Misja: zaangażowanie

Jeszcze nieco ponad rok temu rynek pracy określany był „rynkiem pracownika”. Dynamiczny rozwój wielu branż, powstawanie coraz to nowych firm i startupów oraz rozszerzanie oferty w ramach istniejących już struktur, owocowały szerokim wachlarzem ofert pracy oraz wzmożonymi działaniami headhunterów, stale poszukujących najlepszych specjalistów. Głównymi zadaniami pracodawców z obszaru HR – przed wybuchem pandemii – były więc utrzymanie istniejącego zespołu oraz rekrutacje wynikające z rotacji pracowników. Dziś, rok po pojawieniu się nowej rzeczywistości, przed rynkiem pracy stają zupełnie inne wyzwania.

Jakie? W znacznej mierze wynikające ze specyfiki sytuacji, z jaką przyszło się nam zmierzyć. Prawie połowa firm (48 proc.) biorących udział w tegorocznej edycji badania „Wyzwania Pracodawców 2021” wśród najważniejszych, wskazuje motywowanie pracowników w trakcie pracy zdalnej. Na drugim miejscu pracodawcy plasują zarządzanie zespołem w modelu zdalnym/mieszanym (38 proc. wskazań), a wśród istotnych aspektów wymieniają także kwestię powrotu do normalnego funkcjonowania firmy, na którą wskazało 32 proc. respondentów[1]. – Zaangażowani pracownicy to jeden z kluczowych elementów funkcjonowania firmy i zarazem jej najcenniejszy kapitał. Menadżerowie i liderzy stają dziś więc przed pytaniem, jak radzić sobie z zarządzaniem pracownikami, którzy z jednej strony są już naturalnie zmęczeni panującą sytuacją, z drugiej wciąż działają pod ogromną presją i w środowisku dużego stresu – komentuje Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Budujmy relacje

O efektach rewolucji, która dokonała się na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy i jej wpływu na życie, także to zawodowe, mówi się coraz częściej. Organizacje dostrzegają m.in. brak równowagi między pracą, a sferą prywatną, poczucie niepewności i zagrożenia, a także rozluźnienie relacji w zespole i osłabienie poziomu przynależności do organizacji[2]. Co zrobić, aby przeciwdziałać tym niebezpiecznym tendencjom? Budowanie motywacji i zaangażowania stoi u podstaw każdego dobrze funkcjonującego biznesu. Zwłaszcza dziś warto docenić znaczenie poczucia celu i tzw. szerszej perspektywy. Tylko pracownik znający znaczenie swojej pracy dla całości organizacji będzie czuł się z nią związany. Ważne, aby uświadomić zatrudnionym, że ich miejsce w strukturach firmy nie ogranicza się tylko do obecnego stanowiska, ale zakłada możliwości rozwoju przez wiele lat. Kolejnym istotnym elementem są relacje. Interakcje między pracownikami mają ogromne znaczenie dla efektywności działań poszczególnych zespołów. Warto więc pomyśleć o stworzeniu strefy – również online – do ich budowania, nie tylko w kontekście służbowym. Wspólne zaangażowanie w akcje CSR, nieformalne spotkania na przysłowiową „kawę” czy udział np. w kulturalnych e-wydarzeniach to tylko niektóre propozycje. Dziś na znaczeniu zyskują także wsparcie i poczucie bezpieczeństwa, którego pracownicy oczekują od swoich przełożonych. – Zrozumienie oraz zaufanie do pracowników wyrażające się m.in. stawianiem na samodzielność w realizacji poszczególnych zadań dają dziś zatrudnionym, jeszcze mocniej niż dotychczas, poczucie tak ważnego w czasie kryzysu celu – podsumowuje Tikhomiroff.

[1], 2 https://www.ca-staff.eu/media/publikacje/wyzwania-pracodawcow-2021_wyniki-badania.pdf

Niedziele handlowe – apel branży centrów handlowych o wyznaczenie nowych terminów

  • Branża centrów handlowych apeluje do władz o wyznaczenie nowych terminów niedziel handlowych, jak tylko sytuacja epidemiczna na to pozwoli. W wyniku tegorocznych lockdownów większość najemców nie mogła skorzystać z możliwości prowadzenia działalności w niedzielę 31 stycznia i nie będzie mogła jej prowadzić 28 marca br.
  • Branża nie zgadza się z argumentacją MRPiT, że zamknięcie sklepów w niedziele pozwala przedsiębiorstwom ograniczyć koszty działalności. Jedynie otwarcie sklepów i prowadzenie sprzedaży umożliwia obecnie minimalizowanie strat i zwiększenie szans na utrzymanie miejsc pracy.

PRCH ponownie zwróciła się do władz z apelem o wyznaczenie nowych terminów niedziel handlowych w zamian za te, które przypadły na okres obowiązywania obostrzeń epidemicznych i ograniczeń w funkcjonowaniu handlu.  Lockdownami objęto niedziele 31 stycznia i 28 marca 2021 r., czyli aż dwie z siedmiu handlowych wyznaczonych w bieżącym roku. W te dni, zgodnie z zapisami ustawy, sklepy w centrach handlowych są uprawnione do otwarcia. Niestety większość najemców nie mogła w styczniu i nie będzie mogła przed Wielkanocą – 28 marca skorzystać z możliwości prowadzenia działalności. W bieżącym roku pozostały już tylko pojedyncze niedziele handlowe w kwietniu, czerwcu i sierpniu oraz dwie zaplanowane w grudniu.

Branża handlowa liczy na wyznaczenie nowych terminów niedziel handlowych, które przynajmniej częściowo pomogą zrekompensować stratę dwóch dni handlowych. Taka pomoc państwa jest szczególnie ważna– zwłaszcza w obecnej dramatycznej sytuacji sektora. Dla podmiotów, które w wielu przypadkach znajdują się na skraju bankructwa znaczenie ma każdy dzień prowadzenia działalności – szczególnie po wprowadzeniu kolejnego, czwartego już ogólnopolskiego lockdownu. Nawet jednodniowe ograniczenie działalności obiektów handlowych pogłębia i tak już olbrzymie straty branży. Konsekwencją dotychczasowych obostrzeń jest już niemal 50 mld zł utraconych przychodów najemców centrów handlowych. W wyniku zamknięć ucierpiały również budżety wynajmujących – luka w przychodach wynikająca z poniesionych kosztów finansowania lockdownów i wsparcia na rzecz najemców – wyniesie ok. 5,5 mld zł, co stanowi ponad połowę rocznych przychodów.

Władze prowadząc rozmowy o wyznaczeniu nowych terminów dla utraconych niedziel handlowych używają argumentu, że otwarcie sklepów w nowych terminach spowodowuje konieczność działań dostosowawczych po stronie przedsiębiorstw, a tym samym dodatkowe koszty dla firm. Branża nie zgadza się ze stwierdzeniem, że zamknięcie sklepów pozwala przedsiębiorstwom ograniczyć koszty działalności. Jedynie otwarcie sklepów i prowadzenie sprzedaży umożliwia obecnie minimalizowanie strat i zwiększa szanse na utrzymanie miejsc pracy. Każdy dzień generowania obrotów jest obecnie olbrzymim wsparciem dla branży.

 

Niedziele handlowe w 2020 r. cieszyły się zainteresowaniem klientów, którzy korzystali z dodatkowego dnia zakupów, przyczyniając się do wzrostu obrotów w handlu. W tygodniach z niedzielą handlową w 2020 roku, tygodniowa odwiedzalność w centrach handlowych była wyższa o około 20 proc. w porównaniu do tygodni bez niedzieli handlowej. Niedziela była także drugim po sobocie wybieranym dniem na zakupy. Obecnie te potrzeby kumulują się w piątki i soboty, co jasno pokazują dane dotyczące odwiedzalności gromadzone przez PRCH. Dodatkowe niedziele handlowe wpłyną także na zwiększenie bezpieczeństwa na terenie obiektów handlowych. Klienci galerii zyskają w ten sposób dodatkowy dzień na zrobienie zakupów.

Aby wesprzeć branżę w tym trudnym okresie PRCH apeluje o wyznaczenie nowych terminów dla zagwarantowanych ustawą niedziel handlowych. Podkreślamy, że dodatkowy dzień handlu, to również bezpieczeństwo klientów i pracowników – pozwala rozłożyć ruch i odwiedzalność w sklepach.

Pocieszenie na później

Brak apetytu na ryzyko widoczny jest w zachowaniu wielu aktywów przy utrzymującej się niepewności o konsekwencje trzeciej fali. Wczorajsze odczyty PMI dały przynajmniej odrobinę nadziei, że każda kolejna runda restrykcji pandemicznych jest mniej szkodliwa dla gospodarki od poprzedniej. Mimo to rynki aktualnie weszły w tryb rewaluacji w dół perspektyw ożywienia z uwagą skupioną na statystkach zachorowań i hospitalizacji.

Sytuacja rynkowa mogłaby wyglądać teraz zupełnie inaczej, gdyby odczyty PMI pojawiły się w poniedziałek, a nie dopiero w środę. Jest już za późno, aby imponujące wzrosty indeksów aktywności mogły przesłonić ryzyka z tytułu trzeciej fali COVID-19 w Europie, rosnącą liczbę przypadków i serię restrykcji w wielu krajach Europy przed Świętami Wielkanocnymi. To tłumaczy, dlaczego wczoraj euro nie było w stanie pozytywnie zareagować na dobre dane, a nawet szybsze odbicie sektora usługowego w Wielkiej Brytanii obyło się bez większej reakcji funta. Przy nagromadzonym pesymizmie łatwo bagatelizować historyczne wskaźniki. Po pierwsze spora część danych była zbierana zanim ogłoszono nowe zaostrzenie restrykcji na kontynencie. Po drugie za część wzrostu indeksów odpowiadają rosnące koszty materiałów. Nie zmienia to jednak faktu, że siła przemysłu związana jest z popytem zewnętrznym i jego imponujące wyniki powoli przenikają do sektora usługowego. Ponadto nie można zakładać, że firmy usługowe nie śledzą bieżących informacji i w momencie badania nie były świadome rosnącej liczby zachorowań i idącym za tym ryzykiem. Mimo to wzrost PMI pokazuje, że gospodarka przystosowuje się do restrykcji i aktywność gospodarcza będzie wzmacniać się nawet pomimo przedłużenia lockdownów. To jest coś, co pozwoli zaprowadzić równowagę na rynkach finansowych, ale dopiero gdy zakończy się aktualna fala negatywnej rewaluacji podsycanej równoważeniem portfeli inwestycyjnych na koniec kwartału.

Waluty surowcowe (AUD, NZD),a le też EUR i GBP są narażone na dalsze osłabienie przy premiowaniu bezpiecznego USD, a w dalszej kolejności JPY. Na rynku akcji kierunek jest niejednoznaczny, gdyż korektę zaburza przesiadka ze spółek wartościowych na akcje firm korzystających na covidowej rzeczywistości. Na marginesie, szybkość wczorajszego odbicia cen ropy naftowej potwierdza, że aktualnie większe znaczenie dla skali zmian cen aktywów mogą mieć decyzje inwestorów finansowych niż rewizja fundamentów. Wczoraj motorem wzrostów były doniesienia, że OPEC+ zamierza w kwietniu utrzymać dotychczasowe limity wydobycia. Nie jest to informacja, która całkowicie neutralizowałaby obawy o skutki europejskich lockdownów. A zatem sygnały z niektórych zakątków rynków finansowych sugerują, że wciąż utrzymują się oczekiwania na szybsze ożywienie globalne.
To ten moment w kwartale, kiedy Szwajcarski Bank Narodowy podejmuje decyzję w sprawie stopy procentowej. Nie spodziewamy się żadnych zmian w polityce z utrzymaniem gołębiego języka w stosunku do franka („wysoko wyceniany”) z gotowością do interwencji, jeśli będzie to konieczne. Jednak gdy EUR/CHF istotnie odbił ponad 1,10, SNB ma przestrzeń do spokojnego obserwowania rynku walutowego. Ale na rezygnacje z gołębiego forward guidance już miejsca nie ma, gdyż zimowa fala zachorowań uderzyła w gospodarkę mocniej niż bank zakładał w grudniowych prognozach. W konsekwencji nierozważnym byłoby zmieniać nastawienie i hamować przyszłą deprecjację franka.

EUR/PLN pozostaje na podwyższonych poziomach i wczoraj na moment wyszedł ponad 4,63 – najwyżej od października 2020 r., kiedy nastąpił kulminacyjny moment obaw o jesienną falę zachorowań. Obecnie sytuacja jest podobna. Dziś o 11:00 odbędzie się konferencja prasowa rządu w sprawie kolejnych obostrzeń. Rozważane jest m.in. zamknięcie sklepów RTV/AGD i meblowych oraz żłobków i przedszkoli. Podobnie, jak w Europie Zachodniej, także i w Polsce widać, że kolejne obostrzenia w mniejszym stopniu uderzają w gospodarkę. Mimo to wstępna reakcja rynków na restrykcje nie może być pozytywna i EUR/PLN może dziś testować 4,65.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sukcesja w małej firmie to istne pole minowe. Do tego przedsiębiorcy zbyt późno zaczynają działać

Według ekspertów, mali i średni przedsiębiorcy są nieprzygotowani do przeprowadzenia sukcesji w swoich rodzinnych firmach. Skupiają się na rozwijaniu działalności, a sprawy związane z przekazaniem biznesu odsuwają na dalszy plan. To może skutkować wieloma problemami, zwłaszcza po nieoczekiwanej śmierci właściciela. Natomiast sukcesję należy zaplanować w najdrobniejszych krokach. I z reguły to wieloetapowy proces. Warto też zwrócić się o wsparcie do kogoś z zewnątrz. Błędem jest zbyt późne rozpoczęcie działań. Niekiedy sukcesor nie może w pełni się wykazać, co później uruchamia lawinę kłopotów. 

Bez przygotowania

Firmy rodzinne, funkcjonujące w sektorze MŚP, mają problemy z sukcesją. Zazwyczaj ich właściciele są bardzo intensywnie zaangażowani w proces prowadzenia i rozwijania swojej działalności. Jak tłumaczy Magdalena Franciszczak, ekspert ds. sukcesji w firmach rodzinnych z Grupy Kapitałowej DGA, przedsiębiorcy starają się odsuwać sprawy związane z przekazaniem biznesu na dalszy plan, często bardzo odległy. Takie podejście może oznaczać spore problemy w przyszłości, zwłaszcza jeśli właściciel nieoczekiwanie umrze. Wtedy przejęcie firmy nastąpi z zaskoczenia, praktycznie z dnia na dzień.

– Polscy przedsiębiorcy nie są przygotowani do wdrożenia tzw. planu sukcesji w swoich firmach i majątku rodzinnym. To jest temat bardzo złożony, często dotykający sfery emocjonalnej, rodzinnej, nie tylko w aspekcie samego biznesu. Natomiast duże przedsiębiorstwa są niemal skazane na samoistną sukcesję. Dzieje się tak ze względu na sposób zarządzania, hierarchię obowiązków oraz bardzo często zaangażowanie dzieci w struktury firmy – komentuje Bartłomiej Krukowski, doradca sukcesyjny.

Z kolei jak zaznacza dr Adam Weinert z Katedry Zarządzania Strategicznego UE w Poznaniu, nie ma jednego najlepszego momentu na przekazanie przedsiębiorstwa. To sytuacja wieloczynnikowa, a do każdego przypadku należy podchodzić indywidualnie. W ocenie eksperta, trzeba to zaplanować jak najwcześniej, a tym samym – odpowiednio przygotować sukcesora. Nestor powinien być świadomy tego, kiedy należy odejść z biznesu, ponieważ wtedy jest czas na przygotowanie następcy. Niestety, ale w naszych krajowych warunkach wielu przedsiębiorców zwleka z tym procesem.

– Gdy nagle umiera właściciel majątku lub biznesu, to często jego najbliżsi narażeni są na załatwianie spraw urzędowych, sądowych i firmowych. Wówczas statystycznie większość rodzin nieświadomie popełnia wiele błędów prawnych i podatkowych. Natomiast jeżeli działania są świadomie przygotowane przed śmiercią takiej osoby, to bliscy mogą skupić się na emocjach rodzinnych, a firma wciąż działa. Wszelkie formalności prawne można dokonać wtedy, kiedy spadkobiercy będą do tego gotowi – mówi Bartłomiej Krukowski

Natomiast dr Weinert podkreśla, że sukcesja musi nastąpić z odpowiednim wyprzedzeniem i wzajemnym zrozumieniem stron. Przy tym należy kierować się zasadą win-win. Ekspert zaznacza, że najczęściej do przekazania firmy dochodzi w sytuacji, gdy nestor już nie może prowadzić działalności, np. z przyczyn zdrowotnych. Wówczas nie ma możliwości, żeby ingerował w biznes. Ale zdarza się, że takie wtrącanie się następuje, głównie gdy dana osoba nie może oswoić się z odejściem na emeryturę lub z oddaniem własnego dziecka, jak często określa się firmę.

Czas działać

– Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że sukcesja to agregat pojęciowy. Obejmuje elementy niedostrzegalne, takie jak wartości i wiedza, ale także te widoczne, czyli władzę oraz własność. Sukcesja winna dotyczyć aspektów w sposób równomierny – podkreśla Andrzej Głowacki, prezes zarządu Grupy Kapitałowej DGA.

Proces sukcesji jest wieloetapowy, co zaznacza Magdalena Franciszczak. I dodaje, że pierwszym kluczowym krokiem jest wewnętrzna gotowość nestora do podjęcia decyzji w tej sprawie. Takie osoby są bardzo emocjonalnie związane ze swoimi biznesami. Samodzielne planowanie przyszłości tzw. własnego dziecka nie jest najlepszym rozwiązaniem. Wówczas pojawiają się emocje. Dlatego ważne jest obiektywne spojrzenie kogoś z zewnątrz.

– Proces sukcesji należy rozpocząć przede wszystkim od rozmowy z samym sobą oraz z rodziną. Warto rozrysować tzw. mapę sytuacyjną. Ona powinna obejmować majątek firmowy i prywatny, należności, zobowiązania, środki trwałe, a także krąg osób z rodziny – spadkobierców. Następnie trzeba się zastanowić nad różnymi ryzykami, które mogą wystąpić. Natomiast w kolejnym kroku trzeba przygotować mapę oczekiwań – radzi Bartłomiej Krukowski.

Jak stwierdza Teresa Kuliberda-Wojtas, doradca sukcesyjny i mediator, sukcesja powinna być analizowana i planowana kompleksowo, zarówno z udziałem prawników, doradców podatkowych, a czasem także psychologa. Ale przede wszystkim jest potrzebny moderator, który jest odpowiedzialny za cały proces i koordynuje wszystkie jego elementy. To osoba rozmawiająca z rodziną, pomagająca zdefiniować jej cele, wizje oraz zasady na przyszłość.

Omijanie pułapek

– Na rynku często widzimy zbyt późne rozpoczynanie całego procesu. Sukcesor mający 50 lat to naprawdę bardzo poważny błąd, lecz nestorzy niechętnie schodzą z piedestału. Inny problem to sukcesja cząstkowa. Obejmuje ona tylko wybrane elementy, np. władzę, a właścicielem udziałów pozostaje nadal rodzic – informuje prezes DGA.

Natomiast Kuliberda-Wojtas zaznacza, że niekiedy sukcesor nie ma możliwości wykazania się. Brakuje jasnych perspektyw dla niego. Dlatego istotne jest wspólne wypracowanie i zaakceptowanie klarownych zasad oraz planu działania na przyszłość. Ekspert też dodaje, że praktykuje się przejęcie firmy na próbę, tj. żeby sprawdzić, czy dana osoba nadaje się do jej przyszłego prowadzenia. Sukcesja najczęściej następuje stopniowo, bo powinna być jak ewolucja, a nie rewolucja. Często nestorzy, nawet po przekazaniu sterów rodzinnego biznesu, dalej są związani z firmą, pełniąc funkcję doradczą bądź nadzorczą. Jest to także jeden z elementów mających zapewnić bezpieczeństwo firmie.

– Kolejny błąd polega na braku koncepcji i trwającej w nieskończoność procedurze sukcesji. Przykładowo, mamy trzech sukcesorów, a tylko dwóch z nich związanych jest z firmą. Nie wiadomo, jak zatem podzielić własność przedsiębiorstwa, żeby wszystkie dzieci były w pełni usatysfakcjonowane i zmotywowane. Takie dyskusje trwają latami – dodaje prezes Głowacki.

Znawcy tematu mówią, że zaangażowanie przyszłego sukcesora w firmie to istotny krok. Najbliższa osoba z rodziny, która poznaje meandry biznesu od środka jeszcze za życia właściciela, to sukces i szczęście rodzica oraz przedsiębiorcy. Do tego Magdalena Franciszczak dodaje, że swoje plusy ma też zdobywanie doświadczenia w innych przedsiębiorstwach. Takie osoby też mogą być przygotowane mentalnie i biznesowo do przejęcia w przyszłości sterów w firmach rodzinnych. Nie ma reguły, która z tych ścieżek sprawdzi się dla większości. To zależy od sytuacji danej rodziny i firmy.

– Nestor, który otworzył i rozwijał dane przedsiębiorstwo, jest najbardziej cenną osobą, która zawsze może radzić. Natomiast zupełnie innym aspektem jest decyzyjność pokoleniowa. Rozwój firm w latach 80. i dzisiejszych to zupełnie inne przestrzenie. Dlatego tzw. starsze pokolenie powinno przygotować się do przekazania władzy młodszemu i zgodzić się na wdrażanie nowoczesnych rozwiązań dopasowanych do dzisiejszych realiów. Wówczas firma ma możliwość dalszego konkurowania w tych czasach – podsumowuje Bartłomiej Krukowski.

Jakie będą ceny paliw w 2021 roku?

Epidemia koronawirusa miała bardzo duży wpływ na zmianę cen ropy w ciągu ostatniego roku. Po wybuchu pandemii cena za baryłkę ropy znacznie spadła, by ustabilizować się w połowie 2020 roku. Gdy jednak po świecie rozniosła się wieść o opracowaniu szczepionki na COVID-19, cena wzrosła znowu – i to w dużym tempie. Obietnica szybkiego powrotu gospodarki do normalności wywindowała wartość baryłki ropy o 80% w porównaniu z ceną przed październikiem 2020 roku. Razem z ceną ropy wzrosły prawie od razu ceny paliw.

– Na cenę paliw duży wpływ ma polityka koncernów naftowych, które dosyć szybko reagują na wzrost cen ropy. Natomiast inaczej działa to, kiedy cena ropy spada. Tutaj już koncerny naftowe nie są tak szybkie w obniżaniu cen paliw. Reagują na tę zmianę dość opieszale. Wtedy mogą bowiem dużo więcej zarobić na marży rafineryjnej – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Duży wpływ na cenę ropy w Polsce ma również kurs walutowy – a zwłaszcza koszt dolara amerykańskiego w złotówkach, ponieważ transakcje dotyczące ropy rozliczane są głównie w dolarze. Jeżeli chcemy porównać średnią obecną cenę ropy z tą, która była w poprzednich latach, powinniśmy pamiętać o tym czynniku. W 2009 roku dolar był znacznie słabszy, a złotówka mocniejsza – co dobrze odbiło się na cenach paliw. Obecnie, przy osłabieniu złotego, sytuacja jest dużo gorsza. W kolejnych miesiącach ceny paliw powinny się jednak ustabilizować. Pojawiają się kolejne wątpliwości co do procesu ożywienia gospodarczego, a zwłaszcza procesu szczepień. W związku z tym sztucznie nadmuchane ceny ropy zaczęły spadać. Powinny się stabilizować na obecnych poziomach – czyli na poziomie 60 dolarów za baryłkę. Przewidujemy, że taka będzie średnia wartość ropy w 2021 roku – prognozuje Sielewicz.

Dane są najcenniejszym surowcem XXI wieku. Przetwarzanie ich w czasie rzeczywistym pozwoli firmom zdobyć przewagę konkurencyjną na rynku [DEPESZA]

Bazowanie na analizie danych przekłada się na szereg korzyści dla firm, m.in. większą konkurencyjność czy możliwość podejmowania szybkich i trafnych decyzji biznesowych. – Wykorzystanie danych pozwala firmom nie tylko usprawnić podstawową działalność, ale też tworzyć nowe linie i modele biznesowe – podkreśla Aleksander Jagodzki, wiceprezes ds. sprzedaży w Goldenore. Firmy wciąż jednak muszą się nauczyć, jak przekształcić się z organizacji, które tylko posiadają dane, w takie, które potrafią je efektywnie wykorzystywać do zwiększania swojej konkurencyjności. Rozwiązaniem może być dostęp i analiza danych w czasie rzeczywistym.

– Codziennie generujemy ogromne ilości danych, które są kluczowe dla funkcjonowania i rozwoju każdej firmy. Postęp technologiczny spowodował, że do systemów informatycznych napływają nieskończone ilości danych, pochodzących z różnych źródeł i przechowywanych w wielu formatach. To sprawia, że przetwarzanie i zarządzanie nimi staje się istotnym zadaniem dla każdej organizacji biznesowej – mówi agencji Newseria Biznes Aleksander Jagodzki.

Dane określane są dziś mianem najważniejszego surowca XXI wieku. Ich znaczenie jako głównego zasobu przyszłości podkreślają Komisja Europejska, ONZ czy OECD, natomiast brytyjski dziennik „The Economist” uznał je za najważniejszy surowiec XXI wieku, który generuje więcej pieniędzy niż ropa. Fakt ten potwierdzają raporty i prognozy branżowe oraz praktyka wielu organizacji w różnych sektorach.

– Według IDC i Seagate w 2018 roku na świecie przetwarzanych było ok. 33 ZB danych, a do 2025 roku ta liczba wzrośnie już do 175 ZB. Pewne jest, że bez efektywnego gromadzenia, przetwarzania i „konsumowania” tych danych rozwój wielu przedsiębiorstw jest niemożliwy – mówi ekspert.

Wykorzystanie danych napędza całą cyfrową gospodarkę i stanowi bazę przy podejmowaniu decyzji biznesowych. To powoduje, że firmy muszą się przekształcić z organizacji, które tylko posiadają dane, w takie, które potrafią je efektywnie wykorzystywać do zwiększania swojej konkurencyjności.

– Współczesne przedsiębiorstwa funkcjonują w turbulentnym otoczeniu biznesowym, gdzie dostęp do aktualnych danych jest często źródłem przewagi konkurencyjnej. Jednak gromadzenie ich to początek drogi – mówi wiceprezes ds. sprzedaży w Goldenore. – Kluczem jest ich analiza przez różne systemy, w czasie rzeczywistym. Dopiero na podstawie tych przetworzonych i przeanalizowanych danych są podejmowane decyzje. Same dane są tylko surowcem, który musimy przetworzyć, aby uzyskać produkt końcowy.

Bazowanie na danych jest dla firm po prostu opłacalne. Według badań przeprowadzonych przez McKinsey & Company firmy data-driven mają 23 razy większe prawdopodobieństwo przyciągnięcia nowych klientów i dziewięciokrotnie większą szansę na zbudowanie ich lojalności, a także 19-krotnie większe prawdopodobieństwo osiągnięcia ponadprzeciętnej rentowności. Co ważne, wykorzystanie danych pozwala firmom nie tylko usprawnić podstawową działalność, ale też tworzyć nowe linie i modele biznesowe, napędzając ich rozwój.

– Korzyści jest wiele i zależą od specyfiki poszczególnych branż. To np. możliwość podejmowania trafnych i szybkich decyzji biznesowych albo przyspieszenie obsługi klientów czy przeprocesowanie transakcji. Obecnie czas reakcji jest ważnym czynnikiem w walce o klienta końcowego. Kolejna korzyść to możliwość monitorowania online kampanii marketingowych, np. w sieciach sklepów – podkreśla Aleksander Jagodzki.

Potencjał danych dla biznesu i gospodarki pokazuje ubiegłoroczny raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego, z którego wynika, że wartość gospodarki opartej na danych w Polsce szacowana jest na 6,2 mld euro, a w 2025 roku może to być między 7,9 mld a 12 mld euro. Eksperci podkreślili, że dzięki danym swoją potęgę zbudowało wielu obecnych gigantów technologicznych.

– Szybkość podejmowania decyzji jest jednym z najbardziej istotnych elementów, aby móc efektywnie i skutecznie zarządzać przedsiębiorstwem. Firmy, które chcą być przedsiębiorstwami czasu rzeczywistego (Real-Time Enterprise), oczekują wdrożenia takich możliwości biznesowych, które pozwolą im sprawnie zarządzać procesami i dynamicznie reagować na zachodzące w ich otoczeniu zmiany – mówi ekspert. – Firmy oczekują, aby bez względu na lokalizację czy różnorodność technologiczną i biznesową systemów informatycznych aktualne dane były dostępne „tu i teraz”. Jest to oczekiwanie zarówno samych przedsiębiorstw, jak i ich klientów. Nie może to jednak wykluczać dbałości o ciągłość przetwarzania danych, bo jej przerwanie, utrata danych albo ograniczenie do nich dostępu są destrukcyjne dla przedsiębiorstw i ich klientów.

Do efektywnego przetwarzania danych w czasie rzeczywistym potrzebne są rozwiązania, które pozwalają na replikowanie ich pomiędzy różnymi technologicznie systemami i różnymi lokalizacjami. Replikacja online pomaga również w migracji do chmury firmom, które w pierwszym kroku często decydują się na uruchomienie środowisk testowych i deweloperskich w chmurze. Dzięki replikacji możliwe jest zasilanie baz w chmurze i utrzymanie ich spójności z bazami on-premise.

– Replikacja danych nie może naruszać ich spójności. Często w trakcie replikacji dane muszą podlegać transformacji, żeby po jej zakończeniu stanowić informację mającą wartość biznesową. Podsumowując, do przetwarzania danych w czasie rzeczywistym potrzebujemy specjalistycznego oprogramowania – podkreśla wiceprezes ds. sprzedaży w Goldenore.

Specjalizująca się w integracji baz danych firma ma już na koncie projekty realizowane w różnych sektorach, m.in. bankowości, telco, retailu, przemyśle i administracji publicznej w Polsce, jak i w Europie. Goldenore koncentruje się na replikacji danych w czasie rzeczywistym na poziomie baz danych. W ten sposób zapewnia ciągłość biznesową, obejmującą aplikacje operacyjne i analityczne oraz bezpieczne i bezprzestojowe migracje na nowe wersje oprogramowania i nowe platformy.

– Nasze zaplecze to przede wszystkim know-how oraz zespół doświadczonych ekspertów mających za sobą wiele złożonych projektów zasilania danych w czasie rzeczywistym w średnich i dużych przedsiębiorstwach. Dzięki wdrożeniu mechanizmów „real-time’owych” opartych na odpowiednim oprogramowaniu narzędziowym eliminujemy ryzyka downtime’u, zapewniając ciągłość biznesową, odciążamy systemy główne, zasilamy systemy raportowe w czasie rzeczywistym jak również systemy test-dev. Sprawiamy, iż cała organizacja ma dostęp do danych i raportów w czasie rzeczywistym – mówi Aleksander Jagodzki.

Goldenore to jedna z najbardziej wyspecjalizowanych w Europie firm, które zajmują się implementacją replikacji danych w czasie rzeczywistym w różnych kontekstach biznesowych i technicznych. Poprzez repliki danych zapewnia kluczową w tym czasie ciągłość biznesową, obejmującą aplikacje operacyjne, analityczne, jak również bezpieczne i bezprzestojowe migracje na nowe wersje oprogramowania, a także na nowe platformy.

Będzie fala pozwów przeciwko właścicielom nieruchomości, którzy odmówili obniżenia czynszów na czas pandemii?

To nie jest wykluczone – przyznają eksperci z kancelarii prawnej Wódkiewicz & Sosnowski. Jako przykład podawana jest sytuacja sprzed kilku tygodni, gdy sąd podjął decyzję o obniżeniu czynszu za lokal w Świnoujściu. Przedsiębiorczyni prowadząca działalność gospodarczą ponosiła gigantyczne straty spowodowane trwającą pandemią, a właściciel lokalu nie zgodził się na obniżkę czynszu. Decyzja sądu obniżyła czynsz o kilka tysięcy złotych w skali miesiąca. – Takich sytuacji w Polsce może być niebawem więcej. Lockdown poważnie naruszył szansę zarabiania wielu branż, a nie wszyscy przedsiębiorcy wykazywali się solidarnością. Otrzymujemy mnóstwo sygnałów, że np. restauracja czy bar nie działa, a właściciel lokalu nadal pobiera 100% kwotę za dzierżawę i nie zgadza się na jakiekolwiek ustępstwa – mówi mec. Marek Jarosiewicz z Kancelarii Wódkiewiczz & Sosnowski.

Pandemia spowodowała „nadzwyczajną zmianę stosunków”?

Sytuacja z sądownym obniżeniem czynszu dotyczy wiosny 2020, czyli pierwszego lockdownu. Mimo próśb i prób negocjacji właściciel lokalu nie obniżył dzierżawcy czynszu. Model biznesowy działalności gospodarczej oparty był na założeniu, że klientami są głównie turyści. Ich brak spowodowany lockdownem spowodował, że opłacanie czynszu stało się niemożliwe. Przedsiębiorczyni popadła w ogromne długi i zdecydowała się na walkę o swoje prawa w sądzie. Jak się okazało argumenty okazały się skuteczne. Mec. Marek Jarosiewcz przyznaje, że takich spraw może być całe mnóstwo i prawnicy spodziewają się prawdziwej fali pozwów przeciwko właścicielom nieruchomości, którzy w trudnym czasie pandemii nie obniżali czynszów, a często podejmowali nawet kroki windykacyjne przeciwko przedsiębiorcom.

   – Pozew, który przygotowaliśmy opierał się na przepisach o nadzwyczajnej zmianie stosunków. Wyszliśmy z założenia, że epidemia koronawirusa jest tego książkowym przykładem. Daje to możliwość ubiegania się o zmianę stosunku prawnego przed sądem i możliwość zmiany wysokości np. świadczenia czynszowego. Żądanie sprowadzało się do obniżenia czynszu na czas, gdy klientka będzie osiągała zerowe obroty lub będą one znacząco niższe niż w latach poprzednich. Porównane zostały przychody z czasu pandemii z latami poprzednimi – mówi mec. Marek Jarosiewicz. – Sprawa dotyczyła najmu lokalu użytkowego poza galeriami handlowymi – dodaje mec. Marek Jarosiewicz.

Nie wszyscy wspierali się w czasie pandemii koronawirusa. Obniżki czynszów często dotyczyły tylko pierwszego lockdownu

Sprawy związane z obniżeniem czynszów były jednymi z najczęściej poruszanymi przez przedsiębiorców w ostatnich miesiącach. Osoby prowadzące działalność w lokalach miejskich zwykle bez problemu uzyskiwały obniżki lub umorzenia. Jeżeli zaś lokal należał do właściciela komercyjnego, tutaj z wyrozumiałością bywało różnie. Częste propozycje dotyczyły minimalnych obniżek lub możliwości odroczenia płatności. Taka sytuacja nie ratowała przedsiębiorców, a tylko odraczała ich zadłużenie w czasie. – Klienci kancelarii często mówili, że właściciele lokali używali argumentów: jak przyjdą pieniądze z tarcz to będziecie mieli środki na opłaty. Tyle, że nie wszyscy te wsparcie otrzymali – mówi mec. Jarosiewicz.

– Epidemia nie była brana pod uwagę przy kalkulowaniu warunków finansowych dzierżawy lokalu i nie była brana pod uwagę podczas podpisania umowy. Czynsz został przez sąd obniżony proporcjonalnie do spadku przychodów. Obniżenie więc było na poziomie 70% – dodaje ekspert.

Przedsiębiorcy podkreślają, że obniżki zdarzały się najczęściej w przypadku pierwszego lockdownu wiosną 2020. Jesienią i w 2021 roku takie sytuacje miały miejsce rzadziej, a jednocześnie były bardziej potrzebne.

Szczepienia 2021 dla cudzoziemców. Co warto wiedzieć?

Kolejka do szczepień jest bardzo długa. Pośród oczekujących są obcokrajowcy mieszkający i pracujący w Polsce. Na razie przepisy są bardzo nieprecyzyjne, choć niektórzy cudzoziemcy zostali zaszczepieni, gdyż znaleźli się w grupie 0 ze względu na charakter wykonywanej pracy. Reszta musi czekać na swoją kolej.

Do 20 marca wykonano w Polsce ponad pięć milionów szczepień, a blisko 1,8 mln osób otrzymało dwie dawki szczepionki. Pozostali czekają na swoją kolej. Szczepienia przebiegają etapami. Ustalona w Narodowym Programie Szczepień kolejność dotyczy także obcokrajowców, w tym Ukraińców, którzy stanowią największą mniejszość narodową w Polsce. Sanpro Synergy – firma specjalizująca się w outsourcingu procesów przemysłowych i zatrudniająca wielu obcokrajowców – zasięgnęła opinii w biurze pełnomocnika do spraw szczepień przy wojewodzie łódzkim. – Uzyskaliśmy potwierdzenie, że obcokrajowcy (posiadający kartę stałego lub czasowego pobytu) ze względu na wykonywaną w Polsce pracę, mają prawo do szczepień zgodnie z wytyczonymi etapami w Narodowym Programie Szczepień. Oznacza to, że obowiązuje ich taki sam harmonogram jak Polaków, według wykonywanego zawodu i wieku – informuje Małgorzata Orłowska, menedżer ds. legalizacji w spółce Sanpro Synergy z Grupy Impel.

Pojawiły się wątpliwości, czy przepisy zawężają grupę obcokrajowców uprawnionych do szczepień. Mogą one wykluczać np. cudzoziemców przebywających w Polsce na podstawie zezwoleń pobytowych niezwiązanych z określonym rodzajem pracy, osoby przebywające w Polsce na podstawie wiz, osoby oczekujące na wydanie decyzji w sprawie zezwolenia na pobyt, a także objęte ochroną międzynarodową i dopiero ubiegające się o objęcie taką ochroną.

Co zatem mają zrobić obcokrajowy, którzy chcą się zaszczepić, ale nie mają do tego prawa? Małgorzata Orłowska radzi, by czekać, być może zasady szczepień dla obcokrajowców zostaną doprecyzowane. – Sytuacja jest dynamiczna i trzeba śledzić komunikaty Ministerstwa Zdrowia. Dotyczy to wszystkich zainteresowanych szczepieniem przeciwko COVID-19, zarówno Polaków, jak i obcokrajowców. Polscy pracodawcy zatrudniający cudzoziemców mogą im pomóc w dotarciu do tych informacji – sygnalizuje.

Trzy metody pomocy: edukacja, mobilne punkty i testy

Pracodawcy mogą pomóc obcokrajowcom na kilka sposobów. Bieżące śledzenie przepisów i zasad zgłaszania się do szczepień to pierwszy z nich. Małgorzata Orłowska sugeruje, by pracodawcy zadbali o edukację pracowników, którym należy udostępnić informacje o szczepieniach w ich ojczystym języku. Pomocne będzie także stworzenie i pokazanie pracownikom jasnej ścieżki postępowania: kiedy, jak i gdzie zgłosić chęć zaszczepienia się.

Drugim sposobem jest możliwość zorganizowania mobilnego punktu szczepień w firmie, zgodnie z zapisami Narodowego Programu Szczepień. Z mobilnych punktów w firmie oprócz pracowników mogą korzystać ich bliscy – rodziny i partnerzy. Szczepienia w firmach będą dopuszczone na warunkach określonych przez NFZ i będą przebiegały zgodnie z etapami określonymi w rządowym programie. – Pracodawca musi jedynie zgłosić się do podmiotu oferującego takie świadczenie i podać liczbę osób, które chce w tym punkcie zaszczepić. To konieczne w świetle warunków określonych przez NFZ – podkreśla Małgorzata Orłowska.

Sposobem pośrednim, wspierającym, są regularne testy na obecność wirusa. Możliwość wykonania testu antygenowego, metodą RT-PCR lub szybkiego testu w celu wykrycia przeciwciał udostępniana jest pracownikom przez pracodawców coraz częściej. Wielu z nich korzysta z usług firm zewnętrznych, które dysponują wykwalifikowanym personelem medycznym oraz sprzętem. Spółka Sanpro Synergy z Grupy Impel, wspólnie z partnerem medycznym przeprowadziła do tej pory już ponad 9 tysięcy testów w firmach na terenie całej Polski.

Testy antygenowe drugiej generacji to już trzecia – obok testów immunochromatograficznych i testów metodą RT-PCR – forma przeciwdziałania rozprzestrzenianiu wirusa stosowana przez Sanpro Synergy w zakładach pracy. Największe zalety najnowszego testu to: szybkość uzyskania wyniku, możliwość przeprowadzenia go w dowolnym miejscu i relatywnie niska cena. – Testy antygenowe to optymalne rozwiązanie dla pracodawców, którzy chcą przesiewowo badać swoich pracowników i utrzymać ciągłość funkcjonowania w trakcie epidemii SARS-CoV-2. Test antygenowy identyfikuje osoby zakażone, które dzięki niezwłocznej izolacji nie stanowią zagrożenia dla reszty zespołu – podkreśla Małgorzata Walat, dyrektor rynków zagranicznych w Sanpro Synergy. W praktyce przeprowadzenie testu trwa kilka minut, a jednoznaczny wynik – pozytywny lub negatywny – uzyskuje się maksymalnie po kwadransie.

Czy obcokrajowcy chcą się szczepić?

Według oficjalnych informacji podawanych przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów zaufanie do szczepień rośnie. Chęć zaszczepienia deklaruje 75% Polaków. Czy obcokrajowcy także chcą przyjąć szczepionkę? – Na podstawie zainteresowania szczepieniami przeciwko Covid-19 w grupie 0 można przypuszczać, że tak – przewiduje Małgorzata Orłowska. Personel realizujący usługi Grupy Impel w podmiotach leczniczych jest już, w przeważającej części, zaszczepiony.

Obcokrajowcy z grupy 0 mieli otwarty dostęp do szczepień, na równi z Polakami, bez dodatkowych kryteriów. Ukraińcy w tej grupie mogli i chcieli się zaszczepić przeciwko COVID-19 – zauważa Małgorzata Orłowska. Wielu cudzoziemców zajmuje się w Polsce pracą, której nie da się świadczyć zdalnie, wielu mieszka w kwaterach pracowniczych lub mieszkaniach wynajmowanych z nieznajomymi osobami. W takich warunkach ludzie są bardziej narażeni, ponieważ dużo trudniej jest przestrzegać reżimu sanitarnego i izolować się od osób potencjalnie zakażonych.

Rola pracodawcy jako opiekuna, który chroni i pomaga zatrudnionym obcokrajowcom, jest teraz nieoceniona i bardzo potrzebna. Jak wynika z raportu „Ukraińcy na polskim rynku pracy – doświadczenia i perspektywy”, który został sporządzony przez Grupę Impel na podstawie badań ankietowych, 53% Ukraińców odczuwa pogorszenie zadowolenia z sytuacji życiowej z powodu pandemii. Część z nich myśli o opuszczeniu Polski z powodu utrudnionego dostępu do opieki medycznej. Niemal co piąta zapytana osoba odpowiedziała, że do pozostania w kraju przekonałaby ją lepsza opieka medyczna.

Raport „Ukraińcy na polskim rynku pracy – doświadczenia i perspektywy” można pobrać pod tym linkiem: https://raporty.sanprosynergy.pl/ukraincy

Luki w MS Exchange zagrażają polskim przedsiębiorstwom i administracji

Niedawno ogłoszone luki w Microsoft Exchange Server mogły wpłynąć również na polskie przedsiębiorstwa. W ostatnich tygodniach firma Check Point zablokowała w Polsce 14 prób ataków wykorzystujących podatności. Najczęściej atakowanymi na świecie sektorami są wciąż administracji i sektor obronny, przemysł wytwórczy oraz finanse i bankowość.

Od czasu ujawnienia luk w zabezpieczeniach serwerów Microsoft Exchange rozpoczął się wyścig hakerów i specjalistów bezpieczeństwa cybernetycznego. Globalni eksperci podejmują ogromne wysiłki prewencyjne, aby zwalczać hakerów, którzy codziennie pracują nad stworzeniem exploita, który może z powodzeniem wykorzystać luki w zabezpieczeniach umożliwiających zdalne wykonanie kodu w Microsoft Exchange.

Jak informuje firma Check Point przedsiębiorstwa, które nie zastosowały poprawek bezpieczeństwa lub nie posiadają zaawansowanych systemów bezpieczeństwa są poważnie narażone na ataki hakerskie. Od momentu wykrycia podatności firma Check Point zablokowała 14 prób ich wykorzystania w polskich organizacjach.

Firmy korzystające z Exchange Server powinny natychmiast zainstalować poprawkę w celu zminimalizowania ryzyka ataku – wskazywał w jednym z komunikatów Lotem Finkelsteen, dyrektor działu wywiadu zagrożeń w Check Point.

Najnowsze dane udostępnione przez Check Point wskazują, że cyberprzestępcy wykorzystując luki w MS Exchange Server najchętniej atakują cele militarne i wojskowe, stanowiące 17% odnotowanych incydentów. Tuż za nimi znajduje się przemysł wytwórczy (16%) oraz finanse i bankowość (15%).

Obecnie połowa ataków dotyczy Stanów Zjednoczonych. Kolejnymi najczęstszymi celami hakerów są Wielka Brytania (5%), a także Holandia i Niemcy (4%).Luki w MS Exchange zagrażają polskim przedsiębiorstwom i administracji

Polacy nie doceniają wagi testamentu. Tylko 8 proc. osób powyżej 45. roku życia zdecydowało się na jego spisanie

0

Testament posiadają najczęściej osoby powyżej 70. roku życia z wykształceniem podstawowym lub wyższym, żyjący w miastach poniżej 50 tys. mieszkańców – wynika z badania Kantar przeprowadzonego na zlecenie kancelarii prawno-podatkowej GWW we współpracy z Fundacją Otwarte Forum. – Polacy uważają, że testamenty piszą osoby starsze, będące na łożu śmierci i wcześniej po prostu o tym nie myślą – mówi Anna Trząsalska z Kantar Polska. Na taki krok zdecydowało się tylko 8 proc. badanych powyżej 45. roku życia. Brak testamentu może utrudnić życie spadkobierców, bo często spory sądowe ciągną się latami.

Odsetek Polaków, którzy sporządzają testament, jest dość niski. Osoby, które tego nie robią, po prostu nie zastanawiają się nad tym w danym momencie swojego życia lub uważają, że jest na to za wcześnie. Szczególnie dotyczy to osób poniżej 50. roku życia. Drugi czynnik to kwestie majątkowe. Polacy oceniają, że ich majątek nie jest aż tak cenny, aby był wart przepisania osobom najbliższym. Wyobrażają sobie, że przedmiotem testamentu muszą być konkretne i bardzo wartościowe posiadłości – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Trząsalska, ekspertka Kantar Polska.

Prawie połowa respondentów w badaniu „Sporządzanie testamentu w opinii i doświadczeniach Polaków” podkreśla, że nie zastanawiała się jeszcze nad kwestią testamentu. Co czwarty uważa, że nie ma nic cennego do pozostawienia, a co piąty – że jest za wcześnie na taki krok.

Zdaniem ekspertów niewielka popularność testamentów może wynikać z niskiej świadomości Polaków na temat korzyści prawnych z tym związanych. Polacy są przekonani, że dziedziczenie ustawowe rozwiąże sprawę.

W praktyce w 99 proc. przypadków, także w uporządkowanych rodzinach i nieskomplikowanych sytuacjach, dochodzi do różnorakich animozji i komplikacji, których można by uniknąć, gdyby testament został ważnie sporządzony. Warto to zrobić, aby nie pozostawić po sobie chaosu oraz aby mieć pewność, że nasza ostatnia wola zostanie zrealizowana według naszego zamysłu. Dziedziczenie ustawowe nie daje takiego komfortu – wyjaśnia Aldona Leszczyńska, radca prawny i wspólnik kancelarii GWW.

Korzyści ze sporządzenia testamentu są wyraźne, kiedy przedmiotem spadku są nieruchomości. Pozwala to uniknąć sytuacji, w której kilu spadkobierców staje się współwłaścicielami jednej nieruchomości, co może powodować wieloletnie spory i sprawy sądowe.

Testament można sporządzić zarówno u notariusza w formie aktu notarialnego, jak i własnoręcznie, jednak ten pierwszy sposób jest częściej polecany przez prawników. Z badania Kantar wynika, że 69 proc. osób, które sporządziły testament, wybrało formę notarialną. Częściej były to kobiety (75 proc.) ze średnim wykształceniem (76 proc.). Testament własnoręczny jest częściej pisany przez mężczyzn (36 proc.) i absolwentów uczelni wyższych (43 proc.).

Testament notarialny jest niezawodny i w zasadzie nie do podważenia. Przypadki podważenia dokumentu sporządzonego u notariusza są ekstremalnie rzadkie. Ważny testament można sporządzić własnoręcznie, ale trzeba pamiętać, że musi być napisany w całości własnoręcznie, także co do miejsca i daty sporządzenia, oraz własnoręcznie podpisany. Odręczne testamenty występują wyjątkowo. W takich przypadkach można mieć dużo więcej wątpliwości, czy zostały sporządzone prawidłowo, ale do podważenia prawdziwości takiego dokumentu wymagane są badania – zauważa radca prawny z kancelarii GWW.

Kwestia ważności dokumentu i możliwości jego podważenia budzi wiele wątpliwości wśród klientów kancelarii, podobnie jak przepisy dotyczące tzw. prawa do zachowku, które gwarantuje udział w spadku rodzinie (np. dzieciom, rodzicom) w przypadku ich pominięcia w testamencie.

Nasi klienci zazwyczaj pytają o to, czy testament sporządzony u notariusza będzie ważny i jak to zrobić, aby nie został przez nikogo podważony. Inna wątpliwa kwestia to wartość majątku i tzw. zachowek. Jest to zobowiązanie, które może obciążać spadkobierców w stosunku do innych osób, które nie dostały spadku lub dostały zbyt mało w porównaniu z tym, co przewidział ustawodawca. Szczególne wątpliwości budzi kwestia, czy darowizny, które spadkodawca przekazał za życia swoim dzieciom czy innym spadkobiercom, powinny być uwzględniane przy obliczaniu wspomnianego zachowku – uściśla Aldona Leszczyńska.

Ponad 90 proc. Polaków, którzy sporządzili testament, uwzględniło w nim członków rodziny. 4 proc. zapisało coś przyjaciołom, a 2 proc. – zaprzyjaźnionym instytucjom, np. szpitalom, domom dziecka czy bibliotekom.

86 proc. Polaków w ogóle nie rozpatruje przepisania czegokolwiek w testamencie fundacjom lub stowarzyszeniom. Wynika to przede wszystkim z tego, że myślą o swoich najbliższych jako naturalnej linii dziedziczenia i w swojej ocenie nie posiadają majątku, który mogliby rozdzielić i na najbliższych, i zarazem przeznaczyć na działalność organizacji – wyjaśnia Anna Trząsalska.

Cztery osoby na 10 odpowiedziały, że wolą podzielić się tym, co posiadają, z najbliższymi, a trzy na 10 uważają, że ich majątku wystarczy jedynie dla rodziny. Z kolei 14 proc. ankietowanych nie ufa fundacjom i stowarzyszeniom, a jeden na 20 Polaków nie wie, że zapis testamentowy może dotyczyć organizacji.

Jeszcze przez dwa dni, do 26 marca, trwa kampania społeczna Zapisz Dobro. Jej celem jest zachęcenie Polaków do uwzględnienia w testamentach fundacji i stowarzyszeń. Jednym z przykładów takiego gestu jest testament spisany przez Lucię Velic, polską emigrantkę z USA, która uwzględniła w nim Fundację Ronalda McDonalda. Dzięki tej organizacji przy szpitalach pediatrycznych powstają domy dla rodziców małych pacjentów. W ramach akcji prawnicy udzielają także bezpłatnych porad dotyczących prawa spadkowego i testamentów.