PIPP: rząd nie wygra z szarą strefą w handlu paliwami bez zdecydowanych działań systemowych

CEO Magazyn Polska

Państwo traci rocznie nawet 6 mld zł z powodu nielegalnego handlu paliwami. To kwota odpowiadająca dodatkowym wpływom z powodu podwyżki VAT do 23 proc. Szara strefa kwitnie jednak z powodu wysokich podatków, jakimi są obciążone paliwa. Przestępcy stosunkowo łatwo znajdują luki w ustawie o VAT i wykorzystują niską koordynację państwowych służb, które odpowiadają za walkę z przestępczością skarbową.

Podatki z paliw to jest prawie 1/5 dochodów budżetu państwa, czyli ponad 50 mld zł. W każdym litrze paliwa podatki i daniny publiczne stanowią dużą część, bo ponad 2,5 zł. Z tego bierze się pokusa, żeby podatki omijać, a obowiązujące systemy prawne stwarzają różnego rodzaju możliwości dla firm nieuczciwie handlujących paliwem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Halina Pupacz, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych.

Roczne straty budżetu państwa z powodu nielegalnego obrotu paliwami sięgają 5-6 mld zł. Duży udział szarej strefy dotyczy zwłaszcza handlu olejem napędowym. Według szacunków firm doradczych oraz niezależnych ekspertów sięga on nawet 12-15 proc. Głównym źródłem są wyłudzenia i oszustwa w podatku VAT. Najczęściej spotykanymi mechanizmami są sprzedaż oleju opałowego jako napędowego oraz wyłudzanie zwrotów VAT w ramach transakcji wewnątrzwspólnotowych. Co do zasady unikaniu płacenia podatków sprzyja nie tylko ich zła konstrukcja i trudność w egzekwowaniu, lecz także skala fiskalizmu.

Apelowaliśmy do premiera, że czas najwyższy przyjrzeć się systemowi podatku VAT i jego funkcjonowaniu, nabyciu wewnątrzwspólnotowemu i wysokości pobieranych podatków – twierdzi prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych.

Na oszustwa związane z VAT i wynikające z tego przypadki nieuczciwej konkurencji zwracała uwagę także branża stalowa. Z tego względu rząd znowelizował ustawę o VAT w 2013 r., wprowadzając solidarną odpowiedzialność w VAT w przypadku wyrobów wrażliwych, m.in. paliw. Oznacza to odpowiedzialność nabywcy w przypadku niezapłacenia podatku przez sprzedającego. Według Haliny Pupacz wprowadzenie instytucji solidarnej odpowiedzialności spowodowało większą kontrolę rynku, zwłaszcza importu paliw. Kolejnym działaniem wymierzonym w szarą strefę była nowelizacja ustawy regulującej gromadzenie i utrzymywanie zapasów ropy naftowej, gazu ziemnego oraz paliw, która weszła w życie 7 lipca 2014 r.

Ustawa po okresie przejściowym przeniesie ciężar tworzenia zapasów obowiązkowych na Agencję Rezerw Materiałowych. Następuje również kontrola dodawania biopaliw i biokomponentów, większa kontrola realizacji przez przedsiębiorstwa Narodowego Celu Wskaźnikowego, czyli utrzymania ilości zapasów. Wprowadza się również koncesję importową, która jest obwarowana kaucją gwarancyjną w wysokości 10 mln zł – wymienia Pupacz.

Zmniejszenie obciążenia przedsiębiorców z tytułu utrzymywania obowiązkowych rezerw ma obniżyć korzyści z prowadzenia działalności nierejestrowanej. Rolą kaucji według ustawy jest zabezpieczenie powstałych lub mogących powstać należności z tytułu działalności koncesjonowanej. Bez jej wpłacenia prezes URE nie będzie mógł wydać koncesji uprawniającej do obrotu paliwami płynnymi, w tym z podmiotami zagranicznymi.

Każda z tych zmian ma przede wszystkim przeciwdziałać zjawisku nielegalnego importu paliw. Z informacji, które płyną od członków Izby, mamy do czynienia z sytuacją, gdzie jest bardzo dużo tzw. korzystnych ofert na rynku. One wskazują, że jakieś daniny publiczno-prawne od paliw mogą nie być płacone – mówi Halina Pupacz.

Mimo że w ostatnim czasie rząd podjął wiele działań w celu ograniczenia szarej strefy, zdaniem prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych są to jednak działania cząstkowe i często mało efektywne.

Na gruncie prawa krajowego są wprowadzane zmiany sporadyczne, jednostkowe, które nie obejmują całego systemu. I one w ocenie niektórych przedsiębiorców nie do końca się sprawdzają – twierdzi prezes PIPP.

Obok dalszych zmian w podatku VAT Pupacz opowiada się za lepszą kontrolą koncesji i usprawnieniem instytucji państwowych, którym często brakuje koordynacji działań.

Dzisiaj rynek paliwowy jest kontrolowany przez wiele instytucji i podlega wielu ministerstwom. Pewne działania niektórych instytucji czy organów kontrolnych nawzajem się wykluczają i nie ma przepływu informacji. Potrzebna jest budowa platformy wymiany informacji o rynku paliwowym i to może będzie zaczątkiem do tego, żeby rozmawiać o zmianie systemu – uważa Halina Pupacz.

Mimo niżu demograficznego studia stacjonarne oblegane. Mniej chętnych na studia wieczorowe i zaoczne

CEO Magazyn Polska

Pomimo niżu demograficznego Uniwersytet Warszawski nie ma problemu z zapełnieniem dostępnych miejsc. Po pierwszej turze rekrutacji tylko na 10 stacjonarnych kierunkach licencjackich ruszyła kolejna runda zapisów. Uczelnia oczekuje, że jak co roku będzie miała ok. 30 tys. kandydatów. Najwięcej chętnych jest na ekonomię i prawo, a w przeliczeniu na miejsce – na lingwistykę stosowaną i sinologię.

Spodziewamy się, że ze względu na niż demograficzny na studiach niestacjonarnych, czyli zaocznych i wieczorowych, może być mniej chętnych. Natomiast na studiach stacjonarnych mamy wielu chętnych, do tej pory zapisało się 21 tys. osób. Nie planujemy zamykania żadnych kierunków. Uruchomiliśmy drugie tury rekrutacji, ale tylko na 10 kierunkach. To jest na przykład nauczanie języka niemieckiego, nauczanie języka francuskiego, ochrona środowiska – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Olga Basik z biura prasowego Uniwersytetu Warszawskiego.

Basik podkreśla, że co roku uniwersytet ma ok. 30 tys. kandydatów i w tym roku ich łączna liczba, pomimo niżu demograficznego, będzie zbliżona. Wyniki pierwszej tury rekrutacji zostały ogłoszone 11 lipca. Najwięcej kandydatów aplikowało na ekonomię, prawo oraz finanse, rachunkowość i ubezpieczenia. Jak zauważa Basik, te kierunki co roku są wśród najbardziej obleganych.

W przeliczeniu na miejsce najbardziej zacięta walka o indeks była jednak wśród kandydatów na lingwistykę stosowaną (22 osoby na miejsce) i sinologię (19 osób na miejsce). Pełne wyniki rekrutacji będą znane dopiero w październiku, bo cały czas trwa nabór na studia II stopnia (magisterskie) i studia niestacjonarne.

Mamy dwa nowe kierunki i zapełniliśmy już na nie miejsca. To jest historia i kultura Żydów na studiach stacjonarnych oraz wczesne nauczanie języka angielskiego na pedagogice – dodaje Basik. Zapowiada też: ‒ W przyszłym roku nie będą już pobierane opłaty za drugi kierunek. Uniwersytet Warszawski zrezygnował z odpłatności za drugi kierunek. Zrezygnował też z odpłatności za przekroczenie punktów ECTS.

Do tej pory studenci, którzy zapisali się na więcej zajęć niż wymagane minimum (czyli otrzymali więcej punktów w europejskim systemie ECTS), musieli się liczyć z opłatami za ponadprogramowe punkty. Studentom przysługiwał jedynie niewielki margines dodatkowych punktów za darmo. Wymagała tego znowelizowana w 2011 r. ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym. Ten sam akt wprowadzał też odpłatność za drugi kierunek studiów.

Ponieważ na początku czerwca tego roku Trybunał Konstytucyjny uznał część zapisów tej ustawy za niezgodne z ustawą zasadniczą, od przyszłego roku akademickiego UW nie będzie już pobierał opłat ani za drugi kierunek studiów, ani za ponadprogramową liczbę uzyskanych przez studenta punktów ECTS.

Będzie można dowolnie się rozwijać, wybierać dodatkowe przedmioty, które pomogą później w zawodowym życiu. Nie trzeba się ograniczać, chodzi tutaj o wszechstronne wykształcenie i rozwijanie się – zapewnia Basik.

W rozwoju nie tylko studentów pomagać ma też Uniwersytet Otwarty. To oferta płatnych zajęć edukacyjnych UW skierowana do wszystkich osób, które ukończyły 16. rok życia. Jak przekonuje Basik, mogą z nich korzystać nawet licealiści przed podjęciem studiów. Nie są to typowe wykłady, lecz często warsztaty, zajęcia językowe lub kulturoznawcze. Basik wylicza, że studenci Uniwersytetu Otwartego mogli do tej pory uczyć się angielskiego na podstawie twórczości Monty Pythona, włoskiego – gotując, a rosyjskiego – poprzez śpiew.

Wiele z tych zajęć odbywa się poza uczelnią, na przykład zajęcia z piłki siatkowej prowadzone przez Edwarda Skorka, zawodnika drużyny Huberta Wagnera, która zdobyła złoty medal igrzysk olimpijskich w Montrealu w 1976 r. Rekrutacja na kolejny semestr zajęć, których jest już 300, rozpocznie się w sierpniu.

Basik dodaje, że jak co roku UW będzie miał największy w kraju udział studentów z zagranicy.

Co roku jest to około 1 tys. osób, co roku ta liczba się zwiększa. Są to najczęściej kandydaci pochodzący z krajów sąsiedzkich, ale mamy też osoby studiujące, które pochodzą ze Stanów Zjednoczonych, Iraku i Turcji. Na Uniwersytecie Warszawskim studiuje najwięcej studentów zagranicznych w Polsce, to jest około 3 proc. wszystkich studentów. Na innych uczelniach jest to około 1-2 proc. – podkreśla Basik.

Podróżujący autobusami szukają tańszych połączeń

CEO Magazyn Polska

Wszystko wskazuje na to, że trwające wakacje okażą się dobrym sezonem dla przewoźników autobusowych. Przedsiębiorstwa komunikacyjne i portale pośredniczące w sprzedaży biletów spodziewają się, że będzie ona nawet dwa razy większa niż w ubiegłym sezonie wakacyjnym.

Jak uważa Andrzej Soroczyński, prezes zarządu firmy Teroplan, właściciela platformy rezerwacyjnej e-podróżnik, przychody ze sprzedaży biletów w lipcu są 5-6-krotnie wyższe niż w maju. Lepsze wyniki to jednak nie tylko zasługa wzmożonego ruchu w wakacje. W ubiegłym roku za pośrednictwem portalu sprzedano 250 tys. biletów. W tym, jak przewiduje Soroczyński, liczba ta prawdopodobnie zwiększy się do 400 tys.

Tylko w pierwszej połowie roku zanotowaliśmy 70-proc. wzrost liczby sprzedanych biletów – twierdzi Soroczyński.

Nie każda oferta jednak automatycznie spotyka się z zainteresowaniem podróżnych. Przy wyborze kluczowa jest cena. Coraz więcej klientów wybiera oferujące tańsze połączenia serwisy internetowe oraz podmioty sprzedające usługi na podstawie taryfikatorów dynamicznych, w których o ostatecznej cenie decyduje moment sprzedaży (im wcześniej dochodzi do transakcji, tym cena jest niższa). Natomiast biura i firmy stacjonarne oraz sprzedające połączenia na podstawie taryfikatorów pasywnych tracą na znaczeniu.

– Ostatnio w e-podróżniku bardzo wielu przewoźników wdrożyło taryfy dynamiczne, czego skutkiem jest znaczny wzrost liczby transakcji – mówi Soroczyński.

Rynek autobusowy, jak twierdzi prezes zarządu Teroplan SA, jest przy tym dużo bardziej konkurencyjnych niż kolejowy, na którym dynamiczne taryfy stosowane są rzadziej niż w komunikacji autobusowej. Stąd ceny w autobusach są na nieco niższym poziomie niż w pociągach (podróżni na zakup biletu wydają przeciętnie ok. 40 zł).

Ludzie bardzo interesują się promocjami cenowymi i polują na tanie połączenia – wskazuje Soroczyński.

Poza wysokością taryf kluczowe znaczenie podczas wyboru oferty odgrywa czas (data i godzina odjazdu) oraz komfort świadczonej usługi (wyposażenie i stan pojazdu). Podczas wakacji w komunikacji krajowej Polacy najczęściej podróżują do miejscowości uzdrowiskowych i wypoczynkowych, jak Kołobrzeg. Gdańsk oraz Zakopane. Najczęściej poszukiwane kierunki międzynarodowe, jak wynika z ostatniej analizy firmy Semstorm, wykonanej na podstawie fraz wpisywanych w najpopularniejszej wyszukiwarce, to Chorwacja (90 500 zapytań miesięcznie), Hiszpania (49 500) oraz Egipt, Dubaj, Malta, Turcja i Wyspy Kanaryjskie (po ok. 40 500). Poza sezonem wakacyjnym natomiast najczęściej wybierane są połączenia autobusowe do dużych ośrodków miejskich, a największą grupę klientów stanowią uczniowie i studenci.

Przedsiębiorstwa komunikacyjne są dobrze przygotowane na obsłużenie większej liczby podróżnych. Już w ubiegłym roku, jak wynika z danych Centralnej Ewidencji Pojazdów (CEP), niespodziewanie, po latach zapaści, wzrosła o 55,6 proc. liczba rejestracji pojazdów autobusowych w komunikacji międzymiastowej. Więcej niż 2012 roku wyjechało na drogi także jednostek obsługujących połączenia miejskie. Mniej (o 18 proc.) zarejestrowano jedynie największych autobusów turystycznych, które kursują pomiędzy państwami.

Przyjazne odprawy, miasteczka lotniskowe i strefy relaksu przyszłością w podróżowaniu

CEO Magazyn Polska Za kilka lat podróżowanie samolotem stanie się jeszcze szybsze i bardziej komfortowe – uważa Magdalena Greloff z firmy Skyscanner. Zostaną wprowadzone rozwiązania, nad którymi już trwają prace, jak zautomatyzowana odprawa, lasery molekularne do skanowania bagażu i strefy relaksu na lotniskach. Również samoloty będą projektowane w nowatorski sposób.Będziemy mogli w dowolnym miejscu na lotnisku odprawić swój bagaż, na przykład kupując sobie kawę. Następnie będziemy mogli przejść bezproblemowo przez kontrolę bezpieczeństwa dzięki danym biometrycznym. A czasochłonny proces skanowania bagażu będzie zastąpiony przez lasery molekularne – mówi agencji informacyjnej Newseria Magdalena Greloff, rzecznik prasowy portalu Skyscanner. Lotniska zostaną przekształcone w miasteczka lotniskowe, gdzie pojawią się kina, plaże, miejsca rekreacyjne, co pozwoli pasażerom zrelaksować się przed podróżą lub umożliwi im zorganizowanie sobie czasu w oczekiwaniu np. na opóźniony lot. – W miasteczkach będziemy mogli korzystać z różnych rozrywek, na przykład pójść na basen, jogę, zrelaksować się w odpowiednich strefach relaksu lub pójść do kina 3D. Również oferta usługowo-handlowa będzie unikalna, będziemy mogli sobie zrobić wirtualne zakupy i dostarczyć prosto do swojego domu – podkreśla Magdalena Greloff. W samolocie również będziemy mogli doświadczyć znacznie wyższego komfortu. Pojawią się siedzenia, których kształt będzie dostosowywał się do ciała pasażera czy rozwiązania zapobiegające problemowi zespołu nagłej zmiany strefy czasowej, tzw. jet lagu. – Problem zostanie wyeliminowany dzięki inteligentnemu oświetleniu. Będziemy mogli również korzystać z multimedialnego centrum, w którym będziemy mogli  prowadzić rozmowy z rodziną i przyjaciółmi, a dzięki technologii rozpraszania dźwięku nie będziemy przy tym przeszkadzać współpasażerom – dodaje Magdalena Greloff. Samoloty nie tylko będą wyposażane w nowe technologie, lecz także inaczej projektowane. Przede wszystkim pojawi się podział na specjalne strefy, jak strefa relaksu, gastronomiczna czy biznesowa. – Te innowacje pojawiają się już dzisiaj, natomiast w ciągu 10 lat możemy się spodziewać, że będą się popularyzowały i zaczną występować na szeroką skalę – podsumowuje Magdalena Greloff.

Platforma Mediowa Point Group SA odwołała się od półmilionowej kary dla spółki

Platforma Mediowa Point Group S.A. (GPW POINTGROUP, PGM ) złożyła do Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy, w której KNF nałożyła na spółkę karę administracyjną w wysokości pół miliona zł.

„Składamy wniosek o ponowne rozpoznanie sprawy, mając nadzieję na jej bezstronne i wnikliwe rozpatrzenie” – mówi Michał M. Lisiecki, prezes Zarządu PMPG S.A.

W skierowanym do KNF wniosku spółka nie neguje faktu, że do raportów wskazanych w decyzji Komisji biegli rewidenci zgłosili zastrzeżenia. Nie oznacza to jednak, że spółka nienależycie wykonała obowiązki informacyjne, bowiem wraz ze sprawozdaniami finansowymi opublikowane zostały opinie biegłych zwierające zastrzeżenia. PMPG kwestionuje też stwierdzenie, jakoby spółka dopuściła się naruszeń które „wpływały istotnie na zmniejszenie wartości informacyjnej ww. raportów okresowych Spółki, a przez to mogły wpływać na decyzje gospodarcze podejmowane przez inwestorów na podstawie tych sprawozdań finansowych”. Każdy, kto chciał się zapoznać ze sprawozdaniem finansowym Spółki, był równocześnie informowany o zastrzeżeniach biegłych rewidentów i miał możliwość zapoznania się z ich treścią. Tym samym dysponował pełnym obrazem sytuacji finansowej spółki i był o jej sytuacji finansowej informowany.

Pełna argumentacja PMPG zawarta została we wniosku do KNF, który stanowi załącznik do niniejszego komunikatu.

Komisja Nadzoru Finansowego wszczęła postępowanie administracyjne w przedmiocie nałożenia kary na PMPG w październiku 2011 r. Sprawa dotyczyła sprawozdań finansowych spółki za lata 2009-2011, do których zastrzeżeni zgłaszali biegli rewidenci. 8 lipca 2014 r. KNF nałożyła na PMPG karę administracyjną w wysokości 500 000 zł.

Karą nałożoną przez KNF na wydawcę tygodnika WPROST zajmie się także sejmowa Komisja Finansów. Sprawę skierowało tam Prezydium Sejmu, które zajmowało się nią na wniosek posła Solidarnej Polski Arkadiusza Mularczyka.

Jak cię widzą… tak cię widzą

Nasz wirtualny wizerunek w poszukiwaniu pracy może naprawdę pomóc lub równie mocno zaszkodzić. Rzecz w tym, by jako oficjalnych nie traktować tylko profili na GoldenLine czy LinkedIn. Jak się okazuje, te portale społecznościowe których z zasady używamy tylko do celów prywatnych, również mogą znacząco wpłynąć na wynik procesu rekrutacji.

Oczywiście to na czym nadal należy skupić się najbardziej to właśnie profile na portalach branżowych. Wśród rekruterów to właśnie GoldenLine i LinkedIn cieszą się największą popularnością. Nie bez przyczyny, wizerunek tam kształtowany ma w końcu wymiar zawodowy, a same profile tworzymy właśnie po to, by w jak najbardziej profesjonalny sposób przedstawić swoje zawodowe oblicze. Podczas jednak gdy (przynajmniej w teorii) w serwisach branżowych skrupulatnie uzupełniamy informacje o swoim wykształceniu i doświadczeniu, w szczególny sposób zwracamy uwagę na nawiązywane znajomości i zamieszczamy zdjęcie po zastanowieniu się nad tym czy naprawdę jest ono odpowiednie, w odniesieniu do innych serwisów społecznościowych często pozwalamy sobie na zbyt wiele, a to naprawdę może zaszkodzić. Oczywiście, wyjściem może być zupełnie zablokowanie dostępu do naszego na przykład facebookowego profilu osobom, które nie są naszymi znajomymi. Co jednak gdy firma do której aplikujemy wymaga polubienia swojego fan page`a, a co za tym idzie zyskuje dostęp do naszych zdjęć, wpisów i wszelkich informacji? Czy na pewno chcemy by nasz przyszły pracodawca zobaczył to wszystko, czym czasem bez najmniejszej refleksji dzielimy się na Facebooku? Wyjściem nie jest zupełna likwidacja profilu, w końcu zdaniem niektórych „gdy nie ma cię na Facebooku – nie istniejesz”. Wyjściem jest rozsądek i świadomość, że każdym wpisem czy zdjęciem, kształtujemy własny wizerunek. Kontrola samego siebie naprawdę się opłaca.

Wpis na Facebooku, zdjęcie czy komentarz mogą naprawdę wiele powiedzieć o potencjalnym pracowniku. Oczywiście wyciągane z nich wnioski mogą być mylące, decydują jednak o pierwszym wrażeniu, którego wartość bez zbędnej przesady można określić mianem niebagatelnej – komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Key Account Manager GRUPA 365 NET.

Gdy zatem poszukujemy pracy, najlepiej spojrzeć na swój profil oczami potencjalnego pracodawcy i obiektywnie ocenić go, zmodyfikować właśnie w tym kontekście. Warto też w końcu pamiętać, że nasz wizerunek na Facebooku ma znaczenie nie tylko w procesie rekrutacji. Także później, gdy jesteśmy już mniej lub bardziej szczęśliwymi pracownikami, to jak się prezentujemy w świecie wirtualnym ma realny wpływ chociażby na wizerunek firmy, która zdecydowała się nas zatrudnić.

Strona WWW vs. fanpage. 6 powodów, dla których nie warto skupiać się tylko na Facebooku

Tendencja posiadania firmowego fanpage’a na Facebooku w zastępstwie strony internetowej widoczna jest wśród branż, które działają poza internetem, jak np. firmy z sektora gastronomicznego czy usługowego. Przyczyną jest zapewne łatwość w założeniu, wydawałoby się darmowe prowadzenie, lokalny zasięg i „moda na media społecznościowe”.

Jest przynajmniej 6 powodów, dla których warto zainwestować w stronę WWW.

1) Obecność w wyszukiwarkach – Dzięki pozycjonowaniu strona WWW pojawia się w wynikach wyszukiwania (np. Google czy Bing). W przypadku fanpage’a firmowego na Facebooku nie ma takiej gwarancji. Niekiedy wpisy z tego medium społecznościowego trafiają do indeksu wyszukiwarek, ale dzieje się to sporadycznie i nie do końca wiadomo, jakimi prawami rządzi się indeksowanie jego zawartości.

2) Wyszukiwanie informacji – Wyszukanie potrzebnej informacji w obrębie strony WWW jest proste, szybkie i pewne. Wystarczy do tego przejrzysty układ stron i podstron, a także funkcjonalna wyszukiwarka. Wyszukiwanie w obrębie fanpage’a jest bardzo trudne ze względu na nieustannie zmieniające się algorytmy i sposoby wyświetlania postów.

3) Konieczność założenia konta i logowania – Facebook wymusza na odwiedzającym dzielenie się danymi osobowymi. Bez założenia konta i logowania nie ma możliwości przeglądania informacji. Odwiedzający stronę WWW mogą zapoznać się z jej zawartością błyskawicznie.

4) Analityka – W przypadku tradycyjnej strony WWW można użyć wachlarza narzędzi, które pozwalają mierzyć ruch na stronie i tworzyć charakterystykę klienta. Facebook co prawda oferuje możliwości analityczne, ale nie są one tak duże, jak w przypadku stron.

5) Niepewność administracyjna – własna strona WWW to gwarancja obecności w sieci, głównie dzięki hostingowi. Facebook może usunąć fanpage w każdej chwili, bez podania przyczyny. Własna strona to także możliwość tworzenia kopii zapasowej informacji na niej zawartych.

6) Wyróżnienie z tłumu – wszystkie fanpage wyglądają w 95% tak samo. Tak naprawdę mamy wpływ tylko na zdjęcie profilowe oraz zdjęcie w tle. Strona internetowa pozwala na dowolną modyfikację swojej zawartości oraz wyglądu.

– Ważnym aspektem posiadania własnej, firmowej strony WWW jest także jej adres. Fanpage na Facebooku to tylko podstrona w domenie facebook.com – tym samym adresy wszystkich fanpage’y są do siebie bardzo podobne. Własny adres i domena internetowa to wyróżnik, który często zbieżny jest z nazwą firmy lub jej strategią i marketingiem – mówi Maria Głowacka z firmy AZ.pl

Sezonowe wyprzedaże – jak łamane są prawa klientów

0

Czy kupując na wyprzedażach mamy mniejsze prawa jako konsumenci? Nie – mówią przedstawiciele Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Sprawdź, o czym warto pamiętać robiąc zakupy.

Najważniejsze to nie dać się oszukać – mówi serwisowi infoWire.pl Małgorzata Cieloch, rzecznik prasowy UOKiK. „[…] Trzeba zwracać uwagę na cenę towaru. Często jest zawyżana, by w dzień wyprzedaży atrakcyjnie ją zaniżyć”. Zakup danej rzeczy przestaje być super okazją.

Wszystko minus 70%. Jednak przy kasie okazuje się, że towar przeceniony jest tylko o 30%. To wprowadzenie klienta w błąd. W takim przypadku konsument ma prawo domagać się obniżenia ceny – dodaje ekspert. Takie przypadki należy zgłaszać do inspekcji handlowej, gdyż jest to łamanie prawa.

Towar z wyprzedaży nie podlega reklamacji – ta praktyka również nie jest zgodna z prawem. Mamy na to dwa lata od czasu zakupu. Co innego, gdy chodzi o zwrot towaru. „[…] Sprzedawca może przyjąć zwrot zakupionego produktu, ale nie musi. Warto dopytać się o to podczas zakupów” – radzi Małgorzata Cieloch.

Wyprzedaż sezonowa to z pewnością okazja do zrobienia tańszych zakupów. Najważniejsze jednak, by w ich szale, nie tracić głowy.CEO Magazyn Polska

ING Życie oferuje jedno z najszerszych zabezpieczeń na wypadek poważnych chorób

ING Życie rozbudowało zakres ochronny w pakiecie zdrowotnym, który oferowany jest przy polisie „Sposób na przyszłość”. W ramach produktu klient może zabezpieczyć się na wypadek nowotworów, innych poważnych chorób oraz hospitalizacji i operacji. Łącząc wszystkie te elementy, otrzymuje jedno z najszerszych zabezpieczeń na rynku w razie poważnych chorób.

W ofercie ubezpieczyciela znajduje się pakiet zdrowotny, w którego skład wchodzi rozszerzona umowa dodatkowa na wypadek poważnych chorób – bez nowotworów. Lista obejmuje aż 34 różne przypadki, wśród których są między innymi zawał serca, udar mózgu czy zabieg chirurgiczny polegający na założeniu bypassów. W sytuacji, gdy klienta dotkną nawet trzy różne choroby objęte ubezpieczeniem, ING Życie wypłaci mu pieniądze za każdą z nich. W przypadku pierwszej choroby jest to nawet 100% świadczenia, natomiast przy drugiej i trzeciej do 50%. Ponadto ubezpieczyciel ograniczył ilość chorób wykluczanych po każdej wypłacie.

W pakiecie oferowanym przez ING Życie znajduje się również umowa dodatkowa, zapewniająca wypłatę pieniędzy w przypadku pobytu w szpitalu oraz operacji, będącej wynikiem choroby lub nieszczęśliwego wypadku. Gwarantuje ona klientowi wypłatę dziennych świadczeń zarówno przy krótko-, jak i długotrwałej hospitalizacji. Co więcej, w zależności od rodzaju zabiegu klient może otrzymać od 10% do 100% sumy ubezpieczenia, które obejmuje ponad 200 operacji. Ponadto do pakietu zdrowotnego dodawany jest przydatny assistance medyczny, który zapewnia wsparcie w przypadku poważnej choroby lub nieszczęśliwego wypadku. W jego skład wchodzą m.in. wizyta lekarska, transport medyczny, organizacja procesu rehabilitacji i pokrycie kosztów wizyty.

Ubezpieczony może zabezpieczyć się także w razie zachorowania na nowotwór dzięki umowie dodatkowej na wypadek nowotworu ONA i ON. Jest to kompleksowy produkt, który zapewnia wsparcie finansowe na każdym etapie leczenia od momentu diagnozy. Umowa gwarantuje assistance nowotworowy obejmujące m.in. opiekę nad dziećmi, pomoc w prowadzeniu domu, czy wsparcie psychologa.

Wykupując cały pakiet zdrowotny z rozbudowanym zakresem ochronnym i dwoma assistance – medycznym i nowotworowym, nasz klient zyskuje jedno z najszerszych zabezpieczeń na rynku w razie poważnych chorób. Celem naszej zaktualizowanej oferty jest zapewnienie ubezpieczonemu poczucia bezpieczeństwa, tak aby w przypadku nagłej choroby on lub jego bliscy mieli kapitał potrzebny na sfinansowanie leczenia lub utrzymanie rodziny – mówi Grzegorz Hoffman, Kierownik ds. Produktów w ING Życie.CEO Magazyn Polska

Komisja Europejska zgadza się na pomoc publiczną dla LOT-u. Jest oficjalna decyzja

Polskie Linie Lotnicze LOT nie muszą oddawać państwowego wsparcia finansowego. Jest już oficjalna decyzja Komisji Europejskiej, która uznała pomoc publiczną za zgodną z prawem. Jak mówi Włodzimierz Karpiński, minister skarbu państwa, wcześniejsza niż oczekiwano decyzja Brukseli oznacza, że plan restrukturyzacji przewoźnika został oceniony pozytywnie.

Pozytywna decyzja Komisji Europejskiej oznacza przede wszystkim, że pomoc publiczna została udzielona zgodnie z prawem, a plan restrukturyzacyjny, który ponad rok temu został złożony do Komisji Europejskiej, idzie w dobrym kierunku. Wcześniejsza, niż zapowiadana, decyzja Komisji cieszy, bo to potwierdza, że współpraca Ministerstwa Skarbu i LOT-u z przedstawicielami, Komisji Europejskiej, mimo złożoności procesu przebiegała bardzo dobrze – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Włodzimierz Karpiński, minister skarbu państwa.

Polski przewoźnik otrzymał od Skarbu Państwa wsparcie w wysokości 400 mln zł w grudniu 2012 r. Dofinansowaniu towarzyszyła głęboka restrukturyzacja przewoźnika – bez takiego planu Bruksela nie zgodziłaby się na pomoc publiczną i mogłaby nakazać zwrot środków przez LOT. Plan zmian obejmował m.in. redukcję siatki połączeń, co jest wymogiem Komisji zapobiegającym uzyskaniu przewagi konkurencyjnej nad liniami, które nie otrzymują wsparcia publicznego.

LOT zobowiązał się także do reorganizacji wewnętrznej i zwolnień oraz zmian we flocie. To wszystko ma doprowadzić do trwałej rentowności linii od 2015 r. Resort skarbu wyraził zgodę na maksymalne wsparcie LOT-u w procesie restrukturyzacji kwotą miliarda złotych, choć na razie przewoźnik nie wystąpił o kolejną transzę. Ma ona wynieść nie więcej niż 381 mln zł, ale lepsze od oczekiwanych wyniki finansowe spółki pozwoliły na opóźnienie tej raty. Zarząd spółki podejmie decyzję najwcześniej we wrześniu, ale nie wiadomo, czy dalsze wsparcie w ogóle będzie potrzebne, bo w 2013 r. LOT po raz pierwszy od 2008 r. zanotował zysk netto, który wyniósł 26 mln zł. Przedstawiciele MSP zapewniają, że LOT został zobowiązany do zmniejszenia kwoty pomocy do minimalnego, niezbędnego poziomu.

Karpiński podkreśla, że skuteczna restrukturyzacja LOT-u to zasługa pracowników spółki, którzy musieli godzić się na pewne wyrzeczenia. Zaznacza także, że przez cały czas pracownicy resortu, Komisji Europejskiej i spółki blisko ze sobą współpracują. Minister jest wdzięczny urzędnikom w Brukseli za przyspieszoną decyzję, która kończy okres niepewności co do przyszłości LOT-u.

Jeśli chodzi o przyszłość LOT, to oczywiście oczekujemy kontynuacji procesu restrukturyzacji, który ma teraz bardzo dobrą certyfikację, po drugie, zaktualizowania strategii na przyszłe lata, bo rynek lotniczy w Polsce rośnie z podwójną dynamiką w stosunku do rynku w Europie Zachodniej, a także poszukania stabilnego inwestora, który pozwoli utrzymać dominującą w tym regionie Europy pozycję LOT-u – mówi Karpiński.

Minister skarbu państwa podkreśla, że celem polskiego przewoźnika jest nie tylko udane zakończenie planu restrukturyzacji i osiągnięcie celów finansowych, ale także zwiększenie wartości spółki. To ma przyciągnąć inwestorów, bo celem resortu jest prywatyzacja linii.

LOT jest największą polską linią lotniczą i drugim po Ryanair graczem na polskim rynku. W 2013 r. przewoźnik przewiózł w Polsce razem z trasami obsługiwanymi dla LOT-u przez Eurolot niemal 5,9 mln pasażerów (według danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego), co dało linii prawie 27-procentowy udział w ruchu lotniczym w naszym kraju. Według danych LOT-u spółka samodzielnie przewiozła ok. 4,6 mln podróżnych. To mniej niż rok wcześniej, ale takie są wymagania Brukseli – zgodnie z planem restrukturyzacji przewoźnik zobowiązał się do zmniejszenia liczby oferowanych miejsc o 14,9-18,2 proc.

Pomimo osiągnięcia zysku netto, wynik na działalności podstawowej był w ubiegłym roku wciąż negatywny (-4 mln zł), ale jest to strata niewielka w porównaniu do 2012 r. – wtedy strata na działalności podstawowej sięgnęła niemal 150 mln zł. W tym roku przewoźnik chce zarobić na działalności podstawowej ok. 70 mln zł.

Innowacyjne projekty ekologiczne w centrach handlowych Carrefour Polska.

Free Cooling System, modernizacja chłodnictwa oraz system oświetlenia LED, to tylko niektóre z rozwiązań proekologicznych wdrażanych w centrach handlowych należących do Carrefour Polska.

Carrefour Polska – właściciel i zarządca licznych centrów handlowych w Polsce, realizując strategię Biznesu Odpowiedzialnego Społecznie, wdraża na terenie swoich obiektów, szereg innowacyjnych i wysoko efektywnych rozwiązań proekologicznych. Firma nie tylko oszczędza surowce naturalne, ale także ogranicza szkodliwe emisje do atmosfery. Obecnie Carrefour Polska rozwija w swoich obiektach m.in. system Free Cooling oraz system chłodnictwa wykorzystujący Co2.

Innowacyjne rozwiązanie Free Cooling wykorzystuje niskie temperatury wód podziemnych do obniżenia temperatury powietrza w obiekcie. Chłodzenie pomieszczeń odbywa się m.in. za pomocą pompy cyrkulacyjnej ciepła – urządzenia wykorzystującego niskotemperaturową energię geotermalną zakumulowaną w gruncie i wodach podziemnych, a następnie przekazujące energię do wymienników ciepła chłodu w centrach wentylacyjnych i odbiornikach chłodu. Dzięki systemowi Free Cooling zużycie energii jest czterokrotnie mniejsze w porównaniu z klimatyzowaniem czy ogrzewaniem konwencjonalnym.

Obecnie system ten funkcjonuje w Galerii Lwowskiej Carrefour w Zamościu oraz w Carrefour w Sosnowcu. Firma planuje również włączyć do tego programu kolejne swoje obiekty. Jeszcze w tym roku będzie on uruchomiony w CH Carrefour w Olsztynie, które przechodzi obecnie gruntowną modernizację.

Jednocześnie w wybranych lokalizacjach, Carrefour rozwija także system chłodnictwa wykorzystujący CO2 jako czynnik chłodniczy oraz inwestuje w wymianę oświetlenia tradycyjnego na oświetlenie typu LED w wielu swoich placówkach. Dzięki temu życie energii spadło aż o 80% przyczyniając się tym samym do ochrony środowiska naturalnego.

Centra handlowe Carrefour Polska, to obiekty przyjazne zarówno dla klientów, jak i otoczenia. Wdrażane na ich terenie rozwiązania proekologiczne nie tylko przyczyniają się do ochrony Ziemi, ale również edukują i angażują społecznie tak pracowników, jak i klientów firmy.Innowacyjne projekty ekologiczne w centrach handlowych Carrefour Polska. 1

Raport Bankier.pl o kontach osobistych: 51 rachunków, 27 banków i 4 klientów

Z kontami w banku jest jak z samochodami. Niby wszystkie służą do tego samego, ale komfort użytkowania może być diametralnie różny. Potwierdza to raport przygotowany przez redakcję Bankier.pl. Pod ocenę wzięto oferty 51 kont osobistych w 27 bankach, poszukując produktu najlepszej odpowiadającego potrzebom czterech zupełnie różnych grup klientów. 

Poddaliśmy analizie 51 kont oferowanych przez 27 banków. Nie wybieraliśmy rachunków samodzielnie – poprosiliśmy banki, by to one zaproponowały pakiety, które ich zdaniem najlepiej będą pasowały do każdego z czterech typów klienta. Oszacowane przez banki koszty prowadzenia rachunku uzupełniliśmy o wagi przyznawane za dodatkowe usługi – istotne dla poszczególnych grup klientów.

Klient internetowy szuka rachunku przede wszystkim taniego – zapewnia przy tym niskie (800 zł) wpływy na konto, rzadko korzysta z bankomatów. Docenia dodatkowe profity z posiadania ROR-, jak moneyback czy programy rabatowe. Dwa najlepsze w tej kategorii banki (T-Mobile Usługi Bankowe i Bank BPH) oferują rachunki przy powyższych założeniach bezpłatne, w obu przypadkach klient ma do dyspozycji wszystkie bankomaty bez prowizji i nie płaci za przelewy. Dodatkowo oba rachunki pozwalają zarabiać na usłudze moneyback.

Innego produktu poszukuje klient aktywny (wielokanałowiec), który nie tylko chętnie korzysta z e-bankowości, ale też potrzebuje bankowości mobilnej, odwiedza placówki, a przy tym oczekuje bankomatów z wypłatami bez prowizji. Proponujący najlepszą pod tym względem ofertę bank (Alior Bank) gwarantuje bezpłatny rachunek, oferuje dostęp do bankowości internetowej i mobilnej, wszystkie bankomaty w kraju oraz rozległą sieć placówek.

Klient tradycjonalista, który wysoko ceni osobisty kontakt z bankiem, za najlepszy w swojej kategorii rachunek (z oferty Banku Pocztowego) co prawda zapłaci co miesiąc 5 zł za kartę (zakładamy, że nie korzysta z niej aktywnie), ale w zamian dostanie największą sieć placówek – własnych oraz Poczty – oraz brak opłat za przelewy.

Klientowi VIP, co miesiąc zasilającemu konto kwotą 7 tys. zł, do gustu przypadnie konto nie tyle tanie, co gwarantujące usługi dodatkowe. Propozycje mBanku i Citi Handlowego przy założonych warunkach są bezpłatne i zawierają rozbudowany zakres usług dodatkowych – konsultanta dostępnego przez 24 godziny na dobę, usługi maklerskie czy usługi concierge.

– Dziś bezwarunkowo bezpłatne konta oferuje tylko kilka banków, ale w wielu instytucjach standardem stały się na przykład bezpłatne bankomaty. Programy premiowe typu moneyback coraz częściej zastępowane są przez programy rabatowe. Lojalny klient przestaje być traktowany masowo, może liczyć na dodatkowe profity – podsumowuje analityk  Bankier.pl Wojciech Boczoń.

Najlepsze konta dla klientów w „Raporcie Bankier.pl o kontach osobistych”.    Raport Bankier.pl o kontach osobistych: 51 rachunków, 27 banków i 4 klientów 2

Electroceramics S.A. wykupuje obligacje serii B

0

12 sierpnia br. Electroceramics (poprzednio Grupa Prawno-Finansowa CAUSA S.A.) wypłaci obligatariuszom środki finansowe z tytułu niewykupionych 30 obligacji na okaziciela serii B, o wartości nominalnej 1.000 zł każda (oznaczonych kodem PLGPFCS00075), których termin wykupu przypadał na 29 marca 2014 r. Electroceramics to jedyna na świecie firma posiadająca opatentowaną technologię izostatyczną do produkcji ceramicznych elementów elektroizolacyjnych.

Wszyscy posiadacze obligacji serii B otrzymają wartość nominalną obligacji, powiększoną o odsetki naliczone na zasadach określonych w warunkach emisji tych obligacji z zastosowaniem oprocentowania wynoszącego 15% w skali roku, do dnia wykupu. Ponadto Obligatariusze otrzymają odsetki od obligacji serii B, których termin płatności przypadał na 29 września 2013 r., 29 grudnia 2013 r. oraz 29 marca 2014 r., powiększone o odsetki ustawowe za każdy dzień opóźnienia do dnia zapłaty. Łączna kwota wypłacona Obligatariuszom wyniesie 35.273,70 zł, w tym 31.676,70 zł z tytułu wykupu obligacji serii B oraz 3.597,00 zł z tytułu odsetek. Wypłata świadczeń nastąpi za pośrednictwem Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych, zgodnie z odpowiednimi regulacjami.

W dniu 23 lipca br. nastąpiła sądowa rejestracja zmiany nazwy spółki z Grupa Prawno-Finansowa CAUSA S.A. na Electroceramics S.A. oraz emisji akcji serii I. W wyniku emisji Electroceramics przejął 100% akcji spółki Industry Technologies S.A., która buduje w Lubsku zakład produkcji najnowocześniejszej generacji ceramicznych osłon i korpusów elektroizolacyjnych do zastosowań przemysłowych oraz ceramicznych izolatorów dla linii przesyłowych średnich i wysokich napięć. Produkty te stosowane są w szerokim zakresie w przemyśle elektroenergetycznym i służą do zabezpieczania urządzeń elektroenergetycznych oraz zwiększania efektywności transportu energii elektrycznej. Wyjątkowe cechy użytkowe produktów spółki wynikają z innowacyjnej technologii ich wytwarzania metodą formowania izostatycznego. Technologia ta została opatentowana przez spółkę i będzie stanowiła jej długoterminową przewagę konkurencyjną.

W związku z rejestracją emisji akcji serii I największym akcjonariuszem Electroceramics jest notowany na GPW i należący do indeksu WIG250 holding przemysłowy IndygoTech Minerals S.A., który posiada 64,22% akcji i głosów na Walnym Zgromadzeniu. Akcje Electroceramics są notowane na rynku NewConnect.

Wykup obligacji serii B to krok w kierunku uregulowania zaległych zobowiązań spółki zaciągniętych jeszcze przed przejęciem jej przez IndygoTech Minerals. Nabywając spółkę i ogłaszając jej nową strategię rozwoju deklarowaliśmy, że uporządkujemy wszystkie zaległości, jakie mógł mieć ten podmiot, dziś realizujemy pierwsze z tych zapowiedzi. W ciągu najbliższego czasu, tak szybko jak to będzie możliwe, zamierzamy uregulować wszelkie pozostałe zobowiązania wobec Obligatariuszy posiadających obligacje serii A, oczywiście wraz z należnymi odsetkami ustawowymi z tytułu opóźnień – mówi Dariusz Janus, Przewodniczący Rady Nadzorczej Electroceramics i Prezes Zarządu IndygoTech Minerals.

Nakłady inwestycyjne na powstający zakład produkcyjny wyniosą ok. 32 mln zł. 70% tej kwoty, czyli 22,3 mln zł, pokrywa dotacja unijna. Około 7 mln zł spółka będzie chciała pozyskać z zapowiedzianej emisji publicznej akcji serii J, która ma być przeprowadzona w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Pozostałe 2 mln zł zostaną pozyskane z kredytu inwestycyjnego. Zakład ma zostać uruchomiony w II połowie 2015 r. i będzie posiadał moce produkcyjne 1,6 mln elementów elektroizolacyjnych rocznie. Strategia zakłada osiągnięcie już w 2016 roku 50-procentowego wykorzystania mocy produkcyjnych i sprzedaż produktów dla przemysłu elektroenergetycznego przy osiąganiu rentowności netto na poziomie 20%.

Rynek, na którym działamy, ma przed sobą wiele lat wzrostu w Polsce i na świecie. Będzie on wynikał z konieczności modernizacji istniejących sieci przesyłowych oraz wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną. To pociąga za sobą wielomiliardowe inwestycje w Polsce w najbliższych kilkunastu latach. Znaczące inwestycje będą realizowane w całej Unii Europejskiej w związku z wdrażaniem polityki Smart Grid, która jest jednym z filarów bezpieczeństwa energetycznego UE. – dodaje Maciej Marchwicki, Prezes Zarządu Electroceramics.CEO Magazyn Polska

CityFit swój pierwszy klub w Warszawie otworzy w wieżowcu Spektrum Tower

CityFit podpisał ze spółką Warimpex wieloletnią umowę najmu powierzchni w budynku biurowym Spektrum Tower zlokalizowanym przy ulicy Twardej 18. Klub CityFit zajmie ponad 2800 metrów kwadratowych na pierwszym i drugim piętrze budynku, zapewniając uczestnikom treningu wyjątkowy widok na panoramę centrum Warszawy. Będzie to największy klub fitness w biurowcu mieszczącym się w biznesowym centrum miasta, oferujący swoje usługi całodobowo, przez wszystkie dni w roku.

– Pierwszy warszawski klub CityFit, mieszczący się w samym sercu miasta, w wysokiej klasy biurowcu Spektrum Tower, będzie wyjątkowym miejscem na mapie Warszawy. CityFit wprowadza na polski rynek innowacyjny model działania, który za granicą, nie tylko w Europie, cieszy się ogromnym powodzeniem i popularnością. – mówi Nicholas Moses, dyrektor zarządzający CityFit.

Wyróżnikami koncepcji całodobowych klubów CityFit jest rejestracja członków przez Internet, atrakcyjne ceny, średnio o połowę niższe od konkurencji, oraz brak długoterminowych umów. Wejście do klubu odbywa się za pomocą odczytu schematu punktowego z linii papilarnych palca. CityFit zapewnia w swoich klubach najwyższej jakości sprzęt w ilości zapewniającej każdemu swobodne wykonywanie ćwiczeń.

– Dogodny dojazd wszystkimi środkami transportu i dużo miejsc parkingowych w ofercie, czynią w naszej opinii Spektrum Tower idealnym miejscem dla członków klubu CityFit. Wkrótce planujemy kolejne udogodnienia aby Spektrum Tower stał się atrakcyjnym miejscem nie tylko do pracy, ale też do odwiedzania – powiedział Jammes Pennington z Europa Capital.

Pierwszy całodobowy klub fitness CityFit otworzył w tym roku w centrum handlowym Plaza Rzeszów, gdzie jeszcze przed uruchomieniem klubu zapisało się do niego dwa tysiące osób. Kolejny klub CityFit zostanie otwarty w Wałbrzychu. Warszawski klub fitness ma szansę zostać otwarty pod koniec tego roku.

– Poszukujemy atrakcyjnych powierzchni liczących 1200-2000 mkw. także w innych miastach Polski. Docelowo chcemy w ciągu trzech lat otworzyć w Polsce 50 klubów – mówi Piotr Szymoński, dyrektor ds. ekspansji CityFit.

Usytuowany w ścisłym centrum Warszawy, wysoki na 122 metry budynek Spektrum Tower znajduje się w pobliżu Ronda ONZ i tylko kilkadziesiąt metrów od stacji drugiej linii metra. Dogodny dojazd możliwy jest wszystkimi środkami komunikacji miejskiej a także rowerem, ponieważ w sąsiedztwie budynku przebiega ścieżka rowerowa i znajduje się miejska stacja wypożyczalni rowerów Veturilo. Ponadto na dachu biurowca znajduje się lądowisko dla helikopterów.

W przeszłości biurowiec był całkowicie zajmowany przez operatora telekomunikacyjnego TP SA., obecnie Spektrum Tower przechodzi gruntowną rewitalizację, której ważnym elementem jest fitness klub CityFit.

OFE nie mogą upaść, mogą się ewentualnie konsolidować

OFE nie mogą upaść, mogą się ewentualnie konsolidować. W OFE nadal jest sto kilkadziesiąt miliardów złotych. Jest czym zarządzać. Choć trzeba przyznać, że nowych składek będzie mało. W najnowszym wydaniu e-tygodnika WPROST – co czeka Otwarte Fundusze Emerytalne i ich klientów.

Problem będą mieć najmniejsze towarzystwa. Z czasem te najmniejsze fundusze będą musiały odpowiedzieć sobie na pytanie, co dalej. W ciągu kilku lat nieuniknione będą konsolidacje. Jak to będzie wyglądać, czy duże fundusze będą wchłaniać mniejsze, czy małe firmy po prostu się połączą, tego jeszcze nie wiadomo. A co mają zrobić potencjalni klienci? Jak będą działać OFE w nowych warunkach? Będą jak do tej pory zarabiać dla swoich klientów i zarządzać pieniędzmi. Z punktu widzenia ubezpieczonego to jest nawet lepiej, bo otwarty fundusz będzie teraz pobierał mniejszą opłatę od składki. A co z ryzykiem? Nie wiem, co politycy powiedzą ludziom za kilka lat. Emerytury będą wtedy wynosiły 40 proc. dzisiejszych zarobków, pod warunkiem że będziemy pracowali do końca – mówi Małgorzata Rusewicz, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. Rozmowa o politycznych pieniądzach – w najnowszym wydaniu e-tygodnika WPROST BIZNES.

Sektor kosmetyczny zwiększył wydatki reklamowe do ponad 1,1 mld złotych

W pierwszych pięciu miesiącach bieżącego roku sektor kosmetyczny (higiena i pielęgnacja) zwiększył wydatki reklamowe do ponad 1,1 mld złotych , a rynek wciąż będzie rósł – tak prognozują analitycy domu mediowego Equinox Polska, należącego do grupy komunikacyjnej Group One. Liderem w dalszym ciągu L’Oreal Polska. Koncerny kosmetyczne coraz częściej zaglądają do Internetu w poszukiwaniu nowych klientów i sposobów reklamy.

Po latach 2011-2012, charakteryzujących się względną stabilizacją analizowanej branży, w 2013 roku nastąpił prawie 20% wzrost wydatków reklamowych branży kosmetycznej, do kwoty bliskiej 2,4mld złotych. W tym roku koncerny kosmetyczne znów zwiększają wydatki na reklamę. Inwestycje sektora higiena i pielęgnacja w okresie 5 miesięcy (I-V 2014) zamknęły się na poziomie 1,136 mld złotych, co oznacza blisko 22% wzrost względem roku ubiegłego. Jeżeli obserwowany trend utrzyma się, sektor ma szansę przesunąć się na piątą pozycję za handlem, żywnością, farmacją i finansami wśród najbardziej aktywnych reklamodawców.

Sektor kosmetyczny (higiena i pielęgnacja) zwiększył wydatki reklamowe do ponad 1,1 mld złotych w pierwszych pięciu miesiącach bieżącego roku, a rynek wciąż będzie rósł – tak prognozują analitycy domu mediowego Equinox Polska, należącego do grupy komunikacyjnej Group One. Liderem w dalszym ciągu L’Oreal Polska. Koncerny kosmetyczne coraz częściej zaglądają do Internetu w poszukiwaniu nowych klientów i sposobów reklamy.

Po latach 2011-2012, charakteryzujących się względną stabilizacją analizowanej branży, w 2013 roku nastąpił prawie 20% wzrost wydatków reklamowych branży kosmetycznej, do kwoty bliskiej 2,4mld złotych. W tym roku koncerny kosmetyczne znów zwiększają wydatki na reklamę. Inwestycje sektora higiena i pielęgnacja w okresie 5 miesięcy (I-V 2014) zamknęły się na poziomie 1,136 mld złotych, co oznacza blisko 22% wzrost względem roku ubiegłego. Jeżeli obserwowany trend utrzyma się, sektor ma szansę przesunąć się na piątą pozycję za handlem, żywnością, farmacją i finansami wśród najbardziej aktywnych reklamodawców.

Potentaci wydają więcej

Wśród głównych reklamodawców dominują zagraniczne koncerny – w zestawieniu TOP 10 znalazła się tylko jedna polska firma. Liderem wydatków reklamowych w tym roku jest L’Oreal Polska, z udziałem 14,3%. Firma wydała blisko 30 milionów złotych więcej niż w analogicznym okresie 2013 roku. Drugie miejsce w klasyfikacji zajął Procter&Gamble z udziałem 10,6%, tym samym wyprzedzając trzecią w zestawieniu Nivea Polska (8,7%), która – jako jedna z nielicznych firm – ograniczyła swoje wydatki. Poza podium znalazł się polski lider wydatków reklamowych w sektorze – firma Aflofarm Farmacja Polska, której budżet w roku 2013 wynosił 859 mln złotych.

Jak zwracają uwagę, przedstawiciele domu mediowego, wydatki głównych graczy stanowią wysoką barierę wejścia dla polskich producentów, z których największym jest Dr Irena Eris. Budżet reklamowy firmy w 2013 roku wynosił zaledwie 13 mln złotych. Według ekspertów Equinox Polska status quo zostanie w najbliższych latach utrzymany, a dominującą pozycję zachowają zachodnie koncerny.

Wzrostowi wydatków na reklamę towarzyszy nieznaczne (+2%) zwiększenie sprzedaży dóbr pielęgnacji i higieny – wartość rynku w 2013 roku wynosiła 20 mld złotych, a do 2016 osiągnie poziom 23 mld. Według analityków, będzie to oznaczać zwiększoną konkurencyjność, co w konsekwencji będzie miało niekorzystny wpływ na mniejszych graczy konkurujących produktowo z wielkimi koncernami.

Eksperci wskazują również na fakt umacniania się segmentu kosmetyków luksusowych. Według Euromonitor International wydatki Polaków na kosmetyki z wyższej półki w tym roku sięgną blisko 330 mln złotych, oznacza to 3% wzrost względem roku ubiegłego.

Najszybciej – w dwucyfrowym tempie – kosztem hiper- oraz supermarketów, rośnie sprzedaż kosmetyków w dyskontach i drogeriach. Jednym z podstawowych kryteriów zakupowych dla Polaków jest nadal niska cena. W związku z tym trwa wojna cenowa pomiędzy drogeriami, które próbują konkurować z dyskontami. Niższe marże oraz wysokie wydatki reklamowe, spowodowane przejęciem przez sieć całego ciężaru komunikacji z klientem pogarszają rentowność branży, przyznają specjaliści. Dlatego coraz powszechniejszą praktyką jest wprowadzanie na rynek marek własnych kosmetyków – Polacy doceniają dobry stosunek jakości do ceny i coraz chętniej korzystają z tego typu produktów. Poza drogeriami i dyskontami kanał sprzedaży bezpośredniej odnotowuje wzrosty. W zeszłym roku było to 4% w sektorze wartym 2,77 mld, blisko 75 proc. obrotów stanowią kosmetyki.

Sezonowość wydatków

Struktura wydatków reklamowych względem grupy produktowej jest od lat bardzo podobna, ponad 50% budżetu przeznaczana jest na trzy najważniejsze kategorie – środki do pielęgnacji włosów (21% udziałów i 238 mln zł za miesiące styczeń-maj), środki do pielęgnacji twarzy (blisko 20% i 223 mln zł) oraz jamy ustnej (niecałe 13%; 144 mln zł). Poza podium znalazły się kosmetyki kolorowe z wydatkami rzędu 103 mln zł i do pielęgnacji ciała – 79 mln zł. Z głównych grup największy spadek wydatków, względem zeszłego roku, odnotowała kategoria dezodoranty i antyperspiranty (ze 102 do 73 milionów złotych).

Natłok informacji i pozostawanie w kontakcie ze środowiskiem pracy przez 24 godziny, 7 dni w tygodniu przytłaczają pracowników i obniżają ich produktywność

Aż 66 proc. menadżerów uczestniczących w badaniu uznało, że pracownicy obarczeni zbyt dużą liczbą komunikatów i informacji są problemem, z którym trzeba będzie się zmierzyć w najbliższej przyszłości. Niestety, aż 44 proc. respondentów przyznało, że obecnie nie są gotowi stawić czoła temu wyzwaniu.

Badanie Deloitte przeprowadzono wśród ponad 2,5 tys. liderów biznesu z 94 krajów świata, w tym również z Polski. Respondenci wskazali na dwanaście trendów, które wpływają i będą wpływać na podejmowanie decyzji biznesowych. Jednym z nich było obarczenie pracowników zbyt dużą ilością informacji.

„Stały dostęp do skrzynki pocztowej i natłok wiadomości, z którymi należy się zapoznać, powodują, że pracownicy nie mają czasu na rzeczywiste i efektywne zaangażowanie w pracę. Jest to poważny problem dla przedsiębiorstwa, jednak z naszego badania wynika, że prawie sześciu na dziesięciu (57 proc.) respondentów, twierdzi, że ich organizacje są słabe, jeżeli chodzi o pomoc pracownikom w zarządzaniu harmonogramem działań oraz przepływem informacji. Skutkiem tych trudności może być znaczny spadek produktywności pracowników” – mówi Magdalena Jończak, Dyrektor zarządzająca praktyką Human Capital w Dziale Konsultingu Deloitte Polska.

Victoria Woollaston w artykule o częstotliwości korzystania z urządzeń mobilnych, oszacowała, że pracownicy sprawdzają pocztę przeciętnie aż do 150 razy dziennie . Eksperci Deloitte oszacowali, że zakładając średnie wynagrodzenie $30 na godzinę, dla firm zatrudniających 1 000 pracowników, koszt godziny, kiedy pracownik nie jest zaangażowany w pracę, przekracza $10 milionów rocznie. Jednak pomimo tego, większość przedsiębiorstw nie wie jak sprawić, aby informacje były łatwe do znalezienia. Z badania Deloitte wynika, że w rzeczywistości 72 proc. pracowników zadeklarowało, że nadal nie może znaleźć w systemach informatycznych ich firm potrzebnych informacji, przez co tracą czas na ich szukanie. Dlatego istotne jest, by działy HR podejmowały działania, które będą stanowić przeciwwagę dla sposobów komunikacji, które przytłaczają pracowników.

„Firmy powinny dążyć do tego, by środowisko pracy było mniej złożone i skomplikowane, stworzyć bardziej elastyczne standardy pracy oraz pokazać menedżerom i pracownikom jak ustalać priorytety dla swoich działań. Jedną ze strategii, jaką firmy stosują, aby pomóc pracownikom, jest tworzenie mniejszych, bardziej sprawnych zespołów projektowych. Inne sposoby to możliwe do wyegzekwowania wytyczne dotyczące wysyłania wiadomości e-mail, organizacji spotkań i podróży służbowych oraz szkolenia pracowników w tych dziedzinach. Wiele czasu można zaoszczędzić po prostu ograniczając czas trwania spotkań do 30 minut czy stosując ograniczenia opcji „cc” i „odpowiedz wszystkim” w wiadomościach e-mail” – mówi Natalia Pisarek, Starszy Konsultant w zespole Human Capital w Deloitte Polska.

Eksperci Deloitte zwracają jednak uwagę na zmianę, która się dokonała. Historycznie, zarządzanie czasem i informacją było postrzegane, jako prywatny problem pracownika, z którym powinien poradzić sobie sam. Teraz, pomimo braku przygotowania ze strony pracodawców, by aktywnie radzić sobie z tym zagadnieniem, traktuje się tę kwestię jako wspólny problem, wymagający działania ze strony firmy. Coraz częściej pracodawcy postrzegają pracownika przytłoczonego zbyt dużą liczbą informacji jak wyzwanie biznesowe i wyzwanie z zakresu zarządzania wydajnością. To o tyle istotne, że z badań Julian Birkinshaw oraz Jordan Cohen wynika, że pracownicy marnują aż 41 proc. swojego czasu na rzeczy, które przynoszą małą satysfakcję osobistą i nie pomagają im wykonywać ich pracy.

Resort sportu chce, aby pobierać od każdego turysty wyjeżdżającego z biurem podróży 10-15 zł na nowy Turystyczny Fundusz Gwarancyjny

Dzięki Turystycznemu Funduszowi Gwarancyjnemu mają skończyć się problemy z finansowaniem roszczeń klientów upadających biur podróży. Ministerstwo Sportu i Turystyki proponuje, by od każdego turysty podróżującego poza Polskę i kraje ościenne biura podróży odprowadzały średnio 12,5 zł. Rocznie miałoby to zapewnić wpływy do Funduszu na poziomie niemal 19 mln zł.

Projekt założeń ustawy o turystycznym funduszu gwarancyjnym w pełni uzupełnia obecnie obowiązujący system zabezpieczeń. Gdyby fundusz powstał, stanowiłby kompleksowe zabezpieczenie klientów biur podróży – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Sobierajska, wiceminister sportu i turystyki. ‒ Turystyczny Fundusz Gwarancyjny zbierałby stosowne składki od biur podróży, aby uzupełnić system podstawowy, i wtedy nie byłoby już takiej możliwości, że środków by zabrakło.

Zgodnie z założeniami resortu sportu i turystyki Turystyczny Fundusz Gwarancyjny ma rocznie zbierać 18,6 mln zł. Składki będą płacić wszystkie biura podróży sprzedające wycieczki poza Polskę i kraje ościenne. Każdy turysta podróżujący poza Europę lub na kontynencie, ale z wykorzystaniem lotu czarterowego, będzie musiał uiścić opłatę w wysokości 15 zł. Z kolei turyści pozostający w Europie i nielecący wynajętym samolotem będą obarczeni składką w wysokości 10 zł.

Składki mają zapewnić pokrycie roszczeń turystów, którzy wykupią wyjazd w biurach, które zbankrutują. Jak wyliczył resort sportu, w projekcie założeń do ustawy w 2012 r. luka pomiędzy gwarancjami zebranymi od 15 podmiotów, które upadły w trakcie sezonu, a wysokością roszczeń wyniosła ponad 21 mln zł. Gdyby zastosować zmienione w ubiegłym roku przepisy do sytuacji z 2012 r., luka byłaby niższa i przekroczyła 7 mln zł.

Sobierajska zapewnia jednak, że dzięki Turystycznemu Funduszowi Gwarancyjnemu taka sytuacja się nie powtórzy. Przekonuje, że jeśli zgromadzone w nim środki okażą się większe od potrzeb, minister może zawiesić pobieranie składek.

Na pewno kiedy fundusz zacząłby funkcjonować, wypełniałby się i wówczas byłoby pełne zabezpieczenie interesów klientów – zapewnia Sobierajska.

Prace nad ustawą powołującą Turystyczny Fundusz Gwarancyjny przeszły już etap dyskusji projektu założeń do ustawy w Komitecie Stałym Rady Ministrów. 10 lipca dyskutowana była poprawiona wersja dokumentu. Teraz trafi pod obrady rządu.

Wiceminister sportu i turystyki dodaje, że niezbędna będzie też zmiana ustawy o usługach turystycznych. Obecnie obowiązujący dokument pochodzi z 1997 r., choć od tego czasu był wielokrotnie nowelizowany. Sobierajska zauważa jednak, że w ciągu tych 17 lat rynek usług turystycznych całkowicie się zmienił. Zmiany w prawie wymusi też implementacja unijnej dyrektywy, nad którą pracuje obecnie Komisja Europejska.

Małe i średnie projekty napędzają branżę budowlaną

CEO Magazyn Polska

Poprawia się sytuacja na rynku budowlanym. Po boomie związanym z wielkimi projektami na Euro 2012 podstawą dla firm budowlanych stały się małe i średnie projekty inwestycyjne, zarówno publiczne, jak i prywatne. Teraz branża oczekuje na dopływ pieniędzy z nowej perspektywy unijnej, które znów napędzą większe przedsięwzięcia.

Krzysztof Andrulewicz, prezes Skanska, przyznaje, że zmienił się nieco charakter rynku. Mniej jest wielkich inwestycji infrastrukturalnych, za to dużo projektów inwestorów prywatnych oraz mniejszych kontraktów samorządowych na poziomie lokalnym.

W portfelu dominują projekty, które mają małą lub średnią wartość. Te projekty są zawsze, one funkcjonują wszędzie, pojawiają się na różnych rynkach lokalnych. Inwestują miasta, gminy, urzędy marszałkowskie, inwestorzy prywatni. Ten rynek jest bardzo stabilny – podkreśla Krzysztof Andrulewicz. ‒ Jeżeli chodzi o budownictwo kubaturowe, to widzimy duże ożywienie na rynku inwestycyjnym, mamy bardzo dużo pytań zarówno od inwestorów prywatnych, jak i inwestorów publicznych.

Dodaje, że ożywienie w branży przyniesie nowa unijna perspektywa budżetowa 2014‒2020. Inwestorzy publiczni mogą liczyć na dopływ środków z Brukseli na nowe projekty infrastrukturalne i kubaturowe. Andrulewicz ocenia, że dzięki temu wartość rynku, zwłaszcza związanego z projektami infrastrukturalnymi, wzrośnie w najbliższych latach w porównaniu z okresem 2013‒2014.

Rok 2012 i 2013 to okres, w którym bardzo wiele firm miało problemy finansowe, wykonawcze, ludzkie. One wynikały z zarządzania ryzykiem i z tego, w jaki sposób firmy pochodziły do projektów, preselekcji i oceny swoich możliwości. Rok 2013 był pewnego rodzaju oczyszczeniem w branży budowlanej, a w tym roku sytuacja w tym sektorze się poprawia – analizuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Andrulewicz, prezes Skanska SA.

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego produkcja budowlano-montażowa firm budowlanych utrzymuje się od 2008 r. na mniej więcej stałym poziomie 147‒161 mld zł. Wyjątkowe były tylko rok: 2011, kiedy wartość produkcji przekroczyła 182 mld zł, i 2012, kiedy rynek był wart niemal 171 mld zł. W 2013 sektor wrócił do poziomu 150 mld zł. To jednak nadal niemal dwukrotnie więcej niż w 2005 r., kiedy wtedy wartość zamówień podmiotów budowlanych wyniosła jedynie 82 mld zł.

Inwestycje, przy których pracowało co najmniej 9 osób, były warte w ubiegłym roku niemal 85 mld zł. Większość ‒ ok. 60 mld zł ‒ stanowiły nowe inwestycje, a nie remonty. Jak podkreśla Andrulewicz, to właśnie stabilny poziom dla tego rynku. W latach 2011‒2012 wartość ta wynosiła ok. 100 mld zł. Boom w tym okresie był związany głównie z przygotowaniami do piłkarskich mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie, a wartość kontraktów napędzały duże publiczne kontrakty infrastrukturalne. Powrót do stabilnego poziomu okazał się jednak problemem dla tych firm, które w trakcie dwóch lepszych lat przeszacowały swoje możliwości. To jednak nie oznacza, że rynek popadł w kryzys – dla firm dobrze zarządzających ryzykiem wciąż jest bardzo dużo projektów. Skanska tylko w ubiegłym roku zrealizowała 1500 inwestycji, zarówno w obszarze infrastrukturalnym, jak i kubaturowym.

W ciągu ostatnich 5-6 lat na bardzo stabilnym poziomie utrzymują się inwestycje infrastrukturalne w zakresie małych i średnich projektów. Prezes Skanska SA oczekuje dalszej stabilności w tym obszarze. Równocześnie zauważa, że takie małe projekty wcale nie mają niższej marży.

Nie korelowałbym marży z wielkością projektów. Zależy ona od tego, w jaki sposób firma podchodzi do oceny ryzyka, preselekcji projektów i na ile jest profesjonalna w realizacji tych projektów – podkreśla Andrulewicz. ‒ Dla nas nie jest najistotniejsza wielkość projektu, tylko to, czy jest on dobry. Przedsięwzięcia, których się podejmujemy, muszą dawać satysfakcję naszym klientom i zapewniać bezpieczeństwo ludziom, którzy pracują przy ich realizacji. Muszą też mieć odpowiednie marże, dlatego że firma funkcjonuje po to, żeby zarabiać. Dzięki temu jest efektywna i przynosi zysk.

Usycha handel na GPW. Inwestorzy czekają na informację o tym, ile osób pozostanie w OFE

CEO Magazyn Polska

Tylko do końca lipca, czyli jeszcze przez trzy dni, można zdecydować się na pozostawienie części składki w OFE. Inwestorzy na GPW spodziewają się, że fundusze wybierze milion Polaków. Wolą jednak wstrzymać się z aktywnością do czasu ogłoszenia oficjalnych danych, co powoduje, że handel na GPW jest wyjątkowo niski. 

 – Widać wyraźnie, że polski rynek akcyjny wstrzymał oddech w związku z kończącym się okresem zapisów do OFE. Trochę spadają nam obroty, spada również zmienność. Wiąże się to z tym, że wszyscy czekamy na wyjaśnienie, ilu konkretnie Polaków zdecyduje się na pozostanie w OFE – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Przemysław Gerschmann, menedżer inwestycyjny Biura Doradztwa Inwestycyjnego Citi Handlowy.

Do końca lipca ubezpieczeni posiadający oszczędności w OFE mogą zdecydować, czy chcą pozostawić część składki w II filarze (2,92 proc. podstawy wymiaru), czy też ma ona trafić na subkonto w ZUS. W przypadku rezygnacji z OFE na subkonto w ZUS trafi łącznie 7,3 proc. podstawy wymiaru, czyli tyle, ile wynosiła składka do OFE przed zmianami w 2011 i 2013 r.

Do 25 lipca deklarację ws. pozostania w otwartych funduszach złożyło ponad 970 tys. osób. Mimo okresu urlopowego w ostatnich dniach widać większą mobilizację ubezpieczonych, którzy chcą zostać w OFE. Zdaniem części analityków spokój na rynku świadczy o tym, że inwestorzy znacznie wcześniej wycenili ryzyko związane z OFE, w tym liczbę ich klientów po zmianach.

– Liczba osób w OFE będzie miała z pewnością fundamentalny wpływ na funkcjonowanie polskiego rynku kapitałowego i będzie dla niego bardzo ważna – uważa Gerschmann.

Dane z rynku kapitałowego pokazują wyraźny spadek obrotów w ostatnich miesiącach. Obliczany przez GPW wskaźnik obrotu wyniósł w czerwcu 34,4 proc, w maju – 33,4 proc., a w kwietniu – 30,6 proc. Jest on ilorazem wolumenu obrotów akacjami oraz średniej liczby akcji dostępnych na inwestorów w analizowanym okresie. Trudno tłumaczyć jego niskie wartości jedynie efektem sezonowym, związanym z wakacjami.

Rok temu w czerwcu wskaźnik płynności akcji na GPW wyniósł 54,7 proc., a w 2012 r. – 42,7 proc. W ostatnich miesiącach wyższa płynność wystąpiła jedynie w marcu (60,4 proc.), co jednak miało związek z wyprzedażą aktywów przez OFE oraz konfliktem między Rosją a Ukrainą. W rezultacie WIG50 stracił w marcu 4,24 proc., a WIG250 – 5,65 proc. Dla porównania węgierski BUX oraz niemiecki DAX odrobiły straty z połowy marca i zakończyły marzec z dodatnią stopą zwrotu.

Z tego powodu trudno jest wskazać sektor albo spółkę, które zachowują się lepiej na giełdzie. Wyraźnie widać, że inwestorzy powstrzymują się z decyzjami inwestycyjnymi, widać to w lipcu, mam nadzieję, że w sierpniu z powrotem wrócą na rynek, po tym, jak nadejdą ważne informacje o zapisach do OFE – twierdzi menedżer inwestycyjny Citi Handlowy.

Zdaniem Gerschmanna zmiany w OFE będą miały wpływ także na rynek pierwotny, czyli emisje akcji. Po zakończeniu okresu wyboru odnośnie części składki emerytalnej inwestorzy mogą dalej niechętnie kupować akcje. Niewykluczona jest jednak kolejna fala wyprzedaży, jeśli sytuacja geopolityczna będzie się dalej pogarszać. Czynnikiem ryzyka są także wysokie wartości indeksów w USA i Europie Zachodniej. Zdaniem Gerschmanna jeżeli doszłoby tam do silnej przeceny, to dotknie ona cały polski rynek.

Jeżeli chodzi o rynki kapitałowe, to warto mieć na uwadze to, że w Stanach Zjednoczonych od długiego czasu nie mieliśmy korekty przekraczającej 10 proc. Na Wall Street pojawiają się opinie, że wisi ona już w powietrzu, a jeżeli faktycznie wystąpi w najbliższych miesiącach, to może mieć przełożenie na podobny ruch na krajowym parkiecie – uważa Przemysław Gerschmann.

Polacy coraz więcej pożyczają. Będą rosły konsumpcja i inwestycje firm

CEO Magazyn Polska

Ekonomiści Banku Millennium spodziewają się dobrego II półrocza w polskiej gospodarce – będą rosnąć konsumpcja i inwestycje firm. Co za tym idzie zwiększy się również sprzedaż kredytów konsumpcyjnych i pożyczek gotówkowych. Wzrostowi wartości udzielanych kredytów sprzyjają też niskie stopy procentowe.

Wartość udzielonych kredytów detalicznych (niehipotecznych) wzrosła w pierwszym półroczu o prawie 22 proc. w ujęciu rocznym, a kredytów dla przedsiębiorstw o ponad 13 proc. Według ekonomistów Banku Millennium wartość udzielonych kredytów konsumpcyjnych będzie w dalszym ciągu rosnąć, ponieważ widoczne jest ożywienie w konsumpcji prywatnej, a stopy procentowe pozostają na rekordowo niskim poziomie. Bank liczy również na kontynuację szybkiego wzrostu w segmencie pożyczek gotówkowych. W II kwartale 2014 r. ich sprzedaż osiągnęła rekordowy poziom 516 mln zł.

Naszym celem jest ok. 200 mln zł miesięcznie, w zrównoważony sposób, przy mocnych kryteriach ryzyka. Wierzymy, że do końca tego roku osiągniemy normalny, kwartalny poziom sprzedaży w wysokości 600 mln zł  w segmencie o pożyczki gotówkowe – przewiduje Joao Bras Jorge, prezes zarządu Banku Millennium.

Należący do portugalskiego Millennium BCP bank spodziewa się kontynuacji pozytywnych trendów także w segmencie kredytów dla firm. Większa aktywność inwestycyjna firm ma wynikać z dobrych wyników finansowych oraz rosnącego wykorzystania mocy wytwórczych – napisano w raporcie kwartalnym. Zdaniem Joao Brasa Jorge’a powodem do optymizmu jest nie tylko dynamika PKB w ostatnim półroczu, lecz także struktura tego wzrostu.

– Wraz ze wzrostem konsumpcji i inwestycji mamy wzrost aktywności w realnej gospodarce, a w finansowaniu tego wzrostu mogą pomóc banki, m.in. w finansowaniu poprzez leasing, kredyty na inwestycje dla firm, faktoring, a także dostarczanie firmom narzędzi, dzięki którym mogą one osiągać dobre wyniki – twierdzi prezes Banku Millennium.

Choć niskie stopy procentowe sprzyjają wzrostowi wartości udzielanych kredytów, to – przynajmniej w krótkim okresie – zmniejszają marżę odsetkową. Tymczasem rynki kontraktów terminowych na stopę procentową (FRA) czy też rynek instrumentów dłużnych już teraz pokazują, że stopy procentowe będą jeszcze niższe. Z tego powodu część inwestorów może ostrożnie podchodzić do prognoz wyników sektora bankowego na najbliższe kwartały.

Dziś na rynku w rentowność obligacji jest wliczone cięcie stóp procentowych o 50 punktów bazowych. Choć makroekonomiści prognozują stabilne stopy procentowe, a od 2015 r. ich wzrosty, rynek przewiduje cięcie stóp procentowych w Polsce o 50 punktów bazowych mówi Joao Bras Jorge.

Bank zanotował w II kwartale 2014 r. 163,6 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej. To o 26 proc. więcej niż rok wcześniej. Obok rosnącej sprzedaży kredytów i pożyczek konsumenckich przyczyniły się do tego również większe przychody z tytułu prowizji i opłat.

Wyniki w drugim kwartale br. były uwarunkowane głównie trzema czynnikami. Pierwszym były bardzo dobre wyniki pod względem kont oszczędnościowych i depozytów terminowych osób prywatnych. Drugim obszarem był wzrost kredytów konsumenckich, w tym kwartale odnotowaliśmy rekord pod względem ich sprzedaży. Trzecim czynnikiem były bardzo wysokie prowizje, głównie w produktach inwestycyjnych mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes zarządu Banku Millennium.

Według prezesa wyniki w następnym półroczu będą na zbliżonym poziomie.

Wynik w obszarze rachunku zysków i strat, który osiągnęliśmy w tym kwartale, a więc 164 mln zł, był również naszym regularnym celem na ten rok wskazuje.

W raporcie bank zwraca uwagę na to, że dzięki wzrostowi przychodów operacyjnych o 12,5 proc., stabilnym kosztom (+0,2 proc.) i wyższym rezerwom (+22,3 proc.) udało się osiągnąć najlepszy wynik w historii grupy, po wyłączeniu zdarzeń jednorazowych.

W tym kwartale nasz wskaźnik rentowności z kapitału własnego wyniósł 11,9 proc., więc prawie 12 proc. Nasz wskaźnik koszt do dochodów był tuż poniżej 50 proc. Więc to oznacza, że Bank Millennium pod względem najważniejszych wskaźników ma tak samo dobre wyniki, jak najlepsze banki w Polsce twierdzi prezes zarządu Millennium.

Strategia banku z października 2012 r. na lata 20132015 zakłada wzrost wskaźnika rentowności kapitału (ROE) do poziomi 14-15 proc. oraz wzrost wskaźnika kosztów do dochodów (C/I) do poziomu poniżej 50 proc., co udało się osiągnąć już teraz.

Kapitan Tomasz Cichocki rusza w drugi rejs dookoła świata

Za nieco ponad miesiąc w drugi rejs dookoła świata ruszy kapitan Tomasz Cichocki. Tym razem podczas kosztującej miliony złotych wyprawy chce dokonać tego, czego nie udało się zrobić trzy lata temu – okrążyć glob bez zawijania do portów. Start i meta zaplanowane są we francuskim Breście, a trasa przebiega w kierunku wschodnim. 

Żegluję od zawsze, a to jest kolejny etap życia, kolejne wyzwanie, pokonywanie barier, sprawdzenie, do którego momentu jest się w stanie normalnie funkcjonować – mówi agencji informacyjnej Newseria kapitan Tomasz Cichocki.

Cichocki planuje start z Brestu na początku września. Rejs ma potrwać do kwietnia przyszłego roku, choć dokładnej daty zawinięcia z powrotem do francuskiego portu nie da się przewidzieć. Trasa, podobnie jak trzy lata temu, będzie przebiegać na wschód. Kapitan Cichocki najpierw opłynie Przylądek Dobrej Nadziei w RPA, potem Australię od południa, Przylądek Horn na skraju Ameryki Południowej, a potem przez Atlantyk wróci do Europy.

To podobna trasa do tej z pierwszej próby rejsu dookoła świata kapitana Cichockiego. Choć po wypłynięciu 1 lipca 2011 r. udało mu się w ciągu 312 dni opłynąć glob, po drodze kapitan musiał zawinąć do Port Elizabeth w RPA. Było to spowodowane awarią płetwy sterowej oraz kontuzją kapitana, który w wyniku upadku złamał żebro i rozciął głowę.

Tym razem celem jest opłynięcie świata bez zawijania do portów. Ma to umożliwić między innymi bardziej nowoczesny jacht, zbudowany w stoczni Delphia, a ochrzczony ‒ dzięki sponsorowi wyprawy ‒ jako „Indykpol”.

Teraz mam nadzieję popłynąć bliżej Antarktydy. Mam lepiej wyposażony jacht, więc mogę sobie pozwolić na nieco większe ryzyko, czyli pływanie między górami lodowymi. To spowoduje z jednej strony pewnego rodzaju napięcia, ale z drugiej strony przyspieszy rejs. Myślę, że uda mi się tym razem dużo szybciej opłynąć – zapowiada kapitan Cichocki.

Wyprodukowana w polskiej stoczni Delphia 47 wyposażona jest w najnowocześniejsze urządzenia nawigacyjne ratujące życie oraz w zaawansowane systemy komunikacji z lądem, dzięki którym kapitan będzie mógł utrzymywać stały kontakt z zespołem brzegowym.

Jacht od początku był budowany z myślą o bezpieczeństwie, ponieważ Tomek będzie skazany na bycie sam na sam na tej łódce. Musieliśmy zrobić wszystko, żeby było bezpiecznie, dlatego do budowy wykorzystaliśmy produkty o najwyższym standardzie. Materiały, które zostały użyte do budowy jachtu, są przeznaczone do jachtów oceanicznych. Specjalne materiały, które wzmacniają kadłub, wzmacniają pokład, owiewka wykonana z poliestru wzmocnionego kevlarem ‒ wymienia Piotr Kot, współzałożyciel Delphia Yachts.

Głównymi sponsorami wyprawy są: KGHM Polska Miedź i Indykpol. Miedziowy gigant sponsorował już także pierwszy rejs dookoła świata kapitana Cichockiego jachtem „Polska Miedź”, dwa lata temu.

– Projekt Cichocki Globe Conqueror wpisuje się w nasze podstawowe wartości: bezpieczeństwo, odpowiedzialność, współdziałanie, zorientowanie na wyniki i odwaga – wyjaśnia Wojciech Kędzia, wiceprezes KGHM. – Ich właściwie rozumienie gwarantuje nam sukces i jestem przekonany, że zapewni powodzenie również kapitanowi Cichockiemu.

Edyta Łuczyńska, prezes zarządu Indykpol Brand Management, podkreśla, że sponsorowana przez jej firmę wyprawa to wielkie przedsięwzięcie. Kapitan Cichocki pochodzi z Olsztyna, gdzie swoją siedzibę ma ta spółka.

Jeżeli kapitanowi uda się opłynąć świat, to niewątpliwie będzie to sukces. W związku z tym warto kapitana Cichockiego wspierać w jego projekcie. Prawda jest taka, że jest to samotny rejs na jachcie niedużej wielkości [„Indykpol” ma ok. 14,5 metra całkowitej długości – red.], więc trzeba mieć dużą odwagę, żeby w takim projekcie uczestniczyć – podkreśla Łuczyńska.

Rejs dookoła świata to wielomilionowe przedsięwzięcie o dużym stopniu skomplikowania. Sam jacht jest bardzo drogi, a do tego dochodzi logistyka, treningi, wyposażenie oraz utrzymanie łączności. Kapitan Cichocki podkreśla, że najmniejszy koszt stanowi zaopatrzenie w żywność i wodę. Jest natomiast wiele czynników, które trudno przewidzieć. Należą do nich m.in. możliwe awarie czy w najgorszym przypadku konieczność wykorzystania ekipy ratunkowej, choć kapitan Cichocki ma nadzieję, że tego uda się uniknąć.

Cichocki podkreśla, że z uwagi na sukces pierwszego rejsu łatwiej było mu pozyskać sponsorów do drugiej próby. Dla niego to niezbędne wsparcie finansowe, z kolei mecenasi rejsu mogą zaprezentować swój wizerunek nie tylko w Polsce.

Sytuacja na Ukrainie i w Izraelu zwiększa koszty działania linii lotniczych. Rośnie za to ruch w polskiej przestrzeni powietrznej

CEO Magazyn Polska

Pasażerowie, których loty do Izraela lub na Ukrainę zostały odwołane, mogą domagać się zwrotu kosztów lub zmiany połączenia na inne, dogodne dla nich. Napięta sytuacja w tych dwóch krajach wpływa na rynek lotniczy, bo przewoźnicy omijają niebezpieczne regiony. Przez to rosną ich koszty, ale korzysta na tym Polska, bo o kilka procent wzrósł ruch w przestrzeni powietrznej naszego kraju.

Pasażerowie mogą mieć do czynienia z opóźnieniami bądź odwołaniami lotów na skutek napiętej sytuacji w Izraelu i na wschodzie Ukrainy – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marta Chylińska, rzeczniczka prasowa Urzędu Lotnictwa Cywilnego. ‒ W takiej sytuacji przewoźnik powinien nam zaproponować albo zwrot kosztów za bilet, albo lot alternatywny, który będzie dla nas dogodny. W przypadku nadzwyczajnych okoliczności, a do takich zaliczamy między innymi napiętą sytuację polityczną, nie przysługuje nam odszkodowanie.

W taki sposób postąpiły między innymi Polskie Linie Lotnicze LOT, które wprawdzie latają do Tel Awiwu, ale oferują pasażerom bezkosztową zmianę terminu wylotu lub zmianę biletu na rejs do Larnaki na Cyprze. Mogą to zrobić podróżni, którzy kupili bilety przed 23 lipca. Jeśli połączenia zostałyby odwołane, przewoźnik obiecuje też możliwość zwrotu kosztów. Do Izraela loty zawiesiły niektóre amerykańskie linie lotnicze. Przewoźnicy europejscy po kilkudniowej przerwie obecnie przywrócili połączenia.

Sytuacja w Izraelu wiąże się z ryzykiem ostrzału rakietowego rejonu lotniska Dawida Ben Guriona w Tel Awiwie przez Hamas. Przewoźnicy unikają jednak także Ukrainy, a szczególnie wschodniej części tego kraju. Po katastrofie boeinga linii Malaysia Airlines, który prawdopodobnie został zestrzelony przez prorosyjskich separatystów, przestrzeń powietrzna w tzw. obszarze informacji lotniczej Dniepropietrowsk została zamknięta.

Chylińska podkreśla jednak, że prawa pasażerów są zagwarantowane przez unijne rozporządzenie 261/2004. Obowiązuje ono we wszystkich lotach wewnątrz lub z Unii Europejskiej, a także na trasach do krajów wspólnoty, o ile połączenie jest obsługiwane przez linię lotniczą zarejestrowaną w UE. Prawo obowiązuje w taki sam sposób podczas lotów z przesiadką, szczególnie wtedy, gdy obydwa odcinki podróży są obsługiwane przez tego samego przewoźnika w ramach jednej rezerwacji. Jak zaznacza Chylińska, w takiej sytuacji linia musi zapewnić nam podróż od początku do końca, a w przypadku odwołania lub opóźnienia odcinka ‒ zapewnić inne połączenie i ewentualnie hotel.

Niewątpliwie sytuacja na Ukrainie i w Izraelu będzie miała konsekwencje dla przewoźników – podkreśla Chylińska. ‒ To wiąże się z wydłużeniem trasy przelotu, a to z kolei przekłada się na większe zużycie paliwa, co zwiększa koszty. Również siatka połączeń może ulec zmianie. Może się zdarzyć, że trasy, które przebiegają przez Ukrainę albo destynacje związane z Izraelem, będą cieszyły się mniejszym powodzeniem. W związku z tym może dojść do zmniejszenia liczby przewozów pasażerskich.

Zmieniona trasa wiąże się też z kosztami operacyjnymi, związanymi m.in. z opłatami nawigacyjnymi za przelot przez przestrzeń powietrzną. Dłuższe godziny pracy załogi i eksploatacji samolotu też zwiększają obciążenia finansowe, co może spowodować wzrost cen biletów.

To są kwestie indywidualne w zależności od rodzaju przewozów, jakie przewoźnik oferuje, oraz charakteru połączeń. Różnice kosztowe, konsekwencje finansowe dla przewoźników mogą być różne – podkreśla Chylińska i dodaje, że w pewnym stopniu korzysta na tym Polska, nad którą lata więcej samolotów: ‒ Z informacji, które mamy od Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, wynika, że w poprzedni weekend nastąpił ok. 7-proc. wzrost ruchu w przestrzeni powietrznej nad Polską. Natomiast [teraz] ten wzrost jest mniejszy, utrzymuje się na poziomie około 5 proc.

Zastrzega jednak, że latem ruch lotniczy nad Polską zawsze rośnie i obecna sytuacja nie jest bardzo wyjątkowa. Większa liczba samolotów oznacza większe przychody z tytułu opłat nawigacyjnych. W Polsce koszt jednostkowy opłaty nawigacyjnej wynosi w lipcu 35,81 euro i należy do najniższych w Europie. Na jego podstawie, po uwzględnieniu masy samolotu i długości trasy, wylicza się faktyczną opłatę.

Drogi lotnicze nad wschodnią Ukrainą, które są obecnie zamknięte, były często wykorzystywane przez samoloty lecące z Europy do Azji Południowo-Wschodniej. Wielu przewoźników zdecydowało się na całkowite omijanie Ukrainy, co jeszcze bardziej wydłuża trasę m.in. do popularnych destynacji, takich jak: Bangkok, Singapur czy Kuala Lumpur.

W Polsce brakuje do pracy 50 tys. informatyków

Branża IT rozwija się bardzo dynamicznie, a co za tym idzie rośnie zapotrzebowanie na specjalistów w tym sektorze. Pracodawcy mają problem ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanej kadry: programistów, konsultantów, wdrożeniowców. Według Adama Mitury z firmy BPSC w Polsce brakuje do pracy 50 tys. informatyków.

Uczelnie techniczne nie nadążają z kształceniem i wypuszczaniem na rynek pracy absolwentów. A z kolei ci, którzy szukają pracy, nie zawsze mają potrzebne umiejętności i często nie spełniają oczekiwań pracodawców.

Deficyt informatyków na polskim rynku szacuje się na 50 tys. i z roku na rok będzie on coraz większy – mówi  agencji informacyjnej Newseria Adam Mitura, rzecznik prasowy firmy BPSC, dostarczającej oprogramowanie wspierające zarządzanie przedsiębiorstwem. – Uczelnie wypuszczają zbyt mało absolwentów w stosunku do potrzeb pracodawców. Rynek informatyczny rośnie średnio kilkanaście procent rok do roku, natomiast absolwentów przybywa zaledwie kilka procent rocznie. Niedługo będziemy musieli się też zmierzyć z niżem demograficznym, co w praktyce oznacza, że deficyt specjalistów będzie coraz większy.

W całej Unii Europejskiej brakuje do pracy 274 tys. informatyków. Za sześć lat liczba ta może wzrosnąć nawet do miliona. Na zatrudnienie w sektorze IT mają szanse fachowcy z różnymi kwalifikacjami.

Potrzebni są pracownicy o bardzo różnych specjalnościach: programiści, wdrożeniowcy, konsultanci z dużym doświadczeniem biznesowym. My na przykład potrzebujemy osób z doświadczeniem produkcyjnym, handlowym oraz usługowym i muszę przyznać, że mamy czasami kłopot ze znalezieniem takich osób – mówi Adam Mitura.

Na deficyt informatyków skarżą się przede wszystkim pracodawcy w dużych miastach, gdzie działają setki firm z sektora IT i co roku powstają nowe. Tak jest np. w Warszawie, Wrocławiu, Trójmieście czy na Śląsku. Również wiele zagranicznych firm zdecydowało o lokalizacji w tych miejscach swoich centrów badawczo-rozwojowych czy call center.

Informatycy należą do najlepiej opłacanych zawodów i rzeczywiście mogą liczyć na stabilną pracę. Z naszych doświadczeń wynika, że młodzi ludzie mają bardzo wysokie umiejętności informatyczne, z drugiej strony, część osób kończących wyższe uczelnie techniczne nie zawsze spełnia kryteria stawiane przez pracodawców. Piętą achillesową jest wiedza ogólna w zakresie logiki czy matematyki – tłumaczy Adam Mitura.

Koniunktura na rynku teleinformatycznym jest bardzo dobra. Roczny szacunkowy wzrost tej branży wynosi nawet do 20 proc.

– Koniunkturę z jednej strony napędzają małe i średnie firmy, które próbują nadrobić dystans technologiczny, jaki dzieli je od tych dużych, dobrze zinformatyzowanych przedsiębiorstw. Coraz częściej też rodzime firmy decydują się na zakup oprogramowania polskich producentów. To wszystko powoduje, że rąk do pracy potrzeba z roku na rok coraz więcej – dodaje Adam Mitura.

Wirtualna rzeczywistość może zrewolucjonizować nie tylko rozrywkę, lecz także medycynę i komunikację

CEO Magazyn Polska

Wirtualna rzeczywistość przestaje być futurystyczną wizją rodem z filmów science fiction. Specjalne gogle VR (Virtual Reality) pozwalają fanom gier komputerowych przenieść się do wirtualnego świata, a turystom – zwiedzać wirtualne muzea i zabytki. Ich zastosowanie wykracza jednak poza sferę rozrywki – mogą być przydatne również w medycynie czy wojskowości.

Wirtualna rzeczywistość ma przede wszystkim ułatwiać i uprzyjemniać codzienne życie. Długi lot samolotem przestanie być uciążliwy, gdy pasażer założy gogle VR i dzięki nim będzie myślał, że jest na plaży. W muzeach będzie natomiast można nie tylko zobaczyć, jak niegdyś wyglądały wsie i miasta, lecz nawet przejść się ich ulicami. Twórcy gogli VR zapewniają, że taka wycieczka dostarczy znacznie bardziej realistycznych doznań niż jakiekolwiek zdjęcie lub film. Ale wirtualna rzeczywistość ma, oprócz funkcji czysto rozrywkowej, także bardzo praktyczne zastosowania.

–  Jest wiele zastosowań, np. w wojsku, przemyśle cywilnym, rozrywce czy filmie, również medycynie. Możemy na przykład stworzyć aplikację, w której poruszamy się wewnątrz ludzkiego organizmu. Jesteśmy w stanie przenieść dowolną osobę w wykreowany świat. Możemy sprawić, że osoba przykuta do łóżka będzie latać albo nurkować z delfinami – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Piotr Baczyński z firmy Immersion, zajmującej się rozwojem technologii.

Wirtualna rzeczywistość może też być sporym ułatwieniem w pracy. W Stanach Zjednoczonych już dziś maklerzy giełdowi korzystają z aplikacji, które pozwalają im na bieżąco śledzić ekrany z notowaniami giełdowymi.

Tworzymy aplikacje, które pozwalają obejrzeć od środka inwestycję mieszkaniową na wiele miesięcy przed jej powstaniem. Pozwalają zobaczyć wnętrza samochodów, pojazdów, wizualizacje parków, obiektów turystycznych, muzeów, rzeczy i budynków, które są dopiero projektowane – podkreśla Piotr Baczyński.

Jego zdaniem możliwych rozwiązań jest tyle, ile jest użytkowników.

Obecnie wirtualna rzeczywistość znajduje zastosowanie w grach wideo. Dzięki nowoczesnej technologii i goglom VR gracze doświadczają dokładnie takich samych bodźców i emocji, jak w realnym życiu. Twórcy gogli zapewniają jednak, że już wkrótce wirtualna rzeczywistość wkroczy do codziennego życia każdego człowieka i stanie się jego nieodłącznym elementem, jak smartfon czy tablet.

Uczucia klaustrofobiczne, ekstremalne przeżycia, upadki z dużej wysokości, latanie samolotem czy przejazd na rollercoasterze – wszystko to będzie można odczuć niesamowicie realistycznie. Za jakieś pół roku trudno będzie sobie wyobrazić internet i ogólnie rzeczywistość bez wirtualnej rzeczywistości – mówi Piotr Baczyński.

Prace nad zastosowaniem wirtualnej rzeczywistości w grach wideo trwały na całym świecie od lat 90. Efektem tych prób była między innymi konsola Nintendo o nazwie Virtual Boy składająca się z pada i gogli VR. Zastosowana w niej technologia nie pozwalała jednak osiągnąć zadowalających efektów, głównie ze względu na zbyt duże opóźnienia pomiędzy działaniem gracza a efektem wizualnym. Udało się to dopiero w 2012 roku. Amerykanin Palmer Luckey opatentował wówczas gogle, które pozwalają wykreować wokół noszącej je osoby wirtualny świat.

Oculus Rift to jest pierwsze urządzenie, któremu udało naprawdę się ogłupić zmysły. Osoby, które zakładają na głowę Oculusa, faktycznie mają wrażenie, że znajdują się w innym świecie, w innej przestrzeni. Poziom oszukania zmysłów jest tak duży, że wręcz wariuje błędnik, odczuwamy przeciążenia – tłumaczy Piotr Baczyński.

Projekt Oculus Rift już został przejęty przez Facebooka. Twórca najsłynniejszego portalu społecznościowego Mark Zuckerberg twierdzi, że za pomocą gogli VR zamierza zrewolucjonizować sposób, w jaki komunikują się między sobą ludzie.

Trudny rok dla producentów jęczmienia browarnego

Długa zima, sucha wiosna przy jednoczesnym spadku cen zbóż konsumpcyjnych zarówno u nas, jak w całej Europie, to czynniki przesądzające o mniejszym ich skupie. Dotyczy to również jęczmienia browarnego, surowca do produkcji słodu, a następnie piwa.

Według wstępnych szacunków GUS tegoroczne zbiory wszystkich zbóż w Polsce ogółem zostały ocenione na 28,1 mln ton, co oznacza 1,4% spadek w ujęciu rocznym. W przypadku jęczmienia łącznie przewidywany jest spadek produkcji o 30%.

Tegoroczny skup jęczmienia browarnego w Słodowni Strzegom, specjalizującej się głównie w produkcji słodów kolorowych, jeszcze trwa. Ubiegły rok firma mogła pod wieloma względami uznawać za wyjątkowy: producenci jęczmienia browarnego dostarczyli do Strzegomia aż o 65% więcej surowca niż rok wcześniej, w magazynach znalazło się 38 tys. ton jęczmienia. Było to możliwe m.in. dzięki wyższemu o prawie 5% plonowaniu. Na tym tle wyniki tego sezonu mogą się wydawać rozczarowujące, mimo że są lepsze niż np. w roku 2011.

– Skup w tym roku wyjątkowo się przedłuża – mówi Krzysztof Czaplicki, Dyrektor Słodowni Strzegom. – Do tej pory rolnicy dostarczyli 28,5 tys. ton jęczmienia ozimego i jarego, przy czym w przypadku jęczmienia jarego przyjęliśmy na razie 84% zakontraktowanego tonażu. Poziom realizacji wszystkich kontraktów wynosi obecnie 92%.

Przyczyn słabszych zbiorów jest kilka, a najważniejsza to niekorzystne warunki pogodowe. W okresie, kiedy jęczmień ozimy potrzebował odpowiedniej zasobności w wodę, rejony upraw dotknęły susze. Również długa zima, mimo że nie była uciążliwa, wpłynęła na opóźnienie w zasiewach jęczmienia jarego, co spowodowało skrócenie okresu wegetacji i w efekcie pogorszenie plonu. Dodatkowym czynnikiem były (i są nadal) spadające ceny zbóż konsumpcyjnych, skłaniające dostawców do przetrzymania zboża we własnych magazynach, z nastawieniem na przeczekanie do podniesienia się cen na wyższy poziom. Tendencja do niedotrzymywania warunków kontraktu miała też związek z obniżoną jakością ziaren i penetrowaniem na tym tle rynku przez firmy paszowe.

– Jęczmień browarny ze zbiorów w 2013 roku jest słabszej jakości w porównaniu do ubiegłego roku – ocena Marzena Żmijewska, Kierownik ds. zarządzania jakością w Grupie DMG Polska, do której należy strzegomska słodownia. – Przedłużająca się zima i znaczna ilość opadów śniegu wpłynęły niekorzystnie na parametry zwłaszcza jęczmienia ozimego, który odznacza się wyższym białkiem (1-1,5% w porównaniu do jęczmienia jarego) i niższym wyrównaniem ziarna. Dotyczy to głównie upraw z rejonów pd.-zach. Polski. Dlatego znaczna jego część jest dyskwalifikowana, również ze względu na porażenie pleśnią, w tym Fusarium.

Warunki atmosferyczne były bardziej sprzyjające dla jęczmienia jarego, jednak późny wysiew i krótki okres wegetacji przełożyły się na niższe plony (śr. 4,6 ton/ha). Jęczmień jary odznacza się za to wyższym wyrównaniem i dużo niższym białkiem. Zarówno w jęczmieniu ozimym, jak i jarym nie było problemów z wilgotnością.

Dobra wiadomość dla browarów jest taka, że w porównaniu do zbiorów z 2012 roku słód wyprodukowany z tegorocznego jęczmienia odznacza się niższą temperaturą kleikowania skrobi (o ok. 1,5°C), która jest istotnym parametrem w branży piwowarskiej. Obniżenie tej wartości korzystnie wpływa bowiem na działanie enzymów amylolitycznych i wyższy stopień odfermentowania.

– Jest sprawą oczywistą, że tegoroczne trudności mają charakter przejściowy, więc ze względu na nie nikt w Strzegomiu nie załamuje rąk – podkreśla Krzysztof Czaplicki. – Firma jest w ciągłym rozwoju, który w głównej mierze jest związany właśnie z coraz większymi zakupami jęczmienia browarnego od polskich rolników. Nasza zdolność magazynowa wzrosła w tym roku o dodatkowe 15 tys. ton, po oddaniu do użytku nowych silosów. Usprawniliśmy też system odbioru zboża i dzięki temu w szczytowym okresie skupu mogliśmy odbierać od rolników nawet 1,8 tys. ton jęczmienia w ciągu doby. I dodaje: – Mimo słabszych plonów jęczmienia w tym roku słodu z pewnością nie zabraknie.

Na jaką pracę możesz liczyć za granicą?

Perspektywa rozwoju i stanowiska kierownicze – obok wysokich zarobków – to główne powody naszych wyjazdów do pracy. Już 2 miliony Polaków wyjechało za granicę.

Dwa miliony to tyle, ile osób mieszka w Warszawie. Znalazły one zatrudnienie w Niemczech, Wielkiej Brytanii oraz krajach skandynawskich.

W Niemczech nasi rodacy najczęściej opiekują się osobami starszymi. Są pielęgniarzami w szpitalach i ośrodkach pomocy. Pracują w branży budowlanej jako glazurnicy czy stolarze – mówi serwisowi InfoWire.pl Elżbieta Flasińska z Grupy Pracuj. „W Holandii natomiast zajmują się zbieraniem owoców i warzyw, a także pielęgnacją kwiatów” – dodaje.

Coraz więcej Polaków zna język angielski, dlatego w Wielkiej Brytanii łatwiej – niż w innych krajach – o stanowiska kierownicze. Dużo jest ofert pracy dla programistów. Zagraniczni pracodawcy wabią naszych specjalistów atrakcyjnym wynagrodzeniem, możliwością realizacji własnych projektów i wykonywania pracy zdalnej.

Młodzi ludzie, choć bez doświadczenia, wnoszą do przedsiębiorstwa dużo energii i świeżości. Niekonwencjonalnie podchodzą do rozwiązywania problemów. Pracodawcy szukają osób otwartych na nowe wyzwania, ciekawych świata i branży, w której pracują.

Zakupy na Facebooku? Lubię to!

Internet daje nam wiele udogodnień i szybkich rozwiązań. Bardzo możliwe, że już niedługo będziemy mogli robić zakupy prosto z Facebooka. Serwis Zuckerberga jest właśnie w fazie testów nowej funkcji ‘Kupuje to’, która ma umożliwić użytkownikom dokonywanie zakupu bezpośrednio z witryny serwisu.

Wprowadzenie takiej opcji daje wiele możliwości przede wszystkim reklamodawcom. Będą oni mogli umieścić specjalny przyciski ‘Kupuje to’ zaraz obok przycisku ‘Lubię to’ pod postami lub reklamami, dzięki czemu reklamowanie na Facebooku będzie jeszcze bardziej skuteczne. Użytkownicy, którzy będą chcieli dokonać zakupu w taki sposób dokonają całej transakcji nie opuszczając serwisu. Nie będą też musieli martwić się o swoje dane i informacje o wyborach konsumenckich, bo sami zdecydują czy mają one być zapisane i przechowywane czy nie. Jeżeli jednak pozwolą serwisowi na ich przechowywanie, targetowanie reklam może okazać się jeszcze bardziej skuteczne i wtedy będzie nam się wyświetlać już tylko to co naprawdę nam się może spodobać.

Wprowadzenie nowej opcji, wg. Kevina Bobowskiego, wicedyrektora ds. marketingu w Facebooku, jest symbolem rozwoju jaki dokonał się na płaszczyźnie reklamy w ostatnich latach. Serwis nie zamierza zajmować się sprzedażą, w przyszłości może odegrać ważną role jako pośrednik przy dokonywaniu transakcji tego typu na rynku e-e-commerce.Podczas testów opcja zakupów została wprowadzona zarówno w tradycyjnej wersji serwisu jak i tej mobilnej.

Na razie z nowej opcji, tylko na próbę korzysta kilka firm w Stanach Zjednoczonych. Prawdopodobnie takie testy wkrótce zostaną przeprowadzone również w Wielkiej Brytanii. Póki co przycisk jest bezpłatny i w przyszłości serwis nie zamierza na nim zarabiać. Kiedy szersze grono użytkowników będzie miało możliwość testowania tej opcji, nie wiadomo.

W dzisiejszych czasach rynek e-commerce rozwija się w zastraszającym tempie. Konsumenci wraz z co raz większym wyborem produktów, mają też co raz więcej opcji zakupów. Tym razem na tym polu swoich sił postanowił spróbować również Facebook. Bardzo możliwe, że opcja ‘Kupuje to’ spodoba się użytkownikom serwisu, ułatwi im życie, a reklamodawcy będą jeszcze bardziej zadowoleni ze skuteczności swoich reklam. – komentuje Bartłomiej Pałacki, Social Media Manager GRUPA 365NET

PMPG SA przedstawiła program naprawczy. Stawia na zdrowy fundament, ale nie wyklucza scalenia akcji.

Budowa fundamentów spółki i jej wiarygodności wśród inwestorów jest kluczowym elementem programu naprawczego PMPG SA (GPW: POINTGROUP, PGM). Jeżeli jednak w czwartej z rzędu kwalifikacji kurs akcji nie spełni kryteriów, które warunkują usunięcie spółki z Listy Alertów, Zarząd rozważy zwołanie posiedzenia Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia w celu podjęcia uchwały, której przedmiotem będzie połączenie akcji.

Zgodnie z wymogami uchwały Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie w sprawie wyodrębnienia segmentu rynku regulowanego LISTA ALERTÓW, Zarząd PMPG SA ogłosił w sobotę program naprawczy.

W programie władze spółki podkreślają, że już w roku 2012 podjęły działania mające na celu doprowadzenie do ustabilizowania wartości kursu akcji na poziomie zapewniającym swobodny i bezpieczny obrót. W tym celu m.in. przeprowadziły analizę kursu pod kątem jego wartości w perspektywie średnio i długoterminowej, analizę możliwości i celowości przeprowadzenia połączenia akcji oraz wprowadziły do porządku obrad Walnego Zgromadzenia z dnia 21 czerwca 2013 roku punkt dotyczący połączenia akcji. Prowadząc te działania, Zarząd PMPG SA uznał jednak, że najkorzystniejszym dla Spółki i jej akcjonariuszy programem naprawczym będzie budowa fundamentów Spółki i jej wiarygodności wśród inwestorów. Podobnie uznało Walne Zgromadzenie, które jednomyślnie sprzeciwiło się podjęciu uchwały w sprawie połączenia akcji.

Mając na uwadze wyniki finansowe spółki za 2012 i 2013 r. oraz I Q 2014 r., a także opublikowane prognozy na rok 2014, Zarząd spółki w dalszym ciągu stoi na stanowisku, iż najkorzystniejszym sposobem na ustabilizowanie kursu akcji na bezpiecznym dla obrotu poziomie jest umożliwienie powrotu wartości kursu do poziomu sprzed okresu, w którym doszło do załamania kursu, bez wpływu na jego wartość przez dokonywanie połączenia akcji. Dlatego na chwilę obecną Zarząd rekomenduje niepodejmowanie czynności zmierzających do połączenia. Jednocześnie przypomina, że zgodnie z konserwatywną prognozą ogłoszoną w marcu br., w tym roku Grupa powinna mieć przychody na stabilnym poziomie 64 mln zł przy kilkunastoprocentowym wzroście rentowności liczonej rok do roku (wzrost EBITDA o 17 proc., licząc od korekty prognozy z końca roku 2013).

Zarząd PMPG SA bierze jednak pod uwagę, iż w kolejnych weryfikacjach akcje mogą nie spełniać kryteriów określonych w uchwale Zarządu GPW. W takim przypadku, w terminie 21 dni od daty czwartej z rzędu kwalifikacji spółka ogłosi zwołanie NWZA w celu podjęcia uchwały o połączeniu akcji. Czwarta kwalifikacja wypada na koniec grudnia 2014 r.

7,5 tysiąca złotych – bezrobotni otrzymają pomoc w znalezieniu pracy

Bony lub pożyczka na rozpoczęcie własnego biznesu – to nowe pomysły rządu, mają pomóc w walce z bezrobociem wśród osób do 30. roku życia.

Najciekawszym rozwiązaniem jest bon migracyjny o wartości 7,5 tysiąca złotych. Ma zachęcić młodych ludzi do poszukiwania pracy w innym mieście – twierdzi Grzegorz Tokarski, Wiceprezes Krajowego Centrum Pracy. Bezrobotny będzie mógł go otrzymać, jeśli zostanie zatrudniony w odległości minimum 80 km od miejsca zamieszkania lub gdy czas dojazdu będzie dłuższy niż 3 godziny w obie strony.

Kolejnym, jest bon szkoleniowy – 3,5 tysiąca złotych. Pozwoli na opłacenie kosztów szkoleń uzupełniających kwalifikacje młodego bezrobotnego.

Z kolei pracodawca, który przyjmie osobę do 30. roku życia na płatny staż, otrzyma bon o wysokości 10 tysięcy złotych. Podobną sumę dostanie firma, która zdecyduje się na zatrudnienie bezrobotnego na minimum 18 miesięcy.

Studenci ostatnich lat studiów i absolwenci będą mogli skorzystać z niskooprocentowanej pożyczki – 0,69% w skali roku – na rozwój własnego biznesu. „[…] Otrzymać będzie można prawie 78 tysięcy złotych. Spłata pożyczki będzie rozłożona na 7 lat, z możliwością karencji na 12 miesięcy. Dodatkowo może zostać ona umorzona pod warunkiem, zatrudnienia pracownika” – mówi serwisowi infoWire.pl Grzegorz Tokarski.

W Polsce około miliona osób do 30. roku życia zarejestrowanych jest jako osoby bezrobotne. 400 tysięcy z nich nie ukończyło 24. roku życia. Celem projektu jest znalezienie im zatrudnienia w 4 miesiące od zarejestrowania w urzędzie pracy. Do 2020 roku przeznaczone zostanie 17 mld złotych.

Polska gospodarka zwalnia

Najnowsze raporty z polskiej gospodarki nie zachwyciły. Jest niemal pewne, że wzrost PKB w drugim kwartale był słabszy niż w pierwszym. Czy to oznacza początek spowolnienia polskiej gospodarki, czy to tylko chwilowa „zadyszka”?

Pierwszym sygnałem alarmowym był spadek indeksu PMI, świadczący o gwałtownym wyhamowaniu dynamiki produkcji. Pomiędzy lutym a czerwcem PMI spadł z 55,9 pkt. do 50,3 pkt., sygnalizując stagnację w polskim sektorze wytwórczym. Na oficjalne potwierdzenie tych danych nie trzeba było długo czekać: GUS podał, że w czerwcu produkcja przemysłowa była tylko o 1,7% wyższa niż rok wcześniej. Dla porównania, w poprzednich trzech kwartałach produkcja rosła w średnim tempie niemal 5%, co też nie było nadzwyczajnym wynikiem. W okresach dobrej koniunktury polski sektor przemysłowy rósł po przynajmniej 10% rdr.

Osłabienie w przemyśle jest poważnym ostrzeżeniem

– To właśnie sektor wytwórczy zwykł wyprzedzać pozostałe branże. Drugim makromankamentem drugiego kwartału była niższa dynamika sprzedaży detalicznej, czyli głównej miary konsumpcji – przekonuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Każdego miesiąca statystyki sprzedaży okazywały się niższe od oczekiwań większości ekonomistów, którzy głowili się, dlaczego konsumpcja rośnie tak wolno, skoro równocześnie rosną realne wynagrodzenia i zatrudnienie, a stopa bezrobocia spada. Tyle że wszystkie te czynniki nie mają odpowiedniej siły ilościowej. Od końca stycznia liczba etatów w przedsiębiorstwach zatrudniających ponad 9 osób zwiększyła się tylko o 20 tysięcy, czyli o 0,36%.

Jak zauważył główny ekonomista Bankier.pl Łukasz Piechowiak również spadek stopy bezrobocia (z 13,9% w lutym do 12% w czerwcu, czyli o ponad 200 tys. osób) nie jest oznaką siły rynku pracy, ponieważ mniej niż połowa wyrejestrowanych znalazła zatrudnienie. Aż „co piąty wyrejestrowany w związku z otrzymaniem oferty pracy lub stażu to osoba, której wynagrodzenie jest finansowane z publicznych pieniędzy” – zauważył Piechowiak. Nie ma co się dziwić, że tacy ludzie nie popadli w zakupowe szaleństwo.

Ekonomiści prognozują poprawę

Większość rynkowych ekonomistów jest przekonana, że słabość polskiej gospodarki jest chwilowa i że następne kwartały powinny przynieść poprawę. W czerwcowym podsumowaniu prognoz ekspertów sporządzonym przez NBP mediana oczekiwanego wzrostu PKB w tym roku wynosi 3,3%, 3,7% rok później i 3,6% w roku 2016.

– Mniej niż 30% ekonomistów spodziewa się w tym roku wzrostu gospodarczego niższego niż 3%. Dla roku 2015 odsetek ten nie przekracza 20%. Takie wyniki oznaczają, że zdecydowana większość prognostów spodziewa się przynajmniej utrzymania tempa wzrostu PKB porównywalnego z pierwszym kwartałem (3,4% rdr) – dodaje Krzysztof Kolany.

Rynek słodyczy w Polsce wciąż na ścieżce wzrostu

Jak wynika z najnowszego raportu przygotowanego przez Grant Thornton, rynek słodyczy w Polsce systematycznie rośnie. Tendencja wzrostowa utrzyma się także w kolejnych latach. Sektor cechuje postępująca segmentacja i konsolidacja, choć rynek pozostaje znacznie rozdrobniony.

Raport Grant Thornton pt. Analiza rentowności producentów słodyczy funkcjonujących na rynku polskim w oparciu o dane finansowe za lata 2008-2012 r. pokazuje, że polski rynek producentów słodyczy jest w ostatnich latach jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się branż polskiej gospodarki. Produkcja na tym rynku w ciągu kilku ostatnich lat rosła, w zależności od grupy produktowej, w tempie od kilku do kilkunastu procent w ujęciu rocznym. Według autorów raportu w najbliższych latach rynek ten będzie dalej rósł jednak w wolniejszym już tempie.

Małgorzata Samborska – Senior Menedżer, Dyrektor Zespołu Doradztwa dla Branży Artykuły Spożywcze i Napoje, Grant Thornton: „Głównym czynnikiem napędzającym wzrost produkcji polskich producentów słodyczy jest dynamiczny wzrost sprzedaży na rynkach eksportowych, który w roku 2013 oscylował na poziomie kilkunastu procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Należy przy tym mieć na uwadze, iż spory potencjał nadal drzemie w rynku lokalnym. Poziomu konsumpcji na rynku polskim jest bowiem wciąż kilkukrotnie niższy w porównaniu z rynkami zachodnioeuropejskimi. Dochodzenie do poziomu europejskiego będzie zatem sprzyjało utrzymywaniu trendu wzrostowego sprzedaży.”

Rynek słodyczy w Polsce charakteryzuje się wciąż znacznym rozdrobnieniem. Obecnie funkcjonuje na nim kilkaset podmiotów, przy czym dominująca pozycja należy do przedsiębiorstw z kapitałem zagranicznym. Jednocześnie autorzy raportu podkreślają, że sektor podlega intensywnym procesom konsolidacyjnym, którym sprzyja rosnące zainteresowanie rynkiem ze strony zagranicznych inwestorów oraz wzrost cen surowców wykorzystywanych przez producentów słodyczy w procesach produkcyjnych (w szczególności cukru i kakao). Eksperci zauważają, że rosnąca presja na ceny sprawia, iż część mniejszych producentów, w celu zachowania konkurencyjności, poddaje się procesom konsolidacji, inni zaś szukają atrakcyjnych nisz na rynku.

Na tle siedmiu największych producentów słodyczy, uwzględnionych w badaniu Grant Thornton, wyróżnia się spółka Colian sp. z o.o., która jako jedyna w tym gronie posiada większościowy polski kapitał. Obecnie do przedsiębiorstwa należą m.in. takie marki jak: Grześki, Goplana, Familijne, Jeżyki, Jutrzenka, Akuku!, Hellena, Appetita i Siesta. W badanym okresie przychody ze sprzedaży tej firmy utrzymywały się na poziomie ok. 500 mln PLN.

Według raportu Grant Thornton cechą charakterystyczną analizowanego sektora jest też pogłębiająca się segmentacja. Znaczący wzrost odnotowują marki handlowe, pod którymi sprzedawane są słodycze w sklepach wielkopowierzchniowych. Na taką sytuację wpływ ma coraz większe znaczenie kanału nowoczesnego (tj. sprzedaż poprzez sieć sklepów wielkopowierzchniowych) w procesie dystrybucji słodyczy.

Rafał Śmigórski – Partner, Grant Thornton: „Struktura kanałów dystrybucji słodyczy na rynku polskim podlega systematycznym zmianom. O ile jeszcze kilka lat temu głównym kanałem dystrybucji słodyczy był kanał tradycyjny, tak obecnie dominującą rolę pełni kanał nowoczesny, obejmujący dyskonty oraz sieci sklepów średnio- i wielkopowierzchniowych. Szacuje się, że w kolejnych latach udział w rynku kanału nowoczesnego będzie nadal wzrastał, głównie za sprawą dynamicznego rozwoju sieci dyskontów.”

Marcin Żmuda – Specjalista, Grant Thornton: „Głównymi barierami wzrostu polskiego rynku producentów słodyczy są: wysoki poziom oraz fluktuacja cen surowców, jak również rosnąca presja cenowa ze strony sieci handlowych. Ograniczona liczba dostawców surowców oraz systematyczny wzrost znaczenia sieci handlowych ma negatywne przełożenie na rentowność producentów słodyczy. Powyższe okoliczności sprawiają, iż strategicznym celem wielu producentów jest obecnie nawiązanie współpracy z nowymi dostawcami surowców, jak również dywersyfikacja kanałów dystrybucji.”

Analiza porównawcza poziomu rentowności zawarta w raporcie Grant Thornton opiera się na kryteriach dotyczących: skali działalności, udziału wartości niematerialnych i prawnych w sumie bilansowej, a także pochodzenia kapitału zagranicznego.

Dane zaprezentowane w raporcie nie pozostawiają wątpliwości, że większe przedsiębiorstwa uzyskują wyższą rentowność. Mediana ich rentowności kształtuje się na poziomie ok. 2-3 krotnie większym od rentowności podmiotów funkcjonujących w sektorze MŚP. Wynika to z faktu, że większe przedsiębiorstwa mają możliwość osiągania korzyści skali i efektów synergii, które umożliwiają redukcję poziomu ponoszonych kosztów.

Tegoroczny raport Analiza rentowności producentów słodyczy funkcjonujących na rynku polskim w oparciu o dane finansowe za lata 2008-2012 r. przygotowany przez Grant Thornton dowodzi także, że najwyższą rentowność osiągają przedsiębiorstwa z kapitałem zagranicznym, natomiast najniższą z kapitałem polskim.

Nie da się jednak zauważyć znaczącego wpływu posiadanych wartości niematerialnych i prawnych na poziom rentowności producentów słodyczy. Według autorów raportu, brak wyraźnej tendencji może wynikać z faktu, iż w większości przypadków wartości niematerialne i prawne są wytwarzane, a nie nabywane przez spółki, w efekcie czego nie są prezentowane w bilansie.

Nie jest też widoczna istotna zależność między transakcjami z podmiotami powiązanymi a poziomem rentowności osiąganym przez producentów słodyczy działających na rynku polskim. Raport jasno pokazuje, ze rentowność podmiotów zaangażowanych w transakcje z podmiotami powiązanymi kształtuje się na podobnym poziomie jak w przypadku podmiotów, które nie dokonywały tego typu transakcji.

Tworzywa sztuczne. Rośnie produkcja, rośnie rentowność

Pomimo kryzysu, który mocno dotknął w ostatnich kilku latach europejską branżę tworzyw sztucznych, w Polsce przetwórstwo polimerów ma się z roku na rok coraz lepiej. W ubiegłym roku wyraźnie poprawiły się m.in. wielkość i rentowność produkcji. Firmy z branży przewidują, że kolejne lata będą równie dobre.

Jak wynika z nowych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2013 r. produkcja sprzedana w branży zajmującej się przetwórstwem tworzyw sztucznych i gumy wyniosła 38,9 mld zł (w cenach stałych). W porównaniu do 2012 r. oznacza to wzrost aż o 9 proc.

Coraz lepsze wskaźniki

Poza produkcją sprzedaną, branża prezentuje się pozytywnie również, jeśli wziąć pod uwagę inne istotne wskaźniki. I tak np. rentowność netto wyniosła w poprzednich dwunastu miesiącach 6,2 proc., podczas gdy rok wcześniej było to 5,3 proc.

Dobra kondycja branży przekłada się na wzrost zatrudnienia i wynagrodzeń. W całym przemyśle przeciętne zatrudnienie wyniosło w 2013 r. 2,446 mln osób, co oznacza spadek o 1 proc. rok do roku. Segment produkcji wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych znalazł się natomiast w grupie kilku, w których trend był odwrotny – zatrudnienie wzrosło o 3,5 proc. w skali roku.

Podobnie wygląda kwestia płac. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w przemyśle wyniosło 3959,24 zł (wzrost o 3,2 proc.). W przypadku branży tworzyw sztucznych wzrost okazał się jeszcze wyższy (wzrost o 3,7 proc.).

Informacje o poprawiającej się kondycji branży potwierdzają również osoby znające ją od wewnątrz. Okazuje się jednak, że wraz z rozwojem zwiększyły się także problemy ze skompletowaniem kadry pracowniczej. Jak tłumaczy Sebastian Kufieta, CEO polskiej firmy KUFIETA, specjalizującej się m.in. w przetwórstwie tworzyw sztucznych dla branży motoryzacyjnej, sytuacja w branży jest obecnie taka, że często brakuje odpowiednio wykwalifikowanych pracowników, głównie specjalistów.

Bez większych zmian pozostają z kolei poszczególne segmenty zastosowań polimerów w Polsce. Zdecydowanie przeważają opakowania oraz budownictwo. Spore znaczenie odgrywają też m.in. motoryzacja oraz sprzęt elektroniczny i elektryczny.

Stabilnie w górę

W kolejnych miesiącach i latach przetwórstwo tworzyw sztucznych powinno odgrywać w polskiej gospodarce coraz większą rolę. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że firmy z tej branży należą do najaktywniejszych, jeśli chodzi o poziom inwestycji. Jak wynika z danych GUS, w ubiegłym roku nakłady inwestycyjne wzrosły w tym segmencie o 15,5 proc. w skali roku.

„Branża ma przed sobą wciąż duży potencjał. Nie można bowiem zapominać, że w skali całego kraju import tworzyw i wyrobów z nich powstałych jest nadal wyraźnie większy od eksportu. Szacuje się, że nadwyżka importu względem eksportu wynosi w ujęciu rocznym ok. 1,5 mln ton. Sporo jest więc jeszcze – patrząc z perspektywy polskiej przedsiębiorczości – do nadrobienia” – ocenia Sebastian Kufieta.

Optymizm w ocenach przyszłości zachowuje cały sektor przetwórstwa przemysłowego. W kwietniu wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury, wyliczany przez GUS na podstawie opinii przedsiębiorców, wyniósł 9,3 pkt. W poszczególnych miesiącach poprzedniego roku był tymczasem minusowy i wynosił od -0,5 do nawet -8,9 pkt.

Rynek części samochodowych rośnie w siłę

Branża motoryzacyjna wychodzi na prostą. W I kwartale 2014 r. wartość europejskich firm z tego sektora wzrosła o niecałe 8 proc. W najlepszej kondycji znajdują się przedsiębiorstwa produkujące części samochodowe. Poprawiła się także sytuacja polskich firm, które korzystają na ożywieniu w krajach Europy Zachodniej.

Od kilku lat w Polsce widoczna jest stała tendencja – produkcja części samochodowych rośnie, a produkcja samochodów osobowych spada. Nowe dane z rynków europejskich pokazują, że w najbliższych miesiącach branża powinna notować stabilny wzrost.

Europejska motoryzacja wstaje z kolan

W wyniku światowego kryzysu, który wybuchł sześć lat temu, wyraźnie pogorszyła się m.in. sytuacja sektora motoryzacyjnego. Odwrócenie złego trendu widoczne jest dopiero od kilkunastu miesięcy. W ostatnim czasie poprawie uległ też popyt na auta w krajach Europy Zachodniej.

Zwyżkowy trend potwierdzają dane dotyczące nowych zamówień, produkcji oraz wartości europejskiej motobranży. Jak wynika z danych publikowanych cyklicznie przez firmę doradczą PwC i „Automotive News Europe”, od ponad dwóch kwartałów znacznie rośnie wartość przedsiębiorstw z branży motoryzacyjnej.

Giełdowa wartość producentów samochodów wzrosła w I kw. 2014 r. o 7 proc., czyli nieznacznie mniej niż kwartał wcześniej (+9 proc.). W przypadku detalistów wzrost był nieco niższy i wyniósł 5 proc., co i tak oznacza jednak progres względem IV kw. 2013 r. (+2 proc.).

„W przypadku europejskich producentów aut wzrost jest zachęcający, w pewnym stopniu odzwierciedla ożywienie w eurostrefie. Wpływ na to ma połączenie stłumionego popytu oraz sukcesu odświeżanych modeli oraz rozszerzenia oferty” – skomentował parter PwC, Jason Wakelam.

Najwyższy wzrost (+11 proc.) odnotowały firmy zajmujące się produkcją części samochodowych. W poprzednim kwartale wynik był jeszcze lepszy (15 proc.), ale – zdaniem ekspertów – pozytywna tendencja utrzyma się również w kolejnych miesiącach.

Polskie motoczęści w górę

Coraz lepsze perspektywy rozwoju dla motoryzacyjnych firm w Europie Zachodniej powinny pozytywnie wpłynąć także na kondycję polskiej motobranży, która jest obecnie jedną z najważniejszych gałęzi krajowej gospodarki.

„Polska branża motoryzacyjna jest ściśle uzależniona od rynków zachodnich. Im lepsze nastroje zagranicą, tym większa szansa na wzrost zamówień. To natomiast kwestia dla dużej części polskich producentów kluczowa” – komentuje Aleksander Szczyrba, CEO polskiej firmy Ferroz Export, zajmującej się eksportem układów wydechowych.

Jak wynika z ostatniego badania przeprowadzonego przez firmę Exact Systems, niemal połowa przedstawicieli sektora motoryzacyjnego (niecałe 48 proc. wskazań) przewiduje wzrost zamówień i produkcji. Głównym motorem napędowym będzie, podobnie jak w poprzednich latach, produkcja części i różnych podzespołów.

„Produkcja części oraz akcesoriów samochodowych ma dla naszej gospodarki realnie większe znaczenie niż produkcja samochodów. Budowa fabryk zagranicznych koncernów nad Wisłą jest z pewnością nośna medialnie, ale mało kto zdaje sobie sprawę, że liczba zakładów produkujących części przekracza w sumie pół tysiąca. Dość powiedzieć, że na każde miejsce pracy przy produkcji pojazdów przypada aż 4-5 etatów w zakładach wytwarzających właśnie części” – dodaje Aleksander Szczyrba.

Polepszenie się sytuacji w branży moto powinno pozytywnie przełożyć się na całą gospodarkę. Zyskać ma m.in. rynek pracy. Aktualnie firmy motoryzacyjne znacznie częściej planują zwiększenie zatrudnienia. Taki zamiar deklaruje – wg badania Exact Systems – aż 38 proc. respondentów. Wskaźnik ten jest mniej więcej trzykrotnie wyższy od wskaźnika dla ogółu polskich pracodawców.

Ergo Hestia: klienci odwołają się łatwiej. Raport skarg i odwołań Ergo Hestii: II kwartał 2014

Ergo Hestia wprowadziła zmiany ułatwiające odwołanie się klientom niezgadzającym się z decyzją likwidatora. Zmiany sopockiego ubezpieczyciela skupiają się przede wszystkim na budowaniu świadomości klientów i przypominaniu im o ich prawach.

Głównym celem zmian w procesie odwołań jest podkreślenie możliwości bezpośredniego kontaktu z ubezpieczycielem, gdy klienci nie są zadowoleni z decyzji likwidatora, dlatego uprościliśmy ten proces – mówi Agnieszka Zych, dyrektor Biura Zapytań i Reklamacji Ergo Hestii. W ten sposób wychodzimy naprzeciw podstawowemu oczekiwaniu klientów, którym zależy na ponownym rozpatrzeniu ich sprawy lub dostarczeniu dodatkowych informacji o zgłoszonej szkodzie.

Aby zwiększyć świadomość klientów w każdej decyzji przypominamy o prawach klienta do odwoływania się bezpośrednio do towarzystwa ubezpieczeń. Aby ułatwić dostęp do Ergo Hestii utworzyliśmy dedykowany tylko dla odwołań adres e-mail, dodatkowo na firmowej stronie internetowej zaprojektowaliśmy zakładkę dot. odwołań – dodaje Agnieszka Zych.

Teraz klienci i poszkodowani zwracający się do Ergo Hestii z odwołaniem na dedykowany adres e-mail: [email protected] mają gwarancję rozpatrzenia odwołania przez niezależny zespół ekspertów, który dokona ponownej analizy zebranej dokumentacji i szczegółowo odniesie się do treści odwołania.

– Zależy nam także na tym, aby uświadomić klientom, że Ergo Hestia zawsze jest otwarta na dialog, czego wyrazem jest dwuinstancyjne podejście do rozpatrywania spornych kwestii – wyjaśnia Filip Nerc, dyrektor Biura Likwidacji Szkód – Ekspertyza.

Aby informacja o możliwości odwołania się była odpowiednio wyeksponowana firma przypomina o niej już w ramach decyzji likwidacyjnej. Dodatkowo w odpowiedzi na odwołanie Ergo Hestia podkreśla, że jeżeli klienci lub poszkodowani są w posiadaniu informacji bądź dokumentów wskazujących na nowe, nieznane dotąd okoliczności sprawy powinni je przesłać do ubezpieczyciela. Często jest to impuls dla klientów do weryfikacji dotychczasowej dokumentacji.

Zmiany dotyczą również firmowej strony internetowej, gdzie m.in. utworzona została zakładka „Odwołania”. Tam klienci w jednym miejscu znajdą informacje nt. terminów obsługi oraz sposobie składania odwołań.

Dzięki systemowi zarządzania opiniami klientów, w drugim kwartale 2014 roku liczba osób niezadowolonych z jakości obsługi przez Ergo Hestię ponownie spadła. Na 1000 wystawionych polis, skarżyło się 8 ubezpieczonych, wskaźnik skarg dla Ergo Hestii wyniósł tylko 0,81%.

Ergo Hestia jako pierwszy i na razie jedyny ubezpieczyciel w Polsce, upublicznia wewnętrzne dane o skargach swoich klientów. Zmiany, które wprowadziła dzięki uwagom i opiniom, od dwóch lat podsumowuje w kwartalnym raporcie. Firma przedstawia w nim konkretne wskaźniki, które pomagają sprawdzić, ilu klientów skarży się na obsługę.

Wskaźnik Skarg (stosunek skarg wyjaśnionych do liczby zawartych polis) zmalał od marca tego roku z 0,87% do 0,81% na koniec czerwca 2014 r.

Wskaźnik odwołań również zmniejszył się z poziomu 4,7% do 4%. To znaczy, że dzięki usprawnieniom, na 1000 decyzji likwidatorów Ergo Hestii zaledwie 40 było kwestionowanych przez klientów. Udział odwołań zasadnych utrzymał się na tym samym poziomie, co w pierwszym kwartale i wyniósł 3 proc. To oznacza, że podobnie jak w pierwszych trzech miesiącach tego roku 97% odwołań klientów było bezzasadnych.

***

Raporty Skarg i Odwołań to cykliczna publikacja Grupy Ergo Hestia. Ich celem jest pokazanie, w których obszarach poprawiamy się pod wpływem uwag klientów. Raporty są publikowane, co kwartał. Można się z nimi zapoznać pod adresem: http://www.ergohestia.pl/aktualnosci.html, a także w specjalnej zakładce „Raporty Skarg i Odwołań”.

 

Liczba Polaków w OFE najważniejsza dla polskiej giełdy?

Na decyzję o pozostaniu w OFE zostało bardzo niewiele czasu. Prawda jest jednak taka, że większość Polaków, prawdopodobnie ponad 90%, albo niewiele o tej kwestii wie, albo uważa, że nie jest dla nich ważna. Te osoby prawdopodobnie nie podejmą żadnej decyzji, co oznacza, że ich środki będą w całości przekazywane do ZUS-u. Jak wybór Polaków przełoży się na rynki kapitałowe, na polską giełdę?

Na wstępie warto podkreślić, że nie jest to informacja nowa. O tym, że Polacy będą musieli wybrać do końca lipca, wiemy już od kilku dobrych miesięcy. Szacunki były różne, ale już od dłuższego czasu mówi się raczej o niskim zainteresowaniu Polaków pozostaniem w OFE. Szacuje się, że uczyni to około 6-7% obecnych członków funduszy emerytalnych. Wprawdzie będą to osoby o wyższych dochodach, czyli udział w składce będzie wyższy (prawdopodobnie kilkunastoprocentowy), ale nie zmienia to faktu, że są to wciąż niskie poziomy.

Wróćmy do meritum – czy będzie to miało wpływ na giełdę? Wydaje się, że rynki przywiązują zbyt dużą uwagę do liczby Polaków, która pozostanie w OFE. W mojej ocenie dużo ważniejsza dla rynków kapitałowych i polskiej giełdy – oczywiście poza ogólną koniunkturą gospodarczą, giełdową i zyskami spółek – będzie zmiana struktury portfeli funduszy emerytalnych w średnim terminie. W 2015 roku limit inwestycji zagranicznych OFE zostanie zwiększony z 10 do 20 proc. Weźmy też pod uwagę, że obecna struktura portfeli funduszy emerytalnych jest mocno skoncentrowana na akcjach, a pamiętajmy, że OFE powinny jednak inwestować dosyć bezpiecznie. Dlatego najbardziej prawdopodobny jest proces zwiększania zaangażowania w inwestycje zagraniczne kosztem polskich (co obserwujemy już w tym roku) oraz zmniejszanie zaangażowania w akcje w ogóle. Oba te czynniki będą wpływały negatywnie na udział akcji polskich w portfelach OFE, choć oczywiście cały proces rozłoży się w czasie.

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji w Union Investment TFI

Nowe dotacje na ochronę środowiska, rolnictwo i leśnictwo

Po raz pierwszy rusza program dotacji przeznaczonych na badania i rozwój w obszarze ochrony środowiska naturalnego, rolnictwa i leśnictwa – BIOSTARTEG. Jego celem jest wspieranie projektów badawczo-rozwojowych i wdrożeniowych w zakresie innowacyjnych i interdyscyplinarnych rozwiązań w tych sektorach. Nabór wniosków w ramach programu – ogłoszonego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju – przewidywany jest jeszcze w tym kwartale.

Pula dotacji wynosi około 500 mln PLN do podziału na trzy konkursy. W ramach pierwszego naboru dostępne będzie 150 mln PLN czyli 30% całej alokacji. O wsparcie w ramach programu mogą ubiegać się konsorcja złożone z co najmniej trzech podmiotów, a w skład konsorcjum musi wchodzić przynajmniej jedno przedsiębiorstwo i jedna jednostka naukowa.

„BIOSTRATEG jako pierwszy ma wspierać projekty badawczo-rozwojowe w zakresie środowiska naturalnego, rolnictwa i leśnictwa czyli sektory, które dotychczas nie miały dedykowanych programów. Ponadto, BIOSTRATEG przewiduje że – oprócz fazy prowadzenia badań – dotacje dostępne są także na przygotowanie samego wdrożenia, a to oznacza że przedsiębiorcy będą lepiej przygotowani do komercjalizacji wypracowanych rozwiązań” – podkreśla Beata Tylman, dyrektor Zespołu Pomocy Publicznej w PwC. „Warto także zwrócić uwagę, że program jest zorientowany na wsparcie raczej dużych przedsięwzięć, gdyż zgodnie z regulaminem minimalna wartość dotacji wynosi minimum 10 mln PLN”.

W ramach konkursu wnioskodawcy będą mogli ubiegać się o dofinansowanie równocześnie prac badawczo-rozwojowych i przygotowujących do wdrożenia w jednym z pięciu obszarów tematycznych: (1) bezpieczeństwo żywnościowe i bezpieczeństwo żywności; (2) racjonalne gospodarowanie zasobami naturalnymi ze szczególnym uwzględnieniem gospodarki wodnej; (3) przeciwdziałanie i adaptacja do zmian klimatu, ze szczególnym uwzględnieniem rolnictwa; (4) ochrona bioróżnorodności oraz zrównoważony rozwój rolniczej przestrzeni produkcyjnej oraz (5) leśnictwo i przemysł drzewny.

Nabór projektów jest jednoetapowy, w związku z czym wnioski aplikacyjne obligatoryjnie obejmować muszą zarówno fazę badawczą, jak i etap przygotowań do wdrożenia. Od czasu otwarcia naboru wnioskodawcy będą mieli 60 dni na przygotowanie i złożenie dokumentacji aplikacyjnej. W procesie oceny merytorycznej każdy wniosek oceniany będzie przez 5 krajowych ekspertów, a w uzasadnionych przypadkach Komitet Sterujący skieruje wniosek do ekspertów zagranicznych.

„W ramach dofinansowanych projektów powinien powstać nowy produkt, technika lub technologia, najlepiej o wysokiej konkurencyjności na rynku światowym. Dodatkowo oceniany będzie m.in. potencjał naukowy projektu i doświadczenie wnioskodawców” – mówi Beata Tylman, dyrektor Zespołu Pomocy Publicznej w PwC. „W ramach obszarów badawczych w programie BIOSTRATEG wskazano bardzo szczegółowe zagadnienia, których ma dotyczyć dany projekt, przykładowo: Rozwój nowych technologii wytwarzania nawozów naturalnych i mineralnych oraz ich zero-emisyjnych metod stosowania. Zainteresowane podmioty będą więc musiały dokładnie ukierunkować zakres i cel zgłaszanych projektów, tak aby były one w pełni zgodne z założeniami programu”.

Czy Polska gospodarka zwolniła naprawdę?

Najnowsze raporty z polskiej gospodarki nie zachwyciły. Jest niemal pewne, że wzrost PKB w drugim kwartale był słabszy niż w pierwszym. Czy to oznacza początek spowolnienia polskiej gospodarki, czy to tylko chwilowa „zadyszka”?

Pierwszym sygnałem alarmowym był spadek indeksu PMI, świadczący o gwałtownym wyhamowaniu dynamiki produkcji. Pomiędzy lutym a czerwcem PMI spadł z 55,9 pkt. do 50,3 pkt., sygnalizując stagnację w polskim sektorze wytwórczym. Na oficjalne potwierdzenie tych danych nie trzeba było długo czekać: GUS podał, że w czerwcu produkcja przemysłowa była tylko o 1,7% wyższa niż rok wcześniej. Dla porównania, w poprzednich trzech kwartałach produkcja rosła w średnim tempie niemal 5%, co też nie było nadzwyczajnym wynikiem. W okresach dobrej koniunktury polski sektor przemysłowy rósł po przynajmniej 10% rdr.

Osłabienie w przemyśle jest poważnym ostrzeżeniem

– To właśnie sektor wytwórczy zwykł wyprzedzać pozostałe branże. Drugim makromankamentem drugiego kwartału była niższa dynamika sprzedaży detalicznej, czyli głównej miary konsumpcji – przekonuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Każdego miesiąca statystyki sprzedaży okazywały się niższe od oczekiwań większości ekonomistów, którzy głowili się, dlaczego konsumpcja rośnie tak wolno, skoro równocześnie rosną realne wynagrodzenia i zatrudnienie, a stopa bezrobocia spada. Tyle że wszystkie te czynniki nie mają odpowiedniej siły ilościowej. Od końca stycznia liczba etatów w przedsiębiorstwach zatrudniających ponad 9 osób zwiększyła się tylko o 20 tysięcy, czyli o 0,36%.

Jak zauważył główny ekonomista Bankier.pl Łukasz Piechowiak również spadek stopy bezrobocia (z 13,9% w lutym do 12% w czerwcu, czyli o ponad 200 tys. osób) nie jest oznaką siły rynku pracy, ponieważ mniej niż połowa wyrejestrowanych znalazła zatrudnienie. Aż „co piąty wyrejestrowany w związku z otrzymaniem oferty pracy lub stażu to osoba, której wynagrodzenie jest finansowane z publicznych pieniędzy” – zauważył Piechowiak. Nie ma co się dziwić, że tacy ludzie nie popadli w zakupowe szaleństwo.

Ekonomiści prognozują poprawę

Większość rynkowych ekonomistów jest przekonana, że słabość polskiej gospodarki jest chwilowa i że następne kwartały powinny przynieść poprawę. W czerwcowym podsumowaniu prognoz ekspertów sporządzonym przez NBP mediana oczekiwanego wzrostu PKB w tym roku wynosi 3,3%, 3,7% rok później i 3,6% w roku 2016.

– Mniej niż 30% ekonomistów spodziewa się w tym roku wzrostu gospodarczego niższego niż 3%. Dla roku 2015 odsetek ten nie przekracza 20%. Takie wyniki oznaczają, że zdecydowana większość prognostów spodziewa się przynajmniej utrzymania tempa wzrostu PKB porównywalnego z pierwszym kwartałem (3,4% rdr) – dodaje Krzysztof Kolany.

Więcej an ten temat w artykule: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Co-dalej-z-polska-gospodarka-3171683.html

Analizy Bankier.pl

mBank: ostatnia chwila, by dołączyć do subskrypcji Strategicznej Trzydziestki

Już 29. lipca br. kończy się subskrypcja pierwszego certyfikatu strukturyzowanego mBanku Strategiczna Trzydziestka. Produkt oparty o WIG30, bazuje na strategii TWIN WIN, która pozwala osiągać zyski zarówno podczas wzrostów, jak i umiarkowanych spadków indeksu. Certyfikat sprawdzi się jako dywersyfikacja portfela akcyjnego lub portfela funduszy inwestycyjnych, dając zabezpieczenie w okresie korekty.

Jeszcze przez dwa dni inwestorzy mogą nabywać certyfikaty Strategicznej Trzydziestki w mBanku. Produkt emitowany przez Raiffeisen Centrobank AG jest dostępny dla klientów korzystających z usługi eMakler. Certyfikaty będą notowane na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, co zapewni im płynność i pozwoli naich sprzedaż w dowolnym momencie.

Nowy certyfikat strukturyzowany mBanku, skonstruowany w modelu TWIN WIN, oparty jest o WIG30. Dzięki konstrukcji produktu inwestor może czerpać zysk (do 500 proc.) ze wzrostu indeksu WIG30 (zysk z inwestycji będzie taki sam jak wzrost indeksu), a także korzystać na jego spadkach – o ile w trakcie trwania produktu certyfikaty nie przekroczą ani razu bariery 70 proc. początkowej wartości indeksu. W takiej sytuacji strata na indeksie będzie oznaczać zysk klienta.

– Strategiczna Trzydziestka jest doskonałym rozwiązaniem dla inwestorów, którzy poszukują inwestycji pozwalających osiągać wysokie zyski przy ograniczonym ryzyku – mówi Marcin Konkel, menedżer Wydziału Produktów Inwestycyjnych w mBanku. Dzięki mechanizmowi TWIN WIN, certyfikat sprawdzi się jako dywersyfikacja portfela akcyjnego lub portfela funduszy inwestycyjnych, dając zabezpieczenie w okresie korekty i gwarantując w dniu wykupu zysk co najmniej na poziomie WIG-u 30. Co prawda okres inwestycji to 3 lata, ale inwestorzy będą mogli wyjść z niej w dowolnym momencie dzięki możliwości sprzedaży certyfikatów na giełdzie – dodaje ekspert.

Ponieważ certyfikat oferuje warunkową ochronę kapitału, przeznaczony jest dla klientów świadomych ryzyka inwestycyjnego.

Powyższa informacja nie stanowi oferty w rozumieniu przepisu art. 66 Kodeksu cywilnego. Pełna oferta mBanku wraz z regulaminami będącymi jej integralną częścią jest dostępna na stronie www.mbank.pl

Laur Konsumenta dla ubezpieczenia Twój DOM Plus

  • Ubezpieczenie domów i mieszkań Twój DOM Plus „Odkryciem Roku 2014”
  • Produkt UNIQA rynkowym unikatem

UNIQA otrzymała nagrodę „Laur Konsumenta – Odkrycie Roku 2014” za ubezpieczenie domów i mieszkań Twój DOM Plus. Produkt został uznany za innowacyjny, elastyczny i i wyróżniający się dynamicznym wzrostem popularności.

Nowe ubezpieczenie Twój DOM Plus, które w ofercie UNIQA dostępne jest od lutego tego roku, zapewnia ochronę domu lub mieszkania…plus dużo więcej!

Doskonale wiemy, że nasi klienci oczekują od nas elastycznych ubezpieczeń. Chcą sami decydować o zakresie polisy i wyznaczać cenę, którą są gotowi zapłacić za ochronę. My im to umożliwiliśmy. Nagroda potwierdza tylko, że nasz kierunek myślenia jest słuszny – mówi Andrzej Jarczyk, prezes zarządu UNIQA.

Twój DOM Plus to trzy gotowe warianty do wyboru klienta. Poza tym może on skomponować własny pakiet ubezpieczeniowy w zależności od potrzeb i zasobności portfela. Ubezpieczenie oparte jest na formule „all risk”, czyli ochronie od wszystkich możliwych ryzyk.

To kolejne odznaczenie, które zostało przyznane UNIQA w ostatnim czasie. W maju certyfikat „Dobra Polisa” został nam przyznany za ubezpieczenie mienia za składką płatną miesięcznie, które dedykowane jest spółdzielniom i wspólnotom mieszkaniowym oraz ich lokatorom. Mamy powód do zadowolenia – podkreśla Andrzej Jarczyk.

W czerwcu dynamika sprzedaży ubezpieczenia wyniosła 119,4 – proc.

Laur Konsumenta to ogólnopolski projekt konsumencki, którego efektem jest wyłanianie każdego roku najpopularniejszych produktów i marek w swoich kategoriach. Kategoria „Odkrycie Roku” stworzona została z myślą o produktach i usługach nowych, innowacyjnych i funkcjonujących na rynku od stosunkowo niedługiego czasu, ale już zdobywających klientów. Dotyczy ona również produktów i usług, które objęła ciekawa i skuteczna kampania reklamowa; przeszły lifting marketingowy (nowe opakowanie, etc.), bądź zostały po raz pierwszy wskazane przez konsumentów w ogólnopolskim projekcie Laur Konsumenta. Wyróżnienie otrzymują tylko nieliczne firmy czy producenci.

Jaki jest TwÓj DOM Plus?

  1. Innowacyjny

Oprócz podstawowego zakresu ochrony, czyli ubezpieczenia na wypadek zdarzeń losowych, OC, kradzieży z włamaniem, NNW, usług assistance i ochrony prawnej, w ramach pakietu Twój Dom Plus można ubezpieczyć m.in. dom letniskowy, mienie w budowie, sprzęt elektroniczny, podróż, szyby i przedmioty szklane lu nagrobek.

Zakres ubezpieczenia Twój DOM Plus jest niespotykany na rynku. Obejmuje np.: kradzież z konta bankowego, rażące niedbalstwo w ubezpieczeniu mienia, ubezpieczenie przedłużonej gwarancji, szkody w środowisku naturalnym (OC), koszty wynajęcia pośrednika nieruchomości, koszty powrotu z przerwanego wyjazdu zagranicznego, ochronę mienia poza miejscem ubezpieczenia lub w nowym miejscu zamieszkania, ochronę dla przedmiotów służących działalności gospodarczej w ramach ubezpieczenia ruchomości domowych, a także bezpieczenie dzieł sztuki bez wyceny i w wartości rynkowej.

Najbardziej przezorni, mogą rozszerzać swój pakiet o dodatkowe ryzyka, związane ze zdarzeniami losowymi, takie jak np. pękanie mrozowe zewnętrznych instalacji budynku lublokalu mieszkalnego. Ubezpieczenie może również obejmować pozostawienie włączonych do sieci elektrycznej: żelazka, prostownicy do włosów, urządzenia grzewczego typu farelka, niewygaszonego kominka, czajnika, pozostawieniu garnka na tzw. ”wolnym ogniu” lub na rozgrzanym palniku czy płycie indukcyjnej.

  1. Elastyczny

Twój DOM Plus dostępny jest w 4 wariantach: MINI, MAXI, MEGA, TWÓJ (wg własnej kompozycji), dostosowanych do potrzeb klienta, który płaci wyłacznie za to, czego potrzebuje. Sam wybiera zakres zdarzeń losowych, którymi jest zainteresowany. Udogodnieniami są

możliwość zniesienia zasady konsumpcji sumy ubezpieczenia, ubezpieczenie lokali mieszkalnych w wartości rynkowej, co więcej nawet tych starszych – do 50 lat. Powyżej tej granicy budynki mieszkalne również mogą być ubezpieczone od wartości nowej, pod warunkiem że przejdą generalny remont. W rozszerzonym wariancie MEGA – polisa chroni od wszystkich ryzyk ujętych w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU).

  1. Szybki w zakupie

Zakup ubezpieczenia trwa krótko. Elektroniczny system kalkuluje składkę ubezpieczenia we wszystkich wariantach w kilka minut, dzięki czemu klient nie traci cennego czasu. Obowiązyują tu ścieżki ekspresowe – zasada 6 pytań dla domu oraz zasada 5 pytań – dla mieszkania.

  1. Przjazny dla klienta

Twój DOM Plus to ubezpieczenie dla wsztystkich. Również dla osób przedsiębiorczych, ponieważ stawarza możliwości do prowadzenia działalności gospodarczej w miejscu zamieszkania – bez zwyżki składki i braku konieczności deklarowania odrębnej sumy dla przedmiotów wykorzystywanych w działalności gospodarczej.

Specjalnie dla lojalnych klientów UNIQA przygotowane zostały zniżki. Objęte nimi zostają osoby kontynuujące ubezpieczenie lub ubezpieczające kolejną nieruchomość. Na tych, którzy wykupią trzyletnie umowy, czekają wysokie rabaty. Z kolei nowi klienci, wstępujący do grona uczestników programu lojalnościowego UNIQA BonusClub mogą również liczyć na preferncyjne warunki, m.in. honorowane są ich zniżki za bezszkodowość w innym towarzystwie ubezpieczeniowym.