Rynek pracy cudzoziemców – oczami pracodawców i pracowników

90 procent pracodawców uważa braki kadrowe na polskim rynku pracy za istotny problem, wpływający na decyzję o zatrudnieniu pracowników z zagranicy. W raporcie agencji EastWestLink „Rynek pracy cudzoziemców 2011” przedstawione zostały wyniki badania rynku pracy, przeprowadzonego przez analityków EWL na grupie polskich pracodawców zatrudniających obcokrajowców, jak i na zatrudnionych w Polsce cudzoziemcach.

Na przestrzeni ostatnich 3 lat zaobserwować można prawie dwukrotny wzrost liczby cudzoziemców zatrudnianych na terytorium RP. Badania przeprowadzone przez EastWestLink przygotowane zostały z myślą o miarodajnym odzwierciedleniu sytuacji na rynku pracy obcokrajowców w odniesieniu do głównych czynników świadczących o rosnącym zapotrzebowaniu na pracę. W oparciu o wyniki badań przedstawiono rozwiązania dla najważniejszych zagadnień, dotyczących relacji między polskimi pracodawcami, a zatrudnianymi przez nich cudzoziemcami. Bazując na wynikach badań, do kluczowych problemów, na które zwracają uwagę pracodawcy należą braki kadrowe na rynku pracy, a także niedostateczne kwalifikacje rekrutowanych pracowników.

W roku 2011 pogłębieniu uległ deficyt kadrowy, wynikający z lepszej niż to miało miejsce w latach 2009/2010 koniunktury gospodarczej, jak również z otwarcia nowego, chłonnego rynku pracy w Niemczech. Brak satysfakcjonujących ofert dla pracowników nie wpłynął pozytywnie na zainteresowanie ze strony polskich kandydatów, niechętnie podejmujących gorzej płatne i mniej atrakcyjne posady. Pracownicy z zagranicy, zwłaszcza z krajów Europy Wschodniej, stali się alternatywą, z której korzystać zaczyna coraz więcej pracodawców. Łatwiejsza procedura zatrudnienia, oparta o wnioski o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę, umożliwia dużo szybszą legalizację pracy, niż w przypadku tradycyjnych zezwoleń. W branżach charakteryzujących się wysoką sezonowością, takich jak rolnictwo i budownictwo, pozwala to pracodawcom na łatwiejsze dostosowanie się do koniunktury, bez obawy o braki kadrowe na lokalnych rynkach pracy.

Biorąc pod uwagę dane prezentowane przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, w roku bieżącym liczba cudzoziemców zatrudnionych na terytorium RP może wzrosnąć o nawet 50% w stosunku do liczby z roku 2010. W pierwszej połowie 2011 Powiatowe Urzędy Pracy zarejestrowały 163 984 wnioski o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca – w porównaniu do 119 tysięcy wniosków zarejestrowanych w pierwszej połowie 2010 roku to wzrost o około 40%. Zmiany w polskim prawie, wymuszone wprowadzeniem założeń dyrektywy sankcyjnej Unii Europejskiej, kładą z kolei większy nacisk na legalne zatrudnienie cudzoziemców w polskich firmach i powinny przyczynić się do zwiększonej liczby wniosków w ostatnich miesiącach roku.

W przeprowadzonych badaniach, na pytanie “Co było głównym powodem zatrudnienia cudzoziemca?” aż 90% pracodawców uznało braki kadrowe na rynku pracy za istotne, lub bardzo istotne. Ponad połowa (57%) uznała również oszczędności związane z zatrudnieniem obcokrajowców za czynnik istotny. Dużo mniejszą rolę w kształtowaniu popytu na pracę kadr z zagranicy mają, według pracodawców takie czynniki jak łatwiejsza procedura zatrudnienia, czy wysokie kwalifikacje pracownika. Pracodawcy zapytani o argumenty przemawiające za zatrudnianiem cudzoziemców zwracali przede wszystkim uwagę na niższy koszt pracy (aż 81% ankietowanych), a także na wysoką motywację pracowników (45%).
Pracodawcy zostali również poproszeni o podanie głównych, ich zdaniem, przeszkód występujących w procesie zatrudniania cudzoziemców. Zdecydowana większość wymieniła jako główny powód utrudnień problemy w komunikacji z nowymi pracownikami, wynikające z istniejącej bariery językowej (77% badanych). Ponadto, aż połowa badanych wymieniła brak kwalifikacji u nowych pracobiorców jako czynnik problematyczny.

Pomimo pewnego niezadowolenia pracodawców z wymiaru komplikacji prawnych i licznych formalności związanych z zatrudnieniem obcokrajowców (36% respondentów), Polska jest jednym z najbardziej liberalnych państw Unii Europejskich w kwestii polityki migracyjnej – kierunek jaki polskie państwo obiera (prezentowany w takich dokumentach, jak opublikowany w tym roku raport MSWiA „Polityka migracyjna Polski”), zakłada dalsze otwieranie się Polski na środowiska cudzoziemców, przy jednoczesnym dążeniu do ograniczenia zjawiska szarej strefy. Kluczowe dla powodzenia tych działań jest dalsze doprecyzowanie poszczególnych aspektów migracji, w szczególności kwestii legalizacji pracy i priorytetów w stosunku do branż, w których występuje największe zapotrzebowanie na pracę. Pewne aspekty polityki wizowej, zwłaszcza w przypadku wydawania wiz dla pracowników z krajów azjatyckich, również wymagają dopracowania.

Dla pracowników najistotniejszym powodem podjęcia pracy na terytorium RP są czynniki zarobkowe – aż 66% pracowników wymieniło je w kwestionariuszach. Kolejnym istotnym powodem wymienianym przez nich są sprawy prywatne, lub rodzinne, podobnie jak brak perspektyw w miejscu zamieszkania i idące za tym problemy ze znalezieniem pracy. Na Ukrainie stopa bezrobocia wynosi wg danych MOP (Międzynarodowej Organizacji Pracy) wynosi około 9%, jej faktyczny poziom jest prawdopodobnie jeszcze wyższy, wpływając tym samym na nastroje obywateli Ukrainy.

Wyniki badań wskazują na poprawę wizerunku imigrantów ze Wschodu pracujących w Polsce, którzy coraz rzadziej są postrzegani jako niebezpieczna konkurencja dla polskich pracowników. Znacznie więcej pojawia się opinii o cudzoziemcach, jako o alternatywie stanowiącej uzupełnienie braków kadrowych na polskim rynku pracy. Pracodawcy oceniają również wykonywaną przez obcokrajowców pracę na równi z wykonywaną przez polskich pracowników.

– „To bardzo pozytywny zwrot w ocenie cudzoziemców ze strony polskich pracodawców i jednocześnie znak, że polski rynek pracy dla pracowników z zagranicy nie osiągnął jeszcze nasycenia.” – mówi Andrzej Korkus, prezes EastWestLink. – „Z drugiej strony, nadal bardzo wiele zależy od polityki migracyjnej polskiego rządu, a także od ogólnej koniunktury gospodarczej. W zależności od tego, jak wiele z planowanych działań mających na celu ocieplenie klimatu dla polityki migracyjnej przyniesie skutek, możemy spodziewać się dalszego wzrostu napływu pracowników do Polski.”

Źródło: MPiPS, East West Link
Pełny raport można przeczytać na stronie ewl.com.pl (http://www.ewl.com.pl/pl/o-firmie/raporty/233-rynek-pracy-cudzoziemcow-2011-raport-ewl.html)

Futuris S.A. – prezes kupuje akcje spółki

Andrzej Woźniakowski, prezes zarządu notowanej na NewConnect spółki inwestycyjnej Futuris S.A. nabył 13.046.571 akcji swojej firmy stanowiących 7,12% w kapitale zakładowym oraz 6,94% w ogólnej liczbie głosów. Transakcja została zawarta w dniu 19 października po średniej cenie 0,09 zł za walor.

Zakup akcji nastąpił na podstawie umów cywilno-prawnych, poza rynkiem alternatywnym NewConnect. W wyniku wtorkowych transakcji, Andrzej Woźniakowski kontroluje pakiet stanowiący 11,66% w kapitale zakładowym i w ogólnej liczbie głosów na Walnym Zgromadzeniu Futuris S.A. Bezpośrednio oraz przez podmiot przez siebie kontrolowany – Willamette Enterprises Limited – posiada łącznie 21.371.571 akcji zwykłych na okaziciela.

– Futuris S.A. to spółka o dobrych perspektywach i ciekawym portfelu inwestycyjnym, a jej wycena z ostatnich tygodni jest nieadekwatnie niska w stosunku do jej wartości fundamentalnej i możliwości. Jestem pewien, że to najlepszy moment by zwiększyć zaangażowanie kapitałowe w spółce – powiedział Andrzej Woźniakowski, prezes zarządu Futuris S.A.

Agroma S.A. – rekordowe przychody spółki

Agroma S.A., notowana na New Connect, największa polska firma handlowo-produkcyjna, działająca na rynku urządzeń do pielęgnacji ogrodów, podała w raporcie miesięcznym wyniki za wrzesień 2011. Przychody Spółki ze sprzedaży wyniosły ponad 5 mln 830 tys. złotych i były wyższe o 602 procent w porównaniu z wrześniem 2010 (wtedy przychody wyniosły ponad 830 tys zł.). Marża brutto wyniosła 1 mln 384 tys. złotych, co oznacza wzrost o ponad 370 proc. w porównaniu do września 2010 (290 tys. zł).

„To szósty miesiąc z rzędu, który spółka zamyka znaczącym wzrostem przychodów i marży brutto, sięgającym kilkudziesięciu procent licząc rok do roku. We wrześniu pobiliśmy kolejny rekord – przychody były aż sześć razy wyższe niż rok temu. To efekt konsekwentnego realizowania naszej strategii biznesowej” – powiedział Piotr Staszewski, prezes zarządu Agroma S.A.
Realizując strategię Agroma m.in. rozbudowuje portfolio produktów, rozszerza współpracę z największymi sieciami handlowymi w Polsce, weszła także w perspektywiczny sektor OPP – produktów przeznaczonych dla bardzo szerokiej grupy mniej zaawansowanych użytkowników.

„Agroma dynamicznie rozwija oferty produktowe, zarówno dla klientów profesjonalnych, jak i gamę urządzeń do użytku codziennego. Śledzimy trendy rynkowe i dbamy, by nasza oferta odpowiadała potrzebom naszych klientów. Pomimo niepewnej sytuacji gospodarczej, rynek maszyn i urządzeń ogrodowych jest w okresie dynamicznego rozwoju. Dopiero uczymy naszych klientów stosowania rozwiązań, które na Zachodzie, np. w Niemczech czy Francji znane są od lat. W Polsce zaledwie od kilku lat właściciele terenów zielonych stosują np. rozdrabniacze i odśnieżarki” – wyjaśnia Piotr Staszewski.

We wrześniu Agroma rozpoczęła także realizowanie zamówień sprzętu na sezon jesienny. Dużą popularnością cieszą się oferowane przez Agromę rozdrabniarki do gałęzi, odkurzacze do liści, piły i pilarki oraz myjki ciśnieniowe. Do odbiorców dotarły także pierwsze odśnieżarki.

Ile kosztowały nas reklamy wyborcze?

Tegoroczne wydatki reklamowe wygenerowane podczas wyborów nie będą miały znaczącego wpływu na całkowity wzrost wartości tego rynku w 2011 roku. W opinii Equinox Polska tempo wzrostu rynku reklamowego w 2011 będzie stabilne i powinno wynieść ok. 4-5 proc. a jego wartość na koniec roku szacowana jest na poziomie 7 mld PLN.

Każda partia obrała inną strategię działania i alokowania środków w konkretne nośniki reklamy. W tegorocznej kampanii komitety wyborcze zainwestowały w większość dostępnych kanałów marketingowych. Ponad 14 mln PLN zainwestowano w telewizję, co stanowiło około 17 proc. całkowitych wydatków reklamowych podczas kampanii.

Ile to nas kosztowało?

Ze wstępnych szacunków Instytutu Badawczego AGB Nielsen Research wynika że tegoroczna kampania telewizyjna, cennikowo kosztowała partie ponad 14 mln PLN, co jest wynikiem o ponad 41 procent niższym niż 4 lata temu. 4 lata temu wydatki telewizyjne PO, PiS, PSL i SLD wyniosły ponad 23,8 mln zł.

Ciekawa jest struktura tych wydatków: PO zwiększyło wydatki tylko o 4 proc zamykając inwestycję na poziomie 6,6 mln zł. O ponad 50% mniej wydało na kampanię PiS (tylko 3,7 m zł). Przyczyną takiego spadku inwestycji był PSL, który zredukował swoje wydatki na telewizję aż o 97 proc z 5,1 mln zł do 162 000 zł i SLD, którego wydatki spadły z 4,6 mln zł na 3,5 mln zł. Najefektywniejszą kampanię prowadził Ruch Palikota, który alokowł w telewizji tylko 165 000 zł. W 2007 roku spoty telewizyjne lokowane były przede wszystkim w 4 głównych stacjach telewizyjnych. W tym roku trend się zmienił i 11 proc całościowego budżetu telewizyjnego trafiło do stacji tematycznych m.in. takich jak: TVN24, Polsat News, TVP Info.

Telewizja to – wg analityków Equinox Polska – główne medium partii politycznych służące dotarciu do wyborców. W 2007 roku alokowano w nim prawie 44 proc budżetów reklamowych. Kolejnym medium jest outdoor koncentrujące 33 proc wydatków oraz dzienniki – ponad 12 proc Radio i magazyny skupiają odpowiednio 8 i 2 procent inwestycji.

Ekstrapolując proporcje wydatków z roku 2007 na 2011 i zakładając inflacyjny wzrost kosztów mediów, można oceniać, że koszty tegorocznej kampanii zamknęły się kwotą 37,3 mln zł. Niebadane są wydatki w Internecie. Można zakładać, ze znacząca część wydatków przeznaczonych w 2007 roku na kampanie telewizyjne została przekierowana do tego medium.

Biorąc pod uwagę kilka motywów kampanii reklamowych można ocenić, że waga telewizji w tym roku była niedoreprezentowana, szczególnie w kampanii PiS (spadek z ponad 65,6 mln kontaktów w 2007 roku do 42,9 mln w tym roku).

Najefektywniejsza kampanię przeprowadziła partia RP, gdzie koszt dotarcia do 1000 wyborców wyniósł niewiele ponad 114 zł, na drugim miejscu PSL – 135 zł, trzecia pozycja należy do PiS – 976 zł, PO znalazła się na 4 lokacie z kosztem – 1177 zł, ostatnie miejsce należy do SLD z kosztem 2 991 zł.

Trend ten potwierdzają inne źródła. Polska Agencja Prasowa na początku października br. poinformowała, że całkowita wartość wydatków reklamowych wszystkich partii wyniosła nieco ponad 80 mln PLN w porównaniu do 112 mln PLN w 2007. Oznacza to, że partie polityczne w sumie wydały ok. 30 proc. mniej na prowadzenie kampanii wyborczych niż przed 4 laty. Przy założeniu 49 proc. frekwencji wyborczej, partie polityczne wydały średnio 4,5 zł na pozyskanie każdego wyborcy – szacują analitycy Equinox Polska.

Niemieckie landy szpiegują obywateli

W minioną sobotę niemiecki klub hakerów poinformował o wykryciu konia trojańskiego R2D2, wykorzystywanego do „uprawnionego przejmowania” danych osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa. Wkrótce po tym pięć niemieckich krajów związkowych przyznało się do stosowania oprogramowania szpiegującego własnych obywateli

Hakerzy zrzeszeni w niemieckim Chaos Computer Club (CCC) w minioną sobotę zamieścili na swojej stronie wiadomość, która zelektryzowała nie tylko niemiecką opinię publiczną, ale i całą branżę antywirusową. Badacze-amatorzy wykryli konia trojańskiego R2D2, który według nich był wykorzystywany do pozyskiwania informacji pochodzących z komputerów niemieckich obywateli. – Nie mamy powodu, by nie wierzyć CCC – stwierdził na firmowym blogu Mikko Hypponen, szef działu badań F-Secure, firmy specjalizującej się w zabezpieczeniach systemów IT. Wkrótce potem badania laboratorium F-Secure ostatecznie potwierdziły podejrzenia o rządowym pochodzeniu trojana.

Co potrafi R2D2? Według członków CCC trojan, noszący imię sympatycznego robocika z Gwiezdnych Wojen, może nie tylko przeniknąć do komputera i – używając wbudowanego keyloggera, czyli programu śledzącego „aktywność” klawiatury – wykradać hasła z Firefoxa, Skype, MSN Messengera, ICQ oraz innych aplikacji, ale także tworzyć zrzuty z ekranu i nagrywać dźwięk, w tym rozmowy prowadzone przez Skype’a. Może także uruchomić kamerę lub mikrofon połączony z komputerem, by śledzić aktywność użytkownika. Co więcej, oprogramowanie automatycznie się aktualizuje, łącząc się z serwerami zlokalizowanymi w pobliżu Duesseldorfu.

To jednak nie koniec rewelacji. Z opublikowanej przez Chaos Computer Club dokumentacji wynika, że trojan R2D2 jest programem, w którym roi się od błędów, a zastosowane w nim rozwiązania dotyczące szyfrowania danych są bardzo niedoskonałe. W praktyce oznacza to, że R2D2 może być bez większego trudu wykorzystany przez osoby postronne, nie zaś jedynie instytucje rządowe. Jak twierdzi Constanze Kurz z Chaos Computer Club, z trojana R2D2 użytek może zrobić praktycznie każdy dowolny użytkownik Internetu. – Nie mamy wątpliwości, że to władze stworzyły tego trojana. Inaczej byśmy tego nie upublicznili – zapewniła Kurz w wywiadzie dla państwowej stacji radiowej NDR

Opinię tę podziela Mikko Hypponen, szef działu badań F-Secure i jeden z najbardziej cenionych na świecie ekspertów w dziedzinie bezpieczeństwa IT. – Nie mamy żadnego powodu, by wątpić w odkrycie CCC. Wyniki badań Chaos Computer Club od lat potwierdzają swoją wiarygodność – stwierdza. Po oświadczeniu CCC, firma F-Secure zdecydowała się dodać zabezpieczenia przed R2D2 do portfolio swoich produktów.

Podsłuch za dwa miliony euro

Wkrótce po tym laboratorium F-Secure potwierdziło doniesienia CCC o stworzeniu trojana przez niemieckie władze, odnajdując plik instalacyjny trojana w portalu VirusTotal. To portal, w którym internauci umieszczają próbki potencjalnie niebezpiecznych programów w celu ich weryfikacji przez fachowców z branży antywirusowej. Kolejnym ważnym tropem w poszukiwaniach rodowodu złośliwego programu okazała się wiadomość o tym, że jeden z komputerów zarażonych trojanem R2D2 został zainfekowany podczas kontroli celno-imigracyjnej na monachijskim lotnisku. Aplikacja okazała się… komercyjnym rozwiązaniem, zakupionym przez niemieckie Biuro Śledcze Służby Celnej z siedzibą w Kolonii. Według dokumentów udostępnionych na portalu WikiLeaks, rządowa agencja kupiła program od firmy DigiTask z heskiego miasta Haiger za… ponad dwa miliony euro.

Czy użytkownicy programów antywirusowych są bezpieczni? Według Seana Sullivana, głównego doradcy ds. bezpieczeństwa F-Secure, około połowa dostępnych na rynku produktów chroni swoich użytkowników przed trojanem R2D2. – Część produktów antywirusowych, takich jak nasz F-Secure Internet Security, zawiera dodatkowe zabezpieczenia, które neutralizują nawet nieznane wcześniej groźne programy. Instalator R2D2 zostałby zablokowany przez „chmurę” serwerów F-Secure, nawet gdyby uprzednio nie został dodany do naszej bazy znanych zagrożeń – wyjaśnia Sullivan.

O czym świadczy pojawienie się próbki instalatora trojana R2D2 na dostępnym dla wszystkich portalu VirusTotal? – Być może dla jego twórców był to jedyny dostępny sposób, aby zweryfikować jego skuteczność? A może ten fakt po prostu demaskuje ignorancję niemieckiego rządu i wynajętej przezeń firmy w odniesieniu do aktywności branży antywirusowej oraz tego, jak sprawnie użytkownicy Internetu potrafią współpracować z niezależnymi ekspertami, aby się chronić? – zastanawia się Sean Sullivan.

Landy biją się w piersi, minister wzywa do śledztwa

Bawaria, Badenia-Wirtembergia, Brandenburgia, Dolna Saksonia i Szlezwik-Holsztyn – tak aktualnie przedstawia się lista landów, które dotychczas potwierdziły stosowanie oprogramowania szpiegowskiego przeciw własnym mieszkańcom. Przedstawiciele poszczególnych ministerstw spraw wewnętrznych zastrzegli jednak, że trojan R2D2 wykorzystywany był w granicach prawa, tzn. wyłącznie w pojedynczych przypadkach i w celu dotarcia do sprawców ciężkich przestępstw, np. handlu narkotykami.

Ich wyjaśnienia nie przekonują jednak Sabine Leutheusser-Schnarrenberger, ministra sprawiedliwości w rządzie Angeli Merkel. – Nie możemy bagatelizować i ukrywać tej sprawy przed opinią publiczną. Każdy obywatel – zarówno w sferze prywatnej, jak i publicznej – musi być chroniony przed szpiegującymi mechanizmami stosowanymi przez władze – stwierdziła, wzywając rządy niemieckich landów do wspólnego śledztwa w tej sprawie. Jednocześnie odcięła się od oskarżeń, jakoby z wykrytego trojana korzystał federalny rząd.

Sprawa może okazać się jednak bardzo poważna. Wyrok niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego z 2008 roku dopuszcza nagrywanie rozmów prowadzonych przez Internet, ale wyłącznie po uzyskaniu nakazu sądowego. W związku z zaawansowanymi funkcjami trojana R2D2 może się okazać, że jego wykorzystywanie przez organy państwowe oznacza złamanie konstytucyjnych praw obywatelskich w Niemczech. Jak przypomina radio Deutsche Welle, „w kraju naznaczonym przez totalitarne reżimy – nazizm i komunizm – jest to bardzo poważne oskarżenie”.

Niemcy w jednym szeregu z dyktaturami

Trojan R2D2 nie jest pierwszym odkrytym komercyjnym programem do śledzenia obywateli przez władze. W marcu bieżącego roku, podczas rewolucji w Egipcie, w centrali sił bezpieczeństwa reżimu Hosniego Mubaraka protestujący odkryli dokumenty świadczące o chęci zakupu przez obalone władze programu FinFisher, działającego na podobnej zasadzie do R2D2 i także wyprodukowanego przez niemiecką firmę.

W 2001 roku kontrowersje natury etycznej wywołał trojan „Magic Lantern”, rzekomo wyprodukowany przez FBI lub Narodową Agencję Bezpieczeństwa USA w celu wykrywania działalności terrorystycznej. Niektórzy amerykańscy producenci programów antywirusowych zadeklarowali, że celowo zostawią dla niego otwartą furtkę. Kierownictwo F-Secure wydało wówczas oświadczenie, w którym zapewnialo, że firma będzie zabezpieczać swoich użytkowników przed jakimkolwiek szkodliwym oprogramowaniem niezależnie od źródła jego pochodzenia.

O stosowanie systemu inwigilacji własnych obywateli są także podejrzane władze Iranu. Według niepotwierdzonych informacji, irański rząd kupił infrastrukturę i oprogramowanie od fińsko-niemieckiego koncernu NokiaSiemens.

Awans Warszawy w rankingu miast biznesowych Europy

Stolica Polski awansowała o trzy miejsca w klasyfikacji miast europejskich najlepszych dla biznesu. Ranking, który powstał na podstawie wywiadów z kadrą menedżerską odpowiedzialną za ekspansję 501 największych firm europejskich, przygotowała międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield.

Warszawa zajmuje 21 miejsce w zestawieniu najbardziej atrakcyjnych miast dla biznesu w Europie. Wyprzedziliśmy między innymi Wiedeń i Pragę. Analiza 36 miast obejmuje takie kategorie jak m.in. jakość życia, dostęp do rynków, dostępność wykwalifikowanych pracowników, jakość usług telekomunikacyjnych oraz połączenia transportowe. Warszawa awansowała aż w ośmiu kategoriach z dwunastu.

Warszawa poprawiła swój wynik m.in. w kategoriach: łatwy dostęp do rynków i klientów (19 miejsce) i dostępność do wykwalifikowanych pracowników (14 miejsce). Warszawa zajęła też pierwsze miejsce pod względem kosztu powierzchni biurowej w stosunku do jej standardu. Wysoko, bo aż na 5 miejscu, oceniono klimat dla biznesu tworzony przez rząd. Najniższe pozycje miasto zajęło w kategoriach: jakość życia dla pracowników (32 miejsce) i czystość środowiska (34 miejsce).

Najlepszym miastem do prowadzenia działalności biznesowej w Europie jest Londyn, drugie miejsce w rankingu zajął Paryż, a trzecie Frankfurt (niezmiennie od 1990 r.). W pierwszej piątce znalazł się Amsterdam i Berlin, wykorzystując spadek Barcelony i Brukseli. Swoją pozycję aż o osiem miejsc poprawił Bukareszt (obecnie na 27 miejscu). Największy spadek (o siedem miejsc) zanotował Rzym, który zajął w tym roku 35 pozycję. Ostatnie, 36 miejsce, w głównym rankingu zajęły Ateny.

Hanna Gronkiewicz-Waltz, Prezydent m.st. Warszawy, powiedziała: „Od wielu lat stawiamy na rozwój Warszawy jako metropolii przyjaznej biznesowi. Inwestujemy w transport publiczny, drogownictwo, infrastrukturę teleinformatyczną. Usprawniamy pracę urzędów, tak aby były bardziej przyjazne inwestorom. Cieszę się, że nasze działania są doceniane przez firmy i instytucje międzynarodowe”.

Marek Noetzel, Partner w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „Niewątpliwym sukcesem jest pierwsze miejsce Warszawy pod względem kosztu powierzchni biurowej w stosunku do jej standardu, gdyż jest to jeden z czynników, na który zagraniczne firmy zwracają szczególną uwagę. Także w kategorii: ekspansja firm w ciągu najbliższych 5 lat, stolica znalazła się wysoko – na trzecim miejscu”.

Ranking „European Cities Monitor” powstaje na podstawie wywiadów z kadrą menedżerską i członkami zarządów odpowiedzialnych za ekspansję 501 najlepszych firm europejskich. Od 1990 r. przeprowadza je niezależna firma badawcza TNS BMRB na zlecenie Cushman & Wakefield.

Przedstawiciele światowego e-commerce spotkali się w Polsce

Po latach szybkich zmian w dziedzinie handlu internetowego, na użytkowników czekają kolejne rewolucje związane tym razem z rozwojem rynku smartfonów. W sieci sprzedaje się teraz wszystko, od luksusowych samochodów po świeże ryby, a handel tradycyjny coraz bardziej przenika się ze swoją internetową odmianą.

To tylko niektóre wnioski płynące z pierwszego dnia międzynarodowej konferencji „e-nnovation – more than experience” organizowanej w dniach 10-11 października w Poznaniu przez Grupę Allegro, w której bierze udział ok. 700 uczestników z całego świata.

W pierwszym dniu spotkania swoimi doświadczeniami dzielili się m.in. Eric Ly z biznesowego serwisu społecznościowego LinkedIn, który ma 100 mln użytkowników, Grzegorz Wójcik Dyrektor Generalny Grupy Allegro prowadzącej ok. 75 serwisów e-commerce w 20 krajach oraz Jeff Taylor, założyciel i dyrektor zarządzający Monster.com – największego na świecie serwisu rekrutacyjnego. Eric Ly i Jeff Tylor mówili o wnioskach płynących z sukcesów biznesów internetowych z Doliny Krzemowej oraz sposobach na prowadzenie własnych projektów. Grzegorz Wójcik przeanalizował trendy, którym ulega branża e-handlu na świecie.

– Zorganizowaliśmy e-nnovation, by umożliwić spotkanie przedstawicieli biznesu z krajów Europy Środkowo-Wschodniej z czołówką specjalistów ze świata, którzy zajmują się jedną z najdynamiczniej rozwijających się gałęzi gospodarki, czyli handlem w internecie – mówi Magdalena Krukowska Dyrektor Działu Komunikacji Korporacyjnej Grupy Allegro. – Ok. 700 uczestników, przedstawicieli branży z Europy Środkowo-Wschodniej, inwestorów, dyrektorów zarządzających m.in. w branży retail i właścicieli sklepów internetowych, wymienia się wiedzą i doświadczeniami, które mają ułatwić im wykorzystanie nowych kanałów sprzedaży – dodaje.

W czasie imprezy zaprezentowano również siedmiu finalistów, autorów najlepszych projektów zgłoszonych na konkurs Start with e-nnovation. Wśród nich znaleźli się przedsiębiorcy internetowi z Chorwacji, Irlandii, Litwy, Francji, Hiszpanii, Egiptu, a także Polski.

W kolejnym i ostatnim dniu konferencji wystąpi m.in. Don Dodge twórca pierwszej wyszukiwarki internetowej AltaVista, były dyrektor ds. rozwoju w Microsoft, który obecnie zarządza i doradza developerom projektującym dla Google. Drugiego dnia poznamy również zwycięzcę, autora najlepszego w Europie Środkowo – Wschodniej pomysłu na biznes internetowy, który otrzyma 10 tys. EUR.

Więcej informacji o konferencji na stronie http://e-nnovation.pl/.

Rynek mobilnych usług dodanych w Polsce

Pod względem częstotliwości wysyłania wiadomości tekstowych Polacy są jednym z liderów w Europie – 8 na 10 użytkowników telefonów komórkowych wysyła przynajmniej jednego SMS-a dziennie. Dużo rzadziej natomiast korzystamy z usług on-line w telefonie. Najczęściej wykorzystujemy je w celu wyszukania informacji, najrzadziej – dokonujemy w ten sposób zakupów. Połowa z nas wysyła e-maile z komórek co najwyżej raz w tygodniu – takie wnioski płyną z badania „Addicted to connectivity. Perspectives on the global mobile consumer 2011” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte.

Z analizy wykonanej przez Deloitte wynika, że oprócz prowadzenia typowych rozmów Polacy używają swoich telefonów komórkowych przede wszystkim do komunikacji tekstowej – 78% osób wysyła SMS-a przynajmniej raz dziennie, a kolejne 12% co najmniej kilka razy w tygodniu. SMS jest traktowany jako uniwersalny środek komunikacji bez względu na grupę wiekową użytkownika, czy posiadany model telefonu. Pod względem częstotliwości wysyłania wiadomości tekstowych nasz kraj jest jednym z europejskich liderów – zajmujemy pierwsze miejsce ex equo z Norwegią, kolejna jest Wielka Brytania (66% użytkowników wysyła co najmniej jednego SMS-a dziennie), Francja (59%), Hiszpania (48%) oraz Niemcy (45%).

Rzadziej mieszkańcy naszego kraju wykorzystują swoje aparaty do korzystania z usług on-line. 51% posiadaczy smartfonów wysyła e-maila z komórki rzadziej niż raz w tygodniu lub w ogóle nie korzysta z takich możliwości. Z badania wynika, że co tylko czwarta osoba posiadająca smartfon korzysta codziennie z poczty elektronicznej. Dla porównania w USA robi to aż 53% użytkowników. Z portali społecznościowych przynajmniej raz w tygodniu korzysta 4 na 10 posiadaczy smartfonów z Polski, podczas gdy tej formy komunikacji używa 6 na 10 Amerykanów.

„Łącząc się z internetem za pomocą komórki Polacy najczęściej korzystają z wyszukiwarki internetowej, e-maila oraz sprawdzają różnego rodzaju wiadomości, np. sportowe. Liderem pod względem liczby smartfonów i częstotliwości korzystania z usług mobilnych jest Korea. Porównanie do niej, jak i do innych krajów europejskich wskazuje na istotny potencjał wykorzystania w naszym kraju telefonów do różnych usług on-line. Na przykład aż 58% Koreańczyków wykorzystuje telefon do ściągania aplikacji, podczas gdy w Polsce z tej usługi korzysta zaledwie 28% posiadaczy telefonów. Innym przykładem jest korzystanie z wyszukiwarek w telefonach – w Polsce robi to 50% abonentów, podczas gdy w Korei – 79% . Co prawda powyższe można wyjaśnić różnicami kulturowymi, ale niemniej potencjał wzrostowy w Polsce jest bezsprzeczny” – podkreśla Dariusz Nachyła, Partner zarządzający działem Technologii, Mediów i Telekomunikacji Deloitte w Europie Środkowej.

Z badania przeprowadzonego przez Deloitte wynika także, że, pomimo niższych zarobków, Polacy są w stanie zapłacić za bardzo szybki mobilny internet (100 Mbit/s) tyle samo co obywatele innych krajów. Prawie połowa polskich respondentów za atrakcyjną uważa cenę ok. 105 zł, a maksymalnie za szybki mobilny internet jest skłonna płacić ok. 155 zł. Interesujące jest natomiast to, że co czwarty respondent – posiadacz smartfona- w naszym kraju nie korzysta w ogóle z usług internetowych. Barierą w tym przypadku nie jest prędkość połączenia, cena czy niska świadomość o istniejących usługach, lecz deklarowany przez osoby biorące udział w badaniu, brak takiej potrzeby.

Najbardziej pożądanymi przez operatorów komórkowych klientami są użytkownicy smartfonów. W Polsce, podobnie jak w innych krajach, posiadacze smartfonów generują znacznie większe przychody dla operatorów komórkowych niż użytkownicy prostych aparatów. Największe różnice w rachunkach zauważalne są w Wielkiej Brytanii i Niemczech.

„Według deklaracji uczestników badania w Polsce posiadacze smartfonów płacą o 49% wyższe rachunki niż posiadacze standardowych telefonów, podobna dysproporcja występuje również w Norwegii i Francji. Na świecie trend ten jest jeszcze wyraźniejszy – największe różnice w rachunkach występują w Wielkiej Brytanii- aż 94% i Niemczech – 86%. W interesie operatorów komórkowych jest więc poszerzenie grona osób korzystających z tych urządzeń.” – mówi Dariusz Nachyła z Deloitte.

Ceramika Paradyż ma nowego Rzecznika Prasowego

Wraz z początkiem października Iwona Filipczak, dotychczasowy Kierownik Działu Kreacji i Ekspozycji w pionie marketingu Ceramiki Paradyż, obejmuje nowe stanowisko – menadżera ds. komunikacji oraz Rzecznika Prasowego Ceramiki Paradyż.

Do obowiązków menadżera ds. komunikacji i Rzecznika Prasowego należy m.in. kształtowanie wewnętrznej polityki komunikacyjnej Spółek Grupy Paradyż – tworzenie i nadzorowanie wewnętrznych procedur komunikacyjnych, rozwój intranetu, wdrażanie rozwiązań usprawniających komunikację wewnętrzną, projektowanie i wdrażanie rozwiązań z zakresu komunikacji wewnętrznej budujących dobre relacje pomiędzy poszczególnymi pionami i komórkami organizacyjnymi w strukturze Spółek Grupy Paradyż, opracowywanie konkursów i innych działań zwiększających zaangażowanie pracowników oraz kształtowanie właściwego wizerunku Spółek Grupy Paradyż poprzez tworzenie i wdrażanie strategii Public Relations Spółek Grupy Paradyż. Ponadto koordynuje obowiązki związane z kształtowaniem właściwego wizerunku firmy poprzez przygotowywanie i realizację projektów z zakresu programu społecznej odpowiedzialności biznesu oraz projektów sponsoringowych. Dodatkowo nadzoruje kształtowanie strategii komunikacji dla marek w portfolio Grupy Paradyż, w tym współudział w planowaniu i realizacji kampanii reklamowych oraz działań z zakresu Social Media.

Iwona Filipczak z Grupą Paradyż związana jest od 9 lat. Od początku jej kariera rozwijała się w dziale marketingu. Przez ostatnie lata obejmowała stanowisko Kierownika Działu Kreacji i Ekspozycji w pionie marketingu. Do jej obowiązków należało m.in.: realizowanie strategii marketingowych, koordynacja działań wspomagających sprzedaż, projektowanie i modyfikowanie elementów wizualnych, reklam oraz ogłoszeń. Na tym stanowisku od 1 października zastąpi ją p.o. Magdalena Węgrzynowska. Filipczak wcześniej pracowała, jako Specjalista ds. Marketingu.

Jest absolwentką Uniwersytetu Łódzkiego, kierunek – Filologia Polska, specjalizacja – edytorstwo. Obecnie uczęszcza na Podyplomowe Studia Public Relations i Strategicznego Komunikowania w Firmach w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

Rusza Centrum Aktywnych – program wspierający przedsiębiorczych studentów

10 tys. zł na realizację autorskiego projektu to tylko jedna z nagród czekających na studentów, którzy wezmą udział w konkursach organizowanych podczas programu Centrum Aktywnych. Program zainicjowany przez Credit Agricole Bank Polska wystartował 3 października i dedykowany jest wszystkim studentom szukającym wsparcia finansowego dla swoich projektów.

Pokolenie studiujące w nowej rzeczywistości gospodarczej charakteryzuje większa potrzeba samorealizacji oraz chęć rozpoczęcia własnej działalności biznesowej. Credit Agricole Bank Polska (do niedawna LUKAS Bank), bazując na swoim wieloletnim doświadczeniu we współpracy z młodymi ludźmi na całym świecie, przygotował dla polskich studentów program Centrum Aktywnych.

Podczas programu, który wystartował 3 października, przeprowadzone zostaną dwa konkursy. Pierwszy – „Mam plan! Wykonam go z Credit Agricole Bank Polska” – dedykowany jest studentom, którzy szukają finansowego wsparcia dla swoich pomysłów. Aplikować można w trzech kategoriach: własny biznes, organizacja wydarzenia kulturalnego, program wolontariatu. Wybranych przez jury sześć projektów zostanie dofinansowanych kwotą od 5 do 10 tys. zł.

Równolegle prowadzony będzie konkurs na projekt badawczy dedykowany kołom naukowym. Organizatorzy zachęcają do przesyłania pomysłów na badania, a najlepsze koncepcje zostaną nagrodzone grantami w wysokości od 2 do 5 tys. zł. Zgłoszenia do konkursów można przesyłać do 30 listopada, wyniki zostaną ogłoszone 15 grudnia.

Na potrzeby programu stworzona została specjalna strona internetowa www.centrumaktywnych.pl, na której znaleźć można informacje o konkursach oraz złożyć aplikację. Dzięki zakładce „Przedsiębiorczy przewodnik” studenci mają szansę sprawdzić się w roli przedsiębiorcy organizatora eventów. Aplikacja ma poruszyć wyobraźnię użytkownika i zachęcić go do spróbowania sił we własnym biznesie.

Nowoczesne trendy w zarządzaniu zasobami ludzkimi

26% polskich firm ma problemy z zatrzymaniem kluczowych grup pracowników. Niezmiennie jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed działami personalnymi jest przyciągnięcie ludzi z odpowiednimi kwalifikacjami. Kluczem do sukcesu jest właściwa motywacja pozapłacowa, dopasowana do indywidualnych potrzeb pracownika. Osoby odpowiedzialne za dział personalny w firmie stoją obecnie przed szansą by z dostawców usług stać się strategicznym partnerem zarządu, wspierającym go w procesie rozwoju biznesu – to główne wnioski z raportu Trendy HRM przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Jednym z poważniejszych wyzwań, z którymi pracownicy działów HR będą musieli się wkrótce zmierzyć, są zmiany demograficzne. Mogą one spowodować, że w ciągu najbliższych trzech lat firmom zabraknie kadr z odpowiednimi kwalifikacjami – problem ten zauważa 36% przedsiębiorstw badanych przez Deloitte. Dodatkową przeszkodą w zarządzaniu ludźmi będzie konieczność organizacji współpracy i komunikacji wewnątrz zróżnicowanych wiekowo zespołów.

Polskie firmy coraz częściej kompleksowo ujmują kwestię wynagrodzeń. W związku z tym stosują bardziej zaawansowane i zróżnicowane systemy motywacji finansowej pracowników. „Na znaczeniu zyskały elastyczne formy zatrudnienia. Wśród nich najbardziej popularna to niepełny wymiar pracy – obecnie stosuje go, lub zamierza wprowadzić w najbliższym roku 64% firm. Prawie jedna piąta badanych organizacji wykorzystuje również telepracę, czyli możliwość wykonywania obowiązków służbowych poza siedzibą firmy, a 13% wprowadza możliwość skróconego tygodnia pracy. Najmniej popularnym rozwiązaniem jest wciąż forma „job sharing’u”(6%), czyli podziału pracy pomiędzy dwóch pracowników, którzy sami dzielą się obowiązkami na pełnoetatowym stanowisku” – mówi Aneta Woźny, Starszy Konsultant w Dziale Konsultingu Deloitte.

Z badania Deloitte wynika, że narzędziem rekrutacyjnym najczęściej stosowanym przez firmy są programy budowy pożądanego wizerunku pracodawcy. W ocenie respondentów badania ułatwiają pozyskanie oraz zatrzymanie najlepszych kandydatów. Choć obecnie programy te posiada niespełna jedna piąta wszystkich organizacji, jest to inicjatywa, którą wdraża najwięcej firm (39%).

Z analizy wynika, że przedsiębiorstwa odkładają na później opracowywanie narzędzi wspierających rozwój pracowników. „Tylko 20% z nich planuje po 2011 roku przeprowadzenie analizy luki kompetencyjnej, lub też wprowadzenie planu sukcesji, czyli rozwoju ludzi w celu przygotowywania następców na najważniejsze stanowiska. Opracowanie indywidualnych ścieżek kariery dla pracowników deklaruje zaledwie 17% respondentów. Tymczasem jest to szczególnie ważne, ponieważ nawet na dzisiejszym nasyconym rynku pracy ciągle trwa wojna o najbardziej utalentowanych pracowników. Firmy nieustannie toczą walkę o to, by pozyskać kilka procent najbardziej efektywnych kandydatów, o strategicznie istotnych kompetencjach. Bardzo ważni są również pracownicy o specyficznym wykształceniu. Prym wiodą umiejętności techniczne”- mówi Magdalena Jończak, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

Nadal niewielki odsetek firm mierzy i kontroluje koszty pracy. Przedsiębiorstwa, które liczą efektywność realizacji procesów HR lub też planują wdrożenie tej inicjatywy, robią to przede wszystkim w odniesieniu do procesu rekrutacji. Najrzadziej spotykanym narzędziem w tym obszarze jest pomiar zwrotu z inwestycji w kapitał ludzki (aż 65% organizacji nie planuje wdrażania tej inicjatywy) oraz optymalizacja procesów kadrowych (ponad połowa firm nie planuje jej wdrażać).

Wyniki badania Deloitte pokazują, że po stronie działów zarządzania zasobami ludzkimi istnieje gotowość przyjęcia odpowiedzialności, jaka wiąże się z pełnieniem roli strategicznego doradcy zarządu. Pożądany w dzisiejszych czasach kierunek to transformacja działu HR w stronę realizowania strategicznych projektów związanych z zarządzaniem ludźmi, które będą koordynowane na poziomie zarządu i wdrażane w ścisłej współpracy z liniami biznesowymi.

Badanie Deloitte Trendy HRM zostało przeprowadzone wśród grona dyrektorów i profesjonalistów HR wiodących firm działających w Polsce w okresie czerwiec-lipiec 2011 roku. W badaniu trendów w zarządzaniu zasobami ludzkimi wzięły udział 254 firmy.

Firmy potrzebują przywódców na nowe czasy

Nowa globalna gospodarka potrzebuje świeżego spojrzenia na kwestię przywództwa. Dawne teorie nie sprawdzają się w szybko zmieniającej się rzeczywistości, dlatego firmy szukają nowatorskich sposobów zarządzania by z sukcesem realizować swoje cele biznesowe. O tym, które modele najlepiej pozwalają wykorzystać potencjał tkwiący w organizacji dyskutowali podczas Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie światowej sławy praktycy i teoretycy w dziedzinie zarządzania. Pretekstem do dyskusji była innowacyjna teoria przywództwa zaprezentowana w książce „As One” przez James’a Quigley’a, Starszego Partnera, byłego Partnera Globalnego Deloitte, USA.

Ostatnie lata przyniosły nie tylko kryzys zaufania do firm i instytucji, spowodowany światową recesją, ale także nieufność pracowników do przedsiębiorstw. Postępująca globalizacja wymusza pracę w wielokulturowym środowisku ludzi wywodzących się z różnego otoczenia, a zmiany demograficzne sprawiają, że dziś często współpracują ze sobą osoby w różnym wieku. Nowe technologie zmieniają natomiast sposoby komunikacji w firmie. W świetle tego, liderzy kierujący organizacjami muszą odpowiedzieć sobie na pytania, które narzędzia zarządzania są dziś skuteczne w firmie, organizacji, sektorze publicznym oraz jakie typy przywództwa będą skuteczne w szybko zmieniającym się środowisku. „Liderzy dzisiaj muszą zrozumieć, że nie mają monopolu na pomysły, mimo że podejmują decyzje. Otwartość, uczciwość i lojalność wobec zespołu oraz organizacji to wartości, które powinny cechować przywódców” – uznał Andrzej Klesyk.

Obecni na panelu eksperci zgodzili się, że nowa, globalna gospodarka potrzebuje głębokiej refleksji nad kwestią przywództwa. Od lat 50. XX w. rozwinęło się wiele teorii pokazujących, jak być skutecznym liderem. Jednak wiele z nich nie odpowiada już wyzwaniom współczesności. Nie mamy do czynienia z kryzysem przywództwa, ale z sytuacją, kiedy część modeli biznesowych nie sprawdziła się. W szczególności nie sprawdził się model korporacyjny, który można nazwać modelem „bezkarnego zarządzania”, gdzie ryzyko długofalowych decyzji ponoszą akcjonariusze stwierdził Leszek Czarnecki.

Za kilkanaście lat zmieni się równowaga ekonomiczna w światowej gospodarce i dominującą rolę będą odgrywały państwa azjatyckie. Również firmy działające w Europie, coraz częściej będą zatrudniać emigrantów z różnych rejonów świata. Wielokulturowość w korporacji, a nawet w zespole stanie się zjawiskiem codziennym, dlatego już teraz coraz większy nacisk w organizacjach kładzie się na soft-skills oraz umiejętność funkcjonowania w zróżnicowanym i wielojęzycznym środowisku. Zmiany te wymagają nowego spojrzenia na strategię poszukiwania i zarządzania talentami oraz umiejętności budowania lojalności wobec firmy i przywiązania do pracodawcy. Jedną z najcenniejszych cech współczesnego przywódcy staje się więc umiejętność zarządzania wielokulturowym zespołem i motywowania go do wspólnego osiągania celu.

Ważnym aspektem zmieniającej się rzeczywistości jest także wydłużenie średniej długości życia. Nierzadko w pracy spotykają się przedstawiciele różnych pokoleń, co stawia przed liderami konieczność zarządzania zróżnicowanymi wiekowo zespołami. Co więcej, niż demograficzny w krajach zachodnich sprawia, że na rynku jest coraz mniej pracowników – wyzwaniem staje się więc poszukiwanie i wyławianie rzadkich talentów. „Posiadanie utalentowanych pracowników, ich poszukiwanie i dbanie o nich, to priorytet dla liderów.” – powiedział Jurgen Thumann, prezydent BusinessEurope.

Uczestnicy debaty zwrócili uwagę, że w obecnym świecie pracownik coraz częściej kładzie nacisk na zachowanie równowagi pomiędzy pracą a życiem zawodowym, w związku z czym zmieniają się jego oczekiwania wobec pracodawcy. Klasycznie rozumiana kariera odchodzi w przeszłość, pojawiają się modele nietypowych biografii, łączących doświadczenia z różnych dziedzin. Ten trend stawia przed liderami wyzwania i rodzi konieczność poszukiwania nowych sposobów motywowania pracowników, a także budowania lojalności wobec lidera i organizacji. To co istotne dziś dla lidera to umieć wytłumaczyć swoim zespołom „dlaczego” i „po co” działają. To jest ważniejsze niż instrukcja „co mają robić”- zaznaczył prof. Wiktor Askanas.

W obliczu poważnych zmian demograficznych, kierujący organizacjami – niezależnie od tego czy reprezentują sektor publiczny czy prywatny – powinni zastanowić się nad strategią kierowania firmami. Niezbędna staje się zmiana dotychczasowego postrzegania zarządzania jednostkami oraz uwzględnienie zróżnicowania opinii i potrzeb.

Dotychczasowe podejście do pracy zespołowej wyrażało się zazwyczaj w modelu „command and control”, albo stylu współpracującego. Obecnie rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. Teoria Jima Quigleya i Mehrada Baghai, zawarta w książce „As One” opiera się na założeniu, że dobry przywódca może i powinien dopasowywać swój styl kierowania do potrzeb organizacji i zmieniających się warunków biznesowych.

„Nowa filozofia wychodzi naprzeciw potrzeb globalizującego się świata, w którym korporacje posiadają dziesiątki oddziałów na całym świecie, w różnych krajach i modelach kulturowych. W tych warunkach zarządzanie indywidualnościami, talentami staje się coraz trudniejsze. Kluczowe wydaje się być stworzenie takiej kultury firmy, aby pracownicy czuli, że pracują jak jeden organizm i efektywnie realizowali cele biznesowe firmy, jednocześnie elastycznie reagując na zmieniające się otoczenie rynkowe” – podkreślił James H. Quigley, Starszy Partner Deloitte, USA. „Rozwinięta przez Deloitte teoria zarządzania zakłada, że istnieje 8 archetypów przywództwa, sprawdzających się w różnych organizacjach, w zależności od ich profilu, kontekstu kulturowego oraz potrzeb. Firmy muszą zdefiniować, który z modeli najlepiej odpowiada ich potrzebom biznesowym, a także pozwala optymalnie wykorzystać tkwiący w nich potencjał” – dodaje.

W dyskusji panelowej „Przywództwo w nowej globalnej rzeczywistości”, udział wzięli:
prof. Wiktor Askanas – Profesor wizytujący w Akademii im. L. Koźmińskiego, Profesor Emeritus Uniwersytetu New Brunswick, Kanada/Polska
dr Leszek Czarnecki – Przewodniczący Rady Nadzorczej Getin Holding SA i Getin Noble Bank SA
Andrzej Klesyk – Prezes Zarządu PZU SA
Janusz Moroz – Członek Zarządu ds. handlu RWE
James H. Quigley – Starszy Partner Deloitte USA, były Partner Globalny Deloitte
Jürgen Thumann – Prezydent Europejskiej Konfederacji Biznesu BUSINESSEUROPE, Niemcy

Zmiany w Radzie Nadzorczej InteliWISE SA

Paul Bragiel, ekspert w obszarze nowych przedsięwzięć internetowych w Dolinie Krzemowej, ma zasilić Radę Nadzorczą InteliWISE S.A.

Do Rady Nadzorczej InteliWISE – spółki IT notowanej na Giełdzie Papierów Wartościowych rynku New Connect – zgłoszono kandydaturę pana Paula Bragiela.

Paul Bragiel jest założycielem i współwłaścicielem inkubatora technologicznego w San Francisco. Jako inwestor i doradca związany jest z ponad 30 spółkami sektora Hi-Tech, które z jego pomocą rozwinęły się i zwiększyły swoją wartość o ok. 50 mln USD! Wcześniej zarządzał trzema stworzonymi przez siebie firmami. Wszystkie przedsięwzięcia związane były z jego zawodową fascynacją nowoczesnymi technologiami, w ramach których szczególną uwagę skupia on na networkingu, zaawansowanej technologicznie interaktywnej rozrywce i komunikacji online.

Zbigniew Kempiński w Zarządzie Spółki pkt.pl

Nowym członkiem władz spółki został Zbigniew Kempiński, który objął również stanowisko Dyrektora ds. HR i Obsługi Klienta.

„Zarządzanie zasobami ludzkimi odgrywa kluczową rolę w biznesie – zwłaszcza w przypadku takich spółek jak pkt.pl, gdzie większość pracowników ma bezpośredni kontakt z Klientem. Dlatego systematycznie inwestujemy w pracowników, bez których nasz sukces nie byłby możliwy. Cieszę się, że udało się nam jeszcze bardziej wzmocnić zespół oraz Zarząd spółki” – mówi Piotr Strzałkowski, Prezes Zarządu pkt.pl.

„Połączenie funkcji HR i obsługi Klienta nie jest typowym rozwiązaniem, ale daje niezwykle cenną perspektywę w zarządzaniu” – mówi nowy Członek Zarządu pkt.pl, Zbigniew Kempiński. „Z jednej strony może ściślej powiązać HR z biznesem, zaś z drugiej pomóc w konsekwentnej realizacji dobrych praktyk obsługi Klienta zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz organizacji.”

Jako Członek Zarządu i Dyrektor ds. HR i Obsługi Klienta Zbigniew Kempiński będzie odpowiadał m.in. za konsolidację strategii i polityki personalnej oraz szkoleniowej. Do jego obowiązków należeć będzie także nadzór nad działaniami z zakresu komunikacji wewnętrznej i budowy nowoczesnych narzędzi kontaktu z Klientem oraz stałego podnoszenia standardów obsługi. Zbigniew Kempiński ma ponad 15-letnie doświadczenie w zarządzaniu zasobami ludzkimi. Wcześniej pracował w firmach działających w obszarze marketingu i telekomunikacji, m.in.: US WEST Polska, GTE, Polskiej Telefonii Cyfrowej, czy SFERIA SA (grupa Polsat). Jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego.

Trendy na rynku telefonii mobilnej

Nasycenie indywidualnego rynku telefonii komórkowej w Polsce jest większe niż telefonii stacjonarnej i według obliczeń Komisji Europejskiej wynosi 110,8%. Średnia europejska to 124,5%. V Group S.A. widzi przyszłość sektora dystrybucyjnego w konsolidacji punktów sprzedaży produktów i usług operatorów sieci GSM.

Nasycenie polskiego rynku znajduje się poniżej średniej europejskiej, co oznacza, że polscy operatorzy komórkowi mają pole do działania, a nasz rynek ogromny potencjał. Ma to przełożenie na przychody spółek w branży telefonii ruchomej, które rosną każdego roku. V Group rozumie chłonność tego rynku, dlatego planuje akwizycję kolejnych punktów sprzedaży sieci Plus poprzez spółkę zależną. Spółka posiada w obecnej chwili 5 punktów sprzedaży produktów i usług sieci Plus. Do końca roku planuje przejąć kolejne 7 do 10 w strukturze swojej grupy. Działalność holdingu V Group S.A. opiera się na przejęciach punktów sprzedaży produktów i usług operatorów sieci Plus na terenie całej Polski.

„Duże rozdrobnienie właścicieli punktów sprzedaży powoduje, iż pomimo wysokich standardów obsługi wdrażanych przez wszystkich operatorów komórkowych wciąż jest duży obszar do poprawy jakości. Wynika to z faktu, iż właściciele punktów stosują nierzadko odrębne od wytycznych operatora standardy obsługi klienta. Dodatkowo dochodzą cechy niemierzalne obsługi jak życzliwość, uśmiech itp. Skoncentrowanie punktów sprzedaży w kilku silnych podmiotach dbających o wysokie standardy i narzucających dodatkowe procedury kontroli jakości z czasem wyprze z rynku słabszych graczy. Wzrost jakości obsługi zaowocuje również zauważalnym wzrostem przychodów” – mówi Robert Walicki, Prezes Zarządu V Group S.A.

Zgodnie z raportem Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) o stanie sektora telekomunikacyjnego w Polsce, penetracja rynku telefonii komórkowej wyniosła na koniec 2010 r. 123,2%. Oznacza to, że w kraju jest prawie 47 milionów aktywnych numerów telefonii mobilnej. Wzrost nasycenia sprzyja wzrostowi dochodów firm dystrybucyjnych. Głównie z powodu stabilizacji bazy klientów regularnie przedłużających umowy abonenckie. Właśnie to źródło stanowi przeważającą część dochodów punktów sprzedaży sieci komórkowych.

„Potencjał rynku telefonii komórkowej wynika z możliwości przejęć i konsolidacji poszczególnych punktów sprzedaży jak i klientów. Taka sytuacja ma miejsce, głównie dzięki kwestii lokalizacji, która odgrywa kluczową rolę w dotarciu do klienta końcowego. Większość dotychczasowych punktów sprzedaży zlokalizowana jest w mniejszych miastach, gdzie są najczęściej jedynymi dystrybutorami sieci Plus, co dodatkowo wpływa na ich dochodowość. Mając na celu szybki rozwój holdingu będziemy przejmowali strategicznie zlokalizowane punkty sprzedaży w większych miastach, w tym w Warszawie, co pozwoli na wzrost przychodów oraz zysku dla akcjonariuszy” – dodaje Robert Walicki.

Zgodnie z raportem UKE wartość polskiego rynku telekomunikacyjnego mierzona wielkością przychodów ze sprzedaży w 2010 r. wyniosła ponad 42,8 mld zł i była o 1,9 proc. wyższa w stosunku do 2009 r. W końcu 2010 r. na polskim rynku telefonii komórkowej w użyciu było ok. 46,8 mln aktywnych kart SIM. Na 100 mieszkańców Polski przypadały zatem niemal 124 karty SIM, czyli o ok. 4,8% więcej w porównaniu z 2009 r. Wartość segmentu telefonii ruchomej mierzona przychodami z usług detalicznych wzrosła o 1,55% w porównaniu do roku poprzedniego, osiągając prawie 19 mld PLN. Jest zatem o co walczyć.

V Group S.A. odnotowała w 2010 r. 3 016 256,84 PLN przychodów ze sprzedaży, z czego 72,3% przypadało na drugą połowę roku. Wtedy to zostały dołączone nowe punkty sprzedaży do sieci Inspirio Sp. z o.o., pierwszej spółki zależnej w grupie. Tym samym V Group S.A. zwiększyła przychody oraz zysk netto, który za 2010 r. wyniósł 172 613 zł. Dzięki kolejnym akwizycjom zaplanowanym w IV kwartale 2011 r. zarówno przychody ze sprzedaży jak i zysk netto mają w przyszłym roku osiągnąć odpowiednio 22,9 mln zł i 1,85 mln zł netto.

Futuris S.A. zwiększył udziały w Dobra Nasza S.A.

Futuris S.A., poprzez Spółkę zależną ITVENT S.A. zwiększył udział w ogólnej liczbie głosów na Walnym Zgromadzeniu notowanej na New Connect spółki Dobra Nasza S.A. Zmiana ta nastąpiła na skutek zamiany akcji imiennych uprzywilejowanych serii A na akcje zwykłe na okaziciela serii A.

Futuris S.A. poprzez ITVENT S.A. posiada 120.000 akcji zwykłych na okaziciela, które przed wspomnianą zmianą stanowiły 7,57% w kapitale zakładowym oraz 4,64% w ogólnej liczbie głosów, a po zmianie stanowią 7,57% w kapitale zakładowym oraz w ogólnej liczbie głosów na Walnym Zgromadzeniu Dobra Nasza S.A.

Dobra Nasza S.A. to istniejąca od 2008 roku agencja reklamowa świadcząca usługi full service. Firma projektuje i realizuje kompleksowe kampanie reklamowe z zakresu ATL i BTL , a także marketingu wirusowego. Dobra Nasza S.A. specjalizuje się również w kompleksowej obsłudze działań promocyjnych dla miast i regionów.

Waldemar Olbryk prezesem Skanska Property Poland

Waldemar Olbryk, pełniący dotychczas funkcję dyrektora regionalnego w Skanska Property Poland, został powołany na stanowisko prezesa zarządu firmy. Jest pierwszym Polakiem na stanowisku prezesa Skanska Property Poland. Waldemar Olbryk zastąpił Nicklasa Lindberga, który został nowym prezesem jednostki Skanska Commercial Development Europe (CDE), odpowiedzialnej za komercyjne projekty deweloperskie w Europie Środkowo-Wschodniej.

Waldemar Olbryk rozpoczął pracę w Skanska w 2008 roku. Jako dyrektor regionalny zbudował dynamiczny zespół, dzięki któremu Skanska Property Poland rozwinęła inwestycje w regionie Polski południowej. Przed dołączeniem do Skanska, zajmował stanowisko menadżera ds. nieruchomości w polskim oddziale firmy Philips. Waldemar Olbryk posiada również doświadczenie w realizowaniu projektów handlowych, które zdobył zajmując stanowiska kierownicze w BP Polska oraz Apsys Sp. z o.o., gdzie pracował nad projektem Manufaktura w Łodzi, jednym z największych centrów handlowo-rozrywkowych w Europie. Ukończył ekonomię na Uniwersytecie Łódzkim oraz studia MBA prowadzone wspólnie przez Uniwersytet Łódzki i College of Maryland. Posiada również tytuł Profesjonalnego Managera Projektu według standardu Project Management Institute.

„W Skanska bardzo cenimy osiągnięcia Waldemara. W ogromnym stopniu przyczynił się do rozwoju naszej firmy dzięki wielkiemu zaangażowaniu i jasno określonej wizji przyszłości. Skanska Property Poland jest teraz w pełni polską organizacją” – powiedział Nicklas Lindberg, prezes Skanska Commercial Development Europe.

Grzegorz Strutyński, dotychczasowy dyrektor regionalny w Skanska Property Poland, awansował na stanowisko prezesa zarządu w węgierskiej spółce Skanska Property Hungary. Na stanowisku tym zastąpił Andreasa Lindelöfa. Do jego głównych zadań należy zarządzanie firmą i jej projektami realizowanymi na terenie Węgier. Grzegorz Strutyński przed dołączeniem do zespołu Skanska Property Poland zdobywał doświadczenie zawodowe w firmie Colliers International Poland, a następnie w GE Capital Golub Europe. Był odpowiedzialny za wynajem i marketing prestiżowych obiektów biurowych klasy A, takich jak Warsaw Financial Center, Warsaw Corporate Center oraz International Business Center. Jest absolwentem Wydziału Ekonomicznego Politechniki Radomskiej.

Katarzyna Zawodna objęła funkcję dyrektora regionalnego w Skanska Property Poland, zastępując Grzegorza Strutyńskiego. W tej roli jest odpowiedzialna za tworzenie strategii i rozwój inwestycji biurowych realizowanych w Warszawie, Poznaniu i Trójmieście. Katarzyna posiada tytuł akredytowanego profesjonalisty systemu certyfikacji środowiskowej LEED (LEED Accredited Professional) i dotychczas pełniła funkcję menadżera ds. zrównoważonego rozwoju. Jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Funkcję dyrektora regionalnego w Skanska Property Poland objął również Marcin Łapiński, zastępując Waldemara Olbryka. Marcin Łapiński odpowiada obecnie za strategię i rozwój nowych inwestycji w Łodzi, Krakowie, Wrocławiu i Katowicach. Wcześniej na stanowisku dyrektora ds. wynajmu zajmował się komercjalizacją projektów Skanska Property na polskim rynku. Przed dołączeniem do zespołu Skanska zdobywał doświadczenie zawodowe w Colliers International w zespole reprezentacji klienta. Posiada tytuł CCIM (Certified Commercial Investment Member). Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Nowy akcjonariusz w Digital Avenue

Digital Avenue kontynuuje rozwój w oparciu o kolejne akwizycje, na które przeznaczy m.in. środki pozyskane z ostatniej emisji, w wysokości 240 tys. PLN. Nowe przejęcia mają szansę dojść do skutku jeszcze w tym roku.

W dniu 22 września br. Digital Avenue przeprowadził emisję akcji skierowaną do Marka Kamoli, dotychczasowego akcjonariusza, który w ten sposób zwiększył swoje zaangażowanie w Spółce do ponad 7%. Marek Kamola jest inwestorem giełdowym, akcjonariuszem m.in. Benefit Systems. Jest to kolejne zwiększenie przez niego zaangażowania w Spółce – poprzednio zwiększył swój udział do ponad 5,3%.

Zwiększenie zaangażowania w Spółkę przez dotychczasowego Akcjonariusza pokazuje jego zaufanie do zarządu Digital Avenue i poparcie dla realizowanej dotychczas strategii rozwoju. Spółka dynamicznie poprawia wyniki finansowe i systematycznie dokonuje kolejnych przejęć – mówi Sylwester Janik, przewodniczący rady nadzorczej Digital Avenue, zarządzający funduszem MCI.TechVentures, w którego portfelu znajduje się Digital Avenue.

Ostatnie NWZA przegłosowało również emisję akcji dla MCI Management S.A. W ręce funduszu trafią papiery o wartości 460 tys. zł. Celem oferty jest rozliczenie istniejących wobec MCI zobowiązań spółki z tytułu umowy sprzedaży udziałów iPlay Sp. z o.o., zawartej w 2007 r.

Kontynuujemy strategię rozbudowy Grupy Kapitałowej, zarówno poprzez przejęcia, które zamierzamy zrealizować jeszcze w tym roku, jak i przez rozwój organiczny. Kolejne akwizycje chcielibyśmy przeprowadzić jeszcze w bieżącym roku. Cieszę się, że nowi inwestorzy oraz dotychczasowy duży akcjonariusz są zainteresowani dalszą inwestycją w Spółkę. Wierzę, że realizowana przez nas strategia rozwoju spółki będzie w długoterminowej perspektywie źródłem satysfakcjonującej stopy zwrotu dla wszystkich naszych Akcjonariuszy – komentuje Piotr Wąsowski, prezes Digital Avenue.

Portale należące do Digital Avenue, docierające do blisko 3 mln realnych użytkowników miesięcznie (czyli do 15% ogółu polskich internautów), osiągnęły w I półroczu 2011 r. blisko 3 mln zł przychodów netto ze sprzedaży i ponad 520 tys. zysku EBITDA. Zysk netto spółki wyniósł na koniec czerwca 2011 r. – 314 tys. zł (wzrost o 15%), a wskaźnik EBITDA 521 tys. zł (wzrost o 23%). To tyle, co przez cały ubiegły rok. Według specjalistów z domu mediowego MPG, przy wzroście całego rynku reklamy w Polsce o ok. 6,9%, rynek reklamy internetowej rośnie o ponad 17% rocznie. Z kolei tempo wzrostu Digital Avenue jest kilkukrotnie wyższe niż całego rynku reklamy internetowej.

Andrzej Woźniakowski nowym prezesem Futuris S.A.

Zarząd notowanej na NewConnect spółki Futuris S.A. poinformował o powołaniu Andrzeja Woźniakowskiego na stanowisko prezesa zarządu. W dniu 20 września br. ze stanowiska ustąpił Janisław Muszyński, dotychczas kierujący Spółką. Nowy prezes będzie odpowiadał za dalszy rozwój Futuris S.A. po zmianie profilu działalności.

Andrzej Woźniakowski od początku kariery zawodowej związany jest z branżą informatyczną, a od kilku lat także z rynkiem kapitałowym. Jest absolwentem Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej. Karierę rozpoczynał w firmie Sekom (obecnie Qumak-Sekom S.A.), gdzie pracował jako inżynier serwisu, a następie Dyrektor Techniczny. Był założycielem i (od 1995 r.) prezesem zarządu spółki Computer Service Support S.A., którą w roku 1998 wprowadził na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. W 2007 r. doprowadził do połączenia CSS S.A. z Comp S.A. tworząc jedną z największych w kraju spółek świadczących usługi informatyczne, w której objął funkcję wiceprezesa zarządu. Nowy prezes Futuris S.A. jest również założycielem takich spółek z branży IT, jak: CT Partners S.A., Advanced Technology Investors S.A. oraz notowanej na NewConnect ArtNewMedia S.A. Zasiadał także w radach nadzorczych m.in. Qumak-Sekom S.A., Big Vent S.A, Edusoft Sp. z o.o., Zeus S.A. i HRK S.A. Obecnie sprawuje funkcję członka organów nadzorczych spółek takich jak: Betacom S.A., B3SYSTEMS S.A., Black Pearl Capital S.A., Runicom S.A., Bio-Med Investors S.A. oraz MC Comp S.A.

– Z satysfakcją przyjąłem wyzwanie rozwoju grupy kapitałowej działającej w szczególnie mi bliskim obszarze IT i nowych technologii. Jestem przekonany, że moje kompetencje w tej dziedzinie pozwolą na rozwój Futuris S.A. zgodnie z obraną strategią, pomimo trudnej sytuacji na rynku kapitałowym – powiedział Andrzej Woźniakowski.

W kwietniu br., Futuris S.A. (wcześniej Bio Inventions S.A.) zmieniła profil działalności, przekształcając się w fundusz typu private equity i rozpoczęła budowę grupy kapitałowej działającej w branży innowacyjnych technologii, mediów i telekomunikacji. W nowej roli, Andrzej Woźniakowski będzie odpowiedzialny za realizację i rozwój strategii Spółki, zakładającej inwestycje w małe i średnie spółki z sektora szeroko pojętych nowych technologii (TMT).

W drugim kwartale 2011 r. Futuris S.A. odnotował zysk netto w wysokości 40.800 zł przy przychodach na poziomie 118.400 zł. Prognoza finansowa na rok 2011 zakłada osiągnięcie ok. 750.000 zł przychodów i ok. 250.000 zł zysku netto.

Inteligo ma nową strategię i obiecuje rozwój

W myśl nowej strategii, Inteligo ma być najbardziej internetowym bankiem w Polsce, w każdym elemencie swojego działania. Cel ten ma zostać zrealizowany dzięki rozwojowi depozytów i produktów transakcyjnych oraz optymalizacji procesów ich otwierania i obsługi.

Internetowość i brak opłat stały się już tak powszechne, że nie stanowią już cechy wyróżniającej bank. Będziemy koncentrować się na wzroście satysfakcji z użytecznych cech interfejsu internetowego, ułatwieniu korzystania z najbardziej potrzebnych funkcji i produktów oraz rozwoju atrakcyjnych, również cenowo, produktów depozytowych i transakcyjnych. Internetowa filozofia działania wpływa na dobór parametrów oferty i na nasze priorytety. Istotą Inteligo są obecnie i będą w przyszłości produkty zrozumiałe, proste, których internetowa obsługa jest dla użytkownika przyjemnością. Z tą myślą wdrażać będziemy nasze kolejne innowacje związane z marką Inteligo. – tłumaczy Wojciech Bolanowski, Dyrektor Zarządzający kierujący Pionem Bankowości Elektronicznej PKO Banku Polskiego, szef projektu Inteligo.

Bank zapowiada także optymalizację obecnie istniejącej oferty kredytowej i portfolio kart Inteligo, głównie pod kątem wygody i prostoty użytkowania oraz ułatwień w procesie wnioskowania i obsługi.

Pierwsze zmiany w ramach nowej strategii już widać – we wrześniu Inteligo rozszerzyło ofertę swojego najpopularniejszego produktu depozytowego, Dobolokaty z dzienną wypłatą odsetek, o nowe terminy z wyższym oprocentowaniem.

Rynek nieruchomości w Polsce, Wrzesień 2011

Według danych Agencji Nieruchomości Ober-Haus, w sierpniu 2011 roku ceny* mieszkań spadły najwięcej 1,5% w Poznaniu, co obniżyło średnią cenę mieszkań do 5 880 PLN/m2. Najmniejsza korekta miała miejsce w Krakowie i Warszawie – spadek o odpowiednio 0,1% i 0,3%. Ceny spadły również w Katowicach, Gdańsku i Łodzi odpowiednio o 0,6%, 0,7% i 0,9%.

W okresie poprzednich 12 miesięcy średnia cena mieszkań spadła od 9,1% w Łodzi do 0,8% w Warszawie. Średnia cena mieszkań w porównaniu najwyższego poziomu w badanym okresie do sierpnia 2011 spadła od 10,3% w Warszawie do 27,5% w Łodzi.

Polska ma szansę stać się gwiazdą rynku nieruchomości komercyjnych

Ostatnie zawirowania na światowych rynkach nastąpiły w samym środku boomu na nieruchomości komercyjne. W niepewnych czasach inwestorzy w Europie są bardziej skłonni budować, bądź przejmować obiekty handlowe czy biura zamiast lokować pieniądze w papiery wartościowe.

W pierwszym półroczu 2011 r. Polska była wymieniana wśród czterech najbardziej atrakcyjnych rynków dla takich inwestycji. Zyskać mogą zwłaszcza średniej wielkości miasta.

Jak zauważają analitycy Deutsche Bank Research, w ostatnich latach obserwowaliśmy gwałtowny wzrost zainteresowania nieruchomościami komercyjnymi. W 2010 roku obroty w Europie na tym rynku wzrosły o około 40 proc. Zdaniem Deutsche Bank Research to efekt szerszego trendu jaki można zaobserwować wśród inwestorów, którzy dojrzeli już do bardziej ryzykownych inwestycji w obszarze nieruchomości komercyjnych po ciężkich latach 2008-2009, gdy wolumen transakcji załamał się aż o 75 proc.

180 proc. wzrostu inwestycji i 6 proc. zysku

W ciągu ostatniego roku wartość inwestycji w nieruchomości komercyjne w Europie Środowo-Wschodniej wzrosła o 4,4 miliarda euro – podał w najnowszym raporcie CB Richard Ellis. W pierwszych pięciu miesiącach 2011 roku inwestycje w tej części Europy, głównie w Polsce, Czechach i Rosji wzrosły aż o 180 proc. w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej.

W samej Polsce w nieruchomości komercyjne zainwestowano w tym roku 1,112 miliarda euro – szacuje w sierpniowej analizie Jones Lang LaSalle. Właściciela zmieniły m.in. warszawskie Galeria Mokotów, Wars-Sawa-Junior, Promenada czy gdańska Osowa. Największym zainteresowaniem cieszą się obiekty handlowe – sprzedano ich aż siedem. Łączna kwota tych transakcji to 611 mln euro. Były tym samym bardziej popularne od obiektów biurowych (cztery transakcje za łączną sumę 501 mln złotych) czy magazynów-centrów logistycznych (dwie transakcje za łączną sumę 79 mln euro).

Zdaniem brytyjskiego Królewskiego Stowarzyszenia Dyplomowanych Rzeczoznawców (RICS) Polska jest jedną z czterech wschodzących gwiazd, obok krajów takich jak Rosja, Malezja i Brazylia, gdzie stopy zwrotu z inwestycji mogą być najwyższe. Organizacja zauważyła też, że europejski rynek będzie coraz bardziej zróżnicowany ze względu na kłopoty finansowe Grecji, Portugalii i Irlandii.

Niekoniecznie Warszawa – warto znaleźć swoje miasto

Warszawa jest jednym z najpopularniejszych miast wśród zagranicznych inwestorów. Według badań Savills stolica Polski oferuje stabilne stopy zwrotu w wysokości około 6,5 proc. Jednak inni analitycy zwracają uwagę, że w całej Europie aktywność inwestycyjna na rynkach nieruchomości komercyjnych zmniejsza się. W II kw. 2011 r. obroty były o 11,5 proc. niższe niż w pierwszym. Skąd taki trend?

Z jednej strony analitycy Deutsche Bank Research zwracają uwagę, że w większości dużych miast europejskich w ciągu ostatniej dekady mogliśmy zauważyć strukturalny wzrost ilości wolnej powierzchni biurowej oraz malejące wahania cen w zależności od sezonu i cykli. „W rezultacie potencjał wzrostu czynszów wraz z ożywieniem gospodarczym jest niższy niż w latach 1990.”, czytamy w najnowszym raporcie DB Research.

Z drugiej, w rosnącej liczbie przypadków zapotrzebowanie dużych aglomeracji na nieruchomości handlowe jest zaspokojone. – W Polsce dojrzałe rynki w największych miastach mają już ograniczony potencjał inwestycyjny z uwagi na ich znaczne nasycenie funkcjonującą powierzchnią komercyjną. Dlatego teraz inwestorzy szukają nisz w mniejszych miejscowościach – komentuje Anna Oleksy, Dyrektor Centrum Finansowania Nieruchomości Komercyjnych Deutsche Bank PBC. – Popularne stają się tzw. convenience shopping centers, czyli centra wygodnych zakupów. Ich zaletą z punktu widzenia inwestorów jest skala inwestycji. Projekt w centrum dużego miasta to ogromny wydatek finansowy, wymagający pełnego zaangażowania jednego albo kilku podmiotów. Trudniej uzyskać wszelkie niezbędne zgody, dopełnić formalności. Wszystko to przekłada się na znacznie dłuższy okres budowy i zwrotu z inwestycji oraz dużo więcej ryzyk, które mogą się pojawić w trakcie procesu inwestycyjnego – tłumaczy Anna Oleksy.

W małych miejscowościach dominują proste formaty parterowe z wejściem z zewnątrz i parkingiem naziemnym. Klienci wpadają do nich na chwilę, załatwić sprawunki, nie na cały dzień, jak do dużych galerii handlowych. Podczas gdy w dużych miastach, jak Poznań, nasycenie powierzchnią handlową przekracza często 500 m kw. na 1000 mieszkańców, w mniejszych, jak np. Kalisz ma wartość nieco ponad 200 m kw. – zauważa Anna Wysocka z Jones Lang LaSalle.

Trudno zgadywać, jak zachowa się rynek nieruchomości komercyjnych wobec finansowej burzy, która właśnie przechodzi przez giełdy i rynki walutowe na całym świecie. – Jeśli sytuacja globalna odbije się na polskiej gospodarce, to miejmy nadzieję, że w mniejszym stopniu na sektorach, które do tej pory wskazywały dobre fundamenty do dalszych wzrostów – mówi Anna Oleksy. – Inwestorzy wciąż będą poszukiwać atrakcyjnych projektów na rynkach, które mają jeszcze duży potencjał, takich jak polski rynek nieruchomości komercyjnych.

Dolar i obligacje USA schronieniem inwestorów

W ostatnich dniach rozgorzała dyskusja dotycząca poszukiwań przez inwestorów nowej tzw. „bezpiecznej przystani”. Częściowe usztywnienie franka szwajcarskiego i rozczarowujące dane gospodarcze ze strefy euro zdyskredytowały obie waluty. Inwestorzy zwrócili się w stronę dolara, który historycznie bywał uznawany za „bezpieczne miejsce”.

Jednakże poszukiwanie kolejnych nowych bezpiecznych przystani nie jest niczym innym, jak wyznaczaniem nowych spekulacyjnych aktywów. To dość istotna różnica w przekazie i w szczególności inwestorzy indywidualni powinni mieć tego świadomość.

Historycznie, szczególnie w okresach zawirowań gospodarczo-politycznych, złoto było uważane za jedno z przedmiotowych aktywów. Czyli na przykład w przypadku wojen, aktywa zapisane papierowo traciły moc, a liczyły się aktywa bardziej namacalne. Nadal w okresie bessy inwestorzy giełdowi zazwyczaj odwracali się w stronę akcji przedsiębiostw użyteczności publicznej, które w porównaniu z bardziej ryzykownymi sektorami oferują pewne bezpieczeństwo i przewidywalność wyników. Podobnie, ostatnim miejscem schronienia inwestorów wielokrotnie był USD i obligacje USA. Są to historyczne przykłady „safe haven”.

Analizowanie złota w kontekście klasycznej bezpiecznej przystani nie jest do końca uprawnione. Stało sie ono instrumentem mocno spekulacyjnym. Złoto rosło ostatnio zarówno w okresach wzrostów, jak i spadków na giełdzie, presji inflacyjnej oraz obaw deflacyjnych. Dodatkowo, analizując historyczną siłę nabywczą złota, okazuje się, iż metal ten nie zawsze zabezpiecza inwestora przed inflacją.

Pod przykrywką poszukiwania „safe haven” inwestorzy tworzą więc nowe trendy spekulacyjne. Na przykład pojawiają się głosy o prawdopodobnym zwróceniu się w kierunku trzech koron – norweskiej, szwedzkiej i czeskiej. Szczególnie określanie bezpieczną przystanią CZK jest wyjątkowo mylące. Główną cechą takiego aktywu powinna być zadowalająca płynność, czego napewno nie można powiedzieć o czeskiej koronie. Dodatkowo czeska gospodarka jest mała i niestabilna. To przecież typowa gospodarka rozwijającego się kraju Europy Środkowo-Wschodniej.

Inwestorzy indywidualni powinni mieć świadomość, iż globalni gracze mogą na moment zwrócić się w stronę wspomnianych walut, a następnie równie szybko je opuścić. Dodatkowo, z dużym prawdopodobieństwem władze monetarne tych państw będę bronić rodzimych walut przed nadmierną aprecjacją, co zniechęci inwestorów tak samo, jak związanie kursu franka szwajcarskiego.

Próżne jest więc poszukiwanie bezpiecznej przystani wśród walut mniejszych państw, tym bardziej tak mało płynnych, jak korony szwedzka, norweska czy czeska. Dużo bardziej rozsądne będzie zwrócenie sie w stronę aktywów, które długookresowo i historycznie sprawdziły się w tej roli oraz nie są przedmiotem gry spekulacyjnej.

Rusza konkurs „Forex BossaFX – gra z zasadami” pula nagród wynosi 650 000 zł

10 października startuje kolejna edycja konkursu DM BOŚ – Forex BossaFX – w którym inwestorzy mogą zmierzyć się w grze o 100 000 CHF. „Forex BossaFX – gra z zasadami” jest jedynym w Polsce konkursem tradingowym, w którym rywalizacja odbywa się na prawdziwych forexowych rachunkach inwestycyjnych, a uczestnicy mogą poczuć autentyczne emocje towarzyszące inwestowaniu. Łączna pula nagród w konkursie wynosi 650 000 zł.

Zgłoszenia do konkursu przyjmowane są już od 19 września, ale prawdziwa rywalizacja ruszy 10 października br. Uczestnicy „Forex BossaFX – gra z zasadami” rozpoczną grę z początkową wartością rachunku w wysokości 1 000 PLN, które przez pięć tygodni będą inwestować w dowolne instrumenty dostępne na platformie transakcyjnej BossaFX. Zwycięzcą Rankingu Głównego zostanie osoba, która w dniu zakończenia konkursu uzyska największą stopę zwrotu z inwestycji.

Forex BossaFX – Gra z zasadami to pierwszy i jedyny w Polsce konkurs, który pozwala inwestorom zmierzyć się w grze na forexie, w autentycznych i równych dla wszystkich warunkach panujących na światowym rynku walutowym- mówi Sebastian Zadora, Dyrektor Wydziału Sprzedaży Instrumentów Finansowych DM BOŚ S.A. Handel na platformach demonstracyjnych jest tylko symulacją rzeczywistych mechanizmów tego rynku i co istotniejsze – pomija kluczowy aspekt inwestowania, jakim jest czynnik emocjonalny związany z odpowiedzialnością za swoje decyzje. Natomiast rywalizacja w autentycznych warunkach to wyzwanie, z którym jak pokazała pierwsza edycja konkursu, inwestorzy chcą się mierzyć. Konkurs kierujemy zarówno do doświadczonych graczy, którzy pragną spróbować swoich sił w walce z najlepszymi w Polsce inwestorami, jak i do tych, którzy swoją przygodę z forexem dopiero rozpoczynają. Regularne komentarze naszych ekspertów oraz działania edukacyjne Biura prowadzone w czasie konkursu na pewno pomogą lepiej zrozumieć i poznać ten rynek – dodaje Sebastian Zadora.

W trakcie gry prowadzone będą 2 dodatkowe rankingi. Ranking Portfeli Optymalnych budowany na podstawie wskaźnika Sharpe’a wyłoni uczestnika, który osiągnie najwyższą stopę zwrotu przy możliwie niskim ryzyku. Wprowadzony po raz pierwszy Ranking Automatów umożliwi natomiast rywalizację również przy użyciu automatycznych strategii transakcyjnych. Dla właścicieli kont z największą tygodniową stopą zwrotu, organizatorzy przewidują także specjalne premie tygodniowe- tablety IPAD2.

Handel automatyczny, który na świecie jest już bardzo popularny, także w Polsce cieszy się rosnącym zainteresowaniem. Inwestorzy coraz częściej dopytują nas o możliwości korzystania z automatów. Są zainteresowani ich działaniem i przede wszystkim skutecznością. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy, że w tegorocznej edycji Konkursu pojawi się również Ranking Automatów. Rywalizacja konkursowa jest dobrą okazją by spróbować swoich sił na tym polu i przetestować potencjał automatów transakcyjnych – dodaje Sebastian Zadora.

Główną nagrodą w konkursie jest 100 000 CHF. Zdobywcy II i III miejsca otrzymają kolejno 25 000 CHF i 10 000 CHF. Gracze, którzy uplasowali się od czwartego do dziesiątego miejsca otrzymają nagrody w postaci laptopów, a zwycięzcy rankingów „Automaty” i „Optymalny Portfel” zdobędą kolejno 20 000 CHF i 5 000 CHF. Każdy z uczestników konkursu otrzyma egzemplarz najnowszej książki pp. Grzegorza Zalewskiego i Tomasza Zaleśkiewicza „Droga inwestora. Chciwość i strach na rynkach finansowych ”.

Platforma BossaFX (MT4), na której której przebiegać będzie rywalizacja to najpopularniejszy wśród inwestorów indywidualnych systemy transakcyjny dla rynku Forex, wzbogacony o stworzone przez DM BOŚ skrypty i wskaźniki, pozwalające min. składać zlecenia z wykresu czy stosować gotowe strategie inwestycyjne. Oferta bossafx została niedawno po raz kolejny rozszerzona. Tym razem o 10 nowych kontraktów CFD, w tym 6 nowych par walutowych: USDZAR, USDMXN, USDTRY, EURTRY, GBPCAD, NZDJPY oraz 4 kontrakty CFD, których wyceny oparte są na terminowych cenach ryżu, gazu ziemnego, 2-letniej obligacji rządowej Niemiec oraz głównego indeksu giełdy w Amsterdamie AEX. Uczestnicy będą więc mogli korzystać łącznie z 72 instrumentów dostępnych na platformie i sprawdzić jej efektywność, płynność i czas realizacji zleceń.

Pierwsza edycja konkursu BossaFX prowadzona pod hasłem „Prawdziwe są lepsze” cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem inwestorów. Zwycięzcą Rankingu Głównego okazał się inwestor, który zmagania zakończył z saldem rachunku równym ponad 9150 złotych. Oznacza to, że w trakcie trwającego 5 tygodni konkursu BossaFX, ponad ośmiokrotnie powiększył początkową wartość swojego konta. Aby zakwalifikować się do pierwszej dziesiątki inwestorów w konkursie, należało zarobić co najmniej 233%.

Szczegóły konkursu oraz jego regulamin dostępne na platformie bossafx.pl.
Więcej na bossafx.pl i facebook.com/bossafx

Kryzys finansowy wymusił oszczędności na zdrowiu

Wydatki na leczenie stają się coraz większym obciążeniem dla gospodarstw domowych. Wynika to z rosnących kosztów opieki zdrowotnej oraz niepewnego stanu gospodarki. Konsumenci ograniczają inne wydatki by finansować leczenie, a także żądają przepisywania im tańszych lekarstw – to główne wnioski płynące z dorocznego badania klientów sektora opieki zdrowotnej „2011 Survey of Health Care Consumers”, przeprowadzonego po raz czwarty przez firmę doradczą Deloitte.

Z badania przeprowadzonego przez Deloitte w dwunastu krajach wynika, że znacząca liczba respondentów (od 40 do 50%) odczuła wpływ rosnących kosztów leczenia na ich budżet domowy. Wyjątkiem jest Wielka Brytania, gdzie odsetek ten wyniósł 22%, a także Kanada (29%) i Chiny (37%).

W USA trzy czwarte konsumentów (75%) twierdzi, że niedawny kryzys gospodarczy wpłynął na obniżenie ich wydatków na leczenie. Ponad połowa badanych potwierdza, że finansowanie leczenia w ich gospodarstwie domowym odbywa się kosztem realizacji innych potrzeb. Tylko w Wielkiej Brytanii i Kanadzie odsetek ten wyniósł mniej – odpowiednio 24% i 39%. Wydatki na leczenie ograniczają możliwości zakupu innych niezbędnych dóbr, m.in. żywności, paliwa oraz pokrywania kosztów mieszkania czy edukacji. W związku z tym np. w USA 36% badanych prosi lekarzy o przepisywanie generyków zamiast oryginalnych leków, aby oszczędzić pieniądze.

W ostatnim roku jedna czwarta amerykańskich konsumentów znacznie ograniczyła liczbę wizyt u lekarza. Spośród tych, którzy zrezygnowali z konsultacji, odsetek osób, które zrobiły to ze względu na koszty wyniósł 49% w USA, 39% w Belgii, 35% w Chinach, 34% w Meksyku, zaledwie 5% w Kanadzie i 7% w Wielkiej Brytanii i Luksemburgu.

Oceny ogólnej sprawności działania systemów opieki zdrowotnej w krajach objętych badaniem Deloitte były bardzo zróżnicowane. Ocenę doskonałą (A) lub bardzo dobrą (B) wystawiła ponad połowa badanych: w Luksemburgu 69%, w Belgii 57%, w Szwajcarii 52%, we Francji 51%, w Kanadzie 50%. Dobre oceny wystawiło swoim systemom tylko 22% konsumentów w USA, 18% w Portugalii, 15% we Meksyku i 8% w Brazylii. W powyższych krajach większość badanych oceniła system jako niesprawny (D lub F). Było to 57% konsumentów w Brazylii, 44% w Meksyku, 38% w USA i 33% w Portugalii.

Zdaniem wielu badanych systemy opieki zdrowotnej są niesprawne i marnują pieniądze. Zwłaszcza w USA konsumenci krytykują przerosty biurokracji (55%), brak odpowiedzialności za własne zdrowie (49%), tzw. leczenie „defensywne” (46%) oraz niechęć do metod doświadczalnych (40%).

„Tegoroczne badanie dowiodło, że powszechnie obowiązują trzy poglądy: konsumenci nie mają pewności co do dalszego funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej, uważają, że nie sprawdza się on w porównaniu do innych systemów i że marnuje się w nim pieniądze” – twierdzi Bob Go, dyrektor zarządzający globalnym zespołem ds. nauk przyrodniczych i opieki zdrowotnej w Deloitte.

„Wnioski z badania znajdują odzwierciedlenie także na polskim rynku. Niepewność związana z bieżącym i przyszłym funkcjonowaniem systemu publicznej opieki zdrowotnej w pewnym stopniu skutkuje m.in. rozwojem sektora prywatnej opieki, który co do zasady notuje wzrost nawet w okresach spowolnienia gospodarczego” – przyznaje Michał Kłos, Dyrektor w Zespole Doradztwa dla Sektora Farmaceutycznego i Ochrony Zdrowia Deloitte. „Znaczący wpływ na polski system ochrony zdrowia mają obecnie wprowadzone zmiany przepisów dotyczących m.in. refundacji leków oraz przekształceń szpitali publicznych w spółki prawa handlowego. W perspektywie kilku najbliższych lat m. in. te zmiany ukształtują jego postrzeganie przez pacjentów” – dodaje.

Metodologia

Badanie Deloitte, przeprowadzone w kwietniu i maju 2011 r., objęło ponad 15 000 konsumentów usług medycznych w następujących krajach: Belgii, Brazylii, Kanadzie, Chinach, Francji, Niemczech, Luksemburgu, Meksyku, Portugalii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i USA.

Początki kłopotów – dane GUS dotyczące sytuacji na rynku pracy

Mijające wakacje nie przyniosły spodziewanego ożywienia na polskim rynku pracy. Pomimo możliwości zwiększenia poziomu zatrudnienia za sprawą prac sezonowych, nie odnotowujemy poprawy sytuacji na rynku pracy. Najnowsze dane GUS wskazują, że zatrudnienie w polskich przedsiębiorstwach nieznacznie zmalało, a wzrost płac może wywołać jedynie decyzja o podniesieniu płacy minimalnej.

Najnowsze dane publikowane przez Główny Urząd Statystyczny wskazują na zwiększenie poziomu zatrudnienia rok do roku w sektorze przedsiębiorstw o przeszło 3,1% do poziomu 5,520 mln osób.

Dane publikowane przez GUS stanowią podsumowanie niezbyt udanego sezonu letniego na polskim rynku pracy. W sierpniu odnotowaliśmy minimalny spadek liczby nowych miejsc pracy, co jest nienaturalne w okresie wakacyjnym, kiedy wymiernie wzrasta popyt na pracowników tymczasowych. Brak poprawy sezonowej będzie tylko wzmagał trudności na rynku pracy wywołane podniesieniem płacy minimalnej, która przekłada się na wyższe koszty zatrudnienia, co jest dodatkowym impulsem do wyhamowania tworzenia nowych miejsc pracy – komentuje Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service SA.

Poziom wynagrodzeń na przestrzeni ostatniego miesiąca uległ nieznacznej pogorszeniu na poziomie 0,06% i wynosi obecnie 3591,23 zł. W porównaniu do sierpnia zeszłego roku obecny wynik jest lepszy o 5,4%.

Prognozy dotyczące Polski mówią o dynamice PKB na poziomie 4%. W skali europejskiej jest to wynik zadowalający, jednak dla wyraźnej poprawy sytuacji na rynku pracy potrzebujemy wzrostu na poziomie 5,5 – 6%.

Największy wpływ, na poziom wynagrodzeń w Polsce w najbliższych miesiącach, będzie miała decyzja o podniesieniu płacy minimalnej. Zwiększenie jej poziomu o ponad 8% w perspektywie przyszłego roku, będzie przekładało się na silny wzrost presji płacowej. Obecne dane wskazują, że minimalne wynagrodzenia w ciągu roku wzrosną niemal dwa razy szybciej niż średnia płaca w Polsce, co będzie wymuszało na pracodawcach podnoszenie stawek za pracę – podsumowuje Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service SA.

Pijemy mało, inwestujemy dużo.

Jak wynika z raportu przygotowanego przez Wealth Solutions i The IWSR spożycie wina w Polsce systematycznie rośnie. Jednak tempo tego procesu nie jest imponujące i nie przekracza kilku procent rocznie. Znacznie szybciej rosną winne inwestycje Polaków. Do tej pory w ten sposób ulokowaliśmy już ponad 100 mln zł!

W roku 2010 wielkość rynku wina spokojnego (niemusującego wina gronowego) wzrosła o 4,3%. Jest to wynik nieco poniżej oczekiwań. Przyczyny to brak prawdziwej kultury picia wina i jego wysokie ceny, a także niskie ceny wódek. Rosnące bezrobocie, wysoka inflacja i zagrożenie recesją dodatkowo zniechęcają konsumentów. Znacznie szybciej rośnie nasze zaangażowanie inwestycyjne na rynku wina. Do końca zeszłego roku w Polsce było ok. 800 winnych inwestorów, w chwili obecnej jest ich już prawie 1900. Łącznie w portfelach Polaków znajduje się blisko 14 tysięcy skrzynek bordoskich win o wartości ponad 100 mln złotych. Nowych inwestorów przyciągają zyski, jakie niezależnie od sytuacji na rynkach finansowych oferują najlepsze bordoskie trunki.

WSE w Krakowie stawia na edukację marketingową

Bazując na badaniach dotyczących zapotrzebowania na rynku pracy, Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie przygotowała na rok akademicki 2011/2012 siedem kierunków z zakresu reklamy i marketingu na poziomie licencjackim, magisterskim oraz podyplomowym.

Umiejętności marketingowe można rozwijać na studiach I stopnia z Zarządzania – specjalność Reklama i komunikacja społeczna, na studiach II stopnia ze Stosunków międzynarodowych – specjalność Public Relations międzynarodowy oraz na kierunkach podyplomowych: Dziennikarstwo, Grafika reklamowa i prasowa, Marketing w sieci, Public Relations oraz Zarządzanie projektem marketingowym.

Studia w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie charakteryzuje innowacyjny program kształcenia, praktyczny wymiar zajęć przyciągający ludzi z całej Polski, zajęcia z doświadczonymi wykładowcami-praktykami, kameralna atmosferę i indywidualne podejście do każdego studenta. Rekrutacja trwa do 30.09. Więcej szczegółów na www.wse.krakow.pl.

Przygotowania do e-nnovation w toku

Międzynarodowe spotkanie e-nnovation już za trzy tygodnie. Znamy kolejnych prelegentów konferencji. Do ich grona dołączył ostatnio Don Dodge, związany z takimi gigantami jak AltaVista, Microsoft czy Google. A także Michael Sauer, twórca innowacyjnej platformy reCommerce, Brian Kalma, ceniony specjalista w zakresie User Experience, czy Alex Puig, który doradzał prezydentowi FC Barcelony.

Przygotowania do e-nnovation idą pełną parą. Podczas dwóch dni konferencji goście rozmawiać będą o sytuacji na rynku e-commerce, nowych trendach, kierunkach i barierach rozwoju branży. Spotkanie z uznanymi ekspertami i praktykami pozwoli w krótkim czasie nie tylko zdobyć wiedzę, ale również wymienić się doświadczeniami. Na liście prelegentów pojawiły się kolejne nazwiska osób z czołówki światowego e-commerce, takie jak Don Dodge, który z biznesem internetowym i software’owym związany jest od ponad 25 lat, m.in. jako członek grupy zarządzającej AltaVista, ewangelista Microsoftu, a obecnie doradca developerów budujących aplikacje dla Google. Na e-nnovation będzie można spotkać także Michaela Sauera, założyciela i CEO FLIP4NEW, serwisu internetowego, który wykorzystuje najnowszy trend w e-handlu – reCommerce, Briana Kalmę, który przez kilka lat zarządzał User Experience sklepu internetowego Zappos.com, wykupionego przez Amazon za 1,2 mld dolarów. Na konferencji pojawi się także Alexa Puig odpowiedzialny za rozwój Softonic – platformy umożliwiającej darmowe i legalne pobieranie aplikacji, który także doradzał w zakresie działań w sieci Sandro Rosellowi, prezydentowi FC Barcelony.

– E-nnovation to wydarzenie, na którym powinien pojawić się każdy, kto podąża za najnowszymi trendami związanymi z internetem – mówi Alex Barrera, inwestor i doradca w zakresie e-biznesu, który w tym roku po raz drugi będzie gościem e-nnovation. – Daje niezwykłe możliwości spotkania i rozmowy z wybitnymi prelegentami, a także interakcji między uczestnikami. To właśnie świeże spojrzenie na internetowy rynek i duże możliwości networkingu powodują, że e-nnovation wyróżnia się na tle innych wydarzeń branżowych w Europie Środkowo-Wschodniej – dodaje.

Do udziału w konferencji zaproszone są osoby zajmujące się e-biznesem – przedstawiciele branży z Europy Środkowo-Wschodniej, właściciele sklepów internetowych, dostawcy rozwiązań i technologii wspierających e-commerce, początkujący e-przedsiębiorcy. E-nnovation to wartościowe spotkanie dla przedstawicieli branży retail, którzy są zainteresowani nowymi kanałami sprzedaży, a także dla firm, które chcą inwestować w dynamicznie rozwijający się rynek nowych technologii i internetu.
Spotkanie odbywa się w dniach 10-11 października w Poznaniu w salach konferencyjnych hotelu IBB Andersia. Wykłady i panele dyskusyjne będą prowadzone w języku polskim i angielskim z symultanicznym tłumaczeniem.

Dla uczestników e-nnovation, organizatorzy przygotowali zniżkę na nocleg w wybranych hotelach. Przy rezerwowaniu pokoju w hotelu IBB Andersia lub Novotel Centrum wystarczy podać hasło e-nnovation, a cena noclegu na czas konferencji będzie niższa.

Więcej informacji o konferencji na stronie http://e-nnovation.pl/.

 

Innowacyjny lek – na gospodarkę

Wpływ branży farmaceutycznej na polską gospodarkę systematycznie rósł w ciągu ostatnich pięciu lat. W 2010 roku sektor ten w sposób bezpośredni i pośredni odpowiadał za prawie 1 procent PKB, czyli 11,1 mld złotych, w tym blisko 2/3 tego efektu wytworzyły innowacyjne firmy farmaceutyczne. Okazuje się, że wpływ ten nadal może rosnąć i to szybciej niż cała gospodarka. W ciągu najbliższych pięciu lat branża farmaceutyczna ma potencjał wytwarzać ponad 1 procent PKB. Warunkiem wzrostu jest jednak usprawnienie systemu opieki zdrowotnej w Polsce.

Eksperci firmy doradczej PwC obliczyli, że tylko w 2010 roku branża farmaceutyczna zasiliła budżet państwa kwotą 1 miliarda złotych w formie podatków i innych opłat. Większość tego ciężaru (prawie dwie trzecie) poniosły firmy produkujące leki innowacyjne. W raporcie „Wkład innowacyjnego przemysłu farmaceutycznego w rozwój polskiej gospodarki” specjaliści PwC wskazują obszary, w których sektor ten najbardziej kształtuje realia gospodarcze.

Z analizy ekspertów PwC wynika, że spośród firm farmaceutycznych działających w naszym kraju, największe przełożenie na gospodarkę mają te przedsiębiorstwa, które posiadają zakłady produkcyjne w Polsce. Jednakże również i te, które sprowadzają leki z zagranicy istotnie wpływają na gospodarkę i społeczeństwo. Składa się na to: działalność operacyjna i tworzenie miejsc pracy, edukacja lekarzy i pacjentów, transfer „know-how”, ogólne podnoszenie poziomu wiedzy medycznej w kraju itp.

Mariusz Ignatowicz, partner w PwC, lider zespołu ds. sektora farmaceutycznego i ochrony zdrowia, skomentował:

„Poza wpływami do budżetu w postaci podatków i innych opłat, poza utworzeniem ponad 100 tys. miejsc pracy w samej branży i w sektorach pokrewnych, jest jeszcze jeden istotny obszar wpływu firm farmaceutycznych, zwłaszcza innowacyjnych: badania kliniczne. To właśnie dzięki badaniom klinicznym następuje transfer wiedzy i technologii do naszego kraju. A co to oznacza w praktyce? Dają one pacjentom dostęp do najnowocześniejszych terapii, przy czym są one finansowane przez firmy prowadzące badania, a nie z publicznych środków NFZ.”

Sektor farmaceutyczny i biotechnologiczny jest według raportu Komisji Europejskiej najbardziej innowacyjną branżą w Europie, przeznaczającą ok. 16% swoich przychodów na działalność badawczo-rozwojową. Według badań naukowych stosowanie zaawansowanych metod terapeutycznych ma pozytywny wpływ na długość życia, a stosowanie leków innowacyjnych przyczynia się w 40% do tego efektu.

Autorzy raportu PwC podkreślają, że możliwe jest jeszcze większe zaangażowanie firm farmaceutycznych, szczególnie innowacyjnych, w generowanie wzrostu polskiej gospodarki. W 2016 roku całościowy wkład sektora farmaceutycznego ma przekroczyć 1 procent PKB. W tym celu jednak niezbędne jest usprawnienie systemu ochrony zdrowia oraz zwiększenie nakładów przeznaczonych na jego finansowanie.

Eksperci PwC zwracają uwagę na brak długofalowej polityki lekowej oraz przeszkody administracyjne np. opóźnienia przy podejmowaniu decyzji refundacyjnych. Zjawiska te prowadzą do ograniczeń w dostępie polskich pacjentów do innowacyjnych leków.

Mariusz Ignatowicz dodał:

„W obecnej sytuacji niezbędne jest jasne zdefiniowanie terapeutycznych potrzeb społeczeństwa polskiego, określenie oczekiwań administracji państwowej i rozpoczęcie dialogu z innowacyjnymi firmami farmaceutycznymi, które oczekiwaniom tym muszą sprostać.”

***
Raport o wpływie innowacyjnej branży farmaceutycznej na polską gospodarkę po raz pierwszy zaprezentowano na specjalnym panelu w trakcie Forum Ekonomicznego w Krynicy.

W Europie Środkowej i Wschodniej rosną firmy z branży produkcyjnej

Niemal 80% największych firm w Europie Środkowej odnotowało wzrost przychodów w 2010 roku. Jest to ogromna zmiana w porównaniu z rokiem poprzednim kiedy tylko 16% przedsiębiorstw zwiększyło swoje przychody. Liderami pod względem wielkości przychodów pozostają firmy z branży energetycznej – PKN Orlen i MOL, tuż za nimi plasuje się koncern samochodowy Skoda. W gronie największych firm regionu najbardziej wzrosła liczba przedsiębiorstw z sektora produkcyjnego, zmalała natomiast reprezentacja branży TMT oraz dóbr konsumpcyjnych i transportu – to główne wnioski z kolejnej edycji Rankingu CE TOP 500 przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte oraz dziennik „Rzeczpospolita”.

Wyniki piątej edycji rankingu pokazują, że przychody największych firm w Europie Środkowej i Wschodniej wzrosły w 2010 roku średnio o 11% w euro i 7% w walucie lokalnej. To bardzo dobry wynik w porównaniu z poprzednią edycją, w której średnia zmiana przychodów w stosunku do 2008 roku była ujemna i wyniosła -12% w euro przy zerowej zmianie w walucie lokalnej. Nie udało się jednak osiągnąć obrotów sprzed kryzysu – przychody 500 największych firm z regionu o wartości 612 mld euro były wyższe o 17% w porównaniu do roku 2009, jednak ciągle niższe o 4% w stosunku do 2008 roku.

Najdynamiczniej rozwijają się przedsiębiorstwa z branży wyrobów przemysłowych, która odnotowała blisko 23% wzrostu przychodów w 2010 roku. Odpowiedzialny za to był głównie wzrost cen surowców oraz poprawa popytu na dobra produkcyjne zarówno na rynkach eksportowych (przede wszystkim w Niemczech), jak i w regionie. Nowością w bieżącej edycji rankingu CE TOP 500 jest wzrost reprezentacji przedsiębiorstw z Czech (było ich o 7 więcej niż w roku ubiegłym) oraz Rumunii (dodatkowe 6 firm w zestawieniu). Liczba polskich przedsiębiorstw zmniejszyła się o 7, między innymi w wyniku postępującej konsolidacji w sektorze energetycznym.

„Wyniki branży energetycznej i zasobów naturalnych potwierdzają znaczący wpływ zmian cen surowców na największe przedsiębiorstwa regionu. Średnie przychody firm tej branży wzrosły o 13% w euro (10% w walucie lokalnej). Decydującym czynnikiem była cena ropy naftowej, która przełożyła się na dynamiczny wzrost przychodów producentów paliw. W przypadku polskiego PKN Orlen (pierwsze miejsce w rankingu) oraz węgierskiego MOL (drugie miejsce) wzrost przychodów wyniósł odpowiednio około 33% i 34%, a PKN Orlen zwiększył dystans wobec MOL o blisko 1,3 mld euro” – mówi Tomasz Ochrymowicz, partner w dziale doradztwa finansowego Deloitte.

Pomimo recesji lub bardzo ograniczonego wzrostu gospodarczego, aktywa 50 największych banków w regionie zanotowały 5% wzrost. Wpływ ostatnich wydarzeń na rentowność banków jest jednak widoczny, a dwucyfrowy zwrot z kapitału pozostaje ciągle poza zasięgiem wielu z nich. Niektórym krajom udało się przetrwać kryzys lepiej niż innym, co znalazło swoje odbicie w rankingu. Liczba polskich banków w zestawieniu zwiększyła się z 13 do 14. Rumunię reprezentują tylko dwa banki – o dwa mniej niż w roku poprzednim. Co ciekawe, pomimo dużych trudności, z jakimi borykała się gospodarka ukraińska, a w szczególności sektor bankowy, kraj zwiększył liczbę tych instytucji w rankingu o dwie.

„Dobrą kondycję polskiego sektora bankowego widać na liście 50 największych banków regionu. Dwa banki z pierwszej dziesiątki, które jako jedyne awansowały w rankingu wywodzą się z Polski (BRE przesunął się z miejsca 8 na 7, a ING na miejsce 10 z 11). Dodatkowo w tym roku w gronie dziesięciu największych instytucji znalazły się cztery banki z Polski, w tym PKO Bank Polski, który po raz kolejny potwierdził swoją pozycję największego banku w Europie Środkowej” – dodaje Tomasz Ochrymowicz.

Liderem wśród firm ubezpieczeniowych pozostaje PZU, na drugim miejscu znalazła się Ceska Pojistovna. Warto zaznaczyć, że miniony rok był trudny dla branży, dlatego 11 z 50 największych ubezpieczycieli odnotowało stratę; jest to o 6 więcej niż w 2009 roku. Ponadto 20 firm wypracowało niższy zysk netto niż w 2009 r. Niezmiennie jednak lista największych ubezpieczycieli pozostaje zdominowana przez firmy z Polski (16 firm) i Czech (11 firm).

W rankingu, spółką o największej kapitalizacji giełdowej w regionie pozostał czeski CEZ, wyprzedzając o około 50% drugi w kolejności bank PKO BP. Kolejne 2 miejsca wśród spółek o największej kapitalizacji zajmują PGE oraz Bank Pekao. Na piąte miejsce awansował KGHM, którego wycena rynkowa zwiększyła się o ponad 80% w stosunku do końca 2009 roku, na co wpływ miała bardzo dobra koniunktura na rynku miedzi.

„Z rankingu CE Top 500 wynika, że poszczególne kraje Europy Środkowej radzą sobie w tych zmiennych czasach w zróżnicowany sposób. Wzrost PKB w ostatnim roku w Polsce, Czechach czy na Słowacji przewyższał ten w Chorwacji, Rumunii czy Bułgarii. Ogłoszone ostatnio dane makroekonomiczne pokazują wyhamowanie wzrostów dwóch głównych gospodarek Unii Europejskiej – Niemiec i Francji. Wyniki te z pewnością wpłyną także na koniunkturę gospodarczą w 19 krajach Europy Środkowej, jak również kształt przyszłorocznej listy 500 największych przedsiębiorstw w regionie. W tej chwili najważniejszym pytaniem jest, czy wyższe przychody za rok 2010 są wiarygodnym wskaźnikiem powrotu stabilizacji w regionie, czy stanowią tylko chwilę wytchnienia przed kolejnymi zawirowaniami w gospodarce.” – podsumowuje Tomasz Ochrymowicz.

Więcej informacji na temat rankingu CE Top 500 można znaleźć na stronie www.deloitte.com/cetop500
Ranking CE TOP500 powstał we współpracy Deloitte i dziennika „Rzeczpospolita”.

Euro 2012 – Konsument na zakupach w Polsce i na Ukrainie

Zwrot rzeczy, która przestała się podobać? W Polsce taka możliwość zależy tylko od sprzedawcy, na Ukrainie – mamy na to aż dwa tygodnie od zakupu. Na 274 dni przed pierwszym meczem, UOKiK oraz Ukraińska Federacja Wszystkich Konsumentów Pulse informują o prawach kibiców na zakupach.

690 kilometrów dzieli Warszawę od Kijowa, 10 godzin podróży samochodem, 60 minut różnicy w czasie, w jednym mieście mecz otwarcia Euro 2012, w drugim – finałowy. Polska i Ukraina są odmienne także pod innymi względami, w tym prawa chroniącego konsumentów-kibiców. Na co mogą więc liczyć słabsi uczestnicy rynku podczas zakupów w Polsce lub na Ukrainie? O prawach konsumentów przed Euro 2012 wspólnie przypominają instytucje chroniące konsumentów w obu krajach. To kolejna odsłona porad dla kibiców.

Kart płatniczych nie przyjmujemy – to napis, który każdy kibic może często spotkać w Polsce i na Ukrainie. W obu krajach można swobodnie płacić gotówką – w wielu miejscach (np. większych sklepach, restauracjach) również kartami płatniczymi. Często klient może spotkać przy kasie pewne ograniczenia dotyczące sposobu płatności – np. karty możesz użyć, gdy wartość zakupów przekroczy 10 zł, płatność kartą – 2 zł dodatkowo. Gdy nie masz wystarczającej ilości gotówki, spytaj wcześniej, czy sklep wprowadził ograniczenia dotyczące płatności kartą – zwłaszcza u polskiego sprzedawcy. Podczas zakupów na Ukrainie warto spytać, czy terminal w sklepie działa. Pamiętaj! Drobni sprzedawcy – handlujący na bazarach, przed stadionami, na ulicy, w kioskach z prasą, w małych punktach gastronomicznych, czy sprzedający bilety autobusowe zazwyczaj przyjmują płatności tylko gotówką!

W Polsce płacisz złotówkami (PLN), 1zł=100 groszy, na Ukrainie – hrywnami (UAH), 1 hrywna=100 kopiejek. Większość sklepów w Polsce jest czynna od poniedziałku do piątku, od 9:00 do 17:00. W soboty – do 14:00, a w niedzielę i święta otwarte są tylko niektóre placówki. Centra handlowe otwarte są przez 7 dni w tygodniu od 10:00 do późnych godzin wieczornych. W dużych miastach na Ukrainie sklepy zazwyczaj otwarte są przez całą dobę, przez 7 dni w tygodniu. Ale można znaleźć też takie, które są otwarte od 10:00 do 21:00. W weekendy sklepy są otwarte krócej – zazwyczaj od 11:00 do 20:00.

Kupujesz, płacisz – weź paragon!
Gdy zapłacisz za produkt kupiony od polskiego czy ukraińskiego sprzedawcy zawsze powinieneś dostać paragon. Jest on podstawą do złożenia reklamacji, gdyby się okazało, że np. kupiłeś zepsuty jogurt, niedziałający sprzęt elektroniczny, parasolkę, która się nie rozkłada. Bez względu na to, ile czasu zamierzasz spędzić w naszych krajach, zachowaj paragon. Nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać. Pamiętaj, żeby po zakupach zawsze sprawdzić, czy ich wartość zgadza się z tym, co jest napisane na paragonie.

Kupiłeś koszulkę z nadrukiem logo ulubionego klubu, które wyblakło? Co możesz zrobić?

Jeżeli kupiona rzecz posiada wady (np. brak guzików, nieaktywny bilet), masz prawo do reklamacji – w Polsce i na Ukrainie. Pamiętaj o różnych terminach! W Polsce rzeczy możesz reklamować w ciągu dwóch lat od momentu zakupu. Na Ukrainie – w ciągu okresu przydatności do użycia albo okresu gwarancyjnego. Jeżeli produkt nie posiada gwarancji, czas na reklamację to 2 lata. Reklamację składasz sprzedawcy na piśmie, dołączasz do niej paragon. Czego możesz żądać? W Polsce: naprawy, wymiany, zwrotu pieniędzy. Na Ukrainie dodatkowo: obniżenia ceny, zwrotu pieniędzy za poniesione koszty (np. za naprawę na własny rachunek). 14 dni to także czas, w którym powinieneś dostać od sprzedawcy odpowiedź na reklamację (w Polsce) lub sprzedawca powinien podjąć określone czynności (na Ukrainie). Gdy przekroczy ten termin – zgodnie z polskim prawem – uznał on twoje roszczenia, zgodnie z ukraińskim – sprzedawca powinien wypłacić za każdy dzień spóźnienia karę 1 proc. ceny wadliwego produktu.

Jak zgłosić reklamację?

W obu krajach na piśmie, u sprzedawcy, w dwóch egzemplarzach – jeden dla sklepu, drugi dla konsumenta, potwierdzający zgłoszenie reklamacji. Możesz skorzystać z gotowych formularzy, które posiada większość polskich sklepów – na Ukrainie sprzedawcy rzadko posiadają gotowe druki. Pamiętaj, że są one sporządzone w językach danego kraju. Może się także zdarzyć, że przedsiębiorca nie będzie mówił płynnie po angielsku.

Kupiłeś szalik, który jednak chciałbyś zwrócić? Czy możesz?

Prawo do zwrotu towaru, który nie ma wad, a np. przestał się nam podobać zależy od kraju. W Polsce – taka możliwość istnieje tylko wtedy, gdy zgodzi się na to sprzedawca. Nie ma on obowiązku przyjąć lub wymienić rzeczy. Jeżeli sklep przewiduje taki przywilej, może go uzależnić od spełnienia określonych warunków, np. dostarczenia metek, opakowania, dowodu zakupu. Informację o tym, czy sklep przyjmuje zwroty znajdziesz przy kasie. Jeżeli jej nie ma, spytaj sprzedawcę. Gdy zgodzi się na zwrot, poproś o potwierdzenie tej możliwości np. na paragonie wraz z pieczątką sklepu. Kupując na Ukrainie, konsument może zwrócić lub wymienić produkt w ciągu 14 dni od momentu zakupu. Nie musi podawać żadnego powodu, ale obowiązkowo trzeba dołączyć paragon oraz metki. Rzecz nie może być używana przez konsumenta – w przeciwnym wypadku sprzedawca ma prawo odmówić wymiany lub zwrotu. Trzeba pamiętać o grupach produktów, których oddać nie można. Są to m.in. perfumy, kosmetyki, biżuteria.

Reklamacja w restauracji

Menu wraz z cennikiem powinieneś znaleźć przed lokalem. W restauracjach w popularnych wśród turystów miejscach dodatkowo występuje po angielsku. W innych – musisz się liczyć z tym, że nazwy potraw będą zapisane w ojczystym języku. Przed zamówieniem poproś obsługę o wyjaśnienie, co oznacza nazwa danej potrawy, ile ostatecznie zapłacisz i jakiej ilości dotyczy cena (np. cena ryby w karcie może dotyczyć 100 g, gdy obsługa przyniesie całą ważącą 500 g). Jeżeli kelner dolicza serwis, musi o tym poinformować przed złożeniem zamówienia. Na Ukrainie 10 proc. opłata za serwis jest automatycznie doliczana do rachunku. Pamiętaj! Jeżeli restauracja nie wywiązała się ze złożonego zamówienia – czyli np. kelner pomylił zamówienie, potrawa nie zawierała takiej ilości składników jak podano w menu, zbyt długo czekałeś na zamówienie, masz prawo do reklamacji. Składasz ją od razu kelnerowi lub szefowi lokalu. Masz prawo do żądania posiłku zgodnego z zamówieniem lub obniżenia ceny.

300 mln zł wynoszą długi firm budowlanych

Firmy budowlane choć najsłabiej oceniają swoją bieżącą sytuację finansową, to w przyszłość spoglądają z optymizmem. Mimo tego, że 30% faktur nie jest regulowanych w terminie lub wcale, a na zapłatę trzeba czekać ponad 5 miesięcy, 42% przedsiębiorców z tej branży spodziewa się poprawy swojej sytuacji finansowej w najbliższych miesiącach.

Takie wyniki przynosi najnowszy raport „Portfel Należności Polskich Przedsiębiorstw” przygotowany wspólnie przez Krajowy Rejestr Długów i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Od kilku miesięcy obserwujemy w Polsce niekorzystną koniunkturę w branży budowlanej. Potwierdza to najnowszy raport KPF „Procesy upadłościowe przedsiębiorstw w Polsce w I półroczu 2011 r.” oraz raport upadłości polskich firm za II kwartał 2011 r., przygotowany przez wywiadownię Dun & Bradstreet. Wynika z nich, że liczba upadłości firm jest najwyższa właśnie w sektorze budowlanym i na przestrzeni roku wzrosła o kilkanaście procent.

Jednym z efektów spowolnienia może być fakt, że klienci i kontrahenci firm budowlanych nie regulują względem nich swoich płatności na czas.

5 miesięcy czekania na zapłatę

Na tle innych branż przedsiębiorstwa budowlane mają największy problem z uzyskaniem zapłaty za sprzedane towary i wykonane usługi. W drugim kwartale roku właśnie w tym sektorze zaobserwowano największy odsetek nieterminowo regulowanych faktur. Firmy wskazywały na udział przeterminowanych należności wynoszący aż 29,7% ogółu (jeszcze jedynie w usługach odnotowano odsetek należności przeterminowanych przekraczający średnią dla kraju wynoszącą 25,3%. Przeciętny okres oczekiwania na płatności od klientów i kontrahentów w budownictwie wynosi 5,1 miesiąca, podczas gdy średnia w gospodarce wynosi 4 miesiące, a w najlepszej pod tym względem branży handlowej sięga 3,3 miesiąca.

– Z tego powodu, 17,9 procent firm budowlanych jest zmuszonych zredukować zatrudnienie, a ponad połowa ograniczyć inwestycje – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA. – Największym problemem są jednak dla nich utrudnienia w realizowaniu własnych płatności. Ponad 70 procent przedsiębiorstw budowlanych ma problem z płynnością finansową, która jest efektem zatorów spowodowanych przez niewypłacalność ich partnerów biznesowych. W tej branży tylko jedna na pięć firm nie odczuwa konsekwencji wynikających z problemów z odzyskiwaniem należności – dodaje Adam Łącki.

Optymizm mimo wszystko

Pomimo trwającego spowolnienia, kolejny kwartał z rzędu obserwujemy jednak w branży budowlanej rosnący optymizm przedsiębiorców. Potwierdza to, że obecne problemy sektora związane z niedostatecznym popytem mają charakter przejściowy, a sami przedsiębiorcy spodziewają się w niedługim czasie powrotu koniunktury – 41,9% firm uważa, że ich sytuacja finansowa ulegnie poprawie, a 53,3% jest zdania, że się nie zmieni. Pogorszenie sytuacji zwiastuje zaledwie 4,7% badanych przedsiębiorstw – to spadek w porównaniu do poprzedniego kwartału, kiedy negatywne prognozy snuło 7% firm z branży budowlanej.

Budowlańcy w Krajowym Rejestrze Długów

Długi firm budowlanych notowanych w Krajowym Rejestrze Długów wynoszą prawie 300 mln zł. Liczba przedsiębiorstw borykających się z problemami finansowymi wzrosła na przestrzeni ostatniego roku o 2499 firm i sięga obecnie 7865. Najwięcej dłużników z branży budowlanej pochodzi z województwa mazowieckiego (1269 firm) i śląskiego (1099 firm).

Jak wynika ze statystyk KRD największym dłużnikiem jest przedsiębiorstwo z Płocka – jego długi wobec kontrahentów to prawie 4 mln zł. Firmy wobec których budowlańcy mają największe zaległości to: inne firmy budowlane działające w charakterze podwykonawców (29,6%), sprzedawcy materiałów budowlanych (29,5%) oraz spedycja (4,33%).

Nie tak łatwo przekształcić się w spółkę kapitałową

Uchwalona przez Sejm ustawa deregulacyjna miała pomóc przedsiębiorcom w przekształceniu ich działalności w spółkę kapitałową. Pracodawcy RP od początku popierali nowelizację przepisów. – Zwracamy jednak uwagę, iż przeprowadzenie takiej zmiany wcale nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać – podkreśla Emilia Podębska, ekspert Pracodawców RP.

Trzeba pamiętać o tym, że samo przekształcenie nie zwalnia od poprzednich zobowiązań. Pomoże jednak zmniejszyć ryzyko, jakie przedsiębiorca ponosi prowadząc konkretną działalność. – Od dnia przekształcenia, za zobowiązania zaciągnięte w trakcie prowadzenia działalności gospodarczej, przez okres trzech lat, przedsiębiorca odpowiada solidarnie ze spółką. Po tym czasie odpowiedzialność spoczywa jedynie na przedsiębiorcy – mówi Emilia Podębska.

Zmiana działalności wiąże się ze spełnieniem kilku formalnych wymogów, które mogą powodować pewne trudności, jak i generować dodatkowe koszty. Chodzi tu przede wszystkim o sporządzenie planu przekształcenia w formie aktu notarialnego, do którego potrzebna jest również opinia biegłego rewidenta. Należy również złożyć oświadczenie o przekształceniu, powołać członków organu spółki przekształconej, zawrzeć umowę spółki albo podpisać statut spółki przekształconej, dokonać wpisu w Krajowym Rejestrze Sądowym. Od tego momentu następuje wykreślenie przedsiębiorcy z centralnej ewidencji.

Już na samym początku problem może stanowić plan przekształcenia. Wymaga się bowiem, aby przedstawiał on wycenę składników aktywów i pasywów. Dla tych, którzy prowadzą podatkowe księgi przychodów i rozchodów, może być to trudne. Będą musieli dokonać dodatkowym obliczeń.

W przekonaniu Pracodawców RP przepisy powinny iść w kierunku, który pozwoli na zmniejszenie biurokracji, co z pewnością ułatwi przedsiębiorcom funkcjonowanie. Dobrym przykładem może być w tym przypadku możliwość założenia spółki z o.o. przez Internet, co możliwe będzie już od przyszłego roku.

Wyższa płaca minimalna problem dla polskich przedsiębiorców

W dniu 13 września, na 4 tygodnie przed wyborami parlamentarnym, rząd podjął decyzję o podniesieniu płacy minimalnej. Przyjęte dzisiaj rozporządzenie przewiduje podniesienie najniższych stawek płac o ponad 8 proc. w skali rok do roku. Obecnie płaca minimalna będzie stanowić ponad 40% średniego wynagrodzenia w Polsce. Stawia to nasz kraj w czołówce nowych państw członkowskich Unii Europejskiej posiadających najwyższy poziom minimalnego wynagrodzenia.

Rada ministrów podjęła decyzję o podniesieniu płacy minimalnej do poziomu 1500 zł. Zwiększenie wynagrodzeń wpłynie na wzrost kosztów zatrudnienia, jak i wydatki związane z prowadzeniem mikro przedsiębiorstw. Szczodrość rządzących niestety nie poprawi sytuacji najgorzej sytuowanych Polaków, bo spowoduje wzrost bezrobocia, głównie w regionach borykających się z największymi problemami z zatrudnieniem oraz przełoży się na zwiększenie szarej strefy.

– Podniesienie płacy minimalnej stanowi duży problem dla polskich przedsiębiorców. Wzrost wynagrodzeń przekłada się na wyższe koszty zatrudnienia, co jest impulsem do wyhamowania procesów rekrutacyjnych. Brak nowych miejsc pracy przekłada się na wzrost bezrobocia, szczególnie w regionach, w których występują największe trudności ze znalezieniem zatrudnienia. Dla wielu osób pracujących za minimalne wynagrodzenie, odgórne podniesienie ich stawek płac będzie oznaczało redukcję etatów i wymuszenie funkcjonowania w szarej strefie – komentuje Krzysztof Inglot, Dyrektor Działu Rozwoju Rynków w Work Service SA.

– Należy pamiętać, że przyjęty wzrost płacy minimalnej o 8,2% ponad dwukrotnie przewyższa obecny poziom inflacji. Zwiększanie presji płacowej za pomocą odgórnych decyzji wpływa na wzrost kosztów i cen we wszystkich sektorach gospodarki. Przez to narasta poziom inflacji, która w największym stopniu dotyka właśnie osoby o najniższych zarobkach – dodaje Krzysztof Inglot.

Rozwiązania przyjęte przez stronę rządową trafiają w bardzo trudny czas na rynku pracy. Zakończony został okres wakacyjny, który poprzez dodatkowe prace sezonowe powinien sprzyjać znacznemu zmniejszeniu poziomu bezrobocia, jednak przyniósł jedynie jego lekkie wyhamowanie. W perspektywie kolejnych kwartałów można się spodziewać wzrostu bezrobocia, a podniesienie płacy minimalnej tylko pogłębi ten problem

– W trudnej sytuacji na rynku pracy, z jaką mamy obecnie do czynienia, powinny być wprowadzane rozwiązania sprzyjające zwiększaniu zatrudnienia przez przedsiębiorców. Podnoszenie płacy minimalnej i zakończenie funkcjonowania ustawy antykryzysowej, są działaniami idącymi w odwrotnym kierunku – podsumowuje Krzysztof Inglot z Work Service SA.

Bronisław Komorowski: Kryzys to zagrożenia, ale i szansa

W samo południe, we wtorek, 13 września, rozpoczęło się uroczyste posiedzenie Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, na którym przemówienie wygłosił prezydent RP Bronisław Komorowski. Wiele miejsca w swoim przemówieniu prezydent poświęcił obecnej sytuacji gospodarczej i przyszłości projektu europejskiego.

Prezydent Komorowski rozpoczął swoje przemówienie od przypomnienia historii integracji europejskiej i przywołania, że u jego podstaw legły idee rozwijane na przestrzeni wieków przez czołowych intelektualistów Starego Kontynentu. Wśród nich byli także Polacy, jak Wojciech Jastrzębowski, który swój traktat „o wiecznym pokoju” zwany konstytucją dla Europy napisał tuż po jednej z krwawych bitew powstania listopadowego 1831 roku.

Przełomem integracji europejskiej był upadek żelaznej kurtyny i wielkie rozszerzenie, do którego nowe kraje członkowskie starannie się przygotowywały. „Polska transformacja była dziełem samych Polaków, ale Europa bardzo nam w tym pomogła. To była solidarność tej Europy, dla której historia po 1945 roku była łaskawsza z tą częścią, która padła ofiarą jej wyroków. Polacy o tej solidarności pamiętają. O pomocy i solidarności Unii Europejskiej w tym miejscu, w Parlamencie Europejskim, który był jej orędownikiem, wie się bardzo dużo. To Parlament jest strażnikiem europejskiej solidarności”, powiedział prezydent Komorowski.

„Dzisiaj pod znakiem zapytania stanęło jedno z największych osiągnięć integracji europejskiej, a mianowicie europejski model społeczny”, stwierdził prezydent Komorowski dodając, że UE i jej społeczeństwa znalazły się w punkcie zwrotnym, najtrudniejszym momencie od czasu zapoczątkowania procesu integracji.

Prezydent zauważył, że sytuacja społeczno-gospodarcza w Europie wymusza przyspieszone decyzje. „Choć mój kraj jest jeszcze poza strefą euro, chcemy współdziałać w tworzeniu i realizowaniu planów naprawczych. Wiemy, że stawką jest przyszłość projektu o fundamentalnym znaczeniu dla Europy i jej miejsca w świecie”. Przestrzegał, że rozpad euro i unii gospodarczo-monetarnej „mógłby być wstępem do odwrócenia procesu integracji z najgorszymi możliwymi konsekwencjami, łącznie z porzuceniem Unii jako projektu politycznego” i apelował o odważne decyzje.

„Kryzys to nie tylko zagrożenia, ale i szansa na to, by dać nowy impuls procesowi pogłębienia integracji europejskiej”, przekonywał prezydent Komorowski dodając, że potrzebna jest świadomość długofalowej perspektywy. „Nasze cele wyznaczać powinny trzy związane ze sobą wartości: bezpieczeństwo, rozwój i solidarność. Nowe instrumenty mają zapewniać UE witalność, postęp oraz pozycję międzynarodową. Zarazem konieczne jest bezwzględne utrzymanie spoistości całej Unii. Wymaga to zachowania otwartego charakteru procesu pogłębienia integracji”, podkreślił prezydent RP.

Bronisław Komorowski zapowiedział, że „polska prezydencja dołoży wszelkich starań, żeby w najbliższym czasie sfinalizować reformę zarządzania gospodarczego w UE, którego celem jest wzmocnienie unijnego Paktu Stabilności i Wzrostu i utrzymanie w ryzach finansów publicznych krajów UE”. Podkreślił, że postrzega wspólną europejska walutę jako wielkie osiągnięcie i nie odbiera kryzysu finansów publicznych jako porażki Euro. W pakt Euro Plus powinny zaangażować się nie tylko państwa strefy euro, „ale również wszystkie państwa spoza strefy, które wierzą w powodzenie wspólnej waluty i wykazują determinacje by do niej przystąpić”.

Prezydent Komorowski powiedział także, że wielkim wyzwaniem dla Unii Europejskiej jest umiejętna polityka wobec jej bezpośredniego otoczenia, ale uwaga UE nie może skupiać się jednak jedynie na południowym sąsiedztwie. „Nie ma bowiem sprzeczności między koniecznością zaangażowania UE we wspieranie krajów położonych na Wschód i na Południe od Unii”, powiedział prezydent Komorowski dodając, że narody partnerskie na Wschodzie Europy oczekują jasnego sygnału, jaki rodzaj partnerstwa chcemy z nimi budować.

„My w Polsce głęboko wierzymy w Europę i chcemy UE dynamicznej i odważnej, otwartej i solidarnej. Chcemy Unii, która zapewni Europie rolę w świecie na miarę wielkości jej cywilizacji, Unii, która będzie chronić witalność tej cywilizacji. Chcemy Unii, która da wszystkim jej narodom bezpieczeństwo, która będzie trafną odpowiedzią na potrzeby i troski jej obywateli. Wiemy, że taka Unia jest możliwa. Taką Unię, wraz z innymi narodami Europy, chcemy budować”, zakończył prezydent Komorowski.

Komputronik i Clean & Carbon Energy SA – układ z diabłem?

Ekspertyza z zakresu informatyki śledczej dotycząca korespondencji pomiędzy Zarządem Komputronik a innymi osobami i podmiotami w związku z podpisaniem Umowy Inwestycyjnej z dnia 24 lipca 2010 r.

Zarząd Komputronik SA podaje do publicznej wiadomości informację na temat wyników przeprowadzonej ekspertyzy z zakresu informatyki śledczej w związku z opublikowaną rzekomą korespondencją stanowiącą załącznik do Raportu Bieżącego nr 27/2011 Clean & Carbon Energy SA ( zwany dalej „Załącznikiem”) Na zlecenie Komputronik SA renomowana firma ekspercka Kroll OnTrack z siedzibą w Katowicach dokonała ekspertyzy z zakresu informatyki śledczej. Przedmiotem analizy było wykazanie modyfikacji bądź ich braku w wiadomościach e-mail znajdujących się w bazie danych Biurodatabase.db (w bazie tej przechowywana jest cała korespondencja wszystkich skrzynek pocztowych w domenie Komputronik.pl) względem odpowiadającym im wiadomościom z Załącznika. Wynik przeprowadzonej analizy stanowią załączone dokumenty do niniejszego komunikatu.

Wnioski z ekspertyzy są jednoznaczne: we wszystkich wskazanych do badania przez Komputronik SA wiadomościach pocztowych z Załącznika wykazano niezgodność treści i/lub tematu oraz ujawniono tworzenie fikcyjnych (nie wysłanych) wiadomości, które spreparowano na podstawie innych wiadomości.

Wszelkie dokonane modyfikacje (fałszerstwa) miały na celu : – zdyskredytowanie uczciwości i rzetelnych zamiarów Członków Zarządu Komputronik wobec Inwestorów i powiązanych z nimi spółek, – utworzenie nieistniejących dowodów w związku z wekslami własnymi z wystawienia Karen i ich rzekomym przelewem wraz z wierzytelnościami Techmex zbytymi na rzecz El-corn sp. z o.o.

W związku z podejrzeniami o popełnienie przestępstw przez Marcina Marczuka, Tomasza Szamlewskiego oraz Macieja Flemminga, do właściwych prokuratur zostały skierowane odpowiednie zawiadomienia wraz z pełnymi kopiami ekspertyz. W opinii Zarządu Komputronik SA, spółki CCE SA oraz El-Corn sp. z o.o., nie posiadając argumentów prawnych ani dowodów rzekomych naruszeń ze strony Komputronik SA, wykorzystują sfałszowane lub sfabrykowane dokumenty w celu zniesławienia Członków Zarządu Komputronik SA oraz narażają Emitenta na utratę wiarygodności i zaufania rynków finansowych oraz klientów.

Zmiany w Zarządzie Grupy Generali w Polsce

Rada Nadzorcza spółek Grupy Generali Polska powołała podczas swego ostatniego posiedzenia nowego Członka Zarządu firmy. Z dniem 12 września br. stanowisko Członka Zarządu Generali T.U. S.A. oraz Generali Życie T.U. S.A. obejmuje Martin Vrba, który będzie odpowiadał za nadzór nad Departamentami: Ubezpieczeń Komunikacyjnych, Likwidacji Szkód oraz Contact Center.

Martin Vrba przejmuje obowiązki Jirziego Strelicky’ego, który zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami kończy swoją 2-letnią misję w Zarządzie Grupy Generali w Polsce. Jirzi Strelicky – dotychczasowy członek zarządu firmy, obejmuje od września br. funkcję Wiceprezesa Zarządu Generali w Czechach, odpowiedzialnego za obszar oferty produktowej i operacji.

– „Bardzo dziękuję Jirziemu Strelicky’emu za jego wkład w rozwój spółek Grupy Generali w Polsce w ostatnich 2 latach. Jego awans w strukturach Grupy odbieram jako wyraz uznania dla wyników pracy jaką wykonaliśmy w ostatnich 2 latach w Polsce w obszarach poprawy rentowności ubezpieczeń komunikacyjnych oraz wzmocnienia jakości serwisu likwidacji szkód. Cieszę się też na współpracę z Martinem Vrbą, który jest jednym z liderów prac centrum kompetencji Generali PPF Holding w Europie Centralnej w obszarze likwidacji szkód” – mówi Prezes Zarządu Grupy Generali w Polsce, Artur Olech.

Martin Vrba jest absolwentem Uniwersytetu Karola w Pradze, gdzie uzyskał tytuł magistra na Wydziale Matematyki i Fizyki.

Nowy członek zarządu Generali w Polsce posiada niemal 20-letnie doświadczenie managerskie, które zdobywał głównie na rynku ubezpieczeniowym w Czechach. W latach 2002-2009 związany z liderem rynku ubezpieczeń w Czechach – firmą Česká pojišťovna, gdzie m.in. pełnił szereg kluczowych funkcji managerskich w obszarach back office, sprzedaży detalicznej oraz obsługi klienta. Zasiadł także w Radzie Nadzorczej największego w Czechach Funduszu Emerytalnego PFČP (Česka pojistovna).

Od marca 2009 roku związany jest z Generali PPF Holding, gdzie objął stanowisko Senior Project Managera w centrum kompetencyjnym odpowiedzialnym za obszar likwidacji szkód. W tym czasie zarządzał projektami zmierzającymi do poprawy procesów i obsługi klienta w obszarze likwidacji szkód (w szczególności w ubezpieczeniach majątkowych) w wielu krajach Europy Środkowej i Wschodniej.

W Generali T.U. S.A. Martina Vrba odpowiedzialny będzie za wzmocnienie kompetencji spółki majątkowej w obszarze produktów ubezpieczeń komunikacyjnych, likwidacji szkód oraz contact center.

W skład zarządu spółki Generali T.U. S.A wchodzą obecnie:
– Artur Olech – Prezes Zarządu
– Magdalena Nawłoka – Członek Zarządu
– Antoni Brański – Członek Zarządu
– Krzysztof Wiecha – Członek Zarządu
– Martin Vrba – Członek Zarządu

W sierpniu aktywa funduszy inwestycyjnych spadły o 17%

Dokładnie 2,5 roku minęło od czasu, kiedy wartość środków zgromadzona w krajowych funduszach inwestycyjnych ustanowiła lokalne minimum na poziomie 67,5 mld zł.

Do kwietnia tego roku udało się odbudować zgromadzony kapitał do blisko 120 mld zł, czyli do osiągnięcia poziomu z października 2007 roku (najwyższego w historii) zabrakło jeszcze tylko 14 mld zł. Niestety sierpień br., podobnie jak poprzednie 3 miesiące, upłynęły pod znakiem kurczenia się rynku.

Gwałtowna przecena, która przetoczyła się przez rynki w sierpniu, cofnęła rynek o kilka miesięcy, sprowadzając poziom aktywów zgromadzonych w funduszach do 111,7 mld zł. Oznacza to, iż w ciągu miesiąca ich wartość zmniejszyła się o -7,3 mld zł, czyli aż o -6,1%. Jeszcze gorzej prezentuje się statystyka walutowa. Za sprawą silnego spadku aktywów oraz deprecjacji złotówki, wartość środków zgromadzonych w funduszach inwestycyjnych wyrażona we wspólnej walucie wyniosła 26,9 mld EUR, czyli o -9,1% mniej niż miesiąc wcześniej.

Według szacunków Analiz Online, sierpniowy spadek wartości aktywów w ponad 2/3 wynikał ze spadków cen akcji jakie dotknęły rynki kapitałowe świata, w tym również w Polsce. Pozostałą część, niewiele ponad 30%, stanowiła ujemna różnica pomiędzy nowymi wpłatami i wypłatami, która według szacunków Analiz Online sięgnęła -2,3 mld zł. Statystykę tylko w niewielkim stopniu poprawiły rynkowe nowości, w których na koniec miesiąca zgromadzono blisko 140 mln zł.

Sierpień br. na długo pozostanie w pamięci inwestorów głównie ze względu na spadki, które na rynkach akcji w kulminacyjnych momentach niejednokrotnie osiągały dwucyfrowy poziom. Globalny indeks akcji MSCI AC World stracił –7,5%. Jeszcze słabiej zachowywały się rynki Wschodniej Europy, do których należy również Polska – indeks MSCI EM Eastern Europe obsunął się o –13,3%. Przejściowo spadek indeksu WIG wynosił nawet –23%. Wraz z gieldową przeceną kurczyły się środki gromadzone w funduszach inwestujących przynajmniej część aktywów na rynkach akcji.

Grupą, która w minionym miesiącu odnotowała największy spadek aktywów, a tym samym istotny spadek rynkowych udziałów są fundusze akcyjne. Na skutek spadku wycen giełdowych, a także ucieczki klientów (według szacunków saldo wpłat i wypłat znacznie przekroczyło -1,5 mld zł), środki zgromadzone w tym najbardziej ryzykownym segmencie produktów spadły w ciągu miesiąca o -17%, do poziomu 25,8 mld zł. Nie miało przy tym szczególnego znaczenia to, czy chodzi o fundusze lokujące na krajowym rynku akcji, czy też na giełdach zagranicznych. W pierwszym przypadku spadek aktywów wyniósł bowiem -16,5%, zaś w drugim -19,2%. W konsekwencji tak silnych spadków o ponad 3 pkt procentowe zmienił się również rynkowy udział funduszy akcji. Mimo to fundusze te nadal pozostają liderem rynku z udziałem na poziomie 23,1%.

Ostatni miesiąc był również bardzo dla funduszy absolutnej stopy zwrotu, które jeszcze w pierwszej połowie roku cieszyły się ogromną popularnością. Kilka funduszy w tej grupie doznało uszczuplenia stanu zarządzanych środków o ponad 1/3, przez co cały segment odnotował spadek wartości aktywów o ponad -14% do 3,1 mld zł na koniec miesiąca.

Nieco lepiej niż najbardziej ryzykowne produkty, choć jednocześnie wciąż gorzej niż rynek, wypadł drugi pod względem wielkości segment polskich funduszy, czyli fundusze mieszane. Dynamika spadku sięgnęła w ich przypadku -10,9% (-3 mld zł), w wyniku którego stan majątku skurczył się do 24,7 mld zł. W największym stopniu ucierpiały fundusze lokujące większą część aktywów na rynku akcji, czyli aktywnej alokacji oraz zrównoważone, w których przypadku spadek aktywow sięgnął odpowiednio -16% i -12%. Ostatnim segmentem, który w sierpniu odnotował spadek wartości zarządzanych środków były fundusze ochrony kapitału. W ich przypadku sięgnął on poziomu -1,8%.

Sierpniowym spadkom giełdowym towarzyszyła ucieczka inwestorów w kierunku bezpieczniejszych aktywów. Silnie wzrosła cena złota i srebra, które przez inwestorów na świecie są traktowane jako inwestycje na tzw.” złe czasy”. Cena złota w ciągu zaledwie miesiąca skoczyła o +12%. Dzięki rosnącym cenom, a także napływie nowych środków, wartość aktywów ulokowana w funduszach surowcowych zwiększyła się aż o +23% do 454 mln zł. Spora część klientów zdecydowała się również na przeniesienie środków do funduszy pieniężnych i gotówkowych, a także dłużnych. W efekcie dynamika przyrostu sięgnęła w pierwszym przypadku aż +5,5%, dzięki czemu rynkowy udział wzrósł do 17% (19,0 mld zł). Funduszom dłużnym sprzyja również dobra koniunktura na tym rynku. W samym sierpniu indeks obligacji skrabowych IROS wzrósł aż o ponad +1,2%. Aktywa zgromadzone w tym segmencie zyskały natomiast +1,7% i na koniec sierpnia warte były 18,1 mld zł.

Wzrost wartości aktywów na przestrzeni ostatniego miesiąca odnotowaliśmy jeszcze w trzech segmentach rynku: w funduszach aktywów niepublicznych (+1,7%), które dzięki 12,8 mld zł stanowią piątą siłę na rynku oraz w funduszach sekurytyzacyjnych i nieruchomości (po +0,1%).

Marka S.A. planuje wejście na NewConnect w pierwszej połowie września

Marka S.A., firma oferująca szybkie pożyczki gotówkowe liczy, że jej akcje pojawią się w obrocie w pierwszej połowie września. Zainwestowała już ponad 60 proc. kapitału, który pozyskała w ofercie prywatnej na rozwój sieci sprzedaży.

Marka S.A., działająca w branży pożyczek gotówkowych szykuje się do debiutu na NewConnect w pierwszej połowie września. Z oferty prywatnej przeprowadzonej w czerwcu br. pozyskała 6,2 mln zł. Z tej kwoty Spółka już wydała ponad 60 proc. na rozwój sieci sprzedaży. Marka S.A., która do nie dawna działała głównie poprzez dwa biura w Białymstoku i Lublinie – za 4,5 mln zł pozyskanych od inwestorów Spółka otworzyła dodatkowe oddziały w Olsztynie, Radomiu i Rzeszowie i zapewniła nowym placówkom kapitał obrotowy. Pozostałe pieniądze z oferty prywatnej zostaną wydane na rozwój dotychczasowych biur w Białymstoku i Lublinie.

– W najbliższym czasie zamierzamy koncentrować się na rozwoju sieci, którą stworzyliśmy. Nadal pracujemy nad dalszymi planami dotyczącymi rozwoju Spółki. Więcej informacji na ten temat będziemy mogli ujawnić pod koniec tego roku – zdradza Krzysztof Jaszczuk, Prezes Zarządu Marka S.A.

Rozwojowi sieci towarzyszy również znacząca poprawa wyników finansowych. W pierwszej połowie bieżącego roku przychody spółki wzrosły o 47 proc. do 3,9 mln zł w porównaniu z analogicznym okresem w 2010 r. Pierwsze półrocze Marka S.A. zakończyła z dodatnim wynikiem netto 0,62 mln zł.

– Na wzrost przychodów ze sprzedaży miał wpływ fakt, że od III kwartału 2010 roku podjęte zostały działania operacyjne, ukierunkowane na pozyskanie większej liczby nowych klientów oraz dostarczanie produktów na krótkie terminy spłat, umożliwiające szybszy przepływ środków finansowych – mówi Krzysztof Jaszczuk. – Utrzymujący się wysoki popyt na oferowane przez spółkę produkty finansowe na rynku oraz pozyskanie nowych środków w drodze oferty private placement, dały podstawę do realizacji dynamicznego wzrostu obliga pożyczkowego.

Spółka zamierza w pełni wykorzystać pozyskane z emisji prywatnej środki najpóźniej do końca roku 2011. Obecnie skupia się w szczególności na działaniach, związanych z pozyskaniem nowych klientów oraz zwiększaniem sprzedaży na nowych obszarach. Od momentu uruchomienia nowych biur w Olsztynie, Radomiu i Rzeszowie wartość udzielonych pożyczek w tych oddziałach przekroczyła 0,5 mln zł. Spółka planuje dalszy wzrost zatrudnienia wraz z rozwojem oddziałów i zwiększaniem zasięgu działania o kolejne miejscowości.

Równoległe z pracami związanymi z poszerzeniem sieci sprzedaży firma znacząco zwiększyła liczbę przedstawicieli handlowych, współpracujących z Marką. Obecnie dla firmy pracuje blisko 250 przedstawicieli handlowych.