Instytut Staszica: System depozytowy dla opakowań jednorazowego użytku po napojach – jaki model optymalny dla Polski?

Polski rząd stoi przed koniecznością implementowania do krajowego systemu prawnego unijnych dyrektyw, wprowadzających Rozszerzoną Odpowiedzialność Producenta, a w jej ramach musi stworzyć także dobrze działający system depozytowy obejmujący jednorazowego użytku opakowania po napojach. Eksperci Instytutu Staszica pracują nad stanowiskiem dotyczącym tego systemu, który z założenia musi uwzględniać lokalne uwarunkowania w tym m.in. specyfikę naszej produkcji i modelu sprzedaży detalicznej.

Do lipca 2021 r. Polska musi wdrożyć Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady UE z dnia 5 czerwca 2019 r. w sprawie zmniejszenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko (tzw. Dyrektywa Single-Use Plastics). Ten akt ustanawia poziomy w zakresie selektywnej zbiórki butelek z tworzyw sztucznych po napojach do recyklingu (do 2029 r. będzie to aż 90%) i wprowadza wymóg, że od 2025 r. butelki plastikowe muszą zawierać co najmniej 25 % tworzyw sztucznych pochodzących z recyklingu ; w 2030 r. ten próg wyniesie 30%. Z kolei dyrektywa z dnia 19 listopada 2008 r. w sprawie odpadów przewiduje, że systemy Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta w państwach członkowskich muszą do 5 stycznia 2023 r. zostać dostosowane do wymagań dyrektywy.

Jak widać z prawnych wytycznych, Polska – czy chce, czy nie chce – musi stworzyć dobrze funkcjonujący system depozytowy, ponieważ tylko w ten sposób zapewni odpowiedni recykling zebranych w tym systemie odpadów plastikowych. Inaczej grożą jej bardzo wysokie opłaty. Ponadto bez tego systemu polscy producenci nie spełnią wymagań, które na nich ciążą.

Obecnie kluczową kwestią nie jest zatem odpowiedź na pytanie, czy taki system w Polsce ma powstać, ale jak ma on działać, aby chciałyby w nim uczestniczyć np. sklepy, bowiem bez poparcia handlu nie ma szansy na to, aby był on efektywny. Dlatego konieczne jest uwzględnienie przy jego tworzeniu specyfiki naszego handlu detalicznego. Trzeba pamiętać, że w odróżnieniu od wielu państw UE, w Polsce istotną część tego sektora stanowią małe sklepy, dla których źle opracowany system może być prawdziwą kulą u nogi. Oczywiście są też dodatkowe kwestie – kto powinien takim systemem zarządzać, jakie rodzaje opakowań powinny być objęte depozytem, czy ma być on dobrowolny, czy obowiązkowy dla producentów itd.? Pytań dużo. Instytut Staszica w ciągu kilku tygodni przedstawi swoje stanowisko. Będzie też stale monitorował proces prac nad odpowiednimi regulacjami prawnymi.

Lawinowy spadek rezerwacji. Mały lockdown dobija hotelarzy

Ogłoszenie żółtej strefy w całym kraju zamroziło turystykę. W pierwszym tygodniu po ogłoszeniu obostrzeń liczba rezerwacji spadła o ponad 40% względem końcówki września – wynika z raportu platformy Noclegi.pl. Nastroje w branży coraz gorsze.

Spadki było widać już w tygodniu poprzedzającym wprowadzenie restrykcji. Kolejne rekordy zachorowań i zapowiedź ograniczeń natychmiast odbiły się na liczbie rezerwacji – tydzień do tygodnia zanotowano spadek o ponad 30%.

„Po 10 października było jeszcze gorzej. Mieliśmy aż 43% mniej rezerwacji, niż w końcówce września – mówi Natalia Jaworska, ekspert platformy Noclegi.pl. – Mówimy zarówno o rezerwacjach bieżących, jak i tych na późniejsze terminy, świąteczne i sylwestrowe” – wyjaśnia. Na sam październik, rok do roku, liczba rezerwacji spadła o ponad połowę.

Małe zainteresowanie wyjazdami widać szczególnie w miejscach, które tradycyjnie były oblegane jesienią i zimą. W Zakopanem po 10 października liczba rezerwacji zmniejszyła się aż o 63% w stosunku do końcówki września, zaś w Krakowie o 70%. Spadła też liczba samych wyszukiwań noclegów.

„Najwyraźniej ogólna niepewność spowodowała, że myślenie o wyjazdach i wypoczynku zeszły na dalszy plan. Liczba wyszukiwań noclegów zmniejszyła się dramatycznie w większości polskich miejscowości. W niektórych nawet o 80% – mówi Jaworska. – Jeśli jednak decydujemy się na wyjazd to raczej już teraz rezerwujemy terminy świąteczne i sylwestrowe, albo nawet wakacje 2021” – dodaje i podkreśla, że nastroje w branży są coraz gorsze.

Co prawda rządowe wsparcie w postaci Tarczy 5.0 dla turystyki oznacza czasowe zwolnienie z płacenia składek ZUS czy świadczenie postojowe, ale dla wielu to będzie za mało, żeby utrzymać się na rynku. Wnioskującym o to świadczenie mogą być osoby, które wypracowały przychód niższy co najmniej o 75% w stosunku do uzyskanego w tym samym miesiącu w 2019 r. Dla wielu oznacza to możliwość uniknięcia natychmiastowego bankructwa, ale nie odzyskanie stabilności biznesu. Tym bardziej, że nie wszyscy będą mogli skorzystać z tego programu.

„Właściciele obiektów noclegowych muszą dziś zmierzyć się z trudną rzeczywistością, optymalizują lub redukują koszty, szukają rozwiązań, które pomogą im przetrwać. Przez chwilę takim ratunkiem była organizacja wesel i wszelkiego typu imprez okolicznościowych, ale i tu wracają ograniczenia” – mówi ekspertka platformy.
Ci, którzy mają wypracowane zapasy w poprzednich dobrych sezonach, stawiają na jeszcze lepsze dostosowanie obiektów do wymogów reżimu sanitarnego, promowanie wykorzystania bonu turystycznego oraz podniesienie standardu domków czy apartamentów, które w czasach dystansu społecznego zyskały na popularności.

Były Prezes PKP ponownie i prawomocnie wygrywa spór z PKP S.A.

Jakub Karnowski, Prezes PKP w latach 2012-2015, ponownie i prawomocnie wygrał spór z firmą w sprawie absolutorium za 2015 rok. Tym razem sąd oddalił odwołanie PKP ws. poprzedniego wyroku.Wyrok_15_stycznia_2020

PKP zobowiązane zostało do złożenia oświadczenia następującej treści: „PKP S.A. w Warszawie oświadcza, iż nie było podstawy do nieudzielenia Panu Jakubowi Karnowskiemu absolutorium z wykonania obowiązków prezesa zarządu PKP S.A. w okresie od dnia 1 stycznia 2015 r. do dnia 30 listopada 2015 r.” Oświadczenie ma być opublikowane na stronie internetowej PKP S.A. Dodatkowo zgodnie z wyrokiem, który jest utrzymany PKP S.A. ma również przekazać 30 tys. zł na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Zdaniem Jakuba Karnowskiego, wyrok ten jest bardzo istotny także dla oceny zakupu przez PKP Cargo czeskiej spółki AWT, którego finalizacja nastąpiła w 2015 roku.

– Jeśli sąd nie uznał za niezasadną odmowę absolutorium, trudno także kwestionować zakup AWT – twierdzi Karnowski.  W tej sprawie od 4 lat toczy się postępowanie prokuratorskie.

Były Prezes nie zgadza się z krytyką inwestycji:

Od kwietnia 2012 roku do listopada 2015 roku pełniłem funkcję prezesa zarządu PKP S.A. W tym okresie udało mi się utworzyć w spółkach Grupy PKP kilkusetosobowy zespół profesjonalnych, całkowicie apolitycznych menadżerów o specjalizacjach kolejowych i nie-kolejowych, którzy byli autorami bezprecedensowych reform – mówi Karnowski. -Cena zapłacona przez PKP Cargo za 80% udziałów w AWT B.V. to 103,2 mln EUR (445 mln PLN) była o blisko 40% niższa niż uzgodniona we wstępnym porozumieniu ze sprzedającym 1 września 2014 roku. Rekomendowana w 2014 roku przez Dom Maklerski PKO Banku Polskiego – profesjonalnego doradcę transakcyjnego odpowiedzialnego za wycenę AWT – cena za zakup 80% akcji AWT to 111 mln EUR. – dodaje Karnowski.

Jakub Karnowski – w latach 2012-15 Prezes Zarządu PKP S.A. oraz Przewodniczący Rady Nadzorczej PKP Cargo S.A. Obecnie pracuje jako konsultant Banku Światowego ds. restrukturyzacji kolei w Kazachstanie i Tanzanii.

Fuero Games – współtwórca mobilnej wersji Wiedźmina – zmierza na NewConnect

Fuero Games, dynamicznie rozwijające się studio gamedeveloperskie odpowiedzialne w przeszłości za produkcję mobilnej wersji Wiedźmina, ogłosiło swoje plany na najbliższe lata. Zakładają one debiut na giełdzie NewConnect oraz stabilny rozwój wszystkich filarów spółki – produkcji gier mobilnych, gier na komputery osobiste i konsole, oraz innowacyjnych rozwiązań technologicznych. W 2021 roku światło dzienne ma ujrzeć pierwsza, duża, autorska gra studia, Bushy Tail.

– Celem Fuero Games jest tworzenie emocjonujących gier, które zapewniać będą graczom niezapomniane wrażenia. Zespół składa się obecnie z ponad 50 doświadczonych specjalistów, którzy pracują przy naszych różnych projektach: produkcjach mobilnych, technologii WhatTheBug.io. oraz grze Bushy Tail – przybliża spółkę Stanisław Fiedor, prezes Fuero Games. – Już teraz jesteśmy znaczącym i doświadczonym studio gamedeveloperskim o dużych perspektywach, które może konkurować z wieloma innymi, już notowanymi na parkiecie. Wśród naszych dotychczasowych sukcesów zapewniających nam rozpoznawalność i znaczącą pozycję na rynku gamingowym znaleźć można wyróżnienie przez takich gigantów branży jak Apple, Huawei i Google. Wierzymy, że stanie się spółką giełdową wesprze nas skalowaniu możliwości biznesowych i produkcyjnych oraz pozwoli nam utrzymać aktualny i dynamiczny wzrost przychodów.  Naszym celem jest zadebiutować na giełdzie już w przyszłym roku. – dodaje.

Według nowej strategii, zespół dedykowany tytułom mobilnym ma pracować nad co najmniej 2 nowymi prototypami miesięcznie. Prowadzić ma to do powstania nie mniej niż dwóch tytułów o potencjale hitu komercyjnego rocznie. Będą to głównie tytuły z gatunku hybrid-casual, które dzięki swojej przystępności mają trafić do szerokiego grona użytkowników, a następnie zaangażować ich do pozostania w grze na długi czas.

– Gry z gatunku hybrid-casual są grami o dość prostych zasadach, ale posiadają również tzw. ‘warstwę meta’, która pozwala utrzymać zainteresowanie graczy przez wiele miesięcy, a co za tym idzie – czerpać zyski z wyświetlanych przez nich reklam i zakupów w aplikacji. – komentuje prezes.

Kolejnym filarem działalności Fuero Games jest rozbudowa autorskiej technologii WhatTheBug.io, która automatyzuje testowanie gier mobilnych. Innowacyjne narzędzie jest ciągle rozbudowywane – w tym roku dodano obsługę najpopularniejszego silnika do tworzenia gier – Unity, a do końca 2021 roku oprogramowanie WhatTheBug.io będzie dostępne jako usługa w chmurze w tzw. formule Software-as-a-Service.

– Dzięki technologii WhatTheBug.io odciążamy testerów z najbardziej żmudnej i powtarzalnej pracy, a tym samym znacząco przyspieszamy proces testowania gier mobilnych co przedkłada się na zmniejszenie kosztów produkcji. Już teraz rozwiązanie jest dostępne na stronie internetowej w wersji trial, a spółka rozpoczyna wdrożenia wśród pierwszych firm tzw. early adopterów. Liczymy, że w najbliższych latach stanie się ono podstawowym narzędziem większości firm gamedeveloperskich na świecie. – opisuje WhatTheBug.io prezes Fuero Games.

W międzyczasie powstaje też pierwsza produkcja spółki na konsole i komputery osobiste. “Bushy Tail”, gra z gatunku story-driven puzzle adventure, która wyjdzie na wszystkie najważniejsze platformy, przedstawi użytkownikom wzruszającą historię w pięknej oprawie graficznej.

– Już sam prototyp gry otrzymał kilkadziesiąt nominacji na całym świecie, w tym m.in. w Los Angeles, Paryżu, a nawet Shenzen. Zdobył też 8 nagród, m.in. za storytelling, narrację oraz animację. Nasza gra traktuje o tematach związanych z traumą oraz terapią poprzez baśniową historię o lisie z trzema łapkami opowiadaną przez dzieci – opisuje Fiedor – Żyjemy w czasach, w których czynniki zewnętrzne, wywierają ogromną presję na społeczeństwie i każdym z nas z osobna. Zależy nam na tym, by Bushy Tail pomagało destygmatyzować terapię, oswajać z nią graczy zarówno tych dorosłych jak i młodszych i otwierać ich na dialog poprzez interaktywne doświadczenia. Chcemy, aby nasze produkcje wzbudzały w graczach głębokie emocje i skłaniały do przemyśleń – kończy.

Fotowoltaika – sieci energetyczne nie przyjmą prądu z mikroinstalacji?

Rozwój ekologicznej energetyki wymaga nie tylko inwestycji w fotowoltaikę i farmy wiatrowe. By państwowy system energetyczny działał sprawnie i stabilnie, trzeba odpowiednio rozwijać infrastrukturę sieci. Dlatego na nową strategię – która planuje rozwój polskiej energetyki do 2040 roku – trzeba spojrzeć podwójnie krytyczne. Zakłada ona bowiem bardzo niski poziom pozyskiwania energii z fotowoltaiki, wynoszący około 12 gigawatów. To po pierwsze konserwatywne i nieodpowiedzialne ekologicznie plany, a po drugie mogące zdestabilizować polską sieć energetyczną. Szybki rozwój technologii fotowoltaicznej spowoduje najpewniej duży spadek cen paneli przetwarzających energię słoneczną. Może się okazać, że mikroinstalacje fotowoltaiczne w indywidualnych gospodarstwach domowych wyprodukują dużo więcej energii, niż zakładane jest w strategii. Wtedy państwo stanie przed problemem niedostosowanej infrastruktury, która nie udźwignie takiej ilości mikroźródeł energii elektrycznej.

– Gdy wzrośnie ilość fotowoltaiki indywidualnej, operator sieci przesyłowej stanie przed problemem zarządzania tymi źródłami energii. Coraz większa liczba mikroźródeł będzie powodować destabilizację sieci. Już teraz trzeba podjąć inwestycje niezbędne do tego, aby akomodować i przyjąć tę transformację, przed którą nie ma odwrotu – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl. – Musimy znaleźć rozwiązania stabilizacji odnawialnych źródeł energii w sieci. Być może za programem wsparcia źródeł tego rodzaju, takich jak program Mój Prąd, powinny pójść kolejne – wspierające podłączanie indywidualnej fotowoltaiki do sieci przesyłowej. To pomoże zachować zgodę pomiędzy operatorem, który stoi na straży stabilności – a konsumentami, którzy chcą mieć tanie, własne źródło energii – wskazuje Jakóbik.

Jak wyróżnić się na rynku pełnym podobnych do siebie usług i produktów? Ceną? Ofertą?

W tym roku sprzedaż w e-commerce sięgnie prawie 5,5 biliona dolarów. To dużo, lecz mogło być jeszcze więcej. I to aż o 1,4 biliona dolarów, jak wynika z raportu opublikowanego przez CareerFoundry. Pieniądze uciekają firmom jak woda z durszlaka. Przyczyną tego są źle zaprojektowane strony internetowe i aplikacje.

Rynek e-commerce rośnie jak na drożdżach. Według danych portalu eMarketer.com, sprzedaż detaliczna w Internecie w tym roku pójdzie w górę o 19 proc. Prognozy powstały wprawdzie przed epidemią koronawirusa, a na chwilę obecną trudno oszacować, jak duży będzie jej wpływ na poszczególne sektory światowej gospodarki.

W raporcie CareerFoundry czytamy, że globalna sprzedaż internetowa w 2020 r. ukształtuje się na poziomie 5,4 biliona dolarów. Jeśli prognoza się urzeczywistni, dla handlujących w Internecie będzie to kolejny doskonały rok z rzędu. Łyżką dziegciu w beczce miodu jest fakt, że na konta firm z branży e-commerce mogło wpłynąć dodatkowe 1,4 biliona dolarów. Mogło, gdyby nie błędy w projektowaniu stron internetowych i aplikacji. Zły UX (user expierience) sprawia, że konsumenci schodzą z tzw. ścieżki zakupowej i nie finalizują transakcji, a czasem nawet jej nie rozpoczynają. Z raportu wynika, że globalna sprzedaż w Internecie urosłaby o dodatkowe 35 proc., gdyby uczestniczące w niej podmioty przestały traktować doświadczenie użytkownika jak sprawę drugiego czy trzeciego rzędu, a zamiast tego uczyniły ją priorytetem.

Nawet jeśli aplikacja czy strona internetowa na pierwszy rzut oka wydaje się rewelacyjna, to istnieją mankamenty, o których zazwyczaj dowiadujemy się w trakcie badań, znacząco obniżające wyniki sprzedaży. W przypadku dużych podmiotów e-commerce zwiększenie obrotów o 5 proc. to setki tysięcy zł. Nie są to kwoty, które można lekceważyć, a w czasie recesji mogą one przesądzić o dalszych losach firmy – tłumaczy Piotr Chwiedziewicz, Marketing Manager z Symetrii, polskiej agencji w obszarze User Experience.

Dobry UX jest tym, co odróżnia liderów od średniaków. „Skup się na użytkowniku, a reszta przyjdzie sama” – brzmi pierwsza zasada filozofii Google. Dobry design leży w samym sercu kultury organizacyjnej giganta z Mountain View i choć nie odbyło się na tym polu bez wpadek, to konsekwentny wgląd w potrzeby użytkownika i nieustannie doskonalenie produktów, rok do roku wydają obfity plon, widoczny w wynikach finansowych korporacji. W 2019 r. przychody Alphabet inc. – spółki matki Google – wyniosły 162 miliardy dolarów, co daje wzrost na poziomie 18 proc. rdr.

Mała zmiana, wielkie korzyści

O tym, jak łatwo zwiększyć przychody dzięki badaniom UX przekonała się Expedia, jedna z największych firm podróżniczych świata, oferująca swoim klientom m.in. możliwość zakupu biletów lotniczych oraz wynajmu pokoi hotelowych. Ku zdumieniu managementu serwisu okazało się, że z powodu jednej zbędnej pozycji w formularzu część internautów rezygnuje ze sfinalizowania transakcji. Wystarczyło zrezygnować z wprowadzającego zamieszanie pola, w którym dokonujący płatności internauci mieli wpisać nazwę swojej firmy, aby współczynnik konwersji wzniósł się w obłoki. Ta drobna zmiana sprawiła, że w danym roku Expediia zwiększyła swoje przychody o 12 mln dolarów.

To idealna ilustracja dla badania przeprowadzonego przez Baynard Institute, według którego średni współczynnik konwersji w e-commerce można zoptymalizować o 35 proc. poprzez przyspieszenie procesu finalizowania transakcji i wprowadzenie lepszego, bardziej intuicyjnego designu. Wiąże się to z koniecznością przeprowadzenia odpowiednich badań oraz prototypowania. To ostatnie jest kluczowym etapem projektowania, pozwalającym na weryfikację wprowadzonych zmian.

Prototyp daje możliwość odwzorowania ekranów aplikacji czy strony, ale także interakcji i procesów. W zależności od wykorzystanych narzędzi można odwzorować przejścia pomiędzy ekranami, gesty dotykowe, interaktywne formularze, wyszukiwarki, filtrowanie list czy wykorzystanie logiki. Możemy odwzorować wszystkie kluczowe elementy naszego produktu, aby sprawdzić, jak radzą sobie z tym klienci. Zrozumienie, jak użytkownicy wchodzą w interakcje z projektem, to podstawa sukcesu – tłumaczy Piotr Kozłowski, UX Team Leader z Symetrii.

Diabeł w szczegółach

Symetria posiada ponad 20 lat doświadczenia w projektowaniu złożonych interfejsów i aplikacji oraz przeprowadzaniu badań użyteczności dla czołowych polskich i globalnych marek. Na współpracy z nią skorzystała m.in. firma windykacyjna Kruk SA, która prowadzi działalność zarówno w Polsce, jak i w wielu innych krajach naszej części Europy.

Swoją pierwszą wersję kanału online do obsługi wierzytelności firma stworzyła sama, przy wykorzystaniu zasobów wewnętrznych. Mimo upływu lat i wzrostu ogólnej liczby podobnych rozwiązań online narzędzie to nie cieszyło się popularnością wśród klientów Kruk SA. Dlatego o zdiagnozowanie problemów i zaproponowanie rozwiązania poproszona została Symetria.

Swoje działania agencja rozpoczęła od zbadania potrzeb użytkowników dotychczasowej wersji platformy e-KRUK. Ujawniły one, że jedną z podstawowych barier, która utrudnia klientom Kruk SA korzystanie z ich platformy online, jest język poleceń kierowanych do użytkowników. Brzmiały one bowiem jak ostateczne decyzje, przed którymi nie ma odwrotu. Do tego wykorzystany w opisach prawniczy żargon uniemożliwiał zrozumienie kierowanego do klientów przekazu. Wreszcie brak możliwości zawarcia ugody dłużnika z Kruk SA w pełni online, poprzez ten system, powodował, że znaczna większość klientów wybierała inne formy komunikacji z firmą.

Należało więc przede wszystkim uprościć język komunikatów i sprawić, aby brzmiał przystępnie. Zespół Symetrii nie poprzestał jednak tylko na tym, uproszczenie miało sięgnąć o wiele dalej i dotyczyć całego rozwiązania, a także procesów w firmie za nimi stojących. Przy jego tworzeniu oparto się na prostym schemacie… sygnalizacji świetlnej, której poszczególne kolory odpowiadają stanowi spłat zobowiązań przez klienta. Dopiero ten moduł został obudowany innymi funkcjami, potrzebnymi do sprawnego funkcjonowania rozwiązania. Za tą zmianą poszła kolejna – dotycząca właśnie języka – oraz wiele innych, jak choćby właśnie umożliwienie zawarcia ugody w pełni online, które stanowiły efekt zarówno rozmów klientami, jak i specjalistami w Kruk SA.

Po licznych testach i wdrożeniu nowego rozwiązania efekt jego działania przerósł oczekiwania zarówno twórców, jak i zarządu Kruk SA. Wystarczyło bowiem 19 miesięcy, aby liczba użytkowników nowego narzędzia online wzrosła o 300 proc. w stosunku do użytkowników poprzedniej wersji działającej przez 7 lat. Wymierną korzyść firmie przyniósł także fakt, że po wprowadzeniu nowej platformy 30 proc. najtrudniejszych klientów, z którymi nie było kontaktu poprzez inne kanały, zaangażowało się w regularne spłacanie swoich zobowiązań za pośrednictwem tego narzędzia. W rezultacie inwestycja w nową, odpowiednio zaprojektowaną platformę, zwróciła się firmie szybciej niż ktokolwiek się spodziewał.

Nie marnować okazji

Podobnie globalne przychody firm z branży e-commerce na przestrzeni 3 najbliższych lat mogłyby urosnąć o dodatkowe biliony dolarów. Z powodu braku inwestycji w UX tak się jednak nie stanie. Trudno zrozumieć ignorancję firm w tym obszarze, podczas gdy wszystkie dane wskazują na user experience jako na kluczowy element sukcesu. Zdaje się, że wśród sprzedawców internetowych nadal pokutuje myślenie, że skoro na pierwszy rzut oka coś dobrze wygląda, to z pewnością takie jest. Rzeczywistość natomiast jest zgoła inna, jednak większości mankamentów nie poznamy bez odpowiednich badań. Ale czy warto postawić na projektowanie, kiedy inwestycje w reklamę czy pozycjonowanie wydają się lepszym rozwiązaniem? – Firmy, które na pierwszym miejscu stawiają design, w ciągu ostatnich 10 lat wyprzedziły S&P o miażdżące 228%. Podsumowując, dobry design równa się dobry biznes – twierdzi Joanna Ngai, UX designer w Microsoft. W świetle przytoczonych wyżej danych trudno się z nią nie zgodzić.

O branży fitness, handlu w niedzielę i działaniu w Radzie Przedsiębiorczości. Przedstawiciele Północnej Izby Gospodarczej na spotkaniu z Rzecznikiem MŚP

W miniony piątek w Koszalinie odbyło się spotkanie przedstawicieli Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie oraz Zachodniopomorskiego Związku Pracodawców i Przedsiębiorców z Adamem Abramowiczem, Rzecznikiem Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Z ramienia Północnej Izby Gospodarczej w spotkaniu wzięła udział Prezes Hanna Mojsiuk oraz Dyrektor Piotr Wolny, a ZZPP reprezentował Pan Robert Bodendorf. To była bardzo konstruktywna dyskusja, w której nie brakowało aktualności oraz tematów bardzo istotnych dla zachodniopomorskiej gospodarki.

Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk obecny czas wymaga kreatywnego i dynamicznego działania na rzecz przedsiębiorców, a dobra współpraca z Rzecznikiem MŚP, który jest jednostką opiniotwórczą dla kręgów rządowych jest bardzo ważna. – Zasypaliśmy Pana Rzecznika pytaniami, bo uważamy, że jest szereg spraw, które pilnie należy poruszyć. Rozmawialiśmy przykładowo o Dziesiątce Rzecznika MŚP, naszym zdaniem to dobry pakiet działań i rozwiązań, który jako Północna Izba Gospodarcza będziemy popierać. Pytaliśmy także o obostrzenia i zakazy, które w ostatnich dniach weszły w życie, o zamykanie branż, odszkodowania dla firm czy o tym dlaczego niektóre tematy gospodarcze nie są omawiane z biznesem. Pytaliśmy Pana Rzecznika np. o sytuację branży fitness i doszliśmy tutaj do wspólnego wniosku, że branża fitness bez wsparcia może zbankrutować. Rozmawialiśmy o tym w piątek po 13:00 w Koszalinie, a już kilka godzin później Pan Rzecznik wydał w tej sprawie oficjalne stanowisko. Wszystkie trzy propozycje, czyli wycofanie się z obostrzeń dla branży fitness, zwiększenie restrykcji, ale nie zamykanie branży czy zamykanie, ale przy odpowiednim odszkodowaniu są opcjami o których warto dyskutować – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej izby Gospodarczej w Szczecinie.

To jednak nie wszystkie tematy poruszane przez przedstawicieli Północnej Izby Gospodarczej podczas spotkania z Rzecznikiem MŚP Adamem Abramowiczem: – Rozmawialiśmy o przystąpieniu PIG do Rady Przedsiębiorczości przy Rzeczniku i aktywnej pracy w jej ramach. O możliwości tworzenia zespołów roboczych, branżowych czy problemowych i wypracowywaniu stanowisk lub propozycji rozwiązań, konkretnych aktów prawnych – mówi Dyrektor Biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Naszych postulatów było jeszcze więcej: kwestia przywrócenia handlu w niedzielę, wycofania się z dodatkowych podatków dla spółek komandytowych czy rezygnacji z ozusowania umów zlecenia. To było owocne spotkanie – dodaje dyrektor Piotr Wolny.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie zaprosiła Rzecznika MŚP Adama Abramowicza do swojej siedziby na spotkanie z przedsiębiorcami. Przypomnijmy, że takie spotkanie miało już miejsce w 2019 roku.

Rząd, zamiast pomocy, funduje branży fitness RUNMAGEDDON. Możemy mówić już o lockdownie?

Branża fitness, hotelarska oraz restauracyjna ma duży problem. Wraca tzw. soft lockdown, czyli ostre obostrzenia w strefach czerwonych oraz zakazy prowadzenia niektórych działalności. – To duży problem i gwóźdź do trumny dla wielu przedsiębiorców. Ziszcza się czarny scenariusz po wprowadzeniu kolejnych obostrzeń sanitarnych przez rząd. Władza działa niestety w sposób nieprzewidywalny i niezaplanowany. Brakuje mapy drogowej, spójnego i zrozumiałego planu działania. Brakuje pomocy dla branż, którym kolejny raz blokuje się możliwość działania. Przedstawiciele branży są zaskoczeniu i rozgoryczeni – mówi dr Piotr Wolny, Dyrektor Biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Branża fitness „walczy o przetrwanie”, a to ludzie o wielkiej sile i wytrzymałości. Rządzący nie mogą o tym zapominać

W piątek przedstawiciele Północnej Izby Gospodarczej rozmawiali z przedsiębiorcami z branży fitness ze Szczecina na temat ich sytuacji. Kolejne takie rozmowy mają się odbyć w poniedziałek i we wtorek. Temat ten został także poruszony przez przedstawicieli Izby podczas piątkowego spotkania z Rzecznikiem MŚP Adamem Abramowiczem. Jak mówi dyrektor Izby dr Piotr Wolny obecnie wiele firm już nie w przenośni, a dosłownie „walczy o przetrwanie”, a w takiej walce nie bierze się jeńców: – Mówią, że trudno im zrozumieć zamknięcie siłowni i basenów, a pozostawienie otwartych szkół, przedszkoli, kościołów, sklepów, kawiarni i innych punktów. Nie słychać przecież o żadnym ognisku na siłowniach, czy basenach. Tam chodzą ludzie wysportowani i zdrowi. Gdzie tu logika? – dodaje dyrektor Wolny.

Północna Izba Gospodarcza jako głos przedsiębiorców Pomorza Zachodniego deklaruję otwartość na dialog i możliwość pośredniczenia w temacie restrykcji ze stroną rządową.

Nie tylko fitness. Hotele i gastronomia też szuka pomysłu na przetrwanie

Obostrzenia wprowadzone przez rząd to fatalna wiadomość dla tzw. branży HoReCa, czyli hoteli, gastronomii i cateringu. Objęcie całego kraju żółtą strefą, a połowy polskich powiatów strefą czerwoną uderza nie tylko w baseny i siłownie, ale także w hotele, SPA, restauracje i puby. – Cała branża od blisko ośmiu miesięcy jest w fatalnej kondycji i przeżywa wielkie trudności. Wprowadzenie kolejny raz nowych obostrzeń to dla wielu potężny cios i gwóźdź do trumny. To na pewno zwolnienia pracowników i bankructwa – mówi dyrektor Piotr Wolny.

– Jako Północna Izba Gospodarcza apelujemy do rządzących o dialog i przygotowanie planu działania w porozumieniu ze środowiskiem gospodarczym. Rozmawialiśmy o tym podczas piątkowego spotkania z Rzecznikiem Małych i Średnich Przedsiębiorców Adamem Abramowiczem, który proponuje pakiet rozwiązań pn. „Dziesiątka Rzecznika MŚP”. Jednocześnie dzień wcześniej wspólnie z Polską Izbą Hotelarzy złożyliśmy na ręce Wicepremiera Jarosława Gowina apel oraz propozycję konkretnych działań i rozwiązań pomocowych dla branży – dodaje dyrektor Izby.

Polski rynek piwowarski w zapaści z powodu pandemii. Nowe ograniczenia ponownie uderzą w branżę i całą gastronomię

Dwumiesięczny lockdown, ograniczenia w działalności sklepów, lokali gastronomicznych i odwołanie imprez masowych pogorszyły kondycję branży piwnej, w którą z początkiem tego roku uderzyła jeszcze podwyżka akcyzy o 10 proc. Najmocniej ucierpiały browary rzemieślnicze, które notują nawet 90-proc. spadki sprzedaży. Strat do tej pory nie udało się odrobić, a druga fala covidowych restrykcji może jeszcze dotkliwiej uderzyć w rynek. Dlatego też branża apeluje do rządu o wsparcie, które nie wymaga uruchomienia żadnych dodatkowych środków z budżetu. Raport Związku Przedsiębiorców i Pracodawców wskazuje pięć takich postulatów.

Raport pt. „Branża piwowarska i sektory powiązane wobec pandemii COVID-19” przygotowany przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców we współpracy z przedstawicielami sektora browarniczego, handlowego, małych i średnich przedsiębiorstw oraz ekspertami gospodarczymi i podatkowymi wskazuje kilka rekomendacji, których wdrożenie przez państwo może pomóc firmom w przetrwaniu pandemii i w powrocie na ścieżkę rozwoju. Wśród postulatów branża wymienia: powstrzymanie się przez rząd i parlament od zmian legislacyjnych, które mogą negatywnie wpłynąć na sytuację przedsiębiorców, utrzymanie bez zmian wysokości stawki oraz sposobu naliczania podatku akcyzowego od piwa, wprowadzenie jednolitej 8-proc. stawki VAT dla gastronomii, przedłużenie możliwości odliczenia akcyzy od piw przeterminowanych oraz umożliwienie sprzedaży piwa na odległość (przez internet).

– Rok 2020 jest trudny dla wielu branż, w tym dla branży piwowarskiej. Pandemia koronawirusa odbiła się negatywnie na naszych wynikach. Piwo jest napojem, który spożywa się przede wszystkim w towarzystwie. W momencie, kiedy nie możemy się spotykać, kiedy obowiązują restrykcje, obostrzenia i dystans społeczny, zamknięta jest gastronomia i odwoływane są wielkie imprezy masowe, naturalnych kontekstów do konsumpcji piwa jest mniej – mówi agencji Newseria Biznes Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

Polska jest drugim po Niemczech największym producentem piwa w UE, z produkcją na poziomie 40 mln hektolitrów piwa rocznie. Przed pandemią COVID-19 ponad 300 browarów warzących piwo na terenie naszego kraju kontrybuowało do polskiego PKB, tworząc miejsca pracy i zapewniając wpływy do budżetu państwa na poziomie ponad 11 mld zł rocznie (czyli ok. 3 proc. dochodów podatkowych państwa ogółem). W tej chwili branża piwowarska i powiązane z nią sektory są w najtrudniejszym momencie od ponad 30 lat.

Specjaliści podkreślają, że dla utrzymania tak istotnego wpływu branży na polską gospodarkę przedsiębiorcom potrzebny jest spokój regulacyjny. Aby nie pogłębiać destabilizacji spowodowanej pandemią, należy zapewnić browarnikom i firmom działającym w sektorach powiązanych przewidywalne otoczenie prawno-podatkowe.

– Najciężej dotknięty przez pandemię został segment piw rzemieślniczych, ponieważ ich producenci są mocno związani z gastronomią. Średnio w Polsce wszystkie browary kierują do lokali gastronomicznych około 15 proc. sprzedawanego piwa, natomiast dla browarów rzemieślniczych wynosi ona średnio ok. 30 proc. Są też browary rzemieślnicze, które w ogóle nie mają rozlewu w butelkę i opierają się wyłącznie na współpracy z gastronomią. Dlatego w warunkach całkowitego lockdownu, z którym mieliśmy do czynienia od połowy marca do drugiej połowy maja, bardzo wiele browarów w ogóle straciło możliwość prowadzenia sprzedaży i jakiegokolwiek zarobkowania – mówi Marek Kamiński, prezes Polskiego Stowarzyszenia Browarów Rzemieślniczych.

Obecnie, w związku z drugą, gwałtowną falą pandemii powracają ograniczenia dla barów i restauracji. Dla wielu lokali oznaczać to będzie faktyczny powrót do lockdownu, zwłaszcza że planowane są dalsze restrykcje dla branży gastronomicznej.

– Branża gastronomiczna ciągle jest pogrążona w kryzysie i niektórym segmentom tego rynku grozi upadłość. Mowa tutaj głównie o restauracjach i kawiarniach, które są na szlakach turystycznych czy w miejscowościach turystycznych. Turystyka nadal się nie odbudowała, nawet po uwzględnieniu okresu wakacyjnego – mówi Marcin Nowacki, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Wsparcie sektora gastronomicznego może zostać wprowadzone łatwo i szybko, właściwie jednym ruchem. Postulujemy, żeby obniżyć VAT na usługi gastronomiczne z 23 proc. na 8 proc. To łatwe narzędzie, które z dnia na dzień zwiększy rentowność całej gastronomii.

– Widzimy wyraźnie, że gastronomia cierpi, a spadek sprzedaży w tym kanale źle wpływa na rynek. Puby, restauracje i hotele, z którymi współpracujemy, mają maksymalnie 50-proc. obłożenie w wyniku różnych restrykcji, które są na nie nałożone. Niestety to oznacza też połowiczną sprzedaż – dodaje Andrzej Olkowski, prezes Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich.

Jak podkreśla, na sytuację w branży piwowarskiej negatywnie wpływają także pogarszające się nastroje konsumenckie. Na dodatek kryzys związany z koronawirusem pojawił się dokładnie w momencie, w którym rynek piwny zazwyczaj sezonowo rośnie.

– Zauważamy dużo mniejsze zainteresowanie konsumentów piwami. To było widać zwłaszcza w pierwszym, wiosennym okresie lockdownu. Do maja widzieliśmy też wyraźne spadki w produkcji, część zakładów korzystała z pomocy Polskiego Funduszu Rozwoju, bo trzeba było jakoś się ratować. Letnie miesiące udały się już lepiej, szczególnie że Polacy wypoczywali w kraju, nie wyjechali za granicę. Dzięki temu obrót letni był wyraźnie lepszy. Jednak wciąż mocno odczuwamy ten kryzys i sprzedaż całoroczna będzie niższa niż w ubiegłym roku – mówi Andrzej Olkowski.

Co istotne, dla branży piwowarskiej spadki sprzedaży i przychodów w II kwartale były kolejnym ciosem po nieoczekiwanej podwyżce akcyzy o 10 proc., ogłoszonej pod koniec 2019 roku. Strat nie udało się odrobić pomimo odmrożenia gospodarki tuż przed wakacjami. Dlatego też apel do rządzących o powstrzymanie się od skokowego podnoszenia tego podatku znalazł się wśród postulatów nazywanych „piątką dla piwa”. Eksperci ostrzegają, że podwyżki wpłyną negatywnie nie tylko na przedsiębiorców, ale i na konsumentów, którzy finalnie zapłacą więcej.

– Obecne działania rządu to de facto kolejny lockdown dla gastronomii – mówi Marcin Nowacki. – Jesień będzie kolejnym ciosem dla całej branży gastronomicznej.

W Polsce branża piwowarska tworzy ekosystem gospodarczy, wpływając na powiązane z nią sektory, m.in. rolnictwo, handel czy gastronomię. Piwo jest obecne w 80 proc. placówek gastronomicznych i generuje w nich ok. 15 proc. obrotów. Odgrywa też kluczową rolę dla handlu, szczególnie małoformatowego. W tej kategorii mieszczą się lokalne sklepy osiedlowe i rodzinne, a 64 proc. zakupów piwa odbywa się właśnie w tym kanale sprzedaży. Według analizy opracowanej przez Deloitte cały łańcuch produkcji i sprzedaży piwa w Polsce tworzy łączną wartość dodaną w wysokości 19,4 mld zł rocznie oraz zapewnia w sumie prawie 158 tys. miejsc pracy.

– Branża piwowarska to nie tylko browary, które warzą piwo. To również przedsiębiorstwa, które z browarami współpracują. Od rolnika, który dostarcza słód i chmiel, poprzez browary, po całą logistykę, handel i gastronomię – wszystkie te branże w mniejszym lub większym stopniu ucierpiały z powodu koronawirusa. Dlatego jeżeli piwowarstwo nadal ma być tak dużym kontrybutorem do budżetu i tworzyć miejsca pracy, trzeba pomóc browarom w odbiciu gospodarczym – podkreśla Bartłomiej Morzycki.

Dla całego rynku piwnego dużym wsparciem byłoby też umożliwienie sprzedaży piwa w kanale e-commerce. Zgodnie z przepisami ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi niemożliwa jest sprzedaż piwa na odległość, czyli z dostawą. Może się ona odbywać wyłącznie w fizycznych placówkach sprzedaży detalicznej, na które przedsiębiorca uzyskał zezwolenie.

Polska jest w tej chwili jedynym krajem w UE, w którym sprzedaż piwa przez internet nie jest dozwolona. Jeszcze kilka miesięcy temu zaliczała się do nich także Łotwa, ale tamtejszy rząd w marcu, w ramach pierwszych działań antykryzysowych i pomocowych dla przedsiębiorców, zezwolił na zdalną sprzedaż piwa, zwłaszcza małym, regionalnym przedsiębiorcom i browarom rzemieślniczym.

– Segment browarów rzemieślniczych, czyli najmniejszych producentów piwa, w największym stopniu oczekuje na zmianę w tym zakresie. Znaczne spadki sprzedaży sprawiły, że przedsiębiorstwa te znalazły się w bardzo poważnych tarapatach. To są małe browary tworzone przez pasjonatów, którzy sami w nich pracują. To jest w 100 proc. polski kapitał – podkreśla Marek Kamiński.

Energetyka słoneczna stała się opłacalnym biznesem. W tym roku obroty branży mają wzrosnąć o 25 proc.

Fotowoltaika stała się w ostatnich latach nie tylko sposobem na obniżenie rachunków i produkcję zielonej energii, ale i prężnie rozwijającym się biznesem. Według prognoz IEO na koniec tego roku obroty branży wzrosną o 25 proc. i przekroczą 5 mld zł. Boom fotowoltaiczny może zachęcić firmy nie tylko do tego, żeby instalowały panele PV i produkowały energię na własne potrzeby, ale również do jej sprzedaży. Dla wielu z nich wejście na rynek fotowoltaiki, chociażby jako sprzedawca usług fotowoltaicznych we współpracy z firmami działającymi w tej branży, może stanowić okazję do dywersyfikacji podstawowej działalności i dodatkowego zarobku.

– Najnowsze dane wskazują na to, że do końca br. przekroczona zostanie bariera 3 tys. MW mocy zainstalowanej instalacji fotowoltaicznych w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym. Jest to świetnym potwierdzeniem faktu, że Polacy coraz częściej przekonują się do tej metody pozyskiwania energii – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Kwiatkowska, dyrektor sieci partnerskiej firmy Concept Energy, zajmującej się projektowaniem i montażem mikroinstalacji fotowoltaicznych dla przedsiębiorstw produkcyjnych, gospodarstw rolnych oraz administracji.

Fotowoltaika to obok energetyki wiatrowej najszybciej rosnący segment OZE. Jak wynika z danych PSE, na początku października br. moc zainstalowana instalacji fotowoltaicznych w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym (KSE) wyniosła 2682,7 MW. Oznacza to wzrost o 166,3 proc. rok do roku i o 6,1 proc. w skali miesiąca. Co istotne, jeszcze w 2014 roku moc fotowoltaiki w sieci wynosiła raptem 20 MW. Polska pod względem przyrostu nowych mocy z paneli słonecznych plasuje się w tej chwili na piątym miejscu w Unii Europejskiej. Według prognoz zawartych w raporcie Instytutu Energetyki Odnawialnej („Rynek fotowoltaiki w Polsce 2020”) ta branża ma przed sobą świetlaną przyszłość i w 2025 roku moc zainstalowana PV w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym ma sięgnąć już 7800 MW.

W ostatnich latach fotowoltaika stała się już nie tylko sposobem na produkcję ekologicznej energii czy dodatkowe oszczędności na rachunkach, ale i prężnie rozwijającym się biznesem. Według prognoz IEO na koniec tego roku obroty branży wzrosną o 25 proc. i przekroczą 5 mld zł.

– Rynek fotowoltaiki radzi sobie w Polsce świetnie. Przedsiębiorstwa szukają oszczędności, więc coraz częściej skłaniają się w stronę instalacji fotowoltaicznych, bo jest to nie tylko gwarancja niższych rachunków za energię przez długie lata, ale również inwestycja w ekologiczny wizerunek – mówi Agnieszka Kwiatkowska.

Jak wynika z danych IEO, firmy z branży PV mają w planach szybki rozwój i zwiększenie zatrudnienia (na koniec 2019 roku zatrudnienie w branży sięgnęło 6 tys. etatów, a 90 proc. firm wyraża chęć zwiększenia liczby miejsc pracy). 85 proc. z nich planuje dalsze zwiększenie zdolności wykonawczych, a połowa zamierza wprowadzić do oferty innowacje, jak np. dachówki fotowoltaiczne lub magazyny energii. Prawie tyle samo przedsiębiorstw zamierza rozszerzyć działalność firmy, np. oferując usługi eksploatacyjne. To pokazuje, że firmy z branży fotowoltaicznej przygotowują się na dalszy wzrost mocy zainstalowanej i rozwój rynku PV.

– Ujednolicenie stawki podatku VAT na instalacje fotowoltaiczne, zauważalny spadek cen urządzeń fotowoltaicznych, przy jednoczesnym ulepszaniu ich sprawności, jak również utrzymujące się na rynku tendencje wzrostowe cen energii stale przemawiają na korzyść branży odnawialnych źródeł energii – podkreśla dyrektor sieci partnerskiej Concept Energy.

Jak ocenia, boom fotowoltaiczny może zachęcić firmy nie tylko do tego, żeby instalowały panele PV i produkowały energię na własne potrzeby. Dla wielu z nich wejście na rynek fotowoltaiki może stanowić okazję do dywersyfikacji podstawowej działalności i dodatkowego zarobku, np. jako partnerzy firm działających w branży. Ekspertka podkreśla, że np. ubezpieczyciele, jako autoryzowany partner CE, mogą oferować usługi związane z fotowoltaiką przy sprzedaży polis. Także przedsiębiorstwa handlowe mogą wykorzystać posiadane już zasoby np. własnych handlowców i sieć kontaktów.

Wejście na ten perspektywiczny rynek wymaga jednak odpowiedniego przygotowania albo wyspecjalizowanego partnera, który dostarczy wsparcia i know-how.

 Biznes dobrze jest prowadzić razem z odpowiedzialnym partnerem. My stawiamy na bezpieczeństwo, profesjonalizm i przejrzystość działania. Naszą wspólną przewagą są niezawodne produkty, profesjonalni doradcy, wykwalifikowani specjaliści i certyfikowani instalatorzy – mówi Agnieszka Kwiatkowska.

Concept Energy to część dużej grupy kapitałowej Sunrise Energy, która działa na całym obszarze Europy Środkowo-Wschodniej. Firma nawiązuje współpracę m.in. z partnerami handlowymi, franczyzobiorcami, ekipami monterów, ale także biurami projektowymi, dekarzami, elektrykami oraz firmami zajmującymi się audytami energetycznymi. W ramach programu partnerskiego oferuje m.in. brak kosztów początkowych i abonenckich oraz proste i indywidualnie dopasowane zasady rozliczeń i prowizji. Firmy partnerskie CE przez cały czas mogą też liczyć na darmowe szkolenia, wsparcie merytoryczne, marketingowe oraz dostęp do wewnętrznej bazy wiedzy.

– Poszukujemy zarówno firm chcących jedynie przekazywać kontakty do klientów zainteresowanych naszym produktem, jak i tych, które będą samodzielnie sprzedawać instalacje fotowoltaiczne, oczywiście przy wsparciu naszych ekspertów. Możliwe jest także mieszanie tych dwóch stylów współpracy, zależnie od sytuacji i oczekiwań partnera ­­– podkreśla przedstawicielka Concept Energy.

Firmy zainteresowane poszerzeniem swojej działalności, np. o doradztwo czy sprzedaż instalacji PV, mają szansę nie tylko na dodatkowy zarobek, ale i gwarancję popytu co najmniej na najbliższych kilka lat, chociażby w zakresie mikroinstalacji PV. Jeśli patrzeć na dane PTPiREE przytaczane przez resort rozwoju, skokowy wzrost tychże instalacji wobec I kwartału br. i w porównaniu do końca ubiegłego roku może oznaczać, że zainteresowanie fachowym doradztwem i montażem będzie się utrzymywać.

– Warto zwrócić jednak uwagę, że polski rynek nasycił się mało wydajnymi falownikami wątpliwej jakości, dla których nie ma wsparcia ze strony producenta. Sprawne przeprowadzenie inwestycji jest możliwe jedynie z rzetelnym wykonawcą, który dysponuje własną siecią profesjonalnych instalatorów, ale i magazynem, dzięki któremu ma stały dostęp do falowników i paneli fotowoltaicznych najlepszych producentów – mówi Agnieszka Kwiatkowska.

W Polsce szybki rozwój fotowoltaiki wpisuje się w szerszy trend transformacji całej energetyki. Według danych Forum Energii w ubiegłym roku produkcja energii elektrycznej z OZE była w naszym kraju najwyższa w historii i przekroczyła 25 TWh, a w ostatnich latach rodzimy rynek jest wielkim placem budowy dla inwestycji w odnawialne źródła energii.

IV kwartał nie będzie okresem przedświątecznej hossy. Przedsiębiorcy mają coraz większe problemy ze spłatą należności

Choć liczba niewypłacalności w tym roku, po początkowym wzroście, zaczęła spadać w miarę uruchamiania kolejnych rządowych tarcz, ostatecznie w 2020 roku może nastąpić kilkunastoprocentowy wzrost niewypłacalności, a więc i przeterminowanych długów – wynika z szacunków Euler Hermes. – IV kwartał tego roku nie będzie, jak dotychczas, okresem żniw dla wielu firm – mówi Tomasz Starus, członek zarządu ubezpieczyciela. Jeszcze trudniejsza sytuacja może mieć miejsce w II kwartale przyszłego roku, gdy nie tylko zabraknie rządowych osłon, ale też będzie trzeba zwrócić tegoroczną pomoc.

– Mniej więcej od początku wakacji zauważamy, że liczba niewypłacalności zaczęła z powrotem rosnąć. Według danych na koniec sierpnia to był wzrost o 10 proc. rok do roku – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes. – Dane z września jeszcze podsumowujemy, ale wygląda na to, że idziemy na prognozowany wynik 13–14 proc. wzrostu rok do roku do końca bieżącego roku.

Z raportu Euler Hermes wynika, że niekorzystne trendy widać zarówno w handlu i budownictwie, gdzie rentowność spadła rok do roku o połowę, jak też w przemyśle i usługach, gdzie odnotowano rekordowe poziomy niewypłacalności (odpowiednio 196 i 238 firm w ciągu ośmiu miesięcy). Dlatego też fakt, że obecnie kontrahent wywiązuje się ze zobowiązań, nie musi stanowić gwarancji bezpieczeństwa finansowego na przyszłość.

– Setki tysięcy firm otrzymały dużo środków w ramach tarczy finansowej PFR-u. Od II kwartału przyszłego roku będą musiały stopniowo zacząć spłacać tę pomoc. Niektóre z firm spłacą ją łatwo, bo i tak mają sporo pieniędzy, ale niektóre, te, które już wydały pieniądze, bo były im potrzebne do przetrwania, nie bardzo będą miały z czego tę pomoc spłacić – mówi członek zarządu Euler Hermes.

Zgodnie z danymi PFR do 23 września z tarczy finansowej skorzystało ponad 345 tys. firm z sektora mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw. Trafiło do nich łącznie ponad 60,5 mld zł.

Jak poinformował GUS, już w I połowie 2020 roku wynik netto przedsiębiorstw niefinansowych spadł o 19 proc. do 63,2 mld zł, przy czym najgorzej wypadły firmy z branż: przetwórstwo przemysłowe, transport i gospodarka magazynowa, górnictwo i wydobywanie oraz zakwaterowanie i gastronomia. Choć 71,2 proc. firm zatrudniających co najmniej 10 osób wciąż osiągało zyski, to ich przychody stanowiły zaledwie nieco ponad trzy czwarte ubiegłorocznych. Nakłady inwestycyjne natomiast spadły o 6,6 proc.

– Z jednej strony widać, że zarówno firmy, jak i konsumenci chcą, żeby gospodarka ruszyła do przodu, żeby szybko odrabiała straty. Z drugiej strony rozwój pandemii i dane wrześniowe i z początku października wskazują na to, że jednak etap dynamicznego odbicia jest już za nami. Teraz kolejne etapy będą dużo wolniejsze, a być może grozi nam wpadnięcie w drugi, nieco płytszy dołek – przewiduje Tomasz Starus.

Jak podkreśla, ostrożne dobieranie kontrahentów i różnicowanie ich może uchronić firmę przed kłopotami finansowymi. Utrata jednej dużej płatności może wpędzić przedsiębiorstwo w jeszcze trudniejszą sytuację, zamiast pomóc odrobić stracone miesiące.

– Teraz dużo bardziej niż kiedykolwiek ważne jest rozsądne, konserwatywne podchodzenie do ryzyka i nieuleganie emocjom. Jeśli działamy pod wpływem emocji, bez analizy, to zwykle kończy się źle – twierdzi członek zarządu Euler Hermes. – Ubezpieczenie należności powinno być podstawowym narzędziem dla każdego dyrektora finansowego, który chce roztropnie zaplanować przepływy firmy w przyszłości. Jedna nietrafiona transakcja kosztuje nas nierzadko miesięczny zarobek i może spowodować, że firma, która jest rentowna, straci cały roczny zysk z powodu jednej straconej transakcji.

Firmy chętnie się ubezpieczają pomimo utrudnionych negocjacji spowodowanych podwyższonym ryzykiem. Ogólna suma limitów kredytowych w Euler Hermes nie spadła wobec ubiegłego roku. Ostatnio ubezpieczyciel wprowadził dwa nowe produkty, jeden dla dużych, a drugi dla małych i średnich przedsiębiorców.

– Uprościliśmy proces windykacji i rozliczania szkody w ten sposób, że klient tylko raz, na samym początku, informuje nas, że ma problem, następnie my przejmujemy sprawę i prowadząc windykację, jednocześnie przygotowujemy się do rozliczania szkody – wyjaśnia Tomasz Starus. – Są to dwie czynności prowadzone równolegle, dzięki czemu klient dostaje pieniądze szybciej i nie musi się przy tym specjalnie napracować. Od wielu lat mamy taką statystykę, że 95–96 proc. odszkodowań wypłacamy natychmiast, w ciągu maksymalnie dwóch tygodni.

Do części szkół od poniedziałku wróciła nauka zdalna. Ponad połowa nauczycieli potrzebuje dodatkowego przeszkolenia z wykorzystania narzędzi cyfrowych

0

Od poniedziałku, 19 października, szkoły ponadpodstawowe powracają do zdalnego trybu nauczania. Eksperci podkreślają jednak, że dzięki czasowemu przeniesieniu lekcji do online’u wiosną tego roku polska edukacja wykonała duży krok w kierunku cyfryzacji. Dzięki temu jest lepiej przygotowana na ponowne wprowadzenie nauki zdalnej. Po kilku miesiącach zajęć online nauczyciele coraz lepiej oceniają swoje kompetencje w tym zakresie, ale wciąż ponad połowa przyznaje, że przydałoby się im dodatkowe przeszkolenie. 

 Edukacja zdalna przebiegała różnie w zależności od środowiska, szkoły i kompetencji dyrektora. Tam, gdzie był on otwarty na to, żeby włączać nauczycieli i rodziców w diagnozę sytuacji i planowanie modelu współpracy, nauka zdalna zadziałała dobrze i doświadczenia dzieci są niezłe. Ale niestety wiele szkół borykało się z problemami. Zabrakło infrastruktury i kompetencji grona pedagogicznego, trudno było wdrożyć model takiego działania bez żadnych strategii. W takich szkołach wiele dzieci zostało wykluczonych, znalazło się poza systemem – mówi agencji Newseria Biznes Oktawia Gorzeńska, coach, założycielka Akademii Przywództwa Edukacyjnego.

Jak pokazuje sprawozdanie Ministerstwa Edukacji Narodowej „Zapewnienie funkcjonowania jednostek systemu oświaty w okresie epidemii Covid-19”, wprowadzona w marcu powszechna nauka zdalna objęła prawie 5 mln uczniów z ok. 24,5 tys. szkół. Część placówek szybko i sprawnie poradziła sobie z wdrożeniem nowego systemu kształcenia. W innych zarówno dyrektorzy, nauczyciele, uczniowie, jak i ich rodzice borykali się z wieloma problemami, włączając w to m.in. brak wystarczającej liczby laptopów i komputerów czy brak odpowiednich kompetencji cyfrowych po stronie kadry pedagogicznej.

Z badania „Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych w czasie epidemii koronawirusa” przeprowadzonego przez Polskie Towarzystwo Edukacji Medialnej i Fundację Dbam o Mój Zasięg przy współpracy z Fundacją Orange wynika, że 87 proc. nauczycieli musiało samodzielnie opanować obsługę narzędzi i aplikacji do prowadzenia lekcji online.

– Ta nieoczekiwana i nowa sytuacja okazała się trudna zarówno dla nauczycieli, jak i dla uczniów, którzy stanęli przed nowym wyzwaniem i znaleźli się w kompletnie nieznanym środowisku. Badanie pokazuje jednak także ogromną dozę kreatywności i chęć nauczycieli do poszukiwania rozwiązań, aby dostosować się do zaistniałej sytuacji – mówi Julien Ducarroz, prezes Orange Polska.

Połowa nauczycieli deklaruje, że bardziej kreatywnie korzystała z narzędzi cyfrowych (np. nagrywała filmiki, robiła cyfrowe notatki), a 81 proc. przyznało, że podczas realizacji edukacji zdalnej częściej poszukiwało dodatkowych informacji w różnych źródłach internetowych i poza internetem. 92 proc. nauczycieli musiało inaczej zaplanować czas na przygotowanie się do lekcji. Również w przypadku 62 proc. uczniów wydłużył się czas poświęcany na naukę. Wielu skarżyło się, że było zasypywane zadaniami domowymi poprzez e-dziennik albo drogą e-mailową.

– Doświadczenie edukacji zdalnej odmieniło pracę szkół. Ale nie jest to obraz jednorodny. W wielu przypadkach udało się wypracować nowe rozwiązania, np. wprowadzić platformy do organizacji pracy szkoły, które dzisiaj są pomocne nie tylko w procesach edukacyjnych, lecz także administracyjnych. Niestety są i takie miejsca, gdzie to doświadczenie edukacji zdalnej było dość traumatyczne, m.in. dlatego że nauczyciele nie dostali wsparcia i borykali się z wieloma problemami – wskazuje Oktawia Gorzeńska.

– Są też i pozytywne strony tej sytuacji, które będą procentować w dłuższej perspektywie. Chociażby to, że wielu nauczycieli odkryło nowe sposoby pracy, nowe narzędzia, które pomagały im radzić sobie w nowej rzeczywistości. Dlatego jestem przekonany, że możemy z obecnego kryzysu wyciągnąć coś dobrego dla przyszłości szkolnictwa – dodaje prezes Orange Polska.

Założycielka Akademii Przywództwa Edukacyjnego podkreśla, że powszechna nauka zdalna przełamała pewien impas, dzięki niej polska szkoła wykonała pierwszy krok w kierunku świata technologii. Dalsza cyfryzacja szkolnictwa wymaga jednak rzetelniej diagnozy sytuacji, m.in. zbadania kompetencji nauczycieli, oceny dostępności infrastruktury, sprzętu czy szybkiego, światłowodowego internetu.

 To jest dopiero początek drogi. Później to oczywiście kwestia mądrego, strategicznego wdrażania tej cyfrowej ścieżki. Ważne jest tu wsparcie kadry nauczycielskiej i pokazanie dyrektorom szkół, jak w mądry i świadomy sposób wdrażać technologie do edukacji – mówi Oktawia Gorzeńska. – Nie powinniśmy myśleć o technologii jako o celu samym w sobie, ona jest tylko narzędziem. W zdalnej edukacji i cyfrowej szkole najważniejsze jest planowanie działań i mierzenie ich efektów.

– Nie będzie już powrotu do tego, co było przed pandemią. Musimy dostosować się do nowej rzeczywistości. Lekcją z tego kryzysu jest to, że są potrzebne trzy podstawowe elementy dostępne dla każdego, w całym kraju, aby edukacja mogła być nadal powszechnie realizowana. Te trzy rzeczy to łączność, sprzęt i umiejętności – wymienia Julien Ducarroz.

Badanie „Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych w czasie epidemii koronawirusa” wskazało, że w związku z przejściem na tryb online co trzeci nauczyciel i co piąty uczeń musiał zakupić nowy sprzęt. Prawie tyle samo badanych musiało dokupić dodatkowy transfer danych internetowych.

Prezes Orange Polska podkreśla, że na ogólnoeuropejskim tle Polska wypada dość dobrze pod względem dostępu do zasobów cyfrowych i internetu, zajmując 15. pozycję na 27 państw UE (plus Wielka Brytania).

– W tym obszarze dokonał się postęp. Do niedawna tylko 29 proc. gospodarstw domowych w kraju miało dostęp do szerokopasmowych sieci o bardzo wysokiej prędkości, a teraz jest to 60 proc., więc w zakresie łączności idziemy w dobrym kierunku – mówi.

Jak pokazują dane Eurostatu i Komisji Europejskiej, w Polsce ponad połowa szkół na każdym etapie edukacji ma dostęp do szerokopasmowego internetu o prędkości co najmniej 30 Mb/s. W przypadku szkół średnich to wynik równy unijnej średniej, w przypadku podstawowych – znacznie ją przewyższający. Polska wypada też bardzo dobrze pod względem dostępu do internetu o prędkości powyżej 100 Mb/s. Nie ma jednak porównania z Estonią czy Finlandią, które mają jedne z najlepiej wyposażonych cyfrowo szkół w Europie.

Jednym z problemów wciąż są również cyfrowe kompetencje nauczycieli i aktywne korzystanie z technologii. Jak wynika z raportu „Polska szkoła w dobie cyfryzacji”, podczas lekcji to głównie nauczyciel użytkuje sprzęt, a uczniowie są biernymi odbiorcami. Najczęściej korzystają oni z prezentacji multimedialnych (42 proc.) oraz tablic interaktywnych (27 proc.). Na trzecim miejscu plasuje się praca z multimediami w domu (24 proc.), podczas której uczniowie przygotowują materiały, prezentowane następnie na lekcjach. Wynika z tego, że większość z 61 proc. uczniów regularnie korzystających z cyfrowych technologii w szkole użytkuje je w sposób bierny.

– Poprzez Fundację Orange przez ostatnie 15 lat inwestowaliśmy w kształcenie nauczycieli w zakresie wykorzystania internetu do nauczania oraz w tworzenie w internecie bezpiecznego środowiska dla dzieci – mówi Julien Ducarroz. – Z pomocą funduszy europejskich Fundacja Orange realizuje program o nazwie Lekcja:Enter. Dotyczy on filaru kompetencji: jak wyposażyć nauczycieli w większe umiejętności i w jaki sposób korzystać z technologii w kontekście edukacji. W ciągu czterech lat przeszkolonych zostanie ponad 75 tys. nauczycieli, którzy zdobędą większe umiejętności nauczania w świecie cyfrowym.

Na początku pandemii prawie 45 proc. nauczycieli przyznało, że czuje się w małym i umiarkowanym stopniu przygotowanych do edukacji zdalnej. Pod koniec roku szkolnego ich subiektywna ocena własnych umiejętności się zmieniła – 45 proc. oceniło je dobrze, a 39 proc. – bardzo dobrze. 52 proc. nauczycieli przyznało jednak, że potrzebuje dodatkowego przeszkolenia z wykorzystania narzędzi cyfrowych.

Przyszłość rynku technologicznego zależeć będzie od sztucznej inteligencji. Jej rozwój powinien być jednak ściśle kontrolowany

Przedstawiciele świata nauki i technologii pokładają ogromne nadzieje w procesach, systemach oraz urządzeniach wykorzystujących potencjał sztucznej inteligencji. Choć wciąż nie udało się wypracować prawdziwej SI, która będzie zdolna do w pełni samodzielnego myślenia, już teraz naukowcy oraz inżynierowie optują za wdrożeniem reguł moralnych, które pozwolą rozwijać tę dziedzinę technologii w sposób bezpieczny i kontrolowany.

– Sztuczna inteligencja będzie następną rewolucją technologiczną. Narzędzia Google rozpoznają głos i odpowiadają nam, a to wszystko działa na podstawie algorytmów. W Chinach policjanci mają okulary, które analizują twarze i szukają przestępców, a ci mogą być złapani w bardzo krótkim czasie dzięki algorytmom rozpoznawania twarzy. Oczywiście w Europie działanie takiej technologii jest niemożliwe, bo mamy przepisy RODO, które nie pozwalają na coś takiego. Ale potencjał tej technologii jest ogromny w każdej dziedzinie życia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. inż. Jordi Mongay Batalla, prof. Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej.

Coraz częściej rozważa się wykorzystanie sztucznej inteligencji w procesie tworzenia interfejsów mózg–komputer. Jedne z najgłośniejszych badań w tej materii prowadzi firma Neuralink, która opracowała zautomatyzowaną maszynę do zaszywania elektroniki wewnątrz czaszki pacjenta. Układ Neuralink ma umożliwić przechwytywanie i analizowanie fal mózgowych pacjenta, które zostaną wykorzystane do komunikacji z maszyną np. w celu napędzania protez utraconych kończyn.

Inżynierowie z OpenAI od 2015 roku pracują nad stworzeniem systemu silnej sztucznej inteligencji, która raz uruchomiona, byłaby w stanie do niezależnego działania bez koordynowania z zewnątrz i byłaby zdolna m.in. do samodzielnego doskonalenia się, wyciągania wniosków oraz przeprowadzania procesów analitycznych. W rozwój tej technologii miliard dolarów zainwestował Microsoft, który chce wykorzystać pierwszą w pełni funkcjonalną silną SI w swojej platformie do obliczeń chmurowych Azure.

– Sztuczna inteligencja będzie wszędzie w naszym życiu, w niektórych miejscach nawet nie zauważymy jej działania, np. w systemach zarządzania siecią telekomunikacyjną. Rozmowy z samochodem, z komputerem, z robotem będą coraz popularniejsze. Teraz na podstawie sztucznej inteligencji rozwijają się nie tylko interfejsy człowiek–maszyna. Kiedy pies da jakiś dźwięk, to na podstawie algorytmów sztucznej inteligencji spróbujemy stworzyć interfejs maszyna–zwierzę, aby w przyszłości rozmawiać w jakiś sposób z psem – zapowiada prof. Politechniki Warszawskiej.

Niczym nieskrępowany rozwój sektora sztucznej inteligencji może jednak stanowić duże zagrożenie dla społeczeństwa, czego przykładem jest System Zaufania Społecznego (SCS), dynamicznie rozwijany przez rząd w Pekinie. Władze Chin dążą do pełnego zintegrowania życia obywateli z centralnie sterowanymi, zautomatyzowanymi systemami monitoringu i oceniania. W ramach SCS gromadzi się dane o wydatkach, zarobkach oraz życiu prywatnym obywateli. Działający wbrew prawu mogą w ramach tego systemu zostać obciążeni wyższymi kosztami wynajmu pojazdów, a nawet niewpuszczeni do transportu publicznego.

O wypracowanie norm prawno-etycznych w zakresie rozwoju sztucznej inteligencji zabiega m.in. Komisja Europejska. W dokumencie „Biała księga w sprawie sztucznej inteligencji. Europejskie podejście do doskonałości i zaufania” zawarto podstawowe założenia dotyczące bezpiecznego inwestowania w tę technologię. Urzędnicy zwracają w niej uwagę m.in. na to, że systemy inteligentne powinny być rozwijane w zgodzie z dobrem obywateli, przedsiębiorstw oraz szeroko rozumianego interesu społecznego. Sztuczna inteligencja powinna zaś respektować wartości takie jak podstawowe prawa człowieka, godność ludzka i ochrona prywatności.

– Każda technologia może być użyta dobrze lub źle. Proces wdrażania, tworzenia i ulepszenia sztucznej inteligencji musi być równoległy do stworzenia etyki, czyli gdzie i w jaki sposób można stosować sztuczną inteligencję. Powstało na ten temat dużo prac naukowych i politycznych, które nie zostawiają tworzenia sztucznej inteligencji samej sobie, próbują wyznaczać granice jej zastosowań. Postęp technologiczny jest dobry, bo dzięki temu żyjemy dłużej i lepiej niż lata temu. Ale trzeba zadać pytanie, jak towarzyszyć temu procesowi tworzenia, żeby technologia nie uciekła nam z rąk – wskazuje Jordi Mongay Batalla.

Według analityków z firmy Grand View Research wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji w 2020 roku wyniesie 62,4 mld dol. Przewiduje się, że do 2027 roku wzrośnie do 733,7 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 42,2 proc.

Próbka głosu pozwoli zdiagnozować chorobę i wykryć niebezpieczeństwo. Nad rozwojem technologii pracuje polska firma

W ciągu ostatnich lat światowy rynek analizy mowy notuje szybki wzrost. Rozwój algorytmów Big Data i głębokiego uczenia się w połączeniu ze wzrostem mocy obliczeniowej sprawił, że możliwości analizy mowy są znacznie większe. Dla działów sprzedaży, marketingu i usług technologia analizy mowy oznacza wzrost przychodów i wydajności. To także korzyści dla samych użytkowników – technologia po samym głosie może zdiagnozować chorobę, a nawet stwierdzić, czy znajdujemy się w niebezpieczeństwie.

– Technologia analizy mowy oznacza np. wykrywanie różnego rodzaju przestępstw lub nadużyć w dużej liczbie rozmów telefonicznych, takich jak wyciek danych osobowych czy niewłaściwy sposób prowadzenia sprzedaży przez telefon. Drugi typowy przykład to ustalanie, dlaczego dany sprzedawca jest najlepszy, co powoduje jego sukces. To zaś wsparcie dla pozostałych sprzedawców, żeby mogli to robić lepiej – mówi agencji Newseria Innowacje dr hab. Bartosz Ziółko, prezes Techmo.

Technologia rozpoznawania może przełożyć się na dużą korzyść biznesową, przede wszystkim w obsłudze klienta, rezerwacjach telefonicznych czy ankietowaniu respondentów. Analiza mowy umożliwia takim firmom efektywne gromadzenie, porządkowanie i analizowanie dużych ilości danych o klientach i potencjalnych klientach.

– Analityka mowy dotyczy zarówno tonu wypowiedzi, emocji, słów kluczowych, może też pójść w trochę szerszy kontekst, np. jaki jest odbiorca, jaki jest jego profil – wskazuje dr hab. Bartosz Ziółko.

Technologia automatyzuje szereg procesów operacyjnych, w tym nagrywanie rozmów, rozpoznawanie mowy i transkrypcję, wyszukiwanie według słów kluczowych czy zarządzanie jakością rozmów. Za pomocą rozwiązań do analizy mowy wszystkie te procesy są wykonywane z większą szybkością i na wyższym poziomie niż w przypadku jakiegokolwiek systemu analizy danych, który obsługuje człowiek.

– Sprawny operator jest w stanie oglądać prawie 10 monitorów, obraz wideo może być przyspieszony dwukrotnie. Jednak w wypadku analizy mowy to nie jest możliwe. Jedna godzina analizy audio wymaga jednej godziny pracy człowieka, a więc jest to raczej nierealne w praktyce. Biorąc pod uwagę duże call center w Polsce, gdzie około tysiąc osób pracuje jednocześnie, musiałoby być drugie tysiąc osób, które to kontroluje, dlatego tutaj systemy informatyczne są kluczowe – przekonuje prezes Techmo.

Alexa Amazona czy Cortana Microsoftu to tylko przykłady narzędzi aktywowanych głosem. Systemy do analizy mowy, ale też takie, które można sterować poleceniami, są rozbudowane przede wszystkim w języku angielskim. W Polsce jeszcze stosunkowo mało jest nowoczesnych technologii, które bazowałyby na języku polskim – rozpoznawały mowę potoczną czy związki frazeologiczne. Może to zmienić polska firma Techmo.

–  Dla firm amerykańskich, globalnych, polski rynek nie jest aż tak duży, dlatego często nie chcą aż tyle czasu i energii poświęcać na dopracowanie tych narzędzi. Techmo w dużej mierze inwestuje w zrobienie tego typu rozwiązań skutecznych dla języka polskiego – wskazuje dr hab. Bartosz Ziółko.

Techmo umożliwia komunikację między inteligentnymi urządzeniami czy między budynkami a użytkownikami. Maszyny można też nauczyć rozpoznawać choroby i identyfikować ryzyko ich wystąpienia wyłącznie na podstawie głosu. To narzędzie nie do przecenienia w telemedycynie. Naukowcy ustalają takie parametry mowy i oddechu podczas mowy, które są charakterystyczne dla danej choroby, a sztuczna inteligencja jest w stanie je rozpoznać tylko na podstawie próbki głosu.

Co istotne, narzędzia do analizy głosu potrafią ocenić, czy dana osoba znajduje się w niebezpieczeństwie – badają nie tylko tembr głosu, ale też użyte słowa. Na tej podstawie niemal bezbłędnie są w stanie określić, czy nie grozi nam niebezpieczeństwo. Takie technologie stosują już organy policji w kilku krajach, na razie w ramach pilotażu, ale być może narzędzie wejdzie do szerszego użycia.

Techmo oferuje technologię analizy mowy przystosowaną do języka polskiego. Może to zrewolucjonizować rozwój innowacyjnych narzędzi. Skorzystają na tym zwykli użytkownicy, ale także i polskie firmy będą mogły zwiększyć konkurencyjność na globalnym rynku.

– Coraz więcej rzeczy załatwiamy przez telefon głosowo i będzie coraz więcej różnego rodzaju komplikacji, od prostych rzeczy jak np. reklamacje, po różnego rodzaju kontrole pracowników pracujących przez telefon, gdzie pracodawca chce mieć obraz, co np. 200 pracowników de facto zrobiło, jaka jest ich skuteczność, czy zachowywali procedury, które były ustalone. Informacja w ogóle jest coraz cenniejszym dobrem i będzie coraz bardziej oczekiwana w systemach audio – ocenia prezes Techmo.

„Brak poprawy sytuacji materialnej” – Rzecznik MŚP pyta jak rozumieć powyższą przesłankę we wnioskach o świadczenia postojowe

Rzecznik MŚP zwraca się do Wicepremiera i Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii Jarosława Gowina o wydanie objaśnień prawnych dotyczących prawidłowego rozumienia przesłanki „braku poprawy sytuacji materialnej” koniecznej do wykazania we wniosku o kolejne świadczenie postojowe.

Rzecznik MŚP otrzymał od jednej z organizacji zrzeszającej przedsiębiorców niepokojące sygnały, iż przedsiębiorcy składający wniosek o świadczenie postojowe za kolejny okres w związku z przeciwdziałaniem skutkom wywołanym COVID-19 dla osób prowadzących działalność gospodarczą (wniosek RSP-DK) mają problem ze zdefiniowaniem przesłanki „braku poprawy sytuacji materialnej”, który jest wymogiem koniecznym do uzyskania kolejnego świadczenia postojowego.

Analiza przepisów oraz publikacji dotyczących tego zagadnienia problemowego wykazała, że regulacje w tym zakresie mogą budzić poważne wątpliwości interpretacyjne, w związku z czym w dniu 14 października 2020 r. Rzecznik MŚP skierował do Wicepremiera i Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii Jarosława Gowina wniosek o wydanie objaśnień prawnych w przedmiotowej materii.

W szczególności podnieść należy, iż problemów tych nie rozstrzygnęły dotychczasowe wypowiedzi Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Zakładu Ubezpieczeń społecznych.

„Art. 9 ust. 1 pkt 2 ustawy o Rzeczniku MŚP wskazuje, że Rzecznik MŚP może występować do właściwych organów z wnioskiem o wydanie objaśnień prawnych, jeśli przepisy będące przedmiotem wniosku budzą wątpliwości w praktyce lub ich stosowanie wywołało rozbieżności w rozstrzygnięciach wydawanych przez właściwy organ administracji publicznej. Powyższe rozważania wskazują jednoznacznie, że dyspozycja art. 15zua ust. 3 Specustawy niestety kreuje wiele wątpliwości, które wymagają rozstrzygnięcia. Tym samym zwracam się z uprzejmą prośbą o wydanie objaśnień prawnych w przedmiotowym zakresie” – konkluduje swój wniosek Rzecznik MŚP.

ZPP apeluje do rządu o rezygnację z pełzającego lockdown

Wszelkie doświadczenia z Polski i ze świata wskazują, że zamykanie gospodarki powoduje głównie straty gospodarcze i nie ma istotnego wpływu na poziom zakażeń koronawirusem. Równocześnie ZPP opowiada się za ścisłym egzekwowaniem rygoru sanitarnego opartego o strategię DDM (dystans, dezynfekcja, maseczki), bez jednoczesnego zamykania gospodarki.

Apelujemy do rządu RP o:

  • zniesienie restrykcji na funkcjonowanie branży fitness i basenów: nie ma żadnych danych wskazujących na to, by – przy zachowaniu odpowiednich standardów sanitarnych – były to istotne punkty transmisji wirusa;
  • zrezygnowanie z ograniczeń dotyczących funkcjonowania restauracji: obecna sytuacja epidemiczna powoduje naturalne obniżenie popytu w sektorze gastronomicznym, nie ma zatem potrzeby by polityka wobec branży wykraczała poza katalog rekomendacji i wymogów sanitarnych;
  • zrezygnowanie z pomysłu „godzin dla seniora”: koncepcja ta została negatywnie zweryfikowana w trakcie pierwszej fali epidemii.

Aktualna sytuacja:

  • Cała Polska stała się żółtą strefą, z wyjątkiem miejsc gdzie obowiązuje strefa czerwona. W czerwonej strefie znajdą się 152 powiaty, w których znajduje się 70 proc. ludności Polski, w tym 11 miast wojewódzkich.
  • W całej Polsce obowiązuje nakaz zakrywania ust i nosa w miejscach publicznych oraz transporcie miejskim. W przypadku zwolnienia z obowiązku zakrywania ust i nosa z powodów związanych ze zdrowiem będzie wymagane przedstawienie, na żądanie policji lub staży gminnej, zaświadczenia lekarskiego lub innego dokumentu potwierdzającego całościowe zaburzenia rozwoju, zaburzenia psychiczne, niepełnosprawność intelektualną w stopniu umiarkowanym, znacznym albo głębokim lub trudności w samodzielnym zakryciu lub odkryciu ust lub nosa. Nakaz zakrywania ust i nosa stosuje wraz ze wszystkimi obostrzeniami sektorowymi wymienionymi poniżej.

Obostrzenia sektorowe

Obostrzenia sektorowe

Wnioski i rekomendacje

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców apeluje o uchylenie niepotrzebnych restrykcji dla prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Wprowadzone obostrzenia oznaczają de facto pełzający lockdown w przypadku części branż niedotkniętych wprost odgórnym zakazem prowadzenia działalności (przede wszystkim sektor gastronomiczny) i częściowy lockdown dla wielu innych sektorów, takich jak choćby branża fitness. Trzeba podkreślić, że rządzący nie przedstawili żadnego konkretnego uzasadnienia dla wprowadzenia akurat takich, a nie innych restrykcji. Nie pokazano wyników badań sugerujących, że siłownie czy baseny mogą odgrywać istotną rolę w rozprzestrzenianiu się wirusa, czy też że są to punkty, w których odnotowywano szczególnie istotne naruszenia rygorów sanitarnych. Informacje docierające do nas z rynku sugerują, że jest wprost odwrotnie i podmioty te doskonale dostosowały się do funkcjonowania w nowych warunkach. Choć pozytywnie należy ocenić piątkową decyzję Ministerstwa Sportu o częściowym zniesieniu zakazu działalności basenów, siłowni, klubów i centrów fitness oraz sportowych klubów tanecznych i szkół tańca, to wciąż obowiązujące przepisy stanową nieuzasadnione ograniczenie dla działalności branży fitness.

Analogicznie, pozbawione rzetelnego uzasadnienia są restrykcje wprowadzone dla gastronomii. Trudno uzasadnić, dlaczego zdecydowano się na wprowadzenie ograniczenia godzin funkcjonowania restauracji i tak daleko idące ograniczenia, jeśli chodzi o przestrzeń przypadającą na jednego klienta. Podobnie, jak w przypadku sektora fitness, nie przedstawiono żadnych danych wspierających tezę, wg której tego rodzaju ograniczenie działania punktów gastronomicznych miałoby zahamować transmisję wirusa.

Całkowicie absurdalny jest również powrót do koncepcji „godzin dla seniora” w sklepach. Jest to pomysł, który zupełnie nie sprawdził się w trakcie pierwszej fali epidemii. Jego jedynym skutkiem były puste w wyznaczonych godzinach sklepy i ustawiające się przed nimi kolejki.

Konsekwentnie do dotychczas zajmowanego stanowiska, ZPP opowiada się za ścisłym egzekwowaniem rygoru sanitarnego opartego o strategię DDM (dystans, dezynfekcja, maseczki), bez jednoczesnego zamykania gospodarki. W naszym przekonaniu przedstawiony zestaw ograniczeń równa się kroczącemu lockdownowi i – w perspektywie najbliższych tygodni – konieczności wypracowania dodatkowych rozwiązań pomocowych dla branż objętych restrykcjami. Znaczna część z nich nie będzie w stanie wytrzymać kolejnych miesięcy w zamknięciu.

Rzecznik MŚP pisze do Premiera: branży fitness grozi bankructwo

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w stanowisku skierowanym do Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego krytycznie ocenił zapowiedź zamknięcia lub ograniczenia funkcjonowania kolejnych branż, m.in. fitness, basenów i saun. Rzecznik MŚP postuluje, aby jakiekolwiek uniemożliwienie prowadzenia działalności gospodarczej wiązało się z koniecznością wypłacenia odszkodowań poszkodowanym przedsiębiorcom.

– Kolejne dłuższe zamknięcie, bez pomocy publicznej, skutkować będzie bankructwem wielu miejsc służących treningowi i rekreacji. Sporo takich miejsc może nie doczekać kolejnego otwarcia – pisze w piśmie do premiera Adam Abramowicz.

Pełna treść pisma Rzecznika MŚP poniżej.


Warszawa, 16 października 2020 r.

Pan
Mateusz Morawiecki
Prezes Rady Ministrów
Aleje Ujazdowskie 1/3
00-583 Warszawa
 

Szanowny Panie Premierze,

Bardzo proszę o ponowne przeanalizowanie zasadności zakazu prowadzenia działalności branż: fitness, basenów i saun na terenie całej Polski bez względu na strefy, w jakich znajdują się te obiekty. Jeżeli zakaz zostanie utrzymany, to wnoszę o przedstawienie sposobu w jaki zostaną wypłacone odszkodowania za czas unieruchomienia firm z tych branż. Jest to niezwykle pilna sprawa, ponieważ przedsiębiorcy, którzy takiej informacji nie otrzymali są w złym stanie psychicznym z powody groźby bankructwa i jego skutków dla ich życia zawodowego i osobistego.

Kluby fitness, baseny i sauny od czerwca tego roku funkcjonowały w reżimie sanitarnym, ze stosownymi ograniczeniami, które były wypracowane w uzgodnieniu z Głównym Inspektorem Sanitarnym. Aktywność fizyczna służy budowaniu odporności, dzięki której lepiej znoszone są rozmaite infekcje, w tym COVID-19. Klientami tych miejsc są zazwyczaj osoby młode i zdrowe, które są w grupie osób najmniej narażonych na ciężki przebieg zachorowania, co zostało zauważone także przez członków rządu po analizie negatywnej opinii Rzecznika MŚP rozporządzenia w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii z datą 18 kwietnia 2020 r., gdzie wskazano, że aktywność fizyczna jest kluczem do zdrowia i dobrego samopoczucia.

Ponadto branża fitness poniosła olbrzymie straty podczas wiosennego zamknięcia. Obłożenie obiektów wynosi zaledwie 60% zeszłorocznego obłożenia w analogicznym miesiącu. Kolejne dłuższe zamknięcie, bez pomocy publicznej, skutkować będzie bankructwem wielu miejsc służących treningowi i rekreacji. Sporo takich miejsc może nie doczekać kolejnego otwarcia. Należy także zauważyć, że baseny były budowane głównie z myślą o zajęciach dla dzieci i młodzieży (także w ramach zajęć szkolnych), gdzie nadwaga i otyłość stała się istotnym problemem nie tylko w Polsce , tym bardziej nie sposób uzasadnić zamykania basenów, jak dzieci i część młodzieży uczęszcza w dalszym ciągu do szkoły.

Biuro Rzecznika MŚP popierało pomysł podziału kraju na strefy, uzależnione od ilości zakażeń w danym powiecie. Z zadowoleniem przyjmowaliśmy również sytuacje, w której w strefach czerwonych, poza nielicznymi wyjątkami z odpowiednimi ograniczeniami może funkcjonować większość działalności gospodarczych. Niestety na konferencji prasowej rządu z 15 października 2020 roku odstąpiono od tej zasady, w dodatku rozszerzając zakaz niektórych działalności także na strefę żółtą. Z punktu widzenia prowadzenia biznesu po zapowiadanych zmianach strefa żółta w niewielkim stopniu różni się od strefy czerwonej.

Krytycznie oceniamy także fakt, że wraz z informacją o kolejnych obostrzeniach nie zapowiedziano koniecznych odszkodowaniach lub innej formy pomocy finansowej dla zamkniętych przedsiębiorstw. To pozostawienie przedsiębiorców samych sobie, z zakazem osiągania dalszego dochodu. Apelujemy o wdrożenie jednego z trzech zaproponowanych przez Biuro Rzecznika MŚP rozwiązań, które uzależnione są od oceny sytuacji epidemicznej przez rząd:

1) Wycofanie się z obostrzeń ogłoszonych na konferencji 15 października i utrzymanie ograniczeń na obecnych warunkach.
2) Wycofanie się z obostrzeń, skutkujących zamknięciem działalności w strefach żółtych. W strefach czerwonych wypłacenie przedsiębiorcom stosownych odszkodowań.
3) Utrzymanie ogłoszonych obostrzeń, przy wypłaceniu odszkodowań dla przedsiębiorców z zamkniętych branż zarówno w strefie czerwonej, jak i żółtej.

Informacja o skali i sposobie wypłaty odszkodowań powinna zostać ogłoszona niezwłocznie. Należałoby także wskazać termin planowego ponownego otwarcia zamkniętych branż.

Chcielibyśmy również zwrócić uwagę na te branże jak np. gastronomiczna, którym nie zakazano działalności, ale wprowadzone ograniczenia mogą być dotkliwe dla pewnego jej segmentu np. pubów, mających najwięcej klientów w godzinach wieczornych. W tym przypadku należałoby przynajmniej zwolnić przedsiębiorców z części obciążeń takich jak np. składki na ubezpieczenia społeczne. Wsparcie potrzebne jest również branży organizacji imprez – zarówno organizatorom targów, konferencji, wydarzeń sportowych i kulturalnych, jak i imprez okolicznościowych, zwłaszcza w strefach czerwonych gdzie zakazano całkowicie wesel i innych uroczystości rodzinnych.

W przypadku utrzymania obostrzeń przy braku odszkodowań czeka nas fala bankructw i wzrost bezrobocia. Zniweczone zostaną działania prowadzone przez rząd wiosną 2020 r., które miały na celu uratowanie wielu firm i miejsc pracy. Pomoc udzielona kilka miesięcy temu może zresztą okazać się dla wielu przedsiębiorców problemem, gdyż nie będą oni w stanie dochować warunków umorzenia subwencji w ramach tarczy finansowej takich jak np. utrzymanie działalności czy stanu zatrudnienia. Konieczność zwracania już wydanych pieniędzy może doprowadzić już nie tylko do gospodarczych, ale także czysto ludzkich dramatów.

Bardzo proszę i pilne decyzje ww. sprawach. W przypadku utrzymania bezwzględnego zakazu prowadzenia działalności wnoszę o jak najszybsze podanie do publicznej wiadomości sposobu wypłacenia odszkodowań pokrywających całość kosztów zamkniętych firm.

Z wyrazami szacunku,

Do wiadomości:
Pan Piotr Gliński – Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Kultury i Sportu
Pan Jarosław Gowin – Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju
Pan Jarosław Kaczyński – Wiceprezes Rady Ministrów

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 19.10-23.10.2020

Obawy o wzrost zachorowań na COVID-19 w Europie i USA wysuwają się na pierwszy plan i kładą się cieniem na perspektywach ożywienia gospodarczego. Poza tym wybory w USA pozostają źródłem niepewności i zmienności w kombinacji z targami politycznymi o pakiet fiskalny. Następny tydzień przynosi dane (m.in. PMI), które prawdopodobnie podkreślą wzrost ryzyk z tytułu pandemii, podsycając awersję do ryzyka.

Przyszły tydzień: COVID-19, debata prezydencka w USA, PMI z US/Eurolandu/Wlk. Brytanii, brexit, PKB Z Chin

USA

W obliczu wyborów prezydenckich, targów nad pakietem fiskalnym i wzrostu liczby zachorowań na koronawirusa dane makro z USA mocno spadają w rankingu czynników istotnych dla rynków. Dane o aktywności gospodarczej pozostają solidne, co powinno pozwolić wskaźnikom PMI (pt) utrzymać poziomy w obszarze ekspansji. Beżowa Księga Fed (śr) rzuci więcej światła na nastroje panujące w firmach i oczekiwania w obliczu aktualnych wydarzeń. Druga debata prezydencka (pt) będzie kluczowa dla Trumpa, aby na końcówce kampanii spróbować poprawić słabe wyniki poparcia.

Strefa euro

W strefie euro po indeksach PMI (pt) można spodziewać się słabych wyników. Nasilenie drugiej pandemii koronawirusa mocniej uderzy w sektor usługowy, ściągając indeks głębiej pod 50 pkt. Lepiej może być w przemyśle, w który restrykcje uderzają słabiej. Mimo to tempo ekspansji przemysłu prawdopodobnie wyhamuje, co razem negatywnie będzie rokować dla nastrojów biznesu i konsumentów. W krótkim terminie sentyment rynkowy będzie kluczowy dla kierunku EUR/USD, który na razie zdaje się znalazł wygodny przyczółek w pasmie 1,17-1,18.

Wielka Brytania

Po tym jak szczyt UE nie przyniósł przełomu w negocjacjach handlowych brexitu, rozmowy mają być kontynuowane w Londynie. Atmosfera nie jest dobra i premier Johnson grozi odejściem od stołu, ale rynek w dalszym ciągu traktuje to jako puste pogróżki i liczy na ostateczne porozumienie, choć prędzej dopiero w przyszłym miesiącach. GBP pozostaje bardzo wrażliwy na wszelkie doniesienia i przecieki, co dyktuje mocno chaotyczny handel. Od strony danych najciekawiej zapowiadają się wstępne PMI, które prawdopodobnie wskażą na wyhamowanie tempa wzrostu w obliczu rozprzestrzeniania się wirusa.

Polska

Jest mało prawdopodobne, aby zaplanowane odczyty z Polski mogły odwrócić uwagę od sytuacji zdrowotnej w kraju i rynek złotego raczej zignoruje publikacje. Trajektoria liczby zachorowań na koronawirusa będzie mieć znaczenie dla oceny sytuacji krajowej, jak również złoty pozostanie pod wpływem ogólnej awersji do ryzyka. W sytuacji nasilenia ucieczki inwestorów od ryzyka podejście EUR/PLN do 4,60 w najbliższych dniach nie jest wykluczone.

Chiny

PKB z Chin (pon) przyciągnie uwagę i pozwoli ocenić tempo odbicia gospodarczego, podczas gdy wrześniowe wyniki sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej (pon) pomogą oszacować odporność gospodarki na hamowanie globalnego tempa wzrostu.

Australia

W Australii ostatnie komentarze od prezesa RBA Lowe’a rzuciły nowe światło na gotowość banku do ekspansji monetarnej, czyniąc protokół z posiedzenia banku (wt) z początku miesiąca mniej istotnym punktem kalendarza.

Nowa Zelandia

W Nowej Zelandii wpływ danych o inflacji za III kw. (czw) na decyzję RBNZ uległ osłabieniu w obliczu dbania o ożywienie i raczej nie odmieni oczekiwań na cięcie stopy OCR poniżej zera na początku przyszłego roku.

Kanada

W Kanadzie sierpniowa sprzedaż detaliczna (śr) może jeszcze wskazać na odbicie odroczonej konsumpcji, ale ogólnie dane powinny mieć mniejsze znaczenie niż czynniki globalne. AUD, NZD i CAD pozostaną wrażliwe na wahania apetytu na ryzyko i powrót siły USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polskie firmy powyżej światowej średniej w dobrych cyberpraktykach – badanie Sophos

Dla ponad połowy (61%) polskich firm minimalizowanie ryzyka cyberataku to priorytet zespołów IT – wynika z badania firmy Sophos.[1] Pod względem zastosowania dobrych praktyk związanych z aktualizacjami i kontrolą dostępu rodzime przedsiębiorstwa notują wyniki powyżej światowej średniej. Co ciekawe, jedynie 9% jako najważniejszy problem w zapewnianiu ochrony infrastruktury IT wskazuje znalezienie wykwalifikowanych specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa. Na świecie odsetek ten wynosi aż 27%.

Polskie firmy z dobrymi nawykami

Średnio co trzecie polskie przedsiębiorstwo wgrywa aktualizacje w ciągu jednego dnia od ich udostępnienia do systemów operacyjnych, aplikacji, serwerów i innych urządzeń. Prawie połowa robi to w ciągu tygodnia (53% dla urządzeń końcowych, 43% dla serwerów, 49% w przypadku systemów operacyjnych i 45% – aplikacji). Jednocześnie tylko co dziesiąty podmiot pozwala pięciu lub więcej zewnętrznym dostawcom na łączenie się z firmową siecią – na świecie średnia ta jest aż o 10 punktów procentowych wyższa (21% w porównaniu z 11% w Polsce). Aż 20% firm nie pozwala na bezpośredni dostęp w ogóle.

Świadomość zagrożeń i podstawowe nawyki związane z aktualizacjami czy kontrolą dostępu wpływają na zwiększenie poziomu bezpieczeństwa polskich firm. Spośród przedsiębiorstw, które w ostatnim roku padły ofiarą ataku ransomware, aż 29% pozwalało co najmniej pięciu zewnętrznym dostawcom na dostęp do swojej sieci. Wśród firm, które nie doświadczyły ataku, odsetek ten wyniósł tylko 13% – podkreśla Łukasz Formas, kierownik zespołu inżynierów w firmie Sophos.

Specjaliści już nie na wagę złota?

Jedynie 9% polskich firm jako główne wyzwanie dla bezpieczeństwa IT wskazuje problem ze znalezieniem wykwalifikowanych specjalistów. To aż o 18 punktów procentowych mniej niż światowa średnia. Nie oznacza to jednak, że problem braków kadrowych w naszym kraju zniknął – wciąż ponad połowa (59%) polskich przedsiębiorstw uznaje ten element za istotne wyzwanie wpływające na cyberbezpieczeństwo.

Co się zmienia po ataku?

Badanie potwierdziło, że udany cyberatak znacząco zmienia podejście firm do kwestii cyberbezpieczeństwa. W przedsiębiorstwach, które w ostatnim roku padły ofiarą ransomware’u, osoby odpowiedzialne za IT prawie trzy razy częściej czują, że zostają w tyle za rozwojem zagrożeń. 35% ofiar złośliwego oprogramowania uważa rekrutację i zatrzymanie wykwalifikowanych specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa za największe wyzwanie, w porównaniu z 19% tych, którzy nie zostali dotknięci atakiem.

– Firmy zaatakowane przez ransomware tracą pewność co do swojego poziomu wiedzy i zabezpieczeń. Jednocześnie te doświadczenia pozwalają im jednak docenić rolę wykwalifikowanych specjalistów oraz szybkiego wykrywania i reagowania na zagrożenia. W najbliższych latach korzystanie z usług zewnętrznych ekspertów będzie więc nadal rosło. Według badania do 2022 r. prawie trzy czwarte firm zleci zadania związane z bezpieczeństwem IT na zewnątrz wskazuje Łukasz Formas.

Badanie Cybersecurity Research: Human Challenge zostało przeprowadzone przez niezależną firmę badawczą Vanson Bourne w styczniu i lutym 2020 roku. Wzięło w nim udział 5 tys. decydentów IT z 26 krajów: USA, Kanady, Brazylii, Kolumbii, Meksyku, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, Holandii, Belgii, Hiszpanii, Szwecji, Polski, Czech, Turcji, Indii, Nigerii, RPA, Australii, Chin, Japonii, Singapuru, Malezji, Filipin i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Respondenci pochodzili z firm zatrudniających od 100 do 5 tys. pracowników.

[1] Badanie Cybersecurity Research: Human Challenge zrealizowane w 2020 roku wśród 5 tys. respondentów z 26 krajów.

Polski przemysł spożywczy wpadł w pułapkę coraz niższych marż

Produkcja żywności to jeden z najważniejszych sektorów polskiej gospodarki. Odpowiada za 2,6 proc. PKB, czyli w większym stopniu niż motoryzacja. Największym problemem branży są spadające marże.

Polskie firmy produkujące żywność rozwijają się bardzo szybko, ale za rozwój płacą cenę w postaci obniżających się marż. Bardzo ważnym czynnikiem powodującym jej obniżenie była konsolidacja w handlu detalicznym. Zmieniające się szybko zwyczaje konsumenckie też źle wpływają na marże.

Marża wartości dodanej, pokazuje ile euro wartości dodanej generują najwięksi producenci żywności w Polsce i Europie Zachodniej na każde 100 euro produkcji. Jak wynika z raportu Santander Bank Polski, przygotowanego we współpracy ze SpotData, „Czas na marże. Jak polscy producenci żywności mogą przejść od ekspansji wolumenowej do zwiększania efektywności”, w Polsce wskaźnik ten spadł w ostatnich latach z 17 do 13, podczas gdy wśród firm w Europie utrzymał się na poziomie ok. 26.

Jedną z głównych przyczyn obniżania się zyskowności może być dynamiczne włączanie dużych sektorów polskiej gospodarki w międzynarodowe łańcuchy dostaw. Kiedyś niewyobrażalne było, żeby niemiecki producent zmienił dostawcę z niemieckiego na polskiego – dziś jest to częste zjawisko.

Ale przyczyn spadku marżowości producentów żywności było więcej niż tylko rozwój łańcuchów dostaw. Bardzo ważnym czynnikiem była konsolidacja w handlu detalicznym, która znacząco zwiększyła siłę przetargową tego sektora wobec dostawców. W ciągu ostatniej dekady udział dużych firm handlowych (zatrudniających od 250 osób w górę) w przychodach handlu wzrósł z ok. 33 do ok. 50 proc. Co istotne, w ciągu dekady udział handlu w polskim PKB wzrósł z 7 do 8 proc. Tak silny wzrost i na tak wysokich poziomach nie był obserwowany w żadnym innym kraju Unii Europejskiej. Pokazuje też, że w całym łańcuchu produkcji i sprzedaży handel detaliczny ma w Polsce wyjątkowo wysoki udział. Jeżeli łańcuch dostaw to jest tort, którym dzielą się jego uczestnicy w zależności od efektywności produkcji i siły przetargowej, to polski handel wykroił dla siebie potężny kawałek.

Istotnym czynnikiem negatywnie wpływającym na marże są też szybkie zmiany preferencji konsumentów. Jest to czynnik, o którym często pisze się w analizach branżowych w krajach rozwiniętych. Konsumenci coraz częściej odwracają się od znanych marek, szukając produktów niszowych, ekologicznych. To sprawia, że rośnie rola innowacji i eksperymentowania z produktami, a to z kolei niesie ze sobą dodatkowe koszty.

– Dla wielu firm obniżenie marży jest to cena warta zapłacenia. Niższa marża może być w bardzo konkurencyjnym środowisku ceną jaką płaci się za zdobywanie bardzo dużych kontraktów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego Santander Bank Polska. – Jest to strategia, która w dłuższym terminie powoduje zagrożenia. Niskie marże mogą utrudniać dalszy rozwój, jeżeli czynią firmę zbyt wrażliwą na wahania kosztów lub uzależnioną od jednego odbiorcy.

O ile więc obniżka marży może być ceną wartą zapłacenia za szybką ekspansję, o tyle w długim okresie firmy powinny posiadać strategie budowania marż. Jeżeli Polska rzeczywiście ma się znaleźć w globalnej ekstraklasie produkcji żywności, to firmy będą musiały zawalczyć nie tylko o obroty, ale też o ceny i ich relację do koszów.

Większość analizowanych miar wskazuje, że w minionej dekadzie polskie firmy doświadczyły silnej presji na marżę. Jest to zresztą zjawisko globalne, ale w Polsce presja ta miała większą siłę niż w krajach rozwiniętych.

– Od początku dekady wartość dodana generowana na każde euro sprzedaży obniżyła się w Polsce o 1,2 proc. – wyjaśnia ekspert Santander Bank Polska, komentując wyniki raportu.

W tym samym czasie analogiczny wskaźnik dla Francji podniósł się o 3,2 proc., dla Niemiec o 1,5 proc., dla Czech o 2,2 proc., dla Węgier o 1,6 proc.

Spadek w Polsce jest zatem zjawiskiem wyróżniającym się negatywnie dla tle innych krajów europejskich. Warto podkreślić, że przetwórstwo żywności wyróżnia się pod tym względem na tle innych branż przetwórczych w Polsce. Patrząc na rentowność sprzedaży od początku dekady obniżyła się ona w tym sektorze o 0,4 pkt proc., podczas gdy w całym przetwórstwie wzrosła o 0,3 pkt proc.

Jak można zwiększać marże? W „ścieżce” francuskiej firmy przetwórcze stają się firmami quasi-usługowymi. Rozbudowują kompetencje nie tylko produkcyjne, ale przede wszystkim marketingowe, zarządcze, strategiczne. W całym francuskim łańcuchu dostaw usługi odgrywają znacznie większą rolę niż w łańcuchu niderlandzkim. W ścieżce niderlandzkiej firmy stają się przede wszystkim dużymi, efektywnymi przetwórniami, wykorzystującymi najnowsze technologie automatyzacji produkcji.

Polskim firmom jest zapewne bliżej do ścieżki niderlandzkiej. Ale to nie znaczy, że jest ona optymalna dla wszystkich. Wybór strategii zależy od cech firmy, a nie cech krajowej gospodarki.

Brakuje miejsc do składowania węgla. Albo podatnicy dopłacą do eksportu węgla, albo obniżymy ceny

Na składowiskach jest już ponad 20 mln ton węgla. 8 mln ton znajduje się na zwałowiskach przy kopalniach. Podobną ilość zgromadziły elektrownie i elektrociepłownie.

Mamy zapasy przekraczające 1/3 rocznych potrzeb całej polskiej gospodarki. Brakuje miejsc do składowania węgla, a wielkością zapasów można mierzyć straty polskiej gospodarki.

– Do dyspozycji rząd ma dwa rozwiązania, albo będziemy eksportować węgiel po cenach poniżej kosztów wydobycia i dopłacając do niego jeszcze więcej, albo będziemy szybciej zamykać kopalnie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Przy tak dużej nadpodaży węgla powinno dojść do obniżki jego ceny, ale spółki energetyczne należące do Skarbu Państwa – ulegając górniczym związkom zawodowym i rządowi – ustaliły sztywne ceny węgla.

– Produkcja energii z węgla nie wzrośnie, bo byłaby niekonkurencyjna wobec cen energii elektrycznej napływającej do Polski z innych państw – dodaje ekspert.

Sektor produkcyjny w Europie będzie potrzebował dodatkowych 11,6 mln m kw. powierzchni magazynowej do końca 2020 r.

Z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Savills oraz prognoz Capital Economics wynika, że popyt na powierzchnię magazynową ze strony sektora produkcyjnego w Europie wzrośnie do końca 2022 roku o 11,6 mln m kw.

Według Savills, popyt na ten rodzaj powierzchni generowany przez sektor produkcyjny w Europie znacząco wzrósł w ostatnich latach – z 2 mln mkw. w 2012 roku do 4 mln m kw. w 2019 roku. Wolumen transakcji najmu w 2020 roku może być nieznacznie mniejszy, ale w przyszłym roku ponownie przekroczy 4 mln m kw. i w kolejnych latach będzie nadal rósł.

W ciągu ostatnich pięciu lat sektor prywatny w Wielkiej Brytanii zainwestował w rozwój przetwórstwa przemysłowego 148 mld funtów, czego efektem był wzrost popytu na powierzchnię magazynową o 2,4 mln m kw. Oznacza to, że każdy miliard funtów zainwestowany przez prywatny kapitał generuje zapotrzebowanie na ok. 16 260 m kw. powierzchni.

„W Europie udział sektora produkcyjnego w popycie na powierzchnię logistyczną wynosi 14% i jest taki sam jak w Wielkiej Brytanii. Pomimo różnic pomiędzy poszczególnymi krajami, wskaźnik ten utrzymuje się na zbliżonym lub wyższym poziomie w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, między innymi w Czechach i Polsce, gdzie wynosi on odpowiednio 35% i 14%, co może świadczyć o tym, że nasze prognozy są ostrożne” – mówi Marcus de Minckwitz, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

Sektor prywatny w Polsce w latach 2017-2018 przeznaczył na inwestycje w przetwórstwo przemysłowe blisko 125 miliardów złotych. W tym samym czasie firmy z sektora produkcyjnego wynajęły ok. 1,1 miliona m kw. nowoczesnej powierzchni magazynowej i przemysłowej. Można zatem przyjąć, że każdy miliard złotych zainwestowany przez prywatny kapitał wygenerował zapotrzebowanie na około 8600 m kw. powierzchni na wynajem.

„W Polsce udział sektora lekkiej produkcji w popycie brutto na powierzchnię przemysłową utrzymuje się na stabilnym poziomie i wynosi około 14%, co czyni go jednym z najważniejszych dla rynku najmu nieruchomości logistycznych. Część firm z sektora produkcyjnego decyduje się na prowadzenie działalności we własnych obiektach. Omijają tym samym rynek najmu, aczkolwiek również taki model generuje pośrednio popyt na powierzchnie przeznaczone na wynajem, gdyż kooperanci takich firm często postanawiają wynająć powierzchnię magazynową i przemysłową w pobliskich parkach magazynowych, by skrócić czas dostaw” – mówi Kamil Szymański, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych, Savills w Polsce.

„Jeżeli firmy zdecydują się w najbliższym czasie na nearshoring w ramach zabezpieczania się przed ewentualnymi zakłóceniami w łańcuchach dostaw, możemy być świadkami wzrostu inwestycji w sektorze przemysłowym, co z kolei znajdzie odzwierciedlenie w popycie na powierzchnię magazynową. Jeśli wartości prognozowane przez Capital Economics zwiększyłyby się tylko o 20%, wówczas do roku 2022 potrzeba byłoby w Europie dodatkowo 13,9 mln m kw. tradycyjnej powierzchni magazynowej” – dodaje Mike Barnes, Associate, dział badań rynków europejskich, Savills.

Serwis Ceneo.pl ogłosił Ranking Zaufanych Sklepów 2020

Ranking Zaufanych Sklepów Ceneo.pl to jeden z najstarszych rankingów sklepów internetowych w Polsce. Tworzony jest na podstawie kilku milionów ankiet, które w ciągu ostatniego roku wypełnili klienci sklepów internetowych. Opinie są wystawiane w ramach Programu Zaufanych Opinii Ceneo, który działa już 11 lat i jest najwiarygodniejszym źródłem wiedzy na temat sklepów internetowych, sprzedawców i firm kurierskich. Przez ponad 11 lat klienci wystawili już ponad 20 milionów opinii poprzedzonych zakupami. Dzięki temu Ranking Zaufanych Sklepów Ceneo.pl to gwarancja, że nagrody wręczane w 15 kategoriach, trafiają do najbardziej rzetelnych i profesjonalnych firm z branży e-commerce.

statuetka15 października odbyła się 11. Gala Zaufanych Sklepów Ceneo.pl. Dbając o bezpieczeństwo w czasie pandemii, serwis Ceneo.pl zdecydował, że wydarzenie w całości będzie transmitowane on-line. Tegoroczną Galę Zaufanych Sklepów Ceneo.pl poprzedziło też specjalne wydarzenie – webinar z ekspertami z branży e-commerce, w całości poświęcony tematowi handlu internetowego w czasie pandemii oraz ochronie wizerunku marki w tym trudnym czasie. Prelegentami byli: ekonomista Zbigniew Dylewski, Paweł Kuźma – E-Commerce Director Media Markt Saturn Polska, Mikołaj Wezdecki – Dyrektor E-Commerce w Eobuwie.pl S.A., Radosław Tyszko – Sales Director Ceneo.pl oraz Jakub Gierszyński – E-Commerce And Marketing Director Intercars S.A.

W tegorocznej edycji rankingu internauci oceniali sklepy z 15 kategorii, oto zwycięzcy:

  1. Budowa i ogród: e-metalowiec.com
  2. Dla dziecka: bajkolandia.sklep2.pl
  3. Dom i wnętrze: nakrywamy.pl
  4. Hobby i zwierzęta: fera.pl
  5. Kultura i rozrywka: TaniaKsiazka.pl
  6. Moda i dodatki: zegarownia.pl
  7. Motoryzacja: strefakierowcy.pl
  8. Sprzęt Rtv i Agd: neonet.pl
  9. Styl życia: sport2002.pl
  10. Technologia: eukasa.pl
  11. Uroda i zdrowie: notino.pl
  12. Debiut na Ceneo: cocopanda.pl
  13. Kup Teraz: manada.pl
  14. Dostawcy: InPost
  15. Wybór użytkownika: zooart.com.pl

– Jako Ceneo jesteśmy niezwykle dumni z Programu Zaufanych Opinii. To niezależny i największy w Polsce program badania satysfakcji klientów. Tylko w ciągu ostatniego roku wysłaliśmy ponad 44 miliony ankiet do ponad 20 milionów użytkowników serwisu Ceneo.  To jasny sygnał, że zakupy internetowe nie tylko cieszą się co raz większą popularnością, ale też rośnie liczba klientów dla których zaufane opinie mają ogromne znaczenie. Już 70% klientów przed podjęciem decyzji zakupowej zawsze sprawdza opinie na temat sklepów, produktów i dostawców w naszym serwisie – powiedział Marcin Łachajczyk, CEO Ceneo.pl.

Rankingowi Ceneo.pl towarzyszyło przeprowadzone we wrześniu 2020 badanie z którego wynika, że aż 95% ankietowanych chociaż raz dokonało zakupów w sklepach internetowych w czasie pandemii. Najczęściej wybieranymi kategoriami produktów był sprzęt RTV (26%), uroda (25%) oraz zdrowie (21%). Niemal co drugi (44%) ankietowany nie był w stanie jednoznacznie stwierdzić czy ceny produktów w czasie pandemii zwiększyły się. Na 4.34, w pięciostopniowej skali, ankietowani ocenili dostępność produktów w sklepach internetowych. Ponad połowa ankietowanych przyznała, że sklepy wydłużyły czas realizacji zamówień, ale według ⅓ tylko podczas pierwszych tygodni narodowej kwarantanny. Ponad połowa klientów biorących udział w badaniu za zakupy zapłaciła kodem BLIK, na kolejnym miejscu znalazł się przelew bankowy i płatność kartą. Przed pandemią ponad połowa kupujących jako metodę dostawy wybierała paczkomat, kolejnym wyborem była dostawa przez kuriera. Pandemia praktycznie nie zmieniła tych preferencji.

Prawdy, półprawdy i raporty Unii Europejskiej

30 września przez Komisja Europejska opublikowała krytyczną ocenę poszanowania dla praworządności w Polsce. Jeśli powiązanie praworządności z rozdziałem środków unijnych zostanie zrealizowane, dokument KE mógłby stać się podstawą do uruchomienia sankcji przeciwko Polsce. Niestety, jak wskazuje Warsaw Enterprise Institute w najnowszym raporcie, dokument KE jest nierzetelny w stopniu budzącym podejrzenia, że powstał jako narzędzie wywierania nacisku na państwo polskie, a nie jako element konstruktywnej debaty. Samą możliwość powiązania funduszy UE z praworządnością dopuszczono na szczycie Rady Europejskiej w lipcu tego roku przy okazji negocjowania budżetu UE na lata 2021- 2027, a teraz konkretną formułę zaproponowały cztery największe kluby Parlamentu Europejskiego. W zgodzie z ich propozycją ocenę stanu praworządności danego państwa miałaby wystawiać jednostronnie Komisja Europejska na bazie corocznego eksperckiego raportu, a zmienić ją mogłoby wyłącznie głosowanie kwalifikowaną większością głosów na Radzie Europejskiej. Przy tym, w razie odcięcia dostępu danemu państwu do środków UE, proponuje się stworzenie mechanizmu bezpośredniego przekazywania ich obywatelom owego państwa. To uderzałoby w suwerenność państw członkowskich, będąc kolejnym krokiem na drodze do federalizacji UE.

Warsaw Enterprise Institute stoi na stanowisku, że opublikowany 30 września przez Komisję Europejską dokument pt. „Sprawozdanie na temat praworządności. Rozdział dotyczący sytuacji w zakresie praworządności w Polsce” nie zawiera zarzutów, które mogłyby być bezpośrednią podstawą do wprowadzenia jakichkolwiek sankcji przeciwko naszemu państwu. Jednak chaotyczna mieszanka słusznych i wydumanych zastrzeżeń postawionych w dokumencie tylko nasila niezdrowy klimat, który towarzyszy długiej debacie wokół kluczowych dla Polski i UE kwestii. Chociaż niektóre uwagi przedstawione w raporcie są trafne, to i tak nie dotykają problemu dla nas najpoważniejszego w kontekście praworządności: działania sądów powszechnych. Od realistycznej diagnozy problemów systemu sądownictwa należy zaczynać jakąkolwiek o praworządności dyskusję, a reforma sądów to warunek poprawnego funkcjonowania całego ustroju.

W naszym najnowszym raporcie recenzujemy treść raportu Komisji Europejskiej w oparciu o faktyczną kondycję ustrojową Polski. Przygotowany przez nas dokument mierzy się z całością wymierzonych przez Unię zarzutów od upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości po kwestię dyskryminacji mniejszości. Raport wywołał nieproporcjonalny szum w stosunku do własnej doniosłości, stąd jego rzetelna analiza jest konieczna i warta nagłośnienia.

Raport dostępny jest na stronie www.wei.org.pl

Branża elektroniczna apeluje, by opóźnić wprowadzenie nowych etykiet energetycznych

Polska branża elektroniczna zaapelowała do premiera Mateusza Morawieckiego, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Urzędu Komunikacji Elektronicznej o wstrzymanie się z egzekwowaniem przepisów tzw. rozporządzeń w sprawie etykietowania energetycznego do 1 marca 2021 r. Powód? Spowolnienie produkcyjne oraz mniejszy popyt wśród konsumentów spowodowane pandemią COVID-19. Opóźnienie wprowadzenia przepisów rekomenduje też sama Komisja Europejska.

Zgodnie z rozporządzeniem Komisji Europejskiej, 1 marca 2021 r. wchodzą nowe zasady etykietowania sprzętu RTV i AGD – zmieni się m.in. skala dotyczące oznaczeń na etykietach energetycznych. Znikną oznaczenia typu A+++. Zmiany mają uprościć konsumentom wybór najbardziej energooszczędnych urządzeń. Pierwsze z nich miały nastąpić już z początkiem listopada br. Dostawcy są zobowiązani, by od 1 listopada 2020 r. dostarczać etykiety ze zmienioną skalą wraz z produktami, które wprowadzają do obrotu oraz muszą wprowadzać do bazy danych o produktach parametry nowej karty informacyjnej produktu. Powyższe przepisy zostały przyjęte przed pandemią koronawirusa.

Problemy producentów w związku z pandemią

Mając na względnie nadzwyczajną sytuację rynkową spowodowaną COVID-19 Komisja Europejska zdecydowała się na przyjęcie zawiadomienia dotyczącego egzekwowania rozporządzeń w sprawie etykietowania energetycznego. – Ze względu na pandemię COVID-19 w wielu państwach członkowskich zamknięto fabryki i laboratoria lub zmniejszono liczbę personelu i moce produkcyjne. W związku z tym testowanie przez producentów ich produktów, a tym samym uzyskanie informacji na potrzeby dokumentacji technicznej lub karty informacyjnej produktu i etykiety może być utrudnione, a nawet niemożliwe – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. I zaznacza, że na pogarszającą się sytuację wpłynął też mniejszy popyt wśród konsumentów spowodowany przez pandemię koronawirusa. A to spowodowało, że produkty z obecnymi etykietami składowane są w magazynach producentów. – Uważamy, że trudno będzie zmienić tabliczki ze skalą energetyczną sprzętu do 1 listopada – dodaje Michał Kanownik.

Komisja naprzeciw producentom

Dlatego Komisja Europejska zachęca krajowe organy nadzoru rynku do przemyślenia, jak będą egzekwować wymagania zawarte w rozporządzeniu w sprawie etykietowania energetycznego – i np. byzwolnić producentów z obowiązku etykietowania zgodnie z rozporządzeniami w sprawie etykietowania energetycznego w okresie od dnia 1 listopada 2020 r. do dnia 1 marca 2021 r. Dodatkowo Komisja wprost oświadcza, że jeżeli krajowe organy nadzoru rynku nie będą egzekwować obowiązku dostarczenia etykiety ze zmienioną skalą wraz z produktem w momencie wprowadzania go do obrotu, oraz obowiązku wprowadzenia parametrów karty informacyjnej produktu do bazy danych o produktach od dnia 1 listopada 2020 r., to Komisja powstrzyma się od wszczynania postępowań w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego.

Apel polskich producentów

Biorąc pod uwagę zalecenia KE, Związek Cyfrowa Polska zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego, UOKiK oraz UKE o wstrzymanie się z egzekwowaniem przepisów tzw. rozporządzeń w sprawie etykietowania energetycznego do dnia 1 marca 2021 r. Jak argumentuje Związek, zapewni to polskim producentom możliwość uczciwej konkurencji na rynku wewnętrznym Unii Europejskiej. Związek spodziewa się bowiem, że organy nadzoru rynku w innych państwach członkowskich będą działać zgodnie z zawiadomieniem Komisji. – Z tego powodu dla zapewnienia polskim podmiotom uczciwej konkurencji również polski organ nadzoru rynku powinien działać zgodnie z zawiadomieniem Komisji. W przeciwnym razie polski organ administracji publicznej postawi polskich producentów w gorszej sytuacji niż będą ich zagraniczni konkurenci – tłumaczy Michał Kanownik. I zaznacza, że zmiana daty z listopada na marzec pozwoli polskim producentom wprowadzenie do obrotu swoich produktów, których nie mogli sprzedać przez COVID-19, co z kolei umożliwi szybszą odbudowę polskiej gospodarki i stworzenie nowych miejsc pracy.

Instrumentalny charakter wszczęcia postępowania karnego skarbowego

Sądy administracyjne już kilkakrotnie pochylały się nad kwestią instrumentalnego wszczynania postępowania karnego skarbowego, mającego na celu zawieszenie biegu terminu przedawnienia. Problematyka ta jest szczególnie istotna w przypadku, gdy organy podatkowe wszczynają takie postępowanie tuż przed terminem przedawnienia. Pomimo korzystnych wyroków sądów administracyjnych w tym zakresie co jakiś czas pojawiają się podobne sprawy. Jednym z pozytywnych rozstrzygnięć jest wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 30 lipca 2020 r. w sprawie o sygn. akt I FSK 128/20 oraz I FSK 42/20.

Zawieszenie biegu terminu przedawnienia

Zgodnie z treścią art. 70 § 6 ust. 1 Ordynacji podatkowej bieg terminu przedawnienia nie rozpoczyna się albo ulega zawieszeniu w przypadku wszczęcia postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, o którym podatnik został zawiadomiony, jeżeli podejrzenie popełnienia przestępstwa lub wykroczenia wiąże się z niewykonaniem tego zobowiązania. Celem tego przepisu jest umożliwienie przedłużenia terminu przedawnienia w sytuacji popełnienia przez podatnika przestępstwa lub wykroczenia skarbowego.

W omawianej sprawie postępowanie podatkowe zostało wszczęte na półtora miesiąca przed przedawnieniem okresu, a dotyczyło nieprawidłowości w zakresie zastosowania obniżonych stawek VAT (stawki 5% zamiast stawki 8%). Organy podatkowe wszczęły postępowanie, pomimo iż znały rozliczenia podatkowe spółki, wynikające ze złożonych korekt. Znały też treść 9 interpretacji podatkowych, które uzyskała spółka i do których się dostosowała.

W ciągu półtora roku od wszczęcia postępowania w sprawie nie zostało podjęte żadne działanie mające na celu jej wyjaśnienie. Z uwagi na to, iż sprawa dotyczy jedynie zagadnienia merytorycznego, postępowanie dowodowe mogłoby być ograniczone do minimum. Pomimo to organ podatkowy nie podjął żadnych działań.

Wyrok NSA

W wyroku z dnia 30 lipca 2020 r., sygn. akt I FSK 128/20 oraz I FSK 42/20, NSA uznał, że sądy administracyjne mogą badać zasadność wszczynania postępowania karnego skarbowego w sytuacji, gdy jego bezpodstawne wszczęcie mogłoby przynieść korzystne skutki dla fiskusa. W tym przypadku NSA uznał, że celem wszczęcia postępowania karnego skarbowego było jedynie przedłużenie terminów, ponieważ przez ponad rok nie został zebrany żaden materiał dowodowy ani nie podjęto jakichkolwiek działań. W efekcie NSA uznał, że bieg terminu przedawnienia nie został zawieszony z uwagi na nieprawidłowy sposób wszczęcia postępowania.

Stanowisko NSA wyrażone w tym orzeczeniu z pewnością będzie miało pozytywny wpływ na ograniczenie instrumentalnego wszczynania postępowań karnych skarbowych, których jedynym celem jest przedłużenie terminów przedawnienia. Niepokojące jest jednak to, że w przeszłości zapadały już podobne orzeczenia, a mimo to fiskus nadal próbuje w instrumentalny sposób korzystać z tego przepisu.

Jak rozpoznać instrumentalne wszczęcie postępowania?

Zaznaczyć należy, że nie każde wszczęcie postępowania przez organy podatkowe może być traktowane jako instrumentalne. W tym zakresie warto posiłkować się orzecznictwem i sprawami już rozstrzygniętymi.

W podobnym tonie do powyżej omówionego wyroku NSA wypowiedział się m.in. WSA w Warszawie w wyroku z dnia 11 grudnia 2017 r., sygn. akt III SA/Wa 3823/16, gdzie WSA stwierdził, że instrumentalne wykorzystanie wszczęcia postępowania karnego skarbowego jedynie w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia jest naruszeniem zasady zaufania, wynikającej z art. 121 § 1 Ordynacji podatkowej.

Do podobnych wniosków doszedł WSA w Gliwicach w wyroku z 23 marca 2020 r., sygn. akt I SA/Gl 1728/19. W wyroku tym WSA odniósł się do notatek urzędników, z których wynikała konkretna data wszczęcia postępowania karnego skarbowego w związku z upływającym terminem przedawnienia. Pomimo iż w tej sprawie fiskus podjął działania we wszczętym postępowaniu (np. przesłuchał świadków), to wcześniejsze jego działanie naruszyło zasadę zaufania oraz świadczyło o pozorności podjętych później działań.

Co do zasady organy kontroli skarbowej lub celno-skarbowej w trakcie prowadzonego postępowania rzadko decydują się na wszczęcie postępowania karnego skarbowego, ponieważ najczęściej nie mają jeszcze podstaw. Wówczas wszczęcie takiego postępowania może być podyktowane celem przedłużenia postępowania. Dodatkową cechą charakterystyczną instrumentalnego wszczęcia postępowania karnego skarbowego jest marginalna działalność organu, nienakierowana na rozstrzygnięcie sprawy.

Podsumowując, należy stwierdzić, że ogólna zasada wyrażona w art. 70 § 6 ust. 1 Ordynacji podatkowej może być instrumentalnie wykorzystana przez organy podatkowe celem realizacji korzyści dla fiskusa płynących z zawieszenia biegu terminu przedawnienia. Stanowisko sądów administracyjnych jest jednak jednolite i takie nadużycia są niedopuszczalne. Niemniej, aby uniknąć wieloletnich i kosztownych sporów, a także ograniczyć instrumentalne wykorzystanie tego przepisu, potrzebna jest zmiana przepisów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Skomplikowana sytuacja w przemyśle europejskim

Europa mierzy się z II falą zachorowań. Chociaż negatywne skutki obostrzeń wpływają głównie na sektor usług, to z problemami boryka się również przemysł. W strefie euro produkcja przemysłowa wzrosła w sierpniu tylko o 0,7% m/m. To znaczne spowolnienie w porównaniu z 5% z lipca. W porównaniu rok do roku nastąpił spadek o 7,2%. Spowolnienia można było się jednak spodziewać, szczególnie po ogłoszeniu w zeszłym tygodniu zaskakującego miesięcznego spadku produkcji przemysłowej w Niemczech o 0,2% (rynek oczekiwał wzrostu na poziomie 1,5%). Tym samym pogarszają się perspektywy polskiego przemysłu, co nie daje nadziei na szybki powrót do kondycji sprzed kryzysu. Ta nerwowość znajduje odzwierciedlenie we wskaźnikach wyprzedzających, takich jak indeksy PMI czy np. niemiecki indeks nastrojów gospodarczych ZEW. Trzeba jednak podkreślić, że te wskaźniki zaczynają tracić na znaczeniu w obecnych niepewnych czasach, ponieważ nie można obecnie przewidzieć rozwoju rozprzestrzeniania się koronawirusa i pojawiania się nowych obostrzeń.

Niemiecka gospodarka również bardzo nerwowo obserwuje rozwój sytuacji związanej z Brexitem. W czwartek i piątek odbywają się ważne negocjacje, które najprawdopodobniej nie przyniosą jeszcze ostatecznego porozumienia w sprawie warunków współpracy między UE a Wielką Brytanią (choć Boris Johnson wyznaczył ten piątek jako termin negocjacji umowy).

Złoty stracił w tym tygodniu zyski z poprzednich dwóch tygodni i w wyniku rosnącej nerwowości w europejskiej gospodarce osłabił się wobec euro do 4,56 PLN/EUR. W tym tygodniu eurodolar spadł i w piątek rano oscylował wokół 1,171 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Kosmiczny start-up wśród finalistów Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP

KP Labs znalazła się w ścisłym gronie trzech firm ubiegających się o Nagrodę Gospodarczą Prezydenta RP w kategorii „Startup roku”. Gliwicka spółka z sektora NewSpace do nagrody została nominowana przez Polską Agencję Kosmiczną. Aplikację konkursową wypełniło ponad 1000 przedsiębiorstw.  Tegorocznych zwycięzców poznamy 22 października 2020.

KP Labs od 2016 roku prowadzi działalność badawczo-rozwojową w zakresie wykorzystania oprogramowania, w tym sztucznej inteligencji oraz budowy komputerów na potrzeby przemysłu kosmicznego. Spółka realizuje kilka projektów, prowadzonych samodzielnie i w kooperacji z podmiotami krajowymi i zza granicy. KP Labs m.in. buduje polskiego satelitę Intuition-1, który z wykorzystaniem algorytmów sztucznej inteligencji ułatwi proces pozyskiwania i obróbki zdjęć satelitarnych. Jego umieszczenie na orbicie odbędzie się na przełomie 2022 i 2023 roku. W przyszłym roku w siedzibie spółki w Gliwicach planowane jest otwarcie Centrum Badawczo-Rozwojowego, którego specjalistyczne laboratoria umożliwią tworzenie zaawansowanych komponentów dla małych satelitów o masie poniżej 100 kg.

Zespół KP Labs tworzy 50 doświadczonych pracowników, w tym inżynierów oraz naukowców zdobywających doświadczenie zarówno w kraju jak i zagranicą, dzięki udziałowi w wielu prestiżowych projektach realizowanych w konsorcjach z firmami z Włoch, Wielkiej Brytanii, Norwegii i Luksemburga.

Zespół_KP_Labs
Zespół KP_Labs

Firma angażuje się także we współpracę z ośrodkami akademickimi, działalność edukacyjną i naukową. M.in. poprzez współtworzenie z Politechniką Śląską kierunków studiów dotyczących inżynierii kosmicznej. Jej specjaliści wraz z pracownikami uczelni przygotowują program i prowadzą zajęcia w ramach przedmiotów Analiza Misji, Inżynieria Systemowa, Projektowanie Satelitów, Systemy Kontroli Wysokości i Orbity na Wydziale Fizyki Technicznej. KP Labs wspiera również projekty studenckie – budowę satelitów PW-Sat3 oraz PW-Sat2 oraz młodszych adeptów kosmosu tj. młodzieży z Koła Naukowego Elektroniki i Informatyki z Knurowa uczestniczącej w konkursie „CanSat2020”, organizowanym przez Europejskie Biuro Edukacji Kosmicznej ESERO.

KP Labs_finalista Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP 2020 (1) KP Labs_Artut testy LeopardObecnie w KP Labs rozwijany jest tzw.: Smart Mission Ecosystem, będący zbiorem algorytmów, oprogramowania i sprzętu satelitarnego, obniżającego koszty operacyjne misji oraz redukujący czas reakcji na zdarzenia, dzięki czemu przestrzeń kosmiczna będzie bardziej dostępna. Ma to znacznie zarówno dla prywatnych firm szukających rozwiązań pozwalających zautomatyzować ich misje, jak również sektora publicznego, poszukującego rozwiązań przyspieszających przesył danych do stacji naziemnych.

Wybrane projekty realizowane przez spółkę:

  • Intuiton-1. Celem projektu Intuition-1 jest wyniesienie na niską orbitę okołoziemską satelity do obserwacji ziemi, który dzięki rozwiązaniom z zakresu sztucznej inteligencji i dedykowanemu komputerowi pokładowemu o nazwie Leopard, zautomatyzuje i przyspieszy proces pozyskiwania
    i obróbki zdjęć już na pokładzie satelity.
  • Antylopa. Celem projektu jest opracowanie komputera pokładowego do sterowania działaniami satelity. Komputer wykorzystywał będzie sztuczną inteligencję do przewidywania awarii, które mogą negatywnie wpłynąć na działanie satelity, zanim dojdzie do usterki.
  • ɸ-sat-2. KP Labs jako partner konsorcjum weźmie udział w misji satelitarnej polegającej na wykorzystaniu nowej generacji Sztucznej Inteligencji (AI) dla potrzeb Europejskiej Agencji Kosmicznej – ESA. Misja obejmie szeroki zakres zastosowań AI, w tym: przekształcanie obrazu satelitarnego w mapę drogową, wykrywanie chmur w celu zmniejszenia ilości danych, które mają być przesyłane na ziemię, autonomiczne wykrywanie i klasyfikowanie statków morskich, a także monitorowanie lasów
    i wykrywanie anomalii. Innowacyjny satelita ɸ-sat-2 będzie gotowy do wystrzelenia niespełna w 2022 roku.
  • BEETLES. Celem jest wdrożenie, ocena, poprawa i integracja algorytmów i technik tworzenia głębokich sieci neuronowych, do skutecznej segmentacji obrazów hiperspektralnych. Działania te poprawią jakość wyników analizy danych na pokładzie Intuition-1 i podobnych satelitów.
  • RedKyte. Podstawą prowadzonych badań jest wykorzystanie jednostki przetwarzania danych “Leopard” oraz wizji komputerowej umożliwiające autonomiczne podejmowanie decyzji w wielu aplikacjach
    i platformach kosmicznych takich, jak łaziki, lądowniki i pojazdy serwisowe, ułatwiające podejmowanie złożonych decyzji.

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Work Service

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Work Service SA zatwierdziło sprawozdanie finansowe i wybrało nową Radę Nadzorczą.

Zatwierdzenie sprawozdania finansowego Work Service SA za 2019 rok, udzielenie absolutorium dla Zarządu oraz powołanie nowej Rady Nadzorczej to wynik pierwszego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy spółki od momentu przejęcia jej większościowego pakietu akcji przez międzynarodowego gracza w obszarze HR, Gi Group. Zarząd Work Service SA zapowiedział utrzymanie wysokich wskaźników efektywności operacyjnej, dynamiczny rozwój usług w zakresie doradztwa personalnego, restrukturyzacji w obszarze HR, rekrutacji i outsourcingu pracowniczym oraz zapewnienie najwyższej jakości obsługi klientów. W najbliższej przyszłości Zarząd Work Service rozpocznie konsultacje z Radą Nadzorczą na temat wzmocnienia struktury bilansu finansowego i dokapitalizowania spółki.

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy największej w Polsce firmy branży HR Work Service, które odbyło się 15 października br. było pierwszym od momentu przejęcia w sierpniu br. większościowego pakietu akcji spółki przez Gi Group, jedną z wiodących na świecie firm świadczących usługi na rzecz rozwoju rynku pracy. Jak informuje Zarząd spółki, akcjonariusze zatwierdzili sprawozdanie finansowe za 2019 rok oraz udzielili absolutorium członkom Zarządu. Pozytywnie podsumowuje to okres trudnej restrukturyzacji, który ostatecznie zakończył się pozyskaniem w 2020 r. międzynarodowego inwestora dla Grupy.

Podczas Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy powołano także nową Radę Nadzorczą, w której skład weszło siedmiu przedstawicieli zależnych (Maurizio Uboldio, Dario Dell’Osa, Antonio Carvelli, Davide Toso, Federica Polo, Maria Luisa Cammarata, Francesca Garofolo, Gi Group) oraz dwóch niezależnych członków (Donato di Gilio, Marcus Preston).

– Priorytetem Work Service pozostaje utrzymanie wysokich wskaźników efektywności operacyjnej, rozwijanie usług w zakresie doradztwa personalnego, restrukturyzacji w obszarze HR, rekrutacji i outsourcingu pracowniczym. Kluczowe jest dla nas nieustanne podwyższanie jakości obsługi dotychczasowych klientów oraz poszerzenie portfolio o nowych –  komentuje Iwona Szmitkowska, Wiceprezes Zarządu Work Service SA.

Jak oświadcza Zarząd Work Service SA, dzięki powołaniu nowej Rady Nadzorczej możliwe jest rozpoczęcie konsultacji w sprawie kolejnych etapów transakcji, w szczególności dotyczących podwyższenia kapitału o wartości do 105 mln zł po cenie 0,39 zł za akcję. W związku z prowadzonym przez ostatnie dwa lata procesem restrukturyzacji Work Service, niezbędne jest znaczące wzmocnienie struktury bilansu spółki, co było jednym z założeń umowy inwestycyjnej zrealizowanej 24 sierpnia br. Zarząd spółki rozpocznie w najbliższej przyszłości konsultacje z Radą Nadzorczą w tej sprawie.

Currency One zintegrowane z Ripple

Currency One, operator serwisów InternetowyKantor.pl i Walutomat, obsłużyło pierwsze zlecenia za pomocą kanału Ripple. Integracja z tą światową siecią płatności i wymian – RippleNet, da klientom spółki nowe standardy wymian i transferów pieniężnych.

Ripple jest to sieć oparta o blockchain, łącząca ze sobą dostawców usług płatniczych oraz cyfrowych giełd na całym świecie. Ta prosta w obsłudze, tania i szybka sieć pozwala na atrakcyjną i korzystną realizację płatności globalnych. Currency One poinformowało, że jest już z nią zintegrowane.

Dla naszych obecnych i przyszłych klientów biznesowych otwieramy nowy kanał dostępu do portfela wielowalutowego i świadczonych przez nas usług wymiany walut i transferów pieniężnych – mówi Piotr Kurczewski, prezes Currency One.

Usługę docenili pierwsi klienci instytucjonalni, wykorzystując ją do realizacji transferów z USA do Polski. Na ten moment Currency One uczestniczy w sieci Ripple jako podmiot świadczący dla innych uczestników sieci usługę rozliczeń i wysyłkę wielowalutowych przelewów na terenie Polski.

Uczestnicy sieci RippleNet zyskują w ten sposób dostęp do szybkich przelewów wielowalutowych do Polski. Możliwe jest to dzięki sieci naszych rachunków bankowych w polskich bankach – dodaje Bartosz Grycza, product development manager w Currency One. – Stawiamy na standaryzację, która ułatwi partnerom integrację, zwłaszcza jeśli korzystali już lub zamierzają uczestniczyć w RippleNet.

Currency One w ostatnim czasie intensywnie rozwija swoje systemy. Niedawno dołączyło także do systemu płatności SEPA, a niebawem SEPA INSTANT, które umożliwiają natychmiastowe przelewy w euro i posługiwanie się przez wybranych klientów biznesowych indywidualnymi numerami rachunków w standardzie IBAN, jak w typowych kontach bankowych.

Kolejny niedotrzymany termin brexitowy

Patrząc na optymizm wyznaczania terminów przez Brytyjczyków można być niemal pewnym, że coś się opóźni. Nie inaczej było z końcem negocjacji, kolejny termin jednak już za dwa tygodnie. To kilka dni przed wyborami w USA. Będziemy mieć ciekawy przełom miesięcy na rynkach.

Co z brexitem?

Wbrew zapowiedziom Borisa Johnsona dzień 15 października nie był terminem zakończenia negocjacji brexitowych. Unijni negocjatorzy trzymają się wciąż daty końca października, która jest teoretycznie realna. „Teoretycznie”, gdyż bardzo mocno akcentowany jest wątek dumpingu regulacyjnego. Unia chce, by Wielka Brytania w zamian za dostęp do rynku wewnętrznego przestrzegała również przyszłych regulacji unijnych. Ucieczka przed tamtejszą biurokracją była jednym z powodów wyjścia z Unii podawanym w kampanii, zgoda na ten punkt jest zatem mocno wątpliwa. Patrząc jednak na działania Wielkiej Brytanii oskarżanie jej o dumping regulacyjny jest dość dziwne. Funt zareagował na brak porozumienia osłabieniem. Względem złotego nie było tego widać, bo złoty tracił podobnie.

Kolejny dzień odwrotu od złotego

W tym tygodniu przecena złotego sięgała już w szczytowym momencie 10 groszy. Widać zresztą sporą awersję na ryzyku na rynkach. Dobrym barometrem w tym temacie jest para EURCHF. Wydawać by się mogło, że relacja siły euro do franka szwajcarskiego jest bez większego znaczenia dla złotego. Para ta jednak ma ważną specyfikę, gdy na rynkach przejawiają negatywne informacje, inwestorzy przechodzą na uważanego za dobrą inwestycję na trudne czasy franka. W rezultacie obserwowane obecnie najniższe poziomy na tej parze od lipca potwierdzają, że na rynkach znów rośnie napięcie.

Znów wzrost liczby bezrobotnych

Cotygodniowa liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych mniej więcej pod koniec sierpnia zaczęła się wywłaszczać. Od tego czasu co tydzień widzimy wartość od 800-900 tysięcy wniosków. Nie jest to jednak ta krzywa, której wypłaszczenia oczekiwano, przynajmniej nie na poziomie mniej więcej 3-krotności normy sprzed pandemii. Pomimo tego dolar w wyniku klarowania się sytuacji z wyborami w USA stabilizuje ostatnio swoją wartość.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ćwierć miliona mkw. powierzchni handlowej w 2020 roku

W III kw. 2020 r. na polski rynek dostarczono 25 tys. mkw. – podaje firma doradcza Colliers International. W budowie znajduje się wciąż 305 tys. mkw. GLA, z czego ok. 100 tys. mkw. ma zostać ukończonych w IV kwartale. Tym samym rok 2020 zamknie się podażą na poziomie 250 tys. mkw. GLA – to o ok. 10% mniej niż w roku ubiegłym.

W Polsce mamy już 532 centra handlowe o łącznej powierzchni 12,2 mln mkw. GLA. Na koniec III kw. 2020 roku poziom nasycenia wynosił 316 mkw./1 000 osób.

Convenience na topie

Na 25 tys. mkw. nowej podaży w III kw. br. złożyły się budowy i rozbudowy niewielkich centów i parków handlowych o profilu zakupów codziennych (convenience store), które są obecnie najszybciej rozwijającym się segmentem rynku. Największą nową inwestycją oddaną do użytku w tym okresie był park handlowy Vendo Park w Częstochowie.

– Pandemia koronawirusa sprawiła, że ludzie jeszcze bardziej zaczęli skupiać się na okolicy, w której mieszkają, stąd stale rosnąca popularność małych obiektów handlowych. Z tego też względu najemcy coraz chętniej rozglądają się za powierzchniami handlowymi na osiedlach mieszkaniowych. Widzimy też, że kondycja centrów handlowych dużo szybciej wraca do normy właśnie w takich lokalizacjach – mówi Marta Cegielnik, ekspert w Dziale Powierzchni Handlowych w Colliers International.

Według danych Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH) odwiedzalność obiektów handlowych we wrześniu utrzymała się na podobnym poziomie jak w sierpniu br. i wyniosła średnio 81% ubiegłorocznej. Małe[1] i średnie obiekty handlowe notowały lepsze wyniki o kilka punktów procentowych, a nieruchomości handlowe o dużej oraz bardzo dużej powierzchni rejestrowały nieco niższą odwiedzalność niż wrześniowa średnia[2].

E-commerce w górę

Pandemia COVID-19 przyczyniła się także do dynamicznego wzrostu popularności zakupów online. Według najnowszego raportu organizacji eCommerce Europe wydatki Polaków na zakupy internetowe wzrosną w 2020 r. o 31,4% (wobec 16% wzrostu w roku ubiegłym) i przekroczą 15,3 mld EUR. Co ciekawe, największy wzrost tego typu wydatków poza aglomeracjami notowany jest w miastach o wielkości 100-200 tys. mieszkańców.

Markowe debiuty

W Warszawie, w Galerii Młociny otwarto pierwszy sklep marki Primark. Był to jednocześnie najbardziej spektakularny debiut na rynku polskim w III kw. br.

Kilka sieci handlowych i gastronomicznych zadebiutowało w Warszawie z nowymi konceptami jak np. Falconeri (dzianiny i jedwabie) grupy Calzedonia w Galerii Mokotów lub Gorąco Polecam Piekarnia grupy Enata Bread, na osiedlu mieszkaniowym na Natolinie. W okresie lipiec-wrzesień Grupa LPP prowadziła dynamiczną ekspansję marki Sinsay, która otworzyła kilka nowych sklepów, np. salon o powierzchni ok. 1 600 mkw. w Blue City w Warszawie. Z kolei kilka innych sieci kontynuowało proces zamykania swoich sklepów w związku z decyzją wyjścia z polskiego rynku jak np. Camaieu.

Czas renegocjacji

W III kw. większość sieci handlowych (wg Retail Institute 98%) ukończyła proces renegocjacji umów najmu, związany z nowymi warunkami prowadzenia działalności, jakie niesie ze sobą pandemia COVID-19.

– Wiele sieci optymalizuje portfolia, systematycznie redukując liczbę sklepów stacjonarnych. Przykładem może być Grupa Empik, która zamknęła swój salon między innymi w Domach Towarowych Centrum w Warszawie – mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

[1] Wg definicji ICSC, centra handlowe to specjalnie zaprojektowane i zbudowane obiekty handlowe, o powierzchni powyżej 5 000 mkw. GLA, min. 10 lokalach, centralnie zarządzane. Wśród centrów handlowych wyróżniamy: tradycyjne centra handlowe, parki handlowe, centra wyprzedażowe i centra specjalistyczne. Definicja dzieli także centra handlowe wg rozmiarów – obiekty małe 5 000-19 999 mkw. GLA, średnie 20 000-39 999 mkw. GLA, duże 40 000-79 999 mkw. GLA i bardzo duże pow. 80 000 mkw. GLA.

[2] Dane dotyczące odwiedzalności pochodzą ze 119 obiektów o łącznej powierzchni 4,28 mln mkw. GLA, stanowiącej 35% rynku centrów handlowych w Polsce.

Fiskus latem odpuścił kontrole. Eksperci ostrzegają: Za to jesienią zapowiada się ich więcej

O prawie 20% spadła liczba przeprowadzonych kontroli celno-skarbowych, a o niemal 50% – zatwierdzonych kontroli podatkowych. Dane te dotyczą działań od 1 czerwca do 31 sierpnia br. w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Zdaniem ekspertów, mniejsza aktywność organów państwowych w tym zakresie ma związek z pandemią. Ostatnio najwięcej kontroli celno-skarbowych zostało zakończonych przez IAS w Bydgoszczy. Natomiast w przypadku liczby zatwierdzonych kontroli podatkowych przoduje IAS w Warszawie. Jednak eksperci prognozują, że jesienią takich działań może być więcej, m.in. ze względu na spadające wpływy budżetowe.

646 kontroli celno-skarbowych zostało przeprowadzonych w Polsce od 1 czerwca do 31 sierpnia br. Jak informuje Anita Wielanek, rzecznik prasowy Szefa Krajowej Administracji Skarbowej, to o 144 mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wówczas takich działań zakończono 790. W tym samym czasie zmalała również liczba zatwierdzonych kontroli podatkowych. Ostatnio było ich 3 151, a wcześniej prawie 2 razy więcej – 6 084.

– Dane raczej nie są zaskakujące. Z pewnością nie pozwalają na stwierdzenie, że jest mniejsze zainteresowanie kontrolowaniem podatników czy też rzadziej dochodzi do rzeczywistych uchybień. Organy skarbowe miały więcej zadań związanych z udzielaniem ulg w spłacie zobowiązań podatkowych, realizowanych w ramach działań antykryzysowych. Ponadto, również w takich miejscach pracowano zdalnie, a wśród zatrudnionych zdarzały się przypadki zachorowań na COVID-19 – mówi Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI.

W tym roku na liczbę kontroli wpłynęła przede wszystkim pandemia, co podkreśla Wojciech Pławiak, ekspert BCC ds. sporów podatkowych. I dodaje, że po zamknięciu urzędów w marcu i kwietniu, powrót do normalnego funkcjonowania cały czas trwa. W czerwcu i lipcu dostęp do znacznej część urzędów był nadal ograniczony. Zamiast ewentualnego wszczynania nowych kontroli, próbowano opanować sytuację w toczących się dotychczas postępowaniach i nadać im normalny bieg.

– Po danych widać, że znacząco spadła liczba przeprowadzonych kontroli podatkowych. Ale urzędy skarbowe mają zadania nie tylko z tym związane. One przede wszystkim zajmują się bieżącym rozliczaniem podatków. Z kolei na poziomie UCS, którego zadania skupiają się na kontrolowaniu podatników, te zmiany nie są zbyt znaczne. A w niektórych regionach liczba kontroli uległa nawet zwiększeniu – dodaje mec. Niczyporuk.

Od czerwca do sierpnia br. najwięcej kontroli celno-skarbowych przeprowadziła IAS w Bydgoszczy – 96 (40 rok wcześniej). Dalej znalazły się IAS w Katowicach – 57 (54) oraz Warszawie – 50 (106). Natomiast najmniej takich działań zakończyły IAS w Zielonej Górze – 13 (43), Kielcach – 17 (16) i Opolu – 28 (23 poprzednio). Podczas tegorocznego lata w sześciu województwach odnotowano więcej kontroli celno-skarbowych niż rok wcześniej. Największy wzrost, przeszło dwukrotny, nastąpił w Bydgoszczy.

– Wszczęcie wskazanych kontroli celno-skarbowych w okresie od 1 czerwca do 31 sierpnia br. wynikało z przeprowadzonej przez tutejszą Izbę analizy ryzyka. Zakres prowadzonych działań dotyczył wypełniania obowiązków wynikających z ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu oraz podatku – akcyzowym, CIT, PIT i VAT. W efekcie kontrolowani złożyli korekty – informuje Kinga Błaszczyńska z Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy.

Natomiast najwięcej kontroli podatkowych od czerwca do sierpnia br. zatwierdziły IAS w Warszawie – 570 (930 rok wcześniej), we Wrocławiu – 465 (711) oraz w Krakowie – 262 (543). Najmniej zaś w Kielcach – 80 (233), Szczecinie – 85 (243) i Białymstoku – 94 (167). W piętnastu województwach liczba kontroli spadła w porównaniu z ubiegłorocznym latem. Tylko w przypadku Zielonej Góry wynik w analizowanych okresach był taki sam (po 155).

– To były kontrole prowadzone w niezbędnym zakresie jako efekt potencjalnych nieprawidłowości stwierdzonych w procesie analizy ryzyka. W takiej sytuacji przepisy obligują organ do działania. W toku kontroli podatkowych przeprowadzonych przez urzędy skarbowe w woj. lubuskim w analizowanym okresie stwierdzono uszczuplenie per saldo na łączną kwotę 14,3 mln zł – wyjaśnia Ewa Markowicz, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Zielonej Górze.

Jak zauważa Wojciech Pławiak, pandemia mocno uderzyła w urzędy warszawskie. Czynności kontrolne wymagające kontaktu z podatnikiem były realizowane w dużo mniejszym zakresie. Sytuacja zaczęła wracać do normy dopiero w sierpniu, ale nowa fala pandemii może jesienią doprowadzić do ponownych problemów. Zdaniem eksperta BCC, w średnim okresie liczba kontroli z pewnością wzrośnie, żeby nadrobić zaległości i zwiększyć spadające wpływy budżetowe. Podatnicy będą też sprawdzani w związku z wprowadzonymi programami pomocowymi.

– Wydaje się, że same organy podatkowe nie są zaniepokojone spadkiem liczby kontroli. A coraz częściej mówi się o redukcji zatrudnienia w wielu Izbach Administracji Skarbowej. Racjonalny pracodawca nie decydowałby się na taki ruch w sytuacji, kiedy nie jest w stanie wykonywać swoich zadań przy pomocy mniejszej załogi. Mówi się o coraz większej informatyzacji procesów kontrolnych, np. poprzez rozbudowywanie narzędzi JPK. Zakładam, że w obliczu tego zmniejszenie liczby kontroli oraz czasu ich trwania może być stałym trendem – podsumowuje ekspert z Kancelarii Ars AEQUI.

IPOPEMA TFI wspólnie z CVI Domem Maklerskim uruchamia nowy fundusz finansowania rynku nieruchomości

Największe niezależne towarzystwo funduszy inwestycyjnych – IPOPEMA TFI oraz największy podmiot zarządzający aktywami na rynku private debt w Polsce – CVI Dom Maklerski, łączą siły poszerzając ofertę produktów inwestycyjnych skierowanych do inwestorów indywidualnych. Celem jest udostępnienie nowej klasy aktywów szerokiemu gronu inwestorów oraz utworzenie liczącego się na środkowoeuropejskiej arenie funduszu finansującego podmioty działające na rynku nieruchomości.

Nowy fundusz typu private debt, CVI IPOPEMA RE Debt FIZAN, skoncentrowany ma być na finansowaniu podmiotów działających w sektorze nieruchomości. CVI Dom Maklerski odpowiada za zarządzanie portfelem inwestycyjnym funduszu, w tym za wyszukiwanie i realizację poszczególnych transakcji, natomiast IPOPEMA TFI zapewnia kontrolę realizacji strategii inwestycyjnej funduszu, a także organizuje dystrybucję certyfikatów inwestycyjnych.

– Projekt inwestycyjny, który współtworzymy z CVI pozwala nam na zaoferowanie inwestorom dostępu do nowej klasy aktywów. Rynek nieruchomości dotychczas okazał się bardziej odporny na Covid-19 niż wiele innych branż. Liczymy, że nasza oferta okaże się ciekawą propozycją dla osób zainteresowanych kilkuletnią perspektywą inwestycyjną przy umiarkowanym i rozproszonym ryzyku, zarządzanym przez najbardziej doświadczony na naszym rynku zespół specjalizujący się w finansowaniu przedsiębiorstw – podkreśla Jarosław Wikaliński, Prezes Zarządu IPOPEMA TFI.

– Inwestycje typu private debt na rynku nieruchomości to ciekawa alternatywa dla osób szukających możliwości zarabiania na ryzyku kredytowym, przy wykorzystaniu szerokich zabezpieczeń możliwych do uzyskania w tego typu transakcjach. Obecnie, mimo pandemii, otoczenie inwestycyjne dla private debt wydaje się wyjątkowo korzystne – dodał Marcin Leja, Prezes Zarządu CVI Dom Maklerski.

Europejskie fundusze długu nieruchomości przyciągnęły w latach 2015-2019 ponad 37 miliardów euro aktywów i rynek ten wciąż notuje corocznie znaczące wzrosty.

Oprócz zarządzania portfelem funduszu finansowania rynku nieruchomości wspólnie z IPOPEMA TFI, CVI zarządza także portfelami sześciu polskich funduszy inwestycyjnych zamkniętych, o różnych poziomach ryzyka. Rozwija również ofertę funduszy luksemburskich, dedykowanych zamożnym inwestorom indywidualnym i instytucjonalnym z Europy Zachodniej.

Allehossa, Alledrogo, Allegro rozbiło bank w debiucie

Co nowego wiemy o polskim rynku finansowym po debiucie Allegro? Przede wszystkim to, że cena akcji może poszybować tak wysoko, jak tego nie widziano przy spółkach technologicznych na amerykańskiej giełdzie.

– Dla mnie największym zaskoczeniem jest tak duży wzrost ceny akcji tuż po debiucie – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Wiadomo było, że spółka będzie chętnie kupowana przez inwestorów instytucjonalnych ze względu na jej rozmiar i jej ecommercowy charakter, który teraz jest bardzo modny, już jednak w samym IPO Allegro wyceniono wysoko porównując klasyczne wskaźniki wyceny fundamentalnej.

W dalszej kolejności zaskoczeniem jest skala dziennych obrotów akcjami Allegro na warszawskiej giełdzie. Te obroty przekraczają 5 mld zł, a mówiono o tym na żywo w londyńskiej Bloomberg TV, podczas transmisji z IPO na GPW.

Trudno się temu dziwić, skoro wskaźnik cena akcji do zysku (na podstawie danych o zysku za 2019 r.) po IPO wzrósł do poziomu 250.

– To jest kosmiczny poziom, bo gdyby zysk spółki nie rósł w kolejnych latach, a jedynie zatrzymał się na poziomie z 2019 r., to inwestycja ta zwróci się inwestorom po okresie 250 lat – komentuje dr P.Kwiecień. – Jeżeli popatrzymy na bardziej reprezentatywny dla spółek technologicznych wskaźnik cena do przychodów, to dla Allegro wynosi 35, podczas gdy dla Amazon.com, który jest światowym liderem ecommerce i potencjalnie największym konkurencyjnym zagrożeniem dla Allegro, wynosi on 6. Dla eBay.Inc ten wskaźnik to 4,5.

Cenę akcji Allegro na warszawskiej giełdzie winduje popyt ze strony inwestorów instytucjonalnych. Cena ta pokazuje też do jakiego wzrostu giełdowych aktywów prowadzi polityka banków centralnych polegająca na rekordowo niskich stopach procentowych.

– Kapitał nie chce jednak płynąc do spółek tzw. starej gospodarki – dodaje ekspert XTB. – Inwestorzy obawiają się, że takie spółki nie poradzą sobie z pandemią, jeżeli ta ulegnie nasileniu.

2,5 krotny przyrost nieuczciwych „L4” – pandemia i zwolnienia chorobowe dobijają sektor MŚP

Ten rok przyniósł wyzwania dla przedsiębiorstw każdej wielkości, nie omijając także sektora małych i średnich firm, które dominują w Polsce. Przedsiębiorcy informowali wprost, że otrzymane dotacje zapewnią im płynność na kilka miesięcy do przodu. Ten czas właśnie minął, a w sektorze MŚP zaczyna brakować rąk do pracy. Firmy tracą płynność finansową, a do pracowników zakażonych oraz przebywających na kwarantannie dołączają również zdrowi na „L4”. Dane szacunkowe Conperio Indeks za 2020 rok wskazują 2,5 krotny przyrost nieuczciwych zwolnień względem analogicznego okresu w roku ubiegłym.

Kryzys gospodarczy i zdrowotny jednocześnie

Powrót do optymalnej działalności jest tym, co dziś zaprząta głowy większości ludzi prowadzących firmy w Polsce. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy przedsiębiorcy z różnych branż musieli borykać się na przemian z kryzysem gospodarczym i zdrowotnym. Wraz z nadejściem drugiej fali zachorowań na Covid-19, ich sytuacja pogarsza się. Szefowie małych przedsiębiorstw skarżą się m.in. na problemy związane z możliwością terminowej wypłaty pensji pracownikom i tzw. utratą płynności. Jednym z czynników warunkujących taki stan rzeczy jest brak rąk do pracy, a co za tym idzie możliwości świadczenia i realizacji usług dla kontrahentów. Szczególnie boleśnie braki kadrowe odczuwają pracodawcy zatrudniający do 20-30 osób oraz mniejsi.

– Obserwujemy 2,5 krotny przyrost nieuczciwych zwolnień względem ubiegłego roku. Powody tego wzrostu są różne – zmęczenie psychiczne wśród pracowników, spowodowane przeciągającym się stanem pandemii Covid-19, obawa przed drugą falą i zakażeniem siebie bądź bliskich, chęć „przeczekania” tej trudnej sytuacji. Wszystko to powoduje niemały ból głowy dla pracodawców. Kiedy dodamy do tego osoby faktycznie zakażone bądź przebywające na wymuszonej kwarantannie, sytuacja najmniejszych przedsiębiorców wydaje się dramatyczna, a wielu z nich zmuszonych zostaje zawiesić bądź zamknąć działalności mówi Mikołaj Zając, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się m.in. kontrolą pracowników przebywających na „L4” oraz „home office”.

Łatwy dostęp do wątpliwych zwolnień

Z obserwacji polskiej firmy doradczej wynika, że przedstawiciele małych i średnich przedsiębiorstw coraz częściej zgłaszają się z podejrzeniem, że ich pracownicy nadużywają pandemii do tego, by działać nieetycznie, np. pobierać fałszywe zwolnienia chorobowe. Kontrowersyjną kwestią pozostaje w dalszym ciągu łatwość i dostępność tzw. szybkich zwolnień lekarskich przez telefon, które mogą być bardzo uciążliwe dla właścicieli przedsiębiorstw. Ich znaczenie wzrosło szczególnie w ostatnim kwartale. Wśród szerokiej oferty usług zdrowotnych, pojawiają się „e-zwolnienia bez konieczności wychodzenia z domu bądź pracy” (cyt. z jednej z ofert).

W sierpniu naruszenia na kontrolach „L4” stanowiły rekordowe 43%, to najwięcej od początku prowadzenia naszych statystyk. We wrześniu było niewiele lepiej – 39% wszystkich wizyt na kontrolach. Jedną z kontrolowanych pracowniczek zastaliśmy np. na prowadzeniu działalności gospodarczej – zakładała klientkom sztuczne rzęsy w mieszkaniu. W dalszym ciągu znaczną część nadużyć stanowią zwolnienia opiekuńcze, w wielu przypadkach po udaniu się na miejsce kontroli odnotowujemy np. brak dzieci, nad którymi sprawowana miała być opieka. Za sprawą teleporad zauważamy także wyraźny wzrost naruszeń za błędnie podane adresy na drukach „L4”, ze średniej 5% do 8% za wrzesień – komentuje Zając.

Firmy pozostawione same sobie – zbyt mała liczba kontroli ZUS

Firmy dotknięte kryzysem muszą znaleźć odpowiedni sposób na przetrwanie. Sytuacja związana z nieobecnością pracowników w firmach z sektora MŚP jest bardzo trudna i przede wszystkim należy ją uporządkować. Właściciele nie mogą dopuścić do tego, aby przedsiębiorstwem zaczął rządzić kadrowy chaos.

Małe przedsiębiorstwa zawsze stanowiły kluczową część naszej gospodarki, dlatego szczególnie ważne jest, abyśmy je wspierali także podczas pandemii. Nie pomaga w tym ZUS, który skontrolował w pierwszym półroczu 2020 roku zaledwie 140 tys. druków „L4”. Jest to kropla w morzu potrzeb – w samym tylko ubiegłym miesiącu wystawiono bowiem aż 2,1 mln zwolnień lekarskich. Stąd wśród właścicieli firm z sektora MŚP coraz większe zainteresowanie pojedynczymi kontrolami zwolnień chorobowych. Chodzi zarówno o weryfikację, czy chorzy prawidłowo korzystali ze zwolnień, jak i sprawdzenie, czy wystawione zaświadczenia lekarskie były zasadne. Jednorazowe zlecenie zamówić można np. poprzez stronę internetową, a kontrole pracowników przeprowadzane są na terenie całego kraju, w ciągu 1-3 dni roboczych od przyjęciu zlecenia – informuje Mikołaj Zając.

To od właściciela firmy zależą dalsze kroki podjęte w stosunku do pracownika, którego kontrolerzy nie zastaną pod adresem podanym w druku zwolnienia chorobowego lub który przyłapany zostanie na wykonywaniu innych czynności, niezgodnych ze zwolnieniem.

– Z naszego wieloletniego doświadczenia wynika, że poziom pracowników przebywających na L4, w firmach, które zdecydowały się na kontrolę może zmniejszyć się od kilku do nawet 70%. Działanie kontrolne powodują, skrócenie średniego czasu trwania zwolnień i przywrócenie naturalnego poziomu absencji. To z kolei błyskawicznie potrafi przełożyć się na bieżącą kondycję przedsiębiorstw. – podsumowuje Zając.

Dynamiczny rozwój trójmiejskiego rynku magazynowego

Trójmiasto to obecnie siódmy rynek magazynowy w Polsce o bardzo dużym potencjale do rozwoju, który charakteryzuje przede wszystkim duży rynek konsumencki o stosunkowo zamożnej ludności i niskim bezrobociu. Region przechodzi transformację z lokalnego rynku logistycznego do ważnej lokalizacji w kraju, dzięki rosnącemu znaczeniu portów morskich i coraz lepszej infrastrukturze drogowej. Na zakończenie czerwca 2020 aktywność najemców wyniosła 177 000 mkw. i był to wzrost o 266% w porównaniu do wyniku uzyskanego w I poł. 2019 r. Jak rozwija się sektor magazynowy na Pomorzu w 2020 r. postanowiła sprawdzić firma AXI IMMO.

Wzrost atrakcyjności trójmiejskiego rynku magazynowego to wypadkowa rosnącego znaczenia portów morskich, atrakcyjności lokalizacji i ekspansji najemców w związku z rozbudową kanału sprzedaży e-commerce. W latach 2014-2019 przeładunki wzrosły o 62% w Gdańsku i o 24% w Gdyni. Region Trójmiasta oprócz bardzo dobrze rozwiniętej infrastruktury drogowej w postaci dostępu do autostrady A1 na południe Polski i drogi ekspresowej S7 w kierunku Warszawy i Krakowa korzystał z portu lotniczego cargo w Gdańsku. Potencjał tej lokalizacji obecnie wykorzystują firmy 7R i Panattoni, które najwięcej budują w regionie” – komentuje Danuta Dzierżak, Associate Director Industrial & Logistic w AXI IMMO.

Obecnie w trakcie modernizacji i rozbudowy znajdują się porty w Gdańsku i Gdyni na czele z portem kontenerowym DCT w Gdańsku. Równolegle trwają prace przy budowie trasy ekspresowej S6, która umożliwi łatwiejszy dojazd do Szczecina i Berlina. Ukończenie tych inwestycji może pomóc trójmiejskiemu rynkowi w skuteczniejszym pozyskiwaniu kontraktów z firmami zlokalizowanymi w basenie Morza Bałtyckiego. Z kolei otwarcie Polski na transport intermodalny i większą niż dotychczas obsługę kontenerów może stworzyć z tej lokalizacji nowe centralne huby dystrybucyjne na całą Europę kontynentalną o podobnym potencjale jak w przypadku Polski Centralnej czy rynku Górnego Śląska” – dodaje Danuta Dzierżak z AXI IMMO.

W pierwszej połowie 2020 r. aktywność deweloperów na trójmiejskim rynku magazynowym wyniosła 62 000 mkw.(+39% niż w I poł. 2019 r.), co pozwoliło na zakończenie czerwca br. uzyskać wynik 706 000 mkw. całkowitych zasobów powierzchni logistycznej. Niewątpliwie region w ostatnim czasie należy do najbardziej aktywnych dewelopersko lokalizacji w Polsce. W ciągu ostatnich 5 lat całkowite zasoby Trójmiasta wzrosły o 160%, gdzie średnia krajowa wyniosła 115%. Dobra koniunktura przekłada się na powstawanie nowych projektów. Na koniec czerwca w budowie znajdowało się 206 000 mkw., (+500% r/r) co odpowiadało 29% całkowitej powierzchni na rynku; jest to piąty wynik pod względem nowej podaży w kraju. Wśród największych inwestycji deweloperskich znajduje się w pełni wynajęty Park Gdańsk Airport zarządzany przez firmę Panattoni, 7R Gdańsk II (51 000 mkw.) oraz kolejne fazy 7R Tczew (50 000 mkw.) Ponadto Panattoni rozpoczęło prace nad parkiem Tricity North w Rumii (20 000 mkw.) i Gdańsk South II w Pruszczu Gdańskim (13 000 mkw.).

Wysoka podaż koreluje z niesłabnącym popytem, w wyniku czego na trójmiejskim rynku magazynowym współczynnik pustostanów wynosi 4,3%. Dodatkowo, atrakcyjność tego regionu obrazuje udział powierzchni budowanej spekulacyjnie, który spadł z ponad 50% na koniec 2019 r. do nieco ponad 30% na koniec czerwca 2020r.

Całkowity wolumen transakcji najmu na koniec czerwca 2020 r. na trójmiejskim rynku magazynowym wyniósł 177 000 mkw. (+266% niż w I poł. 2019 r.). Popyt generowany jest przez różne grupy najemców od firm logistycznych, sieci handlowych, sektorów FMCG i budowlanego przez produkcję. Wśród największych transakcji najmu w zakończonym półroczu należy wymienić przede wszystkim umowę podpisaną przez Globalway – firmę z branży wyposażenia wnętrz – w Panattoni Park Gdańsk East IV na 52 000 mkw. Ponadto, dwie nowe umowy zostały zawarte przez operatorów logistycznych – Omega Pilzno, 14 500 mkw. i Greenyard, 11 700 mkw. w Panattoni Park Gdańsk East III (Rafineria). Z kolei najemca z branży tekstylnej wynajął 13 350 mkw. w Park Tricity North w Rumii.

Światowy Dzień Żywności. Polacy wyrzucają miliony ton artykułów spożywczych i… opakowań

16 października obchodzony jest Światowy Dzień Żywności. To data, która ma przypominać, że każdego roku marnowane są w Polsce i na świecie miliony ton jedzenia. A choć żyjemy w XXI wieku to nie brakuje krajów, w których dostępność artykułów spożywczych nadal jest ogromnym problemem.

Jak wynika z raportu Federacji Polskich Banków Żywności „Nie marnuj jedzenia 2019”, aż 42 proc. Polaków przyznaje, że zdarza im się wyrzucać żywność. Najczęściej w koszach na śmieci ląduje pieczywo – prawie jednej czwartej ankietowanych zdarza się to robić. Na kolejnych miejscach w niechlubnym zestawieniu znajdują się wędliny (12,8 proc.) i świeże owoce – 12,6 proc. Wśród przyczyn takiego stanu rzeczy najczęściej wymienia się zepsucie produktów (65,2 proc.) i przeoczenie ich daty ważności (42 proc.).

Marnowanie żywności jest dużą bolączką naszego społeczeństwa. Problemem są również produkowane w ten sposób odpady, a ich ilości są naprawdę niebagatelne. – Według danych Eurostatu, w Polsce do śmieci trafia w ciągu roku łącznie ok. 9 mln ton jedzenia. Co więcej, wyrzucanie żywności to też znaczne straty ekonomiczne i ekologiczne, ponieważ niepotrzebnie zużywa się surowce w procesie produkcyjnym. Wytworzenie 1 kg wołowiny to aż 15 000 l wody. Dlatego tak istotne jest dbanie o to, by kupować tyko tyle artykułów spożywczych, ile rzeczywiście jesteśmy w stanie spożyć ­­­­– mówi Dawid Okrój, specjalista ds. ochrony środowiska z Amest Sp. z o.o.

Marnujesz jedzenie – generujesz odpady

Warto zauważyć, że samo pozbywanie się nieświeżego bądź popsutego jedzenia to tylko wierzchołek góry lodowej wszystkich problemów związanych z odpadami spożywczymi. Artykuły żywnościowe – od napojów, przez nabiał, aż po wyroby mięsne – często znajdują się w plastikowych opakowaniach, które później również trzeba zutylizować. A odpadów z roku na rok przybywa. Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, każdy Polak w 2019 r. wytworzył przeciętnie 332 kg odpadów komunalnych. Oznacza to, że ilość produkowanych śmieci, w przeliczeniu na jednego mieszkańca, tylko w ciągu pięciu lat wzrosła o 49 kg. Dlatego niezmiernie ważna jest odpowiednia segregacja odpadów.

Produkty spożywcze bądź ich resztki, jeżeli już musimy je wyrzucić, powinny trafiać do odpowiednich pojemników. Te pochodzenia roślinnego do bioodpadów, a zwierzęcego do odpadów zmieszanych. Podobnie opakowania z tworzyw sztucznych należy wkładać do przeznaczonych dla nich kubłów. Dobrym pomysłem jest też zrezygnowanie podczas zakupów z umieszczania każdego warzywa w osobnej, jednorazowej torbie foliowej. Tego rodzaju produkty można przetransportować np. w bawełnianej siatce – zauważa Dawid Okrój.

Zadbaj o swój portfel

Kupowanie zbyt dużych ilości jedzenia, oprócz wytwarzania kolejnych odpadów, to również działanie znacząco obciążające domowy budżet. Będąc w sklepie, wiele osób unika wkładania do koszyka produktów, których data ważności zbliża się ku końcowi. Tymczasem mogą być one nieco przecenione, a dodatkowo zostaną wykorzystane, nie trafiając na śmietnik. Trzeba jednak mieć świadomość, że zwroty „najlepiej spożyć przed” i „należy spożyć do” nie oznaczają tego samego. Ta wiedza może być pomocna podczas zakupów.

„Należy spożyć do” to termin, po upływie którego produkt spożywczy nie nadaje się do zjedzenia i może być już zepsuty. Tego rodzaju sformułowanie znajduje się m.in. na nabiale. Jeżeli zatem chcemy kupić jogurt i posilić się nim tego samego dnia, a data ważności upływa dopiero za dwa dni, nie należy się obawiać. „Najlepiej spożyć przed końcem” z kolei oznacza datę minimalnej trwałości. Po jej upływie dany artykuł (np. makaron) może stracić część swoich właściwości (np. zmienić nieco swój smak), ale nadal będzie zdatny do spożycia. Przed zakupem warto zatem czytać etykiety nie tylko pod względem składu, ale także brać pod uwagę terminy. Pozwoli to na uniknięcie przykrych niespodzianek w postaci pogorszenia samopoczucia czy nawet zatrucia pokarmowego.

KoronaBilans MŚP – firmy gotowe na drugą falę pandemii

Firmy z sektora MŚP są gotowe na drugą falę epidemii. 60% z nich już podjęło odpowiednie kroki. Wprowadzenie dodatkowych środków ostrożności, zabezpieczenie towaru w magazynach oraz plany rozszerzenia swojej oferty o nowe produkty – to tylko niektóre z podjętych działań. Przedsiębiorcy obawiają się spadku przychodów i możliwej absencji pracowników związanej z zamknięciem placówek oświatowych. Problemem może się również okazać mniejsze niż wcześniej wsparcie z programów rządowych. To główne wnioski, jakie płyną z V edycji badania Krajowego Rejestru Długów „KoronaBilans MŚP” pod patronatem Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Główne wnioski z V edycji badania Krajowego Rejestru Długów „KoronaBilans MŚP”:

  • NOWOŚĆ: Przedsiębiorcy są gotowi na drugą falę pandemii. 60% z nich zadeklarowało, że podjęło już odpowiednie działania. Najbardziej zmobilizowani są przedstawiciele średnich firm (85%).
  • NOWOŚĆ: 40% przedsiębiorców spodziewa się absencji pracowników spowodowanej zamknięciem placówek edukacyjnych. Najwięcej nieobecności może dotknąć firmy średnie oraz przedsiębiorstwa z branży budowlanej (60%). Zamknięcia placówek edukacyjnych nie obawia się z kolei 47% firm.
  • Już blisko co drugi przedsiębiorca pozytywnie ocenia swoją sytuację ekonomiczną (49,3%). Negatywnie – co szósty badany (16,4%).
  • Krytyczniej natomiast przedsiębiorcy odnoszą się do prognoz. Tu grupa spodziewających się pogorszenia swojej sytuacji ekonomicznej w ciągu najbliższych trzech miesięcy wzrosła z 24,3% do blisko 30% (29,9%).
  • 64,8% firm uważa, że pandemia wpływa na ich produkcję, sprzedaż bądź świadczenie usług. To może skutkować spadkiem przychodów w przyszłości. Taki scenariusz przewiduje 43,1% badanych. Zaledwie 1,6% firm spodziewa się wzrostu przychodów, a 36,2% uważa, że przychody pozostaną na obecnym poziomie.
  • Rynek pracy powoli się normalizuje. 13,5% przedsiębiorstw zamierza zatrudnić nowych pracowników (w poprzedniej edycji badania takie plany miało 17,3%). Z kolei zwolnienia planuje jedynie 6,6% firm – wcześniej o jeden procent więcej.
  • NOWOŚĆ: MŚP nie są liderami w zakresie pracy zdalnej. Home office jest możliwy w zaledwie 5,3% firm i to głównie tych prowadzących działalność usługową. W 58,3% przedsiębiorstw wszyscy pracownicy wykonują swoje obowiązki wyłącznie na miejscu.
  • Prawie co piąte przedsiębiorstwo planuje inwestycje w najbliższych trzech miesiącach. Nadal dominuje chęć zakupu nowych sprzętów i maszyn (52,6%), ale mocno zyskał też zakup gruntów – 8,8% względem 2,2% poprzednio.
  • Z rządowych programów pomocowych skorzystało już prawie ¾ badanych firm. Najwyższy odsetek beneficjentów jest wśród mikrofirm (80%). Największą popularnością cieszyły się dofinansowanie postojowe (78%) oraz dofinansowanie zatrudnienia (41%).
  • NOWOŚĆ: Tylko niespełna połowa firm (49%) zadeklarowała, że poradzi sobie w sytuacji, gdy programy pomocowe nie będą kontynuowane.

 

U progu drugiej fali

Choć 60% ankietowanych firm twierdzi, że podjęło już działania, przygotowując się do drugiej fali epidemii, to najbardziej zmobilizowani są przedstawiciele firm średnich (85%). Na pytanie – jakie konkretnie kroki poczynili, trzy czwarte z nich zapewnia m.in. o wprowadzaniu dodatkowych środków ostrożności. Jedna trzecia przedsiębiorców zabezpiecza towar w magazynach oraz planuje rozszerzyć swoją ofertę o nowe produkty. Co piąty w poszukiwaniu oszczędności i rezerw finansowych zamroził też premie i dodatki do pensji swoim pracownikom.

Istotną konsekwencją potencjalnych obostrzeń wprowadzonych w ramach nadchodzącej drugiej fali epidemii będzie zamknięcie szkół, przedszkoli i żłobków. Jak wynika z najnowszej edycji badania KRD, prawie 40% przedsiębiorców spodziewa się zmniejszenia liczby pracowników mogących realizować swoje obowiązki. Najwięcej absencji wśród pracowników można oczekiwać w średnich przedsiębiorstwach oraz w branży budowlanej (60%). Zamknięcia placówek edukacyjnych nie obawia się z kolei 47% firm.

Badania wskazują na poprawiające się nastroje wśród przedsiębiorców. Trzeba jednak pamiętać, że wyniki poznaliśmy jeszcze przed wzrostem zachorowań i przed utworzeniem w całym kraju strefy żółtej. Ponad połowa pytanych firm twierdziła, że przygotowywała się do jesiennej drugiej fali epidemii, a 3/4 firm wdrożyło i utrzymało dodatkowe środki ostrożności w ramach prowadzonej przez siebie działalności. Większość firm stwierdziła, że ich pracownicy mogą pracować zdalnie bez wpływu na jakość pracy. Te wyniki pozwalają nam wierzyć, że w większości biznes jest w stanie bezpiecznie wykonywać swoje zadania. Powinna być to wskazówka dla rządzących, że drugi lockdown nie jest konieczny, a poza tym z punktu widzenia ekonomicznego jest niemożliwy. Powinniśmy przypominać o wypracowanych już zasadach funkcjonowania przedsiębiorstw w odpowiednich warunkach zabezpieczenia sanitarno-epidemiologicznego – komentuje Jacek Cieplak, zastępca Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Choć polscy przedsiębiorcy są już bogatsi o pewne doświadczenia, to najbliższa przyszłość stoi pod znakiem zapytania. Obawy pojawiają się w pytaniach dotyczących przychodów i możliwej absencji pracowników związanej z zamknięciem placówek oświatowych. Problemem może się również okazać mniejsze niż wcześniej wsparcie z programów rządowych. Obecnie tylko połowa firm jest przekonana, że będzie w stanie funkcjonować bez tej pomocy – dodaje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Sytuacja ekonomiczna MŚP – stan i prognozy

W stosunku do czwartej edycji badania KRD „KoronaBilans MŚP” zwiększył się odsetek firm oceniających dobrze swoją aktualną sytuację ekonomiczną. Poprzednio takie deklaracje składało 45,7% przedsiębiorców, dziś uważa tak już niemal co drugi badany (49,3%). Po przeciwnej stronie są firmy, które negatywnie oceniają swoją sytuację (16,4%). Ta grupa jednak z edycji na edycję badania sukcesywnie maleje (poprzednio było to 24%). Co trzeci ankietowany (34,2%) nie ocenia swojej sytuacji ani dobrze, ani źle. Gorzej natomiast wypadły oceny przedsiębiorców dotyczące prognozy przyszłej sytuacji ekonomicznej. Tu grupa spodziewających się pogorszenia w ciągu najbliższych trzech miesięcy wzrosła z 24,3% do blisko 30%.

Decyzje związane z kontynuacją działalności

64,8% firm uważa, że pandemia wpływa na ich produkcję, sprzedaż bądź świadczenie usług. To może skutkować spadkiem przychodów w przyszłości. W obecnej edycji badania spadek przychodów w najbliższych trzech miesiącach prognozuje 43,1% badanych. Zaledwie 1,6% firm spodziewa się wzrostu w tym zakresie, a 36,2% uważa, że przychody pozostaną bez zmian.

Zatrudnienie

Widać, że rynek pracy się normalizuje. Dużo pracowników wróciło do swoich firm lub znalazło miejsce w innych. Ma to odbicie w badaniu. W najbliższych trzech miesiącach nowych pracowników chce zatrudnić 13,5% przedsiębiorstw. W poprzedniej fali deklarowało tak 17,3%. Z kolei zwolnienia planuje jedynie 6,6% firm – wcześniej o jeden procent więcej. Przedsiębiorstwa, które deklarują przyjęcia pracowników, zamierzają powiększyć załogę o jedną czwartą dotychczasowego stanu (blisko 66% wskazań). Z kolei 7,3% zatrudni dodatkowe osoby w przedziale 26-50% obecnego składu.

Rynek powoli nasyca się pracownikami po wcześniejszej fali zwolnień. Ciągle jest miejsce na nowe etaty. Część osób musiała zmierzyć się z poszukiwaniem nowego pracodawcy lub przebranżowieniem, ale finalnie sytuacja w zatrudnieniu nie jest zła. Wiele firm robiło wszystko, aby obronić miejsca pracy, nawet kosztem niższych wynagrodzeń czy przestojów. Widać, że przedsiębiorcy nie chcą oddać swoich ludzi walkowerem – dodaje Adam Łącki.

Praca zdalna

Nowością w piątej edycji badania KRD „KoronaBilans MŚP” jest pytanie o pracę zdalną. W przypadku małych i średnich przedsiębiorstw tylko 5,3% firm deklaruje, że u nich taki model pracy jest w pełni możliwy i są to głównie firmy usługowe. 42,1% częściowo korzysta z home office, ale w ponad połowie (52,6%) pracownicy w ogóle nie mają takiej opcji. Najwięcej, bo 58,3%, jest przedsiębiorstw, w których wszyscy pracownicy wykonują swoje obowiązki wyłącznie na miejscu. 16,7% MŚP pracuje w modelu: trzy czwarte załogi w firmie, a jedna czwarta zdalnie. Po ustaniu pandemii przeważająca liczba firm (63,2%) chce pozostać przy wdrożonym teraz systemie pracy.

Planowane inwestycje

MŚP odważniej myślą o inwestycjach. Od początku badania odsetek firm, które chcą się rozwijać, systematycznie rośnie. Obecnie prawie co piąte przedsiębiorstwo planuje inwestycje w najbliższych trzech miesiącach. W poprzedniej fali badania deklarowało tak nieco ponad 15%. Nadal dominuje chęć zakupu nowych sprzętów i maszyn (52,6%), ale mocno zyskał też zakup gruntów. Teraz chce je pozyskać 8,8% firm, a wcześniej jedynie 2,2%.

Pomoc rządowa

Z rządowych programów pomocowych skorzystało już prawie trzy czwarte badanych firm. Najwyższy odsetek beneficjentów można zaobserwować wśród mikrofirm (80%). Największą popularnością cieszyły się dofinansowanie postojowe (78%) oraz dofinansowanie zatrudnienia (41%).

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja średnich przedsiębiorców. Tylko lekko ponad 40% z nich wzięło udział w którymś z programów pomocowych. Dlaczego tylko tyle? Prawie 43% przedsiębiorców twierdzi, że powodem był brak spełnienia warunków formalnych przewidzianych przez ustawodawcę. 4 na 10 firm twierdzi z kolei, że ich biznes nie potrzebował pomocy. Jednocześnie ponad 40% przedsiębiorców uważa, że oferowane przez rząd wsparcie było niewystarczające a tylko niespełna połowa firm (49%) zadeklarowała, że poradzi sobie w sytuacji, gdy programy pomocowe nie będą kontynuowane.

V edycja ogólnopolskiego Badania „KoronaBilans MŚP” została przeprowadzona przez IMAS International we wrześniu 2020 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i pod patronatem Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców. Objęła grupę 304 firm z sektora MŚP, w tym: mikro (zatrudniające 3-9 osób), małe (10-49) i średnie przedsiębiorstwa (50-249). Technika badawcza: CATI/CAWI.

Glovo Access dla organizacji pozarządowych

Bazując na doświadczeniach z pierwszej fali pandemii, kataloński startup Glovo uruchamia nową społeczną platformę, która dostępna jest także w Polsce. Glovo Access to otwarcie funkcjonalności aplikacji dla zaangażowanych społecznie organizacji pozarządowych realizujących cele charytatywne. Dzięki nowej platformie, partnerzy zyskają dostęp do procesów logistycznych i sieci partnerów, by wspólnie z Glovo nieść pomoc potrzebującym.

Pandemia COVID-19, która bez wątpienia dotknęła biznes na całym świecie, jest dużym wyzwaniem dla branży delivery odpowiadającej na nieustannie rosnące zainteresowanie konsumentów. Jednak potrzeba izolacji społecznej pokazała, że usługi dostawy jedzenia i zakupów wprost do domu to także dobre narzędzie pomocy potrzebującym. Zauważyli to twórcy aplikacji Glovo, która uruchomiła właśnie platformę skierowaną do trzeciego sektora – Glovo Access. Dzięki współpracy z organizacjami pozarządowymi, stowarzyszeniami społecznymi i organizacjami charytatywnymi, kataloński startup dostarcza niezbędne towary do społeczności najmocniej dotkniętych skutkami pandemii.

Ostatnie miesiące związane z pandemią na całym świecie pokazały nam, że możemy przysłużyć się społeczeństwu w znacznie większym stopniu, niż myśleliśmy dotychczas. To nie tylko dostarczanie zamówień złożonych przez naszych użytkowników, ale także niesienie pomocy tym, którzy jej najbardziej potrzebują. Dlatego wdrażając platformę Glovo Access, wykorzystaliśmy potencjał Glovo w służbie społecznej niesienia pomocy osobom dotkniętym skutkami pandemii – mówi Sébastien Pellion, Head of Social Impact at Glovo.

Do tej pory za pośrednictwem Glovo Access kurierzy zrealizowali ponad 156 tys. dostaw jedzenia, produktów spożywczych czy materiałów sanitarnych, przejeżdżając w sumie około 500 tys. km. Po udanym pilotażu w marcu 2020 roku z Glovo Access mogą dziś skorzystać partnerzy obecni w 19 krajach na całym świecie, w których realizowane są dostawy za pośrednictwem aplikacji. Dzięki udanej współpracy z dotychczasowymi partnerami, to innowacyjne rozwiązanie trafia także na polski rynek.

Glovo Access to otwarta platforma, której działanie polega na udostępnieniu infrastruktury technologicznej i logistycznej Glovo organizacjom pozarządowym. Dzięki strategicznym partnerstwom z zaangażowanymi społecznie firmami i instrukcjami publicznymi ma szansę pomóc szerokiemu gronu osób, które tego potrzebują. Platforma posiada swoją oddzielną stronę internetową, za pośrednictwem której zainteresowane podmioty mogą skorzystać z sieci Glovo, tak by zrealizować dostawę wybranych produktów do najbardziej potrzebujących grup w formie dotacji. Dostawy obejmują w pierwszej kolejności posiłki i niezbędne wsparcie w zakresie artykułów sanitarnych.

Ten rok z pewnością wszystkich uczy tego, że wzajemna pomoc jest potrzebna na każdym szczeblu. Dlatego wierzymy, że umożliwienie organizacjom pozarządowym wykorzystywania globalnej infrastruktury Glovo przyniesie niezbędne wsparcie wszystkim potrzebującym – dodaje Maria Raszdorf, Marketing Manager Glovo Polska.

Więcej informacji na temat rozwiązania można znaleźć na: https://glovoaccess.com/