Kontrowersyjna zmiana w poradniku ZUS – to prawdziwa zachęta dla pracowników pobierających lewe „L4”

30 sierpnia 2022 weszła w życie kontrowersyjna zmiana w poradniku ZUS. Od tego momentu, jeżeli osoby kontrolujące „L4” nie zastaną podwładnego w miejscu jego zamieszkania, ale nie ma innych okoliczności wskazujących na nieprawidłowe wykorzystywanie zwolnienia lekarskiego, należy uznać, że nie zachodzą okoliczności niewłaściwego wykorzystywania zwolnienia chorobowego. Eksperci apelują: ta zmiana może doprowadzić do ogromnych strat finansowych przedsiębiorców i państwa.

Dotychczas, jeżeli pracownik nie przekazał lekarzowi informacji o swoim miejscu pobytu w czasie zwolnienia lekarskiego, które jest inne niż adres zamieszkania lub nie poinformował pracodawcy i ZUS o zmianie miejsca pobytu w trakcie niezdolności do pracy w terminie 3 dni od tej zmiany i w związku z tym osoby kontrolujące nie zastały go pod adresem wskazanym w zwolnieniu lekarskim, uznawano że niewłaściwie wykorzystywał zwolnienie lekarskie.

– W naszej ocenie nie ma żadnych przesłanek, żeby wprowadzić tak daleko idącą zmianę, na którą wskazuje ZUS w nowym poradniku. Jak wynika z przepisów pracodawca zatrudniający powyżej 20 pracowników ma prawo i obowiązek kontrolować osoby przebywające na „L4”, co do których zachodzi podejrzenie niewłaściwego wykorzystywania zwolnienia chorobowego. Wskazanie prawidłowego adresu pobytu w okresie orzeczonej niezdolności jest kluczowe do umożliwienia przeprowadzenia kontroli prawidłowości wykorzystywania zwolnień lekarskich – mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej specjalizującej się w problematyce absencji chorobowych.

Skąd ta kontrowersyjna zmiana?

Nowy zapis daje „lawirującym” pracownikom jeszcze szersze pole do nadużyć i naraża przedsiębiorców na wymierne straty finansowe, spowodowane wyraźnym utrudnieniem kontroli pobierania lewych „L4”. Jak pokazują statystki Conperio, największego polskiego podmiotu realizującego kontrole zwolnień chorobowych na zlecenie przedsiębiorstw, przy ponad 30 000 kontroli „L4” przeprowadzanych rocznie, nieobecność pod adresem wskazanym na druku zwolnienia lekarskiego stanowi powyżej 30% wszystkich nadużyć.

– Ta nagła zmiana może być spowodowana właśnie wysoką skalą nadużyć. ZUS od dawna nie stawia się na rozprawach przy tego typu nadużyciach pracowniczych, choć wielokrotnie wysyłaliśmy monity do państwowej jednostki w latach 2020 oraz 2021 z prośbą, by zajęła stanowisko w tej kwestiitłumaczy Mikołaj Zając, prezes Conperio.

Jak dodaje ekspert, istotny problem dla przedsiębiorstw zaczyna się wtedy, gdy wynagrodzenie pracownika przebywającego na wątpliwym zwolnieniu lekarskim wynosi kilkadziesiąt tysięcy złoty, a przecież przypadków tego typu w naszym kraju nie brakuje. Łatwość pobierania „L4” w 5 minut, bez wychodzenia z domu za sprawą teleporad tylko dopełnia całość problemu.

– W przypadku nieobecności w miejscu zamieszkania lub pobytu ubezpieczonego w czasie kontroli, nadal, pomimo zmiany treści poradnika ZUS, zasadnym wydaje się uznanie przez pracodawcę, że zwolnienie lekarskie jest wykorzystywane niezgodnie z jego celem, co umożliwi mu zastosowanie przewidywanych przez prawo sankcji, włącznie z utratą przez ubezpieczonego prawa do wynagrodzenia lub zasiłku chorobowego za cały okres niezdolności do pracy – dodaje Mikołaj Zając.

Co dalej?

Należy jasno sprecyzować skalę możliwości firm jeśli chodzi o rozliczanie kontroli pracowników przyłapanych na wątpliwych „L4” i wsparcie ZUS w tej kwestii. Obecna formuła nie działa i naraża zarówno firmy jak i państwową jednostkę na wymierne straty. Nie tylko błędne adresy na drukach ZLA stanowią problem. Także przepis dotyczący informowania pracodawcy o przyczynie nieobecności w pracy w ciągu 48h, w bardzo wielu przypadkach nie jest respektowany przez pracowników.

– Dostrzegam tu analogię do kredytów bankowych. Trudno sobie wyobrazić, by nie weryfikowano poprawności wypełnionych dokumentów dotyczących np. zdolności kredytowej danej osoby ubiegającej się o kredyt. Być może ZUS powinien umożliwić pracodawcom zawieszenie wypłaty środków lub udzielenie kary finansowej pracownikom, którzy w ciągu 48h nie poinformują jaki jest powód ich nieobecności. Może także przepisy prawa pracy powinny zwierać zapis dotyczący możliwości ukarania finansowego pracownika, który wyłudza w ten sposób pieniądze. Bo tak wprost trzeba to określić – podsumowuje ekspert rynku pracy.

Wypłacane zasiłki chorobowe liczone są w miliardach złotych rocznie. W 2021 roku lekarze wystawili osobom ubezpieczonym w ZUS 20,5 mln zaświadczeń lekarskich. Łączna liczba dni absencji chorobowej w pracy wyniosła 239,9 mln. Jak wynika z danych państwowej jednostki w 2021 r. przeprowadziła ona 353,2 tys. kontroli osób posiadających zaświadczenie o czasowej niezdolności do pracy. To niecałe 2%.

Pozorne bankructwo, ukrywanie majątku i niegospodarność na szkodę wierzycieli

Pokrzywdzenie wierzycieli to spenalizowane w art. 301 § 1 – 3 Kodeksu karnego przestępstwo dłużnika polegające na podejmowaniu przez niego działań majątkowych celem ograniczenia, lub całkowitego udaremnienia możliwości zaspokojenia wierzycieli z tego majątku. Podmiotem tego przestępstwa może być jedynie dłużnik, a by wypełniły się jego znamiona, pokrzywdzonych, czy też potencjalnie pokrzywdzonych, musi być co najmniej kliku. Udaremnianie lub uszczuplanie zaspokojenia jednego wierzyciela penalizuje art. 300 § 1 i 2 KK.

Przeniesienie majątku na nową firmę

Zgodnie z art. 301 § 1 kto będąc dłużnikiem kilku wierzycieli udaremnia lub ogranicza zaspokojenie ich należności przez to, że tworzy w oparciu o przepisy prawa nową jednostkę gospodarczą i przenosi na nią składniki swojego majątku, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Przedmiotem tego przestępstwa jest więc tworzenie przez dłużnika nowej jednostki gospodarczej i przenoszenie na nią składników swojego majątku. Zgodnie z definicją Ustawy z dnia 6 marca 2018 r. Prawo przedsiębiorców, przedsiębiorcą jest osoba fizyczna, osoba prawna lub jednostka organizacyjna niebędąca osobą prawną, której odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną, wykonująca działalność gospodarczą. Są nimi także wspólnicy spółki cywilnej w zakresie wykonywanej przez nich działalności gospodarczej. Jednostka gospodarcza w rozumieniu art. 301 § 1 K.k. to również każdy inny podmiot prowadzący zorganizowaną działalność zarobkową, wykonywaną we własnym imieniu w sposób ciągły. Będą to więc jednostki prowadzące działalność gospodarczą w formie pozostałych rodzajów spółek, fundacji, stowarzyszeń, spółdzielni, czy osób prawnych kościoła lub związku wyznaniowego. Ponieważ przepis wyraźnie stanowi o tworzeniu nowej jednostki, znamion omawianego przestępstwa nie wypełni np. przekształcenie spółek.

Co do zasady ten rodzaj przestępstwa dłużnika na szkodę wierzycieli wyróżnia się na tle innych brakiem konieczności wystąpienia przesłanki bezpośredniego zagrożenia niewypłacalnością lub upadłością dłużnika. Warunkiem wypełnienia jego znamion jest istnienie zobowiązania względem kliku wierzycieli jeszcze zanim sprawca (dłużnik) powoła do życia nową jednostkę gospodarczą i przeniesie na nią składniki swojego majątku.

Doprowadzenie do swojej upadłości lub niewypłacalności

Przesłanka doprowadzenia przez dłużnika do własnej niewypłacalności lub upadłości ustanowiona została w art. 301 § 2. Przepis ten stanowi, że działanie takie z pokrzywdzeniem kliku wierzycieli również podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Do wypełnienia znamion tego przestępstwa koniecznym jest zamierzone trwonienie majątku, udaremniające lub utrudniające zaspokojenie wierzycieli. Przypisanie odpowiedzialności za ten czyn możliwe więc będzie w przypadku doprowadzenia do skutku w postaci upadłości lub niewypłacalności dłużnika.

Niedbałe, lekkomyślne rozporządzenie majątkiem przez dłużnika mającego zobowiązania wobec kilku wierzycieli, którego skutkiem będzie doprowadzenie do swojej niewypłacalności lub upadłości, zostało spenalizowane w § 3: „Kto będąc dłużnikiem kilku wierzycieli w sposób lekkomyślny doprowadza do swojej upadłości lub niewypłacalności, w szczególności przez trwonienie części składowych majątku, zaciąganie zobowiązań lub zawieranie transakcji oczywiście sprzecznych z zasadami gospodarowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Do oceny sądu należeć będzie, czy konkretne działania dłużnika w danych okolicznościach można uznać za oczywiście sprzeczne z zasadami gospodarowania.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Pół roku później: rola cyberataków w inwazji Rosji na Ukrainę

Według ukraińskiej Państwowej Służby Łączności Specjalnej i Ochrony Informacji (SSSCIP), od początku inwazji Ukraina doświadczyła aż 1123 cyberataków. 37% celów hakerów było związanych z instytucjami rządowymi i obroną. Co czwarty atak bazował na złośliwym kodzie, a 27% miało na celu kradzież poufnych informacji. Chester Wisniewski, ekspert Sophos podsumowuje intensywność, skuteczność oraz cel cyberataków we wciąż toczącym się konflikcie.

Chester Wisniewski, Principal Research Scientist w firmie Sophos:

Działania Rosjan na cyfrowym froncie można podzielić na kilka kategorii: destabilizujące, dezinformacyjne, cyberterrorystyczne i szpiegowskie. Z danych udostępnionych przez SSSCIP wynika, że rosyjscy hakerzy jeszcze w styczniu zaczęli rozsyłać szkodliwe oprogramowanie, które miało utrudniać lub wręcz uniemożliwiać pracę ukraińskich firm, agencji rządowych i infrastruktury krytycznej.

23 lutego 2022 r. około godziny 16:00, na dzień przed rozpoczęciem inwazji lądowej, eksperci ds. bezpieczeństwa zanotowali wzmożoną liczbę ataków typu DDoS (zmasowane ataki polegające na generowaniu sztucznego ruchu internetowego i ciągłym wysyłaniu zapytań do serwera, w celu sparaliżowania jego pracy) oraz wiper (wymazanie danych z systemów). Tego typu ataki występowały przez pierwsze sześć tygodni konfliktu, potem ich natężenie osłabło. Zdecydowaną większość z nich przeprowadzono w pierwszych dniach wojny.

Działania destrukcyjne

Prawdopodobnie najbardziej dotkliwym był atak Rosjan tuż po rozpoczęciu inwazji na system łączności satelitarnej Viasat, używany w całej Europie Środkowej i Wschodniej. Według informacji agencji Reuters zakłócenia komunikacyjne miały przyczynić się do zdobycia przewagi militarnej. Ukraińscy dowódcy byli jednak w stanie przegrupować się i ustanowić alternatywną komunikację, aby zminimalizować wpływ ataku. Należy jednak zaznaczyć, że wyrządził on szkody także w państwach NATO. Spowodował m.in. zakłócenie działania ponad 5800 turbin wiatrowych w Niemczech.

Po sześciu miesiącach są dowody wskazujące, że to Rosja miała większe problemy z komunikacją w łańcuchu dowodzenia niż Ukraina. Ataki mające na celu destabilizację nie miały większego wpływu na wynik żadnej z dotychczasowych bitew.

Działania dezinformacyjne

Rosja kreuje narracje o amerykańskich laboratoriach z bronią biologiczną, denazyfikacji Ukrainy czy rzekomym ludobójstwie dokonywanym przez ukraińską armię. Ma to poddać w wątpliwość informacje o inwazji przedstawiane przez zachodnie media. Źródłem dezinformacji są głównie konta w serwisach społecznościowych, które już wcześniej podawały treści o takim charakterze.

Rosyjskie kampanie w mediach społecznościowych czy wykorzystujące SMS-y nie przyniosły oczekiwanych efektów w postawach ukraińskiego społeczeństwa. Dezinformacja mogła za to odnieść większy sukces tam, skąd pochodzi – sondaże sugerują, że rosyjskie społeczeństwo popiera „specjalną operację wojskową” na terenie Ukrainy. Trzeba pamiętać, że jest to jedyna opinia, którą można tam publicznie wyrazić, a dostęp do niezależnych mediów jest utrudniony. Tak czy inaczej, rosyjska dezinformacja, podobnie jak ataki destrukcyjne, nie wpływa bezpośrednio na wynik wojny.

Działania cyberterrorystyczne

Niektóre znane grupy cyberprzestępcze, takie jak Conti i Lockbit, od razu zadeklarowały, po której stronie konfliktu się opowiadają. Na początku inwazji obserwowaliśmy wzmożoną aktywność tzw. haktywistów: ataki DDoS, usuwanie stron internetowych, włamania do niezabezpieczonych systemów. Zarówno w Ukrainie, jak i w Rosji nie wywarły one trwałego wpływu.

Wciąż jednak można natknąć się na przykłady takiej „partyzanckiej” działalności. Niedawno w Moskwie nieznani sprawcy zhakowali aplikację Yandex Taxi i zamówili przez nią kilkadziesiąt taksówek pod jeden adres, tworząc w centrum miasta olbrzymi korek.

Działania wywiadowcze

W przeciwieństwie do działań destrukcyjnych, te o charakterze szpiegowskim są wymierzone nie tylko w Ukrainę, ale iw wspierające ją państwa i podmioty. Taka aktywność jest trudniejsza do sklasyfikowania, a często także do namierzenia.

Nie jest niczym nowym, że Rosja atakuje Stany Zjednoczone, Unię Europejską i państwa członkowskie NATO, korzystając ze złośliwego oprogramowania i phishingu. W niektórych przypadkach istnieją jednak przekonujące dowody na to, że te ataki mają bezpośredni związek z inwazją na Ukrainę.

W marcu 2022 roku Grupa Analiz Zagrożeń firmy Google (TAG) opublikowała raport dokumentujący rosyjskie i białoruskie ataki phishingowe na amerykańskie organizacje pozarządowe, siły wojskowe jednego z państw bałkańskich oraz ukraińską firmę przemysłu zbrojeniowego. Z kolei z badań firmy Proofpoint wynika, że europejscy urzędnicy zajmujący się uchodźcami z Ukrainy stali się celem kampanii phishingowych, które prowadzone są z adresu e-mail członka ukraińskich sił zbrojnych. Jego konto zostało bowiem wcześniej zhakowane przez rosyjskie służby wywiadowcze. W lipcu Rosjanie wzięli na celownik media. Próbowali pozyskać dostęp do ich systemów poprzez nowo odkrytą lukę „Follina” w pakiecie Microsoft Office.

Po ponad pół roku trwania inwazji na Ukrainę można powiedzieć, że Rosja okazała się słabo przygotowana nie tylko pod kątem militarnym, ale także cyfrowym. Podjęte próby cyberataków mogły mieć o wiele bardziej niszczycielski wpływ. Trzeba jednak pamiętać, że to kraj rządzony przez Władimira Putina kontroluje sporą część dostaw energii do Europy Zachodniej.

Czy w obliczu nadchodzącej zimy szykują się nowe kampanie dezinformacyjne, wywierające presję na europejskich przywódców, aby złagodzili sankcje? Czy sytuację wykorzystają też grupy cyberprzestępcze, których celem mogą stać się koncerny energetyczne? Rola cyberataków w przyszłych tygodniach i miesiącach może ulec zmianie, którą trudno jest przewidzieć. Jednak lekcją, którą z inwazji na Ukrainę można wyciągnąć już teraz, jest to, że silna obrona może być bardzo skutecznym atakiem.

Czy umowa brexitowa zostanie zerwana?

Wraz ze śmiercią Elżbiety II i rozpoczęciem władania przez Karola III należy spodziewać się nowego rozdania w kontaktach międzynarodowych Wielkiej Brytanii. Śmierć Elżbiety II prawdopodobnie pogorszy już i tak trudne relacje w stosunkach z Irlandią Północną, zwłaszcza, że Unia Europejska ponownie wszczęła postępowanie związane z protokołem irlandzkim, który jest ważnym elementem umowy brexitowej.

Jak na razie wielką niewiadomą pozostaje, czy nowa premier Liz Truss i jej rząd będą kontynuować dotychczasową politykę Wielkiej Brytanii i dążyć do unieważnienie Porozumienia Wielkopiątkowego, co doprowadziłoby do zerwania umowy brexitowej. Premier Truss w swoim pierwszym przemówieniu po objęciu stanowiska, na początku września, nie wspomniała słowa o Irlandii Północnej i tym samym nie odniosła się do konfliktu z Unią Europejską, który „odżył” w lipcu, kiedy to Komisja Europejska wszczęła nowe (drugie) postępowanie przeciwko Wielkiej Brytanii za nieprzestrzeganie ustaleń protokołu irlandzkiego.

Do czego dąży Wielka Brytania

Irlandia Północna zgodnie z protokołami umowy brexitowej pozostała w swobodnym przepływie towarów w Unii Europejskiej, dzięki czemu towary trafiające do tego kraju i z niego do UE, traktowane są jako towary unijne. Natomiast przepływ towarów pomiędzy Irlandią Północną a Wielką Brytanią musi przechodzić pełen proces odprawy celnej i kontroli celnej, co oznacza obowiązek zapłaty ceł za towary przejeżdżające z/do Wielkiej Brytanii. Ta sytuacja z kolei bardzo utrudnia handel na Wyspach. Dlatego dotychczas Wielka Brytania za wszelką cenę chciała doprowadzić do zerwania protokołu dotyczącego Irlandii i Irlandii Północnej i przyłączyć w zakresie przepływu towarów Irlandię Północną do Wielkiej Brytanii, Walii i Szkocji. Takie stanowisko mocno deklarował poprzedni premier Boris Johnson nie zważając na to, że zerwanie protokołu doprowadziłoby do zerwania umowy handlowej UE – Wielka Brytania, ponieważ byłoby to zerwanie zawartej w 1998 roku międzynarodowej umowy Wielkopiątkowej.

Stanowiska nowych rządów

Wciąż nie wiadomo, jakie stanowisko w tej sprawie zajmie rząd Liz Truss. Czy dalej Wielka Brytania nie będzie chciała zgodzić się na wprowadzenie kontroli celnych na granicy morskiej między Irlandią Północną a resztą Zjednoczonego Królestwa i tym samym uniknąć utworzenia fizycznej granicy między Irlandią Północną a Irlandią?

Nie bez znaczenia jest także stanowisko Irlandii Północnej. W maju partia Sinn Fein wygrała tam wybory i wciąż mówi się o prawdopodobnym referendum w sprawie zjednoczenia Irlandii i Irlandii Północnej. Pozytywny wynik oznaczałby opuszczenie przez Irlandię Północną Zjednoczonego Królestwa i pójście własną drogą. Czy będzie to droga do Unii Europejskiej? W referendum brexitowym 56% mieszkańców Irlandii Północnej deklarowało chęć pozostania w UE. Połączenie się z Irlandią spełniłoby te oczekiwania, a tym samym spowodowałoby uniezależnienie się od Wielkiej Brytanii.

Co oznacza granica celna na wyspie Irlandii

Konsekwencją przyłączenia terytorialnie Irlandii Północnej do Wielkiej Brytanii byłoby przesunięcie granicy celnej z Morza Irlandzkiego na wyspę, pomiędzy Irlandię a Irlandię Północną. Wówczas przepływ towarów między tymi państwami odbywałby się tak jak pomiędzy krajami trzecimi, czyli ze zgłoszeniami celnymi oraz z obowiązkiem zapłaty ceł i podatków wynikających z przepływu towaru przez granicę. Dodatkowo towary przejeżdżające przez granice celne musiałyby przechodzić kontrolę fitosanitarną, sanitarną i weterynaryjną i spełniać środki polityki handlowej określone przez UE i Zjednoczone Królestwo dla wprowadzenia i wyprowadzenia towarów z ich terytorium.

Autor: dr Izabella Tymińska, ekspert ds. celnych, prawa celnego, handlu zagranicznego

Rząd powinien zamrozić ceny energii dla przedsiębiorstw

Bezpieczeństwo dostaw energii jest kluczowe dla funkcjonowania przedsiębiorców, gospodarki i społeczeństwa. Aktualnie mamy do czynienia z energetycznym stanem wyjątkowym. W Polsce, w całej Europie pojawiają się obawy o to, czy będziemy mieli dostęp do prądu, do nośników energii. W związku z tym pojawiają się też obawy dotyczące cen tych surowców oraz prądu. Polscy przedsiębiorcy mogą zapłacić nawet ponad 190 miliardów złotych więcej w przyszłym roku, w porównaniu do roku 2021 – jeżeli aktualne prognozy cen gazu i prądu zostaną utrzymane i się urzeczywistnią. W związku z tym potrzebne są działania ze strony rządu. Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) zwróciła się z konkretnym apelem do Pana Premiera, do Ministra Klimatu i Środowiska oraz do Ministra Rozwoju.

– Wskazaliśmy nasze postulaty, nasze pomysły. Wśród nich rozwiązanie pozwalające na zamrożenie cen energii – czyli ograniczenie cen energii dla przemysłu. Do tej pory rozwiązania pomocowe, osłonowe skierowane były wyłącznie do gospodarstw domowych. W naszej ocenie takie pakiety powinny również dotyczyć przedsiębiorców i są przygotowywane w innych państwach unijnych, chociażby w Niemczech, w Hiszpanii, we Francji, w Grecji – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Komisja Europejska spogląda na takie rozwiązania przychylnym okiem. Wiadomo, że sytuacja jest wyjątkowa – więc rozwiązania również muszą być wyjątkowe. Natomiast jeżeli nie pomożemy naszym przedsiębiorcom, ucierpi na tym cała gospodarka. Niektóre branże staną się całkowicie niekonkurencyjne, nierentowne. Będą musiały zamykać produkcję, ograniczać ją – a w związku z tym, także redukować miejsca pracy. Dlatego oprócz zamrożenia cen i mechanizmów osłonowych dla przedsiębiorców proponujemy, aby rząd wspólnie ze stroną pracodawców powołał zespół, który będzie na bieżąco dyskutował najlepsze rozwiązania dla gospodarki w tym zakresie. Trzeba uniknąć takiej sytuacji, jaką mieliśmy w przypadku produkcji nawozów azotowych – która została chwilowo wstrzymana i okazało się, że zabraknie dwutlenku węgla dla branży spożywczej, dla producentów mięsa, nabiału, dla producentów napojów, a nawet dla branży piwowarskiej. Takie sytuacje nie powinny się zdarzać – natomiast oczywiste jest, że rząd nie wie może wiedzieć wszystkiego. Powinien sięgnąć po ekspertów z rynku i my właśnie z takim postulatem się do rządu zwróciliśmy – wyjaśnia Wołejko.

Kurs dolara i franka najwyżej w historii

Komitet Otwartego Rynku zgodnie z oczekiwaniami podniósł stopy procentowe o 75 pb. Jednak to nie sama decyzja, a jastrzębi wydźwięk komunikatu, projekcje ścieżki monetarnej, a wreszcie konferencja Powella przyniosły pogrom na rynkach. Dla złotego oznacza to historyczną słabość, która może się jeszcze pogłębić po decyzjach banków centralnych ze Szwajcarii (tu na razie efekt jest odwrotny i gwałtowny) i Wielkiej Brytanii.

Fed nie pozostawia złudzeń

FOMC bez zaskoczeń podniósł stopy procentowe o 75 pb do poziomu 3,00-3,25%. Z jakiegoś powodu część rynku chciała uwierzyć (albo została zręcznie przekonana), że możliwe będzie choćby symboliczne złagodzenie stanowiska Komitetu. Do niczego takiego nie doszło, a amerykańscy decydenci jeszcze wyraźniej niż do tej pory pokazują swoją determinację w opanowaniu inflacji. Już 6 jastrzębich członków widzi główną stopę na poziomie 4,75% w 2023 r. (w czerwcu nikt nie mierzył tak wysoko), a do zmiany cyklu mogłoby dojść dopiero równo za rok. Tym samym najważniejsza władza monetarna idzie ścieżką wyznaczoną już jakiś czas temu, a wszelkie oczekiwania co do zejścia z tej drogi są w mojej opinii zdecydowanie przedwczesne. Pogłoski o bliskim końcu ery dolara można włożyć między bajki.

USD jak taran

Efekt posiedzenia FOMC był widoczny od razu w notowaniach amerykańskiej giełdy, a czerwień rozlewa się po rynku kapitałowym także dziś. W jeszcze jaskrawszy sposób zareagował rynek walutowy, gdzie USD nie bierze jeńców. Kurs dolara w czwartkowy poranek zaliczył historyczny rekord, docierając do 4,87 zł. Możliwe, że to nie koniec tego rajdu, ponieważ „zielony” próbuje przebijać kolejne dołki na głównej parze walutowej świata. Najnowszego minimum EUR/USD (najniżej od ponad 20 lat) przyjdzie nam szukać przy 0,981 $. Tym samym do wyznaczenia historycznego rekordu na eurodolarze został tylko cent, a więc leży on już w zasięgu ręki i chyba atak na to (także psychologiczne) wsparcie warto rozważać jako scenariusz bazowy w krótkim terminie.

CHF słabnie po SNB

Oczekiwania spełnili także Szwajcarzy, którzy podnieśli stopy w identycznym ruchu co Amerykanie, czyli o 75 pb. Pierwsza różnica jest taka, że Helweci po raz pierwszy od lata wyszli ze stopami procentowymi powyżej zera, a dokładnie z główną na 0,5%. Druga rozbieżność to poziom realnych stóp (czyli różnica między nominalnymi stopami a inflacją), która jest tutaj zdecydowanie na korzyść Szwajcarii. Mimo tego tamtejsi decydenci nie wahają się i wchodzą na ścieżkę zacieśniania z impetem. Kolejny i możliwe, że najwyraźniejszy rozdźwięk zobaczymy na rynku walutowym. Dolar po decyzji FOMC zyskiwał (i to historycznie), ponieważ okazał się bardziej jastrzębi od części rynkowych przewidywań. Z CHF po samej decyzji SNB sprawa ma się zupełnie inaczej, ponieważ w tym przypadku część inwestorów z jakiegoś powodu stawiała na jeszcze mocniejszy ruch, a konsensus był już dawno w cenach. Tym samym kurs franka po wyznaczeniu dzisiejszego poranka historycznych szczytów przy 5,05 zł osunął się już o 10 groszy. Koniec tygodnia ma szansę cechować się sporą zmiennością.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – decyzja Banku Anglii.

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Jak polski biznes pomagał Ukrainie? Wyniki raportu UN GCNP

Chcąc poznać skalę pomocy udzielonej po wybuchu wojny w Ukrainie w lutym br. narodowi ukraińskiemu przez biznes działający w Polsce, UN Global Compact Network Poland przeprowadziło badanie przygotowane przez naukowców z Polskiej Akademii Nauk, Kantar Public i Szkoły Głównej Handlowej. Opracowane wyniki posłużyły do stworzenia raportu „United Business for Ukraine”, który 21 września 2022 roku został zaprezentowany w Nowym Jorku. Oto najważniejsze wyniki i wnioski.

Tuż po wybuchu wojny w Ukrainie UN Global Compact Network Poland (UN GCNP), czyli polskie biuro największej inicjatywy zrzeszającej biznes działający na rzecz zrównoważonego rozwoju, rozpoczęło działania wspierające uchodźców z Ukrainy.

Jednym z głównych zadań UN GCNP była mobilizacja sektora prywatnego do niesienia pomocy. Mając na uwadze przekazaną przez biznes skalę wsparcia, organizacja zrealizowała wśród polskich przedsiębiorców ankietę, na podstawie której opracowano pierwszą tego typu publikację, pokazującą znaczenie pomocy ze strony biznesu w obliczu kryzysu humanitarnego wywołanego konfliktem zbrojnym. W tym celu, w terminie od 13 lipca do 23 sierpnia br. zebrano ponad pół tysiąca odpowiedzi, z których przedmiotem analizy badawczej stało się 480 ankiet.

– Biznes i społeczeństwo obywatelskie zapisali najpiękniejszy fragment historii tego uchodźczego dramatu. To oni stawili się na granicy, pokazując zdecydowanie, upór i talent w oddolnej organizacji, która zadziwiła świat. To o tym jest ten raport. Chcemy pokazać fenomen pomagania w obliczu wojny i czynienia dobra tam, gdzie jest ono potrzebne. Ten raport jest także naszym podziękowaniem dla ludzi biznesu za ich człowieczeństwo, humanizm i solidarność w obliczu dramatu wojny – mówi Kamil Wyszkowski, przedstawiciel krajowy i dyrektor wykonawczy UN GCNP.

Opracowany raport skupia się na trzech wątkach. Pierwszy z nich dotyczy wskazania grupy, rodzaju (materialnego lub rzeczowego) i skali udzielonego wsparcia. Drugi na planach pomocowych polskich przedsiębiorstw wobec osób i instytucji ukraińskich. Ostatni zaś prezentuje ograniczenia strukturalne w udzieleniu pomocy oraz stanowi próbę identyfikacji elementów, które mogłyby przyczynić się do jeszcze bardziej efektywnych kroków. Raport ma formę badania wstępnego, które posłuży diagnozie zjawiska oraz oszacowaniu skali pomocy polskich przedsiębiorstw dla osób i instytucji z Ukrainy, a w przyszłości będzie podstawą do bardziej pogłębionych analiz i rekomendacji.

Skala wsparcia ze strony biznesu 97% respondentów wskazało, że ich firma wsparła poszkodowanych w wojnie w Ukrainie. Pomoc ta miała charakter interwencyjny, humanitarny i stanowiła szok związany z konfliktem oraz pojawieniem się w Polsce grupy ludzi, którzy potrzebowali natychmiastowego wsparcia. Analiza pokazała także, że przedsiębiorstwa wspierane merytorycznie przez inne podmioty pomocowe (np. organizacje pozarządowe i agendy międzynarodowe) przeznaczały na tę pomoc więcej niż te, które działały samodzielnie. 81% ankietowanych zadeklarowało udzielenie pomocy rzeczowej, 70% finansowej, 60% niematerialnej – w wielu firmach działania te były zdywersyfikowane. Najważniejsze kategorie deklarowanej pomocy rzeczowej stanowiły: żywność (77%), ubrania (66%), kosmetyki (65%) i były odpowiedzią na podstawowe potrzeby uchodźców. Tymczasem najpopularniejszą formą wsparcia niematerialnego były organizacja miejsca zamieszkania (71%) i pomoc w znalezieniu zatrudnienia (56%). Działania te podejmowane przez polskie przedsiębiorstwa stanowiły więc próbę poprawy stabilizacji sytuacji życiowej osób poszkodowanych konfliktem. Co ważne, prawie 40% badanych po pierwszych 3 miesiącach nie zmieniło form działań pomocowych, a zaledwie 14% się z nich wycofało.

– Wszyscy byliśmy i jesteśmy zszokowani rosyjskim atakiem na Ukrainę. Ta inwazja wojsk rosyjskich spowodowała ogromne straty dla mieszkańców Ukrainy oraz dla ukraińskiej gospodarki. Jako Pracodawcy, zrzeszeni w tej organizacji przedsiębiorcy, nie mogliśmy stać obojętnie obok tak ogromnej tragedii dziejącej się tuż za naszą wschodnią granicą. Dlatego zaangażowaliśmy nasze siły i środki, by jak najszybciej i w jak największym stopniu pomóc Ukrainie. Polscy przedsiębiorcy, zrzeszeni i współpracujący z Pracodawcami – między innymi Tomasz Misiak, Rafał Brzoska, Michał Mierzejewski czy Rafał Sonik, ale także wielu pozostałych naszych członków – doskonale wiedzą i zdają sobie sprawę, że sytuacja na Ukrainie wymaga od nas, bardziej niż kiedykolwiek, solidarności, odważnych działań i pełnego zaangażowania w każdą pomoc obywatelom Ukrainy – zauważa Rafał Baniak, Prezes Pracodawców RP.

Potrzebne działania systemowe

Od wybuchu wojny minęło już ponad pół roku. To temat, który jest coraz mniej medialny, przez co istnieje obawa, że i skala dotychczasowej pomocy będzie ograniczana. Istotne jest więc podtrzymanie gotowości firm do udzielania wsparcia. ¼ badanych, zapytana o dalsze plany pomocowe, zadeklarowała wprowadzenie zmian w udzielanej dotąd pomocy, 37% nie wie, jakiego rodzaju wsparcie będzie oferować w tym zakresie. Brak jasnego celu, koordynacji działań, ale też badań potrzeb uchodźców może sprawić, że te firmy, które nie mają pomysłów na dalsze wsparcie, w najbliższym czasie mogą je całkowicie zaniechać. 35% respondentów wskazało, że brakuje im jasnych regulacji prawnych dotyczących przekazywania pomocy. 30% przyznało, że nie ma doświadczenia w tym zakresie, zaś 31% do dalszego działania oczekuje wsparcia ze strony władz centralnych.

Badane przedsiębiorstwa wskazywały, że największym usprawnieniem w udzielaniu pomocy byłyby ułatwienia podatkowe (46%), na drugim miejscu znalazły się jasne przepisy (44%), na trzecim zaś koordynacja ze strony państwa (33%). Dalej pojawiły się wskazania na ułatwienie w uzyskiwaniu pozwoleń na pracę (22%) oraz szybki proces nostryfikacji dyplomów (19%). Badane firmy, najchętniej w najbliższej przyszłości, będą wspierały edukacje dzieci i młodzieży (49%), podnosiły kwalifikacje zawodowe osób z Ukrainy (33%) oraz pomagały w tworzeniu kursów językowych dla przybyłych (29%).

– Te przerażające miesiące rosyjskiej inwazji pokazały, co oznacza ludzka twarz biznesu. CSR, elastyczność, innowacyjność, o których rozmawialiśmy latami, przeszły z teorii w praktykę, a ukraińskie firmy zrozumiały, że ich wykorzystanie to jedyny sposób na przetrwanie w tej rozdartej wojną rzeczywistości. Ukraina każdego dnia traci swoich ludzi, a ukraińskie firmy pracowników. Mimo to przedsiębiorcy nadal chcą działać i pracują tak ciężko, jak tylko mogą, aby wzmocnić opór, przynieść zwycięstwo i zrealizować inspirującą wizję naszej wspólnej przyszłości – komentuje Tatiana Sakharuk, dyrektorka wykonawcza UN Global Compact Network Ukraine.

21 września br. raport „United Business for Ukraine” został zaprezentowany podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Prezentacja dokumentu stanowiła ważną część spotkania na temat odbudowy Ukrainy z udziałem Prezydenta RP Andrzeja Dudy, Jakuba Kumocha – Sekretarza Stanu w KPRP, Szefa Biura Polityki Międzynarodowej w KPRP, Marcina Przydacza – podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, Denysa Szmyhala – premiera Ukrainy, Sandy Ojiambo – Zastępczyni Sekretarza Generalnego ONZ, CEO&Executive Director UN Global Compact, Jensa Wandela – Acting Executive Director, UN Office for Project Services, Kamila Wyszkowskiego – przedstawiciela krajowego i dyrektora wykonawczego UN GCNP, Tatiany Sakharuk – dyrektorki wykonawczej UN GCNU, Melissy Powell – szefowej sztabu w UNGC, Andrey’a Ivanowa – szefa sektora w Agencji Praw Podstawowych UE i głównego autora raportu „United Business for Ukraine”, a także przedstawicieli polskiego i globalnego biznesu.

Raport w wersji anglojęzycznej dostępny jest na stronie: https://bit.ly/3QA1VZC.

Polacy coraz częściej sięgają po pożyczki – dane rynku pożyczkowego za sierpień 2022 r.

W sierpniu 2022 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 330,5 tys. nowych pożyczek o wartości 865 mln zł. W porównaniu do sierpnia 2021 r. w ujęciu wartościowym firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły pożyczek na kwotę wyższą o (+29,3%), a w ujęciu liczbowym o (+27,3%) więcej. Średnia wartość nowo udzielonej w sierpniu 2022 r. pożyczki pozabankowej wyniosła 2 337 zł i była na poziomie średniej wartości pożyczki udzielonej w sierpniu 2021 r.

– W sierpniu 2022 r. firmy pożyczkowe udzieliły pożyczek na kwotę 865 mln zł. To najwyższa miesięczna wartość udzielonych pożyczek przez firmy pozabankowe od 5 lat, a dokładnie od stycznia 2017 r. Dynamika wzrostu sprzedaży o 29% w stosunku do sierpnia 2021 r., to wzrost w ujęciu nominalnym, jednak w ocenie wartości sprzedaży nie można zapominać o rosnącej inflacji. Uwzględniając wzrost inflacji na poziomie 16,1% (sierpień 2022 r. do sierpnia 2021 r.), to tegoroczny sierpniowy odczyt dynamiki sprzedaży w ujęciu realnym wynosi około 11–12% – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

W sierpniu 2022 r. nowo udzielone pożyczki ze wszystkich przedziałów kwotowych i to zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały dodatnie dynamiki.

Najwyższe dodatnie dynamiki w porównaniu do sierpnia 2021 r. w ujęciu liczbowym i wartościowym odnotowały pożyczki z przedziału od 3 tys. do 5 tys. zł odpowiednio (+34,2%) i (+36,3%).

W sierpniu br. 41,6% wartości nowo udzielonych pożyczek firmy pożyczkowe przyznały na kwoty powyżej 5 tys. zł, które w ujęciu liczbowym stanowiły 10,2% udzielonych pożyczek.

W ujęciu liczbowym dominowały pożyczki do kwoty 1 tys. zł, które stanowiły 45,5% liczby udzielonego finansowania. W ujęciu wartościowym pożyczki na kwoty do 1 tys. zł miały jedynie 10,4% udział w sprzedaży.

Amazon podpisuje jedną z największych umów na zakup energii odnawialnej w Polsce

Amazon podpisał umowę na zakup energii z farmy fotowoltaicznej w Miłkowicach w powiecie legnickim. To jedna z największych dotychczasowych umów zakupu energii słonecznej w Polsce.

Amazon ogłosił zawarcie umowy na zakup energii odnawialnej pochodzącej z farmy fotowoltaicznej w Miłkowicach. To jedna z największych umów zakupu energii słonecznej w Polsce. Ta inwestycja to część globalnych działań Amazon w celu rozszerzenia portfolio energii odnawialnej o dodatkowe 2,7 gigawatów (GW) czystej energii w 71 nowych projektach.

Moc zainstalowana farmy fotowoltaicznej w Miłkowicach to około 87 MW. Według przewidywań elektrownia ma generować ponad 120 tys. megawatogodzin czystej energii rocznie, co oznacza równowartość zapotrzebowania na energię ok. 57 tys. polskich gospodarstw domowych rocznie.

Dzięki tej inwestycji Amazon ma bezpośredni wkład w realizację celu przyjętego przez polski rząd, jakim jest zwiększenie udziału energii ze źródeł odnawialnych w polskiej energetyce do co najmniej 23% do 2030 roku.

Umowa zwiększy udział energii odnawialnej w polskiej sieci energetycznej, pomagając przyspieszyć dekarbonizację w Polsce, gdzie paliwa kopalne nadal generują 85% energii. Wspieranie nowych projektów dotyczących energii odnawialnej przez przedsiębiorców takich jak Amazon pomaga otworzyć rynek na kolejne farmy wiatrowe i słoneczne, a także przyspiesza redukcję emisji dwutlenku węgla.

„Przejście przedsiębiorców na zieloną energię jest obecnie jednym z głównych trendów w biznesie. W nowoczesnej energetyce odnawialne źródła energii są kluczowym elementem działań wspierających transformację energetyczną. To szczególnie ważne w przypadku Polski: z jednej strony, jej system energetyczny opiera się na wysokoemisyjnych źródłach; z drugiej strony, posiada ona ogromny potencjał w zakresie energii odnawialnej, zwłaszcza słonecznej, ale także wiatrowej na lądzie i morzu. Wykorzystanie tego potencjału może spowodować, że segment OZE w Polsce stanie się jednym z największych w Europie. Umowy na zakup energii podpisywane z firmami wspierają również rząd w realizacji założonych celów, przyspieszając zwiększanie udziału odnawialnych źródeł energii bez wsparcia ze strony państwa. Podpisanie przez Amazon umowy na zakup energii odnawialnej z Miłkowic to ważny krok na drodze Polski w kierunku odnawialnych źródeł energii” – powiedział Szymon Kowalski, wiceprezes Fundacji RE-Source Poland Hub.

Powstanie elektrowni słonecznej w gminie Miłkowice przyniesie również korzyści mieszkańcom powiatu legnickiego.

„Bardzo się cieszę, że Gmina Miłkowice dołączyła swoim projektem fotowoltaicznym do globalnych działań Amazon. Benefity z działalności elektrowni fotowoltaicznej będą płynąć do mieszkańców gminy przez co najmniej kolejne 30 lat. Obecnie szykujemy kolejne projekty z jeszcze większymi mocami wytworzenia energii odnawialnej” – powiedział Dawid Sachura, wójt Gminy Miłkowice.

Amazon to największy nabywca energii odnawialnej na świecie, dysponujący obecnie ponad 100 projektami OZE w Europie i łącznie 379 projektami w 21 krajach, w tym 154 farmami wiatrowymi i słonecznymi oraz 225 instalacjami fotowoltaicznymi na dachach budynków, których łączna moc to 18,5 GW czystej energii. Projekty zasilą energią biura, centra logistyczne, centra danych i sklepy Amazon, które łącznie obsługują miliony klientów na całym świecie. Do 2025 roku Amazon zamierza zasilać działalność operacyjną w 100% energią ze źródeł odnawialnych. Na koniec 2021 roku jej udział w skali całej firmy wyniósł 85%.

Amazon jest współtwórcą Deklaracji Klimatycznej (ang. The Climate Pledge) z 2019 roku, w ramach której zobowiązał się do osiągnięcia zerowych emisji netto dwutlenku węgla do 2040 roku, czyli 10 lat przed terminem określonym w Porozumieniu Paryskim. Obecnie deklarację podpisało już 365 sygnatariuszy, w tym Best Buy, IBM, Microsoft, PepsiCo, Siemens, Unilever, Verizon i Visa. Amazon kupił również 100 tys. elektrycznych samochodów dostawczych w ramach największego w historii zamówienia tego rodzaju pojazdów i zaczął je wprowadzać w Stanach Zjednoczonych. Za pośrednictwem funduszu Deklaracji Klimatycznej, firma inwestuje również 2 mld USD w rozwój usług i rozwiązań przyczyniających się do dekarbonizacji.

Żywność i paliwa napędzają inflację

Ostateczne dane GUS potwierdziły, że inflacja w sierpniu wyniosła 16,1 proc., a głównym powodem jej przyspieszenia był wzrost cen żywności oraz nośników energii.

Część ekonomistów wciąż ma nadzieję, że mamy już do czynienia ze szczytem dynamiki inflacji, większość spodziewa się przejściowego jej wyhamowania w najbliższych miesiącach, ale oczekuje silnego wzrostu w pierwszym kwartale przyszłego roku. Sierpień przyniósł wzrost dynamiki cen do 16,1 proc. Duży udział w tym miał sięgający 17,5 proc. wzrost cen żywności i napojów bezalkoholowych. Ta kategoria ma znaczący udział w budżetach gospodarstw domowych, a więc zachodzące tu zjawiska są przez nie mocno odczuwalne. W tym roku nie tylko nie wystąpił efekt sezonowego spadku cen żywności, ale mamy do czynienia z nasilaniem się ich zwyżek. Aż o 27,4 proc. wzrosły koszty użytkowania mieszkania i ceny nośników energii, które poszły w górę o nieco ponad 40 proc. Gaz podrożał o 36 proc., a opał aż o niemal 157 proc. Za olej napędowy trzeba było w sierpniu płacić 31,5 proc. więcej niż rok wcześniej, a benzyna była droższa o 19,6 proc. Spośród produktów spożywczych  najmocniej, o 109,2 proc. podrożał cukier, ale silne były też wzrosty cen mąki (o 44,6 proc.), tłuszczów roślinnych (49 proc.) i mięsa wołowego (32 proc.) oraz drobiowego (prawie 33 proc.). Nadal utrzymuje się wysoka, sięgająca 11,8 proc. dynamika cen usług, w czym dominują ceny usług medycznych, które są wyższe o 15,6 proc. niż rok temu i stomatologicznych, które wzrosły o 15,8 proc.

Obecnie oczekiwania w kwestii apogeum inflacji pozostają tematem dyskusji. Część ekonomistów spodziewa się stabilizacji lub stopniowego złagodzenia presji inflacyjnej w najbliższych miesiącach. Wielu oczekuje jednak, że ponowny skok nastąpi w pierwszym kwartale przyszłego roku, głównie w związku z zapowiadanymi podwyżkami cen energii elektrycznej. Większość jest przekonana, że z dwucyfrową inflacją będziemy borykać się jeszcze przez dłuższy czas, z pewnością zaś w przyszłym roku. Rozpoczęcia tendencji powrotu w okolice celu inflacyjnego można oczekiwać w 2024 r. Należy jednak mieć świadomość tego, że prognozowanie zjawisk inflacyjnych jest w obecnych warunkach bardzo trudne i obarczone dużym ryzykiem błędu. Z jednej strony mamy perspektywę utrzymywania się wysokich cen surowców energetycznych, z drugiej zaś hamująco na inflację wpływać będzie malejące tempo wzrostu gospodarczego. Trudno jednak określić siłę oddziaływania tych czynników, podobnie jak i wpływu polityki pieniężnej na ograniczanie inflacji. Bardzo możliwe jest, że rząd będzie skłonny do ograniczenia wzrostu cen prądu, a nawet czasowego zamrożenia taryf, a najprawdopodobniej zastosuje mechanizm ich rekompensowania odbiorcom indywidualnym.

Autor komentarza: Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce

Fed zrobił to co zapowiadał. Podniósł główną stopę procentową o 75 pb

Fed dostarczył to, na co liczył rynek. Podniósł główną stopę procentową o 75 punktów bazowych do przedziału 3,00 – 3,25 proc. Powell podtrzymał perspektywę dalszych znaczących podwyżek. Rezerwa Federalna jest gotowa zaakceptować recesję, jeśli będzie to konieczne do walki z wysoką inflacją. Zaskakująca była mocna zmiana na „wykresie kropkowym”. EUR/USD spadł na nowe długoterminowe minima osiągając poziom bliski 0,9800.

Wczorajszy ruch był trzecią z rzędu tak wysoką podwyżką. W całym cyklu to już 5 ruch w górę. W sumie bank centralny podniósł w tym roku koszt pieniądza o 300 punktów bazowych. Ostatni raz Fed takie tempo prezentował na początku lat 80-tych. Samo oświadczenie po posiedzeniu FOMC było tylko nieznacznie zmienione. Powell ponownie podkreślił, że jest wysoce zdeterminowany w doprowadzeniu inflacji z powrotem do celu, który wynosi 2 proc.

Skupienie Fed na walce z inflacją znajduje również odzwierciedlenie w zaktualizowanym „dot plot”, czyli ocenie najwyższych urzędników Fed dotyczącej odpowiedniej ścieżki kluczowych stóp procentowych. Ta ponownie została przesunięta znacząco w górę. Członkowie Zarządu Rezerwy Federalnej oraz regionalni prezesi Fed oczekują obecnie, że na koniec 2022 r. kluczowa stopa procentowa wyniesie 4,4 proc. Innymi słowy, członkowie Fed oczekują kolejnych 125 punktów bazowych podwyżek stóp, a do końca tego roku pozostały dwa posiedzenia FOMC. Oznacza to, że kolejnym ruchem będzie prawdopodobnie również 75 pb. Na koniec 2023 roku „dot plot” pokazuje kluczową stopę procentową na poziomie 4,6 proc.

Prognozy gospodarcze zostały zrewidowane. Cel inflacyjny na poziomie 2 proc. ma zostać osiągnięty dopiero w 2025 roku. Wskaźnik core PCE ma w tym roku wynieść 4,5 proc. a w przyszłym 3,1 proc. W czerwcu zakładano odpowiednio 4,3 oraz 2,7 proc. Projekcja wzrostu gospodarczego na ten rok oraz przyszłe lata została zdecydowanie obniżona. Z kolei stopa bezrobocia ma podnieść się do zaledwie 4,4 proc. w przyszłym roku oraz w kolejnym. To zmiana o niespełna jeden punkt procentowy. Tak niewielki wzrost w obliczu manewru hamowania polityki pieniężnej byłby praktycznie bezprecedensowy jak na standardy historyczne.

Jerome Powell nadał już ton w swoim wystąpieniu na konferencji Fed w Jackson Hole w sierpniu. Powtórzył, że Fed będzie konsekwentnie walczył z inflacją, aż „zadanie zostanie wykonane”. Prezes Fed odniósł się do działań Paula Volckera, który jako ówczesny prezes doprowadził do opanowania inflacji za pomocą drastycznych środków. Powell wielokrotnie powtarzał to zdanie, podkreślając, że jego opinia nie zmieniła się od czasu sympozjum w Górach Skalistych.

Fed chce widzieć przekonujące dowody na to, że dynamika wzrostu cen słabnie, zanim będzie można ogłosić sukces. Na ten moment tak się nie dzieje – dodał Powell. Fed zatem nadal będzie podnosił stopy. Prezes nie ukrywał, że przedłużający się okres restrykcyjnej polityki zmniejsza szanse na „miękkie lądowanie” gospodarki. Wysokie stopy w USA pozostaną przez dłuższy czas a obniżki w II połowie 2023 roku stają się coraz mniej realne.

Reakcja rynku była dość klarowna. Dolar uległ dalszej aprecjacji a główna para walutowa zbliżyła się do okrągłego poziomu 0,9800. Tym samym na USD/PLN zobaczyliśmy prawie 4,8740. Indeksy giełdowe zakończyły dzień na znacznych minusach. Sp500 znalazł się pod kreską na poziomie -1,71 proc., Dow Jones zanotował podobny wynik a Nasdaq został przeceniony o blisko 1,8 proc.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

FED podniósł stopy

FED na wczorajszym posiedzeniu podniósł amerykańskie stopy o 0,75 pkt. proc. do poziomu 3-3,25 proc. Ale cały wczorajszy dzień był na rynku bardzo niespokojny. Zbliżająca się podwyżka stóp oraz obawy dotyczące nowych działań Rosji w stosunku do Ukrainy wzmocniły dolara oraz osłabiły euro i złotego. Frank szwajcarski, tym razem na dłużej, przekroczył granicę 5 zł.

FED na trzecim kolejnym posiedzeniu dokonuje podwyżki stóp, co oznacza, że mamy do czynienia z najbardziej agresywnym procesem podnoszenia stóp w USA od 1980 roku. Podwyżka zgodnie z oczekiwaniami wyniosła 0,75 pkt. proc. i została już wcześniej wyceniona przez rynek. Obecnie, inwestorów bardziej nurtuje pytanie o ostateczny maksymalny poziom podwyżek oraz kiedy proces ten się zakończy.

Ponieważ inflacja nie spada tak jak zakładano, FED prawdopodobnie będzie zmuszony podnieść stopy bardziej, niż dotychczas prognozowano (zakończenie cyklu przed Bożym Narodzeniem na poziomie 4-4,25 proc.). Według nowych prognoz, aby to osiągnąć, być może będzie musiało dojść do poważniejszego spowolnienia wzrostu gospodarczego. To znaczy, że ból związany z podwyżkami stóp może się tak szybko nie skończyć.

Największy dylemat amerykańskich ekonomistów i FED, jest taki by podwyżki stóp pomogły zwalczyć inflację, bez zbyt silnego uderzenia w amerykański rynek pracy i znacznego wzrostu bezrobocia. Wydaje się, że szansa na takie „miękkie lądowanie” nadal istnieje. Tym bardziej, że prognozy gospodarcze FED nie uległy ostatnio znacznemu pogorszeniu. Rynek nadal uważnie będzie śledził komentarze Powella na temat wpływu na rynek pracy i globalną gospodarkę, szukając w nich wskazówek do budowania dalszych scenariuszy.

Szok związany ze zmianą ścieżki FED i niepewność co do inflacji to dla rynków dwie trudne pigułki do przełknięcia. Wczorajszy dzień S&P500 zakończył spadkiem o 1,71 proc. a Nasdaq Composite o 1,79 proc. Ponieważ stopy mogą pozostać wysokie na dłużej, będą dotkliwiej obciążać część portfeli ukierunkowaną na wzrost.

Wczorajszy dzień przyniósł także ogłoszenie przez Rosję częściowej mobilizacji, która ma służyć wsparciu armii walczącej przeciwko Ukrainie. Razem z przewidywaną podwyżką stóp, stworzyło to mieszankę przynoszącą mocne umocnienie dolara. Na koniec dnia, za jednego dolara płacono 1,02 euro. Wraz z euro osłabiał się także złoty – 1 dolar kosztował rekordowe 4,85 zł, a euro 4,77 zł. Umocnił się także frank szwajcarski, który po raz kolejny, tym razem prawdopodobnie na dłużej, przekroczył granicę 5 zł i kosztował 5,02 zł.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Aż 98% polskich specjalistów jest otwartych na zdobywanie nowych kompetencji

Pracownicy chcą się rozwijać, aby móc odpowiadać na wyzwania zawodowe zarówno teraz, jak i w przyszłości. Natomiast ich wizja dalszego kształcenia i realne potrzeby w tym zakresie, bardzo często rozmijają się z ofertą szkoleniową pracodawców. Jak wynika z raportu Hays Poland „Rozwój zawodowy – oczekiwania specjalistów i możliwości firm”, mimo że aż 98 proc. profesjonalistów jest otwartych na zdobywanie nowych kompetencji, to zaledwie 36 proc. z nich jest usatysfakcjonowanych zasobami szkoleniowymi obecnego pracodawcy.

Luka kompetencji stanowi poważny problem na globalnym rynku pracy. Aby zminimalizować jej konsekwencje, zarówno pracodawcy, jak i pracownicy muszą wykazać się otwartym podejściem – zrozumieniem, iż proces uczenia się i rozwijania umiejętności trwa przez całe życie, na każdym etapie kariery.

Jak wynika z raportu Hays „Rozwój zawodowy – oczekiwania specjalistów i możliwości firm”, profesjonaliści chcą się edukować, mając na uwadze nie tylko aktualne potrzeby rynku pracy, ale też wyzwania przyszłości. Jednak sama chęć nauki nie wystarczy, aby zmniejszyć globalną lukę kompetencji. Rozwój bardzo często nie jest bowiem możliwy bez pomocy i wsparcia pracodawców. Tymczasem ich oferta edukacyjna bardzo często nie odpowiada realnym oczekiwaniom zatrudnionych.

Profesjonaliści chcą się uczyć

Możliwość rozwoju zawodowego niezmiennie od lat stanowi ważną kwestię dla pracowników. Jest to także jeden z elementów, który decyduje o dołączeniu do organizacji lub pozostaniu w niej. Jak wynika z badania, aż 98 proc. respondentów wykazuje się otwartością na zdobywanie nowych umiejętności.

Specjaliści zauważają, że na rynku pracy zachodzą szybkie zmiany i pojawiają się coraz to nowsze szanse zawodowe. Dla rosnącej grupy polskich ekspertów dostępne są bardziej prestiżowe, lepiej wynagradzane role czy możliwości międzynarodowego rozwoju. Nie dziwi zatem fakt, iż tak wielu pracowników wykazuje się otwartością w zdobywaniu nowych kompetencji. Jest to bowiem postrzegane jako opłacalna inwestycja – podnosząc kwalifikacje, możliwe jest osiągnięcie swoich celów zawodowych – wyjaśnia Łukasz Grzeszczyk, Executive Director w Hays Poland.

Czy firmy umożliwiają pracownikom zdobywanie nowych umiejętności? Blisko 60 proc. respondentów badania Hays przyznało, iż ich obecny pracodawca udostępnia im zasoby do nauki. Okazuje się jednak, że dostępna oferta szkoleniowa bardzo często nie jest satysfakcjonująca dla specjalistów. Pozytywnie na ten temat wypowiedziało się zaledwie 36 proc. respondentów.

Profesjonaliści chcą się uczyć

Źródło: Raport Hays „Rozwój zawodowy – oczekiwania pracowników i możliwości firm”, wrzesień 2022.

Oferta niedopasowana do potrzeb

Dysproporcje te mogą wynikać z faktu, iż poziom szkoleń lub udostępnianych materiałów jest niedopasowany do poziomu umiejętności zatrudnionych. Istnieje również prawdopodobieństwo, iż stosowane w firmach metody nauki nie uwzględniają preferencji pracowników lub nie dysponują oni czasem niezbędnym do skorzystania z nich w godzinach pracy.

Anna Czyż, Head of People & Culture w Hays Poland podaje jeszcze jedno możliwe uzasadnienie.Zdarza się, iż oczekiwania specjalistów przewyższają rzeczywiste możliwości firm, zarówno w kontekście finansowym, jak i tematycznym. Duża część pracodawców podejmuje bowiem działania, które mają na celu rozwiązanie bieżących problemów kompetencyjnych. Tymczasem, specjaliści często chcą koncentrować się na swoim rozwoju osobistym, dalszej ścieżce kariery i oczekują wsparcia w obszarach, które mogą nie być postrzegane przez pracodawcę jako kluczowe.

W obliczu niesatysfakcjonującej oferty szkoleniowej dostępnej w miejscu pracy, wielu profesjonalistów poświęca na rozwój swój czas prywatny oraz środki finansowe. Jak wynika z badania Hays, aż 89 proc. specjalistów inwestuje w zdobywanie nowych umiejętności. Co ciekawe, 76 proc. z nich motywuje to chęcią zaspokojenia własnych aspiracji. Stanowi to wynik o 17 pkt. proc. wyższy w porównaniu z odpowiedziami uzyskanymi w analogicznym, globalnym badaniu. Respondenci z innych krajów, inwestycje w rozwój częściej uzasadniają bowiem wymaganiami obecnie zajmowanego stanowiska.

Pracodawcy zaniepokojeni niedoborem kompetencji

Źródło: Raport Hays „Rozwój zawodowy – oczekiwania pracowników i możliwości firm”, wrzesień 2022.

Pracodawcy zaniepokojeni niedoborem kompetencji

Pomimo otwartości specjalistów na podnoszenie kwalifikacji, pracodawcy deklarują zaniepokojenie niedoborem kompetencji w firmie. Jednocześnie, w tej grupie zaledwie co druga organizacja jest zdania, że jej aktualna oferta szkoleniowa może rozwiązać ten problem. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt, iż zaledwie 57 proc. ankietowanych firm dysponuje rocznym budżetem szkoleniowym.

Pracodawcy zaniepokojeni niedoborem kompetencji 2

Źródło: Raport Hays „Rozwój zawodowy – oczekiwania pracowników i możliwości firm”, wrzesień 2022.

– Zaleceniem dla firm jest przyjrzenie się swojej aktualnej ofercie szkoleniowej, dostosowanie jej do potrzeb pracowników i tworzenie kultury organizacyjnej, wspierającej uczenie się przez całe życie. Jest to niezbędne nie tylko do zabezpieczenia obecnych i przyszłych potrzeb kompetencyjnych w firmie, ale również zwiększenia zaangażowania i satysfakcji – zauważa Alex Shteingardt, Dyrektor Zarządzający Hays Poland.

Kluczem do rozwiązania problemu niewątpliwie jest również regularne badanie oczekiwań pracowników, promowanie wszelkich działań rozwojowych podejmowanych przez organizację oraz wyjaśnianie, w jaki sposób odpowiadają one na zadeklarowane potrzeby. Rozbieżności na tym polu bardzo często wynikają z nieadekwatnej komunikacji.

O RAPORCIE
Raport „Rozwój zawodowy – oczekiwania specjalistów i możliwości firm” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w międzynarodowym badaniu przeprowadzonym przez Hays w okresie od kwietnia do maja 2022 roku. Ankietę wypełniali specjaliści i menedżerowie z 26 krajów na całym świecie, w tym 350 osób z Polski.

Zmiany w prawie restrukturyzacyjnym i upadłościowym

Przeprowadzenie postępowania restrukturyzacyjnego często jest ostatnią szansą na złapanie oddechu i wyjście z kryzysu finansowego przez przedsiębiorcę przy jednoczesnym zachowaniu praw i zaufania wierzycieli. Nie każdy przestój w płatności zobowiązań oznacza trwałą niewypłacalność firmy. Niewątpliwą zaletą restrukturyzacji przy przejściowym braku rentowności przedsiębiorcy jest zawieszenie trwających egzekucji oraz brak możliwości wszczęcia nowych wobec wierzytelności objętych układem.

Projektowana nowelizacja Prawa restrukturyzacyjnego i upadłościowego podyktowana obowiązkiem dostosowania krajowych przepisów do regulacji europejskich, ma na celu odpowiednio wczesne zapobieganie sytuacjom kryzysowym przedsiębiorców, wzmocnienie skuteczności mechanizmów postępowania restrukturyzacyjnego oraz wsparcie podejmowania działalności gospodarczej przy przejściowych problemach.

Nowelizacja przewiduje możliwość otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego wyodrębnionego w ramach restrukturyzacji zapobiegawczej przez niewypłacalnego lub zagrożonego niewypłacalnością przedsiębiorcę, które będzie mogło prowadzić do całkowitego umorzenia długów.
Najważniejszymi projektowanymi zmianami w postępowaniu restrukturyzacyjnym są:

Określenie ram restrukturyzacji zapobiegawczej (tj. postępowania o zatwierdzeniu układu, przyspieszonego postępowania układowego oraz postępowania układowego), które może być prowadzone wobec dłużnika niewypłacalnego lub zagrożonego niewypłacalnością. Następuje wyłączenie postępowania sanacyjnego poza postępowanie restrukturyzacyjne, co sprawi że pozostanie ono poza zakresem implementowanej dyrektywy, zatem będzie mogło być prowadzone tylko wobec dłużnika niewypłacalnego.

Pozostawienie czynności zarządczych we władzy dłużnika. Co do zasady dłużnik sprawuje czynności zwykłego zarządu w toku postępowania restrukturyzacyjnego. Czynności przekraczające zakres zwykłego zarządu wymagają zatwierdzenia nadzorcy sądowego lub zarządcy.

Wprowadzenie testu zaspokojenia, polegającego na przygotowaniu przez Zarządcę lub Nadzorcę wyceny na wypadek realizacji planu restrukturyzacyjnego, sprzedaży przedsiębiorstwa w postępowaniu upadłościowym oraz sprzedaży poszczególnych składników przedsiębiorstwa. Test zaspokojenia ma ułatwić podjęcie decyzji wierzycielom głosującym za lub przeciw układowi, a także rozwiązać pojawiające się spory związane z samym etapem dokonywania wyceny majątku dłużnika. W przypadku zgłoszenia zastrzeżeń wierzycieli Sąd może skorzystać z opinii eksperckiej przygotowanej przez podmiot niezależny.

Objęcie obowiązkowym układem wierzytelności zabezpieczonych na mieniu dłużnika hipoteką, zastawem, zastawem rejestrowym, zastawem skarbowym. Do tej pory wierzyciele rzeczowi musieli wyrazić zgodę na objęcie układem.

Uregulowanie wstrzymania indywidualnych czynności egzekucyjnych (na wniosek) na okres 4 miesięcy od otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego z zakresu restrukturyzacji zapobiegawczej oraz wprowadzenie instytucji umożliwiającej przedłużenie przez Sąd tego okresu na nieprzekraczający łącznie czas 12 miesięcy.

Możliwość zatwierdzenia układu przez Sąd wbrew sprzeciwowi wierzycieli. Po nowelizacji Sąd będzie mógł zatwierdzić układ na wniosek dłużnika lub za jego zgodą. Jeśli większość grup wierzycieli głosowała za układem, w tym co najmniej jedna grupa wierzycieli o wyższym stopniu uprzywilejowania lub wierzycieli zabezpieczonych rzeczowo, a na wypadek niespełnienia powyższego warunku jeżeli za układem głosowała grupa wierzycieli, która otrzymałaby częściowe zaspokojenie w postępowaniu upadłościowym.

Zapewnienie ochrony finansowania dłużnika uwzględnionego w planie restrukturyzacji poprzez zagwarantowanie, że nie będzie mogło być uznane za bezskuteczne w stosunku do masy upadłości w przypadku upadłości dłużnika, jeżeli zostało udzielone za zgodą rady wierzycieli lub sędziego-komisarza.

Zapewnienie ochrony zawartym umowom oraz przeprowadzonym operacjom finansowym, które były racjonalne i niezwłocznie konieczne do negocjowania planu restrukturyzacji poprzez zagwarantowanie, że nie będą one mogły zostać uznane za bezskuteczne, nieważne lub niepodlegające wykonaniu z tego powodu, że dokonano ich ze szkodą dla ogółu wierzycieli.

Aktualnie proces legislacyjny zmiany ustawy związany z implementacją do polskiego porządku prawnego dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1023 z dnia 20 czerwca 2019 r. w sprawie ram restrukturyzacji zapobiegawczej, umorzenia długów i zakazów prowadzenia działalności oraz w sprawie środków zwiększających skuteczność postępowań dotyczących restrukturyzacji, niewypłacalności i umorzenia długów, a także zmieniającej dyrektywę (UE) 2017/1132 tzw. dyrektywę drugiej szansy, znajduje się na etapie rządowym i projekt ustawy został przekazany do konsultacji publicznych.

Z tekstem projektu zmian do ustawy – Prawo restrukturyzacyjne oraz ustawy – Prawo upadłościowe oraz etapem procesu legislacyjnego można zapoznać się pod linkiem: https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12361503/katalog/12891108#12891108
Na tym etapie zmiany w prawie restrukturyzacyjnym i upadłościowym należy ocenić pozytywnie, dążą przede wszystkim do zwiększenia skuteczności środków zapobiegawczych upadłości dłużnika oraz przyspieszeniu przebiegu postępowania restrukturyzacyjnego przy jednoczesnym poszanowaniu praw wierzycieli.

Nie ma jednego najlepszego postępowania restrukturyzacyjnego, wszystko zależy od indywidualnej sytuacji przedsiębiorcy. Zarząd musi monitorować na bieżąco finanse, tak aby odpowiednio wcześnie przewidzieć zagrożenie utraty płynności finansowej firmy. Konsultacje prawne oraz podjęcie decyzji o zastosowaniu prewencyjnych mechanizmów zapobiegawczych przewidzianych przez prawo, może okazać się najlepszym rozwiązaniem w przezwyciężeniu zaistniałych problemów przedsiębiorcy oraz wykazać należytą staranność, na wypadek próby pociągnięcia władz spółki do odpowiedzialności za nieprawidłowe działanie.

Autor: adw. Patrycja Słapek, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

I półrocze 2022 r. w Grupie TIM

Najwyższe w historii poziomy przychodów ze sprzedaży (772,5 mln zł, +28,2% rdr.), zysku netto (60,4 mln zł, +40,3% rdr.) czy EBITDA (92,5 mln zł, +38,1% rdr.) oraz znacznie wyższe niż w analogicznym okresie 2021 r. wskaźniki rentowności to obraz pierwszej połowy 2022 r. w Grupie Kapitałowej TIM.

Kolejne miesiące są dla obu spółek tworzących Grupę TIM czasem konsekwentnej realizacji strategii rozwoju, w tym zaprezentowanej w maju br. nowej, długofalowej strategii TIM-u. Spółka jeszcze mocniej koncentruje się na jak najlepszym odpowiadaniu na potrzeby profesjonalistów z branży elektrotechnicznej.

– Dynamiczny rozwój technologii, rosnące oczekiwania klientów końcowych oraz zmienna sytuacja rynkowa stanowią obecnie duże wyzwanie – zauważa Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA. – Stąd nowa misja TIM-u: „Ułatwiać pracę profesjonalistom”. Chcemy to osiągnąć zarówno poprzez dostarczanie szerokiej oferty produktowej na rynkowych warunkach, jak i maksymalizację wygody korzystania z platformy e-commerce TIM.pl czy dostęp do wiedzy wspierającej naszych klientów w rozwiązywaniu problemów towarzyszących im w codziennej pracy. Z kolei 3LP konsekwentnie umacnia się na rynku logistyki kontraktowej. Pozyskuje nowych klientów spoza Grupy TIM, rozwija współpracę z dotychczasowymi i jednocześnie uruchamia nowe lokalizacje – dodaje Krzysztof Folta.

Przychody ze sprzedaży 3LP SA wyniosły w I półroczu 2022 r. 76,9 mln zł, co oznacza wzrost o 9,2% w stosunku do analogicznego okresu 2021 r. Przychody ze sprzedaży usług logistycznych do klientów spoza Grupy TIM wzrosły rok do roku o 6%, do ponad 34,7 mln zł.

Coraz więcej stałych i lojalnych klientów, najwięcej – instalatorów

Jednostkowe przychody ze sprzedaży TIM SA wzrosły nieco dynamiczniej niż przychody skonsolidowane – o 29,5%, do 737,9 mln zł. Rozkład sprzedaży w I półroczu 2022 r. był bardzo niestandardowy – przychody ze sprzedaży w I kwartale okazały się znacząco wyższe (o 14%) od uzyskanych w II kwartale.

– Całe pierwsze półrocze zdominowały wyniki sprzedażowe marca, który okazał się lepszy od analogicznego okresu 2021 roku aż o 65%. Inwazja Rosji na Ukrainę, rosnące ceny surowców i energii spowodowały dużą rynkową niepewność, co w pierwszych tygodniach wojny przełożyło się na wzmożony popyt – mówi Piotr Nosal, członek Zarządu i dyrektor handlowy TIM SA.

O ile marzec 2022 r. przyniósł poziom sprzedaży, którego powtórzenie w najbliższym czasie będzie wyzwaniem, o tyle klienci dołączający do grona kupujących w TIM-ie zostają ze spółką na dłużej. Na koniec I półrocza 2022 r. liczba klientów kluczowych (realizujących sprzedaż wyższą niż 1500 zł miesięcznie w ciągu ostatnich 12 miesięcy) wzrosła o ponad 27% w porównaniu ze stanem na koniec czerwca 2021 r. Grono klientów lojalnych (realizujących zakupy w co najmniej sześciu z ostatnich 12 miesięcy) zwiększyło się w tym samym czasie o 17,6%.

Coraz istotniejszą kategorię sprzedażową stanowią produkty stosowane w obszarze odnawialnych źródeł energii. Sprzedaż samej fotowoltaiki w I półroczu 2022 r. wyniosła 50,8 mln zł, co oznacza wzrost aż o 96% w stosunku do analogicznego okresu 2021 r. Wynik ten w dużej mierze został zdeterminowany rekordowym I kwartałem, a w szczególności marcem 2022 r., po którym nastąpiło przewidywane spowolnienie na rynku inwestycji fotowoltaicznych, spowodowane niekorzystnymi zmianami sposobu rozliczania energii wytwarzanej przez prosumentów.

Nie oznaczało to jednak trwałego spadku zainteresowania całą kategorią produktów z zakresu OZE czy efektywności energetycznej, przede wszystkim z uwagi na narastający kryzys energetyczny, z którym przyjdzie się zmierzyć całej Europie. W odpowiedzi na te potrzeby TIM poszerzył w I półroczu 2022 r. swoją ofertę m.in. o pompy cieplne i akcesoria do ich montażu, systemy ogrzewania elektrycznego oraz systemy wentylacji umożliwiające odzyskanie części energii z wymienianego powietrza. W tym samym czasie rozwijane były kompetencje i wiedza techniczna zespołu odpowiedzialnego w Spółce za sprzedaż produktów z tych właśnie kategorii produktowych.

W I kwartale 2022 r. po raz pierwszy w historii grupą klientów z najwyższym udziałem w przychodach TIM-u był segment „Instalator”. Tendencja ta utrzymała się w całym I półroczu 2022 r., w którym segment ten odpowiadał za niemal 44% przychodów ze sprzedaży Spółki – dokładnie tyle samo, ile rok wcześniej przyniosła sprzedaż do grupy „Sprzedawca/hurtownik”.

– To efekt konsekwentnej realizacji strategii, której założenia zaprezentowaliśmy w maju, w tym realizowanych od dłuższego czasu działań prosprzedażowych ukierunkowanych na zwiększenie udziału firm wykonawczych w przychodach TIM-u – zauważa Piotr Nosal.

Rekordowa perspektywa LTM

O ile skonsolidowany zysk netto wzrósł w I półroczu 2022 r. o 40,3% rok do roku, o tyle jednostkowy w tym samym czasie zwiększył się aż o 68,9% rdr., do niemal 60,8 mln zł. W I półroczu 2022 r. wszystkie podstawowe wskaźniki rentowności Grupy TIM istotnie wzrosły w stosunku do I półrocza 2021 r. Dla przykładu: skonsolidowana marża EBITDA wzrosła z 11,1% do 12%, zaś marża zysku netto – z 7,1% do 7,8%.

– Analizując wyniki finansowe TIM-u, warto przyjąć perspektywę dłuższą niż tylko I półrocze 2022 r. – zachęca Piotr Tokarczuk, członek Zarządu i dyrektor finansowy TIM SA. – Jeśli spojrzymy na ostatnie 12 miesięcy (lipiec 2021-czerwiec 2022), zobaczymy najwyższą w historii skonsolidowaną EBITDA w wysokości 170 mln zł, przychody ze sprzedaży Grupy TIM sięgające niemal 1,5 miliarda złotych czy skonsolidowane aktywa na poziomie 706 milionów złotych. Bez cienia wątpliwości Grupa Kapitałowa TIM jest w znakomitej kondycji finansowej, dlatego nawet w tak trudnym otoczeniu rynkowym mamy wystarczającą siłę finansową i organizacyjną, by z sukcesem wdrażać ambitną strategię rozwoju TIM-u i 3LP – dodaje Piotr Tokarczuk.

FED po raz trzeci

Po wielu godzinach oczekiwania wreszcie poznaliśmy orędzie Putina. Rynek odetchnął z ulgą i wrócił do “poważnych” tematów. FED dzisiaj ma trzeci raz z rzędu podnieść stopy procentowe o 75 p.b. Będzie to moment kulminacyjny tego tygodnia, ale zdecydowanie nie koniec emocji.

Z dużej chmury mały deszcz

Kiedy wczoraj do mediów trafiła informacja o planowanym orędziu do narodu prezydenta Federacji Rosyjskiej, na rynku można było wyczuć pewną falę niepokoju. Dość szybko napłynęła fala racjonalizujących komentarzy, czego możemy się spodziewać. Z tyłu głowy jednak chyba każdy miał przeświadczenie, że Putin jest tak naprawdę nieobliczalny i że mamy tu do czynienia z potężnym czynnikiem ryzyka. Zwłaszcza gdy z niewyjaśnionych powodów przemówienie się opóźniało. Ostatecznie zostało opublikowane dopiero dzisiaj rano (nagrane prawdopodobnie było już wcześniej) i ciężko znaleźć ku temu powód. Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że spierano się o różne wersje tego orędzia i wiele wskazuje na to, że wygrało to łagodniejsze. Najważniejszą wiadomością jest rozpoczęcie, i to już od dzisiaj, częściowej mobilizacji. W kamasze ma być powołanych 300 tysięcy rezerwistów. Nie zabrakło też smaczków, jak choćby zapewnień, że Rosja nie ugnie się przed atomowym szantażem Zachodu. Przywódca próbował uderzać w doniosłe tony, mówiąc o jednoczeniu się w obliczu zewnętrznego zagrożenia, ale ogólnie ocena przemówienia jest raczej słaba. Zdecydowanie Putina stać na więcej.

FED trzyma w szachu

Skoro można już wrócić do “war as usual”, inwestorzy na nowo skupiają się na wieczornej decyzji FED. Nikt raczej nie ma wątpliwości, że Amerykanie po raz trzeci z rzędu podniosą koszt pieniądza o 0,75 punktu procentowego. I choć prezydent Biden jeszcze niedawno przekonywał, że ostatni odczyt inflacji nie był wcale taki tragiczny, to jednak postrzeganie rynku zmienił diametralnie. Jasnym stało się, że FOMC w pełni skupi się na walce z dynamiką cen, pozostawiając problem recesji mocno w cieniu. Zwłaszcza że pozostałe wskaźniki makroekonomiczne sugerują, że z amerykańską gospodarką wcale nie jest tak źle i dopóki rynek pracy wciąż jest stabilny, nie ma czego się obawiać. Po cichu pojawiają się nawet spekulacje o możliwej jeszcze większej podwyżce, co jednak wydaje się skrajnie mało prawdopodobne. Jednak samo pojawienie się na tapecie ruchu o 100 punktów bazowych, może być wykorzystane do “rajdu ulgi” już po ogłoszeniu decyzji. Główna para walutowa znowu znajduje się blisko lokalnego minimum i prawdopodobnie trochę na siłę będzie szukała pretekstu do ruchu w górę. Rynek wyraźnie zadomowił się w okolicach parytetu i brakuje jak na razie odwagi, by ruszyć w którąkolwiek stronę.

Inni próbują dotrzymać tempa

Zdecydowana walka Amerykanów z inflacją wpływa na decyzje innych banków centralnych. Po pierwsze, dlatego że od zawsze FED wyznacza trendy i jest zbyt silny, by grać przeciwko niemu. A po drugie zaś widać, że wcześniej brakowało przekonania wśród decydentów, że ich decyzje mogą skutecznie rozwiązać problem dynamiki cen. Wczoraj o większym niż zapowiadanym ruchu zdecydowali Szwedzi, jednak prawdziwy festiwal decyzji będziemy mieć dopiero jutro. Co istotne, swoje posunięcia zaprezentują trzej kluczowi dla rynków gracze. Zgodnie ze spekulacjami Brytyjczycy mają podnieść koszt pieniądza o 50 p.b., choć jest tu spore pole do niespodzianki w górę, co zapewne przydałoby się funtowi. Aż potrójny ruch mają wykonać Szwajcarzy, co z kolei… jeszcze mocniej skomplikuje sytuację na franku. Ten już teraz jest zdecydowanie za mocny, a możemy się spodziewać kontynuacji aprecjacji helweckiej waluty. Teoretycznie żadnych zmian nie należy się spodziewać w Japonii, jednak i tu kształtuje się pole do niespodzianek, zwłaszcza po ostatnich odczytach inflacji. Jak zwykle trochę kolorytu do tego sosu dorzucą Turcy i choć rynek spodziewa się utrzymania status quo, to jednak nigdy nie wiadomo.

W kalendarzu makroekonomicznym widnieje kilka ciekawszych odczytów, jednak przy takim natłoku decyzji banków centralnych nikt nie będzie sobie nimi zawracał głowy.

Krzysztof Adamczak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Sytuacja gospodarcza we Włoszech i przedterminowe wybory – analiza sytuacji u trzeciego największego partnera handlowego Polski

Gorsze perspektywy fiskalne, ale niskie prawdopodobieństwo powtórki sytuacji z 2018.

  • Rosnące ryzyko polityczne pogłębiło i tak już trudne perspektywy gospodarcze dla Włoch. Przed przyspieszonymi wyborami zaplanowanymi na 25 września koalicja prawicowa, w skład której wchodzą Bracia Włosi, Lega i Forza Italia, prowadzi obecnie w sondażach i prawdopodobnie uzyska większość parlamentarną. Ponieważ jednak bardziej umiarkowana Partia Demokratyczna uzyskuje obecnie w sondażach 23%, a możliwe powyborcze koalicje nie są jeszcze jasne, wynik wyborów jest w pewnym stopniu nieoczywisty.
  • Obietnice wyborcze skupiają się na kosztownych wydatkach fiskalnych, co może wystawić na próbę i tak już napięte finanse publiczne. Z analiz Allianz Trade wynika, że aby zapewnić fundusze, konieczne będzie terminowe wdrożenie reform związanych z NGEU.
  • Ryzyko pogorszenia perspektyw fiskalnych wzrośnie, jeśli nowy rząd powróci do rozrzutności fiskalnej sprzed epoki Draghiego. Konieczne jest zwiększenie wydatków w celu ochrony zagrożonych gospodarstw domowych i przedsiębiorstw przed szokiem związanym z cenami energii.
  • Obecna dynamika zadłużenia poprawia się dzięki wysokiej inflacji (która również w 2023 roku wyniesie powyżej 5%), ale ustabilizowanie zadłużenia w średnim i długim okresie będzie wymagało większego wysiłku fiskalnego ze względu na oczekiwane spowolnienie aktywności gospodarczej; obecnie spodziewamy się spadku PKB o 0,5% w 2023 roku. Choć w Allianz Trade nie przewidujemy powtórzenia problemów fiskalnych z 2018, to jednak wiele będzie zależało od wyniku wyborów i projektu budżetu na 2023 rok.
  • Rynki kapitałowe nie zareagowały silnie (biorąc pod uwagę, że w pewnym momencie oczekiwano wyborów). Poszerzający się spread kredytowy od zadłużenia krajowego w odniesieniu do niemieckich obligacji (Bund) w większości odzwierciedla ogólny wzrost stóp procentowych, a nie specyficzne ryzyko związane z Włochami.

Sondażowe prowadzenie prawicowej koalicji

Przedterminowe wybory we Włoszech odbędą się 25 września, dwa miesiące po upadku koalicyjnego rządu premiera Draghiego. Do kryzysu rządowego doprowadziło wycofanie przez Ruch Pięciu Gwiazd poparcia dla planowanego pakietu pomocy na pokrycie kosztów utrzymania (o wartości 20 mld EUR), wskutek czego prawicowe partie koalicyjne Lega i Forza Italia wstrzymały się od głosu w głosowaniu nad wotum zaufania we włoskim Senacie. Wybory przyspieszone zostały zaplanowane wcześniej, a nie jak uprzednio zakładano, w pierwszym półroczu 2023 roku.

Jest bardzo prawdopodobne, że kolejny rząd będzie rządem prawicowym, co może stanowić wyzwanie dla polityki europejskiej. W sondażach prowadzi prawicowa partia Bracia Włosi z wynikiem 24%, za nią plasuje się Partia Demokratyczna (PD) z wynikiem 23%, Lega (14%), Ruch Pięciu Gwiazd (12%), Forza Italia i Azione + Italia Viva (obie 8%) ( Wykres 1). Bardzo prawdopodobnym wynikiem wydaje się koalicja utworzona przez partie Bracia Włosi + Lega + FI (prawdopodobnie uzyska około 45% głosów), która ma szansę uzyskać bezwzględną większość mandatów w parlamencie, zgodnie z włoską ordynacją wyborczą z 2017 roku[1]. PD może jednak wynegocjować pewne wsparcie ze strony pomniejszych partii centrowych (Azione Calendy i Italia Viva Renziego), choć nawiązanie trwałych relacji jest trudniejsze ze względu na obecność partii skrajnie lewicowych. Po utracie w ciągu roku dużej liczby posłów, Ruch Pięciu Gwiazd działa samotnie, a potencjalne sojusze wydają się obecnie bardzo niejasne i trudne. Ogólnie rzecz biorąc, biorąc pod uwagę rozdrobnioną strukturę włoskich partii, nie można wykluczyć ryzyka powstania parlamentu bez większości jednego ugrupowania.

Niepewność co do kierunku politycznego pogłębiła obawy związane z pogarszającymi się perspektywami gospodarczymi Włoch. Na podstawie gwałtownie rosnących cen energii (i zwiększającej się presji cenowej), w połączeniu z pogarszającym się popytem i spadkiem zaufania, w Allianz Trade spodziewamy się umiarkowanej recesji począwszy od IV kwartału bieżącego roku, skutkującej skurczeniem się gospodarki o 0,5% w 2023 roku. Inflacja będzie utrzymywała się dłużej i w przyszłym roku wyniesie średnio ponad 5%. Ze względu na czynniki strukturalne ożywienie gospodarcze będzie prawdopodobnie niewielkie i nastąpi w drugiej połowie 2023 roku.

Wykres 1: Włochy – zamiar głosowania (stan na 6 września 2022)

Włochy zamiar głosowania

Źródła: różne sondaże wyborcze, Dział Analiz Allianz

Kryzys energetyczny wpływa na prognozę fiskalną

Poważnym problemem jest możliwość znacznego odejścia przez Włochy od obecnego planu fiskalnego. Nawet w warunkach bazowych, obecne wsparcie związane z kryzysem utrudni Włochom ustabilizowanie poziomu zadłużenia w najbliższym czasie. Na domiar złego, deklaracje z kampanii wyborczej mogą kolidować z europejskimi ambicjami przywrócenia dyscypliny fiskalnej (Tabela 1). Szczególnie propozycje wydatków wysuwane przez partie prawicowe i antyestablishmentowe sugerują luźniejszą politykę fiskalną, co może podważyć przestrzeganie przez Włochy unijnych ram fiskalnych, a w szerszej perspektywie może prowadzić do bardziej wrogiego stanowiska wobec instytucji UE. Obietnice mogą jednak wcale nie przełożyć się automatycznie na wydatki.

Tabela 1: Włochy – przegląd obietnic złożonych w czasie kampanii, wiążących się z przyjęciem środków kosztownych pod względem fiskalnym

Partia Środek Szczegóły
Lega Podatek liniowy

System emerytalny „Próg 41”

Rozszerzony na dochody do 100 tys. EUR

41 lat pracy jako jedyny wymóg

Forza Italia Minimalna emerytura Wzrost do 1.000 EUR miesięcznie
Pięć Gwiazd Dochód z tytułu obywatelstwa

„Superbonus” (ulga podatkowa 110%)

Wzmocnienie systemu

Nadanie stałego charakteru

Partia Demokratyczna Premia w wysokości 10 tys. EUR dla osób kończących 18 rok życia Częściowe finansowanie z podatku od spadków

Źródła: programy wyborcze partii, Dział Analiz Allianz

Pierwszym papierkiem lakmusowym będzie projekt budżetu na rok 2023, który ma być przedstawiony Komisji Europejskiej do połowy października; dotrzymanie terminu może stanowić wyzwanie (nawet jeżeli Europejski Bank Centralny zatwierdzi przedłużenie terminu w związku z wyborami). Budżet pokaże, czy przyszły rząd planuje wycofać się z niedawno wprowadzonych inicjatyw politycznych (np. zwiększenia świadczeń emerytalnych i obniżenia wieku emerytalnego, powszechnego podatku dochodowego, amnestii podatkowej). W Allianz Trade spodziewamy się jednak, że obecny rząd zainicjuje prace nad budżetem, co może stanowić źródło ciągłości fiskalnej.

Utrzymujące się wysokie ceny energii stanowią dodatkowe ryzyko dla dynamiki długu, gdyż konieczne będzie dalsze wsparcie publiczne w celu zabezpieczenia gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Wartość rządowych środków wsparcia wyniosła już około 3% PKB, a polityka fiskalna prawdopodobnie pozostanie wspierająca w 2023 roku (Wykres 2). Prognozujemy, że deficyt budżetowy zmniejszy się jedynie do 4,6% w 2023 (z 5,9% oczekiwanych w tym roku), a wpływ proponowanych wydatków opartych na obecnych deklaracjach wyborczych na finanse w przyszłym roku będzie ograniczony. Bieżąca dynamika zadłużenia poprawia się ze względu na wysoką inflację, ale konieczne będą wysiłki fiskalne w celu ustabilizowania zadłużenia w miarę spadku skutków nominalnych. W średnim okresie ryzyko wzrośnie, ponieważ koszty refinansowania zwiększają się, a wzrost realny pozostaje niski.

Wykres 2: Europa – wsparcie fiskalne w czasie kryzysów związanych z Covid-19 i energią (% PKB)Europa wsparcie fiskalne w czasie kryzysów związanych z Covid-19

Źródła: władze krajowe, Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF), Dział Analiz Allianz. Uwaga: */ Wartość dla UE jest przybliżona, jako ważona średnim PKB krajów objętych próbą.

Wykres 3: Włochy – podstawowe saldo budżetowe (do 2025 roku)Włochy podstawowe saldo budżetowe

Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz

Wykres 4: Włochy – rozbicie zmian zadłużenia krajowego (scenariusz podstawowy, % PKB)Włochy - rozbicie zmian zadłużenia krajowego

Źródła: Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF), Refinitiv, Dział Analiz Allianz. Uwaga: r=rzeczywista stopa procentowa, g=rzeczywisty wzrost PKB.

Wykres 5: Włochy – wymagane korekty fiskalne w celu uzyskania stabilności zadłużenia (scenariusz bazowy, % PKB)Włochy wymagane korekty fiskalne w celu uzyskania stabilności zadłużenia

Źródła: Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF), Refinitiv, Dział Analiz Allianz. Uwaga: wartość dodatnia wskazuje, że w celu uzyskania stabilizacji zadłużenia i powrotu do poziomu zadłużenia sprzed pandemii Covid konieczne są większe korekty fiskalne.

Zobowiązania w zakresie NGEU: kluczowy sprawdzian dla nowego rządu

Koniec rządu Draghiego może również poddać w wątpliwość efektywne wydatkowanie środków z funduszy Next Generation EU (NGEU) oraz skuteczne wdrażanie reform strukturalnych. Włochy mają otrzymać w najbliższych latach 191,5 mld EUR (26,5 proc. całkowitych środków NGEU i 10,7 proc. PKB Włoch z 2021 roku) w formie dotacji i pożyczek z Instrumentu Odbudowy i Odporności (RRF). Na pomoc w uzdrowieniu gospodarki włoskiej przeznaczono również dodatkowe 30,6 mld EUR ze środków krajowych.

Potencjalne problemy z wdrażaniem mogą opóźnić ważne inwestycje infrastrukturalne, w tym w zakresie ekologizacji gospodarki Włoch. Do tej pory Włochy otrzymały jedynie 24% dostępnych środków unijnych w ramach NGEU (13% w formie prefinansowania i pierwszej płatności). Przewidywane jest jeszcze dziewięć płatności, z których każda przeznaczona jest na dotacje i pożyczki. Będą one jednak uzależnione od postępów w realizacji planu. Kolejna wypłata zaplanowana jest na grudzień 2022 roku i ma obejmować wnioskowaną kwotę 21 mld EUR. Ten drugi wniosek o płatność dotyczy 45 kamieni milowych (jakościowych) i celów (ilościowych) obejmujących kilka reform, w tym w obszarach administracji publicznej, zamówień publicznych, administracji podatkowej, edukacji i terytorialnej opieki zdrowotnej, a także inwestycji w technologię ultraszerokopasmową i 5G, turystykę i kulturę, wodór, rewitalizację obszarów miejskich i cyfryzację szkół. Są to kluczowe reformy w obszarach, w których efektywność inwestycji była tradycyjnie niska, co sprawia, że agenda dotycząca drugiego półrocza ma zasadnicze znaczenie dla realizacji RRP. Podsumowując, przedterminowe wybory w opinii Allianz Trade jedynie zwiększają istniejące obawy dotyczące perspektyw, ponieważ obawy dotyczące potencjału administracyjnego kraju i zdolności do wydawania pieniędzy były już głęboko zakorzenione (co udowodniono w ostatnich latach przy wykorzystaniu środków z Europejskiego Funduszu Inwestycji Strukturalnych (ESIF)). Na tym etapie nie przewiduje się jednak odwrócenia zamiarów inwestycyjnych.

Jak wspomniano w programie wyborczym, nowy prawicowy rząd mógłby również zdecydować się na zmianę obecnego (i zatwierdzonego) Planu Odbudowy i Odporności, co doprowadziłoby do opóźnień proceduralnych i czasochłonnych renegocjacji. Sytuacja może ulec pogorszeniu, jeśli dyskusja z instytucjami UE stanie się ponownie konfrontacyjna (jak w 2018 roku z Legą), prowokując dalsze niepokoje na rynkach finansowych. Ponadto, parlament bez większości głosów może przysporzyć kolejnych wyzwań dla realizacji programu NGEU i związanych z nim wypłat.

Pozytywnym aspektem jest to, że wszystkie partie uczestniczące w kampanii zobowiązały się do realizacji celów związanych z NGEU oraz do terminowego przyznawania środków. Wszystkie partie zgadzają się co do tego, że NGEU stwarza niepowtarzalną okazję do ożywienia włoskiej gospodarki i rozpoczęcia okresu bardziej trwałego wzrostu. Oczekuje się ponadto, że rząd Draghiego będzie zarządzał postępami w zakresie RRP i czynił postępy we wdrażaniu do czasu powołania nowego rządu, zyskując być może trochę cennego zaplecza przed prawdopodobnym okresem wolniejszego wdrażania. Również nowe narzędzie EBC zapobiegające fragmentacji, czyli ogłoszony w lipcu Instrument Ochrony Transmisji (TPI), może być źródłem ciągłości.  TPI został wprowadzony w celu zapewnienia płynnej transmisji polityki pieniężnej we wszystkich krajach strefy euro, w związku z początkowymi obawami o fragmentację. Kryteria kwalifikowalności (choć nie są wiążące) do dostępu do TPI wymagają od krajów wypełnienia zobowiązań złożonych w RRP wraz z zaleceniami KE dla poszczególnych krajów.

Dotychczasowa łagodna reakcja rynków finansowych

Istotny wpływ na potencjalne ryzyko fragmentacji w strefie euro będzie miała również zmieniająca się sytuacja polityczna we Włoszech. Zacieśnienie polityki pieniężnej przez EBC spowodowało wzrost kosztów refinansowania w związku z rosnącą rentownością długu państwowego.[2] Włochy zostały szczególnie dotknięte ze względu na brak równowagi fiskalnej. Chociaż profil ryzyka włoskiego długu rządowego stanowiący podstawę krzywej rentowności uwzględnia premię za ryzyko niewykonania zobowiązania, podobnie jak w przypadku obligacji niemieckich, wpływ na niego ma również ryzyko re-denominacji (tj. domniemane ryzyko walutowe w przypadku wyjścia Włoch ze strefy euro). Nadmierne poszerzenie spreadów włoskich obligacji państwowych może utrudnić skuteczną transmisję polityki pieniężnej, a tym samym osłabić stabilność finansową („ryzyko fragmentacji”).

Reakcja rynku jest dość powściągliwa, ponieważ wybory nie były zaskoczeniem, a partie antyestablishmentowe uspokoiły swój ton. W porównaniu z wyborami w 2018 roku, kiedy to głośne stanowisko eurosceptyczne utrzymywało kampanię wyborczą w napięciu, rok 2022 prawdopodobnie wywoła bardziej umiarkowaną reakcję rynku. Niedawne zwiększenie spreadów we Włoszech odzwierciedla głównie ogólne oczekiwania dotyczące wzrostu stóp procentowych, a nie wyższe ryzyko specyficzne związane z przedterminowymi wyborami we Włoszech, a tym bardziej z „Italexitem” (Wykres 6).[3] W ciągu ostatnich trzech miesięcy włoskie stopy rentowności wzrosły o ponad 200 punktów bazowych do poziomu 385 punktów bazowych (na początku września), co było w dużej mierze spowodowane przeszacowaniem stopy wolnej od ryzyka w odpowiedzi na zacieśnienie polityki pieniężnej (180 pkt. bazowych). Premia za ryzyko wzrosła jedynie o 60 punktów bazowych, co sugeruje, że obecna rozbieżność nie spowodowała fragmentacji, która mogłaby przekształcić się w kryzys systemowy. Jeśli jednak nie zostaną podjęte odpowiednie działania, wzrost ryzyka denominacji może stać się bardziej prawdopodobny.[4] To od razu wzbudziło obawy o ryzyko fragmentacji w strefie euro, ale ogłoszenie TPI i elastyczność reinwestycji PEPP pomogły złagodzić obawy dotyczące fragmentacji.

Wykres 6:  Włochy – rozbicie premii za ryzyko związane z zadłużeniem krajowymWłochy - zamiar głosowania

Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz. Uwaga: na podstawie rozkładu wariancji.

[1] Włoskie przepisy wyborcze przewidują system mieszany, w którym 37% mandatów przydzielane jest zgodnie z zasadą “kto pierwszy, ten lepszy”. Pozostałe mandaty przydzielane są zgodnie z metodą proporcjonalną, w ramach jednej tury głosowania.

[2] Rządy o słabszej sytuacji budżetowej już teraz muszą ponosić wyższe koszty refinansowania, ponieważ w wyniku zakończenia luzowania polityki pieniężnej większa część długu państwowego pozostaje w rękach prywatnych, co narzuca większą dyscyplinę rynkową w zakresie zdolności obsługi zadłużenia.

[3] Kontrastuje to z doświadczeniami z okresu europejskiego kryzysu zadłużenia państwowego, kiedy fragmentacja była w dużej mierze spowodowana ryzykiem re-denominacji, ponieważ rosnące obawy o rozpad strefy euro spowodowały przepływy transgraniczne z państw „wrażliwych” do „bezpiecznych”. Ryzyko re-denominacji odpowiada za połowę wzrostu rentowności 10-letnich włoskich obligacji rządowych o 250 punktów bazowych, podczas gdy stopa wolna od ryzyka (10-letnie obligacje niemieckie) spadła o 100 punktów bazowych. Oddzielenie zmian rentowności z powodu poszerzenia spreadu „od dołu” wskazuje na napięcie systemowe.

[4] Na przykład ryzyko re-denominacji dla Włoch pojawia się zwykle, gdy premia za ryzyko niewykonania zobowiązania w okresie 10-letnim osiąga 250 punktów bazowych (obecnie 180 punktów bazowych).

Generali Real Estate dokonał zakupu MDC2 Park Kraków South

Generali Real Estate dokonał zakupu MDC2 Park Kraków South, zrównoważonego projektu logistycznego w Polsce, zlokalizowanego w Skawinie niedaleko Krakowa. Akwizycja została sfinalizowana w imieniu paneuropejskiego funduszu Generali Real Estate Logistics Fund (GRELF) zarządzanego przez Generali Real Estate S.p.A Società di gestione del risparmio. Inwestycja będzie realizowana we współpracy z MDC2, polskim deweloperem zrównoważonych powierzchni przemysłowych i logistycznych.

MDC2 Park Kraków South będzie hubem dystrybucyjno-logistycznym, który zostanie zrealizowany w trzech fazach. W ramach trzech budynków, klienci otrzymają do dyspozycji ponad 90 000 mkw. powierzchni ulokowanej na 19 hektarach gruntu. Budynki MDC2 Park Kraków South powstaną w Skawinie, popularnej wśród najemców lokalizacji logistycznej w bliskiej odległości od centrum Krakowa, przy skrzyżowaniu kluczowych międzynarodowych korytarzy logistycznych i autostrad.

Zgodnie z podejściem Generali Real Estate do zrównoważonego rozwoju, MDC2 Park Kraków South został zaprojektowany z myślą o ESG i zostanie wybudowany zgodnie z wymogami certyfikacji BREEAM New Construction na poziomie Excellent, wprowadzając dobre praktyki w zakresie zrównoważonego budownictwa, m.in. materiały budowlane w 95% nadające się do recyklingu czy dachy przygotowane do instalacji fotowoltaicznych.

Pierre-David Baylac, Head of Logistics w Generali Real Estate, skomentował: „Po wejściu na polski rynek logistyczny w 2021 roku, dzięki udanym akwizycjom w Gdańsku i Krakowie, cieszymy się, mogąc umocnić naszą pozycję w Krakowie, jednym z najmniej nasyconych rynków logistycznych w kraju. Nowo zakupiony projekt wzbogaci portfel funduszu GRELF, składający się głównie z parków logistycznych we Francji, Włoszech i w Polsce, o nowy park w pełni zgodny z naszymi wysokimi wymaganiami dotyczącymi zrównoważonego rozwoju”.

„Wybraliśmy tę inwestycję ze względu na jej znakomitą lokalizację, ale także niewielką dostępność powierzchni przemysłowej i magazynowej w tej części Polski.” – powiedział Maciej Madejak, Chief Development Officer w MDC2. – „Zadbamy o to, aby projekt spełniał najwyższe standardy związane z ESG i służył najemcom przez długie lata.”

Transakcja zakupu potwierdza zaangażowanie Generali Real Estate w sektor nieruchomości logistycznych i jest trzecią akwizycją logistyczną (i pierwszym projektem deweloperskim) w Polsce. Fundusz GRELF jest dedykowany wysoce wyspecjalizowanej strategii inwestycyjnej, ukierunkowanej na kluczowe aktywa logistyczne najlepszej jakości w atrakcyjnych lokalizacjach z doskonałą dostępnością transportową, w pobliżu głównych europejskich węzłów logistycznych.

Akwizycja jest dowodem rosnącego znaczenia regionu Europy Środkowo-Wschodniej w strategii budowania portfela Generali; w regionie tym Generali Real Estate zarządza obecnie nieruchomościami o wartości około 1,3 miliarda euro.

W transakcji Generali Real Estate doradzały spółki Greenberg Traurig, PWC, Gleeds i Knight Frank. MDC2 wsparły w transakcji firmy Dentons, Savills oraz ARC Capital Markets.

Wawel prezentuje zmienione logo, w strukturach nowy dyrektor marketingu

Nowe logo to początek szerszych zmian w języku komunikacji, którym będzie posługiwał się Wawel. W przyjętej strategii producent słodyczy wraca do korzeni, stawiając na swoje najmocniejsze strony i skojarzenia z marką, jakimi są: czekoladowość, jakość i królewskość. Za wdrożenie zmian w komunikacji będzie odpowiadał nowy dyrektor marketingu, Dariusz Chwierut.

Znaczącą rolę w nowej strategii komunikacji marki Wawel odegra wieloletnia tradycja, wynikające z niej kompetencje producenta czekolady i wysoka jakość produktów. Dla wzmocnienia skojarzeń z czekoladową tradycją i królewską jakością nowe logo bazuje na kolorze brązowym, kojarzonym z marką i czekoladową specjalizacją producenta. Dodano także symbol królewskiej korony i datę wskazującą na początki działalności Adama Piaseckiego (1898 r.) – protoplasty firmy.

Dariusz Chwierut objął stanowisko dyrektora w lipcu br. Wcześniej przez blisko 25 lat doświadczenie zdobywał jako dyrektor kreatywny w krakowskich agencjach reklamowych i prowadząc własną działalność reklamową. W tym czasie był odpowiedzialny między innymi za komunikację wielu marek z branży FMCG, w tym: Wawel, Beskidzkie, Bakoma czy Tiger. Na stanowisku dyrektora marketingu marki Wawel zastąpił Monikę Kowalewską, która pełniła tę funkcję od lutego 2021 r. do lutego 2022 r.

W nowej roli Dariusz Chwierut będzie odpowiedzialny za realizację strategii komunikacji, zarządzanie kategoriami produktów, sklepy firmowe i Fundację Wawel z Rodziną, wpisującą się w istotny dla firmy obszar ESG. – Mam w sobie ogromny szacunek do marki Wawel, jej produktów i wartości, które oferuje już od blisko 125 lat – mówi Dariusz Chwierut. – Dzisiejszy marketing wymaga wielokanałowego podejścia i otwartej głowy. Kierowanie rozległym obszarem i marką z taką tradycją to przede wszystkim duża odpowiedzialność, ale też wyzwanie, które mnie napędza – dodaje.

3 na 10 firm obszaru bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości planuje wzrost zatrudnienia

Blisko co trzecia firma (29%) branży bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości chce w ostatnim kwartale 2022 roku zatrudniać nowych pracowników. To dobra informacja dla osób planujących zmianę pracy ponieważ oznacza, że dalszym ciągu stosunkowo łatwo będą mogły znaleźć nowego pracodawcę. Ten sektor rynku jest jednym z nielicznych, które w końcówce roku prognozują zwiększone zapotrzebowanie na nowe ręce do pracy. Tak wynika z najnowszych danych raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na czas od października do końca grudnia. Zmniejszenie liczby etatów przewiduje 22% firm z tej branży, natomiast 42% organizacji chce pozostawić liczbę pracowników na niezmienionym poziomie.

Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” pokazuje, że w ostatnich miesiącach 2022 roku kandydaci poszukujący pracy w sektorze bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości będą mogli liczyć na nowe oferty pracy. Plany rekrutacyjne pracodawców są optymistyczne – prognoza netto zatrudnienia dla tej branży, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr wynosi +6%. W praktyce oznacza to, że nadal większość firm będzie rekrutować nowych pracowników i powiększać swoje zespoły. W ujęciu kwartalnym wskaźnik ten jednak spadł o 7 punktów procentowych, natomiast w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku wynik jest niższy o 3 punkty.

– Rynek pracy w branży bankowości i finansów ustabilizował się, jednak nadal widzimy szczególne zapotrzebowanie na stanowiska eksperckie. Pracodawcy poszukują przede wszystkim wysokiej klasy specjalistów, którzy dodatkowo wyróżniają się kompetencjami IT i rozwiniętymi kompetencjami miękkimi. Jest to oczywiście trend związany z nieustannie postępującą cyfryzacją tego sektora. Wyhamowanie wynika również z sytuacji ekonomicznej, mierzymy się z wysoką inflacją, która w połączeniu ze wzrostem oczekiwań finansowych kandydatów i niejednokrotnie potrzebą podniesienia wynagrodzeń zatrudnionych już osób, pochłania dużą część budżetu rocznego. Dodatkowo obserwujemy mniej nowych inwestycji ze względu na niepewną sytuację geopolityczną. Wysoka inflacja sprawia, że przedsiębiorcy wstrzymują swoje plany inwestycyjne, ponieważ nie są w stanie oszacować kosztów, z jakimi przyjdzie im się mierzyć w najbliższej przyszłości. Wszystkie te czynniki składają się na barierę w podejmowaniu ryzyka inwestycyjnego, w tym tworzeniu nowych miejsc pracy – mówi Marta Szymańska, manager rekrutacji stałej w Manpower.wzrost zatrudnienia

29% pracodawców reprezentujących sektor bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości planowało powiększać swoje zespoły w III kwartale 2022 roku. Prognoza rekrutacyjna na październik-grudzień wskazuje jednak wzrost o 4 punkty procentowe odsetka firm planujących zwolnienia – z 18% na 22%. Pozostawienie zatrudnienia do końca 2022 roku na niezmienionym poziomie przewiduje 42% pracodawców, a to prognoza o 10 punktów procentowych niższa, niż w poprzednim kwartale. 7% pracodawców nie potrafi sprecyzować planów rekrutacyjnych na kolejne miesiące, w poprzednich 3 miesiącach tego roku był to 1%.

Co jest istotne dla osób poszukujących zatrudnienia w branży bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości? – Kandydaci zwracają uwagę na elastyczność w zakresie czasu, miejsca i godzin pracy. Są przyzwyczajeni do możliwości jakie pojawiły się podczas pandemii, związanych między innymi z home office, przy którym chcą pozostać choćby w częściowym wymiarze. Niezmiennie, obok pobudek finansowych, główną motywacją do zmiany pracy przez kandydatów są możliwości rozwoju. Widoczne jest także zwiększone zainteresowanie stanowiskami w dużych korporacjach, których rozbudowana struktura pozwala na awansowanie w obrębie organizacji. Dla pracodawców natomiast niezwykle ważne jest, by kandydat planował pozostać w firmie na dłużej, dlatego podczas procesów rekrutacyjnych, szczególnie analizuje się motywację do zmiany pracy oraz długość poprzednich zatrudnień – mówi Marcin Pawelec, lider zespołu rekrutacji stałej w Manpower.

Jak dodaje Marta Szymańska, rekruterzy zauważają większą niż dotychczas ostrożność firm w zatrudnianiu nowych pracowników. – Pracodawcy chcą mieć pewność, że ich decyzja jest obarczona ryzykiem w najmniejszym możliwym stopniu, dlatego wprowadzają do procesu decyzyjnego więcej osób, co wpływa na jego wydłużenie o kolejne etapy. Widzimy też mniejszą elastyczność w kontekście kompetencji danej osoby. Organizacje coraz częściej szukają „kandydata idealnego”, który będzie wymagał minimalnego nakładu w procesie wdrożeniowym – podsumowuje ekspertka.
Plany pracodawców na ostatnie miesiące 2022 roku dla tej branży w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) są bardziej optymistyczne, niż prognozy odnoszące się do polskiego rynku pracy. Prognoza netto zatrudnienia w sektorze bankowości, finansów ubezpieczeń i nieruchomości dla regionu EMEA na IV kwartał bieżącego roku wynosi bowiem +37%.

STS Holding: zaliczka na poczet dywidendy za rok 2022

STS Holding – spółka dominująca w Grupie STS, jednego z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lidera rynku w Polsce – wypłaci zaliczkę na poczet dywidendy za rok 2022. Do akcjonariuszy trafi niemal 42,3 mln zł, czyli nie więcej niż połowa zysku jednostkowego spółki osiągniętego od końca poprzedniego roku obrotowego. Zaliczką będzie objętych 156 534 958 akcji spółki. Kwota zaliczki, przypadająca na 1 akcję, wyniesie: 0,27 zł. Dzień ustalenia akcjonariuszy uprawnionych do zaliczki: 24.10.2022 r., natomiast dzień wypłaty zaliczki: 28.10.2022 r. – 31.10.2022 r.

Zgodnie z naszą polityką dywidendy i wcześniejszymi zapowiedziami, w tym z IPO, transferujemy do inwestorów tak szybko jak jest to możliwe zysk generowany w Grupie STS. Ze względu na holdingową budowę organizacji, w celu przyspieszenia płatności inwestorom, każdego roku wypłacamy dywidendę za rok ubiegły oraz zaliczkę na poczet dywidendy z zysku za rok bieżący. W tym roku łącznie do akcjonariuszy trafi ok. 100 mln zł mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Od stycznia do czerwca 2022 roku Grupa STS wygenerowała skonsolidowane przychody na poziomie 263 mln zł. Skorygowana EBITDA w pierwszym półroczu 2022 wyniosła 117 mln zł. Zysk netto Grupy od stycznia do czerwca br. wyniósł 62 mln zł[1]. W H1 2022 roku STS S.A. – główna spółka operacyjna Grupy STS – osiągnęła zaś 83 mln zł zysku netto[2].

W pierwszym półroczu 2022 Grupa STS wygenerowała NGR na poziomie ponad 296 mln zł, gdy przed rokiem było to 295 mln zł. Od stycznia do czerwca 2022 roku wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS wyniosła 2,189 mld zł, gdy przed rokiem było to 2,222 mld zł. Warto odnotować, że w H1 2021 rozgrywane były Mistrzostwa Europy, tegoroczne Mistrzostwa Świata w Katarze rozpoczną się zaś dopiero w Q4 2022.

Grupa nie posiada długów zewnętrznych i zobowiązań bankowych, a przyznane linie kredytowe nie zostały uruchomione. Na 30 czerwca br. kapitały rezerwowe Grupy STS wyniosły łącznie 238 mln zł, w tym 198 mln zł środków finansowych i ich ekwiwalentów oraz 40 mln zł niewykorzystanych linii kredytowych.

Grupa STS jest największym pod względem obrotów bukmacherem w Polsce, który działa również na skalę międzynarodową dzięki licencjom w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach. Produkty oferowane przez Grupę obejmują zakłady sportowe, zakłady na sporty wirtualne, kasyno internetowe (poza Polską), BetGames oraz szeroką ofertę zakładów na wyniki wydarzeń esportowych.

Grupa od wielu lat nieprzerwanie wdraża strategię „mobile-first” w oparciu o autorski system bukmacherski. Stale rozwija własną platformę technologiczną, aby sprostać potrzebom klientów i wyznaczać rynkowe trendy. Inwestycje Grupy w portfolio produktowe i rozwiązania technologiczne wyniosły w 2021 r. 29 mln PLN. Ponadto w 2020 roku STS S.A. przejęła kontrolę nad czeską spółką technologiczną Betsys, w której obecnie posiada 74% akcji. Betsys jest głównym dostawcą rozwiązań IT dla bukmachera w Polsce, zarówno na potrzeby kanałów online, jak i retail. Łącznie w Grupie zespół ds. rozwoju produktów i platform Grupy składa się z około 160 wysoko wykwalifikowanych osób, w tym około 85 programistów, 55 innych pracowników zajmujących się rozwojem technologii i platform oraz 20 pracowników zajmujących się business intelligence oraz analityką biznesową.

[1] zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej, po uwzględnieniu odpisu w wysokości 9,2 mln zł

[2] zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej, po uwzględnieniu odpisu w wysokości 9,2 mln zł

Putin wzywa do mobilizacji – kurs dolara mocno w górę

Poranne umocnienie USD to nie reakcja rynku na wieczorną decyzję Fed-u. Zmienność od rana jest podwyższona ze względu na słowa Putina, który wezwał do mobilizacji. EUR/USD spada poniżej 0,99, tracą indeksy giełdowe, zyskuje ropa, pszenica oraz złoto.
Wystąpienie Putina miło się odbyć wczoraj. Po kilkugodzinnym wyczekiwaniu zostało odwołane i przełożone na dzisiaj. Prezydent Rosji wezwał do częściowej mobilizacji (od dziś). Ma zostać powołanych 300 tys. rezerwistów.

„Kiedy integralność terytorialna naszego kraju jest zagrożona, z pewnością użyjemy wszystkich dostępnych nam środków aby chronić Rosję i nasz naród” – powiedział Putin w transmitowanym przemówieniu. Dodał również, że to nie jest blef. Groźby Putina pojawiają się po tym, jak ukraińska kontrofensywa w ciągu ostatnich kilku tygodni przyniosła wojskom rosyjskim największe porażki od początku wojny i spowodowała, że zostało odzyskane ponad 10 proc. terytorium, które do niedawna było w posiadaniu agresora.
Reakcja rynku jest prosta w interpretacji. Rośnie awersja do ryzyka, która powoduje, że USD jest silniejszy. EUR/USD spada poniżej 0,99 na kilkanaście godzin przed wydarzeniem dnia, tygodnia oraz miesiąca – decyzją Rezerwy Federalnej w sprawie stóp procentowych. Podwyższona zmienność jest widoczna na indeksach giełdowych. DAX traci 0,7 proc., złoto rośnie do 1675 USD a ropa brent osiąga poziom 93,4 USD.

Wracając do wydarzenia dnia – decyzji FOMC – spodziewamy się podwyżki o 75 punktów bazowych i ustanowieniu korytarza dla fed funds w granicach 3 – 3,25 proc. Po ostatnim odczycie inflacyjnym, który zaskoczył i pokazał wyższe wartości niż oczekiwania, rozpoczęły się spekulacje o możliwym ruchu o 100 pb. Aktualnie prawdopodobieństwo takiej zmiany jest na poziomie 20 proc. Zakładamy taki scenariusz za mało prawdopodobny. Rynek będzie zwracał uwagę na nowe projekcje makro, które pewnie zostaną mocno skorygowane. Zakładamy, że prognozy Fed-u dotyczące wzrostu gospodarczego zostaną obniżone a te na temat inflacji podniesione. Kolejną rzeczą, którą rynek może interpretować i oceniać jest „wykres kropkowy”. Przypomnijmy, że ostatni z czerwca wskazywał, że pod koniec 2022 roku stopa procentowa będzie w granicach 3-3,75 proc. Aktualnie oczekuje się nawet poziomu 4,5 proc. Rynek mocniej będzie spoglądał co „kropki” wskazują w dłuższym horyzoncie czasowym (koniec 2023 i 2024). Jeśli tam zajdą znaczące zmiany, wówczas dolar może na tym skorzystać. Sama podwyżka o 75 pb jest już w pełni wyceniona i do dalszej aprecjacji USD potrzebne jest coś ekstra. Jeśli rynek otrzyma wszystko to co już wie, wówczas realny jest scenariusz sprzedaży faktów. Wówczas poziom na EUR/USD 0,9870 – 0,9880 ponownie może być obroniony.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

PSNPH: Najemcy nie dostają informacji o odwiedzalności w centrach handlowych

Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) apeluje, aby najemcy otrzymywali od właścicieli lub zarządców centrów handlowych systematycznie dane o odwiedzalności obiektu, w którym działają. Obecnie podawane są tylko zagregowane dane o ruchu w centrach handlowych dla całej Polski. Nikt nie zna jednak liczby klientów odwiedzających konkretną galerię handlową. Takie dane są niezbędne sklepom i punktom usługowym dla prawidłowego planowania sprzedaży i rozwoju w danej lokalizacji.

„Dostęp do danych dotyczących liczby klientów odwiedzających obiekt, w którym prowadzimy działalność, powinna być obowiązkowym i stałym elementem wzajemnych relacji oraz rozliczeń pomiędzy centrum handlowym a najemcą. Informacje te powinny być udostępniane w trybie miesięcznym. Skoro podawane są zagregowane dane – to zakładamy, że w  oparciu o dane jednostkowe. To ważna informacja dla każdej lokalizacji, w której mamy sklepy czy punkty usługowe. Taka analiza jest niezbędna dla planowania asortymentu, zatrudnienia, dalszego rozwoju czy promocji. Nie rozumiemy, dlaczego właściciele lub zarządcy galerii handlowych odmawiają przekazywania nam takich danych. Czy to oznacza, że te dane są niepokojące? A może dane zagregowane nie są rzeczywistym odzwierciedleniem ruchu w centrach handlowych? Nie wiemy też jaki jest sposób pomiaru tych danych? Jaka jest stosowana metodologia? To  pytania, na które nikt nam nie odpowiada” – mówi Katarzyna Marczuk, rzecznik Polskiego Stowarzyszenia Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH).

W ostatnim czasie właściciele centrów handlowych forsują nowe umowy dla najemców, które zwiększają czynsz w oparciu o obroty w internecie. To bardzo niebezpieczny i niesprawiedliwy proceder, który nie może zostać zaakceptowany w standardzie prawnym. Sprzedaż w internecie jest całkowicie odrębna od sprzedaży w placówce stacjonarnej – wymaga odrębnych nakładów finansowych i oddzielnego zarządzania. Żądanie opłat za obroty w internecie nie może być akceptowane przez najemców.

PSNPH podkreśla, że to najemcy budują wartość centrów handlowych, kreują miejsca pracy dla ponad 400 tysięcy osób, zapewniają wpływy podatkowe do budżetu państwa oraz kas samorządów. To najemcy w centrach handlowych stymulują polską gospodarkę, pokrywając koszty obsługi galerii przez firmy z wielu branż – jak ochrona, sprzątanie, utrzymanie techniczne, marketing. Takie koszty szacuje się na 3,4 mld zł rocznie[1].

Dodatkowo najemcy w centrach handlowych pokrywają wszystkie podatki odprowadzane przez centra handlowe do budżetu państwa i samorządów:

  • Podatek CIT – ponad 500 mln zł rocznie
  • Podatek od nieruchomości w wysokości ponad 600 mln zł rocznie
  • Opłaty z tytułu użytkowania wieczystego w wysokości ponad 200 mln zł rocznie
  • Podatek VAT generowany przez najemców centrów handlowych sięga 4 mld zł rocznie

Ponadto jak wskazuje Marcin Ochnik z  ZPPHIU, w ciągu ostatnich lat systematycznie rosną koszty najemców w centrach handlowych. Dotyczy to bieżącego prowadzenia i utrzymania biznesu – co sprawia, że rentowność działalności firm handlowo-usługowych korzystających z przestrzeni w galeriach handlowych spada i nie widać perspektyw na zmianę trendu. Aż o 80% wzrosły ceny energii, zwiększyły się czynsze, kursy walut (rozliczenia są realizowane jako przelicznik – euro), wynagrodzenia, koszty transportu oraz usług dodatkowych.[2]

[1] https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/ile-na-pandemii-straca-wlasciciele-centrow-handlowych/j6sy24y

[2] https://zpphiu.pl/koszty-ciagna-na-dno-biznes-w-galeriach-handlowych/

Rośnie ryzyko kryzysu energetycznego

Społeczeństwo europejskie było przyzwyczajone do tego że gazu, ropy naftowej i węgla nigdy nie zabraknie. Żyło jednocześnie z takim przekonaniem, że mamy odnawialne źródła energii, że rozwijamy odnawialne źródła energii i że źródła kopalne w zasadzie nie są już tak naprawdę potrzebne, czy nie będą potrzebne w ciągu najbliższych lat. Dzisiejszy kryzys, czy jego tempo – bo mówimy tutaj o błyskawicznym kryzysie – pokazują, że surowce energetyczne kopalne wciąż nam są potrzebne, a bez tych surowców praktycznie zanika nasz komfort w wielu obszarach życia. To znaczy: z jednej strony mamy szalejące ceny surowców i wysokie ceny np. ropy naftowej – co przekłada się na wysokie ceny paliw, z drugiej strony mamy wysokie ceny gazu – np. do ogrzewania. Trzeci element to pojawiające się ryzyko niedoboru tych surowców. W pewnym momencie przy srogiej zimie może okazać się, że surowców energetycznych nam po prostu nam zabraknie i będzie konieczna jakiegoś typu reglamentacja tych surowców. Oczywiście odbiorcy indywidualni są tutaj w najlepszej sytuacji – ponieważ ich reglamentacja dotknie najpóźniej. W myśl funkcjonowania państwa i systemu elektroenergetycznego czy energetycznego panuje zasada, że najpierw odłącza się dużych odbiorców przemysłowych, dopiero potem odbiorców indywidualnych.

– Jeżeli popatrzymy na kontekst odcięcia odbiorców przemysłowych – to musimy mieć świadomość tego, że odcięcie np. zakładów azotowych, które używają 60% gazu w Polsce, będzie oznaczało wymierne straty gospodarcze. Te zakłady przestaną produkować swoje produkty – a to od razu przełoży się na każdy inny element funkcjonowania społeczeństwa. Choćby przykład dwutlenku węgla, którego brakuje w Polsce po tym, jak zakłady Grupy Azoty i Anwilu we Włocławku zaprzestały produkcji, co automatycznie przełożyło się na brak dwutlenku węgla w przemyśle piwowarskim czy w mięsnym – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Marszałkowski, ekspert portalu BiznesAlert. – To pokazuje, że jedna decyzja związana z ograniczeniem produkcji będzie miała wpływ również na inne gałęzie życia, które dla standardowego człowieka mogą wydawać się niezwiązane ze sobą. To, co dzisiaj widzimy, to ryzyko kryzysu energetycznego. Będzie on przybierał formę braku surowców, wymusi na nas podejmowanie bardzo radykalnych kroków i przede wszystkim my, jako społeczeństwo, musimy przygotować się na te kroki. Jesteśmy w okresie, nazwijmy to, wojny energetycznej. Wojny energetycznej, którą wypowiedziała Rosja i my do tej wojny musimy przygotować się sami, każdy z nas. A przygotowanie polega na tym, że np. skręcamy kaloryfery i termostaty na kaloryferach, zmniejszamy zużycie ciepłej wody, zmniejszymy zużycie gazu, zmniejszymy zużycie energii elektrycznej. Oczywiście w skali makro często to jest podważane, że zużycia przez odbiorców indywidualnych nie jest takie duże, żeby wpłynęło na zużycie państwowe. Natomiast ceny tych surowców już będą miały wpływ na nas i na każdego odbiorcę indywidualnie – więc obniżenie zużycia tych surowców będzie się przekładało wymiernie na rachunki, które będziemy płacić ostatecznie firmom energetycznym – wskazuje Marszałkowski.

Rynek czeka na kolejną dużą podwyżkę stóp Fedu. Niewielkie rozczarowanie może wywołać istotną wyprzedaż dolara

Jednoznacznie zły raport inflacyjny z pewnością nasila presję, by amerykańska Rezerwa Federalna dokonała w tym tygodniu kolejnej ogromnej podwyżki stóp o 75 pb. Rynki wyceniają mniej więcej 20% szans na ruch o 100 pb. Oczekiwania dotyczące środowego posiedzenia są tak wysokie, że nawet niewielkie rozczarowanie może wywołać istotną wyprzedaż dolara.

W tym tygodniu uwaga skupia się na bankach centralnych. We wtorek (20.09) Szwedzi podnieśli stopy o 100 pb. i zasygnalizowali dalsze podwyżki. Przed nami kolejne posiedzenia: najważniejsze Rezerwy Federalnej w środę (21.09), zaś Japonia, Wielka Brytania, Szwajcaria i Norwegia o stopach zadecydują dzień później. Obecnie prawdopodobnie każdy bank, który nie będzie wystarczająco jastrzębi, może pogrążyć swoją walutę. Oczekuje się, że wszystkie banki centralne poza Bankiem Japonii istotnie podniosą stopy i wydadzą jastrzębie oświadczenia.

Posiedzenie Szwajcarskiego Banku Narodowego zapowiada się na historyczne, ponieważ oczekuje się, że bank zakończy w czwartek erę ujemnych stóp procentowych dużą podwyżką stóp procentowych – o 75 pb. do 0,5%. W czwartek frank szwajcarski osiągnął najlepszą pozycję względem euro od 2015 r. (EUR/CHF – 0,95).

PLN

Polski złoty leniwie oscyluje blisko poziomu 4,70 w parze z euro. W ubiegłym tygodniu znalazł się pod pewną presją w związku z publikacją danych o inflacji CPI w USA i zmianą wyceny oczekiwań dotyczących stóp procentowych Fedu. Skala osłabienia była jednak niewielka i zupełnie nie współgrała z zachowaniem innych aktywów, które notowały znacząco wyższą zmienność.

W tym tygodniu złoty najpewniej będzie reagował na informacje z zewnątrz. Kalendarz obfituje jednak również w dane z Polski, w tym pierwsze twarde odczyty ze środka III kwartału. Opublikowany we wtorek raport o produkcji przemysłowej zaskoczył in plus (10,9% r/r), jednak również inflacja producencka okazała się wyższa od oczekiwań (25,5%). Sygnały z rynku pracy są nieco gorsze – dynamika zatrudnienia wprawdzie zgodnie z oczekiwaniami lekko podbiła (do 2,4% r/r), ale dynamika płac zelżała mocniej niż oczekiwano (do 12,7%), jeszcze mocniej oddalając się od tempa wzrostu cen, co nie jest specjalnie dobrym sygnałem dla krajowej konsumpcji. Przed nami jeszcze sprzedaż detaliczna (21.09) i stopa bezrobocia (23.09)

EUR

Zeszły tydzień był dość ubogi w wieści ze strefy euro. Jednocześnie ceny gazu ziemnego i energii wykazują oznaki potencjalnego złagodzenia kryzysu energetycznego w Europie, co wsparło euro, ograniczając skalę osłabienia w parze z mocniejszą amerykańską walutą. Handel wspólną walutą w tym tygodniu będzie zależeć prawdopodobnie od zebrania Fedu, chociaż w piątek (23.09) pojawią się odczyty wszystkich istotnych wskaźników PMI dla aktywności biznesowej, które również będą mieć znaczenie. Oczekiwania są dość niskie, więc nietrudno o pozytywne zaskoczenie.

Przemówienia członków Europejskiego Banku Centralnego będą prawdopodobnie zbliżone do jastrzębiego tonu przyjętego ostatnio przez bank i będą utrzymywać presję na wzrost stóp, a prawdopodobnie również umocnienie wspólnej waluty.

USD

Jednoznacznie zły raport inflacyjny z USA był nieprzyjemnym zaskoczeniem dla Rezerwy Federalnej. Wzrost cen był wyższy niż oczekiwano i nie widać oznak, że presja cenowa słabnie. To nasila presję, by Fed dokonał w tym tygodniu kolejnej ogromnej podwyżki stóp o 75 pb. – co jest naszym bazowym scenariuszem. Rynki też spodziewają się takiego ruchu, ale wyceniają mniej więcej 20% szans na ruch o 100 pb.

Zniknęły wcześniejsze oznaki łagodzenia presji w inflacji bazowej i wydaje się, że ten kluczowy wskaźnik stabilizuje się na niebotycznym poziomie 6%. Obecnie oczekuje się, że stopa Fedu osiągnie szczyt w okolicach ok. 4,5%.

Umocnienie dolara jest naturalną odpowiedzią na dane, lecz warto zauważyć, że oczekiwania dotyczące środowego posiedzenia są tak wysokie, że nawet niewielkie rozczarowanie może wywołać istotną wyprzedaż dolara. Jeśli Fed zdecyduje się jednak zaskoczyć rynek ruchem o 100 pb., waluta ma szansę na skokową aprecjację. Decyzję banku poznamy w środę 21.09.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Columbus wybuduje magazyn energii o mocy 63 MW za ok. 0,5 mld zł

Columbus Energy wybuduje magazyn przemysłowy o mocy prawie 63 MW. To już drugi wielkoskalowy magazyn energii w portfelu Spółki. Może kosztować 500 mln zł.

Jak poinformował Zarząd Columbus, spółka zależna z Grupy otrzymała warunki przyłączenia do sieci przesyłowej o mocy 62,7 MW, na potrzeby budowy magazynu energii o pojemności 250,8 MWh. Magazyn powstanie w południowej części kraju, a jego całkowita wartość jest szacowana na ok. 500 mln zł. Inwestycja zostanie zrealizowana z wykorzystaniem finansowania zewnętrznego.

– W naszym portfelu inwestycyjnym znalazły się kolejne warunki przyłączenia wielkoskalowego magazynu energii. Wielkoskalowe magazyny energii będą w ciągu kilku najbliższych lat kluczową technologią, która przyczyni się poprawy jakości pracy sieci przesyłowych. Umożliwią także rozbudowę energetyki rozproszonej w mikroskali, co jest jedną z najistotniejszych technologii z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polaków – komentuje Dawid Zieliński, prezes Zarządu Columbus Energy S.A.

Jest to już druga inwestycja Columbus w wielkoskalowy magazyn. W sierpniu br. Spółka poinformowała o uzyskaniu warunków przyłączenia dla przemysłowego magazynu energii o mocy 133 MW oraz pojemności 532 MWh, zlokalizowanego w południowej części Polski. Magazyn ten będzie w stanie zasilić w energię przez cały dzień 150 tys. domów.

Najskuteczniejsze zabiegi fizjoterapeutyczne na ból kręgosłupa

Wiele osób zmaga się z częstymi, ale i intensywnymi bólami kręgosłupa. Niewątpliwie najważniejsze jest wyeliminowanie pierwotnej przyczyny bólu, a więc samej dysfunkcji, która go powoduje. Nie można tylko łagodzić objawów. Bardzo skuteczne są tutaj zabiegi fizjoterapeutyczne. Czas poznać najskuteczniejsze.

Bóle kręgosłupa – co warto wiedzieć?

Bóle kręgosłupa są częstą przypadłością wielu osób i to niezależnie od wieku. Wyróżniamy bóle specyficzne, a więc jednostki medyczne typu dyskopatia, zwyrodnienie, czy osteoporoza. Bóle mogą być też niespecyficzne, gdy pacjent odczuwa ból, natomiast w badaniach nie stwierdza się żadnej choroby ani dysfunkcji. Bóle mogą być ostre, podostre i przewlekłe. Skutecznym leczeniem często jest fizjoterapia, a dokładnie zabiegi fizjoterapeutyczne. Większość pacjentów skarżących się na bóle jest leczona zachowawczo, dzięki pracy z fizjoterapeutą. Celem takiego leczenia jest nie tylko eliminacja bólu, ale i ewentualnych nawrotów. Jakie terapie są więc najskuteczniejsze?

Najskuteczniejsze zabiegi fizjoterapeutyczne

Do najskuteczniejszych zabiegów fizjoterapeutycznych możemy zaliczyć terapię manualną. Polega ona na korygowaniu wadliwych ustawień na stawach międzykręgowych. Rezultatem tego jest zmniejszenie ucisku na struktury nerwowe rdzenia kręgowego oraz uwolnienie pacjenta od bólu. Zaletą takiej terapii jest skrócenie czasu leczenia i relatywnie szybki powrót do pełnej sprawności. Dodatkowo chorzy nie muszą stosować przewlekłej farmakoterapii i zmagać się z jej skutkami ubocznymi. Warto tutaj wiedzieć, że do 3-4 dni może wystąpić pierwotne pogorszenie, a więc nasilenie dolegliwości. W jednej serii zawsze wykonuje się od 3 do 5 zabiegów w odstępie od tygodnia do 4 tygodni. Wszystkie ustalane są indywidualnie w zależności od stanu pacjenta. Aby przygotować pacjenta, ale i utrwalić efekt stosuje się działania profilaktyczne typu masaże lecznicze czy ćwiczenia rozluźniające.

Masaż medyczny to kolejny skuteczny sposób leczenia bólu kręgosłupa. W tym przypadku fizjoterapeuta oddziałuje na skórę, tkankę mięśniową, stawy i aparat wiązadłowy. Dochodzi do przyspieszenia procesów biochemicznych, a w konsekwencji szybszego usunięcia produktów przemiany materii. Szybciej też zostają dostarczone substancje odżywcze.

Masaż tensegracyjny polega na opracowywaniu całych grup mięśniowych kości oraz ścięgien połączonych ze sobą zgodnie z zasadą tensegracji. Dochodzi do normalizacji napięcia mięśniowego i w ten sposób usuwa się ból.

Kinezyterapia to leczenie polegające na wykorzystaniu różnych form ruchu. Celem tego zabiegu jest przywrócenie bezbolesnych ruchów zarówno kręgosłupa, jak i kończyn, ale też poprawa wydolności organizmu i wytrzymałości mięśni. Ta metoda obejmuje także kształtowanie prawidłowych nawyków ruchowych.

PNF jest terapią nastawioną na zlikwidowanie indywidualnego problemu, który jest wynikiem urazu lub choroby. W tym przypadku wykorzystuje się ruchy trójpłaszczyznowe. Ta metoda jest bardzo skuteczna i oparta na dokładnej analizie problemu i ukierunkowaniu na dany przebieg leczenia.

Neuromobilizacja to terapia, która działa bezpośrednio na układ nerwowy. Poprzez nacisk na nerwy dochodzi do poprawienia ruchomości i elastyczności kończyn. Ta metoda sprawdzi się nawet w przypadku ostrych stanów.

Skutecznym leczeniem jest też laseroterapia. Polega ona na naświetlaniu promieniami lasera miejsc na ciele, w których powstały określone dolegliwości bądź schorzenia. Wzrost aktywności procesów regeneracyjnych tkanek i komórek jest tutaj bardzo szybki. Jeżeli szukacie pomocy fizjoterapeuty w bólach kręgosłupa, to odwiedźcie stronę: https://osteohelp.pl/fizjoterapia/.

Czym jest i jak działa ubezpieczenie medyczne?

Publiczna opieka zdrowotna niestety nie funkcjonuje tak, jak moglibyśmy sobie tego życzyć, dlatego wielu rodaków leczy się prywatnie. Mowa zarówno o osobach, które sporadycznie odwiedzają prywatne gabinety lekarskie, jak i o tych, którzy posiadają prywatne ubezpieczenia zdrowotne umożliwiające im korzystanie z prywatnej opieki medycznej. Jak działają takie ubezpieczenia? Kto powinien rozważyć skorzystanie z takiej możliwości?

Prywatne ubezpieczenie zdrowotne

Polska służba zdrowia od lat zmaga się z licznymi problemami. Oczekiwania na badania diagnostyczne czy porady specjalistów trwają czasem tygodniami, a nawet miesiącami. W konsekwencji wiele osób w trosce o swoje zdrowie decyduje się na odwiedzenie prywatnej placówki medycznej czy gabinetu lekarskiego. O ile zdarza się to sporadycznie i nie obciąża przesadnie domowego budżetu. Jednak gdy częstotliwość wizyt lekarskich się zwiększa, warto pomyśleć o wykupieniu ubezpieczenia medycznego. Jak działa takie ubezpieczenie? Idea jest bardzo prosta – posiadacz takiego produktu uzyskuje dostęp do prywatnej opieki medycznej i dzięki temu nie musi się przejmować długimi kolejkami do specjalistów.

Ubezpieczenia zdrowotne to szansa na indywidualny lub rodzinny dostęp do określonej liczby placówek medycznych, specjalistów, badań czy usług dotyczących zdrowia. Wybierając pakiet dla siebie, warto zastanowić się, z czego najczęściej będziemy korzystać i czy zależy nam np. na usługach stomatologicznych, które nie zawsze są w zakresie. Cena pakietu uzależniona jest od wybranego wariantu oraz liczby osób objętej ochroną ubezpieczeniową.

Ubezpieczenia medyczne oferowane są dziś przez wiele różnych podmiotów i dostępne są tak naprawdę dla każdego. Wiele dużych firm oferuje prywatną opiekę medyczną w ramach takiego ubezpieczenia jako benefit pracowniczy. W rezultacie za niewielką miesięczną składkę pracownik uzyskuje dostęp do określonej grupy specjalistów i badań.

Oczywiście ubezpieczenie zdrowotne to produkt, z którego korzystać mogą nie tylko pracownicy korporacji. Ubezpieczenie wykupić może każdy i jak pokazują statystyki, Polacy decydują się na taki krok coraz chętniej. Powodem jest chęć lepszego zadbania o własne zdrowie, zapewnienie sobie dostępu do wykwalifikowanych specjalistów i badań, które pozwalają skuteczniej i szybciej identyfikować jednostki chorobowe oraz niepokojące objawy. To również szansa na uniknięcie konieczności czekania na wizytę w długiej kolejce. Wiele osób ze względu na stan zdrowia nie może sobie pozwolić na długie oczekiwanie. Dużym zainteresowaniem cieszą się zarówno indywidualne ubezpieczenia zdrowotne, jak i ubezpieczenia grupowe, wykupywane dla członków rodziny.

Jak wybrać najlepszą ofertę?

Wybór ubezpieczenia zdrowotnego powinien być poprzedzony gruntowną analizą potrzeb. Wiedząc, na jakich usługach, badaniach i specjalistach nam zależy, będziemy mogli lepiej dobrać polisę do swoich potrzeb. Rozsądnym krokiem będzie konsultacja z ekspertką lub ekspertem finansowo-ubezpieczeniowym np. z Grupy ANG. Dlaczego? Porozmawiasz o swoich potrzebach i oczekiwaniach, a oni porównają oferty ubezpieczycieli i przedstawią Ci najlepszy pakiet medyczny, nie tylko pod względem ceny, ale przede wszystkim zakresu ubezpieczenia. 

Kolejny atak phishingowy. Tym razem ofiarą REVOLUT

Tysiące użytkowników usług finansowych Revolut mogło zostać ofiarami cyberataku, podczas którego ukradziono cenne pliki. Systemy firmowe instytucji finansowej, która oferuje nowoczesne usługi płatności P2P, wymiany walut oraz kryptowalut, zostały złamane przez cyberprzestępców.

– Revolut doświadczył wysoceukierunkowanego ataku hakerskiego, w wyniku, którego cyberprzestępca przejął dane osobowe, adresy oraz informacje o transakcjach części użytkowników. Z relacji użytkowników, można wnioskować, że atakujący uzyskał dostęp do systemów Revoluta kilka dni temu, przejmując również kontrolę nad chatem. W jaki sposób haker uzyskał dostęp? Za sprawą phishingu, czyli sztuczek socjotechnicznych, w których wykorzystuje się instytucje lub autorytety w celu uzyskania poufnych danych lub innych korzyści. W podobny sposób zaledwie kilka dni wcześniej zaatakowano Ubera – oceniają eksperci firmy Check Point Software, specjalizującej się w cyberbezpieczeństwie.

Ataki phishingowe to oszustwa, w którym przestępca podszywa się pod znaną instytucję lub osobę, w celu wyłudzenia poufnych informacji lub bezpośrednio korzyści finansowych. Kierowane są zwykle szeroko, do użytkowników domowych. Z analiz przeprowadzonych przez Check Point Software wynika, że w ostatnim czasie w tego typu atakach, cyberprzestępcy najczęściej podszywali się pod marki LinkedIn (45% wszystkich ataków phishingowych), Microsoft (13%) oraz DHL (12%).

W przypadku Ubera lub Revoluta hakerzy przeprowadzili jednak zdecydowanie bardziej wyrafinowaną kampanię, oszukując doświadczonych pracowników oraz przejmując dostęp do systemów firmowych. Duże firmy narażane są również na jeszcze jeden typ ataków, w których wykorzystuje się phishing, a które w ostatnim czasie zyskują na popularności. Są to tzw. Business Email Compromise(BEC) i polegają na podszywaniu się pod przełożonego w celu uzyskania korzyści finansowych.

Niedobór wykwalifikowanych pracowników IT wpływa na decyzje dotyczące inwestycji w technologie

  • Nowe dane zebrane przez firmę MuleSoft należącą do Salesforce pokazują, że 98% kierowników działów informatycznych twierdzi, że „wielka rezygnacja” spowodowała luki kompetencyjne w ich działach
  • Ponad jedna trzecia (36%) przedsiębiorstw planuje zwiększyć w ciągu najbliższych 12 miesięcy wykorzystanie narzędzi wymagających niewielkiej ilości kodu (low-code) lub niewymagających go wcale (no-code)
  • Raport pt. „2022 IT Leaders Pulse”, oparty na globalnym badaniu przeprowadzonym wśród 1000 kierowników działów informatycznych, zapewnia wgląd w wyzwania dotyczące kadr, procesów i technologii, przed którymi stoją firmy w erze cyfrowej

Jak wynika z nowego badania przeprowadzonego przez należącą do Salesforce firmę MuleSoft, wyzwania związane z pozyskiwaniem wykwalifikowanych pracowników IT mają obecnie duży wpływ na decyzje dotyczące inwestycji w technologie. Raport pt. „2022 IT Leaders Pulse” pokazuje, że prawie trzy czwarte (73%) kierowników działów informatycznych zgadza się, że pozyskiwanie wykwalifikowanych pracowników IT nigdy nie było trudniejsze, a prawie wszyscy (98%) respondenci twierdzą, że kwestia ta wpływa na decyzje inwestycyjne ich przedsiębiorstwa w zakresie technologii.

W raporcie wskazano również, że dzisiejsi kierownicy działów informatycznych wykorzystują technologię do zapewniania swoim pracownikom i klientom obsługi bardziej dostosowanej do ich potrzeb. Większość (86%) kierowników działów informatycznych twierdzi obecnie, że obsługa, jaką przedsiębiorstwo zapewnia swoim pracownikom i klientom, jest równie ważna jak jej produkty i usługi, a czterech na pięciu respondentów zgadza się, że udoskonalone technologie zorientowane na potrzeby klientów (86%) i pracowników (85%) mają kluczowe znaczenie dla konkurencyjności ich przedsiębiorstw.

– Ciągle zmieniające się warunki ekonomiczne sprawiają, że technologia staje się jeszcze bardziej nieodzowna dla zapewnienia sukcesu firmy w każdym obszarze działalności, w tym w sprzedaży, usługach, marketingu, handlu i IT – powiedział Matt McLarty, globalny dyrektor ds. technicznych, MuleSoft. – Ponieważ kierownicy działów informatycznych zmagają się z problemem obsadzania stanowisk w celu sprostania temu dodatkowemu zapotrzebowaniu, tradycyjne działania w tym zakresie stały się niewystarczające. Zamiast tego kierownicy działów informatycznych muszą wprowadzić teraz szersze, obejmujące całą firmę usprawnienia procesów dzięki automatyzacji, które zwiększają innowacyjność, poprawiają obsługę użytkowników i przyspieszają rozwój.

Presja związana z pozyskiwaniem wykwalifikowanych pracowników IT wpływa na decyzje dotyczące inwestycji w technologie

Prawie dziewięciu na dziesięciu (87%) kierowników działów informatycznych zgadza się, że inwestowanie w ludzi jest niezmiernie ważne. W rezultacie większość respondentów planuje w ciągu najbliższych 12 miesięcy zainwestować w poprawę samopoczucia pracowników IT (82%) i podnoszenie kwalifikacji (78%), przy czym obie te kwestie wyprzedzają zwiększanie zatrudnienia w IT (68%). Wnioski z raportu:

„Wielka rezygnacja” spowodowała luki kompetencyjne w poszczególnych obszarach IT: prawie wszyscy (98%) kierownicy działów informatycznych twierdzą, że spowodowała ona powstanie luk kompetencyjnych w dziale IT w ich przedsiębiorstwie, przede wszystkim w zakresie architektury i rozwiązań informatycznych (60%) oraz zarządzania chmurą i infrastrukturą (45%).

Przedsiębiorstwa realizują projekty związane z automatyzacją i samoobsługą: wielu kierowników działów informatycznych wprowadza automatyzację i samoobsługę, aby rozwiązać problem pogłębiającej się luki kompetencyjnej. We wszystkich branżach 58% przedsiębiorstw automatyzuje zadania i procesy, a 53% umożliwia pracownikom nietechnicznym korzystanie z narzędzi automatyzacji w celu zaspokojenia ich potrzeb.

Kierownicy działów informatycznych są oceniani pod kątem zapewniania wysokiej jakości obsługi użytkowników: ponad połowa jest obecnie oceniana pod kątem produktywności pracowników (52%), a wielu również pod kątem obniżenia i optymalizacji kosztów (50%), obsługi klientów (48%) oraz komfortu pracowników (46%).

Usprawnienia procesów zwiększają innowacyjność i efektywność

Podczas gdy zapewnienie wysokiej jakości obsługi jest kluczową kwestią, strategia informatyczna i biznesowa zorientowana na potrzeby ludzi wymaga efektywnych procesów. Ponad połowa kierowników działów informatycznych (54%) uważa, że przepływy pracy zachodzące między zespołami informatycznymi i biznesowymi mogłyby zostać znacznie usprawnione. Raport zwraca również uwagę na następujące kwestie:

Istniejące procesy IT stanowią wąskie gardło: dziewięciu na dziesięciu (91%) kierowników działów informatycznych twierdzi, że istniejące procesy informatyczne ograniczają wydajność. Wyzwania związane z procesami są również wymieniane jako czynnik negatywnie wpływający na innowacyjność (91%), wdrażanie technologii (92%), obsługę klientów (92%) i obsługę pracowników (93%).

Usprawnienia procesów są wysoko na liście priorytetów: prawie połowa (46%) kierowników działów informatycznych twierdzi, że usprawnienie procesów jest priorytetem dla ich przedsiębiorstwa w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Łączone zespoły zwiększają efektywność procesów: większość respondentów szuka możliwości łączenia zespołów w celu usprawnienia procesów i rozwiązania problemów związanych z procesami. W skład zespołów łączonych wchodzą pracownicy z różnych obszarów – posiadający wiedzę z zakresu technologii i analityki, jak również wiedzę specjalistyczną – którzy są współodpowiedzialni za wyniki biznesowe i technologiczne. Ponad dwie trzecie (69%) przedsiębiorstw utworzyło zespoły łączone lub jest w trakcie ich tworzenia, a 22% planuje to zrobić w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Co więcej, wśród przedsiębiorstw mających już zespoły łączone 63% kierowników działów informatycznych twierdzi, że zespoły te były bardzo skuteczne w pomaganiu działowi biznesowemu w realizacji jego celów.

Automatyzacja oraz narzędzia wymagające niewielkiej ilości kodu lub niewymagające go wcale zwiększają wydajność i usprawniają obsługę użytkowników

Zastosowanie technologii zwiększa możliwości i napędza rozwój działalności. Przedsiębiorstwa wykorzystują najlepsze technologie do zapewnienia nowej jakości obsługi klientów i pracowników. Choć strategia ta pozwala zwiększyć elastyczność, czterech na pięciu (81%) kierowników działów informatycznych przyznaje, że takie podejście oznacza, że ich przedsiębiorstwo musi zmagać się ze złożonością środowiska informatycznego.

Problemy związane z integracją pozostają aktualne: większość kierowników działów informatycznych uważa, że projekty integracji danych lub systemów trwają zbyt długo (66%) i są zbyt kosztowne (69%). Jednocześnie ponad dwie trzecie (68%) przyznaje, że brak integracji danych lub systemów powoduje niespójność w obsłudze klientów. W rezultacie prawie wszyscy (98%) kierownicy działów informatycznych twierdzą, że na decyzje dotyczące nowych inwestycji wpływa możliwość integracji danego narzędzia z istniejącą technologią.

Firmy wykorzystują narzędzia wymagające niewielkiej ilości kodu lub niewymagające go wcale: wielu kierowników działów informatycznych stosuje takie narzędzia, aby umożliwić użytkownikom biznesowym zapewnianie i testowanie nowej jakości obsługi. Prawie wszystkie przedsiębiorstwa (96%) korzystają obecnie z narzędzi wymagających niewielkiej ilości kodu lub niewymagających go wcale, a 36% planuje zwiększyć ich wykorzystanie w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Dojrzałość automatyzacji rośnie, ale jest jeszcze pole do usprawnień: wiele przedsiębiorstw wdrożyło automatyzację, aby poprawić obsługę klientów i jakość produktów. Dwie trzecie przedsiębiorstw (67%) w większości lub w pełni zautomatyzowało swoje procesy IT, a wiele z nich wprowadziło podobny poziom automatyzacji w innych obszarach biznesowych – w tym w obsłudze klienta (59%), finansach (60%), marketingu (58%), sprzedaży (56%) i HR (55%). Jednakże odsetek przedsiębiorstw, które wprowadziły pełną automatyzację procesów, pozostaje dość niski – średnio 23% firm twierdzi, że udało im się to osiągnąć we wszystkich obszarach biznesowych.

– Obecna sytuacja ekonomiczna nie pozostawia kierownikom działów informatycznych wyboru – muszą robić więcej za mniej. Narzędzia są po to, aby umożliwić większej liczbie użytkowników tworzenie rozwiązań cyfrowych oraz pomóc ich przedsiębiorstwom w rozwoju przy jednoczesnym zwiększeniu efektywności. Dzięki automatyzacji procesów tam, gdzie jest ona wykonalna, kierownicy mogą szybciej uzyskiwać korzyści oraz przyspieszać wprowadzanie innowacji – dodał McLarty.

Metodologia

Raport firmy MuleSoft pt. „IT Leaders Pulse” został opracowany we współpracy z Vanson Bourne na podstawie wywiadów z 1000 kierowników działów informatycznych na całym świecie. Badanie online zostało przeprowadzone w okresie od czerwca do lipca 2022 r. w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Holandii, Australii, Singapurze, Hongkongu i Japonii. W badaniu wzięli udział tylko odpowiedni kandydaci, którzy zostali zweryfikowani w wyniku rygorystycznego, wielopoziomowego procesu selekcji. Wszyscy respondenci pracują w przedsiębiorstwach z sektora publicznego lub prywatnego, zatrudniających co najmniej 1000 pracowników, i zajmują stanowisko kierownicze średniego lub wyższego szczebla w dziale IT.

The Merge nie będzie oceniane na podstawie kilkudniowych wyników

Spadek wartości ethereum w ciągu ostatnich kilku dni będzie uznawany za dowód na niepowodzenie i przereklamowanie The Merge. Jednakże – jak każda inwestycja i każdy rynek – nie będzie oceniany na podstawie jedynie małego wycinka wyników.

The Merge był z natury długoterminową zmianą sposobu zarządzania siecią ethereum i wykorzystania jej zasobów. Obietnica cudownej zmiany z dnia na dzień jest przekleństwem dojrzałego, długoterminowego zrównoważonego rozwoju i powinna być traktowana z ostrożnością przez wszystkich obserwujących inwestorów.

Cena ethereum spadła poniżej niedawnego poziomu 1 400 dolarów, ale w grę wchodzi znacznie szerzej zakrojona walka rynkowa, która odwraca uwagę inwestorów od znaczących ulepszeń sieci. Zmienność cenowa dotyka całego sektora kryptowalut, a to za sprawą głównych czynników makroekonomicznych poza jego kontrolą – w taki sam sposób, w jaki akcje doświadczają znaczących wyprzedaży.

Inwestorzy rozważający swoją pozycję w tym momencie – ci, którzy mocno wierzą w długoterminowe przykłady użycia kryptowalut, takich jak bitcoin lub ethereum – powinni upewnić się, że są przygotowani na większą zmienność w przyszłości, ponieważ los gospodarki nie wydaje się jeszcze odwracać. Jednak długoterminowa teza inwestycyjna powinna być ważniejszym wskaźnikiem niż tylko ruch na rynku.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Trudność wydobycia bitcoina osiąga rekordowy poziom

Trudności wydobycia bitcoina i jego hashrate ustanowiły rekordy wszech czasów. ATH pojawiają się pomimo znacznej słabości ceny tokena. Hashrate bitcoina jest zasadniczo całkowitą mocą obliczeniową sieci, liczbą haseł generowanych i wypełnianych na sekundę.

Wskaźnik hashrate zazwyczaj wzrasta z powodu większej konkurencji między kopaczami. W tym przypadku, ATH może być sygnałem, że kopacze odchodzą od ethereum i przechodzą do innych kryptowalut proof-of-work, takich jak bitcoin. Taki trend, który trwa od kilku tygodni.

Duże grono kopaczy i wysoki poziom konkurencji w sieci, który wymusza wzrost hashrate jest zasadniczo dobrą rzeczą. Choć nie jest to skorelowane z ceną, to im więcej kopaczy w sieci, tym jest ona bezpieczniejsza. Jest to również sygnał, który jest powszechny w czasach bessy, kiedy wykorzystanie i rozwój zaplecza utrzymuje się pomimo nagłych spadków cen i może być interpretowany jako pozytywny wskaźnik długoterminowy.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

The Merge to “niewypał”?

W zeszłym tygodniu, główne kryptowaluty, takie jak bitcoin i ethereum, znalazły się na nowych minimach. Stało się tak, ponieważ wyprzedaż wśród głównych aktywów, od złota po akcje, również popchnęła rynek kryptowalut w dół.

Bitcoin miał ciężki tydzień, mimo że we wtorek dotknął poziomu powyżej 22 000 dolarów po raz pierwszy od sierpnia tego roku. Największa na świecie kryptowaluta odnotowała gwałtowny spadek ceny w dalszej części tygodnia, osiągając wczoraj na platformie eToro niski poziom 18 105 dolarów, po tym jak seria negatywnych wskaźników ekonomicznych pogrążyła rynki. Obecnie, znajduje się w okolicach 19 100 dolarów.

Ethereum, tymczasem, doświadczyło podobnej wyprzedaży, z dodatkowym ciężarem oczekiwań wobec sieci ethereum związanym z The Merge. W zeszły wtorek, token znajdował się powyżej 1 700 dolarów, wczoraj jednak spadł do niskiego poziomu nieco poniżej 1 300 dolarów. Obecnie utrzymuje się w okolicach 1 350 dolarów.

Wydaje się, że The Merge miało pewien krótkoterminowy wpływ na cenę, ze znacznym spadkiem w bezpośrednim następstwie premiery. Ale patrząc szerzej, nawet na siedmiodniowe wyniki, obserwatorzy mogą zauważyć, że token wyraźnie porusza się ramię w ramię z innymi aktywami ryzyka w obliczu świeżych negatywnych wskaźników gospodarczych.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Deepfake: twarzą w twarz z nowym cyberzagrożeniem 

Wołodymyr Zelenskij nakazuje poddać się Ukrainie. Tom Cruise instruuje, jak używać detergentów, a Salvador Dali ożywa – co łączy te historie? To wierutna bzdura, a do jej stworzenia wykorzystano technologię deepfake.

Jeżeli ransomware nie dał wystarczająco popalić zespołom ds. bezpieczeństwa, to na horyzoncie pojawiło się nowe wyzwanie — fala cyfrowych oszustów używających tej technologii.

W marcu w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie, na którym prezydent Ukrainy, Wołodymyr Żeleński wydaje polecenie swoim żołnierzom, aby poddali się siłom rosyjskim. Kapitulacja? W żadnym wypadku, to po prostu… deepfake. A to tylko jeden z wielu przykładów potencjalnych zagrożeń, jakie stworzyć może wykorzystanie tej technologii.

Ofiarami są nie tylko głowy państw, „żartownisie” upodobali sobie także gwiazdy kina i sportu, a nawet postaci historyczne. Na platformie TikTok opublikowano film z udziałem Toma Cruise’a, który doradzał, jak radzić sobie z detergentami podczas sprzątania. Film obejrzano ponad pół miliona razy, problem w tym, że jego główny bohater nigdy w nim nie uczestniczył.

Co więcej, obecnie rosnącą popularnością cieszy się socialmediowy trend Deep Nostalgia, polegający na tym, że przy użyciu technologii deepfake, opracowanej przez My Hertige i zdjęcia, internauci „ożywiają” zmarłe osoby i nagrywają swoje reakcje. Postać mruga oczami, prezentuje zadziwiająco realną mimikę twarzy, ciepło się uśmiecha, a w przede wszystkim wywołuje wzruszenie i łzy stęsknionej osoby.

Ślepa wiara

To znak, że zjawisko to staje się coraz bardziej zaawansowane i przybiera na sile. Poprzednie przypadki, które stawały się viralami, miały często charakterystyczne oznaki, że z materiałem jest coś nie tak, jak choćby nieporadne montaże czy nietypowa mimika lub gesty postaci.

Deepfake świetnie radzi sobie z naśladowaniem prawdziwych ludzi. Jest wielce prawdopodobne, że szybko stanie się to problemem dla wszystkich. Ta metoda wykorzystuje sztuczną inteligencję i techniki głębokiego uczenia do generowania sfałszowanych obrazów osób lub całych wydarzeń. Ataki tego typu wzrosły o 13% – w VMware Global Incident Response Threat Report, 66% respondentów stwierdziło, że miało z nimi do czynienia w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Rozwój technologii deepfake sprawia, że nietrudno wyobrazić sobie jej eksploatację przez cyberprzestępców, zwłaszcza w celu wyłudzenia pieniędzy. Zdaniem większości respondentów badania VMware ataki deepfake częściej przybierały formę wideo (58 proc.) niż audio (42 proc.), a do najpopularniejszych metod ich dostarczania należały: wiadomości e-mail (78%), mobilne przesyłanie wiadomości (57%), głos (34%), kanały social (34%).

Komplementarność cyberprzestępczości

Może i ransomware generuje więcej nagłówków, ale to włamania do firmowej poczty elektronicznej są obecnie najdroższym formatem cyberoszutsw — według szacunków FBI, każdego roku kosztuje to firmy miliardy dolarów. Cyberprzestępcy, wykorzystując wiadomości e-mail, włamują się na konta należące do przełożonych — ewentualnie sprytnie podszywają się pod ich adresy e-mail – i proszą pracowników o autoryzację dużych transakcji finansowych, które niejednokrotnie mogą opiewać na kwoty rzędu setek tysięcy.

Przykładowo: przełożony w prowadzonej korespondencji informuje, że pieniądze muszą zostać niezwłocznie wysłane, być może w ramach poufnej transakcji biznesowej, której nie wolno nikomu wyjawić. Jest to klasyczna sztuczka socjotechniczna nastawiona na zmuszenie ofiary do szybkiego przelania pieniędzy bez żądania potwierdzenia od kogokolwiek, kto mógłby zorientować się, że jest to fikcyjna dyspozycja. Nim ktokolwiek zdąży się zorientować, cyberprzestępcy i pieniądze rozpływają się w powietrzu.

Takie ataki są bardzo często skuteczne, niemniej wiele osób pozostaje podejrzliwymi wobec nietypowych, nagłych wiadomości od szefa. Gdyby jednak cyberprzestępcy mogli użyć deepfake’a do wystosowania swojej fikcyjnej prośby, wówczas ofiarom może być znacznie trudniej odmówić, ponieważ byliby przekonani, że rzeczywiście rozmawiają ze swoim szefem na kamerze. Niejedna organizacja umieszcza na swojej stronie internetowej listę kierownictwa wyższego szczebla. Członkowie zarządu często przemawiają na imprezach lub w mediach, więc z łatwością można znaleźć nagrania ich wystąpień.

Przestępcy mogliby, przy użyciu zaawansowanych technik uczenia głębokiego, wykorzystać publicznie dostępne informacje i materiały, aby stworzyć fałszywą postać np. członka zarządu. Następnie wykorzystując luki w poczcie elektronicznej, umówić rozmowę wideo z pracownikiem i poprosić go o dokonanie (fałszywej) transakcji. Jeśli ofiara uwierzy, że rozmawia ze swoim przełożonym, jest mało prawdopodobne, że odmówi wykonania polecenia. Oszuści wykorzystywali już sztuczną inteligencję, aby przekonać współpracowników, że rozmawiają przez telefon ze swoim szefem. Dodanie elementu wideo sprawi, że jeszcze trudniej będzie wykryć, że w rzeczywistości kontaktują się z oszustami.

Fałszywy obraz obnaża wady pracy zdalnej

Cyberprzestępcy używają deepfake’ów, aby ubiegać się o zdalne stanowiska pomocy technicznej IT, czyli role, które umożliwiałyby dostęp do wrażliwych danych osobowych pracowników i klientów, a te można by wykraść i wykorzystać. Co więcej, hakerzy będą wykorzystywać „fałszywe obrazy” i inne treści generowane przez AI do przeprowadzania obcych operacji wywierania wpływu.

Wprawdzie postęp technologiczny sprawia, że coraz trudniej jest odróżnić deepfake od autentycznego materiału wideo, ale FBI radzi by szukać w wideo wypaczeń obrazu, nienaturalnych ruchów głowy i tułowia, a także problemów z synchronizacją ruchów twarzy i ust czy towarzyszącym dźwiękiem. Sfałszowane wideo może bez trudu zostać nowym wektorem cyberprzestępczości, stąd powstrzymanie tego trendu będzie nie lada sztuką. Niewykluczone, że organizacje zostaną zmuszone do opracowania nowych zasad uwierzytelniania decyzji podczas spotkań online – zespoły Security Operations Center powinny baczniej monitorować i analizować stan bezpieczeństwa organizacji w tym aspekcie.

Zresztą to także wyzwanie dla wiarygodności pracy zdalnej — co to znaczy, że nie możemy wierzyć w to, co widzimy na ekranie?  Im bardziej firmy i ich pracownicy będą świadomi potencjalnych zagrożeń, jakie stwarza dziś deepfake, tym łatwiej będzie chronić się przed atakami — w przeciwnym razie mamy kłopoty.

Krzysztof Szukała, Inspektor Ochrony Danych Osobowych (ISC)2 CISSP w Grupie 3S

Szwedzi zaskakują, ale nie rynki

Inflacja producencka głównej gospodarki w Unii Europejskiej negatywnie zaskoczyła rynki. Jej wartość znacząco różni się od konsensusu. O wiele lepiej wskaźnik ten przedstawia się w Kanadzie. W Skandynawii szwedzcy decydenci próbowali zaskoczyć rynek, podnosząc stopy procentowe powyżej oczekiwań.

PPI w Niemczech

Za naszą zachodnią granicą inflacja producencka z impetem pokonała rekord sprzed miesiąca (37,2%). Tym samym ustanowiła nowe szczyty. Jej aktualna wartość wynosi aż 45,8%. Odczyt ten znacznie odbiega od oczekiwań rynku, które były na poziomie 37,5%. Niemiecka gospodarka jeszcze nigdy w historii nie miała do czynienia z takimi wartościami w przypadku omawianego wskaźnika. Co więcej, skok o 8,6 punktu procentowego w stosunku do odczytu sprzed miesiąca jest również rekordową różnicą. Warto zaznaczyć, że inflacja producencka nie jest indeksem, który znacząco wpływa na wartości kursowe. Stąd też brak większej reakcji na EUR/USD po jego publikacji. Główna para walutowa świata od wczorajszego wieczoru do wtorku godziny 10:00 utrzymuje się powyżej parytetu. Dodam, że PPI ma opóźniony wpływ na inflację konsumencką. Tutaj dochodzimy do niezbyt optymistycznego wniosku, który sugeruje gorsze dane niemieckiego CPI w kolejnych miesiącach.

W Kanadzie lepiej

W zupełnie innym kierunku podąża inflacja producencka w Kraju Klonowego Liścia. Tutaj od marca 2022 roku znajdujemy się w trendzie spadkowym. Wczorajsza publikacja znalazła się na poziomie 10,6%. Tym samym zeszliśmy do najniższych poziomów od kwietnia 2021 roku. Dobre dane kanadyjskiego indeksu nieznacznie odznaczyły się na wykresie USD/CAD. Po publikacji inflacji producenckiej w Kanadzie tracący wczoraj dolar kanadyjski odbił się od poziomu 1,334 CAD. Do dziś umocnił się o niecały cent w stosunku do amerykańskiej waluty. Dziś po południu czeka nas odczyt CPI z Kanady, co może wywołać większy ruch kursowy na USD/CAD, niż wczorajsze dane dotyczące cen producentów.

Szwedzi podnoszą stopy o 100 pb!

Bank Szwedzki podniósł stopy procentowe powyżej oczekiwań. Ich aktualna wartość to 1,75%. Zmiana ta była znacząca, gdyż decydenci ze Sztokholmu postawili na podwyżkę o 100 pb. Wydawać by się mogło, że tak znaczący ruch wpłynie na kurs korony szwedzkiej w stosunku do euro, amerykańskiego dolara czy złotego. Tak się jednak nie stało. Po chwilowym zawirowaniu kursowym związanym z ogłoszeniem decyzji Riksbanku, we wtorek przed godziną 10:30 na wykresach EUR/SEK i USD/SEK znajdujemy się powyżej poziomów obserwowanych z rana. Oznacza to, że chwile po publikacji danych korona szwedzka lekko traci do trzech wcześniej wspomnianych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – inflacja konsumencka CPI

19:00 – strefa euro – wystąpienie publiczne prezeski ECB (Christine Lagarde).

Dawid Górny, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Zakupoholizm, hazard, kredytoholizm – uzależnienia, które doprowadzą do katastrofalnych długów

W 2021 r. przychody branży hazardowej w Polsce wzrosły o 52,5%[1]. Najbardziej uderzający jest wzrost przychodów z gier kasynowych online, który wynosi aż blisko 109%[2]. Dlaczego tak chętnie gramy na pieniądze? Dziś od wejścia do świata hazardu dzieli nas zaledwie kilka kliknięć: dostęp online do takich aktywności jest bardzo łatwy. Korzystamy z okazji raz i drugi, a gdy uda nam się wygrać nawet drobną sumę, zachęceni, idziemy o krok dalej… Wszystko jest w porządku, dopóki jest to tylko rozrywka, kontrolujemy nasze działania. Jednak hobby szybko potrafi przerodzić się w nałóg, który nierozpoznany w porę, może doprowadzić do katastrofalnych długów. Równie groźny jest zakupoholizm czy też kredytoholizm (!), który z kolei popycha do zaciągania coraz większej liczby kredytów i pożyczek, stopniowo wpędzając uzależnione osoby w spiralę długów. Jak rozpoznać u siebie syndromy tych uzależnień i w porę zapobiec finansowej katastrofie? I co zrobić, gdy sytuacja jest tak zła, że już wiemy, że samodzielnie nie będziemy w stanie podołać spłacie wszystkich powstałych zobowiązań? O tym w kolejnym materiale Intrum z cyklu „Ogarniam finanse”!

Choroba XXI wieku – zakupoholizm

Kupujemy wszyscy, bez wyjątku, bo przecież musimy kupować, więc zakupoholizm to szczególnie groźne uzależnienie, w którym łatwo przekroczyć granicę między zaopatrywaniem się w to, czego faktycznie potrzebujemy, a tzw. kupowaniem kompulsywnym, czyli chorobliwym, nieracjonalnym nabywaniem kolejnych rzeczy. Zakupoholizm jest wyjątkowo niebezpieczny dla osób, które mają problemy z samokontrolą i podejmują decyzje pod wpływem emocji. Wydawanie pieniędzy staje się dla nich formą odreagowania stresu lub niepowodzeń. Gdy potrzeba jest już tak silna, że staje się psychicznym przymusem, tracą panowanie nad swoimi wydatkami i można już mówić o uzależnieniu. Nie chodzi przy tym o posiadanie konkretnych rzeczy, a o euforyczny stan emocjonalny towarzyszący samemu procesowi zakupów. Gdy emocje opadają i przychodzi się zmierzyć ze spustoszeniem na koncie, u kupującego pojawiają się wstyd i poczucie winy:

– Osoby dotknięte zakupoholizmem, w porównaniu do tego, jak funkcjonują na rynku „zdrowi” konsumenci, tracą możliwość racjonalnej oceny swoich zachowań finansowych. W praktyce oznacza to np., że powodowani uzależnieniem, potrafią wydać na niekontrolowane zakupy pieniądze przeznaczone na podstawowe potrzeby związane z utrzymaniem: np. opłatę czynszu. Niejednokrotnie w perspektywie miesiąca wydają przez to więcej niż zarabiają. Trwający zakupoholizm zniszczy prędzej czy później równowagę finansową nawet przy dużym budżecie – dlatego w długi wpadają przez niego także osoby, które mają stosunkowo wysokie dochody – przestrzega Justyna Pawłowska, ekspert Intrum.

Warto też zauważyć, że zakupoholizm staje się tym poważniejszą „chorobą”, im prostsze i szybsze staje się samo kupowanie – a takie możliwości daje nam dziś przede wszystkim Internet. Dynamiczny rozwój platform e-commerce sprawia, że każda rzecz jest na wyciągnięcie ręki, bez wychodzenia z domu. Do dyspozycji mamy coraz więcej wygodnych, nowoczesnych form finansowania zakupów, choćby opcję odroczonych płatności, czyli „buy now, pay later” lub zakupy ratalne. Ale pozostańmy czujni, jeśli je wybieramy:

– Nowe formy płatności mogą oczywiście być bardzo wygodnym rozwiązaniem, ale tylko wtedy, gdy mamy do nich odpowiedzialny stosunek i potrafimy właściwie ocenić ich konsekwencje. Jeśli z zakupów na raty lub płatności BNPL korzysta osoba kupująca pod wpływem emocji, to fakt, że pieniądze nie od razu znikają z jej konta, ale np. są pobierane po 30 dniach, może dodatkowo „uśpić” właściwy odruch zahamowania decyzji o zakupie. Sam fakt, że kupujący może dzięki temu „pozwolić sobie” na kolejny gadżet czy torebkę, prowadzi do nakręcania się spirali zakupów za pieniądze, których de facto może nie mieć, bo należy pamiętać, że płatności BNPL polegają przecież na zaciągnięciu kredytu. Jeśli więc zauważamy, że zdarza nam się kupować pod wpływem chwili, to stawiajmy sobie „bariery” – np. umówmy się ze sobą, że jeśli coś nam się spodoba, to nie kupujemy od razu, a dajemy sobie czas na przemyślenie i ochłonięcie z zakupowej ekscytacji. Jeśli po miesiącu stwierdzimy, że nadal tego potrzebujemy – dopiero kupujmy. Pomagajmy sobie, szczegółowo planując nasz budżet. Istnieje wiele aplikacji, dostępnych za darmo, w których możemy wpisać każdy wydatek. Jeśli będziemy regularnie obserwować swoje zachowania zakupowe, łatwiej zauważymy niepokojące sygnały. W momencie, gdy sami dostrzeżemy u siebie problem i w porę zareagujemy, jest większe prawdopodobieństwo, że unikniemy pułapki zakupowego uzależnienia i jego niszczących konsekwencji – dodaje Justyna Pawłowska, ekspert Intrum.

Zamiast ogromnej fortuny – ogromne długi. Jak nie zostać hazardzistą?

„Teraz na pewno się odkuję” – ta myśl to największa pułapka hazardzisty. Jeśli kiedyś pojawiła się w Twojej głowie, to może być pierwszy znak ostrzegawczy, że za chwilę możesz mieć problem z uzależnieniem. Dziś zdecydowana większość zakładów bukmacherskich czy gier losowych prężnie funkcjonuje w Internecie. Ich oferty są niezwykle bogate, a obstawianie np. wyniku meczu czy „szczęśliwych cyfr” – banalnie proste. Łatwo ulec złudzeniu, że od wielkiej fortuny dzieli nas zaledwie kilka kliknięć w aplikacji. Wystarczy tylko dobrze wytypować. Pokusę dalszego grania dodatkowo może spotęgować sytuacja, gdy raz na jakiś czas uda się coś wygrać – bo skoro udało się raz… to może uda się też kolejny? Zaczyna się niewinnie, od małych stawek, ale z czasem apetyt rośnie w miarę jedzenia. Warto pamiętać, że potencjalne większe wygrane to też niestety ryzyko dotkliwszych przegranych – i właśnie tak ciągłe próby „odegrania się” kończą się finalnie wpadnięciem w długi. Jak zauważa Justyna Pawłowska, ekspert Intrum:

– W przypadku osób uzależnionych od hazardu, schemat popadania w zadłużenie jest często bardzo podobny: najpierw, aby grać, wykorzystują swoje bieżące dochody i oszczędności, często w tajemnicy przed bliskimi. Potem pojawia się pożyczanie pieniędzy od banków czy firm pożyczkowych. Gdy konsument ma na koncie już zbyt wiele zobowiązań i nie przestaje wywiązywać się z ich spłaty, to oczywiście negatywnie wpływa na jego historię kredytową i banki przestają pożyczać. Nie ma więc pieniędzy nie tylko na kolejne zakłady, ale też na spłatę wszystkich wcześniej zaciągniętych długów. Często wtedy w desperacji jedyną możliwością sfinansowania dalszej gry jest wyprzedawanie majątku lub zwracanie się po pożyczki do rodziny lub znajomych. I niestety bardzo często aż do takiego krytycznego momentu długi hazardowe są ukrywane przed bliskimi.

Kredytoholizm – czyli gdy pożyczkę spłaca się pożyczką

Umiejętne korzystanie z kredytów i pożyczek, często ułatwia dziś życie i przybliża nas do osiągnięcia wymarzonego celu: kupna domu, samochodu, ale też drobniejszych rzeczy: np. najnowszego modelu telefonu, na który po prostu mamy „chrapkę”. Formalności kredytowe są coraz bardziej upraszczane i automatyzowane, a to pozwala na łatwe wzięcie kredytu, bez wychodzenia z domu. Nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że mierzymy siły na zamiary, a nasza decyzja o pożyczce jest poprzedzona dogłębną analizą możliwości jej spłaty. Kredytoholizm pojawia się wtedy, gdy wniosek o kredyt składamy impulsywnie, po to tylko, aby przez chwilę poczuć się bezpieczniej, widząc nowy wpływ na konto. Uczucie spokoju szybko jednak znika, bo pieniądze rozpływają się. Wtedy potrzeba znów wraca, zaciągamy więc kolejny kredyt, a potem kolejny…

– Osoby, które wpadły w kredytoholizm, zaczynają racjonalizować coraz głębsze zadłużenie i tracą racjonalne podejście do swojej sytuacji finansowej. W końcu przychodzi moment, gdy następny kredyt biorą tylko po to, by spłacić inny – w ten właśnie sposób powstaje tzw. spirala zadłużenia, a suma wszystkich rat, jakie zbierają się z pożyczek staje się w końcu niemożliwa do terminowej spłaty, bo jest wyższa niż dochody. Jeśli taka osoba nie spłaca

zaległości, zostaje wpisana do rejestru dłużników, a to oznacza, że może mieć problem nie tylko z zaciąganiem kolejnych zobowiązań, ale też z zawarciem umów na różne usługi: od abonamentu na telefon, po umowę z dostawcą energii elektrycznej. Konsekwencją braku spłaty będzie też oczywiście prędzej czy później kontakt ze strony wierzycieli, którzy upomną o pożyczone pieniądze ­– sami lub za pośrednictwem firmy windykacyjnej – wyjaśnia Justyna Pawłowska, ekspert Intrum.

Wpadłeś w długi? Windykator wie, jak Ci pomóc!

Co więc robić, gdy jednak nastąpił ten moment i w sprawie zadłużenia dzwoni do nas windykator? Warto zachować spokój i przede wszystkim nie unikać kontaktu. Dlaczego? Jeśli naszymi zaległościami zajmuje się przedsiębiorstwo zarządzające wierzytelnościami, to znaczy, że sprawa nie weszła jeszcze na drogę sądową, tylko jest na etapie windykacji polubownej. Co to dokładnie oznacza?

Zadaniem pracownika firmy windykacyjnej jest znalezienie porozumienia w spłacie między osobą, która ma dług, a jej wierzycielem. Windykator przeprowadza wywiad z zadłużonym konsumentem i na podstawie takich informacji jak np. wysokości dochodów, czy liczba niespłaconych zobowiązań, pomaga sporządzić indywidualne warunki ugody, czyli taki plan spłaty, żeby konsument krok po kroku był w stanie spłacać swoje zaległości. Może zaproponować np. odroczenie terminu zapłaty lub płatność ratalną. W ten sposób windykator ułatwia osobie zadłużonej pozbycie się zaległości, a wierzycielowi odzyskanie pieniędzy. Jeśli przyjęty plan spłaty jest realizowany pomyślnie, wówczas kierowanie sprawy do sądu i angażowanie komornika już nie grozi osobie zadłużonej, nie będzie też ponosić­ dodatkowych kosztów, które pojawiłyby się po skierowaniu sprawy do sądu. Porozumienie z windykatorem jest przede wszystkim szansą na to, by wreszcie odzyskać kontrolę nad swoim zadłużeniem – wyjaśnia Justyna Pawłowska, ekspert Intrum.

W przypadku wszystkich wymienionych w tekście uzależnień behawioralnych związanych z pieniędzmi, najlepszą prewencją jest edukacja finansowa. Jeśli jednak sytuacja wymknęła się spod kontroli, należy skorzystać z pomocy specjalistów.

[1] Sytuacja na rynku gier hazardowych online, badanie przeprowadzone przez Ministerstwo Finansów – Krajowa Administracja Skarbowa, 29 marca 2022 r.

[2] Tamże.

Supermarket online delio debiutuje w Krakowie

Lite e-Commerce uruchomił dostawę zakupów dla mieszkańców Krakowa z supermarketu online delio. Od 15 września bieżącego roku sklep e-grocery dostarcza zamówienia do domów w stolicy województwa małopolskiego nawet w ciągu godziny. To pierwsze duże miasto, poza Warszawą, gdzie wystartowała usługa oferowana przez startup.

delio działa na rynku od marca bieżącego roku, kiedy zadebiutowało w Warszawie. Od tamtej pory usługa objęła zasięgiem większość stolicy oraz rozpoczęła działalność w podwarszawskim Piasecznie oraz Konstancinie. Od teraz dostawa świeżych produktów oraz pozostałych artykułów do domu jest dostępna również w Krakowie. Zasięgiem działania została objęta znaczna część miasta.

Klienci supermarketu online mogą wybierać z ponad 5 tysięcy produktów, które są dostępne na stronie internetowej delio.com.pl. Dostawy realizowane są przez siedem dni w tygodniu na wybraną przez konsumenta godzinę, a zamówienie pojawi się pod drzwiami już nawet w sześćdziesiąt minut od jego złożenia. Dowiezie je kurier na specjalnie dostosowanym skuterze, a zakupy zapakowane będą w ekologiczne papierowe torby oraz biodegradowalne siatki.

Artykuły spożywcze, chemia gospodarcza, kosmetyki, produkty dla dzieci czy też asortyment dla zwierząt trafią do mieszkańców Krakowa z tzw. darkstore’ów, czyli małych magazynów ulokowanych w kilku dzielnicach miasta, dzięki czemu możliwa jest tak szybka dostawa. W portfolio delio znajduje się również bogata oferta produktów bio, wegetariańskich oraz wegańskich.

Klienci szybko przyzwyczajają się do zakupów w delio. Niewątpliwie jednym z naszych największych wyróżników jest niemalże błyskawiczna dostawa. Wystarczy parę kliknięć, a kurier pojawi się pod drzwiami już nawet w godzinę. Gwarantujemy użytkownikom, że przywieziemy ich zakupy szybciej niż jakikolwiek inny supermarket online – mówi Maciej Nowakowski, COO Lite e-Commerce.

Ceny niektórych produktów zamrożone do końca października

Supermarket online delio uruchomił własną akcję, która ma przeciwdziałać skutkom inflacji. Do końca października br. ceny 500 towarów, również tych pierwszej potrzeby, zarówno lokalnych marek, jak i znanych ogólnopolskich i globalnych firm, nie zostaną podniesione. W ramach kampanii zaprojektowano również specjalny landing page, który prezentuje całą promocyjną ofertę delio.

delio – asystent w codziennych zakupach

delio opiera się na prostych założeniach – chce odpowiadać na potrzeby klientów, którzy doceniają wysoką jakość, szukają szerokiego asortymentu, a jednocześnie w natłoku obowiązków chcą zaoszczędzić czas na to, co dla nich ważne. Twórcy rozwiązania porównują delio do codziennego asystenta, który nie tylko dostarczy klientom to, czego potrzebują, ale również sprawi, że zakupy staną się łatwiejsze oraz o wiele szybsze. Zagwarantować ma to między innymi najszybsza dostawa produktów w tym segmencie rynku, co w połączeniu z dużym wyborem artykułów sprawia, że użytkownicy nie muszą planować zakupów na kilka dni do przodu. Co więcej, delio oferuje promocję, która obok czasu pozwoli zaoszczędzić również pieniądze.

Na nowych, jaki i starych użytkowników delio czeka specjalny kod „DELIO”  (należy pamiętać o wielkich literach), dzięki któremu mogą zaoszczędzić aż do 450 zł. Do aktywacji promocji wystarczy, że wartość zamówionych produktów przekroczy 100 zł. Po wpisaniu kodu rabat  w wysokości 30 zł zostanie automatycznie naliczony. Na użytkowników czeka aż 15 takich zniżek, a akcja trwa do 30 listopada bieżącego roku. Regulamin promocji jest dostępny na delio.com.pl

Zamówienia dostarczane są codziennie od 7:00 do 23:00, również w niedziele i święta. Co więcej, w trakcie zakupów możemy wybrać optymalny termin dostawy, nawet w ciągu godziny od złożenia zamówienia.

Niepojące prognozy ekspertów: Ceny w sklepach rdr. mogą być wyższe nawet o 40 proc.

Eksperci komentujący najnowsze dane pochodzące ze sklepów uważają, że szczyt inflacji wciąż jest przed nami. Nie są jednak zgodni co do tego, czy nadejdzie on już jesienią czy też na początku 2023 roku, a może dopiero na wiosnę. Niektórzy prognozują, że ceny żywności wzrosną na przełomie października i listopada o 30% rdr. Inni twierdzą, że skok o 20% rdr. nastąpi tuż przed Bożym Narodzeniem, a na wiosnę podwyżki sięgną 35-40% rdr. Są także odmienne wyliczenia. Część ekonomistów przewiduje, że najbardziej zdrożeją towary energochłonne w produkcji, w tym m.in. art. tłuszczowe czy mięsne. Oczywiście pojawiają się też prognozy, że wszystkie kategorie najczęściej kupowanych produktów pójdą w górę o 30-40% rdr. Ale jest również nadzieja na to, że niskoprzetworzona żywność, dzięki tegorocznym zbiorom, odnotuje niewielkie spadki w grudniu w porównaniu do ostatnich cen. 

Szczyt przed nami

O 23,7% rdr. zdrożały codzienne zakupy w sierpniu br. Do tego każda z 12 analizowanych kategorii odnotowała dwucyfrowy wzrost. Tak przynajmniej wykazuje cykliczny raport pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, opracowany przez UCE RESEARCH i Wyższe Szkoły Bankowe. Z kolei GUS podaje, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 16,1% (przy wzroście cen towarów – o 17,5% i usług – o 11,8%). Jak komentuje dr Andrzej Maria Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u, ww. wyniki nie wskazują na szczyt inflacji. Ekspert przewiduje, że może on nadejść w zimie lub nawet na wiosnę.

– Sierpniowe dane nie świadczą jeszcze o szczycie inflacji w Polsce. Z dużym prawdopodobieństwem można się go spodziewać na przełomie października i listopada br. Tak będzie, jeśli nie nastąpią nagłe i nieprzewidziane sytuacje w światowej gospodarce, przede wszystkim związane ze zmianami cen ropy naftowej, energii elektrycznej oraz węgla – przekonuje dr Hubert Gąsiński, ekspert i wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Z kolei dr Mariusz Dziwulski, ekspert ds. analiz sektora rolno-spożywczego w PKO BP, zauważa, że dynamika cen surowców rolnych na świecie od kilku miesięcy maleje, co jest związane m.in. ze spadkiem cen ropy czy też z uruchomieniem korytarza eksportowego dla ukraińskich zbóż na Morzu Czarnym. Może to sugerować, że niedługo zobaczymy szczyt inflacji w obrębie produktów spożywczych. Niemniej prawdopodobnie pozostanie ona na relatywnie wysokim poziomie również w 2023 roku. Ograniczenia podażowe na rynkach surowców rolnych mogą się utrzymywać m.in. z uwagi na drożejące nawozy. Dodatkowo cały czas nasila się presja kosztów pozasurowcowych w przetwórstwie żywności.

– Nawet jeśli nieco spadną ceny paliw i energii, to żywność, koszty pracy i pogoń za marżami nie wskazują na szybką poprawę sytuacji. Nachodzące wybory też nie są czynnikiem powstrzymującym wysyp pieniędzy bez realnego pokrycia. A jeśli ceny przestaną rosnąć, na co się jeszcze nie zanosi, to i tak przez długi czas pozostaną wysokie. Potrzeba co najmniej 5 lat, by dogonić je dochodami i wygasić przyczyny inflacji – uważa dr Faliński.

Dopóki koszty produkcji stale rosną, nie możemy spodziewać się spowolnienia podwyżek cen w sklepach, co podkreśla Julita Pryzmont, ekspertka z Hiper-Com Poland. Gałęzie rynku są mocno ze sobą powiązane, a obecnie wiele z nich przechodzi turbulencje, wyzwalając efekt domina. Do momentu aż energetyka, ceny surowców i koszty logistyczne nie ustabilizują się, a popyt nagle nie zmaleje, nie możemy oczekiwać, że nastąpi wyhamowanie wzrostu cen.

Tegoroczne maksima

– Na koniec 2022 roku odczyt inflacji rdr. może wynosić ok. 15%. Niech jednak nikogo nie zmyli, że prognozowany poziom jest niższy w stosunku do bieżącej sytuacji, co mogłoby sugerować obniżanie cen. Matematycznemu wyhamowaniu dynamiki inflacji będzie pomagać tzw. statystyczny efekt bazy. Znaczy to, że w grudniu br. będziemy porównywać ceny rdr. do znacznie wyższego poziomu odniesienia niż np. w sierpniu tego roku względem ub.r. Nie oznacza to jednak zmniejszenia odczuwalności podwyżek w sklepach, bo ceny z miesiąca na miesiąc z dużym prawdopodobieństwem będą dalej rosnąć. Nieuchronny wzrost opłat za energię istotnie uszczupli budżet przeciętnego Kowalskiego – mówi dr Tomasz Kopyściański, ekonomista z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Patrząc na wyniki raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, obejmującego oferty sieci handlowych, a także biorąc pod uwagę inne dane rynkowe, dr Faliński stwierdza, że żywność przed tegorocznym Bożym Narodzeniem może zdrożeć rdr. nawet o 20%, a na wiosnę – o 35-40%. To kwestia podaży pustego pieniądza, wzrostu kosztów produkcji i danin publicznych.

– W mojej opinii, już na przełomie października i listopada br. żywność w sklepach będzie średnio kosztować o ok. 30% więcej w stosunku do analogicznego okresu ub.r. Oczywiście ostatecznie uzależnione to będzie od wzrostu cen nośników energii, ale z dużym prawdopodobieństwem można spodziewać się właśnie takiego poziomu podwyżek cen detalicznych. Przewiduję, że każda z analizowanych kategorii produktów zdrożeje nawet o 30-40% – uprzedza ekspert z WSB w Warszawie.

Co najmocniej zdrożeje?

Według raportu UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych, ostatnio rdr. najbardziej zdrożały produkty tłuszczowe, bo o 58,9%. Artykuły sypkie odnotowały wzrost o 42,1%, a tzw. inne produkty, obejmujące m.in. karmy dla psów i kotów, poszły w górę o 30%. Ponadto w ścisłej czołówce najbardziej drożejących rdr. kategorii znalazło się mięso ze wzrostem o 25,8%. W pierwszej piątce nie zabrakło również nabiału z podwyżką o 25,7%. Z kolei najmniej podrożały owoce – o 13,2%, używki – o 13,9%, a także warzywa – o 15,2%.

– Z uwagi na rosnące koszty energii w odniesieniu ściśle do żywności, należy spodziewać się większych wzrostów cen towarów energochłonnych w produkcji, np. art. tłuszczowych, serów, wędlin i słodyczy. Istnieje ryzyko, że te produkty podrożeją od sierpnia do końca roku aż o 30%. Z kolei w przypadku artykułów niskoprzetworzonych i opartych o całkiem niezłe tegoroczne zbiory możemy spodziewać się nawet niewielkich spadków w grudniu w porównaniu do obecnych cen. To będzie dotyczyło np. kasz, warzyw i owoców, ale również ryb – prognozuje dr Kopyściański.

Natomiast Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank Polska, zaznacza, że jeszcze przez co najmniej kilka kwartałów każda kategoria produktów codziennego użytku będzie drożała. Wśród żywności mogą najmocniej rosnąć ceny art. tłuszczowych, zbóż oraz mięsa. W ocenie Luzińskiego, w dalszej perspektywie istnieje też ryzyko, że podrożeją owoce i warzywa, ze względu na problemy z dostępnością nawozów. Z kolei dr Hubert Gąsiński twierdzi, że do końca tego roku podwyżki w sklepach będą obejmowały wszystkie kategorie, a największy wzrost cen dotknie mięso, nabiał i produkty sypkie.

To już stagflacja?

– Uważam, że prawdziwym testem dla portfeli konsumentów będzie IV kwartał tego roku, a także początek 2023 roku. Wtedy pojawi się realne ryzyko, że spirala podniesienia kosztów energii i ogrzewania zmusi przedsiębiorców do nowej fali podwyżek. Przy spodziewanym braku wzrostu wynagrodzeń może nastąpić nagły spadek popytu konsumpcyjnego. Wówczas, w związku z problemami finansowymi przedsiębiorstw i wyhamowaniem inwestycji, wzrośnie ryzyko stagflacji – ostrzega dr Kopyściański.

W opinii eksperta z WSB w Warszawie, z uwagi na koniec wakacji i rozpoczęcie okresu jesienno-zimowego nastąpi spadek konsumpcji, ale sama inflacja nie będzie bezpośrednio wpływać na spożycie konsumenckie, tylko na przejście w kierunku oszczędności. Wzrost rynkowych stóp procentowych, ustalanych przez NBP, a także zmiana nawyków finansowych Polaków przyczynią się w długim horyzoncie czasowym do zmniejszenia cen w sklepach. Dr Gąsiński wyraża pogląd, że obecna drożyzna nie doprowadzi do stagflacji czy recesji, tylko ewentualnie do spowolnienia gospodarki, które potrwa do wiosny przyszłego roku. Jednak nie wszyscy eksperci widzą to w ten sposób.

– Moim zdaniem, polska gospodarka już teraz znajduje się w stagflacji. Inflacja jest wysoka od kilku kwartałów, a PKB w II kw. br. zmniejszyło się w ujęciu kwartalnym. Definicja recesji mówi wprost, że są to co najmniej dwa kwartały spadku PKB z rzędu. W III kw. ujemny odczyt PKB jest prawdopodobny, a zatem mamy recesję, którą w połączeniu z wysoką inflacją można nazwać stagflacją – podsumowuje ekonomista z Santander Bank Polska.

Nadciąga demograficzna rewolucja, która odmieni rynek nieruchomości

Niestety wciąż mało mówi się o lawinowo rosnących potrzebach mieszkaniowych seniorów. Choć trend jest zauważalny w Polsce od lat, to z jego skutkami zmierzymy się po raz pierwszy w naszej historii. Polska starzeje się coraz szybciej i już w nadchodzącej dekadzie czeka nas wiele nowych wyzwań oraz koniecznych zmian. Dane demograficznie nie napawają optymizmem. Żyjemy coraz dłużej, a liczba osób w wieku produkcyjnym stale spada — do 2070 r. zmniejszy się o co najmniej jedną trzecią. W tym czasie populacja kraju spadnie niemal o 20 proc. 

Nadciąga demograficzne tsunami, które przedefiniuje również potrzeby rynku nieruchomości. W krajach Europy Zachodniej, czy Stanach Zjednoczonych od wielu lat sektor „senior housing” jest jednym z najszybciej rozwijających się i dochodowych segmentów rynku nieruchomości. Chociaż w Polsce temat budownictwa senioralnego wciąż nie należy do popularnych, a zainteresowanie deweloperów jest prawie zerowe, to od strony popytowej właśnie ten obszar rynku sygnalizuje największy potencjał. Według opracowanego przez międzynarodową firmę doradcza Savills indeksu możliwości mieszkaniowych seniorów, którego celem było ustalenie, gdzie w Europie rynek mieszkaniowy starszych osób ma największe pole do wzrostu, Polska znalazła się w pierwszej piątce z 23 krajów europejskich.

Szybko rośnie liczba emerytów

Nie tylko więcej Polaków umiera, niż przychodzi na świat, ale również więcej odchodzi z rynku pracy, niż rozpoczyna swoją działalność. Z danych GUS wynika, że już w 2030 r. populacja naszego kraju skurczy się do 36 mln osób. Liczba emerytów w ostatnim kwartale 2021 r. przekroczyła 6 mln. Według szacunków do 2025 r. co trzeci Polak ma osiągnąć próg wieku pow. 65 lat, a już za niecałe dwie dekady będzie ich 13,7 mln, co stanowi ponad 40,4 proc. ogółu malejącej populacji. Pojawiają się obawy, czy równolegle do przewidywanego spadku liczby ludności o 4,3 mln osób do 2050 r. kurcząca się populacja w wieku produkcyjnym będzie w stanie zapewnić emerytom, należne za lata pracy i płacone w ZUS składki utrzymanie. Według raportu Komisji Europejskiej „The 2021 Ageing Report Economic & Budgetary Projections for the EU Member States (2019–2070)”, nasz kraj znalazł się pod tym względem w gronie 6 państw UE, w których ten problem jest najbardziej palący. Wzrost współczynnika zależności osób starszych będzie w Polsce jednym z najwyższych w UE i przekroczy 65 proc.

Pod koniec 2020 r. liczba osób w wieku 60 lat i więcej wyniosła 9,8 mln, oznacza to, że blisko 26 proc. Polaków jest już w tej grupie wiekowej. W tym samym okresie, średnia życia w dobrym zdrowiu wyniosła 59,2 r. dla mężczyzn i 63,1 r. dla kobiet. Pomimo że pandemia zebrała śmiertelne żniwo wśród osób starszych, to ich udział w ogólnej populacji wzrósł. W 2021 r. przeciętna długość życia mężczyzn w Polsce wyniosła do 71,8 r., a kobiet — 79,7 r. i porównując z rokiem 1990, wydłużyła się o odpowiednio 5,6 i 4,5 r.

Dziś istniejące w naszym kraju obiekty zapewniające całodobową opiekę senioralną zamieszkuje łącznie 112 460 osób. Oznacza to, że tylko 1,14 proc. osób powyżej 60. roku życia mogłaby skorzystać z możliwości zamieszkania w stacjonarnych zakładach lub domach pomocy społecznej. Nic więc dziwnego, że w europejskim indeksie Polska została określona, jako szybko rosnąca populacja osób starszych w połączeniu z najmniejszą liczbą mieszkań na osobę. To czyni nas bardzo perspektywicznym krajem dla rozwoju rynku mieszkań senioralnych.

Sytuacja demograficzna bez względu na to, kto będzie rządził krajem, będzie miała gigantyczny wpływ na naszą gospodarkę. Już teraz coraz większą lukę w potrzebach senioralnych zaczyna wypełniać sektor prywatny. Aktualnie w Polsce ok. 30 proc. instytucji działających dla osób starszych to placówki publiczne, a aż 70 proc. – prywatne. Pomimo stosunkowo niskich emerytur Polscy seniorzy stają się coraz bardziej cenioną i ważną grupą klientów i konsumentów. Warto pamiętać, że nasz kraj ma jeden z najwyższych w Europie współczynników własności mieszkań, które mogą okazać się dużym kapitałem emerytalnym. Badania na temat sytuacji materialnej osób powyżej 60 r. życia wskazały, że swoją sytuację jako bardzo dobrą i dobrą oceniało 23 proc., ale najwięcej z nich, bo 59 proc. kwalifikowało ją jako średnią, a 18 proc. jako złą.

„Senior living” czyli nowy sposób na długie życie

W porównaniu z bogatymi krajami Unii Europejskiej krajowa oferta senioralna jest bardzo uboga i dotyczy w większości jedynie domów dla osób leżących, co wpływa na potęgowanie negatywnych stereotypów i złe postrzegania zarówno samych ośrodków spokojnej starości, w których niejednokrotnie brakuje profesjonalnej opieki medycznej, czy nowoczesnego sprzętu rehabilitacyjnego, a jedyną „rozrywką” staje się zamontowany w sali telewizor. Takie miejsca często potocznie określane są jako „domy starców” i na pewno nie są miejscami, dla których seniorzy chcą korzystać ze zgromadzonych zasobów finansowych. Choć nadciąga gigantyczna fala nowych potrzeb, to na naszym rynku wciąż brakuje odpowiedniej oferty z sektora „senior living”, w tym „assisted living” — pozwalającej seniorom, jak najdłużej pozostać sprawnymi i żyć na własnych zasadach, polegając jedynie na najpotrzebniejszej wymaganej pomocy i wsparciu.

Przeciętna emerytura w marcu 2022 r. wyniosła 2545 zł brutto, a to oznacza, że większość polskich seniorów zwyczajnie nie stać na wydatek rzędu 3-4 tys. zł miesięcznie w ośrodku o umiarkowanym standardzie, nie mówiąc o 7-9 tys. zł w tym najbardziej luksusowym. Jednak z drugiej strony, jeśli spojrzymy na rynek, to już teraz notujemy duży niedobór mieszkań dostosowanych do potrzeb osób starszych, czy miejsc w domach opieki. Nawet liczba chętnych na luksusowe placówki znacznie przewyższa możliwość przyjęcia do nich nowych osób. Powodem jest fakt, że w naszym kraju obiektów na wysokim poziomie jest jeszcze niewiele a te, które są, standardem znacznie odbiegają od tych na zachodzie Europy, czy w Skandynawii. Polski rynek jest też gotowy na senioralne usługi wysokiej jakości zarówno mieszkaniowe, jak i medyczne — specjalizujące się w różnych zaburzeniach pojawiających się z wiekiem, a także sanatoryjne czy opiekuńcze.

Chociaż w Polsce wciąż budownictwo senioralne kojarzy się przede wszystkim z domami opieki dla osób potrzebujących wsparcia, to na świecie coraz częściej powstają obiekty atrakcyjne dla ludzi dopiero rozpoczynających życie na emeryturze. W związku z dużym niedoborem personelu opiekuńczego w całej Europie Zachodniej promuje się rozwiązania pozwalające, na jak najdłuższe funkcjonowanie seniorów z jak najmniejszym wsparciem zewnętrznym. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się rozwiązania określane jako „senior living” lub „assisted living”.

Ich podstawowym założeniem jest zaoferowanie niezależnych mieszkań, zaprojektowanych z myślą o potrzebach osób starszych. Stanowią one połączenie mieszkania, części wspólnych oraz opieki i są to z reguły nieco większe kawalerki typu studio z aneksem kuchennym lub lokale dwupokojowe dla małżeństw. Oferta skierowana jest do osób starszych, które pozostają samodzielne, jednak potencjalnie potrzebujących wsparcia. Od niezależnych mieszkań różni je stała dostępność opiekunów, stanowiąca zabezpieczenie na wypadek nagłego urazu.

Kto wypełni rynkową lukę?

Zadaniem współczesnego budownictwa senioralnego jest przede wszystkim wypełnienie przestrzeni pomiędzy profesjonalnymi domami opieki a prywatną opieką nad seniorami. Gdzie, co najważniejsze koszty tego typu mieszkań porównywalne są do najmu zwyczajnego lokalu. To, co odróżnia je, to obecność przestrzeni integracji jak ogród, sala do zajęć oraz towarzysząca im oferta usług dodatkowych. Chodzi o inwestycje mieszkaniowe dostosowane do potrzeb seniorów, którzy nie wymagają stałej opieki, lecz bardziej asysty w codziennych obowiązkach. W pozytywnie zweryfikowane światowe trendy wpisują się mniejsze obiekty liczące 60-80 mieszkań, które są rozproszone wśród zwykłych osiedli. Dla przykładu dużym sukcesem stał się Holenderski pilotażowy projekt połączenia domu senioralnego z akademikiem. Studenci poprzez dodatkową pracę opiekuńczą uzyskują tam dodatkowe dochody i tanie zakwaterowanie, ale też uczą się empatii. Projekt bardzo dobrze przyjęli też seniorzy, pełniący niejako rolę mentorów i starszych przyjaciół.

Oczywiście certyfikowane mieszkania z kategorii „obiekt bez barier” muszą spełnić określone standardy dostępności dla osób o ograniczonej możliwości poruszania się, w tym seniorów. Z jednej strony takie ośrodki funkcjonują jak typowe mieszkania, z drugiej mieści się w nich sala do rehabilitacji, ogród czy miejsce do konsultacji z lekarzem. Na miejscu oferowane są usługi dodatkowe jak pomoc pielęgniarki, rehabilitanta, pomoc w zrobieniu zakupów czy wyprowadzeniu psa. Takie osiedla mogą zapewniać jak najdłuższą samodzielność osób starszych, a to dzięki coraz większym wykorzystaniu nowych technologii. Wraz ze wzrostem odsetka osób w podeszłym wieku, będzie rosło zapotrzebowanie na lokowanie ich w obrębie dużych aglomeracji miejskich oraz w pobliżu ośrodków rekreacyjnych i hotelowych. Najważniejsze jest jednak poczucie bycia częścią społeczności i szansa na aktywne życie towarzyskie wśród podobnych sobie osób.

Emeryci coraz ważniejszą grupą konsumentów

Niestety obecnie istniejące bariery architektoniczne zbyt wcześnie wykluczają wielu seniorów z codziennego funkcjonowania. Przykładem mogą być popularne 4 i 5-piętrowe boki bez wind. Jednak biorąc pod uwagę zmieniające się uwarunkowania, rosnące wynagrodzenia oraz zmieniającą się mentalność społeczeństwa, kolejne grupy seniorów to pokolenia o coraz wyższych kompetencjach, ludzie wykształceni, którzy znają języki obce i świat, mający zaawansowaną wiedzę oraz obycie z technologiami, którzy są bardziej otwarci na nowe rozwiązania. Coraz większa grupa to single i osoby bez sukcesorów, które będą bardziej skłonne do wykorzystania zgromadzonych zasobów finansowych na przyzwoitą jesień swojego życia. Większość seniorów w naszym kraju jest właścicielami mieszkań i może skorzystać z pieniędzy w nich zamrożonych, czyli z renty dożywotniej lub tzw. hipoteki odwróconej, która w zamian za przekazanie prawa własności do nieruchomości daje dodatkowe pieniądze i nadal pozwala na korzystanie z zamieszkiwanego lokalu aż do śmierci. Stwarza to szczególnie duże możliwości w przypadku większych lokali i domów, które z wiekiem stają się za duże i trudne w utrzymaniu, a mogą generować dodatkowe spore wpływy z wynajmu.

W przypadku przeprowadzki do mniejszego i przystosowanego obiektu, typu „senior living” lub „assisted living”, senior może wrócić do swojego mieszkania lub domu, ale również oprócz emerytury i wpływów z hipoteki odwróconej, uzyskać dochód z jego wynajmowania. Jednak upowszechnienie się tego rozwiązania, prócz zmian mentalnych, wymaga wprowadzenia przepisów chroniących osoby starsze przed nadużyciami. Warto też wspomnieć o dużym potencjale polskiego rynku budownictwa senioralnego ze względu na nasze położenie geograficzne oraz niższe koszty życia, które mogą okazać się ciekawą alternatywą do spędzenia jesieni życia również dla seniorów z innych państw Europy Zachodniej, Skandynawii oraz ogromnej grupy rodaków, którzy mieszkają za granicą, ale chętnie spędzą emeryturę w kraju. W związku ze zmianami demograficznymi przyszła oferta mieszkaniowa będzie musiała ewoluować, aby zaspokajać rosnące potrzeby, coraz liczniejszej grupy osób starszych.

Wbrew globalnej tendencji liczba ludności spadać będzie również w całej Europie. Nasz kontynent w 2030 r. zamieszkiwać będzie 741 mln ludzi, a w 2100 r. o ponad 112 mln osób mniej. Według najnowszych prognoz populacja Polski zmniejszy się do 2100 r. o ponad 15 mln — z obecnych 38 mln do 23 mln osób. Zmieniająca się demografia naszego kraju będzie miała wpływ na wszystkie dziedziny życia i sektory gospodarki. Światowa populacja rosnąć będzie jednak m.in. za sprawą krajów Afryki.

Autor©: Adam Białas. Ekspert rynku nieruchomości i „senior housing”, dyrektor BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz biznesowy.

Kryzys energetyczny to cena za wolną Ukrainę

Czasy, w których żyjemy są bardzo skomplikowane i bardzo trudne. Mamy wiele kryzysów, które się na siebie nałożyły. Jeszcze dwa lata temu zamykaliśmy gospodarki przed pandemią i ma to swoje konsekwencje do dzisiaj. Natomiast w lutym tego roku Rosja napadła na Ukrainę – a Rosja nie jest każdym kolejnym naszym sąsiadem. Jest państwem, które jest eksporterem surowców energetycznych i szczególnie na rynku surowców energetycznych widać bardzo intensywną walkę. Widać oczywiście inflację spowodowaną różnymi tarczami pomocowymi, ale też wzrostem dóbr konsumpcyjnych. Natomiast największa inflacja i najbardziej odczuwalny jest kryzys energetyczny – dlatego, że ceny energii, surowców energetycznych i paliw wzrosły nie o 15% – tak jak przeciętna inflacja – tylko o kilkadziesiąt procent, a w niektórych przypadkach o setki procent.

– To będzie odczuwalne w gospodarstwach domowych ogrzewanych węglem, to będzie odczuwalne w naszych rachunkach za energię elektryczną, ale także w podstawowych towarach konsumpcyjnych. Energia w różnej postaci jest w każdej naszej działalności – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – W 2018 roku  energia elektryczna przed wakacjami kosztowała mniej więcej 160-180 złotych za 1 MWh. Dzisiaj mamy poziomy 2000-2500 zł – więc sytuacja jest naprawdę trudna. Ona kiedyś się skończy – natomiast nie jest to żadne pocieszenie dla milionów Polaków, którzy bardzo mocno odczują koszty tej zimy. W niektórych przestrzeniach – takich jak gaz – rząd już parę kwartałów temu zastosował preferencyjne taryfy dla gospodarstw domowych. Więc akurat domy ogrzewane gazem, czy woda ogrzewana gazem nie wzrośnie o setki procent. Natomiast tam, gdzie mamy do czynienia z ogrzewaniem węglowym czy innym, mogą pojawić się problemy. W czasie kryzysu powinniśmy zacisnąć pasa i oszczędzać nie tylko gotówkę – ale także energię w różnej postaci przez zmniejszenie konsumpcji. To będzie trudna zima, ale przeżyliśmy już trudne zimy w historii Polski. Tutaj stawką jest, by Ukraina była suwerennym państwem – kontrolującym swoje terytorium, a Polska nie była następnym celem agresji rosyjskiej – komentuje Roszkowski.