PwC i PSPA nagrodziły firmy najbardziej zaangażowane w rozwój zeroemisyjnego transportu

Pięć firm otrzymało w tym roku tytuł „Global e-Mobility Leader”, a czterem podmiotom przyznano tytuł polskiego „Lidera Elektromobilności” – ogłoszono podczas konferencji Global e-Mobility Forum 2020. Nagrody te są od trzech lat przyznawane przez PwC i PSPA firmom najbardziej zaangażowanym w rozwój zeroemisyjnego transportu.

Nagrody „Global E-Mobility Leader” przyznano przedsiębiorstwom, dzięki którym światowa transformacja branży motoryzacyjnej w kierunku nisko- i zeroemisyjności zyskuje coraz szybsze tempo. Nagrody „Lider Elektromobilności” trafiły z kolei do podmiotów najbardziej zaangażowanych w rozwój polskiego rynku ekologicznego transportu.

– Z wielką radością wyróżniamy dziś tych, którzy wykonali w ostatnich dwunastu miesiącach duże kroki na drodze do zeromisyjnego transportu. A ja cieszę się tym bardziej, że w gronie globalnych liderów znalazła się w tym roku również polska firma – powiedział Michał Kurtyka, Minister Klimatu i Środowiska podczas ceremonii przyznania nagród. Odbyła się ona podczas Global e-Mobility Forum, międzynarodowej konferencji wysokiego szczebla poświęconej rozwojowi zeroemisyjnego transportu.

Procedura wyboru

Kandydaci do tytułu „Global E-Mobility Leader 2020” zostali wskazani przy udziale ekspertów rynku e-mobility z 39 oddziałów PwC na całym świecie. Na podstawie analizy zgłoszeń wybrano listę 23 kluczowych podmiotów. Pięcioro zwycięzców wyłoniono z grona przedsiębiorstw posiadających istotny wkład w światowy rynek pojazdów elektrycznych, podzespołów i stacji ładowania, a także spośród podmiotów realizujących znaczne inwestycje w obszarze zrównoważonego transportu, wdrażających innowacyjne rozwiązania lub rozwijających usługi nowej mobilności. Wyboru dokonała międzynarodowa kapituła pod przewodnictwem ministra Michała Kurtyki, w której skład wchodzili przedstawiciele ministerstw, eksperci i praktycy rynku e-mobility m.in. z Wielkiej Brytanii, Norwegii i Polski.

– Ostatnie miesiące to czas bardzo dużego przyspieszenia na rynku e-mobility. Czas pandemii ewidentnie nie przeszkodził też wzrostowi konkurencji w tym sektorze, dlatego nie powinno być dla nas zaskoczeniem, jeśli w niedługim czasie pojawią się w nim nowi liderzy – podkreśliła Sekretarz kapituły nagrody „Global E-Mobility Leader” i ekspertka ds. elektromobilności dr Alicja Pawłowska-Piorun z Krajowego Ośrodka Zmian Klimatu.

– W elektromobilność inwestują tysiące podmiotów z różnych gałęzi gospodarki na całym świecie. Niektóre przedsiębiorstwa wyróżniają się na tym tle w sposób szczególny. To firmy, dzięki którym na drogi trafia coraz więcej pojazdów elektrycznych, dzięki którym przybywa stacji ładowania, które opracowują innowacyjne technologie. To czyni ich liderami rynku elektromobilności, ponieważ bardzo mocno przyczyniają się do proekologicznej transformacji transportu – powiedział Dyrektor Zarządzający PSPA Maciej Mazur.

Polskich „Liderów Elektromobilności 2020” wybrano na podstawie analizy zgłoszeń w postaci szczegółowych ankiet, zawierających 76 pytań. Zwycięzców wyłoniono z dużego grona prywatnych i państwowych przedsiębiorstw i instytucji – operatorów flot samochodowych, dostawców pojazdów elektrycznych, infrastruktury ładowania, podzespołów czy też usług związanych z branżą elektromobilności.

Branża motoryzacyjna jest w trakcie fundamentalnej transformacji, dodatkowo przyspieszonej przez pandemię. Technologia, przepisy i zmiany klimatu to najistotniejsze czynniki powodujące poszukiwania nowych rozwiązań e-mobilności. Tegoroczni zdobywcy nagród są na dobrej drodze, aby połączyć nowe rozwiązania technologiczne z oczekiwaniami klientów. Jako szef praktyki motoryzacyjnej w PwC Polska jestem bardzo dumny, że jesteśmy zaangażowani w konkursy Global E-Mobility Leader oraz Lider Elektromobilności od samego początku – powiedział Piotr Michalczyk, partner w PwC.

Lista nagrodzonychGlobal e-Mobility Leader - Lider Elektromobilności Global e-Mobility Leader - Lider Elektromobilności

Tytuły „Global e-Mobility Leader 2020” trafiły do BMW (jako jednego z pięciu czołowych producentów samochodów elektrycznych na świecie, dynamicznie rozszerzającego ofertę BEV i PHEV), Hyundaia (będącego jednym z globalnych liderów sprzedaży pojazdów z napędami alternatywnymi, posiadającego w portfolio m.in. modele wodorowe), Ionity (międzynarodowego operatora wdrażającego sieć ultraszybkiej infrastruktury ładowania EV), Renault (rozwijającego kompleksowy ekosystem elektromobilności oparty na produkcji samochodów z napędem elektrycznym, car sharingu oraz technologii magazynowania energii) oraz Solaris Bus & Coach  (wiodącego dostawcy autobusów elektrycznych w Europie).

Tytuły polskiego „Lidera Elektromobilności 2020” trafiły do GARO Polska (szczecińska fabryka tej spółki wyprodukowała w ciągu ostatniego roku ponad 30 000 stacji ładowania), Arval Service Lease Polska (firma wprowadziła na polski rynek instrumenty ułatwiające finansowanie EV i podjęła działania edukacyjne dotyczące elektromobilności), InPost (firma mocno rozwija swoją flotę elektrycznych pojazdów dostawczych) oraz Grupa Kapitałowa ORLEN (ma istotny wkład w rozbudowę polskiej sieci ogólnodostępnej infrastruktury ładowania). Ponadto jury przyznało w tym konkursie trzy wyróżnienia, a otrzymały je Born Electric (firma opracowała m.in. innowacyjny system zarządzania akumulatorem trakcyjnym EV), No Limit (spółka rozwija elektromobilność w branży TSL) oraz GreenWay Polska (jest największym operatorem stacji ładowania w Polsce).

W Global e-Mobility Forum 2020, podczas którego przyznano te nagrody, wzięli udział m.in. Zastępca Sekretarza Generalnego ONZ i Dyrektor Wykonawcza Programu Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Środowiska Inger Andersen, Komisarz ds. Transportu Komisji Europejskiej Adina Vălean, Minister Przedsiębiorczości i Przemysłu Wielkiej Brytanii Nadim Zahawi oraz wielu innych przedstawicieli administracji publicznej, biznesu i nauki z całego świata. Polskę reprezentował minister Michał Kurtyka, który był także gospodarzem konferencji. Wydarzenie zorganizowały w formule online Krajowy Ośrodek Zmian Klimatu, Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych.

12,7 mln zł zysku netto Grupy INC w III kwartale

Grupa INC, specjalizująca się w finansowaniu innowacyjnych podmiotów, podsumowuje III kwartał. W tym okresie Grupa wypracowała prawie 13 mln zł zysku netto, zysk brutto wyniósł 16,0 mln zł. Na koniec kwartału Grupa miała ponad 9 mln zł gotówki. To najlepszy kwartał w historii spółki. Grupa INC konsekwentnie rozwija działalność doradczą i inwestycyjną oraz buduje portfolio projektów na 2021 r.

Za nami najlepszy kwartał w historii spółki. Co szczególnie ważne, wynik rośnie nie tylko dzięki rozwojowi w obszarze inwestycji, ale również zaczynają się znacząco zwiększać przychody z usług doradczych. Pokazuje to słuszność naszej strategii, której realizacja przyczynia się do budowania bardziej powtarzalnego charakteru naszych wyników. Trzeba jednak przyznać, że wyniki finansowe korzystają z tegorocznej hossy na rynku NewConnect i poprawy wycen wielu spółek . – komentuje Paweł Śliwiński, prezes zarządu INC.

W okresie styczeń – wrzesień br. suma obrotów na rynku NewConnect wyniosła 9,4 mld zł, czyli tyle ile w poprzednich siedmiu latach. W październiku wartość obrotów wyniosła rekordowe 2,7 mld zł. W bieżącym roku dynamicznie rośnie również liczba rachunków inwestycyjnych. Grupa INC z powodzeniem wykorzystuje sprzyjające otoczenie rynkowe. W samym III kwartale Dom Maklerski  świadczył usługi oferowania akcji w ramach ofert o łącznej wartości 20 mln zł. Do końca września na platformie CorwdConnect.pl z sukcesem zrealizowano 8 projektów crowdinvestingowych (Detalion, Incuvo, Punch Punk Games, United Label, Olymp, Polkon, DRAGO Entertainment oraz Grow Uperion) o łącznej wartości 12,8 mln zł. W III kwartale br. akcje INC weszły do indeksu sWIG80.

– Bieżący rok zapowiada się jako rekordowy zarówno pod względem realizowanych projektów, jak i wyników finansowych. W ujęciu narastającym zysk netto całej grupy INC wynosi prawie 24 mln zł, a kwota kapitału pozyskana w tym roku przez naszych klientów może przekroczyć poziom 90 mln zł. Jednocześnie budujemy portfolio projektów inwestycyjnych i doradczych na przyszły rok, już teraz realizujemy ponad 15 umów na wprowadzenie spółek na NewConnect w przyszłym roku. – mówi Paweł Śliwiński.

Do 19 listopada Dom Maklerski INC świadczył usługi oferowania akcji o wartości 55 mln zł. Wartość trwających i planowanych do końca 2020 r. ofert to ok. 30 mln zł.

W minionym kwartale miały też miejsce dwa udane debiuty tj. Skinwallet oraz GenXone. Są to projekty, w których wspieraliśmy spółki zarówno na etapie pozyskania finansowania, jak i procesu wprowadzenia do obrotu giełdowego. Dodatkowo są to inwestycje portfelowe Carpathia Capital, spółki zależnej INC. – dodaje Paweł Śliwiński.

Grupy INC w połowie marca przyjęła nową strategię rozwoju, zgodnie z którą celem Grupy jest osiągnięcie pozycji krajowego lidera w kompleksowej obsłudze małych i średnich spółek poszukujących finansowania na rozwój. INC planuje również rozszerzyć działalność poza Polską.

Apetyt na ryzyko osłabł, zamykając waluty i rynek akcji w trendzie bocznym

Nowy spór między Departamentem Skarbu USA a Fed dochodzi do puli przeciwstawnych czynników, które tworzą szum wokół rynków finansowych. Bez jasnej drogi do podążania inwestorzy częściowo redukują ryzykowne pozycje, a trendy wytracają pęd.

Nowym tematem dla rynków, którego tak naprawdę mogłoby nie być, jest różnica zdań odnośnie wykorzystania środków użyczonych przez Departament Skarbu (DS) pod finansowanie programów pożyczkowych Fed. DS chce odzyskać 455 mld USD, kiedy z końcem roku wygasną programy pożyczkowe. Mimo że linie kredytowe nie są aktualnie intensywnie wykorzystywane, Fed preferowałby pozostawić sobie szerszy wachlarz dostępnych narzędzi, aby móc wesprzeć gospodarkę, kiedy pandemia pogorszy się. Ale DS ma inny pomysł i woli przeznaczyć środki na finansowanie grantów w ramach PPP zamiast zmuszać firmy do zwiększania zadłużenia. Szlachetny cel, jednak dla rynków obie formy wykorzystania środków są nieporównywalne. Zdecydowaniem większym zaufaniem cieszy się Fed niż administracja USA. Czy to chodzi o negocjowanie pakietu fiskalnego, czy aktualne problemy z przekazaniem władzy po wyborach, Biały Dom i Kongres nie wzmacniają przekonania, że pomoc z ich strony w walce ze skutkami pandemii będzie celna i błyskawiczna. Z drugiej strony to nie jest tak, że Fed od przyszłego roku będzie poważnie osłabiony. Wciąż ma narzędzie do stabilizacji rynków finansowych, jednak rynki nie pozostaną obojętne w sytuacji, kiedy silniejsze uderzenie pandemii będzie erodować pozycje firm w USA, które pozostaną na łasce skłóconego Kongresu czy pogrążonego w chaosie Białego Domu.

Powyższy scenariusz jest przykładem ekstremalnie pesymistycznego rozwoju wypadków, który nie musi nastąpić, zatem na razie prośba DS nie wywołuje większych reakcji, a bardziej dokłada szumu i zaciemnia obraz, w którym kierunku aktywa mają podążać. Euforia związana ze szczepionkami jest tłumiona przez ponure statystki wzrostu liczby zachorowań na świecie i przywracaniem restrykcji w USA. Nie brakuje też ryzyk politycznych: Donald Trump odmawia zaakceptowania wyniku wyborów; UE toczy spór nad budżetem, wciąż niezakończone są negocjacje brexitu. Nic dziwnego, że apetyt na ryzyko osłabł, zamykając waluty i rynek akcji w trendzie bocznym. Inwestorzy czekają na świeży katalizator w którymkolwiek kierunku.

Złoty również pozostaje stabilny a EUR/PLN zawęził kanał wahań do 4,46-4,4820. Sprowokowana przez Polskę i Węgry blokada unijnego budżetu nie wywiera presji na polską walutę, gdyż rynek zakłada, że w szeregach Unii uda się osiągnąć kompromis. Ponadto według rządowych danych sytuacja zdrowotna w kraju ustabilizowała się, odsuwając wizję narodowej kwarantanny. Wsparciem dla złotego są też komentarze z Rady Polityki Pieniężnej umniejszające prawdopodobieństwo ujemnych stóp procentowych. Wczoraj taki scenariusz wykluczył Jerzy Kropiwnicki, dołączając tym samy do wcześniejszych komentarzy Grażyny Ancyparowicz i Eugeniusza Gatnara. Kropiwnicki zakłada, że wzrost inflacji w drugiej połowie przyszłego roku może skłonić Radę do podwyżek. Sądzimy jednak, że w 2021 r. Rada będzie podtrzymywać ostrożne stanowisko i wspierać gospodarkę poprzez utrzymanie niskich stóp procentowych, ale zanikanie głosów za cięciem stóp procentowych później zera powinno pozwolić ukrócić rynkowe spekulacje.

W piątek dane z polskiego przemysłu powinny wypaść jeszcze dobrze i bez wpływu restrykcji. Po południu otrzymamy dane o sprzedaży detalicznej z Kanady, choć CAD bardziej śledzi nastroje na rynkowe niż dane. Poza tym w ciągu dnia kilka wystąpień przedstawicieli EBC (Lagarde) i Fed. W przypadku tych drugich interesujące będą komentarze o świeżym sporze z Departamentem Skarbu w sprawie funduszy pomocowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

System Windows ma już 35 lat

Był dostępny na dyskietce. Nie miał pulpitu, a okna nie mogły na siebie zachodzić, ale już wtedy potrafił obsługiwać kilka zadań równolegle. Posiadał kalkulator i opcję rysowania. Edytor tabel pojawił się dopiero w 1987 roku, a tekstowy kolejne dwa lata później.

20 listopada mija 35 lat od dnia, gdy na rynku pojawił się Windows 1.01. Z najnowszego Windows 10, korzysta już ponad miliard użytkowników. Ta wersja systemu operacyjnego Microsoft jest dopasowana do aktualnej rzeczywistości m.in. narażenia użytkowników na cyberataki.

Windows 1.0 – najdłużej wspierany system operacyjny w dziejach

Pierwszy system Microsoftu, którego premiera miała miejsce 20 listopada 1985 roku, działał wyłącznie na komputerach z kartą graficzną CGA, EGA i Hercules. Dopiero Windows 1.04 obsługiwało świeżo zaprogramowane, a już wówczas cieszące się ogólnoświatową sławą – VGA. Żeby go uruchomić niezbędne było zaledwie 256 kB pamięci RAM i dwie stacje dyskietek. Dzisiaj, gdy przechowujemy w smartfonie tysiące zdjęć, 20 albumów płytowych i kilka filmów w jakości HD, nadal narzekając, że to wciąż za mało, wydaje się to wręcz niemożliwe.

Pierwszy Windows nie miał pulpitu, okna nie mogły na siebie zachodzić, ale już wtedy miał charakter „wielozadaniowy”. Miał DOS, kalkulator czy opcję rysowania. Popularne edytory pojawiły się nieco później. Excel w Windows 2.0 (w 1987 roku), a Word wraz z nadejściem Windows 3.0 (1989). Dlatego na początku trzeba było korzystać z ich minimalistycznych poprzedników, notatnika albo wersji demo Worda dla DOS, którą można było zdobyć na przykład kupując magazyn komputerowy PC World, z dołączoną do niego dyskietką.

Windows 1.0 był najdłużej wspieranym system operacyjny w historii, a jego obsługę zakończono dopiero po 16 latach, 31 grudnia 2001 roku.

Fenomen 95

W kolejnych latach pojawiały się nowe wersje systemu. Windows 98, Windows ME, jednak najwięcej uwagi i sławy zdobyła wersja „dziewięćdziesiąt pięć”. Również w jej przypadku obchodzimy okrągłą rocznicę.

Windows 95 wszedł na rynek z prawdziwym przytupem. Właśnie mija 25 lat, odkąd Microsoft w ramach działań promocyjnych nabył prawa do utworu „Start Me Up” zespołu Rolling Stones. To właśnie wtedy rozciągnięto nad Toronto stumetrowy banner i rozdano bezpłatnie 1,5 miliona egzemplarzy dziennika The Times.

System oferował różne nowości: menu Start, dolną listwę, menadżera zadań albo pierwszą wersję późniejszego hegemona wśród przeglądarek, czyli Internet Explorer. 95-tka de facto zdefiniowała to, jak Windowsy wyglądają po dziś dzień. Windows 95 pomógł również rozwijać internet, którego prędkość ówcześnie nie przekraczała kilobitu na sekundę. System nadal opierał się na DOSie, ale wymogi minimalne były już nieco wyższe: 4 MB RAM, 50 MB pamięci na dysku i monitor VGA.

Kolejny przewrót nastąpił z nadejściem interfejsu DirectX. Był to przełom dla przemysłu gier. Jest on nadal używany jako węzeł dla komponentów wewnętrznych i zewnętrznych, a także jako łącznik systemu na przykład z kartą graficzną, dźwiękową czy klawiaturą.

Windows, wciąż ulepszany z myślą o użytkownikach darzących go zaufaniem, zajmuje doczesne miejsce w historii rozwoju technologii.

Powrót do przyszłości

Czy Marty McFly odnalazłby się jako użytkownik najnowszej wersji Windowsa? Wszakże, gdy wyruszał w swoją podróż wersja 1.0 nie została jeszcze udostępniona. Można zatem zgadywać, że po dotarciu do celu swojej podróży w czasie, czyli roku 2015, bohater filmowej trylogii „Powrót do Przyszłości” mógłby być zaskoczony.

Dostępny od 2015 roku Windows 10 oferuje pełną obsługą synchronizacji między różnymi urządzeniami (komputer, komórka, Xbox). Jedno konto daje możliwość zarządzania wszystkimi aplikacjami i danymi oraz umożliwia pobieranie kolejnych aplikacji i potrzebnych narzędzi.  Przeglądarkę Internet Explorer zastąpiło Microsoft Edge: szybsze, bezpieczniejsze i bardziej praktyczne narzędzie, na przykład dzięki funkcji Collections, która pozwala zapisywać dane z zakupów lub kwerend naukowych. Inne nowe funkcje to m.in. panel zapisu matematycznego, zmieniający narysowane znaki w tekst. Dzięki niemu nie ma już potrzeby zapisywania ułamków i potęg przez wklejanie symboli. Do Windows 10 dołączono ponadto przelicznik walut, zgodnie z aktualnym kursem wymiany, jednostek objętości, długości czy energii.

Jednym z wyzwań, wobec których stajemy, są coraz częstsze i coraz bardziej wyrafinowane ataki hakerów. Szacuje się, że codziennie ma miejsce ponad 80 tys. ataków cybernetycznych. Antidotum na to zagrożenie, oprócz ogólnie pojętej ostrożności – omijania szerokim łukiem podejrzanych stron internetowych, linków i załączników – jest również „Dziesiątka”.

Najbezpieczniejszy system operacyjny od Microsoft oferuje m.in. wbudowane, solidne rozwiązanie antywirusowe. To jeden z elementów, nad którym szczególnie skupiono się w ostatnich latach. Stanowi bardzo ciekawą alternatywę dla drogich, komercyjnych rozwiązań. W ustawieniach wyjściowych antywirus jest aktywny od razu po zainstalowaniu systemu operacyjnego Windows 10. Jednak tylko do czasu zainstalowania innego rozwiązania antywirusowego, które będzie następnie preferowane przez system. W kontekście bezpieczeństwa użytkowania przydatny jest Windows Sandbox („piaskownica”), który pozwala testować podejrzane aplikacje i strony, bez ryzyka dla systemu głównego.

Windows 10 oferuje wiele funkcji mających w maksymalnym stopniu przyspieszać i upraszczać pracę. Pomocne są np. wirtualne pulpity. Na każdym można wykonywać inne zadania, z łatwością poruszając się między nimi z użyciem skrótów klawiszy: Windows+ctrl+strzałka w bok. Możliwe jest także sterowanie nimi z innego urządzenia. a Podobne rozwiązania są szczególnie ważne
w czasach, kiedy sposób w jaki pracujemy zmienia się dynamicznie. Home office jest już nie tylko okazjonalnym benefitem, ale powszechnym sposobem pracy, który oszczędza czas i komponuje się z rytmem dnia.

Obecnie Windows 10 to najczęściej używany system operacyjny na świecie. Miesięcznie korzysta
z niego miliard aktywnych użytkowników. W Polsce system zainstalowano na ponad 93 proc. urządzeń, używanych w pracy, ale również w wolnym czasie. Pozostaje doskonałym narzędziem wspierającym nas w każdym miejscu i w każdych warunkach.

A czy ty znasz dobrze Windowsa? Oto kilka ciekawostek na jego temat:

Logowanie odciskiem palca lub twarzą

Tych, którzy mają do dyspozycji czytnik linii papilarnych lub kamerę z czytnikiem 3D, na pewno ucieszy Windows Hello (Start->Ustawienia ->Aktualizacje i zabezpieczenia ->Zabezpieczenia systemu Windows->Ochrona konta). Dzięki tej funkcji można zalogować się w systemie Windows 10 bez hasła, a jedynie z użyciem danych biometrycznych. Inny szybki i bezpieczny sposób logowania to logowanie z użyciem odcisku palca, własnej twarzy czy skanu tęczówek.

Łatwiej się skupić i pracować w nocy

Oprócz funkcji Skupienie, która pozwala wyłączyć rozpraszające powiadomienia (można
ją aktywować klikając ikonę centrum akcji w prawym dolnym rogu i wybór kafelka Skupienie), użytkownik może korzystać np. z wirtualnego pulpitu (klawisz Windows+ctrl+D do założenia nowego pulpitu albo klawisz Windows+ctrl+strzałka w bok do przechodzenia między pulpitami). Jeżeli kogoś czeka praca do późnych godzin nocnych, może skorzystać z trybu nocnego, w którym kolory zostaną zmodyfikowane tak, by ekran nie emitował niebieskiego światła.

Twórcy Windows 10 w hołdzie Tolkienowi

Niektórzy programiści tworzący system operacyjny Windows 10 prawdopodobnie należeli
do zagorzałych fanów fantasy. Jeżeli chcesz zobaczyć kadr z Hobbitonu z filmowej wersji Władcy pierścieni, wpisz do wyszukiwarki (Windows+S) „Napisy”, a w ustawieniu napisów zobaczysz chatkę Bag End.

7 powodów, dla których warto przywrócić pełną działalność galerii handlowych przed Świętami

Ewentualne przedłużenie zamknięcia centrów handlowych po 29 listopada znacząco utrudni Polakom przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. W tym roku będą one szczególne ze względu na wprowadzone ograniczenia, które na pewno wpłyną na sposób spędzania tego czasu przez polskie rodziny. Nie zawsze bezpośrednie spotkania będą możliwe, dlatego tak ważna dla wielu Polaków jest i będzie pamięć o najbliższych i sprawienie im radości w czasie, który dotąd spędzano wspólnie w szerokim gronie rodziny i przyjaciół.

Zapewnienie komfortu bezpiecznych i przemyślanych zakupów w czasie wymagającym zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń i planów będzie miało duże znaczenie dla większości Polaków. Zakupy przez Internet, które stanowią zaledwie 20 proc. średniej sprzedaży marek i są uzupełnieniem tradycyjnego handlu, nie będą w stanie zaspokoić potrzeb Polaków, zwłaszcza przed Świętami, kiedy termin dostawy ma kluczowe znaczenie.

Branża centrów handlowych jest dobrze przygotowana, aby umożliwić Polakom bezpieczne i spokojne zakupy przedświąteczne. A tym samym pomóc im w miłym spędzeniu Świąt. Polska Rada Centrów Handlowych przygotowała zestawienie 7 powodów, dla których przywrócenie pełnej działalności galerii handlowych najpóźniej od 30 listopada jest kluczowe – zarówno dla konsumentów, biznesu jak i polskiej gospodarki.

  1. CZAS na prezenty, prezenty na czas

W okresie Świąt Bożego Narodzenia jednym z najważniejszych elementów podczas planowania zakupu prezentów jest czas – w końcu trzeba je wręczyć przed lub 24 grudnia. W pełni otwarte galerie handlowe dają konsumentom pewność, że w każdej chwili mogą kupić prezent, dokupić brakujący, wymienić go lub oddać. W galeriach handlowych produkty otrzymujemy w momencie zakupu. Dzięki temu nie tylko mamy pewność, że prezenty są na czas, ale także od razu odczuwamy przyjemność i radość z ich nabycia. W przypadku zakupów online co roku konsumenci z powodu świątecznej kumulacji zamówień muszą liczyć się z opóźnieniami w dostawach. Dla osób, które rzadko korzystają z e-handlu, długie oczekiwanie może wywołać niepotrzebny stres związany z niepewnością dostarczenia produktu – szczególnie przed 24 grudnia.

W przypadku utrzymania ograniczenia działalności centrów handlowych klienci będą musieli pogodzić się z bardzo wydłużonymi terminami dostaw – często znacząco przekraczającymi 24 grudnia. Już teraz część sklepów online deklaruje, że produkty dostarczy po Świętach.

  1. BEZPIECZEŃSTWO – galerie handlowe jednymi z najbezpieczniejszych miejsc publicznych

Centra handlowe przygotowały się do spodziewanej drugiej fali zakażeń i do prowadzenia operacji w wysokim rygorze sanitarnym. Według danych PRCH skala zakażeń wśród pracowników centrów handlowych od maja nie przekroczyła 1 promila. Co ważne, nie odnotowano przypadków z  przeniesieniem  wirusa na współpracowników i klientów. Wszystko dzięki  skutecznemu stosowaniu w centrach handlowych wymogów sanitarnych oraz zasady DDM – dezynfekcji, dystansu społecznego i noszenia maseczek.

Zastosowane środki bezpieczeństwa są dostrzegane przez klientów – większość z nich – 77 proc. czuje się bezpiecznie w centrach handlowych – potwierdzają to opublikowane 10 listopada br. badania agencji badawczej Inquiry.

  1. WYBIERASZ NA ŻYWO – wykorzystując wszystkie możliwe zmysły

Samodzielne kupowanie w sklepach stacjonarnych ułatwia wybór dokładnie takiego produktu, jaki chcemy. Zakup najlepszych prezentów wymaga wykorzystania wielu zmysłów – węchu, dotyku, wzroku, słuchu, a czasem nawet smaku. Nie zawsze wystarczy kilka zdjęć i rekomendacje nieznajomych. Szczególnie, jeśli w okresie świątecznym szukamy prezentów dla najbliższych – chcemy być pewni, że dane ubranie jest miłe w dotyku, a zestaw świeczek zapachowych dokładnie o takim zapachu, o jakim marzy bliska osoba.

  1. JAKOŚĆ PRODUKTU – nie kupuj kota w worku

Wiele osób, zanim kupi nowy produkt, chce sprawdzić jego jakość, wykończenie i być pewnym, że dany przedmiot jest wysokiej klasy, a rozmiar pasuje. Szczególnie, jeśli kupujemy go dla kogoś bliskiego. Niestety, w przypadku zakupów online często zdarza się, że kolor sukienki lub materiał, z którego jest wykonana, są inne niż myśleliśmy albo że zapakowane zostały nie te produkty, które zamówiliśmy. W takich przypadkach konsumenci musza zmierzyć się z reklamacjami, zwrotami itp. – które w formie online są często trudniejsze i wymagają większego nakładu pracy, niż zwrot w sklepie.

  1. KOMFORT ZWROTÓW I PŁATNOŚCI

Okres świąteczny oznacza nie tylko duży wzrost zakupów, ale także… zwrotów i reklamacji. Stanowią one istotne obciążenie dla obsługi klienta sklepów online oraz firm kurierskich, które muszą nie tylko realizować zamówienia, ale także odbierać produkty do zwrotów, co z kolei przekłada się na kolejne wydłużenie terminów bieżących dostaw. W przypadku handlu tradycyjnego zwroty towarów i reklamacji są zazwyczaj zdecydowanie szybsze i mniej stresujące.

  1. WSPARCIE DLA PRACOWNIKÓW GALERII

Podczas pierwszego lockdownu branża centrów handlowych w Polsce tylko w miesiącach marzec-maj 2020 r. odnotowała spadek obrotów o ponad 17,5 mld zł. Szacowana wartość utraconych obrotów tylko w samym listopadzie z powodu częściowego zamknięcia centrów wyniesie ok. 8 mld zł. Ograniczenie handlu w czwartym kwartale – najważniejszym dla branży,  jest ogromnym ciosem, który może doprowadzić do likwidacji tysięcy miejsc pracy i bankructw wielu firm,  w tym polskich przedsiębiorstw. Pełne otwarcie galerii handlowych najpóźniej od 30 listopada sprawi, że wiele osób utrzyma swoje miejsca pracy i będzie mogło spokojnie przeżyć Święta z najbliższymi.

  1. ZIELONY PREZENT NA ŚWIĘTA DLA BLISKICH I… ZIEMI

Robiąc zakupy w galeriach handlowych dokładamy istotną cegiełkę do dodatkowego prezentu – dla naszej planety. Handel tradycyjny znacznie mniej obciąża środowisko niż e-commerce. Liczba opakowań wysyłanych do domów jest znacznie większa niż w przypadku dostaw do centrów handlowych. Jednocześnie zamówienia online oznaczają dodatkowe wykorzystanie plastiku, styropianu i innych odpadów, które potem trafiają na wysypiska śmieci i do oceanów. Rozwożenie przez firmy kurierskie paczek oraz odbieranie zwrotów to także znacznie większy ślad węglowy niż w przypadku handlu tradycyjnego. Branża centrów handlowych to sektor, w którym coraz więcej inwestuje się w rozwiązania przyjazne środowisku i stosuje certyfikację ekologiczną.

Apel o pełne otwarcie galerii handlowych

Biorąc pod uwagę potrzebę Polaków do spokojnego przygotowania się do Świąt, dramatyczną sytuację branży centrów handlowych oraz uzasadnione obawy o miejsca pracy i niemożność ponoszenia kosztów kolejnego lockdownu, Polska Rada Centrów Handlowych apeluje o pełne otwarcie centrów handlowych nie później niż od poniedziałku, 30 listopada br., w warunkach wysokiego rygoru sanitarnego. Możliwe jest też wydłużenie godzin funkcjonowania centrów handlowych, aby jeszcze bardziej rozłożyć w czasie ruch odwiedzających.

Bank Pekao: pandemia zniechęca przedsiębiorców do kredytów i inwestycji

„W sytuacji niepewności, z którą związany jest największy kryzys, jaki mamy po 30 latach stabilnego wzrostu, naturalną postawą ludzką jest przypatrywanie się sytuacji. Firmy, jeśli już decydują się na inwestycje, to słusznie stawiają na cyfryzację i technologie, dostosowując się do zmian, jakie w modelach biznesowych spowodowała pandemia” – mówił podczas debaty „Makro i mezo konsekwencje kryzysu Covid-19 – szanse i zagrożenia” Tomasz Styczyński, wiceprezes Banku Pekao SA.

Kluczowymi zagadnieniami debaty, która odbyła się 19 listopada w ramach Kongresu Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej, były konsekwencje kryzysu wywołanego pandemią dla sektora bankowego i finansowego oraz scenariusze rozwoju kluczowych branż i sektorów gospodarki.

„Rekordowo niskie stopy procentowe, które zmniejszają koszty kredytu, powinny zachęcać przedsiębiorców do inwestowania. Tymczasem większość inwestycji to te publiczne, natomiast prywatne firmy je powstrzymują” – zauważyła prowadząca debatę Magdalena Zmitrowicz, wiceprezes Banku Pekao S.A.

W opinii ekspertów z sektora bankowego sytuacja na rynku jest bardzo dynamiczna, bo np. konsumenci zmieniają nawyki i więcej kupują w sieci, a firmy nie inwestują w budowę swoich siedzib, bo przyjął się hybrydowy model pracy.

Zdaniem Tomasza Styczyńskiego z Pekao S.A. przedsiębiorcy przypatrują się tym tendencjom i jeśli podejmują decyzje dotyczące inwestycji, to raczej inwestują w cyfryzację, nowoczesne technologie czy patenty, niezbędne do dokonania skoku cywilizacyjnego i konkurowania na rynkach światowych.

„Mamy do czynienia ze skrajnie nieprzewidywalną sytuacją, dotyczącą zarówno projektów inwestycyjnych, jak i krótkoterminowych decyzji” – stwierdził Jakub Papierski, wiceprezes zarządu PKO BP. Jego zdaniem spadek kredytowania przedsiębiorców w zakresie kredytów obrotowych krótkoterminowych jest spowodowany również tym, że przedsiębiorcy z nich nie korzystają, bo mają gotówkę z tarczy antykryzysowej i kredytów objętych gwarancją Banku Gospodarstwa Krajowego.

„Z rozwiązań tarczy antykryzysowej skorzystało 347 tys. firm, do których wpłynęło ponad 60 mld zł, co przełożyło się na najwyższe na rynku wskaźniki płynnościowe i wskaźniki kreacji pieniądza” – zaznaczył Tomasz Piotrowicz, dyrektor Departamentu Programów Rozwojowych Polskiego Funduszu Rozwoju. Dodał, że skala wykorzystania środków na inwestycje leży po stronie przedsiębiorcy.

Zdaniem obecnych na debacie przedsiębiorców: Rafała Gruszeczki, CFO w Grupie Maspex oraz Roberta Korneckiego, współwłaściciela Sanprobi ze spadkiem prywatnych inwestycji firmowych związana jest mniejsza aktywność banków, jeżeli chodzi o angażowanie się w ryzyko związane z nowymi projektami.

„Przedsiębiorcy byli intensywnie obserwowani przez banki, które wymagały większej ilości danych. To spowodowało, że większość właścicieli firm wycofała się z inwestycji lub przesunęła je na późniejszy termin” – powiedział Robert Kornecki.

Paneliści doszli do wniosku, że najbardziej perspektywiczne branże i sektory odporne na pandemię koronawirusa to: IT i media społecznościowe, telemedycyna, e-commerce w powiązaniu z logistyką i gospodarką magazynową, produkcja opakowań, zielona energia, meble i wyposażenie wnętrz.

Przedstawiciele sektora bankowego sugerują jednak daleko posuniętą ostrożność w dysponowaniu środkami i zabezpieczenie zapasów gotówkowych, ponieważ wychodzenie z kryzysu spowodowanego pandemią będzie trwało dłużej niż kwartał czy dwa.

„Okres niepewności nie oznacza, że nic nie można zrobić. Dopiero po covidzie rzeczywistość pokaże, jaki jest punkt startowy do ekspansji przedsiębiorstw. Wzrost konkurencyjności wymusi optymalizację kosztów związaną przede wszystkim z automatyzacją procesów, zarówno w wymiarze cyfrowym, jak i parku maszynowego. Dla przedsiębiorcy to dobry moment na inwestycje, aby się odbić i konkurować na rynku” – podsumował Tomasz Styczyński.

Global e-Mobility Forum 2020 – podsumowanie jednej z największych konferencji dot. elektromobilności

Global e-Mobility Forum to jedna z największych konferencji na świecie poświęcona elektromobilności. Udział w niej wzięło 52 prelegentów z 22 krajów, wysokich przedstawicieli UE, UN, UNFCCC, ministrów, przedstawicieli nauki i biznesu z całego świata. Jak rozwój elektromobilności widzą reprezentanci takich krajów, jak Wielka Brytania, Szwecja, Szwajcaria, Grecja, Portugalia, Czechy, Egipt i wielu innych?

Początki Global e-Mobility Forum 2020 sięgają 2018 r., kiedy to podczas 24. Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w Sprawie Zmian Klimatu w Katowicach podpisano Deklarację Driving Change Together Katowice Partnership for e-Mobility. Od 2019 r. wydarzenie odbywa się w formie corocznych forum. Tegoroczna edycja, zorganizowana przez Krajowy Ośrodek Zmian Klimatu (Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy) oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, tak jak przed rokiem, zgromadziła kilkuset polskich i zagranicznych przedstawicieli administracji unijnej i państwowej, samorządów, organizacji pozarządowych, przedsiębiorstw, ekspertów i praktyków rynku z całego świata. W tym roku uczestnicy spotkali się jednak w formule online. Konferencję zainaugurował Michał Kurtyka, Minister Klimatu i Środowiska, który podkreślił kluczową rolę elektromobilności w kontekście zrównoważonego rozwoju.

UE na drodze do zerowej emisji

We wrześniu bieżącego roku liczba rejestracji pojazdów zelektryfikowanych w Europie po raz pierwszy przekroczyła liczbę rejestracji pojazdów z silnikiem Diesla. To bardzo ważny moment w historii motoryzacji, który dobitnie pokazuje, że elektromobilność to nie chwilowy trend. Badania wskazują, że w 2023 roku na światowych drogach będzie jeździło ok. 54 mln aut elektrycznych – mówił Michał Kurtyka. Minister zaznaczył, że transformacja sektora motoryzacyjnego odbywa się tu i teraz. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że świat naprawdę się zmienia, a kolejne bastiony konwencjonalnej motoryzacji przełączają się na elektromobilność. Zeroemisyjna technologia to droga do neutralności klimatycznej w sektorze transportu.

Podczas inauguracji Global e-Mobility Forum wystąpiła także Adina Vălean, unijna Komisarz ds. Transportu, która potwierdziła, że elektromobilność stanowi podstawę realizacji założeń Europejskiego Zielonego Ładu. Jednocześnie Unia Europejska zamierza wprowadzić regulacje prawne przyspieszające tempo rozwoju zeroemisyjnego transportu.

Celem Unii Europejskiej jest ograniczenie emisji gazów cieplarnianych o co najmniej 55 proc. do 2030 r. Żeby osiągnąć ten cel, 20 proc. floty samochodów osobowych i 1 proc. ciężarowych muszą stanowić pojazdy o zerowej emisji – powiedziała Adina Vălean.

Europejski Zielony Ład wyznacza również ambitne cele w zakresie infrastruktury ładowania. Do 2025 r. sieć ładowarek w Unii Europejskiej obejmie milion publicznie dostępnych punktów ładowania. Z symulacji wynika, że ta liczba do 2030 roku wzrośnie do co najmniej 3 milionów. W związku z tymi ambitnymi celami, zaproponujemy przegląd dyrektywy w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych. Musimy przyspieszyć wdrażanie w całej UE w pełni interoperacyjnej infrastruktury ładowania nie tylko samochodów osobowych, ale także pojazdów ciężarowych.

Ovais Sarmad, Zastępca Sekretarza Wykonawczego United Nations Framework Convention on Climate Change (UNFCCC), zwrócił uwagę, że rozwój elektromobilności niesie ze sobą nie tylko pozytywne skutki ekologiczne, ale i gospodarcze.

W związku z tym, że ponad 90 proc. energii nadal pochodzi z paliw kopalnych, zdecydowanie zdajemy sobie sprawę, że sektor transportu wymaga dekarbonizacji. Na szczęście jedno z kluczowych rozwiązań osiągnięcia zerowej emisji w transporcie, zarówno w Unii Europejskiej, jak i na świecie, jest już gotowe dzięki pojazdom elektrycznym. Kolejną dobrą wiadomością jest to, że każde miejsce pracy, które istnieje obecnie u tradycyjnych producentów samochodów, zostanie zastąpione nowymi stanowiskami w branży elektromobilności – powiedział Ovais Sarmad.

Dekada elektromobilności i rok 2020 jako katalizator pozytywnych zmian w zakresie korzystania z czystego transportu, a także Zielony Ład i planowana odbudowa gospodarcza po COVID-19 były głównym tematem Ministerialnego Round Table, który miał miejsce bezpośrednio po oficjalnym otwarciu wydarzenia. Debatę moderował Minister Klimatu i Środowiska, Michał Kurtyka.

Przedstawiciele rządów o elektromobilności

Z jednej strony rosnąca świadomość społeczna, sprzyjająca przechodzeniu na czysty transport. Z drugiej – pandemia COVID-19, która przyniosła straty dla sektora motoryzacyjnego. Pytanie o plany i perspektywy na następną dekadę otworzyło pierwszą część debaty.

Dwa lata temu, podczas COP24, Polska i Wielka Brytania uruchomiły inicjatywę Driving Change Together – Katowice Partnership for Electromobility. Cieszę się, że Polska kontynuuje wysiłki w tym zakresie i łączy kraje w działaniach na rzecz elektromobilności. Musimy zwiększyć nasze starania w zakresie przejścia do zeroemisyjnego transportu. Wielka Brytania jest gotowa. Wczoraj Boris Johnson ogłosił, że data odejścia od samochodów spalinowych będzie przyspieszona z 2040 do 2030 r. – stwierdził Nadim Zahawi, Minister ds. Biznesu i Przemysłu Wielkiej Brytanii.

W Szwecji decyzje wobec branży motoryzacyjnej będą miały równie duże znaczenie dla środowiska.

W ciągu najbliższych 25 lat emisje z sektora transportu w naszym kraju mają zostać zredukowane do zera. W naszej ocenie, ważne jest stworzenie zrównoważonego przemysłu bateryjnego na poziomie całej UE – powiedział Emil Högberg, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Innowacji Szwecji.

Ukraińska elektromobilność rozwija się bardzo dobrze. Oczekujemy, że w kolejnych latach na drogach przybędzie 50-60 tys. nowych pojazdów elektrycznych. Przykładamy szczególną wagę do rozwoju zeroemisyjnego transportu publicznego, wdrożyliśmy m.in. dedykowany program w tym zakresie dla 20 miast – dodał Vladyslav Kryklii, Minister Infrastruktury Ukrainy.

Electric Mobility Roadmap 2022 to plan, który zakłada osiągnięcie 50% floty elektrycznej w 2022 roku w Szwajcarii. – Rozwijamy infrastrukturę szybkiego ładowania. Inwestujemy w mobilność wodorową w obszarze transportu ciężkiego. Dzisiaj Szwajcaria dołącza do inicjatywy Driving Change Together – Katowice Partnership for Electromobility – ujawnił Benoît Revaz, Sekretarz stanu w Federalnym Urzędzie ds. Energii Szwajcarii. Podczas Global e-Mobility Forum 2020, oprócz Szwajcarii do inicjatywy Driving Change Together, zainicjowanej podczas COP 24 w Katowicach, dołączyły również Rumunia i Holandia.

Co po Covid-19?

Zielony Ład i planowane wsparcie odbudowy po pandemii kładą nacisk na elektromobilność w zakresie realizacji celów UE związanych z sektorem transportu. Minister Michał Kurtyka zwrócił się do przedstawicieli rządów Grecji, Portugalii i Czech z pytaniem, w jaki sposób planują wspierać zeroemisyjną transformację transportu w nadchodzących latach.

Grecja postawiła sobie bardzo ambitne cele energetyczne i klimatyczne na nadchodzące lata i szczegółowe cele na kolejnych 10 lat w zakresie czystego transportu. W 2030 roku 30% nowo rejestrowanych samochodów  będzie musiało być wyposażonych w napęd elektryczny. Parę miesięcy temu w Grecji przyjęto po raz pierwszy ramy regulacyjne dotyczące elektromobilności – ujawniła Alexandra Sdoukou, Sekretarz Generalny w Ministerstwie Środowiska i Energii Grecji.

Portugalia przyjęła ostatnio narodową strategię na rzecz wodoru, a dekarbonizacja transportu stanowi cel, który w przeważającej mierze przyczyni się do wykorzystania tego paliwa. Uzupełniającą rolę będzie pełnił transport oparty na biopaliwach – dodał João Pedro Matos Fernandes, Minister Środowiska i Działań Klimatycznych Portugalii.

Republika Czech dąży do redukcji emisji w transporcie drogowym oraz do wzrostu liczby pojazdów elektrycznych. W celu wsparcia realizacji tego planu korzystamy ze środków państwowych. Kluczowymi obszarami dofinansowania są transport publiczny oraz infrastruktura ładowania – podkreślił Edurad Muricky, Wiceminister Przemysłu i Handlu Czech.

W ostatniej części debaty Minister Michał Kurtyka podkreślił, że ekosystem elektromobilności jest otwarty na nowe modele biznesowe i zaangażowanie firm z krajów, które dotychczas nie traktowały rynku motoryzacyjnego jako centrum polityki gospodarczej. Minister zapytał przedstawicieli Egiptu, Andory i Palestyny, co mają do zaoferowania ekosystemie zeroemisyjnego transportu.

Egipt przykłada wielką wagę do wdrażania zeroemisyjnych technologii w transporcie. W tym celu angażujemy się w różne partnerstwa. Widzimy sens w stopniowej transformacji, przebiegającej z wykorzystaniem wsparcia instytucjonalnego, mechanizmów finansowych i przy silnym ukierunkowaniu politycznym – powiedziała Yasmin Fouad, Minister Środowiska Egiptu.

Andora to mały kraj. Nasza flota liczy 90 000 samochodów – to więcej niż wszystkich mieszkańców kraju, a z uwagi na brak lotniska turyści również przyjeżdżają wyłącznie samochodami. Andora zamierza rozwijać elektromobilność zasilaną czystą energią – dodał Jordi Gallardo Fernàndez, Minister Prezydencji, Gospodarki i Finansów Andory.

Palestyna ostatnio wzmocniła wysiłki na rzecz kreowania polityki wspierającej rozwój elektromobilności. Na terenie całego kraju powstaje coraz więcej stacji ładowania – powiedział Jameel Mtour, przewodniczący Urzędu ds. Jakości Środowiska Palestyny.

Stolicą elektromobilności jest dziś Warszawa, skąd zdalnie łączymy się z uczestnikami Forum z całego świata  – powiedziała Agnieszka Ragin – Kierownik Krajowego Ośrodka Zmian Klimatu, Zastępca Dyrektora Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego ds. Zmian Klimatu i Współpracy Międzynarodowej. –  Wszyscy powinni pamiętać, że każda podróż ma znaczenie dla środowiska i klimatu. Wydarzenia takie, jak Global e-Mobility Forum są bardzo istotne dla intensyfikacji współpracy międzynarodowej i wymiany dobrych praktyk w zakresie transportu – powiedziała Agnieszka Ragin.

Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Towarzystwa Paliw Alternatywnych, wiceprezydent The European Association for Electromobility (AVERE), zwracając się do uczestników Forum, odniósł się do obecnej sytuacji związanej z pandemią.

COVID-19 spowodował, że przez ostatnie miesiące świat bardzo się zmienił. Ale dobrą wiadomością jest to, że wbrew przeciwnościom losu możemy się spotkać w wersji online – powiedział Maciej Mazur. – Rozwój zeroemisyjnych technologii w transporcie jest kluczowy do realizacji celu, którym jest neutralność klimatyczna. Musimy wyznaczyć nowe kierunki dla administracji publicznej i całej branży, ale także rozwijać międzynarodową społeczność na rzecz elektromobilności. Dlatego stworzyliśmy Globalne Forum Elektromobilności – zaznaczył Dyrektor Zarządzający PSPA.

Rynek piw bezalkoholowych w Polsce urósł w ostatnim roku o ponad 20 proc.

Rynek piw bezalkoholowych w Polsce urósł w ostatnim roku o ponad 20 proc. Prawdziwym hitem są piwa smakowe, które – jako zdrowsza opcja – konkurują z tradycyjnymi napojami gazowanymi. Aktualną wiedzę na temat rozwoju tego rynku podsumowuje raport „0 procent alkoholu. 100 procent smaku” przygotowany przez Kompanię Piwowarską.

Z dokumentu tego wynika, że tylko w 2020 roku na piwa bezalkoholowe Polacy wydali ponad 800 milionów złotych. „Kategoria piw bezalkoholowych jest stosunkowo młodą kategorią konsumencką. Pojawiła w latach 90., ale wtedy technologia nie pozwalała na uwarzenie piw, równie smacznych, co piwa alkoholowe. Natomiast po roku 2000 nastąpiły zmiany technologiczne, które umożliwiły browarom warzenie każdego rodzaju piwa bezalkoholowego od lagerów, przez napoje typu IPA, APA, piwa pszeniczne” – mówi Iwona Jacaszek-Pruś, dyrektor ds. korporacyjnych w Kompanii Piwowarskiej.

Od kilku lat piwo bezalkoholowe jest najszybciej rosnącą pod względem sprzedaży kategorią wśród piwa. „Charakteryzowało się wzrostem ok 60-proc. w skali rok do roku. Pandemia przyhamowała to zjawisko, ale nadal mamy dwucyfrowy wzrost ilości sprzedanych piw – 20,5 proc” – zaznacza Jacaszek-Pruś.

Popularność trunków bez procentów rośnie jednak nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Najbardziej w sekcji piw smakowych, bo tam jest duże pole do popisu, jeśli chodzi o różnorodność, ale również dlatego, że pije się je w takich sytuacjach jak inne „zwykłe” napoje bezalkoholowe, soki owocowe czy napoje gazowane.

„Polska nie jest w tym rozwoju tak daleko, jak na przykład Słowacja, gdzie piwo bezalkoholowe stanowi już 16 proc. rynku piwa, podczas, gdy u nas jest to blisko 5 proc.” – mówi Anna Forycka-Zawadzka, dyrektor ds. insights w Kompanii Piwowarskiej.

Wśród piw smakowych największym uznaniem cieszą się te owocowe. „Zarówno są to smaki klasyczne – jabłko i cytryna, ale coraz dynamiczniej rozwija się obszar owoców egzotycznych, które producenci wprowadzają do swojej oferty chcąc zachęcić do kupna najmłodszą część konsumentów piw bezalkoholowych” – opowiada Forycka-Zawadzka.

Według niej, na samym początku po trunki bez procentów sięgali przede wszystkim młodzi ludzie, będący z natury rzeczy osobami nastawionymi na różnego typu innowacje. Natomiast teraz, wraz z rozwojem oferty i popularności tego napoju, profil grupy sięgającej po piwo bezalkoholowe zaczyna się coraz bardziej upodabniać do ogółu piwoszy. „Piwa smakowe trochę częściej kupują kobiety, ludzie młodzi, i to jest dość podobnie, jak w przypadku piwa z alkoholem. Natomiast po napoje o smaku klasycznego lagera czy piwne specjalności częściej sięgają mężczyźni oraz osoby nieco starsze” – tłumaczy Forycka-Zawadzka.

Rosnąca popularność piw bezalkoholowych w Polsce wynika ze zmieniających się trendów konsumenckich. „Konsumenci chcą oferty innej niż do tej pory, różnorodności, ale przede wszystkim chcą być ‘fit’. Co to oznacza? Nie tylko dbają o swoją dietę, o aktywny styl życia, są też bardziej odpowiedzialni, w związku z tym chcą spożywać mniej alkoholu albo w ogóle z niego rezygnują. To jest trend konsumencki, do którego dopasowali się producenci” – mówi Jacaszek-Pruś.

Na samym początku trunek bez procentów kojarzone było przede wszystkim z sytuacjami, kiedy nie można pić alkoholu. „Na przykład mamy spotkanie ze znajomymi, przyjechaliśmy samochodem, w związku z tym sięgamy po piwo bezalkoholowe. Ale to się bardzo dynamicznie zmienia. Piwo bezalkoholowe staje się napojem, po które można sięgnąć w ciągu dnia dla orzeźwienia i tutaj odmiany smakowe świetnie spełniają swoją rolę”- mówi Forycka-Zawadzka.

Piwo bezalkoholowe oczywiście najbardziej pasuje do sytuacji „piwnych”, czyli spotkań z przyjaciółmi, w domu, na pikniku, grillu. „Ale ponieważ w tym piwie nie ma alkoholu, to ponad 50 proc. konsumentów mówi, że pasuje ono jak ulał do takich sytuacji jak: w pracy, przy uprawianiu sportu, podczas prowadzenia samochodu – podsumowuje Jacaszek-Pruś.

JR HOLDING ASI S.A. wprowadzi Friza ze spółką EKIPA S.A. na GPW

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., podpisała list intencyjny ze spółką EKIPA S.A., której liderem i pomysłodawcą jest Karol Friz Wiśniewski. Emitent wesprze spółkę EKIPA S.A. w jej wprowadzeniu na rynek akcji NewConnect lub rynek regulowany GPW poprzez połączenie z publiczną spółką akcyjną w ramach realizacji transakcji odwrotnego przejęcia.

JR HOLDING ASI S.A. podpisała list intencyjny ze spółką EKIPA S.A. w zakresie doradztwa w sprawach finansowych i wprowadzenia jej na rynek akcji NewConnect lub rynek regulowany GPW w Warszawie poprzez połączenie z publiczną spółką akcyjną w ramach realizacji transakcji odwrotnego przejęcia. EKIPA, której liderem i pomysłodawcą jest Karol Friz Wiśniewski, wygenerowała za okres niespełna 11 miesięcy 1,4 mld odsłon w serwisie YouTube. Szczegółowe zasady, zakres oraz warunki finansowe dotyczące współpracy pomiędzy spółkami zostaną ustalone w umowie o współpracy, której uzgodnienie i podpisanie ma nastąpić w terminie do dnia 31.03.2021 r. Zarząd JR HOLDING ASI S.A. widzi duży potencjał w spółce EKIPA S.A. i jej możliwościach rozwoju dzięki upublicznieniu na rynku kapitałowym.

„Nawiązanie współpracy ze spółką EKIPA S.A. i jej liderem Frizem wpisuje się w naszą strategię rozwoju, która przewiduje inwestowanie w nowoczesne podmioty z branży technologicznej. Friz należy do największych influencerów w naszym kraju, a upublicznienie spółki EKIPA S.A. poprzez odwrotne połączenie z pewnością wzbudzi duże zainteresowanie wśród inwestorów. Jako JR HOLDING chcemy uczestniczyć w cyfrowej rewolucji i być jej beneficjentem.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

„W trakcie mojej kariery nauczyłem się kilku rzeczy. Najważniejsze z nich to aby stale się rozwijać oraz otaczać ludźmi, których darzysz zaufaniem. To właśnie dlatego zdecydowałem wraz z EKIPĄ, że wejście na giełdę jest dla nas świetnym pomysłem. Wiemy, że pod opieką Januarego będziemy mieli okazję realizacji naszych planów. Dodając do tego naszą rozpoznawalność oraz nowatorskie podejście do tematu gier otrzymujemy stabilny model biznesowy, który uskutecznimy w najbliższych miesiącach.” – dodaje Karol Friz Wiśniewski.

W 3 kwartale 2020 r. JR HOLDING ASI S.A. osiągnęła ponad 340 mln zł zysku netto. Narastająco, po trzech kwartałach 2020 r. zysk netto Spółki wyniósł prawie 760 mln zł.

10 powodów dla których warto kupić dom szeregowy

W ostatnim czasie coraz więcej osób myśląc o zakupie nieruchomości rozpatruje domy szeregowe, czyli inaczej – segmenty. Jest to opcja cenowo porównywalna do zakupu trzypokojowego mieszkania. Własny ogródek i większa powierzchnia sprawia, że za rozsądne pieniądze otrzymujemy namiastkę domu.

Popyt na szeregowce trwa w najlepsze

Zabudowa szeregowa to połączenie kilku lub nawet kilkunastu domów w segmenty. Poszczególne budynki są połączone ścianami bocznymi, a front budynków to wejścia do domów oraz garaże (w przypadku ich braku – miejsca postojowe przed domem). Z tyłu budynków znajdują się wydzielone ogródki. Zwykle są to budynki dwukondygnacyjne z poddaszem. Czasem w ramach ogrodzonych osiedli takich domów spotkamy części wspólne takie jak droga dojazdowa, czy place zabaw lub tereny do rekreacji.

W ostatnim czasie budownictwo szeregowe cieszy się ogromnym zainteresowaniem wśród niewielkich firm deweloperskich realizujących takie inwestycje na lokalnych rynkach. – W ofercie deweloperskiej dominują szeregowce, które stanowią zdecydowaną większość budowanych przez nich domów na sprzedaż. Wynika to z prostego rachunku możliwości maksymalizacji PUM-u, a co za tym idzie najniższych kosztów budowy szeregowców, które powstają zazwyczaj na małych działkach, często mają ograniczone powierzchnie do nawet kilkudziesięciu mkw., i oferują bardzo skromne powierzchniowo ogródki, mówi Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. W efekcie deweloperzy w przypadku szeregowców mają możliwość oferowania ich w atrakcyjnych cenach nominalnych, co sprawia, że są najbardziej poszukiwane przez klientów deweloperskich biur sprzedaży.

Szeregowiec to doskonała alternatywa dla każdego, kto marzy o własnym domu, ale nie posiada wystarczających środków na zakup gruntu i samodzielną budowę. – Takie budownictwo z sukcesami rywalizuje z segmentem dużych mieszkań. Przy poszukiwaniach trzy lub czteropokojowego lokalu zapewne znajdziemy wiele ofert szeregowców, które kuszą znacznie większą powierzchnią, czy możliwością korzystania z niewielkiego ogródka, czy garażu, a wszystko to w zbliżonej cenie do poszukiwanego mieszkania. Wybór więc bywa trudny, mówi Karolina Wasilewska-Buraczyk z sieci biur Metrohouse.

Agencja Metrohouse przygotowała 10 powodów, za które nabywcy nieruchomości polubili budownictwo szeregowe:

  1. Oferują większe poczucie prywatności, niż mieszkanie w bloku. Właściciele mają do dyspozycji osobne wejście do domu, garażu lub ogródka. Nie korzystają ze wspólnych klatek schodowych z innymi mieszkańcami osiedla.
  1. Własny ogródek. To idealne rozwiązanie dla osób, które nie mają potrzeby, wizji, lub czasu, który trzeba poświęcać na duży ogród, ale docenią własny kawałek ziemi zagospodarowany np. na plac zabaw dla dzieci. Tego nie zastąpi nawet największy balkon lub taras.
  2. Większa przestrzeń niż w mieszkaniu, wyższe pomieszczenia, oraz dodatkowe piętro. Często również użytkowe poddasze. Najmniejsze domy szeregowe mają powierzchnię ok. 80-85 m kw. To wystarczająca powierzchnia dla rodzin w modelu 2+2.
  1. Posiadanie garażu, to również przywilej, na który rzadko można sobie pozwolić będąc właścicielem mieszkania, zwłaszcza w starszym budownictwie. Miejscami w garażu podziemnym nie dysponują wszystkie budynki wielorodzinne, a ostatnimi czasy każde takie miejsce jest wręcz na wagę złota.
  1. Dwa niezależne poziomy sprawiają, że łatwo o zagospodarowanie przestrzeni, na rodzinną i otwartą dla wszystkich i bardziej intymną, z sypialniami na piętrze.
  1. Bezpieczeństwo! Zabudowania szeregowe to miejsca, w których o wiele łatwiej przychodzi stworzenie zwartej społeczności, która dba o wspólnotę sąsiedzką, ponieważ wszyscy się znają. W bloku rzadko kiedy zna się wszystkich sąsiadów. Z kolei w domach wolnostojących, przez wielkość i odległość działek, często między sąsiadami nie ma żadnej relacji.
  1. Dogodne lokalizacje. Osiedla te budowane są zazwyczaj w niezłych lokalizacjach, ze względu na pracę, szkołę, dostępność do sklepów, aptek czy zaplecza medycznego. Nierzadko dysponują własnymi placami zabaw.
  2. Gotowy projekt! Oczywiście, dla niektórych ten punkt może być zniechęcający, ponieważ odbiera możliwość zrobienia wszystkiego „po swojemu”, ale nie każdy ma wizję oraz umiejętności, czy budżet do sporządzenia projektu domu. Wiele osób mogłoby podzielić się wątpliwie przyjemnym doświadczeniem projektowania wszystkiego od podstaw. Zakup segmentu pod tym względem bardzo przypomina zakup mieszkania na rynku pierwotnym – o wiele rzeczy nie trzeba się martwić.
  1. Media w komplecie. Komfort zakupu szeregowca, bez obowiązków niezbędnych przy budowie własnego domu, jak choćby podłączanie mediów, jest nieoceniony! Segmenty są już często podłączone do miejskiej sieci grzewczej i kanalizacyjnej.
  1. Tańsza wersja domu. Dzięki sąsiadującym ze sobą budynkom otrzymujemy niższe koszty eksploatacyjne, np. ogrzewania. Nie zapłacimy też za koszty administracyjne, które stanowią nieodłączny element opłat czynszowych w przypadku mieszkania. Utrzymanie szeregowca może okazać się tańsze niż mieszkania w bloku o podobnej powierzchni.

Za ile kupimy szeregowiec?

Według eksperta portalu RynekPierwotny.pl, Jarosława Jędrzyńskiego najbardziej dostępne cenowo szeregowce w podmiejskich lokalizacjach największych polskich aglomeracji dostępne są już w stanie deweloperskim od 400 tys. zł. – Niestety, ich powierzchnia to nie więcej niż 100 mkw., a najmniejsze nie przekraczają 80 mkw. przy trzech pokojach i działce w granicach 150 – 200 mkw. Stawka za mkw. wynosi tu zazwyczaj nieco ponad 4 tys. zł, co może stanowić konkurencję dla mieszkań w budynkach wielorodzinnych, dodaje ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Jednak spora część oferty deweloperskich szeregowców to domy o ponadprzeciętnym, podwyższonym, a nawet luksusowym standardzie, budowane w atrakcyjnych lokalizacjach największych rodzimych metropolii, np. stołecznego Mokotowa czy Wilanowa. Na chwilę obecną najdroższa taka oferta mieszkalnego segmentu w bazie portalu RynekPierwotny.pl opiewa na cenę równo 3,5 mln. zł za 9-pokojowe lokum w szeregowcu o powierzchni nieco ponad 300 mkw. i na działce 330 mkw.

W efekcie bardzo prawdopodobnej ewolucji preferencji części klientów, spowodowanej pandemią COVID-19, można w przewidywalnej przyszłości oczekiwać dość wyraźnego wzrostu popytu na deweloperskie szeregowce, zwłaszcza te o optymalnym stosunku ceny do lokalizacji i standardu.

W przyszłym roku w Europie do utylizacji może trafić 600–700 tys. aut. Branża liczy na decyzję polskiego rządu jeszcze w listopadzie

0

W przyszłym roku w Europie do utylizacji może trafić 600–700 tys. aut. Branża liczy na decyzję polskiego rządu jeszcze w listopadzie 1

Z początkiem 2021 roku zaczną obowiązywać nowe unijne limity emisji spalin. Samochody, które nie będą ich spełniać, nie mogą zostać sprzedane ani oficjalnie zarejestrowane. – Jeżeli nic w tej sprawie nie zrobimy, to w UE na placach i w salonach zostanie około 600–700 tys. samochodów, których w przyszłym roku nie będzie można już zarejestrować – mówi Marek Konieczny, prezes Związku Dealerów Samochodów. W Polsce problem będzie dotyczyć co najmniej 12 tys. pojazdów, dlatego branża motoryzacyjna zaapelowała już do polskiego rządu o modyfikację unijnego rozporządzenia. Na podobny krok zdecydowały się już m.in. Niemcy i Francja.

– Obecnie obowiązuje norma 6d-Temp, czyli tymczasowa norma spalania, czystości silników montowanych w pojazdach spalinowych. Od 1 stycznia 2021 roku wchodzi nowa norma Euro 6d. Takich zmian w ostatnich 10 latach było już kilka. Za każdym razem powodują one to, że w kolejnym roku nie da się już oficjalnie zarejestrować samochodu, który ma starą normę. Ale ponieważ zawsze zostaje jakaś końcówka produkcji, Komisja Europejska rozwiązała ten problem, wprowadzając kilka lat temu odpowiednie rozporządzenie – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Konieczny.

Zgodnie z tą regulacją w przyszłym roku tylko część aut mogłaby trafić na rynek w ramach tzw. końcowej partii produkcji – jest to 10 proc. całkowitej sprzedaży z ostatnich 12 miesięcy. Pandemia koronawirusa spowodowała jednak, że w Polsce sprzedaż samochodów spadła w tym roku o ponad 25 proc., co oznacza, że liczba samochodów stojących w magazynach przekracza tę dopuszczalną przepisami.

Nowe wymogi wejdą w życie we wszystkich państwach UE. Producenci samochodów mają więc związane ręce i nie mogą np. wyeksportować ich do innego kraju europejskiego. Branża motoryzacyjna już wiosną zaapelowała do Komisji Europejskiej o rozwiązanie tego problemu, np. poprzez nowelizację rozporządzenia i zwiększenie limitu w ramach tzw. końcowej partii produkcji do 25 proc., żeby zagospodarować jakoś nadwyżkę pojazdów niesprzedanych przez pandemię COVID-19.

 Ku zaskoczeniu wszystkich Komisja Europejska odpowiedziała, że nic z tym faktem nie zrobi, że mamy Zielony Ład i te 10 proc. zostanie utrzymane. Co więcej, zasugerowała krajom członkowskim, że każdy z nich musi rozwiązać ten problem samodzielnie w postaci wewnętrznych rozporządzeń – mówi prezes Związku Dealerów Samochodów. – Można założyć, że te krajowe regulacje będą niezgodne z prawem KE, ponieważ dotyczyć będą rozporządzenia wydanego na szczeblu ogólnoeuropejskim, którego żadne prawo krajowe nie może naruszyć.

Mimo prawnych wątpliwości kilka państw – w tym Niemcy, Francja, Hiszpania i Irlandia – wydały już takie wewnętrzne rozporządzenia, żeby wspomóc krajowy przemysł. Do podobnego kroku szykują się też Belgia i Słowacja.

– Cała Europa stoi dzisiaj przed faktem, że jeżeli nic w tej sprawie nie zrobimy, to na placach i w salonach zostanie około 600–700 tys. samochodów, których w przyszłym roku nie będzie można już zarejestrować – mówi Marek Konieczny.

Jak wskazuje, w Polsce problem będzie dotyczyć co najmniej 12 tys. pojazdów. Dlatego też branża motoryzacyjna zaapelowała już do polskiego rządu o przyjęcie podobnego rozwiązania, co inne kraje UE. Kilka dni temu Związek Dealerów Samochodów i PZPM zwróciły się do premiera Mateusza Morawieckiego z wnioskiem o wprowadzenie modyfikacji w unijnym rozporządzeniu, co pozwoliłoby zagospodarować nadwyżkę pojazdów niesprzedanych przez pandemię COVID-19.

– Mamy nadzieję, że polski rząd także wyda takie krajowe rozporządzenie jeszcze w listopadzie i uratuje sytuację w branży motoryzacyjnej – mówi prezes Związku Dealerów Samochodów. – Sytuacja, w której 10–12 tys. samochodów pozostanie niesprzedanych, spowoduje, że trzeba będzie wymyślić, jak je zutylizować. To zaś przełoży się na gigantyczne straty dla całej branży motoryzacyjnej i w tym roku covidowym odbije się na miejscach pracy, wydajności, budżetach tych przedsiębiorstw. Dzisiaj cele wszystkich państw UE są skupione na tym, żeby ratować gospodarki, więc nie wyobrażam sobie, żeby ten prosty gest prawny nie został zrealizowany przez Ministerstwo Infrastruktury.

Co czwarty dorosły Polak pali. Niewielu palaczom udaje się całkowicie porzucić nałóg

0

Co czwarty dorosły Polak pali. Niewielu palaczom udaje się całkowicie porzucić nałóg 2

W Polsce papierosy pali ok. 8 mln osób i od wielu lat ten odsetek utrzymuje się na podobnym poziomie. To pokazuje, że mimo kampanii zdrowotnych, podwyżek akcyzy, wycofania wyrobów mentolowych czy drastycznych zdjęć na paczkach walka z papierosami jest mało efektywna. – Wyjście z tego nałogu jest bardzo trudne – przypomina prof. dr hab. n. med. Krzysztof J. Filipiak z WUM z okazji Światowego Dnia Rzucania Palenia. Średnio tylko 1–2 na 100 pacjentów leczonych z nikotynizmu definitywnie rezygnuje z papierosów. Dlatego też w ramach programów ograniczania szkód zdrowotnych i społecznych związanych z paleniem coraz więcej naukowców i agencji rządowych rekomenduje mniej toksyczne alternatywy, takie jak podgrzewacze tytoniu, np. dostępny na rynku od trzech lat IQOS, które nie wydzielają substancji smolistych odpowiedzialnych za choroby odtytoniowe.

– Co roku w trzeci czwartek listopada przypada Światowy Dzień Rzucania Palenia. To dla nas dobry powód do refleksji. Papierosy nadal pali około 8–9 mln Polaków. Niestety jest to fakt, z którym musimy się zmierzyć. Musimy prowadzić edukację, profilaktykę, musimy mieć lepsze krajowe programy rzucenia palenia – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Krzysztof J. Filipiak, kardiolog i farmakolog kliniczny z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Za pozytywny można uznać fakt, że odsetek palaczy jest obecnie najniższy w historii badań CBOS i od kilku lat oscyluje wokół względnie stałego poziomu, wciąż jednak – według ubiegłorocznego badania – papierosy pali jedna czwarta dorosłych Polaków (26 proc.), czyli około 8 mln osób. Co piąty pali regularnie, a co dwudziesty – okazjonalnie.

– Bardzo trudno jest rzucić palenie. To jest nałóg, który ma duży potencjał uzależniający. Ale też zbyt mało jest edukacji na temat skutków palenia papierosów. Nadal zawodzi polityka państwowa, akcyza na papierosy powinna być zdecydowanie większa. Państwo powinno też bardziej się angażować w różne programy na rzecz rzucenia palenia, czyli np. zapewnić szerszą dostępność do poradni antynikotynowych i szerszą dostępność leków, które pomagają w rzuceniu palenia, chociaż wiemy, że ich skuteczność również jest stosunkowo mała – podkreśla kardiolog  z WUM.

Z powodu chorób odtytoniowych co roku umiera około 67 tys. Polaków, co odpowiada populacji średniej wielkości miasta. WHO szacuje, że na całym świecie palenie tytoniu zabija ponad 7 mln osób rocznie, z czego milion z powodu biernego palenia. Choć nikotyna jest substancją silnie uzależniającą, to nie jest główną przyczyną powstawania chorób odtytoniowych. Nie jest też substancją rakotwórczą i nie ma jej w bazie INCHEM, czyli największej, współtworzonej przez WHO liście szkodliwych substancji chemicznych.

– W papierosach trują nas przede wszystkim substancje, które uwalniają się w czasie spalania tytoniu. To są substancje smoliste, aldehydy, węglowodory aromatyczne i różne związki, które mają bezpośrednie działanie kancerogenne. Jest wiele poważnych nowotworów, które są tytoniozależne. Ale te same związki uszkadzają również naczynia. Pod wpływem palenia papierosów dochodzi do przyspieszenia procesu miażdżycowego – nasze naczynia szybciej się starzeją, blaszki miażdżycowe robią się niestabilne, więc palenie papierosów jest czynnikiem, który doprowadza do zawałów serca i udarów mózgu. Wszystkie te substancje zawarte w dymie papierosowym przebudowują też drzewo oskrzelowe. Dochodzą do pęcherzyków płucnych, przez co są ważnym czynnikiem wywołującym choroby płuc, przede wszystkim POChP – wymienia kardiolog.

Wskutek spalania tytoniu w wysokiej temperaturze, przekraczającej 800 st. Celsjusza, uwalniają się toksyczne substancje. W dymie z papierosa jest zawartych ok. 7 tys. różnych związków chemicznych, z których 93 są uznawane za szkodliwe lub potencjalnie szkodliwe, a ok. 70 za rakotwórcze. To właśnie one są odpowiedzialne za choroby odtytoniowe.

Jednak statystyki pokazują, że mimo kampanii zdrowotnych ostrzegających o skutkach palenia tytoniu, wycofania z rynku papierosów mentolowych czy drastycznych zdjęć na paczkach walka z nałogiem jest mało efektywna, nie tylko w Polsce, lecz również w wymiarze globalnym. Według WHO na całym świecie papierosy pali około 1 mld ludzi i w ciągu najbliższych pięciu lat ta liczba znacząco nie spadnie. Statystycznie tylko 1–2 na 100 pacjentów leczonych z nałogu nikotynowego definitywnie go rzuca. Zdecydowana większość po okresie abstynencji wraca do palenia.

– Są pacjenci, którzy rzucają palenie, z reguły dlatego że mają jakieś inne choroby i zostali do tego przekonani przez lekarza. Ale są też tacy, którzy nie poradzą sobie z tym nałogiem. Dla nich też mamy dzisiaj pewne podpowiedzi i alternatywne metody – mówi prof. Krzysztof J. Filipiak.

Żaden wyrób nikotynowy nie jest obojętny dla zdrowia, dlatego zawsze najlepszym rozwiązaniem jest definitywne rzucenie palenia. To pierwsza rekomendacja lekarzy. Jednak według badań stopień szkodliwości jest różny dla poszczególnych wyrobów zawierających nikotynę. Najbardziej toksyczne są tradycyjne papierosy, a mniej te, w których proces spalania został wyeliminowany, jak np. e-papierosy i podgrzewacze tytoniu zawierające prawdziwy tytoń

– Była era e-papierosów, ale dzisiaj medycyna dość negatywnie się o nich wypowiada, ponieważ ukazały się badania pokazujące, że nie są one jednak korzystne dla zdrowia. Problem z e-papierosami mamy też dlatego, że nie do końca wiemy, co się znajduje w liquidzie – mówi kardiolog. – Alternatywną metodą, która wzbudza nasze zainteresowanie, jest IQOS, który nie spala tytoniu, ale go podgrzewa do bardzo wysokiej temperatury. Dzięki temu dochodzi do znacznie mniejszego uwalniania substancji smolistych. W środowisku medycznym toczy się debata i część moich kolegów uważa, że lekarze nie powinni w żaden sposób promować tej metody. Ale mamy wielu pacjentów, nawet po zawale, bajpasach czy udarze, którzy nadal palą i mówią, że nie są w stanie tego rzucić. Dla nich to może być alternatywa.

W ramach programów harm reduction, czyli programów ograniczania szkód zdrowotnych i społecznych związanych z paleniem tytoniu, coraz więcej państw rekomenduje mniej szkodliwe alternatywy dla tradycyjnych papierosów. Po czterech latach badań i analiz naukowych amerykańska rządowa Agencja Żywności i Leków (FDA) zarekomendowała w tym roku podgrzewacz tytoniu IQOS jako pierwsze i jedyne jak dotąd urządzenie alternatywne dla papierosów o profilu zmodyfikowanego ryzyka, „właściwe dla promocji zdrowia publicznego”. Podobne podejście ma PHE, agenda brytyjskiego ministerstwa zdrowia, która zaleca palaczom przechodzenie na produkty alternatywne dla tradycyjnych papierosów jako formę redukcji szkód i ryzyka zdrowotnego związanego z paleniem.

– Polityka poszczególnych państw w stosunku do alternatyw dla tradycyjnego palenia papierosów jest różna. Są kraje takie jak Japonia, które nie akceptują e-papierosów, i w tych państwach główną alternatywą są właśnie systemy podgrzewania tytoniu. Świat pójdzie tą drogą. Badania rzeczywiście wskazują, że system podgrzewania tytoniu jest w tej chwili najciekawszy z punktu widzenia ograniczania oddziaływania niekorzystnych substancji, które uwalniają się w czasie palenia papierosów – mówi prof. Krzysztof J. Filipiak.

W tego typu urządzeniach tytoń podgrzewany jest do maksymalnie 350 st. Celsjusza, więc temperatury ponaddwukrotnie niższej niż w przypadku spalania papierosów. Nie wydzielają one dymu ani popiołu i dostarczają palaczowi nikotynę w dawce podobnej do zwykłego papierosa, ale z pominięciem szkodliwego procesu spalania, w wyniku którego wydzielają się substancje smoliste. Na temat IQOS opublikowano dotąd kilkaset publikacji naukowych i ponad 30 raportów agend rządowych – w tym m.in. FDA w Stanach Zjednoczonych, RIVM w Niderlandach, BfR w Niemczech, PHE w Wielkiej Brytanii, CSS/HG w Belgii czy NIPH w Japonii – które potwierdziły mniejszą toksyczność podgrzewanego tytoniu w porównaniu z paleniem papierosów.

Nieuczciwa promocja psuje rynek wyrobów budowlanych. Klienci mogą mieć problemy np. z uzyskaniem odszkodowania po pożarze domu [DEPESZA]

0

Nieuczciwa promocja psuje rynek wyrobów budowlanych. Klienci mogą mieć problemy np. z uzyskaniem odszkodowania po pożarze domu [DEPESZA] 3

Mimo obowiązujących regulacji na rynku wyrobów budowlanych wciąż mają miejsce praktyki, które mogą wprowadzać klientów w błąd przy wyborze produktów. Zdarzają się manipulacje informacjami na temat ich jakości czy właściwości technicznych. Konsekwencje użycia przy budowie niewłaściwego produktu mogą być poważne – nadzór może nakazać rozbiórkę budynku, a ubezpieczyciel wstrzymać wypłatę odszkodowania np. w razie pożaru domu. Szczególnie w internecie łatwo znaleźć wiele niesprawdzonych informacji o wyrobach oraz porównań z konkurencją.

Nierzetelne informowanie konsumentów w kwestii właściwości wyrobów budowlanych uwidacznia się m.in. w branży izolacji. Na tym rynku jest duża konkurencja – do izolacji domu można wybrać m.in. wełnę mineralną, styropian czy piankę poliuretanową. Jak podkreśla przedstawicielka Stowarzyszenia Producentów Wełny Mineralnej Szklanej i Skalnej – MIWO, niektórzy uczestnicy rynku stosują taką promocję swoich wyrobów, która może wprowadzać w błąd klientów i szkodzić konkurencji.

– Stowarzyszenie od lat obserwuje nieuczciwe praktyki niektórych firm oferujących piankę poliuretanową. To stosunkowo nowa izolacja i aby zaistnieć na rynku, zdarza się, że takie firmy promują własne wyroby czy usługi poprzez dyskredytowanie innych izolacji, a przede wszystkim wełny mineralnej. Wełna jest popularna od wielu lat w tych zastosowaniach, w których firmy piankowe chcą zdobyć klientów – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jolanta Ciesielska ze Stowarzyszenia MIWO.

We wszystkich krajach Unii Europejskiej, również w Polsce, obowiązuje przejrzystość procedur i działań pozwalających na wprowadzenie do obrotu i stosowania wyrobów budowlanych tak, aby chronione były prawa konsumenckie. To oznacza, że wszyscy producenci powinni stosować takie same procedury, poddawać wyroby takim samym badaniom i klasyfikacjom oraz udostępniać takie informacje w zrozumiały sposób.

Jedynym wiarygodnym i wymaganym prawem źródłem wiedzy o właściwościach danego wyrobu  budowlanego jest dokument o nazwie Deklaracja Właściwości Użytkowych, w którym producent wiążąco potwierdza właściwości wyrobu i bierze za niego odpowiedzialność. Jeżeli wyrób nie jest opatrzony jasną i czytelną etykietą oraz wymaganą przepisami deklaracją, klient nie może być pewny, co kupuje i jakie właściwości, np. izolacyjne czy przeciwpożarowe, ma dany produkt. Ma wówczas także utrudnione prawo do składania reklamacji, a w przypadku pożaru trzeba się liczyć z problemami związanymi z wypłatą odszkodowania.

– Dla każdej firmy ważna jest promocja, ale nie powinna się ona opierać na informacjach wprowadzających klientów w błąd i oczerniających wyroby konkurencji. A takie praktyki obserwujemy. Rynek powinien być przejrzysty, jeśli chodzi o zasady i wymogi prawne. A jeśli uczestnicy nie do końca stosują zasady prawne czy biznesowe, trzeba reagować, co też nasze stowarzyszenie czyni od lat – mówi  Jolanta Ciesielska.

Na rynku jednak widać już pewne działania zmierzające do zaniechania nieuczciwej konkurencji. Główny Urząd Nadzoru Budowlanego regularnie bada próbki materiałów budowlanych wprowadzanych na rynek i zamieszcza na swoich stronach raporty z badań. Jeśli któryś z produktów nie spełnia norm, urząd publicznie o tym informuje, ponieważ konsekwencje stosowania materiałów budowlanych o niewiadomym pochodzeniu czy właściwościach mogą być dla konsumenta bardzo poważne.

– Kupując wyrób bez dokumentów przewidzianych prawem, ufając jedynie promocjom, robimy to na własną odpowiedzialność. Weźmy prosty przykład. Jeśli z jakichś powodów nasz dom spłonie, ubezpieczyciel  może zażądać dokumentów potwierdzających cechy ogniowe zastosowanych materiałów budowlanych. Jeżeli nie będziemy w stanie przedstawić wiarygodnych dokumentów, trzeba liczyć się z ryzykiem wstrzymania wypłaty odszkodowania, a w skrajnych wypadkach także z koniecznością zadośćuczynienia za szkody powstałe w mieniu i zdrowiu innych osób spowodowane pożarem naszej własności – tłumaczy ekspertka ze Stowarzyszenia MIWO.

Pod koniec 2019 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na Yetico, producenta wyrobów budowlanych z Olsztyna, najwyższą w historii karę za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów. Spółka otrzymała 50 mln zł kary za wprowadzanie konsumentów w błąd odnośnie do właściwości swoich produktów. Chodziło o mniejszą wytrzymałość płyt styropianowych i gorsze parametry termoizolacyjne, niż deklarował producent.

– Mamy wiele przykładów nierzetelnej komunikacji firm oferujących izolację z pianki poliuretanowej, które ukrywają cechy własnych wyrobów, np. palność pianki, a podają takie cechy wełny mineralnej czy innych izolacji, które po prostu pasują do danego porównania. Przykładowo podawana jest tylko jedna wartość współczynnika przewodzenia ciepła (lambda) dla wełny, a ukrywany jest fakt, że na rynku dostępnych jest wiele wyrobów z wełny mineralnej, dla których współczynnik lambda wynosi od 0,030 do 0,045 W/mK, co daje ogromne możliwości zastosowania tego materiału – wyjaśnia Jolanta Ciesielska. 

Stowarzyszenie MIWO, skupiające producentów wełny mineralnej, od kilku lat stara się edukować w tej kwestii konsumentów i informuje odpowiednie organy o nadużyciach na rynku materiałów izolacyjnych. Wysyła sprostowania i wezwania bezpośrednio do tych firm, które publikują wprowadzające w błąd treści na swoich stronach internetowych bądź w swoich materiałach reklamowych, stara się też zainteresować takimi praktykami inspektoraty budowlane czy UOKiK.

– Nasze zdecydowane działania przynoszą rezultaty. Wiele firm poprawiło swoje strony i usunęło wprowadzające w błąd informacje – podkreśla przedstawicielka MIWO. – Ale jeśli widzimy rażące działania informacyjne wprowadzające w błąd i żadnych reakcji ze strony firmy, która publikuje takie nieprawdziwe treści, decydujemy się nawet na skierowanie sprawy do sądu.

Stowarzyszenie MIWO właśnie proceduje pierwszą taką sprawę. Sąd Okręgowy w Lublinie zabezpieczył roszczenia stowarzyszenia, które domagało się od spółki Xpand EuroGroup zaniechania rozpowszechniania nieprawdziwych informacji zamieszczonych na stronie tej spółki. Sąd przychylił się do stwierdzenia, że takie informacje mogą wprowadzać konsumentów w błąd, i nakazał ich usunięcie. Prawomocne zabezpieczenie sądowe daje możliwość nałożenia na firmę rozpowszechniającą informacje grzywien aż do czasu wykonania postanowienia sądu. Suma grzywien może dojść do 1 mln zł.

Piotr Kuczyński: Gospodarka w pełni będzie mogła ruszyć, dopiero gdy szczepionka znajdzie się w powszechnym użyciu

0

Piotr Kuczyński: Gospodarka w pełni będzie mogła ruszyć, dopiero gdy szczepionka znajdzie się w powszechnym użyciu 4

Polska gospodarka na razie dobrze radzi sobie z pandemią, a według Eurostatu w III kwartale doświadczyła drugiego najmniejszego tempa spadku PKB w ujęciu rocznym w Unii Europejskiej, zaraz po Litwie. Również prognozy na ten i przyszły rok nie są złe. – Wiele branż ruszy dopiero wówczas, gdy zostaniemy zaszczepieni – podkreśla analityk rynków finansowych Piotr Kuczyński. Wciąż jednak pozostają pytania o długość i rygorystyczność lockdownu 2.0 oraz losy negocjacji w sprawie kolejnej unijnej perspektywy budżetowej.

Obecna sytuacja polskiej gospodarki jest całkiem niezła, oczywiście do momentu włączenia pełzającego lockdownu. Bezrobocie na poziomie 6 proc. nie jest wysokie w porównaniu do innych państw w całej Europie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Kuczyński. – Wyglądało to tak, że w tym roku PKB spadnie o 2,5–3 proc., ale włączył się ten pełzający lockdown, który nam obniży PKB o dodatkowe przynajmniej 0,5 pkt proc. albo więcej, jeżeli będzie pełny lockdown. Tego jednak rządzący nie chcą i zrobią wszystko, żeby go nie wprowadzić.

Od 7 do na razie 29 listopada trwa drugi, częściowy lockdown, mający na celu ograniczenie liczby zakażeń, która na początku miesiąca zaczęła skokowo rosnąć, przekraczając 25 tys. na dobę. Po półtora tygodnia liczba nowych zachorowań ograniczyła się do 19 tys., za to zanotowano rekordową liczbę zgonów. To jednak, jak tłumaczą eksperci, efekt szczytu zachorowań sprzed dwóch–trzech tygodni, a rząd na razie nie planuje zaostrzenia ograniczeń. Wciąż jednak pozostaje pytanie, czy obecny rygor zostanie przedłużony po 29 listopada.

– Każdą gospodarkę stać na utrzymywanie takiego pełzającego lockdownu, tylko pytanie, co będzie z ludźmi, jak będą wyglądały ich dochody, oszczędności, czy nie zaczną nadmiernie oszczędzać, tym samym mniej wydawać, szkodząc gospodarce. To są pytania, na które nikt nie zna odpowiedzi – tłumaczy ekspert. – W tej chwili bardzo modne wśród ekonomistów jest opisywanie tego kryzysu literą K. Czyli mamy najpierw gwałtowny spadek, a potem część branż ostro do góry, a część ostro do dołu. Najbardziej poszkodowani są ludzie z branży gastronomicznej, turystycznej, hotelarstwa i kultury. Te sektory powinny ruszyć jak najszybciej, ale niestety, według mnie, na pełną skalę to ruszy dopiero w II–III kwartale przyszłego roku, kiedy się zaszczepimy. Niestety wcześniej nie widzę takiej możliwości.

Według najnowszych prognoz Komisji Europejskiej polska gospodarka skurczy się w tym roku o 3,6 proc. To mniej, niż prognozowano latem. Będzie to czwarta najpłytsza recesja w UE po Litwie, Irlandii i Szwecji. Średnia dla Unii Europejskiej to spadek PKB o 7,4 proc. Przyszłoroczne odbicie ma być jednak nieco niższe od średniej (4,1 proc.) i wynieść 3,3 proc. W 2022 roku przyspieszy jednak do 3,5 proc.

Nieco inne dane zakłada w listopadowej projekcji Narodowy Bank Polski. O ile na obecny i przyszły rok prognozy są zbliżone (odpowiednio -3,5 proc. oraz +3,1 proc.), o tyle zdaniem ekonomistów NBP za dwa lata polska gospodarka ruszy do przodu w tempie 5,7 proc.

Powrót do szybkiego tempa wzrostu zależy także od dalszego rozwoju negocjacji w sprawie unijnego budżetu na lata 2021–2027 oraz wartego 750 mld euro Funduszu Odbudowy, z którego Polska miałaby otrzymać 60 mld euro. Większość krajów UE chce uzależnić wypłatę środków od przestrzegania zasad praworządności, czemu sprzeciwiają się Polska i Węgry i grożą zawetowaniem budżetu w razie zawarcia takiego zapisu.

Nawet jeżeli nie będzie budżetu, to będzie prowizorium budżetowe. Nie będzie to takie łatwe, jak niektórzy mówią, to będzie droga przez mękę. Myślę jednak, że do tego nie dojdzie, zazwyczaj w UE jakoś się dogadują i ten budżet będzie. Pytanie, czy będzie Fundusz Odbudowy. Tu bardzo dużo zależy od tego, jak nasz rząd będzie chciał do tego podejść. Jeżeli się uprzemy i przez ten mechanizm praworządności zawetujemy Fundusz Odbudowy, to z tego pieniędzy nie dostaniemy. Gospodarka da sobie radę bez nich, tyle że gorzej, niż byłoby z tym funduszem – prognozuje analityk.

Na porozumienie najwyraźniej liczą także inwestorzy, co widać po reakcji rynków – giełdy oraz złotego.

To było dosyć zadziwiające, bo kiedy wyraźnie padło słowo „weto” od wicepremiera Ziobry, to ani rynek walutowy, ani rynek akcji nie zareagował, wręcz odwrotnie, złoty się umocnił, akcje zdrożały – wyjaśnia Piotr Kuczyński. – Jeżeli się nie dogadają, to zobaczymy przecenę złotego.

Opracowano nowy rodzaj superkomputera. Jest znacznie mniejszy i nawet 200-krotnie szybszy [DEPESZA]

Zespół naukowców z National Energy Technology Laboratory we współpracy z inżynierami z firmy Cerebras opracował jednopłytkowy superkomputer. Wydajność sprzętu może przeszło dwustukrotnie przekraczać moc obliczeniową konkurencyjnych superkomputerów. Maszyna posłuży do wykonywania skomplikowanych obliczeń na potrzeby sztucznej inteligencji, przewidywania zmian pogodowych czy opracowywania elementów nowych samolotów.

– Platforma sprzętowa CS-1 eliminuje kluczowe wąskie gardła, które ograniczają wydajność w konwencjonalnych zastosowaniach komputerów wysokiej wydajności (HPC) – podkreśla dr Dirk Van Essendelft z Narodowego Laboratorium Technologii Energii w Departamencie Energii Stanów Zjednoczonych (NETL).

Nowatorskie podejście naukowców odpowiedzialnych za stworzenie Cerebras CS-1 tkwi w nietypowej, jednopłytkowiej konstrukcji komputera. Wszystkie podzespoły zostały rozlokowane w taki sposób, aby maksymalnie skrócić drogę, jaką musi przebyć impuls elektryczny odpowiedzialny za przesyłanie i analizowanie danych. Układ Cerebras Wafer Scale Engine składa się z 1,2 biliona tranzystorów tworzących 400 tys. rdzeni procesorowych. Dla porównania zaprezentowany niedawno układ GPU Nvidia A100 80GB dla superkomputerów dysponuje 56 mld tranzystorów.

CS-1 wyróżnia się także nietypową specyfikacją jak na urządzenie typu HPC. Sprzęt zamknięto w niewielkiej obudowie o wysokości 66 cm, a do dyspozycji naukowców oddano jedynie 18 GB pamięci SRAM. Jednak według zespołu badawczego taka liczba gigabajtów wystarczy, aby w pełni wykorzystać moc obliczeniową autorskiego układu. Procesor komunikuje się bowiem bezpośrednio z pamięcią, dzięki czemu ta może przetwarzać dane z prędkością dochodzącą do 9,6 PB/sec, znacznie sprawniej niż jakikolwiek konsumencki komputer dostępny na rynku.

– Obecne komputery HPC walczą głównie z problemami wynikającymi z fizyki – objętością i długością przewodów. Im mniejsze i krótsze są przewody łączące pamięć z jednostkami obliczeniowymi, tym komputery są szybsze i bardziej energooszczędne. W tradycyjnych komputerach HPC pamięć jest zlokalizowana dalej, więc długość przewodu może wynosić nawet kilkanaście lub kilkadziesiąt centymetrów – wskazuje Dirk Van Essendelft.

Inżynierowie Cerebras zadbali także o to, aby ich platforma pozwoliła wykorzystać możliwości najpopularniejszego oprogramowania wykorzystywanego na komputerach typu HPC. CS-1 jest w pełni kompatybilny z takimi frameworkami jak TensorFlow czy PyTorch, które powszechnie wykorzystuje się w badaniach nad algorytmami sztucznej inteligencji. CS-1 wyposażono również w interfejs C++, dzięki czemu badacze mogą na własną rękę rozwinąć możliwości tej przyszłościowej platformy.

Według inżynierów Cerebras jednostka złożona z 15 układów CS-1 w konstrukcji typu RACK będzie w stanie zastąpić serwerownie, które dotychczas zajmowały cały pokój. Według twórców pojedynczy chip CS-1 jest nawet 200-krotnie szybszy od superkomputera Joule, znajdującego się na 82. miejscu w rankingu TOP 500 superkomputerów.

– Nasz system CS-1 pokonuje tradycyjne bariery w osiąganiu wysokiej wydajności, dzięki budowie systemu na jednej płytce krzemu. Dzięki ogromnemu przyspieszeniu komunikacji, które zapewnia integracja pamięci na krzemowej płytce, osiągnęliśmy znacznie wyższą wydajność w porównaniu z jakimkolwiek oddzielnym procesorem logicznym czy graficznym – przekonuje Andrew Feldman, współzałożyciel i dyrektor generalny Cerebras Systems. – Ta platforma otwiera drzwi do przełomu w wydajności obliczeń naukowych.

Według firmy badawczej Technavio globalny rynek superkomputerów do 2024 roku ma się rozwijać w tempie 28 proc. w skali roku.

Powstają już budynki produkujące dwa razy więcej energii, niż potrzebują. Nowe technologie pozwolą w pełni wykorzystać potencjał OZE

Nowoczesne budownictwo zeroenergetyczne pozwoli w pełni wykorzystać potencjał odnawialnych źródeł energii. Powstają już na świecie budynki, które są w stanie produkować dwukrotnie większą ilość energii, niż wynosi ich zapotrzebowanie. Także w Polsce opracowuje się technologie umożliwiające optymalne wykorzystanie zielonej energii. Przyszłość budownictwa tkwi właśnie w odpowiednim wykorzystaniu zebranej energii, m.in. z paneli fotowoltaicznych, w taki sposób, aby jak najmniej się jej marnowało.

– Rynek budownictwa zeroenergetycznego opiera się w większości przypadków na energii słonecznej oraz izolacyjności budynków i materiałów budowlanych. Zbyt mało uwagi zwraca się na to, co się dzieje wewnątrz. Jedną z głównych wad paneli jest to, że produkują więcej energii wtedy, kiedy jest najmniej potrzebna, i dlatego nie współgrają z samym budynkiem. Można je zainstalować, ale trzeba mieć możliwość oddania nadwyżki energii do sieci, żeby móc z powrotem ją zużyć – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jerzy Hawranek, prezes iNergy.

Polska firma rozwija technologię przystosowania budynków do wykorzystania energii pochodzących ze źródeł odnawialnych. Zintegrowanie instalacji wentylacji, ogrzewania oraz chłodzenia pozwala nie tylko oszczędzić miejsce na dodatkową przestrzeń użytkową, umożliwia także wtórne wykorzystanie energii produkowanej w obiekcie oraz zredukowanie emisji CO2 nawet o 85 proc. Budynki wykonane w tej technologii produkują wyłącznie tyle energii, ile potrzebują do funkcjonowania.

W rozwój budownictwa zeroenergetycznego inwestuje również bielska firma Unibep SA, która zaprojektowała samowystarczalny budynek wielorodzinny wykonany w konstrukcji modułowej. Wsparcie ze strony funduszy unijnych pozwoliło skonstruować i przetestować prototypowe moduły pod kątem parametrów cieplnych i wilgotnościowych. Kolejnym etapem będzie wdrożenie do produkcji modułów przystosowanych do wznoszenia budynków zeroenergetycznych na szeroką skalę.

– Z powodu pandemii i kryzysu energetycznego będzie się szukać rozwiązań, które pozwolą ustabilizować przepływ energetyczny. Powinny istnieć innowacje, które obniżają zużycie i produkcję energii, bo najczystsza energia to jest ta, której się nie wyprodukuje. Skoro mamy energię obok siebie i mamy energię słoneczną, to trzeba wykorzystać to, co jest, bez potrzeby produkowania nowej – podkreśla ekspert.

Przyszłością zeroemisyjnego budownictwa będą obiekty, które nie tylko nie marnują energii, lecz także dostarczają jej nadmiar do sieci. Dobrym przykładem jest tu norweski budynek The Powerhouse Brattørkaia, który wytwarza dwa razy więcej energii elektrycznej, niż wykorzystuje. Jej nadmiar wykorzystywany jest do zasilania pobliskich budynków czy pojazdów elektrycznych.

Co istotne, nie tylko nowe budynki mogą wdrożyć model zeroemisyjności, również kilkudziesięcioletnie obiekty można przystosować do efektywniejszego wykorzystania energii. Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierów Ogrzewnictwa, Chłodnictwa i Klimatyzacji na potrzeby nowej siedziby zmodernizuje budynek z lat 70. ubiegłego wieku w taki sposób, aby stał się w pełni samowystarczalny. Pomogą w tym m.in. panele fotowoltaiczne oraz system zdalnego zarządzania budynkiem i jego monitorowania, który zoptymalizuje zużycie energii.

– W tej chwili coraz więcej osób zwraca uwagę na zastosowanie paneli i elementów, które mogą obniżyć konsumpcję energii. Ludzie zwracają uwagę na jakość i pochodzenie energii. Coraz więcej osób chce mieć czystą energię, żeby nie wydzielała spalin i zanieczyszczeń. Coraz więcej firm zaczyna się interesować tym, żeby produkować budynki zeroenergetyczne i odnawiać systemy w taki sposób, żeby móc wykorzystać synergię istniejących systemów, połączyć to wszystko razem – wyjaśnia Jerzy Hawranek.

Z prognoz Prescient & Strategic Intelligence wynika, że światowy rynek budownictwa zeroenergetycznego osiągnie w 2024 roku wartość ponad 2,1 mld dol. W 2018 roku rynek ten był wyceniany na niespełna 0,9 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie 15,6 proc.

Zjazd Firm Rodzinnych po raz pierwszy online [23-27.11.2020]

Pomimo wszystkich trudności, 13. edycja Ogólnopolskiego Zjazdu Firm Rodzinnych odbędzie się 23-27 listopada 2020 roku, zachowując wieloletnią tradycję stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych. Wyjątkowa sytuacja wymaga adekwatnej modyfikacji formuły wydarzenia, dlatego U-RODZINY 2020 po raz pierwszy w historii odbędą się ONLINE. Każdy zainteresowany będzie mógł wziąć udział poprzez platformę internetową, nie wychodząc z domu. Przedsiębiorcy, eksperci, samorządowcy, doradcy i politycy spotkają się wirtualnie, aby wspólnie zastanowić się, jak poradzić sobie z kryzysem, jak funkcjonować w nowych warunkach oraz jak planować działalność uwzględniając wyzwania i niepewność które stoją przed nami.

Zaczynając w styczniu pracę nad programem merytorycznym 13. Zjazdu na temat przewodni wybrano “CZAS PRZEMIAN”, który w obecnej sytuacji wyjątkowo trafnie odzwierciedla rzeczywistość. Podczas 13. edycji U-RODZIN właściciele największych polskich firm rodzinnych porozmawiają o prowadzeniu biznesu w trakcie pandemii COVID-19 oraz zastanowią się czy „rodzinność” ma wpływ na funkcjonowanie firmy w tych czasach. Renomowani eksperci i przedsiębiorcy będą dyskutować o perspektywie prowadzenia biznesu, razem spróbują wyciągnąć wnioski z koronakryzysu, a także spojrzą na możliwość wykorzystania sytuacji rynkowej do ekspansji zagranicznej polskiego biznesu. Poruszony zostanie także temat zmian, wprowadzenie których wymusił koronawirus, a także kwestia transformacji cyfrowej i wyzwań prawno-podatkowych, których doświadczają firmy rodzinne. Ważnym elementem debat będzie także perspektywa lokalna, którą przedstawią polscy samorządowcy.

Jak co roku, organizację U-RODZIN wsparł szereg instytucji i organizacji. Współgospodarzami wydarzenia są Samorządy Województw Mazowieckiego i Małopolskiego. Patronami honorowymi – Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce oraz Polska Agencja Inwestycji i Handlu. Partnerami strategicznymi IFR są: BNP Paribas Bank Polska, Grupa AXA w Polsce oraz agencja reklamowa Recevent. Do patronów medialnych dołączyli m.in. Dziennik Gazeta Prawna, ICAN Management Review oraz My Company Polska.

Swoim doświadczeniem z uczestnikami 13. edycji wydarzenia podzielą się: prof. Andrzej Blikle, Piotr Voelkel (Grupa Kapitałowa VOX), prof. Jerzy Hausner, Grzegorz Putka (Piekarnie Cukiernie Putka), dr Henryka Bochniarz (Konfederacja Lewiatan), Przemysław Mitraszewski (LPP), Stanisław Han (Hasco-Lek), Adam Rozwadowski (Enel-Med), Jerzy Pietrucha (Grupa Pietrucha), Krzysztof Domarecki (Selena FM), Piotr Czachorowski (Krynica Vitamin), Jacek Ptaszek (JMP Flowers) i wielu innych.

Atutem formuły online jest elastyczności i dostępność wydarzenia – oprócz transmisji na żywo, będzie możliwość obejrzenia nagrania po konferencji. Dbając o bezpieczeństwo i komfort uczestników, całość podzielono na krótkie części – każdy z 5 dni konferencji potrwa nie dłużej niż 4 godziny. Dla uczestników przygotowano 10 debat i wystąpień motywacyjnych, 9 warsztatów praktycznych i prelekcji, a także networking online w pokojach tematycznych i branżowych. Wszystko to w ramach jednego biletu. Rejestracja na wydarzenie trwa: www.u-rodziny.pl

  1. edycję U-RODZIN planowano zorganizować w formule hybrydowej, łącząc konferencję online z mniejszymi regionalnymi spotkaniami stacjonarnymi w 5 miastach. Niestety z uwagi na sytuację epidemiczną i obostrzenia – nie jest to możliwe. Za rok już na pewno spotkamy się na żywo!

Łączymy, by budować! Łączymy, by przetrwać!

###

Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych (IFR) powstało w 2008 roku w Warszawie z inicjatywy osób, reprezentujących środowiska biznesu, akademickie oraz eksperckie. IFR jest największą i najstarszą organizacją reprezentującą środowisko firm rodzinnych, zrzeszającą około 500 przedsiębiorców z całej Polski, którzy reprezentują blisko 600 firm zatrudniających prawie 27 500 pracowników z obrotem ponad 7,5 mld. Misją Stowarzyszenia jest wspieranie wolności gospodarczej, państwa prawa i społeczeństwa obywatelskiego, którego filarem jest środowisko firm rodzinnych. Jednym z głównych celów jest integracja i wymiana doświadczeń środowiska, w tym promowanie filozofii oraz utrzymania dziedzictwa przedsiębiorczości w rękach kolejnych pokoleń. W Polsce około 36% wszystkich firm (828 tys. firm) zadeklarowało siebie jako firmy rodzinne, co stanowi 18% PKB (322 mld zł). Potencjalnie firmami rodzinnymi jest aż 92% (2,116 mln firm) co stanowi 67% PKB (1,2 bln zł). Więcej na: www.firmyrodzinne.pl

Tani pieniądz rządzi

Po silnych wzrostach wywołanych informacjami o wysokiej skuteczności szczepionek od Pfizera i Moderny indeksy giełdowe znów znalazły się w rejonach historycznych maksimów. Czy szczepionki to najważniejszy powód zachowań inwestorów?

Jeszcze przed kilkoma tygodniami nie brakowało obaw o to, jak wybory prezydenckie w USA wpłyną na giełdy. Oceniano za bardziej sprzyjający dla rynków finansowych ponowny wybór D.Trumpa. Zwłaszcza Wall Street chciało widzieć Trumpa w Białym Domu. Znamy wynik wyborów, a reakcja inwestorów okazała się optymistyczna.

Wyniki wyborów nie zaszkodziły giełdowym indeksom. Szybko notowania S&P 500 znalazły się na nowych, historycznych szczytach.

– Największy wpływ na zachowania inwestorów ma polityka banków centralnych, która wymusza na inwestorach podejmowanie ryzyka – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – To zwłaszcza polityka Fed sprawia, że inwestorzy są w kleszczach, bo z jednej strony mamy niepokojące wiadomości o pandemii, gdy z drugiej mamy zerowe stopy procentowe. I to jest powód tego, że po kolejnych spadkach indeksy giełdowe bardzo szybko wracają do wysokich poziomów.

Od wiosny 2020 r. ta sytuacja się nie zmienia. Efekt kleszczy oddziałuje bardziej niż spory o konsekwencje wyborów prezydenckich w USA. To może się zmienić, jeżeli okaże się, że Demokratom wystarcz sił, aby bardziej obciążyć podatkami największe korporacje.

– Ważna okaże się sprawa wytoczona przez Departament Sprawiedliwości spółce Google, której zarzucono stosowanie praktyk monopolistycznych – komentuje ekspert XTB. – Prawdopodobnie szybko dowiemy się czy Biały Dom będzie w stanie coś zrobić.

Co także istotne w tym sporze, przejmowanie rzeczywistej władzy przez nowego prezydenta trwa w USA zwykle około trzech miesięcy. Zanim Joe Biden zostanie formalnie prezydentem Demokraci i Republikanie będą negocjować wielkość nowego pakietu pomocy finansowej dla gospodarki. Taki pakiet wejdzie w życie najwcześniej w lutym 2021 r. I będzie to związane dalszym rozluźnianiem polityki pieniężnej. Dodrukowywanie pieniędzy nasili efekt kleszczy.

Ten kryzys właśnie dlatego tak bardzo różni się od poprzednich. Inna jest sytuacja związana na przykład z oprocentowaniem obligacji skarbowych. I nie tylko w USA.

– Warto przypomnieć, że w szczytowym momencie poprzedniego kryzysu rentowność polskich obligacji 10-letnich wzrosła w okolice 8 proc., gdy dziś jest to niewiele powyżej 1 proc. – dodaje P.Kwiecień. – To najlepiej pokazuje w jakiej sytuacji są dziś inwestorzy, którzy chcą chronić swoje oszczędności.

Śnieżka podsumowuje sezon 2020. Sprzedaż i zyski w górę

Ten rok sprzyjał remontom oraz odświeżaniu mieszkań, domów i ogrodów. W rezultacie trzy pierwsze kwartały br. zaowocowały dla Grupy Kapitałowej Śnieżka wzrostem przychodów ze sprzedaży o 18,5%, a zysku netto o 25%. W samym trzecim kwartale br. Grupa osiągnęła wyniki porównywalne do ubiegłorocznych.

Sprzedaż produktów Grupy cechuje się znaczną sezonowością – farby oraz produkty do ochrony i dekoracji drewna sprzedaje się intensywnie w okresie od wczesnej wiosny do późnego lata. W tym roku pierwsze trzy kwartały przyniosły wzrost skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży do 682,2 mln zł – to o ponad sto milionów więcej niż w ciągu pierwszych trzech kwartałów ub.r.

Wpływ na tak dużą dynamikę przychodów Grupy miał wzrost popytu na produkty Śnieżki w drugim kwartale 2020 roku, powiązany z wiosenną falą pandemii COVID-19 i jej następstwami – m.in. przejściem wielu firm na pracę zdalną i w efekcie ograniczeniem mobilności części społeczeństwa. Do wzrostu wydatnie przyczyniło się również dołączenie do Grupy węgierskiego producenta Poli-Farbe i ujęcie w sprawozdaniu finansowym jego wyników za cały okres pierwszych trzech kwartałów br.

W samym trzecim kwartale br. sytuacja związana z pandemią nie miała już istotnego wpływu na wyniki sprzedaży spółek z Grupy Kapitałowej Śnieżka. W okresie od lipca do września produkty Śnieżki znikały z półek równie często jak w tym samym okresie poprzedniego roku.

Szturm na sklepy i markety budowlane, który obserwowaliśmy w maju i czerwcu, nie przyniósł spadku popytu w kolejnych miesiącach tegorocznego sezonu. Było wręcz przeciwnie i dlatego jesteśmy bardzo zadowoleni również ze sprzedaży w trzecim kwartale – komentuje wyniki Piotr Mikrut, prezes zarządu FFiL Śnieżka SA.

Wzrost przychodów na dwóch największych rynkach

Przychody ze sprzedaży w Polsce – rynku numer jeden dla Grupy – w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy br. wyniosły 438 mln zł, rosnąc o 11,2% w odniesieniu rok do roku. Jednocześnie udział sprzedaży na rodzimym rynku w stosunku do łącznych przychodów Grupy utrzymał się na zbliżonym poziomie jak rok wcześniej, tj. 64,2%.

Klienci nadal chętnie wybierali produkty premium i ze średniej półki cenowej. Podobny trend obserwowany był na rynkach numer dwa i trzy dla Grupy, czyli na Węgrzech oraz na Ukrainie.

Patrząc na cały tegoroczny sezon wiemy, że klienci decydowali się na zakup przede wszystkim tych produktów, które znają i do których mają zaufanie. Można to tłumaczyć tym, że wielu z nich przez wzgląd na bezpieczeństwo ogranicza czas spędzany w sklepach. Dodatkowo polscy klienci chętnie sięgali po rodzime marki, takie jak Śnieżka, Magnat, Vidaron. Dzięki temu Śnieżka zwiększyła udziały w rynku i niezmiennie pozostaje liderem rynku farb i wyrobów dekoracyjnych w Polsce – dodaje Piotr Mikrut.

Na Węgrzech przychody ze sprzedaży wzrosły do 134,6 mln zł, co oznacza poprawę o 88% względem wyników za odpowiedni okres 2019 roku. Rynek węgierski jest drugim najistotniejszym rynkiem dla Grupy. Jego udział w strukturze sprzedaży na koniec września wyniósł 19,7%. Na trzecim w kolejności rynku, Ukrainie, wypracowano przychody wysokości 62,3 mln zł, czyli o 0,8% większe niż w poprzednim roku. Jedynie na czwartym dla Grupy rynku, czyli Białorusi, przychody zmniejszyły się o 12,6%.

Dzięki wyższej sprzedaży w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy br. Grupa Kapitałowa Śnieżka zanotowała poprawę zysków: zysk na działalności operacyjnej (EBIT) w wysokości 107,1 mln zł (wzrost o 23,1% rok do roku), wynik EBITDA w wysokości 132,2 mln zł (wzrost o 25% rok do roku) oraz skonsolidowany zysk netto w wysokości 88 mln zł (wzrost o 25% rok do roku). Zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 80,4 mln zł (wzrost o 19,6% rok do roku).

Dalszy ciąg inwestycji i nacisk na bezpieczeństwo

Śnieżka kontynuowała cykl inwestycyjny – w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2020 roku spożytkowała na ten cel 86 mln zł (niemal o 60% więcej niż w analogicznym okresie w poprzednim roku) z zaplanowanych na cały rok 95 mln zł. Największą część tej kwoty stanowiły wydatki związane z budową Centrum Logistycznego w Zawadzie k. Dębicy, które pozwoli znacznie zwiększyć efektywność procesów logistycznych. Pomimo sytuacji epidemicznej obecnie prace trwają nieprzerwanie i spółka ocenia, że termin ukończenia tej inwestycji zostanie utrzymany, tj. będzie to początku 2022 roku.

W kolejnych kwartałach Śnieżka planuje dalsze prace związane ze zmianą modelu operacyjnego i koncepcji zarządzania wszystkimi spółkami należącymi do grupy kapitałowej, zlokalizowanymi w Polsce i za granicą. Obecnie tworzone i wyodrębniane są centra kompetencji, które będą odpowiadały za poszczególne obszary działalności biznesowej. Od 1 stycznia 2021 roku planowane jest wydzielenie działalności marketingowej i sprzedażowej. Skutkiem wprowadzanych zmian ma być optymalizacja procesów zarządzania i wykorzystanie efektu skali, co jest szczególnie istotne ze względu na intensywny w ostatnich latach rozwój Grupy.

W nadchodzącym okresie Śnieżka planuje ponadto kontynuację realizowanych inwestycji oraz integracji węgierskiej spółki Poli-Farbe.

Domy będą sprzedawać się częściej?

Pandemia koronawirusa zwiększyła zainteresowanie domami (również używanymi). Kilka czynników będzie sprzyjało sprzedaży domów z rynku wtórnego.

Używane domy to stosunkowo duży i niedoceniany segment rynku nieruchomości. W kontekście domów, najczęściej pisze się bowiem o wznoszeniu nowych budynków jednorodzinnych. Bardzo dużo uwagi krajowe media poświęcają również obrotowi nowymi oraz używanymi lokalami mieszkalnymi. Tymczasem statystyki GUS-u oraz Ministerstwa Sprawiedliwości sugerują, że rocznie sprzedaje się około 30 000 – 40 000 używanych domów. To wynik cztery razy mniejszy od tego, który dotyczy lokali, ale na pewno wciąż godny uwagi. Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie zainteresowanie używanymi domami nadal będzie rosło. Podajemy kilka argumentów, które przemawiają za takim scenariuszem.

Nasz artykuł w bardzo dużym skrócie:

  • Wzrost kosztów budowy nowych domów może zachęcać do poszukiwania starszych budynków.
  • Pomoc państwa w termomodernizacji to kolejny czynnik przemawiający za popytem na starsze domy.
  • Na rynku z przyczyn demograficznych przybywa starszych budynków jednorodzinnych w dobrych i średnich lokalizacjach.
  • Poniżej dowiesz się więcej o tym, dlaczego używane domy prawdopodobnie będą sprzedawać się częściej.

Budowa nowego domu przez trzy lata podrożała o 25%

Trudno ukryć, że w ostatnim czasie przybyło argumentów za poszukiwaniem tańszych rozwiązań mieszkaniowych, a używane domy z pewnością do takich należą. Chodzi nie tylko o pogorszenie koniunktury gospodarczej i bardziej ostrożną politykę kredytową banków. Spore znaczenie ma także fakt, że koszty budowy nowego domu rosną bardzo szybko. Zgodnie z danymi firmy Sekocenbud, w 2018 r. oraz 2019 r. budowa nowego domu podrożała średnio o około jedną piątą. Natomiast w bieżącym roku tempo zmian cenowych wyraźnie spadło. Mimo tego, można spodziewać się, że trzyletni wzrost kosztów budowy typowego domu (od początku 2018 r. do końca 2020 r.) wyniesie około 25% w ujęciu nominalnym. „Warto pamiętać, że podany wynik nie uwzględnia rosnących kosztów zakupu działek” – zaznacza Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Rok 2021 też nie przyniesie dobrych wiadomości dla osób planujących budowę domu. Mianowicie już w styczniu ponownie wzrosną wymogi dotyczące energochłonności nowych budynków jednorodzinnych. Będzie to skutkowało kolejnym, kilkuprocentowym wzrostem kosztów budowy. Wszystkie opisywane powyżej czynniki będą wpływać również na ceny, jakie osiągają używane domy. „Nie wydaje się jednak, że przełożenie tych czynników na koszty zakupu używanych domów może być tak samo duże” – komentuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Państwo pomaga w modernizacji używanego domu …

Przeglądając używane domy na sprzedaż łatwo zauważymy, że ich oferta jest niezwykle zróżnicowana. Oprócz maksymalnie kilkuletnich budynków, możemy znaleźć również o wiele starsze domy, które pochodzą jeszcze z czasów PRL-u. Takie domy w nieco dłuższej perspektywie również mogą cieszyć się rosnącym zainteresowaniem, ale pod warunkiem dobrej lokalizacji. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że od pewnego czasu państwo pomaga w termomodernizacji starszych budynków jednorodzinnych. Chodzi zarówno o program Czyste Powietrze, jak i ulgę termomodernizacyjną. Co ważne, ulga termomodernizacyjna może łączyć się z korzyściami dotyczącymi programu Czyste Powietrze. „W ramach wspomnianej ulgi, od dochodu podatkowego odliczymy nawet 53 000 zł wydane na termomodernizację domu” – dodaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Dzięki oszczędnościom wynikającym z państwowej pomocy, można po zakupie przeznaczyć więcej pieniędzy np. na poprawę estetyki starszego domu. Obecnie dostępne są projekty i materiały, dzięki którym nawet typowy dom w kształcie kostki sprzed 40 lat – 50 lat zupełnie zmieni swoje oblicze i będzie przypominał o wiele nowsze budynki. Opłacalność takiej kompleksowej modernizacji zależy m.in. od materiałów zastosowanych w czasie budowy konkretnego domu. „Problematyczne są na przykład te używane domy z lat 70. oraz 80., które posiadają mury wykonane z pustaka żużlowego o kiepskiej jakości. Warto także pamiętać o problemach dotyczących np. dachu pokrytego eternitem” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Przybywa starszych budynków w dobrych lokalizacjach

Bardzo duże zróżnicowanie oferty starszych domów dotyczy również lokalizacji. Zakupu i kompleksowego remontu oczywiście najszybciej doczekają się te używane domy, które można znaleźć w atrakcyjnych lokalizacjach. Chodzi przede wszystkim o miasta wojewódzkie oraz ich przygraniczne powiaty. Oferta starszych domów z takich lokalizacji staje się szersza z powodów demograficznych. Po prostu coraz częściej umierają właściciele domów wybudowanych np. 40 lat – 50 lat temu, a ich spadkobiercy nie zawsze chcą wykorzystywać budynek na swoje potrzeby. Podobna sytuacja dotyczy również mniejszych miejscowości oraz wsi. „W tym przypadku, problemem często pozostaje jednak odległość od większych ośrodków miejskich” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Na popularność używanych domów w dobrych oraz średnich lokalizacjach prawdopodobnie będzie miało wpływ również upowszechnienie pracy zdalnej. Wiele osób pracujących w ten sposób może dojść do wniosku, że zakup niedrogiego, używanego domu w odległości np. 40 kilometrów od dużego miasta (zamiast ciasnego mieszkania) wcale nie jest złą perspektywą. Trudno jednak spodziewać się, że potencjalni nabywcy domów będą zainteresowani wyprowadzką do najmniej atrakcyjnych osadniczo powiatów położonych np. blisko wschodniej granicy kraju. „W przypadku takich lokalizacji, używane domy nadal będą trudno zbywalne” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

CBD to nie narkotyk: przełomowy wyrok UE w sprawie kannabinoidów

19 listopada 2020 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał przełomowy wyrok w sprawie CBD. Chodziło o sprzedaż i dystrybucję papierosa elektronicznego zawierającego olej z konopi, jednak orzeczenie wstępne może mieć dużo większe znaczenie praktyczne. Orzeczenie komentuje dr Joanna Uchańska, partner w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Jak czytamy – TSUE stwierdził, że „państwo członkowskie nie może zakazać sprzedaży kannabidiolu (CBD) wyprodukowanego zgodnie z prawem w innym państwie członkowskim, jeżeli jest on wyciągiem z całej rośliny cannabis sativa, a nie tylko z jej nasion i włókien. Zakaz ten może jednak być uzasadniony celem ochrony zdrowia publicznego, lecz nie może wykraczać poza to, co jest konieczne dla jego osiągnięcia”.
TSUE oparł swoją wypowiedź na zasadzie unijnego swobodnego przepływu towarów. Co szalenie istotne Trybunał wyraźnie rozdzielił pojęcie „środka odurzającego” i CBD, odnosząc się także do dwóch konwencji Narodów Zjednoczonych i podkreślając rolę oceny danych naukowych. Wskazał, że „zgodnie z aktualnym stanem wiedzy naukowej, którą koniecznie należy uwzględnić, w odróżnieniu od tetrahydrokannabinolu (powszechnie nazywanego „THC”), inny kannabinoid z konopi, CBD rozpatrywany w postępowaniu przed sądem krajowym, nie wydaje się mieć skutków psychotropowych ani skutków szkodliwych dla zdrowia ludzkiego – komentuje dr Joanna Uchańska, partner w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

TSUE stwierdził przede wszystkim, że artykuły 34 i 36 TFUE sprzeciwia się uregulowaniu zakazującemu sprzedaży kannabidolu (CBD) produkowanego zgodnie z prawem w innym państwie członkowskim, jeżeli został on wyekstrahowany z całej rośliny cannabis sativa, a nie tylko z jej włókien i nasion, chyba że uregulowanie to jest właściwe dla zapewnienia realizacji celu ochrony zdrowia publicznego i nie wykracza poza to, co jest konieczne dla jego osiągnięcia”. Dodatkowo podkreślił, że Rozporządzenie 1307/2013 dotyczące płatności bezpośrednich dla rolników na podstawie systemów wsparcia w ramach wspólnej polityki rolnej nie mają one zastosowania do takiego uregulowania.

Nie sposób nie zgodzić się z twierdzeniem Sądu, że „sąd krajowy powinien ocenić dostępne dane naukowe w celu upewnienia się, że podnoszone rzeczywiste ryzyko dla zdrowia publicznego nie okazuje się opierać na czysto hipotetycznych założeniach”. TSUE podkreślił, że zakaz to najbardziej restrykcyjna przeszkoda na rynku unijnym dla wymiany dotyczącej produktu wyprodukowanego i sprzedawanego zgodnie z prawem w innych państwach członkowskich. Z tej przyczyny należy go stosować bardzo ostrożnie i jedynie wówczas, gdy ryzyko związane z Produktem okazuje się dostatecznie wykazane. Przez to z wyroku można odczytać, że jest to pewne ultima ratio, a więc zakazy nakłada się jedynie w okolicznościach wyjątkowych, np. może być uzasadniony celem ochrony zdrowia publicznego, lecz nie może wykraczać poza to, co jest konieczne dla jego osiągnięcia – konkluduje dr Uchańska.

Polska firma zwycięzcą w rankingu „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe”

W 21. edycji rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej aż 30 proc. miejsc zajmują spółki z Polski. Wiodą one też prym w pierwszej dziesiątce, gdzie przypadła im aż połowa miejsc. Na czele całego rankingu „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” znalazła się polska firma Packhelp. Na przestrzeni ostatnich czterech lat dynamika wzrostu przychodów wszystkich firm technologicznych z rankingu wyniosła aż 1 460 proc.

W głównej kategorii „Fast 50” uplasowało się 15 firm z Polski. Z kolei 9 znalazło swoje miejsce w kategorii „Wschodzące gwiazdy”. Najwięcej firm w głównej kategorii pochodzi z Czech (21). Polskie i czeskie spółki zajmują łącznie ponad 70 proc. miejsc w rankingu. Trzecie miejsce przypadło Chorwacji, którą reprezentuje pięć firm. W rankingu „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” znalazły się także spółki z Bułgarii (3), Słowacji (2) oraz po jednej z Litwy, Kosowa, Łotwy i Estonii. – Tegoroczny ranking ma charakter wyjątkowy. Pandemia pokazała, że firmy technologiczne nie tylko stymulują wzrost biznesów, ale też pozwalają nam funkcjonować w czasie izolacji. Ogromne zainteresowanie edycją, którą właśnie zamykamy, pokazuje jak wiele innowacyjnych firm rozwijało swój potencjał przez ostatnie lata, żeby w tym wyjątkowym roku służyć nam wsparciem. Do rankingu pięćdziesięciu najszybciej rozwijających się firm w Europie Środkowej zgłosiło się ponad 300 spółek. Aż 42 firmy spośród 50, które znalazły się w zestawieniu, to debiutanci – mówi Agnieszka Zielińska, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Lider Programu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe.

Czołówka „Technology Fast 50”

Po kilku latach przerwy miejsce lidera w zestawieniu ponownie przypadło polskiej firmie. Tegorocznym zwycięzcą „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” jest Packhelp – twórca platformy pozwalającej projektować i zamawiać spersonalizowane opakowania online. Spółka osiągnęła wzrost przychodów w ciągu ostatnich czterech lat na poziomie 9 077 proc.

W pierwszej dziesiątce znalazły się jeszcze cztery polskie firmy: EGZOTech (5. miejsce), Solution4Labs (7. miejsce), Zdrowegeny.pl (8 .miejsce) oraz Tylko (9. miejsce).

Dominacja producentów oprogramowania

W 2019 roku w porównaniu do 2016 roku średni wzrost przychodów firm, które znalazły się w rankingu wyniósł 1 460 proc. Rok wcześniej było to 1 129 proc. (rok 2018 w porównaniu do 2015). – Wzrost ten pokazuje, w jak dobrej kondycji znajduje się sektor firm technologicznych w naszym regionie. Od kilku lat średni wzrost przychodów spółek w rankingu przekracza tysiąc procent. Należy się spodziewać, że rewolucja technologiczna, która dokonuje się na skutek pandemii, tylko wzmocni ten trend i w przyszłorocznym rankingu wynik ten będzie jeszcze lepszy – mówi Agnieszka Zielińska.

Podobnie jak w poprzednich latach ranking „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” zdominowały firmy zajmujące się tworzeniem oprogramowania. W zestawieniu jest ich aż 30. 11 firm reprezentuje sektor „media i rozrywka”, a cztery to producenci sprzętu komputerowego. Trzy spółki to fintechy, a dwie zaliczają się do sektora medycznego i biotechnologicznego.

W tym roku firmy technologiczne mogły zgłaszać swój akces do nowej nagrody „Impact Stars”. Kategoria została wprowadzona z myślą o firmach, które z powodzeniem łączą rozwój innowacyjnych produktów czy usług technologicznych z pozytywnym oddziaływaniem na co najmniej jeden z obszarów: społeczeństwo, biznes, innowacje, środowisko i różnorodność. Każdy kraj mógł w tej kategorii nagrodzić trzy firmy. W Polsce wyróżnienie otrzymały spółki: Divante i Netguru (za wspólną inicjatywę Tech to the rescue), EGZOTech oraz Laparo.

Szczegółowe wyniki rankingu

Ranking „DeloitteTechnology Fast 50 Central Europe” to zestawienie najszybciej rozwijających się firm technologicznych w regionie Europy Środkowej. Oprócz firm wyróżnionych w głównej kategorii Fast 50, Deloitte Central Europe nagrodził też młodsze firmy w kategorii „Wschodzące Gwiazdy”. Firmy samodzielnie zgłaszają chęć udziału w rankingu, a Deloitte weryfikuje podane przez nie dane finansowe.

Każda spółka ubiegająca się o udział w programie musi spełniać następujące kryteria:

  • posiadać siedzibę w jednym z krajów Europy Środkowej (Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Macedonia, Mołdawia, Czarnogóra, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia);
  • być firmą technologiczną, której działalność zawiera się w jednej z kategorii: komunikacja, ochrona środowiska, fintech, sprzęt komputerowy, ochrona zdrowia i nauki medyczne, media i rozrywka, produkcja oprogramowania;
  • być właścicielem praw własności intelektualnej lub zastrzeżonej technologii sprzedawanych klientom w produktach, generujących większość przychodów operacyjnych spółki;
  • posiadać strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych.

Kategoria główna „Technology Fast 50”

Kryteria szczegółowe dla firm w kategorii głównej:

  • działalność na rynku co najmniej od czterech lat, czyli co najmniej od 31 grudnia 2015 r.,
  • osiąganie przychodów operacyjnych nie mniejszych niż 50 tys. euro w roku 2016, 2017, 2018 oraz przychodów w 2019 roku na poziomie nie mniejszym niż 100 tys. euro.
lp. Nazwa firmy Kraj Sektor Wzrost (proc.)
1 Packhelp S.A. Polska Oprogramowanie 9077
2 DoDo Group SE Czechy Oprogramowanie 8427
3 UlovDomov.cz s.r.o. Czechy Oprogramowanie 5535
4 Favi online s.r.o. Czechy Media i rozrywka 3389
5 EGZOTech Sp. z o.o. Polska Ochrona zdrowia i nauki medyczne 2932
6 Electrocoin d.o.o. Chorwacja Fintech 2617
7 Solution4Labs Sp. z o.o. Polska Oprogramowanie 2367
8 Zdrowegeny.pl Sp. z o.o. Polska Ochrona zdrowia i nauki medyczne 1951
9 Tylko Polska Oprogramowanie 1788
10 Kontentino s.r.o, Słowacja Oprogramowanie 1536

Kategoria „Wschodzące Gwiazdy”

Kryteria szczegółowe dla firm w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy”

  • historia działalności nie jest krótsza niż trzy lata,
  • w rozpatrywanych okresach rocznych (2017-2019) osiąganie przychodów operacyjnych nie mniejszych niż 30 tys. euro.
lp. Nazwa firmy Kraj Sektor wzrost (proc.)
1
FTMO (FF Trader s.r.o.)
Czechy Fintech 2356
2 GreyCortex s.r.o. Czechy Oprogramowanie 2030
3 Speck d.o.o. Chorwacja Oprogramowanie 1076
4 Datasentics, a.s. Czechy Oprogramowanie 1022
5 HARDWARIO s.r.o. Czechy Sprzęt komputerowy 795
6 TheNetw.org s.r.o. Czechy Oprogramowanie 765
7 STEPWISE Sp. z o.o. Polska Oprogramowanie 659
8 TriLAB Group s.r.o. Czechy Sprzęt komputerowy 486
9 Skriware Polska Sprzęt komputerowy 468
10 Zaslat s.r.o. Czechy Oprogramowanie 450
11
EnduroSat AD
Bułgaria Sprzęt komputerowy 405
12 Brand Active Sp. z o.o. Polska Media i rozrywka 387
13 Expandeco s.r.o. Słowacja Oprogramowanie 382
14 Whalebone, s.r.o. Czechy Oprogramowanie 379
15 LAPARO Sp. z o.o. Polska Ochrona zdrowia i nauki medyczne 372
16 Frakton Kosowo Oprogramowanie 366
17 Publishers Revenue Optimization Sp. z o.o. Polska Media i rozrywka 339
18 Appsilon Sp. z o.o. Polska Oprogramowanie 277
19 NOTOLYTIX LTD. Bułgaria Oprogramowanie 267
20 Knihobot.cz Czechy Media i rozrywka 244
21 Brainhub Sp. z o. o. Polska Oprogramowanie 142
22 GotSolution d.o.o. (JSGuru brand) Bośnia i Hercegowina Oprogramowanie 131
23 RTCLAB Sp. z.o.o. Polska Oprogramowanie 123
24 Callstack.io Sp. z o.o. Polska Oprogramowanie 116
25 SentiSquare s.r.o. Czechy Oprogramowanie 99

Więcej informacji oraz historyczne rankingi dostępne na stronie: www.deloitte.com/cefast50

Turcja broni liry i podwyższa stopy procentowe

Lira ma za sobą bardzo dobry listopad, problem w tym, że to jeden z niewielu dobrych miesięcy w tym roku. To pozwala spojrzeć na ten wynik zupełnie inaczej. Musiałoby się jeszcze wiele wydarzyć, by turecka waluta wróciła do poziomów sprzed pandemii.

Rynek budowlany w USA

Wczorajsze dane z rynku nieruchomości w USA nie wskazują na problemy gospodarcze. Ruszyło 1,53 mln budów domów, to na ogół dobry wynik w normalnych warunkach, a teraz był jeszcze wyraźnie wyższy od oczekiwań. Dane te są o tyle ważne z symbolicznego punktu widzenia, że poprzedni kryzys gospodarczy USA wziął się właśnie z załamania na rynku nieruchomości. Z tego powodu przykładana jest wyższa (niż można by uznać za właściwą) waga do tych danych.

Płace w Polsce

Zatrudnienie w Polsce spada w tym roku, ale płace rosną. W ciągu roku zatrudnienie spadło o 1%, co patrząc na inne gospodarki i na to, ile w poprzednich latach osób pracowało w Polsce, jest wciąż bardzo solidnym wynikiem. Warto jednak zwrócić uwagę, że pomimo kryzysu w górę idą cały czas wynagrodzenia. Średnia pensja zbliża się bardzo mocno do 5500 zł brutto, obecnie wynosi 5489 zł. Jest to wzrost w ujęciu rocznym o 4,7%. Wiadomo, przed pandemią wzrosty wynosiły około 7%, ale to dalej zdecydowanie szybciej niż inflacja.

Turcja zmienia stopy procentowe

Dzisiaj zgodnie z oczekiwaniami Turcja dokonała podwyżek stóp procentowych. Ruch jest znaczny, ale jak słusznie zauważają analitycy proporcjonalny do problemów, jakie ma tamtejsza waluta. Główna stopa procentowa wzrosła o imponujące 4,75% (z 10,25% do 15%). Pamiętając niechęć prezydenta Erdogana do podwyżek stóp procentowych, najprawdopodobniej opcja bardziej stopniowych zmian nie wchodziła w rachubę. Od początku listopada lira turecka umacnia się jednak gwałtownie względem euro. Z drugiej strony sam fakt umocnienia o 10% i kolejny 1% po decyzji, nie robi takiego wrażenia, jak ponad 50% strat wartości w ciągu roku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Firmy nie potrzebują influencerów. Pracownik to najlepsza wizytówka pracodawcy

Opinie pracowników w mediach społecznościowych o swojej firmie to jedno z najbardziej wiarygodnych źródeł informacji o pracodawcy. Posty pracowników dotyczące organizacji to także magnes dla partnerów biznesowych i kandydatów do pracy – szacuje się, że osiem na dziesięć osób ufa rekomendacjom szeregowych pracowników, a nie ich szefom. To powód, by starania o wizerunek zacząć od środka firmy.

Tak twierdzi zespół naukowców i praktyków w obszarze marketingu i HR – prof. Grzegorz Mazurek i dr hab. Paweł Korzyński z Akademii Leona Koźmińskiego, oraz prof. Michael Haenlein z ESCP Business School. W artykule na łamach „European Management Journal” badacze, na podstawie wyników własnych badań pt. „Budowanie marki poprzez aktywność pracowników w mediach społecznościowych”, analizują rolę pracowników we wspieraniu działań firm w social mediach.

– Wielu szefów zastanawia się, jak można doprowadzić do sytuacji, gdy pracownicy będą sami z siebie dobrze mówić o firmie poza pracą. Tymczasem popularne również w Polsce zjawisko „employee advocacy”, czyli rzecznictwo pracowników, polegające na uczynieniu ich ambasadorami firmy, wchodzi na nowy poziom i obejmuje również obszar mediów społecznościowych – mówi prof. Paweł Korzyński, kierownik projektu badawczego.

Postawione hipotezy badacze zweryfikowali na grupie prawie 100 pracowników naukowych z 19 krajów, którzy w ciągu ostatnich lat publikowali artykuły w 50 renomowanych czasopismach według rankingu Financial Times. – Uważamy, że te osoby pełnią funkcje reprezentantów uczelni w jej relacjach interesariuszami. Dzięki temu mają największy wpływ na sposób, w jaki otoczenie postrzega instytucje, w których pracują. Badania potwierdzają, że pracownicy naukowi chętnie angażują się w komunikację o marce pracodawcy w mediach społecznościowych, gdzie często są osobami „pierwszego kontaktu”, np. dla studentów – tłumaczy Korzyński.

Dobrowolna promocja to wiarygodna promocja

Autorzy badania piszą, że wraz z rozwojem rzecznictwa pracowników rośnie świadomość, iż mogą oni przynieść firmie więcej korzyści niż chociażby kampanie wizerunkowe. – Dobrowolna promocja organizacji przez ludzi, którzy w niej pracują, jest przede wszystkim wiarygodna. Badania pokazują, że szeregowi pracownicy cieszą się 8 razy większym zaufaniem niż dyrektorzy, również wewnątrz samej firmy – przekonuje Korzyński.

Firmy mają sposoby, by przekonywać personel do publikowania pozytywnych treści na temat działalności marki. To często specjalne programy, które zapewniają system nagród dla najbardziej zaangażowanych pracowników. – Jednak wyniki naszego projektu wyraźnie wskazują, że aby ludzie robili to dobrowolnie i czerpali satysfakcję, trzeba m.in. włączać ich w procesy decyzyjne, budować relację opartą na zaufaniu, a także zapewniać poczucie sprawczości i realnego wpływu na przyszłość organizacji – podkreśla profesor.

Inicjatywa w rękach pracowników

Jednocześnie eksperci przestrzegają menadżerów, że ich intensywne działania mogą przynieść więcej szkody niż pożytku dla umocnienia wizerunku firmy. Badania wskazują, że za dużo firmowych treści może zaszkodzić kreowaniu zaangażowania personelu. – Jeżeli w wyniku takiej komunikacji czujemy się wręcz „zobligowani” do zamieszczania postów na swoich profilach, to postrzegamy naciski jako zbędną kontrolę, której nie chcemy doświadczać. Idealna sytuacja jest taka, gdy pracodawca pozostawia pracownikom swobodę, tak aby sami wychodzili z inicjatywą, a ich działania były autentyczne. Jednocześnie szef może podtrzymywać ten entuzjazm oraz pokazywać, że docenia zespół za wysiłek wkładany w budowanie marki. Tutaj chodzi o dobrą zabawę – wyjaśnia badacz.

Być albo nie być… ambasadorem marki?

Badacze stwierdzają, że pracownicy stanowią ważne ogniwo w procesie umacniania marki korporacyjnej w mediach społecznościowych. Efekty uzyskane dzięki dobrze przemyślanym programom employee advocacy potwierdzają tezę, że największym kapitałem firmy są pracownicy.

– Zamiast tworzyć kosztowne reklamy lub angażować do promocji liderów opinii, wystarczy rozejrzeć się dookoła i zadać sobie pytanie, którzy członkowie zespołu mogliby zostać ambasadorami marki.

Z naszych analiz wynika, że najlepiej w tej roli sprawdzi się osoba z rozbudowaną i różnorodną siecią kontaktów w mediach społecznościowych, dzięki czemu istnieje większe prawdopodobieństwo interakcji z potencjalnymi interesariuszami firmy. Po drugie, musi być ona na bieżąco z aktualnymi wydarzeniami i interesować się działalnością firmy jako całości, np. poprzez obserwowanie profili społecznościowych, uczestniczenie w dyskusjach pod postami i wchodzenie w interakcję z tymi treściami za pomocą różnych przycisków reakcji – wymienia profesor.

Według naukowców, z jednej strony wyniki projektu mogą być wskazówką dla kierowników działów marketingu i HR, którzy chcą skuteczniej wykorzystywać potencjał mediów społecznościowych.

– Jednak z drugiej strony ta wiedza może się przydać również małym firmom, które ze względu na brak wielkich budżetów na działania promocyjne powinny myśleć o budowaniu siły swojej marki w sieci poprzez rzecznictwo pracowników w social mediach – twierdzi Korzyński.

Przykłady skutecznych działań employee advocacy na międzynarodowym rynku

  • Dell

    Firma Dell w 2015 roku uruchomiła program ambasadorów wśród pracowników. Wystarczyły dwa lata, by udostępnili oni w sieci 150 000 tys. różnych treści na temat pracodawcy. Osoby zatrudnione w firmie dotarły tym samym do 1,2 mln osób, a to przełożyło się na 45 000 odwiedzin witryny producenta komputerów.

    Sukces programu był tak znaczący, że nowe rekrutacje pękały w szwach. Do polowy 2015 roku program ambasadorów zgromadził 10 tys. chętnych. Firma daje także możliwość publikowania w sieci z firmowego konta. Wtedy to pracownicy decydują, co może być interesujące dla klientów.

  • Adobe

    Firma Adobe zaproponowała swoim pracownikom zaprojektowanie koszulek, które ilustrują jak się pracuje w tej organizacji. Zaangażowanie pracowników sprawiło, że koszulki wyprzedały się na pniu w ciągu kilku dni. W ramach akcji #AdobeLife, w sieci działa też hashtag, pod którym pracownicy udostępniają swoje treści o firmie.

 

  • OsloMet

    Na OsloMet, trzecim co do wielkości uniwersytecie w Norwegii to studenci i pracownicy uczelni są jej influencerami. Facebookowy profil uczelni, który obserwuje 30 tys osób miał znacznie mniejsze zasięgi niż 15 indywidualnych postów ambasadorów.
  • Vodafone

    Wśród dużych firm, które wdrożyły programy „employee advocacy”, Vodafone wyróżnia się proaktywnym tworzeniem treści korporacyjnych, które można udostępniać. Go Social, program Vodafone UK, proponuje swoim pracownikom szeroki zakres treści na blogu grupy. Można je udostępniać w mediach społecznościowych, a pracownicy mogą przesyłać własne treści do ogólnodostępnej platformy Go Social. Trafiają one na oficjalny profil firmy po zatwierdzeniu przez administratorów.
  • Reebok

    Reebok stosuje podobne dwukierunkowe podejście – firma produkująca odzież sportową tworzy artykuły i posty na blogach, które udostępnia pracownikom w celu zamieszczania na swoich profilach społecznościowych. Treści tworzone przez pracowników trafiają na firmowe kanały społecznościowe.

Polski Holding Ochrony: wstrzymać podwyżkę stawki minimalnej

O wstrzymanie wprowadzenia nowej wysokości minimalnej stawki godzinowej i płacy miesięcznej na 2021 rok – zwraca się do premiera Mateusza Morawieckiego w imieniu firm branży security Polski Holding Ochrony. Powód: brak lub znaczne ograniczenie wpływów u takich przedsiębiorstw, przez co pozbawione są one dziś możliwości regulowania zobowiązań w takim kształcie jak przed pandemią. Z uwagi na lockdown dla wielu zleceniodawców z gastronomii, biur czy handlu, usługi ochrony w dotychczasowym rozmiarze stały się po prostu zbędne – uważa Polski Holding Ochrony i ostrzega, że wprowadzenie wyższej stawki minimalnej bez uwzględnienia obecnych okoliczności, a więc niejako „w ciemno”, skutkować może też koniecznością zwolnień pracowników i zwiększeniem bezrobocia.

Wywołany pandemią kryzys pozbawił wiele zajmujących się ochroną osób i mienia przedsiębiorstw wpływów. Klienci z każdej niemal branży albo wycofali się w ogóle ze współpracy z firmami sektora ochrony albo znacznie ją ograniczyli. Np. w handlu czy gastronomii ochrona w dotychczasowym rozmiarze jest po prostu zbędna, a sami zleceniodawcy też każdego dnia dostają mocno po kieszeni, poszukując wszędzie oszczędności.

– W obliczu ostatnich ograniczeń i zamykania kolejnych branż, a jak też słyszymy – możliwości całkowitego lockdown na terenie kraju, apelujemy o wstrzymanie wykonania ostatniego rozporządzenia dotyczącego minimalnej stawki godzinowej i płacy miesięcznej na 2021 rok – mówi Sławomir Wagner – przewodniczący Rady Nadzorczej Polskiego Holdingu Ochrony.

Rząd co roku waloryzuje płacę minimalną, a co za tym idzie, minimalną stawkę godzinową, po uzgodnieniach w ramach Rady Dialogu Społecznego. W tym roku, na skutek nie dojścia do porozumienia pomiędzy członkami RDS i rządem, rządowa propozycja dotycząca wysokości minimalnego dopuszczalnego wynagrodzenia na 2021 rok stała się obowiązującą. Publikacja stosownego rozporządzenia Rady Ministrów miała miejsce 16 września.

Od 1 stycznia 2021 r płaca minimalna wzrośnie do 2800 zł, a minimalna stawka godzinowa – do 18,30 zł. W wywołanym przez pandemię kryzysie, a w szczególności podczas faktycznego lockdownu, gdy wiele korzystających z usług ochrony branż de facto nie funkcjonuje, podwyżka ta, jak twierdzi Sławomir Wagner, znowu przyprawi o zawrót głowy właścicieli i zarządzających firm sektora security. Jak wskazuje, branża ochrony jest całkowicie uzależniona od sytuacji ekonomicznej swoich kontrahentów, a w obecnym stanie rzeczy ograniczenie lub całkowite wstrzymanie ich działalności przekłada się wprost na realizację przez nie kontraktów. Wiele z nich jest dziś przez zleceniodawców rozwiązywanych lub ograniczanych do niezbędnego minimum.

– Tak jak dla nas, tak i dla naszych kontrahentów, każda zmiana kosztów zatrudnienia, przy braku możliwości pełnego prowadzenia działalności i efektywnego wykorzystania posiadanych środków oraz potencjału naszych pracowników, powoduje po prostu brak wpływów, a przez to – zwolnienia i nakłada dodatkowe koszty na tzw. odprawy. Staliśmy się zatem elementem „efektu domina”, który po upadku jednej jego kostki, kładzie kolejne. I nic tu nie pomogą kolejne tarcze – zwraca uwagę Sławomir Wagner. W takiej sytuacji firmy z branży security czeka, jego zdaniem, jak najszybsze wystąpienie do klientów, by w drodze negocjacji przekonać ich do podwyższenia obecnych stawek kontraktowych, co i tak dzieje się już od paru lat, a konkretnie od 2016 roku.

– Wprowadzenie po raz pierwszy minimalnej stawki godzinowej doprowadziło, z powodu braku akceptacji ze strony klientów podwyższenia ceny usług, do rozwiązania od 10 do 15 procent trwających umów. Zawsze równoznaczne jest to ze zwolnieniami pracowników, którzy je bezpośrednio wykonywali, a dziś zagrożenie to, i to w większej niż przy poprzednich podwyżkach skali, jest znacznie poważniejsze. Byłby to dramat dla nich samych, ich rodzin oraz firm, w których są zatrudnieni, bowiem to oni właśnie stanowią największą wartość na rynku tych usług – konstatuje Sławomir Wagner, przyznając jednocześnie, że część kontraktów była „ratowana” przez zmianę formy ochrony: z bezpośredniej fizycznej na zabezpieczenia techniczne, a konkretnie na systemy alarmowe i telewizję dozorową. Dodatkowym kłopotem jest brak równowagi między zleceniodawcami i zleceniobiorcami usług. W sektorze ochrony jest to najbardziej widoczne przy kontraktach, gdzie zleceniodawcą jest podmiot publiczny.

– Wszystkie zmiany wprowadzane przez rząd w systemie wynagradzania pracowników i systemie ubezpieczeń społecznych są obligatoryjne dla przedsiębiorców i skutkują ich bezwzględnym wprowadzeniem w swoich firmach – zauważa Sławomir Wagner. Jak wskazuje, ustawa Prawo zamówień publicznych, po kolejnych jej nowelizacjach, wprowadziła natomiast fakultatywny zapis mówiący o możliwości przystąpienia do negocjacji kontraktów przez zleceniodawców z sektora publicznego w przypadku zmiany minimalnego wynagrodzenia, w tym stawki godzinowej, zmiany systemu ubezpieczeń społecznych i podatku VAT.

– Powstała zatem kuriozalna sytuacja, w której wykonawcy i zamawiający usługi ochrony stoją na dwóch różnych biegunach. Kontrahenci firm ochrony mogą jedynie przystąpić do negocjacji kontraktu w wyniku wprowadzanych zmian, ale wcale nie muszą zgodzić się na nowe proponowane stawki. Niejednokrotnie padały z ich ust do realizujących usługi ochrony firm stwierdzenia, że „nie jest to ich problem, a wasz”. Natomiast my, pod rygorem sankcji karnych przewidzianych we wprowadzanych aktach prawnych, jesteśmy przymuszeni do zastosowania zmieniających się co rocznie stawek minimalnego wynagrodzenia i minimalnej stawki godzinowej – tak brak symetrii miedzy zleceniodawcami a zleceniobiorcami usług ochrony opisuje Sławomir Wagner z Polskiego Holdingu Ochrony. Dotyczy to też kontraktów w sektorze prywatnym, gdzie klienci wcale nie są skorzy do corocznych renegocjacji umów. Już w ubiegłych latach można było zauważyć coraz większą ich chęć do ograniczania składów osobowych na danej zmianie, a zamiast tego – większy udział rozwiązań technologicznych np. monitoringu wizyjnego.

– Można się spodziewać, że i tym razem sytuacja się powtórzy, być może w formie nawet katastrofalnej, gdyż nakłada się dziś na to pandemia COVID 19. Klienci nie będą bowiem skorzy już w ogóle do jakichkolwiek podwyżek stawek kontraktowych, tym bardziej, że sami potracili kontrakty, ograniczyli produkcję lub świadczone usługi z powodu pandemii – zauważa Sławomir Wagner, który ma jednak nadzieję, że mimo sytuacji, w jakiej wszyscy się znaleźliśmy, skala zwolnień w firmach ochrony ograniczy się do maksymalnie 5%. – Tam, gdzie jeszcze to możliwe, firmy ochrony, aby nie tracić klienta, będą proponować najnowsze rozwiązania technologiczne z zakresu zabezpieczeń, a segment ten w branży ochrony rozwija się obecnie w tempie ok. 15-20% rocznie, na co nie wątpliwie wpływ ma coroczna zmiana stawki godzinowej, a obecnie również pandemia COVID 19 – prognozuje Sławomir Wagner.

Jego zdaniem sytuacja na polskim rynku jest równie nieciekawa jak wiosną.
– Podczas pierwszego lockdownu obroty w branży spadły r/r o kilkanaście procent, teraz można mówić o nawet 30-procentowym spadku. W pewnym stopniu zajmujące się ochroną firmy ratuje przechodzenie na rozwiązania technologiczne, ponieważ można z nich wypracować większy zysk. Najwięcej tracą więc te, które świadczą wyłącznie tradycyjną – bezpośrednią ochronę fizyczną. Pandemia przyspieszyła proces cyfryzacji, ale on postępuje w naszej branży już od kilku lat, odkąd oskładkowano umowy zlecenia oraz wprowadzono minimalną stawkę godzinową, przez co nawet kilkukrotnie wzrosły koszty zatrudnienia – tak sytuację na polskim rynku ochrony opisuje Sławomir Wagner, który oprócz kierowania Radą Nadzorczą Polskiego Holdingu Ochrony, jest honorowym prezesem Polskiej Izby Ochrony – jako jej współzałożyciel i były, długoletni, prezes.

Uważa więc, że wprowadzenie rewaloryzowanej stawki należy odłożyć na lepszy czas.
– Proponujemy, aby to rozporządzenie zaczęło obowiązywać z chwilą zdecydowanego wyhamowania pandemii w Polsce i powrotu wszystkich branż gospodarki do pełnej możliwości wykorzystania swojego potencjału produkcyjnego i usługowego – uważa Sławomir Wagner.

Rynek usług ochrony w Polsce do 2016 szacowany był na ok. 350 tys. pracowników. Po kolejnych zawirowaniach związanych z ozusowaniem umów cywilno-prawnych i wprowadzeniu, corocznie waloryzowanej, minimalnej stawki godzinowej liczy obecnie ponad 200 tys. pracowników. Uważa się go w dalszym ciągu za jeden z najliczniejszych segmentów usługowych. Dziś miesięczna płaca minimalna wynosi 2600 złotych, zaś minimalna stawka godzinowa – 17 złotych.

ATAL: wyniki finansowe za 3 kw. 2020 r.

ATAL – ogólnopolski deweloper – od stycznia do września bieżącego roku, po wydaniu 1 783 lokali, wygenerował skonsolidowane przychody na poziomie 671,1 mln zł, co oznacza wzrost 160% rok do roku. W tym samym okresie sprawozdawczym spółka wypracowała 82,4 mln zł zysku netto przypadającego akcjonariuszom jednostki dominującej

Marża brutto ze sprzedaży od stycznia do września 2020 r. wyniosła 19,7%, natomiast marża netto w tym okresie to 12,3%. W samym III kwartale b.r. marża ze sprzedaży wzrosła do 22,5%, a marża netto do 14,5%.

Bardzo satysfakcjonujący – zważywszy na sytuację, jaką mamy obecnie – wynik sprzedaży oraz wysoka liczba przekazań sprawiają, że spółka notuje wysokie przychody. Ponadto osiągnięta kontraktacja mieszkań pozwala nam zabezpieczyć odpowiedni poziom przekazań w nadchodzących okresach sprawozdawczych. Skupiamy się aktualnie na utrzymywaniu ciągłości realizacji wszystkich projektów deweloperskich, co pozwoli nam na niezakłócone działanie także w przyszłych okresach mówi Zbigniew Juroszek, prezes ATAL.

Spółka od stycznia do września 2020 roku przekazała 1 783 lokale, czyli o blisko 63% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

ATAL od stycznia do września 2020 roku zawarł  2083 umowy deweloperskie i przedwstępne.  W samym tylko III kwartale Spółka zawarła 801 umów deweloperskich i przedwstępnych. To o 16% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Co istotne, odnotowana w III kw. kontraktacja wzrosła aż o 49% w porównaniu z II kw. roku. Spółka zakłada, że w całym 2020 roku liczba podpisanych umów deweloperskich wyniesie ok. 2,8 tys.

Od początku 2020 roku ATAL wprowadził do sprzedaży w sumie 10 projektów – Nowe Miasto Jagodno III i ATAL City Square we Wrocławiu, kolejna faza ATAL Aleja Pokoju oraz Apartamentów Przybyszewskiego 64 w Krakowie, ATAL Bosmańska, Przystań Letnica II i Śląska 12 w Trójmieście, Apartamenty Drewnowska 43 IV i Nowe Miasto Polesie II w Łodzi oraz drugi etap gliwickiej inwestycji Apartamenty Karolinki. Na koniec września br. oferta dewelopera to 4 447 lokali.

ATAL rozszerza portfolio produktowe. Spółka rozwija kompetencje na rynku komercyjnym, wprowadzając do oferty kolejne biurowce. Pierwszy nowy obiekt – o powierzchni ok. 13,5 tys.  PUM – powstaje w południowej części Wrocławia, przy ul. Krakowskiej 35. Aleja Pokoju 81 to kolejny kompleks biurowy, który powstaje na krakowskich Czyżynach i zaoferuje 8,4 tys. mkw.  nowoczesnej powierzchni biurowo-usługowej. Oba biurowce zdobyły certyfikat BREEAM Very Good dla Design Stage.

Warunki uznania wierzytelności za nieściągalne w zakresie podatków dochodowych i podatku VAT

Przedsiębiorcy, którzy nie otrzymali zapłaty za zrealizowaną transakcję, mogą zaliczyć ją do kosztów podatkowych oraz skorygować VAT należny. Konieczne jest tylko spełnienie określonych warunków, innych w przypadku ustaw o podatku dochodowym i ustawy o podatku od towarów i usług.

Ustawa o podatku dochodowym PIT/CIT

W celu zarachowania wierzytelności nieściągalnych do kosztów uzyskania przychodów powinny być spełnione dwa warunki. Pierwszy z nich to wcześniejsze zarachowanie należności podatnika z tytułu dokonanej transakcji jako przychód należny. Ponadto nieściągalność wierzytelności musi zostać udokumentowana w określony w ustawie sposób.

Przychód należny

Warunek przychodu należnego wynika z zasady rozpoznawania przychodów na potrzeby podatkowe, zgodnie z którą do przychodów podatkowych zalicza się przychody należne, a nie faktycznie otrzymane. Innymi słowy, przychód z działalności gospodarczej podatnika podlega opodatkowaniu nawet w sytuacji, gdy nie otrzymał on zapłaty od kontrahenta. Ustawodawca przewidział, że część kontrahentów nie będzie regulowała swoich zobowiązań, dlatego dał możliwość skorygowania przychodu należnego poprzez zaliczenie wierzytelności nieściągalnych do kosztów podatkowych. Opcja ta dotyczy wyłącznie przychodów należnych. W przypadku więc przychodów powstających na zasadzie kasowej (np. związane ze spłatą odsetek od pożyczek), czyli w dacie wpływu należności, powyższa ulga nie ma zastosowania.

Kategoria przychodów należnych obejmuje przychody netto tj. bez podatku VAT, ponieważ należny podatek VAT nie stanowi przychodu podatkowego. Ta prosta reguła komplikuje się w sytuacji, gdy kontrahent częściowo uiści należność. W takiej sytuacji trzeba ustalić, jaka część kwoty netto i jaka część podatku VAT została zapłacona.

Nieściągalność wierzytelności

Drugi warunek skorzystania z ulgi i zaliczenia nieściągalnych wierzytelności w koszty polega na weryfikacji faktu nieściągalności. Ustawodawca przewidział określony katalog sytuacji skutkujący wystąpieniem nieściągalności wierzytelności oraz dokumentów je potwierdzających. Oznacza to, że nie każdy brak możliwości dochodzenia należności może zostać uznany za nieściągalną wierzytelność.

Pierwszym dokumentem jest uznane przez wierzyciela postanowienie o nieściągalności wydane przez właściwy organ postępowania egzekucyjnego. W praktyce chodzi o postanowienie organu egzekucyjnego o umorzeniu egzekucji z uwagi na jej bezskuteczność. Przyczyny wydania takiego postanowienia mogą być różne, a w sentencji nie znajdziemy słów „postanowienie o nieściągalności”. Treść takiego postanowienia powinna być zatem jasna, żeby nie budzić żadnych wątpliwości.

Kolejnym dokumentem potwierdzającym nieściągalność wierzytelności jest postanowienie sądu o oddaleniu wniosku o ogłoszenie upadłości, jeżeli majątek dłużnika nie wystarcza na pokrycie kosztów postępowania (art. 13 § 1 prawa upadłościowego i naprawczego), postanowienie o umorzeniu postępowania z przyczyn jak wyżej (art. 361 pkt 1 prawa upadłościowego i naprawczego) lub postanowienie o zakończeniu postępowania upadłościowego (art. 362 prawa upadłościowego i naprawczego).

Podatnik ma także możliwość sporządzenia protokołu we własnym zakresie, wskazującego, że koszty procesowe, a następnie egzekucyjne związane z dochodzeniem wierzytelności byłyby równe bądź jej równe. Jest to najmniej sformalizowany dokument potwierdzający nieściągalność wierzytelności. Niemniej, biorąc pod uwagę charakter tego dokumentu, może on być przedmiotem sporu pomiędzy podatnikiem a fiskusem. W szczególności taki protokół powinien wskazywać okoliczności potwierdzające brak możliwości egzekucji wyższych kwot oraz kalkulację kosztów zestawioną z realnymi możliwościami egzekucyjnymi.

Ustawa o podatku od towarów i usług

Ustawa o VAT jest mniej sformalizowana w zakresie możliwości korekty podatku należnego w sytuacji wierzytelności nieściągalnych niż ustawy o podatkach dochodowych. W szczególności ustawa o VAT przyjęła koncepcję uprawdopodobnienia nieściągalności, co oznacza brak uregulowania wierzytelności przez kontrahenta w okresie 90 dni od daty upływu terminu płatności określonego na fakturze lub w umowie. Kolejne warunki to konieczność dokonania dostawy lub świadczenia usługi na rzecz podatnika czynnego VAT oraz konieczność posiadania tego statusu na dzień dokonania korekty rozliczenia. Ponadto w tych dwóch datach dłużnik nie może być w trakcie postępowania restrukturyzacyjnego, postępowania upadłościowego lub likwidacji. Powyższej korekty można dokonać w okresie maksymalnie 2 lat od daty wystawienia faktury VAT dokumentującej dokonaną transakcję. Korekta następuje w rozliczeniu za okres, w którym uznano wierzytelność za uprawdopodobnioną, czyli po upływie 90 dni od daty upływu terminu płatności. W sytuacji, gdy po dokonaniu korekty wierzytelność zostanie uregulowana lub zbyta w jakiejkolwiek formie, konieczne jest odpowiednie skorygowanie podatku należnego w okresie otrzymania płatności. O dokonanej korekcie należy poinformować właściwego naczelnika urzędu skarbowego, wypełniając odpowiednią pozycję pliku JPK VAT.

Wyrok TSUE

Sprawą ulgi na złe długi w przepisach VAT zajął się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który w orzeczeniu z 15 października 2020 r. (sprawa C-335/19; E. sp. z o.o. sp.k. przeciwko Ministrowi Finansów) stwierdził, że polskie przepisy uzależniające obniżenie podstawy opodatkowania od faktu posiadania przez dłużnika statusu podatnika VAT czynnego oraz braku toczącego się postępowania upadłościowego lub likwidacji w stosunku do niego, w dniu dokonania dostawy / świadczenia usługi oraz w dniu poprzedzającym dzień złożenia korekty deklaracji są sprzeczne z unijną Dyrektywą VAT.

Wyrok TSUE rozszerza możliwości podatników na skorygowanie VAT należnego w sytuacji problemów z dłużnikiem (stan upadłości / likwidacja) i nieuregulowania płatności w terminie. Co więcej, wyrok ten może także otworzyć drogę do skorzystania z ulgi na złe długi w VAT także w stosunku do podmiotów niebędących podatnikami (np. osób fizycznych). Do końca roku możliwe jest składanie wniosków o stwierdzenie nadpłaty wstecz do grudnia 2014 r.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

82 proc. budynków biurowych z niskim współczynnikiem pustostanów

Analitycy REDD, niezależnej platformy dostarczającej dane o rynku biurowym w Polsce, przeprowadzili analizę pustostanów w obiektach biurowych. Większość, spośród 2 tys. budynków w całej Polsce, ma poniżej 25 proc. wolnej powierzchni.

– Analizując największą bazę danych o rynku, codziennie zbieramy interesujące statystyki. Tym razem postanowiliśmy bliżej przyjrzeć się pustostanom w biurowcach – mówi Judyta Bartnicka, analityczka REDD.

Jak pokazały dane REDD, współczynnik pustostanów (Vacancy Rate) poniżej 25 proc. zanotowano w ponad 80 proc. oddanych do użytku nieruchomości. Z kolei wysokie współczynniki pustostanów (powyżej 50 proc.) dotyczą 7,8 proc. spośród ponad 2 tys. budynków biurowych.REDD1 REDD2 (2)

Największe powierzchnie dostępne w klasie A

– Ciekawych obserwacji dostarcza analiza średnich dostępnych powierzchni w budynkach, według współczynnika pustostanów. Jak się okazuje, w każdym przedziale vacancy rate (VR), średnia dostępnej powierzchni jest znacznie wyższa w obiektach A-klasowych, czyli tych najnowocześniejszych i najnowszych – tłumaczy Judyta Bartnicka, analityczka REDD.

Dla porównania: w obiektach o wysokim VR w przedziale 80-90 proc. średnia powierzchnia wolnych biur to 10,984 m2 dla obiektów klasy A oraz 2,187 m2 dla obiektów klasy B.REDD3

Zmiana zasad legalizacji pobytu i pracy dla osób wykonujących zawody medyczne

Kolejne zmiany w legalizacji pobytu cudzoziemców jako reakcja Polski na sytuację na Białorusi oraz braki kadrowe w branży medycznej.

Dopiero co w Dzienniku Ustaw została opublikowana ustawa wprowadzająca szereg zmian do przepisów regulujących uzyskiwanie wiz oraz zatrudnianie cudzoziemców, zaś w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów pojawiła się zapowiedź kolejnej nowelizacji Ustawy o cudzoziemcach. Jak się jednak okazuje to nie wszystkie rządowe propozycje wprowadzone w reakcji na międzynarodową sytuację polityczną oraz epidemiologiczną. W poniedziałek 16.11.2020 r. na stronie Rządowego Centrum Legislacji zamieszczony został projekt Rozporządzenia Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii zmieniającego rozporządzenie w sprawie przypadków, w których powierzenie wykonywania pracy cudzoziemcowi na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest dopuszczalne bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. Według prawników z JP Business Law Firm proponowane zmiany są krokiem w dobrą stronę i mogą ograniczyć niepotrzebną biurokrację, szczególnie w przypadków zatrudniania cudzoziemców wykonujących zawody medyczne.

„Projekt ma być procedowany w trybie pilnym. Jego podstawowe założenia polegają na umożliwieniu podejmowania pracy przez cudzoziemców bez konieczności uzyskiwania zezwoleń na pracę w sytuacjach, kiedy będą oni przebywali w Polsce na podstawie wizy wydanej w celu humanitarnym lub wizy wydanej z adnotacją „w związku z udziałem w rządowym programie Poland. Business Harbour” (jest to program skierowany do obywateli Białorusi ułatwiający specjalistom z branży IT, start-upom, MŚP, jak i dużym firmom, relokację na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej)”wyjaśnia Karol Wysocki, Kierownik Działu #GlobalMobilityDesk w JP Business Law Firm w Warszawie.

Projekt ten ma na celu wprowadzenie ułatwień dotyczących podejmowania pracy przez obywateli Białorusi w związku z pogarszającą się sytuacją społeczno-polityczną w tym państwie oraz przez cudzoziemców posiadających prawo wykonywania zawodów medycznych, a także cudzoziemców zatrudnionych w prywatnej służbie domowej członków misji dyplomatycznych i urzędów konsularnych. W tekście projektu postuluje się zwolnienie z wymogu posiadania zezwolenia na pracę cudzoziemców mających uprawnienia do wykonywania zawodów medycznych takich jak lekarz, lekarz dentysta, pielęgniarka, położna oraz ratownik medyczny. Tym samym cudzoziemcy (oczywiście ci posiadający odpowiednie kwalifikacje zawodowe) zamiast oczekiwać na otrzymanie zezwoleń na pracę będą mogli niezwłocznie zając się leczeniem. „Niewątpliwie należy pozytywnie należy odczytywać ułatwienia wprowadzone dla obywateli Białorusi. Mogą one pomóc w wejściu na polski rynek pracy specjalistów, którzy będą mieć udział w zwiększaniu konkurencyjności polskiej gospodarki”uważa Valeria Jeleńska, Prezesa Zarządu JP Busines Law Firm,

Rewolucja bez rewolucji? Rząd planuje zmiany w ryczałcie

Rząd planuje daleko idące zmiany w ryczałcie ewidencjonowanym od przychodów. Od 2021 roku miałyby obowiązywać ośmiokrotnie wyższe limity przychodów dla tego podatku, stawka ryczałtu dla wolnych zawodów ma zostać obniżona z 20% do 17%, a ich katalog będzie poszerzony m.in. o psychologa, fizjoterapeutę, zawody prawnicze, architekta czy inżyniera budownictwa. Jednak zdaniem ekspertów z firmy inFakt nowe przepisy nie będą miały istotnego wpływu na decyzje podatników.

Choć ryczałt w nowej odsłonie będzie dostępny dla większości usług i zawodów, już teraz można założyć, że przedsiębiorcy pozostaną przy konkurencyjnych formach opodatkowania, takich jak podatek liniowy czy zasady ogólne. Wynika to z możliwości rozliczania przy podatku liniowym czy skali podatkowej kosztów uzyskania przychodów, które powodują, że dochód do opodatkowania obniża się, podczas gdy przy opodatkowaniu ryczałtem jest wartością stałą – tłumaczy Marta Serafin, doradca podatkowy w firmie inFakt.

Nowe limity

Projektowane przepisy przewidują ośmiokrotne podwyższenie limitów dla ryczałtu ewidencjonowanego – z 250 000 euro na 2 000 000 euro. Z tej formy opodatkowania skorzystają od 2021 roku przedsiębiorcy osiągający przychody z działalności prowadzonej samodzielnie lub w formie spółki w wysokości nie przekraczające 9 030 600 zł. Wzrośnie także limit dla opłacających zaliczki co kwartał z 25 000 euro do 200 000 euro. Podatnik, który zdecyduje się na opłacanie zaliczek w tej formie, nie może osiągnąć przychodu za 2019 powyżej kwoty 903 060 zł.

Nowe stawki oraz nowe definicje

Od 2021 r. stawka ryczałtu w zakresie wolnych zawodów zostanie obniżona z 20% do 17%. Pojawi się także nowa stawka 15% obejmująca usługi, które obecnie opodatkowane są stawką 17% m.in. usługi programistyczne. Zlikwidowany zostanie załącznik nr 2 zawierający wykaz usług, których świadczenie wyłącza z opodatkowania ryczałtem ewidencjonowanym. Większość usług z tego załącznika opodatkowana zostanie stawką 15%, m.in. usługi rachunkowo-księgowe, doradztwa podatkowego, reklamowe, architektoniczne, inżynierskie czy head office.

Nowelizacja zakłada także rozszerzenie definicji wolnego zawodu opodatkowanego wg stawki 17% m.in. o: psychologa, fizjoterapeutę, adwokata, notariusza, radcę prawnego, architekta, inżyniera budownictwa, rzeczoznawcę budowlanego, biegłego rewidenta, księgowego, agenta ubezpieczeniowego, doradcę podatkowego, doradcę restrukturyzacyjnego.

Od 2021 r. za wolny zawód uznane zostanie wykonywanie usług na rzecz osób prawnych oraz jednostek organizacyjnych nieposiadających osobowości prawnej albo na rzecz osób fizycznych dla potrzeb prowadzonej przez nie pozarolniczej działalności gospodarczej. – Obecnie jest to przesłanka wykluczająca korzystanie z ryczałtu ewidencjonowanego, co oznacza, że lekarz czy korepetytor mogą świadczyć usługi jedynie na rzecz osób fizycznych – wyjaśnia ekspert inFakt.

Kto wybierze ryczałt?

Pomimo tak daleko idących zmian ryczałt nie będzie dla wielu przedsiębiorców atrakcyjną formą opodatkowania. Powodem jest m.in. jego wysoka stawka, np. 17% czy 15% w porównaniu do stawki podatku liniowego wynoszącego 19% czy stawki pierwszego progu skali podatkowej 17%.

Informatyk, księgowy czy lekarz wybiorą stawkę o kilka punktów procentowych wyższą, jednak taką, która pozwoli im na rozliczenie kosztów podatkowych z działalności. Dla przykładu lekarz świadczący w ramach działalności gospodarczej usługi na rzecz przychodni, osiągający przychody ok. 7 100 zł miesięcznie (pierwszy próg podatkowy), zapłaci ryczałt ok. 12 800 zł rocznie – mówi Marta Serafin. – Wystarczy, że wydatki związane z prowadzoną działalnością wyniosą ok. 600 zł miesięcznie, a opłacalne będzie przejście na zasady ogólne. Programista, którego przychód wyniesie 10 000 zł, zapłaciłby ryczałt w wysokości 18 000 zł podatku. Koszt miesięczny ok. 2 200 zł, np. rata leasingowa, spowoduje, że powinien wybrać podatek liniowy. Analizując odpowiednią dla siebie formę, przedsiębiorca powinien wziąć także pod uwagę możliwość wspólnego rozliczenia z małżonkiem oraz jako samotny rodzic – które dostępne są jedynie w przypadku skali podatkowej. Informatyk, który zdecyduje się na ryczałt, nie skorzysta natomiast z ulgi IPBox.

Rewolucja w najmie

Najbardziej oczekiwaną zmianą ma być możliwość opodatkowania ryczałtem przychodów z najmu w ramach działalności gospodarczej. – Obecnie ta forma obejmuje tylko podatników, którzy wynajmują swoje nieruchomości prywatnie. Od przyszłego roku ryczałt wybiorą także przedsiębiorcy osiągający przychody z najmu, podnajmu, dzierżawy, poddzierżawy oraz innych umów o podobnym charakterze składników związanych z działalnością gospodarczą – tłumaczy ekspert inFakt.

Stawka 8,5% oraz 12,5% od nadwyżki ponad 100 tys. zł obejmie także świadczenie usług:

  • związanych z zakwaterowaniem (PKWiU dział 55);
  • świadczenia usług wynajmu i obsługi nieruchomości własnych lub dzierżawionych (PKWiU 68.20.1);
  • wynajmu i dzierżawy m.in. samochodów osobowych, furgonetek bez kierowcy (PKWiU 77.11.10.0), środków transportu wodnego bez załogi (PKWiU 77.34.10.0), własności intelektualnej i podobnych produktów z wyłączeniem prac chronionych prawem autorskim (PKWiU 77.40).

Oznacza to, że jeśli projekt wejdzie w życie, odejdą spory z fiskusem o granice między zarządzaniem majątkiem prywatnym a prowadzeniem działalności. Nie będzie miała też znaczenia liczba wynajmowanych nieruchomości.

Spółki komandytowe podatnikami CIT – możliwe konsekwencje podatkowe

Od połowy września tego roku trwają pracę nad projektem nowelizacji ustaw podatkowych, które mają wprowadzić opodatkowanie spółek komandytowych. Obecnie projekt nowelizacji jest już uchwalony przez Sejm i został przekazany do Senatu. W niniejszym artykule zostaną przybliżone podstawowe zasady wprowadzane na podstawie nowych przepisów, jak również związane z tym kwestie, które powinny być potencjalnie brane pod uwagę nie tylko z punktu widzenia wypłaty zysków na rzecz wspólników, ale również z punktu widzenia działalności operacyjnej tego typu podmiotów.

Zasady opodatkowania w spółce komandytowej. Co się zmieni?

Co do zasady zmiany przewidziane przez nowe przepisy nie wydają się skomplikowane. Spółki komandytowe (oraz niektóre spółki jawne) będą podlegały opodatkowaniu CIT tak jak spółki kapitałowe. Opodatkowaniu będą podlegali także wspólnicy tych spółek. W tym przypadku podstawą opodatkowania będzie kwota otrzymana przez danego wspólnika tytułem udziału w zysku w spółce komandytowej. W odniesieniu do wspólników proponowane przepisy nowelizacji przewidują jednak specyficzne zasady opodatkowania. Komplementariusz spółki komandytowej będzie miał prawo do odliczenia od podatku, kwoty podatku uiszczonego wcześniej przez spółkę komandytową, której jest wspólnikiem, proporcjonalnie do posiadanego w spółce prawa do udziału w zysku. Natomiast komandytariusz spółki komandytowej (również inna spółka komandytowa), który spełnia określone warunki będzie uprawniony do zastosowania zwolnienia z opodatkowania w odniesieniu do przychodów uzyskanych z tytułu udziału w spółce komandytowe. Zwolnienie z opodatkowania będzie dotyczyło 50% przychodów uzyskanych przez komandytariusza z tytułu udziału w zyskach w spółce komandytowej mającej siedzibę lub zarząd na terytorium Polski. Zwolnienie znajdzie zastosowanie zarówno w odniesieniu do komandytariuszy podlegających opodatkowaniu CIT jak i komandytariuszy będących osobami fizycznymi. Zwolnienie przewidziane w odniesieniu do komandytariusza nie będzie miało jednak zastosowania w odniesieniu do przychodów uzyskanych przez komandytariusza, który jest jednocześnie (a) członkiem zarządu komplementariusza spółki komandytowej z udziału w której uzyskał przychód mogący podlegać przedmiotowemu zwolnieniu, (b) wspólnikiem posiadającym bezpośrednio lub pośrednio przynajmniej 5% w kapitale zakładowym komplementariusza lub (c) podmiotem powiązanym z takim członkiem zarządu lub komplementariuszem.

Konsekwencje objęcia spółek komandytowych reżimem ustawy o CIT

W praktyce objęcie spółek komandytowych reżimem ustawy o CIT będzie miało jednak konsekwencje nie tylko dla wspólników tych spółek, ale również z punktu widzenia prowadzonej przez te spółki działalności operacyjnej. Spółki komandytowe jako podatnicy CIT będą objęte specyficznymi regulacjami przewidzianymi przez ustawę o CIT, które do tej pory nie znajdywały zastosowania do tego typu spółek. W szczególności po wprowadzeniu nowych przepisów do spółek komandytowych znajdą zastosowanie ograniczenia związane z możliwością zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów kosztów finansowania dłużnego oraz wydatków na usługi niematerialne.

Dodatkowe obowiązki spółek komandytowych

Dodatkowe obowiązki spółek komandytowych będą wiązały się również z wypłatą zysków na rzecz wspólników mających siedzibę za granicą. W tym zakresie na spółce będzie ciążył obowiązek rozliczenia podatku u źródła w Polsce, a tym samym każdorazowej weryfikacji statusu podatkowego wspólnika. Do rozważanie jest również kwestia czy wypłata zysku może korzystać z obniżonej stawki podatkowej przewidzianej w odpowiednich umowach międzynarodowych o unikaniu podwójnego opodatkowania lub może korzystać z całkowitego zwolnienia z opodatkowania na podstawie tzw. Dyrektywy Parent-Subsidiary.

Oczywiście, istnieją też „pozytywne” aspekty związane z objęciem spółek komandytowych przepisami ustawy o CIT. Spółki komandytowe spełniające określone warunki będą mogły skorzystać z opodatkowania obniżoną stawką podatkową w wysokości 9%. Biorąc jednak pod uwagę, że gdyby nie wprowadzenie nowych przepisów spółki te w ogóle nie podlegałyby opodatkowaniu CIT, korzyść ta ma raczej charakter drugoplanowy.

Autor: Łukasz Koc, Radca Prawny Dział Prawa Podatkowego Kancelaria Sadkowski i Wspólnicy

Czwartek może przynieść osłabienie złotego

Ponure nastroje obejmują rynki finansowe, kiedy obawy związane z koronawirusem podsyca przywrócenie restrykcji w Nowym Jorku i nowy rekord zachorowań w Japonii. Atmosfera jest jednak daleka od szoku i paniki, a raczej inwestorzy uzmysławiają się, że droga do ożywienia wspartego szczepionką będzie wyboista.

Nie za dużo ciekawego da się powiedzieć o zmianach cen aktywów w obliczu nowych informacji. Decyzja o zamknięciu szkół publicznych w Nowym Jorku posłała w dół indeksy na Wall Street, a w nocy rynki w Azji musiały zmierzyć się z podwyższeniem alertu wirusowego w Tokio do najwyższego, czwartego poziomu po tym, jak dzienna liczba zachorowań przekroczyła 500. Na rynku walutowym skutkuje to umocnieniem USD do reszty walut G10, ale trudno to nazwać traktowaniem dolara jako bezpiecznej przystani. Na rynku obserwujemy wahania nastrojów od nadziei na powstanie szczepionki do obaw o bieżący wzrost zakażeń. jeśli w tym pierwszy rajd ryzykownych aktywów jest finansowany sprzedażą USD, to redukcja ryzyka musi kończyć się domykaniem krótkich pozycji w dolarze. Status bezpiecznej przystani nie ma tu znaczenia i trudno żeby miał, kiedy sytuacja epidemiologiczna w USA jest tak zła. Ponadto uporządkowany charakter dzisiejszej korekty sugeruje, że nie dokonuje się istotna ewaluacja szans dla hossy w średnim terminie. Ale krótkoterminowych ryzyk nie można całkowicie ignorować, a to utrudnia stabilne budowanie strategii na dłuższy okres. Szersza perspektywa powinna ostatecznie być ważniejsza i w tym kontekście jest bardziej realne, że inwestorzy będą w korektach polować na niższe ceny kupna ryzykownych aktywów.

Rynek złotego dziś rano podłapuje nocne pogorszenie nastrojów i EUR/PLN odbija od 4,46. Ogólnie jednak od zeszłego tygodnia kurs pozostaje zamknięty w tym samym korytarzu z górną granicą na 4,50-4,51. Dzisiejsze dane z rynku pracy najprawdopodobniej nie znajdą odbicia w notowaniach złotego. Potencjalne skutki restrykcji antycovidowych jeszcze nie ujawnią się w październikowych danych. Wczorajsze protesty pod Sejmem przypomniały o niepokojącej sytuacji społeczno-politycznej, jednakże w ostatnich tygodniach nie było widać, aby rynek dyskontował dodatkową premię za ryzyko z tego tytułu. Przy ponurych nastrojach na rynkach zewnętrznych czwartek może przynieść niewielkie osłabienie złotego w kierunku 4,49.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Gdy tarcza nie wystarcza. Upadłość czy restrukturyzacja w dobie Covid-19

Dostrzegając problemy finansowe przedsiębiorców będące skutkiem kryzysu wywołanego przez pandemię, ustawodawca wprowadził w ramach tak zwanej Tarczy 4.0. uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne, stanowiące jedną z alternatyw dla upadłości. Postępowanie to ma na celu wynegocjowanie z wierzycielami układu, dzięki któremu dłużnik będzie mógł przynajmniej częściowo spełnić ciążące na nim zobowiązania. Zawiłości prawne tłumaczy mec. Magdalena Jadczyczyn-Skitek z kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Przedsiębiorcy mający problemy finansowe w związku z epidemią, w pierwszej kolejności powinni zweryfikować, czy nie mogą skorzystać z programów publicznego wsparcia finansowego, które pomogłoby przetrwać firmie. Rozpoczęcie procedury upadłościowej lub restrukturyzacyjnej może uniemożliwić lub utrudnić jego uzyskanie.

Co to jest niewypłacalność

Przedsiębiorca jest niewypłacalny, jeżeli utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych. Domniemywa się, że dłużnik utracił zdolność do wykonywania swoich zobowiązań, jeżeli opóźnienie w ich wykonaniu przekracza trzy miesiące.

Dłużnik będący osobą prawną (np. spółka kapitałowa) albo jednostką organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej, której odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną (np. spółka osobowa), jest niewypłacalny także wtedy, gdy jego zobowiązania pieniężne przekraczają wartość jego majątku, a stan ten utrzymuje się przez okres przekraczający dwadzieścia cztery miesiące – komentuje mec. Magdalena Jadczyszyn-Skitek z kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Obowiązek zgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości  a wszczęcie postępowania restrukturyzacyjnego

Niewypłacalny dłużnik, który ma co najmniej dwóch wierzycieli, jest obowiązany, nie później niż w terminie trzydziestu dni od dnia, w którym wystąpiła podstawa do ogłoszenia upadłości, zgłosić w sądzie wniosek o ogłoszenie upadłości.

Jeśli tego nie zrobi, to naraża się na odpowiedzialność odszkodowawczą wobec wierzycieli, a w pewnych wypadkach (spółki kapitałowe) nawet na odpowiedzialność karną. Aby tego uniknąć należy m.in. udowodnić, że w terminie na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości dokonano otwarcia uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego, które następuje poprzez obwieszczenie w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, po zawarciu umowy z doradcą restrukturyzacyjnym, bez udziału sądu – dodaje mec. Jadczyszyn-Skitek.

Podmioty, które stały się niewypłacalne z powodu COVID-19, a stan niewypłacalności powstał w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii, zostały czasowo zwolnione z obowiązku złożenia wniosku upadłościowego (jednakże mają takie prawo). Tarcza antykryzysowa ustanawia domniemanie, zgodnie z którym w przypadku, gdy stan niewypłacalności powstał w czasie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 to przyjmuje się, że zaistniał on z powodu COVID-19.

Obowiązek złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości powstanie ponownie już po zakończeniu stanu wprowadzonego w związku z pandemią COVID-19.

Upadłość a uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne

Z postępowania upadłościowego jak i z uproszczonej restrukturyzacji mogą skorzystać m.in.:

  • osoby fizyczne, osoby prawne i jednostki organizacyjne niebędące osobami prawnymi, którym ustawa przyznaje zdolność prawną, prowadzące we własnym imieniu działalność gospodarczą lub zawodową,
  • spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i spółki akcyjne nieprowadzące działalności gospodarczej,
  • wspólnicy osobowych spółek handlowych ponoszący odpowiedzialność za zobowiązania spółki bez ograniczenia całym swoim majątkiem.

Skutki obu postępowań są różne. Upadłość zmierza do likwidacji przedsiębiorstwa i jego majątku. Upadły traci prawo zarządu mieniem wchodzącym do masy upadłości. Oprócz tego upadły jest zobowiązany wskazać i wydać syndykowi cały swój majątek, wydać wszystkie dokumenty dotyczące jego działalności, majątku oraz rozliczeń. W upadłości ulegają zawieszeniu postępowania egzekucyjne wszczęte przeciwko upadłemu przed ogłoszeniem jego upadłości. Postępowanie upadłościowe może trwać nawet od 2 do 3 lat – dodaje mec. Jadczyszyn-Skitek.

Uproszczona restrukturyzacja pozwala dłużnikowi na zaspokojenie swoich wierzycieli i dalsze funkcjonowanie na rynku, dzięki zawarciu układu z wierzycielami.

Mówiąc w uproszczeniu, dłużnik proponuje swoim wierzycielom zasady, na jakich zamierza zaspokoić ich wierzytelności (np. częściowe umorzenie zobowiązań, rozłożenie na raty, odroczenie terminu płatności czy konwersja wierzytelności na udziały lub akcje), a wierzyciele propozycje te w drodze głosowania akceptują, bądź nie.  Zgody nadzorcy układu, czyli doradcy restrukturyzacyjnego, będą wymagały jedynie działania dłużnika przekraczające zakres zwykłego zarządu (zwykłego zarządzania czy administrowania). Zgoda taka może zostać wydana także w terminie 30 dni od dnia dokonania czynności dodaje mec. Jadczyszyn-Skitek.

Zawieszeniu ulegają m.in. postępowania egzekucyjne. Obowiązuje zakaz wypowiadania umów najmu, dzierżawy, leasingu czy kredytu, bez zezwolenia nadzorcy układu. Dzięki temu przedsiębiorca może nadal prowadzić działalność. Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne trwa do 4 miesięcy.

Nie każde postępowanie restrukturyzacyjne kończy się sukcesem. W razie niezatwierdzenia układu przed upływem 4-miesięcznego terminu, w ciągu dwóch tygodni od odmowy albo w terminie siedmiu dni od umorzenia postępowania przez sąd, dłużnik może złożyć uproszczony wniosek o ogłoszenie upadłości lub wniosek o otwarcie postępowania sanacyjnego. Dzięki temu majątek dłużnika pozostaje pod ochroną i możliwe jest płynne przejście do dalej idącej restrukturyzacji albo do procedury upadłości.

Warto podkreślić, że w przypadku obu postępowań niewypłacalny przedsiębiorca, musi posiadać odpowiednie środki pieniężne na pokrycie kosztów postępowania, które są zróżnicowane w zależności od stanu faktycznego.  Przykładowo opłata sądowa przy upadłości wynosi 1000 zł, zaliczka na koszty postępowania 5.148,07 zł. Ponadto konieczne są środki, które – już po ogłoszeniu upadłości – będą potrzebne na zapłatę kosztów likwidacji majątku przedsiębiorstwa i podziału tych środków pomiędzy uprawnionych wierzycieli oraz wynagrodzenia syndyka – zaznacza mec. Jadczyszyn-Skitek.

Przy uproszczonej restrukturyzacji trzeba m.in. opłacić wynagrodzenie doradcy restrukturyzacyjnego oraz zaspokajać bieżące zobowiązania dłużnika.
W obu postępowaniach dochodzą jeszcze koszty ogłoszeń w Monitorze Sądowym i Gospodarczym.

Z uproszczonej restrukturyzacji można skorzystać w okresie do dnia 30 czerwca 2021 r. przy czym nie ma znaczenia, czy stan zagrożenia niewypłacalnością albo niewypłacalność przedsiębiorcy powstały w czasie lub w związku z epidemią COVID-19. Warto wskazać, iż w prawie restrukturyzacyjnym przewidziane są jeszcze inne sposoby restrukturyzacji – podsumowuje mec. Jadczyszyn-Skitek.

Przedsiębiorca ponosi odpowiedzialność odszkodowawczą za otwarcie uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego w złej wierze (np. świadome otwarcie uproszczonej restrukturyzacji mimo braku możliwości wykonania układu ‒ wyłącznie po to, aby odwlec ogłoszenie upadłości albo wstrzymać egzekucję). Roszczenie o naprawienie szkody przysługuje zarówno wierzycielowi, jak i osobie trzeciej, która przez działanie dłużnika poniosła szkodę.

Garnitur może poczekać, czyli jak i na co Polacy wydają w pandemii

Aż 61 proc. Polaków ograniczyło wydatki w pandemii. Ponad 43 proc. robi to z powodu wzrostu cen produktów i usług, a 35 proc. ze względu na spodziewane podwyżki. Epidemia zmusiła nas do rezygnacji z usług fryzjerskich oraz kosmetycznych (35 proc.), a także kupowania kosmetyków i perfum (34 proc.). 1/3 rodaków przeznacza mniej pieniędzy na ubrania i obuwie codziennego użytku, a co 5. na odzież biznesową. Ponadto zredukowaliśmy wydatki na jedzenie (19 proc.). Taki obraz portfeli Polaków daje najnowsze badanie „Barometr oszczędności” przeprowadzone przez IMAS International dla Krajowego Rejestru Długów.

Pandemia zmieniła podejście Polaków do gospodarowania pieniędzmi. 38 proc. mówi wprost, że ich sytuacja finansowa się pogorszyła. Ponad połowa twierdzi, że pozostała bez zmian, ale – co ciekawe – 6,2 proc. uważa, że jest lepsza niż przed wybuchem koronawirusa. Rodacy starają się panować nad wydatkami – teraz 39 proc. osób mocniej kontroluje swoje finanse niż wcześniej. Nieco ponad połowa nie zmieniła swojego podejścia do wydawania pieniędzy – zarządza finansami tak samo jak wcześniej. Natomiast 9 proc. twierdzi, że mniej skrupulatnie sprawdza stan konta.

– Pandemia niewątpliwie przewartościowała nasze życie. Jak pokazuje badanie, z jednej strony zmobilizowała Polaków do racjonalnego gospodarowania pieniędzmi, ale sprawiła też, że mimo dużych zmian w codziennej rzeczywistości i braku pewności co do przyszłości, ludzie nie chcą się ograniczać. Jest grupa, która nie mogąc żyć jak dotąd, czyli na przykład jeździć na egzotyczne wakacje lub chodzić na masowe koncerty, rekompensuje sobie to innymi przyjemnościami. Zmienia wystrój mieszkania czy kupuje sprzęt elektroniczny z wyższej półki. Ludzie szukają namiastki normalności w tych trudnych realiach – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

 Widmo podwyżek

Polacy ograniczają wydatki z konkretnych powodów. 43 proc. zaciska pasa ze względu na rosnące ceny towarów i usług, a 35 proc. – bo przewiduje dalsze podwyżki.

– Pandemia z pewnością zmieniła to, w jaki sposób gospodarujemy pieniędzmi. Wiele osób utraciło czasowo lub na dłuższy okres możliwość zarabiania. W takiej sytuacji musiały one ograniczyć wydatki, ponieważ były zmuszone żyć z oszczędności. Nawet osoby, którym pierwsza fala pandemii nie odebrała dochodów, mogły poczuć niepewność związaną z własną pozycją na rynku pacy i ogólną sytuacją w kraju i na świecie. Sprzyja to gromadzeniu oszczędności i zniechęca do rozrzutności. Dodatkowo okres, kiedy pozostawaliśmy w domach, sprzyjał ograniczaniu wydatków. Było mniej możliwości spotkań towarzyskich, wyjść do restauracji czy kina. Również rzadsze wyjścia na zakupy sprzyjały oszczędnościom, gdyż mieliśmy mniej okazji do kupowania rzeczy nieplanowanych, wybieranych pod wpływem impulsu – mówi dr Joanna Rudzińska-Wojciechowska, ekspertka do spraw psychologii konsumenta z Akademii Leona Koźmińskiego.

Mniej na kosmetyki i fryzjera

 Jak pokazuje badanie KRD, pandemia wymusiła cięcia w domowych budżetach. W efekcie aż 1/3 rodaków zdecydowała się na oszczędności w wydatkach, chcąc odłożyć gotówkę na „czarną godzinę”. Blisko 22 proc. zrobiło to w obawie przed obniżką wynagrodzeń, 21 proc. spodziewając się drugiej fali koronawirusa (badanie było przeprowadzone w październiku), a co 5. ankietowany licząc się możliwością utraty pracy. Polacy przystopowali wydatki także dlatego, że nie mogli korzystać z wielu usług i aktywności w czasie pandemii (17 proc.), a 13,5 proc. musiało częściej niż dotąd korzystać z prywatnej służby zdrowia.

Ograniczenia, jakie narzuciła pandemia, sprawiła, że rodacy najmocniej oszczędzają obecnie na wyjściach do restauracji (49 proc.), podróżach (48 proc.), wyjściach do kina, na koncerty czy kręgle (blisko 30 proc.).

– Badanie przeprowadziliśmy tuż przed drugą falą pandemii, a więc kiedy jeszcze restauracje, hotele i pensjonaty, a także kina i teatry działały. I mimo że część społeczeństwa dość lekko traktowała zagrożenie koronawirusem, a więc nie obawiała się obecności w miejscach, gdzie gromadzi się dużo ludzi, to i tak nastąpiła znaczna redukcja wydatków na te cele – dodaje Adam Łącki.

Ale wydajemy też mniej na zabiegi kosmetyczne i fryzjerów (35 proc.), kosmetyki i perfumy (ponad 1/3), ubrania i obuwie codziennego użytku – robi tak co 3. z nas. Ponadto w sposób bardziej przemyślany kupujemy jedzenie w sklepach – prawie co 5. Polak potwierdza, że obawy o swoją obecną lub przyszłą sytuację finansową ogranicza ten rodzaj wydatków. Z tego samego powodu mniej pieniędzy przeznaczamy też na meble i artykuły wyposażenia wnętrz – deklaruje tak 1/3 badanych. Co 4. rodak świadomie zredukował wydatki na swoje hobby.

Badanie „Barometr oszczędności” zostało przeprowadzone w drugiej połowie października 2020 r. przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków.

BADANIE: Polacy dość mocno podzieleni w kwestii grudniowego otwierania galerii handlowych

Z najnowszego badania wynika, że co drugi konsument chce, aby w grudniu br. galerie handlowe w pełni działały. Stan epidemiologiczny nie ma dla tych osób znaczenia. 22,8% Polaków wyraża odmienne zdanie, a 26,6% jest niezdecydowanych. Eksperci tłumaczą, że przeciwnicy i niepewni boją się wzrostu zachorowań na święta. Jednocześnie wyjaśniają, że galerie dobrze dbają o bezpieczeństwo, m.in. dzięki rozwiązaniom technologicznym. Natomiast branża ostrzega, że wartość utraconych obrotów w listopadzie i grudniu może sięgnąć nawet 20 mld zł. Wiele firm nie przetrwa najbliższych trzech miesięcy.

Przeprowadzone w zeszły weekend badanie opinii wykazało, że 50,6% Polaków chce, aby w grudniu rząd przywrócił pełen handel w galeriach, bez względu na stan epidemiologiczny. 22,8% ankietowanych ma przeciwne zdanie. Jak tłumaczy dr Krzysztof Łuczak z Proxi.cloud, powodem tego może być to, że społeczeństwo jest już dość zmęczone ciągłymi obostrzeniami związanymi z pandemią. Do tego konsumenci nie wyobrażają sobie odebrania im przedświątecznych zakupów, tym bardziej że część sklepów w galeriach działa. Dlatego większość osób chce powrotu do normalności.

– Galerie powinny być w pełni otwarte dopiero wówczas, gdy linia zachorowań wypłaszczy się i będzie to wyraźnie widocznym trendem. Takie stanowisko zajmuje właśnie 22,8% Polaków. I według mnie, jest to głos jak najbardziej rozsądny, bo Polacy obawiają się wzrostu zachorowań i to akurat na święta lub Nowy Rok – mówi dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Zdaniem dr Soni Buchholtz z Konfederacji Lewiatan, kluczowe jest to, czy w przypadku pełnego otwarcia galerii w grudniu ludzie faktycznie odwiedzą je tak tłumnie, jak w poprzednich latach. Jak podaje NBP, zainteresowanie tą formą kupowania jest niższe nawet o 30% patrząc na dane r/r. Ekspert przewiduje, że część zakupów przeniesie się do Internetu. Ponadto święta w węższym kręgu osób zmniejszą zapotrzebowanie na dobra i usługi. Już sama niepewność przyszłości zniechęci niektórych klientów do dużych zakupów.

– E-commerce nie będzie w stanie w pełni zastąpić tradycyjnego handlu, gdyż stanowi tylko około 20% średniej sprzedaży. Ponadto handel przyuliczny praktycznie nie istnieje, gdyż polski rynek był budowany od podstaw na bazie galerii – przypomina Agata Samcik z Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Z badania również wynika, że 26,6% ankietowanych nie ma zdania w powyższej kwestii. Według dr Kłosiewicz-Góreckiej, prawdopodobnie są to osoby rozumiejące potrzebę otwarcia galerii w celu ratowania funkcjonujących tam firm. Przy istniejących obostrzeniach część z tych sklepów, zwłaszcza z art. nieżywnościowymi, nie przetrwa kolejnych trzech miesięcy. Jednocześnie niezdecydowani konsumenci mogą stawiać na handel online, który umożliwia bezpieczne świąteczne zakupy.

– Centra handlowe już na początku pandemii w Polsce dostosowały się do reżimu sanitarnego, zalecanego przez Ministerstwo Zdrowia i GIS. Zadbały o bezpieczne warunki korzystania z obiektów, m.in. wprowadzając regularną dezynfekcję dedykowanymi środkami, udostępniając rękawiczki, dyspensery z płynami dezynfekującymi i maseczki. Przyjęły też logistykę umożliwiającą zachowanie dystansu – podkreśla Joanna Kłusek z Cushman & Wakefield.

Natomiast ekspert z Proxi.cloud zauważa, że wbrew niektórym opiniom powielanym w mediach, galerie w Polsce są dobrze przygotowane na czas pandemii. Przykładem może być warszawskie Blue City. Ma unikalny system obsługiwany przez 80 central wentylacyjnych. W 100% korzysta ze świeżego powietrza, niepochodzącego z obiegu zamkniętego. Takie rozwiązanie technologiczne może znacznie zwiększać bezpieczeństwo ludzi przebywających w sklepach, na korytarzach czy nawet na parkingu.

– Ograniczenie handlu tylko w samym listopadzie to dla branży strata obrotów w wysokości około 8 mld zł. Wydłużenie lockdownu na grudzień to kolejne nawet 12 mld zł. Łącznie mogłoby to wynieść 20 mld zł. Takiej straty nie udźwignie wiele firm, nie tylko handlowych, ale także usługowych powiązanych z branżą – zaznacza Agata Samcik.

Ekspert z Polskiego Instytutu Ekonomicznego informuje, że, biorąc pod uwagę lata poprzednie, w grudniu sprzedaż detaliczna zwykle wzrasta o ok.14% w porównaniu z listopadem, a w niektórych branżach rośnie jeszcze bardziej. Na przykład sprzedaż tekstyliów, odzieży i obuwia wzrasta o ok. 20%, mebli, sprzętu RTV i AGD – o 17-19%, a prasy i książek – o przeszło 40%. Brak handlu w tych obiektach pogrąży wiele firm, biorąc pod uwagę tegoroczne spadki. Z danych Polskiej Rady Centrów Handlowych wynika, że w I półroczu br. transakcje zmniejszyły się o blisko 1/3 w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku.

– W ostatnich miesiącach roku duże obroty generują odzież i obuwie zimowe. Te art. istotnie stracą na wartości z początkiem stycznia, podobnie jak bożonarodzeniowe produkty. Jeśli galerie nie będą w pełni otwarte, handel zostanie pozbawiony możliwości uzyskania obrotów, które dałyby szansę na przetrwanie i zgromadzenie środków na nowe kolekcje, ponieważ dziś trudno jest mówić nawet o odrabianiu strat – dodaje Agata Samcik.

Jak podsumowuje dr Krzysztof Łuczak, sytuacja w handlu jest tak trudna, że niedopuszczenie do przedświątecznej sprzedaży może pogrążyć branżę w wieloletnim i poważnym kryzysie. Sklepy z wyprzedzeniem gromadzą asortyment i oby się nie okazało, że zostaną z nim tak, jak sprzedawcy przed Wszystkimi Świętymi, bo tutaj na skup interwencyjny rządu raczej nie ma szans.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 14-16.11.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH, na zlecenie portalu money.pl, na reprezentatywnej próbie 1 026 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Cyberbezpieczeństwo: Rok 2021 również pod znakiem COVID-19

Więcej ataków związanych z COVID-19, rozwój złośliwego oprogramowania, nowe konflikty cybernetyczne oraz zagrożenia dla 5G i Internetu Rzeczy – tak zdaniem ekspertów z firmy Check Point będzie wyglądał krajobraz zagrożeń cybernetycznych w 2021 roku i „następna normalność” firm, administracji państwowej czy wręcz wszystkich użytkowników Internetu.

Check Point stwierdza, że skutki zmian wprowadzonych podczas pandemii COVID-19 będą nadal kluczowym zagadnieniem dla zespołów IT i bezpieczeństwa organizacji. 81% przedsiębiorstw przyjęło masową pracę zdalną dla swoich pracowników, a 74% planuje włączyć ją na stałe. Eksperci ostrzegają jednocześnie przed pojawiającymi się zagrożeniami związanymi z oprogramowaniem ransomware i botnetami oraz wyzwaniami związanymi z zabezpieczeniem nowych sieci 5G i rozrostem ilości podłączonych urządzeń, które będą zasilać.

Pandemia COVID-19 wpłynęła na typowe działania praktycznie w każdej organizacji, zmuszając je do odłożenia na bok istniejących planów biznesowych i strategicznych i szybkiego przejścia do zapewnienia bezpiecznej zdalnej łączności na masową skalę Zespoły ds. Bezpieczeństwa musiały również radzić sobie z eskalacją zagrożeń dla ich nowych wdrożeń w chmurze, ponieważ hakerzy starali się wykorzystać wpływ pandemii: aż 71% specjalistów ds. bezpieczeństwa zgłosiło wzrost zagrożeń cybernetycznych od czasu rozpoczęcia blokad – wskazuje dr Dorit Dor, wiceprezes ds. Produktów w Check Point Software Technologies.

Prognozy firmy Check Point dotyczące bezpieczeństwa cybernetycznego są w tym roku podzielone na trzy kategorie: wydarzenia związane z COVID-19; złośliwe oprogramowanie, prywatność i konflikty cybernetyczne; oraz powstające platformy 5G i IoT.

Wydarzenia związane z pandemią

  • Zabezpieczenie „następnej normalności”: w 2021 r. Covid-19 nadal będzie wpływać na nasze życie, firmy i społeczeństwa, a wpływ ten będzie się zmieniać wraz z upływem roku. W związku z pośpiechem do pracy zdalnej organizacje muszą lepiej zabezpieczyć swoje nowe sieci rozproszone i wdrożenia w chmurze, aby chronić swoje aplikacje i dane. Oznacza to egzekwowanie i automatyzację zapobiegania zagrożeniom we wszystkich punktach sieci (od telefonów komórkowych i punktów końcowych pracowników, przez urządzenia IoT, po chmury) w celu powstrzymania zaawansowanych ataków przed szybkim rozprzestrzenianiem się w organizacjach i wykorzystywaniem słabych punktów w celu naruszenia poufnych danych. Automatyzacja zapobiegania będzie wyjątkowo ważna, ponieważ 78% organizacji twierdzi, że brakuje im umiejętności cybernetycznych.
  • Nie ma lekarstwa na exploity związane z COVID: ponieważ COVID-19 będzie nadal dominował w nagłówkach gazet, wiadomości o rozwoju szczepionek lub nowych krajowych ograniczeniach będą nadal wykorzystywane w kampaniach phishingowych, tak jak miało to miejsce w tym roku. Firmy farmaceutyczne opracowujące szczepionki będą również celem złośliwych ataków ze strony przestępców lub państw narodowych, chcących wykorzystać tę sytuację.
  • Szkoła w domu – ukierunkowanie na zdalne uczenie się: Szkoły i uniwersytety przestawiły się na wykorzystanie platform e-learningowych na dużą skalę, więc nie jest zaskoczeniem, że sektor ten odnotował 30% wzrost cotygodniowych ataków cybernetycznych tuż przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego czy akademickiego. W nadchodzącym roku ataki będą nadal zakłócać zdalne uczenie się.

Złośliwe oprogramowanie, prywatność i cyberwojna

  • Podwójne wymuszenia zwiększają stawkę za ransomware: w trzecim kwartale tego roku nastąpił gwałtowny wzrost liczby ataków ransomware typu podwójnego wymuszenia: hakerzy najpierw wydobywają duże ilości poufnych danych, zanim zaszyfrują bazy danych ofiary. Następnie napastnicy grożą, że opublikują te dane, jeśli nie zostaną zapłacone żądania okupu, wywierając dodatkową presję na organizacje, aby spełnić żądania hakerów.
  • Armia botnetów będzie nadal rosła: hakerzy przekształcili wiele rodzin złośliwego oprogramowania w botnety, by zbudować armie zainfekowanych komputerów, za pomocą których przeprowadzają ataki. Emotet, najczęściej używane złośliwe oprogramowanie w 2020 r., Na początku był trojanem bankowym, ale ewoluował, aby stać się jednym z najbardziej trwałych i wszechstronnych botnetów, zdolnym do uruchamiania szeregu szkodliwych exploitów, od oprogramowania ransomware po kradzież danych.
  • Ataki międzypaństwowe: cyberataki państw narodowych będą nadal rosły. Głównie dotyczyć będą szpiegostwa lub wpływania na wydarzenia w innych krajach. Microsoft niedawno poinformował, że cyberprzestępcy z zaledwie trzech krajów zainicjowali aż 89% incydentów hakerskich w poszczególnych państwach w ciągu ostatniego roku. W ostatnich latach skupiono się głównie na zabezpieczeniu krajowej infrastruktury krytycznej, ważnym jest jednak, aby rozpoznać również wpływ ataków na inne sektory państwowe. Należą do nich krajowe organizacje opieki zdrowotnej czy departamenty rządowe.
  • Deepfakes: Techniki kreowania fałszywego wideo lub audio są teraz na tyle zaawansowane, że można je wykorzystać do tworzenia ukierunkowanych treści w celu manipulowania opiniami, cenami akcji lub jeszcze bardziej destrukcyjnych działań. Na początku tego roku grupa polityczna w Belgii opublikowała fałszywe nagranie belgijskiego premiera wygłaszającego przemówienie łączące COVID-19 ze szkodami dla środowiska i wzywające do podjęcia działań w sprawie zmiany klimatu. Wielu widzów uważało, że przemówienie było prawdziwe. Na prostszym poziomie dźwięk może zostać sfałszowany w celu phishingu głosowego – tak, aby np. głos dyrektora generalnego mógł ominąć uwierzytelnianie głosowe.
  • Prywatność? Jaka prywatność?: Nasze urządzenia mobilne udostępniają znacznie więcej danych niż zdajemy sobie z tego sprawę – głównie dzięki aplikacjom wymagającym szerokiego dostępu do kontaktów, wiadomości i nie tylko. W tym roku zostało to spotęgowane przez źle zaprojektowane aplikacje do śledzenia kontaktów COVID-19, które mają problemy z prywatnością i wyciekaniem danych osobowych. Jednocześnie zwróćmy uwagę, że były to legalne i oficjalne aplikacje! Tymczasem mobilne złośliwe oprogramowanie atakujące dane uwierzytelniające użytkowników bankowych i popełniające oszustwa związane ze złośliwymi reklamami to główne zagrożenie, które będzie się jeszcze bardziej rozwijać.

Nowe platformy 5G i IoT

  • Korzyści i wyzwania związane z 5G: Całkowicie połączony, szybki świat obiecany przez 5G daje korzyści również przestępcom i hakerom, umożliwiając im przeprowadzanie ataków i powodowanie zakłóceń poprzez atakowanie łączności nowej technologii. Urządzenia e-zdrowia nowej generacji będą zbierać dane na temat samopoczucia użytkowników, połączone usługi samochodowe będą monitorować ruchy użytkowników, a aplikacje inteligentnego miasta będą zbierać informacje o tym, jak żyją mieszkańcy. Ta ogromna ilość danych z zawsze włączonych urządzeń 5G będzie musiała być chroniona przed włamaniami, kradzieżą i manipulacją, aby zapewnić prywatność i bezpieczeństwo, zwłaszcza że wiele z tych danych ominie sieci korporacyjne i ich mechanizmy kontroli.
  • Internet zagrożeń: wraz z rozwojem sieci 5G liczba podłączonych urządzeń IoT będzie się masowo zwiększać – drastycznie podnosząc podatność sieci na wielowektorowe cyberataki o dużej skali. Urządzenia IoT, wraz z połączeniem z sieciami i chmurami, nadal stanowią słabe ogniwo w zakresie bezpieczeństwa: trudno jest uzyskać pełny wgląd w urządzenia, przy czym mają one złożone wymagania dotyczące bezpieczeństwa. Potrzebujemy bardziej holistycznego podejścia do bezpieczeństwa IoT, z połączeniem tradycyjnych i nowych mechanizmów kontrolnych w celu ochrony tych stale rosnących sieci we wszystkich sektorach przemysłu i biznesu.

Jedną z niewielu przewidywalnych rzeczy w cyberbezpieczeństwie jest to, że hakerzy i cyberprzestępcy będą starać się wykorzystać ważne wydarzenia lub zmiany – takie jak COVID-19 lub wprowadzenie 5G – dla własnej korzyści. Aby wyprzedzić zagrożenia, organizacje muszą być proaktywne i nie pozostawiać żadnej części powierzchni ataku bez ochrony lub niemonitorowania, w przeciwnym razie mogą stać się kolejną ofiarą wyrafinowanych, ukierunkowanych ataków – zwraca uwagę Wojciech Głażewski, menedżer polskiego oddziału Check Pointa.

W logistyce liczy się czas, jednak na pracowników z Ukrainy trzeba poczekać

IV kw. roku w branży logistycznej już tradycyjnie oznacza pik rekrutacyjny. Mimo że część firm np. z sektora e-commerce nie narzekała na brak zajęć w czasach COVID-19 to wzmożona ilość pracy w logistyce czeka nie tylko w e-handlu. Pojawi się ona, gdy nadejdzie Black Friday i zniknie wraz z końcem wyprzedaży. Niezmiennie – od kilku lat – utrzymuje się również wysokie zapotrzebowanie na pracowników ze Wschodu. W tym roku na kadrę z Ukrainy, trzeba będzie poczekać min. 10 dni, a to wieczność w dynamicznie rozwijającej się branży logistycznej, w której liczy się czas. Niestety, właśnie tyle trwa obowiązkowa kwarantanna – nasi wschodni sąsiedzi muszą ją przejść zanim rozpoczną pracę po przyjeździe do Polski.

Otwartość na pracowników z Ukrainy w branży logistycznej rośnie z miesiąca na miesiąc. Z danych Grupy Progres wynika, że zapotrzebowanie na kadrę ze Wschodu w tym roku było najwyższe w lipcu i sierpniu, mimo że były to kolejne miesiące, w których nasz kraj walczył z pandemią. W wakacje do pracy potrzebowano o 25 proc. więcej Ukraińców niż w styczniu, lutym czy marcu tego roku. Przez pierwsze miesiące dominował strach i niepewność co będzie dalej. Jednak branża logistyczna jest w dość dobrej kondycji, a zapotrzebowanie na pracowników np. magazynowych nie maleje. Firmy szykują się na nadchodzący wielkimi krokami Czarny Piątek, który w tym roku z powodu restrykcji będzie widoczny szczególnie w sieci, gdy zakupowicze zaczną polować na promocje. Każde kliknięcie i zakup rzeczy oznacza pracę do wykonania przez szereg ludzi, którzy czekają po drugiej stronie komputera, by przyjąć zamówienie, spakować je i przygotować do wysyłki, a następnie dostarczyć do klienta. Część tych czynności wykonują w Polsce nasi Wschodni sąsiedzi, których do pracy w tym sektorze również nie brakuje – większość Ukraińców myślących o zarabianiu w Polsce chciałaby pracować w magazynie (66 proc.). Nasz kraj to dla nich szansa na zarobek szczególnie w czasach, gdy o etat na Ukrainie nie jest łatwo – w ciągu roku liczba bezrobotnych Ukraińców wzrosła o 59 proc.

Na Ukrainie trudno o pracę w logistyce, w Polsce jest ona od ręki, ale po kwarantannie

Jak wynika z najnowszych danych Centrum Zatrudnienia Ukrainy największym zainteresowaniem wśród kandydatów do pracy cieszą się stanowiska związane m.in. z branżą TSL – kierowca, magazynier, ładowacz i pakowacz. Niestety, sytuacja na ukraińskim rynku pracy w ciągu roku zmieniła się diametralnie i nie jest to zmiana na lepsze. Obecnie na Ukrainie oficjalnie zarejestrowanych jest 427 tys. bezrobotnych, co szósty ma szansę na zatrudnienie w swojej ojczyźnie. W ubiegłym roku o jeden wakat walczyło trzech kandydatów.

Sytuacja związana z pandemią zdecydowanie „namieszała” również na polskim rynku pracy. Szeroko pojęta branża logistyczna z jednej strony cierpiała z powodu utraty kontraktów, braku zamówień, firmy zamykały się, wstrzymywały produkcję i redukowały zatrudnienie. Przykładem może być tu branża automotive, która dość dotkliwie odczuła sytuację związaną z koronawirusem. Z drugiej strony przeżywała istny boom widoczny szczególnie w firmach kurierskich i e-commerce, gdzie zapotrzebowanie na pracowników nie maleje. Podobnie jak otwartość na zatrudnianie obcokrajowców – pożądanymi kandydatami do pracy w tej branży są najczęściej Ukraińcy. Jednak na drodze do ich zatrudnienia stoją restrykcje wprowadzone w związku z COVID-19 – mówi Agnieszka Różańska, Starszy Specjalista ds. sprzedaży w Grupie Progres.

Firmy, które chcą zatrudniać Ukraińców muszą liczyć się z tym, że każdy z nich po przyjeździe do Polski ma obowiązek odbycia kwarantanny trwającej 10 dni. Dopiero po jej przejściu i za zgodą sanepidu może rozpocząć pracę.

Covidowe benefity dla Ukraińców

Standardami przy zatrudnianiu Ukraińców, które cieszyły się popularnością były startery sieci telekomunikacyjnej, pomoc przy zakładaniu konta w banku czy przy wypełnianiu wniosków na kartę pobytu oraz infolinia w języku ukraińskim. Obecnie to norma, o którą już nie pytają, bo w czasach pandemii kluczową kwestią jest dla nich zapewnienie bezpłatnego zakwaterowania w Polsce, posiłki regeneracyjne, darmowy transport do pracy oraz możliwość wypracowania większej liczby godzin. Są one dla nich szczególnie ważne, bo restrykcje, którym muszą się poddać po przyjeździe do Polski oznaczają dla nich 10 dni bez szybkiej szansy na zarobki.

Według Agnieszki Różańskiej, kluczowymi działaniami agencji pracy zatrudniających Ukraińców w sektorze TSL są obecnie te związane z epidemią. Pracowników ze Wschodu wspiera się w kwestiach związanych z zakwaterowaniem na czas kwarantanny i po jej przebyciu. Niemniej ważna jest koordynacja zakupów dostarczanych do osób w izolacji oraz pomoc rekruterów z Ukrainy i polskich konsultantów, proaktywne reagowanie na zaistniałą sytuację, a także stały kontakt z pracownikami przebywającymi na kwarantannie. Ważne są również procedury postępowania dotyczące koronawirusa wdrażane w większości firm – pracownicy są o nich informowani, a komunikaty przekazywane są w ich ojczystym języku. Ekspertka podkreśla, że zdrowie kadry, jej bezpieczeństwo i komfort pracy jest dla firm z sektora TSL priorytetem chroniącym przed brakiem przestojów oraz pozwalającym na ich dalszy rozwój w trudnych czasach.

JR HOLDING ASI S.A. wypracowuje bardzo wysoki zysk netto w 3 kw. 2020 r.

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., zanotowała ponad 340 mln zł zysku netto w 3 kw. 2020 r. Z kolei po trzech kwartałach tego roku jej zysk netto sięgnął blisko 760 mln zł.

Zakończony 3 kwartał br. był dla Spółki niezwykle udany, bowiem udało jej się wypracować niezwykle wysoki zysk netto przekraczający 340 mln zł. Narastająco, po trzech kwartałach zysk netto JR HOLDING ASI S.A. sięga prawie 760 mln zł. Osiągnięcie tych znakomitych wyników finansowych to przede wszystkim zasługa wzrostu wartości spółek portfelowych, które znajdują się w portfelu inwestycyjnym. Oczywiście, wcześniej zostały one poddane dogłębnej analizie i zweryfikowane pod kątem możliwości wzrostu wartości. Zarząd JR HOLDING ASI S.A. jest zadowolony z wypracowanych wyników w samym trzecim kwartale br., jak i po trzech kwartałach tego roku.

„Za nami kolejny kwartał, w którym osiągnęliśmy bardzo wysoki zysk netto. Dobrane przez nas spółki do portfela inwestycyjnego rozwijają się bardzo dobrze i zwiększają dynamicznie wycenę rynkową. Bardzo nas cieszy ich rozwój, który wpływa pozytywnie na wzrost naszych aktywów oraz na nasze wyniki finansowe. Zamierzamy zakończyć ten rok rekordowym wynikiem w całej historii Spółki.” – wyjaśnia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

Emitent jest skoncentrowany na projektach inwestycyjnych związanych z branżą OZE, gier komputerowych, nowoczesnych technologii oraz medycyny i biotechnologii, a wkrótce także ze sztuczną inteligencję. Powyższe branże mają przed sobą bardzo dobre perspektywy, a podmioty w nich działające mogą osiągać wysokie wzrosty wartości. Po bardzo udanych inwestycjach w spółki tzw. „Covidowe”, JR HOLDING ASI S.A. będzie redukował zaangażowanie w tym segmencie, co wynika ze zmieniającej się sytuacji rynkowej. Do końca roku Spółka opublikuje również zaktualizowaną strategię rozwoju na lata 2020-2022.

„Nasza dotychczasowa strategia jest cały czas realizowana, a jej założenia zostały spełnione z wyprzedzeniem i na wyższym poziomie. Analizujemy i weryfikujemy wiele bardzo ciekawych projektów inwestycyjnych, które do nas trafia. Dzięki umocnieniu marki JR HOLDING ASI na rynku transakcji i projektów inwestycyjnych jesteśmy coraz silniejszym partnerem dla wielu przedsięwzięć biznesowych. Uważam, że nasza obecna wycena rynkowa nie jest adekwatna do posiadanych przez nas aktywów i osiągniętych wyników finansowych oraz nie odzwierciedla dynamicznego rozwoju Grupy.” – zakończył Ciszewski.

Spółka wypracowała w 2019 r. ponad 165 mln zł zysku brutto, co jest rekordowym wynikiem w jej wieloletniej historii. W minionym roku JR HOLDING ASI S.A. została wpisana przez Komisję Nadzoru Finansowego do Rejestru Zarządzających Alternatywnymi Spółkami Inwestycyjnymi.

Wzrost nadużyć w cyfrowych płatnościach podczas pandemii

Okres lockdownu i potrzeba zachowania dystansu społecznego spowodowane pandemią COVID-19 przyczyniły się do powstania wielu nowych aplikacji mobilnych i cyfrowych kanałów kontaktu, które umożliwiły funkcjonowanie w tych trudnych czasach. Usługi bankowości mobilnej w Stanach Zjednoczonych wzrosły o 50 proc. w I poł. 2020 roku, a nowe rejestracje wzrosły o 200 proc. w samym kwietniu. Rozkwit zakupów online i zbliżeniowych form płatności przyczynił się do rozwoju rynku e-commerce. Przeniesienie wielu procesów do przestrzeni cyfrowej okazało się zbawienne w czasach kryzysu, jednak, jak wynika z nowego raportu Javelin Strategy & Research i SAS, przyczyniło się również do wzrostu skali nadużyć na całym świecie.

Potwierdzają to dane Stowarzyszenia Biegłych ds. Przestępstw i Nadużyć Gospodarczych (ang. Association of Certified Fraud Examiners – ACFE). Aż 77 proc. uczestników badania ACFE odnotowało wzrost liczby nadużyć w związku z kryzysem wywołanym COVID-19. Co więcej, 1/3 organizacji określiła je jako znaczące, a 92 proc. spodziewa się, że przestępstw finansowych będzie coraz więcej.

Zauważyliśmy prawie 35-proc. wzrost prób nadużyć, co oznacza, że przestępcy są bardziej aktywni w kanałach cyfrowych, wykorzystując fakt, że większość procedur antyfraudowych zakłada normalne warunki działania branży finansowej, a w roku 2020 niewiele transakcji przebiega w tradycyjny sposóbmówi jeden z uczestników badania Javelin Strategy & Research i SAS.

Wpływ fali nadużyć jest odczuwany na wiele różnych sposobów, co ma związek ze wzrostem liczby cyfrowych płatności na całym świecie mówi Stu Bradley, wiceprezes działu Global Fraud and Security Intelligence Division w SAS. Efektywna walka z nadużyciami wymaga wykorzystania wielu danych cyfrowych i hybrydowego wielowarstwowego podejścia w podejmowaniu decyzji w trakcie trwania pandemii i po jej ustaniu. Zaawansowana analityka pozwala firmom przygotować się na przyszłe wyzwania.

Kluczowe wnioski i rekomendacje z raportu:

  • Cyfrowe płatności przyczyniają się do wzrostu globalnego ryzyka. Chociaż technologie płatności różnią się w zależności od regionu, trendy w zakresie nadużyć mają wyraźne cechy wspólne na całym świecie. To oznacza, że przestępcy koordynują i dzielą się informacjami w sposób bardziej otwarty niż robią to instytucje finansowe, co daje im znaczną przewagę w obchodzeniu systemów bezpieczeństwa.
  • Cyfrowe nadużycia są coraz częstsze i bardziej wyrafinowane. Rozwiązania, którymi dysponują przestępcy, są równie zaawansowane jak technologie wykorzystywane do wykrywania ich działań. Inżynieria społeczna, phishing, kradzieże tożsamości, a także szeroki wachlarz cyfrowych form płatności stanowią broń w rękach nieuczciwych użytkowników. Organizacje powinny mieć świadomość, że nowe mechanizmy płatności są szczególnie częstym celem ataków, co wynika z faktu, że systemy odpowiadające za sprawowanie nad nimi kontroli są często nieskuteczne już w momencie ich uruchomienia.
  • Organizacje świadczące usługi finansowe potrzebują zaawansowanych rozwiązań analitycznych, aby móc identyfikować nakładające się zagrożenia w czasie rzeczywistym. Złożoność wektorów ataków sprawia, że biznes musi wdrożyć kompleksowe podejście, aby wykrywać i zapobiegać nadużyciom, jednocześnie koordynując strategie i działania śledcze. Automatyzacja i zaawansowana analityka zasilane przez sztuczną inteligencję oraz uczenie maszynowe mogą sprawić, że firma nie będzie polegała wyłącznie na analizach nadużyć dokonywanych przez członków zespołu, co przełoży się na wzrost efektywności.
  • Dane są kluczowe. Wykorzystanie danych na potrzeby analiz w czasie rzeczywistym i automatyzacja działań będą kluczowe w realiach nowej normalności. Możliwości biznesu będą różniły się w zależności od stopnia dojrzałości technologicznej. Organizacje, niezależnie od stopnia rozwoju, potrzebują danych w czasie rzeczywistym, aby podejmować efektywne decyzje. Co ważne, wdrożenie infrastruktury chmurowej na potrzeby zarządzania nadużyciami zwiększa możliwości przyswajania informacji przez system.

Zarządzanie ryzykiem podczas zmian w sposobach płatności

Zmiany w sposobach płatności sprawiają, że instytucje finansowe muszą dokładnie znać źródła transakcji. Ważna jest wiedza, czy pochodzą z aplikacji mobilnych, czy serwisów transakcyjnych. Ich prawidłowe zabezpieczenie przed cyfrowymi nadużyciami staje się coraz bardziej skomplikowane.

Zrozumienie przejścia ze strategii omnichannel do multichannel, a także znajomość złożonych narzędzi, które wykorzystują przestępcy, dostarczają wskazόwek instytucjom finansowym, pomocnych w budowie krόtko- i długofalowych strategii zwalczania nadużyćmówi Krista Tedder, szefowa działu płatności w Javelin Strategy & Research. Bez wsparcia technologii i usprawnienia procesów operacyjnych, instytucje finansowe muszą liczyć się z poważnymi stratami, zarówno wizerunkowymi, jak i finansowymi. Niektóre usprawnienia mogą być wdrożone szybko, wypracowanie innych zajmuje miesiące, a nawet lata. Ważne jest, aby na początku analizować wszystkie strumienie danych w czasie rzeczywistym i połączyć zarządzanie tożsamością oraz monitoring transakcji nie tylko w celu wykrycia nadużycia, które już wystąpiło, ale także zapobiegania przyszłym tego typu zdarzeniom. Branża usług finansowych musi w szerszym zakresie wykorzystywać sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe.

Nadużycia problemem nie tylko branży finansowej

Nadużycia nie dotykają jedynie branży finansowej, ale szerzej biznesu. Od czasu wystąpienia pandemii firmy wdrażają kolejne innowacje mające na celu sprostanie oczekiwaniom klientów, którzy chcą elastyczności i szybkich odpowiedzi Teraz muszą redefiniować to, w jaki sposób dbają o bezpieczeństwo swoje i konsumentów. Jak wynika z badania „ACFE Anti-Fraud Technology Benchmarking Report” tylko 39 proc. organizacji korzysta z oprogramowania do zarządzania przypadkami nadużyć. Połowa ankietowanych używa automatycznego monitorowania alertów bezpieczeństwa lub przypadków naruszeń, a 2/3 wykorzystuje analitykę do wykrywania anomalii i podejrzanych zachowań. Eksperci ACFE i SAS przewidują, że w najbliższych dwóch latach stopień wykorzystania obu rodzajów rozwiązań wzrośnie do 72 proc. Innym sposobem walki z nadużyciami jest weryfikacja użytkowników usług finansowych na podstawie danych biometrycznych. Z tej technologii korzysta obecnie 26 proc. organizacji. Z kolei 16 proc. planuje wdrożenie rozwiązań tej kategorii na przestrzeni najbliższych dwóch lat.

O tym, że decydenci ze świata biznesu myślą, jak skutecznie przeciwdziałać nadużyciom, świadczy fakt, że 55 proc. organizacji planuje zwiększyć, w ciągu dwóch najbliższych lat, budżet na technologie wspierające walkę z tym procederem. Zgodnie z przewidywaniami wykorzystanie sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego w tym samym obszarze ma wzrosnąć niemal 3-krotnie.

Dzieci są coraz bardziej świadome zagrożeń w sieci, lecz nie zawsze umieją chronić swoje dane. Ta umiejętność powinna być stałym elementem edukacji cyfrowej

Europejczycy są stosunkowo dobrze poinformowani o nowych przepisach dotyczących ochrony danych osobowych – wynika z danych Komisji Europejskiej. Dobrze na tym tle wypadają Polacy – znajdujemy się na trzecim miejscu w UE. Także dzieci mają coraz większą świadomość zagrożeń i swoich praw do ochrony prywatności, jednak wciąż nie wiedzą, jak je egzekwować. Często brakuje im rozwagi i przewidywania konsekwencji swoich działań. – Edukacja w zakresie ochrony danych osobowych powinna być przekazywana systemowo – podkreślają przedstawiciele UODO, inicjatora ogólnopolskiego programu edukacyjnego „Twoje dane – Twoja sprawa”.

– Niemal 2/3 mieszkańców Unii Europejskiej słyszało o RODO i jeszcze więcej, bo prawie 3/4, jest świadomych, że przysługuje im przynajmniej jedno z sześciu głównych praw zawartych w tej regulacji. Ponad 60 proc. wie, że na terenie danego kraju funkcjonuje instytucja odpowiedzialna za przestrzeganie i monitorowanie prawa w zakresie ochrony danych osobowych – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mirosław Sanek, zastępca Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Według raportu Komisji Europejskiej „Special Eurobarometer 487a” większość Europejczyków jest coraz bardziej świadoma swoich praw w zakresie ochrony danych osobowych. Na tle innych narodowości Polacy mają dużą świadomość funkcjonowania RODO, tym samym uplasowaliśmy się na trzecim miejscu (86 proc.) w rankingu krajów europejskich, po Szwecji (90 proc.) i Holandii (87 proc.). Najczęściej też korzystaliśmy z prawa do odmowy przyjmowania materiałów marketingu bezpośredniego (21 proc.), prawa dostępu do swoich danych (16 proc.) oraz prawa do usunięcia danych (15 proc.).

– Jednocześnie tylko 14 proc. z nas jest zadowolonych z tego, co się dzieje z naszymi danymi w internecie. Zdecydowanie więcej ma głębokie przekonanie o tym, że oddając dane do sieci, traci nad nimi kontrolę. Jest to źródło dużego niepokoju. Z jednej strony wynika on z gwałtownego rozwoju nowych technologii, dla których pobieranie danych jest bardzo istotne. Z drugiej zaś nie przywiązujemy wagi do czytania polityki prywatności serwisów internetowych – tłumaczy Mirosław Sanek.

Skoro ochrona danych osobowych nastręcza trudności dorosłym, trudno się dziwić, że problem mają z tym również dzieci i młodzież. Jednak jak podkreślają przedstawiciele UODO, młodzi ludzie wiedzą coraz więcej o swoich prawach i potrzebie chronienia swojej prywatności. Ze względu na to, że w obsłudze urządzeń i technologii cyfrowych są biegli i poruszają się w tym temacie sprawniej niż ich rodzice, ich świadomość na temat zagrożeń w internecie rośnie, choć wciąż nie jest wystarczająca.

– Dzieci od najmłodszych lat korzystają z nowoczesnych technologii, umiejętnie się nimi posługują, natomiast brakuje im rozwagi, refleksji, odpowiedzialności za swoje działania. Nie mają jeszcze umiejętności przewidywania konsekwencji swoich czynności, dlatego ochrona danych osobowych i prywatności jest tak ważna – ocenia Marta Mikołajczyk, koordynatorka programu „Twoje dane – Twoja sprawa” z UODO.

Dzieci nie zawsze mają świadomość, że każda zainstalowana aplikacja zyskuje dostęp do większej ilości informacji o nas, niż jest to konieczne do realizacji usługi, m.in. do naszej lokalizacji czy kontaktów. Choć może się to wydawać niewinne, zagrożenia z tym związane mogą być poważne.

– Niefrasobliwe zachowania naszych dzieci w sieci to zaproszenie dla rasowych przestępców do naszego realnego życia. Pamiętajmy, że wszelka nasza obecność w sieci rodzi tego typu zagrożenie. Nasze błędy w przestrzeni cyfrowej, w internecie mogą nas dogonić w rzeczywistości – podkreśla zastępca Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Ze względu na te zagrożenia edukacja dzieci w zakresie bezpieczeństwa danych i ochrony prywatności zarówno w internecie, jak i w świecie realnym powinna wejść na stałe do domów i szkół. Ochrona danych osobowych to sedno umiejętności cyfrowych, dlatego warto rozmawiać z dziećmi i edukować. Takie zadanie pełni ogólnopolski program edukacyjny „Twoje dane – Twoja sprawa”, realizowany przez UODO od 2009 roku pod patronatem Ministerstwa Edukacji Narodowej i Rzecznika Praw Dziecka. W tym roku szkolnym wystartowała już 11 edycja programu.

– Program odbywa się dwuetapowo. W pierwszym etapie szkolimy nauczycieli i dyrektorów szkół, wyposażamy ich w wiedzę o ochronie danych osobowych oraz omawiamy realizację programu. Przekazujemy im materiały edukacyjne i angażujemy w prowadzenie zajęć. Kolejnym etapem jest realizacja inicjatyw bezpośrednio przez szkoły, czyli organizacja zajęć, szkolenie rad pedagogicznych i różne wydarzenia tematyczne – wymienia Marta Mikołajczyk.

Co roku w programie bierze udział średnio 4 tys. nauczycieli i 40 tys. uczniów z ponad 300 placówek. Jak podkreśla jego koordynatorka, zainteresowanie nim jest coraz większe, ale – co istotne – widać też efekty edukacji wśród najmłodszych.

– Dzieci mają coraz większą świadomość swoich praw, choć trudno im je realizować. Dlatego istotne jest wsparcie ekspertów i rodziców. Praktyczny aspekt tej edukacji jest bardzo ważny. Nie chodzi tylko o nabywanie wiedzy, ale kluczowe jest budowanie świadomości i rozumienie pewnych zjawisk związanych z ochroną prywatności. Natomiast, co jest równie istotne, edukacja w zakresie ochrony danych osobowych powinna być przekazywana systemowo. Nie wystarczy jedna lekcja w jednej szkole. Warto, żeby to był długi proces – mówi. – Z najmłodszymi uczniami kluczowe jest realizowanie zajęć w formie zabawy, poprzez gry czy konkursy. Dzieci wtedy łatwiej rozumieją te trudne zagadnienia.