Cena akcji w IPO Vercom została ustalona na 45 zł

Oferta publiczna akcji Vercom spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem inwestorów. Cena emisyjna oraz sprzedaży jednej akcji w Ofercie została ustalona na poziomie ceny maksymalnej, czyli 45,00 zł. Oznacza to, że wartość oferty wyniesie 225 mln zł. Dzięki emisji nowych akcji Vercom pozyska 180 mln zł na dalszy rozwój.

Nasza oferta spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów. Podsumować IPO będziemy mogli po przydziale akcji, jednak już teraz mogę powiedzieć, że jesteśmy zadowoleni z przebiegu roadshow i feedbacku ze strony inwestorów instytucjonalnych. Cieszy nas również bardzo duże zainteresowanie ze strony inwestorów indywidualnych. Chciałbym podziękować wszystkim za poświęcony czas, zaangażowanie oraz docenienie naszego biznesu. Ostatnie dni były dla nas niezwykle pracowite. Spotkaliśmy się z wieloma inwestorami, którzy są pod wrażeniem naszej działalności, dynamiki, strategii rozwoju i co najważniejsze widzą wciąż wysoki potencjał do wzrostu i skalowania.  – komentuje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

Vercom to dynamicznie rosnąca spółka technologiczna, tworząca globalne platformy komunikacyjne w chmurze (CPaaS), które umożliwiają firmom budowanie i rozwijanie trwałych relacji z odbiorcami za pośrednictwem wielu kanałów komunikacji. Rozwiązania Vercom pomagają partnerom spółki przezwyciężyć złożoność komunikacji, automatyzować oraz zwiększać jej skalę, zachowując przy tym wysoką dostarczalność i efektywność – a wszystko to w szybki, bezpieczny i niezawodny sposób.

W ramach IPO zaoferowanych jest do 4.000.000 nowo emitowanych akcji serii D. Dodatkowo w skład Oferty wchodzi nie więcej niż 1.000.000 akcji istniejących zbywanych przez założycieli, stanowiących 6,91 proc. kapitału spółki. Spółka, akcjonariusze sprzedający oraz główny akcjonariusz (R22) zawarły umowę lock-up na 12 miesięcy od dnia debiutu giełdowego, który planowany jest w pierwszej połowie maja.

Poza określeniem ceny za akcję, ustalono również liczbę akcji w poszczególnych transzach. Zgodnie z dokonanym podziałem, w transzy inwestorów indywidualnych znajdzie się 600.000 walorów, stanowiących 12 proc. oferowanych akcji. Natomiast transza inwestorów instytucjonalnych obejmie pozostałe 4.400.000 akcji. Przydział akcji zaplanowany jest na 27 kwietnia. Wszystkie istniejące akcje Spółki oraz nowo emitowane akcje serii D mają w intencji Spółki zostać wprowadzone do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW.

Pozyskane środki chcemy w pełni wykorzystać na dalszy rozwój, a konkretnie akwizycje. Mają one na celu realizację strategii budowy silnego gracza na rynku usług CPaaS w regionie CEE. Szukamy jednokanałowych podmiotów wyróżniających się znaczną bazą klientów i potencjałem do sprzedaży kolejnych kanałów. Ważne dla nas jest również umiędzynarodowienie portfela klientów, a także posiadana technologia, która rozszerzy nasze kompetencje. – dodaje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

Ulga podatkowa IP Box a prawo własności intelektualnej

Ulga IP Box daje korzyści podatkowe nie tylko podatnikom CIT, ale także rozliczającym się jedynie poprzez PIT. Zawiera jednak jedną, bardzo istotną pułapkę, dotyczącą praw do programów komputerowych.

Dzięki uldze IP Box można skorzystać z opodatkowania stawką 5 proc. dochodów uzyskiwanych z tzw. kwalifikowanych praw własności intelektualnej.

– Ta ulga jest szczególnie atrakcyjna dla programistów i producentów, którzy próbują wymyśleć i wdrożyć nowe rozwiązania – mówi w rozmowie z MarketNews24 Helena Bogdanowska, Senior Associate, Kancelaria Ożóg Tomczykowski.

Czym są kwalifikowane prawa własności intelektualnej? Ustawy podatkowe zawierają listę takich praw. I są to patenty, prawa ochronnych na wzór użytkowy, prawa z rejestracji wzoru przemysłowego, prawo z rejestracji topografii układu scalonego. Dotyczy to także praw z rejestracji produktu leczniczego i weterynaryjnego (dopuszczonych do obrotu), oraz autorskiego prawa do programu komputerowego.

Prawa te powinny zostać wytworzone, rozwinięte lub ulepszone w ramach prowadzonej przez podatnika działalności B+R.

Wielu informatyków (programistów) rozlicza się tylko poprzez PIT, prowadząc jednoosobowe firmy. Również mogą skorzystać z ulgi IP Box, ponieważ analogiczne przepisy znajdują się w ustawie o podatku dochodowym dla osób fizycznych.

Ta ulga wywoływała najwięcej emocji z powodu praw do programów komputerowych. Czy słusznie było to zmartwieniem podatników?

– Jak twierdzi Minister Finansów, w tym zakresie prawo do skorzystania z ulgi IP Box jest dość uznaniowe i dlatego powinno być potwierdzone w interpretacji podatkowej, natomiast uzyskanie takiej interpretacji jest coraz trudniejsze – wyjaśnia H.Bogdanowska z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Nie jest to wymóg ustawowy, a jedynie zalecenie, jednak taka pozytywna interpretacja okaże się bardzo przydatna w przypadku sporu z organem podatkowym.

Kto będzie chciał skorzystać z ulgi, powinien zadbać o poprawne prowadzenie ewidencji, bo ta może być badana przy sprawdzaniu prawa do ulgi IP Box.

Warto pamiętać o uldze, zwłaszcza w kontekście przesunięcia terminu na złożenie deklaracji CIT do końca czerwca bieżącego roku – może to być dobra okazja na dla podatników, którzy nie zdążyli z niej skorzystać.

Czy wynagrodzenie powinno być jawne? Wyniki badania Pracodawców RP

Jawność wynagrodzeń nie rozwiąże problemu luki płacowej, a polski rynek pracy nie jest gotowy na wprowadzenie tej zmiany proponowanej przez Komisję Europejską. Tak uważa niemal 70 proc. przedsiębiorców badanych przez Pracodawców RP. – Firmy zostaną obarczone kolejnymi obowiązkami, które wygenerują dodatkowe koszty, a to nie jest wskazane w okresie wychodzenia z kryzysu po pandemii – mówi Katarzyna Siemienkiewicz z Pracodawców RP. Więcej zwolenników wprowadzenia jawności wynagrodzeń jest wśród pracowników, ale oni także dostrzegają wady takiego rozwiązania. 56 proc. zatrudnionych podkreśla, że może to spowodować nowe konflikty w firmach.

Komisja Europejska w marcu br. przedstawiła do konsultacji publicznych projekt dyrektywy w sprawie jawności płac. Zakłada on, że już osoby ubiegające się o zatrudnienie w danej firmie będą informowane o wysokości lub przedziale wynagrodzenia. Ponadto dyrektywa daje pracownikom prawo do informacji, które pozwolą im ocenić, czy w porównaniu z innymi pracownikami tej samej jednostki organizacyjnej wykonującymi taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości otrzymują wynagrodzenie w sposób niedyskryminacyjny oraz w razie potrzeby dochodzić swojego prawa do równego wynagrodzenia.

Z kolei na pracodawców zatrudniających co najmniej 250 pracowników miałby być nałożony obowiązek udostępniania sprawozdań na temat m.in. różnic w wynagrodzeniach pracowników płci żeńskiej i męskiej.

– Przedstawione przez Komisję Europejską propozycje mają na celu przede wszystkim zmniejszenie różnic w wynagrodzeniu między kobietami a mężczyznami. Powszechnie wiadomo, że kobiety zarabiają mniej i Komisja uważa, że pomysł jawności płac na poziomie jeszcze przed zatrudnieniem, a także w trakcie zatrudnienia pomoże ten problem rozwiązać – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Siemienkiewicz, ekspertka ds. prawa pracy.

Badania ankietowe pokazują, że pracodawcy są w większości odmiennego zdania – uważają, że jawność wynagrodzeń nie rozwiąże problemu luki płacowej. Prawie 70 proc. z nich uznaje, że polski rynek pracy nie jest gotowy na wprowadzenie tej zmiany. Tylko co piąty twierdzi, że aktualna sytuacja rynkowa na to pozwala. Zaledwie 40 proc. badanych firm uważa, że ujawnianie wysokości wynagrodzeń w ogłoszeniach o pracę to dobry pomysł.

– Problem różnicy płacowej między kobietami a mężczyznami jest godny uwagi, jednak propozycja w kształcie przedstawionym przez Komisję Europejską wydaje się zbyt daleko idąca. Oczywiście uwzględnia słuszny aspekt dyskryminacji płacowej, jednak tylko na tym się koncentruje, a nie bierze pod uwagę ekonomicznych warunków prowadzenia przedsiębiorstwa – zauważa ekspertka Pracodawców RP.

Jak podkreśla, poziom płac to często tajemnica przedsiębiorstwa i element know-how, na którym firmy budują swoją konkurencyjność.

– Te zmiany będą się wiązały dla pracodawców z licznymi obowiązkami, także sprawozdawczymi, które wygenerują dodatkowe koszty, a okres kryzysu i wychodzenie z pandemii to nie jest na to dobry czas – podkreśla Katarzyna Siemienkiewicz. – Ponadto jawność płac zakłada funkcjonowanie organu administracji publicznej, który monitorowałby tę kwestię, co będzie się wiązało ze wzrostem kosztów z budżetu państwa, za które oczywiście my wszyscy podatnicy zapłacimy.

Pracownicy ankietowani przez Pracodawców RP są podzieleni. 47 proc. zapytanych osób odpowiedziało, że chciałoby, aby ich współpracownik znał wysokość ich pensji, ale tych, którzy by tego nie chcieli, jest niewiele mniej (43 proc.). Ponad połowa pracowników (54 proc.) chciałaby wiedzieć, ile zarabia ich kolega z pracy, natomiast 34 proc. zatrudnionych nie potrzebuje tej wiedzy. Z kolei aż 75 proc. zatrudnionych chciałoby otrzymać informację o wynagrodzeniu w ogłoszeniu o pracę.

– Pytanie, czy jesteśmy gotowi na to, żeby poznać wysokość wynagrodzenia naszego kolegi z pracy, czy naszego sąsiada. Wydaje się, że są potrzebne pewne zmiany społeczne, które pozwolą zaakceptować taką wiedzę – uważa ekspertka Pracodawców RP.

Pracodawcy zauważają również zalety jawności wynagrodzeń. Prawie 50 proc. z nich wskazało, że umożliwi ona stworzenie przejrzystych zasad wynagradzania. Zdanie to podzielają pracownicy, jednak ich liczba jest zdecydowanie większa – z takim stwierdzeniem zgadza się 70 proc. zatrudnionych. Inna zaleta, na którą zwracają uwagę pracownicy, to wzmocnienie poczucia sprawiedliwości w miejscu pracy (53 proc.).

Z kolei 56 proc. pracowników podkreśla, że ujawnianie danych o wysokości wynagrodzenia może spowodować nowe konflikty w miejscu pracy. 80 proc. pracodawców obawia się, że jawność płac spowoduje niebezpieczeństwo uzyskania informacji o wysokości płac przez osoby postronne, np. podczas fikcyjnych rekrutacji, których celem będzie jedynie wyłudzenie danych o wysokości płac w firmie, a nie podjęcie zatrudnienia.

– Przykładem kraju w Europie, w którym obowiązuje jawność wynagrodzeń, jest Szwecja. Powszechnie wiadomo, ile kto zarabia na danym stanowisku. Jawność płac obowiązuje również w Wielkiej Brytanii i we Francji, gdzie istnieją dosyć wysokie kary za nieujawnianie tych informacji – informuje Katarzyna Siemienkiewicz. – Ten pomysł więc funkcjonuje, ale jest adekwatny do uwarunkowań tamtejszych rynków pracy. Można się zastanawiać, czy wprowadzenie go w innych krajach jest dobrym rozwiązaniem.

Jej zdaniem na pewno pozwala to na stworzenie jasnych zasad wynagradzania, ale z uwagi na wysokie kary pozostaje pytanie, czy pracodawcy ujawniają zarobki dobrowolnie, czy jednak pod przymusem.

Art. 20 propozycji KE nakłada na państwa członkowskie obowiązek ustanowienia kar w przypadku naruszeń praw i obowiązków związanych z równym wynagrodzeniem dla mężczyzn i kobiet. Mają one być „skuteczne, proporcjonalne i odstraszające”.

– Wszelkie kary ustanowione w państwach członkowskich powinny obejmować grzywny, których wysokość musi uwzględniać okoliczności obciążające, takie jak waga i czas trwania naruszenia, jak również wszelkie umyślne lub rażące zaniedbania ze strony pracodawcy. Artykuł ten zobowiązuje również państwa członkowskie do ustanowienia kar i sankcji na wypadek powtarzających się naruszeń praw i obowiązków związanych z zasadą równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości. Takie kary i sankcje mogłyby na przykład obejmować cofnięcie publicznych świadczeń lub wyłączenie na określony czas z przyznawania zachęt finansowych lub kredytowych – napisano w uzasadnieniu.

Potrzebna reforma zatrudniania cudzoziemców w Polsce

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) realizuje konsultacje na temat zatrudniania cudzoziemców w Polsce. Dotyczą one szczególnie sytuacji migrantów i uchodźców na naszym rynku pracy. Celem konsultacji jest wypracowanie metod, które pozwolą migrantom i uchodźcom na łatwiejsze znalezienie oraz utrzymanie pracy – a zarazem na zmniejszenie ich niepokoju społeczno-ekonomicznego, którego doświadczają częściej niż rodowici Polacy. FPP chce także wypracować propozycje zmian dla systemów rządowych i samorządowych, które mogłyby ułatwić wszystkim zainteresowanym zatrudnienie cudzoziemców. Liczba cudzoziemców w naszym kraju zwiększa się. Do ich obsługi potrzebne są coraz większe zasoby kadrowe. Jednak nie wszystkie instytucje zajmujące się problematyką zatrudnienia cudzoziemców są na to odpowiednio przygotowane.

– Konsultacje dotyczą wielu różnych zagadnień związanych z tym, co należy zrobić, aby zatrudnianie cudzoziemców było legalne i satysfakcjonujące. Chcemy rozwiązywać pojawiające się problemy. Nie tylko pomóc samym zainteresowanym pracownikom cudzoziemskim, ale też ułatwić procedury legalizacji zatrudnienia z punktu widzenia pracodawców i administracji zajmującej się tą tematyką – powiedziała serwisowi eNewsroom Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy w Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Kluczowe okazują się wyzwania prawne. Należy dokonać przeglądu obowiązujących przepisów, aby procedury były sprawniejsze i efektywniejsze. Wielu uczestników konsultacji wskazuje na biurokrację i przedłużające się procedury uzyskiwania zezwolenia na pracę. Z tym wiążą się też kwestie dotyczące pobytu i zapewnienia bezpieczeństwa w Polsce. Pracodawcy zwracają zaś szczególną uwagę na stosowanie różnych ułatwień proceduralnych związanych z kontaktami z administracją. Sama administracja boryka się zaś z brakiem właściwego zaplecza finansowego i organizacyjnego. To powoduje opóźnienia i wzajemne niezadowolenie. Żeby temu zaradzić, potrzebna jest wspólna dyskusja, która zidentyfikuje główne kwestie sporne i poszuka rozwiązań – zaleca Spytek-Bandurska.

Elementy kute na solidne i ładne ogrodzenie

Każdy człowiek marzy o tym, by mieć własne miejsce na Ziemi. Własne mieszkanie albo wolnostojący dom to coś, do czego większość nas z pewnością dąży. Zwłaszcza domy wymagają sporych nakładów sił oraz pracy, gdyż ich zasięg nie ogranicza się tylko do samych murów. Dom stoi na działce, którą trzeba otoczyć ogrodzeniem. Można oczywiście zdecydować się tutaj na drewniany płot, ale dobrym rozwiązaniem mogą być solidne metalowe bramy i ogrodzenia. Są one bardzo estetyczne oraz wytrzymałe na działanie różnych warunków atmosferycznych. Inwestycja w ogrodzenie wykonane z dobrej jakości elementów metalowych, będzie z pewnością strzałem w dziesiątkę. Warto się przyjrzeć temu zagadnieniu z bliska.

  1. Ogrodzenie ma znaczenie
  2. Piękna stal rodem z naszych snów

Ogrodzenie ma znaczenie

Ładnie oraz porządnie wykonane elementy kute, które można wykorzystać do tego, by nasze ogrodzenie rzucało się w oczy oraz robiło dobre wrażenie, z pewnością wpłyną na estetykę naszego płotu. Elementy kute do ogrodzeń, elementy kute do bram, czy też np. elementy kute do balustrad, są produktami, których wykonanie wymaga odpowiedniej wiedzy oraz materiałów najwyższej jakości. Jeśli więc marzy nam się ogrodzenie z prawdziwego zdarzenia, powinniśmy koniecznie znaleźć firmę, która takiemu zadaniu będzie w stanie podołać. Warto w tym celu skorzystać z podpowiedzi, jakich może nam udzielić Internet. Jednym z dystrybutorów przed którym elementy kute do ogrodzeń, czy balustrad nie mają żadnych tajemnic jest przedsiębiorstwo Bonmario. Od dwudziestu pięciu lat dostarcza ono na polski rynek gotowe elementy metalowe, dzięki którym zwyczajne ogrodzenia zamieniają się w małe oraz funkcjonalne dzieła sztuki. Aby się o tym przekonać, trzeba koniecznie wejść na ich stronę w sieci. Można tam dokonać całościowych zakupów i zainwestować w ogrodzenie rodem z naszych snów.

Piękna stal rodem z naszych snów

Elementy, które tam będziemy mogli nabyć, są wykonane z dobrej jakościowo stali, dzięki czemu mamy pewność, że nasze ogrodzenie przetrwa całe lata, a być może nawet i wieki. Inwestycja w bezpieczeństwo oraz piękno naszego otoczenia jest tego warta. Oczywiście będzie się ona wiązać ze sporymi wydatkami, ale któż nie chciałby mieć w swoim pobliżu ładnego ogrodzenia metalowego. Na stronie internetowej kupimy także inne akcesoria, które pozwolą nam na zabezpieczenie tralek, bram, czy też balustrad. Kupimy tu, m.in. farby, patyny, blachy, itp. Ten, kto szuka rozwiązań z najwyższej półki, koniecznie powinien tam zajrzeć – to będzie dobry pomysł na własne ogrodzenie.

————————————————————————————-

Sklep internetowy BONMARIO

Najwyższej jakości stalowe elementy kute, akcesoria do bram, elementy ze

stali nierdzewnej, drut spawalniczy oraz wiele innych!

Bonmario

Elementy kute do balustrad, bram i ogrodzeń – gotowe elementy metalowe

W ofercie m.in:

  1. Elementy ozdobne
  2. Poręcze
  3. Zwieńczenia ozdobne
  4. Elementy spiralne
  5. Kule
  6. Rozety
  7. Blachy
  8. Koszyki
  9. Maskownice
  10. Pręty kute
  11. Profile zamknięte ozdobne
  12. Przekuwki
  13. Taśmy zakuciowe
  14. Tralki Kute
  15. Słupy metalowe

ZADZWOŃ
+48 510 915 915
+48 61 65 25 900

NAPISZ
[email protected]

SPRAWDŹ OFERTĘ
https://bonmario.com/

ATAL: emisja obligacji serii AX na kwotę 120 mln zł

W dniu 21 kwietnia 2021 roku ATAL – ogólnopolski deweloper – wyemitował dwuletnie obligacje serii AX na kwotę 120 mln zł. Termin wykupu obligacji nowej emisji przypada 21 kwietnia 2023 roku. Obligacje będą przedmiotem obrotu w alternatywnym systemie w ramach rynku Catalyst. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na zakup gruntów oraz finansowanie wybranych przedsięwzięć deweloperskich.

Oferta dewelopera skierowana do inwestorów instytucjonalnych spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem, dwukrotnie przekraczającym liczbę oferowanych przez ATAL obligacji. Czynności związane z organizacją procesu emisji z powodzeniem prowadzi BNP Paribas Bank Polska S.A.
Zaproponowaliśmy obligatariuszom dwuletnie obligacje serii AX o zmiennym oprocentowaniu opartym o WIBOR6M i marży wynoszącej 215 pb. To kolejna udana emisja obligacji, co potwierdza atrakcyjności oferowanych walorów, ale także jest jasnym sygnałem, że model biznesowy ATAL spotyka się z pozytywnymi reakcjami inwestorów. Regularnie decydujemy się na korzystanie z finansowania pochodzącego z papierów dłużnych, dzięki czemu zbudowaliśmy zaufanie i jesteśmy wiarygodnym partnerem dla instytucji finansowych. Nie bez znaczenia jest także fakt, że mimo wpływu, jaki na sytuację gospodarczą wywiera globalna pandemia, ATAL może się pochwalić bardzo dobrą sytuacją finansową i zmniejszenie długu netto w relacji do kapitału własnego – mówi Zbigniew Juroszek, prezes zarządu ATAL S.A.

ATAL w pierwszym kwartale 2021 roku przekazał 794 lokale, co oznacza wzrost o 67,9% rok do roku (473). Najwięcej lokali zostało wydanych w Warszawie (281), Łodzi (167) i Katowicach (140). Od stycznia do końca marca 2021 roku ATAL zakontraktował 848 lokali, czyli o 14,28 proc. więcej niż przed rokiem. W analogicznym okresie roku poprzedniego sprzedaż plasowała się na poziomie 742 lokali. Tylko w marcu podpisanych zostało 400 umów deweloperskich – to rekordowy miesięczny wynik w historii spółki.

ATAL w ubiegłym roku zorganizował największą w historii spółki emisję obligacji, dzięki której pozyskał łącznie 200 mln zł – z czego 50 mln zł pochodziło z zapisów złożonych na papiery w dodatkowej rundzie po tym, jak popyt na obligacje istotnie przekroczył pierwotnie zakładane 150 mln zł. Środki zostały przeznaczone na dalszą rozbudowę oferty oraz zakup nowych gruntów.

ATAL jest spółką dywidendową. W tym roku Zarząd rekomenduję wypłatę dywidendy w wysokości 3,03 zł na akcję, co łącznie daje kwotę 117,3 mln zł. Natomiast pozostałą część wypracowanego zysku w kwocie blisko 28,4 mln zł planuje przeznaczyć na kapitał zapasowy.
W 2020 roku ATAL pozyskał 9 nowych gruntów inwestycyjnych w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Trójmieście oraz w Katowicach. Łączny koszt zakup nowych działek to ok. 52 mln zł, w przeliczeniu na 1 mkw. PUM to niespełna 600 złotych, co potwierdza realizację racjonalnej polityki zakupu działek pod inwestycje. Tereny pozwolą na realizację 86 tys. mkw. PUM. Obecny bank ziemi w posiadaniu spółki w pełni zabezpiecza plany inwestycyjne spółki na najbliższe lata.

Kondycja złotego

Wystarczyły zaledwie dwa tygodnie, aby złoty wzmocnił się aż o 13 groszy wobec euro i 14 groszy wobec dolara. Czy kurs złotego jest zależny od sytuacji w polskiej gospodarce? Okazuje się, że jesteśmy na łasce rynków globalnych.

– To co się dzieje ze złotym nie jest oderwane od pandemicznej sytuacji w polskiej gospodarce i polityki pieniężnej NBP, jednak przede wszystkim jest to skutek zwiększonej płynności na rynku globalnym w wyniku działań amerykańskiego ministerstwa skarbu i finansów (Department of the Treasury) – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Ministerstwo to miało zgromadzony od początku roku olbrzymi zapas gotówki, którą upłynniało, wykupując część krótkoterminowego długu.

Dla ekonomistów był to proces dość zagadkowy, bo wkrótce Treasury będzie musiało pożyczać ogromne ilości pieniędzy, aby sfinansować gigantyczny deficyt budżetowy USA.

I to właśnie te działania Treasury osłabiły dolara, pomimo wzrostu inflacji w USA.

– W takiej właśnie sytuacji, gdy jednocześnie giełdowe indeksy biją historyczne rekordy, dobrze radzą sobie waluty rynków wschodzących – wyjaśnia ekspert XTB. – Co także istotne, waluty z rynków wschodzących spoza Europy są już na dużo wyższych poziomach niż złoty.

W okresie ostatnich 52 tygodni minimalny kurs dolara wynosił 3,62 zł, a maksymalny 4,23 zł (obecnie jest na poziomie 3,80 zł).

Procentowo wzmocnienie złotego wobec dolara było wyższe niż wobec euro. Najciekawsze jest jednak, jak długo taka sytuacja mogłaby się utrzymać. Tym co powinno teraz pomagać złotemu, to złagodzenie trzeciej fali pandemii. Jednak przy zerowych stopach procentowych nie można spodziewać się napływu na większą skalę kapitału zagranicznego do Polski.

– Dla inwestorów zniechęcająca będzie polska inflacja, która wkrótce przekroczy 4 proc. – dodaje P.Kwiecień. – Inflacja będzie ciężarem dla złotego, jednak największe osłabienie wywoła dopiero wzmocnienie dolara na światowych rynkach.

Czy EBC przymierzy się do normalizacji polityki pieniężnej? Raport przed kwietniowym posiedzeniem

Od czasu posiedzenia EBC w marcu dane ekonomiczne ze strefy euro parokrotnie pozytywnie zaskakiwały. Panuje również optymizm względem postępów w europejskich programach szczepień. Pozostaje jednak kilka kwestii, które mogą przechylić ton czwartkowej komunikacji banku centralnego lekko w gołębią stronę.

Liczby nowych przypadków zachorowań na COVID-19 wzrosły w krajach strefy euro podczas trzeciej fali pandemii i wiele z nich, szczególnie Niemcy i Francja, rozszerzyło obostrzenia lub ponownie wprowadziło część wcześniej zniesionych. Wydaje się prawdopodobne, że większość krajów Europy będzie potrzebowała jeszcze kilku miesięcy, zanim istotnie poluzuje restrykcje. To opóźni ożywienie gospodarki. Mając to na uwadze, spodziewamy się, że prezes EBC Christine Lagarde określi perspektywy ekonomiczne Wspólnoty jako „zasadniczo zrównoważone”.

Od czasu posiedzenia w marcu dane ekonomiczne ze strefy euro w znacznej mierze wskazywały jednak na odporność gospodarki (Tabela 1). Wskaźniki PMI poszły w górę, sprzedaż detaliczna w lutym wzrosła bardziej, niż zakładał konsensus, w ujęciu ogólnym pozytywnie zaskoczyły też comiesięczne wskaźniki nastrojów. Obecnie panuje również szeroki optymizm co do programu szczepień w UE, który po niezbyt dobrym starcie powinien znacznie przyspieszyć w drugim kwartale tego roku. Do Unii ma wówczas trafić łącznie ok. 400 mln dawek, z kolei w pierwszym kwartale podano ich mniej niż 80 mln.

Tabela 1: Główne publikacje danych ekonomicznych w strefie euro (od 11/03/2021)

Opublikowane dane Miesiąc Aktualny Konsensus Poprzedni Wydźwięk dla

rynku walutowego

Produkcja przemysłowa r/r styczeń 0,1% -2,4% -0,2% Pozytywny dla EUR
Nastrój ekonomiczny ZEW marzec 74 65,1 69,6 Pozytywny dla EUR
Indeks cen konsumpcyjnych r/r luty 0,9% 0,9% 0,9% Neutralny dla EUR
Bazowy indeks cen konsumpcyjnych r/r luty 1,1% 1,1% 1,4% Neutralny dla EUR
Markit PMI dla usług marzec 49,6 46 45,7 Pozytywny dla EUR
Markit PMI dla przemysłu marzec 62,5 57,7 57,9 Pozytywny dla EUR
Indeks sentymentu ekonomicznego marzec 101 96 93,4 Pozytywny dla EUR
Indeks cen konsumpcyjnych r/r marzec 1,3% 1,3% 0,9% Neutralny dla EUR
Bazowy indeks cen konsumpcyjnych r/r marzec 0,9% 1,2% 1,1% Negatywny dla EUR
Sprzedaż detaliczna r/r luty -2,9% -5,4% -5,2% Pozytywny dla EUR
Nastrój ekonomiczny ZEW kwiecień 66,3 73,2 74 Negatywny dla EUR
Produkcja przemysłowa r/r luty -1,6% -0,9% 0,1% Negatywny dla EUR

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 20/04/2021

W związku z powyższym uważamy, że Rada Prezesów EBC potwierdzi swoje zobowiązanie do utrzymania większego tempa skupu aktywów w drugim kwartale, i widzimy niewielkie szanse na powrót do wcześniejszego poziomu 60 mld euro miesięcznie do czasu czerwcowego lub wrześniowego posiedzenia.

Uważamy, że nadal jest za wcześnie, by Bank rozpoczął dyskusję o normalizacji polityki pieniężnej. Dla przypomnienia, w marcu EBC zintensyfikował działania mające na celu powstrzymanie wzrostu rentowności europejskich obligacji i wsparcie ożywienia gospodarki w krajach strefy euro. Bank ogłosił, że aby uniknąć istotniejszego pogorszenia się warunków finansowania, które miałoby negatywny wpływ na inflację, przyspieszy tempo skupu w ramach nadzwyczajnego programu skupu obligacji w czasie pandemii (PEPP).

Program PEPP zgodnie z obecnymi założeniami ma trwać przynajmniej do końca marca 2022 r., ale ewentualne zmiany wytycznych zobaczymy raczej w późniejszej części roku. Bank będzie mieć wtedy znacznie większe pojęcie o stanie kryzysu zdrowotnego oraz szczególnie o jego wpływie na inflację w strefie euro. Utrzymuje się ona znacznie poniżej celu, niska pozostaje też inflacja bazowa uznawana za lepszą miarę wewnętrznej presji cenowej (Wykres 1). 

Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2013–2021)

Inflacja w strefie euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 20/04/2021

Uważamy, że reakcja rynku na tegotygodniowe spotkanie EBC może być niewielka i nie spodziewamy się żadnych większych zmian w retoryce banku. Bardziej pozytywna komunikacja dotycząca rosnącego optymizmu wobec szczepień może jednak wesprzeć niedawne umocnienie euro, którego kurs względem dolara wzrósł powyżej psychologicznego poziomu 1,20.

Decyzje EBC poznamy w czwartek o 13:45, konferencja prasowa rozpocznie się o 14:30.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Fałszywe szczepionki Pfizera przeciw COVID-19 wykryte w Polsce i Meksyku

Pfizer poinformował o zidentyfikowaniu w Polsce i Meksyku przypadków pojawienia się fałszywych szczepionek na koronawirusa – informuje dziennik „Wall Street Journal”. Były to preparaty oferowane na czarnym rynku, a nie w oficjalnej dystrybucji.

Według doniesień „WSJ” znalezione w Polsce fałszywe szczepionki nie zostały nikomu podane – ich transport został przejęty w prywatnym mieszkaniu. Zatrzymano też mężczyznę, który został oskarżony o oszustwo. Inaczej było w Meksyku, gdzie 80 osób otrzymało niewłaściwie szczepienie (za cenę 1000 dolarów), jednak ich zdrowiu nic nie zagraża. Z informacji gazety wynika, że zatrzymane w styczniu br. w Polsce szczepionki zawierały preparat przeciw zmarszczkom.

Potwierdzenie firmy Pfizer o sprzedaży fałszywych szczepionek jest bardzo niepokojące i należy przypuszczać, że takie przypadki zdarzają się również w innych miejscach, o ile są ludzie, którzy wolą korzystać z niezaufanych źródeł medycznych. Wzywamy wszystkich do szczepienia się tylko w autoryzowanych placówkach i unikania nieoficjalnych sprzedawców produktów, które mogą stanowić dla nich zagrożenie – ostrzega Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies, która od początku roku informowała o pojawieniu się fałszywych szczepionek w Darknet.

Check Point Research (CPR) śledził trend fałszywych, negatywnych wyników testów COVID-19 i fałszywych świadectw szczepionek w darknecie, na forach hakerskich od listopada 2020 roku. Co więcej przestępcy reklamowali w ukrytej sieci sprzedaż szczepionek na COVID-19 w kwocie od 500 dolarów. Pod koniec marca 2021 roku liczba reklam fałszywych szczepionek w darknecie wzrosła trzykrotnie.

Złoty w odwrocie mimo dobrych danych

Czasem tak się dzieje na rynku, że pomimo dobrych danych z kraju pewne procesy zewnętrzne i tak okazują się silniejsze. Tak właśnie dzisiaj wydarzyło się w Polsce, kiedy pomimo dobrych danych złoty tracił.

Wynagrodzenia i zatrudnienie w Polsce

Dzisiaj Główny Urząd Statystyczny podał dane na temat przeciętnego wynagrodzenia oraz zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. W firmach powyżej 9 pracowników średnia płaca osiągnęła 5929 zł i był to drugi najlepszy wynik w historii po grudniu 2020 roku. Biorąc pod uwagę, że płace rosną o 8% w skali roku, to już wkrótce zobaczymy, jak średnia płaca przekracza barierę 6000 zł. Zatrudnienie w ciągu roku spadło o 1,3%, ale biorąc pod uwagę, że obejmuje to okres od marca 2020 do marca 2021, nie można się temu dziwić.

Produkcja przyspiesza

Równolegle z danymi z rynku pracy opublikowano dzisiaj dane na temat produkcji przemysłowej. Ta w marcu wzrosła o imponujące 18,9%. To nie tylko bardzo dobry rezultat, ale również wynik o 5,8% powyżej oczekiwań analityków. Biorąc pod uwagę przyzwoite dane z rynku pracy oraz rosnącą produkcję przemysłową można się było spodziewać dzisiaj umacniania się złotego. Ruch ten jednak zderzył się w czasie z umacnianiem się dolara. Uciekający kapitał przełożył się jednak na osłabienie złotego i finalnie złoty zamiast zyskiwać nawet delikatnie stracił na wartości.

Rosną zapasy ropy w USA

Wczorajsze dane z USA zaprzeczyły pewnemu twierdzeniu, które od pewnego czasu przemawiało za wzrostami cen czarnego złota. Niedobór surowca na rynku miał być powodem wzrostów cen. Okazało się jednak, że wczorajsze zapasy ropy zamiast spadać wzrosły. W rezultacie inwestorzy zaczęli sprzedawać, a surowiec spadł z najwyższych poziomów od połowy marca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:00 – USA – wnioski o kredyt hipoteczny,
16:00 – Kanada – posiedzenie BOC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Barbara Garlacz: Czy roszczenia banków o zwrot kapitału z kredytów frankowych się przedawniły?

29 kwietnia 2021 TSUE odpowie m.in. na pytanie nr 4 Sądu Okręgowego w Gdańsku od którego momentu umowa zawierająca postanowienia nieuczciwe jest nieważna, tj.:

  • czy od daty jej zawarcia
  • czy od chwili powołania się na tę nieważność przez konsumenta
  • czy od daty wyroku stwierdzającego nieważność umowy.

Od odpowiedzi na to pytanie zależy, czy roszczenia banków na gruncie art. 120 k.c. o zwrot kapitału się przedawniły. TSUE odpowiadając na pytanie nr 4 Sądu Okręgowego w Gdańsku może przyjąć, że umowa jest nieważna od początku jej zawarcia, a konsument nie musi się powoływać na tę nieważność lecz może się jej zrzec.

Jeśli TSUE potwierdzi, że umowa jest nieważna od daty jej zawarcia, a konsument może zrzec się tej sankcji nieważności, zaś Sąd Najwyższy oprze się na dotychczasowym swoim orzecznictwie na gruncie art. 120 k.c. regulującym kwestie przedawnienia się roszczeń – to konsekwentnie powinien przyjąć, że już od chwili udostępnienia kapitału bank mógł wezwać kredytobiorcę do zwrotu kapitału, a więc od tego momentu roszczenia banków zaczęły się przedawniać” – wskazuje mec. Barbara Garlacz, która reprezentuje kredytobiorców przed TSUE w sprawie C-19/20.

Odpowiedź TSUE:

  • może zmienić dotychczasowe orzecznictwo Sądu Najwyższego, wedle którego roszczenia banków przedawniają się od momentu powołania się przez konsumenta na nieważność umowy;
  • będzie miała bezpośredni wpływ na rozstrzygnięcia, które zostaną przyjęte w uchwałach frankowych Sądu Najwyższego zaplanowanych na 7 oraz 11 maja 2021 roku w kwestii przedawnienia się roszczeń banków;
  • ukształtuje ostateczne orzecznictwo sądów polskich co do tego, czy roszczenia banków o zwrot kapitału są przedawnione;

W wyroku z 11 grudnia 2019 roku VCSK 382/18 (sędzią – sprawozdawcą był SSN Roman Trzaskowski) Sąd Najwyższy wskazał, że „jeżeli niedozwolone postanowienie ma być uznane za nigdy „nieistniejące”, a bez niego umowa nie może być utrzymana w mocy, również umowę należy uznać za nigdy „nieistniejącą” (tzn. nieważną czy bezskuteczną ab initio albo ex tunc).” Ponadto także w tym wyroku jak i w uchwale z dnia 16 lutego 2021 roku III CZP 11/20 (tu sędzią sprawozdawcą był również SSN Roman Trzaskowski, a dodatkowo w składzie byli tzw. starzy sędziowie Sądu Najwyższego, tj. SSN Dariusz Zawistowski – przewodniczący, SSN Anna Owczarek) Sąd Najwyższy uznał, że z uwagi na „zastrzeżoną dla kredytobiorcy-konsumenta możliwość podjęcia ostatecznej decyzji co do sanowania niedozwolonej klauzuli albo powołania się na całkowitą nieważność umowytermin przedawnienia się roszczeń może rozpocząć bieg dopiero po podjęciu przez konsumenta wiążącej (świadomej, wyraźnej i swobodnej) decyzji w tym względzie. Zdaniem Sądu Najwyższego dopiero po powołaniu się na nieważność umowy brak podstawy prawnej spełnianych świadczeń staje się definitywny. Spełnione świadczenia mają charakter zbliżony do świadczeń nienależnych uiszczanych do czasu odpadnięcia podstawy prawnej tych świadczeń (konstrukcja zbliżona do condictio causa finita). Tym samym Sąd Najwyższy uznał, że frankowicze nie mogą zakładać, że roszczenie banku uległo przedawnieniu w terminie 3 lat od udostępnienia kapitału.Stanowisko Sądu Najwyższego wynika z błędnego założenia, że sankcja ‘braku dalszego obowiązywania umowy’ na gruncie art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 – czyli nieważności umowy z powodu zamieszczenia w niej abuzywnych zapisów – działa nie od daty zawarcia umowy, tj. ab initio – ale ma moc wsteczną ex tunc od daty zawarcia umowy i uaktualnia się dopiero od pewnego momentu czasowego, czyli od chwili powołania się na nią przez konsumenta. Zdaniem Sądu Najwyższego konsument powołując się na nieważność miałby nadawać umowie sankcję nieważności z mocą wsteczną (ex tunc) od daty jej zawarcia. Tymczasem, z art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 wynika, że sankcja nieważności umowy działa od daty jej zawarcia ab initio, a konsument może się jej jedynie zrzec rezygnując z systemu ochrony na gruncie dyrektywy 93/13, a nie ma obowiązku powoływać się na nią.”– wyjaśnia mec. Barbara Garlacz.

Dotychczasowa interpretacja Sądu Najwyższego skutkuje tym, że tym punktem czasowym, od którego powstaje nieważność umowy z mocą wsteczną ex tunc sięgającą daty jej zawarcia, jest powołanie się przez konsumenta na tę nieważność. Oznacza to na gruncie art. 120 k.c., że jest to także moment, od którego przedawniają się roszczenia banku.

Nadawanie sankcji nieważności z art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 mocy wstecznej ex tunc jest sprzeczne z brzmieniem tego przepisu. Art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 stanowi, że na mocy prawa krajowego nieuczciwe warunki w umowach przedsiębiorców z konsumentami nie będą wiążące dla konsumenta, a umowa w pozostałej części będzie nadal obowiązywała strony, jeżeli jest to możliwe po wyłączeniu z niej nieuczciwych warunków. Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem TSUE postanowienia nieuczciwe nie wiążą już od daty zawarcia umowy. Data zawarcia umowy jest to więc moment, w którym następuje wyłączenie z umowy warunków nieuczciwych. Jeśli umowa bez tych warunków nie może obowiązywać – to jest ona nieważna również od tego momentu. W takim przypadku sankcja nieważności z umowy z powodu zamieszczenia w niej postanowień nieuczciwych działa ab initio – czyli od początku. Jeśli umowa jest nieważna od początku, to spełnione świadczenia mają charakter sine causa, a na podstawie art. 120 k.c. roszczenia banków przedawniły się z upływem 3 lat od udostępnienia kapitału. Ponadto, Sąd Najwyższy błędnie wywodzi, że konsument musi się powołać na całkowitą nieważność umowy – podczas gdy z orzeczeń TSUE wynika, że konsument może zrzec się powoływania się na system ochrony pod dyrektywą 93/13, w tym także na nieważność umowy– wskazuje mec. Barbara Garlacz.

W wyroku z 11 grudnia 2019 roku VCSK 382/18 oraz w uchwale z dnia 16 lutego 2021 roku III CZP 11/20 Sąd Najwyższy rozróżnił dyspozycje konsumenta co do postanowień nieuczciwych i samej nieważności umowy. Sąd Najwyższy wskazał, że konsument ma „możliwość podjęcia ostatecznej decyzji co do sanowania niedozwolonej klauzuligodząc się na nią, albo możliwośćpowołania się na całkowitą nieważność umowy”.

Powyższe rozróżnienie nie ma podstaw ani w treści art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 ani w treści orzeczeń TSUE. Sąd Najwyższy odwraca działanie sankcji nieważności – tj. wskazuje, że konsument musi się na nią powołać, tworząc dopiero w ten sposób stan nieważności umowy z mocą wsteczną (ex tunc) a nie, że konsument może z tego stanu nieważności umowy obiektywnie istniejącej od początku umowy (ab initio) zrezygnować będąc świadomym skutków pozostania w nieważnej umowie i wyrażając na to wyraźną i wolną wolę. Wyroki TSUE, na które powołał się Sąd Najwyższy w komentowanych orzeczeniach nie wskazują na takie rozróżnienie, jakiego dokonał Sąd Najwyższy (możliwość sanowania postanowienia nieuczciwego albo powołania się na całkowitą nieważność umowy) lecz wskazują na możliwość rezygnacji przez konsumenta z systemu ochrony przewidzianego dyrektywą 93/13, który raz może oznaczać rezygnację z powoływania się na poszczególne postanowienia umowne a raz, gdy umowa bez nieuczciwych postanowień nie może się ostać, rezygnację z powoływania się na całą nieważną od początku umowę. Z pkt 55 i 56 wyroku w sprawie Dziubak wynika wprost, że konsument może następczo zrezygnować z nieważności umowy, a nie powołać się na nieważność” – wyjaśnia mec. Barbara Garlacz.

Fiskus bierze na widelec firmy kryptowalutowe. Czy będą uciekać za granicę?

W lutym 2021 r. cena jednego bitcoina przekroczyła wartość 50 000 dolarów, a łączna kapitalizacja całego rynku walut wirtualnych – wartość ponad 1 biliona dolarów. Podczas gdy w tym gigantycznym i rosnącym w błyskawicznym tempie rynku technologii blockchain wiele państw widzi swoją szansę na ekonomiczny i gospodarczy rozwój, w Polsce decydenci zastanawiają się, jak zakuć go w kajdany i przejąć nad nim możliwie jak największą kontrolę. Czy takie działania zamiast promować, wygonią z kraju największą innowację XXI wieku?

Rada Ministrów zatwierdziła 12 stycznia 2021 r. Projekt ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu oraz niektórych innych ustaw (nr projektu UC24) autorstwa ministra finansów. Nowelizacja m.in. dodaje do listy instytucji obowiązanych, w rozumieniu tej ustawy, przedsiębiorców z branży obrotu dziełami sztuki, przedmiotami kolekcjonerskimi oraz antykami, w zakresie w jakim dokonywać oni będą transakcji o wartości co najmniej 10 000 euro, bez względu na to, czy będzie to pojedyncza operacja, czy kilka połączonych ze sobą transakcji. Doprecyzowuje także definicję beneficjenta rzeczywistego, wprowadza mechanizmy weryfikacji danych zawartych w Centralnym Rejestrze Beneficjentów Rzeczywistych, czy poszerza zakres informacji, jakie może gromadzić Generalny Inspektor Informacji Finansowej.

Działalność reglamentowana, kto będzie mógł obracać wirtualną walutą?

Ale nowelizacja dodaje do ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy nowy rozdział zatytułowany „Działalność na rzecz spółek lub trustów oraz działalność w zakresie walut wirtualnych”, stanowiąc, że działalność ta może być wykonywana wyłącznie po uzyskaniu wpisu odpowiednio: do rejestru działalności na rzecz spółek lub trustów oraz do rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych. Zgodnie z projektem zmian, ww. działalność, w jednym i drugim przypadku, będzie mogła być wykonywana przez:

1)         osobę fizyczną, która nie została prawomocnie skazana za umyślne przestępstwo przeciwko działalności instytucji państwowych oraz samorządu terytorialnego, przeciwko wymiarowi sprawiedliwości, przeciwko wiarygodności dokumentów, przeciwko mieniu, przeciwko obrotowi gospodarczemu i interesom majątkowym w obrocie cywilnoprawnym, przeciwko obrotowi pieniędzmi i papierami wartościowymi, przestępstwo, o którym mowa w art. 165a Kodeksu karnego, przestępstwo popełnione w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej lub umyślne przestępstwo skarbowe;

2)         osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej, w której wspólnicy, którym powierzono prowadzenie spraw spółki lub uprawnieni do reprezentacji spółki lub członkowie organów zarządzających, nie zostali prawomocnie skazani za przestępstwo, o którym mowa w pkt 1.

Ustawa wprowadza obowiązek rejestrowania „podmiotów świadczących usługi wymiany walut pomiędzy walutami wirtualnymi a fiducjarnymi” i „dostawców kont waluty wirtualnej”.

100 000 zł kary za złamanie obowiązku rejestracji

Organem właściwym w sprawach rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych będzie minister do spraw finansów publicznych. Ale minister ten będzie mógł wyznaczyć organ Krajowej Administracji Skarbowej do wykonywania zadań w zakresie prowadzenia tego rejestru.

Do zadań takiego organu w sprawach rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych należeć będzie:

1)         prowadzenie rejestru oraz określanie organizacyjnych warunków i technicznych sposobów jego prowadzenia;

2)         przetwarzanie informacji o podmiotach wpisanych do rejestru;

3)         rozpatrywanie wniosków o wpis do rejestru, dokonywanie aktualizacji tych wpisów oraz wykreślanie podmiotów z rejestru;

4)         nakładanie kar pieniężnych, o których mowa w art. 153b, na podmioty prowadzące działalność w zakresie walut wirtualnych, które nie dopełniły obowiązku uzyskania wpisu do tego rejestru.

Podmiot prowadzący działalność w zakresie walut wirtualnych, który wykonuje tę działalność bez uzyskania wpisu do rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych, podlegać będzie karze pieniężnej do 100 000 zł.

Trzeba ujawnić szczegółowe informacje na temat prowadzonej działalności

Zgodnie z projektowanym art. 129t ustawy, rejestr działalności w zakresie walut wirtualnych zawierać będzie:

1)         numer i datę wpisu do rejestru;

2)         imię, nazwisko albo nazwę (firmę);

3)         numer w rejestrze przedsiębiorców w Krajowym Rejestrze Sądowym, o ile został nadany, oraz numer identyfikacji podatkowej (NIP);

4)         wskazanie świadczonych usług, o których mowa w art. 2 ust. 1 pkt 12;

5)         informacje o zawieszeniu działalności;

6)         informacje o zakończeniu działalności w zakresie walut wirtualnych.

A wskazanymi w art. 2 ust. 1 pkt 12 Ustawy z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu (Dz.U. 2018 poz. 723, ze zm.) usługami są usługi świadczone przez, będące instytucjami obowiązanymi w rozumieniu tej ustawy, podmioty prowadzące działalność gospodarczą w zakresie:

  1. a) wymiany pomiędzy walutami wirtualnymi i środkami płatniczymi,
  2. b) wymiany pomiędzy walutami wirtualnymi,
  3. c) pośrednictwa w wymianie, o której mowa w lit. a lub b,
  4. d) prowadzenia rachunków, o których mowa w ust. 2 pkt 17 lit. e.

Jeśli nowelizacja wejdzie w życie, instytucje obowiązane będą zmuszone stosować środki bezpieczeństwa finansowego nawet w przypadku przeprowadzania transakcji okazjonalnej z wykorzystaniem waluty wirtualnej, jeśli jej wartość będzie równa lub przekraczać 1 000 euro.

Czy firmy zostaną w Polsce, czy przeniosą biznes za granicę?

Nie tylko bitcoin, również waluta wirtualna o nazwie ethereum zanotowała na początku lutego 2021 roku rekordowe zwyżki swojej wartości, wznosząc się ponad poziom 1500 dolarów. Łączna kapitalizacja całego rynku walut wirtualnych to już wartość ponad 1 biliona dolarów. Wiele państw i jurysdykcji wita kryptowalutowe firmy z otwartymi ramionami, oferując przyjazne środowisko do prowadzenia blockchainowego biznesu. Chyba najlepszym tego przykładem jest Malta. W listopadzie 2018 r. odbyła się konferencja pod nazwą Malta Blockchain Summit, po której Maltę okrzyknięto „Wyspą technologii blockchain”. To dzięki właśnie korzystnym dla przedsiębiorców z branży obrotu kryptowalutami regulacji.

Czy polskie dążenia do uczynienia z handlu bitcoinem działalności rejestrowanej są zagrożeniem dla przedsiębiorców z kryptowalutowej branży? Nie można tego przesądzać. Jednak akurat w przypadku polskiego fiskusa, jego skłonności do agresywnego uszczelniania systemu podatkowego, nadprodukcji prawa, i nieustannie pojawiających się nowych podatków i opłat, sprawiają, że każde działanie regulacyjne na wolnym rynku wzbudza w przedsiębiorcach obawy. A dostępnych w obrocie gospodarczo-prawnym opcji „ucieczki” przed obawami jest kilka, od przenosin działalności do spółki zagranicznej, po całkowitą zmianę rezydencji podatkowej.

Swoje obawy co do projektowanej ustawy wyraził m.in. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych: „Dodawany do art. 39 ust. 1a zakłada, że podmioty, o których mowa w art. 58 (podmioty obowiązane do zgłaszania informacji o beneficjentach rzeczywistych i ich aktualizacji), na żądanie instytucji obowiązanej stosującej wobec nich środki bezpieczeństwa finansowego udostępniają informacje lub dokumenty pozwalające na identyfikację tożsamości ich beneficjentów rzeczywistych. W ocenie Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych przepis ten jest zbyt ogólny. Nie precyzuje bowiem, jakie informacje i dokumenty miałyby być udostępniane podmiotom obowiązanym” (opinia do projektu ustawy z 20 marca 2020 r.DOL.401.111.2020.WL.AG).

W 2018 roku z Polski na Maltę uciekła już duża giełda walut wirtualnych BitBay. Co znamienne, gdy w kolejnym roku przeniosła swój biznes do Estonii, prezes spółki zarządzającej tą giełdą zapowiadał, że nie wyklucza powrotu… na Maltę. W żadnym słowie nie padła jednak jakakolwiek deklaracja, aby firma rozważała powrót do Polski.

Autor: Kinga Hanna Stachowiak – Od ponad 13 lat zarządza polskimi i międzynarodowymi spółkami z branży consultingu (doradztwo prawne, podatkowe, księgowość oraz inwestycje w nieruchomości). Laureatka wielu nagród i wyróżnień, m.in.: Top Polish Brands 2020, Menedżerowie roku 2017 i 2013, 100 Kobiet Biznesu 2014, Perły Polskiego Biznesu 2014 i 2012.

To nie jest jeszcze szczyt III fali pandemii?

Wczorajsza korekta na indeksach giełdowych przyczyniła się również do lekkiego umocnienia dolara. Kurs EUR/USD cały czas jednak znajduje się powyżej 1,20 i w średnim terminie notowania znajdują się na regularnej ścieżce wzrostowej. Kwietniowe osłabienie USD jest jednak nieco zaskakujące. Najnowsze dane ze Stanów Zjednoczonych potwierdziły bowiem optymistyczne oczekiwania rynku dotyczące gospodarki oraz inflacji.

Niedawne dobre dane dotyczące zatrudnienia i sprzedaży detalicznej w USA przekroczyły oczekiwania rynkowe. Wzrost wskaźników nastrojów sugeruje, że ożywienie nadal przyspiesza. Rentowności obligacji rządowych Stanów Zjednoczonych oraz siła dolara zostały jednak w ostatnim czasie skorygowane. Być może na rynku pojawiły się wątpliwości co do możliwości podjęcia przez Rezerwę Federalną kroków w kierunku mniej ekspansywnej polityki pieniężnej w dającej się przewidzieć przyszłości. Z kolei ostatnia korekta na dolarze i na rentownościach jest normalną reakcją na niedawne przegrzanie handlu reflacyjnego. Być może ostatnie komplikacje w globalnym procesie szczepień wywołały większy popyt na obligacje (co wynika z obaw o kryzys). To spowodowało wzrost ich cen i spadek rentowności.

Jeśli chodzi o sytuację pandemiczną, w Niemczech liczba pacjentów podlegająca intensywnej terapii nadal rośnie. Aktualnie wynosi 4966 osób. Z kolei zachorowalność 7-dniowa na 100 tys. mieszkańców nadal utrzymuje się na wysokim poziomie 160, choć wczoraj ta liczba nieznacznie się obniżyła. Z kolei w Indiach wirus zwiększa swoją dynamikę rozprzestrzeniania się. Odnotowano tam 17 nowych infekcji na 100 tys. osób, co jest wynikiem o 25 proc. większym niż tydzień temu. W USA liczba nowych przypadków COVID-19 nieznacznie spadła w ciągu ostatnich pięciu dni. Wirus działa inaczej w poszczególnych stanach. Koncentruje się głównie w pięciu regionach. Floryda i Pensylwania odnotowują rosnącą liczbę zakażeń. Wszystko wskazuje na to, że szczyt III fali pandemii jeszcze nie został osiągnięty.

Przechodząc do wydarzeń makroekonomicznych, dziś poznamy decyzję Baku Kanady dotyczącą stóp procentowych oraz tempa skupu aktywów. W Kanadzie liczba zachorowań na COVID-19 wzrosła ostatnio, czego konsekwencją było przywrócenie restrykcji dla biznesu. To podnosi ryzyko, że dzisiejszy przekaz może być bardziej gołębi niż oczkuje tego rynek. Miesiąc temu wiceprezes BoC, pan Gravelle dał do zrozumienia rynkom, że trwają dyskusje nad dostosowaniem programu skupu obligacji skarbowych do polepszającej się sytuacji gospodarczej w kraju. Co prawda BoC nie planuje zmieniać terminu podwyżki stóp procentowych, jednak z całą pewnością ograniczenie QE jest coraz bliżej. Patrząc jednak na statystyki dotyczące pandemii, ostateczna decyzja banku może zaskoczyć rynek. Za ograniczeniem QE przemawia również spodziewana aktualizacja prognoz gospodarczych, która powinna przynieść rewizję w górę prognoz wzrostu. Z całą pewnością możemy oczekiwać większej zmienności na USD/CAD. Z technicznego punktu widzenia należy zwrócić uwagę na budowanie się formacji oRGR (odwróconej głowy z ramionami), która daje większe prawdopodobieństwo wzrostów tego instrumentu w średnim terminie.

Jeśli chodzi o surowce, bardzo dobrze ostatnio w ostatnim czasie zachowuje się złoto, które dziś ponownie podeszło pod 1790 USD/oz. Wczoraj jeden z czołowych funduszy ETF – SPDR Gold Trust – odnotował napływ 2 ton kruszcu. To pozytywny sygnał zmiany sentymentu na surowcu. Przypomnijmy, że złoto od sierpnia 2020 roku znajduje się w korekcie spadkowej. W ostatnim czasie nastąpiło przełamanie ważnego technicznego poziomu (1755 USD/oz), które potęguje większe prawdopodobieństwo wzrostowego scenariusza w najbliższym czasie.

W przypadku polskiej gospodarki poznaliśmy dziś dane dotyczące produkcji przemysłowej (18,9 proc. zmiana r/r), cen produkcji sprzedanej przemysłu (3,9 proc. r/r) oraz dane na temat przeciętnego zatrudnienia i wynagrodzenia. Widać, że lockdown omija przemysł a wpływa negatywnie na sektor usługowy. EUR/PLN jest jednak stabilny. Para walutowa notowana jest w okolicach 4,55. Kurs znajduje się w krótkim terminie w wąskiej konsolidacji między 4,5380 a 4,5660. W szerszym horyzoncie czasowym cały czas znajdujemy się powyżej linii poprowadzonej po dołkach liczonych od grudnia 2020 roku. Cały czas czynnikiem ryzyka dla PLN jest wyrok TSUE i SN dotyczący kredytów hipotecznych udzielanych przez banki we frankach szwajcarskich.

Łukasz Zembik, kierownik departamentu analiz w TMS

Mieszkania na wynajem wyzwaniem dla deweloperów

Ponad 22 000 lokali – to skala planów inwestycyjnych na rynku mieszkań na wynajem w Polsce. Dziś wielkość tego segmentu to przeszło 4 500 mieszkań*, co ilustruje jego duży potencjał do dalszego rozwoju. Przygotowanie gotowych do zamieszkania, uniwersalnych, przyjemnych, ale i odpornych na długotrwałe użytkowanie przestrzeni, dostosowanych do różnych odbiorców wymaga świetnego planowania, przemyślanego doboru materiałów i sprawdzonych podwykonawców. Na dopiero rozwijającym się rynku warto poszukać kompleksowej wiedzy i doświadczenia w tym zakresie.

W czasach zwiększonej niepewności inwestorzy zainteresowani rynkiem nieruchomości coraz chętniej zwracają się w stronę sektora, który jak do tej pory w niewielkim stopniu odczuł skutki pandemii. Jak wynika z danych JLL, inwestycje w prywatne akademiki i mieszkania na wynajem (zaliczane do tzw. segmentu living) w Polsce wyniosły w ubiegłym roku 260 mln euro.

Skąd ten wzrost zainteresowania inwestorów?

Na rozwój instytucjonalnego rynku najmu mieszkań w Polsce ma wpływ kilka procesów, które chociaż były widoczne już od dłuższego czasu, ulegają przyśpieszeniu w związku z pandemią COVID-19.

Pierwszy z nich to dostępność globalnego kapitału inwestycyjnego, w coraz większym stopniu alokowanego w bezpieczne inwestycje na rynkach mieszkaniowych. W całym regionie EMEA wartość transakcji na rynku mieszkań na wynajem wyniosła w ubiegłym roku ponad 49 mld euro i wzrosła w stosunku do 2019 r. o 9%. Jednym z powodów dużej atrakcyjności inwestycji w tym sektorze w Polsce jest wyraźnie wyższa niż w Europie stopa zwrotu, która w Warszawie kształtuje się pomiędzy 5,0 a 5,4%, podczas gdy w większości stolic europejskich wynosi między 2,5 a 3,5%. – Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Mieszkaniowego JLL

Z drugiej strony w Polsce obserwujemy ten sam trend zmiany podejścia do własności mieszkania, który wcześniej pojawił się w Europie Zachodniej. Jeszcze do niedawna mieszkańcom polskich miast zależało przede wszystkim na zakupie własnego M. Dziś młodsze pokolenia chcą być bardziej niezależne, mobilne, elastycznie reagować na zmiany. Do tego dochodzi kwestia dostępności zakupu – dla niektórych barierą jest np. zgromadzenie kapitału własnego potrzebnego przy zaciąganiu kredytu hipotecznego. Inni w ogóle nie biorą pod uwagę takiego wieloletniego zobowiązania. Jednocześnie zmiany demograficzne i społeczne pokazują, że dziś rzadziej niż kiedyś spotykany jest u nas model wielopokoleniowego domu. Młodzi ludzie chcą własnej przestrzeni i swobody.

Widzimy konsekwentnie rosnące zainteresowanie wynajmem mieszkań, zwłaszcza tych należących do funduszy inwestycyjnych. Jednocześnie działający zasób instytucjonalny stanowi mniej niż 4% rynku najmu. Są to wyłącznie nowe budynki, atrakcyjnie wykończone, wyposażone i umeblowane, w dogodnych lokalizacjach miast. Dominują w nich najbardziej poszukiwane typy lokali: studia i małe mieszkania dwupokojowe. Nic dziwnego, że przyciągają uwagę najemców i są alternatywą dla wielu Polaków, zwłaszcza tych na początku swojej drogi zawodowej lub samodzielnego życia w dużym mieście. Popularność i wysokie obłożenie w już działających projektach tego typu w Polsce – nawet w okresie zawirowań związanych z lockdownem – pokazują, że popyt na produkty z tego segmentu jest duży i stabilny. – Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Mieszkaniowego JLL

Chociaż w Polsce liczba projektów pod wynajem długoterminowy rośnie z roku na rok, dla deweloperów jest to wciąż raczkujący segment rynku, który zasadniczo różni się od standardowych inwestycji realizowanych z myślą o klientach indywidualnych. Więcej jest, niż w przypadku tradycyjnej mieszkaniówki, procesów do zaplanowania, większa jest liczba podwykonawców, inna specyfika produktu końcowego – to wymaga wypracowania innych metod zarządzania projektem.

Czego oczekuje polski rynek mieszkaniowy?

Chociaż dotychczasowe inwestycje w instytucjonalny rynek najmu różnią się od siebie lokalizacją, architekturą oraz jakością wykończenia, to możemy mówić o pewnych standardach. Poza segmentem premium, mamy do czynienia przede wszystkim z projektami ze średniej półki. W obu przypadkach często mieszkaniom na wynajem towarzyszą dodatkowe udogodnienia dla lokatorów, jak np. siłownia w budynku czy rozwiązania typu SMART.

Segment mieszkań na wynajem można porównać do hospitality, jeżeli chodzi o potrzebę standaryzacji, oczekiwanego poziomu jakości i trwałości zastosowanych rozwiązań. Jednak w przypadku mieszkań, które mają posłużyć lokatorom w dłuższym okresie, mniej jest miejsca na mocny, intrygujący design, a więcej na stonowane, ale estetyczne rozwiązania. Projektujemy i tworzymy przestrzenie uniwersalne, które indywidualnego charakteru mogą nabrać przez zastosowanie dodatków i pamiątek wniesionych do nich przez mieszkańców. – Hanna Ruszkowska-Świąder, Senior Architect w Tétris

Mieszkania na wynajem charakteryzują się funkcjonalnością oraz prostym i nowoczesnym designem, który trafi w gusta jak najszerszego grona odbiorców.
W niektórych inwestycjach projektujemy na przykład mieszkania w dwóch stylach: bardziej nowoczesnym, prostym albo klasycznym. To daje najemcom możliwość większego, zgodnego z indywidualnymi preferencjami wyboru, a inwestorom pozwala na poszerzenie grupy potencjalnych odbiorców. – Hanna Ruszkowska-Świąder, Senior Architect w Tétris

Wraz z rozwojem tego segmentu i ewolucją potrzeb mieszkańców polskich miast, prawdopodobne jest, że coraz częściej będą pojawiać się także budżetowe projekty typu living, co zwiększy gamę dostępnych i przystępnych propozycji.

Im wcześniej, tym lepiej

Patrząc z perspektywy inwestora, najważniejszymi elementami projektu są: optymalne metraże, wytrzymałość materiałów i wyposażenia oraz możliwość ograniczenia kosztów. Ważne, aby patrzeć długoterminowo – zadbać o jakość wykończenia, dzięki której po kilku latach nie będzie trzeba inwestować w poważne remonty lokali.

Żeby sprostać oczekiwaniom i inwestorów, i klientów końcowych, projektowanie oraz planowanie fit-outu obiektu na wynajem powinno się zacząć jak najwcześniej – na etapie prac nad shell & core budynku.

Aby mieszkania były jak najbardziej funkcjonalne i wymagały jak najmniejszych nakładów przy osiągnięciu dobrego standardu, zespół projektowy np. stanowiący część firmy wykonawczej może włączyć się do działania już w momencie projektowania budynku. Dzięki temu lokale są od razu dobrze przemyślane pod kątem ostatecznego ich wyglądu i funkcjonalności, co pozwala uniknąć czasochłonnych i kosztownych przeróbek na etapie procesu wykańczania. To przy liczbie np. 50 mieszkań w inwestycji daje spore oszczędności. – Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Od początku trwania projektu warto zatem włączyć do prac zespół składający się z Project Managera, kosztorysanta i projektanta, który zapewni dobre przygotowanie pod ostateczne dostarczenie mieszkań gotowych na wynajem. Po zakończeniu działań generalnego wykonawcy, firma zajmująca się pracami wnętrzarskimi (design x build) dokonuje odbioru budynku przed dalszymi pracami, aby mieć pewność, że utrzymana jest odpowiednia standaryzacja lokali, która pozwoli na ich sprawne wykończenie bez generowania dodatkowych kosztów.

W prowadzeniu projektów fit-out w inwestycjach na wynajem bardzo przydają się nasze doświadczenia z realizacji dużych obiektów hotelowych. Dobrze wiemy, jakie materiały są nie tylko estetyczne, ale przede wszystkim trwałe. Skala tego typu obiektów, przy kilkudziesięciu mieszkaniach wymaga także posiadania sieci zaufanych podwykonawców i producentów, którzy są w stanie zapewnić wymagane ilości materiałów w planowanym terminie. – Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

W najczęściej spotykanym modelu współpracy inwestor zleca wykończenie firmie realizującej projekt. Taki proces obejmuje elektrykę, wentylację, biały montaż, wykończenie ścian, sufitów i podłóg, a także zabudowy kuchenne oraz wbudowane szafy. Niektórzy inwestorzy decydują się na powierzenie firmom z szerokimi kompetencjami, jak Tétris, koordynacji pełnego zaaranżowania wnętrz z dostawą mebli włącznie. Jest to dużym odciążeniem dla inwestora i pozwala na sprawną realizację złożonego projektu w zaplanowanym czasie i w ramach ustalonego budżetu.

Nie ma projektów, w których wszystko pójdzie gładko. Dla utrzymania inwestycji w ryzach czasowych i kosztowych liczy się szybkie podejmowanie przemyślanych decyzji m.in. co do przesunięć budżetu bez utraty jakości końcowego produktu, jakim jest tu mieszkanie na wynajem. Dlatego na każdym z prowadzonych projektów ściśle współpracujemy z inwestorem, proponując sprawdzone rozwiązania i stale szukając optymalizacji (kosztów i rozwiązań). – Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Tétris jako firma projektująca i wykonawcza ma na swoim koncie realizacje zarówno z segmentu premium, np. apartamentów Złota 44 czy Cosmopolitan, jak i te kierowane do klasy średniej – przygotowywane dla firm takich jak: RealCo, Aurec czy Dom Development.
* JLL

Rząd powinien wydłużyć termin składania zeznań podatkowych

Już 30 kwietnia mija termin rozliczenia się z fiskusem za 2020 rok. Przedsiębiorcy, którzy rozliczają się za pomocą elektronicznych formularzy PIT-36 oraz PIT-36L, mieli na to w tym roku bardzo mało czasu – nie ze swojej winy. W tej sytuacji rząd powinien przedłużyć termin składania deklaracji.

Przedsiębiorcy, którzy prowadzą pozarolniczą działalność gospodarczą i rozliczają się na zasadach ogólnych lub liniowo, dopiero w tym miesiącu dostali możliwość składania deklaracji podatkowych za zeszły rok za pomocą formularzy elektronicznych. W efekcie na rozliczenie się z fiskusem przez internet mają zamiast 11 tylko 4 tygodnie. W pandemicznej rzeczywistości może się okazać, że podatnicy nie będą w stanie dochować ustawowego terminu. Wynika to choćby z tego, że wielu przedsiębiorców i pracowników biur rachunkowych przebywa na zwolnieniach chorobowych.
Podatnicy korzystający z elektronicznych formularzy będą też musieli dłużej czekać na ewentualny zwrot nadpłaconego podatku – a w czasie pandemii i ograniczeń funkcjonowania wielu branż taka nadpłata może okazać się dla przedsiębiorcy bardzo pomocna. Tymczasem te środki zostały niejako „zamrożone” do momentu zatwierdzenia deklaracji przez fiskusa i wykonania przelewu na konto podatnika. Co prawda resort finansów zapewnia, że deklaracje PIT-36 oraz PIT-36L będą rozpatrywane w pierwszej kolejności, ale nie zmienia to faktu, że wielu przedsiębiorców mogłoby uzyskać zwrot nadpłaty o wiele wcześniej i podreperować firmowy budżet.

Dla przedsiębiorców i biur rachunkowych zaczął się więc wyścig z czasem. Ja sam, od chwili udostępnienia elektronicznych formularzy PIT, dzielę swój czas pomiędzy bieżącymi rozliczeniami klientów, przygotowywaniem rejestrów VAT i JPK oraz sporządzaniem zeznań rocznych. Sytuacja w żadnej mierze nie jest winą podatników, dlatego właściwym i uzasadnionym krokiem byłoby przedłużenie możliwości złożenia zeznania za 2020 r. Warto przypomnieć, że w ubiegłym roku fiskus wydłużył termin składania deklaracji do końca maja z uwagi na pandemię. Teraz powinien postąpić podobnie.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

W 2021 r. już ponad 80% Polaków rozliczy swój PIT przez Internet

Zaledwie 18% podatników zadeklarowało, że rozliczy się z urzędem skarbowym w kwietniu. Zdecydowana większość Polaków rozliczyła PIT wcześniej – w lutym oraz marcu. 81% podatników rozliczy się przez internet – co stanowi wzrost o 6 punktów procentowych w stosunku do ubiegłego roku. Najpopularniejszą metodą składania zeznań podatkowych drogą internetową jest usługa Twój e-PIT, z której korzysta 57% Polaków. Blisko 8 na 10 podatników zamierza podzielić się swoim 1% podatku z organizacją pożytku publicznego, którą najczęściej wybiera w oparciu o sugestię znajomych lub rodziny. Z możliwości odliczenia w zeznaniu rocznym ulgi podatkowej chce skorzystać 46% respondentów badania, najpopularniejszą pozostaje ulga na dzieci.

Zdecydowana większość Polaków złożyła już swój PIT za ubiegły rok. W lutym rozliczyło się 31% Polaków, w marcu 48% podatników. 18% Polaków zadeklarowało, że roczne zeznanie złoży w kwietniu. 8 na 10 Polaków, którzy mają obowiązek rozliczenia się z urzędem skarbowym rozlicza się w miejscu zamieszkania, które jest jednocześnie miejscem zameldowania. Większość Polaków (57%) rozlicza się indywidualnie, 39% podatników składa wspólne zeznanie podatkowe ze współmałżonkiem, a 4% jako osoby samotnie wychowujące dziecko.

Usługa Twój e-PIT najpopularniejszym sposobem rozliczenia PIT

Każdego roku coraz większą popularność zyskuje rozliczenie się z urzędem skarbowym przez internet. Z takiej formy złożenia zeznania zamierza w tym roku skorzystać już 81% Polaków, co oznacza wzrost o 6 punktów procentowych w stosunku do ubiegłego roku. 57% podatników rozliczających się przez internet skorzysta z usługi Twój e-PIT, a 43% z systemu e-deklaracje. Warto zwrócić uwagę, że z usługi Twój e-PIT korzystają najchętniej najmłodsi Polacy – już 8 na 10 podatników do 24. roku życia rozlicza swój podatek w taki sposób. Praktycznie wszyscy podatnicy (98% wskazań), którzy złożyli zeznanie podatkowe PIT za 2020 rok za pomocą usługi Twój e-PIT, ocenili ją zdecydowanie lub raczej pozytywnie, uznając system za przyjazny i przejrzysty. W przeciwieństwie do poprzedniej edycji badania KPMG, podatnicy najczęściej (59% wskazań) logowali się do systemu Twój e-PIT za pomocą profilu zaufanego. Oznacza to wzrost aż o 21 punktów procentowych w porównaniu do poprzedniego roku. 29% Polaków uwierzytelniało swoją tożsamość za pomocą danych identyfikacyjnych takich jak: PESEL, imię i nazwisko oraz kwota przychodu w zeznaniu za 2019 r.ponad 80% Polaków rozliczy swój PIT przez Internet (4)

 

Połowa podatników, która korzysta z usługi Twój e-PIT zaakceptowała w całości zeznanie przygotowane przez Krajową Administrację Skarbową, a 32% postanowiło zmienić lub dodać dane we wstępnie przygotowanym formularzu rocznego rozliczenia. Zaledwie 9% podatników odrzuciło przygotowane zeznanie i wypełniło je od początku.

Fakt, że już 4 na 5 ankietowanych deklaruje złożenie rocznego zeznania podatkowego za 2020 rok przez internet jest niewątpliwe wynikiem coraz bardziej popularnej wśród podatników usługi Twój e-PIT. Świadczy to o tym, że podatnicy docenili zalety tej formy rozliczenia się z fiskusem. Należy również zaznaczyć, że w rozliczeniu rocznym za 2020 r. z usługi Twój e-PIT mogą skorzystać podatnicy, którzy rozliczają się na formularzu PIT-37 lub PIT-38 oraz osoby fizyczne, rozliczające się na formularzach PIT-28 lub PIT-36, które nie prowadzą działalności gospodarczej, ale składają te zeznania z uwagi na uzyskiwane przychody z najmu, podnajmu, dzierżawy lub innych umów o podobnym charakterze, rozliczanych poza działalnością gospodarczą – mówi Andrzej Marczak, Partner i Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Blisko co trzeci Polak zleca wypełnienie zeznania PIT

Wypełnienie zeznania PIT dla zdecydowanej większości Polaków (68% wskazań) jest bardzo łatwym lub raczej łatwym zadaniem. Dzięki temu systematycznie maleje odsetek Polaków, którzy zlecają wypełnienie zeznania PIT komuś innemu. W tym roku 30% podatników zadeklarowało, że zleca wypełnienie zeznania w całości, a kolejne 12% korzysta z częściowej pomocy innej osoby. Najczęściej w wypełnieniu zeznania pomagają księgowi (39% wskazań), znajomi (31% wskazań) lub członek rodziny (30%). Blisko 70% Polaków ocenia obowiązek wypełnienia formularza PIT jako bardzo łatwe lub raczej łatwe zadanie. Jeszcze więcej respondentów (86% wskazań) deklaruje, że coroczne rozliczenie z urzędem skarbowym nie jest źródłem stresu. Jednocześnie wypełnienie zeznania PIT nie jest czasochłonnym zadaniem – 61% Polaków potrzebuje na to maksymalnie 30 minut, a kolejne 26% osób wypełnia zeznanie PIT w ciągu godziny.

Blisko połowa Polaków skorzysta z ulg podatkowych

Z możliwości odliczenia ulg podatkowych w rocznym zeznaniu podatkowym za 2020 rok skorzystała lub jeszcze skorzysta blisko połowa podatników (46% wskazań). Najpopularniejszą ulgą podatkową, bez zmian w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania, pozostaje ulga na dziecko, z której zamierza skorzystać 55% podatników odliczających w zeznaniu PIT ulgi podatkowe. 23% podatników zamierza skorzystać z możliwości odliczenia ulgi podatkowej na internet, a nieco mniej osób (19% wskazań) z ulgi z tytułu darowizn.

ponad 80% Polaków rozliczy swój PIT przez Internet (1)

W tym roku 78% Polaków deklaruje, że zamierza przekazać 1% swojego podatku na rzecz wybranej przez siebie organizacji pożytku publicznego. Oznacza to spadek o 6 punktów procentowych w stosunku do poprzedniej edycji badania. Statystycznie najczęściej podatku nie przekazują najmłodsi Polacy, w wieku do 24 lat – zaledwie 39% podatników w tej grupie wiekowej deklaruje, że przekazuje swój 1% podatku. Z kolei grupą, która najliczniej przekazuje 1% swojego podatku, są Polacy w przedziale wiekowym 45-54 lata. 66% podatników rozliczających się z urzędem skarbowym, dokonuje wyboru organizacji pożytku publicznego w oparciu o sugestię lub prośbę znajomych lub rodziny. Oznacza to spadek o 2 punkty procentowe w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania. Co piąty Polak przyznaje, że wyboru organizacji pożytku publicznego dokonuje w sposób losowy, a kolejne 14% na podstawie informacji z mediów.

Zmiany podatkowe związane z przeciwdziałaniem COVID-19 pozytywnie ocenia zaledwie co trzeci Polak

W rozliczeniach podatkowych za rok 2020 podatnik może skorzystać z nietypowych ulg, które zostały wprowadzone w związku z pandemią COVID-19. Takimi ulgami są m.in. darowizna na walkę z pandemią oraz obniżenie dochodu uzyskanego w 2019 r. o stratę z powodu pandemii COVID-19 w 2020 roku.

Patrząc na wyniki najnowszej edycji naszego badania, na uwagę zasługuje bardzo mały odsetek podatników, którzy pozytywnie ocenili zmiany podatkowe związane z przeciwdziałaniem COVID-19. Skomplikowane warunki, jakie trzeba spełnić, żeby skorzystać ze specjalnych ulg podatkowych, tak jak w przypadku darowizny m.in. zróżnicowana kwota podlegająca odliczeniu w zależności od momentu dokonania darowizny czy ograniczona lista podmiotów, na które może być przekazana, powoduje, że tylko co trzeci Polak ocenia wprowadzone rozwiązania w tym zakresie pozytywnie – mówi Grzegorz Grochowina, Deputy Director i Szef Zespołu Zarządzania Wiedzą w Dziale Doradztwa Podatkowego w KPMG w Polsce.

Eksperci audytów bezpieczeństwa ofiarami hakerów. Śledztwo prowadzi FBI

Agenci federalni w USA badają naruszenie bezpieczeństwa w firmie Codecov, zajmującej się audytem oprogramowania – poinformował Reuters. W swoim oświadczeniu, CEO Codecov Jerrod Engelberg przyznał, że doszło do ataku hakerów, wskazując, że niepowołane osoby uzyskały dostęp do skryptu Bash Uploader i zmodyfikowały go bez zgody firmy. Wśród 29 tys. firm korzystających z usług Codecov są m.in. takie marki jak The Washington Post, GoDaddy, Tile oraz Procter & Gamble Co.

Nasze dochodzenie wykazało, że od 31 stycznia 2021 r. miały miejsce okresowe, nieautoryzowane zmiany naszego skryptu Bash Uploader dokonane przez stronę trzecią, co umożliwiło im potencjalnie eksportowanie informacji przechowywanych w środowiskach ciągłej integracji (CI) naszych użytkowników – napisał w oświadczeniu CEO Codecov. – Ta informacja została następnie wysłana na serwer innej firmy poza infrastrukturą Codecov.

Według Codecov, modyfikacje skryptu Bash Uploader mogły potencjalnie wpłynąć m.in. na: wszelkie poświadczenia, tokeny lub klucze do runnera CI, które byłyby dostępne po wykonaniu skryptu Bash Uploader; usługi, magazyny danych i kody aplikacji, do których można uzyskać dostęp za pomocą tych poświadczeń, tokenów lub kluczy; zdalne informacje git (adres URL repozytorium pochodzenia) repozytoriów używających Bash Uploaders do przesłania pokrycia do Codecov w CI.

Zdaniem ekspertów z firmy Check Point, włamanie do Codecov (po niedawnym ataku SolarWinds Sunburst) to kolejny atak na łańcuch dostaw, który ujawnia luki w zabezpieczeniach oraz wyzwania bezpieczeństwa związane z cyklami błyskawicznego wydania, często spotykane podczas tworzenia nowoczesnych aplikacji.

Organizacje muszą mieć świadomość, że korzystanie z publicznych repozytoriów kodu i platform programistycznych, choć jest konieczne, niesie ze sobą nieodłączne ryzyko. W wielu przypadkach aplikacje są opracowywane albo bez odpowiednich kontroli bezpieczeństwa, albo w najlepszym przypadku z zabezpieczeniem włączanym dopiero na końcu cyklu rozwojowego – wyjaśniają specjaliści firmy Check Point.

Ze względu na najlepszą praktykę w zakresie bezpieczeństwa firma Check Point zaleca wszystkim swoim klientom zintegrowanie wykorzystania zautomatyzowanych narzędzi bezpieczeństwa z cyklem rozwoju aplikacji. Dzięki temu bezpieczeństwo staje się płynną i bezproblemową częścią procesu tworzenia oprogramowania oraz zapewnia dokładną identyfikację i naprawę wszelkich luk i zagrożeń.

Strata branży targowej na dziś to 1 942 450 000 złotych. Kłody pod nogi Targom Branżowym

– Pomimo szumnych zapowiedzi z początku kwietnia, cały czas brakuje nam koniecznego rządowego wsparcia, aby branża mogła przetrwać – ostrzega Komitet Obrony Branży Targowej, wskazując, że dziś, kiedy można już przewidzieć koniec lockdownu, firmy targowe pozostawione są same sobie. Nieliczne formy pomocy najczęściej okazują się jednak tylko teoretyczne, bowiem obwarowane są kryteriami, które zniechęcają tysiące potencjalnych beneficjentów – przedsiębiorców do ubiegania się o nie. Zmęczenie trwającym już ponad rok faktycznym zamknięciem targów i nikłą pomocą rządową skłaniają przedstawicieli branży do rozważenia kroków prawnych w stosunku do dysponentów środków pomocowych.

1 kwietnia, podczas informowania o zaostrzeniu lockdownu, premier Mateusz Morawiecki wymieniał formy pomocy, jakie rząd i podległe mu instytucje skierowały już i kierują do przedsiębiorców, a Jarosław Gowin – wicepremier, minister Rozwoju, Pracy i Technologii (MRPiT) sygnalizował: – Są także (inne) branże dotknięte głębokim kryzysem. Np. transport lotniczy czy organizacja targów. Te wydarzenia w ogromnej mierze, w ubiegłym roku nie mogły się odbyć, również wiosenne są odwoływane. Przygotowujemy dla tych branż plany szerokiego restartu dla tych właśnie branż, które zostały dotknięte tym kryzysem, niezawinionym przez siebie – kryzysem w sposób zagrażający funkcjonowaniu dużej cześć podmiotów gospodarczych reprezentujących te branże.

Jednak kilkanaście dni później, po spotkaniu z przedstawicielami ministerstw czy rządowych agend (np. PFR i GIS), nastroje przedsiębiorców tzw. Przemysłu Spotkań, a więc także branży targowej, pozostają minorowe. – Słów otuchy nie usłyszeliśmy. Dowiedzieliśmy się, że rząd – mimo przedłużonych obostrzeń – nie planuje dla branż zamkniętych żadnych nowych form wsparcia ponad to, co już dla nas „wygospodarował” – przeczytać można na fejsbukowym profilu TuGether, który zrzesza reprezentantów „branży spotkań”. – Usłyszeliśmy też, że na liście dodatkowych PKD do tarczy branżowej NIE ZNAJDĄ się tak ważne dla naszych branż kody 73.11.Z (m.in. projektowanie  stoisk targowych), czy 52.29C. Na spotkaniu padły słowa: „Nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim”, a „pomoc ma być kierowana do strategicznych i najbardziej dotkniętych obszarów gospodarki”. 90% spadków i zamknięcie działalności od marca 2020 r. w przypadku m.in. kongresów czy targów nie kwalifikuje więc do uzyskania wsparcia!? – wynika z relacji na Tu Gether.

Do najnowszej tarczy 9.0 rząd dopisał kolejne kody PKD. Mają one dotyczyć branż „strategicznych” dla gospodarki. Wśród nich jest 96.09.Z, Podklasa PKD 96.09.Z obejmujący:

  • działalność astrologiczną i spirytystyczną,
  • działalność biur towarzyskich, biur matrymonialnych,
  • działalność agencji hostess,
  • działalność usługową związaną z opieką nad zwierzętami domowymi w zakresie wyżywienia, pielęgnowania, strzyżenia, pilnowania i tresury,
  • wyłapywanie bezpańskich zwierząt,
  • działalność organizacji badających genealogię,
  • działalność salonów tatuażu i piercingu,
  • usługi czyścibutów, portierów, pracowników wyznaczonych do parkowania samochodów itp.,
  • dorabianie kluczy,
  • działalność samoobsługowych maszyn na monety, takich jak: automaty fotograficzne, wagi, urządzenia do mierzenia ciśnienia krwi, szafki na monety itp.

Niestety, już kolejny raz, pominięty został zaś kod PKD 73.11.Z, któremu podlegają przedsiębiorstwa projektujące i budujące stoiska targowe. Zdaniem Komitetu Obrony Branży Targowej (KOBT),to wyraźny sygnał, że na finiszu lockdownu (jego koniec można już coraz łatwiej przewidzieć) rząd pozostawia przedsiębiorstwa związane z branżą spotkań same sobie i wymienia obecne formy wsparcia. – To jedynie namiastka tego, co powinniśmy dostać, aby móc przetrwać. Niemal od początku obecnego kryzysu żyjemy ładnie brzmiącymi, ale  pozbawionymi konkretów obietnicami – mówi Krzysztof Szofer z Komitetu Obrony Branży Targowej i wskazuje, co przedsiębiorcy jego branży mają do dyspozycji, najczęściej jednak tylko teoretycznej.

  • Ulga w opłatach na ubezpieczenie społeczne – ważna, ale niestety ZUS, błędnie interpretując przepisy ustawy, coraz częściej odmawia zwolnienia z opłacania składek. Mimo, że firmy spełniają warunek spadku obrotów oraz posiadania odpowiedniego PKD na dzień 30.09.2020 – ZUS odmawia ulgi z uwagi na niemożność określenia – uwaga – spadków obrotów w ramach danego PKD. – Tymczasem żadne przedsiębiorstwo nie prowadzi ewidencji przychodów w ramach numerów PKD zarówno wiodącego, jak i pomocniczych. Zasada wprowadzona przez ZUS niestety pozbawia wiele firm pomocy i mimo, że na drodze sądowej zostanie z pewnością uchylona – dla niektórych będzie to już za późno – konstatuje Krzysztof Szofer.
  • Postojowe – wprawdzie tutaj nikt nie nagina rzeczywistości, jednak przysługuje firmom tylko przez trzy miesiące w ciągu całego trwania pandemii. – W przypadku firm targowych, zamkniętych przez ponad 14 miesięcy, jest to pomoc mniej niż minimalna – tłumaczy Krzysztof Szofer.
  • Bezzwrotna dotacja z PUP – 5000 PLN na miesiąc – pomoc ważna zwłaszcza dla właścicieli firm, jednak tutaj, podobnie jak w przypadku postojowego, przyznawana tylko na trzy miesiące w czasie całego trwania pandemii – dla firm zamkniętych przez kilkanaście miesięcy – jak w przypadku branży spotkań, w tym targowej – to pomoc marginalna.
  • Subwencja PFR 1.0. – ważna pomoc na samym początku pandemii w 75% bezzwrotna. – Obecnie, między innymi w odpowiedzi na postulaty KOBT, umarzana całkowicie dla branż z listy poszkodowanych szczególnie przez COVID. Nadal nie podjęto jednak decyzji, czy opodatkowana czy też nie – dzieli się niepewnością przedsiębiorców targowych Krzysztof Szofer.
  • Subwencja PFR 2.0 – dla branż poszkodowanych umarzalna w 100% pod pewnymi warunkami, bez informacji o opodatkowaniu.

– Środki pomocowe, w zależności od wielkości firmy, starczyły na częściowe sfinansowanie kosztów utrzymania firm w okresie od 1 – 5 miesięcy. W przypadku firm z branży spotkań, zakładając wariant optymistyczny restartu branży od września, oznacza to finansowanie firm ze środków własnych przez okres ponad roku – wskazuje Artur Pawelec z Komitetu Obrony Branży Targowej i dodaje, że przyjęte (niestety) z nadzieją słowa panów Premierów (z 1 kwietnia) okazały się obietnicami bez pokrycia. – Minister Semeniuk podczas ostatniego spotkania z Radą Przemysłu Spotkań w sposób jasny po raz kolejny potwierdziła, że żadna więcej pomoc do tej branży już nie trafi – przypomina Artur Pawelec
i przytacza użyty przez wiceminister Olgę Semeniuk argument, jakim miało być między innymi umorzenie 25% części subwencji z tarczy PFR 1.0. – Pan Prezes Bartosz Marczuk argumentował zaś, że skoro firmom pozostanie „W kieszeni” 25 % subwencji, to mogą one przeznaczyć ją na dalsze utrzymanie przez okres około 4-5 miesięcy – mówi zaś Paweł Montewka z Komitetu Obrony branży Targowej i przedstawia, jak jest w rzeczywistości.

– Umarzana właśnie 25% część zwrotna subwencji miała zostać zwrócona w 24 ratach, a zatem miesięcznie „odzyskana kwota” to około 1% otrzymanej w roku ubiegłym subwencji. Zważywszy, że kwota subwencji z tarczy PFR 1.0 starczała średnio firmie na pokrycie kosztów przez około 3-4 miesiące, możemy łatwo wyliczyć, że 25% subwencji to środki na utrzymanie przez około 1 miesiąc. A 1% kwoty subwencji to środki na utrzymanie około 1,5 dnia w miesiącu – wylicza Paweł Montewka i dodaje, że 99% przedsiębiorców spożytkowało już w całości subwencje PFR 1.0, licząc na to, że spłata części zwrotnej nastąpi po okresie restartu branży. – Ten jednak nie nastąpił. Szumne zapowiedzi przedstawicieli MRPiT, którymi byliśmy karmieni od początku o olbrzymim wsparciu po pandemii, które miało pochodzić z Recovery Found (czyli z UE) okazały się kolejnym mamieniem, a o kształcie Krajowego Planu Odbudowy, w którym brak choćby słowa o branży targowej, wypowiedzieliśmy się dosyć obszernie kilka tygodni temu – przywołuje marcowe stanowisko branży targowej Paweł Montewka, który – tak jak wielu innych przedsiębiorców targowych – ma cały czas duże wątpliwości, czy przedstawiciele rządu, z którymi targowi właściciele firm prowadzą rozmowy, mają jakiekolwiek pojęcie o sytuacji przedsiębiorców tego sektora, i jak ważny jest on dla gospodarki.

– Łatwo jest, biorąc co miesiąc stałą pensję, wypowiadać się w tonie: dostaliście dużo, wszystkich nie uratujemy. Kto dał tym urzędnikom prawo decydowania kogo ratować, a kogo nie? – pyta Krzysztof Szofer. Uważa on, że o ile jednak przez cały okres pandemii można było, oprócz własnej kreatywności, liczyć na chociaż niewielką, ale jednak, pomoc Państwa, tak w tej chwili widać wyraźnie, że będąc już tak blisko celu, bo lockdown w możliwej do określenia perspektywie czasowej się skończy, niestety będzie musiał się poddać. To samo dotyczy tysięcy podobnych mu przedsiębiorców. – Mniej więcej od pół roku dopominamy się od rządu polskiego pomocy sektorowej adresowanej typowo do branży spotkań – najbardziej poszkodowanej przez decyzje związane z zamknięciem gospodarki – przypomina i tłumaczy, że kolejne rozmowy to przekładanie decyzji, a to o włączeniu numerów PKD do tarcz pomocowych – do teraz nie doczekaliśmy się włączenia PKD 73.11.Z, a to o przygotowywanej dla branży targowej pomocy sektorowej stworzonej na wzór powstałych u naszych sąsiadów (w Niemczech kwota przeznaczona na ten cel to aż 642 mln Euro), a to  o utworzeniu nowego programu pomocowego dla branż szczególnie poszkodowanych, aż wreszcie o wydzieleniu odpowiednich środków w Krajowym Planie Odbudowy dla branż poszkodowanych umożliwiających albo przebranżowienie, albo podniesienie przedsiębiorstw po czasie całkowitego zamknięcia.

– Przysłuchiwaliśmy się temu z nadzieją i zrozumieniem. Zaciskaliśmy pasa, wyprzedawaliśmy majątek, zaciągaliśmy pożyczki tylko po to, żeby dotrwać. Wszystko jednak kiedyś się kończy i właśnie się skończyło – podsumowuje Krzysztof Szofer, deklarując brak dalszych środków, a także perspektyw udzielenia pożyczek przez banki

– Widząc na horyzoncie nadzieję, przyjdzie nam zamknąć nasze firmy i wyciągnąć ręce po zasiłek. Z pewnością taki scenariusz ma w oczach wiele osób – spodziewa się Krzysztof Szofer, którego zdaniem jest jednak duża grupa firm analizująca całą sytuację trochę w inny sposób. To przedsiębiorstwa, które mimo wszystko, chcą zachować dorobek całego życia i zastanawiają się, na jakiej podstawie zamknięto im firmy, uniemożliwiono pracę, ograniczono możliwości zarabiania. – Słysząc opinie kolejnych ekspertów – nawet z rządowej grupy doradczej – o tym, jak podejmowane są decyzje o zamykaniu i odmrażaniu branż i przedsiębiorstw, zastanawiają się, czy postulat KOBT-u o uzyskaniu rekompensaty z tytułu niemożliwości prowadzenia działalności gospodarczej może być jednak żądaniem opartym na całkiem solidnych podstawach prawnych – uważa Krzysztof Szofer i wraz ze zrzeszoną w Komitecie grupą przedsiębiorców rozważa już podjęcie działań prawnych, celem uzyskania należnych odszkodowań. Na koniec jednak apeluje jeszcze raz do ministrów o obudzenie się i zwrócenie uwagi na problemy branży targowej. Jej straty wynoszą dziś prawie miliard 943 milionów złotych.

Pracownicy sezonowi na 2021 – czy pandemia COVID-19 w tym roku pokrzyżuje zbiory jabłek?

W tym roku, tak jak w 2020, w związku z pandemią, sadowników czekają kolejne wyzwania m.in. możliwy brak rąk do pracy. Eksperci Unii Owocowej po wielomiesięcznych obserwacjach wyciągnęli pewne wnioski – kolejne fale COVID-19 są przyczyną długotrwałych, negatywnych skutków w branży, do których warto się odpowiednio przygotować. Znowu rosną obawy o dostępność pracowników sezonowych – czy pandemia COVID w tym roku pokrzyżuje zbiory? Jak COVID-19 wpłynął na sektor owocowo-warzywny?

W sezonie 2019/2020 siły roboczej w sadach brakowało już od czasu przygotowań do sezonu – problem ten trwał podczas pierwszej i drugiej fali pandemii. W rolnictwie i sadownictwie wciąż brakuje rąk do pracy. W 2020 roku wydano o ponad 38 000 mniej zezwoleń na pracę w porównaniu z rokiem 2019. Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej do pracy w Polsce wciąż najwięcej zezwoleń dostają Ukraińcy – w 2020 roku wydano ich aż 296 491.

Trzecia fala pandemii i kolejne mutacje koronawirusa powodują, że znów rosną obawy o dostępność pracowników sezonowych. Utrudnione są podróże z państw spoza Unii Europejskiej, pomimo zaleceń Komisji Europejskiej z października 2020 roku w sprawie wdrożenia działań ułatwiających przemieszczanie się niezbędnych pracowników. Żadne z państw członkowskich UE nie podjęło kroków do priorytetowego zaszczepienia przeciw COVID-19 niektórych grup pracowników m.in. osób odpowiedzialnych za zbiory, pakowaczy czy kierowców ciężarówek.

Obawiamy się, że produkcja owoców miękkich ograniczy nam dostępność osób do pracy, ponieważ liczba plantacji borówkowych stale rośnie. W gospodarstwie pracownicy mogą świadczyć pracę podczas kwarantanny, natomiast w przypadku firm nie ma takiej możliwości. Z pewnością działa to na minus pod kątem pracy w przedsiębiorstwach w porównaniu do gospodarstw. Co do plantacji sadowniczych – na ten moment nie ma odczucia, że rąk do pracy będzie brakowało. W zeszłym roku dochodziło do sytuacji, w których sadownicy mieli pracowników wyłącznie na czas kwarantanny, co było dużym utrudnieniem organizacyjnym – po odbytej kwarantannie u gospodarza pracownicy sezonowi wyjeżdżali do docelowych miejsc pracy, gdzie odbycie kwarantanny wiązałoby się z brakiem zarobku– wyjaśnia Emilia Lewandowska z Fruit-Group, członek Unii Owocowej

Zmiany w sposobie pracy producentów widoczne są w wielu aspektach. W związku z rozprzestrzenianiem się brytyjskiego wariantu koronawirusa, w lutym zaobserwowano pewne opóźnienia w wewnątrzunijnym transporcie towarów. Została zablokowana jedna z najważniejszych alpejskich przełęczy na granicy Austrii i Włoch, co znacznie utrudniło sprawny przejazd ciężarówek. Pomijając pojawiające się sporadycznie podobne utrudnienia na granicach państw, na tę chwilę transport wewnątrzunijny działa sprawnie. Ze względu na niedobór kontenerów na całym świecie obserwuje się wzrastające koszty transportu międzynarodowego. COVID-19 ułatwia jednak wprowadzenie cyfryzacji do dokumentów transportowych i certyfikacyjnych – wirtualna inspekcja oznacza mniejsze koszty.

Producenci ponoszą jednak stale dodatkowe koszty, m.in. zapewniając pracownikom cały niezbędny sprzęt ochrony osobistej tj. maseczki oraz płyny dezynfekcyjne. Pracodawcy muszą także zapewnić swoim pracownikom możliwość zachowania dystansu podczas zbiorów, pakowania i produkcji. Wymagania te, choć są konieczne, zdaniem ekspertów spowalniają produkcję owoców i generują dodatkowe koszty. Proponowanym rozwiązaniem pozwalającym na zachowanie ciągłości pracy jest podział pracowników na stałe grupy i ograniczenie liczby osób przebywającej na kwaterze lub w pojazdach. Pracodawcy powinni być również przygotowani na konieczność przeprowadzania regularnych testów na obecność koronawirusa wśród pracowników.

Możemy przyjąć, że niepewność dotycząca własnej sytuacji finansowej będzie towarzyszyła klientom w czasie kształtowania się nowej rzeczywistości i może istotnie wpłynąć na decyzje zakupowe. Z jednej strony mamy do czynienia z tendencjami jeszcze większego przywiązywania wagi do stosunku wartości do ceny poszukując najlepszych dostępnych na rynku ofert. Konsumenci szukają produktów świeżych, dobrej jakości, o długim terminie ważności, który pozwoli im na robienie większych spożywczych zakupów rzadziej. Utrzymuje się stały popyt na świeże, naturalne i zdrowe owoce i warzywa – w tym jabłka.

Widać wyraźną zmianę w postrzeganiu owoców i warzyw wśród konsumentów, którzy zaczynają stawiać na ekologiczność produktu. Według raportu Komisji Europejskiej „Key Consumer Data 2020” ponad 67% badanych przyznało, że wybiera produkty przyjazne dla środowiska, nawet jeśli kosztują one więcej. Wskazuje to na zwiększanie się świadomości wśród konsumentów i wagi ich codziennych wyborów zakupowych. Z raportu wynika również, że wybierają oni produkty lokalne, wspierając tym samym małe przedsiębiorstwa i biznesy.

Mimo raportu Departamentu Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA) ze stycznia 2021 roku obalającego domysły o ryzyku przeniesienia wirusa SARS-CoV-2 przez żywność lub opakowanie, w obecnej sytuacji epidemiologicznej konsumenci wciąż boją się zarażenia COVID-19 poprzez kontakt z nieumytymi owocami lub warzywami. Z tego względu można zauważyć rosnącą tendencję do kupowania owoców i warzyw, które znajdują się w dodatkowym opakowaniu takim jak pudełko czy folia. Ze względu na wymagania konsumentów, zwiększa się automatyzacja produkcji, która tym samym ogranicza liczbę rąk potrzebnych do pracy.

–„W obliczu tych zmian, najważniejsze jest wyciągnięcie wniosków z obserwacji ekspertów i współpraca grup producenckich. Tylko łącząc wieloletnie doświadczenie i wiedzę producentów i dystrybutorów na temat branży sadowniczej, możemy przygotować się na kolejne wyzwania pandemii COVID-19” – komentuje Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej

Inovo ma już 245 mln zł na inwestycje w startupy

Inovo Venture Partners pozyskało rekordową kwotę 245 mln zł (54 mln euro), w ramach drugiego, zamkniętego właśnie funduszu. Osiągane wyniki plasują Inovo wśród 25% najlepszych funduszy venture capital na świecie, dlatego prywatni i instytucjonalni inwestorzy zdecydowali się na znaczące zwiększenie puli zainwestowanych środków. Do końca 2022 r. Inovo planuje 20-25 inwestycji w wiodące startupy z Polski i całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

W ramach dwóch funduszy Inovo Venture Partners zarządza aktywami o łącznej wartości 275 mln zł. Drugi fundusz powstał w 2018 r. z kwotą 54 mln zł (12 mln euro) i planami jej podwojenia do etapu zamknięcia (momentu, w którym fundusz przestaje już pozyskiwać środki z rynku). Finalnie zebrano ponad czterokrotnie większą sumę – 245 mln zł (54 mln euro). Dotychczasowi inwestorzy zdecydowali się bowiem na istotne zwiększenie swojego zaangażowania. Osiągane zwroty i dalsze perspektywy przyciągnęły też nowych inwestorów. Zgromadzony kapitał pochodzi od Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego (19 mln euro), zagranicznych funduszy VC, podmiotów typu family office z Niemiec, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii oraz inwestorów prywatnych, w tym doświadczonych przedsiębiorców i założycieli spółek technologicznych.

Tomasz Swieboda, Partner Zarządzający w Inovo Venture Partners
Tomasz Swieboda, Partner Zarządzający w Inovo Venture Partners

Pod względem ludzi i projektów, polski rynek technologiczny w niczym nie ustępuje zachodnim ekosystemom. Brakowało jednak pieniędzy, które byłyby wystarczające na podbój globalnych rynków. To powoli się zmienia. Zagraniczni inwestorzy dostrzegają potencjał, który drzemie w Polsce, dzięki czemu przez takie fundusze jak Inovo coraz szerszym strumieniem napływa do naszego kraju zachodni kapitał. Pomagamy startupom wykorzystać ich potencjał, torując drogę na globalne rynki. W 2020 r. ponad 2 mld zł trafiło do 300 firm technologicznych, co stanowiło wzrost o 70% rok do roku. Dane wskazują, że to dopiero początek. Szacuję, że ta dekada zaowocuje 10 unicornami i kilkoma decacornami z naszego regionu, w większości z Polski – komentuje Tomasz Swieboda, Partner Zarządzający w Inovo Venture Partners.

W ramach drugiego funduszu Inovo Venture Partners zrealizowało już 13 inwestycji w startupy technologiczne na wczesnych etapach (Pre-Seed, Seed, Seria A). Były to spółki: Spacelift, Infermedica, Jutro Medical, AI Clearing, Zowie, Preply, Packhelp, Intiaro, Tidio, Allset i Eyerim, a także dwie nieogłoszone jeszcze inwestycje. Część rund sfinansowana została wspólnie z wiodącymi międzynarodowymi inwestorami, w tym z Andreessen Horowitz, Greylock Partners, Hoxton Ventures, Point Nine Capital czy Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju (EBOiR). W 2020 r. Inovo wzięło udział w 40% największych rund Seed w Polsce. Aż 67% spółek portfelowych (od 2019 r.) zebrało kolejne rundy.

Tak zwana ‘ścieżka VC’ jest bardzo wymagająca. Korzystanie ze wsparcia funduszy venture capital wiąże się m.in. ze znacznie większą presją i tempem rozwoju niż ‘bootstrapping’, czyli finansowanie firmy z własnych środków. Umiejętność wygenerowania wyników, które pozwolą zebrać kolejne, większe rundy przy wyższej wycenie, to jeden z mierników sukcesu założyciela. Jeśli jednak founder myśli o szybkim skalowaniu i podążaniu śladami Booksy, Brainly czy Docplannera, dobry fundusz VC to jedyna opcja, która jest w stanie otworzyć odpowiednie drzwi. Dzięki naszemu podejściu do współpracy i międzynarodowej sieci kontaktów, jesteśmy w doskonałej pozycji, aby wspierać nową falę ambitnych lokalnych założycieli, którzy poważnie myślą o globalnej ekspansji – mówi Michał Rokosz, Partner w Inovo Venture Partners.

Pierwszy fundusz wygenerował już 3,2-krotny zwrot z inwestycji i wciąż rośnie, co plasuje Inovo Venture Partners wśród 25% najlepszych funduszy venture capital na świecie. Wyniki te zostały osiągnięte z portfela 15 spółek, z których większość została sprzedana z zyskiem, dwie zadebiutowały na giełdzie (Brand24 oraz ECC Games), a trzy najlepiej prosperujące pozostają jeszcze w portfelu. Jedną z nich jest Booksy, aplikacja mobilna do rezerwacji wizyt online, w którą Inovo zainwestowało na etapie Seed. Obecnie Booksy jest jednym ze 100 największych marketplace’ów na świecie z 10 milionami pobrań aplikacji. Spółka pozyskała niedawno 70 milionów dolarów w rundzie Serii C (prowadzonej przez CatRock) i jest powszechnie uznawana za jednego z polskich kandydatów do tytułu jednorożca.

Rozwój polskiego ekosystemu startupowego przyspieszy, kiedy będzie więcej historii sukcesu, dowodzących, że można budować globalne biznesy wywodzące się z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Jestem przekonany, że Booksy będzie jednym z takich przykładów, a wtedy wielu pójdzie w nasze ślady. Jednak aby tak się stało, startupy potrzebują dostępu do funduszy VC, takich jak Inovo, które zapewniają nie tylko kapitał, ale także wsparcie merytoryczne i międzynarodowe koneksje, aby firmy mogły się szybko skalować – mówi Stefan Batory, współzałożyciel Booksy.

Wraz ze zwiększeniem drugiego funduszu do 245 mln zł (54 mln euro), wzrosła także liczba spółek, w które Inovo Venture Partners planuje zainwestować – do końca 2022 roku będzie to 20-25 spółek, z czego 6-7 w tym roku. Połowę stanowić będą polskie startupy.

W obszarze naszych zainteresowań są młode firmy z Polski i regionu Europy Środkowo-Wschodniej, zarządzane przez ambitnych founderów, którzy myślą o międzynarodowej ekspansji i potrzebują kapitału na szybkie skalowanie. Nie koncentrujemy się na konkretnych branżach ani grupach produktowych. Wręcz przeciwnie, patrzymy szeroko, co też obrazuje różnorodność naszych spółek portfelowych. Inwestujemy od ok. 2 do ok. 13 milionów złotych w rundzie, z możliwością dalszego dokapitalizowania na kolejnych etapach rozwoju. Jeśli w danej rundzie spółka potrzebuje więcej pieniędzy, jesteśmy w stanie pomóc pozyskać dodatkowy kapitał – podsumowuje Maciej Małysz, Partner w Inovo Venture Partners.

Inovo Venture Partners powstało w 2012 r. Partnerami Zarządzającymi funduszu są Tomasz Swieboda, Michał Rokosz i Maciej Małysz. W roli Venture Partner wspiera ich Damian Zapłata.

Pracodawcy masowo wysyłają pracowników na urlopy. To efekt pracy zdalnej

Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom zgłasza się szereg pracowników – głównie urzędów, instytucji publicznych lub pracowników biurowych – z prośbą o konsultacje czy pracodawca może zmusić pracownika do wykorzystania zaległego urlopu z roku 2020. Praca zdalna i pandemia koronawirusa spowodowała, że zdecydowanie rzadziej chodzimy na urlopy. Efektem jest ogromna kumulacja niewykorzystanych dni wolnych, która staje się kłopotliwa dla pracodawców. Nasze stowarzyszenie udzieliło porad w tym zakresie kilkunastu osobom, sprawa trafiła także do prawników kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

Jak jest praca zdalna, to nie ma urlopów. Pracownikom skumulowało się czasami nawet kilkadziesiąt dni wolnych

Sprawa skumulowanych urlopów jest poważnym problemem dla pracodawców. Jak się okazuje pracownicy niechętnie wykorzystują urlop podczas pracy zdalnej, nie czują wówczas presji brania dnia wolnego, skoro większość zadań domowych mogą wykonać w czasie pracy. Większość spraw urzędowych można załatwić online, a wyjazdy wypoczynkowe i rekreacyjne ograniczone są do minimum. Efektem pandemii są więc skumulowane urlopy, które pracownicy chcą jak najdłużej przetrzymać, by wykorzystać kiedy pandemia minie.

– Otrzymujemy wiele pytań o to, czy pracodawca może poprosić nas o wykorzystanie zaległego urlopu np. w ciągu miesiąca. Pojawiają się także informacje, że niektóre firmy wręcz wymuszają na pracodawcach wzięcie wolnego w czasie wiosennym, by w czasie wakacji wykorzystywać już wolne bieżące. Zgodnie z prawem pracy każdy pracownik ma prawo do 26 dni wolnego, pandemia trwa od marca 2020. Są więc pewnie przypadki, że niektórzy mają kilkadziesiąt dni urlopu do dyspozycji, który wykorzystany w niekomfortowym dla pracodawcy czasie byłby sporym problemem dla firmy – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska. – Pracodawca może sugerować i przypominać pracownikowi, że zaległy urlop należy wykorzystywać. Radzimy jednak dialog, a nie stawianie sprawy na ostrzy noża. Niestety zdarzają się sytuacje, że pracodawca wręcz wyznacza wygodne dla niego terminy na urlopy dla pracowników, a to niedopuszczalne – dodaje Prezes Grupy AVERTO.

– Pojawiają się również pytania o to, czy zamiast zaległego urlopu pracownik może otrzymać ekwiwalent finansowy. Owszem, ale to jest kwestia umowy między pracownikiem, a pracodawcom. Nie brakuje także pytań o „nadgodziny” w trybie pracy zdalnej. Zajmujemy się tym tematem – dodaje Prezes Marczulewska.

Ekspert: Tarcza Antykryzysowa daje pracodawcom możliwość „wysłania” pracownika na zaległy urlop, mimo jego niechęci

Sprawą zajmują się prawnicy kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski, która współpracuje ze stowarzyszeniem STOP Nieuczciwum Pracodawcom.

–  Art. 15 gc tzw. „Tarczy antykryzysowej” wprowadził w tym zakresie regulację szczególną na czas obowiązywania stanu epidemii lub stanu zagrożenia epidemicznego. Zgodnie z przywołaną regulacją, w tym okresie pracodawca może udzielić pracownikowi, w terminie przez siebie wskazanym, bez uzyskania zgody pracownika i z pominięciem planu urlopów, urlopu wypoczynkowego niewykorzystanego przez pracownika w poprzednich latach kalendarzowych, w wymiarze do 30 dni urlopu, a pracownik jest obowiązany taki urlop wykorzystać – a zatem w takiej sytuacji niezastosowanie się do decyzji pracodawcy stanowiłoby naruszenie obowiązków pracowniczych – wyjaśnia mec. Marek Jarosiewicz.

– Z informacji przekazywanych nam przez Klientów z różnych branż wynika, że faktycznie w 2020 r. wiele osób nie wykorzystało przysługujących urlopów w całości lub w części zarówno z powodu wykonywania pracy zdalnej, ale też np. z uwagi na pogorszenie sytuacji materialnej w związku z pandemią, ze względu na niemożliwość wyjechania przez długi czas na wakacje z powodu zamknięcia przez długi czas hoteli i granic, czy np. z uwagi na przebytą chorobę COVID-19. Teoretycznie może to powodować kumulowanie się dni wolnych, pracodawcy mogą aktualnie skutecznie przeciwdziałać takiemu zjawisku „kumulowania” urlopów, wykorzystując opisaną powyżej regulację tarczy antykryzysowej – wyjaśnia mec. Jarosiewicz.

Specjaliści stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom podkreślają jednak, że pracodawca nie ma prawa ingerować w plany pracowników, co do urlopu za rok 2021.

Polska potrzebuje dużych inwestycji w przebudowę sieci przesyłowych

Jednym z głównym problemów, które stoją na drodze do dalszego dynamicznego rozwoju energetyki odnawialnej w Polsce, są możliwości sieci energetycznej. Już na początku naszej przygody z Odnawialnymi Źródłami Energii okazało się, że sieć przesyłowa jest do tego całkowicie niedostosowana. Wtedy OZE opierało się głównie na powstających wszędzie wiatrakach. Energię z wiatru udało się włączyć do sieci dzięki współpracy deweloperów farm wiatrowych z dostawcami energii. Dzisiaj przed podobnym problemem stoją farmy słoneczne oraz prosumenckie panele fotowoltaiczne. I chociaż w przypadku pozyskiwania energii ze słońca łatwiej jest przewidzieć szczytowe momenty dostarczania prądu – to rozproszony charakter fotowoltaiki w Polsce dodatkowo utrudnia całą sprawę. Największe kłopoty pojawiają się tam, gdzie zapotrzebowanie w szczycie jest najniższe – czyli w małych miejscowościach i na wsiach. Tam sieć energetyczna jest tak słabo rozwinięta, że nie da się po niej przesłać energii produkowanej przez fotowoltaikę. To będzie powodowało wyłączenia tych instalacji i problemy z jakością prądu w sieci – na przykład przepięcia.

– Transfer środków finansowych od deweloperów projektów wiatrowych pozwolił firmom dostosować sieć do potrzeb OZE. W tym samym momencie jest teraz fotowoltaika. Obserwujemy bardzo dynamiczny rozwój instalacji fotowoltaicznych na każdym poziomie mocy. Znowu docieramy do momentu, w którym sieć energetyczna przestaje być dostosowana do nowych potrzeb – powiedział serwisowi eNewsroom Roman Karbowy, przewodniczący grupy roboczej ds. agrowoltaiki, Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki. – Na szczęście farmy fotowoltaiczne są trochę łatwiejsze dla sieci. Produkują prąd tylko w dzień – można więc przewidzieć, kiedy pojawią się problemy z przesyłem energii. Mimo to problemy są zauważalne nawet w segmencie najmniejszych instalacji prosumenckich. Gdy przejdziemy na poziom średniego napięcia – sieć jest już praktycznie zapchana. Całą możliwość przyłączenia skonsumowały małe instalacje fotowoltaiczne, które są w Polsce bardzo popularne. Docieramy więc do momentu, kiedy kończy się możliwość przesyłania energii wytworzonej na większych farmach fotowoltaicznych. Będziemy mieć lato, coraz więcej osób ma klimatyzatory, pojawiają się samochody elektryczne. Zapotrzebowanie na energię w szczycie nie podąża za jej podażą. Stąd wynikają kłopoty. Co zrobić? Rozwiązaniem byłoby wyciągnięcie wniosków z tego, co kilka lat temu działo się z wiatrakami. W przypadku dużych farm fotowoltaicznych potrzebna jest większa współpraca operatorów z deweloperami. Jeśli chodzi zaś o niższe napięcia – to rozwiązania już istnieją, tylko że utknęły na etapie legislacji. Ustawa o magazynach energii jest już w sejmie, natomiast co się z nią dalej dzieje? Trudno powiedzieć – rozkłada ręce Karbowy.

Dane o sprzedaży kredytów w Polsce – marzec 2021 r.

W marcu 2021 r., w porównaniu do marca 2020 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej wszystkich rodzajów produktów kredytowych: o (+51,0%) więcej kredytów ratalnych, o (+21,9%) limitów na kartach kredytowych, o (+18,9%) kredytów gotówkowych oraz o (+12,8%) kredytów mieszkaniowych. Również w ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość wszystkich produktów kredytowych: o (+73,2%) kredytów ratalnych, o (+27,8%) kredytów gotówkowych, o (+21,6%) limitów kartowych oraz o (+17,1%) kredytów mieszkaniowych.

W pierwszym kwartale 2021 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 649,7 tys. kredytów gotówkowych (-14,8%) na kwotę 14,37 mld zł (-7,3%) oraz 891,4 tys. kredytów ratalnych (+14,5%) na kwotę 4,072 mld zł (+25,3%). Kredytów mieszkaniowych zaciągnięto 59,6 tys. (+0,2%) na kwotę 18,25 mld zł (+5,9%).

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski, BIK bierze pod uwagę trzy aspekty.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank (zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu). Zatem w przypadku tych produktów, marcowa sprzedaż jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w marcu 2021 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym sprzedaż kredytów mieszkaniowych w marcu 2021 r. jest efektem wniosków składanych w styczniu 2021 r. i lutym 2021 r.

Po drugie, oceniając wartość akcji kredytowej w marcu 2021 r., w porównaniu do ubiegłego roku musimy pamiętać, że marzec 2020 r. to już pierwszy miesiąc pandemii. Wystąpiło wówczas ograniczenie akcji kredytowej, szczególnie w przypadku kredytów gotówkowych i kart kredytowych. Skutkiem tego, w marcu 2021 r. mamy efekt niskiej bazy. Stąd częściowo wynikają wysokie dynamiki r/r w przypadku wszystkich rodzajów produktów kredytowych.

Po trzecie, problemy ze spłacaniem kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości, dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, co wynika z ich konstrukcji, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni. Trzeba również pamiętać, że część portfela kredytowego, o wartości 82,15 mld zł (około 11,7%) i w liczbie 957 tys. rachunków kredytowych, objęta była moratoriami kredytowymi i spłaty były zawieszone w większości przypadków na 3 miesiące. Większość moratoriów już się skończyła – najwięcej moratoriów było udzielonych w maju (478 tys. rachunków na kwotę 42 mld zł) i kwietniu 2020 r. (276 tys. rachunków na kwotę 25 mld zł).

Kredyty gotówkowe i ratalne

– W pierwszym kwartale 2021 r. ujemne dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów gotówkowych, dotyczyły wszystkich przedziałów wartości udzielanych kredytów. Widzimy już to zjawisko od początku pandemii. Przy czym najwyższy spadek w ujęciu liczbowym oraz wartościowym dotyczył kredytów niskokwotowych tj. do 1 tys. zł: odpowiednio (-43,2%) oraz (-38,9%). Najniższa ujemna dynamika dotyczyła kredytów gotówkowych z przedziałów wysokokwotowych: 30-50 tys. zł oraz powyżej 50 tys. zł. Tak więc im wyższa kwota kredytu gotówkowego, tym niższa dynamika spadku. W przypadku kredytów gotówkowych powyżej 50 tys. zł ujemna dynamika liczby udzielonych kredytów wyniosła jedynie (-0,3%). Taka sytuacja może świadczyć o dużej ostrożności banków w udzielaniu niskokwotowych kredytów, służących m.in. pokryciu luki w bieżącym budżecie domowym. Kredyty na wyższe kwoty zazwyczaj udzielane są znanym już klientom. W przypadku kredytów gotówkowych nie mamy więc odbicia akcji kredytowej – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Hossa w kredytach ratalnych

W przypadku kredytów ratalnych możemy mówić o trwającej hossie. W marcu 2021 r. w ujęciu liczbowym banki udzieliły ich o 51% więcej w porównaniu z marcem 2020 r., czyli pierwszym pandemicznym miesiącem.

– W przypadku kredytów ratalnych wzrost akcji kredytowej o ponad 73% w ujęciu wartościowym robi wrażenie. W tym przypadku, inaczej niż w kredytach mieszkaniowych, większą rolę odgrywa efekt niskiej bazy – z marca 2020 r. Niemniej, wzrosty są bardzo duże, a wynikają w głównej mierze z braku możliwości realizacji popytu na usługi, który w sposób naturalny przesuwa się na popyt związany z dobrami trwałego użytku, gdzie nie ma tak dużych ograniczeń po stronie podażowej (e-commerce). Zakupom na raty, podobnie jak kredytom mieszkaniowym, sprzyja środowisko ultraniskich stóp procentowych, które z jednej strony zachęcają do zaciągania kredytów ratalnych (0% RRSO), a z drugiej strony, niskie stopy procentowe zniechęcają do trzymania oszczędności na depozytach bankowych.

– Dodatnie dynamiki sprzedaży w pierwszym kwartale 2021 r., w porównaniu do analogicznego okresu sprzed roku, dotyczą wszystkich przedziałów kwotowych i to zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Przy czym najwyższe dodatnie dynamiki w obu ujęciach dotyczą kredytów z dwóch najwyższych przedziałów, to jest 3-5 tys. zł (+23,7%) – liczbowo oraz (+24,8%) – wartościowo oraz powyżej 5 tys. zł (+47,4%) – liczbowo oraz (+33,9%) wartościowo – stwierdza główny analityk BIK.

Dla kredytów gotówkowych średnia wartość udzielonego w marcu 2021 r. kredytu to 22 854 zł – wzrost o 7,4% w stosunku do marca 2020 r. Średnia wartość kredytu ratalnego w marcu 2021 r. to 4 712 zł i jest ona wyższa niż w marcu rok temu o 14,7%.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych), w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – marcowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,22%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Marcowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 4,81%.

Pomimo wcześniejszych obaw, dotyczących dużego wzrostu szkodowości kredytów gotówkowych i ratalnych z uwagi na pandemię, marcowy odczyt potwierdza pozytywne zjawisko związane z poprawą jakości wyrażoną spadkami odczytów Indeksu Jakości w okresie 12 miesięcy. Tak wyraźna poprawa Indeksu Jakości jest najprawdopodobniej efektem odroczeń spłat rat kredytowych w ramach moratoriów kredytowych udzielanych klientom przez banki i jedynie niewielkim wzrostem liczby kredytów opóźnionych pow. 90 dni po zakończeniu moratoriów.

– W porównaniu do marca 2020 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) o 1,19 pkt proc., najwięcej ze wszystkich produktów kredytowych. Wiąże się to bezpośrednio z faktem, że z wakacji kredytowych w największym stopniu skorzystali właśnie posiadacze kredytu gotówkowego (zawieszenie spłat zastosowano dla ponad 8% wszystkich kredytów gotówkowych). Niestety w porównaniu do odczytu z lutego 2021 r. mamy już pogorszenie odczytu, o 0,31 p.p. Jest to już kolejny po lutym miesiąc ze wzrostem (pogorszeniem) Indeksu. Niewątpliwie główny wpływ miało na to zakończenie wakacji kredytowych.

– Z naszych analiz wynika, że z pierwszych moratoriów skorzystały osoby o większej wiarygodności kredytowej a tym samym niższym poziomie ryzyka kredytowego. Tak więc po zakończeniu moratoriów większość z nich wracała do normalnej spłaty. Większą szkodowością po zakończeniu moratoriów charakteryzują się kredyty gotówkowe objęte moratoriami w lecie i na początku jesieni 2020 r. W mojej opinii i tak wzrost szkodowości po zakończonych moratoriach jest dużo niższy od oczekiwanego. W przypadku kredytów gotówkowych 9 miesięcy po zakończeniu moratoriów poziom szkodowości tych kredytów wynosi 3,9%. Natomiast w marcu 2021 r. nieznacznie pogorszyła się w porównaniu do lutego 2021 jakość kredytów ratalnych. W ich przypadku wartość Indeksu pogorszyła się (wzrosła) o 0,03. W przypadku kredytów ratalnych 8 miesięcy po zakończeniu moratoriów poziom szkodowości tych kredytów wynosi 4%. – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe

W marcu br. na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy dodatnie dynamiki zarówno wartości (+17,1%), jak i liczby udzielonych kredytów (+12,8%) w porównaniu z marcem 2020 r. W okresie styczeń – marzec 2021 r., już ponad połowa (52,3%) wartości udzielonych kredytów dotyczyła przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w pierwszym kwartale 2021 r. nadal tak, jak i w poprzednich okresach, obserwujemy odmienne tendencje. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dotyczą tylko kredytów powyżej 350 tys. zł, których w tym okresie styczeń – marzec 2021 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2020 r. w ujęciu liczbowym udzielono więcej o 14,6%, a w wartościowym o 17,8%.

Wyniki marcowej akcji kredytowej w zakresie kredytów mieszkaniowych są odzwierciedleniem popytu z okresu stycznia 2021 r. oraz lutego 2021 r. Odbudowę popytu na kredyt mieszkaniowy sygnalizowały już zarówno styczniowy (+18,1%), jak i lutowy (+17,1%) odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe.

– W przypadku kredytów mieszkaniowych, odmiennie niż w przypadku innych produktów kredytowych, w marcu 2020 r., czyli już w pierwszym miesiącu pandemii w porównaniu do marca 2019 w ujęciu wartościowym odnotowaliśmy dodatnią dynamikę akcji kredytowej na poziomie (+17,6%). Marzec 2020 r. był ostatnim miesiącem, w którym dynamika roczna wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych była dodatnia. Później aż do listopada 2020 r. mieliśmy ujemne dynamiki z ogromnym spadkiem w kwietniu i maju i stopniową odbudową akcji kredytowej w kolejnych miesiącach, szczególnie jesiennych. Wynika to ze specyfiki tego produktu, bowiem akcja kredytowa w danym miesiącu jest efektem wniosków kredytowych składanych jeden – dwa miesiące wcześniej. Tak więc obecna 17,1% dodatnia dynamika, przy dodatniej bazie, świadczy o powrocie hossy na rynku kredytów mieszkaniowych. Źródłem hossy jest zarówno ogromny wzrost popytu, jak i większa skłonność banków do udzielania kredytów, widoczna w poluzowaniu wymagań między innymi w zakresie wkładu własnego. Widać to również w średniej wartości udzielanego kredytu, w marcu 2021 r. średnia wartość wyniosła 307,9 tys. zł i była wyższa o 3,8% od średniej z marca 2020 r. – puentuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w marcu 2021 r. wyniósł 0,59%.

W ostatnich 12 miesiącach (od marca 2020 r. do marca 2021 r.) jakość portfela polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,11). Pandemia nie wpłynęła więc negatywnie na jakość portfela kredytów mieszkaniowych. W dużej mierze jest to efekt „wakacji kredytowych”.

– Pomimo dużych wcześniejszych obaw – szczególnie w początkach pandemii, obecnie nadal nie odnotowujemy dużego spadku jakości portfela kredytów mieszkaniowych. Co prawda, jakość w marcu br. podobnie jak w lutym 2021 r. pogorszyła się w porównaniu do poprzedniego miesiąca, wzrost Indeksu był jednak niewielki: o 0,04 p.p. Przy czym należy pamiętać, że mówimy o opóźnieniach 90-dniowych, czyli możliwych do wystąpienia dopiero po 3-miesięcznym opóźnieniu w spłacie raty kredytu. Podobnie jak w przypadku pozostałych rodzajów kredytów, należy szczególnie obserwować „powakacyjne” zachowania kredytobiorców mieszkaniowych. Po 9 miesiącach od zakończenia moratoriów (najdłuższy obecnie możliwy okres obserwacji) poziom szkodowości objętych nimi kredytów mieszkaniowych wynosi 0,7% w przypadku kredytów walutowych i 0,4% dla kredytów złotowych. Tak więc nie materializuje się na ten moment negatywny scenariusz – zaznacza główny analityk BIK.

Karty kredytowe

W marcu 2021 r. banki wydały 66,4 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 418 mln zł.

– W pierwszym kwartale 2021 r. widać dalszą kontynuację negatywnego trendu dynamiki rocznej obserwowanego w całym ubiegłym roku, w ujęciu liczbowym wynosi ona (-16,9%), a w wartościowym (-20,6%). Negatywne zjawisko dotyczy ponownie wszystkich przedziałów kwotowych. Należy pamiętać, że limity kartowe są jednym z najbardziej ryzykownych produktów kredytowych (wartość Indeksu Jakości w marcu wyniosła 3,37%), stąd naturalna ostrożność do ich przyznawania przez banki w okresie niepewności. Ostrożność banków wpływa bezpośrednio na dostępność tego produktu kredytowego – mówi prof. Rogowski z BIK.

Fryzjerzy i kosmetyczki mają 95 mln zł zaległości, ale dostaną pomoc

Branży beauty unikającej przez zdecydowaną część pandemii pełnego lockdownu, tym razem się nie udało. Od zamknięcia salonów piękności za chwilę minie miesiąc. Po tym jak rząd wydłużył obostrzenia do 25 kwietnia oczekujący na wizytę u fryzjera w ten poniedziałek, musieli przełożyć strzyżenie o tydzień i nie ma pewności, czy na tym się skończy. Firmy dbające o nasz wygląd i bez pełnego lockdownu nie mają się najlepiej. Ich zaległości w czasie pandemii urosły o ponad 10 proc. do 95 mln zł – wynika z danych rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK. Z pomocą ma im przyjść kolejna tarcza antykryzysowa, dostępna od 26 kwietnia.

Fryzjerzy i kosmetyczki są jedną z tych branż, które mocno odczuły już pierwszy zeszłoroczny lockdown, wówczas salony nie działały od 1 kwietnia do 17 maja. Według wyliczeń jednej z platform rezerwacyjnych, wskutek pandemii przychody w salonach urody spadły o ponad 30 proc., a wiele z nich musiało w ogóle zamknąć swoją działalność. W konsekwencji wprowadzonych wtedy obostrzeń branża straciła ponad 7 mld zł, a każdy kolejny dzień lockdownu kosztuje ją ponad 127 mln zł przychodu. A nawet gdy salony mogą działać, to jednak inne ograniczenia jak zamykanie galerii handlowych, zakaz organizowania hucznych imprez rodzinnych czy towarzyskich, upowszechnienie pracy zdalnej i znacznie mniej wszelkiego rodzaju spotkań mocno odbijają się na tym biznesie.

Nastrojów przedstawicieli tego sektora z pewnością nie poprawiła informacja, że kolejne zamknięcie, wprowadzone 27 marca, zostało wydłużone o następne tygodnie, do 25 kwietnia. Na dodatek nie ma pewności czy po miesiącu blokada się zakończy i czy z usług fryzjerskich zdążą przed egzaminami skorzystać choćby maturzyści.

Średnia zaległość przekracza 29 tys. zł

Jak wynika z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, w ciągu ostatniego roku, między pierwszym kwartałem 2020 r. a końcem lutego 2021 r. nieuregulowane zadłużenie firm oferujących usługi fryzjerskie i inne zabiegi kosmetyczne wzrosło z 86,1 mln zł do prawie 95 mln zł. Średnia zaległość firmy z tej branży podwyższyła się z 27,8 tys. zł do 29,4 tys. zł. Liczby te nie pozostawiają wątpliwości, że firmom fryzjerskim i kosmetycznym w pandemii dzieje się źle, choć są biznesy, które ucierpiały jeszcze bardziej.

Fryzjerzy i kosmetyczki mają 95 mln zł zaległości
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

– Branża beauty zanotowała bardzo wyraźny, ponad 10-proc. wzrost zaległości. Na tle całości gospodarki, gdzie ten przyrost między pierwszym kwartałem minionego roku a lutym bieżącego roku wyniósł 2,2 proc. to naprawdę dużo. Choć w niektórych innych obszarach działalności było znacznie gorzej, np. artyści i twórcy odnotowali zwyżkę sumy przeterminowanych zobowiązań o 33 proc., obiekty sportowe o 30 proc., a przynależący do branży turystycznej, agenci turystyczni zwiększyli nieregulowane zobowiązania u dostawców i w bankach grubo o ponad połowę. Sama turystyka podwyższyła swoje zaległości o jedną czwartą – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Fryzjerzy i kosmetyczki mają 95 mln zł zaległości 2
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

Wśród ogółu firm, zaległości widoczne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK wzrosły przez 11 miesięcy pandemii o 715 mln zł do 33,87 mld zł, podwyższyły się o 2,2 proc. Jakim obciążeniem są dla firm przedłużające się obostrzenia wynikające z COVID-19, pokazuje m.in. fakt, że niemal połowa nowej kwoty pojawiła się ostatnio, czyli w pierwszych dwóch miesiącach tego roku.

W sektorze beauty prawidłowość tę da się akurat zauważyć w przypadku liczby nowych niesolidnych płatników. Gdy przez niemal rok przybyło ich 127 do 3230, to aż 81 podmiotów doszło w styczniu i lutym br.

Opóźniających płatności kontrahentom i bankom przedsiębiorstw w całej gospodarce jest już 323,7 tys. (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych). To o 9,5 tys. więcej niż przed pandemią, z tego 3,2 tys. doszło w styczniu i lutym tego roku.

Jest tarcza dla salonów piękności i nie tylko

Promykiem nadziei jest umieszczenie firm fryzjerskich i kosmetycznych w przyjętej 16 kwietnia tarczy branżowej kierowanej do biznesów zamkniętych z powodu COVID-19 w marcu i kwietniu 2021 r. Wedle informacji celem kolejnej odsłony pomocy państwa, która będzie dostępna od 26 kwietnia, jest zapewnienie płynności finansowej firmom z branż najbardziej poszkodowanych wprowadzonym reżimem sanitarnym i obostrzeniami wskutek III fali pandemii.

Posługiwanie się kodem PKD 9602Z – Fryzjerstwo i pozostałe zabiegi kosmetyczne na koniec marca br. będzie uprawniało do zwolnienia ze składek ZUS za marzec i kwiecień, do otrzymania świadczenia postojowego w wysokości 1300 zł lub 2080 zł oraz dotacji do 5 tys. zł na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia firmy. Przewidziane są też dopłaty 2 tys. zł do wynagrodzeń pracowników, a także wsparcie w zakresie regulacji czynszowych dla najemców. Tak jak we wcześniejszych Tarczach, aby otrzymać wsparcie należy wykazać spadek przychodów na poziomie 40 proc. rok do roku lub miesiąc do miesiąca.

Czesi wprowadzają kryteria środowiskowe w zamówieniach publicznych

Od początku tego roku w Czechach instytucje zamawiające muszą rozważyć, czy w każdym nowo publikowanym przetargu możliwe jest wprowadzenie kryteriów środowiskowych. Eksperci wskazują, że Polska również prędzej czy później będzie zobligowana do wprowadzenia takich kryteriów na krajowym, wartym ok. 300 mld zł rocznie, rynku zamówień publicznych. Zwłaszcza że zielone zamówienia, które stają się w ostatnich latach coraz powszechniejszą praktyką, zapewniają instytucjom zamawiającym nie tylko korzyści środowiskowe, lecz także oszczędności finansowe. Wybór odpowiednich produktów, które zmniejszają ilość zużytej energii czy gazów, może okazać się szczególnie istotny w medycynie, gdzie ratuje się życie, ale przy okazji generuje się ogromną ilość odpadów.

– Czechy wprowadzają kryteria środowiskowe w zamówieniach publicznych jako element szerszej układanki. To jest konsekwencja polityki klimatycznej ONZ trwającej już od ponad 26 lat. Trzeba będzie powalczyć o firmy, które będą realizowały zamówienia publiczne w takim trybie, żeby spełniały normy środowiskowe i żeby nie było potencjalnych kłopotów ze Wspólnotą Europejską i szerzej, z odium wizerunkowym, które mogłoby spaść na Czechy, gdyby nie realizowały tych przetargów publicznych w oparciu o właściwe kryteria – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes rady UN Global Compact w Polsce.

Czeski rząd wprowadził z początkiem tego roku nowelizację ustawy o zamówieniach publicznych, która nakłada obowiązek uwzględniania kryteriów środowiskowych, społecznych i innowacyjnych w zamówieniach publicznych. To oznacza, że od 1 stycznia 2021 roku w Republice Czeskiej instytucje zamawiające (zarówno publiczne, jak i prywatne, które są zobowiązane do przestrzegania prawa o zamówieniach publicznych) muszą rozważyć, czy w każdym nowo publikowanym przetargu możliwe jest wprowadzenie takich kryteriów.

– Każda firma, która chce uczestniczyć w przetargu publicznym, będzie musiała wykazać, że jest odpowiedzialnym podmiotem i może zostać dopuszczona do czeskiego łańcucha dostaw – tłumaczy Kamil Wyszkowski. – Chodzi o wskaźniki ESG i cały proces sustainable finance – zrównoważonego finansowania, czyli elementy związane m.in. z transparentnością i przeciwdziałaniem korupcji.

Czynniki niefinansowe ESG (environmental, social i governance, czyli środowisko, odpowiedzialność społeczna i ład korporacyjny) obejmują takie aspekty jak to, w jaki sposób firma neutralizuje swoje emisje CO2, zmniejsza zużycie wody, współpracuje z lokalnymi społecznościami, dba o sprawy pracownicze i jaką ma politykę w kwestiach etyki i przeciwdziałania korupcji. Są one głównym kryterium zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstw. Takie dane mają coraz większe znaczenie dla inwestorów, szukają ich też ubezpieczyciele czy banki, które mogą dzięki nim ocenić, czy firma działa w zgodzie z zasadami zrównoważonego rozwoju i opłaca się udzielić jej finansowania.

W Polsce duże firmy po raz pierwszy w 2018 roku zostały zobowiązane do publikowania takich informacji w wyniku wprowadzenia unijnej dyrektywy 2014/95/UE z 2014 roku i nowelizacji krajowej ustawy o rachunkowości, która ją wdrożyła. Jak ocenia Kamil Wyszkowski, Polska jest również gotowa, aby uwzględnić takie kryteria na wartym ok. 300 mld zł (dane UZP) rynku zamówień publicznych.

– Polska jest gotowa, żeby przyjąć rozwiązania podobne do czeskich i to nawet w szerszym zakresie. Wynika to z faktu, że w Polsce tort do podziału jest znakomicie większy niż w Czechach, co oznacza większą motywację dla przedsiębiorstw, żeby dostosowywać się do tych kryteriów stawianych w ramach zielonych zamówień publicznych. Przykładem tego, jak mogłoby to oddziaływać, jest chociażby sektor zamówień powiązany z gospodarką odpadową i zarządzaniem strumieniem odpadów na etapie inwestycji. To jest polską piętą achillesową. Zielone zamówienia publiczne mogą pomóc w tym, aby uporządkować tę stajnię Augiasza w sektorze odpadowym – mówi prezes rady UN Global Compact w Polsce.

Jak wskazuje stowarzyszenie ICLEI (Local Governments for Sustainability), zielone zamówienia publiczne (GPP) stają się w ostatnich latach coraz bardziej powszechną praktyką. Poza korzyściami środowiskowymi zapewniają one organom publicznym oszczędności finansowe – zwłaszcza przy uwzględnieniu kosztów zamawianych produktów lub usług w całym cyklu ich życia, a nie tylko przez pryzmat ceny zakupu. Przykładowo zakup produktów o niskim zużyciu energii lub wody może znacznie obniżyć rachunki za media.

Ministerstwo Środowiska i Klimatu podkreśla, że organem odpowiedzialnym za kreowanie polityki zamówieniowej jest Urząd Zamówień Publicznych, niemniej jednak resort stara się wprowadzać do postępowań kryteria środowiskowe, gdy tylko jest to możliwe.

– Korzyścią wynikającą ze stosowania zielonych zamówień jest ograniczenie lub uniknięcie degradacji środowiska naturalnego, a nawet jego poprawa. Poprzez wprowadzanie wymagań dotyczących zastosowania ekologicznych rozwiązań w zamówienia publiczne przyczyniamy się do redukcji emisji CO2, ochrony zasobów naturalnych, zmniejszenia ilości substancji szkodliwych emitowanych do środowiska, a także wpływamy na efektywniejsze wykorzystanie zasobów naturalnych – wskazał resort w odpowiedzi przesłanej Newserii.

Jak informuje UZP, Komisja Europejska podjęła działania zmierzające do opracowania wspólnych kryteriów zielonych zamówień publicznych (GPP). Dotyczą one grup produktowych, które uznano za najbardziej odpowiednie do wdrożenia GPP zarówno ze względu na wartość zamówień, jak i wpływ na środowisko. To m.in. transport drogowy, usługi sprzątania, dostawy energii elektrycznej czy usługi gastronomiczne.

Jak zauważa dyrektor ds. relacji strategicznych w Philips Healthcare, Michał Kępowicz, zielone kryteria mają duże znaczenie nawet w przypadku tych branż, które nie są tradycyjnie kojarzone z degradacją środowiska. Dla przykładu gigantyczny wpływ wywiera na nie chociażby sektor ochrony zdrowia, który odpowiada za ok. 4,5 proc. globalnej emisji CO2. To więcej niż w przypadku przemysłu lotniczego czy okrętowego.

– Parametrem dotyczącym wpływu ochrony zdrowia na środowisko, który może zaskakiwać, jest średni wskaźnik odpadów generowanych w przeliczeniu na jedno łóżko szpitalne dziennie – to jest ok. 13 kg – ogromna ilość, która powoduje, że środowisko jest narażone na zanieczyszczenia powstające w wyniku leczenia pacjenta – mówi Michał Kępowicz. – Ochrona zdrowia ma na celu ratowanie życia człowieka, ale na ogół nie zwracamy uwagi na koszt tych działań na środowisko, koszt, który jest pochodną wykorzystania w tym procesie infrastruktury szpitalnej, wyrobów medycznych, substancji toksycznych, materiałów odpowiedzialnych za wzrost poziomu skażenia. Lecząc, często nieświadomie szkodzimy środowisku, to z kolei negatywnie wpływa na nasze zdrowie, zaczynamy chorować i musimy być leczeni… czyli powstaje tzw. błędne koło. Pamiętajmy także, że często tego typu rozwiązania przynoszą korzyści finansowe, bo w dłuższej perspektywie oznaczają oszczędności.

W Czechach – mimo że kryteria środowiskowe zostały oficjalnie wprowadzone do zamówień dopiero z początkiem tego roku – tamtejsze szpitale stosują je już od dość dawna, zachęcane odgórnie przez administrację publiczną.

– Dotyczy to bardzo różnych zakupów, od typowych – czyli sprzętu biurowego, eksploatacji budynków, mebli, środków czystości czy usług porządkowych – po systemy dedykowane ochronie zdrowia, czyli rezonanse, tomografy, ultrasonografie i inne urządzenia, które służą pacjentom i personelowi medycznemu do diagnostyki i leczenia – mówi dyrektor ds. relacji strategicznych w Philips Healthcare. – Tam bardzo konkretnie pokazano rozwiązania, które powinny być promowane, np. takie, które zmniejszają ilość zużytej energii potrzebnej do działania ww. urządzeń czy wykorzystanie toksycznych gazów/substancji. To faktycznie ma znaczenie w realizowaniu polityki klimatycznej – nie tylko na papierze, ale i w wymiarze rzeczywistym. Szpital może być miejscem leczenia pacjentów, w którym jednocześnie promujemy ochronę środowiska, w którym żyjemy.

Ekspert Philips Healthcare wskazuje, że również firmy – w tym te z branży MedTech – już od kilku lat starają się dopasowywać do tych proekologicznych trendów i wymogów, które prędzej czy później staną się na rynku standardem.

– Naszym celem od dłuższego czasu było zmniejszenie ilości zanieczyszczeń, energochłonności, wykorzystanie odnawialnych źródeł energii – zarówno w procesie wytwarzania urządzeń, jak i w procesach biznesowych wewnątrz firmy – czy promowanie gospodarki obiegu zamkniętego, w której urządzenia medyczne wykorzystujemy ponownie do produkcji nowych, żeby zmniejszyć zużycie surowców. W ramach naszej koncepcji green hospital, czyli zielonego szpitala, tworzenie całego ekosystemu leczenia pacjenta powinno jak najmniej szkodzić otoczeniu zewnętrznemu – podkreśla Michał Kępowicz.

Rosnące ceny kryptowalut doprowadziły do ​​niedoborów kart graficznych

W ostatnich miesiącach kursy kryptowalut ethereum i bitcoin systematycznie rosną. Obecnie cena bitcoina wynosi 209 tys. zł, a kolejne osoby zaczynają inwestować w kryptowaluty. W efekcie rosną też ceny kart graficznych, zwłaszcza tych z wyższej półki, dzięki którym wydobywanie kryptowalut jest najefektywniejsze. Na rynku zaczyna więc brakować kart graficznych, a cena tych, które jeszcze są dostępne, wzrosła przynajmniej o kilkadziesiąt procent w ciągu kilku miesięcy. – Istnieje ryzyko, iż ceny kart graficznych będą cały czas wzrastały, bo zapotrzebowanie jest naprawdę bardzo duże – ocenia Marcin Wituś, prezes Geco.one.

– Każda transakcja w sieci blockchain, zarówno bitcoina, jak i ethereum, musi zostać potwierdzona, a to zadanie kart graficznych, które na bieżąco wykonują skomplikowane obliczenia. Do 2017 roku w zasadzie każdy komputer mógł kopać kryptowalutę i na tym zarabiać. Obecnie jednak moc obliczeniowa niezbędna do wykopania kryptowaluty jest na tyle duża, iż zwykły komputer stacjonarny, nawet z najlepszą kartą graficzną, nie daje rady. Powstały bardzo duże farmy tzw. kryptowalutowe i to są olbrzymie moce obliczeniowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Wituś, prezes platformy Geco.one.

Pod koniec 2020 roku w obiegu było około 18,5 mln bitcoinów. Oprócz tych wytworzonych przez blok Genesis każdy powstał dzięki „górnikom”, czyli osobom zajmującym się kopaniem kryptowalut. Wraz z zainteresowaniem kryptowalutami rośnie potrzebna moc obliczeniowa. A​by kopać w sposób konkurencyjny, górnicy muszą teraz inwestować w sprzęt komputerowy z potężnymi procesorami graficznymi GPU lub specjalizowanymi układami scalonymi ASIC.

Kapitalizacja rynkowa kryptowalut przekroczyła już poziom 2 bln dol., tym samym rynek kryptowalut jest już większy niż amerykański system bankowy. Za ponad 52 proc. kapitalizacji kryptowalut odpowiada bitcoin. Wraz ze wzrostem zainteresowania rynkiem rośnie też zapotrzebowanie na karty graficzne, zwłaszcza te z wyższej półki. Popyt przewyższa podaż, w efekcie kart na rynku po prostu brakuje, rosną też ceny nieco starszych modeli. W przypadku większości ceny w ciągu kilku miesięcy wzrosły co najmniej o kilkadziesiąt procent.

– Karty graficzne zdrożały bardzo mocno w ostatnim czasie z uwagi na to, iż są one niezbędne do samego procesu kopania kryptowalut. To bardzo mocne i skomplikowane obliczenia, które wymagają bardzo silnej mocy obliczeniowej i tym właśnie zajmują się karty graficzne. To też wpłynęło na wzrost cen. W 2017 roku akcje Nvidii bardzo mocno rosły właśnie dzięki temu, że zapotrzebowanie na tę moc obliczeniową, na te karty graficzne na rynku było bardzo duże i ono się utrzymuje – wskazuje ekspert.

Obecnie kupienie karty graficznej Nvidii przez przeciętnego człowieka stało się prawie niemożliwe, chyba że jest on skłonny zapłacić kilkukrotnie wyższą cenę. Nierównowaga popytu i podaży stała się tak poważna, że ​​sklep internetowy Newegg na komputerach PC przeprowadza loterie kilka razy w tygodniu tylko po to, by klienci mogli kupić kartę z 60-proc. marżą.

– Istnieje ryzyko, że ceny kart graficznych będą cały czas wzrastały, bo zapotrzebowanie wciąż jest bardzo duże – ocenia Marcin Wituś.

Podobna sytuacja miała miejsce w 2018 roku, kiedy rosnące ceny ethereum doprowadziły do ​​niedoborów kart graficznych. Kiedy cena kryptowaluty spadła, górnicy zalali rynek używanymi kartami, w efekcie ceny akcji producenta kart gwałtownie spadły. Nvidia chce ograniczyć kopanie kryptowalut za pomocą kart graficznych. Dlatego karta GeForce RTX 3060 była pierwszym modelem, w którym wprowadzono algorytm ograniczający wydajność przy kopaniu ethereum.

Boom na rynku kredytów konsumenckich. Marzec najlepszym miesiącem na rynku kredytowym od początku roku

Marzec okazał się najlepszym miesiącem na rynku kredytowym od początku roku – wynika ze statystyk BIK. Banki udzieliły więcej wszystkich rodzajów kredytów i na wyższe kwoty, a największą dynamikę zanotowały zakupy na raty. W marcu banki udzieliły ich o ponad 50 proc. więcej w porównaniu z ubiegłym rokiem. Zdaniem Waldemara Rogowskiego, prof. SGH i głównego analityka BIK, to zasługa m.in. niskich stóp procentowych i przesunięcia popytu z usług, które wciąż są zamrożone, na dobra trwałego użytku, które Polacy kupują w e-commerce. BIK prognozuje, że w drugim półroczu, po odmrożeniu gospodarki, można się spodziewać dalszych wzrostów akcji kredytowej.

– Na rynku kredytów dla gospodarstw domowych marzec niewątpliwie okazał się najlepszym miesiącem tego roku. Odnotowaliśmy bardzo wysokie, dodatnie dynamiki właściwie we wszystkich produktach kredytowych – od kredytów mieszkaniowych, poprzez ratalne, aż po karty kredytowe. Co ciekawe, te wzrosty dotyczą liczby kredytów udzielonych przez banki, jak i wartości akcji kredytowej – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr hab. Waldemar Rogowski, profesor SGH, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Jak wynika z danych BIK, w marcu br. liczba udzielonych przez banki i SKOK-i kredytów ratalnych wzrosła o 51 proc. r/r, gotówkowych – o blisko 19 proc., mieszkaniowych – o 13 proc., natomiast limitów na kartach kredytowych – o 22 proc. Z kolei w ujęciu wartościowym najwyższą dynamikę zanotowały kredyty ratalne (ponad 73 proc.) i gotówkowe (blisko 29 proc.).

– Wysoka dynamika w marcu ma kilka źródeł. Po pierwsze, to efekt niskiej bazy marca 2020 roku, czyli pierwszego pandemicznego miesiąca. Po drugie, wzrost liczby osób zaszczepionych zwiększa bezpieczeństwo zdrowotne, a tym samym bezpieczeństwo ekonomiczne, skłaniając Polaków do większego optymizmu. Tym samym – przy ultraniskich stopach procentowych – zachęca do zaciągania kredytów, w szczególności kredytów celowych, czyli ratalnych i mieszkaniowych – wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski.

Główny analityk BIK podkreśla, że środowisko ultraniskich stóp procentowych sprzyja nie tylko kredytom mieszkaniowym, lecz także ratalnym, których roczna rzeczywista stopa oprocentowania RRSO aktualnie często wynosi 0 proc., czyli kredyty udzielane są za darmo. Z drugiej strony niskie stopy zniechęcają też Polaków do trzymania oszczędności na depozytach bankowych, a przez to skłaniają do większej konsumpcji.

– W przypadku kredytów ratalnych możemy mówić nawet o hossie. Wzrost akcji kredytowej w tym segmencie o ponad 73 proc. w marcu br. w ujęciu wartościowym robi duże wrażenie. Te wysokie wzrosty wynikają w głównej mierze z braku możliwości realizacji popytu na usługi, który naturalnie przesuwa się na popyt związany z dobrami trwałego użytku, gdzie nie ma tak dużych ograniczeń po stronie podażowej, ponieważ mamy e-commerce – tłumaczy główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

W pierwszym kwartale tego roku banki i SKOK-i udzieliły w sumie 649,7 tys. kredytów gotówkowych (spadek o 14,8 r/r) na kwotę 14,37 mld zł (spadek o 7,3 proc.) oraz 891,4 tys. kredytów ratalnych (wzrost o 14,5 proc.) na kwotę nieco ponad 4 mld zł (wzrost o 25,3 proc.). Z kolei kredytów mieszkaniowych zaciągnięto 59,6 tys. (wzrost o 0,2 proc. r/r) na kwotę 18,25 mld zł (wzrost o 5,9 proc.).

– Widać pewne zróżnicowanie na poziomie poszczególnych produktów kredytowych. Chętniej zaciągane i udzielane są kredyty celowe, czyli mieszkaniowe i ratalne, natomiast mniej chętnie – kredyty gotówkowe i limity w kartach kredytowych. Oprócz czynnika popytowego duży wpływ ma na to również czynnik podażowy, ponieważ banki chętniej udzielają tych dwóch rodzajów kredytów z uwagi na ich stosunkowo niską szkodowość – mówi główny analityk BIK.

W marcu br. najlepszy wskaźnik szkodowości, mierzony Indeksem Jakości BIK, wciąż miały kredyty mieszkaniowe (0,59 proc.) i ratalne (1,22 proc.). Dla porównania dla kart kredytowych i kredytów gotówkowych wartość tego indeksu jest dużo wyższa i wynosi odpowiednio 3,37 proc. oraz 4,81 proc.

– Mimo wcześniejszych opinii – dotyczących możliwego dużego wzrostu szkodowości kredytów w następstwie pandemii – jakość spłacanych kredytów poprawiła się w porównaniu z marcem 2020 roku. Dotyczy to szczególnie kredytów gotówkowych – mówi profesor SGH.

Główny analityk BIK wskazuje jednak, że w ujęciu miesięcznym – czyli w stosunku do lutego br. – widać już pogorszenie we wszystkich segmentach rynku kredytowego i był to już kolejny miesiąc ze wzrostem poziomu szkodowości.

– W mojej opinii wpływa na to głównie zakończenie wakacji kredytowych przez większość kredytobiorców, którzy skorzystali z tego rozwiązania w trakcie pandemii. Trzeba też zwrócić uwagę, że początkowo z moratoriów kredytowych korzystały osoby o niższym poziomie ryzyka kredytowego, w późniejszych miesiącach – osoby o wyższym poziomie ryzyka. I właśnie tej grupie skończyły się moratoria, w związku z czym – biorąc pod uwagę 90-dniowe opóźnienia – w lutym i marcu widzimy już wzrost szkodowości właściwie na wszystkich produktach kredytowych – wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski.

Jak ocenia, prognozy dotyczące kondycji rynku kredytowego na kolejne miesiące są mimo tego optymistyczne. Po odmrożeniu gospodarki w drugim półroczu – i wzroście popytu konsumpcyjnego, który powinien temu towarzyszyć – można spodziewać się dalszych wzrostów akcji kredytowej.

– Warunkiem zaistnienia takiego scenariusza jest to, że nie wydarzy się nic złego, nie pojawi się jakaś nowa mutacja wirusa niewrażliwa na szczepionki, co mogłoby zmienić wektor pandemii. Natomiast nastąpi stabilizacja jakości kredytów i już niewiele z nich zacznie się opóźniać – wskazuje ekspert.

Jak rozpocząć projektowanie ubrań?

Znajdujące się w szafie ubrania, to istotny element życia każdego człowieka. Trudno sobie wyobrazić codzienne funkcjonowanie bez odpowiednio dopasowanej do pory roku, lub sytuacji garderoby. Duże zapotrzebowanie na kolejne elementy garderoby sprawia, że obecnie coraz więcej osób chciałoby samodzielnie projektować ubrania. Zanim jednak dana osoba się na to zdecyduje, powinna wiedzieć jak zacząć projektowanie ubrań.

Projektowanie odzieży – podstawowe zasady

Swoją przygodę z projektowaniem ubrań należy zacząć od określenia odbiorców, do których chce się trafić. Pozwoli to na szczegółowe określenie wieku oraz przykładowych sylwetek osób, które mają być potencjalnymi kupującymi projektowanej odzieży.

Kolejnym krokiem, odpowiadającym na pytanie, jak zacząć projektowanie ubrań, jest określenie podstawowej bazy kolorystycznej, która ma służyć przygotowywanym produktom. Projektowanie ubrań wymaga także chociaż podstawowych umiejętności plastycznych. Wynika to z tego, że tylko w ten sposób można szczegółowo odwzorować powstały w głowie projekt. Chociaż uważa się, że projektować ubrania może prawie każdy, to należy się do tego odpowiednio przygotować.

Przeczytaj o innych ciekawych zawodach na http://www.ludzie-biznesu.pl.

Śledzenie trendów to podstawa

Projektowanie odzieży wiąże się także z ciągłym śledzeniem aktualnych trendów modowych. Dzięki temu, można łatwo określić zapotrzebowanie konsumentów na chętnie kupowane:

  • materiały,
  • kroje,
  • wzory,
  • kolory.

Pozwoli to także zaoszczędzić środki finansowe na nietrafione pomysły. A jak wiadomo – początki w branży modowej nie są łatwe i mogą one pochłaniać ogromne koszty. Jest to też jeden z głównych powodów, dla którego na początku warto zdecydować się na sprzedawanie swoich projektów online, a nie wynajmować miejsce na showroom.

Należy pamiętać, że branża odzieżowa charakteryzuje się świadomością czasu oraz potrzebami klienta, dla którego najważniejsze jest to, aby poszukiwany przez niego towar był dostępny w niedalekiej lokalizacji oraz w przystępnej cenie. Tylko rozumiejąc te dwie kwestie, można odnieść sukces.

Projektowanie ubrań i ściągnie miar z manekina

Więcej na temat tego, dla kogo warto tworzyć ubrania i jak być na bieżąco z panującymi trendami, przeczytać można na http://www.trinet.com.pl/projektowanie-ubran-jak-zaczac-kariere/.

Kolekcje dziecięce

Obecnie, coraz więcej projektantów oraz domów mody decyduje się na projektowanie ubrań dla dzieci. Jak się okazuje, jest to dynamicznie zmieniający się dział mody, gdyż nie tylko rodzice chcą być modni, ale także ich dzieci.

W branży modowej funkcjonuje mnóstwo projektantów, którzy specjalizują się w ubieraniu niemowląt, małych i starszych dzieci a także tych, którzy mieszają w swoich markach różne grupy wiekowe.

Niektórzy specjalizują się w doborze ubioru dla dziewczynek, natomiast inni – decydują się na odzież chłopięcą. Jeżeli więc swój biznes chce się oprzeć także na projektowaniu ubrań dla dzieci, warto nawiązać w tym celu współpracę z doświadczoną szwalnią. Osoby, które zajmują się odzieżą dziecięcą już dłuższy czas, podpowiedzą jak projektować ubrania, które czasem wymagają jeszcze więcej poświęcenia, niż odzież dla osób dorosłych.

Projektowanie ubrań online

W czasach, kiedy większość zajęć naukowych oraz edukacyjnych odbywa się online, o tym jak projektować ubrania, można się przekonać także internetowo.

Projektowanie ubrań online cieszy się na tyle dużą popularnością, że nawet największe domy mody zdecydowały się na stworzenie kursów przeznaczonych dla osób, które dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w branży.

Pozwala to na domową naukę szycia na maszynie, tworzenia własnych kolekcji, ilustrowania mody i wiele innych, równie istotnych rzeczy. Aby zdobyć niezbędną wiedzę i umiejętności z zakresu projektowania, należy postawić także na książki, które przybliżą teoretyczne podstawy zawodu projektanta.

Ponadto, wiele osób decyduje się również na rozpoczęcie studiów w szkołach modowych. To właśnie tam można spotkać się z modowymi praktykami, którzy chętnie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem.

W Polsce, szkół zajmujących się projektowaniem odzieży jest kilkanaście – zarówno państwowych, jak i prywatnych. Następnie, warto pomyśleć także o odbyciu praktyk lub staży w branży modowej. W internecie można napotkać wiele ofert od butików, showroomów oraz projektantów, którzy chętnie podejmą się krótkiej współpracy z początkującymi designerami. Chociaż zazwyczaj takie staże są bezpłatne, to i tak stanowią cenną pigułkę wiedzy oraz zdobycie wymaganego minimum znajomości branży.

Źródło:

Ailleron finalizuje transakcję sprzedaży Software Mind z Enterprise Investors

Firma Ailleron podpisała z Polish Enterprise Fund VIII, funduszem private equity zarządzanym przez Enterprise Investors (EI) finalną umowę sprzedaży udziałów i inwestycji w Software Mind. Cały segment usługowy działalności Ailleron – Enterprise Services został przeniesiony do spółki Software Mind. Wartość wydzielonej części biznesu wyceniono na 150 mln zł (221 mln po wniesieniu środków). Enterprise Investors odkupił od Ailleron 26,7% akcji Software Mind za 40 mln zł i dokapitalizował spółkę kwotą 71 mln zł, co sumarycznie daje 50,2% udziału funduszu w kapitale zakładowym spółki.

Ailleron wspólnie z Enterprise Investors ma dostęp do kapitału, który umożliwi przejęcia o wartości na poziomie 200 mln zł.

– Naszą ambicją i celem długoterminowym jest zbudowanie wraz z EI wiodącej grupy na polskim rynku software house’ów o globalnym zasięgu, która będzie liderem w wybranych specjalizacjach – sektorowych i technologicznych – oraz osiągnięcie kilkukrotnie większej skali działalności. Pozyskany w Software Mind kapitał chcemy przeznaczyć na rozwój organiczny i akwizycje. Interesują nas podmioty zarówno krajowe jak i zagraniczne, które uzupełnią naszą ofertę, a także poszerzą geograficznie nasz obszar działania. Mamy już pierwsze efekty przyjętej strategii – podpisana przedwstępna umowa nabycia udziałów w spółce ValueLogic z Wrocławia, która również jest na etapie finalizacji. Mamy rozpoczęte zaawansowane rozmowy z kilkoma podmiotami, tak więc realizacja naszych planów nabiera tempa, co pozwala z optymizmem patrzeć na nasze plany rozwojowe – powiedział – Grzegorz Młynarczyk prezes Software Mind/ wiceprezes Ailleron.

Software Mind dostarcza kompleksowe rozwiązania informatyczne dla klientów z całego świata, wśród których są zarówno renomowane firmy z branży finansowej, telekomunikacyjnej i technologicznej jak również błyskawicznie rosnące „jednorożce” z Doliny Krzemowej. Spółka nawiązuje długoterminowe partnerstwa z klientami, pomagając im skalować dynamicznie rozwijające się biznesy. Ma bogate doświadczenie we wspieraniu cyfrowej transformacji firm na całym świecie, łącząc się z wewnętrznymi zespołami badawczo-rozwojowymi oraz pracując nad rozwojem produktów i nowymi kanałami komunikacji z końcowymi klientami. W ramach swojej strategii Software Mind skupia się na budowie wysoko skalowalnych rozwiązań chmurowych oraz automatyzacji procesów z wykorzystaniem uczenia maszynowego i elementów sztucznej inteligencji. Zakres usług pokrywa całe spektrum potrzeb klientów chcących przetransformować swoje organizacje i sposób oferowania produktów do nowoczesnych kanałów elektronicznych.

Ailleron będzie nadal sprawował kontrolę nad działalnością operacyjną Software Mind, zachowując prawo powoływania prezesa zarządu, większości składu zarządu spółki jak również będzie uprawniony do powoływania 2 z 5 członków rady nadzorczej.

Celem działań podjętych przez Grupę Ailleron jest dalszy rozwój części usługowej  i produktowej jako dwóch niezależnie działających podmiotów z jasno zdefiniowanymi, indywidualnymi strategiami działania. Pod marką Ailleron będzie rozwijany obszar działalności o charakterze produktowym działający obecnie w ramach dywizji FinTech. Natomiast w Software Mind zostanie skupiona działalność o charakterze usługowym świadczona obecnie w ramach dywizji Enterprise Services. Ailleron w segmencie FinTech dostarcza m.in. systemy bankowości internetowej i mobilnej, a także zdalne kanały obsługi klientów z wykorzystaniem videokomunikacji oferujące najnowsze technologie i najlepsze rozwiązania wspierające sprzedaż produktów finansowych – bankowych, ubezpieczeniowych i leasingowych.

Enterprise Investors jest jedną z największych firm private equity w Europie Środkowej i Wschodniej. Swoją działalność rozpoczęła w 1990 roku i od tego czasu utworzyła dziewięć funduszy o łącznym kapitale przekraczającym 2,5 miliarda EUR. Fundusze EI zainwestowały 2 miliardy EUR w 146 spółek działających w różnych sektorach gospodarki oraz zakończyły inwestycje w 134 spółkach, uzyskując przychody brutto w wysokości 4,1 miliarda EUR. Do tej pory zarządzane przez Enterprise Investors fundusze zainwestowały 112,5 mln EUR w 17 spółek z branży IT, takich jak m.in. AVG Technologies, BLStream czy intive.

Akcje TenderHut S.A. rosły o 34% podczas sesji na NewConnect

Inwestorzy długo oczekiwali na debiut jednej z najbardziej dynamicznie rozwijających się spółek IT w Polsce. Grupa TenderHut wystartowała z wyceną akcji na poziomie 47 zł, w szczytowym momencie akcje osiągnęły pułap 63, czyli o 34 proc. więcej w porównaniu do kursu odniesienia.  

TenderHut to technologiczna grupa kapitałowa, która prowadzi działalność w trzech liniach biznesowych: outsourcing, wdrażanie systemów laboratoryjnych oraz venture building. W obszarze outsourcingu spółka rozbudowuje i umacnia swoją pozycję poprzez spółki SoftwareHut (systemy IT), ExtraHut (UI/UX/design), ProtectHut (cyberbezpieczeństwo) oraz LegalHut (doradztwo prawne dla sektora IT). Sektor laboratoryjny reprezentowany jest przez spółki zależne Solution4Labs (wdrożenia LIMS) i Holo4Labs (Mixed Reality w laboratoriach). W sektorze venture building spółka rozwija startupy z sektora PropTech/WorkTech – Zonifero, MedTech – Holo4Med i EduTech – Grow Uperion.

  • Spółka TenderHutwzbudziła bardzo duże zainteresowanie inwestorów
  • Kurs akcji otworzył się w kwocie 63 zł, czyli o 34 proc. więcej w porównaniu do kursu odniesienia

– Cieszy nas dzisiejsze zainteresowanie inwestorów. Mamy nadzieję, że kurs akcji TenderHut niedługo odzwierciedli właściwą wartość spółki. Warto zwrócić uwagę na to, że podejście do wyceny naszych trzech linii biznesowych powinno się znacząco różnić. Inaczej należy ocenić linię outsourcingową, inaczej laboratoryjną i jeszcze inaczej nasze startupy. Jesteśmy dumni z naszego pierwszego dnia debiutu i liczymy na jeszcze wyższą wycenę w drugiej połowie 2021 roku – podsumowuje Robert Strzelecki, prezes zarządu TednerHut S.A.

TenderHut w przeddzień giełdowego debiutu opublikowała wstępne wyniki za pierwszy kwartał 2021. Marzec był dla spółki rekordowym miesiącem w całej historii pod względem przychodów. – Ze wstępnych danych wynika, że w marcu osiągnęliśmy poziom przychodów na poziomie 5,3 mln zł, co stanowi wzrost o 29% w stosunku do marca 2020 roku, kiedy wyniosły one 4,1 mln zł. Narastająco, w okresie styczeń-marzec 2021 roku osiągnęliśmy przychody na poziomie 14,2 mln zł, co stanowi wzrost o 32 % w stosunku do adekwatnego okresu roku 2020, kiedy to wyniosły one 10,7 mln zł. To najlepszy wynik z pojedynczego miesiąca w całej historii grupy. Planujemy regularnie dostarczać inwestorom nasze wyniki w cyklach miesięcznych – deklaruje Robert Strzelecki.

TenderHut po chwilowym spadku dynamiki wzrostu przychodów w 2020 roku związanym z pandemią, wraca do tempa wzrostu z 2019 roku. Wykorzystując swój potencjał zawarty w dużej elastyczności i szybkości działania, spółka odnotowuje z miesiąca na miesiąc wzrost przychodów. – Jesteśmy bardzo zadowoleni zarówno z marcowych wyników sprzedaży, jak i całego pierwszego kwartału. Wszystko wskazuje na to, że udało nam się powrócić do przed-pandemicznych dynamik wzrostu. Obserwujemy wzrost zapytań o możliwości świadczenia usług IT w praktycznie wszystkich liniach biznesowych, co pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość. Cyfryzacja świata postępuje, ostatni rok wręcz ją przyspieszył, co u nas będzie widoczne między innymi w liczbie wdrożeń naszych produktów Prop– i Med– Tech’owych. Chcemy być przygotowani do odbicia gospodarczego na świecie, dlatego podjęliśmy decyzję o zwiększeniu naszego potencjału. Wyrazem tego jest kilkadziesiąt otwartych procesów rekrutacyjnych w praktycznie wszystkich lokalizacjach, w których jesteśmy obecni – podsumowuje Strzelecki.

Millenialsi – główne paliwo rynku e-commerce

Badanie “Generacja #sfintechowani – millenialsi i fintech” przeprowadzone przez portal Fintek.pl jasno wskazuje na dużą popularność zakupów online wśród przedstawicieli pokolenia Y. Miażdżąca większość badanych, bo aż 98,5 proc. deklaruje kupowanie w sieci. Dane wskazują również na ogromną rolę, jaką odgrywają w procesie zakupowym smartfony.  

Uczestnicy badania w zdecydowanej większości wskazują na dokonywanie zakupów poprzez różnego rodzaju serwisy online. Odpowiedzi wskazujące na tego typu nawyki konsumenckie wybrało łącznie ponad 71 proc. respondentów. Co dwudziesty ankietowany twierdzi zaś, że kupuje wyłącznie online, zaledwie 1,5 proc deklaruje zakupy wyłącznie w formule offline.

O popularności zakupów w sieci świadczy udział e-commerce w polskim handlu detalicznym, który kształtuje się obecnie na poziomie 7 proc.[1] Przewidywania odnośnie wartości rynku mówią zaś o przekroczeniu granicy 70 mld zł do końca bieżącego roku.

Milenialsi to bardzo aktywna grupa zakupowa w sieci. Potwierdza to raport Fintek.pl, z którego wynika, że aż 7 na 10 ankietowanych Milenialsów deklaruje robienie zakupów online. Do podobnych wniosków prowadzi badanie Tpay przeprowadzone z agencją badawczą SW Research. Milenialsów z powodzeniem można określić także pokoleniem mobile. Dla wielu z nich, chwycenie smartfona jest pierwszą rzeczą, którą wykonują po przebudzeniu. Oczywistym wydaje się więc fakt, że także zakupy mobilne (a co za tym idzie płatności) są dla nich najbardziej intuicyjne. Badania wskazują, że to właśnie oni najczęściej sięgają po 6-cyfrowy kod BLIK, aby sfinalizować transakcję. Wniosek jest więc prosty – jeśli chcesz zatrzymać Milenialsa w swoim sklepie, płatności mobilne i BLIK to absolutny must have! – komentuje Marta Kwiatkowska, Senior Video Marketing and Communication Specialist w Tpay.

Większość przedstawicieli pokolenia Y do zakupów w internecie wykorzystuje smartfon. Ponad 3/4 ankietowanych potwierdziło, że kupuje online przy wykorzystaniu telefonu.

Duży odsetek millenialsów dokonujących zakupów w sieci za pomocą telefonu w ogóle nie dziwi. Pokolenie Y to w przytłaczającej większości ogromni entuzjaści smartfonów – co zresztą znajduje potwierdzenie w danych z naszego badania – komentuje Krzysztof Jędrzejczyk, Communications Manager w Fintek.pl i KLANG! Media. – Zakupy mobilne cieszą się dużą popularnością nie tylko ze względu na sprzężenie ze zjawiskiem podboju rynku przez smartfony. Nabywanie dóbr z poziomu telefonu jest oprócz tego, po prostu szybsze i bardziej wygodne – dodaje.

Odpowiedzi na pytanie mające na celu zbadać stosunek częstotliwości zakupów w mobilu do tych dokonywanych poprzez desktop wskazują na to, że millenialsi preferują model hybrydowy. Zarówno za pośrednictwem telefonu, jak i komputera kupuje ponad 82 proc. ankietowanych. Opcje wskazujące na silną preferencję jednej z metod wskazało niecałe 18 proc respondentów.

[1] https://www.forbes.pl/handel/wplyw-koronawirusa-i-kryzysu-na-polski-handel-i-e-commerce-mateusz-lukianiuk/cg8jf38

Rosyjski rubel traci, dolar znów w odwrocie

Waluta naszego wschodniego sąsiada po wyraźnym odbiciu z marca ponownie powróciła w okolice 5 groszy, gdzie znajdowała się ostatnimi miesiącami. Optymizm związany z rynkiem surowców osłabł i pociągnął notowania za sobą.

Odwrót rubla

Waluta Rosji znajduje się po szczytach z marca w wyraźnym odwrocie. Jeszcze w marcu za rubla płacono 5,3 grosza, dzisiaj kurs spadł poniżej 5 groszy. Głównym powodem jest sytuacja na rynku surowców energetycznych. Jeszcze w marcu ropa naftowa była w wyraźnym trendzie wzrostowym i analitycy zastanawiali się, gdzie jest granica tego szaleństwa. Teraz po spadku cen i stabilizacji na zbliżonym poziomie optymizm analityków spadł. W rezultacie patrzą oni również mniej przychylnie na rubla rosyjskiego, co powoduje spadki tej waluty.

Dolar znów w odwrocie

Po pewnej anomalii rynkowej w marcu, kiedy dolar niespodziewanie mocno umocnił się względem euro, szybko wróciliśmy powyżej poziomu dolara i dwudziestu centów za jedno euro. W ostatnich dniach nie widać za bardzo wpływu danych makroekonomicznych. Widać natomiast lepszą dyspozycję europejskich parkietów względem amerykańskich odpowiedników. W sytuacji rekordowo niskich stóp procentowych kapitał szuka rynków, gdzie jeszcze da się w cokolwiek inwestować z zyskiem. Proces ten może się jednak dla wielu z nas odbić czkawką.

Pensje na Wyspach wciąż rosną

Wynagrodzenia w Wielkiej Brytanii wciąż rosną. Dzieje się to pomimo brexitu i panującej pandemii. Wzrost płac o 4,5% jest, co prawda, o 0,3% niższy od oczekiwań analityków, ale to bardzo solidny wynik pokazujący, że gospodarka jest w dobrym stanie. Potwierdzają to dane o bezrobociu, które spadło do 4,9% przy oczekiwanym wzroście do 5,1%. W takiej sytuacji wzrost płac jest tym ważniejszy, bo spadek bezrobocia często wiąże się z zatrudnianiem pracowników o najniższych kwalifikacjach. Spada też liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. W rezultacie między innymi tych dobrych danych funt był dzisiaj w nocy i nad ranem najdroższy od dwóch tygodni odbijając się tuż poniżej poziomu 5,30 zł za jednego funta.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dott otrzymał 85 milionów dolarów w drugiej rundzie finansowania prowadzonej przez firmę Sofina

Dott, europejski operator mikromobilności, zakończył drugą rundę finansowania, w której otrzymał 85 milionów dolarów. Proces ten prowadziła spółka Sofina, belgijska firma inwestycyjna notowana na giełdzie Euronext Brussels, a udział w niej wzięli ponadto zarówno nowi, jak i istniejący inwestorzy, w tym Estari (jako agent współwiodący), Prosus Ventures, EQT Ventures, McRock Capital, Aberdeen Standard Investments, Invest-NL, Felix Capital, Expon, FJ Labs. 

Inwestycja obejmuje połączenie finansowania kapitałowego oraz finansowania dłużnego zabezpieczonego aktywami i zostanie wykorzystana do realizacji celów w kilku kluczowych obszarach działania. Istotnym tego aspektem jest szeroko rozumiane ulepszanie usługi, precyzyjne dopasowanie do rosnących potrzeb użytkowników elektrycznych hulajnóg na minuty poprzez wdrażanie niezawodnych i niedrogich rozwiązań na szeroką skalę. Kolejnym elementem jest rozwój multimodalności, czyli wprowadzanie nowych pojazdów. Będą nimi nowoczesne, innowacyjne rowery elektryczne, które już w tym roku pojawią się w kilku europejskich miastach. Finansowanie przede wszystkim pozwoli na rozszerzenie oferty Dott na nowe miasta i kraje, począwszy od Hiszpanii i Wielkiej Brytanii oraz w Polsce – w całym Trójmieście. Cel ten ma być osiągnięty przy zachowaniu tej samej zdyscyplinowanej i wydajnej pod względem kapitałowym strategii.

Dott nieustannie podnosi standardy w branży mikromobilności również w zakresie zrównoważonego rozwoju. W tym celu firma powołała Radę, która będzie wspierać realizację konkretnych działań przekładających się na oferowanie najbardziej zrównoważonej usługi zmieniającej oblicze mobilności europejskich miast. Dofinansowanie drugiej rundy w znacznym stopniu wesprze wdrażanie również i tych założeń.

 

Firma Dott od czasu jej utworzenia w październiku 2018 roku stała się jednym z głównych graczy w Europie z flotą ponad 30 000 elektrycznych hulajnóg w 5 krajach. Kolejna runda finansowania jest potwierdzeniem realizacji zróżnicowanej strategii.

Operator swoją wydajność kapitałową i rentowny wzrost realizuje m.in. poprzez skupianie uwagi na poszczególnych miastach, dopasowując usługi do konkretnych uwarunkowań i potrzeb oraz zarządzając wszystkimi operacjami w 100% we własnym zakresie. W efekcie Dott osiąga pozytywny wynik EBIT we wszystkich miastach, nawet podczas zamknięcia gospodarki w wyniku epidemii COVID-19. Spółka współpracuje z miastami, co czyni ją godnym zaufania usługodawcą. Potwierdzeniem tego jest fakt, że Dott został wybrany w przetargach licencyjnych w Paryżu i Lyonie, czyli w dwóch zaliczanych do najbardziej złożonych miast pod względem działania w Europie.

W ciągu pierwszych dwóch lat udowodniliśmy, że możemy zaoferować użytkownikom doskonałą usługę, korzystną dla naszej planety i miast europejskich. Uważamy, że posiadamy formułę, łączącą operacyjną doskonałość, sprzęt i specjalistyczną wiedzę w zakresie oprogramowania ze współpracą z interesariuszami miast i wydajność kapitałową. Dzięki obecnym i nowym inwestorom naszym celem jest teraz przyspieszenie i obsługa możliwie większej liczby użytkowników i miast, w niezawodny i przystępny sposób – mówi Henri Moissinac, CEO i współzałożyciel spółki Dott.

Jesteśmy dumni z nawiązania współpracy z firmą Dott. Byliśmy pod wrażeniem zarządzania i osiągnięć spółki w ciągu ostatnich miesięcy i pragniemy pomóc jej w tworzeniu transportu miejskiego przyszłości, w kontekście, w którym oczywiste stało się, że nie da się zachować konwencjonalnego podejścia do mobilności miejskiej – powiedział Harald Boël, Dyrektor generalny firmy Sofina.

Gdy po raz pierwszy nawiązaliśmy współpracę ze spółką Dott w 2018 r., uznaliśmy, że ten zespół buduje trwałe, długoterminowe przedsięwzięcie, które wyróżniało się spośród innych w Europie i cieszymy się, że możemy towarzyszyć im w ich podróży. Dzięki zastosowaniu najwyższej klasy funkcji bezpieczeństwa i użyteczności w hulajnogach oraz rowerach elektrycznych, współpracując z lokalnymi władzami, aby zapewnić bezproblemową realizację swoich rozwiązań w społecznościach, w których działa, spółka Dott stała się prawdziwym liderem w branży mikromobilności w Europie – dodaje Martin Tschopp, Dyrektor generalny Prosus Ventures.

Jak wspierać psychicznie pracowników? Ogólnopolskie badanie HR

Wiele firm wspiera pracowników w czasie pandemii stosując dwa rozwiązania: wsparcie psychologiczne lub „odwrócenie uwagi” od sytuacji. „Najwyższy czas nauczyć ludzi brania odpowiedzialności za budowanie własnej siły psychicznej
i zamiast oferować nowe „atrakcje” wyposażyć ich w konkretne umiejętności” – podsumowuje Elżbieta Krokosz, dyrektor zarządzająca Talent Development Institute oraz autorka raportu „Jak wspierać psychicznie pracowników? Ogólnopolskie badanie HR”.

„Wciąż dajemy rybę a nie wędkę – rozwiązujemy problemy za ludzi, zamiast uczyć ich samodzielnego rozwiązywania problemów. Nie pokazujemy, że każdy kryzys niesie niesamowite możliwości  rozwojowe np. do budowania własnej odporności psychicznej. My wolimy jednak „usuwać” przeszkody z drogi naszych pracowników, zamiast zaangażować ich we wzięcie odpowiedzialności za ich własny stan emocjonalny. Dajemy ciągle rybę, a nie wędkę, dzięki której po okresie pandemii wiele osób może dojść do wniosku – „To był trudny okres, ale niesamowicie mnie rozwinął”. Dużo bardziej nam zależy na tym, aby pracownicy mówili – „To był trudny okres, ale firma mnie niesamowicie wspierała”. A gdyby oba te podejścia połączyć?” – zastanawia się Elżbieta Krokosz, master coach z 20-letnim doświadczeniem.

3 główne wyzwania związane z kondycją psychiczną pracowników

Z raportu widać wyraźnie, że są wyzwania, które są spójne dla wszystkich firm, bez względu na wielkość czy branżę. Przede wszystkim firmy zwróciły uwagę na brak integracji pomiędzy ludźmi (74,8%), przemęczenie i utratę work-life balance (72,9%) oraz ogólny marazm i brak pozytywnej energii (64,7%).

Zaburzenie work-life balance wynika z nadmiaru pracy, np. z powodu braków kadrowych lub z braku umiejętności ludzi do osiągnięcia równowagi. Czasem wynika to z konieczności łączenia obu ról – prywatnej i zawodowej np. matki opiekującej się dziećmi na nauczaniu zdalnym. Czasem z braku innych aktywności, bo siłownie i inne atrakcje są zamknięte i jedyne co  pozostaje to praca.

„Zdecydowanie obszar work-life balance wymaga mocnego zaangażowania się samego pracownika w monitorowanie własnych przyzwyczajeń i dbanie o to, aby ta równowaga mogła być lepiej zarządzana. Powiedzmy szczerze – w obecnych warunkach funkcjonowania może się okazać, że nie mamy żadnego rozwiązania organizacyjnego na to, aby lepiej te obszary funkcjonowały i potrzebna jest bardziej umiejętność psychicznego radzenia sobie przez pracownika we własnym zakresie” – podsumowuje Elżbieta Krokosz.

2 wyraźne trendy we wdrażanych rozwiązaniach

Z perspektywy stosowanych  i planowanych rozwiązań widać, że są dwa główne trendy, których celem jest nie tylko pomoc doraźna. Firmy już dziś myślą o tym, jak będzie wyglądać rzeczywistość po pandemii. Wdrażane są następujące działania:

  1. Wsparcie psychologiczne/ coachingowe/ rozwojowe dla pracowników i menedżerów w radzeniu sobie z sytuacją, np. webinary z radzenia sobie ze stresem (53,1%) czy z zarządzania zespołem zdalnym (46,9%).
  2. Podejmowanie inicjatyw, których celem jest „odwrócenie uwagi” od sytuacji pandemii, np. organizowanie wydarzeń integracyjnych online (42%) czy wyzwań sportowych (30,1%).

„Trudno jest ocenić efektywność podejmowanych działań. Rodzi się dylemat – czy najlepsze rozwiązania to te, w których bierze udział 100% pracowników? Czy może chodzi o to, aby sprawdzać czy potrzeby wszystkich pracowników są zaopiekowane?” – podsumowuje Elżbieta Krokosz.

Jak firmy zamierzają wspierać pracowników?

Firmy zdają sobie sprawę, że to co zrobimy teraz przełoży się na to, jak będzie wyglądać sytuacja po pandemii. Podkreślane są zdania, że pracownicy zdecydują się zostać z firmami, które w czasie pandemii stanęły na wysokości zadania.

„Jedno jest pewne – jak tylko skończy się ta sytuacja, to ludzie będą uciekać od firm, od menedżerów, którzy nie sprawdzili się w czasie kryzysu” – podkreśla Elżbieta Krokosz.

Wśród najczęściej pojawiających się działań, które warto tutaj wymienić pojawia się:

  1. Wsparcie psychologiczne – nadal jest bardzo wiele głosów za tym, że potrzebne jest wsparcie psychologiczne. Firmy zastanawiają się jednak, jak korzystać z tego efektywniej. Obecnie średnio 4% ludzi korzysta z tego rodzaju wsparcia, mimo, że na pewno potrzebuje go o wiele więcej osób.
  2. Wsparcie coachingowe dla kierowników, ale i pracowników – coaching brzmi mniej drastycznie niż „psychologiczna pomoc” i dlatego wiele firm dostrzega, że ta forma pomocy może być bardziej efektywna.
  3. Możliwość wolontariatu – pojawiły się pomysły, żeby angażować ludzi w inicjatywy, które mają wyższy cel niż cele biznesowe.
  4. Model pracy hybrydowej, w której pracownicy będą mieli możliwość bezpośredniego kontaktu choćby z częścią organizacji.
  5. Dalsze szkolenia/webinary/fora dyskusyjne

Dajmy wędkę a nie rybę! Jak rozwijać odporność psychiczną?

„Koncepcja budowania odporności psychicznej ludzi – model Mental Toughness 4C (Kontrola, Zaangażowanie, Podejście do wyzwań, Pewność siebie) pokazuje wyraźnie, że odporność psychiczna to kompetencja, którą można rozwijać. Gdybyśmy budowali w ludziach poczucie odpowiedzialności za swój dobrostan psychiczny, a potem dostarczyli narzędzi z self coachingu do pracy nad swoją siłą psychiczną, jestem przekonana, że mielibyśmy mniej marazmu, zmęczenia i zaburzonego work-life balance. Jeżeli ja umiem powiedzieć sobie: teraz gotuję obiad, a potem pracuje do 18 i nie powtarzam „ja ciągle pracuję” tylko uświadamiam sobie, że teraz 2 godziny byłam z dziećmi, a później pracuję. Jeżeli nauczymy się prowadzić taki dialog wewnętrzny, to zaczynamy zupełnie inaczej funkcjonować” – twierdzi Elżbieta Krokosz, master coach i prekursorka self coachingu.

Self coaching jest fundamentem inteligencji emocjonalnej. Daniel Goleman, twórca koncepcji inteligencji emocjonalnej, twierdził, że dobre relacje z innymi i bycie efektywnym jest efektem samoświadomości i samokontroli, czyli rozumienia, co się z nami dzieje i umiejętności zarządzania tym.

„Self coaching jest narzędziem do dawania ludziom wędki, a nie ryby. Po pierwsze, budujemy odpowiedzialność w ludziach za swój stan psychiczny i nie oczekują kolejnych atrakcji, które tylko chwilowo poprawią samopoczucie. Po drugie, budujemy odporność psychiczną poprzez self coaching i uczciwie pokazujemy, że w życiu są lepsze i grosze momenty i musimy zdobyć umiejętność radzenia sobie z nimi” – podsumowuje Elżbieta Krokosz i na koniec pyta – „Może okres pandemii to doskonały czas, aby zbudować nas od środka uniezależniając nasze samopoczucie, emocje od tego, co dzieje się na zewnątrz?”

Informacje o badaniu:

Badania i prace grup roboczych miały miejsce w kwietniu 2021. W grupach roboczych wzięło udział prawie 50 osób z pozycji zarządczych w rolach HR (Dyrektor HR, HR Manager, HR Business Partner), a ankietę wypełniło 150 osób w rolach HR, większość z dużych i średnich organizacji reprezentujących szeroki zakres branż. W ramach badań i prac roboczych dzieliliśmy się doświadczeniem w zakresie 3 kluczowych pytań dotyczących efektywności wsparcia psychicznego: Jakie wsparcie psychiczne zaoferowaliśmy pracownikom od początku pandemii i jaka była jego skuteczność? Jakie obecnie stoją przed nami największe wyzwania w zakresie wsparcia psychicznego dla pracowników? Kogo powinniśmy najmocniej wesprzeć i dlaczego? Jakie działania/inicjatywy są potrzebne, aby odpowiedzieć na powyższe wyzwania związane ze wsparciem psychicznym.

PZF: faktoring powrócił na drogę dwucyfrowego wzrostu

Pierwszy kwartał 2021 r. przyniósł zdecydowany wzrost obrotów branży faktoringowej w Polsce. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów nabyły w tym okresie wierzytelności o łącznej wartości 79,6 mld zł. To o prawie 12 proc. więcej niż rok wcześniej, kiedy wynik ten sięgał 71,2 mld zł. Z usług faktoringowych korzysta obecnie 17,6 tys. krajowych przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 4,7 mln faktur.Faktoring powrócił na drogę

Polski Związek Faktorów (PZF) zrzesza większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe. Skupia obecnie 5 banków komercyjnych i 20 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania. Należy do niego także 6 podmiotów o statusie partnera.

– Branża faktoringowa weszła w rok 2021 bardzo dynamicznie. Mimo trwającej pandemii i szeregu jej ekonomicznych skutków, objęliśmy finansowaniem większą liczbę przedsiębiorców oraz przyjęliśmy znacznie większą liczbę faktur. To potwierdza, że nasza usługa sprawdza się nie tylko okresie prosperity, ale także w czasie recesji. Dobre wyniki branży na początku tego roku, a zwłaszcza blisko 12 – procentowy wzrost obrotów, traktujemy też jako zapowiedź zbliżającego się powrotu do normalności, czyli do dynamicznego, konsekwentnego i systematycznego rozwoju branży w kolejnych kwartałach, tak jak miało to miejsce przed wybuchem pandemii mówi Jarosław Jaworski, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.obroty faktorów

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 17,6 tys. przedsiębiorstw. Wystawiły one blisko 4,7 mln faktur, na podstawie których krajowi faktorzy udzielili finansowania.liczba klientów faktorów

– Za nami bardzo trudny czas. Spodziewamy się jednak, że to co najgorsze już minęło. Widzimy to choćby po wskaźnikach sprzedaży poszczególnych kategorii usług faktoringowych. W czasie pandemii widoczne były anomalie, takie jak spadek zainteresowania faktoringiem pełnym oraz faktoringiem międzynarodowym. Sytuacja zmuszała bowiem jednych przedsiębiorców do większej ekspozycji na ryzyko, a innym, jak choćby eksporterom, utrudniała prowadzenie normalnego biznesu. Dziś widzimy, że faktoring pełny ponownie zyskał znaczącą przewagę nad niepełnym (54 proc. wobec 46 proc.), co jest charakterystyczną cechą rynków rozwiniętych. Ponadto wzrosło zainteresowanie faktoringiem międzynarodowym. Obecnie stanowi on ponownie blisko 20 proc. obrotów branży, zaś faktoring krajowy – 80 proc. W czasie pandemii finansowanie eksporterów oraz importerów spadło do poziomu poniżej 17 proc. ogólnych obrotów naszej branży. Powrót do poziomu ok. jednej piątej świadczy o tym, że przedsiębiorcy uczestniczący w światowej wymianie handlowej ponownie zwiększyli swoją aktywność biznesową dodaje Jarosław Jaworski.

Z usług firm faktoringowych w ujęciu sektorowym, najczęściej korzystają przedsiębiorstwa produkcyjne. Stanowią blisko połowę klientów sięgających po tę formę finansowania. Natomiast jedna trzecia to dystrybutorzy dóbr i produktów. Utrzymanie płynności finansowej w przypadku  tych dwóch sektorów decyduje o ich dalszym rozwoju. Faktoring umożliwia im zachowanie dobrej kondycji ekonomicznej, a przez to – stabilnej pozycji rynkowej i przewagi konkurencyjnej.obroty faktorów – struktura

Polacy uważają, że żyją ekologicznie, ale miesięcznie wyrzucają żywność o wartości blisko 3,3 mld zł

63 proc. Polaków uważa się za osoby żyjące ekologicznie wynika z badania zrealizowanego przez IQS na zlecenie Gumtree Polska na temat postaw ekologicznych Polaków. Pandemia oraz okres samoizolacji spowodowały, że 66 proc. respondentów ma więcej czasu na zachowania pro-ekologiczne i troskę o środowisko. Mimo to, wiedza o ekologii i realne działania Polaków wskazują, że przed nami długa droga do przebycia. A zmiany powinniśmy zainicjować jak najszybciej my, konsumenci.

Polacy nie znają dobrze filozofii zero waste

Zaledwie co trzeci Polak spotkał się do tej pory z pojęciem „zero-waste” i deklaruje, że wie co ono oznacza. To zaskakująco niski wynik, zważając na fakt, że w ostatnich latach popularne firmy i koncerny głośno zobowiązują się do funkcjonowania w zgodzie z filozofią „zero odpadów”. Co ciekawe, mężczyźni znacznie częściej wskazują na brak znajomości tematu – co czwarty z nich wskazał, że spotkał się z tym pojęciem, ale nie jest pewny, czy wie co oznacza. Wśród osób, które deklarowały znajomość „zero-waste”, prawie co druga z nich (46 proc.) wskazała, że zasady tej filozofii wdrożyła w swoim domu w ostatnim roku.

Miliardy złotych do śmieci

Mimo że w ostatnim czasie ceny wywozu śmieci były podwyższane kilkukrotnie – w Polsce drugi rok z rzędu usługa ta drożeje najszybciej w Europie, wciąż generujemy odpady na potęgę. Gumtree Polska poprosiło o oszacowanie, jakiej wartości produkty trafiają z domów Polaków do kosza. Okazało się, że przeciętny Kowalski miesięcznie wyrzuca do śmieci artykuły spożywcze o wartości 104,10zł. W perspektywie całego kraju daje to zatrważającą liczbę – dorośli Polacy[1] marnują 3,279 mld zł co miesiąc.

– Nasze badanie wykazało, że mężczyźni wyrzucają do śmieci żywność o średniej wartości o 25,51zł wyższej niż kobiety. Jednak największym marnotrawstwem wykazują się młodzi ludzie w przedziałach wiekowych 18-29 lat oraz 30-39 lat, do ich koszy trafia odpowiednio 128,42zł i 134,11zł w postaci produktów spożywczych – mówi Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl.Najmniej odpadów generują osoby starsze po 50. roku życia, wyrzucają do kosza żywność o wartości 56,05zł. Młode pokolenia mają więc dobry wzorzec do naśladowania – dodaje Merska.

W badaniu Gumtree zbadano również, jaką wartość przedstawiają odzież, obuwie oraz akcesoria, które trafiają do kosza. Średnio Polacy wyrzucają produkty wyceniane na 159,02zł. Najwięcej śmieci z kategorii mody generują osoby o co najmniej dobrej sytuacji materialnej, wyrzucają artykuły warte 209,53zł rocznie. Dużą różnicę ze względu na płeć odnotowano w wycenie sprzętu elektronicznego trafiającego do śmieci. Kobiety zadeklarowały, że wyrzucają urządzenia o średniej wartości 105,22zł rocznie, z kolei mężczyźni aż o 50,03zł więcej.

Pandemia przyspieszyła wdrożenie dobrych nawyków

Z badania zrealizowanego dla Gumtree wynika, że miniony rok w pandemii pozytywnie wpłynął na zmiany postaw ekologicznych Polaków. 66 proc. badanych uważa, że lockdown spowodował, iż mają więcej czasu na zachowania pro-ekologiczne i troskę o środowisko. Wśród czynności, które częściej lub w ogóle zaczęli wykonywać w związku z pandemią wymieniano głównie: częstsze samodzielne gotowanie, dzięki czemu zamawiają mniej jedzenia na mieście (59 proc.) , kupowanie mniejszej liczby ubrań, butów czy akcesoriów (59 proc.), a także większa dbałość o segregację śmieci (48 proc.).

Najczęściej wymienianym powodem wprowadzania nowych nawyków była większa ilość czasu spędzanego głównie w domu oraz ograniczenie spotkań ze znajomymi (54 proc.). Niewiele mniej badanych po prostu dostosowało się do sytuacji (47 proc.). Jednocześnie Polacy odczuwają kilka barier we wdrożeniu zasad ekologicznego życia. Największą z przeszkód jest ograniczona zasobność ich portfela i zbyt wysokie ceny produktów eko – taką odpowiedź wybrało 55 proc. badanych. Wartość ta jednak spadła w porównaniu z podobnym badaniem Gumtree z 2019 roku – wtedy ograniczenia finansowe wskazało 61 proc. respondentów.[2] W dalszej kolejności badani jako barierę we wprowadzeniu pro-ekologicznych zmian wymieniali: 24 proc. trudność w przekonaniu do zmian najbliższych w moim gospodarstwie domowym (częściej kobiety – 29 proc., mają większy problem niż mężczyźni – 19 proc.), oraz 23 proc. brak wiedzy na temat tego, co mogliby zmienić.

Społeczeństwo i rząd powinni podjąć działania naprawcze

Oprócz podejmowanych działań w polskich domach, Gumtree sprawdziło, gdzie zdaniem Polaków tkwi globalny problem kryzysu klimatycznego. Najwięcej, ponieważ 56 proc. badanych wskazało, że to firmy i koncerny produkcyjne oraz usługowe znacząco wpływają negatywnie na obecną sytuację ekologiczną na świecie. Kolejnymi popularnymi wskazaniami były:  rząd i instytucje państwowe (50 proc. wskazań), a także społeczeństwo i konsumenci (49 proc.).

– Zapytaliśmy badanych o to, kto powinien podjąć działania naprawcze, zmierzające do poprawy sytuacji klimatycznej. Respondenci wskazali, że inicjatywa powinna rozpocząć się od społeczeństwa (69 proc.) oraz rządu i instytucji państwowych (69 proc.). Na podium znajdują się także szefowie firm i koncernów (55 proc.). – dodaje Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl.

Badanie Gumtree.pl zostało zrealizowane przez IQS na początku kwietnia 2021 metodą wywiadów on-line (CAWI) na reprezentatywnej próbie 800 Polaków w wieku 18-65 lat.

[1] Na podstawie obliczeń własnych: Polacy w wieku produkcyjnym i poprodukcyjnym (18+): 31,497mln

[2] Badanie Gumtree.pl zrealizowane przez SW Research, luty 2019

Osłabienie dolara

Poniedziałkowa wyprzedaż dolara utrzymała się w nocy i choć nie widać bezpośredniego czynnika, nie ma zdziwienia kierunkiem zmian. W nocy rosnące ceny surowców, jak ruda żelaza i ropa naftowa, pomagają walutom surowcowym, ale też sugerują, że rynki finansowe dyskontują lepsze perspektywy dla globalnego ożywienia.

Napływające dane są dobre (jak choćby dzisiejsze odczyty z brytyjskiego rynku pracy), podczas gdy nic strasznego nie dzieje się w temacie walki z pandemią. Chociaż doniesienia z ubiegłego tygodnia o problemach ze szczepionką Johnson&Johnson mogły być niepokojące, nie wpłynęły silniej na nastroje, a inne firmy, takie jak Pfizer, szybko zareagowały, by uzupełnić lukę w dostawach, także w Europie. Od wczoraj wszyscy dorośli Amerykanie mogą zgłosić się na szczepienie. Szczepienia są kontynuowane w szybkim tempie poza USA; w Europie już ponad 20% mieszkańców zostało zaszczepionych. Dzięki temu ożywienie gospodarki światowej powinno z czasem stać się bardziej zsynchronizowane i tą drogą wspierać aktywa ryzykowne. Nawet jeśli po wczorajszych zachowaniu rynku akcji nie widać optymizmu, trzeba pamiętać, że w ubiegłym tygodniu rekordy indeksów były poprawiane, kiedyś musi przyjść na chwilę oddechu, podczas gdy waluty ryzykowne tylko mają czas na nadganianie.

W tym schemacie osłabienie dolara postępuje szybciej niż pierwotnie zakładałem. W ostatnich dniach zwracałem uwagę na utratę wsparcia przez USD ze strony rentowności obligacji USA, ale spodziewałem się więcej zawahania w odbudowie apetytu na ryzyko m.in. w związku z ryzykami trzeciej fali zachorowań w Europie. Globalnie rozwój wypadków wygląda na tyle dobrze, że można szeroko realizować strategię reflacyjną. Wzrost cen surowców sprzyja najmocniej walutom powiązanym, stąd mocna postawa AUD, NZD i NOK. CAD jest w tyle ze względu na bliskość geograficzną z USD oraz wyczekiwanie jutrzejszej decyzji Banku Kanady. Wreszcie wraca popyt na funta z inwestorami podłapującymi dołki po marcowej korekcie z oczekiwaniami przyspieszenia ożywienia gospodarczego. Najbardziej zaskakujący jest wzrost EUR/USD, w czym jednak bardziej widzę odzwierciedlenie negatywnego nastawienia do dolara niż silnego przekonania do siły euro. Ale jeśli w koszyku dolarowym DXY euro stanowi prawie 58 proc., nie można sprzedawać dolara bez kupowania unijnej waluty.

Tymczasem po złotym nie do końca widać wzrost apetytu na ryzyko. USD/PLN obniża się do 3,77 i jest najniżej do początku marca, ale EUR/PLN wrócił ponad 4,55. Do znudzenia można w tym miejscu przypominać, że złoty jest obciążony niepewnością o orzeczenia TSUE i SN w sprawie kredytów frankowych i ich wpływ na potrzeby banków do zamknięcia pozycji walutowych, co oznacza kupno walut obcych za złote. Nie pomagają jastrzębie komentarze z RPP. Dziś rano E. Gatnar w wywiadzie dla PAP stwierdził, że z powodu rosnącej inflacji (Gatnar spodziewa się 4 proc. w przyszłym miesiącu) Rada powinna zmienić retorykę i stopniowo podnosić stopę referencyjną o 0,10-0,15 pkt. proc. Członek RPP opowiada się za pierwszą podwyżką już w drugiej połowie 2021 r. Moim zdaniem jest bardzo mało prawdopodobne, aby wniosek o podwyżkę znalazł większość przed trzecim kwartałem 2022 r. Jakkolwiek rynek stopy procentowej (kontrakty FRA) wycenia 13 pb podwyżki do końca tego roku, w obecnym położeniu nie sądzę, aby złoty mógł skorzystać na wzroście oczekiwań dotyczących stóp procentowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dane GIP: Mniej kontroli u pracodawców. Ale problemów nie brakuje, zwłaszcza z BHP i wynagrodzeniami

W I kwartale br. Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła o około 60% mniej kontroli pracodawców niż w analogicznym okresie 2020 r. Natomiast liczba decyzji, wydanych przez inspektorów, spadła o dwie trzecie. Ze statystyk wynika też, że głównym problemem wciąż pozostają kwestie dotyczące przestrzegania przepisów BHP. Ale widać także nieprawidłowości związane z wypłacaniem wynagrodzeń. Komentujący to eksperci mówią, że obecne regulacje są często nieudolnie skonstruowane i dość trudne do przestrzegania. A dziś pracodawcy walczą przede wszystkim o utrzymanie miejsc pracy i płynności finansowej. 

Jak wynika ze wstępnych danych, od początku stycznia do końca marca br. PIP przeprowadziła prawie 6,4 tys. kontroli. W analogicznym okresie 2020 roku było ich ponad 15 tys. Spadek ten to w głównej mierze wynik ogłoszonego stanu pandemii, co zaznaczają eksperci z Departamentu Nadzoru i Kontroli oraz Departamentu Planowania, Analiz i Statystyki GIP. I dodają, że PIP musiała wypracować nowe formy działań. One zaowocowały uregulowaniami pozwalającymi na prowadzenie kontroli zdalnych i hybrydowych.

– PIP planuje kontrole, ale też reaguje na skargi napływające od pojedynczych pracowników. Sytuacja gospodarcza ewidentnie pogorszyła się wskutek pandemii. Są firmy i sektory, które odczuwają poważne problemy. Pracodawcy szukają oszczędności, a to w większym stopniu skłania do naruszania przepisów prawa pracy. Oczywiście, to w żaden sposób ich nie usprawiedliwia – komentuje dr hab. Grażyna Spytek-Bandurska z Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Jak podkreślają eksperci GIP, wyniki kontroli wskazują, że stan przestrzegania przepisów prawa pracy nadal odbiega od oczekiwań. Przyczyny tego stanu są różnorodne i mają związek z warunkami zewnętrznymi (makroekonomicznymi) i wewnętrznymi (mikroekonomicznymi) funkcjonowania przedsiębiorstw w Polsce. W pierwszym kwartale br. inspektorzy PIP wydali przeszło 18,8 tys. decyzji, a rok wcześniej – niemal 3 razy więcej, bo ponad 54,6 tys. W tym roku 18,2 tys. z nich dotyczyło przestrzegania przepisów BHP, a przeszło 600 – kwestii płacowych. W ub.r. było to odpowiednio powyżej 53,4 tys. i ponad 1,2 tys.

– Jak zawsze PIP skupia się na BHP. Główną przyczyną tego jest rozległość oraz niska jakość polskich regulacji prawnych z tego zakresu. Przepisy są często niejasne, konstruowane nieudolnie. To sprawia, że są trudne do przestrzegania. Pracodawcy działając w najlepszej wierze i tak narażają się na zarzuty, gdyż przepisy mogą być różnie interpretowane – mówi adwokat Bartłomiej Raczkowski.

Natomiast dr hab. Spytek-Bandurska zaznacza, że do podstawowych obowiązków pracodawców należy wypłacanie wynagrodzenia w pełnej wysokości i w ustalonym terminie. Tego nie zmienia siła wyższa, np. ograniczenie funkcjonowania poszczególnych branż. Ekspert FPP dodaje, że w ostatnim czasie nie zostały wdrożone żadne nowe przepisy, które mogłyby spowodować jakieś wątpliwości interpretacyjne czy niewiedzę pracodawców. To dotyczy zarówno wspomnianych kwestii płacowych, jak i BHP.

– Problemy pandemiczne ewidentnie przekładają się na kwestie płacowe. Pracodawcy sięgają częściej do różnych rozwiązań, dzięki którym mają nadzieję ratować miejsca pracy. Korzystają z instrumentów pozwalających zawieszać uprawnienia płacowe czy zmieniają zasady wynagradzania. I tu również otwiera się pole do błędów – dodaje mec. Raczkowski.

Z kolei eksperci z GIP zaznaczają, że prawie 93% wszystkich firm w Polsce to zakłady zatrudniające do 9 osób. Stąd też najwięcej nieprawidłowości jest stwierdzanych w sektorze mikroprzedsiębiorstw. Pracodawcy najmniejszych zakładów nie nadążają za zmianami prawa. Są skupieni na przetrwaniu firmy, szczególnie w czasie epidemii. Tym można tłumaczyć trudności w spełnianiu niektórych wymogów prawa pracy. Nie zawsze stać ich też na fachową pomoc prawną.

– Pracodawcy powinni znać przepisy i podstawowe zasady BHP, bo od lat są stosowane takie same. Jednak musimy pamiętać o tym, że w wielu firmach zmieniła się organizacja pracy, zostały wprowadzone mniej korzystne warunki zatrudnienia. Niekiedy szybko trzeba było przejść na zdalne wykonywanie obowiązków zawodowych. Teoretycznie mogły więc pojawić się problemy, wynikające z niewiedzy w tym zakresie – stwierdza ekspert z Uniwersytetu Warszawskiego.

W związku ze stwierdzonymi naruszeniami w ww. kontrolach, w pierwszym kwartale 2021 roku skierowano ponad 22 tys. wniosków w wystąpieniach. Natomiast w analogicznym okresie ub.r. było ich przeszło 57 tys. Ostatnio wydano prawie 1,3 tys. poleceń, a wcześniej – ponad 3 tys. Na początku tego roku inspektorzy pracy najczęściej stwierdzali naruszenie przepisów i zasad BHP. Taki był efekt ponad 2,2 tys. kontroli. Ponadto w przeszło 600 przypadkach ustalono nieprawidłowości w zakresie wypłacania wynagrodzenia. Natomiast w 2020 roku najczęściej nakazywano usunięcie stwierdzonych uchybień dotyczących przepisów i zasad BHP (przeszło 6,6 tys. kontroli).

– Przede wszystkim stwierdzano naruszenie podstawowych obowiązków pracodawcy. Mowa tu m.in. o niezapewnieniu bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, również poprzez niewłaściwą organizację pracy. Do tego dochodzi niepoinformowanie pracownika na piśmie, nie później niż w ciągu 7 dni od dnia zawarcia umowy o pracę, o warunkach wykonywania pracy. Tak było w ponad 2,4 tys. kontroli – wyliczają eksperci z GIP-u.

Natomiast mec. Raczkowski jest zaskoczony tym, że wielu pracodawców nie wywiązuje się z obowiązku zawarcia pisemnej umowy lub przynajmniej potwierdzenia warunków zatrudnienia na piśmie. Ekspert obawia się, że to nie wynika z nieznajomości przepisów, ale z lęków przed zaciąganiem zobowiązań związanych z zatrudnieniem. Decydują się oni więc na przyjmowanie personelu na czarno i są na tym przyłapywani. Dla inspektora osoba pracująca na czarno jest pracownikiem, z którym nie zawarto pisemnej umowy lub nie potwierdzono na piśmie warunków zatrudnienia.

– Problemy organizacyjne i ekonomiczne nie mogą tłumaczyć braku poszanowania prawa, w tym przepisów określających właściwy poziom BHP. W szczególności nie niwelują obowiązków pracodawców wobec osób świadczących pracę, bez względu na podstawę prawną tego świadczenia – podsumowują eksperci z Głównego Inspektoratu Pracy.

Aż 70% ankietowanych Ukraińców wróciło z pracy do kraju przez pandemię

W marcu ubiegłego roku, gdy w Polsce odnotowano pierwsze przypadki zakażenia koronawirusem, a potem wprowadzano obostrzenia, część pracodawców kreśliła czarny scenariusz. Obawiano się, że w efekcie zabraknie rąk do pracy zza wschodniej granicy. A jak pokazuje badanie OLX Praca „Zatrudnianie pracowników z Ukrainy”, 60 proc. stwierdziło, że restrykcje związane z pandemią nie utrudniły poszukiwań chętnych do pracy.

Marzec i kwiecień to miesiące, podczas których wielu pracodawców szuka osób do np. pracy sezonowej. Właściciele sadów i szklarni w ubiegłym roku obawiali się, że zamknięcie granic i kolejne obostrzenia spowodują problemy z zapełnieniem kadry pracowniczej. Część z nich to obcokrajowcy, głównie obywatele Ukrainy. Okres wakacyjny był jednak czasem luzowania obostrzeń oraz restrykcji i poprawieniem sytuacji na rynku pracy – to właśnie w tym okresie część cudzoziemców, która ze względów pandemicznych opuściła Polskę kilka miesięcy wcześniej, wróciła nad Wisłę i ponownie rozpoczęła pracę.

Zestawienie roczne również nie wypada najgorzej. Jak wynika z oficjalnych danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców z grudnia 2020 r. – mimo trudnego roku – utrzymała się tendencja wzrostowa odnośnie do liczby wniosków dotyczących legalizacji pobytu w Polsce. Przez 12 miesięcy złożono o 12 proc. więcej wniosków niż w roku 2019. Łącznie było ich ponad 280 tysięcy. Najliczniejszą grupą ubiegającą się o udzielenie zezwolenia na pobyt byli obywatele Ukrainy (74 proc. wniosków – ponad 200 tys. osób). Większość osób (76 proc.) swój wniosek motywowała aktywnością zawodową.

Ukraińcy na polskim rynku pracy

Aby przeanalizować skutki pandemii z ostatniego roku, OLX Praca przeprowadził w marcu tego roku badanie „Zatrudnianie pracowników z Ukrainy”, podczas którego zapytano grupę, w większości składającą się z właścicieli firm oraz kierowników działu HR, o zatrudnianie w ich firmach obywateli Ukrainy. Ankietowani pochodzili głównie z branż: budowlanej, usług i gastronomii oraz logistyki i transportu. Ponad połowa z nich potwierdziła, że w swojej firmie zatrudnia obywateli innych państw.

Większość ankietowanych (60 proc.) stwierdziło, że restrykcje związane z pandemią nie utrudniły poszukiwań pracowników z Ukrainy. Duża część pracodawców szuka pracowników ze wschodu przez osobiste polecenia (54,3 proc.) oraz bezpośrednio przez wyszukiwarki ofert pracy (53,2 proc.). Wśród tych, którzy uznali, że utrudnienia jednak były, ponad 63 proc. za przyczynę wskazało biurokrację. Kolejnymi odpowiedziami były: potrzeba zachowania warunków kwarantanny (42,4 proc.) oraz uwarunkowania prawne (24,2 proc.). Z kolei 62,1 proc. uznało, że ich zdaniem mniej Ukraińców szuka pracy za granicą.

W firmach wprowadzano wiele nowych rozwiązań, aby spełnić wymagania wynikające z obostrzeń. W ponad 87 proc. przypadków pracowników wyposażono w środki ochrony osobistej (maseczki i środki antyseptyczne), niespełna 60 proc. respondentów wskazało na obowiązkowy wymóg zachowania 1,5-metrowego odstępu społecznego, a 21,8 proc. ankietowanych pracodawców zapewniło załodze możliwość pracy w systemie zmianowym.

Niemal 80 proc. pracodawców odpowiedziało, że osoby zza wschodniej granicy są zatrudniane na taki sam okres jak wcześniej. Ponad 89 proc. respondentów nie obniżyło wynagrodzenia zatrudnionym Ukraińcom, a w 87,3 proc. przypadków warunki pracy nie uległy zmianie.

Ukraińcy o pracy za granicą podczas pandemii

OLX zapytał nie tylko polskich pracodawców, ale również osoby z Ukrainy o kwestie związane z poszukiwaniem pracy za granicą. Niemal połowa z nich potwierdziła, że pracowała lub pracuje na terenie Polski, a głównym czynnikiem determinującym wyjazd za granicę jest wynagrodzenie, które ich zdaniem na Ukrainie jest dużo niższe (59,4 proc.).

Część ocen polskich pracodawców nie pokrywa się z wypowiedziami osób z Ukrainy. Mimo że większość pracodawców uznała, że pandemia koronawirusa nie utrudniła poszukiwań pracowników z Ukrainy, to inne zdanie mają cudzoziemcy. Aż 55 proc. respondentów podkreśliło, że COVID-19 wpłynął na ich pracę za granicą. Ponad 70 proc. z nich wróciło przez pandemię do swojego kraju, część z nich ma możliwość kontynuowania pracy w formie zdalnej. Zdecydowana większość chce nadal pracować poza ojczyzną. Niemal połowa ankietowanych ukraińskich pracowników, którzy wzięli udział w badaniu OLX, zapewniła, że ich wynagrodzenie nie zostało obniżone.

Co pracodawcy oferują Ukraińcom?

Na co mogą liczyć pracownicy z Ukrainy? Najpopularniejszą formą zatrudnienia ukraińskich obywateli jest zdaniem ankietowanych pracodawców z Polski umowa o pracę (65,8 proc.) oraz umowa zlecenie (28,8 proc.). Zdaniem ankietowanych najczęściej Ukraińcy zatrudniani są na stałe z możliwością stałego pobytu (42,3 proc.).

Większość ankietowanych przedstawicieli firm zapewnia stałe godziny pracy (66,3 proc.), ponad połowa respondentów wypłaca premie za dobre wyniki, a 27 proc. badanych zapewnia i opłaca zakwaterowanie. Ponad 88 proc. pracodawców podkreśliło, że w ich organizacjach nie ma żadnych różnic w warunkach pracy dla obywateli Polski i Ukrainy.

U ponad 41 proc. firm respondentów – oprócz wynagrodzeń – są dodatkowe środki motywacyjne dla pracowników – 68,1 proc. wskazało na premię i nagrody za dobre wyniki, a prawie 35 proc. wspomniało o możliwości podnoszenia kwalifikacji oraz o szkoleniach.

A jak wynika z danych płynących zza wschodniej granicy, cały czas pojawia się sporo ogłoszeń kierujących na rynek polski. W okresie od 1 marca 2021 do 15 kwietnia 2021 r. w serwisie OLX.ua pojawiło się 4050 ofert pracy dla Ukraińców chcących podjąć pracę za granicą, z czego 1700 dotyczyło pracy w Polsce. Na oferty w naszym kraju odpowiedziano blisko 7 tys. razy. Średnia pensja oferowana pracownikom z Ukrainy wynosi 4077 zł netto.

Zarówno badania zrealizowane w Polsce, jak i na Ukrainie pokazują, że mimo trudnej sytuacji pandemicznej ukraińscy pracownicy chcą nadal w większości pracować za granicą. Głównym czynnikiem jest wyższe wynagrodzenie. Jak rodzimy rynek pracy będzie oddziaływał na pracowników zza wschodniej granicy po zniesieniu wszystkich obostrzeń? O tym przekonamy się w niedalekiej przyszłości. Skoro jednak zdaniem większości pracodawców obostrzenia nie wpłynęły na zmniejszenie liczby pracowników z Ukrainy w ich firmach, to może oznaczać, że po uspokojeniu sytuacji polski rynek pracy zasili liczna grupa chętnych do pracy ze Wschodu.

Gazy używane w przemyśle i medycynie będą wytwarzane ekologicznie. Producenci rezygnują z paliw kopalnych i sięgają po OZE

Gazy przemysłowe wykorzystywane są w przemyśle chemicznym, rafineryjnym, metalurgicznym i spożywczym, a także w ochronie środowiska czy medycynie. Tlen medyczny podawany jest chociażby w szpitalach pacjentom chorym na COVID-19. Wodór z kolei jest postrzegany jako przyszłość ekologicznego transportu. Proces produkcji gazów przemysłowych jest jednak energochłonny, a przez to i wysoce emisyjny. Dlatego producenci stopniowo przestawiają się na bardziej ekologiczne metody i zamieniają energię z paliw kopalnych na źródła odnawialne. Jednym z przykładów takich inwestycji jest zakład produkcyjny Linde Gaz Polska pod Wrocławiem, który w 100 proc. do produkcji gazów wykorzystuje energię z OZE.

Gazy są wykorzystywane np. do saturacji napojów gazowanych, kriogenicznego zamrażania żywności, pakowania w atmosferach ochronnych, natleniania stawów hodowlanych, uzdatniania wody, chłodzenia reaktorów, w produkcji półprzewodników dla sprzętów elektronicznych czy paneli słonecznych oraz w produkcji tworzyw sztucznych. Tlen podawany jest chociażby w szpitalach pacjentom, azot i dwutlenek węgla są wykorzystywane w przemyśle wydobywczym, zaś wodór, stosowany w technologii czystych paliw, jest postrzegany jako przyszłość ekologicznego transportu.

– Gazy przemysłowe są wykorzystywane w bardzo wielu procesach, aby zwiększyć ich produktywność i oszczędzać energię – mówi agencji Newseria Biznes Eric Schulze, prezes zarządu Linde Gaz Polska. – Ale to prawda, że ich produkcja sama w sobie jest bardzo energochłonna. Są jednak dwa obszary, w których możliwa jest redukcja zużycia energii. Pierwszym jest zielony wodór. Megatrendem na rynku jest jego produkcja z odnawialnych źródeł energii, dzięki czemu możliwy jest bezemisyjny transport. Drugi trend polega na pozyskiwaniu tlenu, azotu i innych gazów powietrznych w sposób ekologiczny, wykorzystując OZE. Takie podejście wdrożyliśmy w zeszłym roku w naszym zakładzie pilotażowym w Niemczech.

Pierwszym w Polsce zakładem produkującym gazy przemysłowe w 100 proc. z energii odnawialnej została z kolei fabryka Linde w podwrocławskich Biskupicach Podgórnych, w tzw. Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Wytwarza się tam tlen, azot i argon o obniżonym śladzie węglowym.

– W Biskupicach Podgórnych zdecydowaliśmy się przejść na odnawialne źródła energii ze względu na duży popyt ze strony naszych klientów w Polsce. Kiedy otworzyliśmy pierwszy taki zakład pilotażowy w Niemczech, byliśmy zaskoczeni, że największe zapotrzebowanie na gazy ze źródeł ekologicznych wykazywała właśnie Polska, a nie – jak można się było spodziewać – Niemcy czy Austria. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się na pierwszy zielony zakład produkcyjny w Polsce – wyjaśnia Eric Schulze.

Proces separacji powietrza, który jest częścią produkcji gazów przemysłowych, jest bardzo energochłonny. Wykorzystanie w nim energii pochodzącej z OZE w zastępstwie paliw kopalnych pozwala uniknąć emisji CO2 o wielkości 60 tys. ton rocznie. To równowartość, jaką w ciągu roku pochłania 3 tys. ha lasu. Taka wartość odpowiada też rocznej emisji  generowanej przez ok. 7 tys. gospodarstw domowych.

– Znaczenie tej decyzji o wykorzystaniu energii odnawialnej do produkcji gazów powietrznych jest ogromne. Mówimy tutaj o redukcji emisji dwutlenku węgla rzędu 60 tys. ton rocznie. Ta wartość odpowiada emisji małego miasta, w którym mieszka 8–10 tys. mieszkańców. Osiągniemy taką redukcję wyłącznie dzięki przejściu zakładu w całości na zieloną energię. W ten sposób zmniejszymy redukcję emisji o około 300 kg CO2 na każdą tonę tlenu lub azotu. To z kolei przekłada się na korzyści dla klientów, którzy mają pewność, że wraz z każdą dostarczaną przez nas cysterną gazów przemysłowych oszczędzają ok. 6 ton CO2. To jest emisja, za którą odpowiada jeden człowiek przez cały rok – precyzuje prezes zarządu Linde Gaz Polska.

Firmy, które zaopatrują się w podwrocławskim zakładzie Linde, dostają certyfikaty o księgowej redukcji dwutlenku węgla na podstawie miesięcznego zużycia zielonego tlenu, azotu i argonu. Cały proces produkcji w Biskupicach Podgórnych jest akredytowany i certyfikowany przez TÜV SÜD, znanego na całym świecie dostawcę usług audytorskich i certyfikacyjnych.

– Dajemy klientom wybór, czy chcą korzystać z konwencjonalnych, czy z ekologicznych gazów. Nie da się ich jednak w żaden sposób odróżnić, więc jest to kwestia zaufania do producenta. Dlatego współpracujemy z TÜV SÜD, który jest wiodącą organizacją certyfikującą w dziedzinie energii, również rozliczania energii odnawialnej. Certyfikacji podlegają nasze procesy, rozliczenia i cały zakład produkcyjny, tak aby klienci mieli pewność, że rzeczywiście trafiają do nich produkty ekologiczne – podkreśla Eric Schulze.

Linde jest jednym z największych na świecie producentów gazów przemysłowych i medycznych na świecie. W ubiegłym roku sprzedaż firmy sięgnęła 27 mld dol., co daje jej znaczący udział w całym globalnym rynku. Wdrożenie ekologicznych metod produkcji to odpowiedź firmy na zmiany klimatyczne, pozwalająca ograniczyć ślad węglowy, wpływ na środowisko i spełnić oczekiwania ze strony organów regulacyjnych. Strategia Linde zakłada redukcję własnej emisji gazów cieplarnianych o 35 proc. do 2028 roku. Z drugiej strony, inwestując w ekologiczną produkcję, firma pomaga też w ograniczeniu śladu węglowego i wpływu na środowisko swoich klientów.

– Wartość i znaczenie tych zobowiązań podkreśla fakt, że 18. rok z rzędu znaleźliśmy się w notowaniach indeksu zrównoważonego rozwoju Dow Jones. To dla nas dodatkowa motywacja, żeby kontynuować ekologiczną rewolucję i transformację branży – mówi prezes Linde Gaz Polska.

Firmie już udało się zrobić duży krok w kierunku realizacji swojej proekologicznej strategii. Pod koniec ubiegłego roku ogłosiła zmniejszenie intensywności emisji gazów cieplarnianych (GHG) o 16 proc. w porównaniu z 2018 rokiem.

– Wykorzystanie źródeł odnawialnych nie kończy się na naszym pierwszym zakładzie produkcyjnym. Z wieloma naszymi klientami z sektora prywatnego – choć zapraszamy do współpracy również sektor publiczny – mamy wspólną wizję produkcji opartej w przyszłości w 100 proc. na energii odnawialnej – podkreśla Eric Schulze.

Raport firmy analitycznej Grand View Research pokazuje, że globalny rynek gazów przemysłowych w 2020 roku był wart ok. 92 mld dol. i według prognoz będzie rósł w średniorocznym tempie 6 proc., przekraczając 147 mld dol. w 2028 roku. Analitycy spodziewają się, że do tego wzrostu będzie przyczyniać się wciąż postępująca industrializacja i urbanizacja, a silny wzrost odnotują zwłaszcza elektroniczne zastosowania gazów przemysłowych ze względu na rosnące zapotrzebowanie na elektronikę, płaskie wyświetlacze panelowe i półprzewodniki.