Jak przygotować placówki i miejsca publiczne na przyjęcie ludzi?

Sytuacja w Polsce w związku z koronawirusem powoli zaczyna się stabilizować. Otwierają się hotele, centra handlowe, przedszkola, a ci, którzy pracowali z domów, ponownie zaczynają odwiedzać biura. Nie oszukujmy się jednak — bez względu na to, jak szybko społeczeństwo wróci do swojej codzienności, zachowanie wyjątkowej ostrożności i warunków higieniczno-sanitarnych będzie w przestrzeni publicznej obowiązkiem przez kolejne miesiące albo i lata.

Głównie z tego powodu, wielu przedsiębiorców zadaje sobie pytanie — w jaki sposób i jak często odkażać biura i placówki? Jak zapewnić bezpieczeństwo pracownikom i gościom?

Przede wszystkim — wybierz najbardziej skuteczną metodę odkażania

Podczas i po epidemii koronawirusa, w zakresie odkażania, potrzebna będzie bliska współpraca pracowników i pracodawców. Każda firma powinna w tym okresie zadbać o zapewnienie swoim pracownikom podstawowych narzędzi do dezynfekcji, takich jak płyny na bazie alkoholu. Przez długi czas ważnym elementem pozostaną również maseczki oraz rękawiczki, które zapewnią ochronę przed wirusami. Żadna z tych metod nie rozwiązuje jednak problemu obecności wirusa na powierzchniach wspólnych biura, szczególnie w przestrzeni, w której przebywała osoba zarażona wirusem. Spośród najbardziej skutecznych metod, warto rozważyć ozonowe odkażanie przestrzeni.

Główną zaletą ozonowania jest to, że zdezynfekujemy nim absolutnie wszystko — mówi Patryk Nowicki, Współwłaściciel firmy PSG Polska zajmującej się ozonowaniem od kilku lat. – Dzięki wykorzystaniu ozonu możemy odświeżyć całe pomieszczenia, powierzchnię i powietrze jednocześnie. Gaz dotrze nawet w szczeliny ściany, aż do 3 mm głębokości.

Zaletą ozonu jest także to, że w przeciwieństwie do środków chemicznych, nie trzeba go zmywać. Te drugie działają również tylko w odpowiednich warunkach i przy odpowiedniej ekspozycji na preparat.

Porozmawiaj w wieloma firmami odkażającymi, zanim wybierzesz tę jedyną

Podczas pandemii, na rynku pojawiło się całe mnóstwo firm dezynfekcyjnych. Wiele z nich zostało utworzonych na szybko, przez osoby bez doświadczenia, odpowiedniej wiedzy i przygotowania, które chcą wykorzystać chwilowy popyt na tę usługę. Chcąc zapewnić powracającym osobom bezpieczeństwo, ważny jest wybór odpowiedniej firmy. Jest to tyle ważne, że źle wykonane ozonowanie skutkuje tym, że powierzchnia nie jest zdezynfekowana, co więcej może zostać permanentnie zniszczona.  Każdy, kto zdecyduje się przeprowadzić ozonowanie w swojej placówce bądź biurze, powinien więc mieć na uwadze kilka kwestii.

Przede wszystkim warto zapytać o to, jak długo firma jest na rynku i jakie usługi świadczyła przed ozonowaniem lub dalej świadczy, oprócz ozonowania oraz jakie firma ma podejście do czasu ozonowania i czy przypadkiem nie przychodzi do nas z jedną słabą maszyną na 30 minut tylko po to, żeby pozostawić zapach ozonu. Powinniśmy się również upewnić, jaki firma ma park maszyn i jak organizuje odkażanie. – Niedawno od jednego z klientów dowiedzieliśmy się, że ktoś zaoferował mu ozonowanie 10 pomieszczeń przedszkolnych, które będzie trwało 2-3 dni, podczas gdy taka usługa na kilku dobrych maszynach powinna trwać kilka godzin. Ponadto przenosząc maszyny z pomieszczania do pomieszczenia, zamiast całkowicie usunąć problem, można go dodatkowo roznosić — mówi Patryk Nowicki, Współwłaściciel firmy PSG Polska. – Nie ma szans, aby odkażanie było wykonane poprawnie, jeśli firma nie ma odpowiedniego zaplecza maszynowego.

Każda próba negocjacji, sprzętu, ilości użytego ozonu czy czasu pracy, również powinna zapalić zamawiającemu w głowie czerwoną lampkę. Przygotowujemy przestrzeń na przyjęcie ludzi, a źle wykonana usługa nie zapewni im bezpieczeństwa i nie usunie wirusa.

Zastosuj się do wytycznych Głównego Inspektoratu Sanitarnego

Wytyczne i rekomendacje zmieniają się równie dynamicznie, jak zmienia się sytuacja w Polsce. Bez względu na to, na jaką metodę odkażania się zdecydujemy, ponad wszystko, warto śledzić zalecenia GIS oraz lokalnych stacji epidemiologicznych.

Wszystkie istotne komunikaty i informacje można również śledzić w zakładce aktualności na stronie profesjonalneozonowanie.pl.

Polacy versus cyfrowa rzeczywistość

17 maja obchodzimy Światowy Dzień Telekomunikacji i Społeczeństwa Informacyjnego. Wydarzenie, ustanowione przez Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ), symbolicznie poświęcone jest rozwojowi społeczeństwa cyfrowego i technologii. To dobra okazja, aby przyjrzeć się również polskim internautom. Firma NEXERA, która buduje i zarządza światłowodową siecią internetową, sprawdziła, jaką rolę w życiu Polaków pełni Internet i czy udało nam się odnaleźć w zdigitalizowanej rzeczywistości.

Jak bardzo jesteśmy cyfrowi?

Większość Polaków jest dobrze obeznana z cyfrowym światem. Według raportu Digital 2020 Poland, w styczniu br. 30,6 mln Polaków (80% populacji) deklarowało, że korzysta z Internetu, a 19 mln z nich było również aktywnymi użytkownikami portali społecznościowych. Średnio dziennie polscy internauci spędzali w sieci 6 godz. i 26 minut, a urządzeniami, które wykorzystywali do łączenia się online były głównie telefony komórkowe (56%), komputery i laptopy (42%), rzadziej tablety (1%). W świadomości Polaków Internet odgrywa coraz większą role, a jego wykorzystanie w codziennym życiu rośnie, co potwierdzają również badania przeprowadzone przez operatora telekomunikacyjnego – firmę NEXERA.

Do czego służy nam Internet?

Jeszcze w 2019 r. Polacy korzystali z Internetu najczęściej po to, aby w szybki i wygodny sposób załatwiać codzienne sprawy oraz zapewnić sobie rozrywkę. Ankietowani, którzy wzięli udział w badaniu #RegionyNEXERY2019 przyznali, że Internet służy im m.in. do korzystania z bankowości elektronicznej (83% wskazań), opłacania rachunków (80%), zakupów online (72%), załatwiania spraw urzędowych (41%). 74% respondentów przyznało, że porozumiewa się za pomocą internetowych komunikatorów, 59% dzięki Internetowi ogląda filmy online, 49% słucha muzyki, a 22% gra w gry – pokazały wyniki badania przeprowadzonego w czerwcu 2019 r. przez agencję badawczą GfK dla NEXERY.

Nowa wirtualna rzeczywistość

Pod koniec marca 2020 r., czyli kilka tygodni po wprowadzeniu izolacji społecznej ze względu na epidemię koronawirusa, NEXERA przeprowadziła badanie wśród polskich pracowników i rodziców uczniów w wieku szkolnym. Zapytano ich o doświadczenia związane z nową rzeczywistością – w tym z pracą zdalną i edukacją online. Okazało się, że Internet zaczął odgrywać jeszcze istotniejszą rolę w życiu Polaków. 89% ankietowanych stwierdziło, że dostęp do Internetu jest podstawą zdalnego nauczania, a 67% przyznało, że stabilne i szybkie łącze internetowe jest podstawowym narzędziem umożliwiającym im pracę zdalną. Dla porównania, w czerwcu 2019 r. niemal trzy czwarte ankietowanych przyznało, że nie miało okazji pracować zdalnie.

Jeszcze w 2019 r. Internet dla wielu Polaków był narzędziem ułatwiającym codzienne życie i źródłem rozrywki. Wydarzenia ostatnich miesięcy sprawiły jednak, że cyfrowa komunikacja zaczęła odgrywać jeszcze bardziej znaczącą rolę we współczesnym świecie. Choć większość Polaków jest zaznajomiona z rozwiązaniami telekomunikacyjnymi, to sytuacja, z jaką przyszło nam się mierzyć w ostatnim czasie okazała się nie lada wyzwaniem – również dla firm, szkół i wielu instytucji. Internet stał się podstawowym medium niezbędnym do pracy, nauki i prowadzenia biznesu – mówi Paweł Biarda z firmy NEXERA, która buduje i zarządza światłowodową siecią dostępową w czterech Regionach Polski.

Droga do pełnej cyfryzacji

Badania NEXERY ujawniają również problemy cyfrowe, z którymi na co dzień borykają się Polacy. Jednym z nich jest brak rozwiązań technologicznych, zarówno po stronie firm, jak i w domach pracowników. Z tego powodu, co piąty pracodawca (20%) nie miał możliwości wprowadzenia „home office”. Niemal połowa ankietowanych (48 proc.) pracujących w domu przyznała natomiast, że pracę zdalną najbardziej utrudniają im kwestie techniczne, np. związane z Internetem. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze w badaniu z 2019 r. 36% ankietowanych deklarowało, że nie ma dostępu do szerokopasmowego Internetu. Jednocześnie, niemal połowa badanych była zdania, że szybki Internet ma dla nich większe znaczenie niż liczba dostępnych połączeń komunikacyjnych w mieście.

 

Wyniki naszego badania pokazują, jakie zmiany zachodzą w świadomości Polaków, którzy coraz częściej dostrzegają możliwości, jakie daje dostęp do cyfrowego świata. Potencjał do rozwoju usług cyfrowych w Polsce jest nadal bardzo duży. Wyzwania z jakimi przyszło nam się ostatnio mierzyć pokazały, że temat cyfryzacji i zapewnienia wszystkim mieszkańcom, szkołom, firmom i instytucjom dostępu do szybkiego i stabilnego łącza internetowego powinien być priorytetem. Tymczasem na internetowej mapie Polski nadal możemy spotkać „białe plamy”, czyli miejsca niepodłączone do szerokopasmowej sieci. Przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu jest koniecznością i będzie możliwe dzięki powstaniu naszej sieci. Liczymy, że w obliczu istotnie zwiększonego zapotrzebowania na komunikację przez Internet, infrastruktura telekomunikacyjna w małych miejscowościach i na terenach wiejskich będzie konsekwentnie rozwijana. Dzięki działaniom NEXERY, do 2021 roku w zasięgu najnowocześniejszej sieci światłowodowej znajdzie się ponad 670 tys. gospodarstw domowych oraz prawie 3 tys. szkół i jednostek oświatowych z Regionu Świętokrzyskiego, Łódzkiego, Warmii i Mazur oraz Kujaw, Pomorzem i Mazowszem – mówi Jacek Wiśniewski z firmy NEXERA.

Nota metodologiczna:

Sondaż NEXERY – badanie zostało zrealizowane przez InsightOut Lab na zlecenie operatora telekomunikacyjnego firmę NEXERA. W celu zebrania wywiadów wykorzystano metodę CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu Ariadna. Badanie przeprowadzono między 27 a 30 marca 2020 r. na grupie 2098 osób.

Raport #RegionyNEXERY2019 – badanie dotyczące mieszkańców zostało zrealizowane przez firmę badawczą GfK na zlecenie operatora telekomunikacyjnego firmę NEXERA. W celu zebrania wywiadów wykorzystano metodę CAPI. Badanie przeprowadzono w czerwcu 2019 r. na grupie 1649 osób z Regionów Nexery.

Przez pandemię koronawirusa może zniknąć rynek krótkoterminowego najmu. Dla właścicieli mieszkań taka działalność stała się zbyt ryzykowna

Mimo chwilowych zawirowań pandemia SARS-CoV-2 nie powinna trwale wpłynąć na rynek długoterminowego najmu mieszkań. W Polsce wciąż utrzymuje się deficyt takich lokali, rynek przed pandemią był w fazie górki, a gospodarka rosła, podobnie jak dochody gospodarstw domowych. Dlatego też możliwe są spadki stawek czynszów, ale będą one krótkotrwałe. Większe zmiany mogą za to zajść na rynku najmu krótkoterminowego. Część właścicieli mieszkań wynajmowanych dotąd na doby spostrzeże, że jest to bardziej ryzykowne, i zmieni profil działalności.

– Rynek najmu krótkoterminowego w tej chwili praktycznie nie istnieje. Powstał za to rynek najmu średnioterminowego, czyli część osób, która dotychczas wynajmowała mieszkania na krótki termin, teraz umożliwia wynajem na okres ok. trzech miesięcy. Nie chcą ich wynajmować na rok lub dwa, wierząc, że wkrótce wrócą dobre czasy. To wydaje się taktyką dość trudną w realizacji, ponieważ niewielu najemców potrzebuje mieszkania na trzy miesiące. Większość chce jednak wynająć je na dobę, na tydzień lub na stałe. Mało kto wynajmie mieszkanie na kilka miesięcy, wiedząc, że za chwilę będzie musiał szukać kolejnego. Sam proces przeprowadzki jest zbyt męczący, żeby powtarzać go tak często – mówi Artur Kaźmierczak, partner zarządzający Grupy Mzuri.

Pandemia koronawirusa zachwiała rynkiem najmu mieszkań. Jak wynika ze statystyk grupy, o ile jeszcze w marcu liczba wynajmowanych lokali nie odbiegała od normy o tyle już w kwietniu spadła o około 50 proc. Około 10-krotnie zmniejszyła się także liczba telefonów od potencjalnych najemców, ale z drugiej strony większa ich część kończy się podpisaniem umowy. Rośnie również odsetek przedłużonych umów najmu. W przypadku Mzuri w kwietniu br. wyniósł on 73 proc. już w pierwszym tygodniu miesiąca (dla porównania, w kwietniu 2019 roku wyniósł 75 proc. w całym miesiącu).

– To, czy i jak rynek najmu długoterminowego zmieni się w długim okresie, będzie uzależnione od tego, jak generalnie zmieni się nasza gospodarka. Nie sądzę, by w  długim okresie zmieniło się wiele. Być może taką trwałą zmianą będzie to, że część ludzi przywyknie do pracy z domu, część korporacji przestawi się na pracę zdalną i pojawi się trend rezygnacji z najmu tych najmniejszych mieszkań. Jednak nie sądzę, żeby w innych aspektach długoterminowy wpływ pandemii był bardzo duży – mówi Artur Kaźmierczak.

Jak prognozuje, największe zmiany mogą zajść na rynku najmu krótkoterminowego. Część właścicieli mieszkań wynajmowanych dotąd na doby spostrzeże, że ta działalność jest bardziej ryzykowna niż najem długoterminowy, i zmieni profil w tym kierunku.

– Mieszkania, które były wynajmowane na dobę, łatwo mogą być przekształcone na potrzeby najmu długoterminowego. Z reguły są lepiej wyposażone i wykończone niż lokale długoterminowe. Część właścicieli takich mieszkań dostrzeże, że najem długoterminowy jest dużo mniej ryzykowny, i trwale zostawi swoje mieszkania na tym rynku – ocenia partner zarządzający Grupy Mzuri.

Ze statystyk grupy wynika jednak, że jak dotąd na rynek nie wpłynęła duża liczba mieszkań wcześniej przeznaczonych na najem dobowy. Wyjątkiem są trzy lokalizacje: warszawskie Śródmieście, okolice Starego Miasta w Krakowie oraz gdańskie Główne Miasto. Takie lokale z najmu dobowego są z reguły wykończone w wysokim standardzie, a jednocześnie często oferowane po stawkach obniżonych o ok. 10–15 proc. względem przeciętnych stawek rynkowych.

Grupa prognozuje jednak, że w dłuższej perspektywie wpływ konkurencji ze strony mieszkań na wynajem krótkoterminowy na cały rynek będzie ograniczony. Wynika to m.in. z faktu, że stanowią one małą część całego rynku (ok. 2–2,5 proc.). Na około 30–50 tys. mieszkań na doby przypada ok. 1–1,1 mln lokali oferowanych na długi okres.

Partner zarządzający Mzuri podkreśla też, że na tę chwilę trudno wyrokować, jak zmienią się ceny i czynsze najmu. Krótkoterminowo można spodziewać się spadków, ale z drugiej strony rynek przed pandemią był w fazie górki, gospodarka rosła, podobnie jak dochody gospodarstw domowych, a w Polsce wciąż utrzymuje się duży deficyt mieszkań na wynajem. Dlatego po krótkotrwałych spadkach sytuacja powinna wrócić do normy, jeżeli ograniczenia związane z pandemią koronawirusa nie będą się przedłużać.

– Poziom pustostanów zależy od dwóch–trzech czynników. Pierwszym z nich jest to, czy imigranci, którzy wyjechali z Polski, wrócą i będą chcieli zostać. Drugim czynnikiem jest to, jak będzie wyglądał kolejny rok akademicki, czy studenci będą we wrześniu szukać mieszkań, żeby wynająć je od października, czy też będą uczyć się zdalnie i nie będą potrzebować mieszkań w dużych miastach. Trzeci czynnik to poziom bezrobocia i generalna sytuacja ekonomiczna, która warunkuje to, czy ludzi stać, aby w ogóle wynająć mieszkanie. Trzeba jednak zauważyć, że banki już znacząco zaostrzyły politykę kredytową, w związku z czym dostępność kredytów hipotecznych jest mniejsza, trudniej jest kupić mieszkanie na własność. Z kolei w warunkach dużej niepewności ludzie też odwlekają tak poważne zakupy jak inwestycja we własne mieszkanie – wskazuje Artur Kaźmierczak.

Statystyki grupy wskazują, że jak na razie na rynku nie nastąpiły spadki czynszów, nie widać też presji najemców na obniżenie stawek. W marcu Grupa Mzuri rozłożyła na raty spłatę czynszu tym najemcom, którzy wpadli w kłopoty z powodu pandemii, ale nie miało to charakteru masowego. O działania pomocowe (np. zawieszenie, obniżkę czynszu) wystąpiło raptem ok. 8 proc. najemców, przy czym łączna wartość wnioskowanej pomocy stanowiła zaledwie ok. 0,6 proc. całości czynszów należnych za kwiecień.

Stworzone w Polsce technologie rozpoznają koronawirusa na zdjęciu rentgenowskim czy tomografii komputerowej

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w walce z pandemią SARS-CoV-2 pozwoli usprawnić pracę pracowników służby zdrowia. Wdrożenie na szeroką skalę technologii uczenia maszynowego zautomatyzuje i usprawni część procedur medycznych. Sztuczna inteligencja wykryje wczesne objawy zakażenia, przeprowadzi wywiad z potencjalnymi chorymi i pomoże odnaleźć lek na koronawirusa. Po technologię uczenia maszynowego sięgnęli m.in. naukowcy z Politechniki Śląskiej, którzy stworzyli internetowy system diagnostyczny CIRCA. Narzędzie wyszkolono w analizie zdjęć rentgenowskich i wyspecjalizowano w odróżnianiu objawów koronawirusa od innych infekcji płucnych.

Sztuczna inteligencja staje do walki z koronawirusem. Zespół z University of Massachusetts Amherst zaprojektował mobilne skanery medyczne FluSense zdolne do wykrywania kaszlu w monitorowanym środowisku. Urządzenie wyposażono w mikrofony do prowadzenia nasłuchu oraz kamery termowizyjne wykorzystywane w procesie analizy wielkości tłumu. Dane zebrane przez FluSense są poddawane analizie przez algorytmy uczenia maszynowego, które potrafią przewidzieć wzrost zagrożenia pandemią wywołaną wirusami atakującymi górne drogi oddechowe.

Potencjał SI doceniła także m.in. Agencja Badań Medycznych, która dofinansuje polski start-up BrainScan.ai wyspecjalizowany w zautomatyzowanej analizie obrazów z tomografów komputerowych. Planuje on wykorzystać swoje doświadczenie w dziedzinie sieci neuronowych do opracowania algorytmu zdolnego rozpoznać na obrazie z tomografu niewielkie zmiany w klatce piersiowej świadczące o zakażeniu koronawirusem.

Z kolei zespół naukowców z Politechniki Śląskiej opracował system internetowy CIRCA do wspierania diagnostyki obrazowej COVID-19. Analizę można wykonać na podstawie zdjęć RTG płuc pacjentów. Zespół stworzył bazę 1200 zdjęć rentgenowskich płuc, na podstawie której system informatyczny rozpoznaje chorobę COVID-19.

– Zaproponowany system analizy radiogramów jest połączeniem kilku konwolucyjnych i klasycznych sieci neuronowych, które wraz z szeregiem procedur pomocniczych pozwalają na automatyczną identyfikację zdjęć RTG płuc, segmentację regionu płuca oraz identyfikację przypadków obrazowo zmienionych w wyniku rozwoju COVID-19 – wyjaśnia prof. dr hab. inż. Joanna Polańska, dziekan Wydziału Automatyki, Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląskiej.

Największą zaletą systemu CIRCA jest jego wszechstronność i powszechność. Korzystanie z platformy jest w pełni darmowe, twórcy nie wprowadzili także żadnych ograniczeń regionalnych. Narzędzie może być wykorzystywane bez ograniczeń przez pracowników medycznych z całego świata, również tych niewyspecjalizowanych w analizie radiologicznej.

– Aktualnie system służy do rozróżnienia trzech podstawowych stanów: obrazu bez zmian chorobowych (zdrowe płuca), ze zmianami charakterystycznymi dla zapalenia płuc w COVID-19 oraz ze zmianami charakterystycznymi dla innych stanów zapalnych płuc (bakteryjnych i wirusowych). Trwają także prace nad rozszerzeniem jego funkcjonalności o kolejne jednostki chorobowe – dodaje prof. dr hab. inż. Joanna Polańska.

Algorytmy uczenia maszynowego wykorzystywane są także na ostatnim etapie walki z pandemią, w procesie opracowywania potencjalnych szczepionek oraz leków na koronawirusa. W stronę sztucznej inteligencji zwrócili się m.in. naukowcy z Uniwersytetu Flinders, którzy mają już na swoim koncie sukcesy związane z wykorzystaniem inteligentnych algorytmów w procesie opracowywania leków na grypę.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji do 2025 roku wzrośnie do przeszło 190 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 36,6 proc.

Mierzenie temperatury pracownikom jak gra w rosyjską ruletkę z Prezesem UODO

Pracodawcy stanęli przed dylematem, czy mierzenie temperatury – jedno z najprostszych działań, zalecanych w ramach profilaktyki COVID-19, jest prawnie dopuszczalne. W polskim porządku prawnym nie ma bowiem przepisu, który w sposób niebudzący wątpliwości pozwalałby  na to pracodawcy, nawet w stanie zagrożenia. Biorąc pod uwagę potencjalne kary za naruszenie zasad przetwarzania danych osobowych, mierzenie temperatury pracownikom jest więc jak gra w rosyjską ruletkę z PUODO.

„Przepisy o ochronie danych osobowych nie mogą być stawiane jako przeszkoda w realizacji działań w związku z walką z koronawirusem” – poinformował Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (PUODO) 12 marca br., czyli na początku epidemii. Minęły dwa miesiące i 5 maja br. pojawiło się kolejne oświadczenie, a pracodawcy, którzy mierzyli i mierzą temperaturę pracownikom, nadal nie wiedzą, czy w jego ocenie dopuścili się naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych.

Źródło problemu

Nie budzi wątpliwości, że wynik pomiaru temperatury stanowi informację o stanie fizjologicznym człowieka, a więc zgodnie z motywem 35 preambuły RODO stanowi informację o stanie zdrowia. Taka zaś informacja należy do kategorii tzw. danych wrażliwych, których dotyczy art. 9 RODO. Norma ta wprowadza szczególne ograniczenia związane z pozyskiwaniem i wykorzystywaniem danych wrażliwych, które ze względu na swój związek z najbardziej prywatnymi obszarami życia człowieka, zasługują na dodatkową ochronę.

Pracodawca ma ograniczony dostęp do zasobów danych osobowych swoich pracowników. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że jeżeli chodzi o dane o stanie zdrowia pracownika, to musi istnieć wyraźny przepis prawa, który pozwala pracodawcy na ich pozyskanie, i to w bardzo ograniczonym (wyznaczonym przez konkretny cel), zakresie.

Stąd właśnie bierze się źródło sporu o pomiar temperatury, który trwa tak długo, jak stan epidemii w Polsce. Nie ma bowiem w polskim porządku prawnym przepisu, który bezpośrednio, w sposób niebudzący wątpliwości pozwalałby pracodawcy, nawet w stanie zagrożenia, zmierzyć pracownikowi temperaturę ciała. Zwrócił na to uwagę m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich w piśmie z dnia 28 kwietnia br. do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Z drugiej jednak strony, pracodawcy, którzy nie wstrzymali działalności zobowiązani byli (i nadal są), do takiej organizacji pracy, która zapewnia pracownikom bezpieczeństwo, rozumiane także jako zabezpieczenie przed ryzykiem zarażenia COVID-19. Biorąc pod uwagę czynnik rosnącej absencji pracowników i zagrożenie dla ciągłości działalności, podjęcie działań organizacyjnych przeciwko rozprzestrzenianiu się wirusa stało się koniecznością. W dużych zakładach przemysłowych sami pracownicy czy związki zawodowe zgłaszali postulat mierzenia wszystkim temperatury. Pracodawcy stanęli więc przed dylematem, czy mierzenie temperatury – jedno z najprostszych działań, zalecanych każdemu w ramach profilaktyki COVID-19 jest prawnie dopuszczalne.

Spór o przepisy czy o wartości?

W mediach dają się zauważyć dwa poglądy na ten temat. Pierwszy z nich wyklucza możliwość mierzenia temperatury. RODO odwołując się do prawa Unii Europejskiej i prawa państwa członkowskiego w art. 9 ust. 2 lit. i) dopuszcza przetwarzanie danych o stanie zdrowia ze względów związanych z interesem publicznym w dziedzinie zdrowia publicznego, takich jak ochrona przed poważnymi transgranicznymi zagrożeniami zdrowotnymi. To znaczy, że musi być w porządku prawnym konkretny przepis, który zezwala na podejmowanie określonych działań w tym zakresie, aby przetwarzanie danych osobowych było legalne. Skoro nie mamy przepisu prawa, który zezwala na mierzenie temperatury pracownikom, nie ma podstaw prawnych do zbierania danych osobowych, które siłą rzeczy są przetwarzane przy takim pomiarze.

Zwolennicy drugiego poglądu wskazują jednak, że zgodnie z art. 9 ust. 2 lit. b) RODO przetwarzanie danych wrażliwych jest dopuszczalne, gdy jest to niezbędne do wypełnienia obowiązków i wykonywania szczególnych praw przez administratora w dziedzinie prawa pracy, a ponadto jest to dozwolone prawem Unii lub prawem państwa członkowskiego. Natomiast zgodnie z art. 207 § 2 Kodeksu pracy, pracodawca jest obowiązany chronić zdrowie i życie pracowników przez zapewnienie bezpiecznych i higienicznych warunków pracy przy odpowiednim wykorzystaniu osiągnięć nauki i techniki. To norma prawna, która legitymizuje mierzenie temperatury.

Drugi z poglądów jest racjonalny i odpowiada na potrzeby pracodawców oraz postulaty samych pracowników. Jest jednak obarczony pewnym ryzykiem. Z uwagi na ogólność sformułowań użytych w przepisie art. 207 Kodeksu pracy, nie ma gwarancji, że w ocenie PUODO będzie to wystarczająca podstawa prawna legitymizująca zbieranie wrażliwych danych w związku z pomiarem temperatury.  Mimo to uważam, że okoliczności, w których się znajdujemy uzasadniają pomiar temperatury. Jeśli badanie jest wykonywane wszystkim pracownikom, wyniki nie są utrwalane, a podwyższona temperatura jest wskazaniem do wizyty lekarskiej lub dnia wolnego, to trudno mówić, że pomiar stanowi ingerencję w strefę prywatności pracownika, którą chronią przepisy. „Nie, bo RODO” – nie może być odpowiedzią w sytuacji, gdy na szali kładziemy zdrowie wielu osób i zabezpieczenie ciągłości działalności całego zakładu.

Rozczarowujące stanowisko PUODO

Jeśli pracodawcy liczyli, że ich wątpliwości rozwieje Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, to mogą czuć się rozczarowani. Po prawie dwumiesięcznym milczeniu PUODO wydał komunikat, z którego dla pracodawców nie wynika nic konkretnego. Wygląda na to, że wypowiedź ta powstała w oderwaniu od merytorycznej dyskusji, która przetoczyła się w mediach, a Prezes Urzędu unika konfrontacji z tym problemem. PUODO nie tylko nie ustosunkował się do argumentów podnoszonych przez obie strony, nie dał żadnych praktycznych wytycznych, ale też nie poinformował pracodawców o swoim stanowisku odnośnie pomiarów. A były one przecież wykonywane jeszcze przed wydaniem komunikatu z 5 maja br. Zamiast tego PUODO wskazuje na możliwość wydania przez organy służb sanitarnych decyzji zobowiązujących pracodawców do pomiaru temperatury. Ile tysięcy takich indywidualnych decyzji musiałoby być wydanych, żeby wszyscy pracodawcy mogli być spokojni o legalność podejmowanych przez siebie działań? PUODO zdaje się też nie zauważać postulatów o uregulowanie tej kwestii w powszechnie obowiązujących przepisach. Z komunikatu płynie wniosek, że wszystko jest w porządku, a art. 17 specustawy w sprawie koronawirusa wystarczy. Niestety nie. Nie wystarczy do stworzenia tysiącom pracodawców warunków do bezpiecznego pogodzenia obowiązków w zakresie BHP i ochrony danych osobowych w czasie epidemii. W niepewnych czasach, kiedy pracodawcy walczą o przetrwanie, potrzebne są konkretne wytyczne od organów państwa. Nie może być tak, że w nadzwyczajnej sytuacji, jaką jest epidemia, kiedy brakuje wielu rozwiązań prawnych, nie ma orzecznictwa sądowego, a najwyższą wartością, którą chronimy jest życie i zdrowie ludzkie, na przedsiębiorców kompletnie bezzasadnie przerzuca się ciężar odpowiedzi na proste pytanie: czy mierzenie temperatury pracownikom jest legalne?

Karolina Kołakowska, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci (http://bnadwokaci.pl/). Ekspert z zakresu indywidualnego i zbiorowego prawa pracy oraz ochrony danych osobowych, trener
i szkoleniowiec.

Kolejny rekord na rynku polskich obligacji

Polskie 10-letnie obligacje skarbowe, którymi handluje się na rynku wtórnym, osiągnęły dziś rekordowo niskie rentowności. Tym samym minima, które były wyznaczone w rejonie 1,30 proc. 9 marca oraz 21 kwietnia zostały pokonane, a nowy rekordowo niski poziom został wyznaczony na 1,26 proc. W rezultacie ceny polskich papierów wciąż pną się w górę, a popyt na nie się utrzymuje.

Działania Narodowego Banku Polskiego, skup obligacji na rynku wtórnym i rekordowo niskie stopy procentowe sprzyjają spadkowi rentowności i wzrostowi cen.  Cała krzywa rentowności polskich obligacji jest płaska na krótkim końcu do 2 lat. Dopiero na średnim i dłuższym końcu, czyli od 2 do 5 lat oraz od 2 do 10 lat jest nachylona standardowo, czyli obserwujemy coraz wyższe rentowności wraz z dalszym czasem ich zapadalności. Wzmożony popyt na nasz rodzimy dług idzie w parze ze spadkiem kosztu ubezpieczenia od niewypłacalności naszego kraju. 5-letni CDS spadł do wartości 58,5 z prawie 64 na koniec kwietnia. Implikowane prawdopodobieństwo niewypłacalności Polski wynosi zatem tylko 0,98 proc.

Również spread względem obligacji Niemiec utrzymuje się na poziomie wieloletnich minimów, czyli w rejonie 180 p.b. Z kolei względem obligacji USA spadł on z wartości przekraczającej ponad 100 p.b. do okolic 70 p.b. Z kolei kontrakt FRA 9×12 dla PLN znajduje się na poziomie 0,3 proc., a zatem rynek stopy procentowej może wyceniać poniekąd jeszcze jedną obniżkę kosztu pieniądza w Polsce. Trzeba jednak pamiętać, że przyjęty krok działań na stopach procentowych, czyli standardowe 25 p.b. może się zmienić np. na 15 p.b.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Większość ukraińskich migrantów zarobkowych nie wraca do Polski do pracy z powodu kwarantanny pokazują dane ankiety

Odbycie obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny w Polsce jest jednym z głównych powodów, które utrudniają ukraińskim pracownikom przyjazd do pracy w Polsce. Tak wskazują dane z badania przeprowadzonego przez międzynarodową agencję zatrudnienia Gremi Personal wśród migrantów zarobkowych z Ukrainy. Respondentom zadano jedno pytanie: „Jakie czynniki powstrzymują Pana/ią przed podjęciem pracy w Polsce?”

Po przeanalizowaniu odpowiedzi okazało się, że obecnie 59% ukraińskich migrantów zarobkowych powstrzymuje się od wyjazdu z powodu konieczności poddania się obowiązkowej 14-dniowej kwarantannie w Polsce. Ukraińcy mają wątpliwości, czy opłaca im się spędzić 2 tygodnie w Polsce na własny koszt. Wiele osób nie ma środków finansowych, aby samodzielnie utrzymać się przez okres 14-dniowej kwarantanny, a nie wszystkie agencje zatrudnienia zapewniają organizację pobytu migrantów zarobkowych w ośrodkach kwarantanny.

„Ten problem w sposób szczególny dotyka pracowników sezonowych, którzy przyjeżdżają do Polski na 3 miesiące. 2 tygodnie kwarantanny na własny koszt to dla nich luksus, na który nie mogą sobie pozwolić. Komisja Europejska zasugerowała zrównanie pracowników sezonowych z zawodami o kluczowym znaczeniu i umożliwienie im natychmiastowego podjęcia pracy w polu. Polski rząd powinien zwrócić uwagę na modyfikację systemu kwarantanny wobec wszystkich migrantów zarobkowych, którzy chcą przyjechać do Polski. Być może warto go zastąpić systemem wielokrotnego testowania pracowników pod kątem obecności wirusa COVID-19 w ciągu 14 dni po przyjeździe do kraju i przestrzeganiem wszystkich niezbędnych środków ostrożności, za które odpowiedzialność weźmie pracodawca. Zasady bezpieczeństwa mogą zostać opracowane przez lekarzy i służby sanitarno-epidemiologiczne ”, sugeruje Evgenij Kirichenko, właściciel Gremi Personal, międzynarodowej agencji zatrudnienia.

Kolejne 41% respondentów opóźnia wyjazd z powodu trudności związanych z przekroczeniem granicy. Choć w tej chwili praca poszczególnych przejść granicznych jest wznawiana, to jednak z powodu braku regularnych usług pasażerskich i możliwości przekraczania granicy pieszo, Ukraińcy nie ryzykują podróży do Polski. Jest to spowodowane obawą przez nieuczciwymi prywatnymi przewoźnikami, którzy organizują transport przez granicę.

Badanie zostało przeprowadzone przez Centrum Analityczne międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal w dniach 7-13 maja przy zastosowaniu metody CATI (Computer Assisted Telephone Interview). W tym celu wykorzystaliśmy rejestr zgłoszeń Ukraińców na „gorącą” infolinię uruchomioną w ramach projektu społecznego Gremi Personal „Jesteśmy razem”.

Ankietę przeprowadzono wśród 1000 obywateli Ukrainy, którzy przebywali na Ukrainie podczas badania i wykazali zainteresowanie pracą w Polsce.

Próba jest reprezentatywna ze względu na płeć, wiek i miejsce zamieszkania respondentów.

W czwartek, 14 maja br. odbyła się pierwsza aukcja sprzedaży pszenicy na Rynku Towarów Rolno-Spożywczych (RTRS)

  • Przedmiotem aukcji było 250 ton pszenicy klasy B oferowanej przez prywatnego producenta rolnego 
  • W trakcie aukcji zawarto 10 transakcji i sprzedano 250 ton pszenicy po średniej cenie transakcyjnej 830,40 zł/t
  • Od uruchomienia RTRS na rynku autoryzowanych jest 20 magazynów oraz dopuszczone są 3 domy maklerskie

Pierwsza aukcja na RTRS odbyła się 14 maja br., a przedmiotem obrotu było 250 ton pszenicy w klasie B. Oferentem był prywatny producent dysponujący magazynem autoryzowanym przez TGE. Podczas aukcji uczestnicy zawarli 10 transakcji o łącznym wolumenie 250 ton po średniej cenie 830,40 zł/t.

Uruchomienie Giełdowego Rynku Towarów Rolno-Spożywczych to przełomowy projekt dla polskiego rolnictwa, z którego skorzystać mogą duzi producenci, podmioty wysokotowarowe, a także mniejsze grupy, dobrze zorganizowane w ramach spółdzielni rolnych. Warszawska giełda, jako organizator obrotu,  gwarantuje przejrzystość oraz bezpieczeństwo zawieranych transakcji. Co niezwykle istotne, korzyści z uruchomienia Platformy Żywnościowej odczują również konsumenci, bo prowadzone przez nas działania – z jednej strony mają przyczynić się do poprawy opłacalności produkcji rolnej a z drugiej sprawić, by ceny płacone przez konsumentów były niższe. Nasze plany potwierdza fakt, że pierwszą ofertę złożył prywatny dostawca. To pokazuje, jak duży potencjał tkwi w tym segmencie. Giełda Papierów Wartościowych nieustannie się rozwija wchodząc w nowe obszary biznesowe i dociera do nowych grup klientów. Wykorzystując blisko 30-letnie doświadczenie w prowadzeniu obrotu instrumentami finansowymi oraz towarami przenosi standardy obrotu giełdowego na nowe sektory gospodarki – powiedział Artur Soboń, Sekretarz stanu, Pełnomocnik Rządu do Spraw Instrumentów Finansowania Rozwoju Gospodarczego Państwa.

Obecnie na RTRS autoryzowanych jest 20 magazynów, w tym 17 magazynów autoryzowanych, które świadczą usługi przechowywania zboża ora z 3 magazyny autoryzowane, oferujące towar własny w ramach aukcji. Status członka Rynku Towarów Rolno-Spożywczych posiadają 3 domy maklerskie, które pośredniczą w zawieraniu i realizacji transakcji.

Grupa GPW dynamicznie się rozwija oferując uczestnikom nowe produkty, platformy obrotu i usługi. Od początku marca rozpoczęliśmy pilotaż rynku rolnego. To nowatorskie rozwiązanie, które ma służyć producentom rolnym, dzięki oferowaniu cen zboża ustalonych na transparentnych zasadach rynkowych. Pierwsza aukcja to moment, w którym „na żywym organizmie” przetestowaliśmy mechanizmy funkcjonowania rynku pod kątem bezpieczeństwa naszych klientów i rozliczenia transakcji. Pomimo pandemii do rynku rolnego przystąpiło 20 magazynów autoryzowanych, a usługi pośrednictwa w zawieraniu transakcji oferują 3 domy maklerskie – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Giełdowy Rynek Towarów Rolno-Spożywczych został uruchomiony w ramach projektu realizowanego przez GPW wspólnie z KOWR. Zgodnie z harmonogramem do końca sierpnia trwa okres pilotażu, podczas którego organizatorzy rynku pozyskują kolejnych uczestników rynku – magazynów autoryzowanych oraz domów maklerskich. Obrót pszenicą na RTRS jest prowadzony w formule rynku kasowego (tzw. rynek spot). Zautoryzowane magazyny mogą również przeprowadzać aukcje na zasadach określonych w Regulaminie Rynku Towarów Rolno-Spożywczych Towarowej Giełdy Energii S.A.

Giełda, Izba Rozliczeniowa (IRGiT), magazyny autoryzowane oraz domy maklerskie są podstawą funkcjonowania Rynku Towarów Rolno-Spożywczych. Sieć autoryzowanych magazynów, pokrywająca docelowo obszar całego kraju, umożliwi fizyczne rozliczenie transakcji oraz dostawę towaru. Na giełdowym rynku rolnym magazyny autoryzowane będą odpowiedzialne za weryfikowanie i jakość przechowywanego towaru będącego w obrocie giełdowym, ewidencjonowanie towaru, rozliczenie transakcji w towarze i fizyczną dostawę produktów. IRGiT będzie odpowiedzialna za obsługę zabezpieczeń i rozliczeń finansowych.

Bezrobocie w Australii. Rynek ropy powoli odzyskuje równowagę

Nie tylko USA zaliczyło gwałtowny spadek zatrudnienia. Kolejnym przykładem gospodarki, która bardzo szybko ograniczyła miejsca pracy, jest Australia.

Bezrobocie w Australii

Analitycy spodziewali się wzrostu bezrobocia w Australii z 5,2% do 8,3%. Realnie wzrosło ono na razie “zaledwie” do 6,2%. Jest to jednak najgorszy wynik od 2016 roku. Zmiana zatrudnienia wyniosła imponujące – 594 tysiące etatów. Jest to zdecydowanie najgorszy wynik w historii pomiarów tego wskaźnika. Warto zwrócić uwagę, że ponad 60% z tej grupy to osoby pracujące na pół etatu. Dolar australijski pomimo lepszego wskaźnika bezrobocia delikatnie tracił na wartości.

Kryptowaluty znów w górę

Rynki finansowe lubią samospełniające się przepowiednie. Takie zjawisko właśnie zaobserwowaliśmy na bitcoinie. Na tej walucie doszło w tym tygodniu do spadku opłat dla osób wydobywających o połowę. W przypadku poprzednich takich działań dochodziło do istotnych wzrostów cen w niedługim czasie po społowieniu. W tej chwili tak wielu inwestorów uwierzyło, że sytuacja powinna się powtórzyć i teraz, że w ciągu kilku dni wywindowali cenę o niemal 15% potwierdzając słuszność tych oczekiwań swoim działaniem.

Czy czeka nas wzrost cen ropy?

Wczoraj poznaliśmy dane z USA na temat zapasów na rynku ropy. Co ciekawe pomimo relatywnie niskich cen zapasy spadają. Oznacza to, że rynek powoli odzyskuje równowagę. Jeżeli w ramach odmrażania gospodarek popyt będzie rósł, można się spodziewać, że czarne złoto będzie szło w górę. Ostatnie tygodnie były wyjątkowo spokojne na rynku ropy, jej cena miała relatywnie niską zmienność, a nawet wczorajsze dane spowodowały jedynie chwilowy wystrzał w górę.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rekordowe wyniki deweloperów giełdowych w 2019 r. Co przyniesie przyszłość?

Po raz kolejny sezon publikacji rocznych wyników finansowych spółek notowanych na GPW nie zawiódł oczekiwań akcjonariuszy większości spółek deweloperskich. Jak zwykle potwierdzona została dominacja kilku spółek, od lat specjalizujących się w windowaniu profitów do rekordowych poziomów. Pytanie, w jakim stopniu ta doskonała passa zostanie zakłócona trwającą globalną pandemią.

Ubiegłoroczne wyniki finansowe netto notowanych na GPW reprezentantów branży deweloperskiej o profilu mieszkaniowym okazały się ponownie rekordowe, oczywiście z pominięciem pechowego przypadku Polnordu. Pozostała piętnastka największych i najbardziej rozpoznawalnych polskich firm deweloperskich budujących lokale mieszkalne na sprzedaż, zarobiła w 2019 roku na czysto prawie 1,2 mld zł, czyli o kilka milionów więcej licząc rok do roku. Poza wspomnianym Polnordem stratę zakomunikowała jeszcze jedna spółka – i2 Development.

Pozycję rynkowych liderów w kwestii zdolności generowania zysków z działalności deweloperskiej tym razem potwierdziły dwie spółki, od lat utrzymujące rynkowy prymat: Dom Development oraz Robyg. Obie też wypracowały w ubiegłym roku rekordowy w swojej historii skonsolidowany wynik finansowy netto na imponujących poziomach odpowiednio 256 i 202 mln zł.

Tymczasem kolejne dwa tuzy z branżowej czołówki – Atal i Develia, prawdopodobnie sprawiły swoim akcjonariuszom pewien zawód, prezentując wyniki poniżej oczekiwań oraz swoich możliwości.

Tabela wyników finansowych za 2019 rZa to cztery kolejne w klasyfikacji najlepiej zarabiających deweloperów firmy – Archikom, Victoria Dom, Marvipol Development i J.W. Construction zakomunikowały nie tylko imponujący dwu- i trzycyfrowy progres rok do roku, ale co najbardziej istotne także najlepsze wyniki zyskowności w swojej historii. To właśnie dzięki tym spółkom giełdowy segment deweloperki mieszkaniowej może mówić o najlepszym w historii roku 2019 pod względem osiągniętych profitów.

Ponownie jedynym wyraźnie negatywnym bohaterem sezonu publikacji raportów finansowych deweloperów okazał się Polnord, rynkowy weteran notowań giełdowych. Tym razem zaprezentował skonsolidowaną stratę netto za rok ubiegły na zdecydowanie niepokojącym poziomie 138 mln zł. Szczęśliwie bardzo realną szansą na zakończenie fatalnej passy Polnordu jest niedawna akwizycja spółki przez węgierskiego potentata branży deweloperskiej Cordia International.

Rozpatrując wyniki finansowe firm deweloperskich, których podstawowym przedmiotem działalności jest budownictwo mieszkaniowe, należy zwrócić uwagę na jeden ważny aspekt. Chodzi mianowicie o to, że w tym segmencie rynku nieruchomości tego typu parametr jak zysk netto, choć jest wiarygodnym wskaźnikiem kondycji finansowej spółki, nie musi do końca odzwierciedlać bieżącego stanu koniunktury rynkowej, ani też nawet bieżącej sytuacji poszczególnych firm. Osiągnięty zysk netto jest bowiem efektem tzw. przekazań, a więc zawarcia ostatecznych umów przeniesienia własności lokali pochodzących ze sprzedaży, a ściślej przedsprzedaży poprzednich okresów. Jest to więc bardziej efekt działalności operacyjnej sprzed kilku kwartałów, aniżeli aktywności gospodarczej z okresu, którego dotyczy.

Stąd też obecna sytuacja rynkowych perturbacji związanych z pandemią koronawirusa bynajmniej nie przesądza o dramacie załamania deweloperskich profitów w roku bieżącym. Wolumen tegorocznych przekazań zapewne nie będzie rekordowy, jednocześnie jednak nie należy oczekiwać jego gwałtownego tąpnięcia. Deweloperzy mieszkaniowi do chwili materializacji zagrożenia epidemicznego przed dwoma miesiącami mieli bowiem bliskie rekordowym statystyki kontraktacji. A to oznacza kontynuację co najmniej zadowalającej passy zyskowności większości firm budujących mieszkania na sprzedaż w roku bieżącym. Pytanie jednak, czy podobnie optymistyczne prognozy będzie można już w niedalekiej przyszłości formułować w odniesieniu do roku przyszłego.

Swoistym znakiem czasów pandemii koronawirusa będzie dla akcjonariuszy spółek deweloperskich „posucha” dywidendowa. Na ich konta maklerskie w roku ubiegłym popłynęło w sumie od ośmiu spółek aż 725 mln zł z zysków za rok 2018. W roku bieżącym ta kwota ulegnie prawdopodobnie znacznemu zmniejszeniu, a zaplanowane wcześniej na wypłaty z zysku dla akcjonariuszy środki zasilą kapitały zapasowe deweloperów. To bardzo rozsądne rozwiązanie w tak niepewnych czasach. Dzięki temu gotówka na rachunkach giełdowych deweloperów liczona jest na dziś dzień w miliardach złotych, a wskaźniki zadłużenia zeszły na rekordowo niskie poziomy.

Autor/Źródło: RynekPierwotny.pl

Nowa p.o. prezes Alior Banku: Będziemy wspierać klientów w radzeniu sobie z nadchodzącymi wyzwaniami gospodarczymi

Alior Bank ma od kilku dni nowe władze, ale strategia banku, opierająca się na rozwoju usług mobilnych, pozostaje bez zmian. P.o. prezes została Iwona Duda, posiadająca wieloletnie doświadczenie w wielu instytucjach finansowych, takich jak Komisja Nadzoru Finansowego, Narodowy Bank Polski czy Bank Ochrony Środowiska, zapowiada, że Alior Bank nadal będzie skupiał się na wzmacnianiu relacji z klientem oraz rozwoju kanałów zdalnych.  

– Alior Bank jest znany na rynku finansowym ze swojego innowacyjnego podejścia do usług finansowych, zaawansowania technologicznego oraz umiejętności zwinnego wychodzenia naprzeciw oczekiwaniom i aktualnym potrzebom klientów. Jest także częścią największej grupy finansowej w naszej części Europy. To wszystko w połączeniu z ogromnym zaangażowaniem i doświadczeniem zespołu profesjonalistów banku daje solidne podstawy do dalszego rozwoju w obecnej sytuacji społecznej i gospodarczej – mówi Iwona Duda. – Zgodnie z aktualną strategią „Więcej niż bank” skupimy się na wzmacnianiu relacji z klientami oraz dalszym rozwój zdalnych kanałów bankowości. Istotnym zadaniem na najbliższy czas będzie także dalsze wspieranie naszych klientów w radzeniu sobie z nadchodzącymi wyzwaniami gospodarczymi. To nasza odpowiedzialność jako ważnego gracza na polskim rynku bankowym – dodaje.

Nowa p.o. prezesa Alior Banku z wykształcenia jest ekonomistką, a z rynkiem finansowym jest związana od ponad 20 lat. Ostatnio pełniła funkcję doradcy Prezesa Narodowego Banku Polskiego oraz członka Rady Nadzorczej Banku Ochrony Środowiska. W latach 2006-2008 była zastępcą przewodniczącego KNF. Wcześniej jako pełnomocnik premiera tworzyła Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, który powstał z połączenia Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych z Komisją Papierów Wartościowych i Giełd.

Iwona Duda pełniła także funkcję zastępcy przewodniczącego Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych oraz dyrektora Departamentu Rozwoju Rynku Finansowego w Ministerstwie Finansów. Pracowała także jako doradca w Departamencie Zarządzania Strategicznego Narodowego Banku Polskiego. Od 1998 do 2005 r. jako dyrektor departamentu tworzyła i nadzorowała rozwiązania w zakresie III filara systemu emerytalnego w Urzędzie Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi, a następnie w Urzędzie Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych nadzorowała rynek pośredników ubezpieczeniowych. Wcześniej zajmowała się zagadnieniami długu publicznego w Ministerstwie Finansów oraz była związana z Urzędem Komitetu Integracji Europejskiej.

Polskie firmy nie ustają w walce z COVID-19. W kwietniu przekazały ponad 70 mln złotych służbie zdrowia

Kwiecień nie był łatwym miesiącem dla przedsiębiorców, ale mimo wszystko udało się przekazać służbie zdrowia ponad 70 mln zł. Druga część raportu podsumowującego społeczną odpowiedzialność biznesu w czasie pandemii koronawirusa właśnie się ukazała.

Przemysł największym wsparciem

Podobnie jak to miało miejsce w marcu, największą grupą darczyńców są firmy z sektora przemysłowego – 48%. W porównaniu do marca to podwyżka o 6%. Drugim najliczniej reprezentowanym sektorem jest handel i gastronomia, a zaraz za nim sektor informacji i komunikacji, odpowiednio 9% i 7%. Sam sektor przemysłowy przekazał w marcu ok. 88 mln zł, a w kwietniu ok. 25 mln złotych.

Największy jednorazowy przelew na rzecz służby zdrowia w kwietniu wykonała sieć sklepów Biedronka oraz ubezpieczyciel Grupa Warta. Firmy przekazały po 10 mln zł. Na trzecim miejscu znalazła się Grupa Polpharma, która przekazała darowiznę rzeczową o wartości 7 mln złotych w postaci 100 respiratorów. Dodatkowo, Grupa Polpharma wspiera kadrę medyczną bezpłatnymi posiłkami.

Wsparcie organizacji pozarządowych

Również instytucje NGO i Fundacje w kwietniu intensywnie udzielały pomocy. Zarówno w formie darowizn pieniężnych czy rzeczowych jak i w ramach akcji społecznych. Wśród inicjatyw wartych wyróżnienia jest audycja odpowiadająca na obecnie ważne pytania dotyczące zdrowia i finansów seniorów zorganizowana przez Fundację im. Lesława A. Pagi oraz stworzenie telefonicznej grupy wsparcia, która łagodzi skutki poczucia izolacji, osamotnienia i smutku – Telefonpogadania.pl

Wielkość firmy nie ma znaczenia

W dobie kryzysu nie ma znaczenia wielkość przedsiębiorstwa, co pięknie pokazują firmy z sektora MŚP, które równie chętnie udzielają pomocy. Zarówno w formie darowizn pieniężnych jak i pomocy rzeczowej czy nawet wykorzystaniu swoich zasobów do produkcji np. kompletnych przyłbic czy maseczek. W całej Polsce małe grupy sąsiedzkie, pracownicze czy osoby indywidualne również skrzyknęły się do pomocy, najczęściej w formie szycia maseczek.

Koronawirus: Europa oddycha, Chiny znów palą węglem na potęgę

We współczesnej historii żadne wydarzenie: ani II wojna światowa, ani światowy kryzys ekonomiczny z 2008 roku,  nie wpłynęły na klimat tak mocno jak Covid-19 – ogłosiła Międzynarodowa Agencja Energii. W ciągu kilku tygodni stan powietrza poprawił się na niespotykaną skalę. Radość jednak jest przedwczesna, na co wskazuje przykład Chin, które po powstrzymaniu wirusa zintensyfikowały pracę elektrowni węglowych.

Gdy człowiek zwolnił tempo swojej działalności, natura ruszyła do pracy – tak można by podsumować zmiany, jakie z powodu koronawirusa zaszły na świecie. W wielu europejskich miastach znacznie spadł poziom smogu – poprawę stanu powietrza dało się zauważyć chociażby w Krakowie, który przodował w niechlubnych statystykach. Na świecie odnotowuje się wzmożony ruch zwierząt, którego przyczyną jest nieobecności człowieka. W Turcji pojawiły się dawno niewidziane delfiny, wodne ptactwo zawitało do brudnych zazwyczaj kanałów Wenecji, sarny i zające wyszły na miejskie ulice. Czy to dłuższa zmiana, czy też tylko pozór, który zniknie wraz z zakończeniem ogólnoświatowej izolacji?

 Koronawirus zmniejsza CO2 bardziej niż kryzys naftowy

 Z najnowszego raportu przygotowanego przez Międzynarodową Agencję Energii (International Energy Agency) wynika, iż koronawirus stanowił największy szok dla systemu energetycznego na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. W ciągu zaledwie kilku tygodni poziom CO2 w atmosferze spadł na niespotykaną dotąd skalę, bo prawie o 8 proc, osiągając 30,6 Gt (spadek o 2,6 Gt). Zgodnie z szacunkami instytucji to prawie sześciokrotna redukcja w stosunku do spadku poziomu emisji dwutlenku węgla podczas kryzysu ekonomicznego w 2008 roku, który wtedy wynosił 0,4 Gt. To też dwa razy większy spadek niż łączna suma wszystkich odnotowanych redukcji od końca II wojny światowej, m.in. podczas kryzysu naftowego w 1979 roku (-0,2 Gt). W samym 1945 roku emisja CO2 zmniejszyła się o 1,3 Gt, a podczas Wielkiego Kryzysu o 0,5 Gt tylko w 1932 roku.

Nagłe oczyszczenie powietrza wynika z zastopowania produkcji i działalności przemysłowej na całym świecie, a tym samym ze znacznie mniejszego popytu na węgiel, ropę i gaz. Global Energy Reviews szacuje, że to tak jakby wyłączyć ze światowego zapotrzebowania na energię kraj wielkości Indii. Roczny spadek, zgodnie z przewidywaniami ekspertów, ma wynosić 5 proc.

Okazuje się, że natura bardzo szybko reaguje na nawet krótkotrwałe zmiany w jej  eksploatowaniu. Nasuwa się pytanie, jak mogłaby nam się odwdzięczyć, gdybyśmy wprowadzili politykę zrównoważonego rozwoju na wielką skalę? Warto przy tym pamiętać o rekomendacji Komisji Europejskiej, która propaguje walkę z nadciągającą recesją za pomocą inwestycji w szeroko pojętą ekologię, np. tworzenie ekologicznych miejsc pracy czy rozwijanie technologii przyjaznych klimatowi. Dzięki temu jesteśmy w stanie osiągnąć dwa cele jednocześnie – podnieść osłabioną pandemią gospodarkę światową oraz aktywnie zadziałać na rzecz pozytywnych zmian klimatycznych – mówi Tomasz Żołyniak, prezes firmy Energia Polska.

Chiny: węgiel znów napędza gospodarkę

Rzeczywistość w dłuższej perspektywie okazuje się jednak nie być tak kolorowa, a przykładem na to są Chiny. Państwo, które jako pierwsze mierzyło się z koronawirusem, teraz jako pierwsze wraca na dawne gospodarcze tory. Ożywienie przemysłu i wznowiona intensywna produkcja sprawia, że elektrownie zwiększają spalanie węgla, by dostarczyć energii zerwanej do galopu gospodarce krajowej. Rezultatem tego jest wzrost zużycia węgla w pięciu głównych zakładach, który konsekwentnie rośnie od kilku dni, a 11 maja osiągnął wartość ponad 577 ton. To zwyżka o więcej niż 30 proc. w stosunku do analogicznego okresu w zeszłym roku.

Przykład Chin pokazuje, że choć aktualne polepszenie stanu klimatu jest bardzo efektowne, to jednak złudne. W ślad za gospodarką Państwa Środka pójdą także inne kraje, które zaraz po opanowaniu wirusa będą chciały jak najszybciej nadrobić straty. W temacie walki o zdrowsze środowisko nie możemy więc polegać na chwilowych zmianach. Potrzebny jest solidny plan naprawczy, a także jego konsekwentna realizacja rozłożona na lata – tylko to zagwarantuje nam sukcesywne polepszanie się klimatu – mówi Sebastian Biela, wiceprezes firmy Energia Polska.

Fatalne nastroje wśród klientów instytucji finansowych

„Gwałtownie załamały się oczekiwania gospodarstw domowych co do przyszłej sytuacji gospodarczej, wzrosły obawy co do bezrobocia. Oceny w tym zakresie są najgorsze w historii badania” – tak główny ekonomista Pracodawców RP dr Sławomir Dudek komentuje wyniki badań, które opracował w ramach wspólnego badania Związku Przedsiębiorstw Finansowych i Instytutu Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej.

Pogorszenie nastrojów negatywnie wpływa na popyt gospodarstw domowych na usługi w zakresie finansów konsumenckich. Odzwierciedla to już drugie obniżenie wskaźnika Barometru Rynku Consumer Finance (BRCF) w II kwartale tego roku. Za pierwszym razem spadł on o 11 pkt., teraz o 15. Najnowszy wynik jest największym od kiedy (BRCF) jest obliczany. W latach kryzysu finansowego w latach 2008-09 wskaźnik był na podobnym poziomie, ale spadek nie następował tak szybko.

„Znaczne obniżenie poziomu wskaźników jest spowodowane między innymi wpływem pogarszających się ocen gospodarstw domowych odnośnie sytuacji makroekonomicznej i własnej sytuacji finansowej” – mówi dr Sławomir Dudek.

Konsekwencje takich nastrojów są oczywiste – konsumenci ograniczają wydatki, a przez to korzystanie z usług finansowych. Według badania dr Dudka wyraźnie spadło np. prawdopodobieństwo poniesienia wydatków remontowych w najbliższych 12-tu miesiącach. Na początku roku 44 proc. respondentów deklarowało z dość dużym lub bardzo dużym prawdopodobieństwem poniesienie istotnych wydatków remontowych – teraz jest to tylko 28 proc. To spadek aż o 16 pkt. proc., dwukrotnie więcej niż dla wydatków na zakup samochodu czy mieszkania, gdzie spadek wyniósł ok. 7-8 punktów.

„Badanie pokazuje, że niemal o połowę ubyło gospodarstw domowych, które planują z dość dużym lub dużym prawdopodobieństwem dokonać poważnych wydatków. Choć nadal grupa chętnych do tych wydatków jest większa niż przed rokiem” – zaznacza dr Dudek.

Niepewność dotycząca Brexitu może zniweczyć szanse na ożywienie gospodarcze w II połowie roku

PKB Zjednoczonego Królestwa w I kw., zgodnie z oczekiwaniami, obniżył się o -2% kw./kw. Ta informacja potwierdza, że każdy tydzień blokady gospodarki redukuje produkcję o około -6%. Nawet przed wprowadzeniem blokady w związku z Covid-19 23 marca gospodarka Zjednoczonego Królestwa już znajdowała się w kiepskiej sytuacji, nie odnotowując wzrostu w IV kw. 2019 r. Na początku roku zaawansowane wskaźniki wskazywały na działania inwestycyjne i handel poniżej normalnego poziomu, ponieważ niepewność dotycząca brexitu wciąż majaczyła na horyzoncie. Obecnie, wstępne oszacowanie PKB w I kw. pokazuje powszechne spadki w działalności gospodarczej. Konsumpcja gospodarstw domowych obniżyła się o -1,7% kw./kw. a inwestycje ogółem zostały zredukowane o -1,0% kw./kw. ze względu na malejące inwestycje w mieszkalnictwo, a także niższe inwestycje rządowe (inwestycje biznesowe nie uległy zmianie). Spożycie publiczne zmniejszyło się o -2,6% kw./kw. głównie ze względu na spadki w wydatkach na edukację, podczas gdy zaburzenia w łańcuchach dostaw spowodowały obniżenie zapasów. Eksport obniżył się o -10,8% kw./kw., podczas gdy import odnotował spadek o -5,3% kw./kw. W marcu produkcja obniżyła się o -5,8% z największym spadkiem obserwowanym w sektorze usług (-6,2%) i sektorze budowlanym (-5,8%).

Eksperci Euler Hermes spodziewają się, że PKB w II k. obniży się o ponad -20% kw./kw., ponieważ blokada została przedłużona do 1 czerwca, a przywracanie działalności okaże się wolniejsze niż w innych krajach Europy. Zjednoczone Królestwo znajduje się wśród krajów o najdłuższej (10 tygodni) i najsurowszej blokadzie gospodarki w celu prowadzenia walki z kryzysem sanitarnym związanym z Covid-19. Działalność w Zjednoczonym Królestwie spadła bardziej niż średnia w strefie euro. Dane dotyczące energii elektrycznej pokazują spadek średnio o -21% zarówno w produkcji energii, jak i konsumpcji od połowy marca, w stosunku do -17% we Francji i -11% w Niemczech (zob. Rysunek 1). Chociaż końcowe dane Composite PMI za kwiecień były względnie zgodne z danymi strefy euro (13,8 w stosunku do 13,6), wskaźnik PMI dla budownictwa Zjednoczonego Królestwa obniżył się do 8,2, z 39,3 w marcu, znacznie poniżej poziomu strefy euro 13,6. Chociaż blokada nie zabroniła kontynuowania działalności budowlanej, przedsiębiorcy przyjęli ostrożne podejście i zamknęli wiele placów budów. Firmy budowlane zachowują pesymizm co do prognoz. Oczekiwania odnośnie do zapotrzebowania przez następne 12 miesięcy dorównują najniższemu poziomowi, ostatnio odnotowanemu w październiku 2008 r. Braki surowców i produktów bezpieczeństwa prawdopodobnie będą ograniczać ożywienie gospodarcze w nadchodzących miesiącach. Strategia Zjednoczonego Królestwa dotycząca zdejmowania ograniczeń wydaje się ostrożniejsza niż w innych krajach, z branżą hotelarską, której wznowienie działalności oczekiwane jest dopiero od 1 lipca, i z 14-dniową kwarantanną nakładaną na osoby podróżnych przybywających drogą lotniczą. Dlatego analitycy Euler Hermes nie spodziewają się, że sektor usług wróci do poziomu sprzed kryzysu przed połową 2021 r., podczas gdy sektor produkcyjny i budowlany w najlepszym wypadku powrócą do tego poziomu na koniec roku, jeżeli niepewność związana z brexitem pozostanie pod kontrolą (zob. Rysunek 2).

Dane o mobilności i kilka badań pokazuje wyższą ostrożność konsumentów w Zjednoczonym Królestwie. Euler Hermes oczekuje, że wydatki konsumenckie obniżą się o -15% w 2020 r. Dane o mobilności Google Maps na koniec kwietnia sugerują, że wizyty w punktach detalicznych i miejscach pracy utrzymywały się około 50% poniżej wartości referencyjnych, w stosunku do około 80% w samym środku blokady gospodarki. Jednak w Zjednoczonym Królestwie liczby te wyniosły -70% na koniec kwietnia (zob. Rysunek 3), w stosunku do -86% w szczytowym momencie. Kilka badań prowadzonych wśród konsumentów sugeruje bardzo stopniowy powrót do normalności. Chociaż obawy przed bezrobociem w ciągu następnych 12 miesięcy są podobne, nawet gdyby były mniejsze, w Zjednoczonym Królestwie w porównaniu do strefy euro, preferencje konsumentów dotyczące większych zakupów w następnych 12 miesiącach obniżyły się bardziej niż w strefie euro jako całości (zob. Rysunek 4). Bieżące zaufanie konsumentów jest zgodne z blisko 20% deficytem w sprzedaży nowych samochodów w stosunku do poprzedniego roku. Ponieważ program utrzymania miejsc pracy zredukuje swoje wsparcie od końca czerwca do końca października, analitycy Euler Hermes uważają, że stopa bezrobocia prawdopodobnie zwiększy się do ponad 10% w III kw. (i 8,5% średnio w 2020 r., z 3,8% w 2019 r.). Do teraz pięć czołowych sektorów, które korzystają z programu to sektory żywnościowy i zakwaterowania, sztuki i rozrywki, budowlany, produkcyjny i wsparcia administracyjnego. Zatem oszczędności wynikające z ostrożności będą kontynuowane do końca roku w przypadku braku środków stymulujących zaufanie konsumentów. Po osiągnięciu rekordowo niskiego poziomu w 2019 r. (6%) oczekujemy, że stopa oszczędności osiągnie 17% dochodów rozporządzalnych brutto w III kw. (po szczycie 31% w trakcie blokady) i będzie dwukrotnie wyższa w stosunku do poziomu sprzed kryzysu na koniec roku, kiedy bezrobocie będzie nadal rosnąć. Dlatego spodziewamy się, że wydatki konsumenckie odnotują spadek o -15% w 2020 r.

Podwyższona niepewność związana z brexitem czyha tuż za rogiem, a zatem eksperci Euler Hermes wciąż uważają, że przedłużenie okresu przejściowego do co najmniej połowy 2021 r. jest prawdopodobne. W naszej opinii, prawdopodobieństwo ryzyka „braku porozumienia handlowego” na koniec 2020 r. wynosi 20%, względem 30% w 2019 r. Kryzys Covid-19 opóźnił negocjacje dotyczące brexitu. Byliśmy sceptyczni co do zdolności obu stron do sfinalizowania „nowego kompleksowego porozumienia” w sprawie towarów i usług do Szczytu Europejskiego 18-19 czerwca (zob. Rysunek 5), które obejmuje techniczne ustalenia podwójnej kontroli celnej w Irlandii Północnej. W związku z tym, analitycy Euler Hermes uważają, że dłuższy okres przejściowy będzie konieczny, co najmniej do połowy 2021 r., ponieważ coraz więcej krajowych dowodów przemawia za tym, że sektor prywatny w Zjednoczonym Królestwie naciska na rząd, aby uniknąć podwójnego ciosu taryf i przeszkód regulacyjnych wynikających z nowych umów o wolnym handlu wśród kruchego ożywienia po Covid-19. Jednak przedłużenia można by żądać dopiero na koniec czerwca, bieżącego terminu, który latem zwiększy niepewność związaną z brexitem. Zauważalne jest rosnące ryzyko pogorszenia się naszej prognozy -8,2% na 2020 r. i +8,7% na 2021 r.

Rysunek 1 – Produkcja energii elektrycznej w stosunku do połowy marca (zmiana %)

Produkcja energii elektrycznej w stosunku do połowy marca
Źródła: Źródła: Entso-e, Euler Hermes, Allianz Research

Rysunek 2 – Wartość dodana według sektorów (sektor produkcyjny, sektor budowlany, usługi), indeks 100 = luty 2020 r.

Wartość dodana według sektorów (sektor produkcyjny, sektor budowlany, usługi), indeks 100
Źródła: Eurostat, Euler Hermes, Allianz Research

Rysunek 3 – Wartość dodana według sektorów, indeks 100 = luty 2020 r.

Rysunek 3 – Wartość dodana według sektorów
Źródła: Google, Euler Hermes, Allianz Research

Rysunek 4 – Prognozy gospodarstw domowych dotyczące większych zakupów w następnych 12 miesiącach (bilans opinii)

Rysunek 4 – Prognozy gospodarstw domowych dotyczące większych zakupów w następnych 12 miesiącach
Źródła: Eurostat, Euler Hermes, Allianz Research

Rysunek 5: Kluczowe daty brexitu w 2020 r.

Kluczowe daty brexitu w 2020
Źródła: Różne, Allianz Research

ANA BOATA, Szef Badań Makroekonomicznych Euler Hermes

Spółka z o.o. spółka komandytowa – wady i zalety

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością spółka komandytowa (dalej: „sp. z o.o. sp. k.”) jest jedną z najczęściej spotykanych form prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Warto podkreślić, że pojęcie „forma” w użytym znaczeniu należy rozumieć jako strukturę zbudowaną ze spółek prawa handlowego, w której prowadzona jest działalność gospodarcza. Z uwagi na wymogi dotyczące firmy (nazwy) działalność prowadzona w takim modelu sprawia wrażenie, jak gdyby była to osobna forma spółki. Nic bardziej mylnego – w kodeksie spółek handlowych w dalszym ciągu znaleźć można regulacje dotyczące czterech spółek osobowych (jawnej, partnerskiej, komandytowej i komandytowo-akcyjnej) oraz dwóch kapitałowych (z ograniczoną odpowiedzialnością oraz akcyjnej). Tzw. spółka z ograniczoną odpowiedzialnością spółka komandytowa stanowi znaną kodeksowi spółkę komandytową, której specyfika polega na pełnieniu roli komplementariusza przez spółkę z o.o. Warto przyjrzeć się zatem zaletom i wadom firm prowadzonych w takim modelu, w szczególności w zakresie odpowiedzialności za ich zobowiązania, jak również zasad opodatkowania.

Wspólnicy spółki komandytowej

Przybliżenie natury spółki komandytowej należy rozpocząć od informacji, że występują w niej dwa rodzaje wspólników – komplementariusze i komandytariusze. Aby spółka komandytowa mogła istnieć, musi mieć przynajmniej jednego komplementariusza i jednego komandytariusza. Ich rola i zakres odpowiedzialności są zgoła inne. Komandytariusze z zasady nie prowadzą spraw spółki ani jej nie reprezentują. Ich odpowiedzialność ograniczona jest do wysokości sumy komandytowej na podstawie art. 111 KSH. Z kolei na podstawie art. 112 KSH ich zakres odpowiedzialności jest obniżany o sumę wniesionego wkładu. Z kolei komplementariusze odpowiadają za zobowiązania Spółki całym swym majątkiem. Można zatem powiedzieć, że rola komandytariuszy jest bierna, a komplementariuszy czynna.

Firma spółki komandytowej

Gdy już wiemy, że w spółce komandytowej jest komplementariusz i komandytariusz, warto przyjrzeć się nazwie. Zgodnie z art. 104 KSH firma (nazwa) spółki komandytowej powinna zawierać w sobie co najmniej nazwisko jednego lub kilku komplementariuszy i dopisek „spółka komandytowa”. Jeżeli komplementariuszem jest osoba prawna, firma spółki komandytowej powinna zawierać pełne brzmienie firmy (nazwy) tej osoby prawnej.

Spółka z o.o., która jest osobą prawną, może pełnić rolę komplementariusza spółki komandytowej. W takiej sytuacji firma (nazwa) spółki komandytowej musi uwzględniać pełne brzmienie firmy spółki z o.o. Zgodnie z art. 160 KSH firma takiej spółki musi uwzględniać oznaczenie „spółka z ograniczoną odpowiedzialnością”. W obrocie gospodarczym spółki mogą posługiwać się skrótami co do formy (np. sp. z o.o. czy też spółka z o.o. oraz sp.k.). Niemniej należy pamiętać, że firma spółki komandytowej musi zawierać pełną nazwę komplementariusza będącego osobą prawną, a skrócić można wyłącznie określenie formy prawnej spółki, która tego skrócenia nazwy używa, czyli sp.k. W praktyce oznacza to, że we wszelkich oficjalnych pismach spółka komandytowa, której komplementariuszem jest spółka z o.o., powinna się tytułować przynajmniej mianem „spółki z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.”. Oczywiście w obrocie i na co dzień przedsiębiorcy swobodnie posługują się określeniem „sp. z o.o. sp.k.” i nie rodzi to żadnych problemów, jednak warto wiedzieć, jak być powinno.

Prowadzenie spraw i reprezentacja spółki komandytowej i spółki z o.o. oraz całej struktury

Zgodnie z art. 117 KSH reprezentantami spółki komandytowej są komplementariusze, których z mocy umowy spółki albo prawomocnego orzeczenia sądu nie pozbawiono tego prawa. Z uwagi na treść art. 121 §1 KSH komandytariusz nie może reprezentować spółki komandytowej.

Z kolei prowadzenie spraw i reprezentowanie spółki z o.o. stanowi kompetencję Zarządu. Stąd, gdy spółka z ograniczoną odpowiedzialnością pełni w spółce komandytowej rolę komplementariusza, uprawnionym do prowadzenia spraw tej spółki komandytowej jest spółka z o.o.

Wobec tego odpowiedzialny, również faktycznie, za prowadzenie spraw spółki komandytowej, której komplementariuszem jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, będzie Zarząd tej spółki z o.o. Warto jednak wspomnieć, że nie ma przeszkód, aby komandytariusz występował jako pełnomocnik spółki bądź też szczególnego rodzaju pełnomocnik – prokurent.

Zasady odpowiedzialności w spółce komandytowej

Jak wskazano wcześniej, za prowadzenie spraw i reprezentowanie spółki komandytowej odpowiadają komplementariusze, którzy również są odpowiedzialni za jej zobowiązania bez ograniczenia. W tym miejscu dochodzimy do najistotniejszej zasady, z której wynika tak wielka popularność konstrukcji sp. z o.o. sp.k. Za swoje zobowiązania spółka komandytowa odpowiada całym swoim majątkiem. Co się jednak stanie w sytuacji, gdy majątek spółki komandytowej okaże się niewystarczający do ich uregulowania? Otóż do odpowiedzialności zostaną pociągnięci komplementariusze – w analizowanym modelu spółka z o.o. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że za zobowiązania spółki z o.o. odpowiada sama spółka, a nie jej wspólnicy, a subsydiarnie do odpowiedzialności pociągnięty może zostać zarząd. Ważna informacja na tym etapie jest przede wszystkim taka, że zarząd może zwolnić się z odpowiedzialności, składając w przepisanym terminie wniosek o ogłoszenie upadłości.

Jeżeli dodać w tym miejscu, że kapitał spółki z o.o. wynosić musi według aktualnych przepisów 5 000 zł, a do pełnienia roli komplementariusza wiele więcej nie potrzeba, oznacza to, że spółki, które nie posiadają innego majątku poza kapitałem zakładowym i zarządzie, który pilnuje terminów, mogą odpowiadać do tej kwoty.

Analogicznie sprawa ma się w sytuacji, w której spółka z o.o. pełni rolę komplementariusza w spółce komandytowej. Komplementariusz (spółka z o.o.) odpowiada za zobowiązania spółki komandytowej całym swoim majątkiem, który w przypadku spółki z o.o. pełniącej wyłącznie funkcję komplementariusza nie musi być pokaźny. Z kolei komandytariusz takiej spółki będzie odpowiadał jedynie do wysokości sumy komandytowej, czyli określonej w umowie spółki komandytowej kwoty, której wysokość nie jest regulowana przez żadne przepisy. Oznacza to, iż – posuwając się do pewnej skrajności – może ona wynosić symboliczną złotówkę. Co więcej, nawet gdy suma komandytowa jest wyższa, to odpowiedzialność jest obniżona przez kwotę wkładu faktycznie wniesionego przez komandytariusza. W praktyce oznacza to, że komandytariusz odpowiada do wysokości różnicy między wysokością sumy komandytowej a wartością faktycznie wniesionego wkładu. Natomiast w sytuacji, gdy te wartości są przynajmniej równe lub wkład wniesiony przewyższa sumę komandytową, wspólnik taki jest wolny od odpowiedzialności.

Opodatkowanie i należności publicznoprawne

Kolejnym aspektem dotyczącym spółki z o.o. spółki komandytowej jest opodatkowanie. Podatnikiem podatku dochodowego w przypadku spółki komandytowej są wspólnicy, a nie spółka. Wynika to z faktu, iż spółka komandytowa nie jest ani osobą fizyczną, ani prawną, zatem nie ima się jej ani PIT, ani CIT. Zysk spółki komandytowej rozdystrybuowany pomiędzy jej wspólników będzie stanowił ich przychód i będzie wliczał się do podstawy opodatkowania podatkiem dochodowym (PIT lub CIT, w zależności od tego, czy wspólnik jest osobą fizyczną czy prawną).

Co ważne, przepisy podatkowe pozwalają osobie fizycznej do opodatkowania przychodów uzyskiwanych z uczestnictwa w spółce komandytowej wybrać m.in. tzw. podatek liniowy.

Zysk spółki z o.o. z kolei będzie podlegał ewentualnej wypłacie do jej wspólników jako dywidenda. Osoba fizyczna, wspólnik spółki z o.o. w przypadku chęci wypłacenia zysku z tej spółki będzie zobowiązana do zapłaty podatku dochodowego.

Warto wskazać, że poprzez korzystne ukształtowanie stosunku wnoszonych wkładów do spółki można zapewnić sobie korzystny podział zysków. Możliwe jest także zmodyfikowanie kodeksowych zasad udziału w zysku wspólników. Jeżeli taka modyfikacja nie zostanie uwzględniona w umowie, to podział zysków pomiędzy wspólników spółki komandytowej przebiega dwuetapowo – najpierw oblicza się część zysku przypadającą komandytariuszom proporcjonalnie do wniesionych wkładów, zaś pozostałą część dzieli się równo pomiędzy komplementariuszy.

Osoby fizyczne będące wspólnikami spółki komandytowej traktowane są przez system ubezpieczeń społecznych jak osoby prowadzące działalność gospodarczą, a co za tym idzie – są one zobowiązane do opłacania składek ZUS z tytułu ubezpieczenia społecznego. Może tu również dojść do tzw. zbiegu tytułów do ubezpieczeń (np. gdy wspólnik jest zatrudniony dodatkowo na umowę o pracę), uiszczanie składki ZUS nie jest obowiązkowe, z wyjątkiem składki za ubezpieczenie zdrowotne. W przypadku prowadzenia działalności gospodarczej, niezależnie od pełnienia funkcji wspólnika w spółce komandytowej, ubezpieczenie zdrowotne musi być również opłacane.

Podsumowanie

Decydując się na prowadzenie działalności gospodarczej we wskazanej formie, należy gruntownie rozpatrzyć wady i zalety takiego rozwiązania. Bez wątpienia kłopotliwa może być konieczność prowadzenia ksiąg handlowych dla każdej ze spółek oraz „oZUSowanie” wspólników będących osobami fizycznymi. Sp. z o.o. sp.k. przynosi jednak liczne profity. Jeżeli oszczędności poczynione na ograniczeniu podwójnego opodatkowania przewyższają te wydatki i nie zrażają nas dodatkowe formalności, to spółka komandytowa spółka z o.o. jest ciekawym i wartym rozważenia rozwiązaniem. Jest to również forma działalności, która będzie przydatna w szczególnie ryzykownych branżach, dzięki czemu można wyeliminować ryzyko odpowiedzialności osobistej konkretnych osób fizycznych. Bez wątpienia konstrukcja spółki komandytowej, w której funkcję komplementariusza pełni spółka z o.o., jest bardziej skomplikowana pod względem prawnym i organizacyjnym niż np. jednoosobowa działalność gospodarcza i wymaga gruntownego przygotowania w tym zakresie. Z drugiej jednak strony należyte ukształtowanie stosunków w takiej spółce może przynieść korzyści, które mogłyby okazać się nieosiągalne w przypadku innej formy działalności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Złoto papierkiem lakmusowym globalnego kryzysu

Cena złota w Polsce jest najwyższa w historii – wynosi ponad 7 tysięcy złotych za uncję. Powód? Epidemia, obawy o światową gospodarkę czy rosnąca inflacja. Jego cena jest wprost proporcjonalna do skali lęku i niepewności na rynkach finansowych i w polityce. Ostatnio taką sytuację odnotowano w 2008 roku, gdy upadłość ogłosił jeden z największych banków inwestycyjnych w USA. Ówczesny kryzys wyniósł kruszec na nowe szczyty. Czy obecnie mamy do czynienia z powrotem gorączki złota?

Analiza wartości złota w trakcie poprzednich światowych kryzysów gospodarczych, w tym obecnie panującego wywołanego pandemią COVID-19 jasno wskazuje, że złoto traktowane jest jako bezpieczna przystań dla kapitału. Lokowanie oszczędności w tym kruszcu jest uważane za zabezpieczenie przed spadkiem wartości pieniądza. Złoto chroni nas przed ryzykiem inflacyjnym, a także przed potencjalną falą bankructw nadmiernie zadłużonych przedsiębiorstw – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. W ostatnich tygodniach złoto zyskało w oczach inwestorów – dodaje.

Jak to wyglądało wcześniej? Cofnijmy się do drugiego kryzysu naftowego, który doprowadził do tego, że ceny złota osiągnęły nieznane wcześniej, rekordowe poziomy. W styczniu 1980 roku wyniosły maksimum XX wieku. Kolejny skok cenowy nastąpił przed pęknięciem bańki internetowej. Sytuacja po raz kolejny diametralnie zmieniła się po zamachach na World Trade Center w 2001 r. Cenom złota sprzyjał narastający niepokój związany z ogłoszeniem – przez prezydenta George W. Busha – wojny z terroryzmem. Jednak prawdziwy boom na złoto przyszedł w momencie wielkiego kryzysu finansowego, który rozpoczął się w 2007 roku od zapaści na rynku pożyczek hipotecznych wysokiego ryzyka w Stanach Zjednoczonych. Gdy upadłość ogłosił jeden z największych banków inwestycyjnych – Lehmann Brothers, notowania złota wzrosły do blisko 1900 $ za uncję.

Według danych Światowej Rady Złota w latach 2003-2011 roczne zapotrzebowanie na złoto wzrosło z około 2600 ton aż do mniej więcej 4700 ton. Po tych burzliwych latach ceny kruszcu zaczęły spadać, a następnie ich poziom się ustabilizował. Aż do teraz. Gdy skala pandemii COVID-19 i jej skutki gospodarcze zaczęły być coraz bardziej namacalne, inwestorzy zwrócili się ku bezpiecznym aktywom. Zaowocowało to tym, że obecnie ceny złota pobiły nowe rekordy. Popyt pod względem wartości osiągnął 55 mld USD.

Złoto jest dobrą i bezpieczną przystanią, która w czasie niepokoju oraz dekoniunktury na giełdzie chroni kapitał. Można pokusić się o stwierdzenie, że jest odwrotnie skorelowane z akcjami. Jest przede wszystkim świetną lokatą kapitału w perspektywie długoterminowej. Przenosi wartość pieniądza w czasie, dzięki czemu chroni jego siłę nabywczą. Warto pamiętać, że w zależności od potrzeb, można je nie tylko kupić, ale także szybko i łatwo spieniężyć – wyjaśnia Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Przy zakupie – tym bardziej w obecnych, niestabilnych czasach – warto zwrócić uwagę na jego dostępność. Możliwość szybkiej dostawy fizycznego złota powinna być kluczowym czynnikiem przy wyborze dealera – podsumowuje.

4 maja polski rząd ogłosił kolejny etap odmrażania gospodarki. Efektem tego był nieznaczny spadek cen złota. Są to jednak tylko krótkoterminowe fluktuacje. Złoto znajduje się obecnie w trendzie wzrostowym, jeżeli chodzi o jego cenę i popyt. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że tendencja ta nie rozpoczęła się w momencie wybuchu pandemii, a już pod koniec 2018 roku.

Jak wskazuje opublikowany przez Światową Radę Złota raport dotyczący rynku złota w I kwartale 2020 roku, do rekordowych poziomów wzrósł popyt na fundusze ETF zasilane złotem (napływ netto wyniósł 298 ton), a także popyt na złote sztabki i monety.

Po Covid-19 czeka nas wirus oczekiwania

60 proc. Polaków boi się znacznego pogorszenia sytuacji materialnej. 80 proc. twierdzi, że już wprowadziło ograniczenie wydatków, a 71 proc. deklaruje wdrożenie na stałe ścisłego reżimu w kontroli swoich domowych budżetów. Obecny kryzys dotknął przede wszystkim mieszkańców dużych miast i to w ich postawach i zachowaniach należy się spodziewać najbardziej radykalnych zmian. Obecnie, aż 67 proc. Polaków zastygło w biernym oczekiwaniu na to co się wydarzy i powstrzymuje się od jakichkolwiek działań czy przewidywań – taka wizja społeczeństwa polskiego rysuje się po analizie wyników raportu IQS [1] zatytułowanego „W drodze do jutra”.

Według deklaracji respondentów, pandemia i jej dotychczasowe konsekwencje społeczno-ekonomiczne spowodowały poważne zmiany w życiu 77 proc. spośród nich. Po upływie niespełna miesiąca od ogłoszenia stanu epidemii, 9 proc. Polaków straciło pracę, 13 proc. doświadczyło obniżenia wynagrodzenia, również 13 proc. – utraciło płynność finansową, 11 proc. – było zmuszonych do zawieszenia spłaty zobowiązań finansowych, a 8 proc. – utraciło zgromadzone oszczędności.

„Na razie żyjemy +w stanie zawieszenia+. W dużym uproszczeniu można to nazwać społeczną depresją. Do całkowitego zagubienia przyznaje się aż 40 proc. Polaków. Sytuację własnych gospodarstw domowych postrzegamy jako krytyczną i nie jest to stwierdzenie przesadzone skoro średnia przewidywań prognozuje zmniejszenie się budżetów o 16 procent” – komentuje Paulina Tyszko-Ptak z IQS, jedna z liderek badania „W drodze do jutra”.

Z wyników badania IQS „W drodze do jutra” przebija jedna, zasadnicza potrzeba. Potrzeba odzyskania kontroli nad własnym losem. W wymiarze ekonomicznym sprowadza się ona do deklarowanej konieczności oszczędniejszego życia, gruntownej racjonalizacji wydatków, chociażby poprzez wydłużenie cyklu życia produktów oraz szukania i zdobywania nowych kwalifikacji. Ponad połowa uczestników badania chce częściej naprawiać posiadane sprzęty, odzież i wyposażenie, a 33 proc. będzie kupować te dobra z tzw. „drugiej ręki”. To efekt głębokiej redefinicji potrzeb, oznaczających rezygnację z hiperkonsumpcjonizmu z jakim mieliśmy do czynienia w dużych miastach w czasach sprzed pandemii. W konsekwencji można spodziewać się znacznego przyspieszenia procesu odchodzenia od własności ruchomych dóbr trwałych. 

„W praktyce oznacza to duże zmiany w koszykach zakupowych. Racjonalizacja wydatków z pewnością obejmie wiele dziedzin. Wzrośnie znaczenie usług, sprzętu i oprogramowania umożliwiającego kontakt online. Zmiany może odczuć także rynek meblarski, wyposażenia domu czy sprzętu AGD. Prawdopodobnie już niebawem do łask wrócą, dotychczas wymierające, zawody rzemieślnicze. Racjonalizacja wydatków dotyczyć będzie także rozrywki i wypoczynku. Prognozujemy, że w najbliższych miesiącach rzadziej i z większym rozmysłem niż przed pandemią, będziemy traktować wyjścia do restauracji i pubów” – powiedziała Joanna Dzierzbicka z IQS, zaangażowana w powstanie raportu „W drodze do jutra”.

Plany oszczędnościowe i deklarowana powszechnie potrzeba ścisłej kontroli wydatków stanowi idealne środowisko dla wprowadzania modeli subskrypcyjnych. 

„Dotychczas głównym, a praktycznie jedynym ich atutem była wygoda. Obecnie wpisują się ściśle w nastroje ekonomiczne klientów, umożliwiają bowiem nie tylko bieżącą kontrolę, ale także planowanie wydatków nawet z dużym wyprzedzeniem” – dodaje Jacek Młynarski, współtwórca raportu IQS.

[1] Autorski raport IQS „W drodze do jutra” (na podstawie badania ilościowego na panelu IQS Opinie.pl – reprezentatywna próba ogólnopolska, N=1052, realizacja w dniach 01-06.04.2020, wzbogacony 14 indywidualnymi wywiadami pogłębionymi (06.-10.04.2020) oraz jakościową analizą treści w social mediach na autorskiej platformie IQS netdive (07.01. – 30.04.2020)).

Upadłość konsumencka szansą na nowy początek?

Upadłość konsumencka to szansa na umorzenie długów osobom, które stały się niewypłacalne. Kto może o nią wystąpić i jakie niesie ze sobą konsekwencje tłumaczy Robert Głowacki, prawnik z Uniwersytetu SWPS. 

Niewypłacalność to sytuacja, w której dłużnik nie jest w stanie wypełniać swoich zobowiązań finansowych np. nie ma wystarczająco dużo pieniędzy na zaspokojenie codziennych potrzeb oraz spłatę pożyczek. Aby takim osobom dać szansę na dalsze życie „bez obciążeń”, wprowadzono upadłość konsumencką. To postępowanie sądowe, które nazywane jest procedurą oddłużeniową.

Może z niej skorzystać osoba, której niewypłacalność wywołana jest chorobą, wypadkiem czy utratą pracy, czyli powstała z przyczyn losowych. Postępowanie odbywa się na wniosek dłużnika, który jest zobowiązany wskazać i wydać syndykowi cały swój majątek, żeby spłacić swoje zobowiązania. Po wykonaniu przez dłużnika wszystkich obowiązków określonych w planie spłaty wierzycieli, sąd orzeka o umorzeniu długów oraz o zakończeniu postępowania upadłościowego.

Funkcje upadłości konsumenckiej

Ogłoszenie upadłości konsumenckiej pozwala na oddłużenie (poprzez umorzenie całości lub części długów, których konsument nie jest ani nie będzie w stanie zapłacić) oraz windykację (windykację należności od niewypłacalnego konsumenta przez jego wierzycieli).

Upadłość konsumencka umożliwia zwolnienie konsumenta z długów. Prowadzi do umorzenia zobowiązań, które powstały przed dniem ogłoszenia upadłości i które nie zostały spłacone w postępowaniu upadłościowym lub w wyniku wykonania planu spłaty. Możliwe jest również, w wyjątkowych sytuacjach, oddłużenie konsumenta bez wykonywania planu spłaty. Efektem takiego postępowania jest zwolnienie konsumenta z długów. Warunkiem skorzystania z tej możliwości jest ustalenie, że konsument zarówno przed ogłoszeniem upadłości, jak i w toku postępowania działa zgodnie z prawem.

W sytuacji gdy dłużnik zataił informacje stanowiące podstawy do odmowy ogłoszenia upadłości albo w trakcie postępowania zachowuje się nierzetelnie, postępowanie powinno zostać umorzone, bez oddłużenia i bez możliwości jego uzyskania na kolejne 10 lat. Warto podkreślić, że funkcja oddłużeniowa ma w upadłości konsumenckiej pierwszeństwo przed interesami wierzycieli. W efekcie nawet brak majątku, oznaczający niemożność realizowania windykacyjnego celu upadłości, nie blokuje możliwości prowadzenia postępowania w celu umorzenia.

Postępowanie wszczyna się w sytuacji, w której konsument nie może spłacić swoich długów. Chodzi o to, aby zamiast indywidualnych postępowań sądowych i egzekucyjnych, doprowadzić do spłaty zadłużenia w trakcie jednego postępowania. Dochodzi wtedy do likwidacji (sprzedaży) całego albo części majątku konsumenta. Tak uzyskane środki przekazuje się na spłatę wierzycieli, którzy w określonym czasie zgłosili istnienie swojej wierzytelności do sędziego-komisarza.

Likwidację majątku przeprowadza wyznaczony przez sąd syndyk, który dokonuje spisu całego dobytku konsumenta, weryfikuje zgłaszane przez roszczenia, spienięża majątek konsumenta i uzyskane środki przekazuje poszczególnym wierzycielom.

Konsumenckie postępowanie upadłościowe przestaje być oddłużeniowym i staje się egzekucyjnym, gdy wniosek o ogłoszenie upadłości dłużnika złożył wierzyciel i ujawniły się przesłanki do umorzenia go. W takiej sytuacji, w celu optymalizacji kosztów, postępowanie upadłościowe prowadzone jest nadal, ale tylko w celu likwidacji majątku i podziału uzyskanych kwot między wierzycielami, bez możliwości oddłużenia dłużnika i uzyskania preferencyjnego zaspokojenia prawa dłużnika do mieszkania.

Ogłoszenie upadłości krok po kroku

Postępowanie upadłościowe wobec osób fizycznych dzieli się na dwa etapy, tj. postępowanie w przedmiocie ogłoszenia upadłości i postępowanie upadłościowe prowadzone po ogłoszeniu upadłości, określane też mianem właściwego postępowania upadłościowego.

Postępowanie w przedmiocie ogłoszenia upadłości ma na celu ustalenie, czy można ogłosić upadłość określonego podmiotu. W ramach tego etapu, można wyodrębnić kilka czynności sprawdzających. Sąd bada, czy jest właściwym organem do rozpoznania wniosku (właściwość rzeczowa i miejscowa), czy zostały spełnione wymogi formalne i fiskalne wniosku, ewentualnie wzywa do uzupełnienia dostrzeżonych braków. Jeżeli dłużnik nie ma zdolności procesowej i nie działa za niego przedstawiciel ustawowy, sąd upadłościowy ustanawia dla niego kuratora. W wypadku, gdy w sprawie występuje „element obcy”, sąd bada również, czy zachodzi jurysdykcja krajowa.

Do kompetencji sądu należy również zbadanie, czy konkretny podmiot ma legitymację do złożenia wniosku, czy podmiotowi, wobec którego ma zostać ogłoszona upadłość, przysługuje zdolność upadłościowa oraz czy istnieją podstawy do ogłoszenia upadłości. Na tym etapie postępowania sąd zabezpiecza majątek dłużnika, z kolei na wniosek dłużnika orzeka o zwolnieniu od kosztów sądowych.

Osoba, wobec której ogłoszona zostanie upadłość konsumencka, ma obowiązek wykonywania zatwierdzonego przez sąd planu spłaty wierzycieli, który może być realizowany do 36 miesięcy. W tym czasie nie można zaciągać kredytów czy wyprzedawać majątku. Upadłość konsumencka nie zwalnia z obowiązku płacenia alimentów, sądowych kar grzywny i naprawienia szkody oraz zadośćuczynienia za wyrządzone krzywdy.

Jakie konsekwencje niesie za sobą upadłość konsumencka?

Wraz z ogłoszeniem upadłości cały majątek konsumenta staje się „masą upadłości” zarządzaną przez wyznaczonego przez sąd syndyka. Oznacza to, że konsument nie może swobodnie rozporządzać swoim majątkiem (np. sprzedać samochodu). Ma on obowiązek wskazać i wydać syndykowi cały majątek, dokumentację dotyczącą majątku i rozliczeń oraz korespondencję – w przeciwnym razie postępowanie upadłościowe zostanie umorzone, co uniemożliwi konsumentowi skorzystania z możliwości oddłużenia w przeciągu następnych dziesięciu lat.

Po ogłoszeniu upadłości syndyk sporządza inwentaryzację majątku masy upadłości, a następnie przystępuje do sprzedaży majątku upadłego konsumenta – za wyjątkiem przedmiotów pierwszej potrzeby – wyłączonych spod egzekucji.

Wraz z ogłoszeniem upadłości natychmiastowo płatne stają się wszelkie (zarówno pieniężne, jak i niepieniężne) zobowiązania konsumenta – np. kredyt wzięty „na raty”.

Konsument może robić jedynie niezbędne zakupy jak żywność czy środki czystości, które pokrywane będą przez upadłego z tych funduszy, które nie podlegały zajęciu przez syndyka.

Po ogłoszeniu upadłości działania podejmowane przez konsumenta mogą mieć wpływ na decyzję sądu – bezpodstawne zwolnienie się z pracy może doprowadzić do umorzenia postępowania upadłościowego i braku szansy na oddłużenie.

Celem postępowania upadłościowego jest umożliwienie normalnego funkcjonowania osobie zadłużonej przez tzw. „nową szansę”, a nie tylko doprowadzenie do zaspokojenia roszczeń wierzycieli. Zgodnie z uzasadnieniem projektodawcy zasada oddłużania osób nieprowadzących działalności gospodarczej ma prowadzić do ograniczania wykluczenia społecznego i mechanizmu dziedziczenia bezradności przez następne pokolenia oraz umożliwienie reintegracji dłużników w legalnym obrocie gospodarczym i ograniczenie tzw. szarej strefy.

Robert Głowacki, prawnik,Uniwersytet SWPS

Waga słów zależy od tego, kto je wypowiada

Rynki pogrążyły się w ponurym klimacie przy wzroście obaw o perspektywy globalnego ożywienia i jak bardzo może ten proces zakłócić druga fala zachorowań na koronawirusa. Rajd ryzyka na rynku akcji zaczęły się trząść w posadach, a na FX widać przechylenie w stronę risk-off.

Co się zmieniło na świecie w ciągu ostatnich 24-48 godzin? Od strony faktów i danych w zasadzie niewiele. Jednak otrzeźwiającym dla inwestorów stały się komentarze prezesa Fed Jerome’a Powella, który przestrzegł, że perspektywy wzrostu pozostają bardzo niepewne, a negatywne ryzyka są znaczne. Czy słowa Powella są zaskakujące? W żadnym razie, gdyż co rusz na rynek trafiają raporty o tym, jak bardzo COVID-19 i lockdown pogrążyły gospodarki. Pomimo tego rynki finansowe w dalszym ciągu dyskontowały szybki powrót ożywienia, silne, V-kształtne odbicie pozostawiające pandemię jako niemiłe wspomnienie. Powell przypomniał jednak, że nie da się całkowicie fałszować rzeczywistości i ignorować ryzyk. Mimo że wcześniej kilkukrotnie pojawiały się głosy ostrzegawcze, dopiero prezes Fed został potraktowany poważnie. Albo wątpliwości gromadziły się od pewnego czasu i szef banku centralnego tylko przeważył szalę.

Zachowanie rynku potwierdza tezę, którą staram się tutaj przekazać o kilku tygodni. Jest jeszcze za wcześnie na niepohamowany rajd ryzykownych aktywów. Zmienność pozostaje wysoka przy dużym ładunku niepewności, gdzie łatwo będzie o zachwianie wcześniej budowanego entuzjazmu. Tworzy to wielowektorową mieszankę, która w najbliższych tygodniach powinna trzymać rynki w szerokim ruchu bocznym, zanim wzmocnione zostanie przekonanie o wychodzeniu z defensywnych pozycji. Aktualnie rynki wracają do ostrożnego nastawienia i wygaszania apetytu na ryzyko i potrwa to, dopóki nie pojawi się nowy impuls podnoszący nadzieję na lepsze jutro. Na razie jednak przyszedł czas na korekcyjne oczyszczenie rynku akcji i przesiadkę z ryzykownych walut (NZD, AUD, GBP) w stronę bezpiecznych (USD, JPY, CHF). Będą to też lepsze warunki dla wzrostu cen złota, o ile presja na umocnienie USD nie będzie za silna.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wpływ pandemii koronawirusa na branżę PR

Osoby prowadzące działalność gospodarczą w zakresie public relations oraz freelancerzy w największym stopniu odczuwają stres spowodowany obawami o swoją przyszłość na rynku. Największy komfort psychiczny doświadczają naukowcy. Badania dowodzą, iż branża specjalistów i ekspertów komunikacji nie pozostaje obojętna wobec kryzysowych zdarzeń jakie są konsekwencją epidemii. Projektowi patronuje Polskie Stowarzyszenie Public Relations.

Zespół badawczy Exacto przeprowadził badanie, którego celem było poznanie wpływu pandemii koronawirusa na branżę PR oraz zebranie opinii w zakresie przyszłości branży po opanowaniu sytuacji związanej z COVID-19. Do udziału w projekcie zaproszono specjalistów zajmujących się public relations, zarówno freelancerów, pracowników agencji PR, jak i specjalistów zajmujących się public relations w przedsiębiorstwach prywatnych, państwowych czy NGO. Badanie było prowadzone z użyciem techniki CAWI. Dobór próby miał charakter celowy i był prowadzony w oparciu o metodę kuli śniegowej. Dane były zbierane na przełomie kwietnia i maja 2020 roku. Ostatecznie w badaniu udział wzięło 235 specjalistów branży PR.

W jednym z pytań badawczych respondenci mieli za zadanie określić na skali od 0 do 100 swój poziom stresu spowodowany sytuacją, jaka panuje w branży w czasie pandemii koronawirusa. Stres ten mógł dotyczyć np. obaw o stabilność zatrudnienia związanych z potencjalną utratą pracy, klientów, projektów. Jako przykład pomagający w odniesieniu się do badanego zjawiska, na skali umieszczono wydarzenia życiowe, takie jak śmierć współmałżonka, rozwód, ślub czy urlop, wraz z punktem określającym poziom stresu, jaki te zdarzenia generują (według opracowania psychiatrów T. Holmesa i R. Rahe’a). Średnie wskazania respondentów plasowały się na poziomie 42 punktów. Uzyskane wyniki pozwoliły na opisanie pięciu segmentów badanych ze względu na deklarowany poziom stresu:

  • 15% stanowili respondenci, których można określić jako „spacerowiczów”. Są to osoby deklarujące poziom stresu do 13 punktów, co zgodnie z przyjętym odniesieniem stanowiło stres towarzyszący urlopowi. Do tej kategorii częściej niż ogół badanych zaliczali się naukowcy z uczelni lub ośrodków badawczych (19%) oraz mężczyźni (17%).
  • Kolejną kategorię noszącą miano „opanowani” stanowiło 38% respondentów. Są to osoby, dla których obecna sytuacja generuje stres na poziomie większym niż urlop, ale mniejszym niż średnia dla ogółu badanych. Do opanowanych częściej zaliczają się osoby pracujące w PR od 6 do 10 lat (49%) oraz PR-owcy z firm sektora publicznego (48%).
  • Grupa określana jako osoby „z podwyższonym tętnem” to badani deklarujący poziom stresu wyższy niż średnia, ale niższy lub równy poziomowi towarzyszącemu takiemu wydarzeniu jak ślub (wartość dla ślubu to 50 punktów), zalicza się do nich 12% badanych, częściej w tej grupie występują pracujący w PR od 11 do 15 lat (19%) oraz kobiety (14%).
  • Grupa osób „rozgorączkowanych” to specjaliści deklarujący stres na poziomie wyższym niż ślub, jednak nieprzewyższającym napięcia generowanego przez rozwód (73 punkty), do tej grupy częściej zaliczały się osoby pracujące w PR maksymalnie 5 lat (35%) oraz PR-owcy z firm sektora prywatnego (30%).
  • Segmentację zamyka grupa „spanikowanych” stanowiąca 11% ogółu badanych. Dla nich obecna sytuacja generuje stres większy niż rozwód, relatywnie częściej do tej grupy zaliczają się freelancerzy (24%).

Stres nie jest zjawiskiem jednoznacznie negatywnym, ponieważ wielu ludzi sytuacja stresowa motywuje do działania. Ważne jest co zrobimy z tym stresem. W pracy specjalistów i ekspertów z branży public relations jest on czynnikiem, który oddziałuje nie tylko na efekty ich pracy, ale przede wszystkim na ocenę swojej przyszłości. Obawy dotyczące utraty stałej pracy lub innych źródeł zarobkowania są uzasadnione, gdyż powszechnie wiadomo jest, iż biznes rozpoczyna cięcie kosztów począwszy od miękkich obszarów, wśród których niestety znajduje się PR. Jednakże siłę wpływu negatywnych zmian na branżę może ograniczać fakt zwiększania przez firmy zapotrzebowania na usługi z zakresu wsparcia kryzysowego oraz wzmacniania relacji wewnętrznych –  ­­podsumowuje dr hab. prof. UW Dariusz Tworzydło, z zespołu badawczego, który zrealizował projekt, Prezes Zarządu EXACTO.

Zasięg koronawirusa COVID-19 – przebieg epidemii w Polsce analizuje Mariusz Gromada

W Polsce średnia dzienna liczba potwierdzonych zakażeń (średnia ruchoma z kilku dni), już od około sześciu tygodni, pozostaje na podobnym poziomie i oscyluje w granicach 350 nowych przypadków. W ostatnich dniach zanotowano silne wzrosty infekcji COVID-19 w województwie śląskim. Względnie opanowana sytuacja w pozostałej części kraju nie powinna jednak uspokajać. Nagły wzrost zachorowań na Śląsku należy potraktować jako sygnał do ciągłej czujności, szczególnie w okresie postępującego procesu otwierania gospodarki.

Osoby zdiagnozowane w województwie śląskim stanowią obecnie 60-85% wszystkich nowych wykrytych zachorowań. Na bazie dostępnych danych można stwierdzić, że – w zależności od obszaru – mamy w Polsce dwie różne prędkości rozwoju epidemii. Poza województwami śląskim i dolnośląskim transmisja wirusa znacznie spowolniła.covid-19-cykl-11-krzywe

Szczegółowa analiza potwierdza istotny spadek wykrytych chorych w większości województw.  Niemal nie notuje się nowych przypadków w lubuskim, zachodniopomorskim, pomorskim, kujawsko-pomorskim, warmińsko-mazurskim (krzywa pokazuje wzrost, jednak to są małe wartości), podlaskim, lubelskim, podkarpackim, świętokrzyskim (widać fluktuacje, jednak są to małe wartości) i opolskim. W mazowieckim, łódzkim, wielkopolskim, małopolskim i opolskim liczba nowych zakażeń wyraźnie spada. Województwo dolnośląskie wciąż bez zmian trendu, z nadal istotnymi przyrostami. Na Śląsku istotny wzrost przyrostów zakażeń.covid-19-cykl-11-mapa

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 13.05.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Przez uśmiech dziecka do serca pracownika

Pandemia Covid-19 zmieniła naszą codzienność. Przedłużający się czas obostrzeń i ograniczeń spowodował utrudnienia zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Maj, który co roku obfitował w rodzinne, a także firmowe pikniki czy imprezy pod gołym niebem, jest inny niż w minionych latach. Do tego – mimo stopniowego znoszenia części zakazów – Polacy przygotowują się na ciężkie czasy, szczególnie że ceny towarów i usług w ostatnich tygodniach wyraźnie wzrosły. Co w zaistniałej sytuacji może zrobić pracodawca? Z jakich przepisów może skorzystać firma, by wesprzeć domowy budżet swoich pracowników i sprawić, by spojrzeli optymistyczniej na świat?

Jak wynika z badania „Polacy w czasie epidemii”, przeprowadzonego przez SW Research na przełomie kwietnia i maja, ponad połowa Polaków (54%) negatywnie ocenia zmianę w budżecie swojego gospodarstwa domowego w wyniku pojawienia się Covid-19. Poczucie izolacji i niewiadoma na temat tego, co czeka nas po powrocie do nowej rzeczywistości, rosną z kolejnymi tygodniami pracy z domu. Polacy to jedna z pięciu nacji, które najbardziej obawiają się, że konsekwencją pandemii koronawirusa będzie pogorszenie stanu gospodarki. W międzynarodowym sondażu sieci IRiS, którego polską część przeprowadziło ARC Rynek i Opinia, taką wizję podziela aż 83% mieszkańców naszego kraju.

Przepisy dają nowe możliwości

Na początku tego roku, wraz z nowelizacją Ustawy o szczególnych rozwiązaniach służących realizacji ustawy budżetowej na 2020 rok została podniesiona wartość odpisu na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych (ZFŚS), który wynosi obecnie 1550,26 zł na pracownika. To pierwszy tak duży wzrost odpisu od wielu lat. Rząd, szukając ulg dla firm dotkniętych zatrzymaniem gospodarki, przygotował w ramach tarczy antykryzysowej przepisy, wśród których znalazły się między innymi zmiany w rozliczeniach podatku dochodowego od osób fizycznych. Przepisy dwukrotnie zwiększyły limit zwolnienia z PIT od wartości świadczeń finansowanych z ZFŚS lub funduszy związków zawodowych – z 1000 do 2000 zł. Wzrosły również limity zwolnienia z PIT od zapomóg wypłacanych przez organizacje związkowe (z 1 do 3 tys. zł) oraz wolnych od PIT zapomóg otrzymywanych w przypadku indywidualnych zdarzeń losowych finansowanych poza ZFŚS czy z funduszy związkowych (z 6 do aż 10 tys. zł). Przykładem świadczenia pieniężnego, pozwalającego skorzystać ze zwiększonego nową ustawą zwolnienia z PIT do 2000 zł na pracownika są karty podarunkowe.

Karta podarunkowa jest uniwersalnym benefitem, docenianym przez pracowników niezależnie od branży, którą reprezentują, płci, wieku czy doświadczenia. Ze względu na możliwość płatności online czy bezstykowo jest jednym z najbardziej docenianych benefitów, którego moc w czasie izolacji nabiera szczególnego znaczenia. Bez wątpienia środki na niej zawarte to realne wsparcie domowego budżetu, bo pracownik sam decyduje, czy sfinansuje nimi codzienne zakupy, a może prezent dla swojej pociechy z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka – powiedziała Katarzyna Turska, Dyrektor ds. Zarządzania Zasobami Ludzkimi w Sodexo Benefits and Rewards Services Polska.

Świadczenie pozapłacowe, które daje super moc

W warunkach rosnących cen za towary i usługi, obdarowanie członka zespołu kartą podarunkową lub ponowne doładowanie posiadanej karty może zostać wykorzystane przez pracownika na sfinansowanie bieżących zakupów czy też innych potrzeb na przykład związanych ze sfinansowaniem upominków dla najmłodszych członków rodziny, którzy już niedługo będą obchodzić swoje święto.

Dotychczas wiele firm traktowało Dzień Dziecka jako możliwość, by pokazać pracownikom, że także ich rodziny i dzieci są ważni dla pracodawców. Dlatego też co roku organizowali pikniki i wydarzenia sprzyjające integracji. Z doświadczenia wiem, jak bardzo dzieci czekały na te doroczne eventy i jak miło było widzieć uśmiechy na ich twarzach! Jednakże, z powodu pandemii, przypadające na 1 czerwca święto będzie zupełnie inne niż do tej pory – nie tylko bez spotkań z rówieśnikami czy dziadkami, ale także bez uczestnictwa w pikniku czy animacji zabaw w firmowej siedzibie. Czy istnieje alternatywa? Tak, dziś pracodawcy mogą zastosować inne rozwiązania. Należy do nich choćby Karta Podarunkowa dla Dzieci, którą zostaną sfinansowane prezenty dla najmłodszych. Kartą można płacić online i bezdotykowo w sklepach stacjonarnych. Dedykowana sieć akceptacji obejmuje m.in. sklepy z zabawkami, obuwiem i odzieżą, ale taż grami czy księgarnie, czyli punkty, gdzie można kupić szeroko pojęte produkty dla dzieci i młodzieży. Pomoc rodzicom w sfinansowaniu upominku dla pociechy to jakby wyposażenie ich w super moc, dzięki której możliwy będzie zakup wymarzonego prezentu. Dlatego pracodawca, który pomoże pracownikom sprawić, by 1 czerwca ich pociechy miały dzień wypełniony radością, nie tylko zyska uznanie ze strony zatrudnionych, ale także spowoduje, że choć na chwilę humory całej rodziny ulegną poprawie – powiedziała Katarzyna Turska z Sodexo.

Zaistniała sytuacja społeczno-ekonomiczna sprawiła, że pracownicy oczekują od swoich szefów elastycznego podejścia do form wsparcia. Powinny one dotyczyć zarówno sfery mentalnej, pozwalającej zachować optymizm i pogodę ducha, jak i kwestii materialnych, zapewniających nie tylko spokojny byt, ale i odrobinę radości. Dostrzeganie przez przełożonego nietypowych wyzwań życiowych, wyrażanie troski i pomoc w trudnych momentach dają pracownikowi poczucie bezpieczeństwa, dodają pewności siebie oraz budują lub wzmacniają więzi z organizacją. To działania, które bez wątpienia zaprocentują w kolejnych miesiącach roku.

Branża IT, która przyzwyczaiła nas do szybkich wzrostów, teraz czeka na żółtym świetle

Dotychczasowy dynamiczny rozwój i zawrotne tempo przyrostu płac w usługach IT zwolniło wobec pandemii. Branża, która przyzwyczaiła nas do szybkich wzrostów, teraz czeka na żółtym świetle. Najbliższe miesiące pokażą czy start będzie energiczny i przyniesie odbicie – tak wynika z najnowszych badań Just Join IT – portalu pracy dla programistów, który opublikował wyniki pierwszego barometru ITX. To pierwsze w Polsce, cykliczne badanie monitorujące sytuację w spółkach tech.

Umiarkowany optymizm

Branża IT niepewnie patrzy na rynek, mimo, że programista to wciąż jeden z najbardziej pożądanych zawodów, to skutki pandemii odbiją się na wszystkich. Pomimo kwietniowego wzrostu przychodów w branży IT prawie u połowy przebadanych firm (44%), to co czwarta spółka technologiczna odnotowała spadek (26%), a prawie co trzecia nie zanotowała w tym obszarze zmian (30%). Według badania przeprowadzonego przez Just Join IT* osoby na stanowiskach kierowniczych odczuwają umiarkowany optymizm względem odbicia się branży po pandemii.

Liczba nowych zamówień w kwietniu wzrosła w ponad 41% firm, w stosunku do poprzedniego miesiąca, a w przypadku 29% pozostała bez zmian. Z kolei 30% odnotowało spadek. Wyjście z kryzysu staje się realne, IT budzi się do życia, ale nie będzie to tempo do którego przyzwyczaiła nas branża.

Aktualnie mamy sporą liczbę zapytań od klientów, którzy byli do tej pory w uśpieniu. W takich branżach, jak np. automotive, zrodziło się wiele potrzeb, a w branży medycznej/telemedycynie, duża popularność to wszelkiej maści streaming, transmisje video, spotkania online. Prognozowany wzrost według barometru ITX w maju z 50.9 na 58.0 jest uzasadniony, bo wiele firm wcisnęło wcześniej „hamulec” – trochę z obawą przed nieznanym, a teraz wracają do normalności – mówi Krzysztof Parjaszewski, CEO Skygate.

Większe zmiany nie pojawiły się także w przypadku billable rate, czyli naliczanej stawki godzinowej w firmach w kwietniu, także u większości pozostała ona bez zmian (43%) względem marca, spadając u 15% spółek.

Zatrudnienie w IT

Połowa (50%) przebadanych firm nie odnotowała żadnych zmian w strukturze, ale 16% musiało zredukować liczbę pracowników. Jednocześnie nowi pracownicy nie byli w kwietniu chętnie rekrutowani. Wzrosty zanotowało zaledwie 34% firm, co może być związane ze wstrzymaniem procesów rekrutacyjnych podczas niepewnej sytuacji gospodarczej w kraju.

Poniżej średniej spadła natomiast ogólna sytuacja względem cen za produkty i usługi w firmach tworzących oprogramowanie. W 70% z nich nic się nie zmieniło, ale w prawie co piątej firmie (18%) odnotowano w kwietniu spadek cen za dostarczane usługi, co mogło mieć wpływ na obniżenie średniego wynagrodzenia pracownika i miało sytuację także w przypadku jednej na pięć firm w branży IT (20%).

Średnia wskazuje, że zrezygnowano natomiast z wydatków na marketing, które względem marca, spadły, w co trzeciej firmie (34%) lub pozostały bez zmian (46%).

Kwiecień był pierwszym pełnym miesiącem, funkcjonowania naszej branży na kwarantannie. Dlatego jest to bardzo istotny odczyt, jako punkt odniesienia dla kolejnych wyników. Konsensus na poziomie 50,9 może napawać umiarkowanym optymizmem, ponieważ polska branża IT nie wpadła w dekoniunkturę. Idea comiesięcznych badań pozwoli na monitorowanie i zobrazowanie rzeczywistej kondycji branży IT – mówi Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT.

Kondycja branży IT w maju

Według prognoz w maju wszystkie średnie wskaźniki wzrosną. Branża IT zareaguje na kryzys w formacji V – czyli szybkiego odbicia. Umiarkowanie optymistyczny poziom osiągną ceny usług, średnie wynagrodzenie i wydatki na marketing.

Właśnie teraz postanowiliśmy stworzyć pierwszy barometr kondycji rodzimej branży IT. Dotychczas nie wiedzieliśmy, jaka jest rzeczywista kondycja spółek technologicznych. W przyszłości może to stać się jednym z głównych wskaźników dla kondycji polskiej gospodarki, bo w końcu każda firma, będzie kiedyś firmą technologiczną – Tech is eating the world – mówi Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT.

Just Join IT będzie co miesiąc przeprowadzać badanie na selektywnie wybranych ankietowanych – wyłącznie osobach z poziomu C-level z takich sektorów jak: softer house, startup, outsourcing i e-commerce, będącymi decyzyjnymi osobami w polskich spółkach technologicznych. Idea comiesięcznych badań w formie Barometru ITX pozwoli na monitorowanie i zobrazowanie rzeczywistej kondycji branży IT.

O Barometrze ITX

Jak odczytywać barometr? Środek skali i 50,0 jest punktem wyjścia, odczyty powyżej niego, należy odczytywać pozytywnie, rezultaty poniżej tego poziomu oznaczają dekoniunkturę lub recesję. Im dalej odczyt jest od poziomu 50,0, tym większe zmiany w branży na korzyść lub niekorzyść. Końcowy wynik barometru ITX obliczany jest jako średnia ważona z poszczególnych wyników badanych zmiennych. Ważne jest zwracanie uwagi na zmiany miesiąc do miesiąca, ponieważ pokazują one, jak zmienia się sytuacja.

*Barometr ITX za kwiecień 2020 obliczany jest jako średnia ważona z poszczególnych wyników otrzymanych w odpowiedzi od ankietowanych subindeksów. Ankietowaną grupą było 131 osób wyłącznie na stanowiskach kierowniczych C-level/wyższy manager.

Ceny usług fryzjerskich mogą wzrosnąć. Głównym powodem będą wyższe koszty pracy w rygorze sanitarnym

0

W poniedziałek 18 maja zaczyna się trzeci etap odmrażania gospodarki. Oznacza on m.in. możliwość ponownego otwarcia salonów fryzjerskich i kosmetycznych, jednak w zaostrzonym rygorze sanitarnym. Konieczność zbudowania przepierzeń lub ograniczenia liczby jednocześnie obsługiwanych klientów przełoży się jednak na wzrost kosztów działalności, a niemal co trzeci zakład fryzjerski nie ma żadnej poduszki finansowej. Branża beauty daje zatrudnienie dla 300 tys. osób.

– Dzisiaj 30 proc. salonów fryzjerskich w zasadzie nie ma żadnej poduszki finansowej, która umożliwiałaby im przeżycie dłużej niż miesiąc bez przychodów i bez prowadzenia działalności. Tylko 10 proc. salonów jest w stanie przeżyć dłużej niż trzy miesiące. Pozostała część może przetrwać dwa–trzy miesiące, ale branża została bardzo mocno uderzona, ponieważ w zasadzie nie ma żadnych przychodów, kiedy salony zostały zamknięte – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Cezary Szymczak, dyrektor generalny RICA w Polsce. – Ta branża bardzo często żyje z dnia na dzień i nie ma zapasów finansowych jak duże firmy czy koncerny.

Od 1 kwietnia salony fryzjerskie zostały całkowicie zamknięte, część przestała przyjmować klientów nawet nieco wcześniej, w połowie marca, w obawie o bezpieczeństwo swoje i ich. W Polsce w branży tej pracuje 300 tys. osób. Według RICA, wywodzącej się z Sycylii rodzinnej firmy, która po ponad ćwierćwieczu istnienia działa w 60 krajach, dostarczając kosmetyki profesjonalne do salonów, około 70 proc. jej klientów już rozpoczęło redukcję wynagrodzeń, a gdyby w najbliższym czasie branża nie rozpoczęła działalności, nie dałoby się uniknąć redukcji etatów.

– Rozmawialiśmy z naszymi klientami i blisko 60 proc. z nich ocenia działania państwa jako niewystarczające. 35 proc. z nich twierdzi, że to jest bardzo słabe wsparcie, a tylko 7 proc. uważa, że jest ono wystarczające – mówi Cezary Szymczak. – Efektem tej całej sytuacji są również wydłużające się czasy rozpatrywania wniosków klientów o wsparcie, ponieważ nie mają oni dużej poduszki finansowej, w związku z czym bardzo pilnie na nie czekają. Jednak czas rozpatrywania wniosków jest bardzo długi i to tym bardziej może spowodować, że branża będzie szybko chyliła się ku upadkowi.

Dostawcy produktów dla branży fryzjerskiej uruchomili akcję Fryzjerzy Fighterzy, która pozwoli wesprzeć ją w szybkim powrocie do działania i przekaże za darmo 100 tys. farb dla fryzjerów, aby mogli jak najszybciej rozpocząć swoje działania.

Salony będą mogły wznowić działalność pod pewnymi wymogami. Obowiązkowe będą maseczki i rękawiczki, a jeżeli salon ma więcej stanowisk, będzie musiał zainwestować w przegrody oddzielające poszczególnych klientów od siebie, co może kosztować od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Część zakładów będzie zmuszona ograniczyć liczbę jednocześnie obsługiwanych klientów, co zmniejszy ich przychody. Przy niezmienionych kosztach może to się przełożyć na wzrost cen usług.

– Myślę, że dochody salonu się zmniejszą ze względu na fakt, że będą obostrzenia związane z liczbą pracowników oraz odstępami między stanowiskami. Salony, które mają mniejszy metraż, będą więc musiały zrezygnować z części z nich, co spowoduje mniejszą liczbę klientów – potwierdza Dominik Podwika, trener marki RICA, właściciel Podwika Studio we Wrocławiu. – W naszej branży często się zdarza, że pracujemy w tym samym czasie przy dwóch klientach, więc kiedy zmniejsza się obrót, najlepszym rozwiązaniem jest podnieść ceny za usługi, ale z drugiej strony nie wiemy, czy to nie zniechęci klientów, choć dopytują się oni o termin otwarcia salonu.

Ronson Development: ponad 29 mln zł zysku netto w pierwszym kwartale 2020 r.

W pierwszym kwartale 2020 r. Ronson Development wypracował 29,4 mln zł zysku netto. To wynik ponad 8-krotnie wyższy od osiągniętego w analogicznym okresie ubiegłego roku i zarazem o 69% wyższy niż w całym 2019 r.

– W pierwszym kwartale br. przekazaliśmy naszym klientom rekordową liczbę 387 lokali, w tym 234 lokale w projekcie City Link III na warszawskiej Woli, gdzie marża brutto na sprzedaży sięgnęła niemal 39%. Zysk brutto tylko z tego jednego projektu wyniósł 44,2 mln zł, a łączny zysk brutto na sprzedaży w omawianym okresie to 45,8 mln zł. Przełożyło się to na rekordowy zysk netto, który przekroczył 29 mln zł. To wynik nie tylko kilkukrotnie wyższy od wypracowanego w pierwszym kwartale ubiegłego roku, lecz również wyższy niż roczne zyski Ronson Development w kilku ostatnich latach – wskazał Boaz Haim, prezes Ronson Development.

Łączne przychody ze sprzedaży osiągnięte przez Ronson Development w pierwszym kwartale 2020 r. wyniosły 167,2 mln zł i były 2,5-krotnie wyższe niż przed rokiem. Średnia marża brutto na wszystkich projektach mieszkaniowych w tym okresie sięgnęła 27,4% wobec 19,6% w analogicznym okresie 2019 r.

Przekazania lokali zgodnie z planem

Na koniec marca 2020 r. w ukończonych projektach znajdowało się 197 lokali, które nie zostały jeszcze przekazane klientom, z czego 115 to lokale już sprzedane, a łączna wartość zawartych umów to 59,6 mln zł. Oczekuje się, że większość tych lokali zostanie przekazana klientom w drugim kwartale br.

Ponadto, w tym roku Ronson Development planuje zakończyć budowę 6 projektów obejmujących łącznie 701 lokali. 513 z nich (o wartości 195,8 mln zł) było już sprzedanych przed końcem pierwszego kwartału br.

– Codziennie monitorujemy postępy prac na budowach. Mimo trwającej pandemii, wszystkie projekty realizowane są zgodnie z harmonogramem. Na ten moment nie przewidujemy jakichkolwiek opóźnień w przekazywaniu lokali nabywcom – zapowiedział Boaz Haim.

Solidne fundamenty finansowe

W okres zawirowań rynkowych wywołanych pandemią COVID-19 Ronson Development wszedł, będąc w bardzo dobrej sytuacji finansowej.

– Na koniec marca br. na kontach Spółki znajdowały się ponad 104 mln zł, a relacja długu netto do kapitałów własnych była na poziomie 19%, najniższym od 7 lat. Posiadając pełną zdolność do finansowania obecnych oraz planowanych projektów, jak również do nabywania nowych gruntów, Ronson Development znajduje się w komfortowej sytuacji finansowej – stwierdził Yaron Shama, wiceprezes i dyrektor finansowy Ronson Development.

Wyniki sprzedaży drugiego kwartału pod wpływem pandemii

Pierwszy kwartał tego roku był udany dla Ronson Development również pod względem nowo zawieranych umów sprzedaży mieszkań. Spółka zakontraktowała sprzedaż 277 lokali wobec 174 w analogicznym okresie 2019 r.

Motorami sprzedażowymi Ronson Development w minionym kwartale były dwa warszawskie projekty: Ursus Centralny i Miasto Moje, gdzie sprzedano odpowiednio 99 i 65 lokali. Dużą popularnością cieszyła się również Panoramika w Szczecinie (33 sprzedane mieszkania) oraz Grunwald2 w Poznaniu (17 sprzedanych lokali).

– Wyniki sprzedaży mieszkań w pierwszym kwartale tego roku były najlepsze w historii Ronson Development. W kwietniu zaobserwowaliśmy jednak wyraźne wyhamowanie sprzedaży w związku z ograniczeniami w przemieszczaniu się wprowadzonymi z powodu pandemii, a także z wywołaną przez nią niepewnością na rynku nieruchomości. Biorąc pod uwagę te nadzwyczajne okoliczności, na bieżąco analizujemy warunki rynkowe i dostosowujemy do nich terminy uruchamiania nowych inwestycji. Niedawno wystartowaliśmy z budową drugiego etapu osiedla Ursus Centralny w Warszawie, obejmującego przeszło 250 lokali. Zakładamy, że do końca roku uruchomimy jeszcze cztery inwestycje liczące łącznie ponad 400 lokali – wskazał Andrzej Gutowski, wiceprezes i dyrektor ds. sprzedaży w Ronson Development.

– Szybko dostosowaliśmy też nasze działania sprzedażowe do nowej rzeczywistości. Przykładowo, klasyczne dni otwarte w naszych inwestycjach zastąpiliśmy spotkaniami wirtualnymi, które transmitowane są na żywo na naszym profilu na Facebooku. Dla naszych klientów jesteśmy dostępni zarówno zdalnie – telefonicznie mailowo czy poprzez czat online, jak również w biurach sprzedaży, gdzie oczywiście zachowujemy szczególne środki ostrożności. Nasze biura sprzedaży ponownie są otwarte 5 dni w tygodniu. Powoli wracamy do normalności – podsumował Andrzej Gutowski.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Ronson Development

(mln zł) I kw. 2020 I kw. 2019 Zmiana r/r
Przychody 167,2 66,0 +153%
Zysk brutto na sprzedaży 45,8 11,8 +288%
Zysk netto 1) 29,4 3,5 +740%

1) Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej

Firma bp testuje dostawy produktów ze stacji do domów klientów za pomocą Uber Eats. Wkrótce usługa ma być dostępna w całym kraju

W obliczu pandemii ponad połowa Polaków ograniczyła spotkania ze znajomymi i wychodzenie z domu. Handel przeniósł się do internetu, a zakupy online umożliwia coraz więcej sklepów i restauracji. Od teraz za pomocą aplikacji Uber Eats można zamówić artykuły z oferty gastronomicznej Wild Bean Café. Wkrótce oferta ma zostać rozszerzona o kolejne produkty ze sklepów na stacjach bp. – Cyfrowa przestrzeń i możliwość skorzystania z nowoczesnych aplikacji to naturalny kierunek rozwoju bp – ocenia Barbara Wiążewska, dyrektor generalna bp retail w Polsce.

– Realizacja dostaw home delivery jest naturalnym kierunkiem, w jakim podąża wiele przedsiębiorstw. Firma bp oferuje szeroką gamę produktów, zarówno w sklepie, jak i w ofercie bistro. Początkowo koncentrowaliśmy się na zapewnieniu oferty dla klientów w drodze, ponieważ jednak produkty cieszą się dużą popularnością, a klienci coraz chętniej korzystają z dostaw do domu, również postanowiliśmy zapewnić taką usługę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Barbara Wiążewska, dyrektor generalna bp retail w Polsce.

Stacje paliw to już od dawna nie tylko miejsce, gdzie zatankujemy samochód. Otwarte są całą dobę i usytuowane w dogodnych lokalizacjach, przez co stały się miejscem, w którym można zaspokoić większość potrzeb zakupowo-usługowych. Sprzedaż pozapaliwowa jest istotnym elementem strategii bp, która jako pierwsza weszła na rynek z kawiarnią Wild Bean Cafe. Od teraz wybrane artykuły z oferty kawiarni będzie można zamówić z dostawą do domu. Na razie tylko w Krakowie.

– Chcieliśmy doprecyzować od strony operacyjnej każdy szczegół, żeby przed rozszerzeniem oferty wszystko spełniało oczekiwania klientów. W krótkim czasie planujemy natomiast rozszerzenie oferty na terytorium całego kraju i wszystkich dużych miast, w których działa Uber Eats. Poza Polską bp realizuje dostawy domowe już w kilku krajach, m.in. w Australii, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii – wskazuje dyrektor generalna bp retail w Polsce.

Aby zamówić produkty z Wild Bean Cafe, można skorzystać z aplikacji Uber Eats lub z jej strony internetowej i złożyć zamówienie w jednej ze wskazanych stacji. Dostawa trwa ok. 30 minut, nie obowiązuje też minimalna wartość koszyka.

– Usługę dostaw domowych realizujemy we współpracy z firmą Uber Eats, ponieważ gwarantuje ona bardzo szybką realizację dostaw, a także szeroki zasięg, dzięki czemu nasza oferta będzie mogła być dostępna w większości miast w Polsce – ocenia.

Jak wskazuje przedstawicielka bp, zarówno przygotowanie produktów, jak i sama dostawa realizowane są w całkowicie bezpieczny sposób. Firma działa zgodnie z wysokimi standardami bezpieczeństwa, wdrożono też dodatkowe procedury w związku z pandemią koronawirusa w Polsce, a cała dostawa jest zupełnie bezkontaktowa – kierowcy zostawiają zamówione produkty pod drzwiami.

– Bezpieczeństwo i zachowanie wysokich standardów dla bp zawsze było priorytetem, więc przygotowanie produktów spożywczych jest realizowane według standardów HACCP. Wprowadziliśmy szereg dodatkowych obostrzeń i zmian w procesach, aby również zapewnić bezpieczeństwo pod względem ryzyka zakażenia – mówi Barbara Wiążewska.

Z badania „E-commerce w Polsce. Gemius dla e-Commerce Polska” wynika, że zakupy online robi 62 proc. Polaków. W obliczu pandemii koronawirusa zakupy internetowe stały się dla wielu rodaków zdecydowanie lepszą alternatywą niż te tradycyjne. Blisko 40 proc. konsumentów zaopatrzyło się w sieci w potrzebne zapasy żywności czy środków higienicznych i chemicznych, a 37 proc. uważa tę formę zakupów za bezpieczniejszą (raport „E-commerce w czasie kryzysu 2020” Izby Gospodarki Elektronicznej).

– To, co ważne dla klientów, to nie tylko jakość oferty, ale także forma, w jaki sposób ją dostarczamy. Wygodna aplikacja, szybki dostęp do oferty, dostawa do domu, wygodna forma płatności i bezpieczna realizacja to te elementy, które są dla klientów ważne – wymienia dyrektor generalna bp retail w Polsce. – Cyfrowa przestrzeń umożliwia spełnienie wszystkich tych warunków oraz korzystanie z nowoczesnych aplikacji, zatem jest to naturalny kierunek rozwoju bp.

Grupa Develia osiągnęła 65,4 mln zł zysku netto w I kwartale 2020 r.

  • Przychody ze sprzedaży wyniosły 180,1 mln zł wobec 420,7 mln zł rok wcześniej. Zmiana wynika przede wszystkim z mniejszej liczby przekazań mieszkań: 421 wobec 1 163 rok wcześniej. Jest to zgodne z założeniami na I kwartał br.
  • Zysk netto Grupy wyniósł 65,4 mln zł, czyli o ok. 40% mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.
  • W trzech pierwszych miesiącach 2020 r. deweloper sprzedał 311 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych, wobec 331 mieszkań w analogicznym okresie roku ubiegłego.
  • Na koniec I kwartału 2020 r. Develia posiadała 485,3 mln zł gotówki, co stanowi wzrost o ponad 42% w porównaniu do końca 2019 r., kiedy stan środków pieniężnych wyniósł 340,9 mln zł.
  • Na koniec I kwartału 2020 r. wskaźnik długu netto do kapitałów własnych obniżył się do poziomu 0,21 z 0,49 na koniec 2019 r.

– Develia ma stabilną sytuacją finansową. Silna pozycja gotówkowa pozwala nam ze spokojem realizować wszystkie projekty. W ostatnich tygodniach widzimy stopniowy wzrost zainteresowania klientów mieszkaniami po przestoju spowodowanym koronawirusem, jaki miał miejsce w marcu. Uważnie obserwujemy sytuację na rynku, nastroje wśród klientów i w zależności od tego, będziemy reagować i uruchamiać kolejne inwestycje mówi Michał Hulbój, p.o. prezesa Develii.

Działalność deweloperska

W pierwszych trzech miesiącach 2020 r. deweloper sprzedał 311 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych, wobec 331 mieszkań w analogicznym okresie roku ubiegłego. Develia przekazała 421 mieszkań w porównaniu do 1 163 lokali rok wcześniej.

W pierwszym kwartale br. Develia wprowadziła do sprzedaży mieszkania w Baltea Apartments w Gdańsku. To nowa inwestycja na Przymorzu, w której powstanie 239 lokali. Ponadto Develia rozpoczęła przedsprzedaż mieszkań V etapu osiedla Mała Praga w Warszawie. W projekcie przewidziano 48 lokali. Grupa wprowadziła także do oferty kolejne 86 lokali we wrocławskiej inwestycji Między Parkami.

W związku z pandemią i istotnym spadkiem sprzedaży w marcu i kwietniu oraz zawieszeniem przez urzędy biegu procedur administracyjnych – co ma negatywny wpływ m.in. na uzyskiwanie pozwoleń na budowę, Develia planuje przesuniecie wprowadzenia części projektów do oferty oraz rozpoczęcia budów z II kwartału 2020 r. na drugą połowę roku, fazowanie większych etapów inwestycji, zamianę etapów tak, aby oferta możliwie jak najbardziej odpowiadała sytuacji na rynku oraz potwierdzanie zapotrzebowania na kolejne etapy procesem przedsprzedaży na podstawie umów rezerwacyjnych.

W obecnej sytuacji Develia elastycznie dostosowuje ofertę, wprowadzając kolejne udogodnienia dla klientów, takie jak podpisywanie umów rezerwacyjnych bez konieczności dokonywania wpłaty, możliwość odstąpienia od umowy deweloperskiej bez konsekwencji oraz korzystny dla kupującego program płatności za mieszkanie.

Działalność komercyjna

W styczniu 2020 r. Develia sfinalizowała sprzedaż budynku biurowego Wola Center w Warszawie za 101,9 mln euro. W portfelu nieruchomości komercyjnych Develii znajdują się Arkady Wrocławskie i Sky Tower we Wrocławiu oraz Wola Retro w Warszawie.

Develia kontynuuje realizację strategii przyjętej w 2019 r. dla wrocławskiego Sky Tower, który docelowo ma stać się obiektem biurowo-usługowo-rozrywkowym. Pierwszy kwartał br. przyniósł Sky Tower dalszą stabilizację portfolio najemców biurowych. Tenant-mix zasiliły trzy nowe firmy, dwóch dotychczasowych najemców przedłużyło swoje umowy, a kolejny powiększył wynajmowaną powierzchnię. Poziom komercjalizacji powierzchni biurowej obiektu zbliża się do 100%.

W związku z sytuacją spowodowaną koronawirusem i wprowadzeniem ograniczeń, Develia wprowadziła elementy tarczy antykryzysowej dla najemców, którzy zostali objęci administracyjnym ograniczeniem w funkcjonowaniu. Rozwiązanie to wpłynęło na spadek przychodów z czynszów najmu oraz opłat eksploatacyjnych w obiektach handlowych, w okresie od 14 marca do 4 maja 2020 r.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1Q2020 1Q2019 Zmiana (%)
Przychody 180 119 420 705 -57,19%
Zysk brutto ze sprzedaży 72 753 161 210 -54,87%
Marża brutto ze sprzedaży 40,39% 38,32% +2,07pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 58 838 138 567 -57,54%
Marża brutto ze sprzedaży segment deweloperski 37,60% 35,98% +1,62pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny 13 893 22 619 -38,58%
Marża brutto ze sprzedaży segment komercyjny 58,83% 63,62% -4,78pp
EBITDA 127 737 144 473 -13,10%
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości 61 664 152 055 -59,44%
Zysk netto 65 403 108 932 -39,96%
Skorygowany zysk netto* 44 693 115 200 -61,20%

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji

Przychody Grupy w I kwartale 2020 r. wyniosły 180,1 mln zł wobec 420,7 mln zł rok wcześniej. Develia wypracowała 65,4 mln zł zysku netto, czyli o ok. 40% mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

– Mniejsza liczba przekazań mieszkań 421 wobec 1 163 rok wcześniej ma swoje odzwierciedlenie w wynikach, ale jest to zgodne z naszymi założeniami na I kwartał br. Do końca roku planujemy przekazać jeszcze ok. 580-680 mieszkań. Koncentrujemy się na zaadaptowaniu do obecnej sytuacji, która niewątpliwie wpływa na całą branżę mówi Paweł Ruszczak, członek zarządu ds. finansowych Develii.

Skorygowany zysk netto ze sprzedaży bez wpływu przeszacowania nieruchomości i kredytów walutowych wyniósł 44,7 mln zł, czyli o 61,2% mniej w stosunku do I kwartału 2019 r.

Zysk brutto ze sprzedaży z usług najmu w I kwartale br. wyniósł 13,9 mln zł przy przychodach 23,6 mln zł. Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej wyniósł 58,8 mln zł przy przychodach 156,5 mln zł.

Na koniec I kwartału 2020 r. Develia posiadała 485,3 mln zł gotówki, co stanowi wzrost o ponad 42% w porównaniu do końca 2019 r., kiedy stan środków pieniężnych wyniósł 340,9 mln zł. Na koniec I kwartału 2020 r. zobowiązania finansowe wyniosły 850 mln zł w porównaniu z 1 087 mln zł na koniec 2019 r. Wskaźnik długu netto do kapitałów własnych osiągnął poziom 0,21 – istotnie obniżył się z poziomu 0,49 na koniec 2019 roku. Biorąc pod uwagę sytuację na rynku wywołaną koronawirusem, obecny poziom wskaźnika potwierdza stabilną sytuację finansową Grupy.

Na wyniki finansowe Develii w I kw. 2020 r. znaczący wpływ miały zdarzenia o charakterze jednorazowym.

W rezultacie znaczącego umocnienia EUR w I kwartale br., nastąpił wzrost wartości godziwej nieruchomości inwestycyjnych w kwocie 74,4 mln zł. Jednocześnie odnotowano wzrost wyceny zobowiązań z tytułu kredytów w EUR w kwocie 24,9 mln zł. Reasumując, wzrost kursu EUR wpłynął na zwiększenie skonsolidowanego zysku brutto Develii o 49,5 mln zł.

Ponadto Develia ujęła w wynikach finansowych za I kwartał 2020 r. kwoty będące rezultatem poniesionych nakładów na nieruchomości inwestycyjne oraz rozliczenia z tytułu linearyzacji przychodów z najmu. Zmiany te spowodowały zmniejszenie skonsolidowanego zysku brutto o 8,3 mln zł.

Negatywnie na wyniki w kwocie 14,8 mln zł wpłynęło też rozliczenie zabezpieczenia stopy procentowej kredytu na budowę Wola Center. Rozliczenie nastąpiło w związku ze sprzedażą biurowca.

BGK wdrożył pakiet pomocowy dla firm dotkniętych skutkami pandemii. Mogą skorzystać z form wsparcia wartych łącznie kilkaset miliardów złotych

Bank Gospodarstwa Krajowego wdraża 10 programów pomocowych dla przedsiębiorstw każdej wielkości, wartych łącznie nawet kilkaset miliardów złotych. Pakiet pomocowy ma wesprzeć polskie firmy w zachowaniu płynności finansowej, ale też w zaplanowaniu przyszłych inwestycji. Oprócz już istniejących rozwiązań – jak gwarancje de minimis czy kredyt na innowacje technologiczne – pojawiły się też nowe, np. pożyczki płynnościowe z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. Przedsiębiorcy mogą korzystać z kilku produktów jednocześnie. Wsparcie przysługuje również tym firmom, które korzystają z rządowych ulg i zwolnień. Większość rozwiązań jest już dostępna na rynku.

– Zderzyliśmy się z kryzysem, którego się spodziewaliśmy, ale chyba nikt nie spodziewał się, że przybierze on takie rozmiary i globalny zakres. W jednym momencie gospodarki na całym świecie zostały zamrożone. Dzisiaj wiele rządów pracuje nad tym, jak przywrócić gospodarkę do życia. Ogromna rola instytucji finansowych polega na tym, żeby pomóc przedsiębiorstwom przetrwać ten bardzo trudny okres – mówi Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego.

Jak podkreśla, BGK wdrożył pakiet pomocowy dla firm dotkniętych skutkami pandemii SARS-CoV-2. Obejmują one różne formy wsparcia, w tym m.in. systemy gwarancji i dopłat czy pożyczki z wykorzystaniem funduszy unijnych. Oprócz już istniejących rozwiązań – jak gwarancje de minimis czy kredyt na innowacje technologiczne – pojawiły się też nowe, jak Fundusz Gwarancji Płynnościowych czy dopłaty do oprocentowania, które mają dodatkowo wspomóc polskie firmy.

Na rozwiązania wdrożone przez bank składa się łącznie 10 programów pomocowych dla firm każdej wielkości. Z większości z nich przedsiębiorcy mogą już korzystać za pośrednictwem swoich banków lub pośredników finansowych. Kolejne są w fazie przygotowania. Firmy mogą skorzystać jednocześnie z kilku instrumentów pomocowych. Co istotne, wsparcie z pakietu pomocowego BGK mogą uzyskać też przedsiębiorcy, którzy wcześniej otrzymali rządowe ulgi i zwolnienia.

– Największe potrzeby mają mikro- i małe firmy. Pierwszym rozwiązaniem, które udostępniliśmy, są gwarancje de minimis – mówi Beata Daszyńska-Muzyczka. –  Zwiększyliśmy zabezpieczenie z 60 do 80 proc. wartości kredytu, zrezygnowaliśmy też z pobierania prowizji, żeby obniżyć koszty. Od wprowadzenia tych zmian widzimy skokowy wzrost liczby udzielonych kredytów zabezpieczonych gwarancjami.

Gwarancje de minimis cieszą się dużą popularnością wśród MŚP: w ciągu niespełna dwóch miesięcy od wdrożenia tego rozwiązania skorzystało z niego już 7 tys. firm. – Zachęcamy wszystkich przedsiębiorców, by w swoim banku zgłosili, że chcą skorzystać właśnie z kredytu zabezpieczonego gwarancją de minimis. Resztę załatwia bank na podstawie umowy z nami. Mamy podpisane umowy z 20 bankami komercyjnymi i kilkuset bankami spółdzielczymi – mówi.

Prezes zarządu BGK podkreśla, że produktów pomocowych skierowanych do mikro- i małych firm jest dużo więcej – łącznie to osiem różnych programów wsparcia.

– Część z nich to programy, które już wcześniej działały, natomiast – biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą – zmieniliśmy ich warunki, żeby zapewnić większe wsparcie dla przedsiębiorców. Przygotowaliśmy również nowe rozwiązania, m.in. finansowane ze środków europejskich. Są to pożyczki płynnościowe z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. W najbliższych tygodniach uruchomimy dopłaty do odsetek od oprocentowania udzielanych kredytów – wymienia Beata Daszyńska-Muzyczka.

We współpracy z resortem rozwoju bank wprowadził także zmiany w kredycie na innowacje technologiczne w związku z pandemią. Są to: zniesienie limitu dofinansowania wynoszącego 6 mln zł, a także zniesienie wymogu innowacyjności w skali krajowej. Nowy nabór w kredycie na innowacje technologiczne – na korzystniejszych zasadach – rozpocznie się 1 czerwca. – Kredyt technologiczny jest przeznaczony na innowacje, na wprowadzenie rozwiązań inwestycyjnych do firm. Wiele branż, po okresie kryzysu wywołanego koronawirusem, może potrzebować finansowania na rozwój swojej działalności m.in. dlatego, że zapotrzebowanie na ich produkty wzrośnie. To ogromnie ważne, abyśmy nie zapomnieli o potrzebie inwestycji – mówi prezes zarządu BGK.

Wśród rozwiązań BGK dla sektora MŚP znalazły się również m.in. zmiany w programie Pierwszy biznes – Wsparcie w starcie. Przedsiębiorcy mogą skorzystać z opcji zawieszenia spłaty pożyczki do sześciu miesięcy, wydłużenia karencji o pół roku, obniżenia oprocentowania pożyczki do 0 proc. w skali roku na okres do 12 miesięcy oraz wydłużenia okresu spłaty o 12 miesięcy.

Kolejną formą wsparcia są pożyczki płynnościowe z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, finansowane ze środków unijnych. Firmy, aby zachować płynność, skorzystają z zerowego oprocentowania, półrocznej karencji w spłacie, a kwota pożyczki wyniesie do 15 mln zł.

– Pożyczki płynnościowe POIR to nowy produkt oparty na środkach europejskich. Chcemy przede wszystkim wesprzeć firmy w utrzymaniu płynności finansowej – mówi Beata Daszyńska-Muzyczka.

Średnie i duże firmy dotknięte skutkami pandemii SARS-CoV-2 mogą z kolei skorzystać z Funduszu Gwarancji Płynnościowych, czyli gwarancji do nowych lub odnawianych kredytów. Pomoc ta polega m.in. na zabezpieczeniu kwoty kredytu do 80 proc., przy kwocie gwarancji od 3,5 mln zł do 200 mln zł i ustanowieniu długiego okresu gwarancji – do 27 miesięcy. Z gwarancji mogą skorzystać firmy, które na 1 lutego 2020 roku nie miały zaległości w ZUS, urzędzie skarbowym i banku kredytującym. Łączna wartość kredytów zabezpieczonych gwarancjami może sięgnąć nawet 100 mld zł.

Przygotowywany jest również mechanizm dopłat do oprocentowania kredytów, których udziela przedsiębiorcom sektor bankowy. Z tego rozwiązania będą mogły skorzystać małe, średnie oraz duże firmy, bez względu na branżę.

Głębokie zmiany w handlu. Konsumenci wybierają zakupy w sieci pomimo otwarcia galerii handlowych

Pandemia koronawirusa i związana z nią przymusowa izolacja skłoniły wiele firm do uruchomienia sprzedaży online, a konsumentów – do korzystania z zakupów w sieci. Wielu z nich pozostanie przy tej formie pomimo otwarcia galerii handlowych, bo doceniło łatwość i wygodę robienia zakupów w internecie. Spełnić należy tylko jeden warunek: klienci muszą być traktowani tak samo w każdym kanale sprzedaży, otrzymać tę samą ofertę i jakość usługi bez względu na rodzaj kontaktu z firmą.

– W najkorzystniejszej sytuacji są firmy, które już przed pandemią prowadziły sprzedaż w wielu kanałach i potrafiły zbudować zintegrowany system obsługi klientów oraz scentralizować zarządzanie danymi, czyli omnichannel – mówi Konrad Osiadacz, Senior Business Development Director w FM Logistic Centralna Europa. – W obecnej sytuacji mogą skoncentrować swoje działania tylko na przekierowaniu zainteresowania i popytu do kanału online, zwłaszcza w przypadku klientów dotychczas preferujących dokonywanie zakupów w tradycyjnej formie.

Od 4 maja większość sklepów w galeriach handlowych powróciła do funkcjonowania, jednak pod pewnymi restrykcjami ograniczającymi m.in. liczbę klientów do jednej osoby na 15 m². Ruch w sklepach stacjonarnych nie powróci więc do stanu sprzed połowy marca. Eksperci przewidują, że konsumenci, którzy podczas siedmiotygodniowej izolacji zostali zmuszeni do robienia zakupów online, dostrzegli wygodę tej formy nabywania produktów i będą chcieli przy niej pozostać. Według ekspertyzy opublikowanej przez Open Eyes Economy Summit na temat zmian w kanałach dystrybucji spowodowanych przez pandemię SARS-CoV-2, udział sprzedaży internetowej wzrósł z 5,6 proc. w lutym br. do 8,1 proc. w marcu br. i wciąż zauważalna jest zwiększająca się popularność e-handlu.

Drugim ważnym czynnikiem jest bezpieczeństwo. Raport „E-commerce w czasie kryzysu 2020” sporządzony przez Izbę Gospodarki Elektronicznej wskazuje, że 37 proc. Polaków uważa zakupy online za dużo bezpieczniejsze niż tradycyjne. Pandemia dowiodła więc, że strategia wielokanałowości (a przede wszystkim jej zaawansowana forma – omnichannel) staje się jedynym wyjściem dla wielu firm handlowych. I na takie podejście muszą stawiać przedsiębiorcy.

–  Skutki pandemii najbardziej odczują ci, którzy do tej pory ograniczali się tylko do jednego, tradycyjnego kanału sprzedaży – mówi Konrad Osiadacz. – Wdrożenie strategii omnichannel staje się zatem strategiczne dla przetrwania i rozwoju firm handlowych. Ten trend był widoczny na rynku już od dawna, ale ze względu na pandemię znacznie przyspieszył.

W strategii omnichannel najważniejsze jest, by klient w każdym kanale sprzedaży był traktowany tak samo. Chodzi nie tylko o takie same oferty i ceny, lecz także dostępność produktów i możliwość zwrotów. Implementacja takiej strategii wymaga od przedsiębiorców szeregu działań, w tym przystosowania obszarów magazynowania i transportu. Jak podkreśla ekspert, kluczową rolę odgrywa tu doświadczony operator logistyczny, który musi być partnerem we wdrażaniu i realizacji tej koncepcji. Powinien nie tylko reagować na potrzeby klienta, ale też sugerować najlepsze rozwiązania przede wszystkim w zakresie kompletacji, dostaw i logistyki zwrotów.

Decydujące są doświadczenie, wiedza, zasoby oraz właściwa infrastruktura. Wiąże się to z odpowiednim wyposażeniem magazynów w różne typy regałów, zautomatyzowanymi liniami kompletacyjnymi, robotyzacją pracy oraz adaptowalnym i łatwo sterowalnym systemem WMS, który z łatwością obsłuży każdy rodzaj zamówienia itp. W dobie kryzysu, w jakim znalazła się obecnie gospodarka, takie kosztowne inwestycje nie są popularne wśród przedsiębiorców, a korzystanie z usług zautomatyzowanych centrów logistycznych pozwala na kilkukrotne zwiększenie skali działalności.

– Już w pierwszych dniach pandemii, gdy wolumeny e-commerce naszych klientów znacznie wzrosły, łatwo, szybko i sprawnie zmodyfikowaliśmy procesy operacyjne, aby dostosować je do innej formuły zamówień i różnych kanałów sprzedaży – podkreśla Konrad Osiadacz. – Uniknęliśmy nie tylko opóźnień czy przestojów, ale też wypracowaliśmy synergię zasobów, czasu i kosztów, świadcząc usługę omnichannel „pod jednym dachem”.

Atutem firmy FM Logistic Centralna Europa jest też odpowiednio zbalansowana infrastruktura własnych i wynajętych obiektów wchodzących w skład sieci magazynów i centrów przeładunkowych, która pozwala sprawnie adaptować się do oczekiwań klientów w obszarach magazynowania i transportu. Gotowe zamówienia są dostarczane do odbiorców przy użyciu szerokiego wachlarza usług dostępnych na rynku, obejmujących m.in. dostawy palet i paczek do klientów biznesowych i indywidualnych, dostawy do centrów dystrybucyjnych, sklepów wielkopowierzchniowych, hurtowni, centrów handlowych, ale też do domów, z usługą wniesienia, paczkomatów i punktów odbioru.

FM Logistic jest również pierwszym dostawcą usług logistycznych w Polsce, który w ramach projektu Citylogin ma w swojej flocie w pełni elektryczny pojazd z agregatem chłodniczym. Do jego największych zalet należą niskie koszty paliwa (całkowicie elektryczny silnik) – 3 euro na 100 km  niskie koszty serwisu i utrzymania oraz ograniczenie emisji spalin do zera. Samochód jest w użyciu firmy od września 2017 roku, jest wykorzystywany do dystrybucji paczek dla klientów z branży farmaceutycznej i kosmetycznej.

14% wzrost cen ubezpieczeń na świecie

Średnie ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 14% w pierwszym kwartale 2020 r. – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index, cyklicznego zestawienia stawek odnowieniowych oferowanych przez ubezpieczycieli. Jest to największy od 2012 r. wzrost, pomimo minimalnego wpływu globalnej pandemii COVID-19 na ceny ubezpieczeń w ostatnim kwartale.

Do średniego wzrostu cen ubezpieczeń przyczyniły się w głównej mierze wyższe stawki linii majątkowych, finansowych i profesjonalnych. Poniżej przedstawiamy kluczowe wnioski z raportu:

  • Q1 2020 r. był dziesiątym z rzędu kwartałem, który zakończył się wzrostem cen ubezpieczeń.
  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń majątkowych wzrosły średnio o 15%. Ubezpieczenia finansowe i profesjonalne osiągnęły blisko 26% wzrost, podczas gdy stawki ubezpieczeń od następstw od nieszczęśliwych wypadków odnotowały 5% wzrost.
  • Pierwszy kwartał 2020 r. kontynuuje utrzymującą się od sześciu kwartałów tendencję wzrostową, obserwowaną we wszystkich regionach na świecie.
  • Stany Zjednoczone (14%), Wielka Brytania (21%) oraz Region Pacyfiku (23%) odnotowały dwucyfrowy wzrost cen ubezpieczeń. Za wzrost stawek ubezpieczeniowych w tych regionach odpowiadają głównie ubezpieczenia majątkowe, finansowe i profesjonalne,
    w tym D&O. Przykładowo, w Stanach Zjednoczonych ceny na rynku ubezpieczeń D&O wzrosły aż o 44%.

Ceny ubezpieczeń kształtowały się wysoko w pierwszym kwartale 2020 r., zanim odnotowano pierwsze straty związane z COVID-19. Zakłada się jednak, że konsekwencje światowej pandemii odbiją się prawdopodobnie na cenach ubezpieczeń w bilansie rocznym.

Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego w Marsh Polska podsumowuje: „W Polsce pierwszy kwartał 2020 r. w ubezpieczeniach majątkowych pokazuje tendencję wzrostową stawek w odniesieniu do każdej z branż, nie ograniczając się tylko do tzw. branż trudnych jak np. drewno, plastik, chemia. Obserwujemy średni wzrost stawek o ok. 20%, ale Ubezpieczyciele już sygnalizują dalsze wzrosty – wynika to m.in. z prowadzonych przez nich analiz. Z dalszymi wzrostami stawek mogą liczyć się firmy, których ryzyko nie jest najlepiej oceniane przez inżynierów, a także posiadające powierzchne wysokiego składowania. Problematyczna staje się kwestia ubezpieczenia BI i ewentualnej odpowiedzialności Ubezpieczycieli w kontekście COVID-19 związanej ze stratami jakie odnotowują przedsiębiorcy. W Polsce temat ten nie jest jeszcze tak medialny jak w USA czy na rynkach londyńskich, ale zobaczymy, co przyniesie czas i jakie będą konsekwencje z tym związane także dla naszego rynku”.

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) i PEMA (fuzje i przejęcia) w Marsh Polska dodaje: „Ceny ubezpieczeń finansowych i profesjonalnych, w tym Członków Władz Spółek (D&O), proponowane przez Ubezpieczycieli w Polsce są wciąż na konkurencyjnym poziomie. Znaczące zwyżki w składce za programy D&O zdecydowanie jednak dotykają firm, które swoje programy – czy to ze względu na szersze zakresowo preferowane warunki ubezpieczenia, czy warstwową strukturę z wysokim limitem sumy ubezpieczenia – mają zawarte przez ubezpieczycieli europejskich, czy londyńskich. Zwykle są to zwyżki na poziomie kilkanaście – kilkadziesiąt procent w stosunku do stawek z programu ekspirującego, ale zdarzają się „rekordziści” ze zwyżką kilkaset procent.

Problemem, nawet większym niż rosnące koszty programów są natomiast wyzwania związane z pojemnością i zaostrzoną oceną ryzyka. Może się zdarzyć, że kilkunastu zapytywanych o ofertę Ubezpieczycieli w ogóle nie zaproponuje nawet drogiej oferty i niestety ostatnio dotyczy to również odnowień – Ubezpieczyciele limitują swoje zaangażowanie w limity na poszczególnych warstwach programu, co wpływa na konieczność zmiany całej struktury programu i może wymagać podpisywania oświadczeń gwarancyjnych nawet przy zachowaniu właściwie tej samej wysokości łącznego limitu programu, co rok wcześniej.

Aktualne zmiany na europejskim i londyńskim rynku D&O bardzo powoli dotykają i będą dotykać polskie rynki D&O, choćby z uwagi na kwestię reasekuracji, czy lokalizacji spółek matek zagranicą.

Czynnikiem, który to zintensyfikuje jest ryzyko roszczeń związanych z COVID-19. Polscy Ubezpieczyciele, szczególnie dla branż mocniej dotkniętych problemem koronawirusa, szczegółowo dopytują o plany spółek na najbliższe miesiące i lata, sprawdzają ostatnie wyniki finansowe i prognozy tych wyników, pytają o projekty zmian w działalności w aktualnej sytuacji, ale też po odmrożeniu gospodarki. Aktualnie z sukcesem unikamy wprowadzania wyłączeń związanych z COVID-19, czy wyłączeń bankructwa w polisach D&O, jednak wydaje się, że np. spółki nowe, słabsze finansowo, czy takie, których „przyszłość” w ocenie Ubezpieczycieli jest niepewna, mogą nie uniknąć tego rodzaju „zawężeń” w programie. Biorąc pod uwagę jakie ryzyko stanowią dla ubezpieczycieli roszczenia pracownicze, przy nowych polisach jest również bardzo trudne uzyskanie zakresu naruszenia praw pracowniczych przez spółkę (EPL), nawet jeżeli Klient byłby w stanie pokryć bardzo wysoki koszt takiego rozszerzenia”.

Autonomiczne roboty będą dezynfekować fabryki oraz szpitale. Jedno z takich urządzeń powstało w Lublinie

W trakcie znoszenia ograniczeń pandemicznych przedsiębiorstwa powinny zadbać o zapewnienie wysokiego poziomu higieny w miejscu pracy, aby ograniczyć możliwość ponownego wybuchu pandemii. Pomóc mogą w tym inteligentne maszyny, które zautomatyzują proces dezynfekcji. Firma Noyen Robotics Care opracowała samojeżdżące urządzenie dezynfekujące oparte na mobilnym robocie MiR 200.

Proces tworzenia robota dezynfekującego przebiegał kilkuetapowo. Największym wyzwaniem okazało się wypracowanie precyzyjnego modelu oprysku. Zespół Noyen Robotics Care we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie rozpoczął od zbadania wydajności dysz rolniczych, następnie wykorzystano dyfraktometr laserowy do analizy spektrum kropel dystrybuowanych przy różnych warunkach ciśnieniowych. Badania te pozwoliły określić efektywny stopień pokrycia opryskiwanej powierzchni przy wykorzystaniu konkretnych środków dezynfekujących.

Kolejnym etapem było zautomatyzowanie pracy urządzenia. W tym celu sięgnięto po pomoc firmy ProCobot, która udostępniła mobilną platformę MiR 200 opracowaną z myślą o pracy m.in. w autonomicznych fabrykach. Pojazd wyposażono w kamerę z systemem 3D Intel RealSense do automatycznej detekcji przeszkód.

– Robot ten to urządzenie logistyczne, bezpiecznie transportujące ładunki o różnej wadze, które uwalnia przy tym zasoby ludzkie. W tym przypadku zostały na nich zamontowane indywidualnie dostosowane moduły górne, które wykonują proces dezynfekcji wielkopowierzchniowo. Dzięki opatentowanej technologii roboty manewrują wokół ludzi i przeszkód za pomocą intuicyjnego interfejsu 3D. Poruszając się w sposób autonomiczny, optymalizują i automatyzują tę czynność, nie narażając przy tym ludzi – mówi Kamil Kaczmarski, inżynier sprzedaży w ProCobot.

W podobne urządzenie zainwestował także Centralny Szpital Kliniczny UCK WUM. Jego dyrekcja zakupiła autonomiczne roboty sterylizacyjne UVD, które do dezynfekcji wykorzystują promienie ultrafioletowe, naświetlając pomieszczenia narażone na infekcję koronawirusem. Sprzęt nie wymaga obsługi i działa w pełni niezależnie. Harmonogram jego działania można zaplanować za pośrednictwem aplikacji mobilnej, a robot poinformuje personel medyczny o zakończonej sterylizacji.

– Po sprawnie wykonanej dezynfekcji – hali, lotnisk, zakładów produkcyjnych – roboty mogą przy systemie zmianowym bądź odgórnie zaplanowanym zachować ciągłość prac w dobie pandemii SARS-CoV-2 – podkreśla Kamil Kaczmarski. – Nasi klienci na pewno będą chcieli skorzystać z tego rozwiązania, gdy wznowią produkcję. Bardzo chcielibyśmy ich wesprzeć, by dzięki sprawnemu korzystaniu z tego typu rozwiązań byli w stanie zachować ciągłość produkcji.

Inżynierowie Siemensa postanowili z kolei odpowiedzieć na potrzeby najbardziej wymagających przedsiębiorstw, które muszą dezynfekować duże powierzchnie w jak najkrótszym czasie. Chiński oddział korporacji we współpracy z firmą Aucma opracował robota gąsienicowego wyposażonego w dysze o dużej wydajności, zdolne zdezynfekować w ciągu godziny do 36 tys. m2 powierzchni. Inżynierowie postawili na znacznie prostszy system sterowania – na szczycie maszyny zamontowali obrotową kamerę, która pozwala zdalnie kontrolować maszynę. Roboty zaprojektowano z myślą o wykorzystaniu w szpitalach, szkołach, fabrykach oraz miejscach publicznych.

Według firmy badawczej Data Bridge Market Research wartość globalnego rynku robotów autonomicznych do 2026 roku wzrośnie do blisko 17,8 mld dol. W najbliższych latach ma on się rozwijać w tempie ponad 14 proc. w skali roku.

Nvidia najwyżej w historii przed wynikami. Tesla w rozmowach odnośnie nowej siedziby

Wczoraj indeksy na Wall Street straciły pod koniec sesji około 2 proc. Dziś indeksy amerykańskie stabilizują się, a Nasdaq wręcz ponownie rośnie. Debata w tej chwili toczy się wokół końca ograniczeń, w zakresie otwierania gospodarki, w jakim tempie ją otwierać, na jaką skalę i jakim kosztem. Istnieje duża niepewność, a eksperci rządowi często wygłaszają sprzeczne przemówienia. Debaty są prawie identyczne na całym świecie. To właśnie wczorajsze wypowiedzi jednego z głównym amerykańskich doradców dotyczących obecnej epidemii sprawiły, że indeksy zanurkowały. Zostało poddane w wątpliwość tempo otwierania amerykańskiej gospodarki, czy zbyt szybkie nie doprowadzi do drugiej fali zakażeń. Dziś jak widać po notowaniach, obawy te zmalały, co nie oznacza, że całkowicie zniknęły.

Z punktu widzenia informacji istotnych dla konkretnych spółek firma Wedbush podniosła cenę docelową dla ceny akcji spółki Nvidia do 340 dolarów z 311 dolarów. Dziś na giełdzie za jedną akcję należało zapłacić około 319 dolarów. Wedbush podkreślił, że nadchodząca konferencja na temat technologii procesorów graficznych może posłużyć jako pozytywny katalizator dla ceny. Akcje już dziś w drożeją o ponad 2 proc. na początku sesji. Firma spodziewa się, że NVDA przedstawi swoją nową architekturę Ampere już jutro podczas przemówienia prezesa Jensena Huanga. Analitycy opisujący spółkę Nvidia również zwracają uwagę na to, że publikacja wyników za pierwszy kwartał, która będzie mieć miejsce 21 maja, może być również pozytywnym katalizatorem. Warto dodać, że wczoraj cena akcji NVDA ustanowiła nowy historyczny szczyt na poziomie 326,90 dolarów. Na Wall Street poziom ceny docelowej dla spółki waha się od 140 do 360 dolarów. Nvidia ma łącznie 33 rekomendacje kupna, 6 trzymaj i 3 sprzedaj.

Tymczasem gubernator Teksasu Greg Abbott powiedział we wtorek, że w ostatnich dniach rozmawiał z Elonem Muskiem, dyrektorem generalnym Tesla Inc, o potencjalnym przeniesieniu zakładu montażu pojazdów elektrycznych do jego stanu. Rozmowy pojawiły się trzy dni po tym, jak Musk zagroził przeniesieniem siedziby Tesli i przyszłych operacji spółki do Teksasu lub Nevady, po tym, jak urzędnicy w Kalifornii, w którym znajduje się jedyna amerykańska fabryka pojazdów Tesli, stwierdzili, że fabryka nie może zostać ponownie otwarta, ponieważ nadal obowiązują restrykcje związane z epidemią koronawirusa. Dodatkowo przeniesienie i siedziby i fabryki Tesli mogłyby dać spółce znaczące korzyści podatkowe, co z kolei mogłoby przełożyć na wyniki w dłuższym terminie.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Anna Świderska dołącza do zarządu Warty

Rada Nadzorcza TUiR “WARTA” S.A oraz TUnŻ “WARTA” S.A. powołała do zarządu spółek Annę Świderską. Obejmie ona nową funkcję 1 lipca 2020 r. i zastąpi na tym stanowisku Witolda Walkowiaka.

– To była niezwykła przyjemność pracować z Witoldem Walkowiakiem, doświadczonym specjalistą w dziedzinie finansów ubezpieczeniowych. Serdecznie dziękuję mu za te lata wspólnej pracy, które poświeciliśmy m.in. na skuteczne przekształcanie Warty w silną, nowoczesną i wiodącą grupę ubezpieczeniową w Polsce. Zasługi Witolda w osiągnieciu tego rezultatu są nie do przeceniania. Jestem także pełen uznania dla jego osiągnięć na polu wzmacniania rynku ubezpieczeń w Polsce – mówi Jarosław Parkot, prezes zarządu TUiR „WARTA” S.A. i TUnŻ „WARTA” S.A. i dodaje: Gratuluję jednocześnie Annie Świderskiej. To bardzo dobra informacja, że do zarządu Warty dołącza osoba o tak bogatym doświadczeniu
i wiedzy, dokładnie znająca naszą organizację. Jej dotychczasowe osiągnięcia, jak również skuteczność w zarządzaniu jednym z kluczowych zespołów, potwierdziły, że idealnie pasuje do roli Wiceprezesa Zarządu Warty. Jestem pewny, że jej zaangażowanie pomoże nam
w dalszym umacnianiu pozycji Warty na rynku – 
dodaje Jarosław Parkot.

Anna Świderska została powołana przez Radę Nadzorczą na stanowisko Wiceprezesa Zarządu i obejmie je z dniem 1 lipca 2020 r. W zarządzie będzie odpowiedzialna za Pion Finansów, w tym m.in. za sprawozdawczość, kontroling, podatki, zarządzanie ryzykiem,  księgowość i administrację.

Anna Świderska posiada niemal 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu finansami spółek.  Swoją karierę zaczynała w firmie Arthur Andersen, gdzie m.in. zajmowała się audytem spółek z branży ubezpieczeniowej. Od 18 lat związana jest z polskimi spółkami z grupy Talanx. Pełniła w nich m.in. funkcję Dyrektor Zarządzającej, CFO, Doradczyni Zarządu i Głównej Księgowej. Wraz z połączeniem HDI i Warty objęła stanowisko Dyrektor Zarządzającej odpowiedzialnej za Departament Rachunkowości Finansowej. Pracując w HDI i Warcie zrealizowała liczne, strategiczne projekty, głównie w obszarze finansów oraz M&A.

Kryzys w Europie – najnowszy raport Polskiej Rady Centrów Handlowych

Światło dzienne ujrzała dziś druga publikacja Polskiej Rady Centrów Handlowych dotycząca kryzysu spowodowanego epidemią COVID-19. Raport PRCH RRF Crisis prezentuje dane dotyczące wskaźników odwiedzalności centrów handlowych, a także zbiera informacje o tym, jak z lockdownem radzą sobie inne kraje w Unii Europejskiej. Szerokiej analizie poddano także przyszłość handlu i zmianę zachowań konsumenckich. Raport powstał przy współpracy PRCH z jej europejskimi odpowiednikami.

Wiemy, jak ważne dla branży nieruchomości handlowych są rzetelne dane oraz wiedza dotycząca polityki kryzysowej różnych państw. Dlatego przygotowaliśmy drugi raport „PRCH RRF Crisis. COVID-19. Views from Abroad”. Dzięki współpracy z naszymi europejskimi partnerami możemy pokazać problem w szerokim ujęciu. Próbujemy także uchwycić widoczne już trendy i zjawiska. Kto pierwszy je dostrzeże i zrozumie, ten zyska. Zwłaszcza w tak dynamicznej sytuacji, w jakiej dziś się znajdujemy – mówi Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager PRCH.

Wartość raportu zbudowana jest w oparciu o prezentację różnych perspektyw, z jednej strony zachowawczych i spójnych reakcji państw Unii Europejskiej, z drugiej – wyjątkowej na skalę globalną reakcji szwedzkiej, której poświęcono jeden rozdział raportu.

Polska Rada Centrów Handlowych prezentuje także unikatowe dane partnerów badawczych. Potwierdzają one m.in. wysoki stan niepewności w polskim społeczeństwie (dane GfK), zmiany dotyczące planowanych zakupów wg. kategorii (dane Inquiry), a w kontekście europejskim – wysokie spadki obrotów (w kwietniu wg. PROCOS o 94%) oraz footfallu (w Holandii między 20 a 40% rdr).

Jesteśmy w stałym kontakcie z instytucjami wspierającymi retail w Europie. Raport, który dziś prezentujemy, powstał dzięki ścisłej współpracy i wymianie wiedzy oraz dobrych praktyk. Chcę podkreślić, że przekazywane przez Rady Narodowe informacje i dane stanowiły dla nas od dawna materiał wspierający w zakresie wprowadzania i proponowania rozwiązań na rzecz walki z efektami kryzysu. Raport “PRCH RRF Crisis. COVID-19. Views from Abroad” zbiera je i porządkuje – podkreśla Justyna Ostrowska, Education & Research Specialist PRCH.

Jak handel w Europie radzi sobie z kryzysem?

Państwa europejskie, dotknięte epidemią w różnym stopniu, stosują odmienne strategie działania. Jednak już dziś możemy obserwować ruchy dążące do znoszenia lub luzowania obostrzeń. Raport PRCH zbiera informacje dotyczące działań rządów i biznesu w wybranych państwach.

Według danych PRCH w Hiszpanii zarządcy i najemcy w dalszym ciągu czekają na tzw. pełne otwarcie. Przygotowano poradnik dotyczący środków higieny i bezpieczeństwa dla centrów handlowych i parków handlowych, tak aby klienci mogli czuć się w nich bezpiecznie.

W Niemczech w połowie kwietnia, po 26 dniach całkowitego przestoju w branży handlowej, wznowiono sprzedaż w centrach i na ulicach handlowych. Obecne w Niemczech stosuje się limit jednej osoby na 10 do 20 m kw. Limit jest wyznaczany poprzez ograniczanie liczby dostępnych koszyków zakupowych lub egzekwowany przez ochronę, a nawet zwykłych pracowników. Poprzednio obowiązujące limity liczby klientów nie doprowadziły do powstania kolejek przed centrami handlowymi w całym kraju, ponieważ w pierwszych tygodniach osiągnięto jedynie ok. 30-40% standardowej frekwencji. Teraz, po trzech tygodniach obserwowana jest stabilizacja na poziomie ok. 50-60% w tygodniu w zależności od lokalizacji, do 75% w soboty.

Duże straty odnotowuje także rynek austriacki. Według firmy Standort+Markt każdy dzień przestoju w samym tylko austriackim handlu stacjonarnym kosztował do tej pory średnio około 110 milionów euro obrotu brutto, nie licząc sektora F&B i dostawców usług. W przypadku 242 austriackich centrów handlowych w kasie brakuje około 30 mln euro netto na każdy dzień przestoju. Wskaźnik fluktuacji w austriackich centrach handlowych wynosi obecnie 13,6% w oparciu o 2 letni cykl obserwacji. Jest bardzo prawdopodobne, że w ciągu najbliższych 2 lat wahania będą wynosić od 15 do 20%, w wyniku czego wzrośnie również liczba pustostanów. Austriacki Rząd zadeklarował wsparcie dla najemców, którzy utracili 75% zysków z osiąganej sprzedaży. Najemcy centrów handlowych muszą za to pokryć czynsze i pozostałe opłaty wynikające z prowadzonej działalności.

Sytuacja w Szwecji jest wyjątkowa nie tylko ze względu na polityczne decyzje dotyczące funkcjonowania gospodarki w okresie epidemii. Tradycyjny handel w tym kraju zmagał się z trudnościami na długo przed pandemią koronawirusa. Jednak i tu proces widocznie przyspieszył. Jak podaje Anna Bergstrom, autorka analizy dostępnej w raporcie, do 9 maja 2020 r. w Szwecji zbankrutowało 2703 przedsiębiorstw, w porównaniu z 2627 bankructwami w tym samym okresie w roku ubiegłym.

Raporty w wersjach PL i ENG dostępne są na stronie Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Arabia Saudyjska i Rosja widzą oznaki odbudowy popytu. Ryzyko wisi na polityce OPEC

Bloomberg informuje, że ministrowie energii Arabii Saudyjskiej i Rosji odbyli rozmowę telefoniczną. Przyznali, że widzą oznaki odbudowy popytu na ropę. Rosja potwierdziła też, że jest bliska wypełnienia celu dla cięcia wydobycia uzgodnionego razem z OPEC+. Oba kraje są pewne, że wszyscy członkowie OPEC+ wypełnią swoje deklaracje dotyczące obniżenia wydobycia.

– Nie są to przełomowe ustalenia, a bardziej lista życzeń i wątpliwe, aby ropa miała na to zareagować. WTI cofnęła się z 30,3 USD/b do 30,1 USD/b, ale pozostaje w obrębie dzisiejszych szczytów – ocenia Konrad Białas, główny ekonomista TMS Brokers.

Dane API mówią o silniejszym od oczekiwań wzroście zapasów ropy w USA. Zmiana wyniosła ponad 7,5 mln baryłek. Prognozowano przyrost mniejszy o ponad 3 mln baryłek. Pozytywnym aspektem, na którym skupili się inwestorzy jest spadek zapasów w Cushing, czyli położonym w Oklahomie hubie, w którym rozliczane są fizyczne dostawy kontraktów na WTI. W rezultacie słabną obawy o przepełnienie magazynów i ma to dowodzić budzenia się popytu i spadku produkcji w USA.

Wpisuje się to w treść wczorajszego comiesięcznego raportu EIA, w którym zakłada się, że z prawie 13 mln b/d w pierwszym kwartale, wydobycie obniży się poniżej 11 mln b/d. W kolejnym roku tendencja ta ma być kontynuowana.

– W rezultacie nie tylko zawęża się spread pomiędzy wyceną WTI a Brent, ale również zacieśniają się spready kalendarzowe. W przypadku WTI przyjmują wartości sprzed wybuchu wojny cenowej w marcu. Pokazuje to, że rynek zdyskontował właściwie wszystkie pozytywne informacje, a ryzyko głębokiej i dłuższej recesji trwale obniżającej popyt na surowiec nie jest odpowiednio odzwierciedlane w notowaniach – mówi Bartosz Sawicki, kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers.

Zdaniem eksperta ryzyko widać w przyszłości polityki OPEC. W czerwcu ma odbyć się wideokonferencja, na której zostanie zrewidowana skuteczność cięć wydobycia. – Wiemy, że Arabia Saudyjska i inne państwa Zatoki Perskiej dodatkowo i dobrowolnie obniżą produkcję o dodatkowe 1,2 mln b/d. Również Rosja, która w przeszłości miała problemy ze stosowaniem się do przyjętych na siebie ograniczeń w pierwszej połowie maja obniżyła ekstrakcję ropy poniżej 9,5 mln b/d. Jeśli odliczyć od tego kondensaty gazu wyłączone z porozumienia OPEC+, to można powiedzieć, że warunki umowy są realizowane również przez Rosję – tłumaczy Sawicki.

Inżynierowie z Sii Polska wyhodowali rośliny bez gleby wykorzystując sztuczną inteligencję

W ramach firmowego Programu Sponsoringu Pasji inżynierowie z Sii Polska realizują w Gdańsku oparty na sztucznej inteligencji proekologiczny projekt EVAA – Ecological Vertical Agriculture Assistant. Zespół projektowy został nagrodzony przez internautów w międzynarodowym konkursie Innovate FPGA za próbę technologicznego rozwiązania problemów głodu i zagrożeń ekologicznych.

EVAA to skrót od Ecological Vertical Agriculture Assistant. Jest to badawczo-rozwojowy projekt inżynierów Sii Polska, realizowany wraz z ekspertami z trójmiejskiego środowiska naukowego, którzy wspólnie podjęli próbę nauczenia sztucznej inteligencji jak hodować rośliny. EVAA to system, w którym sałata rośnie pod czujnym okiem maszyny. Jest ona hodowana jest hydroponicznie – to specjalny, ekologiczny sposób uprawy roślin, który polega na tym, że są one zanurzone bezpośrednio w wodzie, z której czerpią substancje odżywcze. Zaletą takiego rozwiązanie jest to, że zużycie powierzchni i wody jest znacznie mniejsze, niż w przypadku tradycyjnych upraw w glebie.

Celem projektu EVAA jest walka z problemami współczesnej ekologii. Tworzący rozwiązanie  inżynierowie podkreślają, że aspekt ekologiczny jest tu niezwykle ważny, ponieważ może przyczynić się do rozwiązania takich problemów, jak głód na świecie. Od strony technologicznej kluczową rolę odgrywa sztuczna inteligencja. O jej szczególnym rodzaju, jakim jest uczenie ze wzmocnieniem wykorzystywane w projekcie EVAA, zrobiło się głośno, kiedy program AlphaGo wygrał z człowiekiem w grę Go, która dla maszyn jest znacznie trudniejsza, niż np. szachy.

– W naszym podejściu zastosowaliśmy uczenie ze wzmocnieniem do sterowania fizycznego procesu, jakim jest rozwój rośliny. Jest to szczególny rodzaj sztucznej inteligencji. Polega on na tym, że algorytm otrzymuje tylko sygnał zwrotny w postaci nagrody, jeżeli sałata dobrze się rozwija. Algorytm musi sam znaleźć optymalną drogę do rozwiązania – mówi Paweł Czapiewski, Lider Zespołu w Centrum Kompetencyjnym Embedded w Sii Polska oraz lider projektu EVAA.

W ramach realizacji projektu powstał kompleksowy system umożliwiający wizualizację, przetwarzanie i zbieranie danych, w tym danych z kamery. Pomysł obejmuje także przetwarzanie i rozpoznawanie obrazów, by odpowiednio wyznaczyć sygnał nagrody dla inteligentnego agenta. W trakcie prac nad systemem należało zintegrować ze sobą wiele różnych sensorów i aktuatorów. Dzięki szeregowi technologicznych wyzwań, cały zespół podniósł swoje kompetencje w każdym ze wspomnianych obszarów. Pogłębili też znajomość technologii i narzędzi, takich jak programowanie w Python czy C, Flask, Grafana, OpenCV, Blender, CI/CD, a także w zakresie testowania urządzeń wbudowanych.

Inżynierowie z Sii Polska prowadzą wspomniany projekt w ramach firmowego Programu Sponsoringu Pasji – są to głównie eksperci z Centrum Kompetencyjnego Embedded, pełniący różnorodne role: od projektantów, konstruktorów, programistów, testerów, aż po stolarzy – drewniana konstrukcja robota to także ich dzieło. W projekt zaangażowani są również specjaliści zewnętrzni: Piotr Wierzgała, ekspert uczenia maszynowego z Trójmiasta, oraz Tadeusz Puźniakowski, wykładowca Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych.

– Bez Programu Sponsoringu Pasji nie udałoby się zrealizować projektu EVAA. System ten wymaga specjalistycznego sprzętu. Został on zakupiony ze środków Programu. Uczestnicy projektu naprawdę realizują w nim swoje technologiczne pasje. EVAA tworzona jest w czasie wolnym, kiedy nie jesteśmy zaangażowani w projekty komercyjne. Dla każdego z nas jest to świetna okazja, by pogłębić swoje kompetencje w obszarach technicznych lub zdobyć nowe umiejętności – mówi Paweł Czapiewski.

Przed twórcami projektu kolejne etapy prac nad rozwojem rozwiązania, ale już teraz mogą cieszyć się z pierwszego sukcesu swojego rozwiązania. Projekt wygrał Iron Award – nagrodę w prestiżowym konkursie Innovate FPGA organizowanym przez firmę Intel. Inżynierowie podkreślają, że największą satysfakcję daje im sama praca ze sztuczną inteligencją i obserwacja, jak dzięki człowiekowi się rozwija.

Inflacja w USA spada

Ceny w USA rosną wolniej, niż oczekiwali analitycy. Budzi to pewien niepokój inwestorów, o czym świadczą wczorajsze spadki dolara.

Zmiany cen w USA blisko oczekiwań

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji. Wzrost cen spowolnił trochę mocniej niż oczekiwano. W ujęciu rocznym wskaźnik inflacji wynosi 0,3% wobec oczekiwanych 0,4%. Warto zwrócić uwagę, że ważną rolę w tym odczycie odgrywa nie tyle bezpośrednio kryzys, co niskie ceny surowców energetycznych. Dolar po tych danych tracił wczoraj na wartości względem głównych walut. Spadająca inflacja jest potwierdzeniem spowalniania konsumpcji.

Nowa Zelandia nie zmienia stóp procentowych

Królewski Bank Nowej Zelandii zgodnie z oczekiwaniami analityków pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie 0,25%. Wzrósł natomiast program skupu aktywów i to niemal dwukrotnie. Jego wysokość to 60 miliardów. Nie budzi to może takiego wrażenia jak programy unijne czy amerykańskie, ale trzeba pamiętać, że to znacznie mniejsza gospodarka. Bank potwierdził również gotowość do dalszych działań, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Inwestorzy jednak nie przyjęli tych wiadomości dobrze. Po samej decyzji dolar stracił na wartości powyżej 1%. Spadł tym samym z 2,56 zł na 2,53 zł.

Dane z Wysp

Poznaliśmy dane na temat PKB z Wielkiej Brytanii. Roczne tempo wzrostu jest po raz pierwszy od kryzysu z 2008 roku ujemne. Przez ponad 10 lat nie spadło poniżej 1% nawet, teraz wynosi -1,6% i biorąc pod uwagę, że to tylko dane marcowe najgorsze jeszcze przed nami. Funt przyjął te dane na razie bardzo spokojnie, ale warto zwrócić uwagę, że wczoraj brytyjska waluta zanotowała dość silne spadki, w związku z czym dzisiaj zaczynała z niskiego poziomu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Eksperci: Pandemia na pewno zmieni rynek startupów, ale państwo nie zrezygnuje z ich finansowania

W kwietniu br. NCBR zwiększyło budżet jednego z konkursów „Szybka ścieżka” o ponad 600 mln zł, z czego 200 mln zł to środki dla sektora MŚP. PARP nie planuje zmian w zakresie pozyskania dofinansowania. PFR Ventures nie inwestuje bezpośrednio w startupy, ale nie wycofa środków, które zostały alokowane do Venture Capital. Obecnie trwają konkursy, w których można ubiegać się o wsparcie dla nowych projektów. Część ze zgłaszanych pomysłów ma przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Eksperci prognozują, że oczywiście nastąpią zmiany, w tym negatywne na rynku startupów, ale mimo to państwo nie zrezygnuje ze wspierania dobrych, a także innowacyjnych projektów.

Pandemia bez znaczenia

– Pomimo obecnej sytuacji związanej z pandemią, nabory wniosków zarówno w konkursach krajowych, jak i w regionach nie zostały wstrzymane. Choć mamy ostatni rok kontraktowania środków w ramach bieżącej perspektywy 2014-2020, Instytucje Zarządzające i Pośredniczące wciąż dysponują środkami. Mają też możliwość ich przesuwania zgodnie z zapotrzebowaniem. Ponadto wielu regionom udało się wygospodarować fundusze na działania skierowane na walkę z pandemią i jej skutkami – mówi Joanna Juszczyszyn-Klimek, Dyrektor Departamentu Zarządzania Projektami w DGA S.A.

Fundusze publiczne przeznaczone na startupy nie są zagrożone, co podkreśla Włodzimierz Kuc, dyrektor Działu Inwestycji B+R Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. I dodaje, że w kwietniu budżet tylko jednego z konkursów „Szybkiej ścieżki”, flagowego programu finansowanego z Funduszy Europejskich, został zwiększony o ponad 600 milionów złotych. Przy tym 200 milionów złotych to dodatkowe środki dla sektora MŚP. Ekspert zaznacza, że w konkursach „Szybkiej Ścieżki” decyzja o dofinansowaniu lub jego braku zapada w ciągu około 90 dni.

– Nie planujemy dziś decyzji zmieniających limity możliwego do pozyskania dofinansowania w związku z pandemią. Dotyczy to wszystkich programów i konkursów PARP. Wsparcie przyznawane jest zawsze w relacji do planowanych i weryfikowanych przez nas kosztów przedsięwzięcia. Zatem te projekty, które w tym momencie występują do nas o dofinansowanie, mogą uwzględniać aktualne okoliczności i według nich szacować niezbędne koszty – informuje Marcin Seniuk, dyrektor Departamentu Rozwoju Startupów w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Z kolei PFR Ventures inwestuje w fundusze Venture Capital, a nie w startupy bezpośrednio. Ale nie wycofa środków, które zostały już alokowane, co podkreśla Małgorzata Walczak, dyrektor inwestycyjny w PFR Ventures. I dodaje, że w takich czasach rola inwestorów instytucjonalnych na rynku jest wyjątkowo istotna, gdyż gwarantują oni stabilny kapitał. Fundusze, w które PFR zainwestowało, posiadają łącznie ponad 4 mld złotych środków. One w najbliższych latach trafią do polskich innowacyjnych przedsiębiorstw. A spora część z tego kapitału jest jeszcze dostępna.

Prywatni inwestorzy

– W Polsce rynek startupów jest bardzo silnie powiązany z inwestorami wspartymi ze źródeł publicznych, głównie z NCBR i PFR. Zakładam, że dla części przedsiębiorców, którzy wyjdą z obecnego kryzysu nieco poturbowani, środki typu VC staną się bardziej atrakcyjne niż jeszcze kilka tygodni temu. Być może część osób związanych zawodowo z większymi organizacjami przekona się do tego, że praca etatowa nie jest aż tak bezpieczna i stabilna. Z tego powodu na rynku mogą pojawić się nowi i obiecujący founderzy – stwierdza Paweł Szydłowski, prezes oraz partner w ABAN Fund.

Dla NCBR-u istotne jest nie tylko przekazywanie wsparcia dla startupów, ale także równolegle pobudzanie apetytu na ryzyko wśród inwestorów. Jak zaznacza dyrektor Kuc, duzi gracze odczuwają obecną sytuację. Spadają im obroty, zmniejsza się ich płynność finansowa. To przekłada się na ich potencjał do finansowania projektów B+R, czy to w ramach własnych nakładów na działalność badawczo-rozwojową, czy to wspólnie z NCBR-em poprzez dostarczanie wkładu własnego do tego typu projektów.

– Tam, gdzie startupy odnoszą największe sukcesy, są finansowane kapitałem prywatnym. W USA w tego typu pomysły inwestuje się 35-40 mld dolarów rocznie, a w UE co najmniej – 7 mld dolarów. To pokazuje nieprawdopodobną przepaść nie między zasobami środków, bo Europa pozostaje bogatsza pod względem aktywów, a chęcią do ponoszenia ryzyka. I to jest największy problem także w Polsce. Mówię to z pełną odpowiedzialnością jako człowiek, który pierwszą startupową inwestycję zrobił w 2002 roku, nie wiedząc nawet, że to się tak nazywa – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Szanse na wsparcie

NCBR ogłosiło konkurs „Szybka ścieżka – Koronawirusy”. Jego budżet wynosi 200 milionów złotych. Środki zostaną przeznaczone na projekty dot. przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się wirusów, ze szczególnym uwzględnieniem pandemii koronawirusa SARS-CoV-2. W tym konkursie przewidziane są 3 rundy naboru wniosków, a pierwsza z nich zaplanowana jest na okres pomiędzy 6 maja a 5 czerwca br. O wsparcie mogą ubiegać się m.in. firmy z sektora MŚP.

– To szansa na realizację projektów powyżej 1 mln zł. Patrząc na duże zainteresowanie startupów udziałem w programach akceleracyjnych, w których granty są zdecydowanie niższe, a także dostrzegając potencjał MŚP,  jestem przekonana, że konkurs będzie cieszyć się dużym powodzeniem. Daje on możliwość sfinansowania wynagrodzeń kadry oraz części kosztów operacyjnych, co z pewnością ma duże znaczenie dla firm – przekonuje Joanna Juszczyszyn-Klimek.

Oprócz „Szybkiej ścieżki”, NCBR ma jeszcze około 15 innych propozycji, dzięki którym zespoły projektowe i młode spółki technologiczne mogą uzyskać finansowanie. – Program mający na celu finansowanie projektów B+R na bardzo wczesnym etapie to BRIdge Alfa. Jego budżet to ok. 2 miliardy złotych. Nabór jest prowadzony w sposób ciągły przez ok. 60 funduszy VC, które otrzymują środki z NCBR na działalność inwestycyjną – zaznacza Włodzimierz Kuc.

W ramach programu BRIdge Alfa innowacyjny projekt technologiczny o charakterze badawczo-rozwojowym we wczesnej fazie można uzyskać dotację z Funduszy Europejskich do 200 tysięcy euro. Łącznie z wkładem prywatnym, który pochodzi od funduszu VC-beneficjenta, daje to startupom 1 mln zł. I to bez konieczności inwestowania własnych środków. Wspomniane fundusze mają działać do końca 2023 roku. Na projekty startupowe przeznaczono jeszcze co najmniej 1 miliard złotych. Od 2015 roku na wsparcie ponad 400 spółek technologicznych w BRIdge Alfa przekazano 500 mln złotych.

– Uruchomiliśmy także już 5 funduszy Venture Capital, które inwestują w bardziej dojrzałe projekty. W ramach BRIdge VC finansowanego z Programu Inteligentny Rozwój zaalokowaliśmy do tej pory do funduszy ok. 300 mln złotych. Drugie 300 milionów pochodzi od inwestorów prywatnych. Fundusze działają intensywnie, dzięki czemu kilkanaście startupów pozyskało już finansowanie o wartości kilkudziesięciu milionów. To m.in. Reliability Solutions, Applica czy DevSkiller. W ramach programu BRIdge VC startup może pozyskać aż do 15 mln euro na projekt – dodaje dyrektor Kuc.

Niezagrożony rozwój

Z kolei PARP prowadzi m.in. nabór wniosków o dofinansowanie w ramach poddziałania 1.1.2 POPW „Rozwój startupów w Polsce Wschodniej”. To propozycja skierowana do mikrofirm i małych przedsiębiorstw typu startup, które zakończyły program inkubacji innowacyjnego pomysłu w ramach Platformy Startowej. Dla nich przygotowano w sumie 300 milionów złotych. Każdy z projektów może uzyskać dofinansowanie w wysokości 85% kosztów przedsięwzięcia, nawet do 1 mln zł. Przyjmowanie projektów potrwa do 30 września br.

– Startupom dysponującym dojrzałą wersją produktu oferujemy możliwość pozyskania dużych zleceń w efekcie programów akceleracji, w ramach Działania 2.5 POIR. Wnioski przyjmowane są przez 10 akceleratorów wybranych przez PARP. Co najmniej 400 startupów skorzysta z możliwości rozwinięcia swoich innowacyjnych produktów do poziomu, w którym będą mogły przetestować swoje rozwiązanie z partnerami korporacyjnymi. Każda z tych małych firm może otrzymać grant do wysokości 250 tysięcy złotych i unikalną możliwość współpracy z największymi firmami na rynku – podkreśla Marcin Seniuk.

Jak podsumowuje dyrektor Kuc, po ogłoszeniu stanu epidemicznego zostały wprowadzone oceny wniosków o dofinansowanie w formule wideokonferencji. Przedsiębiorcy, którzy obecnie realizują projekty, mogą liczyć na różne uproszczenia i ułatwienia w związku z tym stanem zagrożenia. Podsumowując, ekspert NCBR-u prognozuje, że oczywiście nastąpią zmiany na rynku startupów, ale państwo nie zrezygnuje ze wspierania dobrych, innowacyjnych projektów.

Odmrażanie gospodarki uratuje tysiące miejsc pracy, ale potrzeba dalszych działań antykryzysowych

Premier Mateusz Morawiecki przedstawił dzisiaj szczegóły trzeciego etapu odmrażania gospodarki. Zapowiedział, że od 18 maja będą mogły funkcjonować restauracje, kawiarnie i bary, ale też zakłady fryzjerskie i kosmetyczne.

Dla zdecydowanej większości przedsiębiorców najważniejsze jest w tej chwili odmrażanie gospodarki. Z naszego badania wynika, że tak uważa 71% firm. Teraz najpilniejsze jest uruchomienie usług i zwiększenie skali handlu, co częściowo stanie się od poniedziałku.

Bez pilnego odmrażania, w sposób bezpieczny, działalności gospodarczej, przedsiębiorcy będą mieli coraz większe problemy z prowadzeniem biznesu. Już obecnie, co też wynika z naszego badania, 5% właścicieli nie jest w stanie utrzymać firmy i podjęła działania w kierunku jej likwidacji, 43% wytrzyma jeszcze 1-2 miesiące, a 20% przetrwa 3-4 miesiące. Konsekwencją upadku firm będzie utrata tysięcy miejsc pracy. Dlatego czas ma w tym przypadku ogromne znaczenie.

Nasze firmy walczą o przetrwanie i oczekują przemyślanych oraz szybkich decyzji rządu. Większość przedsiębiorców wprowadza oszczędności i angażuje swoje pieniądze, relatywnie niewielu decyduje się na razie na zwolnienia i obniżki wynagrodzeń. Czekają na wsparcie. Niestety, z tym też nie jest najlepiej. Okazuje się, że na pomoc z tarczy antykryzysowej trzeba czekać trzy, cztery tygodnie. Dobrze , że sprawniej idzie wypłata pieniędzy z tarczy finansowej, bo zajmuje zaledwie kilka dni.

Niestety, aż 75% ankietowanych jest przekonana, że rząd nie ma jasnej strategii odmrażania gospodarki. Firmy oczekują nie tylko kolejnych informacji o możliwości wznowienia działalności i nowych reżimach sanitarnych do wprowadzenia. Większość z nich wie, że będzie musiała przejść przez kryzys, a rozwiązania z tarczy antykryzysowej wkrótce się skończą. Dlatego odmrażanie kolejnych branż gospodarki powinno być ogłaszane razem z pakietem dalszych działań antykryzysowych. Nie muszą one koniecznie oznaczać wsparcia finansowego. Wiele firm oczekuje zmian w prawie, które pozwolą im się dostosować do nowej rzeczywistości, jak np. uelastycznienie prawa pracy, uregulowanie warunków pracy zdalnej, umożliwienie stosowania elektronicznych dokumentów, np. faktur oraz zmniejszenie obciążeń administracyjnych.

Grzegorz Baczewski, dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan