Radpol: Spowolnienie w polskiej gospodarce nie wpłynie istotnie na nasze wyniki. Celem jest wzrost eksportu i akwizycja

CEO Magazyn Polska

Mimo sygnałów o pogarszającej się koniunkturze w Polsce Radpol spodziewa się poprawy wyników w drugiej połowie roku. Według prezesa spółki utrzyma ona wysokie marże, a zamówienia klientów na drugą połowę roku nie zostaną wycofane, bo mają już finansowanie. Producent wyrobów z tworzyw sztucznych poszukuje obecnie możliwości akwizycji i pracuje nad zwiększeniem eksportu do Europy Zachodniej.

Marże w tych grupach produktowych są stabilne, nie ma tutaj żadnych wyskoków, poziomy powyżej 30-40 proc. to jest coś, co jest stałe i jest wpisane w ten biznes. Natomiast po kupieniu Finpolu ten drugi obszar naszych zainteresowań, czyli branża ciepłownicza, rośnie gwałtownie i na pewno te proporcje między energetyką a ciepłownictwem będą się zmieniały w ten sposób, że udział ciepłownictwa będzie coraz większy – mówi  agencji  informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Pióro, prezes zarządu Radpol SA.

Poza utrzymaniem wysokich marż przychodom w drugim kwartale nie zaszkodzi obserwowane spowolnienie w polskim przemyśle – twierdzi prezes. W lipcu Wskaźnik Menadżerów Logistyki Markit PMI dla polskiego przemysłu spadł do 49,4 pkt, sygnalizując tendencje recesyjne w sektorze.

W przypadku Radpolu bardziej istotne są jednak dane dotyczące produkcji budowlano-montażowej, ponieważ produkty spółki znajdują zastosowanie głównie w energetyce, gazownictwie, kolejnictwie, ciepłownictwie i  instalacjach wodno-kanalizacyjnych. Według GUS w czerwcu po wyeliminowaniu czynników sezonowych była ona wyższa o 8,7 proc. w ujęciu rocznym.

Widzimy teraz lekkie pogorszenie tych wskaźników, ale pamiętajmy, że duże inwestycje planuje się z wyprzedzeniem, więc duże pieniądze na te inwestycje były zarezerwowane już wcześniej. Jesteśmy przekonani, że to, co ma być zrobione w II półroczu, będzie zrobione i że będziemy mieli w tym swój udział. Nie przypuszczam, by to niewielkie wahnięcie miało jakiś znaczący wpływ na nasze osiągnięcia – uważa Pióro.

Radpol stara się obecnie zdywersyfikować geograficznie swoje źródła przychodów, szukając nowych rynków w Europie Zachodniej. Spółka zakłada utrzymanie w tym roku 10 proc. udziału eksportu w przychodach i wzrost w przyszłym. Producent wyrobów termokurczliwych planuje także akwizycję o wartości 120-130 mln zł. Radpol rozgląda się przede wszystkim za spółkami produkcyjnymi z segmentu energetycznego lub ciepłowniczego, a pierwsze rozmowy miałyby ruszyć w 2015 r. Finansowanie transakcji przejęcia ma pochodzić z emisji obligacji lub kredytu.

W pierwszej połowie 2014 r. przychody Radpolu wzrosły do 96,8 mln zł z 63,8 mln zł (wzrost o 52 proc. w ujęciu rocznym). Zysk netto w analogicznym okresie obniżył się do 5,6 mln zł z 6,7 mln zł, na co silny wpływ miało zdarzenie jednorazowe w postaci kupna Finpolu w I połowie 2013 r.

–  Na Finpolu w zeszłych kwartałach zrobiliśmy jednorazowy zysk w postaci 4,1 mln, to mogę potwierdzić. To był taki one off, który dzisiaj musimy korygować, dlatego że on zaburza analitycznie porównanie wyników operacyjnych z ubiegłego roku do półrocza w tym roku. Jeżeli ten nadzwyczajny zysk na nabyciu Finpolu odstawimy na bok, to widzimy, że wzrosty EBITDY i zysku netto są ogromne – przekonuje prezes Radpolu.

(Newseria Inwestor)

Komentarz indeksowy BossaFX 13 sierpnia 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 13 sierpnia 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Pomimo trudnej sytuacji w budowlance firmy notują zyski. To kwestia zarządzania projektami

CEO Magazyn Polska

Nawet w trudnym otoczeniu biznesowym firmy budowlane mogą osiągać dobre wyniki dzięki odpowiedniemu zarządzaniu ryzykiem. To zależy przede wszystkim od wewnętrznej organizacji firmy. Lider polskiej branży budowlanej, firma Skanska, właśnie dzięki temu w kryzysowym ubiegłym roku osiągnęła zysk operacyjny w wysokości 170 mln zł.

Inwestor czy klient ma duży wpływ na to, w jaki sposób proces budowlany jest zorganizowany, zaprojektowany, czy dokumentacja projektowa jest profesjonalna oraz w jaki sposób realizacja tego projektu jest nadzorowana. Ale moim zdaniem każdy musi skupić się na tym, co zależy od niego. Czyli my jako firma musimy skupić się na tym, żeby profesjonalnie robić to, za co ponosimy odpowiedzialność – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Andrulewicz, prezes Skanska.

Andrulewicz podkreśla, że właśnie rygorystyczna wewnętrzna organizacja pozwoliła skandynawskiej firmie osiągnąć w ubiegłym roku bardzo dobry wynik. Na polskim rynku spółka zatrudniająca ponad 7 tys. pracowników miała przychody w wysokości 4,2 mld zł, a zysk operacyjny wyniósł 170 mln zł. Zgodnie z raportem rocznym Skanska wskaźnik rentowności netto w Polsce w ubiegłym roku był na poziomie 4 proc. i należał do najwyższych wśród wszystkich rynków, na których działa spółka.

Te wyniki Skanska osiągnęła pomimo słabej kondycji całej branży. W całym ubiegłym roku, zgodnie z danymi Coface, w branży budowlanej ogłoszono 213 postanowień o upadłości w budownictwie, czyli tylko nieznacznie mniej niż rok wcześniej. Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, przewidywał jednak w rozmowie z Newserią Biznes, że w tym roku kondycja sektora nie ulegnie poprawie, a może wręcz się pogorszyć.

Andrulewicz zauważa jednak, że to często zbyt ambitne plany spółek, które rywalizowały w wielu przetargach, doprowadzały do ich problemów. Skanska ma wewnętrzny system, który zapobiega takim sytuacjom.

Chcemy bardzo profesjonalnie zarządzać ryzykiem, przede wszystkim odnosi się to do tego, w jaki sposób jesteśmy zorganizowani wewnątrz. Nasza działalność jest oparta o strategię pięciu zer, czyli zero wypadków, zero naruszeń etyki, zero usterek, zero naruszeń środowiska i wreszcie zero stratnych projektów. Jeżeli mamy stratny projekt, to znaczy, że nie byliśmy profesjonalni na etapie wyboru albo realizacji danego projektu – podkreśla Andrulewicz.

T-Mobile – postępowanie UOKiK

0

Prezes UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie operatora T-Mobile. Urząd zbada, czy sposób, w jaki operator wprowadził podwyżkę cen był zgodny z prawem

UOKiK może wszcząć postępowanie wyjaśniające, które prowadzone jest zawsze w sprawie, a nie przeciwko konkretnemu przedsiębiorcy. Ma ono na celu wstępne zbadanie sytuacji rynkowej. Najnowsze postępowanie wyjaśniające zostało wszczęte przez Prezesa Urzędu w związku ze skargami klientów T-Mobile Polska. Wykaże ono, czy zmiana zawartych z konsumentami umów o świadczenie usług telekomunikacyjnych jest dokonywana w sposób zgodny z prawem. W listach wystosowanych do niektórych klientów w lipcu br. operator zapowiedział, że jeśli nie zgodzą się oni na zmianę taryfy, to od 1. września ich abonament telefoniczny wzrośnie o 5 zł. Urząd sprawdzi m.in., czy T-Mobile nie złamał warunków umowy z konsumentami, czy należycie poinformował ich o zmianie ceny, oraz czy wyznaczył odpowiednio długi termin na decyzję. UOKiK zbada także, czy z otrzymanych pism konsumenci mogli dowiedzieć się, że w przypadku braku akceptacji zmian mogą wypowiedzieć umowę, a operatorowi w takiej sytuacji nie będzie przysługiwał zwrot ulgi udzielonej w związku z zawarciem umowy.

Postępowanie wyjaśniające powinno się zakończyć w ciągu 30, a w sprawach szczególnie skomplikowanych – 60 dni od jego wszczęcia. Podane terminy mogą jednak ulec wydłużeniu np. w przypadku oczekiwania przez Urząd na żądane od przedsiębiorcy informacje. Jeżeli w trakcie postępowania wyjaśniającego Prezes Urzędu stwierdzi nieprawidłowości, może wszcząć postępowanie w sprawie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów.

Spada eksport polskich grzybów do Rosji

Koniunktura dla eksportu grzybów się pogarsza. Silną konkurencją dla Polski są kraje wschodnie, bałkańskie i Chiny. Dodatkowo spada eksport pieczarek do ich głównego odbiorcy – Rosji.

Choć zyski z grzybów nie są do zaplanowania, ponieważ ich wzrost zależy tylko i wyłącznie od warunków pogodowych, szacuje się, że każdego roku Polska wysyła do Europy ok. 20 tys. ton grzybów, wynika z raportu firmy informacyjnej dla biznesu Kompass Poland. W czołówce odbiorców są Niemcy i Włochy oraz Portugalia i Hiszpania. Przedsiębiorcy szacują, że aż ok. 90 proc. podgrzybków sprzedawanych w europejskich supermarketach pochodzi właśnie z Polski.

Najwięcej eksportuje się z Polski pieczarek. Około jedna czwarta pieczarek dostępnych na rynku unijnym wyrosła w naszym kraju. Do tej pory głównym odbiorcą tego gatunku grzyba była Rosja, jednak w I kw. bieżącego roku sprzedaż do tego kraju spadła o 12 proc.

– Mimo dobrych wyników, Polska nie jest jedyną potęgą w produkcji grzybów. O pozycję lidera walczymy m.in. z Chinami, krajami wschodnimi na przykład Litwą i krajami bałkańskimi – tłumaczy Marek Wcisło, dyrektor zarządzający w firmie Kompass Poland, zajmującej się dostarczaniem biznesowych baz danych i informacji gospodarczych do firm.

(Newseria Inwestor)

Czy farma fanów daje dobre owoce?

123media

Każdy specjalista ds. marketingu internetowego spotkał się już ze zjawiskiem farmy fanów, które jest wszem i wobec dyskredytowane. Jednak czemu właściwie takie rozwiązania są nieetyczne i nieprofesjonalne? Co właściwie jest złego w „hodowli” fanów?

Użytkownik Facebooka trafia na fan page o charakterze czysto rozrywkowym, staje się jego fanem i czesto przegląda treści. Po pewnym czasie okazuje się, że na stronie coraz częściej niezobowiązujące, interesującego go treści zostają zastepowane czystą reklamą produktu. Internauta czuje zażenowanie wynikające z manipulacji, której własnym zdaniem został poddany, w koncu to nie reklama przyciagneła go na dany fan page. Tego typu praktyki już jakiś czas temu określone zostały jako farmy fanów. Fan page, który zyskał to miano, stracił to, co winno być podstawą skutecznej komunikacji z klentami – zaufanie.

Poddawane krytyce farmy fanów opierają się na prostym koncepcie: materiałami cieszącymi się w internecie największą popularnością przyciągają jak największą liczbę subskrybentów, a następnie – posiadając publiczność przyzwyczajoną do swojej wirtualnej obecności – zamieszczają nachalne informacje o reklamowym charakterze. Ich komercyjność oraz rażąca rozbieżność w w stosunku do treści pierwotnych, jest często przyczyną natychmiastowego spadku popularności danego fan page`a.

– Podobne działania mają jedną zasadniczą cechę, a mianowicie wiążą się ze zmianą grupy docelowej. Tymczasem każdy profesjonalny i precyzyjny scenarusz komunikacji, musi być podparty uprzednim określeniem publiczności będacej adresatem przekazu. Bez tego pozostałe elementy strategii dotarcia do klientów nie maja racji bytu – mówi Bartłomiej Pałacki, Social Media Manager GRUPA 365 NET.

Odmienna formą działań w ramach opisywanego zagadnienia jest założenie strony, która od początku w jawny sposób pełni funkcję teasera. To, co odróżnia tę inicjatywę od opisanej wyżej farmy fanów, to przemyślana strategia promocyjna, oparta właśnie na skrupulatnym rozpoznaniu grupy docelowej, przed realizacją do konkretnych działań. Wówczas, nawet w przypadku transformacji treści, nie dochodzi do sprzeczności w przekazie komunikatów.

Podsumowując, solidny fundament musi byc podstawią wszelkich działań promocyjnych i to bez względu na to czy korzystamy z mediów nowych, czy z tradycyjnych mediów. Rzeczonym fundamentem jest profesjonalny i rzeteleny plan komunikacji uwzględniający charakter naszego odbiorcy. Tylko wówczas nasze narzędzia będą precyzyjne oraz skuteczne, a więc przyniosą oczekiwany oddzew.

UOKiK wszczął postępowanie ws. podwyżki cen w T-Mobile

0

UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające, czy wprowadzenie podwyżek cen przez T-Mobile było przeprowadzone zgodnie z prawem.

Postępowanie wyjaśniające dotyczące podwyżek stawek w T-Mobile zostało wszczęte w związku ze skargami klientów T-Mobile Polska. Wykaże ono, czy zmiana zawartych z konsumentami umów o świadczenie usług telekomunikacyjnych jest dokonywana w sposób zgodny z prawem.

W listach wystosowanych do niektórych klientów w lipcu br. operator zapowiedział, że jeśli nie zgodzą się oni na zmianę taryfy, to od 1. września ich abonament telefoniczny wzrośnie o 5 zł.

Urząd sprawdzi, czy T-Mobile nie złamał warunków umowy z konsumentami, czy należycie poinformował ich o zmianie ceny,oraz czy wyznaczył  odpowiednio długi termin na decyzję. Zostanie także sprawdzone, czy konsumenci mogli dowiedzieć się z otrzymanych pism o możliwości bezpłatnego wypowiedzenia umowy w razie braku akceptacji nowych warunków.

Standardowo postępowanie wyjaśniające w UOKiK trwa 30-60 dni.

Pozwól się poznać twoim klientom

people

Zakładka „o nas” na firmowej stronie internetowej już dawno przestała być tylko dodatkiem, jednym z mniej ważnych komponentów. To właśnie między innymi dzięki umieszczonym tam informacjom pozwalamy się poznać, pokazujemy jaka jest „ludzka twarz” naszej firmy czy marki. Konsumenci bowiem lubią wiedzieć z kim mają do czynienia, chcą nas poznać, bo to wiarygodność jest fundamentem zaufania, które przełożyć może się na bezcenną lojalność.

O tym, co powinno znaleźć się w zakładce „o nas”, powinniśmy zadecydować na podstawie wiedzy o naszych obecnych i potencjalnych klientach. Innych wiadomości o firmie oczekują bowiem na przykład klienci banku, a innych ci korzystający z usług agencji interaktywnej. Prezentowane informacje powinny być skonstruowane tak, by zachęcić i zainteresować, a przy tym przekazać treści efektywnie wpływające na wizerunek i wiarygodność firmy – mówi Katarzyna Kołodziejczyk, Key Account Manager GRUPA 365 NET.

Historia nie musi być nudna

Doświadczenie zbyt długich, nieciekawych prezentacji historii firmy podpowiada, że może warto pominąć to zagadnienie. Niekoniecznie! Wbrew pozorom, dzieje przedsiębiorstwa można pokazać w naprawdę interesujący sposób, wciągając, a nie zanudzając czytelnika. Rzeczywiście zbyt długi, napisany językiem szkolnego wypracowania tekst zapewne sprawi, że internauta nie dotrwa nawet do drugiego akapitu. Prezentacja zagadnień związanych z przeszłością chociażby za pomocą ciekawych grafik, zdjęć uzupełnionych tekstem czy w formie niestandardowej opowieści, może jednak przynieść naprawdę zadowalające efekty. Co więcej informacje, które można umieścić w tym miejscu, mają spory potencjał właśnie w zakresie budowania zaufania klienta. W końcu łatwiej postawić na kogoś, kto już dłuższy czas utrzymuje się na rynku, ma spore sukcesy i rzesze zadowolonych klientów.

Firma to ludzie

Ponieważ największym potencjałem firmy są ludzie i to właśnie im – konkretnym osobom klienci ufają najbardziej, warto na stronie internetowej zaprezentować pracowników, oczywiście w zależności od możliwości firmy, jej wielkości, liczby zatrudnionych czy branży w której działa. Obok zdjęć osób coraz częściej umieszcza się nie tylko ich nazwiska i stanowiska, ale również opisy zawierające nieco bardziej prywatne informacje (hobby, zainteresowania, ścieżkę kariery czy zawodowe dążenia). Zdarza się też, iż na stronie odnaleźć można linki do profili pracowników na branżowych portalach społecznościowych. Dzięki temu dochodzi do pewnego odczarowania anonimowości, niekorzystnej z punktu widzenia wiarygodności.

To, o czym w końcu warto pamiętać, to tworzenie zakładki „o nas” z punktu widzenia potencjalnego użytkownika strony, klienta, kontrahenta. Powinniśmy bowiem umieścić tam informacje, których naprawdę szukają te osoby. Skoro chcą oni nas poznać, poświęcają swój czas i sięgają po prezentujące nas treści, otwiera się pewna furtka, zyskujemy możliwości komunikacyjne, których niewykorzystanie byłoby czystym marnotrawstwem.

TFI PZU kupiło od Taurona firmę medyczną

Tauron restrukturyzuje grupę i zdecydował się sprzedać TFI PZU spółkę świadczącą usługi medycyny pracy dla osób zatrudnionych w Grupie.

We wtorek Tauron Polska Energia podpisał umowę sprzedaży Przedsiębiorstwa Świadczeń Zdrowotnych i Promocji Zdrowia Elvita Jaworzno III. Nowym właścicielem będzie Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych PZU, wynika z komunikatu Taurona.

Według umowy, spółki Tauronu będą korzystać z usług medycyny pracy oferowanych przez Elvitę przez  trzy lata.

Tauron Polska Energia rozpoczął sprzedaż sektora medycznego w grupie w 2009 r.

Decyzja o wyłączeniu usług medycznych z zakresu działalności holdingu była w głównej mierze podyktowana koniecznością dostosowania spółek Grupy do wymogów znowelizowanego Prawa energetycznego oraz uporządkowania działalności niepodstawowej w poszczególnych obszarach – napisano w komunikacie Taurona.

Knight Frank: Spada współczynnik pustostanów biurowych

Rynek powierzchni handlowej rośnie, współczynnik pustostanów maleje, ale takie pozytywne informacje płyną z największych miast Polski, poza Warszawą.

II kwartał na rynku powierzchni biurowej pokazał wzrosty w sześciu największych ośrodkach, oprócz Warszawy. W Krakowie, Gdańsku, Katowicach, Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi zaobserwowano wzrost podaży powierzchni, a popyt pozostał stabilny – wynika z raportu Knight Frank.

W głównych miastach regionalnych w II kwartale 2014 roku deweloperzy oddali do użytku osiem projektów o łącznej powierzchni biurowej 47,9 tys. mkw. Jednocześnie wynajęto tam łącznie około 81,5 tys. mkw.

 – To wynik zbliżony do kwartalnej średniej z trzech ostatnich lat, która wynosi 80,5 tys, mkw. – mówi Elżbieta Czerpak, dyrektor działu badań rynku w Knight Frank.

Znaczący popyt wpłynął na obniżenie współczynnika pustostanów, który spadł na wszystkich badanych rynkach regionalnych.

Jednakże, w związku z wysokim poziomem podaży w budowie, na większości rynków spodziewany jest wzrost współczynnika pustostanów w momencie oddania tych projektów do użytku – wyjaśnia Czerpak.

Alchemia skupiła 155 tys. akcji własnych

Po 5,1 zł za sztukę Alchemia nabyła kolejna transze akcji własnych, co oznacza, że posiada akcje odpowiadające ponad 2 proc. kapitału zakładowego.

Spółka Alchemia SA nabyła 12 sierpnia br. 155 tys. sztuk akcji własnych w ramach rozpoczętego 26 czerwca programu skupu akcji własnych w celu umorzenia lub odsprzedaży. Akcje mają wartość nominalną 1,30 zł, spółka zapłaciła za nie 5,1 zł. Cena 11 sierpnia na zamknięciu wynosiła 5,14 zł.

Akcje stanowią 0,078 proc. kapitału zakładowego emitenta i dają 155 tys. głosów na Walnym Zgromadzeniu.

Obecnie Alchemia posiada prawie 4,2 mln akcji własnych, które stanowią 2,096 proc. kapitału zakładowego i dają 4 191 800 głosów na WZA.

Indesit w Polsce będzie rozwijał dział zmywarek

0

Większość sprzętu wyprodukowanego przez polskie zakłady włoskiej firmy Indesit trafia na eksport, choć jak prognozują przedstawiciele firmy, sprzedaż w Polsce będzie rosła. Firma chce skupić się przede wszystkim na zmywarkach.

Linia produkcyjna zmywarek Indesitu działa w Polsce od listopada 2008 r. w Radomsku. To właśnie na tej produkcji chce skupić się teraz Indesit, wynika z rozmowy z przedstawicielem firmy w Polsce. Obecnie głównym produktem firmy są pralki.

Indesit ma łącznie 6 zakładów w Polsce – w Łodzi i Radomsku. Produkują one łącznie ok. 4 milionów urządzeń rocznie. Produkcja w 2013 r. wyniosła ok. 22 mln sztuk, z czego najwięcej (ponad 5 mln) stanowią pralki. Indesit ma ok. 18 proc. udziału w produkcji AGD w Polsce. Pozycja Indesitu wśród firm sprzedających AGD jest słabsza niż w produkcji, bo dwie marki spółki, Indesit i Hotpoint, mają łącznie udział ok. 10-proc., co daje firmie dopiero szóstą pozycję na rynku.

Produkty Indesitu głownie eksportowane są na Zachód i do Rosji.

Około 80–85 procent naszej produkcji jest przeznaczane na eksport, nie tylko do Europy, lecz także poza nią – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Lorenzo Fiorani, dyrektor zarządzający Indesit Company w Polsce. ‒ Najważniejsze dla nas rynki zbytu to kraje, w których mamy duży rynek, gdzie jesteśmy liderem. Są to Włochy, Wielka Brytania, Rosja i Portugalia. Dodaje jednak, że polskie produkty, można kupić na całym obszarze tzw. większej Europy, czyli od Portugalii po wschodni skraj Rosji.

W grudniu 2012 r. ruszyła także nowoczesna linia produkcyjna okapów kuchennych w Łodzi.

Jest to nowa inwestycja i niemal całą produkcję eksportujemy na europejskie i pozaeuropejskie rynki – wyjasnia Fiorani.

Pierwszy zakład Indesitu w Polsce został uruchomiony w 1999 r. w Łodzi. Była to linia produkcyjna kuchenek.

(Newseria Inwestor)

KNF: prospekt emisyjny dla obligacji Getin Noble zatwierdzony

Obligacje Getin Noble coraz bliżej emisji. KNF zatwierdził ich prospekt.

12 sierpnia 2014 r. Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt emisyjny Getin Noble Bank SA dla oferty publicznej obligacji w ramach Publicznego Programu Emisji Obligacji. Oferującym jest spółka Noble Securities SA.

 

Nowe prawo antymonopolowe od 18 stycznia 2015 r.

0

Nowelizacja ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów została opublikowana w Dzienniku Ustaw RP. Oznacza to, ze wejdzie w życie 18 stycznia 2015 r. Zestawienie wszystkich zmian oraz jednolity tekst ustawy są dostępne na stronie internetowej UOKiK

Celem nowelizacji  prawa antymonopolowego jest zwiększenie ochrony konsumentów oraz skuteczniejsze wykrywanie praktyk ograniczających konkurencję.

Zmiany dotyczą m.in. kontroli koncentracji. Wprowadzona zostanie dwuetapowa procedura analizowania wniosków w sprawie fuzji i przejęć – proste koncentracje rozpatrywane będą w ciągu miesiąca, natomiast bardziej złożone przez dodatkowe cztery miesiące. Obecnie wszystkie sprawy,  wszystkie postępowania powinny zakończyć się w ciągu dwóch miesięcy. Do tego czasu nie wlicza się oczekiwania na odpowiedzi przedsiębiorców, więc w rzeczywistości sprawy skomplikowane trwają dłużej.

Ponadto przedsiębiorca jeszcze w toku trwającego postępowania z zakresu  kontroli koncentracji pozna przewidywany kierunek rozstrzygnięcia, w tym zastrzeżenia Urzędu. Będzie mógł odnieść się do nich, a nawet zmodyfikować zakres fuzji lub przejęcia, tak aby uniknąć decyzji zakazującej transakcji.

Ważną zmianą będzie również wydłużenie okresu przedawnienia praktyk ograniczających konkurencję z roku do pięciu  lat. Pozwoli to na wykrycie większej ilości zmów szkodliwych dla gospodarki oraz konsumentów. Może również działać prewencyjnie – zniechęcać do niedozwolonych działań.

Zmiana przepisów antymonopolowych pozwoli również na skuteczniejsze eliminowanie niezgodnych z prawem praktyk. Służyć mają temu zmiany w programie łagodzenia kar leniency. Wprowadzone rozwiązanie, tzw. leniency plus umożliwi przedsiębiorcy, który złoży wniosek jako drugi lub kolejny, uzyskanie dodatkowego obniżenia kary o 30 proc., jeśli poinformuje Urząd o innej zmowie, której również był uczestnikiem. W tej drugiej sprawie będzie miał status pierwszego wnioskodawcy i uniknie w niej kary finansowej.

Ponadto w skuteczniejszej walce z niedozwolonymi porozumieniami pomóc może nakładanie kar finansowych na osoby fizyczne odpowiedzialne za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję. Maksymalnie będzie mogła wynieść równowartość dwóch milionów zł. Ustawa ma jednak zawierać zamknięty katalog naruszeń prawa, tak aby wiadomo było, jakie praktyki zagrożone są karą finansową. Ponadto, ostateczny wymiar kary będzie adekwatny do przewinienia i uwzględniał zarobki oraz sytuację finansową danej osoby. Wykluczy to więc jakikolwiek automatyzm w ustalaniu wysokości sankcji, a maksymalny wymiar kary byłby nakładany jedynie w wyjątkowych sytuacjach.

Admiral Boats zrealizuje kontrakt na remont statków rzecznych

Admiral Boats SA, spółka przemysłu jachtowego i stoczniowego, zrealizuje kontrakt na remont statków rzecznych. Jest to pierwsze zlecenie tego typu dla spółki, do którego zostanie wykorzystana infrastruktura dawnej stoczni w Tczewie.

W ramach umowy spółka wyciągnie na brzeg dwa lodołamacze rzeczne o masie 200 ton każdy. W tym celu wykorzystane zostaną zmodernizowane przez spółkę pochylnie oraz dźwigi. Na podstawie oceny stanu poszycia określony zostanie zakres dalszych prac remontowych.
Jest to pierwsze zlecenie, które możemy zrealizować dzięki inwestycji w majątek po dawnej Stoczni w Tczewie. Przypomnę, że było to przedsiębiorstwo wyspecjalizowane w masowej realizacji tego typu zleceń – stwierdził Andrzej Bartoszewicz, prezes zarządu Admiral Boats w komunikacie. – Posiadamy odpowiednią infrastrukturę, która pozwoli nam nie tylko remontować statki, ale również produkować nowe, większe niż dotychczas łodzie, o długości nawet do 90 metrów. Dzięki zmodernizowanym pochylniom i dźwigom będziemy mogli wodować je bezpośrednio w naszym basenie portowym.

Obecnie spółka intensywnie modernizuje Zakład w Tczewie, na co w tym roku są przewidziane już środki finansowe. Wraz z remontowanymi i budowanymi halami powstały już nowe wydziały produkcyjne, m.in. wydział laminowania, wydział konstrukcji stalowych oraz szwalnia. Spółka planuje, że w tym zakładzie na koniec 2014 r. zatrudnionych będzie około 200 pracowników, przede wszystkim spawaczy, monterów, ślusarzy, szkutników, lakierników, stolarzy i operatów suwnic.

W tym roku zakończymy etap inwestowania w modernizację zakładu w Tczewie i skoncentrujemy się na wykorzystaniu jego pełnego potencjału produkcyjnego – dodaje Bartoszewicz.

Admiral Boats jest notowana na rynku NewConnect od lipca br. a jej obligacje są dostępne na rynku Catalyst. 7 sierpnia 2014 r. Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt emisyjny spółki w związku z planami przeniesienia notowań akcji na rynek podstawowy Giełdy Papierów Wartościowych.

Colliers: Wzrastają obroty na rynku gruntów inwestycyjnych

Rośnie popyt na grunty inwestycyjne, zwłaszcza pod budownictwo mieszkaniowe i głównie w Warszawie. Na rynku pojawiają się nowe grunty z zasobów instytucji publicznych.

Aktywność inwestorów na rynku gruntów wzrosła. Liczba transakcji w I poł. 2014 r. zwiększyła się o 115 proc. Inwestorzy wydali łącznie 650 mln zł, większość z nich to grunty pod inwestycje mieszkaniowe, wynika z raportu Colliers International.

Zakupy gruntów pod budowę lokali mieszkalnych w I półroczu stanowiły ok. 70 proc. wszystkich zrealizowanych transakcji. Jedna czwarta to transakcje dotyczące kupna nieruchomości pod inwestycje biurowo-handlowe, a ok. 5 proc. pod magazyny.

Popyt na grunty inwestycyjne dotyczy przede wszystkim Warszawy. To niezmiennie największy rynek deweloperski w kraju i w I poł. br. odpowiadał za ok. 70 proc. transakcji. Wzrosła jednak także aktywność na innych rynkach – w Katowicach, Łodzi, czy w Trójmieście.

Dużą rolę w kreowaniu podaży na rynkach lokalnych odgrywają banki inwestycyjne, które „czyszczą” nabywane w latach 2006-2008 aktywa – mówi Emil Domeracki, starszy specjalista w grupie usług inwestycyjnych w Colliers International. – Na rynku aktywne są też spółki Skarbu Państwa, Agencja Nieruchomości Rolnych, Agencja Mienia Wojskowego czy te należące do miast, które w sposób umiejętny przygotowały swoje portfele inwestycyjne i obecnie wprowadzają je do sprzedaży. Uważamy, że jest to kolejny, bardzo duży kreator podaży, który w najbliższych miesiącach będzie odgrywał coraz większą rolę.

Bank Pekao SA walczy o klientów ze wsi i liczy na korzyści z kontynuacji współpracy z Biedronką

0

CEO Magazyn Polska

Pekao SA bardzo poważnie traktuje rozwój usług skierowanych do klientów z sektora rolniczego i liczy na znaczny wzrost tego rynku w najbliższym czasie. Jednocześnie nie rezygnuje z walki o klienta z dotychczasowych grup docelowych. Liczy też na znaczący wzrost transakcji bezgotówkowych na całym rynku związanych z udostępnieniem możliwości płacenia kartą w terminalach w sieci Biedronka, które należą właśnie do Pekao.

 Dla nas program „Agromania”, czyli większe zaangażowane w sektor rolno-spożywczy, ma charakter strategiczny – mówi agencji Newseria Inwestor Dariusz Choryło, dyrektor wykonawczy Departamentu Relacji Inwestorskich i Strategicznych Analiz Rynkowych Pekao SA – Do tej pory bank był tam raczej nieobecny, zresztą podobnie jak większość naszych dużych konkurentów. Widząc, jak dynamicznie ten sektor zmienił się w ciągu ostatnich lat po wejściu do Unii Europejskiej, uznaliśmy, że jest w tej chwili bardzo atrakcyjny.

W ciągu kilku miesięcy od przedstawienia nowej oferty bank pozyskał ponad 1,5 tys. klientów z sektora rolniczego i podpisał umowy kredytowe na ponad 1,5 mld zł. Choryło uważa to za dobry wynik startowy i zapowiada dalszy rozwój działalności w tej części rynku.

 To już jest zupełnie inna branża niż ta, którą pamiętamy sprzed 15 czy 20 lat. Jest to również znacząca część naszego eksportu. Jeżeli popatrzymy na pozycję Polski jako producenta w Europie czy w świecie, naprawdę w całym szeregu produktów zajmujemy wiodące pozycje. Dla sektora bankowego jest to ciekawy i atrakcyjny klient.

Bank nie skupia się tylko na rozwoju działalności w sektorze rolniczym. Zamierza walczyć też o klienta z innych segmentów.

 Zdecydowanie czujemy, że mamy potencjał, żeby obsługiwać większą liczbę klientów. W ciągu ostatnich lat dużo zainwestowaliśmy w poprawę jakości obsługi i tutaj widać pozytywne zmiany –mówi dyrektor.

Pekao zadowolony jest także ze współpracy z siecią Biedronka – chce rozwijać równolegle projekt płatności mobilnych PeoPay. Dużą inwestycją było zainstalowanie ponad 13 tys. terminali w 2,4 tys. sklepów tej sieci. Choryło podkreśla, że ma to ogromne znaczenie dla całego rynku płatności bezgotówkowych w Polsce.

 Biedronka była jedną z nielicznych sieci, która do tej pory nie akceptowała kart, a jednocześnie była to największa sieć detaliczna w kraju. Umożliwienie klientom Biedronki korzystania z kart płatniczych ma znaczący wpływ na rozwój całego sektora płatności bezgotówkowych w kraju. Szacujemy, że udział tych transakcji w transakcjach ogółem powinien wzrosnąć o 7 do 10 proc., co jest dość dużym skokowym wzrostem –ocenia Dariusz Choryło z Pekao SA.

BIK: Sprzedaż kredytów konsumpcyjnych będzie rosła w II poł. br.

0

CEO Magazyn Polska

Od początku roku banki i SKOK-i pożyczyły na cele konsumpcyjne więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Według prognoz BIK to nie koniec wzrostów.

W I półroczu 2014 r. banki i SKOK-i udzieliły kredytów gotówkowych i ratalnych na rekordową kwotę 37,7 mld zł. To więcej niż w szczytowych latach 2007 i 2008, wynika z analizy Biura Informacji Kredytowej.

Prognozy Biura Informacji Kredytowej pokazują dalszy wzrost liczby oraz wartości udzielanych kredytów konsumpcyjnych w drugiej połowie bieżącego roku – wyjaśnił w komunikacie dr Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej.

Mimo rosnącej akcji kredytowej ekonomista BIK nie obawia się przegrzania rynku, podobnego do tego sprzed kryzysu.

Zarówno banki, jak i kredytobiorcy postępują dziś znacznie bardziej ostrożnie, niż miało to miejsce w latach 2007-2008, co pozwala sądzić, że mimo postępującego ożywienia, tym razem unikniemy przegrzania rynku – dodaje Topiński.

(Newseria Inwestor)

BGŻ: Ceny pieczywa i mąki mogą być o 3 proc. niższe

Światowy trend spadku cen zbóż wpływa na ceny w Polsce. Dodatkowo prognozuje się w tym roku wysokie plony, jednak głównie zbóż przeznaczonych na pasze. Spadki cen mogą być, ale niewielkie.

Ceny zbóż są coraz niższe, dodatkowo tegoroczne zbiory mają być nawet kilkanaście proc. wyższe niż przed rokiem. To może przełożyć się na spadki cen mąki i pieczywa, ale zadaniem analityków będą one minimalne.

Oczekuje się, że ceny w sezonie 2014/2015 będą trochę niższe niż w ubiegłym roku, co spowoduje, że ceny mąki i pieczywa też mogą być nieco niższe. W najbliższych miesiącach, może do końca roku, te ceny będą troszeczkę spadać. Pamiętajmy jednak, że ceny detaliczne spadają w znacznie mniejszym stopniu niż ceny surowców rolnych, więc spadek ten będzie na poziomie 1-2 proc., może 3 proc. to wszystko, czego możemy oczekiwać – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Koleśnikow, analityk rynków rolnych w Banku BGŻ.

Spadek cen jest częściowo sezonowy, jak podkreśla Koleśnikow, w okresie żniw jest to normalne zjawisko.

– Niektórzy rolnicy muszą w tym momencie sprzedać zboże. Zboża na rynku jest dużo, trudno je przetransportować, więc ceny zazwyczaj spadają – mówi.

Dodatkowo jednak, spadek cen w Polsce jest konsekwencją trendów światowych.

Ceny w Polsce podążają za trendami światowymi, a szczególnie bliższym nam rynkom UE i wschodniej Europy. Tam ceny wyraźnie spadają. U nas nawet te spadki były trochę wolniejsze. Tam żniwa są bardzo zaawansowane lub  już się zakończyły, natomiast u nas ciągle trwają – tłumaczy analityk Banku BGŻ.

Plony natomiast będą według analityka wysokie, zarówno w Europie, jak i w Polsce.

One będą o kilka, nawet kilkanaście procent wyższe niż w ostatnich latach. Zbiory zbóż podstawowych, czyli bez kukurydzy, mają być o 6-10 proc. wyższe niż przed rokiem, a przed rokiem wcale nie były niskie. Więc zbóż w Polsce ma być dużo, mówi się jednak o tym, że może być trudno znaleźć zboże wysokiej jakości – podkreśla Koleśnikow.

To oznacza mniej mąki, a więcej paszy, stąd małe przełożenie na spadek cen pieczywa i mąki.

(Newseria Inwestor)

Bydgoska Boruta-Zachem zadebiutuje na giełdzie w Londynie

Debiut biotechnologicznej spółki Boruta-Zachem na londyńskim parkiecie AIM możliwy jeszcze w 2014 r. Pozyskane fundusze sfinansują rozpoczęcie masowej produkcji biologicznych związków powierzchniowo czynnych. Spółka nie widzi możliwości zebrania tych środków na parkietach w Polsce.

Boruta-Zachem, bydgoska spółka sektora chemicznego i biotechnologicznego, planuje debiut na londyńskiej giełdzie AIM jeszcze w 2014 r. Spółka chce pozyskać z oferty min. 50 mln zł. Akcje spółki zostaną zaoferowane inwestorom w drodze oferty prywatnej lub publicznej.

Po analizach rynków finansowych stwierdziliśmy, że nie będziemy w stanie uzyskać w kraju wyceny, jakiej byśmy oczekiwali. Postanowiliśmy szukać tych pieniędzy za granicą, gdzie istnieje tradycja finansowania projektów innowacyjnych. Rynek londyński jest w bardzo dobrej sytuacji, tamtejsze indeksy, podobnie jak w przypadku innych giełd na Zachodzie, biją rekordy. Uznaliśmy więc, że tam łatwiej będzie pozyskać pieniądze na nasze nowatorskie projekty – tłumaczy Marcin Pawlikowski, wiceprezes Boruty-Zachem w komunikacie.

Pieniądze mają wesprzeć budowę linii produkcyjnej dla biosurfaktantów, na która firma uzyskała już 19,5 mln zł finansowania z Unii Europejskiej.

Zależy nam na szybkim zakończeniu tej inwestycji i uruchomieniu produkcji nawet już na przełomie drugiego i trzeciego kwartału 2015 roku. By tak się stało, potrzebujemy jeszcze ok. 50 mln zł, które przeznaczymy również na dalsze prace badawczo-rozwojowe oraz przejęcia firm z branży biotechnologicznej. Wartość projektów, które przygotowujemy sięga nawet kilkuset milionów złotych. Właśnie dlatego chcemy po raz kolejny powalczyć o dofinansowanie z Unii Europejskiej, a w związku z tym będziemy potrzebowali pieniędzy na wkład własny – tłumaczy Pawlikowski.

Projekty, nad którymi pracuje spółka mogą znaleźć odzwierciedlenie w wynikach finansowych już w 2015 i 2016 roku.

Bouta-Zachem będzie pierwszą polską firmą notowaną na parkiecie AIM stworzonym przez London Stock Exchange dla nowatorskich spółek z dużym potencjałem. Spółka zadebiutowała już na polskim NewConnect 2 lipca br. z ofertą o wartości ponad 11 mln zł.

Rynek oczekuje dalszych strat JSW w 2014 roku

CEO Magazyn Polska

Jastrzębska Spółka Węglowa w środę poda wyniki za II kwartał. Analitycy nie liczą na dobre wskaźniki. Spółce nie sprzyja ani koniunktura na węglowym rynku, ani problemy z płynnością finansową. Prognozy na kolejne miesiące też nie są najlepsze, bo nic nie wskazuje na potencjalny wzrost cen węgla.  

JSW na pewno miała trudny II kwartał, spodziewam się straty netto na poziomie 265 mln zł. To jest pochodną niskich cen węgla i niestety nie mamy tutaj dobrych wieści – w II kwartale cena benchmarkowa wciąż jest na tym samym poziomie – mówi Marcin Gątarz, analityk UniCredit CAIB Polska, agencji informacyjnej Newseria Inwestor. – JSW zapewne zwiększy swoje wolumeny produkcyjne, natomiast to nie będzie wystarczające do tego, aby pokazać wyniki, które moglibyśmy uznać za dobre.

Jak podkreśla, kondycji spółki pomagają wprawdzie korzystne warunki makroekonomiczne zarówno w Polsce, jak i w Europie. Ożywienie pojawia się też w branżach, które kupują najwięcej węgla, czyli np. w produkcji stali. Natomiast ten pozytywny wpływ nie rekompensuje niskich cen węgla na globalnym rynku.

W przypadku węgla koksującego myślę, że zakładając bazowy scenariusz gospodarczy dla świata, nie powinniśmy mieć dalszych spadków z poziomu 120 dolarów na tonę, jaki jest obecnie poziom benchmarkowy. On jest bardzo niski i właśnie w takim otoczeniu JSW ma dosyć duże straty. Drobna zmiana o 2-3, a nawet 5 proc. niestety niewiele poprawi w wynikach JSW – mówi Gątarz.

Rynek węgla energetycznego jest zdecydowanie bardziej stabilny. Taki też – w ocenie analityka – będzie w 2015 roku, a w kolejnych latach możliwe są niewielkie wzrosty cen.

Większość złych informacji z rynku mamy już w cenie akcji. Żeby uzasadnić nawet obecną wycenę JSW, ceny węgla koksującego muszą wyraźnie odbić – mówi Gątarz.

Od początku roku akcje Jastrzębskiej Spółki Węglowej potaniały już o ponad 29 proc. W ich obecnych notowaniach inwestorzy uwzględnili prognozowane straty oraz słabe perspektywy firmy. Mimo tego giełdowa wycena JSW może się jeszcze obniżyć.

Myślę, że przy obecnym przy poziomie 36-37 zł, spółka nie jest na tyle tania, żeby móc powiedzieć, że to jest dno – mówi analityk UniCredit CAIB Polska. – Jeśli się przesuniemy o kolejne 10-15 proc. w dół, wtedy można zacząć się doszukiwać jakiejś wartości fundamentalnej, która nawet przy tym słabym otoczeniu rynkowym uzasadniałaby kupno.

W ostatnich dniach spadki cen akcji przybrały na sile. W ciągu tygodnia kurs obniżył się o ponad 9 proc. Może to być reakcja inwestorów na wzrost zadłużenia spółki. JSW wyemitowała 70 tys. obligacji o wartości 700 mln zł i 16,37 tys. obligacji wartych 163,75 mln dolarów. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na sfinansowanie zakupu kopalni Knurów-Szczygłowice. JSW kupiła kopalnię od Kompanii Węglowej. Cena transakcji wyniosła 1,49 mld zł.

Fitch: Polska gospodarka coraz szybciej rośnie

CEO Magazyn Polska

Agencja Fitch Ratings potwierdziła długoterminowy rating Polski w walucie obcej na poziomie „A-” oraz w walucie krajowej na poziomie „A”. Perspektywa ratingu jest stabilna. W przyszłości ewentualna podwyżka oceny kredytowej będzie zależeć m.in. od dalszej redukcji deficytu budżetowego. Według analityków Fitch PKB Polski urośnie w tym roku o 3,4 proc., a deficyt sektora finansów publicznych spadnie do 3,2-3,3 proc. PKB.

W tej chwili mamy stabilną perspektywę na ratingu Polski, co oznacza, że szanse na zmianę są niewielkie. Warto zwrócić uwagę na to, że Polska dalej rośnie i to coraz szybciej. Oczywiście, pojawiły się nowe elementy, których nie było jeszcze parę miesięcy temu, czyli to wszystko, co się dzieje na Wschodzie. Ale wydaje się, że jest za wcześnie, żeby móc precyzyjnie określić, jaki będzie miało to wpływ na gospodarkę polską – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Kowalski, prezes Fitch Polska.

W latach 2015-2016 Fitch spodziewa się nieco szybszej dynamiki wzrostu PKB niż w 2014 r. To ułatwi Polsce wyjście z unijnej procedury nadmiernego deficytu w 2015 r., kiedy deficyt sektora finansów publicznych ma spaść do 2,8 proc. PKB. Niskie oprocentowanie obligacji skarbowych jest kolejnym czynnikiem, który pomaga rządowi redukować lukę w finansach publicznych. Ponadto, w 2014 r. według standardów rachunkowości ESA 95 Polska zanotuje 4,7 proc. PKB nadwyżki w finansach publicznych z powodu przejęcia i umorzenia obligacji w posiadaniu OFE – szacują analitycy Fitch.

Sytuacja po stronie finansów publicznych, abstrahując już od kwestii związanych z reformą OFE, jest całkiem niezła. Niektórzy nawet uważają, że jest lepsza niż zakładano. Przychody z podatków są lepsze od tych, które zakładano w pierwszej części roku budżetowego. Też trzeba pamiętać o tym, że polski dług dalej się cieszy popularnością. Do końca lipca sfinansowano wszystkie potrzeby pożyczkowe na ten rok – wskazuje Kowalski.

Źródłem łagodnego przyspieszenia gospodarki w latach 2015-2016 ma być poprawa koniunktury u partnerów handlowych Polski oraz zmniejszenie restrykcji w polityce fiskalnej, czyli podnoszenia podatków oraz redukcji wydatków. Fitch wskazuje ponadto, że na rating Polski pozytywnie oddziałuje brak jakiejkolwiek znaczącej nierównowagi makroekonomicznej, co ułatwia finansowanie długu na rynku, a także stabilny i rosnący sektor bankowy.

Agencja ratingowa podkreśla jednocześnie, że pozytywne czynniki są równoważone głównie przez niepewność dotyczącą wpływu sankcji ekonomicznych na gospodarkę Polski. Ewentualne, pozytywne zmiany w ratingu Polski wymagałyby dalszego zbliżania się pod względem dochodów do średniej państw UE, większej pewności co do utrzymania niskich deficytów budżetowych w następnych latach oraz silniejszej redukcji wskaźników zadłużenia zagranicznego – napisali analitycy Fitch.

Oprócz tego, co się dzieje na Wschodzie, raczej nie widać żadnych innych poważniejszych ryzyk, które mogłyby mieć negatywny wpływ na rating Polski. Jeśli chodzi o pozytywną stronę, to oczekujemy, że te wszystkie działania zmierzające do konsolidacji finansów publicznych, co m.in. będzie skutkowało  wyjściem z procedury nadmiernego deficytu, który mamy nałożony przez Unię, będą kontynuowane. Jeśli tak się stanie, to za jakiś czas będzie można się zastanawiać, czy jest szansa na zmianę ratingu w stronę pozytywną – uważa Piotr Kowalski.

PwC: Sprzedaż detaliczna będzie rosła, głownie dóbr szybko zbywalnych

Rośnie optymizm w gospodarce, co powinno przełożyć się na lepsze dane ze sprzedaży detalicznej, prognozuje PwC. Na razie ożywienie nie dotyczy konsumpcji dóbr trwałych – winowajcą wciąż są stosunkowo wysokie stopy procentowe.

Niska inflacja, rosnące płace oraz optymizm na rynku pracy mogą zachęcić Polaków do zakupów, dzięki czemu sprzeda detaliczna może kontynuować wzrosty – tak prognozują na najbliższe miesiące analitycy.

Na pewno niska inflacja będzie zachęcała konsumentów do kontynuowania wydatków. Dodatkowo wzrost realnych wynagrodzeń powoduje, że realny dochód do dyspozycji polskich konsumentów rośnie. Również sytuacja na rynku pracy sprzyja rosnącemu optymizmowi polskiego konsumenta, więc perspektywy na kolejne miesiące są optymistyczne – powiedziała agencji informacyjnej Newseria Biznes Eliza Bielińska-Michalczyk z PwC Polska.

Ożywienie na razie nie będzie dotyczyć sprzedaży dóbr bardziej kosztownych, czyli samochodów, mebli czy elektroniki. Wydatki na dobra trwałe będą zależały od stóp procentowych, które w Polsce są na rekordowo niskim, ale wciąż wyższym niż w strefie euro poziomie.

Przede wszystkim rosnąć będą kategorie dóbr szybko zbywalnych ‒ żywność, odzież, prasa, książki ‒ w ostatnich miesiącach wydatki konsumentów na te dobra rosły i oczekiwane są dalsze wzrosty. Natomiast widoczna jest ostrożność przy zakupach kategorii dóbr trwałych ‒ przede wszystkim pojazdów mechanicznych, a także mebli i elektroniki – podkreśla Bielińska-Michalczyk.

Dodaje, że podobne trendy jak w Polsce obserwuje się w całym regionie. Niemcy i Czechy również notują niewielkie spadki sprzedaży detalicznej w ujęciu miesięcznym, ale rok do roku są to wzrosty. Według ekspertki PwC dane wskazują na duży potencjał polskiego rynku, choć jak podkreśla, nie jest to łatwy kraj dla nowych przedsiębiorców.

Ze względu na swoją wielkość i lokalizację polski rynek jest bardzo atrakcyjny dla wielu graczy z regionu, jednocześnie wytworzyła się bardzo silna produkcja lokalna. To powoduje, że jest to rynek wysoko konkurencyjny. Zarówno z perspektywy handlu detalicznego, jak i branż producenckich sytuacja nie jest łatwa, ale warto powalczyć o ten rynek – ocenia Bielińska-Michalczyk.

4You Airlines startuje ze sprzedażą biletów

Samoloty nowego taniego przewoźnika wystartują na początku zimy z Łodzi i Rzeszowa. Dzisiaj wieczorem rusza sprzedaż biletów na loty 4You Airlines.

7 tysięcy biletów na loty samolotami 4You Airlines będzie dostępnych od wtorku. Nowy przewoźnik proponuje loty do: Barcelony, Brukseli, Dortmundu, Londynu, Mediolanu, Paryża, Rzymu i Tel Awiwu. Do końca sierpnia bilety będą kosztować 47 zł w jedną stronę, łącznie z ubezpieczeniem oraz bagażem do 20 kg. Pierwsze loty odbędą się z Łodzi oraz Rzeszowa, a samoloty wystartują na początku zimy.

W 2015 r. firma planuje 4You Airlines zwiększyć liczbę samolotów. Ten ruch pozwoli na uruchomienie lotów z innych miast.

Firma rozpoczęła pracę nad nową siatką połączeń na sezon wiosna/lato 2015, w ramach której planowane jest zwiększenie dostępnych kierunków podróży – zapowiedział Michał Mikołajczak, wiceprezes  zarządu 4You Airlines w komunikacie.

4You Airlines oczekuje obecnie na wydanie koncesji przewoźnika, a do czasu jej uzyskania loty będzie realizować jako agent turystyczny. W ramach takiego rozwiązania, zgodnie z obowiązującymi przepisami, klienci skorzystają z pakietu turystycznego, łączącego przelot trampingowy oraz ubezpieczenie, obowiązujące od momentu rozpoczęcia podróży, do czasu jej zakończenia. Firma 4You Airlines działalność rozpoczęła od obsługi połączeń czarterowych polskich touroperatorów.

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Rynki nie martwią się Włochami i Espirito Santo, bo EBC może interweniować

CEO Magazyn Polska

Problemy włoskiej gospodarki oraz portugalskiego banku Espirito Santo zaskoczyły wielu inwestorów, którzy nieco zapomnieli o problemach południa strefy euro. Negatywna niespodzianka nie wywołała jednak gwałtownej wyprzedaży na rynkach poza giełdami w Mediolanie i Lizbonie. Rynki wiedzą, że EBC nie pozwoli na ponowną eskalację kryzysu i w każdej chwili może interweniować. To pozwala im – przynajmniej na razie – nie martwić się wysokim zadłużeniem i stagnacją w strefie euro.

To jest już trzecia recesja w ostatnich latach. Od 2011 roku tylko jeden kwartał był wzrostowy dla włoskiej gospodarki. Tam od dłuższego czasu obserwujemy problemy związane z dużym zadłużeniem tego kraju, brakiem reform, słabym rynkiem wewnętrznym i słabym wzrostem na całym świecie, i przez to jest osłabiony eksport do innych krajów. Na dodatek jeszcze do niedawna euro było relatywnie silne i nie pomagało gospodarce włoskiej – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ.

Trzecia największa gospodarka strefy euro skurczyła się w drugim kwartale o 0,2 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału i o 0,3 proc. w ujęciu rocznym. Szacunki PKB zaskoczyły ekonomistów, którzy spodziewali się jednak wzrostu, odpowiednio o 0,2 proc. k/k i 0,1 proc. r/r. Włoska gospodarka boryka się z wieloma problemami, wskutek czego PKB w przeliczeniu na 1 mieszkańca wyniósł na koniec 2013 r. 28,3 tys. dolarów, podczas gdy w 2008 r. było to 31,7 tys. dolarów. Wskutek notowanych spadków PKB oraz utrzymujących się deficytów budżetowych relacja długu publicznego do PKB zwiększyła się ze 106,1 proc. w 2008 r. do 132,6 proc. na koniec ubiegłego roku.

Jeżeli porównamy to z sytuacją na przykład w Hiszpanii, to rzeczywiście jest powód do zmartwień. Gospodarka Hiszpanii wykazuje zdecydowanie więcej oznak życia i tam obserwujemy wzrost dynamiki PKB. Tym niemniej, jeżeli chodzi o Portugalię czy Grecję, to tam również obraz jest słaby. Nawet we Francji obserwujemy trudności z wyjściem tego kraju z zapaści gospodarczej. Można powiedzieć, że w większości państw strefy euro obserwujemy marazm gospodarczy od dłuższego czasu, a pozytywnym wyjątkiem są tylko Niemcy – uważa analityk DM BOŚ.

W okresie 2008–2013 PKB na osobę w Niemczech urosło z poziomu 36,4 tys. dolarów do 38,3 tys. dolarów. Podobnie jak we Włoszech relacja długu publicznego i PKB zwiększyła się, ale znacznie mniej – o 11,6 pkt proc. do 78,4 proc. na koniec 2013 r. Z kolei druga największa gospodarka strefy euro – Francja – wciąż tkwi w stagnacji. W rezultacie, podobnie jak w państwach z południa Europy, poziom życia mierzony PKB na osobę jest tam niższy niż był w 2008 r.

Obecnie, przynajmniej w krótkim terminie, rynki nie biorą pod uwagę ryzyka związanego z wysokim zadłużeniem w strefie euro. Zdaniem Bugaja to skutek deklaracji Mario Draghiego z 2012 r., który zapowiedział wtedy, że EBC zrobi wszystko, co będzie potrzebne, aby obronić strefę euro. Bank interweniował wtedy w krytycznych momentach na rynkach obligacji, by odsunąć ryzyko niewypłacalności państw z grupy PIIGS.

I rzeczywiście ta deklaracja została potraktowana poważnie i od tego czasu, przynajmniej jeżeli chodzi o te rynki południa, obserwujemy spadek oprocentowania obligacji i inwestorzy cały czas są świadomi, że tutaj jest Europejski Bank Centralny, który czuwa nad tym – mówi Bugaj.

Dzięki temu rynek nie zareagował bardzo nerwowo na kłopoty portugalskiego banku Espirito Santo. Co prawda doszło do wzrostu rentowności obligacji rządowych oraz silnych spadków na giełdzie w Lizbonie, inwestorzy jednak zakładają, że te problemy uda się szybko rozwiązać  i nie uderzą one w inne państwa.

Były takie przebąkiwania, że być może przypomnimy sobie o tym skrócie PIIGS i te kraje zostaną wrzucone do jednego worka, i nawet na kilka godzin można było to zaobserwować. Ale już następnego dnia widoczne było zróżnicowanie pomiędzy tymi krajami, tutaj w szczególności na uwagę zasługuje Irlandia, która już nie jest wymieniana pośród krajów istotnie zagrożonych – wskazuje Łukasz Bugaj.

Utrata karty płatniczej na wakacjach nie musi oznaczać końca urlopu

CEO Magazyn Polska

Utrata karty płatniczej na zagranicznych wakacjach nie musi oznaczać, że turysta zostanie odcięty od środków. Może poprosić o pomoc tamtejszy konsulat lub ambasadę. Może też zwrócić się do swojego banku o nową kartę, wydaną w trybie awaryjnym przez inny bank zagraniczny. Jest to jednak usługa zwykle adresowana do posiadaczy kart prestiżowych. Najważniejsze, by zaraz po utracie karty zastrzec ją w banku.

Pierwszą czynnością po zauważeniu tego, że zgubiliśmy kartę, powinien być telefon do naszego banku. Jeśli nie mamy numeru przy sobie, poprośmy o pomoc kogoś znajomego w kraju – mówi agencji Newseria Biznes Michał Sadrak, analityk Open Finance.

To konieczne ze względu na odpowiedzialność za transakcje dokonane kartą już po jej utracie. Odpowiedzialność klientów kończy się na równowartości 150 euro. Powyżej tej kwoty szkodę pokrywa bank, ale tylko pod warunkiem, że nie doszło do zaniedbań ze strony właściciela.

– Jeśli na przykład zostawimy kartę na stoliku w restauracji lub pozwolimy komuś podejrzeć kod PIN, a bank nam to udowodni, wtedy trzeba się liczyć z tym, że zostaniemy obciążeni odpowiedzialnością w przypadku ewentualnie niepowołanych transakcji – podkreśla Michał Sadrak.

Możliwa jest również pełna odpowiedzialność banku, nawet do kwoty 150 euro, ale wymaga to dodatkowego ubezpieczenia.

Jeżeli nie chcemy mieć wkładu własnego, to musimy liczyć się z tym, że co miesiąc przyjdzie nam zapłacić kilka złotych w postaci ubezpieczenia. Jeśli wyjeżdżamy na wakacje być może warto takim ubezpieczeniem się zainteresować, ponieważ w dużej mierze pozwoli nam to się ustrzec przed ewentualnymi przykrościami – uważa Sadrak.

Posiadaczom kart złotych i platynowych banki proponują jeszcze innego rodzaju pomoc.

Mogą oni poprosić swój bank, by wypłacił im gotówkę w kasie innego zagranicznego banku. Ewentualnie można też poprosić o to, aby wydano nam za granicą nową kartę – dodaje analityk.

Usługa taka wiąże się jednak ze sporymi kosztami. Na przykład awaryjne wydanie karty w mBanku oraz PKO BP to koszt rzędu 250 dolarów. W Pekao usługę tę wyceniono na 148 dolarów (karty MasterCard), zaś w przypadku Visy opłata taka wynosi 185 dolarów.

Jeśli turysta zostaje odcięty od środków w banku, ma możliwość zgłoszenia się o pomoc do konsulatu bądź ambasady. Ktoś z rodziny lub znajomy w kraju może dokonać wpłaty na konto Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a gotówkę pechowy turysta odbierze w placówce dyplomatycznej. Będzie to prawdopodobnie najtańsza forma uzyskania środków na dokończenie wakacji.

Brzmi to trochę jak prowizoryczny przekaz pieniężny – zauważa Michał Sadrak. – Możemy też poprosić kogoś z rodziny o to, żeby nadał przekaz pieniężny, który będzie znacznie tańszy niż wydanie karty w trybie awaryjnym . Kosztuje on  5-10 proc. wartości przelewu.

Sprzedaż detaliczna będzie rosła. Polacy są bardziej optymistyczni i skłonni do zakupów niż rok temu

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż detaliczna w lipcu mogła być o 4 proc. niższa niż przed rokiem, ale 2 proc. wyższa niż w czerwcu br. – wynika z sondażu przeprowadzonego przez Polską Izbę Handlu. Prognozy ekspertów na kolejne miesiące są optymistyczne. Do zakupów będą zachęcały konsumentów niska inflacja, rosnące płace oraz optymizm na rynku pracy. Wciąż jednak to za mało, by przyspieszyć wzrost takich kategorii, jak samochody, meble i elektronika.

Dane Głównego Urzędu Statystycznego na temat lipcowej sprzedaży detalicznej będą znane pod koniec sierpnia. Z sondażu PIH wynika, że była ona o 2 proc. wyższa niż w czerwcu. Sondaż przeprowadzono wśród właścicieli handlowych sieci detalicznych FMCG małego i średniego formatu, (bez dyskontów i hipermarketów), stanowiących łącznie ok. 20 proc. rynku. W czerwcu – według danych GUS – sprzedaż była niższa niż w maju (o 1,1 proc.), za to wyższa niż przed rokiem (o 1,2 proc.).

Na pewno niska inflacja będzie zachęcała konsumentów do kontynuowania wydatków. Dodatkowo wzrost realnych wynagrodzeń, który był notowany w czerwcu [w sektorze przedsiębiorstw 3,9 proc. r/r – red.], powoduje, że realny dochód do dyspozycji polskich konsumentów rośnie. Również sytuacja na rynku pracy sprzyja rosnącemu optymizmowi polskiego konsumenta, więc perspektywy na kolejne miesiące są optymistyczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Eliza Bielińska-Michalczyk z PwC Polska.

Dzięki temu, że Polaków stać na nieco więcej w porównaniu z sytuacją sprzed roku, poprawia się też wskaźnik ufności konsumenckiej. Choć miesięczny wskaźnik w lipcu pogorszył się o 1,7 pkt w porównaniu do czerwca i o 0,1 pkt wobec maja, był aż o 10,2 pkt wyższy niż w lipcu 2013 r. Tendencja zwyżkowa z krótkoterminowymi wahnięciami utrzymuje się od października 2012 r.

W ujęciu rok do roku nawet bardziej poprawił się wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej, który ocenia sytuację w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Przede wszystkim rosnąć będą kategorie dóbr szybko zbywalnych ‒ żywność, odzież, prasa, książki ‒ w ostatnich miesiącach wydatki konsumentów na te dobra rosły i oczekiwane są dalsze wzrosty. Natomiast widoczna jest ostrożność przy zakupach kategorii dóbr trwałych ‒ przede wszystkim pojazdów mechanicznych, a także mebli i elektroniki – podkreśla Bielińska-Michalczyk.

Wydatki na dobra trwałe będą zależały od stóp procentowych, które w Polsce są na rekordowo niskim, ale wciąż wyższym niż w strefie euro poziomie. Rada Polityki Pieniężnej od lipca 2013 r. utrzymuje stopę referencyjną na poziomie 2,5 proc. To przekłada się na niskie oprocentowanie lokat i tanie kredyty w złotych, co powinno zachęcać Polaków do wydawania, a nie oszczędzania środków. Bielińska-Michalczyk ocenia jednak, że dane dotyczące sprzedaży detalicznej będą bardziej zależne od drobnych wydatków.

Dodaje, że podobne trendy jak w Polsce obserwuje się w całym regionie. Niemcy i Czechy również notują niewielkie spadki sprzedaży detalicznej w ujęciu miesięcznym, ale rok do roku są to wzrosty. Według ekspertki PwC dane wskazują na duży potencjał polskiego rynku, choć jak podkreśla, nie jest to łatwy kraj dla nowych przedsiębiorców.

Ze względu na swoją wielkość i lokalizację polski rynek jest bardzo atrakcyjny dla wielu graczy z regionu, jednocześnie wytworzyła się bardzo silna produkcja lokalna. To powoduje, że jest to rynek wysoko konkurencyjny. Zarówno z perspektywy handlu detalicznego, jak i branż producenckich sytuacja nie jest łatwa, ale warto powalczyć o ten rynek – ocenia Bielińska-Michalczyk.

Polska europejskim liderem w produkcji sprzętu AGD. Większość trafia na eksport

CEO Magazyn Polska

Choć rośnie sprzedaż sprzętu AGD w Polsce, to produkowane w kraju sprzęty w większości trafiają na eksport. Jak podkreślają przedstawiciele Indesitu, polska produkcja jest doceniana na zagranicznych rynkach. Włoska firma, która w Łodzi i Radomsku produkuje łącznie ok. 4 milionów urządzeń rocznie, sprzedaje je w całej Europie i Rosji.

Kilka lat temu to Włochy były krajem, który produkował najwięcej AGD. Obecnie to Polska i Turcja. W Europie Polska jest pierwszym rynkiem, a europejscy konsumenci doceniają polską produkcję. Stoi ona na wysokim poziomie jakości i innowacji – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Lorenzo Fiorani, dyrektor zarządzający Indesit Company w Polsce.

Jak wynika z danych CECED Polska Związku Producentów AGD, w Polsce znajduje się 27 fabryk sprzętu z tego segmentu. Sześć z nich należy do włoskiego Indesitu, który pierwszy zakład w Polsce uruchomił w 1999 r. Produkcja w 2013 r. wyniosła ok. 22 mln sztuk, z czego najwięcej (ponad 5 mln) stanowią pralki. Indesit ma ok. 18 proc. udziału w produkcji.

Eksport produkcji AGD w 2013 r. miał wartość ponad 14 mld zł.

Około 80–85 procent naszej produkcji jest przeznaczane na eksport, nie tylko do Europy, lecz także poza nią – podkreśla Fiorani. ‒ Najważniejsze dla nas rynki zbytu to kraje, w których mamy duży rynek, gdzie jesteśmy liderem. Są to Włochy, Wielka Brytania, Rosja i Portugalia.

Dodaje jednak, że polskie produkty, doceniane zresztą przez zagranicznych konsumentów, można kupić na całym obszarze tzw. większej Europy, czyli od Portugalii po wschodni skraj Rosji.

Pozycja Indesitu wśród firm sprzedających AGD jest słabsza niż w produkcji, bo dwie marki spółki (Indesit i Hotpoint) mają łącznie udział ok. 10-proc., co daje firmie dopiero szóstą pozycję na rynku. Liderem pod względem liczby sprzedanych urządzeń jest Amica, a pod względem wartości przodują Bosch i Siemens – wymienia Fiorani.

Szczególne miejsce w produkcji Indesitu w Polsce mają zmywarki. Ich linia produkcyjna działa od listopada 2008 r. w Radomsku. Fiorani podkreśla, że koncern zdecydował się skupić na produkcji tego typu urządzeń w Polsce. W grudniu 2012 r. ruszyła także nowoczesna linia produkcyjna okapów kuchennych w Łodzi.

Jest to nowa inwestycja i niemal całą produkcję eksportujemy na europejskie i pozaeuropejskie rynki. Mamy bardzo nowoczesną fabrykę pralek: ładowanych od przodu, dużych i małych, standardowych i tzw. slim – wylicza Fiorani.

Jak wynika z danych CECED, zmywarki są drugim typem urządzeń AGD pod względem wielkości produkcji w Polsce. W 2013 r. wyprodukowano ich ok. 3,5 mln sztuk. Na trzecim miejscu znajdują się piekarniki zabudowane (niecałe 3 mln sztuk).

Rynek krajowy dla producentów AGD jest mniej ważny niż eksport, ale stopniowo rośnie. CECED przypomina, że do 2008 r. dynamika była dwucyfrowa i choć wzrosty nieco zmalały, cały czas są notowane.

Rynek AGD rośnie. Wzrost ten opiera się na wskaźnikach makroekonomicznych, które pokazują, że polska gospodarka jest w coraz lepszej kondycji – podkreśla dyrektor zarządzający Indesit Company w Polsce.

Unibep: Coraz lepsza koniunktura w budownictwie mieszkaniowym

CEO Magazyn Polska

Unibep spodziewa się dalszego wzrostu sprzedaży oraz marż w budownictwie mieszkaniowym. Spółka dostrzega coraz lepszą koniunkturę u działających na rynku warszawskim deweloperów, którzy dynamicznie zwiększają inwestycje. Z tego względu Unibep także rozwija swoje własne projekty deweloperskie i zastanawia się nad wzięciem udziału w programie Fundusz Mieszkań na Wynajem.

Ożywienie w szczególności widać w budownictwie mieszkaniowym na rynku warszawskim. Jak pokazały I i II kwartał, niektórzy deweloperzy osiągnęli rekordową sprzedaż mieszkań, co pozwala im uruchamiać kolejne inwestycje. Po zapytaniach ofertowych, które do nas wpływają, widać, że inwestycji mieszkaniowych jest coraz więcej – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Leszek Gołąbiecki, prezes zarządu i dyrektor spółki budowlanej Unibep.

Dzięki obserwowanej poprawie koniunktury na rynku deweloperskim w I kwartale br. marża w segmencie budownictwa kubaturowego urosła do 7 proc., przy jednoczesnym wzroście sprzedaży. To pozwoliło poprawić marżę brutto na poziomie Grupy z 5 proc. w pierwszym kwartale 2013 r. do 6,2 proc. rok później.

Niższą efektywność zanotowano w segmencie konstrukcji lekkich, ale spółka zapowiada ściślejszą kontrolę kosztów, która ma przynieść wymierne rezultaty w następnych sprawozdaniach finansowych. Stratę w wysokości 1,8 mln zł przyniósł w I kwartale 2014 r. segment drogowy, co spółka wyjaśnia efektem sezonowym i spodziewa się poprawy wyniku w kolejnych okresach. W przypadku własnej działalności deweloperskiej Unibep spodziewa się wzrostu sprzedaży w IV kwartale 2014 r. dzięki projektom WILDA w Poznaniu oraz LYKKE w Warszawie.

Nasza spółka Unidevelopment, która jest na rynku deweloperskim, działa na rynku warszawskim i poznańskim. Obecnie mamy 350 mieszkań w budowie i już ponad 200 mieszkań sprzedaliśmy. Planujemy rozpocząć jeszcze w tym roku budowę prawie 280 nowych lokali. To głównie mieszkania z Osiedla Czarnieckiego 2 w Poznaniu, jak i nowa nasza inwestycja pod nazwą 360 stopni przy ulicy Kapelanów w Warszawie – wymienia prezes Unibepu.

Wartość portfela zamówień na 2014 r. to ponad 1 mld zł, z kolei na 2015 r. Unibep podpisał już kontrakty o łącznej wartości 850 mln zł. Spółka budowlano-deweloperska prowadzi obecnie rozmowy w sprawie kontraktów na budowę kilku biurowców oraz jednego centrum handlowego o dużej powierzchni, gdzie jest blisko rozstrzygnięcia – mówi Gołąbiecki.

Myślę, że najbliższe miesiące pokażą, że uzupełnimy swój portfel zleceń o kolejne inwestycje z zakresu budownictwa biurowego, komercyjnego oraz mieszkaniowego. Działamy również na rynkach zagranicznych, gdzie walczymy o nowe kontrakty zarówno na rynku niemieckim, norweskim, jak i rosyjskim – wskazuje prezes Unibepu.

Spółka z Bielska Podlaskiego poważnie zastanawia się także nad wzięciem udziału w kolejnym rządowym programie Fundusz Mieszkań na Wynajem. Prezes zapowiada, że w ciągu 2-3 miesięcy spółka zaprezentuje odpowiedni projekt. Na razie sukcesem dla Grupy jest inny rządowy program Mieszkanie dla Młodych.

Te ponad 9 tys. wniosków, które klienci złożyli do BGK, daje pozytywny obraz tej sytuacji. Mieszkania dobrze nam się sprzedają w tym systemie. Myślę, że pozostali deweloperzy na rynku też to odczuwają – uważa Gołąbiecki.

W tym sezonie zboża będą tańsze. To przełoży się na niewielkie obniżki cen mąki i pieczywa

CEO Magazyn Polska

Ceny zbóż są coraz niższe. W ciągu miesiąca tona pszenicy konsumpcyjnej potaniała o 100 zł, a paszowej – o 150 zł. Tegoroczne zbiory mają być nawet kilkanaście procent wyższe niż przed rokiem. To może przełożyć się na spadki cen mąki i pieczywa, ale zadaniem analityków będą one minimalne.

– Oczekuje się, że ceny w sezonie 2014/2015 będą trochę niższe niż w ubiegłym roku, co spowoduje, że ceny mąki i pieczywa też mogą być nieco niższe. W najbliższych miesiącach, może do końca roku, te ceny będą troszeczkę spadać. Pamiętajmy jednak, że ceny detaliczne spadają w znacznie mniejszym stopniu niż ceny surowców rolnych, więc spadek ten będzie na poziomie 1-2 proc., może 3 proc. to wszystko, czego możemy oczekiwać – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Koleśnikow, analityk rynków rolnych w Banku BGŻ.

W ostatnich tygodniach ceny zbóż spadają. Jak podkreśla Koleśnikow, w okresie żniw jest to normalne zjawisko.

– Mamy żniwa i niektórzy rolnicy muszą w tym momencie sprzedać zboże. Zboża na rynku jest dużo, trudno je przetransportować, więc ceny zazwyczaj spadają – mówi.

Z ostatnich danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (stan z 3 sierpnia) wynika, że średnia cena tony pszenicy konsumpcyjnej w przedsiębiorstwa prowadzących zakupy zbóż wynosiła 669 zł. Na początku lica była ok. 100 zł wyższa. Pszenica paszowa potaniała jeszcze bardziej – z ponad 750 zł w pierwszym tygodniu lipca do 630 zł na początku sierpnia. W ciągu ostatnich tygodni znacząco spadły również ceny żyta i jęczmienia.

– Trend spadkowy wynika z tego, co się dzieje na świecie – ocenia analityk Banku BGŻ. – Ceny w Polsce podążają za trendami światowymi, a szczególnie bliższym nam rynkom UE i wschodniej Europy. Tam ceny wyraźnie spadają. U nas nawet te spadki były trochę wolniejsze. Tam żniwa są bardzo zaawansowane lub  już się zakończyły, natomiast u nas ciągle trwają.

Tegoroczne żniwa na świecie mają być bardzo udane. Pod koniec lipca Międzynarodowa Rada Zbożowa (IGC) podniosła prognozy dotyczące produkcji zbóż w sezonie 2014/2015 o 10 mln ton. Szacuje, że produkcja wyniesie 1 959 mln ton. To tylko o 1,2 proc. mniej niż w rekordowo dobrym poprzednim sezonie.

Zdaniem Michała Koleśnikowa również w Polsce plony powinny być wysokie.

– One będą o kilka, nawet kilkanaście procent wyższe niż w ostatnich latach. Zbiory zbóż podstawowych, czyli bez kukurydzy, mają być o 6-10 proc. wyższe niż przed rokiem, a przed rokiem wcale nie były niskie. Więc zbóż w Polsce ma być dużo, mówi się jednak o tym, że może być trudno znaleźć zboże wysokiej jakości – podkreśla Koleśnikow.

To oznacza, że paszy będzie dużo, a mąki mniej. Dlatego ziarno wysokiej jakości tanieje wolniej niż paszowe.

 

IMM: Media tradycyjne coraz częściej czerpią informacje z mediów społecznościowych: Twittera, Facebooka i YouTube’a

Media tradycyjne, jak prasa, radio i telewizja, coraz częściej szukają tematów w mediach społecznościowych, przede wszystkim na Twitterze i Facebooku, a także w serwisie YouTube. W ciągu dwóch lat cytowanie wszystkich kanałów społecznościowych wzrosło trzykrotnie, z 400 do 1200 miesięcznie.

Prasa, radio i TV zwiększyły częstotliwość cytowania informacji ze wszystkich kanałów społecznościowych – w czerwcu br. pojawiło się aż 1 287 cytatów, rok wcześniej było ich dwa razy mniej. W ciągu dwóch ostatnich lat cytowalność wzrosła trzykrotnie – wynika z raportu Instytutu Monitorowania Mediów „Cytowania z social media w mediach tradycyjnych”.

IMM zestawił wyniki omawianego raportu z raportem „Najbardziej opiniotwórcze media w Polsce” z ostatnich 2 lat. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, które social media są najbardziej opiniotwórcze oraz czy znalazły miejsce w głównym rankingu. Okazało się, że Twitter i Facebook są tuż za „Gazetą Wyborczą”, „Rzeczpospolitą” i „Wprost” najczęściej cytowanymi przez inne media źródłami w Polsce.

Instytut Monitorowania Mediów od ponad 10 lat opracowuje raport „Najbardziej opiniotwórcze media”. W ciągu dwóch lat Twitter i Facebook przebojem wdarły się do tego rankingu i osiągnęły wielki sukces – uplasowały się tuż po „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej” i „Wprost”. Gdyby nie ostatnia afera tygodnika „Wprost”, to byłyby na trzecim i czwartym miejscu – mówi Paweł Sanowski, prezes zarządu Instytutu Monitorowania Mediów agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Na Twittera i Facebooka powoływano się w tradycyjnych mediach odpowiednio 10 tys. i 9,6 tys. razy. „Wprost” miał 10 tys. cytowań, a liderzy rankingu, czyli „Rzeczpospolita” i „Gazeta Wyborcza”, pojawili się w innych mediach odpowiednio 16 tys. i 14,6 tys. razy.

Z Twittera pochodzi 47 proc. cytowanych przez media informacji, z Facebooka 46 proc., natomiast z YouTube&HASH39;a 6 proc. Jak podkreśla prezes zarządu IMM, można z tych danych wciągnąć wniosek, że pozostałe media społecznościowe w polskiej sferze mediów tradycyjnych nie istnieją (zaledwie 1 proc. cytowań).

Poszczególne media tradycyjne mają swoje upodobania co do social mediów. Paweł Sanowski wskazuje, że prasa drukowana powołuje się chętniej na treści z Facebooka – stąd zaczerpnięto 60 proc. wszystkich cytowań z social mediów. Najczęściej cytują „Super Express” i „Gazeta Wyborcza” (260 i 250 powołań).

Radio czerpie z Twittera, a telewizja zarówno z Twittera, jak i z YouTube’a – podkreśla Sanowski. – To wynika z charakteru tych mediów. Wiadomo, że prasa opisuje zjawiska, a radio generuje newsy. Newsy są głównie podawane w Twitterze, bo to jest szybka komunikacja, stosowana często po to, żeby podać newsa.

Informacje z Twittera stanowią 75 proc. cytowań z mediów społecznościowych w radiu. Najczęściej pojawiają się one w Radiu TOK FM (ok. 500 powołań) i Radiu Zet (ok. 340 powołań). W stacjach telewizyjnych udział Twittera w cytowaniach z social media wynosi 70 proc. Często korzystają one również z serwisu YouTube w TV jest on cytowany trzy razy częściej niż w prasie oraz siedem razy częściej niż w  radiu.

Można zaobserwować ciekawe zjawisko, kto sobie upodobał poszczególne media społecznościowe – zwraca uwagę Paweł Sanowski. – Przykładowo politycy królują na Twitterze, natomiast celebryci wolą używać Facebooka. I to stąd można czerpać treści dotyczące ich życia czy treści dotyczące sportu i życia sportowców.

Media społecznościowe to źródło szybkich, łatwo dostępnych i przede wszystkim bezpłatnych informacji. Jak podkreślono w raporcie IMM, mogą one być szansą dla tradycyjnych mediów (np. szybki dostęp do ważnych, bieżących informacji), ale też zagrożeniem (np. spłycenie przepływu informacji czy ryzyko wykorzystania fałszywych doniesień).

Klienci banków na celowniku hakerów

Klienci instytucji finansowych są najbardziej narażeni na ataki cyberprzestępców. To w sektorze bankowym analitycy firmy Kaspersky Lab odnotowali największą aktywność szkodliwego oprogramowania. Hakerzy często wykorzystują zmniejszoną czujność klientów, m.in. w okolicach świąt czy dużych wydarzeń, jak niedawny piłkarski mundial w Brazylii.

Obecnie największą aktywność szkodliwego oprogramowania notujemy w sektorze bankowości. Jest to związane z tym, że klienci coraz chętniej sięgają po przelewy internetowe czy bankowość mobilną – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Ziarek, analityk zagrożeń Kaspersky Lab Polska.

Jak podkreśla, działalność komputerowych oszustów koncentruje się tam, gdzie są pieniądze, i tam, gdzie są ludzie, którzy z nich korzystają. Często to idzie w parze – hakerzy wykorzystują takie wydarzenia, jak duże imprezy sportowe, olimpiada czy mundial oraz okresy wzmożonych zakupów, jak okres przed Bożym Narodzeniem.

Według naszego raportu od 19 maja do 19 czerwca szczytową aktywność złośliwego oprogramowania odnotowano w Brazylii – mówi Maciej Ziarek. – To nie jest zaskoczenie, dlatego że przez kilka tygodni trwały tam mistrzostwa świata w piłce nożnej, wiele osób przyjechało tam kibicować swoim drużynom i tym samym cyberprzestępcy skupili się na tym rynku, by mieć jak największe profity z tego tytułu.

Technologie firmy Kaspersky Lab zablokowały w tym państwie blisko 88 tys. prób uruchomienia szkodliwych programów w badanym okresie – czterokrotnie więcej niż w Rosji, która znalazła się na drugim miejscu. Zwiększoną aktywność hakerów analitycy odnotowywali już w poprzednich miesiącach. Na przykład w styczniu pojawiły się wiadomości spamowe, które imitowały te dotyczące wygranej na loterii piłkarskiej, a w rzeczywistości zawierały trojany. Natomiast po zakończeniu mundialu powszechne stały się kradzieży poprzez programy oferujące płatne nagrania z meczów.

Kiedy coś ważnego się dzieje, pojawia się coraz więcej ataków i zagrożeń, które w treści odwołują się do konkretnej daty czy konkretnego wydarzenia. Kiedy zbliża się duże święto albo wydarzenie, powinniśmy szczególnie być wyczuleni na docierające do nas e-maile czy informacje, które niby odnoszą się do tego wydarzenia – namawia Ziarek.

Jak podkreśla, narzędzia, których używają hakerzy, mają im przede wszystkim pomóc w zdobyciu naszych danych osobowych, haseł i loginów do kont bankowych czy skrzynek pocztowych.

Cyberprzestępcy mogą posługiwać się m.in. końmi trojańskimi, które instalują się na komputerze użytkownika. Są one tak zbudowane, że użytkownik myśli, że jest to pożyteczna aplikacja, pożyteczny program, a w rzeczywistości wykrada on hasła i loginy do skrzynek pocztowych czy bankowości internetowej – wyjaśnia ekspert. – Tych ataków jest bardzo dużo i w zasadzie co i raz spotykamy się z nowymi odmianami szkodliwego oprogramowania.

Problemem są też mobilne cyberataki. Hakerzy potrafią np. przechwytywać jednorazowe kody dystrybuowane przez bank w celu przeprowadzenia transakcji. Tracąc login i hasło, klient może utracić również wszystkie środki na koncie w banku.

Taki koń trojański nie będzie atakował tylko i wyłącznie osób, które logują się do banku, ale przy okazji będzie przechwytywał wszystkie inne hasła i loginy, jak choćby do poczty czy portali społecznościowych. A biorąc dodatkowo pod uwagę to, że użytkownicy lubią stosować jedno hasło do wielu profili, to przejmując jedno hasło, przestępca będzie miał dostęp do wielu zasobów – mówi Ziarek.

Specjaliści od cyberataków namawiają przede wszystkim do ostrożności, szczególnie przy otwieraniu załączników czy klikaniu w link z podejrzanych wiadomości otrzymanych na skrzynkę pocztową lub na profil społecznościowy.

Należy mieć ograniczone zaufanie do treści wysyłanych przez nieznane osoby – radzi analityk zagrożeń z firmy Kaspersky Lab. – Należy regularnie aktualizować system operacyjny, także wszystkie programy, które mamy na komputerze czy w urządzeniu mobilnym. Przede wszystkim powinniśmy mieć zainstalowany program antywirusowy, który będzie regularnie skanował komputer pod kątem nowych zagrożeń.

Dwa razy więcej transakcji na rynku gruntów inwestycyjnych w I połowie roku

CEO Magazyn Polska

Rośnie aktywność inwestorów na rynku gruntów. Liczba transakcji w I połowie roku zwiększyła się o 115 proc. Inwestorzy wydali łącznie 650 mln zł, większość z nich to grunty pod inwestycje mieszkaniowe – wynika z raportu Colliers International.

Zakupy gruntów pod budowę lokali mieszkalnych w I półroczu stanowiły ok. 70 proc. wszystkich zrealizowanych transakcji. Jedna czwarta to transakcje dotyczące kupna nieruchomości pod inwestycje biurowo-handlowe, a ok. 5 proc. – pod magazyny.

W I półroczu zarejestrowaliśmy bardzo duże zainteresowanie gruntami inwestycyjnymi – mówi Emil Domeracki, starszy specjalista w Grupie Usług Inwestycyjnych w Colliers International. – Porównując to do pierwszych sześciu miesięcy 2013 r., szacujemy, że ten wzrost wyniósł nawet 115 proc. i dziś ten wolumen osiągnął poziom 650 mln złotych w zamkniętych transakcjach.

Wzmożone zakupy na rynku zaczęły się pod koniec 2013 roku i trwają do dzisiaj. Zostały spowodowane m.in. zwiększonym popytem na mieszkania w ubiegłym roku. Ten zaś wynikał m.in. ze zmian w polityce finansowej banków wobec kredytobiorców. Szukający mieszkania chcieli zdążyć przed styczniem, kiedy wchodziła w życie rekomendacja wprowadzająca obowiązek posiadania wkładu własnego.

Stosunkowo niskie oprocentowanie kredytów hipotecznych i możliwość sfinansowania nimi całości inwestycji spowodowały, że osoby poszukujące lokali na własność wróciły na rynek mieszkaniowy – mówi Domeracki.

Innym powodem zwiększonego popytu na grunty było uruchomienie przez rząd, generującego popyt na tańsze lokale, programu Mieszkanie dla Młodych. Duża grupa deweloperów, która wcześniej oferowała mieszkania w segmencie popularnym i podwyższonym, zrewidowała swoje plany i postanowiła wprowadzić na rynek większą liczbę tańszych mieszkań, mieszczących się w cenowych limitach programu.

Popyt na mieszkania, a w rezultacie na grunty, generowali także wracający na rynek inwestorzy gotówkowi. To wszystko spowodowało, że deweloperzy szybko zaczęli pozbywać się zgromadzonych w kryzysowym okresie nadwyżek mieszkań (tzw. stoków) i zaczęli poszukiwać działek inwestycyjnych pod nowe projekty. Zdaniem Domerackiego udział projektów inwestycyjnych w transakcjach na rynku gruntów może jeszcze rosnąć.

Z raportu Colliers International wynika, że zwiększone zapotrzebowanie na grunty inwestycyjne dotyczy przede wszystkim Warszawy, która wciąż jest największym rynkiem deweloperskim w kraju (ok. 70 proc. transakcji). W stolicy podaż nadal ograniczona jest skutkami działania wywłaszczającego właścicieli nieruchomości tzw. dekretu Bieruta.

W rezultacie, jeśli nowe, przygotowane pod względem technicznym i prawnym, działki trafiają na rynek, są one analizowane nie przez jednego, ale kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu inwestorów – mówi Emil Domeracki. – To powoduje, że ostateczna cena transakcji może być znacznie wyższa od wywoławczej. Tylko ze względu na niską podaż jesteśmy w stanie uzyskać nawet 5 do 10 proc. wyższą wartość, aniżeli oczekiwaliśmy jeszcze sześć miesięcy temu.

Jak podkreśla ekspert, w I półroczu ujawnił się również znaczny wzrost aktywności inwestorów w takich miastach, jak Katowice czy Łódź. Dużym zainteresowaniem cieszą się grunty w Trójmieście.

Dużą rolę w kreowaniu podaży na rynkach lokalnych odgrywają banki inwestycyjne, które „czyszczą” nabywane w latach 2006-2008 aktywa – mówi Domeracki. – Na rynku aktywne są też spółki Skarbu Państwa, Agencja Nieruchomości Rolnych, Agencja Mienia Wojskowego czy te należące do miast, które w sposób umiejętny przygotowały swoje portfele inwestycyjne i obecnie wprowadzają je do sprzedaży. Uważamy, że jest to kolejny, bardzo duży kreator podaży, który w najbliższych miesiącach będzie odgrywał coraz większą rolę.

Ceny transakcyjne gruntów nie zmieniły się znacząco. W przypadku ziemi pod zabudowę powierzchni użytkowo-mieszkaniowej ceny były minimalne niższe, w Katowicach np. spadły o 1 proc. w porównaniu z I półroczem 2013 roku. Ziemia pod biurowce najmocniej staniała w Katowicach (5 proc.) i we Wrocławiu (2 proc.).

W przyszłym roku duże zmiany w ubezpieczeniach komunikacyjnych

CEO Magazyn Polska

Od marca 2015 r. poszkodowani kierowcy będą mieli możliwość bezpośredniej likwidacji szkód. To znaczy, że ich uszkodzonym samochodem zajmie się ubezpieczyciel, u którego wykupili polisę OC, a nie jak dotąd firma, w której ubezpieczony jest sprawca kolizji. W przyszłym roku mają wejść w życie również wytyczne KNF, które zapewnią jednolite standardy wyliczania szkód przez ubezpieczycieli.

Wprowadzenie bezpośredniej likwidacji szkód na całym rynku wraz z wprowadzeniem wytycznych Komisji Nadzoru Finansowego dotyczącej ujednolicenia procedur bardzo zmieni rynek ubezpieczeń komunikacyjnych – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dorota Przybyszewska, dyrektor Departamentu  Likwidacji Szkód w Gras Savoye Polska.

KNF przygotowała 21 wytycznych dotyczących polis komunikacyjnych. Wyznaczają one nowe standardy w obsłudze klienta, a ich celem ma być zwiększenie przejrzystości procesu wyliczania szkody, co uniemożliwi nieuczciwe zaniżanie kosztów jej likwidacji. Propozycje w lipcu trafiły do konsultacji społecznych, które potrwają do połowy września. Według wcześniejszych zapowiedzi mają wejść w życie z końcem marca 2015 roku.

Na marzec przewidziano też wdrożenie bezpośredniej likwidacji szkód na całym rynku ubezpieczeniowym. Polega ona na tym, że poszkodowany kierowca może likwidować szkodę w swoim zakładzie ubezpieczeń, a nie jak do tej pory u ubezpieczyciela sprawcy kolizji. Taką możliwość od kwietnia br. mają klienci PZU. Jak mówił niedawno agencji Newseria Inwestor Andrzej Klesyk, prezes PZU, usługa ta cieszy się dużym powodzeniem. Zlikwidowano w ten sposób ponad 10 tys. szkód. Po największym polskim ubezpieczycielu bezpośrednią likwidacje szkód zaproponowały swoim klientom UNIQA i Allianz. Rozwiązanie zostało bardzo dobrze odebrane przez klientów.

Z punktu widzenia klienta, to oczywiste: idę do swojego ubezpieczyciela, nie muszę likwidować szkody tam, gdzie jestem trochę traktowany jak intruz – uważa Dorota Przybyszewska. – Niestety czasami ubezpieczyciele na podstawie swoich doświadczeń traktują poszkodowanych jako potencjalnych wyłudzaczy.

W maju br. członkowie Polskiej Izby Ubezpieczeń podjęli decyzję o wdrożeniu systemu BLS na całym rynku. Będzie on opierał się o model rozliczeń ryczałtowych, który polega na tym, że ubezpieczyciele rozliczają się między sobą na bazie ustalonych kwot, a nie każdorazowo po rzeczywistych kosztach szkody, z tym że niektóre rodzaje szkód nie zostaną systemem BLS objęte. Skorzystać z tej procedury będzie można tylko pod pewnymi warunkami.

Po pierwsze, dotyczy to zdarzeń, w których uczestniczyły tylko dwa pojazdy, po drugie, dotyczy tylko uszkodzeń pojazdu, nie szkód osobowych. I po trzecie, dotyczy tylko szkód do jakiejś kwoty – informuje dyrektor Departamentu  Likwidacji Szkód Gras Savoye Polska.

Upowszechnienie bezpośredniej likwidacji szkód to rozwiązanie korzystne nie tylko dla poszkodowanych kierowców, ale także dla branży ubezpieczeniowej. I to z kilku powodów.

Po pierwsze, zmieni to wizerunek ubezpieczycieli, który dotychczas w oczach klientów nie był najlepszy – ocenia Dorota Przybyszewska. – Z drugiej strony, uprości cały proces likwidacji szkody, a tym samym zmniejszy jej koszty.

Przedstawiciele branży liczą również na to, że wprowadzenie nowego rozwiązania zakończy wojnę cenową, jaka ma miejsce na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych. W 2013 r. wynik techniczny z ubezpieczeń OC pozostał ujemny, a strata wyniosła 266 mln zł. To poprawa w porównaniu z 2012 r., gdy segment przyniósł stratę w wysokości 467 mln zł, ale rynek wciąż pozostaje w nierównowadze. Może się to zmienić dzięki usłudze bezpośredniej likwidacji szkód, która powinna spowodować, że klient nie będzie kierował się przy wyborze ubezpieczyciela jedynie ceną, a na przykład renomą firmy.

Open Finance: na krótką metę fundusze gotówkowe najkorzystniejszą z bezpiecznych inwestycji

CEO Magazyn Polska

W przypadku bezpiecznych inwestycji krótkoterminowych, od kilku miesięcy do roku, najwięcej w ostatnim czasie dawały zarobić fundusze inwestycyjne gotówkowe. Wszystko przez niską opłacalność lokat. W przypadku funduszy, nawet bezpiecznych, nigdy nie ma jednak gwarancji zysku.

­­– Okazuje się, że w przypadku stóp zwrotu od 3 do 12 miesięcy włącznie fundusze wygrywały w ostatnim roku – podkreśla w rozmowie z Newseria Inwestor Michał Sadrak. – W przypadku rocznej stopy zwrotu fundusze gotówkowe dały zarobić średnio 3,7 proc., natomiast w przypadku lokat było to średnio o jeden punkt procentowy mniej. Widzimy więc, że różnica jest dość istotna. Natomiast w przypadku stóp 2-letnich sytuacja już zaczyna odwracać na korzyść lokat, ponieważ to jednak one są zalecane osobom, które chcą ulokować środki na dłuższy okres.

Sadrak zaznacza jednak, że w odróżnieniu od bankowej lokaty, która ma zagwarantowany poziom zysku, zysków osiąganych przez fundusze inwestycyjne zagwarantować nie sposób. Nawet w tych bezpiecznych zarobek klienta uzależniony jest od sytuacji na rynku pieniężnym czy na rynku obligacji. Tym bardziej że fundusze w naturalny sposób starają się zwiększyć zyski, nawet za cenę większego ryzyka.

– To też w pewien sposób powoduje, że coraz większa część funduszy uważanych za najbezpieczniejsze, czyli właśnie gotówkowych i pieniężnych, zaczyna inwestować w instrumenty niekoniecznie uważane za bezpieczne, mam tutaj na myśli obligacje korporacyjne – mówi Michał Sadrak analityk z Open Finance. – Znajdziemy fundusze gotówkowe, których część portfela składa się właśnie z tego typu obligacji, co powoduje, że z jednej strony możemy liczyć na znacznie wyższą stopę zwrotu, ale z drugiej musimy się też liczyć z tym, że w razie niepowodzenia zarządzającego zyski będą znacznie niższe niż te z lokaty.

Na ogół polscy inwestorzy są świadomi ryzyka. Większość wybierając fundusz, zdaje sobie sprawę, że im więcej planują zarobić, tym poważniejsze jest ryzyko strat.

–Zwykle to jest tak, że konsumenci mają świadomość tego, że im stopa gwarantowana jest wyższa, tym trzeba się liczyć z większym ryzykiem – ocenia Michał Sadrak analityk z Open Finance. – Choć oczywiście nie jest to regułą, co pokazują wszelkiego rodzaju problemy z firmami parabankowymi. Przecież to właśnie w tamtym przypadku widać wyraźnie, jak pogoń za wysokim zyskiem w pewien sposób zaciemnia obraz sytuacji.

Jego zdaniem po tych doświadczeniach polscy klienci stali się dziś ostrożniejsi. Częściej szukają lokat bezpiecznych, dywersyfikują ryzyko. Michał Sadrak uważa, że szukając sposobu na pomnożenie kapitału, warto też przynajmniej część decyzji podjąć samodzielnie. Im więcej zostawimy specjalistom z funduszu inwestycyjnego, tym więcej zapłacimy za tę usługę.

– Być może warto samemu bardziej zainteresować się rozdzieleniem środków czy naszych oszczędności na dwie części – sugeruje analityk Open Finance. – Część może trafić na fundusze akcji, część na fundusze dłużne, czyli fundusze obligacji, a pozostała część może zostać wpłacona na bankowy depozyt, ewentualnie do funduszy gotówkowych i pieniężnych. Jeśli sami podzielimy pieniądze między różne klasy funduszy, możemy liczyć na to, że oddamy funduszowi w postaci prowizji i opłat mniej, niż gdybyśmy od razu kupili produkt typowo mieszany.

Wyroby pirotechniczne – raport z kontroli NIK

0

Uwaga na petardy, rakiety, baterie, rzymskie ognie używane coraz chętniej nie tylko w Sylwestra. Choć większość spełnia wymagania formalne w zakresie oznakowania, kupując zwracajmy uwagę na widoczne wady konstrukcyjne – informuje UOKiK

Choć szczyt sezonu na rynku wyrobów pirotechnicznych przypada na Noc Sylwestrową, są one coraz chętniej wykorzystywane przez cały rok m. in. podczas przyjęć weselnych, urodzin czy imprez firmowych. Kontrole wyrobów pirotechnicznych, które Inspekcja Handlowa przeprowadziła na zlecenie UOKiK, objęły łącznie 165 przedsiębiorców, prowadzących hurtownie (45 proc.) i sklepy detaliczne (44 proc.), a także producentów i importerów. Dodatkowo, w ramach międzynarodowego projektu Joint Action Fireworks wyroby z rynku polskiego były badane w specjalistycznym laboratorium INCD INSEMEX w Rumunii.

Inspektorzy skontrolowali ogółem 872 rodzaje wyrobów pirotechnicznych, kwestionując 7 proc. z nich. Najczęstszymi uchybieniami były: brak niektórych informacji i ostrzeżeń dotyczących bezpieczeństwa użytkowania, brak określenia zawartości materiału pirotechnicznego, bezpodstawne umieszczenie znaku CE, niewłaściwy kolor osłony lontu. W jednym przypadku w wyniku oględzin stwierdzono wadę konstrukcyjną polegającą na niewłaściwym zabezpieczeniu systemu inicjującego.

Do badań laboratoryjnych wytypowano 5 rodzajów wyrobów, stwarzających potencjalnie największe zagrożenia i jednocześnie najchętniej kupowanych przez konsumentów – baterie i kombinacje o małej podstawie i dużej wysokości, rakiety, petardy błyskowe, fontanny oraz rzymskie ognie. Badania wykazały, że 33 proc. próbek miało wady. Niezgodności dotyczyły braku stabilności (jej skutkiem był poziomy wyrzut modułów pirotechnicznych stwarzający ryzyko uderzenia ładunkiem pirotechnicznym i uszkodzenia ciała), zbyt krótkiego lub zbyt długiego czasu spalania lontu (w efekcie użytkownik może znaleźć się zbyt blisko wybuchu: w pierwszym przypadku nie jest w stanie oddalić się na bezpieczną odległość; w drugim – istnieje ryzyko, ze wróci do wyrobu w celu sprawdzenia jego działania) czy przekroczenia dopuszczalnego poziomu hałasu (co grozi uszkodzeniem słuchu). W przypadku dwóch rodzajów rzymskich ogni wybuch modułów pirotechnicznych nastąpił na wysokości niższej niż dozwolona (groziło to obrażeniami powstałymi na skutek spadających, żarzących się elementów). Należy przy tym podkreślić, że zarówno oznakowanie, jak i dokumentacja tych wyrobów były prawidłowe.

Cieszy fakt, że zakwestionowanych wyrobów nie ma już na rynku. Przedsiębiorcy, u których wykryto nieprawidłowości po zapoznaniu się z wynikami kontroli sami wycofali kwestionowane produkty z obrotu lub zostali do tego zobowiązani. Raport z kontroli wyrobów pirotechnicznych dostępny jest na stronie www.uokik.gov.pl.

Pamiętajmy, że wyroby pirotechniczne mogą nabywać wyłącznie osoby pełnoletnie. Używając wyrobów pirotechnicznych należy bezwzględnie przestrzegać instrukcji obsługi i stosować się do ostrzeżeń.

Przypominamy, że kupując wyroby pirotechniczne należy zawsze sprawdzić, czy:

  • obudowa nie posiada żadnych wad mechanicznych (pęknięcia, przerwania, wgniecenia, wybrzuszenia) oraz nie wysypuje się mieszanina pirotechniczna,
  • elementy składowe są dobrze ze sobą połączone, nie przesuwają się i nie wypadają,
  • system inicjujący jest zabezpieczony pomarańczową osłoną lub opakowaniem,
  • podana jest nazwa producenta, a instrukcja obsługi, zawieraj co najmniej: informację o sposobie odpalenia oraz niezbędne ostrzeżenia.

Polscy sadownicy walczą z rosyjskim embargiem

Od 1 sierpnia obowiązuje rosyjskie embargo na polskie produkty roślinne. Rząd szuka pomysłów jak przeciwdziałać jego skutkom, ponieważ rodzimi producenci znaleźli się w trudnej sytuacji.

Rosyjskie embargo zostało nałożone praktycznie na wszystkie gatunki owoców i warzyw, które eksportujemy na wschód — mówi serwisowi infoWire.pl Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników Rzeczpospolitej Polskiej. „Nie było żadnych merytorycznych przyczyn jego wprowadzenia, zadecydowały względy polityczne” – dodaje.

Bez względu na to kiedy zakaz zostanie zniesiony, będzie on dla polskich producentów nie lada kłopotem. Rosja jest jednym z największych rynków zbytu. W 2013 roku trafiło tam ponad 800 tys. ton owoców i warzyw.

Staramy się pozyskać nowych nabywców — mówi Mirosław Maliszewski. Być może część produkcji zostanie przeznaczona do placówek zbiorowego żywienia i organizacji charytatywnych, aby zwiększyć konsumpcję wewnętrzną i złagodzić w ten sposób skutki embarga. Zdaniem prezesa Związku Sadowników RP wiele dobrego przynosi akcja „Jedz polskie jabłka”.

Szacuje się, że straty związane z nałożonym embargiem mogą wynieść nawet 500 milionów euro. Komisja Europejska rozważa w tej sytuacji wypłacenie rekompensat dla polskich producentów owoców i warzyw.

Deweloper nie może zastrzegać sobie prawa do bezpłatnej i bezterminowej reklamy na budynku

Deweloper nie może zastrzegać sobie prawa do bezpłatnej i bezterminowej  reklamy na budynku –  uznał UOKiK. Od początku roku Urząd wydał 16 decyzji zakazujących stosowania w umowach z konsumentami niedozwolonych postanowień o wykorzystaniu nieruchomości do działalności reklamowej dewelopera

Deweloper, który w umowie zastrzega, że w przyszłości zamierza bezpłatnie rozporządzać częścią budynku umieszczając swoje reklamy, działa bezprawnie. Ogranicza bowiem prawa konsumentów do korzystania z nieruchomości wspólnej – jest to niedozwolone postanowienie umowne. UOKiK przyjrzał się przedsiębiorcom, którzy stosowali tę praktykę.

Na nieruchomość wspólną składają się m. in. grunt, elewacja czy dach. Za jej  utrzymanie mieszkańcy odpowiadają proporcjonalnie do wielkości posiadanego lokalu. Przepisy dają im też prawo udziału w zyskach z eksploatacji części wspólnej.  Tymczasem zakwestionowane przez UOKiK umowy z deweloperami ograniczały uprawnienia współwłaścicieli. Przykładowo kontrakt, który konsumentom proponowała Spółka Etlans oferująca mieszkania Warszawie w zawierał postanowienia: Nabywca niniejszym wyraża zgodę na nieodpłatne i bezterminowe umieszczenie na Budynku i pozostałych budynkach i/lub na terenie Nieruchomości reklamy Dewelopera (…). W przypadku lokali usługowych zasady i zakres usytuowania informacji o danym lokalu usługowym wymaga odrębnej zgody Dewelopera wyrażonej w formie pisemnej. W wydanej Decyzji UOKiK ocenił, że przedsiębiorca stosując niedozwolone klauzule pozbawiał konsumentów nie tylko udziału w zyskach, ale również prawa do podjęcia decyzji, w jaki sposób zagospodarować część wspólną. Jednocześnie, jak podkreślił Urząd, przy tak skonstruowanej umowie mogły powstać wątpliwości, kto będzie ponosić koszty konserwacji tej części nieruchomości wspólnej, które spowodowane będą umieszczeniem reklamy.

Negatywne skutki dla konsumenta  mogły mieć też zakwestionowane postanowienia, na podstawie których deweloper zastrzegał możliwość umieszczenia na nieruchomości wspólnej reklamy nie tylko własnej, ale także lokali użytkowych mieszczących się w danym budynku. W efekcie tego właściciele mogliby mieć trudności z nałożeniem na właścicieli lokali użytkowych wyższej opłaty za korzystanie z nieruchomości wspólnej, do czego powinni mieć prawo.

Od początku 2014 Prezes UOKiK wydał 16 decyzji w odniesieniu do niedozwolonych praktyk deweloperów ograniczających prawa konsumentów do korzystania z nieruchomości wspólnej przez zastrzeżenie prawa do nieodpłatnego i bezterminowego umieszczania reklamy na budynku. Cieszy fakt, że jak dotąd wszyscy przedsiębiorcy dobrowolnie zaniechali stosowania zakwestionowanej przez UOKiK praktyki.

Uważaj na fałszywe e-faktury od podszywających się za firmy telekomunikacyjne oszustów

Urząd Komunikacji Elektronicznej coraz częściej otrzymuje informacje o podejrzanych fakturach przesyłanych na e-mail i ostrzega. To oszustwo – mówi Dawid Piekarz, rzecznik prasowy UKE. Dokumenty nie są wystawione przez operatorów firm telekomunikacyjnych, ale przez podszywających się pod nich przestępców. W ten sposób chcą oni wyłudzić pieniądze.

Naszą nieufność powinna wzbudzić odebrana wiadomość, szczególnie gdy nie wyraziliśmy zgody na dostarczanie faktur w formie elektronicznej. E-rachunek wysłany przez oszustów zawiera np. inną wysokość faktury. Zmienione są też adres operatora i numer konta bankowego.

Część ludzi z roztargnienia czy też w obawie przed wpisaniem na listę dłużników zapewne wpłaci pieniądze i zasili w ten sposób konto oszustów. Jednak jak podkreśla Dawid Piekarz: „[…] takich rachunków nie należy opłacać ani też odpowiadać na maile. Najlepiej skontaktować się ze swoim operatorem i dowiedzieć się, czy rzeczywiście zaszły zmiany, czy też ktoś próbuje nas naciągnąć”.