Czy pandemia spowoduje koniec płatności gotówkowych? Raport Capgemini

Pandemia pchnęła firmy do konieczności przeprowadzenia szybkiej transformacji cyfrowej. Zmieniło się m.in. podejście do płatności bezgotówkowych – zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów, którzy dotychczas nierzadko byli do tego rodzaju transakcji nastawieni negatywnie. Gotówka wciąż jest najpopularniejszą metodą płatności, jednak jak wskazuje opublikowany przez firmę Capgemini World Payments Report 2020, udział płatności bezgotówkowych stale rośnie, a szczególnie znaczący wzrost mogliśmy obserwować w ostatnich miesiącach. Oczekuje się, że liczba użytkowników tzw. portfeli cyfrowych wzrośnie z 2,3 miliarda w 2019 roku do 4 miliardów w 2024 roku, a tym samym obejmie 50 proc. światowej populacji. Czy możemy spodziewać się zupełnego odejścia od płatności gotówkowych?

Raport Capgemini przewiduje, że stopa wzrostu dla globalnych transakcji bezgotówkowych w latach 2019-2023 ma wynieść 12 proc. Już w okresie 2018-2019 obserwowaliśmy duży wzrost tego rodzaju płatności – ich wykorzystanie zwiększyło się wówczas aż o 14 proc., a wzrost ten wywołany był rosnącą popularnością płatności z wykorzystaniem smartfonów, dynamicznie rozwijającym się handlem elektronicznym, wprowadzaniem portfeli cyfrowych i innowacjami w zakresie płatności mobilnych. Liderem transakcji bezgotówkowych w 2019 roku był region Azji i Pacyfiku, wyprzedzając Europę i Amerykę Północną – to w Chinach, Indiach i na rynkach Azji Południowo-Wschodniej obserwujemy największy postęp w zakresie wdrażania innowacji płatniczych (wzrost o 31,1 proc.).

– Pandemia przyspieszyła tempo innowacji w obszarze płatności i bardzo szybko przekształciła je w nową normalność, wymagając od firm z sektora finansowego, aby stały się innowatorami niemal z dnia na dzień. Obecnie bardziej niż kiedykolwiek, dostawcy usług płatniczych muszą usprawniać i dywersyfikować swoje oferty, kłaść nacisk na szybkość, wygodę i bezpieczeństwo. Już dziś widać, że banki zaczynają priorytetowo traktować transformację technologiczną, dobierając do współpracy wizjonerskich partnerów, którzy są w stanie tworzyć wizjonerskie organizacje, wpasowujące się w tę nową normalność i spełniające oczekiwania klientów – mówi Daniel Jarzęcki, BSv FPIA Consulting Director w Capgemini.
W Polsce również zauważamy dużą zmianę podejścia do płatności bezgotówkowych. Lokalni przedsiębiorcy zaczynają postrzegać wprowadzenie możliwości tego rodzaju transakcji jako zapewnienie sobie i swoim klientom bezpieczeństwa sanitarnego oraz komfortu w dokonywaniu transakcji. Na tę zmianę znaczący wpływ miała sytuacja wywołana przez pandemię, jednak badania już dziś wskazują, że dzięki temu impulsowi, w perspektywie długofalowej zmienią się przyzwyczajenia konsumentów.

Zwiększona konkurencja zmusza tradycyjnych dostawców usług płatniczych do (r)ewolucji

Klienci odchodzą od gotówki w miarę wzrostu popularności płatności cyfrowych. Nowi gracze szybko stają się coraz bardziej popularni. Raport pokazuje, że 50 proc. klientów już dziś wybiera nowo powstałe banki, które mają własny podstawowy system bankowy i bezpośrednio konkurują z instytucjami o dłuższej tradycji, czasami specjalizując się w obszarach niedostatecznie obsługiwanych przez większe organizacje. Dodatkowo, z badania Capgemini wynika, że aż 38 proc. konsumentów podczas pandemii znalazło nowego dostawcę usług płatniczych.

– Płatności alternatywne będą z pewnością w dalszym ciągu zwiększać przestrzeń do płatności bezgotówkowych, ponieważ konsumenci poszukują szybkości, wygody i lepszej obsługi klienta. Szacuje się, że liczba użytkowników tzw. portfeli cyfrowych wzrośnie z 2,3 miliarda w 2019 roku do 4 miliardów w 2024 roku, a tym samym obejmie 50 proc. światowej populacji – dodaje Daniel Jarzęcki.

Technologia ma pomóc firmom płatniczym w radzeniu sobie ze zwiększonym ryzykiem

Ponieważ rynek wciąż ulega ewolucji i dostępnych jest coraz więcej opcji płatności, organizacje finansowe muszą borykać się ze zwiększonym ryzykiem w swojej działalności. Dyrektorzy ds. płatności twierdzą, że firmy są narażone na zagrożenia związane m.in. z cyberbezpieczeństwem, nowymi regulacjami prawnymi, operacyjnymi czy biznesowymi. Aż 87 proc. z nich uważa, że istnieje duże prawdopodobieństwo wystąpienia luk w cyberprzestrzeni, wywołanych szybkim wprowadzaniem nowych procesów w czasie pandemii, co w konsekwencji zwiększa ryzyko cyberataków. Firmy płatnicze aktywnie korzystają zatem również z technologii wspomagających minimalizację nowych zagrożeń. Organy regulacyjne już dziś w bardzo dużym stopniu koncentrują się na niwelowaniu ryzyka w przypadku płatności bezgotówkowych, by banki i firmy technologiczne mogły skupić się na własnej działalności oraz współpracy. Aż 60 proc. dyrektorów banków uważa, że współpraca z odpowiednimi partnerami ma kluczowy wpływ na ulepszenie oferty kierowanej do konsumentów. Tylko w ten sposób możliwe będzie podniesienie jakości usług przy jednoczesnej minimalizacji niepewności wywołanej pandemią.

Metodologia badania

Tegoroczny raport World Payments zawiera informacje na temat 44 rynków płatności w różnych regionach geograficznych. Dla ogólnoświatowych makroopisowych wykresów zdefiniowano sześć regionów: Europa, Ameryka Północna, Dojrzała Azja i Pacyfik, Azja wschodząca, Ameryka Łacińska i MEA, pogrupowane według kryteriów dojrzałości geograficznej, ekonomicznej i rynku płatności bezgotówkowych. Ponad 8600 konsumentów wzięło udział w opublikowanym w raporcie badaniu Voice of the Consumer. Dodatkowa ankieta internetowa skierowana do banków, FinTechs, dostawców usług płatniczych i korporacji dostarczyła danych od 235 respondentów, a 45 wywiadów z kierownictwem przeprowadzono z bankami, firmami płatniczymi, firmami obsługującymi systemy kart, dostawcami usług technologicznych i sprzedawcami detalicznymi.

Jak Ukraińcy oceniają pracę w Polsce w 2020 roku – raport OTTO Work Force

Rok 2020 był nietypowy i trudny dla wszystkich, zarówno dla przedsiębiorstw, jak i pracowników. Mimo niesprzyjających warunków aż 78% pracowników z Ukrainy deklaruje satysfakcję z pracy w Polsce, to o 6% więcej niż 2019 roku. Dla 71% Ukraińców główną motywacją do podjęcia pracy w naszym kraju były wyższe zarobki.

Pracownicy z Ukrainy bardziej zadowoleni z pracy niż w ubiegłym roku

Według najnowszego raportu OTTO Work Force Central Europe, przeprowadzonego na grupie 520 pracowników tymczasowych z Ukrainy, aż 78% badanych deklaruje zadowolenie z pracy w Polsce. Jest to o 6 punktów procentowych więcej niż przed rokiem, kiedy to pracownicy bardziej krytycznie oceniali atrakcyjność zatrudnienia. Na podstawie cyklicznych badań, realizowanych przez OTTO już od sześciu lat, widać, że od 2017 roku trwała tendencja spadkowa poziomu satysfakcji z pracy – wtedy to wskaźnik ten osiągnął swoje maksimum (94%). W 2020 roku obserwujemy widoczny wzrost zadowolenia względem ubiegłego roku.

Zmiana w czasie poziomu zadowolenia pracowników tymczasowych z Ukrainy z pracy w Polsce.

Pracownicy z Ukrainy bardziej zadowoleni z pracy
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zadowolenia z pracy w Polsce w 2020 roku, 2020, OTTO Work Force Central Europe

“Pandemia Covid-19 sprawiła, że sytuacja na rynku pracy w 2020 roku zmieniała się bardzo dynamicznie, a wiele osób, szczególnie podczas pierwszej fali, straciło pracę. Trudna sytuacja na rynku pracy na Ukrainie sprawiła, że Ukraińcy mocniej docenili zatrudnienie w Polsce, a ich poziom zadowolenia z pracy wzrósł względem 2019 roku. Na początku pandemii wielu Ukraińców wróciło do ojczyzny z powodu utraty pracy czy troski o rodzinę, ale już kilka tygodni później aż 70% z nich deklarowało chęć powrotu do Polski. Także polscy pracodawcy czekali na obywateli Ukrainy z otwartymi ramionami, bo choć bezrobocie w Polsce nieznacznie się zwiększyło, to firmy nadal zabiegają o pracowników ze wschodu” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Ukraińcy najbardziej zadowoleni z relacji ze współpracownikami, a najmniej z braku rozwoju

Z raportu OTTO Work Force Central Europe wynika, że od 2018 roku utrzymuje się podobna tendencja w poziomie zadowolenia pracowników z Ukrainy z poszczególnych elementów pracy. Pracownicy są najbardziej zadowoleni z relacji ze współpracownikami (93%) i mamy tutaj wzrost o 6 punktów procentowych w stosunku do wyników zeszłorocznego badania. Po raz kolejny wysoko ocenione zostały także warunki pracy (82%) oraz stosunek Polaków do imigrantów (70%). W zeszłorocznym badaniu pracownicy z Ukrainy byli niezadowoleni z możliwości rozwoju zawodowego i w tym roku jest podobnie, tyle, że grupa osób niezadowolonych wzrosła z 35% do 40%.

“W tegorocznym badaniu widać zmianę w ocenie poziomu zadowolenia z wynagrodzenia. W 2019 roku z wynagrodzenia było zadowolonych tylko 51% respondentów, podczas gdy w 2020 roku grupa ta stanowi aż 65%. Wynika to prawdopodobnie z trudnej sytuacji na rynku pracy na Ukrainie, przestojów w zakładach produkcyjnych i wzrostu bezrobocia. W takiej rzeczywistości poziom wynagrodzenia rozpatrywany jest w inny sposób niż jeszcze w roku 2019, kiedy to dostępność ofert pracy była większa” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

71% pracowników z Ukrainy zachęciły do pracy w Polsce wyższe zarobki

Covid-19 mocno dotknął rynek pracy w całej Europie, także w Polsce. Ponadto wybuch epidemii sparaliżował strachem społeczeństwo i spowodował, że wiosną znaczna część pracowników z Ukrainy wróciła do ojczyzny. Wraz ze stabilizacją sytuacji gospodarczej i oswajaniem się z epidemią, obserwowaliśmy powrót Ukraińców do pracy w Polsce.

“Dla 71% badanych główną motywacją do podjęcia pracy w Polsce były wyższe zarobki. Na kolejnej pozycji znalazły się lepsza sytuacja gospodarcza w Polsce (32%) oraz brak pracy na Ukrainie (31%). Trzeba tutaj zaznaczyć, że na początku jesieni, kiedy fala powrotów była największa bezrobocie w Polsce kształtowało się na poziomie 6,1%, podczas gdy na Ukrainie wynosiło już 9,9%” – wyjaśnia Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Dlaczego, mimo pandemii Covid-19, zdecydował/a się Pan/i na pracę w Polsce?

pracowników z Ukrainy zachęciły do pracy w Polsce wyższe zarobki
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zadowolenia z pracy w Polsce w 2020 roku, 2020, OTTO Work Force Central Europe

Niemal co drugi badany twierdzi, że nie miał trudności w znalezieniu pracy

Niemal połowa pracowników z Ukrainy deklaruje, że w 2020 roku, mimo pandemii, nie miała trudności w znalezieniu pracy w Polsce. Z kolei 40% respondentów nie potrafiło jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, a tylko 14% wskazało, że w 2020 roku było trudniej znaleźć zatrudnienie w Polsce.

“Trzeba zaznaczyć, że mimo większej dostępności pracowników z Polski, wśród naszych Klientów cały czas utrzymuje się popyt na pracowników zza wschodniej granicy. W niektórych branżach jak np. produkcja trudno jest ich w pełni zastąpić pracownikami z Polski. Są także takie branże, które w tym trudnym czasie intensywnie się rozwiały, jak e-commerce, a ich zapotrzebowanie na pracowników dynamicznie wzrastało” – wyjaśnia Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Czy według Pana/i jest teraz trudniej o pracę w Polsce niż w poprzednich latach?trudniej o pracę w Polsce

trudniej o pracę w Polsce 2
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zadowolenia z pracy w Polsce w 2020 roku, 2020, OTTO Work Force Central Europe

 

Dalszy spadek sprzedaży kredytów w Polsce – raport listopad 2020 r.

W listopadzie 2020 r., w porównaniu do listopada 2019 r., banki i SKOK-i udzieliły dużo mniej dwóch rodzajów produktów kredytowych zarówno w ujęciu wartościowym, jak i liczbowym. W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-45,2%) mniej kart kredytowych, udzieliły o (-32,1%) mniej kredytów gotówkowych. Wzrost odnotowały kredyty mieszkaniowe, których udzielono o (+7,2%) więcej niż rok temu w listopadzie, więcej było też kredytów ratalnych o (+4,6%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały o (-41,5%) mniej limitów kartowych niż przed rokiem. Spadła także wartość udzielonych w listopadzie 2020 r. kredytów gotówkowych o (-28,4%). Dodatnia dynamika dotyczy kredytów mieszkaniowych – wzrost o (+15,4%) oraz kredytów ratalnych o (+5,0%).
W trakcie jedenastu miesięcy 2020 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 2,514 mln kredytów gotówkowych (-30,7%) na kwotę 46,943 mld zł (-31,2%) oraz 3,236 mln kredytów ratalnych (+3,3%) na kwotę 13,93 mld zł (+3,0%), zaś kredytów mieszkaniowych 199,3 tys. (-9,5%) na kwotę 57,92 mld zł (-3,4%).

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski, BIK bierze pod uwagę dwa aspekty. Po pierwsze, uwzględnia specyfikę produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank (zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu). Zatem w przypadku tych produktów, listopadowa sprzedaż jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w listopadzie. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym sprzedaż kredytów mieszkaniowych w listopadzie jest efektem wniosków składanych we wrześniu i październiku. Po drugie, problemy ze spłacaniem kredytów w wyniku pandemii nie mogły się jeszcze w pełni zmaterializować w odczytach Indeksów Jakości, ponieważ Indeksy obejmują opóźnienia powyżej 90 dni. A część kredytobiorców, z powodu sytuacji wywołanej COVID – 19, skorzystała z bankowego wsparcia w zakresie odroczenia spłaty rat kredytowych (wakacje były udzielane na okres 3 i 6 miesięcy). Część odroczeń spłat już się zakończyła. Na koniec listopada wakacjami było jeszcze objętych 74,7 tys. rachunków kredytowych na kwotę 4,9 mld zł.

Kredyty gotówkowe i ratalne

– W okresie styczeń – listopad 2020 r. ujemne dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów gotówkowych, dotyczyły wszystkich przedziałów wartości udzielanych kredytów. Widzimy już to zjawisko od początku pandemii. Najwyższy spadek w ujęciu wartościowym dotyczył kredytów wysokokwotowych tj. powyżej 50 tys. zł (-35,4%), a w ujęciu liczbowym kredytów z przedziału pomiędzy 3 a 10 tys. (-33,7%). Ponownie, niższa ujemna dynamika dotyczyła kredytów gotówkowych z przedziału niskokwotowego do 1 tys. zł: liczbowo (-19,6%) oraz (-20,9%) wartościowo. Może to świadczyć o większej ostrożności banków w udzielaniu bardziej ryzykownych kredytów jakimi są kredyty wysokokwotowe. Ponadto również u potencjalnych kredytobiorców, z uwagi na wyższą niepewność obecnej sytuacji, ogranicza się popyt na te kredyty. Niskokwotowe kredyty gotówkowe mogą natomiast w jakiejś części kompensować brak dostępności do pożyczek pozabankowych wynikających z wielu czynników, w tym regulacyjnego.

porównaniu do kredytów gotówkowych o wiele lepiej, a nawet bardzo dobrze, wygląda sytuacja kredytów ratalnych. W ich przypadku w okresie styczeń – listopad 2020 r. zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowaliśmy dodatnie dynamiki sprzedaży: odpowiednio (+3,3%) oraz (+3,0%). I jest to jedyna grupa produktowa, w przypadku której wystąpiły dodatnie dynamiki w okresie pierwszych jedenastu miesięcy 2020 r. Główną przyczyną takiej sytuacji, jest przede wszystkim to, że ten rodzaj kredytów dla udzielającego banku jest dużo bezpieczniejszy od kredytów gotówkowych, co ma swoje odzwierciedlenie w poziomie szkodowości (druga po kredytach mieszkaniowych najniższa szkodowość). Inne jest również ekonomiczne przeznaczenie tych kredytów – kredyty gotówkowe służą bardziej uzupełnieniu bieżącego budżetu domowego, zaś ratalne wiążą się z nabywaniem na raty dóbr konsumpcyjnych trwałego użytku, m.in. sprzętu RTV/AGD, elektroniki, mebli, samochodów. Wzrost liczby udzielonych kredytów ratalnych należy wiązać z m.in. dużymi akcjami promocyjnymi  zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i w e-commerce – stwierdza prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Dla kredytów gotówkowych średnia wartość udzielonego kredytu to 18 522 zł – wzrost o 5,4% w stosunku do listopada 2019 r. Średnia wartość kredytu ratalnego to 4 119 zł i jest ona wyższa niż w listopadzie rok temu o 0,4%.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – listopadowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,33%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się kredyty gotówkowe. Listopadowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 3,65%.

Pomimo wcześniejszych obaw dotyczących wzrostu szkodowości kredytów gotówkowych i ratalnych, listopadowy odczyt potwierdza pozytywne zaskoczenie związane z poprawą jakości wyrażoną spadkami odczytów Indeksu Jakości, obserwowaną już we wrześniu i październiku i kontynuowaną w listopadzie. Tak wyraźna poprawa Indeksu Jakości jest najprawdopodobniej efektem odroczeń spłat rat kredytowych w ramach wakacji kredytowych udzielanych klientom przez banki.

 W porównaniu do listopada 2019 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) aż o 2,38 pkt proc., a w porównaniu do odczytu październikowego, o 0,08. Niewątpliwie główny pozytywny wpływ na to miała uzyskana przez część kredytobiorców pomoc z banków związana z odraczaniem spłaty rat kredytów, która w dużej części zamortyzowała ewentualny brak możliwości spłaty kredytu w wyniku spadku dochodów w pierwszych miesiącach pandemii i lockdownu. Trzeba więc ze szczególną uwagą śledzić terminowość spłat w kolejnych miesiącach (szczególnie w grudniu 2020 i styczniu 2021), tym bardziej, że kończą się wakacje kredytowe kredytobiorcom o gorszym profilu ryzyka. W listopadzie poprawiła się również jakość kredytów ratalnych. W ich przypadku wartość Indeksu w okresie 12 miesięcy polepszyła się (spadła) o 0,78, a w stosunku do października 2020 r. o 0,08  – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe

W listopadzie br. na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy kolejne dodatnie dynamiki wartości (+15,4%) udzielonych kredytów, przy pierwszy raz w pandemii dodatniej  dynamice liczby udzielonych kredytów (+7,2%) w porównaniu z listopadem 2019. W okresie styczeń – listopad 2020 r., już 48,1% wartości udzielonych kredytów dotyczyło przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł. Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w okresie styczeń – listopad 2020 r. nadal tak, jak i w poprzednich okresach, obserwujemy odmienne tendencje. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dotyczą tylko kredytów powyżej 350 tys. zł, których pomiędzy styczniem a listopadem 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. w ujęciu liczbowym udzielono więcej o 7,6%, a w wartościowym o 8,6%.

– Wyniki listopadowej akcji kredytowej  w zakresie kredytów mieszkaniowych są odzwierciedleniem popytu z okresu września i października. Odbudowę popytu na kredyt mieszkaniowy sygnalizowały już zarówno wrześniowy, jak i październikowy odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe odpowiednio (+5,4%)  oraz (+8,1%). Trzeba jednak pamiętać, że sytuacja na rynku kredytów mieszkaniowych jest determinowana nie tylko zachowaniem potencjalnych kredytobiorców (popytem), chcących nabyć nieruchomość za kredyt, lecz i banków udzielających kredyt (podaż). Banki po wakacjach poluzowały wymagania m.in. w zakresie wkładu własnego. Jednak w listopadzie mieliśmy soft lockdown. W oparciu o listopadowy odczyt Indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe, wiemy już jaka była reakcja popytu (spadek Indeksu o -4,4%). Ważna będzie więc postawa banków, które w warunkach rosnącej niepewności mogą ponownie zdecydować się na zaostrzenie polityki kredytowej, co będzie skutkować kolejną ograniczoną dostępnością kredytu – prognozuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w listopadzie 2020 r. wyniósł 0,45%. W ostatnich 12 miesiącach (listopad 2020 r. – listopad 2019 r.) jakość portfela polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,29). W dużej mierze jest to efekt wakacji kredytowych.

– Pomimo dużych wcześniejszych obaw – szczególnie w początkach pandemii, obecnie nadal nie odnotowujemy spadku jakości portfela kredytów mieszkaniowych. A wręcz przeciwnie, jakość w listopadzie nadal się polepszała – od października dalsze polepszenie (spadek) Indeksu o 0,02. Przy czym należy pamiętać, że mówimy o opóźnieniach 90-dniowych, czyli możliwych do wystąpienia dopiero po 3-miesięcznym opóźnieniu w spłacie raty kredytu. Podobnie jak w przypadku pozostałych rodzajów kredytów, należy szczególnie obserwować „powakacyjne” zachowania kredytobiorców mieszkaniowych. Ważne będą więc odczyty z grudnia i początkowych miesięcy 2021 roku, kiedy będzie lepszy obraz sytuacji po powrocie kredytobiorców do regularnych spłat. – zaznacza główny analityk BIK.

Karty kredytowe

W listopadzie 2020 r. banki wydały 55,8 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 322 mln zł.

– W listopadzie 2020 r. widać kontynuację negatywnego trendu dynamiki rocznej obserwowanego już od początku roku, po 11 miesiącach br. w ujęciu liczbowym wynosi ona (-39,6%), a w wartościowym (-38,9%). Negatywne zjawisko dotyczy ponownie wszystkich przedziałów kwotowych. Należy pamiętać, że limity kartowe są jednym z najbardziej ryzykownych produktów kredytowych (wartość Indeksu Jakości w listopadzie wyniosła 2,74%), stąd naturalna ostrożność do ich przyznawania przez banki w okresie niepewności. Ostrożność banków wpływa bezpośrednio na dostępność tego produktu kredytowego. Ponadto coraz popularniejsze stają się mobilne formy płatności – mówi prof. Rogowski z BIK.

Podsumowanie 2020 roku na rynku mieszkaniowym

Pomimo, że obecny rok jeszcze się nie skończył, już teraz warto podsumować to, co działo się na rynku mieszkaniowym w 2020 roku. Z pewnością był to czas, który można zaliczyć do niezwykle dynamicznych i mało stabilnych, z uwagi m.in. na wybuch pandemii. Jak wyglądała sytuacja firm deweloperskich na przestrzeni czterech kwartałów? Czy 2021 rok przyniesie w końcu moment pęknięcia tzw. „bańki mieszkaniowej”?

  1. Rynek mieszkaniowy a pierwsza fala pandemii

Pierwszy kwartał br. był w porównaniu do kolejnych miesięcy zdecydowanie najspokojniejszym i najbardziej stabilnym okresem w roku. Styczeń i luty 2020 był to czas, w którym deweloperzy korzystali z dobrej koniunktury, będącej efektem działań niezrealizowanych na przełomie lat 2019/2020. Analizując statystyki dotyczące cen, ilości ofert oraz liczby sprzedanych mieszkań w tym kwartale (która wzrosła o 11%) można pokusić się o stwierdzenie, że wybuch pandemii koronawirusa odgrywał w tych miesiącach drugorzędną, mało znaczącą rolę[1].

Spadek popytu i mniejszą skłonność do podejmowania decyzji inwestycyjnych deweloperzy mogli zauważyć dopiero w Q2 br. Ujemna zmiana w stosunku do kwartału poprzedniego wyniosła aż 47%, z kolei kwartalna liczba nowych mieszkań wprowadzonych do oferty zmniejszyła się o 5%.  Dostrzegalna nierównowaga pomiędzy popytem a podażą tłumaczy 6 procentowy wzrost liczby mieszkań, które pozostały w ofercie deweloperów na koniec Q2 2020 r. Analizując i podsumowując pierwsze półrocze warto więc zwrócić uwagę na dwie widoczne fazy – rekordowe wyniki sprzedaży w styczniu i lutym oraz jej załamanie spowodowane pandemią w kolejnym kwartale[2].

  1. Drugie starcie z koronawirusem

Trzeci i czwarty kwartał 2020 roku upłynął pod znakiem powolnej stabilizacji rynku oraz starań deweloperów do powrotu do sytuacji sprzed pandemii. Jak wskazują analitycy portalu RynekPierwotny.pl w swoim raporcie na temat rynku mieszkaniowego w Warszawie, czas od lipca do sierpnia 2020 roku był momentem uspokojenia się nominalnych cen metrażu na stołecznym rynku mieszkaniowym. W tym czasie deweloperzy odnotowali również wysoki wzrost sprzedaży sięgający 40% w porównaniu do Q2, co z pewnością mogło dać im nadzieję na przyszłość. Dalszym problemem może okazać się jednak roczny spadek liczby sprzedanych mieszkań, zestawiając ze sobą Q3 2019 i 2020 roku. W tym przypadku częściową kompensację strat pokryje zapewne ogólny wzrost cen metrażu, który miał miejsce jeszcze na przełomie ubiegłego roku[3].

– Podsumowując mijający, pandemiczny rok należy jasno powiedzieć, że był to trudny czas, pełen ryzyka i niepewności, nie tylko dla deweloperów, ale dla wszystkich branż. Najbardziej wymagającym okresem z perspektywy firmy był z pewnością Q2 2020 roku, który zmusił nas do wprowadzenia kilku zmian w przedsiębiorstwie i przemodelowania wcześniejszego sposobu działania. Kwartał III br. z kolei przyniósł firmie Profbud powolną stabilizację i poczucie względnego spokoju, natomiast w Q4 odnotowaliśmy znaczny wzrost zainteresowania inwestycjami. Największą popularnością cieszą się nieustannie nasza nowa inwestycja na Ursynowie, Osiedle  Zakątek Cybisa, a także IV etap popularnego Osiedla Stella na warszawskim Bemowie. Podczas pandemii wprowadziliśmy do wszystkich biur sprzedaży dodatkowe środki ostrożności. Istnieje również możliwość rozmów online z naszymi doradcami Klienta, a nawet opcja zakupu mieszkania i podpisania umowy rezerwacyjnej bez wychodzenia z domu. Wszystko to z pewnością wpłynęło na niesłabnące zainteresowanie naszą ofertą. Z optymizmem patrzymy w przyszłość i mamy nadzieję, że czas pandemii, której negatywne skutki odczuli wszyscy przedsiębiorcy niebawem odejdzie w zapomnienie – mówi Anna Skotnicka-Ryś, Dyrektor Działu Handlowego firmy Profbud.

  1. Dzisiaj firmy deweloperskie mają się dobrze

Wbrew przypuszczeniom wielu, pandemia koronawirusa nie przyniosła diametralnej obniżki cen mieszkaniowych, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Wyniki badania ankietowego przeprowadzonego w październiku br. przez Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej wskazują na całkiem stabilną sytuację branży budowlanej w czasie pandemii. Jak wynika z raportu, spadek przychodu oraz zatrudnienia w Q3, porównując go do Q2 br. wynosi w tym segmencie 25%. Pozostałe 50% ankietowanych deklaruje utrzymanie stabilnej sytuacji, a 25% wskazuje wręcz na wzrost i poprawienie się sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstwa, w porównaniu do sytuacji, która miała miejsce w lipcu-wrześniu 2020 r.[4]

Podobna sytuacja tyczy się relacji popytu i podaży w 6 największych miastach Polski. Analizując wyniki badań JLL, wskaźnik sprzedanych mieszkań w Q3 był wyższy niż wskaźnik mieszkań wprowadzonych do sprzedaży w Q1. Dodatkowo, średnie ceny mieszkań w ofertach największych Polskich miast stale rosną. Przykładowo, w Q3 2020 roku w Warszawie średnia cena brutto wynosiła 10,9 tys. zł/kmw. W Krakowie i Wrocławiu z kolei nie wiele mniej bo odpowiednio 10,1 oraz 9,9 tys. zł/mkw. Na dzień dzisiejszy najtaniej wydaje się być w Łodzi, gdzie średnia cena za mkw to 6,6 tys. zł[5].

  1. Ceny mieszkań w 2021 roku – jakie niesie prognozy?

Nadchodzący rok niesie ze sobą trzy oczywiste i możliwe scenariusze, jeśli chodzi o ceny nieruchomości w Polsce: ich wzrost, spadek lub pozostanie na tym samym poziomie kosztowym. Najprawdopodobniej rynek mieszkaniowy będzie dążył do zachowania równowagi wynoszącej +-5% dynamiki zmiany cen. Jedynie kolejne gwałtowne i nieoczekiwane zjawisko mogłoby spowodować ich spadek o więcej niż 10%[6]. Nic więc nie wskazuje na to, aby nowy rok przyniósł moment pęknięcia tzw. „bańki mieszkaniowej”, na co czeka z pewnością wielu potencjalnych klientów. Co więcej, restrykcyjne przepisy budowlane dotyczące efektywności energetycznej nowych budynków, wchodzące w życie od 1 stycznia 2021 r. mogą wpłynąć na wzrost cen mieszkań w najbliższym czasie. Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe kwestie odkładanie decyzji zakupowej i oczekiwanie na moment załamania się rynku nieruchomości w Polsce może być ryzykowny, a z perspektywy czasu mało opłacalny.

[1] RynekPierwotny.pl, Rynek mieszkaniowy w Warszawie – I kw. 2020 r.

[2] RynekPierwotny.pl, Rynek mieszkaniowy w Warszawie – II kw. 2020 r.

[3] RynekPierwotny.pl, Rynek mieszkaniowy w Warszawie – III kw. 2020 r.

[4] CMSG, Sytuacja ekonomiczna przedsiębiorstw w czasach koronawirusa. Badanie ankietowe, październik 2020 r. (tura 09-23.10.2020)

[5] JLL, Rynek mieszkaniowy rzeczywistość vs. oczekiwania, Konferencja OBIDO 2020

[6] https://enerad.pl/aktualnosci/ceny-mieszkan-2021/

Pandemia zmieniła nawyki żywieniowe Polaków. Co nas mówią nasze talerze?

Skutki Covid-19 odczuwalne są nawet w najbardziej osobistych sferach naszego życia. Zawartość talerzy Polaków podczas pandemii może posłużyć nam za soczewkę, przez którą łatwo dostrzec, w jakiej kondycji fizycznej oraz psychicznej jesteśmy. Producenci żywności widzą najlepiej, po jakie artykuły spożywcze sięgamy podczas kryzysu.

Z początkiem pandemii bardzo szybko w internecie zaczęto promować dwie szkoły radzenia sobie z kryzysem – aktywną i pasywną. Pierwsza z nich nawoływała do wykorzystania dodatkowego czasu wolnego, znalezienia nowego hobby, nauki kolejnego języka. Zalecano też rewolucję żywieniową, przejście na dietę i codzienne ćwiczenia fizyczne w domowym zaciszu. W kontrze stało absolutne przyzwolenie na stres, który w obecnej sytuacji był w pełni zasadny, a sposób radzenia sobie z nim powinien być naturalny i nienarzucony. „Mamy światową pandemię, ludzie umierają, pozwól sobie na złe samopoczucie” – nawoływały popularne konta w social mediach i coachingowe strony. Jak w rzeczywistości znosimy drastyczne zmiany wywołane koronawirusem i co o tym mówi nasz sposób odżywiania się?

Choć z początku wielu Polaków wybrało ścieżkę zdrowego menu, regularnego gotowania i uprawiania np. jogi, dość szybko straciliśmy entuzjazm. Boom na organiczną żywność, restrykcyjne diety i pracę nad własnym ciałem wywołany był potrzebą odzyskania kontroli w sytuacji zupełnie niezależnej od nas. Z czasem dopadła jednak bezsilność. Nieregularny tryb życia, zmiana godzin snu zdecydowanie zmieniły tryb naszych posiłków na mniej harmonijny i wymykający się spod kontroli. Niektórzy potraktowali przekąski jako ucieczkę przed rutyną i nudą, dla innych comfort food był jedynym sposobem na odciągnięcie uwagi od stresu i lęku. Niezależnie od obranej strategii, w obu tych grupach jedzenie stanowi ważny element radzenia sobie z nową, trudną sytuacją. Druga fala Covid-19 przypadła na miesiące, kiedy zamknięci przed mrozem w domach mniej się ruszamy i nie doświadczamy promieni słońca. Szczególnie w okresie zimowym tak ważne jest, aby wzmacniać swoją odporność i zapobiegać depresji prawidłowym żywieniem.

Stany lękowe i stres związany z pandemią w kontekście żywienia to zamknięte koło. Nasze samopoczucie pogarsza się, więc nie mamy ochoty gotować, a wszelka mobilizacja do zmian spada. Niezdrowa dieta owocuje niedoborem witamin, osłabieniem odporności, a tym samym zatrzymuje nas w łóżku zamiast dawać energię do działań. Zastanawialiśmy się, jak zachęcić ludzi do sięgania po pełnowartościowe posiłki, bez wymagania od nich wielkiego wysiłku. Ekologiczne zboża, składniki pełne błonnika i witamin, produkty łatwe do przygotowania w domu – z nich też można stworzyć komfortowy posiłek, który zamiast szkodzić, wesprze nasze ciało w tym nadzwyczajnym okresie” – tłumaczy Kamil Rabenda, prezes firmy Soligrano.

Substytuując przypadkowe przekąski zdrowymi alternatywami, nie zmuszamy się do natychmiastowej zmiany nawyków żywieniowych, ale sprawiamy, że stają się one dla nas lepsze. Dodatkowy czas na poszukiwanie produktów ekologicznych, więcej przestrzeni w życiu codziennym na przemyślane zakupy online, brak posiłków w biegu, to nieliczne korzyści płynące z obecnej zmiany trybu życia. Niestety nie dla każdego przebywanie w domu równoznaczne jest ze zdwojoną ilością czasu wolnego. Edukacja domowa, praca zdalna bez konieczności wstania z kanapy, większa niż zwykle obecność domowników, brak szkolnych stołówek i lunchów na mieście – to zdecydowanie czynniki, które w wielu z nas wywołały frustrację i niechęć do czasochłonnego gotowania. Oprócz zamówienia pizzy z okolicznej restauracji, możemy w alternatywie przygotować wartościowy posiłek z tanich półproduktów, których przyrządzenie zajmie nie więcej niż 10 minut. To znacząco krócej, niż czas oczekiwania na posiłek dostarczony z fast foodu.

„Staramy się odpowiedzieć na potrzeby osób, które w obecnej sytuacji chcą zadbać o zdrowie swoje oraz swoich bliskich, bez konieczności spędzania niezliczonych godzin w kuchni. Z naszych produktów korzystają osoby na przeróżnych dietach, w tym wielu wegetarian oraz wegan. Proste do wykonania burgery na bazie strączków, suche mieszanki pełne liofilizowanych warzyw do sporządzenia kaszotto, półprodukt do przygotowania racuchów – to kompromisy, jakie proponujemy konsumentom w dobie pandemii. Najważniejsze, że każdy z tych produktów wspiera nasz układ odpornościowy, ma przejrzysty skład i jest prosty w obsłudze. Nie oszukujmy się, potrzeba nam teraz wszystkim wsparcia, jak nigdy dotąd. Producenci żywności powinni mieć w nim swój udział, pomagając Polakom w zachowaniu zdrowych nawyków. – mówi Kamil Rabenda, prezes firmy Soligrano.

Badania poznańskiego Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego wykazały, że prawie 30% Polaków doświadczyło podczas pandemii przyrostu masy ciała. Nadprogramowe kilogramy związane są ściśle z jakością spożywanego przez nas w tym czasie jedzenia, niedoborem warzyw, owoców oraz roślin strączkowych w codziennej diecie. Wzrosło również spożycie alkoholu, a ponad 45% palaczy doświadczyło wzrostu częstotliwości palenia podczas kwarantanny. Szczególnie narażone na konsekwencje nieprawidłowej diety są osoby, które jeszcze przed pandemią cierpiały na zaburzenia odżywiania, a obecna sytuacja uwypukla tylko ich złe nawyki. Co ciekawe, badania dowodzą, że na przyzwyczajenie do nowych rytuałów żywieniowych potrzeba tylko 30 dni. Początkiem nowej drogi mogą być odpowiednie zakupy i małe kroki wykonane w kierunku wielkich zmian. Warto wygospodarować czas na zapoznanie się z aktualna ofertą lokalnych, polskich producentów żywności, aby skutki pandemii nie okazały się katastrofalne dla naszego ciała i ducha. Ekologiczne i zdrowe rozwiązania zaoszczędzą nam przykrych konsekwencji nieodpowiedniej diety i długofalowego obniżenia nastroju.

Stwardnienie guzowate prowadzi do zaburzeń w rozwoju dzieci. W Polsce wciąż jest utrudniony dostęp do leczenia po osiągnięciu pełnoletności

Stwardnienie guzowate to rzadka choroba, która polega na tym, że na skórze, w mózgu i sercu chorego pojawiają się najczęściej łagodne, ale licznie występujące guzy. Jednym z pierwszych objawów jest wczesna padaczka, która pojawia się u dzieci już w kilka miesięcy po urodzeniu, prowadząc do zaburzeń w rozwoju i sprawności intelektualnej. Rozpoznanie stwardnienia guzowatego wciąż stanowi w Polsce wyzwanie. Lekarze apelują, żeby zwracać na tę chorobę baczną uwagę, ponieważ wczesna diagnoza umożliwia szybkie rozpoczęcie leczenia, a to jest kluczowe dla jakości życia chorych.

– Stwardnienie guzowate to choroba genetyczna, na którą w Polsce choruje około 7 tys. osób. Traktowana jest jako choroba rzadka i może być dziedziczona od rodziców [przypadki rodzinne stanowią ok. 1/3 wszystkich zachorowań – red.], ale może też pojawić się po raz pierwszy u danego dziecka – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Wojciech Młynarski, kierownik Kliniki Pediatrii, Onkologii i Hematologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Stwardnienie guzowate (TSC) to choroba wielonarządowa polegająca na tworzeniu się zazwyczaj łagodnych, ale licznych guzów m.in. na skórze, w mózgu, w sercu, płucach, nerkach i na wątrobie. Zdarza się jednak, że takie zmiany mają charakter złośliwy.

– Stwardnienie guzowate to choroba przewlekła. Bez leczenia pojawiają się nowe zmiany, a istniejące rosną. Jednocześnie nie mamy w tej chwili skutecznego leczenia przyczynowego, możemy natomiast coraz skuteczniej leczyć zmiany guzowate w różnych narządach. Mamy także możliwości zapobiegania padaczce i jej powikłaniom – mówi prof. dr hab. n. med. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak, kierownik Kliniki Neurologii i Epileptologii w Centrum Zdrowia Dziecka.

TSC jest chorobą trudną do zdiagnozowania. Ponieważ występuje dość rzadko, lekarze mają problem z jej rozpoznaniem, chociaż do postawienia diagnozy wystarczy badanie genetyczne lub radiologiczne głowy.

– Kwestia dostępności do badań genetycznych pozostaje nierozwiązana. Pewne rozwiązania tego problemu mają być objęte Narodowym Planem dla Chorób Rzadkich, jednak ciągle jeszcze nie został on przyjęty. Wykonywanie badań genetycznych dla wielu pacjentów wiąże się więc z koniecznością zrobienia tego prywatnie. Nie wszystkie szpitale są w stanie zlecić i zapłacić za to badanie, te koszty nie są w żaden sposób refundowane przez NFZ – mówi prof. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak.

– Ta choroba jest niespecyficzna, bo na różnych etapach życia pacjenta pojawiają się różne objawy. Niektóre z nich mogą od razu sugerować stwardnienie guzowate, ale część pojawia się też przy innych schorzeniach. Dlatego dzieci często mają późno postawione rozpoznanie, bo objawy są bardzo niecharakterystyczne. To mogą być zmiany odbarwieniowe na skórze, wyglądające jak np. plamka kawy z mlekiem. One mogą wynikać po prostu z fizjologii, ale jeśli jest ich więcej i występują u rodziców, to już może sugerować TSC – mówi prof. Wojciech Młynarski.

Zmiany skórne, takie jak bezbarwne znamiona, płaskie włókniaki w okolicy czołowej albo liczne, plamiste odbarwienia o średnicy 1–3 mm zwykle w okolicy przedramion i podudzi oraz guzy w mózgu, sercu i nerkach, należą do najczęstszych objawów TSC. Te dwa symptomy występują u 90–95 proc. pacjentów. Szacunkowo u 70–90 proc. dzieci chorych na stwardnienie guzowate istnieje też prawdopodobieństwo wystąpienia padaczki. Do jej napadów może dojść już w kilku pierwszych miesiącach życia dziecka.

– U najmłodszych dzieci, zwłaszcza niemowląt, to właśnie padaczka jest największym problemem. Ona rozwija się w pierwszych dwóch latach życia i zazwyczaj wiąże się z cięższym przebiegiem – wskazuje kierownik Kliniki Neurologii i Epileptologii w Centrum Zdrowia Dziecka..

Wystąpienie padaczki w przebiegu TSC wpływa negatywnie na rozwój psychoruchowy dziecka i jego późniejszą sprawność intelektualną. Średnio połowa pacjentów ma zaburzenia neuropsychiatryczne w postaci upośledzenia umysłowego czy autyzmu. Lekarze mogą próbować im zapobiegać, ale kluczem do tego jest wczesne rozpoznanie TSC i szybkie wdrożenie leczenia. Obok padaczki pierwszymi objawami stwardnienia guzowatego są zwykle mnogie guzy serca oraz zmiany w mózgu, które mogą zostać wykryte w badaniu echokardiograficznym i rezonansie magnetycznym już na etapie życia płodowego dziecka. Pozwala to na ustalenie rozpoznania TSC jeszcze przed padaczką.

– W części przypadków już w ciąży, zanim dziecko się urodzi, podczas USG można wykryć guz w sercu dziecka. W takim przypadku bardzo prawdopodobne jest, że urodzi się ono ze stwardnieniem guzowatym – mówi kierownik Kliniki Pediatrii, Onkologii i Hematologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Mnogie guzy serca są powiązane z TSC w ponad 90 proc. przypadków. Mają łagodny charakter, ale mogą powodować m.in. zaburzenia rytmu serca. Z kolei guzki korowe i podkorowe w mózgu, które również występują średnio u 9 na 10 chorych, zwykle mają charakter mnogich, łagodnych zmian dysplastycznych, które jednak mogą być ogniskami padaczkowymi. Równie często występują guzki podwyściółkowe, z których jednak mogą rozwijać się guzy powodujące zaburzenia krążenia płynu mózgowo-rdzeniowego i wodogłowie.

– W przebiegu TSC pojawiają się inne choroby, również nowotworowe, takie jak guzy ośrodkowego układu nerwowego, tzw. guzy SEGA, czyli gwiaździaki podwyściółkowe. Pojawiają się inne zmiany w ośrodkowym układzie nerwowym, u części pacjentów może wystąpić opóźnienie psychoruchowe – wymienia prof. Wojciech Młynarski.

Sposób leczenia TSC – farmakologiczny albo chirurgiczny – jest dobierany w zależności od objawów i umiejscowienia guzów. Nie ma możliwości całkowitego wyleczenia stwardnienia guzowatego, ale terapia objawowa i ukierunkowana molekularnie może zahamować chorobę i jej symptomy, doprowadzając np. do zmniejszenia niektórych guzów. Skuteczne leczenie jest więc kluczowe dla jakości życia pacjentów, ale aby było ono możliwe, potrzebne jest jak najszybsze zdiagnozowanie TSC.

– Późne rozpoznanie to jeden z kluczowych problemów. Potrzebna jest większa świadomość środowisk medycznych, głównie pediatrycznych i neurologicznych, dotycząca tej choroby. Im wcześniej zaczniemy stawiać diagnozę, tym wcześniej możemy skutecznie leczyć – mówi medyk. – Apelujemy do neurologów, nefrologów i onkologów: należy brać pod uwagę, że dany pacjent może mieć stwardnienie guzowate, bo część z nich można leczyć niemalże przyczynowo. Wcześniejsze włączenie leczenia spowoduje, że ci pacjenci nie będą mieli takiej progresji choroby.

Jak podkreśla kierownik Kliniki Pediatrii, Onkologii, Hematologii i Diabetologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, oprócz trudności w diagnostyce w Polsce problemem w terapii TSC jest również brak ośrodków, które kompleksowo i wielospecjalistycznie zaopiekowałyby się takimi pacjentami. Ponieważ stwardnienie guzowate zajmuje różne narządy, chory powinien być pod opieką zespołu współpracujących ze sobą specjalistów: m.in. neurologa, onkologa, dermatologa i psychiatry. Ze względu na brak ośrodków wyzwaniem dla pacjentów w niektórych regionach, np. Łodzi czy Warszawie, jest kontynuacja terapii po uzyskaniu pełnoletności.

– Powinny istnieć takie centra, które zajmują się chorobami rzadkimi, oraz ośrodki specjalizujące się właśnie w stwardnieniu guzowatym. Najlepiej byłoby, gdyby zapewniały one chorym dostęp do wszystkich specjalistów w jednym miejscu – mówi prof. Wojciech Młynarski.

Lekarze podkreślają, że szczególnie utrudniony dostęp do leczenia mają pacjenci, u których zdiagnozowane są guzy w częściach ciała innych niż mózg, np. sercu, płucach czy wątrobie.

Trwają prace nad strategią wodorową dla Polski. Rozwój tego rynku będzie wymagał innowacji i nowych inwestycji

Ministerstwo Klimatu i Środowiska pracuje nad krajową strategią wodorową, która ma zostać opublikowana na początku przyszłego roku. Polska już w tej chwili jest liczącym się producentem, ale wodoru szarego, produkowanego z paliw kopalnych. Przyszłość rynku to wodór zielony, niskoemisyjny, produkowany z odnawialnych źródeł. – To na tym bardzo konkurencyjnym rynku Polska będzie musiała odnaleźć swoją niszę – mówi dr hab. inż. Jakub Kupecki z Instytutu Energetyki. Niskoemisyjny wodór nie tylko zastąpi ten produkowany z paliw kopalnych, ale też pobudzi rozwój zupełnie nowych rynków. Będzie jednak wymagał szeregu nowych inwestycji.

 Prace nad strategią wodorową trwają. Ten dokument jest niezbędny, bo wskaże kierunki i wyznaczy ramy działań niezbędnych, żeby osiągnąć konkretne cele związane ze standardami emisyjności, a docelowo też z neutralnością klimatyczną. Będzie punktem odniesienia dla tych, którzy już realizują pewne działania, aby potwierdzić słuszność tych koncepcji. Mowa tu o strategiach dużych koncernów, ale też mniejszych firm. Natomiast dla tych, którzy jeszcze mają wątpliwości, ta strategia będzie formą drogowskazu – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. inż. Jakub Kupecki, profesor Instytutu Energetyki, kierownik Centrum Technologii Wodorowych.

Nad strategią wodorową, która ma zostać opublikowana w I kwartale 2021 roku, pracował zespół przy Ministerstwie Klimatu, a następnie Ministerstwie Klimatu i Środowiska. Dokument jest obecnie w fazie uzgodnień międzyresortowych. Rząd liczy, że rozwój rynku wodoru w Polsce zapewni bodziec do rozwoju gospodarczego, ale też przyczyni się do transformacji energetycznej i ograniczenia krajowej emisji gazów cieplarnianych. Rządowy plan zakłada m.in. współpracę z państwowymi spółkami, które będą inwestować w wodór, i wykorzystanie mechanizmów finansowych przewidzianych w Europejskim Zielonym Ładzie.

 Strategia nie ma być encyklopedią wiedzy o technologiach wodorowych, jest to na ogół dokument dość skondensowany. Ona nie powinna wskazywać konkretnych rozwiązań technologicznych. To jest dokument z założenia wyznaczający kierunki. Do roku 2030 czy 2040 na pewno trzeba spodziewać się dużych zmian w uwarunkowaniach rynkowych, dlatego ten dokument będzie musiał odnieść się do tego, co będzie działo się na rynku za kilka czy kilkanaście lat – mówi kierownik Centrum Technologii Wodorowych.

Jak podkreśla, powstanie strategii wodorowej dla Polski będzie impulsem dla rozwoju nowych inwestycji, m.in. w energetyce, ale także w sektorze transportu, w chemii i petrochemii.

– Przedsiębiorstwa muszą zacząć dostosowywać się do nowych standardów i muszą być otwarte na nowe technologie. Wszyscy mamy świadomość, że niekoniecznie będą to technologie najbardziej opłacalne ze stricte ekonomicznego punktu widzenia, ale docelowo, w długofalowym horyzoncie będą oferowały znacznie więcej. I tak na to należy patrzeć. Dziś musimy zainwestować trochę więcej niż w klasyczne technologie, ale dzięki temu w horyzoncie dekady czy dwóch unikniemy jeszcze większych inwestycji, od których wówczas nie będzie już odwrotu – mówi Jakub Kupecki.

Polska już w tej chwili – z produkcją na poziomie ok. 1 mln ton rocznie (globalnie ok. 74 mln ton) – jest liczącym się graczem na rynku tzw. szarego wodoru, produkowanego z paliw kopalnych. Stosuje się go głównie jako surowiec w chemicznych procesach produkcji (np. amoniaku) i procesach rafineryjnych (największym producentem jest Grupa Azoty). Przyszłość rynku to jednak tzw. wodór zielony, niskoemisyjny, produkowany z odnawialnych źródeł. W tej chwili stanowi on raptem 5 proc. całkowitej globalnej produkcji tego surowca – wytwarzanie zielonego wodoru wciąż jest droższe od innych form. Rozwój tego segmentu rynku jest na razie w początkowej fazie rozwoju, ale chcąc pobudzić innowacje i ograniczyć emisje, Polska również będzie musiała się na nim odnaleźć.

 Potencjał wykorzystania wodoru w Polsce jest bardzo duży. Zielony wodór, który się pojawi, będzie w dużym stopniu zastępował ten klasycznie wytwarzany w procesie reformingu parowego metanu. Będzie to też wodór dla nowych rynków, m.in. mobilności, wysokosprawnych układów kogeneracyjnych i poligeneracyjnych, które perspektywicznie też będą zasilane tym paliwem. Te rynki dopiero w tej chwili są kreowane – mówi profesor Instytutu Energetyki. – Na pewno będzie to cała część związana z infrastrukturą dla hydrogen mobility, czyli mobilności wodorowej, ale również wszystko wokół tego, tzn. sektor usług, gdzie będą się pojawiały nowe rozwiązania w obszarze IT, nowe materiały, nowe rurociągi do przetłaczania mieszanin wodoru z gazem ziemnym. Wiele sektorów przemysłu będzie musiało inwestować, żeby utrzymać swoją pozycję na rynku.

Polska będzie musiała wprowadzić przyjazne regulacje i zapewnić środki finansowe na inwestycje, żeby zaistnieć na globalnym rynku wodoru. Co istotne, będzie musiała też znaleźć na nim swoją niszę. Trudno będzie jej konkurować z największymi producentami, krajami czy regionami, jak Katar czy Bliski Wschód. Według prognoz Esperis („Gra o wodór. Kto zdominuje rynek wodoru na świecie?”) do 2050 roku to azjatycki rynek będzie największym producentem na świecie, a Chiny, Japonia, Singapur i Korea Południowa będą łącznie odpowiadać za ok. 2/3 globalnego zapotrzebowania i nawet do 75 proc. zużycia wodoru. Aby rozwijać się na tym rynku, Polska będzie musiała sprostać rosnącej globalnej konkurencji i znaleźć swoją specjalizację.

– Widzimy duży potencjał w niszach technologicznych związanych z technologią elektrolizy, ale także z układami wykorzystania zielonego wodoru. Na pewno nie będziemy konkurowali ze światowymi koncernami, które już dzisiaj oferują wiele rozwiązań, bo tego typu wyścig będzie praktycznie od razu skazany na klęskę. Niemniej jednak w tych obszarach high-tech polski potencjał jest bardzo duży, jesteśmy już do tego przygotowani, realizujemy przedsięwzięcia w tym obszarze i ten kierunek wydaje się słuszny – mówi Jakub Kupecki.

Rynek wodoru jako perspektywiczny postrzega też Komisja Europejska, która na początku lipca br. opublikowała swoją strategię wodorową. Dokument ma stanowić impuls do rozwoju tego rynku w Europie, której szacunkowe zapotrzebowanie na wodór w 2030 roku sięgnie 16,5 mln ton. Unijna strategia wodorowa przewiduje wsparcie finansowe i instytucjonalne. Równolegle KE zainicjowała Europejski Sojusz na rzecz Czystego Wodoru (The European Clean Hydrogen Alliance), który ma pomóc w realizacji strategii i do 2030 roku zapewnić inwestycje na poziomie 430 mld euro. Unijny plan zakłada, że w latach 2030–2050 technologie produkcji zielonego wodoru powinny osiągnąć dojrzałość i być wdrażane na dużą skalę we wszystkich sektorach trudnych do dekarbonizacji.

Innowacje rewolucjonizują medycynę. Bez cyfrowych rozwiązań służba zdrowia nie poradziłaby sobie w czasie pandemii

Cyfrowe rozwiązania i innowacje medyczne wspierające walkę z koronawirusem, w realiach przeciążonej służby zdrowia, niemal z dnia na dzień weszły do powszechnego zastosowania. Przykładem są choćby e-recepty czy telemedycyna, bez których działanie systemu ochrony zdrowia w czasie pandemii byłoby mocno utrudnione. Eksperci na świecie są zgodni, że digitalizacja i innowacje wspierające walkę z pandemią przyczynią się do transformacji całego systemu, a ten rok wyznaczył jej kierunek.

 Poziom innowacyjności polskiego systemu opieki zdrowotnej jest coraz lepszy. Widzimy niezwykły przyrost w zakresie informatyzacji tego systemu. Ostatnie lata pokazały, jak ważne staje się e-zdrowie w tej opiece. Zresztą pandemia COVID-19 również tego dowodzi. Dzięki temu, co zostało zrobione w ostatnich dwóch latach, dzisiaj możemy korzystać z teleporad, e-zwolnień czy e-recept. Tylko w najczarniejszych snach możemy sobie wyobrażać, co by było, gdyby te rozwiązania nie zostały wprowadzone – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych.

Jak podaje rządowe Centrum e-Zdrowia, Internetowe Konto Pacjenta, które pozwala zarządzać swoimi sprawami medycznymi online, aktywowało już w sumie 3,5 mln Polaków. Tylko w tym roku liczba nowych użytkowników wzrosła o 2,65 mln. Od stycznia do początku lipca lekarze wystawili w sumie 207 mln e-recept, a skorzystało z nich 20,5 mln pacjentów. Jeszcze w lutym, przed pandemią ich udział w ogóle wystawianych recept sięgał 88 proc., podczas gdy w maju wzrósł do 95 proc.

Dzięki rządowej aplikacji gabinet.gov.pl lekarze POZ mogą zlecać pacjentom także testy na obecność koronawirusa, a od 8 stycznia 2021 roku w Polsce obowiązkowe staną się również elektroniczne skierowania. Już w tej chwili popularność tego dobrowolnego rozwiązania jest duża: do końca października br. 33 tys. lekarzy wystawiło ponad 3 mln e-skierowań, a w każdym tygodniu do systemu podłącza się ok. 140 nowych podmiotów.

W planach jest dalsza digitalizacja: pod koniec lipca Centrum e-Zdrowia pozyskało 120 mln zł dofinansowania na rozwój kolejnych, nowych e-usług dostępnych na Internetowym Koncie Pacjenta, takich jak zamawianie e-recept, centralną e-rejestrację oraz e-wizyty.

– Okoliczności, w których aktualnie znalazł się cały świat, są trudne, ale warto także zauważyć, że to właśnie one pozwalają przyśpieszyć pożądane zmiany w zakresie opieki zdrowotnej. Przyczyniają się do jej szybszej cyfryzacji – mówi Kees Wesdorp, szef Dywizji Diagnostyki w firmie Philips.

Cyfrowe rozwiązania i innowacje medyczne wspierają walkę z koronawirusem i w realiach przeciążonej służby zdrowia niemal z dnia na dzień weszły do powszechnego zastosowania. Przykładami są chociażby telemedycyna, telemetria i zdalny monitoring, który za pomocą inteligentnych, przenośnych urządzeń pozwala kontrolować stan pacjentów zarażonych COVID-19 nawet w ich domach, bez angażowania personelu medycznego.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Deloitte wśród kadry kierowniczej placówek ochrony zdrowia i szpitali jeszcze przed pandemią, telemedycyna i zdalna ochrona zdrowia to najistotniejszy kierunek rozwoju branży medycznej. Połowa kadry zarządzającej uważała, że do 2040 roku przynajmniej 25 proc. zabiegów ambulatoryjnych, profilaktyki, opieki długofalowej i usług wellbeing będzie już świadczona zdalnie (raport Deloitte „The future of virtual health”). Ponadto, jak pokazują dane płynące z raportu „Future Health Index 2020”, nowe technologie mają nie tylko wpływ na usprawnienie opieki medycznej nad pacjentem, ale przekładają się także na zwiększenie satysfakcji z wykonywanej pracy wśród przedstawicieli personelu medycznego, którzy wyraźnie podkreślają, że mogą one znacząco polepszyć ich doświadczenia zawodowe. 76 proc. ankietowanych zgadza się, że cyfrowe technologie mogą zmniejszyć obciążenie wywołane ilością obowiązków służbowych, a 60 proc. spodziewa się, że przyczynią się do zmniejszenia u nich poziomu stresu związanego z pracą.

Wśród technologii, które będą mieć kluczowe przełożenie na branżę medyczną, ekspert Philipsa wymienia m.in. rozwiązania usprawniające przepływ pracy między personelem medycznym i te bazujące na sztucznej inteligencji.

– Oferowane przez nas rozwiązania wspierające opiekę nad  chorymi wymagającymi hospitalizacji  pozwalają zdalnie przygotowywać pacjentów do wizyty w szpitalu, dzięki czemu pojawiają się we wskazanym czasie bezpośrednio u lekarza prowadzącego, co redukuje konieczność czekania w często przepełnionych poczekalniach, a tym samym narażenia na zakażenie. Ma to szerokie zastosowanie zwłaszcza w przypadku zabiegów planowych. Przykładem może być choćby opracowane przez nas tzw. Radiology Operations Command Center, pozwalające doświadczonym radiologom kontaktować się zdalnie z personelem znajdującym się w położonej w innym miejscu pracowni diagnostycznej, instruując go, pomagając mu usprawnić procedury, poprawić wydajność pracy oddziału i lepiej wykorzystywać różnego rodzaju sprzęt i zasoby, a także zwiększyć liczbę obsługiwanych pacjentów – wymienia Kees Wesdorp.

Jak podkreśla, Philips zamierza w kolejnych latach skupić się m.in. na rozwijaniu i wprowadzaniu innowacji w segmencie inteligentnych systemów diagnostycznych.

– Precyzyjna diagnostyka to nie tylko wykonanie badania, interpretacja wyników i stwierdzenie choroby, ale przede wszystkim narzędzie służące do analizy pełnego obrazu stanu zdrowia pacjenta, które wykorzystując modelowanie predyktywne, pomaga lekarzowi wybrać najlepszy kierunek opieki dla tego konkretnego pacjenta – wskazuje.

Także same urządzenia medyczne są istotnym obszarem innowacji. Przykładowo w rezonansie magnetycznym skrócenie czasu badania mogłoby pozwolić na zwiększenie dostępności badania dla  większej liczby pacjentów. Rozwiązanie Compressed Sense Philips pozwala skrócić czas tego badania o 50 proc. bez uszczerbku dla jakości obrazu. Ma to ogromny wpływ na liczbę pacjentów przyjmowanych przez pracownie rezonansu magnetycznego.

Jak wynika z ubiegłorocznego badania Deloitte – przeprowadzonego na potrzeby raportu „Winning in the future of medtech” – zdaniem 80 proc. ekspertów z rynku medycznego znaczący wkład w rozwój medycyny przyszłości wniesie sztuczna inteligencja (SI). Dalej znalazły się też robotyka (53 proc.) i nanotechnologia (47 proc.). Eksperci podkreślają jednak, że wdrażanie innowacji w systemach ochrony zdrowia wymaga zaangażowania i współpracy nie tylko po stronie firm technologicznych, lecz także środowiska akademickiego, naukowców i państwa.

– Wsparcie państwa w zakresie innowacyjności jest potrzebne na każdym etapie – zarówno finansowania, jak i wdrażania nowych technologii. Wszystkie kraje, które uważają się za innowacyjne, wspierają swoich naukowców na różnych etapach zaawansowania ich projektów. Przykładowo Izrael czy Stany Zjednoczone, które są postrzegane jako kraje najbardziej innowacyjne, przeznaczają rokrocznie olbrzymie pieniądze na inwestycje w badania i rozwój – mówi prezes Agencji Badań Medycznych.

Jak podkreśla, mówiąc o innowacjach w medycynie, nie można pominąć kwestii prac nad nowymi cząsteczkami i lekami.

Polacy coraz częściej kupują online dekoracje do domu i produkty remontowe. Ten trend będzie rósł w siłę

Produkty z segmentu remontu, wykończenia i wyposażenia domu są coraz chętniej kupowane przez internet. W okresie pierwszego lockdownu sklepy z taką ofertą notowały nawet kilkukrotnie wyższą sprzedaż. – Trend ten nie odwróci się nawet po ustaniu pandemii – ocenia Paweł Stefaniak z sieci Bricomarché. Tym bardziej że pojawia się coraz więcej opcji dostawy – nawet wielkogabarytowych produktów.

– W ostatnich latach zakupy online cieszą się coraz większym zainteresowaniem klientów. Pandemia COVID-19 jest kolejnym czynnikiem, który znacznie przyczynił się właśnie do zwiększenia popularności e-commerce’u, i dotyczy to również produktów dla domu i ogrodu, niezbędnych podczas remontu czy wykończenia wnętrz. W tym roku zanotowaliśmy bardzo duży wzrost sprzedaży online, szczególnie w marcu i w kwietniu. Wprowadzenie obostrzeń przekierowało klientów na ten kanał zakupowy – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Stefaniak, dyrektor handlowy Bricomarché.

Z raportu Gemius z wiosny br. wynika, że 24 proc. internautów kupuje online materiały budowlane i wykończeniowe. Nieco częściej deklarują to mężczyźni niż kobiety (27 proc. vs. 22 proc.). Z kolei meble i artykuły do wystroju wnętrz w internecie kupuje 39 proc. kobiet i 31 proc. mężczyzn. Ten segment jest też najczęściej wymieniany w odpowiedzi na pytanie o kategorię produktów, które internauci będą kupować online w przyszłości.

Wnioski te potwierdza także badanie sieci Bricomarché „Zwyczaje remontowe Polaków”. 70 proc. ankietowanych poszukuje tego typu produktów w internecie. Wielu klientów uważa sieć za główne źródło informacji o dostępnych produktach i cenach. Co trzeci ponownie ogląda je i kupuje w sklepach stacjonarnych. Prawie 17 proc. cały proces zakupu realizuje online.

– Liczba transakcji w tym kanale dystrybucji w czasie pandemii się potroiła. Późniejsze zniesienie częściowych obostrzeń w dużej mierze spowodowało powrót klienta do tradycyjnej formy zakupów, bo sklepy stacjonarne są niezmiennie głównym miejscem zakupów – podkreśla dyrektor handlowy Bricomarché. – Sprzedaż online jest bardzo dobrze rozwijającym się kanałem dystrybucji. Co prawda nie stanowi w tej chwili aż takiego dużego udziału w sprzedaży produktów dom i ogród, ale w perspektywie kilku lat nabierze dużo większego znaczenia.

Z badania „Zwyczaje remontowe Polaków” wynika, że na materiały budowlane i dekoracyjne Polacy wydają średnio miesięcznie ponad 465 zł. Nieco ponad 20 proc. badanych przeznacza na tego typu produkty powyżej 500 zł miesięcznie. Blisko połowa wszystkich wydatków przeznaczana jest na zakupy online. Zdaniem eksperta Bricomarché ten udział będzie stopniowo rosnąć.

Na kanał online decydują się zwłaszcza badani pomiędzy 35. a 59. rokiem życia. To głównie osoby, które są bardzo aktywne zawodowo, dla których zakup przez internet to duża oszczędność czasu – mówi Paweł Stefaniak.

Jak podkreśla, przy wyborze konkretnego sklepu online duże znaczenie dla klientów mają koszty i opcje dostawy. Najczęściej wybierane są specjalne boksy (ten sposób wskazało 69 proc. ankietowanych) oraz usługi firm kurierskich (67 proc). Pierwsze rozwiązanie wybierają głównie osoby młode, natomiast drugie klienci należący do starszych segmentów wiekowych.

Udostępniliśmy usługę dostaw za pośrednictwem firmy kurierskiej, co było swoistym uzupełnieniem wcześniejszej oferty odbioru zakupionego towaru w usłudze click & collect w sklepach lub Bricomatach – wyjaśnia dyrektor handlowy sieci.

Specjalne boksy są coraz popularniejszą opcją odbioru ze względu na to, że są dostępne przez całą dobę. 80 proc. badanych uważa, że taka możliwość to atrakcyjne rozwiązanie. Sieć udostępnia dziś 24 Bricomaty, a do końca przyszłego roku mają one stanąć przy każdym supermarkecie.

Można w nich odebrać także towary o dużych gabarytach, takie jak płyta OSB czy drzwi, co jest unikatowe w tego typu rozwiązaniach – mówi Paweł Stefaniak. – Towar można odebrać w dowolnym dniu czy godzinie, również w dni wolne od handlu oraz poza godzinami otwarcia sklepów.

Sześć reaktorów jądrowych ma uniezależnić polską energetykę od węgla. Przyszłością mogą też stać się miniaturowe reaktory modułowe

Polski rząd planuje wybudować sześć reaktorów jądrowych o łącznej mocy od 6 do 9 GW, które uniezależnią polską energetykę od paliw kopalnych, przyczynią się do redukcji emisji gazów cieplarnianych i zapewnią państwu niezależność energetyczną. Choć przyszłością tego sektora przemysłu są miniaturowe reaktory modułowe, aby przyspieszyć dekarbonizację polskiej energetyki, pierwsze reaktory zostaną wykonane w sprawdzonych, wielkoformatowych technologiach. Zgodnie z założeniami Programu polskiej energetyki jądrowej do końca przyszłego dziesięciolecia uruchomione zostaną dwa spośród sześciu planowanych reaktorów.

– W energetyce jądrowej dochodzi do rozwoju technologii. Jest cały szereg nowych koncepcji, np. technologia małych reaktorów modułowych. Polega ona na tym, że nie będziemy budować dużych elektrowni jądrowych, tylko relatywnie małe reaktory rozproszone, budowane w klastrach. To ciekawe rozwiązanie być może umożliwi dekarbonizację ciepłownictwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Adam Rajewski z Instytutu Techniki Cieplnej Politechniki Warszawskiej.

Klastrowe reaktory jądrowe mogą okazać się przyszłością energetyki jądrowej, jednak na obecnym etapie rozwoju istnieją wyłącznie w fazie projektowej. Szacuje się, że pierwsze prototypowe instalacje mogą powstać nie wcześniej niż w 2030 roku. Nowa technologia będzie musiała przejść jeszcze szereg testów i poprawek, aby mogła zostać wykorzystana na szeroką skalę na rynku energetyki.

Z tego powodu polski program jądrowy skupi się wokół sprawdzonych technologii, które od lat z powodzeniem funkcjonują w krajach Zachodu. Zgodnie z założeniami Programu polskiej energetyki jądrowej w Polsce planuje się wybudować elektrownie jądrowe bazujące na reaktorach wodnych ciśnieniowych generacji III oraz III+. To one mają zagwarantować państwu bezpieczeństwo energetyczne przy najkorzystniejszym bilansie klimatyczno-energetycznym.

– Powinniśmy oprzeć się na tych technologiach, które są sprawdzone i ulepszane od lat, elektrowniach stosowanych w energetyce francuskiej czy amerykańskiej. Francja jest ciekawym przypadkiem kraju, który za pomocą takich technologii wyeliminował prawie zupełnie paliwa kopalne z własnej energetyki – podkreśla Adam Rajewski.

Na potrzeby budowy pierwszych polskich elektrowni jądrowych skarb państwa planuje wykupić 100 proc. udziałów w spółce celowej PGE EJ 1, a po wyłonieniu partnera strategicznego – kontrolować co najmniej 51 proc. udziałów. Pozwoli to w pełni kontrolować rynek energii jądrowej.

Inwestycja w elektrownie jądrowe może okazać się niezbędna, aby zdekarbonizować polską energetykę. Choć pierwsze polskie reaktory powstaną dopiero za kilkanaście lat i nie przyczynią się do realizacji celów redukcji emisji ustalonych na unijnym szczycie, w długofalowej perspektywie pozwolą ustabilizować rynek energetyczny.

– W polskich elektrowniach jądrowych będą zastosowane najbezpieczniejsze technologie dostępne na rynku, zarówno dla pracowników, jak i ludności. Technologie jądrowe w ujęciu statystycznym są jednymi z najbezpieczniejszych, jakimi dysponujemy do produkcji energii elektrycznej, porównywalnymi z niektórymi technologiami energetyki odnawialnej, z którymi dobrze się uzupełniają. Do potencjalnych uwolnień i zagrożeń dochodzi tylko w skrajnie rzadkich sytuacjach awaryjnych – wskazuje ekspert.

Szacuje się, że dzięki elektrowniom polska energetyka będzie w stanie pozyskiwać od 6 do 9 GW energii. Docelowo w naszym kraju ma powstać sześć reaktorów, a ostateczny wybór technologii, w której zostaną wykonane, zapadnie w 2021 roku. Rok później rząd zatwierdzi lokalizację pierwszej elektrowni. Budowa ma ruszyć w 2026 roku, a uruchomienie pierwszego reaktora zaplanowano na 2033 rok. Z kolei prace budowlane na terenie drugiej elektrowni jądrowej rozpoczną się według wstępnych założeń w 2032 roku, a zakończą siedem lat później.

– Dzisiaj mamy w Polsce do czynienia z energetyką, która na bieżąco szkodzi zdrowiu, życiu ludzi, roślin, zwierząt. Technologie zastosowane w pierwszej i drugiej polskiej elektrowni jądrowej będą tak bezpieczne, jak tylko nauka i technika pozwolą przy dzisiejszym stanie wiedzy – przekonuje Adam Rajewski.

Inteligentne gadżety do noszenia mogą wykryć koronawirusa nawet przy słabych objawach. Urządzenia sprawdzą się też w przypadku innych chorób zakaźnych

Mierzą kroki, przebytą odległość, spalone kalorie, czas i jakość snu czy tętno – zastosowań tzw. wearables jest coraz więcej, w tym także coraz częściej medyczne. Urządzenia do noszenia sprawdzają już ryzyko cukrzycy, współczynnik płodności czy czas ekspozycji na słońce. Według wstępnych badań prowadzonych przez naukowców z Kalifornii inteligentne urządzenia mogą także rozpoznać COVID-19, nawet jeśli objawy są bardzo subtelne. – Korzystając z technologii do noszenia, jesteśmy w stanie dowiedzieć się bezpośrednio, ile bezobjawowych przypadków jest po prostu niezauważonych lub niezgłoszonych – wskazuje dr Benjamin Smarr z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco.

– Jedną z szans na wyjście z pandemii jest to, aby osoby zarażone COVID-19 zostały wcześniej wyizolowane. Aby mogły się przygotować, wcześniej wezwać lekarza, powiadomić osoby, z którymi się kontaktowały, i nie rozprzestrzeniać wirusa – przekonuje dr Ashley Mason, adiunkt na Wydziale Psychiatrii UCSF i na wydziale UCSF Osher Center for Integrative Medicine Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco.

Pomóc w tym mogą inteligentne urządzenia do noszenia na ciele. Wyposażone w algorytmy sztucznej inteligencji i machine learning potrafią coraz więcej, mają też coraz więcej funkcji. Mierzą wszystkie parametry życiowe, sprawdzają jakość snu, alarmują przy arytmii serca czy nadciśnieniu. Jak przekonują naukowcy z Uniwersytetów Kalifornijskich w San Francisco i San Diego, inteligentny pierścień, który generuje ciągłe dane dotyczące temperatury, może sygnalizować COVID-19 nawet w przypadkach, gdy nie podejrzewa się infekcji. Takie urządzenie może być lepszym wskaźnikiem choroby niż termometr.

Naukowcy przeanalizowali dane dotyczące temperatury z kilku tygodni, aby określić typowe zakresy dla każdego z uczestników badania. W ten sposób byli w stanie wykryć wszelkie anomalie.

– Wiele czynników wpływa na temperaturę ciała – wskazuje dr Ashley Mason. – Jednopunktowy pomiar temperatury nie jest dokładny. Gorączka raz jest, raz jej nie ma, a temperatura ciała może się znacznie różnić w zależności od osoby – u niektórych podwyższona temperatura jest zjawiskiem normalnym. Aby lepiej zidentyfikować gorączkę, potrzebne jest jej mierzenie w sposób ciągły.

To kolejne badanie, które udowadnia, że smartwatche i inne inteligentne urządzenia mogą pełnić istotną rolę we wczesnej diagnozie chorób. Badanie opublikowane w „Nature” („Pre-symptomatic detection of COVID-19 from smartwatch data”) wskazuje, że u 81 proc. uczestników smartwatche wykryły zmiany w tętnie oraz czasie i jakości snu. Spośród 25 przypadków COVID-19 z wykrytymi zmianami fizjologicznymi 22 wykryto przed (lub w trakcie) wystąpieniem objawów, a cztery przypadki wykryto co najmniej dziewięć dni wcześniej. Żeby potwierdzić te zależności, potrzebne są jednak dalsze badania na większej próbie chorych.

Naukowcy z UC San Francisco i UC San Diego w swoich badaniach skupili się z kolei na pomiarze temperatury. Ich informacje potwierdzają, że także one prowadzone w sposób ciągły i analizowane indywidualnie, dla każdego użytkownika, mogą skutecznie informować o zakażeniu. Badacze wykorzystali Oura Ring, czujnik do noszenia wykonany przez fiński start-up Oura, który łączy się z aplikacją mobilną. Pierścień stale mierzy sen i czuwanie, częstość akcji serca i oddechu oraz temperaturę.

– Nasze badania są ważne ze względu na pokazanie potencjału urządzeń do noszenia we wczesnym wykrywaniu nie tylko COVID-19, lecz także innych chorób zakaźnych – podkreśla Frederick Hecht, profesor medycyny i dyrektor badań w Centrum Medycyny Integracyjnej na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco.

Termometry bezdotykowe, które wykrywają promieniowanie podczerwone, mierzą temperaturę na czole. Są używane do szybkiego wykrywania gorączki na lotniskach i w biurach. Choć mogą wykrywać niektóre przypadki COVID-19, to ich wartość jest ograniczona. Pierścień zaś rejestruje temperaturę w sposób ciągły, więc każdy pomiar jest analizowany w kontekście historii danej osoby, co znacznie ułatwia wykrycie względnych wysokości.

Jak podaje Centers for Disease Control and Prevention, nawet 70 proc. chorych na COVID-19 przechodzi zakażenie bezobjawowo lub niemal bezobjawowo. Pierścienie mogą wykryć zakażenie, nawet jeśli objawy nie są oczywiste. Podobnie może być w przypadku innych chorób zakaźnych.

– Otwarte pozostaje pytanie, ile bezobjawowych przypadków jest naprawdę bezobjawowych, a ile może być po prostu niezauważonych lub niezgłoszonych – wskazuje dr Benjamin Smarr, adiunkt na Wydziale Bioinżynierii Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco. – Korzystając z technologii do noszenia, jesteśmy w stanie dowiedzieć się tego bezpośrednio.

Technologie oparte na sztucznej inteligencji (AI) to przyszłość sprzedaży, marketingu i HR-u

Przewiduje się, że już za pięć lat szybko rosnący globalny rynek oprogramowania sztucznej inteligencji (AI), osiągnie wartość około 126 miliardów dolarów. Natomiast rynek chatbot-ów w 2019 roku został wyceniony na 17,17 mld dolarów, a jego predykcja do 2025 roku wskazuje  na 102,29 mld USD. Cyfryzacja gospodarki jest jednym z kluczowych warunków jej konkurencyjności w świecie, a w rezultacie niezbędnym czynnikiem wzrostu znaczenia Polski i dobrobytu jej mieszkańców.  Boty to programy wykonujące pewne czynności w zastępstwie człowieka, umożliwiają cyfrową transformację obsługi klienta poprzez dostarczanie inteligentnych rozwiązań, opartych na AI czy usług w chmurze. Bankowość, ubezpieczenia, opieka zdrowotna, telekomunikacja, produkcja i usługi komunalne już mocno korzystają z automatyzacji procesów, a coraz więcej firm z rozległymi działami HR, księgowości, obsługi klienta lub IT traktuje je jako narzędzie do rozwiązania swoich zadań. Przyszłością  technologii opartych na  konwersacyjnej sztucznej inteligencji są takie rozwiązania, jak np.: Voicebot, Chatbot, Omni-channel, Video CoBrowsing czy Live Chat. 

Ogólny rynek sztucznej inteligencji obejmuje szeroki wachlarz zastosowań, takich jak przetwarzanie języka naturalnego, automatyzacja procesów zrobotyzowanych i maszyny uczenia się. Konwersacyjna sztuczna inteligencja (conversational AI) to rozwiązanie, które umożliwia technologiom sztucznej inteligencji (AI), takim jak chatboty, interakcję z ludźmi w sposób ludzki. Dzięki wypełnieniu luki między językiem ludzkim, a językiem komputerowym komunikacja między nimi stała się łatwa i naturalna. Oprogramowanie wykorzystywane jest zarówno do zautomatyzowanego, jak i wspomaganego przez konsultanta budowania zaangażowania klientów oraz e-commerce, skalowania i stałego ulepszania przyjętych rozwiązań.

Coraz częściej w Agencji komunikacji Core PR mamy odczynienie z klientami z tego sektora, wspieramy ich wdrożenia, komunikację z klientami i kampanie B2B dla dostawców technologii. Korzystanie z konwersacyjnych chatbotów opartych na sztucznej inteligencji w podejściu wielokanałowym pozwala nawiązać kontakt z klientami w preferowanych przez nich kanałach w celu uzyskania natychmiastowych odpowiedzi i aktywnego zaangażowania. Liczba wirtualnych asystentów rośnie także z powodu rozwoju głębokich sieci neuronowych, uczenia maszynowego i innych postępów technologiach w obszarze sztucznej inteligencji.

Dzięki konwersacyjnej AI działającej 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu możesz lepiej zarządzać większą liczbą klientów i popytem. To niezwykle ważne w rozwoju organizacji. Wiele z największych nazwisk w branży technologicznej zainwestowało znaczne środki zarówno w przejęcia sztucznej inteligencji, jak i badania oraz rozwój związane ze sztuczną inteligencją. Giganci technologiczni, jak np. Microsoft, IBM, Google i Samsung złożyli tysiące takich wniosków, a inwestycje funduszy kapitałowych w start-upy związane ze sztuczną inteligencją pochłaniają co roku dziesiątki miliardów dolarów. Np. IBM stworzył chatbota Watson Assistant, który zapewnia interakcję dialogową między systemem konwersacyjnym, a użytkownikami.

Pierwszym krokiem we wdrażaniu powinien być przegląd procesów biznesowych wraz z rekomendacjami opierającymi się również na wielkości projektów. Po przeprowadzeniu analizy programiści zaproponują rozwiązania automatyzacyjne dostosowane do konkretnego biznesu. Niektóre firmy oferują bezpłatny audyt w celu przygotowania najlepszego rozwiązania dla klienta. Należy jednak pamiętać, aby znaleźć odpowiednią firmę lub zatrudnić ekspertów, których sposób pracy najbardziej nam odpowiada. Warto również zwrócić uwagę na opinie, szybkość, dostępność i możliwości oprogramowania potencjalnych kontrahentów. Narzędzia oparte na opisanych technologiach są coraz bardziej dostępne i coraz tańsze.

Chatboty pozwalają zaoszczędzić czas, automatycznie odpowiadając na typowe pytania klientów. Mogą być również używane do generowania potencjalnych odbiorców, poprawy komfortu użytkowania i zwiększania sprzedaży. Bot to program, który automatycznie wykonuje akcję na podstawie określonych wyzwalaczy i algorytmów. Chatbot to program komputerowy zaprojektowany do symulacji ludzkiej rozmowy. Użytkownicy komunikują się z tymi narzędziami za pomocą interfejsu czatu lub za pomocą głosu, tak jak rozmawiają z inną osobą. Chatboty interpretują słowa podawane im przez osobę i udzielają z góry ustalonej odpowiedzi.

“Rok 2020 był rewolucyjny dla całej branży nowych technologii. Wiele biznesów musiało w znacznej części zmienić lub zmodernizować swoje procesy. To przełożyło się na czterokrotny wzrost zapytań o rozwiązania do automatyzacji komunikacji. Coraz więcej firm z różnych branż poszukiwało w przetargach dostawców, którzy usprawnią wewnętrzne i zewnętrzne procesy. Pojawiły się nowe potrzeby. To efekt nagłego wzrostu aktywności klientów online oraz przeniesienia budowania relacji i procesów firmowych do sieci. Boty stały się więc sposobem na wsparcie sprzedaży czy obsługi klienta i odciążenie pracowników. Cieszy nas to, że boty przestały być marketingową ciekawostką kojarzoną tylko z Facebookiem i Messengerem. Wirtualni asystenci stają się rozwiązaniem wspierającym złożone procesy, a klienci mają wobec nich coraz większe oczekiwania. Wzrosła świadomość firm na temat automatyzacji komunikacji i nowych obszarów, w których mogą działać boty. Za tym też idzie coraz większa chęć do ich przetestowania, zrobienia tego pierwszego kroku. Przez cały rok pracowaliśmy nad edukacją specjalistów i zarządów. Opowiadaliśmy o problemach, jakie potrafimy rozwiązywać, o potrzebach naszych potencjalnych klientów z jakimi się spotykamy, o wynikach osiąganych przez nasze rozwiązania w komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej. A dzięki tej rosnącej świadomości klientów i doświadczeniom zbieranym przez dostawców rozwija się cała branża. – mówi Mariusz Pełechaty, CEO – KODA Bots

Czym jest i jak działa konwersacyjna sztuczna inteligencja?

Konwersacyjna sztuczna inteligencja to technologia, która umożliwia technologiom sztucznej inteligencji (AI), takim jak chatboty, interakcję z ludźmi w sposób ludzki. Dzięki wypełnieniu luki między językiem ludzkim a językiem komputerowym komunikacja między nimi jest łatwa i naturalna. To zestaw technologii, które pozwalają komputerom rozpoznawać ludzki język i rozszyfrowywać różne języki, rozumieć to, co mówimy, określać właściwą reakcję i reagować w sposób naśladujący ludzką rozmowę.

„Automatyzacja w biznesie to już nie tylko innowacja; stała się koniecznością, zwłaszcza dla sektorów B2B i B2C. Konwersacyjna sztuczna inteligencja i chatboty dają firmom wyjątkowy sposób kontaktu z potencjalnymi klientami. Mogą wysyłać duże ilości spersonalizowanych wiadomości 24/7. Po udzieleniu odpowiedzi przez klientów / użytkowników, mogą oni przekazać komunikację do odpowiedniego działu i usprawnić cały proces. Roboty stają się pierwszą linią komunikacji dla coraz większej liczby firm. Firmy automatyzujące reagują na trendy i proponują nowe rozwiązania np. RobotIn, obsługiwany przez firmę G1ANT – w tym przypadku dostarczyciela oprogramowania RPA – to rozwiązanie do automatyzacji Linkedin, które umożliwia użytkownikom kontakt z 3000 potencjalnych klientów miesięcznie. Nie jest potrzebne żadne zaangażowanie człowieka. Organizacje chcą usprawnić swój proces i zwiększyć satysfakcję pracowników, pozwalając im skupić się na kreatywnej części swojej pracy„ – zauważa Tom Kmiecik, założyciel i dyrektor generalny założonej w Londynie i działająca globalnie firmy G1ANT.

Najprostszym przykładem aplikacji Conversational AI jest bot lub FAQ-bot, z którym mogłeś już wcześniej wchodzić w interakcje. Ponad tysiąc rozmów odbył wirtualny doradca Echo Investment, największego na polskim rynku dewelopera  – Aurelia, która od kwietnia zagościła na stronach internetowych jego inwestycji. W związku z pozytywną reakcją klientów na nowy sposób komunikacji, firma wprowadziła chatbota na wszystkie strony dedykowane swoim projektom mieszkaniowym. Aurelia ma dostęp do pełnej bazy danych o mieszkaniach w ofercie Echo Investment i na podstawie kryteriów podanych przez rozmówców, jest w stanie w ciągu kilku sekund wyszukać lokal spełniający ich oczekiwania. Użytkownicy mogą np. sprecyzować, jaki jest ich limit budżetowy, jakiej powierzchni poszukują, podać liczbę pokoi czy preferowaną ekspozycję na strony świata. Rozmową z nią jest możliwa o każdej porze i każdego dnia tygodnia.

„Aurelia to doradca, który jest dostępny całą dobę, ma imponującą wiedzę na temat naszych inwestycji i nieograniczony zapał do pracy. Jest jednym z udogodnień, które wprowadzamy do naszej komunikacji z klientami, tak by mogli oni sprawdzić naszą ofertę z każdego miejsca na ziemi i o dogodnej dla nich porze. Poszukujący mieszkania marzeń mogą porozmawiać i znaleźć je z Aurelią, szczegóły omówić z naszym doradcą biura sprzedaży podczas spotkania online, a potem dokonać rezerwacji przy użyciu elektronicznego podpisu” – dodaje Dawid Wrona, dyrektor sprzedaży mieszkań Echo Investment.

Chatbot wykorzystuje rozwijaną przez Google technologię sztucznej inteligencji Dialog Flow. Dzięki autorskim rozwiązaniom programistycznym K2Bots.AI, jej możliwości zostały zintegrowane z systemami informatycznymi Echo Investment, uwzględniając zarówno korzystanie z baz danych o produktach mieszkaniowych, jak i współpracę z rozwiązaniami klasy CRM, Marketing Automation i Business Intelligence. Kolejnym poziomem dojrzałości konwersacyjnych aplikacji AI są wirtualni osobiści asystenci. Przykładami są Amazon Alexa, Apple’s Siri i Google Home. Konwersacyjna sztuczna inteligencja może obsługiwać żądania z większą liczbą zapytań niż ludzie, szybciej dostarczać istotne i poprawne informacje oraz zwiększać dokładność i złożoność w czasie. To interaktywny przekaz marki.

Na początku grudnia b.r. Credit Agricole Bank Polska uruchomił automatycznego doradcę o imieniu Asia, który odpowiada na najczęściej zadawane pytania przez Internet. Wkrótce Asia wspomoże również pracę doradców w telefonicznym Contact Center. Chatbot korzysta z technologii Google Dialog Flow – odpowiadającej za rozpoznawanie ludzkiej mowy.

“Technologia ta potrafi rozpoznać słowa i zdania napisane przez klienta na czacie, nawet wówczas, gdy popełnił on błąd lub użyje potocznego słownictwa. Wykorzystanie sztucznej inteligencji sprawia, że bot potrafi rozpoznać synonimy, odmianę wyrazów i dzięki temu doskonale radzi sobie z odpowiadaniem na pytania, a rozmowy brzmią bardzo naturalnie” –  informuje Iga Stępień, Manager Transformacji Bankowości Detalicznej w Credit Agricole Bank Polska.

Na początku 2021 roku Credit Agricole odda też do dyspozycji klientów telebot Asia, którego zadaniem będzie uwierzytelnianie i rozwiązywanie najczęstszych problemów klientów w telefonicznym Contact Center. Bot głosowy to bardzo zaawansowane narzędzie, które jest w stanie rozpoznać i przetwarzać ludzką mowę.

„W dzisiejszej wysoce cyfrowej erze chatboty i boty mogą być potężnym dodatkiem do strategii obsługi klienta dla każdej firmy lub centrum obsługi klienta. Jednak podobnie jak każda inna transformująca technologia, firmy będą musiały upewnić się, że wiedzą, jak skutecznie jej używać, jeśli chcą w pełni wykorzystać dostępne im innowacje. Zrozumienie, jak działają chatboty i w jaki sposób są szkolone jest pierwszym krokiem do opracowania skutecznego, ulepszonego cyfrowo planu obsługi klienta. Narzędzia  oparte na AI (sztuczna inteligencja) mają coraz większy wpływ na zmiany społeczno-gospodarcze w toczącej się ewolucji technologicznej”- mówi dr Martin Dahl, dziekan Wydziału Ekonomii i Zarządzania na Uczelni Łazarskiego

Narzędzia oparte na AI rewolucjonizują rynek sprzedaży i marketingu, ale też dynamiczne rozwija się sektor dostawców tych technologii

Z roku na rok gwałtownie rośnie globalny popyt na automatyzację procesów sprzedażowych i marketingowych we wszystkich sektorach biznesu. Potwierdza to sukces polskiego startupu Growbots, który narodził się w Warszawie w grudniu 2014 roku, a jego celem była zmiany świata sprzedaży. Pierwsza myśl o stworzeniu Growbots pojawiła się w głowie Pietruszyńskiego w styczniu 2014 roku. Kilka miesięcy później wraz z Łukaszem Deką rozpoczął pierwsze prace nad stworzeniem firmy. Panowie poznali się na SGH, a pierwsze kroki ze swoją firmą stawiali w piwnicy ClockWork. W ostatnich latach znaleźli się jako pierwszy polski startup w akceleratorze 500 Startups w San Francisco i pozyskał fundusze od czołowych inwestorów z Doliny Krzemowej i Europy (w tym Gil Penchina i Flashpoint VC). Spełnia się amerykański sen i marzenie Grzegorza Pietruszyńskiego, właściciela firmy Growbots o stworzeniu uniwersalnej maszyny do sprzedaży wychodzącej, jak wyszukiwarka Google, ale też do znalezienia nowych klientów.  Zintegrowane z CRM oprogramowanie automatycznie generuje ukierunkowane leady dla Twojej organizacji, przeszukując ogromną bazę danych setek milionów decydentów, aby znaleźć tych, którzy mają największe szanse stać się klientami, a współczynnik odrzuceń mniejszy niż 10 procent. Obecnie na całym świecie już ponad 500 firm, używa Growbots.

Ewolucja czy rewolucja technologiczna?

Początki współczesnej sztucznej inteligencji można doszukiwać się w próbach opisania przez filozofów klasycznych ludzkiego myślenia, jako systemu symbolicznego, ale dziedzina sztucznej inteligencji została formalnie założona dopiero w 1956 roku na konferencji w Dartmouth College w Hanowerze w stanie New Hampshire, gdzie ukuto termin „sztuczna inteligencja”. Historia chatbotów zaczyna się w latach 60-tych w laboratorium Sztucznej Inteligencji MIT. Joseph Weizenbaum stworzył pierwszy przykład chatbota o imieniu ELIZA. Wykorzystując algorytmy rozpoznawania wzorców, ELIZA była w stanie symulować rozumienie bez faktycznego posiadania możliwości uczenia maszynowego.

Obecnie oprogramowanie oparte jest na chmurze i stanowi połączenie technologii przetwarzania języka naturalnego (NLP), która umożliwia rozpoznawanie intencji klienta z technologiami zapewniającymi zwiększenie efektywności e-commerce i obsługi klienta. W zasadzie wszystkie popularne języki programowania  umożliwiają  programowanie  narzędzi, które pozwalają tworzyć chatbot– C#, PHP, JS, Python, Ruby, Swift czy Go.

Chatboty, podobnie jak zwykłe aplikacje mają warstwy, bazy danych, konwersacyjne interfejsy użytkownika (CUI) i interfejsy API. Obecnie dostępne są 3 popularne rodzaje chatbota:

  • Chatboty oparte na regułach. Najprostsza opcja, te boty po prostu zapewniają wstępnie zdefiniowaną odpowiedź na bardzo szczegółowe pytania i świetnie nadają się do takich celów, jak kwalifikowanie potencjalnych klientów lub oferowanie klientom interaktywnych funkcji FAQ
  • Inteligentne chatboty. Te inteligentne boty wykorzystują uczenie maszynowe (ML) do przyswajania na podstawie żądań i informacji użytkownika. Intelektualne boty są szkolone, aby rozumieć określone słowa i wyrażenia, które powodują odpowiedź. Z czasem uczą się rozumieć więcej pytań i udzielać lepszych odpowiedzi
  • Chatboty oparte na sztucznej inteligencji. Łączą zalety botów opartych na regułach z mocą intelektualnie niezależnych programów do rozwiązywania problemów użytkowników. Potrafią zapamiętać kontekst rozmów i rozumieć preferencje użytkownika, wykorzystują połączenie przetwarzania języka naturalnego, uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji do zrozumienia klientów. Przetwarzanie języka naturalnego sprawia, że interakcje między ludźmi, a komputerami są bardziej naturalne.

Chociaż obecnie chatboty stają się coraz bardziej wartościowe i intuicyjne, wciąż jest wiele do zrobienia, aby udoskonalić te narzędzia, jak np.:

Głos: kolejnym kluczowym elementem rozwoju botów i chatbotów jest zapewnienie, że mają one odpowiedni głos do rozmowy z klientami. Dzisiejsi konsumenci, choć nie chcą dać się zwieść myśleniu, że wchodzą w interakcje z ludźmi, kiedy rozmawiają z botem chcą botów z elementami ludzkimi, takimi jak humor i empatia.

Zrozumienie: Chatboty muszą rozumieć uczucia i emocje, które odczuwają klienci, aby zapewnić odpowiedni rodzaj usług dla dzisiejszych konsumentów. Obecnie firmy mocno pracują nad wdrożeniem przetwarzania i rozumienia języka naturalnego w chatbot-ach, aby ograniczyć do minimum kompromitujące wpadki kontekstowe.

Bezpieczeństwo: w dzisiejszych czasach ochrona danych i prywatności są kluczowe, aby klienci mogli ufać botom, którym przekazują swoje informacje. Firmy będą musiały zaprojektować chatboty, które będą prosić o odpowiednie dane i je rejestrować. Istotne będzie również zapewnienie bezpiecznego przesyłania i ochrony gromadzonych danych w Internecie.

 

Sztuczna inteligencja odnosi się do zdolności maszyny, która jest w stanie replikować lub symulować inteligentne ludzkie zachowania, takie jak analizowanie,  wydawanie osądów i decyzji. Sztuczna inteligencja wywodząca się z informatyki i spornej dziedziny filozofii, ewoluowała i rozwijała się szybko w ostatnich dziesięcioleciach, a przypadki jej użycia można obecnie znaleźć we wszystkich zakątkach naszego społeczeństwa: cyfrowych asystentów głosowych, które znajdują się w naszych smartfonach lub inteligentnych głośnikach, chatboty obsługi klienta, a także roboty przemysłowe.

Autor : Adam Białas, ekspert rynku,  dziennikarz biznesowy, dyrektor w agencji komunikacji Core PR. Od ponad dwóch dekad związany z mediami, skutecznie działa w obszarze PR i marketingu. Autor wielu autorskich projektów PR, e-marketingu i dedykowanych programów partnerskich. Posiada wieloletnie globalne doświadczenie korporacyjne, ekspert w kampaniach i budowaniu wizerunku brandu B2B/B2C. Prowadził też szerokie działania z obszaru zarządzania kryzysowego, współpracując z liderami branży gamingowej, finansów, IT, MICE i deweloperskiej. Agencja, którą kieruje z obsłużyła ponad 650 kampanii (w tym globalne).

Sytuacja gospodarcza Polski

Październikowy wynik gospodarczy psuje nadzieję na odrodzenie, którą zbudował rewelacyjny wrzesień. Gorsza sytuacja, za którą odpowiedzialny jest przede wszystkim koniec miesiąca, wynika z zaostrzania się pandemii i powracającego widma lockdownu. W ostatnich tygodniach października przedsiębiorcy wyczuli zbliżające się spowolnienie obrotów w listopadzie. Zamawiali więc mniejsze dostawy i produkowali mniej dóbr – co wpłynęło na spowolnienie gospodarki. Teraz, gdy usługi i kultura są zamknięte lub działają na pół gwizdka, możemy się spodziewać powtórki z wiosennego zamrożenia. Ekonomiści wskazują jednak, że najpewniej nie będzie ono aż tak paraliżujące.

– Mam nadzieję, że jesienny lockdown nie odbije się tak bardzo na przemyśle, jak to miało miejsce wiosną. Wtedy duża część przemysłu musiała zostać zatrzymana, bo nie było żadnej kooperacji międzynarodowej. Trzeba bowiem pamiętać, że 75% przemysłu produkuje albo wprost na eksport – albo dla odbiorców krajowych, którzy eksportują produkt dalej powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Tym razem sytuacja w wymianie międzynarodowej jest spokojniejsza. Przemysł ma się lepiej. Natomiast oczywiście usługi wciąż pozostają bardzo zagrożone. I nie jest tak, że uda nam się te straty skompensować działającym przemysłem – analizuje Soroczyński.

UN Global Compact Network Poland (GCNP) i Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) podpisały porozumienie o współpracy

Porozumienie zostało podpisane 16 grudnia br. w sali notowań warszawskiej giełdy przez Kamila Wyszkowskiego, przedstawiciela i prezesa Rady UN Global Compact Network Poland oraz Marka Dietla, prezesa Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. W uroczystości wziął także udział wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin, który objął honorowy patronat nad zainaugurowaną współpracą.

– Wspólne inicjatywy promujące rozwój nowych praktyk biznesowych, które uwzględniają wyzwania klimatyczne, rolę instytucji finansowych oraz biznesu w budowie neutralnej klimatycznie, zielonej gospodarki, to spodziewane efekty porozumienia pomiędzy United Nations Global Compact Network Poland oraz Giełdą Papierów Wartościowych. Jako minister odpowiadający za rozwój, pracę i gospodarkę cieszę się, że obejmuję patronat nad przedsięwzięciem służącym zrównoważonemu rozwojowi i wzmacnianiu społecznej odpowiedzialności biznesu, co wiąże się z kwestiami dotyczącymi pozyskiwania finansowania na inwestycje, oraz kierunkiem rozwoju rynków kapitałowych – zaznacza Jarosław Gowin, wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii.

Współpraca między GCNP i GPW, którą wpiera polski rząd, ma przede wszystkim na celu wypracowanie i promowanie działań zmierzających do zrównoważonego rozwoju kraju, podnoszenia jakości życia obywateli oraz sprzyjających społecznej odpowiedzialności biznesu. Realizacja tych celów nie jest możliwa bez fundamentalnej zmiany myślenia o pozyskiwaniu finansowania, alokacji kapitału, jak również i kierunku rozwoju rynków kapitałowych. Wyzwania dotyczące funkcjonowania rynków finansowych związane ze zidentyfikowanymi ryzykami klimatycznymi wymagają podjęcia działań zmierzających do przekierowania kapitału w kierunku zielonej, środowiskowo zrównoważonej gospodarki.

– Żeby sprawnie wdrożyć polityki ONZ wynikające z Celów Zrównoważonego Rozwoju czy Porozumień Paryskich, kluczowe jest poważne potraktowanie obrotu kapitałowego prowadzonego w oparciu o zrównoważone finansowanie. Wystarczy spojrzeć na działania banków rozwoju i największych grup bankowych oraz funduszy inwestycyjnych, które nie tylko zapowiedziały odejście od inwestycji wysokoemisyjnych, ale tego zwrotu dokonały. Rolą UN Global Compact Network Poland jest włączenie polskiego biznesu i rynku kapitałowego w globalne procesy wynikające z polityk ONZ. Przykładem takiego „zielonego” zwrotu jest ogłoszony przez Komisję Europejską Zielony Ład i Fundusz Odbudowy. Jego mądre wdrożenie w kontekście przebudowy polskiej gospodarki na jak najmniej emisyjną jest jedną z osi dyskusji, które na podstawie zawartego porozumienia będziemy prowadzić z udziałem banków rozwoju, grup bankowych i funduszy inwestycyjnych. Chcemy utworzoną w ramach UNGC Network Poland grupę bankowo-finansową rozwijać z udziałem GPW i szeroko zdefiniowanym rynkiem kapitałowym – zaznaczył Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes Rady UN Global Compact Network Poland.

GPW od lat realizuje politykę zrównoważonego rozwoju, w ramach której prowadzi programy edukacyjne, promuje najwyższe standardy ładu korporacyjnego i komunikacyjnego oraz prowadzi dialog z uczestnikami rynku kapitałowego i towarowego. Strategicznym partnerem GPW przy realizacji tych działań jest United Nations Global Compact (UNGC). Grupa GPW aktywnie wspiera pięć wybranych Celów Zrównoważonego Rozwoju (SDGs), które są istotne z perspektywy prowadzonej działalności Grupy na rynku finansowym i towarowym – dobre zdrowie i jakość życia; dobra jakość edukacji; równość płci; wzrost gospodarczy i godna praca; innowacyjność, przemysł, infrastruktura. Ponadto GPW od 2013 r. jest członkiem ogólnoświatowej inicjatywy utworzonej przez Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ), Sustainable Stock Exchanges, zrzeszającej obecnie 98 giełd z całego świata. Wpisując się w ten światowy trend, GPW od lat promuje wśród notowanych spółek najwyższe standardy w obszarach społecznej odpowiedzialności m.in. poprzez obliczanie indeksu WIG-ESG, publikację kodeksu „Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW” czy standardów w zakresie przeciwdziałania korupcji.

– Podpisane dzisiaj „Memorandum of Understanding” to kolejny element szerokiej współpracy GPW z UN GCNP. Nasza współpraca dotyczy m.in. promowania najlepszych praktyk w zakresie raportowania pozafinansowego, którego rozwój jest ważną częścią rządowej Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego. Wpisanie się naszych emitentów w oczekiwania inwestorów w zakresie zrównoważonego i społecznie odpowiedzialnego prowadzenia biznesu przekłada się na zmniejszenie kosztu kapitału i zwiększenie jego dostępności. – mówi Marek Dietl, prezes GPW. – Giełda Papierów Wartościowych może skutecznie zachęcać inwestorów i emitentów do wspierania realizacji celów zrównoważonego rozwoju. Podpisane porozumienie o współpracy stanowi potwierdzenie wspólnego zaangażowania stron na rzecz jakościowego rozwoju krajowego rynku kapitałowego – dodaje Dietl.

Grupa Kapitałowa GPW podejmuje działania zmierzające do dostarczania indeksów i wskaźników opartych na koncepcji zrównoważonego rozwoju, standardach ONZ, a w szczególności z uwzględnieniem 10 zasad United Nations Global Compact.

Współpraca z UN GC wyraźnie wpisuje się w Strategię ESG realizowaną przez GK GPW. Spółka GPW Benchmark powołana do pełnienia funkcji administratora wskaźników referencyjnych, publikuje obecnie indeks WIG-ESG, realizuje prace mające na celu rozwój wskaźników uwzględniających czynniki ESG oraz budowy wskaźników referencyjnych uwzględniających rzeczywiste cele transformacji klimatycznej – podkreśla Aleksandra Bluj, wiceprezes Zarządu GPW Benchmark. – Jesteśmy przekonani, że również w tych obszarach współdziałanie z GCNP prowadzić będzie do przyśpieszenia budowy platformy promocji zrównoważonego rozwoju. 

Podpisane porozumienie stanowi płaszczyznę do kreowania wspólnych inicjatyw związanych z realizacją zadań strategicznych, w tym programów zapewniających adekwatne, transparentne i zgodne z globalnymi standardami raportowanie spółek. Jego zadaniem jest też wspieranie projektów rozwojowych związanych z promowaniem nowych technologii oraz rozwojem zielonych sektorów gospodarki także w zakresie energii. Projekt współpracy uwzględnia prace w ramach powołanej w zeszłym roku Grupy Bankowej ds. zrównoważonego rozwoju, w ramach której eksperci sektora bankowego i finansowego m.in. z takich instytucji jak Bank Światowy, EBOR, EBI, czy PFR rekomendują narzędzia wspierające finansowanie „zielonych” inicjatyw. W związku z globalnymi trendami i wyzwaniami i trendami rynkowymi, jak choćby trwającą pandemią COVID-19, niezbędne jest zapewnienie jak największej liczbie podmiotów efektywnego wykorzystanie pakietów inwestycyjnych określonych w ramach tzw. Zielonego Ładu i Funduszu Odbudowy. Ułatwi to dostosowanie się do nowych wymogów związanych z ryzykami klimatycznymi wpływającymi na politykę inwestycyjną krajowych i globalnych inwestorów.

Sektor wellness – w jaki sposób marki mogą zawalczyć o rynek wart 4,5 biliona dolarów

Światowy sektor gospodarki obejmujący wellness nie jest już postrzegany jedynie przez pryzmat SPA, jogi i diet oczyszczających. Jest warty 4,5 biliona USD i rośnie dwa razy szybciej niż reszta gospodarki. Agencja Ogilvy przeprowadziła w 2020 roku badanie „Wellness Gap”, z którego wynika, że dla 73% konsumentów wellness to działania, których oczekują również od firm np. motoryzacyjnych, świadczących usługi finansowe czy linii lotniczych. 

Pojęcie „wellness” jest dość luźno definiowane jako czynności, wybory i styl życia, które prowadzą do holistycznego stanu dobrego zdrowia i samopoczucia. Podczas badania „Wellness Gap”[1] przeprowadzonego w kwietniu 2020 roku respondenci z 14 krajów Europy, Azji, Ameryki Północnej i Łacińskiej zostali poproszeni o określenie jak istotne jest dla nich dobre samopoczucie, jakie czynniki wpływają na ich dobrostan oraz jakich działań poprawiających samopoczucie oczekują od marek.

Badanie wykazało, że istnieje luka między oczekiwaniami a ich realizacją przez marki. Wyniki raportu podsumowała Klara Markiewicz, Strategic Director w Ogilvy Polska. – Jest jasne, że firmy, które chcą podążać za klientami powinny wprowadzić istotne zmiany do swoich strategii. Nie ma znaczenia czy chodzi o produkty, usługi czy doświadczenia. Konsumenci będą wybierać te firmy, które dotrzymają składanych obietnic i będą spełniać oczekiwania w zakresie dbania o dobre samopoczucie swoich klientów – dodaje.

Oczekiwania konsumentów

Z badania wynika, że dla 77% konsumentów dobrostan jest bardzo ważny lub wyjątkowo ważny, a 80% chce go polepszyć. Dla biznesu to ogromny obszar do zagospodarowania, bo aż 75% osób uważa, że marki mogą zrobić więcej dla ich dobrego samopoczucia. Co ciekawe, nie dotyczy to jedynie głównych gałęzi kojarzonych z sektorem wellness – produkcji żywności i kosmetyków. Tylko 41% klientów oceniło, że przemysł spożywczy robi wszystko, aby wpływać na ich dobre samopoczucie, w odniesieniu do kosmetycznego 53% respondentów odpowiedziało twierdząco.

Badanie wykazało, że każda branża może zyskać dzięki podejściu wellness, uważa tak 67% konsumentów. Według wyników ankiety 52% badanych oczekuje, że również branża motoryzacyjna, banki i linie lotnicze zaoferują więcej rozwiązań sprzyjających dobremu samopoczuciu. Prawie tyle samo konsumentów (56%) chce tego doświadczać od marek spożywczych. Co ciekawe, 59% klientów jest skłonnych zapłacić więcej, jeśli marka będzie się przyczyniać do ich dobrego samopoczucia.

Społeczność i celowość – nowe twarze podejścia wellness

Do niedawna czynniki fizyczne i psychiczne miały kluczowe znaczenie dla podejścia wellness. Poczucie dobrostanu staje się coraz częściej poczuciem zbiorowym. W badaniu wskazano dwa aspekty, dobrostan społeczny i celowość, które otwierają nowe możliwości dla marek. Według 53% osób powinny one pomagać poczuć więź społeczną, a 71% badanych za brand wellness uważa taki, który pomaga im dokonać pozytywnej zmiany.

Zachowanie i cyfryzacja – nowe granice dobrostanu

Raport wskazuje też dwa warunki, które marki powinny uwzględnić, aby spełnić oczekiwania konsumentów. Pierwszym jest przywrócenie wiarygodności i odzyskanie zaufania. Udawanie przez marki podejścia wellness budzi wątpliwości wśród konsumentów, a 53% z nich uważa, że ciężko odróżnić produkty dbające o dobrostan od tych, które tylko za takie uchodzą. Jedynie 41% konsumentów sądzi, że obietnice marek są wiarygodne.

Drugim warunkiem jest stanie się partnerem w pomaganiu osiągnięcia dobrostanu. Tylko 46% ludzi twierdzi, że marki pomagają im uczynić priorytetem ich dobrostan. To wyraźne wezwanie dla marek, aby lepiej rozumiały trudności konsumentów w osiągnięciu dobrego samopoczucia, odpowiednio się zachowywały i szanowały swoje zobowiązania.

Polscy konsumenci

Na rodzimym rynku widać podobne tendencje, które mogą wskazywać markom kierunek działań. Oczekiwania Polaków są zbieżne z ogólnoświatowymi trendami i konsumenci są skłonni wybierać te firmy, które prezentują podejście wellness.

Zgodnie z danymi prezentowanymi przez instytut badawczy Kantar[2] zdrowie jest dla Polaków jedną z najważniejszych wartości, choć wielu z nas przyznaje, że nie ma wystarczająco dużo czasu, aby się nim zająć. Aktywnie działa w kierunku jego poprawy 24% społeczeństwa. Duże rozbieżności obserwuje się w świadomości wagi obszarów dobrostanu i faktycznego zajmowania się nimi. Dla 84% osób istotne jest zadbanie o spokój i relaks, podczas gdy działanie w tym zakresie deklaruje 49%. Zarządzanie stresem i redukowanie jego poziomu to priorytet dla 71% osób (aktywnie działa 42%), a wypoczynek podczas snu jest kluczowy dla 82% badanych, choć wdraża go tylko 62%.  Tworzy się więc luka będąca dla marek obszarem, w którym mogą zaadresować potrzeby konsumentów.

Z kolei z analizy instytutu Mintel[3] wynika, że 64% polskich konsumentów chce korzystać z marek, które są spójne z ich przekonaniami. Aż 75% deklaruje, że uwzględnia w swoich działaniach dbałość o środowisko naturalne. Jednocześnie 64% z nich dostrzega, że producenci żywności i napojów w niewystarczający sposób ograniczają ilość odpadów. Prawie tyle samo osób (66%) uważa, że firmy powinny również ograniczyć ilość stosowanego plastiku.

[1] Badanie przeprowadzone przez Ogilvy w kwietniu 2020 na podstawie internetowej ankiety, w której wzięło udział 7000 osób w wieku 18-55 lat.

[2] Kantar 2020 Global MONITOR (Poland Sample)

[3] Mintel: The Holistic Consumer – Global, July 2020​; Food and Drink – Global, December 2019

Nowa ustawa mieszkaniowa skróci czas oczekiwania na mieszkanie komunalne, socjalne czy w TBS

Za sprawą zmian wprowadzonych do ustawy mieszkaniowej samorządy, towarzystwa budownictwa społecznego i spółki gminne otrzymają większe wsparcie na budowę mieszkań czynszowych. Zaproponowana nowelizacja z poprawkami Senatu została zaakceptowana przez Sejm i obecnie czeka już tylko na podpis prezydenta i publikację.

Najważniejsze zmiany, jakie wprowadza nowa ustawa mieszkaniowa, dotyczą znacznego zwiększenia kwot dofinansowania dla gmin z Funduszu Dopłat. Wsparcie budownictwa na wynajem z obecnych 20 proc. wzrośnie do nawet 35 proc. kosztów inwestycji. Dla powstających budynków komunalnych wsparcie z obecnych 35-45 proc. wzrośnie do nawet 80 proc.

Dzięki pieniądzom na wkład własny gminy będą mogły rozpoczynać inwestycje szybciej. Nie będą już musiały przeznaczać środków z własnych budżetów i oczekiwać na ich zwrot. Dostaną również pieniądze na remont pustostanów nienadających się do zamieszkania przez zły stan techniczny (dofinansowanie do 80 proc. kosztów modernizacji takich budynków).

W programie wsparcia społecznego budownictwa czynszowego nowa ustawa mieszkaniowa przewiduje możliwość dojścia z czasem do własności przez najemców nowych mieszkań budowanych przez towarzystwa budownictwa społecznego (TBS-y). Takiego rozwiązania dotychczas nie było.

Możliwość łączenia finansowania z różnych programów otwiera przed gminami szybszą ścieżkę do remontów budynków komunalnych. Przykładowo za sprawą dofinansowania z Funduszu Dopłat i wsparcia z Funduszu Termomodernizacji i Remontów będzie można otrzymać pieniądze na remont mieszkań i docieplenie budynku komunalnego.

„Te wszystkie zmiany zawarte w pakiecie mieszkaniowym spowodują, że Polacy będą krócej czekać na mieszkania, czy to w zasobach pozostających w towarzystwach budownictwa społecznego, czy też w zasobach gminnych” – powiedział Michał Baj, dyrektor zarządzający Pionem Programów Mieszkaniowych w Banku Gospodarstwa Krajowego.

Źródło informacji: PAP MediaRoom

Bitcoin osiąga wartość 20 tysięcy dolarów

„Osiągnięcie wartości 20 000 dolarów to niewątpliwie ważny kamień milowy w historii bitcoina”.

Chociaż łatwo jest teraz skupić całą uwagę na krótkoterminowych zyskach cenowych, które przyciągają wzrok inwestorów i generują nagłówki w mediach, ważne jest również, aby zdać sobie sprawę, jak daleko zaszedł bitcoin.

Widzieliśmy znaczącą zmianę w demografii osób zainteresowanych i inwestujących w kryptowaluty. Bitcoin nie jest już domeną tylko programistów komputerowych i pasjonatów fintech. Od czasu dodania kryptowalut do platformy eToro w 2013 r., obserwowałem, jak bitcoin przyciąga uwagę rzeszy różnych ludzi. Od programistów danych i naukowców zajmujących się blockchainem, po hydraulików i fryzjerów – bitcoin zaczął ekscytować ludzi z różnych środowisk.

Zaczęliśmy również obserwować, jak instytucje finansowe zaczynają aktywnie interesować się kryptowalutami, z wieloma znanymi bankami i funduszami hedgingowymi kupującymi w tym roku bitcoiny na czele. Spodziewamy się, że taka sytuacja będzie się utrzymywać także w 2021 r., ponieważ obawy związane z rosnącą inflacją będą nadal obecne na całym świecie.

Teraz ludzie na całym świecie rozumieją, w jak różny sposób kryptowaluty mogą być wykorzystywane, niezależnie od tego, czy będą częścią portfela inwestycyjnego, czy chodzi o zapłacenie za pizzę.

Od wielu lat jestem wielkim zwolennikiem technologii blockchain i myślę, że może ona pomóc w rozwiązaniu niektórych problemów świata, otwierając osoby, które nie posiadają rachunku bankowego, na możliwość inwestowania i zmniejszając nierówności majątkowe. GoodDollar – nasza inicjatywa non-profit – już rozpoczęła proces wyrównywania szans, opracowując kryptowalutę opartą na zasadach uniwersalnego dochodu podstawowego (eng.: UBI – universal basic income).

Yoni Assia – współzałożyciel i dyrektor generalny eToro

Firmy w Polsce zyskują w ocenach klientów

Firmy w Polsce pomimo pandemii COVID-19 i zmiany formy interakcji z konsumentami skutecznie budują pozytywne doświadczenia klientów (ang. Customer Experience). Kolejny rok z rzędu respondenci lepiej ocenili doświadczenia oferowane przez marki – wskaźnik Customer Experience Excellence w Polsce wzrósł o ponad 4 proc. r/r. W nowej rzeczywistości wyłania się nowy typ konsumenta, który w obliczu niepewności w większym stopniu niż wcześniej zwraca uwagę na stosunek jakości do ceny produktu, łatwość zakupu oraz aspekty dotyczące swojego bezpieczeństwa podczas dokonywania zakupów. Kluczowe znaczenie dla budowania długotrwałej relacji pomiędzy klientem i firmą na polskim rynku odgrywa zaufanie i wiarygodność oraz umiejętność dostosowania się do specyficznych potrzeb klienta (personalizacja). Konsumenci podobnie jak w ubiegłych latach najlepiej oceniają firmy z branży pozaspożywczego handlu detalicznego. Jak wynika z badania KPMG w Polsce największy wzrost w zestawieniu sektorów odnotował spożywczy handel detaliczny, a największy spadek dotyczy marek z sektora podróży.

W tegorocznej edycji badania KPMG, ponad 5 000 konsumentów w Polsce dokonało oceny swoich doświadczeń w interakcjach z blisko 200 firmami w realiach pandemii COVID-19. Konieczność działania w nowych, jednocześnie dla wielu marek trudnych, warunkach obostrzeń i ograniczeń przyczyniła się do jeszcze większej koncentracji uwagi na zapewnieniu jak najlepszych relacji z klientami. Wszystkie badane obszary, które mają wpływ na budowanie pozytywnych doświadczeń klientów zostały ocenione lepiej niż w zeszłorocznej edycji badania. Średni wskaźnik doskonałości zarządzania doświadczeniami klientów (CEE, ang. Customer Experience Excellence) wzrósł o ponad 4 proc. w porównaniu z poprzednią edycją badania. Największy nominalny wzrost oceny w bieżącej edycji badania odnotował filar Oczekiwań. Precyzyjne ustalanie oczekiwań klientów w nowych, często trudnych dla nich czasach oraz zarządzanie tymi oczekiwaniami w efektywny sposób stało się jednym z najważniejszych elementów interakcji pomiędzy klientem i firmą w bezprecedensowej sytuacji związanej z pandemią COVID-19.

Bardzo pozytywny jest fakt, że najwyższą ocenę otrzymał filar Czas i wysiłek, co świadczy o tym, że firmy bardzo dobrze dostosowały się do nowych kanałów obsługi klientów i ich nowych oczekiwań. Odwzorowane jest to również w zestawieniu Top 10 marek na polskim rynku, w którym aż trzy są tzw. cyfrowymi markami, czyli są obecne tylko w świecie online. Firmy te podejmowały działania zmierzające do podwyższenia standardów Customer Experience np.: nowe formy dostaw lub redukcja opłat z tym związanych, zwiększenie obsady personelu w obszarze CX czy nowe kanały kontaktu dla wymagających tego segmentów klientów (np. infolinie dla seniorów) – mówi Jan Karasek, partner w dziale doradztwa biznesowego w KPMG w Polsce.

Personalizacja oraz Wiarygodność kluczowe dla konsumentów w Polsce

Personalizacja oraz Wiarygodność mają dla polskich konsumentów największy wpływ na budowanie pozytywnych doświadczeń na linii klient-marka oraz w największym stopniu wpływają na skłonność polecenia danej marki. Personalizacja, czyli dostosowanie doświadczeń do osobistych okoliczności i potrzeb klientów, nabrała szczególnego znaczenia w kontekście panującej pandemii COVID-19. Jednocześnie polscy konsumenci lepiej oceniają te marki, które wywiązują się ze złożonych obietnic oraz działają w ich interesie, co ma związek z Wiarygodnością. W czasie pandemii, konsumenci w większym stopniu niż dotychczas przywiązują wagę do sposobu, w jaki marki budują swoją wiarygodność. Wśród istotnych czynników, które zyskały na znaczeniu konsumenci wskazują wsparcie dla lokalnych społeczności, stosunek marki do środowiska czy podejście marki do pracowników.

W wyniku działań podejmowanych przez firmy w czasie COVID-19 wielokrotnie pierwszy raz klienci i ich pracownicy mogli odczuć, że są przedkładani ponad zysk firmy. Filar Wiarygodności marki budują m.in. poprzez publiczną i konsekwentną reakcję organizacji na trudną lub kryzysową sytuację. Marki powinny uważać, aby nie podważyć nowo nabytego zaufania. W czasie dochodzenia do nowej rzeczywistości, zaufanie wielokrotnie związanie jest z likwidacją ryzyka – kiedy konsument będzie bezpieczny podczas interakcji z marką – mówi Jan Karasek, partner w dziale doradztwa biznesowego w KPMG w Polsce.

Firmy z branży pozaspożywczego handlu detalicznego zapewniają klientom najlepsze doświadczenia

Pomimo konieczności dostosowania się do nowej rzeczywistości oraz licznych ograniczeń wprowadzonych w związku z pandemią COVID-19, pozaspożywczy handel detaliczny, podobnie jak w ubiegłych latach znalazł się na 1. miejscu wśród sektorów najlepiej ocenionych przez konsumentów w Polsce. Marki z tego sektora podjęły szereg działań, których celem było dostosowanie lub polepszenie swoich cyfrowych kanałów sprzedaży i kontaktu, aby zapewnić obsługę klienta na możliwie najwyższym poziomie. Na kolejnych miejscach uplasowały się firmy z sektora gastronomii oraz spożywczego handlu detalicznego, który odnotował najwyższy awans – z 6. miejsca w ubiegłorocznej edycji badania. Firmy z branży spożywczego handlu detalicznego zostały docenione przez klientów z uwagi na swoją ekspansję online oraz rozszerzenie bezpośrednich dostaw zamawianych produktów do domów. Z kolei sektorem, który w dobie pandemii odnotował najwyższy spadek (o 5. miejsc r/r) jest sektor związany z podróżami. Bez wątpienia jest to wynikiem negatywnych doświadczeń klientów, którym w związku z wprowadzonymi obostrzeniami w podróżowaniu, anulowano zaplanowane wyjazdy.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że dynamika zmian w otoczeniu firm wymagała podejmowania szybkich działań i decyzji w reakcji na pojawiające się szanse i zagrożenia. Dobrym przykładem może być sytuacja branży logistyki, która z jednej strony stała się niejako beneficjentem wzmożonej aktywności konsumentów w kanałach online i zakupów e-commerce, z drugiej strony potrzebowała wdrożyć rozwiązania dotyczące zapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa w fizycznych punktach styku na etapie doręczeń. Jak pokazują prezentowane w raporcie przykłady praktyk stosowanych przez przedstawicieli sektora, firmy logistyczne aktywnie podeszły do możliwego upraszczania formalności, wdrożenia bezgotówkowych form płatności czy wykorzystania aplikacji mobilnych w celu zarządzania doświadczeniem w szerszej liczbie punktów styku (jak np. zdalne otwieranie paczkomatów z poziomu aplikacji). Analizując istotną poprawę wyników branży logistyki, obserwujemy dobry odbiór przez konsumentów wprowadzanych w branży praktyk – mówi Andrzej Musiał, starszy menedżer w dziale doradztwa biznesowego w zespole Customer & Growth w KPMG w Polsce.

Podobnie, jak w ubiegłych latach konsumenci w Polsce najniżej oceniają swoje doświadczenia oferowane przez firmy z branży telekomunikacyjnej oraz dostawców energii elektrycznej lub gazu.

W wyniku pandemii COVID-19 pojawił się nowy typ konsumenta

Wybuch pandemii COVID-19 zmienił zwyczaje zakupowe konsumentów, którzy wyrażają przekonanie, że w najbliższej przyszłości będą żyć inaczej. Wyznacznikami nowej rzeczywistości są przede wszystkim większa niepewność jutra, zarówno w sferze finansowej, jak i ograniczeń wpływających na funkcjonowanie w życiu codziennym, mniejsze poczucie bezpieczeństwa podczas interakcji z otoczeniem oraz ograniczone możliwości realizacji swoich zamierzeń i podejmowania decyzji. Jednocześnie w wyniku ograniczeń wynikających z pandemii COVID-19 pojawił się nowy typ konsumenta, który przystosowując się do licznych i dynamicznych zmian w otoczeniu wykształcił nowe zachowania i zwyczaje. Niektóre zachowania były zauważalne wcześniej, jednak nowe uwarunkowania istotnie je przyspieszyły – jak np. robienie zakupów spożywczych online czy korzystanie ze zdalnych form rozrywki. Konsumenci przenoszą się do świata online, w coraz bardziej zaawansowany sposób korzystają z technologii cyfrowych, ograniczając jednocześnie liczbę fizycznych zakupów w sklepach stacjonarnych.

Nowy typ konsumenta charakteryzuje większa wrażliwość cenowa, ograniczanie zakupów do podstawowych oraz chęć poczucia komfortu i bezpieczeństwa podczas ich dokonywania. Pojawienie się nowego typu konsumenta oraz zmiana zwyczajów zakupowych będzie wyzwaniem dla firm, z uwagi na konieczność natychmiastowego dostosowania się do potrzeb klientów, które w nowej rzeczywistości mogą się zmieniać z dnia na dzień – mówi Andrzej Musiał, starszy menedżer w dziale doradztwa biznesowego w zespole Customer & Growth w KPMG w Polsce.

Sektor państwowy idzie po komercyjne biura

Sektor publiczny, w obrębie którego zatrudnionych jest w Polsce przeszło 3 mln osób, staje się coraz silniejszym graczem na rynku nieruchomości biurowych.

Już w ostatnich latach mogliśmy obserwować wzrastającą aktywność instytucji publicznych i spółek skarbu państwa w obszarze komercyjnym. Według danych zawartych w raporcie „Możliwości na rynku nieruchomości komercyjnych dla sektora publicznego 2020” opublikowanego przez Walter Herz, w ostatnich latach w zależności od miasta najemcy z tej grupy odpowiedzialni byli za 2 do około 10 proc. wynajętych powierzchni biurowych. Najwyższy ze wskaźników odnotowany został w Warszawie, gdzie jednostek administracji państwowej mieści się najwięcej.

– W ostatnich miesiącach natomiast sektor państwowy wyraźnie zwiększył swój udział na warszawskim rynku biurowym. W pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku instytucje i administracja oraz spółki z udziałem skarbu państwa wygenerowały ponad 20 proc. wolumenu najmu w Warszawie. Wzrost zainteresowania komercyjną powierzchnią biurową w nowoczesnych obiektach ze strony tego najemcy podyktowany jest przede wszystkim potrzebą dostosowania miejsca pracy do obowiązujących dziś wymagań. Nowe budynki zapewniają zaawansowane rozwiązania techniczne, wysoki standard infrastruktury IT, umożliwiający digitalizację i gwarantujący większe bezpieczeństwo danych, a także łatwy dostęp do urzędów i instytucji osób niepełnosprawnych. Przeprowadzki ze starszych biurowców klasy C przynoszą także niższe koszty eksploatacyjne i zdrowszą przestrzeń do pracy – informuje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz. – Z drugiej strony, dla wynajmujących sektor państwowy to cenny klient. Postrzegany jako wiarygodny najemca, o stabilnej kondycji finansowej, co wynika z mniejszej podatności na zmiany gospodarcze. Zgłaszający zapotrzebowanie na duża powierzchnię biurową – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

Wysokie zapotrzebowanie

Do największych transakcji najmu zawieranych w ostatnich latach przez jednostki publiczne należał m.in. wynajem 20 tys. mkw. powierzchni w biurowcu Domaniewska Office Hub przez Pocztę Polską, 15 tys. mkw. biur w budynku West Station przez PKP, 14,8 tys. mkw. powierzchni w biurowcu Piękna 2.0 przez KNF, czy 10,3 tys. mkw. biur w CEDET-cie przez Fundację PFR. W Krakowie natomiast do największych transakcji należał najem 5,5 tys. mkw. powierzchni w budynku Moon Office przez Narodowe Centrum Nauki i 5,4 tys. mkw. biur w biurowcu Astris przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, a w Katowicach powierzchni 7,6 tys. mkw. w A4 Business Park przez PKP Cargo.

Podmioty z sektora publicznego wyróżnia specyficzne zapotrzebowanie. Jednym z nich jest na przykład aranżacja kancelarii tajnej, pomieszczenia, które jest często wymogiem urzędów i ministerstw. Przygotowywane jest według dokładnych wytycznych i opiniowane przez odpowiednie służby państwowe. Innym wymogiem jest na przykład tworzenie archiwów albo biur podawczych dostępnych z zewnątrz w przypadku, kiedy instytucja obsługuje petentów. Jednostki administracyjne, pracujące w tradycyjnym modelu, wymagają najczęściej powierzchni w układzie gabinetowym, zwykle z wykończeniem pod klucz.

Większość podmiotów publicznych preferuje też wyrażenie czynszu w złotówkach, podczas gdy standardem rynkowym są umowy w euro. Takie podejście dyktują względy budżetowe i  chęć zniwelowania ryzyka walutowego.

Rachunek ekonomiczny

– Głównymi formami objęcia przestrzeni przez sektor państwowy jest najem powierzchni biurowej, zakup nieruchomości albo budowa własnego budynku. Budowa zdarza się rzadko choć przykładem w Warszawie może być np. realizacja biurowca pod siedzibę Transportowego Dozoru Technicznego przy ulicy Puławskiej, budynku dla Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej przy Kolskiej, czy Naczelnego Sądu Administracyjnego przy Boduena – mówi Krzysztof Foks, Analyst w Walter Herz.

– Jeśli natomiast pokusilibyśmy się o symulację kosztu najmu, zakupu i budowy 5 tys. mkw. powierzchni biurowej klasy A zlokalizowanej na obrzeżach centrum Warszawy, najmniejszy wydatek przyniesie rzecz jasna najem. Jego koszt w wysokości 55,4 mln zł jest o blisko 30 proc. niższy od zakupu nieruchomości i o 13 proc. mniejszy niż pochłonęłaby budowa.
Dodatkowo, w przypadku relokacji lub renegocjacji najmu istnieje możliwość odnowienia przestrzeni z wykorzystaniem budżetu na aranżację. Najemca nie musi angażować się w sprawy związane z administracją budynku. Organizacja może skupić się na swojej, głównej działalności. W perspektywie długoterminowej jednak, czasochłonny i wymagający proces budowy od zakupu gruntu do odebrania budynku może okazać się inwestycją najbardziej rentowną. Dokładne koszty można byłoby określić dopiero po szczegółowej analizie oferty rynkowej i wyborze konkretnych rozwiązań dostosowanych do zapotrzebowania danej instytucji publicznej – wyjaśnia Krzysztof Foks.

Większy wybór

Intensywny rozwój podaży biurowej na największych rynkach biurowych w kraju stwarza szerokie możliwości dla sektora publicznego. Przede wszystkim, dostępnych jest dziś więcej  gotowych powierzchni w wysokiej klasy biurowcach, których w niektórych lokalizacjach jeszcze przed rokiem brakowało. Według danych Walter Herz, w połowie bieżącego roku średni współczynnik pustostanów biurowych w kraju wzrósł do poziomu 9 proc.

Większy wybór powierzchni wynika również z sukcesywnego przyrostu podaży, który wynosi przeciętnie około 8 proc. rocznie. W największych ośrodkach biznesowych w Polsce w budowie jest wciąż prawie 1,5 mln mkw. powierzchni biurowych, regularnie wprowadzanych na rynek.

Z kolei popyt na biura w pierwszym półroczu 2020 roku utrzymywał się na stabilnym poziomie. Do najemców trafiło łącznie mniej powierzchni niż w minionych latach, niemniej w sześciu największych miastach regionalnych chłonność w segmencie biurowym utrzymała się na rekordowym poziomie.

Zarządzanie w dobie COVID-19. Dlaczego firmy wybierają model just-in-time?

Przed pandemią COVID-19 niemal co czwarty ankietowany przedsiębiorca budował harmonogramy prac z miesięcznym wyprzedzeniem, a aż 17 proc. badanych tworzyło szczegółowe plany roczne. Niepewność, zmieniająca się sytuacja epidemiczna i dynamiczna polityka restrykcji sanitarnych zmieniła ten krajobraz. Badanie „Płynność finansowa MŚP w pandemii” pokazuje, że firmy przestają planować budżety, a długoterminowe strategie zamieniają na planowanie z dnia na dzień.

Odpowiedzią na konieczność płynnej adaptacji do bieżącej sytuacji gospodarczej może być przeniesienie ciężaru długoterminowego planowania na wdrożenie modelu just-in-time (JIT), czyli techniki zarządzania, której historia sięga powojennej Japonii. Wtedy też w koncernie Toyota rozwiązano wielopłaszczyznowe problemy fabryki poprzez wdrożenie polityki definitywnego końca zapasów. Od tej pory braki na każdym etapie tworzenia produktu uzupełniano dopiero wtedy, kiedy osiągnięto pułap minimum wymaganego do zabezpieczenia łańcucha produkcji. Ściśle skoordynowany model just-in-time okazał się do tego stopnia efektywny, że do dziś stanowi jeden z głównych filarów Systemu Produkcyjnego Toyoty.

Technika JIT nie dotyczy jednak tylko zarządzania zaopatrzeniem. W dobie światowego kryzysu wywołanego COVID-19 just-in-time coraz częściej znajduje zastosowanie również w polityce kadrowej firm. Straty finansowe i niepewność jutra zmuszają coraz więcej przedsiębiorstw do planowania z dnia na dzień – takich firm jest aż 8 p.p. więcej niż przed pandemią. Strategia rekrutacyjna JIT jest oparta na bieżących potrzebach podmiotu, zakładając pełne zatrudnienie tylko wtedy, kiedy jest realnie potrzebne. W sytuacji okresowych wzrostów zapotrzebowania na siłę roboczą, dodatkowe miejsca pracy tworzone są w jak najkrótszym czasie z personelu o kompetencjach związanych stricte z prowadzonym projektem.

Model just-in-time pozwala na efektywne i optymalne planowanie personelu niemal z dnia na dzień. Tym samym firma zapewnia sobie płynność i terminowość w realizacji zobowiązań niezależnie od ogólnej destabilizacji rynku – tłumaczy Piotr Deloff, Executive Vice President w Fitjob. – Aby rekrutacja JIT był skuteczna, musi być jednak ściśle skoordynowana, co potrafi być dużym obciążeniem czasowym. W krótkim czasie w firmie muszą się stawić pracownicy o określonych umiejętnościach, którzy nie będą mieli czasu na tradycyjne wdrożenie. Dlatego warto powierzyć zatrudnienie takich osób profesjonalistom – dodaje Deloff.

Wzrost popularności tego modelu łatwo zauważyć obserwując ożywienie na rynku pracy tymczasowej. Po związanym z całkowitym zamrożeniem gospodarki spadku w II kw. 2020 roku, trzeci kwartał przyniósł aż 23 proc. wzrostu w stosunku do poprzednich miesięcy i nawet 6 proc. wzrostu w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku . Badania Otto Work Force Polska pokazują, że najwięcej pracowników tymczasowych pojawiło się w usługach kurierskich i logistyce. Łatwo powiązać to ze wzrostem popularności zakupów przez internet, a co za tym idzie – rosnącym zapotrzebowaniem na pracowników realizujących zamówienia na kluczowych etapach.

– Model just-in-time jest tak uniwersalny, że z pewnością zostanie z nami również w czasach stabilnej gospodarki. Regularnie zdarzają się przecież nieplanowanie nieobecności pracowników z powodu choroby czy spraw rodzinnych. Nagła absencja to zawsze dodatkowe obciążenie dla firmy, a jej nieuniknionymi skutkami są opóźnienia w wykonywaniu prac. Narzędzia rekrutacji just-in-time pozwalają tego uniknąć, nie zmniejszając wydajności przedsiębiorstwa, a zarazem nie obciążając pozostałych pracowników dodatkowymi obowiązkami – przewiduje Piotr Deloff, Fitjob.

Trendy rynku HR na 2021 r.

Bezpieczeństwo pracowników, redukcja stresu i elastyczne formy pracy
– 3 najważniejsze trendy rynku HR w 2021 r. według ADP Polska.

Firma ADP w raporcie „A Post-Pandemic Workforce: Tracking Perspectives Amid COVID-19” przedstawia trendy, które zmienią rynek pracy w 2021 r. Wśród nich znalazła się m.in. dbałość o bezpieczeństwo pracowników, działania ograniczające poziom stresu, a także wdrażanie narzędzi zwiększających elastyczność pracy.

Trend nr 1 – Bezpieczeństwo pracowników

Jak wynika z ankiety ADP przeprowadzonej w krótkim czasie po wybuchu pandemii Covid-19 wśród pracodawców zatrudniających ponad 1 tys. pracowników, najważniejsze jest bezpieczeństwo kadr. Aż 39 proc. badanych stwierdziło, że głównym czynnikiem determinującym wprowadzanie zmian w organizacji pracy jest obawa o zdrowie zatrudnionych. Co więcej, o 40 proc. w porównaniu do ubiegłego roku wzrósł odsetek pracodawców, którzy zwracają uwagę na problem niedoboru konkretnych wytycznych krajowych dotyczących kwestii zdrowotnych, w tym świadczeń, płatnych urlopów i programów pomocy pracowniczej.

– Zapewnienie pracownikom komfortu, a przede wszystkim, bezpieczeństwa w miejscu pracy to istotne czynniki, wpływające na stabilność całego przedsiębiorstwa. Pracownicy są filarem każdej firmy, stanowią o kulturze organizacji, ale również o ciągłości jej funkcjonowania. Pandemia Covid-19 pokazała nam wszystkim, jak ważnym i do tej pory często zaniedbywanym obszarem było zapewnienie odpowiednich warunków pracy. Przed rokiem 2020 największą wagę do kwestii bezpieczeństwa w miejscu pracy przywiązywały firmy z przewagą stanowisk fizycznych. Sytuacja epidemiczna zdecydowanie uwrażliwiła nas na tę kwestię, dlatego w 2021 r. możemy spodziewać, że zmiany organizacyjne w przedsiębiorstwach będą dotyczyły wzmocnienia kwestii bezpieczeństwa pracowników niezależnie od branży i profilu organizacji. – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Trend nr 2 – Redukcja stresu

Jak wynika z badania „A Post-Pandemic Workforce: Tracking Perspectives Amid COVID-19”  przeprowadzonego przez ADP, w czasie pandemii ponad 40 proc. pracowników doświadczyło wzrostu poziomu stresu. Najbardziej stresogenne okazały się dla nich problemy wynikające z konieczności  opieki nad dziećmi, strach przed zakażeniem koronawirusem czy problemy techniczne wynikające z pracy w domu.  Z kolei badanie „Global Workplace Study 2020” pokazało, że im mocniej pracownicy doświadczyli zakłóceń  i problemów związanych z wykonywaniem pracy, tym bardziej czują się odporni na wyzwania, które mogą spotkać ich w przyszłości.

Pandemia Covid-19 zwiększyła poziomu stresu wśród dużej części społeczeństwa. Pracownicy mierzą się z problemami nie tylko natury zawodowej, ale również dużymi zmianami w życiu prywatnym. Dla przykładu, zamknięte szkoły powodują konieczność zapewnienia opieki nad dziećmi przy równoczesnym wykonywaniu swoich obowiązków służbowych. Słaba jakość połączenia internetowego, obowiązki domowe, obniżone pensje, ryzyko utraty pracy lub przeciążenie, sprawiają, że zaciera się granica pomiędzy pracą a czasem wolnym. A to istotnie wpływa na nastroje pracowników – mówi Anna Barbachowska. – Można zatem przypuszczać, iż poza kwestią bezpieczeństwa pracodawcy będą zwracali uwagę także na kondycję psychiczną swojej załogi.  Już w czasie pandemii wiele firm oferowało swoim pracownikom możliwość skorzystania z porady psychologa. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że ten trend na stałe zagości w polskich firmach – dodaje ekspertka ADP.

Trend nr 3 – Elastyczny tryb pracy

Wyniki badania przeprowadzonego przez ADP Research Institute wykazały, że 44 proc. pracodawców stosuje elastyczne zasady pracy. Przed pandemią odsetek ten wynosił 24 proc. Większość pracowników (65 proc.) jest optymistycznie nastawiona do możliwości elastycznego wyboru trybu pracy. Potrzebę zmian odnotowano również w badaniu „Workforce view 2020”. Aż 62 proc. pracowników zgłasza chęć modyfikacji dotychczasowego trybu pracy, a 23 proc. z nich opowiada się za skróceniem tygodnia pracy, ale z większą liczbą dziennych godzin, przy takim samym wynagrodzeniu. Natomiast 32 proc. ankietowanych, opowiada się za wydłużeniem tygodnia pracy, ale z wyższą pensją. Pracownicy sygnalizują także potrzebę zmian systemu wynagrodzeń. Dotychczas aż 85 proc. z nich otrzymuje wypłatę raz w miesiącu. Nie dla wszystkich pracowników jest to jednak satysfakcjonujące rozwiązanie, ponieważ 21 proc. ankietowanych wolałoby pobierać pensję co dwa tygodnie, a 15 proc. – raz
w tygodniu.

Pandemia bardzo zmieniła rynek pracy, w tym miejsce jej wykonywania. Pracownicy, którzy mieli taką możliwość, przenieśli się do trybu home office. Firmy muszą jednak przyspieszać zmiany, aby dostosować się do nowych realiów, nie tylko pod kątem efektywności pracy, ale także samorozwoju i digitalizacji. Jedno jest pewne, zmiany, które nastąpiły, wywołają trwały skutek, a ich konsekwencje zostaną z nami nawet po pokonaniu pandemii. Gwałtowny krok w kierunku sformalizowania pracy zdalnej sugeruje potencjalną trwałość takiego rozwiązania. Ważne jest jednak zachowanie zdrowego rozsądku i przede wszystkim zwrócenie uwagi na komfort pracowników, również pod kątem zapewnienia narzędzi i przygotowania ich do tego sposobu wykonywania pracy – podsumowuje Anna Barbachowska.

W 2021 roku „mieszkaniówka” dostanie mniej pieniędzy?

Znamy już projekt budżetu państwa na 2021 rok. Warto sprawdzić, jak zmieni się wartość środków zarezerwowanych na prowadzenie polityki mieszkaniowej.

Przyszłoroczny budżet państwa będzie jednym z najtrudniejszych do realizacji i najbardziej kontrowersyjnych. Wynika to z faktu, że rząd musi pogodzić finansowanie wielu „sztywnych” wydatków z obecnymi realiami gospodarczymi. Będzie to trudne nawet jeśli przyjmiemy, że przyszły rok faktycznie zakończy się wzrostem gospodarczym na poziomie 4,0% (tak jak przewidziano w założeniach budżetowych). Osoby znające realia mogą przypuszczać, że polityka mieszkaniowa nie będzie jednym z priorytetów pod względem wysokości wydatków – podobnie jak w poprzednich latach. Mimo tego, z pewnością warto sprawdzić, jaki poziom wydatków na „mieszkaniówkę” planuje rząd w 2021 roku. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili przyjrzeć się tej kwestii.

Koniec dopłat z Rodziny na Swoim wpływa na wydatki budżetu

Rządowy projekt ustawy budżetowej na 2021 rok wciąż czekał na akceptację Sejmu, gdy analitycy portalu RynekPierwotny.pl sprawdzali jego mieszkaniowe aspekty. Można jednak przypuszczać, że w kwestii wydatków na gospodarkę mieszkaniową nie będą miały miejsca zasadnicze zmiany. Wynika to między innymi z faktu, że wydatki na „mieszkaniówkę” i tak są relatywnie niskie. Wspomniana sytuacja nie zachęca do następnych „cięć” i szukania oszczędności. Warto też pamiętać, że projekt budżetu na 2021 rok przewiduje spory spadek wydatków w dziale 700 „Gospodarka mieszkaniowa”. Wspomniane wydatki mają wynieść w 2021 r. tylko 416,360 mln zł. Analogiczne wyniki dotyczące poprzednich lat wynosiły:

  • 2018 r. – 1332,054 mln zł
  • 2019 r. – 747,970 mln zł
  • 2020 r. – 741,233 mln zł (741,488 mln zł po nowelizacji budżetu)

We wspomnianym dziale 700 klasyfikacji budżetowej zostały uwzględnione wydatki dotyczące między innymi:

  • refundacji premii gwarancyjnych oraz premii za systematyczne oszczędzanie w ramach książeczek mieszkaniowych
  • wykupu odsetek kredytów mieszkaniowych z tzw. „starego portfela”
  • Funduszu Termomodernizacji i Remontów
  • Funduszu Dopłat

W kontekście zmian wydatków na „mieszkaniówkę” z ostatnich lat, kluczowa wydaje się wysokość Funduszu Dopłat. Przez lata była ona związana z programami Mieszkanie dla Młodych oraz Rodzina na Swoim. Zakończenie MdM-u w 2018 r. skutkowało pierwszym poważnym spadkiem poziomu wydatków z Funduszu Dopłat. W 2021 roku państwo nie będzie już musiało dopłacać do ostatnich kredytów udzielonych w ramach programu Rodzina na Swoim. Częściowo wyjaśnia to spadek wydatków w dziale 700 budżetu.

Warto też pamiętać, że zmiany wysokości wydatków ujętych w dziale „Gospodarka mieszkaniowa” odzwierciedlają modyfikację celów i narzędzi polityki mieszkaniowej państwa. Spore wydatki na realizację programów Rodzina na Swoim oraz Mieszkanie dla Młodych były efektem porzuconego już wcześniej kierunku działania. Mowa o dotowaniu zakupu mieszkań własnościowych. Trzeba również nadmienić, że łączne wydatki budżetu na sferę mieszkaniową będą w 2021 r. większe niż wspomniana kwota 416 mln zł. W ujęciu zadaniowym (cel: zwiększenie dostępności mieszkań), przyszłoroczne wydatki na „mieszkaniówkę” mają wynieść około 680 mln zł.

Fundusz Rozwoju Mieszkalnictwa obciąża tegoroczny budżet

Sytuacja związana ze wsparciem dla „mieszkaniówki” wygląda nieco inaczej, jeżeli weźmiemy pod uwagę wydatki z Rządowego Funduszu Rozwoju Mieszkalnictwa. Założenia do uchwalonej niedawno ustawy z dnia 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw wspierających rozwój mieszkalnictwa wskazują, że utworzenie wspomnianego funduszu obciąży jeszcze tegoroczny budżet kwotą 1,5 mld zł. Gminy mają natomiast otrzymywać pieniądze przez trzy lata.

Rządowy Fundusz Rozwoju Mieszkalnictwa (RFRM) zostanie zasilony przy pomocy Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 utworzonego w Banku Gospodarstwa Krajowego. Środki ze wspomnianego funduszu mieszkaniowego mają posłużyć do rozwoju nowego systemu społecznych inicjatyw mieszkaniowych (SIM) oraz TBS-ów. Towarzystwa budownictwa społecznego działające przed wejściem w życie ustawy z 28 października 2020 roku, nie będą musiały zmieniać nazwy na „SIM”, ale zostaną objęte nowymi regulacjami. Rząd zakłada, że dzięki jego wsparciu z RFRM powstanie ponad 12 000 nowych mieszkań czynszowych w systemie najmu społecznego i zostanie utworzonych 120 SIM-ów. Praktyka oczywiście pokaże, czy taki cel uda się zrealizować.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Praca zagraniczna po pandemii – decyzje o wyjeździe będą racjonalne

Tegoroczny sezon wyjazdów zagranicznych w celach zarobkowych rozpoczął się z dużym opóźnieniem. Wyjazdy zaczęły się nie jak zwykle z początkiem kwietnia, ale dopiero w lipcu. To pierwszy symptom zmian w wyjazdach Polaków do pracy. Priorytetem wyboru kierunku nie będą już zarobki, ale kwestie bezpieczeństwa.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, na koniec 2019 roku poza granicami Polski czasowo przebywało około 2,5 tysiąca osób. W porównaniu z 2018 rokiem to spadek o 40 tysięcy. Poprawa kondycji polskiej gospodarki, spadające bezrobocie oraz niepewna sytuacja związana z brexitem, zmotywowała wiele osób do powrotu do kraju. Pandemia kolejny raz namiesza w kwestii emigracji. Chociaż pierwsza fala na początku roku ograniczyła liczbę wyjazdów i sezon rozpoczął się nie jak zwykle w kwietniu, ale dopiero w lipcu, jest to sytuacja przejściowa. Wśród naszych klientów jest duże zapotrzebowanie na pracowników. Inwentaryzacja magazynów czy obsługa sklepów internetowych, w tych obszarach zapotrzebowanie na pracowników jest nadal bardzo duże. Poszukiwane są osoby, które zdecydują sią na pracę w nietypowych terminach, np. w Wigilię czy Sylwestra. To czy w kolejnych miesiącach będziemy mieli do czynienia z masową emigracją zależy od tego, czy kryzys gospodarczy w poszczególnych branżach będzie się przedłużał. Jeżeli tak, niektórzy będą zmuszeni do podjęcia ryzyka i wyjazdu.  Nadal dla wielu osób odstraszające mogą być restrykcje i obostrzenia. W przypadku Niemiec są one bardzo rygorystyczne. W tej chwili obowiązuje 5-cio dniowa kwarantanna, po której przeprowadzany jest test.

Liczba osób decydujących się na wyjazd nie zmieni się diametralnie, jednak inne będą kryteria decydujące o wyborze kierunku emigracji. Do tej pory najważniejsze były stawki oferowane przez pracodawców. Teraz dokonanie wyboru nie będzie tak jednoznaczne. Równie ważne będą kwestie związane z bezpieczeństwem, warunkami pracy i sytuacją epidemiczną w poszczególnych krajach. Nadal istotna pozostanie kwestia pokrycia kosztów zakwaterowania. Praktyki tym względzie są różne. Nasza agencja pokrywa koszty związane z zakwaterowaniem jednak nie jest to rynkowy standard, a dla wielu osób jest to istotny element. Decyzja o wyjeździe, będzie poprzedzona analizą sytuacji epidemicznej, zakresem wprowadzonych obostrzeń i ograniczeń a także warunków jakie oferuje agencja pośrednictwa. Jednym słowem będą to decyzje racjonalne.

Duże zmiany zachodzą również po stronie pracodawców. Pierwszym symptomem zmian jest zaostrzenie procedur bezpieczeństwa. Pracodawcy dużo większą wagę przykładają do higieny, odległości pomiędzy pracownikami, w wielu przypadkach obowiązkowe jest noszenie nie tylko maseczek, ale całego ubrania ochronnego. Pojawiają się też nowe procedury bezpieczeństwa, BHP stało się dużo bardziej istotne, opracowywane są również nowe, wewnątrzfirmowe i dosyć restrykcyjne zasady.

Autorski komentarz przygotowany przez Karolinę Serwańską – dyrektor zarządzającą w agencji pośrednictwa pracy HR International.

Na świecie e-arbitraż coraz bardziej popularny. W Polsce barierą nieżyciowe przepisy

W ustawie z dnia 10 września 2015 roku o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania sporów (Dz. U. z 2015 r., poz. 1595) postanowiono między innymi, że sprawy o nadanie klauzul wykonalności wyrokom sądów arbitrażowych będą odtąd toczyć się przed sądami apelacyjnymi, zamiast przed sądami właściwości ogólnej dłużników. Wnioski zaś wierzycieli w tej materii, nie dość, że już obciążone wpisem sądowym w wysokości 300 złotych, miały być odtąd dłużnikom dodatkowo doręczane, by ci mieli szansę na ewentualną odpowiedź. Drakońskie przepisy weszły w życie z początkiem 2016 roku. W zasadzie te przepisy zablokowały wprowadzenie e-arbitrażu dla małych spraw np. przy oszustwach przy zakupach w sklepach internetowych. Przy opłacie 300 złotych zwyczajnie się to nie opłacało. Dlaczego tak się stało i jak to zmienić?

W lutym 2015 roku w spółce Petro Invest Plus S.A. nieoczekiwanie pojawił się komornik. Okazał tytuł wykonawczy: wyrok Niezależnego, Międzynarodowego Sądu Arbitrażowego Binar z siedzibą w Warszawie i dość szybko zajął konta firmy. Był tylko jeden problem. Nikt w spółce Petro Invest Plus S.A. nigdy nie słyszał ani o rzekomym wierzycielu, który oddał sprawę do sądu Binar, ani o samym sądzie. Jak ustalili prokuratorzy, w latach 2013 – 2015 oszuści z Estonii stworzyli fikcyjny sąd arbitrażowy i sfałszowali wyroki wobec 56 innych jeszcze polskich spółek. Jakkolwiek sprawcy siedzą już w więzieniu, to jednak tak się nieszczęśliwie złożyło, że swą przestępczą działalność prowadzili w tym samym okresie, kiedy polski parlament pracował nad przepisami o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania sporów. Zmienili w konsekwencji historię polskiego arbitrażu. W praktyce ta sprawa i zmiana prawa zamknęła drzwi sądów arbitrażowych dla spraw mniejszej wagi, drobnych, o masowym charakterze.

Nowe technologie i nowe sądy

Tymczasem już kilka lat po rygorystycznej zmianie przepisów o arbitrażu, nowe technologie dały asumpt do powstawania sądów arbitrażowych online. Takie rozwiązania stają się powoli światowym standardem, popularnym, bo odciążają sądownictwo państwowe. E-arbitraż wszedł przy tym w branże niezagospodarowane dotąd przez „stacjonarne” sądy polubowne – zakupy w sklepach internetowych, pożyczki konsumenckie, rachunki za media czy niezapłacone faktury. Jego czołowymi przedstawicielami są: brytyjski Online Civil Money Claims Court, kanadyjski Civil Resolution Tribunal, amerykański e-arbitraż eBay, rozpoznający 60 milionów drobnych sporów rocznie oraz mający porównywalną ilość spraw, chiński West Lake Court w Hangzhou, zaś na polskim podwórku: Ultima Ratio, CODR czy OAC. Dzięki szybkiej procedurze, w pełni cyfrowym aktom spraw, elektronicznym doręczeniom i multimedialnym środkom dowodowym e-arbitraż doskonale radzi sobie z drobnymi sprawami, a strony są z tej formy rozwiązywania sporów bardziej niż zadowolone. Postępowania trwają bowiem krótko, a prowadzi się je wygodnie, niedrogo oraz – co w czasach pandemii COVID-19 niezwykle ważne – bez wychodzenia z domu.

Dwa scenariusze rozwoju e-arbitrażu w Polsce

Dla krajowych podsądnych, powyższe ułatwienia kończą się jednak w chwili składania wniosku o klauzulę wykonalności dla uzyskanego orzeczenia. Strona, którą np. oszukano podczas zakupów w sklepie internetowymi i która uzyskała korzystny dla siebie wyrok arbitrażowy, musi złożyć wniosek o jego zatwierdzenie w jednym z 11 sądów apelacyjnych oraz uiścić opłatę w wysokości 300 złotych. Tymczasem cała wartość przedmiotu sporu w sprawach konsumenckich rzadko przekracza taką kwotę. Wniosek jest też doręczany sprzedawcy, pomimo że miał on już w trakcie postępowania arbitrażowego możliwość przedstawienia swoich argumentów. Czy powyższe niedogodności zahamują rozwój e-arbitrażu w zakresie drobnych roszczeń? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy rozważyć dwa scenariusze.

W pierwszym, e-arbitraż w sprawach mniejszej wagi, drobnych, o masowym charakterze nie przyjmuje się. Uciążliwe postępowania klauzulowe przed sądami apelacyjnymi i opłata w wysokości 300 złotych okażą się zbyt dużym obciążeniem dla stron drobnych umów zwyczajowo zawieranych w obrocie. W rezultacie sprawy drobne, o masowym charakterze, będą jak dotąd „wpychane” do sądów powszechnych, konkurując na biurkach sędziów o uwagę ze sprawami naprawdę poważnymi. Konsumenci zaś nadal będą skazani na powiatowych i miejskich rzeczników konsumentów, którzy – chociaż pomocni – nie mogą wydawać wiążących rozstrzygnięć w indywidualnych sprawach.

W tym wypadku zachowane zostanie po prostu status quo, a sytuacja i tak będzie w miarę znośna w porównaniu z konsekwencjami ziszczenia się scenariusza numer dwa. Może bowiem okazać się, że strony będą decydować się na e-arbitraż nawet w drobnych sprawach, bo jego zalety i tak rekompensują koszty i niedogodności związane z postępowaniem klauzulowym. Sądy apelacyjne zostaną wówczas zasypane wnioskami o klauzule wykonalności w tak trywialnych sprawach, jak reklamacje kupionego w sieci obuwia czy niezapłacone rachunki za telefon komórkowy.

Jakie rozwiązania w polskim prawie należy wprowadzić dla rozwoju arbitrażu?

Niezależnie zatem od tego, w którym kierunku będą ewoluować sympatie osób poszukujących zmiany, należałoby już dziś gruntownie przemyśleć kwestię kontroli wyroków sądów polubownych przez system sądownictwa powszechnego. Powstanie e-arbitrażu daje wymiarowi sprawiedliwości unikalną szansę na przekierowanie tam strumienia spraw, które nigdy nie powinny trafić na wokandy sądów powszechnych. Państwo i tak ma przecież obowiązek wspierania pozasądowych metod rozstrzygania sporów, a na arbitraż zgodzić się muszą obydwie strony.

Po pierwsze, z pewnością powrót do poprzedniego stanu prawnego, gdzie klauzule wykonalności wyrokom sądów polubownych nadawały sądy powszechne właściwości ogólnej dłużnika, wydaje się być dziś rozwiązaniem nie tyle pożytecznym, co nieodzownym. Po drugie zaś, aby usatysfakcjonować sceptyków obawiających się potencjalnych nadużyć, należałoby rozważyć celowość roztoczenia nad stałymi sądami polubownymi mechanizmów kontrolnych o charakterze regulacyjnym. Podobne rozwiązania obowiązują już w przypadku sporów konsumenckich, co do których UOKiK prowadzi listę stałych sądów arbitrażowych uprawnionych do ich rozwiązywania. Będąc w pełni świadomym delikatnej natury tego zagadnienia, listę mógłby prowadzić UOKiK lub któryś z sądów rejestrowych, zaś obecność na niej mogłaby skutkować prostszą procedurą klauzulową.

W rezultacie, gdyby ktoś znowu złożył wniosek o nadanie klauzuli wykonalności wyrokowi Niezależnego, Międzynarodowego Sądu Arbitrażowego Binar z siedzibą w Warszawie, zarówno spółka Petro Invest Plus S.A. jak i sąd rozpoznający sprawę mógłby szybko wniosek zweryfikować, sprawdzając, czy sąd taki w ogóle figuruje na urzędowej liście.

Mec. Robert Szczepanek, współtwórca Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP

Kolejne lepsze dane z Europy

Ostatnimi czasy mamy całą serię lepszych danych ze starego kontynentu, które powodują coraz większą słabość dolara względem euro. Kolejne odczyty PMI tylko potwierdzają te obserwacje.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy pakiet ważnych danych z USA. Z jednej strony nadzieje inwestorów zawiódł wynik indeksu New York Empire State, który wynosi już zaledwie 4,9 pkt wobec oczekiwanych dwóch punktów więcej. Z drugiej strony lepiej wypadła produkcja przemysłowa i wykorzystanie mocy produkcyjnych. Dane te nie spowodowały jednak większego zawirowania na rynkach walutowych.

Dobre perspektywy Europy

Po w miarę neutralnych danych z USA przyszedł dzisiaj czas na kolejne lepsze dane z Unii Europejskiej. Indeksy koniunktury po raz kolejny zapowiadają wyraźną poprawę. Dla całej strefy euro indeks PMI dla przemysłu osiągnął 55,5 pkt, duża w tym zasługa wyraźnie lepszych od oczekiwań danych z Niemiec. Co ważne, największa poprawa jest w subindeksie dla usług. Jest to wzrost o ponad 5 pkt względem zarówno oczekiwań, jak i poprzedniego miesiąca. Oznacza to, że zbliżamy się wyraźnie do momentu, kiedy liczba pozytywnie nastawionych osób w przemyśle zrówna się z pesymistami. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. Euro zyskuje wyraźnie względem dolara, ustanawiając tym samym kolejne maksima od pierwszej połowy 2018 roku.

Dobre dane również na Wyspach

Podobnie jak na kontynencie, optymizm badanych wzrósł w Wielkiej Brytanii. Na Wyspach nie było jednak widać aż tak wyraźnej poprawy w przypadku usług, głównie ze względu na znacznie lepszy rezultat miesiąc temu. Z drugiej strony lepsze dane dla przemysłu spowodowały, że (pomimo lepszych danych ze strefy euro) funt pozostał stabilny pod kątem wartości względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
15:45 – USA – indeksy PMI dla przemysłu i usług,
20:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

COVID-19 zmienił bankowość i znacząco przyśpieszył rozwój kanałów cyfrowych

Szeroki wachlarz usług dodanych w bankach będzie rynkowym wyróżnikiem. W ofercie pozabankowej cyfrowi liderzy wyprzedzili mniej zaawansowane technologicznie firmy o 13 p.p.

Przeciętny klient indywidualny oczekuje większej liczby usług dodanych w bankowej ofercie. Jak wynika z raportu Digital Banking Maturity 2020. How banks are responding to digital (r)evolution?, banki w Polsce konsekwentnie stawiają na rozwój usług pozabankowych, czyli tzw. usług beyond banking, w tym także tych o charakterze komercyjnym. 81 proc. z nich oferuje doładowanie telefonu komórkowego, a ponad połowa dostęp do programów lojalnościowych. Eksperci firmy doradczej Deloitte wskazują, że w przeciwieństwie do banków będących światowymi liderami cyfrowymi, banki nad Wisłą oferują swoim klientom znacznie bogatszą ofertę usług publicznych.

„Digital Banking Maturity 2020” to czwarta edycja największego na świecie badania z zakresu bankowości cyfrowej, które w tym roku objęło 318 banków z 39 krajów, w tym 13 z Polski. Pięć z nich to cyfrowi liderzy, czyli banki, które oferują szeroką gamę funkcji istotnych dla klientów oraz zapewniają najwyższy poziom doświadczenia klienta.

Cyfrowi liderzy na całym świecie wyprzedzają konkurentów we wszystkich obszarach – od zbierania informacji po zakończenie relacji z klientem. Tak jest również w przypadku usług tzw. beyond bankingu, czyli usług pozabankowych. W ostatnich dwóch latach liderzy wyprzedzili mniej rozwiniętą w tym obszarze konkurencję o 13 p.p. Dzięki temu ich klienci w jednym miejscu mają dostęp do funkcji, które normalnie wymagałyby korzystania z innych serwisów, czy instalowania specjalnych aplikacji – mówi Michael Wodzicki, Partner odpowiedzialny za obszar SAMA w Deloitte – Strategy, Analytics, M&A.

Świat stawia na usługi komercyjne

Jak wynika z raportu Deloitte, usługi dodane (z ang. VAS – Value Added Services) to jeden z elementów budujących przewagę konkurencyjną instytucji finansowych. Banki dodatkowo oferują klientom głównie usługi komercyjne. Wśród cyfrowych liderów na całym świecie, aż 82 proc. daje możliwość doładowania telefonu komórkowego, a 79 proc. proponuje klientom rabaty i promocje. 77 proc. z nich umożliwia dostęp do programów lojalnościowych, a 13 proc. do kart podarunkowych.

Eksperci sprawdzili, jak na tle świata wypada Polska. 81 proc. wszystkich badanych banków oferuje klientom doładowanie telefonu komórkowego, 54 proc. programy lojalnościowe, a 46 proc. rabaty i promocje. Klienci znajdą karty podarunkowe u 12 proc. banków. Polska może poprawić pewne obszary, ale banki znad Wisły nie odstają od światowej czołówki. Do globalnych cyfrowych liderów w raporcie porównano ogół banków z Polski, a nie tylko piątkę najlepszych.

Branża powinna stale śledzić międzynarodowe trendy i inspirować się najlepszymi przykładami z rynku. Usługi dodane już teraz są pożądane przez klientów, a popyt będzie rósł w miarę rozwoju technologii. O tym, kto zostanie liderem w przyszłości, zdecyduje wyjście poza tradycyjną bankowość. Polskie banki zrobiły ten krok w obszarze usług publicznych i obecnie prześcigają w nim wiele światowych instytucji
– mówi Przemysław Szczygielski, Partner, lider zespołu doradztwa regulacyjnego i ryzyka, lider sektora finansowego w Polsce w Deloitte.

W banku zarejestrujesz firmę i kupisz bilet

Prawie połowa polskich banków oferuje ubieganie się o świadczenia socjalne (42 proc.), 15 proc. rejestrację przedsiębiorstwa, 12 proc. sprawdzanie statusu ubezpieczenia społecznego, a 4 proc. złożenie PIT. Pod tym względem cyfrowi liderzy z całego świata zostali w tyle. Wyniki dla poszczególnych usług wynoszą odpowiednio: 11 proc., 6 proc., 11 proc. i 2 proc.

Warto jednak zaznaczyć, że usługi komercyjne i publiczne nie są nowością na rynku, a klienci coraz częściej traktują je jako pewnik. Wyższy potencjał wyróżnienia się mają na przykład usługi dodatkowe związane z transportem. Nie chodzi o te najpopularniejsze, jak zakup biletów komunikacji miejskiej. Bank zdobędzie klientów na przykład możliwością rezerwacji noclegu czy lotu – mówi Wiesław Kotecki, lider zespołu Experience Design w Deloitte Digital.

42 proc. cyfrowych liderów na świecie oferuje klientom zakup biletów parkingowych i komunikacyjnych. W Polsce to 15 proc. banków. Polacy mogą zapłacić za autostradę w 23 proc. badanych banków, a taką możliwość daje 16 proc. cyfrowych liderów na świecie. Tylko 4 proc. banków znad Wisły proponuje rezerwację hoteli, lotów i pociągów, a także zakup dostępu do saloników lotniskowych. Wśród najlepiej rozwiniętych cyfrowo banków na świecie to odpowiednio 24 proc. i 10 proc.

Rozrywka przyciągnie klienta nawet w czasie kryzysu

Banki najrzadziej oferują usługi pomocnicze i rozrywkowe, czyli te z najwyższym potencjałem wyróżnienia się na rynku. Do tych pierwszych zalicza się: cloud storage (27 proc. wśród globalnych liderów i 12 proc. w bankach w Polsce), określenie zdolności kredytowej (24 proc. vs. 0 proc.) i usługi Concierge (6 proc. vs. 8 proc.), czyli pomoc bankowego asystenta dla klientów zamożnych.

Banki w Polsce nie oferują klientom dostępu do VOD czy zamawiania książek lub e-booków. Wśród cyfrowych liderów to również niespotykana praktyka. Tylko 3 proc. może pochwalić się udostępnianiem wideo na życzenie, a 2 proc. możliwością zakupu książek. 8 proc. banków w Polsce i 18 proc. cyfrowych liderów na świecie oferuje zakup biletów do kina czy teatru, a odpowiednio 4 proc. i 13 proc. – bilety na różnego rodzaju wydarzenia. Rozwój tego obszaru może więc wpłynąć na zdobycie przewagi konkurencyjnej
– mówi Daniel A. Majewski, Starszy Menadżer w dziale Strategii Cyfrowej, Deloitte.

Rozszerzanie usług beyond bankingu jest szczególnie ważne w warunkach niskich stóp procentowych, kiedy banki starają się przejść z dochodów odsetkowych do pozaodsetkowych opartych na prowizjach. Instytucje, które wiedzą jak spieniężyć potencjał Value Added Services i wybrać te z największym potencjałem, łatwiej poradzą sobie nawet w czasie niestabilności rynkowej.

Megatrendy zmieniają rynek nieruchomości

Digitalizacja i automatyzacja, elastyczność, zmiany w naturze procesów biznesowych spowodowane rozwojem nowych technologii to tylko niektóre z obserwowanych megatrendów, które wpływają na rynek nieruchomości.

Rok 2020 to dla wielu firm czas transformacji i przyspieszonego wprowadzania rozwiązań, które ze względu na pandemię stały się priorytetowe. Mowa tu nie tylko o przechodzeniu z tradycyjnego modelu pracy na bardziej elastyczny, ale o holistycznym spojrzeniu na organizacje i użytkowane przez nie budynki. Przed wyzwaniem dostosowania się do nowych warunków stanęli pracodawcy, właściciele nieruchomości oraz eksperci ds. budowania strategii środowiska pracy, którzy muszą przemyśleć, w jaki sposób dopasować przestrzeń biurową do zmieniających się potrzeb użytkowników i obserwowanych na rynku megatrendów.

Pandemia przyspieszyła zmiany, które można było zaobserwować już wcześniej, dotyczące zarówno pracy zdalnej, oczekiwań pracowników w zakresie większej elastyczności ze strony pracodawców, jak również konieczności przeanalizowania modelu biznesowego przyjętego przez właścicieli budynków i jeszcze lepszego dopasowania go do oczekiwań najemców.

Choć wielu najemców w perspektywie krótkoterminowej wstrzymało się od podejmowania decyzji w odniesieniu do najmu powierzchni, to w wymiarze długofalowym te decyzje będą musiały wreszcie zapaść. Wiele firm zdecyduje się zapewne na model hybrydowy, a więc połączenie tradycyjnego najmu z komponentem elastycznym, w odpowiedzi na obserwowaną obecnie dużą nieprzewidywalność cykli biznesowych. Takie rozwiązania wiążą się z dodatkowymi kosztami, które firmy będą jednak skłonne ponieść, żeby zapewnić sobie większe możliwości szybkiej reorganizacji zasobów. Dostęp do powierzchni elastycznych staje się bowiem kluczowym elementem strategii firm dotyczącej nieruchomości. Przyszłością są aplikacje oferujące dostęp do przestrzeni elastycznych takie, jak np. Colliers Mobility Pass, która umożliwia rezerwację przestrzeni w ponad 5 tysiącach coworków w 70 krajach, w tym w ponad 60 w Polsce, ulokowanych nie tylko w dużych miastach, ale też w mniejszych, jak Żyrardów czy Konstancin. To wychodzenie naprzeciw potrzebom pracowników, którzy coraz częściej będą oczekiwać, aby cowork znajdował się blisko ich domu. Korzystanie z tej wirtualnej platformy daje małym i dużym firmom, ale też start-upom czy freelancerom dostęp do biur on-demand.

Na te wszystkie dynamiczne zmiany na rynku, których jesteśmy świadkami, nakładają się dodatkowo następujące megatrendy, które również powinny wziąć pod uwagę podmioty działające na rynku nieruchomości, budując swoje strategie biznesowe na kolejne lata:

Rozwój technologii powoduje zmiany w naturze procesów biznesowych

Proste prace i zadania poddaje się automatyzacji, a sztuczna inteligencja wspiera coraz to nowsze sektory gospodarki. W związku z tym zmienia się też profil pracownika poszukiwanego przez firmy. Maszyny nie są w stanie poradzić sobie ze wszystkimi aspektami, dlatego człowiek pozostaje niezbędny tam, gdzie wymagana jest kreatywność czy zdolność do elastycznego reagowania w nieprzewidywalnych sytuacjach. Pracownicy z takimi właśnie umiejętnościami są i będą w przyszłości najbardziej atrakcyjni dla pracodawców. Ta ewolucja profilu pracownika zmienia również potrzeby firm pod kątem ich przestrzeni biurowej. Rośnie zapotrzebowanie na pomieszczenia sprzyjające kreatywności, przystosowane pod spotkania zespołowe, burze mózgów, w których praca nie kręci się już wokół biurka.

Transformacja cyfrowa i nowe modele organizacji

Coraz więcej organizacji wypłaszacza swoje struktury, przechodzi w model matrycowy typu agile, gdzie ważniejsze od tradycyjnej hierarchii jest skupienie się na użytkowniku, projekcie, końcowym produkcie i czasie potrzebnym na wprowadzenie go na rynek (time to market), a także na szybkości reagowania na zmieniające się warunki. Z taką transformacją mierzy się coraz więcej organizacji, co z kolei ma wpływ na to, jakiej przestrzeni potrzebują i czego oczekują od rynku nieruchomości. 

Nieruchomość jako usługa

Koncept real estate as a service nie jest nowy, ale ze względu na pandemię dodatkowo zyskał na znaczeniu. Do tej pory istota nieruchomości polegała na tym, że ona po prostu istniała, zbudowana w określonej lokalizacji. Obecnie coraz ważniejsza staje się warstwa usługowa, którą w oparciu o dane nieruchomości można zbudować. Jak się okazuje, niektóre firmy, np. z sektora proptech czy coworki, są w stanie dużo lepiej wykorzystać dane dotyczące potrzeb i zachowań użytkowników udostępniane przez budynek niż właściciele tych nieruchomości. Warstwa usługowa obiektu oraz monetyzacja danych, których dostarcza, mogą okazać się dużo bardziej przyszłościowym modelem biznesowym niż nieruchomość jako taka. Mowa tu o digital workplace, czyli synergii fizycznego środowiska (bricks), potrzeb użytkowników (bahaviour) i tego, co nam daje warstwa cyfrowa nieruchomości, a także technologie, które możemy w tych nieruchomościach zaimplementować (bytes). Holistyczne spojrzenie na te wszystkie aspekty pozwala nam zebrać kompletne dane, by zaprojektować przestrzeń dopasowaną do potrzeb użytkowników. W zbieraniu danych o nieruchomości mogą pomóc aplikacje, które m.in. monitorują sposób wykorzystania przestrzeni przez użytkowników, takie jak np. Office App. Jednak aplikacje nie tylko dostarczają nam cennych danych, ale też ułatwiają zarządzanie biurem, zapewniając np. mobilny dostęp do budynku, nawigację po powierzchni, rezerwację miejsc parkingowych czy rejestrację gości. Zebrane w ten sposób dane wykorzystuje się do analizy wynajmowanej przez firmę przestrzeni, co pomaga w jej dopasowaniu do faktycznych potrzeb użytkowników.

Inside out design

Do tej pory biurowce rzadko były budowane w modelu inside out design, czyli projektowane od wewnątrz na zewnątrz, gdzie najpierw skupiamy się na tym, kim jest użytkownik obiektu. W ten sposób powstaje wiele produktów i ten sam model będzie musiał też zaadaptować rynek nieruchomości. Należy zatem przeanalizować, kim są ludzie, którzy będą z danego budynku korzystać – czego potrzebują, jak żyją, co lubią, a czego nie. Powinny powstać szczegółowe profile użytkowników, które do tej pory rzadko były tworzone w skrupulatny sposób. Dopiero z takiej analizy będą wynikały decyzje dotyczące funkcji, struktury, wielkości i innych cech budynku.

Możemy zauważyć, że obserwowane megatrendy będą w szczególności wpływać na szersze zastosowanie nowych technologii przez organizacje i właścicieli nieruchomości. Firmy odkrywają potencjał wykorzystywania aplikacji mobilnych czy wirtualnych systemów do analizy potrzeb biznesowych oraz tworzenia jak najlepiej dopasowanych do obecnych realiów miejsc pracy – skupionych wokół bezpieczeństwa użytkownika i jego komfortu, pobudzających kreatywność, a także dających możliwość szybkiej reorganizacji przestrzeni w wymagających tego sytuacjach.

Komentarz Moniki Rajskiej-Wolińskiej, partner zarządzającej Colliers International w Polsce

Testerzy oprogramowania – rosną pensje i liczba ofert

Pandemia w sposób zdecydowany przyspieszyła proces transformacji cyfrowej praktycznie wszystkich sektorów gospodarki. Wpłynęła także na szybszy rozwój branży e-commerce oraz wygenerowała popyt na nieznane do tej pory e-usługi. To wszystko z kolei spowodowało wzrost znaczenia na rynku pracy testerów oprogramowania, których 1/5 deklaruje wzrost wynagrodzenia aż o 30% w stosunku do ubiegłych lat. 

Wzrost zapotrzebowania na usługi mobilne, rozwój e-commerce i bankowości elektronicznej, w końcu – pojawienie się nowych funkcjonalności, jak np. e-konsultacje lekarskie i e-recepty, to zaledwie kilka przykładów, jak pandemia wpłynęła na wzrost liczby inicjatyw związanych z digitalizacją w sektorach, które dotąd obsługiwali ludzie.

 

– Z naszych obserwacji wynika, że dziś automatyzacja zostaje wymuszona nawet w firmach, które rozważały ją dopiero w perspektywie kolejnych lat  – tłumaczy Michał Buczko, ekspert z firmy TestArmy Group.

Trend ten potwierdza Dominika Opozda, starszy rekruter IT & Telecoms w Devire. Ekspertka podkreśla, że od początku pandemii widać dynamiczny wzrost popytu na testerów w branżach niezwiązanych z programowaniem. – Chodzi przede wszystkim o takie sektory, jak medyczny, finansowy czy e-commerce. W ich przypadku liczba ofert pracy dla testerów w ostatnich miesiącach wzrosła średnio o 15% – podsumowuje.

Z czego wynika ta sytuacja? Oprócz trwającej od lat rewolucji technologicznej, jednym z głównych powodów jest fakt, że w związku z pandemią nowy etap automatyzacji nadszedł dość niespodziewanie. – Myślący o rozwoju przedsiębiorcy wdrażają digital transformation licząc na to, że nowe technologie pozwolą im na odzyskanie stabilności czy podniesienie konkurencyjności podczas walki o nowe kontrakty. Dziś mało kto działa ad hoc i stąd naturalnie rosnąca rola testerów oprogramowania – mówi Michał Buczko z TestArmy Group.

Na jakich testerów jest obecnie największy popyt?

Wartość globalnego rynku testowania oprogramowania w 2019 roku przekroczyła 40 miliardów dolarów i choć ubiegłoroczne szacunki wskazywały, że w ciągu następnych sześciu lat (do 2026 r.) ta wycena sięgnie 60 mld usd (przy założonym rocznym wskaźniku wzrostu CAGR na poziomie 9,48%), w związku z globalną sytuacją eksperci przewidują zdecydowanie większe wzrosty. Jak to się przekłada na sytuację pracowników tej branży w Polsce?

W 2020 roku zapotrzebowanie na testerów dynamicznie wzrosło – przede wszystkim w branżach niezwiązanych stricte z IT. Powstające aplikacje są bowiem coraz bardziej złożone i wymagają większych nakładów pracy, aby je przetestować. Zwiększa się liczba ich funkcji, a także rośnie liczba niezbędnych do sprawdzenia danych – mówi Joanna Zajchowska, manager zespołu rekrutacyjnego IT Outsourcing w Devire.

Z doświadczenia Devire i TestArmy Group wynika, że obecnie na najwięcej ofert pracy mogą liczyć kolejno – testerzy manualni/QA, a następnie automatyczni, w tym testujący cyberbezpieczeństwo. Jednocześnie największe zapotrzebowanie jest na specjalistów doświadczonych w testowaniu sklepów internetowych (w związku z przenoszeniem działalności do strefy online). Podobną sytuację obserwuje się też w przypadku usług medycznych (testowania wymagało choćby uruchomienie teleporad na znacznie większą skalę niż dotychczas). Poza tym na liczbę ofert pracy nie mogą narzekać testerzy specjalizujący się w rozwiązaniach bankowych.

Czy opłaca się być testerem?

O dobrej sytuacji testerów na rynku pracy świadczy fakt, że 62% z nich nie szuka aktywnie pracy, choć jest otwarta na nowe propozycje pracodawców. Poza tym aż 21% z nich deklaruje, że ich wynagrodzenie wzrosło w 2020 roku o 30%, jak wynika z badania Devire „Branża IT w nowej rzeczywistości”. Nawet zarobki najmłodszego stażem juniora (tester manualny) przedstawiają się atrakcyjnie, wynosząc od 5,5 tys. zł brutto przy umowie o pracę do 6,5 tys. zł netto przy własnej działalności gospodarczej. Oczywiście najwięcej zarabiają seniorzy. Ich pensje na kontrakcie wynoszą nawet 14,5 tys. zł netto oraz 17,5 tys. zł brutto przy UoP. Wysokie wynagrodzenia są jednak związane z faktem, że specjaliści na takich stanowiskach są często odpowiedzialni także za planowanie i wdrażanie procesów, rozmowy biznesowe czy negocjacje z klientami, są więc tak naprawdę nie tylko testerami, ale sprawnymi managerami.tabelka_b2b tabelka_uop

– Testerów z odpowiednio dużym doświadczeniem jest obecnie za mało i nie zapowiada się, że ta sytuacja ulegnie zmianie. Większość uczelni ukierunkowana jest na kształcenie przyszłych programistów, a i wielu testerów samemu obiera tę drogę. W wyniku tego brakuje midów i seniorów, dlatego firmy będą radzić sobie z tym przenosząc część odpowiedzialności na resztę zespołu, czyli deweloperów, architektów itd. – tłumaczy Michał Buczko.

Nikogo nie stać na błędy

Wiele firm pod wpływem pandemii wstrzymało mniejsze projekty, przyspieszając rozwój tych strategicznych, np. związanych z autonomicznymi samochodami, które mogłyby służyć za taksówki w sytuacji, gdyby rządowe obostrzenia zakazałyby pracy kierowcom. Nie zapominajmy też, że w Polsce działa wiele software house’ów, a ich spory procent realizuje projekty dla firm z zagranicy. Słowem: jest co testować – szczególnie, że liczne przedsiębiorstwa przeszły w zdalny tryb pracy, a część sklepów dotychczas dostępnych tylko offline zaczęło sprzedaż internetową. Online możemy załatwić też coraz więcej spraw urzędowych. Powstają aplikacje do kwarantanny, rozwija się telemedycyna w postaci np. opasek monitorujących zdrowie pacjentów i wysyłających cyklicznie dane do ich lekarzy. Dlatego eksperci z TestArmy Group prognozują, że najbliższa przyszłość wymusi u przedsiębiorców jeszcze większą uwagę i ostrożność w zakresie wypuszczanych na rynek produktów.

Choć krótkoterminowe oszczędności kuszą, wcześniej czy później odbiją się one czkawką w postaci np. sporych kar finansowych za konsekwencje wypuszczenia na rynek produktu z błędami. Firmy muszą znaleźć balans pomiędzy cięciem kosztów, a zadbaniem o długofalowe skutki swoich działań. Nie zapominajmy, że wygrywając bitwę kosztem poświęcenia jakości, w przyszłości zapewne przegramy wojnę – podsumowuje Wojciech Humiński, COO TestArmy Group.

Oprac.: TestArmy Group na podstawie danych własnych i Devire

Przychody właścicieli centrów handlowych w 2020 r. mniejsze nawet o 35 proc.

Efektem zamknięcia centrów handlowych w czasie pandemii jest luka w przychodach ich właścicieli sięgająca poziomu od 3,2 do nawet 3,6 mld zł, czyli ok. 30-35 proc. rocznych przychodów – wynika z raportu “Centra handlowe na zakręcie. Wpływ COVID-19”, przygotowanego przez firmę doradczą PwC we współpracy z Polską Radą Centrów Handlowych. W raporcie nie uwzględniono ponownego zamknięcia centrów handlowych w listopadzie ze względu na niezakończony okres rozliczeniowy podczas przeprowadzania analizy. Eksperci podkreślają, że problemy finansowe branży handlowej, zarówno najemców, jak i wynajmujących, mogą silnie wpłynąć na całą gospodarkę, w tym na miejsca pracy – obecnie w centrach handlowych w Polsce pracuje ponad 400 tys. osób.

Autorzy raportu szacują, że luka w przychodach właścicieli centrów handlowych w 2020 r. wynosi od 3,2 do 3,6 mld zł, co stanowi ok. 30-35% rocznych przychodów. To bezpośredni efekt
7-tygodniowego wiosennego zamknięcia centrów handlowych w związku z trwającą pandemią COVID-19 i zwolnień najemców z czynszu, co daje kwotę od 1,3 do 1,4 mld zł oraz obniżek czynszów udzielonych przez wynajmujących na rzecz najemców do końca roku w wysokości od ok.1,9 do 2,2 mld zł. Jednocześnie, właściciele cały czas ponoszą stałe koszty z tytułu utrzymania nieruchomości, ich zarządzania oraz obsługi długu bankowego.

Pandemia pogorszyła sytuację finansową zarówno najemców, jak i wynajmujących. Zamknięcie centrów handlowych na wiosnę oraz w listopadzie, działalność w nowej rzeczywistości i rygorze sanitarnym odbiły się na wynikach branży. Po ponownym otwarciu centrów handlowych 4 maja zarówno średni poziom liczby odwiedzających, jak i obroty najemców, pozostawały niższe niż w analogicznych okresach lat ubiegłych. Co ważne, uruchomione tarcze antykryzysowe i finansowe w ograniczonym stopniu obejmują właścicieli centrów handlowych. Działają oni bowiem w modelu spółek celowych, niezatrudniających bezpośrednio pracowników. Taka forma działalności wynika wprost z wymogów instytucji finansujących budowę lub zakup nieruchomości, np. banków” – mówi Kinga Barchoń, partner w PwC, lider sektora nieruchomości.

Z danych zebranych w raporcie wynika, że udział handlu w PKB Polski w 2019 r. wyniósł 15,5%. Centra handlowe stanowią istotny element polskiej gospodarki – ich wpływy do budżetu z tytułu VAT w poprzednim roku wyniosły ok. 21 mld zł, a 2,4 mld zł wpływa rocznie do budżetów państwa i samorządów od właścicieli centrów handlowych i najemców łącznie z tytułu CIT, podatku od nieruchomości oraz opłaty za użytkowanie wieczyste. W centrach handlowych w Polsce pracuje ponad 400 tys. osób, które wpłacają do budżetu państwa rocznie ok. 6,8 mld zł z tytułu PIT i składek na ubezpieczenie społeczne.

„Rynek centrów handlowych tworzą wynajmujący i najemcy, a także setki firm zajmujących się bieżącą obsługą obiektów handlowych: sprzątaniem, ochroną, obsługą techniczną, księgowością, zarządzaniem nieruchomościami czy obsługą imprez. To podmioty zatrudniające tysiące pracowników i tworzące wspólnie system naczyń połączonych. Sektor centrów handlowych, ze względu na sposób finansowania projektów, jest także silnie powiązany z sektorem bankowym. W przypadku centrów handlowych zgodnie z umowami kredytowymi, właściciele nie tylko muszą spłacać raty kapitałowo-odsetkowe, ale również utrzymywać wybrane wskaźniki na określonym poziomie. Niespełnianie tych wymagań rodzi poważne konsekwencje – nawet ryzyko restrukturyzacji, czy wypowiedzenia umowy kredytowej. Problemy jednych podmiotów wpływają na kondycję pozostałych i w efekcie całej gospodarki. Właściwie ukierunkowana pomoc państwa umożliwiłaby wszystkim przedstawicielom branży wywiązanie się ze swoich zadań oraz regulowanie zobowiązań finansowych, w tym zobowiązań czynszowych oraz rat kapitałowo-odsetkowych na rzecz banków. W konsekwencji pozwoli to  uniknąć destabilizacji rynku, szeregu bankructw, czy likwidacji miejsc pracy na masową skalę” – mówi Jan Dębski, Prezes Zarządu Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Ochrona sygnalistów – nowe obowiązki pracodawców od 2021 r.

Polska ma niecały rok na implementację dyrektywy o sygnalistach. Co oznacza, że w przyszłym roku czeka nas rewolucja na miarę RODO. Zwłaszcza, że nie został jeszcze przygotowany projekt ustawy dotyczącej sygnalistów.

Podmioty zarówno sektora publicznego jak i prywatnego będą zobowiązane do wdrożenia wewnętrznych procedur zgłaszania nieprawidłowości oraz ustanowienia w tym celu bezpiecznych kanałów zgłoszeń jak np. aplikacja, hotline, mail. Konieczne będzie również wyznaczenie bezstronnych osób obsługujących procedury zgłaszania nieprawidłowości tj. rozpatrujących zgłoszenia i prowadzących postępowania wyjaśniające.

– Termin na zastosowanie się do nowych obowiązków w sektorze prywatnym uzależniony jest od liczby zatrudnionych. Najpierw do 17 grudnia 2021 r. taki obowiązek obejmie podmioty zatrudniające 250 i więcej osób, a do 17 grudnia 2023 r. zatrudniających od 50 do 249 osób. Natomiast podmioty sektora publicznego będą musiały dostosować się do nowych przepisów już w przyszłym roku niezależnie od wielkości zatrudnienia – mówi w rozmowie z MarketNews 24 Marta Kozak-Maśnicka, associate w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Oprócz wewnętrznego kanału raportowania, dyrektywa wprowadza jeszcze kanał zewnętrzny tj. zgłaszanie nieprawidłowości do właściwych organów tj. policja, prokuratura, urzędy skarbowe, czy Państwowa Inspekcja Pracy oraz trzeci kanał, czyli ujawnienie publiczne tj. publiczne upowszechnienie informacji za pośrednictwem mediów.

Oznacza to, że jeśli przedsiębiorcy nie wdrożą wewnętrznych kanałów sygnalizowania, albo nie będą budziły one zaufania pracowników np. zgłoszenia rozpatrywane będą przez osoby niebudzące zaufania, stronnicze, pracownik będzie mógł wyjść ze zgłoszeniem poza organizację np. do mediów. Stąd też celem pracodawców powinno być stworzenie takiej procedury, dzięki której pracownicy będą czuli się bezpiecznie jeśli zgłaszają informacje w dobrej wierze.

Dyrektywa przewiduje, że osoba zgłaszająca nieprawidłowość zgodnie z procedurami, mająca uzasadnione podstawy, by sądzić, że zgłaszane przez nią informacje są prawdziwe – będzie objęta szczególną ochroną. Oznacza to, że pracodawca nie będzie mógł zastosować żadnych działań odwetowych wobec takiej osoby w związku z dokonanym przez nią zgłoszeniem.

Zwolnienie, mobbing, nałożenie środków dyscyplinarnych, a nawet same groźby wobec sygnalisty będą oznaczały możliwość nałożenia na pracodawcę wysokich sankcji, nie wspominając o szerokim spektrum możliwych roszczeń pracownika (przywrócenie do pracy, odszkodowanie).

– Kary finansowe za działania odwetowe mogą być wysokie, podobnie jak w innych wprowadzanych niedawno aktach prawnych, można tu wspomnieć o projekcie ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych, który przewidywał kary do 60 mln zł – wyjaśnia M.Kozak-Maśnicka, Kancelaria Ożóg Tomczykowski.

Choć obecnie nie ma nawet projektu polskiej ustawy wdrażającej dyrektywę o sygnalistach, to przedsiębiorcy powinni już dziś rozważyć wdrożenie takich procedur. I to nie tylko ze względu na zbliżający się obowiązek prawny, ale przede wszystkim ze względu na to, że umożliwienie swoim pracownikom, współpracownikom, a nawet kontrahentom zgłaszania nadużyć to skuteczny mechanizm zarządzania ryzykiem w przedsiębiorstwie.

Dobrze skonstruowany wewnętrzny system raportowania o nieprawidłowościach pozwala minimalizować ryzyka finansowe i wizerunkowe, dzięki zapobieganiu i wczesnemu wykrywaniu nadużyć. Jak pokazują badania międzynarodowe sygnaliści są najlepszym źródłem informacji gdyż to często oni pierwsi mają wiedzę o potencjalnych działaniach nielegalnych lub nieetycznych, które zagrażają interesom przedsiębiorstwa. Stąd też wdrożenie procedury informowania o nieprawidłowościach w miejscu pracy to także bardzo ważny krok w kierunku budowania etycznej kultury organizacyjnej w firmie, aby pracownicy nie bali zgłaszać się nadużyć i czuli się bezpiecznie. Na to potrzeba czasu, dlatego też zasadne jest wdrożenie procedur informowania o nieprawidłowościach jeszcze przed pojawieniem się aktu implementującego dyrektywę.

Organy nie potrafią udowodnić winy przedsiębiorcy, ale zwrotu VAT odmawiają

Przedsiębiorca prowadzi swoją działalność, dokonuje dostaw, w ramach których w przypadku wystąpienia nadpłaty w podatku od towarów i usług, zgodnie z prawem, standardowo, występuje o jego zwrot w 60-dniowym terminie. Ale gdy organy skarbowe powezmą podejrzenie, iż jego dostawy mogły mieć jakiś związek z szerszą karuzelą VAT, automatycznie, bez udowodnienia winy, wstrzymują, a następnie odmawiają mu prawa do zwrotu VAT. To nagminna praktyka fiskusa, której ostatnio sprzeciwił się głos orzecznictwa. Jak bowiem podkreślił sąd w Białymstoku, zarzucając firmie oszustwo, „Organ powinien rozważyć, czy jest w stanie wskazać dowody na świadomy udział skarżącej w nielegalnym procederze” (wyrok z 7 października 2020 r., sygn. I SA/Bk 399/20).

Tak ważny dla fiskusa podatek VAT

Podatki są głównym źródłem utrzymania państwa. Według bieżących informacji Ministerstwa Finansów stanowią one aż 87% wszystkich dochodów budżetowych („Szacunkowe dane o wykonaniu budżetu państwa za styczeń – wrzesień 2020 r.” z dnia 21 października 2020 r.). Z kolei, jak wynika z podsumowania całego minionego 2019 r., ponad 41% wszystkich podatkowych wpływów budżetowych stanowiły wpływy z podatku VAT (blisko 181 mld zł). Podatek od towarów i usług stanowi więc najważniejsze źródło finansowania działalności państwa.

Nic dziwnego, że fiskusowi tak bardzo zależy na uszczelnieniu systemu VAT. A najlepiej do zabezpieczenia tego celu służy wstrzymywanie zwrotu VAT nadpłaconego przez przedsiębiorców do czasu zakończenia jego weryfikacji. Bo – jak zwrócił uwagę Naczelny Sad Administracyjny w wyroku z 25 maja 2018 r. – lepiej nie dokonywać zwrotu zbyt szybko, a najpierw dobrze sprawdzić jego słuszność, „…gdyż ta techniczna czynność zwrotu skutkować mogłaby daleko idącymi konsekwencjami prawnymi, tj. niemożliwością późniejszego odzyskania podatku w razie ustalenia, że ostatecznie zwrot nie był zasadny” (sygn. akt I FSK 579/18).

Odmowa zwrotu VAT w przypadku stwierdzenia karuzeli

Tylko że organy skarbowe przy określonych typach transakcji (np. wewnątrzwspólnotowych dostaw towarów) niemalże z automatu wstrzymują przedsiębiorcom zwroty VAT. Gdy zaś powezmą podejrzenie, że dostawy mogły być w jakikolwiek sposób powiązane z większym oszustwem karuzelowym, to bez względu na to, czy przedsiębiorca świadomie w nim uczestniczył, czy nie, odmawiają mu prawa do odliczenia VAT, oskarżając o jego celowe wyłudzenie. W wydanym w październiku 2020 r. wyroku takim działaniom sprzeciwił się WSA w Białymstoku.

Wewnątrzwspólnotowa dostawa towaru i znikający podatnik

Organ podatkowy odmówił spółce prawa do odliczenia blisko 0,5 mln zł VAT. Stwierdził, że wystawione przez nią faktury sprzedaży towaru na rzecz estońskiej spółki na kwotę ponad 2 mln zł nie odzwierciedlały rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. Zdaniem naczelnika urzędu skarbowego polski przedsiębiorca pozorował dostawy celem wyłudzenia VAT, głównie dlatego, że towar po dostarczeniu za granicę wracał tym samym transportem do Polski, a przedsiębiorca o tym wiedział.

Łańcuch dostaw wyglądał tak, że polska spółka nabywała towar od polskich podmiotów, który następnie zbywała estońskiemu kontrahentowi. Ten z kolei odsprzedawał go łotewskiej firmie. Estońskie władze podatkowe informowały, że adres estońskiej spółki jest adresem, pod którym zarejestrowanych jest kilka podejrzanych firm. Na wystawionych przez nią fakturach miejsca załadunku są tożsame z miejscami rozładunku. Firma łotewska dostarczała towar z powrotem do Polski innemu kontrahentowi. Ten ostatni odbiorca towaru został uznany przez polskie organy skarbowe za tzw. znikającego podatnika, którego rola sprowadzała się wyłącznie do wprowadzenia na terytorium kraju towarów, bez rozliczenia podatku z tytułu WDT i do wygenerowania podatku naliczonego do odliczenia przez kolejny podmiot.

Śledztwo prokuratury nic nie wykazało

Organy przyznały, że w toku postępowania nie zebrano dowodów wskazujących w sposób jednoznaczny na świadomy udział polskiego przedsiębiorcy w transakcjach mających na celu wyłudzenie VAT. Przyznały również, że zwróciły się do prokuratury regionalnej z pytaniem, czy w toku śledztwa zgromadzono dowody wskazujące na jej świadomy udział w transakcjach mających na celu oszustwo podatkowe. Prokuratura odpowiedziała, że ani przedsiębiorcy nie przedstawiono żadnych takich zarzutów, ani zebrany materiał dowodowy nie pozwala na wysnucie wniosków, o jakie pytał fiskus.

Prokuratura prokuraturą, a fiskus ma swoje ustalenia

Organ podatkowy na podstawie objętych kontrolą transakcji, jak i tych wcześniejszych z udziałem spółki, stwierdził jednak, że powiązania osobowe zagranicznych kontrahentów spółki oraz skokowy wzrost wartości dokonywanych przez nią dostaw WDT w 2014 r., wysoka wartość liczonej w milionach złotych sprzedaży, przekładająca się na osiąganie przez nią znacznych korzyści finansowych, powinny wzbudzić w spółce podejrzenia, że transakcja, w której bierze udział, jest w rzeczywistości karuzelą VAT. Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w odpowiedzi na odwołanie spółki, odnosząc się do ww. ustaleń prokuratury, poinformował, że odnoszą się one do karnego aspektu sprawy, a organy skarbowe badają jej aspekt podatkowy, co pozwala im na samodzielne gromadzenie dowodów i ustalanie stanu faktycznego. A spółka pozorowała działalność już na etapie rzekomego nabycia towaru, którym miała obracać m.in. dlatego, że jej główny dostawca nie posiadał nawet magazynu czy strefy produkcyjnej.

Przedsiębiorca to nie organ skarbowy

WSA w Białymstoku podzielił stanowisko organu co do zakwestionowania transakcji pomiędzy przedsiębiorcą a jedną z polskich firm w łańcuchu dostaw, bowiem firma ta nie prowadziła rzeczywistej działalności gospodarczej. Ale sąd zwrócił uwagę, że organy nie zakwestionowały prawdziwości dostaw przeprowadzonych pomiędzy przedsiębiorcą a innymi kontrahentami. Te dwa przeciwne ustalenia prowadzą do wniosku, że dla stwierdzenia o nielegalnym udziale przedsiębiorcy w obrocie towarem konieczne jest ustalenie, czy dochował on należytej staranności w doborze kontrahentów.

Sąd wskazał, że od dokonującego obrotu towarem przedsiębiorcy nie można oczekiwać zachowań właściwych dla organu podatkowego, chociażby dlatego, że nie dysponuje on instrumentami prawnymi, jakimi dysponuje organ. Można jednak wymagać od niego klasycznej przezorności w transakcjach handlowych, której zachowanie pozwala mu utrzymać prawo do odliczenia VAT, nawet jeśli gdzieś na którymś z etapów łańcucha dostaw rzetelność naliczeń tego podatku została przerwana.

Spółka prowadzi międzynarodowy biznes od kilkunastu lat, więc ma wielu kontrahentów

W ocenie sądu świadomość spółki co do powiązań osobowych między odbiorcami jej dostaw ani też wiedza odnośnie tego, że towar dostarczony za granicę wróci następnie do Polski, nie mogą przesądzać o świadomości spółki co do bycia uczestnikiem oszustwa podatkowego w VAT. Jak zwrócił uwagę sąd, spółka dokonywała nabyć towaru od podmiotów, które faktycznie nim dysponowały. Sama spółka działa prężnie na rynku od 2001 r., podejmując inwestycje i międzynarodową ekspansję swojego biznesu. Taką działalność charakteryzuje wielość kontrahentów i rozwojowość. Organy nie zanegowały tego, iż spółka płaciła za towar, jak i sama otrzymywała zapłatę za swoje dostawy, w tym od podejrzanej przez organy o oszustwa estońskiej firmy. Nie zostało udowodnione, że nie weryfikowała swoich kontrahentów, a wręcz przeciwnie – między spółką a nimi dochodziło do spotkań.

Odmawiając zwrotu VAT przedsiębiorcy organ powinien rozważyć czy jest w stanie wskazać dowody na jego świadomy udział w oszustwie

Estońska spółka nie została wykreślona ani z polskiego rejestru podatników VAT dokonujących WDT, ani z jego estońskiego odpowiednika. A gdyby to nastąpiło, wówczas mogłoby być okolicznością obciążającą spółkę, jeśli dokonałaby ona transakcji z firmą z takich rejestrów wykreśloną. Spółce nie udowodniono celowego dopuszczenia się nieprawidłowości. Takie ustalenia organy poczyniły dopiero w odniesieniu do kolejnych nabywców towaru, a i nie wykazały, jakoby spółka w badanym okresie mogła o nich wiedzieć, lub przy należytej staranności powinna co najmniej wiedzieć. Sama spółka, nabywając towar i odsprzedając, faktycznie go otrzymywała, jak i otrzymywała na czas płatności. Trudno więc było oczekiwać od niej, by cokolwiek w tych transakcjach powinno wzbudzać jej wątpliwości w zakresie rzetelności przeprowadzanych transakcji oraz samych kontrahentów. We współczesnym biznesie trudno wymagać, by podobne wątpliwości wzbudzić miały powiązania osobowe czy kapitałowe kontrahentów. Nie jest bowiem niczym nadzwyczajnym, że jedna osoba zasiada w organach lub posiada udziały kilku spółek. Sąd w podsumowaniu stwierdził, że organy, negując decydującą wartość ustaleń prokuratury, same nie przedstawiły dowodów wystarczających na przypisanie spółce świadomego uczestnictwa w karuzeli VAT. Stając w obronie spółki, orzekł:

„Zebrany materiał dowodowy koncentruje się raczej na wskazaniu dowodów świadczących o istnieniu zorganizowanego procederu oraz na zakwestionowaniu transakcji dokonywanych przez kontrahentów skarżącej, lecz nie zawiera dowodów wskazujących w sposób jednoznaczny na jej świadome działania, czy też niedochowanie przez nią należytej staranności w tym względzie (…) Organ powinien rozważyć, czy jest w stanie wskazać dowody na świadomy udział skarżącej w nielegalnym procederze” (wyrok WSA w Białymstoku z 7 października 2020 r., sygn. akt I SA/Bk 399/20).

Winę trzeba wykazać, a nie tylko o nią podejrzewać

Białostocki sąd słusznie krytykuje organy za to, że przypisując przedsiębiorcy świadomy udział w karuzeli VAT, koncentrują się na fakcie ustalenia istnienia samego procederu, zapominając, że prawa podatnika, w tym prawo do odliczenia VAT, nie mogą ucierpieć wskutek tego tylko, że w łańcuchu dostaw któraś z nich stanowi oszustwo podatkowe, o czym podatnik ten nie miał wiedzy ani też przy dochowaniu należytej staranności nie mógł wiedzieć.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

W pogoni za technologiczną suwerennością czy nowym protekcjonizmem?

We wtorek (15.12.20) została opublikowana propozycja legislacyjna Komisji Europejskiej ws. Digital Services Act („DSA”). 9 września br. zakończyły się konsultacje publiczne przeprowadzone przez Komisję Europejską na temat kształtu przyszłych przepisów, w których Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wziął udział. Ponadto, swoje opinie w tym zakresie przedstawili również European Enterprise Alliance oraz SME Connect.

W wydarzeniu poświęconemu dyskusji o technologicznej suwerenności Europy oraz DSA wzięli udział Marianna Sidoroff, Zastępca Dyrektora Departamentu Gospodarki Elektronicznej w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, która wygłosiła keynote speech oraz Fredrik Erixon, Dyrektor European Center for Political Economy, który przedstawił raport „Europa na tropie suwerenności technologicznej”. Ponadto w dyskusji panelowej wzięli udział Horst Heitz, przewodniczący Komitetu Sterującego, SME Connect, Tomasz Snażyk, Prezes Fundacji Startup Poland oraz Michał Kanownik, Prezes Zarządu Związku Cyfrowa Polska (ZIPSEE).

Digital Services Act ma na celu uregulowanie świadczenia usług cyfrowych i stworzenie równych warunków konkurencji z przedsiębiorstwami UE. Niemniej, nowa unijna regulacja niesie za sobą również określone konsekwencje dla MŚP, w szczególności tych w Europy Centralno-Wschodniej.

– W naszym wkładzie do konsultacji apelowaliśmy o poszanowanie podstawowych zasad jednolitego rynku cyfrowego takich jak choćby zasada kraju pochodzenia. Przedsiębiorcy potrzebują jasnych i zwięzłych ram regulacyjnych, które nie osłabią rozwoju technologicznego. W szczególności tyczy to się firm z sektora MŚP, których rozwój jest wspierany przez platformy – mówi Marcin Nowacki, Wiceprezes ZPP.

Istotne jest zachowanie zasady państwa pochodzenia. Zgodnie z tą zasadą przedsiębiorstwa mogą świadczyć usługi cyfrowe w innych Państwach Członkowskich na podstawie praw obowiązujących w ich kraju macierzystym, czyli państwie pochodzenia. Zasada państwa pochodzenia jest szczególnie ważna dla przedsiębiorstw z sektora MŚP oraz z regionu Europy Środkowo Wschodniej ponieważ niweluje ona obawy przed stosowaniem prawa obcego w przypadku sporu sądowego.

– Pandemia COVID-19 przyspieszyła cyfrową transformację naszego społeczeństwa w niespotykanym wcześniej tempie. infrastruktura cyfrowa okazała się fundamentalna dla naszego społeczeństwa.– zaznacza Marianna Sidoroff, Zastępca Dyrektora Departamentu Gospodarki Elektronicznej w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, i dodaje – Koncepcja suwerenności technologicznej łączy dla nas strategię gospodarczą z wartościami. Dążymy do ochrony podstawowych wartości Unii Europejskiej, pozwalając jednocześnie na rozwój firm na jednolitym rynku.

W ostatnim czasie byliśmy świadkami postępów legislacyjnych w zakresie nadzoru nad treściami internetowymi w kilku państwach członkowskich. Niestety, doprowadziło to również do powstania rozbieżności pomiędzy przepisami krajowymi, a czasem nawet regionalnymi i lokalnymi. Rozdrobnienie prawne utrudnia swobodny przepływ usług i w konsekwencji funkcjonowanie jednolitego rynku. Efektywna regulacja w tym zakresie powinna brać pod uwagę istniejące prawodawstwo przy określaniu potrzeb w kontekście podejścia sektorowego lub horyzontalnego oraz minimalizować fragmentację na poziomie krajowym.

Ponadto bardzo problematyczne wydaje się wprowadzenie regulacji ex ante. Platformy internetowe odgrywają szczególnie dużą rolę w rozwoju firm z sektora MŚP. Dzięki nim małe firmy zdobyły możliwość wejścia na rynek, ekspansji i rozszerzania działalności poza rynek krajowe, które były do tej pory niemożliwe. Fakty te pokazują, że wprowadzenie wymagającej regulacji ex ante może negatywnie wpłynąć na firmy z sektora MŚP, a w rezultacie na zmniejszenie wyboru oferowanego konsumentom. W związku z tym, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców uważa, że projektowane przepisy powinny opierać się na obecnie obowiązujących regulacjach takich jak Rozporządzenie P2B.

Branża gier wideo pnie się w górę. Rośnie zapotrzebowanie na pracowników

Rozwój technologii umożliwiający wprowadzanie nowatorskich rozwiązań, świetna prasa takich gier, jak „Wiedźmin” czy zapowiadany od dawna „Cyberpunk 2077”, trwająca pandemia. To wszystko sprawiło, że branża game development wystrzeliła mocno w górę, generując zwiększony popyt na pracowników tego sektora. Aktualną sytuację na rynku gier analizują eksperci Kodilla.com i Devire.

Ponad 2 miliardy graczy na całym świecie, ponad 200 miliardów dolarów na inwestycje w skali globalnej i przychody polskiej branży gier sięgające 500 milionów euro – tak przedstawiają się statystyki z tzw. sektora gamedev podane w raporcie poświęconym branży gier Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Dziś polskie studia, w których powstają gry, stają się jedną z sił napędowych krajowej gospodarki. W Polsce jest ich nieco ponad 400 i już teraz zatrudniają ok. 10 tys. pracowników. To programiści gier, graficy, testerzy, scenarzyści, dźwiękowcy czy kompozytorzy – wylicza Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania online Kodilla.com.

Z zaprezentowanych przez PARP danych wynika ponadto, że w Polsce jest 16 milionów graczy, a pod względem generowanych przychodów (ponad pół miliarda euro, z czego sam eksport generuje blisko 96% tej kwoty) znajdujemy się na 20. miejscu na świecie. Ponad 40 firm z polskiego sektora gier notowanych jest na warszawskiej giełdzie (12 na głównym parkiecie). Na dzień 1 lipca 2020 r. kapitalizacja przekroczyła 11,7 miliarda euro, z czego niemal 8,7 mld to CD Projekt (Wiedźmin i Cyberpunk 2077), a przecież światowe triumfy święcą też Techland i Ten Square Games (drugie miejsce w rankingu najwyżej wycenianych spółek na warszawskiej giełdzie w lipcu 2020 roku) oraz Huuuge Games.

Kim są najbardziej pożądani pracownicy na rynku gier?

Rozkwit sektora gamedev oznacza rosnący popyt na specjalistów tej branży. Jak podaje Devire, w porównaniu do zeszłego roku obserwuje się tu ok. 7% wzrost zatrudnienia. Lokalizacjami, w których ofert zatrudnienia jest szczególnie dużo są: Gdańsk, Katowice i Poznań. Z kolei najpopularniejszymi stanowiskami w branży gier wideo są obecnie: Unity i Unity3D Developerzy, Game Project Managerowie i Graphic Designerzy. Poza tym poszukiwani są kandydaci typowi dla innych branż z sektora IT. Mowa m.in. o analitykach, testerach, produkt managerach.

W tej chwili na portalach rekrutacyjnych i ogłoszeniowych można znaleźć blisko 300 ofert pracy na stanowiska związane z game developmentem – dodaje Dominika Opozda, starszy rekruter IT & Telecoms w Devire.

Czego potrzeba, aby dostać się do branży gamingowej?

W przypadku gamedevu dla pracodawców liczy się nie tylko umiejętność kodowania czy logicznego myślenia, ale przede wszystkim kreatywność i pasja do gier. Dodatkowo specjaliści w tej dziedzinie muszą posiadać umiejętności z pogranicza IT, projektowania graficznego, animacji 3D czy montażu wideo. Magdalena Rogóż z Kodillla.com zwraca uwagę na jeszcze jedną, bardzo istotną w ostatnim czasie umiejętność, jaką jest znajomość technologii mobilnych:

Według danych App Annie oraz IDC w 2020 roku gry mobilne ponad 2,8-krotnie zwiększyły swoją przewagę nad komputerowymi i ponad 3-krotnie w stosunku do gier konsolowych. Co więcej, w trzecim kwartale tego roku wydatki konsumentów na gry mobilne przekroczyły 20 miliardów dolarów! Obok takich danych nie można przejść obojętnie – dodaje ekspertka.

Ile zarabia się w gamedevie?

Jak wynika z danych Devire, zarobki w tej branży nie odbiegają specjalnie od poziomu wynagrodzeń juniorów na innych stanowiskach w IT.

Junior, zazwyczaj na UoP lub umowie zlecenie, zarabia od 4 do 6 tys. zł brutto. Programista gier na poziomie mid otrzymuje średnio 7 – 11  tys. zł netto przy kontrakcie B2B, a na poziomie senior 12 – 18 tys. zł netto. Mimo wciąż rosnącej popularności i zainteresowania grami wideo, zarobki stale plasują się nieco niżej niż te w web developmencie – omawia Dominika Opozda.

Na stanowisku mid, pracodawcy wymagają minimum 2-3 lat doświadczenia. Warto jednak zaznaczyć, że lata doświadczenia w przypadku game developerów nie są decydujące, ponieważ pracodawcy zwracają przede wszystkim uwagę na realne umiejętności i kompetencje. Kandydat powinien mieć w swoim portfolio co najmniej kilka realizacji komercyjnych. Niestety, jak przyznają rekruterzy, często brakuje tego elementu w aplikacjach potencjalnych pracowników. Dla pracodawcy istotne jest również posiadanie przez kandydata opublikowanych gier na iOS App Store czy Google Play.

Pandemia przyczyną większych wydatków na gry mobilne

Z analiz wynika, że do wzrostu znaczenia rynku gamingowego w Polsce w dużej mierze przyczyniła się pandemia i fakt, że gracze zaczęli szukać sposobów na rozrywkę w domu. Choćby krótką, w przerwie między codziennymi obowiązkami, pracą, nauką, czy po prostu taką, która nie angażuje zbyt dużo uwagi i jest szybko dostępna. Łatwiej bowiem chwycić za telefon czy tablet i odpalić aplikację, niż włączyć komputer czy konsolę i czekać na uruchomienie się systemu. Inna sprawa, że w przypadku gier mobilnych, dużo łatwiej wydać kilkakrotnie mniejsze sumy, niż jednorazowo zapłacić większą kwotę za gry konsolowe czy komputerowe.

– Jak czytamy w raporcie agencji marketingu mobilnego Spicy Mobile z 2019 r. (dane oparto na analizach Newzoo i Wargaming), polski rynek gier jest aktualnie wart 541,5 mln dolarów, przy czym 40% tej kwoty (216,2 mln $) stanowią wydatki na gry mobilne na smartfony i tablety. Pozostałe 325,3 mln dolarów polscy gracze przeznaczają na gry PC oraz gry konsolowe. To pokazuje jak bardzo ten rodzaj rozrywki zyskuje na znaczeniu i że można liczyć na rosnące zapotrzebowanie na specjalistów w tym obszarze rynku gier, ale też technologii mobilnych – podsumowuje Magdalena Rogóż.

Oprac. Kodilla.com

Rewolucja w benefitach. Praca elastyczna ważniejsza niż pakiet medyczny

Benefity pracownicze jakie dotychczas znaliśmy, w dużej mierze straciły na aktualności. Reżim sanitarny i wprowadzone obostrzenia diametralnie zmieniły oczekiwania pracowników, dla których kluczowe stały się dodatki związane z komfortem, wygodą i bezpieczeństwem. W czasie pandemii benefitem nie są już więc owocowe poniedziałki, a np. darmowe sesje z psychologami, dofinansowanie sprzętu do pracy zdalnej czy możliwość pracy rotacyjnej z bezpiecznego, nowoczesnego biura.

Activy, twórca aplikacji mobilnej opartej o grywalizację, postanowił sprawdzić jakie dodatki są obecnie najbardziej pożądane przez pracowników w Polsce. Najwięcej, bo aż 73,7 proc. badanych wskazało na elastyczne podejście do miejsca i czasu pracy. Co ciekawe to wskazanie wyprzedziło nawet tak ważny benefit – zwłaszcza w odniesieniu do aktualnych realiów – jak pakiet medyczny (73,2 proc. wskazań). Trzecie miejsce, z wynikiem ponad 67 proc. głosów otrzymało dofinansowanie do kursów, szkoleń i nauki języków.

Te wyniki w pełni potwierdzają nasze codzienne obserwacje w Business Link. Nasi klienci szukają rozwiązań, które pozwolą im na optymalizacje biznesowe  i szybko dostosować się do zmieniającej się rzeczywistości – przede wszystkim dla swoich pracowników. Elastyczna praca doskonale wpisuje się w nową normalność. Badania, nie tylko te przeprowadzone przez Activa, pokazują, że pracownicy są już zmęczeni przymusowym home office i woleliby bardziej hybrydowe rozwiązania, łączące pracę w domu i w biurze. Każda firma, która to umożliwi, zyska dużą przewagę w walce o talenty rynkowe mówi Jakub Bartoszek, Dyrektor Sprzedaży w Business Link.

Pracownicy chcą pracować rotacyjnie

Na rosnące znaczenie pracy elastycznej wskazują m.in. tegoroczne badania Grafton Recruitment i CBRE. Wynika z nich, że wybór home office jako modelu pracy jest wyłącznie tymczasową alternatywą dla pracy biurowej i w przyszłości ten trend będzie się nasilał. Zaledwie 6 proc. badanych chciałoby pracować wyłącznie z domu, a zdecydowana większość preferuje zbalansowany system mieszany. W badaniu pracownicy wskazywali m.in. na dużą potrzebę utrzymywania kontaktów międzyludzkich, ryzyko zaburzenia work-life balance oraz większe zmęczenie wynikające z łączenia obowiązków domowych
z wykonywaniem pracy z domu.

Podobne wnioski można wysnuć z najnowszego badania przeprowadzonego przez serwis Pracuj.pl, w którym 57 proc. pracowników zadeklarowało, że w czasie pracy zdalnej doceniło możliwość chodzenia do biura i przeprowadzania bezpośrednich spotkań. I choć zdecydowana większość respondentów chciałaby kontynuować pracę zdalną po zniesieniu obostrzeń, to jedynie 16% z nich planuje robić to w pełnym wymiarze godzin.

Dobry benefit to dostępny benefit

W dobie pandemii, kryterium przemawiającym za atrakcyjnością poszczególnych benefitów jest przede wszystkim ich dostępność i możliwość szybkiego wykorzystania. O ile praca elastyczna czy kursy internetowe to dodatki, które idealnie wpisują się w dzisiejsze realia, o tyle owocowe poniedziałki, pokoje gier i masażu okazują się niemal kompletnie nieprzydatne. Potwierdzają to badania zrealizowane przez PBS dla Sodexo and Rewards Services Polska, według których w ostatnim czasie niemal 6,4 miliona Polaków nie mogło bezpiecznie i bez przeszkód wykorzystać otrzymanego od firmy benefitu.

Aż 49 proc. ankietowanych wskazało także, że w obecnej sytuacji pracodawcy powinni dostosowywać oferowane dodatki do możliwości ich wykorzystania w nowych realiach. Czy tak się jednak dzieje? Okazuje się, że nie – zaledwie 16 proc. badanych stwierdziło, że ich szefostwo przeprowadziło jakiekolwiek zmiany w tym zakresie.

Dostosowywanie rozwiązań w firmie do obecnych okoliczności jest niezwykle ważne, nie tylko ze względu na budowanie motywacji czy poziomu zadowolenia i komfortu pracowników. Dla pracodawców nowe rozwiązania biurowe to także wymierne korzyści w postaci efektywnie zainwestowanych środków. Dziś, gdy działy finansowe dwa razy oglądają każdą wydaną złotówkę, efektywność działań staje się ważna jak nigdy dotądmówi Jakub Bartoszek.

Safety first

Benefitem pracowniczym, który zwykle nie figuruje w zestawieniach i rankingach, jest dziś także poczucie bezpieczeństwa w miejscu zatrudnienia. Z badania PBS dla Sodexo and Rewards Services Polska wynika, że aż 70 proc. respondentów oczekuje od pracodawcy zapewnienia niezbędnych środków ochrony osobistej. Polacy chcą wykonywać pracę w bezpiecznych biurach, jednak jak wynika z badań serwisu Pracuj.pl co trzeci ankietowany jest zdania, że poziom higieny w jego biurze nie jest zapewniany na odpowiednim poziomie. Higiena i bezpieczeństwo mają również fundamentalne znaczenie dla kandydatów. Według danych Grafton Recruitment oraz CBRE aż 43 proc. osób szukających pracy dokładnie sprawdza firmę pod względem bezpieczeństwa, weryfikując np. odległość biurek i dostęp do płynów do dezynfekcji.

Nasze codzienne obserwacje są tożsame z przytoczonymi wynikami badań. Dlatego we wszystkich lokalizacjach Business Link dokładamy najwyższych starań by poziom bezpieczeństwa i czystości był jak najwyższy. Dbamy także o odpowiednią aranżację przestrzeni biurowej, która stanowi punkt wyjścia do komfortowej organizacji pracy i przemieszczania się pracowników. Biura Business Link wyposażone są
w system drzwi otwieranych kartą, umożliwiający niemal bezdotykowe korzystanie z przestrzeni. Dodatkowo w całym biurze, w bliskich odległościach dostępne są płyny odkażające, a wszystkie kluczowe miejsca są na bieżąco dokładnie dezynfekowane. Mamy pełne przekonanie, że zapewnienie miejsca pracy o wysokim standardzie bezpieczeństwa, które można wykorzystać jako alternatywę dla pracy z domu, jest dziś realnym benefitem, na który zwraca uwagę coraz więcej pracowników i pracodawców
mówi Jakub Bartoszek i dodaje, że nie ma już powrotu do rozwiązań sprzed pandemii. – Mity związane z praca zdalną zostały odczarowane, zarówno te negatywne jak i pozytywne. Dlatego hybrydowy model pracy zostanie z nami  z pewnością na dłużej. Warto już dziś szukać rozwiązań, które na tę potrzebę odpowiedząocenia.

Asseco dołącza do Związku Cyfrowa Polska

Asseco, lider w dziedzinie IT w Polsce rozpoczyna współpracę ze Związkiem Cyfrowa Polska. Organizacje chcą wspólnie upowszechniać rozwiązania cyfrowe oraz budować świadomość na temat tego jakie możliwości dają nowoczesne technologie w biznesie.

Przystąpienie do Związku Cyfrowa Polska to przede wszystkim kontynuacja działań Asseco w zakresie szerokiego podejścia do digitalizacji i procesów paperless. Jako lider cyfryzacji w Polsce chcemy brać aktywny udział w działaniach na rzecz upowszechniania rozwiązań cyfrowych i edukowania rynku co do możliwości wykorzystywania technologii w biznesie. Jestem przekonany. że wspólne działanie na rzecz różnych obszarów gospodarki przyniesie korzyści nam wszystkim i pozwoli jeszcze w większym zakresie czerpać z możliwości jakie dają nam rozwiązania cyfrowe – mówi Artur Miękina, dyrektor sprzedaży projektów kluczowych, Asseco Data Systems.

Z kolei prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik zaznacza, że dziś digitalizacja oraz rozwój procesów paperless to jedno z ważniejszych wyzwań, jakie stoją nie tylko przed polskim biznesem, ale też administracją. – Rozwój e-usług musi następować wraz z podnoszeniem kompetencji i świadomości. Zwłaszcza, że e-usługi to nie tylko rozwiązania dla firm. To także wielkie ułatwienie dla większości obywateli oraz administracji publicznej – mówi Michał Kanownik. I dodaje: – Mam nadzieję, że wspólnie będziemy mogli wspierać upowszechnianie się zwłaszcza takich rozwiązań, które zwiększają cyberbezpieczeństwo. A paperless czy e-podpis niewątpliwie do nich należą.

Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne szansą na wyjście z kryzysu

Tarcza antykryzysowa 4.0 z czerwca wprowadziła w życie przepisy o uproszczonej restrukturyzacji. Jest to rozwiązanie, które może uchronić firmy przed upadłością. Czas jest jednak ograniczony. Przepisy o uproszczonym trybie obowiązują do 30 czerwca 2021 roku. Nie warto więc czekać z decyzją, zwłaszcza że ratowanie biznesu wymaga szybkich i zdecydowanych działań.

Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne jest nowością w polskim prawie. Dotychczas w ten proces musiał angażować się sąd, co znacznie wydłużało całą procedurę. W wielu przypadkach odbijało się to negatywnie na kondycji firm. Celem restrukturyzacji jest wypracowanie najkorzystniejszego porozumienia z wierzycielami i uporządkowanie wszelkich spraw przed rozliczeniem zobowiązań.  Upadłość dłużnika nigdy nie jest korzystna dla wierzycieli, dlatego wypracowanie kompromisu pomiędzy dwiema stronami jest istotne. Strony powinny opracować również plan przewrócenia rentowności przedsiębiorstwa, wyodrębnić rentowne aspekty działalności oraz ograniczyć te, które przynoszą straty. Plan powinien zawierać również nowe sposoby finansowania. Standardowe rozwiązanie, czyli kredyt, w przypadku przedsiębiorstw zadłużonych nie wchodzi w grę. Szansą może być znalezienie inwestora, sprzedaż części udziałów albo połączenie się z innym podmiotem.

Musimy pamiętać, że podejmując decyzję o restrukturyzowaniu firmy, należy działać bez zbędnej zwłoki. Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne zdecydowanie różni się od znanych do tej pory czterech form restrukturyzacji. Jest przede wszystkim znacznie krótsze i ograniczone czasowo. Przedsiębiorca może je wykorzystać tylko raz i to przy pomocy doradcy restrukturyzacyjnego. W tym rodzaju postępowania rola sądu sprowadza się do minimum, jest ograniczona tylko do zatwierdzenia zawartego układu.

Postępowanie rozpoczyna się od zawarcia umowy z doradcą restrukturyzacyjnym, który będzie pełnił rolę nadzorcy. Formalne rozpoczęcie postępowania ma miejsce w chwili opublikowania obwieszczenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Kolejne kroki należy podjąć szybko, ponieważ w ciągu czterech miesięcy konieczne jest złożenie w sądzie układu zawartego z wierzycielami, co wymaga intensywnej pracy. W całym procesie nieoceniona jest pomoc doradcy, który nie tylko pomoże w sprawnym przejściu przez cały proces, ale też będzie pośrednikiem w negocjacjach z wierzycielami. Takie negocjacje nigdy nie są łatwe, a doświadczony specjalista pomoże dobrać takie argumenty, które przekonają wierzycieli do ograniczenia swoich roszczeń. Należy pamiętać, że postępowanie nie w każdym przypadku kończy się sukcesem. Jeżeli w ciągu wyznaczonych 4 miesięcy nie uda się zatwierdzić układu z wierzycielami, dłużnik może złożyć uproszczony wniosek o ogłoszenie upadłości lub rozpoczęcie postępowania sanacyjnego. Gwarantuje to ochronę majątku i przejście do kolejnych kroków, czyli restrukturyzacji, lub postepowania upadłościowego.

Jak wynika z danych Monitorów Sądowych i Gospodarczych uproszczona forma restrukturyzacji cieszy się wśród przedsiębiorców dużą popularnością. Nie ma w tym nic dziwnego, jest to obecnie najszybsze i najsprawniejsze postępowanie, dodatkowo jego charakter jest pozasądowy. Mogą z niego skorzystać osoby obawiające się niewypłacalności. Restrukturyzacja jest szansą na zahamowanie rosnącej liczby bankructw i upadłości w trzecim kwartale 2020 roku aż 72% otwieranych postępowań restrukturyzacyjnych odbywało się według nowej procedury. Jest to najlepszy dowód na to, że ta forma restrukturyzacji jest atrakcyjna dla przedsiębiorców.

Komentarz przygotowany przez Bartosza Kaczmarczyka, eksperta Fundacji Centurion

2020 – rok zaufania. Jakie działania marek doceniają konsumenci w czasie pandemii?

Czas pandemii to bez wątpienia sprawdzian funkcjonowania biznesu, ale także moment, w którym działaniom poszczególnych marek przyglądają się  konsumenci. Na co szczególnie zwracają uwagę w tzw. nowej rzeczywistości?

W niepewnych czasach Polacy (i nie tylko) poszukują firm ukierunkowujących się na człowieka.  Z raportu  „Global Marketing Trends 2021” wynika, że aż jedna czwarta badanych odeszła od brandów, które ich zdaniem skupiały się wyłącznie na swoich interesach, a zdecydowana większość (79 proc. ankietowanych) zna marki, które w swoich działaniach w obliczu pandemii pomogły zarówno klientom, jak i pracownikom oraz większym społecznościom. Co więcej okazuje się, że świadomość i wiedza konsumentów przekłada się na ich konkretne działania. Z danych Deloitte wynika, że klienci sięgają po produkty firm, które w swoich działaniach pokazują człowieczeństwo ponad 1,5 częściej[1]. Sposób funkcjonowania biznesu przekłada się także na pracowników – widząc „ludzkie” oblicze swojej firmy czują się bardziej zmotywowani do pracy. – Społeczna odpowiedzialność biznesu w czasie pandemii zyskała jeszcze większe znaczenie niż dotychczas. Zaangażowanie w pomoc charytatywną nadaje działaniu organizacji tzw. „wyższy cel” i jednoczy, często rozproszone, zespoły wspierając tym samym działanie organizacji w niepewnych czasach – komentuje Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Klient chce być blisko

Oczekiwania konsumentów to jeden z głównych wyznaczników projektowania działań marketingowych. Mijający rok szybko i gwałtownie zweryfikował rzeczywistość zmuszając firmy do szybkiego odnalezienia się w nowej sytuacji. Dla klientów niezwykle istotna stała się m.in. komunikacja na linii marka – konsument i wyjście naprzeciw największym bieżącym wyzwaniom. – Zaufanie klienta to proces, który buduje się latami i który uwzględnia wszystkie działania podejmowane przez firmę. W trudnych czasach konsumenci chcą wybierać i wybierają znane sobie brandy, z którymi się utożsamiają – tłumaczy Stephane Tikhomiroff. Co ciekawe na znaczeniu nabrał również realny udział konsumentów w życiu marki. Z badań wynika, że jedna czwarta z nas wzięła w ostatnim roku udział w rozmowach na temat brandu m.in. w mediach społecznościowych. Najbardziej aktywni i skłonni do takich działań są konsumenci w wieku 18 – 25 lat[2]. Młodzi ludzie chcą uczestniczyć w życiu marki, a wybierając tę konkretną stają się automatycznie jej ambasadorami.

Działanie firmy ukierunkowane na człowieka, wzmocnienie komunikacji z konsumentami i szybkie odnalezienie się w tzw. nowej rzeczywistości zdefiniowały funkcjonowanie biznesu w mijającym roku i z całą pewnością będą odgrywały istotną rolę także w 2021 r. Coraz liczniejsze grono smart konsumentów oczekuje od firm określonych działań, a te z kolei przekładają się na decyzje zakupowe Polaków. Warto pamiętać, że kryzys mimo, iż wiąże się z wieloma wyzwaniami jest jednak zawsze także i szansą na ewaluację działań, wzmocnienie siły brandu oraz zacieśnienie relacji z klientami.

[1] https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/deloitte-digital/Informacje-prasowe/Raport-Global-Marketing-Trends-2021.html?nc=1

[2] https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/deloitte-digital/Informacje-prasowe/Raport-Global-Marketing-Trends-2021.html?nc=1

Branża Consumer Finance na zakręcie – prognoza 2021

Czy za kilka lat będą pożyczać za nas roboty? Personalni asystenci, po przeanalizowaniu naszych przepływów finansowych oraz planów sami będą szukać dla nas najlepszych rozwiązań finansowych oraz wnioskować o pożyczkę? Rolą konsumenta będzie jedynie wyrażenie zgody na idealnie dobraną ofertę. Wśród scenariuszy na najbliższe lata są zarówno te organiczne, jak i bardziej agresywne. Jedno jest pewne: pandemia zmieniła rynek Consumer Finance i nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Czy można zatem prognozować co wydarzy się w branży w perspektywie najbliższych lat? Na te i inne pytania odpowiada dr Katarzyna Jóźwik, Dyrektor Generalna Smartney.

Rynek Consumer Finance to złożony ekosystem, który zmienia się na naszych oczach. Na transfiguracje zachodzące w branży wpływa nie tylko globalna pandemia, ale również szereg czynników z nią związanych: niepewność gospodarcza, nowe regulacje i presja cenowa z nimi związana, postępująca digitalizacja, zmieniające się potrzeby konsumentów.  Czy w tej sytuacji można przewidzieć przyszłość? Jak już zmienił się rynek Consumer Finance a co go jeszcze czeka w najbliższych latach?

Jak wirus zmienił branżę Consumer Finance?

Pandemia i agresywna interwencja Państwa w codzienne życie i biznes spowodowały, że świat, który znaliśmy przestał istnieć. Praca i nauka zaczęła odbywać się z domu, duża część życia przeniosła się do sfery online, rozwój branży e-commerce przyspieszył o kilka dobrych lat. Na rynku finansowym również nastąpiły zmiany: oddziały i placówki zaczęły obsługiwać znacznie mniejszą liczbę klientów, pośrednicy finansowi ograniczyli działalność, wzrosła liczba użytkowników bankowości internetowej, wiele firm przyspieszyło procesy digitalizacji, a dla niektórych z nich cyfryzacja stała się swoistym sprawdzianem „być albo nie być”. Okazało się, że tradycyjne modele biznesowe, które sprawdzały się przed pandemią, teraz wymagają zmian, podobnie jak formy sprzedaży i sposoby komunikacji z konsumentami. Wiele firm zaczęło szukać nowych rozwiązań, nawiązywać współprace z innymi przedsiębiorstwami, stawiać na partnerstwa i kooperacje. Wśród konsumentów dało się zauważyć tych, którzy postanowili zoptymalizować codzienne życie i wydatki oraz wstrzymać się z realizacją niektórych planów, a wręcz odłożyć je na inny moment. Obsługa takich konsumentów stała się dla firm dodatkowym wyzwaniem.

Ostatnio na Konferencji Consumer Finance padło pytanie co pozytywnego przyniósł sektorowi kryzys?

Tak. Właśnie wtedy powiedziałam, że wiele firm zniknęło z rynku, wiele walczy o przetrwanie, więc trudno jednoznacznie wskazać plusy tej sytuacji. Po pierwsze duża liczba przedsiębiorstw, przez sytuację pandemiczną, ma ograniczony dostęp do finansowania, a to wpływa negatywnie na dalszy rozwój i innowacje. W niektórych przypadkach wręcz determinuje przetrwanie organizacji w branży. Tymczasem inwestorzy wykazują niepewność i wstrzymują część funduszy, co znajduje odzwierciedlenie w niepewnej sytuacji gospodarczej. Ceny kredytów spadają. Optymizm konsumentów również jest niższy, pomijając fakt, że wielu z nich jest wykluczonych z finansowania w większym stopniu aniżeli przed pandemią. Jeśli przyjmiemy, że nowa sytuacja, w której znalazł się rynek, jest swoistego rodzaju stress testem dla branży, to będzie można powiedzieć, że wymusił on pewne działania, które można byłoby zaliczyć do pozytywów. Firmy postawiły na optymalizację biznesów i zbudowały lepszą strukturę kosztów. Zdecydowanie poważnie zajęły się kwestią digitalizacji procesów, postawiły na nowe partnerstwa biznesowe. Także dynamiczny rozwój e-commerce, przyspieszony pandemią, przyniósł sporo nowych możliwości.

Czy Smartney zaadaptował swój model biznesowy do nowej rzeczywistości?

Oczywiście. Jako nowy gracz na rynku mieliśmy szansę już od początku zaprojektować procesy z myślą o ich pełnej automatyzacji, więc w tym zakresie wiele zmian nie było. Natomiast dostosowaliśmy ofertę do nowej rzeczywistości, zredukowaliśmy koszty, nawiązaliśmy nowe relacje biznesowe np. z nowymi pośrednikami finansowymi jak Open Finance czy Expander. Wreszcie, w odpowiedzi na boom w e-commerce i zgodnie ze strategią Grupy Oney Bank, wprowadzamy produkty finansujące zakupy w sieci. Pierwszym, ale nie ostatnim ruchem w tym kierunku, jest współpraca z operatorem Blue Media. Dzięki niej pojawił się nowy produkt dedykowany konsumentom robiącym zakupy w sieci. Produkt pozwala finansować zakupy z pożyczki w małych ratach, ewentualnie bezkosztowo ją zwrócić w ciągu 30 dni, tym samym odraczając płatność za zakupy. Obserwujemy, iż boom na kupowanie online jest podyktowane nie tylko pandemią i bezpieczeństwem zdrowotnym, ale również wygodą, oszczędnością czasu, optymalizacją kosztów etc. Z najnowszego raportu „E-commerce i fintechy. System naczyń połączonych” wynika, że duża część konsumentów, którzy zaczęli kupować online podczas pandemii, będzie robić to dalej po jej zakończeniu. Konsumenci, którzy kupują na odległość nie zawsze chcą zamrażać gotówkę, zwłaszcza gdy nie są pewni, czy będą oddawać towar czy nie. Dlatego rośnie rynek rozwiązań finansowych, dzięki którym będą mogli kupić produkt teraz, a zapłacić za niego później.

Jak będzie wyglądała przyszłość Consumer Finance?

Trudno kreślić dokładne scenariusze, gdy nawet bliska przyszłość jest tak niepewna. Już dzisiaj widać, że branża przejdzie przyspieszoną transfigurację, motywowana nie tylko zmianami w zachowaniu klientów, ale także tymi w otoczeniu ekonomicznym czy regulacyjnym. Łatwiej mówić zatem o przypuszczeniach, aniżeli konkretnych prognozach. Moim zdaniem kooperacje i partnerstwa biznesowe będą wciąż trwały. Fintechy i bigtechy będą szukały rozwiązań, które będą odpowiedzią na potrzeby rynku. Możliwe, że pojawią się rozwiązania wychodzące poza obszary o największej presji regulacyjnej np. wirtualne karty kredytowe, czy leasing konsumencki, online’owe rozwiązania lombardowe. Konkurencja może przyjść także z innych obszarów, np. dużych firm, dla których własny ekosystem i nawet finansowanie może okazać się atrakcyjnym ruchem. Postęp technologiczny i digitalizacja wciąż będą wyznaczały ścieżkę rozwoju dla wielu biznesów. Pieniądze będzie można zatem pożyczyć jeszcze szybciej, smartniej i głównie w kanale mobile. Powyższe przewidywania to scenariusz bardziej organiczny. A jaki byłby scenariusz agresywny? Cóż, z punktu widzenia klientów możliwe, że za kilka lat będziemy obserwować jak pieniądze pożyczają za nas roboty. Personalni asystenci będą analizować naszą sytuację finansową, zbierać dla nas najlepsze oferty (od innych robotów), składać wnioski kredytowe, a my? Będziemy jedynie klikać, że zgadzamy się na dobrze dobraną ofertę. Takie rozwiązania uznawane byłyby kiedyś za odległą przyszłość. Dziś wydają się prawdopodobne. Dlatego myślę, że po ekonomii doświadczeń klientów, nastąpi era „robots-friendly solutions”, które nie odbędą się bez rozlicznych rozwiązań technologicznych. To będzie prawdziwa era smarttech.

ALL IN! GAMES S.A. podpisał list intencyjny z EKIPA S.A.

ALL IN! GAMES S.A., Spółka notowana na Głównym Rynku GPW w Warszawie, podpisała list intencyjny ze spółką EKIPA S.A. Oba podmioty planują nawiązać współpracę w zakresie produkcji i wydania nowej gry.

All In! Games S.A. zawarła list intencyjny ze spółką EKIPA S.A., zgodnie z którym spółki rozpoczęły negocjacje zmierzające do współpracy przy stworzeniu i wydaniu gry. All In! Games będzie pełnił rolę wydawcy, który ma być odpowiedzialny za sprzedaż, marketing i wsparcie przy projektowaniu gry. Spółki zobowiązały się do prowadzenia negocjacji, których celem będzie uzgodnienie zasad współpracy przy stworzeniu i wydaniu gry. Powyższe negocjacje powinny zakończyć się w terminie do dnia 31 stycznia 2021 r. podpisaniem przez podmioty umowy wydawniczej regulującej zasady współpracy przy projekcie. Zarząd All In! Games S.A. jest przekonany, że potencjalna realizacja projektu z EKIPA S.A. przyniesie Spółce istotne korzyści.

„Ekipa to ludzie z niezwykłą energią i nietuzinkowymi pomysłami. Dokładnie takich nietypowych kooperacji o dużym potencjale szukamy jako wydawnictwo All In! Games. Łącząc ich kreatywność i zasięgi z naszą dbałością o poziom dopracowania, możemy razem zrobić coś naprawdę fajnego.” – komentuje Piotr Żygadło, Prezes Zarządu All In! Games S.A.

ALL IN! GAMES S.A. to polski, działający od 2018 roku, wydawca i producent gier wideo z siedzibą w Krakowie. Spółka jest notowana na Głównym Rynku GPW w Warszawie.

Przyszłość podróży służbowych

Rozprzestrzenianie się pandemii COVID-19 na całym świecie w 2020 roku spowodowało wstrzymanie podróży służbowych. W miarę zamykania granic i wdrażania ograniczeń, plany podróży zostały anulowane, a wielu pracownikom zalecono pozostanie w domach. Według Global Business Travel Association (GBTA) 98 proc. firm członkowskich odwołało lub zawiesiło wszystkie lub większość międzynarodowych podróży służbowych. 

Sytuacja zmieniała się każdego dnia – mówi Tomasz Rynkiewicz, A&H Manager, Chubb Polska. – Nawet jeśli decyzja została podjęta w tym samym tygodniu, w następnym nie miała już zastosowania.

Teraz, kilka miesięcy po wybuchu pandemii, wiele krajów powoli zaczyna się otwierać, ale jest jasne, że podróże służbowe nie powrócą nagle do wcześniejszej normy. Badania Chubb[1] pokazują, że w najlepszym razie liczba osób podróżujących w celach biznesowych może powrócić do tej sprzed pandemii latem 2021 roku.

Elastyczność i odporność

Firmy, które wznowiły podróże służbowe, muszą dostosować się do nowej rzeczywistości. Elastyczność i odporność to słowa na ustach wszystkich w dobie pandemii. Kluczowa jest również proaktywność.

Pełniąc rolę ubezpieczyciela, staraliśmy się jak najszybciej użyć tego słowa: proaktywnie. Proaktywnie pracować, proaktywnie myśleć – mówi Tomasz Rynkiewicz.

Pracownicy – co zrozumiałe – będą mieli obawy przed podróżami w erze COVID-19. Nawet w normalnych czasach podróże mogą być stresującym doświadczeniem, a dodatkowa niepewność obecnej sytuacji może zrazić nawet osoby podróżujące często w sprawach biznesowych. Firmy powinny być tego świadome i starać się zdjąć ciężar zmartwień tam, gdzie to możliwe. Tomasz Rynkiewicz zwraca uwagę, że rządy na całym świecie często zmieniają swoje zasady i ograniczenia dotyczące COVID-19, przez co pracownicy mogą martwić się, jak podróż za granicę wpłynie na ich życie osobiste.

– Jeśli musisz wyjechać za granicę, a kraj zostaje zamknięty i utkniesz tam na jakiś czas albo jeśli wrócisz na kwarantannę, jaki to ma wpływ na twoją rodzinę? Myślę, że to powszechny problem – mówi Tomasz Rynkiewicz.

Uznanie różnorodności pracowników, którymi dysponuje firma, jest kluczem do skutecznego wyboru najlepszego podejścia do zarządzania ryzykiem. Różne zawody stwarzają różne obawy: pracownik offshore (ang. offshore worker) będzie miał inne pytania dotyczące podróży niż pracownik odwiedzający biuro regionalne; pracownik budowlany będzie miał inne doświadczenie w podróżowaniu służbowym niż ekspatriant wykonujący pracę biurową.

Pracownicy chcą informacji, chcą mieć możliwość przygotowania się do podróży –  mówi Tomasz Rynkiewicz. – Chcą mieć pewność, że nie będą mieli żadnych nieprzyjemnych niespodzianek i liczą na to, że program polisy i ubezpieczenie oraz oczywiście ich firma zapewnią im takie informacje.

Aby ułatwić zarządzanie podróżami służbowymi, firmy powinny podzielić proces na etapy przed podróżą, w jej trakcie i po niej, opracowując listę kontrolną dla każdej części podróży.

Trzy etapy podróży służbowych

Firmy powinny być otwarte na dialog z pracownikami na temat podróży i dać im pewność, że biorą pod uwagę wszystkie scenariusze. Sami pracownicy również odgrywają rolę w zapewnieniu jak największego bezpieczeństwa podróży służbowych. Powinni wiedzieć, jakiego zachowania się od nich oczekuje przed wyruszeniem w podróż i jak zachowywać się w sposób oczekiwany przez ich firmę i kraje, do których podróżują. Czy muszą mieć regularne pomiary temperatury? Czy powinni nosić maskę w miejscach publicznych przez cały czas czy tylko w pewnych okolicznościach? Czy lokalne restrykcje są dla nich zrozumiałe?

Firmy powinny utrzymywać otwarte linie komunikacyjne przez cały czas, aby ich podróżujący pracownicy wiedzieli, że stale monitorują globalną sytuację i że nie są pozostawieni sami sobie z nieoczekiwanymi zdarzeniami. – Jeśli znajdą się w sytuacji, w której zostaną poddani kwarantannie lub zamknięciu, chcą wiedzieć, co się stanie i jak mogą otrzymać wsparcie w zakresie repatriacji, ewakuacji itp. A nasi klienci zarządzający ryzykiem wiedzą, że mogą polegać na nas, abyśmy zapewnili odpowiedni program ubezpieczenia i zarządzania ryzykiem – mówi Tomasz Rynkiewicz.

Wreszcie, pracodawcy powinni również zachęcać do podsumowania podróży po jej zakończeniu, aby dowiedzieć się o wszelkich napotkanych problemach lub trudnościach. Pomoże to nie tylko w rozwiązywaniu problemów i usprawnianiu procesu dla innych pracowników podczas przyszłych wyjazdów, ale także zapewni, że kierownictwo będzie mogło obserwować zdrowie psychiczne pracowników i ich poziom stresu.

Podróże w nowej rzeczywistości

Wiele firm na świecie szybko i skutecznie dostosowało się do trudnych okoliczności, w tym do przeniesienia działalności biznesowej do sieci. Warto pamiętać jednak, że według Harvard Business Review prośba skierowana do kogoś osobiście jest 34 razy skuteczniejsza niż przesłana e-mailem. Dodatkowo, dla wielu spotkanie w tym samym pokoju jest dodatkowym impulsem potrzebnym do zawarcia umowy. Podróże służbowe powrócą, ale prawdopodobnie w nieco zmienionej formie: 62 proc. respondentów spodziewało się, że zmieni się sposób funkcjonowania firmy po zakończeniu pandemii.

[1] Chubb / International Air Transport Association (IATA): 29 kwietnia 2020 r.