Telestrada poinformowała o zapłacie ceny nabycia za 100 proc. udziałów w spółce Niezależny Operator Międzystrefowy. Tym samym Telestrada stała się jedynym udziałowcem NOM.
Leonidas Capital sprzedał Ex-Debt Partners
Leonidas Capital realizując proces reorganizacji grupy kapitałowej sprzedał wszystkie posiadane akcje spółki Ex-Debt Partners, które stanowiły 73,98 proc. udziału w kapitale zakładowym oraz w ogólnej liczbie głosów.
– Mając na uwadze ujemną rentowność, jaką wypracowuje grupa kapitałowa Ex-Debt Partners, w opinii zarządu spółki powyższa transakcja będzie miała pozytywne przełożenie na wyniki finansowe grupy kapitałowej Leonidas Capital- podkreslono w komunikacie.
Spółka CDRL, właściciel marki Coccodrillo, chce przeznaczyć pieniądze ze sprzedaży akcji na redukcję zadłużenia i rozwój sieci sprzedaży w Europie Środkowej i Wschodniej

Od poniedziałku trwa oferta publiczna akcji spółki CDRL, właściciela marki odzieży dla najmłodszych Coccodrillo. Pieniądze ze sprzedaży mają być przeznaczone na spłatę zadłużenia i rozwój sieci sprzedaży w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, przede wszystkim w Czechach i Rumunii. Prognoza wyników w drugim półroczu br. zakłada osiągnięcie przez spółkę przychodów w wysokości około 160 mln zł i zysk netto na poziomie 10,9 mln zł.
Jak przekonuje Tomasz Przybyła, wiceprezes zarządu CDRL, realizacja prognozy jest niezagrożona. Wyniki spółki za pierwsze półrocze br. były znacznie lepsze od rezultatów finansowych w tym samym okresie ubiegłego roku.
– To skutek przeprowadzonej optymalizacji sieci sprzedaży – tłumaczy Tomasz Przybyła. – Renegocjowaliśmy wiele umów z centrami handlowymi, zamknęliśmy część nierentownych sklepów. Poza tym w ubiegłym roku wyprzedawaliśmy magazyny, w związku z tym zmieniła się struktura [sprzedaży]. Towary, które oferujemy obecnie, są już sprzedawane w oparciu o znacznie wyższą marżę.
Pieniądze z emisji, jak przekonuje wiceprezes CDRL, zostaną przeznaczone na dalszy rozwój firmy, poprawę wskaźników oraz znaczne zredukowanie zadłużenia. Obecnie sieć sprzedaży spółki w Polsce liczy ponad 200 salonów. Za granicą firma ma 145 placówek, między innymi w Austrii, Czechach, Rumunii, krajach bałtyckich, na Węgrzech i Słowacji, a także w Arabii Saudyjskiej, Mongolii oraz Libii.
– Chcemy skupić się przede wszystkim na krajach Europy Środkowo-Wschodniej, w których jesteśmy obecni już od kilku lat – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Przybyła. – Przede wszystkim naszym celem jest dalsza rozbudowa sieci w Rumunii i Czechach. W Rumunii już obecnie jesteśmy liderem rynku, mamy 35 sklepów i tę pozycję mamy zamiar umacniać. Liczymy na to, że w ciągu najbliższych kilku lat podwoimy tamtejszą sieć sprzedaży.
W transzy detalicznej dla inwestorów indywidualnych oferta publiczna akcji CDRL SA potrwa do 7 października br. Zapisy na akcje w transzy instytucjonalnej potrwają od 9 do 15 października. Drobni inwestorzy mogą złożyć zamówienie na paczkę zawierającą od 100 do 150 tys. walorów po cenie maksymalnej 17,40 zł za akcję. Zapisy przyjmowane są w placówkach Domu Maklerskiego Trigon SA oraz Domu Maklerskiego BZ WBK SA. Ostateczna cena emisyjna zostanie podana 9 października br.
Powstał fundusz wierzytelności Altus TFI
Altus TFI wprowadziło na rynek niededykowany, niestandaryzowany, sekurytyzacyjny, zamknięty fundusz inwestycyjny wierzytelności. Z pierwszej limitowanej emisji certyfikatów inwestycyjnych towarzystwo pozyskało 4 mln zł.
Kolejną emisję, z udziałem dystrybutorów zaplanowano na listopad.
– Do tej pory w przypadku naszych funduszy akcyjnych koncentrowaliśmy się na giełdzie warszawskiej i rynkach regionu Europy Środkowo-Wschodniej, a w przypadku funduszy dłużnych dokonywaliśmy inwestycji w papiery dłużne państw OECD, głównie krajowe – mówi Piotr Osiecki, prezes Altus TFI. – Teraz postanowiliśmy poszerzyć ofertę o fundusz inwestujący w nowy instrument: wierzytelności osób fizycznych i prawnych. Altus NSFIZ Wierzytelności pozwala uniezależnić się od koniunktury panującej na rynkach podstawowych klas aktywów tj. akcji, obligacji, surowców i walut.
Rynek wierzytelności w Polsce systematycznie rośnie. Na koniec 2013 r. kwota niespłaconych zobowiązań wynosiła 40,9 mld zł, i zwiększyła się w ciągu roku o 2,5 proc. Zobowiązania Polaków wynikają przede wszystkim z niespłacanych kredytów hipotecznych i konsumenckich oraz m.in. z niezapłaconych rachunków za energię elektryczną, gaz, usługi telekomunikacyjne, czynsz za mieszkanie, czy z tytułu alimentów.
Miraculum skupuje, roluje i przesuwa termin skupu swych obligacji
Zarząd spółki Miraculum uzgodnił z Rubicon Partners, który posiada ponad 7,7 tys obligacji o wartości 7,7 mln zł, że do 15 października nie przedstawi ich do wykupu.
Do tego czasu spółka i Rubicon Partners mają ustalić warunki wykupu obligacji w późniejszym terminie lub rolowania tych obligacji.
Miraculum 29 września dokonał wykupu 144 sztuk obligacji o wartości 144 tys zł.
Do rozliczenia pozostaje ponad 9,2 tys obligacji wartości nominalnej ponad 9,2 mln zł wraz z odsetkami.
Spółka zawarła z większością osób fizycznych będących właścicielami obligacji porozumienia, zgodnie z którymi wykup ponad 1,2 tys obligacji nastąpi w późniejszym terminie, częściowo 30 listopada, częściowo 31 grudnia i częściowo 31 marca 2015.
Jednocześnie zarząd spółki informuje, że blisko 2,3 tys obligacji Z2 uległo umorzeniu w wyniku ich rolowania na obligacje serii Z3.
M. Czachor (Erste Securities): Polskie spółki spożywcze są tańsze od zagranicznych o 30-40 proc.

Spółki spożywcze z GPW prowadzą ambitne programy inwestycyjne, które w perspektywie 2-3 lat przełożą się na wzrost ich wartości. Obecnie branża jest w niełasce inwestorów, głównie ze względu na sytuację za wschodnią granicą oraz stagnację konsumpcji w Polsce. W rezultacie polskie spółki są tańsze od zagranicznych konkurentów nawet o 40 proc., a tak głęboka przecena nie znajduje uzasadnienia w czynnikach fundamentalnych.
– Konsumpcja w Polsce już od ostatnich 2-3 kwartałów nie rośnie. W związku z tym podniesie się presja na marże, gdyż część towarów trzeba będzie sprzedać po niższych cenach, by przekonać tego konsumenta, żeby kupił nasz towar. Natomiast nie spodziewałbym się, że to będą jakieś znaczące spadki marży. Spółki bardziej będą koncentrowały się na tym, żeby poszukać oszczędności, zrestrukturyzować biznes i ewentualnie wyjść poza Polskę – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Czachor, analityk Erste Securities Polska.
Spółki spożywcze z GPW wyjątkowo mocno odczuły skutki wojny na Ukrainie i wzajemnych sankcji między UE a Rosją. W październiku ubiegłego roku indeks WIG-Spożywczy miał jeszcze wartość ponad 3700 pkt, natomiast obecnie jest to zaledwie nieco ponad 2400 pkt. Spadek w ujęciu rocznym jest nieco mniejszy, choć sięga niemal 30 proc.
Mimo rozejmu sytuacja na Ukrainie jest wciąż bardzo niestabilna, co może w dalszym ciągu szkodzić notowaniom spółek rolno-spożywczych. Pogorszenie sytuacji gospodarczej na Ukrainie i w Rosji może skutkować dalszą deprecjacją hrywny oraz rubla, a także wzrostem ryzyka bankructwa kontrahentów – ocenia Czachor. Obok niestabilnej sytuacji politycznej giełdowe notowania branży spożywczej są niskie także z powodu niskiej kapitalizacji wielu spółek na tym rynku oraz niewielkiej płynności akcji. Dyskonto z tego tytułu w porównaniu z konkurentami w Europie Zachodnie jest zbyt wysokie – twierdzi analityk Erste Securities.
– 30-40-proc. dyskonto jest według mnie nieuzasadnione. W dłuższym terminie albo spółki zachodnioeuropejskie się skrócą, albo polskie zaczną rosnąć. Pojawiają się inwestorzy fundamentalni w Mieszku czy Dudzie, którzy wierzą w długoterminowy wzrost biznesu i inwestują w te spółki – wskazuje Marek Czachor.
Z perspektywy inwestorów nastawionych krótkoterminowo spółki spożywcze mogą być mało atrakcyjne także ze względu na wielkość dywidend. Duża część wolnych środków jest przeznaczana na inwestycje, dzięki czemu można spodziewać się wzrostu zysków i przychodów w przyszłości, co jest dobrą informacją dla innej grupy inwestorów.
– W tym momencie, kiedy spółka decyduje się na wypłaty znaczącej dywidendy, to pokazuje, że ona już nie rośnie. Że w pewnym momencie możliwości wzrostu są ograniczane. Tym, że nie ma tam wysokich stóp dywidendy, raczej bym się nie przejmował, ważniejsze są wzrosty wyników – uważa Czachor.
Zdaniem analityka Erste Securities programy inwestycyjne w Colianie, Wawelu i Graalu powinny przełożyć się na wzrost wartości ww. spółki. Jednocześnie branża spożywcza ograniczyła w ostatnich latach zadłużenie, które jeszcze 2-3 lata temu ograniczało jej możliwości rozwoju. Potencjał do poprawy wyników istnieje również w zwiększaniu skali eksportu, co pokazuje Graal zwiększający sprzedaż w dyskontach w Europie Zachodniej.
Choć większość spółek spożywczych jest wyceniana nisko według wskaźników giełdowych, to do wyjątków należy m.in. jeden z liderów branży, czyli Wawel. Stagnacja w sprzedaży detalicznej w Polsce jest jednak widoczna w wynikach Wawelu, a jej kontynuacja może wywołać korektę cen akcji, które są obecnie na wysokim poziomie – ocenia Czachor. Niewielka dynamika konsumpcji skłania część spółek do wdrażania programów restrukturyzacyjnych, czego przykładem jest ZPC Otmuchów.
– Spółka ta przechodzi głęboką restrukturyzację związaną trochę ze zmianą profilu biznesowego. Stara się także pozyskać nowych dostawców, uniezależnić się od Biedronki, zwiększyć eksport. Widać, że po mocnym spadku dokonanym w ubiegłym roku spółka znajduje się w trendzie bocznym. Natomiast spodziewam się, że w najbliższych kwartałach w związku z poprawą wyników powinna z tego trendu bocznego się wybić i kontynuować wzrost – prognozuje analityk Erste Securities.
PKP IC: T-Systems Polska za 8 mln zł usprawni sprzedaż biletów
T-Systems Polska, spółka należaca do Deutsche Telekom rozpoczęła wraz z PKP Informatyka wdrażanie nowego systemu sprzedaży biletów w PKP Intercity. Wartość kontraktu wynosi ponad 8 mln zł.
Na mocy podpisanej we wrześniu umowy, prace realizowane będą dwuetapowo. W IV kwartale system obejmie wsparcie sprzedaży biletów na pociągi Pendolino, a w II kwartale 2015 usprawniona zostanie sprzedaż biletów na większość pociągów i połączeń PKP Intercity.
– System RMS, który wdrażamy wspólnie z PKP Informatyka, istotnie usprawni proces sprzedaży biletów, a docelowo wpłynie na optymalizację przychodów spółki. PKP Intercity będzie mogła teraz ustalać ceny z ogromną precyzyjną, na podstawie licznych parametrów i szablonów obliczeniowych. Na nowych cenach skorzystają również podróżni, którzy np. wybiorą mniej obłożony pociąg albo zarezerwują bilet z większym wyprzedzeniem – tłumaczy Maciej Plebański, prezes T-Systems Polska.
System RMS w PKP Intercity funkcjonował będzie w pełnej symbiozie z systemem rezerwacyjnym spółki, dzięki trzystopniowemu schematowi działania. W pierwszej fazie, z systemu rezerwacji i sprzedaży biletów pobierane będą informacje historyczne o wcześniej zarezerwowanych i zakupionych biletach. Następnie, system RMS, na bazie przekazanych danych i skonfigurowanych parametrów, dokona matematyczno-statystycznej analizy oraz zaproponuje nowe ceny biletów. Wygenerowane prognozy nowych cen zostaną przekazane ponownie do systemu rezerwacji i sprzedaży biletów.
Prezes NIK w Kijowie
Prezes Najwyższej Izby Kontroli wziął udział w konferencji, która inaugurowała proces reformy służby cywilnej w ukraińskiej administracji. NIK aktywnie wspiera Ukraińców we wdrażaniu polityki antykorupcyjnej i podnoszeniu kompetencji urzędników. Przedstawiciele Izby uczestniczą m.in. w przygotowaniu nowych ustaw dotyczących funkcjonowania państwa. Podczas wizyty w Kijowie Krzysztof Kwiatkowski spotkał się z wysokimi rangą przedstawicielami ukraińskiej administracji, oferując im projekty szkoleń i staże dla kontrolerów i członków służby cywilnej.
NIK była strategicznym partnerem strony ukraińskiej w organizacji konferencji: „Europejskie wskazówki w reformie służby cywilnej”. – Ukraina chce się zmieniać, wprowadzając standardy obowiązujące w UE, a my ją w tym wspieramy – mówi prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski. Eksperci z Najwyższej Izby Kontroli od kilku miesięcy pomagają Ukraińcom przy projekcie ustawy o służbie cywilnej. – To bardzo ważna regulacja, która w państwach Europy Zachodniej jest fundamentem nowoczesnego i sprawnego państwa – tłumaczy wiceprezes NIK Wojciech Kutyła, bezpośrednio zaangażowany w prace nad nowymi przepisami. Projekt ustawy jest już gotowy, a konferencja była okazją do spojrzenia na niego z perspektywy wymagań UE. – Nowe regulacje zebrały dobre recenzje i należałoby je jak najszybciej wdrożyć w życie – podsumowuje debatę w Kijowie Kutyła.
Ukraina próbuje przywrócić zaufanie obywateli do administracji publicznej. Eksperci są zgodni, że nie uda się tego zrobić bez konsekwentnego wdrażania polityki antykorupcyjnej i podnoszenia kompetencji zawodowych urzędników. Oba problemy zostały poruszone podczas konferencji w Kijowie inaugurującej proces reform służby cywilnej w ukraińskiej administracji. – Pokazywaliśmy naszym przyjaciołom z Ukrainy, jak funkcjonuje administracja publiczna w państwach UE i jaką drogę przeszedł w związku z tym nasz kraj przez ostatnich 25 lat. Zachęcałem do przyjęcia takiego systemu, w którym politycy zajmują się legislacją, programami i reagowaniem na problemy obywateli, ale za wydatkowanie środków, uczciwość procedur odpowiadać będą apolityczni, profesjonalni urzędnicy. – mówił podczas otwarcia konferencji Prezes NIK.
Fundamentalne zmiany nie ominęły samej NIK przy wstępowaniu Polski do UE. Jej pracownicy nie zapomnieli o merytorycznym wsparciu, jakie otrzymali w okresie przedakcesyjnym od najwyższych organów kontroli innych demokratycznych państw. Dziś chcą pomagać Ukrainie. Mają w dodatku bogate doświadczenie wyniesione z transformacji ustrojowej i procesu dostosowania do unijnych wymagań. Już w maju w Warszawie zostało podpisane porozumienie o współpracy między Najwyższą Izbą Kontroli a jej ukraińskim odpowiednikiem – Izbą Obrachunkową.
Umożliwia ono organizowanie szkoleń dla Ukraińców oraz prowadzenie wspólnych kontroli. W Kijowie Krzysztof Kwiatkowski rozmawiał z prezesem Romanem Magutą o możliwościach rozszerzenia tej współpracy. Omówiono m.in. kontrolę równoległą zanieczyszczenia rzeki Bug, w której udział biorą kontrolerzy z Polski, Ukrainy i Białorusi. Jej wyniki będą znane w połowie przyszłego roku.
Prezesi NIK odbyli także szereg spotkań z wysokimi rangą przedstawicielami administracji ukraińskiej, proponując im projekty szkoleń i staży dla studentów i członków służby cywilnej. Wicepremier Ukrainy Wołodymyr Grojsman otrzymał zaproszenie dla kilkudziesięciu urzędników administracji rządowej na szkolenia w Polsce. Yurii Kovbasiuk, szef Krajowej Akademii Administracji Publicznej Ukrainy (kuźni kadry urzędniczej tego kraju) otrzymał propozycję staży w NIK dla najlepszych studentów swojej uczelni. Szef Narodowej Agencji Ukrainy ds. Służby Cywilnej Kostianty Vaszczenka został poinformowany o gotowości polskich specjalistów kontroli państwowej do cyklicznych wykładów i konsultacji poświęconych reformom na Ukrainie. Do tej pory przedstawiciele NIK kilkukrotnie wspierali w tej formie Ukraińców. Wojciech Misiąg na prośbę Kancelarii Prezydenta RP i wicepremiera Grojsmana dzielił się wiedzą z zakresu reformy władz samorządowych. Piotr Kamiński pomagał przy opracowaniu regulaminu działalności Rady Ministrów Ukrainy, a Wojciech Kutyła uczestniczył w pracach nad projektem ustawy o służbie cywilnej.
Podczas spotkań z Dmitrem Shymkivem, zastępcą Szefa Administracji Prezydenta Ukrainy, Krzysztof Kwiatkowski opowiedział o współpracy najwyższych organów kontroli obu krajów oraz o całości działań NIK na rzecz ukraińskiej administracji. Zarówno UE, która finansuje projekt wsparcia rozwoju służby cywilnej Ukrainy, jak i strona ukraińska, która jest jego beneficjentem, są żywo zainteresowane tą współpracą.
Wizyta polskiej delegacji w Kijowie rozpoczęła się od upamiętnienia ofiar walk na Majdanie. Prezesi NIK w obecności polskiego ambasadora złożyli w tym szczególnym miejscu kwiaty i zapalili pamiątkowy znicz. – Nie zapomnimy o stu młodych ludziach, którzy oddali swoje życie, by Ukraina mogła być demokratycznym i niezawisłym państwem, dążącym z własnego wyboru do członkostwa w Unii Europejskiej – deklaruje Krzysztof Kwiatkowski. Na zakończenie swojej wizyty Prezes NIK zapalił znicz na Polskim Cmentarzu Wojennym w Bykowni pod Kijowem, gdzie spoczywają tysiące ofiar stalinowskiego terroru, w tym setki Polaków zamordowanych przez NKWD w 1940 roku.
XTB: Cena miedzi do końca roku może spaść do 6,5 tys. dol. za tonę. Powodem mniejszy popyt ze strony Chin i rosnąca podaż

Do 6,5 tys. dol. za tonę, a więc o ok. 7 proc., może spaść cena miedzi do końca br. Głównym powodem presji jest mniejszy popyt ze strony Chin, których gospodarka wykazuje ostatnio gorsze od spodziewanych wskaźniki. Jednocześnie rośnie na świecie podaż tego surowca. Na rynek wchodzą nowe projekty wydobywcze, przede wszystkim w Chile oraz Australii, co będzie sprzyjać spadkowi cen miedzi. Jednak dzięki wysokim marżom wydobycie tego metalu wciąż jest opłacalne.
Jak zauważa Paweł Kordala, analityk rynków surowcowych spółki XTB, w ostatnich tygodniach rynki obserwują lekkie spadki ceny miedzi. Nie jest to jednak tak mocna przecena, jak w przypadku złota czy ropy naftowej.
– Oczywiście jeżeli mówimy o miedzi, to przede wszystkim interesuje nas gospodarka Chin, których popyt pokrywa 40 proc. zapotrzebowania na ten strategiczny surowiec na świecie – wskazuje Kordala. – Ostatnie wskaźniki gospodarki Państwa Środka nie są zbyt dobre: mamy słabe dane o produkcji przemysłowej i detalicznej. Nie napawają również optymizmem informacje z rynku nieruchomości, który w ostatnich latach napędzał zapotrzebowanie na miedź w tym kraju. Prawdopodobnie wolumeny importu tego surowca do Chin w kolejnych miesiącach lekko spadną. Będzie to sprzyjało spadkom cen na rynkach surowcowych. Naszym zdaniem do końca roku wartość miedzi może spaść nawet do 6,5 tys. dolarów za tonę [we wtorek 23 września kosztowała 6797 dol. – red.].
Drugim powodem prawdopodobnego spadku ceny miedzi w najbliższych miesiącach może być rosnąca podaż. Jak zauważa analityk rynków surowcowych spółki X-Trade Brokers, wciąż zwiększa się ona stabilnie.
– Wszystkie projekty wydobywcze, głównie w Chile i Australii, wchodzą na rynek zgodnie z planem, zapasy na giełdach także nie są wcale najniższe – argumentuje Kordala. – To efekt boomu inwestycyjnego, który miał miejsce w latach 2010–2011. W perspektywie już nie miesięcy, ale lat powinno sprzyjać to temu, by ceny miedzi zeszły nawet w okolice 6 tys. dol. za tonę.
Cały czas warto bowiem wydobywać surowiec, jak zauważa Paweł Kordala, bo marże wciąż są wysokie. Prawdopodobnie więc projekty będą kontynuowane.
– Przed miedzią rysuje się zatem perspektywa spadkowa nie tylko z powodu Chin, lecz także z powodu rosnącej podaży – podsumowuje analityk rynku surowców spółki XTB.
Destatis: więcej zatrudnionych w Niemczech

W sierpniu, według wstępnych wyliczeń Federalnego Urzędu Statystycznego (Destatis) w Niemczech było około 42,7 mln pracujących. W porównaniu do sierpnia 2013 ich liczba zwiększyła się o 358 tys osób.
Oznaczało to wzrost o 0,8 proc. Bezrobotnych w sierpniu było około 2,15 mln osób, 20 tys mniej niż rok wcześniej.
Niemcy: wysoki wzrost sprzedaży detalicznej w sierpniu
W porównaniu z lipcem sprzedaż detaliczna w Niemczech wzrosła w sierpniu o 2,5 proc. – poinformował federalny urząd statystyczny Destatis.
Są to dane wyrównane sezonowo. Ekonomiści szacując wcześniej ten wzrost oczekiwali, że sięgnie on 0,5 proc.
Balticon: umowa z Thermo King na świadczenie usług serwisowych
Balticon przez 3 lata będzie autoryzowanym centrum serwisowym Thermo King.
Balticon podpisał 29 września umowę z Thermo King, liderem i jednym z trzech największych globalnych producentów agregatów chłodniczych instalowanych w kontenerach armatorów morskich.
W ramach tej umowy Balticon został autoryzowanym centrum serwisowym Thermo King, oraz dealerem części zamiennych i akcesoriów do agregatów chłodniczych i prądotwórczych tej firmy. Balticon zyskał także autoryzację do dokonywania napraw gwarancyjnych agregatów chłodniczych używanych w kontenerach.
Umowa została zawarta na okres 3 lat.
Wartość umowy została objęta tajemnicą handlową.
KB Dom: umowa na budowę apartamentowca w Warszawie za 25 mln zł
Korporacja Budowlana Dom jako inwestor zastępczy zbuduje apartamentowiec w Warszawie za ponad 25 mln zł.
Korporacja Budowlana Dom otrzymał od spółki zależnej zawiadomienie o zawarciu w dniu 29 września ze spółką Śródmieście Wilanów umowy o pełnienie obowiązków inwestora zastępczego.
Zgodnie z umową KB Dom przyjęła do wykonania czynności mające na celu przygotowanie, realizację i oddanie do użytkowania wielorodzinnego budynku mieszkalnego w Warszawie w dzielnicy Wilanów, w którym zaprojektowanych zostało 122 lokali mieszkalnych oraz 3 lokale usługowe, wraz z zagospodarowaniem terenu, garażem podziemnym, małą architekturą, chodnikami, drogami wewnętrznymi i infrastrukturą. Termin zakończenia realizacji został ustalony na 31 stycznia 2016.
Z tytułu realizacji umowy KB Dom przysługiwać będzie wynagrodzenie szacowane przez strony na dzień podpisania umowy na kwotę 25,2 mln zł netto. Ponadto KB Dom Sp. z o.o. przysługiwać będzie premia w przypadku uzyskania oszczędności obniżających koszty budowy inwestycji. Wynagrodzenie to będzie nie większe jak 50 proc. uzyskanych oszczędności. Obniżenie kosztów budowy inwestycji uprawnia do premii o ile nie jest następstwem obniżenia standardów technicznych, użytkowych i estetycznych budynków, budowli i ich otoczenia.
Vedia: zamówienie na czytniki za 1,3 mln zł
Spółka Vedia dostarczy do Hiszpanii czytniki elektroniczne za ok 1,3 mln zł.
New Dragon Electronic Ltd. spółka zależna Vedia SA poinformowała o otrzymaniu 29 września kolejnego zamówienia od partnera z Hiszpanii na opracowanie i dostarczenie czytników elektronicznych. Łączna wartość zamówienia wynosi 412 tys usd. Zamówienie jest w trakcie realizacji.
– Vedia, wraz ze spółkami zależnymi, jest jedynym polskim producentem tabletów i czytników elektronicznych. Jako jedyna polska firma posiada w Chinach fabrykę elektroniki – podkreślono w komunikacie.
Na inwestycje na Mazowszu potrzeba kilku miliardów złotych. Zmiany w janosikowym niewiele pomogą

Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił decyzje resortu finansów, który domagał się od Mazowsza zapłaty zaległych rat janosikowego – w sumie ponad 200 mln zł. Władze województwa już zażądały zwrotu jednej raty, ok. 60 mln zł, która została ściągnięta z kont Mazowsza. Potrzeby inwestycyjne województwa są ogromne, a w ciągu 10 lat oddało ono z tytułu janosikowego ponad 6 mld zł.
Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał, że Ministerstwo Finansów powinno wziąć pod uwagę trudną sytuację finansową Mazowsza, które musiało zaciągać kredyty na poczet wpłat w ramach janosikowego. Powołał się również na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który uznał przepis o janosikowym za częściowo niekonstytucyjny. W Sejmie trwają prace nad zmianami w prawie dotyczącym tej daniny płaconej przez bogatsze regiony na rzecz najbiedniejszych – jak przekonuje Adam Struzik – zaproponowany projekt nie rozwiązuje jednak problemu.
– Obszar potencjalnych inwestycji to są miliardy złotych, a oszczędności z janosikowego, które wynikałyby ze zmniejszonej wpłaty, to ok. 250 mln zł rocznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego.
Projekt zmian, nad którym pracuje Sejm, zakłada podniesienie progu dochodów, od którego województwa będą dokonywały wpłat na rzecz innych województw. Jeśli dochody na jednego mieszkańca będą wyższe niż 125 proc. (dotychczas 110 proc.) średnich dochodów, województwo będzie musiało zapłacić, jednak mniej niż do tej pory. Wpłaty nie będą mogły też być wyższe niż 35 proc. dochodów podatkowych. Do Sejmu trafił też alternatywny projekt przygotowany przez Mazowsze i ekspertów od prawa i finansów.
Oszczędności, które mogą przynieść województwu mazowieckiemu zmiany w ustawie o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, to kropla w morzu potrzeb. Na inwestycje m.in. w infrastrukturę i służbę zdrowia potrzeba kilku miliardów złotych. Mazowsze przez 10 lat funkcjonowania dotychczasowych przepisów oddało ponad 6 mld zł.
– Problemem są przede wszystkim inwestycje drogowe. Mamy ponad 3 tys. km dróg, ponad 400 mostów. Część jest naprawdę w złym stanie technicznym. Ponadto mamy do zbudowania szereg obwodnic, których nie jesteśmy w stanie zrealizować ze środków europejskich, bo tych zabrakło – tłumaczy Struzik.
Jak podkreśla marszałek, istnieje ryzyko, że w nowej perspektywie finansowej inwestycje drogowe też nie będą możliwe do zrealizowania, bo mniej środków trafi na drogi. Unia zamierza przeznaczać pieniądze na inwestycje w ramach transeuropejskiej sieci transportowej (TEN-T).
Pieniędzy potrzebują również szpitale, które częściowo nie spełniają unijnych wymagań. W złym stanie są przede wszystkim placówki psychiatryczne. Wyzwaniem jest budowa nowego szpitala w Drewnicy.
– Musimy kontynuować modernizację innych placówek zdrowotnych. Jest też szereg instytucji zdrowia i edukacyjnych, w których jest do zrealizowania wiele niezbędnych remontów – ocenia Struzik. – Ponadto mamy głęboko niedofinansowane wydatki bieżące w kulturze, edukacji, w ogóle nie wspieramy organizacji pozarządowych, co do tej pory było na Mazowszu realizowane.
Pieniądze są także potrzebne na rozwój Kolei Mazowieckich. Samorząd województwa mazowieckiego zobowiązał się w umowie z 2009 roku, że do 2024 będzie co roku przekazywał spółce 250 mln zł. Z uwagi na trudną sytuację finansową często brakowało środków na dotację.
Jak zapewnia Struzik, sprzedaż Kolei Mazowieckich można na razie wykluczyć, bo wiązałoby się to ze zwrotem dotacji unijnych.
– Dokonujemy ciągle nowych zakupów przy udziale środków europejskich, co wydłuża trwałość projektu, dlatego prywatyzacja to raczej temat odległej przyszłości. Koleje wymagają dalszej modernizacji, zwłaszcza rozwoju zapleczy, gdzie pociągi mogą być konserwowane. To obszar, który podobnie zresztą jak Warszawska Kolej Dojazdowa, wymaga w dalszym ciągu inwestycji – ocenia Adam Struzik.
Pralniomaty mają powtórzyć sukces paczkomatów. Możliwa ekspansja zagraniczna

150 pralniomatów pojawi się w najbliższych miesiącach w Warszawie i Krakowie. W planach partnerów, czyli firm Aqmet, InPost i sieci 5àSec jest kolejnych 100 maszyn w największych miastach Polski. Logistyczna spółka spodziewa się powtórki sukcesu paczkomatów, ponieważ będzie mogła zapewnić ceny niższe od tych w tradycyjnych pralniach. Jednocześnie klienci mają oszczędzać czas, który do tej pory tracili na dojazd do centrów handlowych.
– Pierwsze 50 urządzeń stanęło właśnie w Warszawie i Krakowie. Sam pilotaż rozpoczął się już pół roku temu na dwóch maszynach. Testowaliśmy, jaki jest odbiór ze strony klientów, co trzeba usprawnić. W ciągu najbliższych kilku miesięcy maszyn będzie 150, rozlokowanych w większości w pobliżu centrów biurowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Rafał Brzoska, prezes zarządu grupy Integer.pl, właściciela InPostu. – To jest klient, który najczęściej nie ma czasu, by prać, prasować albo jeździć do stacjonarnych pralni, które często są lokowane w centrach handlowych.
Klient może zostawić brudne ubrania w dowolnym pralniomacie i odebrać je – wyprane i wyprasowane – następnego dnia. Ubrania są przewożone przez kuriera specjalnym samochodem, z podziałem na strefę brudną i czystą.
Według Brzoski pralniomaty HiShine są pierwszą tego typu usługą na świecie, a ich przewagą nad tradycyjnymi pralniami ma być szybkość i oszczędność czasu. Atutem ma być również najniższa możliwa cena rynkowa, która – jak zapewniają przedstawiciele firmy – jest 15 proc. niższa niż w pralniach tradycyjnych. W zależności od wybranego standardu usługi za wypranie i wyprasowanie koszuli trzeba zapłacić 5,90–11,80 zł. W przypadku kurtki puchowej ok. 42,49–76,48 zł. Brzoska podkreśla, że zaletą jest również szeroki wachlarz usług, co powinna zapewnić współpraca z EBS – operatorem pralni francuskiej sieci 5àSec.
– Klienci nawet idąc do pracy, mogą zostawiać swoje koszule i następnego dnia je odbierać, nie tracąc czasu na to, by parkować samochód, pójść do centrum handlowego i stać w kolejce. Skracamy zdecydowanie czas oddawania brudnych rzeczy i odbierania czystych – tłumaczy Brzoska.
Po ulokowaniu 150 maszyn w Krakowie i Warszawie spółka chce postawić jeszcze 100 pralniomatów w innych wielkich aglomeracjach – Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi oraz na Górnym Śląsku. W dalszej przyszłości prezes grupy Integer nie wyklucza wejścia na rynki w kolejnych miejscowościach, także poza granicami kraju.
– Jeżeli ten koncept w Polsce się przyjmie, a pierwsze dni funkcjonowania na rynku polskim już pokazują, że chyba jest to strzał w dziesiątkę, nie wykluczamy roll-outu, czyli rozwoju organicznego w innych krajach, również we współpracy z naszymi partnerami – mówi Rafał Brzoska.
Efekty synergii sprawiają, że projekt nie wymaga dużych nakładów finansowych ze strony grupy Integer. W krótkim terminie dodatkowe koszty wynikają głównie z marketingu oraz promocji, ale są dzielone na wszystkich partnerów.
– InPost nie będzie nigdy pralnią, a EBS, który jest operatorem pralni w Polsce, nigdy nie będzie firmą logistyczną. Tutaj w sposób naturalny się uzupełniamy. Ten projekt nie wymaga na tym etapie żadnych nakładów inwestycyjnych ze strony grupy Integer, więc myślę, że same rezultaty, które już wyglądają bardzo obiecująco, a nie obciążają naszego wyniku w tej chwili, mogą być z punktu widzenia inwestora bardzo ciekawym projektem – uważa prezes Integera.
W dłuższej perspektywie pralniomaty mają być jednym z głównych filarów biznesu spółki Integer, obok paczkomatów. Docelowa rentowność ma wynieść nawet kilkadziesiąt procent dzięki ograniczeniu kosztów logistycznych oraz najmu powierzchni.
– Kumulujemy dużą liczbę jednostek w ramach danego miasta, czyli jeżeli mamy 30 tego typu punktów automatycznych, to tak, jakbyśmy otworzyli 30 pralni, nie płacąc wysokiego czynszu w centrach handlowych. Więc z tego punktu widzenia marżowość tego biznesu docelowo może być na poziomie kilkudziesięciu procent – przewiduje Brzoska.
Ceny usług IT w Polsce zbliżają się do zachodnich. Nasz rynek staje się bardzo atrakcyjny dla międzynarodowych firm z branży

Ceny usług informatycznych w Polsce zbliżają się do tych na Zachodzie, a jakościowo już im dorównują. W ten sposób nasz rynek staje się coraz bardziej atrakcyjny dla międzynarodowych firm. W kraju zwiększać zaangażowanie chce również Ericpol, największy polski eksporter z branży teleinformatycznej.
– Okazuje się, że ceny, które jesteśmy tu w stanie uzyskać za nasze usługi, powoli zaczynają się zbliżać do cen zachodnich – mówi agencji informacyjnej Newseria Mariusz Topór, menadżer ds. rozwoju spółki Ericpol. – W związku z tym coraz bardziej opłaca się pracować na rynek polski także z tego powodu, że jest po prostu bliżej, to naturalne, że chcemy i powinniśmy działać tutaj. Powoli się okazuje, że jesteśmy w stanie pracować w Polsce i uzyskiwać takie same efekty, jak na rynkach zachodnich.
Ericpol zatrudnia w całej Europie blisko 2 tys. pracowników, ma siedzibę w Polsce i oddziały w kilku krajach. Blisko 90 proc. przychodów spółki pochodzi z zagranicznych rynków, ale udział polskiego ma się w najbliższym czasie zwiększać. Mają to zapewnić m.in. projekty dla administracji oraz rozwiązania dla biznesu oraz branży medycznej, logistycznej i automotive.
– W perspektywie 5 czy 10 lat cena i jakość, czyli finalny produkt, na rynku polskim i na Zachodzie będą porównywalne – podkreśla przedstawiciel spółki Ericpol. – Nie ma szans, żeby istniejący jeszcze dzisiaj rozdźwięk dało się długo utrzymać.
Jak wynika z przygotowanego pod patronatem resortu gospodarki raportu Computerworld TOP 200, w roku 2013 w branży IT w Polsce działały 302 firmy o rocznych przychodach przekraczających 1 mln zł. Było ich o jedną trzecią więcej niże przed rokiem. Ich łączne przychody wzrosły w zeszłym roku o 17 proc., sięgając 50,5 mld zł.
– Polski rynek usług informatycznych jest bardzo rozwinięty i bardzo konkurencyjny – ocenia Mariusz Topór. – Działa na nim dużo firm: małych, średnich i dużych, które mają już swoich stałych klientów, mają bardzo dobre relacje w pewnych obszarach, mają dobre produkty, umieją na polskim rynku funkcjonować w bardzo dobry sposób. Wejście na ten rynek, od razu z dużym sukcesem, byłoby bardzo trudne, ponieważ wymagałoby bardzo dużych inwestycji i wiązałoby się z dużym ryzykiem.
Ericpol odniósł międzynarodowy sukces, dostarczając usługi informatyczne w krajach Europy Zachodniej i Skandynawii. Spółka przyznaje, że dotychczas nie doceniała rynku polskiego. Dziś odnalezienie się tu jest dla niej ciekawym wyzwaniem.
– Widzimy szansę w tym, że jesteśmy w stanie dostarczać to, czego klient oczekuje, bazując na doświadczeniach z pracy z klientami zagranicznymi. Są takie trzy najważniejsze elementy: zmieścić się w budżecie, zmieścić się w harmonogramie i dostarczyć to z odpowiednią jakością. Wbrew pozorom umiejętność robienia czegoś takiego nie jest powszechna – zaznacza Mariusz Topór.
MF zaprasza do testowania Uniwersalnej Bramki Dokumentów
Przypominamy o możliwości testowania Uniwersalnej Bramki Dokumentów (UBD) przeznaczonej do przesyłania przez płatników informacji PIT-11, PIT-8C, PIT-R i deklaracji PIT-40 w postaci dokumentów wielopozycyjnych.
Środowisko testowe zostało Państwu udostępnione na stronie Finanse :
- w zakładce Do pobrania – umieszczono Specyfikację Wejścia-Wyjścia UBD dla środowiska testowego,
- w zakładce Struktury dokumentów XML – umieszczono Wzory dokumentów do testów Uniwersalnej Bramki Dokumentów.
W związku z planowanymi zmianami w projekcie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, od 1 stycznia 2015 r. każdy płatnik mający obowiązek sporządzenia informacji lub rocznego obliczenia podatku dla więcej niż pięciu podatników (osób fizycznych) będzie zobowiązany do wysłania formularzy, deklaracji podatkowych do urzędu skarbowego wyłącznie przez Internet.
Aby usprawnić składanie deklaracji drogą elektroniczną zostanie uruchomiona Uniwersalna Bramka Dokumentów (UBD), będąca nowym, intuicyjnym kanałem służącym do wysyłania e-deklaracji. Dzięki niej będzie możliwe złożenie w ramach jednej transmisji danych do 20000 dokumentów oraz pobranie jednego UPO (Urzędowe Poświadczenie Odbioru) dla całej wysyłki. Wprowadzono nowe schematy informacji PIT-11, PIT-8C, PIT-R oraz deklaracji PIT-40, które w UBD zostały oznaczone: PIT-11Z, PIT-8CZ, PIT-RZ oraz deklaracja PIT-40Z. Płatnicy zaliczek na podatek dochodowy będący osobami fizycznymi będą mogli podpisać wysyłane dokumenty danymi autoryzującymi (imię, nazwisko, data urodzenia, NIP, przychód). Składanie korekt oraz pojedynczych deklaracji będzie możliwe przy użyciu bramki e-Deklaracje.
Więcej informacji nt. tego rozwiązania znajdą Państwo w zakładce „Dla Płatników”.
Serdecznie zachęcamy do testowania bramki. Wszelkie pytania i problemy techniczne prosimy zgłaszać za pomocą korespondencji mailowej na adres [email protected].
Czas na zmiany w pracy tymczasowej
Wprowadzenie gwarancji finansowych oraz obowiązku corocznego przedkładania zaświadczeń o niezaleganiu ze składkami na ZUS i zaliczkami do urzędów skarbowych pozwoliłoby podnieść jakość usług na rynku pracy tymczasowej – uznały Polskie Forum HR, Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia oraz Ogólnopolski Konwent Agencji Pracy, które wspólnie z Konfederacją Lewiatan przygotowały rekomendacje dla tej branży.
29 września br. odbyła się konferencja, na której omówione zostały główne wyzwania przed jakimi stoi ten dynamicznie rozwijający się sektor.
Dziś branża liczy ponad 4,9 tys. zarejestrowanych agencji zatrudnienia zatrudniających rocznie ponad 500 tys. pracowników tymczasowych. Od kilku lat rok do roku obserwujemy wzrost liczby pracowników tymczasowych na poziomie kilkunastu procent, nadal jednak daleko nam do wykorzystania tej formy zatrudnienia na poziomie zbliżonym do średniej europejskiej. Możemy spodziewać się, że najbliższe lata przyniosą rosnące zainteresowanie pracą tymczasową. Zdaniem organizacji reprezentujących sektor, w celu pełnego wykorzystania potencjału jaki daje praca tymczasowa, w interesie branży jest zapewnienie, aby jej rozwój był jednoznaczny ze wzrostem standardów usług oferowanych przez agencje oraz z większym wykorzystaniem tej formy zatrudnienia jako istotnego elementu efektywnie funkcjonującego rynku pracy.
Obserwując sytuację na rynku widzimy wiele przykładów negatywnych praktyk, które wpływają na wizerunek całej branży. Duża fluktuacja podmiotów, częsty brak przygotowania merytorycznego pracowników agencji czy w końcu brak zabezpieczeń finansowych są źródłem wielu nadużyć. Mając to na uwadze, organizacje reprezentujące sektor przy współpracy z Konfederacją Lewiatan opracowały listę rekomendacji, których celem jest podniesienie jakości usług na rynku agencji. Jednym z głównych postulatów jest wprowadzenie gwarancji finansowych oraz obowiązku corocznego przedkładania zaświadczeń o niezaleganiu ze składkami na ZUS i zaliczkami do US. – Dziś jedynie Wielka Brytania i Niemcy wyprzedzają nas w rankingu największej liczby agencji w Europie. Tylko w zeszłym roku swoją działalność rozpoczęło ponad 1,2 tys. firm podczas gdy około 700 zostało wykreślonych z Krajowego Rejestru Agencji Zatrudnienia. Nie mamy w Polsce żadnych wymagań w stosunku do podmiotu prowadzących działalność agencji zatrudnienia. Wszystko to przekłada się na bardzo różnorodną jakość świadczonych usług oraz liczbę występujących nadużyć – komentuje Anna Wicha, Prezes Polskiego Forum HR.
– Musimy pamiętać o znaczeniu sektora w budowaniu efektywnego rynku pracy, dlatego wśród rekomendacji znalazły się również postulaty w zakresie lepszego wykorzystania pracy tymczasowej jako pełnoprawnej formy zatrudnienia, tu szczególną uwagę chciałbym zwrócić na postulat otwarcia dostępu pracy tymczasowej do sektora publicznego- dodaje Jarosław Adamkiewicz, Prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.
Dodatkowo Polskie Forum HR, Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia oraz Ogólnopolski Konwent Agencji Pracy zobowiązały się do przestrzegania zapisów Kodeksu Dobrych Praktyk, który reguluje zasady świadczenia usług oraz współpracy agencji zatrudnienia. Jak podkreśla Dawid Seifert, Prezes Ogólnopolskiego Konwentu Agencji Pracy: „Wiele zależy od działań mających na celu samoregulacje branży dlatego będziemy dokładać wszelkich starań aby zachęcać podmioty funkcjonujące na rynku do zrzeszania się”.
Agencje zatrudnienia są ważnym elementem rynku pracy, na którym spoczywa odpowiedzialność za ponad pół miliona pracowników. Prowadzenie działalności agencji zgodnej z przepisami prawa oraz zgodnie z dobrymi praktykami przyjętymi w branży jest nie tylko gwarancją odniesienia sukcesu w biznesie ale również czynnikiem w znacznym stopniu wpływającym na poprawę sytuacji na rynku pracy.
Konfederacja Lewiatan
Benefit Systems SA wprowadzi do obrotu prawie 70 tys. akcji serii C
W związku z założeniami programu motywacyjnego spółki, Benefit Systems wypuści akcje serii C, na co otrzymała zgodę zarządu GPW.
Zarząd GPW postanowił dopuścić i wprowadzić z dniem 2 października 2014 r. w trybie zwykłym do obrotu giełdowego na rynku równoległym 68 720 akcji zwykłych na okaziciela serii C spółki Benefit Systems. Akcje będą miały wartość nominalną 1 zł każda. Istnieje warunek dokonania rejestracji papierów przez Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych S.A. z dniem 2 października 2014 roku.
Emisja akcji serii C wprowadzonych i dopuszczonych do obrotu giełdowego na podstawie ww. uchwały została przeprowadzona zgodnie z zasadami Programu Motywacyjnego na lata 2011-2013 opisanym szczegółowo w prospekcie emisyjnym spółki.
Asus powalczy o kilkuprocentowy udział w rynku smartfonów w Polsce
ASUS wchodzi do Polski z trzema modelami smartfonów i chce znaleźć się w pierwszej piątce najpopularniejszych producentów tych urządzeń w kraju.
ASUS chce być czołowym graczem na rynku smartfonów. Jego celem jest znalezienie się w pierwszej piątce pod względem udziału w rynku, wynika z rozmowy z przedstawicielem ASUS-a w Polsce. Producent chce przekonać klientów do swoich produktów dobrym stosunkiem jakości do ceny. Smartfony ZenFone na początku nie będą dostępne u operatorów komórkowych, a jedynie w sprzedaży detalicznej.
ASUS wprowadził na polski rynek trzy smartfony z serii ZenFone o różnym rozmiarze ekranu i specyfikacjach technicznych. Ceny modeli – w zależności od wielkości i specyfikacji – będą na poziomie 499–899 zł.
Celem ASUS-a jest znalezienie się w pierwszej piątce producentów A-brandowych, oznacza to kilka procent całej sprzedaży.
‒ Nie musimy niczego udowadniać na rynku smartfonów. Oczywiście mamy swoje ambicje, cele, natomiast nie zakładamy, że od razu będzie to pierwsza trójka w segmencie telefonów – powiedziała w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sławomir Stanik, country manager ASUS Polska.
Stanik jednak przypomina, że obecnie polskie statystyki, zdominowane przez Samsunga i Apple’a, są nieco zaburzone, bo wliczane są telefony reeksportowane. Ma się to zmienić w przyszłym roku, co pozwoli realniej ocenić, jaki udział w rynku smartfonów używanych przez polskich konsumentów mają poszczególni producenci.
Na początku smartfony ASUS-a pojawią się jedynie w sprzedaży detalicznej. W ofercie operatorów mogą pojawić się po jakimś czasie. Spowalnia to m.in. konieczność wprowadzenia danego modelu do całego europejskiego katalogu tych operatorów, którzy działają również na innych rynkach (T-Mobile i Orange). Prace nad tym jednak trwają i mogą zakończyć się sukcesem w przyszłym roku. Nie bez znaczenia jest rozwój technologii LTE, która wymusza modernizację oferty urządzeń, podkreśla Stanik.
Czy spalanie odpadów jest przyjazne środowisku?
Niezwykle ważnym, jeśli nie najważniejszym, aspektem w racjonalnej utylizacji odpadów komunalnych jest dbałość o środowisko naturalne. Podejmowane działania powinny przede wszystkim uwzględniać troskę o zapobieganie skażeniu powietrza, wody i gleby. O efektywnej i ekologicznej gospodarce odpadami komunalnymi mówi Piotr Pędzik z West Real Estate SA.
Panuje powszechne przekonanie, że segregacja odpadów komunalnych i należyte ich składowanie jest bezpieczne dla środowiska. Warto jednak pamiętać, że naturalnemu rozkładowi ulegają jedynie substancje organiczne i tylko one umożliwiają gromadzenie biogazu bogatego w metan i tlenek węgla. „Dziś jedyną skuteczną metodą pozbycia się nadmiaru odpadów jest termiczne spalenie. Podobnie jest w przypadku konglomeratu substancji, które składowane nawet przez kilkadziesiąt lat nie uległy degradacji. Rozwiązaniem tego problemu jest pirolityczna i fluidalna utylizacja odpadów. Gazy emitowane do atmosfery pozbawione są tlenków azotu i siarki, aromatycznego węgla oraz sadzy. Pokazują to nie tylko wyniki naszych badań, ale można to naocznie sprawdzić podczas spalania – wydobywający się dym jest przezroczysty i – co ważne – bezwonny. Dzieje się tak, gdyż proces termicznej utylizacji odpadów komunalnych jest całkowity i zupełny, czyli nie zawiera żadnych palnych składników gazu. Co więcej, popiół, który powstał w trakcie spalania nie ma w swoim składzie żadnych części palnych i może być wykorzystywany w budownictwie i drogownictwie.” – wyjaśnia Piotr Pędzik z notowanej na NewConnect spółki West Real Estate.
Krajowe oraz międzynarodowe ustawodawstwo obliguje władze samorządowe do odbierania oraz utylizacji odpadów komunalnych. Mieszkańcy niemal od roku są zobowiązani do segregowania śmieci. Warto jednak zaznaczyć, że za nowymi regulacjami nie ruszyły inwestycje w obszarze gospodarki odpadami. „Aktualnie w Polsce funkcjonuje jedna spalarnia, która prowadzi termiczną utylizację odpadów komunalnych. Jak na tak duży kraj oraz ilość produkowanych śmieci to stanowczo za mało. Co prawda, w planach jest zbudowanie instalacji w Białymstoku, Koninie, Szczecinie, Poznaniu oraz Krakowie, ale to wciąż jest to za mało, aby efektywnie rozprawić się z wzrastającą falą surowców, których nie można przetworzyć w inny sposób. Szacuję, że na terenie Polski wybudowanie 70-ciu, może 80-ciu tego rodzaju zakładów przyniosłoby żądany efekt. Obawiam się jednak, że dopóki samorządowcy będą mogli unikać inwestycji związanych z budową spalarni śmieci, nie powstaną kolejne tego typu obiekty. Przyczyn takiej sytuacji należy przede wszystkim upatrywać w ekonomii i finansowaniu tego rodzaju przedsięwzięcia. Występuje bowiem wiele obostrzeń dla inwestorów i wykonawców spalarni. Co więcej, koszt całej inwestycji to wciąż kwota nieosiągalna dla wielu samorządów i bez wsparcia ze strony centralnego budżetu bądź celowych środków unijnych nie będą one w stanie samodzielnie sfinansować takiego przedsięwzięcia. Ważne jednak jest, aby już teraz prowadzić szeroką akcję edukacyjną – budować świadomość i wiedzę społeczeństwa na temat konieczności powstawania termicznych spalarni śmieci. Warto jednoznacznie zaznaczyć, że termiczne spalanie nie ma alternatywy w zakresie efektywnej utylizacji odpadów komunalnych.” – konkluduje Piotr Pędzik z firmy West Real Estate SA.
Racjonalne zaplanowanie utylizacji odpadów komunalnych już dziś, w przyszłości da gwarancję efektywnego zarządzania tonami papieru, szkła, plastiku czy odpadów organicznych. Inwestycja w termiczną spalarnię śmieci pozwoli na wiele lat wyeliminować problem zalegających na wysypiskach odpadów i zahamować powstawanie nowych składowisk. Pirolityczna i fluidalna utylizacja odpadów pozwoli nie tylko zlikwidować produkowane na bieżąco odpady, ale także problem zagrażających środowisku i składowanych przez wiele lat śmieci.
Coface: Rosną zagraniczne należności polskich firm
W związku z ciągłym wzrostem sprzedaży polskich firm na rynki zagraniczne, rośnie także liczba niezapłaconych należności przez zagranicznych kontrahentów. Cierpi branża tekstylna, spożywcza i transportowa.
Terminy spłat należności dla polskich firm od zagranicznych partnerów biznesowych rosną, podaje Coface. Krajowi przedsiębiorcy mają problem z odzyskiwaniem pieniędzy ze względu na różnice językowe czy kulturowe lub po prostu przez odległość dzielącą kontrahentów.
Wraz ze wzrostem sprzedaży na rynki zagraniczne, rosną należności polskich firm ze względu na opieszałość kontrahentów.
– Wraz ze wzrostem zainteresowania rynkami zagranicznymi pojawiają się też problemy z należnościami. Dłużnicy zagraniczni wcale nie są bardziej skłonni do tego, by w terminie bądź by w ogóle regulować swoje zobowiązania. I pojawia się duży problem, bo jak windykować należność od firmy, która prowadzi działalność daleko, gdzie obowiązują zupełnie inne normy prawne, kultura, obyczaj, a często także jest bariera językowa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes zauważa Szymon Wiliński, dyrektor ds. rozwoju usług informacji i windykacji Coface.
Zobowiązań w terminie nie płacą m.in. przedsiębiorstwa włoskie, niemieckie, holenderskie i francuskie, wylicza Coface.
– W ostatnim czasie widzimy w Europie Zachodniej wzrost zapytań z branży tekstylnej, mięsnej, owocowo-warzywnej – wyjaśnia Wiliński. – Na południu Europy nasi klienci mają natomiast problemy z odzyskaniem należności od branży transportowej.
Destatis: CPI we wrześniu 0,8 proc. rdr.
Wskaźnik inflacji w Niemczech na niezmienionym poziomie we wrześniu.
Inflacja CPI w Niemczech we wrześniu pozostała w ujęciu rocznym na tym samym poziomie – 0,8 proc., co w sierpniu, wynika ze wstępnych danych niemieckiego urzędu statystycznego Destatis.
Najbardziej wzrosły w ujęciu rocznym ceny żywności, o 0,9 proc. w porównaniu do 0,3 proc. w sierpniu.
Przyspiesza spadek cen energii. We wrześniu było to -2,2 proc, w sierpniu, -1,9 proc. w ujęciu rocznym.
Autopromocja i jej rola w biznesie
Nie trzeba nikomu tłumaczyć jak wielką rolę w biznesie odgrywa dobra autopromocja, czasem zwana też po prostu umiejętnością sprzedaży samego siebie. Jak skupić uwagę innych podczas autoprezentacji? Jak właściwie wejść w interakcję ze słuchaczami? Oto kilka cennych porad.
Po pierwsze
Przede wszystkim stój do słuchaczy przodem. Nigdy nie czytaj też całego tekstu z kartki. Notatki mogą być twoim wsparciem, punktem odniesienia, słuchacze muszą jednak widzieć że mówisz „z głowy”. Prezentacja czytana z kartki często buduje bowiem poczucie, że czytający nie zastanawia się nad tym co mówi, jego głos staje się automatycznie monotonny, nienaturalny i nieprzekonujący.
Przerywaj swoją rozmowę pytaniami. „Czy wszystko jest zrozumiałe? Czy mają Państwo jakieś pytania dotyczące tej części prezentacji? Jak Państwo oceniacie…?” To nie tylko grzeczność i atencja skierowana w stronę słuchaczy, ale również dobry sposób na wzbudzenie interakcji. Pytanie zadane po każdej części przemówienia, zmusza słuchacza do natychmiastowego podsumowania dostarczonej mu treści oraz do zapamiętania tego, co najważniejsze.
Po drugie
Rozluźnić atmosferę i przełamać pierwsze lody pomogą dowcipy, zabawne historie wtrącone w treść przemówienia. Niemniej jednak nie zawsze sięgnięcie po nie jest po prostu stosowne, trzeba więc najpierw dokładnie rozważyć czy i po jakie anegdoty ewentualnie sięgnąć. Innym dobrym sposobem wzbudzenia zainteresowania słuchaczy już na samym początku, jest zadanie im zagadki oraz informacja, że jej rozwiązanie znajdą oni w treści wystąpienia. Dzięki temu, słuchacze z większą uwagą będą śledzić to, co o czym mówisz.
Porównania doskonale działają na wyobraźnię. Być może dana kwestia zawarta w prezentacji kojarzy się z czymś pozornie zupełnie abstrakcyjnym. Niemniej jednak, sięgnięcie po takie skojarzenia pozwoli znacznie skuteczniej wyjaśnić słuchaczom zagadnienia, które mogą wydawać się nudne lub trudne – mówi Katarzyna Kłopotek, Junior PR Specialist GRUPA 365 NET.
Po trzecie
Postaraj się kontrolować swoją mowę ciała. Stój prosto, nie garb się ani nie przekrzywiaj na boki. Podkreślaj zmianą pozycji ważne punkty w prezentacji. Poruszanie się, np. wykonywanie niewielkich kroków pomoże utrzymać spokój. Odnosząc się do slajdów, wskazuj na nie ręką lub skieruj na nie spojrzenie. Ręce zajmij trzymaniem notatek, przesadne nimi gestykulowanie najłatwiej rozprasza słuchaczy.
W końcu kwestią dosyć trudną jednak bardzo ważną jest utrzymywanie kontaktu wzrokowego z publicznością. Dzięki temu przekonujemy słuchaczy o naszym zaangażowaniu i pewności siebie. Tu pomoże również naturalny i przyjazny wyraz twarzy.
Zmiany przepisów w szkolnictwie wyższym
Koniec z płaceniem za naukę na drugim lub trzecim kierunku studiów. Od 1 października wchodzą w życie przepisy wycofujące te opłaty. Ale nowelizacja prawa o szkolnictwie wyższym przynosi również inne udogodnienia.
Ustawa wprowadza studia dualne. To nowatorskie rozwiązanie polega na łączeniu nauki z pracą oferowaną przez przedsiębiorców. Nowelizacja przewiduje też między innymi obowiązek trzymiesięcznych praktyk zawodowych na studiach o profilu praktycznym. Ma to pomóc młodym ludziom w odnalezieniu się na rynku pracy i dostosowaniu do wymagań pracodawców – wyjaśnia Łukasz Szelecki, rzecznik prasowy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Ponadto pracodawcy mają mieć większy wpływ na powstawanie nowych kierunków i będą mogli prowadzić zajęcia na uczelni.
„Uczenie się przez całe życie” – to kolejna zmiana, skierowana głównie do osób dorosłych, które chcą uzupełnić swoje wykształcenie. „Uczelnie będą uznawać wiedzę i umiejętności uzyskane na szkoleniach, kursach lub w pracy zawodowej i zaliczać je na poczet studiów”– mówi serwisowi infoWire.pl Łukasz Szelecki. Poza tym nie będą mogły pobierać od studentów żadnych opłat, które nie zostały zawarte w umowie.
Zmiany dotyczą także samych uczelni wyższych. Będą one mogły tworzyć między sobą tzw. związki uczelni. Ma to na celu ułatwienie pozyskiwania funduszy unijnych. Ponadto ustawa wprowadza „uwłaszczenie naukowców”. Pracownik naukowy będzie miał trzy miesiące na porozumienie się z uczelnią w kwestii komercjalizacji wynalazku. Jeśli w tym terminie uczelnia nie zgłosi zainteresowania odkryciem, prawa do komercjalizacji mogą przejść na naukowca.
Koszty energii zależne od grupy taryfowej
Najlepszym sposobem na znalezienie oszczędności w firmie jest kontrola struktury zużycia energii. Weryfikację kosztów przedsiębiorca może przeprowadzić samodzielnie, badając nie tylko zużycie energii elektrycznej, ale również wody, ciepła i gazu. Bardzo miarodajne jest przeprowadzenie audytu energetycznego, w trakcie którego dokonuje się dokładnego przeglądu zużycia mediów, instalacji wewnętrznych, sieci, ogrzewania, a nawet kanalizacji. Pozwala to nie tylko na dobór odpowiedniej taryfy, ale także na zaprojektowanie inwestycji powodujących wzrost efektywności energetycznej przedsiębiorstwa. Niewielu przedsiębiorców wie, że często wystarczy dobrać odpowiednią grupę taryfową, aby znacznie obniżyć wydatki. Warto o tym pomyśleć zwłaszcza teraz, przed nadejściem sezonu zimowego, kiedy pobór energii wzrasta drastycznie, co wpływa na znaczne podwyższenie rachunków.
Dla kogo jaka grupa taryfowa?
Urząd Regulacji Energetyki wyszczególnia grupy taryfowe, które oznaczone są symbolem litery i cyfry. Grupa taryfowa A przeznaczona jest dla dużych podmiotów, np. hut, stoczni i kopalni. Zasilane są one z sieci wysokiego napięcia, wynoszącego od 110 kV. Grupę B wybierają instytucje, które mają własne układy pomiarowe, np. szkoły, centra handlowe, obiekty rekreacyjno – rozrywkowe, fabryki. Grupie C przypisani są zazwyczaj mali i średni przedsiębiorcy, jak sklepy, czy restauracje. Korzystają one z sieci niskiego napięcia do 1 kV. Grupę G stosują głównie gospodarstwa domowe, ale także lokale mające charakter zbiorowego zamieszkania, jak np. akademik. Grupa taryfowa R to stawki opłat stosowane w rozliczeniach z odbiorcami bez liczników, ustanawiana jest dla tymczasowego miejsca poboru prądu, często przy pracach budowlanych.
Ceny dla konkretnej grupy taryfowej precyzuje wartość mocy umownej – gdy jest mniejsza, niż 40 kW, ma symbol „1”, gdy większa – symbol „2”. Wielkość opłaty zależy także od przyporządkowania do jednej z trzech rozliczeniowych stref czasowych, gdzie „1” to jednostrefowa, czyli stawka stała przez całą dobę, „2” – dwustrefowa – i „3” – trzystrefowa – tutaj doba dzieli się na pory godzinowe. Dla przykładu: jeśli wybierzemy grupę dla małych i średnich przedsiębiorców, gdzie wartość mocy umownej będzie mniejsza niż 40 kW i będziemy się rozliczać dwustrefowo, symbol naszej grupy to C 12.
Dobierz grupę taryfową, zyskasz pieniądze
Grupa taryfowa powinna być dostosowana do profilu działalności i nie należy tutaj skupiać się wyłącznie na cenie, ale także na zużyciu energii w określonych godzinach. Jak mówi ekspert spółki Energia Dla Firm, Jacek Dudek: – Małe i średnie przedsiębiorstwa najczęściej wybierają grupę C11, w ramach której – energia elektryczna w ciągu doby rozliczana jest na podstawie jednolitej stawki bez względu na porę dnia. Jeśli wielkość zużycia energii w naszej firmie jest zmienna w ciągu doby, warto zastanowić się nad zmianą grupy taryfowej na wielostrefową.
W grupie taryfowej dwustrefowej doba podzielona jest na sztywne przedziały godzinowe, określone w dokumencie zatwierdzanym przez lokalnego dystrybutora, np. w Warszawie w okresie od 1 kwietnia do 30 września strefy szczytowe obowiązują w godzinach 8 – 11 i 20 – 21. W przypadku zapisanej mocy umownej o wartości do 40 kW, firmy mają do wyboru również taryfy wielostrefowe jak np. C12a i C12b.
Jacek Dudek radzi: – Aby prawidłowo określić w jakich godzinach zużywamy najwięcej energii elektrycznej, należy przeanalizować szczegółowo dobowy profil swojego zużycia w perspektywie kilkunastu miesięcy. Może okazać się bowiem, że np. 80% energii zużywane jest w strefie szczytowej i zamiast zyskać na zaplanowanej zmianie będziemy niepotrzebnie przepłacać.
Optymalne dopasowanie grupy taryfowej wiąże się z analizą struktury zużycia energii elektrycznej w perspektywie przynajmniej roku. Okres 12 miesięcy pozwala na dokładne określenie, czy opłacalne jest zmiana grupy taryfowej np. z C11 na C12a, a nie na C12b. Decyzja o zmianie grupy taryfowej np. z jednostrefowej C11 na dwustrefową C12a okazuje się oczywista w momencie, kiedy stawki w strefie szczytowej i pozaszczytowej są niższe od stawki wskazanej w jednostrefowej grupie taryfowej. Zazwyczaj jednak spotykamy się z sytuacją kiedy cena za energię w strefie szczytowej jest znacznie wyższa od ceny wskazanej w C11, zaś cena w strefie pozaszczytowej znacznie niższa.
Czy to kosztuje?
Zmiana grupy taryfowej pomiędzy strefami wiąże się z operacją wymiany licznika. Jest ona bezpłatna dla wszystkich odbiorców z grup „G” i „C” raz na 12 miesięcy. O instalację odpowiedniego urządzenia zadba Operator Systemu Dystrybucyjnego, ponieważ jest on właścicielem układu pomiarowego i odpowiada za dostarczenie do sprzedawcy energii elektrycznej odpowiednich danych. Niestety, odbiorcy z grup „A” i „B”, oraz ci, którzy nie mają liczników z godzinową rejestracją danych, muszą zadbać o ich wymianę samodzielnie, co wiąże się z dodatkowymi kosztami. Warto jednak przeanalizować tę decyzję, ponieważ kosztowna zmiana licznika, może szybko przynieść duże zyski, gdy kwoty na rachunkach ulegną znacznemu zmniejszeniu. Warto skorzystać z symulacji, które tworzą audytorzy energetyczni – pokaże ona dokładnie roczne koszty zużycia energii i dystrybucji i szacowany zysk przedsiębiorcy po wdrożeniu nowych rozwiązań do firmy. Duże oszczędności można odnotować nawet przy niewielkim zużyciu energii.
Dlaczego GPW wycofuje się z nowych indeksów i połączenia z Wiedniem
Zarząd GPW zrezygnował z najważniejszego projektu ostatnich lat, czyli połączenia z giełdą w Wiedniu. Analizy opłacalności fuzji trwały od kwietnia ubiegłego roku. – Za tą decyzją przemówił rachunek ekonomiczny. Obecnie najważniejszym wyzwaniem dla GPW jest doprowadzenie do wzrostu płynności na rynku, co gwarantuje jego rozwój – tłumaczy wiceminister skarbu Wojciech Kowalczyk. W rękach Skarbu Państwa jest prawie 14,7 mln akcji, które daje ponad 50 proc. głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Portal Money.pl poprosił branżowych ekspertów o ocenę i tego faktu, i zapowiedzi likwidacji indeksów WIG30 i WIG250.
Eksperci pytani przez Money.pl popierają decyzję o rezygnacji z fuzji. Uważają, że angażowanie czasu i pieniędzy w niepewne przedsięwzięcie byłoby w tym momencie podejmowaniem niepotrzebnego ryzyka.
– Nigdy nie byłem zwolennikiem połączenia z Wiedniem – komentuje w Money.pl Jan Mazurek, ekspert BCC ds. rynku kapitałowego. – Fuzje często kończą się niepowodzeniem. Spotykają się dwie różne kultury korporacyjne. Giełda austriacka ma większą renomę i znacznie dłuższą historię niż GPW. Przy połączeniu bylibyśmy na gorszej pozycji.
– Trzeba pamiętać, że fuzja była pomysłem Wiednia – dodaje Łukasz Bugaj, główny analityk giełdowy DM BOŚ. – Akcjonariusze tamtejszej giełdy chcą wyjść z inwestycji i liczyli, że ich udziały przejmie GPW.
Wiedeń stoi na czele CEE Stock Exchange Group, która oprócz niej zrzesza giełdy w Pradze, Budapeszcie i w Lublanie. Potencjał rozwoju, w przypadku pomyślnego połączenia, byłby więc ogromny, jednak tylko w przypadku gdyby to GPW przejęła konkurenta i miała decydujący głos o dalszym kierunku ewolucji projektu. Nie mamy jednak aż tak dużej siły przebicia, żeby dyktować warunki. Choć jesteśmy liderem regionu pod względem wielkości rynku akcji, to do najważniejszych graczy Europy jest bardzo nam daleko.

* dane uwzględniają kontrolowane w ramach grupy giełdy zagraniczne
Źródło: Federation of European Securities Exchanges i World Federation of Exchanges
Już w 2009 roku Niemcy chcieli przejąć GPW. Eksperci przestrzegali wtedy przed nie do końca znanymi intencjami tego typu inwestora. Deustche Borse, po przejęciu giełdy w Warszawie, mogłaby doprowadzić do marginalizacji rodzimego rynku poprzez np. przeprowadzkę największych spółek na własny parkiet.
Przejęcie zależy od właścicieli, a decydujący głos ma na giełdzie Skarb Państwa. – Nie sądzę żeby coś takiego wchodziło w grę, ale nic nie można wykluczyć. Kilka lat temu był nawet poruszany ten temat, ale krytyka ze strony środowiska finansowego była na tyle duża, że pozostało tak jak jest – przypomina Jan Mazurek z BCC.
Przerwanie prac zmierzających w kierunku połączenia warszawskiego parkietu z giełdą z Austrii to nie jedyny projekt, który był oczkiem w głowie poprzedniego prezesa Adama Maciejewskiego, a od którego odcina się jego zastępca Paweł Tamborski. Niecałe dwa tygodnie temu nowy prezes poinformował o rezygnacji z wprowadzenia kontraktów terminowych na indeks WIG30. Najważniejszym benchmarkiem ma być ponownie WIG20, który miał zniknąć z końcem przyszłego roku. Jednocześnie GPW rezygnuje z indeksów WIG50 i WIG250 na rzecz starych i sprawdzonych mWIG40 i sWIG80.
– Byłem zdecydowany zwolennikiem rezygnacji z WIG20 na rzecz indeksu uwzględniającego szersze grono spółek – przyznaje ekspert BCC, który brał udział w konsultacjach dotyczących zmian w indeksach za rządów Adama Maciejewskiego. Podkreśla, że przez ostatnie lata liczba spółek z GPW wzrosła tak znacząco, że dla lepszego odzwierciedlenia rynku akcji w Polsce trzeba wprowadzić zmiany. – Zupełnie nie rozumiem dlaczego to wszystko odkręcać – dziwi się Mazurek.
Pozostali pytani przez Money.pl eksperci zwracają uwagę na to, że nowe indeksy niewiele zmieniły pod względem aktywności inwestorów. Same zmiany strategii GPW w większości też specjalnie nie dziwią ekspertów. Podkreślają jednak, że wiele do życzenia pozostawia sposób, w jaki zostały odkręcone decyzje poprzedniego prezesa. Tamborskiemu zarzuca się przede wszystkim słabą komunikację z inwestorami, którzy źle reagują na tego typu niespodzianki.
– Sytuacja z pewnością nie powinna wyglądać tak, że co kilka miesięcy zmieniają się indeksy. To wywołuje poczucie niestabilności. Jednak za zaistniałą sytuację nie obwiniałbym obecnego zarządu, gdyż to nie on był autorem decyzji o wprowadzeniu nowych indeksów, która z czasem okazała się po prostu błędem – komentuje Łukasz Bugaj z DM BOŚ.
Warszawska giełda jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków akcji w Europie. Pod względem przyrostu liczby nowych spółek, jak i dynamiki rocznych obrotów wyprzedzamy wszystkie rynki większe od GPW pod względem kapitalizacji. W latach 2012/2013 obroty rosły u nas w tempie 23 proc. Dla porównania wartość transakcji na giełdzie wiedeńskiej w tym samym czasie zwiększyła się o 7 proc., a na niemieckiej Deutsche Borse o 3 proc.
Ronson: Trzy etapy osiedla Naturalis sprzedane w 75 proc.
Ronson sprzedaje mieszkania w Łomiankach ze względu na niższą niż w Warszawie cenę.
Ronson Development sprzedał 75 proc. ze 172 mieszkań na trzech etapach osiedla Naturalis w podwarszawskich Łomiankach. Generalnym wykonawcą osiedla pomiędzy ul. Wiślaną i Fabryczną była firma Kalter, a projekt przygotowała pracownia CK Architekci.
Do kupienia pozostało jeszcze 45 lokali o powierzchniach od 57 do 81 metrów kwadratowych przy cenach od 5,2 tys. zł za metr kwadratowy – podał deweloper. Wcześniej dostępne były lokale od 32 mkw.
– Znacząco niższa cena metra kwadratowego w Łomiankach niż w Warszawie sprawia, że to miasto zyskuje na popularności jako alternatywa dla mieszkania w stolicy. Ponadto, dzięki rozbudowanej w ostatnich latach infrastrukturze, Łomianki jeszcze bardziej przybliżyły się do Warszawy – mówi Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Ronson Development.
Sprawdź, która umowa o pracę ci się należy
Pracodawca nie powinien narzucać rodzaju umowy o pracę. Niestety, pracownik zazwyczaj jest słabszą stroną stosunku pracy.
Umowę na czas określony można otrzymać dwukrotnie. Trzecia umowa zgodnie z prawem musi być zawarta na czas nieokreślony, bez względu na wolę pracodawcy. Ale uwaga! Pomiędzy wygaśnięciem jednej umowy a podpisaniem kolejnej nie może minąć miesiąc. Niestety, pracodawcy, aby obejść przepis, zawierają długoterminowe umowy na czas określony albo przedłużają okres między zakończeniem jednej umowy a zawarciem kolejnej do ponad 30 dni – mówi serwisowi infoWire.pl Marta Kosakowska, aplikant adwokacki z TGC Corporate Lawyers.
Umowa na czas określony podpisana minimalnie na okres 6 miesięcy może zostać wypowiedziana, gdy zawiera taką klauzulę. Okres wypowiedzenia wynosi 2 tygodnie. Pracodawca nie ma obowiązku uzasadnić wypowiedzenia, a pracownik może domagać się jedynie odszkodowania. W przypadku umowy na czas nieokreślony wypowiedzenie musi być uzasadnione. „Bezpodstawnie wypowiedziana umowa pozwala pracownikowi domagać się odszkodowania, przywrócenia do pracy lub uznania wypowiedzenia za niebyłe”– wyjaśnia prawniczka.
W Polsce obowiązują 4 rodzaje umów o pracę: na czas nieokreślony, określony, wykonania określonej pracy oraz zastępstwa pracownika. Wszystkie te umowy mogą być poprzedzone umową na okres próbny, który wynosi maksymalnie 3 miesiące.
Polscy finansiści wśród najlepszych na świecie
Finansiści znad Wisły słyną ze swoich wysokich kompetencji. Jak podaje ACCA, międzynarodowa organizacja zrzeszająca ekspertów finansowych, to właśnie Polacy wypadają na egzaminach kwalifikacyjnych najlepiej – i robią to konsekwentnie już od kilku lat.
Polscy specjaliści finansowi należą do najbardziej utalentowanych i kompetentnych na świecie. Według danych międzynarodowej organizacji ACCA (the Association of Chartered Certified Accountants), zrzeszającej ekspertów z zakresu zarządzania finansami, wyniki, jakie Polacy osiągają na egzaminach kwalifikacyjnych, plasują ich sporo powyżej średniej. Analiza, która ujawniła ten trend, została po raz pierwszy przeprowadzona 2,5 roku temu. Od tego czasu odbyło się już pięć sesji egzaminacyjnych, w których Polacy konsekwentnie potwierdzali swoją przewagę nad studentami z innych krajów, za każdym razem przekraczając średnią światową w największej liczbie dostępnych egzaminów. W grudniu 2013 roku uzyskali ponadprzeciętny wynik w 15, a w czerwcu 2014 roku w 14 z 16 egzaminów, które są uwzględniane w analizie (wliczając różne ich warianty). W ścisłej czołówce rankingu znajdują się także Czechy, Irlandia i Malta. Jednak – jak wynika z zestawienia – to polscy studenci wyróżniają się regularnością w osiąganiu dobrych rezultatów.
– Wiodąca pozycja Polski w zestawieniu świadczy o niezmiennie stałym, wysokim przygotowaniu polskich specjalistów do egzaminów kwalifikacyjnych, które wymagają przecież nie tylko gruntownej wiedzy merytorycznej, ale też innych, pozafinansowych kompetencji, m.in. umiejętności analizowania danych, wyciągania wniosków i szybkiego podejmowania decyzji. W międzynarodowym środowisku biznesowym to cechy niezbędne – mówi Karen Yates, Head of Education, ACCA Emerging Europe.
Rekord za rekordem
ACCA regularnie wyróżnia najlepiej zdających studentów, organizując spotkania po każdej sesji i wręczając okolicznościowe dyplomy i upominki. To również okazja, by wyróżnić studentów, którzy w jednym z egzaminów osiągnęli najwyższy rezultat ze wszystkich zdających w sesji – to tzw. globalni laureaci nagród. Tylko w ciągu ostatniego roku polski oddział organizacji odnotował aż dwa takie światowe rekordy. Na ostatnim spotkaniu „ACCA Student Awards”, w czwartek 25 września w Warszawie, nagrodę odebrała Beata Rusinowicz, Site Controlling Manager w Alstom Transport, która w niedawnej, czerwcowej sesji zdobyła największą spośród 24 633 osób zdających liczbę punktów (92 pkt na 100 możliwych) na egzaminie F9: Financial Management. – Sukces jest zawsze wypadkową wielu czynników. W tym przypadku podstawą jest zamiłowanie do finansów, systematyczna nauka i sporo praktyki w rozwiązywaniu zadań. Kluczowe jest też wsparcie ze strony pracodawcy, bo przygotowania do egzaminów ACCA są bardzo czasochłonne – powiedziała polska rekordzistka na uroczystości rozdaniu nagród.
Nieco wcześniej, bo w grudniu 2013 roku, polskich finansistów rozsławiła w świecie Elżbieta Kondratowicz, Credit Team Manager w Shell Business Operations Kraków, uzyskując najwyższy w historii wynik (98 pkt na 100) z egzaminu F4: Corporate and Business Law.
– Żeby zdać egzamin ACCA, wymagane jest zdobycie przynajmniej 50 punktów, czyli połowę puli. Studenci dużo uwagi poświęcają na odpowiednie przygotowanie się, by w ograniczonym czasie trwania egzaminu bezpiecznie zdobyć punkty gwarantujące jego zdanie. Zdobycie powyżej 90 proc. na którymkolwiek z egzaminów jest na całym świecie uważane za niebywały sukces – tłumaczy Magdalena Hernandez, Dyrektor Zarządzająca, ACCA Emerging Europe.
Klucz do kariery
Nic dziwnego, że polscy finansiści są tak popularni wśród zagranicznych pracodawców. I nie dotyczy to już tylko tych specjalistów, którzy wyjechali z kraju w poszukiwaniu lepszych warunków finansowych, bo coraz częściej to światowe koncerny chcą rozwijać biznes nad Wisłą. Według danych pochodzących z raportu ABSL (Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych) za 2014 rok, w Polsce istnieje obecnie ponad 470 nowoczesnych centrów biznesowych z obcym kapitałem, w których finanse i księgowość stanowią najbardziej popularną specjalizację. Liderem pod względem zatrudnienia w sektorze BPO/SSC jest Kraków – tam w zagranicznych centrach usług pracuje ponad 30 tys. mieszkańców miasta.
Właśnie w Krakowie, w Shell Business Operations Kraków, pracuje od 2012 roku Elżbieta Kondratowicz, ubiegłoroczna polska rekordzistka. Firma – podobnie zresztą jak Alstom Transport, który zatrudnia drugą polską laureatkę, Beatę Rusinowicz – ma status Akredytowanego Pracodawcy ACCA, co wiąże się z licznymi udogodnieniami dla tych, którzy chcą zdobyć prestiżową kwalifikację. Studenci mogą liczyć zarówno na wsparcie finansowe (w postaci opłat egzaminacyjnych czy składek członkowskich), jak i merytoryczne (warsztaty, konferencje, szkolenia i opieka mentora). Obecnie w krakowskim oddziale Shell Business Operations pracuje aż 54 członków i studentów ACCA, a sama kwalifikacja jest ważną częścią rozwoju kadr finansowych w firmie.
Alstom Transport dopiero w tym roku dołączył do grona Akredytowanych Pracodawców ACCA, ale również kładzie duży nacisk na rozwój i zdobywanie kwalifikacji przez swoich finansistów. Tu przykład płynie z góry – Grzegorz Mączyński, CFO Alstom Transport w Polsce, jest członkiem ACCA od 2008 i docenia wartość wiedzy i praktycznych umiejętności zdobytych w toku przygotowań do egzaminów ACCA. – ACCA to bez wątpienia znak jakości dla specjalistów z zakresu finansów, dlatego zachęcamy naszych pracowników do podejmowania wyzwania, jakim jest kwalifikacja ACCA i wspieramy ich w jej uzyskaniu. Korzyści są obupólne – nasi finansiści zyskują wartościowe kompetencje, a my zmotywowanego i kompetentnego współpracownika – tłumaczy Grzegorz Mączyński.
O krok od sukcesu
Pracodawcy tacy jak Shell Business Operations Kraków i Alstom Transport sprawiają, że polscy finansiści coraz liczniej doceniają wagę kwalifikacji zawodowych. Dzięki temu zwiększają się ich szanse na międzynarodową karierę. Warto bowiem pamiętać, że w wielu krajach certyfikat nie jest, jak w Polsce, dodatkowym atutem danego specjalisty, ale rynkowym standardem, który muszą spełnić wszyscy kandydaci do pracy w sektorze finansowym. Tak działa m.in. rynek w Wielkiej Brytanii.
Właśnie ze względu na międzynarodową renomę certyfikatu Beata Rusinowicz, tegoroczna laureatka nagrody światowej, zdecydowała się rozpocząć kwalifikację ACCA. – Kwalifikacja jest rozpoznawalna na całym świecie i pozwala budować karierę za granicą. W czasach globalizacji to zaleta szczególnie istotna – tłumaczy.
KE: Spada wskaźnik koniunktury w strefie euro
Wskaźnik koniunktury gospodarczej w strefie euro spadł we wrześniu do 99,9 pkt
Wskaźnik koniunktury gospodarczej strefy euro spadł we wrześniu o 0,7 pkt m/m do 99,9 pkt, podała Komisja Europejska.
Wskaźnik nastrojów biznesu odnotował we wrześniu spadek o 0,09 pkt w stosunku do sierpnia do poziomu 0,07 pkt.
Dziecko może poskromić „wariata drogowego”
Czy dziecko ma wpływ na poprawę zachowania rodziców za kierownicą? Wyniki badania zrealizowanego w ramach kampanii Fundacji PZU „Kochasz? Powiedz STOP Wariatom Drogowym” pokazują, że tak. Zdaniem aż 73% kierowców to właśnie obecność dzieci w samochodzie skłania do bardziej ostrożnej jazdy.
Raport „Z bliskimi po drodze”* pokazał, że ponad połowie kierowców (58%) zdarza się prowadzić samochód, którego pasażerem jest dziecko. Najwięcej, bo aż 74%, takich osób jest w grupie wiekowej od 30 do 39 lat. Z dzieckiem częściej jeżdżą kobiety (37%) niż mężczyźni (28%) i to na ich zachowanie za kierownicą najmłodsi pasażerowiemają największy wpływ.
Z dziećmi najostrożniej
Kierowcy przyznają, że sama obecność innych osób w samochodzie skłania ich do ostrożniejszej jazdy. Aż 39% badanych przyznaje, że zachowuje się inaczej, gdy jadą sami, niż wtedy, gdy w aucie znajduje się pasażer. Warto zauważyć, że właśnie obecność najmłodszych skłania do zmiany zachowania. Aż 73% kierowców przyznało, że w towarzystwie dzieci jeździ ostrożniej.
Zmiana zachowania, polegająca na dostosowaniu się do przepisów, występuje najczęściej, gdy pasażerem jest osoba, która ma wyższą pozycję w hierarchii społecznej niż kierowca, np. rodzice. Na poprawę zachowania możemy liczyć także wtedy, gdy pasażer wymaga opieki kierowcy, co sprawia, że czuje się za niego odpowiedzialny. Tak jest w przypadku dzieci towarzyszących w podróży – tłumaczy Andrzej Markowski, psycholog ruchu drogowego, ekspert kampanii „Kochasz? Powiedz STOP Wariatom Drogowym”.
Uczmy dzieci reagowania
Jednak nie tylko obecność innej osoby w samochodzie wpływa na zmianę zachowania kierowcy. Dla poprawy bezpieczeństwa jazdy niezwykle ważna jest również reakcja pasażera na niewłaściwe zachowania prowadzącego pojazd. Również dzieci powinny zwracać uwagę rodzicom, gdy czują się zagrożone. W przypadku blisko co piątej kobiety (19%) i 13% mężczyzn to właśnie dziecko ma na nich największy wpływ w trakcie prowadzenia samochodu. Jednak tylko 7% kierowców przyznaje, że dzieci zwracają im uwagę na niewłaściwe zachowanie za kierownicą.
Dajmy dobry przykład
Ważne jest, aby dzieci, których niewłaściwe zachowanie rodziców niepokoi, mówiły o tym otwarcie. Rodzice natomiast powinni pamiętać, że dziecko uczy się od nas i istnieje duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości będzie powielać nasze złe nawyki. Warto się zastanowić czy chcielibyśmy, aby nasze dzieci prowadziły auto tak jak my? Już teraz powinniśmy zadbać o to żeby nie wychowywać kolejnych pokoleń „wariatów drogowych” – dodaje Andrzej Markowski.
Organizatorem kampanii „Kochasz? Powiedz STOP Wariatom Drogowym” jest Fundacja PZU. Celem akcji jest włączenie pasażerów w działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa na drodze, poprzez reagowanie i wpływanie na zachowania kierowców oraz zachęcanie ich do ostrożnej jazdy.
*Raport „Z bliskimi po drodze” został przygotowany na podstawie badania opinii publicznej, przeprowadzonego w maju 2014 roku przez TNS Polska, metodą wywiadów telefonicznych (CATI), na reprezentatywnej próbie 500 kierowców i 500 pasażerów w wieku 15 lat i więcej.
UOKiK: Reklamy Alior Banku, BGŻ, Euro Banku i Providentu mogły wprowadzać w błąd
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowanie przeciwko bankom i pożyczkodawcy, których reklamy mogły wprowadzić klientów w błąd i przez to mogli oni podjąć niekorzystne dla nich decyzje finansowe.
UOKiK wszczął postępowania administracyjne przeciwko czterem instytucjom finansowym: Alior Bank z kampanią „Gwarancja najniższej raty”, Bank Gospodarki Żywnościowej z kampanią „Orzech odsetkowy”, Euro Bank z kampanią „Warto sprawdzić jakość i cenę. Kredyt gotówkowy z atrakcyjnym oprocentowaniem już od 5,7 proc.” oraz Provident Polska z kampanią „Spróbuj i zostań”.
Wątpliwości urzędu wzbudził sposób informowania o kosztach kredytu: czas, w którym wyświetlane były ważne dla konsumenta informacje o oprocentowaniu, całkowitej kwocie do zapłaty, czy Rzeczywistej Rocznej Stopie Oprocentowania był nieproporcjonalnie krótki do całego przekazu. W przypadku reklamy 30-sekundowej, jeden z banków wyświetlał informacje o kosztach przez pięć sekund, inny – przez dwie. Ponadto napisane zostały bardzo małą czcionką. W związku z tym, UOKiK ma zastrzeżenia do tego, czy konsument oglądający reklamę był w stanie zapoznać się z jej treścią – czyli czy po jej obejrzeniu wiedział, jakie koszty będzie musiał ponieść.
WSA: Województwo mazowieckie wygrało spór o 200 mln zł janosikowego
Wg decyzji sądu administracyjnego z 29 września 2014 r. mazowieckie nie musi wypłacać zaległych rat janosikowego.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzje ministra finansów, które mówiły o zapłacie przez województwo mazowieckie czterech ostatnich miesięcznych rat tzw. janosikowego za 2013 r., czyli łącznie ponad 200 mln zł. Mazowsze jest największym płatnikiem tego specjalnego systemu subwencji dla biedniejszych województw.
Sąd powołał się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który w marcu 2014 r. orzekł, że przepis dotyczący janosikowego jest częściowo niezgodny z Konstytucją. TK dał na zmianę tego przepisu 18 miesięcy, ale mimo że nadal obowiązuje, WSA stwierdził, zapis nie musi już być stosowany.
Według WSA, wpłaty janosikowego nie powinny przekroczyć 30 proc. dochodów podatkowych samorządu, jeśli ten ma funkcjonować bez przeszkód i realizować własne zadania.
W kwietniu konta województwa mazowieckiego zostało zajęte przez MF w związku z niezapłaconą ratą janosikowego w wysokości 60 mln zł. Mazowsze ma problem z wypłatą zobowiązania i zdecydowało się w I połowie roku na zaciągnięcie pożyczki z budżetu w wysokości 400 mln zł, aby móc zapłacić ciążące na nim Janosikowe.
GUS: Najnowsza rewizja PKB wg ESA2010 pokazuje wyższy realny wzrost PKB w 2013 r.
Najnowsza rewizja PKB, w której GUS zastosował rekomendowany system ESA2010 pokazuje, że wzrost PKB w latach 2002–2013 różnił się o ok. 1 pkt proc. w górę lub w dół, w zależności od roku. Czarna strefa ma niższy niż 1-procentowy udział w PKB kraju.
Wg najnowszej rewizji danych o PKB podanych przez GUS wyliczonej według nowego Europejskiego Systemu Rachunków Narodowych i Regionalnych, które po raz pierwszy w historii uwzględniają dochody z handlu narkotykami, przemytu oraz prostytucji, zmiany w dynamice realnej PKB wahały się w latach 2002–2013 od -1,2 pkt proc. do +1,0 pkt proc.
Zmianę in minus zanotowano w latach 2003, 2004, 2005, 2008, 2010, 2012. Największe osłabienie wg nowych wyliczeń zanotowano w 2008 r. – o -1,2 pkt. proc. Wg zrewidowanych danych dynamika PKB była wyższa w latach 2007, 2009, 2011, 2013, najwięcej w 2009 r., o +1,0 pkt proc.
Nie zmieniła się dynamika realna w 2006 r., w porównaniu z 2005 r. a był to wzrost PKB o 6,2 proc.
Rewizja rachunków narodowych spowodowana jest wymogiem wdrożenia do statystyk krajowych państw należących do UE nowego systemu ESA2010, czyli Europejskiego Systemu Rachunków Narodowych i Regionalnych w Unii Europejskiej. Wynika to z rozporządzenia PE.
Wpływ wprowadzonych zmian na poziom absolutny produktu krajowego brutto (wartość PKB wyrażona w cenach bieżących) waha się od +0,1 proc. do +1,7 proc. Największą zmianę poziomu absolutnego zanotowano w 2013 r. – wzrost o 26306 mln zł., najmniejszą zaś w 2008 r. – wzrost o 1814 mln zł.
Od strony tworzenia PKB rewizja nie spowodowała istotnej zmiany wpływu poszczególnych rodzajów działalności na tempo wzrostu gospodarczego. Nie zanotowano znaczących zmian, w stosunku do opublikowanych przed rewizją w dynamikach realnych w poszczególnych sekcjach według klasyfikacji PKD2007 za lata 2003–2012.
Po raz pierwszy w wyliczeniu PKB i jego wzrostu uwzględniono, zgodnie z założeniami, czarną strefę. Największy udział działalności nielegalnej zauważono w 2012 i 2013 roku, kiedy było to 0,79 proc. W 2000 roku było to 0,48 proc. Większość dochodów pochodzi z produkcji i przemytu narkotyków, jest to około 0,6 proc. PKB. Prostytucja ma udział niższy niż pół procent, natomiast przemyt papierosów to ok. 1 proc. PKB, wynika z danych za lata 1995, 200, 2010, 2011–2013.
Reklamy usług finansowych – postępowania UOKiK
Zrozumiałe, czytelne i jednoznaczne – takie powinny być reklamy i oferty produktów finansowych, w tym kredytów konsumenckich. Prezes Urzędu wszczął postępowania przeciwko czterem instytucjom finansowym, podczas których sprawdzi, czy konsument oglądający reklamy nie był wprowadzany w błąd i miał szansę zapoznać się z ich treścią

Wypowiedź Doroty Karczewskiej, Wiceprezes UOKiK

Wypowiedź Łukasza Wrońskiego, Zastępcy Dyrektora Departamentu Ochrony Interesów Konsumentów w UOKiK
Na rynku usług finansowych szczególnie niekorzystna dla słabszych uczestników rynku jest asymetria informacji pomiędzy nimi, a instytucjami oferującymi często skomplikowane produkty kredytowe, ubezpieczeniowe czy inwestycyjne. Skutkuje to tym, że konsumenci pod wpływem błędnych lub niepełnych informacji często podejmują niekorzystne dla siebie decyzje. Najczęstsze problemy związane z reklamą produktów finansowych to: zbyt mała czcionka i krótki czas wyświetlania informacji o rzeczywistych kosztach, brak informacji o tym, że promocje dotyczą wybranych klientów oraz sugestie, że oferowany produkt to wyjątkowa okazja na rynku.
– Każdy konsument ma prawo to rzetelnej, pełnej i jasnej informacji o produkcie lub usłudze finansowej aby móc porównać oferty na rynku i podjąć optymalną dla siebie decyzję – powiedział Adam Jasser, Prezes UOKiK.
17 września zostały wszczęte postępowania administracyjne przeciwko czterem instytucjom finansowym: Alior Bank (kampania „Gwarancja najniższej raty”), Bank Gospodarki Żywnościowej (kampania „Orzech odsetkowy”), Euro Bank (kampania „Warto sprawdzić jakość i cenę. Kredyt gotówkowy z atrakcyjnym oprocentowaniem już od 5,7 proc.”), Provident Polska (kampania „Spróbuj i zostań”).
Wątpliwości Urzędu wzbudził sposób informowania o kosztach kredytu: czas, w którym wyświetlane były ważne dla konsumenta informacje o oprocentowaniu, całkowitej kwocie do zapłaty, czy Rzeczywistej Rocznej Stopie Oprocentowania był nieproporcjonalnie krótki do całego przekazu. W przypadku reklamy 30-sekundowej, jeden z banków wyświetlał informacje o kosztach przez pięć sekund, inny – przez dwie. Ponadto napisane zostały bardzo małą czcionką. W związku z tym, UOKiK ma zastrzeżenia do tego, czy konsument oglądający reklamę był w stanie zapoznać się z jej treścią – czyli czy po jej obejrzeniu wiedział, jakie koszty będzie musiał ponieść.
Postępowania są efektem bieżącego monitorowania przez UOKiK rynku finansowego i sygnałów, że dochodzi na nim do wykorzystywania braku specjalistycznej wiedzy konsumentów o produktach finansowych.
Banki i inne instytucje finansowe powinny być wzorem uczciwości kupieckiej, polegającej na tym, że na każdym etapie jasno, rzetelnie i obiektywnie informują one o warunkach, kosztach i ryzykach, a także pomagają dobrać produkt do rzeczywistych potrzeb i możliwości klienta – powiedział Prezes Jasser.
Te zasady wynikają zarówno z uznanych międzynarodowo dobrych praktyk, rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego jak i przepisów prawa. Odpowiedzią na naruszenia będą zdecydowane działania Urzędu, takie jak wszczęte postępowanie kwestionujące telewizyjne reklamy kredytów konsumenckich – dodał.
Jeżeli w wyniku postępowania okaże się, że przedsiębiorcy naruszyli zbiorowe interesy konsumentów, może zostać nałożona na nich kara finansowa w wysokości do 10 proc. ubiegłorocznego przychodu.
Niezależnie od obecnych postępowań, UOKiK przeprowadzi szersze badanie reklam produktów finansowych obecnych na polskim rynku jeszcze w tym roku, ze szczególnym uwzględnieniem okresu przedświątecznego kiedy wielu Polaków zaciąga kredyty konsumenckie. Wyniki analiz Urząd przedstawi w pierwszym kwartale 2015 roku.
Konsumentom i przedsiębiorcom przypominamy, że zgodnie z ustawą o kredycie konsumenckim, jeżeli instytucja finansowa w reklamie informuje o kosztach kredytu, to musi podać także:
1. stopę oprocentowania kredytu wraz z wyodrębnieniem opłat uwzględnianych w całkowitym koszcie pożyczki (np. prowizje, opłaty za odbiór rat w domu klienta, koszty przygotowania umowy czy składek ubezpieczeniowych),
2. całkowitą kwotę kredytu (czyli ile kredytu dostanie konsument),
3. rzeczywistą roczną stopę oprocentowania – czyli oficjalne, wymagane przepisami, wyliczenie służące konsumentowi do porównania kosztów kredytów oferowanych przez różne instytucje finansowe. Uwzględnia się w nim nie tylko oprocentowanie pożyczanych pieniędzy, lecz także część pozostałych kosztów kredytu (w tym prowizje),
4. w odpowiednich przypadkach: czas obowiązywania umowy, całkowitą kwotę do zapłaty przez konsumenta oraz wysokość rat.
5. Dane te muszą być czytelne, zrozumiałe i jasne dla konsumenta.
Przy ocenianiu oferty przedstawionej w reklamach kredytów konsumenckich należy pamiętać, że nie zawsze niskie oprocentowanie czy też brak prowizji oznacza, że otrzyma się tani kredyt. Kredytodawcy pobierają różne inne opłaty dodatkowe, które sprawiają że koszt kredytu znacznie wzrasta. Dlatego nie należy kierować się eksponowaną przez kredytodawców „promocyjną” wysokością oprocentowania prezentowaną w reklamach. Wskaźnikiem, który w prosty sposób pozwoli ocenić atrakcyjność kredytu jest rzeczywista roczna stopa oprocentowania.
Ożywienie na rynku motoryzacyjnym w Europie. Izo-Blok wchodzi na GPW i szuka możliwości przejęć

Produkujący tworzywa sztuczne firma Izo-Blok korzysta na ożywieniu w europejskim przemyśle motoryzacyjnym. Spółka uruchamia produkcję w trzecim zakładzie w Chorzowie i szuka możliwości przejęć m.in. w Czechach i Niemczech. Do końca roku Izo-Blok ma przejść z NewConnect na rynek główny GPW, co ułatwi sfinansowanie ewentualnych akwizycji.
– Rynek wygląda bardzo dobrze. Dzisiaj nie ma żadnych negatywnych czynników, jeżeli chodzi o grupę klientów, którą obsługujemy. To klienci, którym biznes idzie bardzo dobrze i którzy dużo eksportują na rynki Ameryki Północnej i Azji, a z tym idzie też sprzedaż naszych produktów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Przemysław Skrzydlak, prezes zarządu Izo-Blok SA.
Przemysł motoryzacyjny odpowiada za blisko 98 proc. przychodów producenta tworzyw sztucznych. W obecnym roku obrachunkowym (maj 2014 r. – kwiecień 2015 r.) wzrost przychodów ze sprzedaży mają zapewnić projekty dla Volkswagena i Jaguara-Land Rovera, będzie to widoczne w wynikach za trzeci i czwarty kwartał – zapowiada Skrzydlak. Obecnie trwają prace przygotowawcze do uruchomienia produkcji w zakładzie w Chorzowie.
– Start produkcji nastąpi w listopadzie tego roku. To są produkty, które powinny nam dać około 10 proc. wzrostu przychodów w stosunku do poprzedniego roku obrachunkowego. Następny rok obrachunkowy powinien być pełnym rokiem, w którym będziemy obecni w tych projektach, i to powinno oznaczać większą dynamikę wzrostu – uważa prezes Izo–Bloku.
Izo-Blok chce wykorzystać dobrą koniunkturę na rynku motoryzacyjnym oraz wyniki finansowe (76,89 mln zł przychodów ze sprzedaży, 10,17 mln zł zysku operacyjnego oraz 8,48 mln zł zysku netto w roku obrotowym 2013/2014) do wejścia na rynek regulowany GPW. Spółka kończy obecnie prace nad prospektem emisyjnym i szacuje, że od grudnia br. będzie notowana już na rynku głównym. Ten ruch ma pomóc pozyskać spółce nowych, stabilnych akcjonariuszy, choć przeniesieniu z NewConnect na rynek główny nie będzie towarzyszyła dodatkowa emisja akcji.
– Poszerzy się grupa akcjonariuszy, którzy będą mogli inwestować w nasze akcje. Przeniesiemy się na rynek, który bardziej przystaje do naszych planów, które są bardzo ambitne. Inwestorzy, którzy do tej pory nie mogli inwestować na rynku NewConnect z różnych powodów, będą mogli tym razem zainwestować w nasze akcje, gdy będziemy na rynku głównym – mówi Skrzydlak.
Emisja akcji oraz długu nie jest wykluczona, jeśli pojawią się możliwości akwizycji – informowała spółka we wrześniu br. Izo-Blok poszukuje spółek do przejęcia m.in. na rynkach czeskim i niemieckim.
– Patrząc na średnią wielkość podmiotów, które są na tym rynku obecne, trzeba brać pod uwagę nakłady w wysokości ok. 10-15 mln euro. To jest kwota, którą należałoby przeznaczyć na akwizycję, aby skutecznie jej dokonać – ocenia Przemysław Skrzydlak.
Petrolinvest: MŚ nie przedłuża koncesji dla spółki zależnej Silurian
Petrolinvest stracił dwie koncesje na wydobycie ropy i gazu. Ministerstwo Środowiska nie przedłużyło koncesji przyznanych spółce zależnej Silurian.
Ministerstwo Środowiska zakończyło, bez rozpoznania złożonych wniosków postępowania w sprawie przedłużenia dwóch koncesji na poszukiwanie złóż ropy naftowej i gazu ziemnego udzielonych spółce Silurian Sp. z o.o., która jest podmiotem zależnym od Petrolinvest. Spółka Petrolinvest posiada 91,70 proc. udziałów w Silurianie.
Pierwsza koncesja o nr 36/2011/p na poszukiwania złóż ropy naftowej i gazu ziemnego obejmuje obszar Maków Mazowiecki o powierzchni 699,17 km kw., druga obejmuje obszar Chodel o powierzchni 188,54 km kw.
– Zarząd spółki wyjaśnia, że zakończenie procedowania przedłużenia wskazanych powyżej koncesji nastąpiło w związku z brakiem możliwości udokumentowania na moment obecny zabezpieczenia finansowania przedsięwzięcia w obszarze poszukiwań gazu łupkowego, wynikającym z opóźnień w pozyskaniu inwestora zainteresowanego podjęciem współpracy na rozpoczętych przez spółkę inwestycjach – komentuje Petrolinvest w komunikacie.
I Forum Sektora Wołowiny zorganizowane przez Polskie Zrzeszenie Producentów Bydła Mięsnego
Pod hasłem „Polska wołowina – wołowina z przyszłością” odbyło się I Forum Sektora Wołowiny zorganizowane przez Polskie Zrzeszenie Producentów Bydła Mięsnego. Spotkanie było okazją do dyskusji organizacji branżowych, zakładów przetwórczych, hodowców oraz instytucji rządowych i reprezentujących handel na temat bieżącej sytuacji sektora i możliwości jego rozwoju.
Konsument poszukuje produktu atrakcyjnego, łatwego w przygotowaniu, o dobrej relacji jakości do ceny. A branża wołowa powinna poszukiwać nowych sposobów na wyróżnienie się na rynku i kreowanie mody na to mięso w Polsce z uwagi na duży niewykorzystany potencjał, jaki jest w rynku krajowym. Ważnym aspektem jest podnoszenie opłacalności produkcji i konkurencja na rynku światowym nie poprzez najniższą cenę, ale przede wszystkim poprzez wysoką jakość w tym gwarantowaną systemami jakości. Zdobywanie rynków muzułmańskich jest dużym wyzwaniem dla przetwórców i eksporterów wołowiny w aktualnym stanie prawnym, ale należy ten wysiłek podejmować przy wsparciu rządu. Do zmiany prawa w zakresie uboju sektor będzie w dalszym ciągu dążyć. Poszukiwanie nowych rynków zbytu dla polskiej wołowiny to tylko jedna z możliwości rozwoju.
Bardzo ważna jest również współpraca nauki z praktyką i prowadzenie badań nad rozwiązywaniem aktualnych problemów dla zwiększenia skali innowacyjności w poprawie efektywności, marketingu, konkurencyjności. Tym bardziej, że w kolejnej perspektywie unijnej na lata 2014-2020 środki na prace badawcze będą pięciokrotnie wyższe. Polski sektor wołowiny zauważył we wdrażaniu innowacji takich jak np. produkcja w systemach jakości, metody obiektywnej klasyfikacji EUROP z wykorzystaniem technologii analizy obrazu czy szeroko rozumiana standaryzacja elementów wołowych, w tym w szczególności zgodnie z tłumaczoną właśnie na język polski normą UNECE. Wydłużanie okresu trwałości mięsa wołowego poprzez doskonalenie procedur kontroli jakości daje szansę podniesienia cen na polską wołowinę w eksporcie. To tylko niektóre tematy i wnioski, jakie zostały poruszone podczas Forum.
Dyskusję prowadził gospodarz i główny organizator – prezes PZPBM Jerzy Wierzbicki, który uważa, że „nie ma powodu, żeby polska wołowina nie miała być najlepsza w Europie. Nasz eksport jest na poziomie Kanady, która zajmuje siódmą pozycję w światowych rankingach. Jednak ciągle mamy problem niskiej ceny uzyskiwanej za wołowinę, która jest znacznie poniżej europejskiej średniej. To z pewnością jedno z naszych wyznań na kolejne lata.”
I Forum Sektora Wołowiny to okazja do wypracowania wspólnego, mocnego głosu branży, która potrzebuje integracji i silnej reprezentacji. Podczas sesji panelowych dyskutowano o możliwościach wsparcia sektora wołowiny ze strony państwa, omawiano główne problemy i możliwości ich rozwiązania, przekonywano o potrzebie wzmocnienia współpracy nauki z przemysłem, dokonywaniu zmian w łańcuchu dostaw i w systemie standaryzacji elementów wołowych. Zaś panel podsumowujący odbywał się pod hasłem „Sektor wołowy polską inteligentną specjalizacją”.
Ważnym elementem Forum była prelekcja eksperta do spraw jakości – Roda Polkinghorne’a. Australijczyk podzielił się swoimi doświadczeniami i zaprezentował MSA (Meat Standard Australia) – najdynamiczniej rozwijający się system klasyfikacji jakości mięsa wołowego na świecie. Przedstawił również sprawozdanie z audytu, jaki został przeprowadzony w polskich zakładach w ramach projektu naukowego ProOptiBeef prowadzonego przez Zrzeszenie w ramach konsorcjum z SGGW w Warszawie i UWM w Olsztynie.
Drugi dzień Forum to cześć warsztatowa, na której hodowcy, przetwórcy oraz dystrybutorzy prowadzili w grupach dyskusje na temat najważniejszych zagadnień związanych z modelem biznesowym dla sektora wołowiny.
I Forum Sektora Wołowiny za nami. Spotkanie potwierdziło, że branża mięsna potrzebuje integracji i wypracowania wspólnego stanowiska, ponad podziałami.

