We wrocławskim Aquaparku będzie można zapłacić tęczówką oka

Wrocławski Aquapark, jako pierwszy kompleks basenowy na świecie wprowadza płatność okiem. To pierwszy park wodny we Wrocławiu, w Polsce i na świecie, który udostępni taką możliwość swoim klientom. We wtorek, 10 listopada władze spółki podpisały umowę o współpracy z PayEye, wrocławskim fintechem, który pierwszy na świecie wprowadził biometryczną płatność w tej formie.

Mimo pandemii wrocławski Aquapark szykuje się na powrót klientów i ponowne otwarcie. Obecnie trwają prace remontowe w części rekreacyjnej tuż przy jacuzzi i leniwej rzece, ale na tym nie koniec. Jak tylko obostrzenia sanitarne zostaną poluzowane, a park wodny otworzy się dla odwiedzających, to ci od razu będą mieć do dyspozycji nowatorską płatność tęczówką oka. Takie propozycji dla swoich klientów nie ma żaden park wodny na świecie.

– Jak tylko usłyszałem o możliwości dokonywania płatności okiem, pomyślałem, że to idealne rozwiązanie dla klientów naszego Aquaparku. Na basen, saunę czy siłownię przychodzi się ze spakowanym ręcznikiem, strojem sportowym, kostiumem kąpielowym i klapkami. Jeśli nie musimy mieć ze sobą portfela ani telefonu, a płatności dokonamy dosłownie w mgnieniu oka, to nasz pobyt stanie się szybszy i łatwiejszy. Uwielbiamy takie technologiczne nowości – mówi Grzegorz Kaliszczak, prezes Aquapark.

Prezes Grzegorz Kaliszczak wraz z Pawłem Rańdą, członkiem zarządu Aquparku podpisali właśnie umowę współpracy ze spółką PayEye, która wprowadziła autorski system płatności okiem.

– Marzył nam się system płatności, który nie będzie wymagał portfela, karty, telefonu, czy też jakiegokolwiek dodatkowego akcesorium, które nas ogranicza Klienci wrocławskiego Aquaparku chcą korzystać z jego atrakcji właśnie mając pełną swobodę, a o to chodziło w idei payeye, którą wcielamy w życie. Cieszę się z dzisiejszego dnia, bo będziemy współpracować z bardzo ważnym partnerem, a tak patrzymy na wrocławski Aquapark. Liczymy, że zagrożenie epidemiczne oraz restrykcje miną jak najszybciej, bo nie możemy się doczekać, gdy pierwszy klient Aquaparku zrealizuje płatność jednym spojrzeniem – wyjaśnia Krystian Kulczycki, prezes PayEye.

W 2019 r. padł rekord liczby kupionych mieszkań? Ciekawe dane z rynku…

Znamy już ostateczną liczbę nieruchomości sprzedanych w 2019 roku. Warto dowiedzieć się, czy Polacy kupili rekordową liczbę lokali i domów. Rekordów raczej nie uda się pobić w bieżącym roku.

Na ostateczne informacje dotyczące liczby sprzedanych mieszkań zawsze trzeba dość długo czekać. Jest to związane z faktem, że takie dane powstają po analizie aktów notarialnych.

Konieczność analizowania informacji przekazywanych przez notariuszy tłumaczy, dlaczego GUS dopiero niedawno podał statystyki o liczbie nieruchomości, które nasi rodacy kupili w 2019 roku. Eksperci RynekPierwotny.pl przyglądają się tym danym.liczba sprzedanych mieszkań

Aktualnie dostępne dane GUS na temat obrotu nieruchomościami w Polsce bazują na informacjach Ministerstwa Sprawiedliwości. Na podstawie tych dwóch źródeł można ustalić, że liczba sprzedanych nieruchomości w minionym roku przedstawia następująco (patrz tabela).

Zaprezentowane informacje sugerują, że rekordowa sprzedaż nieruchomości w 2019 r. miała związek m.in. z aktywizacją rynku domów jednorodzinnych oraz działek. Można przypuszczać, że w tym drugim przypadku chodziło również o grunty budowlane pod inwestycje mieszkaniowe.

Niestety nie znamy jeszcze informacji o skali obrotu nieruchomościami w pierwszym kwartale lub pierwszej połowie bieżącego roku. Można być jednak niemal pewnym, że rynkowi nieruchomości nie uda się pobić ubiegłorocznych rekordów transakcyjnych.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Co po wyborach w USA?

Cichną na rynku efekty wyborów w USA i wracają stare problemy. Brexit teoretycznie miał się rozstrzygnąć dwa tygodnie przed wyborami, ale wygląda na to, że ten temat będzie z nami jeszcze długo.

Co z brexitem?

Po przekroczeniu terminów osiągnięcia porozumienia wyznaczonych przez Brytyjczyków temat mocno przycichł. Z jednej strony powodem były wybory w USA, które przyćmiły inne wydarzenia. Z drugiej strony nie bardzo jest o czym pisać. Boris Johnson zresztą na dodatek przegrywa głosowania w brytyjskim parlamencie. Teraz dotyczyło ono głosowania w sprawie granicy w Irlandii. Problemem były zapisy niezgodne z prawem międzynarodowym oraz umowami brexitowymi. Oznacza to, że premier wcale nie ma takiej swobody działania, jakby wynikało czasem z jego zachowań. Nie zmienia to faktu, że ostatnie dni są dość dobre dla funta brytyjskiego, który po wyborach w USA zyskuje na wartości.

Dane z Chin

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat inflacji w Chinach. Wynosi ona zaledwie 0,5% w skali roku. To najniższy poziom wzrostu cen od 2009 roku, kiedy to po kryzysie z 2008 roku mieliśmy deflację w Chinach. Warto zwrócić uwagę, że w weekend poznaliśmy dane na temat wymiany handlowej, import jest znacznie słabszy od oczekiwań i rośnie o 4,7%, a nie o 9,5% jak oczekiwali analitycy. Wskazuje to na pewien problem z konsumpcją. Z drugiej strony produkcja ma się relatywnie dobrze, bo eksport rośnie powyżej oczekiwań.

Rośnie nadwyżka handlowa Niemiec

Wczorajsze dane pokazują, że o ile eksport w Niemczech zgodnie z oczekiwaniami rośnie około 2%, to problemem jest import. We wrześniu uległ on zmniejszeniu o symboliczne 0,1%. Efektem tego jest kolejny wzrost nadwyżki handlowej. Pokazuje to, że o ile przemysł niemiecki ma się całkiem dobrze, skoro utrzymywany jest wzrost eksportu, o tyle problemy mogą dotyczyć konsumpcji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Sezon grypowy będzie kosztować polską gospodarkę w szczycie pandemii dodatkowe 3 mld zł

Połączenie trwającej pandemii koronawirusa SARS CoV-2 z ewentualną epidemią wirusa grypy stanowi nie tylko realne zagrożenie dla zdrowia i życia Polaków, ale także kosztować będzie polską gospodarkę miliardy złotych. Najnowszy raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego dowodzi, że choć dzięki większej świadomości epidemiologicznej i przy obowiązujących zasadach dystansowania społecznego zachorowalność na grypę będzie w tym sezonie niższa niż zazwyczaj to grypę w tym sezonie złapie nawet 2,31 mln Polaków, a koszt społeczny tej choroby może wynieść 3,11 mld PLN. Nie będzie on jednak znacząco odbiegał od kosztu, którego należałoby się spodziewać w normalnej sytuacji (3,33 mld PLN).

W krajach rozwiniętych grypa nie jest chorobą niebezpieczną, jednak ze względu na wysoką liczbę przypadków, jej coroczne koszty na świecie można liczyć w miliardach euro. Na tę sumę składają się koszty związane z leczeniem choroby i wykorzystaniem zasobów systemu opieki zdrowotnej (tzw. koszty bezpośrednie), czyli m.in. koszty wizyt lekarskich, badań laboratoryjnych, hospitalizacji i leków. Są to wartości namacalne, które stosunkowo łatwo zmierzyć i odnieść do budżetów konkretnych osób bądź instytucji.

Mniej oczywiste są koszty pośrednie, czyli koszty choroby odnoszące się do utraconej produktywności i zysków, które mogły lecz nie zostały osiągnięte. Koszty te ponoszą nie tylko konkretne osoby dotknięte chorobą bądź instytucje zajmujące się leczeniem, lecz całe społeczeństwo i gospodarka, których dobrobyt w kolejnych latach traci w wyniku obniżonej produktywności jednostek. Oba rodzaje tych kosztów w tym roku zostaną skumulowane z kosztami pandemii Covid-19, która aktualnie pustoszy polską gospodarkę, służbę zdrowia i budżet państwa.

– Prognozowana liczba zachorowań na grypę w sezonie 2020-2021 w sytuacji trwającej pandemii oraz obowiązujących obostrzeń wynosi 2,31 mln. Zgodnie z naszym modelem leczenia grypy, spośród tych osób 986 tys. będzie szukało profesjonalnej pomocy medycznej a 31 tys. będzie hospitalizowanych z powodu grypy. Równocześnie oszacowaliśmy, że liczba zgonów związanych z grypą wyniesie 4,36 tys. W normalnej sytuacji, tj. gdyby nie pandemia Covid-19, liczba zachorowań na grypę w sezonie 2020-2021 wyniosłaby 3,04 mln. Spośród tych osób 1,31 mln szukałoby profesjonalnej pomocy medycznej, co skutkowałoby 41 tys. hospitalizacji, a liczba zgonów wyniosłaby 6,07 tys. – Adam Czerwiński, analityk z zespołu strategii w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Bezpośrednie, pośrednie i całkowite koszty grypy w bazowym scenariuszu pandemicznym, w którym założono obniżoną skumulowaną zapadalność na grypę oraz dłuższe trwanie zwolnień chorobowych, wyniosły odpowiednio 493 mln PLN, 2,616 mld PLN i 3,109 mld PLN. Scenariusz niepandemiczny cechował się zbliżonymi kosztami, które wyniosły odpowiednio 649 mln PLN, 2,681 mld PLN i 3,329 mld PLN. Wyniki dla obydwu tych scenariuszy wskazują, że koszt grypy w sezonie 2020-2021 nie powinien znacząco odbiegać od kosztów, które zaobserwowalibyśmy w normalnej sytuacji i poniesionych w poprzednich sezonach.

– Wyniki bazowych analiz wskazują, że koszt grypy w pandemicznym sezonie 2020-2021 powinien być zbliżony do kosztu grypy, którego należałoby oczekiwać w normalnej sytuacji. Należy jednak spodziewać się zmiany struktury tych kosztów – z racji obniżonej zapadalności powinny spaść koszty opieki zdrowotnej, podczas gdy wydłużony czas trwania zwolnień lekarskich powinien zwiększyć skalę utraty produktywności z tego powodu. Istotny wpływ na ostateczny koszt grypy w obecnym sezonie będą miały ludzkie zachowania, a także skala obowiązujących obostrzeń – uważa Adam Czerwiński, analityk z zespołu strategii w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Wykres 1: Bezpośrednie i pośrednie koszty grypy w sezonie 2020-21 w normalnej sytuacji i w sytuacji trwającej pandemii (mln PLN wg wartości z 2020 r.)grypa2020

Komentarz Piotra Staniszewskiego dot. ustawowej abolicji czynszowej

Ustawowa abolicja czynszowa – art. 15ze ustawy z 2 marca 2020 r. – podjęta w ramach wiosennego lockdownu powinna zostać uznana za absolutnie wyjątkowy, jednorazowy zabieg, który nie powinien być uważany za regułę w państwie chroniącym prawo własności oraz swobodę przedsiębiorczości.

Piotr Staniszewski, Wiceprezes Zarządu Polskiej Rady Centrów Handlowych, partner Dentons.

Środki prawne wprowadzane w różnych krajach w związku z COVID-19, częściowe wsparcie gospodarki i narzucane ograniczenia w funkcjonowaniu biznesu budzą coraz większe wątpliwości prawne ze względu na niesymetryczne i wybiórcze podejście do różnych sektorów gospodarki. W związku z tym inwestorzy i właściciele przedsiębiorstw objętych ograniczeniami w Europie coraz częściej sięgają po rozwiązania sądowe. Pozwy zostały już złożone przeciwko rządowi w Irlandii, a także przeciwko krajom związkowym w Niemczech.

Z punktu widzenia prawa UE dopuszczalne są regulacje w celu walki z rozprzestrzenianiem się pandemii (ograniczenia) oraz dopuszczalne jest udzielanie w tym celu pomocy publicznej, o ile została ona notyfikowana i zatwierdzona przez Komisję Europejską (Tarcze) lub jest objęta obowiązującymi wyłączeniami blokowymi. Nie są natomiast dopuszczalne środki krajowe, w tym nienotyfikowana pomoc publiczna, które są nadmierne, zbytnio zakłócają rynek, są nieproporcjonalne, preferują przedsiębiorców danej kategorii, z danego kraju, ze szkodą dla przedsiębiorców innych kategorii, lub z innych względów są niezgodne z rynkiem wewnętrznym.

Tego rodzaju zastrzeżenia co do zgodności z prawem unijnym nie są w pełni wykluczone w stosunku do środków zastosowanych na polskim rynku. Przykładowo można argumentować, że rozwiązania takie jak ustawowa abolicja czynszowa, wprowadzona w art. 15ze ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych, mogą naruszać swobodę przepływu kapitału czy swobodę przedsiębiorczości. Rząd nie włączył również formalnie sektora nieruchomości komercyjnych do notyfikowanej pomocy publicznej w ramach Tarcz, co utrudnia udzielenie wsparcia rządowego właścicielom nieruchomości (wynajmującym lokale dla poszczególnych najemców w centrach handlowych), w tym właśnie sektorze w sposób zgodny z prawem unijnym.

W sferze prawa międzynarodowego istnieją umowy o ochronie inwestycji (tzw. BITy, od Bilateral Investment Treaties), które przewidują pewne standardy ochrony prawnej inwestycji dokonywanych przez inwestorów z państw – stron tych umów. Co istotne, BITy zawierają postanowienia zabraniające państwom między innymi uchwalania i stosowania środków nieproporcjonalnych, czy nadmiernie faworyzujących określonych przedsiębiorców z pokrzywdzeniem innych. Polska zawarła szereg umów o ochronie inwestycji, w tym z państwami, z których pochodzi kapitał inwestowany w Polsce, dotyczy to m.in. centrów handlowych (np. USA, Australia, Kanada czy Korea Południowa). Pokrzywdzonym inwestorom przysługuje prawo do dochodzenia odszkodowania przed międzynarodowymi trybunałami arbitrażowymi.

 

Wprowadzone od 7 listopada 2020 roku zakazy prowadzenia działalności w obiektach handlowych, usługowych oraz parkach handlowych powodują duże trudności ekonomiczne w całym sektorze nieruchomości komercyjnych. Jeżeli wraz z wprowadzonymi zakazami zostanie zastosowany również art. 15ze ustawy z 2 marca 2020 r. bez dodatkowego wsparcia finansowego od rządu dla sektora centrów handlowych, spowoduje to w rzeczywistości wsparcie grupy najemców kosztem właścicieli i inwestorów centrów handlowych. Takie rozwiązanie, zastosowane już w ramach wiosennego lockdownu, budziło i nadal budzi daleko idące wątpliwości pod względem zgodności z Konstytucją Rzeczpospolitej Polskiej, przede wszystkim prawem ochrony własności (jako wywłaszczenie bez rekompensaty) czy swobodą działalności gospodarczej (jako ustawowa ingerencja w stosunki cywilnoprawne). Nie przesądzając o zgodności z prawem tego rozwiązania, ustawowa abolicja czynszowa (art. 15ze ustawy z 2 marca 2020 r.) podjęta w ramach wiosennego lockdownu powinna zostać uznana za absolutnie wyjątkowy, jednorazowy zabieg, który nie powinien być uważany za regułę w państwie chroniącym prawo własności oraz swobodę przedsiębiorczości. Ograniczenie zastosowania art. 15ze ustawy z 2 marca 2020 r. wyłącznie do wiosennego lockdownu powinno zostać niezwłocznie potwierdzone w przepisach prawa odpowiedniej rangi.

Polska jest jednym z bardzo nielicznych państw demokratycznych, które zdecydowały się na taki krok. Niektóre państwa europejskie, np. Czechy czy Litwa proponują inne podejście, zapewniające ochronę własności i równe traktowanie przedsiębiorców działających w danym sektorze rynku, podejmując rozwiązania wspomagające całą branżę handlową – poprzez dofinansowanie czynszów pomagają zarówno najemcom, jak i wynajmującym.

Powyższe przykłady wskazują, jak istotne i konieczne w obecnej sytuacji jest wprowadzanie rozwiązań prawnych uwzględniających interesy wszystkich uczestników rynku oraz spójnych z konstytucyjnym porządkiem prawnym.

Nowy zastrzyk optymizmu

Rynki otrzymały nowy zastrzyk optymizmu w postaci informacji o przełomie w pracach nad szczepionką przeciwko COVID-19. Euforia, jak zapanowała, wywindowała ceny akcji i ropy naftowej oraz przyniosła skok ryzykownych walut. Ale po wstępne ekscytacji przychodzi trzeźwa analiza faktów i wątpliwości.

Komunikat Pfizera i BioNTech, że ich badania wskazują na ponad 90-proc. skuteczność szczepionki przeciw COVID-19 jest fantastyczną informacją, która może odmienić wszystko, co ma jakikolwiek związek z wirusem. Nie dziwi więc silna reakcja rynku akcji po stronie spółek uzależnionych od kondycji globalnej gospodarki, a na FX brylowały walutowy ryzykowne. Istotna poprawa perspektywy ożywienia napędzała odbicie cen ropy naftowej, za to pod presją znalazło się złoto i inne bezpieczne przystanie (JPY, CHF). Razem z rozstrzygnięciem wyborów w USA na korzyść J. Bidena rynki mają wszystko, by wyceniać pomyślniejszą i stabilniejszą przyszłość.

Po wstępnej euforii przychodzi czas na spokojną ocenę faktów i oszacowane, czy rajd był uzasadniony i jeśli tak, jak daleko może zajść? Badania się jeszcze nie zakończyły i niewiele wiadomo o tym, na jak długo szczepionka daje ochronę, jaką ma skuteczność u osób z grupy podwyższonego ryzyka lub wobec nowych szczepów wirusa oraz czy zarażeni pomimo zaszczepienia mają łagodne lub ostre objawy? Mimo to firmy już szykują zatwierdzenie szczepionki w USA pod koniec listopada i później w Europie, jednocześnie przygotowując się do produkcji 50 mln dawek w tym roku i 1,3 mld w 2021 r.
Kryzys pandemiczny jeszcze się nie zakończył, ale po wczoraj jesteśmy zdecydowanie bliżej niż dalej szczęśliwego zakończenia. Skala wczorajszej reakcji sugeruje, że przez zamieszanie związane z wyborami USA rynek całkowicie wyzbył się z ujmowania w cenach premii za postępy w pracach nad szczepionką i teraz ma spore pokłady niezagospodarowanego kapitału. Choć COVID-19 prędko nie zniknie z naszego życia i minie jeszcze dużo czasu, zanim wystarczająca część populacji uzyska odporność, postępy w pracach nad lekarstwem leków wspierają trend, do którego inwestorzy dopiero co zaczęli wracać – poprawa perspektyw globalnego ożywienia wspartego niskimi stopami procentowymi i ekspansją monetarną oraz fiskalną.

Rajd ryzyka nie będzie odbywał się w prostej linii i jeszcze wczoraj kilka godzin po rewelacjach widać nerwowe korekty. Badania medyczne to trudna droga przełomów i porażek, na które rynki będą teraz reagować z podwyższoną wrażliwością. Ale w ogólnym ujęciu więcej przemawia za scenariuszem pozytywnych efektów długoterminowych dla globalnej gospodarki.

Wczoraj na FX mieliśmy sugestię, co może najbardziej korzystać na szczepionkowym optymizmie. Ryzykowne waluty AUD, NZD, NOK i CAD były najsilniejsze, podczas gdy inwestorzy porzucali bezpieczne przystanie: JPY, CHF i USD. Na uboczu pozostawiono EUR i GBP. W przypadku funta zbliżający się wielkimi krokami deadline 15 listopada dla zakończenia negocjacji handlowych z UE może być ważniejszy – można by rzec, że z punktu widzenia Wielkiej Brytanii twardy brexit jest groźniejszym wirusem niż COVID-19. W kwestii euro brak umocnienia jest o tyle intersujący, że w ostatnich dniach wzrosty kursu były skorelowane z zachowaniem rynku akcji. Wczoraj rano stawiałem tezę, że dopiero 1,20 będzie poziomem, który zacznie generować obawy inwestorów o werbalną interwencję EBC, ale być może zbiorowa trwoga zaczyna zniechęcać do kupna jeszcze przed wskoczeniem na 1,19? Tak czy inaczej inwestowanie w EUR wymaga teraz podwyższonej ostrożności.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Gra od Bloober Team pierwszym polskim tytułem na konsole PS5

Observer: System Redux, pierwsza polska gra na konsole nowej generacji już dziś zadebiutuje na Xbox Series X|S oraz komputerach osobistych. W czwartek, w dniu PS5 premiery, gra będzie dostępna również na tę platformę. Krakowski developer jako pierwszy ma 2 tytuły “launchowe” na obie konsole nowej generacji.

Premiera Observer: System Redux w dzień debiutu najnowszej generacji konsol, obrazuje jak daleką drogę przeszliśmy i gdzie obecnie się znajdujemy. Napawa nas ogromną dumą fakt, że wśród gier dostępnych w momencie najważniejszej od 8 lat premiery naszej branży, znajdzie się cyberpunkowy tytuł prosto z Polski – komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team.

Observer: System Redux będzie posiadał wszystkie usprawnienia graficzne, które zostały rozpowszechnione w ostatnich latach, w tym tekstury w rozdzielczości 4K, ray-tracing oraz HDR. Zostały dodane także trzy nowe zadania poboczne. Gra będzie dostępna na komputerach osobistych (Steam, Epic Store oraz GOG) oraz konsolach Xbox Series X|S oraz PlayStation 5 w cenie 29.99 EUR/USD.

– Konsole nowej generacji to dla nas kolejna szansa by pokazać naszą grę z zupełnie nowej strony. Myślę, że udało nam się to osiągnąć i nawet dla osób, które już miały okazję grać w Observera będzie to całkowicie nowe doświadczenie. Potwierdzają to pierwsze opinie, które już dostajemy – komentuje prezes.

Ron Burke w swojej recenzji na Gaming Trend ocenił grę na 95%! Odświeżony Observer System Redux dostarczał najwyższej klasy rozrywkę w retrofuturystycznym cyberpunkowym świecie horroru. O ile oryginał był oceniany dobrze, nową wersję gry uznano za znakomitą.

Rekordowa sprzedaż Vivid Games

Ponad 23,6 mln zł przychodów ze sprzedaży wypracował Vivid Games narastająco do końca października bieżącego roku, wynika ze wstępnych wyników finansowych opublikowanych przez spółkę. To o ponad 160 proc. więcej niż a analogicznym okresie roku ubiegłego. Zysk bydgoskiego developera i wydawcy wzrósł po 10 miesiącach do 2,15 mln zł.

Tylko w październiku Vivid Games wypracował ponad 2,14 mln zł przychodów ze sprzedaży i 130 tys. zysku netto. Narastająco sprzedaż bydgoskiej spółki sięgnęła 23,6 mln zł, a zysk netto przekroczył 2,15 mln zł. Dla porównania prognoza na 2020 r. zakładała wypracowanie 19 mln zł przychodów i 3 mln z zysku netto. – Jesteśmy bliscy realizacji prognozy również na poziomie zysku netto. Czy będzie to poziom zbliżony do przewidywań czy nieznacznie poniżej w dużej mierze zależy od kampanii marketingowych Knights Fight 2 i Real Boxing 2. zapowiada Remigiusz Kościelny, prezes zarządu Vivid Games.

Przypomnijmy, że celem strategicznym Vivid Games na najbliższe lata jest powiększanie portfolio gier o 2-3 wysokiej jakości gry segmentu mid-core oraz dużą liczbę gier z segmentu casual rocznie. Tytuły z obu segmentów będą produkowane wewnętrznie, zlecane zewnętrznym producentom lub pozyskiwane za pośrednictwem programu wydawniczego. Wiadomo już, że w przyszłym roku na rynek trafią trzy tytuły mobilne: mid-corowy RPG „Amusing Heroes”, jak również „The Cash” oraz „Right Swipes”.

Kluczowe w dalszym rozwoju spółki będzie poszukiwanie nowych konceptów gier przy jednoczesnej koncentracji na najlepszych tytułach w zakresie zwiększania metryk zadowolenia i zaangażowania graczy oraz monetyzacji i zwiększenia zasięgu (ilości pobrań) poprzez działania marketingowe (tzw. user-acquisition), co w efekcie prowadzić będzie do stałego zwiększania przychodów ze sprzedaży. – Wydaje się, że problemy są już przeszłością. Rozpoczęliśmy szósty kwartał z rzędu z dodatnimi wynikami finansowymi. Bieżący rok będzie najlepszy w historii pod kątem sprzedaży. – podsumowuje Kościelny.

Jak pandemia wpłynęła na portfele i zwyczaje finansowe Polaków?

Pandemia COVID-19 uderza w portfele wielu gospodarstw domowych, ale w znacznie mniejszym stopniu niż się obawiano. Ponad 60 proc. Polaków nie odczuwa negatywnego wpływu pandemii na stan swoich finansów, a tylko 16 proc. ogranicza wydatki. Nie sprawdziły się też obawy o wzrost zadłużenia konsumentów – 9 na 10 osób zaprzecza, by aktualna sytuacja gospodarcza zmusiła ich do sięgnięcia po kredyt lub pożyczkę. W czasach kryzysu nie chcemy zaciągać długów, a częściej wspieramy się zaskórniakami. Koronawirus uszczuplił oszczędności co 3. rodziny – to wnioski z raportu opublikowanego podczas debaty organizowanej przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.

ZPP zorganizował debatę podczas której opublikowany został raport z badania przeprowadzonego przez Federację Konsumentów i Fundację Rozwoju Rynku Finansowego. W debacie na temat raportu wzięli udział:

  • Piotr Patkowski, Podsekretarz Stanu, Główny Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych w Ministerstwo Finansów,
  • Tadeusz Białek, Wiceprezes Związku Banków Polskich,
  • Tomasz Chróstny, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów,
  • Kamil Pluskwa-Dąbrowski, Prezes Federacja Konsumentów,
  • Agnieszka Wachnicka, Prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego.

Debatę poprowadził Piotr Palutkiewicz, Z-ca Dyrektora Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

Wnioski z raportu przedstawił Kamil Pluskwa-Dąbowski. Według badania 61 proc. gospodarstw domowych nie odczuwa negatywnych efektów pandemii pod kątem finansowym. Pogorszenie sytuacji materialnej deklaruje 1/3 badanych, a w grupie tej przeważają osoby młode w wieku 18-24 lata i 25-34 lata. Nie wiążę się to jednak z nagłą zmianą nawyków finansowych i choćby większą kontrolą wydatków – do ich ograniczania przyznaje się bowiem jedynie 16 proc. ankietowanych. W większości rodzin (56 proc.) poziom wydatków pozostał na takim samym poziomie jak przed marcem 2020 r.

COVID-19 nie spowodował również trudności w spłacie stałych miesięcznych zobowiązań, takich jak np. czynsz za mieszkanie czy rata kredytu. Tylko 1 na 10 osób wskazuje na taki problem. Nie sprawdziły się też obawy o nadmierne zadłużanie się Polaków w związku z pandemią – 90 proc. respondentów zaprzeczyło, by aktualna sytuacja gospodarcza zmusiła ich do zaciągnięcia kredytu lub pożyczki. Co więcej, ponad połowa ankietowanych (55 proc.) odrzuca taką możliwość w kolejnych miesiącach.

Polacy niechętnie się zadłużają w czasach kryzysu

Pomimo ogólnego przekonania, że Polacy lubią żyć na kredyt i chętnie sięgają po pożyczki, to w przypadku gorszych i niepewnych czasów sytuacja jest wręcz odwrotna. Nie zaciągamy długów, gdy istnieje realne ryzyko, że możemy mieć problem z ich spłatą.

Ankietowani zapytani o skłonność do poszczególnych zachowań finansowych w przypadku znalezienia się w trudnej sytuacji ekonomicznej wskazują w pierwszej kolejności na rezygnację z wydatków na abonament za telefon, internet czy dostęp do popularnych serwisów muzycznych i filmowych. Co drugi badany uznaje taki scenariusz za prawdopodobny. Drugim w kolejności rozwiązaniem wskazywanym przez 1/3 respondentów jest sprzedaż swojego majątku, np. biżuterii czy samochodu. Dopiero na trzecim miejscu znalazła się możliwość zaciągnięcia kredytu lub pożyczki – taką opcję rozważyłoby 30 proc. ankietowanych. Zastawienie swojego majątku w lombardzie lub innym miejscu dopuszcza co 5. badany. Natomiast jako ostateczność traktujemy zaprzestanie spłacania stałych zobowiązań – aż 72 proc. osób wprost odrzuca ten wariant zachowania, nawet w razie kłopotów finansowych.

„Przywykliśmy mówić, że Polacy chętnie sięgają po kredyty lub pożyczki, szczególnie w przypadku problemów finansowych, tymczasem jak wynika z naszego badania, w czasach niepewności gospodarczej nie chcemy zaciągać nowych zobowiązań. Co więcej, jesteśmy bardziej skłonni do sprzedaży majątku niż skorzystania z oferty kredytowej banku lub firmy pożyczkowej” – komentuje Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. „Jedną z obaw, jaka towarzyszy nam przy decyzji kredytowej, jest ryzyko nagłej utraty zdolności do terminowej spłaty długu. To świadczy o ostrożnym i odpowiedzialnym podejściu konsumentów do kwestii zadłużania się” – dodaje Agnieszka Wachnicka z FRRF.

Wyniki badania nie tylko wskazują, że w czasach kryzysu z dystansem podchodzimy do kredytów i pożyczek, ale równocześnie obalają popularny mit, że te służą nam głównie do uzupełniania luk w budżecie domowym. „Jako główny powód zaciągania kredytów i pożyczek konsumenci wskazują na pojawienie się u nich dużego wydatku, którego nie są w stanie pokryć z bieżących dochodów. Co ciekawe, częściej w ten sposób finansujemy impulsywne zakupy, np. w związku z atrakcyjną promocją na jakiś produkt lub usługę, niż ratujemy się nimi w razie chwilowych problemów finansowych” – mówi Kamil Pluskwa-Dąbrowski, prezes Federacji Konsumentów.

Respondenci wskazali, że w razie kłopotów finansowych częściej skorzystamy z debetu na koncie lub karty kredytowej niż wesprzemy się kredytem bądź pożyczką. Jednak zamiast sięgać po produkt kredytowy z dużą dozą prawdopodobieństwa w pierwszej kolejności sięgniemy po nasze zaskórniaki – a te mocno stopniały w ostatnich miesiącach.

Pandemia uszczupliła nasze oszczędności

Choć większość Polaków radzi sobie finansowo, a przynajmniej nie narzeka na kondycję swojego domowego budżetu w czasie pandemii, to jednak co 3. osoba przyznaje, że ich oszczędności zmalały w związku z COVID-19. Być może jest to efekt próby  zrekompensowania zmniejszonych dochodów w czasie lockdownu, a może większa skłonność do naruszenia poduszki finansowej niż zadłużania się. Oba scenariusze są o tyle prawdopodobne, że respondenci zapytani o cel gromadzenia oszczędności wskazują właśnie na nieprzewidziane wydatki (53 proc.) oraz na tzw. czarną godzinę – w razie utraty pracy lub innego źródła dochodu (46 proc.).

Niepokojący jest jednak fakt, że wciąż 14 na 100 Polaków przyznaje, że nie posiada jakiegokolwiek zabezpieczenia finansowego. Badani nie widzą też większych szans na zmianę sytuacji w kolejnych miesiącach. Ankietowani zapytani o to, czy ich zdaniem doświadczenia z pandemii zmotywują Polaków do oszczędzania wydają się być sceptyczni. 46 proc. badanych nie podjęło się próby antycypacji, z tylko co 3. osoba wierzy, że COVID-19 będzie impulsem do gromadzenia środków na gorsze czasy.

Podczas pandemii na Boże Narodzenie wydamy ponad połowę mniej niż rok wcześniej. Tylko 60 proc. Polaków liczy na prezent pod choinką

Ze względu na pandemię tegoroczne święta Bożego Narodzenia będą wyjątkowo oszczędne. Polacy wydadzą średnio nieco ponad 744 zł, czyli ponad połowę mniej niż w 2019 roku – wynika z badania Barometr Providenta. Prezentów pod choinką spodziewa się zaledwie 62 proc. osób, a zamiast osobistych podarunków najchętniej przyjęlibyśmy pieniądze. Większość Polaków sfinansuje świąteczne wydatki z bieżących dochodów. Co trzeci sięgnie po oszczędności.

Z tegorocznymi świętami Bożego Narodzenia wiąże się wiele niewiadomych. Możliwe, że ze względu na obostrzenia związane z sytuacją epidemiologiczną z części tradycji, np. ze spotkań w dużym gronie rodzinnym, trzeba będzie zrezygnować. Tę niepewność widać także w deklaracjach dotyczących wydatków świątecznych.

– Pandemia i niepokój, który w nas wzbudza, powodują, że planujemy dość oszczędnie podejść do świątecznych wydatków. W tym roku Polacy deklarują, że średnio na gospodarstwo domowe wydadzą ok. 700 zł. To kwota o tysiąc złotych niższa niż w ubiegłym roku – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Łuczak, rzeczniczka Provident Polska.

Z cyklicznego badania Barometr Providenta wynika, że oszczędniej do organizacji świąt podejdą kobiety. W ich deklaracjach średnia kwota, którą zamierzają przeznaczyć na ten cel, to 727 zł, podczas gdy u mężczyzn jest to średnio ponad 760 zł.

Wydatki świąteczne w dużym stopniu zależą od wieku. Najwięcej, bo ok. 800 zł, na Boże Narodzenie wydadzą osoby w wieku 35–49 lat. Najmłodsi, do 24 lat, deklarują zaś kwotę ok. 600 zł.

– Wynika to również z tego, że młodsze osoby przede wszystkim będą inwestowały w prezenty świąteczne, natomiast na barkach osób starszych spoczywa cała organizacja świąt – tłumaczy rzeczniczka Providenta.

Poza tym to zwykle trzydziesto- i czterdziestolatkowie mają największe grono osób do obdarowania i stąd deklarowane przez nich wyższe wydatki. W czasie pandemii prezent pod choinką spodziewa się znaleźć tylko 62 proc. badanych, a tylko 22 proc. jest tego pewnych. Dla porównania – w poprzednich latach na Świętego Mikołaja czekało ok. 80 proc. Polaków. Optymistami są przede wszystkim osoby do 24 lat oraz kobiety – 63,7 proc. pań spodziewa się otrzymać prezent (vs. 60 proc. panów).

– Coraz więcej respondentów wskazuje na to, że chciałoby otrzymać pieniądze. To rzecz, o której nie myśleliśmy w poprzednich latach – zaznacza Karolina Łuczak.

Osobiste prezenty będą w tym roku znacznie mniej popularne niż pieniądze czy bony na zakupy. Kobiety wskazują również na kosmetyki, perfumy (21,5 proc. kobiet i 14,4 proc. mężczyzn), biżuterię (12,4 proc. i 3,2 proc. mężczyzn) oraz bieliznę (5,8 proc. i 4,2 proc. mężczyzn). Panowie częściej zaś wskazują na ubrania (13,6 proc. przy 11,9 proc. kobiet) oraz sprzęt elektroniczny (16,1 proc. przy 5,2 proc. kobiet).

Jak wynika z Barometru Providenta, większość Polaków (62 proc.) świąteczne wydatki pokryje z bieżących dochodów, a ok. 30 proc. sięgnie po oszczędności. To źródło najczęściej wskazują młodzi, którzy często nie mają jeszcze stabilnych dochodów.

Rzecznik MŚP postuluje do rządu o plan ratunkowy dla biznesu. Wśród propozycji reforma ZUS i regionalizacja płacy minimalnej

Rozszerzenie Małego ZUS Plus na większą grupę przedsiębiorców, wprowadzenie dobrowolnego ubezpieczenia społecznego na wzór niemiecki, regionalizacja minimalnego wynagrodzenia czy obowiązkowe wydłużenie vacatio legis w ważnych dla biznesu przepisach – to tylko część postulatów wystosowanych przez Adama Abramowicza, Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, i współpracujące organizacje. Lista 10 propozycji, które mają ograniczyć koszty działalności małych firm i ukrócić biurokrację, trafiła do rządu oraz przewodniczących kół i klubów parlamentarnych.

Obecna sytuacja wielu firm w Polsce jest dramatyczna, a pandemia koronawirusa wymusza kolejne ograniczenia. Nasze środowisko opracowało w 10 punktach propozycje niezbędnych zmian prawnych i otoczenia prawnego przedsiębiorców, które nie będą pociągały dużych nakładów finansowych z budżetu, a przyniosą wiele korzyści przedsiębiorcom – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Abramowicz.

Jak podkreśla, celem tych zmian jest zmniejszenie kosztów działalności firm i obowiązków biurokratycznych, które powodują, że przedsiębiorcy zajmują się czymś innym niż swoim biznesem. Nowe uregulowania mają doprowadzić do większego poczucia bezpieczeństwa w prowadzeniu działalności gospodarczej w Polsce, co przełoży się na większą chęć do inwestowania.

– To jest dziesiątka postulatów skonstruowana tak, aby każdy format działalności gospodarczej uzyskał pomoc. Jest wzorowana na rozwiązaniach obowiązujących w państwach, do których młodzi Polacy wyjeżdżali także po to, żeby zakładać firmy, bo widzieli, że tam prowadzenie działalności gospodarczej jest łatwiejsze, np. w Wielkiej Brytanii, Niemczech, czyli w wysoko rozwiniętych krajach Europy Zachodniej – tłumaczy Rzecznik MŚP.

Listę postulatów otwiera reforma ZUS dla przedsiębiorców, która zakłada dostosowanie składki do ich możliwości dochodowych.

Po drugie, proponujemy, aby płaca minimalna była powiązana z parametrem ekonomicznym, a nie z oświadczeniem polityków, którzy się licytują z uwagi na poparcie pracowników. Chcemy, żeby wynosiła ona połowę średniego wynagrodzenia w danym województwie albo w powiecie – to byłoby jeszcze bardziej dokładne, co pozwalałoby powiatom mniej rozwiniętym gospodarczo na szybki wzrost – wyjaśnia Adam Abramowicz.

Punkt trzeci to zakaz nakładania przez ustawodawcę nowych obowiązków biurokratycznych dla mikroprzedsiębiorców oraz redukcja obecnie istniejących (na podstawie prawa Wielkiej Brytanii). W punkcie czwartym jest zawarty postulat, żeby wszelkie zmiany prawa gospodarczego, które nakładają obowiązki na przedsiębiorców, były ogłaszane z co najmniej półrocznym wyprzedzeniem. Zbyt krótkie vacatio legis w ważnych ustawach, szczególnie tych, które zwiększają obciążenia finansowe firm, powoduje dużą niepewność w otoczeniu gospodarczym.

Kolejny postulat Rzecznika MŚP dotyczy rozliczania się ryczałtem od przychodów bez ograniczeń wraz z dostosowaniem stawek do możliwości poszczególnych branż. Chodzi o znowelizowanie ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od osób fizycznych, aby z tego sposobu rozliczeń mogli korzystać wszyscy przedsiębiorcy, niezależnie od wysokości osiąganego przychodu oraz rodzaju działalności. Stawki podatku od przychodu powinny być ustalone tak, aby w poszczególnych branżach generowały one podobne wpływy do budżetu co podatek dochodowy.

– Chcemy także zlikwidować możliwość zawieszania biegu terminu zobowiązania podatkowego przez postawienie zarzutów z kodeksu karnego skarbowego. Urzędnicy nadużywają tej możliwości, prowadzą postępowania bardzo długo, a kiedy zbliża się data przedawnienia, robią z przedsiębiorcy przestępcę. Mamy pomysł, w jaki sposób zabezpieczyć interes budżetu państwa, jeśli chodzi o prawdziwych przestępców, ale uniemożliwiać urzędnikom używanie tego narzędzia wobec uczciwych przedsiębiorców – zapowiada Rzecznik MŚP.

Tym pomysłem jest powołanie nowego organu – rady odwoławczej przy Ministrze Finansów. W jej skład weszliby przedstawiciele samorządów zawodowych (doradcy podatkowi, adwokaci i radcowie prawni), Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, Krajowej Administracji Skarbowej, Ministerstwa Finansów oraz Ministerstwa Rozwoju. Rada miałaby rozpatrywać zasadność odwołania od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego do Naczelnego Sądu Administracyjnego w przypadku, gdy wyrok jest korzystny dla przedsiębiorcy i zachodzą przesłanki do zastosowania zasad Konstytucji Biznesu.

– Postulujemy także wprowadzenie odpowiedzialności dyscyplinarnej i majątkowej urzędników. Chcemy, aby komisje dyscyplinarne były przenoszone do organów wyższego stopnia, bo dzisiaj komisja dyscyplinarna jest powoływana z pracowników tego urzędu, wobec którego wnioskuje się o odpowiedzialność dyscyplinarną. Chcemy także ograniczenia praktyki nadużywania tymczasowych aresztowań dla przedsiębiorców do dziewięciu miesięcy oraz skrócenia czasu trwania postępowań gospodarczych. Dzisiaj termin instrukcyjny to sześć miesięcy, ale postulujemy, żeby były narzędzia, które pozwolą na praktyczne zakończenie sprawy po sześciu miesiącach – wymienia Adam Abramowicz.

Jak podkreśla, kilka z tych postulatów już było konsultowanych z ministerstwami. Resort finansów patrzy łaskawym okiem na powołanie rady odwoławczej, były także rozmowy z ministrem Zbigniewem Ziobrą na temat sześciomiesięcznego okresu kończenia spraw w sądach gospodarczych.

Prowadzone są rozmowy dotyczące także innych postulatów, ale oczywiście to wszystko wymaga jeszcze opracowania i analiz. Gospodarka jest teraz najważniejsza i powinna być poza sporem politycznym, dlatego liczymy na to, że wszystkie siły polityczne i kluby w parlamencie wezmą nasze propozycje jako swoje i wspólnie z obozem rządzącym szybko je przeprowadzą, wdrożą i zaczną one obowiązywać najszybciej jak to tylko możliwe – zakłada.

Postulaty Rzecznika MŚP wspiera prawie 250 organizacji Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku, ale też środowiska naukowe.

Chorzy na COVID-19 łatwiej dodzwonią się do sanepidu. Powstaje dodatkowe call center finansowane przez ubezpieczycieli

Gwałtownie rosnąca liczba zakażeń koronawirusem i przebywających na kwarantannach osób to problem dla służby zdrowia, która jest już na granicy wydolności, jak i dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego, którego pracownicy nie są już w stanie obsłużyć tysięcy telefonów dziennie. Pomoc zaoferowało 18 firm ubezpieczeniowych, które zdecydowały się sfinansować dodatkowe call center dla GIS-u. Linia będzie dostępna 24/7, a ubezpieczyciele sfinansują pracę 100 dodatkowych konsultantów przez najbliższe pół roku. Jak podkreśla prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń, to kolejna z inicjatyw branży ukierunkowanych na walkę z pandemią.

 Osiemnastu ubezpieczycieli przystąpiło do wspólnej inicjatywy rozpoczętej przez Polską Izbę Ubezpieczeń. Celem jest pomoc GIS-owi i sfinansowanie call center, które będzie w pierwszej linii pomocy obywatelom, osobom, które podejrzewają lub mają koronawirusa – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Call center ma odciążyć GIS od tysięcy telefonów każdego dnia. Ludzie często potrzebują bardzo podstawowych odpowiedzi, podczas gdy pracownicy GIS-u powinni zajmować się już tymi osobami, które są w poważnym stanie i potrzebują fachowej pomocy. 

W ostatni weekend liczba zakażonych SARS-CoV-2 przekroczyła w Polsce pół miliona. Gwałtowne przyrosty nowych zakażeń to problem nie tylko dla systemu służby zdrowia, który jest już na granicy wydolności, lecz także dla GIS-u, który pełni rolę krajowego koordynatora i pierwszego źródła informacji m.in. dla osób z objawami czy przebywających na kwarantannach. Tych przybywa lawinowo, dlatego infolinia GIS-u jest przeważnie zajęta, a pracownicy call center fizycznie nie są w stanie obsłużyć tysięcy telefonów dziennie. Pomoc zapewnią im ubezpieczyciele – 18 firm zrzeszonych w Polskiej Izbie Ubezpieczeń zdecydowało się wspólnie sfinansować dodatkowe call center dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Linia będzie dostępna dla potrzebujących przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Ubezpieczyciele sfinansują pracę konsultantów przez najbliższe pół roku.

– To będzie profesjonalne call center, które jest już operacyjne i które dokładnie wie, co ma robić. Konsultanci są przeszkoleni tak, żeby pomagać w zapewnieniu informacji osobom, które tego potrzebują – mówi Jan Grzegorz Prądzyński. – Będzie w nim pracowało 100 konsultantów.

Jak podkreśla, finansowanie dodatkowego call center dla GIS-u to kolejna z inicjatyw branży ubezpieczeniowej, wspierających zarówno medyków walczących z koronawirusem na pierwszej linii, jak i Polaków zmagających się ze skutkami pandemii. W ramach dotychczasowej pomocy branża ubezpieczeniowa m.in. finansowała zakupy sprzętu medycznego i środków ochrony osobistej dla medyków, pomoc prawną dla przedsiębiorców, a także bezpłatną pomoc psychologiczną i telemedyczną dla ubezpieczonych.

Polska Izba Ubezpieczeń krótko po wybuchu pandemii opracowała rekomendacje działań proklienckich dla zakładów ubezpieczeń. W efekcie uproszczono procedury zawierania i przedłużania umów ubezpieczenia oraz wprowadzono zdalną likwidację szkód w zakresie znacznie szerszym niż wcześniej. Dodatkowo przyspieszono też wypłaty dla kontrahentów, tj. warsztatów naprawczych, firm transportowych czy lekarzy orzeczników.

– Dla klientów, którzy mieli ubezpieczenie na życie dołączone do kredytu, wprowadziliśmy możliwość zawieszenia składek na okres, w którym zawieszony jest również kredyt. Z tego rozwiązania na początku pandemii skorzystało wiele osób. Natomiast w segmencie majątkowym pomogliśmy klientom m.in. w rozkładaniu ubezpieczeń komunikacyjnych na raty. Zainicjowaliśmy też wiele dobrych praktyk skierowanych np. do personelu medycznego – wymienia prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Wskazuje, że branża ubezpieczeniowa przeszła na pracę zdalną i szybko dostosowała się do nowych realiów. Kanały sprzedaży zostały przeniesione do online’u, w dużej mierze zdigitalizowany został też proces zgłaszania i obsługi szkód.

 Jako PIU współpracowaliśmy z Komisją Nadzoru Finansowego i Ministerstwem Finansów, żeby wszystkie procesy mogły odbywać się online’owo, i to się udało – mówi Jan Grzegorz Prądzyński. – Trzeba było też zmienić procesy sprzedażowe, przejść na zdalne podpisywanie umów i zdalną identyfikację klienta. Tu również się udało, m.in. dzięki pomocy KNF. Wspólnie udało nam się zmienić wiele przepisów, żeby praca zdalna była jak najbardziej efektywna. Klienci musieli zostać w domach i ubezpieczyciele się do tego dostosowali. 

Wraz z rozwojem pracy zdalnej pojawiły się nowe zagrożenia dla pracowników. Firmy zmieniają swoje programy benefitów

Praca w fotelu, łóżku czy przy kuchennym blacie, jedzenie posiłków przy komputerze – to częste realia pracy zdalnej, które mogą mieć negatywny wpływ na zdrowie pracowników. Dodatkowo stały dostęp do lodówki powoduje, że częściej podjadamy, co w połączeniu z mniejszą ilością ruchu w ciągu dnia także może powodować problemy zdrowotne. Praca zdalna oznacza także wyzwania dla kondycji psychicznej – poczucie osamotnienia, brak kontaktu z innymi ludźmi czy frustracja wynikająca z trudności w łączeniu obowiązków zawodowych i opieki nad dziećmi. To wszystko sprawia, że pracodawcy zmieniają swoje programy benefitów, przede wszystkim te nakierowane na wellbeing pracowników.

– Przed pandemią koronawirusa praca zdalna była marzeniem większości Polaków. Wiele osób podczas rozmowy rekrutacyjnej pytało o możliwość wykonywania pracy w pełnej koncentracji w domu. Teraz praca zdalna jest dostępna w znacznie szerszym zakresie i ma to swoje dobre i złe strony – mówi agencji Newseria Biznes Joanna Kotzian, strateg wellbeingu w firmach, współzałożycielka Well.hr.

Z badania przeprowadzonego przez MC2 Innovations, Hays Poland i Uniwersytet SWPS wynika, że większość pracowników pozytywnie ocenia okres pracy zdalnej i swoją efektywność. Jako największe wyzwanie wskazali zaburzoną równowagę pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym (43 proc.) oraz brak bezpośredniego kontaktu ze współpracownikami (37 proc.). Na liście wyzwań pojawiły się także samotność/poczucie izolacji (25 proc.) oraz brak wyznaczonego miejsca do pracy (17 proc.). Te nowe problemy, jakie pojawiły się w związku z upowszechnieniem na masową skalę pracy zdalnej, nie pozostają bez wpływu na zdrowie pracowników.

– Pierwsza kwestia to samo środowisko pracy, które nie jest takie jak to oferowane w biurach, czyli nie mamy biurka czy krzesła spełniającego wszystkie zasady ergonomii. Najczęściej pracujemy w fotelach, czasem w łóżkach, w kuchni pomiędzy talerzami czy garnkami, jednocześnie przyrządzając obiad. Te  wszystkie ograniczenia dotyczące środowiska pracy przekładają się na nasz dobrostan fizyczny – podkreśla Joanna Kotzian.

Badania przeprowadzone w Finlandii pokazały, że połowa telepracowników nie miała w domu ani krzesła biurowego, ani biurka, natomiast 53 proc. cierpiało z powodu bólu barków, 46 proc. zgłaszało bóle szyi, a 1/3 bóle pleców. Telepracownicy skarżyli się także na bóle w nadgarstkach i palcach, bóle głowy, zmęczenie, znużenie i zaburzenia snu.

Jak wynika z raportu „Na zdrowie! Jak dbać o kondycję zdrowotną pracowników” stworzonego przez Well.hr i PwC, również dostępność domowej lodówki sprawia, że często podjadają oni między posiłkami, a ich aktywność fizyczna w ciągu dnia pracy jest mniejsza niż osób pracujących w firmowym biurze, ponieważ rzadziej wstają od biurka, nie muszą dojść na przystanek czy na parking ani nawet zejść po schodach. W dłuższej perspektywie grozi to otyłością.

– Druga kwestia to dobrostan psychiczny pracownika wynikający z tego, że pracujemy w izolacji domowej, co ma wpływ na nasze samopoczucie. Wtedy tym bardziej dopadają nas różne lęki. Nie mamy możliwości uzyskania natychmiastowego wsparcia w obowiązkach od kolegi przy biurku czy możliwości wyjścia na lunch, zazwyczaj jemy go po prostu przy biurku czy w miejscu, w którym pracujemy – zauważa współzałożycielka Well.hr.

Pracownicy zdalni mogą również doświadczać problemów związanych z brakiem kontaktów międzyludzkich i samotnością, co w dłuższej perspektywie prowadzi do stanów lękowych czy depresji. Kolejną uciążliwością jest praca w obecności dzieci i próba pogodzenia obowiązków zawodowych z opieką nad nimi i pomocą im w nauce zdalnej.

– Mniejsze dzieci potrzebują opieki i nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć im, że teraz mama i tata pracują. Jest to bardzo frustrujące, co przekłada się na samopoczucie pracowników i sprawia, że nie czują się ani dobrymi pracownikami, ani dobrymi rodzicami – zwraca uwagę Joanna Kotzian.

Powyższe wyzwania sprawiają, że firmy zmieniają swoje świadczenia dla zatrudnionych. Uwzględniają w nich warunki pracy zdalnej i zmieniające się w związku z nią potrzeby personelu. Wciąż na szczycie listy benefitów pozostaje opieka zdrowotna, teraz coraz częściej w postaci dostępu do tele- czy wideokonsultacji ze specjalistami czy możliwości zdalnego monitorowania stanu zdrowia przez odpowiednie urządzenia i aplikacje. W miejsce dotąd bardzo popularnych kart umożliwiających korzystanie z siłowni i klubów fitness teraz pojawiają się oferty ćwiczeń online, a bilety do teatrów i kin zostały zastąpione przez dostęp do rozrywki w sieci.

– Pracodawcy starają się, by środowisko pracy było mniej stresujące, dostarczają pracownikom podpowiedzi, jak radzić sobie w realizacji coraz trudniejszych zadań pod coraz większą presją czasu – mówi współzałożycielka Well.hr. – Jedną z korzyści pandemii jest docenienie kwestii związanych ze zdrowiem psychicznym. Jeszcze dwa lata temu to był temat kompletnie w Polsce nieporuszany. Tymczasem w Wielkiej Brytanii mamy w rządzie ministra ds. samotności, a temat wellbeingu psychicznego jest tam w firmach absolutnym priorytetem.

Jej zdaniem wsparcie psychologiczne nagle stało się hitem wellbeingu. Spotkania z psychologami i psychoterapeutami odbywają się online na chacie albo w formie telekonsultacji. Mogą z nich korzystać zarówno pracownicy, jak i ich rodziny. Jak podkreśla ekspertka, w przyszłości wellbeing psychiczny pracowników będzie zyskiwał na znaczeniu, m.in. dlatego że praca zdalna może stać się standardem.

– Kiedy wrócimy już do normalnego trybu pracy, okaże się, że model pracy zdalnej wdrożyły firmy, które wcześniej nie odważyły się tego zrobić przez wiele lat, również instytucje publiczne, organizacje, w których wcześniej wydawało się to absolutnie niemożliwe. W przyszłości może się okazać, że właśnie praca zdalna jest rozwiązaniem tańszym dla wielu pracodawców, bo nie trzeba wynajmować biur o tak dużej powierzchni, ale też rozwiązaniem przyjaznym dla pracowników, jeśli stanie się ich wyborem, a nie koniecznością – przewiduje Joanna Kotzian.

To jednak wcale nie oznacza, że pracodawcy zapomnieli o pracownikach pracujących stacjonarnie w biurach czy fabrykach. Okres pandemii i lockdownu jest szczególnie trudny dla osób, które nie mają możliwości przejścia na tryb zdalny, bo w wielu z nich potęguje się obawa o zakażenie siebie lub bliskich.

– Lęki związane z pandemią, opieką nad dziećmi mają też pracownicy na produkcji czy w sieciach handlowych. Oni także muszą sobie poradzić z obecną sytuacją. Firmy wdrożyły specjalne zasady bezpieczeństwa, część z nich wprowadziła dodatki dla osób, które nie mogą pracować zdalnie. Niektóre sieci handlowe zwalniały ze świadczenia pracy kobiety w ciąży albo pracowników starszych, żeby nie narażać ich na niebezpieczeństwo zakażenia. To również były działania bardzo wartościowe z punktu widzenia wellbeingu i świadczące o tym, że pracodawca myśli o pracownikach – podsumowuje ekspertka Well.hr.

Nowa technologia pozwala obniżyć średnią temperaturę w pokoju nawet o 6 stopni bez utraty komfortu cieplnego. Wykorzystuje m.in. ciepło emitowane przez urządzenia

Technologie zeroenergetyczne stają się coraz popularniejsze w budownictwie. Pozwalają na tworzenie samowystarczalnych pomieszczeń, a nawet całych budynków. Dzięki inteligentnemu systemowi opracowanemu przez polską firmę można obniżyć temperaturę w pomieszczeniach nawet o 6 stopni bez utraty komfortu cieplnego. Technologia aktywnej synergii pozwala nie tylko zoptymalizować wykorzystanie energii, lecz także zagospodarować ciepło emitowane przez pracujące w pomieszczeniach urządzenia.

– Każdy budynek, niezależnie od systemu grzewczego, produkuje dość dużo energii. Ludzie, komputery i maszyny, takie jak lodówki produkują ciepło. Jeżeli to się połączy w jeden wspólny system, to można zaoszczędzić i nie potrzeba produkować nowej energii. Najczystsza energia to ta, której się nie wyprodukuje – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jerzy Hawranek, prezes zarządu iNergy.

Sposobem na zastosowanie energii wytworzonej np. przez różnego rodzaju urządzenia w pomieszczeniach może być technologia AS, czyli inteligentny system łączący w sobie wentylację, ogrzewanie i chłodzenie oraz wykorzystujący je do optymalnego dla ludzkiego organizmu rozprowadzania temperatury.

– Staramy się połączyć i wykorzystać to, co jest w danym pomieszczeniu energetyczne. Przez to, że człowiek czuje ciepło nogami, a komfort głową, czyli odwrotnie do fizyki, trzeba położyć ogrzewanie na podłodze, a chłodzenie od sufitu. Wszystko po to, żeby pod sufitem było chłodniej, a na dole cieplej – tłumaczy Jerzy Hawranek.

Transport energii odbywa się z użyciem nośnika, jakim jest woda. Takie rozłożenie temperatur w ramach technologii synergii aktywnej pozwala zwiększyć komfort cieplny przy równoczesnym obniżeniu średniej temperatury w pomieszczeniu o 4 do 6 stopni. Tymczasem jak wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Danfoss, obniżenie temperatury już o jeden stopień Celsjusza pozwala zaoszczędzić od 4 do 6 proc. kosztów ogrzewania.

– System jest przeznaczony zarówno dla małego budownictwa, np. budynków jednorodzinnych, domków, jak i dużych, wielopiętrowych budynków. Budując w tej technologii wieżowiec o wysokości 130 m, możemy zmieścić o cztery piętra więcej, a obniżone koszty eksploatacji pokryją z nadwyżką koszt budowy. Dla uzyskania tego samego efektu potrzebna jest mniejsza ilość powierzchni czy kubatury, ponieważ mamy tzw. wentylację rozproszoną – wyjaśnia ekspert.

Obecnie w budownictwie promowany jest trend zeroenergetyczny. Oznacza to, że konstruktorzy dążą do tego, by budynek był samowystarczalny energetycznie. Najczęściej oznacza to połączenie kilku technologii z zakresu odnawialnych źródeł energii – np. fotowoltaiki i pomp ciepła. Budynki zeroenergetyczne budowane są przeważnie od podstaw, ale możliwe jest również odpowiednie dostosowanie już istniejących.

Przykładem może być inwestycja realizowana obecnie przez Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierów Ogrzewnictwa, Chłodnictwa i Klimatyzacji. Nowa siedziba organizacji będzie się mieściła w zmodernizowanym trzykondygnacyjnym budynku, który powstał w latach 70. ubiegłego wieku. Zostanie on wyposażony w panele fotowoltaiczne oraz system zdalnego monitorowania i analizy wydajności budynku, z pulpitem nawigacyjnym online, a także zaawansowany system automatyki budynkowej (BAS). Siedziba ma być samowystarczalna energetycznie najpóźniej w marcu przyszłego roku.

 – Powinniśmy budować zeroenergetyczne domy, ponieważ musimy pozwolić naszym dzieciom mieć czym oddychać. Jeżeli wszyscy będziemy zużywać środowisko, to nasze dzieci nie będą miały w czym żyć. A skoro nie ma potrzeby produkowania więcej energii, niż możemy skonsumować, to trzeba to ograniczać – przekonuje prezes iNergy.

Z prognoz Prescient & Strategic Intelligence wynika, że światowy rynek budownictwa zeroenergetycznego osiągnie w 2024 roku wartość ponad 2,1 mld dol. W 2018 roku rynek ten był wyceniany na niespełna 0,9 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie 15,6 proc.

Przełomowe odkrycie naukowców. Wokół gwiazd podobnych do Słońca krąży co najmniej 300 mln planet nadających się do zamieszkania

W galaktyce Drogi Mlecznej może znajdować się 300 mln planet, które potencjalnie nadają się do zamieszkania. Co istotne, kilka z nich jest odległych o 30 lat świetlnych od Słońca, a niektóre nawet mniej niż 20 lat świetlnych – oceniają naukowcy NASA. To jednak najbardziej konserwatywne oceny. Wedle tych optymistycznych nawet jedna na dwie gwiazdy podobne do Słońca może mieć planetę nadającą się do zamieszkania. Tym samym nawet 2–3,6 mld planet może mieć warunki przyjazne człowiekowi.

Według nowych badań wykorzystujących dane z teleskopu kosmicznego Keplera, około połowa gwiazd o podobnej temperaturze do Słońca może mieć skalistą planetę zdolną do utrzymywania wody w stanie ciekłym na jej powierzchni. Tym samym w naszej galaktyce Drogi Mlecznej może znajdować się 300 milionów planet, które potencjalnie nadają się do zamieszkania, przy czym cztery z nich prawdopodobnie w odległości 30 lat świetlnych od Słońca, a jedna nawet bliżej niż 20 lat świetlnych.

Kepler powiedział nam już, że istnieją miliardy planet, ale teraz wiemy, że spora część z nich może być skalista i nadająca się do zamieszkania – podkreśla  Steve Bryson, naukowiec z centrum badawczego NASA Ames Research Center w Kalifornii.

To jednak najbardziej pesymistyczne obliczenia przy założeniu, że 7 proc. gwiazd podobnych do Słońca ma takie planety. Jednak przy średnim oczekiwanym wskaźniku na poziomie 50 proc. może być ich znacznie więcej.

Badacze przyjrzeli się egzoplanetom odkrytym przez teleskop Keplera o promieniu 0,5-1,5 razy większym od promienia Ziemi. Skupili się zaś przede wszystkim na gwiazdach podobnych do naszego Słońca pod względem wieku i temperatury (ok. 1500 st. Fahrenheita) oraz planetach, które najprawdopodobniej są skaliste. Odkrycie naukowców jest przełomowe – dotychczasowe badania pomijały np. zależność między temperaturą gwiazdy a rodzajem emitowanego przez nią światła pochłanianego przez planetę.

Uzyskany przez nas wynik jest daleki od ostatecznej wartości, a woda na powierzchni planety jest tylko jednym z wielu czynników podtrzymujących życie. Jednak dokonanie obliczeń z tak dużą pewnością i precyzją, które wskazują na taką powszechność planet do zamieszkania, jest niezwykle ekscytujące – wskazuje Steve Bryson.

Nowa analiza uwzględnia większość czynników i dzięki temu pozwala lepiej ocenić, czy dana planeta może być w stanie utrzymać wodę w stanie ciekłym, a tym samym – potencjalnie życie. Było to możliwe dzięki połączeniu ostatecznego zbioru danych Keplera o sygnałach planetarnych z danymi o produkcji energii każdej gwiazdy z misji Gaia Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Zawsze wiedzieliśmy, że definiowanie zdolności do zamieszkania planety oparte na kategoriach jej fizycznej odległości od gwiazdy, tak aby nie była zbyt gorąca ani zimna, pozostawiało wiele wątpliwości – twierdzi Ravi Kopparapu, naukowiec z NASA Goddard Space Flight Center w Greenbelt w stanie Maryland. – Dane zebrane przez Gaię pozwoliły nam spojrzeć na te planety i ich gwiazdy w zupełnie nowy sposób.

Według naukowców atmosfera planety określa, ile światła potrzeba, aby na jej powierzchni znalazła się woda w stanie ciekłym. Wyliczenia wskazują, że nawet około połowa gwiazd podobnych do Słońca ma planety skaliste, na których powierzchniach może znajdować się woda w stanie ciekłym. Optymistyczne szacunki mówią nawet o 75 proc. takich gwiazd.

To dobra wiadomość, zwłaszcza że ludzkość może być zagrożona wyginięciem z powodu jakiegoś kataklizmu. Jak zauważył astronom Carl Sagan, jedynym możliwym sposobem uniknięcia końca świata, jaki znamy, może być zasiedlenie innej planety w krótkim czasie.

Wiedza o tym, jak powszechne są różne rodzaje planet, jest niezwykle cenna przy projektowaniu nadchodzących misji poszukiwania egzoplanet – tłumaczy Michelle Kunimoto z zespołu TESS na uczelni Massachusetts Institute of Technology w Cambridge. – Na podstawie tych oszacowanych wyników można zmaksymalizować szanse powodzenia badań poszukiwania małych, potencjalnie nadających się do zamieszkania planet wokół gwiazd podobnych do Słońca.

Najpierw wybory, teraz szczepionka. Euforia na rynkach trwa

Ostateczna informacja o zwycięzcy wyborów prezydenckich w USA nadeszła w weekend, ale rynki świętowały wcześniej: obserwowaliśmy wyraźne wzrosty cen akcji i spadki kursów walut safe haven, takich jak USD. Dzisiejsze informacje dotyczące możliwego przełomu w walce z pandemią jeszcze wzmocniły dobre nastroje.

Kluczowe w kontekście najbliższych kilku tygodni będzie to, jak rynek walutowy przetrawi kombinację zwycięstwa Joe Bidena i prawdopodobnego utrzymania większości w Senacie przez Republikanów. W kontekście takiej kombinacji niemal na pewno dojdzie do złagodzenia napięć w handlu, jednak perspektywy znacznego rozluźnienia polityki fiskalnej w USA oddaliły się. Ewentualność, że odmowa uznania wyników wyborów przez Donalda Trumpa przełoży się na jakiekolwiek skuteczne kroki prawne stanowi zmartwienie, jednak na tym etapie uważamy, że jest to bardzo nieprawdopodobny scenariusz.

W tym tygodniu nie czekają nas posiedzenia kluczowych banków centralnych, nie poznamy też przełomowych danych. Dlatego sądzimy, że rynki będą skupiać się przede wszystkim na pandemii. Istotne będą covidowe statystyki i ogłoszenia dotyczące nowych restrykcji, jednak na początku tygodnia uwaga rynków koncentruje się na informacjach o 90-procentowej skuteczności szczepionki Pfizer/BioNtech. Wzrost szans na szybsze i skuteczniejsze poradzenie sobie z pandemią wspiera nastroje, przekładając się na wzrosty cen aktywów ryzykownych i odwrót od safe haven.

PLN

Polski złoty zakończył miniony tydzień wyraźnym umocnieniem, zyskując ponad 2% w parze z euro. Walucie sprzyjała poprawa sentymentu do ryzyka na fali wyników wyborów prezydenckich w USA.

Piątkowe posiedzenie RPP nie było przełomowe. To, co istotne, to nowe projekcje NBP, które pokazały, że polski bank centralny spodziewa się wyższej inflacji i jednocześnie wyższego wzrostu gospodarczego niż oczekiwał jeszcze w lipcu. W piątek nadeszły też kolejne ogłoszenia ze strony rządu. Nowe działania pomocowe dla przedsiębiorców w kontekście drugiej fali pandemii są zdecydowanie mniej imponujące niż te wdrażane na wiosnę, niemniej zapowiada się, że negatywny wpływ pandemii na gospodarkę w ostatnich miesiącach tego roku nie będzie tak duży jak wtedy.

W piątek poznamy wstępny szacunek PKB Polski w III kwartale br. Wraz ze zbliżaniem się do granicy warunkującej wprowadzenie narodowej kwarantanny warto też obserwować informacje dotyczące ewentualnych nowych obostrzeń. Złoty nadal powinien jednak reagować przede wszystkim na globalne zmiany sentymentu do ryzyka. Na początku tygodnia waluta zyskuje, wspierana przez wspomniane wyżej informacje dotyczące nowej szczepionki.

EUR

Euro doświadczyło silnego umocnienia w związku z rosnącymi oczekiwaniami na zwycięstwo Bidena. Obecnie kurs EUR/USD znajduje się w okolicy poziomu 1,19 i jest najwyżej od połowy września. Dalsze wzrosty mogą jednak być trudniejsze do osiągnięcia, przynajmniej w krótkim terminie. Pogarszająca się sytuacja w związku z pandemią i szereg nowych restrykcji przekładają się na aktywność gospodarczą, co pokazały październikowe dane PMI. W tym tygodniu, za sprawą przemówień kluczowych oficjeli banku centralnego, w centrum uwagi ponownie znajdzie się EBC. Inwestorzy czekają na sygnały dotyczące tego, jakiej skali działań stymulacyjnych możemy spodziewać się w grudniu.

USD

Połączenie zwycięstwa kandydata Demokratów, Joe Bidena, i lepszego niż oczekiwano wyniku Republikanów w wyborach wpłynęło na rynek zgodnie z naszymi oczekiwaniami – tj. powodując umiarkowany rajd aktywów ryzykownych i wyprzedaż amerykańskiej waluty. Lepsze od oczekiwań miesięczne dane o zatrudnieniu w USA z piątku sugerują, że wdrożenie ambitnego pakietu fiskalnego w najbliższym czasie jest jeszcze mniej prawdopodobne, pomimo pogorszenia covidowych statystyk w USA. Po okresie istotnych wydarzeń wracamy do obserwowania publikacji makroekonomicznych. Na pierwszy plan w tym tygodniu wysuwają się czwartkowe dane o inflacji w USA.

GBP

Bank Anglii rozszerzył program QE o 150 mld funtów, zwiększając jego pułap do 895 mld funtów. Skala tego rozszerzenia była wyższa niż oczekiwaliśmy zarówno my, jak i rynki. Jednocześnie BoE istotnie obniżył prognozę PKB Wielkiej Brytanii w ostatnim kwartale, dodatkowo sugerując, że wielkość gospodarki może nie wrócić do rozmiaru sprzed pandemii aż do 2022 roku.

Gołębi BoE i brak wyraźnych postępów w negocjacjach na linii Unia Europejska-Wielka Brytania odbiły się na funcie, który w zeszłym tygodniu radził sobie gorzej niż wszystkie pozostałe waluty G10 za wyjątkiem dolara amerykańskiego i jena japońskiego. Ten tydzień wypełniony jest danymi z Wielkiej Brytanii. We wtorek poznamy dane z brytyjskiego rynku pracy, w czwartek natomiast opublikowane zostaną wstępne szacunki PKB w III kwartale. Mogą one jednak nie mieć istotnego przełożenia na zachowanie rynku, ze względu na ich wsteczność i to, że nie pokażą wpływu nowych covidowych restrykcji na gospodarkę Wielkiej Brytanii.

CHF

Frank szwajcarski radził sobie lepiej niż inne waluty safe haven, kończąc tydzień na niemal niezmienionym poziomie w parze z euro. Wzrost zmienności pary EUR/CHF w związku z wyborami w USA okazał się dość ograniczony.

Krajowe wieści z frontu walki z pandemią były mieszane. Z jednej strony liczba nowych infekcji zdaje się stabilizować – Szwajcaria obecnie rejestruje ok. 10 tys. przypadków dziennie. Z drugiej strony jednak, rośnie liczba nowych zgonów. Niemniej restrykcje wprowadzone w kraju są stosunkowo łagodne w porównaniu z wieloma innymi europejskimi krajami. W zasięgu wzroku nie widać również drugiego lockdownu.

Najnowsze dane makroekonomiczne ze Szwajcarii w ujęciu ogólnym były dość pozytywne, jednak nie zmieniają znacząco obrazu sytuacji gospodarczej. Październikowe dane o inflacji, które poznaliśmy w zeszłym tygodniu, pokazały najniższy spadek cen od marca. Inflacja pozostaje jednak ujemna, kształtując się na poziomie -0,6%. Poza dzisiejszymi danymi z rynku pracy, które pokazały stabilizację stopy bezrobocia w październiku, kalendarz ekonomiczny na ten tydzień nie obejmuje żadnych publikacji szczególnie wartych obserwacji. Frank powinien nadal reagować głównie na zmiany rynkowych nastrojów, w poniedziałek po południu waluta doświadcza wyprzedaży, tracąc w związku z poprawą sentymentu do ryzyka po informacjach dotyczących nowej szczepionki.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Elastyczne biura znów na topie

Wraz z rozpowszechnieniem się elastycznego modelu pracy zyskaliśmy pewność, że biura pozostaną niezbędnym elementem dla funkcjonowania firm. Transformacja oczekiwań pracowników, co do sposobu wykonywania pracy, wpłynie jedynie na zmianę ich funkcji 

Ogłoszenie pandemii stało się jednym z punktów zwrotnych dla sektora biurowego. Na początku tego roku rynek elastycznych powierzchni biurowych przeżywał inwestycyjny boom. We wszystkich, dużych ośrodkach biznesowych w kraju zasoby powierzchni coworkingowych i biur serwisowanych szybko rosły. Za wzrostem podaży szło coraz większe zapotrzebowanie na tego typu przestrzeń do pracy. Po marcowym przełomie wszystko się zmieniło. W obecnej rzeczywistości elastyczne biura mają jednak szansę wrócić na ścieżkę wzrostu. Oferują bowiem gotową, dobrze wyposażoną powierzchnię w atrakcyjnym środowisku pracy, a do tego bardzo wygodne warunki najmu i niewygórowane ceny.

– Prawie połowa firm, które myślą o zmianie strategii wobec miejsca pracy rozważa  wykorzystanie dostępnej na rynku oferty biur serwisowanych i centrów coworkingowych. Elastyczne przestrzenie biurowe są coraz bardziej dostosowane, zarówno do nowych wymagań najemców, jak i rosnących wymogów sanitarnych. Klienci poszukują takich rozwiązań, szczególnie jeśli mają na uwadze czas obowiązywania umowy najmu albo możliwości, jakie niosą w przypadku konieczności szybkiej ekspansji czy redukcji powierzchni biurowej. Miejsca pracy w niektórych elastycznych przestrzeniach biurowych można wynająć na bardzo krótki okres, nawet jednego miesiąca, a w niektórych obiektach istnieje możliwość wynajęcia ich na dni czy godziny – mówi Krzysztof Foks, Analyst w Walter Herz.

Optymalne ceny

Plusem elastycznych powierzchni jest na pewno prosta forma rozliczenia kosztów. Zamiast opłacać czynsz, regulować opłaty eksploatacyjne oraz rozliczać się za media, jak w przypadku regularnego najmu, najemca płaci tylko jedną, stałą kwotę na rzecz wynajmującego. W tej cenie zawarte są wszystkie podstawowe opłaty, a często obejmuje ona również dostęp do sal konferencyjnych.

Przyczyn powodzenia, jakim na powrót cieszą się coworkingi i biura serwisowane upatrywać można również w chęci optymalizacji kosztów, co wiąże się z szybkim przechodzeniem firm na pracę zdalną, najczęściej w modelu hybrydowym. Nowa sytuacja na rynku skłania firmy do stosowania modelu hybrydowego, który skupia się na połączeniu długoterminowych umów najmu powierzchni z krótkoterminowym wynajmem przestrzeni coworkingowej, co pozwala zaoferować pracownikom możliwość pracy zdalnej nie tylko z domu. Elastyczne biura stają się coraz bardziej pożądanym rozwiązaniem rynkowym, w miarę jak wrasta liczba freelancerów i osób, które nie chcą dojeżdżać do siedziby firmy i nie mogą stale pracować w domu. Od marca br. pracodawcy tworzą i rozwijają siatki umożliwiające wykonywanie pracy w różnych miejscach. To sprawia, że wzrasta zapotrzebowanie na elastyczną i łatwo dostępną przestrzeń biurową.

Warszawa z największą elastyczną ofertą

Jak wynika z danych zawartych w raporcie – Coworking i powierzchnie serwisowane w Polsce 2020 opracowanym przez Walter Herz, największą ilością elastycznych przestrzeni do pracy dysponuje Warszawa, w której jest blisko 2/3 krajowych zasobów tego rodzaju powierzchni. Największym powodzeniem firm poszukujących takich biur w stolicy cieszą się lokalizacje centralne oraz Mokotów. Na ich obszarze skupionych jest blisko 75 proc. warszawskich centrów coworkingowych. Kolejne miejsce po Warszawie na mapie podaży elastycznych przestrzeni biurowych w Polsce z 13 procentowym odsetkiem krajowej oferty zajmuje Kraków. Za nim plasuje się Wrocław (7 proc.), Poznań (3 proc.) i Trójmiasto (3 proc.).

Biura serwisowane i centra coworkingowe oferują kilka form najmu przestrzeni. Najtańszą opcją jest HotDesk, kiedy najemca zyskuje dostęp do przestrzeni biurowej, w której może zająć dowolne, wolne miejsce rotacyjne. Kolejna opcja to dedykowane biurko, kiedy najemca dostaje wyznaczone, stałe miejsce w przestrzeni open space lub w gabinecie. Do wyboru jest także prywatne biuro w gabinecie dedykowanym tylko jednemu najemcy.

W cenie najmu elastycznej powierzchni zawarte jest wiele udogodnień dla użytkowników, które w przypadku standardowego najmu pracodawca musiałby sam zorganizować. Chodzi m.in. o dostęp do części wspólnych, takich jak kuchnia i strefy wypoczynku. Użytkownicy mogą korzystać z Wi-Fi oraz podstawowych sprzętów biurowych typu skaner i drukarka, a także kawy, herbaty i wody. Mają również zapewnioną obsługę recepcji czy dostęp do zamykanych szafek i budek telefonicznych. Za dodatkową opłatą oferowana jest zaś zwykle obsługa korespondencji, wirtualny adres, obsługa księgowa, prawna i doradcza.

BADANIE: Druga fala pandemii poważnym zagrożeniem dla zdrowia psychicznego Polaków

Niemal co drugi Polak obawia się, że jego zdrowie psychiczne pogorszy się z powodu drugiej fali pandemii. Taki lęk czuje ponad połowa kobiet oraz przeszło czterech na dziesięciu mężczyzn. Ludzie głównie martwią się o to, że zachorują ich bliscy lub oni sami, a także że zabraknie im dostępu do lekarzy lub pieniędzy. Zdecydowanie mniejszy stres wywołuje perspektywa powrotu do pracy zdalnej, a nawet możliwość utraty zatrudnienia. Takie wnioski płyną z ogólnopolskiego badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla aplikacji Therapify.

Pandemiczny niepokój

Z badania wynika, że 47% Polaków obawia się, że przez drugą falę pandemii koronawirusa ich zdrowie psychiczne się pogorszy. Z kolei 39% nie podziela tego. Natomiast 14% nie ma zdania na ten temat. Jak podkreśla Damian Markowski z aplikacji Therapify, obawa ta jest naturalną konsekwencją rozwoju epidemii i zmian zachodzących w otaczającej nas rzeczywistości. Ludzie znajdują się w nowej sytuacji, której przede wszystkim nie mogą kontrolować.

– Te wyniki mnie w ogóle nie dziwią. Już pierwsza fala pokazała, że wielu z nas zbliżyło się do granicy wytrzymałości psychicznej, a niektórzy nawet ją przekroczyli. Wówczas byliśmy w stanie przetrzymać znaczny dyskomfort, mając nadzieję na poprawę. Druga fala skonfrontowała nas z brakiem określonego końca oraz znacznie większym zagrożeniem – komentuje dr n med. Agnieszka Popiel z Kliniki Terapii Poznawczo-Behawioralnej Uniwersytetu SWPS.

Uwzględniając płeć badanych, to raczej kobiety bardziej od mężczyzn (52% vs 41%) obawiają się tego scenariusza. Jacek Legierski, psycholog, psychoterapeuta i przewodniczący zarządu Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej, dodaje, że w wielu badaniach stwierdzano większą skłonność kobiet do przeżywania lęku i zamartwiania się. Za przyczynę tego stanu rzeczy wskazywane są zazwyczaj różnice w strategii regulacji emocji, stosowane przez osoby danej płci. Kobiety wydają się też częściej koncentrować na negatywnych myślach. Natomiast mężczyźni jako regulację emocji wybierają działanie i rzadziej też ujawniają negatywne emocje.

Powody do lęków

Polacy przede wszystkim boją się, że zachorują ich bliscy. Często też sądzą, że do ich stanu przyczyni się brak dostępu do lekarzy. Oczywiście obawiają się również, że sami zachorują. Ponadto poważny niepokój budzi perspektywa gorszych warunków finansowych i sama izolacja społeczna.

– Od kwietnia na naszym uniwersytecie prowadzimy badanie COVID-STRES. W pierwszej fali pandemii wyniki były odwrotne i dominowały obawy o czynniki finansowe oraz zawodowe. Wówczas przekazy w mediach dotyczyły dramatycznej sytuacji w Bergamo, Peru czy Hiszpanii. Ale teraz jest zgoła inaczej. Każdego dnia słychać o zapaści i dezorganizacji w ochronie zdrowia – podkreśla dr Popiel.

Jak dodaje Damian Markowski, obawy o zakażenie czy brak dostępu do lekarzy występowały już podczas pierwszego lockdownu. Wtedy mieliśmy np. kilkanaście zakażeń dziennie, a w ostatnim czasie liczba nowych przypadków drastycznie rośnie. Ale problem z dostępem do lekarzy nie pojawił się teraz. System opieki zdrowotnej był już wcześniej przeciążony, a COVID-19 tylko sprawił, że stał się on teraz szczególnie widoczny.

– Potwierdzenie nasilonych obaw o zdrowie bliskich w dobie pandemii jest spójne z doniesieniami z innych krajów. Tam również wyższy odsetek osób obawiał się zachorowania bliskich niż o własne zdrowie. We wszystkich najczęściej wskazywanych lękach można znaleźć wspólne cechy. Są nimi niepewności. Jest to też niski poziom postrzeganej kontroli nad pojawieniem się zagrożenia i możliwością radzenia sobie z nim. Mówiąc prościej, to obawy przed tym, co może się zdarzyć, a czego jeszcze nie doświadczyliśmy – analizuje Jacek Legierski.

Najmniej niepokoju budzi powrót do zdalnej pracy, brak dostępu do leków oraz możliwość utraty zatrudnienia. Jak zaznacza ekspert z aplikacji Therapify, wprowadzenie powszechnej pracy na odległość podczas wiosennego lockdownu mogło być rewolucją lub nawet szokiem dla wielu osób, więc pojawił się naturalny lęk przed nieznanym. Jednak udało się go opanować poprzez zdobyte doświadczenie.

– Mniejsza częstotliwość wskazywania tych zdarzeń jako zagrożenia może mieć związek z doświadczeniami z poprzedniej tzw. fali. Ludzie mogli zdążyć się przyzwyczaić do pracy zdalnej. Nie zabrakło leków w aptekach ani żywności w sklepach, mimo takich przewidywań. Nie było też masowych zwolnień. Chociaż obawa o utratę pracy jest tu najczęstsza, bo przy dłużej trwającym lockdownie skutki dla gospodarki są trudno przewidywalne – dodaje przewodniczący zarządu PTTPiB.

Odporni na kryzys

Osoby, które wskazały, że nie obawiają się pogorszenia swojego zdrowia psychicznego, głównie używają argumentu, że mają dość mocną psychikę. Często też wskazują, że odpowiednio dbają o siebie i swój komfort życia, a ponadto izolacja społeczna nie jest im straszna. Dalej widzimy takie odpowiedzi jak brak obawy przed wykonywaniem pracy zdalnej i własną chorobą.

Zdrowie psychiczne Polaków w czasie pandemii – INFOGRAFIKA – Copyright by UCE RESEARCH 3xzdrowie Centrum Medyczne– Uzasadnienie respondentów w przytaczanym badaniu brzmi sensownie. Możemy rozumieć nasilenie emocji jako wprost proporcjonalne do postrzeganego zagrożenia, a odwrotnie do możliwości poradzenia sobie w danej sytuacji. Zatem przeświadczenie o dysponowaniu zasobami, czyli „mam mocną psychikę, umiem o siebie dbać, dam radę w warunkach izolacji”, chroni przed lękiem. A doświadczenie silnego lęku jest dla wielu osób miarą pogorszenia zdrowia psychicznego – opisuje ekspert z SWPS.

Z kolei ww. osoby najrzadziej zaznaczają, że nie mają obaw o to, że ich bliscy zachorują. Dalej są takie uzasadnienia, że nie trzeba się bać utraty pracy i pogorszenia warunków finansowych. Według Damiana Markowskiego, to może jedynie świadczyć o braku zdawania sobie sprawy z powagi sytuacji. Przekonanie o tym, że mnie lub moim bliskim nie grozi ryzyko, nie ma racjonalnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Przy obecnym dziennym wzroście liczby zakażeń, to właściwie może dotyczyć każdego z nas. Opieranie swojego komfortu psychicznego na przekonaniach o całkowitym braku zagrożenia może mieć negatywne konsekwencje.

Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie aplikacji Therapify w dniach 31.10-01.11.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na reprezentatywnej próbie 1 023 dorosłych Polaków.

Wynajem długoterminowy aut i Rent a Car po III kw. 2020

Wynajem długoterminowy aut wciąż hamuje w wyniku pandemii. Po trzecim kwartale branży udało się jednak nadal utrzymać wzrost na poziomie 2,8% r/r.

Jak wynika z danych opublikowanych przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), w trzecim kwartale bieżącego roku rynek motoryzacyjny i flotowy w Polsce nadal wyraźnie odczuwał wpływ pandemii koronawirusa, notując wyniki znacząco gorsze od tych osiąganych w poprzednich latach. Pomimo, że trzeci kwartał, ze względu na kilkumiesięczne odmrożenie gospodarki, był jak na razie najlepszym czasem w tym roku dla rynku motoryzacyjnego w kraju, to spadek sprzedaży nowych aut w porównaniu z rokiem poprzednim był nadal dwucyfrowy. Branża wynajmu długoterminowego samochodów, podobnie jak w pierwszym półroczu, także w trzecim kwartale wyróżniała się na tym tle dodatnią dynamiką rozwoju na poziomie 2,8% r/r. Tempo wzrostu branży jest jednak coraz mniejsze w każdym kolejnym kwartale 2020 r. Branża zakupiła w trzecim kwartale o 9,3% mniej nowych aut osobowych niż rok wcześniej i spadek ten był nieco mniejszy niż w przypadku konkurencyjnych form finansowania samochodów.

Odmrożenie gospodarki, podróże wakacyjne i biznesowe, a także częściowe przywrócenie ruchu lotniczego pozwoliły osiągnąć branży Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) w trzecim kwartale nieco lepsze wyniki. Lepsze, niestety nie znaczy dobre – branża Rent a Car zanotowała bowiem wciąż znaczący spadek – na poziomie -13,4% r/r. Spośród wszystkich form wynajmu aut, to właśnie wypożyczalnie samochodów ucierpiały w Polsce do tej pory najbardziej w wyniku pandemii. Co gorsza, dynamicznie pogarszająca się w czwartym kwartale sytuacja epidemiczna w kraju i liczne obostrzenia z nią związane, powodują że branża Rent a Car musi się ponownie zmagać z bardzo dużymi trudnościami, zbliżonymi do tych z wiosny tego roku. Co więcej, jeśli nie zostaną uruchomione mechanizmy publicznego wsparcia dla wypożyczalni samochodów, to eksperci PZWLP alarmują, że część firm z tej branży może mieć kłopoty z przetrwaniem drugiej fali pandemii.   

Rok 2020, ze względu na pandemię koronawirusa, jest jednym z najtrudniejszych w historii branży motoryzacyjnej. Od początku roku do końca września, a więc w okresie trzech kwartałów, z salonów w Polsce wyjechało o ponad 115 tys. nowych samochodów osobowych mniej niż w analogicznym czasie roku ubiegłego. Głównym filarem polskiego rynku motoryzacyjnego niezmiennie pozostają firmy, które odpowiadały w pierwszych dziewięciu miesiącach roku za zakup 70% pojazdów. Ale i sprzedaż do firm zanotowała gigantyczny spadek – klienci instytucjonalni nabyli w okresie styczeń – wrzesień o 78 tys. nowych samochodów osobowych mniej niż rok temu.

Trzeci kwartał z najmniejszymi spadkami sprzedaży aut

Trudno mówić tu o polepszeniu sytuacji, a raczej o tzw. mniejszym złu, ale relatywnie do innych okresów bieżącego roku, najlepszym – to znaczy z najmniejszymi spadkami sprzedaży – okazał się być do tej pory trzeci kwartał roku. Znaczące odmrożenie gospodarki i częściowy ogólny powrót do normalnego, sprzed pandemii, funkcjonowania społeczeństwa, biznesu i przedsiębiorców, to czynniki które przełożyły się na zmniejszenie skali recesji na rynku motoryzacyjnym w kraju w tym czasie.

W efekcie, w trzecim kwartale sprzedaż nowych aut osobowych do firm sięgnęła 86,5 tys. pojazdów i była o 11% mniejsza niż rok temu. „Tylko” o 11% mniejsza, bo dla porównania w całym pierwszym półroczu spadek w tym zakresie wyniósł aż 35%.Sprzedaż nowych aut do firm w 2020 – wynajem długoterminowy vs cały rynek firmowy

Podobnie jak we wcześniejszych okresach bieżącego roku, tak i w trzecim kwartale, najmniejszy spadek zanotowała branża wynajmu długoterminowego aut – na poziomie -9,3% r/r. W okresie lipiec – wrzesień branża wynajmu długoterminowego zakupiła na potrzeby oferowanych przez siebie usług 19,4 tys. nowych aut osobowych. Dla porównania, w przypadku konkurencyjnych form finansowania samochodów firmowych, czyli kredytu, zakupu i klasycznego leasingu finansowego liczonych razem, spadek był na podobnym poziomie i wyniósł -11,5% r/r.    Sprzedaz nowych aut osobowych w III kw. 2020 – wynajem dlugoterminowy vs reszta rynku

Na 86,5 tys. nowych aut osobowych, które zostały sprzedane w trzecim kwartale roku do firm, więcej niż co piąty samochód (22,4%) był nabywany w wynajmie długoterminowym. Oznacza to, że udział branży w sprzedaży nowych samochodów do firm zwiększył się w ciągu roku o 0,4%.Udział wynajmu długoterminowego aut – sprzedaż nowych aut osobowych III kw. 2020

Wynajem długoterminowy nadal hamował, ale coraz łagodniej. Druga fala pandemii może negatywnie wpłynąć na branżę.

Biorąc pod uwagę najważniejszy wskaźnik rozwoju branży, a więc łączną liczbę samochodów znajdujących się w usłudze Full Serwis Leasing (finansowanie auta wraz z jego pełną obsługą), wynajem długoterminowy zanotował po trzecim kwartale roku wciąż wzrost – na poziomie 2,8% r/r. Tempo wzrostu branży jest jednak w każdym kolejnym kwartale roku coraz niższe. Branża cały czas hamuje, jednakże w trzecim kwartale hamowanie było to już znacznie łagodniejsze niż w kwartale pierwszym, czy drugim.Tempo wzrostu wynajmu długoterminowego

Informacja, że po trzecim kwartale tego roku branża wynajmu długoterminowego pokazała stabilność, zdołała wypracować niewielki wzrost rok do roku, jest mimo wszystko pozytywna – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Na tle ogólnej sytuacji gospodarczej, sytuacji na rynku motoryzacyjnym oraz biorąc pod uwagę konkurencyjne formy finansowania, wynajem długoterminowy wciąż się wyróżnia. Choć jest to bardzo umiarkowany optymizm. Skala trwającej obecnie drugiej fali pandemii i jej wpływ jest trudny do określenia, a niestety zaczynamy po raz wtóry w tym roku mierzyć się z obostrzeniami, ograniczeniami życia społecznego i gospodarczego. Przełoży się to najprawdopodobniej negatywnie na sytuację w branży wynajmu długoterminowego w czwartym kwartale tego roku. Ciężko w tym momencie przewidzieć, czy ten negatywny wpływ będzie na tyle duży co na wiosnę, ale z pewnością będzie miał miejsce. W związku z tym trzeba założyć, że krzywa obrazująca dynamikę rozwoju naszej branży, a także całej gospodarki, nie będzie miała, jak wcześniej prognozowano, kształtu litery U czy V, ale dzisiaj jest już przesądzone, że będzie to przebieg przypominający raczej literę W, a kolejne fale pandemii wystąpią również w przyszłości.

Diesle stanowią już tylko połowę wszystkich aut w wynajmie długoterminowym

Dane na koniec trzeciego kwartału 2020 r. potwierdzają trwający już od dłuższego czasu trend rynkowy stopniowego odchodzenia firm od samochodów z silnikami Diesla. Napędy dieslowskie stanowiły we flotach w wynajmie długoterminowym już niewiele ponad połowę ogółu, dokładnie 54,5% i ich udział w łącznym parku pojazdów zmniejszył się w ciągu ostatniego roku o 4,4%. Silniki wysokoprężne są wypierane przez jednostki benzynowe, które napędzały na koniec września już 40,4% aut, zyskując tym samym 2,1% r/r udziału w całej flocie. Ponadto, Diesel jest zastępowany napędami ekologicznymi, a więc hybrydowymi i w pełni elektrycznymi. Samochody wyposażone w ekologiczne jednostki napędowe reprezentowały na koniec trzeciego kwartału już 5,1% wszystkich aut w wynajmie długoterminowym, a ich udział w całym parku pojazdów zwiększył się w ciągu roku o 2,3%. Należy przy tym podkreślić, że wśród samochodów ekologicznych zdecydowanie dominują te wyposażone w napędy hybrydowe, a auta w pełni elektryczne stanowią tylko 0,4% wszystkich pojazdów w wynajmie długoterminowym.Napędy w wynajmie długoterminowym aut na koniec III kw. 2020

Zwrot w kierunku samochodów przyjaznych środowisku jest już widoczny w wynajmie długoterminowym i to jest bardzo dobra wiadomość – mówi Jacek Studziński, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Finansowy i Członek Zarządu LeasePlan Polska. – Ale żeby jazda samochodem  elektrycznym stała się w Polsce zdroworozsądkowym wyborem, potrzebujemy działań rządowych. Mamy nadzieję, że planowane uruchomienie dotacji publicznych na zakup samochodów elektrycznych przez firmy obejmie również możliwość finansowania takich pojazdów w ramach wynajmu długoterminowego, co powinno przełożyć się na wzrost popytu na te pojazdy. Wynajem długoterminowy jest obecnie jedną z wiodących form nabywania samochodów przez firmy i popularność  tego rozwiązania w naszym kraju stale rośnie. Finansowanie samochodów elektrycznych w ramach wynajmu długoterminowego mogłoby przyczynić się do znacznego wzrostu ich liczby na polskim rynku.

Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w trzecim kwartale 2020 roku była o 2,1% i 2,8 g/km niższa niż rok wcześniej i wyniosła 127,7 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 159,5 g/km i była wyższa o 3,6% i 5,5 g/km w stosunku do stanu sprzed roku.  Emisja CO2 nowych aut w wynajmie długoterminowym – III kw. 2020

W liczącej na koniec trzeciego kwartału ponad 179 tys. aut* flocie w wynajmie długoterminowym firm należących do PZWLP, wśród najpopularniejszych samochodów znalazły się: Skoda Octavia, Opel Astra, Volkswagen Passat i Volkswagen Golf.

Branża Rent a Car najmocniej dotknięta przez pandemię – eksperci PZWLP alarmują, że bez programów wsparcia, część firm może mieć kłopoty z przetrwaniem drugiej fali

Skutki spowolnienia spowodowanego pandemią koronawirusa spośród wszystkich form wynajmu aut najsilniej odczuwa w Polsce branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów). W jej przypadku samochody są wynajmowane na okresy krótkie (1-30 dni) oraz średnie (1 miesiąc – 2 lata), co powoduje, że obostrzenia związane z ruchem lotniczym, zamykaniem granic państw, przemieszczaniem się osób w celach turystycznych czy biznesowych, mają zasadniczy wpływ na kondycję branży.

W trzecim kwartale roku, dzięki odmrożeniu gospodarki, częściowemu wznowieniu pracy lotnisk i ruchu lotniczego oraz podróżom wakacyjnym i biznesowym, branża Rent a Car odnotowała nieco mniejszy spadek, niż we wcześniejszych okresach bieżącego roku, który wyniósł -13,4% r/r.Dynamiki rozwoju branży Rent a Car w 2020

Pomimo, że wyniki branży Rent a Car były trochę lepsze w trzecim kwartale, to nadal mówimy o bardzo dużym spadku w stosunku do roku ubiegłego – mówi Maciej Tórz, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Rentis SA. – Wypożyczalnie samochodów, podobnie jak branża gastronomiczna, czy turystyczna, w sposób bezpośredni i niemalże natychmiastowy odczuwają skutki pandemii i wprowadzanych w jej wyniku ograniczeń gospodarczych, społecznych, w przemieszczaniu się i ruchu lotniczym. Wiosenny lockdown postawił branżę Rent a Car w bardzo trudnej sytuacji, doprowadzając do prawie całkowitego zamrożenia jej działalności i realnego zagrożenia utratą płynności wielu wypożyczalni aut. Niestety, druga fala pandemii i kolejne wprowadzane ograniczenia w czwartym kwartale, powodują, że sytuacja naszej branży ponownie staje się bardzo trudna. Musimy z przykrością jasno powiedzieć, że bez wdrożenia publicznych działań pomocowych czy programów wsparcia dla branży Rent a Car, np. wakacji czynszowych za wynajem lokali, czy miejsc parkingowych w portach lotniczych, wiele wypożyczalni samochodów w naszym kraju może mieć trudności z przetrwaniem drugiej fali pandemii i zachowaniem dotychczasowego zakresu działalności. Bez pomocy, część firm może zostać zmuszona do procesów restrukturyzacyjnych, redukcji floty aut przeznaczonych na wynajem, a w niektórych przypadkach scenariusze mogą być trudne do przewidzenia.

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 6 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota** w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec września 2020 roku blisko 15 tys. aut (14.790).

Banki u progu drugiej fali pandemii

Druga fala pandemii, która okazała się być znacznie poważniejsza od kreślonych latem trudnych scenariuszy, może spowodować kolejne kłopoty na rynkach finansowych, w szczególności w obszarze kredytów hipotecznych mocno powiązanych z branżą nieruchomości. Obecnie, nie ma jeszcze pełnego lockdownu, jednak banki, a więc instytucje głównie odpowiadające za politykę kredytową w Polsce, zaczęły już od kilku tygodni wprowadzać zmiany w swoich ofertach. Jakie rozwiązania wdrażają? Na co powinni przygotować się przyszli kredytobiorcy? Jakie ważne decyzje podjęły czołowe banki?

Odbudowa popytu zatrzymana?

Najnowszy odczyt BIK Indeksu –  popytu na kredyty mieszkaniowe wyniósł w październiku +8,1%, co oznacza, że w ostatnim miesiącu, w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 8,1% w porównaniu z październikiem 2019 roku Równocześnie z raportu BIK dowiadujemy się, iż w październiku 2020 roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 38,44 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 39,12 tys. rok wcześniej – jest to spadek o -1,7%. W porównaniu do września 2020 roku, liczba wnioskujących wzrosła o 2%, zaś w stosunku do minimum z kwietnia 2020 roku wzrosła aż o 38,2%. Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w październiku br. wyniosła 297,77 tys. zł i była o 5,3% wyższa niż w październiku 2019 roku.

Dane z rynku kredytów hipotecznych pokazują, że chociaż popyt nie odbudował się do poziomu sprzed pandemii to osiągnął on najwyższy wskaźnik notowany od momentu załamania związanego z pierwszym lockdownem na początku roku, a jego pozytywna zmiana miesiąc do miesiąca jest faktem już od czerwca br. Tym niemniej, wkroczyliśmy w drugą jesienną falę pandemii, która okazała się jak do tej pory znacznie poważniejsza niż najczarniejsze scenariusze epidemiologów, co z pewnością będzie mieć negatywny wpływ na rynek kredytów hipotecznych w końcówce roku 2020 –– wskazuje Kinga Burcan, ekspert kredytowy, Partner Zarządzający w Trinity Finance.

Trudniej o wybrane kredyty

Banki już od pewnego czasu zaczęły przygotowywać się na taki scenariusz korygując własne polityki kredytowe czy dokonując zmian na poziomie operacyjnym, co również ostatecznie ma wpływ na proces kredytowy. Alior Bank już od 14 sierpnia 2020 roku do odwołania czasowo wstrzymał możliwość procesowania nowych wniosków kredytowych z przeznaczeniem na cel konsolidacyjny, konsumpcyjny, mieszany i komercyjny.

Z kolei ING zdecydowało się wprowadzić ograniczenia związane z kredytowaniem przedsiębiorców w wybranych branżach. Dotknęły one podmiotów z takich obszarów jak: gastronomia, kultura/rozrywka/rekreacja, turystyka, zakwaterowanie – wskazuje Kinga Burcan, ekspert kredytowy, Partner Zarządzający w Trinity Finance.

mBank także tymczasowo wprowadził zmiany w polityce kredytowej. Dotyczą one braku możliwości podwyższenia LtV o dodatkowe 10pp objętego ubezpieczeniem NWW dla trzeciego i czwartego kredytu.

Inne ważne zmiany

Warto zwrócić uwagę, że PKO BP skróciło okres ważności decyzji kredytowej. Oznacza to w przypadku tego podmiotu powrót do wyłącznie 36-dniowej ważności takiej decyzji oraz możliwości analizy zdolności kredytowej w krótszym ujęciu czasowym.

Dodatkowo, PKO BP zmodyfikowało indywidualną ocenę stabilności przychodów dla osób prowadzących działalność gospodarczą oraz zrezygnowało z porównywania średniorocznego dochodu w roku bieżącym vs rok ubiegły. Zmiany w polityce tego banku obowiązują od 21 października 2020 roku i dotyczą wniosków, w sprawie których od tego dnia będzie podejmowana decyzja kredytowa – mówi Kinga Burcan, ekspert kredytowy, Partner Zarządzający w Trinity Finance.

Bank Pekao SA od 30 października 2020 r. do odwołania ograniczył do sześciu godzin otwarcie placówek dla klientów. Zachował jednocześnie ośmiogodzinny tryb pracy pracowników w każdym oddziale.

Niektóre banki stały się bardziej przezorne i w większym stopniu – niż dotychczas – prześwietlają możliwości finansowe klientów. Muszą mieć pewność, że w tych niepewnych czasach, przyszły kredytobiorca będzie systematycznie spłacał zaciągnięte zobowiązanie finansowe. Warto mieć to na uwadze, ale też nie rezygnujmy ze starań o własne mieszkanie czy dom. Nie możemy z góry zakładać, że zostaniemy odesłani z kwitkiem – mówi Kinga Burcan, ekspert kredytowy, Partner Zarządzający w Trinity Finance.

Szczepionka albo kolejne, długotrwałe załamanie

Druga fala pandemii – trudniejsza od konserwatywnych nawet oczekiwań epidemiologów – z pewnością wymusi po raz kolejny znaczące osłabienie popytu spowodowane ponownym lockdownem, ale również zupełnie inną sytuacją kredytobiorców, którzy, jak chociażby w przypadku osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, nie mogą już liczyć na taką osłonę państwa jak w czasie pierwszej fali.

Wydaje się, że w obecnej sytuacji dopiero okres późnej wiosny 2021 roku, ewentualnie pojawienie się farmakologicznej szczepionki przeciwko COVID-19, będzie swoistą szczepionką oraz zabezpieczeniem dla rynku kredytów hipotecznych i długotrwałej fali odbudowy popytu na nim – wskazuje Kinga Burcan,  ekspert kredytowy, Partner Zarządzający w Trinity Finance.

Ulga IP Box na razie dla wąskiego grona podatników

Znakomita większość interpretacji indywidualnych dotyczących ulgi IP Box dotyczy możliwości objęcia nią dochodów generowanych przez jednoosobowe działalności gospodarcze zajmujące się tworzeniem oprogramowania. W rezultacie z opodatkowania 5-procentową preferencyjną stawką podatkową skomercjalizowanych praw własności intelektualnej korzystają najczęściej programiści rozliczający się z kontrahentami na podstawie umów B2B. Tę tendencję potwierdzają wstępne dane Ministerstwa Finansów za 2019 r. Z ulgi IP Box miało skorzystać 1601 podatników PIT oraz zaledwie 49 podatników CIT, czyli MŚP i dużych przedsiębiorstw, które mają największy wpływ na wzrost polskiej innowacyjności.

Ulga IP Box (Innovation Box), mimo że obowiązuje od 1 stycznia 2019 r., wciąż budzi u podatników wątpliwości prawne, a mechanizm jej stosowania nie jest do końca jasny. Samo wytworzenie kwalifikowanego prawa własności intelektualnej, mieszczącego się na zamkniętej liście wprost wskazanej w ustawie o CIT, to dopiero początek drogi do uzyskania podatkowych oszczędności. Przedsiębiorca musi jeszcze m.in. przygotować szczegółowe zestawienie kosztów związanych z tworzonym kwalifikowanym IP, obliczyć wskaźnik nexus oraz określić dochód związany z komercjalizacją wytworzonego kwalifikowanego IP. Nie jest to proste, dlatego wciąż niewielka liczba podatników sięga po nową ulgę.

Czas rejestracji IP jest kluczowy

Z IP Box korzystają najchętniej programiści, ponieważ autorskie prawo do programu komputerowego, będące kwalifikowanym IP, nie wymaga dodatkowego procesu weryfikacyjnego czy też rejestracyjnego, co w znaczący sposób ułatwia i przyśpiesza proces korzystania z ulgi. Co prawda wśród kwalifikowanych praw własności intelektualnej występują również takie, dla których proces rejestracyjny jest znacznie krótszy niż w przypadku patentu (tutaj cała procedura może potrwać nawet 5-6 lat), jednak nie są one tak popularne na polskim rynku, jak tworzenie programów komputerowych.

Za przykład prawa własności intelektualnej, którego rejestracja przebiega w miarę szybko, można podać prawo z rejestracji topografii układu scalonego. Jednak w 2018 r. zarejestrowano je w Polsce 20 razy, a rok później już tylko 9 razy. Niewielka liczba IP innych niż autorskie prawo do programu komputerowego (np. patenty, wzory przemysłowe i użytkowe) sprawia, iż IP Box nie cieszy się na razie dużą popularnością wśród podatników CIT – dodaje Tomasz Stańczyk, Konsultant w Dziale innowacji, ulg i dotacji w Ayming Polska.

Wyliczanie dochodu generowanego

Jednym z większych wyzwań dla przedsiębiorców w ramach IP Box była kwestia określenia dochodu generowanego z kwalifikowanego IP w przypadku sprzedaży produktów nim objętych. Podatnicy mają obowiązek wskazania, jaka część dochodu ze sprzedaży wynika bezpośrednio z udziału kwalifikowanego IP w cenie oferowanych produktów. Metodologia określania wysokości takiego dochodu jest skomplikowana
i nierzadko stanowi dla przedsiębiorców duże wyzwanie. Co więcej, podatnicy czasem wprost oświadczają, że nie są w stanie wykonać tego w rzetelny sposób.

Taką sytuację w interpretacji indywidualnej opisuje jeden z wnioskodawców. W stanie faktycznym stwierdza, że: „[…] nie jest możliwe wymierne określenie, w jakim konkretnie zakresie powyższe prawa własności intelektualnej rzeczywiście wpływają/wpłyną na wolumen sprzedaży Towarów ani na przychody Spółki ze sprzedaży konkretnego Produktu […]. Z tego względu, w ocenie Wnioskodawcy, całość dochodów ze sprzedaży Towarów objętych Wzorem przemysłowym bądź Patentem […] wyrażona w cenie netto sprzedaży tych Towarów powinna być brana pod uwagę na potrzeby obliczenia wysokości dochodu z kwalifikowanego prawa własności intelektualnej” (0112-KDIL3-3.4011.347.2019.1.MM). Dyrektor KIS nie zakwestionował stanowiska wnioskodawcy, uznając je w całości za prawidłowe.

Interpretacje indywidualne na wątpliwości

Dotychczasowe małe zainteresowanie ulgą IP Box nie musi oznaczać, że w przyszłości nie stanie się ona bardziej popularną preferencją wśród MŚP i dużych firm. Pozytywnym sygnałem jest to, że z miesiąca na miesiąc coraz bardziej ugruntowana staje się praktyka interpretacyjna w zakresie IP Box, a kolejne interpretacje indywidualne rzucają nowe światło na ten mechanizm podatkowy. Na początku istnienia ulgi dużo emocji budził na przykład aspekt definicji programu komputerowego, której próżno doszukiwać się
w polskim prawie. Obecnie indywidualne interpretacje podatkowe dość jasno wskazują, że oprogramowanie podlega takiej samej ochronie jak utwór literacki w świetle art. 30ca ust. 2 pkt 8 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (0113-KDIPT2-3.4011.600.2019.3.JŚ). Takie stanowisko Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej skutecznie rozmywa granicę między programem komputerowym
a oprogramowaniem, które nie zawsze musi mieć formę programu komputerowego w intuicyjnym tego słowa znaczeniu.

Warto jednak zauważyć, że Indywidualna Interpretacja Podatkowa odnosi się jedynie do opisanego stanu faktycznego i nie może stanowić wykładni prawa. W związku z tym niefortunnie przedstawiony opis stanu faktycznego może skłonić Dyrektora KIS do zgoła odmiennych wniosków w przypadku innych podatników tworzących oprogramowanie komputerowe – komentuje Tomasz Stańczyk, Konsultant w Dziale innowacji, ulg i dotacji w Ayming Polska.

Przykładem takiej sytuacji jest interpretacja, w której czytamy:

„W niniejszej sprawie Wnioskodawca tworzy nowe części lub przetwarza istniejące części programów komputerowych już istniejących, w wyniku czego nie powstają odrębne programy komputerowe (nowe kwalifikowane prawa własności intelektualnej w postaci nowych autorskich praw do programów komputerowych), w konsekwencji efekty działalności badawczo-rozwojowej prowadzonej przez Wnioskodawcę nie stanowią kwalifikowanego prawa własności intelektualnej […]” (0115-KDIT1.4011.3.2019.3.DW).

Spółki giełdowe z branż FMCG i finansowej najlepiej wynagradzają członków swoich zarządów i rad nadzorczych

Mediana wynagrodzeń członków zarządów spółek giełdowych w 2019 r. wyniosła 1,048 tys. zł, co stanowi niewielki wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem. Najwyższy wzrost odnotowały spółki z indeksu WIG20 – wynika z raportu PwC „Wynagrodzenia członków zarządów i rad nadzorczych spółek giełdowych 2019”. Autorzy opracowania podkreślają, że nadal widoczna jest znaczna dysproporcja pomiędzy wynagrodzeniami prezesów i członków zarządu – przeciętna pensja członka zarządu stanowi ok. 70% uposażenia prezesa.

Wynagrodzenia zarządów

Jak wynika z raportu rok 2019 pokazuje nieznaczny trend wzrostowy mediany wynagrodzeń członków zarządu we wszystkich indeksach, jak i wśród badanych spółek łącznie. Najwyższy wzrost (z 1,3 tys. zł do 1,650 tys. zł) odnotowały spółki tworzące WIG20.

Charakterystyczna pozostaje dysproporcja pomiędzy wynagrodzeniami prezesów i członków zarządu. W spółkach należących do sWIG80 oraz WIG20, zarówno w zakresie mediany, jak i średniej, wynagrodzenie członka zarządu stanowi ok. 70% wynagrodzenia prezesa. Najlepiej zarabiających prezesów znajdziemy wśród spółek w mWIG40.

Jedne z wyższych średnich i median wynagrodzeń występują w sektorach finansowym i FMCG. Na drugim biegunie znalazła się branża IT. Jak tłumaczą eksperci PwC, relatywnie niskie wartości wynagrodzeń w tym sektorze, który na poziomie pracowników niższego szczebla jest kojarzony z wysokim poziomem płac, znajdują swoje uzasadnienie w dość częstym udziale właścicieli czy pomysłodawców biznesu we władzach. Również udział właścicieli we władzach spółek stwarza możliwość realizowania płatności ze spółki także w innych modelach niż wynagrodzenie za funkcję korporacyjną.

Patrząc w przyszłość i prognozując zmiany w trendach na kolejne lata, prawdopodobnym wydaje się jeszcze mocniejsze i wielowymiarowe powiązanie zmiennych składników wynagrodzenia członków zarządu ze strategią i w konsekwencji z wynikami firmy. Do tej pory zmiany w tym obszarze były stymulowane najczęściej zmianami regulacyjnymi. Niepewność rynkowa i wynikająca z niej potrzeba szeroko rozumianej elastyczności w modelach zatrudnienia i wynagradzania, wywołana pandemią koronawirusa, mogą być kolejnymi – tym razem nie regulacyjnymi – czynnikami stymulującymi zmiany w tym obszarze.

Katarzyna Komorowska, partner w PwC, lider zespołu People & Organization
Analiza PwC obejmuje również badanie różnorodności członków zarządów spółek giełdowych. Zebrane dane pokazują, że struktura demograficzna zarządów w 2019 r. nie uległa znaczącym zmianom w porównaniu do roku poprzedniego, zwłaszcza w zakresie zróżnicowania płci. Udział kobiet na stanowiskach prezesów spółek spadł o 1 p.p., zaś w przypadku członków zarządu pozostał na niezmienionym poziomie. Dodatkowo, w porównaniu z 2018 r. widoczny jest nieznaczny spadek udziału osób o zagranicznym obywatelstwie wśród członków zarządu (z 13% do 9%).

Pozytywnym trendem jest zmniejszanie się dysproporcji w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn. Członek zarządu – mężczyzna przeciętnie może liczyć na wynagrodzenie zasadnicze w wysokości 876 tys. zł, podczas gdy kobieta, będąca jego odpowiednikiem, otrzyma 862 tys. zł.

Wynagrodzenia rad nadzorczych

Jak wynika z danych zebranych w raporcie PwC mediany wynagrodzenia rad nadzorczych pozostają na zbliżonym poziomie od trzech lat i wynoszą: 81 tys. zł (2017 r.), 85 tys. zł (2018 r.) i 84 tys. zł rocznie (2019 r.). Przewodniczący i członkowie rad nadzorczych w 2019 roku mogli liczyć na podobny poziom wynagrodzeń, co w roku poprzednim – odpowiednio 97 tys. zł i 81 tys. zł rocznie. Na podobnym poziomie (ok. 10% badanej populacji) utrzymuje się grupa osób niepobierających wynagrodzenia.

Członek rady nadzorczej spółki z WIG20 może liczyć na blisko dwa razy wyższe wynagrodzenie niż osoba zasiadająca w spółce WIG80. Branże finansowa i FMCG wynagradzają swoje rady najwyżej. Nadal jednak 28% członków rad nadzorczych może liczyć na roczne wynagrodzenie w przedziale 36-84 tys. zł rocznie. To najczęściej występujący przedział w badanej populacji.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że w porównaniu do lat ubiegłych widoczny jest spadek liczby członków zasiadających w większej liczbie rad nadzorczych, co może być związane z rosnącymi wymogami i odpowiedzialnością przy braku proporcjonalnego wzrostu wynagrodzeń. Stopniowy spadek liczby osób zasiadających w kilku radach nadzorczych ogranicza grono doświadczonych profesjonalistów pełniących te funkcje na polskim rynku. Nie widać też niestety pozytywnych zmian w obszarze różnorodności. Kobiet w radach nadzorczych jest nadal niewiele (pozytywnie wyróżniają się tu spółki z WIG20 z 21% udziałem kobiet w organie nadzorczym), podobnie jak obcokrajowców.

Choć badania pokazują, że różnorodność pozytywnie przekłada się na osiągane przez spółki wyniki, w większości sektorów brakuje regulacji czy choćby miękkich rekomendacji w tym zakresie. Wyjątkiem jest branża finansowa, gdzie stosowane są impulsy nadzorcze ze strony instytucji europejskich (EBA oraz ESMA), które w postaci wytycznych dotyczących oceny odpowiedniości członków organów zarządzających i nadzorczych, nałożyły na nadzorowane przez siebie instytucje obowiązek dążenia do zapewnienia odpowiedniego zróżnicowania w składach kluczowych organów.

Małgorzata Fiedorczuk, starszy menedżer w zespole People & Organization w PwC
Raport „Wynagrodzenia członków zarządów i rad nadzorczych spółek giełdowych 2019” został zaprezentowany 4 listopada 2020 r. podczas Forum Rad Nadzorczych. Nagranie z wydarzenia jest dostępne na stronie https://bit.ly/3k53OwN. Forum Rad Nadzorczych jest wspólną inicjatywą Giełdy Papierów Wartościowych, PwC i Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. Celem FRN jest kompleksowe wspieranie członków rad nadzorczych w pełnieniu ich strategicznej roli w spółce. W ramach inicjatywy odbywają się spotkania warsztatowe oraz konferencje. Forum to także centrum badań i analiz poświęconych kluczowym wyzwaniom rynkowym oraz profesjonalizacji członków rad nadzorczych.

Tereny poprzemysłowe – jak je odzyskać?

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych PINK zapytała swoich członków o perspektywy i możliwości wykorzystania terenów poprzemysłowych, z korzyścią dla miast i środowiska naturalnego.

Wraz z rozwojem gospodarczym Polski zmienia się postrzeganie terenów poprzemysłowych. Kurczą się tereny inwestycyjne, uwalnianie terenów rolniczych trwa długo, a wykorzystanie terenów zielonych nie jest uzasadnione z punktu widzenia bioróżnorodności środowiska. Dlatego dawne tereny przemysłowe zlokalizowane w obrębie dużych aglomeracji stają się kuszącą alternatywą dla inwestorów.

To, co jednak stanowi dużą barierę wykorzystania tych gruntów w przypadku ich zanieczyszczenia, jest remediacja, czyli ich przekształcenie i dostosowanie, tak aby były bezpieczne dla zdrowia mieszkających lub pracujących tam w przyszłości ludzi.
Łączna powierzchnia gruntów wymagających rekultywacji wynosi w Polsce około 65 tys. ha*, z czego najwięcej znajduje się w województwach: wielkopolskim, dolnośląskim, śląskim, warmińsko-mazurskim i łódzkim. Stopień rekultywacji i zagospodarowania gruntów zdewastowanych i zdegradowanych od wielu lat kształtuje się na niskim poziomie. W 2017 r. stanowił odpowiednio 2,1% i 0,8% ogólnej powierzchni gruntów zdewastowanych i zdegradowanych*.

Z punktu widzenia inwestorów, ważnym czynnikiem w uzdatnianiu terenów poprzemysłowych są przepisy i wyzwania oraz rozwiązania, które przynoszą. Jak podkreśla mecenas Ewa Rutkowska-Subocz, Partner kierująca Praktyką Ochrony Środowiska Dentons w Polsce oraz współkierująca Praktyką Ochrony Środowiska w Europie:

Nie ma odpowiednich przepisów prawnych, które dotyczą wszystkich aspektów związanych z oczyszczaniem powierzchni ziemi. O ile istnieją przepisy i standardy jakości dla gleby i ziemi to brakuje ich dla wód gruntowych, zatem plany remediacji dotyczą formalnie obecnie wyłącznie gleby i ziemi. – Ewa Rutkowska-Subocz, Partner kierująca Praktyką Ochrony Środowiska Dentons w Polsce

Jednocześnie mecenas Ewa Rutkowska-Subocz podkreśliła, że te same przepisy przynoszą rozwiązania remediacyjne, które warto brać pod uwagę w procesach inwestycyjnych dotyczących terenów poprzemysłowych. Rozwiązania te pozwalają na jednoczesne ograniczenie kosztów remediacyjnych i spełnienie wszystkich wymogów prawnych.
Brak odpowiednich regulacji, skomplikowana procedura i wysokie koszty remediacji to najczęstsze przeszkody wskazywane przez deweloperów planujących inwestowanie na terenach poprzemysłowych. Oczywiście istnieją sposoby na ograniczenie ryzyka i zabezpieczenie przed skutkami zanieczyszczenia w transakcjach kupna i sprzedaży gruntów, jednak nie jest to rozwiązanie istoty problemu, co ma duże znaczenie w dobie grożących nam niedoborów wody, czy ogólnie pogarszającego się stanu środowiska. O ile rozwinięte gospodarki etap rewitalizacji terenów poprzemysłowych mają już za sobą, my jesteśmy na początku tej drogi i konieczne jest ustalenie dla niej najlepszej i odpowiedzialnej strategii. Mamy już wiele przykładów udanych projektów inwestycyjnych przeprowadzonych właśnie na terenach poprzemysłowych jak Prologis Park w Rudzie Śląskiej czy Segro Business Park Warsaw, Żerań. Stoimy na stanowisku, że deweloperzy nie mogą jednak ponosić wszystkich kosztów związanych z zanieczyszczeniem terenów, zwłaszcza jeśli do ich powstania doszło w wyniku działań spółek Skarbu Państwa. Zrównoważony rozwój naszych miast wymaga współdziałania wielu podmiotów w tym władz samorządowych, centralnych, deweloperów jak i samych mieszkańców. – Agnieszka Jachowicz, członek zarządu PINK

Atrakcyjność terenów poprzemysłowych w ocenie członków PINK

Czy tereny poprzemysłowe mogą być atrakcyjne dla inwestorów i dlaczego?
Tereny poprzemysłowe są atrakcyjne dla inwestorów szczególnie w przypadku ograniczonej dostępności niezagospodarowanych przestrzeni. To sytuacje, w których np. brakuje Miejscowych Planów Zagospodarowania Przestrzennego, obszar jest już intensywnie zagospodarowany, ale cały czas atrakcyjny i cieszy się dużym popytem. Nieruchomości poprzemysłowe położone w granicach dużych ośrodków miejskich są dla inwestorów bardziej atrakcyjne niż takiego rodzaju powierzchnie położone poza granicami miast, ponieważ dają możliwość zmiany funkcji i sposobu zagospodarowania. – Michał Żelazek, Zastępca Dyrektora, Dział Powierzchni Magazynowych i Przemysłowych CBRE

Na inwestycje w tereny poprzemysłowe warto spojrzeć też z perspektywy realizowania strategii zrównoważonego rozwoju i prowadzenia biznesu odpowiedzialnego społecznie. Zagospodarowanie tych często opuszczonych i zaniedbanych terenów, które straciły swoją pierwotną funkcję, daje impuls do rozwoju lokalnej gospodarce. To sytuacja win-win. Klientom możemy zaoferować położone na zrewitalizowanych terenach nowoczesne obiekty logistyczne w pożądanych lokalizacjach, a społecznościom dajemy realne korzyści – od nowych miejsc pracy, przez zmodernizowaną infrastrukturę przekładającą się na większą wygodę dla mieszkańców, po zadbanie o historyczną tkankę np. miasta. – Paweł Sapek, Senior Vice President, Regional Head CEE Prologis

Jakie są największe bariery związane z wykorzystaniem terenów poprzemysłowych?
Największą barierą w takich inwestycjach są zbyt długo trwające procedury administracyjne związane z remediacją. Pamiętajmy, że bardzo często tereny takie są zanieczyszczone, zatem inwestycje na nich wymagają przejścia odpowiednich procedur, które niestety trwają, a dla inwestorów czas to pieniądz. Drugą największą barierą jest niepewność związana z licznymi problemami, które występują na takich nieruchomościach. Takie „niespodzianki” to właśnie niewystarczająco rozpoznane zanieczyszczenie środowiska gruntowo-wodnego, ale także istniejące odpady niebezpieczne, azbest, rtęć lub PCB, gdzie często ściany, posadzki oraz dachy starych budynków produkcyjnych mogą stanowić zagrożenie i muszą być utylizowane w kosztowy sposób. Często problemami są nieuregulowane struktury własnościowe – np. formą własności jest użytkowanie wieczyste, a nie własność oraz w księgach wieczystych mogą wystąpić niekorzystne wpisy. Pamiętajmy, że tereny poprzemysłowe kiedyś należały do zakładów, które już nie istnieją, czyli upadły i sam teren może stanowić masę upadłościową. Co więcej, włodarze miast i gmin, sporządzając miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego często otwierają łatwą pod względem biznesowym furtkę dla inwestycji przemysłowych na terenach zielonych. Inwestorzy, mając do dyspozycji prosty, nigdy wcześniej niezagospodarowany teren zielony, uznają zanieczyszczony teren poprzemysłowy za mało atrakcyjny z biznesowego punktu widzenia. – Sebastian Stachowski, Dyrektor Zarządzający Lion Environmental sp. z o.o.

Jakie rozwiązania mogą wpłynąć na większe wykorzystanie terenów poprzemysłowych?
Niezwykle duże znaczenie może mieć tu konsekwentna polityka państwa, polegająca na współdziałaniu z deweloperami w zakresie oczyszczania terenów poprzemysłowych z niebezpiecznych substancji, tym bardziej, że wiele tego typu obiektów było bądź jest własnością Skarbu Państwa. Obserwujemy dużą konkurencję o tereny poprzemysłowe z branżą mieszkaniową, co prowadzi do wypychania przemysłu z miast. Program jego ochrony w ramach miast mógłby doprowadzić do szerszego zagospodarowania na ten cel. Obecnie zbyt wysokie koszty inwestycji są dla wielu podmiotów barierą, która w znacznym stopniu ogranicza zagospodarowanie poprzemysłowych gruntów, a tym samym uniemożliwia ich rekultywację. Pomocne byłoby również stworzenie spójnego systemu identyfikacji terenów poprzemysłowych, co bezsprzecznie stanowiłoby duże wsparcie dla inwestorów oraz miałoby wpływ na proces rewitalizacji takich przestrzeni. Podobne rozwiązania funkcjonują już w wielu krajach Europy Zachodniej, gdzie polityka prowadząca do rekultywacji terenów poprzemysłowych przybrała ramy konsekwentnie realizowanej strategii. – Bartosz Michalski, Dyrektor Dewelopmentu SEGRO

Główne rozwiązania, które mogłyby wesprzeć inwestorów i przyspieszyć cały proces to przede wszystkim odpowiednie przepisy prawne. Tereny poprzemysłowe stanowią wyjątkową przestrzeń do zaaranżowania, a trudności prawne w wielu przypadkach zniechęcają inwestorów. Legislacyjne rozwiązania, które ułatwiłyby uruchomienie inwestycji, uzyskanie pozwolenia na budowę czy wydanie decyzji środowiskowej na pewno byłyby docenione przez rozważających zakup inwestorów. Samorządy również powinny być bardziej otwarte wprowadzając regulacje, które uprościłyby cały proces. Warto przy tej okazji wspomnieć o możliwości systematycznej aktualizacji planów miejscowych, aby wykorzystać potencjał, którym dysponują grunty i obiekty poprzemysłowe. – Daniel Puchalski, Managing Partner w Knight Frank.

Kto powinien wziąć odpowiedzialność za rewitalizację terenów poprzemysłowych?
Rewitalizacja terenów poprzemysłowych to bardzo szerokie zagadnienie, każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie. Nie ulega wątpliwości, że odpowiedzialność powinna być współdzielona między wszystkimi uczestnikami procesu, lokalną administracją samorządową, inwestorami, organizacjami pozarządowymi, w połączeniu z dialogiem społecznym. Natomiast odpowiedzialność za niewygodny „spadek” w postaci zanieczyszczenia powierzchni ziemi generalnie spoczywa na władającym – właścicielu nieruchomości. Wynika to głównie z faktu, że wskazanie sprawcy „starego” zanieczyszczenia jest skomplikowane, szczególnie w przypadku zanieczyszczeń spowodowanych przez podmioty już nieistniejące, o wieloletniej historii oraz braku danych o ilości i wielkości zdarzeń awaryjnych, podczas których mogło dochodzić do wycieków zanieczyszczeń. Jednak przy założeniu, że tereny poprzemysłowe leżą w strategicznych lokalizacjach, a inwestycja to przyszłe źródło dochodów, poniesione koszty na remediacje powinny zwrócić się z nawiązką. – Katarzyna Jankowska, Główny Specjalista ds. Planów Remediacji w Arcadis

Wszystkie odpowiedzi przedstawicieli PINK na powyższe pytania znajdują się w pliku Barometr_PINK_Appendix 1.

*Dane: Wskaźniki zielonej gospodarki w Polsce 2019, GUS.

NanoSanguis otrzymała grant na rozwój projektu INTERPIDUS

NanoSanguis, spółka zależna Nanogroup, otrzymała grant z programu EuroNanoMed III w wysokości 958 322,95 zł.

NanoSanguis, spółka zależna NanoGroup S.A., zajmująca się rozwojem nanotechnologii w obszarze zdrowia, uzyskała grant z programu EuroNanoMed III, na rozwój projektu INTERPIDUS w wysokości 958 322,95 zł.  Pozyskane środki zostaną przeznaczone na opracowanie nowego systemu terapeutycznego do dooponowego pseudopodawania leków bezpośrednio do ośrodkowego układu nerwowego, który pozwoli na usprawnienie leczenia m.in choroby Alzheimera.

EuroNanoMed III to międzynarodowy program wpierający konkurencyjność europejskiej nanomedycyny. Rozwój tego sektora to priorytet strategiczny dla Komisji Europejskiej – terapie celowane, medycyna regeneracyjna i diagnostyka realnie wpływają na wzrost dobrobytu i zdrowia społecznego. O dofinansowanie ubiegało się 112 projektów. Spośród nich eksperci wybrali jedynie 10 o największym potencjale – w tym projekt polskiej spółki NanoSanguis. INTERPIDUS otrzymał rekomendację pełnego finansowania w wysokości 958 322,95 zł. Wkład własny wynosi 108 173,52 zł.

– Dzięki przyznanym środkom NanoSanguis we współpracy z Politechniką Warszawską[1] będzie mogło rozszerzyć portfolio swoich projektów polegających na innowacyjnych metodach podawania leków. Działanie systemu INTERPIDUS modernizuje sposób podawania leków dooponowo, omijając barierę krew-mózg. Do współpracy przy projekcie zaprosiliśmy międzynarodową firmę farmaceutyczną Boehringer Ingelheim oraz hiszpańskiego neurologa Manuela Menendeza Gonzaleza – mówi prezes NanoGroup S.A., Marek Borzestowski.

Oczekujemy, że nasze rozwiązanie zwiększy skuteczność terapii dedykowanych m.in chorobie Alzheimera czy autoimmunologicznemu zapaleniu mózgu. Konwencjonalne leki często wywołują skutki uboczne lub immunologiczną odpowiedź organizmu chorego. Większość prób leczenia chorób neurodegeneracyjnych następuje późno, kiedy uszkodzenia i ubytek komórek układu nerwowego są już poważne. Dlatego tak ważne jest opracowanie terapii, które będą szybko i efektywnie hamować progresję choroby – dodaje Agata Stefanek, CEO NanoSanguis.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia[2] możemy spodziewać się lawinowego wzrostu chorób demencyjnych. Prognozy dotyczą także Polski i potwierdza je Główny Urząd Statystyczny[3]. Polacy żyją coraz dłużej, a tendencje pokazują, że udział osób starszych, tj. w wieku powyżej 65 lat, w społeczeństwie będzie systematycznie rósł, aż do 30% w 2050 roku. To właśnie seniorzy są grupą, w której najczęściej diagnozowane są choroby neurodegeneracyjne.  Będzie to stanowiło wyzwanie dla całego sektora ochrony zdrowia – opieki geriatrycznej, neurologicznej, psychologicznej i socjalnej. Inwestycje w rozwój diagnostyki i terapii takich chorób to kluczowe działanie, jakie możemy podjąć, aby znaleźć skuteczne metody ich leczenia.

NanoSanguis jest jedną z trzech spółek zależnych wchodzących w skład NanoGroup. Dzięki środkom uzyskanym z niedawnej emisji akcji H będzie mogła przeprowadzić badania przedkliniczne i kliniczne autorskiego systemu do przechowywania i transportu organów przeznaczonych do transplantacji (OrganFarm) oraz substytutu krwi (NanOX). Zakończenie I fazy tych badań planowane jest na lata 2022/2023.

[1] strony zobowiązały się podpisać umowę konsorcjum

[2] Global action plan on the public health response to dementia 2017 – 2025. World Health Organization; 2017.

[3] Prognoza ludności rezydującej dla Polski na lata 2015 – 2050 . Główny Urząd Statystyczny; 2016.

Benefity w dobie koronawirusa. Czego oczekują pracownicy?

Benefity w Polsce otrzymuje około 9,5 miliona pracowników, a łączna wartość świadczeń przyznanych w 2019 roku wyniosła ponad 14 miliardów złotych[1]. Ostatnie miesiące zweryfikowały zasadność i dostępność oferowanych przez pracodawców dodatków do pensji. W związku z pandemią aż dwie trzecie zatrudnionych miało problem z realizacją świadczeń pozapłacowych[2]. W praktyce oznacza to, że niemal 6,4 miliona Polaków nie mogło bezpiecznie i bez przeszkód skonsumować lub zrealizować benefitu otrzymanego od firmy.

Obecnie dla większości firm kluczowe jest zdrowie i bezpieczeństwo pracowników, przy jednoczesnym zachowaniu ciągłości prowadzenia biznesu. Wyzwaniem jest jak, pomimo tylu ograniczeń, prowadzić rentowną działalność i zadbać o motywację zatrudnionych. To właśnie ich postawa, nastawienie do pracy oraz efektywność mają kluczowe znaczenie dla realizacji bieżących zadań czy obsługi klienta, a w konsekwencji także dla przyszłości firmy. Warto zastanowić się jak wesprzeć i co zaoferować pracownikom w sytuacji, gdy niemal połowa z nich boi się obniżki pensji, co trzeci braku premii, a co czwarty utraty pracy i ograniczenia benefitów[3]. To ważny komunikat dla pracodawcy, że zatrudnieni cenią sobie dodatki do pensji i nie chcą z nich rezygnować.
czego obawiają się pracownicy

Benefity bez korzyści

Podczas gdy jedyną pewną jest niepewność, warto otoczyć pracownika troską i zadbać o to, by to, co otrzymuje poza wynagrodzeniem, sprawiało, żeby „chciało mu się chcieć”. Bez względu na to, czy firma okazjonalnie przyznaje pojedyncze świadczenia, czy oferuje złożone systemy kafeteryjne – zdaniem połowy aktywnych zawodowo Polaków benefity należy dostosować do oczekiwań i potrzeb pracowników. Taką strategię wdrożyło jedynie 16% organizacji[4]. Warto także wziąć pod uwagę fakt, że dwie trzecie pracowników miało problem z realizacją świadczenia w czasie pandemii. W praktyce oznacza to, że benefity mogły stracić swoją moc, nie wspominając już o stracie finansowej wynikającej z nieefektywnego wykorzystania budżetu.

Czego oczekują pracownicy?

W świetle wyników badania „Potrzeby pracowników 2020” współczesny benefit idealny powinien być odpowiedzią na obawy pracowników – powinien być wyrazem troski i wpływać, a wręcz przekładać się na budowanie poczucia stabilności i pewności. Nie dziwi więc fakt, że zdaniem 66% badanych świadczenie powinno wspierać domowy budżet, czyli stanowić realne wsparcie ich codziennego życia. Jako drugi najistotniejszy czynnik pojawia się elastyczność benefitów. Dla organizacji oznacza to, że pracownik nie chce ponosić ryzyka i czuć przymusu realizacji świadczenia w określony z góry sposób – chce mieć wolność wyboru. Również forma świadczenia ma duże znaczenie – co czwarty respondent oczekuje świadczenia w nowoczesnej formie, najchętniej elektronicznej lub mobilnej[5].benefity koronawirusWybierając benefity warto wziąć pod uwagę trzy kluczowe kryteria: bezpieczeństwo, elastyczność i nowoczesność. Bezpieczeństwo, czyli możliwość skorzystania z benefitu bez ryzyka zakażenia, elastyczność – czyli możliwość wykorzystania świadczenia w dogodnym dla siebie miejscu i czasie, oraz nowoczesność wyrażoną mobilnością i wspieraną nowoczesnymi technologiami. Przyszłość benefitów zdecydowanie należy do elastycznych, bezpiecznych i nowoczesnych rozwiązań. W tej roli doskonale sprawdzą się karty przedpłacone, eVouchery czy karty wirtualne, będące nowością w naszej ofercie – czyli w pełni cyfrowe, pozbawione plastikowego odpowiednika, karty płatnicze. Właśnie te benefity są najlepszym dowodem na to, że wsparcie pracowników nawet w tak niepewnych czasach jest możliwe – powiedziała Katarzyna Turska, Dyrektor ds. HR w Sodexo Benefits and Rewards Services.

Ograniczony dostęp do niektórych produktów i usług oraz zmieniające się potrzeby pracowników okazały się sprawdzianem dla systemów motywacyjnych. Nietrafione benefity mogą wywołać niezadowolenie i frustrację u pracowników – czyli przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Z kolei dla pracodawcy inwestycja w motywowanie i budowanie zaangażowania na bazie nieodpowiednio dobranych świadczeń okazuje się jedynie zbędnych wydatkiem i stratą. Warto wyciągnąć wnioski z doświadczeń z ostatnich miesięcy i sięgnąć po pewne benefity na niepewne czasy. Czyli rozwiązania, które spełnią swoją funkcję niezależnie od tego, jak długo jeszcze firmom przyjdzie mierzyć się ze skutkami pandemii.
[1] Opracowanie własne Sodexo na podstawie danych GUS i Antal.

[2],[3],[4],[5] „Potrzeby pracowników 2020”, PBS dla dla Sodexo Benefits and Rewards Services Polska, czerwiec 2020 r.

Słaba passa dolara. Kurs euro poniżej 4,50 zł

Im bliżej prezydentury jest w ostatnich dniach Joe Biden, tym silniejszy okazuje się złoty. Euro najtańsze jest od połowy października, a dolar od połowy września. Trochę odetchnąć mogą również kredytobiorcy frankowi, aczkolwiek 4,20 zł za franka to nie jest poziom, który ich cieszy.

Euro poniżej 4,50 zł

Po wyborach w USA dalej trwa dobra passa złotego. Polska waluta, podobnie jak inne z naszego regionu, gwałtownie zyskują wraz ze zwycięstwem kandydata Demokratów. Realizuje się zapowiadany przez wielu analityków scenariusz, gdzie pomimo uspokojenia dolar jest w odwrocie. Oczywiście mocniej od euro tanieje dolar amerykański, który stracił już na wartości w ciągu tygodnia imponujące 20 groszy. Pytanie pozostaje, jak długo utrzyma się ten dobry klimat dla złotego. Jeszcze teoretycznie pozostaje potwierdzenie przez elektorów wyniku wyborów, ale patrząc na przewagę nie powinno się tam wydarzyć nic niespodziewanego.

Słaba passa dolara

Przewaga Bidena tylko chwilowo przed wyborami uspokoiła rynki. Obecnie trwa odwrót od amerykańskiej waluty. Jest ona najsłabsza od połowy września, a patrząc na szybkość zmian prędko możemy przebić ten poziom. Co ważne, dzieje się to pomimo dobrych danych makroekonomicznych. Przybyło wyraźnie powyżej oczekiwań miejsc pracy, a bezrobocie spadło pierwszy raz od początku pandemii poniżej 7%, kiedy to oczekiwano pozostania na poziomie 7,6%. Wzrasta również płaca godzinowa, aczkolwiek w tym miejscu analitycy spodziewali się szybszego wzrostu o 0,1%. Nie zmienia to faktu, że w obecnej sytuacji wzrost płac w ciągu roku o 4,5% to dobra wiadomość.

Stopy procentowe bez zmian

Posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej nie spowodowało omawianego ostatnio coraz częściej zerowego poziomu stóp procentowych. Z drugiej strony poziom 0,1% różni się realnie bardzo niewiele. Analitycy wskazywali na przesunięcie posiedzenia ze środy na piątek i relatywnie późną godzinę publikacji decyzji, aczkolwiek tutaj wydawać by się mogło, że kluczowe mogło być oczekiwanie na decyzję amerykańskich wyborców, a raczej na podliczenie w kolejnych stanach głosów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Kondycja finansowa polskich firm. Większość widzi przyszłość w czarnych barwach

Porównywalny do wiosennego lockdown od pewnego czasu wisiał w powietrzu i stało się. Znów nie może działać: fitness, gastronomia, kultura, duża część handlu, organizatorzy targów i konferencji czy hotele, a wraz z nimi marnie ma się transport. Udało się salonom piękności i rehabilitantom. Ponownie wprowadzane obostrzenia, na razie do 29 listopada, nie pozostaną bez wpływu na kondycję przedsiębiorstw. Właśnie do miesiąca swoje możliwości przetrwania kolejnego lockdownu szacuje 4 proc. spośród mikro, małych i średnich firm, 7 proc. mówi, że da radę przeżyć dwa miesiące, a 17 proc., że maksymalnie trzy – wynika z badania dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Najczęściej przyszłość w czarnych barwach widzą branża transportowa, usługi i najmniejsze podmioty gospodarcze.

Przez chwilę wydawało się, że przedsiębiorcy najgorsze mają już za sobą i teraz mogą zająć się odrabianiem strat po pierwszym lockdownie. Niestety, w związku z kolejnymi przyrostami liczby zakażeń ponownie wprowadzane są obostrzenia. Tym razem może być trudniej niż za pierwszym razem, bo czas oddechu był krótki i ze względu na ograniczenia w wydatkach, które wprowadziło wiele osób i firm, trudno go porównać z normalnym okresem działania.

Co czwartej firmie wystarczy sił na trzy miesiące lockdownu
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

Na ile przedsiębiorcy szacują szanse przetrwania w przypadku ponownych obostrzeń? Jedna na pięć firm oceniła swoje możliwości na pół roku, 15 proc. nawet na dłużej, ale 28 proc. ten termin zawężało co najwyżej do kwartału. Przy czym jest to odpowiedź zarówno firm mikro zatrudniających do 9 osób, małych z załogą liczącą od 10 do 49 i średnich, w których pracuje od 50 do 249 osób. Gdyby podzielić te odpowiedzi, to ledwie trzy miesięczną perspektywę wśród mikro firm widzi nawet 34 proc. badanych, 30 proc. małych i 22 proc. średnich. W ujęciu branżowym największym pesymistą jest branża transportowa (38 proc.) i usługi (29 proc.).

Co czwartej firmie wystarczy sił na trzy miesiące lockdownu 2
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

Przedsiębiorstwa transportowe najrzadziej (6 proc.) wskazują też, że nie grozi im niestabilność finansowa. Najczarniejsze perspektywy, czyli wytrzymałość co najwyżej na miesiąc kryzysu, to również spostrzeżenia branży transportowej i zaraz po niej usługowej, odpowiednio 8 proc. i 6 proc. odpowiedzi.

Co czwartej firmie wystarczy sił na trzy miesiące lockdownu 3
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

– Uderzający w wynikach badań jest fakt, że przyszłość staje się coraz bardziej mglista, dziś co czwarty przedsiębiorca właściwie nie potrafi przewidzieć jak długo jest w stanie wytrwać i czy mu się to uda. W badaniu przeprowadzanym pół roku wcześniej mówiło tak 8 proc. ankietowanych – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Więcej firm się zamyka niż otwiera

Obawy znajdują potwierdzenie w danych GUS. Na koniec września 2020 r. do rejestru REGON wpisanych było 4,62 mln podmiotów gospodarki narodowej. W porównaniu do poprzedniego miesiąca dał się zauważyć wzrost o 18,9 proc. liczby podmiotów nowo zarejestrowanych, ale w tym samym czasie wyrejestrowało się o 50,3 proc. więcej przedsiębiorstw niż przed miesiącem.

Co dziesiąta firma znajdująca się w rejestrze REGON miała na koniec września zawieszoną działalność. Nie powinno zaskakiwać, że największy wzrost liczby takich przypadków odnotowano wśród firm zajmujących się zakwaterowaniem lub gastronomią – 41,5 proc.

– Z danych GUS widać, że z jednej strony w ostatnim czasie zwiększa się liczba nowych firm, ale z drugiej, zamyka się ich znacznie więcej niż jeszcze miesiąc temu. Konsekwencje ciężkiej sytuacji gospodarczej widać też w odsetku przedsiębiorstw, które zdecydowały się zawiesić działalność. Co oczywiste, najczęściej dotyczy to branż, które na wprowadzanych obostrzeniach najbardziej ucierpiały. W związku z nowymi regulacjami ich sytuacja może się jeszcze pogorszyć, prowadząc do dalszego znikania z rynku kolejnych podmiotów – mówi Sławomir Grzelczak. – Z drugiej strony, zapowiadane nowe programy pomocowe z pewnością przynajmniej części przedsiębiorców dają jakąś nadzieję – dodaje.

Kto ma oszczędności?

Pewnym optymizmem może napawać fakt, że prawie dwie trzecie respondentów badania zadeklarowało, że ma oszczędności (niewielkie – 41 proc., spore 17 proc.), które z pewnością pozwolą im z większą pewnością mierzyć się z kryzysową sytuacją. Co trzecia firma nie ma jednak takiego luskusu.

oszczędności firm
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

Posiadanie sporych oszczędności najrzadziej deklarują przedsiębiorcy zajmujący się transportem (10 proc.) i to w tej branży najwięcej firm (36 proc.) deklaruje, że nie ma żadnych odłożonych pieniędzy. Tłumaczy to przytaczany wcześniej pesymizm firm transportowych w kwestii szans na przetrwanie na rynku w warunkach przedłużającego się kryzysu. Także w handlu spore oszczędności na koncie to rzadkość (14 proc. firm), na dodatek znaczący odsetek firm z tej branży – 32 proc. mówi, że nie ma nic.

Kto ma oszczędności
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

Najlepszą rezerwą finansową mogą poszczycić się firmy średnie, wśród których liczące się oszczędności posiada 25 proc. W przypadku małych firm większą poduszką finansową dysponuje 15 proc., a wśród mikro jedynie 13 proc. Choć jednocześnie najmniejszy odsetek mikroprzedsiębiorstw deklaruje, że nie ma żadnych oszczędności – tak odpowiedziało 29 proc. z nich.

oszczędności
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

Pomoc znacząca, ale nie dla wszystkich

Według danych Polskiego Funduszu Rozwoju z 23 września z programu pomocowego skorzystało ponad 345 tys. mikro, małych i średnich i przedsiębiorstw. Według szacunków miało to być nieznacznie więcej – 350 tys. Za pośrednictwem banków Fundusz wypłacił im ponad 60,5 mld zł, z czego mikroprzedsiębiorstwa otrzymały 18,7 mld zł, a małe i średnie firmy 41,8 mld.

Badanie zrealizowane na zlecenie BIG InfoMonitor przez research&grow pokazuje, że rządowe programy pomocowe trafiły do 76 proc. firm sektora MSP. Pod względem wielkości najczęściej (81 proc.) były to mikroprzedsiębiorstwa, prawie tak samo często firmy małe (79 proc.), a najrzadziej – średnie (65 proc.).

– Jak wynika z naszego badania, pomoc trafiała w różnym zakresie do różnych branż. Najrzadziej korzystali z niej usługodawcy, a najpowszechniejsza była w sektorze transportowym, gdzie jej spożytkowanie zadeklarowało aż 82 proc. firm – mówi Sławomir Grzelczak. – Oczywiście, powody takiej sytuacji są bardzo różne – dodaje.

rządowe programy pomocowe
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

Najczęściej, w 39 proc. przypadków, respondenci badania wskazywali, że ich firmy nie spełniały warunków wymaganych przez programy pomocowe, więc im się ona nie należała. Niewiele mniej, 38 proc. przedsiębiorców zadeklarowało, że nie mieli potrzeby, aby z takiego wsparcia skorzystać. 5 proc. pytanych uznało, że nie chciało im się dopełniać niezbędnych formalności, a 4 proc. starających się o pomoc dostało odmowę jej przyznania ze względów formalnych.

Co dalej po zakończeniu pomocy po pierwszym lockdownie?

Niemal co trzeci przedsiębiorca uznał, że wszystko co najgorsze ma już za sobą i jego firma poradzi sobie w nowej sytuacji, a co czwarty stwierdził, że nie będzie źle. To połowa ogółu odpowiedzi. Druga część jest już mniej optymistyczna. 20 proc. firm zwraca uwagę, że popyt wciąż jest na tyle niski, że trudno będzie przetrwać bez pomocy, a 29 proc. wymienia bardziej konkretne, przykre konsekwencje braku dalszego wsparcia: konieczność zwolnień, obniżek wynagrodzenia i produkcji, a nawet ewentualność upadłości. – Najwięcej obaw wyrażają firmy z branży transportowej – co trzecia uważa, że po zakończeniu rządowego programu pomocowego będzie trudno przetrwać ze względu na brak perspektyw na zwiększenie popytu na ich usługi. 15 proc. firm w tej branży obawia się, że koniec wsparcia może oznaczać dla nich upadłość. Niewiele lepiej jest też w usługach – mówi Sławomir Grzelczak.

Ocena sytuacji firm
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

A przed gospodarką kolejny lockdown. – Gdyby jednak oceniać minione 6 miesięcy pod kątem przyrostu zaległości przedsiębiorstw to widać, że oszczędności firm i umiejętność zarządzania, a także pomoc państwa oraz wakacje kredytowe zrobiły swoje. Wzrost zaległości w II i III kw. tego roku był porównywalny do tego co obserwowaliśmy w analogicznym okresie minionego roku i wyniósł niecałe 4 proc. Na tym jednak podobieństwa się kończą, bo o ile wcześniej problem rozkładał się w miarę równomiernie na wiele sektorów, teraz mocno uderza punktowo m.in. w Kulturę, rozrywkę i rekreację (gdzie zarejestrowane są m.in. kluby fitness), Działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierającą (w której znajdują się mocno dotknięci lockdownem wynajmujący maszyny i pojazdy, firmy turystyczne), Rolnictwo, Transport, Pozostałą działalność usługową. Tam notujemy znaczące kilunasto-kiludziesięcioprocentwe wzrosty zaległości, podczas gdy jednocześnie w niektórych częściach gospodarki wartość przeterminowanych zobowiązań maleje – podkreśla Sławomir Grzelczak. Na koniec września zaległości przedsiębiorstw widoczne w rejestrze dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie BIK zbliżyły się do 34,4 mld zł, od marca wzrosły o ponad 1,2 mld zł. Problemy z rozliczeniami z partnerami biznesowymi i bankami (raty kredytów opóźnione o min. 30 dni w wysokości min. 500 zł) ma ponad 6 tys. firm więcej niż po I kw. tego roku, łącznie niemal 321 tys. działających, zawieszonych i zamkniętych przedsiębiorstw.

Badanie research&grow zrealizowane na zlecenie BIG InfoMonitor techniką CATI, na grupie firm MŚP N=500, w dniach 14-21 września 2020 r.

Amerykańskie wybory – batalia sądowa opóźni pomoc dla gospodarki

Sytuacja polityczna w USA może ulec zamrożeniu do stycznia 2021r., pomimo tego, że interwencja rządowa jest pilnie potrzebna celem złagodzenia gospodarczego wpływu drugiej fali Covid-19 – ocenia Dział Analiz Ekonomicznych Euler Hermes.

Batalia sądowa może potrwać do 8 grudnia (termin ponownego zliczenia głosów i zakończenia sporów prawnych, przypadający sześć dni przed zebraniem się Kolegium Elektorów 14 grudnia celem dokonania wyboru prezydenta i wiceprezydenta), potencjalnie wymagając interwencji Sądu Najwyższego.

  • Ta długotrwała niepewność pojawia się w czasach szybko rosnącej liczby zakażeń Covid-19 w USA
  • Nowy impuls mający na celu złagodzenie negatywnego skutku mocniejszego zamknięcia (które nadejdzie) pojawi się prawdopodobnie dopiero pod koniec stycznia
  • W tym kontekście, opóźnienie tego impulsu przez spór sądowy i rozbicie polityczne wpłynie na wyniki w zakresie wzrostu amerykańskiego PKB w 4-tym kwartale 2020 r. i 1-szym kwartale 2021 r.
  • Niekonwencjonalna polityka monetarna automatycznie stanie się znowu jedyną dostępną opcją

Ta długotrwała niepewność pojawia się w czasach szybko rosnącej liczby zakażeń Covid-19 w USA. Przewidujemy zwiększenie obostrzeń wprowadzanych na przestrzeni kolejnych sześciu do ośmiu tygodni celem spowolnienia rozprzestrzeniania się zakażeń, ze szczytem w styczniu 2021 r. Średnia liczba nowych przypadków dziennie w USA w poprzednim tygodniu wyniosła 85 000, zgodnie z danymi projektu śledzenia rozwoju pandemii Covid-19. Stanowi to 20% wzrost w stosunku do ubiegłego tygodnia i jest to największa liczba przypadków od początku pandemii.

W tym kontekście, opóźnienie tego impulsu przez spór sądowy i rozbicie polityczne wpłynie na wyniki w zakresie wzrostu amerykańskiego PKB w 4-tym kwartale 2020 r. i 1-szym kwartale 2021 r. Przewidujemy, że nowa faza obostrzeń spowoduje szok, jaki obserwowaliśmy w 2-gim kwartale 2020 r., ale na poziomie 30% tego poprzedniego. Największa różnica pomiędzy 4-tym kwartałem 2020 r. (druga fala), a 2-gim kwartałem 2020 r. (pierwsza fala) wiąże się z transferami socjalnymi, które w 2-gim kwartale 2020 r. przekroczyły 2 bln USD i umożliwiły szybkie odbicie wzrostu w 3-cim kwartale 2020 r. Te 2 bln USD wprowadzone do realnej gospodarki w II kwartale to ogromna różnica (w porównaniu z bieżącym, IV kwartałem). Tym razem, w związku z brakiem porozumienia w kongresie co do nowego impulsu fiskalnego, a także w związku ze zwiększoną niepewnością co do ostatecznego zatwierdzenia wyboru prezydenta, nowego impulsu spodziewać się możemy dopiero pod koniec stycznia 2021 r. W rezultacie prognozujemy obecnie wzrost amerykańskiego PKB w IV kw. na poziomie -8% kw/kw w ujęciu rocznym przedstawionym, przy ogólnym wyniku rok do roku na poziomie -4,2% w 2020r. i +3,6% w 2021 r.

Świadczenia socjalne w USA w mld USD

Świadczenia socjalne w USA w mld USD
Źródła: Euler Hermes, Allianz Research

Ten opóźniony impuls powinien przybrać formę nowej transzy świadczeń w 1-szej połowie 2021 r, a następnie zwiększonego wydatkowania na infrastrukturę w 2-giej połowie 2021 r., niezależnie od tego, kto wygra wybory, ponieważ w obecnej sytuacji zwycięży pilność potrzeb, która zapewni bezstronność. Biden będzie optował za pakietem opiewającym na 1,9 bln USD, którego wydatkowanie zostanie rozłożone równomiernie na lata 2020 i 2021. W przypadku drugiej kadencji prezydenta Trumpa obstawiamy pakiet fiskalny w wysokości 1,5 bln USD, który będzie wydatkowany w okresie dwóch lat – czyli kwotę w dolnym zakresie kwot omawianych w trakcie ostatnich negocjacji w Kongresie.

Wpływ gospodarczy impulsu w USA w okresie administracji Bidena i Trumpa w latach 2021 i 2022, przewidywana ścieżka wdrażania impulsu fiskalnego

Wpływ gospodarczy impulsu w USA w okresie administracji Bidena i Trumpa
Źródła: Euler Hermes, Allianz Research

Z poczuciem pewnego déjà-vu, rynki finansowe mierzą się teraz z ponurą wizją „podzielonego rządu”, gdy w kraju panuje sytuacja nadzwyczajna. Nawet przy najsilniejszym przywództwie ze strony prezydenta, federalna struktura USA nie ułatwia stworzenia i wdrożenia spójnej i zrównoważonej ogólnokrajowej strategii sanitarnej przeciwdziałającej epidemii Covid-19. Podzielonemu rządowi nie będzie również łatwo uzgodnić sposobu wydatkowania środków publicznych na wsparcie gospodarki. Czas jest tu kwestią kluczową, ale najprawdopodobniej zostanie zmarnowany – przynajmniej do Dnia Inauguracji.

Niekonwencjonalna polityka monetarna automatycznie stanie się znowu jedyną dostępną opcją

Niekonwencjonalna polityka monetarna automatycznie stanie się znowu jedyną dostępną opcją, niezależnie od jej dobrze znanych skutków ubocznych i niezamierzonych konsekwencji w zakresie niestabilności finansowej. Ci z uczestników rynku, którzy ufają w swe umiejętności w zakresie market timingu taką sytuację postrzegać będą jako wypróbowaną i sprawdzoną okazję. Inni będą obawiać się nagromadzenia i podtrzymywania nieustannie wzrastającego braku równowagi pomiędzy gospodarką realną i cenami aktywów.

Należy się spodziewać umiarkowanego zacieśnienia stóp rentowności papierów skarbowych, zgodnie z szybkim wzrostem deficytu publicznego i wskaźników zadłużenia, czego nie da się już uniknąć. W sytuacji konfliktu politycznego rynki mogą obawiać się możliwości ograniczenia zadłużenia i wprowadzenia go na ścieżkę jego zrównoważenia. Fed gotowy do dalszego zwiększania luzowania ilościowego w celu zrównoważenia tych obaw rynkowych, będzie gotowy do pośredniego subsydiowania banków komercyjnych (które obecnie szybko powiększają swoje pakiety obligacji rządowych) tolerując pewne zacieśnienia krzywej rentowności.

Pełna wersja analizy sytuacji w USA znajduje się w opracowaniu Działu Badań Ekonomicznych Grupy Euler Hermes dostępnym w języku angielskim na stronie www.eulerhermes.com

https://www.eulerhermes.com/en_global/news-insights/economic-insights/The-US-elections-turn-into-a-judiciary-battle-What-s-next.html

Działania antykryzysowe będą coraz mniej skuteczne

Wraz z drugą falą pandemii koronawirusa światowe rządy uruchamiają kolejne pakiety antykryzysowe bądź przedłużają funkcjonowanie tych uruchomionych wiosną. Warsaw Enterprise porównał antykryzysowe działania światowych rządów i ocenił je pod kątem efektywności w raporcie „Zawiniona konieczność”.

Okazało się, że antykryzysowe programy gospodarcze są do siebie bardzo podobne bez względu na rodzaj polityki epidemiologicznej prowadzonej przez dane państwo (z lockdownem, czy bez). Rządy przyjęły strategię robienia „wszystkiego, co się da” i użyły pełnego arsenału dostępnych polityk. Przy wsparciu banków centralnych zapewnia się płynność akcji kredytowej w gospodarce, organy fiskalne liberalizują swoje podejście do ściągania podatków, a ministerstwa finansów hojnie rozdają zasiłki i dopłaty do pensji.

Czy polityki te okazały się efektywne? W perspektywie krótkoterminowej tak, gdyż powstrzymały pogłębianie się recesji i pozwoliły na utrzymanie stanowisk pracy, jednak sytuacja wygląda inaczej w długim terminie. Jeśli pandemia będzie się przedłużać, wydłużać się będzie także obowiązywanie programów pomocowych. Niestety, ich efektywność będzie z czasem spadać, a one same zaczną być źródłem negatywnych zjawisk gospodarczych, m.in. zwiększając zombifikację gospodarki, czy spowalniając procesy dostosowawcze.

W związku z powyższym WEI rekomenduje m.in.:

1. Ograniczenie niepewności politycznej. Realizację polityki antykryzysowej na podstawie istniejących już mechanizmów prawnych.
2. Otwartość na handel i inwestycje. Rezygnację z obostrzeń w ruchu granicznym jako elementu polityki epidemiologicznej.
3. Zaprzestanie pomocy kryzysowej branżom niedostosowanym, które muszą i tak musiałyby przejść modernizację (np. energetyka, lotnictwo).
4. Pomoc dla tych, co bez winy: utrzymanie pomocy dla branż, które powrócą do normalnego funkcjonowania po pandemii (np. turystyka, hotele, gastronomia, sport, widowiska).
5. Pomoc bezpośrednią osobom szczególnie dotkniętym pandemią (pozbawionym środków do życia).
6. Monitoring kosztów polityki antykryzysowej i ryzyk dla finansów publicznych.

Sektor magazynowy odporny na zawirowania rynkowe

Pomimo globalnej pandemii i wywołanego nią kryzysu gospodarczego, rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce dynamicznie się rozwija. III kwartał 2020 roku przyniósł zarówno wysoki poziom nowej podaży, jak i popytu. W okresie lipiec – wrzesień zasoby istniejącej powierzchni przyrosły o 676 tys. m kw., a w całym 2020 r. aż o 1,7 mln m kw. Poziom zainteresowania najemców powierzchnią jest nawet wyższy niż w poprzednim roku, który był bardzo dobry pod tym względem. Popyt brutto w III kwartale osiągnął 1,3 mln m kw., a od początku roku ok. 3,7 mln m kw., tym samym o ponad 30% przewyższając wolumen powierzchni wynajętej w analogicznym okresie ubiegłego roku – wynika z raportu „At A Glance Rynek powierzchni przemysłowych i logistycznych w Polsce w III kwartale 2020 r.” opublikowanego przez BNP Paribas Real Estate Poland.

Na koniec września całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyła o ok. 300 tys. m kw. pułap 20 mln m kw. powierzchni. Największa część istniejących zasobów – 4,8 mln m kw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, co odpowiada 24% wolumenu krajowego, jest ulokowana w strefie Warszawa I i II. Dynamicznie rozwijają się także pozostałe wiodące regiony magazynowe, czyli Górny Śląsk, Polska Centralna, Poznań i Dolny Śląsk (Wrocław), które na koniec III kwartału 2020 r. wspólnie skupiały 55% istniejących zasobów (prawie 11,3 mln m kw.). Na lokalizacje rozwojowe, do grona których zaliczane są Kraków, Trójmiasto, Wschód (Białystok / Rzeszów / Lublin), Toruń / Bydgoszcz, Szczecin, Zachód i Opole, obecnie przypada prawie 20% ogółu zasobów co stanowi ponad 3,9 mln m kw. powierzchni przemysłowo – logistycznej.

Sektor przemysłowo – logistyczny w Polsce od kilku lat przeżywa rozkwit. Rozwój dróg szybkiego ruchu włączył nasz kraj w korytarze logistyczne Europy Zachodniej, co bardzo podniosło atrakcyjność lokalizacji w Polsce. Nowoczesne powierzchnie magazynowe o wysokiej jakości, wciąż dobra dostępność terenów w atrakcyjnych cenach, wykwalifikowani pracownicy, niższe koszty pracy, wiele udogodnień oferowanych przez strefy ekonomiczne czy w końcu spory, lokalny rynek zbytu, to najważniejsze z szeregu atutów, które pozwalają Polsce z sukcesem konkurować o inwestycje produkcyjne, dystrybucyjne czy o przeżywający rozkwit w ostatnich latach segment e-commerce. Obserwujemy, że koronakryzys może jeszcze wzmocnić ten trend. – Igor Roguski, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo – Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

W ciągu całego 2020 r. na polski rynek magazynowy dostarczono ponad 1,7 mln m kw. nowej powierzchni, z czego 676 tys. m kw. w III kwartale. W okresie lipiec – wrzesień największy przyrost nowej podaży odnotowano w regionach Górnego Śląska (232 tys. m kw.) oraz Dolnego Śląska (110 tys. m kw.). W tej drugiej strefie oddano do użytkowania m.in. duży kompleks magazynowy Hillwood (53 tys. m kw.) w Oleśnicy, która zyskała na atrakcyjności dzięki otwarciu kilka lat temu drogi ekspresowej S8 pomiędzy Wrocławiem a Łodzią. Natomiast wpływ na wzrost atrakcyjności terenów na północ od Wrocławia miało ukończenie w 2019 r. trasy S5 do Poznania.

Od początku roku najwięcej nowej powierzchni oddano do użytkowania w regionie Warszawa II. Bieżący rok przyniósł również znaczący wzrost zasobów magazynowych w tzw. strefach rozwojowych, zwłaszcza w Trójmieście, regionie Zachód rozciągającym się pomiędzy granicą polsko – niemiecką a trasą ekspresową S3 oraz w duo-strefie Bydgoszcz / Toruń.
Chociaż ostatnie kilka lat przyniosło podwojenie wolumenu powierzchni magazynowej w Polsce, aktywność deweloperów na rynku wciąż jest relatywnie wysoka. Na koniec III kwartału w budowie pozostawało 1,53 mln m kw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, nieznacznie mniej (o ok. 15%) niż w analogicznym okresie 2019 r. Najwięcej rozpoczętych inwestycji zarejestrowano na Górnym Śląsku (352 tys. m kw.) oraz w strefach Warszawa I i II (322 tys. m kw.), przy czym aż 240 tys. m kw. znajduje się w strefie Warszawa II. Znaczna część powierzchni magazynowej (ok. 585 tys. m kw.) realizowana jest obecnie w strefach rozwojowych, a zwłaszcza w regionach Zachód (np. kolejne duże centrum dystrybucyjne z segmentu e-commerce), Trójmiasto i Wschód (okolice Rzeszowa i Lublina).

Wskaźnik pustostanów zanotował wzrost w odniesieniu do poprzedniego kwartału i na koniec września wyniósł 8,5% (+1,5 p.p.). Najwięcej powierzchni niewynajętej pozostaje obecnie w strefie Warszawa I (14%) i na Górnym Śląsku (11%), najmniej natomiast w Szczecinie i Polsce Wschodniej (0,7%). Stawki czynszów w III kwartale pozostały na stabilnym poziomie.
Mimo trwającego globalnego kryzysu ekonomicznego, wartość popytu brutto (bez kontraktów krótkoterminowych – do 12 miesięcy) w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2020 r. była najwyższym wynikiem w historii rynku magazynowo – przemysłowego w Polsce (3,7 mln m kw.), analizując wyniki analogicznych okresów minionych lat. Tylko w III kwartale całkowity wolumen transakcji wyniósł 1,3 mln m kw. Przy założeniu, że w ostatnim kwartale 2020 r. tempo wzrostu wartości popytu brutto nie zmaleje, możemy być świadkami pobicia rocznego rekordu wielkości najmu. Rośnie także wolumen umów krótkoterminowych (do 12 miesięcy), które w warunkach trwającej pandemii cieszą się sporym zainteresowaniem wśród najemców. Od początku roku ich wielkość wyniosła prawie 380 tys. m kw. W strukturze popytu w III kw. 2020 r. dominowały zdecydowanie umowy na nowe powierzchnie, które stanowiły 64% popytu brutto. Na renegocjacje przypadło 33% całkowitego wolumenu najmu.

Fundamenty sektora przemysłowo – logistycznego w Polsce są stabilne, a obecna sytuacja na rynkach europejskich może okazać się dodatkowym bodźcem rozwojowym.
Ostatnie miesiące, naznaczone pandemią i koniecznością izolacji społecznej, przyspieszyły przeniesienia części aktywności zakupowej do kanału online. Rozwój segmentu e-commerce kreuje dodatkowe zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe. W sprawnej obsłudze zamówień sprzedaży internetowej kluczowe stają się centra dystrybucyjne usytuowane jak najbliżej odbiorcy końcowego („last mile logistics”). Polski rynek magazynowy może stać się również beneficjentem zmian rozważanych przez europejskie firmy produkcyjne w celu skrócenia i zabezpieczenia łańcuchów dostaw. W perspektywie długoterminowej, „nearshoring” i dywersyfikacja źródeł dostaw mogą jeszcze umocnić pozycję Polski jako ważnego ogniwa łańcucha logistycznego w Europie – Robert Pawłowski, Zastępca Dyrektora Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w BNP Paribas Real Estate Poland

40 proc. polskich MŚP z branży obróbki metali zwiększyło inwestycje w park maszyn i urządzeń

Firmy z branży obróbki metali mocno inwestują w sprzęt – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Siemens Financial Services. Aż 40 proc. ankietowanych przedsiębiorstw przeznaczyło wyższe nakłady na odnowienie parku maszyn i urządzeń w stosunku do 2019 roku, a 32 proc. zwiększyło także ich częstotliwość. Firmy te stawiają również na automatyzację procesów produkcji. W stosunku do ubiegłego roku, jej poziom podniosło 37 proc. badanych przedsiębiorstw.

Branża metalowa ceni nowoczesny sprzęt

Podmioty z branży obróbki metali doceniają nowe technologie oraz mają świadomość przewagi konkurencyjnej, jaką one dają. Jak wynika z badania Siemens Financial Services, poziom automatyzacji procesów produkcji w stosunku do ubiegłego roku zwiększyło 37 proc. ankietowanych firm, a 53 proc. utrzymało na takim samym poziomie.

Przedsiębiorcy z branży obróbki metali chętnie inwestowali w rozwój swoich parków maszyn i urządzeń. Nakłady na odnowienie sprzętu zwiększyło aż 40 proc. firm. Maszyny są ważne dla producentów z tego sektora co potwierdza także fakt, że aż co drugi przedsiębiorca wymienił nowoczesny park maszyn i urządzeń, jako jeden z najważniejszych czynników pozwalających osiągnąć przewagę konkurencyjną. Częściej badani wymieniali tylko wysoką jakość produktów końcowych, którą z kolei bardzo trudno osiągnąć bez posiadania nowoczesnego sprzętu – mówi Tomasz Kukulski, Prezes Zarządu Siemens Financial Services w Polsce. – Dzięki poczynionym inwestycjom w maszyny i urządzenia prawie połowa firm z branży uważa, że jest równie lub bardziej konkurencyjna od zagranicznych podmiotów – dodaje.

Jak kształtują się następujące obszary w relacji do minionego roku w firmie
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, 2020.

Deklarowanemu poziomowi automatyzacji i nakładów na inwestycje w sprzęt towarzyszyło także zwiększenie częstotliwości odnowień parku maszyn – według badania, jedna trzecia firm odnawia urządzenia częściej niż w 2019 roku.

Park maszyn w zgodzie z innowacjami

Inwestycje w sprzęt powinny być poprzedzone dokładną weryfikacją oferty rynkowej, która pozwoli wybrać najlepsze maszyny zgodne z najnowszymi osiągnięciami inżynierów. Aktualnie, w sektorze obróbki metali coraz popularniejsze są maszyny hybrydowe. Łączą one wiele funkcji np. wiertarki i frezarki czy cięcia plazmowego i wodnego. Drugą grupą są urządzenia kompaktowe, które z kolei są łatwe do rozbudowy o nowe funkcje w przyszłości. Warto wspomnieć również o rozwoju układów sterowania ze zwiększoną mocą obliczeniową. Pomagają one poszerzyć zdolność kontroli różnych podsystemów – mówi Anita Grygorowicz, Szef Zespołu Vendorskiego w Siemens Financial Services.

Obecnie w wyposażeniu parków maszynowych polskich MŚP dominują maszyny do obróbki metalu (74 proc. badanych zakładów) i maszyny do obróbki blachy (71 proc.).

Konkurencyjność może być jeszcze lepsza

Dzięki inwestycjom w sprzęt 44 proc. firm z branży obróbki metali ocenia swoje przygotowanie do konkurowania z zagranicznymi podmiotami na podobnym poziomie – co jest najlepszym wynikiem na tle ujętych w badaniu sektorów (spożywczym, poligraficznym i tworzyw sztucznych). 4 proc. przedsiębiorstw uważa, że jakość ich parku maszynowego daje im lepszą pozycję rynkową. Odsetek firm, które wskazały na mniejszą konkurencyjność wyniósł 23 proc.

Jak wynika z naszego badania, blisko co druga firma z branży obróbki metali czuje się dobrze przygotowana pod względem sprzętowym do konkurowania z zagranicznymi podmiotami. To wyraźny dowód na to, że spora część sektora ma solidne fundamenty, aby wzmacniać swoją pozycję na międzynarodowych rynkach. Jest to także jasny sygnał dla pozostałych przedsiębiorstw, które odkładają inwestycje „na później”. Jeśli nie zrobią tego w najbliższym czasie, mogą zostać w tyle, a powstała różnica może być trudna do nadrobienia w przyszłości – dodaje Tomasz Kukulski z Siemens Financial Services.

Przygotowanie do konkurowania w stosunku do firm zagranicznych
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, 2020.

Nowe maszyny przede wszystkim ze środków własnych i leasingu

Do finansowania inwestycji w maszyny i urządzenia, najwięcej przedsiębiorstw z branży obróbki metali wykorzystuje środki własne (79,3 proc.). Z kolei drugą najpopularniejszą formą jest leasing, z którego korzysta blisko 46 proc. przedsiębiorców – wynika z badania Siemens Financial Services. Jedna piąta firm finansuje maszyny z wykorzystaniem dotacji, a 16,3 proc. kredytów.

Wykorzystywane źródła finansowania parku maszyn i urządzeń 2
Wykorzystywane do sfinansowania całości parku MiU lub jego części
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, 2020.

W porównaniu do ubiegłego roku, branża obróbki metali odnotowała także największy wzrost finansowania zewnętrznego, spośród wszystkich badanych sektorów (15 proc.).

Według danych blisko co drugie przedsiębiorstwo z sektora obróbki metali finansuje zakup maszyn i urządzeń z wykorzystaniem leasingu. To najlepiej pokazuje zalety tego sposobu pozyskania kapitału dla polskich MŚP. Leasing, dzięki swojej elastyczności, indywidualnemu podejściu do przedsiębiorcy, a także szybkiemu i prostemu procesowi, będzie nadal chętnie wykorzystywany przez rodzime firmy do finansowania najważniejszych inwestycji.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało zrealizowane przez Instytut Keralla Research w marcu 2020 r. na podstawie wywiadów z 400 przedstawicielami małych i średnich przedsiębiorstw z branży poligraficznej, metalowej, tworzyw sztucznych i food and beverage z całej Polski oraz posiadających własny park maszyn i urządzań (MiU). Wykorzystano metodę telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych (CATI).

Odlewnia Volkswagen Poznań rozpocznie produkcję kolejnych komponentów do samochodów elektrycznych

  • Odlewnia Volkswagen Poznań wygrała kolejne przetargi na produkcję komponentów do elektrycznych modeli Grupy VW
  • Nowe linie produkcyjne i zabezpieczenie istniejących miejsc pracy
  • Jeszcze bardziej ekologiczny proces produkcyjny, wykorzystanie energii elektrycznej pochodzącej ze źródeł odnawialnych
  • Dyrektor Odlewni Volkswagen Poznań, dr Thomas Kreuzinger-Janik podkreśla: „W naszym procesie planowania strategicznego uwzględniliśmy rosnący rynek e-mobilności. Poznańska odlewnia będzie w najbliższych latach produkować prawie półtora miliona komponentów rocznie dla elektrycznych modeli koncernu VW

Kierunek rozwoju Grupy Volkswagen to elektromobilność. Każda z marek koncernu już dziś oferuje przynajmniej jeden w pełni elektryczny model. Zmiany w ofercie modelowej pociągają za sobą zmiany sposobu produkcji. Odlewnia Volkswagen Poznań wpisuje się w kierunek rozwoju Grupy i już wkrótce rozpocznie seryjną produkcję obudów do silników elektrycznych stosowanych w elektrycznych modelach różnych marek Grupy budowanych na platformach PPE i MEB Performance. Zakład zostanie wyposażony w kolejne nowoczesne maszyny, a istniejące miejsca pracy zostaną zabezpieczone na przyszłość.

W wyniku postępowania przetargowego, Odlewnia Volkswagen Poznań w dwóch etapach pozyskała zlecenia na produkcję obudów silników elektrycznych do bogatej gamy napędzanych w ten sposób modeli różnych marek Grupy Volkswagen.

W pierwszym przetargu Odlewni powierzono wytwarzanie obudowy silnika elektrycznego osi przedniej, osi tylnej oraz osi tylnej platformy PPE Performance elektrycznych samochodów segmentu premium: Audi oraz Porsche. Start seryjnej produkcji tych podzespołów nastąpi w połowie roku 2022, a docelowa wielkość produkcji wyniesie 860 000 sztuk rocznie. W ramach niezbędnych inwestycji powstanie zupełnie nowa linia produkcyjna, zakupionych będzie 10 nowych maszyn obróbczych, maszyna myjąca oraz maszyna do automatycznego pakowania.

Drugi, rozstrzygnięty w październiku przetarg, pozwoli na uruchomienie w Odlewni Volkswagen Poznań produkcji obudów silnika elektrycznego dla modeli budowanych na platformie MEB Performance. Są to przede wszystkim sztandarowe elektryczne modele Volkswagena: ID.3 oraz ID.4, ale również inne modele takich marek jak Skoda, Seat, Audi, a także przyszły VW ID. Buzz. W tym przypadku seryjna produkcja komponentów rozpocznie się w I kwartale roku 2023, a szacowana, maksymalna wielkość produkcji wyniesie ponad 450 000 sztuk rocznie. Na potrzeby tej produkcji, w ramach efektu synergii, rozbudowana będzie istniejąca już linia produkcyjna MEB Base + na której wytwarzane są w tej chwili komponenty do elektrycznego ID.3. Pojawią się tu dodatkowe maszyny i urządzenia: 4 kolejne maszyny obróbcze oraz maszyna myjąca i maszyna do automatycznego pakowania.

„W naszym procesie planowania strategicznego uwzględniliśmy rosnący rynek e-mobilności. W związku z tym, nasz dział planowania technicznego już na etapie projektowania linii produkcyjnej MEB Base+  tak zaplanował urządzenia produkcyjne dla ID.3, by możliwa była ich rozbudowa. Dlatego możemy teraz wykorzystać tę linię do potrzeb produkcji obudów silników elektrycznych dla samochodów osadzonych na platformie MEB Performance” – wyjaśnia dr Thomas Kreuzinger-Janik, dyrektor Odlewni Volkswagen Poznań. „W odlewaniu ciśnieniowym stosowane są standardy z projektu MEB Base+, a istniejąca linia MEB Base+ zostanie rozszerzona o różne systemy obróbki mechanicznej. W ten sposób poznańska odlewnia będzie w najbliższych latach produkować prawie półtora miliona komponentów rocznie dla elektrycznych modeli koncernu VW”.

 

Zdobyte kontrakty pozwolą na zabezpieczenie istniejących w Odlewni miejsc pracy. Jednocześnie sama produkcja obudów do silników elektrycznych będzie bardziej ekologiczna. Obróbka mechaniczna komponentów odbywać się będzie z minimalnym wykorzystaniem chłodziwa – metodą MMS (Minimal-Mengen-Schmierung). Zamiast dużej ilości płynów chłodzących wykorzystana będzie tu mgła olejowa i powietrze. Grupa Volkswagen przykłada również ogromną wagę do tego, by produkowane przez nią pojazdy elektryczne były neutralne pod względem emisji dwutlenku węgla w całym łańcuchu dostaw. Stąd Odlewnia Volkswagen Poznań od roku 2019 – podobnie jak fabryka Volkswagen Poznań w Antoninku – w 100% zasilana jest energią elektryczną pochodzącą ze źródeł odnawialnych – z elektrowni wiatrowych i hydroelektrowni zlokalizowanych w Polsce.

 

Powierzenie Odlewni Volkswagen Poznań produkcji komponentów do samochodów elektrycznych świadczy o technicznym zaawansowaniu zakładu, wysokiej jakości wytwarzanych tu produktów oraz o najwyższej klasy umiejętnościach zawodowych tutejszej kadry pracowniczej.

Odlewnia Volkswagen Poznań jest drugą odlewnią aluminium w koncernie Volkswagen i jedną z największych odlewni w Europie. Od początku swej działalności wyprodukowała i sprzedała 84 mln. komponentów zabudowywanych w autach  Koncernu VW.  W odlewni produkowane są głowice cylindrowe do silników, obudowy przekładni kierowniczej, wsporniki przedniej osi zawieszenia, oraz obudowy sprzęgła i skrzyni biegów.  Części wytwarzane w Poznaniu są wysyłane między innymi do zakładu produkującego silniki w Polkowicach oraz do Niemiec, Czech, Węgier i Chin. Odlewnia ubiegły rok zamknęła wynikiem 4,2 mln wyprodukowanych komponentów.  We wrześniu 2019 roku odlewnia rozpoczęła seryjną produkcję obudowy przekładni dla modułowej platformy MEB samochodów z napędem elektrycznym. To pierwszy komponent z portfolio poznańskiej odlewni z przeznaczeniem do zabudowy w elektrycznym modelu VW ID.3.  Począwszy od 2019 roku odlewnia dołączyła do zakładów Volkswagen Poznań zasilanych w 100% energią elektryczną pochodzącą ze źródeł odnawialnych. Odlewnia Volkswagen Poznań jako pierwsza fabryka w Polsce, wykorzystała technologię odzysku ciepła z procesów produkcyjnych do ogrzania okolicznego szpitala i kamienic. Dzięki ciepłu z Odlewni ogrzewanych jest 2.000 pobliskich mieszkań

Odliczenie VAT w ramach overbookingu. Niedopuszczalne jest przerzucanie ciężaru ekonomicznego podatku na przedsiębiorcę

Przedsiębiorca prowadzący działalność hotelarską stosował w niej metodę tzw. overbookingu, w ramach którego nabywał usługi gastronomiczne i noclegowe, a następnie odsprzedawał je swoim gościom. Organ podatkowy stwierdził, że przedsiębiorca nie może odliczać VAT z tytułu tych nabyć, bo działalność hotelarska nie stanowi uprawnionej do tego działalności turystycznej. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu uchylił rozstrzygnięcie organu jako nieakceptowalne i stojące w rażącej sprzeczności z podstawową zasadą podatku od wartości dodanej, tj. zasadą jego neutralności (wyrok z 14 października 2020 r., sygn. akt I SA/Po 416/20).

Świadczący usługi turystyki może odliczać VAT od nabytych usług noclegowych i gastronomicznych

Do dnia 30 listopada 2008 r. w ustawie o podatku od towarów i usług obowiązywał art. 88 ust. 1 pkt 4 lit. a) stanowiący, że obniżenia kwoty lub zwrotu różnicy podatku należnego nie stosuje się do nabywanych przez podatnika usług noclegowych i gastronomicznych, z wyjątkiem przypadków, gdy zostały one nabyte przez podatników świadczących usługi turystyki, jeżeli w skład usługi turystyki opodatkowanej na zasadach innych niż określone w art. 119 wchodzą usługi noclegowe lub gastronomiczne albo jedne i drugie. Przepis ten został uchylony z dniem 1 grudnia 2008 r.

Trybunał Sprawiedliwości UE zakazuje naruszania zasady standstill

Jednak w wyroku z dnia 2 maja 2019 r. wydanym w sprawie C‑225/18 Grupa LOTOS S.A. przeciwko Ministrowi Finansów Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że przepis art. 168 lit. a) dyrektywy Rady 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej sprzeciwia się uregulowaniom prawa krajowego, które rozszerzałyby zakres wyłączenia prawa do odliczenia podatku od wartości dodanej.

TSUE chodziło o zakaz naruszania klauzuli standstill. Jest to klauzula pozwalająca państwu członkowskiemu na utrzymywanie obowiązujących w tym państwie przed dniem przystąpienia do Unii Europejskiej ograniczeń co do możliwości odliczania VAT przez podatników, także po wejściu tego państwa do UE. Jednakże naruszeniem tej klauzuli jest rozszerzanie zakresu tych ograniczeń już po przystąpieniu przez kraj do struktur Wspólnoty. Polska przystąpiła do Unii w 2004 r., a rozszerzenie ww. ograniczeń zostało wprowadzone z dniem 1 grudnia 2008 r.

TSUE stwierdził, że pozbawienie przedsiębiorcy prawa do odliczenia VAT naliczonego z tytułu nabycia usług noclegowych i gastronomicznych od innego podatnika, a które przedsiębiorca ten refakturuje na rzecz swoich klientów, możliwe jest tylko wówczas, gdy nie świadczy on usług turystyki.

Overbooking i zakup usług od podmiotów trzecich

Przedsiębiorca będący czynnym podatnikiem VAT, prowadzący od października 2008 r. działalność gospodarczą w zakresie zakwaterowania, jest właścicielem hotelu, w którym oprócz noclegu oferuje gościom także możliwość zakupienia śniadania, które przygotowuje we własnym zakresie. Przedsiębiorca chce się jednak rozwijać, stąd planuje poszerzyć swoją ofertę o sprzedaż obiadów i kolacji. W tym celu nabywać będzie od innych przedsiębiorców usługi gastronomiczne, które następnie odsprzeda gościom hotelowym.

Zamierza również stosować w swojej działalności tzw. overbooking. Polega on na przyjmowaniu rezerwacji usług hotelu od większej liczby klientów, niż hotel ten jest w stanie pomieścić. W tego typu działalności występują bowiem sytuacje, gdy część rezerwacji jest odwoływana, nierealizowana, stąd poprzez overbooking przedsiębiorca chce niwelować skutki takich zdarzeń. Natomiast w sytuacji pełnego, ponad miarę wykorzystania dokonanych rezerwacji będzie nabywał usługi zakwaterowania, a także gastronomiczne we własnym imieniu, ale na rzecz swoich klientów. Przedsiębiorca zwrócił się do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z zapytaniem, czy w tak opisanym stanie faktycznym będzie mógł odliczać VAT naliczony na fakturach za nabyte od innych przedsiębiorców usługi, które następnie odsprzeda.

Pojęcie „usług turystyki”

W maju 2020 r. organ podatkowy uznał, że przedsiębiorca jest w błędzie i nie będzie mógł korzystać z odliczenia w podatku od towarów i usług w zakresie faktur dokumentujących nabycia usług od innych przedsiębiorców, dokonywanego celem zrealizowania własnej usługi wobec klientów.

Organ przytoczył wyrok TSUE z 2 maja 2019 r. w sprawie Grupa Lotos przeciwko Ministrowi Finansów, wskazując, że zgodnie z tezą tego wyroku warunkiem koniecznym korzystania z odliczenia VAT jest odsprzedaż usług noclegowych i gastronomicznych wyłącznie przez podatnika świadczącego usługi turystyczne. Nie odnajdując legalnej definicji „usług turystyki” w ustawie o VAT, odwołał się do art. 307 dyrektywy Rady UE z 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej, a którego implementacją do polskiego prawa podatkowego jest art. 119 ustawy o VAT. Dyrektor stwierdził, że w rozumieniu tych przepisów za usługę turystyki można uznać usługę zorganizowanych lub indywidualnych wyjazdów wypoczynkowych połączonych z rekreacją i rozrywką. Zatem usługą turystyki może być tylko usługa składająca z się z więcej niż jednego świadczenia, a świadczący ją musi działać na rzecz klienta w imieniu własnym i na własny rachunek. Gdy więc przedsiębiorca nie nabywa usługi bezpośrednio na korzyść turysty, a usługa jest świadczeniem pojedynczym, to nie spełnia definicji usługi turystyki. Organ powołał się również na wyrok TSUE z 22 października 1998 r. w sprawach C-308/96 i C-94/97, w którym zawarto, że podmiotu prowadzącego hotel nie można automatycznie uznawać za świadczącego usługi turystyczne, jeżeli oferuje wyłącznie usługę hotelową, a nie usługę kompleksową, której jednym z elementów jest nocleg.

Usługi hotelarskie wraz z towarzyszącymi usługami gastronomicznymi to usługi turystyki

Z dokonaną przez organ wykładnią przepisów nie zgodził się jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu. Rozpoznając wniesioną przez przedsiębiorcę skargę, przyznał, że w ustawie podatkowej nie zostało zdefiniowane pojęcie „usług turystyki”. Wykładni tej definicji dokonał natomiast Naczelny Sąd Administracyjny w wyrokach z: 4 września 2009 r., sygn. akt I FSK 1252/07; z 20 czerwca 2011 r., sygn. akt I FSK 897/10; z 2 lipca 2015 r., sygn. akt I FSK 763/14, stwierdzając, że usługi hotelarskie, w ramach których świadczone są tylko usługi gastronomiczne, bez usług dodatkowych, właściwych biurom podróży (jak transport, organizacja wypoczynku), są usługami turystyki, o których mowa w art. 88 ust. 1 pkt 4 lit. a) ustawy o VAT.

Sąd nie doszukał się w art. 88 ust. 1 pkt 4 lit. a) ustawy o VAT odesłania do definicji usług turystyki zawartej w art. 119. Z kolei wbrew wykładni organu, z treści tego przepisu można wnioskować, że prawo do odliczenia podatku od towarów i usług z faktur dokumentujących nabycie usług gastronomicznych przysługuje wszystkim, którzy zakupili je, świadcząc usługi turystyki, które nie były opodatkowane na podstawie art. 119, bo nie były świadczone kompleksowo w zakresie właściwym dla biur podróży.

Niedopuszczalne przerzucanie ciężaru ekonomicznego podatku na przedsiębiorcę

Dlatego też poznański sąd uznał, że podatnik VAT świadczący usługi hotelowe, stanowiące podstawowy składnik szerszej kategorii usług turystyki, o których mowa w art. 88 pkt 1 pkt 4 lit. a), może – o ile usługi te są opodatkowane na zasadach innych niż określone w art. 119 – rozliczyć podatek naliczony od nabytych usług gastronomicznych. Uchylając zaskarżoną przez przedsiębiorcę interpretację Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, orzekł:

„Niedopuszczalna jest więc sytuacja, w której podatnik prowadzący działalność hotelarską i w związku z tym nabywający usługi gastronomiczne w celu ich odprzedaży na rzecz swoich klientów, pozbawiony byłby prawa do odliczenia podatku naliczonego przy nabyciu tych usług. W ten sposób ciężar ekonomiczny podatku poniósłby nie ostateczny konsument, jakim jest gość hotelowy, a przedsiębiorca. Jak już wskazano, najważniejszą cechą podatku od wartości dodanej jest jego neutralność (…) stanowisko organu jako sprzeczne z zasadą neutralności podatku od towarów i usług, nie może być uznane za prawidłowe i zaakceptowane” (wyrok z 14 października 2020 r., sygn. akt I SA/Po 416/20).

Odmienne, niekorzystne dla przedsiębiorców rozumienie prawa

Niekorzystne dla przedsiębiorców rozumienie przepisów prawa to dość częsta praktyka fiskusa. Zapewnienie większych wpływów do kasy Skarbu Państwa możliwe jest bowiem nie tylko poprzez zwiększanie podatnikom podstawy opodatkowania, ale też poprzez odbieranie im możliwości jej pomniejszenia. Przykład tej sprawy pokazuje jednak, że przedsiębiorcy potrafią skutecznie chronić swoje firmy przed takimi działaniami organów, zwłaszcza korzystając z dostępnego na rynku wsparcia radców prawnych, doradców podatkowych czy też całych wyspecjalizowanych w tego typu postępowaniach kancelarii prawnych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

27 postulatów Północnej Izby Gospodarczej dla ratowania gospodarki

Północna Izba Gospodarcza, jako samorząd gospodarczy i instytucja zrzeszająca największą liczbę przedsiębiorców w Polsce, z ogromnym niepokojem obserwuje negatywne skutki obecnej sytuacji w naszym regionie i w kraju oraz konsekwencje społeczno-gospodarcze, często tragiczne i nieodwracalne, jakie wywołuje kolejna fala COVID-19 i brak realnej pomocy ze strony Państwa na rzecz najbardziej potrzebujących przedsiębiorców.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie nie ustępuje w swych działaniach na rzecz przedsiębiorców, którzy obecnie przechodzą przez trudny czas związany z drugą falą pandemii. Docierają do nas sygnały od wielu przedstawicieli zrzeszonych firm o fatalnych skutkach, jakie niosą za sobą obostrzenia związane z zapobieganiem rozprzestrzeniania się wirusa. Tysiące ludzi traci miejsca pracy, firmy stoją na skraju bankructwa bez płynności finansowej i braku wizji na poprawę. Sytuacji na pewno nie poprawi kwarantanna narodowa, która jest w planach Rządu. Obawiamy się, iż lockdown oraz znikoma pomoc, jaka jest proponowana w ramach projektu ustawy o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych, zwanej potocznie Branżową Tarczą Antykryzysową, nad którą pracowało m.in. Ministerstwo Rozwoju, Technologii i Pracy, doprowadzą do zapaści gospodarczej w wielu sektorach i osobistych tragedii polskich przedsiębiorców i ich rodzin.

Tarcza 6.0 mająca z założenia być pomocą właśnie dla branż gastronomicznej, fitness, targowej, estradowej, filmowej, rozrywkowej i rekreacyjnej, fotograficznej oraz fizjoterapeutycznej czyli tych, które zostały najbardziej dotknięte obostrzeniami wprowadzonymi w celu przeciwdziałania drugiej fali pandemii,  przewiduje zwolnienie ze składek ZUS, świadczenie postojowe – ale uzależnione od dominującego kodu PKD oraz spadku obrotu, co do zasady o 40 proc. Jednym z głównych kryteriów, jakie firmy będą musiały spełnić ubiegając się o pomoc, jest posiadanie odpowiedniego głównego kodu PKD.  I jest to problematyczny zapis, ponieważ wykluczy on wielu przedsiębiorców prowadzących swą działalność w kilku obszarach, a „niewłaściwy” główny kod PKD może ich wykluczyć z otrzymania pomocy, mimo spełnienia kryterium spadku dochodu. Zwolnienia z ZUS na jeden miesiąc i jednorazowe postojowe to żadna pomoc przy stale zaostrzających się obostrzeniach, uniemożliwiających w zasadzie funkcjonowanie wielu branż gospodarki.

Proponowane rozwiązania pomocowe nie rozwiązują nabrzmiewających finansowych problemów i zaledwie w nikłym stopniu pomagają przedsiębiorcom w trakcie tego największego kryzysu gospodarczego ostatniego czasu.

Wystąpiliśmy z postulatami  w ramach „Tarczy Ochronnej dla Przedsiębiorców”, które naszym zdaniem, pomogą przetrwać wielu przedsiębiorcom i uchronić znaczną ilość miejsc pracy.  Mamy nadzieję, że zostaniemy wysłuchani i będziemy mogli wesprzeć Rząd w pracach merytorycznych nad odpowiednimi mechanizmami wsparcia przedsiębiorstw oraz zapobiegania pogłębiania się kryzysu.

List do Premiera Mateusza Morawieckiego podpisała Prezes Północnej Izby Gospodarczej Hanna Mojsiuk oraz przedstawiciele Prezydium Izby.

  1. Rezygnacja z klasyfikowania branżowego przedsiębiorstw, które otrzymają wsparcie (po kodzie PKD). Gospodarka to system naczyń połączonych. Jest wiele branż zależnych, które wsparcia nie otrzymają, a mają olbrzymie kłopoty. Przyjęcie ponownie kryterium spadku przychodów.
  2. Zastosowanie jednej obniżonej stawki podatkowej VAT dla podmiotów najbardziej dotkniętych obostrzeniami związanymi z stanem epidemii do 30.11.2025. Jedna obniżona stawka podatku VAT w wysokości 5 % na wszystkie usługi.
  3. Obniżenie stawki VAT z 23 na 22%
  4. Jedna obniżona stawka podatku PIT w wysokości 10 % od przychodu wszystkich podmiotów gospodarczych wykazujących stosowny spadek przychodu (dla przedsiębiorcy do limitu dochodu 1 mln zł).
  5. Jedna obniżona stawka podatku CIT w wysokości 5 % od przychodu wszystkich podmiotów gospodarczych wykazujących stosowny spadek przychodu (do limitu 2 mln euro).
  6. Zwolnienia w płatnościach ZUS na 6 miesięcy dla podmiotów wykazujących spadek przychodów.
  7. Dotacje na pokrycie kosztów stałych firmy np. w wysokości 70% lub 80% finansowania
  8. Pomoc w dostępie do niskooprocentowanych pożyczek obrotowych – pożyczki płynnościowe np. na rok, żeby firma mogła stanąć na nogi- jednak żeby wszystkie formy prawne miały te same możliwości- w przypadku Sp. z o.o. przy udzieleniu kredytu brany jest pod uwagę wskaźnik pokrycia kosztów i kredyt inwestycyjny na działalność.
  9. Subwencje obrotowe i na spłatę należności dla MŚP i dużych firm. Mikro – Limit roczny do 30 000 zł. Małe – Limit roczny do 50 000 zł. Średnie – Limit roczny do 100 000 zł. Duże – Limit roczny do 200 000 zł.
  10. Niewprowadzanie oskładkowania umów zlecenie.
  11. Niewprowadzanie CIT dla spółek komandytowych.
  12. Wprowadzenie na okres 36 miesięcy od dnia wprowadzenia ustawy w życie w związku z wystąpieniem COVID 19 ochrony majątku przedsiębiorców przed egzekucją komorniczą. Zarówno do egzekucji trwających jak i egzekucji wszczętych po wprowadzeniu ustawy.
  13. Utworzenie przez Ministerstwo Finansów funduszu rekompensat dla wierzycieli.
  14. Przywrócenie handlu w niedzielę (choćby czasowe na okres pandemii).
  15. Zniesienie lub odroczenie niektórych obowiązków sprawozdawczych, obciążających przedsiębiorców, wzrostem kosztów i ilości osób do obsługi np. JPK.
  16. Zmiana praktyki administracyjnej Inspekcji Ochrony Środowiska odnośnie traktowania importu drewna poużytkowego jako odpad, a nie surowiec wtórny do produkcji, co uderza w przemysł meblarski (specjalizacja naszego województwa i kraju).
  17. Wsparcie finansowe od Rządu na ratowanie miejsc pracy- z uwzględnieniem umów o pracę oraz umów zleceń (niestety firmy mówią, że z wielkim bólem ale muszą zwalniać pracowników i nie mogą czekać na pomoc Rządu).
  18. Wprowadzenie bonifikat w podatku od nieruchomości.
  19. Wsparcie dotyczące lokali, które są wynajmowane przez przedsiębiorców – upust w czynszu dla podmiotów wykazujących spadek przychodów.
  20. Skrócenie spraw administracyjnych, np. w niektórych krajach nie trzeba nawet składać kolejnych wniosków tylko firmy z automatu dostają przedłużone wsparcie.
  21. Przesunięcie o rok (do 01.01.2022 r.) terminu na wdrożenie prowadzenia ewidencji sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących z elektronicznym lub papierowym zapisem kopii (rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 10 czerwca 2020).
  22. Utworzenie specjalnego funduszu szkoleniowego na przebranżowienie się (na wzór BUR lub KFS).
  23. Wprowadzenie programu zapomóg dla tracących zatrudnienie oraz uruchomienie funduszy na nowy start.
  24. Wprowadzenie programu pobudzania rynku – staże 12-miesięczne finansowane w 100% przez UP z obowiązkiem zatrudnienia na co najmniej 6 m-cy.
  25. Złagodzenie warunku utrzymania zatrudnienia lub nie brania pod uwagę okresów lockdown-u do liczenia poziomu zatrudnienia uprawniającego do umorzenia dofinansowania PFR w wysokości 50% mikro i 25% dla małych i średnich przedsiębiorstw.
  26. Przedłużenie okresu rozliczeniowego dofinansowania PFR o 1 rok po zakończeniu stanu pandemii lub zagrożenia epidemicznego.
  27. Dostęp do postojowego dla mikroprzedsiębiorców, których samozatrudnienie jest związane z obowiązkiem posiadania stosunku pracy na ułamek etatu, np. 1/64. Przykładem są pośrednicy kredytowi, których wg. KNF jest w Polsce ok. 35.000. W związku z tym, iż warunkiem uzyskania postojowego jest m.in. fakt nieposiadania innego niż działalność gospodarcza tytułu do ubezpieczeń, konieczność utrzymywania cząstki etatu, uniemożliwia uzyskanie tego wsparcia zarówno w przypadku pierwotnej tarczy, jak i tarczy 6.0., nawet w przypadku spadku lub całkowitego braku przychodów.

Ubezpieczyciele sfinansują pracę 100 dodatkowych konsultantów call center dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego

18 firm ubezpieczeniowych sfinansuje dodatkowe call center dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS). Organizatorem przedsięwzięcia jest Polska Izba Ubezpieczeń. To kolejna inicjatywa branży ubezpieczeniowej, która wspiera osoby walczące z koronawirusem na pierwszej linii, oraz Polaków, zmagających się ze skutkami pandemii. Ubezpieczyciele sfinansują pracę 100 dodatkowych konsultantów przez najbliższe pół roku.

– Naszą społeczną rolą jest niesienie pomocy w najtrudniejszych sytuacjach życiowych. Pandemia bez wątpienia jest taką sytuacją. Dlatego pomagamy i działamy znacznie szerzej, niż wynikałoby to wyłącznie z zapisów w umowach ubezpieczenia. Pomoc jest potrzebna w wielu wymiarach. Branża ubezpieczeniowa chce dołożyć swoją część – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Środki przeznaczone przez ubezpieczycieli na dodatkowe call center dla GIS to pomoc dla osób z podejrzeniem lub chorych na COVID-19. Praca konsultantów zostanie zorganizowana w taki sposób, by byli oni dostępni dla potrzebujących przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. W przedsięwzięciu wzięło udział 18 firm ubezpieczeniowych: Allianz, Aviva, Axa, Compensa, Credit Agricole Ubezpieczenia, Ergo Hestia, Generali, Interrisk, MetLife, PKO Ubezpieczenia, Grupa PZU, Saltus, TUW TUW, Uniqa, Unum, Vienna Life, Warta i Wiener.

Od początku gotowi do działania

Do tej pory zakłady ubezpieczeń podjęły szereg inicjatyw mających na celu wsparcie Polaków w walce z pandemią. Było to m.in. dofinansowanie lub zakup potrzebnego sprzętu medycznego oraz środków ochrony osobistej czy bezpłatna pomoc prawna dla przedsiębiorców oraz telemedyczna i psychologiczna dla klientów. Zaraz po wybuchu pandemii PIU opracowała rekomendacje działań proklienckich dla zakładów ubezpieczeń. Uproszczono procedury zawierania i przedłużania umów ubezpieczenia, a także wprowadzono zdalną likwidację szkód w znacznie szerszym zakresie niż wcześniej. Przy naprawach pojazdów priorytet zyskały te należące do pracowników służby zdrowia i ratowników medycznych. Dodatkowo przyspieszone zostały wypłaty dla kontrahentów, takich jak warsztaty naprawcze, firmy transportowe czy lekarze orzecznicy.

Od początku pandemii wspieramy Polaków, których dotknęły skutki kryzysu. Robimy to zarówno w ramach wspólnych inicjatyw, jak i akcji realizowanych przez poszczególne zakłady ubezpieczeń mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Już 7 na 10 Polaków załatwia sprawy urzędowe online

71% mieszkańców załatwia sprawy urzędowe przez Internet – wynika z badania #RegionyNEXERY2020 przeprowadzonego w czerwcu br. przez agencję badawczą GfK dla firmy Nexera. To wzrost aż o 30 p.p. w stosunku do poprzedniego roku. Pandemia koronawirusa oraz wprowadzone obostrzenia przyczyniły się do rozwoju e-administracji. Jakie sprawy urzędowe najczęściej załatwiamy przez internet i co utrudnia nam zrezygnowanie z osobistych wizyt w urzędzie?

7 spraw urzędowych, które najczęściej załatwiamy online

Ponad połowa urzędników (52%), którzy wzięli udział w tegorocznym badaniu Nexery potwierdziło, że już wszystkie sprawy można zgłaszać do urzędu zdalnie. Polacy z tego przywileju korzystają najczęściej przy składaniu wniosku o dowód osobisty (32%) oraz wysyłaniu różnego rodzaju podań, pism i zaświadczeń (22%). W gronie najpopularniejszych spraw realizowanych online są również te dotyczące deklaracji i zeznań podatkowych (17%), ewidencji ludności (17%), zarządzania odpadami komunalnymi (13%). Zdalnie często odbywa się również procesowanie wniosków o zabudowę (11%) oraz zapewnienia dostępu do informacji publicznej (10%) – pokazują wyniki badania #RegionyNEXERY2020.

– Coraz więcej spraw życia codziennego przenosimy do sieci, dlatego nie dziwi fakt, że coraz chętniej rezygnujemy z bezpośrednich wycieczek do urzędów, na rzecz internetowej realizacji naszych zobowiązań. Na tak dynamiczny rozwój e-administracji ma oczywiście wpływ pandemia. Zamknięte urzędy niejako zmusiły część społeczeństwa do tego, aby zdecydować się na wirtualną drogę urzędniczą. Wiele jednak wskazuje na to, że nawet po ustaniu pandemii, część z nas nie powróci do starych nawyków. Świadczy o tym fakt, że już blisko 70% respondentów uważa, że korzystanie z e-urzędów jest proste, a 75% badanych twierdzi, że osobiste wizyty w urzędach trwają zbyt długomówi Paweł Biarda z firmy NEXERA, która buduje i zarządza siecią światłowodową w czterech Regionach Polski.

Bariery dla rozwoju e-administracji

Boom na usługi e-administracyjne dopiero nadchodzi. 80% badanych w czerwcu br. deklarowało, że sprawy urzędowe załatwialiby zdalnie, jeśli tylko mieliby taką możliwość. Co więc stoi na przeszkodzie, aby w jeszcze większym stopniu przejść na wirtualną obsługę administracyjną?

Główną barierą, na którą najczęściej wskazują urzędnicy jest niewystarczający dostęp do infrastruktury internetowej w domach mieszkańców. Według 37% badanych pracowników urzędu, słabe łącze internetowe lub jego brak uniemożliwia wielu mieszkańcom korzystanie z wirtualnej administracji. Kolejnymi, najczęściej wskazywanymi powodami są preferencje i przyzwyczajenia petentów. Zdaniem 31% ankietowanych, część mieszkańców woli osobiście odwiedzić urząd, a 22% twierdzi, że w wielu przypadkach wygrywają stare, tradycyjne przyzwyczajenia. Problemem wskazywanym przez co piątego urzędnika (21%) jest również brak elektronicznego podpisu na Profilu Zaufanym, który jest konieczny do tego, aby móc w pełni korzystać z e‑administracji. Do realizacji spraw przez internet trudniej przekonać jest także seniorów (14% wskazań) oraz osoby o niskich kompetencjach cyfrowych (11%).

Okazuje się, że dziś największą przeszkodą utrudniającą rozwój e-administracji nie jest niski poziom cyfryzacji urzędów czy brak narzędzi do zdalnego procesowania spraw administracyjnych. Pod tym względem urzędy wydają się być coraz lepiej przygotowane, a niektóre wręcz umożliwiają swoim mieszkańcom na pełną digitalizację administracji. Problemem natomiast jest to, że ze względu na nierówny dostęp do infrastruktury internetowej, nie wszyscy mieszkańcy mogą korzystać z  obsługi zdalnej. Dostęp do niezawodnej i stabilnej sieci internetowej to priorytet – nie tylko dla rozwoju e-administracji, ale również wielu innych obszarów, które przeniosły się do sieci, jak np. telemedycyna, praca zdalna, czy nauka online. Zapewnienie infrastruktury światłowodowej w gospodarstwach domowych jest również kluczowe, aby móc rozwijać kompetencje cyfrowe wśród społeczności. Te natomiast, jak widać również wpływają na chęć korzystania ze zdalnych rozwiązań. To właśnie brak internetu lub jego słabe łącze blokuje wielu rodzinom dostęp do cyfrowych usług, które w obecnych czasach nie są już wygodną alternatywą, ale koniecznością. Już co trzeci urzędnik (32%) jest zdania, że dostęp do szybkiej sieci internetowej jest w tym momencie dla miasta ważniejszy niż rozbudowa infrastruktury drogowejdodaje Paweł Biarda z firmy Nexera, pierwszego w Polsce wyłącznie hurtowego operatora telekomunikacyjnego o dużej skali, rozwijającego światłowodową sieć dostępową o wysokiej przepustowości.

Rynek nieruchomości stoi przed wieloma wyzwaniami, ale nie traci na atrakcyjności w dłuższej perspektywie

  • W opracowanym przez PwC i ULI rankingu najbardziej atrakcyjnych lokalizacji dla inwestorów działających na rynku nieruchomości w Europie, na 1. miejscu uplasował się Berlin. Na podium powrócił Londyn (2. miejsce), a na 3. miejscu znalazł się Paryż.
  • 55% inwestorów deklaruje, że w 2021 r. planuje raczej kupować niż sprzedawać nieruchomości, ale w przypadku aktywów innych niż podstawowe (non-core assets) ich obawy budzi stabilność przychodów.
  • Wśród inwestycji z potencjałem wymieniane są centra danych, obiekty logistyczne oraz zaplecze dla branży life sciences, podczas gdy tradycyjne sektory rynku raczej uważane są za problematyczne.

Według już 18. edycji raportu Emerging Trends in Real Estate® Europe rynek nieruchomości znajduje się w samym środku cyklicznego spowolnienia, a przy tym przechodzi znaczące zmiany strukturalne. Mimo to, nieruchomości wciąż postrzegane są jako jedna z niewielu klas aktywów generujących satysfakcjonujący zwrot z inwestycji w czasach niskich lub wręcz ujemnych stóp procentowych.

Zdaniem blisko tysiąca liderów branży real estate w Europie ankietowanych przez PwC i Urban Land Institute, największe turbulencje czekają właścicieli obiektów handlowych oraz biurowych, a ocena ryzyka związanego z działalnością ich najemców stała się chlebem powszednim inwestorów.

Zauważalne są także zmiany w przepływie kapitału – popularne jest przekonanie, że coraz większą rolę będą odgrywać lokalni oraz europejscy inwestorzy. O ile większość zapytanych ekspertów uważa, że kapitał azjatycki nadal będzie trafiał do Europy, podkreślają też fakt, że chociażby brak możliwości obejrzenia budynku przed sfinalizowaniem zakupu, w związku z ograniczeniami podróży biznesowych, może skutkować mniejszą liczbą transakcji.

Obawy przed kolejnymi lockdownami stanowią osobne wyzwanie. Większość transakcji przed pandemią była przedmiotem typowego procesu due diligence i zazwyczaj była realizowana w gronie sprawdzonych partnerów biznesowych. Ocena możliwości inwestycyjnych w krajach objętych obostrzeniami jest utrudniona, a w dodatku trudno mówić o nawiązywaniu relacji biznesowych wyłącznie przez wideokonferencje. To również może mieć wpływ na mniejszy wolumen transakcji w najbliższym czasie. Jednocześnie, taka sytuacja może dać przewagę graczom dysponującym lokalnymi zespołami w wielu krajach, bądź działać na korzyść większych państw, np. Niemiec, gdzie ograniczenia w podróżowaniu są mniejsze.

Na preferencje inwestorów wpływa przyśpieszona cyfryzacja. Wśród obiektów o szczególnym potencjale wymieniane są m.in. nieruchomości logistyczne, centra danych oraz te służące operatorom telekomunikacyjnym. Ze względu na bezpośredni związek z pandemią COVID-19, cenione są budynki przeznaczone dla szeroko rozumianej branży life sciences. Na celowniku inwestorów pozostaje także sektor mieszkaniowy.

“Europejski rynek nieruchomości znalazł się punkcie zwrotnym, a działające na nim firmy muszą szukać nowej drogi, stawiając czoła spadkowi koniunktury oraz niepewności, którą generuje pandemia. COVID-19 przyśpieszył trendy znane wcześniej, takie jak digitalizacja, praca zdalna czy zakupy w sieci. Jednak ze względu na sztuczność całej sytuacji, trudno jednoznacznie przewidzieć, jaki będzie jej dalszy rozwój. Poszukiwanie korzystnych stóp kapitalizacji, jeszcze ważniejszych niż przed pandemią, przyciąga inwestorów do projektów generujących stabilny przychód, np. mieszkaniowych w „bezpiecznych przystaniach” w Europie” – komentuje Lisette van Doorn, przewodnicząca ULI Europe.

Zdaniem Doroty Wysokińskiej-Kuzdry, przewodniczącej ULI Poland i członkini ULI Europe Executive Committee – „Podobnie jak w przypadku innych branż gospodarki, pandemia COVID-19 i jej skutki mają znaczący wpływ na rynek nieruchomości. Z powodu ograniczeń sanitarnych znaczące spadki odnotowały aktywa handlowe, hotelowe i akademiki, natomiast wymuszona lockdownem praca zdalna początkowo wprowadziła obawy także wobec przyszłości nieruchomości biurowych. Warto jednak pokreślić, że bardzo dobrze radzi sobie sektor logistyczny zawdzięczający popularność e-commerce, jak również napędzane przez cyfryzację data center. Na świecie, jak również w Polsce, coraz większą uwagę przyciąga branża tzw. „life science” uwzględniająca np. farmację czy laboratoria biotechnologiczne. Pomimo krótkoterminowej niepewności, inwestorzy zgodnie twierdzą, że obecna sytuacja przyspieszy znane wcześniej trendy związane z rozwojem technologii, aspektami ekologicznymi i wpływem budynków na ludzi. Tym bardziej cieszy, że wykazując odporność na trudne czasy, Warszawa utrzymała 14. pozycję jako najatrakcyjniejsze spoza Europy Zachodniej miasto do lokowania kapitału.”

Z kolei Gareth Lewis, Real Estate Director w brytyjskim oddziale PwC, uważa, że: „Wzrost znaczenia e-commerce i pracy zdalnej sprawia, że wielu inwestorów musi na nowo ocenić profil ryzyka związanego z lokowaniem kapitału w określone rodzaje nieruchomości. Jedno jest pewne – nawet w czasach niepewności inwestorzy nadal cenią główne miasta w Europie, co daje podstawy do umiarkowanego optymizmu. Ewentualne decyzje banków centralnych o dalszym obniżaniu stóp procentowych mogą mieć skutek w postaci uwolnienia kapitału i niewielkiego wzrostu aktywności inwestycyjnej.

Inwestując w społeczeństwo

W związku z pandemią, coraz więcej firm interesuje się strategią Environmental, Social and Governance. O ile aspekt środowiskowy już wcześniej znajdował odzwierciedlenie w ich działalności, o tyle na znaczeniu wyraźnie zyskują aspekty społeczne.

Według Garetha Lewisa: “W 2020 roku przedstawiciele rynku nieruchomości zaczęli poważniej podchodzić do roli, jaką pełnią w społeczeństwie – od kwestii związanych z różnorodnością i inkluzją w miejscu pracy, po większy nacisk na zagadnienia związane z ESG. Chociaż droga do tego jest długa, pandemia może zwiększyć popularność tworzenia zmian społecznych i środowiskowych poprzez inwestowanie w odpowiednie nieruchomości.”

TOP 10 – najbardziej perspektywiczne miasta w Europie

Ranking miast w tegorocznym raporcie odzwierciedla ostrożność oraz szanse napędzające rynek. Przewodzą w nim lokalizacje gwarantujące płynność i stabilność. Na czele znalazł się Berlin, który, podobnie jak całe Niemcy, przekonuje do siebie inwestorów relatywnie skutecznym stawianiem czoła pandemii.

Miejsce w rankingu Miasto
1 Berlin
2 Londyn
3 Paryż
4 Frankfurt
5 Amsterdam
6 Hamburg
7 Monachium
8 Madryt
9 Mediolan
10 Wiedeń

W badaniu przeprowadzonym pomiędzy lipcem a wrześniem 2020 r., czołowi przedstawiciele branży nieruchomości byli ostrożni w ogólnej ocenie sytuacji rynkowej – 28% z nich zdeklarowało spadek zaufania biznesowego (w porównaniu z 13% rok wcześniej). Aż 44% ankietowanych przewiduje spadek rentowności biznesu, w porównaniu z 15% rok wcześniej. 88% deklaruje „zaniepokojenie” lub „duże zaniepokojenie” sytuacją związaną z pandemią, a 79% obawia się międzynarodowej niestabilności politycznej.

Rynki kapitałowe – podzielony świat

Eksperci spodziewają się, że 2021 będzie rokiem krajowych inwestorów, do czego przyczynią się ograniczenia w podróżowaniu z Azji i Ameryki Północnej. Większość respondentów (53%) oczekuje zwiększenia azjatyckich inwestycji w Europie, jednak odsetek ten jest dużo mniejszy niż rok wcześniej. Około jedna trzecia respondentów uważa, że aktywność europejskich inwestorów wzrośnie w nadchodzącym roku, a nieco ponad połowa, że pozostanie na takim samym poziomie. 51% ankietowanych spodziewa się, że w 2021 roku zostanie ograniczona aktywność inwestorów z Ameryki Północnej w Europie.

TOP 10 – najbardziej perspektywiczne sektory

Trzy z czterech rodzajów nieruchomości zajmujących czołowe miejsca w zestawieniu, są związane z przyśpieszoną cyfryzacją. Deweloperzy i inwestorzy zwracają się również ku branży life sciences, która do tej pory uznawana była za wymagającą szczególnej specjalizacji. Trzy z dziesięciu perspektywicznych sektorów dotyczą nieruchomości mieszkaniowych.

Ze względu na rosnącą popularność pracy zdalnej, a przy tym niepewność co do tego, jak trend ten będzie ewoluował w najbliższym czasie, w zestawieniu zabrakło tym razem sektora biurowego, również w formie co-workingów czy biur serwisowanych.

Miejsce w rankingu Sektor Ranking inwestycyjny Ranking deweloperski
1 Centra danych 1 1
2 Obiekty logistyczne 2 2
3 Life sciences 3 3
4 Nowa energia/infrastruktura 5 4
5 Nieruchomości przemysłowe/magazyny 6 5
6 Opieka zdrowotna 7 7
7 Mieszkania na wynajem 9 8
8 Tanie mieszkania 8 6
9 Infrastruktura telekomunikacyjna 4 13
10 Budownictwo społeczne 11 9

Dofinansowanie w trakcie restrukturyzacji. Jak firmy mogą je zdobyć?

Setki polskich przedsiębiorstw mierzą się obecnie z największymi problemami płynnościowymi w swojej dotychczasowej działalności. Pandemia wymusiła na nich pilne poszukiwanie zewnętrznych rozwiązań naprawczych, które pozwolą nie tylko przetrwać kryzys, ale także umożliwią szybkie przywrócenie stabilności. Jednym z nich jest restrukturyzacja i kluczowe dla jej powodzenia finansowanie pomostowe.

O skali problemów z niewypłacalnością polskich przedsiębiorstw świadczą m.in. najnowsze dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK, z których wynika, że tylko w sektorze gastronomicznym kwota zadłużenia firm powiększyła się w okresie od marca 2019 do września br. o blisko 128 mln zł i wciąż systematycznie rośnie. O trudnościach ze spłatą zobowiązań coraz częściej informują jednak także inni przedsiębiorcy. Część firm z branży eventowej i targowej, w tym również ich podwykonawcy znajduje się dziś w bardzo trudnym położeniu, a do grona podmiotów poszkodowanych przez pandemię dołączają regularnie kolejne – salony fitness, biura podróży czy też spółki specjalizujące się w transporcie pasażerów. Wszystkie stają dziś w obliczu kryzysu i są zmuszone do poszukiwania rozwiązań umożliwiających uzyskanie porozumienia z wierzycielami oraz wypracowania często nowej organizacji działań.

– W przypadku zagrożenia niewypłacalnością kołem ratunkowym dla firm jest Prawo Restrukturyzacyjne. Zawarte w nim przepisy i narzędzia chronią firmę m.in. przed agresywną windykacją, zawieszają egzekucje oraz zabezpieczają kluczowe umowy. Strategicznym elementem postępowania restrukturyzacyjnego jest pozyskanie finansowania pomostowego, które wspiera firmę zarówno w zakresie realizacji planu restrukturyzacyjnego, jak również w zależności od stopnia kryzysu, pomaga w realizacji bieżącej działalności.  Instrumentami dofinansowania mogą być m.in. pożyczki, w tym także te ze środków publicznych, kredyty bankowe, kredyty kupieckie, faktoring lub emisja dłużnych papierów wartościowych. Jednakże z uwagi na sytuację finansową danego przedsiębiorstwa nie ze wszystkich narzędzi firma będzie mogła skorzystać w podobnym zakresie. Już na starcie kluczowe staje się zatem kompleksowe podejście do oceny wachlarza możliwych rozwiązań naprawy i zaplanowania architektury restrukturyzacji, czyli bardzo dobrego przygotowania przedsiębiorstwa do aplikowania o środki pieniężne  – podkreśla Małgorzata Anisimowicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny i prezes zarządu PMR Restrukturyzacje.

Dodatkowe środki dzięki wsparciu doradcy

W zakresie szeregu prowadzonych usług postępowania restrukturyzacyjnego, wsparcie w pozyskaniu finansowania jest jednym z podstawowych punktów współpracy z doradcą restrukturyzacyjnym. Zazwyczaj też to właśnie doradca przygotowuje wnioski pozwalające aplikować o środki finansowe i związaną z nimi dokumentację. – Wybór doradcy restrukturyzacyjnego, to nie tylko wybór jednej osoby, ale i współpracującego z nim interdyscyplinarnego zespołu doświadczonych w zarządzaniu kryzysowym i współpracy z inwestorami specjalistów, m.in. z zakresu finansów, podatków i prawa. W takiej sytuacji efektywność uzyskania pomocy finansowej jest niewspółmierna do poszukiwania kapitałów obcych na własną rękę. Tym bardziej, że działania te muszą być często prowadzone w sposób szybki, a także w pełni przemyślany. Bez doświadczenia i know-how, bardzo łatwo popełnić błąd – wskazuje Małgorzata Anisimowicz.

Pomoc publiczna

Wśród źródeł finansowania pomostowego w ramach postępowania restrukturyzacyjnego znajduje się. pomoc publiczna pod postacią Polityki Nowej Szansy, wprowadzona ustawą z dnia 16 lipca 2020 r. o udzielaniu pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorców. Przewiduje ona trzy rodzaje wsparcia: na ratowanie firmy, tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne oraz restrukturyzację. Pomoc udzielana jest przez Agencję Rozwoju Przemysłu S.A. Na rok 2020 na ten cel zaplanowano minimum 720 mln zł.

Fundusze inwestycyjne

Środki finansowe na restrukturyzację firmy mogą pozyskiwać także od wyspecjalizowanych funduszy private equity. Wybór tego wariantu zależy nie tylko od indywidualnej sytuacji finansowej przedsiębiorstwa, ale przede wszystkim od branży, w której działa oraz od potencjału firmy. Tutaj również bardzo przydatne okazują się wcześniejsze doświadczenia doradców restrukturyzacyjnych we współpracy z poszczególnymi funduszami i znajomość specyfiki ich inwestycji.

Kredyt bankowy nie dla każdego

Jedną z najtrudniejszych form pozyskiwania finansowania w czasie restrukturyzacji są kredyty bankowe.

Jeżeli jednak uda się uzyskać finansowe zaangażowanie banku w proces restrukturyzacji, wiąże się ono z rozwojowym charakterem restrukturyzacji i dotyczy odejścia od mało rentownych obszarów działalności na rzecz poprawiających rentowność i przychody spółki – wskazuje Małgorzata Anisimowicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny PMR Restrukturyzacje.

Częstą formą finansowania jest także kredyt kupiecki od dostawców, polegający na odroczonym terminie płatności. Stanowi on najczęstszą formę bieżącego finansowania przedsiębiorstw, jednakże pozostaje zależny od potrzeb obu stron i w przypadku przedsiębiorstwa w restrukturyzacji wymaga zbudowania niezbędnego zaufania. Znaczenia nabiera również faktoring.

– Warto zauważyć, że źródłem finansowania w pewnej części mogą być również sami wierzyciele, oferując możliwość refinansowania restrukturyzowanych zobowiązań, uzyskujących w ten sposób możliwość przyznania korzystniejszych warunków restrukturyzacji zobowiązań dłużnika. Bez względu na wybór formuły, kluczowym czynnikiem wpływającym na skuteczność procesu naprawczego jest odpowiednio wczesna decyzja. Reakcja w porę umożliwia skorzystanie w szerokiego wachlarza opcji restrukturyzacyjnych, w tym szczególnie, przeprowadzanego niemalże w całości poza sądem, szybkiego uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego, w którym przedsiębiorca sam decyduje z jakim doradcą restrukturyzacyjnym będzie wspólnie pracował nad ratowaniem firmy i jej dofinansowaniu pomostowym – podsumowuje Małgorzata Anisimowicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny.

Savills: sektor publiczny na ratunek rynku biurowego

Coraz więcej spółek z udziałem Skarbu Państwa korzysta z nowoczesnej powierzchni biurowej, podała firma doradcza Savills. Po trzech kwartałach 2020 roku na rynku nieruchomości w Warszawie sektor publiczny oraz spółki, których współwłaścicielem jest państwo mają ponad dwukrotnie wyższy udział w popycie na nowoczesną powierzchnię biurową, niż rok wcześniej. Co więcej, według szacunków Savills, w trakcie negocjacji znajduje się ponad drugie tyle powierzchni, którą podmioty z tego sektora wynajęły do tej pory w 2020 r.

Trzeci kwartał na rynku nieruchomości biurowych w Warszawie był pierwszym, w którym tak wyraźnie odczuwalne były skutki spowolnienia gospodarczego wywołanego pandemią Covid-19. Jak zauważa firma doradcza Savills, coraz istotniejszym trendem jest rosnąca rola, jaką na rynku najmu nowoczesnych powierzchni biurowych zaczyna pełnić sektor publiczny oraz spółki, których współwłaścicielem jest Skarb Państwa.

„Siedziby administracji publicznej i spółek państwowych kojarzone były do tej pory głównie ze starszymi budynkami. Wraz z rozwojem rynku biurowego coraz więcej przedstawicieli sektora publicznego decyduje się na przeprowadzkę do nowoczesnych biurowców. Wbrew pozorom powodem takiej decyzji często są oszczędności, które nowoczesne powierzchnie biurowe mogą wygenerować m.in. dzięki niższym opłatom eksploatacyjnym czy też możliwości wynajęcia mniejszego metrażu, który pozwala jednak na efektywniejszą aranżację” – mówi Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz, Savills.

Jak podaje firma Savills, na koniec września 2020 r. rynek nieruchomości biurowych w Warszawie dysponował zasobami wynoszącymi 5,82 mln m kw. Podaż w trzecim kwartale roku wzrosła dzięki oddaniu do użytku 131 500 m kw. nowej powierzchni, na którą złożyło m.in. otwarcie The Warsaw HUB i Biura przy Warzelni w ramach kompleksu Browary Warszawskie.

Jednocześnie popyt na powierzchnię biurową spadł do poziomu najniższego od 10 lat. W okresie od początku lipca do końca września w Warszawie wynajęto zaledwie 113 200 m kw., z czego blisko połowę stanowiły renegocjacje. W konsekwencji, zgodnie z wcześniejszymi prognozami Savills, wskaźnik pustostanów zaczął wzrastać. Aktualnie plasuje się on na poziomie 9,6%, i to bez uwzględnienia ponad 100 000 m kw., które dostępne są dodatkowo w formie podnajmu.

Oprócz wyraźnego spowolnienia na rynku najmu, dostrzegalne są również zmiany w strukturze popytu. Coraz większy udział w nim ma sektor publiczny i spółki z udziałem Skarbu Państwa. Warszawa, podobnie jak większość światowych stolic, uznawana jest za krajową centralę administracyjną. Jednak spośród ok. 400 polskich spółek z udziałem Skarbu Państwa zaledwie co piąta ma swoją siedzibę w Warszawie.

Zgodnie z danymi Savills, w poprzednich dwóch latach udział sektora publicznego i spółek z udziałem Skarbu Państwa w popycie brutto utrzymywał się w stolicy na względnie stałym poziomie i wynosił 8,5% w 2018 r. i 10,6% w 2019 r. W 2020 r., w okresie od początku stycznia do końca września, podmioty te odpowiadały już za blisko jedną czwartą całkowitej ilości wynajętej powierzchni biurowej.

Jak obliczyli eksperci Savills, ok. 105 000 m kw. wynajęte przez tę grupę najemców po trzech kwartałach 2020 r. to wynik nieznacznie większy, od tego, który sektor ten odnotował w całym 2019 r. (93 000 m kw.), ale wobec aktualnego spadku całkowitej ilości wynajętej powierzchni biurowej, oznacza to ponad dwukrotny wzrost udziału w popycie brutto.

Do tej pory w 2020 r. największą umowę najmu wśród przedstawicieli sektora publicznego i spółek z udziałem Skarbu Państwa podpisało PZU. Pod koniec czerwca firma poinformowała o wynajęciu 47 000 m kw. powierzchni w budynku wieżowym kompleksu Generation Park zlokalizowanym przy rondzie Daszyńskiego. Była to jednocześnie największa umowa najmu w historii polskiego rynku nieruchomości biurowych. Na drugim miejscu wśród transakcji zrealizowanych w 2020 r. znajduje się Poczta Polska. Przedłużyła ona umowę najmu 19 800 m kw. powierzchni w budynku Domaniewska Office Hub na Służewcu.

Według szacunków Savills na różnym etapie negocjacji znajdują się obecnie umowy najmu kolejnych ok. 125 000 m kw. powierzchni w zlokalizowanych w Warszawie nowoczesnych budynkach biurowych, które zająć mogą przedstawiciele sektora publicznego oraz spółki z udziałem Skarbu Państwa.

„Rynek biurowy w wyniku Covid-19 znajduje się obecnie w pewnym zawieszeniu. Część najemców stara się odwlekać decyzje dotyczące lokalizacji przyszłej siedziby, chcąc lepiej oszacować swój poziom zatrudnienia oraz skalę wykorzystywania modelu pracy z domu. Istnieją jednak podmioty, gdzie praca zdalna nie jest najbardziej optymalnym rozwiązaniem, chociażby ze względów bezpieczeństwa. Należy do nich m.in. wiele spółek z udziałem Skarbu Państwa, które dodatkowo muszą często planować kwestie związane z lokalizacją swojego biura z dużym wyprzedzeniem. To, że najemcy ci uwzględniają w swoich strategiach długoterminowych powrót do tradycyjnej pracy z biura można odczytywać jako optymistyczny sygnał dla całego rynku biurowego” – podsumowuje Wioleta Wojtczak z Savills.

Tabela 1. Struktura popytu na nowoczesną powierzchnię biurową w Warszawie z uwzględnieniem sektora publicznego i spółek z udziałem Skarbu Państwa.

  Ilość nowoczesnej powierzchni biurowej wynajęta przez sektor publiczny i spółki z udziałem Skarbu Państwa (m kw.) Łączny popyt brutto na powierzchnię biurową (m kw.) Udział sektora publicznego i spółek z udziałem Skarbu Państwa w popycie brutto (%)
2018 73 100 858 700 8,5%
2019 93 000 878 800 10,6%
1-3 kw. 2020 105 800 447 400 23,6%

Źródło: Savills

Tabela 2. Największe transakcje najmu powierzchni biurowej zrealizowane w Warszawie w 2020 r. przez sektor publiczny i spółki z udziałem Skarbu Państwa (stan na koniec września 2020 r.).

  Najemca Budynek Powierzchnia biurowa (w m kw.)
1. PZU Generation Park Y 47 000
2. Poczta Polska Domaniewska Office Hub 19 800
3. nieujawniona spółka
z udziałami Skarbu Państwa
Konstruktorska Business Center 17 500
4. Uniwersytet Warszawski Prosta 69 3600
5. Polski Holding Nieruchomości S.A. Kaskada 2975

Źródło: Savills

Ponad 70 proc. Polaków boi się o swoją sytuację finansową w związku z pandemią

Polacy bardziej obawiają się skutków finansowych pandemii niż samego koronawirusa. Z badania przeprowadzanego dla platformy Kapitalni.org przez dom badawczy Maison&Partners wynika, że 57 proc. z nas obawia się COVID-19, ale jednocześnie aż 71 proc. wyraża przynajmniej jedną obawę dotyczącą swojej sytuacji finansowej. Najczęściej jest to kwestia wzrostu inflacji i zmniejszenia własnej poduszki finansowej. Ponad jedna trzecia badanych skorzystała z mechanizmów wsparcia finansowego stworzonego w związku z pandemią.

W ramach testu wiedzy finansowej Polaków, platforma Kapitalni.org po raz czwarty sprawdziła ocenę sytuacji ekonomicznej wśród badanych. Tym razem pod kątem wpływu pandemii COVID-19. Zainteresowanie Polaków finansami, nie tylko własnymi, ale też w gospodarce wzrosło, podobnie jak sam poziom wiedzy finansowej.

– Polacy uważnie śledzą sytuację związaną z rozwojem pandemii. Co oczywiste, większość obawia się koronawirusa, jednak większe obawy budzą negatywne skutki ekonomiczne, jakie wywołuje ta sytuacja. Dodatkowo, 43 proc. badanych deklaruje, że doświadczyło już negatywnego skutku epidemii w kontekście swoich finansów. Duży wzrost zachorowań i rosnąca niepewność gospodarcza mogą oczywiście w niedalekiej przyszłości tę grupę powiększyć – mówi Agnieszka Szczepanik, która odpowiada za rozwój platformy edukacyjnej Kapitalni.org.

Polacy najbardziej obawiają się wzrostu inflacji (41 proc. wskazań) oraz zmniejszenia swoich oszczędności (29 proc. odpowiedzi). Co piąta osoba boi się także utraty pracy, co oczywiście także negatywnie wpłynie na jej sytuację finansową. Dodatkowo 6 proc. badanych ma obawy związane z brakiem możliwości otrzymania kredytu.Jak Covid wpłynął na nasze finanse

Wyjaśnieniem obaw mogą być deklaracje dotyczące już zdiagnozowanych problemów finansowych wynikających z koronawirusa. Na pierwszym miejscu w tym względzie znalazła się deklaracja, że badani wydają obecnie więcej (14 proc. odp.), zostało im zmniejszone wynagrodzenie (13 proc.) oraz musieli naruszyć swoje oszczędności (12 proc.). Ponadto 7 proc. respondentów przyznało, że w związku z pandemią straciła pracę.

Mimo negatywnych skutków finansowych, jakie przyniosła pandemia nadal więcej osób ocenia swoją osobistą sytuację finansową dobrze (38 proc. pozytywnych odpowiedzi) niż źle (21 proc.). Co ważne te deklaracje nie odbiegają w zasadzie od wyniku ubiegłorocznego pomiaru.

Pomoc finansowa państwa znana, ale mało wykorzystywana

Od początku pandemii wprowadzono wiele mechanizmów wsparcia, które miały łagodzić negatywne skutki zamykania gospodarki. Wiedza na ten temat jest jak się okazuje dość duża, jednak nie powszechna. Najwięcej osób słyszało o możliwości skorzystania z tzw. bonu turystycznego – aż 62 proc. Prawie połowa Polaków wie także, że osoby prowadzące działalności gospodarczą mogły przez 3 miesiące korzystać ze zwolnienia opłacania składek na ubezpieczenia społeczne. Trzecim najbardziej znanym rozwiązaniem było świadczenie postojowe dla osób które mają własną firmę (42 proc. osób znało to rozwiązanie). Ponad jedna trzecia osób wiedziała także o wprowadzeniu dodatkowego zasiłku opiekuńczego.

– Zastanawia nas fakt, że tylko 27 proc. Polaków słyszało o możliwości skorzystania z tzw. wakacji kredytowych, czyli odroczeniu na trzy miesiące spłacania rat. Na pewno wynika to po prostu z faktu, że nie każdy spłaca kredyt lub pożyczkę, ale wpływ może mieć też to, że ustawowe rozwiązanie, o którym więcej mówiło się w przestrzeni publicznej, zostało wprowadzone relatywnie późno. Wcześniej to instytucje finansowe same wprowadzały tego typu udogodnienie, jednak komunikowały to głównie swoim klientom – mówi Agnieszka Szczepanik.

Znajomość mechanizmów wsparcia finansowego wprowadzonego w związku z pandemią nie oznacza oczywiście, że były one powszechnie wykorzystywane. Najwięcej, bo 11 proc. Polaków deklaruje, że skorzystało z bonu turystycznego. Po 5 proc. korzystało ze zwolnienia z opłacania składek na ubezpieczenia społeczne oraz wakacji kredytowych.  Jednocześnie aż 58 proc. badanych stwierdziło, że jak dotąd nie skorzystało bezpośrednio z żadnej formy wsparcia finansowego wprowadzonego w związku z pandemią koronawirusa.Jak Covid wpłynął na nasze finanse 2

Wiedza finansowa rośnie wraz z obawami

Eksperci platformy Kapitalni.org sprawdzili także, jak obawy o sytuację ekonomiczną przekładają się na poziom wiedzy o finansach. Okazuje się, że Ci którzy najbardziej boją się negatywnych skutków pandemii najlepiej wypadają w teście wiedzy finansowej (średnia punktów to 14,78 wobec 12,28 wśród osób, które stwierdziły, że zdecydowanie nie boją się koronawirusa).

Podobną korelację widać w odniesieniu do wyników testu jakie osiągały osoby, które odczuły negatywne konsekwencje finansowe pandemii. Ich średnia w teście to 14,78 wobec 13,65 wśród tych, którzy przez koronawirusa nie ucierpieli finansowo.

– Obawy zmobilizowały Polaków do poszukiwania informacji oraz zwiększania swojej wiedzy o świecie finansów i ekonomii. Nie jest to optymistyczny wniosek, ale jeśli mielibyśmy szukać dobrych informacji w kontekście pandemii, to z pewnością to, że dzięki niej zaczęliśmy się bardziej edukować w zakresie finansów można uznać za dobrą informację – podsumowuje Agnieszka Szczepanik.

Komentarz Tomasza Jaroszka, eksperta Kapitalni.org

Historia pokazuje, że interesujemy się naszymi finansami dużo bardziej, gdy pojawiają się tam potencjalne zagrożenia. Takim zagrożeniem jest bez wątpienia pandemia, której efekty zobaczyliśmy w postaci niespotykanej w historii sytuacji, czyli zamrożenia gospodarki na kilka miesięcy. Aktualna sytuacja i konsekwencje gospodarcze wynikające z pandemii będą zapewne nadal przekładać na większe zainteresowanie edukacją finansową, ze szczególnym naciskiem na elementy bliskie domowemu budżetowi takie jak oszczędzanie, ochrona kapitału czy poszukiwanie pomocy finansowej.

Już teraz jedna trzecia badanych Polaków twierdzi, że ich sytuacja materialna pogorszyła się. Badanie pokazało, że 43% osób odczuło przynajmniej jeden negatywny skutek epidemii koronawirusa w kontekście swoich finansów, aż 71% osób ma przynajmniej jedną obawę związaną z kryzysem finansowym wywołanym pandemią. Co ciekawe, wśród respondentów aktualnie największym zmartwieniem jest wysoka inflacja. Możliwe, że dużą rolę odegrała tu trzykrotna obniżka stóp procentowych, przekładająca się na rekordowo niskie oprocentowanie lokat. Wystarczy podstawowa wiedza finansowa by stwierdzić, że oszczędności odłożone w banku tracą na wartości w zestawieniu z inflacją.

W sytuacjach zagrożenia, edukacja finansowa może faktycznie przełożyć się na polepszenie sytuacji materialnej. Doskonałym tego przykładem była wiosną umiejętność korzystania z działań pomocowych czy też odpowiednie zarządzanie domowymi finansami. Warto zwrócić uwagę, że 28% osób odczuło przynajmniej jeden pozytywny skutek epidemii koronawirusa w kontekście finansów, w tym głównie zmniejszenie wydatków i rozpoczęcie oszczędzania. Być może przełoży się to na budowanie dobrych nawyków finansowych w przyszłości.

Spośród działań podejmowanych w walce ze skutkami pandemii, najwięcej, bo aż 62% badanych znało bon turystyczny. To jedyne działanie, które znała ponad połowa ankietowanych, żadne inne elementy nie przebiły się aż tak w świadomości badanych. Wydaje się, że ma to związek z silną promocją tego świadczenia w mediach i dyskusjach społecznych, również w czasie tegorocznej kampanii wyborczej. Dopiero w dalszej kolejności były zwolnienia ze składek ZUS, świadczenia postojowe i zasiłki. Warto jednak odnotować, że znajomość możliwości umorzeń zaległości podatkowych, czy zmian w rozliczeniu strat z 2020 roku, była wręcz marginalna, a aż 17% badanych nie słyszało o żadnej formie pomocy w przeciwdziałaniu skutkom pandemii. To bardzo wysoki wskaźnik, gdy weźmiemy pod uwagę jak ogromna i zarazem kosztowna była skala działań pomocowych.

Biorąc pod uwagę rozmiar wyzwania z jakim się wszyscy mierzymy, bardzo ciekawe mogą być wnioski w kolejnych badaniach. Finansowe wyzwania wywołane przez pandemię mogą z nami zostać jeszcze co najmniej kilka kwartałów, a takie kryzysowe sytuacje przekładają się niekiedy na długoterminowe zmiany trendów i budowanie różnych postaw finansowych, które zostają z nami na długie lata.