Rynek pocztowy: wystrzeliły przesyłki kurierskie, nie poddają się listy. Czego spodziewać się w 2021 roku?

Zbliżający się okres świąteczny i koniec roku będą doskonałym ukoronowaniem wzrostów, jakie od miesięcy przeżywa branża kurierska. Kolejki ustawiające się przed automatami i punktami do odbioru paczek już teraz pokazują jak dużą popularnością cieszy się zarówno taka forma przesyłki, jak i sposób doręczania. Rynek usług kurierskich od początku pandemii nakręcają związane z lockdownem ograniczenia w tradycyjnym handlu oraz dynamiczny rozwój sektora e-commerce. Trendy dotyczące tradycyjnych przesyłek listowych od lat są spadkowe. Segment korespondencji masowej delikatnie się kurczy, ale przesyłki reklamowe przed świętami cieszą się ciągle popularnością wśród nadawców biznesowych.

O tym, jak w czasach pandemii wyglądał polski rynek pocztowy oraz o dotyczących go prognozach na rok 2021 opowiada Janusz Konopka, prezes zarządu spółki Speedmail, największego w Polsce niezależnego operatora pocztowego.

Badania dotyczące rynku pocztowego, zarówno w Polsce, jak i na świecie, pokazują wyraźnie dwie tendencje. Z jednej strony mamy kurczący się segment listów, z drugiej – gwałtowny rozwój usług kurierskich. Opublikowany przez UKE „Raport o stanie rynku pocztowego” mówi, że już w ubiegłym roku ilość wysyłanych przesyłek kurierskich wzrosła o ponad 19 proc., a przychody branży zwiększyły się o ponad 11 proc. W tym samym czasie wolumen tradycyjnych przesyłek listowych spadł o ponad 9 proc., choć jego wartość wzrosła o blisko 5 proc[1]. Oba zjawiska mają charakter globalny, co potwierdzają opracowania Światowego Związku Pocztowego[2].

Rynek listów się kurczy, ale nadal jest w nim potencjał

Raport UKE podaje, że choć rozpowszechnienie się elektronicznych kanałów komunikacji w znacznym stopniu ograniczyło korespondencję papierową, to niektóre segmenty rynku przesyłek listowych odnotowują regularne wzrosty. Chodzi przede wszystkim o przesyłki reklamowe, których wolumen w 2019 roku zwiększył się o prawie 12 proc., a wysokość przychodów uzyskanych z realizacji tej usługi o ponad 22 proc. Pokazuje to wyraźnie, że taka forma promocji jest wciąż bardzo istotna dla wielu firm i branż. Widać to szczególnie w okresie wychodzenia z lockdownu i zwiększonej aktywności reklamowej nadawców takich jak sieci handlowe, które poprzez direct mailing zachęcają do odwiedzin w sklepach stacjonarnych. Tradycyjna forma papierowego listu wciąż pozostaje podstawową formą przesyłek dla wielu firm, instytucji czy urzędów wysyłających faktury, umowy lub rozliczenia.

Rynek, choć uwolniony, wymaga wyrównania szans

Mimo uwolnienia rynku usług pocztowych, dominującym podmiotem w naszym kraju wciąż pozostaje Poczta Polska. Jej niemal monopolistyczna pozycja najmniej odczuwana jest w segmencie przesyłek kurierskich, gdzie panuje największa konkurencja. Gorzej jest w przypadku listów. Odzwierciedla to trendy na świecie. Jak podaje Światowy Związek Pocztowy, operatorzy wyznaczeni obsługują prawie 80 proc. segmentu listów, lecz tylko 35 proc. paczek. Jeśli chodzi o przesyłki listowe to od 2013 roku nadawcy masowi mogą w Polsce korzystać z oferty alternatywnych operatorów pocztowych. Ich pozycja w publicznych przetargach jest jednak gorsza niż operatora wyznaczonego, którego faworyzuje przywilej pieczęci urzędowej. Mimo że jest konkurencja, szanse na wygranie przetargu nie zawsze są równe.

Presja na obniżenie kosztów

Dominująca pozycja operatora wyznaczonego sprawia, że koszt usług pocztowych jest w naszym kraju relatywnie wysoki, zarówno dla nadawcy masowego, jak i indywidualnego. Tegoroczny raport Deutsche Post porównujący sytuację w 31 europejskich krajach mówi, że jesteśmy na szóstym miejscu pod względem wysokości cen usług pocztowych (uwzględniając koszty pracy i siłę nabywczą pieniądza). Na ich rosnące koszty narzekają również jednostki samorządowe oraz spółki komunalne. Mimo zasad przetargowych, faworyzujących operatora wyznaczonego, coraz częściej wybierają one alternatywne rozwiązania. W przypadku dużych nadawców masowych, takich jak banki, czasem bardziej opłaca się zainwestować w rozwój sieci dystrybucyjnej mniejszego operatora niż korzystać z oferty dotychczasowego.

Potrzeba niezawodności

Jak podaje raport UKE, w roku 2019 odsetek uwzględnionych przez operatora wyznaczonego reklamacji wyniósł 31 proc. Ich najczęstszym powodem była utrata przesyłki. Pokazuje to jak wiele jest jeszcze do zrobienia w kwestii niezawodności doręczeń. Ze względu na bezpieczeństwo danych oraz ryzyko zagubienia listu lub jego trafienia w niepowołane ręce, jest to sprawa niezwykle istotna m.in. dla banków. Wpływ na niezawodność mają wprowadzane coraz częściej przez operatorów technologie takie jak GPS online, który umożliwia śledzenie przesyłek w czasie rzeczywistym i dokładne raporty doręczeń. Rozwiązania tego typu przyczyniają się do mniejszej ilości reklamacji i z pewnością będą rozwijane.

Nowe formaty przesyłek

Dobra passa e-commerce wymusza na rynku pocztowym ciągły rozwój jeśli chodzi formę doręczenia oraz format przesyłki. W ostatnim czasie bardzo pozytywny wpływ na terminowość i jakość doręczeń mają automaty do odbioru przesyłek i sieci punktów odbiorczych. Rozwijane są także nowe formaty, takie jak listopaczka, stworzona pod kątem produktów niskowartościowych. Dzięki temu tam, gdzie to możliwe, udaje się znacząco obniżyć koszty dostawy z e-sklepu. Niższa cena wysyłki to z kolei jeden z najważniejszych czynników, który może skłonić do zakupów on-line osoby, które nie były do nich przekonane[3].

Przyszły rok to niewątpliwie kontynuacja reżimu sanitarnego związanego z trwającą wciąż pandemią. Dla branży pocztowej będzie to oznaczało konieczność dalszego stosowania zaostrzonych procedur bezpieczeństwa, stosowania maseczek, rękawiczek i płynów dezynfekujących. Być może na trwałe zagości wprowadzona w czasie pandemii procedura odbioru przesyłek, zgodnie z którą odstąpiono od potwierdzania odbioru w tradycyjnej formie podpisu na liście doręczeń lub tablecie.

[1] Urząd Komunikacji Elektronicznej, „Raport o stanie rynku pocztowego w 2019 roku”, 29.05.2020 https://www.uke.gov.pl/akt/raport-o-stanie-rynku-pocztowego-w-2019-roku,322.html
[2] Universal Postal Union (UPU), „Postal economic outlook 2020”, 24.11.2020 https://www.upu.int/en/Universal-Postal-Union/Activities/Research-Publications/All-publications
[3] „E-commerce w Polsce 2020” Gemius dla e-Commerce Polska, 2020-06-30 https://www.gemius.pl/e-commerce-aktualnosci/e-commerce-w-polsce-2020.html

Płatności Cyfrowe 2020 – raport

Informacja o nowoczesnych rozwiązaniach płatniczych na podstawie raportu Izby Gospodarki Elektronicznej „Płatności cyfrowe 2020” opracowanego przez serwis GoMobi.pl, na podstawie wyników badania zrealizowanego przez Mobile Institute. Partnerami merytorycznymi raportu są Przelewy24 i Visa.

Gotówka jest passe, nie to co smart watch

Rok 2020 jest zdecydowanie rokiem płatności elektronicznych. Niewątpliwy wpływ na tendencję do ograniczania transakcji gotówkowych miała (i nadal ma) pandemia COVID-19. Drugim czynnikiem, choć już nie będącym wyłącznie efektem pandemii jest zainteresowanie zakupami online, które sukcesywnie wzrasta z każdym rokiem ze względu na wygodę zakupów, oszczędność czasu i bezpieczeństwo, a także szeroki asortyment produktów, dostępnych już często tylko online. W tym kontekście – podczas e-zakupów – konsumenci wykorzystują już z powodzeniem od kilku lat, takie metody płatności jak szybkie przelewy, płatności kartowe i mobilne. Coraz śmielej wkraczają już jednak i zastępują polskie portfele – zupełnie nowe i coraz to ciekawsze metody płatności – do wykorzystania zarówno online, jak i offline, czyli w sklepach stacjonarnych. Polacy uzbrajają się chociażby w urządzenia tzw. ubieralne z możliwością dokonywania płatności. O kolejne 2 p.p. – tj. z 12% w 2019 roku do 14% w roku 2020 – wzrósł odsetek internautów dokonujących transakcji za pomocą smart zegarków, np. Apple Pay, Google Pay, Garmin Pay czy Fitbit Pay.

W przypadku młodych osób, w wieku 25-34 lat ten odsetek wynosi już 24%.

– Wygoda i bezpieczeństwo to czynniki, które mają niewątpliwy wpływ na popularność nowych metod płatności oraz urządzeń za pomocą których są one dokonywane. Wearables to coraz częściej nie tylko modny gadżet, ale solidna alternatywa dla portfela, zwłaszcza w segmencie młodszych konsumentów. Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że ewolucja preferencji w obrębie płatności, to nie tylko chwilowa zmiana, związana z ograniczeniami wynikającymi z pandemii, ale zapowiedź trendu, który na stałe wpisze się w zakupową codzienność. – mówi Jacek Kinecki CCO serwisu Przelewy24  

– Podniesienie, wysiłkiem całego ekosystemu płatniczego, limitów transakcji, które nie wymagają podawania kodu PIN, ułatwiło płatność, także przy pomocy smartfonów i smartwatchy. W Polsce, gdzie wszystkie terminale obsługują transakcje zbliżeniowe zmiana ta padła na podatny grunt. Nasze społeczeństwo w ciągu ostatnich kilku lat przeszło znaczące zmiany, jeśli chodzi o udział transakcji zbliżeniowych, a średnią europejską znacznie przekroczyliśmy jeszcze przed pandemią. To istotne, ponieważ transakcje zbliżeniowe wspierają zachowanie dystansu społecznego, tak obecnie istotnego. Dlatego Visa cały czas pracuje, wraz z partnerami z całego ekosystemu płatniczego, by wspierać zarówno konsumentów jak i sprzedawców, tak by mogli oni płacić i przyjmować opłaty w najbardziej wygodny i dogodny dla siebie sposób. Mam na myśli zarówno wykorzystanie płatności mobilnych, przy wykorzystaniu smartfonów i smartwatchy, jak i takie rozwiązania jak Tap to Phone, czy nawet wykorzystanie portfeli walut cyfrowych – mówi Katarzyna Zubrzycka, dyrektor ds. relacji z detalistami i agentami rozliczeniowymi w Europie Środkowo-Wschodniej w Visa.

Płatności na stacjach, w sklepach i na drogach

Coraz więcej polskich internautów deklaruje także, że korzystają z płatności Orlen Pay, czyli płacą telefonem na stacjach benzynowych tej sieci. Ponownie, jest to raczej domeną młodszych osób – ponad jedna czwarta wskazań w przypadku Polaków w wieku 25-34 lata. Podobne udogodnienie oferowane jest także na stacjach Carrefour za pośrednictwem płatności Tank&Go. Korzysta z niego 19% przebadanych konsumentów.16% deklaruje wykorzystanie płatności Żappka Pay, czyli dokonuje ich za pośrednictwem aplikacji mobilnej sklepu, a już niemal jedna piąta wykorzystuje do transakcji płatniczych aplikację mobilną Lidl Pay. Widać wyraźnie, że coraz więcej sklepów oferuje swoim klientom to wygodne i szybkie rozwiązanie i jest to ruch w dobrym kierunku. Jak pokazują wyniki badania, korzystanie z aplikacji mobilnych dotyczy także polskich kierowców – już 21% internautów użytkuje płatności AutoPay, czyli płaci za przejazdy autostradami z poziomu aplikacji.

Datkomaty i ofiaromaty

Nowością w tegorocznej edycji raportu „Płatności Cyfrowe” były pytania dotyczące korzystania z datkomatów oraz ofiaromatów. Są to urządzenia, które są instalowane np. w kościele, a za których pośrednictwem można złożyć datek na działalność Caritas bądź złożyć ofiarę na Kościół. Płatności dokonuje się elektronicznie i bezdotykowo. Z takiego rozwiązania korzystało już 12% polskich internautów. Zapytaliśmy badanych także o ich stosunek do takich urządzeń. Dane pokazują, że niemal połowa, bo 48% z nich, jest jednak przeciwnych funkcjonowaniu takich rozwiązań w miejscach kultu religijnego. Dokładnie jedna trzecia internautów nie potrafi określić swojego stanowiska wobec takich nowości, a, prawie jedna piąta (19%) je popiera. W szczególności istnienie datkomatów i ofiaromatów popierają osoby 25-44 lata.

Jaki będzie 2021 rok w zarządzaniu nieruchomościami

Dla zarządców nieruchomościami kończący się rok okazał się przełomowy. Dostrzegamy kilka wyraźnych trendów, które pojawiły się w ciągu ostatnich miesięcy i z nami pozostaną. Jednym z nich, silnie związanym z aktualną sytuacją pandemiczną jest modyfikacja funkcjonowania wspólnot mieszkaniowych. Zdalne zebrania mieszkańców i głosowanie będą najsilniejszym trendem nadchodzących miesięcy. Wspólnoty, które nie przeszły cyfrowej modernizacji mają wiele do nadrobienia.

Komentarz przygotował Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus, zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami

Istotną modyfikacją w pracy i funkcjonowaniu wspólnot mieszkaniowych w Polsce będzie element spotkań, głosowań i zebrań. Wszystkie te powyższe czynności już od jakiegoś czasu powinny odbywać się zdalnie. Mimo luzowania obostrzeń i powrotu do możliwości przeprowadzenia pewnych czynności osobiście, prawdziwie profesjonalni zarządcy uruchomili narzędzia online, które pomagają załatwić wszystkie wspólnotowe sprawy w 100% bez kontaktu osobistego. Co więcej, profesjonaliści czynią starania, aby Rząd wpisał na stałe stosowne regulacje w ustawę o własności lokali związane z procedowaniem spraw administracyjnych w sposób zdalny – z wykorzystaniem odpowiednich narzędzi informatycznych. Na dzień dzisiejszy, każda ze wspólnot która chce w taki sposób procedować musi najpierw podjąć stosowną uchwałę i ją przegłosować w tradycyjny sposób – np. zbierając podpisy od drzwi do drzwi poprzez pracownika firmy zarządzającej daną nieruchomością lub reprezentanta Zarządu. Wspólnoty, które liczą na zmianę obostrzeń i rychły powrót do normalności mogą się zwyczajnie bardzo zdziwić. Przed nami kolejna fala pandemii i nie ma co się oszukiwać – mimo bardziej zrównoważonego podejścia Rządu do lockdownu, obostrzenia w sektorze administracji budynkami są bezinwazyjne i konieczne. Te firmy, które zwlekają z wdrożeniem rozwiązań informatycznych do bardziej sprawnego i efektywnego funkcjonowania będą musiały to zrobić tak czy inaczej i przegrają walkę z konkurencją, która będzie już w tej materii bardzo sprawna. Na rynku jest obecnie dostępnych kilka bądź kilkanaście narzędzi, które można kupić i wdrożyć praktycznie od ręki. Są to rozwiązania dedykowane dla branży zarządzania nieruchomościami bądź wymagające niewielkich modyfikacji i dostosowania do naszej pracy. My z tego typu rozwiązań autorskich korzystamy od lat i zapewniam, nie taki wilk straszny jak go malują.

Wyścig po najemcę powierzchni biurowej – marketingowa Formuła 1 w dobie Covid-19

Na podstawie powierzchni biurowej w budowie do 2022 roku w Polsce zostanie oddanych 1,7 mln m kw. Ta informacja w połączeniu ze spowolnieniem w sektorze zmusza właścicieli biurowców i deweloperów do głębokiej refleksji, a w niektórych przypadkach nawet do modyfikacji dotychczasowej strategii działań. Czy odpowiednie rozwiązania marketingowe pomogą wygrać wyścig po najemcę?

„W licznych rozmowach z właścicielami budynków biurowych pojawia się wątek zaniepokojenia obecną sytuacją na rynku. Szczególnie wśród tych, którzy mają pustostany w swoich obiektach. Obawy są poniekąd uzasadnione, bo z danych za III kw. 2020 roku wynika, że w Warszawie najemcy wynajęli najmniej powierzchni od dekady. Jeżeli natomiast przyjrzymy się miastom regionalnym to okaże się, że wynajęto o 40% mniej powierzchni niż w analogicznym okresie przed rokiem. Oznacza to, że właściciele biurowców mający problem z wynajęciem powierzchni powinni wyjść poza utarte schematy i z pomocą agenta wyłącznego poszukać rozwiązań, które mogą pozytywnie wpłynąć na znalezienie najemcy. Trzeba uzbroić się jednak w cierpliwość, bo wdrożone działania marketingowe mogą nie przynieść efektu od razu. Mogą być widoczne dopiero w długofalowej perspektywie” – komentuje Monika Sułdecka-Karaś, Partner, Dyrektor Regionalna w Knight Frank.

Znalezienie nowych najemców w dobie Covid-19 jest możliwe

Marketing oferuje szerokie spektrum narzędzi, które można wykorzystać przy poszukiwaniu nowych najemców. Są to m.in. mające obecnie olbrzymi potencjał media społecznościowe, wideo marketing, landing page (strony docelowe), Google Ads (system reklamowy Googla), newslettery czy bardziej tradycyjne metody – broszury.

„Niestety nie ma uniwersalnego rozwiązania marketingowego, które za każdym razem będzie w takim samym stopniu efektywne przy poszukiwaniu najemcy. Wynika to z kilku czynników – budżetu jakim dysponujemy, wielkości projektu, grupy docelowej oraz kompetencji zespołu. Niemniej jednak rozwój technologii oraz idąca za tym zmiana zachowań konsumenckich wymusza pewne konkretne działania. Planując strategię marketingową warto rozważyć włączenie w nią mediów społecznościowych, które są najszybciej rozwijającym się narzędziem – według badań w 2024 roku będzie z nich korzystało prawie 4,5 miliarda ludzi. Kolejny trend to wideo marketing – przewiduje się, że w 2022 roku aż 82% treści w Internecie będzie przekazywana za pomocą obrazu. Jest to związane ściśle z dużą ilością informacji, jaka do nas codziennie dociera i brak czasu, żeby to wszystko przeczytać. Dlatego też, istotne jest personalizowanie przekazu i segmentacja odbiorcy, tak żeby precyzyjnie trafić w oczekiwania odbiorcy. Należy o tym pamiętać prowadząc blogi i przygotowując kampanię mailingową, które też mają nam pomóc wygenerować kolejne leady (kontakty do osób zainteresowanych usługą/produktem) oraz przy wsparciu content marketingu, wypozycjonują nas na ekspertów. Przygotowując taką strategię warto również zwrócić uwagę na treść naszych materiałów marketingowych – czy broszura nie jest przeładowana tekstem i czy mówimy w niej językiem korzyści podkreślając, co możemy zrobić dla najemcy” – mówi Magdalena Michalak, Dyrektor Marketingu i PR w Knight Frank.

Ze względu na różnorodność narzędzi marketingowych z jakich możemy korzystać przy szukaniu nowych najemców do biurowców, warto przeprowadzić rzetelną i szczegółową analizę w celu znalezienia tego najbardziej optymalnego dla naszego budynku i firmy. Jednym z pierwszych kroków powinno być zastanowienie się nad wysokością budżetu i dokładnego określenia naszego odbiorcy, czyli tego, do kogo kierujemy informację o wolnej powierzchni.

„Rekomenduję odpowiedzialnie podejść do wyboru grupy docelowej. To ona w dużym stopniu zdefiniuje kierunek w jakim pójdziemy. Jeżeli wolna powierzchnia, którą dysponujemy zawiera specjalistyczne zabezpieczenia, które zostaną docenione przez firmy z branży finansowej, to do nich powinniśmy skierować nasz przekaz. W celu dotarcia do tak konkretnej grupy odbiorców możemy na przykład skorzystać z płatnych kampanii LinkedIn. Na pewno sprawdzi się to dużo lepiej niż reklama w lokalnej prasie, której adresatem będzie zbyt szeroka grupa odbiorców. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na samą treść przekazu. Bardziej formalna reklama będzie odpowiednia do kancelarii prawnych, a luźniejsza do start up’ów” – dodaje Magdalena Michalak.

Zatrzymanie najemców w biurowcu

W III kw. 2020 roku prawie połowa wynajętej powierzchni biurowej była renegocjacjami wcześniejszych umów najmu.

„Tak znaczący udział odnowień i przedłużeń umów najmu w całym wolumenie transakcji może być analizowany dwutorowo – może być zarówno ściśle związany z trwającą pandemią, w konsekwencji czego pojawiła się obawa po stronie najemców przed relokacją biura, jak również pewnym pozytywnym symptomem, tzn. wskaźnikiem zadowolenia dużej części firm z ich dotychczasowej lokalizacji biurowej i poziomu współpracy z wynajmującym. Myślę, że w ten drugi z wniosków szczególnie mocno mogą i powinni wierzyć wszyscy właściciele nieruchomości, którzy porządnie odrobili swoją „pracę domową” i nie zapomnieli o tym, by zadbać o swoich klientów w biurowcach. Począwszy od szybkiego czasu reakcji na nową rzeczywistość biurową, niosącą za sobą różnego rodzaju obostrzenia i dostosowanie do niej, przez wszelkiego rodzaju modernizacje w nieruchomości i wdrożenie niezbędnych rozwiązań, zapewniających odpowiednie środowisko pracy i poczucie bezpieczeństwa u najemców, aż po działania prospołeczne. Te wszystkie kwestie mogły być   kluczowe przy podejmowaniu decyzji o pozostaniu w biurowcu i mieć bezpośrednie przełożenie na tak wysoką liczbę renegocjowanych umów najmu” – wyjaśnia Aneta Danielska-Rodak, Specjalista ds. marketingu budynkowego w Knight Frank.

„Niewątpliwie, wszelkie działania właścicieli nieruchomości podejmowane na rzecz pracowników najemców, prowadzące do poprawy jakości ich życia – zarówno zawodowego, jak i prywatnego, wpływające na ich dobre samopoczucie i pozwalające na zachowanie zdrowej równowagi między tymi dwoma płaszczyznami, działają na korzyść przy późniejszych renegocjacjach umów. Jak wszyscy doskonale wiemy, zadowolony pracownik to zadowolony najemca, a zadowolony najemca dużo chętniej przedłuży umowę w dotychczasowej lokalizacji. Warto więc zainwestować w zadowolenie po drugiej stronie, warto pokusić się o akcje niesztampowe, dedykowane i angażujące pracowników najemców, a na koniec dnia warto też zadać pytania najemcom w tzw. ankiecie satysfakcji. Spektrum podejmowanych działań może być naprawdę bardzo szerokie – ogranicza nas jedynie wyobraźnia i budżet, jaki chcemy oraz jaki możemy na nie przeznaczyć. Takie inicjatywy procentują zawsze w krótszej lub w dłuższej perspektywie oraz przekładają się finalnie na korzyść wynajmującego” – dodaje Aneta Danielska-Rodak.
Jeżeli dysponujemy wolnymi powierzchniami w biurowcu, to w trakcie pandemii do potencjalnych najemców możemy skutecznie dotrzeć wykorzystując internetowe narzędzia marketingowe. Nie powinniśmy jednak zapominać o najemcach, którzy są już w budynku. Warto postarać się, żeby chcieli w nim zostać jak najdłużej.

2021 rok w gospodarce będzie nieregularny. Silne odbicie w drugim półroczu

2020 rok zakończy się spadkiem PKB Polski w wysokości 3,1 proc. – będzie to jeden z najlepszych wyników w UE. W kolejnych dwóch latach polska  gospodarka będzie nadrabiała straty spowodowane pandemią, rosnąc w latach 2021-2022 o odpowiednio 4,2 proc. i 4 proc. – wynika z  premierowego wydania „Przeglądu Gospodarczego PIE”. Nowa cykliczna publikacja Polskiego Instytutu Ekonomicznego będzie co pół roku przedstawiać prognozę makroekonomiczną dla Polski na dwa kolejne lata.

Polska gospodarka przeszła pierwszą falę kryzysu w stosunkowo dobrej kondycji. Biorąc pod uwagę skalę kryzysu, wzrost bezrobocia jest umiarkowany, a liczba zamykanych przedsiębiorstw niewielka. Kosztem jest jednak znaczący wzrost długu publicznego. Według naszej prognozy 2021 rok w gospodarce będzie nieregularny.

Przewidujemy kontynuację zjawisk kryzysowych przez większą część pierwszego półrocza, z jednoczesnym silnym odbiciem gospodarki w drugim półroczu. Prognoza ta opiera się na założeniu, że do końca I kwartału 2021 r. chorobę przejdzie istotna część populacji (nawet 20 proc.), a w pierwszych tygodniach roku rozpocznie się ogólnokrajowy program szczepień. Kluczowym motorem odbicia gospodarczego w drugiej połowie roku będzie odłożony popyt konsumentów, który będzie stymulował konsumpcję prywatną po zniesieniu restrykcji gospodarczych – uważa Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii PIE.

Pandemia nie zatrzyma konwergencji Polski do Europy Zachodniej

Według PIE pandemia nie zmienia znacząco długookresowych perspektyw wzrostu polskiej gospodarki i w 2022 r. wróci ona do stanu „normalności”. Warunkiem jest powodzenie programu szczepień. Pandemia nie zatrzyma także procesu konwergencji Polski do państw szeroko rozumianej Europy Zachodniej. W 2022 r. PKB Polski będzie o około 5 proc. wyższy niż w 2019 roku. Dla porównania, PKB strefy euro będzie o około 1 proc. niższy.

Wykres 1. Prognoza PIE na tle innych ośrodków

prognoza PIE
Źródło: PIE, Komisja Europejska, NBP.

Jednocześnie rynek pracy będzie odbudowywał się po kryzysie dłużej niż PKB. Zgodnie z przewidywaniem PIE, stopa bezrobocia rejestrowanego znajdzie się na poziomie obserwowanym przed pandemią (5,3 proc.) dopiero na końcu 2022 roku, natomiast zatrudnienie nie wróci do wielkości obserwowanych przed kryzysem w całym horyzoncie prognozy. Inflacja będzie się natomiast kształtowała powyżej celu inflacyjnego NBP (2,5 proc.) do końca 2022 roku, lecz jednocześnie nie przekroczy górnej granicy dopuszczalnych odchyleń (3,5 proc.).

Handel motorem napędowym

Jedną z ważnych przyczyn stosunkowo dobrej kondycji polskiej gospodarki w trakcie pierwszej fali kryzysu były dobre wyniki eksportu towarów. Przyczynił się do tego wysoki udział Niemiec, słabiej dotkniętych kryzysem niż inne państwa Zachodu, a także mniejsze niż w sąsiednich państwach uzależnienie od eksportu samochodów i maszyn. Pozytywny wpływ miały też zmiany kursu walutowego.

Wyniki corocznego badania PIE wśród eksporterów wskazują, że także inne czynniki miały znaczenie na te relatywnie dobre wyniki. Wśród nich istotna była aktywna postawa samych eksporterów na rynkach międzynarodowych, wyrażająca się poszukiwaniem nowych odbiorców i rynków zbytu oraz wychodzeniem z nową ofertą towarową. Elastyczne reagowanie na zmiany popytu i potrzeby nabywców jest od lat jednym z podstawowych źródeł międzynarodowej przewagi konkurencyjnej dla polskich przedsiębiorstw eksportujących. Trwały, strukturalny charakter większości z tych czynników sprawia, że powinny one amortyzować również efekty ewentualnych przyszłych załamań w handlu światowym.

Im większy spadek PKB wywołany pandemią tym większą dotkliwość pogorszenia koniunktury w państwach UE wskazali eksporterzy w ankiecie PIE. Jako stosunkowo najmniej dotkliwe oceniono pogorszenie koniunktury na najważniejszym dla Polski rynku – w Niemczech (bardzo dotkliwe tylko dla 11,7 proc. respondentów). Z kolei najdotkliwsze okazało się ono we Włoszech oraz w Hiszpanii, których gospodarki zostały silnie dotknięte przez pierwszą falę pandemii. Jako bardzo dotkliwe wskazało pogorszenie koniunktury w tych krajach wskazało odpowiednio 35 i 24 proc. badanych firm, tj. trzykrotnie i dwukrotnie więcej niż w Niemczech (wykres 31).

Wykres 2. Dotkliwość wywołanego pandemią pogorszenia koniunktury na głównych rynkach zagranicznych dla eksportu badanych firm (w proc.) na tle spadku PKB w II kwartale 2020 roku (proc., r/r)

Dotkliwość wywołanego pandemią pogorszenia koniunktury na głównych rynkach zagranicznych dla eksportu badanych firm
Źródło: Ankieta eksportowa PIE oraz dane Eurostatu

Najwięcej eksporterów biorących udział w ankiecie PIE, ponad 40 proc., wskazywało na redukcję kosztów jako działania podejmowane na rzecz podtrzymania kondycji ekonomiczno-finansowej przedsiębiorstwa. W znacznie mniejszym stopniu decydowano się na zwolnienia pracowników (12 proc. ankietowanych przedsiębiorców). Eksporterzy upatrują też swoich szans w obliczu zmian w globalnych łańcuchach wartości. Co dziesiąty wskazał, że już bierze udział w przenoszeniu produkcji z Chin, a kolejne 13 proc. bierze pod uwagę taki scenariusz – zauważa Marek Wąsiński, kierownik zespołu handlu zagranicznego PIE.

„Przegląd Gospodarczy PIE” będzie cykliczną, wydawaną dwa razy w roku (w czerwcu i grudniu) publikacją Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Raporty będą zawierały prognozę kształtowania się zmiennych makroekonomicznych w Polsce w perspektywie najbliższych 2 lat – będą ukazywały się dwa razy w roku (w grudniu i czerwcu). Ich celem jest dostarczenie uczestnikom życia gospodarczego – instytucjom publicznym, organizacjom międzynarodowym, firmom, pracownikom i konsumentom – analizy perspektyw rozwoju sytuacji gospodarczej w Polsce.

Pożegnaj się z połową firm, które znasz – możesz już ich nie zobaczyć

Odliczanie już się zaczęło. Co drugi właściciel biznesu, który wziął udział w badaniu McKinsey, nie jest pewny czy przetrwa najbliższe 12 miesięcy. Nic w tym dziwnego skoro aż 7 na 10 firm odnotowało spadek obrotów. Ta ponura prognoza nie dotyczy wszystkich. Branży IT ma się świetnie!

Przypomnij sobie cztery ulubione marki obuwia. Być może, za 12 miesięcy, o dwóch z nich będziesz musiał zapomnieć. Tak przynajmniej uważa McKinsey. Firma doradcza zrealizowała badania, które miały pokazać, jak europejskie małe i średnie przedsiębiorstwa radzą sobie podczas sztormu wywołanego przez pandemię COVID-19. Jak będzie wyglądał europejski krajobraz biznesowy po burzy?

Europejscy pesymiści

Ponad 2200 przedstawicieli sektor MŚP z Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii oraz Wielkiej Brytanii uważa, że po pandemicznej burzy nie dla każdego europejskiego przedsiębiorcy zaświeci słońce. Warto dodać, że ankietowani pochodzą z krajów, które łącznie odpowiadają za prawie ¾ populacji Unii Europejskiej. A w pierwszych czterech żyje, pracuje i wydaje niemal 80% mieszkańców strefy euro.

Raport przedstawia nam ponury obraz europejskiego sektora MŚP. Okazuje się, że mimo iż co piąta firma, biorąca udział w ankiecie, otrzymała pewnego rodzaju rządowe wsparcie, wynikające ze specjalnych tarcz antykryzysowych, to blisko połowa ankietowanych uważa, że ich biznesy mogą nie przetrwać kolejnych 12 miesięcy.

Jak wynika z ostatnich badań Instytutu Gartnera, tym co przeważy o sukcesie przedsiębiorstw w czasie kryzysu, będzie otwartość na cyfrowe innowacje. Być może dlatego, tak dobrze w tym ciężkim czasie radzą sobie firmy z sektora IT, które w swoim DNA, mają wpisany głód zmian – uważa Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, który 9 lat temu założył spółkę Big Data, do której dziś należy jedna z największych na świecie hurtowni anonimowych danych o Internautach.

Kryzys zaufania

Prawda jest jednak taka, że obawy, jakie przejawiają europejscy biznesmeni, nie biorą się znikąd. Około 70% respondentów badania McKinsey odnotowało spadek dochodów w czasie trwania pandemii. A to z kolei wpływa na ich ocenę sytuacji i plany na przyszłość. Jeden na pięciu przedsiębiorców obawia się, że nie będzie w stanie spłacić posiadanych zobowiązań i będzie zmuszony do redukcji zatrudnienia, natomiast co trzeci bierze pod uwagę, że jego projekty rozwojowe mogą zostać anulowane.

Te obawy widać na każdym kroku, niewielu przedstawicieli MŚP wydaje się optymistycznie nastawionych do obecnej sytuacji ekonomicznej. 4 na 5 respondentów z obawą patrzy na obecną kondycję gospodarki swojego regionu. – Nie oznacza to, że fala kryzysu zniszczy lub zakłóci działalność wszystkich firm. Wykorzystując covidowy sztorm, możemy osiągać sukcesy, co doskonale widać na przykładzie branży handlowej. – odnotowuje Prajsnar z Cloud Technologies, a następnie dodaje: – Według danych Digital Commerce 360, pandemia COVID-19 przeniosła nas w czasie o 4 lata do przodu. Eksperci szacują, że w listopadzie i grudniu br. świąteczne zakupy online przyczynią się do wygenerowania dodatkowych przychodów w ecommerce w wysokości 40 mld USD. W porównaniu z ubiegłym rokiem oznacza to wzrost o ponad 40%.

Nadzieja w technologii

Słowa prezesa warszawskiej spółki mają silne poparcie w ostatnich badaniach firmy konsultingowej Dealroom, która obliczyła, że wartość europejskich firm technologicznych jest obecnie czterokrotnie większa niż zaledwie 5 lat temu. Szacuje się, że w 2020 wzrośnie ona o 46% i wyniesie 618 mld Euro.

Od października 2020 r. jedna trzecia łącznej wartości firm technologicznych w Europie, opiera się na 10 przodujących przedsiębiorstwach: Adyen, BioNtech, Delivery Hero, Klarna, Spotify, Ocado, HelloFresh, Takeaway.com, UiPath i Zalando.

Nasz sektor MŚP wygląda inaczej niż w badanych krajach zachodu. Nie jest tak uzależniony od turystyki i gastronomii. Małe rodzinne manufaktury też nie mają takich tradycji, jak ma to miejsce na zachód od Odry – zauważa Piotr Prajsnar i tłumaczy – Polskie MŚP jest znacznie młodsze. Dlatego małe i średnie firmy to w dużej mierze przedsiębiorstwa z sektora ICT. W tym kontekście nasza pierwotna słabość może okazać się siłą, która ochroni nadwyrężoną gospodarkę. Mimo że wciąż nad Wisłą nie doczekaliśmy się jednorożca, to mamy szereg prężnie działających organizacji – podkreśla Prajsnar. Kierowana przez niego spółka Cloud Technologies w ciągu niespełna jednej dekady z małej rodzinnej firmy urosła do jednej z największych spółek w sektorze Big Data Analytics i notowana jest na warszawskim parkiecie NewConnect.

Nadwiślańskie samorodki

Tym samym szlakiem podążają również nadwiślańskie firmy z sektora IT, które wydają się nie przejmować pandemicznymi zawirowaniami i równie sprawnie radzą sobie w czasie zwiększonego rygoru, co ich zagraniczni konkurenci. Na przykład polska spółka technologiczna, Cloud Technologies, która jest jednym z największych na świecie dostawców anonimowych profili internautów, wykorzystywanych do targetowania kampanii reklamowych w sieci. Warszawska firma odnotowała w III kwartale 2020 r. 12,4 mln zł przychodów i 1,6 mln zł EBITDA. Co stoi za jej sukcesem?

Z perspektywy czasu oceniam, że czas lockdownu stał się pomostem pomiędzy starą rzeczywistośćią, do której już nie ma powrotu, a nową codziennością, w której pierwsze skrzypce gra technologia. Staliśmy się beneficjentami transformacji społecznej, behawioralnej i gospodarczej. W tym momencie wypracowana przez lata pozycja rynkowa zaprocentowała. A co najważniejsze, okazało się, że wybijamy się ponad branżową średnią, ponieważ osiągnięta dynamika przychodów była istotnie wyższa, niż samo tempo rozwoju rynku – mówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Pomimo zakłóceń spowodowanych koronawirusem, który bezlitośnie potraktował przedstawicieli takich sektorów, jak gastronomia czy turystyka, europejska branża technologiczna ma się nadspodziewanie dobrze. To drogowskaz dla innych gałęzi, które wciąż muszą uporać się z covidowymi powikłaniami. Każdy biznes, powinien dziś traktować rozwiązania IT jako narzędzia autoasekuracji. Ten mariaż pozwoli im nie tylko odzyskać utracony impet, ale również wkroczyć na zupełnie nowe obszary.

Instytut Zamenhofa rozpoczyna monitoring naruszeń wobec dziennikarzy

Do zespołu ekspertów Instytutu Zamenhofa dołączył Piotr Drabik, dziennikarz portalu RadioZET.pl.  Będzie koordynował Monitor Zamenhofa, czyli repozytorium naruszeń wobec dziennikarzy i pracowników mediów.

Używanie gazu łzawiącego wobec reporterów, oskarżenia o zniesławienie z art. 212 Kodeksu karnego czy próby nacisku a nawet szantaż – to tylko niektóre przykłady coraz bardziej powszechnych naruszeń praw i wolności, przysługujących dziennikarzom, operatorom kamer, fotografom i innym pracownikom redakcji oraz freelancerom.

– W trosce o ich bezpieczeństwo Instytut Zamenhofa rozpoczął program zbierania i opisywania wszystkich sygnałów o utrudnianiu pracy lub nękaniu przedstawicieli mediów. W ostatnim czasie byliśmy świadkami takich naruszeń przez policję, zwłaszcza podczas protestów, zgromadzeń publicznych i manifestacji. Ale gdy mówimy o naruszeniach wobec przedstawicieli mediów nie mamy na myśli wyłącznie zagrożeń o charakterze fizycznym. Chcemy jasno również wskazać, które instytucje utrudniają lub uniemożliwiają dostęp do informacji publicznej oraz udokumentować i upublicznić przypadki nacisków czy szantażu wobec dziennikarzy – mówi Grzegorz Kwolek, członek zarządu Instytutu Zamenhofa.

Do tej pory w Polsce nie było jednego zbioru wszystkich tego typu naruszeń wobec dziennikarzy. Dlatego powstał Monitor Zamenhofa, który będzie publikowany w formie kwartalnych i rocznych raportów. – Bardzo nam zależy nie tylko na odnotowaniu nagłośnionych już przypadków naruszeń praw i wolności pracowników mediów, ale i zbieraniu sygnałów bezpośrednio od dziennikarzy czy fotografów, także z mediów lokalnych. Zachęcamy przedstawicieli mediów do zgłaszania nam wszystkich takich przypadków – mówi Grzegorz Kwolek.

W tym celu Instytut Zamenhofa uruchomił specjalną skrzynkę mailową, gdzie można wysyłać wszelkie przypadki politycznych i prawnych nacisków oraz innych przypadków utrudniania pracy dziennikarzy. Jej adres to: [email protected].

Monitor Zamenhofa będzie koordynował dziennikarz Piotr Drabik, który właśnie dołączył do zespołu ekspertów Instytutu Zamenhofa. Obecnie pracuje w redakcji portalu RadioZET.pl, wcześniej związany z TVN24 i „Dziennikiem Polskim”. Drabik jest absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz uczestnikiem międzynarodowych projektów dziennikarskich.

Dynamika sprzedaży detalicznej w listopadzie 2020 roku

GUS opublikował dane dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w listopadzie 2020 roku. Poniżej zamieszczamy komentarz Magdaleny Szlezyngier, Menedżer ds. Klientów Strategicznych z DNB Bank Polska.

Wprowadzone przez rząd obostrzenia oraz rekordowe wzrosty zachorowań na koronowirusa znalazły swoje odzwierciedlenie w najnowszych danych dotyczących sprzedaży detalicznej. Opublikowany w dniu dzisiejszym przez GUS odczyt sprzedaży za miesiąc listopad wskazuje na jej spadek o 5,3 proc. zarówno w ujęciu rocznym, jak i miesięcznym. Po okresie pierwszej fali pandemii, kiedy to w miesiącach marcu, kwietniu i maju odnotowaliśmy spadki sprzedaży na poziomach odpowiednio: 9 proc., 22 proc. oraz 7 proc., listopad okazał się kolejnym trudnym miesiącem dla handlu.

Czynnikiem decydującym o tak gwałtownym osłabieniu wyników sprzedaży były obowiązujące przez zdecydowanie większą część miesiąca obostrzenia dotyczące zamkniętych galerii handlowych, dużych sklepów meblowych oraz ograniczenia co do liczby osób w sklepach. Nie bez znaczenia na najnowszy odczyt sprzedaży miało istotne nasilenie pandemii koronowirusa w listopadzie oraz wywołane tym samoograniczanie się konsumentów.

Podobnie jak w pierwszej fali pandemii najsilniejsze spadki sprzedaży dotyczyły kategorii odzież i obuwie. Ujemna dynamika w ujęciu rocznym w tej kategorii wyniosła aż 21,9 proc. Jednocześnie ze względu na ograniczenie mobilności konsumentów pogłębił się spadek sprzedaży paliw do poziomu 14,7 proc. Dane opublikowane przez GUS wskazują też, że konsumenci wyciągnęli wnioski z pierwszej fali pandemii i szybciej przestawiają się na sprzedaż on-line. Udziału e-handlu w sprzedaży detalicznej wyniósł 11,4 proc. w listopadzie, co stanowi istotny wzrost w stosunku do 7,3-proc. odczytu za październik.

Mimo drugiej fali pandemii oraz ujemnej dynamiki sprzedaży detalicznej zanotowanej w październiku i listopadzie prognozujemy, iż spadki rocznej dynamiki sprzedaży w IV kwartale będą płytsze, niż na wiosnę w momencie wybuchu COVID-19. Miejmy nadzieje, że świąteczny nastrój pozwoli podtrzymać optymizm oraz skłonność konsumentów do zwiększonych wydatków świątecznych.

Mieszkania droższe niż przed pandemią, a Polacy pożyczają z banków jeszcze większe kwoty

Po niemal roku pandemii mieszkania nie potaniały, nieznacznie wyhamował tylko wzrost cen na rynku nieruchomości. Z raportu Oferteo.pl wynika, że w 2020 roku Polacy zaciągali jeszcze wyższe kredyty hipoteczne niż w roku ubiegłym.

Ceny mieszkań rosną mimo pandemii

W ostatnich latach obserwowaliśmy w Polsce dynamiczny wzrost cen nieruchomości. Od 2017 roku koszt mieszkania w dużym mieście wzrósł o ponad jedną czwartą! Wielu ekspertów zastanawiało się, jak na rynek wpłynie pandemia koronawirusa. Wedle niektórych prognoz na koniec tego roku ceny nieruchomości miały być niższe nawet o 20–30%!

Dziś, po 9 miesiącach od początku pandemii, okazuje się, że mieszkania wcale nie potaniały. Co więcej, ich ceny nie stanęły nawet w miejscu. Jedyne, co można było zaobserwować, to nieco spowolniony ich wzrost.

Poniższa tabela[1] przedstawia, jak zmieniły się ceny mieszkań na rynkach pierwotnym oraz wtórnym w stosunku do roku 2019, w największych miastach w Polsce. Największy wzrost cen można było zaobserwować dla rynku pierwotnego w Warszawie i Krakowie, a dla rynku wtórnego – w Krakowie i Katowicach.

Miasto Zmiana ceny w stosunku do roku 2019 [%]
Rynek pierwotny Rynek wtórny
Gdańsk +3,3 +2,2
Katowice -0,3 +9,2
Kraków +11,8 +8,0
Warszawa +12,1 +5,7
Wrocław +6,7 +5,1

Pożyczamy więcej niż rok temuJaka jest kwota poszukiwanego kredytu

Zmieniające się ceny mieszkań to jeden z czynników wpływających bezpośrednio na kwoty kredytów hipotecznych. Dane zgromadzone przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich dostawcami, wskazują, że w 2020 Polacy zadłużali się na wyższe kwoty niż przed rokiem. W 2019 aż 65% kredytów mieściło się w przedziale między 101 a 300 tys. zł. W tym roku takich kredytów było 47%. O 16% wzrósł natomiast odsetek osób pożyczających sumy od 301 do 500 tys. zł. W tegorocznym badaniu wyniósł on aż 37%.

Kwota kredytu na zakup gotowego mieszkania lub domu najczęściej wynosiła w tym roku między 101 a 300 tys. zł. Na budowę nieruchomości pożyczano zwykle od 301 do 500 tys. zł.

Kredyt na 30 latJaki ma być okres kredytowania

Spłata kredytu hipotecznego zajmuje Polakom zwykle 30 lat. Taki okres kredytowania wybrało w tym roku 54% badanych. Rok temu odsetek ten był identyczny. Co trzeci kupujący nieruchomość rozłożył spłatę rat na 20 lat, a pozostałym 13% ankietowanym wystarczyło 10 lat.

Wyniki badania Oferteo.pl pokazują, że kredytobiorcy dysponowali zwykle wkładem własnym nieprzekraczającym 10% inwestycji. Między 10 a 20% kosztów było w stanie pokryć 35% badanych, a od 21 do 35% – 14%. Co dziesiąty inwestor deklarował możliwość wpłacenia powyżej 35% ceny nieruchomości.Jakim wkładem własnym Państwo dysponują

– Skoro na spłacenie kredytu hipotecznego statystyczny Polak poświęca 30 lat, to wydaje się, że jest to przedsięwzięcie, które powinno zostać uprzednio bardzo dogłębnie przemyślane. Decyzję o finalizacji zaciągnięcia kredytu powinno poprzedzić bardzo dokładne zapoznanie się z rynkiem i ofertami różnych banków. Im więcej możliwości rozpoznamy, tym łatwiej będzie wybrać najkorzystniejszą radzi Karol Grygiel z zarządu serwisu Oferteo.pl.

Na swoim po trzydziestceW jakim wieku są kredytobiorcy

Na zakup nieruchomości i zaciągnięcie kredytu Polacy decydują się najczęściej tuż po przekroczeniu 30 roku życia. 33% badanych ten krok poczyniło jeszcze przed trzydziestką. 24% zainteresowanych kredytem przekroczyło już 40 lat.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z analizy prawie 2 900 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl w 2020 roku przez podmioty poszukujące kredytu hipotecznego.

[1] „Raport serwisu Bankier.pl” https://www.bankier.pl/wiadomosc/Ceny-ofertowe-mieszkan-listopad-2020-Raport-Bankier-pl-8007506.html

Co piąty Polak zrezygnuje z kredytu lub pożyczki ze względu na pandemię

Ponad połowa (55%) Polaków przyznaje, że ma obecnie do spłacenia kredyty gotówkowe lub ratalne, bądź pożyczki. Od marca na pożyczenie pieniędzy zdecydowało się 47% konsumentów. Co czwarty wskazuje, że do tej decyzji przyczyniła się pandemia. Jednocześnie 35% ocenia, że otrzymanie dodatkowych środków jest obecnie trudniejsze niż przed pojawieniem się COVID-19. Co piąty zainteresowany musiał zrezygnować ze starania się o kredyt lub pożyczkę, najczęściej z obawy przed utratą możliwości ich spłaty, wykazało badanie Krajowego Rejestru Długów.

Polacy, zapytani o to, jak określiliby swoją sytuację finansową, najczęściej (48%) wskazują, że nie jest ona ani dobra, ani zła. Stan swojego portfela dobrze lub bardzo dobrze ocenia łącznie 36%. Natomiast 16% boryka się z problemami w tej sferze i wskazuje na złą lub bardzo złą sytuację finansową – wynika z badania „Jak pożyczają Polacy”, przeprowadzonego przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Jak pożyczamy?

Pożyczamy lub kupujemy na raty najczęściej gdy nie jesteśmy w stanie kupić czegoś za gotówkę (48%), bo zakup przekracza nasze możliwości. Co piąta osoba (21%) pokrywa w ten sposób nieprzewidziane wydatki. Nieco ponad co dziesiąty badany (11,5%) przyznaje, że pożycza, bo brakuje mu pieniędzy na podstawowe potrzeby z powodu niskich zarobków, trudności w planowaniu swojego budżetu czy w związku ze stratą źródła dochodów. Natomiast co dwudziesty konsument (5%) nie ukrywa, że wydaje więcej niż zarabia, więc musi ratować się pożyczkami.

W 2020 r. do powodów zaciągnięcia pożyczki lub kredytu dołączyła także pandemia. Jej wpływ na decyzję o zaciągnięciu zobowiązania wskazał już co czwarty pożyczający. Potrzeba dodatkowego wsparcia finansowego pojawia się najczęściej w związku z utratą pracy (16%), wydatkami na leczenie (14%) czy obniżką wynagrodzenia (11%). Natomiast najczęściej wybieranym w czasie pandemii sposobem dodatkowego dofinansowania są zakupy na raty (18%) i kredyty gotówkowe (16%).

W obliczu obostrzeń i utrudnień w handlu sklepy starają się przyciągnąć klientów, zachęcając ich do skorzystania z możliwości rozłożenia spłaty lub przesunięcia jej nawet o kilka miesięcy. Jak widać to działa, konsumenci chętnie z tej możliwości korzystają, mając poczucie, że dzięki temu mogą podzielić duży wydatek w czasie i udźwignąć jego koszt nawet w przypadku pogorszenia się ich sytuacji finansowej – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Epidemia utrudnia dostęp do finansowania

Zdecydowaną większość kredytów i pożyczek (83%) mamy zaciągniętą w bankach. 12% pożycza od osób prywatnych – rodziny, znajomych, sąsiadów. Co dziesiąta osoba zwróciła się o środki do firmy pożyczkowej niebędącej bankiem. Natomiast 7% udało się po tzw. chwilówkę, czyli do firmy pożyczającej bez sprawdzenia w KRD i BIK.

Sytuacja epidemiologiczna wpłynęła na decyzje o sięganiu po finansowanie na rynku kredytów i pożyczek. Już 35% ankietowanych w badaniu KRD wskazuje, że w pandemii trudniej jest pożyczyć pieniądze. Co piąta z tych osób jako powód najczęściej wskazuje niepewność zatrudnienia lub fakt jego utraty, 14% stwierdza, że miałoby problem ze zdolnością kredytową. Blisko co dziesiąty badany mówi o pogorszeniu sytuacji finansowej lub niższych dochodach.

Co więcej, z powodu COVID-19 blisko co piąta osoba (19%) w ogóle zrezygnowała ze starania się o kredyt lub pożyczkę. Najczęściej wymienianą tu obawą jest niepewność dotycząca możliwości spłacenia zobowiązania (40,5%). Część (35%) woli za to poczekać na lepsze czasy lub nie ma w obecnej sytuacji wystarczającej zdolności kredytowej (30,3%).

– Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest przeczekanie gorszego momentu i rezygnacja z zaciągania dodatkowych zobowiązań, gdy nie ma się odpowiednich możliwości finansowych, niż brnięcie w kolejne pożyczki. To prosta droga do pętli zadłużenia. Trzeźwa ocena własnych możliwości finansowych jest kluczem do bezpiecznego pożyczania, ale i oddawania. Trzeba zawsze pamiętać, że wierzyciel nie zrezygnuje z odzyskania pożyczonych pieniędzy i bez wątpienia wdroży procedury windykacyjne, gdy upłynie termin płatności – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Banki miejscem pierwszego wyboru

Większość, bo 81% Polaków w ciągu najbliższych 12 miesięcy nie planuje zaciągnięcia kredytu lub pożyczki. Pozostałe 19% przewiduje, że może potrzebować dodatkowego finansowania. Odsetek ten realnie może okazać się jednak większy, biorąc pod uwagę, że co piąta pożyczająca osoba pokrywa tymi środkami swoje nieprzewidziane wydatki.

Respondenci zapytani o to, gdzie zwróciliby się o finansowanie, gdyby mieli teraz zaciągnąć zobowiązanie, w 60% wskazywali na banki. 19% z taką prośbą udałoby się do bliskich czy znajomych. Tylko około 3% rozważyłoby w takiej sytuacji ofertę firmy pożyczkowej niebędącej bankiem, a kolejne 3% wzięłoby chwilówkę bez weryfikacji w KRD i BIK.

Badanie „Jak pożyczają Polacy” zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów w dniach od 12 listopada 2020 r. do 20 listopada 2020 r. na reprezentatywnej grupie 1007 osób.

Przed świętami prawie połowa Polaków szuka promocji i wyprzedaży

Zbliżające się święta Bożego Narodzenia i Sylwester mają duży wpływ na zawartość zakupowego koszyka Polaków. Najbliższe dni to większe wydatki na jedzenie i alkohol, ale także na kategorie, z których najczęściej wybieramy prezenty dla bliskich. Według autorów badania firmy doradczej Deloitte Global State of the Consumer Tracker o 3 p.p. przybyło konsumentów, którzy więcej wydadzą na odzież i aż o 5 p.p. tych, którzy zwiększą wydatki na elektronikę. Na lepsze nastroje wskazuje też spadek opracowanego przez Deloitte indeksu niepokoju. W najnowszej fali badania wyniósł on zaledwie 7 proc. To duża poprawa w porównaniu do 34 proc. na początku listopada.

Najnowsza edycja badania Deloitte przyniosła wyraźną odwilż w poziomie obaw Polaków wywołanych pandemią, a opracowany przez firmę doradczą indeks niepokoju spadł w ciągu miesiąca z rekordowych 34 proc. aż o 27 p.p. Na początku grudnia różnica netto między osobami, które zgodziły się ze zdaniem „Jestem bardziej zaniepokojony niż tydzień temu” oraz tymi, które zaprzeczyły, wyniosła zaledwie 7 proc. Nadal jednak jesteśmy na wysokim, bo drugim miejscu z najwyższym poziomem niepokoju wśród osiemnastu badanych krajów, choć dużo nas dzieli od Indii, które w bieżącym zestawieniu są na pierwszym miejscu (29 proc.).

Zawsze pytamy naszych respondentów o powód wzrostu niepokoju. W najnowszej fali badania znacząco przybyło konsumentów, którzy wymieniają stan finansów. W listopadzie te obawy wyraźnie przykrył niepokój o zdrowie i bezpieczeństwo. W tym miesiącu jako powód wzrostu obaw kwestie finansowe wskazuje prawie połowa ankietowanych, czyli więcej aż o 9 p.p. Nadal jednak tym, co najbardziej wpływa na poziom naszych obaw jest COVID-19, choć, by oddać sprawiedliwość, trzeba odnotować, że o ile na początku listopada wskazało tę przyczynę 85 proc. ankietowanych, teraz zrobiło to 77 proc. z nich – mówi Michał Tokarski, Partner, lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

Więcej na żywność i alkohol

Najnowsze badanie pokazuje spore zmiany w koszyku zakupowym polskiego konsumenta, na który bez wątpienia wpływ mają zbliżające się święta i Sylwester. Aż o 8 p.p. przybyło Polaków, którzy planują w ciągu najbliższego miesiąca zwiększyć wydatki na żywność (38 proc.). Nieznacznie, bo o 2 p.p. przybyło też kupujących, którzy spodziewają się więcej pieniędzy zostawić w restauracjach, zamawiając jedzenie na wynos.

Myślę, że i w tym przypadku wpływ na to ma zbliżająca się Wigilia. Wielu z nas zamawia w restauracjach gotowe świąteczne potrawy czy ciasta. Świąteczny catering oferują także restauracje, które wcześniej tego nie robiły, bo dla wielu z nich to okazja do poprawienia swojej sytuacji i zarobku w czasie gdy, przez wywołane pandemią ograniczenia, nie mogą pracować jak zawsze

– mówi Kamil Kucharczyk, Wicedyrektor w dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte. Zauważalnie, bo aż o 9 p.p. wzrosła także liczba ankietowanych, którzy spodziewają się w najbliższych tygodniach zwiększyć wydatki na alkohol. Aż 18 proc. konsumentów spodziewa się wydać na ten cel więcej niż w ciągu ostatnich czerech tygodni.

Dziewięciu na dziesięciu Polaków wybierze się po zakupy spożywcze do sklepów stacjonarnych. To też kategoria, którą najchętniej kupujemy w tradycyjny sposób, ponieważ wciąż ostrożnie podchodzimy do zakupów żywności w Internecie. Decyduje się na to tylko 6 proc. z nas. Globalnie z większą rezerwą do kupowania produktów spożywczych online podchodzą tylko mieszkańcy Kanady i Niemcy (po 5 proc.). Na podobnym poziomie ten trend utrzymuje się również we Francji i Włoszech (po 7 proc.). W Europie najchętniej żywność w sieci kupują Brytyjczycy (18 proc.), na świecie natomiast ponad jedna czwarta Chińczyków.

Globalnie częściej od nas po żywność wybierają się do fizycznych sklepów tylko Niemcy (91 proc.). Na trzecim miejscu są Włosi (89 proc.).

Prezentowa gorączka

Zmiany w koszyku widać także w kategoriach, które można uznać za prezentowe. Po spadku na początku listopada, o 3 p.p. przybyło zapytanych, którzy więcej wydadzą na odzież (19 proc.) i aż o 5 p.p. tych, którzy z pewnością zwiększą wydatki na elektronikę (16 proc.). Nieznaczny wzrost widać także w przypadku mebli (3 p.p.) oraz rzeczy do domu (2 p.p.). Większe wydatki na te cele deklaruje odpowiednio 13 proc. i 28 proc. zapytanych przez Deloitte.

Kupując rzeczy do domu, prawie trzy czwarte polskich konsumentów zdecyduje się na wybór produktów znanych marek. Ponad połowa z nas wybiera je, sięgając w sklepie po napoje. Private labels, czyli marki własne sieci handlowych i pozostałe marki wybieramy najczęściej, kupując jedzenie (35 proc.), środki higieny i napoje (po 28 proc.).

Dokonując wyboru pomiędzy markami, najczęściej kierujemy się jakością produktów. Prawie 40 proc. konsumentów, którzy wybierają na zakupach duże marki, uważa, że mają one wyższą jakość. 35 proc. Polaków, którzy sięgają w sklepach po private labels, mówi, że ich jakość jest taka sama lub podobna do droższych produktów znanych producentów – mówi Natalia Załęcka, CMO Advisory Leader, Deloitte.

O 3 p.p. przybyło od ostatniego badania ankietowanych, którzy ufają dużym markom (36 proc.). Kolejne 11 proc. uważa, że są one łatwiej dostępne.

Jedna piąta naszych badanych wybiera też marki sklepowe, bo zwyczajnie nie może sobie pozwolić na droższy wybór – dodaje Natalia Załęcka.

Online trzyma się mocno

Po znacznym zwrocie w kierunku zakupów online na początku listopada, ich popularność utrzymała się na zbliżonym poziomie. Kategorią, którą najchętniej Polacy kupują w Internecie pozostaje elektronika (42 proc.). Tylko nieco mniej z nas (39 proc.) zamawia online jedzenie w restauracjach. O 2 p.p. przybyło od ostatniego badania ankietowanych, którzy w sklepach internetowych kupują ubrania (37 proc.). Niemal jedna trzecia konsumentów decyduje się na tę formę zakupów, wybierając meble. Oprócz żywności w sklepach fizycznych zdecydowanie wolimy kupować rzeczy do domu (81 proc.) oraz leki (80 proc.).

Powoli Polacy przekonują się do tzw. trendu BOPIS, czyli buy online, pick up in store. Najczęściej wybieramy go w przypadku elektroniki. 13 proc. z nas telewizory czy sprzęt kuchenny woli kupić online i odebrać w tradycyjnym sklepie. Niemało, bo 12 proc. konsumentów woli też zamówić w sieci jedzenie i osobiście wybrać się do restauracji po jego odbiór. Te wskaźniki są bardzo podobne w przypadku Francji czy Niemiec

– mówi Wiesław Kotecki, Partner, lider zespołu Customer Strategy & Applied Design w Deloitte Digital. Ekspert dodaje, że w najnowszej edycji badania największą popularność na świecie trend BOPIS zyskał w Stanach Zjednoczonych. Jedna piąta konsumentów za oceanem najchętniej kupuje online i odbiera osobiście jedzenie w restauracjach.

Przedświąteczne polowanie na okazje

Zbliżające się święta i związane z nimi większe wydatki sprawiły, że Polacy w zauważalny sposób zaczęli polować na okazje. Prawie połowa rodzimych konsumentów przyznaje, że gdyby trafiła na atrakcyjną cenę rzeczy, która nie jest im niezbędna, kupiłaby ją. To więcej miesiąc do miesiąca o 4 p.p. W Europie najczęściej okazji wypatrują Irlandczycy (51 proc.) i Brytyjczycy (50 proc.), na świecie natomiast Chińczycy (61 proc.).

Najnowsza fala badania jest kolejną, która pokazuje spadek liczby konsumentów (-1 p.p.), którzy chętniej kupują od lokalnych sprzedawców i producentów, nawet jeśli muszą zapłacić za ich produkty więcej (47 proc.). Po sporym wzroście w ubiegłym miesiącu nieznacznie (-2 p.p.) zmniejszyło się też zainteresowanie markami odpowiedzialnymi społecznie. 37 proc. zapytanych Polaków przyznaje, że kupuje więcej od takich właśnie producentów.

Polacy nadal są grupą konsumentów, którzy najchętniej w Europie kupują na zapas (41 proc.), choć ogólne uspokojenie nastrojów sprawiło, że zmniejszyła się ona o 4 p.p.

Warto bliżej przyjrzeć się tzw. trendowi convenience. Od października przybywa konsumentów gotowych wydać więcej za wygodę, czyli na przykład dostarczenie zakupów do domu. W najnowszej edycji badania odpowiedziała tak jedna trzecia naszych ankietowanych. Zapytani o powód, prawie dwie trzecie z nich wskazuje ochronę zdrowia, połowa oszczędność czasu, a 41 proc. mniejszy stres – podsumowuje Michał Tokarski.

O badaniu

Omawiana edycja badania „Global State of the Consumer Tracker”, czyli badanie reakcji i obaw konsumentów związanych z pandemią koronawirusa, została przeprowadzona przez Deloitte na przełomie listopada i grudnia. To trzynasta ankieta na świecie i dziesiąta, w której udział bierze Polska. Na pytania Deloitte odpowiadało po tysiąc osób z każdego spośród 18 badanych krajów. Oprócz Polski były to: Australia, Kanada, Chiny, Francja, Niemcy, Indie, Irlandia, Włochy, Japonia, Meksyk, Holandia, Korea Południowa, Hiszpania, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Chile oraz RPA.

Wszystkie główne waluty tracą do dolara. Nowy szczep COVID-19 osłabia też złotego

W ponurych nastrojach startuje przedświąteczny tydzień. Nowy szczep COVID-19 wykryty w Wielkiej Brytanii podnosi obawy o ryzyko wybuchu nowej fali zachorowań i wprowadzeniem surowszych lockdownów. Awersje do ryzyka podsycana też brak postępów w negocjacjach brexitu. Porozumieniem nad pakietem fiskalnym w USA nie może się przebić ponad negatywne informacje. Uwaga skupia się na złotym po piątkowej interwencji NBP. To może nie być koniec sprzedaży.

Awersja do ryzyka uderza mocno w rynek walutowy, szczególnie biorąc pod uwagę, jak silny był zryw optymizmu przed weekendem. Wszystkie główne waluty tracą do dolara i to nie przez uzgodnienie warunków fiskalnego pakietu na rzecz walki z COVID-19. Wypracowane między partiami 900 mld USD powinno być ulga dla gospodarki, a zatem wspiera apetyt na ryzyko na Wall Street, ale też globalnie. Jeśli dookoła nie byłoby innych informacji, powinniśmy z tego tytułu widzieć zieleń na indeksach, ale słabość USD, który w najbliższych miesiącach powinien być źródłem finansowania rajdu ryzykownych aktywów.

Jednak dziś główna uwaga jest na nowej odmianie wirusa COVID-19, którą wykryto w Wielkiej Brytanii. Z dostępnych informacji wynika, że jest to już ósma mutacja koronawirusa, bardziej zakaźna od poprzednich, choć w badaniach nie stwierdzono cięższego przebieg choroby. Mimo to w południowej Anglii wprowadzono nowy, czwarty poziom alarmowy, a kilka krajów z Europy wstrzymała loty z Wielkiej Brytanii. GBP mocno traci pod naporem negatywnych informacji, a do tego dochodzi kolejny zmarnowany weekend negocjacji brexitu. Kwestia łowisk pozostaje głównym źródłem sporu, a czas ucieka. Ale im dłużej trwają negocjacje, tym mniejsza szansa, że jakiekolwiek nowe warunki wejdą w życie od 1 stycznia, w efekcie czego przynajmniej na kila miesięcy Wielka Brytania nie zostanie całkowicie odcięta od jednolitego rynku. Rajd ulgi funta wciąż jest możliwy, tylko kto cierpliwie wyczeka do tego czasu z otwartą pozycją?

Dla reszty rynku na kalkulację wpływu nowego szczepu COVID-19 będą wpływać, jak zaburzony będzie handel w ostatnich dniach grudnia przeplatanych świętami. Niska płynność i dni wolne nie są dobrymi warunkami do obrony pozycji. Redukcja ryzyka i ochrona zysków mogą ściągać aktywa ryzykowne w dół. Widać ot już na rynku ropy naftowej i wycenach spółek z sektorów bankowego, energii i turystyki. Na FX waluty surowcowe są najbardziej narażone na osłabienie względem USD.

Złotego dotyka pogorszenie nastrojów na rynkach zewnętrznych, ale lokalnie spotyka się z nieoczekiwanym przeciwnikiem w postaci Narodowego Banku Polskiego. W piątek pierwszy raz od 2013 r. NBP interweniował na rynku walutowym. Zaskakujący był też kierunek interwencji, gdyż bank centralny sprzedawał polską walutę, co nie zdarzyło się do 2010 r. W odróżnieniu od poprzednich interwencji, nie otrzymaliśmy wyjaśnienia z NBP. W ostatnich sześciu miesiącach Rada Polityki Pieniężnej w protokole po posiedzeniu zwracała uwagę na „brak wyraźnego i trwalszego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią oraz poluzowania polityki pieniężnej NBP.” Jednak ponad to nie otrzymaliśmy żadnych sygnałów, że skala umocnienia jest na tyle niepokojąca dla banku centralnego, aby wymagać interwencji. Pod tym kątem działania na rzecz osłabienia złotego wydają się niepotrzebne: EUR/PLN jest relatywnie wysoko, eksport jest silny, a silny popyt zewnętrzny już wspiera sektor przemysłowy. Niski USD/PLN także nie powinien być powodem do niepokoju, gdyż neutralizuje wzrost cen surowców, a także obniża ceny dóbr importowych, kiedy krajowa konsumpcja kuleje przez covidowe restrykcje.

Jedyny powód, jaki pozostaje, to chęć podwyższenia wartości rezerw walutowych dla zwiększenia zysku NBP, którego prawie całość (95 proc.) będzie mogła zostać zasilić budżet państwa. Jeśli to jest faktyczny cel działań NBP, w najbliższych dniach możemy być świadkami kolejnych interwencji, biorąc pod uwagę, że istotny jest tutaj kurs na koniec roku. Jednak taka strategia tylko skutkuje niepotrzebnymi fluktuacjami kursu. Jeśli w 2021 r. na rynkach zewnętrznych będzie rządzić apetyt na ryzyko wywołany oczekiwaniami szybszego ożywienia gospodarczego, osłabiony złoty jest tak naprawdę zaproszeniem inwestorów do wejścia na polski rynek po niższej, bardziej atrakcyjnej cenie. Długofalowo jedyną rzeczą, którą takimi działaniami można trwale osłabić, to wiarygodność NBP.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sprzedaż pożyczek lekko w górę. Niska szansa na wykorzystanie efektu świąt

Firmy pożyczkowe odnotowały w listopadzie delikatny wzrost sprzedaży pożyczek w porównaniu z październikiem. Wciąż jednak aktywność na rynku jest zdecydowanie mniejsza niż rok temu. Wartość udzielonego finansowania przez branżę w listopadzie 2020 r. była niższa o 27 proc. w stosunku do listopada 2019 roku. W ujęciu liczbowym spadek wyniósł 18 proc. – wynika z analizy Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego.

We wrześniu i październiku tempo odbudowy sprzedaży pożyczek pozabankowych wyraźnie wyhamowało, co było związane z gwałtownym wzrostem zachorowań na COVID-19, wprowadzonymi obostrzeniami w życiu społecznym i gospodarczym oraz obniżonymi nastrojami konsumenckimi. Nie można jednak mówić o załamaniu na rynku, z jakim mieliśmy do czynienia wiosną, podczas pierwszej fali pandemii. W listopadzie liczba i wartość udzielonego finansowania przez firmy pożyczkowe były nieco wyższe niż w poprzednich dwóch miesiącach. Przed branżą okres świąteczny, który zwykle charakteryzuje się wysoką sprzedażą, jednak pierwsze dane za grudzień nie są optymistyczne. Odnotowywane wzrosty są niższe od oczekiwanych.

Rośnie liczba zapytań

Dane Biura Informacji Kredytowej wskazują na wzrost liczby zapytań o raport BIK w listopadzie. Podobnie jak w przypadku wolumenu sprzedaży pożyczek, liczba zapytań kierowanych przez firmy pożyczkowe do BIK mocno spadła w okresie marzec-maj, następnie zaczęła stopniowo rosnąć w kolejnych miesiącach, jednak wciąż jest niższa niż przed rokiem. W listopadzie liczby zapytań zaczęły przekraczać 60 tysięcy tygodniowo. Należy jednak mieć na uwadze, że dane dotyczące liczby zapytań o raport nie odzwierciedlają rzeczywistego popytu na pożyczki. Instytucje kredytowe kierują zapytania do zewnętrznych baz tylko w przypadku tych klientów, którzy wcześniej zostali pozytywnie zweryfikowani w wewnętrznych systemach danej spółki. Strumień wniosków kierowanych do bazy BIK jest zatem zawsze znacznie mniejszy niż faktyczna liczba wniosków o finansowanie, jakie napływają do instytucji pożyczkowych.

Według bazy CRIF liczba odpytań ws. klientów aplikujących o pożyczkę spadła w pierwszej połowie listopada w porównaniu do października, lecz wynika to w większym stopniu z wysokiej bazy porównawczej w poszczególnych tygodniach niż z pogarszania się danych w ujęciu bezwzględnym. Różnice w danych mogą również wynikać z zastosowanej metodologii, która w przypadku danych CRIF uwzględnia dokładnie tę samą bazę porównywanych firm w całym analizowanym okresie.

Wykres – Liczba odpytań ws. klientów aplikujących o pożyczkę w okresie marzec – listopad w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego

Wykres Liczba odpytań ws. klientów aplikujących o pożyczkę
Źródło: CRIF

Druga fala bez większego wpływu na sprzedaż, lecz przyszłość branży niepewna

Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że najlepszym tygodniem pod kątem sprzedaży był 9-15 listopada, mimo że był to okres, w którym notowano rekordowe liczby zachorowań na COVID-19. We wspomnianym okresie wartość udzielonych pożyczek pierwszy raz od marca przekroczyła poziom 100 mln zł. W kolejnych tygodniach lekko osłabła, lecz utrzymywała się na poziomie powyżej 80 mln zł tygodniowo. Odnotowane wolumeny są jednak wciąż znacznie niższe od zeszłorocznych. Według danych BIK spadek wartości udzielonego finansowania wahał się na poziomie 25-37 proc. r/r w zależności od tygodnia.

Według danych CRIF w skali miesiąca liczba udzielonych pożyczek w listopadzie spadła o 17,7 proc. r/r, z kolei wartość udzielonego finansowania była niższa o 27,2 proc. rok do roku. Dane wskazują na słabnięcie kondycji rynku w pierwszym i ostatnim tygodniu listopada. W  wartościach bezwzględnych, przeciwnie do bazy BIK, dane sprzedażowe poprawiały się do końca miesiąca. Pogłębienie spadków rok do roku, widoczne szczególnie w ostatnim tygodniu listopada, które równocześnie jest istotnie silniejsze niż sugeruje baza BIK, wynika z wysokiej bazy porównawczej, co prawdopodobnie oznacza, że druga fala epidemii nie spowodowała załamania rynku w porównaniu z październikiem.

Nadchodzące święta nie powinny znacząco poprawić wyników sprzedaży – w ostatnim tygodniu listopada, w którym zwyczajowo sprzedaż jest już wyższa, wartość udzielonych pożyczek była o 43 proc. mniejsza niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Sytuacja na rynku pożyczek pozabankowych w kolejnych miesiącach w dużej mierze zależy także od decyzji ustawodawcy w zakresie ewentualnego wydłużenia terminu obowiązywania obniżonego limitu kosztów pozaodsetkowych z 8 marca 2021 r. do końca grudnia 2021 roku. Przedłużenie restrykcji z pewnością pogłębi zapaść na rynku – wiele podmiotów, które po marcowej regulacji zdecydowały się na kontynuowanie działalności, prowadzą ją wyłącznie przy założeniu, że przepisy wygasną zgodnie
z pierwotnie zapowiedzianą datą.

Wykres nr 2
Liczba i wartość przyznanych pożyczek w okresie marzec – listopad w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego

Wykres Liczba i wartość przyznanych pożyczek w okresie marzec-listopad
Źródło: CRIF

Wykres nr 3
Liczba i wartość przyznanych pożyczek w listopadzie w stosunku do średniego tygodnia październikaWykres Sprzedaż w listopadzie w porównaniu z październikiem

Porównując dane listopadowe z danymi za październik, widoczny jest słaby pierwszy tydzień miesiąca oraz systematyczna poprawa w kolejnych tygodniach. W ostatnim tygodniu miesiąca wartość pożyczek udzielonych przez podmioty raportujące do CRIF była o blisko 15 proc. wyższa niż wartość ze średniego tygodnia października.

Nominalnie wartość udzielonych pożyczek w listopadzie wzrosła o 1,4 proc. m/m, co wynika z 5,1 proc. wzrostu w tym okresie średniej wartości pożyczki oraz 3,6 proc. spadku liczby udzielonych pożyczek. Warto zauważyć, że listopad miał 20 dni roboczych, podczas gdy październik 22.

Wykres nr 4
Średnia wartość pożyczki w okresie marzec – listopad w stosunku do analogicznego okresu w 2019 r.

Średnia wartość pożyczki w okresie marzec – listopad
Źródło: CRIF

Średnia wartość pojedynczej pożyczki wyniosła w listopadzie 3086 zł, co oznacza wzrost o 5,1 proc. w porównaniu do października 2020 r. i spadek o 11,5 proc. w ujęciu rok do roku. W ostatnim tygodniu listopada średnia wartość pożyczki wyniosła 81,4 proc. wartości ubiegłorocznej, co jest odczytem zauważalnie niższym od wartości notowanych od września. Spadek jest efektem wysokiej bazy porównawczej, który spowodowany jest wejściem w okres świąteczny.

Wykres nr 5
Odsetek klientów odrzuconych w okresie marzec – listopad 2020 r.[1]

Odsetek klientów odrzuconych w okresie marzec – listopad
Źródło: CRIF

Z uwagi na model raportowania przez firmy pożyczkowe danych nt. liczby odrzucanych aplikacji o pożyczki, należy mieć na uwadze, że dane z ostatnich czterech tygodni zapewne ulegną korekcie. Z tego względu jako ostatni miarodajny odczyt należy potraktować tydzień rozpoczynający się 26 października, który pokazuje delikatne pogorszenie się wskaźnika do poziomu 39,5 proc. wobec minimalnie niższych odczytów w poprzednich tygodniach. W dalszym ciągu poziom odrzucanych wniosków jest jednak mniejszy niż miało to miejsce w kwietniu.

O ponad 20 proc. zmniejszyła się liczba aktywnych podmiotów

Według danych CRIF liczba aktywnych firm pożyczkowych, tj. takich, które w analizowanym okresie udzieliły choć jednej pożyczki, pozostaje od trzech miesięcy na stabilnym poziomie i wynosi 38, co oznacza spadek o ponad 20 proc. w porównaniu z zeszłym rokiem.

Wykres nr 6
Liczba aktywnych firm pożyczkowych[1]

Liczba aktywnych firm pożyczkowych
Źródło: CRIF

Podsumowanie

Analizowane dane z BIK i CRIF za listopad 2020 r. wskazują na wzrost sprzedaży pożyczek pozabankowych w ujęciu nominalnym w porównaniu do października br. Wspomniane dane należy uznać za pozytywny sygnał, gdyż mimo drugiej fali COVID-19 nie doszło do zmaterializowania się scenariusza obserwowanego w marcu i kwietniu, choć wciąż poziomy sprzedaży są znacznie niższe od poziomów z zeszłego roku. Minimalne wzrosty sprzedaży obserwowane w drugiej połowie miesiąca wskazują na ryzyko, że sezonowo dobry okres świąteczny nie zostanie przez branżę wykorzystany, gdyż skala tych wzrostów jest zbyt mała, co powoduje, że w porównaniu do wyników z poprzedniego roku odczyty ulegały znaczącemu pogorszeniu.

Sytuacja na rynku w kolejnych miesiącach jest uzależniona od terminu obowiązywania obniżonego limitu pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego. Już regulacja marcowa mocno uderzyła w firmy pożyczkowe, przez co niektóre spółki musiały ograniczyć lub czasowo zawiesić akcję kredytową, a to w konsekwencji mocno obniżyło podaż pożyczek. Prawie dwukrotnie wydłużony czas obowiązywania regulacji może tylko pogłębić ten problem, co oznaczałoby ograniczony dostęp do finansowania pozabankowego dla dużej części konsumentów.

[1] We wszystkich danych CRIF, gdzie dokonujemy porównania z analogicznym okresem zeszłego roku lub średnimi danymi z poprzedniego miesiąca, stosujemy jednorodną grupę porównawczą, tj. analizujemy wyłącznie grupę instytucji pożyczkowych, która była obecna w całym okresie badania, co pozwala na uniknięcie zaburzeń wniosków na skutek rozpoczęcia lub zakończenia raportowania przez instytucję pożyczkową. W przypadku tego wykresu wskazana w pierwszym zdaniu reguła nie obowiązuje.

[1] Ze względu na specyfikę raportowania spółek do CRIF dane za ostatnie tygodnie listopada w zakresie odsetka klientów odrzuconych mogą ulec zmianom. W niniejszej publikacji używamy danych CRIF wg stanu na 10 grudnia 2020 r.

Pakiet Mobilności: jak zmieni się transport o DMC do 3,5 tony?

Dyskusja na temat tzw. pakietu mobilności w branży TSL nie cichnie od kilku miesięcy. Przegłosowane w lipcu przepisy dotykają między innymi norm socjalnych, tachografów, czy wynagrodzeń kierowców. Szczególna rewolucja nastąpi w transporcie drogowym operującym pojazdami o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony, potocznie nazywanych „busami”. Dotychczas pojazdy tego typu nie podlegały regulacjom zawartym w rozporządzeniu nr 561/2006 (normy socjalne), czy nr 165/2014 (tachografy i ich obsługa). Co czeka przedsiębiorców opierających biznes na samochodach o DMC do 3,5 tony? Od kiedy zaczną obowiązywać tachografy w „busach” i jakie obowiązki będą ciążyć na przedsiębiorstwach transportowych? Arkadiusz Góra ekspert OCRK z Grupy INELO podsumowuje nadchodzące zmiany.

Po pierwsze: licencja wspólnotowa

Pierwszą istotną oraz czasowo najbliższą do wdrożenia zmianą jest objęcie opisywanej grupy przewoźników obowiązkiem posiadania licencji wspólnotowej uprawniającej do wykonywania międzynarodowych przewozów rzeczy pojazdami lub zespołami pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 2,5 tony. Ta niezwykle istotna zmiana oznacza włączenie tych przewozów do przepisów rozporządzenia 1071/2009. W konsekwencji przewoźnik wykonujący działalność w oparciu o wspomniane „busy” będzie musiał spełnić szereg obowiązków związanych z dostępem do rynku, stanowiących podstawę do uzyskania licencji wspólnotowej.

Przewoźnicy mają czas na przygotowanie się do wprowadzenia licencji wspólnotowych, ponieważ wskazane przewozy zostaną objęte obowiązkiem jej posiadania od maja 2022 roku. Zgodnie z treścią art. 3 ust. 1 rozporządzenia 1071/2009 przedsiębiorca musi spełnić wymogi w zakresie:

  • posiadania rzeczywistego miejsca prowadzenia działalności w siedzibie państwa, w której dostępna będzie kompletna dokumentacja dotycząca prowadzonej działalności, zatrudnienia oraz realizowanych przewozów,
  • znajomości przepisów związanych z prowadzeniem działalności w zakresie przewozów,
    posiadania zdolności finansowej w wysokości 1 800 € na pierwszy pojazd oraz 900 € na każdy następny,
  • posiadania kwalifikacji potwierdzonych certyfikatem kompetencji lub wyznaczenia osoby posiadającej certyfikat.

Efektem uzyskania licencji wspólnotowej będzie dostęp do rynku przewozowego Wspólnoty Europejskiej na zasadach określonych przepisami unijnymi. Pozwoli to na uniknięcie barier wynikających z indywidualnych rozwiązań prawnych stosowanych przez poszczególne państwa członkowskie.

Po drugie: dotkliwsze kary

Na szczególną uwagę przewoźników zasługiwać będzie zupełnie nowe podejście uprawnionych służb kontrolnych do odpowiedzialności za nieprawidłowości stwierdzane podczas kontroli na drogach lub przedsiębiorstwach. Po wejściu w życie nowych przepisów wiele naruszeń będzie uderzało w tzw. dobrą reputację przewoźnika, która w określonych przepisami okolicznościach może nawet zostać utracona. Stwierdzenie podczas kontroli nieprawidłowości może prowadzić nie tylko do nałożenia kary finansowej, ale do przypisania naruszenia do grupy tzw. poważnych, bardzo poważnych lub najpoważniejszych. W takim przypadku uprawniony organ przekazuje do właściwego rejestru informację o naruszeniu. Na jej podstawie organ wydający licencję ma prawo wszcząć postępowanie w zakresie oceny dobrej reputacji. W konsekwencji może dojść do czasowego zawieszenia przewoźnikowi określonej liczby wypisów z licencji lub np. utraty certyfikatu kompetencji zawodowych. Wymóg posiadania dobrej reputacji dotyczy przedsiębiorcy oraz osoby zarządzającej transportem w przedsiębiorstwie – posiadacza certyfikatu kompetencji zawodowych.

Po trzecie: tachografy w „busach”

Kolejną niezwykle ważną zmianą będzie objęcie przewozów realizowanych pojazdami lub zespołami pojazdów, których dopuszczalna masa całkowita przekracza 2,5 tony i nie przekracza 3,5 tony, obowiązkiem instalacji i użytkowania tachografów cyfrowych. Oznacza to stosowanie wobec kierowców pełnego zakresu norm socjalnych dotyczących czasu jazdy, przerw oraz odpoczynków, zawartych w rozporządzeniu (WE) 561/2006 oraz obowiązku prawidłowej obsługi tachografu, określonego w rozporządzeniu (UE) 165/2014. Również w tym przypadku przewidziano okres przejściowy, umożliwiający dostosowanie się przewoźników do nowej sytuacji. Jeśli wdrożone niedawno przepisy nie ulegną zmianie, tachografy w „busach” pojawią się obowiązkowo od lipca 2026 roku.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że zgodnie z treścią rozporządzenia 561/2006 przedsiębiorstwo transportowe odpowiada za naruszenia przepisów, których dopuszczają się kierowcy tego przedsiębiorstwa, nawet jeśli naruszenie takie miało miejsce na terytorium innego Państwa Członkowskiego lub w państwie trzecim. Na przedsiębiorcy spoczywa więc obowiązek nadzorowania realizowanych przewozów drogowych, dbania o wiedzę i kwalifikacje kierowców, ponieważ w czasie kontroli drogowych weryfikowana będzie aktywność kierowców nawet do 56 dni wstecz. Również za umiejętność obsługi tachografów przez kierowców odpowiedzialność ponosi przewoźnik. Wynika to wprost z rozporządzenia 165/2014, według którego przedsiębiorstwa transportowe są odpowiedzialne za zapewnienie, by ich kierowcy byli właściwie wyszkoleni, a także poinstruowani w zakresie prawidłowego działania tachografów. Firmy powinny przeprowadzać regularne kontrole wewnętrzne, by zapewnić właściwe użytkowanie tachografów przez swoich kierowców. Przedsiębiorcom nie wolno też udzielać żadnych bezpośrednich ani pośrednich zachęt, które mogłyby skłaniać kierowców do niewłaściwego używania tachografów.

Państwa członkowskie mogą wprowadzać własne regulacje do czasu ich ujednolicenia

Odnosząc się do międzynarodowych przewozów rzeczy realizowanych tzw. „busami” warto wspomnieć o niedawnej zmianie przepisów na terenie Francji. Od 3 września 2020 roku wprowadzono bezprecedensowy zakaz obierania przez kierowców odpoczynków dziennych oraz tygodniowych w kabinach pojazdów, których dopuszczalna masa całkowita nie przekracza 3,5 tony. Zakaz obowiązuje bez względu na wyposażenie pojazdów w miejsca do spania. W konsekwencji, odpoczynki dzienne i tygodniowe powinny być odbierane poza pojazdem, w miejscach do tego przystosowanych, z zachowaniem odpowiednich warunków higienicznych. Na pracodawcy i kierowcy spoczywa obowiązek wykazania, gdzie i w jakich warunkach odbierał odpoczynki. Regulacja wynika z art. L3313-4 francuskiego kodeksu drogowego. Tego typu praktyki nie będą stosowane, gdy omawiane przewozy zostaną objęte przepisami wspólnotowymi.

Artykuł przygotował Arkadiusz Góra, ekspert OCRK, Grupa INELO.

Czy od stycznia wrócą cła i kontrole graniczne między UE a Wielką Brytanią?

Już 1 stycznia 2021 roku ma się zakończyć okres przejściowy, poprzedzający wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Wciąż jednak nie zostało wynegocjowane, jak ma wyglądać umowa handlowa i gospodarcza pomiędzy Wielką Brytanią a krajami Unii. Bez wynegocjowania tej umowy, od 1 stycznia przyszłego roku handel z Wielką Brytanią zacznie odbywać się na takich zasadach, jak z krajami trzecimi. A to oznacza powrót ceł, kontroli na granicach i wyższych norm sanitarnych w handlu żywnością. To nie musi się jednak zdarzyć. Jest jeszcze szansa na to, że umowa zostanie wynegocjowana do końca tego roku. Jednak możliwości, że wejdzie ona w życie od 1 stycznia, są znikome. Najprawdopodobniej możemy się spodziewać umowy, która przedłuży okres przejściowy na kolejne miesiące – by jej wdrożenie było możliwe.

– Obu stronom powinno zależeć na tym, aby nie dopuścić do wyjścia bezumownego i powrotu stawek celnych. To spowoduje szerokie komplikacje, jeżeli chodzi o wzajemną współpracę gospodarczą. Jeżeli uda się wynegocjować umowę, która za jakiś czas wejdzie w życie, nie opłacałoby się wdrażać całego systemu związanego z handlem z Wielką Brytanią jako krajem trzecim. Dlatego w interesie wszystkich jest wynegocjowanie tej umowy i przedłużenie okresu przejściowego – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Ambroziak, analityk Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Stronom może na tym zależeć jeszcze bardziej, niż rok temu – z uwagi na pandemię COVID-19, kłopoty unijnych gospodarek oraz gospodarki Wielkiej Brytanii. Niepotrzebny byłby nam teraz taki cios w postaci bezumownego wyjścia. W zależności od scenariusza, Polska może stracić więcej lub mniej. Według szacunków PIE – w przypadku powrotu cła, średnia ważona stawka celna w polskim eksporcie do Wielkiej Brytanii wzrosłaby do ponad 7%. Wzrost cła w imporcie wyniósłby około 5%. Najbardziej ucierpiałyby produkty rolno-spożywcze, stanowiące około 20% polskiego eksportu na rynek brytyjski. W tej grupie produktów średnia stawka celna przekroczyłaby 25%. Dotkną nas również ograniczenia w handlu samochodami i częściami, kontrole na granicach podniosą koszt transportu, a dodatkowe normy obciążą polskich eksporterów i importerów – ostrzega Ambroziak.

Poznański startup rusza na podbój Europy. Umożliwi zdalny monitoring pacjentów w izolatoriach COVID-owych

W grudniu br. sensor WARMIE wraz z oprogramowaniem otrzymał Certyfikat Wyrobu Medycznego Klasy IIb. Oznacza to, że może być stosowany do pomiaru temperatury ciała nawet najciężej chorych pacjentów, m.in. nieprzytomnych, przebywających na oddziałach intensywnej terapii czy w izolatoriach, także tych COVID-owych. Dzięki WARMIE pomiar może być dokonywany automatycznie i zdalnie, czyli bez zaangażowania personelu medycznego.

– W dobie pandemii szczególnie istotne jest ograniczenie zbędnego kontaktu z pacjentem przy zachowaniu najwyższej jakości oceny jego stanu. To podnosi poziom bezpieczeństwa chorych i pracowników szpitali. WARMIE jest idealnym narzędziem do tego celu – mówi prof. Tomasz Banasiewicz, odpowiedzialny za nadzór medyczny nad projektem.

Producenci podkreślają, że urządzenie w czasie rzeczywistym zbiera bardzo dokładne wyniki. Umożliwia wykrywanie nawet najmniejszych zmian temperatury ciała, często wyprzedzając inne sposoby oceny stanu zdrowia. Dużym ułatwieniem logistycznym jest też bezprzewodowy pomiar. Co więcej, sensor pozwala na integrację z innymi systemami, globalne gromadzenie danych, generowanie alarmów i udział w algorytmach wspomagania decyzyjnego.

– Wiemy o wysokiej gorączce u części pacjentów w przebiegu COVID-19, ale nie poznaliśmy jeszcze roli prognostycznej tego parametru i możliwości szybkiej interwencji zależnie od jego zmian. Sensor daje możliwość unikatowej obserwacji dynamiki wahań temperatury ciała i tworzenia algorytmów postępowania z pacjentami. To ważny krok na drodze do inteligentnego, spersonalizowanego nadzoru, który jest przyszłością w opiece nad chorym, zwłaszcza wymagającymi intensywnego leczenia – zaznacza prof. Banasiewicz.

Spółka już od kwietnia sukcesywnie wdrażała odpowiednie procedury. Zaczęła od Systemu Zarządzania Jakością Dla Wyrobów Medycznych ISO 13485:2016. Wówczas certyfikacja w zakresie projektowania, wytwarzania i sprzedaży czujnika temperatury wraz z oprogramowaniem do domowego i profesjonalnego użytku potwierdziła zdolność do produkcji urządzeń medycznych. I dała gwarancję oferowanej przez nią jakości. To było pierwszym krokiem do uzyskania Certyfikatu Wyrobu Medycznego Klasy IIb, który rozszerza poznańskiej spółce możliwości dotarcia do większej grupy odbiorców.

– Do tego w listopadzie br. zostało zakończone badanie kliniczne prowadzone w poznańskim szpitalu im. Heliodora Święcickiego, który jako pierwszy wyraził chęć wykorzystania naszego systemu. Obecnie prowadzimy rozmowy z kilkoma dużymi podmiotami działającymi w branży medycznej i z placówkami ochrony zdrowia, które są zainteresowane wdrożeniem nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach – informuje Piotr Piątek, członek zarządu spółki WARMIE.

Uzyskanie certyfikatu wyrobu medycznego, a następnie zgłoszenie produktu do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPLWMiPB) dało spółce prawo do sprzedawania urządzenia na terenie całej Unii Europejskiej. To z kolei otwiera jej drogę do 30 nowych rynków. Jednak spółka myśli o szerszej ekspansji.

– Poza UE obowiązują indywidualne normy danego kraju, dlatego obecnie prowadzimy szereg dodatkowych czynności, żeby się dopasować do wymogów innych rynków. W niedalekiej przyszłości planujemy dotrzeć też na Bliski Wschód i do Afryki. Prowadzimy już rozmowy z Nigeryjczykami. Ze względu na utrudniony dostęp do lekarzy coraz większą rolę zaczyna pełnić tam telemedycyna i zdalny monitoring pacjentów. Dla nas to idealna szansa, którą chcemy wykorzystać – podsumowuje Piotr Piątek.

Producenci opakowań nie płacą za recykling polskich śmieci. System ROP ma to zmienić

Przedsiębiorcy wprowadzający produkty w opakowaniach na polski rynek ponoszą najniższe w Unii opłaty recyklingowe. Powoduje to zapaść na rynku surowców wtórnych, czyniąc nieopłacalną selektywną zbiórkę odpadów. Faktyczne koszty gospodarki komunalnej ponoszą obywatele i firmy recyklerskie. Po zmianie przepisów kwota opłat wnoszonych przez firmy opakowaniowe wzrośnie z kilkudziesięciu milionów do kilku miliardów złotych rocznie. Pozyskane fundusze oraz środki unijne zasilą inwestycje w obszarze recyklingu i gospodarki w obiegu zamkniętym.

„W Polsce funkcjonuje quasi system wyznaczający normy odzysku i recyklingu, realizowany na podstawie dokumentów potwierdzających recykling (DPR), wydawanych przez kilkadziesiąt organizacji odzysku. Brakuje realnej gospodarki w obiegu zamkniętym, a producenci przez wiele lat nie zaproponowali zmian usprawniającą system” – zauważa Szymon Dziak-Czekan, prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”. „Zmienić ten stan ma system rozszerzonej odpowiedzialności producentów (ROP), w ramach którego firma wprowadzająca produkt w opakowaniu na rynek będzie partycypować w kosztach recyklingu odpadów opakowaniowych, wedle zasady >>zanieczyszczający płaci<<. Nowy system ma premiować firmy wykorzystujące surowce wtórne i dbające o środowisko naturalne. Organizacje zrzeszające przedsiębiorców z branży recyklingu popierają takie rozwiązanie. Postulują również lokację nowego systemu w agencji rządowej, która zagwarantuje przejrzystość, ustanowienie regulatora ds. ROP i rzetelną weryfikację systemu poprzez BDO. Gotowość w zakresie uporządkowania systemu wykazuje Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej” - wyjaśnia prezes. Stanowisko branży recyklingowej zyskuje uznanie samorządów odpowiedzialnych za lokalną gospodarkę komunalną. „W Polsce recyklerzy stworzyli sprawny system odzysku surowców, spełniający wyśrubowane unijne wymogi w zakresie gospodarowania odpadami. Równolegle funkcjonuje system tzw. opłaty produktowej oparty o organizacje odzysku opakowań. Dziś wiemy, że ten system nie sprawdza się" - zaznacza Piotr Grzelak, zastępca prezydenta miasta Gdańsk, reprezentujący również Związek Miast Polskich. „Organizacje odzysku zdejmują obowiązek zapewnienia poziomów odzysku i recyklingu odpadów z przedsiębiorców wprowadzających opakowania lub produkty w opakowaniach po bardzo niskich stawkach, a ich działanie przybrało formę handlu tzw. kwitami. W rezultacie wsparcie branży recyklerskiej jest fikcyjne” - dodaje samorządowiec. „System ROP w Polsce jest na etapie konsultacji, nie znamy projektu, ale branża oczekuje zmian" - wyjaśnia Jarosław Roliński z NFOŚiGW. „W miejsce rynku odpadów zaistniał rynek dokumentów potwierdzających odzysk i recykling dla przedsiębiorców wprowadzających opakowania na rynek oraz szara strefa. Co istotne, obecna sytuacja powoduje, że rosną opłaty mieszkańców za wywóz śmieci, koszty obróbki polskich śmieci spadają na recyklerów, a zyski z produkcji i sprzedaży opakowań zostają na kontach producentów" - zauważył przedstawiciel NFOŚiGW. Jerzy Zając, przedstawiciel KIGO z branży gospodarki odpadami zaznacza, że od 2021 roku Polska będzie musiała ponieść opłatę za niewykonanie wskazanego przez UE poziomu recyklingu. „To znaczne koszty, które zgodnie z obecnymi przepisami prawa poniosą recyklerzy i obywatele, a nie producenci czy dostawcy opakowań. System ROP nadzorowany przez NFOŚiGW i Ministerstwo Klimatu i Środowiska byłby gwarancją, że te pieniądze wrócą na polski rynek” - wyjaśnia. Unia Europejska odchodzi od termicznego przetwarzania odpadów w nowej perspektywie na lata 2021-27. Dostosowanie polskiego prawa do przepisów europejskich w zakresie gospodarki odpadami komunalnymi ma służyć ograniczeniu powstawania odpadów i należytemu ich recyklingowi.

Pandemia nie zniechęciła pracowników z Ukrainy do przeprowadzenia się do Polski

Co trzeci pracownik z Ukrainy zatrudniony w Polsce chciałby na stałe zamieszkać w naszym kraju, a niemal co czwarty wolałby przeprowadzić się na kilka lat. Świadczą o tym wyniki badania socjologicznego , przeprowadzonego przez EWL S.A. oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego w grudniu 2020 roku.

Badanie pokazało, że zamieszkać w Polsce na dłużej chce 57,3% obywateli Ukrainy, czyli najwięcej od trzech lat (o 2,3 pkt. proc. więcej niż w 2019 roku oraz o 8,9 pkt. proc. więcej niż w 2018 roku). Udział ukraińskich pracowników, którzy chcieliby osiedlić się w Polsce na stałe, wzrasta nieprzerwanie od 2018 roku. W 2018 roku chętnych do pozostania było 22,1%, w 2019 – 32,7%, a w 2020 – 33,2%.Coraz więcej pracowników z Ukrainy chce pozostać w Polsce

Ponadto, w porównaniu z zeszłorocznym badaniem, w 2020 roku wzrosła liczba Ukraińców, którzy chcieliby zamieszkać w Polsce na czas kilku lat – 24,1% wobec 22,3% w 2019 roku. O niemal połowę zmalała natomiast liczba pracowników z Ukrainy, którzy nie chcieliby by przeprowadzić się do Polski – z 29,8% do 15,7%.

“Z naszych badań, przeprowadzonych w trakcie pandemii, wynika, że pracownicy zagraniczni bardzo dobrze oceniają zarówno zachowanie polskich pracodawców, jak i kroki administracji państwowej. Ponadto podczas pandemii polska gospodarka ucierpiała stosunkowo najmniej wśród krajów Unii Europejskiej i zdecydowanie mniej, niż gospodarka ukraińska. Tak więc nie dziwi nas wzrost zaufania wśród pracowników z Ukrainy do naszego kraju i naszych pracodawców oraz większa chęć pozostania w Polsce” – komentuje wyniki badania Andrzej Korkus, prezes EWL S.A.

Badanie zostało przeprowadzone przez EWL S.A. oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego w dniach 10-14 grudnia 2020 roku. Metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przebadanych zostało 1230 obywateli Ukrainy, zatrudnionych w Polsce.

Rząd oficjalnie popiera nieruchomościowe inwestycje. Niestety niektóre nadchodzące zmiany podatkowe temu przeczą

W przypadku przepisów podatkowych, koniec roku zawsze jest bardzo ciekawy. Chodzi o to, że rząd zwykle stara się szybko przyjąć zmiany, które będą obowiązywały od 1 stycznia. Trudno ukryć, że takie modyfikacje przepisów często są opracowywane zbyt późno, a ich kształt również wzbudza spore wątpliwości. Jeżeli chodzi o przełom 2020 roku oraz 2021 roku, to dodatkowym akcentem jest kryzys gospodarczy, który zmusza rząd do poszukiwania nowych źródeł wpływów do budżetu. Taka budżetowa motywacja prawdopodobnie stoi za zmianami podatkowymi, które utrudnią nieruchomościowe inwestycje. Wyjaśniamy, dlaczego taki efekt nowych przepisów jest bardzo prawdopodobny. Na pocieszenie pozostanie niektórym inwestorom możliwość ryczałtowego rozliczania przychodów z najmu nieruchomości.

Nasz artykuł w bardzo dużym skrócie:

  • Już w 2021 r. spółki nieruchomościowe będą musiały płacić podatek od sprzedaży swoich udziałów przez osoby i firmy nieposiadające rezydencji podatkowej w Polsce.
  • Spółkami nieruchomościowymi będą firmy posiadające krajowe nieruchomości i prawa do nich o wartości ponad 10 mln zł (min. 50% aktywów).
  • Wspomniane spółki teoretycznie będą tylko płatnikami, ale może się zdarzyć, że faktycznie zapłacą podatek (19%) zamiast zbywcy ich udziałów.

Poniżej prezentujemy więcej informacji na ten temat. Dotyczą one również dodatkowych obowiązków firm nieruchomościowych.

Spółki nieruchomościowe czekają obciążenia i formalności

Na portalu NieruchomosciSzybko.pl niedawno pojawił się artykuł dotyczący zmian w zasadach ryczałtowego opodatkowania przychodów z najmu. Warto wiedzieć, że zmiany przepisów odnośnie ryczałtu zostały wprowadzone przez tę samą ustawę, która utrudni nieruchomościowe inwestycje. „Mowa o ustawie z dnia 28 listopada 2020 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2020 poz. 2123)” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Najogólniej rzecz ujmując, wspomniana ustawa przewiduje przeniesienie na spółkę nieruchomościową obowiązku zapłaty podatku z tytułu zbycia udziałów w sytuacji, gdy zbywca nie jest polskim rezydentem podatkowym. Do końca 2020 roku, obowiązek płatności podatku ma sprzedawca udziałów. Wraz z nowym rokiem, formalności oraz de facto obciążenia związane z podatkami przejdą na spółkę nieruchomościową. Ustawodawca oczywiście tłumaczy, że nowe zasady mają służyć uszczelnieniu systemu podatkowego. Spółki prowadzące nieruchomościowe inwestycje zwracają jednak uwagę, że nowe przepisy mocno utrudnią ich działalność. „Takie spółki nie będą bowiem jedynie płatnikami podatku. W wielu sytuacjach poniosą one faktyczne koszty opodatkowania sprzedanych udziałów” – ostrzega Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Ważna wydaje się również opinia Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan wskazująca, że nowe przepisy przerzucają konsekwencje sprzedaży udziałów na tych inwestorów, którzy nadal są udziałowcami. Ocenę nowych regulacji niewiele zmienia fakt, że mają być one stosowane tylko przy zbyciu udziałów lub akcji zapewniających co najmniej 5% praw głosu. Identyczna zasada będzie dotyczyć zbycia ogółu praw i obowiązków dającego min. 5% udziału w zyskach spółki niebędącej osobą prawną oraz zbycia co najmniej 5% tytułów uczestnictwa. „Jak widać, ustawodawca dobrze zadbał, aby wszystkie duże nieruchomościowe inwestycje były objęte nowymi regulacjami” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Rząd zdefiniował również samą spółkę nieruchomościową

Nowe przepisy utrudnią nieruchomościowe inwestycje również dlatego, że wprowadzają one kontrowersyjną definicję samej spółki nieruchomościowej. Tylko taka spółka będzie zobowiązana do zapłacenia podatku w sytuacji, gdy jej udziały zbywa nierezydent (będący osobą fizyczną lub prawną). Generalnie rzecz biorąc, jako spółki nieruchomościowe mają być zakwalifikowane podmioty, w przypadku których polskie nieruchomości oraz prawa do nieruchomości są warte ponad 10 mln zł i stanowią co najmniej połowę wartości aktywów. „W przypadku działających spółek, kryterium będzie także udział przychodów powiązanych z nieruchomościami na poziomie min. 60%” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Można przypuszczać, że spółki prowadzące nieruchomościowe inwestycje poprzez kształtowanie struktury aktywów będą chciały unikać nowych przepisów. Wynika to nie tylko z faktu, że rząd próbuje przerzucać na firmy obowiązki płatnika podatku należnego od sprzedaży udziałów lub akcji przez nierezydentów. Warto także podkreślić, że spółki nieruchomościowe będą musiały po zakończeniu roku podatkowego informować fiskusa o swoim akcjonariacie. „Podatnicy posiadający istotny udział w spółce nieruchomościowej (min. 5%) zostaną z kolei zobowiązani do corocznego poinformowania fiskusa o tym fakcie” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Spółka odpowie podatkowo za zaniedbania udziałowców

Nieruchomościowe inwestycje utrudni również ważna zmiana wprowadzona do ordynacji podatkowej. Nowy przepis z artykułu 30 paragraf 5a punkt 7 ordynacji podatkowej wskazuje, że spółka nieruchomościowa będzie odpowiedzialna za zapłatę podatku nawet wtedy, gdy brak płatności wynika z winy zagranicznego podatnika. Taki nierezydent teoretycznie powinien przekazać spółce nieruchomościowej środki dla polskiego fiskusa. Z egzekwowaniem wspomnianego obowiązku może jednak pojawić się problem. „Opisywana regulacja niestety stanowi kolejny dowód na to, że fiskus próbuje obciążać spółki nieruchomościowe konsekwencjami działań ich byłych udziałowców” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Opisywane podejście jest kolejnym czynnikiem, który ograniczy skalę dużych inwestycji w nieruchomości na terenie Polski. Warto wspomnieć, że wcześniej rząd de facto zrezygnował z działań, które miały na celu utworzenie polskich REIT-ów jako zdefiniowanych prawnie i podatkowo podmiotów. „Prace nad rządowym projektem ustawy o firmach inwestujących w najem nieruchomości nie posunęły się do przodu od jesieni 2018 roku” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Większość sieci handlowych zrezygnowało ze sprzedaży żywych karpi

Stowarzyszenie Otwarte Klatki opublikowało raport dot. wycofania żywego karpia ze sprzedaży i zmian w branży handlowej. W raporcie przedstawiono najnowsze wyniki badań opinii publicznej, aktualną sytuację branży rybnej oraz zmiany na polskim rynku w kwestii sprzedaży żywych karpi.

Polska jest jednym z największych hodowców karpi w Unii Europejskiej – produkcja w naszym kraju stanowi ok. ⅓ produkcji w UE. Zgodnie z szacunkami Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb, ok. 80% wyprodukowanego w Polsce karpia przeznaczane jest na produkcję wyrobów przetworzonych, a w ciągu najbliższych 3-4 lat sprzedaż karpia w postaci żywej spadnie do nieznacznej wielkości. Najwięcej karpi sprzedawanych jest w okresie Świąt Bożego Narodzenia – jak wskazują autorzy raportu, w 2018 r. aż 80% sprzedaży tej ryby na rynku krajowym przypadło na grudzień. W tym czasie możliwe jest nie tylko kupno karpia w postaci dzwonków czy fileta, ale też żywej ryby.

Organizacje prozwierzęce od kilku lat zwracają uwagę na liczne problemy dobrostanowe, które wiążą się z transportem żywych ryb oraz ich ubojem dokonywanym przez niewykwalifikowane do tego osoby. Coraz więcej sieci handlowych rezygnuje ze sprzedaży żywych karpi, mając na uwadze ich dobrostan. Jak podają autorzy raportu, niemal wszystkie największe sieci handlowe operujące w Polsce, z wyjątkiem MAKRO i E.Leclerc, nie sprzedają żywych karpi (Lidl, Biedronka, Aldi, Piotr i Paweł, Bi1, Tesco, Selgros Cash&Carry, Kaufland, Auchan) lub zadeklarowały ich wycofanie w najbliższych latach (Carrefour – wprowadził ograniczenie w sprzedaży żywych karpi w 2020 r. – ubój ryb na miejscu – i zadeklarował całkowite wycofanie ich z oferty do 2021 roku, o czym przedstawiciele firmy poinformowali m.in. w swojej gazetce, podkreślając troskę o dobrostan zwierząt). Wśród motywacji najczęściej przytaczanych przez przedstawicieli firm, które wycofały żywego karpia ze sprzedaży są dobrostan zwierząt oraz dostosowanie się do zmieniających się wymagań konsumentów.

Decyzje sieci sklepów przybliżają koniec sprzedaży żywych karpi, czego świadomi są zarówno hodowcy karpia, dyrektorzy sklepów, jak i konsumenci – mówi Maria Madej, Menadżerka Relacji Biznesowych w Stowarzyszeniu Otwarte Klatki – W Polsce jeszcze tylko dwie z największych sieci handlowych – Makro i E.Leclerc – kontynuują tę praktykę. Zarówno oczekiwania konsumentów widoczne w badaniach opinii publicznej, jak i rozwój przetwórstwa i rynku alternatyw roślinnych jasno pokazują, że jest to praktyka sprawiająca rybom niepotrzebne cierpienie i nie ma na nią miejsca w XXI wieku – dodaje Madej.

Jaki stosunek do sprzedaży żywych ryb mają Polacy? Według badań przeprowadzonych przez Biostat w grudniu br. 59% ankietowanych uważa, że sprzedaż żywych ryb, w tym karpi, nie zapewnia zwierzętom odpowiednich warunków. 45,3% respondentów mówi, że w ogóle nie kupuje karpia na święta, natomiast spośród osób, które go kupują, jedynie 29,8% kupuje żywą rybę (pozostali kupują karpia ubitego w sklepie, tuż przed zakupem – 28% lub w postaci przygotowanych wcześniej płatów, tuszek, dzwonków, itp. – 42,2%). Co więcej, ponad połowa badanych (59%) wskazuje, że jeśli w ofercie sklepu nie będzie karpia żywego, to zdecyduje się na zakup karpia w innej postaci w tym sklepie.

Od stycznia spodziewany paraliż w wymianie handlowej między Wielką Brytanią a krajami UE. To zagrożenie dla działalności polskich firm

Wielka Brytania nie chce unii celnej z krajami Wspólnoty, nie zanosi się też na osiągnięcie porozumienia w sprawie warunków wymiany handlowej. Za 10 dni może więc nastąpić paraliż w handlu między Zjednoczonym Królestwem a kontynentalną Europą. Choć będzie on bardziej dotkliwy dla Brytyjczyków niż krajów unijnych, to może też dla wielu polskich firm oznaczać straty, a nawet zagrożenie dla ich działalności. Największe obawy mają producenci żywności.

– Miękki brexit oznaczałby, że Wielka Brytania opuszcza Unię Europejską, natomiast zostaje w unii celnej i w jednolitym rynku europejskim. Wiemy, że Brytyjczycy tego nie chcą, więc będzie twardy brexit – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Dembiński, główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej (BPCC). – Jeżeli nie dojdzie do umowy, to mamy dwie możliwości: jedną jest wystąpienie Wielkiej Brytanii bez umowy, co będzie dla niej klęską gospodarczą, a druga jest taka, że po prostu przesunie ona termin o kolejne trzy–sześć miesięcy.

Obywatele Wielkiej Brytanii w referendum przeprowadzonym 23 czerwca 2016 roku podjęli decyzję o wystąpieniu z Unii Europejskiej. Pierwotnie miało ono nastąpić 29 marca 2019 roku, następnie termin ten przesunięto na 12 kwietnia, potem na 31 października, wreszcie na 31 stycznia 2020 roku. Teoretycznie tego dnia Zjednoczone Królestwo przestało być członkiem Wspólnoty, praktycznie jednak niewiele się zmieniło, ustalono bowiem czas do końca roku na wynegocjowanie warunków współpracy między UE a Wielką Brytanią. Na osiągnięcie konsensusu się nie zanosi.

– Jeśli nie będzie podpisanej umowy, to Wielka Brytania będzie handlowała z Unią Europejską na podstawie reguł stworzonych przez Światową Organizację Handlu. One będą decydujące dla poziomów taryf celnych na różne produkty – mówi Michał Dembiński. – Takie małe rzeczy, typu chipy komputerowe czy farmaceutyka, to jest 2–3 proc. Natomiast najwyższe taryfy celne są na produkty rolnicze, tutaj mamy np. wołowinę – 58 proc., mleko w hurcie – 200 proc., sery – 75 proc. To będzie naprawdę ogromny cios, przede wszystkim dla brytyjskich eksporterów. Trzeba też brać pod uwagę, że dla Polski Wielka Brytania jest trzecim największym rynkiem eksportowym po Niemczech i Czechach.

Wielka Brytania jest trzecim największym odbiorcą polskich produktów, przy czym dystans do drugich Czech nie jest wielki i w ubiegłych latach oba kraje wymieniały się miejscami. Między styczniem a październikiem 2020 roku Zjednoczone Królestwo odpowiadało za 5,7 proc. polskiego eksportu, podczas gdy nasz południowy sąsiad za 5,9 proc., a kolejna Francja za 5,6 proc. Najważniejszym kupcem polskich produktów pozostają nieustająco Niemcy z udziałem na poziomie 28,6 proc. Jeśli chodzi o polski eksport sektora rolno-spożywczego, to Wielka Brytania zajmuje drugie miejsce, za Niemcami, z wynikiem na poziomie 9 proc. ogółu sprzedaży zagranicznej. Po trzech kwartałach jego wartość sięgnęła prawie 10 mld zł. Jest także ważnym odbiorcą polskich usług (druga pozycja, za Niemcami, 7,8 proc.). Wśród nich są zarządzanie biznesem, telekomunikacja, usługi informatyczne, informacyjne oraz transportowe.

Jak wyjaśnia resort rozwoju, wśród prawdopodobnych, najważniejszych negatywnych skutków bezumownego brexitu są cła na większość towarów na poziomie stawek dla państw trzecich, konieczność zapłaty VAT od importu towarów na granicy, zmiany w zasadach poboru akcyzy, długie i wnikliwe kontrole graniczne, celne, fitosanitarne czy weterynaryjne.

– Na pewno przez kilka tygodni będą puste sklepy. To, co widzieliśmy na początku COVID-u, jak opustoszały półki w brytyjskich supermarketach, to był raczej skutek panicznych zakupów niż długotrwałych wstrząsów w łańcuchu dostaw. A teraz zobaczymy, że systematycznie będą spadały przepływy produktów z Unii Europejskiej do Wielkiej Brytanii – przewiduje główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej. – Kryzys wywołany koronawirusem i brexit spowodują, że wzrost gospodarczy Wielkiej Brytanii w przyszłym roku będzie bardzo niski, jeżeli w ogóle będzie. Brytyjczycy muszą się dostosować do nowych realiów, które dla nich będą dość bolesne.

Produkt krajowy brutto Wielkiej Brytanii wzrósł w III kwartale 2020 roku o 15,5 proc. kwartał do kwartału (w II kwartale spadek wyniósł 19,8 proc.). W ujęciu rok do roku PKB zmniejszył się w III kwartale o 9,6 proc. po spadku w II kwartale o 21,5 proc.

Dla polskich firm i obywateli najistotniejszą kwestią jest jednak los Polaków mieszkających na Wyspach, możliwość kontaktu z nimi i koszt podtrzymywania relacji. Dotyczy to ponad 900 tys. osób. Jest to największa grupa cudzoziemców w Zjednoczonym Królestwie.

Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii podkreśla, że prawa pobytowe polskich obywateli przebywających w Wielkiej Brytanii do końca okresu przejściowego są uregulowane już w ramach umowy o wystąpieniu. Mogą oni, jeżeli przybędą do niej przed 31 grudnia br., ubiegać się o tzw. settled status lub pre-settled status.

– Widać, że sporo osób aplikowało o obywatelstwo brytyjskie. Natomiast jest też sporo Polaków, którzy przyjeżdżają na kontrakt krótkoterminowy. I dla nich mamy coś nowego, czyli frontier worker status – informuje Michał Dembiński. – Pracownikom, którzy już byli kilkakrotnie w Wielkiej Brytanii, będzie znacznie łatwiej tam wrócić, ale Polak, który dostał kontrakt na budowę kilkutygodniową lub kilkumiesięczną, a który jeszcze tam nigdy nie był, będzie miał większe problemy.

Główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej przekonuje jednak, że podróżowanie po 1 stycznia będzie bardziej uwarunkowane przez COVID-19 niż przez brexit. Przypomnijmy także, że do końca 2021 roku będzie możliwy wjazd do Wielkiej Brytanii na podstawie polskiego dowodu osobistego. Od 2022 roku trzeba będzie mieć paszport.

– Kolejna kategoria dotyczy pracy, do której będzie potrzebna wiza, gdzie są pracownicy pożądani przez rynek pracy w Wielkiej Brytanii, przede wszystkim ci, którzy mają wyższe wykształcenie. Tutaj Brytyjczycy wprowadzili system bardzo podobny do tego, co mają w Australii, gdzie się nalicza punkty, że młodsza osoba ma więcej punktów niż starsza, podobnie jak osoba z wyższym wykształceniem ma więcej punktów niż ktoś ze średnim – wyjaśnia ekspert. – Jeżeli ktoś ma wystarczająco punktów plus ofertę pracy z Wielkiej Brytanii, to tę wizę otrzymuje. Zatem faktycznie będą zmiany, nie wszystkie będą wprowadzone od razu 1 stycznia, to będzie robione stopniowo, niektóre w ciągu sześciu, a inne w ciągu 12 miesięcy.

W tzw. point-based system podstawą oceny będą dodatkowo znajomość języka angielskiego, posiadane kompetencje, konieczność osiągnięcia wymaganego progu wynagrodzenia i uprzednie uzyskanie zgody na przyjazd.

W czasie pandemii Polacy zmienili podejście do zabezpieczenia finansowego. Aż 90 proc. deklaruje, że będzie oszczędzać

Dbanie o bezpieczeństwo finansowe może być jednym z długotrwałych skutków pandemii i spowodowanego przez nią kryzysu. Dziś tylko 23 proc. Polaków czuje się odpowiednio zabezpieczonych finansowo, czyli posiada oszczędności wyższe niż sześć miesięcznych pensji. Zamiar odkładania na czarną godzinę lub inny dowolny cel deklaruje jednak 90 proc. badanych – wynika z Prudential Family Index. Prawie co trzeci Polak, który odkłada nadwyżki finansowe, zamierza przeznaczać na oszczędności więcej niż dotychczas. Pandemia zwiększyła też skłonność do kupowania polis na życie. Obawy o finanse są w wielu przypadkach silniejsze niż o zdrowie. 

Zgodnie z badaniem Prudential Family Index, które przeprowadziliśmy we wrześniu 2020 roku, jeszcze przed rozpoczęciem drugiej fali pandemii, większość Polaków bała się bardziej o swoje finanse niż o zdrowie. Ponad 1/3 ankietowanych obawiała się pogorszenia sytuacji finansowej, około 1/3 badanych miała obawy zarówno o kwestie finansowe, jak i zdrowotne, a jedynie 16 proc. najbardziej bało się zachorowania – komentuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jarosław Bartkiewicz, prezes Prudential Polska.

Niepokoje Polaków znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości – ponad połowa respondentów przyznaje, że doświadczyła pogorszenia sytuacji finansowej w wyniku pandemii COVID-19.

Najbardziej dokuczliwym doświadczeniem Polaków jest drożyzna w sklepach (51 proc.), a około 40 proc. ankietowanych było zmuszonych do ograniczenia swoich wydatków. Prawie co trzeci podkreśla, że jego wynagrodzenie/dochody uległy zmniejszeniu. Co czwarty był zmuszony naruszyć swoje oszczędności, a 28 proc. – zrezygnować z wyjazdu wakacyjnego z powodu obaw związanych ze zdrowiem.

– Co ciekawe, wśród pięciu najbardziej dotkliwych doświadczeń związanych z pandemią cztery dotyczą finansów, a tylko jedna dotyka kwestii zdrowotnych – zauważa Jarosław Bartkiewicz.

Jednocześnie ponad 90 proc. Polaków deklaruje, że oszczędza i będzie to robić w przyszłości. 27 proc. twierdzi, że będzie odkładać większe kwoty, ale 14 proc. – że ich oszczędności będą mniejsze niż dotychczas z uwagi na obniżenie pensji bądź konieczność naruszenia posiadanych zapasów finansowych. Spośród osób, które dotąd nie miały w zwyczaju oszczędzać, aż połowa zapowiada, że zacznie to robić.

Silne bodźce, takie jak światowa pandemia, zawsze mają mocne oddziaływanie i skłaniają ludzi do większej refleksji. Miejmy nadzieję, że te pozytywne deklaracje naszych rodaków, wśród których aż 90 proc. oszczędza bądź zamierza to robić, przyniosą długotrwały efekt i zamienią się w czyny – dodaje prezes Prudential Polska.

Eksperci przyznają, że minimalna poduszka finansowa na czas kryzysu powinna wynosić równowartość ponad sześciu miesięcznych pensji. Taką jednak dysponuje jedynie 23 proc. badanych.

– 65 proc. Polaków ma mniejsze oszczędności niż równowartość sześciu miesięcznych pensji. Około 1/3 Polaków deklaruje posiadanie zabezpieczenia na poziomie jednej–trzech pensji – mówi Jarosław Bartkiewicz.

W czasie pandemii równie niezbędne jak oszczędności staje się posiadanie polisy na życie. Ponad 40 proc. Polaków uważa, że takie ubezpieczenie stało się koniecznością. Rośnie także odsetek deklarujących, że jest to przejaw roztropności i rozsądku.

W 2017 roku w naszym badaniu Prudential Family Index około połowy osób odpowiedziało, że ubezpieczenie na życie to przejaw roztropności, a w 2020 roku aż 2/3 ankietowanych jest tego zdania. Oczywiście miało na to wpływ poczucie zagrożenia wywołane pandemią. Dzięki temu wzrosła świadomość klientów, a co za tym idzie przydatność ubezpieczeń na życie i potrzeba posiadania tego typu polis – zauważa prezes Prudential Polska.

Coraz więcej Polaków ma indywidualną polisę życiową. W 2017 roku deklarowało to 40 proc. ankietowanych, a obecnie jest to ponad 56 proc. Rośnie też liczba osób posiadających polisy grupowe zapewniane np. przez pracodawcę.

– Dodatkowe elementy zawarte w polisie na życie, np. ubezpieczenie na wypadek poważnego zachorowania, pobytu w szpitalu czy utraty zdolności do pracy, w trudnych momentach życiowych mogą okazać się realnym wsparciem dla ubezpieczonego i jego rodziny. Posiadanie polisy na życie nie jest już tak często postrzegane jako przywilej dla bogaczy lub wymuszona konieczność. Polacy dostrzegają coraz większą wartość z posiadania tego typu produktów – podsumowuje Jarosław Bartkiewicz.

W ciągu ostatnich trzech lat znacząco spadł odsetek osób bez żadnego ubezpieczenia – z 33 do 19 proc. Jednocześnie dwukrotnie wzrósł odsetek badanych, którzy deklarują, że posiadają więcej niż jedną polisę na życie (z 8 do 16 proc.).

Nakładanie danin podczas kryzysu może okazać się gwoździem do trumny wielu firm. Niektóre branże już dziś ledwo sobie radzą

Od stycznia wchodzi w życie tzw. podatek cukrowy, nakładający na producentów napojów obowiązek odprowadzania opłaty za dosładzanie produktów, bez względu na to, czy jest dodawany cukier, czy jego zastępniki. Zdaniem Marka Moczulskiego, prezesa firmy Unitop, wprowadzanie kolejnej daniny w czasie, gdy branża gastronomiczna i jej dostawcy walczą o przetrwanie, jest niezrozumiałe. Przedstawia on pięć postulatów do rządu, które ułatwiłyby działanie firm, nie tylko branży spożywczej i gastronomicznej.

– Podatek cukrowy jest kolejnym obciążeniem dla firm, chyba już 25. w ostatnich kilku latach. Jest niczym innym jak kosztem, który będą musieli ponieść zarówno producenci, jak i konsumenci, bo należy pamiętać, że od 1 stycznia ceny napojów, które zawierają cukier, wzrosną o 30–40 proc., jeśli nie więcej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Moczulski, prezes Unitopu, producenta słodyczy, m.in. chałwy i sezamków. – Jest to bardzo niefortunny moment. Mamy do czynienia z sytuacją kryzysową, która będzie dla nas istotnym wyzwaniem. Kryzys dopiero się rozpoczyna, wprowadzenie kolejnego podatku teraz jest niepotrzebne i niezrozumiałe.

1 stycznia producenci słodzonych napojów będą musieli uiszczać tzw. opłatę cukrową. Składać się ona będzie z dwóch części: stałej i zmiennej. Pierwsza wyniesie 0,50 zł na litr w przypadku, gdy zawartość substancji słodzącej nie przekracza 5 g na 100 ml napoju. Druga to 0,05 zł za każdy gram cukru lub słodzika powyżej tej granicy. Z pierwszej opłaty zwolnione będą napoje z zawartością soków owocowych i warzywnych powyżej 20 proc. Dodatkowo za napoje energetyzujące, zawierające na przykład kofeinę czy taurynę, producenci płacić będą dodatkowe 10 gr za litr. Opłacie nie będą podlegać izotoniki.

Branża od niemal roku, gdy powstał pierwszy projekt ustawy, argumentuje, że tak sformułowane przepisy nie spowodują, że wybory Polaków staną się zdrowsze, czym jest on uzasadniany, bo konsumenci sięgną po napoje najtańsze, a te powstają ze sztucznych składników. Niezrozumiałe dla producentów wydaje się także obłożenie opłatą np. napojów słodzonych bezkalorycznymi słodzikami czy naturalną stewią.

Podatek, nazywany przez rząd „opłatą”, dotknie nie tylko producentów napojów, ale też ich dostawców (sadowników), odbiorców (sklepy, hurtownie, gastronomię) i konsumentów. Dla wielu przedsiębiorców może to oznaczać konieczność zakończenia działalności.

– Zamknięte restauracje i punkty gastronomiczne ponoszą konkretne straty, zwalniają ludzi, nie mają wystarczającego obrotu. Sprzedaż na wynos tego nie rekompensuje, być może pozwala na utrzymywanie się na powierzchni, ale to jest wegetacja – tłumaczy Marek Moczulski. – Z kolei ci, którzy dostarczali do HoReCa, a więc wszyscy producenci mięsa, produktów mlecznych czy napojów, w początkowym okresie mieli potężny problem, latem była pewna odwilż i teraz znów borykają się z tym samym problemem. Statystyki są coraz gorsze, bo branża gastronomiczna wpada w długi. Około 10 proc. firm gastronomicznych wpadło w istotne pętle zadłużenia, według statystyk to jest już ponad 700 mln zł nieuregulowanych długów. Ci, którzy sprzedawali do branży gastronomicznej, też mają problemy.

Dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wskazują, że w drugi lockdown pod koniec października branża gastronomiczna wchodziła z prawie 700 mln zł zaległości. Przed wiosennym zamknięciem było to mniej niż 650 mln zł.

Jak wynika z badania Instytutu Keralla Research dla BIG InfoMonitor, cokwartalnego badania wykonywanego wśród 500 mikroprzedsiębiorstw oraz małych i średnich firm, w ostatnim kwartale roku problem faktur przeterminowanych o co najmniej dwa miesiące zaczyna dotyczyć zdecydowanie większej grupy biznesów. Jeszcze w III kwartale odsetek firm skarżących się na takie zaległości topniał, np. w 2019 roku wynosił 50 proc., a w tym już tylko 33 proc., ale w IV kwartale wzrósł on do prawie 46 proc. Co trzecia firma mówi, że przyczyną tych kłopotów jest pandemia.

Marek Moczulski proponuje swój zestaw postulatów, których wprowadzenie poprawiłoby sytuację przedsiębiorców.

– Określę to „piątką Moczulskiego”. Po pierwsze, żadnych nowych podatków, żadnych nowych danin, bo część nazywa się dowcipnie opłatą: deszczową, cukrową czy innymi. Po drugie, jeśli jakakolwiek regulacja ma być wprowadzona dla biznesu, to dwie regulacje, które istnieją w tej chwili, muszą być wyrzucone z ustawodawstwa – przekonuje prezes Unitopu. – Trzeci postulat jest taki, że jakakolwiek regulacja, która ogranicza swobodę działalności gospodarczej, musi mieć odpowiednio długi okres karencji, a jakiekolwiek skutki, jeśli są finansowe, muszą być właściwie policzone. Najlepszym przykładem jest słynna piątka antyhodowlana, dowcipnie nazywana piątką dla zwierząt, gdzie po prostu nic nie policzono i próbowano wręcz zabronić legalnie działającej działalności hodowli, plus ograniczyć hodowlę nie tylko tzw. futrzaków, ale też bydła czy innych zwierząt. W czasach kryzysu to jest niewybaczalne.

Podobnie było z podatkiem cukrowym. Projekt został przedstawiony do konsultacji w piątek 20 grudnia 2019 roku, tuż przed świętami, Nowym Rokiem i świętem Trzech Króli, gdy wiele osób planowało wolne. Jako termin zgłaszania opinii wyznaczono 10 stycznia br., a podatek miał pierwotnie obowiązywać już od 1 kwietnia. Producenci przekonywali, że to zbyt krótki okres, by opracować nowe receptury produktów. Podawali też przykład Wielkiej Brytanii, gdzie branża dostała dwa lata na przygotowanie się do nowych przepisów. Ostatecznie ze względu na pandemię przesunięto datę na 1 lipca, a potem prace nad nowym prawem zawieszono. Latem zostały jednak wznowione i pod koniec sierpnia prezydent Andrzej Duda podpisał uchwaloną ustawę.

– Kolejny element mojej piątki jest taki, żeby rząd łaskawie nie przeszkadzał w prowadzeniu działalności gospodarczej, tylko usprawnił sądownictwo. Wymiar prawa i liczba stanowionych praw jest po prostu zbyt duża. I piąty postulat – wróćmy do prostej ustawy o działalności gospodarczej, która uwolniła inicjatywę Polaków i dała im skrzydła w 1989 roku i przez kilka następnych lat – konkluduje Marek Moczulski.

Ustawa z 23 grudnia 1988 roku o działalności gospodarczej, zwana „ustawą Wilczka” od nazwiska ówczesnego ministra przemysłu Mieczysława Wilczka, miała bardzo liberalny charakter i położyła podwaliny pod rozwój drobnej przedsiębiorczości Polaków. Liczyła sześć rozdziałów rozpisanych na zaledwie pięciu stronach.

Już prawie 80 proc. Polaków uważa zagrożenia środowiskowe za poważne. Nadal jednak ich wiedza na temat zmian klimatycznych jest niewielka

Zdaniem 97,5 proc. klimatologów za kryzys klimatyczny odpowiada człowiek. Świadomość społeczna tego faktu jest coraz większa: tylko 3 na 100 Polaków nie dostrzega niszczącego wpływu człowieka na środowisko – wynika z nowej edycji raportu „Ziemianie atakują”. Co istotne, największe wyzwania środowiskowe według badanych stanowią zanieczyszczenie plastikiem, niedobory wody i susze, natomiast na globalne ocieplenie wskazuje tylko co czwarty z nas. Wobec ubiegłego roku poziom wiedzy Polaków na ten temat praktycznie się nie zmienił i choć zaniepokojenie stanem planety rośnie, to nie idzie z nim w parze edukacja.

Poziom wiedzy Polaków na temat zmian klimatu i problemów środowiskowych sprawdził Kantar na potrzeby raportu „Ziemianie atakują”, opracowywanego wspólnie z UN Global Compact. Z badania wynika, że mieszkańcy naszego kraju mają do kwestii środowiskowych coraz bardziej wyrobiony stosunek.

– Znacząco wzrosła liczba osób, które uważają, że obecne zagrożenia związane z klimatem są poważne i wymagają jak najszybszej reakcji decydentów i działań społecznych. Ten odsetek zwiększył się z 72 do 78 proc. w tym roku, co pokazuje znaczący wzrost zainteresowania problemami klimatycznymi – mówi agencji Newseria Biznes Kuba Antoszewski, PR manager Kantar Polska.

– Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest dobrze. 78 proc. Polaków mówi, że Ziemia znalazła się w krytycznym momencie, że trzeba zacząć działać. To wzrost w porównaniu do zeszłego roku. Polacy wiedzą też, że to człowiek jest odpowiedzialny za zmiany klimatyczne. Natomiast kiedy zaczniemy drążyć, to okazuje się, że te zmiany klimatu są niespecjalnie zrozumiałe – wyjaśnia Mateusz Galica, lider projektu Ziemianie Atakują, prezes firmy doradczej Lata Dwudzieste.

55 proc. Polaków ocenia swój stan wiedzy na temat problemów środowiskowych jako przeciętny, a 32 proc. – jako duży. Jednak wyniki dziesięciopunktowego testu, które oddają faktyczny stan wiedzy, są dużo gorsze i pokazują, że na ogół jest ona bardzo mała (20 proc.), niska (43 proc.) albo umiarkowana (20 proc.). Z raportu „Ziemianie atakują” wynika także, że wobec ubiegłego roku poziom wiedzy Polaków na ten temat praktycznie się nie zmienił i – choć zaniepokojenie stanem planety rośnie – to nie idzie z nim w parze edukacja, która stworzyłaby realną szansę na zmianę zachowań społecznych i konsumenckich.

– Narodowo test zdaliśmy średnio na 2+, więc jest słabo. Zwłaszcza że kluczem do zmian i podjęcia działań jest właśnie poziom wiedzy na temat środowiska – ocenia Mateusz Galica.

W oczach Polaków największe wyzwania środowiskowe stanowią w tej chwili zanieczyszczenie środowiska odpadami i plastikiem (40 proc.), niedobory wody i susze (38 proc.), przekształcanie środowiska naturalnego pod działalność człowieka (np. wycinanie lasów pod tereny przemysłowe, rolnicze czy drogowe – 33 proc.), zanieczyszczenie powietrza i smog (32 proc.), które uplasowało się ex aequo z zanieczyszczeniem mórz i oceanów. Kwestie klimatyczne znalazły się natomiast na dole rankingu. Gwałtowne zjawiska pogodowe (huragany, tornada, powodzie, pożary) postrzega jako wyzwanie 31 proc. Polaków, a na globalne ocieplenie wskazuje tylko co czwarty (26 proc.).

– Polacy utożsamiają problemy środowiskowe głównie z plastikiem i odpadami, czasami ze smogiem. W ubiegłym roku także z suszą, bo o niej było głośno. Natomiast nikt nie uczy o tym w szkołach, a media informują w najróżniejszy i mało konsekwentny sposób. Wciąż jeszcze zdarza się, że niektóre tytuły wręcz kwestionują zmiany klimatyczne i odpowiedzialność człowieka za te zmiany, twierdząc np., że mamy jakiś etap naturalnego cyklu – mówi lider projektu Ziemianie Atakują.

Co trzeci badany zalicza się do grupy tzw. Dobrzeżyjów, którzy nie uważają, że obecna sytuacja jest na tyle zła, żeby trzeba było podejmować radykalne działania. Nie winią też za nią działalności człowieka ani gospodarki opartej na węglu. Co dziewiąty badany w ogóle nie wierzy w ekologię, a kwestii środowiskowych nie traktuje jako swojego osobistego problemu. Osoby należące do tej grupy nie robią nic, by zmienić sytuację, nawet nie segregują śmieci. Na drugim końcu zestawienia jest grupa tzw. Nieczekajów, czyli osób świadomych, które są gotowe do pewnych zmian.

– Ci, którzy wiedzą więcej i są bardziej świadomi zagrożeń klimatycznych, są gotowi na zmianę swojej codziennej konsumpcji, szczególnie dotyczy to opakowań, a czasami też poważniejszych wyrzeczeń. Oczywiście im bardziej trzeba za te wyrzeczenia zapłacić z własnego portfela, tym jest trudniej. Natomiast główna refleksja, którą mamy po analizie tych danych, jest taka, że ludzie czują się zbyt mali wobec ogromu zmian klimatycznych i raczej zwracają się w stronę przywódców. Jeśli już do nich dotarło, że coś złego dzieje się z klimatem, to jedynym efektem może być depresja klimatyczna. Żeby wydostać się z tej depresji, trzeba znaleźć liderów politycznych i biznesowych, którzy mają narzędzia, żeby tworzyć wspólnoty, i pomóc im zrobić to, co należy – wyjaśnia Mateusz Galica.

Autorzy tegorocznego raportu „Ziemianie atakują” podkreślają fakt, że zdaniem 97,5 proc. klimatologów to człowiek odpowiada za kryzys klimatyczny, a obecna sytuacja jest poważna. Dziś nie ma już prawie żadnej instytucji naukowej, uniwersytetu czy innej instytucji edukacyjnej, która podważałaby negatywny wpływ działalności człowieka na klimat. Według ostatniego raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu (IPCC) stale postępuje utrata kriosfery, zakwaszanie oceanów i mórz oraz podnoszenie się ich poziomu, a temperatury na Ziemi będą wciąż rosnąć – w negatywnym scenariuszu o 3,7 stopnia Celsjusza do 2100 roku, co spowoduje kryzys i katastrofę cywilizacyjną na niespotykaną dotąd skalę. Będzie to przyczyną m.in. katastrofalnych braków wody, suszy, pożarów, niedoborów żywności czy zalania terenów zamieszkanych przez dużą część populacji świata.

– Niszczący wpływ człowieka na środowisko jest dostrzegalny gołym okiem – podkreśla Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes rady UN Global Compact w Polsce. – Nie przez przypadek ONZ w grudniu każdego roku już od 26 lat spotyka się na szczytach klimatycznych, żeby rozmawiać o fenomenie, jakim jest ignorowanie ryzyka przez decydentów. Ryzyko związane ze wzrostem średnich temperatur dotknie przede wszystkim gatunki stałocieplne, a takie na planecie Ziemia są dwa: ptaki i ssaki, do których zalicza się też homo sapiens, czyli my, ludzie.

Według badań Instytutu Monitorowania Mediów, który jest partnerem raportu „Ziemianie atakują”, od początku 2019 roku zainteresowanie tematyką środowiskową rosło. Kontrowersje wokół szczytów klimatycznych i tysiące publikacji sprawiały, że polityka klimatyczna była obecna w mainstreamowej  narracji. Wszystko zmieniła pandemia, kiedy problem zmian klimatycznych w mediach zszedł na drugi plan. Liczba informacji w mediach na ten temat zaczęła znacząco spadać.

Według danych przytaczanych w raporcie „Ziemianie atakują” zmiany klimatyczne nie zwolniły w czasie pandemii. Jak wynika z raportu Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO), w ubiegłym i bieżącym roku stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze stale rosło, a redukcje obserwowane w związku ze spowolnieniem gospodarczym wymuszonym lockdownem nie są wystarczające, żeby ustabilizować problem globalnego ocieplenia. Lata 2016–2020 będą prawdopodobnie pięcioma najcieplejszymi latami w historii pomiarów. Z kolei według ostatniego raportu Programu Środowiskowego ONZ (UNEP) za ubiegły rok luka emisyjna – czyli niewystarczający poziom redukcji emisji gazów cieplarnianych zgodnie z porozumieniem paryskim – jest większa niż kiedykolwiek.

– Jeśli ktoś ma rozwiązać ten problem, to oczywiście nie sama planeta, tylko człowiek, który ma do tego narzędzia, technologię i pieniądze, ale musi się na to zdecydować – podkreśla Kamil Wyszkowski. – ONZ próbuje zbudować trudny kompromis tak, żebyśmy jak najszybciej jako ludzkość zrezygnowali z emisji gazów cieplarnianych ze spalania paliw kopalnych, bo właśnie ten naddatek paliw kopalnych spowodował, że nam się klimat rozregulował. Oceany i zieleń na świecie zwyczajnie nie są w stanie wchłonąć więcej CO2 i metanu, bo już skończyły się ich zdolności absorpcyjne, a człowiek cały czas namnaża kolejne tony rocznie właśnie tych substancji.

Pełna wersja raportu „Ziemianie atakują” dostępna jest na stronie: https://ziemianieatakuja.pl/

Black Friday – okazja czy złudzenie szalonych promocji

Wśród konsumentów popularna jest teoria, że sklepy – w okresie poprzedzającym Black Friday – podnoszą ceny, aby następnie je obniżyć, dając w ten sposób złudzenie szalonych promocji. Badanie przeprowadzone przez Sembot.com i CENTEO odsłania kulisty tego, co dzieje w Czarny Piątek po drugiej stronie lady. Wynika z niego, że 26 proc. sklepów rzeczywiście winduje ceny przed świątecznym szaleństwem zakupowym, lecz przyczyna takiego działania leży zupełnie gdzie indziej. 

9 mld USD, zgodnie z doniesieniami raportu Adobe Analytics, wydali w tym roku Amerykanie na zakupy online podczas Black Friday. W Cyber Monday ten wskaźnik sięgnął poziomu 10,8 mld USD. Złożyły się na to, jak donosi National Retail Federation, decyzje zakupowe 174 milionów Amerykanów, którzy z pewnością są przekonani – podobnie jak wielu innych klientów na całym świecie – że zrobili świetny interes.

Święto konsumpcjonizmu

Black Friday “wynaleziono”, rzecz jasna, w USA. Jest to zawsze pierwszy piątek wypadający po Święcie Dziękczynienia, które z kolei obchodzone jest w czwarty czwartek listopada. Ponieważ Święto Dziękczynienia jest wydarzeniem bardzo uroczystym i rodzinnym, wielu Amerykanów w piątek po tym dniu brało (i bierze do dziś) urlop, by nieco wypocząć i pobyć z bliskimi. A gdzie lepiej spędza się wolny czas, jak nie na zakupach? Ten fakt postanowili wykorzystać sprzedawcy, którzy właśnie w piątek po Święcie Dziękczynienia zaczęli obniżać ceny, przyznawać rabaty i organizować promocje, byle tylko przyciągnąć jak najwięcej kupujących w zaczynającym się właśnie sezonie bożonarodzeniowym. Tak zrodziła się tradycja Czarnego Piątku.

Początkowo na ten dzień czekali tylko mieszkańcy Stanów Zjednoczonych, ale w miarę postępu globalizacji, także w innych krajach sprzedawcy zwęszyli okazję i importowali największe święto konsumpcjonizmu na własne podwórka. Dziś ze świecą szukać kraju, w którym przynajmniej część sklepów nie organizowałaby promocji z okazji Czarnego Piątku.

Nad Wisłę ta tradycja zawitała w połowie drugiej dekady obecnego wieku. Zawitała i przyjęła się, podobnie jak wiele innych “nowinek” z Zachodu. Polacy pokochali Czarny Piątek. Jak donosi OVHcloud, zaledwie 9 proc. z nas nie planowało korzystać z ofert przygotowanych na ten dzień, czy nawet tydzień, bo przecież w wielu sieciach handlowych zorganizowany został Black Week. W tym roku – tylko przy pomocy BLIK-a – na zakupy z tej okazji wydaliśmy około 2,2 mld zł.

Cenowy regulator popytu

O tym jak wygląda Black Friday od kuchni dowiadujemy się z badania przeprowadzonego przez Sembot.com i CENTEO. Wynika z niego, że w okresie od 20 listopada do 15 grudnia sklepy mają problem z obsługą ogromnej liczby spływających w tym czasie zamówień. 26 proc. badanych sklepów internetowych przyznało, że w okresie poprzedzającym Black Friday podniosło ceny swoich produktów, z czego 100 proc. zrobiło to w celu wyhamowania popytu z powodów logistycznych. Co ciekawe, aż 74 proc. przebadanych firm nie prowadziła żadnych znaczących działań promocyjnych z okazji czarnego piątku lub całkowicie go zignorowała.

Działa tutaj prosty, w miarę oczywisty mechanizm – wyjaśnia Bartosz Ferenc, współwłaściciel i pomysłodawca Sembot.com, aplikacji do zarządzania kampaniami reklamowymi e-commerce w Google Ads i jednej z największych agencji PPC w Polsce, oraz CENTEO, rozwiązania do optymalizacji widoczności ofert i automatyzacji sprzedaży w porównywarce Ceneo.pl. – Sklepy doskonale wiedzą, że z okazji Black Friday zaleje je „miliard” zamówień. Wywiązanie się z nich przed świętami nie będzie zaś łatwym zadaniem. Dlatego wolą mieć „pół miliarda” zamówień i być w stanie wszystkie zrealizować. Do regulacji popytu używają zaś ceny.

Wyniki badania CENTEO pokrywają się z raportem przygotowany przez Deloitte we współpracy z Dealavo, w ramach którego przeanalizowano oferty ponad 1000 sklepów internetowych. Okazało się, że – w porównaniu do piątku 20 listopada – podczas Black Friday obniżki cen w ramach promocji sięgnęły średnio 3,4 proc. W tym samym czasie średni wzrost cen wyniósł 3,42 proc. W rezultacie Polakom z Black Friday została tylko obco brzmiąca nazwa. Jak to się jednak dzieje, że promocje są, choć ich nie ma?

Z rozmów z osobami prowadzącymi sklepy, badanymi na potrzeby raportu Sembot.com i CENTEO wynika, że w tym okresie popyt często przewyższa podaż. Po prostu sprzedawcy nie są w stanie uzupełniać towaru na bieżąco, tak szybko jest on zbywany. Założyciel Sembot.com i CENTEO przyznaje: – Znam przypadek sklepu z branży wnętrzarskiej, którego właściciele byli zmuszeni podnieść ceny ze względu na braki surowca potrzebnego do produkcji sprzedawanego towaru. W ten właśnie sposób starali się ograniczyć popyt. Przez konsumentów, szczególnie w przypadku produktów z długim procesem zakupowym, takie działanie sklepu jest odbierane jako podnoszenie cen w prime time w celu maksymalizacji zysków. Tymczasem zmiana wynikała z konieczności zniwelowania liczby zamówień tak, aby nie była ona wyższa niż zdolności produkcyjne, co gwarantuje szybką wysyłkę do klienta. Inne środki po prostu nie pomagały. Sklep próbował na przykład wpłynąć na popyt poprzez ograniczenie kampanii reklamowych, ale nie dawało to pożądanych rezultatów. Jedynym czynnikiem, mającym realny wpływ na kupujących, była właśnie cena.

W zaklętym kręgu

W efekcie nie brakuje konsumentów, którzy są święcie przekonani, że tak naprawdę mamy do czynienia z Fake Black Friday. Popularna jest teoria, że sklepy sztucznie podnoszą ceny na kilka tygodni czy dni przed Czarnym Piątkiem, aby w tym dniu je obniżyć, co daje złudzenie promocji, która przyciąga kupujących. A jaka jest prawda? Bartosz Ferenc z CENTEO nie przychyla się do tej opinii: – Choć na pozór tak można zinterpretować działanie sklepów, to przyczyny tego zachowania są inne, niż twierdzą kupujący. Z naszych danych wynika, że sklepy najpierw przed okresem świątecznym podnoszą ceny, aby wyhamować popyt. Następnie, w Black Friday, obniżają je do wartości zbliżonych do stanu sprzed podwyżki, po czym produkty wracają do cen wyższych. W ten sposób sklepy są w stanie utrzymać aktywną ofertę przez okres świąteczny i oczywiście mieć wyższą marżę jednostkową. Popyt w Czarny Piątek jest tak duży, że ponadprzeciętnie atrakcyjna oferta wyczyściłaby każde zapasy magazynowe, czego przykładem są kończące się w sekundę po starcie promocje na Allegro.pl, w których oferowane są przecież tysiące sztuk produktu.

Można więc pokusić się o wniosek, że współczesny Black Friday stał się ofiarą swojej własnej popularności, a wraz z nim klienci, którzy liczą na niecodzienne promocje. Kiedyś Czarny Piątek miał obniżkami cen zachęcić do rozpoczęcia sezonu przedświątecznych zakupów. Zrobił to jednak na tyle skutecznie, że dziś sklepy nie są w stanie podołać popytowi. – W Polsce mamy inną specyfikę sprzedawców niż w USA. Rządzą u nas małe sklepy, które nie mają takich możliwości magazynowych. Aby sprawnie funkcjonować muszą zmniejszyć popyt, a więc podnoszą ceny. W Black Friday lecą one w dół, bo taka jest tradycja i tego wymaga klient – tłumaczy założyciel CENTEO i dodaje, że ich wartości nie spadają tak bardzo, jak oczekiwaliby tego kupujący, bo dalsza obniżka zakłóciłby podaż towaru przez sklep. To zrozumiałe, że konsumenci czują się rozczarowani, jednak zamiast robić zakupy w miarę swoich potrzeb, z następnymi większymi inwestycjami znów poczekają na kolejny Black Friday, licząc, że tym razem upolują „mega promocję”. Czy tak się stanie? Z badania przeprowadzonego przez CENTEO wynika, że jest to mało prawdopodobne. Wiadomo natomiast, że takie podejście konsumentów zamyka zaklęty krąg niezmiennych praw rządzących podażą i popytem, który wpływa na kształtowanie się cen towarów, nie dając przy tym sklepom innego sposobu na wpłynięcie na popyt, jak tylko poprzez podniesienie cen. W rzeczywistości konsumenci płacą za produkty tyle samo, co pod koniec października, jednak przekreślona cena w ofercie daje im poczucie odniesienia dodatkowej korzyści.

Amerykańscy naukowcy twierdzą, że koronawirus dostaje się do mózgu. Skutki jego działania mogą być długotrwałe

Chociaż jest to głównie choroba układu oddechowego, COVID-19 atakuje inne narządy, w tym mózg. Naukowcy odkryli, że białko kolca, często przedstawiane jako czerwone ramiona wirusa, może przekroczyć barierę krew–mózg u myszy. Same białka kolczaste mogą powodować mgłę mózgu. Ponieważ dostają się do niego, przedostaje się tam również sam wirus. – Wiele skutków, jakie wywołuje COVID-19, może być zaakcentowanych, utrwalonych lub nawet spowodowanych przez dostanie się wirusa do mózgu, i mogą trwać bardzo długo – wskazuje William A. Banks.

U niektórych osób, które zachorują na koronawirusa, pojawiają się objawy neurologiczne. Część chorych miewa napady psychozy, inni doświadczali stanu podobnego do delirium. W kwietniu grupa w Japonii opublikowała pierwszy raport o osobie z COVID-19, która miała obrzęk i stan zapalny w tkankach mózgu. W innym raporcie opisano pacjenta z pogorszeniem mieliny, otoczki tłuszczowej, która chroni neurony i zazwyczaj jest nieodwracalnie uszkodzona w chorobach neurodegeneracyjnych, jak np. stwardnienie rozsiane.

– Wiele skutków, jakie wywołuje wirus COVID-19, może być zaakcentowanych, utrwalonych lub nawet spowodowanych przez dostanie się wirusa do mózgu, a skutki te mogą trwać bardzo długo – wskazuje William A. Banks, profesor medycyny w Szkole Medycznej Uniwersytetu Waszyngtońskiego.

Naukowcy ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Waszyngtońskiego oraz Healthcare System w badaniu opublikowanym w „Nature Neuroscience” twierdzą, że białko kolca, często przedstawiane jako czerwone ramiona wirusa, może przekroczyć barierę krew–mózg u myszy. Same białka kolczaste mogą powodować mgłę mózgu. Ponieważ do mózgu dostaje się białko kolca, prawdopodobnie również sam wirus przedostaje się do niego.

– Białko S1 prawdopodobnie powoduje, że mózg uwalnia cytokiny i produkty zapalne – tłumaczy William A. Banks.

Wypustki wirusa, białko S1, dyktują, do których komórek może on wejść. Zwykle wirus robi to samo, co jego białko wiążące, zaś białka wiążące, takie jak S1, zwykle same powodują uszkodzenia, ponieważ oddzielają się od niego i powodują stan zapalny. Białko S1 prawdopodobnie powoduje, że mózg uwalnia cytokiny i produkty zapalne. Burza cytokin i zespół uwalniania cytokin to z kolei zagrażające życiu ogólnoustrojowe zespoły zapalne, obejmujące podwyższony poziom krążących cytokin i hiperaktywację komórek układu odpornościowego. Nadmierna produkcja cytokin prozapalnych prowadzi do zaostrzenia zespołu ostrej niewydolności oddechowej i rozległego uszkodzenia tkanek.

Taką reakcję naukowcy zaobserwowali już wcześniej w przypadku wirusa HIV. Okazało się, że białko S1 w SARS-CoV2 i białko gp 120 w HIV-1 działają podobnie. To glikoproteiny – białka, które zawierają dużo cukrów i łatwo wiążą się z innymi receptorami. Oba te białka działają jako ramiona dla wirusów, chwytając inne receptory. Oba przekraczają barierę krew–mózg. Białko S1, podobnie jak gp120, jest prawdopodobnie toksyczne dla tkanek mózgu.

– Wiemy, że pacjenci zainfekowani koronawirusem z chorobą COVID-19 mają problemy z oddychaniem z powodu infekcji w płucach. Dodatkowym wyjaśnieniem tych problemów jest to, że wirus dostaje się do ośrodków oddechowych mózgu i tam również wyrządza szkody – przekonuje William A. Banks.

Naukowcy odkryli także, że transport S1 był szybszy w opuszce węchowej i nerkach samców niż samic. To zaś prawdopodobnie oznacza, że mężczyźni mogą być częściej narażeni na cięższe następstwa COVID-19.

Inteligentne wózki zrewolucjonizują transport w fabrykach. To dla przedsiębiorców szansa na obniżenie kosztów i poprawienie wydajności

Transport może obecnie stanowić nawet połowę kosztów prowadzenia działalności. Ograniczenie do minimum roli człowieka wewnątrz fabryk czy magazynów pozwoli obniżyć nie tylko koszty osobowe, lecz także te generowane w wyniku ludzkich pomyłek. Polski start-up opracował inteligentny system, w którym pracowników zastępują zrobotyzowane wózki, co pozwala niemal w pełni zautomatyzować pracę np. na halach produkcyjnych.

– Jesteśmy w stanie realizować procesy transportu np. między poszczególnymi liniami produkcyjnymi a magazynem i robić to w sposób kontrolowany, w pełni zautomatyzowany, a jednocześnie zbierać dane o tym procesie, analizować je w celu jego optymalizacji – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jakub Michalski, współzałożyciel, odpowiadający za sprzedaż zagraniczną, biznes i product development w VersaBox.

Polski start-up stworzył Autonomy@Work, czyli system autonomicznych pojazdów przeznaczonych do inteligentnej intralogistyki – transportowania towarów wewnątrz magazynów lub hal produkcyjnych. Oprócz zrobotyzowanych wózków na system składa się też oprogramowanie pozwalające na ich pozycjonowanie i wytyczanie optymalnych tras z uwzględnieniem przeszkód, które należy ominąć. Wózki mają ładowność do 700 kg, a ich baterie pozwalają efektywnie pracować przez 8 godzin.

– Procesy realizowane w sposób manualny nie do końca są kontrolowane. Natomiast dobrze zaprojektowany i wdrożony system automatyczny zawsze będzie działał tak samo, zawsze w sposób powtarzalny i poprawny. Dzięki temu  unikamy różnych pomyłek, które mogą się zdarzyć, kiedy ten proces jest sterowany przez ludzi – ocenia Jakub Michalski.

System wdrożono już w kilkunastu przedsiębiorstwach, m.in. w Polsce, w Czechach i we Francji. Rozwiązania obejmujące automatyzację procesów magazynowych stosuje także e-commerce’owy gigant Amazon, który korzysta z mobilnych platform transportowych w rozdzielniach. Zautomatyzowane procesy magazynowe wykorzystuje też polska grupa Neuca, działająca w branży farmaceutycznej. W nowym centrum dystrybucyjnym spółki funkcjonuje magazyn wyposażony w automat do wydawania produktów szybkorotujących, które stanowią około 70 proc. oferty, oraz przenośniki transportujące nawet do 2,8 tys. pojemników na godzinę.

Automatyzacja transportu wewnątrz magazynu pozwala jednak nie tylko na znaczne przyspieszenie pracy, lecz także na lepszą kontrolę procesów wewnętrznych w firmie.

– Kiedy wdrażamy taki automatyczny system transportu, a towar transportują roboty, w każdym momencie wiemy, co się z nim dzieje. Wiemy, kiedy towar został zamówiony, kiedy przyjechał robot, kiedy ten towar zabrał, ile czasu zajęło mu przewiezienie go z punktu A do punktu B. Wiemy też, co zdarzyło się po drodze, jakie ewentualnie były komplikacje. Potrafimy analizować te dane zbierane przez robota w celu optymalizacji tego procesu. Czyli wiemy, że np. gdzieś towar wychodził za wolno, być może coś się stało wcześniej, robot przyjechał, musiał czekać. Jadąc, pokonywał daną trasę, czasem dłużej niż przeciętnie, to znaczy, że też coś po drodze się działo – tłumaczy ekspert.

Nawigacja wózkami odbywa się z wykorzystaniem lidarów, czyli skanerów laserowych, rozpoznających otoczenie wokół robota. Technologią uzupełniającą, pozwalającą na pracę w dynamicznie zmieniających się warunkach, jest natomiast ultradźwiękowy system wizyjny. Tego typu systemy są jednak stale uzupełniane o najnowsze rozwiązania umożliwiające jeszcze bardziej efektywną pracę.

– Pojawiają się nowe sensory bez elementów ruchomych, które stosowane są np. w samochodach autonomicznych. Pozwalają skanować przestrzeń w różnych płaszczyznach, czyli jest to skanowanie 3D. Z drugiej strony mamy coraz bardziej zaawansowane systemy wizyjne, które z kolei pozwalają nam obserwować otoczenie robota w 3D, analizować je i odpowiednio reagować – mówi Jakub Michalski.

Możliwość wyręczenia człowieka w kwestii transportu towarów wewnątrz magazynu pozwoli firmom rozwiązać jeden z najpoważniejszych obecnie problemów, jakim jest niedobór pracowników magazynowych. Z badań przeprowadzonych przez BNP Paribas Real Estate Poland zagrożenie takie dostrzega 75 proc. przedsiębiorców z sektora magazynowo-logistycznego. Prawie 70 proc. ankietowanych spodziewa się w związku z tym wzrostu kosztów.

– Między 40 a 50 proc. kosztów stanowi transport. Jeśli jesteśmy w stanie je trochę obniżyć, to są realne oszczędności i proces staje się bardziej ekonomicznie uzasadniony. W momencie, kiedy jakaś czynność jest wykonywana przez ludzi, istnieje też ryzyko, że nastąpi jakaś pomyłka, coś zostanie dowiezione nie tam, gdzie trzeba. Problemem jest też duża rotacja pracowników. Kiedy doświadczeni pracownicy zmieniają pracę, przychodzą ludzie, których trzeba wdrażać, szkolić, co także generuje koszty – wylicza współzałożyciel VersaBox.

Zdaniem ekspertów w najbliższych latach automatyzacji będzie podlegało coraz więcej procesów magazynowych. Potwierdza się to w przewidywaniach analityków LogisticsIQ. W najnowszym raporcie, uwzględniającym wpływ COVID-19 na gospodarkę, zakładają oni, że rynek automatyki magazynowej, wyceniany w 2019 roku na 15 mld dol., wzrośnie do 2026 roku do poziomu 30 mld dol.

– Marzeniem każdej korporacji czy dużego przedsiębiorstwa są „czarne magazyny”, w których ludzi jest bardzo mało i są oni potrzebni do obsługi urządzeń, ale nie wykonują  monotonnych, powtarzalnych czynności. Procesy są tańsze choćby z tego powodu, że nie trzeba grzać ani oświetlać tej przestrzeni. Produkcja w sposób ciągły i powtarzalny może odbywać się bez udziału człowieka – przekonuje Jakub Michalski.

PKN ORLEN pozostanie sponsorem tytularnym zespołu Alfa Romeo Racing ORLEN w 2021 r.

PKN ORLEN pozostanie sponsorem tytularnym zespołu Alfa Romeo Racing ORLEN w 2021 roku. Koncern nadal będzie obecny na najsławniejszym paddocku na świecie, a Robert Kubica będzie wzmacniał zespół jako kierowca testowy. Wraz z przedłużeniem umowy, kontynuowany zostanie również program szkolenia młodzieży w ramach ORLEN Akademii Kartingowej, prowadzonej przez Sauber Motorsport.

– Nasza inwestycja w partnerstwo z zespołem Alfa Romeo Racing ORLEN przekłada się na wymierne korzyści – tylko w 2020 r. osiągnęliśmy ponad 400 mln złotych ekwiwalentu reklamowego, czyli trzy razy więcej niż w poprzednim sezonie. To najlepiej pokazuje potencjał rozwojowy tej dyscypliny z punktu widzenia sponsora. Umiejętnie wykorzystujemy go na rynku polskim, gdzie nasza współpraca z ARRO i Robertem aktywnie wspiera naszą sprzedaż detaliczną, w tym pozapaliwową. Tylko w trzecim kwartale br. wypracowaliśmy rekordowy zysk operacyjny w tym segmencie na poziomie 1 mld zł. Jednocześnie, sponsoring tytularny zespołu Alfa Romeo Racing ORLEN wzmacnia rozpoznawalność marki ORLEN na świecie i zwiększa jej prestiż. To z kolei ułatwia realizację ambitnych celów biznesowych i konkurowanie z globalnymi graczami – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W ramach współpracy z ARRO w ostatnim sezonie logotyp ORLEN był wyraźnym elementem malowania bolidu i kombinezonów, a funkcję kierowcy testowego objął Robert Kubica. Pochodzący z Krakowa zawodnik wziął udział w sześciu sesjach treningowych, dzieląc się z teamem swoim wieloletnim doświadczeniem.

– Moja pasja jest też pracą i czuję się szczęściarzem, że dzięki współpracy z PKN ORLEN jestem w stanie tę pasję realizować. Moja rola w Alfa Romeo Racing ORLEN to oczywiście bycie w padoku. Możliwość jeżdżenia bolidem Formuły 1 jest czymś naprawdę wyjątkowym i za każdym razem, gdy do niego wsiadam, adrenalina, którą odczuwam jest nieporównywalna względem żadnej innej serii – mówi Robert Kubica, zawodnik ORLEN Team.

Marka ORLEN w 2020 r. pojawiła się w ponad 100 tysiącach artykułów, które według danych Meltwater zostały wyświetlone ponad 359 miliardów razy. Z kolei ekwiwalent reklamowy z tytułu obecności marki ORLEN w mediach społecznościowych poprzez team ARRO wyniósł 7,5 miliona euro, czyli ponad 33 miliony złotych. Zasięg materiałów pozycjonujących markę ORLEN na kanałach społecznościowych teamu Alfa Romeo Racing ORLEN przekroczył 200 milionów odbiorców, a na kanałach własnych PKN ORLEN 35 milionów. Rywalizację na torze F1 transmituje 51 krajowych telewizji, a łączna widownia według badań Nielsen sięga 400 mln widzów. Według badań Nielsen TV Exposure Analysis z 2020 roku, w ciągu pierwszych 10 miesięcy 2020 roku ekwiwalent reklamowy dla marki ORLEN wyniósł ponad 400 milionów złotych. Oznacza to ponad trzykrotny wzrost względem 2019 roku.

Alfa Romeo Racing ORLEN w bolidzie C39 w 2020 r. wziął udział w 17 weekendach wyścigowych. Łącznie, zespół prowadzony przez Frederica Vasseura, pojawił się w dwunastu krajach na dwóch kontynentach, zajmując na koniec sezonu ósme miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Ograniczenia spowodowane pandemią, nie tylko zmodyfikowały kalendarz, ale także otworzyły nowe możliwości współpracy. W ciągu całego sezonu odbyło się wiele dodatkowych aktywności prezentowanych na kanałach social media, ale też wirtualne spotkania z zawodnikami, spacery po garażu i spotkania z konstruktorami. Były one wykorzystywane przez PKN ORLEN w działaniach promocyjnych kierowanych do kluczowych grup interesariuszy.

Współpraca z Alfa Romeo Racing ORLEN została również wykorzystana na potrzeby obchodów 100. rocznicy „Cudu nad Wisłą”, który tymczasowo zastąpił znane wszystkim fanom motoryzacji wydarzenie VERVA Street Racing. Ważne dla Polski wydarzenie historyczne zostało uczczone w wyjątkowy sposób – Robert Kubica w bolidzie zespołu rywalizował na ulicach Warszawy z Bartłomiejem Marszałkiem – drugim zawodnikiem ORLEN Team reprezentujących barwy Koncernu w motorowodnej Formule 1. Dzięki unikalnemu konceptowi oraz wieloetapowym działaniom w mediach i digital, projekt Cud Nad Wisłą odnotował rekordowe zasięgi w historii działań sponsoringowych PKN ORLEN. Publiczność na kanałach własnych Koncernu przekroczyła 23 mln. Wskaźniki zaangażowania na profilu ORLEN Team wzrosły siedmiokrotnie w stosunku do okresu porównawczego sprzed pandemii (styczeń-luty 2020), a na profilach korporacyjnych ponad dwukrotnie. Działania w prasie, internecie i mediach audiowizualnych zapewniły 198 publikacji o zasięgu na poziomie 26,7 mln użytkowników, a oglądalność premierowego materiału w telewizji wyniosła 5,8 mln. Z kolei treści kierowane do społeczności globalnej na kanałach Alfa Romeo Racing ORLEN dotarły do 1,2 mln odbiorców.

Zespół ARRO, na czele z kierowcami – Kimim Räikkönenem, Antonio Giovinazzim i Robertem Kubicą, wziął również udział w dwóch  kampaniach promocyjnych PKN ORLEN. Ponadto pokazowy bolid zespołu Alfa Romeo Racing ORLEN przez cztery miesiące odwiedził 9 miast w różnych częściach Polski, gdzie  obejrzało go około pół miliona fanów. Samochód szwajcarskiej ekipy był prezentowany między innymi w Karpaczu, w siedzibie głównej PKN ORLEN w Płocku czy w warszawskim Centrum Olimpijskim.

W przyszłym sezonie ekspozycja marki ORLEN w dalszym ciągu będzie widoczna na bolidach zespołu, między innymi na tylnym i przednim skrzydle, obręczy halo, lusterkach oraz na sekcjach bocznych. Logotyp widoczny będzie także na klatce piersiowej i plecach kombinezonów oraz w trzech miejscach na kaskach wszystkich kierowców. Dodatkowo znajdzie się także na odzieży mechaników i personelu zespołu oraz na transporterach, wnętrzu garażu i motorhome.

Motorsport to ważny element budowania globalnego zasięgu marki ORLEN. Produkty Koncernu są dostępne w ponad 120 krajach na całym świecie, a 60 proc. przychodów generowanych jest na rynkach zagranicznych. Również na polskim rynku, zaangażowanie w F1 i współpraca z jedynym Polakiem znajdującym się w prestiżowym gronie kierowców przynosi wymierne korzyści. Roberta Kubicę spontanicznie kojarzy z PKN ORLEN ponad 70 proc. respondentów, co ma pozytywny wpływ na efektywność reklam, ale też kampanii społecznych. Dodatkowo, co piąty polski kierowca deklaruje, że ze względu na współpracę Koncernu z Robertem Kubicą częściej korzysta z oferty stacji PKN ORLEN.

Rzecznik MŚP apeluje do Premiera o wsparcie wszystkich najbardziej poszkodowanych przez pandemię

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w stanowisku skierowanym do Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego zaapelował o bezzwłoczne uzupełnienie wsparcia rządowego dla przedsiębiorców, których działalność została zamknięta rozporządzeniami Rady Ministrów. W ocenie Rzecznika MŚP obecny katalog kodów PKD nie obejmuje wszystkich przedsiębiorców, którzy całkowicie stracili możliwość uzyskiwania przychodu.

W piśmie do Premiera Adam Abramowicz podkreśla, że bez możliwości korzystania z rządowego wsparcia pozostają firmy z PKD branż, które teoretycznie mogłyby funkcjonować, ale faktycznie pozostają zamknięte z powodu ścisłego powiązania swej działalności gospodarczej z funkcjonowaniem firm, które są obecnie zablokowane albo działają w przestrzeniach zamkniętych, jak szkoły, uniwersytety czy targi. W związku z tym w załączeniu do pisma Rzecznik przekazuje listę 36 kodów PKD, które powinno objąć się natychmiastową pomocą.

Ponadto Rzecznik MŚP zwraca uwagę, że w ustawie nie ujęto przedsiębiorców, którzy założyli firmy w grudniu 2019 oraz w roku 2020 – nawet jeżeli ich działalność zawiera się w PKD wymienionych w ustawie, ponieważ nie mogą oni wykazać się 40. proc. spadkiem obrotów rok do roku.

– Solidarność społeczna i sprawiedliwość wymaga tego, aby wszyscy ci, którzy dla dobra publicznego są w tej chwili pozbawieni całkowicie przychodu, otrzymali rekompensaty i mogli przeczekać ten trudny czas bez dramatycznych dla nich skutków. Liczę na podjęcie szybkich działań, o które proszę w imieniu swoim oraz 258 organizacji z Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP – podsumowuje w swoim wystąpieniu Adam Abramowicz.

Polska najatrakcyjniejszym rynkiem magazynowym w Europie

Międzynarodowe zrzeszenie firm doradczych Gerald Eve, którego członkiem jest AXI IMMO, przygotowało przewodnik po głównych rynkach magazynowo-produkcyjnych w Europie.  Publikacja prezentuje średnie stawki czynszów w 77 lokalizacjach przemysłowo-logistycznych w 20 krajach w Europie, z podziałem na obiekty big box, medium box i SBU (small business units) oraz stopy kapitalizacji na tych rynkach. Ponadto eksperci z 20 krajów członkowskich Gerald Eve przygotowali unikalne zestawienie cen gruntów pod inwestycje magazynowe w 56 głównych ośrodkach przemysłowych. Polska pozostaje jednym z najbardziej atrakcyjnych pod względem cen rynków w Europie. Wszystkie pięć rynków o najniższych czynszach w obiektach typu big box w skali europejskiej znajduje się właśnie w Polsce. Ponadto spośród dziesięciu lokalizacji o najniższych cenach gruntów, cztery to rodzime rynki.

Inwestorzy lokują kapitał w magazyny

Sektor magazynowo-produkcyjny w całej Europie korzysta z postępującego trendu związanego z rozwojem handlu w kanale e-commerce. Pandemia Covid-19 dodatkowo wzmocniła ten trend, tym samym zwiększając zapotrzebowanie na powierzchnię logistyczną.

Silna odporność sektora na dynamicznie zmieniającą się sytuację epidemiczną spowodowała wzmożone zainteresowanie ze strony inwestorów, którzy zaczęli wycofywać kapitał z gorzej prosperujących, dotkniętych pandemią segmentów nieruchomości takich jak centra handlowe, i lokować go w obiekty magazynowe i produkcyjne. Doprowadziło to do wzrostu cen transakcyjnych, a w konsekwencji do kompresji stóp kapitalizacji na wielu rynkach. Stopy kapitalizacji w logistyce pozostają najniższe w Wielkiej Brytanii, która jest uważana za najdojrzalszy i najbardziej płynny rynek nieruchomości komercyjnych w Europe. W Londynie wynoszą one 3,5-3,75% (netto). Niskie są również stawki w Niemczech, które są uważane przez inwestorów za bezpieczny i stabilny rynek do lokowania kapitału. Tu stopy kapitalizacji w głównych miastach wynoszą między 4 a 4,5% (netto). Najdroższa w skali Polski Warszawa notuje natomiast stopy kapitalizacji brutto na poziomie 5,5% dla obiektów SBU i 6,25% dla obiektów big box.

 „Z naszej analizy europejskich rynków przemysłowych wyłania się obraz sektora, który bez względu na kraj wyszedł z tegorocznego szoku gospodarczego spowodowanego pandemią Covid-19 obronną ręką. Wysoki popyt na powierzchnię logistyczną, napędzany dynamicznym rozwojem branży e-commerce, doprowadził do wzrostów stawek czynszów na wielu rynkach europejskich. Dobra kondycja sektora uczyniła z niego bezpieczną lokatę kapitału w oczach inwestorów. W rezultacie zaobserwowaliśmy wzrost cen transakcyjnych dla obiektów magazynowo-produkcyjnych, i kompresję stóp kapitalizacji na wielu rynkach europejskich”, komentuje Renata Osiecka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO.

Polska atrakcyjna dla najemców

Średnie czynsze bazowe dla nowoczesnych obiektów big box na najważniejszych polskich rynkach są dość wyrównane i kształtują się na poziomie 3,3 – 3,5 EUR za mkw. miesięcznie w Poznaniu, 3,2-3,6 EUR w Polsce Centralnej i na Górnym Śląsku, 3,3 – 3,6 EUR na Dolnym Śląsku oraz 3,0-3,6 EUR w okolicach Warszawy. Są to jedne z najniższych stawek w całej Europie. Co więcej, w zestawieniu przygotowanym we współpracy z Gerald Eve pięć głównych polskich rynków magazynowych stanowi jednocześnie pięć najtańszych ośrodków w Europie.

Dla porównania, czynsze u naszego zachodniego sąsiada Niemiec wynoszą 5,7-6,2 EUR w najtańszym z analizowanych rynków – Kolonii i Dusseldorfie. Na najdroższym z niemieckich rynków – Monachium – czynsze dla A-klasowych obiektów big box sięgają natomiast 6,5-7 EUR. Jeszcze większa przepaść cenowa dzieli Polskę od Wielkiej Brytanii i krajów skandynawskich. W najdroższym mieście w zestawieniu – Londynie – osiągalne czynsze dla wielkopowierzchniowych magazynów sięgają 11,3 EUR.  Na drugim miejscu plasuje się Oslo (10,4 EUR), a na trzecim Helsinki (10 EUR).

Sytuacja jest podobna jeśli chodzi o obiekty magazynowe typu SBU. Polskie rynki zajmują cztery pierwsze miejsca w zestawieniu pod kątem atrakcyjności czynszów bazowych dla najemcy. Warszawa odstaje jednak od reszty kraju – stawki dla magazynów miejskich w stolicy są znacznie wyższe, między 4,0 a 5,25 EUR. W Warszawie obserwujemy dynamiczny rozwój sektora e-commerce, który przekłada się na wysokie zapotrzebowanie na obiekty logistyczne typu last mile. Tego typu obiekty wymagają lokalizacji jak najbliżej konsumenta, w pobliżu strategicznych arterii komunikacyjnych, gdzie dostępność gruntów jest ograniczona a konkurencja, również ze strony innych sektorów nieruchomości, jest wysoka, co powoduje presję cenową.

Warszawa jest jednak wciąż atrakcyjną cenowo lokalizacją miejską na tle innych rynków europejskich. Najemcy zainteresowani nowoczesnymi magazynami miejskimi w regionie Londynu muszą się liczyć z czynszami na poziomie 9,2 – 22,1 EUR za mkw. za miesiąc. Stawki w obiektach SBU w głównych niemieckich miastach to 6,7-7,2 EUR w Kolonii i Dusseldorfie, 7-7,5 EUR we Frankfurcie, 7,2-7,7 EUR w Berlinie i 7,5-8 EUR w Monachium.

„Atrakcyjne koszty najmu i gruntów, połączone z konkurencyjnymi cenami pracy i dobrej jakości infrastrukturą drogową od lat nieustannie przyciągają do naszego kraju inwestycje magazynowo-produkcyjne. Najemcy i inwestorzy często wybierają Polskę na swoje centra dystrybucyjne do obsługi całej Europy. Ponadto wysoki potencjał rozwoju rodzimego rynku, poparty świetnymi danymi makroekonomicznymi, połączony z niskimi kosztami prowadzenia działalności, zachęca nowych graczy do wejścia na rynek, a istniejących do dalszej ekspansji”, podsumowuje Renata Osiecka.

Grunty inwestycyjne

Unikalnym elementem przewodnika przygotowanego we współpracy z Gerald Eve jest zestawienie średnich cen gruntów inwestycyjnych w Europie. Raport zawiera informacje o cenach transakcyjnych dla działek w kluczowych lokalizacjach logistycznych na 56 rynkach. Tu również Polska okazuje się atrakcyjna cenowo. Tylko Południowe Morawy w Czechach i wschodnia część Słowacji oferują działki w cenie niższej niż najtańszy z głównych polskich rynków – Poznań. Warszawa – miasto pozostawia w tyle resztę kraju pod względem cen gruntów inwestycyjnych. Osiągalne jest tu 1,5 mln euro za hektar, a nawet więcej w przypadku pojedynczych transakcji. Mimo to stolica Polski jest 5,5 razy tańsza niż aglomeracja londyńska i 2,7 razy tańsza niż Monachium.

„Na tle Europy, Polska charakteryzuje się dość przejrzystymi procedurami administracyjnymi związanymi z budową nieruchomości logistycznych i magazynowych. Proces przygotowania działki objętej planem, w tym uzyskanie decyzji środowiskowej, decyzji o przyłączach i pozwolenia na budowę, zajmuje przeciętnie 12-18 miesięcy. Stanowi to przewagę konkurencyjną wobec rynków w Europie Zachodniej, gdzie uzyskanie pozwolenia na budowę wynosi często więcej niż 24 miesiące”, dodaje Renata Osiecka.

Ruszyły konsultacje strategii rozwoju regionu Centralnego Portu Komunikacyjnego

Spółka CPK stawia na zrównoważony rozwój obszaru wokół Portu Solidarność. Wspólnie z samorządowcami z 26 gmin i siedmiu powiatów z województwa mazowieckiego i łódzkiego wypracowuje optymalne rozwiązania dla regionu planowanych inwestycji. Dzisiaj ruszyły konsultacje w tej sprawie

Spółka CPK zaprosiła samorządowców do wspólnych prac nad pomysłami na rozwój przestrzenny, gospodarczy i społeczny regionu lotniskowego. Z powodu pandemii COVID-19 pierwsze spotkanie odbyło się w formie on-line.

Wbrew zarzutom przeciwników, CPK nie tworzymy wbrew opiniom mieszkańców i lokalnych liderów. Jest odwrotnie: uwzględniamy ich głos i aktywnie współpracujemy, prowadząc inwestycję. Dotyczy to nie tylko Rady Społecznej ds. CPK. Rozpoczęte dziś konsultacje są kolejnym krokiem w tym kierunku. Chcemy, aby budowa CPK przełożyła się na poprawę jakości życia dla wszystkich mieszkańców regionu – mówi Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

Dzisiaj uruchomiliśmy stronę, na której każdy mieszkaniec może znaleźć informacje o postępach prac dotyczących rozwoju terenów wokół CPK. Prace CPK nad strategicznymi projektami koncentrują się wokół trzech dziedzin: obszaru Airport City, planowanych terenów mieszkaniowych i parków przemysłowo-logistycznych. Chcemy tę listę uzupełniać o projekty samorządowe. Wspólna strategia rozwoju pozwoli na to, żeby skoordynować rozwój poszczególnych gmin i uniknąć niepotrzebnych kolizji z lokalną infrastrukturą – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

CPK powstanie między dwoma dużymi ośrodkami: Warszawą i Łodzią, co oznacza, że jest szansą na utworzenie w sercu Polski duopolis. W województwie mazowieckim region CPK obejmuje 20 gmin:  Baranów, Wiskitki, Teresin, Sochaczew (gmina miejska i wiejska), Błonie, Żyrardów, Jaktorów, Grodzisk Mazowiecki, Nowa Sucha, Puszcza Mariańska, Mszczonów, Radziejowice, Milanówek, Brwinów, Podkowa Leśna, Michałowice, Pruszków, Piastów i Ożarów Mazowiecki. W województwie łódzkim jest to sześć gmin: Łowicz (gmina miejska i wiejska), Nieborów, Bolimów, Skierniewice (gmina miejska i wiejska).

Strategia regionu CPK będzie dokumentem wpisanym w ustawowy system zarządzania rozwojem kraju, umożliwiającym ubieganie się o środki rozwojowe: zarówno z Unii Europejskiej, jak też programów krajowych (w tym Programu Wieloletniego CPK).

Zgodnie z Koncepcją przygotowania i realizacji CPK przyjętą przez rząd w 2017 r., rozwój przestrzenny otoczenia CPK zostanie zaplanowany w celu rozwoju funkcji miastotwórczych, biznesowych, innowacyjnych, ale także społecznych i kulturalnych – przy poszanowaniu dla produkcji rolnej.

Małe ojczyzny w otoczeniu CPK będą miały szansę rozwijać się dzięki stworzeniu atrakcyjnych miejsc pracy i poprawie jakości infrastruktury. Strategia pomoże też w realizacji lokalnych projektów poprawiających jakość życia – mówi Patryk Demski, członek zarządu CPK ds. nieruchomości.– Dzisiejsze spotkanie wpisuje się w rozpoczęty przez nas dialog z samorządami. Na początku grudnia zawarliśmy porozumienie z powiatami: sochaczewskim, żyrardowskim i grodziskim w sprawie wymiany danych ewidencyjnych – przypomina.

Spółka CPK zakłada, że strategiczne zarządzanie rozwojem regionu ułatwi wspólną realizację projektów lokalnych, takich jak programy aktywizacji zawodowej mieszkańców, przygotowanie terenów inwestycyjnych pod funkcje hotelowe i biurowe, opracowanie koncepcji dla nowych obszarów mieszkaniowych, zagospodarowanie okolic stacji kolejowej (uporządkowanie parkowania, stworzenie warunków rozwoju zabudowy usługowej, poprawa dostępności dla osób niepełnosprawnych), modernizacja lokalnych dróg, w tym poprawa bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów.

Jednym z przykładów udanej współpracy publicznego inwestora i samorządów w celu rozwoju regionu lotniskowego, na którym wzoruje się CPK, jest port lotniczy Schiphol w Amsterdamie, jeden z największych hubów w Europie.

Polski rynek pracy w bardzo dobrej kondycji pomimo koronawirusa

Polski rynek pracy wydaje się być niezwykle odporny na kryzys wywołany przez COVID-19. Skutki pandemii nie wpłynęły na dynamikę wzrostu wynagrodzeń, co potwierdziły opublikowane w tym tygodniu wyniki międzyrocznego wzrostu płac (o 4,9%) za listopad. To bardzo dobra wiadomość dla zatrudnionych, biorąc pod uwagę sytuację w gospodarce. Stopa bezrobocia wyniosła 6,1%.

Warto również wspomnieć o posiedzeniu Fedu, które odbyło się w tym tygodniu. Wskazano na nim, że podwyżki stóp procentowych powinny nastąpić najwcześniej w 2023 r. W nadchodzących miesiącach amerykański bank centralny nadal oczekuje, że gospodarka będzie zmagać się ze skutkami koronawirusa, a ożywienia gospodarczego można się spodziewać dopiero w drugiej połowie przyszłego roku. Prognozowane odbicie związane z poprawą sytuacji na rynku pracy może przekonać Fed do decyzji o ograniczaniu programu luzowania ilościowego. Zgodnie z nową prognozą PKB ma spaść w tym roku o 2,4%, a w przyszłym roku wzrośnie o 4,2%.

Złoty w tym tygodniu dalej się umacniał, notowania względem euro w piątek rano były na poziomie 4,44 PLN/EUR. Eurodolar kontynuował wzrost w tym tygodniu, oscylując na poziomie 1,226 USD/EUR pod koniec tygodnia.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Kondycja rynków handlowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w dobie pandemii

Pandemia COVID-19 zakłóciła działalność i rozwój rynków nieruchomości handlowych na całym świecie, w tym także w regionie CEE. Eksperci Colliers International poddali analizie sytuację w sektorze handlowym w 17 krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej: Albanii, Białorusi, Bośni i Hercegowinie, Bułgarii, Chorwacji, Czarnogórze, Czechach, Estonii, Litwie, Łotwie, Polsce, Rumunii, Serbii, Słowacji, Słowenii, Ukrainie i na Węgrzech. Wnioski opublikowano w najnowszym raporcie “ExCEEding Borders. CEE-17 Retail in times of the Pandemic”.

Kluczowe wnioski z raportu:

  • Porównując kryzys związany z COVID-19 z recesją po kryzysie finansowym w latach 2007-2008, ożywienie sprzedaży detalicznej w wielu przypadkach przybrało kształt litery „V”, które charakteryzuje się szybkim i trwałym odbiciem wskaźników gospodarczych po gwałtownym spadku gospodarczym.
  • Rynki pracy oraz siła nabywcza w regionie CEE są dużo silniejsze niż dekadę temu.
  • Ograniczenia nałożone przez rządy na działalność centrów handlowych, sklepów, lokali usługowych i gastronomicznych oraz sektor rozrywkowo-rekreacyjny wpłynęły na zmiany w zachowaniach konsumentów i dynamiczny wzrost sprzedaży e-commerce.
  • Gwałtowny wzrost aktywności konsumenckiej w sektorze e-handlu stał się fundamentalnym elementem trwającej obecnie transformacji sektora sprzedaży detalicznej.
  • W całym regionie udział sprzedaży online jest silnie zróżnicowany – od kilku procent w niektórych państwach do ponad 18% w Czechach.
  • Wskaźnik odwiedzalności centrów handlowych w analizowanych krajach spadł o 20-45% między połową 2019 a połową 2020 roku.
  • Pomimo pandemii w analizowanym okresie na omawiane rynki weszło wiele luksusowych marek, w tym: Hugo Boss (Albania), Yves Saint Lauren, Dsquared, Chanel (Czechy) i Armani Beauty (Rumunia).

Gospodarki CEE-17 dużo szybciej wstają na nogi

– Przeanalizowaliśmy prognozy bezrobocia Międzynarodowego Funduszu Walutowego, aby określić kondycję rynków pracy. Porównaliśmy dane z roku 2021 do stanu z roku 2019 oraz rok 2010 z 2008. Aby móc lepiej zrozumieć sytuację w pierwszym roku ponownego ożywienia gospodarki po 2008 r., pominęliśmy rok recesji. Z nielicznymi wyjątkami obecny wzrost bezrobocia jest dużo niższy. Odstępstwo od tej sytuacji stanowią Rumunia i Białoruś, choć oba te państwa wychodziły z gorszej pozycji niż w roku 2008 – wyjaśnia Silviu Pop, szef Działu Badań Colliers International w Rumunii.

Szybkie ożywienie w kształcie litery „V”

Biorąc pod uwagę fakt, że rynki pracy pozostawały w dobrym stanie, a gospodarki zachowały płynność finansową, nie powinno być zaskoczeniem, że w sektorze handlowym zauważono szybkie ożywienie przyjmujące kształt litery „V”. Dla porównania – podczas recesji wywołanej kryzysem finansowym w latach 2007-2008 roku powrót na właściwe tory zajął podmiotom z sektora handlowego kilka lat.

Ponieważ konsumpcja żywności jest dużo mniej elastyczna na zmiany w dochodzie rozporządzalnym, przyjrzeliśmy się sprzedaży towarów nieżywnościowych w 15 z 17 państw objętych analizą, aby ocenić siłę nabywczą konsumentów (na Ukrainie i Białorusi brakuje adekwatnej metodologii). W sześciu z tych państw – Estonii, Litwie, Polsce, Rumunii, Serbii i Słowacji – sprzedaż towarów nieżywnościowych w październiku 2020 r. była wyższa niż przed pandemią. W kolejnych pięciu państwach – Chorwacji, Czechach, Węgrzech, Łotwie i Słowenii – do pełnego powrotu do wcześniejszego staniu zabrakło jedynie kilku procent (1-3%). Jest to dość imponujące, biorąc pod uwagę skalę spadku sprzedaży w okresie wiosennym.

Nawyki konsumentów

– Zaobserwowaliśmy dynamiczny wzrost aktywności konsumenckiej w sektorze e-commerce, który stał się fundamentalnym elementem trwającej transformacji sektora sprzedaży detalicznej, związanej z rozwojem technologii i zmianami w zachowaniach konsumenckich. Nastąpił również znaczący wzrost liczby osób powyżej 55. roku życia, które zdecydowały się na zmianę sposobu robienia zakupów z off-line na on-line Aby lepiej zrozumieć te zmiany, skorzystaliśmy z narzędzia Google Trends, aby przeanalizować, jakich towarów najczęściej szukano przez wyszukiwarkę Google w 6 krajach CEE: w Polsce, Czechach, Słowacji, Rumunii, Bułgarii i na Węgrzech – mówi Dominika Jędrak, Dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International w Polsce.

Jedną z kategorii, w których odnotowano znaczne zmiany jest sport. Narodowe kwarantanny oraz zamknięcie granic spowodowały, że wiele osób postawiło na uprawianie sportu w domu lub na łonie natury we własnej okolicy. To przełożyło się na wzrost zainteresowania rowerami i sprzętem kempingowym, które w większości państw CEE osiągnęło w pierwszej połowie 2020 roku rekordowy poziom.

Za względu na liczne ograniczenia nałożone na sektor gastronomiczny częściej niż poprzednio jadaliśmy w domu – przygotowując posiłki samemu lub zamawiając je przez Internet. Nasza społeczna natura i chęć stołowania się w restauracjach dają sektorowi gastronomicznemu nadzieję na przetrwanie.

Inną kategorią, w której odnotowano duży wzrost, są wydatki zdrowotne. W większości państw słowo „termometr” wyszukiwano w Google 5-6 razy częściej niż wiosną zeszłego roku.

Multichannel, omnichannel i e-commerce

– Większość podmiotów z sektora handlowego posiada wiele różnych kanałów sprzedaży i komunikacji  z klientem, ale to sklepy stacjonarne odpowiadają za największą część ich przychodów. Ten rok pokazał coś, co już wcześniej było widoczne, a mianowicie niedoskonałość i wady niektórych modeli. Sklepy internetowe okazały się być ratunkiem dla niektórych marek, a w niektórych segmentach pojawili się specjaliści, których rolą jest wsparcie sprzedaży poprzez uzupełnienie oferty sprzedażowej. Przykładem może być tu Zalando, jeden z globalnych liderów na rynku mody i obuwia – mówi Kevin Turpin, regionalny dyrektor ds. badań w regionie CEE w Colliers International.

– Sieci handlowe, które chcą budować swoją pozycję na rynku, muszą iść z duchem czasu i rozwijać kanały pozwalające im zdobywać klientów. Takim jest na pewno e-commerce, którego znaczenie znacząco wzrosło w czasie pandemii. Jeszcze nie jest za późno, aby wziąć kawałek z tego tortu, lecz aby zrobić to dobrze, konieczny będzie czas, know-how i inwestycje – dodaje Kevin Turpin.

W całym regionie udział sprzedaży online jest silnie zróżnicowany i wynosi od kilku procent w niektórych państwach do ponad 18% w Czechach. W bieżącym roku większość z tych wskaźników wzrosła w rekordowym tempie, lecz wciąż ponad 80% sprzedaży pozostaje w innych kanałach.

Na osiągnięcie równowagi w tym zakresie wpływ ma kilka innych kwestii w sektorze handlowym, z których część nie została jeszcze rozwiązana:

  • Obecność wielu podmiotów handlowych na rynku opiera się na partnerstwie franczyzowym. Zdarza się, że franczyzobiorcy zarządzają kilkoma markami jednocześnie. Dość często nie posiadają oni kontroli nad platformą e-commerce ani praw do niej, co ogranicza ich możliwości sprzedaży internetowej.
  • Kolejny czynnik to kwestie geograficzne, uniemożliwiające niektórym platformom sprzedaż na rynkach zagranicznych.
  • Wiele sieci próbuje również zachęcić konsumentów do modelu „click&collect”, zapewniającego im większą kontrolę, a także często wiążącego się z dodatkowymi zakupami.

Rynek nieruchomości handlowych w krajach CEE-17 – kluczowe dane

Na rynek centrów handlowych w 17 analizowanych przez Colliers państwach w regionie Europy Środkowo-Wschodniej składa się z niemal 1670 obiektów o całkowitej powierzchni najmu (GLA) ponad 34,6 mln mkw. Obsługują one blisko 173 mln konsumentów.

Rozmiar tego rynku odzwierciedla także roczna siła nabywcza populacji na poziomie 893 miliardów euro. Należy tu jednak zaznaczyć, że jej wartość w Europie Środkowo-Wschodniej jest bardzo zróżnicowana. W Słowenii, Estonii, Czechach, Polsce, Litwie oraz na Słowacji siła nabywcza waha się w przedziale 9 500 – 12 500 euro per capita rocznie, podczas gdy na Ukrainie, Białorusi, w Albanii oraz Bośni i Hercegowinie 1 500 – 3 500 euro per capita rocznie.

Rynki centrów handlowych w krajach CEE-17 pozostają również na różnych stadiach rozwoju. Największe nasycenie przestrzeni na 1 000 mieszkańców zanotowano w Estonii (738 mkw.), a najniższe w Albanii (104 mkw.).

Największą podaż powierzchni handlowej notuje Polska (12,1 miliona mkw. w 532 obiektach) i Czechy (4,2 miliona mkw. w 232 obiektach), a najmniejszą Czarnogóra (110 000 mkw. w 14 centrach).

W dobie pandemii zwiększyła się liczba małych centrów zakupów codziennych i parków handlowych (o powierzchni 5 000 – 10 000 mkw. GLA), uważanych zarówno przez deweloperów, jak i najemców za korzystne inwestycje, a przez konsumentów za wygodne i bezpieczne miejsca na zakupy. Obecnie w krajach CEE-17 działa około 670 takich obiektów o łącznej powierzchni najmu (GLA) 6 mln mkw., z czego najwięcej w Polsce (164 obiektów o łącznej powierzchni 1,2 miliona mkw. GLA). Eksperci Colliers prognozują, że to właśnie sektor małych centrów i parków handlowych typu „convenience” będzie rozwijał się najbardziej.

Wzrost płac i bezrobocie w miejscu? Statystyki jedno, a życie drugie. Końcówka roku będzie najgorsza

Wynagrodzenia rosną, a bezrobocie nie rośnie? „Optymizm trudny do zrozumienia. Końcówka roku 2020 jest dla rynku pracy dramatyczna”.

Dzisiejsze dane opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny mogą napawać optymizmem. Bezrobocie nie rośnie, a zatrudnienie spadło o zaledwie jeden procent. Co więcej, rosną wynagrodzenia i w porównaniu z rokiem 2019 mamy wzrost o niecałe 5%. Takie dane mogą cieszyć jeżeli spojrzymy na dramatyczną sytuacje niektórych branż i rosnącą ilość skarg od osób, które straciły zatrudnienie.

– Nasuwa się pytanie: skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Chcielibyśmy żeby te dane odzwierciedlały rzeczywistość, a tymczasem optymizm dotyczący tego, co przyniesie rok 2021 jest dla mnie trudny do zrozumienia – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

  • Według najnowszych statystyk Głównego Urzędu Statystycznego wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o niespełna 5% i wynosi 5484 złotych, czyli na rękę niecałe 4 tysiące złotych
  • W czasach kryzysu gospodarczego wzrost może zaskakiwać. Według Prezes Małgorzaty Marczulewskiej średnie wynagrodzenie zawyża np. coraz lepiej opłacana i rozwijająca się branża ICT oraz e-commerce
  • Czy przedsiębiorcy są kuloodporni, a rynek pracy jest w stanie znieść każdy cios wymierzony przez pandemię?
  • Prezes Marczulewska: końcówka roku 2020 jest najtrudniejsza dla gospodarki. Konsekwencje tego czasu znajdą odzwierciedlenie w statystykach w roku 2021

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w październiku wyniosło 5484,07 zł, co oznacza wzrost o 4,9 proc. rok do roku. Prognozowane wzrosty były zdecydowanie niższe, a niektórzy nawet spodziewali się, że w dobie pandemii koronawirusa średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw będzie spadać. Zatrudnienie spadło o 1,2 proc. rok do roku. Ekonomiści i analitycy rynkowi uważali, że spadki mogą przekroczyć 1,5-1,7%

– Dane przytoczone przez Główny Urząd Statystyczny pokazuje, że przedsiębiorcy są niemal kuloodporni, a rynek pracy jest w stanie znieść każdy cios wymierzony mu przez pandemię koronawirusa. Pytanie brzmi jak długo taka sytuacja może potrwać? Jestem przekonana, że niestety końcówka roku 2020 będzie czasem trudnym dla przedsiębiorstw i znajdzie to swoje odbicie w statystykach już w roku 2021. Zamknięcie hoteli, brak turystów z zagranicy, ciosy w branże przewozową oraz transport, kolejne obciążenia podatkowe. Pandemia koronawirusa bardzo poważnie naruszyła poczucie bezpieczeństwa zarówno pracowników jak i pracodawców. Pozytywne informacje z rynku cieszą, ale nie powinny być powodem triumfalizmu, że gospodarka wygrywa z pandemią. Jeżeli ktoś z nią wygrywa to przedsiębiorcy i to na dodatek walcząc na tym polu bitwy do ostatniej kropli krwi i do ostatniej złotówki na koncie – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Jak sytuacja wygląda z punktu widzenia pracowników? – Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom zgłasza się w tym kwartale rekordowa ilość pracowników, która straciła pracę lub ma przed sobą wizję bezrobocia już w najbliższych tygodniach. To już nie tylko kelnerzy, barmani i osoby zatrudnione w hotelach i w sklepach, ale i pracownicy administracyjni, pracownicy zajmujący się szeroko rozumianą obsługą biurową w firmach międzynarodowych, pracownicy banków, marketingowcy, menadżerowie – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Z czego może wynikać statystyczny wzrost wynagrodzenia? – Są branże gdzie zarabia się coraz lepiej. ICT i E-commerce zatrudniają i rekrutują. Tam stawki nie spadają. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że średnią może zawyżać wynagrodzenie osób, których branże na pandemii mocno wzmacniają się rynkowo. Poza tym rośnie płaca minimalna, co też rok do roku przekłada się na wzrosty wynagrodzenia – dodaje Prezes Marczulewska.

Signal złamany. W Polsce polecali go eksperci Niebezpiecznika

Komunikator SIGNAL polecany przez ekspertów IT okazał się bardzo niebezpieczny. Izraelska spółka Cellebrite, znana z dostarczania technologii cyfrowych (także szpiegowskich) dla służb policyjnych czy wywiadowczych, poinformowała na swoim firmowym blogu, że jej specjalistom udało się do Signala włamać.

Musieliśmy przeprowadzać próby na wielu frontach i stworzyć sobie nowe rozwiązania od podstaw. Ale uczynienie świata bezpieczniejszym jest dla nas najważniejsze – tłumaczy izraelska spółka. – Służby policyjne obserwują rosnącą popularność szyfrowanych aplikacji, z których korzystają także przestępcy, którzy planują dzięki nim popełnianie przestępstw, wymieniają informacje czy przesyłają sobie skradzione dane – napisano na firmowym blogu Cellebrite.

Notka na ten temat wraz dokładnym opisem metody włamania pojawiła się przed kilkoma dniami na blogu Cellebrite. Potem zniknęła i została zastąpiona przez bardziej zdawkowy komunikat. Przedstawiciele izraelskiej firmy poinformowali, że złamali zabezpieczenia Signala po to, aby pomóc siłom policyjnym walczyć z przestępczością.

To duże zaskoczenie dla polskich polityków (używających szyfrowanego komunikatora) oraz wielu specjalistów IT – w tym ekspertów portalu bezpieczeństwa Nibezpiecznik – podaje serwis Służby Specjalne bez Cenzury. Eksperci tego portalu przed dwoma laty polecali Signal i uznali używanie komunikatora przez polskich polityków najwyższej rangi (Premier, Prezydent RP) jako godne pochwały, zachęcając jednocześnie do przejścia na Signala.

W tym roku portal wskazywał zalety systemu pisząc, że Signal to najbezpieczniejszy komunikator, który paranoicznie dba wręcz o prywatność użytkownika. Podkreślali, że Signal może zapewnić najwyższe standardy bezpieczeństwa, a architektura systemów szyfrowania komunikatora utrudnia popełnianie błędów, które mogą narazić poufność rozmów na szwank.  Autorzy recenzji przestrzegali, że z komunikatora należy korzystać z głową, pamietając o ryzyku i konieczności szkolenia ‘’swoich współpracowników’’ na przykład w ramach indywidualnych konsultacji i szkoleń.

Teraz izraelska firma udowadnia, że komunikator ma luki, czyli nie jest do końca bezpieczny. Jak podaje  portal „Służby Specjalne bez cenzury”, analitycy izraelskiej firmy Cellebrite złamali zabezpieczenia Signala aby pomóc walczyć z przestępczością zorganizowaną.

Tymczasem organizacje obrony praw człowieka podważają tą tezę. Podkreślają, że firma ta sprzedaje swoje technologie nie tylko do USA i UE, ale do państw znanych z prowadzenia prześladowań wobec oponentów politycznych czy niezależnych aktywistów. Rewelacje izraelskiej firmy Cellebrite zaskoczyły więc wiele organizacji i firm. W tym polskich polityków i samych ekspertów polskiego portalu.

Na podstawie sluzbyspecjalne.com, 16.12.2020

Emeryckie święta 2020. Pełne ograniczeń, także budżetowych

Z międzynarodowego badania opinii, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte wynika, że na tegoroczne święta wydamy 29 proc. mniej niż w ubiegłym roku.[1] Co prawda spotkania z najbliższymi będą mocno ograniczone, ale łącznie na organizację świąt, zakup prezentów i żywności przeznaczymy średnio 1318 zł. Najwyższy budżet planują przeznaczyć na Święta Hiszpanie (równowartość 1660 zł) a najniższy Holendrzy (945 zł). W Polsce największe cięcia dotyczące świątecznych wydatków będą dotyczyły podróży, rozrywki oraz zakupu żywności i napojów.

Na świąteczne podróże Polacy zamierzają wydać o 70 proc. mniej niż w ubiegłym roku, na rozrywkę 43 proc. mniej, a na żywność i napoje 33 proc. mniej.[2]  Oszczędności związane z bożonarodzeniowymi wydatkami tłumaczą przede wszystkim pandemią (62 proc.), niestabilnością gospodarczą (60 proc.) i rosnącymi kosztami życia (53 proc.). – Tegoroczne święta będą zupełnie inne niż te, które znamy. Pierwszym powodem będą ograniczenia związane z przemieszczaniem się i świętowaniem w gronie rodziny, przyjaciół lub znajomych. Drugim będą ograniczenia budżetowe, z którymi mierzy się coraz większa liczba osób. Obie te kwestie wyjątkowo mocno dotkną seniorów, którzy na co dzień borykają się zarówno z problemami finansowymi jak i samotnością, a z powodu trwającej pandemii jeszcze bardziej odczują ich skutki – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Nastroje coraz gorsze

Fundusz Hipoteczny DOM prowadzi cykliczne badanie opinii „Życie Seniora””. Jeden z obszarów obejmuje szereg pytań o to, jak żyje im się podczas pandemii, co nie zmieniło się w ich życiu, a co im najbardziej doskwiera. Jeszcze we wrześniu br. 50 proc. seniorów twierdziło, że żyje im się teraz gorzej niż kiedyś, a blisko 30 proc. wskazywało jako przyczynę sytuację epidemiologiczną.[3] Co trzeci senior narzekał wtedy na niską emeryturę, co piąty mówił wprost, że nie stać go na podstawowe produkty, ponieważ wszystko drożeje. W kolejnej edycji badania, która zakończyła się 1 grudnia br. już 62 proc. emerytów deklarowało, że żyje im się gorzej niż przed pandemią, a 45 proc. wskazywało na epidemię jako jedną z głównych przyczyn tego stanu.[4]

– Obserwujemy zmieniające się nastroje seniorów od początku pandemii. Widzimy, że są coraz gorsze. Samotność doskwiera emerytom na co dzień, a w okresie przedświątecznym odczuwają ją jeszcze mocniej. Ograniczenia w poruszaniu się i zakazy dotyczące świątecznych zgromadzeń na pewno odbiją się na samopoczuciu osób starszych. W tej chwili zdrowie jest najważniejsze i każdy rozumie panujące restrykcje, co nie zmienia faktu, że przez tę sytuację wiele osób spędzi te święta w samotności – dodaje Robert Majkowski.

Spotkań świątecznych nie będzie

Ograniczenia w przemieszczaniu się dla osób powyżej 70 roku życia i restrykcje dotyczące liczby osób przy świątecznym stole są dodatkowym ograniczeniem dla emerytów. Wiele rodzin, które mogłyby się spotkać w święta zrezygnuje z tej możliwości ze względu na zdrowie bliskich. – w Funduszu Hipotecznym DOM co roku, od dekady organizujemy w całej Polsce spotkania wigilijne dla naszych klientów i sympatyków. Pierwszy raz w historii te spotkania się nie odbędą.. Podobne spotkania organizowały w całej Polsce nie tylko kluby seniora, ale również stowarzyszenia senioralne, uniwersytety trzeciego wieku, organizacje społeczne i inne podmioty. Seniorzy mogli liczyć nie tylko na ciepły posiłek, ale przede wszystkim rozmowę z innymi ludźmi, poczucie wspólnoty i przynależności. W tym roku brak takich spotkań  będzie kolejnym minusem związanym z pandemią – mówi Robert Majkowski.

Warto rozejrzeć się wokół

Jak można wesprzeć seniorów w tym trudnym czasie? Przede wszystkim postawić na rozmowę i wsparcie, zatrzymać się, zapytać czego potrzebują, jak można pomóc. Naszych bliskich warto nauczyć korzystania z narzędzi online, które pomogą zasiąść „przy wspólnym stole” chociażby wirtualnie. Rozmowę telefoniczną można zastąpić rozmową online, prezenty można rozpakować wspólnie przed kamerką komputera. Seniorów, którzy nie mają bliskich warto poinformować o spotkaniach wigilijnych organizowanych online. Co prawda spotkanie w Internecie nie zastąpi zapachu choinki i gwaru rozmów odbywających się na żywo, ale może pomóc wypełnić pustkę. Emerytów warto również wesprzeć finansowo. Już teraz można wpłacić darowiznę i ufundować wigilię dla samotnego seniora, przygotować paczkę w ramach Szlachetnej Paczki lub najzwyczajniej… zrobić zakupy sąsiadowi, podarować mu prezent, zapytać czy potrzebuje pomocy w zakupie leków lub wyprowadzaniu psa. – Pomaganie najlepiej zacząć od najbliższego otoczenia. Czasem wśród sąsiadów są osoby starsze, które potrzebują wsparcia, dobrego słowa i czyjejś obecności. Miejmy oczy i uszy otwarte, zwłaszcza w te święta – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Międzynarodowe badanie Deloitte „Zakupy świąteczne 2020” (23 edycja). Szczegóły m.in. na tvn24.pl. Link: https://tvn24.pl/biznes/z-kraju/boze-narodzenie-2020-polacy-wydadza-na-swieta-29-proc-mniej-niz-rok-temu-4760323

[2] Tamże

[3] Ankieta telefoniczna przeprowadzona na grupie 752 osób w wieku 65+ i zakończona w październiku 2020.

[4] Ankieta telefoniczna przeprowadzona na grupie 761 osób w wieku 65+ i zakończona na początku grudnia 2020.

NCBR ogłasza kolejny konkurs dla młodych naukowców

Po raz dwunasty Narodowe Centrum Badań i Rozwoju zaprasza młodych naukowców do aplikowania o środki na autorskie projekty badawcze. Celem programu LIDER jest poszerzenie kompetencji młodych naukowców w samodzielnym planowaniu, zarządzaniu oraz kierowaniu własnymi zespołami badawczymi, podczas realizacji innowacyjnych projektów naukowych.

Budżet 12. konkursu w programie LIDER to 80 mln zł. Nabór będzie trwał od 18 stycznia do 18 marca 2021 roku.

Kim jest LIDER

O środki – maksymalnie 1,5 miliona złotych – aplikować mogą doktoranci, nauczyciele akademiccy bądź osoby ze stopniem doktora, od uzyskania którego nie upłynęło 7 lat. LIDER adresowany jest do osób, które są autorami publikacji w renomowanych czasopismach naukowych bądź posiadają patenty lub wdrożenia. Ważne jest także, aby wnioskodawca dotychczas nie uczestniczył w roli kierownika projektu w programie. LIDER nie narzuca ograniczeń związanych z dziedziną nauki, w której należy realizować projekt. Na dofinansowanie mają szansę projekty będące innowacyjnym pomysłem o potencjale wdrożeniowym lub aplikacyjnym, a także takie, które wspierają rozwój kadry naukowej w zakresie kompetencji naukowych oraz zarządczych. Czas realizacji projektu to minimum 12 a maksymalnie 36 miesięcy.

Przyszłość polskiej nauki w dużej mierze zależy od młodych naukowców, którzy z zapałem prowadzą swoje badania i dokonują kolejnych odkryć. Dzięki konkursom takim jak te organizowane w ramach programu LIDER chcemy wspierać ich w sposób kompleksowy, oferując nie tylko granty, ale także przestrzeń do rozwoju kompetencji zarządczych i uczenia się samodzielności w prowadzeniu projektu. LIDERów zachęcamy również do myślenia biznesowego, które jest nieodzowne przy komercjalizowaniu wytworzonych przez nich rozwiązań. Dzięki temu możemy z powodzeniem wdrażać kolejne badania do gospodarki, co ma ogromny wpływ na poprawę jakości życia nas wszystkich – mówi Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki.

Projekt musi być realizowany we współpracy z jednostką, która zatrudni Lidera przez cały okres realizacji Projektu oraz pozostałych członków zespołu badawczego na okres pracy przy realizacji projektu. Taką jednostką mogą być uczelnie, instytuty badawcze, instytuty naukowe PAN, centra badawcze PAN, instytuty Sieci Badawczej Łukasiewicz, międzynarodowe instytuty naukowe, przedsiębiorstwa prowadzące badania naukowe czy podmioty prowadzące głównie działalność naukową w sposób samodzielny i ciągły.

Dla członków zespołu badawczego tj. Personelu B+R obowiązuje kryterium wiekowe – maksymalnie 35 lat. Dowolna jest natomiast liczba badaczy w zespole. Kryterium wieku nie obowiązuje w przypadku osób zaangażowanych bezpośrednio w realizację projektu jako podstawowy personel techniczny lub personel pomocniczy.

LIDER jest najdłużej trwającym programem w ofercie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – nabory prowadzone są nieprzerwanie od 2009 roku. W tym czasie odbyło się jedenaście konkursów, w wyniku których 439 młodych naukowców – liderek i liderów w swoich dziedzinach, otrzymało ponad  511 milionów złotych na autorskie projekty badawcze. Średnia wartość grantu w programie wynosi 1,2 miliona złotych.

LIDER nie jest standardowym programem z oferty konkursowej NCBR. Prowadzony już przez ponad dekadę urósł do rangi tradycji, którą kontynuujemy niemalże od powstania naszej instytucji. Jednak można powiedzieć, że ogłaszany właśnie 12. konkurs jest inny niż wszystkie ze względu na epidemię koronawirusa. Ostatnie miesiące jak nigdy wcześniej pokazały nam, że wartość różnorodnych innowacji jest nie do przeceniania, o czym mogliśmy się przekonać przy adaptowaniu się do nowej „zdalnej” rzeczywistości. Dlatego w sposób szczególny zachęcam Was młodzi naukowcy do aplikowania – czekamy na Wasze wynalazki, które po raz kolejny zrewolucjonizują konkretne obszary naszego życia  – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

W październiku br. NCBR rozstrzygnęło XI edycję programu LIDER, rekomendując do dofinansowania 60 projektów na łączną kwotę ponad 84,7 mln zł. Największą liczbę punktów zdobył projekt Hanny Piotrzkowskiej-Wróblewskiej z Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN, mający na celu opracowanie systemu monitorującego odpowiedź pacjentów z rakiem piersi na leczenie chemioterapią neoadiuwantowej w oparciu o ultrasonografię ilościową. Chemioterapia neoadjuwantowa (NAC), często stanowi wstępny proces leczenia raka piersi. Jej celem jest zmniejszenie rozmiaru guza oraz zapobieganie przerzutom. Obecnie, skuteczność terapii oceniana jest na podstawie zmian wymiarów guza, w badaniach obrazowych (USG, mammografia, rezonans magnetyczny). Metoda ta z różnych powodów cechuje się niestety małą dokładnością. Odpowiedź na ten problem, stanowił będzie ilościowy ultrasonograficzny system diagnostyczny, którego opracowanie stanowi główny cel projektu.

Kolejne najwyżej ocenione w XI konkursie projekty były zgłoszone przez Marcina Winnickiego z Politechniki Wrocławskiej oraz Piotra Pieczywka z Instytutu Agrofizyki im. Dobrzańskiego PAN w Lublinie. Są to odpowiednio: „Sonic Jet – precyzyjna drukarka do wytwarzania elastycznej elektroniki” oraz „Szybka i niedestrukcyjna metoda detekcji stresu beztlenowego owoców jabłoni z wykorzystaniem zjawiska dynamicznego rozpraszania światła”.

Wśród rozwiązań wyróżnionych w ostatniej edycji programu znalazły się także m.in. narzędzia wspomagające rehabilitację dłoni, biodegradowalne implanty do regeneracji kości gąbczastej, termochromowy wskaźnik wyjścia ze stanu głębokiego zamrożenia dla przemysłu opakowaniowego, bionawozy do poprawy jakości biologicznej gleb, opracowanie linii innowacyjnych pełnowartościowych zastępników produktów mięsnych na bazie surowców roślinnych z zastosowaniem dodatków funkcjonalnych czy zintegrowany system informatyczny do oceny bezpieczeństwa głębokich sieci neuronowych w samochodach autonomicznych.

Deweloperzy mieszkaniowi zdradzają plany na 2021 rok

Jakie strategiczne założenia przyjęli deweloperzy budujący mieszkania na kolejny rok? Jak planują ukierunkować działania? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develii  

Sytuacja jest dynamiczna, dlatego nadal będziemy uważnie obserwować rynek i elastycznie reagować. W nowej rzeczywistości umiejętność dostosowywania się jest bardzo ważna. Jednocześnie ostatnie miesiące pokazały, że pomimo niepewnego otoczenia, popyt na mieszkania wciąż jest relatywnie wysoki. Dodatkowo, niskie stopy procentowe zachęcają do inwestowania w nieruchomości, które obecnie są postrzegane, nie tylko jako dodatkowe źródło dochodu, ale także jako doskonały sposób ochrony kapitału przed rosnącą inflacją. Jesteśmy przekonani, że dobra, zdywersyfikowana oferta w rozsądnych cenach znajdzie nabywców.

W związku z tym przygotowujemy kolejne inwestycje deweloperskie do realizacji. Na przełomie trzeciego i czwartego kwartału br. otrzymaliśmy prawomocne pozwolenia na budowę ponad 1800 lokali w inwestycjach Centralna Park w Krakowie, Ceglana Park w Katowicach i Prestovia House w Warszawie. Bank gruntów Grupy pozwala na realizację 7550 lokali. W zależności od sytuacji na rynku będziemy uruchamiać nowe inwestycje w kolejnych miesiącach.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

Mamy obszerny bank ziemi, który zabezpiecza naszą działalność na kolejne 3-4 lata. W ubiegłym roku sfinalizowaliśmy znaczące zakupy gruntów na ponad 343 000 PUM, co daje łącznie ponad 510 000 PUM w ciągu ostatnich 21 miesięcy. W Warszawie i Gdańsku mamy ugruntowaną pozycję na rynku inwestycji mieszkaniowych. Rozwijamy się także intensywnie we Wrocławiu i Poznaniu. Zapewniliśmy klientom atrakcyjne lokalizacje, ale nie spoczywamy na laurach. Mamy zabezpieczone środki na zakupy gruntów i kolejne inwestycje. Naszym celem jest utrzymanie dotychczasowego poziomu działalności, co oznacza sprawne uruchamianie kolejnych projektów osiedli. Będziemy kontynuować dotychczasową strategię i rozwijać się zgodnie z założeniami.

Robert Stachowiak, prezes zarządu SGI

Uważamy, że sprawdzi się długoterminowe podejście do inwestowania w nieruchomości, zwłaszcza przy uwzględnieniu wysokiej inflacji. Będziemy sukcesywnie powiększać bank ziemi i przygotowywać kolejne projekty deweloperskie. Biorąc pod uwagę naszą strategię zakupów w dobrych lokalizacjach oraz stale zmniejszającą się podaż przygotowanych działek, zamierzamy szerzej inwestować w tereny z opustoszałymi biurowcami, obiektami przemysłowymi budowanymi w latach 60 tych do 90 tych. Planujemy zmieniać ich sposób zagospodarowania i dostarczać atrakcyjne, nowoczesne miejsca do zamieszkania. W najbliższych miesiącach rozpoczniemy realizację kolejnych osiedli w Warszawie oraz Łodzi. Firma dalej będzie rozwijać się na rynku nieruchomości, nie tylko mieszkaniowych, ale również biurowych. Dodatkowo, będziemy także rozwijać segment finansowania inwestycji zewnętrznych podmiotów oraz inwestycji kapitałowych.

Małgorzata Nowodworska, dyrektor sprzedaży i marketingu Angel Poland Group w Krakowie

Nasze działania przede wszystkim skupią się wokół zakończenia obecnie realizowanych inwestycji. W Krakowie w drugim kwartale 2021 roku oddajemy część mieszkaniową Angel Stradom, zaś otwarcie części hotelowej Stradom House planowane jest na czwarty kw. przyszłego roku. W ostatnim kwartale 2021 roku będziemy także przekazywać we Wrocławiu mieszkania w inwestycji Angel City. W Krakowie w pierwszych miesiącach przyszłego roku rozpoczynamy budowę Angel Green oraz przygotujemy do realizacji kolejną inwestycję we Wrocławiu. Jedno jest pewne, nie zwalniamy tempa. Dlatego myślimy też o nabywaniu nowych gruntów we Wrocławiu i Krakowie. Działania skierujemy również na dalszy rozwój Angel Management, podmiotu zajmującego się kompleksowym zarządzaniem nieruchomości z naszego portfolio.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Po szoku i niepewności, jaki przyniósł drugi kwartał tego roku, wracamy już do normalnego tempa pracy. Wciągu ostatnich tygodni wprowadziliśmy do sprzedaży 6 etap inwestycji Wolne Miasto w Gdańsku i 2 etap inwestycji Moja Północna na warszawskim Tarchominie, łącznie ponad 300 mieszkań. Obecnie pracujemy nad projektami kolejnych budynków.

Angelika Kliś, dyrektor zarządzająca ds. Sprzedaży i Marketingu w Atal

Nasze plany na 2021 rok, podobnie jak aktualnie prowadzone działania, skupiają się na utrzymaniu ciągłości realizacji wszystkich prowadzonych projektów deweloperskich oraz optymalizacji procesów, co pozwoli nam na niezakłócone działanie w przyszłych kwartałach. Ponadto, staramy się utrzymać nasze dotychczasowe plany i cele, skupiając się na najwyższej jakości realizowanych inwestycji.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

W przyszłym roku będziemy kontynuować dynamiczny rozwój naszej działalności w Polsce. Wprowadzimy do sprzedaży kilka nowych inwestycji mieszkaniowych w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu, a ponadto zadebiutujemy w Trójmieście. Plany są więc bardzo ambitne. W 2021 roku zamierzamy oddać do użytku ponad 1200 mieszkań. Większość z nich w ramach inwestycji, których realizacja zbliża się do końca. W Warszawie są to projekty: Forêt na Białołęce, Villa de Charme na Bemowie, Vitalité na Wilanowie, Alinea na Białołęce i Wileńska Express na Pradze Północ. We Wrocławiu – Zajezdnia Wrocław na Nadodrzu. W Poznaniu to Soleil de Malta.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W przyszłym roku zamierzamy nadal koncentrować się na realizacji projektów o profilu mieszkaniowym i usługowym głównie na terenie Gdańska i okolic, ale planujemy też ekspansję na nowe rynki. Nasze inwestycje nadal będą obejmować zarówno budowę osiedli mieszkaniowych, luksusowych apartamentowców, jak i lokali inwestycyjnych. Sukcesywnie zwiększamy natomiast udział w sprzedaży inwestycji o wyższym prestiżu i standardzie, adresowanych do bardziej wymagających klientów.

Tomasz Czubak, dyrektor Przygotowania Projektów Deweloperskich w Jakon

W roku 2021 planujemy wprowadzić wiele ciekawych inwestycji w najlepszych dzielnicach polskich miast. Klienci mogą spodziewać się interesujących projektów na poznańskim Grunwaldzie, bydgoskim Fordonie i w największym, nadmorskim kurorcie.

Pomimo obecnej sytuacji panującej w całej Europie pragniemy rozwijać firmę znajdując nowe, jeszcze lepsze lokalizacje do prowadzenia naszych projektów deweloperskich. Bank gruntów, które posiadamy pozwala nam na działalność przez najbliższe kilkanaście lat.

Małgorzata Ostrowska, Dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Przygotowujemy się do rozpoczęcia w przyszłym roku budów osiedli na 2600 lokali. Projekty znajdują się w różnych lokalizacjach, największym jest gdański projekt premium na 636 mieszkań i inwestycja w Pruszkowie na 462 lokale. Istotnym elementem naszej strategii jest podążanie za ekologicznymi i energooszczędnymi trendami w budownictwie. Będziemy kontynuować pionierski projekt, tj. produkcję domów w technologii prefabrykacji drewnianej w oparciu o własną fabrykę ekologicznych prefabrykatów w Tłuszczu.

W osiedlu Villa Campina w pobliżu Puszczy Kampinoskiej docelowo stanie 175 luksusowych, drewnianych domów ekologicznych i energooszczędnych o nazwie Wiktoria, które są praktycznie pasywne energetycznie. Do ogrzania domu i wody oraz do wentylacji potrzebują zaledwie 22 kWh/m kw./rok, a po zastosowaniu paneli fotowoltaicznych można sprzedawać nadwyżki prądu. Dom kosztuje tyle, co tradycyjny. Oprócz ekologicznego wyposażenia zastosowaliśmy wentylację mechaniczną z rekuperacją, dzięki czemu, niezależnie od warunków atmosferycznych, mieszkańcy oddychają przefiltrowanym powietrzem. To wstęp do produkcji w fabryce J.W. Construction także wielorodzinnych domów w technologii prefabrykowanej, szkieletowej.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

W przyszłym roku chcielibyśmy zakończyć budowę i sprzedaż Osiedla Łomianki oraz rozpocząć realizację i sprzedaż drugiego etapu Nowego Osiedla Natura w Wieliszewie. Będzie to miejsce dla osób lubiących spokój, bliskość przyrody oraz funkcjonalne i ekologiczne rozwiązania. W ramach trzyetapowej, przepełnionej zielenią inwestycji, powstaje sześć czterokondygnacyjnych budynków z windami,  podziemnymi garażami, smart rozwiązaniami i panelami fotowoltaicznymi. W ofercie jest 230 mieszkań o metrażu od 29 mkw. do 76 mkw. Poza tym, pracujemy nad kilkoma nowymi projektami, których realizację chcielibyśmy rozpocząć w drugiej połowie 2021 roku.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Jesteśmy konsekwentni i będziemy przede wszystkim koncentrować się na rozwoju naszego portfolio – inwestycji w Warszawie i Krakowie. Przy każdym projekcie staramy się dbać o to by tworzona przez nas przestrzeń wspólna budynków, jak i same mieszkania  były jak najlepiej dostosowane do potrzeb mieszkańców. Aktualnie analizujemy sytuację pod kątem nowych rozwiązań i potrzeb nabywców. Staramy się wybrać te, które także w perspektywie długofalowej będą dobrze służyły mieszkańcom.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

U progu 2021 roku na etapie przygotowania mamy trzy nowe projekty deweloperskie, dwie inwestycje w granicach Poznania i jedną na przedmieściu, w obrębie naszego flagowego Osiedla Księżnej Dąbrówki. Będziemy przygotowywać się zatem do rozpoczęcia przedsprzedaży. W odniesieniu do projektów będących aktualnie w ofercie, zamierzamy realizować nasz plan sprzedaży, o który jesteśmy spokojni, biorąc pod uwagę liczbę zapytań, jakie otrzymujemy.

Izabela Kucharska, manager ds. rozwoju produktu w spółce mieszkaniowej Skanska 

Wszystkie działania będą stanowiły kontynuację naszej misji, którą od wielu lat wytrwale wcielamy w życie. Mowa oczywiście o realizacji założeń zrównoważonego budownictwa, a także o stopniowym ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych, najpierw o 50 proc. do 2030 roku, a w konsekwencji osiągnięcie zerowej emisji netto do roku 2045. W tym celu planujemy stale rozwijać zakres proekologicznych rozwiązań, które od lat stosujemy i popularyzujemy w trosce o naszą planetę. Do nowości w tym zakresie, które pojawią się w naszych inwestycjach mieszkaniowych, będą należały, m.in.: panele fotowoltaiczne, systemy rekuperacyjne oraz tzw. „szara” woda, która pozwoli znacząco obniżyć zużycie czystej wody z sieci.

Wojciech Dzioba, prezes zarządu TBV Investment

W 2021 roku będziemy kontynuować rozpoczęte inwestycje i pracować nad kolejnymi projektami. W trakcie realizacji mamy kolejny etap Osiedla Europejskiego – Oslo, który zostanie ukończony w drugim i czwartym kwartale 2022 roku, Osiedle Jutrzenki z terminem oddania w drugim kwartale 2021 roku, Osiedle Regaty, które będzie gotowe w drugim kwartale przyszłego roku oraz Osiedle Fieldorfa, którego budowa zakończyć się ma w drugim kwartale 2022 roku.

Równolegle do prac budowlanych przy naszych inwestycjach mieszkaniowych prowadzimy także prace przy parku naturalistycznym na terenie Górek Czechowskich, do utworzenia którego zobowiązaliśmy się jako spółka. W 2021 roku w planach mamy utworzenie tam placu zabaw oraz być może rozpoczęcie prac przy ścieżce rowerowej.

Koncentrujemy się także na poszukiwaniu lokalizacji pod nowe projekty mieszkaniowe oraz usługowe. Przede wszystkim skupiamy się na terenie Lublina, ale nie wykluczamy inwestycji  w Rzeszowie i Warszawie.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Naszą misją jest ciągły wzrost udziału w warszawskim rynku nieruchomości. Nieustannie poszukujemy gruntów do zakupu pod kolejne inwestycje mieszkaniowe. W 2021 roku planujemy rozpocząć budowę kolejnych projektów wielorodzinnych na terenie Warszawy. Głównym założeniem na najbliższy czas jest zwiększenie sprzedaży i dalszy rozwój Grupy Kapitałowej Home Invest.

Autor: dompress.pl

Indeks Zakupów (Shopping Index): przyhamowanie wzrostu w III kwartale i spadek współczynnika konwersji

Jak wynika z Indeksu Zakupów (Shopping Index) opartego na danych dotyczących ponad miliarda konsumentów z całego świata, obroty handlu elektronicznego rosły przez dwa kolejne kwartały.

Dynamiczny wzrost sprzedaży online w II kwartale nie był zaskoczeniem. Gdy po wybuchu pandemii zamknięto tradycyjne sklepy z artykułami innymi niż pierwszej potrzeby, konsumenci przenieśli się do kanałów cyfrowych. Minionego lata handel elektroniczny odnotował jedne z najwyższych wskaźników wzrostu.

Na koniec III kwartału, u progu jesieni widzimy, że konsumenci zachowali wiele „cyfrowych” zwyczajów nabytych w II kwartale. W III kwartale porównywalny globalny wskaźnik sprzedaży w kanałach cyfrowych wzrósł o 55% rok do roku. To mniej niż 71% w II kwartale, lecz wciąż bardzo dużo. Jest to prawdopodobnie najwyższy taki wskaźnik w III kwartale od czasu, gdy siedem lat temu zaczęliśmy tworzyć Indeks Zakupów.

Trzeba jednak zaznaczyć, że choć w III kwartale konsumenci wykazywali takie samo zainteresowanie zakupami cyfrowymi, jak w poprzednim, kupowali w sposób bardziej rozważny, przemyślany i planowany. Oto trzy najważniejsze wnioski z Indeksu Zakupów za III kwartał.

1.Klienci są zainteresowani zakupami, ale stali się bardziej wymagający

Co ciekawe, ruch w handlu elektronicznym w III kwartale wzrósł bardziej niż w II, tj. w pierwszym okresie po pandemii latem tego roku (odpowiednio o 39% w porównaniu z 37%). Konsumenci są więc coraz bardziej zainteresowani tym kanałem. Przeglądają sklepy internetowe podobnie jak wcześniej, ale znacznie dłużej rozważają ewentualny zakup.

Bardzo ważny wskaźnik, jakim jest współczynnik konwersji, wzrósł w II kwartale do zaskakującego poziomu 35% rok do roku, aby w III kwartale obniżyć się do 20%. Stało się tak prawdopodobnie dlatego, że w III kwartale masowe zakupy uległy zahamowaniu, ponieważ łańcuchy dostaw znów zaczęły nadążać za popytem, a większość sklepów detalicznych z produktami innymi niż pierwszej potrzeby została ponownie otwarta pod koniec czerwca.

Jedno jest jasne: choć w III kwartale wzrost wydatków na zakupy online przyhamował, klienci przenoszą się do kanałów cyfrowych w rekordowym tempie. Przedstawiciele wszystkich pokoleń przekonują się, że nie tylko samo kupowanie, lecz również przeglądanie ofert i szukanie informacji jest w tych kanałach niezwykle wygodne.

  1. Klienci wydają więcej na produkty pierwszej potrzeby

W III kwartale wzrost sprzedaży w kategorii „Zabawki i gry” zmniejszył się do 76% w porównaniu z 181% w II kwartale, gdy kategoria ta zajmowała pierwsze miejsce. Przyczyna jest prosta: zabawki i gry mogą być używane wielokrotnie, więc jeden zakup wystarczy na dłużej.

Co natomiast możemy powiedzieć o kategorii, która osiągnęła w III kwartale najszybszy wzrost wynoszący 153%? Wierni fani Indeksu Zakupów pewnie zauważyli, że w tym kwartale dodaliśmy nową kategorię „Żywność i napoje”. Zarówno w II, jak i III kwartale uzyskała ona wskaźnik przekraczający 150%, co zapewniło jej pierwszej miejsce.

W przeszłości „Żywność i napoje” miały najniższy współczynnik penetracji handlu elektronicznego spośród wszystkich kategorii. Dwa kwartały silnego wzrostu sprzedaży cyfrowej (nawet przy niskim poziomie wyjściowym) wskazują jednak na to, że konsumenci kupują coraz więcej produktów spożywczych online, choć tradycyjne sklepy pozostały otwarte.

Trzy ostatnie miejsca zajęły „Odzież ogółem”, „Odzież luksusowa” i „Obuwie ogółem”. Ponieważ na skutek pandemii ludzie rzadziej wychodzili z domu, nic dziwnego, że w tych kategoriach sprzedaż wzrosła minimalnie.

  1. Czego możemy się spodziewać po okresie świątecznym?

Pozostaje kluczowe pytanie: jakich wskaźników wzrostu sprzedaży można się spodziewać po okresie świątecznym na podstawie dotychczasowych danych? Dla wielu handlowców detalicznych i producentów towarów konsumpcyjnych o wynikach roku finansowego zdecyduje ostatni kwartał. Trzeba też pamiętać, że w tym roku gra toczy się o szczególnie wysoką stawkę, a bankructwa nie są niczym wyjątkowym.

Według najnowszych prognoz firmy Salesforce stopa wzrostu sprzedaży online w okresie świątecznym wyniesie 30% na całym świecie .

Prognozy te są oparte na trendzie, który rozpoczął się szybkim wzrostem w drugim kwartale, aby umiarkowanie przyhamować w trzecim. W okresie świątecznym przewidujemy dalsze spowolnienie, ponieważ zakupy online osiągną poziom konserwatywnej równowagi. Niepewna sytuacja ekonomiczna, zdrowotna i polityczna stłumi popyt na towary konsumpcyjne.

Chcemy jednak podkreślić, że mimo to przewidujemy w tym okresie silny wzrost sprzedaży online, a z drugiej strony spadek obrotów w sklepach tradycyjnych. Według naszych przewidywań technologie cyfrowe będą głównym kanałem marketingu i sprzedaży, podczas gdy stopa wzrostu zakupów online w okresie świątecznym osiągnie 30%.

Metodyka tworzenia Indeksu Zakupów za III kwartał

Indeks Zakupów za III kwartał odzwierciedla rzeczywiste trendy zakupowe na podstawie analizy aktywności ponad miliarda klientów z ponad 41 krajów, z wykorzystaniem technologii Commerce Cloud, ze szczególnym uwzględnieniem 10 kluczowych rynków: Stanów Zjednoczonych, Kanady, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Hiszpanii, Japonii, Holandii, Australii/Nowej Zelandii i krajów skandynawskich. Taki zestaw danych referencyjnych zapewnia dogłębny wgląd w ostatnich dziewięć kwartałów i aktualny stan handlu elektronicznego. Ekstrapolacja bieżących wartości dla szeroko rozumianego sektora handlu detalicznego jest oparta na wielu czynnikach, a przedstawione tu rezultaty nie stanowią wskaźników wydajności firmy Salesforce.

Polska na 41. miejscu w rankingu globalizacji

  • Raport DHL Global Connectedness Index 2020 to pierwsza kompleksowa ocena globalizacji w czasie pandemii COVID-19.
  • Indeks pokazuje, że ilość globalnie przesyłanych informacji powraca do stanu sprzed pandemii COVID-19, natomiast przepływ ludności nadal maleje. Według ONZ, liczba osób podróżujących do obcych krajów do końca br. roku ma spaść o 70 proc.
  • Holandia, Singapur, Belgia, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Irlandia są obecnie najbardziej połączonymi państwami na świecie. Polska znajduje się na 41. miejscu.

DHL i NYU Stern School of Business opublikowały siódmą edycję raportu DHL Global Connectedness Index 2020 (GCI). Materiał jest zbiorem informacji na temat międzynarodowych przepływów handlowych, kapitałowych, informacyjnych i ludzkich.

Wpływ pandemii na globalne połączenia

Podczas gdy w 2019 roku indeks globalizacji utrzymał się na nie zmiennym poziomie, prognozy na 2020 rok wskazują, że liczba globalnych połączeń znacznie spadnie. Głównym powodem jest pandemia koronawirusa, która wywiera duży wpływ na społeczeństwa. Do czynników, które mają największe przełożenie na tę sytuację należą: zamknięcie granic, zakazy podróżowania i uziemienie pasażerskich linii lotniczych. Jednak pomimo pandemii, poziom połączeń prawdopodobnie nie będzie niższy niż w latach 2008-2009, kiedy na świecie był globalny kryzys finansowy. Wynika to z faktu, że przepływy handlowe i kapitałowe wracają już do stanu z początku 2020 r. W trakcie pandemii nastąpił też duży wzrost przepływu danych, ponieważ ludzie zamienili kontakt osobisty na rzecz online.

Szybka i bezpieczna logistyka medyczna zależy od globalnych powiązań

– Trwający kryzys pokazał, jak ważne są międzynarodowe połączenia, ponieważ pozwalają utrzymać globalną gospodarkę, zapewnić ludziom środki do życia i wspierać firmy w handlu – mówi John Pearson, dyrektor generalny DHL Express. Połączone łańcuchy dostaw i sieci logistyczne odgrywają zasadniczą rolę w utrzymaniu połączeń i poziomu globalizacji. Przykładem może być transport szczepionek na COVID-19, które potrzebują specjalnych warunków. Aby zapewnić ich dystrybucję międzynarodowo i skutecznie, niezbędna jest szybka i bezpieczna logistyka medyczna, której efektywność wynika z sieci globalnych połączeń.

Przestrzeń dla rozwoju Polski

– Mimo że pandemia ma duży wpływ na biznes i życie ludzi na całym świecie, to nie zerwała ona podstawowych więzi, które ich łączą. Raport DHL Global Connectedness Index 2020 pokazuje, że globalizacja nie załamała się w 2020 roku, a jedynie zmieniła – przynajmniej tymczasowo – sposoby połączeń między krajami. W ogólnym rankingu Polska zajęła 41. miejsce, co wskazuje, że mamy jeszcze przestrzeń do awansu. Powszechnie wiadomo, że państwa o dobrze rozwiniętej sieci połączeń międzynarodowych więziach dynamiczniej się rozwijają i wyjdą z pandemii szybciej – komentuje Tomasz Buraś, Prezes Zarządu DHL Express Polska. Warto jednak dodać, że pod wieloma względami świat jest mniej zglobalizowany niż nam się wydaje. Przykładowo, przepływy bezpośrednich inwestycji zagranicznych stanowią 7 proc. globalnych nakładów produkcji. Również ok. 7 proc. łącznego czasu połączeń telefonicznych (w tym połączeń przez Internet) ma charakter międzynarodowy i tylko 3,5 proc. ludzi mieszka poza swoją ojczyzną – dodaje Tomasz Buraś.

COVID-19 testuje globalizację

Pandemia wpłynęła na wiele obszarów globalizacji. Lockdown i zakaz podróżowania zgodnie z przewidywaniami spowodowały, że znacznie mniej ludzi się przemieszcza. Z najnowszych prognoz ONZ wynika, że do końca 2020 roku liczba osób podróżujących do innych krajów ma spaść o 70 proc. Co więcej, sytuacja turystyki międzynarodowej prawdopodobnie nie poprawi się aż do 2023 roku.

Transfer kapitału również jest znacznie mniejszy niż przed pandemią, chociaż szybkie i zdecydowane reakcje rządów oraz banków centralnych stabilizują tę sytuację. Według prognoz ONZ, spadek w tym obszarze wyniesie około 30-40 proc. Dotyczy to bezpośrednich nakładów zagranicznych, związanych z nowymi inwestycjami, przejęciem firm czy rozwojem działalności za granicą.

Inaczej jest w przypadku przepływów handlowych, kapitałowych i informacyjnych. Te utrzymują się na bardzo dobrych poziomach. W tym przypadku warto zwrócić uwagę na międzynarodowy handel, który teraz jest fundamentem światowej gospodarki.

Najlepsza sytuacja jest w przypadku przepływu cyfrowych informacji. Pandemia przeniosła wiele obszarów działania, takich jak praca, zabawa i edukacja online. To doprowadziło do dwucyfrowego wzrostu globalnego ruchu w Internecie.

Europa najbardziej zglobalizowanym regionem świata

W rankingu najbardziej połączonych krajów na pierwszym miejscu znajduje się Holandia. Pierwszą piątkę uzupełniają Singapur, Belgia, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Irlandia. Warto też zauważyć, że Singapur jest liderem w rankingu międzynarodowych przepływów w stosunku do aktywności krajowej.

Z kolei najbardziej zglobalizowanym regionem świata jest Europa – lider w zakresie handlu i przepływu osób. Wynika to z faktu, że stąd wywodzi się 8 na 10 najbardziej globalnie powiązanych państw. Należy też wspomnieć o Ameryce Północnej, która jest wiodącym regionem pod względem transferu informacji i kapitału.

Dodatkowo, na liście gospodarek, które znacznie przewyższają swoją wielkością inne przepływy międzynarodowe znajdują się: Kambodża, Singapur, Wietnam i Malezja. Jednocześnie, regionalne łańcuchy dostaw są kluczowym czynnikiem rozwoju krajów Azji Południowo-Wschodniej.

Raport GCI 2020

DHL GCI od 2001 roku monitoruje poziom globalizacji w 169 krajach i terytoriach na świecie. Do tego celu wykorzystywanych jest ponad 3,5 miliony punktów danych. Dzięki temu możliwe jest zmierzenie globalnego powiązania każdego kraju. Mierzone jest to w oparciu o wielkość międzynarodowego przepływu w stosunku do wielkości krajowej gospodarki (głębokość) i stopień, w jakim międzynarodowy ruchy jest globalnie rozłożony lub zawężony („szerokość”).

Publikacja tegorocznego raportu GCI ma związek z rozpoczęciem na Uniwersytecie Nowojorskim Stern School of Business inicjatywy badawczej DHL Initiative on Globalization. Nowe przedsięwzięcie ma na celu stworzenie wiodącego centrum w zakresie badań nad globalizacją.

Raport Global Connectedness Index 2020 został przygotowany na zlecenie DHL. Jego autorami są Steven A. Altman i Phillip Bastian z New York University Stern School of Business. Metodologia zastosowana do obliczenia wskaźnika DHL Global Connectedness Index 2020 pozostała w większości taka sama, w stosunku do poprzednich edycji. Jedyną znaczącą zmianą metodologiczną wprowadzoną w tej edycji jest dodanie międzynarodowej współpracy badawczej w zakresie nauk ścisłych jako elementu składowego w ramach filaru informacyjnego indeksu. Dane użyte do obliczenia indeksu zostały całkowicie zaktualizowane zarówno w celu rozszerzenia wyników do 2019 r., jak i włączenia zmienionych danych źródłowych za lata poprzednie. Dokumentują one i analizują poziomy globalizacji, zarówno na poziomie globalnym, jak i w odniesieniu do 169 krajów i terytoriów, które razem stanowią 99 proc. światowego PKB i 98 proc. populacji.