. Zakłada jeden główny cel: musimy rosnąć przynajmniej dwucyfrowo – podkreśla dyrektor Rafał Kozdryk z Xerox Polska. – Z tym wiąże się oczywiście wprowadzanie nowej oferty. Pracujemy nad nową ofertą, nad wsparciem pokrycia rynku i zespołami sprzedaży, a wszystko po to, by można było ten wynik osiągnąć.

M. Budzanowski: Inwestycje i nowe kontrakty gazowe mogą zapewnić Polsce niezależność energetyczną

CEO Magazyn Polska

Budowa i rozbudowa interkonektorów na czterech granicach, zwiększenie pojemności magazynowej, nowe kontrakty na import gazu płynnego z całego świata i zwiększenie krajowego wydobycia – takie kroki w kierunku zwiększenia niezależności energetycznej Polski postuluje Mikołaj Budzanowski, były minister skarbu państwa. Pozytywnie ocenia to, że PGNiG negocjuje z Gazpromem obniżkę cen gazu.

Bezwzględnie muszą powstać co najmniej cztery nowe inwestycje, czyli po pierwsze – nowe połączenie z Niemcami, połączenie z Czechami, które istnieje, ale musi zostać rozbudowane, oraz połączenie ze Słowacją i Litwą – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mikołaj Budzanowski, były minister skarbu państwa, obecnie wiceprezes ds. rozwoju Grupy Kapitałowej Boryszew.

Wszystkie cztery inwestycje są w planach spółki Gaz-System, która zarządza siecią gazociągów w Polsce. Jeszcze w tym roku powinna pojawić się decyzja Komisji Europejskiej o wysokości dofinansowania dla budowy interkonektora pomiędzy Polską a Litwą – koszt tej inwestycji jest szacowany na ponad 550 mln euro, z czego Polska zapłaci ponad 420 mln euro. Pozostałe projekty są na etapie przygotowania. Inwestycje związane z połączeniem Polski z Czechami i Słowacją znalazły się na liście projektów o znaczeniu wspólnotowym.

Budzanowski zwraca uwagę na to, że nie wystarczy lepsze połączenie Polski z sąsiadami. Musimy też zwiększyć pojemność magazynową gazu, bo w tej chwili w Polsce możliwości magazynowania błękitnego paliwa należą do najniższych w Europie. Zgodnie z danymi organizacji Gas Infrastructure Europe magazyny gazu w Polsce mogą pomieścić niemal 2,5 mld m sześc. gazu – dla porównania na Słowacji to ponad 3,1 mld m sześc. , w Czechach ‒ 3,5 mld m sześc. , a w Austrii ‒ niemal 7,8 mld m sześc. .

Ciągle brakuje nam pojemności magazynowej, by zabezpieczyć dostawy, a trzeba pamiętać, że mówimy o 6,5 mln gospodarstw domowych, które używają gazu, dotyczy to ponad 20 mln Polaków – podkreśla Budzanowski. Dodaje: ‒ Dzisiaj musimy skupić się na tym, żeby dokończyć budowę terminalu LNG i oddać go do użytkowania w połowie 2015 roku. Trzeba też już planować kolejne duże inwestycje, m.in. w magazyny.

Były minister zaznacza, że kontrakt z Qatargasem nie wykorzysta w pełni możliwości terminala LNG w Świnoujściu. PGNiG od kontrahentów z Kataru będzie kupować tylko 1,3 mld m sześc. gazu rocznie, a terminal może przyjąć nawet 5 mld m sześc. Dlatego według Budzanowskiego odbiorcy gazu lub traderzy powinni szukać nowych kontraktów na dostawę gazu płynnego.

Dziś trzeba już szukać tańszego gazu na różnych rynkach, np. afrykańskim, amerykańskim czy norweskim, nawet niewielkie ilości – podkreśla Budzanowski.

Podkreśla, że inwestycje infrastrukturalne wpłyną pozytywnie na dalszą liberalizację rynku gazu. W ocenie Budzanowskiego skłonienie przedsiębiorców do kupowania gazu na wolnym rynku, czyli poprzez giełdę, to kluczowy projekt w skali całej UE. Polska giełda gazu daje możliwość obniżenia ceny pozyskania gazu. To dotyczy 42 000 przedsiębiorstw. W 2014 r. średnia cena pozyskania gazu z giełdy była 10 % niższa od sztywnej taryfy dla przemysłu.

Budzanowski pozytywnie ocenia też to, że PGNiG walczy o obniżkę cen gazu kupowanego z Rosji. Negocjacje z Gazpromem rozpoczęły się na początku listopada i potrwają jeszcze przez 5 miesięcy, a Polskę może w tym wesprzeć Komisja Europejska.

Dziś Polska powinna otrzymywać gaz taniej niż odbiorcy niemieccy, taniej choćby o koszt tranzytu tego gazu z Federacji Rosyjskiej do granicy niemieckiej. To jest minimalny cel, o który zapewne  walczy PGNiG, i dzisiaj cały przemysł powinien w tym wspierać starania zarządu spółki, dostarczając niezbędnych dowodów na to, że faktycznie cena, jaką dziś Gazprom oferuje Polsce, jest dyskryminująca i powinna być zdecydowanie niższa – uważa Budzanowski.

Dodaje, że Polska nie może też zapominać o wydobyciu własnego gazu. Obecnie rocznie wydobywane są 4.4 mld m sześc., czyli około jednej czwartej zużycia. Budzanowski podkreśla, że w ciągu najbliższej dekady ilość krajowego gazu powinna wzrosnąć do ok. 6 mld m sześc. Potrzebna jest intensyfikacja prac badawczo-rozwojowych, poszukiwawczych i wydobywczych. Pewne znaczenie mogą mieć koncesje pozyskane przez Lotos, Orlen i PGNiG poza granicami Polski, ale Budzanowski ocenia, że zasoby krajowe będą przeważały w strukturze wydobycia polskich koncernów.

Nowe programy resortu nauki mają rozbudzić innowacyjność oraz zwiększyć współpracę między szkołami i uczelniami

CEO Magazyn Polska

Nowe programy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego mają zacieśnić współpracę szkół z uniwersytetami. Uniwersytet Młodych Wynalazców i Akademickie Centrum Kreatywności za łącznie 4,5 mln zł mają stworzyć ciąg edukacyjny, by kształcić kreatywnych obywateli i zwiększyć innowacyjność. W ciągu ostatnich kilku lat wydatki na rozwój szkół wyższych i instytutów naukowych wyniosły ponad 27 mld zł. Powstało 200 nowych laboratoriów. Uczelnie mają wykorzystać powstałą bazę do popularyzacji nauki.

Oba programy – kreatywny uczeń, student, obywatel i centra akademickie – obliczone są na zacieśnianie więzów między szkołami a uczelniami i na tworzenie jednego ciągu edukacyjnego – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Lena Kolarska-Bobińska, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Obecnie brakuje współpracy między tymi instytucjami. Uczniowie zainteresowani fizyką czy chemią dostają przede wszystkim wiedzę teoretyczną, niepopartą doświadczeniami. Programy stworzone przez resort nauki mają jednak zwiększyć kreatywność i innowacyjność uczniów, lepiej przygotowani do pracy z młodzieżą mają być również nauczyciele.

Uczelnie dostają takich studentów, jakich wypuszczą szkoły podstawowe i licea. Uniwersytet Młodych Wynalazców pozwala współpracować uczelniom z tymi uczniami, którzy interesują się chemią, fizyką, doświadczeniami, chcą chodzić na wykłady czy korzystać z laboratoriów uniwersyteckich – mówi minister nauki. – Właśnie ogłosiliśmy wyniki konkursu, który będą prowadziły uniwersytety – dodaje.

Uczniowie z 40 projektów, którym przyznano finansowanie, będą mogli prowadzić projekty z kadrą akademicką, korzystać z bibliotek czy laboratoriów. W ostatnich latach wydatki na szkoły wyższe i instytuty naukowe przekroczyły 27 mld zł. Powstało ponad 200 nowych laboratoriów i centrów badawczych. W przyszłym roku nakłady na szkolnictwo wyższe mają sięgnąć 14 mld zł.

Budżet programu Uniwersytet Młodych Wynalazców wynosi 2 mln zł, każdy projekt może otrzymać maksymalnie 50 tys. zł.

 Jest także Akademickie Centrum Kreatywności, czyli program skierowany do nauczycieli. Chcemy, żeby oni również uczyli w sposób nieco inny, myśleli nieco innymi kategoriami – tłumaczy prof. Kolarska-Bobińska.

Powstanie 10 centrów, w których nauczyciele będą kształceni w oparciu o najnowsze metody, tak by umieli rozwijać zainteresowania wśród uczniów. Ministerstwo planuje, że dzięki temu metody dydaktyczne zostaną upowszechnione w szkołach. Wartość programu to 2,5 mln zł, do każdego centrum może trafić 250 tys. zł.

W 2015 r. rząd nie przekaże 1,5 proc. z akcyzy paliwowej na wsparcie sektora biopaliw. Trwają prace nad ustawą okołobudżetową

CEO Magazyn Polska

W 2015 r. Ministerstwo Finansów chce zawiesić przeznaczanie 1,5 proc. wpływów z akcyzy od paliw na wsparcie biopaliw ‒ taką zmianę przewiduje ustawa okołobudżetowa, nad którą pracuje Sejm. Przemysł związany z ich wytwarzaniem bezpośrednio daje pracę 6 tys. osób, a na potrzeby biopaliw rzepak i kukurydzę uprawa nawet kilkadziesiąt tysięcy rolników. Jednak z uwagi na niewielkie wsparcie polska branża biopaliw przegrywa z zagranicznymi rywalami.

Gotowe narzędzia legislacyjne już dawno mamy. Przypomnę, że jest rozporządzenie ministra gospodarki z kwietnia 2013 roku wydane w porozumieniu z ministrem finansów, które zawiera katalog działań wspomagających rozwój zarówno produkcji, jak i wykorzystania biopaliw. Niestety, cały czas pozostają one martwe ze względu na to, że 1,5-proc. odpis z podatku akcyzowego cały czas nie jest w praktyce realizowany – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Stępień, dyrektor generalny Krajowej Izby Biopaliw.

Jak podkreśla Stępień, produkcja biopaliw generuje wiele miejsc pracy w polskiej gospodarce. Ponad 6 tys. osób pracuje bezpośrednio w branży wytwórczej, a także w przemyśle gorzelniczym i olejarskim. Zwłaszcza ta ostatnia branża jest mocno uzależniona od sytuacji na rynku biopaliw – jak ocenia Stępień, nawet dwie trzecie nowoczesnego przemysłu olejarskiego produkuje na potrzeby biopaliw.

Biopaliwa dają też zajęcie nawet kilkudziesięciu tysiącom rolników, którzy uprawiają rzepak i kukurydzę w dużej mierze do produkcji biokomponentów do paliw.

Trudno tak naprawdę podać o konkretną liczbę zatrudnionych w sektorze. Z perspektywy biopaliw należy rozumieć to znacznie szerzej, aniżeli tylko w świetle wytwórców widniejących w rejestrze prezesa Agencji Rynku Rolnego. To jest cały łańcuch wytwórczy – podkreśla Stępień.

Stępień dodaje jednak, że polski sektor biopaliw jest niekonkurencyjny wobec zagranicznych rywali. Zaznacza, że od 2011 r. nie mogą oni liczyć na niemal żadne wsparcie, co nie tylko zmniejsza opłacalność produkcji, lecz także utrudnia amortyzację poczynionych inwestycji.

Potrzebne jest realne wsparcie, ale nie ze względu na to, że mamy słabsze firmy niż w innych krajach Unii Europejskiej, tylko dlatego, że w innych krajach wprowadzono bardzo efektywne mechanizmy wspomagające kwestie opłacalności produkcji biopaliw, a my na tym tracimy – przekonuje Stępień.

Przyjęte jeszcze w 2010 roku prawo wskazuje, że 1,5 proc. wpływów uzyskanych w uprzednim roku z akcyzy od paliw silnikowych ma być przeznaczane na wsparcie segmentu biopaliw. W projekcie ustawy okołobudżetowej resortu finansów na 2015 rok rząd zaproponował zawieszenie tego mechanizmu. Pieniądze mają zamiast tego zostać przeznaczone na kwotowo-procentową waloryzację rent i emerytur. Projektem ustawy zajmuje się sejmowa Komisja Finansów Publicznych.

Wzrost udzielonych kredytów hipotecznych mógłby być większy. Ogranicza go polityka banków i regulacje

CEO Magazyn Polska

Rosnące wskaźniki gospodarcze, spadające bezrobocie, stabilizacja cen mieszkań, zwiększona aktywność deweloperów i przede wszystkim rekordowo niskie stopy procentowe pozwalają przypuszczać, że sytuacja na rynku kredytów hipotecznych w przyszłym roku powinna być jeszcze lepsza niż w tym. Jak zauważa Łukasz Lefanowicz, prezes Gerda Broker, rozwój tego kanału finansowania kupna nieruchomości ograniczają jednak wysokie marże banków i ostatnie rekomendacje Komisji Nadzoru Finansowego.

Pozytywne czynniki płynące z gospodarki hamują przede wszystkim ograniczenia w samych bankach – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Łukasz Lefanowicz, prezes zarządu Gerda Broker. – Wstrzymują one akcję kredytową choćby przez podwyższanie marż, co w znaczący sposób zmniejsza pozytywne tendencje wynikające z rekordowo niskich stóp procentowych.

Z publikowanego cyklicznie przez Związek Banków Polskich raportu AMRON-SARFiN wynika, że w trzecim kwartale br. instytucje finansowe udzieliły 43,6 tys. kredytów hipotecznych, czyli o przeszło 4 proc. mniej niż w poprzednim kwartale. Ich wartość wyniosła 9,3 mld zł i była niższa niż między kwietniem i czerwcem o 3,6 proc. Łączna kwota zadłużenia hipotecznego Polaków (blisko 1,9 mln umów) wyniosła 334,4 mld zł i była o 1,55 proc. wyższa niż w drugim kwartale br.

 Spadek liczby udzielanych kredytów hipotecznych jest tym bardziej niepokojący, że miał on miejsce w warunkach zdających się pod wieloma względami sprzyjać zwiększonemu zainteresowaniu kredytami ze strony klientów. Trwający od dwóch lat cykl obniżek stóp procentowych sprowadził je do rekordowo niskiego poziomu – 2 proc. w przypadku głównej stopy referencyjnej. To spowodowało spadek stawki WIBOR do około 2 proc., a w konsekwencji – obniżenie odsetkowych kosztów kredytu, zachęcając tym samym do korzystania z tego rodzaju finansowania – zauważa Łukasz Lefanowicz.

Zdaniem Lefanowicza powodem jest polityka banków, które podnoszą marże kredytów hipotecznych lub deklarują taką możliwość, niwelując tym samym w pewnym stopniu pozytywne impulsy płynące z polskiej gospodarki. Przynajmniej częściowo zmniejsza to korzyści odczuwane przez klienta, wynikające z niskich stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego.

Drugim czynnikiem, o znacznie większym znaczeniu, są bezpośrednie działania Komisji Nadzoru Finansowego, wprowadzające wymóg posiadania minimalnego wkładu własnego przez kredytobiorców – przekonuje Lefanowicz. – W tym roku jest on i tak stosunkowo łagodny, jednak jego podwyższenie z obecnych 5 do 10 proc. w przyszłym roku może jeszcze bardziej ograniczyć liczbę osób zainteresowanych kredytem zabezpieczonym nieruchomością.

Chodzi o Rekomendację S wprowadzającą konieczność posiadania przez osoby zaciągające o tego rodzaju pożyczkę wkładu własnego, czyli własnej gotówki w wysokości odpowiadającej określonej części ceny nieruchomości. Od 2017 roku każda osoba ubiegająca się o kredyt hipoteczny będzie musiała posiadać 20 proc. wartości pożyczki. Zaciągnięcie kredytu obejmującego 90 proc. ceny nieruchomości będzie wówczas możliwe, ale jedynie pod warunkiem wykupienia przez kredytobiorcę ubezpieczenia brakującego wkładu własnego.

Wydaje się, że to może być główna przyczyna, która powoduje zahamowanie wszystkich pozytywnych zjawisk, których jesteśmy świadkami – mówi prezes Gerda Broker. – Miejmy jednak nadzieję, że zwiększona konkurencja wśród banków hipotecznych w walce o klienta spowoduje chociaż zahamowanie tendencji wzrostu ceny samego kredytu. Utrzymujące się pozytywne zjawiska na rynku pracy, rosnące wynagrodzenia i spadek cen pozwalają jednak z optymizmem patrzeć w przyszłość, w 2015 rok.

Ulga podatkowa na prace badawczo-rozwojowe

Wprowadzenie ulgi podatkowej na prowadzenie prac badawczo-rozwojowych – proponuje Konfederacja Lewiatan w „Białej Księdze bis”, która zawiera rekomendacje dla rządu na ostatni rok działalności.

Obecnie nie ma w Polsce systemu wpływającego na zachowania i decyzje przedsiębiorstw i instytucji naukowych oraz badawczych dotyczące inwestycji badawczo-rozwojowych i innowacyjnych. Wprowadzenie ulgi podatkowej na prowadzenie prac badawczo-rozwojowych to jeden z elementów koniecznego projektu zmian w systemie regulacyjnym, których celem byłoby stworzenie podstaw dla systemu wsparcia inwestycji w B+R+I. Należy zacząć od spraw podstawowych: ustalenia definicji i zasad kwalifikowania działalności jako badawczej i rozwojowej oraz precyzyjnego zdefiniowania kosztów związanych z badaniami przemysłowymi i pracami rozwojowymi, które będą kosztami podatkowymi.

Konstrukcja ulgi podatkowej musi być prosta, aby mogły z niej skorzystać także mikro i małe przedsiębiorstwa. Oprócz wynikającego z ustawy o rachunkowości księgowania kosztów uzyskania przychodów, przedsiębiorca powinien mieć prawo do dodatkowego odpisu z tytułu ponoszonych wydatków na prace B+R. Powinno to być nie mniej niż 50% poniesionych kosztów na prace B+R odliczanych od wyniku finansowego brutto. Poprawa stanu finansów publicznych powinna prowadzić do wzrostu poziomu ulgi tak, aby po 2020 r., gdy skończą się fundusze europejskie, polska gospodarka miała systemowe rozwiązanie stymulujące inwestycje w B+R.

Ponieważ możliwy jest także inny kształt ulgi podatkowej na B+R, trzeba jak najszybciej rozpocząć dyskusję nad jej konstrukcją. Konfederacja Lewiatan proponuje, aby była ona koordynowana przez Ministerstwo Finansów, bowiem i tak wszystkie podatkowe propozycje tam trafiają i muszą uzyskać akceptację.

– Firmy powinny mieć możliwość rozliczania ulgi w ciągu 5 lat (tak, jak straty z działalności gospodarczej) tak, aby mogły z niej skorzystać, gdy nakłady na B+R nie generują jeszcze przychodów, a jedynie koszty. W przypadku start-up’ów warto rozważyć możliwości otrzymania przez nie ekwiwalentu przysługującej ulgi w formie refundacji (start-up’y prowadzące działalność B+R są z reguły w pierwszych latach aktywności gospodarczej centrami kosztów i rozwiązanie refundacyjne zapewni im płynność finansową) – mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Ulga na B+R powinna dotyczyć także tych firm, którym wyników prac badawczo-rozwojowych nie udało się skomercjalizować. Możliwość wykorzystania ulgi na B+R powinny też mieć przedsiębiorstwa działające w specjalnych strefach ekonomicznych (dzisiaj są wykluczone z możliwości skorzystania z ulgi na zakup nowych technologii).

Konfederacja Lewiatan

Kontrola skarbowa ponownie uderza w mafię paliwową

Od 1 grudnia br. na granicy polsko-litewskiej oraz od 2 grudnia br. na granicy zachodniej kolejny raz prowadzone są intensywne kontrole cystern wwożących do kraju paliwo. Akcja prowadzona jest przez kontrolę skarbową we współpracy ze Służbą Celną, Strażą Graniczną i Policją.

Wzmożone działania zmierzają do dalszego ograniczenia wyłudzeń podatku VAT w obrocie paliwem i zatrzymania wykorzystywanego w tym celu mechanizmu „znikającego podatnika”. „Znikający podatnik” pomimo wystawiania faktur i deklarowania należnego podatku VAT nie wpłaca go do budżetu, powodując wielomiliardowe straty Skarbu Państwa.
W czasie prowadzonych kontroli ustala się faktycznych odbiorców przewożonych paliw, a następnie sprawdza się czy należny od sprzedaży podatek VAT jest wpłacany przez firmy wprowadzające paliwo na polski rynek.

Poprzednie akcje, przeprowadzone w czerwcu oraz we wrześniu br., dzięki nowatorskiej formule działań, przyniosły bardzo dobre rezultaty. Na 118 wszczętych kontroli – według szacunkowych danych – niezapłacony podatek VAT wyniósł 450 mln zł, na poczet którego zabezpieczono majątek o wartości prawie 90 mln zł.

Jednocześnie obok działań kontrolnych, w związku ze skalą nieprawidłowości w obrocie paliwami, opublikowano na stronach internetowych Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Gospodarki list ostrzegawczy skierowany do wszystkich podatników dokonujących obrotu paliwami o zagrożeniu oszustwami w zakresie podatku VAT zidentyfikowanymi w tej branży.

Branża pozytywnie ocenia opublikowanie kolejnego listu ostrzegawczego, o czym informuje Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego w swoim komunikacie prasowym.

POPiHN skierowała również list do Ministra Finansów, w którym wyraża swoją satysfakcję z podjętych przez Ministerstwo działań, oraz przedstawia propozycje dalszej walki z szarą strefą w branży paliwowej.

Gumki i zawieszki do bransoletek – kolejne działania

0

Żadna ze zbadanych próbek kolorowych gumek do wyplatania bransoletek pobranych z polskiego rynku  nie stwarza zagrożenia dla dzieci – to wyniki kolejnych kontroli na zlecenie UOKiK

 W listopadzie specjalistyczne laboratorium UOKiK w Łodzi przebadało kolejne 10 partii popularnych gumek i zawieszek do wyplatania bransoletek. 8 z nich zostało pobranych przez Inspekcję Handlową ze sklepów na terenie całego kraju, dwie pochodziły z przesyłek zatrzymanych na granicy przez służby celne. Oprócz zestawów gumek (powyżej 1 tys. sztuk, w różnych kolorach), badane były także zawieszki (Inspekcja pobrała ze sklepów 13 ich rodzajów). Laboratorium sprawdzało obecność ftalanów – związków chemicznych, których występowanie w zabawkach w stężeniach wyższych niż 0,1 proc jest zabronione z uwagi na negatywny wpływ na gospodarkę hormonalną dzieci.

Analiza laboratoryjna wykazała, że żadna z próbek pochodzących ze sklepów nie zawiera szkodliwych substancji. Niestety, badania zawieszek zatrzymanych na granicy ponownie wykazały przekroczenie poziomu stężenia ftalanów (ponad 44 proc. w jednym zestawie oraz ponad 40 proc. w drugim). Zakwestionowane zabawki – komplety zawierające 10 i 23 różnego rodzaju zawieszek – nie zostaną dopuszczone do swobodnego obrotu na terenie Unii Europejskiej. 

UOKiK, który przygląda się tym zabawkom od połowy września otrzymał też z czterech państw Unii Europejskiej potwierdzenie, że w zbadanych przez nie zestawach nie wykryto ftalanów w niedozwolonych ilościach.

Konsumencie – podejrzewasz, że zabawka może stwarzać zagrożenie, sprawdź, czy nie znajduje się ona w rejestrze wyrobów niezgodnych z wymaganiami na stronie UOKiK lub w Europejskim Systemie Szybkiej Wymiany Informacji o Produktach Niebezpiecznych RAPEX .  Pomóc mogą również Inspekcja Handlowa, której dane znajdują na stronie Urzędu oraz Departament Nadzoru Rynku w UOKiK.

 

Zgoda na koncentrację: realizacja warunku w branży farmaceutycznej

0

Prezes UOKiK wydał zgodę na transakcje pomiędzy hurtowniami farmaceutycznymi. Intra może przejąć Exigo. Transakcja jest związana z realizacją warunku nałożonego przez Urząd w marcu na spółkę Neuca

Wypowiedź Roberta Kamińskiego, Dyrektora Departamentu Kontroli Koncentracji UOKiK

Zobacz więcej materiałów multimedialnych

Uczestnicy koncentracji zajmują się hurtową sprzedażą wyrobów farmaceutycznych. Intra posiada hurtownię w Warszawie, natomiast Exigo w Bydgoszczy.

Koncentracja jest wynikiem realizacji decyzji warunkowej wydanej przez UOKiK w marcu 2014 r. Prezes Urzędu uznał wówczas, że spółka Neuca może przejąć ACP Pharma, jeżeli sprzeda bydgoską hurtownię.

Przeprowadzone postępowanie wykazało, ze transakcja nie doprowadzi do ograniczenia konkurencji, ponieważ Intra i Exigo działają na różnych rynkach geograficznych. Zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem Urzędu przyjęto, że hurtownie farmaceutyczne rywalizują ze sobą na obszarze o promieniu ok. 100 kilometrów.

Zgodnie z przepisami transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Decyzje wyrażające zgodę na dokonanie koncentracji wygasają, jeżeli połączenie nie zostanie dokonane w terminie 2 lat od ich wydania. Na stronie internetowej Urzędu zamieszczane są informacje na temat wszystkich prowadzonych przez Urząd postępowań antymonopolowych w sprawach koncentracji. Więcej informacji o zasadach łączenia przedsiębiorców w przygotowanym specjalnie opracowaniu.

 

Eurocash inwestuje we Frisco.pl

0

Frisco.pl, jeden z największych e-supermarketów w Polsce, który znajduje się w portfelach funduszy z Grupy MCI, pozyskał nowego inwestora strategicznego – spółkę Eurocash. Po częściowym wykupie dotychczasowych akcjonariuszy Frisco.pl oraz dokapitalizowaniu spółki, lider w dystrybucji artykułów spożywczych i FMCG w Polsce obejmie około 44% akcji we Frisco.pl. MCI pozostaje akcjonariuszem większościowym w spółce.

Pozyskanie Eurocash jako istotnego inwestora jest kamieniem milowym w rozwoju naszego sklepu. Środki pozyskane w ramach tej rundy finansowania pozwolą nam nie tylko kontynuować realizację strategii rozwoju Frisco jako wiodącego warszawskiego e-supermarketu, ale również otwierają nam możliwość zwiększenia skali biznesu, m.in. poprzez efektywne wejście z pełną ofertą do kolejnych dużych miast w Polsce w krótszym terminie niż zakładaliśmy do tej pory – mówi Nicolas Jedraszak, prezes zarządu Frisco.pl.

– Frisco.pl to jeden z największych graczy na polskim rynku zakupów przez Internet, dysponujący nowoczesną i efektywną platformą logistyczną. Spółka prowadzi sprzedaż wyłącznie w kanale online, w związku z czym – w odróżnieniu od innych graczy na tym rynku – nie ma tu elementu subsydiowania sprzedaży internetowej przez fizyczny sklep. Frisco.pl będzie dla nas platformą do zdobywania doświadczeń w segmencie e-commerce. Zawarta umowa umożliwia nam w przyszłości zostanie większościowym akcjonariuszem spółki. Liczymy, że wykorzystamy zdobyte know-how do wypracowania rozwiązań, które pozwolą wzmocnić pozycję konkurencyjną naszych klientów, czyli niezależnych sklepów spożywczych – powiedział Pedro Martinho, członek zarządu Eurocash.

Dołączenie do grona inwestorów Frisco.pl tak silnego partnera jak Eurocash to pozytywna weryfikacja przyjętej strategii inwestycyjnej w obszarze e-commerce oraz potwierdzenie ogromnego potencjału rozwoju Frisco.pl. Naszym wspólnym celem jest dalsze budowanie wartości tej spółki. Wsparcie Eurocash da Frisco sporo synergii po stronie zakupowej i logistycznej, ale przede wszystkim przyśpieszy realizację strategii rozwoju Frisco.pl i pozwoli istotnie zwiększyć skalę operacyjną tej spółki – powiedział Adam Jarmicki z MCI Management S.A.

W ostatnich latach Frisco.pl notuje dwucyfrowy wzrost sprzedaży. Roczne obroty spółki przekraczają 30 mln zł.

– Cieszymy się, że Eurocash docenił nie tylko kompetencje Frisco.pl w zakresie e-commerce ale również niepowtarzalny na polskim rynku model dystrybucyjny. Nasze dedykowane centrum logistyczne i unikalny system, pozwala realizować zamówienia klientów, w określonych jednogodzinnych oknach dostaw, dostarczając produkty w 100% zgodnie z zamówieniem, o czym przekonały się już dziesiątki tysięcy naszych klientów. Sklep Frisco.pl poleca ponad 98% klientów, którzy skorzystali z jego usług – mówi Grzegorz Bielecki, członek zarządu Frisco.pl.

Frisco.pl to jeden z największych i najdłużej działających supermarketów online. Realizuje zamówienia na terenie całej Polski oferując szeroki wybór artykułów spożywczych i chemii gospodarczej. Frisco.pl prowadzi sprzedaż wyłącznie przez Internet na bazie własnego zaplecza magazynowego. Dostawy na terenie Warszawy obejmują także produkty świeże. By zapewnić ich najwyższą jakość, są one przygotowywane przez dostawców pod konkretne zamówienia i codziennie dowożone do Frisco. Zamówienia można składać przez cały tydzień, a kurierzy dostarczą je pod wskazany adres od poniedziałku do soboty w godzinach 7:00-23:00 w określonej przez klienta godzinie. Za zakupy płaci się przelewem albo przy odbiorze gotówką lub kartą.

MCI Management SA – utworzony w 1999 r., to jeden z wiodących w regionie CEE, publicznie notowany fundusz private equity o charakterze multistage. MCI, za pośrednictwem funduszy PE/VC, realizuje inwestycje w obszarze early stage, growth stage i expansion/buyout stage w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, a także w Niemczech i Austrii (DACH) oraz w krajach byłego Związku Radzieckiego (CIS) i Turcji. Jak dotąd Grupa zrealizowała łącznie ponad 50 projektów inwestycyjnych oraz dokonała ponad 30 pełnych wyjść z inwestycji. W okresie od 01/01/1999 do 30/09/2014 MCI osiągnęła stopę zwrotu netto (net IRR) na poziomie ok. 23,8% i uplasowała się w czołówce europejskich funduszy PE. MCI Management SA jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie od lutego 2001 r.

Grupa Eurocash to największa polska firma zajmująca się hurtową dystrybucją produktów żywnościowych, chemii gospodarczej, alkoholu i wyrobów tytoniowych (FMCG). Poprzez szereg formatów dystrybucji, koncentruje się na hurtowej dystrybucji produktów FMCG do niezależnych sklepów i placówek detalicznych w całej Polsce. W ramach prowadzonych przez Grupę Eurocash formatów franczyzowych skupionych jest blisko 12 tysięcy placówek detalicznych. www.eurocash.pl

RPP najprawdopodobniej nie obniży stóp procentowych. Kondycja polskiej gospodarki jest za dobra

CEO Magazyn Polska

Kondycja polskiej gospodarki jest za dobra, by na rozpoczynającym się dziś posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe ocenia większość ekonomistów. Ich opinię potwierdziły nadzwyczaj dobre wyniki indeksu PMI.

W listopadzie PMI polskiego przemysłu wzrósł z październikowego poziomu 51,2 pkt do 53,2 pkt. To oznacza, że przybywa menadżerów, którzy dobrze oceniają kondycję swoich firm. Polskie PKB wciąż utrzymuje się na poziomie przekraczającym 3 proc. W tej sytuacji RPP, której głównym celem jest stabilizowanie wzrostu cen w okolicach celu inflacyjnego (2,5 proc. z jednopunktowym odchyleniem w górę i w dół) ma coraz mniej powodów, by ingerować w gospodarkę, mimo że ceny spadły w październiku o 0,6 proc.

– Chociaż inflacja znajduje się poniżej dolnej wstęgi celu, to perspektywy średnio- i długoterminowe dla niej są raczej takie, że powróci ona w granice celu inflacyjnego – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Stanisław Kluza, ekonomista z Instytutu Statystyki i Demografii SGH. – Zwłaszcza że bezrobocie spada w ujęciu rocznym, natomiast płace rosną całkiem przyzwoicie. Oznacza to, że koniunktura gospodarcza wydaję się w miarę dobra i niezagrożona w średnim i nawet w dłuższym horyzoncie czasu.

Dobrą koniunkturę w polskiej gospodarce potwierdziły też najnowsze informacje o wykonaniu budżetu państwa. Jak poinformowało Ministerstwo Finansów, po październiku deficyt budżetowy przekroczył 27,2 mld zł. To oznacza, że po 10 miesiącach nie przekracza on 57,3 proc. kwoty założonej na cały rok. Zgodnie z harmonogramem miał o tej porze roku przekraczać 90 proc.

– Zdecydowanie w tym roku dobrze wygląda sprzedaż detaliczna, a co za tym się kryje, mamy prawdopodobnie również lepsze przychody jeżeli chodzi o podatki pośrednie – ocenia Stanisław Kluza. – Ale jeżeli chodzi o dług, to w długim okresie nie byłbym optymistą, należałoby patrzeć na tę zmienną przez pryzmat bilansowania się systemu emerytalnego. 

Przy relatywnie niskim deficycie budżetu państwa niepokojąco wysoki jest bowiem deficyt ZUS-u. W skali rocznej kształtuje się na poziomie kilkudziesięciu miliardów. Jak podkreśla ekonomista z SGH, nie ma też pomysłu na to, jak ten problem w dłuższej perspektywie rozwiązać.

– Zawsze należy się cieszyć, jeżeli dług jest niższy, natomiast pojawia się pytanie o trwałość, o źródła oraz o to, czy ta różnica rozwiązuje to, co jest największym problemem – podkreśla Stanisław Kluza. – I na żadne z tych pytań nie mamy odpowiedzi, która napawałaby nas optymizmem.

Mimo że rok się kończy, trudno prognozować, jakie będzie ostateczne wykonanie polskiego budżetu. Wiele wskazuje jednak na to, że lepsze od ustawowych założeń.

– Nie chcę strzelać – zastrzega się ekonomista z Instytutu Statystyki i Demografii SGH. – Myślę po prostu, że realizacja w tym roku będzie dobra, a jest to zasługą zarówno dobrej koniunktury gospodarczej – wzrost PKB będzie zapewne powyżej 3 proc., jak i tego, co w szczególności podtrzymywało tę koniunkturę, czyli bardzo dobrej sprzedaży detalicznej.

TIM stawia na e-sklep. Spółka chce ponad połowę sprzedaży realizować przez internet

CEO Magazyn Polska

Spółka TIM, dystrybutor artykułów elektrotechnicznych, chce, by w przyszłym roku ponad połowa sprzedaży była realizowana przez sklep internetowy. Spółka zlikwidowała tradycyjne oddziały sprzedaży, teraz zamierza rozbudować i zautomatyzować centralny magazyn, by z niego realizować dostawy. Chce też go sprzedać deweloperowi, a następnie wynająć.

Nasz model sprzedaży jest multikanałowy, czyli internet, telefon, e-mail, a nawet osobiste wizyty u naszych pracowników podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Krzysztof Folta, prezes spółki TIM SA. – Przy czym nie ukrywam, że zależy nam na sprzedaży przez internet i ta sprzedaż rozwija się bardzo dobrze. Już nie mamy oddziałów handlowych, wszystkie zostały zamknięte i przerobione na biura handlowe. Nie mamy magazynów lokalnych, cały towar jest w magazynie centralnym.

W sklepie internetowym realizowane jest obecnie 50 proc. całkowitej sprzedaży spółki. W przyszłym roku jego sprzedaż ma sięgnąć 60 proc. Firma planuje też powiększać oferowany asortyment i przyciągać do e-sklepu nowych klientów, cały czas obniżając koszty swej działalności.

– Pierwsze efekty optymalizacji kosztów już widać w III kw. – koszty spadły poniżej 15 proc. wartości obrotu informuje prezes TIM SA. – Do tej pory były wyższe, stanowiło ok. 17-18 proc. Myślę jednak, że w przyszłym roku jeszcze poprawimy ten wskaźnik, koszty w skali roku jeszcze spadną i będą stanowiły ok. 13-14 proc. obrotu. To jest nasz cel.

Nowy model sprzedaży wspierać ma planowana przez spółkę inwestycja. Na 13 stycznia zwołane jest walne zgromadzenie akcjonariuszy, które ma podjąć decyzję o sprzedaży deweloperowi dotychczasowego centrum logistycznego spółki.

– Ma on postawić dla nas dodatkowe 30 tys. mkw. magazynów, które będziemy wynajmowali – zaznacza prezes Krzysztof Folta. – Nasza inwestycja będzie polegała na zautomatyzowaniu tych magazynów. Wstępnie szacujemy, że koszt automatyzacji wyniesie około 7,5 mln euro, i to są inwestycje, które będą realizowane w latach 2016-2017.

III kwartał jest pierwszym, w którym spółka pracuje w całkowicie zmienionym modelu biznesowym. W ciągu ostatniego półrocza zamknęła 20 oddziałów. Był to czas dużych zmian organizacyjnych i wprowadzenia zupełnie nowego modelu sprzedaży.

– Mamy minimalną stratę mówi Krzysztof Folta. – Mówiłem wcześniej, że zysk operacyjny w III kwartale powinien być na poziomie zera. Niestety, nie udało nam się tego zrobić z bardzo prostego powodu: żeby spółka miała taki zysk operacyjny, musi wypracować dokładnie 150 mln zł sprzedaży kwartalnej. My wypracowaliśmy 147 mln zł, zabrakło nam 3 mln zł do tego, by nie było straty w III kwartale.

W trakcie restrukturyzacji wyniki spółki bardzo się pogorszyły, jednak już w III kwartale widać było, że firma wychodzi na prostą. Jej przychody ze sprzedaży przekroczyły 147 mln zł i były o ponad 48 proc. wyższe niż rok wcześniej. Strata operacyjna spółki spadła z niemal 2 mln zł w zeszłym roku do 350 tys. zł.

Polki radzą sobie znacznie lepiej w biznesie niż inne Europejki

Polki to fantastyczne kobiety, które świetnie radzą sobie w biznesie – uważa Dorota Soszyńska. Współwłaścicielka marki Oceanic podkreśla, że spośród krajów Unii Europejskiej to właśnie w Polsce najwięcej kobiet ma prywatne przedsiębiorstwa. Zdaniem Soszyńskiej kobiety są naturalnie predysponowane do zajmowania się biznesem, odznaczają się bowiem większą podzielnością uwagi i lepszą organizacją pracy niż mężczyźni.

Z raportu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że istnieje związek między liczbą kobiet zatrudnionych na kierowniczych stanowiskach a osiągnięciami przedsiębiorstwa. Im więcej kobiet w zarządzie, tym lepsze wyniki finansowe firmy.

Zdaniem Doroty Soszyńskiej Polki doskonale radzą sobie w biznesie, co wynika z ich cech charakteru. Kobiety są bardziej zorganizowane i mają większą podzielność uwagi niż mężczyźni, poza tym panie są też lepiej wykształcone. Z danych GUS wynika, że 58 proc. studentów to kobiety i częściej niż mężczyźni podejmują także studia podyplomowe i doktoranckie.

Polki sobie doskonale radzą i są wyjątkowe nawet na tle Europy. Najlepszym dowodem  na to jest nasza nowa pani premier. Jest wiele kobiet w biznesie, które sobie świetnie radzą i to wynika z naszych predyspozycji. Około 25 proc. kobiet ma prywatne przedsiębiorstwa, natomiast w Unii Europejskiej zaledwie 17 proc, czyli na tle Europy naprawdę wypadamy fantastycznie – mówi Dorota Soszyńska, współwłaścicielka i dyrektor kreatywna marek Oceanic i Euro Fragrance, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Zdaniem Soszyńskiej Polki nie tylko mają doskonałe kwalifikacje do zajmowania się biznesem, lecz także potrafią doskonale odnaleźć się w tym świecie i zachować w każdej sytuacji. Pod tym względem wyróżniają się również na tle swoich koleżanek po fachu z innych krajów Europy. Mimo to wciąż znacznie mniej kobiet niż mężczyzn robi karierę na stanowiskach kierowniczych w dużych przedsiębiorstwach. Z raportu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w zarządach i radach nadzorczych największych polskich spółek zasiada mniej niż 15 proc. kobiet, a funkcję prezesa sprawuje zaledwie 7 proc.

Mężczyźni powinni dostrzec siłę, która jest w kobietach. Cały czas jednak są one dyskryminowane. Niestety, często kobieta na tym samym stanowisku co mężczyzna zarabia mniej, mimo że Polki są wybitnie przedsiębiorcze – mówi Dorota Soszyńska.

Twórczyni marki Oceanic podkreśla, że zajmowanie się biznesem, a zwłaszcza prowadzenie własnej firmy, wymaga odpowiednich cech charakteru, przede wszystkim pracowitości i odporności psychicznej. Najtrudniejsze jest opanowanie stresu i wzięcie odpowiedzialności za swoich podwładnych.

Spożycie kukurydzy w Polsce jest dwudziestokrotnie mniejsze niż w USA

W Polsce spożycie kukurydzy cukrowej wynosi zaledwie 5-10 proc. całości zbiorów. W Austrii jest to 30 proc. a we Francji – 20 proc. Dlatego producenci kukurydzy zachęcają do większej konsumpcji. Liczą również na wzrost sprzedaży na rynkach afrykańskich czy na Półwyspie Iberyjskim. Chcą również zwiększyć wykorzystanie kukurydzy jako składnika pasz lub substratu do produkcji biogazu.

– Widzimy olbrzymie możliwości wzrostu zagospodarowania przez rynek polski kukurydzy, choćby do bezpośredniego żywienia człowieka. Obecnie w ten sposób zagospodarowujemy 5-10 proc. naszych zbiorów – mówi agencji Newseria Biznes dr Roman Warzecha, członek Rady Polskiego Związku Producentów Kukurydzy (PZPK).

Spożycie kukurydzy cukrowej (tzw. słodkiej) w Polsce wynosi ok. 0,5 kg na mieszkańca. W Stanach Zjednoczonych jest to ponad 10 kg.

Jak podkreślają przedstawiciele PZPK, plony kukurydzy ziarnowej są blisko dwukrotnie większe niż średnie plony zbóż. 15 lat temu ziarno wyprodukowane w Polsce zaspokajało 10-20 proc. potrzeb, dziś produkcja w pełni pokrywa nasze zapotrzebowanie, a dodatkowo na eksport trafia nawet 1-1,5 mln ton. Średnie zbiory ziarna kukurydzy od trzech lat osiągają poziom 4 mln ton.

To nie jest tak, że rynki są nam dane raz na zawsze. Trzeba o nie walczyć. Oczywiście nie jesteśmy takim potentatem w produkcji, jak Stany Zjednoczone, które odpowiadają za 1/3 światowej produkcji, oni jednak bardzo dużo zużywają na biopaliwa. W związku z tym jest szansa, żeby w sytuacji, kiedy będziemy mieli nadwyżki, kukurydzę sprzedawać – mówi Roman Warzecha.

Wśród najbardziej perspektywicznych rynków dla polskiej produkcji wymienia się kraje północnej Afryki.

Kraje Maghrebu, czyli kraje arabskie Afryki, ze względu na warunki klimatyczne nie są w stanie wytworzyć takiej ilości, jakiej potrzebują. Widzimy jako kierunek eksportu właśnie północną Afrykę i Półwysep Iberyjski, gdzie też są braki, a intensywnie rozwija się produkcja zwierzęca. Dotychczas eksport na tamten rynek odbywał się głównie z Francji, ale oferta polska jest atrakcyjna – podkreśla członek Rady Polskiego Związku Producentów Kukurydzy.

Kolejnym obszarem, w którym można wykorzystywać większe ilości kukurydzy, jest hodowla zwierząt, m.in. drobiu. Jak podkreśla PZPK, w Polsce wciąż za mała jest produkcja kukurydzy kiszonkowej na paszę dla bydła.

Według szacunków PZPK kukurydzę cukrową uprawia się w Polsce na ok. 7 tys. hektarów, z czego około 5,5 tys. ha na potrzeby przemysłu przetwórczego. W tym roku łączna powierzchnia upraw w Polsce to 1,1 mln ha: z tego 500 tys. ha to zasiewy na kiszonkę, a ok. 600 tys. ha to kukurydza na ziarno.

Szansą jest też rozwój biogazowni rolniczych, w których podstawowym substratem do produkcji biogazu jest kiszonka z kukurydzy. Ona jest utylizowana jako substraty razem z odchodami zwierzęcymi, a przy tym jest bardzo wysokowydajna w produkcji biogazu. I to też jest bardzo duża szansa dla polskich rolników, bo ziarno, które w tej chwili sprzedawane jest jako zboże, można również sprzedawać na kiszonkę do biogazowni – mówi Roman Warzecha.

Polacy coraz częściej sięgają po piwa niszowe, lokalne i marki premium

Piwo stanowi blisko połowę sprzedaży alkoholu w Polsce. Prawie 90 proc. Polaków przynajmniej raz w ciągu roku sięgnęło po ten napój – wynika z badań KPMG. Konsumenci coraz częściej szukają nowych, oryginalnych smaków, są otwarci na nowości i sięgają po piwa z górnej półki. Wśród amatorów tego trunku nie brakuje również tych, którzy sami go warzą. W ramach tegorocznego konkursu Grand Champion Birofilia Grupy Żywiec ponad 270 piwowarów zgłosiło 750 różnych gatunków piw własnej produkcji.

W 2005 roku udział piwa produkowanego metodą przemysłową w krajowym torcie spożycia wynosił ponad 95 proc. Obecnie szacowany jest na ok. 85 proc. Z badań KPMG wynika, że polscy piwosze coraz częściej sięgają po piwa premium, lokalne czy niszowe, są otwarci na nowinki i innowacje.

W naszym portfolio jest dwanaście stylów piwa, najwięcej na polskim rynku – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Antoniszewska z Grupy Żywiec. – Zależy nam na tym, żeby szerzyć kulturę picia piwa. Chcemy pokazywać style, ich różnorodność, tak aby polski konsument miał szansę spróbować różnych stylów i przekonał się, że pasują one mężczyznom, jak i kobietom. Bo obecnie rynek polski, choć rozwija się szybko, nadal jest wąski w porównaniu z niektórymi rynkami zagranicznymi.

Popularyzacji nowych smaków mają służyć organizowane przez Grupę Żywiec wydarzenia: Festiwal Birofilia i Konkurs Piw Domowych, w którym walczy się o tytuł Grand Champion Birofila.

Festiwal to wydarzenie unikalne na skalę europejską – mówi Antoniszewska. – Co roku domowi piwowarzy zgłaszają do konkursu swoje piwa warzone w domu na bardzo małą skalę, bo około 30-50 litrów, a międzynarodowe jury wybiera najlepsze piwo danego roku w poszczególnych kategoriach.

Główną nagrodą w organizowanym od ośmiu lat konkursie jest możliwość uwarzenia tradycyjnego trunku w browarze i skierowania go do sprzedaży detalicznej na terenie całego kraju.

Z roku na rok, jak informuje Antoniszewska, liczba piwowarów wzrasta. W tym roku było ich ponad 270 i zgłosili ponad 750 trunków.

Jury miało z czego wybierać – ocenia Katarzyna Antoniszewska. – W tym roku rywalizowano w dziesięciu kategoriach. Zwyciężył Dubbel, mocne piwo w stylu belgijskich, klasztornych piw dubeltowych.

W ramach współpracy między piwowarem domowym a Browarem Zamkowym w Cieszynie, najstarszym i jednocześnie najmniejszym browarem w Grupie Żywiec, w którym fermentacja prowadzona jest tradycyjnie w otwartych kadziach, zwycięzca mógł uwarzyć trunek według własnej receptury, ale na skalę kilka tysięcy razy większą. W ogólnopolskiej sieci dystrybucji Dubbel Cieszyński pojawi się 6 grudnia o godzinie 18.

W ten sposób polski konsument będzie miał szansę spróbować czegoś, co stworzył piwowar domowy, dla siebie i wąskiego grona znajomych – podsumowuje Katarzyna Antoniszewska z Grupy Żywiec.

Jak wyjaśnia, Grand Champion zwykle warzony jest tylko raz, w ilości około 500-600 hektolitrów. Dla porównania cała Grupa Żywiec w ubiegłym roku sprzedała ponad 11 mln hektolitrów piwa, a roczne zdolności produkcyjne Browaru Zamkowego w Cieszynie wynoszą 160 tys. hektolitrów.

W sklepach Grand Champion będzie dostępny do wyczerpania zapasów, co przy ilościach przekładających się na 100-150 tys. butelek zwykle nie trwa dłużej niż kilka tygodni.

Na wyłudzeniach podatku VAT budżet traci 30-50 mld zł rocznie

W tym roku prognozowana wartość luki w VAT wyniesie ok. 42,5 mld zł, czyli 2,5 proc. PKB – wynika z szacunków PwC. Wprawdzie skala wyłudzeń – dzięki wprowadzonym w ostatnim czasie rozwiązaniom – jest mniejsza niż w ubiegłym roku, jednak wciąż jest to poważny problem. Ministerstwo Finansów ostrzega przed procederem karuzeli podatkowej.

– Wyłudzenia podatku VAT stanowią rocznie niebagatelne kwoty, które znacząco uszczuplają budżet państwa. To są setki milionów złotych miesięcznie, rocznie ok. 30-50 mld zł. Na tym traci cała gospodarka, bo można to przeliczyć na różnego rodzaju programy pomocowe czy na liczbę wybudowanych autostrad – mówi agencji Newseria Biznes Beata Łaszyn, zastępca dyrektora w Departamencie Kontroli Skarbowej w Ministerstwie Finansów.

Jak wynika z szacunków PwC, w tym roku – po raz pierwszy od siedmiu lat – wartość luki w VAT będzie mniejsza w stosunki do poprzedniego roku i wyniesie ok. 42,5 mld zł. Eksperci podkreślają, że to efekt wprowadzenia nowych narzędzi do zwalczania wyłudzeń podatkowych. Ponad rok temu została wprowadzona zasada odwróconego VAT-u na wybrany asortyment. Od stycznia katalog towarów zostanie jeszcze poszerzony.

Resort finansów rozpoczął również kampanię społeczną „Nie daj się zrobić w słupa”, która ma przestrzegać przed – świadomym lub nieświadomym – braniem udziału w procederze wyłudzania podatku VAT, czyli w karuzeli podatkowej.

Karuzela podatkowa to szereg transakcji dokonywanych między podmiotami fikcyjnymi, które tworzą pozory legalnych transakcji. Im więcej tych podmiotów jest w łańcuchu, tym trudniej wykryć przestępstwo. Słupem może zostać każdy z nas, kto zgodzi się za niewielką gratyfikacją założyć działalność gospodarczą, podpisać parę faktur, nie wykonując żadnych transakcji. To jest oczywiście sposób przestępców na unikanie odpowiedzialności – mówi Beata Łaszyn.

Jak podkreśla, przestępcy namawiają do tego procederu, obiecując sowite wynagrodzenie za niewielkie przysługi.

Przede wszystkim chcemy uczulić ludzi na to, by nie podejmowali nierozważnych działań i nie narażali się na uczestniczenie w grupie przestępczej i stanowienie podstawowego elementu łańcucha karuzeli podatkowej. Akcja ta jest adresowana do ludzi młodych bądź ubogich, którzy zgodziliby się za niedużą gratyfikację finansową założyć działalność i wystawić parę faktur. Muszą pamiętać, że podejmując takie działania, stają się słupem – wyjaśnia przedstawicielka Ministerstwa Finansów.

Każdy uczestnik oszustwa karuzelowego musi liczyć się z odpowiedzialnością podatkową, karną i karną skarbową. Należy podkreślić, że odpowiedzialność ponoszą nie tylko osoby, które organizują nielegalny proceder, lecz także te, które zostają wykorzystane do wystawiania fikcyjnych faktur, bo robiąc to, wchodzą na drogę przestępstwa.

– To mogą być kary więzienia lub olbrzymie grzywny, w zależności od rodzaju przestępstwa, jaki popełnia dana osoba – może to być np. podrabianie dokumentów czy poświadczanie nieprawdy – dodaje Beata Łaszyn.

Ekspertka podkreśla, że rezygnacja z udziału w nielegalnej działalności nie zawsze jest prosta, a z grupy przestępczej nie zawsze można się wycofać.

Kampania „Nie daj się zrobić w słupa” obejmuje spotkania informacyjno-edukacyjne z młodzieżą akademicką, młodzieżą klas maturalnych, a także z osobami szukającymi zatrudnienia. Podejmowane są także działania pośrednie za pomocą mediów.

Konsumenci szukają oszczędności, kupując online

Ponad 80 proc. Polaków posiadających dostęp do sieci chce w tym roku kupić prezenty przez internet – wynika z badań ARC Rynek i Opinia. Internauci podkreślają, że tak jest taniej i że mają większy wybór. Dziś po raz piąty będą mogli oszczędzić na kosztach przesyłki. Do Dnia Darmowej Dostawy przyłączyło się w tym roku ponad 2,5 tys. e-sklepów.

E-commerce w Polsce bardzo dynamicznie się rozwija. Z szacunków firmy PMR wynika, że pod koniec tego roku rynek osiągnie wartość 27 mld zł. W porównaniu z zeszłorocznymi wynikami e-commerce wzrośnie o około 15 proc. – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Kuźma-Filipek, rzecznik akcji Dzień Darmowej Dostawy.

Polacy kupują w sieci, bo uważają, że tak jest taniej i że mają większy wybór. Jak wynika z badania ARC Rynek i Opinia dla Poczty Polskiej, przyznaje tak odpowiednio 67 proc. i 43 proc. ankietowanych. Badanie firmy Gemius wskazuje, że dla 69 proc. konsumentów niższe koszty dostawy byłyby powodem do zwiększenia e-zakupów. W tym roku po raz kolejny mogą uniknąć kosztów dostawy w ramach Dnia Darmowej Dostawy.

Polacy przyzwyczaili się już, że na początku grudnia taka akcja ma miejsce, bo dzięki niej mogą zaoszczędzić trochę pieniędzy – podkreśla Kuźma-Filipek. – Ale akcja ma zachęcać do zakupów w sieci także tych, którzy nigdy wcześniej tego nie robili. Zakupy w ramach DDD powinny być zrealizowane do Mikołajek.

Jak podkreśla, w ubiegłym roku przez 24 godziny odnotowano 3 mln przekierowań ze strony www.dziendarmowejdostawy.pl do stron poszczególnych sklepów, które przyłączyły się do akcji.

Dla klientów to szansa na oszczędności, dla e-przedsiębiorców – szansa na wypromowanie własnej marki i zdobycie nowych klientów.

Firmy zaczynają zauważać ten rynek i wchodzić na niego w sposób coraz bardziej otwarty – wskazuje Agnieszka Kuźma-Filipek. – Technologie związane z tabletami i smartfonami, czyli cały m-commerce, pomagają i rozwijają kanał handlu w sieci. Ale faktem jest również, że nie wszystkie sklepy są przygotowane do obsługi swoich stron internetowych za pomocą urządzeń mobilnych.

Wzorem DDD jest amerykański Cyber Monday, pierwszy poniedziałek po Święcie Dziękczynienia, podczas którego e-sklepy organizują obniżki. W Polsce impreza organizowana jest po raz piąty. Jak informuje Agnieszka Kuźma-Filipek w poprzedniej edycji 80 proc. uczestników odnotowało zwiększoną liczbę zakupów w porównaniu z średnią z listopada, a w 30 proc. był to przyrost o ponad 100 proc. W ponad połowie sklepów złożone zamówienia pochodziły w jednej trzeciej od nowych klientów, a 85 proc. zrealizowało zamówienia w ciągu jednego do trzech dni.

Firmy mogą negocjować ze spedytorami korzystne warunki dostawy produktów klientom, co oczywiście wymaga wcześniejszego zgłoszenia i poinformowania, że będzie się brało udział w akcji – instruuje Kuźma-Filipek. – Na pewno przy okazji DDD sklepy, które mają w produkty jednostkowo mało warte, mogą ustanowić minimalny limit zamówienia, np. 20 zł, tak aby klient nie kupował przysłowiowej łyżeczki za trzy złote, kiedy same koszty kurierskie są 3-4 razy wyższe.

Organizatorem wydarzenia jest serwis eKomercyjnie.pl. Do udziału w br. zgłosiło się w nim 2550 firm z całej Polski (w ub. roku – 2450), najwięcej z kategorii Dom i ogród (16 proc.), Uroda i zdrowie (14 proc), Odzież, dodatki (11 proc.), Dla Dzieci  (8 proc.) oraz Sport (7 proc.). Dla zamówień złożonych tego dnia koszt wysyłki towaru do klienta będzie wynosił 0 zł niezależnie od metody płatności i rodzaju spedycji. Akcja obejmuje wyłącznie zamówienia z dostawą na terytorium Polski.

W listopadzie w Polsce upadały głównie firmy produkcyjne

Opublikowane w listopadzie orzeczenia o upadłości dotyczyły firm mających zsumowany ostatni znany obrót na poziomie niecałych 600 milionów złotych, a zatrudniały one razem, według ostatnich dostępnych danych, ok. 1,5 tys. osób. W stosunku do sytuacji sprzed roku większa była w listopadzie liczba opublikowanych informacji o upadłościach firm usługowych i produkcyjnych.
W ciągu jedenastu miesięcy sądy opublikowały orzeczenia o upadłości 760 przedsiębiorstw działających w Polsce, podczas gdy w tym samym okresie ubiegłego roku było to 868 opublikowanych upadłości.

–    Widoczny w stosunku do ubiegłego roku spadek upadłości w listopadzie to efekt w miarę trwałej poprawy w budownictwie i odmiennej, bo jak się wydaje chwilowej jednak, sezonowej poprawy nastrojów w dystrybucji hurtowej.
–    Poprawa nastrojów wpływa także na większą skłonność wierzycieli do akceptowania postępowań układowych: więcej było tych nowo rozpoczynanych (11), niż tych kończących się niepowodzeniem (6 przypadków zamiany na upadłość likwidacyjną wcześniej rozpoczętych postepowań układowych).
–    Niepokoi liczba upadłości firm produkcyjnych: z sektora spożywczego, producentów dóbr inwestycyjnych oraz odzieży.
–    Wielkopolska – tutaj wciąż wzrasta liczba upadłości, z kolei poprawa widoczna jest zwłaszcza w województwach Polski południowo-zachodniej (dolnośląskie, opolskie i śląskie).
Jak ocenia sytuację Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka – Widoczny w stosunku do ubiegłego roku spadek liczby upadłości opublikowanych w tym miesiącu to efekt w miarę trwałej poprawy w budownictwie i o odmiennym charakterze, bo jak się wydaje chwilowej jednak, sezonowej poprawy w dystrybucji hurtowej. W budownictwie wartość realizowanych robót budowlanych ma w miesiącach jesiennych mniejszą dynamikę niż wcześniej (a nawet spadek w porównaniu do tego samego okresu ub. roku), ale do czynników wpływających na utrzymanie w miarę niezłej perspektywy branży zaliczyć trzeba wzrost ilości i wartości nowo rozpoczynanych inwestycji (w tym też mieszkaniowych) o 8% (za GUS), oraz utrzymywanie się cen materiałów budowlanych (odmiennie niż w latach 2011-12, gdy rosły one znacznie wraz ze skalą realizowanych prac). W dystrybucji hurtowej sytuacja nie poprawiła się nagle na tyle, żeby było to przyczyną braku w minionym miesiącu opublikowanych upadłości. To raczej efekt oczekiwań – sezonu świątecznego (szczyt sprzedaży dóbr konsumenckich) jak i końca roku – wielu przedsiębiorców (samych hurtowników jak i ich wierzycieli) czeka na premie za zrealizowany obrót, które poprawiają wyniki wielu dystrybutorów. Niska rentowność dystrybucji hurtowej będzie w przyszłości źródłem wielu problemów – deflacja pobudzić może popyt detaliczny, ale kosztem walki cenowej i osłabienia wyników finansowych wielu dystrybutorów, zmagających się już przecież z postępującą koncentracją rynku i konkurencją ze strony nowych kanałów sprzedaży. W wielu sektorach hurtownicy sprzedają realnie najwięcej od wielu kwartałów, ale analogicznie najmniej na tym także zarabiają…

Problemy firm produkcyjnych – decydował rynek wewnętrzny, chociaż mniejsza dynamika eksportu też jest nie bez znaczenia

– Poziom ożywienia w budownictwie jest wystarczający do poprawy sytuacji firm budowlanych, ale zbyt mały aby zwiększyć zbyt i ceny artykułów budowlanych do poziomu zadowalającego ich producentów, zwłaszcza wobec równocześnie umiarkowanego popytu eksportowego – ocenia Maciej Harczuk, Prezes Zarządu Euler Hermes Collections.
Umiarkowany, ale jednak wzrost wartości produkcji budowlano-montażowej od początku roku (+3,5% za GUS za okres I-X) wpływa na poprawę wyników firm budowlanych (zwłaszcza wobec mniejszej konkurencji – oczyszczenia rynku po fali upadłości w ostatnich latach), ale nie pociąga za sobą wzrostu kosztów produkcji budowlanej. – Ceny usług budowlanych nawet w pewnych segmentach spadły – nie ma więc pola i zgody nabywców na wzrost cen artykułów budowlanych, a ich producenci mają problemy z uplasowaniem na rynku całej swojej produkcji – dodaje Maciej Harczuk.

W listopadzie upadłości pokazały aktualne problemy czterech grup firm przemysłowych – w statystyce znalazły się firmy:
–    6 firm produkujących na potrzeby budownictwa i inwestycji (art. z tworzyw sztucznych, z betonu, elementy i konstrukcje metalowe),
–    5 producentów żywności (w tym największa upadłość listopada – firma drobiarska, która w minionych latach miała obroty na poziomie nawet ponad 400 mln złotych) – w tym trzech producentów drobiu oraz dwóch mrożonek i dań gotowych (potwierdza się opinia, iż sektor ten jest w trudnej sytuacji finansowej i niskie ceny owoców i innych surowców nie są w stanie zrównoważyć złej kondycji niektórych producentów),
–    3 firmy z branży tekstylnej,
–    3 firmy produkujące meble i wyposażenie sklepów i biur.

Opóźniona, gdyż dopiero październikowa fala popytu na art. odzieżowe i obuwnicze ratuje obecnie wyniki ich dystrybutorów (nie było już ich upadłości w listopadzie), ale jeszcze nie producentów. – Generalnie widzimy obecnie, iż poziom zapasów we wszystkich kategoriach jest wysoki – tym niemniej w branżach dóbr konsumenckich trwałego użytku z czasem umiarkowany wzrost popytu powinien przełożyć się na stabilizację (ale nie poprawę – kwestia niskich cen) wyników ich producentów – ocenia Michał Modrzejewski, Dyrektor Analiz Branżowych w Euler Hermes.

Niepokoić mogą wyniki firm zaopatrujących i realizujących inwestycje (oprócz wymienionych firm produkujących specjalistyczne meble upadały także firmy usługowe instalujące i naprawiające maszyny oraz inne wyposażenie firm). Co prawda wartość obecnych nakładów inwestycyjnych przedsiębiorstw wyższa jest niż przed rokiem o kilkanaście (13,6% za GUS) procent, ale wartość kosztorysowa tych nowo rozpoczynanych nie rośnie już tak dynamicznie (porównanie III kwartałów br. do ubiegłego – wzrost o 0,1% za GUS). Wzrost dostaw wiąże się ze spadkiem cen towarów przemysłowych, a negatywny wpływ na to ma także spowolnienie na rynkach zachodnioeuropejskich, zwłaszcza na najistotniejszym – niemieckim.

Usługi – po sezonie ponownie upadłości hoteli i firm gastronomicznych; widoczne także cięcie wydatków na obsługę inwestycji
Po sezonie ponownie w statystyce upadłości znalazły się hotele i restauracje. Nie wyczerpuje to jednak ogłoszonych upadłości w sektorze usług – obok nich widać także problemy firm na różny sposób związanych z obsługą inwestycji i nieruchomości (od strony architektonicznej, zarządzania inwestycją, administrowania nieruchomościami czy ich ochroną).

Listopad – gorsza kondycja niektórych sektorów produkcyjnych uderza zwłaszcza w firmy z Wielkopolski
W województwie wielkopolskim upadły aż trzy spośród firm produkujących artykuły spożywcze, a kolejne cztery związane były z zaopatrywaniem budownictwa i nowych inwestycji.

Podobnie w Małopolsce i na Podkarpaciu – upadały firmy zaopatrujące budownictwo oraz same firmy budowlane (2). Na przeciwległym biegunie jest województwo mazowieckie – tutaj z rynku znikały głównie firmy usługowe i handlowe, tylko dwie firmy spośród opublikowanych upadłości związane były z budownictwem. Niezła kondycja producentów artykułów konsumenckich sprawia, iż nie ma ich w statystyce opublikowanych bankructw z województwa dolnośląskiego: upadały w nim firmy handlowe, usługowe (hotele) oraz budowlane.

Polscy dłużnicy alimentacyjni zalegają z opłatami

Z danych KRD, przygotowanych na prośbę Bankier.pl wynika, że polscy dłużnicy alimentacyjni zalegają obecnie na kwotę ponad 4,6 mld zł. Zadłużenie to rośnie sukcesywnie od kilku lat, nawet o 695 mln złotych rocznie, a średnia kwota z jaką zalegają osoby wpisane za długi alimentacyjne to 27,7 tys. złotych.

– Nie każdy wie, że alimenty płaci się nie tylko na dzieci, ale czasami – po rozwodzie – także na rzecz byłego współmałżonka, czy na rzecz swoich rodziców. W Bankier.pl odpowiadamy na najczęstsze pytania dotyczące alimentów – komentuje Katarzyna Sudaj, analityk Bankier.pl.

W polskich sądach toczy się rocznie ok. 80-100 tys. spraw o alimenty, a w ich wyniku zasądza się świadczenia alimentacyjne na łączną kwotę 45-63 mln zł rocznie. Tylko w pierwszym półroczu 2014 r. ogólna wysokość zasądzonych alimentów przekroczyła 24,5 mln zł, a średnia wysokość świadczenia alimentacyjnego sięgnęła 685 zł – podkreśla Katarzyna Sudaj, analityk Bankier.pl.

Redakcja Bankier.pl przygotowała kompleksowy poradnik na temat świadczeń alimentacyjnych. Kto komu płaci alimenty? Czy można odziedziczyć w spadku dług z tytułu niezapłaconych alimentów? Czy alimenty to tylko świadczenia pieniężne?

Od 2015 r. nowe wzory formularzy PIT

Ministerstwo Finansów  uprzejmie informuje, że w Dzienniku Ustaw pod pozycją 1634 zostało opublikowane rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 17 listopada 2014 r. w sprawie określenia niektórych wzorów oświadczeń, deklaracji i informacji podatkowych obowiązujących w zakresie podatku dochodowego od osób fizycznych.

Określa ono nowe wzory formularzy, np. PIT-11, PIT-8C i PIT-R (przykładowo wzór informacji PIT-11 służącej do rozliczenia dochodów za 2014 r. stanowi załącznik nr 13 do rozporządzenia). Zaczną one obowiązywać od 1 stycznia 2015 r.

Natomiast w Dzienniku Ustaw z dnia 28 listopada 2014 r. zostały opublikowane trzy rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 27 listopada 2014 r. :

–  w sprawie określenia wzorów rocznego obliczenia podatku oraz zeznań podatkowych obowiązujących w zakresie podatku dochodowego od osób fizycznych – pod poz. 1674,

– w sprawie określenia wzoru części uzupełniającej zeznania podatkowego składanego za rok 2014 – pod poz. 1673,

– w sprawie określenia wzorów zeznania, deklaracji i informacji podatkowych obowiązujących w zakresie zryczałtowanego podatku dochodowego od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne – pod poz. 1672.

Nowe przepisy unijne dot. ujawniania informacji niefinansowych

Ministerstwo   Finansów   informuje,   że   w   Dzienniku   Urzędowym  UE  15 listopada 2014 r. opublikowano dyrektywę 2014/95/UE zmieniającą dyrektywę 2013/34/UE w odniesieniu do ujawniania informacji niefinansowych i informacji dotyczących różnorodności przez niektóre duże spółki oraz grupy.

Jej uchwalenie spowoduje konieczność dostosowania ustawy o rachunkowości oraz rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 lutego 2009 r. w sprawie informacji bieżących i okresowych przekazywanych przez emitentów papierów wartościowych oraz warunków uznawania za równoważne informacji wymaganych przepisami prawa państwa niebędącego państwem członkowskim.

Obecnie niewiele polskich firm przygotowuje dobrowolnie raporty o polityce CSR (Corporate Social Responsibility – społeczna odpowiedzialność biznesu) – powiedziała podsekretarz stanu w MF, przewodnicząca Komisji Nadzoru Audytowego Dorota Podedworna-Tarnowska. – To się jednak zmieni, bowiem zgodnie z nowymi przepisami  część firm będzie musiała informować w ramach swojego sprawozdania z działalności o swojej polityce w zakresie kwestii środowiskowych, spraw społecznych, pracowniczych, poszanowania praw człowieka oraz przeciwdziałania korupcji i łapownictwu – dodała wiceminister.

Dyrektywa wprowadza dla jednostki zainteresowania publicznego (JZP) wymóg ujawniania w sprawozdaniu z działalności minimum istotnych informacji dotyczących kwestii środowiskowych, pracowniczych i społecznych oraz ujawniania  m.in. opisu polityki prowadzonej w danym zakresie, jej rezultatów oraz ryzyk i zarządzania ryzykami w kwestiach niefinansowych. Umożliwia również raportowanie według wybranych przez spółki zasad (własnych, krajowych, unijnych lub międzynarodowych).

Natomiast w odniesieniu do dużych spółek giełdowych nowe przepisy nakładają wymóg ujawniania – w oświadczeniu o stosowaniu zasad ładu korporacyjnego (które jest elementem sprawozdania z działalności) – informacji na temat stosowanej przez spółkę polityki różnorodności składu jej organów administracyjnych, zarządzających i nadzorczych (odnośnie aspektów takich jak np: wiek, płeć, pochodzenie geograficzne, wykształcenie i doświadczenie zawodowe), celów tej polityki, sposobu jej realizacji oraz rezultatów w danym okresie sprawozdawczym.

Spółki objęte tymi regulacjami będą miały obowiązek zastosowania zasady „stosuj lub wyjaśnij” (comply or explain) – tj. w przypadku, gdy dana jednostka nie prowadzi polityki w zakresie jednej lub kilku kwestii, będzie miała ona obowiązek ujawnić ten fakt oraz podać przyczyny.

W przypadku jeśli dana spółka nie prowadzi polityki w określonym przez dyrektywę zakresie będzie musiała ten fakt ujawnić i wyjaśnić powody takiej decyzji.

W trakcie prac nad dyrektywą Polska osiągnęła zamierzony cel negocjacyjny, tj. uzyskała satysfakcjonujące zawężenie zakresu jednostek objętych obowiązkowym raportowaniem informacji niefinansowych. Pierwotnie wg propozycji Komisji Europejskiej obowiązkiem tym miały być objęte także wszystkie pozostałe duże spółki niemające statusu JZP.

Jak zaznaczyła Dorota Podedworna-Tarnowska Komisja chciała, aby obowiązek raportowania informacji niefinansowych dotyczył wszystkich spółek (nie tylko będących jednostkami zainteresowania publicznego) oraz aby limit dotyczący zatrudnionych pracowników był niższy i wynosił 250, jednak Polska uzyskała znaczące ustępstwo w tym zakresie, tj. zawężenie zakresu jednostek tylko do największych JZP. – Polska jako jedyny kraj UE stała na stanowisku, że należy zachęcać firmy do raportowania polityki CSR np. wytycznymi czy zaleceniami, a nie zmuszać je do tego przepisami. Ostatecznie udało się ograniczyć krąg jednostek, które będą miały obowiązek raportowania CSR – wyjaśniła wiceminister.

Dyrektywa wejdzie w życie w dwudziestym dniu po opublikowaniu. Kraje członkowskie mają czas na wdrożenie jej przepisów do 6 grudnia 2016 r. Po raz pierwszy powinna mieć zastosowanie od 1 stycznia 2017 r.

Rafako chce podwoić eksport. Pracuje nad nowoczesnymi technologiami spalania i szuka nowych rynków

CEO Magazyn Polska

Rafako zamierza w ciągu najbliższych czterech lat podwoić swój eksport. Firma chce rozwijać nowoczesne technologie budowy instalacji ochrony środowiska i poszukiwać nowych rynków zbytu dla swoich usług.  

Chcemy bardzo wzmocnić swoją pozycję jako wykonawcy w obszarze instalacji ochrony środowiska mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Agnieszka Wasilewska-Semail, prezes zarządu i dyrektor generalny Rafako. – Przede wszystkim tych, które są nam znane, czyli odpylanie spalin, odsiarczanie, odazotowanie. Mamy już bardzo wiele takich instalacji chociażby na naszym rynku, jednak wiele z nich musi ulec modernizacji.

Obecnie, wobec zaostrzania przez Unię Europejską norm związanych z ochroną środowiska i emisją spalin, Rafako jako jeden z celów strategicznych traktuje prace nad unowocześnianiem technologii spalania.

Oczywiście, jeśli chodzi o technologie kotłowe, to pracujemy nad technikami optymalizacyjnymi podkreśla Agnieszka Wasilewska-Semail. Nad innymi paliwami, kotłami i całymi instalacjami ochrony środowiska w spalarniach śmieci, czyli nad obszarem utylizacji odpadów komunalnych. Są też nowe obszary, które chcemy badać, choćby obszar utylizacji odpadów pościekowych.

Rafako liczy na to, że również poza granicami Polski, inne kraje członkowskie Unii będą się musiały dostosowywać do nowych wyśrubowanych norm emisyjnych. Pozwoli to spółce, która należy do potentatów na rynku, zdobyć kolejne zamówienia. Firma nie spodziewa się jednak większych zamówień z państw Europy Zachodniej.

One mogą się rozwijać w innych obszarach technologicznych, dlatego patrzymy na rynki dalsze ocenia prezes Rafako. – Chcemy, żeby poziom eksportu z obecnych 14 proc. zbliżył się na koniec tej naszej strategii do poziomu bliższego 30 proc.

Wśród celów strategicznych spółki prezes wymienia też wzmocnienie jej kompetencji w zakresie realizacji projektów EPC (Engineering, Procurement, Construction). Kontrakt w formule EPC oznacza realizację od A do Z, czyli zaprojektowanie, dostawę, samą budowę, rozruch, przekazanie do eksploatacji, i wreszcie serwis w okresie gwarancyjnym.

Rafako już bardzo wyraźnie zaznaczyło swoją obecność na rynku jako kontraktor EPC i w tym zakresie chcemy się dalej rozwijać deklaruje prezes Agnieszka Wasilewska-Semail. W związku z tym musimy przyjąć odpowiednie rozwiązania organizacyjne, strukturalne, tak by wyposażyć się w cały obszar narzędziowy z tym związany.

Raciborska Fabryka Kotłów to największy w Europie producent pieców, kotłów parowych i wodnych. Buduje głównie instalacje napędzające generatory w elektrowniach oraz spalające odpadki. Spółka  miała spore problemy finansowe. W zeszłym roku jej strata netto przekraczała 135 mln zł. Obecnie firma wyszła na prostą, osiągając po trzech kwartałach 17 mln zysku netto.

Polska może zostać liderem innowacyjności w regionie

CEO Magazyn Polska

Mimo że Czechy i Węgry wydają w stosunku do PKB więcej na badania i rozwój, to Polska wyrasta na lidera innowacyjności. Polskie miasta, Warszawa i Kraków, zatrudniają najwięcej naukowców i inżynierów, duży potencjał tkwi w poziomie edukacji, wykształconej kadrze i infrastrukturze badawczo-rozwojowej. Decydujące są nie kwoty, lecz polityka ich wydawania – wynika z raportu „Poland: Emerging Innovation Leader” przygotowanego przez CEED Institute dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Wydatki na badania i innowacyjność w Polsce powinny rosnąć. Ale w krajach takich jak nasz źródłem wzrostu innowacyjności, produktywności i konkurencyjności nie jest jedynie wzrost nakładów w sektorze publicznym, chociaż jest to ogromnie istotne. Dużo ważniejsze jest to, by istniała sensowna, spójna polityka państwa dotycząca wydawania tych pieniędzy – mówi agencji Newseria Biznes dr Daria Gołębiowska-Tataj, prezes Tataj Innovation, ekspertka CEED Institute i autorka raportu „Poland: Emerging Innovation Leader”.

Jak podkreśla, polityka ta powinna być determinowana przez strategiczny cel rozwoju Polski, który może zostać określony, np. w odniesieniu do najbardziej innowacyjnych gospodarek UE.

– Wtedy polityka innowacji oznacza zarówno politykę spójności, politykę przemysłową, jak i politykę podatkową oraz atrakcyjną politykę reemigracji, mającą na celu przyciągnie do kraju Polaków, którzy pracują i mieszkają za granicą – uważa Daria Gołębiowska-Tataj.

Celem UE jest przeznaczanie 3 proc. PKB na inwestycje w działalność badawczo-rozwojową. W 2012 roku średnia dla 28 krajów członkowskich wyniosła nieco ponad 2 proc., a w przypadku czterech państw Grupy Wyszehradzkiej była jeszcze niższa – 1,23 proc.

Liderem w tej grupie są Czechy (1,88 proc.), a za nimi Węgry (1,3 proc.). W Polsce wydatki sięgnęły 0,9 proc. PKB, a na Słowacji – 0,82 proc. W przeciwieństwie do innych państw członkowskich inwestycje w badania i rozwój w krajach Grupy Wyszehradzkiej finansowane są głównie ze środków publicznych.

Myślę, że nie powinniśmy porównywać, kto ile wydaje na badanie i rozwój. Najważniejsze jest to, żeby Polska zdała sobie sprawę, że niezależnie od tego, jaki był wzrost, jesteśmy liderem, jeżeli chodzi o wolumen. Ze względu na wielkość naszego kraju mamy największą możliwość przełożenia na całą Unię Europejską. I w tym sensie niewątpliwie jesteśmy liderami – mówi Gołębiowska-Tataj.

Według autorki raportu o potencjale Polski w zakresie innowacyjności świadczy również wzrost liczby klastrów, patentów, absolwentów kierunków technicznych i poziomu zatrudnienia. W Warszawie zatrudnionych jest ponad 680 tys. naukowców i inżynierów, a w Krakowie – 386 tys. Pod tym względem trzecim miastem w Grupie Wyszehradzkiej jest stolica Węgier – w Budapeszcie pracuje ich 356 tys.

Polska z jednej strony jest liderem wzrostu gospodarczego w Europie i w ogóle w krajach rozwiniętych. Z drugiej strony nasz kraj jest w ogonie innowacyjności, patrząc na rankingi prowadzone przez Komisję Europejską, OECD, Bank Światowy czy Światowe Forum Ekonomiczne – mówi Daria Gołębiowska-Tataj. – Jestem przekonana, że polski potencjał innowacyjny nie mieści się w sztywnych ramach istniejących rankingów.

Jak wynika z raportu, w kolejnych latach motorem wzrostu innowacyjności w regionie będą rosnące inwestycje w B+R, rozwijanie współpracy między nauką a biznesem oraz rozwój sektora venture capital.

Raport „Poland: Emerging Innovation Leader” został przygotowany przez CEED Institute na zlecenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. CEED Institute to  think tank, którego celem jest promocja osiągnięć i potencjału gospodarczego państw Europy Środkowej i Wschodniej oraz upowszechnianie idei oraz projektów dążących do podniesienia efektywności oraz konkurencyjności regionu.

Miliard euro z UE na poprawę systemu zarządzania wodami. Trwają konsultacje sześcioletniego planu

CEO Magazyn Polska

W ciągu najbliższych lat Polska pozyska ze środków unijnych ponad miliard euro na poprawę systemu gospodarowania rzekami. Dzięki inwestycjom ma się poprawić ochrona przed powodziami i suszami, a także jakość wody. Trwają konsultacje krajowego planu gospodarowania wodami, który Polska musi w przyszłym roku złożyć w Komisji Europejskiej.

Jestem przeświadczony o tym, że poprawimy jakość zarządzania. Jesteśmy w stanie doprowadzić do sytuacji, w której ludzie będą bezpieczniejsi, mówię to zarówno o ochronie przed powodzią, jak i ochronie przed suszą. I wreszcie stworzymy instrumenty do lepszego i racjonalniejszego korzystania z zasobów wody – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Stanisław Gawłowski, wiceminister środowiska.

Zgodnie z unijną Ramową Dyrektywą Wodną do 22 grudnia przyszłego roku wszystkie kraje członkowskie UE muszą złożyć w Komisji Europejskiej aktualne krajowe plany gospodarowania wodami. Będą one potem zmieniane co 6 lat. Polska może liczyć nawet na miliard euro wsparcia z Brukseli na realizację planu w trakcie rozpoczynającej się perspektywy budżetowej 2014-2020.

Mając te dokumenty, udowodnimy Komisji Europejskiej, że w Polsce w obszarze gospodarki wodnej mamy jasną wizję tego, w jakim kierunku zmierzamy. A to jest jeden z kluczowych wymogów, aby Komisja Europejska zechciała uwolnić środki finansowe na realizację tych przedsięwzięć – podkreśla Witold Sumisławski, prezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej.

Konsultacje społeczne rozpoczęły się 25 listopada i potrwają do 26 maja 2015 r. Poddane konsultacjom zostały aktualizacje: program wodno-środowiskowy kraju, plany gospodarowania wodami dla dorzeczy obejmujących Polskę (poza Wisłą i Odrą to także fragmenty dorzeczy m.in. Dniestru, Dunaju, Łaby, Niemna i Pregoły) oraz plany zarządzania ryzykiem powodziowym.

Gawłowski podkreśla, że dzięki aktualizacji planów poprawi się bezpieczeństwo korzystania z wody. Wśród celów unijnej Ramowej Dyrektywy Wodnej są m.in. zaspokojenie zapotrzebowania na wodę ludności, rolnictwa i przemysłu, promowanie zrównoważonego korzystania z wód, ochrona wód, poprawa ich jakości, zmniejszenie skutków zanieczyszczenia, powodzi oraz suszy.

W planie wodno-środowiskowym jest cały obszar działań, które mają doprowadzić do poprawy jakości i potencjału wód. Będą to działania techniczne, działania nietechniczne oraz działania prawne, które mają doprowadzić do tego, aby wszystkie aktywności w tym obszarze były dobre dla środowiska, zgodne z dyrektywami, a jednocześnie służyły człowiekowi – wyjaśnia Sumisławski.

Kolejna aktualizacja planów gospodarowania wodami odbędzie się za 6 lat, a kolejna – w 2027 r.

ANR planuje sprzedaż kolejnych gruntów inwestycyjnych na Mazowszu

0

CEO Magazyn Polska

Agencja Nieruchomości Rolnych szykuje na sprzedaż kolejne nieruchomości w Warszawie i okolicznych miejscowościach. Na inwestorów czekają m.in. 100 ha gruntów w podwarszawskim Parzniewie i działki w Wieliszewie. Jeszcze w tym roku na sprzedaż trafi działka w dzielnicy Bródno. ANR chce również sprzedać nieruchomości w okolicach lotniska w Modlinie, ale czeka na jeszcze większe zainteresowanie inwestorów.

Czekamy cały czas, aż lotnisko w Modlinie rozwinie swoją działalność, ponieważ tam mamy kilkaset gruntów – tzw. Zakroczym i poligon dookoła lotniska. Mam wrażenie, że potencjalni inwestorzy czekają, aż lotnisko zacznie działać pełną parą, dlatego my również czekamy ze sprzedażą tych gruntów – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Malicki, zastępca dyrektora oddziału terenowego Agencji Nieruchomości Rolnych w Warszawie.

Wśród innych atrakcyjnych gruntów Malicki wymienia również ok. 100 ha w Parzniewie, między Pruszkowem a Brwinowem, oraz grunty w Wieliszewie. ANR ma tam 6 ha działki, która może być przeznaczona na budownictwo mieszkaniowe. Jak podkreśla przedstawiciel agencji, sprzedane tereny przyczyniają się do rozwoju aglomeracji warszawskiej. W Węgrowie na gruntach ANR powstała specjalna strefa ekonomiczna. W okolicach Płońska w zasadzie cała przestrzeń między miastem a miejscowością Poświętne rozwija się na gruntach od Agencji. W Parzniewie, koło Pruszkowa, powstało m.in. centrum logistyczne Biedronki. ANR sprzedaje również grunty w samej Warszawie.

Jeszcze w tym roku szykujemy grunty do sprzedaży przy ul. św. Wincentego, vis-à-vis cmentarza Bródnowskiego, zakładamy, że jest to ostatni kawałek cenny i wartościowy dla deweloperów, więc myślę, że nie będzie problemów ze sprzedażą – mówi Jacek Malicki.

Jak podkreśla, dwie prawobrzeżne dzielnice Warszawy, Targówek i Białołęka, w dużej mierze rozwinęły się właśnie na terenach ANR. Na gruntach dawnego PGR Bródno powstały np. Zielone Zacisze czy osiedle Derby.

Udana sprzedaż danych gruntów uzależniona jest od wielu czynników: ich stanu prawnego, planu zagospodarowania przestrzennego, okolicznej infrastruktury: dróg i sieci mediów. Bardzo istotnym czynnikiem jest również odległość od stolicy.

Można przyjąć zasadę, że im dalej od Warszawy, tym cena niższa – podkreśla Jacek Malicki. – Oczywiście grunty warszawskie zdecydowanie są najdroższe. Ale przeznaczenie i zapis w planie też ma kolosalne znaczenie. Czyli jeżeli są to grunty atrakcyjne dla deweloperów, sektora usługowego, logistyki, mogą tam powstać magazyny, to wtedy ta cena bardzo odbiega od cen, które mamy przy gruntach typowo rolnych.

Agata Meble zapowiada kolejne otwarcia w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców

0

CEO Magazyn Polska

Mająca obecnie szesnaście wielkopowierzchniowych sklepów sieć Agata Meble w przyszłym roku planuje uruchomienie placówek w Białymstoku i Lublinie oraz rozpoczęcie budowy flagowego salonu w Warszawie. Jak informuje Przemysław Gurban, dyrektor operacyjny, obecna strategia zakłada otwieranie placówek w miastach mających więcej niż 100 tys. mieszkańców. Rynek wciąż nie jest tam nasycony.

Na razie mamy w Polsce szesnaście sklepów wielkopowierzchniowych, rozlokowanych w dużych miastach – mówi agencji informacyjnej Newseria Przemysław Gurban, dyrektor operacyjny firmy Agata Meble. – Rozpoczęliśmy już inwestycje w Białymstoku i Lublinie, w przyszłym roku otworzymy dwa kolejne sklepy. Zaczniemy również budowę naszej flagowej placówki w Warszawie. Myślimy także o kolejnych lokalizacjach, między innymi we wschodniej części Polski.

Według specjalizującej się w badaniach rynku mebli firmy B+R Studio blisko 60 proc. Polaków deklaruje, że w najbliższym czasie kupi tego rodzaju artykuł i dlatego m.in. wartość produkcji krajowych przedsiębiorstw osiągnie w br. poziom 31,5 mld zł i będzie większa o ok. 3 proc. niż 2013 roku, kiedy to wyniosła 30,5 mld zł.

Prognozy wzrostu potwierdzają dane Głównego Urzędu Statystycznego, według którego w pierwszym półroczu br. wartość produkcji mebli w Polsce wyniosła 15,4 mld zł i była o 14 proc. większa niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Tylko w czerwcu br. producenci sprzedali meble o wartości 2,4 mld zł, czyli o 8 proc. większej niż rok wcześniej.

Rynek zdecydowanie nie jest nasycony i znajduje się w fazie szybkiego rozwoju – zauważa Gurban. – Mimo tego w wielu dużych ośrodkach, które mają po 300-400 tys. mieszkańców, wciąż nie ma ani jednego sklepu wielkopowierzchniowego w segmencie wyposażenia domu, z wyjątkiem DIY [z ang. Do It Youself – sklepy budowlane i sklepy z produktami do samodzielnego montażu, jak Castorama czy Leroy Merlin – red.].

Powodem przyjęcia strategii ekspansji w dużych miastach jest preferowana przez tę sieć wielkość sklepów.

To obiekty wielkopowierzchniowe, które wymagają pewnej skali klientów w ciągu roku, mieszkających stosunkowo niedaleko – tłumaczy Przemysław Gurban. – Czym jest ich mniej, tym powierzchnia naszych sklepów staje się mniej opłacalna, nierentowna, zbyt duża. Ale mamy zabezpieczone kolejne grunty, niektóre są w fazie projektowania.

W 2016 roku firma chce otworzyć flagowy, reprezentacyjny sklep na warszawskim Targówku. Sieć już była obecna w tej lokalizacji.

Warszawa jest bardzo trudnym rynkiem, jeśli chodzi o powierzchnie pod sklepy wielkopowierzchniowe – wskazuje Gurban. –  Ale udało nam się w końcu pozyskać stosowną nieruchomość, co nie było łatwe. Wracamy do miejsca, w którym już byliśmy, w sąsiedztwie sklepów Ikea i Leroy Merlin. Wcześniej mieliśmy tam mały format, zupełnie niedostosowany do firmy, jaką dzisiaj jesteśmy. Projektujemy obecnie placówkę i staramy się o pozwolenie na budowę. W przyszłym roku z pewnością ją rozpoczniemy, a w 2016 roku powinniśmy uruchomić sklep, który będzie sumą naszych doświadczeń w branży.

Przemysł „oswoił” kryzys rosyjski

Wskaźnik PMI wzrósł w listopadzie br. do poziomu 53,2 z 51,2 w październiku – podał bank HSBC.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Embargo rosyjskie na wiele produktów eksportowanych do Rosji i na Ukrainę wywołało u polskich przedsiębiorców obawy dotyczące zdolności do poradzenia sobie z tą rzeczywiście trudną sytuacją. W lipcu i sierpniu wskaźniki PMI, gdy sytuacja się zaostrzyła, wyraźnie to pokazały. Ale przedsiębiorcom potrzebne były tylko 2 miesiące na oswojenie się z sytuacją i znalezienie nowych rynków zbytu. Przede wszystkim jednak obawy nie przeniosły się na decyzje firm dotyczące zatrudnienia i wynagrodzeń, które rosły. Wpłynęło to pozytywnie na ocenę sytuacji także przez gospodarstwa domowe i w efekcie na wzrost ich skłonności do konsumpcji.
Listopadowy wskaźnik PMI wyraźnie potwierdza, że obawy o efekty rosyjskiego kryzysu mamy za sobą.

Przedsiębiorstwa przemysłowe nie tylko zwiększyły produkcję, ale wyraźnie sygnalizują wzrost nowych zamówień tak na rynku polskim, jak i na rynkach zewnętrznych. W efekcie maleje poziom zapasów produkcyjnych, rośnie ilość zakupionych przez firmy środków produkcji. Po raz pierwszy od początku 2012 r. wzrósł wskaźnik zapasów środków przedprodukcyjnych wskazując na optymistyczne oceny sytuacji w najbliższych miesiącach. Jednocześnie wzrost kosztów produkcji jest nieznaczny, co powinno wpłynąć na poprawę wskaźników rentowności sprzedaży w ostatnim kwartale 2014 .
Firmy przemysłowe sygnalizują także wzrost zatrudnienia, jednak dalej będzie on dość spokojny. Mimo że w opiniach dotyczących wzrostu produkcji czy nowych zamówień widać optymizm, to w deklaracjach dotyczących wzrostu zatrudniania jest on wyważony. I tak będzie, bowiem polskie prawo pracy nie zachęca do odważniejszego zwiększania zatrudnienia.

Dzisiejsze dane PMI mogą ponownie, podobnie jak w październiku, wpłynąć na decyzje RPP, której większość członków uzna, że tak silna poprawa nastrojów w przemyśle wskazuje, że gospodarka ma się dobrze i nie trzeba jej pomagać. Ale wtedy jest nadzieja, że RPP wróci do dbania o cel inflacyjny – CPI na poziomie 2,5 proc. +/- 1 punkt procentowy.

Konfederacja Lewiatan

Dobre dane o PKB w III kw.

Grupa Lotos zamierza poprawić wyniki w najbliższych miesiącach. Spółce sprzyjają wysokie marże

Gdański Lotos liczy na lepsze wyniki w najbliższych miesiącach. Na rynku od czerwca utrzymują się bowiem bardzo atrakcyjne dla polskich rafinerii marże.

Ten rok nie był dobry dla gdańskiej rafinerii. Przychody spółki ze sprzedaży wzrosły wprawdzie w ciągu trzech kwartałów o niemal 900 mln zł, do 21,9 mld zł, jednak wynik netto spółki z prawie 64 mln zł zysku w zeszłym roku przekształcił się w stratę niemal 190 mln zł. Teraz jednak sytuacja ma się poprawiać. Przynajmniej do końca roku.

– II połowa tego roku w segmencie operacyjnym i produkcyjnym wygląda dobrze – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Paweł Sokołowski, wiceprezes zarządu, dyrektor ds. produkcji i rozwoju Grupy Lotos SA. – Od chyba czerwca podniosły się znacznie marże przerobowe i w tej chwili utrzymują się jeszcze wysoko. Jest pewna sezonowość w produkcji. W styczniu i lutym będziemy obserwowali na pewno gorszy moment.

III kwartał też przyniósł Lotosowi straty. Były one jednak znacznie niższe niż w I półroczu. Spółka od lipca do września straciła netto 35 mln zł. Dobre warunki finansowe oznaczają bowiem, że sprzedawane paliwa przynoszą większe zyski. Rafineria w Gdańsku pracuje więc na pełnych obrotach, by wykorzystać koniunkturę.

W tej chwili obciążenie, które jest wynikiem wysokich marż, jest w Gdańsku bardzo wysokie. Przerabiamy w zasadzie pełną mocą produkcyjną podkreśla w rozmowie przeprowadzonej podczas Chemical Industry Forum Marek Paweł Sokołowski. – Efektywność przerobu wynika jednak głównie z marż, a nie z ceny ropy.

Gdańskiej rafinerii nie sprzyja w tym roku sytuacja na światowych rynkach. Konflikt rosyjsko-ukraiński spowodował wzrost sprzedaży amerykańskiej ropy i gwałtowny spadek cen tego surowca. Baryłka ropy Brent kosztuje dziś mniej niż 75 dolarów i jest o ponad 1/3 niż tańsza w czerwcu. Do tego bardzo wzmocnił się dolar, którym rozlicza się transakcje na tym rynku.

Oczywiście cena ropy ma tutaj duży wpływ na wartościowanie naszych zasobów upstreamowych oraz na zasoby, które mamy w zbiornikach – tłumaczy wiceprezes zarządu i dyrektor ds. produkcji i rozwoju Grupy Lotos. Natomiast sama produkcja, jej efekt, wiąże się z marżą, czyli z różnicą średnich cen produktów do cen surowców.

Polskim rafineriom sprzyja natomiast marża petrochemiczna, która wynosi obecnie blisko 5 dolarów na baryłce. Jest to różnica w cenie pomiędzy droższą ropa Brent, a tańszą uralską, do przerobu której są przystosowane polskie rafinerie. Spółka osiąga też wysokie marże produktowe, czyli różnice pomiędzy ceną ropy a wyprodukowanego z niej paliwa. Zdaniem wiceprezesa trudno jednak określić wpływ tej marży na ostateczny wynik.

Wskaźnik marżowości jest w tej chwili dosyć wysoki. To, jaki będzie wynik, zależy od różnego rodzaju księgowych obliczeń zaznacza tylko wiceprezes spółki.

Apator zapowiada wyższy zysk i jeszcze lepsze wyniki w przyszłym roku. Mimo że przychody rosną wolniej niż zapowiadano

0

CEO Magazyn Polska

Apator nie osiągnie w tym roku tak wysokich przychodów ze sprzedaży, jak zapowiadał. Spółka liczy jednak na wyższy od planowanego zysk i poprawę wyników w przyszłym roku.

– Nie zrealizujemy prognozowanych przychodów ze sprzedaży, które były określone w przedziale 730-760 mln zł  mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Szostak, prezes zarządu i dyrektor generalny Apatora. – Będziemy gdzieś poniżej dolnej granicy przedziału prognozy. Natomiast jeżeli chodzi o wynik finansowy, to tu z kolei sytuacja jest odwrotna, bo mamy dużą szansę, żeby zrealizować maksymalny, górny przedział prognozy bądź osiągnąć nawet trochę lepszy wynik.

W trakcie trzech kwartałów obecnego roku przychody producenta liczników przekroczyły 517 mln zł i były o niemal 14 mln wyższe niż rok wcześniej. W tym roku zysk netto spółki przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wzrósł z 51,5 mln do 60,6 mln zł.

– Realizujemy wyniki zgodnie z planem – ocenia prezes spółki. Przychody ze sprzedaży urosły nam w tempie 8 proc. okres do okresu. Natomiast obserwujemy poprawę rentowności naszej działalności i poprawę wyniku w stosunku do planu, który zakładaliśmy na poziomie wyniku netto. Jeżeli chodzi o realizację planu, to dużo lepiej poradziliśmy sobie z osiągnięciem wyniku niż przychodu ze sprzedaży, ale ogólnie jesteśmy zgodni z planem.

Nadzieja na dalszą poprawę wyników związana jest z firmą Elkomtech, którą Apator kupił w kwietniu za 98,4 mln zł. Elkomtech jest dostawcą systemów teleinformatycznych i urządzeń do zdalnego sterowania siecią elektroenergetyczną. Działalność obu spółek się uzupełnia, dlatego Apator oczekuje, że razem będą mogli oferować klientom bardziej wszechstronną, inteligentną aparaturę.

Jeżeli chodzi o linię opomiarowania energii elektrycznej, to perspektywy na przyszły rok są dobre, bo w tej podstawowej działalności, która dotyczy sprzedaży elektronicznych liczników komunalnych, mamy właściwie pełny portfel zamówień, kontraktów, które będziemy realizować w przyszłym roku deklaruje prezes Andrzej Szostak.

Przejęcie powinno mieć także korzystny wpływ na tegoroczne wyniki Apatora. Elkomtech jest bowiem spółką, która dużą część przychodów realizuje w ostatnim kwartale, dlatego dopiero po zamknięciu grudnia będzie można ocenić, na ile te nadzieje się ziściły.

Na razie, przynajmniej na podstawie zapewnień zarządu Elkomtechu i tego, co sami widzimy w portfelu kontraktowym, wynika, że ten plan powinien być zrealizowany podkreśla prezes zarządu i dyrektor generalny Apatora. – Wpływ będzie o tyle istotny, że Elkomtech jest spółką o wyższych poziomach rentowności, czyli de facto wspiera naszą strategię w zakresie planowania i realizowania marż oraz ich poprawy również w sprawozdaniu skonsolidowanym.

W przyszłym roku akcjonariusze Apatora mogą oczekiwać wyników co najmniej nie gorszych niż w obecnym. Wiele zależy tu od skutecznego połączenia działalności lidera z przejętą spółką.

Od Elkomtechu oczekujemy przynajmniej powtórzenia wyników osiągniętych w tym roku ujawnia prezes Szostak. – Liczymy także na pojawienie się pierwszych synergii pomiędzy naszym dotychczasowym biznesem a biznesem przejętej firmy.