Jak firmy radziły sobie w pandemii i czego obawiają się pracownicy w drugiej połowie roku?

0

Co czwarty pracownik nie wie, czy jego stanowisko pracy zostanie utrzymane do końca roku. Również co czwarty przyznaje, że w wyniku pandemii COVID-19 w jego firmie nastąpiła redukcja wynagrodzeń – przy czym blisko jedna trzecia spodziewa się dalszego obniżania pensji w  najbliższych miesiącach. Ponad połowa przedsiębiorstw odnotowała spadek przychodów, a nieco ponad jedna trzecia zauważyła opóźnienia lub nienależyte wykonanie kontraktów. Aż  78 proc. uczestników badania, przeprowadzonego przez Gdańską Fundację Kształcenia Menedżerów (GFKM) i Szkołę Wyższą Psychologii Społecznej (SWPS), przyznaje, że zagrożenie koronawirusem spowodowało częściowe lub całkowite przejście firmy w tryb pracy zdalnej.

Zdalnie, z redukcją kosztów i wynagrodzeń

…tak można najkrócej odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób biznes starał się radzić sobie z sytuacją wynikającą z pandemii.

Zdecydowana większość firm, bo aż 78,8 proc. przeszła w tryb pracy zdalnej. Prawie 40 proc. respondentów przyznało, że w ich organizacjach doszło do redukcji kosztów innych niż wynagrodzenia. Co czwarty badany wskazał, że w jego przedsiębiorstwie przeprowadzono redukcję wynagrodzeń. Optymizmem może napawać fakt, że tylko w przypadku 13 proc. firm, w których pracują uczestnicy badania zastosowano zwolnienia.Jakie działania podjęła firma, w której pracujesz w związku z pandemią COVID-19

– Zarządzający firmami wiedzą, że pracownicy stanowią znaczącą część kosztów organizacji. Wiedzą też, jak trudno jest pozyskać i wyszkolić nowego pracownika. Dlatego w pierwszej kolejności poszukiwali oszczędności w innych obszarach niż wynagrodzenia czy redukcja etatów. Warto również zauważyć, że przed pandemią tylko 41 proc. firm umożliwiało swoim pracownikom pracę w trybie zdalnym. W trakcie epidemii odsetek ten wzrósł prawie dwukrotnie – do 78 proc. To dobry przykład jak szybko i elastycznie firmy przystosowały się do nowych warunków i że wiele z nich szybko nadrobiło „technologiczne zaległości” komentuje Dominik Pieczewski z GFKM, współautor badania.

Spadek przychodów największym problemem

Ponad 54 proc. respondentów przyznało, że wskutek pandemii, ich firmy mierzą się ze spadkiem przychodów. Co trzeci zaś wskazał, że jego organizacja miała problem z terminowym lub należytym wywiązaniem się z umów. Blisko jedna trzecia badanych odnotowała wycofywanie się klientów z kontraktów. Nieco ponad 30 proc. zaobserwowało zakłócenia w łańcuchu dostaw. Tylko 12 proc. ankietowanych wskazało, że w ich firmach nie wystąpiły żadne z wymienionych problemów.Jakie problemy pojawiły się w funkcjonowaniu Twojej firmy w związku z pandemią COVID-19

Będą dalsze cięcia

Uczestnicy badania z obawą patrzą w przyszłość. Blisko 53 proc. spodziewa się spadku przychodów firmy. Co za tym idzie, ankietowani przewidują kolejne cięcia – 30 proc. przewiduje redukcje wynagrodzeń, ale ponad 40 proc. stawia na ograniczenie kosztów innych niż płace. Prawie 24 proc. respondentów obawia się redukcji etatów. Jest też spora, bo aż 23-proc. grupa optymistów, którzy nie obawiają się żadnych negatywnych następstw pandemii w swojej organizacji.Których z poniższych działań zjawisk spodziewasz się w Twojej firmie do końca roku

Tylko połowa respondentów jest pewna, że ich stanowiska pracy zostaną utrzymane. Co czwarty badany nie wie, czego się spodziewać, ale tylko 3 proc. badanych wprost obawia się zwolnienia do końca tego roku. Należy jednak zauważyć, że aż 22 proc. badanych odmówiło odpowiedzi na to pytanie. Jakich działań spodziewasz się ze strony organizacji, w której pracujesz w związku ze swoim stanowiskiem pracy do końca roku

Drugi kwartał br. był dla biznesu prawdziwym sprawdzianem z zarządzania kryzysowego. Wszystko wskazuje na to, że w drugiej połowie roku menedżerom przyjdzie nadal mierzyć się z negatywnymi konsekwencjami problemów wywołanych przez pandemię. Głównym będzie dalszy spadek przychodów firm. Przyszłość pokaże, czy sprawdzą się przewidywania badanych, którzy szansy na ratunek upatrują głównie w redukcji kosztów innych niż płacowe. Warto zauważyć, że 60 proc. badanych pewnych utrzymania swojego stanowiska pracy to osoby zajmujące stanowiska kierownicze i wyższe. Pokazuje to, że rozwój kompetencji, a co za tym idzie – awans na wyższe stanowiska przynosi większe poczucie bezpieczeństwa w czasach kryzysu – podsumowuje Dominik Pieczewski z GFKM.

O badaniu

Celem badania przeprowadzonego przez GFKM i SWPS było zweryfikowanie, z jakimi problemami mierzą się firmy w związku z pandemią COVID-19, jakie działania podjęły w tym trudnym czasie oraz jakich problemów spodziewają się menedżerowie i pracownicy w swoich organizacjach do końca tego roku. W trwającym od 26 kwietnia do 6 czerwca 2020 r. badaniu udział wzięło 430 uczestników studiów i programów rozwojowych realizowanych przez te instytucje. Blisko połowa (48,8 proc.) z nich zajmuje stanowiska kierownicze lub wyższe, a druga połowa (51,2 proc.) pracuje na stanowiskach specjalistycznych lub innych. Połowa badanych pracuje w firmach dużych, zatrudniających powyżej 249 osób. Pozostali w organizacjach, w których liczba pracowników nie przekracza 249 osób.

eFaktoring, eWindykacja i eUmowy – ułatwienia dla przedsiębiorców w Santander Bank Polska

0

Santander Bank Polska przygotował pakiet e-usług dla mikro i małych firm. W bankowości internetowej Mini Firma oprócz m.in. eKsięgowości i Kantoru Santander, klienci skorzystają z usługi szybkiej wymiany faktur na gotówkę, czyli z eFaktoringu oraz z narzędzi do windykacji zaległych należności i zawierania umów online.

– W Santander Bank Polska wprowadzamy rozwiązania, aby pomóc klientom w prowadzeniu i rozwijaniu ich biznesu. Tym razem w bankowości internetowej Mini Firma udostępniliśmy zestaw nowych możliwości, które będą wspierać i ułatwiać codzienne zarządzanie biznesem – to profesjonalne wsparcie ekspertów usług prawnych i windykacyjnych. Dzięki rozwiązaniom eUmowy, eFaktoring i eWindykacja, nasi klienci mogą szybko i sprawnie załatwić dużą część formalności. Wspieramy w codziennym prowadzeniu biznesów, aby nasi klienci – przedsiębiorcy, mogli je z sukcesami rozwijać – mówi Arkadiusz Przybył, wiceprezes Zarządu Santander Bank Polska.

eFaktoring – proste narzędzie do utrzymania płynności finansowej

Jak wskazują dane z majowego badania na zlecenie KRD, połowa ankietowanych przedsiębiorców, którzy reprezentują sektor mikro i małych firm negatywnie ocenia swoją sytuację ekonomiczną[1]. To przede wszystkim efekt kryzysu wywołanego pandemią COVID-19. Obawę o utratę płynności finansowej przedsiębiorcy mieli już w kwietniu, sygnalizowało ją 2/3 ankietowanych przedstawicieli MŚP w badaniu Barometr EFL[2].

Istotnym utrudnieniem w zachowaniu płynności przedsiębiorstw są długie terminy płatności faktur, których wymaga wielu usługobiorców. Dwu-, a nawet trzymiesięczne oczekiwanie na zapłatę nawet w stabilnej sytuacji gospodarczej jest niełatwe, a w czasach kryzysu może być destruktywne dla działalności firmy.

Właśnie dlatego Santander Bank Polska przygotował dla przedsiębiorców przystępną i przejrzystą usługę eFaktoringu. Dzięki niej fakturę sprzedażową, zaraz po jej wystawieniu można zgłosić do sfinansowania w Narodowym Funduszu Gwarancyjnym (NFG), który ekspresowo wypłaci 100% wartości netto faktury VAT lub jej część – w zależności od decyzji przedsiębiorcy. Aby zacząć korzystać z usługi wystarczy złożyć wniosek o przyznanie limitu faktoringowego. Na start można otrzymać nawet 100 000 zł – i zamieniać faktury na gotówkę w 5 minut! Rozwiązanie dostępne jest dla klientów, którzy mają bankowość elektroniczną Mini Firma.

Proces finansowania faktur odbywa się w on-line, szybko i bez formalności. Klienci Santander Bank Polska mogą korzystać z eFaktoringu na specjalnych warunkach. Przez pierwsze 6 miesięcy współpracy są zwolnieni z opłaty abonamentowej za prawo do wykorzystywania limitu faktoringowego. W kolejnych miesiącach koszt stały wynosi 0,2% od kwoty przyznanego limitu. Do tego dochodzą jedynie prowizje od sfinansowanych faktur – w NFG stawki rozpoczynają się już od 1,99 zł za każde sfinansowane 100 zł na 30 dni – jest to obecnie jedna z najniższych stawek rynkowych.

Wsparcie w odzyskaniu należności

Nieterminowa zapłata za towar lub usługę albo też całkowity brak uregulowania należności, to istotne zagrożenie dla płynności finansowej firmy. Odpowiada na to eWindykacja – nieopłacone faktury można w ciągu kilku chwil wprowadzić na platformę Payhelp i tym samym uruchomić proces windykacji polubownej. W razie potrzeby przez platformę można też skierować sprawę na drogę sądową, w trybie Elektronicznego Postępowania Upominawczego.

Eksperci Payhelp, dzięki swojemu wieloletniemu doświadczeniu, dobierają najlepszą formę dochodzenia wierzytelności. Payhelp prowadzi pełną obsługę procesu windykacyjnego. Przedsiębiorca oszczędza w ten sposób czas i energię, a jednocześnie zyskuje specjalistyczne pośrednictwo. Pozwala to utrzymać dobre relacje bezpośrednie z nieterminowym kontrahentem, a ponadto kształtuje wizerunek firmy jako profesjonalnie kontrolującej swoje należności. Dostawcą usługi eWindykacja oraz serwisu Payhelp jest BEST S.A. – lider w branży zarządzania wierzytelnościami w Polsce.

eUmowy – prostsza droga przez formalności

Przedsiębiorcy mierzą się ze zmiennością przepisów i biurokracją, która na co dzień spowalnia ich biznes. Szczególnie małe firmy z reguły nie mogą sobie pozwolić na stałą i kompleksową obsługę prawną. Dlatego każde rozwiązanie, które upraszcza formalności jest dla nich istotnym udogodnieniem.

Takim narzędziem są udostępnione bezpłatnie eUmowy. eUmowy dają dostęp do aplikacji Umownik – narzędzia, które umożliwia wygenerowanie aktualnej i zgodnej z prawem umowy w oparciu o ponad 30 dostępnych szablonów. Znajdują się w niej np. umowy sprzedaży, zlecenia, o dzieło, NDA, RODO. W aplikacji klienci mogą tworzyć wzory o dowolnej treści, a także prowadzić zdalne negocjacje z kontrahentem. Dodatkowo mogą weryfikować tożsamość i podpisywać umowy podpisem elektronicznym.

W ten sposób można elektronicznie, z zachowaniem pełnego bezpieczeństwa i poufności wprowadzonych danych, szybko i poprawnie przygotować i zawrzeć umowę. Jednocześnie wszystkie tak stworzone dokumenty są dostępne w jednym miejscu i w każdej chwili można do nich sięgnąć przez bankowość internetową. Dostawcą usługi Umownik jest LawBiz Technology Sp. z o.o.

[1] KRD: 49 proc. przedsiębiorców z sektora mikro, małych i średnich firm przyznaje, że ich sytuacja ekonomiczna jest zła, 18.05.2020, pap.pl, publikacja online: https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C646231%2Ckrd-49-proc-przedsiebiorcow-z-sektora-mikro-malych-i-srednich-firm [dostęp: 05.06.2020].

[2] Ponad 60 proc. MŚP obawia się utraty płynności finansowej w II kwartale, finanse.gazetaprawna.pl, 15.04.2020, publikacja online: https://finanse.gazetaprawna.pl/artykuly/1469506,ponad-60-proc-msp-liczy-sie-z-utrata-plynnosci-finansowej-w-ii-kwartale.html [dostęp: 05.06.2020]

Jak koronawirus wpłynął na rynek pracy

0

Na początku marca w Polsce potwierdzono pierwsze zachorowania na COVID-19. W kolejnych tygodniach lockdown uniemożliwił wielu firmom prowadzenie swojej działalności. Jak epidemia wpłynęła na liczbę publikowanych ofert pracy oraz poszukujących zatrudnienia, pokazują dane serwisu OLX Praca.

Jak wynika z danych GUS na koniec maja tego roku w urzędach pracy zarejestrowanych było ponad milion bezrobotnych, czyli więcej niż w kwietniu o prawie 50 tys. oraz więcej niż w maju ubiegłego roku o 105,7 tys. Stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 6 proc. W maju kolejne osoby utraciły zatrudnienie – zarejestrowano wówczas ponad 100 tys. zupełnie nowych bezrobotnych. Zwiększył się też odsetek osób bezrobotnych w wieku poniżej 30. roku życia i wyniósł 27,2 proc.

Sytuacja społeczno-gospodarcza w kraju nadal pozostaje trudna, ale stopniowe odmrażanie gospodarki wpłynęło na poprawę w niektórych obszarach. Z danych serwisu OLX Praca wynika, że w pierwszej połowie kwietnia znacząco spadła liczba pracodawców publikujących ogłoszenia o pracę w porównaniu z okresem sprzed koronawirusa. Praktycznie nie oferowano wówczas zatrudnienia w branżach beauty i HoReCa. Jednak w maju sytuacja uległa poprawie. Ma to oczywiście związek ze stopniowym odmrażaniem polskiej gospodarki. Od 4 maja były otwierane hotele i pensjonaty. Od 18 maja działalność wznawiały salony kosmetyczne i fryzjerskie, restauracje, bary i kawiarnie.

Zgodnie z wynikami serwisu OLX w drugiej połowie maja liczba pracodawców oferujących pracę wzrosła o 3 proc. w porównaniu z danymi z lutego.

Większe zapotrzebowanie w sektorze beauty i w branży budowlanej

Po znoszeniu obostrzeń rządowych w niektórych obszarach zwiększyło się zapotrzebowanie na nowych pracowników. W sektorze beauty liczba dodanych ofert wzrosła wówczas o 30 proc. Co ciekawe, w połowie maja zanotowano największą liczbę dodanych ogłoszeń w kategorii Fryzjer / kosmetyczka w historii OLX Praca.

Remonty i prace budowlane również w czasie epidemii cieszą się dużym zainteresowaniem. Jest to jedna z nielicznych branż, która nie była całkowicie zamrożona. A wiosna i początek lata to okres, w którym co roku poszukiwani są pracownicy sezonowi do wykonywania prac budowlanych. W maju tego roku w branży budowlanej pojawiło się o 21 proc. więcej ofert w porównaniu z okresem sprzed epidemii. Z kolei do pracy na produkcji oraz na stanowiska kierowców i kurierów już w maju liczba ofert utrzymywała się na takim samym poziomie jak przed koronawirusem.

Jak wynika z danych OLX w drugiej połowie maja w porównaniu z danymi z lutego tego roku o ponad 200 proc. wzrosła również liczba dodanych ogłoszeń w kategorii Zdrowie i opieka. Miało to związek z akcją promocyjną trwającą od marca do końca czerwca, podczas której użytkownicy mogli w tej kategorii dodawać oferty bezpłatnie.

Rekrutacja online i praca zdalna

W dobie epidemii zarówno dla pracodawców, jak i osób szukających pracy istotne znaczenie ma możliwość wykonywania pracy z domu. Na początku czerwca łącznie w kategorii Praca pojawiło się ponad 3 tys. ogłoszeń oznaczonych jako praca zdalna oraz ponad 6 tys. oznaczonych jako praca z rekrutacją online. Również wśród osób poszukujących zatrudnienia dwukrotnie wzrosła liczba osób zainteresowanych pracą wykonywaną zdalnie.

Wprowadzenie do parametrów wyszukiwania pracy zdalnej to odpowiedź na potrzeby rynku, które pojawiły się w związku z koronawirusem – mówi Tomasz Grzechnik, szef kategorii Praca w OLX. – Epidemia zmusiła wiele firm do przeniesienia pracy do domów i choć oczywiście życzymy sobie, by wirus odszedł jak najprędzej, to z obecnej perspektywy możemy już powiedzieć, że praca zdalna i rekrutacja online na dłuższą metę mogą pomóc wygenerować spore oszczędności dla pracodawcy i korzyści dla pracownika.

Spadek liczby odpowiedzi na oferty pracy

W pierwszej połowie kwietnia, gdy wiele firm pracowało zdalnie i obowiązywały ograniczenia dotyczące przemieszczania się i funkcjonowania, zmniejszała się liczba osób odpowiadających na ogłoszenia o pracę. Znaczące spadki były widoczne w takich kategoriach, jak: Hotelarstwo, Gastronomia, Hostessa, Fryzjer / kosmetyczka. W maju sytuacja uległa poprawie – podobnie jak zwiększała się liczba ofert, zwiększała się również liczba osób aktywnie poszukujących zatrudnienia.

W maju największe zainteresowanie było w branży dotyczącej zdrowia i opieki – o ponad połowę wzrosła liczba użytkowników odpowiadających na oferty. Ponadto, w porównaniu z okresem sprzed koronawirusa, zwiększyła się liczba aplikujących odpowiadających na ogłoszenia na stanowisko magazyniera (wzrost o 13 proc.) oraz do pracy w salonach fryzjerskich i kosmetycznych (wzrost o 14 proc.).

Pod koniec maja nadal liczba nadesłanych odpowiedzi na oferty pracy była mniejsza niż przed koronawirusem o ok. 10 proc. Widoczna jest jednak tendencja wzrostowa. Warto też zwrócić uwagę, że o ponad 60 proc. wzrosła liczba użytkowników przeglądających ogłoszenia oznaczone jako Praca dodatkowa / sezonowa. Może to oznaczać, że w związku z niestabilną jeszcze sytuacją na rynku pracy dla poszukujących zatrudnienia ciekawą opcją staje się praca tymczasowa.

Cyfryzacja po koronawirusie – czy dogonimy Europę?

Polska cyfryzacja kuleje i trzeba nadać jej tempa. Czy paradoksalnie pandemia COVID-19 pozytywnie wpłynie na potrzebę informatyzacji i zastosowania technologii w naszym kraju? Na przełomie ostatnich trzech miesięcy przekonaliśmy się, jak wiele i jak szybko mogło się zmienić. Biznes dostosował się sprawnie. A jak wyglądały inne sektory, w tym sądownictwo i administracja? 

Od blisko 20 lat mamy możliwość korzystania z podpisu elektronicznego. Do tej pory promil Polaków stosował tę formę sygnowania dokumentów. Wielu ekspertów wskazuje, że administracja elektroniczna działa średnio, a obywatele w dobie pandemii na własnej skórze przekonali się, co nie zostało zinformatyzowane. A przecież Estonia, która jest mniejszym krajem niż Polska, sprawnie funkcjonuje online. Czemu więc my nie możemy? Cyfryzacja nie jest przecież odrębną gałęzią gospodarki czy administracji, a sposobem na to, by takie elementy życia jak płatności, edukacja czy sprawy urzędowe móc realizować w sposób szybki i wygodny, a w sytuacjach kryzysowych jak pandemia, przetestować skuteczność informatycznych wdrożeń.

Cyfryzacja Polski w dobie koronawirusa i konsekwencje przejścia do przestrzeni online

Jesteśmy krajem konserwatywnym. Tak w poglądach, jak i sektorze prawno-administracyjnym. Usługi oparte są na papierologii i tradycyjnym obiegu dokumentów. Zero działalności elektronicznej albo minimalna ich ilość sprawiały, że zanim nabyliśmy wymarzoną nieruchomość, poświęcaliśmy kilka dni na bieganie od urzędu do urzędu. Nagle, 1 marca 2020 roku wszystko stanęło. Przekonaliśmy się, co zostało scyfryzowane, a gdzie cyfryzacji nie było. Ludzie, siedząc w domach, zmienili sposób funkcjonowania. Zmieniła się również ich mentalność i podejście do technologii. Scyfryzowaliśmy się jako społeczeństwo, ale państwo pozostało na tym samym zastanym etapie.

Doświadczenie, które państwo polskie popełniło na naszych dzieciach będzie skutkowało przez najbliższe dwadzieścia lat. Dzieci miały dwa tygodnie na przerzucenie się na e-learning. One zdały ten egzamin bardzo dobrze, gorzej z nauczycielami. Ale przez dwa miesiące wielu z nich pozyskało nowe kompetencje. I tu rzeczywiście online’owe funkcjonowanie znakomicie się poprawiło – powiedział prof. UO dr hab. Dariusz Szostek.

Jakie są tego konsekwencje? Wielu przedsiębiorców bardzo poważnie rozważa rezygnację z najmu nieruchomości komercyjnych i przejście  na pracę zdalną, która wcześniej istniała w niewielkim stopniu. Tendencje wyraźne są także wśród części pracowników, którzy bardzo chwalą sobie pracę z domów. Wiele osób chciałoby pracować w systemie 3+2 (praca w biurze + home office), co bardzo wpłynie w przyszłości na kwestie najmu nieruchomości.

Sektor prawny nie był gotowy na lockdown

Przez ostatnie 20 lat głównie mówiliśmy o informatyzacji, a nie działaliśmy. I nagle, 1 marca pojawiło się pokerowe „sprawdzam”. Lawina problemów, zawierania umów tylko się rozkręcała. Chociaż w ciągu dwóch miesięcy ludzie nawykli do zdalnego komunikowania się, wiedzą, co to jest podpis elektroniczny, a na rynku odnotowano kilkusetprocentowy wzrost sprzedaży takiej formy uwierzytelniania dokumentów, droga zmian nie jest łatwa, ale widać światełko w tunelu. Pomału zmienia się też myślenie w konserwatywnym notariacie.

Dwa miesiące temu wraz z prof. Zollem i prof. Rott-Pietrzyk oraz dr Grochowskim przygotowaliśmy rekomendację dla notariatu w aspekcie możliwości sporządzania aktu notarialnego online na podstawie dzisiejszych przepisów, z drobnym ewentualnym liftingiem. Chodzi o to, aby zmienić konserwatywne podejście do czynności notarialnych. Efekt był zaskakujący: bardzo mocna negacja ze strony wielu notariuszy, względem wykorzystania nowoczesnych narzędzi z notariacie. Rekomendacje miały charakter praktyczny, ale z mocnymi podwalinami naukowymi. Po dwóch miesiącach, kiedy okazuje się, że kancelarie notarialne funkcjonują na pół gwizdka, a niektóre wręcz przez 2 miesiące były zamknięte, kiedy już wiadomo, że pandemia nie skończy się tak szybko, diametralnie zmieniło się nastawienie notariuszy w zakresie wykorzystywania nowych technologii. Podjęto dyskusję w tymże zakresie, a wielu notariuszy otwarcie przyznaje się do tego, że nie ma innego wyjścia jak się zreformować. Zmieniła się mentalność. Pamiętam jak jeszcze w ramach prac “świętej pamięci” Komisji Kodyfikacyjnej  (została rozwiązana w poprzedniej kadencji Parlamentu) przygotowaliśmy zmiany w kodeksie postępowania cywilnego, dopuszczające między innymi e-rozprawy. Przepisy uchwalono, ale nie wdrożono. Pojawił się COVID-19 i  nagle można! Pierwsza taka rozprawa odbyła się 21 kwietnia we Wrocławiu. Aktualnie wiele sądów je wdrożyło. Nagle podpisy elektroniczne są akceptowalne. Zmieniło się także rozumienie bezpośredniości czy obecności. To, co do tej pory było odrzucane, przede wszystkim także przez notariuszy, że dla spełnienia wymogu obecności oraz bezpośredniości musimy być fizycznie obecni w konkretnym miejscu, zmieniło się także w systemowej wykładni prawa. W lipcu pojawi się taka publikacja europejskich naukowców „Covid and Law”, w której,  m.in. wskazujemy  jak na świecie w przeciągu dwóch ostatnich miesięcy zmieniła się kwestia interpretacji bezpośredniości. Skoro w polskiej Konstytucji w art. 120 mamy przepis, który wskazuje, że posiedzenia Sejmu odbywają się w obecności co najmniej połowy posłów – a my nie zmieniając Konstytucji, ale tylko regulaminem wprowadzając możliwość uczestnictwa posłów online, to oznacza, że zdalnie można robić wszystko, na co także wskazuje nowa interpretacja prawa. A realizacja postulatu obecności oraz bezpośredniości może być realizowana także online – podsumował Dariusz Szostek.

Zmieniła się mentalność. Dostrzeżono bałagan, chaos i to, że żyjemy jak za czasów Bismarcka – papierologia, dokumenty, obrót wniosków, podań, który mamy perfekcyjnie opanowany. Brak nam systemów informatycznych, które by wspierały tę pracę. W innych państwach nie jest tak, że otrzymujemy obieg dokumentów, w tym papierowych. Jest dostęp do informacji, obieg informacji, a nie dokumentów. Wielu uważa, że staje się nowoczesnymi tylko dlatego, że zamienia dokument tradycyjny, z podpisem własnoręcznym, na taki z podpisem kwalifikowanym, ale dalej to jest tekst w PDF. To nie jest nowoczesność, to co najwyżej kompensowanie opóźnień.

Wciąż tkwimy w końcówce XX wieku

Jako kraj mamy do odrobienia spore zaległości w zakresie cyfryzacji. Tokenizacja za granicą jest już powszechna. Gruzja, Litwa, Estonia, Malta mają wpisy w blockchain, a my wciąż księgi wieczyste. Na świecie mamy do czynienia ze smart contractami, samodzielnie egzekwującymi czynności, m.in. bankowe, jest tokenizacja i algorytmizacja.

To jest teraźniejszość, żadna przyszłość (jak uważa wielu). Problemem Polski jest porównywanie się do dużych gospodarek, m.in. Niemców, Anglików, Francuzów, znajdując zawsze usprawiedliwienie, że oni są bardziej rozwinięci. Wolę  porównywać się do Turcji, Białorusi, Rumunii, Estonii itd. (bo tu nie ma usprawiedliwienie). Widząc takie efekty porównania, bardziej boli, gdyż wyraźnie wówczas widać, w jakim miejscu jesteśmy. Czyli gdzie? W zakresie cyfryzacji mentalnie i organizacyjnie w końcówce XX wieku, może pierwsze lata XXI. Obieg dokumentu przede wszystkim, zamiast oparcia się o informację i odpowiednie wpisy, m.in. w blockchain. Konieczna jest zmiana funkcjonowania administracji, sądownictwa itd.. Czy w dalszym ciągu mamy posługiwać się papierowym odpisem aktu notarialnego jak przez ostatnie 150 lat, z tradycyjną pieczęcią, zszywając karty  w czasach, gdy nowoczesne państwa umieszczają go w blockchainowych rejestrach? – skonkludował Dariusz Szostek.

***

Wypowiedzi prof. UO dr hab. Dariusza Szostka, specjalisty w prawie nowych technologii, w aspektach prawnych handlu elektronicznego i w prawie konsumenckim, eksperta w zakresie identyfikacji elektronicznej oraz metod uwierzytelniania, blockchain i smart contract, pochodzą z debaty Otodom „Rynek nieruchomości dziś i za rok”, która odbyła się online, 17 czerwca 2020 roku, w ramach cyklu Otodom.Live na platformie Facebook.

Czym się różni księgowy od dyrektora finansowego?

0

Księgowy patrzy w przeszłość, dyrektor finansowy – kreuje przyszłość. Tak w skrócie można opisać podstawową różnicę między tymi dwoma stanowiskami w firmie. Dla wielu przedsiębiorców nie jest to jednak oczywista sprawa. Aby nie dochodziło do niepotrzebnych napięć, warto więc dokładnie określić zakres obowiązków każdej z tych osób.

Na czym polega rola księgowego?

Rolą głównego księgowego jest zapewnienie firmie bezpieczeństwa związanego z ewidencją zdarzeń gospodarczych – zarówno z punktu widzenia formalnego, jak i prawnego. Do jego obowiązków należy także realizacja zaleceń audytorów badających sprawozdania finansowe (jeżeli spółka podlega badaniu), ewentualnie zarządzanie podległym zespołem.
– Do tego momentu wszystko jest jasne. Problem pojawia się, gdy właściciele przedsiębiorstwa oczekują, że z wyprzedzeniem dowiedzą się od księgowego o tym, jak będzie wyglądała przyszła sytuacja finansowa firmy. Oprócz prognozowania często wymagają ponadto analizy rentowności poszczególnych obszarów, planowania płynności w długim i krótkim terminie, a nawet odpowiedzialności w zakresie kontroli wyniku finansowego czy optymalizacji podatków. Jednak te kwestie ewidentnie należą już do kompetencji dyrektora finansowego – tłumaczy Sebastian Uryn, ekspert z Grupy Doradczej Compertus. Czy to oznacza więc, że główny księgowy nie może wykonywać opisanych wyżej obowiązków? – Jeśli posiada odpowiednią wiedzę i umiejętności – jak najbardziej może. W takiej sytuacji trzeba mieć jednak świadomość, że są to dodatkowe zadania, wykraczające poza klasyczną księgowość. Dlatego ich zakres warto uszczegółowić na piśmie. W ten sposób unikniemy nieporozumień czy rzucania wzajemnych oskarżeń, gdy coś w firmie idzie nie tak – wyjaśnia Sebastian Uryn. A co jeśli nasz księgowy stwierdzi: “Szefie, to dla mnie za dużo!”? Wtedy do akcji powinien wkroczyć dyrektor finansowy.

Dyrektor finansowy – strażnik interesów firmy

Kompetencje CFO są bardzo szerokie. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że osoba ta dba o finanse firmy i jest strażnikiem jej interesów.
– Do głównych zadań CFO należą: prowadzenie polityki finansowej przedsiębiorstwa, tworzenie strategii jej rozwoju, kontrola rentowności, optymalizacja podatków czy inwestowanie nadwyżek. Innym ważnym obszarem, który może usprawnić działanie biznesu, jest edukacja zespołu, a szczególnie menedżerów każdego szczebla – mówi specjalista z Grupy Doradczej Compertus.  Dlaczego współpraca z menedżerami jest tak istotna? Ponieważ to właśnie ich decyzje operacyjne mają największy wpływ na wynik finansowy firmy. Aby w przedsiębiorstwie mógł funkcjonować dobrze zarządzany system budżetowania czy kontrolingu, osoby odpowiedzialne merytorycznie za poszczególne obszary muszą posiadać niezbędny poziom wiedzy ekonomicznej.

CFO – etat czy outsourcing?

Powodem, dla którego wielu przedsiębiorców przerzuca obowiązki CFO na głównego księgowego, są wysokie koszty zatrudnienia wykwalifikowanego dyrektora. Istnieje jednak inne rozwiązanie, które ostatnimi czasy zyskuje na popularności nawet w przypadku dużych przedsiębiorstw. To outsourcing, w ramach którego wyspecjalizowane firmy świadczą usługi dyrektora finansowego na godziny.  – Poziom opłat za usługi dyrektora finansowego na godziny dostosowany jest do skali działalności biznesu – jego praca ma przecież generować dodatkowe zyski, a nie pogarszać wynik finansowy. Jest to możliwe dzięki temu, że małe firmy mają stosunkowo niewiele dokumentów, co w prosty sposób przekłada się na mniejszą pracochłonność. U dużych klientów z kolei specjalizacja, doświadczenie i sprawne narzędzia powodują, że współpraca z CFO jest bardziej efektywna niż zatrudnianie go na etacie – podkreśla Sebastian Uryn. W wielu sytuacjach bywa również tak, że przedsiębiorstwa nie potrzebują ciągłego wsparcia dyrektora finansowego na godziny. Ekspert opracowuje wtedy procedury i wdraża system controllingowy, nad którymi pieczę przejmują potem inne osoby w firmie. Można to porównać do tworzenia “instrukcji obsługi finansów” – podręcznika pomagającego rozwijać biznes przy utrzymaniu jego rentowności.

USA rozważa wprowadzenie nowych ceł na towary z UE

0

Administracja USA ogłosiła, że rozważa nałożenie ceł na dobra importowane z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Przedstawiciel USA do spraw handlu Robert Lighthizer uzasadnia konieczność zwiększenia taryf, potrzebą wywarcia presji i zmuszenia krajów Unii Europejskiej do pójścia na ugodę w związku z ciągnącym się od dawna konfliktem o dofinansowywanie produkcji Airbusa.

Przypomnimy, że na początku czerwca 2020 Prezydent USA Donald Trump zagroził nałożeniem cła na samochody wyprodukowane w UE, jeśli nie zostaną cofnięte cła na homary, importowane do UE ze Stanów Zjednoczonych. W czwartek (25.06.2020) dzienna liczba nowych zakażeń COVID-19 w USA była największa w historii. Część stanów USA decyduje się na cofnięcie decyzji o poluzowaniu restrykcji.

Z kolei w Europie, gdzie sytuacja (według WHO) stopniowo się poprawia, część państw przywraca restrykcje (Portugalia, Chorwacja). Ryzyko powrotu do ostrych ograniczeń podtrzymuje nerwowość na rynkach.

Według danych Państwowej Komisji Wyborczej z 99,78% obwodów głosowania wynika, że, zgodnie z oczekiwaniami, zwycięzcą pierwszej tury wyborów prezydenckich został obecnie urzędujący prezydent Andrzej Duda, uzyskując poparcie 43,67%. Drugiej miejsce i awans do drugiej tury wyborów uzyskał prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski z poparciem 30,34% głosów.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała osłabienie. Indeks szerokiego rynku WIG stracił na wartości -1,86%. Notowania największych spółek (tworzących index WIG20) straciły nieco więcej – 2,68%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień następująco: sWIG80 wzrósł o 0,94%, natomiast mWIG40 lekko spadł o -0,27%.

W nadchodzącym tygodniu uwaga inwestorów pozostanie skupiona na danych z USA. We wtorek (30.06.2020) poznamy odczyt indeksu zaufania konsumentów Conference Board. W środę (01.07.2020) nadejdzie kolej na raport ADP, indeks zatrudnienia, indeks nowych zamówień oraz indeks ISM dla przemysłu. W czwartek (02.07.2020) czeka nas cały wysyp danych z rynku pracy w USA, takich jak zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym, długość tygodnia pracy, stopa bezrobocia oraz liczba złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Piątek jest dniem wolnym w USA ze względu na Dzień Niepodległości, który przypada na sobotę. Poza tym, we wtorek (30.06.2020) poznamy inflacje CPI w Polsce oraz w środę (01.07.2020) – PMI dla polskiego przemysłu.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

EBOR i GPW stworzą „przewodnik” po raportowaniu ESG dla spółek i inwestorów

0
  • Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOR) i Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) nawiązały współpracę w zakresie wsparcia spółek w procesie raportowania czynników ESG
  • Do 17 lipca 2020 r. EBOR zbiera oferty firm doradczych, posiadających doświadczenie w dziedzinie zrównoważonego rozwoju, na realizację projektu
  • Wspólny projekt EBOR i GPW polega na opracowaniu ujednoliconych, zgodnych z obowiązującymi przepisami prawa (m.in. Europejskim Zielonym Ładem) wytycznych dotyczących raportowania czynników ESG przez spółki giełdowe. Jego celem jest opracowanie dokumentu określającego spójne ramy raportowania, które pomogą spółkom w procesie udostępniania informacji o swoich działaniach i danych w zakresie ESG, posiadających walory użytkowe w procesie inwestycji na rynku kapitałowym.

Globalnie, wartość aktywów pod zarządzaniem funduszy ETF ESG wyniosła na koniec maja rekordowe 82 mld dolarów, o 10% więcej niż w kwietniu. Ta polityka inwestycyjna z peryferyjnej przeszła do głównego nurtu rynków kapitałowych. Wielu globalnych inwestorów już się przekonało, że zrównoważony rozwój i rosnące zyski wzajemnie nie wykluczają się. Powstają kolejne badania, które wskazują, że uwzględnienie czynników ESG zwiększa odporność portfela na zawirowania i szoki w gospodarce. Pandemia Covid-19 jeszcze bardziej przyspieszyła rozwój inwestowania odpowiedzialnego społecznie – szczególnie na rozwiniętych rynkach kapitałowych – mówi Marek Dietl, Prezes GPW.

W celu realizacji projektu EBOR wyłoni w przetargu publicznym konsorcjum składające się z  ekspertów z doświadczeniem międzynarodowym i lokalnym w obszarze zrównoważonego rozwoju, rynków finansowych oraz zagadnień ESG. We współpracy z GPW wybrany podmiot opracuje raport, zawierający wytyczne wraz z rekomendacjami dotyczącymi raportowania czynników ESG. Wytyczne te będą zgodne z istniejącymi przepisami prawa krajowego i UE. Wyłoniony podmiot przeprowadzi też działania budujące świadomość dotyczącą zagadnień ESG. Oferty zainteresowanych udziałem w postępowaniu EBOR przyjmowane są do 17 lipca br. do godz. 18:00.

Wspieranie zrównoważonego i przyjaznego środowisku rozwoju jest dla Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR-u) sprawą priorytetową. Od 29 lat, w Polsce oraz w innych krajach działalności Banku, realizujemy projekty, które łączą w sobie elementy: inwestycji finansowych, zaangażowania doradczego oraz wsparcia merytorycznego. Tylko w ubiegłym roku ponad 62% naszego finansowania było finansowaniem projektów zielonych. Transparentność spółek oraz dostęp do regularnych raportów dot. czynników ESG są potrzebne aby móc rozwijać nowoczesne rynki kapitałowe oraz finansować zieloną gospodarkę. W ramach współpracy z GPW, EBOR wesprze zintegrowane raportowanie dot. ESG oraz rozwój zrównoważonych rynków kapitałowych, zgodnie z regulacjami UE i potrzebami inwestorów – zaznacza Grzegorz Zieliński, Dyrektor Regionalny na Europę Środkową i Kraje Bałtyckie, EBOR.

Skrót ESG (ang. Environmental, Social and Corporate Governance) to opis działań podejmowanych przez firmy z punktu widzenia ich wpływu na ochronę środowiska (E), dbanie o społeczeństwo (S) i prowadzenie ładu korporacyjnego (G). W przeprowadzonym w październiku 2019 r. przez GPW badaniu wśród uczestników rynku kapitałowego o wpływie czynników ESG na decyzje inwestycyjne, aż 88% ankietowanych uważa, że spółki, których strategia zbudowana jest w oparciu o dobre praktyki z obszaru ESG mogą być traktowane jako podmioty o obniżonym poziomie ryzyka, a tym samym o zwiększonej atrakcyjności inwestycyjnej.

Nowa platforma 5G przyspieszy rozwój najnowszych technologii. Dzięki wsparciu sztucznej inteligencji zrewolucjonizuje rynek robotów i dronów

Roboty potrafią już coraz więcej. Wyposażone w sztuczną inteligencję zastępują ludzi nie tylko w przemyśle. Sprawdzają się też w medycynie, obsłudze klientów czy w szkołach. Innowacyjnych, energooszczędnych robotów o dużej mocy obliczeniowej będzie coraz więcej – platforma Qualcomm Robotics RB5 przyspieszy ich rozwój poprzez wsparcie w zakresie 5G i sztucznej inteligencji. – Pomagamy w tworzeniu bezpieczniejszych i inteligentniejszych robotów niż kiedykolwiek wcześniej – przekonuje Dev Singh z Qualcomm Technologies.

Rewolucja w robotyce gwałtownie przyspiesza. Dzięki postępowi technologicznemu w automatyce, magazynowaniu energii, sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym roboty potrafią coraz więcej i stopniowo przejmują zadania wykonywane przez ludzi.  Oxford Economics ocenia, że do 2030 roku liczba robotów przekroczy 20 mln. Wszystko wskazuje jednak na to, że będzie ich jeszcze więcej, a przy tym będą potrafić znacznie więcej niż obecnie.

Technologia 5G wpłynie na sztuczną inteligencję, internet rzeczy i robotykę. Aby działać skutecznie, roboty muszą wymieniać ogromne ilości danych z systemami i siłą roboczą, do czego potrzebna jest pojemność i możliwości sieci 5G. Przykładowo w rolnictwie mogą łatwo monitorować stan upraw i wysyłać rolnikom wideo i informacje w czasie zbliżonym do rzeczywistego. Po otrzymaniu instrukcji mogłyby następnie wykonać pożądane czynności.

Teraz o takie roboty będzie znacznie łatwiej. Firma Qualcomm wprowadziła pierwszą na świecie platformę robotyki z obsługą 5G i SI. Dzięki temu przyspieszy powstawanie nowoczesnych maszyn, m.in. autonomicznych dronów.

– Dzięki platformie Robotics RB5  pomożemy w przyspieszeniu rozwoju szerokiej gamy segmentów robotyki, takich jak autonomiczne roboty mobilne (AMR), roboty dostawcze, inspekcyjne, inwentaryzacyjne, przemysłowe i współpracujące, a także bezzałogowe statki powietrzne. Umożliwimy w ten sposób wykorzystanie zastosowań robotyki Przemysłu 4.0 i wylejemy fundamenty w obszarze zarządzania ruchem powietrznym dronów – mówi Dev Singh, szef działu autonomicznej robotyki, dronów i inteligentnych maszyn w Qualcomm Technologies.

To pierwsza platforma,  która oferuje wsparcie dla technologii 5G. Robotics RB5 to zestaw składający się ze sprzętu, oprogramowania oraz niezbędnych narzędzi deweloperskich –  m.in. ośmiordzeniowego CPU z rdzeniami Kryo i procesora graficznego Adreno 650 oraz silnika przetwarzania obrazu Spectra 480 ISP. Platforma umożliwia też nagrywanie wideo w rozdzielczości 8K w 30 klatkach na sekundę, a także wykonywanie zdjęć 200 MP. Co więcej, przy zdolności do 15 teraoperacji na sekundę (TOPS) ułatwi prace ze sztuczną inteligencją czy deep learning.

Qualcomm przekonuje, że platforma dostarcza kluczowe elementy konstrukcyjne dla każdego rodzaju robota – od konsumenckiego do przemysłowego. Heterogeniczna platforma obliczeniowa jest zaś idealnym mózgiem dla robotów.

– W Qualcomm Technologies mamy duże doświadczenie w zakresie technologii bezprzewodowej wspieranej sztuczną inteligencją, mobilnym przetwarzaniem i łącznością. Wykorzystując swoją głęboko zakorzenioną wiedzę na temat systemów mobilnych w branży robotyki, pomagamy w tworzeniu silniejszych, bezpieczniejszych i inteligentniejszych robotów niż kiedykolwiek wcześniej – przekonuje Dev Singh.

Odwzorowano już niemal 20 proc. dna oceanów. Dokładna wiedza pozwoli lepiej przewidzieć fale tsunami i ocenić zmiany klimatu

Nawet Księżyc i Mars zostały całkowicie i szczegółowo odwzorowane. W przypadku dna morskiego jest to jednak znacznie trudniejsze. Większość tego, co dotychczas zostało przedstawione, nie opiera się na bezpośrednich pomiarach. Szacunki głębokości dna morskiego mogą być niepoprawne nawet o ponad kilometr, a obiekty mniejsze niż kilkaset metrów są niewidoczne. Stopniowo się to jednak zmienia. Fundacja Seabed 2030 ogłosiła właśnie, że zmapowała już niemal 20 proc. dna oceanicznego.

Ponad 70 proc. powierzchni Ziemi jest pokryte wodą i nie można jej zmierzyć bezpośrednio za pomocą kamer ani zdjęć satelitarnych. Mapowanie zwykle wykonuje się za pomocą teledetekcji poprzez odbijanie fal dźwiękowych od dna morskiego. W efekcie tylko niewielki procent oceanicznego dna został dokładnie zbadany. O ile nawet Księżyc i Mars zostały szczegółowo odwzorowane, o tyle większość naszej planety pozostaje tajemnicą.

Aby wypełnić tę lukę, w 2017 roku powstał projekt Seabed 2030, którego celem jest mapowanie całego dna oceanu i udostępnianie danych. Projekt powstał we współpracy The Nippon Foundation z General Batymetric Chart of the Oceans (GEBCO). Fundacja niedawno ogłosiła, że do sieci GEBCO dodała zmapowanych 14,5 mln mkw. dna oceanicznego. To powierzchnia niemal dwukrotnie większa niż terytorium Australii. W efekcie zmapowane jest już 19 proc. dna oceanu. Dla porównania w 2017 roku było to zaledwie 6 proc.

– Ciągły wzrost ilości danych dostępnych do mapowania dna oceanu pozwoli Seabed 2030 odegrać wiodącą rolę w dostarczaniu kompleksowego zestawu wiarygodnych danych, z których wszyscy mogą swobodnie korzystać. Jest to krok naprzód w kierunku realizacji naszej misji do 2030 roku, której celem jest umożliwienie światu podejmowania decyzji politycznych, wykorzystania zrównoważonego rozwoju oceanów i podjęcia badań naukowych na podstawie szczegółowych informacji batymetrycznych dna morskiego Ziemi – mówi Jamie McMichael-Phillips, dyrektor projektu Seabed 2030.

Prezes Fundacji Nippon, Yohei Sasakawa, ogłosił niedawno trzy inicjatywy, które pozwolą przyspieszyć mapowanie dna oceanu. To wspieranie mapowania niezbadanych obszarów, gromadzenie danych poprzez crowdsourcing i rozwój technologii gromadzenia danych.

– Przy wsparciu rządów, przemysłu, środowisk akademickich i filantropii, a także dzięki zastosowaniu innowacyjnych technologii spodziewamy się, że nowych danych z roku na rok będzie przybywać – mówi Jamie McMichael-Philips.

Znajomość kształtu dna morskiego ma wiele ważnych zastosowań – od bezpiecznej nawigacji po zarządzanie zasobami i modelowanie klimatu. Wiele nowoczesnych sieci komunikacyjnych mogłoby nie istnieć, gdyby nie dokładnie zbadane dna morskie, a podwodne kable stanowią podstawę cyfrowego ekosystemu i internetu. Co istotne, dokładna mapa pozwoli lepiej zrozumieć np. cyrkulację oceanów czy wzrostu poziomu morza. Pomoże przewidzieć fale tsunami, ekologom da zaś możliwość dokładnego śledzenia zmian klimatycznych.

– Seabed 2030 będzie nadal poszukiwać nowych partnerów i innowacji technologicznych. Każdy może przyczynić się do budowania mapy oceanów, która przyniesie ludzkości ogromne korzyści – przekonuje dyrektor projektu Seabed 2030.

Łączenie sektorów zielonej energii. Co to oznacza dla Polski?

Farmy wiatrowe, fotowoltaika i zielony wodór to przyszłość polskiej energetyki. Za 10 lat połowa wytwarzanej energii może pochodzić z OZE. Do odchodzenia od węgla nie jest nam potrzebna elektrownia atomowa.

Europejski Zielony Ład ma na celu przyspieszenie tempa transformacji krajów UE w kierunku gospodarki zeroemisyjnej, rozwijającej się bez wykorzystania paliw kopalnych. Na finansowanie przez banki komercyjne czy Europejski Bank Inwestycyjny nie mogą liczyć nie tylko przedsięwzięcia związane z eksploatacją węgla ale także potencjalna budowa elektrowni jądrowej.

W tym kontekście kluczową koncepcją staje się tzw. łączenie sektorów energii, jak to ocenia Instytut Jagielloński, w swoim raporcie „Łączenie sektorów zielonej energii. Co to oznacza dla Polski? Elektryfikacja, decentralizacja, digitalizacja”. Kierunek ten zakłada znaczny wzrost wykorzystania energii elektrycznej, pochodzącej z najtańszej formy jej pozyskiwania, tj. elektrowni wiatrowych i instalacji fotowoltaicznych, zasilania określonych sektorów gospodarki takich jak sektor transportowy, różne gałęzie przemysłu oraz ciepłownictwo systemowe i indywidualne ogrzewanie budynków, w celu minimalizacji zależności od paliw kopalnych.

– Nasz scenariusz jest realistyczny, ponieważ zakłada, że bardzo konkurencyjne ze względu na opłacalność staną się alternatywne źródła energii – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Alternatywne nie tylko wobec węgla, ale także – ropy i gazu ziemnego. Istotne jest, że przy finalnej cenie energii dla odbiorcy coraz bardziej brane są pod uwagę koszty oddziaływania na środowisko, a wynika to z polityki UE i ONZ.

Jak wynika z raportu Instytutu Jagiellońskiego najważniejszym wyzwaniem dla takiej przyszłości energetycznej państw jest z jednej strony rozproszenie przestrzenne (decentralizacja), a z drugiej strony zmienność i nieregularność wytwarzania warunkowana czynnikami pogodowymi. Rozwiązaniem są odpowiednie technologie wytwarzania i magazynowania – np. turbiny gazowe, wykorzystujące biogaz lub wodór w cyklu prostym, czy magazynowanie energii w bateriach, ale również odpowiednich technologii cyfrowych umożliwiających komunikację urządzeń i agregację – np. internet rzeczy czy sztuczna inteligencja oraz rozwiązań rynkowych – np. zarządzanie popytem (DSM) w celu chwilowej redukcji zapotrzebowania, czy odpowiednia konstrukcja tzw. usług systemowych, zapewniających utrzymanie częstotliwości i napięcia.

– Cztery polskie koncerny energetyczne, w których akcjonariuszem jest Skarb Państwa, są narzędziem dla realizacji tej strategii, a przede wszystkim chodzi o odwrócenie całego naszego dotychczasowego myślenia o energetyce – wyjaśnia prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Energetyka będzie coraz bardziej rozproszona i różne sektory gospodarki będą się przenikać. To jest teoria wszystkiego czyli powiązania wszystkiego ze wszystkim, bo istotne jest wytwarzanie energii z różnych odnawialnych źródeł ale także jej magazynowanie, a takimi magazynami mogą stać się również samochody.

Dla Polski istotne jest, żeby nowe technologie powstawały w naszym kraju. Ponieważ wiele państw jest dopiero na początku drogi poszukiwań wytwarzania zielonego wodoru – nie jesteśmy spóźnieni. Największe polskie spółki, takie jak Orlen czy PGNiG przygotowują się do tego od kilku lat i zapisały to w swych strategiach.

– Okres kolejnych kampanii wyborczych nie sprzyjał temu, aby podawano konkretne terminy realizacji inwestycji i wygaszania już istniejących, ale po wyborach prezydenckich rozpocznie się konkretna dyskusja wokół tematu łączenia sektorów zielonej energii – komentuje Marcin Roszkowski.

Cedrob kupuje ZM Silesia za 108,3 mln zł

Gobarto SA zawarła z Cedrob SA umowę sprzedaży 100 proc. akcji Zakładów Mięsnych Silesia SA. Kwota transakcji wyniosła 108,3 mln zł.

Gobarto o zamiarze sprzedaży ZM Silesia poinformowała na początku roku. Wówczas podjęła decyzję o zmianie strategii na lata 2019-2024. Zgodnie z jej założeniami Gobarto chce skupić się na segmentach zwierzęcym, produkcyjnym i dystrybucyjnym. Cedrob za Zakłady Mięsne Silesia zapłaci 108,3 mln zł.

– Naszym celem jest umacnianie Cedrob jako silnej grupy kapitałowej działającej w branży mięsnej. Nie jest to możliwe bez bardzo mocnej pozycji rynkowej i zdolności kapitałowych. Ta zmiana pozwoli nam przyśpieszyć proces restrukturyzacji segmentu przetwórczego i przygotować się na kolejne akwizycje – podkreśla Andrzej Goździkowski, prezes zarządu Cedrob SA.

Marcin Śliwiński, prezes zarządu Gobarto SA dodaje – Sprzedaż Silesii zwiększy możliwości finansowe Gobarto do rozwoju segmentów hodowli, produkcji i dystrybucji. W ostatnim czasie dokonaliśmy znaczących inwestycji w fermy zarodowe. Rozwijamy także program Gobarto 500, którego celem jest wybudowanie, wraz z polskimi rolnikami, 500 nowoczesnych obiektów inwentarskich.

Zakłady Mięsne Silesia są jednym z liderów branży mięsnej w Polsce w zakresie przetwórstwa. Główny zakład produkcyjny znajduje się w Sosnowcu. Spółka zarządza także wydzierżawionymi przez Cedrob Zakładami Mięsnymi Henryk Kania, które zlokalizowane są w Goczałkowicach Zdrój, Pszczynie, Mokrsku i Ćwiklicach.

Wraz z przejściem do Cedrob nasze cele biznesowe nie zmieniają się. Będąc częścią Gobarto, bardzo blisko współpracowaliśmy z Cedrob, m.in. wykorzystując w naszych zakładach pochodzący od niej surowiec. Pionowa integracja w ramach Grupy Cedrob gwarantuje bezpieczeństwo i stabilność biznesową – podkreśla Mariusz Rusin, prezes zarządu Zakładów Mięsnych Silesia SA.

BTC Studios z dwoma nowymi członkami Rady Nadzorczej

Nowymi członkami Rady Nadzorczej BTC Studios S.A., notowanego na NewConnect producenta i wydawcy gier mobilnych oraz konsolowych, zostali Yoshio Osaki oraz Anthony Poullain. Yoshio Osaki to założyciel IDG Consulting, natomiast Anthony Poullain od ponad dekady jest związany z branżą odzieżową.

Do naszej Rady Nadzorczej dołączyli nowi członkowie, których doświadczenie zawodowe z pewnością pomoże w rozwoju spółki i realizacji jej ambitnych celów. Yoshio Osaki to autorytet dla wielu podmiotów z branży gamingu, jego osobiste zaangażowanie w rozwój BTC Studios to z jednej strony dowód na słuszność obranego przez nas modelu biznesowego, a z drugiej dostrzeżenie potencjału rozwojowego spółki. Anthony Poullain ze swoim wieloletnim doświadczeniem związanym z branżą odzieżową z pewnością otworzy przed spółką nowe możliwości w zakresie współpracy między obiema branżami, nad którą intensywnie myślimy wewnątrz spółki – mówi Jarosław Zeisner, członek zarządu BTC Studios S.A.

Yoshio Osaki to założyciel IDG Consulting – wiodącej firmy zajmującej się globalnymi badaniami rynku, consultingiem i analityką, specjalizującej się w rynku gier i sportu elektronicznego (e-sport). Osaki to doradca topowych firm, w tym liderów technologii blue-chip i szybko rozwijających się startupów. W IDG Consulting odpowiada za zarządzanie projektami, obsługę klienta i rozwój biznesu. Aktywnie działa jako Anioł Biznesu, doradca strategiczny i członek zarządu firm z branży gier, e-sportu, sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego, e-commerce oraz blockchain.

Anthony Poullain to doświadczony manager z wieloletnią praktyką w dziedzinie rozwoju biznesu dla klientów z różnych branż. Od 2008 roku ściśle związany z branżą odzieżową. – Od 2019 jest Business Development Managerem w PHB Group UAB, firmie produkującej odzież z siedzibą na Litwie.

Remarketing AdWords – sprytny sposób, by zachęcić klienta do zakupów

Dzięki narzędziom remarketingowym Google Ads możliwe staje się dotarcie do potencjalnych klientów, którzy mimo odwiedzenia strony lub sklepu internetowego, nie podjęli spodziewanej akcji. Jak działa kampania remarketingowa AdWords zwiększającą sprzedaż?

Remarketing AdWords to sposób na przekonanie niezdecydowanych klientów do kolejnych zakupów, pobrania e-booka, wypełnienia formularza kontaktowego bądź rejestracji na stronie. Więcej inspirujących kampanii online znajdziesz na https://adcookie.pl/.

Na czym polega remarketing AdWords?

W dobie nowych technologii witryny internetowe są w stanie monitorować zachowania użytkowników, sprawdzając w jaki sposób zostali przekierowani na stronę i które produkty lub usługi przykuły ich uwagę. Remarketing AdWords wykorzystuje te informacje, wyświetlając dopasowane reklamy osobom najbardziej skłonnym do zakupów lub innych akcji na stronie. Przykładowo potencjalny klient poszukujący laptopa, wkrótce po opuszczeniu e-sklepu zobaczy w usługach Google reklamy komputerów osobistych, produkty z pokrewnej kategorii bądź informację o bieżących rabatach na sprzęt elektroniczny. Tym samym znacznie zwiększa się szansa na sfinalizowanie transakcji lub inną pożądaną akcję na stronie.

Jakie możliwości oferuje remarketing Google Ads?

Zaletą Google Ads jest możliwość tworzenia precyzyjnych list remarketingowych. To autor kampanii decyduje, czy znajdą się na niej wszyscy odwiedzający wskazaną zakładkę na stronie internetowej, czy tylko osoby, które dodały produkt do koszyka, lecz ostatecznie nie dokonały zakupu. Reguły te pozwalają ściśle dopasować działania reklamowe do konkretnych grup użytkowników, co znacznie podnosi efektywność działań promocyjnych.

Nie są to wszystkie możliwości oferowane przez narzędzia do remarketingu Google AdWords. Niezwykle przydatne są też opcje lokowania reklam, umożliwiające wielokanałowe dotarcie do użytkowników. Należą do nich:

  • remarketing standardowy – reklamy wyświetlane podczas przeglądania innych stron internetowych lub podczas korzystania z aplikacji w sieci reklamowej Google,
  • remarketing dynamiczny – reklama spersonalizowana, obejmująca produkty lub usługi oglądane przez użytkownika na Twojej stronie internetowej,
  • reklamy w wyszukiwarce – wyświetlanie reklam w Google, gdy użytkownik po opuszczeniu witryny nadal poszukuje informacji w wyszukiwarce,
  • remarkerting wideo – prezentacja reklam osobom oglądającym filmy Youtube,
  • remarketing kierowany na listę odbiorców – kierowanie reklam do osób zalogowanych w usługach Google.

Jeśli zastanawiasz się jak połączyć remarketing AdWords z innymi działaniami promocyjnymi, zajrzyj na stronę https://adcookie.pl/uslugi/. Znajdziesz tam różnorodne kampanie online, dostosowane do potrzeb e-biznesu.

Kampania remarketingowa AdWords – od czego zacząć?

Konfiguracja list remarketingowych wymaga instalacji w witrynie lub sklepie internetowym specjalnego skryptu śledzącego. Możesz zrobić to wchodząc na swoje konto w AdWords i pobierając niewielki blok kodu do wklejenia na wybranych podstronach. Dzięki temu dane o działaniach użytkowników automatycznie trafią na konsoli Google Ads, z możliwością ich wykorzystania w przyszłych kampaniach remarketingowych.

DHL: Jak eksport może pomóc MŚP w przezwyciężeniu negatywnych skutków pandemii?

Nawet do 60 proc. polskiej branży meblarskiej, 47 proc, rynku elektroniki osobistej czy 46 proc. sektora urządzeń elektrycznych jest zależnych od eksportu[1]. Tymczasem według najnowszych danych ABSL[2], w ubiegłym roku pierwsze miejsce pod względem wartości eksportu z Polski zajął sektor nowoczesnych usług, osiągając wartość 19,8 mld USD. W efekcie sektor ten zdystansował branże automotive (16,2 mld USD), meblową (12,3 mld USD) czy AGD (6,9 mld USD). Jak firmy produkcyjne mogą dostosować swoją strategię do nietypowych czasów i odwrócić tendencję na swoją korzyść?

Mimo że nowa rzeczywistość zamknęła drzwi przed wieloma biznesami, otworzyła jednocześnie cały wachlarz nowych możliwości. Głównymi wygranymi będą firmy, które postawią na elastyczność i dostosują swoją strategię biznesową do nietypowych czasów. Według mnie, kluczem są trzy kwestie. Po pierwsze: sprawdzenie, na które produkty jest obecnie popyt. Po drugie: otworzenie się na nowe rynki. Po trzecie: zapewnienie swoim konsumentom i kontrahentom sprawnej oraz bezpiecznej dostawy – radzi Edwin Osiecki, wiceprezes ds. marketingu i sprzedaży w DHL Express.

Popyt na artykuły higieniczne, medyczne, środki czystości i AGD

Na całym świecie wzrosło zapotrzebowanie na artykuły higieniczne i medyczne, ale również AGD. To dało pole do rozwoju firmom kosmetycznym, które sprawnie zareagowały na zmianę sytuacji rynkowej. Około 30 proc. z nich zmieniło profil produkcji, zwiększając udział preparatów do higieny rąk, czyli m.in. żeli czy płynów dezynfekcyjnych[3]. Co więcej, jak wynika z informacji Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego, ponad 50 proc. produktów z tej branży wytwarzanych w Polsce przeznaczonych jest na eksport. Wzrost popytu na artykuły szczególnie potrzebne w nowej rzeczywistości umożliwił firmom kosmetycznym nadrobienie strat związanych ze spadającą sprzedażą innych towarów.

Globalność trendu zapotrzebowania na dobra związane z higieną i medycyną potwierdzają statystyki ze Stanów Zjednoczonych, gdzie w marcu tego roku wśród najszybciej rosnących kategorii e-commerce’owych znalazły się m.in. jednorazowe rękawiczki (wzrost o 670 proc.), wypiekacze do chleba (+652 proc.), leki na kaszel i przeziębienie (+535 proc.) czy artykuły do mycia naczyń (+275 proc.)[4].

Warto się zastanowić, w jaki sposób firma może dostosować się do potrzeb konsumentów, dostarczając to, czego potrzebują i jednocześnie realizując swoje cele biznesowe. Przykładowo, restauracje podczas okresu obowiązywania restrykcji zaczęły sprzedawać posiłki „do-it-yourself” lub paczki z zestawami produktów. Szczególnie nagradzana jest elastyczność i kreatywność, które umożliwiają odpowiednie wpisanie się w potrzeby klientów – dodaje Edwin Osiecki.

Rosja, USA i Czechy – popularne kierunki polskiego eksportu

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w pierwszym kwartale 2020 roku nadwyżka w obrotach towarowych handlu zagranicznego Polski wyniosła 3,5 miliardów złotych[5]. W takim samym okresie przed rokiem dodatnie saldo wyniosło zaledwie miliard złotych. Jednocześnie – zdaniem urzędu – szereg ograniczeń wprowadzonych na terenie Polski w drugiej połowie marca nie miał dużego wpływu na handel międzynarodowy z uwagi na to, że granice dla przepływu towarowego były niezmiennie otwarte.

Otwieranie się na nowe rynki w czasie powolnego „odmrażania” krajowej gospodarki to dobra strategia. Przede wszystkim – umożliwia dotarcie do klientów za granicą w państwach, które zniosły już restrykcje związanych z koronawirusem i odnotowują ekonomiczne ożywienie. Dotyczy to np. Chin – sugeruje Edwin Osiecki.

W jakich kierunkach powinny podążać MŚP, które szukają odbiorców za granicą? Z grona głównych partnerów handlowych Polski, produkty w pierwszym kwartale najczęściej eksportowano do Rosji, Stanów Zjednoczonych i Czech[6]. Najczęściej procentowo eksportowaliśmy: maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy (37,4%), towary przemysłowe, sklasyfikowane głównie według surowca (18%), różne wyroby przemysłowe (16,8%) czy chemikalia i produkty pokrewne (9,8%)[7].

Przemysł ciężki, automotive czy AGD to tylko wybrane przykłady branż, które znalazły się w trudnym położeniu w trakcie pandemii. Polscy przedsiębiorcy mogą zmienić strategię biznesową lub zainteresować zagranicznych klientów innymi produktami, które będą odpowiadać na ich aktualne potrzeby. Ważne jest dokładne zbadanie danego rynku
i zastanowienie się w jaki sposób można wpisać się ze swoim produktem w oczekiwania konsumentów w danym regionie
– zachęca Edwin Osiecki.

Zapewnienie ciągłości dostaw oraz sprawnej i bezpiecznej dostawy

Ostatnim aspektem, na który powinny zwrócić uwagę MŚP, chcące osiągnąć sukces
w nowej rzeczywistości, jest sprawna logistyka – zarówno pod kątem zapewnienia ciągłości dostaw od podwykonawców, jak i doręczeń do klientów. Przedsiębiorstwa, które sprowadzają niezbędne do funkcjonowania produkty z zagranicy, są uzależnione od terminowości i niezawodności dostaw.

Z drugiej strony, stabilny partner logistyczny daje też klientom poczucie bezpieczeństwa, że ich zamówienia dotrą pod wskazany adres w określonym czasie. O popycie na ekspresowe przesyłki świadczą liczby – w połowie marca odnotowano globalny wzrost zapotrzebowania o 183 procent[8]. Ważną rolę w warunkach pandemicznych odgrywa również bezpieczeństwo doręczenia, np. dostawa bezkontaktowa lub możliwość odbioru przesyłki z automatu.

Przedsiębiorcy, którzy teraz przeżywają moment zawahania w nowej rzeczywistości, nie powinni się poddawać. Kluczem do sukcesu jest ustalenie nowej strategii biznesowej: sprawdzenie, na które produkty czy modele biznesowe panuje obecnie popyt na danym rynku, wyjście z ofertą do nowych klientów – także zagranicznych – oraz zapewnienie kontrahentom oraz konsumentom sprawnej i bezpiecznej dostawy.

[1] Polski Instytut Ekonomiczny, Top 10 industries dependent on exports in Poland in 2020, czerwiec 2020

[2] Raport ABSL, Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce, czerwiec 2020

[3] Branża kosmetyczna vs. Covid-19, Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego, maj 2020

[4] Stackline, Top 100 Fastest Growing & Declining Categories in E-commerce, marzec 2020 r.

[5] Obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń-marzec 2020 roku, Główny Urząd Statystyczny, maj 2020

[6] Obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń-marzec 2020 roku, Główny Urząd Statystyczny, maj 2020

[7] Obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń-marzec 2020 roku, Główny Urząd Statystyczny, maj 2020

[8] Kount, Kount Unveils eCommerce and Fraud Trend Tracker for Spring 2020, kwiecień 2020

Auchan Retail Polska zdecydowało o zamknięciu dwóch ze swoich sklepów na terenie Polski

Niskie obroty i niesprzyjające warunki wynajmu spowodowały znaczne straty w tych lokalizacjach. Pomimo wysiłków zespołów osiągnięcie trwałej rentowności dla dwóch sklepów okazało się niemożliwe.

Informując o podjętej decyzji Auchan Retail Polska podkreśla jednocześnie, że zadba o każdego z pracowników zatrudnionych w obu zamykanych sklepach. Procesowi będą towarzyszyć indywidualne rozmowy z poszczególnymi pracownikami, podczas których przedstawione zostaną możliwości i dalsze perspektywy.

Decyzja o zamknięciu nierentownych sklepów jest skomplikowana i trudna dla nas wszystkich. Na tym etapie priorytetem naszych działań jest wsparcie pracowników zamykanych sklepów, którym, w miarę możliwości, zaoferujemy alternatywne stanowiska pracy w okolicznych sklepach należących do naszej sieci. Musimy natomiast pamiętać, że w perspektywie długoterminowej koncentrujemy się na zapewnieniu trwałej rentowności wszystkich sklepów, tak aby realizować założoną przez nas strategię Auchan 2022. Dzięki temu jesteśmy w stanie bronić siły nabywczej polskich konsumentów i pozostać liderem niskich cen na polskim rynku – powiedział Gérard Gallet, dyrektor generalny Auchan Retail Polska.

Auchan Retail Polska planuje przeniesienie części pracowników do innych, okolicznych sklepów należących do sieci. Przeniesienia te nastąpią w ramach dostępnych wakatów, z zachowaniem wszelkich uprawnień pracowniczych i ciągłości zatrudnienia. Nastąpi również rozwiązanie umów w ramach zwolnień grupowych wraz z odprawami. Dla osób spełniających kryterium wieku możliwe będzie skorzystanie z uprawnień przedemerytalnych lub emerytalnych wraz z odprawą emerytalną.

Zamknięcie sklepów dla klientów nastąpi od 30 sierpnia br.

Activision Blizzard z najwyższą ceną docelową. Boeing rośnie ponad 8 proc.

Kontrakty terminowe na akcje w USA wzrosły w poniedziałek, podczas gdy inwestorzy obserwują wzrost liczby infekcji koronawirusem z prawdopodobieństwem wznowienia restrykcji gospodarczych w przyszłości, co z kolei daje szansę na kontynuację bardzo luźnej polityki monetarnej prowadzonej przez amerykańską Rezerwę Federalną.

W weekend przypadki infekcji koronawirusem na całym świecie przekroczyły 10 milionów, a śmierć poniosło ponad 500 000 osób. Władze na Florydzie, w Teksasie, Kalifornii i Arizonie, które przyczyniły się do niedawnego wzrostu liczby przypadków w Stanach Zjednoczonych nałożyły nowe ograniczenia i wycofały się z planów ponownego otwarcia, a znoszenie restrykcji na razie wstrzymano.

Z punktu widzenia poszczególnych spółek Activision Blizzard, spółka gamingowa, otrzymała od Benchmark Co. najwyższy poziom ceny docelowej na Wall Street. Cena została podniesiona z poziomu 77 do 85 USD za akcję. Zdaniem Benchmark Co. silne zaangażowanie graczy może przyczynić się do osiągnięcia przez spółkę dobrych wyników. ATVI powinno nadal wykazywać wzrost nie tylko z zaangażowania, ale także z monetyzacji oraz przyspieszającego trendu w kierunku cyfryzacji, co może prowadzić do długoterminowych stałych zysków. Analitycy dostrzegają szczególną siłę cyfrowego ekosystemu pełnego spektrum gry Call of Duty.

Boeing wzrósł o ponad 8 proc. po tym, jak amerykańskie organy nadzoru bezpieczeństwa lotniczego poinformowały, że rozpoczną kluczowe testy już w poniedziałek dla modelu samolotu, który w ostatnich miesiącach napotkał trudności techniczne, powodując dwie katastrofy. Będzie to ważny kamień milowy w przywróceniu tego typu samolotu do użytku po tym, jak flota była uziemiona przez ponad rok.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Uwaga inwestorów skupiona na danych z amerykańskiego rynku pracy

W najbliższych dniach w centrum uwagi inwestorów znajdzie się kumulacja danych z amerykańskiego rynku pracy. Koniec kwartału, tradycyjnie, może charakteryzować się większą zmiennością na rynku.

Miniony tydzień dla globalnych rynków finansowych był okresem dość mieszanym. Z jednej strony optymizm budziły w większości dobre – jak na sytuację, w jakiej się znajdujemy – dane z globalnej gospodarki. Z drugiej zaś, popłoch wśród inwestorów wywołały niepokojące wieści z frontu walki z koronawirusem w USA.

W tym tygodniu uwaga inwestorów ponownie skupi się na danych z amerykańskiego rynku pracy – interesuje nas tempo w jakim sytuacja amerykańskich pracowników będzie wracać do normy po tym jak minęło największe uderzenie w gospodarkę USA. Oprócz cotygodniowych danych o liczbie bezrobotnych zgłaszających się po zasiłek, rynek skupi się na czerwcowych „payrollsach” (najważniejszych, comiesięcznych odczytach z amerykańskiego rynku pracy), które wyjątkowo opublikowane zostaną tego samego dnia co wspomniane wyżej dane. Warto też pamiętać, że przed nami koniec miesiąca, czyli okres, w którym może wystąpić większa zmienność w związku z rebalansowaniem portfeli inwestycyjnych.

PLN

W relacji do euro, polski złoty zakończył miniony tydzień niemal w tym samym miejscu, w którym go rozpoczął, aczkolwiek radził sobie lepiej od kluczowych walut regionu (szczególnie forinta, którego osłabiła niespodziewana obniżka stopy referencyjnej węgierskiego banku centralnego).

Pierwsza tura wyborów prezydenckich w Polsce charakteryzowała się niezwykle wysoką frekwencją, jednak nie przyniosła rozstrzygnięcia. Rynek wynikami niespecjalnie się przejął – być może reakcja jeszcze nadejdzie, jednak w momencie, gdy któryś z dwóch liderów zacznie wykazywać istotną przewagę nad drugim albo dopiero po drugiej turze. Wygrana obecnego prezydenta prawdopodobnie nie miałaby istotnego znaczenia dla inwestorów – kolejne pięć lat charakteryzowałyby się tym, co już znają. Zwycięstwo kandydata opozycji mogłoby wywołać ciekawszą reakcję, jednak w tym kontekście sytuacja też nie jest jednoznaczna. Z jednej strony wygrana oznaczałaby zburzenie status quo (nie wiadomo jak wyglądałaby jego współpraca z rządem), z drugiej zaś, kandydat ten wydaje się bardziej proeuropejski.

Dane dot. sprzedaży detalicznej i bezrobocia w maju, jakie poznaliśmy w zeszłym tygodniu, w normalnej sytuacji mogłyby zostać uznane za bardzo złe, jednak biorąc pod uwagę gdzie znajduje się kraj, można uznać je za dość optymistyczne. W kontekście danych z rynku pracy warto jednak poczekać na publikacje dot. czerwca i lipca. Dane te lepiej pokażą  wpływ pandemii na rynek pracy, gdyż uwzględnią wygasanie dłuższych okresów wypowiedzenia.

W tym tygodniu poznamy inne odczyty – we wtorek opublikowane zostaną wstępne dane o inflacji CPI w czerwcu, w środę z kolei odczyt PMI dla przemysłu w tym samym miesiącu.

EUR

Indeksy aktywności biznesowej PMI w strefie euro w czerwcu istotnie wzrosły w relacji do maja i znalazły się na podobnych poziomach, co te w Wielkiej Brytanii – również przekraczając oczekiwania konsensusu. Wspólnej europejskiej walucie sprzyja różnica w kontekście walki z pandemią koronawirusa po obu stronach Atlantyku. W Europie obserwuje się malejącą liczbę przypadków zakażeń koronawirusem, podczas gdy w USA nowych zakażonych przybywa w niepokojącym tempie. Niemniej jednak, ogólne poczucie nerwowości i niepewność w kontekście rebalansowania portfeli na koniec kwartału sprawiło, że kurs EUR/USD zakończył tydzień w dość niewielkiej odległości od poziomu, na jakim go rozpoczął.

Obecnie, w momencie gdy ryzyko potencjalnego wystąpienia kolejnego kryzysu strefy euro nie zaprząta już głowy inwestorom, oczekujemy, że euro ponownie będzie stopniowo umacniać się w relacji do wielu światowych walut, aczkolwiek nie w parze ze złotym.

USD

Jednym z najciekawszych zagadnień zajmujących rynek walutowy przy wejściu w drugą połowę 2020 roku jest to, czy dolar amerykański zdoła utrzymać swój status waluty bezpiecznej pomimo tego, że sytuacja w kontekście pandemii jest tam gorsza niż w większości pozostałych krajów rozwiniętych.

W ostatnim tygodniu osiągnięty został rekord liczby nowych dziennych przypadków zakażeń, jednak na szczęście gwałtownemu wzrostowi zakażeń nie towarzyszyła rosnąca liczba zgonów. Sugeruje to, że przynajmniej w części wzrost liczby nowych zakażeń jest związany ze wzrostem liczby przeprowadzanych testów. Niemniej, hamowanie albo stopowanie procesu łagodzenia obostrzeń w części stanów nie jest pozytywnym sygnałem dla rynku pracy. Powrót do normalności na tym froncie zajmie więcej czasu. Do tej pory niezwykle szczodra polityka władz (ogólna stymulacja fiskalna oraz szczególnie zwiększone zasiłki dla bezrobotnych) skutecznie zapobiegały spadkowi dochodów pracowników. Program zakładający wypłatę dodatkowych 600 USD, jakie co tydzień otrzymywali bezrobotni wygasa jednak pod koniec lipca, stąd wydłużenie okresu funkcjonowania nadzwyczajnych środków obecnie zależy od decydentów.

Czerwcowy raport z amerykańskiego rynku pracy, który poznamy w czwartek, powinien pokazać trwającą poprawę sytuacji na rynku pracy, aczkolwiek o ograniczonej skali.  Niemniej jednak, sądzimy, że w związku z niezwykle wysokim poziomem niepewności, równie istotnych informacji jak „payrollsy” powinny dostarczyć nam cotygodniowe dane o zasiłkach, które również poznamy w czwartek.

GBP

Podobnie jak w przypadku większości pozostałych krajów dla których poznaliśmy dane, w czerwcu indeksy PMI dla Wielkiej Brytanii pokazały silniejsze odbicie w relacji do odczytów z maja niż oczekiwano. Wskaźnik zbiorczy znalazł się na poziomie 47,6 pkt, sugerując, że niewiele brakuje, aby gospodarka ponownie rosła. Drugi kwartał prawdopodobnie będzie okresem, w którym osiągnięte zostało minimum aktywności gospodarczej.

Wykres 1: Indeksy PMI dla Wielkiej Brytanii (2017 – 2020)

Indeksy PMI dla Wielkiej Brytanii
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 29/06/2020

We wtorek minie termin, do którego Wielka Brytania może złożyć wniosek o przedłużenie okresu przejściowego, jednak brytyjski rząd już zadeklarował, że nie będzie o to wnosił. Stąd też nie spodziewamy się większej zmienności ponad typową związaną z rebalansowaniem portfeli na koniec kwartału. Obie strony brexitowych negocjacji w ostatnim czasie wyrażały ostrożne, acz optymistyczne komunikaty. W związku z tym spodziewamy się, że w najbliższych tygodniach funt powinien zacząć ponownie się umacniać.

CHF

Para EUR/CHF zakończyła miniony tydzień w niewielkiej odległości od poziomu, na jakim go rozpoczęła. Po początkowym wzroście utraciła zyski po tym, jak wieści dotyczące ekspansji koronawirusa w USA uderzyły w sentyment rynkowy. Opublikowane dziś, najbardziej bieżące dane na podstawie których można szacować skalę interwencji na rynku walutowym ze strony Szwajcarskiego Banku Narodowego, czyli te opisujące zmianę wartości depozytów na żądanie, pokazały ich wzrost o 2,9 mld CHF w zeszłym tygodniu. Skala tego wzrostu jest dość ograniczona w porównaniu ze zmianami jakie obserwowaliśmy w okresie marzec-czerwiec jednak sugeruje, że SNB nie zrezygnował z prób ograniczania siły franka na obecnie chwiejnym rynku.

Najbliższe dni przyniosą zatrzęsienie danych ze Szwajcarii. Mimo, że naszym zdaniem nie będą miały tak istotnego wpływu na franka jak zmiany sentymentu, warto je jednak obserwować. Najbardziej bieżące odczyty, za czerwiec, obejmą wyprzedzające wskaźniki KOF, dane PMI dla przemysłu oraz dane o inflacji konsumenckiej.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Złoty ignoruje wybory

Pierwsza tura wyborów została niemal zignorowana przez rynki walutowe. Patrząc na to, jak bardzo jest ona zgodna z oczekiwaniami, nie można się zbytnio dziwić. Rynki reagują najsilniej na niespodzianki, a tej nie było.

Pierwsza tura bez wpływu na waluty

W weekend odbyły się wybory prezydenckie w Polsce. Pierwsza tura zgodnie z przewidywaniami nie przyniosła rozstrzygnięcia. W drugiej spotkają się urzędujący prezydent Andrzej Duda oraz jeden z kandydatów opozycji Rafał Trzaskowski. Wynik ten nie jest dla większości obserwatorów zaskoczeniem. Dla rynków istotniejszym pytanie jest, czy podczas tych dwóch tygodni nie padnie jakaś ryzykowna dla budżetu propozycja. Przed pierwszą turą wbrew obawom sporej części analityków (oprócz bonu wakacyjnego) nie pojawiło się zbyt wiele kosztownych obietnic.

Problemy Wirecard

Jeszcze dwa tygodnie temu Wirecard był modelowym przykładem sukcesu w branży fintech. Toczyły się dziennikarskie śledztwa, ale te często mają miejsce w przypadku odpowiednio dużych organizacji. Dzisiaj mamy niemiecki Enron. Co takiego się stało w międzyczasie? Spółka Wirecard nie tylko nie przeszła audytu, ale również okazało się, że zniknęły niemal 2 mld euro, które miały znajdować się na kontach powierniczych w Azji. Oprócz dymisji zarządu pojawił się również wniosek o postępowanie likwidacyjne. Sytuacja ta odbija się negatywnie na niemieckim parkiecie, gdzie jeszcze niedawno spółka była istotnym podmiotem. Pośrednio rzutuje to również negatywnie na walutę euro

USA znów ponad stan?

Piątkowe dane pokazują, że w USA pomimo tego, że dochody Amerykanów spadły o 4,2% w maju to ich wydatki wzrosły o 8,2%. Kraj ten ma tendencje do życia na kredyt, a niskie stopy procentowe to ułatwiają. Jednak łatwo się domyślić, że prędzej czy później zrobi się z tego problem. Rynki przyjęły to w miarę neutralnie. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że spadek zakupów byłby tutaj znacznie bardziej niepokojący niż wzrost zadłużenia. Gospodarka wolniej wychodziłaby z kryzysu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wirus zmieni gospodarkę – rozmowa z Jackiem Giedrojciem

Pandemia odcisnęła znaczące piętno niemal na każdym sektorze gospodarki. Wiele przedsiębiorstw, np. z branży gastronomicznej i hotelarskiej, musiało ograniczyć lub całkiem zaprzestać prowadzenia swojej działalności. W innych przypadkach udało się zachować ciągłość pracy firmy, dzięki zmianie trybu ze stacjonarnego na zdalny. Skutki takiego rozwiązania widzimy już teraz, jednak dr Jacek Giedrojć tłumaczy, że od lat obserwuje się tendencję wzrostową w zakresie przyjmowania takiego modelu pracy. Ekonomista dodaje, że o ile bardzo trudno jest przewidywać najbliższą przyszłość gospodarczą Polski, tak nieunikniony wydaje się wzrost podatków, zwłaszcza dla najzamożniejszych obywateli i globalnych korporacji.

Jacek Giedrojć – założyciel Warsaw Equity Group, od 1992 roku prowadzi w Polsce działalność inwestycyjną. Na podstawie swoich kwalifikacji, wieloletniego doświadczenia zawodowego oraz obserwacji bieżących wydarzeń, wyjaśnia w rozmowie następstwa pandemii w polskiej gospodarce i radzi, w jaki sposób skutecznie zarządzać firmą, nie tylko w czasie korona kryzysu.

Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana – po pandemii czeka nas ewolucja czy rewolucja?

Historycznie wielkie epidemie skutkowały spłaszczeniem struktury społecznej, a w szczególności zmniejszeniem nierówności ekonomicznych. Najlepiej znanym przykładem jest czarna śmierć, czyli epidemia dżumy, która przybyła do Europy jedwabnym szlakiem w połowie XIV wieku. Wielka śmiertelność poskutkowała brakiem rąk do pracy w stosunku do kapitału (wtedy przede wszystkim ziemi). W efekcie płace wzrosły, a renty spadły.

Szczęśliwie śmiertelność COVID-19 jest niewspółmiernie mniejsza. Można sobie jednak wyobrazić inny mechanizm niwelowania nierówności. Na wiele tygodni zostaliśmy wszyscy, biedni i bogaci, zamknięci w domach. Ciężka ręka państwa ograniczyła różne wolności, również gospodarcze. Psychologicznie to wyrównujący czynnik, który może z nami pozostać na dłużej. Co więcej, skoro w czasach pandemii od wszystkich oczekuje się wyrzeczeń, to trzeba wszystkich dowartościować. Powszechne prawo wyborcze i państwo dobrobytu jest produktem światowych wojen z pierwszej połowy XX wieku. W następstwie pandemii wyborcy również mogą domagać się bardziej egalitarnych rozwiązań w różnych sferach życia.

Czy kryzys związany z epidemią może przyspieszyć proces przestawiania się polskiej gospodarki na bardziej innowacyjną, oferującą nowoczesne rozwiązania?

Pandemia niewątpliwie przyspiesza cyfryzację, ale to głównie adopcja cudzych innowacji. Obawiam się, że w czasie kryzysu firmy przede wszystkim skupią się na przetrwaniu. Innowacyjne przedsięwzięcia są obarczone ryzykiem i dlatego są odsuwane na dalszy plan. Oczywiście wiele będzie zależało od tego, na ile publiczne środki pomocowe dla firm będą wspierały innowacyjne projekty, np. związane z dekarbonizacją.

Szansą jest oczekiwany proces przenoszenia działalności, zwłaszcza R&D (od ang. research and development), przez wielkie koncerny z Dalekiego Wschodu, tzw. reshoring. Niestety, w tej kwestii wytworzona przez obecną władzę atmosfera oblężonej twierdzy, nieustannie zagrożonej zepsuciem płynącym z zachodu, wyraźnie nam szkodzi. Homofobiczne wypowiedzi prezydenta Dudy odbiły się w świecie szerokim echem. Trzeba by bowiem przekonać światowych, kreatywnych ludzi, z różnych stron świata, niekoniecznie białych, heteroseksualnych katolików, żeby zechcieli w Polsce przez jakiś czas pomieszkać i wspomniane centra R&D organizować. Zresztą, rodzima kreatywność również kwitnie w warunkach tolerancji, otwartości. Kilka lat temu w czasie jednej z konferencji oprowadzałem Rosjanina po mojej alma mater i opowiadałem o tym, jak w miejscu, gdzie kiedyś rosły sady brzoskwiniowe, powstał Harvard. Mężczyzna pokiwał głową i skonstatował — tak, wystarczy, że władza ogrodzi kawałek terenu, wyznaczy cele i da dużo pieniędzy. Nie przyszło mu do głowy, że wielkie rzeczy nie muszą być państwowe, narodowe, ani centralnie organizowane, lecz wystarczy, że będą powstawać w klimacie tolerancji, sporu i otwartości na różne, nawet uznawane przez niektórych za obrazoburcze, poglądy.

W ciągu ostatnich miesięcy byliśmy świadkami znacznych zmian w sposobie prowadzenia działalności przez liczne przedsiębiorstwa: zmiana trybu pracy na zdalny, ograniczenie lub przerwanie pracy, dostosowanie się do panujących obostrzeń. Jaki to będzie miało wpływ na dalsze prosperowanie firm?

Nie demonizowałbym tych zmian. Jedni przedsiębiorcy zyskają, inni stracą. Od lat obserwujemy tendencję wzrostową w zakresie przyjmowania modelu pracy zdalnej. Dyslokacje są nieuniknione, a kreatywna destrukcja to wręcz znak firmowy kapitalizmu czy wolnego społeczeństwa w ogóle.

Czeka nas zmiana komunikacji i paradygmatu zarządzania?

Od mniej więcej 80. lat paradygmat zarządzania został podporządkowany tzw. wartości akcjonariuszy (shareholder value paradigm). W jego myśl korporacje są własnością akcjonariuszy i istnieją po to, aby im przysparzać zysków. To fatalny sposób myślenia o firmach, który, co gorsza, zakorzenił się w prawie, regulacjach i różnych kodeksach dobrych praktyk giełdowych. W efekcie spadły inwestycje i innowacyjność. Zastanówmy się przez moment jak to wygląda z punktu widzenia pojedynczego akcjonariusza – lepiej przymusić spółkę do wypłaty dywidendy albo wykupu akcji własnych, niż czekać lata na zwroty z dalekosiężnych przedsięwzięć. Dlaczego wspomniany akcjonariusz miałby się przed tym powstrzymać skoro zyski tu i teraz są pewne, a rezultaty inwestycji i innowacji odległe w czasie i niepewne? Co więcej, ten udziałowiec może zainwestować uzyskane środki w kolejną spółkę i powtórzyć proces wyciskania gotówki. Jednak na poziomie systemu jako całości takie działania są przeciw produktywne. Zyski akcjonariuszy jako grupy, nie mówiąc o innych interesariuszach i społeczeństwie jako całości, w długim okresie wynikają z ryzykownych inwestycji firm. Ktoś trafnie porównał shareholder value paradigm do łowienia ryb dynamitem. Można szybko wyłowić wszystkie ryby, ale kosztem ekosystemu, dzięki któremu ryby w ogóle istnieją.

Od paru lat w wysoko rozwiniętych krajach narasta krytyka paradygmatu. Pandemia uwypukla jego słabości jak np. wydrążanie zdolności produkcyjnych i innowacyjnych firm poprzez offshoring do Chin. Mam nadzieję, że pandemia przyspieszy odchodzenie od tego szkodliwego paradygmatu.

Jaki model zarządzania najlepiej sprawdzi się w dzisiejszych czasach?

Trzeba myśleć o firmach jak o organizacjach budujących kompetencje przez lata, a nie chwilowych splotach relacji, które mogą zostać rozerwane, wykorzystane po to, aby zyskali ci, którzy w danym momencie są akcjonariuszami. Takie myślenie każe zarządzającym uwzględniać interesy nie tylko akcjonariuszy, ale również klientów, pracowników i szerszego otoczenia.

Dziś modne jest obwinianie korporacji o wszelkie problemy świata. Wszakże większość korporacji robi to, czego od nich w obecnym klimacie intelektualnym oczekujemy — maksymalizują zwroty akcjonariuszy. Nie zawsze tak jednak było. Korporacja, byt zawieszony między tym co prywatne i publiczne, jest jedną z najważniejszych innowacji organizacyjnych zachodu. Jak pokazują badania, firmy, które przez wiele dekad systematycznie odnosiły sukcesy (odzwierciedlone we wzroście cen ich akcji), bez wyjątku stawiają̨ na pierwszym miejscu nie akcjonariuszy, lecz albo klientów, albo pracowników.

Jakie są perspektywy na najbliższe miesiące?

Paradoksalnie dziś najtrudniej przewidywać najbliższą przyszłość. Tak dużo zależy od rozwoju epidemii. W średnim okresie rysuje się kilka trendów. Nieunikniony wydaje się wzrost podatków, zwłaszcza dla najzamożniejszych obywateli oraz globalnych korporacji. Ratowanie poziomu życia gospodarstw domowych i zdolności organizacyjnych oznacza wzrost wydatków fiskalnych w czasie, gdy dochody spadają. Powoduje to wzrost długu publicznego, który kiedyś trzeba będzie spłacić. Patrząc bardziej długoterminowo, pandemia uświadomiła nam zaniedbania w usługach publicznych, które w przyszłości będą wymagały większych nakładów. Drugi trend jest związany ze wspomnianymi skutkami pracy zdalnej. Ostatnio wszyscy wiele się nauczyliśmy i te nowe praktyki z nami zostaną. Wynikają z tego szanse i ryzyka dla firm technologicznych, nieruchomościowych, służby zdrowia, a w dłuższej perspektywie nawet urbanistyki i transportu. Warto wreszcie jeszcze raz wspomnieć o deglobalizacji. Pandemia pokazała ryzyka długich, globalnych łańcuchów dostaw i uzależnienie od wątpliwych partnerów w tak wrażliwych aspektach jak lekarstwa i sprzęt medyczny.

Zagrożenie: 9 milionów miejsc pracy „zombie” w Europie

W Europie, w przeciwieństwie do USA, powszechne programy zachowania miejsc pracy pomogły zapobiec masowemu bezrobociu w krótkim okresie czasu. Blisko jedna trzecia siły roboczej Europy lub 45 milionów miejsc pracy w pięciu największych gospodarkach korzysta obecnie z krajowych programów wsparcia zatrudnienia (zob. Rysunek 1). Sukces niemieckiego Kurzarbeit podczas wielkiego kryzysu finansowego z pewnością skłonił wiele rządów europejskich do przyjęcia rozwiązań dotyczących skróconego czasu pracy, aby złagodzić powiązane z Covid-19 uderzenie w rynki pracy. Firmy mogły zredukować godziny pracy pracowników, przy czym rząd pokrywał dużą część utraconego dochodu (od 60% do 100%, zob. Aneks do raportu dla uzyskania dalszych informacji). Pomimo nadzwyczajnych środków wsparcia, ekonomiści Allianz i Euler Hermes spodziewają się jednak w 2020 roku 4,3 mln dodatkowych bezrobotnych tylko w pięciu największych gospodarkach europejskich.

Rysunek 1: Stopa bezrobocia i liczba pracowników biorących udział w programach skróconego czasu pracy (% siły roboczej w 2019 r.)

Stopa bezrobocia i liczba pracowników biorących udział w programach skróconego czasu pracy
Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Obecnie Europejscy decydenci przekształcają pierwotny program częściowego skrócenia czasu pracy w kierunku dłuższych, lecz mniej szczodrych programów. Priorytetowo będą traktowana tzw. sektory „późnych kwiatów”. W większości krajów szczodrość programu jest redukowana, z wyjątkiem najbardziej dotkniętych sektorów, aby uniknąć wyciągnięcia wtyczki zbyt wcześnie. Po drugie, wiele krajów ogłosiło przedłużenie programów zachowania miejsc pracy, aby na krótszą metę zmniejszyć niepewność firm, przekształcając je w de facto programy subsydiów płacowych w celu wsparcia ożywienia gospodarki. Ostatecznie, wygląda na to, że to w sześciu sektorach „późnych kwiatów” (transport i magazynowanie, zakwaterowanie i usługi gastronomiczne, sztuka, rozrywka i rekreacja, handel detaliczny i hurtowy oraz przemysł i budownictwo) rządy będą koncentrować największy wysiłek na ochronie miejsc pracy, ponieważ nie ma widoków na powrót w nich do poziomu działalności sprzed kryzysu przed końcem 2021 r. z czterech powodów:

  1. bieżące ograniczenia sanitarne wpływają bezpośrednio na działalność tych sektorów – począwszy od zasad dystansowania społecznego, które ograniczają liczbę osób w restauracjach i sklepach, do faktycznych zakazów podróży międzynarodowych i udziału w wydarzeniach;
  2. ustanowione samoistnie dystansowanie społeczne ze względu na utrzymujące się obawy zarażenia, nawet po zniesieniu obostrzeń, będą wpływać zwłaszcza na konsumpcję towarów i usług, które wymagają bezpośredniego kontaktu klienta/interakcji społecznych, w tym podróże, handel detaliczny i działalność rekreacyjna;
  3. zwiększona krajowa niepewność gospodarcza, napędzana przez powszechne obawy dotyczące miejsc pracy i niewypłacalności, będzie wstrzymywać plany w zakresie zatrudnienia i inwestycji;
  4. zależność od ożywienia popytu zewnętrznego dotknie kilka sektorów – od przemysłu i transportu do działalności powiązanej z turystyką – pozostających w ogonie, ponieważ nierówne ożywienie gospodarcze w poszczególnych krajach będzie ograniczać globalną dynamikę wzrostu do co najmniej 2022 r.

Rysunek 2: Trudności dotyczące ożywienia i przeszkody sektorowe

Trudności dotyczące ożywienia i przeszkody sektorowe
Źródło: Allianz Research

Ekonomiści Allianz i Euler Hermes szacują, że w pięciu największych krajach europejskich 9 mln pracowników lub 20% obecnie biorących udział w programach dotyczących skróconego czasu pracy stanie w obliczu podwyższonego ryzyka utraty pracy w 2021 r. ze względu na umiarkowane ożywienie w sektorach późnych kwiatów i efektu klifu politycznego. Nazwaliśmy je miejscami pracy „zombie” (czy też „widmo” – sprawiających pozorne wrażenie normalnych perspektyw zatrudnienia) gdyż wymagaj polityki ad hoc, aby uniknąć odroczonego masowego bezrobocia. W rzeczywistości, sektory „późnych kwiatów” zatrudniają okrągłe 115 mln pracowników w UE27, co stanowi 49% całkowitego zatrudnienia. Na poziomie krajowym, udział całkowitego zatrudnienia w sektorach „późnych kwiatów” waha się od 42% we Francji do 50% we Włoszech. Wykorzystując intensywność zatrudnienia według sektorów w stosunku do wartości dodanej, w połączeniu z oczekiwaniami dotyczącymi ożywienia według sektorów w 2021 r., poprzestajemy na wskaźniku zastępczym miejsc pracy „zombie”, w odniesieniu do których programy typu Kurzarbeit mogą w najlepszym przypadku odroczyć utratę pracy. Według obliczeń, takie „zombie” miejsca pracy równają się 6% całkowitego zatrudnienia. Miejsca pracy widmo są najliczniejsze w Zjednoczonym Królestwie, a także we Włoszech i Hiszpanii – ponieważ te kraje szczycą się względnie większymi udziałami sektorów wymagających dużych nakładów pracy, takich jak budownictwo, handel detaliczny oraz zakwaterowanie i usługi gastronomiczne – i mniejszymi w Niemczech. Jedną z kwestii, którą decydenci będą musieli rozwiązać, jest ryzyko, że pozornie stabilne miejsca pracy dotyczyć będą części pracowników, którzy pozostali w sektorach „późnych kwiatów” ze względu na ochronę dochodu jaką dawały im publiczne programy pomocowe, zamiast przenieść się do sektorów „szybkich kwiatów” (takich jak zdrowie i IT) z lepszymi możliwościami pracy w warunkach niesymetrycznego ożywienia gospodarczego. W tym kontekście połączenie aktywnych polityk rynku pracy (podnoszenie kwalifikacji, pośrednictwo) z subsydiami płacowymi jest zarówno pilne, jak i ważne. Programy uzupełniające, mające na celu dotowanie nowych miejsc pracy (zwłaszcza dla młodszych osób, ze względu na brak doświadczenia bardziej narażonych na niepowodzenie w procesie przejścia ze szkoły do pracy), pracowników wybierających mobilność i przekwalifikowanie zawodowe oraz osób rozpoczynających swoją własną działalność, należy również kontynuować, aby zmniejszyć ryzyko odroczonego bezrobocia.

Rysunek 3: Zatrudnienie (% całkowitego zatrudnienia) w sektorach „późnych kwiatów”

  Transport i magazynowanie Zakwaterowanie
i usługi gastronomiczne
Budownictwo Sztuka, rozrywka, rekreacja Handel detaliczny i hurtowy Przemysł (oprócz budownictwa) Łączny udział zatrudnienia Razem (mln)
UE27 5,1% 4,9% 6,3% 1,6% 14,4% 16,3% 48,6% 115
Strefa Euro 4,9% 5,4% 6,0% 1,7% 14,5% 14,6% 47,1% 73
Niemcy 5,2% 4,2% 5,6% 1,5% 13,3% 18,5% 48,3% 22
Francja 5,0% 4,4% 6,2% 2,2% 13,4% 10,3% 41,5% 12
Włochy 4,7% 6,5% 6,0% 1,3% 14,7% 16,9% 50,2% 13
Hiszpania 4,6% 7,9% 6,2% 2,2% 17,2% 11,3% 49,3% 10
Zjednoczone Królestwo 4,8% 6,7% 7,2% 2,8% 14,7% 9,0% 45,2% 14

 

Źródła: Eurostat, Allianz Research.

Rysunek 4: Prognozowana utrata zatrudnienia (% zatrudnienia sektorowego) w oparciu o oczekiwane straty w wydajności do końca 2021 r.

Prognozowana utrata zatrudnienia (% zatrudnienia sektorowego) w oparciu o oczekiwane straty w wydajności do końca 2021
Źródło: Allianz Research

Rysunek 5: Szacunki zatrudnienia „zombie”

  % całkowitego zatrudnienia w mln
Niemcy 4,0% 1,8
Francja 6,3% 1,8
Włochy 6,9% 1,7
Hiszpania 6,5% 1,3
Zjednoczone Królestwo 7,6% 2,5
Europa – Wielka 5 6,0% 9,1

 

Źródła: Eurostat, Allianz Research

ANEKS: Przegląd wybranych programów dotyczących skróconego czasu pracy w Europie

Kraj Nazwa Kwalifikowalność Świadczenia Pułap wynagrodzenia Czas trwania
Niemcy Kurzarbeit Wszyscy pracownicy, którzy płacą składki na ubezpieczenie społeczne są uprawnieni do dodatków za pracę systemie skróconego czasu pracy, w tym pracownicy tymczasowi oraz osoby zatrudnione na podstawie umowy na czas określony. Pracodawca płaci za efektywny czas pracy, a Federalna Agencja Zatrudnienia pokrywa dodatek za pracę systemie skróconego czasu pracy w wysokości 60-67% płacy przed zamrożeniem gospodarki i do 87% w 2020 r. pod specjalnymi warunkami. Miesięczny próg dochodu wynosi 6900 EUR w Niemczech zachodnich i 6450 EUR w Niemczech wschodnich. Do 12 miesięcy (lub 21 miesięcy pod specjalnymi warunkami) i do 24 miesięcy w przypadkach wyjątkowych okoliczności na ogólnym rynku pracy.
Francja Chômage partiel / activité partielle Działalność częściowa jest skierowana do przedsiębiorstw doświadczających: albo redukcji swojego zwykłego czasu pracy, albo czasowego zamknięcia całego lub części przedsiębiorstwa.

Istnieje możliwość wdrożenia działalności częściowej, gdy redukcja lub czasowe zawieszenie działalności nastąpiło z powodu: sytuacji gospodarczej; trudności w dostawach; katastrowy lub warunków pogodowych o wyjątkowym charakterze; przekształcenia, restrukturyzacji lub modernizacji przedsiębiorstwa lub jakichkolwiek innych wyjątkowych okoliczności, takich jak utrata głównego klienta.

84% płacy netto (70% uposażenia brutto), z 100% dla tych na płacy minimalnej, i 71% po 1 czerwca.

W przypadku przedsiębiorstwa zatrudniającego mniej niż 250 pracowników pracodawca otrzymuje 7,74 EUR na godzinę na pracownika. W przypadku przedsiębiorstwa zatrudniającego więcej niż 250 pracowników pracodawca otrzymuje 7,23 EUR na godzinę na pracownika.

Redukcja pracy objęta programem dotyczącym skróconego czasu pracy ograniczona jest do 100% legalnego czasu pracy i 1607 godzin rocznie i na pracownika. Działalność częściowa jest dopuszczalna na maksymalny okres sześciu miesięcy, ale rząd wydłuży ją do 1,2 lat.

W ramach środków pomocowych dedykowanych sektorowi kultury, sportu i branży hotelarskiej częściowe bezrobocie będzie nadal w pełni dostępne po 01 czerwca 2020 r., tak jak było od kwietnia.

Włochy Cassa Integrazione Guadagni Firmy mające więcej niż pięciu pracowników. Wszystkie osoby zatrudnione 23 lutego 2020 r.. 80% miesięcznej płacy sprzed zamrożenia gospodarki Od 939 do 1129 EUR w zależności od uposażenia sprzed zamrożenia gospodarki.

 

Początkowo dziewięć tygodni, ale plan został przedłużony o 5 tygodni, do 31 sierpnia. Przedsiębiorstwa działające w branży turystycznej, organizacji wydarzeń, parkach rozrywki i sektorze rozrywkowym mogą stosować program do końca października.
Hiszpania ERTE Plan zwolnienia czasowego jest specjalną administracyjną procedurą pracowniczą, którą można wdrożyć z powodu niewykonywania działalności gospodarczej w wyniku problemów gospodarczych, technicznych, organizacyjnych lub produkcyjnych. Może zostać wprowadzony bez względu na liczbę dotkniętych pracowników. Zasiłek dla bezrobotnych do 70% pierwotnego uposażenia za pierwsze sześć miesięcy, następnie 50%. 85% poprzedniego uposażenia, minimalnie 501,98 EUR i maksymalnie 1411,83 EUR. Nadzwyczajny czasowy program urlopowy ma wygasnąć w końcu czerwca, oczekiwane jest ogłoszenie przedłużenia wkrótce.
Zjednoczone Królestwo Przymusowy urlop Skierowany do przedsiębiorstw, których działalność ucierpiała z powodu Covid-19. 80% miesięcznej płacy sprzed zamrożenia gospodarki do sierpnia, obniżona do 60% do października. Do 2500 GBP na miesiąc, plus powiązane składki na Krajowe Ubezpieczenie Pracodawców i składki emerytalne na tą subsydiowaną płatność z tytułu przymusowego urlopu. Program czasowy obowiązuje do końca października od 1 marca 2020 r.

Źródła: Eurofound, Allianz Research.

KATHARINA UTERMÖHL, CFA
Starszy Ekonomista, Allianz i Euler Hermes
SELIN OZYURT
Starszy Ekonomista, Allianz i Euler Hermes
LUDOVIC SUBRAN
Główny Ekonomista, Allianz i Euler Hermes

Analiza behawioralna podstawą skutecznej strategii centrum handlowego

Obecnie nie wystarczy wiedzieć, kto jest naszym klientem – budowanie profili tylko w oparciu o potrzeby, oczekiwania czy wartości konsumentów to za mało, by być konkurencyjnym na coraz dynamiczniej zmieniającym się rynku. Aby podejmować trafne decyzje biznesowe, konieczne jest wykorzystanie narzędzi związanych z analizą zachowań konsumenckich (behavioral data analytics). Wnioski płynące z analiz behawioralnych dają o wiele bardziej precyzyjne informacje ilościowe i jakościowe o tym, czego potrzebują klienci i jak żyją, niż ich deklaracje zbierane tradycyjnymi metodami badawczymi. Dane te połączone z algorytmami wykorzystującymi technologie AI pozwalają także przewidywać te potrzeby w przyszłości.

Catchmenty behawioralne

Opracowanie dobrej strategii centrum handlowego wymaga zrozumienia zachowań konsumentów w szerszym kontekście całego lokalnego rynku. W praktyce oznacza to konieczność poznania wyborów zakupowych klientów danego centrum, ale również tych, którzy jeszcze nimi nie zostali, szczególnie jeżeli zamieszkują oni obszar wyznaczony jako strefa oddziaływania analizowanego obiektu. O ile zdobycie danych na temat pierwszej grupy jest stosunkowo łatwe, o tyle wiedza o tych drugich jest ograniczona, a to właśnie ona może być kluczowa dla wzrostu odwiedzalności i poprawy wyników centrum handlowego.

Catchmenty behawioralne pokazują, jak klienci zachowują się w ramach wyznaczonych obszarów, nie tylko tam, gdzie mieszkają (home zone), ale również tam, gdzie pracują (work zone). Badania mogą na przykład pokazać, że w catchmencie analizowanego centrum większość stanowią osoby pracujące w pobliżu (ale nie mieszkające) oraz wskazać, jaki potencjał one stanowią. Osoby te będą z założenia pojawiać się w obiekcie od poniedziałku do piątku, zazwyczaj w określonych przedziałach czasowych – rano przed pracą, w godzinach lunchowych oraz bezpośrednio po pracy. Kolejnym charakterystycznym wzorcem zachowania będzie to, że osoby pracujące w okolicy zazwyczaj na zakupy przychodzą same, ale z oferty lunchowej mogą korzystać ze znajomymi z pracy.

Posiadanie takiej wiedzy daje podstawę do podejmowania odpowiednio skierowanych działań marketingowych oraz trafnych decyzji operacyjnych, np. przygotowania zróżnicowanej oferty lunchowej oraz serwisowej w przypadku dużego potencjału pracowników biurowych w okolicy lub odpowiedniej strategii komunikacji.

Technologie wybierz mądrze

Sklepy działające wyłącznie online dokładnie analizują ruch klientów w sieci, zaś w realnym świecie sklepów stacjonarnych i centrów handlowych w analizie zachowań konsumenckich pomocne są inne technologie.

Na rynku funkcjonuje kilka metod badawczych wykorzystujących szeroko rozumiane dane mobilne. Większość z nich oparta jest o GPS i sygnał internetowy pochodzący głównie z różnych aplikacji. W tym podejściu wyniki mogą być niereprezentatywne, w analizie występuje nadreprezentacja smartfonów i osób korzystających z wybranych aplikacji, co zawęża badaną grupę lub zmienia profil demograficzny w kierunku ludzi młodszych.

Skuteczniejsza i wiarygodniejsza jest metodologia oparta o technologię GSM. Jest ona bardziej precyzyjna, obejmuje wszystkie typy telefonów, nie wymaga połączenia z internetem czy korzystania z aplikacji, tym samym ma większy zasięg, a próba jest szersza i bardziej reprezentacyjna. Dzięki takiej metodologii można między innymi precyzyjnie wyznaczyć catchmenty behawioralne, czyli rzeczywiste strefy oddziaływania centrum, które pozwalają poznać faktyczne wzorce przemieszczania się ludzi w przestrzeni miejskiej, a tym samym zbadać realne przepływy klientów w ramach wybranych obiektów handlowych i analizować ich potencjał.

Wychodząc naprzeciw takim potrzebom, Colliers International wspólnie z DataWise opracował narzędzie badawcze wykorzystujące dane operatora komórkowego oraz dane mikrostatystyczne kilku milionów abonentów w Polsce, którzy wyrazili zgody na przetwarzanie informacji behawioralnych. Dzięki niemu właściciele zyskują dostęp do kluczowej wiedzy użytecznej przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

Takie zaawansowane metody połączone z wiedzą ekspercką oraz systemami będącymi w posiadaniu klienta, poprzez łączenie różnych źródeł i typów danych pozwalają na stałe monitorowanie zmian, a tym samym bieżące wsparcie decyzji biznesowych. Właściciele obiektów handlowych posiadają np. urządzenia mierzące odwiedzalność i liczbę samochodów czy programy lojalnościowe, zaś najemcom takie możliwości daje łączenie danych behawioralnych na bazie GSM z danymi z systemów POS, metek wykorzystujących technologię RFID czy programy lojalnościowe.

Dobrze wykorzystane dane

Na podstawie danych mobilnych można monitorować częstotliwość odwiedzin klientów w centrum oraz okoliczności ich wizyt, ocenić skuteczność prowadzonych działań marketingowych, precyzyjniej targetować kolejne akcje, a także odpowiedzieć sobie na pytanie, czy budżet marketingowy jest efektywnie wydany. Ponadto, narzędzie umożliwia monitorowanie zachowań na całym lokalnym rynku, a tym samym pozwala określić, jaką pozycję zajmuje centrum w wyborach klientów oraz kto jest jego największą konkurencją.

Narzędzie bazujące na danych z GSM może stanowić punkt wyjścia do budowy strategii obiektu, ale co istotniejsze, daje również możliwość bieżącego monitorowania zmian i ich efektów. Stanowi to przewagę nad tradycyjnymi badaniami statycznymi, które zazwyczaj są wykonywane jednorazowo i często wykorzystują dane deklaratywne klientów. Analizy Big Data dają możliwość oceny realnego potencjału w strefie oddziaływania centrum, w tym wskazanie ilu mamy jeszcze potencjalnych klientów i jakie są szanse na ich przyciągnięcie.

Komentarz Agnieszki Winkler, dyrektor w Dziale Doradztwa i Rozwoju Projektów Handlowych, Colliers International

Życie bez pensji. Czy Polacy mają plan B? Badanie InterviewMe 2020

Aż 24% Polaków przyznało, że nie posiada żadnych oszczędności, a u 22% wystarczyłyby one na maksymalnie dwa tygodnie życia. Jednocześnie ponad połowa z nas boi się utraty pracy na skutek pandemii koronawirusa — lub już ją straciła.

Serwis kariery InterviewMe.pl przeprowadził badanie “Życie bez pensji”, w którym zapytano ponad 1400 respondentów o ich oszczędności, plany awaryjne na wypadek utraty pracy oraz obawy o pogorszenie ich sytuacji finansowej z powodu pandemii  koronawirusa. Wyniki sugerują, że większość z nas nie jest przygotowana na funkcjonowanie bez bieżącego dochodu.

Wojciech Martyński, ekspert kariery InterviewMe.pl i autor badania, w ten sposób podsumowuje jego wyniki: Eksperci sugerują, że każdy z nas powinien posiadać oszczędności, z których moglibyśmy przeżyć co najmniej 6 kolejnych miesięcy. Niestety z naszego badania wynika, że takie zabezpieczenie ma zaledwie 19% Polaków. Na dodatek ponad połowa z nas nie ma planu awaryjnego na wypadek utraty pracy. Okazuje się więc, że jesteśmy zupełnie nieprzygotowani na różnego rodzaju sytuacje kryzysowe.

W badaniu aż 25% ankietowanych osób przyznało, że co miesiąc wydaje ponad 90% pensji, a 4% respondentów wydaje nawet aż 100% wynagrodzenia. Do tego ponad połowa badanych Polaków przyznała, że miesięcznie oszczędza mniej niż 500 zł, a 67% ankietowanych ma zaoszczędzone mniej niż 5000 zł.

Aby zdobyć środki do życia, Polacy w pierwszej kolejności sprzedawaliby swoją biżuterię, ubrania i buty oraz sprzęt elektroniczny. Ponad 60% osób zrezygnowałoby również z wyjazdu wakacyjnego, Netflixa czy też jedzenia na mieście. Co ciekawe, 1/3 ankietowanych deklaruje, że nie unikałaby obowiązkowych opłat — np. za wodę czy internet. Pozostali rezygnowaliby przede wszystkim z płacenia za transport, samochód oraz abonament telefonii komórkowej.

Za niepokojące można uznać to, że 55% badanych nie ma planu awaryjnego na wypadek utraty pracy — np. alternatywnego źródła zarobku. Aż 76% osób po prostu zaczęłoby natychmiast szukać nowego miejsca zatrudnienia.

Jednocześnie aż 43% Polaków obawia się utraty pracy, a 9% już ją straciło na skutek pandemii koronawirusa. 58% ankietowanych przyznaje, że wybuch pandemii już pogorszył ich sytuację finansową.

Obecna trudna sytuacja gospodarcza oraz wyniki naszego badania powinny być ostatecznym sygnałem, że warto bliżej przyjrzeć się swoim wydatkom i spróbować opracować plan oszczędzania. Tym bardziej że wciąż nie wiadomo, kiedy pandemia się skończy i jak długo będziemy na własnej skórze odczuwać jej skutki dla gospodarki. — komentuje Marta Rojewska, ekspertka kariery InterviewMe.pl.

W badaniu „Życie bez pensji” znalazły się również inne ciekawe wnioski. Oto niektóre z nich:

  • tylko 23% Polaków ma zaoszczędzone powyżej 10 000 zł
  • po utracie pracy nieco więcej mężczyzn (4%) niż kobiet (2%) chciałoby utrzymywać się z pieniędzy partnerki lub partnera
  • 80% Polaków obawia się skutków kryzysu gospodarczego, który może spowodować pandemia koronawirusa
  • pandemia koronawirusa najbardziej dotknęła osoby poniżej 25. roku życia — pracę straciło 15% z nich.

Uzgodniono pakiet zabezpieczający miejsca pracy w Volkswagen Poznań. Zarząd Spółki zawarł porozumienie ze związkiem zawodowym OM NSZZ Solidarność

  • Umowy na czas nieokreślony dla 8500 pracowników do 2024 roku
  • Utrzymanie bonusów, premii, dodatków, programu emerytalnego i pakietu zdrowotnego oraz wzrost wynagrodzeń od połowy 2021 roku
  • Wdrożenie programu offboardingowego

Po ponad 6 tygodniach negocjacji zarząd Volkswagen Poznań i reprezentacja pracowników OM NSZZ Solidarność podpisały porozumienie regulujące najważniejsze kwestie dotyczące zatrudnienia i wynagrodzeń w Volkswagen Poznań

Główne ustalenia porozumienia:

Gwarancje zatrudnienia i umów na czas nieokreślony dla 8 500 pracowników do stycznia 2024 roku, tym samym zwiększenie ilości osób zatrudnionych na czas nieokreślony o min. 1000 pracowników w 2021 roku.

Utrzymanie dotychczasowych warunków płacowych zawartych w układzie zbiorowym oraz waloryzacja  płac o wskaźnik inflacji od 1.07.2021. Powyższe oznacza utrzymanie wszystkich dotychczasowych świadczeń tj. bonusu wakacyjnego (100% wynagrodzenia), bonusu świątecznego (max.70% wynagrodzenia), premii miesięcznej (200 pln), premii rocznej (3,5% wynagrodzenia), pozostałych dodatków, pakietu medycznego. Ponadto przedłużony został na czas nieokreślony Pracowniczy Program Emerytalny (3,5% rocznego wynagrodzenia – opłacane w całości przez pracodawcę.)

Wdrożenie programu offboardingowego dla osób, których umowy zgodnie z wcześniejszymi komunikatami dot. automatyzacji i spadku zamówień, nie zostaną przedłużone. Osoby te otrzymają  wsparcie w ponownym wejściu na rynek pracy oraz w postaci wypłaty bonusu finansowego w wysokości 3800 pln brutto oraz zostaną rozliczone dni wolne od pracy wynikające z wcześniejszych porozumień, w wysokości 300 pln brutto za każdy dzień.

Jens Ocksen, prezes zarządu Volkswagen Poznań : „To były szczególnie trudne negocjacje, ale udało się zagwarantować bezpieczeństwo zatrudnienia oraz wynagrodzeń dla tysięcy naszych pracowników.”

Wypowiedź prezesa, dopełnia Jolanta Musielak, członek zarządu ds. personalnych i organizacji mówiąc: „Stabilne zatrudnienie to kwestia ważna tak dla związku zawodowego jak i pracodawcy. Dzięki stałej, zmotywowanej załodze nie tylko budujemy najlepsze samochody i komponenty, ale efektywniej wykorzystujemy zasoby finansowe, chociażby na programy szkoleniowe i doskonalenie zawodowe naszej załogi. Chciałabym także podkreślić, że duże znaczenie dla powodzenia tych negocjacji miało odpowiedzialne podejście związku zawodowego do rozwiązań z zakresu elastyczności czasu pracy. Ten pakiet rozwiązań pozwala nam zarządzać czasem pracy na bieżąco, uwzględniając zmienne prognozy produkcyjne.

Międzynarodowa współpraca oraz konsekwentnie realizowana strategia pozwala skutecznie radzić sobie z globalnymi wyzwaniami. W kwestii kooperacji marki Volkswagen Samochody Dostawcze z Fordem Jens Ocksen dodaje: „Budowa miejskich samochodów dostawczych na bazie nowego Caddy dla Forda pozwala nam dodatkowo lepiej planować dalszą przyszłość dla zakładów Volkswagen Poznań”.

Piotr Olbryś, Przewodniczący zakładowej Solidarności podkreśla, że dialog nawet w trudnych czasach ma sens i prowadzi do konstruktywnych rozwiązań: „Mogłoby się wydawać, że negocjacje w warunkach pandemii, są ryzykowne, czy skazane na niepowodzenie. Mieliśmy 2 główne postulaty. Pierwszy dotyczył zabezpieczenia stałych miejsc pracy, drugi utrzymania poziomu wynagrodzeń.  Walczyliśmy do samego końca, przy stole, odpowiedzialnie forsując argumenty. Mamy poczucie, że w tej sytuacji osiągnęliśmy wszystko to co było realne aby zagwarantować naszej załodze bezpieczeństwo. Rozmawialiśmy także o redukcji zatrudnienia. Nie wszystkie umowy na czas określony zostaną przedłużone. Staraliśmy się aby pracodawca zapewnił naszym kolegom, którzy nie mogą z nami zostać możliwie dobre warunki startu na rynku pracy. Efektem wspólnego wysiłku związku zawodowego i pracodawcy są dzisiaj wypracowane rozwiązania: gwarancje zatrudnienia, bezpieczeństwo płac i ochrona finansowa oraz wsparcie dla tych, którzy nie będą z nami pozostać.”

Kredyt hipoteczny a utrata pracy – co zrobić, aby nie stracić także mieszkania?

  • Z powodu pandemii pracę w Polsce straciło dotychczas 660 tys. osób – wynika z badania Uniwersytetu Warszawskiego, Diagnoza+.
  • Wiele osób, choć nie straciło pracy, musi radzić sobie ze zmniejszonymi pensjami; aż 1/3 gospodarstw domowych zanotowała spadek dochodów.
  • Banki oferują szereg rozwiązań, by ułatwić klientom spłatę kredytu w trudnym okresie, m.in. zawieszenie lub zmniejszenie miesięcznych rat czy konsolidację zobowiązań.

Pandemia koronawirusa w znaczny sposób wpłynęła na finanse Polaków. Związane z nią zamrożenie gospodarki wiele osób pozbawiło pracy, premii lub części dochodów. W szczególnie trudnej sytuacji znaleźli się kredytobiorcy. Z raportu AMRON-SARFiN wynika, że w 2019 r. banki udzieliły Polakom rekordową liczbę 225 tys. kredytów hipotecznych. Teraz wielu kredytobiorców boryka się z problemem spłaty należności. Jest jednak kilka sposobów na poradzenie sobie z tego typu kłopotami.

Zmniejszenie miesięcznej raty, czyli wydłużenie okresu spłaty kredytu

Z badania Diagnoza+ przeprowadzonego przez Uniwersytet Warszawski wynika, że z powodu pandemii pracę w Polsce straciło do tej pory 660 tys. osób. Jednak problemy finansowe nie dotyczą tylko osób zwolnionych. Pracodawcy zmniejszają wymiar pracy, przez co pensje bywają obcinane nawet o 20%. Aż 1/3 gospodarstw domowych musi sobie radzić ze spadkiem dochodów. Jednym ze sposobów na zmniejszenie miesięcznych zobowiązań – chociaż wobec banku – jest wydłużenie okresu spłaty kredytu. Dzięki temu obniżona zostanie wysokość jego rat, ale niestety wzrośnie całkowity koszt.

– Przyjmijmy, że dwa lata temu zaciągnęliśmy kredyt na kwotę 250 000 zł na okres 20 lat, z oprocentowaniem na poziomie 3,6%. W takiej sytuacji  mamy ratę równą w wysokości ok. 1463 zł. Przy 20-letnim okresie kredytowania spłacilibyśmy 101 066 zł odsetek. Jeżeli po tych dwóch latach zdecydowalibyśmy się na przedłużenie kredytu do 30 lat, to nasza miesięczna rata wynosiłaby ok. 1098 zł, a łącznie w całym okresie kredytowania odsetki wyniosą 154 135 zł. Taka operacja daje nam oszczędność na racie miesięcznej 365 zł, ale za to spowoduje wzrost całkowitej kwoty do spłaty o ponad 53 tys. zł – tłumaczy Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Z tej opcji nie może jednak skorzystać każdy. Pozytywna decyzja zależy m.in. od maksymalnego okresu kredytowania obowiązującego w danym banku. W większości przypadków wynosi on do 30 – 35 lat. Nie przedłużymy zatem kredytu, jeżeli obecne warunki już przewidują taki okres spłaty. Innym czynnikiem decydującym o możliwości przedłużenia okresu spłaty jest wiek kredytobiorcy. Również w tej kwestii banki wewnętrznie ustalają limity. W większości przypadków, bank nie przedłuży kredytu, jeśli w momencie spłaty ostatniej raty wiek kredytobiorcy będzie wynosił 70 lat.

Konsolidacja kredytów możliwa, ale tylko w tym samym banku

Osoby, które posiadają więcej niż jedno zobowiązanie wobec banku, mogą je skonsolidować. Ta opcja pozwala na przekształcenie wszystkich posiadanych zobowiązań – pożyczek, kredytów czy debetów na karcie płatniczej w jedno, z jedną ratą. Największą zaletą takiego kredytu jest często niższa miesięczna rata niż suma wszystkich rat, jakie do tej pory musieliśmy płacić. Niestety sprawa znacznie się komplikuje po utracie pracy. Wtedy konsolidacja możliwa jest tylko w przypadku należności posiadanych w jednym banku.

Zawieszenie całości lub części raty

Zawieszenie obowiązku spłaty rat, czyli tzw. wakacje kredytowe, to najpopularniejsza w ostatnim czasie propozycja banków na poradzenie sobie z przejściowymi problemami finansowymi. Mamy do wyboru dwie opcje.

– Pierwsza, to zawieszenie raty kapitałowej, co oznacza, że musimy zapłacić jedynie odsetki. Jest to mniej opłacalne dla stosunkowo niedawno zaciągniętych kredytów ze stałą ratą, ponieważ na początku kredytowania dużą część raty stanowią właśnie odsetki. Drugą opcją jest zawieszenie raty kapitało – odsetkowej. W przyjętej w ostatnim czasie Tarczy Antykryzysowej 4.0. wprowadzono nowe przepisy dotyczące wakacji kredytowych, dzięki którym będzie można zawiesić spłatę zarówno części odsetkowej, jak i kapitałowej maksymalnie do trzech miesięcy. Rozwiązanie przeznaczone jest dla osób, które straciły pracę lub główne źródło dochodu po 13 marca. Jeżeli jednak kredytobiorca ma więcej kredytów u jednego kredytodawcy, będzie musiał wybrać jeden, w którym chce skorzystać z wakacji kredytowych –dodaje Katarzyna Dmowska.

Zmniejszenie lub zawieszenie rat kredytu, a także konsolidacja to dobre opcje dla tych osób, które faktycznie mają przejściowe kłopoty finansowe i problem z zapłatą miesięcznych należności. Korzystanie z tych możliwości przez pozostałe osoby nie jest opłacalne, ponieważ zwiększa koszt całkowity kredytu.

Źródło: ANG Spółdzielnia

ERP w trybie zdalnym – zmiany i trendy we wdrażaniu oprogramowania biznesowego

Dla wielu organizacji praca zdalna stała się w ostatnich miesiącach codziennością. Niektóre firmy jeszcze przed koniecznymi zmianami trybu pracy, rozważały wdrożenie oprogramowania biznesowego, inne właśnie teraz poszukują narzędzi, które mogą im pomóc w budowaniu efektywności i lepszym zarządzaniu firmą. Czy wdrożenie systemów ERP podczas home office jest jednak możliwe?

„W ostatnim czasie, zaobserwowaliśmy dwa podejścia do kwestii wdrożeń oprogramowania. Niektóre firmy zostały zmuszone do odłożenia tych planów na przyszłość. Są jednak również organizacje, dla których obecna sytuacja stała się motorem przyspieszającym cyfrową transformację. W tych przypadkach, przejście na tryb zdalny nie tylko nie przeszkodziło we wdrożeniu oprogramowania biznesowego, ale tak naprawdę przyspieszyło ten proces” – mówi Wojciech Wileński, Consultancy Manager CEE w Exact Software Poland.

Korzyści, jakie daje wprowadzenie elektronicznego obiegu dokumentów, a tym samym znacznie łatwiejszego dostępu do informacji czy też efektywna możliwość zarządzania procesami produkcyjnymi, logistycznymi i biznesowymi, mogą teraz dodatkowo zyskać na znaczeniu. Niezależnie od poszczególnych sytuacji, kluczem do sukcesu staje się elastyczność.

Zmiana podejścia

Nie ulega wątpliwości, że wdrożenie ERP w trybie zdalnym wymusza zmiany zarówno z punktu widzenia dostawcy, jak i przedsiębiorstwa. Część trudności i ograniczeń wynika z samej mentalności i przekonań. „Ważną rolą konsultanta staje się pokazanie klientom, że wdrożenie oprogramowania jest obecnie możliwe, a także przekonanie go o nowych kompetencjach firmy. Zmiana konieczna jest po obu stronach – zarówno konsultanci, jak i organizacje, muszą przyzwyczaić się do nowej sytuacji, gdzie dotychczasowe spotkania przekształcają się w wideokonferencje i wyłącznie zdalne odwiedzenie hali produkcyjnej, magazynu czy firmy klienta” – dodaje Wojciech Wileński. Podobnie jak wszędzie indziej, we wdrożeniach ERP dużą rolę odgrywają teraz narzędzia umożliwiające spotkania zdalne, a szczególnie możliwość realizacji wideokonferencji.

Obecna sytuacja może mieć wpływ również na sam proces wyboru dostawcy oprogramowania. Do niedawna dla wielu klientów bardzo istotne były referencje. Dzisiaj jednym z najważniejszych pytań może okazać się to, czy dostawca potrafił dostosować się do nowej rzeczywistości. Dotychczasowe standardy, w postaci wielogodzinnych spotkań z konsultantem bezpośrednio w siedzibie firmy czy hali produkcyjnej, być może nigdy już nie wrócą w takiej samej formie. W kontekście wdrożenia systemów ERP, część zadań realizowanych w trybie zdalnym jest nie tylko uproszczona, ale również bardziej efektywna kosztowo – oszczędności wynikają m.in. z braku konieczności dojazdów czy zakwaterowania konsultanta.

Od waterfall do agile

W trybie zdalnym, jednym z najważniejszych zadań dla obu stron: klienta oraz dostawcy, jest upewnienie się, czy wszystkie potrzeby zostały precyzyjnie zdefiniowane. Do tej pory przy wdrożeniach bardzo popularna była metodyka pracy „waterfall”. Dokładnie określała ona kolejne kroki i była świetnym rozwiązaniem w sytuacjach, gdzie oczekiwania i potrzeby klienta mogły być jasno sprecyzowane. Obecnie ogromne znaczenie zyskują metodyki agile. Dostawcy, którzy są otwarci na działania „zwinne” mają szansę lepiej odpowiedzieć na dynamicznie zmieniające się potrzeby klientów. To podejście ułatwia również pracę w trybie zdalnym, gdzie precyzyjne określenie potrzeb może okazać się trudniejsze. Nie jest to nowa koncepcja – jednak być może aktualna sytuacja może przyspieszyć jej popularyzację.

Zdalne wdrożenie = zdalny dostęp

Co jest konieczne, aby w trybie zdalnym przeprowadzić wdrożenie systemów ERP? W skrócie, wystarczy laptop oraz połączenie internetowe. Z tego punktu widzenia, lokalizacja klienta oraz konsultanta nie ma znaczenia. Aby takie wdrożenie było jednak możliwe, w przypadku niektórych firm istnieje konieczność zmiany restrykcyjnych zasad bezpieczeństwa. Do tej pory zdarzały się obawy z przyznaniem zdalnego dostępu, które nie zawsze było uznawane przez klientów za wystarczająco bezpieczne. Takie sytuacje wymagały obecności konsultanta w siedzibie klienta, a nawet korzystania z wydzielonych sieci wewnętrznych. „Klienci coraz częściej widzą, że aktualne technologie pozwalają na znacznie więcej w zakresie bezpieczeństwa w połączeniach zdalnych. Jeśli dotychczas z ważnych powodów nie chcieli oni rezygnować z wdrożenia systemów ERP, a byli ograniczeni politykami bezpieczeństwa – zaczęli dostosowywać wewnętrzne regulacje, aby bezpiecznie realizować projekty w trybie spotkań zdalnych. Z naszego punktu widzenia może to być trend, który trwale zmieni podejście do realizowania projektów. Wdrożenia mają szansę stać się łatwiejsze i szybsze do przeprowadzenia, co odbędzie się tylko z korzyścią dla klientów” – mówi Wojciech Wileński, Consultancy Manager CEE w Exact Software Poland.

Chmura, chmura i jeszcze raz chmura

Już od jakiegoś czasu, w kontekście ERP wiele się mówi o rosnącym znaczeniu wdrożeń w modelu chmurowym. Przyczyn było wiele: od rosnących kosztów utrzymania własnej infrastruktury, po coraz większą ilość przetwarzanych danych. Obecna sytuacja sprawia, że trend ten jeszcze bardziej zyskuje na znaczeniu. Oczywiście, wciąż są branże, które nie mogą sobie pozwolić na pełne przejście na infrastrukturę chmurową i przynajmniej część danych muszą przechowywać we własnych zasobach. Tam jednak, gdzie przepisy na to pozwalają, firmy redefiniują swoje podejście. Znaczenie ma utrudniony obecnie dostęp do infrastruktury. Wiele organizacji zostało zmuszonych do inwestycji w sprzęt, np. masową zamianę komputerów stacjonarnych na laptopy. Aby umożliwić zdalną pracę, część firmy potrzebowała szybkiego zwiększenia możliwości swojego korporacyjnego centrum danych, co spowodowało na rynku problemy z dostępnością sprzętu. Wdrożenia chmurowe przenoszą odpowiedzialność za utrzymanie infrastruktury, inwestycje sprzętowe, a także odpowiednią skalowalność na dostawcę. Klienci coraz częściej zaczynają dostrzegać znaczne korzyści wynikające z tego modelu, zwłaszcza w długoterminowej perspektywie.

Patriotyzm konsumencki – akcja #WspierajmyNasze

Pandemia dała się we znaki polskim przedsiębiorcom. Firmy musiały z dnia na dzień przystosować się do panującej sytuacji, niestety nie wszystkim udało się utrzymać na rynku. Dlatego Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Radomsku rozpoczęła działania mające na celu zjednoczenie, a w zasadzie solidaryzację z innymi polskimi przedsiębiorstwami. OSM postanowiła przeprowadzić akcję marketingową pro bono, której motywem przewodnim został hashtag #WspierajmyNasze

Pierwszym krokiem ze strony OSM w Radomsku było dołączenie do ogólnopolskiej kampanii #KupujŚwiadomie, następnym rozpoczęcie własnej akcji, na którą zdecydowano się po rozmowach z partnerami biznesowymi. Jak wyjaśnia firma, wspólnym mianownikiem okazała się potrzeba wzajemnego wsparcia między  przedsiębiorcami, zwłaszcza w dobie kryzysu wywołanego epidemią. Wtedy też powstał hashtag #WspierajmyNasze symbolizujący całą kampanię. OSM w Radomsku zaprosiło do akcji partnerów, w celu integracji na stronie internetowej Spółdzielni. Początkowo działania miały na celu pokazanie solidaryzmu między polskimi biznesami, jednak wraz z rosnącym zainteresowaniem, challenge znajdował nowe grona odbiorców, a akcja przerodziła się w kampanię marketingową.

Jak działa #WspierajmyNasze

Akcja opiera się na obustronnych korzyściach – partnerów i pomysłodawców przedsięwzięcia, a udział jest bezpłatny. OSM w Radomsku reklamuje na swojej stronie internetowej polskie firmy, które dołączają do kampanii. W zamian przedsiębiorstwa udostępniają na swoich platformach i portalach informacje o akcji wzajemnego wsparcia. Poprzez wykorzystanie mechanizmu rekomendacji Spółdzielnia buduje grono firm i odbiorców.  Cały kontent jest tworzony zarówno przez OSM w Radomsku, jak i przez partnerów kampanii, dzięki temu jest on dostosowany do obecnej sytuacji i przedstawia polskie przedsiębiorstwa w pozytywnym świetle, promując kupowanie rodzimych produktów oraz wspieranie polskich firm.

Promotorom akcji zależy głównie na zachęcaniu Polaków do patriotyzmu konsumenckiego oraz przekonaniu kupujących, że warto sięgać po polskie produkty, gdyż są zdrowe, smaczne, a przede wszystkim pochodzą z naszego kraju, od polskich producentów.

Firmy, które dołączyły do akcji solidaryzują się na różne sposoby. Niektóre promują ją na swoich kanałach społecznościowych, inne zamieszczają linki do strony kampanii na własnych platformach internetowych. Część polskich przedsiębiorstw, głównie tych większych, występuje jako marka w kontekście hashtagu #WspierajmyNasze we wpisach reklamowych na stronie akcji :http://osmradomsko.pl/aktualnosci/wspierajmynasze/

Oprócz tego, w celu urozmaicenia kampanii na stronie OSM w Radomsku, pojawiły się Portrety [nie]zwykłych Polaków. Każdy portret to profil osobowości. Dzięki temu akcja oprócz instytucjonalnego charakteru, poszerzyła się o perspektywę zwykłego obywatela. Do akcji dołączają się także pojedyncze osoby, np. blogerzy.

Działalność kampanii można śledzić na stronie facebookowej: https://www.facebook.com/wspierajmynasze

oraz na profilu instagramowym: https://www.instagram.com/wspierajmynasze/

Warto zwrócić uwagę na to, co i od kogo kupujemy, gdyż konsumencki patriotyzm, zwłaszcza w dobie kryzysu wywołanego pandemią, pomaga wesprzeć polskich przedsiębiorców.

Branża e-papierosów na skraju bankructwa. Pisze list do premiera

Od początku lipca na wyroby w postaci płynów do elektronicznych papierosów nałożona zostanie akcyza, co dla polskich firm produkujących i dystrybuujących e-papierosy i liquidy oznacza stanięcie na skraju bankructwa. Branża, zrzeszona w stowarzyszeniu walczy o przetrwanie i przedstawia premierowi swój apel.

Wraz z początkiem lipca wprowadzona ma zostać akcyza na e-papierosy oraz tzw. wyroby nowatorskie, która zdaniem przedstawicieli branży mocno uderzy w już osłabiony przez pandemię biznes. Co prawda dotychczas produkty te nie były objęte akcyzą, aczkolwiek moment wprowadzenia jej po raz pierwszy jest wyjątkowo niekorzystny, gdyż zbiega się w czasie ze spadkami wynikającymi z lockdownu gospodarczego.

Akcyza – co to oznacza w praktyce?

Wprowadzenie podatku akcyzowego to kolejny czynnik, który negatywnie wpłynie nie tylko na branżę, lecz też na użytkowników końcowych.

– Liczbę osób korzystających z e-papierosów w Polsce szacuje się na około 1,5 miliona. Wprowadzenie akcyzy wiązać się będzie z koniecznością podniesienia cen o około 100 %., gdyż tylko w ten sposób możemy spróbować zniwelować straty wynikające z pandemii oraz dodatkowego podatku – mówi Jacek Golenia, Dyrektor Handlowy VAPE RIDE, firmy produkującej płyny.

Według danych Komisji Europejskich 10 proc. Polaków spróbowało w przeszłości e-papierosa, co jest siódmym wynikiem w Europie. Wprowadzenie akcyzy oznacza również dla użytkowników niepewną przyszłość. Zdaniem przedstawicieli branży nowy podatek to prosta droga do powstania i powiększania się szarej strefy, w której krążyć będą produkty. – Zjawisko to będzie niekorzystne zarówno dla branży, jak i dla rządu, który utraci wpływy z podatków od towarów i usług oraz podatku dochodowego. W efekcie branża e-papierosów zatrudniająca w kraju kilka tysięcy ludzi znajdzie się na skraju bankructwa, co będzie oznaczać wzrost bezrobocia i potrzebę wypłaty ewentualnych zasiłków czy zapomóg – dodaje Justyna Lipowicz ze Stowarzyszenia „NIE dla tytoniu!”, zrzeszającego członków działających w branży elektronicznych inhalatorów nikotyny propagujących mniej szkodliwy styl życia dla uzależnionych nałogowych palaczy tradycyjnego tytoniu.

Apel do premiera

Biorąc pod uwagę negatywne skutki pandemii i wprowadzenie nowego podatku, branża zrzeszona w Stowarzyszeniu „NIE dla Tytoniu!” zaznacza, w jak trudnym znalazła się położeniu. W tym celu napisano list do Premiera Mateusza Morawieckiego.

„(…) Branża e-papierosów za sprawą realnej stawki akcyzy na poziomie nigdy niespotykanym na rynku tradycyjnych wyrobów tytoniowych, tj. podwyższającym wielokrotnie o 100% ceny jej produktów, stanie lada dzień na skraju bankructwa (…)” – czytamy w apelu wystosowanym przez  branżowe Stowarzyszenie „NIE dla Tytoniu!”.

„Najlepszym, ale nie jedynym negatywnym przykładem są Włochy, gdzie wprowadzenie realnej akcyzy na e-papierosy załamało totalnie branżę, pozbawiając tym samym Budżet nie tylko oczekiwanych wpływów, ale również generując dodatkowe wydatki natury socjalnej (wypłata zasiłków) oraz zdrowotnej (na rynku pojawiły się wyroby z szarej strefy, niezweryfikowane pod kątem zdrowotnym).”– piszą w liście przedstawiciele branży.

Jakie zatem rozwiązanie proponuje branża?

– Jesteśmy za rozważnie wprowadzonym podatkiem akcyzowym, więc koniecznie równo z banderolowaniem, czyli od stycznia 2021 roku, jak podaje niedawno wprowadzone rządowe rozporządzenie do ustawy. Wówczas powinna się unormować sytuacja gospodarcza z koronawirusem, więc nie wzrośnie bezrobocie z powodu podupadających firm, a rząd będzie pewny wpływów pieniężnych – podsumowuje Justyna Lipowicz.

Tarcza Antykryzysowa pozwoli fiskusowi sprawdzać, czy przedsiębiorcy mieli prawo z niej skorzystać

Celem ratowania gospodarki, w tym przede wszystkim miejsc pracy, w ramach Tarczy Antykryzysowej państwo oferuje pomoc finansową przedsiębiorcom. Okazuje się jednak, że Tarcza ma też kolce. Wciąż nowelizowane przepisy mają pozwolić skarbówce na łatwiejszy dostęp do kont podatników, by sprawdzić, czy kryzys rzeczywiście ich dotknął.

Najpierw 212 mld zł, a później dodatkowe 100 mld zł – tyle rząd przeznaczył na ratowanie polskich przedsiębiorstw i miejsc pracy. To ok. 15% Produktu Krajowego Brutto, czyli pod tym względem poziom zbliżony do wielu innych europejskich państw. Dla przykładu na walkę z negatywnymi skutkami gospodarczymi wywołanymi pandemią COVID-19 Niemcy przeznaczyły ok. 20% swojego PKB (ok. 3,4 bln zł), Czechy ok. 18% PKB (ok. 167 mld zł), Węgry ok. 17% PKB (ok. 115 mld zł), Hiszpania ok. 15% PKB (ok. 900 mld zł), Wielka Brytania ok. 14% PKB (ok. 1,7 bln zł). Rekordzistą w tym zestawieniu są Włochy, które na ekonomiczną walkę z koronawirusem przeznaczyły aż 37% swojego PKB (ok. 3,4 bln zł).

Kryzysowa pomoc państwa

By starać się o państwową pomoc, przedsiębiorcy w Polsce muszą spełniać określone wymagania. Czasem niewielkie, takie jak uzyskanie wsparcia przez pracodawcę/przedsiębiorcę zatrudniającego, wraz z samym sobą, do 10 osób. Taki przedsiębiorca może tylko w oparciu o posiadany przed 1 kwietnia 2020 r. wpis do ewidencji osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarcza, jak i opłacając przed tą datą składki na własne ubezpieczenia lub będąc ich płatnikiem, uzyskać trzymiesięczne zwolnienie z opłacania składek ZUS za siebie i pracowników.

Ale w przypadku większości innych programów pomocowych, przedsiębiorca występując o ich przyznanie deklaruje spowodowany przez pandemię COVID-19 spadek obrotów. Tak np. w przypadku świadczenia postojowego dla osób prowadzących działalność gospodarczą, muszą one wykazać co najmniej 15% spadek przychodu w miesiącu poprzedzającym miesiąc złożenia wniosku. Podobnie warunkiem przyznania dofinansowania wynagrodzeń pracowników ze środków unijnych jest co najmniej 30% spadek obrotów w stosunku do porównywanego okresu roku 2019.

Śledzenie kont bankowych firmy

W trakcie panującej pandemii COVID-19, na etapie składania wniosku o pomoc państwa, nie wymaga ono potwierdzenia spadku przychodów, czy obrotów, w dokumentach. Wszystko odbywa się w oparciu o złożoną pod rygorem odpowiedzialności za składanie fałszywych oświadczeń deklarację podatnika. Wraz z kolejną nowelizacją przepisów dotyczących Tarczy Antykryzysowej, Ministerstwo Finansów chce jednak zapewnić sobie możliwość sprawdzenia szczerości zamiarów przedsiębiorcy i prawdziwość twierdzeń o jego pogarszającej się sytuacji. Wykorzysta do tego STIR.

STIR, czyli System Teleinformatyczny Izby Rozliczeniowej, to zgodnie z Ordynacją podatkową (dalej: O.p.) narzędzie do odbioru i przetwarzania danych w celu ustalenia wskaźnika ryzyka, czyli wskaźnika wykorzystywania działalności banków i spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych do celów mających związek z wyłudzeniami skarbowymi. System nadzoruje Krajowa Izba Rozliczeniowa i wykorzystywany jest głównie do analizy i blokowania przez Szefa Krajowej Administracji Skarbowej kont przedsiębiorców w przypadku podejrzenia o nieprawidłowości.

Ustawą z dnia 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (Dz.U.2020, poz. 695) do Ordynacji wprowadzono zapis, zgodnie z którym Minister Finansów może zlecać izbie rozliczeniowej analizę skutków zachodzących zjawisk gospodarczych, w tym w szczególności ich wpływu na płynność finansową przedsiębiorców i innych podmiotów (art. 119zhb O.p.). Oznacza to, że Minister Finansów będzie mógł, za pośrednictwem KIR, badać konta firmowe przedsiębiorców, celem ustalenia, czy faktycznie i w sposób niesztuczny spadły im obroty. A jeśli przepisy te nie zostaną uchylone po zakończeniu pandemii koronawirusa, fiskus będzie mógł przyglądać się w ten sposób rozliczeniom firmy już zawsze.

Autor: Kinga Hanna Stachowiak Wspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym i zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi. Prezes Zarządu spółek z branży nieruchomości i consultingu biznesowego.

Dziesięć lat od ataku Stuxnet. Jak obecnie rozwijają się zagrożenia wobec infrastruktury fizycznej?

Wraz z rozwojem przemysłowego Internetu rzeczy (IIoT) oraz związanym z tym coraz częstszym łączeniem technologii operacyjnych (OT) z informacyjnymi (IT), infrastruktura fizyczna stała się podatna na przeprowadzane zdalnie cyberataki. Jednym z pierwszych złośliwych narzędzi, które zostały wykorzystane przeciwko niej, był robak Stuxnet, odkryty dziesięć lat temu – w czerwcu 2010 roku. Korzystając z tej okazji analitycy z FortiGuard Labs firmy Fortinet przypominają historię najważniejszych ataków na systemy przemysłowe.

Stuxnet pojawił się na czołówkach gazet, ponieważ atakował przemysłowe systemy sterujące SCADA, a konkretnie programowalne sterowniki logiczne (PLC), które umożliwiają automatyzację procesów elektromechanicznych. Jego kod był wyjątkowo skomplikowany i miał rozmiar ponad 500 kilobajtów, co jest unikalne wśród złośliwych narzędzi. Zdołał przedostawać się do urządzeń fizycznych i systemu Windows, a następnie kilkukrotnie replikować w celu poszukiwania oprogramowania, które docelowo miał zaatakować.

Od czasu odkrycia Stuxnetu na całym świecie miało miejsce wiele innych przypadków ataków wymierzonych w systemy technologii operacyjnych. Według raportu Fortinet  o stanie bezpieczeństwa OT, aż 74% przedsiębiorstw doświadczyło w ciągu ostatnich 12 miesięcy naruszenia ochrony systemów przemysłowych.

Przegląd najważniejszych cyberataków na systemy przemysłowe

Obserwując najważniejsze cyberataki na systemy przemysłowe w ciągu ostatniej dekady, łatwo zauważyć, jak rozwinęły się umiejętności i możliwości techniczne cyberprzestępców. Znacznie bardziej niepokojąca jest jednak ich gotowość do wyrządzania szkód nie tylko w środowiskach cyfrowych, ale i w infrastrukturze fizycznej. Może mieć to wpływ na bezpieczeństwo publiczne oraz ludzkie zdrowie i życie.

Stuxnet jest jednym z pierwszych przykładów, które pokazały światu, jaki wpływ mogą mieć cyberataki na infrastrukturę fizyczną. Wzrost liczby nowych zagrożeń radykalnie zmienił sposób funkcjonowania przemysłowych systemów ICS/SCADA. Specjaliści z FortiGuard Labs przeanalizowali niektóre z najważniejszych cyberataków na systemy przemysłowe, które miały miejsce w ciągu ostatniej dekady.

2011: Duqu

Złośliwe oprogramowanie, odkryte przez węgierskich analityków, które pod względem struktury bardzo przypominało Stuxnet. Duqu został zaprojektowany w celu kradzieży informacji (tzw. infostealer) poprzez ukrycie transmisji danych w ruchu HTTP i przesyłanie złośliwych plików w formacie jpg. Odkrycie tego narzędzia unaoczniło jak w procesie ataku ważny jest etap rekonesansu, w trakcie którego złośliwy kod wykrada informacje. Bardzo często bowiem jest to pierwszy krok z zaplanowanej wcześniej serii kolejnych etapów ataku.

2013: Havex

Havex jest złośliwym oprogramowaniem typu Remote Access Trojan (RAT), które zostało odkryte w 2013 r. Stworzone przez grupę przestępczą znaną jako Grizzly Steppe, Havex atakował systemy kontroli przemysłowej (ICS) i komunikował się z serwerem nadzorującym pracę złośliwego kodu (Command&Control, C2), z którego dostarczane były kolejne moduły zawierające niebezpieczne narzędzia.

Kod tego narzędzia, specjalnie dostosowany do atakowania systemów ICS, gromadził dane przesyłane przez różne serwery z wykorzystaniem standardu otwartej platformy komunikacyjnej (Open Platform Communication, OPC), w tym takie informacje jak identyfikator klas CLSID, nazwę serwera, identyfikator programu, wersję OPC, informacje o producencie atakowanej platformy, stan pracy, liczbę grup i przepustowość serwera, a także był w stanie wyliczyć znaczniki OPC. Komunikując się z infrastrukturą C2, Havex otrzymywał instrukcje, które dawały możliwości nieznane dotąd złośliwemu oprogramowaniu.

2015: BlackEnergy

Odkryte w 2015 r. oprogramowanie BlackEnergy wykorzystywało makra w dokumentach Microsoft Excel. Złośliwe narzędzie dostawało się do sieci za pośrednictwem wiadomości e-mail typu spear-phishing, wysyłanych do konkretnych, starannie wybranych jako cel, pracowników. Kampania ta udowodniła, że cyberprzestępcy mogą manipulować infrastrukturą krytyczną na dużą skalę.

2017: TRITON

Złośliwe oprogramowanie, które jest ukierunkowane szczególnie na systemy zapewniające ochronę rozwiązań przemysłowych (Safety Instrumented System, SIS). Triton modyfikuje oprogramowanie układowe w pamięci, aby dodać do niego złośliwe funkcje. Pozwalało to przestępcom odczytać lub zmodyfikować zawartość pamięci i zaimplementować niestandardowy kod wraz z dodatkowymi instrukcjami, które miały na celu wyłączenie, spowolnienie pracy lub zmodyfikowanie rozwiązań umożliwiających bezpieczne wstrzymanie pracy procesu przemysłowego. Triton to pierwsze znane złośliwe oprogramowanie zaprojektowane specjalnie do atakowania systemów bezpieczeństwa przemysłowego, chroniących ludzkie życie.

W 2020 roku konieczna szeroka świadomość ryzyka

Bezpieczeństwo systemów ICS/SCADA powinno być traktowane priorytetowo ze względu na możliwe konsekwencje takiego ataku. Bardzo ważne również jest, aby reguły polityki bezpieczeństwa w przedsiębiorstwach były zgodne z obowiązującymi przepisami prawa.

Ryzyko związane z systemami przemysłowymi jest coraz szerzej znane i coraz bardziej priorytetowo traktowane. Istnieją instytucje rządowe, jak ICS-CERT w USA czy Centrum Ochrony Infrastruktury Narodowej (CPNI) w Wielkiej Brytanii, które publikują porady i wytyczne dotyczące najlepszych praktyk w zakresie bezpieczeństwa systemów ICS.

Odpowiednie normy zostały również opracowane przez Międzynarodowe Towarzystwo Automatyki (ISA). Natomiast organizacja non-profit ICS-ISAC podejmuje działania edukacyjne dotyczące świadomości zagrożeń i najlepszych praktyk, aby pomóc obiektom rozwijać świadomość dotyczącą sytuacji, w których może być zagrożone bezpieczeństwo lokalne, narodowe i międzynarodowe.

Sektor MŚP potrzebuje rok na rekonwalescencję po koronawirusie

Pod koniec maja br., czyli po prawie trzech miesiącach od wybuchu epidemii koronawirusa w Polsce, widać zdecydowanie więcej optymizmu w sektorze MŚP niż jeszcze miesiąc wcześniej. Na szybką rekonwalescencję branży, jeszcze w tym roku, liczy 18 proc. firm, podczas gdy w kwietniu ten odsetek był ponad dwa razy niższy (8,5 proc.). Najwięcej zapytanych przedsiębiorców – 58 proc. – jest zdania, że optymistyczny scenariusz ziści się w przyszłym roku (w kwietniu uważało tak 45 proc. zapytanych).Barometr COVID-19 sektor MŚP

19 proc. uważa, że nastąpi to najwcześniej za 2-3 lata (40 proc. w kwietniu). Trzecia edycja Barometru COVID-19 zrealizowana przez EFL przynosi także pesymistyczny wniosek – wciąż ponad połowa przedsiębiorców uważa, że koronawirus spowoduje upadłość wielu firm.

We wszystkich branżach powrót koniunktury spodziewany jest raczej w przyszłym roku – uważa tak 81 proc. przedstawicieli budownictwa (poprzednio 52 proc.), 67 proc. sektora HoReCa (poprzednio 33 proc.), 62 proc. branży produkcyjnej (poprzednio 45 proc.), 61 proc. – transportowej (poprzednio 48 proc.) i 47 proc. – handlowej (poprzednio 51 proc.). Także w branży usług to przekonanie jest minimalnie powszechniejsze (45 proc.) w porównaniu z przeświadczeniem, że nastąpi to w ciągu 2-3 lat (44 proc.). Nadal na lata 2022-2023 stawia najwięcej szefów hoteli restauracji i firm cateringowych (27 proc.), jednak w kwietniu było to aż 49 proc. Najwięcej optymistów, którzy stawiają jeszcze na rok 2020, jest wśród przedstawicieli handlu (33 proc., poprzednio 8 proc.) oraz przemysłu (21 proc., poprzednio 8 proc.).

Będzie lepiej niż się spodziewaliśmy?

– EFL już po raz trzeci w badaniu Barometr COVID-19, pod koniec maja br., zapytał przedsiębiorców o wpływ kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa na kondycję branży, w jakiej działa firma w perspektywie następnych sześciu miesięcy. W porównaniu do dwóch poprzednich edycji (koniec marca i koniec kwietnia) wśród przedstawicieli mikro, małych i średnich przedsiębiorstw przybyło optymistów. Choć wciąż najwięcej zarządzających biznesem oceniło, że sytuacja pogorszy się (40 proc.), to jednak jest to grupa znacznie mniejsza niż miesiąc wcześniej (77 proc.). Przybyło zatem przedsiębiorców z optymizmem spoglądających w przyszłość.  Co czwarty twierdzi, że sytuacja firmy poprawi się, w kwietniu tego zdania było tylko 1,5 proc. Ponadto dwa razy więcej zapytanych uważa, że nic się nie zmieni – komentuje Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Im mniejsza firma, tym większy pesymizm w odniesieniu do wpływu pandemii na kondycję branży – ta zależność jest identyczna jak w kwietniowym pomiarze, jednak odsetki pesymistów są dwukrotnie niższe wśród mikroprzedsiębiorców (spadek z 90 proc. do 44 proc.) oraz niższe w małych (spadek z 74 proc. do 43 proc. w maju) i średnich firmach (spadek z 63 proc. do 26 proc. w maju).

W trzech branżach (handel, transport, usługi) nadal przeważają ci, którzy uważają, że sytuacja zmieni się na gorsze, chociaż odsetki pesymistów są o wiele niższe w porównaniu z kwietniem (np. w branży usługowej różnica wyniosła aż 46 pkt. proc.). W budownictwie i przemyśle najwięcej jest respondentów, którzy nie spodziewają się zmian i tutaj też nastąpił największy spadek liczby optymistów – w budownictwie z 31 proc. do 19 proc., w branży produkcyjnej z 24 proc. do 20 proc. Co ciekawe, HoReCa, która na początku epidemii była najbardziej pesymistycznie nastawiona do swojej przyszłości, jest jedyną branżą, w której więcej przedsiębiorców uważa, że sytuacja ulegnie poprawie. Taką opinię wyraził 1 na 4 zarządzających hotelem, restauracją lub firmą cateringową (40 proc.).  Jednak wciąż 38 proc. obawia się pogorszenia kondycji w ciągu kolejnych sześciu miesięcy.

Mniej firm w Polsce?

Trzecia fala badania Barometr COVID-19  potwierdziła, że w ciągu najbliższych miesięcy polski sektor MŚP może się skurczyć. Wciąż ponad połowa przedsiębiorców uważa, że najpoważniejszym skutkiem epidemii koronawirusa będą upadki firm (54 proc. wskazań, w kwietniu – 51 proc.). Co piąty ankietowany (20 proc.) uważa, że jej konsekwencją będzie aktywne poszukiwanie innych rynków, dywersyfikacja obszarów działania lub zmiana profilu działalności (w kwietniu – 25 proc.). Im mniejsza firma, tym większa obawa, że pandemia spowoduje upadki firm. Im większa firma, tym częściej pojawia się oczekiwanie, że koronawirus spowoduje poszukiwanie innych rynków, dywersyfikację lub zmianę profilu działalności.

W pięciu branżach przewagę mają ci, którzy uważają, że pandemia spowoduje upadki firm. Tak jak w kwietniu najwięcej pesymistów znajduje się w branży HoReCa (83 proc., poprzednio 85%). W branży handlowej tego zdania jest 2 na 3 przedstawicieli (64 proc., poprzednio 49 proc.), usługowej – 58 proc. (w kwietniu – 71 proc.) i transportowej – 46 proc. (poprzednio 48 proc.). W maju br. dołączyło do nich budownictwo (47 proc., poprzednio 29 proc.). Tylko w branży produkcyjnej najwięcej osób uważa, że sytuacja nie zmieni się (33 proc.), chociaż nadal niewiele rzadziej odpowiadano, że koronawirus wpłynie pozytywnie  na aktywne poszukiwanie innych rynków (29 proc., poprzednio 46 proc.).

***

Barometr COVID-19 to dodatkowe badanie towarzyszące Barometrowi EFL, zapoczątkowane w marcu 2020 roku w celu diagnozy wpływu pandemii koronawirusa na przedsiębiorstwa z sektora MŚP. Badanie jest realizowane co miesiąc.

Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm.

Pierwsza edycja badania Barometr COVID-19 odbyła się w dniach 17 marca-1 kwietnia 2020 roku. Druga edycja została przeprowadzana w dniach 20-30 kwietnia 2020 roku. Aktualna, trzecia edycja, odbyła się w dniach 18-30 maja 2020 roku.

GMC Live! vol. 2 transmitowana bezpłatnie dla wszystkich zainteresowanych

Na fali sukcesu i Waszego zainteresowania pierwszą edycją Golden Marketing Conference online – GMC Live!,  Grupa MTP postanowiła pójść za ciosem i już 15 lipca zorganizować GMC Live! vol. 2.

Kolejna odsłona również będzie transmitowana bezpłatnie dla wszystkich zainteresowanych na kanałach Facebook oraz YouTube GMC:
FB –
https://www.facebook.com/GoldenMarketingConference/          
YT –
https://www.youtube.com/channel/UCq5BqQRFge4ya7symJ527qQ

Projekt GMC Live! powstał w odpowiedzi na potrzeby rynku marketingowo-eventowego,
który w czasie największych obostrzeń wynikających ze światowej pandemii został zobligowany do przeniesienia swoich stacjonarnych spotkań na inne terminy. By móc kontynuować swoją misję prowadzenia rozmów o najnowszych trendach w branży oraz dzielić się dobrymi praktykami marketingowymi stworzyliśmy formułę spotkań online, które mają zagwarantować możliwość nieustannego wzbogacania wiedzy marketingowców i bezpłatnego podnoszenia kwalifikacji.

Pierwsza edycja GMC Live! miała w sobie to do czego Golden Marketing Conference w wersji stacjonarnej przyzwyczaiła swoich odbiorców: merytoryczne i inspirujące wystąpienia, tempo i zaangażowaną społeczność marketingowców oraz branżowych ekspertów z największych polskich i międzynarodowych firm. Wydarzenie zorganizowane przez Grupę MTP to doskonały benchmark, jak przenosić konferencję do sieci. Wersja online Golden Marketing Conference zdecydowanie  wyróżni się na tle podobnych, konkurencyjnych spotkań w wirtualnym świecie. Wysoka jakości wizualna i streamingowa oraz brak zamazanych kamerek internetowych pozwala na stworzenie poczucia fizycznego uczestnictwa w konferencji.

Pierwsza edycja GMC Live! w liczbach:

  • 99 169 – Tyle minut widzowie konferencji live obejrzeli łącznie.
  • 8 481 – Unikalnych użytkowników relacji live.
  • 2783 – Stałych widzów w trakcie całej transmisji na FB oraz YouTube.
  • 844 – Reakcji pod relacją live.
  • 84 – Udostępnienia transmisji online.*

Do udziału w GMC Live! vol. 2 zaproszono prelegentów, których wykłady poruszą najistotniejsze w ostatnich miesiącach obszary real-time marketingu, e-commerce, marketing automation, power generation, social mediów w kontekście B2B czy komunikacji marek. Na wirtualnej scenie wystąpią m.in.: Aleksander Skałka, Marketing Automation Strategy Director, SALESmanago, Magdalena Olak, Managing Director / Executive Producer, TANK, Przemysław Jończyk, Chief Executive Officer, Jaaqob,  Anna Robotycka, CEO, Agency F11, Dimaq Trainer oraz Grzegorz Borowiecki, Nadsztygar, WUNDERTEAM.

Całość zrealizowana zostanie w specjalnie wybudowanym studio nagraniowym Grupy MTP wyposażonym w najnowsze rozwiązania techniczne, co umożliwia przeprowadzenie transmisji live w najwyżej jakości, co zapewni uczestnikom możliwe najlepszy odbiór oglądanych prelekcji. Wydarzenie całkowicie bezpłatnie będzie można śledzić na żywo na Facebooku oraz kanale YouTube Golden Marketing Conference już 15 lipca. Wystarczy narzędzie z dostępem do internetu i wygodny fotel.

Wydarzenie objęte jest akredytacją programu DIMAQ. Osoby z certyfikatem uczestniczące
w konferencji GMC Live! vol. 2 otrzymają punkty recertyfikacyjne:

➡️ uczestnik – 10➡️ prelegent – 30

Uczestnicy GMC Live vol. 2 będą mieć także możliwość uzyskać certyfikat uczestnictwa właśnie w tym wydarzeniu.

Bądź na bieżąco i śledź profil Golden Marketing Conference na Facebooku.

*Dane przedstawiają moment zakończenia transmisji live w dniu 1 czerwca.

Biura turystyczne idą z torbami

Branża turystyczna jest jedną z tych, które najmocniej ucierpiały wskutek pandemii. Zakaz podróżowania spowodował, że tylko samo wykorzystanie bazy noclegowej w Polsce w kwietniu spadło o 97,5 proc. względem analogicznego miesiąca ubiegłego roku. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK, przez ponad rok zadłużenie firm turystycznych wzrosło dwukrotnie, do prawie 118 mln zł. Czy uda im się przekonać klientów, że już jest bezpiecznie i można wyjeżdżać? Wpływ na decyzje wakacyjne będą z pewnością miały zarówno niepewne prognozy dotyczące drugiej fali zachorowań, jak i zwyżkujące ceny w polskich kurortach.  

Część dużych biur zapowiedziała, że w związku ze znoszeniem ograniczeń w podróżowaniu z początkiem lipca wznawia funkcjonowanie. Oczywiście odbywać się to ma w bardzo ograniczonym zakresie, ale dla wielu wczasowiczów stęsknionych zagranicznych wojaży zaświtał promyk nadziei. Czy rzeczywiście uda im się wyjechać? Firmy turystyczne bardzo na to liczą, bo jeśli nie zaczną wreszcie zarabiać, ich sytuacja będzie jeszcze bardziej dramatyczna.

Skalę zapaści tej branży w Polsce pokazują dane GUS. W marcu 2020 r. z turystycznych obiektów noclegowych skorzystało 881,4 tys. turystów, którym udzielono 2,5 mln noclegów. W porównaniu z marcem 2019 r. było to mniej odpowiednio o 63,3 proc. i o 56,7 proc. Kwiecień tylko pogłębił kryzys. Według szacunków liczba osób korzystających z noclegów w porównaniu z analogicznym miesiącem roku poprzedniego była niższa o ok. 97,5 proc.

– To katastrofa. Obłożenie miejsc noclegowych spadło w zasadzie do zera, co musiało odbić się na kondycji finansowej całej branży, nie tylko właścicieli pensjonatów czy hoteli. Jak wynika z naszych danych, zadłużenie podmiotów turystycznych między marcem a majem wzrosło o blisko 37 mln zł, do 118 mln zł. Jeśli weźmiemy pod uwagę zmianę od marca zeszłego roku do kwietnia 2020 r., to mówimy już o blisko 59 mln zł – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Kłopoty branży turystycznej ze spłatą zaległych zobowiązań

turystyka.PNG

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK

Dane BIG InfoMonitor pokazują też, że choć w ciągu roku udział firm, które mają zaległości w całej branży spadł nieznacznie z 5,9 proc., czyli wartości średniej dla ogółu gospodarki, do 5,7 proc. (w zestawieniu bierzemy pod uwagę firmy aktywne, zawieszone i zamknięte), to jednak liczba przedsiębiorstw doświadczających problemów z terminową spłatą zobowiązań wzrosła z 919 do 939. Kwotowo największe zadłużenie mają organizatorzy turystyczni (56,1 mln zł), pozostałe firmy zajmujące się rezerwacją (43,6 mln zł) oraz agenci (11,9 mln zł). Na pośrednikach turystycznych ciąży 5,2 mln zł.

Wakacyjne powroty

Kryzys wywołany pandemią koronawirusa sprawił, że ten początek wakacji wcale nie oznacza nagłej fali wyjazdów urlopowych. Wielu potencjalnych urlopowiczów w tym roku nie zdecyduje się na wyjazd. Po części dlatego, że mimo zapewnień decydentów obawiają się o swoje zdrowie, po części, bo kryzys odbił się na możliwościach ich domowych budżetów. Po miesiącach koniecznej bezczynności do gry wracają jednak biura podróży, choć z poważnie ograniczoną ofertą. Kilku dużych operatorów od początku lipca zamierza uruchomić zorganizowane wyjazdy, przede wszystkim w europejską część basenu Morza Śródziemnego – do Grecji, Hiszpanii czy Chorwacji.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku małych organizatorów, szczególnie tych, którzy oferują wyjazdy w odległe regiony świata dla niewielkich grup, często właśnie pod specjalne wymagania konkretnych klientów.

– Jesteśmy w kropce. Aby zarabiać, musimy organizować wyjazdy, a to oznacza ponoszenie kosztów, np. zaliczek usług za granicą. Jeśli imprezę trzeba będzie odwołać z powodu nagłego nawrotu epidemii, to zgodnie z ustawą o usługach turystycznych musimy klientom zwrócić całość wniesionych wpłat. Pełna odpowiedzialność finansowa za odwołane lub przerwane wycieczki ciąży na organizatorach turystyki. Dlatego samo otwarcie granic nie powoduje, że firmy turystyczne takie jak nasza będą od razu odrabiać straty. Wprost przeciwnie. Organizacja kolejnych wyjazdów może wpędzać w jeszcze większe kłopoty. Żeby branża bezpiecznie ruszyła, jest potrzebna natychmiastowa zmiana ustawy o usługach turystycznych – mówi Jarosław Poniewiera z Klubu Laurazja.

Droga niepewność

Przedstawiciele branży turystycznej nie mogą być pewni, jak będzie wyglądała sytuacja epidemiologiczna na świecie i w jaki sposób poszczególne kraje będą na nią reagowały. Dotychczasowe doświadczenia nie napawają optymizmem. O pewnym zagubieniu i rozgoryczeniu może świadczyć, że część przedsiębiorców branży turystycznej czuje się pokrzywdzona przez – ich zdaniem – niezgodne z prawem zakazy i ograniczenia nałożone przez rząd w związku z epidemią koronawirusa. 84 firmy chcą w sumie 141 mln zł odszkodowań od państwa, a według szacunków takich poszkodowanych może być nawet 10 tys. w całym sektorze.

Na rynku krajowym daje się zauważyć, że wiele firm turystycznych, ale też z turystyką powiązanych, chce skorzystać na zniesieniu ograniczeń, nawet jeśli, a może właśnie dlatego, że mogą one powrócić. Rachunek za posiłek i nocleg w kurortach w Polsce niejednokrotnie przewyższa już więc ten, który trzeba by było zapłacić w którejś z europejskich wakacyjnych destynacji.

– To zrozumiałe, że po kilku miesiącach kompletnego zastoju firmy branży turystycznej usiłują odbić się od dna i poprawić swoją sytuację finansową. Przepadł im początek sezonu, kilka kolejnych długich weekendów, dotychczas tradycyjnie mocno obleganych, więc teraz, gdy wreszcie mogą, starają się nadrobić zaległości. Niestety dzieje się to częściowo kosztem tych wszystkich, którzy wakacje chcieliby spędzić w kraju, a budżety domowe ok. 40 proc. Polaków również ucierpiały w czasie pandemii – mówi Sławomir Grzelczak.

Jak więc w praktyce będzie wyglądał powrót do aktywności przedsiębiorstw zajmujących się turystyką? Nie wiadomo, ale np. bałagan wywołany przez brytyjski rząd, który ogłosił, że znosi ograniczenia w podróżowaniu do kraju, a następnie doprecyzował, że będzie się to wiązało z 14-dniową kwarantanną po przekroczeniu granicy, z pewnością ani operatorom turystycznym, ani liniom lotniczym w planowaniu powrotu do względnie normalnej działalności nie pomógł.

Co jesienią ubiorą miliony Polaków? O tym zdecydują maszyny

Branża modowa przez lata rozwijała się bardzo dynamicznie, wielkie domy mody i sieci sklepów rosły w siłę, zwiększały liczbę kolekcji wypuszczanych w jednym roku i podkręcały sprzedaż. Jednocześnie przybywało mniejszych graczy, którzy chcieli coś uszczknąć z tego olbrzymiego tortu. Pandemia wstrząsnęła jednak tą branżą i nie wiadomo, jak potoczą się jej dalsze losy. Wydaje się jednak pewne, że przewagę w nowym rozdaniu zyskają ci, którzy zwrócą się w stronę nowych technologii.

Eurostat, czyli Europejski Urząd Statystyczny, opublikował niedawno dane dotyczące handlu detalicznego w kwietniu 2020 roku. W porównaniu z marcem, w szczycie pandemii obroty w państwach unijnych spadły o ponad 11 proc. Dużo, ale w niektórych segmentach rynku było znacznie gorzej. W przypadku odzieży i obuwia sprzedaż skurczyła się o ponad 63 proc. w porównaniu z marcem. Dla wielu firm oznacza to katastrofę. Dane dotyczą obszaru UE, ale lockdowny wprowadzono w wielu innych regionach świata, więc można założyć, że branża modowa poważnie ucierpiała w skali globalnej. Sprawa jest bardzo poważna, ponieważ sektor ten już kilka lat temu wart był 3 biliony dolarów, o czym donosił Forbes. Moda odpowiada za kilka procent światowego PKB i miliony miejsc pracy.

Kryzys to nic nowego

Rynek skupiający odzież i obuwie jeszcze przed pandemią koronawirusa zmagał się z różnymi problemami. Branżowy serwis Fashion United już w 2017 roku informował, że nad blisko połową brytyjskich detalistów branży modowej zawisło widmo bankructwa, na co wpływ miały m.in. ostra konkurencja, wahania na rynku walutowym i konieczność wprowadzania wysokich przecen. To nie był wyłącznie problem Brytyjczyków – za oceanem już rok temu informowano o firmach modowych, które likwidują kilka, kilkanaście, a czasem znacznie więcej sklepów. Serwis Pennlive donosił wręcz o „apokalipsie sprzedaży detalicznej”. Pandemia i wynikający z niej kryzys spotęgują i przyspieszą procesy, które zaczęły się już wcześniej.

Dla większości firm nastały trudne czasy. To może oczywiście oznaczać koniec biznesu, ale taka sytuacja staje się też szansą. Podjęcie radykalnych działań może przynieść wymierne korzyści. Często słychać głosy, że epidemia SARS w 2003 roku pomogła rozkręcić się chińskiemu e-commerce i stoi m.in. za sukcesem potentata tego rynku, czyli Alibaby – tłumaczy Aleksandra Szarmach, CMO Nethansy, która wprowadza polskie i niemieckie firmy na Amazona, gdzie przy pomocy opatrzonego w algorytmy sztucznej inteligencji autorskiego systemu Clipperon, kompleksowo zarządza ich sprzedażą. – Teraz może być podobnie, kryzys da impuls do zmian. To już się dzieje, z całego świata płyną doniesienia o dynamicznym wzroście branży e-commerce. Jednak samo posiadanie sklepu w Internecie już dzisiaj nie wystarczy, trzeba być otwartym na nowe rozwiązania, np. sztuczną inteligencję – dodaje Szarmach.

Za jej słowami przemawiają dane i prognozy. Już dwa lata temu firma badawcza Juniper Research przewidywała, że wydatki detalistów na sztuczną inteligencję wzrosną z 2 mld dolarów w 2018 roku do 7,3 mld dolarów w roku 2022. Gdzie konkretnie te nowe technologie mogą znaleźć zastosowanie w sektorze modowym? Wszędzie! Od projektowania, przez produkcję, logistykę i łańcuch dostaw, po marketing i sprzedaż. Już na etapie określania trendów SI może się okazać bardzo przydatna. Na podstawie olbrzymiej ilości danych jest w stanie określić nie tylko, co ludzie będą chcieli nosić, ale też jak dużym powodzeniem będzie się cieszyć dana kolekcja. To pomaga stworzyć prognozy sprzedaży i produkcji. Im bliżej będą one późniejszych wyników, tym mniejsze straty poniosą firmy, co w dobie kryzysu ma olbrzymie znaczenie.

Nadzieja w sztucznej inteligencji

Kilka kwartałów temu głośno zrobiło się o startupie Designovel, który do projektowania ubrań wykorzystuje właśnie SI. To komputer zasilony olbrzymią ilością danych wskazuje człowiekowi, jakie wzory i kolory mogą przyciągać uwagę ludzi. Z kolei wywodząca się z Turynu firma iCoolhunt dostarcza narzędzie do przewidywania trendów, zmian w zachowaniach klientów i ich stylu życia. I najwyraźniej robi to dobrze, bo z jej rozwiązań korzystają dziesiątki znanych marek, w tym potentaci branży odzieżowej: Adidas, Prada czy Timberland. Inne firmy pracują nad tym, by z pomocą SI dobrać odpowiednie materiały, wykryć uszkodzenia tkanin albo dopasować kolory. Pochodzący z Portugalii startup HUUB dostarcza markom modowym platformę logistyczną, dzięki której mogą zarządzać procesami magazynowania, pakowania i wysyłki produktów. Narzędzie ma po prostu pomóc utrzymać zatowarowanie na właściwym poziomie.

Ale czy za zmianami stoją wyłącznie startupy, które opracowują rozwiązania dla wielkich firm modowych? – Z rozmiaru branży modowej i potencjału drzemiącego w jej unowocześnianiu sprawę już dawno zdał sobie np. Amazon. Jeszcze w 2009 roku firma Jeffa Bezosa zapłaciła ponad miliard dolarów – wtedy naprawdę duże pieniądze w branży e-commerce – za sklep Zappos.com oferujący odzież i obuwie – przypomina Aleksandra Szarmach. – W biznesie nie chodzi jednak tylko o to, by przejmować innych, trzeba się też skupić na innowacjach i Amazon to robi. Wystarczy wspomnieć zaprezentowaną kilka lat temu funkcję Style Snap wykorzystującą sztuczną inteligencję. Użytkownik aplikacji Amazona wrzuca do niej zdjęcie albo zrzut ekranu przedstawiający jakiś produkt, a program umożliwia mu nie tylko nabycie tej konkretnej rzeczy, ale też proponuje podobne przedmioty, reprezentujące np. ten sam styl. Właśnie tego oczekują dzisiaj klienci – konkluduje CMO Nethansy.

SI przechodzi do mainstreamu

Niedawno Amazon poinformował, że rezygnuje z rozwijania urządzenia Echo Look, wprowadzonego na rynek w roku 2017. Sprzęt posiadał aparat fotograficzny i w połączeniu z asystentem głosowym Alexa, rozwijanym przy użyciu sztucznej inteligencji, pełnił rolę stylisty modowego. W oparciu o zdjęcia i filmy użytkownika, Echo Look podpowiadał, która kreacja jest najlepsza, czy odpowiada najświeższym trendom i co można w niej zmienić. Oczywiście wskazywał też, co można kupić, by wyglądać lepiej. Czy firma zrezygnowała z tego rozwiązania, bo uznała, że jest niepotrzebne? Nie, po prostu jego funkcje w znacznej mierze są już dostępne aplikacji sprzedażowej Amazona. Firma nadal pracuje nad innowacjami, o czym mogą świadczyć niedawne doniesienia z Lab126, zespołu badawczo-rozwojowego wielkiej platformy e-commerce. Stworzył on narzędzie o nazwie Outfit-VITON, które w wielkim skrócie można określić mianem wirtualnej przymierzalni.

Idea wirtualnych przymierzalni jest realizowana nie tylko w środowisku e-commerce. Od kilku lat firmy pracują także nad lustrami przyszłości, które z pomocą SI mogłyby wesprzeć sprzedaż w tradycyjnych sklepach. Na czym to polega? Klient nie musi ubierać każdej rzeczy, która przypadła mu do gustu, by dowiedzieć się, jak będzie w niej wyglądał – lustro załatwi przymierzanie za niego i wyświetli jedynie efekty. Takimi rozwiązaniami chwaliły się już firmy Intel czy Van Heusen. A skoro już o sklepach stacjonarnych mowa, warto przywołać brytyjski startup Aura Vision, który wykorzystuje działające już w sklepach kamery bezpieczeństwa i na podstawie obrazu dostarcza informacje na temat klientów: ich wieku, płci, zachowań zakupowych i preferowanego stylu. Wszystko odbywa się z poszanowaniem ich prywatności, a możliwe jest oczywiście za sprawą rozwoju algorytmów.

Sztuczna inteligencja w tradycyjnym handlu będzie odgrywać coraz większą rolę, ale nie ulega wątpliwości, że to e-commerce najbardziej czeka na jej rozkwit. Dotyczy to zarówno sprzedawców, jak i klientów. Wystarczy spojrzeć na kwestię zwrotów. Serwis Essential retail donosił przed rokiem, że średnio 40 proc. zakupów modowych dokonanych online jest ostatecznie zwracanych. Powody są różne: od złego rozmiaru, przez kiepskie odwzorowanie kolorów w sklepie internetowym, po niedopasowanie do preferowanego stylu. Generuje to wielkie koszty dla firm z sektora, obciąża środowisko naturalne i zniechęca klientów. Dlatego coraz większą rolę odgrywać będą wirtualni doradcy zakupowi, którzy uchronią przed nieudanymi zakupami. Dobrym przykładem prac na tym polu jest duńska platforma Easysize, która za zadanie postawiła sobie ograniczenie marnotrawstwa związanego z produkcją i wysyłką towarów.

– Kwestia ochrony środowiska może iść w parze z rozwojem biznesu i to właśnie sztuczna inteligencja jest w stanie połączyć te dwa, pozornie sprzeczne, cele – komentuje Aleksandra Szarmach. – Jeżeli firma przy pomocy nowoczesnych rozwiązań ograniczy swój negatywny wpływ na planetę, może tego użyć również w celach promocyjnych. Rośnie grupa klientów, którzy stawiają na świadome i jak najmniej szkodliwe marki, w kryzysie ów trend powinien nawet wzrosnąć. Ten, kto zrozumie to jako pierwszy i pójdzie tym tropem, może naprawdę dużo zyskać.

 

Wzrosła liczba ofert pracy zdalnej

Liczba ofert pracy z możliwością pracy zdalnej wzrosła średnio o 30%. Tylko po wybuchu pandemii koronawirusa 3-krotnie zwiększyła się liczba firm, które wdrożyły taki model funkcjonowania (65% z nich) – wynika z raportu Devire „Wpływ koronawirusa na polskie przedsiębiorstwa”. Co więcej oferta, która umożliwia świadczenie pracy zdalnie, cieszy się większym zainteresowaniem kandydatów.

Znaczenie pracy zdalnej rośnie od kilku lat, a obecny kryzys wzmacnia ten trend. Pod koniec 2019 roku blisko 2 mln osób z 16,4 mln pracujących, wykonywało obowiązku zawodowe z domu (dane GUS). W tym w kawiarni, u klienta lub we własnej siedzibie.

W ostatnich miesiącach, pracodawcy musieli zupełnie przetransformować modele funkcjonowania swoich przedsiębiorstw. Choć 35% z nich spotkało się z barierami, które uniemożliwiły wprowadzenie pracy zdalnej, to nadal 65% zdecydowało się na taki krok.

Dziś firmy stopniowo wracają do swoich siedzib, wdrażając hybrydowe modele pracy (naprzemienna obecność ludzi/poszczególnych zespołów w biurze). Jednak praca zdalna nie jest już świętym Graalem, zarezerwowanym wyłącznie dla branży IT.

Obserwujemy, że pracodawcy przestali postrzegać pracę zdalną jako ostateczność lub zło konieczne. Dotychczas tylko w niektórych branżach pracownicy mogli średnio raz w miesiącu korzystać z takiego przywileju. Dziś rośnie nie tylko liczba rekrutacji przeprowadzanych wirtualnie, ale również ofert pracy, gwarantujących pełny wymiar wykonywania swoich obowiązków z dowolnego miejsca na świecie – podkreśla Łukasz Dłuski, dyrektor pionu rekrutacji stałej w Devire.

Elastyczna oferta bardziej atrakcyjna

Z procesów rekrutacyjnych przeprowadzanych przez Devire wynika, że 2. na 3. kandydatów chętniej wybierze ofertę, która zapewnia częściowy lub pełny wymiar pracy zdalnej. Jak dodaje Łukasz Dłuski:

Nawet 30% naszych ofert pracy w branżach takich jak: Ubezpieczenia, Nieruchomości, Administracja, e-Commerce, Marketing oraz dynamicznie rozwijający się sektor usług dla biznesu (SSC/BPO) – już dziś zapewnia częściowy lub pełny wymiar pracy zdalnej. Na elastyczność coraz częściej mogą również liczyć pracownicy HR i Księgowości.

Pandemia to czas, w którym zarówno pracownicy, jak i pracodawcy mogli oswoić się z pracą zdalną. Pomimo wielu barier, takich jak: brak sprzętu dla wszystkich zespołów, brak definicji pracy zdalnej w polskim prawie czy nierzadko brak zaufania – transformacja rynku w kierunku pracy w zespołach rozproszonych nabrała tempa.

– Dzięki pandemii pracodawcy zrozumieli zalety płynące z pracy zdalnej. To przede wszystkim oszczędność zarówno dla firmy, jak i pracownika. Firma nie płaci chociażby za organizację miejsca pracy, z kolei pracownik nie wydaje pieniędzy na dojazdy czy lunche – podsumowuje Łukasz Dłuski z Devire.

Te e-sklepy generują najwięcej ruchu z contentu – ranking

Dobrze prowadzone działania SEO są źródłem taniego i wysoko konwertującego ruchu. Ile e-sklepów prowadzi działania content marketingowe i które z nich najwięcej na nich zyskują? Oto wyniki analizy artykułów poradnikowych na stronach e-commerce przeprowadzonej przez Senuto.

Apteki na podium widoczności

Poniższe zestawienia prezentują pierwszą dziesiątkę e-sklepów, które prowadzą najaktywniejsze działania content marketingowe i wyróżniają się pod tym względem na tle innych e-commerce.

Sklep, w którym content osiąga największy ruch organiczny spośród wszystkich analizowanych serwisów e-commerce, to strona apteki doz.pl. Widoczność contentu na tej stronie, rozumiana jako estymowana miesięczna liczba wizyt osiąganych przez treści poradnikowe, przekracza milion. Drugi w zestawieniu serwis z podobnej kategorii – medme.pl ma wynik o prawie 200 tysięcy wizyt mniejszy. Podium zamyka kolejna apteka internetowa – apteline.pl z wynikiem widoczności contentu na poziomie 516 990. Dalej w zestawieniu znalazły się e-sklepy reprezentujące m.in. sprzęt RTV i AGD oraz artykuły domowe i budowlane.1 – najwięcej rychu z contentu

 

 

Zdrowie i parenting w wynikach TOP10

Jeśli natomiast spojrzymy na zestawienie sklepów z najwyższą średnią liczbą fraz w wynikach TOP10 na artykuł, podium otwiera tutaj wspomniana wcześniej apteka apteline.pl (37,86), tuż za nią plasuje się serwis z produktami dla niemowląt dla świeżo upieczonych mam  – bebiklub.pl (35,97) a na trzecim miejscu znajduje się hairstore.pl, czyli sklep fryzjerski i hurtownia online (34,44). Warto zwrócić uwagę, że sklep notowany na pierwszym miejscu zestawienia, posiada łącznie aż 1052 opublikowane artykuły. Dla porównania bebiklub.pl ma ich zaledwie 32, przy jednoczesnej wysokiej pozycji średniej liczby fraz w TOP10.2 – największa śr liczba fraz top10

Artykuły dla mam z największą liczbą wizyt

Niewielka liczba artykułów na stronie, nie przeszkodziła bebiklub.pl uplasować się na pierwszym miejscu w zestawieniu e-commerce z największą średnią widocznością artykułu, czyli estymowanej miesięcznej liczbie wizyt, jakie osiąga tekst. Portal dla młodych mam osiągnął wynik 1 508,1. Druga w zestawieniu  e-zikoapteka.pl ma wynik dużo mniejszy – 592,7. Na trzecim miejscu uplasowała się natomiast apteline.pl 491,4.3- top10 z największą śr widocznością art.

Content marketing w e-commerce

Pełne wyniki analizy Senuto pozwalają na wyciągnięcie istotnych wniosków dotyczących branży e-commerce i prowadzonych przez nią działań content marketingowych. Spośród 2067 sklepów, które generują ponad 10 tys. wizyt organicznych miesięcznie, zidentyfikowanych zostało zaledwie 786 takich, które aktywnie prowadzą działania content marketingowe, czyli zaledwie 38% największych sklepów internetowych w Polsce. Pozostałe 62% serwisów e-commerce nie prowadzi obecnie aktywnych działań tego typu.

Zdecydowana większość serwisów prowadzących działania contentowe (84,5%) posiada zaledwie od 10 do 100 artykułów w serwisie. Oznacza to, że realnie na dużą skalę content tworzy jedynie około 5% sklepów. Widać zatem, że w przypadku e-commerce konkurencja w kontekście contentu nie jest jeszcze wysoka. Wydaje się, że posiadając sklep, w oparciu o strategię content marketingową można w dość prosty sposób wytworzyć przewagę konkurencyjną – komentuje Damian Sałkowski, CEO Senuto.

Założenie badania

Eksperci Senuto przyjrzeli się artykułom publikowanym przez sklepy internetowe na ich blogach. Badanie powstało w oparciu o analizę sklepów, które generują ponad 10 000 wizyt z wyszukiwarki miesięcznie. W maju 2020 roku było ich w Polsce 2067 – to 3,8% wszystkich sklepów internetowych funkcjonujących w kraju. Senuto przeanalizowało łącznie 78 953 artykułów. Eksperci uwzględnili wyłącznie treści poradnikowe, czyli te publikowane w ramach bloga – bez opisów produktów czy kategorii. Pod lupę wzięto jedynie te artykuły, które są widoczne w wyszukiwarce chociaż na jedno słowo kluczowe. Rzeczywista liczba artykułów w każdym z serwisów może być zatem nieco inna.

W tym roku o 30% mniej sezonowych ofert pracy. W wakacje czeka nas boom?

Co roku już w kwietniu widać było delikatny spadek bezrobocia związany z pojawianiem się prac sezonowych. W tym roku jednak, jak wynika z danych GUS, bezrobocie w kwietniu wzrosło o 0,4 pkt proc. w porównaniu do marca. Podobną tendencję odnotowano w maju. Było to związane z epidemią koronawirusa, która wpłynęła na ograniczenie liczby miejsc pracy sezonowej o ok. 30%. Odbicie może nastąpić w wakacje, bo ruszyła turystyka. Eksperci Personnel Service wskazują, że osoby wykonujące wakacyjne prace sezonowe, takie jak instruktor, opiekun czy kelner, mogą zarobić od 13 do 25 zł netto za godzinę.

Pierwsze letnie prace sezonowe w Polsce zazwyczaj pojawiają się już w kwietniu i dotyczą głównie zbioru owoców czy warzyw. Kolejne możliwości do zarobku przynoszą miesiące wakacyjne, gdy obroty zwiększa branża turystyczna. Zdaniem ekspertów Personnel Service ten rok będzie wyjątkowy – na skutek epidemii koronawirusa liczba miejsc pracy sezonowej spadła o ok. 30% w porównaniu rok do roku. To może jednak zwiastować zatrudnieniowy boom w okresie lipiec-sierpień.

Pandemia wyhamowała wiele branż, w tym przede wszystkim handel i turystykę, które jako pierwsze odczuły skutki trwającej izolacji społecznej. Obecnie obostrzenia są luzowane, gospodarka stopniowo odmrażana, a chęć Polaków do wybrania się na wakacje w kraju większa niż zazwyczaj. Dlatego już teraz pojawia się wiele ofert pracy sezonowej właśnie w miejscowościach turystycznych. Kelnerzy, instruktorzy, opiekunki do dzieci, hostessy czy ratownicy nie będą mieli problemów z pracą. Nadal też można znaleźć zatrudnienie w rolnictwie i ogrodnictwie. Ze względu na ograniczony napływ pracowników z Ukrainy, zapotrzebowanie na Polaków do wykonywania prac sezonowych w tych sektorach wzrosło – zauważa Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Kto w wakacje zarobi najwięcej?

Eksperci Personnel Service przyjrzeli się strukturze zarobków w najpopularniejszych zawodach sezonowych – nie ma bowiem wątpliwości, że urlopowicze nie zrezygnują z ulubionych, wakacyjnych aktywności. Oferowane stawki są na zbliżonym poziomie do lat ubiegłych. Na najwyższe zarobki, ok. 25 zł netto/h mogą liczyć instruktorzy surfingu lub kitesurfingu. Od pozostałych profesji dzieli ich przepaść, ponieważ kolejny na liście – kelner – może liczyć na ok. 20 zł netto/h i to już uwzględniając napiwki. Opiekun lub opiekunka do dziecka zarobią ok. 18 zł netto/h, a pomocnik kucharza w małej gastronomii 15 zł netto/h.Inforgrafika_W tym roku o 30% mniej sezonowych ofert pracy

Prace sezonowe często są podejmowane przez studentów, którzy w okresie wakacyjnym chcą sobie dorobić. Praca w małej gastronomii, punktach sprzedaży, kelnerowanie czy opieka nad dziećmi to dobry sposób na odłożenie pieniędzy, potrzebnych do utrzymania się przez kolejne miesiące. Jeżeli taka młoda osoba ma odpowiednie uprawnienia np. instruktora sportu ekstremalnego, może liczyć na naprawdę wysoką stawkę – mówi Krzysztof Inglot.

Na drugim biegunie pod względem zarobków znajdują się takie zawody sezonowe, jak uliczny sprzedawca (13 zł netto/h), pokojówka (13 zł netto/h) czy pomocnik przy zbiorach (13,5 zł netto/h). Niewiele więcej zarobią także ratownicy (13,75 zł netto/h), hostessy/promotorzy (14 zł netto/h) czy opiekunowie kolonijni (14,5 zł netto/h).

Gospodarka odbiła, ale przedsiębiorcy są ostrożni

  • Po kwietniowej zapaści w maju działalność firm rozkwitła – wg danych Faktura.pl wystawiono o 26% faktur więcej niż miesiąc wcześniej.
  • Największy wzrost liczby wystawianych faktur miał miejsce w przypadku firm działających na 8% i 5% stawce VAT (odpowiednio o 62% i 70%). To sektor budowlany i gastronomia.
  • Odmrożenie działa, ale przedsiębiorcy są ostrożni – nie chcą podejmować długoterminowych zobowiązań, wartość faktur wystawionych z maju jest niższa niż tych z kwietnia.
  • W postepidemicznej gospodarce narasta problem terminów płatności – zamawiający chce szybko otrzymać towar, ale zapłacić później. Wykonawca nie może jednak czekać na pieniądze.

Majowe odmrożenie gospodarki umożliwiło powrót do działania wielu przedsiębiorcom. Widać to w danych Faktura.pl. Serwis działa od 19 lat, a obecnie korzysta z niego blisko 50 tysięcy polskich firm, w znacznej większości mikroprzedsiębiorców (serwis udostępnia program do faktur online pozwalający na szybkie wystawienie dokumentu).

– W maju za pomocą naszego serwisu wystawiono o 26% więcej faktur niż w kwietniu – wzrost jest znaczący, to więcej niż ¼. Firmy wznawiają działalność i zaczynają wystawiać faktury. Największy wzrost ich liczby dotyczy przedsiębiorców działających na 8% i 5% stawce VAT (odpowiednio o 62% i 70%). W pierwszym przypadku są to często małe firmy remontowo-budowlane. W kwietniu nie pracowały, bo w obawie przed zakażeniem ludzie niechętnie wpuszczali fachowców do domów. W maju te obawy zmniejszyły się, a Polacy otworzyli drzwi dla usług remontowo-budowlanych. 70% wzrostu liczby faktur ze stawką 5% (w maju w stosunku do kwietnia) to naturalnie efekt odmrożenia turystyki i gastronomii – ocenia Grzegorz Grodek, Prezes Zarządu Faktura.pl

Wg badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego i Państwowego Funduszu Rozwoju przeprowadzonego w ostatnich dniach maja, 31% firm odczuło poprawę sytuacji. W maju 28,7 tys. firm wznowiło działalność i zaczęło ponownie wystawiać faktury.

Przedsiębiorcy boją się podejmowania długoterminowych zobowiązań

Odbicie w gospodarce jest jednak bardzo ostrożne i niejednoznaczne – wg badania „KoronaBilans MSP”, przeprowadzonego przez IMAS na zlecenie KRD, 77,6% firm MSP nie planuje inwestycji w najbliższych 3 miesiącach. Wg Deloitte, jedynie 2% przedsiębiorców uważa, że pandemia nie będzie ingerować w plany inwestycyjne. Ostrożność widać też w danych Faktura.pl – pomimo większej liczby dokumentów wartość wystawionych w maju faktur była mniejsza niż w tych z kwietnia (o 18%).

– Optymizm jest stonowany, a wartość wystawianych faktur jest daleka od tej sprzed epidemii. W lutym, czyli ostatnim pełnym miesiącu funkcjonowania przedcovidowej gospodarki, wartość faktur była o 23% większa niż w maju. Nasze rozmowy z przedsiębiorcami wskazują, że boją się zobowiązań długoterminowych. Widać to także w naszej branży. W faktoringu standardowym modelem jest przekazywanie do finansowania pakietów faktur. To bezpieczniejsze dla faktora, bo przy kilku dokumentach ryzyko nieuregulowania zobowiązań przez zamawiającego towar czy usługę rozkłada się. Teraz wiele firm – szczególnie tych bez długiej historii współpracy z faktorem – niechętnie przekazuje do finansowania pakiety faktur, nie chcąc wiązać się długoterminowo. Wolą przynosić pojedyncze zobowiązania. My nie obrażamy się na takie realia i odpowiednio dostosowaliśmy naszą ofertę, tak aby móc finansować pojedyncze faktury– mówi Aneta Radomska, Dyrektor Sprzedaży eFaktor.

Towar na już, płatność w przyszłości

Problemem pozostają terminy płatności faktur – zamawiający chce otrzymać towar, ale z odroczonym terminem przelewu. Wykonawca też nie ma możliwości czekać na pieniądze – po trudnym kwietniu potrzebuje ich na płace, surowce czy materiały. Taka rozbieżność w oczekiwaniach sprzedających i kupujących zwiększa rolę i znaczenie faktoringu – modelu finansowania łączącego przeciwstawne oczekiwania biznesu. Konkurencyjne formy pozyskiwania środków, jak kredyty dla firm, w dalszym ciągu funkcjonują w niewielkim zakresie, a odmrożenie akcji kredytowej na dużą skalę spodziewane jest dopiero na wrzesień, październik.

 – W kwietniu większość korzystających z faktoringu (w naszym przypadku było to 70%) stanowiły firmy transportowe. W maju i czerwcu to się zmieniło. Pojawiają się przedstawiciele branż, których wcześniej nie widzieliśmy u siebie np. reklamowej, edukacyjnej, kosmetycznej czy z farmacji. Równocześnie spada udział firm transportowych. Biznes restartuje, ale na rynku brakuje pieniędzy. Producenci i usługodawcy chcieliby jak najszybciej sprzedawać i otrzymywać wynagrodzenie, ale kupujący negocjują możliwie najdłuższe terminy zapłaty. To sprawia, że tacy przedsiębiorcy trafiają do nas – mówi Piotr Więcek, Dyrektor ds. Rozwoju i Bezpieczeństwa z Finea.

Liczba wystawionych faktur wg różnych stawek w odniesieniu do kwietnia, w przeliczeniu na procenty. Dane Faktura.pl

Przykład (ostatnia kolumna – wszystkie faktury): w maju wystawiono 126% faktur w stosunku do liczby faktur wystawionych w kwietniu. W marcu wystawiono 127% faktur w stosunku do liczby wstawionych w kwietniu.

Miesiąc 23% 8% 5% Wszystkie

faktury

marzec 124% 136% 231% 127%
kwiecień 100% 100% 100% 100%
maj 121% 162% 170% 126%

Więcej niezdecydowania

Przekroczenie progu 10 milionów przypadków zakażenia koronawirusem globalnie jest najnowszym przypomnieniem, że problem nie zniknął i zagraża oczekiwanemu przyspieszeniu ożywienia gospodarczego. Obawy przyniosły w nocy nasilenie sprzedaży akcji, choć Europa ma plan na odbicie, biorąc pod uwagę, ile defensywnego nastawienia jest już w cenach. Niezdecydowanie przynosi stabilizację na rynek walutowy. Lokalnie zgodne z sondażami wyniki I tury wyborów są neutralne dla złotego.

Inwestorzy pozostają z wątpliwościami, na ile słuszne było wcześniejsze dyskontowanie szybkiego odbicia gospodarczego, kiedy na nowo rozpędza się liczba nowych przypadków zachorowań na koronawirusa. USA pozostają epicentrum drugiej fali (choć są już początkowe oznaki w Europie, aczkolwiek mniej groźne). Wraca temat niewystarczającej liczby dostępnych łózek szpitalnych, a kolejnej stany wstrzymują plany ponownego otwarcia działalności gospodarczej lub przywracają ograniczenia. Ponowny pełny lockdown jest mało prawdopodobny w związku z poważnymi jego kosztami, ale strach przed chorobą i nowe obostrzenia będą ciążyć na nastrojach konsumentów, planach rozwoju biznesów, a wreszcie i nastawieniu inwestorów. Z drugiej strony rynki już od kilkunastu dni zaznajamiają się z ryzykiem drugiej fali, jak również są świadome poprawy w danych makro oraz deklarowanego wsparcia władz fiskalnych i monetarnych. Stąd jakkolwiek presja na ceny aktywów ryzykownych może się utrzymywać, może być potrzeba silniejszego impulsu, by wywołać głębszą korektę.

Takie podejście („potrzebujemy więcej, by się naprawdę przestraszyć”) hamuje wyprzedaż, ale też nie daje podstaw do solidnego odbicia, co skutkuje podtrzymaniem niezdecydowania. Najbliższe dni mogą być jeszcze trudniejsze do ustalenia panujących nastrojów, biorąc pod uwagę koniec kwartału oraz skrócony tydzień handlowy w USA (wolny piątek związany z obchodami 4 lipca) zwieńczony raportem z rynku pracy (wyjątkowo w czwartek). Na razie brak przekonania może ograniczać płynność na rynku akcji, potęgując szarpane ruchy. Na FX ostrożne podejście do ryzyka i nagromadzenie krótkich pozycji stwarzają możliwości dla odbicia USD. EUR, GBP, CAD i NZD będą najbardziej narażone na korektę. Ropa naftowa pozostaje silnie wrażliwa na perspektywy popytu na paliwa, więc każde zagrożenie dla odbicia ożywienia gospodarczego uderzy w cenę surowca.

Pogorszenie nastrojów na rynkach zewnętrznych to nie jest środowisko, w którym złotemu łatwo będzie zyskiwać na wartości. Chociaż w ostatnim czasie EUR/PLN zamknął wahania w trendzie bocznym mniej więcej 4,41-4,48, presja z rynków zewnętrznych może przynieść powrót do 4,50. Dotychczas zwlekanie z podejściem wyżej mogło być związane z unikaniem przez inwestorów ekspozycji w złotym w obliczu wyborów prezydenckich, jednak wyniki I tury nie zmieniły bilansu czynników. Zgodnie z przewidywaniami sondaży Andrzej Duda wygrał z dwucyfrową przewagą nad Rafałem Trzaskowskim (45,2 proc. vs 28,9 proc. na podstawie częściowych wyników z 87 proc. obwodów). W drugiej turze ta przewaga stopnieje, gdyż Trzaskowski zyska na usunięciu innych kandydatów. Nic nie jest pewne w tym momencie, co pokazały wyniki wyborów prezydenckich w 2015 r., ale jednocześnie rynek nie przypisuje istotnej premii za ryzyko ewentualnej zmianie prezydenta na takiego, który nie jest powiązany z obecnym rządem. Dlatego w kontekście złotego bardziej obserwujemy sytuację na rynkach zewnętrznych niż nowe sondaże.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

JR HOLDING ASI S.A. ma podmiot z RPA zainteresowany zakupem testów smakowych na COVID-19

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., otrzymała list intencyjny od podmiotu z Republiki Południowej Afryki, w którym wyraża on zainteresowanie zakupem 100.000 szt. produktu Tastein tester – testów smakowych na COVID-19. Spółka dokonała również inwestycji w kolejny podmiot z branży biotechnologii – HELIX IMMUNO-ONKOLOGY S.A.

JR HOLDING ASI S.A. otrzymała list intencyjny AFRICA VISION DISTRIBUTORS CC z Republiki Południowej Afryki, w którym wskazany podmiot wyraża zainteresowanie zakupem 100.000 sztuk produktu Tastein tester (masowy test przesiewowy) w pierwszej partii z prognozą zwiększenia zamówienia do około 500.000 jednostek w ciągu kolejnych 30 dni oraz 1.000.000 jednostek w kolejnych miesiącach. Mają być one dostarczone rządom Państw afrykańskich w tym RPA, strategicznym regionalnym partnerom handlowym, agencjom i podmiotom z sektora prywatnego oraz organizacjom charytatywnym w Republice Południowej Afryki i w całym regionie. Kluczowym warunkiem koniecznym całego przedsięwzięcia jest spełnienie odpowiednich wymagań medycznych i certyfikatów w zakresie każdej dostawy produktów zdrowotnych. Obecnie przedstawiciel grupy badawczej oraz Spółka prowadzą negocjacje dotyczące szczegółów zamówienia, które zostaną ujawnione po wynegocjowaniu szczegółów kontaktu.

Emitent podpisał również aneks do przedwstępnej umowy sprzedaży praw własności intelektualnej, zgodnie z którą Sprzedający zobowiązali się do przeniesienia na Spółkę praw do uzyskania dwóch patentów na wynalazek w przygotowaniu oraz koncepcji produktu rynkowego w postaci zestawów testowych do badań klinicznych i przesiewowych populacji na COVID-19. Zgodnie z aneksem Strony zmieniły termin zawarcia umowy przyrzeczonej i ustaliły go do dnia 31 lipca 2020 r.

„Zainteresowanie testami przez podmiot z RPA powoduje, że pojawiają się realne szanse na komercjalizację testu na rynkach afrykańskich. Potencjał sprzedażowy w tamtym regionie wydaje się być bardzo duży. Liczymy, że uda nam się sfinalizować pierwsze dostawy i nawiązać w ten sposób nowe relacje handlowe.” – mówi January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

Emitent w maju br. poinformował o podpisaniu z sześcioma osobami fizycznymi, będącymi jedynymi właścicielami, posiadającymi pełne autorskie prawa majątkowe do zgłoszeń patentowych,. Zgodnie z nią osoby fizyczne zobowiązały się do przeniesienia na Emitenta prawa do uzyskania dwóch patentów. Pierwszym z nich jest patent na wynalazek w przygotowaniu pod tytułem „System oraz sposób wykrywania zaburzeń smaku u osób z zakażeniem wirusowym w szczególności wirusem SARS-CoV-2”, zgłoszony do ochrony w dniu 06.04.2020 r. Wynalazek ten dotyczy wykorzystania stymulacji prądowej receptorów smaku w celu wyznaczania wysokości progów czuciowych. Z kolei drugim jest patent na wynalazek w przygotowaniu pod tytułem: „Sposób do przesiewowej identyfikacji osób o zwiększonym ryzyku zakażenia wirusem SARS-CoV-2, diagnostyczny zestaw testowy oraz urządzenie do realizacji tego sposobu” zgłoszony do ochrony w dniu 21.05.2020 r. Wynalazek dotyczy zastosowania gustometrii chemicznej w celu ilościowej i jakościowej oceny zaburzeń smaku w przebiegu COVID-19. Sprzedający zobowiązali się również do przeniesienia na Spółkę prawa do koncepcji produktu rynkowego w postaci zestawów testowych do badań klinicznych i przesiewowych populacji.

JR HOLDING ASI S.A. dokonała również inwestycji w kolejny podmiot z branży biotechnologii. Emitent objął 2.200.000 spółki HELIX IMMUNO-ONKOLOGY S.A. za łączną kwotę 2.970 tys. zł. Objęte akcje stanowią 16,64% udziału w podwyższonym kapitale zakładowym Spółki oraz w ogólnej liczbie głosów. Podmiot ten został powołany w 2013 r. i działa w branży biotechnologii. Specjalizuje się on w rozwoju technologii w zakresie immunoterapii przeciwnowotworowej we współpracy z wiodącymi ośrodkami akademickimi. HELIX IMMUNO-ONKOLOGY S.A. wspiera badania nad lekami onkologicznymi przeprowadzane w Polsce, Kanadzie oraz w USA. Spółka we współpracy ze swoją spółką-matką oraz ProMab Biotechnologies Inc. – zewnętrznym partnerem z Doliny Krzemowej – rozwija technologię CAR-T (Chimeric Antigen Receptor T-cell) do leczenia nowotworów hematologicznych (szpiczak mnogi) stanowiących 4% wszystkich nowotworów złośliwych oraz nowotworów litych (nowotwór trzustki, żołądka i jelita grubego).

„Helix Immuno-Oncology S.A. posiada w pełni wyposażone, autonomiczne laboratoria. Jej celem jest dostarczanie konkurencyjnych, zarówno cenowo, jak i technologicznie, rozwiązań CAR-T, do sieci klinik i oddziałów onkologicznych w szpitalach w Polsce, Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoszech i Hiszpani. Spółka pozyskany kapitał przeznaczy na dalszy rozwój i komercjalizację swoich produktów. W przyszłości będziemy chcieli zwiększyć nasze zaangażowanie w tym podmiocie.” – dodaje Prezes Ciszewski.

JR HOLDING ASI S.A. zakończyła 1 kw. 2020 r. zyskiem netto w wysokości 15,88 mln zł, który wynikał z zastosowania nowej metodę wyceny posiadanych aktywów, do czego Emitent jest zobowiązany jako Alternatywna Spółka Inwestycyjna. Osiągnięty wynik finansowy należy uznać za bardzo dobry, szczególnie w kontekście trudnej sytuacji rynkowej na giełdach, wynikającej z pandemii koronawirusa. W najbliższym czasie JR HOLDING ASI S.A. zamierza przeprowadzić aktualizację strategii rozwoju na lata 2020-2022. Jednym z nowych obszarów działalności inwestycyjnej Emitenta będzie realizowanie inwestycji w fundusze Alfa Bridge z dofinansowaniem z NCBiR-u oraz PFR Starter FIZ. Z kolei drugim kierunkiem inwestycji będą spółki z szeroko pojętego sektora Life Science.

Spółka wypracowała w 2019 r. ponad 165 mln zł zysku brutto, co jest rekordowym wynikiem w jego wieloletniej historii. W minionym roku JR HOLDING ASI S.A. została wpisana przez Komisję Nadzoru Finansowego do Rejestru Zarządzających Alternatywnymi Spółkami Inwestycyjnymi.

Spektakularny rozwój e-commerce w czasie koronawirusa

Epidemia wirusa COVID-19 zmusiła wielu ludzi do robienia zakupów przez internet. Wśród nich znalazła się duża grupa, która nigdy wcześniej nie korzystała ze sklepów internetowych i usług e-commerce – czyli internetowej sprzedaży i marketingu. Jest też wielu klientów, którzy co prawda korzystali z zakupów przez internet – ale teraz zaczęli kupować w ten sposób również produkty spożywcze i pierwszej potrzeby. W wyniku tego liczba transakcji internetowych i przesyłanych paczek zwiększyła się nawet dwa razy. Eksperci przewidują, że większe zainteresowanie usługami e-commerce przeżyje koronawirusa – klienci polubią kupowanie przez internet, a kolejne sklepy uruchomią tę usługę, by nadążyć za konkurencją. Będzie to jednak wymagało dobrej organizacji i większej przepustowości firm kurierskich, a także lepszej logistyki ze strony sklepów. W tym mogą pomóc firmy takie jak Last Mile.

– Często firmy kurierskie miały dwa razy więcej paczek niż normalnie. Wygrali ci sprzedawcy i dostawcy, którzy korzystali z mocno skalowalnych paczkomatów. Podczas podwyższonej aktywności bardzo ważne były również dobre systemy interaktywnej komunikacji z klientami – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Różycki, partner zarządzający Last Mile Prophets. – Last Mile wspiera klientów w logistyce i organizacji dostaw. Jeśli utrzyma się duża część tych zmian, które COVID-19 wprowadził na rynek – znacznie więcej osób będzie korzystać z zakupów e-commerce. To oznacza więcej klientów, więcej paczek i większą skalę dostaw na rynku – analizuje Różycki.