W Europie trwa bitwa o inwestycje. Czy mamy szansę ją wygrać?

Polska ma wszelkie szanse stać się największym w Europie beneficjentem globalnej transformacji gospodarczej. Jesteśmy atrakcyjniejsi kosztowo od państw zachodnich, dysponujemy dobrą infrastrukturą transportową i zapleczem magazynowym oraz wykształconą kadrą. Najbliższe miesiące pokażą, czy największe, światowe koncerny na jeszcze większą skalę niż dotychczas będą przenosić na nasz rynek swoją produkcję.

Konieczność zmian dobitnie uświadamiają inwestorom zaburzenia łańcuchów dostaw związane z lockdownami w Azji, czy blokadą kanału Sueskiego, które wygenerowały poważne opóźnienia w dostawach i bezprecedensowy wzrost kosztów transportu międzynarodowego.

Już w ubiegłym roku, dzięki trendowi związanemu z alokacją produkcji bliżej miejsca sprzedaży i powrotowi firm do lokowania działalności w kraju pochodzenia znacznie zyskaliśmy. Na polu bezpośrednich inwestycji zagranicznych w UE wyprzedziły nas w 2021 roku tylko Niemcy i Szwecja, choć jeszcze w 2019 roku wygrywaliśmy pod tym względem z naszymi zachodnimi sąsiadami. Zdystansowaliśmy już natomiast Węgry i Rumunię, z którymi jeszcze niedawno konkurowaliśmy.

Rekordowa wartość zagranicznych inwestycji bezpośrednich

W 2021 roku, jak wynika z danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego, Polska odnotowała rekordowo wysoką wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ), zajmując 14. pozycję na świecie. W naszym kraju zainwestowane zostało 24,8 mld dol., podczas gdy w 2020 roku – 13,8 mld dol., a w 2019 roku – 13,5 mld dol. Na polski rynek postawili przede wszystkich inwestorzy z sektora usług dla biznesu BSS (IT+SSC), badań i rozwoju, branży motoryzacyjnej, medycznej i elektronicznej oraz firmy z segmentu elektromobilności.

– Mamy mocne atuty by zyskać prymat na kontynencie i skorzystać na przetasowaniach w światowej gospodarce. Wykorzystać osłabienie pozycji Azji jako głównego światowego odbiorcy inwestycji w efekcie tarć USA – Chiny oraz trend skracania łańcuchów dostaw i przenoszenia produkcji i usług do Europy – informuje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz. – 2021 rok przyniósł już przemysłowi europejskiemu wzrost inwestycji o jedną trzecią licząc r/r. Polska jest dla przykładu europejskim liderem w produkcji AGD, a chińscy potentaci w tej branży, jak również koreańscy producenci, którzy mają już u nas fabryki rozważają poważne rozszerzenie swojej produkcji na polskim rynku – dodaje.

Niestety w tym roku pogorszył się klimat i otoczenie inwestycyjne dla biznesu. Poza wojną w Ukrainie, musimy mierzyć się dziś z szybkim wzrostem cen, podbijającym inflację, co wymusza podnoszenie stóp procentowych przez banki centralne i przekłada się na wyższe koszty finansowania inwestycji. UNCTAD wskazuje już na pierwsze symptomy spowolnienia na świecie i spadek wartości inwestycji typu greenfield oraz międzynarodowego finansowania projektów. Walka o inwestycje zagraniczne będzie więc teraz tym bardziej zacięta.

Mamy swoje argumenty

– Silnym argumentem przemawiającym za inwestowaniem w Polsce są nasze kompetencje. Młodzi, wykwalifikowani ludzie z ambicjami i solidnym podejściem do pracy, których w naszym kraju nie brakuje, a potencjał rozwojowy dodatkowo zapewniają inwestorom fachowcy, którzy przenoszą się do nas zza wschodniej granicy. Do lokowania w Polsce biznesu skłaniają także publiczne zachęty inwestycyjne, w tym specjalne strefy inwestycyjne stworzone w całym kraju. Naszym atutem jest również położenie oraz nowoczesna infrastruktura transportowa, łącząca główne miasta regionu, jak również wciąż korzystne koszty pracy w porównaniu z innymi państwami europejskimi. Należy tu wspomnieć też o dobrym poziomie PKB i samej wielkości rynku wewnętrznego, która dla inwestorów jest także sporą zachętą – mówi Kamil Kowalewski, Senior Negotiator w Walter Herz.

O dobrej kondycji naszego rynku świadczą także wskaźniki dotyczące rynków najmu. – Spada stopa pustostanów i rośnie popyt na powierzchnie komercyjne. Na rynku wybija się sektor logistyczny, który notuje rekordowe wyniki. Inwestycje magazynowe realizowane są często spekulacyjnie, bo brakuje powierzchni, mimo szybkiego przyrostu krajowych zasobów. Nasz rynek magazynowy z roku na rok umacnia swoją pozycję w Europie. W pierwszym kwartale 2022 roku dostarczyliśmy jedną czwartą nowej podaży powierzchni magazynowych na kontynencie. A rekordowa chłonność, jaką notuje polski rynek logistyczny przyniosła nam w pierwszym kwartale br. trzecią pozycję w Europie pod względem wielkości nowego popytu – informuje Bartłomiej Zagrodnik.

Sprawna logistyka przyciąga inwestycje

Utrzymujące się w naszym kraju od dawna wysokie zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe podbija w ostatnich miesiącach także wzrost aktywności najemców z branży produkcyjnej. Dopinguje to inwestorów do realizacji kolejnych projektów, mimo sporego ryzyka związanego z błyskawicznym wzrostem kosztów budowy i finansowania inwestycji. Z danych Walter Herz wynika, że w całej Polsce w budowie pozostaje 4,8 mln mkw. powierzchni magazynowych.

Nieruchomości logistyczne budzą też szczególne zainteresowanie na rynku inwestycyjnym. Po rekordowym dla polskiego sektora magazynowego 2021 roku, w którym zawarte zostały transakcje inwestycyjne o wartości 2,8 mld euro, aktywność inwestorów na naszym rynku chwilowo osłabła ze względu na zawirowania makroekonomiczne i niepewność związaną z wybuchem wojny w Ukrainie. Biznes dostrzega już jednak stabilizację sytuacji, popartą obecnością Polski w strukturach NATO i UE.

Doradcy uważają, że w dłuższej perspektywie zainteresowanie inwestorów obiektami logistycznymi w naszym kraju będzie rosło. Przemawia za tym zapotrzebowanie na magazyny zgłaszane przez sektor e-commerce, sieci handlowe i firmy produkcyjne oraz poprawa rentowności nieruchomości logistycznych związana z podwyżkami stawek czynszowych na naszym rynku.

Jubileuszowa podwyżka stóp procentowych

Rada Polityki Pieniężnej dokonała podwyżki stóp procentowych o 0,5 pp. do 6,5 proc. To jubileuszowa – dziesiąta podwyżka od października 2021 roku. Czy seria podwyżek zbliża się już do końca?

RPP dokonała dziś podwyżki stóp o 0,5 pp. czyli o 0,25 pp. mniejszej niż wynosiły przewidywania większości analityków. Po podwyżce podstawowa stopa procentowa wynosi 6,5 proc. Na taką decyzje wpłynęła cały czas rosnące inflacja, która w czerwcu wyniosła aż 15,6 proc. Choć z gospodarki napływają ostatnio niekorzystne dane, wskazujące na możliwość wystąpienia recesji, to szczyt inflacji jest jeszcze przed nami, czyli w najbliższych miesiącach inflacja jeszcze wzrośnie. Jej maksymalny poziom może wynieść 17-18 proc., choć może być wyższy w razie nowych problemów z dostawami ropy i gazu w Europie. Mimo podwyżek oficjalnych stóp realna stop procentowa w Polsce (stopa procentowa minus inflacja) cały czas spada i wynosi obecnie -7,87 proc.

Także ostatnie znaczne osłabienie złotego nie pozostało bez wpływu na decyzję rady. Podwyżka stóp może bowiem w krótkim terminie wpłynąć na umocnienie złotego. Choć jak pokazuje doświadczenie Węgier, gdzie w odpowiedzi na osłabienie funta, 28 czerwca podniesiono podstawową stopę o 1,85 pp., umocnienie z tym związane może być tylko przejściowe. W związku z tym dziś Węgrzy ponownie podnieśli stopy – tym razem stopę tygodniową aż o 2 pp., kolejny raz próbując zatrzymać osłabienie swojej waluty.

Złoty osłabia się, także z obawy przed rychłym zakończeniem serii podwyżek stóp procentowych w Polsce. Na taki scenariusz wskazuje niższa niż oczekiwano dzisiejsza podwyżka stóp oraz coraz gorsze dane makroekonomiczne napływające z gospodarki, które zwiastują wystąpienie recesji w drugim półroczu tego roku. W sierpniu RPP się zbiera, ale nie będzie decydować o wysokości stóp. Kolejne posiedzenie, na którym może dojść do podwyżki stóp jest zaplanowane dopiero na 7 września. O tym czy Rada podniesie po wakacjach stopy raz czy dwa razy, będą decydować napływające z gospodarki kolejne dane.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Pierwszy efekt decyzji RPP

Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe o 50 punktów bazowych, co oznacza, że stopa referencyjna będzie wynosić 6,5%. To dziesiąte kolejne posiedzenie przynoszące podwyżkę i za każdym razem ta podwyżka była większa niż 25 punktów bazowych. Jednak ruch jest mniejszy niż oczekiwano i przynosi osłabienie waluty.

Konsensus rynkowy zakładał podniesienie stóp o 75 punktów bazowych i choć nie jest to pierwsze zaskoczenie, ma miejsce w dość delikatnym momencie. Ostatnie dni przynoszą spore osłabienie złotego, szczególnie wobec dolara. Kluczowym motywem jest tu obawa o recesję w Europie oraz kryzys energetyczny, ale przy inflacji przekraczającej 15% krajowy wątek stabilności cen nie jest też bez znaczenia. Historia pokazuje, że skokowe podnoszenie stóp w celu zahamowania deprecjacji waluty jest mało skuteczne. Natomiast podnoszenie stóp w celu zbudowania wiarygodności procesu walki z inflacją będzie mieć znaczenie większe.

Oczywiście dla inflacji nie ma aż tak dużego znaczenia to, czy stopa referencyjna wynosić będzie teraz 6,5%, czy wynosiłaby 6,75%. Ważne jest to, gdzie ostatecznie trafią stopy i jak długo tam pozostaną. Nawet jeśli obecnie inflacja jest w okolicach szczytu, a spadające ceny surowców pomogą ją obniżyć, to przy założeniu średniorocznej inflacji w 2023 na poziomie 8-9% nadal mielibyśmy ujemne realne stopy procentowe. Dlatego Rada nie ma wyboru – musi pozostać na kursie na zaostrzenie pieniężne dopóki nie odnotuje sygnałów zelżenia presji inflacyjnej.

Złoty na razie reaguje na decyzję Rady osłabieniem. Dogrywka czeka nas jutro podczas konferencji prezesa. O 15:55 euro kosztuje 4,7943 złotego, zaś dolar 4,7067 złotego.

Dr Przemysław Kwiecień, analityk XTB

Ograniczona podwyżka stóp o 50 pb. Co dalej?

Rada Polityki Pieniężnej ogłosiła dziś podniesienie stóp procentowych o 50 pb. W konsekwencji stopa referencyjna wzrosła do 6,5%. Ostatni raz na takim poziomie była w 2005 r. Reakcja złotego na decyzję RPP nie była bardzo silna.

Skala podwyżki jest zaskoczeniem. Zarówno konsensus, jak i my zakładaliśmy, że stopy wzrosną o 75 pb. Część obserwatorów sugerowała, że – w kontekście ostatniej słabości złotego i niedawnych agresywnych podwyżek stóp w Rumunii i na Węgrzech – rosną szanse na nawet silniejszy ruch ze strony RPP. W tym kontekście zaskoczenie było spore.

Co ciekawe, reakcja złotego na decyzję RPP nie była bardzo silna. W pierwszej chwili kurs EUR/PLN wzrósł z okolic 4,77 do 4,81 jednak niedługo później zaczął oscylować w okolicy środka tego przedziału. W kontekście rynkowych oczekiwań reakcja ta jest zaskakująco niewielka. Osłabienia złotego nie spotęgowała również publikacja komunikatu po posiedzeniu RPP. Jego treść była bardzo zbliżona do poprzedniego. Co ważne – zmianom nie uległo odniesienie do dalszych kroków banku centralnego: „decyzje Rady będą zależne od napływających informacji”.

Najciekawszym elementem komunikatu była rewizja projekcji wzrostu gospodarczego i inflacji. Obecnie środek przedziału inflacji prognozowanego z 50–procentowym prawdopodobieństwem na 2022 r. to 14,3% wobec 10,8% w projekcji z marca. W przypadku kolejnych dwóch lat to odpowiednio 12,5% (9% w marcu) i 4,1% (4,3%). Środek prognozowanego przedziału dla wzrostu PKB to 4,7% (4,4%) w 2022 r., 1,3% (3%) w 2023 r. i 2,3% (2,7%) w 2024 r. Rok 2023 r. rysuje się dość pesymistycznie. Bardzo możliwe, że obniżenie tempa podwyżek stóp procentowych ma odzwierciedlać zmianę oczekiwań dot. wzrostu gospodarczego.

W komunikacie nastąpiła również niewielka zmiana tonu w kontekście złotego. Decydenci stwierdzają, że „obniżaniu inflacji sprzyjałoby także umocnienie złotego, które w ocenie Rady byłoby spójne z fundamentami polskiej gospodarki”. Wcześniej użyto sformułowania „powinno sprzyjać” i „będzie spójne”. Taka zmiana może sugerować pewną wątpliwość w kontekście tego, czy złoty się umocni.

Co dalej ze stopami?

Sądzimy, że po wakacjach stopy procentowe powinny jeszcze wzrosnąć. Niepewność w zakresie tego, jak będzie kształtować się polityka pieniężna za dwa miesiące i dalej, istotnie jednak wzrosła. RPP zmniejszyła tempo podnoszenia stóp procentowych, i do wyższego już raczej nie wróci, ale na tym etapie trudno określić, kiedy zakończy cykl. Dużo zależeć będzie od napływających danych.

Z uwagą będziemy obserwować konferencję prasową prezesa Glapińskiego, która rozpocznie się w piątek 8 lipca o 15:00. Powinna ona dodać kontekstu do lipcowej decyzji i być może rzuci nieco światła na to, jak mogą rysować się dalsze kroki banku centralnego.

Autor: Roman Ziruk – analityk Ebury

Stopy procentowe znowu w górę. Jak zareaguje rynek nieruchomości?

Działająca w coraz bardziej skomplikowanym środowisku rodzimej gospodarki Rada Polityki Pieniężnej, podniosła już po raz dziesiąty z rzędu stopy procentowe NBP. Tym razem prognozy obstawiały szerszy zakres ruchu w granicach 50-100 pb. Ostatecznie główna stopa poszybowała o 50 pb. do poziomu 6,5 proc.

RPP decydując o kolejnym poziomie procesu windowania kosztu rodzimego pieniądza, tym razem działała pod szczególną presją, znajdując się w przysłowiowym położeniu pomiędzy młotem a kowadłem. Wynika to z faktu nie tylko wciąż nieubłaganie szybującej inflacji CPI, ale dodatkowo sytuacji załamania złotego w okolicznościach dołującego PMI dla polskiej gospodarki. I to prawdopodobnie ten ostatni czynnik zadecydował o relatywnie umiarkowanej podwyżce, niestety najprawdopodobniej nie ostatniej w tym cyklu.

Przy obecnej wartości stopy referencyjnej, zakładając wzrost stawki WIBOR 3M do 7,6 proc. do końca lipca br., dynamika rat kredytów mieszkaniowych w stosunku do okresu sprzed podwyżek przekracza już na dobre 100 proc. od jesieni ub. roku. Rata kredytu o wartości 300 tys. zł zaciągniętego na 30 lat z marżą równą 2 proc. wzrośnie już licząc od początku października ub. roku z poziomu 1141 zł do 2544 zł. Natomiast miesięczna spłata analogicznego zobowiązania w wysokości 600 tys. zł pójdzie w górę z 2281 zł do 5090 zł, a więc już o 123 proc., a nominalnie ponad 2,8 tys. zł. Tego typu relacje sygnalizują już teraz osiągnięcie poziomów krytycznych, które grożą istotnym pogorszeniem statystyk spłacalności hipotek złotowych.

Tymczasem zgodnie z zasadą „nieszczęść chodzących parami”, załamanie kursu złotego silnie uderza w budżety 600 tys. mieszkaniowych kredytobiorców walutowych, których sytuacja w porównaniu do zadłużonych w złotym jeszcze do niedawna wydawała się relatywnie stabilna. Tymczasem po pierwszej od lat podwyżce stóp przez SNB i prognozach ich dalszego ruchu w górę, już w bezpośredniej perspektywie, w połączeniu z przyśpieszeniem zwyżki CHF/PLN sytuacja tzw. frankowiczów zaczyna się bardzo poważnie komplikować. Bynajmniej nie poprawi jej umiarkowany tym razem ruch RPP, który spowodował dalszą deprecjację rodzimej waluty.

Najbardziej efektownym skutkiem marszu stóp procentowych w górę jest koniunkturalna zapaść statystyk kredytów mieszkaniowych. Indeks BIK popytu na kredyty mieszkaniowe w czerwcu uległ tąpnięciu o 59,9 proc. w relacji rok do roku, natomiast spadek wnioskujących o kredyt zniżkował o 60 proc. do zaledwie 19,5 tys. czyli absolutnie najniższej w monitorowanej przez BIG od 2007 roku historii. Co gorsza jednak, sytuacja pomimo dość tragicznej wymowy wciąż nieubłaganie pogarsza się z miesiąca na miesiąc. W tym stanie rzeczy prognozy spadku wartości kredytów mieszkaniowych o 20 – 30 proc. w roku bieżącym wydają się i tak dość optymistyczne.

Taka sytuacja coraz dotkliwiej uderza w sprzedaż mieszkań deweloperskich. Ostatni raport  BIG DATA RynekPierwotny.pl. informuje o czerwcowym wyniku sprzedaży nowych mieszkań w liczbie zaledwie 2129 lokali na siedmiu największych rynkach kraju. Oznacza to spadek miesiąc do miesiąca o 13 proc. i rok do roku aż o 40 proc.

Charakterystycznym elementem hamowania koniunktury sprzedażowej na pierwotnym rynku mieszkaniowym jest wyraźne spowolnienie wzrostów stawek mkw. nowych lokali na głównych rynkach kraju. Na podstawie danych za czerwiec można z grubsza przyjąć, że ceny w relacji miesiąc do miesiąca nie uległy zmianom mającym znaczenie statystyczne. Być może już za miesiąc – dwa okaże się, że w sytuacji rekordowo wysokich stóp NBP, stymulujących spadkową tendencję deweloperskich kontraktacji, pojawi się pierwsza od lat szansa na impuls korekcyjny w deweloperskich cennikach.

Jak zauważa portal RynekPierwotny.pl, w dalszym ciągu deweloperzy mieszkaniowi komunikują rekordową – rzędu 60 – 70 proc. udziału – przewagę transakcji gotówkowych nad kredytowymi w procesie topniejącej z miesiąca na miesiąc sprzedaży nowych lokali. Tymczasem coraz większą konkurencją dla inwestycji w mieszkania stają się rosnące, wraz ze stopami NBP, oprocentowania lokat bankowych oraz rentowności innych instrumentów finansowych niskiego ryzyka z gwarancją ochrony kapitału. A być może już niebawem spełnią się oczekiwania likwidacji kuriozalnego, w obecnych warunkach rynkowych, podatku Belki.

Sytuacja ta coraz bardziej zaczyna przypominać tę z okresu globalnego kryzysu finansowego zapoczątkowanego upadkiem Lehman Brothers w 2008 roku, kiedy to pieniądze trzymane przez Kowalskiego w rodzimym banku dawały przez kilka lat z rzędu znacznie większe profity niż zainwestowane w mieszkaniówce.

W tej sytuacji najgorszym z możliwych scenariuszy dla branży deweloperskiej byłby wiarygodny sygnał początku korekty cenowej nowych mieszkań, co mogłoby wywołać  u inwestorów detalicznych awersję do gotówkowych inwestycji mieszkaniowych na bliżej nieokreślony okres czasu. W tej chwili wydaje się to bardzo mało prawdopodobne z racji rekordowo wysokiej inflacji i rosnących kosztów inwestycji deweloperskich. Sęk w tym, że na rynku nie ma rzeczy niemożliwych, a ceny mieszkań zależą nie tylko od jednego, ale od całego szeregu czynników, w tym przede wszystkim takich, których nie sposób przewidzieć.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Ustawa wdrażająca tzw. „system kaucyjny” to zagrożenie dla małych sklepów

Instytut Staszica przeanalizował zapowiedzi dotyczące ustawy wprowadzającej system kaucyjny dla opakowań plastikowych, a także szklanych wielokrotnego i jednorazowego użytku. Instytut pozytywnie ocenia projekt objęcia systemem kaucyjnym opakowań plastikowych czy metalowych dla napojów (butelki PET, puszki) jako tych surowców, które ze względu na specyfikę (małą masę, możliwość zgniatania) mogą być przyjmowane przez automaty w większości sklepów lub mogą być przez nie zbierane manualnie. Dodatkowo to one właśnie w ogromnym stopniu zanieczyszczają nasze ulice i środowisko – ich zbiórka i recykling są więc korzystne społecznie i ekologicznie, a także realne organizacyjnie. W zapowiedzi Ministerstwa Klimatu i Środowiska pojawiła się informacja, że planowany system ma objąć również butelki szklane jednorazowego użytku. Instytut wskazuje na ryzyka obciążenia handlu detalicznego kwestią odbioru opakowań szklanych. O ile system odbioru opakowań wielorazowych (już teraz objętych kaucją) działa bardzo efektywnie, o tyle objęcie nim także szklanych opakowań jednorazowych będzie ogromnym – by nie rzec śmiertelnym – obciążeniem dla małych polskich sklepów, które wciąż stanowią dominujący segment w polskim handlu.

Na polski rynek trafia rocznie ok. 5,5 mln ton opakowań. W podziale na surowiec wygląda to następująco – 985 tys. ton opakowań z tworzyw sztucznych, 91,5 tys. ton  aluminium, 153 tys. ze stali i blachy stalowej, 1,9 mln ton z papieru i tektury oraz 1,2 mln ton opakowań ze szkła i tyle samo z materiałów naturalnych, w tym drewna.[1]

Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego polski konsument zużywa średnio ok. 160 kg opakowań rocznie. Tymczasem w przypadku mieszkańców pozostałych państw Unii Europejskiej jest to ok. 180 kg. I choć u nas ten odsetek jest niższy o 20 kg, to jednak w ostatnich latach zużycie opakowań w Polsce rosło dynamicznie, o blisko 12 proc. w skali roku – podkreśla Instytut[2].

Plastik i puszki – prosty sposób na czyste miasta

Patrząc na wymogi prawne, obecne poziomy recyklingu oraz specyfikę struktury polskiego handlu – z pewnością trzeba zająć się opakowaniami plastikowymi i to te opakowania przede wszystkim powinny znaleźć się w depozycie. Dzięki temu producenci napojów będą mogli wypełnić swoje obowiązki w zakresie uzyskania odpowiednich poziomów zbiórki i recyklingu oraz udziału surowca wtórnego w opakowaniach plastikowych od napojów, a Polska będzie odprowadzała niższe opłaty do Brukseli.

Takie podejście uzasadniają też poziomy recyklingu dla poszczególnych opakowań, które są w Polsce obecnie osiągane. Poziom recyklingu opakowań z tworzyw sztucznych w 2018 r. kształtował się na poziomie 35,2%[3]. W tym czasie na rynek wprowadzono ok. 985 tys. ton opakowań z tworzyw sztucznych, z których nieco ponad 346 tys. ton zostało poddane recyklingowi. Zgodnie dyrektywą 2018/852 z 30 maja 2018 r. Polska będzie musiała osiągać do 31 grudnia 2025 r. wielkości na poziomie 50% w odniesieniu do tworzyw sztucznych.

Nawet pobieżna obserwacja naszych ulic czy parków pokazuje, że to właśnie puszki i opakowania plastikowe w głównej mierze zaśmiecają nasze otoczenie i to nimi właśnie należy zając się  pierwszej kolejności. Poza tym są one lekkie, łatwe do zebrania i nie będą stanowić utrudnienia dla małych sklepów. Wprowadzenie do depozytu tylko tych opakowań  z pewnością obniży koszt całego systemu. Będzie to też więc uzasadnione ekonomicznie.

Szkło zatka system, czyli lepsze jest wrogiem dobrego

Trzeba stwierdzić, iż polski system zbiórki opakowań szklanych już w tej chwili działa bardzo dobrze w przypadku opakowań  wielorazowych (czyli już teraz objętych kaucją). Biorąc pod uwagę specyfikę rynku polskiego oraz efekty jego działania, system ten wydaje się dobrym rozwiązaniem dla wspomnianych opakowań. Jego efektywność sięga 90-92%. Oznacza to, że zaledwie 8-10% butelek szklanych wielokrotnego użytku jest traconych rocznie w rynku, co przekłada się na wprowadzanie w tym okresie na rynek zaledwie około 100 tys. ton szkła (dane: Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie).[4]

Jednocześnie trzeba podkreślić, że w obecnym systemie także jednorazowe opakowania szklane zbierane są z bardzo wysoką skutecznością. Według danych Europejskiej Organizacji Opakowań Szklanych, w Polsce z roku na rok wzrasta poziom recyklingu opakowań szklanych, co jest bardzo dobrą prognozą na przyszłość (2016 r. 53%, 2017 r. 62,5%). Obecnie już około 70% opakowań szklanych w Polsce poddanych jest recyklingowi, a to jest optymistyczną przesłanką do spełnienia wymagań Unii Europejskiej, a zatem aby osiągnąć pełny poziom 70% w 2025 roku.  Stłuczka szklana jest ważnym surowcem wtórnym. Szkło, w odróżnieniu od np. plastiku, można przetwarzać nieskończoną ilość razy, także na kolejne opakowania do produktów spożywczych. Recykling szkła w 2019 roku w Polsce osiągnął rekordowy poziom 67% (wzrost z 63%, w 2018 r.). W bieżącym roku planowane jest osiągnięcie poziomu 70% recyclingu odpadów szklanych w Polsce. Obecny wysoki poziom recyclingu opakowań szklanych został osiągnięty dzięki skutecznym systemom segregacji w poszczególnych gminach. W krajach europejskich, w których osiągane są najwyższe poziomy recyclingu szkła, nie zostały wprowadzone systemy kaucyjne dla tego surowca (Szwecja – recycling szkła na poziomie 99%, Norwegia – 98%, Belgia – 98%, Włochy – 87%, Hiszpania – 80%, Bułgaria – 78%).

Instytut podkreśla natomiast iż włączenie opakowań szklanych jednorazowych do systemu kaucyjnego będzie ogromnym by nie rzec zabójczym obciążeniem dla małego handlu detalicznego a jednocześnie nie poprawi w sposób znaczący finalnego wolumenu zbieranych opakowań – będzie się bowiem kanibalizował z istniejącymi już systemami gminnymi (pojemniki na szkło).

Zagrożenie dla małych, polskich sklepów

Pandemia COVID-19 wywindowała udziały handlu internetowego kosztem tradycyjnego. Popularność zakupów online przełożyła się na spadek zakupów stacjonarnych, a w konsekwencji na zamknięcie w 2022 r. największej liczby sklepów od 5 lat. W postpandemicznym otoczeniu rynkowym najszybciej znikają sklepy ogólnospożywcze. Rosnąca inflacja, która zmusza konsumentów do ograniczania wydatków w domowych budżetach, zaostrza sytuację w gospodarce i ogranicza konkurencyjność wielu różnych branż. Wprowadzone regulacje prawne, jak i te planowane w najbliższym czasie, mogą jeszcze bardziej pogorszyć nastroje na rynku.

Struktura polskiego handlu jest unikalna. Jak podkreśla rynek, 40% sprzedaży odbywa się tradycyjnym kanałem, który stanowią małe i średnie placówki. Ich powierzchnia handlowa jest ściśle ograniczona i w pełni zagospodarowana. Dlatego punkty te nie będą miały możliwości wyodrębnienia dodatkowej przestrzeni magazynowej, na potrzeby skupu np. jednorazowych butelek szklanych. Z frakcją puszek czy butelek PET łatwo można sobie poradzić – opakowania dają się łatwo zgnieść, dlatego nie powinny zajmować zbyt wiele miejsca.

Gabarytowo opakowania szklane są także mniej komfortowe nie tylko na etapie magazynowania, ale również transportu i całej logistyki. Jeśli mowa o wygodzie, to sukces systemu kaucyjnego zależy od zaangażowania samych konsumentów. Trudno oczekiwać, by byli zainteresowani odnoszeniem do sklepów – nierzadko oddalonych o kilkaset metrów, nie wspominając o większych odległościach – czyli systematycznego zwrotu wielkogabarytowych opakowań szklanych. Nawet zachęta w postaci zwrotu równowartości kaucji, może nie być wystarczającym argumentem, by zebrać satysfakcjonujące poziomy tego surowca. Przy okazji gromadzenia opakowań szklanych trzeba wziąć pod uwagę także kwestie związane z BHP. Ewentualna stłuczka lub szkło oszczerbione może być zagrożeniem dla konsumentów, ale także personelu sklepów.

Z powodu wygody, objęcie szkła kaucją może skłonić wielu konsumentów do zakupu opakowań plastikowych. Przewrotnie, spowoduje to odwrócenie trendu – ekologiczny, cyrkularny segment dla opakowań szklanych zostanie wyparty przez zakupy produktów opakowanych w plastik. Takie wnioski płyną z analizy rozwiązań wdrożonych w państwach UE. Przykładowo w Niemczech objęcie szkła depozytem spowodowało spadek użytkowania butelek szklanych z 80% do poziomu 50%.

Obligatoryjnie do udziału w systemie kaucyjnym mają być włączone placówki średnio- i wielkopowierzchniowe. Każdy sklep o powierzchni handlowej od 100 m kw. (analizowane jest też podwyższenie tego progu – Polska Izba Handlu opowiada się na progiem 500 m kw.) będzie zobowiązany do odbierania przynoszonych przez klientów pustych opakowań objętych systemem kaucyjnym oraz do wypłacenia klientowi kaucji. Pozostałe, mniejsze jednostki handlowe będą mogły odbierać te opakowania oraz zwracać kaucję na zasadzie dobrowolności. Wszystkie placówki handlowe będą jednak zobowiązane do pobierania kaucji. System ma być przyjazny dla klienta, dlatego zrezygnowano z konieczności okazywania dowodu zakupu towaru w postaci paragonu.

Dodatkowo trzeba podkreślić, iż nadmierne obciążenie systemu może zepsuć efekty tego co już działa dobrze i można to łatwo poprawić poprzez  np. edukację. Objęcie szkła jednorazowego depozytem przyczynia się do pogorszenia sytuacji lokalnych systemów zbiórki. Skutkuje to nawet zmniejszeniem ogólnego poziomu recyklingu. W praktyce nie pomaga to, np. samorządom, obniżać cen, zmniejszyć częstotliwości opróżniania pojemników, czy obniżać opłat dla mieszkańców (tylko niewielka ilość opakowań ze szkła „wychodzi” z systemu). Wpływ środowiskowy systemów depozytowych jest wątpliwy dla surowców, które mogą być łatwo zebrane w inny sposób, np. szkła – dodatkowy transport vs niewielki przyrost recyklingu. Rozdrobnienie i specjalne etykiety utrudniają recykling i powodują straty szkła do recyklingu (do 30%). Nowoczesne instalacje w Polsce umożliwiają oczyszczenie i recykling całości szkła zbieranego w pojemnikach za pomocą systemów gminnych.  Pokazują to także doświadczenia innych krajów: najwyższe poziomy recyklingu szkła charakteryzują kraje, w których funkcjonują wyłącznie systemy selektywnego zbierania szkła oparte o pojemniki (w tym kraje będące od kilku lat „na podium” – Belgię, Słowenię i Luksemburg). Korzystają one tyko z ROP.

System pojemnikowy – najbardziej efektywny

W ocenie organizacji reprezentującej producentów frakcji szklanych, Związku Pracodawców „Polskie Szkło”, dla recyklingu szkła najbardziej efektywne są lokalne systemy pojemnikowe, współfinansowane poprzez Rozszerzoną Odpowiedzialność Producenta. W Polsce, według danych Europejskiej Organizacji Opakowań Szklanych, rok do roku wzrasta poziom recyklingu opakowań szklanych. Obecnie już około 70% opakowań tego typu poddanych jest recyklingowi. Dla szkła jednorazowego system kaucyjny będzie zatem mało efektywny i najbardziej kosztowny.

W Europie tylko 3,1% szkła trafiającego na rynek jest objęte systemami depozytowymi. Przykładowo, na Litwie w 2019 r. zebrano w ten sposób tylko 8 800 ton opakowań ze szkła. Dlatego, zdaniem ekspertów Instytutu Staszica, przy włączeniu w system kaucyjny w sklepach  opakowań plastikowych i puszek – z jednej strony  najbardziej zanieczyszczających, zaśmiecających środowisko, a z drugiej łatwych do zebrania i przechowania – należy zastosować odrębną metodę dla opakowań szklanych jednorazowego użytku. Trzeba pozostawić dotychczasowy system kaucyjny dla opakowań zwrotnych, zaś opakowania szklane bezzwrotne zbierać w systemie innym, niż sklepowe butelkomaty –poprzez systemy samorządowe, które już z powodzeniem działają, albo też umożliwić im realizację kaucji. W przeciwnym wypadku obligatoryjne zbieranie wszelkich opakowań szklanych przez małe sklepy spowoduje błyskawiczne zatkanie systemu bądź jego dysfunkcjonalność. Klientom nie będzie się opłacało nosić opakowań do dużych sklepów, a to podważy sens całego systemu oraz jego walor społeczny i edukacyjny.

Włączenie butelek szklanych jednorazowych do systemu kaucyjnego nie spowoduje wzrostu efektywności zbiórki stłuczki szklanej, a doprowadzi do działania dwóch równoległych systemów zbiórki: gminnego, który nadal będzie zbierał opakowania szklana np. słoiki i kaucyjnego, który będzie zbierał opakowania szklane po napojach. Jest jednak pewne, że  znaczna większość konsumentów nie zwróci opakowań po napojach do sklepu  z uwagi za zbyt małą zachętę w postaci kaucji oraz utrudnienia z tym związane. Będą działać więc równocześnie dla tej samej frakcji – dwa systemy, co będzie generowało dodatkowe koszty. System kaucyjny powinien służyć zbiórce frakcji, dla których zbiórka pojemnikowa nie jest skuteczna, jak. np. butelki plastikowe. Zdaniem Instytutu  skutecznie dziś działający system pojemnikowy dla szkła powinien być wspierany i rozwijany, poprzez zwiększanie jego efektywności, przy obniżaniu kosztów prowadzenia oraz edukację społeczną.

[1]http://jagiellonski.pl/files/other/Rozszerzona_odpowiedzialnoYY_producenta_w_sektorze_gospodarki_odpadami_-_RAPORT_IJ.pdf

[2] Tygodnik Gospodarczy, Polski Instytut Ekonomiczny, styczeń 2020 r. oaz https://pie.net.pl/wp-content/uploads/2020/09/PIE-Zalew-smieci.pdf

[3] Raport Instytutu Jagiellońskiego pt. „Rozszerzona odpowiedzialność producenta w sektorze gospodarki odpadami”, czerwiec 2020 r.

[4] Raport PFPŻ i ZPPP – Browary Polskie pt. „Reforma systemu zagospodarowania odpadów. Stanowisko organizacji producenckich”, 2020 r.; https://portalkomunalny.pl/przedsiebiorcy-chca-rop-razem-z-systemem-depozytowo-kaucyjnym-411140/

Sądny dzień dla złotego

Dzisiejszy dzień upłynie wielu naszym rodakom na czekaniu na wyrok. Stopy procentowe najprawdopodobniej znów skoczą w górę. Pytanie najważniejsze brzmi jak co miesiąc – ile?

Cios w kredytobiorców

Już dzisiaj decyzja EBC w sprawie podwyżek stóp procentowych. Teoretycznie jest to zmiana, ale i tym, że mówimy o wzroście właściwie nikt nie ma wątpliwości. Wątpliwości mają jednak analitycy, jak silny będzie to ruch. Na rynku pojawia się wiele koncepcji zarówno względem obecnej decyzji, jak i tego, co bank centralny powinien robić dalej. Większość tych analiz niestety zakłada racjonalność decydentów i współpracujący rząd. O ile negowanie tego pierwszego założenia byłoby bezczelnością, o tyle fakt, że rząd zalewając rynek pieniędzmi mocno utrudnia walkę z inflacją. Czego zatem można się spodziewać dzisiaj? Wzrostu stóp procentowych o 0,5%-1%. To powinno podnieść raty kredytów złotowych o 40-80 złotych na każde 100 000 zł kredytu. W przypadku niskich podwyżek w rodzaju 0,5% lub ostrożnych wypowiedzi po decyzji można spodziewać się, że euro ponownie zaatakuje poziom 4,80 zł, od którego odbiło się wczoraj.

Rumunia wraca do walki z inflacją

Narodowy Bank Rumunii ostatnimi miesiącami był mistrzem pracy na pół etatu. Niby podnosili stopy procentowe, ale jakoś im to nie szło zbyt spiesznie. Zaczęli w październiku 2021, czyli relatywnie wcześnie. Zaczynali od poziomu 1,25%, czyli ponad 1% powyżej Polski. Jak się jednak okazuje, jeżeli bank centralny zbiera się nie jak w Polsce co miesiąc, ale w amerykańskim modelu dwa razy na kwartał to posiedzeń jest mniej. W takim scenariuszu można oczywiście podnosić stopy procentowe szybciej niż kraje, które podnoszą co miesiąc. Rumunii jednak powiązali swoją walutę z euro i zbyt silne ruchy wybiłyby ją z tego parytetu. W strefie euro podnoszenie stóp procentowych idzie jeszcze mniej spiesznie. W rezultacie Rumunia mimo niebycia w unii walutowej zaserwowała sobie jej problemy.

Węgrzy rozpaczliwie ratują forinta

Waluta Węgier od początku rosyjskiej agresji zbrojnej na Ukrainie jest w wyraźnym odwrocie. Co ciekawe, traci mocniej niż waluty zarówno agresora i ofiary. Kluczem jest absolutny brak zaufania do tamtejszego rządu, który bardzo słabo ukrywał swoją prorosyjskość. Do tego doszły bardzo dziwne decyzje gospodarcze, w tym między innymi zamrożenie stóp procentowych dla kredytów hipotecznych, które jest ogromnym problemem dla banków. Obecnie bank Węgier gwałtownie podnosi stopę depozytową, by ściągnąć pieniądze z rynku. Tygodniowa stawka poszła w górę aż o 2%. Nadal jesteśmy jednak blisko historycznych minimów forinta względem większości walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych głównym wydarzeniem jest decyzja RPP. Nie jest jednak komunikowana godzina publikacji.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Cykl podwyżek stóp procentowych dobiega końca

Niekorzystna mieszanka silnie rosnącej inflacji i słabnącej gospodarki może w nieodległej przyszłości skłonić Radę Polityki Pieniężnej do zakończenia cyklu podwyżek stóp procentowych. Byłby to scenariusz korzystny dla posiadaczy kredytów, choć niekoniecznie zły dla oszczędzających.

Najnowsze wstępne dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazały, że w czerwcu dynamika inflacji przyspieszyła z 13,9 do 15,6 proc. i jest najwyższa od 25 lat. Na szczęście wiele wskazuje na to, że wkrótce presja na wzrost cen się mniejszy, co oznacza, że konsumenci odczują niewielką ulgę. Zła informacja jest taka, że coraz więcej sygnałów wskazuje na rychłe pogorszenie się kondycji polskiej gospodarki. Najnowszym jest nadspodziewanie duży spadek wskaźnika PMI, z wyprzedzeniem informującego o perspektywach koniunktur w przemyśle. W czerwcu jego wartość obniżyła się do zaledwie 44,4 punktów, z 48,5 w maju i była znacząco niższa, niż spodziewali się analitycy. Pogorszenie się sytuacji sygnalizuje spadek tego wskaźnika poniżej 50 punktów. A w naszym przypadku, nie dość, że jest on poniżej tej bariery drugi miesiąc z rzędu, to dynamika spadku niebezpiecznie przyspiesza. Niepokojąco wygląda także szczegółowa analiza jego elementów składowych, a głównie spadek liczby nowych zamówień dla przemysłu, a co za tym idzie, nieuchronne obniżenie się dynamiki produkcji przemysłowej. To konsekwencja zarówno pogorszenia się koniunktury na świecie, a szczególnie w Niemczech, ale także zmniejszania się popytu wewnętrznego, wynikającego w znaczniej mierze ze słabnącej w związku z wysoką inflacją konsumpcji. Dane dotyczące zamówień są najgorsze od czasu największego nasilenia negatywnych konsekwencji pandemii i globalnego kryzysu finansowego z 2008 r.

Zestawienie danych o inflacji z odczytem wskaźnika PMI powoduje sporą niepewność w kwestii najbliższej decyzji Rady Polityki Pieniężnej już w trakcie lipcowego posiedzenia, zwiększa zaś prawdopodobieństwo rychłego zakończenia cyklu zaostrzania warunków monetarnych. Część analityków spodziewa się, że sygnały tego ostatniego zjawiska mogą być widoczne już w tym tygodniu i Rada może zdecydować jedynie o niewielkie, rzędu 0,25 punktu procentowego podwyżce, a nie jest wykluczone, że w ogóle z niej zrezygnuje. Zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych, a nawet tylko zasygnalizowanie jego zakończenie przyniosłoby ulgę kredytobiorcom, w wyniku spadku stawek WIBOR. Jednocześnie posiadacze oszczędności mogliby jeszcze przez pewien czas cieszyć się wysokimi odsetkami z lokat bankowych.

Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce

Badanie EY: firmy notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych coraz efektywniej wdrażają działania klimatyczne, jednak jakość raportowania wymaga dalszej poprawy

Eksperci EY w ramach badania – Barometru Ujawnień Ryzyka Klimatycznego – przeanalizowali raporty roczne blisko 60 spółek notowanych na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych pod kątem ich zgodności z tzw. Rekomendacjami TCFD, globalnym standardem sprawozdawczości korporacyjnych działań klimatycznych. Weryfikacji poddane zostały dwa czynniki – zgodność z rekomendacjami oraz jakość publikowanych danych. Dla całości rynku wskaźniki osiągnęły poziom 64% (zgodność) oraz 28% (jakość). W porównaniu do 2020 roku oznacza to odpowiednio wzrost o 8 oraz 1 punkt procentowy. Najlepszy wynik zanotowały spółki z WIG20 – 87% (zgodność) i 39% (jakość). Po przeciwległej stronie skali w obszarze zgodności z rekomendacjami TCFD uplasował się segment rolnictwo, żywność i produkty leśne (39%), a w jakości danych – transport (14%).

– Biznes stoi przed największą dla naszego pokolenia transformacją. Nie ulega wątpliwości, że żadna organizacja nie uniknie konieczności dostosowania swojego modelu funkcjonowania do znacznie ostrzejszych wymogów klimatycznych. Co więcej, oczekiwania wobec przedsiębiorstw będą tylko rosły. Wyniki raportu EY wskazują, że sytuacja w Polsce ulega poprawie. W szczególności dotyczy to dostosowywania realizowanych działań do zgodności z międzynarodowymi standardami. Polski biznes wciąż nadrabia zaległości, ale idzie mu to coraz sprawniej. Poprawy wymaga jednak jakość danych, którymi organizacje dzielą się z rynkiem – mówi Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider Doradztwa w zakresie Sustainability w regionie CESA.

Czynniki poddane analizie

W czerwcu 2017 r. Task Force on Climate-related Financial Disclosures (TCFD), stworzona przez Radę Stabilności Finansowej (FSB) – powołany po szczycie G20 w 2009 r. międzynarodowy organ monitorujący globalny system finansowy i zgłaszający zalecenia na jego temat – opublikowała wytyczne dotyczące sprawozdawczości w zakresie informacji finansowych związanych z klimatem. Rekomendacje TCFD tworzy 11 punktów w 4 kategoriach – Ład Korporacyjny, Strategia, Zarządzanie ryzykiem, Wskaźniki i Cele. Z biegiem lat stały się one podstawą do opracowania kolejnych, regionalnych standardów, również na obszarze Unii Europejskiej.

Eksperci EY poddali analizie raporty roczne blisko 60 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych, które działają w segmentach najbardziej narażonych na ryzyko klimatyczne. Dotyczy to zarówno sektorów finansowych (Banki i ubezpieczyciele) jak i niefinansowych (Rolnictwo, żywność oraz produkty leśne, Energia, Materiały i budownictwo, Transport). Weryfikacji poddano zgodność z Rekomendacjami TCFD oraz jakość informacji ujawnianych w raportach za 2021 rok.

Na drodze do światowych standardów

Wyniki Raportu EY – Barometr Ujawnień Ryzyka Klimatycznego – wskazują, że polskie spółki giełdowe tylko częściowo zastosowały Rekomendacje TCFD, uzyskując średnią ocenę 64% dla zgodności oraz 28% dla jakości. Jest to poprawa w stosunku do wyników za 2020 rok o odpowiednio 8 oraz 1 punkt procentowy.

Polskie spółki giełdowe najszerzej odnosiły się do obszaru Wskaźniki i cele osiągając wynik 74% dla zgodności oraz 36% dla jakości. W sektorze Zarządzenie ryzykiem było to odpowiednio 66% (zgodność) i 28% (jakość), a Ładu Korporacyjnego – 59% (zgodność) i 26% (jakość). Obszarem, który stanowi największe wyzwanie dla przedsiębiorstw jest Strategia. W ramach tego filaru badane spółki uzyskały wyniki 56% dla zgodności oraz 19% dla jakości.

Spośród badanych grup spółki WIG20 wykazują największą dojrzałość w zarządzaniu kwestiami związanymi z klimatem, osiągając 87% dla zgodności oraz 39% dla jakości. Z perspektywy sektorów wysokie wyniki mają spółki z sektorów Banki i ubezpieczyciele oraz Energia. Wyniosły one odpowiednio 82% i 36% oraz 74% i 37%. Te przedsiębiorstwa są świadome swojego znaczenia i konieczności współpracy z rynkiem przy transformacji w stronę gospodarki niskoemisyjnej. Dlatego coraz bardziej uwzględniają aspekty klimatyczne w swojej działalności.

Banki, pełniące funkcję akceleratora zmian, coraz częściej deklarują, że będą kierować finansowanie w stronę zrównoważonych projektów oraz organizacji. Z kolei przedstawiciele sektora Energia, będąc w centrum transformacji klimatycznej, podejmują wyzwanie sprostania rosnącemu zapotrzebowaniu na energię ze źródeł odnawialnych i niskoemisyjnych. Pozostałe sektory coraz częściej odnoszą się do aspektów klimatycznych w swoich raportach, co jest wynikiem rosnącej presji zarówno ze strony regulacyjnej, jak i interesariuszy, ale jakość ujawnień wciąż pozostaje na niskim poziomie. Wyniki dla zgodności oraz jakości ukształtowały się w sektorach Materiały i budownictwo na poziomie odpowiednio 72% i 30%, Transport 41% i 14%, Rolnictwo, żywność i produkty leśne 39% i 15%.

– Pełna implementacja Rekomendacji TCFD stanowi wyzwanie dla przedsiębiorstw, gdyż dokonanie właściwych ujawnień wymaga zmian wewnętrznych, a często pełnego rozpoczęcia procesu transformacji klimatycznej. Innymi słowy – punktowe modyfikacje polityki klimatycznej muszą przyjąć znacznie szerszą, holistyczną formę. Wymaga to gruntownej zmiany podejścia, jednak polskie firmy coraz częściej podejmują ten wysiłek. Prym wiodą największe organizacje, jednak w ich ślady idzie coraz więcej mniejszych organizacji. To pozytywny sygnał, zwiastujący trwałą zmianę trendu i coraz większą świadomość przedsiębiorstw na temat korzyści płynących nie tylko z wdrażania, ale również ujawniania działań klimatycznych – dodaje Jarosław Wajer.

Zintegrowana strategia klimatyczna jako źródło budowy wartości długoterminowej

Proces włączenia kwestii klimatycznych do bieżącej działalności organizacji nie ma już tylko wymiaru ładu korporacyjnego. Konsensus rynkowy, a co za tym idzie oczekiwania interesariuszy wskazuje, że zmiany klimatu oraz transformacja w stronę gospodarki niskoemisyjnej będą jednymi z głównych trendów kształtujących otoczenie przedsiębiorstw w najbliższych dekadach. Chociaż dokładny sposób i poziom wpływu tych czynników na organizacje może w przyszłości mieć kilka wariantów, co do zasady należy wyróżnić dwa wymiary oddziaływania, które organizacje powinny rozpatrywać w trakcie budowania odporności biznesu – fizyczny (np. zmiana zjawisk pogodowych) i transformacyjny (dostosowywanie strategii do bieżących okoliczności).

Te podstawowe wymiary wpływu na modele biznesowe i operacyjne powodują, że potraktowanie zmian klimatycznych jako kluczowych elementów zarówno procesu zarządzania ryzykiem (szansami i zagrożeniami), jak i tworzenia elastycznych strategii biznesowych staje się koniecznością. Oba procesy w efekcie końcowym wpływają na odporność organizacji i tym samym na ich długoterminową wartość. W szczególności, że interesariusze oczekują od firm ujawniania kluczowych obszarów ryzyka klimatycznego i ich wpływu na finanse. Globalne ocieplenie może bowiem wpływać na utratę wartości czy na szacunki okresu ekonomicznej użyteczności aktywów, wyceny do wartości godziwej, rezerwy oraz inne elementy sprawozdań finansowych.

– O strategii klimatycznej należy myśleć w kontekście długoterminowym. Jednocześnie firmy w klarowny sposób muszą komunikować już podjęte działania oraz ich rezultaty. Organizacje, które jedynie deklarują działania, nie prezentując wyników realnych zmian na starcie znajdują się na znacząco gorszej pozycji biznesowej. Jedynie całościowe podejście, polegające na połączeniu działań dekarbonizacyjnych ze strategicznym zarządzeniem ryzykiem klimatycznym i przekształcenie w odważne decyzje zarządcze pozwoli na zabezpieczenie obecnych lub wykreowaniu nowych przewag konkurencyjnych – podsumowuje dr Marcin Witkowski, menedżer EY Polska, ekspert transformacji strategicznej i zrównoważonego rozwoju.

Rosnąca inflacja pozostaje największym ryzykiem zewnętrznym dla polskich inwestorów detalicznych niż konflikt międzynarodowy

  • Inflacja jest największym ryzykiem zewnętrznym dla 66 proc. polskich inwestorów indywidualnych; konflikt międzynarodowy pozostaje problemem dla 41 proc. 
  • Tylko 18 proc. inwestorów sprzedało swoje inwestycje podczas ostatnich spadków na giełdzie, 47 proc. utrzymało się na rynku, a kolejne 35 proc. kupiło spadki
  • Inwestorzy zwiększyli ekspozycję na towary (25 proc.), akcje krajowe (22 proc.), kryptowaluty (20 proc.) i gotówkę (17 proc.)
  • Blisko 36 proc. zadeklarowało, że zainwestuje tę samą kwotę w ciągu najbliższych trzech miesięcy, a 36 proc. planuje zainwestować więcej

Polscy inwestorzy indywidualni pozostają odporni na spadki na giełdzie i obawy przed recesją. Z najnowszego „Retail Investor Beat” przeprowadzonego przez sieć inwestycji społecznych eToro. Ponad ośmiu na dziesięciu (82 proc.) utrzymuje lub zwiększa swoje inwestycje czasie bessy.

Tylko 18 proc. badanych polskich inwestorów sprzedało swoje inwestycje podczas ostatnich spadków na giełdzie, podczas gdy 47 proc. utrzymało swoją pozycję, a 35 proc. kupowało w okresie spadków. W skali globalnej badanie wykazało, że mniej niż jeden na dziesięciu badanych (8 proc.) sprzedało swoje inwestycje podczas ostatnich spadków na giełdzie, dwie trzecie (64 proc.) utrzymało swoje pozycje, a kolejne 28 proc. kupowało w tym okresie.

“Polscy inwestorzy zachowują spokój w sytuacji spadków na rynku. Co prawda, nawet dwa razy częściej pozbywali się swoich aktywów w czasie obecnej wyprzedaży na rynku niż przeciętny inwestor spośród 12 badanych krajów. Ale jednocześnie częściej niż inwestorzy w innych krajach skorzystali z okazji do kupowania i zwiększenia swojego zaangażowania.  To koresponduje z wyłaniającym się z badań obrazem polskiego inwestora jako poszukiwacza dobrych okazji inwestycyjnych. ” komentuje Paweł Majtkowski, analityk rynkowy eToro.

“Blisko 68 proc. polskich inwestorów to osoby, które działają na rynku przez 5 lat lub krócej, a to oznacza, że obecna korekta (a teraz bessa) na rynku to ich pierwsze doświadczenie długotrwałych spadków na rynku. W tych trudnych czasach wyzwaniem pozostaje zarządzaniem ryzykiem, opanowaniem emocji oraz skupieniem się na długoterminowych celach inwestycyjnych. Z naszego badania wynika, że Polscy inwestorzy radzą z tym sobie całkiem nieźle, budując zdywersyfikowane portfele inwestycyjne. Dodatkowo spadki o około 20 proc. były okazją dla 1/3 inwestorów do zakupów, co znaczy, że sądzą, że bessa może być płytsza i krótsza, niż przeciętna, która historycznie trwała zwykle 19 miesięcy i zamykała się spadkami o 38 proc.”

W świetle ostatniej zmienności rynkowej, 25 proc. polskich inwestorów zwiększyło swoją ekspozycję na surowce, w dalszej kolejności wybierali obligacje krajowe (22 proc.), kryptowaluty (20 proc.), gotówkę (17 proc.), inwestycje alternatywne (17 proc.), akcje zagraniczne (14 proc.), akcje krajowe (13 proc.), obligacje zagraniczne (13 proc.) i waluty (13 proc.).

Patrząc na poszczególne sektory, 28 proc. polskich inwestorów zainwestowało więcej w sektor energetyczny, 25 proc. kupowało sektor technologiczny, 23 proc. – surowce, 22 proc. – nieruchomości, 22 proc. – podstawowe dobra konsumenckie, 22 proc. – usługi finansowe, 21 proc. – sektory przemysłowe. Blisko 17 proc. zainwestowało w sektor użyteczności publicznej, 15 proc. –  w telekomunikację, 15 proc. – w opiekę zdrowotną, a 13 proc. postawiło na dobra luksusowe.

W skali globalnej, zaufanie inwestorów indywidualnych do ich inwestycji w ciągu pięciu kwartałów od momentu rozpoczęcia eToro’s Retail Investor Beat, konsekwentnie spadało: z 83 proc. w II kwartale 2021 roku, 81 proc. w III kwartale 2021 roku, 80 proc. w IV kwartale 2021 roku, 73 proc. w I kwartale 2022 roku do 72 proc. na koniec czerwca tego roku. Natomiast wśród polskich inwestorów, zaufanie do inwestycji spadło z 81 proc. w II kwartale 2021 r., 82 proc. w III kwartale 2021 r., 77 proc. w IV kwartale 2021 r., 76 proc. w I kwartale 2022 r. do 71 proc. na koniec czerwca br.

Inflacja pozostaje główną obawą polskich inwestorów – 66 proc. (wzrost z 59 proc. w I kw. 2022 r.) postrzega ją jako największe zewnętrzne ryzyko dla swoich inwestycji w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Dalej na liście plasują się: konflikt międzynarodowy, istotny dla 41 proc. (z 56 proc. w I kwartale). Stan polskiej gospodarki niepokoi 33 proc. badanych (spadek z 40 proc. w I kwartale), a rosnące stopy procentowe – 31 proc. (wzrost z 30 proc. w I kwartale). Stan światowej gospodarki najbardziej martwi 26 proc. inwestorów (spadek z 29 proc. w I kwartale).

“Dla Polskiego inwestora największym zmartwieniem pozostaje inflacja. W poprzednim badaniu, z powodu inwazji Rosji na Ukrainę, znacząco wzrosła obawa dotycząca sytuacji i konfliktu międzynarodowego. Można jednak powiedzieć, że z tym ryzykiem się już, niestety, oswoiliśmy. Inflacja natomiast cały czas rośnie, sięgając ostatnio 15,6 proc. A to jeszcze nie koniec jej wzrostów, dlatego na pewno pozostanie największą obawą inwestorów w najbliższych kwartałach.”, mówi Paweł Majtkowski.

Pomimo tych zagrożeń, 36 proc. polskich respondentów planuje zainwestować taką samą kwotę pieniędzy w ciągu najbliższych trzech miesięcy, a kolejne 36 proc. spodziewa się zainwestować więcej. Aż 38 proc. uważa, że energia będzie nadal stanowić najlepszą okazję do kupna inwestycji w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Dalej w rankingu znajdują się nieruchomości (32 proc.), technologia (32 proc.), usługi finansowe (18 proc.), materiały (18 proc.), przemysł (17 proc.), usługi komunalne (15 proc.), podstawowe dobra konsumpcyjne (14 proc.), opieka zdrowotna (11 proc.), telekomunikacja (9 proc.) i dobra konsumpcyjne (8 proc.).

Ważny dzień dla kredytobiorców

Przed nami kolejne posiedzenie RPP. Będzie ono pod znacznym wpływem czerwcowego odczytu inflacji flash na ponownie rekordowym poziomie – 15,6%. Tak wysoka inflacja w połączeniu z ostatnimi podwyżkami stóp procentowych na Węgrzech powoduje, że chyba nikt już nie ma złudzeń, że i u nas raty kredytów ponownie pójdą w górę – pytanie o ile? Warto podkreślić, że jest to ostatnie spotkanie Rady Polityki Pieniężnej przed wakacyjną przerwą (w sierpniu nie ma spotkania decyzyjnego).

Już od dłuższego czasu RPP nie ma łatwego zadania. Dane stawiają Narodowy Bank Centralny przed coraz większym dylematem. Z jednej strony mamy do czynienia z niesłabnącą presją inflacyjną, z drugiej – coraz bardziej czytelne sygnały nadciągającej recesji. W czerwcu PMI dla polskiego przemysłu osiągnął wartość zaledwie 44,4 pkt, drugi miesiąc z rzędu utrzymując się poniżej poziomu 50 pkt. Wyniki te sygnalizują spadek aktywności ekonomicznej – wynika z danych S&P Global Poland Manufacturing PMI.

Istotny również jest fakt umiarkowanej skuteczności wcześniejszych działań. Dotychczasowe podwyżki skutecznie schłodziły popyt na kredyty hipoteczne. O 59,9% spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe – według najnowszego, czerwcowego odczytu BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Coraz powszechniejsze stało się również nadpłacanie kredytów przez osoby, które mogą sobie na to pozwolić. Jednak kredyty gotówkowe w maju br. w porównaniu do maja 2021 r. nadal odnotowywały wzrost – banki i SKOK-i przyznały ich więcej o 1,5%.

Obserwujemy także pewien mechanizm samonapędzania się krajów regionu w zakresie podwyżek stóp procentowych. Ostatnio mocne zmiany miały miejsce w Czechach i na Węgrzech. Warto wspomnieć również o tym, że strefa euro w dalszym ciągu pozostaje na poziomie 0%, ale chodzą głosy, że Europejski Bank Centralny szykuje się do pierwszej od lat podwyżki. Ponadto stopy od marca podnosi Rezerwa Federalna. Sporym zaskoczeniem był również czerwcowy ruch banku centralnego Szwajcarii, który nieoczekiwanie podwyższył stopy o 50 pb. Po tej decyzji główna stopa w Szwajcarii rośnie do -0,25% z -0,75%[1].

Brak dostosowania się RPP do globalnych trendów w polityce monetarnej poskutkowałoby jeszcze większym osłabieniem złotego.

Przed ogłoszeniem czerwcowych danych dotyczących PMI niektórzy analitycy podejrzewali, że obecna podwyżka może być nawet na poziomie 100 pb. Jednak wszystko wskazuje na powtórkę 75 pb. Ewentualny mniejszy ruch będzie stwarzał ryzyko deprecjacji naszej waluty, zwłaszcza w obliczu wspomnianych wyżej ruchów innych krajów.

Czy mimo wszystko możemy liczyć na ogłaszany przez wielu jesienny koniec wzrostów CPI i co za tym idzie – stóp procentowych? Wskazywać na to mogą wymienione wyżej czynniki, ale już niejednokrotnie w tym roku mogliśmy się zaskoczyć. Pesymistyczny scenariusz może zwiastować m.in. ciągle rosnąca inflacja bazowa.

Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex

[1] https://data.snb.ch/en/topics/snb/cube/snbgwdzid?fromDate=2022-05-27&toDate=2022-07-01&dimSel=D0(LZ,SARON,ENG,ZIG,FREI)

Niełatwa decyzja NBP

Dzisiejsza decyzja RPP wydaje się być dość interesująca. Od kilku tygodni powszechnie oczekiwano, że Narodowy Bank Polski podniesie swoją benchmarkową stopę procentową o 75 punktów bazowych na dzisiejszym posiedzeniu. Sygnalizowali to w wywiadach różni członkowie RPP. Oznaki spowolnienia gospodarczego mogą jednak spowodować, że Rada ograniczy się do ruchu o 50 pb.

Rynek wycenia nieco ponad 100 pb podwyżki stóp w ciągu najbliższych 3-6 miesięcy. Nasz scenariusz zakłada dzisiejszy ruch o 50 pb. oraz kolejny o takiej samej wielkości we wrześniu. Uważamy, że po dwóch zmianach RPP zakończy cykl na poziomie 7 proc. Oczekiwania te opierają się na konsekwentnych sygnałach prezesa Adama Glapińskiego, że cykl zacieśniania stopniowo zmierza ku końcowi. Za niższym ruchem przemawiają sygnały znacznego spowolnienia polskiego przemysłu. Rada z pewnością widzi znaczący spadek nowych zamówień oraz produkcji przemysłowej. Wskaźnik PMI drastycznie się obniżył do poziomu 44,4 pkt. Zatrudnienie spadło oraz pogorszyły się nastroje w biznesie. Dodatkowo spadł popyt na środki produkcji. To efekt dynamicznego wzrostu cen. Wszystko wskazuje na to, że okres prosperity w polskim sektorze wytwórczym dobiegł końca. Niska podaż surowców oraz wysoka inflacja mocno destabilizują sytuację na rynku. Niepokoić powinna przede wszystkim wysoka dynamika z jaką sytuacja się pogarsza.

Z drugiej strony bardzo słaby złoty nie jest na rękę RPP. Silna deprecjacja PLN może jeszcze mocniej napędzić inflację. Decydenci muszą wyważyć zatem swoją decyzję i znaleźć „złoty środek”, choć nie będzie to łatwe.

Słabość złotego wynika przede wszystkim z faktu, że rynek zaczął wyceniać materializację kryzysu energetycznego w Europie. Wysoka awersja do ryzyka jest również podsycana wizją recesji w USA.

PLN jest najsłabszy względem dolara od 2000 roku. Z technicznego punktu widzenia powinniśmy zobaczyć odreagowanie, kurs bowiem dotarł do istotnego oporu. Jesteśmy na poziomach wyższych (USD/PLN był przez moment przy 4,72) niż w momencie wybuchu wojny w Ukrainie. Jeśli jednak kapitał nadal będzie kierował się w stronę dolara na skutego pogarszania się sytuacji energetycznej, przełamanie tego poziomu jest jak najbardziej realne.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Produkcja przemysłowa: co trzecia firma chce zatrudniać nowych pracowników, co trzynasta redukować etaty

Według danych raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, przedstawiającego plany rekrutacyjne polskich pracodawców, 37% firm chce od lipca do września rekrutować nowych pracowników. Redukcje etatów w tej branży planuje co trzynasta firma, natomiast co druga deklaruje, że pozostawi liczbę pracowników na niezmienionym poziomie. Prognozy zatrudnienia polskich pracodawców produkcji przemysłowej utrzymują się na wysokim i optymistycznym poziomie. To zapowiedź dalszych i znaczących wzrostów zatrudnienia w tej branży.

Według danych raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w którym pracodawcy dzielą się planami rekrutacyjnymi na nadchodzący kwartał, prognoza netto zatrudnienia na czas od lipca do września wynosi +29%, co pozycjonuje sektor produkcji na pierwszym miejscu w rankingu branż z prognozowanym najwyższym wzrostem zatrudnienia w naszym kraju. Jest to nieco mniej, niż prognoza zatrudnienia netto dla branży produkcyjnej na świecie oraz dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA), dla których poziom ten wynosi +32%. Tylko 8% przebadanych firm z branży produkcji przemysłowej w Polsce planuje redukcję etatów – to wynik o 4 punkty procentowe niższy niż w okresie kwiecień-czerwiec tego roku i o 8 punków procentowych mniejszy, niż średnia dla regionu EMEA (16%). Analiza ManpowerGroup pokazuje też, że ponad połowa pracodawców (55%) nie planuje zmian w swoich zespołach i pozostanie na niezmienionym poziomie zatrudnienia. Jest to wynik o 21 punktów procentowych wyższy, niż wskazują wszystkie firmy tej branży dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (34%), a także 12 punktów procentowych wyższy niż w poprzednim kwartale, w którym brak zmian personalnych wskazało 43% organizacji. W badaniu chęć rekrutacji pracowników wyraziło 37% firm w Polsce. To spadek o 5 punktów procentowych w porównaniu do poprzedniego kwartału (42%). W całym regionie EMEA rekrutacje planuje niemal połowa firm z branży produkcji przemysłowej (48%).

– Pomimo bardzo niepewnej sytuacji gospodarczej widać niesłabnące zapotrzebowanie na nowych pracowników w branży produkcji przemysłowej. Oznacza to, że pomimo występujących przerw w łańcuchu dostaw, rosnących kosztów czy też presji płacowej, polska gospodarka prężnie się rozwija. Dłuższa perspektywa czasowa jest niestety zdecydowanie mniej przewidywalna i uzależniona zarówno od sytuacji w Ukrainie, jak i konsekwencji galopującej inflacji na świecie. Wyniki analizy naszego raportu pokazują, że pracownicy branży przemysłowej nadal mogą liczyć na wiele możliwości rozwoju zawodowego – mówi Kamil Sadowniczyk, dyrektor Manpower.

Jak dodaje ekspert, najbardziej pożądanymi przez firmy pracownikami tej branży są pracownik produkcji, pracownik fizyczny, czy operator maszyn. To stanowiska, które od wielu miesięcy stanowią czołówkę ról określanych jako najbardziej deficytowe. – Ten trend nie zmienia się od dłuższego czasu i jest dowodem na dynamiczny rozwój branży produkcyjnej w Polsce. Z całą pewnością ma na to wpływ także wojna w Ukrainie, która ograniczyła istotne dla naszej gospodarki źródło kandydatów do pracy. W obliczu skomplikowanych procedur pozyskania pracowników z dalszych kierunków, pracodawcy stoją przed wyzwaniami w utrzymaniu i rozbudowie swoich zespołów produkcyjnych – podkreśla Kamil Sadowniczyk.

W branży produkcji przemysłowej widoczne jest także zapotrzebowanie na inżynierów. Szczególnie poszukiwani przez firmy są specjaliści z zakresu robotyki, automatyki oraz optymalizacji procesów produkcyjnych. – Przemysł motoryzacyjny zwiększa zapotrzebowanie na stanowiska z obszaru jakości, przemysł elektroniczny i ciężki poszukuje przede wszystkim programistów, elektroników i automatyków. Ponadto obserwujemy, że branża produkcji budowlanej przeżywa boom właściwie na każdym szczeblu, firmy z tego segmentu poszukują talentów na wszystkich poziomach, od inżynierów po kierowników. Wiele firm wprowadza też zupełnie nowe stanowiska nakierowane na optymalizację kosztów, zrównoważony rozwój, powtórne wykorzystanie produktów czy komponentów – mówi Marta Szymańska, regionalny menedżer rekrutacji stałej w Manpower.

Na rynku produkcyjnym widoczne są również zmiany w wynagrodzeniach specjalistów. – Widzimy na rynku wzrost wynagrodzeń na poziomie 15-20%, jednak dotyczy on pracowników korporacji międzynarodowych. Firmy z polskim kapitałem często nie przyznają podwyżek, dlatego notujemy naturalne przejście kandydatów z rodzimych organizacji do tych międzynarodowych. Ze względu na niedobór specjalistów, pracodawcy mocno konkurują między sobą o pracowników. Kandydaci otrzymują kontroferty, co sprawia, że presja płacowa rośnie w stosunkowo szybkim tempie. Osoby poszukujące pracy wybierają stabilne miejsca, zmodernizowane firmy, z dobrze ułożonymi procesami, przestrzegające zasad BHP i wpisujące się w założenia przemysłu 4.0. Jest to szczególnie widoczne w przypadku organizacji, które dopiero zaczynają swoją ścieżkę ku modernizacji, mających trudności w pozyskaniu odpowiednich rąk do pracy – dodaje eksperta.

Jak mówi Kamil Sadowniczyk, sytuacja rynku pracy w Polsce, ale także samej branży przemysłowej jest niezwykle złożona, z jednej strony część dziedzin gospodarki jak motoryzacja czy elektronika nadal borykają się z niedoborami podzespołów. Z drugiej, utrzymuje się stosunkowo wysokie zapotrzebowanie wynikające z rosnącej gospodarki światowej, wzrostów wynagrodzeń, ale również procesów związanych z zabezpieczeniem łańcucha dostaw. – Kolejnym aspektem dotkniętym przez coraz częściej pojawiającą się niepewność rynkową są inwestycje w innowacje generujące rosnące zapotrzebowanie na specjalistów, inżynierów, automatyków. Z jednej strony wyzwania na rynku pracy z dostępnością kandydatów i dążenie do usprawnień w efektywności procesów są argumentem za automatyzacją. Z drugiej jednak strony skomplikowana sytuacja w gospodarce i bardzo duża niepewność w krótkim terminie może powodować ostrożność firm związaną z podejmowaniem znaczących inwestycji w tym obszarze, co ma związek z rosnącą obawą o zwrot z inwestycji w przypadku spadku zapotrzebowania, czy recesji w gospodarce – podsumowuje ekspert.

Rosja wojną zaprzepaściła szanse rokującej gospodarki

W czwartek 24 lutego Władimir Putin wydał rozkaz przeprowadzenia „specjalnej operacji wojskowej” na terenie Ukrainy. Jej przebieg miał być krótki i zakończyć się szybkim zwycięstwem Rosji. W pierwszych dniach konfliktu amerykańscy urzędnicy na łamach prasy wskazywali, że Kijów zostanie zajęty w ciągu 96 godzin. Tak się jednak nie stało i nieco ponad cztery miesiące później Ukraińcy wciąż się bronią. Tymczasem gospodarka Rosji, która jeszcze przed wojną miała szansę na rozwój, jest w coraz gorszym stanie.

Mocna zmiana perspektyw gospodarczych dla Rosji

Przed wybuchem wojny prognozowano w Rosji wzrost gospodarczy. Inflacja gwałtownie spadała od sierpnia 2015 r., kiedy osiągnęła swój szczyt – ponad 15%. W grudniu 2021 r. była na poziomie jedynie 4,44%. Wraz ze spadkiem inflacji Centralny Bank Federacji Rosyjskiej obniżył nawet oprocentowanie kredytów. Rosyjskie obligacje i akcje radziły sobie dobrze na tle innych rynków wschodzących, a niewielkie ożywienie cen ropy poprawiło nastroje gospodarcze. Ponadto, w lutym 2022 r. bezrobocie w Rosji osiągnęło jeden z najniższych w historii wskaźników na poziomie 4,1%.

Wszelkie perspektywy gospodarcze Rosji uległy zmianie po inwazji na Ukrainę. Jak wskazują analitycy CEIC z ISI Emerging Markets Group, ze względu na wojnę i związane z nią sankcje, I kwartał 2022 r. był ostatnim, kiedy Rosja w najbliższym czasie doświadczy znacznego progresu ekonomicznego. Po silnym odbiciu w 2021 r. wzrost gospodarczy Rosji spowolnił na początku 2022 r., a PKB w pierwszym kwartale wzrosło jedynie o 3,5% r/r, w porównaniu z 5% r/r osiągniętymi w ostatnich miesiącach 2021 r. Badacze, którzy przed wojną zakładali, że rosyjska gospodarka będzie prosperować, zrewidowali swoje prognozy. Analitycy CEIC wskazują na możliwy spadek PKB o ok. 8%. Natomiast eksperci Oxford Economist spodziewają się recesji nie tylko w 2022 r., ale także w 2023 r., oczekując spadku PKB odpowiednio o 10,9% i 3,3%.

Inflacja najwyższa od 24 lat

Pierwsze sankcje zostały nałożone na Rosję już w lutym i przyczyniły się do wzrostu inflacji oraz osłabienia rubla. Analitycy CEIC z ISI Emerging Markets Group przypominają jednak, że jest to narzędzie długoterminowego wpływu i Rosja najbardziej odczuje izolację gospodarczą najprawdopodobniej dopiero za parę lat.

Podczas, gdy inflacja konsumencka w Rosji stale rośnie od pierwszej fali COVID-19, dwa lata później w kwietniu 2022 r. uległa niemal podwojeniu, osiągając 17,8%. Eksperci CEIC z ISI Emerging Markets Group zauważają, że to najgorszy wynik od kryzysu finansowego w 1998 r. i wskazują, że w 2022 r. rosyjska inflacja może wynieść nawet ponad 20%.

Deficyt fiskalny i kolejki po ruble

Zbrojny atak Rosji na Ukrainę spowodował niezwykle dynamiczne osłabienie rosyjskiej waluty. W pierwszych dniach po wybuchu wojny Rosjanie płacili za dolara nawet 150 rubli. Dla porównania w połowie lutego było to jedynie 75 rubli. Eksperci CEIC z ISI Emerging Markets Group wskazują, że było to efektem m.in. gwałtownego wzrostu popytu na waluty obce, wraz z ich późniejszym wycofaniem z Rosji. W pewnym momencie rubel dewaluował się tak szybko, że Centralny Bank Federacji Rosyjskiej zmuszony był podnieść oficjalny kurs dolara i euro od razu o 10 rubli każdy. Jedną z sankcji, która najmocniej uderza w Rosjan, jest odłączanie organizacji finansowych od systemu międzynarodowej komunikacji bankowej SWIFT. Przyjęty na początku czerwca szósty pakiet sankcji przewidywał m.in. odłączenie największego rosyjskiego banku – Sbierbanku. Te same ograniczenia dotyczą Moscow Credit Bank i Rosselkhozbank. Niestabilna sytuacja sektora finansowego sprawiła, że do bankomatów w Rosji ustawiły się kolejki ludzi próbujących wyciągnąć swoje pieniądze z konta.

Po utrzymujących się przez rok deficytach fiskalnych związanych z pandemią COVID-19, w IV kwartale 2021 r. rosyjskie saldo było ponownie dodatnie, osiągając poziom 0,8% nominalnego PKB. W lutym 2022 r. nadwyżka fiskalna osiągnęła 948 mld rubli. Pomimo dodatniego salda fiskalnego w pierwszych dwóch miesiącach 2022 r., analitycy CEIC z ISI Emerging Markets Group przewidują ponowny deficyt ze względu na wojnę w Ukrainie, która zarówno zwiększa wydatki, jak i ogranicza dochody państwa. Dodatkowo, cały czas dochodzą kolejne sankcje gospodarcze.

Prawdopodobnie Władimir Putin nie spodziewał się tak silnego oporu Ukrainy i zdecydowanej reakcji międzynarodowej. Dziś przekonuje, że sankcje nie są tak groźne, bo „ZSRR był kilkadziesiąt lat pod sankcjami i jakoś funkcjonował”. Jednak, jak wynika z raportu CEIC „Russia Economy in a Snapshot Q2”, prognozy dla gospodarki uwikłanej w wojnę Rosji są raczej mało optymistyczne.

Najnowsza edycja raportu CEIC „Russia Economy in a Snapshot” zawiera kompleksowy przegląd danych gospodarczych i finansowych z II kwartału 2022 r. Analitycy CEIC z ISI Emerging Markets Group przedstawiają sytuację makroekonomiczną Rosji, zwracając szczególną uwagę na wpływ trwającego konfliktu zbrojnego w Ukrainie oraz konsekwencje zaostrzania sankcji. Zebrane informacje pozwalają ocenić aktualny stan rosyjskiej gospodarki w świetle obecnej sytuacji geopolitycznej.

Źródło: CEIC Insights Report – Russia Economy in a Snapshot – Q2 2022

Zrównoważony rozwój miast a zmiany w biurowcach

Zmiany klimatyczne, które zachodzą na naszych oczach, wyzwania demograficzne i planistyczne powodują, że miasta ustalają nowe priorytety.

Coraz więcej europejskich miast podejmuje działania ukierunkowane na lepsze planowanie urbanistyczne, rozbudowę infrastruktury transportu publicznego i rowerowego, dba o źródła odnawialnej energii i ekologiczny przemysł. Oczywiście idealny krajobraz miast kształtowanych zgodnie z ideą zrównoważonego rozwoju, zapewniających przyjazne miejsca do życia i pracy w budynkach dostosowujących się do potrzeb przebywających w nich ludzi jeszcze przed nami. Jednakże, w polskim budownictwie biurowym w ostatnich latach faktycznie obserwujemy szereg zmian w zakresie rozwoju zrównoważonych inwestycji. Aktualnie w Polsce niemal nie realizuje się nowych inwestycji biurowych, które nie spełniają wymogów certyfikacji wielokryterialnej.

„Z punktu widzenia zrównoważonego rozwoju miast, kluczowe jest jednak, aby budynek stanowił całość pewnej przestrzeni spełniając funkcję miastotwórczą i był możliwie najbardziej funkcjonalny dla jego użytkowników przy minimalnym wpływie na środowisko naturalne. Dlatego też we współczesnych miastach biurowiec nie może być już „wyspą w mieście”, a założenia nowoczesnej urbanistyki, które określają architekturę to m.in: zmniejszenie ilości samochodów w centrum, alternatywne źródła transportu, nacisk na lokalizację projektu w obszarze charakteryzującym się dużą ilością usług, zwiększenie powierzchni zieleni,” – dodaje Elżbieta Czerpak, Dyrektor Działu Badań Rynku w Knight Frank

Kluczem do zrównoważonego rozwoju miast w kontekście branży budowalnej są działania realizowane wielotorowo w wielu obszarach. W sektorze biurowym obecne trendy skupiają się dawaniu drugiego życia budynkom w ramach rewitalizacji terenów poprzemysłowych, projektach mixed-use, które łącząc różne funkcje pozwalają wyeliminować monokulturę a tworzą przestrzeń miejską, która żyje, czy architekturą nastawioną na zdrowie i samopoczucie użytkowników. Warto również zwrócić uwagę, że na znaczeniu zyskuje elastyczność projektu budynku, która daje możliwość zmiany funkcji w zależności od potrzeb rynkowych.

Jak wyjaśnia szczegółowo kierunek trendów Elżbieta Czerpak – „Deweloperzy coraz częściej dbają o to, żeby biurowce stawały się częścią tkanki miejskiej, a z ich potencjału mogli korzystać wszyscy mieszkańcy. Projekty mixed-use łączą w sobie różne funkcje, tak aby przestrzeń „żyła” i była miejscem spędzania wolnego czasu, z szeroką ofertą usług, ośrodkami kultury czy miejscami do rekreacji. Dodatkowo, rewitalizacja zaniedbanych terenów postindustrialnych wpływa ma ożywienie zainteresowania danym rejonem zwłaszcza, że tego typu inwestycje często są zlokalizowane w atrakcyjnych częściach miasta. Innym trendem, który dostrzegamy na rynku biurowym jest projektowanie budynków zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju i tworzenia zdrowego środowiska dla człowieka ze względu na wzajemną zależność między jakością środowiska wewnętrznego a zdrowiem i samopoczuciem użytkownika budynku. Warto zwrócić również uwagę, że nowe podejście do projektowania, oprócz uwzględnienia indywidualnych potrzeb użytkowników, rozszerza pojęcie elastyczności projektu budynku. W tym znaczeniu elastyczność architektury to przede wszystkim możliwość dostosowania funkcji budynku lub nawet kilkukrotnej jej zmiany w zależności od potrzeb rynkowych. Wiąże się to ze zmianą przeznaczenia części lub całego budynku i jest naturalną konsekwencją różnorodności „życia obiektu”. Co bardzo ważne, elastyczne podejście do zmiany funkcji budynku i możliwość dostosowania się do warunków rynkowych jest zdecydowanie korzystniejsza dla środowiska i emisji CO2 niż rozbiórka i wybudowanie nowego obiektu. Ten kierunek staje się coraz bardziej widoczny w największych miastach europejskich. Według szacunków Knight Frank w Paryżu już ponad 1 mln m2 powierzchni biurowej zmieniło funkcję i zostało przekształcone na cele mieszkaniowe.”

Aby mówić o architekturze zrównoważonej faktycznie sprzyjającej człowiekowi i rozwojowi zrównoważonych miast konieczna jest jednak zmiana zakresu projektu, który powinien zostać poszerzony o etapy „zasiedlenia”, eksploatacji oraz rozbiórki, i opierać się na cyrkularnym modelu gospodarczym (obiegu zamkniętym). Należy podkreślić, że sektor budowlany odpowiadający za największe szkody dla środowiska naturalnego spośród kluczowych dziedzin gospodarki wciąż opiera się przede wszystkim na liniowym modelu gospodarczym. Aby uzyskać realne korzyści dla środowiska naturalnego, konieczne jest wdrażanie w budownictwie zasad gospodarki obiegu zamkniętego na szeroką skalę. Zastosowanie tego modelu spowoduje, że budynki będą projektowane, budowane i ponownie wykorzystywane bez marnowania surowców, przy ograniczonej emisji CO2, przy ograniczonej ilości odpadów, a ich wpływ na zanieczyszczanie środowiska będzie zdecydowanie mniejszy.

Robert Koński wiceprezesem FIGENE Capital

Grupa energetyczna FIGENE Capital wzmacnia swoje struktury operacyjne. W dniu 5 lipca 2022 r. do Zarządu Spółki dołączył Robert Koński, obejmując stanowisko wiceprezesa Zarządu. Specjalizuje się w doradztwie strategicznym i posiada wieloletnie doświadczenie biznesowe zdobywane w różnych branżach. Będzie wspierał realizację strategicznych celów Spółki, w tym przejście na rynek główny GPW.

Do kluczowych zadań nowego wiceprezesa będzie należało wsparcie realizacji celów rozwojowych Spółki: dalsza rozbudowa portfela Grupy oraz przygotowanie do przejścia Spółki na główny parkiet GPW.

Robert Koński to doświadczony manager specjalizujący się w consultingu biznesowym i doradztwie strategicznym. Posiada wieloletnie doświadczenie zawodowe na stanowiskach kierowniczych sprawując nadzór nad projektami infrastrukturalnymi, działaniami restrukturyzacyjnymi oraz rozwojem usług finansowych. Jest przewodniczącym Rady Nadzorczej Mabion S.A. spółki notowanej na GPW oraz zasiada w Radzie Nadzorczej Platige Image S.A. notowanej na New Connect.

– Ambitne cele i dynamiczny rozwój FIGENE Capital wymagają skutecznego zarządzania przez najlepszych profesjonalistów. Czas, który Robert Koński spędził w Radzie Nadzorczej FIGENE Capital, utwierdził nas w przekonaniu, że jest to profesjonalista z bogatą wiedzą i szerokimi kompetencjami. Mając to na uwadze, zaproponowaliśmy Robertowi nowe wyzwanie – zwiększenie zaangażowania w nasze działania operacyjne. Jestem pewien, że przyniesie to Spółce wymierne korzyści – komentuje Janusz Petrykowski, prezes Zarządu FIGENE Capital S.A.

– Dokładnie znam sytuację FIGENE i chciałbym ją efektywnie wspierać swoją wiedzą i doświadczeniem. Wiem, jakie stoją przed nią wyzwania, ale przede wszystkim, jakie jawią się szanse. Bez wahania przyjąłem propozycję wejścia do Zarządu Spółki. Cele, które sobie postawiliśmy na najbliższe lata są ambitne, ale osiągalne – mówi Robert Koński, wiceprezes Zarządu FIGENE Capital S.A. – Grupa FIGENE stale się rozwija w ramach przyjętego modelu biznesowego, dlatego wierzę, że podejmowane przez nas starania przyniosą oczekiwane efekty.  – dodaje Robert Koński.

Skład Zarządu FIGENE Capital:

  • Janusz Petrykowski – Prezes Zarządu
  • Radosław Gronet – Wiceprezes Zarządu
  • Robert Koński – Wiceprezes Zarządu
  • Michał Kurek – Członek Zarządu

Robert Koński – bio

Ekspert specjalizujący się w consultingu i doradztwie strategicznym dla spółek publicznych i prywatnych. Posiada wieloletnie doświadczenie, które zdobywał na stanowiskach kierowniczych sprawując nadzór nad inwestycjami w branży energetycznej i projektami infrastrukturalnymi, rozwojem usług finansowych oraz działaniami restrukturyzacyjnymi. Jest przewodniczącym Rady Nadzorczej Mabion S.A. notowanej na GPW oraz zasiada w Radzie Nadzorczej Platige Image S.A. notowanej na New Connect.

W latach 2020-2022 Prezes Zarządu i Wspólnik w firmie konsultingowej Five Rand Sp. z o.o. W latach 2013-2020 Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Rathdowney Resources Ltd., kanadyjskiej spółki poszukiwawczej pracującej nad koncepcją budowy kopalni rud cynku i ołowiu w południowo-zachodniej Polsce. W latach 2012 – 2014 pełnił funkcję Doradcy Prezesa Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej S.A. W latach 2008-2012 związany z Kulczyk Holding S.A., początkowo jako Członek Zarządu, Chief Operating Officer Kulczyk Holding S.A., a od lipca 2010 jako Doradca Zarządu. W latach 2004-2006 związany z Euronet Worldwide, Inc., najpierw jako Dyrektor Krajowy, następnie Dyrektor Regionalny. Wcześniej zajmował stanowisko partnera Horton International (globalna firma executive search), konsultanta w Egon Zehnder International, pracował również jako Fixed Income Manager w IB Austria Securities S.A.

W latach 1990-1995 jako doradca Ministra Finansów (od Leszka Balcerowicza do Grzegorza Kołodki) pracował przy transformacji i restrukturyzacji polskiego sektora usług finansowych. Był również członkiem zespołu negocjującego porozumienie z Klubem Londyńskim. Absolwent John F. Kennedy School of Government (MPA), Uniwersytetu Harvardaoraz Uniwersytetu Tufts (BA) w Stanach Zjednoczonych.

Posiedzenie RPP 07.07. – ewentualne zmiany wysokości rat kredytów

Czy to już ostatnia podwyżka stóp procentowych w tym roku? komentarz Natalii Bihun, ekspertki kredytowej Lendi na temat ewentualnych zmian po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej 7.07.2022 r.

7 lipca 2022 roku czeka nas kolejne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, czego konsekwencją może być prawdopodobnie 10. z rzędu podwyżka stóp procentowych – zdaniem większości ekspertów ostatnia w cyklu. Jak spodziewane zmiany wpłyną na wysokość raty kredytów hipotecznych?

Komentarz do prawdopodobnej podwyżki stóp procentowych zapowiadanej na 7 lipca

Sytuacja w gospodarce mocno powiązana jest z sektorem bankowym, który dostarcza na rynek popularne rozwiązania kredytowe, jakimi są kredyty konsumpcyjne oparte o WIBOR 3M oraz 6M.  Stawka WIBOR wpływa na oprocentowanie kredytów hipotecznych i gotówkowych dla zmiennego oprocentowania, a takich instytucje finansowe udzielają na rynku najwięcej. Mówiąc obrazowo, WIBOR to stawka, po jakiej banki pożyczają sobie pieniądze.

Serie podwyżek stóp procentowych zapoczątkowane na jesieni spowodowały znaczny wzrost rat kredytowych. Co gorsze – nic nie wskazuje na to, aby poziom inflacji się zatrzymał, a tym bardziej zaczął maleć. Oznacza to, że 7 lipca na posiedzeniu RPP może nas czekać kolejna podwyżka stóp procentowych.

Jako ekspert finansowy, wyliczający codziennie raty dla klientów liczę, że kolejna podwyżka będzie łagodniejsza niż te wcześniejsze lub spodziewane przez ekonomistów i wyniesie tym razem 25 lub 50 punktów bazowych. Obawiam się jednak, że to nie jest jeszcze ten czas na łagodzenie, a RPP podejmie decyzję o podwyższeniu obecnych stóp o kolejne 75 punktów bazowych (0,75 punktów procentowych). Taka sytuacja po raz kolejny mocno odbije się na domowych budżetach. Na 30 czerwca 2022 roku najpopularniejszy WIBOR 3M wyniósł 7,05%, co oznacza, że osiągnął on najwyższe odczyty od wielu lat.

W Lendi bardzo mocno wierzymy, że ta podwyżka będzie już ostatnią w cyklu, co na pewno powinno ostudzić nastroje kredytobiorców. Ku temu, że to koniec wzrostów stóp jest kilka przesłanek. Wśród nich można wymienić m.in. widmo recesji na rynku w Polsce i w Europie oraz stabilizację cen towarów i usług konsumpcyjnych. Przewiduje się, że cykl podwyżek zakończy się na poziomie około 6,5% stopy referencyjnej (który to wskaźnik zawsze jest niższy niż WIBOR). Na rynku pojawiają się już komentarze, że szczyt podwyżek może sięgnąć 7,5%.

Jeśli decyzją RPP na posiedzeniu lipcowym stopa referencyjna zostanie podwyższona o kolejne 75 punktów bazowych, raty kredytów hipotecznych znów znacząco wzrosną. W poniższej tabeli zebrałam dane, o ile się to zmieni względem obecnego poziomu WIBOR 3M, który jest drugim po marży składnikiem, wpływającym na wysokość oprocentowania kredytów hipotecznych. Jeśli do podstawy obliczenia przyjmiemy obecny WIBOR 3M 7,05% i założymy, że w lipcu dojdzie do kolejnej podwyżki o 0,75%, to poziom nowego WIBOR 3M może wynosić już ok. 7,5% (pamiętając, że WIBOR 3M nie jest równy stopie referencyjnej).

Wyliczenia i przykład:

Dla kredytu o wartości 300 tys. zł, zaciąganym na okres 30 lat kredytowania, przy marży banku 1,69 pp oraz 20% wkładzie własnym. Przykład dotyczy banku Santander, którego oferta dostępna jest dla osób osiągających dochody min. 7 tys. zł/mies. Poniższe raty nie uwzględniają produktów dodatkowych takich jak np. ubezpieczenie na życie.

Obecnie rata dla WIBOR 3M 7,05% plus stała marża banku 1,69 pp pokazuje oprocentowanie 8,74%, czyli jest to wzrost o 60 zł/mies. względem raty liczonej przy ostatnim notowaniu WIBOR 3M, który na początku czerwca wynosił 6,70%. Każdy wzrost oprocentowania względem obecnego np. o 0,5% podwyższa poziom miesięcznej raty o niecałe 108 zł/mies., liczonego dla przykładu 300 tys. zł.

Poniższa tabela przedstawia, jak może zmienić się rata kredytu względem następnych podwyżek stóp procentowych, jeśli RPP po wakacjach zdecyduje się na kontynuację cyklu podwyżkowego:

Warianty Oprocentowanie Wysokość miesięcznej raty w zł Koszt odsetkowy w zł
wartość na dzień 30.06.2022- WIBOR 3M – 7,05% 8,74% 2 357 548 865
dla WIBOR 3M na poziomie 7,5% 9,19% 2 454 583 797
dla WIBOR 3M na poziomie 8,5% 10,19% 2 674 662 975
dla WIBOR 3M na poziomie 10% 11,69% 3 014 785 198

Opierając się na powyższym przykładzie, oznacza to, że kredytobiorcy będą płacili już ponad dwukrotnie wyższe raty, zestawiając je z czasami sprzed pandemii.

 

Polska firma IT.integro wyróżniona nagrodą MADE IN POLAND 2022

Polskie przedsiębiorstwa po raz kolejny zostały nagrodzone za zaangażowanie w rozwój i kształtowanie obrazu polskiej gospodarki. Podczas III edycji kongresu Made in Poland w Berlinie technologiczna firma IT.integro otrzymała nagrodę MADE IN POLAND 2022. Dowiedz się, co działo się podczas kongresu Made in Poland, czym zajmuje się IT.integro i dlaczego branża IT jest tak ważna w rozwoju biznesu!

Kongres Made in Poland 2022

8-9 czerwca 2022 roku odbyła się III edycja Kongresu Made in Poland – wydarzenia zrzeszającego polskich dystrybutorów, producentów i eksporterów, dyplomatów, a także ekspertów z instytucji handlowych i gospodarczych. Wydarzenie jest organizowane przez Polską Agencję Przedsiębiorczości w celu stworzenia przestrzeni do nawiązywania współpracy, edukacji i wymiany wiedzy w przestrzeni międzynarodowej.

Kongres był dla nas okazją nie tylko do odebrania nagrody, ale również zaangażowania w istotne dyskusje. Eksperci zaproszeni do dyskusji panelowych wypowiadali się w kilku sekcjach tematycznych:

  • Droga do sukcesu – Made in Poland
  • Rozwój polskich innowacji
  • Przyszłość (w) OZE
  • Światowe inwestycje Europy

Piotr Śledź, założyciel i prezes IT.integro, wziął udział w panelu dyskusyjnym poświęconym rozwojowi polskich innowacji, gdzie wypowiadał się w obszarze zastosowania rozwiązań naukowych przy innowacyjnych projektach przedsiębiorstw.

„Obecnie innowacje świetnie się sprzedają, zapotrzebowanie na nie jest stale rosnące – w Polsce i za granicą. Uczelnie niestety nie nadążają z dostarczaniem absolwentów kierunków technicznych na rynek pracy. Zadaniem biznesu jest wspieranie uczelni, aby poszerzać grono nauczycieli akademickich. Ich brak często wynika z warunków płacowych. Przedsiębiorstwa powinny wziąć część odpowiedzialności za kreowanie młodych kadr. W IT.integro ściśle współpracujemy z polskimi uczelniami w celu pozyskiwania najlepszych kandydatów do pracy. Wiąże się to oczywiście z uczestnictwem w życiu uczelnianym, wystąpieniami naszych specjalistów na uczelniach, wprowadzaniem tam wiedzy praktycznej oraz współpracy w ramach tworzenia programów studiów” – mówił Piotr Śledź, Prezes Zarządu IT.integro.

Poznaj IT.integro

Historia IT.integro na polskim rynku technologicznym sięga 1991 roku. W ciągu ponad 30 lat zmieniło się nie tylko otoczenie firmy, ale również jej struktura. Obecnie firma zatrudnia ponad 200 osób w pięciu oddziałach w Polsce – w Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu i Krakowie. Mimo wielu rewolucji w rozwoju firmy jedno się nie zmieniło – misją IT.integro zawsze było wspieranie przedsiębiorców poprzez dostarczanie im możliwości rozwoju zapewnianych przez systemy informatyczne do zarządzania zasobami w organizacji.

Dzięki wieloletniej pracy IT.integro osiągnęło status kluczowego Partnera Microsoft Dynamics 365 w Polsce. Wdraża nowoczesny system ERP Microsoft Dynamics 365 Business Central oraz własne aplikacje biznesowe w przedsiębiorstwach działających w ponad 60 krajach z całego świata.

IT.integro działa na rzecz polskich przedsiębiorców

Od lat IT.integro regularnie angażowało się w inicjatywy na rzecz edukacji biznesu w obszarze nowoczesnych technologii dla biznesu. Od 2016 roku eksperci firmy regularnie prowadzili otwarte konferencje dla przedsiębiorców pod szyldem Dynamics Business Forum, gdzie przekazywali wiedzę na temat cyfrowej transformacji biznesu i jej narzędzi. Brali udział również w wirtualnych konferencjach BUSINESSmeetup, które były odpowiedzią na problemy przedsiębiorców po wybuchu pandemii COVID-19. Obecnie IT.integro jest zaangażowane w projekt Technologia w Biznesie. Portal TechnologiawBiznesie.pl jest w pełni poświęcony współczesnym trendom technologicznym i zmianom w nowoczesnym biznesie. Liderzy polskich przedsiębiorstw mogą czerpać z niego wiedzę również na temat systemów ERP – poprzez cykl rozmów z ekspertami Rozmowy o IT. Zapraszamy po więcej wiedzy na TechnologiawBiznesie.pl

Chaos w prawach krajowych państw członkowskich UE w związku z przepisami dyrektywy SUP

Rok temu, 3 lipca 2021 r., minął termin transpozycji ustawy wdrażającej dyrektywę SUP, dotyczącą tworzyw sztucznych jednorazowego użytku, takich jak np. plastikowe sztućce, talerze czy słomki. Za sprawą regulacji, na terenie całej Unii Europejskiej, wprowadzono zakazy stosowania niektórych tworzyw sztucznych, bądź też nowe zasady ich oznakowania. Obecnie, po roku, sytuacja związana z dyrektywą SUP dalej budzi duży niepokój u europejskich producentów opakowań z tworzyw sztucznych.

W wyniku pośpiechu podczas przyjmowania regulacji oraz faktu, że Komisja Europejska wytyczne dotyczące dyrektywy opublikowała zaledwie cztery tygodnie przed upływem terminu transpozycji, wdrożenie dokumentu przebiegło w sposób chaotyczny, za sprawą czego nie wszystkie państwa członkowskie UE zdążyły na czas wprowadzić obowiązkowe przepisy dyrektywy. Jednak mimo doprecyzowania treści przepisów przez Komisję, państwom członkowskim pozostawiono równocześnie duże pole do swobodnej interpretacji dyrektywy, wskutek czego powstało wiele rozbieżności, bowiem niektóre państwa w pełni zastosowały się do ograniczeń, a inne wprowadziły od nich wyjątki, bądź wręcz je zaostrzyły.

Jedenaście państw członkowskich Unii Europejskiej nie zdecydowało się na wprowadzenie przepisów dyrektywy do swojego porządku prawnego. Z kolei 16 państw zaimplementowało dyrektywę, jednak praktycznie każde z nich ma zupełnie inne podejście do jej zapisów, co w konsekwencji może skutkować poważnym rozregulowaniem rynku i sprzecznością z unijną zasadą swobody przepływu towarów na terytorium całej Unii Europejskiej.

Fakt, który dodatkowo niepokoi branżę przetwórców tworzyw sztucznych to próby wprowadzenia przez kilka państw członkowskich dalej idących zakazów, takich jak np. zakazy dotyczące opakowań na owoce i warzywa czy odrębne przepisy etykietowania.

– Takie działania w znaczący sposób zakłócają harmonię stanu prawnego i doprowadzają do dużych rozbieżności pomiędzy przepisami krajowymi, dlatego też Komisja Europejska powinna podjąć zdecydowane kroki i wydać konkretne oświadczenia w sprawie dyrektywy SUPmówi Robert Szyman, Dyrektor Generalny Polskiego Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych.

Rok temu belgijska federacja przemysłu chemicznego Essenscia wraz z niemieckim Stowarzyszeniem Przemysłu Opakowań z Tworzyw Sztucznych IK Industrievereinigung Kunststoffverpackungen oraz Europejskim Stowarzyszeniem Przetwórców Tworzyw Sztucznych (EuPC) podjęły wspólne działania, celem których było monitorowanie,
w jakim stopniu wdrażane są przepisy w poszczególnych państwach członkowskich UE. W tym momencie, rok po wejściu w życie dyrektywy SUP, można wskazać skutki rozbieżnego wprowadzania przepisów, które odczuwają zarówno konsumenci, jak i producenci w całej Unii Europejskiej. Z badań przeprowadzonych przez wymienione wcześniej stowarzyszenia wynika, że do tej pory tylko 13 państw należących do UE zastosowało się do zakazów dotyczących słomek do picia, niektórych opakowań na wynos wykonanych z polistyrenu ekspandowanego (EPS) oraz jednorazowych kubków na napoje z EPS.

Euro powyżej 4,75 zł

Wczoraj był dzień ucieczki kapitału z Europy. Przecena złotego względem euro była dość łagodna, raptem 5 groszy. Frank zdrożał blisko 10 groszy, a dolar 12. Wszystkiemu winna spodziewana recesja.

Dolar na górkach

Dolar osiągnął wczoraj najwyższe poziomy od lat. W zależności od tego, czy odniesieniem jest euro, czy złoty, są to rekordy od odpowiednio 20 i 22 lat. Te wartości przemawiają do wyobraźni. Co jest powodem tej zmiany? Inwestorzy boją się spowolnienia gospodarczego. Biorąc pod uwagę cudowną umiejętność strefy euro do przechodzenia z kryzysu w kryzys, nie normalizując gospodarki pomiędzy nimi, nie może dziwić, że kapitał wybiera dolara. Przepływ kapitału za ocean powoduje jednak, że zasysany jest on też z okolicznych rynków. W ten właśnie sposób potencjalne problemy gospodarcze Zachodu przekładają się na dramat złotego. Tylko wczoraj dolar podskoczył z poziomu 4,52 zł na 4,64 zł. To zdecydowanie nie jest standardowa sytuacja.

Frank droższy od euro

Czasem jest tak na rynkach, że pewne waluty, które zawsze były tańsze, teraz są droższe. Ile razy kredytobiorcy, mówiąc o racie kredytu, wspominali, że na szczęście jest ona we franku, a nie euro, bo wtedy byłoby naprawdę źle. Teraz od kilku dni mamy sytuację, gdzie frank bywa droższy od wspólnej europejskiej waluty. Wynika to z jednej strony ze zdecydowanej reakcji Szwajcarskiego Narodowego Banku. Z drugiej strony spodziewane spowolnienie gospodarcze na Zachodzie dokłada swoje do pieca. Ciekawe, jak w tej sytuacji zachowa się Europejski Bank Centralny. Nikt nie chce podnosić stóp procentowych na samym początku kryzysu. Z drugiej strony ile zmian koniunktury ta instytucja może przeczekać, nie dostosowując polityki monetarnej do tego, co się dzieje?

W tle Australia podnosi stopy

Bank Australii podniósł główną stopę procentową zgodnie z oczekiwaniami z 0,85% na 1,35%. Powodem jest rosnąca inflacja, która do czerwca nie osiągnęła nawet 4%. W czerwcu jednak przekroczyła 5% i nie zapowiada się na spadki. Sporym wyzwaniem dla Australii jest jednak przecena na rynku metali przemysłowych, których wydobycie i eksport są istotnym elementem tamtejszej gospodarki. Spadki są wynikiem spodziewanego spowolnienia gospodarczego na rynkach. Metale przemysłowe, podobnie jak ropa naftowa, są mocno wrażliwe na takie oczekiwania.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto poczekać na 20:00 na protokół z posiedzenia FOMC, czyli amerykańskiego odpowiednika naszej RPP.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Nowa wersja struktury JPK-FA – co się zmieni

Struktura JPK_FA (4) jest wymagana w przypadku praktycznie każdej kontroli, niezależnie czy dotyczy ona VAT czy podatku dochodowego. Biorąc pod uwagę, że nie podlega ona korekcie, a na przestrzeni ostatnich sześciu lat zmieniała się już 4 krotnie, złożenie jej może stanowić nie lada wyzwanie. Brak przedstawienia prawidłowej struktury w terminie może wiązać się z poważnymi konsekwencjami dla podatnika.

Zasadniczo podatnik powinien być w stanie przekazać właściwemu organowi dane w określonej formie w terminie nie mniej niż 3 dni. W praktyce często jest to okres tygodniowy, który może być wydłużony na uzasadnioną prośbę podatnika. Złożona struktura JPK_FA w przeciwieństwie do struktury JPK_VAT nie podlega korekcie. Innymi słowy podatnicy są zobowiązani do przekazania w krótkim terminie, ostatecznej wersji pliku JPK_FA zgodnej z aktualną strukturą.

Podstawowe informacje o strukturze JPK_FA (4)

Na wstępie należy zaznaczyć, że struktura JPK_FA (4) obejmuje wyłącznie dane z faktur sprzedaży. Struktura JPK_FA (oprócz tzw. węzłów technicznych) posiada zasadniczo trzy podstawowe węzły zawierające dane z wystawionych faktur VAT. Pierwszy węzeł to Faktura, który zawiera podstawowe dane z faktury VAT takie jak np. numer faktury, dane wystawcy i nabywcy, datę wystawienia, kwoty netto oraz podatku VAT wg stawek. Zawiera również informacje o walucie, w której wystawiona jest dana faktura. Dodatkowo ten element struktury zawiera pozostałe informacje dotyczące szczególnych typów transakcji udokumentowanych daną fakturą (określonych w art. 106e ust. 1 pkt 16-24 ustawy o VAT), takich jak stosowanie metody kasowej, samofakturowania, mechanizm podzielonej płatności, czy transakcji „odwrotnego obciążenia”. Kolejny węzeł to wiersz faktury, który zawiera numer faktury (żeby powiązać ten węzeł z pierwszym węzłem) oraz dane o dostarczonych produktach lub świadczonych usługach, w tym ich ilość/zakres, cena jednostkowa i wartość. Ostatni węzeł to zamówienie. Zawiera on dane o zamówieniach/umowach, w tym ich wartościach całkowitych oraz przedmiocie (ilość/zakres, cena jednostkowa i wartość), do których zostały wystawione faktury zaliczkowe ujęte w danej strukturze JPK_FA. Zatem struktura JPK_FA zawiera wszystkie niezbędne elementy faktury VAT, zgodnie z art. 106e ust. 1 ustawy o VAT.

Zmiany w strukturze JPK_FA (4)

W strukturze JPK_FA(4) dokonano kilku istotnych zmian w stosunku do struktury JPK_FA(3). W szczególności wprowadzono zaktualizowany słownik kodów krajów członkowskich UE, w tym kodu dla obszaru Irlandii Północnej i osobny kod GB dla Wielkiej Brytanii, wprowadzono zaktualizowany słownik kodów walut, usunięto stare słowniki kodów krajów UE oraz kodów walut, wprowadzono nowy kod Systemowy: JPK_FA (4), wprowadzono nowy wariant formularza 4, rozszerzono węzeł danych identyfikacyjnych w zakresie numerów identyfikacyjnych dla celów OSS i IOSS. Ponadto dodano nowy element dla celów raportowania różnych stawek w procedurach OSS i IOSS. Wprowadzone zmiany mają zatem na celu doprecyzowanie pliku w związku ze zmianami wynikającymi z pakietu e-commerce, finalne skorygowanie w związku z BREXIT oraz wprowadzonymi zmianami w zakresie zaliczek.

Co istotne od 1 kwietnia 2022 r. faktury wystawione przed tą datą będą raportowane według wersji struktury JPK_FA(4). Zatem poprzednie wersje nie będą obowiązywały, co jest innym sposobem raportowania niż w przypadku JPK VAT, gdzie raportowanie odbywa się w strukturze obowiązującej w danym momencie.

Niektóre problemy związane z JPK_FA

Na zakończenie warto wspomnieć o kilku istotnych problemach dotyczących raportowania JPK_FA, które mogą być skonfigurowane i wyjaśnione przy okazji aktualizacji JPK_FA (4). W nowszych wersjach struktury JPK_FA (od wariantu 3) faktury walutowe mogą być przygotowywane w jednym pliku dla różnych walut. Nie ma więc potrzeby przygotowywania dwóch oddzielnych plików, niemniej nie stanowi to błędu. W przypadku przygotowywania jednego pliku w sekcjach Faktura i Faktura Wiersz należy ująć dane w walucie obcej, natomiast przeliczony na złote podatek (o ile wystąpił) należy ująć w odpowiednich rubrykach. W sekcji Faktura w elemencie „Kod Waluty” należy wskazać odpowiedni dla danej faktury kod waluty obcej.

Kolejny problem dotyczył faktur wystawionych w imieniu innego podatnika VAT (tzw. „samofakturowanie”). W pliku JPK_FA raportowane są wyłącznie faktury sprzedaży podatnika, do którego zostało skierowane żądanie przekazania tych faktur. Faktury wystawione za pomocą programów komputerowych powinny być dostępne i przekazane w formie pliku JPK_ FA temu podatnikowi, jeśli organ podatkowy zwróci się do niego z żądaniem dostarczenia jego faktur sprzedaży.

Ostatnia kwestia to ujmowanie w JPK_FA danych, jeżeli podatnik wie o błędzie na fakturze. Jak wskazuje Ministerstwo Finansów w objaśnieniach do struktury JPK_FA (4) zawartość pliku JPK_FA powinna odzwierciedlać treść faktur wprowadzonych do obiegu. Zatem przykładowo jeśli podatnik wystawiał fakturę zawierającą adnotację „mechanizm podzielonej płatności” w sytuacjach, gdy nie było takiego obowiązku, to pole P_18A przyjmie wartość „true”, czyli należy fakturę oznaczyć tak jak zostało to wykazane na fakturze sprzedaży. Zatem istotne jest zapewnienie zgodności pomiędzy danymi w systemach finansowych, na podstawie których generowany jest plik JPK_FA (4) z danymi z których generowane są faktury wysyłane do klientów.

Autor: Agnieszka Stachurska, dyrektor Biura Rachunkowego SCS należącego do Grupy Kancelarii Prawnych Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Dolar o krok od historycznego maksimum. Trwa słabość WIG-Górnictwo

Amerykański rynek akcji zdołał zamknąć wtorkową sesję wzrostami S&P 500 (+0,16 proc.) i Nasdaq Composite (+1,75 proc.), ale średnia przemysłowa Dow Jonesa spadła (-0,42 proc.). Swe nowe cykliczne minima osiągnęły wczoraj kanadyjski S&P/TSX Composite (-1,02 proc.) oraz brazylijska Bovespa (-0,32 proc.).

Na rynkach akcji Azji i Oceanii dziś rano przeważała słabość. Najsilniej tracił tajwański TAIEX (-2,53 proc.), który osiągnął najniższy poziom od końca 2020 roku. Najniżej od ponad 2 lat był dziś malezyjski KLCI (-1,17 proc.).

Po wczorajszych silnych spadkach dziś rano odbijały w górę główne indeksy rynków akcji w Europie (DAX +1,51 proc., CAC 40 +1,43 proc. ok. 9:30).

WIG-20 spadł minimalnie poniżej wczorajszego 1,5-rocznego minimum, ale później próbował zwyżkować (+0,55 proc. ok. 9:30). Nadal bardzo słaby był WIG-Górnictwo, który na początku środowej sesji spadał o ponad 3,5 proc. osiągając najniższy poziom od listopada 2020. O ponad 2,5 proc. taniały zarówno akcje KGHM jak i JSW i Bogdanki.
Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych pozostawała dziś rano poniżej poziomu 3 proc.

Po wczorajszym tąpnięciu o ok. 10 proc. do najniższego poziomu od ponad 1,5 miesiąca ceny ropy naftowej odbijały dziś w górę o 1,5-2 proc. Swe nowe cykliczne minima zaliczyły dziś na COMEX-ie ceny miedzi i srebra.

Po wczorajszym tąpnięciu do najniższego poziomu od 2002 roku, dziś rano kurs EUR/USD pozostawał stabilny (-0,04 proc.). Kurs euro wobec szwajcarskiego franka pozostawał poniżej parytetu i był dziś rano najniższy od stycznia 2015.

Kurs USD/PLN był dziś rano (4,6419, +0,42 proc.) o krok od osiągnięcia historycznego maksimum z października 2000 roku (4,732). Kurs EUR/PLN zwyżkował ok. 9:10 o 0,3 proc.

Kurs Bitcoina względem USD nadal oscyluje wokół poziomu 20000 USD (ważnego, bo to stanowiący potencjalne wsparcie, szczyt hossy z grudnia 2017 roku). Po wczorajszym powrocie powyżej 20000 USD dziś rano kurs BTC/USD spadał o 1,07 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Zbliżamy się do końca podwyżek stóp w Polsce

Podczas najbliższego, lipcowego posiedzenia Rada Polityki Pieniężnej najprawdopodobniej ponownie podniesie stopy procentowe – już po raz dziesiąty z rzędu od października 2021 r. Skala ruchu powinna być podobna jak w ostatnich dwóch miesiącach, niepewność jest jednak duża. Podwyżka mniejsza niż 75 pb. najprawdopodobniej będzie mieć negatywny wpływ na złotego.

Kluczowym argumentem za kontynuacją podwyżek stóp w Polsce jest uporczywie rosnąca inflacja. Wstępny odczyt pokazał, że inflacja CPI osiągnęła w czerwcu poziom 15,6%, najwyższy od 1996 r. Momentum było silne – ceny wzrosły o 1,5% w skali miesiąca w porównaniu do 1,7% w maju. Najsilniej podrożały paliwa, zaś w przypadku żywności dynamika cen wyhamowała do 0,7% w skali miesiąca. Dane o inflacji bazowej poznamy dopiero w połowie lipca, wstępny odczyt sugeruje jednak, że wzrosła ona z 8,5% w maju do ok. 9% w czerwcu.

Inflacja utrzymuje się znacznie powyżej głównej granicy celu NBP (2,5% ± 1 pp.) i mimo że największy szok może już być za nami, w krótkim terminie prawdopodobnie pozostanie nieakceptowalnie wysoka. Co więcej, szanse na jej powrót do przedziału celu inflacyjnego są niewielkie nie tylko w tym roku, ale również w 2023.

Wykres 1: Inflacja w Polsce (2012 – 2022)

Inflacja w Polsce Źródło: Bloomberg Data: 06.07.2022

Większość ekonomistów, w tym również my, spodziewa się w tym tygodniu podwyżki stóp NBP o 75 pb. – czyli ruchu jak w ostatnich dwóch miesiącach. Część prognostów opowiada się jednak za podwyżką o 100 pb., a podobna liczba – o tylko 50 pb. Niepewność przed zebraniem wyraźnie wzrosła po piątkowej publikacji wskaźników PMI, po której niektórzy obserwatorzy sugerowali nawet, że NBP powinien wstrzymać się z podwyżkami lub zakończyć cykl.

Oczekiwania rynkowe dotyczące podwyżek stóp w Polsce w ostatnich dniach były bardzo wahliwe. Początkowo doświadczyły skorygowania. Nastąpiło to zarówno w związku z rozczarowującymi danymi z kraju, jak i w kontekście ogólnego spadku wycen podwyżek stóp w wielu krajach na fali rosnących obaw o recesję, które wyparły obawy w zakresie inflacji. Obecnie jednak oczekiwania rosną w związku z osłabieniem waluty – rynek ponownie wycenia, że stopy dobiją do ok. 8%.

Uważamy, że zbliżamy się do momentu, w którym Narodowy Bank Polski zakończy podnoszenie stóp. Sądzimy jednak, że po podwyżce w lipcu po wakacjach powinno nastąpić dalsze zacieśnianie, być może o mniejszej skali, chyba że sytuacja gospodarcza znacznie się pogorszy.

Jak zareaguje złoty?

Trudno precyzyjnie określić, co rynek wycenia przed posiedzeniem, a wyceny dodatkowo mogą ulec zmianie przed momentem publikacji decyzji, lecz uważamy, że podwyżka o skali mniejszej niż 75 pb. wpłynęłaby negatywnie na złotego. Jednocześnie co najmniej równie istotna jak sama decyzja będzie komunikacja Rady po posiedzeniu. Pozwoli ona ocenić zamiary banku centralnego w kontekście pogarszającej się sytuacji gospodarczej.

Oświadczenie po decyzji, nowe projekcje makroekonomiczne i komentarze prezesa Adama Glapińskiego podczas konferencji prasowej następnego dnia będą uważnie analizowane przez inwestorów w poszukiwaniu wskazówek dotyczących dalszych kroków banku centralnego.

Decyzja w sprawie polityki RPP zostanie ogłoszona w czwartek (07.07). Konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego rozpocznie się w piątek o 15:00.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Peakside zamyka swój fundusz na rynku CEE ze stopą zwrotu 20%

Peakside Capital Advisors zakończył sprzedaż portfela nieruchomości
o powierzchni 240 000 mkw. Pakiet nieruchomości należał do funduszu inwestycyjnego realizującego strategię typu „value-add” na rynku Europy Środkowo-Wschodniej (CEE). Łączne przychody ze sprzedaży przekroczyły ponad 160 milionów euro, pozwalając wygenerować dla inwestorów Peakside wewnętrzną stopę zwrotu (IRR) na poziomie 20% oraz mnożnik kapitału (MoC) powyżej 1,7x.

Peakside Capital Advisors zakończył sprzedaż aktywów o powierzchni 240 000 mkw. Na początku bieżącego roku została sfinalizowana sprzedaż ostatniego projektu w portfolio – centrum handlowego Kraków Plaza.

Oprócz krakowskiej lokalizacji, w skład portfela wchodziło kilka nieruchomości handlowych i dwa biurowce położone w Czechach, które były zarządzane przez Peakside w Polsce i Czechach. Zadaniem Peakside było aktywne zarządzanie lokalizacjami uwzględniające liczne inicjatywy mające na celu zwiększenie ich wartości.

Przykładowym obiektem jest The Cube – inwestycja biurowa zlokalizowana w czeskiej Pradze. Zespół Peakside przyczynił się do zwiększenie poziomu wynajęcia i przychodów z czynszu oraz odblokował potencjał deweloperski nieruchomości przygotowując szczegółową koncepcję architektoniczną, która uzyskała wstępną aprobatę lokalnych władz.

Obecnie Peakside skupia się na sektorze magazynowym, aktywnie szukając nowych okazji inwestycyjnych zarówno poprzez zakupy istniejących budynków jak i realizację projektów deweloperskich. W lutym br. Peakside wszedł na polski rynek magazynowy poprzez akwizycję trzech nieruchomości: City Point Targówek, Logistics Point Raszyn oraz Logistics Point Piaseczno, o łącznej pow. najmu ok. 147 tys. m kw.

Michał Nawrot, Principal w warszawskim biurze Peakside dodał: „Jesteśmy bardzo zadowoleni ze świetnych wyników naszego funduszu na rynku CEE oraz z faktu, że spełniliśmy wysokie oczekiwania naszych inwestorów. Naszym celem jest powtórzenie tego sukcesu na rynku magazynowym, gdzie widzimy wiele interesujących okazji inwestycyjnych.

Develia po I półroczu 2022 r.

Develia sprzedała 966 mieszkań w I półroczu br. na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych, wobec 1062 mieszkań w I półroczu 2021 r., co oznacza spadek o 9%. Spółka przekazała 206 mieszkań w porównaniu do 758 lokali rok wcześniej.

Deweloper zawarł 110 umów rezerwacyjnych, których znaczna część może zostać przekształcona w umowy deweloperskie w najbliższym okresie.

W II kwartale 2022 r. spółka sprzedała 363 lokale wobec 482 mieszkań w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli o 25% mniej. W okresie kwiecień-czerwiec br. Develia przekazała 20 lokali w inwestycjach w Warszawie i Krakowie. Mniejsza liczba przekazań wynika z harmonogramu realizacji projektów. Cel zarządu to przekazanie 1950-2050 lokali w 2022 r., z czego większość przekazań jest planowana na IV kwartał br.

W wyniku kumulacji negatywnych czynników zewnętrznych i pogorszenia się sytuacji gospodarczej, zarząd Develii podjął decyzję o korekcie celu sprzedaży wyznaczonego na 2022 r. do poziomu 1600-1800 lokali, czyli o około 30%.

– W kontekście sytuacji rynkowej wynik sprzedaży, jaki osiągnęliśmy w II kwartale br. jest zadowalający. Natomiast mierzymy się z wieloma wyzwaniami, przede wszystkim z dalszym wzrostem stóp procentowych i ograniczeniem zdolności kredytowej klientów. W zestawieniu z niepewnością odnośnie sytuacji ekonomicznej i potencjalnymi kolejnymi podwyżkami stóp przekłada się to na znaczny spadek transakcji finansowanych kredytem. W związku z tym podjęliśmy decyzję o skorygowaniu celu sprzedaży do poziomu 1600-1800 lokali. To niewiele mniej wobec bardzo dobrego 2021 r., w którym nabywców znalazło 1921 mieszkań mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Spółka ma dobrą sytuację finansową i zabezpieczony atrakcyjny bank gruntów. Dzięki pracy, jaką wykonaliśmy w poprzednich kwartałach jesteśmy przygotowani na okres spowolnienia na rynku – dodaje Andrzej Oślizło.

W II kwartale 2022 r. najwięcej mieszkań znalazło nabywców w inwestycjach: Centralna Park w Krakowie, Aleje Praskie w Warszawie i Szmaragdowy Park w Gdańsku.

Victoria Dom liczy na odbicie sprzedaży w drugim półroczu

Deweloper Victoria Dom w pierwszym półroczu br. zakontraktował 525 lokali. Uwzględniając zeszłoroczną wysoką bazę porównawczą sprzedaż była mniejsza w ujęciu r./r. o 43%. Spadek liczby zawieranych nowych umów dotknął całej branży i wynikał głównie z rosnących kosztów kredytu, a tym samym ograniczenia zdolności kredytowej klientów. Zarząd Victoria Dom liczy na odbicie sprzedaży w drugiej połowie roku, w czym ma pomóc planowane zawarcie umów z funduszami PRS inwestującymi w mieszkaniowy wynajem instytucjonalny.

Deweloper Victoria Dom w ramach działalności prowadzonej na rynku polskim, podpisał w drugim kwartale br. 214 umów deweloperskich i płatnych umów rezerwacyjnych. Narastająco przez pierwszych sześć miesięcy tego roku zakontraktowanych zostało 525 mieszkań, co jest wynikiem o 43% słabszym niż w pierwszym półroczu zeszłego roku, kiedy zawarto 918 umów z nabywcami.

– Na tegoroczną słabszą sprzedaż przełożył się przede wszystkim wzrost kosztów kredytu, a tym samym ograniczenie zdolności kredytowej klientów. Dostępność do zewnętrznego finansowania jest ważna dla naszych nabywców, bo jako deweloper specjalizujemy się w budowie osiedli adresując je do osób, które z reguły dokonują zakupu swojego pierwszego mieszkania. Spadek popytu odczuło natomiast większość deweloperów na rynku, także my jako jeden z wiodących podmiotów w branży. W samym drugim kwartale zeszłego roku osiągnęliśmy jednocześnie rekordowe wyniki sprzedaży co spowodowało, że teraz mieliśmy do czynienia również z wysoką bazą. Porównując naszą sprzedaż z drugiego kwartału tego roku z tym samym, ale już normalnym okresem sprzed dwóch lat, spadek wyniósł jedynie 16% – powiedział Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Zarządu Victoria Dom.

Zdaniem zarządu Victoria Dom spółka powinna poprawić sprzedaż w drugiej połowie br. – Prowadzimy zaawansowane rozmowy z kilkoma funduszami PRS inwestującymi w lokale na wynajem, w zakresie sprzedaży kilku realizowanych przez nas projektów. W efekcie zakładamy, że wyniki sprzedażowe całego bieżącego roku nie powinny znacząco odbiegać od wyników ubiegłego roku – podkreślił Waldemar Wasiluk. Dodał jednocześnie, że w tym roku Victoria Dom planuje przekazać właścicielom około 1400 gotowych mieszkań. Będzie to około 15% więcej niż rok wcześniej.  – Po bardzo efektywnej sprzedaży mieszkań w poprzednich okresach, spowolnienie z jakim mieliśmy do czynienia w pierwszej połowie roku nie powinno mieć wpływu na osiągane przez nas wyniki finansowe – dodał Wiceprezes Zarządu Victoria Dom.

Victoria Dom posiada rozbudowany bank ziemi systematycznie uruchamiając nowe inwestycje i kolejne etapy popularnych osiedli. W Polsce aktualnie realizuje projekty na terenie aglomeracji warszawskiej i krakowskiej. Dodatkowo Victoria Dom rozwija działalność w Niemczech prowadząc ekspansję w Berlinie oraz Lipsku.

Zeroemisyjne dostawy No Limit dla klientów IKEA

No Limit, międzynarodowy operator logistyczny, specjalizujący się m.in. w usługach dystrybucyjnych, skutecznie realizuje projekt ograniczania emisji CO2..  W pierwszym półroczu 2022 roku, na terenie Warszawy firma zrealizowała samochodami elektrycznymi, które w czasie użytkowania nie emitują CO2, ponad 35% dostaw home delivery do klientów IKEA. W tym samym okresie udział procentowy zielonych dostaw na terenie Poznania wyniósł 15%. To efekt strategii obu firm w dążeniu do obniżenia emisji gazów cieplarnianych i ochrony środowiska, a także programu No Limit Smart City, zakładającego zharmonizowane inwestycje w rozbudowę floty samochodów elektrycznych, infrastrukturę ładowania i inne „zielone” rozwiązania w obszarze logistyki miejskiej.

No Limit i IKEA współpracują w zakresie wielkogabarytowych dostaw B2C od 2014 roku.

Od początku naszej współpracy kwestie dotyczące ekologii miały szczególne znaczenie. Zrealizowaliśmy razem wiele „zielonych projektów, ale najważniejszy z nich to zeroemisyjne dostawy na terenie największych aglomeracji”-  podkreśla Maciej Rybak, Sales and Customer Relations CEE Director w No Limit

W pierwszym etapie dostawy elektryczne objęły region aglomeracji warszawskiej i poznańskiej.

Od stycznia 2020 roku codziennie wykorzystujemy samochody elektryczne w dostawach do Klientów IKEA w Warszawie i okolicach. W 2021 roku znacznie zwiększyliśmy inwestycje w zieloną flotę i własną infrastrukturę ładowaniaEfektem są dostawy home delivery IKEA do ponad 35% odbiorców w Warszawie samochodami elektrycznymi, co w przypadku dostaw wielkogabarytowych jest wyzwaniem. Wspomniany udział procentowy dot. pierwszego półrocza roku 2022. Zimowa aura i niskie temperatury utwierdziły nas w przekonaniu jak ważne dla sukcesu projektu były inwestycje w kilkadziesiąt własnych stacji ładowania AC/DC. W niektórych dzielnicach miasta realizujemy dziś ponad 60% dostaw EV.” – dodaje Maciej Rybak.

No Limit zapowiada kolejne etapy swojej ekologicznej strategii.

To dopiero początek prawdziwej rewolucji. Udział dostaw zeroemisyjnych będzie rósł dalej, a koncepcja No Limit Smart City zawita również m.in. do innych dużych aglomeracji. Od wielu lat świadczymy kompleksowe usługi dla największych firm w Europie i widzimy rosnące  oczekiwanie klientów względem wdrażania rozwiązań proekologicznych w transporcie towarów. Bardzo cieszy nas, że pionierami na tym obszarze są nasi szwedzcy Partnerzy”  – podsumowuje Maciej Rybak.

Realizacja bardziej przyjaznych środowisku dostaw home delivery IKEA na ostatniej mili sięga 2016 roku, gdy we flocie No Limit pojawiły się pierwsze niskoemisyjne samochody CNG. Z kolei na przełomie 2018 i 2019 roku, przy współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Paliw Alternatywnych odbyły się testy dostaw zeroemisyjnych w ramach projektu Misja Zerowa Emisja.

Biorąc pod uwagę globalne trendy, a także zmieniające się unijne wymagania, dla wielu europejskich firm proekologiczne rozwiązania na ostatniej mili to duże wyzwanie. Z punktu widzenia No Limit kluczem do sukcesu są dobrze zaplanowane, długofalowe inwestycje i determinacja w realizacji zakładanych celów. nolimit ikea

Creotech Instruments 11 lipca zadebiutuje na GPW

Pierwsza spółka kosmiczna wchodzi na główny parkiet GPW. Debiut Creotech Instruments już 11 lipca.

Creotech Instruments – wiodący polski producent systemów satelitarnych oraz zaawansowanej elektroniki dedykowanej komputerom kwantowym, zadebiutuje na Rynku Głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie już 11 lipca 2022 r. W ubiegłym miesiącu dokonano przydziału akcji Creotech Instruments w związku z pomyślnie zakończoną Publiczną Ofertą o wartości 39,65 mln zł brutto. Pomimo bardzo trudnej sytuacji rynkowej była to pierwsza emisja akcji spółki zmierzającej na główny parkiet GPW od początku br., która zakończyła się pełnym sukcesem.
– Dołączenie do grona spółek notowanych na Głównym Rynku GPW w Warszawie jest ukoronowaniem ostatnich miesięcy naszej ciężkiej pracy i zakończonej sukcesem publicznej emisji akcji o wartości 39,65 mln zł brutto. Mimo niezwykle trudnej sytuacji rynkowej Oferta cieszyła się dużym zainteresowaniem Inwestorów, o czym świadczyła 40 proc. stopa redukcji zapisów w Transzy Inwestorów Detalicznych. Raz jeszcze dziękujemy wszystkim Inwestorom za zaufanie oraz wiarę w przyjęty przez nas model biznesowy. Dodam też, że do akcjonariatu naszej firmy dołączyły renomowane fundusze OFE oraz TFI – mówi Grzegorz Brona, Prezes Zarządu w Creotech Instruments S.A. – Uroczystość przenosin z NewConnect na rynek regulowany odbędzie się już w najbliższy poniedziałek, 11 lipca 2022 – dodaje.

Tegoroczna Oferta publiczna Creotech Instruments obejmowała 396.558 akcji serii I, z czego 20.710 akcji zostało objętych przez inwestorów w ramach Transzy Inwestorów Detalicznych, natomiast 375.848 w Transzy Inwestorów Instytucjonalnych. Cena emisyjna za jedną akcję wynosiła 100 zł. Globalnym koordynatorem Oferty był Dom Maklerski Navigator S.A., a współkoordynatorem Noble Securities S.A. Doradztwo prawne zapewniała kancelaria WBW Weremczuk, Bobeł & Wspólnicy. Funkcję Doradcy Zarządu spółki pełnił CC Group Sp. z o.o.

Creotech Instruments od lat realizuje wiele ciekawych i zaawansowanych projektów technologicznych, współpracując z renomowanymi podmiotami publicznymi i prywatnymi na świecie, m.in. z Europejską Agencją Kosmiczną, czy Europejską Organizacją Badań Jądrowych CERN.
Rynek kosmiczny jest kluczowym obszarem działalności spółki. Firma aktualnie realizuje projekt badawczo – rozwojowy EagleEye, oparty na autorskiej platformie mikrosatelitarnej HyperSat, w ramach której opracowywany jest mikrosatelita obserwacyjny Ziemi. Jego wyniesienie na niską orbitę okołoziemską planowane jest na przełom 2023/2024 roku.

– Creotech jako jedyna firma w Polsce osiągnęła zdolność do budowy kompletnych systemów mikrosatelitów. Zdolność produkcyjna satelitów bazujących na platformie HyperSat ma wynieść ok. 20 satelitów rocznie, podczas gdy na rynku zapotrzebowanie szacowane jest na ponad 1000 jednostek rocznie. Tego rodzaju obiekty działają na orbicie ok. 5 lat, a zatem możemy liczyć na powtarzalność takich zamówień. – mówi Jacek Kosiec, Wiceprezes Creotech Instruments. – Warto podkreślić, że już zawieramy pierwsze kontrakty na dostawę satelitów, aby jak najszybciej móc wykorzystać nasze aktualnie dostępne zdolności produkcyjne. Pierwszym realizowanym przez nas projektem na dostawę 3 satelitów jest projekt PIAST, którego celem jest umieszczenie satelitów obserwacyjnych na orbicie okołoziemskiej w 2024 r. Przedsięwzięcie ma na celu stworzenie w Polsce instrumentów narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi na potrzeby Sił Zbrojnych RP. Będzie to jednocześnie pierwsze komercyjne wdrożenie platformy HyperSat. Rozpoczęliśmy również współpracę z Uniwersytetem UC TATI z siedzibą w Malezji, z którym podejmiemy się stworzenia zaawansowanych technologii satelitarnych i dronowych, odpowiadających na potrzeby tego państwa. – dodaje Jacek Kosiec.

Firma działa również na perspektywistycznym rynku technologii kwantowych. Aktualnie rozpoczyna się największy projekt z tego obszaru w Unii Europejskiej. W maju br. międzynarodowe konsorcjum pod przewodnictwem Uniwersytetu w Innsbrucku, którego członkiem jest Creotech Instruments, zostało wybrane przez Komisję Europejską do projektu budowy pierwszego dużego komputera kwantowego dla UE. Celem przedsięwzięcia jest budowa 100-kubitowego komputera kwantowego do 2025 r. oraz uzyskanie gotowości technologicznej do budowy 1000-kubitowego rozwiązania do 2029 r.

Grupa Murapol podsumowała pierwszą połowę 2022 r.

W okresie od stycznia do czerwca br. Grupa Murapol podpisała 1 426 umów deweloperskich i przedwstępnych odnotowując zaledwie 4,4 proc. spadek r/r. W analizowanym okresie klucze do swoich mieszkań odebrało 1 370 klientów wobec 947 w 2021 r. Grupa postawiła do dyspozycji klientów kolejnych 2 106 mieszkań w 9 miastach.

SPRZEDAŻ

W pierwszym półroczu 2022 GK Murapol podpisała umowy deweloperskie i przedwstępne dot. 1 426 mieszkań wobec 1 491 rok wcześniej, czyli o 4,4 proc. mniej r/r. Z kolei biorąc pod uwagę rezerwacje opłacone, spadek ten był jeszcze mniejszy i wyniósł 0,9 proc. (1 366 lokali w 1H 2022 wobec 1 379 w analogicznym okresie ub.r.)

Od stycznia do czerwca br. największym zainteresowaniem cieszyły się lokale GK Murapol w Krakowie z Wieliczką i Poznaniu, gdzie nabywców znalazło odpowiednio 238 i 209 mieszkań. 182 umowy zostały podpisane we Wrocławiu, a 155 w Gdańsku. W Toruniu GK Murapol sprzedała 121 mieszkań, 107 w Łodzi, a 102 w Gliwicach. W Bydgoszczy podpisanych zostało 86 umów, 53 w Tychach i 50 w Warszawie.

PRZEKAZANIA

W okresie od stycznia do czerwca 2022 GK Murapol przekazała klucze do 1 370 mieszkań wobec 947 w analogicznym okresie ub.r. Tegoroczny wynik jest zatem lepszy o blisko 45 proc. r/r. W drugim kwartale przekazanych zostało 565 mieszkań wobec 495 rok wcześniej.

Najwięcej lokali w 1H 2022 roku zostało wydanych klientom w Krakowie i Wieliczce – 293, Katowicach – 238 i Poznaniu – 212. Ponadto klucze do swoich mieszkań odebrało 148 nabywców w Siewierzu, 133 w Gliwicach i 91 w Warszawie. 81 lokali zostało wydanych klientom w Łodzi, a 70 w Toruniu.

WPROWADZENIE DO OFERTY

W pierwszym półroczu br. GK Murapol wprowadziła do oferty 2 106 mieszkań w 9 miastach wobec 2 099 w analogicznym okresie minionego roku. W drugim kwartale do dyspozycji klientów zostało postawionych kolejnych 1 026 lokali.

Najwięcej, bo o 488 lokali GK Murapol zwiększyła ofertę w Gdańsku, gdzie do dyspozycji klientów postawiła dwie nowe inwestycje – Murapol Osiedle Zdrovo 2 przy ul. Niepołomickiej oraz Murapol Osiedle Ambro przy ul. Ateny, a także kolejny etap Murapol Osiedla Novelo przy ul. W. Jagiełły. Pulą 352 mieszkań w nowej inwestycji Murapol Osiedle Fit przy al. Bielskiej GK Murapol powróciła do Tychów. 277 mieszkań zostawało postawionych do dyspozycji wrocławian w nowym projekcie nieruchomościowym Murapol Jagodno Park realizowanym przy ul. S. Drabika. O 249 mieszkań zwiększyła się oferta GK Murapol w Poznaniu w kolejnym etapie Murapol Zielonego Żurawińca przy ul. Sielawy. Kolejnych 170 lokali trafiło do oferty Murapol Osiedla Akademickiego w Bydgoszczy, a 157 Murapol Parków Krakowa przy ul. A. Vetulaniego w stolicy Małopolski. Na Murapol Osiedlu Natura, stołecznym projekcie dewelopera, dostępne są kolejne 123 mieszkania w trzech ostatnich budynkach zaprojektowanych w ramach tego przedsięwzięcia deweloperskiego.

LICZBA MIESZKAŃ W BUDOWIE

Na koniec pierwszego półrocza 2022 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6 279 lokali w 76 budynkach powstających w ramach 19 projektów na terenie 12 miast, z tego dla segmentu PRS 1 555 lokali.

Największy udział w portfelu budowanych inwestycji miała Łódź, gdzie w 7 budynkach powstaje 1 311 lokali mieszkalnych. Na kolejnych pozycjach plasują się Wrocław, Kraków z Wieliczką i Poznań, w których realizowanych jest odpowiednio 825, 823 i 780 mieszkań. 564 lokale budowane są w warszawskich inwestycjach GK Murapol, 511 w gdańskich, a 510 w Bydgoszczy. W Tychach powstają 352 mieszkania, 292 w Toruniu, 189 w Gliwicach, a 122 w Sosnowcu.

Portfel 6 279 lokali mieszkalnych w budowie obejmuje 1 555 lokali o łącznym PUM ok. 45,9 tys. mkw., które zostały sprzedane na rzecz instytucjonalnego najmu.

BANK ZIEMI

Na dzień 30 czerwca 2022 r. Grupa Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę blisko 20,7 tys. lokali, który można podzielić wg dwóch kategorii – kryterium własności i etapu inwestycyjnego:

  • ponad 8,8 tys. lokali powstanie na gruntach będących własnością lub w użytkowaniu wieczystym Grupy oraz ponad 11,8 tys. lokali na gruntach objętych warunkowymi umowami przedwstępnymi,
  • ponad 4,8 tys. lokali jest w trakcie realizacji oraz blisko 15,9 tys. lokali w przygotowaniu.
Potencjalna liczba lokali
W trakcie realizacji 4 802
W trakcie przygotowania 15 854
Razem 20 656
Własność/użytkowanie wieczyste 8 825
Umowy przedwstępne 11 831
Razem 20 656

Spośród 20,7 tys. lokali wchodzących w skład aktywnego banku ziemi, ok. 17,5 tys. mieszkań przeznaczone jest na rzecz klientów detalicznych, z kolei ok. 3,2 tys. lokali dedykowane jest pod segment PRS

– Pierwsze półrocze bieżącego roku nie należało do łatwych dla branży deweloperskiej. Podwyżki stóp procentowych załamały rynek klienta kredytowego, który przez długi czas dominował wśród nabywców mieszkań. Tymczasem w bieżącym roku, 64% naszej sprzedaży stanowiły zakupy gotówkowe, których motywem często jest poszukiwanie sprawdzonych form lokowania oszczędności w warunkach galopującej inflacji. Tutaj na pewno sprawdza się nasz produkt – mieszkania w standardzie popularnym i popularnym premium, funkcjonalne i kompaktowe układy nawet na niewielkich metrażach są optymalnym rozwiązaniem zarówno dla osób, kiedy znacznie zmniejsza się ich zdolność kredytowa, ale cieszy się także dużym zainteresowaniem wśród klientów inwestycyjnych, zwłaszcza, że rynek najmu przeżywa swój renesans – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA – Pomimo niełatwych warunków rynkowych nie zwalniamy tempa i stale pracujemy nad nowymi projektami inwestycyjnymi. Nasz aktywny bank ziemi na koniec pierwszego półrocza tego roku był o ponad tysiąc lokali większy niż w analogicznym okresie minionego roku. – dodaje Nikodem Iskra.

W ciągu ponad 21 lat działalności GK Murapol zrealizowała 74 wieloetapowe inwestycje, w ramach których powstały 353 budynki obejmujące łącznie blisko 22,5 tys. lokali.

Answear.com ze wzrostem przychodów ze sprzedaży o 34 proc. rdr. w II kw. 2022 r.

Answear.com, wiodący e-commerce w regionie Europy Środkowo-Wschodniej oferujący modę oraz produkty lifestylowe i dekoracyjne, według wstępnych danych wypracował w II kw. 2022 r. 196 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza to wzrost o 34 proc. rdr. Spółka wznowiła w maju sprzedaż na rynku ukraińskim. Pierwsze tygodnie sprzedaży w ocenie Answear.com przebiegają pomyślnie i pozwalają optymistycznie patrzeć w przyszłość.

Jesteśmy zadowoleni ze wstępnych wyników II kwartału bieżącego roku, zarówno pod względem sprzedażowym jak również wskażników finansowych i operacyjnych, co powinno przełożyć się na dobrą rentowność tego okresu, tym bardziej że wyniki II kwartału nie powinny być obciążone zdarzeniami jednorazowymi jak to miało miejsce w poprzednim okresie. Cieszymy się również z powrotu i stopniowego odbudowywania rynku ukraińskiego, który przez kilka miesięcy był wyłączony ze sprzedaży oraz konsekwentnego wzrostu sprzedaży na pozostałych rynkach. Zdecydowaliśmy też o otwarciu nowego rynku – Słowenii – aby konsekwentnie zwiększać potencjał sprzedaży i optymalizować naszą logistykę na Bałkanach – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Drugi kwartał to intensywna sprzedaż kolekcji letniej, która była uzupełniana sprzedażą nowej kategorii produktowej „Home&Lifestyle”. Konsekwentnie w tym okresie zwiększaliśmy ofertę produktową, poszerzając i pogłębiając ją zwłaszcza w segmencie marek premium. Z  kolei marka własna answear.LAB zaprezentowała nową kolekcję „Be Brave”, inspirowaną silnymi i odważnymi kobietami znanymi ze świata popkultury i sztuki, inaugurując w ten sposób sezon festiwalowy.

Na początku maja, po ponad dwóch miesiącach przestoju, Answear.com wznowił działalność w Ukrainie. Zamówienia są realizowane na terenie całego kraju, poza rejonami objętymi działaniami wojennymi. Pierwsze tygodnie od wznowienia sprzedaży według oceny Spółki przebiegają bardzo dobrze.

Podchodzimy z dużym optymizmem do rynku ukraińskiego. Sprzedaż w pierwszych tygodniach wygląda naprawdę obiecująco. Po czasowym wstrzymaniu sprzedaży związanej z wojną widać, że Ukraińcy pragną powrotu do normalności, co w pewnym sensie utożsamiane jest z zakupami ubrań i akcesoriów przez internet. Nasze pozytywne nastwienie wzmacnia fakt iż naszym największym konkurentem na rynku ukraińskim była rosyjska platforma zakupowa – dodaje Krzysztof Bajołek.

Dlaczego inflacja w Polsce jest tak wysoka?

Polsce walka z inflacją wygląda inaczej niż w Europie czy w USA. Z jednej strony mamy zaawansowane podwyżki stóp procentowych, ale w tym samym czasie polityka budżetowa dystrybuuje miliardy nowych świadczeń. Szacuje się je na 3% PKB. Czyli podwyżki banku centralnego i ekspansja budżetowa pokazują, że walka z inflacja rozpoczęła się dopiero 2-3 miesiące temu. W rezultacie bank centralny będzie musiał nieproporcjonalnie mocniej podnieść stopy procentowe żeby walczyć z inflacją, ponieważ budżet działa dokładnie w odwrotną stronę i tę inflację napędza. W obecnych warunkach najbardziej pożądane działanie powinno polegać na zacieśnieniu budżetowym i zacieśnieniu polityki pieniężnej po stronie banku centralnego. Niestety, w Polsce mamy rozluźnienie budżetowe. Dlatego zacieśnienie po stronie polityki pieniężnej będzie musiało być nieproporcjonalnie większe. Po to, żeby inflacja się jeszcze bardziej nie rozlała i żeby się nie utrwaliła na dwucyfrowym poziomie.

– Warto się przyjrzeć temu, co robią banki centralne w innych krajach – w Stanach Zjednoczonych czy w Europie. Tam inflacja jest niższa niż w Polsce mniej więcej o połowę i tam podwyżki dopiero się rozpoczynają – ale jednak banki centralne chcą podnosić stopy procentowe pomimo ryzyka spowolnienia gospodarczego – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Dlaczego? Pamiętają lekcję z lat 70tych, że odkładanie walki z inflacją na później po prostu się nie opłaca. Inflacja wraca, jest uciążliwa, długoterminowa i na koniec dnia szkodzi koniunkturze oraz gospodarstwom domowym. Dlatego wiele banków centralnych – amerykański FED, kanadyjski bank centralny, australijski, szwedzki, norweski i europejski mówią o tym, że chcą walczyć z inflacją nawet pomimo sygnałów spowolnienia gospodarczego – podkreśla Benecki.

Cloud Technologies nabywa 100% udziałów w hiszpańskiej The Linea1 MKT

Cloud Technologies, notowana na NewConnect spółka, nabywa 100% udziałów w hiszpańskiej spółce The Linea1 MKT (TL1) za 1,87 mln EUR. TL1 to firma technologiczna z branży marketingu internetowego działająca na rynkach hiszpańskojęzycznych i współpracująca z globalnymi odbiorcami danych. Jej przejęcie to element realizacji strategii rozwoju Cloud Technologies na lata 2021 – 2023, który ma na celu szybkie zwiększanie przychodów w strategicznym segmencie spółki, czyli sprzedaży danych.

Zawarta dziś przez Cloud Technologies umowa rozwiązuje i zastępuje umowę inwestycyjną z zeszłego roku, na mocy której warszawska spółka nabyła 24% udziałów w hiszpańskiej spółce. Cloud Technologies zapłacił już na mocy poprzedniej umowy 120 tys. EUR, dlatego wartość obecnej transakcji to 1,75 mln EUR. Polska spółka zapłaci 34,5% tej kwoty w gotówce, a 65,5% w akcjach własnych.

– Dążymy do osiągnięcia pozycji wiodącego gracza na świecie w naszym segmencie i konsekwentnie realizujemy strategię rozwoju, której fundamentem jest dalsza globalizacja biznesu. Chociaż podstawą naszego rozwoju jest wzrost organiczny, to ważnym elementem naszej strategii są również akwizycje zwiększające sieć dystrybucji danych. Jesteśmy bardzo zadowoleni z zeszłorocznej inwestycji w TL1, więc objęcie 100% udziałów w tej spółce stanowi naturalny krok na drodze do umocnienia rynkowej pozycji Cloud Technologies – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies. – Dotychczasowa, owocna współpraca i wzajemne zrozumienie z założycielami TL1, którzy wierzą w długoterminowy potencjał Cloud Technologies, skłoniło nas do kontynuacji współpracy z nimi. Będą oni nadal tworzyli zarząd TL1 i pracowali na rzecz dalszego, globalnego rozwoju biznesu – dodaje prezes Prajsnar.

TL1 w zeszłym roku osiągnęła 187 tys. EUR skorygowanej EBITDA, a cena TL1 została ustalona na bazie audytu EBITDA spółki za 2021 rok wykonanego przez zewnętrzny, profesjonalny podmiot.

Cieszymy się z perspektywy jeszcze bliższej współpracy z Cloud Technologies. Dotychczasowe doświadczenia oraz wyniki z ostatnich miesięcy utwierdzają nas w przekonaniu, że mamy szansę jeszcze bardziej dynamicznie się rozwijać, zwiększyć atrakcyjność naszych usług oraz wzmocnić naszą pozycję na rosnącym globalnym rynku sprzedaży danych cyfrowych. Łącząc siły z Cloud Technologies, zwiększymy możliwość dystrybucji danych, co przyczyni się do dalszego wzrostu przychodów obu spółek – komentuje Fran Romero, CEO i założyciel TL1.

Cloud Technologies za 100% udziałów hiszpańskiej spółce zapłaci łącznie 1,87 mln EUR, przy czym 120 tys. EUR zostało już zapłacone w 2021 roku, jako płatność częściowa za 24% udziałów. 75% z 1,75 mln EUR, czyli z obecnej kwoty transakcji – z czego 35% będzie stanowiła gotówka – polska spółka zapłaci w ciągu 14 dni od podpisania umowy. Zgodnie z obowiązującymi w Hiszpanii przepisami prawa podpisana dziś umowa inwestycyjna wymaga notyfikacji dokumentacji inwestycyjnej przez hiszpańskiego notariusza, co powinno nastąpić w terminie około 30 dni od zawarcia umowy. Tym samym termin płatności wyżej wymienionych 75% kwoty będzie liczony od dnia notyfikacji dokumentacji w Hiszpanii. Natomiast płatność pozostałych 25% jest odroczona do końca 2023 roku.

Cloud Technologies prowadzi działalność na dynamicznie rozwijającym się globalnym rynku danych, którego wartość w 2021 roku według raportu OnAudience wyniosła 52 mld USD. Skumulowany roczny wskaźnik (CAGR) na globalnym rynku danych za lata 2017 – 2021 wynosi 29%, z czego dominującą pozycję zajmują Stany Zjednoczone, będące kluczowym rynkiem Cloud Technologies. Zgodnie z przyjętą strategią Cloud Technologies na lata 2021-2023, warszawska spółka planuje przejście na rynek główny GPW do końca 2023 roku.

Pierwszy kwartał 2022 roku był jednym z najlepszych kwartałów Cloud Technologies w przeciągu ostatnich czterech lat. W I kwartale tego roku spółka wygenerowała zysk netto w wysokości 2,2 mln zł. To wzrost o 83% w stosunku do IV kw. 2021 roku. EBITDA sięgnęła 4,5 mln zł, co oznacza wzrost o 51% r.d.r. Udział w przychodach kluczowego dla rozwoju Cloud Technologies segmentu sprzedaży danych wynosi obecnie 75%. W 2021 roku ponad 90% przychodów w tym segmencie pochodziło z zagranicy, co jest rozliczane w walutach USD lub EUR, podczas gdy większość kosztów jest ponoszona w złotówkach. Koncentracja przychodów na rynkach zagranicznych i generowanie przychodów w USD i EUR sprzyja dodatkowo wzrostowi zysków i rentowności spółki Cloud Technologies.

Dane KNF: Frankowicze w 8 miesięcy zawarli nieco ponad 15 tys. ugód. Widać, że wolą z bankami chodzić do sądów

Frankowicze kontra banki. W 8 miesięcy zawarto ponad 15 tys. ugód. To 74 proc. zakończonych postepowań.

Jak podaje Komisja Nadzoru Finansowego, od października ub.r. do maja br. banki, korzystając z Systemu Obsługi Sądu Polubownego, przekazały ponad 23 tys. umów o mediację w sprawach o kredyty denominowane/indeksowane do waluty obcej. Przeszło 6 tys. przypadków było w grudniu 2021 roku, a nieco ponad tysiąc – w maju br. W analizowanym okresie zakończono 20 tys. postępowań, z czego ugody dotyczą prawie 74% z nich. Ponadto było prowadzonych 650 postępowań mediacyjnych poza Systemem Obsługi Sądu Polubownego przy KNF.

Umowy do mediacji

Od października ub.r. do końca maja br. do KNF wpłynęły 23 103 umowy o mediację. Dotyczy to spraw o kredyty denominowane/indeksowane do waluty obcej, które są przekazywane wyłącznie przez banki przy wykorzystaniu platformy informatycznej – System Obsługi Sądu Polubownego. Ona umożliwia elektroniczną, w pełni zdalną obsługę postępowań mediacyjnych, a także samodzielne wprowadzanie do systemu dokumentów przez banki.

– Wobec wszystkich tzw. kredytów walutowych, czyli ok. 800-900 tysięcy, 20 tysięcy postępowań ugodowych to ok. 2%. Jeśli odniesiemy tę liczbę do kredytów jeszcze aktywnych, to mamy 4-5%. Nie jest to więc bardzo popularne rozwiązanie. Pewną zaletą postępowań przed KNF jest ich względnie nieduży koszt i szybkie postępowanie. Sprawy sądowe, choć dużo bardziej opłacalne dla kredytobiorców, trwają niestety 2-4 lata – komentuje adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.

Patrząc na szczegółowe dane z poszczególnych miesięcy, widać, że w ubiegłym roku było 15 647 umów o mediację (październik – 5441, listopad – 4155, grudzień – 6051). Natomiast w pięciu miesiącach br. było ich 7456 (styczeń – 2150, luty – 1481, marzec – 1738, kwiecień – 1083 i maj – 1004). Jak stwierdza mec. Bartosiak, początkowo ta próba rozwiązania problemu cieszyła się dużym zainteresowaniem. Wynikało to także z intensywnej kampanii informacyjnej banków. Obecnie kredytobiorcy coraz rzadziej decydują się na takie postępowanie. Zdaniem eksperta, wynika to z faktu, że tzw. mediacja jest pozorna. Klienci mają do wyboru zaakceptować propozycję banku lub ją odrzucić.

– Tak znaczący spadek zainteresowania kredytobiorców mediacjami spowodowany jest rozczarowującą ofertą banków, a także znacznie większymi korzyściami dla kredytobiorców z sądowego rozstrzygnięcia ich problemu. Stwierdzenie nieważności umowy przez sąd, powoduje definitywne zakończenie dalszych spłat kredytu oraz brak konieczności zapłaty kosztów finansowania. Z kolei proponowane ugody przekształcają kredyt walutowy w złotowy, który w najbliższej przyszłości będzie skrajnie drogim produktem – mówi radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo.

Poszukiwanie ugody

Według danych udostępnionych przez KNF, od października ub.r. do końca maja br. zakończono 20329 postępowań. Pozostałe są w toku. Biorąc pod uwagę te zakończone, to ugoda została zawarta w 15001, a nie doszło do niej w 5328. Z tego wynika, że ugody zawarto w prawie 74% zakończonych postępowań.

– W mojej ocenie, odsetek zawartych ugód jest zaskakująco wysoki. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że propozycje banku zostały skierowane w pierwszej kolejności do osób, które nie zdecydowały się jeszcze na rozpoczęcie postępowania sądowego. Z ich perspektywy właściwie korzystne jest każde rozwiązanie, poprawiające ich obecną sytuację, jak np. obniżenie salda kredytu – stwierdza ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Średnia miesięczna zakończonych postępowań w okresie od października do grudnia 2021 roku wyniosła ponad 5006 (październik – 5343, listopad – 3988, grudzień – 5689). Natomiast w pięciu miesiącach br. łącznie zakończono 5309 postępowań. To z kolei daje średnią miesięczną wynoszącą prawie 1062 zakończone postępowania (np. w maju 60).

– Ta różnica to efekt drastycznego zmniejszenia zainteresowania rozwiązaniem ugodowym, a także rozczarowaniem kredytobiorców z oferty banku. Duża część kredytobiorców chciała też sprawdzić ofertę ugodową, bardzo często również proponowaną na etapie postępowania sadowego. Jednak, jak wynika z liczby zawieranych ugód, propozycje banków okazują się niezadowalające dla kredytobiorców – dodaje Adrian Goska.

Inne opcje

Ponadto w okresie od października 2021 roku do maja 2022 roku było prowadzonych 650 postępowań mediacyjnych poza Systemem Obsługi Sądu Polubownego przy KNF dotyczących umów kredytów indeksowanych i denominowanych do waluty innej niż polska. W 323 przypadkach zakończyło się zawarciem ugody, a w 13 – jej brakiem.

– Ugody mogą być zawierane także bez udziału instytucji. Obok Sądu Polubownego przy KNF jest także podobna forma przy Związku Banków Polskich, są również postępowania prowadzone przez Rzecznika Finansowego. Rozmowy ugodowe toczą się również w ramach postępowań sądowych. Wybór procedury m.in. zależy od tego, jakiego banku dotyczy sprawa oraz jaki jest jej etap, tzn. sądowy lub przedsądowy – informuje mec. Bartosiak.

Jak zaznacza ekspert z Kancelarii SubiGo, w przypadku ugody w Sądzie Polubownym przy KNF, z pewnością więcej korzyści osiągają banki. Znacząco zmniejszają stratę, a także definitywnie zapobiegają procesowi sądowemu, który praktycznie w dużej większości kończy się dla nich przegraną.

– Sąd Polubowny przy KNF pozostanie najpopularniejszym rozwiązaniem, ponieważ ten tryb jest promowany przez banki. Na zainteresowanie ugodami może wpłynąć ewentualny dalszy wzrost kursu CHF, który przekłada się na wysokość rat. Dotyczy to jednak osób, które nie rozpoczęły procesów sądowych. Kredytobiorcy, którzy zdecydowali się na pozwanie banku lub planują to zrobić, mają świadomość, że bardzo często sądy zawieszają spłatę rat. Pozwala to ze spokojem oczekiwać na zakończenie procesu, nawet jeśli potrwa to kilka lat – podsumowuje ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Ciężkie czasy dla kredytobiorców

Złe informacje nadchodzą zarówno dla kredytobiorców złotowych i frankowych. Prezydent odwrócił uwagę od ostatnich ułaskawień spekulacjami na temat ograniczenia wakacji kredytowych. Rekordowa inflacja zarówno w Szwajcarii, jak i Turcji.

Co z wakacjami kredytowymi?

Projekt wakacji kredytowych został bardzo dobrze przyjęty przez kredytobiorców. W końcu kto nie chciałby, by państwo zapłaciło za niego efektywnie 8 rat kredytu w ciągu 1,5 roku? Problemem jest jednak to, że Państwo właśnie rozdaje nie swoje pieniądze. Sektor bankowy zwrócił właśnie uwagę, że w obecnej wersji koszt wyniesie w ciągu dwóch lat około 25 mld zł. Zakładają oni, że skorzysta z pomocy około 80% uprawnionych. Z drugiej strony nie wiadomo, kto miałby z tego nie skorzystać, skoro to pieniądze za darmo. Jak nietrudno się domyślić banki nie chcą się rozstać z tak dużą kwotą. W rezultacie zaczynają się pojawiać postulaty kryterium dochodowego, by pomóc przynajmniej najbardziej potrzebującym. Brak danych jak mocno obniży to koszty dla banków. Zaczyna się jednak niepokój u kredytobiorców, którzy mogą się nie załapać na pomoc z tego powodu. Teoretycznie projekt nie ma wpływu na notowania walut. Nie można jednak wyjąć 25 mld zł z systemu bankowego bez wpływu szerzej na rynek.

Rekordy inflacji w Szwajcarii

Czarne chmury zbierają się też nad kredytobiorcami frankowymi. W Szwajcarii inflacja osiągnęła najwyższe poziomy od pierwszej połowy lat 90. Ta część informacji brzmi sensacyjnie, z pewnością lepiej niż wartość wynosząca 3,4% w skali roku. Jest jednak podstawowy problem spowodowany dalszymi potencjalnymi działaniami Szwajcarskiego Narodowego Banku. Jest bardzo duża szansa na kontynuację cyklu podwyżek stóp procentowych. To z kolei oprócz podnoszenia odsetek w kredytach frankowych powinno powodować umacnianie się franka.

Turcja nad krawędzią?

Wczorajszy odczyt inflacji wyniósł 78,6%. Był niemal dokładnie równy oczekiwaniom, które było o 0,3% niższe, ale przy tych poziomach to są jednak bardzo dokładne wskazania. Inflacja w Turcji ma kilka powodów. Głównym z nich jest jednak niepodejmowanie działań przez władze monetarne i realizacja szalonej wizji prezydenta Erdogana, który wierzy, że to wysokie stopy procentowe powodują inflację. Prezydentura w Turcji to nie egzamin z makroekonomii — nikt go nie wyrzuci za te „mądrości”. Nie zmienia to faktu, że problemy tego kraju nie dotyczą tylko tego parametru. Inflacja producencka rośnie szybciej, co tylko pogarsza sytuację. Waluta, nie mając perspektyw na podwyżki stóp, wyznacza kolejne minima.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych – czerwiec 2022 r.

W czerwcu sytuacja popytowo-podażowa w największych miastach znów była bardzo zróżnicowana. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zaobserwowali, że w jednych sprzedaż mieszkań spadła, a w innych wzrosła. Podobnie było z podażą. A jak zmieniły się ceny?

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl z uwagą śledzą sytuację na rynkach mieszkaniowych największych miast. Szczegółową analizę dotyczącą popytu, podaży oraz cen mieszkań przygotowują co miesiąc, w oparciu o dane z pierwszej ogólnopolskiej platformy do samodzielnej analizy rynku mieszkaniowego – BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Sprzedaż mieszkań

Z czerwcowych danych wynika, że w 7 największych miastach deweloperzy sprzedali łącznie zaledwie 2,1 tys. mieszkań, co jest wynikiem gorszym od majowego o 13%. Także w porównaniu z czerwcem 2021 r. sprzedaż była mniejsza, i to aż o 40%. Jednak wtedy rynek był rozgrzany do czerwoności z powodu rekordowo tanich kredytów i wysokiej inflacji. Polacy kupowali nieruchomości nie tylko na własne potrzeby. Wielu inwestowało swoje nadwyżki finansowe w mieszkania, licząc na wzrost ich wartości oraz dochód z najmu. Sytuacja zmieniła się diametralnie wraz z pierwszymi podwyżkami stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej.Wykres 1 - Kredyty mieszkaniowe

Choć akurat w Warszawie i Gdańsku sprzedaż mieszkań zaczęła spadać na długo przed pierwszą podwyżką oprocentowania kredytów hipotecznych. Z kolei we Wrocławiu popyt zmniejszył się wyraźnie właśnie w czwartym kwartale 2021 r. Zaś w Krakowie i Łodzi skutki drożejących kredytów mieszkaniowych dały o sobie znać dopiero na początku 2022 r. Rzecz jasna od listopada ubiegłego roku kurczyła się liczba udzielanych przez banki kredytów hipotecznych. Coraz mniej jest również składanych wniosków kredytowych.

Co prawda niespodziewanie w marcu br. Biuro Informacji Kredytowej odnotowało duże ożywienie na rynku kredytowym, ale było to spowodowane zapowiedzią rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), która drastycznie ograniczyła zdolność kredytową potencjalnych kredytobiorców. Przypomnijmy, że banki obliczają ją biorąc pod uwagę cenę kredytu wyższą od rzeczywistej aż o 5 pkt proc.! Nie dziwi więc, że wielu chciało załapać się na korzystniejsze zasady.

I faktycznie w kwietniu skutkowało to wzrostem liczby zawartych umów deweloperskich. Nie trwało to jednak długo. Rekomendacja KNF zdusiła bowiem popyt na mieszkania, który i tak malał z powodu wzrostu oprocentowania kredytów mieszkaniowych i obaw o skutki gospodarcze wojny w Ukrainie. Maj przyniósł tąpniecie w sprzedaży nowych mieszkań we wszystkich analizowanych miastach. W Warszawie i Poznaniu tak słabego miesiąca pod względem sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym nie było od czasu lockdownu związanego z pandemią COVID-19 w kwietniu 2020 r.

Z niecierpliwością czekano na wyniki czerwcowe, bo miały pokazać czy w metropoliach deweloperzy wciąż mogą liczyć na inwestorów z grubo wypchanym portfelem, którzy kupują mieszkania za gotówkę, np. pod wynajem. Niestety, wygląda na to, że wielu wstrzymuje się z zawieraniem transakcji licząc na okazje cenowe. Wcześniej było już natomiast wiadomo, że kupujących za kredyt będzie mniej, o czym świadczyła najmniejsza od lutego 2015 r. liczba udzielonych kredytów w maju.

Warto jednak zwrócić uwagę, że choć w czerwcu wyniki sprzedażowe deweloperów były gorsze niż w maju, to regres nie dotyczył wszystkich miast. Wzrost sprzedaży odnotowaliśmy w Poznaniu, Wrocławiu i Katowicach. Wykres 2 - Sprzedaż deweloperska mdm

Np. poznańscy deweloperzy sprzedali aż o 29% więcej mieszkań niż miesiąc wcześniej. To cieszy, bo stolica Wielkopolski była do tej pory wśród największych metropolii najbardziej stabilnym rynkiem. Jak zauważają eksperci RynekPierwotny.pl martwi natomiast dalsze załamanie sprzedaży w Łodzi, Gdańsku, Krakowie i Warszawie. Jak widać sytuacja popytowa w poszczególnych miastach wciąż jest bardzo zróżnicowana.

Słaby maj i czerwiec zaważyły na wynikach za całe pierwsze półrocze. We wszystkich, analizowanych przez ekspertów RynekPierwotny.pl miastach, popyt na nowe mieszkania wyraźnie się bowiem zmniejszył w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Najbardziej we Wrocławiu (o 46%), Warszawie (o 42%) i Gdańsku (o 40%).

Podaż mieszkań

Wykres 4 - Liczba mieszkań wprowadzonych i sprzedanych 6MA jak wyglądała sytuacja podażowa? We wszystkich analizowanych miastach do sprzedaży trafiło łącznie 3,9 tys. mieszkań, czyli przeszło dwukrotnie więcej niż w maju! Jedynym miastem, w którym deweloperzy ograniczyli w czerwcu nową podaż jest Kraków. W pozostałych odnotowano wzrosty, co może szokować w sytuacji kurczącego się popytu. Wyjaśnienie tego zjawiska jest jednak bardzo proste. Wielu deweloperów uruchamiało w czerwcu sprzedaż mieszkań, aby zdążyć przed wchodzącą w życie od 1 lipca ustawą o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego oraz Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym, czyli tzw. nową ustawą deweloperską.

Chodzi o to, że przedsięwzięcia deweloperskie wprowadzone do sprzedaży przed 1 lipca i wydzielone z nich zadania inwestycyjne mogą być realizowane na podstawie starej ustawy deweloperskiej jeszcze przez dwa lata. Deweloperom odpada wtedy masa problemów i kosztów związanych z wdrażaniem całkowicie nowych rozwiązań.Wykres 3 - Lokale wprowadzone do sprzedaży

Sytuacja nie wygląda już tak różowo, jeśli porównamy liczbę mieszkań wprowadzonych do sprzedaży w całym pierwszym półroczu tego i poprzedniego roku. Mniej mieszkań trafiło na rynek wrocławski, poznański i krakowski. Co gorsza, należy się liczyć z tym, że jeśli w biurach sprzedaży firm deweloperskich nie pojawi się w najbliższych miesiącach więcej chętnych na mieszkania, to ich nowa podaż skurczy się jeszcze bardziej.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zwracają przy tym  uwagę, że w większości analizowanych miast deweloperzy wprowadzili w czerwcu do sprzedaży znacznie więcej mieszkań niż ich sprzedali. Wyjątkami są Kraków i Katowice. Przy czym w stolicy Małopolski deweloperzy ograniczyli w czerwcu nową podaż. Z kolei w Katowicach czerwiec zaskoczył dużym – jak na ten rynek – wzrostem sprzedaży. W całym pierwszym półroczu nadwyżkę nowej podaży nad popytem zaobserwowano w Warszawie, Gdańsku, Łodzi, Poznaniu i Katowicach. Natomiast w Krakowie i Wrocławiu deweloperzy wprowadzili na rynek mniej mieszkań niż sprzedali.

Czerwiec zakończył się więc 6% wzrostem oferty mieszkań. W siedmiu analizowanych miastach było ich łącznie blisko 34,5 tys. Co ciekawe, w czerwcu ubiegłego roku oferta była o 14% mniejsza.

Ceny mieszkań

Wykres 5 - Ceny mieszkańJaki to miało wpływ na ceny mieszkań? Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że czerwiec nie przyniósł spadków średniej ceny metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia jedynie we Wrocławiu, choć 1% obniżkę średniej można uznać za symboliczną.

Z kolei w Krakowie i Gdańsku utrzymała ona poziom z maja, a w Warszawie i Katowicach wzrosła o 1%. Za to aż o 2-3% wzrosła średnia cena metra kwadratowego w Łodzi i Poznaniu. W każdym z tych miast przyczyny podwyżki mogły być inne. W stolicy Wielkopolski była ona najpewniej efektem wprowadzenia na rynek puli mieszkań ze średnią ok. 11,5 tys. zł za m kw., czyli znacznie odbiegającą w dół od średniej w ofercie, która w czerwcu sięgnęła niemal 9,9 tys. zł za metr.

Z kolei w Łodzi przyczyną podwyżki średniej było wyprzedanie stosunkowo tanich – jak na ten rynek – mieszkań w cenie do 7 tys. zł za m kw. Ich udział w ofercie łódzkich deweloperów skurczył się więc w ciągu miesiąca z 15% do 10%. Wzrósł w niej natomiast udział droższych lokali.

Porównując średnią cenę metra kwadratowego rok do roku, to liderem podwyżek jest również Poznań. W czerwcu była ona aż o 25% wyższa niż w analogicznym okresie przed rokiem. We wszystkich miastach odnotowaliśmy dwucyfrową podwyżkę. Przy czym w Krakowie wynosiła ona „tylko” 10%.

Rosnące koszty budowy powodują, że poprzeczka cenowa wciąż idzie w górę. Zmiany najlepiej widać porównując strukturę cenową mieszkań. Wspomnieliśmy wcześniej o Łodzi, gdzie szybko ubywa mieszkań z ceną do 7 tys. zł za m kw. Rok temu kosztowało tam tyle niemal co drugie mieszkanie w ofercie łódzkich deweloperów. W czerwcu stanowiły one zaledwie 10% odsetek. Generalnie, przez ostatni rok, we wszystkich miastach ubyło mieszkań z ceną poniżej 8 tys. zł za m kw.

Najbardziej spektakularną zmianę zaobserwowanow Poznaniu, gdzie w czerwcu ubiegłego roku aż 61% mieszkań w ofercie firm deweloperskich kosztowało mniej niż 8 tys. zł za metr. Po roku udział tak tanich lokali wynosi już tylko 8%! W Warszawie i Krakowie takie oferty można policzyć dosłownie na palcach.

Co dziesiąte gospodarstwo domowe popada w długi – trudna I połowa 2022

  • Ponad 15% inflacja oraz wielokrotne i drastyczne podniesienie stóp procentowych znacznie pogorszyło sytuację finansową Polaków. Prognozy na najbliższe pół roku także nie napawają optymizmem.
  • 13,3% polskich gospodarstw domowych „przejada” oszczędności, a prawie 10% zadłuża się – wskazuje raport Związku Przedsiębiorstw Finansowych.
  • Ponad 54% badanych spodziewa się problemów w spłacie swoich zobowiązań. W czwartym kwartale 2021 podobne odczucia miało 47,6% Polaków, a rok temu aż 9% mniej.

Pierwsze półrocze 2022 r. nie było dla portfeli Polaków łaskawe. Z badania “Sytuacja na rynku consumer finance” przeprowadzonego przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych (ZPF) w pierwszym kwartale 2022 r. wynika, że co dziesiąte gospodarstwo domowe popada w długi. Wszystko wskazuje, że przed nami prosta droga do rosnących zadłużeń.

– Względem oceny sytuacji gospodarczej w kraju czy też własnej sytuacji finansowej Polacy mają mocno pesymistyczne nastawienie. Trudno się dziwić, zwłaszcza że w czerwcu bieżącego roku poziom inflacji wyniósł 15,6%, co stanowi rekordowy wynik od 25 lat. Ponadto wzrost stóp procentowych powoduje, że z miesiąca na miesiąc sytuacja Polaków coraz bardziej realnie się pogarsza – m.in. za sprawą rosnących rat kredytów hipotecznych. Wiele decyzji zakupowych odkładanych jest w czasie, zmalało prawdopodobieństwo wydatków na dobra trwałe, a także skłonność zaciągania kredytów – komentuje Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Obawy, które narastają

W pierwszym kwartale 2022 r. ZPF badając obawy Polaków, wykazał, że aż 84% respondentów obawiało się, że inflacja osiągnie dwucyfrowy wynik. Na weryfikację tych obaw nie trzeba było długo czekać – już drugi kwartał rozpoczęliśmy z inflacją przewyższającą 12%, a obecnie osiąga ona poziom 15,6%. Wbrew wszelkim nadziejom, wszystko wskazuje na to, że seria podwyżek stóp procentowych będzie kontynuowana, a wysoki poziom inflacji utrzyma się dłużej.

Takie tendencje nie tylko potęgują negatywne nastroje konsumenckie, ale realnie wprowadzają Polaków w zadłużenia. Jak sami zauważają, na taką sytuację wpływ ma szereg czynników. Aż  83,3% badanych obawia się wzrostu inflacji. Dla 53,3% problemem są niskie dochody czy – dla niespełna 40% – chaos związany z wprowadzeniem Polskiego Ładu. Zatem dostrzegamy, że nie tylko czynniki ekonomiczne mają wpływ na obawy społeczne, ale także duże znaczenie ma zamęt związany z nowymi regulacjami podatkowymi – wyjaśnia prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Negatywne nastroje konsumenckie mocno wyhamowały zamiary zakupowe Polaków. Spadek zanotowały wydatki we wszystkich grupach tzw. dóbr trwałych – w tym m.in. na zakup samochodu, wydatki remontowe, budowy lub zakup domu/mieszkania. W większości przypadków zmalała także skłonność do ewentualnego zaciągnięcia kredytów na zakup poszczególnych dóbr trwałych.

Prosta droga do zadłużeń

W styczniu bieżącego roku niemalże 64% zobowiązań było spłacanych bez problemów, jednak prognozy wskazują, że w najbliższym czasie wartość ta może spaść nawet do poziomu 45,6%. Taka zmiana byłaby regresem o 11,5% w stosunku do analogicznego okresu sprzed roku. Aktualna wartość Barometru Obsługi Zobowiązań (BOZ) – parametru określającego obecne i przyszłe problemy ze spłatą zobowiązań – plasuje się na poziomie 94,6.

Mówiąc wprost, wskaźniki wyraźnie pokazują, że Polacy popadają w długi. Tylko od grudnia minionego roku do początku maja stopa referencyjna wzrosła z 1,75% do 5,25%, co oznacza, że raty kredytów hipotecznych znacząco poszybowały w górę, a to nie koniec. Wiele z tych zmian dopiero odczujemy w nadchodzących miesiącach, a przecież już teraz widzimy, że finansowe położenie Polaków jest nieciekawe – mówi Marcin Czugan.

Z raportu ZPF wynika, że ponad 54% badanych przewiduje, że może mieć problemy w spłacie swoich zobowiązań. Dla porównania – rok temu podobne odczucia miało aż o 9% ankietowanych mniej.

Panika? Niewskazana

Prognozy nie napawają optymizmem. Widmo masowych zadłużeń i problemów finansowych wisi nad Polakami. Szacunki dotyczące terminowości obsługi zobowiązań w perspektywie najbliższego roku są niższe niż w 2021, coraz więcej osób jest również niepewnych swojej nadchodzącej sytuacji finansowej. Mimo to  panika może jedynie pogorszyć sytuację.

W takich okolicznościach warto mieć na uwadze, że istnieją odpowiednie rozwiązania i kroki, które w razie wystąpienie perspektywy zadłużenia, można podjąć. W tym m.in. możliwość negocjacji rozłożenia zobowiązań na niższe raty w dłuższym okresie kredytowania lub skorzystanie z programów pomocowych, np. z Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. Choć dla wielu dłużników mogą nie być to w pełni satysfakcjonujące rozwiązania, to wciąż dla pewnej grupy są to „koła ratunkowe”, które pozwalają zachować płynność finansową, przy zachowaniu wysokiej jakości obsługi zobowiązań – radzi Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Prognoza Ekonomiczna ZPP na 2022 rok

Otoczenie makroekonomiczne i wyniki prognozy

W 2022r. Polska i Europa nie doczekały się spokoju. Choć pandemia COVID-19 wywiera już coraz mniejszy wpływ na europejskie gospodarki, jej skutki odczuwamy w dalszym ciągu. Wymienić tu można chociażby inflację wywołaną z jednej strony gigantyczną emisją pieniądza, a z drugiej zatorami w dostawach towarów.

Po długich negocjacjach KE w końcu zatwierdziła polski Krajowy Plan Odbudowy, co oznacza odblokowanie Polsce dostępu do środków, których celem ma być powrót gospodarki na ścieżkę wzrostu sprzed pandemii i pomoc branżom najbardziej przez nią dotkniętym. Wypłaty będą uzależnione od realizacji tzw. kamieni milowych, które już wzbudzają kontrowersje (jak np. podatek od aut spalinowych). Nie ulega jednak wątpliwości, że akceptacja KPO to pozytywny sygnał tak dla inwestorów zagranicznych jak i przedsiębiorców krajowych, oznacza bowiem pewne załagodzenie sporu z KE i realną szansę na zasilenie gospodarki Polski dodatkowymi, znacznymi, środkami finansowymi.

W lutym wybuchła wojna między Ukrainą a Rosją. Na agresora nałożono sankcje i zapowiedziano embargo na surowce, co naturalnie nie pozostało i nie pozostanie bez wpływu na gospodarkę unijną. Do naszego kraju przed wojną uciekło wiele Ukrainek i Ukraińców. Straż Graniczna podaje liczbę 4.4 miliona uchodźców, którzy przekroczyli granicę – są to oczywiście jedynie szacunki, nie uwzględniające choćby odpływu uchodźców do innych państw, stąd też nie należy utożsamiać tej wartości z liczbą uchodźców znajdujących się w Polsce ogółem. Niezależnie od potencjalnie niedostatecznej dokładności danych, nie ulega wątpliwości, że realna liczba ludności Polski po I kwartale 2022r. znacznie się zwiększyła.

Wzrost liczby ludności wpływa na podstawowe wskaźniki makroekonomiczne takie jak PKB, PKB per capita oraz stopa bezrobocia. Można spodziewać się, że wpłynie on pozytywnie na PKB nominalne, niekoniecznie przełoży się jednak na symetryczny wzrost PKB per capita. Z kolei stopa bezrobocia wyliczana jest przez GUS na podstawie danych dot. liczby ludności, bez rozróżniania jej narodowości, co oznacza, że migranci z Ukrainy będą się do niej zaliczać. Pamiętać należy jednak, że do liczby bezrobotnych nie zaliczają się np. dzieci. Dane MPiPS wskazują na 618 tys. Ukraińców i Ukrainek z nadanym PESEL oraz 260 tys. którzy podjęli pracę.

Pamiętać należy ponadto, że część Ukraińców i Ukrainek zatrudniana może być „na czarno” co oznacza, że realnie mają oni zatrudnienie, jednakże nie jest ono ewidencjonowane w danych rządowych. Niemniej jednak, na koniec maja 2022r. liczba bezrobotnych rejestrowanych w Polsce wyniosła 850 tysięcy, co oznacza spadek od marca o ponad 50 tysięcy. Daje to stopę bezrobocia na poziomie 5.1%. Liczba pracujących w I kwartale 2022r. wyniosła 9.75 mln.

Inną konsekwencją rosyjskiego ataku jest zapowiedź zwiększenia wydatków na zbrojenia. Od 2023r. Polska ma wydawać na nie już 3% PKB. Inwestycje w zbrojenia to drugi potencjalnie gigantyczny blok wydatkowy, którego należy spodziewać się w ciągu najbliższych lat – innym jest energetyka.

Komisja Europejska przygotowała tymczasem aktualizację polityki klimatycznej w formie strategii REpowerEU. Jej głównym celem jest uniezależnienie Unii od dostaw surowców z Rosji. KE proponuje odejście od ogrzewania gazem na rzecz elektryczności. Zwiększony popyt ma zostać zaspokojony generacją z OZE (wzrost celu z ok 1 tys. GW do 1.2 tys GW), zwłaszcza z PV, z których w 2030r. generowane ma być niemal cztery razy więcej energii niż obecnie (600 GW).

Finansowanie REpowerEU pochodzić ma głównie z przesunięć środków w ramach Funduszu Odbudowy, a w przypadku braku zgłoszenia zmienionych planów w ciągu 30 dni od wejścia w życie zaktualizowanego o REpowerEU rozporządzenia dot. FO, środki z pożyczek przepadają na rzecz innych krajów. KE zachęca też kraje członkowskie do stosowania stymulacji fiskalnej, czyli de facto subsydiowania pv i OZE.

Biorąc pod uwagę doniosłość i tempo wydarzeń dziejących się na naszych oczach na przestrzeni ostatnich kilku (nastu) miesięcy, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców pragnie zaznaczyć, iż żaden model ekonomiczny nie jest w stanie uwzględnić dalszych skutków wojny, czy następstw (a wręcz samego kształtu) polityki klimatycznej UE. Z tego powodu niniejszą prognozą obejmujemy wyłącznie rok bieżący.

Wyniki prognozy ekonomicznej ZPP na rok 2022 są następujące:

Bezrobocie – 5,1%
Inflacja – 12,5%
Wzrost PKB – 3,7%
Stopa inwestycji – 16,2%

Bezrobocie

Modelowanie bezrobocia utrudnione jest przede wszystkim ze względu na sytuację geopolityczną w regionie.

Wariant bazowy, dany przez modele prognostyczne przewiduje stopę bezrobocia na poziomie 5.1% w 2022r. Są to wyniki spójne z wynikami Ankiety Makroekonomicznej NBP z końca marca 2022r. i o ok. 1 punkt procentowy wyższe od przewidywań Eurostatu (4.1%). Tę wartość traktujemy jako szacunek podstawowy. Trzeba jednak zaznaczyć, że z uwagi na nieprzewidywalność dalszego rozwoju sytuacji międzynarodowej, jak i tempa absorpcji uchodźców przez rodzimy rynek pracy, nie możemy wykluczyć scenariuszy alternatywnych. W wariancie skrajnie negatywnym stopa bezrobocia może zbliżyć się nawet do 10%, choć prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza oceniamy jako bardzo niewielkie.

Inflacja

Przyczyn rosnącej inflacji upatrywać można zarówno w nadmiernej ekspansji fiskalnej, czy przez długi okres „rozluźnionej” polityce pieniężnej, jak i choćby w zaburzeniach podażowych, których występowanie jest niezależne od polityki państwa. By walczyć ze wzrostem cen rząd wprowadził tarcze antyinflacyjne. Ostatnio, zostały one przedłużone do końca lipca 2022r. Przypuszczać należy jednak, że tarcze utrzymane zostaną przez dłuższy okres z uwagi na ryzyko nagłego wzrostu cen podstawowych dóbr.

Model ZPP pokazuje inflację w 2022r. na poziomie 12.5%. Jest to wynik nieco wyższy od podawanego przez Eurostat (11.6%) co wynika najprawdopodobniej z różnicy w definicjach inflacji stosowanych przez polski i unijny urząd statystyczny. Jakkolwiek pozostajemy ostrożni co do prognozowania wartości za rok przyszły, w 2023 spodziewamy się raczej spadku stopy inflacji do poziomów jednocyfrowych, choć w dalszym ciągu wykraczających ponad cel inflacyjny NBP.

Wzrost PKB

Już teraz widzimy, że rok 2022 nie przyniesie tak zdecydowanego odbicia pocovidowego jak zakładano. Wojna na Ukrainie i związane z nią zaburzenia spowolnią wzrost. Wstrzymanie działań wojennych na Ukrainie i odbudowa regionu może być szansą dla polskich przedsiębiorstw, wśród których jest dużo firm budowlanych. Analogicznie jednak do większości poprzednich kryzysów o charakterze globalnym, prognozujemy że polska gospodarka i w obecnej sytuacji poradzi sobie relatywnie nieźle. Zakładamy zatem zwiększenie PKB o 3,7% w 2022r. Wpływ na 2023r. jest zależny od wielu czynników, w tym przede wszystkim rozwoju sytuacji na Ukrainie, zmian na rynku energetycznym, czy tempa absorpcji środków pochodzących z UE. W scenariuszu bazowym ostrożnie spodziewamy się jednak przyspieszenia wzrostu w porównaniu do 2022 roku.

Stopa inwestycji

Nakłady brutto na środki trwałe w relacji do PKB od dawna stanowiły problem polskiej gospodarki. W całym ostatnim cyklu gospodarczym były one stosunkowo niskie, jak na standardy europejskie. W Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju, tj. flagowym dokumencie gospodarczym pierwszej kadencji rządów obecnej koalicji, stopa inwestycji została uznana za niezadowalająco niską i miała ulec zwiększeniu, do 22-25% w 2025r. i utrzymaniu 25% w 2030r. Z perspektywy czasu widać, że założenia te okazały się nierealne, choć gospodarka polska wykazuje ogromny potencjał inwestycyjny związany chociażby z koniecznością transformacji energetycznej, modernizacji armii, systemu ochrony zdrowia oraz gospodarki odpadowej.

Inwestycje charakteryzują się sezonowością, a ich dynamika jeszcze wyhamowała względem 2019r. Dużą rolę miała w tym niepewność związana z pandemią, która zniechęcała przedsiębiorców. Sytuację tę pogłębiła wojna na Ukrainie. Indeksy giełdowe zaliczają spadki. Stopa inwestycji zalicza rekordowe minimum, jednakże w tunelu widać światło, związane z koniecznością przeprowadzenia w najbliższych latach niezbędnych inwestycji w kluczowych sektorach. Co więcej, 2023r. jest rokiem wyborczym, o ile nie doświadczymy przyśpieszonych wyborów. Założyć należy, że do wyborów, rządowym priorytetem będą wydatki socjalne, które przyśpieszają konsumpcję, nie inwestycje. Po wyborach jednakże istnieje szansa, że rząd zdecyduje się wreszcie poprawić stopę inwestycji, która znacznie odstaje nawet względem tego, co było przewidywane w Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju. Znaczne inwestycje wymagane są bowiem m.in. w sektorze zbrojeniowym, czy energetyce.

Model ZPP przewiduje w 2022r. stopę inwestycji na poziomie 16.2%, wobec 16.7% w roku ubiegłym. Wartość ta jest jednak silnie uzależniona od warunków ogólnogospodarczych, przede wszystkim od tempa uruchomienia środków z Funduszu Odbudowy. Chociaż pieniądze popłyną do Polski z opóźnieniem kilku kwartałów, to sama akceptacja KPO stanowi ważny sygnał dla inwestorów, że finansowanie się znajdzie, a Polska nie zostanie odcięta od pożyczek i dotacji unijnych.

Anna Wesołowska nową Dyrektor Zarządzającą Gi Group Temp&Perm

Anna Wesołowska objęła w czerwcu br. stanowisko Dyrektor Zarządzającej Gi Group Temporary and Permanent Recruitment, wiodącej w Polsce spółce branży rekrutacji i doradztwa HR. Zarządza jedną z najważniejszych linii biznesowych Gi Group Holding w Polsce – rekrutacji stałych, tymczasowych i outsourcingu pracowników niższego szczebla („blue collars”). Jest odpowiedzialna za realizację strategii firmy, jej dalszy rozwój na rynku lokalnym oraz budowanie efektywności operacyjnej.

Anna dołącza do nas w momencie, w którym kwestie zatrudnienia są jeszcze bardziej kluczowe dla firm i całej gospodarki niż kiedykolwiek, a nieprzewidywalność koniunktury jest wyzwaniem zarówno dla pracodawców, jak i pracowników. Anna wzmacnia nasz zespół managerów, który wspiera firmy w osiąganiu efektywności biznesowej, sprostaniu wyzwaniom związanym z rozwojem technologii. Jej skupienie na jakości usług i oczekiwaniach klienta w pełni wpisuje się w nasze wartości i strategiczne cele w Polsce – komentuje Marcos Segador Arrebola, Prezes Zarządu Gi Group S.A.

Anna Wesołowska ma wieloletnie doświadczenie w branży usług i doradztwa HR, w tym w obsłudze firm i rozwoju biznesu, pozyskiwaniu i zarządzaniu pracownikami. Do Gi Group przeszła z Randstad Polska, gdzie ostatnio zajmowała stanowisko Dyrektor Sprzedaży ds. Klientów Strategicznych (Strategic Sales Director), a wcześniej Dyrektora ds. Mobilności Międzynarodowej (Cross Border Staffing Director). Doświadczenie zdobywała we wszystkich obszarach związanych z obsługą klientów, zaczynając od stanowiska konsultanta, przez kierownika oddziału i kierownika regionów. Początki jej kariery zawodowej są związane z branżą medialną, w której pracowała jako specjalista ds. sprzedaży w Wizji TV oraz Viva Plus.

Jest absolwentką Wydziału Psychologii Uniwersytetu Śląskiego, studiów podyplomowych Zarządzania Zasobami Ludzkimi na GWSH w Katowicach, Senior Executive Program Insead w Fontainebleau oraz Leading Transformation in Digital Age w London Business School.

Czy program Mieszkanie bez wkładu własnego pomoże w zakupie mieszkań? Deweloperzy odpowiadają

Czy rządowy program oferujący kredyt z gwarantowanym wkładem własnym będzie realnym wsparciem dla kupujących mieszkania? Czy w obecnej sytuacji okaże się dobrym rozwiązaniem? Czy ma szanse odczuwalnie wpłynąć na tempo sprzedaży mieszkań? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl

Andrzej Oślizło, prezes zarządu Develia S.A.

Program Mieszkanie bez wkładu własnego będzie miał marginalny wpływ na rynek mieszkaniowy. Kredyt z gwarantowanym wkładem własnym nie jest odpowiedzią na aktualne bolączki kupujących mieszkania na własne potrzeby, jakimi są spadająca zdolność kredytowa i rosnące raty. Jest to propozycja dla ograniczonej grupy osób. Na koniec 2021 roku tylko 30 proc. nowych umów stanowiły kredyty ze wskaźnikiem LTV powyżej 80 proc. Co więcej, kryterium maksymalnej ceny za metr mieszkania, które może być sfinansowane kredytem z gwarantowanym wkładem własnym sprawia, że pula lokali, które kwalifikują się do tego programu jest mocno ograniczona. Limity cenowe są nawet 2-3 tys. zł za metr niższe niż przeciętna cena mieszkań w ofercie w dużych miastach. Według szacunków analityków, na największych rynkach udział mieszkań spełniających wymogi cenowe waha się od 30 proc. do nawet 4 proc. i są to z reguły większe lokale, a więc o wysokiej cenie całkowitej lub mieszkania w inwestycjach położonych na głębokich peryferiach.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal S.A.

Nie przewidujemy istotnego wpływu programu na sprzedaż. Limity cenowe, nawet po aktualizacji, znacznie ograniczają ofertę mieszkań kwalifikujących się do programu. Ponadto, w tej chwili większym problemem niż wkład własny jest mniejsza zdolność kredytowa ze względu na wysoki WIBOR oraz większy zakładany wzrost stopy procentowej przy wyliczaniu przez bank zdolności klienta – o 5 punktów proc., podczas gdy wcześniej było to 2,5 pkt. proc.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. rozwoju w Wawel Service

Mieszkanie bez wkładu własnego to projekt rządowy, który w zamyśle pomóc ma w zakupie mieszkania nabywcom, których stać na spłatę kredytu mieszkaniowego, ale nie mają oszczędności na wkład własny. W Krakowie do programu kwalifikują się mieszkania, których cena za metr nie przekroczy 8,9 tys. zł dla mieszkań deweloperskich. W naszej ocenie,  program prawdopodobnie nie wpłynie zauważalnie na rynek, przynajmniej w dużych miastach, takich jak Kraków.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Rządowy program Mieszkanie bez wkładu własnego z pewnością umożliwi zakup własnego mieszkania osobom młodym, na dorobku. Warto jednak podkreślić, że ze względu na sposób naliczania przez banki zdolności kredytowej, tj. 100 proc. wartości mieszkania plus dodatkowe 5 pkt. procentowych wiele osób nie będzie mogło skorzystać z tego programu. Obawiam się też, że ustalone limity cenowe są zbyt niskie, przez co kupujący będą musieli wybierać wyłącznie niszowe projekty, o niskim standardzie albo źle skomunikowane.

Piotr Ludwiński, dyrektor ds. Sprzedaży i Obsługi Klientów w Archicom S.A.

W naszej strategii stawiamy człowieka w centrum działań. Dlatego jesteśmy orędownikiem wsparcia klientów przy wyborze miejsca do życia, a nie odhaczania kolejnej sztuki sprzedanego mieszkania. Wspomniany program rządowy nie jest, w naszym odczuciu, obecnie najlepszym rozwiązaniem na pojawiające się problemy. Banki obawiają się o wypłacalność klientów, a chcąc zakupić lokal w dużym mieście regionalnym należy znacznie podnieść limity. Tutaj pojawia się refleksja – co się wiąże z zakupem mieszkania, którego cena już teraz jest pewną barierą? Zmniejszenie komfortu życia spowodowane rosnącymi opłatami nie jest najlepszym rozwiązaniem. Wierzymy, że mieszkanie powinno wiązać się z poczuciem bezpieczeństwa i radości, a nie strachem przed kolejną ratą.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

Przy obecnym poziomie cen mieszkań, wysokiej inflacji i dramatycznie rosnących kosztach energii, materiałów budowlanych, czy usług będzie bardzo trudno zaoferować takie mieszkania w Warszawie. Być może taka oferta pojawi się w innych miastach, obecnie analizujemy możliwości. Na pewno bardzo ważne będą działania rządu wspierające przyszłych kredytobiorców, nie tylko pod względem wkładu własnego. Warto opracować szerszy pakiet skierowany do osób, które chciałby zaciągnąć kredyt. Na przykład zaoferować pewnym grupom osób preferencyjne kredyty udzielane przez banki państwowe, które powinny wspierać swoich obywateli. To bardzo ważne, aby nabywcy mieszkań w sposób odpowiedzialny mogli budować swoją przyszłość, a posiadanie mieszkania determinuje w dużej mierze decyzje rodzinne, a więc wpływa bezpośrednio na demografię.

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor sprzedaży Ronson Development

W mojej ocenie, w ciągu najbliższych dwóch lat przełożenie tego programu na rynek będzie niewielkie. Obecna sytuacja rynkowa sprawiła, że brak wkładu własnego nie jest głównym czynnikiem ograniczającym dostęp do kredytu hipotecznego. Rosnące stopy procentowe spowodowały, że zdolność kredytowa kupujących drastycznie spadła. Ponadto, Bank Gospodarstwa Krajowego jedynie gwarantuje wkład własny, a nie przekazuje gotówki potencjalnemu nabywcy mieszkania. Klient samodzielnie musi spłacić taki kredyt, w pełnej sumie.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Nie spodziewamy się żeby ten program znacząco wpłynął na zwiększenie sprzedaży. Poza wkładem własnym, nabywca musi też mieć zdolność kredytową a to jest główną bolączką naszych klientów. Kwota, jaką można uzyskać zmniejszyła się w ostatnich miesiącach o kilkadziesiąt procent i rządowy program nie będzie miał na to wpływu. Poza tym, perspektywa płacenia rat większych o 1-2 tys. zł w porównaniu z rokiem ubiegłym z pewnością studzi zapał klientów.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Każde wsparcie dla osób chcących kupić nowe mieszkanie lub wybudować dom wydaje się być korzystne, szczególnie dla wybranych grup klientów. Z kolei wzrost limitu cenowego mieszkań także jest pozytywnym sygnałem. Natomiast czas pokaże, jak rządowy program realnie wpłynie na tempo sprzedaży. Klienci nadal będą musieli wykazać się zdolnością kredytową, z którą obecnie jest największy problem, ze względu na wzrost stóp procentowych i nową rekomendację stosowaną przez banki od kwietnia.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Analizujemy proponowane przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii korekty limitów cenowych mieszkań. W projekcie nowelizacji ustawy o gwarantowanym kredycie mieszkaniowym resort proponuje podniesienie limitu z 1,3 do 1,4 wartości wskaźnika odtworzeniowego lokalu dla rynku pierwotnego. Dla deweloperów jest to szansa na wzrost sprzedaży mieszkań, gdyż taka zmiana poprawi dostępność nowych mieszkań do kupienia na kredyt bez wkładu własnego.

Teresa Witkowska, Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Napollo Residential

Program Mieszkania bez wkładu własnego to wsparcie, na które czekają młodzi ludzie, którzy chcą kupić swoje pierwsze mieszkanie. Jest to przede wszystkim szansa dla klientów niż dla deweloperów. Teraz młode pary czy rodziny będą mogły zainwestować we własne mieszkanie, co dotąd po prostu nie było w ich przypadku możliwe. Oczywiście pojawienie się takiego programu może wpłynąć na wzrost tempa sprzedaży, jednak trzeba tu patrzeć przede wszystkim przez pryzmat szansy dla klientów.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Jak na razie nie odczuliśmy większego zainteresowania zakupem mieszkań na kredyt, mimo że już obowiązują przepisy wprowadzające rządowy program Mieszkanie bez wkładu własnego. Biorę jednak pod uwagę to, że w naszej aktualnej ofercie bardzo niewiele jest mieszkań, które spełniają wyznaczone w tym momencie limity. To dokładnie 6 proc. lokali będących w tej chwili dostępnych. Nie sądzę też, aby podniesienie limitów o 0,1 pkt. procentowego na przełomie roku przyniosło jakieś przełomowe ożywienie.

Marcin Michalec, CEO Okam

Na pewno aktualna sytuacja nie jest korzystna dla osób zainteresowanych kupnem własnego mieszkania i chcących przy tym skorzystać z oferty kredytowej. Wszelkie programy i formy pomocy wspierające ich w realizacji marzenia o własnym mieszkaniu z rynku pierwotnego czy wtórnego lub budowie domu będą przynajmniej dla części z nich wartościowe. Zakładamy, że część chętnych na własny lokal mieszkaniowy, mimo wszystko obawiać się będzie kolejnych podwyżek stóp procentowych, a tym samym trudności ze spłatą kredytu hipotecznego. Jak rozwinie się sytuacja i czy program będzie miał realny wpływ na poprawę sytuacji potencjalnych nabywców mieszkań, będzie można ocenić dopiero po pewnym czasie od jego wejścia w życie.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Obecnie wzrosły koszty kredytu oraz spadła zdolność kredytowa nabywców. Nie sądzimy, żeby rządowe zachęty i ulgi znacząco miały wpływ na tempo sprzedaży mieszkań w pogarszającej się sytuacji ekonomicznej lub możliwej recesji w Polsce i na świecie.

Joanna Janowicz, dyrektor zarządzająca w firmie Constructa Plus

Wszystko zależy od tego, jak nowe limity zostaną ukształtowane, ponieważ w obecnej chwili widać, że program nie jest skalibrowany do panujących warunków rynkowych. Przede wszystkim należy uwzględnić aktualne ceny i wyznaczyć nowe limity w odniesieniu do nich. Dopóki będą one podane w postaci kwotowej, stale potrzebne będą korekty. Naszym zdaniem powinny one opierać się na wyliczeniu względnym. Przykładowo, limit mógłby odpowiadać określonemu procentowi średniej ceny transakcyjnej w zadanym okresie, w oparciu chociażby o dane publikowane przez NBP.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Każdy program zwiększający grono odbiorców oferty może wpłynąć na wzrost sprzedaży i jego tempo i jest to jak najbardziej możliwe. Zważywszy na fakt, iż spora część naszych klientów kupuje lokale za gotówkę nie przewidujemy jednak drastycznych zmian w tym obszarze.

Pandemia i wojna w Ukrainie pokreśliły znaczenie efektywnego zarządzania ryzykiem stron trzecich

Zrównoważony rozwój, etyka biznesu, cele klimatyczne czy nacisk na przestrzeganie praw człowieka już dawno przestały być w firmach elementami społecznej odpowiedzialności (CSR), a stały się integralnym elementem strategii biznesowych. Zarządzanie tymi kwestiami to już nie tylko dobra praktyka, ale starannie zaplanowane posunięcie zapewniające transparentność i odporność na konsekwencje negatywnych zdarzeń gospodarczych. Jak wynika z raportu Emerging stronger: The rise of sustainable and resilient supply chains – Global third party risk management survey 2022, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, 82 proc. przedsiębiorstw rozszerzonych ma średni lub wysoki poziom świadomości konieczności głębszej analizy kwestii dotyczących ESG.

Pandemia COVID-19 i inwazja na Ukrainę pokazały ogromny i strategiczny wpływ zarządzania ryzykiem stron trzecich (TPRM, third party risk management) i łańcuchem dostaw na przedsiębiorstwa oraz to, jak szybko negatywne konsekwencje globalnych zmian mogą dotknąć nieodpowiednio przygotowane podmioty. Wiele przedsiębiorstw musiało zmierzyć się z konsekwencjami w postaci znacznych strat finansowych lub załamania się łańcucha dostaw, a w efekcie utraty wydolności i ciągłości działania. Takie wyzwania uświadomiły organizacjom, jak istotne jest elastyczne reagowanie na zmieniające się otoczenie polityczno-gospodarcze.

Mimo, że pandemia COVID-19 wywołała negatywne konsekwencje dla olbrzymiej liczby nieodpowiednio przygotowanych przedsiębiorstw, nie wszystkie podmioty działające na rynku wyciągnęły naukę z tego doświadczenia. Wpływ inwazji na Ukrainę na gospodarkę jasno pokazał, że wiele organizacji wciąż wymaga dalszego dostosowania i inwestycji w sprawniejsze procesy czy rozwiązania technologiczne. Tylko w ten sposób będą one w stanie lepiej zrozumieć ekosystem relacji ze stronami trzecimi i w razie potrzeby sprawnie zareagować na wszelkie niespodziewane wydarzenia w czasie rzeczywistym – mówi Małgorzata Sak, menadżerka w zespole Extended Enterprise, odpowiedzialna za obszar TPM, Deloitte.

ESG czynnikiem napędzającym zmiany w obszarze zarządzania ryzykiem stron trzecich

Pomimo rosnącego zaangażowania organizacji w analizę i mierzenie się z wymaganiami oraz problemami z obszaru ESG (E – environmental, S – social, G – governance), w dalszym ciągu istnieje znaczne pole do poprawy w zakresie oceny i priorytetyzacji wymiarów tego ryzyka w organizacyjnych ekosystemach stron trzecich.

Jak pokazuje badanie Deloitte, 82 proc. firm, które wzięły udział w TPRM Survey 2022, ma średni lub wysoki poziom świadomości dotyczący kwestii ESG w ramach koncepcji rozszerzonego przedsiębiorstwa (extended enterprise). Pomimo stale rosnącej wiedzy i koncentracji na tych zagadnieniach, wiele podmiotów nie posiada jednak formalnych mechanizmów oceny lub priorytetyzacji ryzyka dotyczącego tego obszaru i nie ufa dostępnym danym, zarówno tym wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Tylko 6 proc. badanych deklaruje, że dysponuje dojrzałymi procesami zdolnymi do priorytetyzacji wymiarów ryzyka ESG w oparciu o skalę ich oddziaływania, znaczenie odpowiedniego celu biznesowego i podejście organizacji do ryzyka. Zauważalnym problemem jest jakość danych wewnętrznych i zewnętrznych wykorzystywanych do zarządzania i raportowania tych kwestii w rozszerzonym przedsiębiorstwie – takie wyzwania deklaruje aż 84 proc. organizacji. Zbierane dane są kluczowym elementem procesu, dlatego też wymagane jest lepsze zrozumienie dotyczących ich wymagań oraz sposobu ich pozyskiwania.

Przedsiębiorstwa stoją dziś przed nie lada wyzwaniem. Z jednej strony, muszą zrozumieć, jaki wywierają wpływ na zrównoważony rozwój w obszarze środowiskowym i społecznym w całym swoim łańcuchu wartości – także poprzez działalność swoich dostawców. Z drugiej strony – zrozumieć ryzyka z tym związane. I tu pojawiają się kolejne pytania: jak te ryzyka poznać, jak nimi zarządzać i jak współpracować z kontrahentami, żeby je minimalizować? Te firmy, które szybciej na nie odpowiedzą utorują sobie drogę do bycia liderem lub po prostu organizacją bardziej gotową na wszelkie niepewności w łańcuchu dostaw oraz nadchodzące wyzwania regulacyjne – mówi Magdalena Osowiecka, menadżerka w zespole Sustainability, Deloitte.

Zmiana podejścia do zarządzania ryzkiem stron trzecich jest wymuszana również przez przepisy prawne. W najbliższym czasie będziemy świadkami wdrożenia w Europie dwóch kluczowych regulacji, istotnie wpływających na zarządzanie ryzykiem stron trzecich – unijnej dyrektywy dotyczącej należytej staranności w obszarze zrównoważonego rozwoju oraz niemieckiej ustawy dotyczącej należytej staranności w łańcuchu dostaw. Zdaniem ekspertów Deloitte, ze względu na zakres nowego ustawodawstwa oraz szeroki katalog wymagań, firmy powinny już dziś adekwatnie dostosować swoje procesy oraz upewnić się, że będą w stanie zapewnić pełną zgodność z nowymi regulacjami.

Kluczowe znaczenie odporności łańcucha dostaw

Jak wynika z badania, organizacje już teraz dostrzegają konieczność poprawy odporności łańcucha dostaw. Co istotne, potrzeba ta nie dotyczy wyłącznie stron trzecich bezpośrednio współpracujących z danym przedsiębiorstwem, ale również podmiotów znajdujących się na dalszych etapach łańcucha. 60 proc. badanych ocenia, że planowanie odporności i ciągłości biznesowej jest raczej ich mocną stroną, a nie słabością. Ze względu na silne ukierunkowanie regulacyjne nie powinno zaskakiwać, że to sektor finansowy jest w tym przypadku liderem. Odsetek wskazań wynosi tam 73 proc., co jest wynikiem znacznie wyższym niż średnia w innych branżach. W sektorze publicznym tak uważa tylko 41 proc. ankietowanych.

Niewiele więcej niż jedna trzecia, 36 proc., respondentów ocenia swoją zdolność do zarządzania sytuacjami kryzysowymi wynikającymi z problemów związanych z zakłóceniami w globalnych łańcuchach dostaw jako wysoką lub bardzo wysoką. Dotyczy to kwestii wynikających ze wzmożonej kontroli eksportu czy nakładanych sankcji. Więcej niż jedna piąta deklaruje niską lub nawet bardzo niską zdolność w tym obszarze, podczas gdy pozostałe 43 proc. ocenia, że jest ona w najlepszym razie umiarkowana.

Bardziej szczegółowe spojrzenie na dane ankietowe wskazuje na rosnącą świadomość potrzeby dalszych inwestycji w tym obszarze. W ramach zespołu Extended Enterprise Deloitte mamy pełną świadomość zapotrzebowania na usprawnienia oraz wyzwań, z jakimi mierzą się przedsiębiorcy w ramach zarządzania relacjami ze stronami trzecimi. Dlatego też na każdym etapie staramy się zapewnić kompleksowe wsparcie w tym obszarze – mówi Małgorzata Sak, menadżerka w zespole Extended Enterprise, odpowiedzialna za obszar TPM, Deloitte.

Rosnące uzależnienie od dostawców usług chmurowych

Jak pokazuje badanie Deloitte, organizacje muszą nadal pracować nad zrozumieniem swoich krytycznych zależności od podwykonawców w całym ekosystemie stron trzecich i kontynuować wysiłki na rzecz poprawy zarządzania ryzykiem koncentracji. Problem szczególnie widoczny jest w przypadku usług chmurowych, gdzie organizacje decydując się na współpracę z tylko jednym dostawcą (CSP, cloud service providers) chcą uzyskać lepszą kontrolę nad tym procesem. Jak pokazują odpowiedzi, aż 73 proc. respondentów jest obecnie uzależnionych od CSP w stopniu od umiarkowanego do wysokiego. Prognozuje się jednak, że w nadchodzących latach ta relacja wzrośnie do 88 proc., co jeszcze bardziej podkreśla skalę tego wyzwania.

Odporność firm tradycyjnie zapewniały procedury skupiające się na możliwości odzyskania zasobów organizacyjnych w sytuacjach kryzysowych. Złożone i poważniejsze zdarzenia zmuszają jednak przedsiębiorstwa do sprawniejszego reagowania na nieznane lub trudne sytuacje. Aby lepiej zrozumieć ekosystem istotnych relacji ze stronami trzecimi, potrzebne są inwestycje w rozwiązania technologiczne. Jeśli firmy mają sprostać nagłym wstrząsom w przyszłości, nie mogą polegać jedynie na strategii reaktywnej – mówi Bartosz Zając, partner w dziale Risk Advisory, odpowiedzialny za zespół Extended Enterprise, Deloitte.

Wyniki badania pokazują, że 43 proc. respondentów, którzy deklarują krytyczne uzależnienie od CSP, świadomie woli angażować się we współpracę z mniejszą liczbą dostawców, w ten sposób przyjmując związane z tym ryzyko koncentracji. Natomiast 30 proc. organizacji angażuje się w relacje z różnymi dostawcami usług w chmurze w ramach budowania strategii odporności.