3 kw. na rynku nieruchomości biurowych w Europie Środkowo-Wschodniej

Eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield podsumowali trzeci kwartał 2020 roku na rynku nieruchomości biurowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

  • Pomimo spadku popytu wśród najemców na głównych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, czynsze obniżyły się tylko nieznacznie w porównaniu z innymi krajami europejskimi.
  • Stopy kapitalizacji dla nieruchomości biurowych utrzymywały się na poziomie zbliżonym do najniższego od 10 lat.
  • Na wolumen transakcji inwestycyjnych wpływały obostrzenia w podróżowaniu i niepewność rynkowa.

Polska: Okres kwarantanny oraz niepewność związana z wpływem pandemii koronawirusa na gospodarkę spowodowały, że część najemców tymczasowo wstrzymała decyzje o negocjacjach umów najmu. W rezultacie, popyt brutto w Warszawie w pierwszych trzech kwartałach tego roku był niższy o 35% niż w analogicznym okresie 2019 roku, który był rekordowy pod względem wolumenu transakcji. Biorąc pod uwagę obecną sytuację i niższą aktywność najemców spodziewamy się ograniczenia liczby nowych projektów wprowadzanych na rynek, co może doprowadzić do wystąpienia efektu luki podażowej w latach 2022-2023.

Czechy: Popyt netto na praskim rynku biurowym spadł do najniższego kwartalnego poziomu w ostatniej dekadzie, a jednocześnie wzrosła ilość powierzchni oferowanej na podnajem. Z drugiej strony wskaźnik pustostanów pozostał stosunkowo niski. Towarzyszył temu duży udział renegocjacji umów najmu oraz spory wzrost podaży nowej powierzchni biurowej.

Węgry: Na budapeszteńskim rynku biurowym popyt w trzecim kwartale był niewielki w porównaniu z analogicznym okresem w latach wcześniejszych. Rosnąca podaż nowej powierzchni doprowadziła do wzrostu wskaźnika pustostanów, który należał jednak do najniższych w regionie. Wielkość powierzchni biurowej w budowie z terminem ukończenia w latach 2020-2022 wzrosła w porównaniu do ostatnich dziesięciu lat, ale dopiero przyszłość pokaże wpływ modelu pracy z domu na zapotrzebowanie na biura i sposoby ich projektowania. Jednocześnie warto zauważyć, że transakcje najmu dotyczące dużych powierzchni są kontynuowane, a najemcy decydują się na finalizowanie umów.

Rumunia: Pomimo znacznej ilości powierzchni w budowie, czynsze w najlepszych budynkach biurowych w Bukareszcie utrzymały się na stabilnym poziomie. Po słabym drugim kwartale popyt wzrósł nieznacznie w kolejnych trzech miesiącach, ponieważ wiele firm zdecydowało się na przedłużenie lub renegocjowanie dotychczasowych umów najmu. Duzi najemcy wprowadzili na rynek szereg ofert podnajmu. Ponadto, odnotowaliśmy opcje ekspansji, jeśli powrót do biur wiązałby się z koniecznością wynajęcia dodatkowej powierzchni w związku z regulacjami dotyczącymi dystansowania społecznego.

Słowacja: Całkowite zasoby powierzchni biurowej powiększą się do końca roku o 61 tys. mkw., co może spowodować wzrost wskaźnika pustostanów. Całkowity wolumen transakcji (popyt brutto) na rynku w Bratysławie był zbliżony do odnotowanego w roku 2019. Jednocześnie, z powodu kryzysu związanego z pandemią koronawirusa, w trzecim kwartale znacząco zmniejszył się udział nowych transakcji najmu i ekspansji.

Nawet 40% pracowników w UE skarży się na bóle mięśni, stawów i kręgosłupa

Dolegliwości w obrębie układu mięśniowo-szkieletowego – czyli bóle mięśni, kręgosłupa lub stawów – dokuczają bardzo wielu pracownikom. Tym, którzy w pracy noszą ciężary, a także tym, którzy spędzają dzień przy komputerze. Według europejskich statystyk aż 40% wszystkich pracowników w UE cierpi na takie dolegliwości. Są to głównie bóle kręgosłupa w obrębie krzyżowo-lędźwiowym, ale także bóle barków, karku i kończyn górnych. Centralny Instytut Bezpieczeństwa Pracy – Państwowy Instytut Badawczy (CIOP-PIB) prowadzi kampanię społeczną, która ma zmniejszyć problem występowania schorzeń układu mięśniowo-szkieletowego wśród pracowników. Specjaliści CIOP-u wskazują, że oprócz jednostkowego cierpienia konkretnego chorego, jest to szerszy problem – społeczny i ekonomiczny. 

– Powszechne dolegliwości układu ruchu mają duży wpływ na polską gospodarkę. Doprowadzają do spadku efektywności pracy, a nawet skutkują niemożliwością jej wykonywania. Jest to ogromny problem społeczny i ekonomiczny. W Polsce około 15% wszystkich wydatków ZUS-u, spowodowanych absencją chorobową, wynika właśnie z dolegliwości mięśniowo- szkieletowych – powiedziała serwisowi eNewsroom  dr hab. med. Joanna Bugajska, prof. CIOP-PIB, kierownik Zakładu Ergonomii CIOP-PIB. – Dlatego tak ważne jest upowszechnianie wiedzy o tego typu schorzeniach. Wcześniej wiązano dolegliwości mięśniowo-szkieletowe z czynnikami biomechanicznymi i fizycznymi – takimi jak nadmierna powtarzalność ruchów, wymuszona pozycja ciała, nadmierne obciążenie, przenoszenie ciężarów czy drgania. Obecnie coraz częściej wiąże się je z nadmiernym obciążeniem psychospołecznym, związanym z organizacją pracy czy z obciążeniem poznawczym. Dolegliwości mięśniowo-szkieletowe są ogromnym problemem. Oczywiście jednostkowym, dla osoby cierpiącej, ale też społecznym i ekonomicznym. Upowszechnianie, czy wręcz propagowanie wśród pracodawców i pracowników wszelkich działań, mogących zapobiegać powstawaniu tych dolegliwości, jest więc ważne – a obecnie wręcz pilne – podkreśla Bugajska.

Świadczenia złożone a VAT. Kryteria opodatkowania tzw. zespołów świadczeń i czynności

Podejmujący rynkowe działania przedsiębiorcy niejednokrotnie zderzają się w obrocie gospodarczym z problemem, jak traktować, a w związku z tym, jak opodatkować te działania, jeśli składa się na nie kilka świadczeń lub czynności. Ma to doniosłe znaczenie, bowiem od rozstrzygnięcia, czy przedsiębiorca ma do czynienia z jednym świadczeniem złożonym albo z niesamodzielnym świadczeniem o charakterze pomocniczym, czy z kilkoma świadczeniami, które należy rozpatrywać niezależnie, może zależeć prawo do skorzystania ze zwolnienia z VAT tudzież z niższego opodatkowania tym podatkiem. W tej problematycznej kwestii wypowiedział się 22 października 2020 r. Trybunał Sprawiedliwości UE.

Zwolnienia od opodatkowania VAT zostały wymienione w Tytule IX Dyrektywy 2006/112/WE Rady z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz. Urz. UE z 11.12.2006 r., L 347/1). Wskazano w nim transakcje, które państwa członkowskie UE zobowiązane są zwalniać z VAT, jak i warunki, jakie należy spełnić, by móc z tych zwolnień skorzystać.

Dwie usługi świadczone przez jedną firmę i dwie różne stawki opodatkowania

Na art. 132 ust. 1 lit. c) tej dyrektywy powołał się przedsiębiorca, który w Portugalii prowadzi obiekt sportowy, a w nim, prócz usług związanych z poprawą kondycji fizycznej, oferuje również doradztwo żywieniowe. Przepis ten stanowi, że zwolnieniu z opodatkowania podlegają świadczenia opieki medycznej w ramach zawodów medycznych i paramedycznych, określonych przez zainteresowane państwo członkowskie. Przedsiębiorca pierwsze ze świadczonych przez siebie usług zakwalifikował jako podlegające opodatkowaniu VAT, a drugie jako niezależne świadczenie opieki medycznej korzystającej ze zwolnienia, o jakim mowa w art. 132 ust. 1 lit. c).

To właśnie możliwość skorzystania z tego zwolnienia stała się przedmiotem rozstrzygnięcia przez TSUE w ramach skierowanego przez portugalski sąd arbitrażowy ds. podatkowych pytania prejudycjalnego (sprawa C‑581/19, Frenetikexito – Unipessoal Lda przeciwko Autoridade Tributária e Aduaneira). Przedsiębiorca nie mógłby bowiem skorzystać ze wskazanego zwolnienia z VAT, jeśli połączenie usług związanych z poprawą kondycji fizycznej i doradztwa żywieniowego byłoby traktowane jako jednolita usługa lub też, gdy doradztwo żywieniowe miałoby być niesamodzielnym świadczeniem o charakterze pomocniczym wobec usług związanych z poprawą kondycji fizycznej.

Niejednoznaczne kryteria oceny zespołu czynności i świadczeń

Opinię w tej sprawie 22 października 2020 r. wydała Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości UE Juliane Kokott. Na wstępie zwróciła uwagę, jak istotne dla przedsiębiorców i obrotu gospodarczego jest to zagadnienie. Już wielokrotnie bowiem bywało ono przedmiotem rozpoznania przez TSUE. A mimo to, jak zauważył portugalski sąd odsyłający, na podstawie dotychczasowego orzecznictwa Trybunału wciąż nie da się ustalić jednoznacznych kryteriów VAT, w świetle których należy oceniać takie zespoły świadczeń i czynności. Zatem sprawa ta daje TSUE szansę doprecyzowania kryteriów opodatkowania VAT w tym zakresie.

Generalną zasadą jest rozpoznawanie dla celów VAT każdego świadczenia osobno

Dla rozstrzygnięcia tego zagadnienia istotne były dwie regulacje. Pierwsza, zawarta w art. 1 ust. 2 akapit drugi dyrektywy VAT, zgodnie z którą: VAT obliczony od ceny towaru lub usługi według stawki, która ma zastosowanie do takiego towaru lub usługi, jest wymagalny od każdej transakcji, po odjęciu kwoty podatku poniesionego bezpośrednio w różnych składnikach kosztów. Druga to art. 9 pkt 1 portugalskiej ustawy o VAT (Código do Imposto sobre o Valor Acrescentado), zwalniająca z VAT usługi świadczone w ramach wykonywania zawodu lekarza, dentysty, położnej, pielęgniarki lub innych zawodów paramedycznych.

Usługa główna i świadczenie niesamodzielne

Mająca siedzibę w Portugalii spółka Frenetikexito – Unipessoal Lda, prowadząc działalność w zakresie poprawy kondycji fizycznej, oferuje również usługi doradztwa żywieniowego. Oferuje ją zarówno swoim klientom korzystającym z usług poprawy kondycji fizycznej jako dodatek do ich planów treningowych, jak i klientom zewnętrznym, jako całkowicie odrębną usługę. Jej miesięczne przychody kształtują się następująco: 60% z usługi głównej i 40% z dodatkowej usługi doradztwa żywieniowego. Pierwszą opodatkowuje odpowiednią stawką VAT, zaś do drugiej stosuje zwolnienie na podstawie art. 9 pkt 1 portugalskiej ustawy o VAT.

Portugalski fiskus traktuje jednak tę drugą usługę jako niesamodzielne świadczenie o charakterze pomocniczym wobec usług związanych z poprawą kondycji fizycznej. A ponieważ niesamodzielne świadczenie podlega takiemu samemu opodatkowaniu jak świadczenie główne, zdaniem tamtejszych organów skarbowych ta dodatkowa usługa doradztwa żywieniowego również podlega opodatkowaniu VAT. Organy domagały się więc od spółki uregulowania zaległości w podatku VAT za lata 2014 i 2015, jako powstałe w wyniku nieprawidłowego stosowania przez spółkę w tych latach zwolnienia w opodatkowaniu VAT dodatkowej usługi doradczej.

Wyjątki od reguły

Rozpoznający pytanie prejudycjalne Trybunał Sprawiedliwości UE podkreślił znaczenie naczelnej zasady opodatkowania VAT – zasady niezależności każdego świadczenia, o której mowa w art. 1 ust. 2 akapit drugi unijnej dyrektywy VAT. Dlatego generalnie każde pojedyncze świadczenie należy poddać odrębnej ocenie dla celów VAT. W tym względzie bez znaczenia są nawet uregulowania umowne. Stąd, tak jak w niniejszej sprawie, nie ma znaczenia, że więcej niż jedno świadczenie było wykonywane na rzecz kontrahenta w ramach jednej umowy cywilnoprawnej.

Jednocześnie TSUE przypomniał, że istnieją trzy odstępstwa od tej zasady:

  1. a) kwalifikacja świadczenia jako jedno świadczenie złożone – występuje wówczas, gdy dwie lub więcej czynności dokonane przez podatnika są ze sobą tak ściśle związane, że tworzą obiektywnie tylko jedno niepodzielne świadczenie gospodarcze, którego rozdzielenie miałoby charakter sztuczny;
  2. b) kwalifikacja jako niesamodzielne świadczenie o charakterze pomocniczym – występuje wówczas, gdy świadczenie to nie stanowi dla klienta celu samego w sobie, lecz służy skorzystaniu w jak najlepszy sposób ze świadczenia głównego;
  3. c) kwalifikacja jako czynność ściśle związana – występuje wówczas, gdy pomaga czynności głównej w osiągnięciu pełnej skuteczności, różni się od niesamodzielnego świadczenia pomocniczego tym, że wykonywać je może również inny podatnik niż ten, który wykonuje właściwe świadczenie; kwalifikacja jako czynność ściśle związana dokonywana jest na gruncie oceny możliwości korzystania przez nią ze zwolnienia z VAT, jakie przysługuje czynności głównej.

Różne, niezależne od siebie świadczenia, z których jedno może korzystać ze zwolnienia z VAT

Dlatego też rzecznik generalny TSUE w swojej opinii stwierdził, że w rozpoznawanym przypadku usługa doradztwa żywieniowego świadczona przez przedsiębiorcę jest niezależną usługą w rozumieniu dyrektywy VAT, stąd dla jej klasyfikacji dla celów VAT nie ma znaczenia klasyfikacja usług związanych z poprawą kondycji fizycznej. Niemniej ocena, czy w danych okolicznościach taka usługa spełnia kryteria do zastosowania zwolnienia w podatku od towarów i usług, każdorazowo należeć będzie do sądu (a w praktyce także do organów podatkowych).

„Jeżeli podatnik jak w niniejszej sprawie świadczy usługi w zakresie doradztwa żywieniowego oraz utrzymania i poprawy kondycji fizycznej, są to różne, niezależne od siebie świadczenia w rozumieniu dyrektywy 2006/112/WE. Doradztwo żywieniowe takie jak to w niniejszej sprawie jest jednak zwolnionym z podatku świadczeniem opieki medycznej w rozumieniu art. 132 ust. 1 lit. c) dyrektywy 2006/112, jeśli służy celowi terapeutycznemu. Do sądu odsyłającego należy zbadanie, czy przesłanka ta jest spełniona” (Opinia rzecznik generalnej TSUE Julianne Kokott, przedstawiona w dniu 22 października 2020 r., sprawa C‑581/19).

Fiskus lubi interpretować przepisy na swoją korzyść, ale przedsiębiorcy mogą się bronić

To bardzo ważne dla przedsiębiorców rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości UE. W Polsce przykładem podobnego, niekorzystnego dla podatników rozpoznawania dla celów opodatkowania VAT zespołów świadczeń i czynności przez fiskusa były usługi najmu, w ramach których wyższą 23% stawką VAT Minister Finansów jako jedno świadczenie opodatkowywał również ponoszone przez najemców opłaty za dostawę mediów (wyrok TSUE z dnia 16 kwietnia 2015 r. w sprawie C-42/14 Minister Finansów przeciwko Agencja Mienia Wojskowego). Wówczas Trybunał orzekł, że możliwe jest traktowanie tych świadczeń jako odrębnych, a więc i obejmowanie każdego z nich odpowiednią, odrębną stawką VAT.

Na niekorzyść przedsiębiorców polski fiskus interpretował też przepisy „odwrotnie”, tzn. rozdzielał świadczenie złożone, tak by jedno z nich oddzielić od świadczenia zwolnionego z VAT i tym samym móc je opodatkować tym podatkiem. Tak było w przypadku bankowych usług udzielania kredytów, które korzystały ze zwolnienia z VAT. Gdy banki wprowadziły w ich ramach usługę zlecenia kredytowego, polegającą na kredytowaniu przez bank na zlecenie partnerów handlowych zakupów dokonywanych przez bezpośrednich klientów tych partnerów. Fiskus stwierdził, że ta usługa realizacji zlecenia kredytowego to całkowicie odrębne od usługi udzielenia kredytu świadczenie, niekorzystające ze zwolnienia z VAT, a winne podlegać opodatkowaniu według podstawowej 23% stawki podatku. Wówczas po stronie przedsiębiorców stanął Naczelny Sąd Administracyjny, orzekając:

„…usługa udzielenia kredytu świadczona przez bank jest w istocie usługą o charakterze kompleksowym, w ramach której bank podejmuje określone czynności w celu osiągnięcia jednego celu gospodarczego w postaci ”udzielenia kredytu”. Temu celowi służy zarówno przyjęcie od sprzedawcy zlecenia kredytowego, jak i udzielenie klientowi finansowania zgodnie z tym zleceniem” (wyrok z dnia 1 marca 2017 r., sygn. akt I FSK 1492/15).

Cała sprawa portugalskiej spółki potwierdza, jak niesłusznie zapłaty VAT (w tym przypadku aż za dwa lata wstecz) mogą domagać się od firm organy podatkowe. Co prawda, nadal to od ustalenia przez odpowiednie organy państwa członkowskiego UE zależeć będzie, czy dana usługa zostanie uznana za niezależne świadczenie spełniające przesłanki uprawniające do zwolnienia albo za osiągającą ten sam efekt czynność ściśle związaną ze zwolnionym z VAT świadczeniem głównym. Niemniej rozstrzygnięcie Trybunału znacząco ogranicza swobodę organów podatkowych w dokonywaniu tych ustaleń, dając jednocześnie przedsiębiorcom silny oręż do obrony przed niekorzystnym dla nich klasyfikowaniem świadczonych przez siebie usług do celów opodatkowania VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Brexit: Organizacje sadowników wzywają do przyspieszenia negocjacji handlowych między UE a Wielką Brytanią

Zbliża się 1 stycznia 2021, czyli dzień, w którym zakończy się okres przejściowy dot. Brexitu. W konsekwencji Wielka Brytania stanie się tzw. krajem trzecim w handlu z krajami UE. Oznacza to koniec swobodnego przepływu towarów między Wielką Brytanią i członkami UE. Wlk. Brytania już ogłosiła, że w związku z COVID w planach ma wdrożenie pełnych kontroli granicznych w trzech etapach do lipca 2021. Ostatecznie obciążenia wynikające dla eksporterów z Brexitu będą zależeć od przyszłej treści Umowy o wolnym handlu, która nadal nie została wynegocjowana. Jakie warunki polsko-brytyjskiej współpracy powinny zostać wypracowane, by zapobiec potencjalnemu powrotowi ceł i wznowieniu kontroli granicznych?

Freshfel Europe, do którego należy Stowarzyszenie Unia Owocowa, wzywa UE i Wielką Brytanię do zakończenia negocjacji handlowych w celu zminimalizowania zatorów w portach od stycznia 2021 r. Członkom organizacji zależy w szczególności na ustaleniu jasnych i przejrzystych procedur w zakresie kontroli i ich lokalizacji śródlądowych, certyfikacji elektronicznej oraz wyznaczenia kanałów i szybkich ścieżek dla produktów łatwo psujących się.

Od 1 stycznia 2021 unijni operatorzy świeżych owoców i warzyw będą zwiększać swój eksport poza jednolity rynek UE aż o 60%. Wielka Brytania importuje obecnie około 3 mln ton owoców i warzyw z UE rocznie. Eksport jabłek z Polski był jednym z najdynamiczniej rosnących spośród innych krajów dostarczających jabłka do Wielkiej Brytanii – 33% wzrost od 2014 roku. W sezonie 2018/19 wyeksportowaliśmy ponad 20 tys. ton jabłek, a w sezonie 2019/20 – blisko 11 tys. ton. Wielka Brytania jest też jednym z większych odbiorców polskiego koncentratu z soku jabłkowego. Do Wielkiej Brytanii eksportowaliśmy również inne owoce, np. maliny, truskawki i czarną porzeczkę. W 2020 roku eksport borówki do Wlk. Brytanii zbliżył się do 5 tys. ton, co stanowiło blisko 40% naszego całego eksportu tego owocu na rynki zagraniczne.

W przypadku braku umowy UE-Wielka Brytania, cła od 2 do 16% zostaną nałożone na główne kategorie UE eksportowane do Wielkiej Brytanii. To dodatkowy koszt, szczególnie w przypadku towarów o wysokich cłach, takich jak brzoskwinie (16%), klementynki i mandarynki (16%), winogrona (14%), ogórki i inne warzywa (12%). Wprowadzenie ceł może mieć istotny wpływ na podmioty gospodarcze i prowadzić do zakłóceń na jednolitym rynku, jeżeli produkcja pozostanie w UE-27 zamiast trafiać na rynek brytyjski. To z kolei może prowadzić do mniejszej dostępności i wyższych cen dla konsumentów owoców i warzyw w Wielkiej Brytanii.

– Owoce i warzywa są bardzo nietrwałym, ale jednocześnie niezbędnym towarem i muszą nadal docierać do Wielkiej Brytanii w odpowiednim czasie zachowując wysoką jakość. Aby uniknąć wąskich gardeł w eksporcie świeżych owoców i warzyw przez Kanał La Manche oraz strat w jakości żywności, jak również marnotrawstwa, sektor apeluje o umożliwienie szybkiego przejścia lub wdrożenia zielonych pasów, aby łatwo psujące się świeże produkty docierały do ​​konsumentów bez opóźnień – podkreśla Arkadiusz Gaik, prezes Unii Owocowej.

Gdyby nie doszło do uzgodnienia porozumienia handlowego pomiędzy UE a Wlk. Brytanią, obie strony musiałyby prowadzić wzajemną wymianę handlową w oparciu o zasady WTO. W takim przypadku władze celne państw członkowskich UE będą stosować unijne przepisy dotyczące eksportu oraz importu towarów, które obecnie stosują wobec krajów trzecich, tj. krajów niebędących członkami UE, z którymi Unia nie zawarła umów handlowych.

W przypadku Brexitu bez umowy wyjścia, możliwą konsekwencją jest średnia stawka celna na owoce i warzywa w wysokości 10,5%. (Obliczenia Światowej Organizacji Handlu dot. stawek celnych zgodnych z klauzulą największego uprzywilejowania (KNU). Źródło: World Tariff Profiles 2017). Według ekspertów, w najgorszym scenariuszu, cła, jakimi mogą zostać objęte produkty rolno-spożywcze mogą wzrosnąć średnio nawet o ok. 28%.

Niezależnie od wyników negocjacji handlowych zostaną wprowadzone kontrole na granicy pomiędzy UE i UK. Przedsiębiorcy będą zobowiązani m. in. do dopełnienia standardowych formalności celnych, w tym m. in. obowiązku: zarejestrowania się w usłudze Krajowej Administracji Skarbowej „e-Klient””, w celu uzyskania numeru EORI, składania zgłoszeń i deklaracji celnych oraz regulowania należności celnych i podatkowych (VAT i akcyza). Oznacza to wiele dodatkowych obciążeń i formalności dla eksporterów warzyw i owoców do Wielkiej Brytanii. Inną konsekwencją mogą też być nowe zasady rozliczania VAT w handlu transgranicznym. VAT od importu towarów, co do zasady trzeba będzie uiszczać na granicy. Jednolite system podatku VAT obowiązuje jedynie na terenie Unii Europejskiej.

Zdaniem ekspertów w pierwszej kolejności największą dolegliwość stanowić będą kontrole graniczne: celne, fitosanitarne oraz kontrole bezpieczeństwa produktów itp., konieczność stosowania się do odmiennych standardów technicznych, norm sanitarnych oraz fitosanitarnych. Może to powodować znaczące koszty, często wyższe niż same stawki celne. Obecnie Wielka Brytania deklaruje również, że przyjmie żywność ekologiczną z UE bez świadectwa kontroli (COI) tylko do 1 stycznia 2021 r.

Z uwagi na fakt, że od dnia wystąpienia Zjednoczone Królestwo będzie państwem trzecim, w niektórych przypadkach konieczne może być wprowadzenie pewnych zmian dotyczących etykietowania środków spożywczych. Jeszcze inną kwestię stanowią opakowania wielokrotnego użytku służące do przewozu towarów. Obecnie intencją ustawodawcy w Wielkiej Brytanii jest pominięcie konieczności ich oddzielnego deklarowania, które mogłoby oznaczać wzrost kosztów importu. Dla opakowań importowanych istnieć będzie konieczność wywiezienia ich z powrotem w deklarowanym czasie w celu uniknięcia dodatkowych opłat. Finalne rozstrzygnięcia dot. opakowań nie są jednak jeszcze znane.

Ambasada Wielkiej Brytania zwraca uwagę na fakt, iż zgodnie z nowymi regulacjami importerzy i eksporterzy muszą mieć wydany numer EORI. Importerzy zgłaszają się po numer EORI GB, a eksporterzy np. z polski o EORI UE wydawany przez Urząd Celny w państwie członkowskim. Od nowego roku eksporterzy z UE będą się również mierzyć ze znacznie większą liczbą procedur koniecznych do legalnego importu towarów do Wielkiej Brytanii. Przykładowo dziś dokumenty potrzebne do transportu towarów między Belgią a Wielką Brytanią składają się z: faktury i umowy przewozu. Od stycznia 2021 roku natomiast pojawi się, co najmniej 9 dodatkowych procedur, np. certyfikacja towarów, deklaracja eksportowa, dokumenty związane z wywozem, dokumenty potwierdzające przybycie towarów do Wielkiej Brytanii spełniające wszystkie wymogi importu do tego kraju.

Wielka Brytania nie zażąda świadectwa kontroli na produkty ekologiczne wywożone z UE, Norwegii, Islandii, Liechtensteinu i Szwajcarii do 1 lipca 2021 r. Do tego czasu świadectwa kontroli będą wydawane za pośrednictwem tymczasowego system importu produktów ekologicznych (nie dotyczy eksportu do północnej Irlandii). Oficjalne wskazówki: https://www.gov.uk/guidance/trading-and-labelling-organic-food-from-1-january-2021

Organizacjom zależy przede wszystkich na jasnych procedurach w zakresie kontroli, certyfikacji elektronicznej oraz wyznaczenia szybkich kanałów dla produktów łatwo psujących się. Wierzymy, że uda nam się jak najszybciej wypracować warunki współpracy, by polscy eksporterzy owoców i warzyw nie musieli borykać się z utrudnieniami podkreśla Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Kilka ważnych natychmiastowych działań przygotowujących do eksportu Wielkiej Brytanii po zakończeniu okresu przejściowego, które warto polecić przedsiębiorcom to:

  • Zapoznaj się z nowymi procedurami obowiązującymi po 1 stycznia 2021 r.,
  • Zarejestruj się, aby uzyskać numer EORI,
  • Zapoznaj się z koniecznymi deklaracjami i naucz się je wypełniać,
  • Sprawdź, jakie dokumenty celne oraz związane z bezpieczeństwem i certyfikatami powinien posiadać twój przewoźnik oraz twój partner w UK (m.in. MRN, elektroniczne wersje certyfikatów sanitarnych) w momencie wjazdu do Wielkiej Brytanii,
  • Monitoruj kwestie związane z oznakowanymi wymaganymi w Wielkiej Brytanii,
  • Uzgodnij wcześniej obowiązki z agentem celnym, dostawcą usług logistycznych oraz importerem np. złożenie elektronicznego wstępnego powiadomienia o imporcie (EHC), złożenie dokumentów do systemu CHIEF oraz wystąpienie np. o ERN (Entry Reference Number) może być po jego stronie. Importer może również wystąpić o odroczenie płatności VAT. Nie powinieneś wysyłać ładunków bez prenotyfikacji eksportu, gdyż taki ładunek nie opuści portu,
  • Według informacji z Krajowej Agencji Skarbowej, jeżeli przedsiębiorca unijny będzie dokonywał importu do Zjednoczonego Królestwa lub eksportu ze Zjednoczonego Królestwa lub będzie realizował operacje tranzytowe WPT (Wspólna Procedura Tranzytowa) ze Zjednoczonego Królestwa, to będzie musiał posiadać również brytyjski numer EORI, żeby móc złożyć zgłoszenie celne w Zjednoczonym Królestwie.

Ambasada Wielkiej Brytanii zachęca do jak najsprawniejszego zapoznawania się z wytycznymi, które krok po kroku opisane są m.in. na stronie www.gov.uk. Czynności do wykonania przez eksportera do UE znajdziemy również na stronie www.podatki.gov.pl. Istotne informacje dla polskich eksporterów znajdują się również na stronie Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa www.piorin.gov.pl

Unijna dyrektywa o sygnalistach – pracodawcy powinni pomyśleć o nowych obowiązkach już dziś

Choć Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii[1] ma być implementowana do polskiego porządku prawnego dopiero w grudniu 2021 r., to już teraz pracodawcy powinni zacząć przygotowania do wdrożenia przepisów, które za rok staną się obowiązującym prawem.

Dyrektywa reguluje ochronę osób, które dokonują zgłoszeń nieprawidłowości i naruszeń, o których uzyskały informacje w kontekście związanym z pracą. Przewiduje się możliwość zgłaszania nieprawidłowości trzema kanałami:

  • wewnętrznym (w ramach organizacji tj. przedsiębiorstwa) – założeniem dyrektywy jest, by zachęcać do składania zgłoszeń tymi kanałami, zanim zostaną skierowane do organów zewnętrznych, jeśli naruszeniu można skutecznie zaradzić wewnątrz organizacji, a sygnalista uważa, że nie zachodzi ryzyko działań odwetowych,
  • zewnętrznym (do właściwego organu) lub
  • w drodze ujawnienia publicznego (w ostateczności, jeśli wcześniej dokonano zgłoszenia wewnętrznego lub zewnętrznego i nie zostały podjęte żadne działania).

Na pracodawców nakłada się obowiązki związane z zapewnieniem kanałów wewnętrznych zgłoszeń oraz ochroną osoby dokonującej zgłoszenia (sygnalisty). Obejmą one wszystkich pracodawców, zatrudniających co najmniej 50 pracowników, niezależnie od tego, czy jest to sfera publiczna czy prywatna. Dyrektywa przewiduje, że dla podmiotów zatrudniających od 50 do 249 pracowników konieczność wdrożenia obowiązków może być przesunięta do 17 grudnia 2023 r., jednak w przypadku większych pracodawców (250 i więcej pracowników) datą obowiązywania przepisów będzie 17 grudnia 2021 r.

Najważniejsze obowiązki pracodawców

  1. Utworzenie wewnętrznego kanału i opracowanie procedur, przy wykorzystaniu których pracownicy będą mieli możliwość dokonywania zgłoszeń naruszeń; i tak:
  • Kanały przyjmowania zgłoszeń mają zapewnić poufność osoby dokonującej zgłoszenia i osoby wskazanej w zgłoszeniu i zapewnić, że nieupoważnieni członkowie personelu nie będą mieć do tych danych dostępu – dyrektywa przewiduje, że tożsamość sygnalisty w zasadzie nie może być ujawniona żadnej osobie, która nie jest upoważnionym członkiem personelu właściwym do przyjmowania zgłoszeń i podejmowania działań następczych (wyjątkiem od tej zasady jest przypadek, gdy ujawnienie jest konieczne w zw. z prowadzonymi przez organy postępowaniami wyjaśniającymi lub sądowymi i prawem do obrony osoby, której dotyczy zgłoszenie);
  • Kanały dostępu mają zapewnić przyjmowanie zgłoszeń pisemnie lub ustnie (telefonicznie, za pośrednictwem innych systemów komunikacji głosowej oraz na wniosek osoby dokonującej zgłoszenia na spotkaniu);
  • Należy potwierdzić sygnaliście przyjęcie zgłoszenia w terminie 7 dni od jego otrzymania ;
  • Należy wyznaczyć bezstronną osobę lub bezstronny wydział właściwy do podejmowania działań następczych (do wyjaśnienia sprawy, komunikacji z sygnalistą);
  • Wyznaczona osoba/wydział po uzyskaniu zgłoszenia podejmują działania następcze;
  • Należy przekazać sygnaliście informacje zwrotne w rozsądnym, nie dłuższym niż 3 miesiące terminie.
  1. Prowadzenie rejestru zgłoszeń – dyrektywa określa zasady jego prowadzenia.
  2. Zapewnienie ochrony sygnalistom.

Jakich naruszeń mogą dotyczyć zgłoszenia?

Dyrektywa wymienia dziedziny oraz akty prawne, których zgłaszane naruszenia mogą dotyczyć. Są to m.in. zamówienia publiczne, kwestie finansowe i podatkowe, bezpieczeństwo produktów, bezpieczeństwo transportu, ochrona środowiska, ochrona konsumentów, ochrona danych osobowych, przy czym przepisy krajowe mogą ten zakres rozszerzyć.

Kto podlega ochronie?

Ochroną objęci są zgłaszający naruszenie pracownicy, ale nie tylko. Chronione są także inne osoby, które mogą uzyskać informacje o naruszeniu w kontekście związanym z pracą  – w tym np. zatrudnieni na podstawie umowy cywilnoprawnej, samozatrudnieni, wspólnicy, stażyści, wykonawcy, podwykonawcy, dostawcy, byli pracownicy, osoby w trakcie rekrutacji.

Zakres ochrony

  • Sygnalista w związku z dokonaniem zgłoszenia nie ponosi odpowiedzialności za naruszenie obowiązku poufności, zniesławienie, naruszenie praw autorskich, naruszenie tajemnicy, w tym tajemnicy przedsiębiorstwa, naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych, oraz z tytułu roszczeń odszkodowawczych na podstawie prawa prywatnego, publicznego lub prawa pracy. Warunkiem jest jednak, żeby istniały uzasadnione podstawy by sądzić, że zgłoszenie jest niezbędne do ujawnienia naruszenia zgodnie z dyrektywą;
  • Wobec sygnalisty nie mogą być podejmowane żadne działania odwetowe – dyrektywa szeroko określa, co może stanowić działanie odwetowe wskazując, że jest to nie tylko zwolnienie z pracy, ale także przykładowo: zawieszenie, degradacja, przymusowy urlop bezpłatny, zmiana miejsca pracy, obniżenie wynagrodzenia, zmiana godzin pracy, wstrzymanie szkoleń, negatywna ocena wyników lub o pracy, zastosowanie środka dyscyplinarnego, nieprzekształcenie umowy o pracę na czas określony w umowę o pracę na czas nieokreślony gdy pracownik mógł mieć uzasadnione oczekiwania, że zostanie mu zaoferowane stałe zatrudnienie; lista takich działań jest długa i ma charakter otwarty;
  • Dyrektywa wprowadza domniemanie, że jeśli sygnalista poniósł szkodę, to jest ona wynikiem działań odwetowych za dokonanie zgłoszenia – wówczas to na osobie, która podjęła działania wyrządzające tą szkolę ciąży obowiązek udowodnienia, że działania były przeprowadzone z uzasadnionych powodów.

Sankcje

Dyrektywa nakazuje państwom członkowskim ustanowienie sankcji za:

  • utrudnianie dokonywania zgłoszeń,
  • podejmowanie działań odwetowych wobec sygnalistów,
  • wszczynanie uciążliwych postępowań wobec sygnalistów,
  • naruszenie obowiązku zachowania poufności tożsamości sygnalisty.

Podsumowanie

Pracodawców czeka zatem przygotowanie kanałów do dokonywania zgłoszeń i opracowanie odpowiednich procedur, a także wyznaczenie osób odpowiedzialnych za przyjmowanie zgłoszeń i działania następcze. Niezbędne będzie także przeprowadzenie szkoleń i akcji informacyjnej dla pracowników.

Bardzo istotny jest aspekt edukacyjny i budowanie w pracownikach przekonania, że sygnalizowanie problemów nie jest „skarżeniem”, lecz wpływa na poprawę bezpieczeństwa funkcjonowania pracodawcy. Ponadto warto przekonywać, że zgłoszenie wewnętrzne jest lepszym rozwiązaniem niż zgłoszenie zewnętrzne  – zgłoszenie zewnętrzne zawsze wiąże się z ryzykiem wyciągnięcia konsekwencji przez organ.

Anna Gąsecka, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w prawie telekomunikacyjnym, prowadzi obsługę korporacyjną firm z branży telekomunikacyjnej, farmaceutycznej, dystrybucyjnej i usługowej, posiada certyfikat Approved Compliance Officer (ACO).

[1] Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 z dnia 23 października 2019 r.

CEO Savills podsumowuje 2020 rok i prognozuje trendy dla rynku nieruchomości magazynowych

Rok 2020 na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce został zdominowany przez pandemię. Nie dotknęła ona jednak w równym stopniu wszystkich sektorów. Wytworzyła lub przyśpieszyła za to zjawiska, z których część prawdopodobnie zostanie z nami na dłużej. Jakie to będą trendy postanowiła sprawdzić firma doradcza Savills w swoim wstępnym podsumowaniu 2020 r. i prognozach na kolejne 12 miesięcy.

W 2020 roku, wieszczone od dłuższego czasu, spowolnienie w końcu nastąpiło, ale jego niepowiązane z gospodarką źródło było dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem. Nie oszczędziło ono również rynku nieruchomości. W niektórych sektorach oznaczało jedynie delikatne wyhamowanie nowych projektów deweloperskich, a w innych, np. w branży hotelarskiej czy handlowej, całkowity brak możliwości prowadzenia biznesu przez pewien czas. W wyniku pandemii, według wstępnych szacunków Savills, wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w 2020 r. w Polsce może spaść o 30% rdr. i wynieść ok. 5,5 mld euro.

Sektorem, który wykazał stosunkowo największą odporność na negatywne skutki gospodarcze pandemii były nieruchomości magazynowe. Przyczynił się do tego m.in. wzrost popularności zakupów przez Internet. Jak podaje Savills, według wstępnych danych, w 2020 r. w Polsce oddano do użytku ok. 2,2 mln m kw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, co zwiększyło jej całkowite zasoby do blisko 20,8 mln m kw. Po trzech pierwszych kwartałach odnotowano rekord na rynku najmu (3,7 mln m kw.), a na rynku inwestycyjnym magazyny już we wrześniu przekroczyły, dotychczas najwyższy w historii, zeszłoroczny wolumen transakcji (1,8 mld euro). Dalszemu rozwojowi rynku magazynowego w Polsce sprzyjać będą m.in. trend nearshoringu i logistyka ostatniej mili.

„Ten rok z pewnością należał do magazynów. To niezwykle pożądana klasa aktywów, która w trakcie pierwszych trzech kwartałów zanotowała ponad 200% wzrost wartości transakcji w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, odpowiadając za blisko połowę całkowitego kapitału zainwestowanego w nieruchomości komercyjne w Polsce w tym okresie” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

2020 rok stał również pod znakiem pracy zdalnej. Obłożenie w budynkach biurowych było zróżnicowane na przestrzeni całego roku, ale bywało, że spadało nawet poniżej 20%. Według Savills, wielu pracowników i pracodawców równie szybko dostrzegło korzyści, jak i ograniczenia wynikające z permanentnej pracy z domu. Z tego względu, by umożliwić bezpieczne korzystanie z biura, część firm wdrożyła system rotacyjny i zaadoptowała swoją powierzchnię do zasad dystansu społecznego, a właściciele nieruchomości zaczęli wprowadzać podwyższony reżim sanitarny na terenie budynków.

Trendem, który zdominował rynek nieruchomości w 2020 r., były również podnajmy. Zjawisko to przybrało tak dużą skalę, że obecnie Savills szacuje ilość dostępnej w tej formie powierzchni na warszawskim rynku biurowym na ponad 100 000 m kw. Takie rozwiązanie to nie tylko szansa na wygenerowanie oszczędności dla dotychczasowego najemcy, ale również okazja dla firm, które mogą przenieść swoją siedzibę pod prestiżowy adres, a dodatkowo niekiedy otrzymać w pełni umeblowane biuro na atrakcyjnych warunkach i z krótszą umową najmu.

Pandemia Covid-19 wymknęła się ramom określanym w zwyczajowo zawieranych na rynku nieruchomości umowach. Doprowadziło to do sytuacji, w której w 2020 r. właściciele nieruchomości i najemcy, a także przedstawiciele banków, musieli usiąść ze sobą do stołu negocjacyjnego i wypracować nowe rozwiązania. Rozmowy te doprowadzały m.in. do krótkoterminowych przedłużeń umów najmu, czy też odroczenia lub okresowego zwolnienia z płatności czynszu. Negocjacje były szczególnie trudne w sektorze handlowym i podkreśliły jak ważna jest dobra współpraca pomiędzy właścicielami a najemcami, o co na bieżąco powinni dbać m.in. zarządcy nieruchomości. Lekcja wyciągnięta z okresu pandemii wpłynęła również na nowo podpisywane umowy najmu, w których zaczęły pojawiać się zapisy dotyczące Covid-19 i występowania podobnych zjawisk w przyszłości.

„Początek pandemii wymagał od rynku nieruchomości natychmiastowych reakcji i adaptacji do bezprecedensowych okoliczności. Obecnie powoli przychodzi czas na złapanie dystansu i oszacowanie, które z trendów zostaną z nami na dłużej. Rynek nieruchomości z pewnością się zmieni. Nie powinniśmy się jednak tych zmian obawiać, gdyż ewolucja jest zjawiskiem pozytywnym i w dłuższej perspektywie korzystnym. Fundamenty rynku w mojej ocenie pozostają niezachwiane, a zmiany wykreują nowe szanse. 2021 rok może być rokiem przejściowym, w którym nadal będziemy obserwować negatywne konsekwencje Covid-19. Wierzę jednak, że na rynku nieruchomości szybko dostrzeżemy efekt szczepionki, a wraz ze znoszeniem obostrzeń i opanowywaniem pandemii na rynek powróci optymizm, a za nim podąży kapitał” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills.

Zgodnie z prognozami Savills na 2021 r., pomimo będącej na horyzoncie szczepionki na Covid-19, zdalny tryb pracy pozostanie z nami jeszcze przez jakiś czas, a wiele firm prawdopodobnie zdecyduje się w pewnym wymiarze utrzymać go na stałe wdrażając system hybrydowy. Będzie się on przejawiał zarówno w trybie pracy, jak i strategii najmu. W biurach coraz częściej adaptowany będzie system hot deskingu, w ramach którego coraz mniej biurek będzie przypisanych na stałe poszczególnym osobom, a większy nacisk położony zostanie na tworzenie przestrzeni do kreatywnej pracy zespołowej. Z kolei same umowy najmu dużo rzadziej będą zakładały powierzchnię na ekspansję, przyjmując, że do tego celu wykorzystane będą powierzchnie elastyczne (coworking).

Według Savills, w 2021 r. nadal wzrastać może rola sektora publicznego na rynku najmu powierzchni biurowych. W tym roku, w Warszawie w okresie od początku stycznia do końca września, spółki z udziałem Skarbu Państwa odpowiadały za blisko jedną czwartą całkowitej ilości wynajętej powierzchni biurowej (105 000 m kw.). To również do tego rodzaju spółki należała, podpisana już w trakcie pandemii, największa umowa najmu w historii rynku biurowego w Polsce, w ramach której PZU przeprowadzi się do budynku Generation Park (47 000 m kw.). Savills prognozuje kontynuację tego trendu na rynku najmu w 2021 r. i jak dodaje, w ślad za nim obiekty wynajęte sektorowi publicznemu będą coraz częściej przedmiotem transakcji na rynku inwestycyjnym.

W 2021 r. alternatywne klasy aktywów w dalszym ciągu będą zyskiwać na popularności i coraz częściej będzie się je wymieniać jednym tchem obok tradycyjnych sektorów nieruchomości. Rozwój ten będzie szczególnie widoczny w przypadku apartamentów na instytucjonalny wynajem (PRS). Prywatne domy studenckie również powinny wzbudzać zainteresowanie inwestorów, gdyż w 2020 r. pomimo zdalnego trybu nauczania, odnotowały stosunkowo niewielkie spadki obłożenia. Na razie najwolniej rozwija się rynek budownictwa senioralnego, jednak w dłuższej perspektywie sprzyja mu postępująca zamożność i starzenie się społeczeństwa w Polsce. Globalnie nową alternatywą stają się centra danych oraz farmy solarne.

Ostatnim z prognozowanych przez Savills trendów jest ESG (ang. Environmental, Social and Corporate Governance), czyli pojęcie, które tłumaczone jest najczęściej jako: środowisko (E), społeczna odpowiedzialność (S) i ład korporacyjny (G). Zmiany klimatyczne, kulturowe, pokoleniowe, czy technologiczne, to czynniki, które pośrednio wpływają na rynek nieruchomości m.in. poprzez to, w jaki sposób pracujemy czy robimy zakupy. Z czasem ten wpływ będzie rósł i przekładał się bezpośrednio również na kwestie związane z najmem czy zakupem nieruchomości. W ocenie Savills, ESG dla funduszy inwestycyjnych i międzynarodowych korporacji staje się coraz istotniejszym kryterium oceny przy podejmowaniu decyzji biznesowych i jego znaczenie będzie rosło nie tylko w 2021 r., ale i w latach kolejnych.

Blisko 70% Polaków twierdzi, że sklepy internetowe za długo przetrzymują pieniądze za zwrócone towary

Opinie na temat tempa rejestrowania zwrotów towarów w e-sklepach są podzielone. Ponad 51% Polaków ocenia je dobrze, a przeszło 45% – negatywnie. Więcej niż połowa uważa, że powinno to trwać od 1 do 3 dni roboczych. Prawie 42% podaje 24 godz. Do tego blisko 70% nie zadowala czas oczekiwania na przelew po oddaniu towaru. Z kolei niespełna 50% badanych stwierdza, że do 24 godzin po zarejestrowaniu zwrotu pieniądze powinny wrócić na ich konto. Tak wynika z badania UCE RESEARCH, przeprowadzonego dla sklepu internetowego Złote Wyprzedaże.

Z ogólnopolskiego badania opinii klientów e-sklepów wynika, że dla 51,2% Polaków czas rejestrowania zwrotów jest zadowalający. Nie zgadza się z tym 45,1% konsumentów. Z kolei 3,7% nie ma w tej kwestii zdania. W ocenie Macieja Tygielskiego, dyrektora generalnego sklepu internetowego Złote Wyprzedaże, takie wyniki stanowczo nie są satysfakcjonujące dla branży. Niezadowolenie prawie połowy badanych może wynikać z tego, że wiele podmiotów koncentruje się głównie na jak najszybszym dostarczaniu przesyłek. Pochłonięte rywalizacją na tym polu e-sklepy zapominają jednak, że czas przyjmowania zwrotów i rozliczenia się z klientami jest tak samo ważny.[GRAFIKA] Blisko 70% konsumentów twierdzi, że sklepy internetowe za długo przetrzymują pieniądze za zwrócone towary

– Tempo rejestrowania zwrotów zależy głównie od organizacji pracy. Najlepiej radzą sobie z nią duże e-sklepy. Tam za takie zadanie odpowiada dedykowany dział. W małych firmach, w których jedna osoba wykonuje rożne czynności, priorytetem pozostaje sprzedaż towaru. Pozostałe kwestie są traktowane jako dodatkowe, często mniej istotne obowiązki. Oczywiście takie podejście obniża satysfakcję klientów z jakości obsługi – mówi Jerzy Osika, prezes firmy szkoleniowo-doradczej Promedia, ekspert w zakresie e-commerce.

Jak pokazują wyniki badania, 51,4% konsumentów oczekuje, że zwrot towaru zostanie zarejestrowany w terminie od 1 do 3 dni roboczych po dostarczeniu go do e-sklepu. Natomiast 41,6% osób uważa, że powinno to trwać maksymalnie do 24 godzin. 4,2% twierdzi, że wystarczy od 3 do 7 dni, a 1,6% wskazuje na okres od 7 do 14 dni. Tylko 1,2% badanych nie ma opinii na ten temat.

– Z mojej obserwacji rynku wynika, że większość sklepów internetowych rejestruje zwroty w okresie od 1 do 3 dni roboczych. Jednak przewiduję, że w odpowiedzi na rosnące oczekiwania klientów ten czas skróci się do 24 godzin. E-sklepom również zależy na szybkim zamknięciu sprawy. Wpływa to przecież na ich relacje z klientami – komentuje Dorota Zielińska, Customer Care Team Leader ze Złotych Wyprzedaży.

Według 69,4% konsumentów, czas przelewu pieniędzy na konto od momentu zarejestrowania zwrotu towaru jest niesatysfakcjonujący. Odmiennego zdania jest 28,5% badanych. Natomiast 2,1% osób nie potrafi tego stwierdzić. Jak podkreśla Maciej Tygielski, oczekiwania klientów są jak najbardziej zrozumiałe. Technologia pozwala na to, żeby środki wracały do nich w dniu rejestracji zwrotów. Często wymaga to jednak zmian systemowych, które generują dodatkowe koszty. Ekspert nie wyklucza też, że część sklepów poprawia swoją płynność finansową, przeciągając zwracanie pieniędzy.

– Ktoś musi sprawdzić, czy zwracany towar nie nosi śladów użytkowania. Inny pracownik wprowadza numer konta do systemu. Kolejna osoba cyfrowo zatwierdza transakcję. Konsument trafia na procedurę, ale nie ma tu mowy o złej woli. Polacy są z natury niecierpliwi, szczególnie jeśli chodzi o pieniądze – uważa Tomasz Szacoń, właściciel firmy doradczej RetailPoland Consulting.

Z badania również wynika, że czas zwrotu pieniędzy na konto od momentu rejestracji powinien wynosić do 24 godz. roboczych – 47,9%. Od 1 do 3 dni roboczych deklaruje 33,9% badanych. Z kolei 14,3% wskazuje na termin od 3 do 7 dni, a 2,6%  – od 7 do 14. Natomiast 1,3% nie ma w tej kwestii zdania. Dorota Zielińska zauważa, że giganci e-commerce coraz częściej stosują termin 24 godzin. I dodaje, że niedługo stanie się to standardem na rynku.

– Zdarza się, że niektóre firmy celowo przetrzymują należne klientom pieniądze. Praktyka ta nie przynosi im jednak wielkich zysków, biorąc pod uwagę, że w wielu przypadkach do e-sklepów wraca zaledwie 10% towarów. Natomiast straty wizerunkowe wynikające z takiej strategii potrafią być niebotyczne, zwłaszcza gdy klientami są młode osoby. Bowiem wykazują one znacznie mniej cierpliwości w oczekiwaniu na przelew niż starsi konsumenci. Firmy, które każą im długo czekać na ich pieniądze, będą szybko eliminowane z rynku – podsumowuje Jerzy Osika.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 04-07.12.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH na zlecenie sklepu internetowego Złote Wyprzedaże na reprezentatywnej próbie 1 042 dorosłych Polaków.

Deloitte: Rynek usług w chmurze odporny na skutki kryzysu wywołanego pandemią

W nadchodzącym roku technologia 8K wygeneruje przychody rzędu 5 mld dolarów.

Pandemia COVID-19 jest katalizatorem zmian w świecie technologii. Eksperci firmy doradczej Deloitte w raporcie „TMT Predictions 2021” wskazują, że w ciągu kilku miesięcy kryzysu branża technologiczna wypracowała więcej niż przez pięć lat funkcjonowania w normalnych warunkach. Można to zaobserwować również w medycynie, czego przykładem są wideo wizyty. W nadchodzącym roku rynek rozwiązań specjalistycznych, przeznaczonych do takiej formy kontaktu z lekarzem, osiągnie wartość 8 mld dolarów. W 2021 roku będziemy również obserwować intensywny rozwój sieci dostępu radiowego, 5G oraz migracji chmurowej.

To już dwudziesta edycja globalnego raportu Deloitte, omawiającego najważniejsze trendy wpływające na przyszłość sektora technologii, mediów i telekomunikacji na całym świecie. W tym roku eksperci podsumowali wpływ pandemii COVID-19 na poszczególne trendy i przeanalizowali, które z nich rozwijać się będą w 2021 roku.

Tryumf AI i rozwiązań chmurowych

Sztuczna inteligencja (AI) już po raz kolejny znalazła się w raporcie Deloitte. Oznacza to, że możliwości jej zastosowania stale rosną. Obecnie AI osiąga etap dojrzałości i umożliwia kompleksową cyfrową transformację firm technologicznych i telekomunikacyjnych.

W 2021 roku wartość globalnego rynku rozwiązań edge, czyli architektury rozproszonych zasobów IT, wyniesie 12 mld dolarów. Oczekujemy, że podstawą ekspansji w tym obszarze będzie zastosowanie innowacyjnych rozwiązań AI w telekomunikacji – szczególnie w sieciach 5G, jak również przez ofertę dostawców skalowalnych usług obliczeniowych w chmurze, którzy będą wykorzystywać sztuczną inteligencję do stałej optymalizacji swojej infrastruktury. Takie firmy staną się liderami odznaczającymi się wysokim poziomem kapitalizacji i przekazującymi innym dobre praktyki – mówi Sławomir Lubak, Partner, lider branży Telekomunikacji, Mediów i Technologii, Deloitte.

Do 2023 roku 70 proc. przedsiębiorstw może stosować najnowocześniejsze technologie tego typu do przetwarzania danych. Dzięki temu osiągną one nową generację usieciowienia i sprawności operacyjnej. Jednocześnie rozwiązania typu edge pozwolą na jeszcze szybszą, tańszą i bezpieczniejszą działalność tam, gdzie są stosowane.

W 2020 roku wartość wydatków na rozwiązania chmurowe nieznacznie się zmniejszyła. Spowodowane jest to głównie redukcją wydatków inwestycyjnych wywołanych przez pandemię i globalną recesję.

Należy jednak zaznaczyć, że rynek usług w chmurze jest i tak stosunkowo odporny na skutki obecnego kryzysu. Pewne sposoby pomiaru wykazują nawet wyższe tempo wzrostu niż w 2019 roku. To wynik zwiększonego zapotrzebowania na usługi cloud w sytuacji, gdy cały świat zaczął pracować zdalnie oraz wzrosło zapotrzebowanie na ogólnie pojęte usługi cyfrowe. W latach 2021-2025 wzrost przychodów utrzyma się na poziomie z 2019 roku i wyniesie 30 proc. Nie wykluczamy jednak wyższej wartości, bo przedsiębiorstwa będą wdrażać technologie chmurowe dla zwiększenia oszczędności oraz jednoczesnego podniesienia swojej zwinności i innowacyjności – mówi Marcin Knieć, Dyrektor w dziale Cloud Engineering Deloitte.

Technologia w służbie sportu

Transformacja cyfrowa ma miejsce również w sporcie. Rozwiązania technologiczne, takie jak: systemy wizyjne, uczenie maszynowe, zaawansowana łączność bezprzewodowa czy czujniki nakładane na ciało zmieniają formułę treningów, współzawodnictwa i kształtowania kariery sportowej. W każdym takim systemie podstawą są dane zawodników. Pojawia się więc kwestia ich racjonalnego i etycznego wykorzystywania. Eksperci Deloitte przewidują, że do końca 2021 roku profesjonalne ligi sportowe opracują i wdrożą nowe zasady zbierania, wykorzystywania i komercjalizacji informacji dotyczących sportowców.

– W najbliższym roku na znaczeniu zyskają również transmisje i transakcje sponsorskie w sporcie kobiecym, które już obecnie w najlepszym przypadku warte są miliony dolarów. Rok 2021 nie przyniesie jeszcze miliardowych przychodów, ale stanie się to w nadchodzących latach. Ubiegła dekada pokazała bowiem, że wydarzenia sportowe z udziałem kobiet gromadzą dużą widownię, przyciągają kibiców
i generują wartość dla sponsorów
– mówi Agnieszka Zielińska, Partner w dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Kontrowersyjne 5G

Wymagania stawiane przez konsumentów sprawiają, że operatorzy sieci komórkowych muszą zapewniać im najnowsze i najszybsze technologie. Na potrzeby swoich usług posługują się wyspecjalizowaną techniką dostępu radiowego. Wielu operatorów poczyniło znaczne postępy w procesie wirtualizacji sieci szkieletowych i tym samym osiągnęło istotne zyski operacyjne.

Obecnie dużą popularnością cieszą się komórkowe sieci rozproszone, które działają w oparciu o sieć dostępu radiowego (RAN). Na potrzeby obsługi technologii 5G operatorzy muszą zastąpić lub wzmocnić posiadany sprzęt, a standardem będzie wdrażanie otwartej, wirtualnej architektury, zwanej „otwartą RAN”. Z raportu Deloitte wynika, że obecnie na świecie działa 35 takich sieci – wiele z nich póki co w ramach testów. Eksperci oczekują, że do 2023 roku wirtualizacji ulegnie ponad 80 proc. szkieletowych sieci bezprzewodowych. Wyraźny wzrost zainteresowania technologią prawdopodobnie zapoczątkuje istotny trend, które zrewolucjonizuje branżę telekomunikacyjną.

Podobną rewolucję wywołała w 2020 roku technologia 5G. W 2021 roku również będzie to jeden z głównych tematów w branży TMT, który mocno polaryzuje opinie konsumentów. Wielu z nich obawia się negatywnego oddziaływania 5G poprzez promieniowanie. Ankieta konsumencka, przeprowadzona przez Deloitte w maju i czerwcu br. pokazała, że co najmniej jedna piąta dorosłych uważa, że technologia 5G stanowi zagrożenie dla zdrowia.

Najwyższa jakość w domu i w pracy

W ostatnich latach dużą popularność zdobyły telewizory o rozdzielczości 4K. Nachodzący rok może być przełomem w tym obszarze, a wdrożenie standardu 8K pozwoli na jeszcze większą ostrość obrazu.

Przewidujemy, że w 2021 roku technologia 8K wygeneruje przychody rzędu 5 mld dolarów. Podstawowym źródłem będzie sprzedaż telewizorów o tej rozdzielczości. Prognozujemy, że do konsumentów na całym świecie trafi 1,5 mln odbiorników po średniej cenie 3,3 tys. dol. Standard 8K zyska szczególną popularność w segmencie telewizorów o największych rozmiarach, a dodatkowe przychody przyniesie sprzedaż sprzętu – kamer, monitorów czy komputerów, wykorzystywanego do tworzenia i produkcji treści w technologii 8K – mówi Ścibor Łąpieś, Dyrektor, Technology M&A w Deloitte.

Najwyższa jakość sprzętu to również przyszłość na rynku pracy. W 2021 roku dzięki zakupom dokonywanym przez przedsiębiorstwa i instytucje edukacyjne, sprzedaż gamingowych zestawów słuchawkowych wzrośnie dwukrotnie w stosunku do roku 2019, tak jak sprzedaż oprogramowania i usług powiązanych. Na niektórych rynkach tempo wzrostu sprzedaży tego typu zestawów już przyspieszyło, co ma związek z przechodzeniem na wirtualną formę szkoleń w celu uniknięcia ryzyka zarażenia koronawirusem.

Do lekarza na wideo wizytę

Pandemia zmieniła również podejście do wizyt u lekarza. Zarówno pacjenci, jak i medycy nie byli przekonani do wideo konsultacji. Teraz jednak wielu z nich jest gotowych działać w takim trybie przez dłuższy czas.

W nadchodzącym roku udział procentowy wizyt lekarskich online wzrośnie z 1 proc. obecnie do 5 proc. Choć może się wydawać, że to niewiele, warto pamiętać, że w 36 krajach OECD tylko w roku 2019 odbyło się 8,5 mld wizyt lekarskich o ogólnej wartości 500 mld dolarów. Pięć procent tej liczby to ponad 400 mln wizyt wideo o wartości ok. 25 mld dolarów. Pandemia pokazała, że wizyty online mają wiele zalet, w tym oszczędność czasu – mówi Robert Kauf, Senior Manager w zespole Strategy, Analytics, M&A.

Popularyzacja tej i innych form kontaktu zdalnego między lekarzem a pacjentem oznacza zwiększenie zapotrzebowania na technologie, które to umożliwią. Eksperci Deloitte przewidują, że w 2021 roku rynek rozwiązań specjalistycznych, przeznaczonych do tego rodzaju wizyt, osiągnie wartość 8 mld dolarów.

Podsumowanie 2020 i prognozy na 2021 dla rynku magazynowego w Polsce

Rynek magazynowy uchodzi za wielkiego wygranego w starciu z pandemią COVID-19. Eksperci Colliers International poddali analizie mijający rok i wybrali najważniejsze wydarzenia, jakie miały miejsce w sektorze magazynowym, a także przygotowali prognozy dla rynku na 2021 r.[1]

Najważniejsze wydarzenia 2020 na rynku magazynowym

  1. Rekordowy popyt?

Aktywność najemców utrzymała się na wysokim poziomie, a prognozowany całkowity wolumen transakcji podpisanych w 2020 r. prawdopodobnie będzie wyższy niż ten odnotowany w roku ubiegłym. Tylko w ciągu trzech pierwszych kwartałów roku wynajęto 3,74 mln mkw., podczas gdy w analogicznym okresie 2019 r. było to 2,86 mln mkw.

– Rynek magazynowy wykazał się odpornością na destabilizację gospodarczą i rynkową spowodowaną pandemią COVID-19. W dużej mierze to zasługa sektora e-commerce, którego rozwój znacząco przyspieszył w ciągu ostatnich miesięcy. Klienci, którzy dotąd nie korzystali z internetowego kanału sprzedażowego, chcą jak najszybciej nadrobić braki. Podobnie firmy, które do tej pory opierały się głównie na handlu tradycyjnym. Wiele dużych transakcji zamknie się jeszcze tym roku, dlatego rekord w popycie wydaje się realny – mówi Maciej Chmielewski, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International.

  1. Podaż w górę

Całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyła 20 mln mkw. Największe projekty ukończone w 2020 r. to: A2 Warsaw Park w Grodzisku (103,7 tys. mkw.), Hillwood Wrocław Wschód II (63,9 tys. mkw. w ramach dwóch hal).

  1. Giganci w nowych lokalizacjach

Amazon oraz Zalando umocnili swoje pozycje w Polsce. W Gliwicach ruszyło ósme i zarazem największe centrum logistyczne firmy Amazon w naszym kraju, zaś Zalando na lokalizację swojego trzeciego w Polsce centrum logistycznego wybrało Głuchów pod Łodzią.

  1. Zmiana właścicieli

Sfinalizowana została transakcja zakupu przez GLP portfela nieruchomości grupy Goodman w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech za 1 mld euro. Tym samym Goodman zniknął z polskiego rynku magazynowego, a zakupione nieruchomości zmieniły nazwy i branding zgodny ze standardami nowego właściciela. GLP rozpoczęło także w podwarszawskich Jankach budowę pierwszego obiektu magazynowego już pod własnym szyldem – GLP Warsaw II Logistics Centre. Jego powierzchnia będzie wynosić 32 tys. mkw.

  1. Deweloperzy na zakupach

– Pandemia nie zatrzymała także deweloperów magazynowych, którzy, aby zaspokoić obecny i przyszły popyt ze strony najemców, już myślą o kolejnych projektach. W 2020 r. zabezpieczali oni tereny pod przyszłe inwestycje – mówi Agnieszka Bogucka, analityk w Dziale Doradztwa i Badańn Rynku w Colliers International.

Swój bank gruntów powiększył m.in. Panattoni, który zakupił działkę o powierzchni 14,8 ha pod realizację Panattoni Park Stryków IV oraz grunt w Czeladzi pod budowę Panattoni Park Czeladź V. Na zakupach były także firmy Segro, która nabyła 7 ha pod rozbudowę Segro Logistics Park Poznań Komorniki oraz 7R, która zwiększyła swój bank ziemi o działkę w Trzebowisku k. Rzeszowa (2,6 ha) w celu rozszerzenia swojej oferty na Podkarpaciu.

Prognozy na 2021 dla rynku magazynowego

  1. Poszukiwanie nowych możliwości inwestycyjnych

Rynek powierzchni magazynowych nadal będzie cieszył się dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów, a transakcje typu sale & leaseback, dające możliwość utrzymania płynności finansowej, będą zyskiwać na popularności.

  1. SBU rośnie w siłę

Będziemy obserwować zdecydowany wzrost popularności małych magazynów miejskich (SBU), które już znajdują się w portfelach największych deweloperów działających na rynku.

  1. Krótsze łańcuchy dostaw

Zgodnie z naszymi przewidywaniami z początku pandemii firmy, widząc konieczność reorganizacji dotychczasowego łańcucha dostaw, będą skracać go w celu zminimalizowania potencjalnego ryzyka utraty płynności w przepływie towarów.

– Firmy z krótkimi, lokalnymi łańcuchami dostaw są w ograniczonym stopniu narażone na skutki zamknięcia granic. Doświadczenia lockdownu skłoniły więc wielu przedsiębiorców do zwiększenia zapasów. Nikt nie chce zamrażać kapitału ani ponosić nadmiernych kosztów magazynowania towaru, ale pandemia pokazała, jak ważny jest odpowiednio duży margines bezpieczeństwa. W dalszej przyszłości niektóre firmy przeniosą zapewne część produkcji z Azji do łatwiej dostępnych krajów europejskich, w tym Polski – mówi Maciej Chmielewski.

  1. Czas się wyróżnić

Deweloperzy będą starali się wyróżnić na rynku, oferując wyższe parametry techniczne obiektów w standardzie, takie jak: podwyższona odporność ogniowa, wysokość netto 12 m, dodatkowe oświetlenie strefy przydokowej, bardziej wzmocniona posadzka czy wyższy niż do tej pory standard wykończenia części biurowej. Tego typu elementy dają najemcom większą swobodę w zakresie ilości i rodzaju składowanych towarów.

  1. E-commerce i nie tylko

Będziemy nadal obserwować szybki rozwój sektora e-commerce oraz intensyfikację działań firm z branży kurierskiej.

– Branża e-commerce w Polsce ma jeszcze ogromne pole do rozwoju. Jak na razie zakupy przez internet robi poniżej 10% Polaków. Dla porównania w Wielkiej Brytanii ok. 18% populacji. Już samo osiągnięcie tego poziomu rysuje bardzo obiecujące perspektywy – mówi Maciej Chmielewski.

[1] Szczegółowe podsumowanie wydarzeń oraz prognozy dla rynku nieruchomości komercyjnych dostępne będą w raporcie Market Insights 2021.

Firmowe święta będą pełne dystansu. Premie i upominki rzadko widziane

W spotkaniach z tej okazji w dowolnej formie weźmie udział tylko 13% pracujących Polaków badanych przez Pracuj.pl. Różnica jest ogromna: w minionych latach świąteczne wydarzenia organizowane były w firmach aż 75% badanych. Pracownicy nie są także przekonani do wigilijnych spotkań online. Podobnie jak w minionych latach, od pracodawców oczekują natomiast głównie świątecznych premii i upominków. Życie zawodowe na koniec grudnia zwolni tempo: połowa z badanych planuje wziąć w tym czasie urlop.

Najważniejsze informacje:

  • Tylko 13% badanych weźmie udział w firmowym spotkaniu świątecznym.
  • To aż o 62 p.p. mniej, niż uczestniczyło w minionych latach.
  • 1/5 badanych uważa spotkania świąteczne online za dobre rozwiązanie.
  • Co drugi respondent nie spodziewa się świątecznego benefitu.
  • Najczęściej preferowane benefity świąteczne: premie, upominki i urlopy.
  • Co drugi badany planuje brać urlop między świętami i Nowym Rokiem.

Święta inne od innych

Mijające 12 miesięcy przyniosło wiele zmian w życiu zawodowym Polaków – czego dowodzą choćby badania Pracuj.pl. Nie inaczej ma być w ostatnim miesiącu roku. Grudzień zazwyczaj oznaczał okres, w którym mieszała się intensywna praca, świąteczny nastrój, integracja zespołów, a w ostatnich dniach – spowolnienie działania wielu firm i zasłużony odpoczynek.

Zespół Pracuj.pl postanowił zapytać użytkowników portalu, jak nowa normalność i konieczność społecznej izolacji wpływa na świąteczne zwyczaje i plany urlopowe pracowników. Uzyskane wyniki dowodzą, że tegoroczne zakończenie roku nie będzie przypominać tego, które dobrze znamy z miejsc pracy z ubiegłych lat. Dowodzi jednocześnie, że wielu pracowników ma wciąż podobne potrzeby, a także chęć integracji ze współpracownikami, co w minionych latach.

Firmowe święta online? Raczej niechętnie

Tylko 13% badanych deklaruje, że w tym roku w ich firmie jest organizowane świąteczne spotkanie w jakiejkolwiek formie – także online. 2 na 3 badanych nie będzie uczestniczyć w takim wydarzeniu, a co piąty – nie ma jeszcze pewności, jaką decyzję podejmą w tym temacie przełożeni. Wyniki badań są o tyle uderzające, że aż 75% badanych przyznaje, że takie imprezy były w ich firmach organizowane w minionych latach.

Jak zauważa Agata Grzejda, Ekspertka ds. Komunikacji Wewnętrznej w Grupie Pracuj, przyglądając się odpowiedziom badanych można wyraźnie dostrzec, jak silnie nowa normalność wpływa na naszą codzienność.

Liczba osób deklarujących, że w ich firmach odbędzie się w tym roku jakiekolwiek spotkanie świąteczne, spadła w porównaniu do ubiegłych lat o aż 62 punkty procentowe. Tego typu imprezy stanowią w wielu miejscach pracy najważniejsze spotkanie integracyjne w roku, okazję do spędzenia czasu w pozytywnej, mniej formalnej atmosferze. Tymczasem pandemiczne obostrzenia sprawiają, że jedyne realne rozwiązanie w czasach pandemii mogą stanowić wydarzenia online. W ich wypadku liczy się dobry pomysł i oryginalne podejście, zdolność pozytywnego zaskoczenia pracowników i odróżnienia spotkania od typowej telekonferencji. Szczególnie, że wiele osób jest już zmęczonych częstymi rozmowami online, a integrować chciałby się „na żywo”, jak w minionych latach – komentuje Agata Grzejda, ekspertka ds. komunikacji wewnętrznej w Grupie Pracuj.

Słowa ekspertki potwierdzane są przez odpowiedzi respondentów. Wśród nich znalazła się większa grupa osób, które mimo okoliczności pandemicznych byłyby skłonne wziąć udział w bezpośrednim spotkaniu wigilijnym w pracy (34%) niż uważających firmowe imprezy świąteczne online za dobrą alternatywę wobec wydarzeń „na żywo” (28%).
firmowe święta 2020

Premia i upominki mile, ale… rzadko widziane

Jak się jednak okazuje, mimo nowych okoliczności pewne rzeczy się nie zmieniają. Wśród benefitów świątecznych, które według respondentów powinien dostarczać pracownikom dobry pracodawca, dominują zdecydowanie premie finansowe (73% wskazań). Na drugim miejscu wybierane były upominki i prezenty dla pracowników (56%), a na trzecim – dodatkowy urlop na święta (33%). Dopiero na dalszych miejscach znalazły się bardziej nietypowe inicjatywy, czyli akcje charytatywne (20%) i nagrody dla pracowników roku (16%). Warto zauważyć, że najrzadziej ze wszystkich dostępnych opcji wybierana była organizacja spotkań świątecznych online – za wyznacznik dobrego pracodawcy uważa je zaledwie co dziesiąty badany.premie na święta 2020Benefity, które pracownicy określają jako ważne, często rozmijają się jednak z firmową rzeczywistością. Połowa respondentów Pracuj.pl spodziewa się, że w tym roku nie otrzymają od pracodawcy żadnego dodatkowego benefitu z okazji świąt. Otrzymania premii finansowej z okazji zakończenia roku oczekuje tylko co trzeci respondent Pracuj.pl. Jeszcze mniej, bo co piąty, spodziewa się otrzymania prezentów lub upominków z tej okazji.premie na święta 2020

Przerwa od zawodowych wyzwań

Podobnie, jak w ubiegłych latach, czas między Wigilią i Nowym Rokiem będzie stanowił okres zamrożenia lub spowolnienia działalności w wielu firmach. W tym roku ta sytuacja będzie mieć jednak dodatkowy wymiar. 56% respondentów Pracuj.pl uważa, że przerwa świąteczna to dobra okazja do odpoczynku od zmartwień związanych z pracą w czasie pandemii. Trudno się więc dziwić, że blisko połowa badanych (49%) planuje mieć wolne przynajmniej przez część spośród ostatnich pracujących dni tego roku.
przerwa świątecznaJednocześnie jednak tylko co czwarty respondent nie będzie w tym okresie w ogóle pracować – to wyraźnie mniej osób, niż tych nie decydujących się na żaden urlop (34%). Ogółem widoczne jest nieco mniej aktywne podejście do brania długiej przerwy pod koniec grudnia, niż w minionych latach. Dla porównania, w badaniu przeprowadzonym przez Pracuj.pl dwa lata temu odpoczynek przynajmniej przez część tego okresu deklarowało więcej, bo 55% badanych.
urlop świąteczny

Krótsze urlopy z własnej woli

Co ciekawe, plany pracy w okresie spowolnienia niekoniecznie muszą wynikać z nacisku ze strony przełożonych. Tylko co czwarty badany deklaruje, że jego pracodawca odnosi się negatywnie do brania przez pracowników urlopu w okresie między świętami, a sylwestrem. Jak zauważa jednak Agata Grzejda, 9 miesięcy pracy w nowej normalności wpływa na postawy wielu specjalistów – także te dotyczące urlopów.

Z jednej strony w części miejsc pracy mamy do czynienia z dodatkowymi napięciami, związanymi z sytuacją pandemiczną, co może zniechęcać do brania dłuższych urlopów. Z drugiej strony, obostrzenia wiążą się z ograniczonymi możliwościami pod względem podróży, co na pewno zmniejsza liczbę osób planujących np. sylwestrową turystykę. Wszystko to składa się na nietypowy obraz tegorocznej przerwy świątecznej. Choć przez ostatnie miesiące nauczyliśmy się lepiej funkcjonować w wirtualnym świecie pracy, takie okazje dobrze obrazują potrzebę wspólnej celebracji ważnych okazji i bezpośredniego kontaktu ze współpracownikami – podsumowuje Agata Grzejda.

Jak pandemia zmienia postawy konsumenckie Polaków – raport PwC

Z powodu pandemii co trzeci Polak odczuł spadek swoich dochodów, a obniżenie wynagrodzenia dotknęło więcej kobiet niż mężczyzn. Przekłada się to na nasze zachowania zakupowe i zarządzanie domowym budżetem – 25% badanych deklaruje, że oszczędza więcej niż przed pandemią – wynika z raportu firmy doradczej PwC „Nowy obraz polskiego konsumenta”. Autorzy opracowania podkreślają, że Polacy wykazują się coraz większą swobodą w korzystaniu z nowych technologii, co potwierdza fakt, że 1/3 zwiększyła częstotliwość zakupów online.

Ostatnie miesiące pokazały, że otaczający nas świat, rynek, firmy, ale również my jako klienci już nie jesteśmy tacy sami. Zmiana naszych zachowań dokonała się na wielu płaszczyznach – nie tylko samej ścieżki zakupowej, ale również sposobu pracy, zakresu korzystania z technologii, transportu, wyboru rozrywki, czy troski o środowisko. Wiąże się to z wieloma wyzwaniami dla firm. Muszą one nie tylko na nowo zdobyć zaufanie konsumentów w tej nowej, nieprzewidywalnej rzeczywistości, ale również zapewnić jak najwyższą jakość i dostępność swoich produktów czy usług przy jednoczesnym zachowaniu maksymalnej dbałości o zdrowie, bezpieczeństwo i doświadczenia zakupowe konsumenta. Digitalizacja i transformacja cyfrowa firm, którą obecnie powszechnie obserwujemy, stała się jedną z odpowiedzi na te potrzeby i wyzwania, jednak rozwój e-commerce to dopiero początek drogi. – Krzysztof Badowski, partner w PwC, , lider zespołu dóbr konsumenckich i handlu detalicznego

Jak wynika z badania przeprowadzonego na potrzeby raportu PwC, w ostatnich miesiącach 1/3 Polaków doświadczyło spadku dochodów, a obniżenie wynagrodzenia częściej dotykało kobiet niż mężczyzn. Wizja kryzysu i wzrostu cen przekłada się na deklaracje badanych co do ich budżetów domowych – 41% Polaków uważa, że w ciągu najbliższych miesięcy ich wydatki wzrosną. Nie dziwi więc, że ¼ respondentów zadeklarowała, że obecnie oszczędza więcej niż przed pandemią.

Oprócz artykułów spożywczych polscy konsumenci ograniczyli częstotliwość zakupów we wszystkich pozostałych kategoriach, chociaż i tak widoczny jest wzrost niektórych wydatków – największy nastąpił w kategorii artykułów zdrowotnych, pielęgnacyjnych oraz elektroniki użytkowej, z kolei spadek wydatków jest widoczny w przypadku usług. Co trzeci badany deklaruje, że zwiększył częstotliwość robienia zakupów online, ale nadal zakupy spożywcze Polacy najchętniej robią tradycyjnie, w sklepach stacjonarnych. Jedynie 11% respondentów robi zakupy spożywcze przez Internet. Widoczny jest także trend „samowystarczalności”, czyli samodzielne przygotowywanie produktów takich jak chleb, ciasta, sery, przetwory, a także uprawa warzyw i ziół, deklaruje to 17% badanych. Z kolei niemal ⅕ respondentów kupuje więcej żywności wyprodukowanej lokalnie.

Prawie dla wszystkich Polaków (93%) ceny produktów i usług są istotne podczas dokonywania wyborów zakupowych, przy czym aż dla 43% badanych przez pandemię COVID-19 ten czynnik stał się istotniejszy niż wcześniej.

Polscy konsumenci od lat byli jednymi z najbardziej wrażliwych cenowo konsumentów w Europie. Sytuacja pandemiczna dodatkowo nasila to zjawisko. Wraz z nałożonymi ograniczeniami i zanikiem misji impulsowych znaczna część zakupów przyjęła charakter planowany. W efekcie obserwujemy stały wzrost koszyka zakupowego w sklepach o szczególnie atrakcyjnym postrzeganiu cenowym, które jednocześnie znajdują się w pobliżu miejsca zamieszkania. Powrót do zjawiska smart shopper dodatkowo sprzyja produktom marki własnej, które na przestrzeni lat zdobywały sobie sympatię konsumentów. Kluczowym zadaniem dla sieci będzie więc stała praca nad poprawą wizerunku cenowego. Na znaczeniu nabiorą praktyki związane z komunikowanymi akcjami promocyjnymi, komunikacją wewnątrzsklepową oraz personalizowaną. – Maciej Kroenke, partner w PwC, lider zespołu Revenue Management

Eksperci PwC zwracają uwagę, że dostarczanie dobrych doświadczeń przez marki jest kluczowe także w czasie pandemii. 42% badanych daje markom tylko jedną szansą i co ciekawe, tak ostre kryteria prezentują szczególnie osoby starsze (w wieku 65+). Młodsi dają markom minimalnie większy kredyt zaufania, jednak po dwóch złych doświadczeniach też nie wrócą do marki, która ich zawiodła. Tylko 13% badanych jest skłonna dać markom trzy lub więcej szans.

Warto zwrócić uwagę, że dla polskich konsumentów równie ważna co dostępność produktów istotna jest także wygoda, jakość i przyjazność obsługi oraz procesu zakupowego. To wyraźnie pokazuje, że dbałość o doświadczenia klientów ma znaczenie i warto projektować dobre oraz spójne doświadczenia pomiędzy kanałami. Jest to oczywiście zawsze spore wyzwanie, ale aż 88% Polaków twierdzi, że po 1-2 złych doświadczeniach z marką rezygnuje z jej produktów i usług. Co więcej, w dobie przesuwania się Polaków z kanałów tradycyjnych do cyfrowych łatwość podjęcia takich decyzji i wyborów zdecydowanie rośnie. – Izabela Wisłocka, ekspertka PwC ds. transformacji cyfrowej

O raporcie

Celem raportu „Nowy obraz polskiego konsumenta. Postawy i zachowania Polaków w obliczu pandemii koronawirusa” było określenie zachowań konsumentów w trakcie trwania epidemii COVID-19 w Polsce oraz tego, w jaki sposób wykształcone nawyki i tendencje będą utrzymywały się w przyszłości, jak również porównanie polskich wyników z badaniami globalnymi. Wyniki prezentowane w raporcie są efektem polskiego badania opinii publicznej przeprowadzonego przez firmę badawczą Ipsos Polska na zlecenie PwC Polska. Badanie miało formę ankiety online (CAWI) i przeprowadzone zostało na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków w terminie od 19 do 24 sierpnia 2020 r.

Ustawa o zawodzie farmaceuty: pożegnanie z kompromisem

W czwartek 10 grudnia Sejm RP przyjął Ustawę o zawodzie farmaceuty. Ustawę, na którą środowisko farmaceutów czekało od ponad trzech dekad. Niewiele zabrakło, żeby jej kształt był akceptowalny przez wszystkie strony rynku aptecznego.

Farmaceuci byli ostatnią grupą spośród zawodów zaufania publicznego, która nie doczekała się do tej pory ustawy kompleksowo regulującej jej rolę w systemie opieki zdrowotnej. To prawdziwy przełom: nowa legislacja określa zasady wykonywania i uzyskiwania prawa do wykonywania zawodu farmaceuty, kwestię szkoleń i doskonalenia zawodowego. Wprowadza także od lat wyczekiwaną opiekę farmaceutyczną. Szereg uprawnień farmaceutów dotyczyć będzie prowadzenia przeglądów lekowych i opracowywania indywidualnych planów opieki farmaceutycznej dla pacjentów, uwzględniających elementy edukacji zdrowotnej, profilaktyki, a nawet częściowej diagnostyki. Oznacza to poważne wzmocnienie roli farmaceuty w całym systemie.

Gratulujemy farmaceutom faktu uchwalenia ustawy kompleksowo regulującej ich zawód – mówi Marcin Piskorski, prezes zarządu Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET. – Od samego początku wspieraliśmy prace nad projektem, który w wersji przygotowanej przez Ministra Zdrowia był dokumentem zaakceptowanym przez wszystkie strony rynku, wszystkich interesariuszy. Szkoda, że w trakcie prac sejmowych do projektu wprowadzono poprawki niebezpieczne dla właścicieli aptek, punktów aptecznych i hurtowni farmaceutycznych, sprzeczne z Konstytucją Biznesu – dodaje.

Uchwalenie tak ważnej ustawy było także szansą na zapoczątkowanie konsolidacji podzielonego od lat środowiska. Wspomniane podziały ujawniły się podczas procedowania projektu, zwłaszcza przy kwestiach unieruchamiania placówek i przesłanki „uporczywości” w kontekście naruszania niezależności zawodowej farmaceutów. W toku prac legislacyjnych wiele razy podkreślano, że ustawa przyznaje zbyt arbitralną władzę organom inspekcji i daleko idące uprawnienia korporacji aptekarskiej – niespotykane w przypadku innych samorządów zawodowych. Senacka Komisja Zdrowia w duchu dialogu szukała w tym zakresie drogi pośredniej.

Wypracowany w toku prac senackich kompromis godził niezależność zawodową farmaceutów i interes przedsiębiorców prowadzących apteki, punkty apteczne i hurtownie farmaceutyczne. Niestety, Sejm odrzucił w zasadzie wszystkie merytoryczne poprawki Senatu – mówi Marcin Nowacki, Wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Pozostaje mieć nadzieję, że kontrowersyjne zapisy, które zostały ostatecznie przyjęte przez Sejm, nie staną się narzędziem do nieuczciwej walki konkurencyjnej. Będziemy się temu bacznie przyglądać – dodaje.

Szkoda, że kolejny raz zlekceważono interesy przedsiębiorców, wspierając postulaty aptekarskiego establishmentu, posługując się przy tym, argumentami mającymi słabe pokrycie w rzeczywistości – zauważa Maciej Witucki, Prezydent Konfederacji Lewiatan.

Kompromis był na wyciągnięcie ręki. Akty prawne wypracowane w duchu dialogu są trwałe i prawdziwie obywatelskie – szanują opinie wielu stron. Niestety, ustawodawca zaprzepaścił tę szansę. Wielka szkoda – stwierdza Anna Potocka Domin, Wiceprezeska Business Centre Club.

Szczepionki na COVID już w darknecie. Cyberprzestępcy próbują wykorzystać pandemię

Analitycy firmy Check Point Research wykryli liczne oferty sprzedaży szczepionek oraz lekarstw na COVID-19 dostępnych w darknecie. Eksperci zwracają również uwagę na rosnące zagrożenie ze strony kampanii phishingowych oraz złośliwych domen o tematyce koronawirusa. Tego typu procedery już wcześniej przewidywał Europol oraz agencje bezpieczeństwa.

W minionym roku podjęto bezprecedensowe globalne wysiłki ku wynalezieniu szczepionki pozwalającej w znaczny sposób ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa. Szczepionka Pfizer Inc. i BioNTech SE została w ostatnich dniach zatwierdzona do użytku w Wielkiej Brytanii, natomiast inne kraje wydają się podążać tą samą ścieżką, po ogłoszeniu 95-procentowej skuteczności szczepionki oraz pomyślnych doniesieniach nt. szczepionek firmy Moderna Inc, rosyjskiej Sputnik oraz szczepionki firmy AstraZeneca, opracowywanej wspólnie z Uniwersytetem Oksfordzkim.

Eksperci firmy Check Point zwracają uwagę, że pełne nadziei doniesienia są również wykorzystywane w niecnych celach m.in. przez cyberprzestępców, chcących się wzbogacić na ludzkim cierpieniu i strachu.

Szczepionki już w darknecie?

Check Point Research wykrył strumień postów w darknecie, opublikowanych przez osoby twierdzące, że posiadają na sprzedaż szczepionki na koronawirusa oraz lekarstwa wspierające walkę z COVID-19. Zaledwie kilka tygodni wcześniej zarówno Europol, jak i Agencja UE ds. Współpracy Organów Ścigania, zdążyły wydać ostrzeżenia dotyczące możliwych przestępstw związanych ze szczepieniami podczas pandemii.

Szczepionki na COVID w darknecie
Zrzuty ekranu ogłoszeń nt. szczepionek i lekarstw na COVID-19 w Darknecie. Koszt „szczepionki” wynosi 250 dolarów. Źródło: Check Point

Wykryci przez Check Pointa dystrybutorzy oczekują płatności w bitcoinach, co ma zminimalizować szansę ich wyśledzenia, a zarazem podaje w wątpliwość autentyczność sprzedawanych przez nich leków. Jeden z dostawców zaoferował badaczom sprzedaż nieokreślonej szczepionki Covid-19 za 0,01 BTC (około 300 USD) twierdząc, że potrzeba około 14 dawek dla jednej osoby. Informacja ta jest jednak sprzeczna z oficjalnymi ogłoszeniami, które wskazują, że niektóre szczepionki na Covid-19 wymagają jedynie dwóch zastrzyków w odstępie 3 tygodni.

Szczepionka na koronawirusa – tylko za 300 dolarów za 14 dawek
Zrzut ekranu z korespondenci z jednym ze sprzedawców: Szczepionka na koronawirusa – tylko za 300 dolarów za 14 dawek! Badacze Check Pointa nie mogą jednak zagwarantować, że sprzedawca jest ekspertem medycznym. Poddają też w wątpliwość autentyczność oferty.

W kolejnym ogłoszeniu inny sprzedawca oferował nowo zatwierdzone szczepionki Pfizera, dostępne z wysyłką z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Hiszpanii. Kontakt ze sprzedawcą możliwy był m.in. przez komunikator WhatsApp. Analitycy Check Pointa donoszą również o ofertach chlorochiny jako kuracji na koronawirusa. Za 10 dolarów można zakupić lek na malarię, reklamowany przez samego Donalda Trumpa jako ochronę przed COVID-19. Opinii tej nie podzielają jednak eksperci i urzędnicy zdrowia publicznego USA.

Domeny COVID znów popularne, phishing zagraża internautom

Pozytywne wieści z listopada o testach szczepionek i ich dostępności spowodowały również gwałtowny wzrost liczby nowych domen internetowych, które dotyczą Covid-19 lub szczepionek. Z danych Check Pointa wynika, że od początku listopada zarejestrowano 1062 nowe domeny zawierające słowo „szczepionka”, z czego 400 zawiera również hasło „covid” lub „corona”.Domeny COVID znów popularne

Poza próbami sprzedaży fałszywych leków i szczepionek Covid-19, przestępcy wykorzystują również wiadomości związane ze szczepionkami jako przynętę w swoich kampaniach phishingowych. Jedna z wykrytych przez Check Point Research kampanii rozsyłała użytkownikom złośliwy plik, będący trojanem zdalnego dostępu, pozwalającym na wykradanie danych użytkowników.

Bieżącą sytuację chcą wykorzystać nie tylko cyberprzestępcy żądni lukratywnych zysków, ale również niektóre państwa narodowe – w jednym z ostatnich raportów Microsoft donosił o wykryciu prób kradzieży cennych danych od czołowych firm farmaceutycznych oraz niezależnych badaczy. Cała akcja hakerska miała być wspierana przez Rosję oraz Koreę Północną. Amerykańska firma stwierdziła, że większość ataków zakończyła się niepowodzeniem, jednak nie podała informacji, ule z nich się powiodło oraz jak poważne były to naruszenia. Kilka miesięcy temu media informowały z kolei o atakach chińskich hakerów wspieranych przez państwo, również celujących w producentów szczepionek.

UNICEF: Wysoki poziom ubóstwa wśród dzieci w krajach bogatych utrzyma się przez najbliższe pięć lat

Podczas pierwszej fali pandemii COVID-19 w krajach o wysokich dochodach, zaledwie 2% rządowej pomocy finansowej zostało przeznaczone na wsparcie dzieci. Potrzebna jest lepsza równowaga wydatków, która zapewniłaby bezpośrednią pomoc dla dzieci.

Szacuje się, że poziom ubóstwa wśród dzieci w krajach bogatych, przez co najmniej pięć lat będzie wyższy niż w czasach przed pandemią koronawirusa. Niestety, na skutek pandemii, sytuacja dzieci uległa pogorszeniu. Mimo to, podczas pierwszej fali pandemii, zaledwie 2% pomocy finansowej zapewnionej przez rządy państw UE i OECD zostało przeznaczone na wsparcie dzieci oraz ich rodzin.

Raport Centrum Badawczego UNICEF Innocenti Research Center we Florencji pt. „Supporting Families and Children Beyond COVID-19: Social Protection in High Income Countries” analizuje, jak skutki społeczne i ekonomiczne pandemii wpłyną na życie dzieci. Raport bada też początkową reakcję rządów państw na pandemię oraz wskazuje, jak można zoptymalizować politykę publiczną, aby lepiej wspierać dzieci.

Wysokość pomocy finansowej przeznaczonej dla dzieci i rodzin nie jest ani proporcjonalna do poważnych skutków pandemii, ani nie bierze pod uwagę, jak długo kryzys będzie wpływać na życie obywateli, powiedziała Gunilla Olsson, Dyrektor Centrum Badawczego UNICEF Research Center.

Od lutego do końca lipca 2020 r. rządy państw bogatych wydały rekordowe 10,8 bln dolarów na walkę z COVID-19. Większość środków, bo aż 90%, zostało przeznaczonych na wsparcie przedsiębiorstw. Choć wsparcie dla biznesu jest istotną częścią reagowania na kryzys, nie powinno się wykluczać najbardziej marginalizowanych dzieci i ich rodzin.

Około 1/3 państw OECD i UE uwzględniona w raporcie, nie wdrożyła żadnej polityki wspierania dzieci w pierwszej fali pandemii. Niektóre kraje bogate przeznaczyły środki na działania w zakresie opieki społecznej. Najczęściej były to posiłki w szkołach, zasiłki rodzinne czy zapewnienie opieki nad dziećmi. Niestety większość z działań trwało średnio tylko trzy miesiące. Ich krótkoterminowy charakter jest całkowicie niewystarczający, aby zaradzić kryzysowi i ubóstwu dzieci w dłuższej perspektywie.

Apelujemy do rządów państw o zwiększenie ochrony socjalnej dzieci. Silniejsza polityka rodzinna musi obejmować wsparcie dochodów najuboższych rodzin, zasiłki celowe na zakup żywności, opiekę nad dziećmi czy długoterminowe zwolnienie z czynszu lub kredytu hipotecznego, aby wszystkie dzieci i ich rodziny mogły wyjść z tego kryzysu, dodaje Gunilla Olsson.

Raport UNICEF zawiera wskazówki, które mogą pomóc w zapewnieniu większej równowagi między wsparciem udzielanym rodzinom wychowującym dzieci, a wsparciem dla przedsiębiorców. Wśród rekomendacji UNICEF znalazło się:

  • Zapewnienie równowagi w wydatkach na pomoc publiczną, umożliwiającej inwestycje w działania związane z opieką społeczną. Publiczne i prywatne koszty związane z pogarszającymi się obecnie warunkami życia dzieci będą ponoszone przez długi czas.
  • Złagodzenie kryterium kwalifikowania do pomocy społecznej, aby umożliwić dostęp do świadczeń wszystkim rodzinom z dziećmi znajdującym się w trudnej sytuacji.
  • Zróżnicowanie działań w zakresie ochrony socjalnej, aby zaspokoić różne potrzeby dzieci i ich rodzin w czasie COVID-19. Działania mogą obejmować: wsparcie dochodu, zapewnienie posiłków w szkołach, opiekę nad dziećmi, opiekę medyczną czy zwolnienia z opłat za media, czynsz i/lub rat kredytu hipotecznego.
  • Zadbanie o politykę rodzinną, aby ochronić dzieci przed ubóstwem i poprawić ich dobrostan.
  • Wspieranie przedsiębiorstw pod warunkiem promowania postaw przyjaznych rodzinie i sprawiedliwego inwestowania przyznanych środków publicznych.
  • Ochrona przed cięciami budżetowymi istniejących świadczeń i usług na rzecz dzieci oraz rodzin.
  • Działanie w perspektywie długoterminowej, aby wzmocnić i ochronić system opieki społecznej oraz politykę rodzinną.

6 urodziny Pendolino – rocznica powrotu Polaków do kolei

Dokładnie 6 lat temu, 14 grudnia 2014 r., na polskie tory wjechało Pendolino, a Polacy zaczęli z powrotem przekonywać się do korzystania z transportu kolejowego – pisze Jakub Karnowski, Prezes PKP w latach 2012-2015.

Lata 2013-2014 to czas najniższego zainteresowania pasażerów koleją. Przestarzała kolej nie była atrakcyjną alternatywą dla podróżowania własnym samochodem. Dopiero wjazd Pendolino odmienił ten trend ¬¬– w latach 2015-2016 nastąpił wzrost ruchu pasażerskiego o ponad 30% rocznie.

Zakup Pendolino budził ogromne emocje. Przetarg rozpisany jeszcze w 2006 roku nie przewidywał dostępu do internetu w pociągach. Dostawa pociągów była opóźniona o kilka miesięcy, ale inauguracja odbyła się zgodnie z planem, tj. 14 grudnia, a PKP za opóźnienia wygrało w międzynarodowym arbitrażu ponad 50 mln. Euro. W czasie testów w Polsce Pendolino osiągnęło rekord prędkości 293 km na godzinę, normalne składy rozpędzają się do 200 km/h. Równocześnie PKP zmodernizowało linie oraz dworce m.in. w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Katowicach i Gdyni. Najtańsze bilety na Pendolino kosztowały tylko 49 PLN, a dla studentów – 24,5 PLN.

Pozytywny trend dla kolejowego ruchu pasażerskiego panował do 2019 roku, czyli początku pandemii. Tymczasem jak pokazuje raport Międzynarodowego Stowarzyszenia Transportu Publicznego korzystanie ze wspólnego transportu przy zachowaniu rygorów sanitarnych nie powoduje poważnego zagrożenia zakażeniem COVID- 19. W Wielkiej Brytanii ryzyko zarażenia podczas podróży pociągiem szacowane jest na 0,01%, a w Niemczech 0,2% zakażeń było związanych z transportem publicznym.

Autor: Jakub Karnowski

Jakub Karnowski przeprowadził wielowymiarową restrukturyzację Grupy PKP (w tym m.in, debiut giełdowy PKP Cargo), w latach 2012-2015, uznawaną przez Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju za wzorcową. Karnowski jest wykładowcą na SGH i członkiem Rad Nadzorczych, m.in. Poczty Ukraińskiej oraz doradcą kolei m.in. w Kazachstanie.

Rynek gamingowy w Polsce – gra o wielkie pieniądze

Ostatnie dni upłynęły pod znakiem premiery najnowszej produkcji zespołu CD Projekt, jednak krajowy rynek gamingowy nie ogranicza się wyłącznie do “Redów”. W kilku punktach polska branża wymyka się stereotypom, a potencjał rodzimych start-upów nie powinien wpędzać w kompleksy samych zainteresowanych.

Mity polskiego gamingu

Tegoroczny raport analityków z Ministerstwa Rozwoju, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Fundacji Indie Games Polska oraz Game Industry Conference rozprawia się z kilkoma stereotypami, które od lat ciążą na rynku gamingowym. Na łamach “The Game Industry of Poland” zespół dowodzi, że maskulinizacja w przypadku konsumentów gier jest już echem historii. Spośród 16 mln regularnych graczy, blisko połowa, bo 47% kupujących, to kobiety, choć paradoksalnie — najwięcej tytułów skrojonych jest na męską część publiczności.

Z jakiego sprzętu korzystają Polacy podczas testowania najnowszych tytułów? Pomimo nadal silnej pozycji tradycyjnych PC-ów, to konsole wiodą prym w kategorii obsługi popularnych gier. Co prawda na szczycie zestawienia znajdują się również urządzenia mobilne, jednak telefony i tablety przeznaczone są raczej dla mniej wymagających propozycji. Czy to oznacza, że krajowe start-upy będą się kierować w stronę segmentu Triple-A, czyli projektów na naprawdę dużą skalę budżetową? Niekoniecznie — nad Wisłą dobrze trzymają się symulatory oraz właśnie tytuły mobilne.

Branża tylko dla dużych graczy?

Wartość całego rynku gamingowego w Polsce szacowana jest na niebagatelne 2,3 mld złotych. Ile spółek pracuje na tak wyrazisty wynik? W kraju funkcjonuje 440 podmiotów specjalizujących się w produkcji gier, które zatrudniają 9710 pracowników. Co ciekawe, za 71% miejsc pracy w sektorze odpowiada dokładnie 397 przedsiębiorstw. Płynność rynkowa niszy również daje do myślenia potencjalnym inwestorom, ponieważ o ile przez ostatnie 3 lata zniknęło 120 zespołów produkcyjnych, to w tym samym okresie powstało 160 nowych.

Zainteresowanie grami ma również swoje odzwierciedlenie na giełdzie. Tutaj jednak nie ma tak dużej przestrzeni na rynkowy egalitaryzm, ponieważ na głównej platformie GPW znajduje się wyłącznie 12 spółek, a na NewConnect – 31. Naturalne jest, że prym wiedzie CD Projekt z kapitalizacją na poziomie 42 mld złotych. To właśnie spółka z warszawskiej Pragi odpowiada za 25% przychodów całej branży. Coraz pewniej swoje miejsce wśród pięciu najważniejszych graczy zajmuje również zespół z Creepy Jar. Czy to oznacza, że branża zdana jest wyłącznie na giełdowych gigantów?

Gra warta świeczki

Spółki będące poza giełdą odpowiadają za 45% przychodów całego sektora. Twórcy Dying Light oraz Dead Island, czyli Techland, specjalizujący się w grach mobilnych zespół Huuuge Games, czy też Bloober Team tworzący tytuły z gatunku horrorów, sprawnie zagospodarowują swoje nisze. Jaka jest przyszłość twórców? W tej kategorii całkiem dobrze odnajdują się… polskie uniwersytety.

Twórcy raportu zaznaczają, że na polskim rynku edukacyjnym istnieje 60 kursów związanych z branżą gamingową. Aż 34 kierunki dostępne są na publicznych uczelniach, a 26 — w ofercie placówek prywatnych. Są to przede wszystkim programy przeznaczone dla osób zainteresowanych kodowaniem, chociaż pojawiają się także kursy designu. Idąc tym tropem, siłą krajowego rynku może być już nieraczkujący sektor edukacyjny. Między innymi ten aspekt może przemówić do wyobraźni inwestorów — popyt na tytuły rośnie, a równolegle rąk do pracy wciąż będzie przybywać.

Polska nisza gamingowa ma sporo do zaoferowania i nie ustępuje trendom z Zachodu. Co prawda krajowy sektor nie ma dostępu do tak rozwiniętej kultury działań, jak koledzy po fachu w USA, czy Wielkiej Brytanii, ale trend jest nadzwyczaj prężny. Poczynania dużych koncernów wciąż pozostawiają przestrzeń dla mniejszych graczy — tutaj pojawia się miejsce dla ambitnych start-upów.

Autor: Łukasz Blichewicz — współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych

Brexitowych negocjacji ciąg dalszy

Niedzielny deadline na zakończenie negocjacji umowy handlowej brexitu kolejny raz zaprzeczył znaczeniu tego słowa i rozmowy zostały przedłużone. Funt zyskuje na usuwaniu z wyceny obaw o nieuchronność twardego brexitu po 31 grudnia – jedyny prawdziwy i nieprzesuwalny deadline. Prawie.

Na wczorajszym spotkaniu premiera Wielkiej Brytanii Johnsona z szefową Komisji Europejskiej von der Layen ustalono jedynie kontynuację prac nad umową handlową. Jest to ważny zwrot wobec stanowisk sprzed weekendu, kiedy dla obu polityków scenariuszem bazowym był bezumowny brexit. Ale wczoraj nie poczyniono żadnych postępów w negocjacjach, choć też żadna ze stron nie chce ogłosić zerwania rozmów. Mimo to pozytywnie odbiera się sam fakt, że politycy zdecydowali się na wydanie wspólnego oświadczenia. Ale czy pozwala mieć to uzasadnione nadzieje, że do porozumienia dojdzie w najbliższych dniach? W teorii decyzja musi zostać podjęta do 31 grudnia, kiedy kończy się okres przejściowy i w życie mają wchodzić nowe zasady dla relacji handlowych między Wielką Brytanią i UE. Bez wyznaczania pośredniego deadline’u strony dają sobie przestrzeń do spokojnych rozmów o idei umowy, niż zmuszone są ścigać się z czasem. Z drugiej strony jeśli przez ostatnie miesiące nic nie udało się ustalić w kluczowych kwestiach (rybołówstwo, pomoc publiczna dla firm), to co mogą zmienić kolejne dwa tygodnie? Możemy tylko zakładać, że przynajmniej dla premiera Johnsona zerwanie rozmów i ekonomiczny szok dla Wielkiej Brytanii nie są ryzykiem, które jest gotów podjąć. Ale jeśli żadna ze stron nie pójdzie na ustępstwa, możemy jedynie liczyć na odchudzoną wersją umowy handlowej z wieloma kwestiami przeciągniętymi do ustalenia w kolejnych miesiącach. Jakkolwiek odsunie to ryzyko bezumownego brexitu, dla wielu branż w Wielkiej Brytanii oznacza przedłużenie niepewności i dalsze zamrożenie planów inwestycyjnych. Ponadto omawiana w negocjacjach umowa skupia się jedynie na wymianie dóbr, podczas gdy kwestia wymiany usług (w tym finansowych) pozostaje do rozwiązania na później. To nie jest korzystny układ ani dla brytyjskiej gospodarki, ani dla GBP. Wciąż jest dla mniej bardziej prawdopodobne, że szkielet porozumienia zostanie zatwierdzony do końca roku i z tego tytułu funta może czekać rajd ulgi. Ale będzie to tylko szkielet, nie zamknie całkowicie negocjacji w tym roku, a nierozstrzygnięte kwestie będą tworzyć ryzyka dla Wielkiej Brytanii w dłuższym horyzoncie. Ryzyka będące kotwicą dla funta, by ten mógł swobodnie korzystać z popytu na ryzykowne aktywa związanego z poprawą perspektyw globalnego ożywienia.

Odreagowanie funta i wygaszenie ryzyk bezumownego brexitu pomaga w poprawie ogólnych nastrojów rynkowych. W USA drobnymi krokami zbliża się porozumienie w sprawie pakietu fiskalnego (decyzja ma być podjęta do 18 grudnia), jak również ruszają masowe szczepienia przeciw COVID-19 (do końca roku ma być zaszczepionych 20 mln Amerykanów). W tym otoczeniu złoty zyskuje na wartości i EUR/PLN zawraca pod 4,44. EUR/PLN stoi przed szansą dalszych spadków w kierunku 4,40, o ile apetyt na ryzyko znajdzie miejsce na jeszcze jeden zryw przed świąteczną przerwą.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Akceleratory nowych technologii. Znamy wyniki III konkursu e-Pionier GovTech Narodowego Centrum Badań i Rozwoju

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło wyniki III konkursu e-Pionier GovTech, realizowanego w ramach Funduszy Europejskich – Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa. W jego ramach rekomendowano do przekazania grantu dwa akceleratory, których zadaniem będzie stworzenie i wsparcie interdyscyplinarnych zespołów, mających rozwiązywać problemy społeczne dzięki nowym technologiom.

Do naboru w konkursie mogły zgłaszać się tzw. akceleratory technologiczne czyli firmy mające doświadczenie związane z inwestycjami w startupy z dziedziny ICT (technologie informacyjno-komunikacyjne), w szczególności pod kątem coachingu, mentoringu oraz komercjalizacji nowych technologii. W ramach pozytywnej oceny wniosków, dofinansowanie otrzymają Spółka EduLab oraz Fundacja Polska Przedsiębiorcza. Ta pierwsza zgłosiła w konkursie projekt „Edukacja przyszłości – Akcelerator Nowych Technologii EDULAB działający w sektorze oświaty mający na celu podnoszenie kompetencji programistów przy równoczesnym dążeniu do rozwiązywania problemów społecznych”. Z kolei Fundacja zrealizuje projekt „Akcelerator e-Technolab”. Obydwa podmioty uzyskają łącznie niemal 14 mln zł.

Przed grantobiorcami teraz ważne zadanie – utworzenie interdyscyplinarnych zespołów programistów i wsparcie ich w realizacji pomysłów rozwiązujących istotne problemy społeczne i gospodarcze. Na ich pracy zyskają lokalne społeczności oraz różne grupy społeczne – komentuje Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Instytucje mogą zgłaszać problemy lokalnych społeczności

NCBR oraz GovTech Polska zapraszają instytucje publiczne (ministerstwa, samorządy, placówki medyczne, edukacyjne itp.) do zgłaszania ważnych problemów społeczno-gospodarczych. To wyzwania, które mogą być rozwiązane z pomocą nowych technologii. Zadaniem akceleratorów jest doprecyzowanie potrzeby i znalezienie najlepszego zespołu mogącego zbudować takie rozwiązanie. Instytucje mogą zgłaszać zagadnienia na Platformie Konkursowej GovTech, dostępnej pod adresem konkursy.govtech.gov.pl i niebawem na stronie internetowej NCBR.

Programy takie jak ten to szansa dla wszystkich instytucji publicznych aby wykorzystać cały potencjał jaki dają nowoczesne technologie. Wspólnie z rynkowymi ekspertami oraz zespołem Centrum GovTech będą w stanie sami stać się cyfrowymi pionierami z korzyścią dla obywateli. Nie mogę się doczekać by zobaczyć jakie rozwiązania powstaną dzięki tej współpracy – mówi Justyna Orłowska, Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech – Szef Centrum GovTech.

Technologie w służbie społeczeństwu

Do tej pory, w dwóch edycjach konkursu e-Pionier, NCBR przeznaczył na wsparcie prawie 700 programistów w interdyscyplinarnych zespołach blisko 81 mln zł. Wspomniane drużyny pracowały nad rozwiązaniem około 70 problemów, z których odebrano już 50 produktów (MVP).

Wśród tych wynalazków  jest m.in. rozwiązanie odpowiadające na problem braku narzędzi wspomagających ocenę złośliwości guza nerki na podstawie wyniku tomografii komputerowej. Dzięki współpracy specjalistów Spółki COPERNICUS i zespołu interdyscyplinarnego wybranego przez Akcelerator Excento Sp. z o. o. udało się stworzyć algorytm wykorzystujący głębokie sieci neuronowe, osiągający wysoką skuteczność przy jednoczesnym wychwytywaniu 10 na 10 guzów łagodnych zawartych w zbiorze testowym. Było to możliwe dzięki analizie 15 tyś. zdjęć tomografii komputerowej, pochodzącym z niemal 400 przypadków medycznych, Podmiot publiczny położył nacisk na chęć dalszej współpracy oraz wyraził zgodę na testowe wdrożenie wypracowanego w ramach projektu MPV na Oddziale Urologii Szpitala im. Św. Wojciecha w Gdańsku.

Hity sprzedażowe na rynku mieszkań w 2020 r.

Które z inwestycji mieszkaniowych okazały się hitem sprzedażowym 2020 roku? Jakie mieszkania cieszyły się największym powodzeniem? Dlaczego? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develii

Warto zaznaczyć, że klienci, którzy kupują mieszkanie dla siebie oraz klienci inwestycyjni mają zupełnie różne potrzeby i wymagania. Jeżeli chodzi o pierwsza grupę, szczególnym zainteresowaniem cieszyły się mieszkania z dużym balkonem lub tarasem czy ogródkiem. Klienci zwracali też uwagę na funkcjonalność układów mieszkań i możliwość ich aranżacji zgodnie z nowymi potrzebami, w tym dostosowaniem przestrzeni do coraz bardziej powszechnej pracy z domu. Biorąc pod uwagę te czynniki, szczególnie popularna była inwestycja Ceglana Park w Katowicach, w której na etapie przedsprzedaży znalazło nabywców 40 proc. lokali dostępnych w ofercie. Z kolei wśród inwestorów największym zainteresowaniem cieszą się kompaktowe mieszkania, w bliskiej odległości od centrum miasta czy ośrodków biurowych. W tej kategorii hitem sprzedażowym był projekt Osiedle na Woli w Warszawie.

Angelika Kliś, dyrektor zarządzająca ds. Sprzedaży i Marketingu w Atal

Nie sposób wskazać jedną konkretną inwestycję, wszystkie bowiem sprzedają się bardzo dobrze. Z pewnością jednak najbardziej cieszymy się z sukcesu wprowadzonych do sprzedaży inwestycji w Trójmieście. W samym tylko 2020 roku uzupełniliśmy ofertę w tej aglomeracji o cztery inwestycje, w których powstanie łącznie 740 lokali. Co istotne, wszystkie te projekty cieszą się dużym zainteresowaniem nabywców.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

Naszym hitem są mieszkania z ogródkami. Oferujemy też system Smart House firmy Keemple bez dodatkowych opłat. Natomiast w kontekście inwestycji, bardzo ciekawą ofertą są mikroapartamenty Modern Space w warszawskich Włochach. W dwóch budynkach Modern Space znajdą się 402 lokale o metrażach od 17 mkw. do 39 mkw. Na parterze planowane są lokale usługowe i sklepy, a na pierwszym piętrze przestrzeń przeznaczona m.in. na Centrum Medyczne. Recepcja z portierem, monitoring i ochrona zapewnia bezpieczeństwo, a strefa ogólnodostępnych usług (pralnia, suszarnia, fitness, strefa biurowa) podnoszą standard inwestycji. Lokalizacja w pobliżu ośrodków biznesowych gwarantuje doskonałą stopę zwrotu. Możliwość wykończenia pod klucz i  odpisania podatku VAT to kolejne atuty Modern Space.

Małgorzata Ostrowska, Dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Hitem sprzedażowym 2020 roku jest warszawskie osiedle usytuowane w obrębie ulic Kasprzaka, al. Prymasa Tysiąclecia i Ordona. Inwestycja oddawana jest etapami od 2013 roku a hitem sprzedażowym jest niezmiennie od 2017 roku, kiedy to osiedle Bliska Wola zwyciężyło w rankingu TOP 10 najlepszych osiedli mieszkaniowych.

Docelowo w osiedlu będzie blisko 5 tysięcy mieszkań o powierzchni od 23 mkw. do 183 mkw., apartamentów inwestycyjnych o metrażu od 18 mkw. do 65 mkw. i lokali usługowych wielkości od 18 mkw. do 910 mkw. w 7 – 26 piętrowych budynkach z zielonymi tarasami na dachach. Projektanci szczególnie zadbali o część rekreacyjną osiedla: bulwar z ogródkami, place zabaw dla dzieci, ścieżki rowerowe, boisko do siatkówki, koszykówki, piłki ręcznej, piłki nożnej, badmintona i tenisa stołowego, i park fontann na placu zwanym Central Parkiem. Ostatni etap budowy to nowoczesny, prestiżowy 27 piętrowy wieżowiec Bliska Wola Tower, który zostanie oddany do użytku w przyszłym roku, ale już teraz w ofercie zostało nam tylko nieco powyżej 20 proc. mieszkań. Wszystkie lokale są klimatyzowane, mają balkony i loggie.

Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper

W 2020 roku największym zainteresowaniem cieszyły się nasze osiedla zlokalizowane w centrach miast – Lokum Porto we Wrocławiu i Lokum Salsa w Krakowie. Z uwagi na ich położenie i urozmaiconą ofertę mieszkań stanowią atrakcyjną ofertę, zarówno dla osób nabywających mieszkania na własne potrzeby, jak i klientów inwestycyjnych poszukujących możliwości bezpiecznego ulokowania posiadanego kapitału.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

W każdym mieście, w którym budujemy, możemy wskazać hit sprzedażowy 2020 roku. W Warszawie są to osiedla: Essentiel Talarowa na Białołęce i Lumea na Bemowie. Oba wprowadziliśmy do sprzedaży w tym roku. Klienci docenili je przede wszystkim za różnorodność metraży i rozkładów mieszkań, lokalizację z pełną infrastrukturą oraz ekologiczne elementy projektów. Essentiel Talarowa powstaje w pobliżu terenów zielonych i niedaleko Wisły, a głównym atutem lokalizacji Osiedla Lumea jest bliskość do dwóch powstających stacji drugiej linii metra.

We Wrocławiu dużą popularnością cieszyły się inwestycje: Zajezdnia Wrocław oraz Perspective – Wille Miejskie. Zajezdnia Wrocław przyciąga przede wszystkim inwestorów poszukujących małych mieszkań pod wynajem blisko centrum miasta.

W Poznaniu największym zainteresowaniem cieszyła się w tym roku inwestycja Soleil de Malta. Mieszkańcy miasta doceniają bliskość uwielbianej Malty. W projekcie bardzo spodobała im się również wyjątkowa strefa relaksu z boiskiem do siatkówki plażowej.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W tym roku bardzo duże zainteresowanie klientów wzbudziła nasza oferta w ekskluzywnym kompleksie Sol Marina nad Zatoką Gdańską. To unikalny koncept apartamentów połączonych z luksusową mariną. W ramach całej inwestycji realizowanej w trzech etapach powstanie łącznie kilkaset apartamentów oraz pokoi hotelowych. W oferowanym aktualnie pierwszym etapie przygotowujemy 92 apartamenty o powierzchni od 30 mkw. do 85 mkw. Istnieje możliwość zakupu indywidualnego miejsca do cumowania jachtu lub łodzi motorowej. To z pewnością niepowtarzalna inwestycja na gdańskim wybrzeżu.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Bardzo dużą popularnością cieszy się nasza, gdańska inwestycja Wolne Miasto. W kolejnych budynkach sprzedajemy prawie wszystkie mieszkania przed zakończeniem budowy. Po wprowadzeniu pierwszego lockdownu w marcu wstrzymaliśmy realizację kolejnego etapu. Mieliśmy jednak na tyle duże zainteresowanie nowym budynkiem, że wprowadziliśmy na rynek 6 etap inwestycji. Inwestycja Wolne Miasto jest ceniona przez klientów głównie dzięki projektowi urbanistycznemu. Postawiliśmy na jak największą ilość terenów zielonych i rekreacyjnych, pozostawiając nawet zastany na działce sad owocowy. Ruch kołowy jest przeniesiony na zewnętrzne obrzeża osiedla, dzięki czemu wewnątrz osiedla postały zielone enklawy idealne jako teren do spacerów, rekreacji czy zabaw dla dzieci. Dzięki wysokiej jakości wykonania i przemyślanemu projektowi nasza inwestycja cieszy się również zainteresowaniem osób, które chcą ulokować nadmiar środków w dobro, które nie straci na wartości.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Wszystkie inwestycje realizowane w 2020 roku znajdują się w bardzo dobrych lokalizacjach Warszawy. Przede wszystkim z każdej można dostać się do najbliższej stacji metra w ciągu 5 minut. To bardzo ważny aspekt, jeśli chodzi o preferencje klientów. Stąd bardzo duże zainteresowanie mieszkaniami w tych projektach, zarówno ze strony inwestorów, jak i klientów indywidualnych. Natomiast zdecydowanym hitem sprzedażowym w 2020 roku jest inwestycja Warszawski Świt, która zlokalizowana jest przy ulicy Poborzańskiej na Targówku, gdzie docelowo powstanie małe miasteczko z ponad dwoma tysiącami mieszkań.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Zdecydowanym hitem w naszej ofercie jest inwestycja Żeromskiego 17 położona na warszawskich Bielanach. To projekt, który przygotowywaliśmy bardzo długo i pieczołowicie i już w tym okresie pojawiło się wiele zapytań od klientów oczekujących na uruchomienie tego doskonale zlokalizowanego projektu. Aktualnie notujemy rekordowo duże zainteresowanie tą inwestycją w naszym biurze sprzedaży i bez wahania mogę nazwać go hitem sprzedaży 2020 roku.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Niekwestionowanym hitem mijającego roku były 38 metrowe mieszkania z dwoma pokojami w inwestycji ST_ART Piątkowo. Wszechstronność i bardzo praktyczne układy sprawiły, że świetnie wpisały się w potrzeby dwóch ważnych grup klientów. Z jednej strony osób, które kupowały je z myślą o samodzielnym zamieszkaniu. Z drugiej inwestorów, którzy są zainteresowani wynajmem długoterminowym.

Na przedmieściach także sprzedawały się mieszkania dwupokojowe, ale o wyraźnie większym metrażu 50 metrów. Ważnym kryterium wyboru dla klientów były dodatkowe przestrzenie rekreacyjne, tj. balkony, tarasy, a przede wszystkim ogrody przynależne do mieszkań parterowych.

Robert Stachowiak, prezes zarządu SGI

Bardzo dużym zainteresowaniem, już od momentu wejścia do sprzedaży, cieszy się nasza inwestycja Ustronie Mokotów na warszawskich Siekierkach. To pierwsze osiedle domów jednorodzinnych realizowane w Warszawie przez spółkę. Do tej pory sprzedaliśmy 40 proc. domów, a kolejne 10 proc. mamy w rezerwacji.

Ustronie Mokotów jest odpowiedzią na potrzeby osób, które marzą o domu z ogrodem, przy jednoczesnej bliskości centrum i wszystkich udogodnień, jakie niesie życie w mieście. W czasie pandemii, kiedy w domach oraz ich bliskiej okolicy spędzamy znacznie więcej czasu, duży ogród jest rozwiązaniem mocno zyskującym na znaczeniu wśród kupujących. Inwestycja wyróżnia się wysokim standardem wykończenia, na co klienci również zwracają uwagę.

Tomasz Czubak, dyrektor Przygotowania Projektów Deweloperskich w Jakon

Naszym największym bestsellerem ostatnich lat jest niezmiennie inwestycja Lwowska 2. W drugi etapie pozostało już tylko kilkanaście mieszkań. Jest to inwestycja z widokiem na Jezioro Maltańskie w bardzo popularnej poznańskiej dzielnicy. Standard inwestycji jest bardzo wysoki. Elewację wyróżnia zastosowanie szlachetnych materiałów, takich jak płyty HPL, płyty włókno-cement. W mieszkaniach występują bardzo duże przeszklenia, do każdego mieszkania przynależy przestronny balkon, loggia lub taras. W jednej z klatek schodowych znajduję się panoramiczna winda z widokiem na tor regatowy poznańskiego jeziora.

Karolina Guzik, menadżer sprzedaży w spółce mieszkaniowej Skanska

Największą popularnością cieszy się osiedle Park Skandynawia. W przypadku tej inwestycji klienci docenili nie tylko funkcjonalność i skandynawski charakter budynków, ale również świetną lokalizację oraz rozwiniętą infrastrukturę w bliskim sąsiedztwie osiedla. Położenie na warszawskiej Pradze-Południe zapewnia bardzo dobrą komunikację z innymi częściami stolicy. Jesienią do sprzedaży trafił już trzeci etap naszej bestsellerowej inwestycji.

Zaraz za Parkiem Skandynawią uplasował się Jaśminowy Mokotów. To inwestycja, która zachwyciła nabywców przede wszystkim piękną zielenią na terenie osiedla oraz przestrzenią do rekreacji i spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu.

Natalia Sawicka, dyrektor sprzedaży i marketingu Angel Poland Group we Wrocławiu

Trudno wskazać jedną inwestycję, bo tak naprawdę cały nasz segment premium odnotował w tym roku znaczny wzrost popularności. Jest to przede wszystkim konsekwencja niestabilnej sytuacji ekonomicznej i chęci bezpiecznego ulokowania kapitału przez naszych klientów, przy rekordowo niskich stopach procentowych. Jeśli chodzi o wybór naszych inwestycji, główną rolę przy ich wyborze odgrywa przede wszystkim lokalizacja. Budujemy w atrakcyjnych, pożądanych do życia miejscach.

Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Aria Development

Najlepiej sprzedawały się mieszkania jedno i dwupokojowe o metrażu od 29 mkw. do 45 mkw. To najpopularniejszy produkt wśród osób młodych, jak i klientów inwestycyjnych.

W tym roku rozpoczęliśmy sprzedaż 3 etapu Osiedla Łomianki. Rozpoczęliśmy również sprzedaż Nowego Osiedla Natura 2. Tylko w pierwszych dwóch tygodniach sprzedaży podpisaliśmy umowy rezerwacyjne na ponad 15 proc. mieszkań. Zaprojektowane zostało w nim 230 smart mieszkań o metrażu od 29 mkw. do 76 mkw. W ramach 3-etapowej, przepełnionej zielenią inwestycji, powstanie sześć czterokondygnacyjnych budynków z cichymi windami, panelami fotowoltaicznymi i podziemnymi garażami.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu Aurec Home

Klienci chwalą sobie naszą warszawską inwestycję Miasteczko Jutrzenki, nie tylko za dobre projekty mieszkań, ale również projekt zagospodarowania osiedla. Także usytuowanie, z jednej strony z dala od zgiełku miasta, w cichej i spokojnej okolicy, a z drugiej blisko centrum, w miejscu dobrze skomunikowanym z innymi rejonami Warszawy.

Sylwester Śniadecki, prezes Śniadecki Development i Śniadecki Investment Group

Śniadecki Development od dłuższego czasu kojarzony jest z dobrą architekturą i wysoką jakością wykończania budowanych nieruchomości. Klienci szukają wygodnego domu dla rodziny i taki produkt im oferujemy. W bieżącym roku największym powodzeniem  cieszyły się domy z ogrodami w Osiedlu Tuleckim w podpoznańskim Gowarzewie. Największe wrażenie na kupujących robiły salony wysokie na 5 metrów, możliwość wykonania antresoli i swoboda, którą daje własny ogród.

Wojciech Dzioba, prezes zarządu TBV Investment

Mamy co najmniej kilka hitów sprzedażowych w ofercie, dostosowanych do różnych potrzeb klientów. Dużym powodzeniem cieszą się inwestycje zlokalizowane na osiedlach posiadających rozbudowaną infrastrukturę handlowo-usługową lub znajdujące się w pobliżu uczelni wyższych, takie jak np. Osiedle Fieldorfa czy Osiedla Jutrzenki. Tutaj wśród klientów przeważają inwestorzy oraz osoby studiujące lub pracujące w Lublinie. Z kolei młodzi ludzie i pary z dziećmi chętnie nabywają mieszkania w naszych, nowych lokalizacjach położonych na obrzeżach miasta, jak Felin i okolice Zalewu Zemborzyckiego, gdzie budujemy Osiedle Europejskie oraz Osiedle Regaty.

Autor: dompress.pl

Jaki piec ogrodowy do pizzy wybrać?

Każda pizzeria, lub większość renomowanych restauracji, może pochwalić się specjalistycznym piecem, który opalany jest drewnem, lub zasilany gazem czy elektrycznie. Dzięki takiej wysokiej jakości urządzeniu, możliwe jest przygotowanie pysznej pizzy, której każdy kęs urzeka podniebienie, a dowolny kawałek sprawia, że chcemy sięgnąć po jeszcze więcej. Aby móc zachwycać się doskonałym smakiem tego włoskiego przysmaku, wcale jednak nie musimy udawać się do restauracji. Możemy skomponować taki posiłek sami w domu, za pomocą ogrodowego pieca. Niezależnie czy prowadzimy restaurację czy chcemy zadowolić swoich domowników i gości niecodziennym posiłkiem – warto zapoznać się z szeroką ofertą pieców ogrodowych. Aby jednak wybrać ten odpowiedni, musimy zwrócić uwagę na kilka podstawowych czynników i parametrów.

piec ogrodowy do pizzy

Na co zwrócić uwagę kupując ogrodowy piec do pizzy?

Przed rozpoczęciem poszukiwań należy odpowiedzieć sobie na pytanie, jakiego rodzaju pizzę będziemy serwować, a co za tym idzie, jakiego sprzętu potrzebujemy. Ważnym parametrem będzie a również liczba gości, którą będziemy chcieli obsłużyć w jednym czasie. Musimy również zdefiniować, jakiej wielkości danie chcemy tworzyć. Następnymi czynnikami, na które musimy zwrócić uwagę, są: ilość miejsca, którą jesteśmy w stanie poświęcić na piec oraz czy chcemy go budować na miejscu, czy instalować w całości, dostarczony ze sklepu. Ostatnią kwestią, która musimy poruszyć to oczywiście budżet, który jesteśmy w stanie przeznaczyć na zakup takiego urządzenia.

Piec do pizzy ogrodowy – podstawowe parametry

Taki sprzęt jest świetnym zakupem, gdy mamy pewność, że będzie nam służył długi okres czasu. Dlatego kupując piec, należy określić jakie jego parametry są dla nas najważniejsze, aby zmaksymalizować korzyści, po jego zakupie. Następnie możemy przejść do jednej z przyjemniejszych kwestii, czyli zagłębienie się w katalogi pieców ogrodowych do pizzy. Odkryj kolekcję tych urządzeń, przeglądając bogatą ofertę najpopularniejszych marek na rynku.

Bardzo ważnym czynnikiem, nad którym musimy się pochylić dokonując zakupu, jest zasilanie tego sprzętu. Na rynku mamy do dyspozycji piece opalane drewnem, na gaz czy elektryczne. Mogą różnić się również wagą czy wielkością.

Kluczowe jest również przeznaczenie, które jest głównym atutem sprzętu. Piec ogrodowy do pizzy, nie musi być wykorzystywany tylko i wyłącznie do wypieku tytułowej potrawy. W ofercie sklepu, znajdziemy również taki sprzęt, który posłuży zarówno do wypieku pizzy, jak i chleba bądź innych potraw.

Podsumowując, w skrócie powinniśmy zwrócić uwagę na aspekty takie jak:

  • wielkość i waga pieca,
  • przeznaczenie,
  • zasilanie

Ogrodowy piec do pizzy – jakie gabaryty?

Gabaryt pieca, powinien być dostosowany do przestrzeni, którą dysponujemy w ogrodzie. Nie trzeba skomplikowanych obliczeń, abyśmy mogli stwierdzić ile metrów jesteśmy w stanie przeznaczyć na postawienie tego sprzętu. Waga pieca również ma ogromne znaczenie. Nie chodzi tu tylko o transport, lecz podłoże, na którym będzie ustawiony oraz czy często będzie konieczność jego przestawiania. Innym ważnym aspektem jest też zasilanie, z uwagi na rachunki. Odnośnie tego, warto zasiąść wygodnie z kartką papieru i obliczyć co będzie w naszym przypadku bardziej opłacalne, biorąc pod uwagę czas i częstotliwość korzystania z pieca ogrodowego do pizzy.

Piec do pizzy ogrodowy opalany drewnem, gazowy czy elektryczny?

To jedno z najważniejszych pytań, na które powinniśmy odpowiedzieć sobie przed zakupem. Ogrodowy piec do pizzy, opalany drewnem lub gazowy, są jednymi z najtańszych w utrzymaniu, porównując np. do tych zasilanych elektrycznie. Specjały w niej tworzone, z pewnością będą również lepiej wypieczone i o wiele lepszej jakości. Smakosze kuchni włoskiej lub potencjalni właściciele restauracji, powinni więc w pierwszej kolejności zainteresować się tymi modelami, które opalane są drewnem, ponieważ to z nich wychodzą najbardziej wykwintne dania. W dalszej kolejności należy zapoznać się z tymi modelami, które zasilane są gazem lub elektrycznie.

Niezależnie od sposobu energii, którą dostarczamy do uruchomienia pieca, ważna jest jakość jego wykonania. Jeżeli kupujemy taki sprzęt, z myślą o zastosowaniu go w ogrodzie i pozostawienia go w tym miejscu, w każdą porę roku, musimy zdawać sobie sprawę, że jego konstrukcja, musi być do takich warunków przystosowana.  Wysokiej jakości produkty będą prezentować się nienagannie, nawet po kilku latach użytkowania, bez względu na niekorzystne warunki panujące za oknem.

Piece do pizzy ogrodowe gazowe, wyposażone są w ogniotrwałą płytę roboczą i kopułę ze stali nierdzewnej. Temperaturę można w nich łatwo kontrolować za pomocą wbudowanego pirometru i pokrętła. W kilka minut może wzrosnąć do 500°C.

Warto również pamiętać, że mamy do wyboru, w zależności od upodobań piece statyczne lub obrotowe, które pozwalają na łatwiejsze i sprawniejsze przygotowanie większej ilości placków.

Wybór pieców ogrodowych do pizzy jest naprawdę bardzo szeroki. Na rynku dostępna jest cała gama wysokiej jakości modeli, które pozwolą nam na przygotowanie rozpływającej się w ustach pizzy. Jest to doskonałe rozwiązanie, w przypadku gdy chcemy cyklicznie przyrządzać dania z pieca lub prowadzimy restauracje.

Zarząd PGE: żądania Związków Zawodowych PGE są nierealne

500 zł podwyżki dla każdego pracownika i zatrudnienie jeszcze w 2020 roku dodatkowych 700 pracowników – to żądania Związków Zawodowych działających w Grupie Kapitałowej PGE. Spełnienie tych żądań to koszt ponad 450 mln zł rocznie. W innym wypadku Związki Zawodowe PGE grożą nielegalnym strajkiem.

Związki Zawodowe PGE żądają podwyżki na poziomie 6,8 proc. dla każdego pracownika Grupy PGE. Biorąc pod uwagę, że średnia płaca w Grupie PGE wynosi 8 tys. zł daje to średnio na miesiąc 500 zł.

Ponadto Związki żądają, aby Grupa PGE jeszcze do końca 2020 roku zatrudniła 700 nowych pracowników powołując się przy tym na zapisy porozumienia o utrzymaniu poziomu etatów sprzed czterech lat.

Kolejny postulat Związkowców to konieczność uzyskiwania przez Zarząd PGE każdorazowo zgody na decyzję dotyczącą zmian organizacyjnych lub własnościowych. W ocenie PGE oznacza to całkowity paraliż decyzyjny w Grupie PGE, który uniemożliwi przeprowadzenie transformacji energetycznej i wykorzystanie przyznanych Polsce środków unijnych na ten cel.

PGE uznaje zgłoszone żądania Związków Zawodowych za nierealne i niebiorące pod uwagę obecnej sytuacji społeczno–gospodarczej Polski, związanej z pandemią oraz kondycji finansowej Grupy Kapitałowej PGE. Priorytetem dla zarządu PGE jest utrzymanie miejsc pracy i poziomu wynagrodzeń dla pracowników Grupy PGE. W sytuacji, kiedy z powodu pandemii wiele osób dotyka utrata pracy, a niektóre branże walczą z problemami, żądania podwyżek i dodatkowego, nieuzasadnionego biznesową koniecznością zatrudniania ludzi jest nieodpowiedzialne i niesolidarne.
Grupę PGE czeka nieuchronna transformacja, a rolą Związków Zawodowych powinno być aktywne w niej uczestnictwo.

PGE informuje, że w obecnych warunkach strajk będzie miał charakter nielegalny, co zostało potwierdzone w niezależnych opiniach prawnych, o czym Związki Zawodowe zostały poinformowane.

Szafa chłodnicza dla wymagających

Branża gastronomiczna wymaga użycia specjalistycznych urządzeń, które konieczne są zarówno do przygotowania, ale i przechowania potraw czy półproduktów. Jednym z nich jest szafa chłodnicza, umożliwiająca prawidłowe przechowywanie żywności. Tylko profesjonalne produkty wysokiej jakości to gwarancja trwałości, ale i solidnego wykonania. Poznaj najważniejsze szczegóły.  Przekonaj się, w jaki sprzęt chłodniczy wart zainwestować!

  1. Profesjonalna szafa chłodnicza
  2. Kto powinien zainwestować w szafę chłodniczą?
  3. Właściwości, jakie charakteryzują szafy chłodnicze z GastroProdukt Professional
  4. Produkty firmy GastroProdukt Professional wyróżnia jakość i atrakcyjna cena!

Szafa chłodnicza

Profesjonalna szafa chłodnicza

Urządzenia dedykowane szeroko pojętej branży gastronomicznej powinny charakteryzować się wysoką jakością, która wynika z użytych materiałów oraz zastosowanych rozwiązań. Ciekawe produkty można znaleźć między innymi na stronie internetowej sklepu GastroProdukt  Professional, mianowicie gastroprodukt.pl/szafy-chlodnicze. Urządzenie to posiada dość szerokie zastosowanie, gdyż doskonale sprawdzi się do przechowywania: półproduktów, ryb, mięsa, owoców morza i pozostałych produktów, wymagających niskich temperatur. Dzięki temu nie popsują się, ani nie będą stanowić zagrożenia dla zdrowia konsumenta. Szafa chłodnicza zapewnia stałą, jak również niską temperaturę. Dlatego też wybór tego urządzenia powinien uwzględnić jakość, solidne wykonanie oraz uniwersalność. Cechy te sprawiają, że urządzenie chłodzące jest łatwe w konserwacji, proste w obsłudze oraz dopasowane do potrzeb wielu odbiorców, dzięki możliwości ustawienia najważniejszych parametrów. Kto powinien zwrócić uwagę na szafy chłodnicze? Kiedy warto zainwestować w to urządzenie?

Kto powinien zainwestować w szafę chłodniczą?

Wysokiej jakości szafa chłodnicza to urządzenie dedykowane przede wszystkim branży gastronomicznej, czyli: kawiarniom, restauracjom czy hotelom. Produkt ten powinien charakteryzować się wykonaniem z wysokiej jakości materiałów, które zapewnią długoletnią i bezawaryjną pracę. Natomiast wykorzystane nowoczesne technologie sprawiają, że panel sterowania jest bardzo intuicyjny. Warto zauważyć, że urządzenia marki GastroProdukt Professional mają połączony panel sterowania z sondą NTC, dlatego w szybki sposób można dopasować temperaturę chłodzenia do warunków w pomieszczeniu oraz przechowywanych w niej produktów. Zapewnienie optymalnego poziomu temperatury też nie należy do zbyt trudnych, gdyż zastosowano w tych szafach samodomykające się drzwi. Wyróżnia je bardzo dobra izolacja oraz uzbrojenie w specjalną uszczelkę magnetyczną. Dodatkowym atutem tych urządzeń elektrycznych jest gruba warstwa izolacji, która pomaga zaoszczędzić energię elektryczną oraz chroni je przed czynnikami zewnętrznymi. Zastosowane rozwiązania przyczyniają się do utrzymania niskiej temperatury na równym poziomie, co w gastronomii jest niezwykle ważne! Poznaj najważniejsze atuty szaf chłodniczych marki GastroProdukt Professional.

Właściwości, jakie charakteryzują szafy chłodnicze z  GastroProdukt Professional

Szafy chłodnicze z  GastroProdukt Professional wyróżniają się na tle innych marek, bardzo funkcjonalnymi rozwiązaniami oraz unikalnymi cechami. Należy podkreślić także, że te urządzenia elektryczne  dostępne są w wersji z drzwiami pojedynczymi oraz podwójnymi. Natomiast najważniejsze cechy to: chłodzenie z wentylatorem, cyfrowy regulator temperatury, drzwi oraz obudowa zewnętrzne wykonane ze stali nierdzewnej, oświetlenie wewnętrzne LED, warstwa izolacyjna o grubości 70 mm oraz możliwość odwrócenia drzwi. Dodatkowym atutem tych szaf chłodniczych jest ich automatyczny system odszraniania, jak i możliwość pracy przez całą dobę. Szafa chłodnicza marki GastroProdukt Professional dostępna jest w wielu wersjach różniących się zarówno wysokością, jak i pojemnością urządzenia. To bardzo dobrej jakości produkt, który przez długie lata będzie działał bezawaryjnie i skutecznie. Dzięki temu każdy klient znajdzie tu sprzęt kuchenny na miarę swoich potrzeb oraz oczekiwań. Sięgnij po sprawdzone rozwiązania, które doceniło już szerokie grono wymagających konsumentów z branży gastronomicznej!

Produkty firmy GastroProdukt  Professional wyróżnia jakość i atrakcyjna cena!

Firma GastroProdukt Professional posiada bardzo szeroką ofertę, która skierowana jest do wielu firm z branży gastronomicznej. Na szczególną uwagę zasługuje szafa chłodnicza, posiadająca wiele zastosowań. Najczęściej wybierana jest przez firmy oferujące catering, restauracje, czy hotele wyposażone we własne kuchnie. Z tego urządzenia bardzo chętnie korzystają również kluby fitness, kantyny, kawiarnie, a nawet branża piekarnicza. Warto zauważyć, że produkt ten doskonale uzupełni wyposażenie każdej kuchni. Dlatego wystarczy odrobina miejsca we wspomnianej przestrzeni lub w specjalnym pomieszczeniu, przeznaczonym do przechowywania. Ze względu na wysoką jakość oraz sporą funkcjonalność szafy chłodnicze chętnie wykorzystywane są również w kuchniach przemysłowych.

Przyspieszony przetarg UKE na obsługę prawną budzi wątpliwości na rynku. Wyśrubowane wymogi spełni niewiele kancelarii

Przyspieszony przetarg UKE na obsługę prawną budzi wątpliwości na rynku. Wyśrubowane wymogi spełni niewiele kancelarii 1

W przyszłym roku Urząd Komunikacji Elektronicznej ogłosi aukcję na cztery rezerwacje częstotliwości z pasma 3,6 GHz dla sieci 5G. Czeka na to cały rynek telekomunikacyjny, bo aukcja była już przekładana. Zanim do niej dojdzie, urząd ogłosił przetarg na obsługę prawną tego projektu, a kancelariom prawnym dał tylko tydzień na przeanalizowanie postępowania i złożenie ofert. Prawnicy i eksperci wskazują, że w przypadku tak dużego i ważnego projektu, który będzie mieć przełożenie na całą gospodarkę, ten termin jest zdecydowanie za krótki. Wątpliwości budzi też jego dotychczasowe przygotowanie. UKE postawił też oferentom szereg bardzo wyśrubowanych wymogów, które w praktyce spełnić mogło niewiele podmiotów.

Na początku grudnia urząd ogłosił przetarg na obsługę prawną w związku z planowaną aukcją na częstotliwości sieci 5G. Chce zamówić 1 tys. godzin konsultacji, które mają zostać wykorzystane do końca przyszłego roku. Oprócz zagadnień związanych z aukcją 5G UKE zależy również na doradztwie w zakresie cyberbezpieczeństwa.

– Przetarg budzi szereg pytań o to, czy projekt został właściwie przygotowany. Nie ma wątpliwości, że na potrzeby planowanej aukcji 5G konieczne jest zapewnienie wysokiej jakości obsługi prawnej dla Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Sam cel jest więc poprawny, ale nie wiem, czy narzędzia, które zostały do tego obrane, są dobre. Wątpliwości budzi termin złożenia ofert na obsługę prawną. Bardzo trudno jest skompletować zespół specjalistów z zakresu prawa telekomunikacyjnego i cyberbezpieczeństwa w tak krótkim czasie, a na dodatek spełnić inne wymogi formalne stawiane przez UKE. Poszczególne kryteria zastosowane w tym przetargu też mogą budzić wątpliwości – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Sławomir Dudzik, profesor Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, radca prawny i partner w Kancelarii SPCG.

Wątpliwości prawników, ekspertów i uczestników rynku budzą ekspresowe tempo postępowania i wyśrubowane warunki stawiane przez UKE. Urząd wymagał m.in., aby zespół doradczy składał się z co najmniej pięciu prawników, spośród których przynajmniej dwóch musi mieć stopień naukowy doktora lub doktora habilitowanego w zakresie prawa. W zespole musi znaleźć się też przynajmniej dwóch prawników uprawnionych do dostępu do informacji niejawnej o klauzuli „tajne” oraz trzech specjalistów posiadających minimum pięcioletnie doświadczenie w zakresie cyberbezpieczeństwa. Tymczasem ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa – pierwszy akt regulujący tę kwestię w Polsce – obowiązuje dopiero od sierpnia 2018 roku, czyli zdecydowanie krócej niż określony wymóg pięciu lat.

– Takie wymogi są czasami stawiane, choć można mieć wątpliwości, czy są one adekwatne. Po pierwsze, kwalifikacje w zakresie prowadzenia badań naukowych niekoniecznie muszą przekładać się na kompetencje potrzebne do tego, żeby doradzać UKE w ramach aukcji częstotliwości. Po drugie, stopień doktora czy doktora habilitowanego w zakresie prawa można zdobyć w bardzo różnych specjalizacjach. Przykładowo można być doktorem prawa w zakresie kryminologii czy prawa rzymskiego. Te obszary mają niewielki związek z samą aukcją, więc stawianie tak bardzo ogólnego wymogu może budzić wątpliwości – ocenia dr hab. Sławomir Dudzik.

– Obawiam się, że nie ma kancelarii, która miałaby wszystkie zasoby w swojej dyspozycji. W szczególności chodzi o te wymagania dotyczące specjalistów z zakresu cyberbezpieczeństwa, z odpowiednimi poświadczeniami w zakresie dostępu do materiałów tajnych. Musiałoby powstać jakieś konsorcjum. Kilka dni na przygotowanie tego wszystkiego może być rzeczywiście problematyczne – mówi prof. dr hab. Stanisław Piątek z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Kolejny wymóg UKE dotyczy tego, aby firma prawna wyłoniona w przetargu doradzała w ciągu ostatnich pięciu lat przez co najmniej rok podmiotom z państwowego sektora finansów publicznych oraz miała na swoim koncie doradztwo przy projekcie wartym co najmniej 1 mld zł. Jednak UKE nie precyzuje, że projekt miał dotyczyć rynku telekomunikacyjnego, co oznacza, że ten wymóg może spełnić np. kancelaria, która wcześniej doradzała przy budowie dróg. Nie spełni go natomiast kancelaria specjalizująca się w prawie telekomunikacyjnym, gdyż na tym rynku nie było dotąd tak dużych projektów.

Co istotne, UKE chce także, aby doradzająca firmie kancelaria miała w zespole przynajmniej jednego prawnika z doświadczeniem w obsłudze projektów związanych z 5G. Ten wymóg jest trudny do spełnienia o tyle, że w Polsce wdrażanie tej technologii ma miejsce dopiero od kilku miesięcy i jest na bardzo wczesnym etapie.

– Specjalistów z zakresu prawa telekomunikacyjnego nie mamy w Polsce zbyt wielu, a jeżeli są, to siłą rzeczy najczęściej pracują na potrzeby przedsiębiorstw telekomunikacyjnych, operatorów, więc ryzyko konfliktu interesów na pewno istnieje – mówi partner w Kancelarii SPCG.

Warunki przetargowe sprawiają, że w dużo lepszej sytuacji są duże międzynarodowe kancelarie prawne. Tym bardziej że wśród wymogów jest to, aby obsługująca firmę kancelaria dysponowała polisą ubezpieczeniową na 10 mln zł.

– W dużych postępowaniach dotyczących obsługi prawnej pojawiają się takie wymogi, zwykle w postępowaniach podmiotów prywatnych, więc to nieszczególnie dziwi. Natomiast tutaj mamy do czynienia z obszarem prawa publicznego i to jest niestandardowy przypadek. Zastanawiam się, w jakich sytuacjach Skarb Państwa mógłby ponieść – na skutek wadliwego doradztwa ze strony kancelarii – szkodę, która miałaby być wyrównana wypłatą z tej polisy – mówi dr hab. Sławomir Dudzik. – Z drugiej strony, jeżeli Skarb Państwa obawia się jakiejś odpowiedzialności odszkodowawczej, to może oczywiście się zabezpieczać, żądając polisy ubezpieczeniowej. Natomiast w praktyce trudno sobie wyobrazić sytuację, kiedy ta polisa miałaby zostać zastosowana.

W ocenie ekspertów troska UKE o wysoki poziom doradztwa prawnego jest zrozumiała, ponieważ chodzi o aukcję na częstotliwość, która będzie kluczowa dla wdrożenia w Polsce technologii 5G. To zaś będzie mieć przełożenie nie tylko na rynek komunikacyjny, lecz także całą gospodarkę. Zrozumiały nie jest jednak ekspresowy termin postępowania. Kancelarie prawne na złożenie ofert na obsługę prawną nowej aukcji 5G dostały raptem tydzień – od 3 do 11 grudnia. W tym czasie zainteresowane podmioty zgłaszały też szereg pytań i wątpliwości, a na przeanalizowanie odpowiedzi UKE miały zaledwie dwa–trzy dni.

– Jeżeli zamawiający szuka wysokiej jakości doradztwa i specjalistów, to powinien im dać czas na przygotowanie ofert i złożenie ich w normalnym trybie. Zbyt krótki czas może oznaczać, że nie wszyscy, którzy mogli i chcieli złożyć ofertę, mogli przystąpić do tego postępowania. Ostatecznie ofert może być mniej, niż urząd chciałby dostać, aby mieć pełne spektrum i możliwość wyboru – mówi partner w Kancelarii SPCG.

– Wyznaczono nowy, sierpniowy termin na wydanie rezerwacji, więc teraz trzeba przygotować dokumentację, która będzie podstawą aukcji. Trzeba przeprowadzić konsultacje. Czasu wcale nie jest dużo, więc być może ktoś się obudził trochę za późno, ale podjął szybkie działania. Na pewno dla kancelarii to nie było proste zadanie, żeby przygotować ofertę w takim terminie – ocenia prof. dr hab. Stanisław Piątek.

Walka z kryzysem klimatycznym za mało radykalna. Potrzebny nowy sposób komunikacji o tym problemie

0

Walka z kryzysem klimatycznym za mało radykalna. Potrzebny nowy sposób komunikacji o tym problemie 2

Mimo że w ostatnich latach wiele mówi się o zmianach klimatycznych i ich poważnych konsekwencjach, walka z tym zjawiskiem wciąż nie jest wystarczająco radykalna. Według IPCC uniknięcie czarnego scenariusza jest wciąż możliwe. – Niezbędne jest jednak ograniczenie konsumpcji, zmiana nawyków transportowych, stylu życia, sposobu zaspokajania swoich podstawowych potrzeb i bardziej solidarnościowe podejście do zasobów – wskazuje reportażysta Filip Springer. Współtworzona przez niego Szkoła Ekopoetyki zapoczątkowała niedawno razem z EIT Climate-KIC projekt, który ma stworzyć nowe strategie komunikacyjne dotyczące zmian klimatu.

– Państwa nie podejmują działań związanych z globalnym ociepleniem głównie dlatego, że wymagałoby to bardzo silnej ingerencji w ich sposób funkcjonowania. Dzisiejszy dobrobyt jest przecież zbudowany na eksploatacji paliw kopalnych, więc trudno jest przestawić się na inne modele gospodarki. Ale nawet te kraje, których retoryka polityczna jest zbudowana na zaprzeczaniu zmianom klimatu, doskonale wiedzą już, co się dzieje. Mimo to nie wdrażają zmian, bo z ekonomicznego i politycznego punktu widzenia jest to dla nich bardzo niewygodne – mówi agencji Newseria Biznes Filip Springer, autor książek, reportażysta, współtwórca Szkoły Ekopoetyki przy Instytucie Reportażu.

Wiele państw nie jest skłonnych do wyznaczania ambitnych celów klimatycznych, bo mogłoby to negatywnie wpłynąć na ich gospodarki. Przykładem są Stany Zjednoczone, które w ubiegłym roku postanowiły wycofać się z porozumienia paryskiego, ratyfikowanego na COP21 w 2016 roku przez UE i 186 innych państw. Jak wynika z opublikowanego na początku grudnia raportu UNEP („Emissions Gap Report 2020”), mimo krótkotrwałego spadku emisji dwutlenku węgla spowodowanego pandemią COVID-19 świat nadal zmierza do wzrostu temperatury o ponad 3°C w tym stuleciu – znacznie wykraczając poza cele przyjęte pięć lat temu. Według ONZ w tym roku wiele krajów nie przedstawi też swoich planów działań w obszarze klimatu (zgodnie z wymogami porozumienia paryskiego) przez opóźnienia wynikające z pandemii.

Z drugiej strony z powagi problemu zdaje sobie sprawę coraz więcej krajów. Przykładem może być ostatnia decyzja przywódców Unii Europejskiej, którzy postanowili o zwiększeniu redukcji emisji gazów cieplarnianych w 2030 roku z 30 proc. do 55 proc. Naukowcy podkreślają jednak, że tempo to powinno być jeszcze wyższe. Nowe zobowiązanie oznacza jednocześnie, że działania na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi muszą przyspieszyć w poszczególnych państwach UE, również w Polsce.

Zdając sobie sprawę z tego, że tempo zmian powinno być dużo większe niż obecnie, i odpowiadając na to wyzwanie, EIT Climate-KIC oferuje miastom, regionom, a także całym państwom w Europie wsparcie w procesie transformacji w stronę neutralności klimatycznej na szeroką skalę. Dzięki zmianom na poziomie całych systemów osiągnięcie celu porozumienia paryskiego staje się w Europie dużo bardziej realne. Taka transformacja w ramach działań tej unijnej organizacji dzieje się w wielu miejscach Europy, takich jak Wiedeń, Amsterdam, Kraków, Madryt, włoski region Emilia-Romania, a także na poziomie krajowym, np. w Słowenii.

– Kryzys klimatyczny jest kryzysem wyobraźni. Narzędzia, które mają mu przeciwdziałać, nie zostaną podjęte, dopóki nie wyobrazimy sobie innego świata. Teraz znamy tylko świat zbudowany na gospodarce eksploatującej zasoby, której sukces mierzy się wzrostem. Walka z kryzysem klimatycznym oznacza ograniczenie konsumpcji, budownictwa, zmianę nawyków transportowych, stylu życia, sposobu zaspokajania swoich podstawowych potrzeb, bardziej solidarnościowego podejścia do zasobów. Nie wyobrażamy sobie, że nawołujemy do mniejszego konsumpcjonizmu, bo przecież nasz wzrost gospodarczy bazuje na konsumpcji. Dlatego to jest kryzys wyobraźni: musimy sobie najpierw wyobrazić inny świat, żeby go naprawić – mówi pisarz.

Jak wynika z ostatniego raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), obecnie średnia globalna temperatura jest o 1°C wyższa od poziomu przedindustrialnego. Przekroczenie bezpiecznego progu ocieplenia, czyli 1,5°C, będzie skutkować ekologiczną katastrofą na globalną skalę. Wśród efektów będzie m.in. podniesienie poziomu mórz nawet o 90 cm, co grozi zalaniem terenów zamieszkałych przez połowę̨ populacji świata, coraz częstsze i bardziej dotkliwe w skutkach fale upałów, nawałnice, powodzie i gwałtowne burze oraz niedostatki wody i żywności. Dramatyczne zmiany w środowisku naturalnym dotkną też handel i przemysł. Pod koniec obecnego wieku klęski żywiołowe mogą̨ dosięgnąć́ już 2/3 Europejczyków. Na podstawie ostatniego raportu IPCC agencja ratingowa Moody’s oszacowała, że konsekwencje globalnego ocieplenia o 2°C będą kosztować światową gospodarkę 69 bln dol. do 2100 roku.

Według IPCC uniknięcie czarnego scenariusza jest jeszcze możliwe, ale do 2050 roku ludzkość musi prawie całkowicie zrezygnować z paliw kopalnych, a do 2030 roku globalna emisja CO2 musi spaść o 45 proc. w porównaniu do poziomu z 2010 roku.

– Wyzwaniem są kwestie komunikacji, tego, co i jak mówimy o zmianach klimatu, czy tylko się straszymy, czy staramy się wprowadzić konstruktywne wizje. Duże znaczenie ma tutaj literatura jako ta, która operuje językiem – to w literaturze wykuwamy naszą wyobraźnię, dlatego jest to takie ważne. Ma to też przełożenie na inne sfery komunikacji – zaczynając od reklamy, a kończąc na rozmowach przy stole – mówi Filip Springer.

Jak wskazuje, w tej chwili brakuje narracji o zmianach klimatu, która będzie oddawać powagę sytuacji bez straszenia czy szantażu moralnego. Brakuje też jasnego nakreślenia wyzwań, z którymi społeczeństwa muszą się zmierzyć, żeby sprostać kryzysowi klimatycznemu. To rodzi potrzebę wypracowania nowej narracji, nowych sposobów mówienia o zmianach klimatu, łączących wiedzę, zaangażowanie i pozytywną wizję przyszłości.

– Staramy się wypracowywać nowe sposoby. Wiemy, że komunikacja ta musi się opierać na lokalności, czyli opowiadaniu tego, co jest tu i teraz, a nie o smutnym losie białych niedźwiedzi na krach, bo tutaj w Polsce mało kto może się nim szczerze przejąć. Ta lokalność dotyczy też czasu – to nie może być opowieść dotycząca dalekiej przyszłości, ale o tym, że my już dzisiaj doświadczamy katastrofalnych zmian klimatycznych, które kosztują życie ludzi – mówi reportażysta.

Szkoła Ekopoetyki przy Instytucie Reportażu powstała wiosną tego roku i ma na celu właśnie zmianę sposobu myślenia autorów o powiązaniach między ludźmi a naturą i klimatem. We współpracy z ekspertami oraz EIT Climate-KIC, czyli największą w Europie organizacją, która zajmuje się przeciwdziałaniem zmianom klimatycznym dzięki innowacjom, uruchomiła niedawno projekt „Zmieniamy opowieść. Kryzys klimatyczny jako kryzys wyobraźni”.

– To projekt filmowy, do którego zaprosiliśmy 15 ekspertów i ekspertek z różnych dziedzin. Zadaliśmy im pytania, które nurtują nas najbardziej, dotyczące tego, jak komunikować kwestie klimatyczne, jakie wątki wyciągać na pierwszy plan, a które z nich są być może nieistotne. Nasi eksperci i ekspertki odpowiadają na te pytania w krótkiej, ośmiominutowej formie. Liczymy, że ta forma ma potencjał viralowy, a wypowiedzi ekspertów będą później wykorzystywane np. w dyskusjach w social mediach. Podsumowaniem całego przedsięwzięcia jest też konferencja, na której 15 grudnia wyciągniemy wspólne wnioski z tych wypowiedzi ekspertów i spróbujemy zbudować zręby strategii komunikacyjnych dotyczących zmian klimatu – mówi Filip Springer.

W czasie pandemii biznes coraz chętniej sięga po szkolenia w wirtualnej rzeczywistości. Dają one niemal dwa razy lepsze wyniki niż tradycyjne zajęcia

Lockdown i pandemia przyspieszyły wdrażanie wirtualnej rzeczywistości w wielu branżach – w tym także w segmencie edukacji i szkoleń. Technavio szacuje, że w ciągu najbliższych czterech lat rynek w tym segmencie będzie rozwijać się z 60-proc. dynamiką. Na polskim rynku potencjał szkoleń w VR rozwija już Orange – do końca tego roku przeszkoli w ten sposób niemal 200 swoich pracowników, a w przyszłym – kolejny tysiąc osób. Ich efekty są dużo lepsze w porównaniu z tradycyjnymi zajęciami: szkolenia w VR zapewniają lepszą koncentrację, a wyniki testów wiedzy wśród ich uczestników wzrosły z 56 do blisko 90 proc.

 Cały czas szukamy rozwiązań, które sprawią, że te szkolenia będą jeszcze bardziej efektywne. Nawiązaliśmy współpracę z firmą VR-Learning, która brała udział w naszym programie akceleracyjnym Orange Fab. Okazało się, że szkolenie dla naszych konsultantów pierwszej linii, którzy na co dzień obsługują klientów, może zostać zrealizowane właśnie w VR – mówi agencji Newseria Biznes Ewa Krupa, dyrektor kultury i rozwoju w Orange Polska.

Pandemia COVID-19 znacznie przyspieszyła wykorzystanie rozwiązań zdalnych i nowych technologii, takich jak wirtualna rzeczywistość, w sektorze edukacji i szkoleń. Dynamiczny wzrost tego rynku był prognozowany jeszcze przed wybuchem pandemii. Z marcowego raportu Technavio wynika, że wartość rynku VR w tym segmencie w latach 2020–2024 może wzrosnąć do 6,34 mld dol. Coraz większa przystępność cenowa sprzętu VR, w połączeniu z dostępnością łatwych w obsłudze platform do tworzenia takich treści, będzie napędzać rynek, którego roczna dynamika wzrostu do 2024 roku wyniesie aż 59 proc. – wynika z „Virtual Reality Market in Education Sector by Product, Forecast and Analysis 2020–2024”.

– Czas pandemii i lockdownu pokazał, że wiele branż może skorzystać na wdrożeniu technologii VR. To m.in. właśnie nauka zdalna, co widzimy po reakcjach uczniów na lekcje fizyki, chemii czy biologii w VR, które zbudowaliśmy, oraz szkolenia, czego potencjał pokazuje Orange, przenosząc fizyczne centra szkoleniowe do świata wirtualnego. VR jest z powodzeniem stosowany w szkoleniach miękkich, a jak pokazują badania PwC, uczący są czterokrotnie bardziej skoncentrowani i uczą się cztery razy szybciej niż np. w przypadku e-learningu – mówi Tomasz Kalinowski z VR-Learning.

 Zrealizowaliśmy pilotaż z udziałem 60 pracowników i menadżerów. Okazało się, że efekty są zaskakująco pozytywne. Praktycznie wszyscy użytkownicy, niezależnie od wieku, uznali te szkolenia za bardzo efektywne. 2/3 z nich stwierdziło, że woli gogle VR od tradycyjnej, stacjonarnej formy szkoleń. Natomiast kiedy spojrzeliśmy na wyniki testów, okazało się, że uczestnicy takich szkoleń zapamiętują znacznie więcej szczegółów – dodaje Ewa Krupa.

Jak wskazuje, szkolenia w VR mają kilka przewag nad tradycyjnymi zajęciami. Po pierwsze, skutecznie odcinają użytkownika od rozpraszającego go otoczenia, zwiększając poziom koncentracji. Po drugie, osoba szkolona wciela się w rolę klienta i patrzy na urządzenie bądź usługę jego oczami: rozpakowuje paczkę, ogląda je, podłącza, konfiguruje, sprawdza różne funkcje. W ten sposób zwraca uwagę na szczegóły, których w standardowym szkoleniu może nie zauważyć. Wyniki testów wiedzy wśród uczestników takich szkoleń wzrosły z 56 do prawie 90 proc.

W Orange ze szkoleń VR skorzysta jeszcze przed końcem tego roku 180 osób. W wirtualnej rzeczywistości będą uczyć się obsługi urządzeń i konfiguracji usług, z których korzystają klienci, takich jak m.in. Smart Wi-Fi Box, FunBox, Orange TV GO czy multinagrywarka. W ten sposób będą mogli później skuteczniej wspierać klientów w ich podłączaniu, konfigurowaniu i codziennym użytkowaniu.

Obecnie szkolenia odbywają się w domach pracowników, co jest związane z czasem pandemii i powszechną pracą zdalną. Uczestnicy otrzymują gogle VR kurierem do domu, a po zakończeniu szkolenia naklejają gotową etykietę zwrotną i odsyłają sprzęt. Cały proces przypomina proces odbioru i zwrotu zakupów zamówionych w sklepie internetowym.

 Ważną kwestią jest zapewnienie bezpieczeństwa osób szkolących się. Gogle są odpowiednio zdezynfekowane, a w środku przesyłki znajduje się dodatkowy zestaw do dezynfekcji. Mają też funkcję automatycznego mapowania pomieszczenia, dzięki czemu zabezpieczają przed potencjalnymi wypadkami, np. zderzeniem z meblem czy ścianą. Gogle nie mają kabli, co minimalizuje ryzyko zaplątania się w nie – wymienia dyrektor kultury i rozwoju w Orange Polska. – Ta technologia się sprawdziła i liczymy, że w przyszłym roku – kiedy pandemia odpuści – będziemy w stanie rozwinąć takie szkolenia na większą skalę i zaprosić do nich 1 tys. pracowników. Mamy już też zapotrzebowanie na inne szkolenia, nie tylko z zakresu obsługi urządzeń w VR.

– W ramach akceleracji zbudowaliśmy program szkoleniowy dla telekomunikacji, który może być wykorzystywany na naszej platformie VR do spotkań i szkoleń zdalnych. Co ważne, szkolenie odbywa się w grupie, w trybie wieloosobowym, czyli uczący spotykają się na naszej platformie, a wyniki ich szkolenia są raportowane do systemu LMS [learning management system – red.] klienta – wyjaśnia Tomasz Kalinowski.

Łódzki rynek mieszkaniowy nie zwalnia tempa mimo niepewności i pandemii. W budowie jest coraz więcej nieruchomości o wyższym standardzie

Sprzedaż mieszkań na łódzkim rynku w ciągu czterech kwartałów, licząc od połowy 2019 roku, była tylko o 4 proc. niższa niż rok wcześniej. I to mimo zawirowań związanych z pandemią w II kwartale br. Mimo chwilowego spadku cen prognozy na kolejne miesiące mówią o ich stabilizacji, a wręcz wzroście ze względu na to, że popyt utrzymuje się na wysokim poziomie. Skala inwestycji także jest na podobnym poziomie co w ubiegłym roku – w 120 projektach w budowie jest ponad 11 tys. mieszkań. Na rynku pojawia się coraz więcej inwestycji w wyższym standardzie.

Łódzki rynek mieszkaniowy generuje ok. 5–7 proc. transakcji w skali kraju, zarówno w mieszkaniówce, jak i powierzchniach biurowych, więc jest to relatywnie mały i płytki rynek.

Rynek mieszkaniowy w Łodzi rozwija się, jak w większości miast, ze względu na głębokie i strukturalne potrzeby nowoczesnego budownictwa. Jest pod tym względem dość charakterystyczny, bo przez długi okres ceny mieszkań na rynku wtórnym były zbliżone do rynku pierwotnego. Dopiero od kilku lat widzimy, że rynek pierwotny uzyskuje dużo wyższe kwoty za metr kwadratowy. Obserwujemy również zróżnicowanie oferty nowych mieszkań, nie tylko ze względu na lokalizację, ale także z uwagi na standard budynków. Pojawiają się projekty o zdecydowanie wyższym standardzie i w ciekawszych lokalizacjach. Widać więc, że rynek dojrzewa – mówi agencji Newseria Biznes Michał Styś, prezes zarządu OPG Property Professionals.

Ma to związek z polityką władz miasta ukierunkowaną na przyciąganie inwestorów tworzących miejsca pracy, głównie w branży business process outsourcing (BPO) oraz w sektorze produkcyjnym.

Widać, że w Łodzi sukcesywnie wzrasta zatrudnienie, a to przekłada się bezpośrednio na branżę nieruchomości, zarówno w segmencie mieszkaniowym, jak i biurowym – podkreśla prezes zarządu OPG Property Professionals. – Oczywiście przy dużej podaży powierzchni biurowej na tak płytkim rynku istnieje możliwość czasowego wzrostu pustostanów. Tym bardziej że w tym roku zostało zakończonych lub jeszcze się zakończy kilka dużych projektów biurowych.

Jak wynika z raportu Walter Herz „Rynek biurowy. Polska 13 kw. 2020”, pod względem zasobów powierzchni biurowych Łódź zajmuje siódme miejsce w kraju. Od początku przybyło jej 30,5 tys. mkw., a w budowie pozostaje ponad dwa razy tyle. W pierwszych dwóch kwartałach zostały podpisane umowy najmu na 51 tys. mkw., natomiast w trzecim – na 8,6 tys. mkw. Podobnie jak w innych miastach wzrósł wskaźnik pustostanów – o 1,1 pkt proc. (do 14,3 proc.).

Są pewne wyzwania związane z wypełnieniem nowych budynków biurowych, które czekają na ukończenie na początku przyszłego roku. Nie wszystkie są zabezpieczone wystarczającą ilością powierzchni wynajętej. Najemcy nie chcą podejmować decyzji co do długotrwałych umów najmu – mówi Michał Styś. – W niższych klasach budynku (klasy B lub B+) widać wyzwania stojące przed wynajmującymi, którzy muszą stosować dodatkowe zachęty dla najemców, dając dodatkowe zachęty w formie okresów bezczynszowych, lub elastycznie podchodzić do umowy najmu, czyli skracać okresy, na które jest zawierana, lub oferując możliwości wyjścia.

Z popytem nie ma za to problemu na rynku mieszkaniowym. Wprawdzie w ciągu czterech kwartałów (od połowy 2019 roku do połowy 2020 roku) deweloperzy sprzedali 3,1 tys. mieszkań, czyli o 4,3 proc. mniej niż w poprzednim roku, ale był to wynik poważnych zawirowań związanych z pandemią, jakie wystąpiły w okresie od marca do czerwca. Wiele gospodarstw domowych odłożyło wówczas w czasie decyzję o kupnie mieszkania, a poza tym nie wszyscy inwestorzy od razu przenieśli sprzedaż do kanałów zdalnych.

– Na przestrzeni tych czterech kwartałów sprzedaż i produkcja były i tak na wysokim poziomie, zdecydowanie powyżej średniej z ostatnich 10 lat – mówi prezes OPG Property Professionals. – Nie przewidujemy głębokiego spadku sprzedaży, ale jej stabilizację albo wręcz wzrost. Wygląda na to, że przy tak niskich stopach procentowych wielu klientów podejmuje dalsze decyzje o kupowaniu mieszkań. Ceny mieszkań nie powinny więc dalej spadać.

Według danych NBP średnia cena ofertowa metra kwadratowego nowego mieszkania w Łodzi na koniec trzeciego kwartału 2020 roku wynosiła 6734 zł , a cena transakcyjna – 6406 zł. To więcej w porównaniu do trzeciego kwartału 2019 roku, ale też do pierwszego kwartału tego roku – na koniec marca wynosiły one odpowiednio 6608 zł/mkw. oraz 6249 zł/mkw.

Coraz większym zainteresowaniem kupujących cieszą się mieszkania trzypokojowe, z dwiema sypialniami. Wciąż bardzo popularne są kawalerki kupowane na wynajem. Jak pokazał raport OPG Property Professionals „Pierwotny rynek mieszkaniowy w Łodzi” – w ofercie deweloperów królują mieszkania dwu- i trzypokojowe. Ich udział w łącznej sprzedaży na rynku pierwotnym wyniósł 76 proc.

Szczepionka na koronawirusa ze zgodą na „awaryjne” wykorzystanie w USA. Może być podawana, mimo że proces certyfikacyjny wciąż jest w toku [DEPESZA]

Amerykańska Agencja Żywności i Leków dopuściła do awaryjnego wykorzystania szczepionkę na COVID-19, aby przyspieszyć walkę z pandemią. Szczepionka Pfizer–BioNTech COVID-19 będzie mogła być podawana amerykańskim pacjentom, mimo że jej proces certyfikacyjny wciąż jest w toku. Przedstawiciele agencji zezwolili na jej wcześniejsze podanie, uzasadniając swoją decyzję tym, że wstępne badania kliniczne wskazują na jej wysoką skuteczność w walce z SARS-CoV-2 i niskie ryzyko skutków ubocznych. W ramach awaryjnego zezwolenia ze szczepionki będą mogli skorzystać pacjenci w wieku co najmniej 16 lat.

– Chociaż FDA oficjalnie nie zatwierdziła szczepionki, dzisiejsze zezwolenie na awaryjne stosowanie szczepionki Pfizer–BioNTech przeciwko COVID-19 stanowi obietnicę zmiany przebiegu tej pandemii – wskazuje dr Peter Marks, dyrektor Centrum Oceny i Badań Biologicznych FDA.

Agencja Żywności i Leków podjęła swoją decyzję po zaprezentowaniu wyników badań klinicznych przeprowadzonych na próbie 36,5 tys. chorych, z których większość pochodziła ze Stanów Zjednoczonych. W procesie testowym 18 325 osobom podano placebo, a 18 198 właściwą szczepionkę. W tej drugiej grupie zanotowano 95-proc. skuteczność testowanego leku.

– Zezwolenie FDA na awaryjne zastosowanie pierwszej szczepionki COVID-19 jest kamieniem milowym w walce z tą niszczycielską pandemią, która dotknęła tak wiele rodzin w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie – dodaje komisarz FDA, lek. med. Stephen M. Hahn.

Dotychczasowe testy laboratoryjne nie pozwoliły ustalić, jak długo szczepionka Pfizer-BioNTech zabezpiecza przed infekcją koronawirusa ani czy chroni przed jego dalszą transmisją. Te parametry wymagają dalszych badań. Mimo to przedstawiciele FDA zgodzili się na awaryjne stosowanie szczepionki na podstawie badań udowadniających wysoką skuteczność leku, po uprzednim zapoznaniu się z bilansem potencjalnych zysków oraz ryzyka. Agencja liczy na to, że szczepionka pozwoli zauważalnie przyspieszyć wygaszenie pandemii po wyszczepieniu znacznej części społeczeństwa.

Firmy odpowiedzialne za stworzenie szczepionki (konsorcjum Pfizer-BioNTech) zostały także zobowiązane do monitorowania jej bezpieczeństwa. Wszystkie przypadki objawów poszczepiennych mają być raportowane, a testy kliniczne kontynuowane, aby wykluczyć jakiekolwiek ryzyko zagrożenia życia bądź zdrowia pacjentów.

– Działanie FDA przebiega zgodnie z otwartym i przejrzystym procesem recenzowania szczepionki, który obejmował opinie niezależnych ekspertów naukowych i ekspertów ds. zdrowia publicznego oraz dokładną ocenę dokonaną przez zawodowych naukowców z agencji, aby upewnić się, że szczepionka spełnia rygorystyczne, naukowe standardy bezpieczeństwa, skuteczności i jakości produkcji niezbędne do wydania uprawnienia do użycia w nagłych przypadkach – wskazuje Stephen M. Hahn.

Testy kliniczne wykazały, że wśród osób poddanych szczepieniu przy wykorzystaniu Pfizer–BioNTech COVID-19 większość objawów poszczepiennych ma łagodny przebieg. Pacjenci skarżyli się na bóle w miejscu iniekcji, zmęczenie, bóle głowy i mięśni, dreszcze, bóle stawów oraz gorączkę. U większości pacjentów powyższe objawy pojawiły się po drugiej dawce szczepionki.

Łagodne efekty uboczne nie stanowiły przeciwwskazania do wprowadzenia szczepienia do użytku w trybie awaryjnym.

– Znane i potencjalne korzyści zastosowania szczepionki wyraźnie przewyższają znane i potencjalne ryzyko – przekonuje dr Peter Marks. – Przyspieszenie procesu opracowania szczepionek nie spowodowało uszczerbku dla standardów naukowych ani integralności naszego procesu oceny szczepionek. Proces przeglądu FDA obejmował również publiczną i niezależną ocenę ze strony członków Komitetu Doradczego ds. Szczepionek i Pokrewnych Produktów Biologicznych.

Ze szczepionki na koronawirusa najbardziej cieszą się… producenci ropy

Ze szczepionki na koronawirusa najbardziej cieszą się… producenci ropy. Szósty tydzień z rzędu rosną ceny ropy naftowej. Baryłka odmiany WTI podrożała w tym okresie aż ponad 40 proc., przekraczając poziom 47 dolarów. Ostatni raz tyle płacono za ropę na początku marca br., czyli wtedy, gdy świat zamykał się w strachu przed pandemią.

Ceny ropy rosną, nie zważając na z pozoru niesprzyjające informacje. Za taką można uznać decyzję OPEC+ o częściowym zniesieniu limitów produkcyjnych. Ostatnia podwyżka miała miejsce już po tym, gdy kartel ogłosił, że od 1 stycznia 2021 roku zwiększy produkcję o 500 tys. baryłek dziennie. Cenowego rajdu nie powstrzymała także informacja ze Stanów Zjednoczonych, gdzie tygodniowy wzrost stanu zapasów surowca osiągnął drugi z najwyższych poziomów w historii – 15 mln baryłek.

Co decyduje o wzroście cen? – Głównym czynnikiem korzystnym dla wzrostu cen wydaje się perspektywa powrotu popytu na surowiec w przyszłym roku dzięki szczepieniom przeciw COVID-19 – mówi Daniel Kostecki, główny analityk Conotoxia Ltd., spółki, która świadczy usługę Forex dla klientów portalu Cinkciarz.pl.

O szczepionce rzeczywiście wiemy coraz więcej. Reuters poinformował, że USA mogą rozpocząć szczepienia w najbliższy weekend. Wielka Brytania już to zrobiła na początku bieżącego tygodnia. Kolejne mogą być: Kanada, Bahrajn i Arabia Saudyjska, które też już zatwierdziły swoje pierwsze szczepionki.

– Aktualna sytuacja na rynku ropy wydaje się idealna dla kartelu. Nie dość, że członkowie OPEC+ zdecydowali się zwiększyć produkcję, to optymizm na światowych rynkach doprowadził do sporych podwyżek cen – wskazuje Daniel Kostecki. – Ostatni raz z sześciotygodniowym okresem cenowej prosperity na rynku ropy mieliśmy do czynienia w kwietniu i maju br., a wcześniej wiosną 2019 r. – dodał analityk Conotoxia Ltd.

Powyższa publikacja handlowa nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej ani informacji rekomendującej lub sugerującej strategię inwestycyjną w rozumieniu Rozporządzenia (UE) nr 596/2014 z dnia 16 kwietnia 2014 r. Została ona sporządzona w celach informacyjnych i nie powinna stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Ani autor opracowania, ani Conotoxia Ltd. nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszej publikacji.
81 proc. rachunków inwestorów detalicznych odnotowuje straty pieniężne w wyniku handlu kontraktami CFD u niniejszego dostawcy. Zastanów się, czy rozumiesz, jak działają kontrakty CFD i czy możesz pozwolić sobie na wysokie ryzyko utraty pieniędzy.

Wielka technologiczna czwórka zagraża wolnemu rynkowi. Co zrobić z monopolem „bandy czworga”?

Spółki Big Tech stały się ulubieńcami inwestorów. Ich rynkowa potęga wzbudza jednak coraz większe obawy związane z niszczeniem wolnego rynku. W najbliższych miesiącach przekonamy się co dalej z Facebookiem czy Google.

Już za prezydentury D.Trumpa potęgę firm Big Tech uznawano za tak wielką, że coraz częstsze stały się postępowania antymonopolowe. Przykładem był Google. Przewidywania są takie, że J.Biden jeszcze tę politykę zaostrzy, wprowadzi zmiany w opodatkowaniu. Amerykańska Komisja do Spraw Handlu wytoczyła proces przeciwko Facebookowi, iż stosował monopolistyczne praktyki w celu wyeliminowaniu swojej konkurencji i powinien pozbyć się takich cennych nabytków jak WhatsApp czy Instagram.

Czy to początek końca Big Techów? Co zrobić z „bandą czworga”, jak to określają złośliwie ich przeciwnicy, czyli czterema spółkami BIG Tech: Facebook, Google, Amazon i Apple (do tej grupy bywa zaliczany też Microsoft)?

Przewidywania są takie, że nadciąga wielka fala regulacyjna. To wynika z październikowego raportu podkomisji senackiej w USA, która prowadziła przesłuchania prezesów spółek zaliczanych do grupy Big Tech. Raport ma 439 stron. Jego sednem jest to, aby obecna sytuacja nie przerodziła się w stan powszechnego zagrożenia dla konkurencji wolnorynkowej. W tym raporcie pojawiają się postulaty, aby te firmy po prostu podzielić.

– Trwa dyskusja czy firmy te nie uzyskały zbyt daleko idącej monopolistycznej pozycji ze szkoda dla wszystkich innych i moim zdaniem odpowiedź na to pytanie jest oczywista – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Dużo trudniejsze jest jednak znalezienie odpowiedzi na pytanie o to, co można z tym zrobić. To w najbliższych miesiącach przekonamy się czy w USA wystarczy woli politycznej, aby kontynuować dochodzenia przeciw Big Techom.

Istnienie Big Techów przyniosło światowej gospodarce ogromne długofalowe korzyści i pchnęła rozwojów na szybszy – nomen omen – tor. Ale jednocześnie spowodowało ogromne podziały w społeczeństwie pomiędzy zagarniającymi dla siebie rynek wielkimi firmami i masami robotniczymi, funkcjonującymi na pograniczu niewolnictwa.

„Techom” zarzuca się właśnie wykorzystywanie pozycji rynkowej do miażdżenia konkurencji ze szkodą dla użytkowników, unikanie płacenia podatków, a także zbieranie i przetwarzanie danych użytkowników do przechwycenia kontroli nad ich zachowaniem, co w konsekwencji może dać im większą władzę niż tę, którą mają demokratycznie wybrane rządy (lub inaczej, poprzez tę kontrolę, będą mogły „same” wybierać władze z pozornym zachowaniem zasad demokracji).

W USA zarzuty im stawiane dotyczą jak na razie wykorzystywania pozycji monopolistycznej. W czasie prezydentury D.Trumpa Republikanie zarzucali mediom społecznościowym blokowanie treści prawicowych, można byłoby więc uznać, że obecny pozew jest „łabędzim śpiewem” odchodzącej administracji. Jednak pozew nie wygląda na polityczny – został niezależnie skierowany przez 46 stanów, co pokazuje, jak silne jest przekonanie co do tej sprawy po obydwu stronach barykady politycznej w USA.

Nawołująca od dawna do podziału Big Techów Elizabeth Warren nie została co prawda wiceprezydentem (ani nawet nie znalazła się w administracji Bidena), ale nie musi to oznaczać, że Biden będzie ich obrońcom, szczególnie, że sam na pewnym etapie kampanii proponował dla nich specjalny podatek.

Taki podatek chce wprowadzić Unia (nawet do 6% rocznych przychodów), a Francja właśnie nałożyła 100 mln euro kary na Google. Administracja Trumpa takie próby opodatkowywania techów poza granicami USA bardzo tępiła, zobaczymy czy Biden (szukający kompromisu z UE) będzie tu tak samo zdeteminowany, czy też uzna, że korporacje powinny po prostu wszędzie płacić wyższe podatki.

– Sama Unia Europejska będzie tutaj bezsilna, za prezydentury D.Trumpa interwencje amerykańskiej, aby Big Techy zostawić w spokoju okazywały się skuteczne – komentuje ekspert XTB. – Nowe regulacje są jednak bardzo potrzebne, bo za kilka lat może okazać się, że bardzo nieliczna grupa osób rządzi światem dzięki olbrzymiemu dostępowi do danych o nas samych.

Reakcja rynku na podejmowane próby jest zauważalna, ale do paniki daleko. Do tej pory inwestorzy indywidualni traktowali każdą przecenę jako okazję.

EBC ponownie poluzował politykę

W tym tygodniu głównym wydarzeniem na europejskich rynkach walutowych było czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, podczas którego nie zmieniono stóp procentowych. Doszło jednak do zmian w innych narzędziach. Program PEPP został zwiększony o 500 mld euro do 1,85 bln euro oraz przedłużony co najmniej do marca 2022 r.  Postanowiono również, że przychody z obligacji będą nadal reinwestowane, co najmniej do końca 2023 r. EBC ogłosił także kolejne korzyści dla długoterminowych kredytów (TLTRO III) i zaprezentował kolejny program pożyczkowy dla banków (PELTRO). Wszystkie zaprezentowane kroki EBC były raczej oczekiwane i są zgodne z wcześniejszymi wypowiedziami przedstawicielami banków centralnych. Prezes EBC, Ch. Lagarde skomentowała też wysoki kurs euro, wskazując, że jego poziom nie jest teraz głównym celem, ale pozostaje ważnym czynnikiem i należy go nadal uważnie obserwować.

W nowej prognozie makroekonomicznej EBC spodziewa się spadku PKB  w tym roku o 7,3% oraz wzrostu inflacji jedynie o 0,2%. Perspektywy inflacji pokazują, że EBC nie spodziewa się osiągnięcia celu inflacyjnego na poziomie 2% w ciągu najbliższych 3 lat.

Spośród innych danych ogłoszonych w tym tygodniu warto wspomnieć o wynikach produkcji przemysłowej w Niemczech za październik, która wzrosła o 3,2% m/m. Pozytywnym sygnałem są również wyniki produkcji przemysłowej za wrzesień, które były wzrostowe.

Polski złoty w tym tygodniu się umocnił i na koniec tygodnia jego kurs wynosił 4,42 PLN/EUR. Kurs eurodolara w tym czasie nie zmienił się mocno i w piątek był na poziomie 1,213 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

NCBR uruchamia nowy program INFRASTARt

Utworzony przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju program INFRASTARt ma zwiększyć efektywność wykorzystania infrastruktury B+R i przyczynić się do umiędzynarodowienia działalności jednostek naukowych. Znane są już warunki udziału w pierwszym konkursie, do którego nabór ruszy 11 stycznia.

Planowany budżet całego programu to 200 mln zł, z tym że kwota jaką NCBR przeznaczy rocznie na dofinansowanie realizacji projektów wyłonionych w konkursie to 50 mln zł. Program INFRASTARt będzie realizowany w latach 2021 – 2024.

Badania naukowe stanowią jeden z najważniejszych czynników rozwoju cywilizacji. Dzięki nim potrafimy skuteczniej odpowiadać na wyzwania współczesności. Jednak dla doskonałości tych badań kluczowe znaczenie ma, obok kapitału ludzkiego, nowoczesna infrastruktura badawcza, bez której nie jest możliwe kształcenie na odpowiednim poziomie przyszłych kadr naukowych. Resort nauki dzięki projektom takim jak Polska Mapa Infrastruktury Badawczej aktywnie wspiera strategiczne dla Polski infrastruktury badawcze. Nowy program NCBR to kolejny krok w rozwoju nowoczesnych laboratoriów stosujących najwyższe standardy badań i kształcenia. To także szansa na  realizację ważnych projektów międzynarodowych – mówi Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki.

I konkurs w programie INFRASTARt dotyczy wsparcia utrzymania infrastruktury B+R zbudowanej lub przebudowanej dzięki realizacji projektów w ramach II priorytetu POIG, których koszty kwalifikowalne  z POIG wyniosły co najmniej 25 mln zł i za pomocą której można prowadzić prace B+R oraz świadczyć usługi badawcze dla podmiotów zewnętrznych.

Bazując na doświadczeniach programu PANDA2 oraz rekomendacjach z przeprowadzonej ewaluacji, NCBR powołuje nowy program stanowiący kontynuację wcześniej podjętych działań. Wsparcie w ramach INFRASTARt dotyczy utrzymania infrastruktury B+R, której specyfika i charakter będą przekładać się na rozwój działalności naukowej danej jednostki i podniesienie stopnia wykorzystania tej infrastruktury dla celów badań komercyjnych. Chcemy pomóc w podnoszeniu rangi i znaczenia polskich badań na arenie międzynarodowej. A te z pewnością przyczynią się do wzrostu innowacyjności, przedsiębiorczości i konkurencyjności polskiej gospodarki – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Do konkursu może przystąpić Wnioskodawca zarejestrowany i prowadzący działalność na terytorium Polski, który jest jednostką naukową oraz był beneficjentem projektu realizowanego w priorytecie 2 Infrastruktura sfery B+R Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, 2007-2013.

Nabór wniosków w konkursie będzie trwał w terminie od 11 stycznia do 11 marca 2021 roku do godz. 16:00.

Kompromis osiągnięty. Złoty stabilny

Na unijnym szczycie obyło się już bez niespodzianek. Zapowiadany kompromis został osiągnięty, budżet podpisany, a wszyscy politycy okazali się zwycięzcami. Pytanie, jak czas zweryfikuje ów kompromis.

Kompromis podpisany

Zgodnie z oczekiwaniami pod naciskiem Niemców i odchodzącej w przyszłym roku Angeli Merkel udało się zawrzeć kompromis. Jest to jedno z tych rozwiązań, które daje każdemu wrażenie, że jest to wyjątkowo bezpieczne rozwiązanie dla jego interesów. Przyszłość pokaże nam, czy po okresie przejściowym faktycznie nie będzie można zastosować tego mechanizmu przeciwko Polsce bez jej zgody. Brzmi to wręcz wiarygodnie korzystnie dla nas, ale rynki wyraźnie doceniły to rozwiązanie, patrząc na siłę złotego, który stabilizuje się w okolicach 4,43 zł.

Co na posiedzeniu EBC?

Europejski Bank Centralny nie zaskoczył rynków. Pomimo umacniania się euro w ostatnim czasie nie zmienił stóp procentowych. Scenariusz ten był mało prawdopodobny, gdyż już teraz mówi się, że ujemne stopy procentowe są powodem pewnych problemów tego regionu. Z drugiej strony zgodnie z oczekiwaniami doszło do drobnych zmian w programie skupu aktywów. Nie zmieniło to sytuacji europejskiej waluty i nadal jest ona wyjątkowo silna względem dolara i innych głównych walut.

Słabe dane z USA

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy nie mogą napawać optymizmem. Jeszcze niedawno spodziewano się, że liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych będzie się stabilizować w stronę poziomów sprzed pandemii. Obecnie nie tylko nie spada, ale wręcz rośnie. Po przebiciu w dół 700 tysięcy wniosków tygodniowo nie ma już śladu, a wczorajszy wynik pokazał aż 850 tysięcy. Jest to informacja, że z amerykańskim rynkiem pracy nie jest najlepiej, co wyraźnie ciąży dolarowi.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Podatek od środków transportowych – wyzwanie dla przedsiębiorców

Podatek od środków transportowych jest podatkiem lokalnym, odprowadzanym do właściwej gminy, o którym zdarza się, że przedsiębiorcy zapominają. Z pozoru proste regulacje, w wielu przypadkach są bardzo zawiłe oraz generują problemy podatnikom.

Przedmiot opodatkowania

Pierwszym wyzwaniem dla przedsiębiorców jest ustalenie, jaki rodzaj środków transportu podlega opodatkowaniu. Zgodnie z ustawą o podatkach i opłatach lokalnych opodatkowaniu podlegają samochody ciężarowe o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 tony, ciągniki siodłowe i balastowe o dopuszczalnej masie całkowitej większej niż 3,5 tony, przyczepy i naczepy, które łącznie z pojazdem silnikowym posiadają dopuszczalną masę całkowitą zespołu pojazdów większą niż 7 ton.

W tym zakresie warto dodać, że informacje o pojeździe znajdują się w dowodzie rejestracyjnym. Organy podatkowe nie mają uprawnień do określania danych technicznych pojazdu, takich jak na przykład dopuszczalna masa całkowita. Dodatkowe dokumenty, na których może opierać się urząd to przede wszystkim pozwolenie czasowe, świadectwo homologacji oraz karta pojazdu. Takie wnioski wynikają z orzeczenia WSA w Poznaniu z dnia 11 kwietnia 2017 r., sygn. I SA/Po 1276/16.

Kolejna kwestia zasługująca na uwagę, to opodatkowanie ciągników siodłowych. W tym przypadku istotna jest dopuszczalna masa całkowita zespołu pojazdów, a nie samego ciągnika. Jest to inna pozycja w dowodzie rejestracyjnym, która w wielu przypadkach ma znaczący wpływ na wartość płaconego podatku.

Podatnicy podatku

Kolejne wyzwanie przedsiębiorców w zakresie podatku od środków transportu, to ustalenie, kto jest podatnikiem tego podatku. O ile w przypadku właściciela (osoby fizycznej lub prawnej) nie ma problemu, ponieważ w takim przypadku jest on podatnikiem, o tyle w przypadku współwłaścicieli czy posiadaczy mogą powstać wątpliwości. W szczególności należy zwrócić uwagę na art. 9 ust. 1 zdanie 2 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, zgodnie z którym jako właściciela uznaje się także jednostki nieposiadające osobowości prawnej, jeżeli środek transportu jest na nie zarejestrowany czy posiadaczy zarejestrowanych na terytorium Polski środków transportu powierzonych przez zagraniczną osobę fizyczną lub prawną.

W przypadku współwłaścicieli obowiązek podatkowy ciąży na nich solidarnie, co oznacza, że każdy jest zobowiązany do rozliczenia podatku, a zapłata przez jednego współwłaściciela zwalnia pozostałych z tego obowiązku. Należy jednak zaznaczyć, że nie ma tu znaczenia, który współwłaściciel faktycznie użytkuje dany pojazd.

Z kolei przy sprzedaży pojazdu na poprzednim właścicielu ciąży obowiązek podatkowy do końca miesiąca, w którym dokonano sprzedaży pojazdu. Przysługuje mu także prawo do skorygowania dotychczas zapłaconego podatku.

Data powstania i wygaśnięcia obowiązku podatkowego

Ustalenie daty powstania obowiązku podatkowego wymaga znajomości zasad podatku od środków transportowych oraz obowiązujących terminów. Prawidłowe ustalenie obowiązku podatkowego pozwala poprawnie rozpoznać podatek i ogranicza ryzyko w tym zakresie. Może być też okazją do oszczędności, ponieważ podatnik jest zobowiązany w niektórych przypadkach do zapłaty podatku w terminie 14 dni od dnia powstania obowiązku podatkowego, czyli zasadniczo od 1 dnia miesiąca następującego po miesiącu dokonania zakupu albo rejestracji (w przypadku 1 rejestracji na terytorium kraju), a nie od dnia zakupu. W przypadku wycofania pojazdu z ruchu obowiązek podatkowy powstaje dopiero od pierwszego dnia kolejnego miesiąca.

Z kolei obowiązek podatkowy wygasa z końcem miesiąca, w którym środek transportu został wyrejestrowany, lub wydana została decyzja o czasowym wycofaniu z ruchu. Podatnicy powinni mieć świadomość wygaśnięcia obowiązku podatkowego, ponieważ urzędy nie są zobowiązane same z siebie do zwrotu nadpłaconego podatku.

Termin płatności

Kolejnym zagadnieniem, które może przysporzyć wątpliwości, jest płatność podatku. Co do zasady podatek płatny jest w dwóch ratach do 15 lutego oraz do 15 września. Zasada ta nie dotyczy pojazdów nabywanych lub zbywanych w trakcie roku. W takim przypadku, jeżeli obowiązek podatkowy powstał po 1 lutego, a przed 1 września podatnik płaci podatek w dwóch ratach proporcjonalnie do czasu trwania obowiązku podatkowego, pierwszą ratę płaci w ciągu 14 dni od dnia powstania obowiązku podatkowego, a drugą do 15 września. Z kolei w przypadku powstania obowiązku podatkowego po 1 września (czyli pojazd nabyty/zarejestrowany w sierpniu), podatek należy rozliczyć jednorazowo w terminie 14 dni od daty powstania obowiązku podatkowego.

Stawki podatku są różne i zależą od uchwały rady gminy, ale nie mogą być wyższe od tych określonych w ustawie. Podatek należy uiścić do właściwego urzędu gminy zgodnie z położeniem siedziby podatnika/miejscem zamieszkania.

Zwrot podatku i zwolnienia

Ostatnia problematyczna kwestia dotyczy zwrotu podatku w przypadku tzw. transportu kombinowanego, czyli uwzględniającego trasy pokonane w ciągu roku koleją. Podatnikowi w zależności od liczby wykonanych jazd koleją z ładunkiem lub bez przysługuje zwrot podatku nawet w równowartości 100% (przy ponad 100 jazdach koleją). Podatnik powinien w tym zakresie złożyć wniosek do 31 marca kolejnego roku podatkowego oraz przedstawić odpowiednie dokumenty.

Zwolnień w podatku od środków transportu jest niedużo i dotyczą one zasady wzajemności, czyli honorowania zwolnień oficjeli z innych krajów, a także pojazdów specjalnych i zabytkowych. Ponadto Rada Gminy może ustalić własny katalog zwolnień.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Coraz więcej biur do podnajęcia

Podobnie jak podczas światowego kryzysu finansowego, również teraz rośnie liczba firm poszukających oszczędności i przeznaczających część swoich biur na podnajem.

Zmieniająca się struktura najmu, gdzie za ponad połowę podpisanych w tym roku umów odpowiadają odnowienia kontraktów, mniej powierzchni w budowie i gwałtowny wzrost liczby biur do podnajęcia – trwająca od marca pandemia diametralnie zmieniła sytuację na rynku biurowym w Polsce. Interesującym zjawiskiem jest zwłaszcza rosnąca liczba metrów kwadratowych czekających na potencjalnych podnajemców. Jak wynika z danych JLL, w listopadzie oferta podnajmów wynosiła już 240 000 mkw., z czego połowa tej powierzchni była zlokalizowana w Warszawie.

Podnajmy jak barometr

Jak zwracają uwagę eksperci JLL, wysyp podnajmów to papierek lakmusowy sytuacji w gospodarczej na świecie. Jak oszacował zespół JLL, podczas kryzysu finansowego dekadę temu firmy działające w Warszawie oferowały w ramach podnajmów 60 000 mkw. biur. Aktualnie jest to około 122 000 mkw. Należy natomiast podkreślić, że przez ostatnich dziesięć lat stołeczny rynek biurowy urósł pod względem podaży dwukrotnie, można więc powiedzieć, że ich skala jest zbliżona.

Wzrost liczby podnajmów obserwujemy mniej więcej od drugiego kwartału tego roku, kiedy to firmy wiedziały już, że pandemia nie skończy się szybko, pracownicy długo nie wrócą do w pełni obłożonych biur, a ze względu na pogarszającą się sytuację ekonomiczną na świecie konieczne będą cięcia wydatków. Dość naturalną strategią jest wtedy obniżenie kosztów stałych wynikających z użytkowania biura. – Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Według danych JLL, oferowane na rynku podnajmy zwiększyłyby w trzecim kwartale wskaźnik pustostanów w polskich miastach średnio o 2%.

Dodawanie podnajmów do wolnej powierzchni nie jest zgodne z metodologią zbierania danych o rynku, ponieważ powierzchnia wystawiona na podnajem pozostaje cały czas wynajęta. Zdecydowaliśmy się jednak wykonać takie ćwiczenie. I tak – na koniec września poziom niewynajętej powierzchni w Warszawie wynosił 9,6%, a kiedy dodamy do niego podnajmy – 11,6%. Dla porównania w Krakowie było to na przykład 12,4% i 14,1%, a w Trójmieście – 9,4% oraz 12,9%. Co ciekawe, w miastach regionalnych 70% powierzchni przeznaczonej na podnajem pochodzi od firm z sektora usług dla biznesu, które zazwyczaj chcą podnająć ok. 37% swojego biura. Powyższe wartości mogą robić wrażenie, należy jednak pamiętać, że tylko 5% wszystkich firm z tej branży działających w miastach regionalnych zdecydowała się na wystawienie części swojego biura na podnajem. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa, JLL

Dobra opcja, ale nie dla wszystkich

Na pierwszy rzut oka proces podnajęcia powierzchni innej firmie wydaje się dość prosty. Firma wydziela część swojego biura, podpisuje umowę i w ten sposób generuje oszczędności. Okazuje się jednak, że podnajem jest przedsięwzięciem obejmującym wiele różnych zmiennych.

Zanim dojdzie do podpisania umowy z firmą zainteresowaną naszym biurem, należy przeanalizować, czy taki podnajem nie łamie np. zasady zakazu konkurencji, która może widnieć w kontraktach innych firm, które mają podpisany najem z właścicielem budynku. Do tego dochodzą też kwestie związane z wydzieleniem drogi przeciwpożarowej, rozprowadzeniem sieci informatycznej, udostępnieniem podnajemcy kuchni, sanitariatów, czy rozliczeniem mediów. Warto też rozważyć dodatkowe zachęty, które zwiększą atrakcyjność naszej oferty, jak na przykład umożliwienie korzystania z leasingowanych serwisów do kawy, co może być traktowane jako „bonus” do umowy podnajmu. – Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Dobre przygotowanie się do procesu podnajęcia naszego biura, to również dopasowanie oczekiwań do rzeczywistości rynkowej.

Musimy mieć na uwadze to, że w większości przypadków podnajmujący nie zarabia na stawkach czynszowych. Podnajem jest szansą na zoptymalizowanie kosztów. Idealnie, jeśli firma jest stanie odzyskać 100% tych wydatków, ale wskazane jest określenie, jaki stopień korekty jesteśmy w stanie zaakceptować. – Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Z tego względu podnajem nie jest traktowany jako konkurencja dla tradycyjnego najmu biur, a dodatkowa opcja, która uzupełnia dostępny na rynku wachlarz możliwości.
Nie jest to też opcja odpowiednia dla wszystkich firm. Te z nich, które pracują na tzw. danych wrażliwych i są obwarowane procedurami bezpieczeństwa, będą raczej skłaniać się ku typowym umowom najmu. Ponadto, coraz więcej wiele przedsiębiorstw rozważa jako alternatywę biura typu flex. Mogą one być lepszym rozwiązaniem dla najemców oczekujących na oddanie docelowych budynków biurowych, wykończenie powierzchni, bądź też ustalających dopiero docelowy model środowiska pracy. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa, JLL

Mazowieckie firmy walczą o przetrwanie i utrzymanie wypłacalności

W wyniku przedłużającej się pandemii coraz więcej firm z województwa mazowieckiego balansuje na granicy płynności finansowej. W regionie kryzys szczególnie mocno uderzył m.in. w branżę hotelarską, gastronomiczną i kateringową (HoReCa) oraz dalekobieżnych przewozów autobusów, które zapowiadają liczne bankructwa już na początku przyszłego roku. Aby zapobiec upadłości, zagrożone niewypłacalnością przedsiębiorstwa, nie powinny zwlekać ze skorzystaniem z narzędzi naprawczych, takich jak uproszczona restrukturyzacja. 

HoReCa potrzebuje pomocy „od zaraz”

Częściowe zamrożenie gospodarki przełożyło się na ogromne straty w branży HoReCa. Według październikowych danych Krajowego Rejestru Długów zaległości hoteli, restauracji i firm cateringowych wynoszą już blisko 281 mln zł, czyli 68 mln zł więcej niż przed pandemią, w lutym br. Zadłużenie to rozkłada się na ponad 10 tysięcy podmiotów, przy czym największe problemy zgłaszają firmy z Mazowsza, gdzie łączne zaległości sięgają już 57,2 mln zł.  Najnowsze dane BIG InfoMonitor wskazują z kolei, że zaległości sektora hotelarskiego na koniec III kwartału br. wynosiły aż 955 mln złotych, co czyniło je najmocniej zadłużoną branżą gospodarki.  Druga pozycja w zestawieniu przypadła „restauracjom i innym stałym placówkom gastronomicznym”, które w drugim i trzecim kwartale br. zwiększyły zaległości z 535 do 570 mln zł.  Przedstawiciele branży HoReCa nie widzą także większych nadziei na szybką poprawę sytuacji. Według badań Europejskiego Funduszu Leasingowego, opublikowanych na początku listopada br., aż 51 proc. hoteli, restauracji i firm cateringowych spodziewało się spadku zamówień w swoich lokalach w ciągu ostatnich trzech miesięcy tego roku, zaś 40% firm z tego sektora oczekiwało pogorszenia sytuacji finansowej.

Dla większości firm z sektora HoReCa jednorazowe narzędzia wsparcia publicznego, takie jak „postojowe” czy bezzwrotne pożyczki, okazują się niewystarczające. Restauracje nie są w stanie utrzymać płynności bez zmiany modelu biznesowego, a hotele po kilku dobrych, letnich miesiącach, znów generują ogromne koszty utrzymania. Branża cateringowa uzależniona jest z kolei od eventów, które w dobie dystansu społecznego praktycznie przestały istnieć. Wszystkie te sektory potrzebują dziś profesjonalnego doradztwa restrukturyzacyjnego i finansowego oraz skutecznych narzędzi naprawczych, które ochronią ich przedsiębiorstwo i pomogą przetrwać najtrudniejsze miesiące – mówi Małgorzata Anisimowicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny i prezes zarządu PMR Restrukturyzacje, która od lat wspiera firmy z województwa mazowieckiego.

Kryzys wyhamował mazowieckie autokary

Gwałtowne załamanie rynku odczuli także mazowieccy przewoźnicy autobusowi, specjalizujący się w transporcie dalekobieżnym. W następstwie wprowadzenia reżimu sanitarnego, nowych wytycznych w zakresie dystansu społecznego oraz strachu przed wspólnym podróżowaniem, ta gałąź biznesu, zatrudniająca w Polsce około 80 tys. pracowników, straciła zdecydowaną większość klientów.

W tym przypadku znów największym poszkodowanych jest Mazowsze, które według Głównego Urzędu Statystycznego posiada najwięcej regularnych dalekobieżnych linii autobusowych. Zdaniem Polskiego Stowarzyszenia Przewoźników Autobusowych (PSPA) pandemia koronawirusa uderzyła w co najmniej trzy tysiące firm przewozowych, a tysiąc przedsiębiorstw jest obecnie w bardzo złej kondycji finansowej. Oznacza to, że niepewna pozostaje sytuacja około 8 tysięcy pracowników zatrudnionych w branży.

Przedsiębiorcy z branży autobusowych przewozów dalekobieżnych znaleźli się w niezwykle trudnej i niepewnej sytuacji, która wymaga od nich szybkich działań. Warto w tym miejscu podkreślić, że czas podjęcia decyzji o restrukturyzacji jest tutaj absolutnie kluczowy, a wcześnie wdrożony proces naprawczy znacznie zwiększa prawdopodobieństwo uregulowania zobowiązań i zabezpieczenia płynności w spółce. W tym celu firmy pogrążone w kryzysie mogą skorzystać z gotowych rozwiązań, np. uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego, które pozwala na szybkie wypracowanie układu z wierzycielami, poprawę płynności i przemodelowanie dotychczasowej strategii biznesowej przedsiębiorstwa. Te działania pozwolą uniknąć upadłości czy agresywnej windykacji. Ustabilizowanej dzięki restrukturyzacji firmie znacznie łatwiej będzie wrócić do pełnej konkurencyjności, gdy rynek zacznie działa na pełnych obrotach – wskazuje Małgorzata Anisimowicz.

Jak uproszczona restrukturyzacja działa w praktyce?

Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne stanowi hybrydę dotychczasowych postępowań, która powstała z myślą o maksymalnym ułatwieniu procedur. Mogą z niego skorzystać wszystkie przedsiębiorstwa,  niezależnie od wielkości i rodzaju działalności. Aby przyspieszyć proces naprawczy, uproszczone postępowanie toczy się niemal w całości poza sądem, a przedsiębiorca samodzielnie wybiera doradcę restrukturyzacyjnego i podpisuje z nim umowę o sprawowanie nadzoru nad przebiegiem postępowania. Po zawarciu umowy, przedsiębiorca sam zamieszcza obwieszczenie w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, a dzień jego publikacji automatycznie staje się dniem otwarcia postępowania i to bez oczekiwania na decyzję sądu. Od tego momentu rozpoczyna również bieg czteromiesięcznego terminu na zawarcie układu z wierzycielami.  – W przypadku uproszczonej restrukturyzacji w parze z szybkością działania w naprawie firmy, idzie także efektywność. Nowa formuła realnie chroni majątek przedsiębiorstwa, ponieważ bezpośrednio po otwarciu postępowania zawieszeniu ulegają wszczęte wcześniej postępowania egzekucyjne. Chronione są również kluczowe dla przedsiębiorstwa umowy – bez zgody nadzorcy układu niedopuszczalne jest np. wypowiedzenie umów najmu lub dzierżawy, leasingu, ubezpieczeń majątkowych, umów rachunku bankowego czy umów poręczeń – tłumaczy Małgorzata Anisimowicz.

W obliczu narastających problemów finansowych przedsiębiorstw to właśnie restrukturyzacja staje się dla wielu firm najskuteczniejszym narzędziem w walce o zachowanie biznesu i uniknięcie upadłości. W przypadku uproszczonej restrukturyzacji, wybór doświadczonego doradcy restrukturyzacyjnego pozwala nie tylko szybko przywrócić firmę na „właściwe tory”, ale zapewnia również przeprowadzenie działań naprawczych praktycznie bez udziału sądu. To dowód na to, że choć restrukturyzacja kojarzy się często z długim i zawiłym procesem, w praktyce wcale nie musi taka być.

Czego dowiesz się na szkoleniu z inwestowania w nieruchomości?

Polacy od lat uwielbiają inwestować w nieruchomości. Przy niskich stopach procentowych lokaty przestały być atrakcyjne, natomiast, dla wielu osób gra na giełdzie czy inne formy inwestycji wydają się mniej bezpieczne. Na tym tle rynek nieruchomość jawi się jako stabilny i gwarantowany zysk. Od czego jednak zacząć? Najlepiej od zdobycia podstawowej wiedzy. Rozwiązaniem mogą być szkolenia z inwestowania w nieruchomości.

Nie wiesz jak zacząć? Znajdź szkolenie z inwestowania w nieruchomości

Gdy w grę wchodzą dziesiątki, a częściej nawet setki tysięcy złotych. Dobrze zacząć od przyswojenia sobie podstawowych informacji dotyczących rynku, na którym chcemy zarabiać. Choćby takiej, że inwestor to nie tylko osoba, która przeznacza pieniądze na nowy lokal czy mieszkanie:

Inwestowanie w nieruchomości to bardzo często mylone pojęcie. Inwestorzy na tym rynku są bardziej przedsiębiorcami niż inwestorami, a samo inwestowanie to nie inwestowanie, tylko prowadzenie działalności gospodarczej– wyjaśnia Paweł Albrecht, ekspert i założyciel Albrecht International, organizacji dostarczającej wiedzę z zakresu inwestowania na rynku nieruchomości – W większości przypadków zarabianie na tym rynku polega na zakupie, remoncie i sprzedaży lub wynajmie nieruchomości. Inwestorzy pojawiają się tutaj dopiero po drugiej stronie – są to osoby, które kupują finalne produkty inwestycyjne od nieruchomościowych przedsiębiorców, którzy zarządzają tymi aktywami – dodaje Albrecht.

Na szkoleniu możesz dowiedzieć się również dlaczego, nawet jeśli nieruchomości nie generują najwyższego zysku w porównaniu do innych form działalności, to są najlepszym sposobem zabezpieczenia gotówki i zapewnienie sobie jej, stałego, comiesięcznego dopływu. Więcej informacji na temat szkoleń z inwestowania w nieruchomości znajdziesz na: https://pawelalbrecht.com/szkolenia/.

Dlaczego inwestowanie w nieruchomości ciągle się opłaca?

Ponieważ to ogromy i stabilny rynek. W samym tylko 2019 roku udzielono w naszym kraju  blisko 225 tys. nowych kredytów mieszkaniowych o sumie 62,6 mld zł. Oznaczało to, że kwota kredytów wzrosła o kilkanaście procent, w porównaniu do 2018, który również był rekordowy. Na podsumowanie 2020 roku będziemy musieli jeszcze poczekać, ale nawet utrzymanie takich kwot, a nie ich wzrost może oznaczać, że Polacy ciągle uważają nieruchomości za najlepszą inwestycję. W dobie pandemii i spowodowanym nią spowolnieniu gospodarczym, gdy wiele branż walczy o przetrwanie, ta, wbrew niektórym przypuszczeniom nie tylko nie zaczęła gwałtownie tracić, ale ciągle utrzymywać wzrosty. W III kwartale 2020 ceny nowych mieszkań w największych miastach w Polsce wzrosły o 7-9% w porównaniu z poprzednim rokiem. W 2019 wzrost był kilkunastoprocentowy w porównaniu do 2018, ale biorąc pod uwagę, że mówimy o bezprecedensowym roku dla gospodarki, to i tak bardzo dobry wynik.

 Zacznij od podstaw

W Internecie znajdziesz mnóstwo kursów tłumaczących i wyjaśniających meandry inwestycji i zarządzania nieruchomościami. Część z nich jest darmowa (jak na przykład kanał YouTube i blog cytowanego wcześniej Pawła Albrechta). Nie spowodują one, że od razu zdecydujesz się wejść na rynek nieruchomości, ale pozwolą zrozumieć, jak on działa. Podejmowanie decyzji dysponując wiedzą, jest na pewno rozsądniejsze i w dłuższej mierze bardziej opłacalne niż licznie na szczęście.

Wyklikałem, kupiłem, za(e)płaciłem. Raport „Płatności cyfrowe 2020”

O płatnościach w dobie pandemii i dynamicznego wzrostu e-commerce na podstawie raportu Izby Gospodarki Elektronicznej „Płatności cyfrowe 2020” opracowanego przez serwis GoMobi.pl. Partnerami merytorycznymi raportu są Przelewy24 i Visa. Wyniki na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute.

Cyfrowe zakupy i cyfrowy pieniądz

Rok 2020 to zdecydowanie rok elektronicznego handlu i elektronicznego pieniądza. W stosunku do 2019, o +15 p.p. zwiększył się odsetek kupujących w sieci i stanowią oni obecnie aż 72%. Można byłoby się spodziewać, że napływ nowych konsumentów do e-commerce spowoduje większą popularyzację tradycyjnych form płatności. Tak było, gdy pierwsi konsumenci wkraczali do świata zakupów cyfrowych. Tak się jednak tym razem nie stało. Polacy na dobre zasmakowali już w wygodnych płatnościach przy pomocy kart płatniczych, szybkich przelewów czy BLIKA i wykorzystują te metody sprawnie, zarówno w kanałach online, mobilnie, jak i offline, jeśli rozwiązanie na to pozwala. Dodatkowo, w roku pandemii, takie formy płatności uznają nie tylko za wygodniejsze, ale i bezpieczniejsze. Wśród płatności za zakupy w Internecie największą popularnością cieszą się kolejny rok z rzędu szybkie przelewy, ale już na drugim miejscu pojawił się w tym roku BLIK, który z kolei jest też liderem płatności za m-zakupy. Nie spada również popularność płatności kartowych przy odbiorze u kuriera, które znalazły się na 4-tym miejscu. Warto też podkreślić, że w tym roku pierwsza forma płatności uwzględniająca gotówkę – wysyłka za pobraniem – pojawia się dopiero na 5-tym miejscu zestawienia płatności w e-commerce, można więc powiedzieć, że polskie zakupy w sieci stały się na wskroś cyfrowe.

Analiza wyników raportu wskazuje na wyraźną dynamikę wzrostu rynku e-commerce, potwierdza również pewne przyzwyczajenia i preferencje kupujących – także, jeśli chodzi o przywiązanie do ulubionych metod płatności. Tak, jak można było przypuszczać, Covid-19 zdołał jednak  „zdetronizować” płatność gotówką za pobraniem, na rzecz e-płatności.  Być może pandemia przyspieszyła tylko pewne  procesy, które i tak pojawiłyby się w wyniku naturalnej ekspansji kanałów online. E-commerce rozwija się dynamicznie na wielu płaszczyznach, warto śledzić te zmiany, aby jak najlepiej dostosować ofertę do potrzeb e-rynku.  – mówi Magdalena Grablewska, Marketing Manager serwisu Przelewy24

Nowe, wygodne, bezpieczne

Polscy konsumenci lubią nowe i wygodne metody płatności, takie które ułatwiają zakupy, a nie w nich przeszkadzają. W tym roku do tych wymagań doszło też bezpieczeństwo. Z powodu koronawirusa częściej w sieci na urządzeniu pełnowymiarowym kupuje 27% internautów, w tym 45% e-kupujących, a na urządzeniu mobilnym – 22% internautów, w tym 37% takich, którzy do tej pory kupowali na laptopie, a aż 60% tych, co już wcześniej kupowali mobilnie. To może oznaczać ogromne wzrosty dla e-handlu, włącznie z osiągnięciem estymowanych przez niektórych ekspertów, m.in. Izbę Gospodarki Elektronicznej – 100 mld zł. Elektronicznie różnorodnych płatności dokonuje prawie połowa internautów i 8 na 10 e-kupujących. O 4p.p. spadły wskazania na płatności gotówkowe jako wykorzystywane w sklepach stacjonarnych, a wzrosły o kilka p.p. wszystkie płatności elektroniczne, jak zbliżeniowe kartą (53%, +2p.p.), a także BLIKIEM (+7p.p.), zbliżeniowe z Google Pay (+4p.p.) czy Apple Pay (+2p.p.). Stało się tak, pomimo że na początku pierwszej fali pandemii aż 17% Polaków przyznawało, że wypłacili większe ilości gotówki z banku w obawie przed kryzysem, a więc potem musieli spożytkować je w dużej mierze na zakupy.

W kwestii płatności zapewne dalej będziemy obserwować zdecydowany zwrot w stronę transakcji bezgotówkowych zarówno w świecie online jak i tradycyjnym handlu. Polska na tle innych krajów jest liderem, jeśli chodzi o ilość sposobów płatności, jakie dostarczane są konsumentom. Znajdujemy się również wśród największych entuzjastów nowych technologii, co widać po nowych sposobach płatności przyjmujących się z taką łatwością w naszym kraju. 14 % internautów płaci zegarkiem – płatności za pomocą gadżetów typu wearables najbardziej pokochali Australijczycy, za nimi w rankingu plasują się Holendrzy, Szwajcarzy i Rosjanie. Polacy są na piątym miejscu w Europie i szóstym na świecie. – mówi Patrycja Sass-Staniszewska Prezes Izby Gospodarki Elektronicznej

Zakupy nie tylko w Polsce

Czas pandemii to także moment, gdy Polacy jeszcze bardziej zaczęli analizować swoje zakupy. Poza aspektem szerokiego asortymentu i dostępności towarów w sieci, powróciła szersza analityka cen, a w konsekwencji tego, zwiększyła się także skłonność do zakupów za granicą. W tym roku już 29% e-kupujących deklaruje, że zrobili zakupy w sklepach internetowych poza Polską. Jest to wyraźny sygnał dla polskich e-sklepów, że konsumenci dostrzegli, iż w e-commerce granice praktycznie nie istnieją i będą wymagać od e-commerce, także polskiego, coraz więcej.

Nasze dane potwierdzają wyniki raportu „Płatności cyfrowe 2020”. Polscy konsumenci coraz chętniej płacą kartą w internecie. Liczba transakcji w e-handlu z wykorzystaniem kart Visa wydanych w Polsce wzrosła o 25 proc. we wrześniu tego roku w porównaniu z tym samym miesiącem rok wcześniej. W obliczu rosnącej popularności e-commerce przedsiębiorcy powinni przygotować się do nadejścia zmian, jakie na przełomie tego i przyszłego roku wystąpią w przebiegu płatności w internecie. Od 31 grudnia europejskie przepisy dot. SCA, czyli silnego uwierzytelnienia klienta (z ang. strong customer authentication) będą wymagały od banków weryfikacji tożsamości kupującego na dwa sposoby, by potwierdzić, że osoba płacąca w sieci to faktycznie posiadacz karty. Dla konsumentów może to oznaczać dodatkowe działanie, które trzeba będzie wykonać w momencie zakupu. Natomiast sprzedawcy muszą się upewnić u swojego dostawcy usług płatniczych, że ich sklep spełnia nowe wymogi – mówi Katarzyna Zubrzycka, dyrektor ds. relacji z detalistami i agentami rozliczeniowymi w Europie Środkowo-Wschodniej w Visa.

Nowości kontra tradycja

Badanie w stosunku do zeszłorocznych wyników, a nawet tych sprzed 2 lat, pokazuje, że nie zmieniło się podejście Polaków do wycofania gotówki. Wciąż ponad 60% z nas jest przeciw (64% w 2020, vs 62% w 2019 i 61% w 2018). Powody również pozostają te same – ryzyko wyalienowania starszych osób (37%, +4p.p. w stosunku do 2019) i opinia, że Polska nie jest na taką zmianę gotowa (35%, +2p.p.). Dodatkowo, wciąż wielu konsumentów deklaruje, że zdarza im się płacić w sklepie stacjonarnym gotówką. Może to być efekt pandemii i tego, że prawie co 5. Polak wypłacił gotówkę w obawie przed obostrzeniami w związku z kwarantanną. Tym niemniej, wydaje się, że w tym zakresie wskazana jest dalsza edukacja polskich konsumentów, co może przynieść wymierne efekty, ponieważ płatności elektroniczne polscy konsumenci uznają generalnie za bezpieczne (także w kontekście pandemii), a dodatkowo za wprowadzeniem zupełnie nowych form płatności za pomocą wirtualnej rzeczywistości, linii papilarnych, tęczówki czy neuropłatności jest już co 4. badany.

W pięcioletniej historii raportu „Płatności cyfrowe” nie zanotowaliśmy tylu nowości, co w bieżącym roku. W branży fintech rok COVID nie był rokiem straconym. W tegorocznej ankiecie pojawił się szereg nowych pytań. Pierwszy raz w Polsce zbadaliśmy także płatności w datkomatach i ofiaromatach. – komentuje Łukasz Kłosowski, Redaktor naczelny GoMobi.pl, członek Izby Gospodarki Elektronicznej

Po więcej informacji i danych na temat płatności cyfrowych, zapraszamy na stronę Izby Gospodarki Elektronicznej, gdzie znajduje się raport https://bit.ly/Platnosci_cyfrowe_2020 Można pobrać go bezpłatnie. Raport powstał na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute metodą CAWI – responsywnych ankiet internetowych. Badanie przeprowadzone zostało w dniach 6.11 – 12.11.2020. Zebrano 2413 odpowiedzi. Dane są reprezentatywne dla internautów w Polce pod względem struktury płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania.

Grupa Enel, właściciel Enel X, zamierza do 2030 roku zainwestować 190 miliardów euro

Enel, globalna firma energetyczna działająca w 33 krajach, właściciel największego na polskim rynku agregatora usług DSR Enel X, przedstawiła swoje plany na najbliższe lata. Do roku 2030 Grupa zainwestuje 190 miliardów euro, w tym 17 mld euro do 2023 r. w rozwój segmentu energii ze źródeł odnawialnych. 

Na konferencji poświęconej planom Grupy Enel zostały przedstawiona długofalowa strategia biznesowa sięgająca 2030 roku oraz strategiczny plan rozwoju na najbliższe dwa lata. W ciągu 10 lat Grupa spodziewa się zrealizować inwestycje w wysokości 190 miliardów euro pobudzając tym samym światowe trendy na rynku energetycznym, takie jak dekarbonizacja, elektryfikacja konsumpcji i digitalizacja usług na rynku energetycznym. Pozwoli to realizować zrównoważoną strategię Grupy oraz budować rentowność w średnim i długim okresie.

Pozycja lidera w branży i droga Grupy Enel do stania się w pełni cyfrową firmą umożliwiają w tym czasie wdrażanie dwóch modeli biznesowych: tradycyjnego, zwanego „Ownership” (właścicielski), w którym rozwiązania digitalowe  wspierają rentowność tradycyjnych inwestycji oraz „Stewardship” (zarządzanie), czyli  innowacyjny model, w którym rozwiązania digitalowe pobudzają rozwój biznesu oraz ważna staje się współpraca z innymi organizacjami czy przedsiębiorstwami w wypracowywaniu nowoczesnych rozwiazań.  Grupa planuje zainwestować bezpośrednio około 150 miliardów euro poprzez model biznesowy „Ownership” i około 10 miliardów euro poprzez model biznesowy „Stewardship”.

Dzięki nowej strategii wyznaczamy kierunek na następne 10 lat, mobilizując tym samym 190 miliardów euro w inwestycjach. Inwestycje pozwolą nam realizować nasze cele w tej dekadzie pełnej możliwości. Realizacja tej wizji wymaga wykorzystania naszej wyraźnej przewagi na rynku w sferze użyteczności w jej trzech głównych filarach. Po pierwsze, jesteśmy globalnym liderem pod względem produkcji energii odnawialnej. Po drugie zarządzamy globalnymi rozwiązaniami sieciowymi, w którym nasz model operacyjny napędza poprawę jakości, odporności, wydajności i elastyczności. Wreszcie, mając największą liczbę klientów na świecie, którym zapewniamy innowacyjne usługi i zintegrowane oferty. Przez całą dekadę będziemy umacniać tworzenie trwałej wspólnej wartości dla wszystkich interesariuszy, która jest również postrzegana poprzez atrakcyjne wynagrodzenie dla naszych akcjonariuszy – mówi Francesco Starace, CEO i General Manager w Enel Group.

Rozwój w najbliższych latach

Zgodnie z planami przedstawionymi przez Grupę Enel, do 2023 roku planowane są inwestycje bezpośrednie za około 40 miliardów euro, z czego około 38 miliardów euro poprzez model biznesowy „Ownership” i około 2 miliardy euro poprzez model biznesowy „Stewardship”, jednocześnie uzyskując około 8 miliardów euro od stron trzecich.

Ponad 90 proc. skonsolidowanych inwestycji Enel będzie zgodnych z Celami Zrównoważonego Rozwoju ONZ. Ponadto, zgodnie ze wstępnymi obliczeniami Enel, od 80 do 90 proc. skonsolidowanych nakładów inwestycyjnych Grupy zostanie dostosowanych do kryteriów regulacji UE dotyczących znaczącego wkładu w łagodzenie zmiany klimatu.

Z 40 mld euro ponad połowa jest przeznaczona na globalne wytwarzanie energii, a około 17 miliardów euro na odnawialne źródła energii, co sprawi, że całkowita zainstalowana skonsolidowana moc ze źródeł odnawialnych do 2023 r. wyniesie 60 GW (33 proc. więcej w porównaniu do 2020 r.). Grupa nadal będzie jednym z istotnych elementów światowej dekarbonizacji sektora energetyki. W rezultacie, emisje CO2 Grupy mają spaść o ponad 30 proc. do 2023 r. To z kolei umożliwi Grupie osiągnąć swój cel dekarbonizacji do 2030 r. polegający na redukcji o 80 proc. emisji gazów cieplarnianych w stosunku do 2017 r.

Według szacunków, wskaźnik EBITDA dla całej Grupy wyniesie od 20,7 do 21,3 mld euro w 2023 r., co oznacza 5-6 proc. skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR). Oczekuje się, że dochód zwykły netto wyniesie od 6,5 do 6,7 mld euro w 2023 r., co z kolei oznacza daje skumulowany roczny wskaźnik wzrostu rzędu 8-10 proc., również dzięki ciągłej optymalizacji zarządzania finansami Grupy.

Enel w Polsce

Grupa Enel to jeden z największych na świecie dystrybutorów i wytwórców energii elektrycznej oraz największy producent energii ze źródeł odnawialnych na świecie działający w 33 krajach na 5 kontynentach, właściciel działającej na polskim rynku spółki Enel X Polska, agregatora usług DSR. – Solidne wyniki finansowe– pomimo niesprzyjających warunków zewnętrznych – potwierdzają słuszność strategii i stabilność finansową Grupy Enel na całym świecie w zakresie korzystania z programów DSR, które stanowią kluczowy element budowania stabilności sieci. Zaufali nam klienci przemysłowi i komercyjni, włączając do programów ponad 18000 obiektów. W Polsce działamy od 2017 roku, oferując możliwość udziału w programach DSR, aby wspierać stabilność systemu elektroenergetycznego i bezpieczeństwo energetyczne Polski. Realizując naszą strategię staliśmy się największym agregatorem na rynku DSR, ale mamy ambitne plany dalszego wzrostu, aby rozwijać naszą działalność w tym dynamicznie rosnącym segmencie rynku, wspierając naszych klientów w bardziej efektywnym wykorzystaniu energii, dekarbonizacji, dzięki wykorzystywaniu nowoczesnych rozwiązań związanych m.in. z elektryfikacją czy digitalizacją w energetyce. Dzięki wdrażaniu takich rozwiązań mogą oni zwiększać swoją konkurencyjność – mówi Jacek Misiejuk, dyrektor zarządzający Enel X Polska.

Sposoby finansowania auta firmowego – jakie są możliwości?

Przedsiębiorca chcący kupić samochód na firmę, może skorzystać z kilku sposobów zewnętrznego finansowania. Do najpopularniejszych z nich należy leasing, kredyt, wynajem długoterminowy oraz pożyczka leasingowa. Przedstawiamy najważniejsze cechy każdego z tych rozwiązań, a także wiążące się z nimi zalety i wady.

Wynajem długoterminowy

Jest to umowa cywilnoprawna zawierana pomiędzy firmą wynajmującą a przedsiębiorcą biorącym samochód w dzierżawę. Najczęściej pojazdy wynajmowane są na okres od 2 do 4 lat, po czym możliwe staje się zawarcie kolejnej umowy na dzierżawę nowego auta. Przez cały czas wynajmu właścicielem samochodu jest finansujący. Przedsiębiorca każdego miesiąca płaci ratę, na której wysokość składa się utrata wartości auta w czasie, koszty serwisowe (w tym przeglądy i sezonowa wymiana opon), koszty polisy ubezpieczeniowej oraz marża wynajmującego. Finansujący jest także odpowiedzialny za likwidację szkód. Często oferuje ponadto dzierżawcy kartę paliwową oraz inne usługi dodatkowe. W umowie zwykle znajduje się zapis dotyczący maksymalnej liczby kilometrów – jeżeli przedsiębiorca przekroczy limit, wówczas będzie musiał ponieść dodatkową opłatę.

Wynajem długoterminowy to rozwiązanie polecane zwłaszcza tym osobom, które cenią sobie przewidywalność kosztów oraz wygodę. Płacą stały czynsz i oszczędzają swój czas. Uzyskanie takiego źródła finansowania wiąże się z niedużymi formalnościami i nie powoduje obniżenia zdolności kredytowej. Nie jest także wymagane wnoszenie opłaty wstępnej. Przedsiębiorca korzystający z samochodu jedynie w celach firmowych może wliczyć do 100% wartości raty w koszty uzyskania przychodu.

Leasing

Innym sposobem finansowania firmowego auta jest leasing samochodowy. Leasingobiorca korzysta z otrzymanego od firmy leasingowej pojazdu, jednak jego formalnym właścicielem przez cały okres umowy pozostaje leasingodawca. Przedsiębiorca z każdą kolejną ratą spłaca kwotę odpowiadającą przewidywanemu spadkowi wartości pojazdu w czasie, powiększoną o marżę finansującego. Powinien używać samochodu zgodnie z zapisami umowy, ponieważ za ich złamanie może zostać obarczony dodatkowymi opłatami.

Można wyróżnić dwa podstawowe rodzaje leasingu – operacyjny oraz finansowy. Leasing operacyjny jest traktowany jako usługa, dlatego do każdej raty dolicza się 23% podatku VAT. Leasingobiorca nie ma możliwości zaliczenia pojazdu do majątku firmy i dokonywania odpisów amortyzacyjnych – takie prawo zachowuje finansujący. Po zakończeniu umowy przedsiębiorca może zdecydować się na wykup samochodu za cenę znacznie niższą niż rynkowa. Ma także możliwość zwrotu pojazdu. Minimalny czas trwania leasingu operacyjnego wynosi zazwyczaj 24 miesiące, a maksymalny zwykle firmy leasingowe ustalają na 60 miesięcy.

Leasing finansowy (kapitałowy) jest natomiast uznawany za dostawę towaru. Przedsiębiorca musi zapłacić cały VAT z góry, po otrzymaniu pojazdu do dyspozycji. Uzyskuje prawo wpisania go do rejestru środków trwałych i dokonywania odpisów amortyzacyjnych. Samochód po zakończeniu umowy automatycznie staje się własnością leasingobiorcy – nie dochodzi więc do wykupu. Czas trwania leasingu finansowego może być dowolny.

Skorzystanie z leasingu pozwala uniknąć skomplikowanych formalności. Często firmy leasingowe stosują tryb uproszczony zawierania umowy, dlatego samochód można otrzymać nawet w dniu złożenia wniosku. Zdolność leasingowa nie jest tak samo sprawdzana jak kredytowa, a leasingodawcy godzą się na leasing z wkładem własnym na poziomie 0%. Biorą ponadto na siebie formalności związane z zakupem i rejestracją auta.

Raty leasingu mogą stanowić koszt uzyskania przychodu – w przypadku leasingu operacyjnego część kapitałowa i odsetkowa, a finansowego jedynie część odsetkowa. Można również zmniejszać podstawę opodatkowania, uwzględniając wydatki eksploatacyjne, np. w związku z serwisem, przeglądami, wymianą wycieraczek, zakupem płynów itp.

Kredyt

Przedsiębiorca finansujący samochód kredytem staje się jego właścicielem, dlatego może wpisać go do majątku firmowego i amortyzować. Rata kredytu jest relatywnie niska w porównaniu do leasingu czy wynajmu długoterminowego. Kredytobiorca oprócz odpisów amortyzacyjnych może zaliczać do kosztów uzyskania przychodu naliczone przez bank odsetki, a także bieżące wydatki eksploatacyjne.

Udzielenie kredytu wymaga spełnienia wielu zawiłych formalności, co znacząco opóźnia moment otrzymania pojazdu do dyspozycji. Bank wymaga również wpłaty wysokiego wkładu własnego. Instytucja ta jest współwłaścicielem samochodu do momentu spłaty kredytu – dane banku znajdują się w dowodzie rejestracyjnym. Umowa często zakłada obowiązkowe wykupienie ubezpieczenia Autocasco, spełniającego wymagania kredytodawcy.

Pożyczka leasingowa

Stanowi pośrednie rozwiązanie pomiędzy leasingiem a kredytem. W odróżnieniu od kredytu nie wymaga spełniania skomplikowanych procedur formalnych – są one analogiczne jak w przypadku leasingu. Przedsiębiorca nie musi więc wnosić wysokiego wkładu własnego ani udowadniać zdolności kredytowej. Umowa może zostać zawarta na czas od kilku miesięcy do nawet 8 lat. Warto być świadomym, że pożyczka leasingowa, podobnie jak kredyt, powoduje obniżenie zdolności kredytowej.

Auto kupione ze środków z pożyczki leasingowej staje się własnością pożyczkobiorcy. Może on wpisać samochód do rejestru środków trwałych i dokonywać odpisów amortyzacyjnych. Przedsiębiorca zyskuje pełną elastyczność w zakresie użytkowania samochodu.

Jako koszt uzyskania przychodu można uznać naliczone do rat pożyczki leasingowej odsetki, ewentualne prowizje oraz koszty eksploatacji. Rata nie zostanie powiększona o podatek VAT, dlatego ten sposób finansowania może być korzystny dla tzw. „nievatowców”. Pożyczka leasingowa to również rozwiązanie polecane przedsiębiorcom korzystającym z unijnych dofinansowań.

Rok 2021 zacznie się od dużych zmian w przepisach dotyczących leasingu

Od 1 stycznia 2021 roku przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą zyskają dodatkową ochronę prawną. Na cały sektor finansowy, w tym na firmy leasingowe, nałożony został obowiązek zadbania o jeszcze większą przejrzystość umów oraz zrównania części praw mikroprzedsiębiorców z prawami konsumentów.

Celem wprowadzanych zmian jest likwidacja istniejących dysproporcji pomiędzy jednoosobowymi działalnościami gospodarczymi, a dużymi korporacjami oraz przyznanie większej ochrony prawnej tym pierwszym.

„Leasing staje się coraz bardziej popularną formą finansowania inwestycji. Coraz częściej korzystają z niego mali przedsiębiorcy, czyli osoby fizyczne prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą lub działające w ramach spółek cywilnych, którzy stanowią ponad 2/3 klientów firm leasingowych. Wprowadzane zmiany będą dla nich oznaczać istotną ochronę i uzyskanie dodatkowych uprawnień” – mówi Izabela Fotyga, dyrektor ds. produktów i procesów PKO Leasing.

Zmiany w prawie będą korzystne dla klientów, a umowy przez nich zawierane staną się bardziej przejrzyste i czytelne. Według Marcina Gamskiego, dyrektora ds. obsługi umów i rozliczeń PKO Leasing w dotychczasowych relacjach pomiędzy spółkami leasingowymi a małymi przedsiębiorstwami funkcjonowała dysproporcja w wiedzy i doświadczeniu w realizacji umów leasingowych. „Spółki leasingowe specjalizując się w tym biznesie będą musiały od 1 stycznia wyrównać tę dysproporcję. Mali przedsiębiorcy często nie mają szerokiej wiedzy finansowej, prawnej i podatkowej. Dlatego wprowadzone zmiany zapewniają ochronę najmniejszym z nich” – mówi dyr. Gamski. Celem ustawodawcy jest więc skłonienie branży, by w zawieranych umowach wyeliminować wszelkie zapisy czy postanowienia, które potencjalnie mogą nosić znamiona abuzywności, czyli mogą naruszać interesy klientów działających jako jednoosobowe działalności gospodarcze.

Zmiany dotyczą wszystkich nowych umów zawartych od 1 stycznia 2021 roku, a w PKO Leasing dotykają obszarów związanych – nie tylko jak w wielu firmach leasingowych – z dokumentacją, ale także z opłatami dodatkowymi. Spółka w ramach umów zawartych z klientami prowadzącymi jednoosobową działalność gospodarczą oraz działających w ramach spółek cywilnych nie będzie pobierać dodatkowych opłat związanych z bieżącą obsługą umowy m.in. za:

  • przygotowanie aneksu,
  • obsługę mandatów,
  • administrowanie polisą obcą,
  • rozliczenie szkody,
  • wydanie zgody na używanie przedmiotu leasingu przez osobę trzecią,
  • wydanie duplikatów, opinii,
  • monity i wezwania do zapłaty.

Zmiany sięgają jednak dalej i dotyczą – oprócz treści umów czy wspomnianych wyżej opłat dodatkowych – także procesów obsługi transakcji. „Zawsze byliśmy transparentni w stosunku do naszych klientów, niemniej teraz szczegółowo przeanalizowaliśmy nasze produkty pod względem prawnym i procesowym. W efekcie tych działań, proces podjęcia decyzji o finansowaniu będzie prostszy” – mówi Marcin Gamski.

Firma otwarcie komunikuje elementy cenotwórcze zastosowane do skalkulowania rat leasingowych. „Wprowadzone zmiany czynią teraz nasze produkty bardziej przewidywalnymi pod względem cenowym dla małych przedsiębiorców. Co więcej, by uprościć kalkulację raty, zlikwidowaliśmy tabele opłat i prowizji. Wszystkie koszty, jakie były dotychczas w nich ujęte, zostaną uwzględnione w miesięcznej racie. Klient zawierając taką umowę będzie wiedział, ile zapłaci w całym okresie jej trwania i nie będzie zaskakiwany, np. dodatkową opłatą z tytułu zawarcia aneksu do umowy” – podsumowuje Marcin Gamski.

Przejrzystość umów może być jednym z czynników, które w przyszłości przyczynią się do przepływu klientów między firmami. „To będzie jeden z ważnych wyznaczników mających wpływ na wybór sposobu finansowania oraz firmy finansującej, zwłaszcza przez najmniejszych przedsiębiorców. Klienci, szukając najlepszych ofert na rynku, często zawierają umowy w różnych firmach leasingowych. Będziemy edukować klientów, by potrafili rozpoznać, czy umowa, którą zamierzają zawrzeć, jest dla nich naprawdę korzystna” – mówi dyr. Fotyga.